Bioceltix w Q3 2023: konsekwentnie realizujemy kluczowe projekty i rozpoczynamy prace nad nowym

Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, opublikowała sprawozdanie finansowe za trzeci kwartał 2023. Spółka konsekwentnie rozwija trzy kluczowe produkty i powoli włącza do portfolio nowy projekt oparty na sekretomie.

Trzeci kwartał zamykamy pod znakiem dynamicznego rozwoju wszystkich projektów. Najważniejsze osiągnięcie to wyniki badania klinicznego naszego produktu na osteoartrozę stawów u psów, wskazujące na bardzo wysoką skuteczność i potwierdzające bezpieczeństwo stosowania. A to oznacza, że jesteśmy coraz bliżej komercjalizacji. Mamy szansę dokonać prawdziwego przełomu w weterynarii i wprowadzić na rynek pierwszy na świecie lek biologiczny na bazie psich komórek macierzystych – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA.

Jak podaje spółka, ostateczne rezultaty badania klinicznego produktu BCX-CM-J na osteoartrozę u psów okazały się lepsze niż te pierwotnie prognozowane. W badaniu klinicznym – po weryfikacji danych – populacja zwierząt wyniosła łącznie 102 pacjentów, w tym 67 pacjentów w grupie badanej produktem BCX-CM-J i 35 pacjentów w grupie kontrolnej (otrzymali sól fizjologiczną jako placebo). Na podstawie zweryfikowanych wyników stwierdzono, że około 70% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności przyjęte w protokole badania klinicznego (tzw. primary endpoint). W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło około 26% pacjentów. Opublikowane wyniki odnoszą się wyłącznie do pierwszorzędowego punktu końcowego. Spółka wciąż czeka na raport końcowy z badania, który będzie zawierał również drugorzędowe punkty końcowe (tzw. secondary endpoit). Bioceltix podtrzymuje, że planuje podzielić się pełnymi wynikami jeszcze w tym roku.

Secondary endpoint, choć nie mają bezpośredniego przełożenia na sukces badania klinicznego, mogą mieć dla nas duże znaczenie w procesie komercjalizacji. Jednym
z kryteriów drugorzędowych jest na przykład skuteczność w 90. dniu od podania. Jeżeli okaże się, że mamy statystyczną istotność również w dłuższym okresie od podania produktu, to może to mieć pozytywny wpływ na jego potencjał rynkowy
– wyjaśnia Paweł Wielgus.

Równolegle Bioceltix pracuje nad produktem na atopowe zapalenie skóry u psów.

Postępy odnotowaliśmy także w projekcie dotyczącym AZS u psów. Ostatnie trzy miesiące spędziliśmy na przygotowaniach do rozpoczęcia wieloośrodkowego badania klinicznego. Opracowaliśmy protokoły, uzyskaliśmy zgody na Węgrzech i w Portugalii. Jesteśmy formalnie gotowi do startu badania klinicznego i mamy wobec niego duże nadzieje, szczególnie że badanie pilotażowe pokazało wysoką skuteczność tej terapii. W tej chwili czekamy na zwolnienie serii produktu do badań klinicznych i jeśli tutaj nie będzie żadnych opóźnień, to pozostanie już tylko transport do klinik docelowych. Ostateczny termin będę mógł podać w pierwszym tygodniu grudnia – dodaje Paweł Wielgus.

Rozwój projektu związanego z AZS u psów ma szansę uzyskać dodatkowe wsparcie w postaci środków z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Projekt został pozytywnie oceniony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i choć nie jest to równoznaczne z zawarciem umowy i udzieleniem dofinansowania, jest to pierwszy krok do uzyskania dotacji. Projekt zgłoszony przez Bioceltix obejmuje swoim zakresem kompletną ścieżkę rozwojową dla produktu na AZS u psów, w tym koszty związane z przeprowadzeniem badania klinicznego. Całkowita wartość wydatków kwalifikowalnych w projekcie wynosi ponad 17,5 mln zł, w tym wartość wnioskowanego dofinansowania wynosi ponad 10,5 mln zł.

– Ostatni z naszych zaawansowanych projektów, dotyczący zapalenia stawów u koni, jest
w trakcie badania klinicznego. Tempo rekrutacji w tym badaniu jest bardzo dobre, wydaje nam się, że powinniśmy zakończyć rekrutację zgodnie z planem, a więc jeszcze w tym roku. Szybka rekrutacja do badania klinicznego oznacza dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, pacjentów z zapaleniem stawów jest bardzo dużo, a po drugie, nie ma na rynku dobrej, alternatywnej metody leczenia tego schorzenia
– zaznacza Paweł Wielgus.

Bioceltix informuje również o pracach badawczo-rozwojowych nad nowym produktem przeznaczonym do leczenia atopowego zapalenia skóry u psów. Jest to produkt bezkomórkowy wykorzystujący jako aktywny składnik farmaceutyczny białka i inne substancje produkowane i wydzielane na zewnątrz przez komórki macierzyste (tzw. sekretom).

– W przypadku naszej technologii sekretom znajduje się w medium pohodowlanym, które jest po prostu odpadem. Pracujemy nad tym tematem w umiarkowanym tempie, pozostałe projekty są priorytetowe. Próbujemy zabezpieczyć dodatkowe finansowanie grantowe, które pozwoliłoby nam przyspieszyć ten projekt. Produkt sekretomowy będzie komplementarny do naszego podstawowego, komórkowego produktu na AZS u psów, a jednocześnie pozwoli zwiększyć rentowność głównego szlaku technologicznego – podsumowuje Paweł Wielgus.

Według najnowszego sprawozdania finansowego Bioceltix, stan gotówki na koniec września wyniósł około 14,5 mln zł.

III kwartał słaby dla dealerów. Spadki ruchu i liczby wizyt są wciąż widoczne, ale jest nieco lepiej niż w II kw.

