Cztery wiadomości dobre i cztery złe – nowe dane GUS

W 2017 r. Polska rozwijała się najszybciej od 6 lat – informuje GUS. W ostatnim kwartale wreszcie ruszyły inwestycje, co pozwala z optymizmem spojrzeć na bieżący rok. GUS udostępnił także publikację o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, która jednak już nie jest tak jednoznacznie optymistyczna – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zaczynamy od wiadomości dobrych i bardzo dobrych.

Pozytyw nr 1: Inwestycje

Najszybszy od 2011 r. wzrost gospodarczy cieszy. Jednak poza rozwojem na poziomie 4,6 proc. w ub.r. zdecydowanie ważniejsza jest informacja, że wreszcie przyspieszyły inwestycje. Przez trzy kwartały ich wkład do PKB był marginalny i wyniósł ok. 0,3 pkt proc. W całym roku (brak na razie szczegółowych danych za czwarty kwartał) wkład inwestycji zwiększył się do 1 pkt proc.

To oznacza, że w samym czwartym kwartale inwestycje mogły wzrosnąć o ok. 13 mld zł, podczas gdy w poprzednich trzech było w sumie ok. 5 mld zł. Rosnące nakłady brutto na środki trwałe to sygnał, że aktywność gospodarcza może być dobra również w kolejnych kwartałach.

Pozytyw nr 2: Eksport

Specyfika gospodarki kraju rozwijającego się, jakim jest Polska, powoduje, że zwykle przy rosnącej aktywności ekonomicznej (silna konsumpcja, rosnące inwestycje) pogarsza się wyraźnie saldo obrotów handlowych z zagranicą. Szacunki GUS pokazują jednak, że wkład eksportu netto w 2017 r. był pozytywny, a to oznacza, że to pogorszenie nie nastąpiło. Niewykluczone, że jest to efekt coraz lepszej kondycji oraz pozycji konkurencyjnej polskiego eksportu usług, który stanowi już jedną czwartą eksportu towarowego i kreuje nadwyżkę na poziomie 75 mld zł (wzrost o 16 mld zł za okres od grudnia 2016 r. do listopada 2017 r. – dane NBP).

Pozytyw nr 3: Zatrudnienie ostro w górę

Według wstępnych danych zamieszczonych w opracowaniu GUS „Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2017 r.” [dalej „Opracowanie”] w ub.r. zatrudnienie w gospodarce narodowej wzrosło do 15,72 miliona osób, czyli ok. 430 tys. W sumie przez dwa lata liczba miejsc pracy w Polsce powiększyła się o ponad 900 tys., co należy uznać za bardzo optymistyczną informację.

Pozytyw nr 4: Kobiety żyją dłużej

Według danych zamieszczonych w “Opracowaniu” mediana wieku osób zmarłych w 2016 r. wyniosła 77 lat, podczas gdy 16 lat wcześniej było to 73 lata. Długość życia bardzo wyraźnie wydłużyła się wśród kobiet – aż o 4 lata, do 82 lat.

Negatyw nr 1: Długość życia mężczyzn praktycznie bez zmian

Niestety, długość życia mężczyzn przez ostatnie 16 lat praktycznie się nie zmieniła. Według “Opracowania” mediana wieku zmarłych mężczyzn w 2016 r. wyniosła 70 lat i jest to tylko o rok więcej niż na początku nowego millenium.

Negatyw nr 2: Wzrost cen żywności

Ceny żywności w całym 2017 r. wzrosły w porównaniu z ub.r. o 4,2 proc. To ponad pięć razy szybciej niż rok wcześniej. Średnioroczna cena masła wzrosła o 31 proc., owoców o 8 proc., jogurtów o 7,3 proc., a mięsa wieprzowego o 8,6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń, w większości przypadków siła nabywcza pracujących konsumentów nie pogorszyła się w kontekście zakupów żywności.

Negatyw nr 3: Niski wzrost rent i emerytur

Dane zamieszczone w “Opracowaniu” pokazują, że w ub.r. przeciętny wzrost rent i emerytur z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniósł 2,5 proc. To minimalnie powyżej ogólnego poziomu inflacji (2,0 proc), co jednak nie odpowiada dokładnie tzw. koszykowi zakupowemu emeryta czy rencisty. W przypadku zakupów żywnościowych siła nabywcza emerytów i rencistów obniżyła się ok 1,7 proc.

Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się w przypadku rolników indywidualnych. Ich emerytury oraz renty średnio wzrosły tylko o 1,5 proc., co oznacza, że nawet biorąc ogólnie przyjęty poziom inflacji siła nabywcza tych świadczeniobiorców uległa obniżeniu w ciągu ubiegłego roku.

Negatyw nr 4: Emerytów i rencistów więcej o 237 tys.

Procesy demograficzne są nieubłagane i liczba emerytów w Polsce będzie rosnąć. Jednak IV kw. ub.r. był wyjątkowy. Obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że w ciągu jednego kwartału przybyło 237 tys. świadczeniobiorców. Emerytów i rencistów jest już 9126 tys. Dla porównania pomiędzy I kw. 2016 r. oraz III kw. 2017 r. liczba świadczeniobiorców wzrosła tylko o 4 tys – wg “Opracowania” GUS.

Członkowie RPP zwracają uwagę na siłę złotego

Umocnienie dolara amerykańskiego z ostatniego dnia szło w parze z przeceną aktywów uznawanych za bardziej ryzykowne. Przecena nie ominęła również złotego, który w relacji do dolara amerykańskiego osłabił się niemal o 1%.

Wczorajszy dzień przyniósł dwie interesujące wypowiedzi członków RPP, którzy odnieśli się do siły polskiej waluty. Jerzy Żyżyński wyraził opinię, że – patrząc na parytet siły nabywczej –polska waluta ma dosyć dużą przestrzeń do umocnienia, zwrócił jednocześnie uwagę, że umocnienie krajowej waluty miałoby negatywny wpływ na eksport, co w jego opinii przełożyłoby się na wystąpienie deficytu w handlu.

