Jerzy Jóźkowiak: Poczta Polska stawia na e-commerce

Poczta Polska rozwija ofertę dla sklepów internetowych. Nie chce koncentrować się tylko na transporcie i doręczaniu paczek, lecz także oferuje ubezpieczenia, bankowość oraz e-usługi. Klientów ma zachęcić właśnie kompleksowa oferta, dzięki której możliwe będzie obniżenie kosztów poszczególnych usług. E-commerce to jeden z sektorów, w który Poczta Polska inwestuje w ramach trwającej restrukturyzacji.

Rynek listów tradycyjnych maleje i będzie maleć. Handel internetowy z pewnością będzie się rozwijał – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Jóźkowiak, prezes zarządu Poczty Polskiej. – Już dzisiaj obsługujemy znaczną część małych i średnich przedsiębiorstw, teraz chcemy zaproponować im zintegrowaną ofertę. Nowa odsłona naszej strony internetowej ecommerce.poczta-polska.pl pokazuje nasze możliwości. Zamierzamy wykorzystać ten potencjał.

Usługi cyfrowe skierowane do małych i średnich przedsiębiorstw to zdecydowanie przyszłość Poczty Polskiej – zapewniają przedstawiciele spółki. Poczta dzięki rozwiniętej sieci swoich placówek i listonoszy jest największym w kraju operatorem logistycznym, co powoduje, że może oferować wachlarz usług z dostawą do domu. Już w ubiegłym roku inwestycje w nowe usługi przyniosły efekty. Dzięki możliwości odprawiania paczek przez internet i śledzenia przesyłek aż o 60 proc. wzrósł wolumen przesyłek kurierskich Pocztex.

W naszej grupie kapitałowej dysponujemy bankiem i usługami pocztowymi. Jeżeli teraz małemu i średniemu przedsiębiorcy damy możliwość obsługi poprzez platformę internetową z fizycznym dostarczaniem produktów, oferując jednocześnie możliwość rozliczenia w banku i ubezpieczenie, to sądzę, że klienci w pierwszej kolejności będą wybierać nas – ocenia Jerzy Jóźkowiak.

W ubiegłym roku przesyłki nadawane przez sklepy internetowe stanowiły ok. 25 proc. rynku paczkowo-kurierskiego. Z tego jedną trzecią obsłużyła Poczta Polska. Zarząd operatora liczy na to, że dzięki unikalnemu na rynku połączeniu w jednej ofercie wysyłki (Poczta Polska), bankowości (Bank Pocztowy), ubezpieczenia (Ubezpieczenia Pocztowe) i usług elektronicznych (Envelo) zdobędzie jeszcze silniejszą pozycję. Zakup usług w pakiecie pozwoli klientom na zmniejszenie jednostkowego kosztu usług.

Dodatkowo Poczta będzie oferować swoim klientom za pomocą specjalnej platformy możliwość łatwego zwrotu towaru zakupionego w internecie.

Inwestycje w rozwój nowych usług wpłynęły na wyniki finansowe Poczty Polskiej za ubiegły rok. Grupa Poczty Polskiej osiągnęła księgowy zysk w
wysokości 94 mln zł brutto. Wynik porównywalny grupy, uwzględniający inwestycje w kapitał ludzki, wyniósł blisko 200 mln zł brutto. To o ponad 25 proc. więcej niż rok wcześniej. Jóźkowiak podkreśla, że ta zwiększona zdolność generowania zysku to bardzo dobra wiadomość.

Według prezesa Poczty dwa najważniejsze parametry w okresie restrukturyzacji to właśnie zysk porównywalny oraz przepływy pieniężne. Obydwa mają bardzo dobre wartości. W ubiegłym roku przychody Grupy Poczty Polskiej przekroczyły 6,5 mld zł i choć były o 3,4 proc. niższe niż rok wcześniej, to cięcia kosztów w dużej mierze kompensowały ten spadek. Na inwestycje w 2013 r. spółka przeznaczyła 250 mln zł.

Z perspektywy firmy, która przechodzi głęboką restrukturyzację, nie stawiamy na maksymalizację zysku, ponieważ staramy się inwestować w firmę, w jej przyszły rozwój, w szkolenia oraz w nasze spółki, np. Pocztę Polską Usługi Cyfrowe, która rozwija platformę Envelo – podkreśla Jóźkowiak. – Zakładamy, że następne lata też będą pozytywne. Kiedy przejdziemy przez fazę głębokiej restrukturyzacji, wynik będzie wzrastał, bo taki jest cel działania każdego zarządu w spółce akcyjnej.

Crowdfunding może być alternatywą dla kredytów w bankach

CEO Magazyn Polska

Crowdfunding, czyli finansowanie inwestycji przez zwykłych ludzi wykupujących tzw. cegiełki, jest w Polsce jeszcze stosunkowo mało znany. Z drugiej jednak strony tę właśnie metodę stosowali lub stosują czołowi przedsiębiorcy, a także organizacje non-profit. Finansowanie społecznościowe jest regulowane przez prawo i może być dobrą alternatywę dla usług bankowych.

Mogłoby się wydawać, że crowdfunding to nowy pomysł, który w Polsce dopiero raczkuje, a tymczasem to stara idea – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Mroczka, prezes zarządu Rank Progress SA. – Wielcy przedsiębiorcy, którzy są pierwsi na listach najbogatszych na świecie, korzystali z crowdfundingu, realizowali według tego pomysłu społecznościowe finansowanie. Chodzi w tym o to, by podzielić się ewentualnym zyskiem z ludźmi, dzięki czemu staną się oni potencjalnymi udziałowcami takiego przedsięwzięcia.