W III kw. br. w salonach samochodowych ubyło ponad 9% unikalnych klientów w relacji rocznej. I ponad trzykrotnie więcej straciły ich marki premium niż wolumenowe – odpowiednio blisko 20% i przeszło 6% rdr. Jednocześnie liczba wizyt we wszystkich tego typu placówkach zmniejszyła się o ponad 10% rdr. Pod względem ruchu dealerzy marek premium odnotowali ponad czterokrotnie większe spadki niż sprzedawcy marek wolumenowych. Strata tych pierwszych przekroczyła 25%, podczas gdy ubytek tych drugich nie sięgnął 6%. Tak wynika z obserwacji ponad 350 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili 1,7 tys. salonów samochodowych w całej Polsce. Jednak eksperci uspokajają, że pomimo ww. danych wolumen sprzedaży nowych aut nie słabnie. Do tego podkreślają, że wyniki są lepsze niż w II kwartale tego roku, co może być dobrym sygnałem na przyszłość.

(Nie)bezpieczny spadek

Od lipca do czerwca br. ilość osób odwiedzających salony samochodowe zmniejszyła się o ponad 9% rdr. Tak wykazało cyklicznie realizowane badanie, do którego dane są zbierane przez firmę technologiczną Proxi.cloud dla Związku Dealerów Samochodów (ZDS). Tym razem porównano wyniki z III kw. 2023 roku i z analogicznego okresu ub.r. Obserwacją objęto 353,1 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili 1,7 tys. salonów samochodowych 34 marek, w tym 9 premium i 25 wolumenowych.

– Mamy do czynienia ze specyficznym okresem w historii polskiej branży dealerskiej. Obserwujemy zmniejszony odsetek liczby klientów odwiedzających salony w relacji rocznej, zwłaszcza w przypadku marek premium. Ale jednocześnie wolumen sprzedaży nowych samochodów nie słabnie – mówi Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów (ZDS).

Z raportu wynika, że marki premium rdr. odnotowały większy spadek niż wolumenowe – odpowiednio o blisko 20% i ponad 6%. Jednak prezes Tuzinek przekonuje, że branża nie musi się martwić o zapaść na rynku. – Nasze dane dotyczące rejestracji nowych samochodów dają taką pewność. Niemniej ww. spadki są ważnym sygnałem dla dealerów samochodów – komentuje ekspert z ZDS.

Warto również zwrócić uwagę na to, że ostatnie wyniki są zdecydowanie lepsze niż odnotowane w II kwartale br. Wówczas na całym rynku rdr. ubyło niespełna 21% klientów. Przy tym salony marek premium samochodowych rdr. straciły niecałe 27% odwiedzających, a punkty sprzedaży wolumenowych dealerów – 19%.

– Znając wcześniejsze dane, sytuacja zaobserwowana w III kwartale 2023 roku nie była już dla nas zaskoczeniem. Najważniejsze jest to, że ten rok w większości zamkniemy z lepszymi wynikami sprzedażowymi niż poprzedni, ale cały czas musimy trzymać rękę na pulsie, aby minimalizować skutki rosnących cen i aktywnie zachęcać konsumentów do wizyt w salonach – zaznacza Paweł Tuzinek.

Warto też zauważyć, że średnia liczba odwiedzonych salonów przez statystycznego klienta w relacji rocznej pozostaje praktycznie niezmieniona, ze spadkiem wynoszącym zaledwie 1,5%. Dla porównania można wskazać, że w II kw. br. odnotowano bardzo podobny wynik, tj. nieco ponad 1,3%. I był on identyczny jak rok wcześniej. – W praktyce część badanych odwiedza więcej niż jeden punkt sprzedaży. Na podstawie tych danych stanowczo można stwierdzić, że klienci nadal są zainteresowani porównywaniem ofert różnych producentów oraz dealerów – analizuje dr Nikodem Sarna z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Ruch mniejszy, ale lepszy niż poprzednio

Branża uspokaja, ale faktem jest, że ruch w salonach samochodowych zmalał i to znowu dwucyfrowo. W poprzednim kwartale był o ponad 10% mniejszy niż w analogicznym okresie ub.r. Jednak nie był to aż tak wyraźny spadek, jak w II kw. tego roku, gdy wyniósł niecałe 21%. Różnica jest zatem dwukrotna.

– Zeszły kwartał był kolejnym, w trakcie którego odnotowaliśmy spadek ruchu w salonach, przy stabilnym poziomie sprzedaży nowych aut. Nadal mamy do czynienia z comiesięcznym, 10-procentowym wzrostem liczby rejestracji nowych pojazdów. To pokazuje, że proces zakupowy na rynku motoryzacyjnym w coraz większym stopniu odbywa się poza salonem, a wizyta w placówce następuje na późniejszym etapie. Może to być zasługą rosnącej dostępności i coraz większego zaufania do platform oraz kreatorów internetowych. Ale trzeba wykonać dodatkowe badania, aby móc to potwierdzić – podkreśla dr Sarna.

Na ruch w salonach samochodowych składają się nie tylko wizyty mające na celu zakup auta, ale też związane z naprawami powypadkowymi, serwisem pojazdów czy formalnościami dotyczącymi usług świadczonych przez dealerów. Część z tych spraw jest coraz skuteczniej automatyzowana, co pozwala zaoszczędzić czas klientów i ograniczyć liczbę ich wizyt.

– Dość niskie wyniki dot. ruchu w salonach mogą być efektem coraz chętniej stosowanych przez serwisy tzw. kluczykomatów, które usprawniają odbieranie samochodów po naprawach. Fizyczne odwiedziny placówek nie są też tożsame z odsetkiem sprzedaży samochodów w Polsce. Niemniej dane dotyczące ruchu w salonach nadal pozostają bardzo ważną informacją dla dealerów. Pozwalają im m.in. zrewidować i zaktualizować strategie marketingowe, kadrowe czy sprzedażowe – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Według badania, ruch w salonach marek premium zmniejszył się w III kwartale br. o ponad 25% rdr. W tym samym czasie punkty sprzedaży marek wolumenowych odnotowały spadek o niespełna 6% rdr. – Marki premium praktycznie powtórzyły ujemny wynik z II kwartału – prawie 31% rdr. W ostatnim okresie badawczym mniejszą stratę liczby wizyt w salonach należy zawdzięczać markom wolumenowym. Warto przypomnieć, że poprzednio straciły ponad 18% rdr. W III kw. br. ich notowania mogła poprawić obniżka cen kredytów – podsumowuje dr Nikodem Sarna.

