Dopłaty do kredytów na budowę domów energooszczędnych

Już od przyszłego roku ma ruszyć innowacyjny program wsparcia energooszczędnego budownictwa, którego pula wyniesie 300 mln zł. Pieniądze te mogą być zastrzykiem dla sektora bankowego szukającego nowych produktów w miejsce wygaszanej „Rodziny na Swoim”.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chce dotować budowę mieszkań i domów energooszczędnych. O dofinansowanie będą mogły ubiegać się osoby fizyczne budujące lub kupujące domy jednorodzinne bądź mieszkania w domach wielorodzinnych od deweloperów. NFOŚiGW szacuje, że zostanie nim objętych 16 tys. domów i mieszkań, które powstaną w okresie 2013-2018.

– Banki w to wejdą dlatego, że jest to rozszerzenie ich oferty, ale jednocześnie też wzmocnienie jednego z bardziej tradycyjnych produktów bankowych, a mianowicie kredytu hipotecznego – tłumaczy Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich.

Wśród największych korzyści programu Funduszu Mieczysław Groszek wymienia długookresowy i stabilny przychód dla banku udzielającego takiego kredytu hipotecznego.

– W aktywach bankowych takie pożyczki stanowią bardzo stabilną pozycję. Są one obarczone ryzykiem, jak każdy kredyt, ale w przypadku tego programu ryzyko jest mniejsze przez to, że po pierwsze, dom ma większą wartość. I po drugie, podlega jeszcze pewnej kontroli technicznej – mówi Mieczysław Groszek.

Banki tradycyjnie będą kontrolować wydatkowanie kredytu od strony finansowej i zgodność z realizacją projektu. Natomiast Narodowy Fundusz gwarantuje, że ostateczny efekt budowy energooszczędnego domu będzie nadzorowany przez inżynierów i specjalistów z branży.

Jak podkreśla Mieczysław Groszek, bankowcy liczą na to, że zmniejszenie ryzyka i podniesienie wartości nieruchomości będzie stanowiło większe zabezpieczenie udzielonego kredytu.

– Szacujemy, że dotacja pobudzi popyt ok. dziesięciokrotnie wyższy niż jej wartość (300 mln zł), czyli będzie można udzielić około 3 mld zł kredytów w ciągu trwania programu – wylicza przedstawiciel ZBP.

Zainteresowane tymi dotacjami wśród bankowców jest ogromnie. Fundusz nie posiada delegatur ani oddziałów regionalnych, dlatego przy realizacji programu skorzysta z pośrednictwa placówek bankowych, podobnie jak miało to miejsce w przypadku dopłat do kredytów na kolektory słoneczne.

Partnerzy Funduszu zostaną wyłonieni w naborze ogłoszonym po zatwierdzeniu programu przez Radę Nadzorczą NFOŚiGW, co może nastąpić w sierpniu. Przystąpienie do niego rozważa również Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Mieczysław Groszek prognozuje, że nowy instrument ożywi nie tylko rynek kredytów hipotecznych w sektorze bankowym, ale również da impuls do rozwoju branży budownictwa.

– To jedna z nielicznych branż, która ma efekt nośnikowy na inne działy gospodarcze. To nie jest tylko firma budowlana, która otrzymuje określone zlecenia, ale to także producent i sprzedawca materiałów budowlanych, to są branże wspierające, wyposażeniowe i architekci. Całe to grono dostaje nowy impuls do tego, aby dostawać nowe zlecenia, czyli powstrzymać spowolnienie, które obserwujemy w branży – dodaje wiceprezes ZBP.

Konkursy z nagrodami Euro 2012 a konsekwencje podatkowe

Czas Euro 2012 sprzyja organizacji różnego rodzaju konkursów przez przedsiębiorców. Konkursy te adresowane są zarówno do pracowników danego przedsiębiorstwa, jak i osób spoza danego przedsiębiorstwa. Wiele osób bierze udział w takich konkursach dla zabawy i rozrywki, jednakże nie zdaje sobie sprawy, że nie tylko na organizatorze, ale także na nagrodzonym uczestników mogą ciążyć określone obowiązki podatkowe.

Nagrody te należy niewątpliwie rozpatrywać w kategorii przychodów dla celów podatku dochodowego od osób fizycznych. Rozważenia wymaga więc to, w jaki sposób opodatkowane są przychody uzyskane z udziałów w takich konkursach. Zastosowanie znajdą tutaj przepisy ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jednolity: Dz.U. z 2012r. poz. 361, z pózn. zm.), dalej – „ustawa o PIT”.

Istota konkursu dla celów ustawy o PIT

Po pierwsze, należy jednak zwrócić uwagę, iż nie każde wydarzenie nazwane przez jego organizatora konkursem będzie traktowane jako „konkurs” dla celów ustawy o PIT. Ma to istotne znaczenie z punktu widzenia sposobu podatkowego rozliczenia nagród w ramach takich „akcji”. Do wydawania różnego rodzaju nagród dochodzi także m.in. w ramach tzw. sprzedaży premiowej, gdzie nagrody te przyznawane są z racji nabycia towaru lub usługi po spełnieniu określonych warunków.

Pojęcie konkursu nie zostało zdefiniowane w ustawie o PIT. W interpretacjach organów podatkowych oraz w orzecznictwie przyjęło się jednak, iż zasadniczą kwestią dla kwalifikacji danego wydarzenia jako konkursu dla celów ustawy o PIT jest istnienie elementu rywalizacji (współzawodnictwa) pomiędzy uczestnikami, tzn. o zwycięstwie nie może decydować tu np. losowanie. Podkreśla się także wagę innych elementów, w tym: stworzenie przez organizatora konkursu regulaminu, w którym sprecyzowane zostaną kryteria wyłonienia zwycięzcy (laureata) i przyznawania nagród.

10% podatek zryczałtowany

Nagrody w takim „konkursie” stanowić będą co do zasady przychody z innych źródeł, o których mowa w art. 10 ust. 1 pkt 9 i art. 20 ust. 1 ustawy o PIT (z wyjątkiem wygranych z tytułu udziału w konkursach z dziedziny nauki, kultury i sztuki oraz dziennikarstwa w ramach przychodów z osobiście wykonywanej działalności artystycznej, literackiej, naukowej, trenerskiej, oświatowej i publicystycznej) i opodatkowane będą one 10% zryczałtowanym podatkiem

Na uwadze należy mieć tu bowiem art. 30 ust. 1 pkt 2 powołanej ustawy, na mocy którego od dochodów (przychodów) pobiera się zryczałtowany podatek dochodowy z tytułu wygranych w konkursach, grach i zakładach wzajemnych lub nagród związanych ze sprzedażą premiową, uzyskanych w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, z zastrzeżeniem art. 21 ust. 1 pkt 6, 6a i 68 – w wysokości 10% wygranej lub nagrody.

Zwolnienie z opodatkowania

Nie oznacza to jednak, iż zawsze nagroda ta zostanie efektywnie opodatkowana. Ustawodawca przewidział bowiem zwolnienia z podatku dla niektórych kategorii wygranych.

Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 68 ustawy o PIT, ze zwolnienia korzysta wartość wygranych w konkursach i grach organizowanych i emitowanych (ogłaszanych) przez środki masowego przekazu (prasa, radio i telewizja) oraz konkursach z dziedziny nauki, kultury, sztuki, dziennikarstwa i sportu, a także nagród związanych ze sprzedażą premiową – jeżeli jednorazowa wartość tych wygranych lub nagród nie przekracza kwoty 760 zł; zwolnienie od podatku nagród związanych ze sprzedażą premiową nie dotyczy nagród otrzymanych przez podatnika w związku z prowadzoną przez niego pozarolniczą działalnością gospodarczą, stanowiących przychód z tej działalności.

Dla celów zastosowania powyższego zwolnienia ważna jest nie tylko forma przeprowadzenia konkursu, gry, ale także sposób jego ogłoszenia. Przykładowo wolne od podatku PIT są wygrane w konkursach i grach organizowanych i emitowanych przez środki masowego przekazu. Aby zatem dana nagroda mogła być zwolniona z opodatkowania nie tylko jej wartość nie może przekroczyć kwoty 760 zł, ale konkurs powinien być organizowany, ale również ogłaszany w środkach masowego przekazu, chyba że jest to konkurs z dziedziny nauki, kultury, sztuki, czy dziennikarstwa to wówczas nie musi spełniać przesłanki dotyczące jego organizacji i emisji przy pomocy środków masowego przekazu.

Należy przy tym pamiętać, że w sytuacji, gdy wartość wygranej przekracza kwotę 760 zł opodatkowaniu podlegać będzie całość wygranej, a nie jedynie jej nadwyżka ponad ww. kwotę. Ponadto, warto w tym miejscu podkreślić, iż zwolnienie bezpośrednio wskazuje, iż jednorazowa wysokość wygranej nie może przekroczyć danej kwoty, co w praktyce oznacza, iż wartości wygranych nie kumulują się w ciągu roku, więc jeśli kwota pojedynczej wygranej nie przekroczy danej kwoty granicznej, nawet jeżeli suma nagród kwotę tą przekracza to zwolnienie będzie nadal przysługiwało.

Gdy konkurs organizuje pracodawca

Bardzo często firmy organizują konkursy skierowane jedynie do swoich pracowników. W takim przypadku wygrane przyznane pracownikom zaliczyć należy co do zasady do źródła przychodów, jakim jest stosunek pracy (art. 10 ust. 1 pkt 1 i art. 12 ust. 1 ustawy o PIT). W myśl art. 12 ust. 1 powołanej ustawy, za przychody ze stosunku pracy uważa się bowiem wszelkiego rodzaju wypłaty pieniężne oraz wartość pieniężną świadczeń w naturze bądź ich ekwiwalenty, bez względu na źródło finansowania tych wypłat i świadczeń, a w szczególności: wynagrodzenia zasadnicze, wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, różnego rodzaju dodatki, nagrody, ekwiwalenty za niewykorzystany urlop i wszelkie inne kwoty niezależnie od tego, czy ich wysokość została z góry ustalona, a ponadto świadczenia pieniężne ponoszone za pracownika, jak również wartość innych nieodpłatnych świadczeń lub świadczeń częściowo odpłatnych.

W efekcie, nagroda przyznana pracownikowi będzie opodatkowana tak, jak jego wynagrodzenie, a więc według tzw. skali podatkowej.

Obowiązki organizatora konkursu jako płatnika

Na uwadze należy mieć obowiązki organizatorów takich konkursów jako płatników podatku dochodowego od osób fizycznych. Będą one zależne od grupy docelowej, do której adresowany był konkurs. Jeśli uczestnikami konkursu byli jedynie pracownicy i nagroda dla pracowniak ma związek ze świadczeniem przez niego pracy, to rozliczenie podatkowe nie różni się de facto od innych przypadków, w których pracodawca zapewnia swoim pracownikom dodatkowe świadczenia w ramach stosunku pracy.

W konsekwencji, wartość wygranej w konkursie (niezależnie od tego, czy będzie to wygrana pieniężna, czy też rzeczowa) będzie musiała zostać „doliczona” do wynagrodzenia pracownika tak, jak innych świadczeń o „charakterze motywacyjnym” i odpowiednio opodatkowana.

Na uwadze należy mieć tu zatem art. 31 ustawy o PIT, na mocy którego osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, zwane dalej “zakładami pracy”, są obowiązane jako płatnicy obliczać i pobierać w ciągu roku zaliczki na podatek dochodowy od osób, które uzyskują od tych zakładów m.in. przychody ze stosunku pracy.

Zaliczki te pobierane są według stawki 18% lub 32% (na mocy art. 32 ust. 1 powołanej ustawy). Jako płatnik, pracodawca będzie zobowiązany do przekazania kwoty pobranych zaliczek na podatek w terminie do dnia 20 miesiąca następującego po miesiącu, w którym pobrano zaliczki, na rachunek właściwego dla nich urzędu skarbowego (stosownie do art. 38 ust. 1 powołanej ustawy).

Jeśli chodzi natomiast o obowiązki „sprawozdawcze”, to w terminie do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym płatnicy są obowiązani przesłać do właściwego dla nich urzędu skarbowego roczną deklarację, według ustalonego wzoru (stosownie do art. 38 ust. 1a powołanej ustawy). Jest to deklaracja PIT-4R. Dodatkowo, w terminie do końca lutego roku następującego po roku podatkowym płatnicy, w przypadku gdy nie dokonują rocznego obliczenia podatku, są obowiązani przekazać podatnikowi i urzędowi skarbowemu (właściwemu według miejsca zamieszkania podatnika), imienne informacje PIT-11 (stosownie do art. 39 ust. 1 powołanej ustawy).

Rozliczenie podatkowe wydanej pracownikowi nagrody zostanie więc dokonane w ramach rozliczenia dokonywanego „standardowego” przez pracodawcę z tytułu wypłacanych przez niego wynagrodzeń.

Jeśli natomiast konkurs skierowany był do nieograniczonego grona osób, w tym (potencjalnych) klientów oraz pracowników, to organizator konkursu dokona innego rozliczenia.

Jak wskazano powyżej, stosownie do art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy o PIT, wygrana w konkursie będzie opodatkowana 10% podatkiem zryczałtowanym, jeśli nie znajdą tu zastosowania zwolnienia przewidziane w ustawie o PIT. Z kolei, organizator konkursu jako płatnik, zobowiązany będzie na mocy art. 41 ust. 4 powołanej ustawy do pobrania zryczałtowanego podatku dochodowego. Jeżeli przedmiotem wygranych (nagród) nie są pieniądze, podatnik jest obowiązany wpłacić płatnikowi kwotę należnego zryczałtowanego podatku przed udostępnieniem wygranej (nagrody) (stosownie do art. 41 ust. 7 powołanej ustawy). Aby „zwolnić” zwycięzcę konkursu z obowiązku wpłacenia kwoty podatku przez otrzymaniem nagrody, w praktyce organizatorzy konkursu przewidują dla zwycięzców także nagrodę pieniężną w takiej kwocie, aby niejako ”konsumowała” ona kwotę podatku.