Problemem dla rozwoju finansowania społecznościowego jest niskie zaufanie społeczne, nadszarpnięte m.in. przez aferę z Amber Gold.

Pamiętajmy, że Ministerstwo Gospodarki aprobuje crowdfunding, nie ma więc mowy o nielegalności – mówi Mroczka. – Ustawa reguluje, że finansowanie jest bezpieczne, że środki muszą być zwrócone, jeśli nie uda się uzbierać wystarczającej sumy. Nie ma tu czego się obawiać.

Finansowanie społecznościowe, w przeciwieństwie do zbiórki publicznej, nie musi oznaczać inwestycji celu publicznego. Podpisana 1 kwietnia br. przez prezydenta ustawa o zbiórkach publicznych znosi regulacje dotyczące zbiórek internetowych. Jest to spore ułatwienie dla portali crowdfundingowych.

Zdaniem Mroczki finansowanie społecznościowe może stanowić dobrą alternatywę dla kredytów bankowych.

– Weźmy pod uwagę, że bank nigdy nie uruchomi finansowania, jeżeli nie mamy wynajętej powierzchni – mówi Mroczka. – Tymczasem kapitał możemy pozyskać, dedykując produkt osobom fizycznym, mniej lub bardziej majętnym. Wszystko zależy od tego, jak napisze się program i ile wyniosą składki. Prawda jest taka, że jako zwykłe osoby możemy robić to samo, co banki, i dzięki temu finansować i realizować dowolne pomysły.

Sam prezes zarządu Rank Progress SA planuje rozpoczęcie pozyskiwania funduszy przez crowdfunding, zaczynając od niewielkiego projektu w branży nieruchomości.

Finansować społecznościowo można praktycznie każdy projekt, na którego realizację potrzebne są większe lub mniejsze środki. Może to być np. wydanie książki, płyty czy zorganizowanie koncertu – wyjaśnia Mroczka. 

Środki uzyskane poprzez crowdfunding mogą w zależności od projektu wynieść od kilkuset do kilku milionów złotych. Inwestor może uzyskać udział w zyskach lub stratach (crowdfunding udziałowy) lub inne świadczenie zwrotne, takie jak np. usługi, bilety na koncerty czy inne bonusy. Z tej metody pozyskiwania środków korzystają, zwłaszcza przez internet, m.in. początkujący twórcy czy organizacje charytatywne. Jednak w ten sposób realizowane są także większe projekty. Finansowanie społecznościowe obejmuje także inwestycje infrastrukturalne, takie jak np. zakup biurowca w Krakowie czy budowa drapacza chmur w Bogocie. Oczywiście im większy projekt, tym dłużej trwa zbieranie niezbędnych środków.

Elektroniczne walne zgromadzenia akcjonariuszy wciąż mało popularne. Mimo że dają duże oszczędności

CEO Magazyn Polska

Od czterech lat polskie prawo dopuszcza możliwość organizowania walnych zgromadzeń akcjonariuszy (WZA) poprzez transmisję w internecie. Nie jest to jednak obowiązkowe, przez co spółki niechętnie korzystają z tej możliwości. Mimo że elektroniczne WZA przyniosłyby spółkom i akcjonariuszom oszczędność czasu i pieniędzy.

Walne zgromadzenia nie powinny funkcjonować w dotychczasowej strukturze jako spotkania osób. Rzeczywiście można sobie wyobrazić raz do roku podsumowanie roku obrachunkowego jako serię pytań od inwestorów, czy to indywidualnych, czy instytucjonalnych, kierowanych do zarządu, czyli inaczej mówiąc, spowiedź zarządu przed akcjonariuszami. Jednak walne zgromadzenie nie musi podejmować swoich decyzji, czyli uchwał na obradach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Leszek Koziorowski, wspólnik i radca prawny w Kancelarii Gessel.

Według kodeksu spółek handlowych (KSH) walne zgromadzenie akcjonariuszy (WZA) odbywa się w siedzibie spółki (art. 403). Przepis dopuszcza także możliwość zorganizowania WZA w miejscowości, w której siedzibę ma spółka prowadząca giełdę, na której notowana jest dana firma (w wypadku GPW jest nią Warszawa). Statut spółki może określać inne miejsce, ale musi być ono na terytorium Polski. Część ekspertów wskazuje, że rozwój technologii pozwala już na organizację WZA w czasie rzeczywistym, poprzez internet.

Technologiczne zmiany implementowane do przepisów prawa i Kodeksu spółek handlowych umożliwią poddawanie pod głosowanie uchwał online, w określonym czasie jako projektu uchwały kierowanego do wszystkich akcjonariuszy. Możliwy byłby ich udział w głosowaniu w określonym czasie  bez konieczności osobistego stawienia się w określonym miejscu i o określonej porze – wskazuje Leszek Koziorowski.

Teoretycznie taka możliwość już istnieje – od 3 sierpnia 2009 r., kiedy na mocy nowelizacji KSH implementowano przepisy dyrektywy 2007/36/WE. Dopuszcza ona możliwość udziału w WZA za pomocą komunikacji elektronicznej, łącznie z oddawaniem głosów. Nie jest to jednak obligatoryjne, dlatego niewiele spółek decyduje się na przeprowadzenie WZA poprzez internet. Według Koziorowskiego warto wprowadzić wymóg elektronicznego udziału w WZA. 