Pożyczkowe szaleństwo: w październiku 2023 r. udzielono rekordowej liczby pożyczek

W październiku 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 011,0 tys. nowych pożyczek o wartości 1,310 mld zł. W porównaniu do października 2022 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły o (+191,4%) więcej pożyczek na kwotę wyższą o (+72,3%).

W październikowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 65,3% stanowiły pożyczki celowe, 33,6% pożyczki gotówkowe oraz 1,1% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 34,2% to pożyczki celowe, 62,7% pożyczki gotówkowe oraz 3,1% karty i limity pożyczkowe.
Odmienna struktura liczbowa i wartościowa pokazuje główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.
W październiku 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, dynamika pożyczek gotówkowych w ujęciu liczbowym wynosi 17,8%, a w wartościowym (+22,5%).

Średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2023 r. pożyczki celowej wyniosła 679 zł i była o 51,0% niższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w październiku 2022 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2023 r. pożyczki gotówkowej wyniosła 2 416 zł i była o 4,0% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w październiku 2022 r.

– Tegoroczne tak wysokie wzrosty, w szczególności w sektorze pożyczek celowych, są w dużej części następstwem wejścia w życie Ustawy o zmianie ustaw w celu przeciwdziałania lichwie, w wyniku której z dniem 18 maja 2023 r. zaraportowały transakcje firmy, które rozpoczęły współpracę z BIK. Równocześnie, firmy dotychczas współpracujące z BIK, przekazały transakcje wcześniej nieraportowane.

W październiku br. wzrost liczby udzielonych pożyczek wynika w szczególności z pożyczek udzielonych na zakupy w internecie. Są to pożyczki celowe, również zawierające część zakupów z odroczoną płatnością po okresie bezodsetkowym, których spłata jest rozkładana na kilka miesięcznych rat. W ujęciu liczbowym niekwestionowanym liderem rynku pożyczek pozabankowych są więc pożyczki celowe, a w wartościowym pożyczki gotówkowe – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Węgierski Bank Centralny obniżył stopy procentowe

Węgierski Bank Centralny po raz drugi z rzędu obniżył stopy procentowe o 75bp. Tym samym w ciągu dwóch miesięcy ściął on podstawową stopę procentową obowiązującą na Węgrzech aż o 150 pb. Z poziomu 13% do 11,50% obecnie.

Inflacja natomiast spadła z rekordowych 25,7% w styczniu do 9,90% obecnie. I pomimo, że nie jest już dwucyfrowa to dalej pozostaje najwyższa w całej Unii Europejskiej.

Ta decyzja węgierskiego banku centralnego była zgodna z konsensusem, kolejne posiedzenie przewidziane jest na grudzień.

Banki Centralne w Europie Środkowo-Wschodniej podążają własną ścieżką w polityce monetarnej.

RPP zakomunikowała brak obniżek w najbliższych kwartałach. Zobaczymy jakie będą kolejne ruchy bankierów centralnych w naszej części Europy (Czech, Rumunii).

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych Michael / Ström Dom Maklerski

Znani producenci opon walczą z tańszą konkurencją z Chin

Pierwszy śnieg na polskich drogach jest sygnałem dla wielu kierowców do zmiany opon na zimowe. Specjaliści twierdzą jednak, że to nie opady, a niska temperatura to czynnik, który powinien nas skłaniać do wymiany ogumienia. Wiodącym producentem opon na świecie jest Michelin, który w tym roku zwiększył swoje przychody o 2 proc. Najwięksi producenci opon muszą zmagać się w tańszą konkurencją z Chin.

Trudno sobie wyobrazić współczesny rynek motoryzacyjny bez producentów opon. Światowy rynek oponiarski w roku 2022 był wart 245 mld dolarów (2,3 mld sprzedanych opon). Ocenia się, że do roku 2028, wzrośnie o ponad 50 proc., osiągając 374 mld. dolarów. Rynek jest napędzany przez sprzedaż nowych samochodów (także tych elektrycznych) oraz potrzebę wymiany zużytych opon w samochodach używanych. W wielu regionach świata, podobnie jak w Polsce, wielu kierowców wykorzystuje dwa zestawy opon – letnie i zimowe. Choć tutaj na popyt mogą oddziaływać zmiany klimatyczne, globalne ocieplenie może bowiem oddziaływać na przesunięcie sprzedaży z opon zimowych na uniwersalne opony całoroczne.

Podstawowe znacznie dla producentów ma sprzedaż nowych samochodów. Według International Organization of Motor Vehicle Manufacturers (OICA) w 2022 roku na świecie wyprodukowano 97 mln. nowych pojazdów, czyli 2,4 proc. więcej niż rok wcześniej.

Producenci opon są ważnymi sponsorami wyścigów Formuły 1. Jest to pole do testowania nowych, innowacyjnych rozwiązań, tak aby opony nadążały za rozwojem technologicznym w motoryzacji. Coraz częściej samochody wyposażane są w czujniki na bieżąco monitorujące nie tylko ciśnienie opon, ale także temperaturę czy stan drogi. Takie analizy pozwalają na zwiększenie bezpieczeństwa oraz redukowanie kosztów serwisowania opon. Producenci doskonalą obecnie technologie CAIS (Contact Area Information Sensing), która polega na wbudowaniu czujników w zewnętrzną stronę opony, tak do elektroniki pojazdu docierał komunikat o powierzchni, po której porusza się pojazd. Dodatkowo, rosnąca popularność samochodów elektrycznych i hybrydowych wywołała zapotrzebowanie na bardziej efektywne opony, zapewniające szerszy zasięg.

Dużym wyzwaniem dla producentów są wahania cen materiałów używanych do produkcji opon – najważniejsze wykorzystywane surowce to naturalna guma, w tym kauczuk oraz ropa naftowa. Cena ropy spadła z ponad 90 do około 80 dolarów za baryłkę za sprawą spadku globalnych napięć geopolitycznych. Cena naturalnej gumy wynosi obecnie około 1,5 dolara za kg, około 0,5 dolara mniej niż w lutym 2021. Najwyższe ceny guma notowała na przełomie lat 2010/11 kiedy cena przekroczyła 5 dolarów za kg. Jej głównymi producentami na świecie są Chiny, Indonezja, Malezja i Tajlandia.