Komentarz Eryka Łona był dużo ostrzejszy. Zdaniem członka Rady, znanego z kontrowersyjnych opinii, dalsze umacnianie się polskiej waluty mogłoby być na tyle niekorzystne, że zasadnym mogłaby być obniżka stóp procentowych.

Dzisiejsze dane gospodarcze z kraju były wyjątkowo optymistyczne. Zgodnie z szacunkami dynamika wzrostu gospodarczego w 2017 r. wyniosła 4,6% i była wyraźnie wyższa niż ta z poprzedniego roku (2,9%). Przewyższyła również szacunki konsensusu ekonomistów (4,5%). Dane sugerują, że dynamika wzrostu w samym czwartym kwartale powinna wynieść ponad 5% rocznie – na odczyt za czwarty kwartał przyjdzie nam jednak poczekać do połowy lutego. Dane pokazały, że 2017 r. przyniósł największą roczną dynamikę konsumpcji od czasu ostatniego kryzysu finansowego. Konsumpcja pozostała głównym silnikiem polskiej gospodarki, wszystko jednak wskazuje na to, że po odbiciu w trzecim kwartale, pod koniec roku mieliśmy do czynienia z małym boomem w inwestycjach, których utrzymująca się niska dynamika przez wiele miesięcy była solą w oku wielu ekonomistów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,13 – 4,15. Wczorajszy dzień był mieszany dla wspólnej waluty. Euro traciło w relacji do dolara amerykańskiego, zyskiwało natomiast w parze z funtem brytyjskim i złotym.

Dzisiejsze dane gospodarcze ze Starego Kontynentu do tej pory raczej sprzyjają wspólnej walucie. Styczniowe odczyty indeksów nastrojów konsumentów i biznesu dla strefy euro były nieco gorsze od oczekiwań, nadal jednak znajdują się w okolicy ostatnich maksimów.

Dynamika wzrostu gospodarczego w strefie euro w czwartym kwartale zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 2,7% w ujęciu rocznym, co daje 2,5% średniorocznego wzrostu PKB. Tym samym dynamika w strefie euro była wyższa niż w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Solidne dane stanowią oparcie dla wspólnej europejskiej waluty, która zyskuje po publikacji.

Dzisiaj po południu poznamy jeszcze dane inflacyjne z Niemiec, które będą stanowić “przystawkę” przed jutrzejszymi wstępnymi szacunkami dla strefy euro.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,70 – 4,73. Zgodnie z podanymi wczoraj informacjami dotyczącymi okresu przejściowego po zakończeniu negocjacji z UE, proces wyjścia Wielkiej Brytanii z UE wydłuży się co najmniej do 2020/21 r.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,32 – 3,36. Dolar amerykański wczoraj odrobił część strat z ostatniego tygodnia. Wczorajszy odczyt inflacji PCE nie przyniósł niespodzianek. Bazowy indeks wydatków konsumpcyjnych w grudniu pokazał dynamikę rzędu 1,5% rocznie.

Dzisiejszy dzień, w przeciwieństwie do pozostałej części tygodnia nie jest zbyt obfity w istotne informacje z USA. Późnym popołudniem poznamy jedynie styczniowy odczyt indeksu zaufania amerykańskich konsumentów Conference Board. Uwaga inwestorów powinna skupić się na jutrzejszym spotkaniu FOMC (które będzie ostatnim posiedzeniem, któremu przewodzić będzie Janet Yellen) oraz przede wszystkim na piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – wstępne szacunki inflacji w Niemczech w styczniu
  • 16:00 – wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board w USA w styczniu
  • 16:30 – przemawia Mark Carney z BoE
  • 17:30 – przemawia Yves Mersch z EBC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Komentarz do wyników branży leasingowej w 2017 roku

Dynamika rynku leasingu w 2017 roku wyniosła 15,7 proc. To wynik porównywalny z ubiegłymi latami, co dowodzi, że Polacy doceniają korzyści związane z tą formą finansowania. Szczególnie istotny jest fakt, że największa część klientów firm leasingowych to sektor małych i średnich firm, które stanowią podstawę gospodarki kraju. To właśnie te podmioty, dzięki inwestycjom, mają realny wpływ na wzrost polskiego PKB, które w ubiegłym roku osiągnęło poziom niespotykany od 2011 roku.

Warto zwrócić uwagę na ponad 20 proc. wzrost wartości finansowania maszyn i urządzeń. W szerszym ujęciu, dane te to dobry miernik rozwoju gospodarczego sektora MŚP, które dla firm leasingowych są głównymi klientami. Tak duży wzrost w kolejnym kwartale z rzędu jest dowodem, że chęć inwestycji małych i średnich przedsiębiorstw w nowoczesne technologie jest bardzo wysoka.

Wzrost wartości rynku leasingu wynika częściowo z konieczności inwestycji przedsiębiorstw. Konkurencja pomiędzy firmami produkcyjnymi na rynku europejskim jest bowiem coraz większa, co z jednej strony jest dobre dla polskich firm – mogą one bowiem łatwiej docierać na nowe rynki – z drugiej jednak może oznaczać konieczność większe rywalizacji na rodzimym rynku. Dlatego inwestycje m.in. w technologie związane z digitalizacją produkcji, ograniczeniem przestojów i przerw, czy zwiększeniem elastyczności produkcji są koniecznością. Wymagają one jednak znacznych nakładów finansowych. To właśnie w takich przypadkach doskonale sprawdza się leasing.

Jednym z obszarów, które w najbliższych latach będą odgrywać kluczowe znaczenie dla rozwoju firmy – także w kontekście konurencyjności – jest wdrożenie koncepcji tzw. Przemysłu 4.0. To technologie automatyzujące produkcję, które obniżają koszty lub umożliwiają wytwarzanie większej ilości dóbr przy tych samych nakładach finansowych. Wyzwaniem stojącym przed zarządzającymi jest jednak sfinansowanie transformacji. W wielu przypadkach leasing okazuje się najlepszym rozwiązaniem i to nie tylko ze względu na koszty. Zaletą tego instrumentu finansowego jest duża elastyczność, uproszczone procedury oraz większa dostępność szczególnie dla mniejszych firm.