Zmiany w istocie walnego zgromadzenia są możliwe tylko wtedy, jeśli zostaną przeprowadzone zmiany w Kodeksie spółek handlowych. Nie są mi znane takie plany, natomiast moim zdaniem byłoby zasadne rozważenie takiego kierunku zmian w polskim prawie. To będzie tańsze  i efektywniejsze, a przede wszystkim zapewnimy stuprocentową frekwencję na takim walnym zgromadzeniu, w sytuacji, kiedy będzie ono obradowało non stop – uważa Koziorowski.

Obowiązek organizacji elektronicznego dostępu do WZA byłby sporym ułatwieniem dla zagranicznych inwestorów, którzy muszą stawiać się osobiście lub wysyłać przedstawicieli. To także oszczędność dla spółek, które muszą ponosić koszty związane z organizacją WZA, związane np. z wynajmem pomieszczeń.

Odpadają też wszelkie zarzuty, że decyzje zapadają poza plecami akcjonariuszy, każdy się wypowie i nie będzie mógł się powołać na niedostępność walnego zgromadzenia, np. ze względu na wysokie koszty. Na pewno poprawiłoby to efektywność działania spółek, a jeszcze pewniejsze jest, że wzmogłoby kontrolę nad spółkami przez właścicieli i dawców kapitału – wskazuje wspólnik i radca prawny w Kancelarii Gessel.

Z możliwością głosowania przez internet podczas transmitowanych w sieci WZA wiążą się jednak pewne ryzyko. Przede wszystkim system informatyczny musi zagwarantować właściwe sprawdzenie tożsamości akcjonariusza. Ponadto istnieje zawsze ryzyko zerwania połączenia internetowego, co może uniemożliwić oddanie głosu przez część akcjonariuszy, a w konsekwencji – prowadzić do zaskarżenia uchwał.

Do kompetencji walnego zgromadzenia akcjonariuszy należy m.in. zatwierdzanie sprawozdań zarządu oraz sprawozdań finansowych, udzielanie absolutorium członkom organów spółki i decydowanie o podziale zysku lub pokryciu straty.

Zmiany na rynku polis bankowych. Dotyczą m.in. zasad pobierania opłat przez banki i informowania o tym produkcie

CEO Magazyn Polska

Wejście w życie Rekomendacji U, przyjętej wczoraj przez Komisję Nadzoru Finansowego, doprowadzi do zmian na rynku ubezpieczeń oferowanych przez banki. Będą one dotyczyć m.in. zasad pobierania wynagrodzeń przez banki oraz sposobu informowania klienta o tym produkcie. Pewne utrudnienia z tym związane mogą doprowadzić do odejścia niektórych podmiotów od tego segmentu rynku, jednak zmiany te nie powinny zagrozić istnieniu rynku bancassurance.

Wprowadzenie długo zapowiadanej rekomendacji przez wielu uważane było za kres funkcjonowania usługi. Zdaniem Piotra Czubluna, radcy prawnego i partnera w kancelarii Czublun Trębicki Kancelaria Radców Prawnych, nowe regulacje zmienią rynek, ale go nie zagrożą jego istnieniu.

Z całą pewnością bancassurance na rynku pozostanie, bo to jest dobra oferta dla wielu klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Czublun. – Na pewno rynek bardzo się zmieni w zakresie informowania klientów, podejścia do tego, czym jest produkt ubezpieczeniowy oferowany w strukturach banków. Jestem jednak spokojny, że mimo zmian rynek bancassurance pozostanie i będzie się nadal rozwijał.

Celem przyjętej przez KNF Rekomendacji U jest poprawa standardów oferowania klientom produktów ubezpieczeniowych, a także ustalenie zasad współpracy między bankami a towarzystwami ubezpieczeniowymi. Ogłoszona wczoraj przez KNF wersja uwzględnia uwagi przedstawicieli zarówno branży bankowej i ubezpieczeniowej, jak i przedstawicieli klientów – głównie organizacji konsumenckich.

Zgodnie z jedną ze zmian wynagrodzenie banku oferującego produkt ubezpieczeniowy powinno być ustalane przy uwzględnieniu wysokości kosztów ponoszonych przez bank.  

Zgodnie z rekomendacją bank ma jedynie pobrać od klienta ekwiwalent kosztów, jakie ponosi w związku z oferowaniem ubezpieczenia – mówi Czublun. – Oznaczałoby to, że nie może na tym zarabiać. Pamiętajmy jednak, że jest cały szereg innych czynności, które bank może wykonywać na rzecz klienta, zakładu ubezpieczeń bądź innego pośrednika. Czynności te nie stanowią pośrednictwa, pomimo że mają związek z ubezpieczeniem. Sądzę, że jest szansa, by banki nadal zarabiały w tym obszarze – dodaje.  

KNF rekomenduje, że banki powinny tak prowadzić działalność w tym zakresie, żeby nie występował konflikt interesów, czyli aby bank nie występował jednocześnie jako ubezpieczający i pośrednik ubezpieczonego.

Rekomendacja zwiększy też zakres informacji, które od banku powinien otrzymać klient.

–  Informacji tych będzie więcej – począwszy od wiadomości o prawach i obowiązkach klienta, przez informacje o umowie ubezpieczenia i ogólnych warunkach ubezpieczenia – zauważa partner w Czublun Trębicki Kancelaria Radców Prawnych. – Na bankach spocznie także obowiązek wydawania tzw. karty produktu, a więc informacji o zakresie akceptowanej przez bank ochrony ubezpieczeniowej.  

Zdaniem Czubluna nadmiar informacji może być dla klientów niezrozumiały.