Duże firmy oponiarskie pozostają jednak pod presją tańszych producentów opon z Chin. Muszą także zmagać się z rosnącymi wymogami dotyczącymi ochrony środowiska.

Pięć największych firm oponiarskich świata to: francuski Michelin, japoński Bridgestone, amerykański Goodyear, niemiecki Continental oraz japoński Sumitomo. W roku 2021 Michelin wyprzedził Bridgestone i stał się największym światowym producentem opon. W ciągu pierwszych 9 miesięcy tego roku, firma zwiększyła przychody o 2 proc. (w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku) do 21,2 mld euro. Sprzedaż wyrażona w euro mogłaby wzrosnąć bardziej, gdyby nie mocny dolar, utrzymujący się przez większość tego okresu. Popyt na opony pozostał silny przeważającą część roku, choć spadł o 10 proc. we wrześniu w wyniku strajku związku zawodowego United Auto Workers w USA. Firma zwiększyła swoje prognozy wolnych przepływów pieniężnych na koniec roku (FCF) do 2,3 mld euro z 2 mld euro – głównie z powodu niższych kosztów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rynek magazynowy w Polsce: wzrost aktywności deweloperów, powolny powrót popytu

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w III kw. 2023 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, aktywność deweloperów i najemców koncentruje się obecnie na sześciu głównych rynkach magazynowych w Polsce, do których zalicza się Warszawę i okolice, Górny Śląsk, Polskę Centralną, Dolny Śląsk, Wielkopolskę i od niedawna województwo pomorskie. Prawie 89% realizowanych obecnie inwestycji powstaje właśnie w tych regionach, na które przypadło prawie 84% całkowitego wolumenu transakcji najmu odnotowanego w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku. Jednocześnie w niektórych lokalizacjach i parkach magazynowych zaobserwowano niewielką korektę czynszów.

Na koniec III kw. 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły prawie 31,1 mln mkw., co oznacza wzrost o 13,3% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Ponad 80% wolumenu istniejących obiektów zlokalizowane jest na sześciu głównych rynkach w kraju: w regionie Warszawy i okolic, na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce oraz w województwie pomorskim (gdzie zasoby powierzchni magazynowej w 2024 r. mogą wzrosnąć do niemal 2 mln mkw.).

Nowa podaż od początku roku wyniosła ponad 3,12 mln mkw. i była niższa od odnotowanej w okresie od stycznia do września 2022 r. o 12,9%. W III kw. 2023 r. deweloperzy dostarczyli na rynek tylko 527 000 mkw., czyli aż o ponad 55% mniej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku i o 23,9% mniej w porównaniu z II kw. 2023 r. Według prognoz Newmark Polska w 2023 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce powiększą się o 4 mln mkw.

– Aktywność deweloperów od początku roku utrzymuje się na stabilnym, umiarkowanym poziomie, aczkolwiek pod koniec trzeciego kwartału nieznacznie wzrosła. Na koniec września w budowie pozostawało 2,5 mln mkw., tj. o 17,4% więcej niż w II kw. 2023 r., ale prawie 38% mniej niż pod koniec III kw. 2022 r. – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska. – Niemniej zauważalnym jest trend mocnej koncentracji aktywności deweloperów na sześciu głównych rynkach magazynowych, na które przypada blisko 89% powierzchni w budowie. Wyróżnia się też województwo małopolskie, gdzie na koniec III kw. realizowanych było prawie 167 000 mkw. magazynów – dodaje ekspertka.

– Wzrostowi aktywności deweloperskiej w trzecim kwartale 2023 r. towarzyszyło powolne ożywienie na rynku najmu. Popyt brutto w okresie od lipca do września przekroczył 1,5 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 47% kwartał do kwartału i o ponad 1% rok do roku. W pierwszych trzech kwartałach 2023 r. najemcy wynajęli łącznie prawie 3,75 mln mkw., tj. o 27,1% mniej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska. – Podobnie jak w przypadku deweloperów, największą koncentrację aktywności najemców odnotowano na sześciu głównych rynkach magazynowych, na które przypadło prawie 84% całkowitego wolumenu transakcji najmu zarejestrowanego od początku roku – zauważa ekspert.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszych trzech kwartałach 2023 r. dominowały nowe umowy najmu, w tym projekty typu BTS (53%). Renegocjacje stanowiły 35% całkowitego popytu, a pozostałe 12% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 175 400 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku). Ponadto kolejnym zauważalnym trendem jest znaczący wzrost udziału ekspansji w całkowitym wolumenie transakcji – do nawet ponad 14% w III kw. br.

 

Trzeci kwartał upłynął pod znakiem dwóch dużych transakcji dotyczących inwestycji typu BTS o powierzchni przekraczającej 100 000 mkw. W wyniku ich sfinalizowania sieć handlowa z branży modowej wynajęła 120 000 mkw. w Psarach, a firma Raben podpisała umowę najmu obiektu o powierzchni 110 000 mkw. w CTPark Warsaw West.

 

Od końca IV kw. 2022 r. obserwujemy stopniowy wzrost wskaźnika pustostanów. Na koniec września bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej wyniósł 7,8%, co oznacza wzrost o 1,1 p.p. kwartał do kwartału i o 3,4 p.p. w ujęciu rocznym. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało ponad 2,4 mln mkw. w porównaniu z 1,3 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji. Największe wzrosty wolnej powierzchni w stosunku do poprzedniego kwartału zaobserwowano w województwie łódzkim (o ponad 185 500 mkw.) i lubuskim (o prawie 88 000 mkw.).

W III kw. 2023 r. czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie w porównaniu z poprzednim kwartałem, aczkolwiek w przypadku niektórych lokalizacji i parków magazynowych odnotowano niewielką korektę. Najwyższe stawki za wynajem powierzchni magazynowych utrzymują się niezmiennie w Warszawie (Strefa I) i Krakowie.

Rejestracja spółek — dlaczego jest konieczna?

Rejestracja spółki nie jest czymś opcjonalnym, a czynnością obligatoryjną w przypadku chęci prowadzenia działalności gospodarczej w tej formie. Chociaż na pierwszy rzut oka ten obowiązek może wydawać się uciążliwą, zbędną formalnością, w praktyce ma duże znaczenie.

