Bardzo dobre wyniki finansowe Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie SA

W 2010 roku Aviva wypłaciła klientom ponad 56 tys. świadczeń z indywidualnych i grupowych ubezpieczeń na życie na łączną kwotę blisko 205 mln zł. Rekordowe świadczenie po śmierci osoby ubezpieczonej wyniosło 2,7 mln zł z kilku polis. Najwyższe świadczenie z umowy dodatkowej to ponad 500 tys. zł z tytułu kalectwa wskutek nieszczęśliwego wypadku. Wypłaty pomagają ubezpieczonym i ich najbliższym w razie śmierci, wypadku, choroby lub niezdolności do pracy. Wymiernym efektem naszych starań nad doskonaleniem obsługi klientów jest fakt, że 80 proc. wypłat z ubezpieczeń na życie realizujemy w ciągu 6 dni od zgłoszenia – podkreśla Maciej Jankowski, prezes grupy Aviva w Polsce.

Potwierdzeniem najwyższych standardów w zakresie relacji z klientami była nagroda od Rzecznika Ubezpieczonych „za zasługi dla konsumentów ubezpieczeniowych” dla Avivy w kategorii ubezpieczeń na życie. Nagroda została przyznana po raz pierwszy z okazji 15-lecia działalności Rzecznika. Jest tym cenniejsza, że przyznała ją instytucja reprezentująca interesy klientów – podkreśla Maciej Jankowski.

W minionym roku Aviva umocniła pozycję na rynku ubezpieczeń na życie, zwiększając składkę brutto o 14 proc. do poziomu ponad 1,9 mld zł. Wzrost był znacznie wyższy niż przeciętna dynamika rynku, która po trzech kwartałach 2010 roku wyniosła 4,1 proc. Zwiększyliśmy składkę z indywidualnych i grupowych ubezpieczeń na życie oraz ubezpieczeń wypadkowych i zdrowotnych, nie oferując polisolokat. Wiele innych firm poszło w nasze ślady i wycofało się z oferowania polisolokat, co przywraca czytelność udziałów w rynku – mówi Maciej Jankowski. Wyższe były wpływy z ubezpieczeń ze składką regularną, a w IV kwartale 2010 roku wzrosło również zainteresowanie polisami inwestycyjnymi. Aviva rozszerzyła też ofertę ubezpieczeń zdrowotnych o Pakiet Medyczny Bądź Zdrów, umożliwiający dostęp do lekarzy specjalistów i diagnostyki w sieci prywatnych przychodni.

Bardzo dobre wyniki finansowe potwierdzają silną pozycję rynkową i kapitałową, co szczególnie istotne, gdy branża przygotowuje się do wejścia w życie wymogów kapitałowych Solvency II. Innym miernikiem pozycji Avivy na rynku jest pierwsze miejsce pod względem wartości środków klientów zgromadzonych w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych.

Liberty Direct rośnie w siłę – 133,6 mln zł składki i 53% wzrost w 2010 roku

Liberty Direct – ubezpieczyciel oferujący polisy przez internet i telefon – opublikował wyniki za 2010 rok. Towarzystwo zebrało składkę przypisaną brutto w wysokości 133,6 mln zł, z czego 37,8 mln zł w IV kwartale. Firma osiągnęła tym samym wynik o 46,2 mln zł lepszy niż w 2009 roku, co oznacza 53% wzrost. Ubezpieczyciel zawdzięcza go rozwojowi alternatywnych kanałów sprzedaży, rozszerzaniu oferty produktowej oraz koncentracji na podwyższaniu poziomu satysfakcji klientów. Liberty Direct objęło ochroną już blisko 200 tys. pojazdów.

„W ubezpieczeniach majątkowych miniony rok był dla ubezpieczycieli trudny. Przyczyniła się do tego sroga zima, powodzie oraz stały wzrost poziomów odszkodowań. Mimo niesprzyjającej sytuacji, osiągnęliśmy dużo wyższy poziom składki niż w zeszłym roku rozwijając się zgodnie z przyjętym planem. Równocześnie utrzymaliśmy restrykcyjną politykę kosztową” – podsumowuje Michał Kwieciński, Dyrektor Generalny Liberty Direct. „Bardzo dobry wynik zawdzięczamy inwestycji w rozwój kanałów partnerskich opartych o platformę direct takich jak sieć komisów samochodowych, bancassurance oraz internetowy marketing afiliacyjny. W kanałach tych wykorzystujemy zalety platformy dajrektowej – przede wszystkim niskie koszty operacyjne i możliwość stosowania zaawansowanej taryfikacji, co stanowi istotną przewagę konkurencyjną w obecnej sytuacji rynkowej. Pozwala nam to na oferowanie szerokim grupom Klientów ubezpieczeń w korzystniejszej cenie niż towarzystwa tradycyjne” – podkreśla Kwieciński.

„W celu systematycznego doskonalenia procesów obsługi Klienta wprowadziliśmy w ubiegłym roku tzw. e-konto ‘Twoje sprawy’, dzięki któremu Klienci mogą kompleksowo zarządzać posiadanymi ubezpieczeniami on-line a także monitorować przebieg likwidacji szkód. Rozwinęliśmy również stałą ofertę produktową obejmującą OC, AC, Assistance oraz NNW o ubezpieczenie szyb oraz ubezpieczenia mieszkaniowe. Koniec roku upłynął pod znakiem działań promocyjnych opartych na wynikach rankingu dziennika „Rzeczpospolita1”, zgodnie z którym Liberty Direct oferuje najlepsze cenowo OC na rynku, a także organizacji programu partnerskiego „Poleć sprawdzone ubezpieczenie”. Obydwie inicjatywy przyczyniły się do znaczącego wzrostu sprzedaży” – podsumowuje Rafał Karski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Liberty Direct. „W 2010 roku byliśmy również aktywni reklamowo organizując cztery kampanie produktowe i wizerunkowe obejmujące telewizję. Prowadziliśmy ponadto akcje społeczne mające na celu podnoszenie poziomu bezpieczeństwa na drodze – program „Taksówka z fotelikiem” oraz „Bezpieczny Mały Pasażer” na Facebooku” – dodaje Karski.