W Polsce aż połowa wartości PKB wytwarzana jest przez mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. Aby się rozwijać, są one zmuszone do inwestycji. A leasing to najlepszy sposób finansowania potrzeb zakupowych. Dlatego uważam, że perspektywy dla firm leasingowych są bardzo dobre.

Autor: Krzysztof Kuniewicz, wiceprezes i dyrektor zarządzający Siemens Finance.

Wynajem długoterminowy aut urósł o 13,1% r/r – wzrost najwyższy w ostatnich 6 latach

W 2017 roku branża wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce zanotowała najwyższy w ostatnich 6 latach poziom wzrostu, sięgający 13,1% r/r. Wysokie tempo rozwoju jest wynikiem dynamicznie rosnącej już od kilku lat popularności wynajmu długoterminowego wśród przedsiębiorców, przede wszystkim z sektora MŚP. W efekcie, branża rozwijała się w ubiegłym roku pod względem wzrostu liczby zarejestrowanych nowych samochodów szybciej od pozostałych form finansowania aut firmowych, czyli zakupu, kredytu i klasycznego leasingu finansowego.

W wynajmie długoterminowym znalazł się co piąty nowy samochód osobowy nabywany przez przedsiębiorców w naszym kraju. Branża zakupiła w polskich salonach o 22,8% więcej samochodów niż rok wcześniej oraz o blisko połowę więcej, aniżeli 2 lata temu. Doskonałe wyniki odnotowała w zeszłym roku również branża Rent a Car, która osiągnęła tempo wzrostu aż 33,2% r/r.

Rok 2017 był drugim z rzędu bardzo udanym dla całego rynku motoryzacyjnego w Polsce. Sprzedaż nowych samochodów osobowych osiągnęła najwyższy w tym stuleciu poziom. Z salonów wyjechało 486 tys. aut – o 17%, czyli ponad 70 tys., więcej niż rok temu. Tak dobrych rezultatów rynek nowych samochodów w naszym kraju nie odnotował od 1999 roku. Za dobrą koniunkturę, podobnie jak w kilku ostatnich latach, odpowiadały przede wszystkim firmy – były one nabywcami blisko 70% wszystkich nowych samochodów osobowych sprzedanych w minionym roku. W porównaniu z rokiem 2016 rola klientów instytucjonalnych była jeszcze większa – udział przedsiębiorców w sprzedaży aut zwiększył się o 2%. Co więcej, to właśnie zakupom firm rynek motoryzacyjny zawdzięcza wyższy poziom sprzedaży osiągnięty w minionym roku – na o 70 tys. więcej sprzedanych aut osobowych, zdecydowana większość, bo aż 81,5% (ponad 57 tys.) zostało nabyte przez przedsiębiorców (w 2/3 przez firmy leasingowe, Rent a Car i CFM, czyli wynajmu długoterminowego). Mówiąc prościej, wzrost sprzedaży nowych samochodów w Polsce w 2017 roku został niemalże w całości wygenerowany przez firmy.

Na o ponad 70 tys. większą w 2017 r. w Polsce sprzedaż nowych aut osobowych r/r wpłynęły przede wszystkim firmy

 Wynajem długoterminowy aut

Liczba nowych aut w wynajmie długoterminowym rosła szybciej niż w przypadku leasingu finansowego, zakupu i kredytu łącznie

W 2017 r. firmy zakupiły w Polsce łącznie 339 tys. nowych aut osobowych. W wynajmie długoterminowym znalazło się co piąte z nich (19,6%), a więc 66,3 tys. samochodów, z czego zdecydowana większość, bo blisko 52 tys., zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP.

Wynajem długoterminowy aut 2Branża wynajmu długoterminowego zakupiła o 22,8% więcej nowych aut osobowych niż przed rokiem, dzięki czemu rozwijała się pod względem wzrostu liczby rejestrowanych pojazdów szybciej od pozostałych form finansowania samochodów służbowych. Z wykorzystaniem zakupu ze środków własnych, kredytu i klasycznego leasingu finansowego firmy nabyły w zeszłym roku o 19,8% aut więcej.Wynajem długoterminowy aut 3

Trend rosnącej popularności wynajmu długoterminowego aut wśród przedsiębiorców

13,1% r/r, czyli osiągnięta w 2017 r. dynamika rozwoju wynajmu długoterminowego aut, to najlepszy wynik odnotowany przez branżę w ostatnich 6 latach. Tempo rozwoju branży rośnie bez przerwy od 2014 roku, co zdaniem ekspertów jednoznacznie wskazuje już na rynkowy trend.Wynajem długoterminowy aut 4

Zwiększające się już od kilku lat tempo rozwoju wynajmu długoterminowego aut w Polsce,
w połączeniu z szybciej rosnącą od innych form finansowania floty liczbą nowych rejestrowanych przez branżę samochodów wskazuje, że mamy do czynienia z rynkowym trendem wzrostu popularności wynajmu długoterminowego
– mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Branżę w coraz większym stopniu napędzają nowi klienci z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

W najbliższych latach ich wpływ na wzrost rynku CFM będzie jeszcze większy. Mali i średni przedsiębiorcy są coraz bardziej przekonani do pełnego outsourcingu aut służbowych, a więc wynajmu długoterminowego. Za rosnącą dynamikę rozwoju branży odpowiada także dokonująca się obecnie zmiana preferencji i filozofii przedsiębiorców w Polsce względem aut firmowych. Ewoluują oni od modelu posiadania samochodów flotowych, a więc finansowania ich poprzez zakup czy na kredyt, do modelu używania. Obecnie zdecydowana większość nabywanych przez firmy samochodów znajduje się już w którejś z form leasingu – klasycznego finansowego, operacyjnego lub operacyjnego z obsługą, a więc wynajmu długoterminowego. Jak wynika z doświadczeń bardziej rozwiniętych rynków zachodnioeuropejskich, które mają już tę transformację za sobą, odchodząc od zakupu czy kredytu, firmy zazwyczaj początkowo wybierają leasing w najprostszej jego formie, a więc klasyczny leasing finansowy. Dopiero w następnej kolejności sięgają po tzw. wynajem długoterminowy, a więc pełen outsourcing w zakresie nie tylko finansowania, ale i obsługi floty. Przewidujemy, że część przedsiębiorców korzystających obecnie w Polsce z klasycznego leasingu finansowego, w którymś momencie zamieni go na wynajem długoterminowy. Wówczas branża może otrzymać silny, kolejny impuls rozwojowy.