Klienci z całą pewnością nie przyswoją takiej liczby wiadomości. Wydaje się to być wylanie dziecka z kąpielą – twierdzi Czublun.

Rekomendacja dotyka także obszarów, które będą wymagały zmian w systemach informatycznych. Zdaniem rozmówcy Newserii Biznes doprowadzić może nie tylko do zmian technicznych, lecz także do zmian w modelu oferowania ubezpieczenia.

– Wiele banków dzisiaj oferuje produkty w modelu grupowym – mówi Czublun. – Tymczasem może warto rozważyć przejście na model agencyjny, w ramach którego bank stanie się agentem i będzie działał jako agent oferujący produkty indywidualne

Tym bardziej że według zaleceń KNF bank powinien zapewnić swobodę wyboru przez klienta zakładu ubezpieczeń, z którego usług chce skorzystać.

KNF oczekuje, że Rekomendacja U zostanie wprowadzona przez banki najpóźniej do końca marca 2015 r.

Możliwy nowy lider w handlu produktami elektrycznymi i oświetleniowymi

0

CEO Magazyn Polska

7 mld zł może być warty rynek sprzedaży produktów elektrycznych i oświetleniowych – szacuje Grodno SA. Firma, która dziś jest szóstym graczem, chce zwiększać zarówno liczbę placówek, jak i asortyment, by w kolejnych latach zdecydowanie zwiększyć udział w rynku. Na ten cel przeznaczy środki z oferty 3,5 mln akcji – budowa księgi popytu ruszy 26 czerwca. Notowana na NewConnect firma jeszcze w lipcu ma przejść na rynek główny GPW.

Celem strategicznym Grodna jest zwiększenie udziału w rynku handlu produktami elektrycznymi i oświetleniowymi, który w 2013 r. był wart ok. 7 mld zł. Obecnie spółka zajmuje 6. miejsce na tym rynku, z udziałem ok. 2,6 proc. Dźwignią do wzrostu wartości spółki ma pozostać rynek kapitałowy.

Dla nas najbardziej dynamiczny okres to ostatnie trzy lata, gdy weszliśmy na NewConnect, pozyskaliśmy środki z giełdy i zainwestowaliśmy je w dalszy rozwój. Naszą strategię realizujemy poprzez zarówno rozwój własnych placówek, jak i poprzez wartość dodaną, którą oferujemy naszym klientom, a która polega na usługach w zakresie projektowania, doradztwa, w zakresie audytów oświetleniowych, audytów przemysłowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jurczak, prezes zarządu Grodno SA.

Jak podkreśla, dzięki właściwie zaprojektowanym rozwiązaniom w zakresie oświetlenia, klienci mogą zaoszczędzić nawet 50-60 proc. kosztów energii elektrycznej. Spółka chce dalej rozwijać swoją ofertę asortymentową. Wraz z rozwojem nowych placówek ma to zwiększać zarówno przychody, jak i rentowność sprzedaży.

Jesteśmy postrzegani w branży jako dostawca m.in. zabezpieczeń obiektów. Mam na myśli telewizję przemysłową, kontrolę dostępów, alarmy, czyli taki sektor, którego branża stricte elektrotechniczna dotychczas nie obejmowała. Rośniemy w fotowoltaice – to jest nowy obszar, w którym jako jedyni z branży się rozwijamy. Za dwa lata w przychodach segment ten ma stanowić 5 proc., obecnie – 0,5 proc. Zamierzamy bardzo mocno urosnąć w sektorze przemysłowym – z obecnych 9 proc. naszych przychodów do 25 proc. na koniec roku obrotowego 2014/2015 – ocenia Andrzej Jurczak. 

Grodno zaoferuje inwestorom 3,5 mln akcji. Cena emisyjna akcji ma wynieść około 4 zł, a więc spółka chce je sprzedać z wyraźną premią w stosunku do aktualnej giełdowej wyceny (ok. 3,45 zł). Zarząd Grodna tłumaczył to tym, że obecna wycena spółki jest na poziomie sprzed trzech lat, jednak przychody w tym okresie zwiększyły się o 60 proc., a EBITDA – o 26 proc., ponadto zgodnie ze strategią rozwoju w kolejnych latach sprzedaż spółki wzrośnie o kolejne 40 proc. Potwierdzeniem relatywnie niskiej bieżącej wyceny może być także wskaźnik cena/zysk, który jest znacznie niższy od średniej dla szerokiego indeksu WIG. Widoczne jest także zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych. To do nich ma trafić blisko trzy czwarte nowej emisji.

Planujemy wyemitować 3,5 mln sztuk akcji. 2,6 mln skierowanych będzie do inwestorów instytucjonalnych, a 900 tys. – do indywidualnych. Środki zostaną przeznaczone głównie na poszerzenie sieci sprzedaży. 10 mln złotych planujemy przeznaczyć na uruchomienie dziesięciu placówek: pięciu w tym roku obrotowym i pięciu w kolejnym – mówi prezes zarządu Grodno SA.

Kolejne 3 mln zł pozyskane od inwestorów mają zostać przeznaczone na poszerzenie bazy asortymentowej, a 1 mln zł – na nowe platformy informatyczne.

Nasza baza asortymentowa, magazynowa wzrośnie z 24 tys. pozycji do 35 tys. pozycji. Kolejnym celem emisyjnym jest rozwój nowoczesnych kanałów dystrybucji za pośrednictwem internetu, takich jak platformy B2B i B2C. Będzie na to przeznaczone 0,5 mln złotych i tyle samo na czwarty cel, jakim jest optymalizacja i rozwój procesów zarządzania w logistyce i sprzedaży – CRM-u, czyli systemu, dzięki któremu jeszcze lepiej będziemy zarządzać naszymi zamówieniami oraz relacjami z klientami – wyjaśnia Jurczak.