Bardzo dobre wyniki w 2010 roku osiągnęła również Grupa Liberty Mutual, do której należy Liberty Direct. Wypracowała ona zysk netto w wysokości 1,678 miliarda USD, co oznacza wzrost o 64% (655 milionów USD) w porównaniu do roku 2009. Przychody Liberty Mutual w tym samym okresie wyniosły 33,193 miliardy USD, co oznacza wzrost o 6,8% (2,099 miliardy USD) w porównaniu do roku 2009. Jednocześnie instytucja zebrała 29,191 miliardów USD składki przypisanej netto.

Obecnie rynek ubezpieczeń direct jest wart ok. 800-850 mln zł, z czego główną grupę – 90% stanowią ubezpieczenia komunikacyjne OC i AC. Pozostałe 10% przypada na NNW, assistance, ubezpieczenia turystyczne oraz mieszkaniowe. Szacuje się, że na koniec 2011 roku rynek ubezpieczeń direct może być wart ponad 1 mld zł.

Jaki będzie w e-handlu 2011 rok?

Przedstawiciele polskiego rynku e-commerce zacierają ręce – mimo zawirowań gospodarczych sektor handlu elektronicznego nie odczuł w 2010 roku pogorszenia koniunktury. Co więcej, rok 2010 był widocznie lepszy od 2009, a kolejny, 2011, zakłada dalsze zwiększanie udziału zakupów on-line w wydatkach Polaków – wynika z raportu „E-commerce w Polsce w oczach internautów 2010” autorstwa Gemius S.A. Jakie są zatem postawy i motywacje polskich internautów kupujących w internecie? Gdzie powinni być obecni sprzedający, aby spotkać się z kupującymi?

Raport Gemius S.A. potwierdza wzrost odsetka kupujących online w 2010 roku do 74 proc. internautów. Wzrost zaufania do elektronicznej formy zakupów w porównaniu z latami poprzednimi to najprawdopodobniej wynik wieloletnich doświadczeń Polaków z zakupami w internecie, a także często wygoda, duży wybór i możliwość dokonania zakupu korzystniejszego cenowo niż offline.

Rośnie też świadomość internautów odnośnie zakupów grupowych, tzw. group shopping, jednak na naszym rynku popularność dotychczasowych kanałów sprzedaży jest nadal dużo większa.

Sklep internetowy czy aukcje online?

Internauci deklarują, że zakupów w internecie dokonują zarówno w e-sklepach, ale też na aukcjach internetowych. Choć liczba sklepów online w ostatnim okresie gwałtownie się powiększyła i zbliża się do 10 tys. podmiotów, aukcje internetowe są nadal bardziej popularne wśród polskich internautów. Zakup tym kanałem deklaruje aż 80 proc. kupujących w sieci (59,2 proc. internautów). W sklepach internetowych zakupów dokonuje dla porównania 68 proc. tej grupy (50,3 proc. internautów). Rośnie liczba osób kupujących zarówno na aukcjach, jak i sklepach.

Porównywarki, pasaże i serwisy opinii

Jak pokazują wyniki badania, porównywarki cen ofert e-sklepów oraz serwisy konsumenckie gromadzące opinie, sugestie i rekomendacje internautów mają duży wpływ na wzrost odsetka kupujących online w ostatnim roku. Z najpopularniejszych narzędzi wspierających sprzedaż w sieci – porównywarek cen – korzysta 60 proc. kupujących online. Równie dobrym sposobem na wyszukiwanie informacji o produkcie są według internautów wspomniane serwisy z opiniami innych użytkowników. Korzysta z nich 56 proc. kupujących w sieci. Nieco mniejszym zainteresowaniem cieszą się pasaże handlowe i katalogi, z których korzysta 18 proc. kupujących w sieci. Najwyższą świadomość wspomaganą wśród porównywarek według raportu Gemius S.A. mają Ceneo.pl, Skapiec.pl oraz Nokaut.pl.

Zakupy grupowe

Najnowszy rodzaj zakupów online w polskim internecie – zakupy grupowe – choć jest najrzadziej wykorzystywanym sposobem dokonywania transakcji, znany jest już wśród 33 proc. internautów. Z serwisów, w których zainteresowani tym samym produktem negocjują ceny z dostawcą i w wyniku tego kupują taniej, korzysta aż 16 proc. kupujących online.

Najbardziej znane w polskim internecie serwisy zakupów grupowych to Groupon.pl, Okazik.pl oraz Gruper.pl.

Coraz więcej internautów dostrzega korzyści wynikające z zakupów grupowych. Jednak, jak wynika z naszego raportu, wciąż 60 proc. kupujących w sieci nie rozpoznaje żadnego z serwisów typu group shopping. Wyniki gemiusReport wskazują zatem, jak dużo pracy jest jeszcze przed właścicielami serwisów grupowych w kwestii budowania świadomości konkretnych marek serwisów i edukowania klientów mówi Krzysztof Łopuszyński, lider zespołu ds. badań e-marketingowych w firmie Gemius S.A.