Łączna flota w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP przekroczyła na koniec roku 2017 symboliczną barierę 150 tys. pojazdów i liczyła prawie 152 tys. aut (bez floty firmy Athlon Car Lease). W Full Serwis Leasingu, czyli jednej z dwóch usług wynajmu długoterminowego, gwarantującej pełną obsługę samochodów, znajdowało się 85% aut, natomiast w Leasingu z Serwisem, zapewniającym przedsiębiorcy częściową obsługę samochodów, pozostawało 15% pojazdów. Wśród najpopularniejszych modeli samochodów w łącznej flocie firm PZWLP w wynajmie długoterminowym były: Skoda Octavia, Ford Focus, Toyota Yaris, Skoda Fabia, a także Volkswagen Passat.

Udział Diesla największy, ale spada – coraz więcej aut benzynowych i ekologicznych

Wynajem długoterminowy aut 5Na koniec ubiegłego roku dominującym napędem w samochodach w wynajmie długoterminowym pozostawał nadal Diesel, stanowiąc 2/3 (66,3%) wszystkich pojazdów. Od kilku kwartałów zauważalny był jednak już trend spadkowy udziału aut z silnikami wysokoprężnymi. W ciągu całego roku 2017 udział Diesla zmniejszył się o 4,5%. Rosła natomiast popularność samochodów napędzanych silnikami benzynowymi, których udział w łącznej flocie wyniósł na koniec 2017 roku 32,7% i zwiększył się w minionym roku o 3,8%. Aut ekologicznych, a więc napędzanych silnikami hybrydowymi i elektrycznymi było wciąż relatywnie bardzo mało – ich udział wyniósł 1%. Na uwagę zasługuje jednak dynamiczny wzrost udziału samochodów z silnikami ekologicznymi – w 2017 roku urósł on ponad trzykrotnie. Łącznie na koniec grudnia we flocie firm PZWLP w wynajmie długoterminowym jeździło 1566 aut ekologicznych – 1542 hybrydy (wzrost z 382 pojazdów tego typu na koniec 2016 r.) oraz 24 samochody elektryczne.

Nabywane przez firmy skupione w PZWLP pojazdy na potrzeby wynajmu długoterminowego były coraz bardziej przyjazne dla środowiska, jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla. W przypadku kupowanych w IV kw. 2017 r. samochodów osobowych średnia emisja CO2 wyniosła 123,9 g/km i była o 4,5% (5,8 g/km) niższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Jeśli chodzi o auta dostawcze to średnia emisja CO2  nabywanych w ostatnim kwartale ubiegłego roku pojazdów tego typu wyniosła 149 g/km i była o 5,9% (9,3 g/km) mniejsza niż w porównywalnym czasie roku 2016.

Wynajem długoterminowy aut 6

Branża Rent a Car – w 2017 roku wzrost wyniósł aż 33,2% r/r

2017 rok był również bardzo udany dla branży Rent a Car, reprezentowanej w PZWLP przez 7 dużych sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów. Na koniec grudnia łączna flota firm Rent a Car w PZWLP (bez Avis Budget / Jupol – Car Sp. z o.o.) w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła ponad 15 tys. aut (15.068), co oznacza, że branża odnotowała wzrost na poziomie aż 33,2% r/r.Wynajem długoterminowy aut 7

Stabilność przepisów ważna dla rozwoju branży flotowej w 2017 roku

Bardzo dobre wyniki odnotowane w 2017 roku przez cały rynek flotowy w Polsce, w tym przez branżę wynajmu długoterminowego, to zdaniem ekspertów PZWLP, poza wieloma innymi czynnikami, zasługa także stabilnych już od kilku lat przepisów.

Rosnącym zakupom aut firmowych dokonywanych przez przedsiębiorców sprzyjają w dużej mierze stabilne przepisy, w tym regulacje podatkowe – mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management. – Dobre perspektywy w tym zakresie są także w 2018 roku. W bieżącym roku jedną z ważniejszych i długo oczekiwanych przez branżę flotową regulacji będzie ustawa o elektromobilności, która o ile wprowadzi planowane na etapie projektu ustawy ulgi podatkowe oraz ułatwienia dla przedsiębiorców nabywających auta hybrydowe i elektryczne, ma szansę pozytywnie wpłynąć na wzrost liczby samochodów ekologicznych we flotach.  

Do ważniejszych wydarzeń w branży flotowej w 2017 roku należy zaliczyć uruchomienie w październiku na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej pierwszych w Polsce, pełnowymiarowych i rozbudowanych programowo flotowych studiów podyplomowych „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”. Program studiów kładzie nacisk na praktyczną, faktycznie potrzebną na rynku flotowym wiedzę i był współtworzony przez ekspertów PZWLP i SKFS (Stowarzyszenie Kierowników Flot Samochodowych). Eksperci obydwu organizacji stanowią również ponad połowę wykładowców prowadzących zajęcia na studiach.

Ponadto, w 2017 roku podczas Jubileuszowej X Gali Nagród PZWLP, organizacja po raz pierwszy w historii przyznała swoją nagrodę dla dealera samochodów. Nowa kategoria Nagrody PZWLP została wprowadzona w odpowiedzi na coraz ważniejszą rolę branży flotowej dla kondycji rynku motoryzacyjnego w Polsce i podkreśla rangę dobrych relacji i współpracy firm flotowych ze środowiskiem dealerów samochodów.

Firmy PZWLP kupiły łącznie ponad 114 tys. nowych samochodów osobowych

Biorąc pod uwagę całokształt działalności 20 firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w 2017 roku łącznie 114,5 tys. nowych samochodów osobowych – o 14,5% więcej niż w 2016 r. Oznacza to, że ponad 1/3 (33,8%) nowych aut osobowych kupowanych w 2017 roku przez przedsiębiorców w polskich salonach zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP*Wynajem długoterminowy aut 8

*– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing i mLeasing są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

4,6% wzrostu PKB w Polsce. Stopy wciąż w miejscu

GUS opublikował szacunkowe dane o PKB w Polsce. Prezes NBP potwierdza przypuszczenia analityków o nudzie na kolejnych posiedzeniach RPP. Wzrost gospodarczy w Unii Europejskiej również wysoki.