Grodno odnotowało 0,9 mln zł zysku netto w IV kwartale roku obrachunkowego 2013/2014 (tj. w I kwartale roku kalendarzowego 2014). Rok wcześniej spółka miała stratę netto w wysokości 6 tys. zł. Zysk operacyjny zwiększył się w ujęciu rocznym z 0,51 mln zł do 1,29 mln zł, natomiast zysk EBITDA – z 1,42 mln zł do 2,13 mln zł. W tym samym okresie przychody ze sprzedaży urosły o ponad 4 mln zł, do 48,75 mln zł w IV kwartale roku obrachunkowego.

W całym roku obrotowym 2013/2014 skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 4,07 mln zł, w porównaniu z 0,55 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody w ujęciu rocznym zwiększyły się ze 193,09 mln zł do 208,9 mln zł.

– Plany na kolejne dwa lata zakładają wzrost naszego biznesu o 40 proc., do 292 mln z 209 mln zł zrealizowanych w ubiegłym roku. W sumie przez te trzy lata nasz biznes urósł o 60 proc. Historia 24 lat pokazuje, że nasz biznes jest wciąż rosnący – wskazuje prezes Grodna.

W Europie brakuje pracowników branży IT. Problem ten mogą rozwiązać wczesna edukacja i promowanie nauk ścisłych

CEO Magazyn Polska

W Europie brakuje blisko 300 tysięcy informatyków. Jak jednak wynika z szacunków Unii Europejskiej, problem ten będzie się pogłębiał i w przyszłym roku nieobsadzonych stanowisk w branży teleinformatycznej będzie już pół miliona. Trudności w pozyskaniu kandydatów mogą uniemożliwiać firmom innowacyjność i realizację części projektów. Dlatego zdaniem ekspertów ważne jest popularyzowanie wśród młodzieży nauk związanych z informatyką.

Niedobór pracowników IT jest bardzo duży. W Polsce obecnie to jest prawie 40 tys., a w przyszłym roku będzie prawie 50 tys. pracowników. W Stanach Zjednoczonych brakuje dziś 300 tys. pracowników, a szacuje się, że w 2020 będzie to około 1 miliona. Wydaje mi się, że problem może być nawet jeszcze większy. A przecież oprogramowanie w tej chwili jest potrzebne w każdej działalności biznesowej. Wszelkie urządzenia mają programy informatyczne, które ktoś musi napisać – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Pluta, partner zarządzający w Sollers Consulting, firmie specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla sektora finansowego.

Wedle danych Komisji Europejskiej popyt na pracowników branży ICT, zajmującej się technologią przepływu informacji i transmisją danych, rośnie w tempie ok. 4 proc. rocznie i znacznie przewyższa podaż. Obecnie w Europie brakuje blisko 300 tys. informatyków – za rok może być to pół miliona, a w 2020 – nawet milion. Najgorsza sytuacja jest w Wielkiej Brytanii, Niemczech i we Włoszech, gdzie wakaty w branży ICT stanowią 60 proc. wszystkich nieobsadzonych stanowisk w branży w Europie.

Jak podkreśla ekspert, największe zapotrzebowanie jest na wysoko wykwalifikowanych informatyków – menadżerów IT, architektów informatycznych i analityków. Jak przewiduje Komisja Europejska, do 2020 roku liczba miejsc na stanowiskach związanych z zarządzaniem, projektowaniem i analityką wzrośnie o 44 proc. w porównaniu z rokiem 2011.

Samych specjalistów IT już jest za mało na rynku. Natomiast, gdy firmy patrzą jeszcze na połączenie wiedzy informatycznej z wiedzą biznesową, ze zdolnością komunikacji z drugim człowiekiem, to tych osób jest jeszcze mniej i jeszcze trudniej jest je znaleźć – zaznacza Pluta.

Przewagę konkurencyjną pracowników tworzy umiejętność łączenia różnych kompetencji, w tym posiadanie „soft skills” (kompetencji miękkich) – w IT oznacza to zdolność budowy zespołu i dzielenia się wiedzą. Pracowników z taką wiedzą jednak brakuje. Coraz trudniej jest też o informatyków z szerszą wiedzą – np. znajomością języków obcych czy chęcią do nauki i nabycia nowych kompetencji. Ponadto firmom, takim jak Sollers Consulting, zależy na długoterminowych umowach, natomiast coraz częściej zdarza się, że kandydaci preferują krótkie terminy zatrudnienia, bo chcą wypróbować różne miejsca pracy.

Trudność w pozyskiwaniu kandydatów z wiedzą informatyczną w konsekwencji uniemożliwi firmom realizację projektów, uniemożliwi bycie innowacyjnym. Ta wiedza jest konieczna, żeby oferować klientom dobre usługi i innowacyjne produkty. Te firmy, które sobie z tym nie poradzą, po prostu będą odstawały od liderów rynku – mówi Pluta.

Ekspert podkreśla, że ważne jest nawiązanie kontaktu ze studentami już na początku studiów. Dlatego firmy współpracują z uczelniami, są obecne na targach pracy, organizują również warsztaty dla studentów. Niektóre firmy oferują staże i możliwość pracy w niepełnym wymiarze godzin. Pluta zaznacza, że informatykom zależy nie tylko na wysokim wynagrodzeniu, lecz także na możliwości rozwoju czy realizacji prestiżowych projektów.