Z czego wynika obowiązek rejestracji spółek?

Sformalizowany proces rejestracji spółek, o którym można dowiedzieć się więcej pod adresem https://ksiegowosc-dla-spolek.pl/rejestracja-spolek, powstał z kilku kluczowych powodów. Przed ich objaśnieniem warto zaznaczyć, że zasada rejestracji działalności gospodarczej obowiązuje zarówno w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej (osoba fizyczna rejestruje się jako przedsiębiorca w CEIDG), jak i spółek prawa handlowego (odpowiednim rejestrem jest w tym wypadku Krajowy Rejestr Sądowy, w którym znajdziemy też m.in. spółdzielnie i stowarzyszenia). 

Sprawa wygląda nieco inaczej, jeśli chodzi o spółki prawa cywilnego, to jako przedsiębiorcy w CEIDG identyfikują się wszyscy ich wspólnicy wykonujący działalność gospodarczą. Jak więc widać, każdy podmiot prowadzący działalność gospodarczą będzie musiał w ten lub inny sposób ujawnić się w jawnym spisie (wyjątkiem jest działalność nierejestrowana, nazywana także nieewidencjonowaną).

Pierwsze, co może się nasuwać, gdy zaczniemy zastanawiać się, dlaczego jest tak, a nie inaczej, to funkcja kontrolna rejestracji. Faktycznie, łatwiej jest organom kontrolować podmioty, mając w jednym (a właściwie dwóch) miejscach ich szczegółową listę. To jednak tylko jeden warty rozważenia aspekt. Obowiązek rejestracji także między innymi pełni funkcję kreacyjną (nie licząc jednoosobowych działalności gospodarczych — w ich przypadku nie powstaje nowy podmiot wyposażony w zdolność prawną, jako że takim podmiotem był już przedsiębiorca jako osoba fizyczna), informacyjną i ochronną (względem obrotu). 

Inne podmioty działające na rynku mogą z łatwością zweryfikować, czy potencjalny kontrahent jest tym, za kogo się podaje, i czy na przykład jego działalność nie jest zawieszona. Taka przejrzystość i łatwa dostępność informacji o działalności gospodarczej w Polsce niejednokrotnie może uchronić przed złymi decyzjami biznesowymi.

Jak założyć i zarejestrować spółkę?

Proces zakładania spółki można przeprowadzić na dwa sposoby: przez Internet, w trybie S24, bądź metodą tradycyjną (zawierając umowę spółki w ramach aktu notarialnego). Należy zwrócić uwagę na fakt, że w tym przypadku wybór metody dopełnienia formalności ma wpływ nie tylko na czas, jakie będzie trzeba na nie poświęcić. W wielu przypadkach załatwianie spraw urzędowych zdalnie i stacjonarnie przebiega na tych samych zasadach, ale nie tym razem. 

Zawierając umowę spółki w ramach aktu notarialnego, przedsiębiorca ma dużą swobodę w zakresie tego, co w niej zawrze. Jest oczywiście pewne minimum, które musi pojawić się zawsze, a ponadto umowa musi być zgodna z przepisami bezwzględnie obowiązującymi. Nawet te warunki pozostawiają jednak duże pole do manewru. Natomiast w przypadku zakładania spółki zdalnie, nie ma opcji wklejenia czy napisania własnej umowy, system opracuje ją na podstawie opcji wybieranych w formularzu.

Należy pamiętać, że zawarcie umowy spółki to nie to samo, co jej rejestracja. Czynności te trzeba wykonać osobno, przy czym pierwsze musi być właśnie zawarcie umowy, a rejestracja we wspomnianym już KRS-ie jest dopiero kolejnym etapem. Co ciekawe, można jej obecnie dokonać tylko elektronicznie, w tym również w przypadku umów spółek zawieranych u notariusza (zmianę w tym zakresie wprowadzono już w 2021 roku). Różni się natomiast to, gdzie należy złożyć odpowiedni wniosek.

Jeśli umowa została stworzona zdalnie, na wzorcu udostępnionym w internetowym formularzu, czyli poprzez system teleinformatyczny S24, to również za pośrednictwem tego systemu należy złożyć wniosek o rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym. Natomiast w przypadku spółki zakładanej metodą tradycyjną konieczne jest skorzystanie z Portalu Rejestrów Sądowych.

Czy rejestracja spółek jest skomplikowana?

Nie da się ukryć, że założenie jednoosobowej działalności gospodarczej jest znacznie prostsze niż założenie spółki, choćby z racji na fakt, że nie trzeba zaprzątać sobie głowy umową, statutem czy wyznaczaniem organów podmiotu. W związku z tym przedsiębiorcy z reguły nie decydują się przechodzić przez ten proces samodzielnie, a robią to w asyście doświadczonych prawników i ekspertów z zakresu księgowości.

W ten sposób można mieć pewność, że umowa spółki bądź jej statut (umowa spółki jest wymagana dla wszystkich spółek handlowych, z wyjątkiem spółki akcyjnej i komandytowo-akcyjnej, w przypadku tych spółek wymagany jest statut) zostaną skonstruowane w optymalny sposób, a wszelka niezbędna dokumentacja będzie prawidłowa i złożona w odpowiednim miejscu oraz czasie. Mowa tutaj nie tylko o umowie spółki i wniosku o rejestrację w KRS, ale także innych formalnościach, związanych między innymi z kwestiami podatkowymi, ubezpieczeniem społecznym i nie tylko.

Siła złotego trwa

Ostatnie dni charakteryzują się coraz większą nerwowością na rynku. Niby wszyscy wiedzą, że po tak silnym ruchu musi nadejść czas na korektę. Na razie jednak nie nadszedł, a polski złoty przebija kolejne poziomy.

Dalsza siła złotego

Polska waluta już trzeci dzień atakuje poziom 4,37 zł na kursie euro. Na razie odbijaliśmy się delikatnie poniżej niego po krótkich przebiciach. Są to najniższe poziomy dla euro od pierwszej połowy 2020 roku. Powodem siły polskiej waluty jest kombinacja optymizmu związanego ze zmianami politycznymi w kraju oraz słabości amerykańskiego dolara. Względem dolara niby polski złoty jest najsilniejszy „tylko” od lipca, ale w ciągu niecałych dwóch miesięcy od październikowych szczytów umocnił się już prawie o 50 groszy. Frank szwajcarski przebił w ostatnich dniach minima z czerwca i jest najtańszy od pierwszej połowy 2022 roku. Problem w tym, że mimo tego kurs franka jest nadal około poziomu 4,50 zł, co z pewnością nie jest poziomem marzeń kredytobiorców.