Kwotę pobranego podatku płatnik zobowiązany jest następnie przekazać, w terminie do dnia 20 miesiąca następującego po miesiącu, w którym pobrano podatek, na rachunek właściwego dla niego urzędu skarbowego (stosownie do art. 42 ust. 1 powołanej ustawy). Jeśli chodzi natomiast o obowiązki sprawozdawcze, to w terminie do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym płatnicy zobowiązani są do przesłania do urzędu skarbowego, rocznej deklaracji PIT-8AR (stosownie do art. 42 ust. 1a powołanej ustawy).

Konsekwencje na gruncie podatku VAT

W przypadku, gdy w ramach organizowanego konkursu firma wydaje nagrody rzeczowe, uwagę należy zwrócić także na konsekwencje tego zdarzenia na gruncie podatku VAT. Stosownie bowiem do art. 7 ust. 2 ustawy o VAT, przez dostawę towarów, o której mowa w art. 5 ust. 1 pkt 1 (a więc odpłatną dostawę towarów na terytorium kraju, która podlega opodatkowaniu podatkiem VAT), rozumie się również przekazanie nieodpłatnie przez podatnika towarów należących do jego przedsiębiorstwa, w szczególności:

przekazanie lub zużycie towarów na cele osobiste podatnika lub jego pracowników, w tym byłych pracowników, wspólników, udziałowców, akcjonariuszy, członków spółdzielni i ich domowników, członków organów stanowiących osób prawnych, członków stowarzyszenia, wszelkie inne darowizny – jeżeli podatnikowi przysługiwało, w całości lub w części, prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego przy nabyciu tych towarów.

Dla celów stosowania ww. regulacji kluczowe jest to, czy podatnikowi przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego przy nabyciu nagród. Stosownie bowiem do art. 86 ust. 1 ustawy o VAT, w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych, podatnikowi podatku VAT przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Uznaje się, iż w takich sytuacjach firmie co do zasady przysługuje prawo do odliczenia podatku naliczonego w sytuacji, gdy konkurs i nagrody mają związek z działalnością podatnika i wykonywaniem w jej ramach czynności opodatkowanych.

Co istotne, w ramach ww. regulacji istnieją wyjątki. Nieodpłatnego wydania towarów nie musimy opodatkowywać (nawet mimo odliczenia podatku naliczonego) w przypadku przekazywanych drukowanych materiałów reklamowych i informacyjnych, prezentów o małej wartości i próbek (na co wskazuje art. 7 ust. 3 ustawy o VAT).

Ustawodawca wskazuje przy tym, co należy rozumieć przez prezenty o małej wartości i próbki.

I tak, przez prezenty o małej wartości rozumie się przekazywane przez podatnika jednej osobie towary:

o łącznej wartości nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 100 zł, jeżeli podatnik prowadzi ewidencję pozwalającą na ustalenie tożsamości tych osób;
których przekazania nie ujęto w ewidencji, o której mowa w pkt 1, jeżeli jednostkowa cena nabycia towaru (bez podatku), a gdy nie ma ceny nabycia, jednostkowy koszt wytworzenia, określone w momencie przekazywania towaru, nie przekraczają 10 zł (art. 7 ust. 4 ustawy o VAT).
Natomiast, przez próbkę rozumie się niewielką ilość towaru reprezentującą określony rodzaj lub kategorię towarów, która zachowuje skład oraz wszystkie właściwości fizyczne, fizykochemiczne i chemiczne lub biologiczne towaru, przy czym ilość lub wartość przekazywanych (wręczanych) przez podatnika próbek nie wskazuje na działanie mające charakter handlowy (art. 7 ust. 7 ustawy o VAT).

A zatem, jeżeli nagrody (towary) przekazane przez organizatora konkursu zwycięzcom, w tym jego pracownikom nie będą stanowiły drukowanych materiałów reklamowych i informacyjnych, prezentów o małej wartości lub próbek, zobowiązana będzie on do naliczenia podatku VAT z tytułu przekazania tych towarów. Jednocześnie czynność ta będzie musiała zostać udokumentowana przez niego – stosownie do art. 106 ust. 7 ustawy o VAT – wystawieniem faktury wewnętrznej.

Dodatkowo, m.in. w zależności od tego co jest przedmiotem nagrody oraz kto jest zwycięzcą może pojawić się także konieczność udokumentowania przekazania nagrody rzeczowej za pomocą kasy fiskalnej.

Wskazać także należy, iż pojawiły się już metody optymalizacji mające na celu uniknięcie naliczania podatku od przekazanych nagród. Sposobem na uniknięcie konsekwencji w zakresie VAT mają być nagrody m.in. w postaci bonów towarowych, które – jako znaki legitymacyjne – nie stanowią ani towaru ani usługi.

Koszty uzyskania przychodów u organizatora konkursu

Stosownie do art. 15 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (i odpowiednio art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych) kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 16 (i odpowiednio art. 23 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych).

Na gruncie tych regulacji uznaje się, iż wydatki poniesione na zakup nagród podatnik – organizator konkursu może zaliczy do kosztów uzyskania przychodów.

W przypadku konkursów skierowanych np. do klientów/potencjalnych klientów argumentować można bowiem, iż konkurs (i tym samym wydatek na nagrody) ma na celu popularyzację produktów/usług podatnika, co w efekcie ma przełożyć się na zwiększenie przychodów ze sprzedaży. Z kolei, w przypadku konkursów dla pracowników podatnika uznać należy, że wydatki na nagrody mieszczą się w kategorii szeroko pojętych kosztów pracowniczych i jako takie mają związek z prowadzoną działalnością gospodarczą. Wykorzystując konkurs do zwiększenia motywacji pracowników (co może przełożyć się na zwiększenie wydajności pracy) w efekcie podatnik-pracodawca może także osiągnąć wymierne efekty w postaci zwiększenia przychodów z działalności.

„Kibice śpiom gdzie chcom” – i jak nie wynajęliśmy mieszkań kibicom

EURO 2012 miało stwarzać możliwość niebywałych zysków dla właścicieli mieszkań, którzy zdecydują się wynająć je kibicom. Mimo zbliżającego się turnieju na rynku można znaleźć wiele mieszkań od indywidualnych oferentów. Agencja Metrohouse & Partnerzy przygotowała listę siedmiu powodów braku zainteresowania taką formą wynajmu.

Miejsca noclegowe w prywatnych mieszkaniach miały być atrakcyjną odskocznią od miejsc w obiektach hotelowych. – W wielu przypadkach właściciele mieszkań przesadzili z cenami oferowanymi zagranicznym klientom, którzy wynajmując prywatne mieszkania spodziewali się znacznie niższych kwot, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Średni koszt wynajmu całego mieszkania najwyższy jest w Warszawie i wynosi średnio 60 EUR. Prawie o połowę taniej (33 EUR) jest we Wrocławiu. Przy wynajmie 1 miejsca w pokoju należy nastawić się na kwotę od 11 do 20 EUR za osobę.

Oferowane turystom mieszkania nie zawsze spełniały standard akceptowalny dla przeciętnego gościa. Zapytania wpływające od zagranicznych turystów sugerowały chęć wynajmu mieszkań z możliwością korzystania ze sprzętu RTV, AGD, Internetu. Poszukiwane były mieszkania w nowych budynkach, chętnie z miejscem parkingowym. Z drugiej strony na rynku można znaleźć wiele ofert, w których podstawowy mebel stanowiło łóżko, a właściciel nie zapewniał podstawowego wyposażenia pożądanego przez najemców. Od wynajęcia odstraszały już same zdjęcia mieszkania, które stanowiły antyreklamę oferty.