Z niedoborami kandydatów na stanowiska informatyczne radzimy sobie poprzez intensywną współpracę z uczelniami i popularyzację tego obszaru na rynku. Ostatecznie jesteśmy w stanie realizować obecne projekty, ale potrzeby szybko rosną, więc rekrutacja i działania w obszarze kadr, pozyskiwania osób są bardzo intensywne – mówi Pluta.

Sytuację mogłoby poprawić zachęcanie młodzieży do pogłębiania wiedzy z przedmiotów ścisłych, czyli gałęzi nauk związanych z informatyką. Ważne, by dbać o to również wśród najmłodszych, na początku edukacji – w szkołach podstawowych czy gimnazjach.

Nowe technologie rozwijają się szybciej niż systemy edukacji właściwie we wszystkich krajach. Mało krajów ten problem dostrzega. Z 28 krajów UE tylko 12 myśli, co z tym zrobić – przodują w tym Wielka Brytania, Niemcy i Irlandia – mówi Pluta.

W maju tego roku ruszył projekt europejski „E-Skills for Jobs 2014”, którego celem jest promowanie umiejętności cyfrowych u młodzieży. Prowadzony jest równolegle w 30 krajach Europy, m.in. w Polsce, w ramach Wielkiej Koalicji dla Tworzenia Miejsc Pracy. Ma to umożliwić dostosowanie się młodych ludzi do wymagań współczesnego rynku pracy.

Należy uatrakcyjnić i popularyzować te działania. Spotykamy się z wieloma osobami, które studiowały kierunek niezwiązany z informatyką i rynek zmusił je do tego, żeby się przebranżowić. Rynek w pewnym sensie to wymusza. Gdyby ci ludzie zdawali sobie z tego sprawę wcześniej, to być może od razu zaczęliby się rozwijać w tym kierunku, jeżeli mają predyspozycje – podkreśla Marcin Pluta. 

Od szkód spowodowanych podczas jazdy na rowerze można się ubezpieczyć. Podobnie jak od kradzieży jednośladu

CEO Magazyn Polska

Dwie trzecie Polaków jeździ na rowerze, a 20 proc. – regularnie. Co roku kupujemy milion nowych jednośladów. Wraz z rosnącą popularności tej formy komunikacji rośnie zarówno liczba wypadków z udziałem rowerzystów, jak i liczba kradzieży. Coraz więcej firm ubezpieczeniowych oferuje więc polisy dla miłośników dwóch kółek.

Według najnowszych badań z roku na rok Polacy coraz częściej wybierają rowery jako sposób komunikacji. 70 proc. Polaków przyznaje się, że jeździ systematycznie na rowerze. Ponad 20 proc. kupiło w ostatnim roku rower. Kategorią, która jest niestety pomijana przez ludzi, jest OC rowerowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Kluźniak, specjalista ds. produktów kartowych i ubezpieczeniowych Toyota Bank.

Każdy, kto jeździ rowerem, jest narażony na wyrządzenie krzywdy sobie lub komuś innemu, a także na spowodowanie mniejszej bądź większej szkody. Mowa o takich sytuacjach, jak na przykład uszkodzenie lusterka stojącego samochodu. To niewielka szkoda, ale może kosztować nawet kilkaset złotych.

OC pokryje nam tego typu koszty, czyli ubezpieczyciel w ramach OC zlikwiduje taką szkodę. OC rowerzysty jest to produkt, który jest bardzo popularny za granicą, ten trend jednak dopiero przenosi się do Polski – mówi Piotr Kluźniak.

Na polskim rynku, wzorem krajów zachodnich, oferta firm ubezpieczeniowych dla rowerzystów z roku na rok się zwiększa. Jest coraz więcej produktów, które są odpowiednikami ubezpieczeń komunikacyjnych dla aut. Oprócz polisy OC rowerzysta może też zakupić autocasco.

W ramach takiej ochrony użytkownik roweru otrzymuje zabezpieczenie od kradzieży. W przypadku kradzieży z miejsc dozorowanych rowerzysta może liczyć na zwrot kosztów. Bardzo często również obejmuje to naprawę jednośladu – jeżeli podczas wycieczki zdarzy nam się jakaś awaria, możemy zadzwonić po serwis, który odholuje nas do domu bądź rower do serwisu – wyjaśnia ekspert Toyota Bank.

Warto zadbać o to, by polisa zawierała ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. 

Często dodatkowym elementem przy tego typu produktach jest infolinia dedykowana rowerzystom. Możemy tam zasięgnąć informacji na przykład o ciekawych miejscach w okolicy czy też zaplanować wycieczkę pod kątem atrakcyjnych miejsc – mówi Kluźniak.

Dla rowerzystów dużą zaletą tego typu produktów jest niska cena.

Już za 10 zł miesięcznie możemy otrzymać cały pakiet ubezpieczeń, które zagwarantują nam pełną ochronę. Możemy ją włączyć na jeden miesiąc bądź na każdy kolejny. Sprawia to, że w skali sezonu mówimy o kwocie około 60 zł – wyjaśnia Piotr Kluźniak.