Deflacja producencka za Odrą

O tym, że w niemieckim przemyśle dzieje się nie najlepiej, wiemy od dawna. Wczorajsze dane pokazują deflację producencką na poziomie aż 11%. Pokazuje to, że producenci gwałtownie schodzą z cen, aby utrzymać skalę działania. Na szczególną uwagę zasługuje jednak poziom tego wskaźnika sprzed roku. Co prawda, w październiku zaczęły się spadki, ale rok temu ceny rosły o 34,5%. W sierpniu i wrześniu były to poziomy ponad 45%. W rezultacie dane te są raczej korektą olbrzymich podwyżek z zeszłego roku. Po złożeniu tych danych daje nam to nadal prawie 20% wzrostu w dwa lata. Taka zmiana w przypadku cen producentów przekracza również wzrost cen dla konsumentów. Tam jednak ceny mają większą stabilność.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Sytuacja gospodarcza w Chinach mocno odbiega od tej na Zachodzie. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że w Państwie Środka ostatni raz stopy procentowe wzrosły symbolicznie w 2018 roku, a ostatni wzrost o minimum 0,1% był w 2014 roku. Do tego kraj ma obecnie deflację. Tak Chiny mierzą się ze spadkiem cen. Utrzymują jednak i tak główną stopę procentową na poziomie 3,45%. Kraj ten podchodzi do polityki monetarnej znacznie bardziej konserwatywnie niż Zachód. Nie zmienia to faktu, że pomimo relatywnie drogiego kredytu ma on olbrzymie problemy w sektorze nieruchomości. Gigantyczne korporacje padają, na rynku są miliony niedokończonych mieszkań, za które nabywcy już zapłacili, a sytuacja wydaje się pogarszać. Aż strach pomyśleć, gdzie ta sytuacja by zaszła, gdyby podobnie jak wiele gospodarek w pandemii stopy otarły się o 0%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Koniec miodowych lat w e-commerce, rynek dojrzał

Od szybkozbywalnych dóbr konsumpcyjnych po usługi finansowe, rewolucja online zmieniła handel detaliczny. Klienci niezmiennie uwielbiają wygodę, oszczędność czasu i pieniędzy, które kojarzą się z e-handlem. Chcą też doświadczać więcej, m.in. w zakresie spersonalizowanych rekomendacji i zapamiętywania ich preferencji, a jednak aż 88 proc. sprzedawców wskazuje, że ich działania dotyczące doświadczeń klientów wciąż nie są podejmowane na podstawie analizy danych sprzedażowych[1]. Jak temu zaradzić?

Sytuacja jest poważna. Aż 80 proc. konsumentów twierdzi, że przestałoby robić zakupy z powodu złej obsługi klienta, a 70 proc. z pewnym lub dużym prawdopodobieństwem zmieniłoby markę na inną z powodu słabych doświadczeń online. Spośród sprzedawców tylko 6 proc. ma spójne procesy obsługi klienta we wszystkich działach i kanałach[2].

Polacy kochają zakupy online, nawet w kryzysie. W ciągu dziesięciu lat odsetek sprzedaży w Internecie wzrósł z 45 do 87 proc.[3]. Spowolnienie gospodarcze oraz inflacja skłoniły do zmiany podejścia do zakupów co drugą osobę. W efekcie zakupy w sieci robi coraz więcej osób mimo jednoczesnego ograniczenia siły nabywczej i zmniejszaniu nakładów na rozwój ze strony firm.

W tym roku, połowa badanych wykazała przynajmniej jedną kategorię, którą przeniosła z fizycznego do wirtualnego koszyka[4]. Mimo to, e-Izba przewiduje, że dynamika wzrostu sprzedaży cyfrowej obniży się do 14-15 proc. w skali roku (względem 30% w okresie pandemii). Przyczynia się to do osłabiania kondycji finansowej wielu sklepów internetowych. W ciągu ostatnich dwóch lat działalność zawiesiło prawie 4,5 tys. polskich sklepów, które posiadały własne witryny.

 

Dane mówiące o wyhamowaniu dynamiki wzrostu są zastanawiające, nawet jeśli uwzględnimy fakt, że w badaniach rynku e-commerce często uwzględniane są firmy, które nie utrzymują się głównie z handlu przez Internet, a działalność e-commerce mają wpisaną jedynie w KRS. Czy można więc zignorować pojawiające się sygnały? Nie zachęcam do tego. Da się bowiem zauważyć, że łatwo już było. Dojrzewając, rynek staje się bardziej wymagający, a funkcjonujące podmioty muszą wykazać się sprytem, przezornością i rosnącą efektywnością. To na nią powinni postawić sprzedawcy on-line, którzy chcą przetrwać spowolnienie wzrostu rynku – mówi Robert Paszkiewicz, szef regionu CEE w OVHcloud.

Jak poprawić efektywność sklepów on-line?

Warto zacząć od przyjrzenia się zgromadzonym danym. W bazach znajdują się cenne informacje, które mogą posłużyć do rozwoju sklepów pod względem podaży i profilu ich klientów. Duże organizacje e-commerce od dawna wykorzystują zaawansowaną analizę danych, by identyfikować potrzeby klientów. Rozwiązania te można z powodzeniem wprowadzić również w małych i średnich firmach.

Analityka predykcyjna pozwala określić m.in. poziom sprzedaży oraz potrzebne zapasy magazynowe pod konkretne zainteresowania klientów podczas zbliżających się okazji, takich jak Black Friday czy święta. Zaawansowane algorytmy badają również historyczne transakcje, czynniki rynkowe, działania konkurencji oraz zachowania konsumentów i umożliwiają automatyczne zarządzanie strategiami cenowymi w e-sklepach. Wykorzystanie tej technologii przez rynkowych gigantów i oferowanie rekomendowanych produktów generuje nawet 35 proc. sprzedaży rocznie[5]. Warto rozważyć zintegrowanie podobnego mechanizmu we własnej organizacji.