Kobiety cenią rekomendacje zakupowe

Wykorzystanie różnych narzędzi wspomagania decyzji zakupowych różni się względem wieku, statusu materialnego internauty, a także płci. Kobiety częściej słuchają opinii innych internautów, mężczyźni wybierają porównywarki cen. A czy same sklepy internetowe wiedzą, jak przekonać internautę do dokonania transakcji zakupu?

Według gemiusReport, zdecydowana większość kupujących w sklepach zetknęła się z rekomendacjami zakupowymi, a świadomie korzysta z nich nieco ponad ¼ klientów. W 71 proc. są to proste podpowiedzi. Niewielka jeszcze część sklepów korzysta z zaawansowanych, spersonalizowanych rekomendacji zakupowych, czyli podpowiedzi skierowanych do konkretnego użytkownika opierających się na historii wcześniej dokonywanych zakupów. Kontakt z taką formą rekomendacji potwierdziło jedynie 17 proc. ankietowanych.

Jaki będzie w e-handlu 2011 rok?

Sytuacja e-commerce w Polsce jest stabilna, a polscy internauci planują w 2011 więcej kupować w sieci. Elementami, które mogłyby trend przyspieszyć, byłoby z pewnością przykładanie przez sklepy i innych sprzedających większej wagi do deklarowanych potrzeb kupujących online. Mimo znacznej poprawy szeroko pojętej obsługi klienta w handlu elektronicznym, internauci objęci badaniem nadal twierdzą, że opisy sprzedawanych produktów nie są wystarczające, że wystawiane do sprzedaży produkty są często niedostępne, czy że kupujący nie są informowani o całkowitych kosztach dostawy. W trakcie transakcji na aukcjach pojawiają się nadal, aczkolwiek w mniejszym niż w 2010 stopniu, wątpliwości odnośnie wiarygodności osoby sprzedającej produkt, trudność w kontakcie ze sprzedającym, czy obawa o bezpieczeństwo transakcji. Sprzedający na aukcjach powinni też lepiej informować o stopniu zużycia przedmiotu sprzedaży i rzeczywistych kosztach transportu.

Wyzwaniem pozostaje dotarcie do grupy niekupującej w sieci – tylko 1/3 z nich zadeklarowała, że w przyszłości zamierza spróbować tej formy handlu. Wzrosła w tej grupie liczba osób niezdecydowanych.

Ponad połowa internautów korzysta z telewizji internetowej

Aż 95 proc. internautów zetknęło się z serwisami wideo – wynika z raportu „Audio i wideo w sieci, styczeń 2011” zrealizowanego przez Gemius S.A. przy współpracy partnerskiej z Grupą Onet.pl. Coraz większą popularność zdobywa także telewizja internetowa. Korzystanie z niej zadeklarowało aż 53 proc. respondentów.

Celem badania było dostarczenie wiedzy o zachowaniach i opiniach internautów dotyczących serwisów/usług audio i wideo w internecie. W badaniu uwzględniono takie serwisy/usługi audio i wideo online jak: telewizja internetowa (np. tvn24.pl, onet.tv, tvp.pl, ipla.pl lub inne), telewizja p2p (telewizja oglądana przy użyciu aplikacji takich jak Sopcast, TVU Player, TV Ants lub innych), serwisy wideo (np. youtube.com, wrzuta.pl lub inne), Video on Demand (np. iplex.pl, vod.onet.pl lub inne).

Materiały wideo – tradycyjne czy w sieci?

Choć wciąż niezwyciężonym medium dostarczającym materiały filmowe pozostaje telewizja tradycyjna, serwisy internetowe przyciągają sporą liczbę sympatyków. Większość użytkowników korzysta z serwisów wideo, jednak – jak wynika z gemiusReport – aż 53 proc. badanych używa także telewizji internetowej. Znacznie mniejszy odsetek miał styczność z VOD, czyli „wideo na żądanie”. 2/3 badanych nie korzystało z Video on Demand. Najmniejszą popularnością cieszy się telewizja peer-to-peer.

Dlaczego tak wielu internautów wybiera serwisy wideo i audio? Respondenci jako główne powody korzystania z VOD wskazują: darmowy dostęp, wysoką jakość obrazu i dźwięku oraz różnorodność dostępnych programów, filmów i seriali. Co więcej, serwisy wideo w porównaniu z telewizją internetową są dla oglądających łatwiej dostępne. Przyciągają także nieintruzywnymi reklamami i większą atrakcyjnością. Z kolei telewizja internetowa wzbudza większe zaufanie respondentów.

Kogo przyciągają serwisy audio i wideo?

Internetowym widzem niemal w podobnym stopniu można nazwać kobietę i mężczyznę. Respondenci obu płci deklarują korzystanie z serwisów oferujących treści multimedialne online – mężczyźni nieco częściej wolą oglądać serwisy wideo, a kobiety VOD.

gemiusReport wskazuje także przybliżony wiek oglądających audio i wideo w sieci. Najmniejszą styczność z ”wideo na żądanie” miały osoby powyżej 34 roku życia. 72 proc. badanych z tej grupy wiekowej nigdy nie miała styczności z VOD. Najmłodsi badani (grupa wiekowa 15-19 lat) dużo częściej deklarowali korzystanie z kanałów audio/wideo niż starsi respondenci, z wyjątkiem telewizji internetowej, której w podobnym stopniu używają osoby w różnym wieku.

Które programy wybieramy?

Najczęściej oglądane treści w serwisach wideo dotyczą muzyki (74 proc.) i rozrywki/humoru (72 proc.). Ich popularność jednak istotnie spadła w porównaniu ze styczniem 2010 r. W ciągu ostatniego roku znacznie wzrosła natomiast popularność treści edukacyjnych (35 proc.), treści dotyczących stylu życia (31 proc.) oraz materiałów o polityce. Po te ostatnie sięga 23 proc. internautów.