Większych problemów z wynajmem nie mieli właściciele mieszkań położonych w dzielnicach sąsiadujących ze stadionem i w centrach miast. Podstawowym wykładnikiem poszukiwania oferty stała się odległość do turystycznej części miasta i stadionu. Aktualne pozostają oferty noclegowe na obrzeżach miast. Często są to całe domy. Jak widać, kibice nie chcą dojeżdżać dodatkowo na mecze i preferują rejony najbliższe arenom wydarzeń sportowych i towarzyszących im imprez.

Właściciele wychodzili z przekonania, że uda się wynająć mieszkanie na okres co najmniej 5-7 dni. Założenie to okazało się błędne. Z obserwacji Metrohouse wynika, że kibice wynajmują prywatne mieszkania maksymalnie na 3 doby, a duża część potencjalnych najemców poszukiwała mieszkania tylko na jedną noc. Mimo to właściciele mieszkań niemal do ostatniej chwili zachowywali rezerwację dla „kluczowych klientów”, którzy zarezerwowaliby całe mieszkanie na nieco dłuższy okres. To jednak nie zdarzało się często.

Serwis Szybko.pl, na co dzień zajmujący się tematyką nieruchomości przygotował dedykowaną, działającą w 36 językach, witrynę accommodation-euro2012.com. – Okazało się, że największa część jego użytkowników to Polacy (70 proc.). Zainteresowanie obcokrajowców pojawiło się dopiero na początku kwietnia, kiedy odnotowaliśmy znaczny wzrost wizyt na stronie z Anglii, Irlandii, Niemiec i Włoch, mówi Marta Kosińska z portalu Szybko.pl. Nałożone przez UEFA wymagania odnośnie dostępności miejsc noclegowych dla kibiców (dla Warszawy, Poznania, Gdańska i Wrocławia to łącznie 285 tys. miejsc) mogą okazać się w praktyce przeszacowane.

Według szacunków Metrohouse i Szybko.pl liczba dostępnych ofert zakwaterowania w prywatnych mieszkaniach w każdym z miast-gospodarzy waha się między 1300 a 1500. Pomimo różnego rodzaju wątpliwości związanych z wynajmowaniem mieszkań kibicom, taki sposób dorobienia do domowego budżetu stał się bardzo popularny wśród właścicieli mieszkań. Wewnętrzna konkurencja sprawiła, że w pierwszej kolejności wynajmowały się mieszkania o dobrym standardzie po względnie niewygórowanych cenach. Oferty mniej atrakcyjne do dziś czekają na najemców. Wiele z nich stanowią mieszkania, które z różnych powodów nie znalazły w ostatnim czasie zainteresowanych wynajmem długoterminowym. Ich właściciele szukają w ten sposób okazji na „nadrobienie” okresów bezczynszowych.

Mimo, iż mecze EURO rozgrywane są na czterech stadionach, to kibice wybierają także inne miasta na miejsce stacjonowania. Na przykład Irlandczycy, których drużyna będzie rozgrywać mecze w Gdańsku i Poznaniu często wybierają Bydgoszcz. Z zainteresowaniem spotykają się także pensjonaty i zajazdy mieszczące się na trasach łączących miasta, w których rozgrywane są mecze poszczególnych drużyn.

Formą zwrócenia uwagi na wysokie ceny noclegów jest akcja zapoczątkowana na Facebooku „Kibice śpiom gdzie chcom”, która zachęca mieszkańców i służby porządkowe miast-gospodarzy do przymknięcia oka na kibiców śpiących pod chmurką. Na profilu pojawiają się coraz to nowe propozycje na spędzenie nocy pod gołym niebem.

Polacy żyją chwilą – kupujemy bez listy i nie odkładamy na emeryturę

Prawie 79% dorosłych Polaków deklaruje, że nie oszczędza z myślą o emeryturze, ponad połowa (63%) robi zakupy bez wcześniejszego przygotowania listy potrzebnych artykułów, a co piąty badany płaci w sklepie kartą płatniczą i kredytową, pomimo często związanymi z takimi operacjami dodatkowymi kosztami i prowizjami – takie są najważniejsze wnioski opublikowanego dziś badania „Polacy a domowe finanse” przygotowanego na zlecenie EGB Investments S.A.

Czy umiemy racjonalnie gospodarować swoim budżetem domowym?

Zarządzanie finansami domowymi nierzadko wymaga sporej gimnastyki. Środki z naszych portfeli wystarczyć muszą na opłacenie rachunków, nieprzewidziane wydatki, żywność, lekarstwa, rozrywki i nie tylko. Jak sobie radzimy z tym zadaniem? Z raportu wynika, iż 72% Polaków preferuje częste (codziennie lub kilka razy w tygodniu) zakupy podstawowych produktów żywnościowych i artykułów chemii gospodarczej. Im wyższy poziom dochodu netto na osobę w gospodarstwie domowym, tym bardziej ograniczamy liczbę wizyt w sklepie na rzecz „hurtowych” zakupów raz w tygodniu.

„Codzienne zakupy tak naprawdę wiązać się mogą z pozorną tylko oszczędnością” – tłumaczy dr Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A. – „Co prawda wydajemy na raz mniejsze kwoty – a taki wydatek łatwiej nam zaakceptować szczególnie w sytuacji, gdy dysponujemy ograniczonym budżetem domowym – jednakże ich suma może okazać się wyższa od tej, którą wydalibyśmy robiąc zakupy od razu na cały tydzień”.

Aby poprawić kondycję domowego budżetu wystarczy racjonalnie zaplanować wydatki. Jednym ze sposobów jest comiesięczne oszacowanie kosztów na kolejne dni i tygodnie. Pomóc w tym może na przykład przygotowywanie dokładnej listy tego, co zamierzamy kupić podczas wizyty w sklepie. Tymczasem niewiele ponad jedna trzecia Polaków sięga po to proste rozwiązanie. Najczęściej robią tak mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców (blisko połowa z nich) oraz co drugi badany z miesięcznym dochodem netto na osobę poniżej 500 zł. Natomiast aż 15% wszystkich ankietowanych robi zakupy pod wpływem impulsu.

„Lista zakupów może nas pozytywnie dyscyplinować do wydawania tylko takich kwot, jakie z góry zaplanowaliśmy” wyjaśnia Krzysztof Matela. – „Promocje i okazyjne wyprzedaże często skłaniają do dokładania do koszyka kolejnych produktów. W rezultacie wracamy do domu z tym, czego być może wcale nie potrzebujemy, a na zakup czego zdecydowaliśmy się ze względu na atrakcyjną cenę.”

Podstawa to rozsądek i planowanie

Refleksja nad wydatkami może zaowocować oszczędnościami, które można będzie przeznaczyć na sfinansowanie wakacji, edukację dzieci czy odłożyć z myślą o emeryturze. Rozsądne zakupy, przemyślane zaciąganie zobowiązań (w tym pożyczek krótkoterminowych, szczególnie tzw. „chwilówek”), rozważne korzystanie z kart kredytowych – to ważne elementy utrzymania kontroli nad naszym domowym budżetem.