Właściciele sklepów podczas świąt i Black Week powinni być przede wszystkim przygotowani na zwiększony ruch na stronach i w aplikacjach. Poza odpowiednią infrastrukturą e-commerce warto zadbać o dobry kontakt, zwłaszcza z powracającymi użytkownikami. W tym celu należy rozwijać komunikację cross-channel, z zastosowaniem różnorodnych kanałów komunikacji – w tym notyfikacji push, które docierają do subskrybentów bezpośrednio na ich urządzeniach. Można je wykorzystać zarówno do wysyłania informacji marketingowych i budowania retencji, jaki do komunikacji sprzedażowej i transakcyjnej – podsumowuje Dawid Mędrek, CEO w PushPushGo.

Mniejsze firmy, które nie mają doświadczenia z nowymi technologiami mogą skorzystać z pomocy partnerów oferujących gotowe oprogramowanie sklepu internetowego, takich jak PrestaShop. Zmniejsza to koszt rozwoju sklepu i pozwala m.in. rozwinąć sprzedaż zagraniczną, czyli tzw. cross-boarder. Małe i średnie przedsiębiorstwa zyskują skalę, która umożliwia im konkurowanie z największymi gigantami e-commerce.

Wśród rozwiązań umożliwiających przekształcenie informacji o klientach w dodatkową wartość można wymienić:

  • Single Customer View, które pozwala ujednolicić wszystkie dane dotyczące każdego klienta w jednym profilu. Dzięki SCV e-sklepy mogą tworzyć m.in. bardziej dopasowane reklamy i rekomendacje dla klientów, którzy są zainteresowani konkretnymi produktami[6].
  • Customer Data Platform, rozwija możliwości systemu CRM (standardowego rejestru danych klientów) do zarządzania relacjami z klientami oraz umożliwia personalizację działań w czasie rzeczywistym. Platforma łączy dane z różnych źródeł i tworzy grupy klientów charakterystyczne dla konkretnej firmy. Umożliwia to optymalizację działań e-sklepu względem wydatków reklamowych, programów lojalnościowych czy usprawnienia procesów zakupu i obsługi[7].

Pomocnym rozwiązaniem, szczególnie w okresach wzmożonego zainteresowania kupujących jest możliwość dynamicznego skalowania usług. Polega ono na automatycznym przeniesieniu kolejnych połączeń ze stroną na następny serwer, kiedy liczba zapytań na pierwszym zbliża się do granicy jego wydajności. Dobrze zoptymalizowana, szybko ładująca się witryna przyczyni się do zadowolenia klientów, obsłuży większą liczbę transakcji, przynosząc firmie większe zyski, przy koszcie powiększonym tylko o dodatkowo wykorzystane zasoby.

Warto przy tym zwrócić uwagę na transparentność kosztów i nawiązać współpracę z partnerami, którzy rozumieją potrzeby rynku e-commerce i z góry potrafią określić wszystkie składowe ceny obsługi oraz pozwalają określić procedurę działania w przypadku przekroczenia założonych limitów.

Pomimo wciąż niedostatecznej analizy danych, sprzedawcy zdają sobie sprawę z trudności rynkowych i ciągle rosnących oczekiwań konsumentów. Nowe technologie zapewniają e-sklepom większy udział w rynku oraz lepsze doświadczenia dla klientów. Sprzedawcy powinni wybierać rozwiązania, które najlepiej odpowiedzą potrzebom rozwoju firmy i zapewnią dodatkową wartość użytkownikom, np. w zakresie spersonalizowanych rekomendacji. Zgodnie z badaniem McKinsey, personalizacja przynosi wzrost przychodów o 10 do 15 proc.[8]. Im lepsze doświadczenia kupujących w zakresie urządzeń mobilnych, platform społecznościowych czy dostępności wszelkich metod płatności i dostawy, tym lepsza i częstsza sprzedaż.

[1] Źródło: 451 Research, S&P Global Market Intelligence: “Voice of the Enterprise: Customer Experience and Commerce, Organizational Dynamics”; “Voice of the Connected User Landscape, Disruptive Technologies Survey”, 2021.

[2] Źródło: 451 Research, S&P Global Market Intelligence: “Voice of the Enterprise: Customer Experience and Commerce, Organizational Dynamics”; “Voice of the Connected User Landscape, Disruptive Technologies Survey”, 2021.

[3] Izba Gospodarki Elektronicznej, Raport „Dekada polskiego e-commerce”.

[4] Izba Gospodarki Elektronicznej, II edycja raportu „Emergency Commerce – W kryzysie do e-commerce”, cz. 2.

[5] InData Labs: Predictive Analytics in Retail & E-commerce.

[6] The Value of Data for E-commerce Companies, Kale/Bismart.

[7] Deloitte: Customer data platforms in action.

[8] McKinsey, Next in Personalization 2021 Report

Ponad 63 proc. Polaków weźmie udział w Black Friday

W tym roku ponad 63% Polaków zamierza coś kupić w ramach Black Friday. Natomiast łącznie blisko 37% rodaków jest niezdecydowanych lub niechętnych. Co ciekawe, mężczyźni częściej niż kobiety planują tego typu aktywność. Konsumenci przeważnie chcą wydać 400-500 zł i polować na obniżki rzędu 50-60%. Rok temu to było odpowiednio 300-400 zł i 40-50%. Ciekawym wątkiem jest też to, że rabaty powyżej 70% nie budzą zbyt dużego zainteresowania, co eksperci tłumaczą brakiem zaufania do sklepów. I zapowiadają, że przez unijną dyrektywę tegoroczny Black Friday będzie inaczej wyglądał niż we wcześniejszych latach. Omnibus w zasadzie może zasadniczo obnażyć problemy z oferowaniem krzykliwych rabatów.

Black Friday dzieli Polaków

Według najnowszego badania, w tym roku ponad 63% rodaków zamierza zrobić zakupy w ramach Black Friday. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i Grupy Offerista. – Według badań firmy doradczej Deloitte, w USA 70% społeczeństwa planuje skorzystać z dorocznych zniżek. Podobne dane dotyczą Wielkiej Brytanii. A właśnie w tych dwóch częściach świata Black Friday jest najpopularniejszy. W tym kontekście polski wynik oceniam jako wysoki. Pokazuje on, że w dobie inflacji Polacy aktywnie szukają specjalnych okazji – mówi dr Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego.