Pracodawcy powinni uczestniczyć w opracowywaniu polityki rodzinnej

CEO Magazyn Polska

Tylko ścisła współpraca rodzin z państwem na poziomie lokalnym i pracodawcami może zbudować w Polsce dobrze działającą politykę rodzinną – uważają fundacje zajmujące się poprawą warunków życia kobiet, w szczególności matek. Nawet wysokiej jakości żłobki czy wydłużony urlop macierzyński nie spełnią tej roli i nie pomogą w łączeniu życia rodzinnego z pracą zawodową, jeśli te grupy nie będą współpracować w celu poprawy jakości życia rodzin
Polityka rodzinna w Polsce nie jest kompleksowa. Na poziomie centralnym są proponowane różne rozwiązania, które później trudno jest przełożyć na poziom lokalny, na przykład ze względu na brak środków. W związku z tym rodzi to bardzo dużo problemów –  uważa Patrycja Dołowy, wiceprezeska Fundacji MaMa.

Działania państwa w zakresie polityki rodzinnej w ostatnich latach zostały zaktywizowane. Zmieniona w 2013 r. ustawa żłobkowa pozwoliła ubiegać się o dotacje państwa na tworzenie miejsc pobytu dla dzieci do lat 3 także osobom fizycznym, prawnym oraz jednostkom organizacyjnym nieposiadającym osobowości prawnej. Wcześniej pieniądze mogły pozyskiwać tylko gminy. Osoby prywatne i organizacje pozarządowe mogą też zatrudnić do opieki nad dzieckiem dziennego opiekuna – osobę sprawującą opiekę w domowych warunkach dla kilkorga dzieci. Od połowy 2013 r. rodzicom przysługuje także roczny urlop rodzicielski, na który składa się 20-tygodniowy urlop macierzyński, 6-tygodniowy urlop dodatkowy oraz 26-tygodniowy urlop rodzicielski.

Problem łączenia pracy z życiem rodzinnym jednak nie został zdaniem niektórych środowisk rozwiązany. Kobiety wciąż decydują się zostać w domu na dłużej, bo nie mogą liczyć na udogodnienia ze strony pracodawcy. Założenie własnej firmy, dzięki której można samemu zarządzać czasem, wiąże się z dużymi kosztami. Praca na umowę o dzieło nie gwarantuje żadnych świadczeń społecznych, a czas pracy nie jest wliczany do emerytury. W kwietniu stopa bezrobocia była na poziomie 13 proc., liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła 2 079, z czego kobiety stanowiły połowę. Ale w grupie długotrwale bezrobotnych kobiety to większość – ok. 60 proc.

 
Pracodawca musi być świadomy tego, że pracownicy mogą być potencjalnie też rodzicami, nie tylko kobiety, lecz także mężczyźni. System duński jest dobrym przykładem. Tamtejszy system pracy jest przystosowany do tego, żeby rodzice mogli funkcjonować ze swoimi dziećmi. Istnieje możliwość, by pracować pięć godzin dziennie i resztę czasu spędzać ze swoim dzieckiem. Istnieje też możliwość wzięcia kilku godzin na wyjście – mówi Patrycja Dołowy.

Dlatego najbardziej efektywne zmiany w polityce rodzinnej mogą nastąpić jedynie wtedy, gdy będą wypracowywane we współpracy z pracodawcami. Tak jest właśnie w Danii.

Tam jest świadomość tego, że w tym uczestniczy nie jedna grupa społeczna, czyli rodzice, tylko to jest tak naprawdę inwestycja całego społeczeństwa. I my też powinniśmy to sobie uświadomić. Nie ma tak naprawdę innego rozwiązania niż kompleksowa polityka rodzinna. Nie można mówić, że jest jedno rozwiązanie, drugie albo trzecie. Żadne z nich osobno nie zadziała, one muszą zadziałać razem – tłumaczy Patrycja Dołowy.

Pszczoły na dachu – hotelowy pomysł na ekologię

Hotel Regent w Warszawie ma na dachu siedem uli – i pozyskuje z nich kilkaset kilogramów miodu w sezonie. Ostatni zbiór – z dwóch tygodni – to 176 kilogramów miodu. Przedstawiciele hotelu nie zamierzają ruszyć ze sprzedażą własnego miodu. Jest on wykorzystywany na potrzeby własne hotelu: do posiłków i jako prezenty dla gości, którzy często nawet nie wiedzą, że nad ich głowami mieści się prawdziwa pasieka.

 Jak były w Warszawie demonstracje – demonstrowali pszczelarze, którzy przyjeżdżali do ministra rolnictwa z pytaniem, co zrobić z pszczołami, jak polepszyć im warunki. I zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego my jako hotel Regent mamy im nie pomóc  wspomina Dariusz Suchenek, szef kuchni Regent Warsaw Hotel.  Spróbowaliśmy postawić pasiekę na dachu hotelu, zrobiliśmy to na początku z dwóch uli, a dzisiaj mamy ich siedem.

Kolejne dwa ule zostały wywiezione poza Warszawę, więc w sumie hotel ma ich dziewięć. W każdym żyje ok. 250 tysięcy pszczół. Pracownicy hotelu regularnie podbierają mód, ale  jak zastrzegają  robią to racjonalnie, zostawiając odpowiednią ilość miodu dla samych pszczół, żeby zapewnić ekologiczną produkcję.

– Zostawiamy część miodu, bo to jest ich pożywienie. Niektórzy ludzie zarobkowo stosują takie metody, że zabierają cały miód, a dokarmiają pszczoły syropem czy cukrem. To już nie jest ten sam miód, który jest zbierany z płatków kwiatów czy z roślinności, która jest naokoło naszego hotelu – mówi Suchenek.

Ostatnie miodobranie sprzed kilku dni dało 176 kg miodu. I była to tylko produkcja z ostatnich dwóch tygodni. Przedstawiciele hotelu zapewniają, że nie planują rozpoczęcia sprzedaży miodu. Miód jest używany w hotelowej kuchni i jako prezenty dla gości.