„Badanie potwierdziło, że zdecydowanie preferujemy płacić za dokonane zakupy gotówką. Dzięki temu łatwiej kontrolujemy wydatki i od razu wiemy, ile nam jeszcze zostało pieniędzy w portfelu” – wyjaśnia dr Krzysztof Matela. – „Osoby stawiające na wygodę, płacąc kartą kredytową często wydają więcej, niż konsumenci rozliczający się gotówką. Operacje takie generują bowiem dodatkowe koszty w postaci prowizji i odsetek za nieterminową spłatę. Często zdajemy sobie z tego sprawę dopiero w momencie, gdy bank przyśle wezwanie do uregulowania zobowiązania.”

Niezaprzeczalną zaletą płacenia gotówką jest możliwość wynegocjowania niewielkiego rabatu. Z drugiej strony, wygodne w użytkowaniu karty kredytowe i debetowe mogą skłaniać do nieprzemyślanych zakupów. Łatwo bowiem wydaje się pieniądze, których fizycznie nie ma, a które bank z przyjemnością pożycza na wysoki procent. Mimo tego, 17% Polaków uzyskujących miesięczny dochód na poziomie niższym niż 1000 zł miesięcznie na osobę, korzysta z tego typu narzędzi, co może wpływać na wzrost kosztów funkcjonowania ich gospodarstwa domowego.

Istotnym tematem jest także korzystanie z okazjonalnych pożyczek gotówkowych, zakupów na raty i promocji. Eksperci radzą, by przed zaciągnięciem świątecznego czy wakacyjnego kredytu sprawdzić, czy domowy budżet pozwoli na spłatę kolejnych rat. W przeciwnym przypadku istnieje zagrożenie wplątania się w spiralę zadłużenia.

Czy nasza jesień będzie złota?

Z raportu „Polacy a domowe finanse” wynika, że niewiele osób odkłada pieniądze na przyszłość. Aż 79% Polaków deklaruje, że nie oszczędza na emeryturę poza obowiązkowymi składkami ZUS. Wśród tych, którzy decydują się sięgnąć po inne rozwiązania, przeważają zdecydowanie panowie. 37% osób z tej grupy oszczędza na lokatach długoterminowych, a co trzecia osoba gromadzi pieniądze na indywidualnym koncie emerytalnym. Może i myślimy o przyszłości, ale – jak wskazują wyniki badania – z reguły nie podejmujemy większych kroków, by zabezpieczyć sobie dodatkowe środki na jesień naszego życia.

Według ekspertów nawet niewielkie miesięczne kwoty (kilkanaście – kilkadziesiąt złotych) już po kilku latach mogą utworzyć na lokacie znaczny kapitał pieniężny. Po 25 latach oszczędzania zgromadzona suma będzie stanowić spory dodatek do emerytury. W taki sam sposób można oszczędzać na przyszłość edukacyjną dziecka. Systematyczne odkładanie środków przez 18 lat zabezpieczy udany start w dorosłość, pozwoli na podjęcie studiów czy sfinansowanie wesela.

„Niewielka kwota stale wydzielana z domowego budżetu może w przyszłości stać się sumą, która odczuwalnie wpłynie na nasze finansowe zdrowie. Na korzyść pracuje składany procent – zyski wypracowane przez oszczędności są dopisywane do kapitału i zwiększają sumę wszystkich środków” – mówi dr Krzysztof Matela.

___________________________________

Badanie „Polacy a domowe finanse” zostało przeprowadzone na zlecenie EGB Investments S.A. przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Gemius S.A. w okresie 23.05 – 24.05.2012 r. metodą CAWI Real Time Sampling na próbie 800 osób w wieku 15-50 lat.

Sondaż był częścią warsztatów prasowych z efektywnego zarządzania własnymi wydatkami „Jak oswoić swój budżet domowy” zorganizowanych 05.06.2012 przez EGB Investments S.A. pod honorowym patronatem Polskiego Związku Windykacji.

Wyniki badania ilu Polaków cieszy się z Euro 2012?

Fakt, że Polska jest organizatorem Euro cieszy aż 2/3 Polaków. 1/5 nie ma zdania, ale co ósmy jest z tego powodu niezadowolony. Płeć różnicuje satysfakcję. Wśród mężczyzn jest 84% osób zadowolonych, a wśród kobiet tylko 54%. Satysfakcja z faktu, że Polska organizuje Euro rośnie wraz z wykształceniem i maleje wraz z wiekiem – wynika z badania Barometr Ubezpieczeniowy Link4.

Niemal co trzeci Polak ma obawy związane z meczami Euro 2012. Obawy najczęściej dotyczą: aktów wandalizmu (49%), pijanych kibiców (41%), utrudnień w ruchu – korków, problemów z komunikacją (39%), porażki organizacyjnej (30%), braku sukcesów reprezentacji (19%), podwyżki cen w miastach (16%). Mężczyźni bardziej niż kobiety boją się o wyniki polskiej drużyny, kobiety natomiast obawiają się podwyżek cen.

„Przed aktami wandalizmu ochroni nas ubezpieczenie zarówno komunikacyjne, jak i np. mieszkaniowe. Niestety nie ma na rynku polis zapewniających sukcesy sportowe.” – mówi Jan Sadowski, ekspert ds. ubezpieczeń w Link4.

Problemów organizacyjnych związanych z Euro 2012 spodziewa się co piąty Polak. Obawy związane z organizacją mistrzostw najczęściej dotyczą braku czytelnych oznaczeń i informacji (38%), problemów z murawą na stadionach (23%), awarii systemu biletowego (17%), problemów z oświetleniem (11%).

Ponad połowa Polaków zamierza oglądać mecze w domu (56%). Co trzeci Polak deklaruje, że nie będzie oglądać meczów w ogóle (35%). Większość stanowią kobiety, bo aż 59% z nich nie zamierza śledzić zmagań piłkarskich. Wśród mężczyzn odsetek ten wyniósł tylko 8%. W pubie ze znajomymi i w strefie kibica mecze obejrzy 14% osób. Starsze osoby są mniej niż młodsze zainteresowane oglądaniem meczów, zwłaszcza w przypadku oglądania ich w pubie ze znajomymi.

W ramach przygotowań do meczów polskiej drużyny najczęściej podejmowanym staraniem będzie kupno przekąsek (56%) i alkoholu (39%). 27% zaprosi znajomych do siebie na wspólne kibicowanie, 12% kupi gadżety piłkarskie (koszulkę, szalik, trąbkę), a 4% weźmie dzień (dni) wolne w pracy.

Skłonność do specjalnych przygotowań do meczów polskiej drużyny maleje wraz z wiekiem. Ponadto osoby z wykształceniem podstawowym są mniej skłonne do podejmowania różnych aktywności w trakcie oglądania meczy polskiej drużyny.

Badanie Barometr Ubezpieczeniowy Link4 zostało zrealizowane w maju 2012 roku na reprezentatywnej próbie mieszkańców Polski w wieku powyżej 18 lat. Liczebność próby N=1009. Zastosowano wywiady bezpośrednie.

Nowy budżet UE będzie finansować innowacyjność

– Projekty realizowane z obecnego budżetu UE to wprawka przed tym, co nas czeka w następnej perspektywie – mówi minister rozwoju regionalnego i zapowiada, że nowy budżet będzie nastawiony przede wszystkim na innowacyjność. Teraz Polska ma do dyspozycji kilka miliardów euro na innowacyjność w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Wciąż jednak z wydatkami na badania i rozwój jesteśmy daleko w tyle za innymi krajami UE.