Szacunkowy wzrost PKB w Polsce

GUS podał pierwsze wyliczenia na temat wzrostu PKB w Polsce. Są to na razie szacunki, więc na finalny rezultat przyjdzie nam jeszcze poczekać. Wynik 4,6% musi jednak cieszyć. To w końcu najlepszy wynik jaki Polska zanotowała od 2011, kiedy to gospodarka wzrosła o 5%. Analitycy co prawda spodziewali się zbliżonego rezultatu w postaci 4,5%. W wyniku tych danych inwestorzy przychylniej spojrzeli na złotego, który w ciagu godziny umocnił się o około grosz do głównych walut.

Adam Glapiński o stopach procentowych

Prezes Narodowego Banku Polskiego w wywiadzie dla “Dziennik Gazeta Prawna” potwierdził to co dotychczas już wielu analityków przewidywało. Nie należy spodziewać się zmian stóp procentowych w Polsce w 2018 roku. Mowa oczywiście o scenariuszu gdzie w gospodarce nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Tutaj wskazano np. na podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Taki ruch najprawdopodobniej spowodowałoby wzrosty również w Polsce. Prezes pozwolił sobie również na spekulację na temat 2019 roku. Przewiduje on, że raczej pierwsza połowa powinna upłynąć również bez zmian stóp procentowych. Jako znacznie bardziej prawdopodobne przewiduje on podnoszenie stóp procentowych niż ich obniżanie. Jaki wpływ ma to na kurs złotego? Rosnące stopy procentowe podnoszą atrakcyjność bezpiecznych form lokowania kapitału. W rezultacie rośnie popyt na walutę. Wzrost stóp zatem powinien umocnić złotego względem walut, które stóp procentowych podnosić nie będą.

Wzrost gospodarczy w Europie

Oprócz dobrych danych z Polski zobaczyliśmy dzisiaj również dobre dane z Europy. Wzrost gospodarczy dla strefy euro był najwyższy od początku kryzysu. Wyniósł 2,5%. Tyle samo osiągnął indeks dla całej Unii Europejskiej. Ten również osiągnął swoje 10 letnie maksimum. Pełne dane dla krajów członkowskich z raportu eurostatu poznamy dopiero w lutym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Stabilny wzrost rynku leasingu w 2017r.

  • Dynamika branży leasingowej na koniec 2017r. wyniosła 15,7 proc.
  • W 2017r. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o łącznej wartości 67,8 mld zł.
  • Digitalizacja procesu leasingowego wśród priorytetów branży na lata 2018-2020.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy, podsumował ubiegły rok. W 2017r. branża leasingowa sfinansowała inwestycje polskich firm o łącznej wartości 67,8 mld zł. Dynamika inwestycji finansowanych leasingiem i pożyczką, po trzecim kwartale wyniosła +14,3% (r/r), w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku przyspieszyła do +19,5% (r/r), co przełożyło się na 15,7 proc. wzrost rynku liczony rok do roku.

„Trzy ostatnie lata to czas, kiedy dynamika sektora leasingowego utrzymywała się na wysokim, 16 proc. poziomie. W 2016r. – jako branża – sfinansowaliśmy inwestycje polskich firm o wartości 58,6 mld zł, w ubiegłym roku było to już 67,8 mld zł. Przedsiębiorcy korzystający z leasingu mogą liczyć na utrzymanie podobnego poziomu finansowania w 2018 roku. Jak pokazują badania Komisji Europejskiej, zamiar skorzystania z leasingu deklaruje 60 proc. właścicieli firm z sektora MŚP. Jest to trzeci najwyższy wynik w Europie, przy średniej europejskiej na poziomie 48%” – powiedział Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL.

Źródła finansowania MŚP w Polsce, klienci firm leasingowych

Zgodnie z wynikami badania SAFE, opublikowanego pod koniec 2017r. przez Komisję Europejską, dla 60 proc. polskich przedsiębiorców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, leasing jest najbardziej istotnym źródłem finansowania inwestycji. Jednocześnie rozważają oni skorzystanie z tego instrumentu w przyszłości. Szacunki Związku Polskiego Leasingu pokazują natomiast, że największą, bo ok 71 proc. grupę korzystających z leasingu stanowią klienci o obrotach do 20 mln zł. Do tej grupy zaliczane są mikro i małe firmy. 28,5% stanowią klienci o obrotach powyżej 20 mln zł, a klienci indywidualni – 0,5%. Finansowanie sektora publicznego pozostaje marginalne.

Interesująco wygląda zestawienie wartości inwestycji sfinansowanych leasingiem i kredytem. Na koniec 2017r. łączna wartość aktywnego portfela branży leasingowej w kwocie 119,3 mld zł była porównywalna z wartością salda kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki (127,0 mld zł).

Struktura rynku i wyniki w kategoriach produktów

Klienci firm leasingowych, w ubiegłym roku, najczęściej finansowali pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony (45 proc. udział w strukturze rynku), maszyny i inne urządzenia, w tym IT (27,2 proc. udział) oraz środki transportu ciężkiego (25,9 proc. udział). Pozostałe transakcje dotyczyły nieruchomości (1,3%) i finasowania innych aktywów (0,6%).

W 2017r. ożywienie na rynku leasingu było obserwowane w trzech głównych kategoriach rynku: pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5t (+21,9 proc. dynamika r/r), maszyn i innych urządzeń, w tym IT (+20,4 proc. dynamika r/r) oraz nieruchomości (+26,5 proc. dynamika r/r).