Przeszło 18% Polaków nie chce skorzystać z czarnopiątkowych okazji. – Wśród tych osób większość zapewne na co dzień ledwo wiąże koniec z końcem i w ogóle nawet nie myśli o Black Friday. Raczej martwi się tym, za co kupi w następnym tygodniu żywność, a nie elektronikę czy perfumy – stwierdza Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Z kolei blisko 19% Polaków jeszcze nie wie, czy coś kupi. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHiD-u, nie wszyscy poddają się mechanizmowi okazyjnego wysypu wyprzedaży. – Przynajmniej część konsumentów nie zna czarnopiątkowej instytucji społecznej lub z zasady nie reaguje na takie okazje, zarówno z niedostatku, jak i z ponadprzeciętnej zamożności. To paradoks, ale też prawidłowość. Wyniki badania odzwierciedlają ogólną strukturę majątkową społeczeństwa, w którym dominują osoby średniozamożne – wyjaśnia dr Faliński.

Kto skorzysta z okazji?

Badanie wykazało, że mężczyźni częściej niż kobiety zamierzają zrobić okazyjne zakupy. – Oni bardziej interesują się technologią i elektroniką, które są popularnymi kategoriami promocyjnymi w ramach Black Friday. W zeszłym roku, wg raportu Deloitte, aż 40% sprzedaży w Czarny Piątek dotyczyło właśnie urządzeń elektronicznych. Dodatkowo mężczyźni częściej są skłonni do podejmowania ryzyka, co może przekładać się na większą chęć udziału w wyprzedażach – dodaje dr Tkaczyk.

Zakupy najchętniej zrobią osoby w wieku 18-34 lat. Najczęściej z ww. okazji skorzystają konsumenci, którzy zamieszkują miasta liczące od 200-499 tys. lub 5-19 tys. ludności. Będą to z reguły shopperzy zarabiający co najmniej 7000 zł miesięcznie i mający wykształcenie wyższe bądź średnie.

– Osoby w wieku 18-34 lat najczęściej biorą udział w akcjach, które są mocno kreowane w Internecie, a Black Friday idealnie wpisuje się w ten model. Retailerzy głównie promują z tej okazji produkty, których odbiorcami są młodzi i aktywni shopperzy. Zaskakująca może być natomiast zróżnicowana wielkość miast, w których mieszkają osoby najbardziej zainteresowane zakupami, ale tak właśnie wygląda handel w Polsce. Konsumenci z małych i średnich miasteczek szukają dobrych okazji, często by wyróżnić się w swoim środowisku – zauważa Robert Biegaj.

Większe kwoty i rabaty

Uczestnicy badania ujawnili też, ile pieniędzy łącznie wydali w zeszłym roku w Black Friday. Najczęściej podawali przedział 300-400 zł – blisko 14%. Następnie deklarowali 200-300 zł – ponad 12%. Wskazania 400-500 zł i powyżej 1000 zł uzyskały po przeszło 12%. Natomiast w tym roku konsumenci chcą wydać odpowiednio 400-500 zł – prawie 13%, powyżej 1000 zł – ponad 12%, a także 300-400 zł – przeszło 12%.

– Widać, że obecnie shopperzy chcą wydać więcej pieniędzy. Powody są co najmniej dwa. Pierwszy jest taki, że przez inflację sporo towarów mocno zdrożało. Konsumenci, widząc to, muszą głębiej sięgnąć do kieszeni. Drugą przyczyną, mocno powiązaną z pierwszą, jest to, że Polacy chcą zrobić zakupy na zapas, np. już na święta. W ten sposób mogą więcej zaoszczędzić – analizuje ekspert z Grupy Offerista.

W zeszłym roku Polacy najczęściej polowali na rabaty w wysokości 40-50%. Blisko 24% ankietowanych tak robiło. Ponad 19% rodaków szukało zniżek na poziomie 30-40%, a przeszło 16% rozglądało się za upustami w przedziale 50-60%. W tym roku najwięcej konsumentów, czyli prawie 22%, chce skorzystać z obniżek wynoszących 50-60%. Przedział 40-50%, wskazuje niecałe 21% shopperów, a rabaty rzędu 30-40% podaje niespełna 15% kupujących.

– Fakt, że teraz na pierwszym miejscu jest przedział w wysokości 50-60%, to wynik psychologicznej reakcji na wzrost cen. Warto poszukać większych obniżek, bo jest drożej niż w zeszłym roku. Pieniądz jest słabszy i realnie mamy go mniej, więc stosujemy racjonalniejszą metodę wydawania – tłumaczy dr Faliński.

Omnibus zweryfikuje obniżki

Warto też zauważyć, że Polacy nie bardzo chcą polować na rabaty powyżej 70%. W tym roku przedział 70-80% miał tylko 7% wskazań, a powyżej 80% – ponad 6%. Natomiast w zeszłym roku wyglądało to jeszcze gorzej, tj. 70-80% – przeszło 5% deklaracji, a powyżej 80% – niecałe 4%.

– Rabat powyżej 70% może być postrzegany jako granica między atrakcyjną promocją a okazją zbyt dobrą, by była prawdziwa. Konsumenci mogą być sceptyczni co do możliwości uzyskania tak dużego upustu, zwłaszcza w przypadku produktów o wysokiej wartości. Mogą obawiać się, że rabat jest związany z niską jakością i wynika np. z wadliwości towaru – objaśnia dr Jolanta Tkaczyk.

Jak podsumowuje ekspert z Grupy Offerista, konsumenci stali się nieufni. W ostatnich latach powszechną praktyką było to, że sklep najpierw podwyższał cenę, a następie w krótkim czasie ją obniżał, żeby wykazać atrakcyjny rabat. Teraz, gdy obowiązuje dyrektywa Omnibus, na etykiecie musi być podana zarówno najniższa cena z ostatnich 30 dni, jak i ta ostatnia sprzed obniżki. I pod tym względem tegoroczny Black Friday może zupełnie inaczej wyglądać niż wcześniejsze święta zakupów, obnażając prawdę o krzykliwych rabatach.