Podobny odsetek internautów wybiera materiały erotyczne. Ich oglądalność w serwisach wideo zmalała jednak z 30 proc do 24 proc. w porównaniu ze styczniem ubiegłego roku. Najmniejszym zainteresowaniem wśród widzów telewizji internetowej cieszą się programy religijne, dla dzieci i o życiu gwiazd.

Jaka przyszłość czeka serwisy audio i wideo?

Większość internautów nie jest gotowa płacić za interesujące ich materiały i brak reklam w internetowych środkach przekazu treści audio i wideo. Największą zgodę na opłaty wyrazili użytkownicy VOD (37 proc.), najmniejszą – osoby korzystające z serwisów wideo (13 proc.).

– Jakie trendy przewidujemy? Z gemiusReport wynika, że zarówno użytkownicy serwisów wideo, telewizji internetowej, jak i wypożyczalni wideo online zapowiadają zwiększenie intensywności wykorzystania tych kanałów w przyszłości. Takie deklaracje internautów w odniesieniu do telewizji internetowej i Video on Demand pozwalają przypuszczać, że korzystanie z tych mediów będzie rosnąć wraz z czasem – mówi Aleksander Szafaryn, Brand Manager badania gemiusStream w Gemius SA.

Raport Gemius i Onet.pl w formacie .pdf można pobrać ze strony gemius.pl.

„Jestem szefową” – konkurs dla uczennic

Trwa II edycja konkursu „Jestem szefową”, wspólnej inicjatywy Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania i Ministra Edukacji Narodowej.

Do udziału w konkursie organizatorzy zapraszają uczennice I i II klas szkół ponadgimnazjalnych. Celem konkursu jest budowanie pozytywnego wizerunku kobiet – liderek wśród młodzieży i zachęcanie uczennic do podejmowania ról przywódczych.

W tegorocznej kapitule konkursu zasiądą m.in.: poseł na Sejm RP Adam Szejnfeld, Hanna Gronkiewicz-Waltz – prezydent Miasta Stołecznego Warszawy, Ewa Synowiec – dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej, Ligia Krajewska – szefowa Gabinetu Politycznego Ministra Edukacji Narodowej, Jadwiga Czartoryska – prezeska Fundacji Orange, Katarzyna Frank-Niemczycka – prezeska Fundacji Gwiazdy dla Dzieci, Małgorzata Wadzińska – z Procter & Gamble Polska.

Uczestniczki konkursu mają za zadanie przygotować pracę na temat „Jestem szefową”, którą ocenia jury złożone z kobiet-liderek oraz mężczyzn działających na rzecz równego traktowania. Pisząc pracę, uczennice mają wyobrazić sobie siebie w roli szefowej w dowolnym obszarze życia społeczno-politycznego lub gospodarczego, opisać, jakie mają cele, co chcą zmienić, jak widzą siebie – kobietę w roli szefowej. Na finalistki konkursu czekają m.in. atrakcyjne nagrody rzeczowe, spotkanie z kobietami pełniącymi najwyższe funkcje kierownicze w świecie biznesu, mediów i polityki oraz wizyta w Sejmie RP.

Prace należy nadsyłać do 20 kwietnia, uroczyste ogłoszenie wyników do nastąpi końca czerwca.

Łączne przychody klubów z czołowej dwudziestki przekroczyły 4 miliardy euro

Real Madryt i Barcelona drugi rok z rzędu znalazły się na czele stawki. Sześć czołowych drużyn z rankingu najlepiej zarabiających nie zmieniło pozycji. Manchester City najbardziej poprawił swoją pozycję w rankingu, awansując aż o dziewięć miejsc i zyskując jedenasty wynik, najlepszy w historii klubu. Rekordowe przychody świadczą o imponującej odporności na wpływ niekorzystnej sytuacji w gospodarce światowej. Kluby zarobiły aż 4,3 miliarda euro, czyli o 8 procent więcej niż w ubiegłym roku. To główne wnioski 14. edycji raportu Football Money League sporządzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Szósty rok z rzędu listę otwiera Real Madryt, największy pod względem dochodów klub piłkarski na świecie. Realowi brakuje zaledwie dwóch lat by dorównać Manchesterowi United, który aż przez osiem lat, od pierwszej edycji Football Money League z sezonu 1996/97 do roku 2003/04, nie schodził z pierwszego miejsca. FC Barcelona utrzymuje pozycję wicelidera, wyprzedzając Manchester United, co już drugi rok z rzędu daje hiszpańskim klubom dwie najwyższe pozycje w rankingu.

„W sezonie 2009/10 trzy najlepiej zarabiające kluby z czołowej dwudziestki odnotowały wzrost przychodów, co świadczy o trwałej odporności największych klubów piłkarskich na skutki światowego kryzysu. Okazało się, że największe kluby są dobrze przygotowane, by stawić czoła problemom gospodarczym, dzięki dużemu wsparciu lojalnych kibiców, umiejętności przyciągania partnerów biznesowych i ogromnej grupie fanów przed telewizorami. Mimo mało spektakularnych, jak na standardy klubu, wyników na boisku, w sezonie 2009/10 Real uzyskał o 41 milionów euro więcej przychodów niż Barcelona. Jednak należy się spodziewać, że w kolejnej edycji Football Money League przychody FC Barcelona przekroczą 400 milionów euro. Obok Realu, Barcelona stanie się więc drugim klubem sportowym, któremu uda się przekroczyć ten próg wpływów. Klub zawarł pierwszą wieloletnią umowę sponsoringową o umieszczanie logo sponsora na koszulkach drużyny na rekordową kwotę 165 milionów euro w całym okresie obowiązywania kontraktu. Oczekuje się, że w ciągu najbliższych kilku lat walka o najwyższe miejsce w rankingu będzie się rozgrywać między dwoma hiszpańskimi superklubami.” – mówi Dan Jones, Partner, Sports Business Group w Deloitte UK.