Goście są pozytywnie zaskoczeni, że można taką rzecz zrobić. Dziwią się, że staramy się zapewnić im źródło zdrowego jedzenia i że produkty w naszej restauracji pochodzą właśnie z takich ekologicznych źródeł – mówi Suchenek.

Pszczoły na dachu hotelu Regent w Warszawie mieszkają już od trzech lat, ale pszczoły na dachu hotelu to w Polsce wciąż nowość. Takie rozwiązania od lat funkcjonują w innych miastach Europy, np. w Berlinie. Jak dodaje Suchenek, hodowla pszczół w żaden sposób nie przeszkadza gościom.

– Przez trzy lata nie było żadnego ukąszenia gości hotelowych. Niektórzy goście do tej pory nie wiedzą, że my tu produkujemy miód – wyjaśnia.

Europejskie pszczoły zagrożone są wyginięciem. Organizacje ekologiczne szacują, że rocznie ginie od 15 do 20 proc. populacji pszczół miodnych. Wszystko przez coraz powszechniejsze użycie pestycydów. Dlatego Komisja Europejska od trzech lat wspiera hodowlę pszczół, ograniczając stosowanie najgroźniejszych dla tych owadów pestycydów i dofinansowując pasieki. By uzyskać dofinansowanie z UE na produkcję miodu, trzeba być członkiem organizacji pszczelarzy, która w imieniu swoich członków wystąpi o dofinansowanie. Można uzyskać dopłaty w wysokości 60-80 proc. kosztów. W 2013 roku pośrednicząca w wypłatach Agencja Rynku Rolnego wypłaciła pszczelarzom 19 mln zł.

Materiały niebezpieczne w bezpiecznym magazynie

Przedsiębiorcy magazynujący materiały niebezpieczne zobowiązani są do przestrzegania przepisów krajowych oraz dyrektyw unijnych, w tym przede wszystkim RoHS, REACH oraz GHS. Jak zauważają eksperci, regulacje wskazują, które substancje muszą być przechowywane w sposób bezpieczny, pomijają jednak kwestie dotyczące samych sposobów ich składowania.

– Dyrektywy unijne nakładają na przedsiębiorcę posiadającego magazyn substancji niebezpiecznych określone cele i obowiązki, niemniej wytyczne, w jaki sposób ma je realizować pozostawiają prawu krajowemu – mówi Marcin Hankiewicz, ekspert sklepu Magazynuj.pl. Przepisy określają konieczność bezpiecznego składowania cieczy wysokiego ryzyka, jednak nie wskazują narzędzi do tego służących. Tymczasem wybór odpowiedniego rozwiązania może w znaczący sposób wpłynąć na zakres odpowiedzialności oraz wysokość odszkodowania w sytuacji nieoczekiwanych incydentów, np. wypadku w magazynie. Zauważmy, że w takich przypadkach firmy ubezpieczeniowe szczególnie drobiazgowo dociekają czy przedsiębiorca korzystał z właściwych zabezpieczeń, zatem czy są podstawy do wypłacenia rekompensaty finansowej. – Właśnie dlatego warto, by przedsiębiorca myślał koncepcyjnie, miał wiedzę na temat sposobów składowania substancji niebezpiecznych oraz dostępnych na rynku zabezpieczeń – radzi Marcin Hankiewicz.

Wybierając sposoby składowania cieczy wysokiego ryzyka za priorytet bierzemy konieczność zapewnienia pracownikom bezpiecznych warunków pracy. Kolejnym aspektem jest ochrona środowiska przed ryzykiem wycieku szkodliwych substancji, które przechowujemy. Chronimy także własne mienie korzystając z rozwiązań ograniczających ryzyko strat materialnych. W jaki sposób? Najprostszymi elementami systemów służących do składowania beczek oraz wszelkich pojemników z substancjami niebezpiecznymi są wanny ociekowe wykonane z tworzywa PEHD – trwałego i odpornego na chemikalia oraz substancje żrące. Doskonale nadadzą się do magazynowania oraz przewożenia jednej lub wielu beczek z kwasami czy cieczami technologicznie niebezpiecznymi dla środowiska. Co ważne, takie palety ociekowe wytrzymują intensywną eksploatację właściwą dla środowisk przemysłowych. Beczki z substancjami niebezpiecznymi, olejami, materiałami zapalnymi czy brudzącymi można składować także w wannach ociekowych wykonanych z blachy stalowej lub skorzystać z wanienek wychwytowych (z kratownicą lub bez) stosowanych do wychwytywania wycieków lub jako miejsce dozowania płynów z pojemników.

Budując system składowania materiałów niebezpiecznych warto zwrócić dodatkową uwagą na rampy podjazdowe wykonane z polietylenu pozyskiwanego z surowców wtórnych. Element mocuje się do modułów za pomocą zaczepów o małym kącie nachylenia, dzięki czemu zdejmowanie beczek za pomocą wózków jest wyjątkowo łatwe. Bezpieczny transport pojemników zapewnia antypoślizgowe żebrowanie.

Kompleksowe podejście przedsiębiorcy do kwestii magazynowania substancji niebezpiecznych to mniejsze ryzyko wystąpienia nieoczekiwanych zdarzeń. Świadomość właściciela takiego magazynu co do zagrożeń oraz ciążącej na nim odpowiedzialności powinna dodatkowo mobilizować do stosowania właściwych zabezpieczeń, chroniących zarówno życie i zdrowie pracowników, jak i środowisko oraz własne mienie.

Źródło: www.magazynuj.pl