W negocjowanym obecnie unijnym budżecie na lata 2014-2020 innowacyjność ma być priorytetem. Projekt Komisji Europejskiej zakłada, że środki na ten cel zostaną zwiększone z 50 mld do 80 mld euro.

– Następny budżet UE to będzie budżet na innowacyjność. Zresztą wszystko, co teraz robimy, cały obecny budżet, to jest wprawka przed tym, co nas czeka w następnym budżecie – zapowiada Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.

Komisja Europejska stoi na stanowisku, że innowacyjność powinna być postrzegana jako kluczowy element rozwoju i walki z kryzysem. Dlatego chce, by państwa unijne przeznaczały na ten cel 3 proc. swojego Produktu Krajowego Brutto. Zapowiada również, że będzie oceniać wydatki poszczególnych krajów na badania i rozwój w ramach tzw. semestru europejskiego.

A oceny dotychczasowych osiągnięć na razie są surowe. Większość krajów UE wydaje na ten cel ok. 2 proc. PKB. Wyjątkami są państwa skandynawskie i Niemcy, które znacznie przekraczają wyznaczony na przyszłość cel 3 proc. PKB.

Na tym tle polskie wydatki na innowacyjność nie wyglądają najlepiej. Wydatki z pieniędzy publicznych stanowią 0,53 proc. PKB, natomiast z pieniędzy prywatnych – 0,2 proc. PKB. Za nami są Rumunia, Bułgaria, Litwa i Łotwa.

– Pieniądze na badania, rozwój i na innowacyjność z roku na rok rosną. W naszym budżecie, mimo że ciągle mniejszym niż w potęgach europejskich, co roku pieniędzy na innowacje jest trochę więcej. Do tego dochodzi masa pieniędzy unijnych – podkreśla minister Bieńkowska.

Chociażby w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, który oferuje ok. 11 mld euro na dofinansowanie projektów.

– A przecież nie tylko w POIG są tego typu projekty – dodaje Elżbieta Bieńkowska. – To są naprawdę wielkie pieniądze i po prostu powinniśmy tylko iść tą drogą.

Zwiększanie wydatków na innowacyjność to jeden z niewielu punktów budżetu, które znajdują poparcie większości państw członkowskich UE.

Tym bardziej, że według ostatnich danych KE, tempo wzrostu innowacyjności w Unii Europejskiej spada. To powoduje, że coraz bardziej oddalamy się od światowych liderów, czyli USA, Japonii i Korei Południowej, a nawet Chin.

Euro 2012 to również gra o inwestycje

Zdaniem ekspertów z firmy doradczej Ernst & Young tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce nożnej mogą poprawić polski „soft power” – czyli zdolność kraju do pozyskiwania sojuszników i zdobywania wpływów dzięki atrakcyjności własnej kultury, polityki i ideologii. W rankingu krajów o najwyższym wskaźniku „soft power” przygotowanym przez Ernst & Young i moskiewską wyższą szkołę zarządzania Skolkovo, Polska zajęła 10 miejsce ex aequo ze Słowacją wśród 20 sklasyfikowanych rynków wschodzących. Krajem o najwyższym wskaźniku „soft power” na świecie od lat są Stany Zjednoczone.

Termin „soft power” (tłum. „miękka siła”) został po raz pierwszy użyty przez amerykańskiego politologa z Uniwersytetu Harvarda, Josepha Nye. „Soft power” określa zdolność kraju do osiągania celów swojej polityki za pomocą metod innych niż siła wynikająca z czynników geopolitycznych i ekonomicznych (tzw. „hard power”). Indeks „soft power” przygotowany przez Ernst & Young i uczelnię Skolkovo uwzględnia takie zmienne jak: przestrzeganie praw człowieka, emisja CO2, liczba najbardziej podziwianych globalnych marek reprezentujących dany kraj, osiągnięcia w igrzyskach olimpijskich, poziom edukacji, liczba imigrantów czy znajomość języków obcych wśród obywateli.

Polska „miękka siła” – jest coraz lepiej

Według rankingu przygotowanego przez Ernst & Young i uczelnię Skolkovo, wskaźnik „soft power” Polski poprawił się od 2006 do 2010 roku prawie o 1/3. Jeszcze w 2006 roku w rankingu rynków wschodzących wyprzedzały nas między innymi Ukraina, Estonia, Chile czy Rumunia. Dziś Polska znajduje się zdecydowanie przed tymi krajami jednak wciąż na równi ze Słowacją, a nieznacznie za Czechami i Węgrami. Najwyższy wskaźnik „soft power” wśród 20 sklasyfikowanych rynków wschodzących mają Chiny, które są jednocześnie na 9 miejscu w światowym rankingu „soft powerowych” potęg. Pierwsze 3 pozycje zajmują Stany Zjednoczone, Francja i Niemcy.

– Jednym ze zjawisk, które opisaliśmy w naszym raporcie jest wysoka korelacja pomiędzy wskaźnikiem „soft power”, a napływem inwestycji zagranicznych i ogólną atrakcyjnością kraju. Polska zawsze była atrakcyjna dla inwestorów ze względów makroekonomicznych i geograficznych. Jesteśmy dużym rynkiem położonym w samym sercu Europy. Powinniśmy jednak dalej pracować nad naszym „soft power” bo jest to pewnego rodzaju wskaźnik siły marki danego kraju – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Podatkowego w Ernst & Young w Polsce. – „Soft power” to też czynnik nie do końca namacalnej przewagi konkurencyjnej, który będzie wpływał na decyzje inwestorów kiedy dostaną podobne warunki inwestycji w dwóch różnych miejscach – dodaje Jacek Kędzior.

Euro 2012 – walka również o wielkie pieniądze

Jednym z ciekawszych czynników wpływających na poziom indeksu „soft power” przygotowanego przez Ernst & Young i uczelnię Skolkovo są osiągnięcia olimpijskie klasyfikowanych krajów. Mierzone są one liczbą medali zdobytych podczas igrzysk. Eksperci Ernst & Young zwracają jednak uwagę, że nie tylko olimpiady mogą wpływać na „soft power” danego kraju.

– W tym roku gościmy jedną z czterech największych imprez sportowych świata. Piłkarski Mundial, letnie igrzyska Olimpijskie i puchar świata w rugby to jedyne wydarzenia sportowe, które pod względem atrakcyjności i oglądalności mogą się równać z mistrzostwami Europy. Euro 2012 to absolutna pierwsza liga wydarzeń sportowych, w związku z czym na pewno wpłynie na markę naszego kraju. Im lepiej w oczach przyjezdnych i telewidzów wypadnie ta impreza tym większy będzie wpływ Euro na nasz „soft power” – zauważa Krzysztof Sachs, Partner w Ernst & Young i autor raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”. – W przypadku sukcesu reprezentacji na Euro i zakładając, że nie zaliczymy organizacyjnych wpadek, możemy wiele zyskać na tej imprezie w sensie makroekonomicznym. Te korzyści rozłożą się w czasie i trudno będzie je policzyć, ale na pewno się pojawią przy założeniu że wszystko się uda – zauważa Sachs.