Podczas gdy Hiszpanom udało się zająć dwa czołowe miejsca, najwięcej, bo aż siedem klubów w rankingu pochodzi z Wysp Brytyjskich. Manchester United, Arsenal oraz Chelsea utrzymały odpowiednio trzecią, piątą i szóstą pozycję. Liverpool spadł o jedno miejsce i znalazł się na ósmej pozycji.

W tegorocznym rankingu najbardziej awansował Manchester City, przesuwając się aż o dziewięć pozycji – z dwudziestego na jedenaste. Po zakupie cennych zawodników, klub znalazł się na piątej pozycji w Premier League, co stanowi najlepszy wynik drużyny od początku istnienia ligi. Osiągnął również rekordowe przychody w wysokości 125 milionów funtów (153 mln euro), odnotowując aż 44 procentowy wzrost (o 38 milionów funtów). To najwyższy wzrost, zarówno procentowy, jak i wartościowy, wsród wszystkich klubów w tegorocznym rankingu. Tymczasem Tottenham Hotspur uplasował się tuż za Manchesterem City. W sezonie 2010/11 klub po raz pierwszy zakwalifikował się do Ligi Mistrzów UEFA i będzie walczył z Liverpoolem o czwarte miejsce wśród najlepiej zarabiających klubów angielskich i o dziesiątą pozycję w całym rankingu Football Money League. Po pięcioletniej nieobecności w sezonie 2009/10 Aston Villa ponownie znalazła się w czołowej dwudziestce dzięki występom na Wembley w obu krajowych turniejach.

W tym roku wszystkie kluby z rankingu pochodzą z „wielkiej piątki” lig europejskich, z tego siedem klubów z Anglii, po cztery z Niemiec i Włoch, trzy z Hiszpanii, a dwa z Francji.

„Konsekwentne sukcesy na boisku i uczestnictwo w rozgrywkach Ligi Mistrzów UEFA okazały się kluczowe, by zachować najwyższe pozycje w rankingu. Czternaście klubów z czołowej dwudziestki uczestniczyło w sezonie 2009/10 w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a sześć klubów brało udział w rozgrywkach Ligi Europejskiej od fazy grupowej”- komentuje Alan Switzer, Dyrektor, Sports Business Group w Deloitte UK. „Awans do rozgrywek Ligi Mistrzów, sukcesy na boisku w rozgrywkach Premier League oraz porażka Juventusu w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów w sezonie 2010/11 dają Anglikom duże szanse, by zastąpić włoski klub na dziesiątym miejscu w kolejnym rankingu.”

„Mimo niekorzystnej sytuacji ekonomicznej może się okazać, że przychody analizowane w przyszłorocznym raporcie obejmującym bieżący sezon będą jeszcze wyższe. Kontrakty z dużymi zagranicznymi stacjami telewizyjnymi, opiewające na wyższe niż dotychczas kwoty i umowy sponsoringowe umocnią pozycję angielskich klubów.” dodaje Paul Rawnsley, Dyrektor, Sports Business Group w Deloitte UK.

Poza wyjątkowymi sytuacjami, takimi jak inwestycje w stadiony lub przejęcia klubów, regulacje FFP (Finansowego Fair Play) nakładają na kluby piłkarskie obowiązek bilansowania ksiąg rachunkowych, tak by wydatki nie przekraczały istotnie kwoty przychodów. W związku z tym, silna reprezentacja klubów angielskich w Football Money League daje nadzieję na dobrą pozycję brytyjskiego futbolu w przyszłości. Chociaż hiszpańskie giganty mogą zyskać dobrych zawodników, to jednak kluby angielskie nadal będą konkurować o najlepszych graczy i oferować atrakcyjne wynagrodzenia w porównaniu z europejskimi rywalami.

Wielkość, zamożność i wartość klubów piłkarskich można mierzyć różnymi sposobami. W przypadku Football Money League stosuje się kryterium wielkości przychodów jako informacji najłatwiej dostępnej i porównywalnej w odniesieniu do oceny wyników finansowych.

Polskie małe i średnie firmy nieświadome potencjału Internetu

Prawie połowa małych i średnich przedsiębiorstw pozostających bez strony internetowej jest przekonana, że strona www nie przyniosłaby im żadnych korzyści. Co więcej, ośmiu na dziesięciu przedsiębiorców nie obawia się, że brak strony internetowej może wiązać się z utratą potencjalnych klientów. To alarmujące wyniki badania TNS OBOP przeprowadzonego na zlecenie firmy 1&1. Przeciwnego zdania są przedstawiciele firm obecnych w Internecie. Tylko 6% uważa, że sieć nie przyniosła im żadnych korzyści, a 85% twierdzi wręcz, że wszystkie małe i średnie firmy powinny posiadać własną stronę internetową.

Jak pokazują wyniki badania, ponad 81% przedsiębiorców posiadających stronę internetową uważa, że to standard w dzisiejszym świecie biznesu. Większość z nich (70%) twierdzi, że posiadając stronę internetową łatwiej dotrzeć im do nowych klientów i utrzymać kontakt z dotychczasowymi (45%).