Spośród wszystkich finansowanych aktywów, przedsiębiorcy najczęściej podpisywali kontrakty dotyczące pojazdów lekkich tj. pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony. W 2017r. przeważały pojazdy osobowe (83,8 proc. udział) nad dostawczymi (16,2 proc. udział). 30,5 mld zł to wartości wszystkich pojazdów lekkich sfinansowanych za pomocą leasingu lub pożyczki inwestycyjnej w 2017. Wynik o 21,9 proc. lepszy niż przed rokiem, był możliwy m.in. dzięki rekordowej liczbie pojazdów lekkich zarejestrowanych w ubiegłym roku na firmy. Najsilniejszą grupę, wśród nabywców instytucjonalnych, stanowiły firmy zajmujące się leasingiem/CFM/RC, wyróżniając się 68,8 proc. udziałem (w tej grupie nabywców).

W całym 2017r. znacząco wzrosło znaczenie finansowania maszyn i innych urządzeń (w tym IT). Na dobry wynik tego segmentu rynku miały wpływ: dobra koniunktura w przemyśle, przyspieszenie wzrostu gospodarczego oraz wykorzystanie funduszy unijnych z perspektywy na lata 2014-2020. Łączna wartość maszyn i urządzeń sfinansowanych przez branżę leasingową w ubiegłym roku wyniosła 18,5 mld zł i była wyższa o 20,4 proc. w odniesieniu do wyników z 2016r. Istotne dynamiki branża leasingowa odnotowała w większości kategorii produktowych, raportowanych w ramach tego segmentu (maszyny rolnicze: +45,4% r/r, sprzęt budowalny: +27,4% r/r, maszyny do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali: 18,1% r/r). Znacząco wzrosły także transakcje dotyczące finansowania IT: +21% r/r.

Trzecim najważniejszym dla rynku segmentem były transakcje dotyczące środków transportu ciężkiego. Po ujemnej dynamice odnotowanej w pierwszej połowie roku, segment transportu ciężkiego zakończyły ubiegły rok lekkim plusem. Do tej grupy zaliczane są takie aktywa jak ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego. Przy wartości nowych kontraktów na poziomie 17,5 mld zł, na koniec 2017r. branża odnotowała 2,3 proc. wzrost (r/r). Mające najwyższy udział w opisywanym segmencie, transakcje dotyczące ciągników siodłowych, zanotowały 1,4 proc. wzrost, transakcje dotyczące finansowania naczep i przyczep: +3,1 proc. dynamikę r/r, podczas gdy transakcje odnoszące się do pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 tony wzrosły o 11,5proc. r/r.

W 2017r. w strefie wzrostów pozostawało także finansowanie nieruchomości. Firmy leasingowe sfinansowały nieruchomości o wartości 909 mln złotych, przy 26,5% dynamice tego segmentu (r/r). W ubiegłym roku swoje udziały w rynku poprawiły dwie kategorie transakcji w zakresie finansowania obiektów handlowych i usługowych (273,1 proc. dynamika r/r) oraz hoteli i obiektów rekreacyjnych (152,3proc. wzrost r/r).

Priorytety branży leasingowej na lata 2018-2020

Pod koniec 2017r. Związek Polskiego Leasingu przyjął i ogłosił strategię na trzy kolejne lata. Istotne dla branży leasingowej będą: digitalizacja procesu leasingowego, rozwinięcie projektów badawczych oraz otwarcie się na nowe trendy w zakresie kluczowego dla rynku obszaru tj. motoryzacji. Wysoki priorytet utrzymują także aktywności odnoszące się do bezpieczeństwa obrotu tj. prawo i podatki, przeciwdziałanie fraudom, rachunkowość.

„Chcemy, aby branża leasingowa była postrzegana jako nowoczesny sektor, wykorzystujący najnowsze rozwiązania techniczne. Uważamy, że wprowadzenie e-leasingu wpłynie na wzrost konkurencyjność branży, a klienci zyskają wygodny kanał dostępu. W kolejnych latach zamierzamy także zaprezentować nowe podejście do statystyki, dzielić się wynikami badań, które pokażą rolę branży leasingowej w finansowaniu polskiej gospodarki i przedsiębiorstw. Interesują nas nowe zjawiska: rosnąca rola mobilności, nowe sposoby korzystania z pojazdów, ekonomia współdzielenia  – podkreślił Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL.

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej

Związek Polskiego Leasingu kwartalnie realizuje Badanie koniunktury branży leasingowej. Badanie jest przeprowadzane wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach zrzeszonych w ZPL. Dane dotyczą oceny mijającego okresu oraz trendów w kolejnym kwartale. Ankietowane firmy oczekują wzrostu zatrudnienia oraz przyspieszenia aktywności sprzedażowej w obecnym kwartale. Jednocześnie spodziewają się ustabilizowania jakości portfela leasingowego w I kwartale 2018 roku. Badane firmy, na początku roku, spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup środków trwałych na rynku ruchomości. Po raz kolejny najlepsze perspektywy rysują się dla finansowania pojazdów lekkich. W dalszej kolejności wskazywane są wzrosty w zakresie finansowania maszyn i IT, a następnie środków transportu ciężkiego. Według badanych w I kw. br. finansowanie nieruchomości powinno nieznacznie wzrosnąć.

Prognoza na 2018r.

2018 będzie szóstym rokiem z rzędu z dwucyfrowym tempem rozwoju. Dynamika rynku leasingu w 2018 roku na poziomie 15,1 proc. będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. Struktura wzrostu gospodarczego oraz przyspieszenie wykorzystania funduszy unijnych z perspektywy finansowej na lata 2014-2020 powodują, że finansowanie maszyn staje się głównym motorem rozwoju całej branży leasingowej. Rozwój rynku będzie również w zrównoważony sposób oparty o: pojazdy lekkie (ze względu na mocny popyt krajowy i korzystne przepisy fiskalne) oraz finansowanie pojazdów ciężarowych (rosnący wolumen przewozów i dalszy wzrost gospodarczy w strefie euro).

Nie każdy spór w biznesie musi oznaczać koniec współpracy

Nawet najlepiej wynegocjowane umowy i najsprawniejsi menedżerowie nie są w stanie zapewnić stuprocentowej gwarancji bezkonfliktowego prowadzenia biznesu. Większość tego typu konfliktów niestety kończy się procesem sądowym, który jeszcze bardziej podnosi temperaturę sporu. Sam proces, niejednokrotnie długi, kosztowny i dla stron skomplikowany powoduje wzrost stresu i frustracji jego uczestników, w tym menedżerów odpowiedzialnych za relacje biznesowe.