Oprócz efektu związanego z popularyzacją marki Polski w świecie, mistrzostwa Europy wpłyną na poziom wskaźnika „soft power” jeżeli przyniosą ze sobą większy ruch turystyczny. Liczba turystów odwiedzających dany kraj jest bowiem jeszcze istotniejszym czynnikiem przy obliczaniu indeksu od osiągnięć sportowych. Krzysztof Sachs zauważa jednak, że szansa, którą stworzyło nam Euro mogła być lepiej wykorzystana przez samorządy.

– Wydaje mi się, że jeżeli czegoś możemy żałować jeśli chodzi o przygotowania do Euro to tego, że zabrakło głośnej i widocznej kampanii, w krajach których reprezentacje zakwalifikowały się do turnieju. Miasta gospodarze powinny były prowadzić intensywne działania po rozlosowaniu grup. Kampania powinna zachęcać turystów do tego by przyjechali na mecz, ale zostali na tydzień lub 2 tygodnie w Polsce bo nasz kraj może się pochwalić czymś więcej niż pięknymi stadionami – konkluduje Krzysztof Sachs.

Ernst & Young, to jedna z wiodących międzynarodowych korporacji świadczących profesjonalne usługi doradcze. Ernst & Young w Polsce to ponad 1300 ekspertów pracujących w 6 biurach na terenie kraju. Ernst & Young jest audytorem prawie 20% przedsiębiorstw znajdujących się na liście 1000 największych światowych firm magazynu Business Week. Jest też światowym liderem w dziedzinie doradztwa podatkowego. Firma świadczy usługi w zakresie: audytu, doradztwa biznesowego, księgowości, doradztwa podatkowego, doradztwa transakcyjnego, ulg i dotacji inwestycyjnych, doradztwa na rynku nieruchomości oraz szkoleń.

Polscy dyrektorzy finansowi należą do najbardziej ambitnych na świecie

Młody, ambitny lider – taki jest polski dyrektor finansowy wg tegorocznego „Barometru Dyrektorów Finansowych”, ogólnoświatowego badania przeprowadzonego przez Michael Page. W tym roku badanie zostało wysłane do ponad 80 tysięcy dyrektorów finansowych z 40 krajów. Spytano ich m.in. o zakres obowiązków, relacje z CEO i plany rozwoju zawodowego. Wyniki pokazują, że nasz kraj jest idealnym miejscem na karierę w finansach, a polscy CFO potrafią to wykorzystać.

Raport przynosi też dobre wiadomości dla Polek, planujących karierę w finansach. Jerome Lafuite dyrektor zarządzający Michael Page International, podkreśla, że na stanowiskach CFO w polskich firmach jest coraz więcej kobiet. „W tym roku kobiety stanowią już 24% badanych w polskich firmach – to 5 punktów procentowych więcej niż przed rokiem i prawie 10 więcej niż średnio na świecie”. Dla porównania, w Niemczech i Brazylii tylko 5% osób na stanowisku dyrektora finansowego to kobiety. Na tle innych państw Polska jest krajem najbardziej przyjaznym dla kobiet aspirujących do objęcia stanowiska CFO. „Z entuzjazmem odnotowujemy fakt, że w Polsce, świat CFO nie należy już tylko do mężczyzn” – zauważa dyrektor zarządzający Michael Page.

Paweł Wierzbicki z Michael Page podkreśla, że nasi CFO należą do najmłodszych i najambitniejszych na świecie. „Jak pokazuje badanie wielu z nich chce rozwijać swoją karierę na stanowiskach zarządzających i administracyjnych – 27% widzi się za dwa lata w roli CEO, a 40% na obecnym stanowisku, ale z większym zakresem kompetencji” –zaznacza.

To efekt ciągłej ewolucji roli, jaką pełni CFO w polskich firmach. Dyrektorzy przejmują coraz więcej kompetencji w zakresie wspierania działań biznesowych. Często są w swoich firmach liderami zmian i innowacji. „Od CFO oczekuje się, że nie tylko przedstawi raport finansowy, ale również zaproponuje na jego podstawie niezbędne działania” – zauważa Paweł Wierzbicki.

Polscy dyrektorzy dostrzegają te zmiany i odpowiednio reagują – częściej niż inni zamierzają rozwijać swoje kompetencje w zakresie języków obcych oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Z odpowiedzi wynika, że aż 67% chce poprawić swoje umiejętności zarządzania zespołem. Oznacza to prawie dwukrotny wzrost w stosunku do ubiegłego roku. Zdaniem Pawła Wierzbickiego to również efekt stopniowego wzrostu roli CFO. „Już teraz dyrektorzy finansowi zajmują się bardzo różnymi obszarami działalności firmy: od IT, przez logistykę, zakupy, po obowiązki administracyjne. Ten trend się utrzyma. CFO wiedzą, że będą w większym stopniu odpowiadali za kierowanie dużymi zespołami, więc naturalnie chcą poszerzać swoje kompetencje językowe i umiejętności w zakresie zarządzania personelem” – stwierdza. „W tych wynikach odbija się też aktualna sytuacja gospodarcza. W momencie, w którym firmy często nie mogą sobie pozwolić na podwyżki i szkolenia, kluczowym elementem motywowania zespołu może być zdolność wytworzenia odpowiedniej atmosfery, czyli team spirit” – dodaje Executive Manager Michael Page.

Jaki jest sposób zarządzania polskich CFO? Najwięcej z nich postrzega siebie jako „lidera”- w ten sposób odpowiedziało 42% badanych. Zdaniem managera Michael Page jest to związane z anglosaskim modelem zarządzania, który jest w Polsce coraz bardziej powszechny. ”W obecnych czasach firmy dają dyrektorom finansowym coraz więcej odpowiedzialności za obszary niefinansowe. W rezultacie, to właśnie CFO, jest drugą po CEO osobą, która wie co się dzieje w każdym dziale firmy” – podkreśla Paweł Wierzbicki.

W opinii Jerome’a Lafuite polscy dyrektorzy finansowi nie mają powodów do kompleksów wobec kolegów z zachodniej Europy. Są młodzi, ambitni i wszechstronni. „Gdyby podczas Euro 2012 polska reprezentacja składała się tylko z polskich CFO, nasza drużyna na pewno znalazłaby się w finale” – kończy dyrektor zarządzający Michael Page.

****
Michael Page International jest światowym liderem w dziedzinie doradztwa personalnego. Firma założona w 1976 roku w Londynie, posiada 160 biur w 34 krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, większości krajów Europy Zachodniej, w Azji, rejonie Pacyfiku oraz Ameryce Północnej i Południowej. W skład Grupy wchodzą: Michael Page International, Michael Page Executive Search, Michael Page Interim oraz Page Personnel. Firma specjalizuje się w rekrutacji profesjonalistów w takich obszarach jak: Finance & Accounting, Banking & Financial Services, Sales & Marketing, Manufacturing & Supply Chain, Property & Construction, Information Technology, HR.
Więcej informacji: www.michaelpage.pl

Energy Invest Group wybuduje 100 elektrowni wiatrowych przy udziale prywatnych inwestorów

– Chciałbym móc spoglądać na całe pole turbin wiatrowych z okien mojego własnego domu. Po prostu je uwielbiam – powiedział współtwórca sukcesu Apple, Steve 'Woz’ Wozniak podczas sympozjum American Wind Energy Association pod koniec ubiegłego roku. Takie same marzenia ma prezes Energy Invest Group Adam Wrzesiński. 6 czerwca EIG oficjalnie otworzy ofertę na udziały w swoich przyszłych przedsiębiorstwach energetycznych.