Wśród korzyści jakie przyniósł Internet firmy najczęściej wymieniają zwiększenie widoczności marki (78%), dostęp do nowych klientów (71%) oraz wzrost znajomości firmy i jej oferty (67%). Przedsiębiorcy posiadający stronę internetową planują jej rozbudowę (38%) oraz zwiększenie aktywności reklamowej w Internecie (29%). Tylko 6% przedsiębiorców obecnych w Internecie uznała, że sieć nie przyniosła im żadnych korzyści.

Bardziej sceptyczni, jeśli chodzi o korzyści płynące z obecności w Internecie, są przedsiębiorcy nie mający strony internetowej. Jedynie 25% z nich uważa, że posiadanie www przyczyniłoby się do rozwoju ich biznesu. Dla niecałej połowy (46%) posiadanie strony internetowej wiąże się z dostępem do nowych klientów, darmową reklamą (44%) i zwiększeniem widoczności firmy w sieci (43%).

Na razie jednak duży procent przedsiębiorców pozostających bez strony internetowej nie widzi korzyści z jej posiadania (45%). 25% nie wie, ile kosztuje i ile czasu zajmuje stworzenie strony internetowej. Ośmiu z dziesięciu przedsiębiorców nie obawia się, że brak strony internetowej może wiązać się z utratą potencjalnych klientów. Ciekawe jest, że zapytani, co skłoniłoby ich do przygotowania strony internetowej, przedsiębiorcy w większości odpowiadali: niskie koszty (34%), pomoc ze strony kogoś, kto dałby jasne wskazówki (19%) oraz przyjazne dla użytkownika narzędzie do samodzielnego stworzenia strony internetowej.

„Przedstawione wyniki badań są alarmujące. Wciąż duża liczba małych i średnich firm w Polsce pozostaje poza siecią. Z drugiej jednak strony nadal nie jest za późno, aby wziąć udział w cyfrowej rewolucji i skorzystać z potencjału, jaki niesie ze sobą obecność w Internecie. Wyniki badania pokazują, że przy odpowiednich warunkach firmy nieposiadające własnej strony www zdecydowałyby się na jej założenie. Bardzo ważne jest więc, aby dostawcy rozwiązań hostingowych dostarczali swoim użytkownikom przyjazny zestaw narzędzi do budowy stron internetowych. Mówiąc przyjazny mam na myśli prosty w konfiguracji, intuicyjny i na tyle bogaty, aby spełniał oczekiwania wszystkich przedsiębiorców” – mówi Oliver Mauss, dyrektor generalny firmy 1&1 International.

Polkomtel SA i Bank Zachodni WBK uruchamiają wspólny projekt bankowości mobilnej

Polkomtel, operator sieci Plus, oraz Bank Zachodni WBK rozpoczynają współpracę w oparciu o strategiczne porozumienie dotyczące wspólnego rozwijania i dystrybuowania produktów finansowych wspieranych przez technologię mobilną. Celem porozumienia jest wprowadzanie na rynek unikalnych produktów i usług, łączących sferę finansową z możliwościami jakie daje nowoczesna telekomunikacja.

Podpisane porozumienie rozpoczyna współpracę dwóch ważnych podmiotów rynku finansowego i telekomunikacyjnego. Celem inicjatywy jest wspólne poszukiwanie optymalnych rozwiązań, dzięki którym pojęcie „banku w komórce” nabierze dla klientów sieci Plus i Banku Zachodniego WBK nowego znaczenia.

„Bank Zachodni WBK od wielu lat jest liderem innowacji i nowych technologii w polskim sektorze bankowym. Jesteśmy pierwszym bankiem w Polsce, który udostępnił swoim klientom usługi bankowości elektronicznej, karty płatnicze z mikroprocesorem czy płatności zbliżeniowe PayPass. Od ponad roku mamy w naszej ofercie mobilny serwis usług bankowości elektronicznej, a współpraca z operatorem sieci Plus umożliwi nam zapewnienie naszym klientom nowej jakości zarządzania usługami bankowymi. Od wielu lat wyznaczamy trendy na rynku bankowym w Polsce, a dynamiczna sytuacja na rynku usług finansowych dopinguje nas do ciągłego poszukiwania nowych, unikalnych rozwiązań.” – powiedział Mateusz Morawiecki, Prezes Zarządu BZ WBK.

W ramach współpracy Banku Zachodniego WBK oraz Polkomtela, klientom sieci Plus zaoferowane zostanie specjalnie dedykowane konto osobiste wzbogacone o mobilne rozwiązania finansowe, dostępne za pomocą telefonii komórkowej takie, jak eBanking – usługi bankowości elektronicznej, mBanking – bankowość mobilna oraz smsBanking – dokonywanie transakcji za pomocą sms.

„Spodziewamy się, że w początkowym okresie wspólną ofertą zainteresowani będą głównie klienci nastawieni na nowinki technologiczne, traktujący swój telefon komórkowy jak centrum zarządzania czasem, którzy zyskają w ten sposób możliwość zarządzania także swoimi finansami. Jesteśmy przekonani, że łącząc najlepsze z obu światów, finansów i telekomunikacji, stworzymy ofertę, która przekona szerokie grono klientów.” – powiedział I Wiceprezes Polkomtel S.A. Krzysztof Kilian.

Prace wdrożeniowe w obszarze rozwoju produktów oraz ich komercjalizacji w sieci sprzedaży operatora będą prowadzone przez Polkomtel w ramach dedykowanej spółki zależnej Polkomtel Business Development. Spółka ta będzie koncentrowała się na wprowadzaniu produktów finansowych i ubezpieczeniowych wzbogaconych technologią mobilną do oferty operatora.