Po takim doświadczeniu ciężko mówić o wzajemnym zaufaniu, które jest podstawą budowania relacji w  biznesie a tym samym realizowania wspólnych przedsięwzięć. Ponadto, w takich sytuacjach kryzysowych ogromną rolę odgrywa kwestia prestiżu, dobrego imienia na rynku i poufności.

Powstaje więc pytanie, czy można się kłócić w biznesie zachowując relację biznesową i nie rujnując zbudowanego wzajemnie zaufania, dobrego imienia czy prestiżu? Otóż można, jak w każdej sferze życia, konflikty są i będą obecne. Kluczowe jednak jest, jak podejdziemy do kwestii rozwiązywania tego typu sporów.

Niewątpliwie ogromną szansę przedsiębiorcom daje mediacja gospodarcza jako alternatywny dla ścieżki sądowej sposób rozwiązywania sporów.

Mediacja gospodarcza – nowa jakość w biznesie

Mediację definiuje się jako metodę rozwiązywania sporów w trybie szczególnego rodzaju negocjacji prowadzonych przez strony sporu przy pomocy neutralnej osoby mediatora. Do mediacji może skierować sąd w ramach wytoczonego już postępowania lub też do mediacji można zgłosić się prywatnie, jeszcze zanim zapadnie decyzja o pójściu do sądu.

Obydwa rodzaje mediacji łączy bardzo ważna kwestia proceduralna, a mianowicie, że wypracowana w ramach mediacji ugodę można potwierdzić przed sądem, co powoduje, iż ugoda nabiera mocy wyroku i po nadaniu klauzuli wykonalności, co jest jedynie formalnością, może być egzekwowana przez komornika. W skutkach prawnych jest więc wówczas równoznaczna wyrokowi sądowemu, od procesu, w wyniku którego strony otrzymują końcowy wyrok, różni ją jednak cała masa elementów.

Do podstawowych cech mediacji należą jej dobrowolność, poufność, elastyczność procedury oraz szybkość. Niezwykle istotnym ogniwem każdej mediacji jest oczywiście profesjonalny, bezstronny  mediator, który jest wybierany przez strony. Wszystkie te elementy, w przypadku mediacji prywatnej reguluje precyzyjnie podpisana umowa z mediatorem, dająca stronom jasny obraz postępowania i reguł mediacji. Należy zaznaczyć, że mediator nie ma żadnych uprawnień władczych, tj. formalnie nie rozstrzyga sporu a ma za zadanie doprowadzić do zawarcia ugody stron.

Profesjonalny mediator to połowa sukcesu

Mediator często porównywany jest do arbitra czy nawet sędziego. Nic bardziej mylnego. Mediator nie jest arbitrem i nie jest sędzią. Istotna różnica pomiędzy mediatorem a sędzią czy arbitrem jest taka, że mediator nie rozstrzyga za strony sprawy, nie decyduje o losach sporu. W mediacji strony same podejmują decyzje, mają pełną kontrolę nad sporem. Mediator jest niezależnym uczestnikiem negocjacji prowadzonych pomiędzy stronami i w bardzo umiejętny sposób niejako nimi zarządza, przybliżając tym samym strony do pomyślnego rezultatu w postaci ugody. Ważne, żeby mediacje gospodarcze prowadzili odpowiednio przeszkoleni mediatorzy, osoby zaznajomione ze specyfiką obrotu gospodarczego i niuansami danej branży. Tylko tacy ludzie, mogą zrozumieć przedsiębiorców i pomóc im rozwiązać problem.

Mediatora obowiązuje zasada poufności i co ważne, mediator nie może być przesłuchiwany jako świadek w postępowaniu cywilnym. W przypadku więc fiaska mediacji, mediator nie może zeznawać, chyba że zgodę na to wyrażą bezpośrednio obie zaangażowane w spór i mediacje strony. W przypadku fiaska mediacji, strony w ewentualnym dalszym postępowaniu cywilnym nie będą też mogły powoływać się na okoliczności ujawnione w toku mediacji, a w szczególności na propozycje wzajemnych ustępstw.

Czy mediacja się opłaca?

Wszystkie badania pokazują, że mediacja jest najbardziej ekonomiczną formą rozstrzygania sporów w biznesie. Barierą do rozwoju mediacji wydaje się być świadomość tej metody u samych przedsiębiorców i ich gotowość podjęcia tej ścieżki rozwiązywania sporów.

Rozwiązując spór w drodze mediacji zamiast tradycyjnej ścieżki sądowej przedsiębiorca oszczędza około dwóch lat, które musiałby spędzić ze swoim kontrahentem w sądzie. Czas postępowania sądowego to także czas ogromnych kosztów z tym związanych oraz utraconego biznesu w wyniku zerwania relacji biznesowej.

Inaczej jest w przypadku mediacji, która niejednokrotnie ratuje tę relację i umożliwia dalszą współpracę z kontrahentem. Jak pokazuje praktyka przedsiębiorcy, którzy już zgodzą się na mediacje, oprócz rozwiązania sporu istniejącego wielokrotnie „naprawiają” relacje, na nowo ustalając warunki dalszej współpracy.

Jak wygląda postępowanie mediacyjne?

W pierwszej kolejności sprawę należy zgłosić do centrum mediacji, najlepiej zanim trafi ona do sądu. Jeśli jednak sprawa jest już procedowana przez sąd, to przedsiębiorcy mogą z pomocą mediatora przenieść sprawę z sali sądowej do mediacji.

Jeśli tylko jedna strona zgłasza chęć mediowania, zadaniem ośrodka mediacji jest poinformowanie o tym drugiej strony i prowadzenie dalszej procedury np. pomoc w wyborze mediatora, kontakt mediatora z przedsiębiorcą wnoszącym o rozstrzygnięcie sporu ugodowo, spotkanie w celu omówienia problemu i strategii działania.