Energy Invest Group, wschodzący holding energetyczny umożliwia wejście do swojego zielonego biznesu osobom, które szukają alternatywnych możliwości inwestycyjnych. Model biznesowy EIG burzy dotychczasową barierę wejścia w rynek OZE i otwiera możliwości dla mniejszych portfeli. Żeby stać się udziałowcem przedsiębiorstwa energetycznego tworzonego przez EIG, wystarczy już tylko sześć tys. zł.

O atrakcyjności oferty świadczy duże zainteresowanie inwestorów. Na początku 2012 roku firma uruchomiła pierwsze cztery spółki córki, przyszłe przedsiębiorstwa energetyczne, w których udziały w kwietniu były już prawie wyprzedane. Do maja firma podpisała ponad 100 umów inwestorskich. Osoby, które wykupiły udziały w pierwszych przedsiębiorstwach energetycznych EIG otrzymywać będą dywidendy ze sprzedaży energii produkowanej przez ich elektrownie wiatrowe już za trzy lata.

Jakie są plany EIG? – Nasze pierwsze elektrownie wiatrowe ruszą w połowie 2014 r., następnie w ciągu kolejnych sześciu lat uruchomimy łącznie 100 turbin wiatrowych, pod budowę których mamy przygotowane przez naszego partnera Siłownie Wiatrowe S.A. ponad 160 lokalizacji. Firmę tworzą pełni energii ludzie, widzę więc szansę, że realizacja tego planu będzie krótsza – mówi Adam Wrzesiński, prezes zarządu Energy Invest Group Sp. z o.o.

Deklaracje prezesa EIG mają pokrycie nie tylko w kontrakcie na budowę pierwszych 12 turbin za 140 mln zł zawartym z deweloperem Siłowniami Wiatrowymi S.A. czy w staraniach banków o kredytowanie inwestycji EIG. Głównym motorem rozwoju tego biznesu jest ogólna konieczność zwiększenia produkcji energii ze źródeł odnawialnych w Polsce prawie dwukrotnie w najbliższych ośmiu latach. Do wychodzenia z klasycznej produkcji energii obligują Polskę umowy z UE i polityka ekologiczna kraju. Systematycznie rosnące ceny energii elektrycznej szacowane na 80% wzrost w ciągu najbliższych 10 lat w połączeniu z ustawą o OZE deklarującą skup zielonej energii, to gwarancja stabilności biznesu opartego o elektrownie wiatrowe.

– W EIG stawiamy na bezpieczeństwo. Nasz model biznesowy tworzymy na bazie wieloletnich doświadczeń zachodnich holdingów energetycznych, dlatego budujemy elektrownie w tzw. modelu rozproszonym, dzięki czemu mamy dostęp do atrakcyjnych lokalizacji i jednocześnie eliminujemy trudności z przyłączeniem do sieci, z jakimi borykają się w Polsce duże farmy wiatrowe. Zatrudniamy i współpracujemy z ekspertami w tej dziedzinie. Wiemy, że to łatwiejsze i bezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wrzesiński.

EIG oficjalnie otworzy ofertę na udziały w swoich elektrowniach wiatrowych już 6 czerwca. Kampania w formie seminariów inwestycyjnych umożliwi przyszłym inwestorom poznanie szczegółów. Na mapie spotkań inwestorskich znalazły się Warszawa, Łódź, Białystok, Gdańsk, Toruń, Poznań, Katowice, Wrocław, Kraków. Więcej informacji: www.energyinvestgroup.pl

Powrotu do kredytów walutowych na razie nie będzie

Komisja Nadzoru Finansowego zamierza zrobić przegląd wprowadzanych regulacji dla banków. Cel: zwiększenie akcji kredytowej przy zachowaniu bezpieczeństwa gromadzonych w bankach pieniędzy. To może oznaczać złagodzenie niektórych przepisów. – Za wcześnie, żeby o tym mówić – zastrzega Andrzej Jakubiak, przewodniczący KNF. Jedno jest pewne, nie ma co liczyć na powrót do popularnych kredytów walutowych.

– Jesteśmy w przeddzień rozpoczęcia oceny dotychczasowych regulacji, ale jest jeszcze za wcześnie, żeby coś o tym powiedzieć. Chcemy najpierw dokonać analizy, zastanowić się, bo jest to rzecz bardzo ważna – mówi przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak.

Wprowadzane w ostatnich latach przez regulatora rekomendacje T, S i SII nie sprzyjały rozwojowi akcji kredytowej. KNF argumentował to próbą ochrony sektora bankowego w Polsce w okresie wahań na rynkach finansowych. Niewykluczone, że teraz restrykcje zostaną poluzowane.

– Z jednej strony chcielibyśmy, żeby akcja kredytowa się rozwijała, żeby było zwiększone kredytowanie gospodarki. Z drugiej strony musimy patrzeć na bezpieczeństwo systemu finansowego, systemu bankowego, czyli naszych pieniędzy, które są złożone w bankach – podkreśla Andrzej Jakubiak.

Wprowadzone rekomendacje, które miały na celu obniżenie ryzyka po stronie banków, w praktyce oznaczały prawie całkowite wycofanie kredytów walutowych z ich oferty.

Ostatnia rekomendacja S II, wprowadzona w życie 1 stycznie 2012 roku, zaleca bankom, by klienci spłacali kredyty w walucie, w jakiej zarabiają. Ponadto – według obowiązujących regulacji – miesięczna rata kredytu walutowego nie może przekroczyć 42 proc. dochodów netto kredytobiorcy. Dodatkowo zaostrzono też kryteria badania zdolności kredytowej u osób zadłużających się w euro lub we frankach.

Dlatego kredyty hipoteczne w walucie obcej to dziś na rynku rzadkość. Możliwość zadłużenia się w euro lub franku szwajcarskim oferuje tylko 10 banków, a kryteria są tak zaostrzone, że niewielu kredytobiorców ma na nie szansę.

Jak wynika z raportu Amron-Sarfin opublikowanego przez Związek Banków Polskich, w I kwartale br. udział nowo zaciągniętych kredytów w euro obniżył się do 14,5 proc. Natomiast kredyty we franku szwajcarskim to dziś tylko nieco ponad 1 proc. wszystkich kredytów hipotecznych, podczas gdy 3 lata temu stanowiły zdecydowaną większość.

Zdaniem szefa KNF nie powinniśmy liczyć na to, że w najbliższym czasie rynek ponownie zaleją oferty kredytów walutowych.

– Zarówno banki, jak i kredytobiorcy zdają sobie o wiele lepiej sprawę z ryzyka kursowego i co to może dla nich oznaczać w sytuacji, gdy złoty będzie się gwałtownie deprecjonował. Myślę, że na pewno przez jakiś czas do kredytowania we franku szwajcarskim czy w euro nie będziemy powracać – dodaje Andrzej Jakubiak.