Inwestycyjny portret Polaków

Aktywni, nie bojący się ryzyka wytrawni inwestorzy, którzy stawiają na nowości? Czy może ostrożni, słabo wyedukowani finansowo i raczej stroniący od produktów inwestycyjnych? Jaki jest inwestycyjny portret Polaków? Jak podchodzą do inwestowania i gdzie najchętniej lokują swoje pieniądze? – Odpowiadają eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Oszczędzanie zamiast inwestowania
Według ekspertów Związku Firm Doradztwa Finansowego większość Polaków niezbyt chętnie inwestuje. – Polacy niestety głównie oszczędzają, zamiast inwestować. 400 z 880 miliardów złotych, które posiadamy, trzymamy na lokatach. Aż 1/10 naszych oszczędności to gotówka – mówi Maciej Kossowski, Prezes Zarządu Wealth Solutions i ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Lokata zdaje się być ulubionym produktem finansowym, na którym Polacy lokują środki. – Jeśli nie angażują wszystkich swoich oszczędności we wkład własny w nieruchomość, to preferują produkty oszczędnościowe z gwarantowaną stopą zwrotu – mówi Janusz Żak, Dyrektor ds. produktów ubezpieczeniowych w spółce Doradcy24 i ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego. – Co ciekawe, lokata bankowa jest ulubionym produktem oszczędnościowym klientów niezależnie od celu i horyzontu czasowego inwestycji, za co w dużej mierze odpowiada słaba znajomość zasad działania rynku kapitałowego – zwraca uwagę ekspert Doradcy24 i ZFDF. – Ta sytuacja stawia przed doradcami finansowymi, a także bankami, agentami ubezpieczeniowymi i mediami, ważne zadanie edukacji klientów, a w konsekwencji wprowadzenie większej dywersyfikacji oszczędności Polaków, tak aby w zróżnicowanych portfelach mogli oni zarabiać więcej niż na lokatach.

Im prościej, tym chętniej
Jeśli Polacy już decydują się na zainwestowanie swojego kapitału w inne produkty niż lokaty, to zazwyczaj są to najprostsze z nich. Eksperci ZFDF wskazują, że dużą część oszczędności Polaków stanowią akcje i obligacje przymusowe kupione dla nich przez OFE. – Wniosek jest taki, że jesteśmy monotematyczni przy inwestowaniu i zbyt mały jest udział inwestycji alternatywnych w naszych portfelach – zauważa Maciej Kossowski, Wealth Solutions i ZFDF. Zaznacza przy tym, że inwestycje alternatywne to jednak nie złoto, towary rolne czy ropa. – Mówiąc o alternatywnych sposobach inwestowania mam na myśli inwestycje w fizyczne obiekty, nie instrumenty finansowe kwotowane na giełdach. Dostępność w obrocie giełdowym (czy na wszelkiego rodzaju platformach transakcyjnych) jest oczywiście zaletą, bo zapewnia płynność, ale jest też zachętą do spekulacji. Jeśli natomiast mówimy o inwestycji w butelki wina, dzieła sztuki, czy znaczki, to taka spekulacja jest niemożliwa.

– Ciekawą zmianą, jaką obserwujemy na rynku finansowym w ostatnich miesiącach jest rosnące zainteresowanie emeryturami – podkreśla Janusz Żak (Doradcy24 i Związek Firm Doradztwa Finansowego). – Debata publiczna na temat zmian w systemie emerytalnym uświadomiła wielu naszym klientom, jak ważne jest długofalowe budowanie kapitału. Fakt że Polacy interesują się implementowanymi zmianami widać choćby w odpowiedziach klientów na pytania o OFE – podkreśla ekspert Doradcy24 i ZFDF. – W 2009 roku i w pierwszej połowie 2010 roku większość naszych klientów nie potrafiła odpowiedzieć, w jakim OFE uczestniczą. Dziś właściwie każdy klient wie, gdzie ZUS przesyła jego składki i interesuje się wynikami swojego funduszu oraz możliwościami transferu do lepszego – dodaje Janusz Żak, (Doradcy24 i ZFDF).

Lubimy odrobinę ryzyka?
Niektórzy eksperci widzą także inne zmiany zachodzące w podejściu Polaków do inwestowania, którzy stają się coraz bardziej aktywni i odważni na tej płaszczyźnie i stawiają na bardziej zaawansowane produkty. – Wraz z postępującą poprawą nastrojów na globalnych rynkach finansowych i dobrymi prognozami dla wzrostu gospodarczego na świecie, już od dłuższego czasu obserwujemy zwiększone zainteresowanie naszych klientów inwestycjami bardziej agresywnymi, z reguły tymi opartymi na rynku akcji, co oczywiście związane jest z faktem silnych zwyżek na giełdach. Sytuacja ta dotyczy jednostek funduszy inwestycyjnych, ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych oraz struktur. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zanikł popyt klientów na inwestycje bezpieczne, a tylko to, że udział tego typu rozwiązań w całościowym portfelu uległ pewnemu zmniejszeniu – mówi Marek Nienałtowski, Główny Analityk Domu Kredytowego Notus, ZFDF. – W najbliższym czasie spodziewamy się pewnego przesunięcia – choć jak na razie nie zakładamy, żeby było ono bardzo znaczące – w kierunku inwestycji i rozwiązań produktowych bardziej bezpiecznych, co związane jest przede wszystkim z rozpoczętym w styczniu br. procesem podwyżek stóp procentowych w naszym kraju, ale po części też z ogromnymi wzrostami cen akcji, które to nastąpiły od marca 2009, czyli od dna bessy w kryzysie finansowym.

Ile przeznaczamy na inwestycje?
– Jeśli chodzi o kwoty, które Polacy najczęściej przeznaczają na inwestycje, to realnie można je szacować jedynie dla inwestycji regularnych i jest to mniej więcej od 200 do 400-500 złotych miesięcznie. W przypadku inwestycji jednorazowych wielkość kwoty jest bardzo zróżnicowana i uzależniona od podejścia konkretnego klienta – mówi Marek Nienałtowski, ekspert DK Notus, ZFDF.

– Wśród klientów spółki Doradcy24 przeważają reprezentanci kształtującej się dopiero klasy średniej i średniej wyższej. Przeciętnie klient jednorazowo inwestuje kwoty nie przekraczające 50 tys. zł i oszczędza nie więcej niż 500 zł miesięcznie. Jednak już takie kwoty pozwalają na efektywną dywersyfikację inwestowanych środków – Janusz Żak, Doradcy24 i ZFDF.

Zdaniem ekspertów Związku Firm Doradztwa Finansowego wielu Polaków jest nadal niechętnych inwestowaniu. Jeśli posiadają nadwyżkę środków, to zazwyczaj lokują ją w bezpiecznych produktach, głównie na lokatach. Choć niektórzy eksperci zauważają, że coraz więcej osób stawia na bardziej agresywne inwestycje, to zachowanie polskich inwestorów nadal można określić jako zachowawcze. Branża obserwuje jednak pozytywne zmiany – zainteresowanie produktami inwestycyjnymi stale rośnie. Niestety wielu Polaków ma spore braki w wiedzy finansowej, przez co nie zarabiają oni na inwestycjach tyle, ile by mogli.

Wyniki finansowe Banku BPH za 2010 rok

Grupa Banku BPH zakończyła drugą połowę 2010 roku zyskiem netto w wysokości 89 mln zł. Skonsolidowany zysk przed opodatkowaniem w 4. kwartale wyniósł 82,2 mln zł, a zysk netto 52,3 mln zł. Oznacza to wzrost wyników finansowych odpowiednio o 57% i 42% kw./kw.

U podstaw dobrego wyniku 4. kwartału leżały lepsze zarządzanie ryzykiem kredytowym, jak i dalsza poprawa struktury finansowania oraz redukcja kosztów. Jest to kolejny kwartał poprawy zyskowności – Bank powrócił do zyskowności w 3. kwartale 2010 roku, kwartał wcześniej niż planowano.

– Nasza strategia przynosi rezultaty, zrobiliśmy znaczące postępy w przebudowie biznesu. W trudnym okresie przemian udało nam się powrócić do zyskowności począwszy od 3. kwartału i nieustannie ciężko pracujemy, aby przygotować Bank do przyszłego wzrostu – powiedział Richard Gaskin, p.o. Prezesa Zarządu Banku BPH.

Mimo pomyślnych dwóch ostatnich kwartałów, cały 2010 rok zakończył się skonsolidowaną stratą netto w wysokości 135 mln zł. Zadecydowały o tym ujemne wyniki finansowe z 1. półrocza, na których zaważyły wysokie koszty: odpisów na utratę wartości portfela kredytowego i restrukturyzacji. Wdrażając Strategię z maja 2010 roku, Bank zrobił postępy w przebudowie biznesu, fuzji operacyjnej oraz budowie nowej kultury korporacyjnej wspierającej wzrost. Bank koncentrował się na podniesieniu wydajności i rozwoju produktów z segmentów o wysokim potencjale takich jak: pożyczki gotówkowe, karty kredytowe, rachunki osobiste, depozyty, MSP i średniej wielkości Klienci korporacyjni. Umożliwi to Bankowi silny, długoterminowy wzrost. Intencją Banku jest dostarczanie najlepszych usług dla Klientów wraz z przejrzystymi produktami wysokiej jakości. Przykładem takiego podejścia jest rachunek osobisty „Kapitalne konto”, który został wprowadzony z początkiem lutego 2011 roku.

Fuzja operacyjna, centralizacja procesów oraz integracja systemów są w zaawansowanej fazie realizacji. Wraz z projektami IT w Banku skonsolidowano łącznie 1 155 procesów.

Bank buduje bardziej otwartą kulturę korporacyjną, koncentrując się na compliance, uczciwości, zaangażowaniu i profesjonalnym rozwoju talentów. Jednym z istotnych elementów ułatwiających wewnętrzną komunikację i współpracę było wprowadzenie otwartych przestrzeni biurowych w siedzibie Centrali Banku. Bank jest również oddany idei różnorodności w miejscu pracy oraz promocji kobiet.

– Obecnie naszym podstawowym celem jest wzrost: wykorzystanie naszych silnych stron, inwestowanie w obszary, w których mamy przewagę konkurencyjną i koncentracja na ich rozwoju. W 2011 roku skupiamy się na poprawie zysków poprzez rozwój segmentów o dużym potencjale wzrostu i budowanie dobrej jakości portfela. Będziemy rozwijać bankowość korporacyjną, jak i biznes detaliczny. Nasza oferta stała się już bardziej atrakcyjna i będziemy kontynuować pracę nad jej ulepszeniem – dodał Richard Gaskin.

Priorytetami Banku na 2011 rok są również wzmocnienie marki Banku BPH, podniesienie atrakcyjności produktów, segmentacja, a także rozszerzenie sieci dystrybucji. Bank planuje otwarcie 20 nowych oddziałów w lokalizacjach o dużym potencjale wzrostu i według koncepcji zorientowanej na Klienta. Będą one znacząco różnić się od dotychczasowych.