Kiedy obydwie strony wyrażają zgodę na mediacje, zaakceptowały osobę mediatora – rozpoczyna się postępowanie mediacyjne. Mediator dba, aby takie postępowanie przebiegało w dobrej atmosferze, z uwzględnieniem interesów wszystkich stron. Zaproponuje on tryb procedowania i przeprowadzi odpowiednie sesje mediacyjne: wspólne i/lub indywidualne. Następnie zaś poprowadzi postępowanie w sposób najbardziej efektywny czasowo i kosztowo, dbając o komfort obydwu stron sporu.

Ostatnim krokiem jest zawarcie ugody. Wypracowaną ugodę mediator pomoże przedsiębiorcy zatwierdzić w sądzie tak, aby nabrała mocy wyroku sądowego i stanowiła tytuł egzekucyjny. Warto podkreślić, że zgadzający się na mediację przedsiębiorcy dobrowolnie akceptują wypracowaną ugodę.

Do mediacji można zgłosić się zawsze, tym nie mniej jest rekomendowane zawieranie we wszelkiego rodzaju umowach ze swoimi kontrahentami odpowiednio sformułowanej klauzuli mediacyjnej, tak aby w przypadku zaistnienia sporu od razu rozpocząć mediacje.

Klauzula mediacyjna

Przykładowa treść klauzuli mediacyjnej proponowana przez centrum mediacji działające przy izbach przemysłowo-handlowych w  Polsce (www.mcm.org.pl)

„Wszelkie spory wynikające z niniejszej umowy lub pozostające w związku z nią, będą rozwiązywane polubownie w ramach Międzynarodowego Centrum Mediacji działającego przy międzynarodowych Izbach Przemysłowo-Handlowych w Polsce.

W przypadku braku porozumienia i niemożliwości rozwiązania sporu w postepowaniu mediacyjnym w terminie 60 dni od dnia złożenia wniosku o przeprowadzenie mediacji lub innym terminie uzgodnionym pisemnie przez strony, każda ze stron może poddać spór pod rozstrzygnięcie właściwego sądu”.

Autor: Dr Ewelina Stobiecka, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, inicjator i koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji, członek Zespołu ds. Prawa Gospodarczego przy Ministrze Rozwoju.

Pojazdy elektryczne napędzane w oparciu o ogniwa paliwowe trendem nr 1 w motoryzacji

Z badania KPMG wynika, że najważniejszym trendem wskazującym kierunki rozwoju rynku motoryzacyjnego są obecnie pojazdy elektryczne napędzane energią pochodzącą z ogniw paliwowych. Z odpowiedzi ponad 900 przedstawicieli kadry zarządzającej firm motoryzacyjnych wynika jednak, że na rynku w dłuższym okresie współistnieć będzie kilka rodzajów układów napędowych, a ich popularność będzie zależała od charakteru wykorzystania pojazdów, lokalnych przepisów i preferencji klientów. Jednocześnie aż 3 na 4 menedżerów z branży uważa, że udział pojazdów wyprodukowanych w Europie Zachodniej będzie mniejszy o 5% do 2030 roku, a produkcja w dużej mierze przeniesie się do krajów azjatyckich.

Pojazdy elektryczne napędzane w oparciu o ogniwa paliwowe trendem nr 1 w motoryzacji
W tegorocznej edycji badania KPMG, 52% przedstawicieli kadry zarządzającej wskazało rozwój pojazdów elektrycznych napędzanych energią generowaną przez ogniwa paliwowe jako najważniejszy trend w branży motoryzacyjnej. Na drugim miejscu znalazła się digitalizacja i zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem (50%) oraz rozwój pojazdów o napędzie akumulatorowym (49%) i hybrydowe pojazdy elektryczne (47%). Zdaniem respondentów badania najmniej istotnymi trendami są zmniejszenie pojemności i optymalizacja silników spalinowych (35%), a także racjonalizacja produkcji w Europie Zachodniej (31%).

Wpływ pojazdów elektrycznych napędzanych przy użyciu ogniw paliwowych na branżę motoryzacyjną wciąż rośnie. Jeszcze dwa lata temu ten rodzaj napędu był wskazywany przez respondentów naszego badania na 5. miejscu, a w tym roku zastąpił na miejscu 1. pojazdy elektryczne o napędzie akumulatorowym. Menedżerowie z sektora nie mają wątpliwości, że napędy elektryczne są kluczowe dla przyszłości branży, świadczy o tym choćby fakt, że 3 z 5 pierwszych pozycji zajmują właśnie technologie zaliczane do tej grupy – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Kluczowe trendy na rynku motoryzacyjnym do 2025 r.

Kluczowe trendy na rynku motoryzacyjnym do 2025 rŹródło: Raport KPMG International pt. „Global Automotive Executive Survey 2018”

Konkurencja firm motoryzacyjnych z firmami technologicznymi

Obecność globalnych firm technologicznych jest w branży motoryzacyjnej coraz większa. 50 głównych producentów samochodów stanowi zaledwie 20% kapitalizacji rynkowej 15 największych firm technologicznych (w 2010 roku stanowiły one 40%). Ponad połowa zarządzających z branży motoryzacyjnej (56%) przewiduje, że liczba dealerów samochodowych do roku 2025 spadnie o 30-50%. Jeśli tradycyjni producenci samochodów chcą realnie konkurować z technologicznymi gigantami o dużo większych możliwościach finansowych, muszą współpracować i szukać partnerstw biznesowych.

Bezpieczeństwo danych jako standardowe wyposażenie

W badaniu KPMG ponad 80% menedżerów wskazało, że wykorzystanie danych nt. kierowcy i samochodu będzie podstawą przyszłego modelu biznesowego przemysłu motoryzacyjnego. Oznacza to, że popularny termin „wyposażenie standardowe” będzie musiało być zdefiniowane na nowo – zdaniem 85% menedżerów i 75% klientów bezpieczeństwo danych będzie warunkiem zakupu samochodu w przyszłości.

Znaczenie firm teleinformatycznych w branży motoryzacyjnej stale rośnie. Samochód przestaje już być samodzielnym produktem, a staje się elementem szeregu usług, w związku z którymi jest wykorzystywany. Są to głównie usługi oparte o dane teleinformatyczne, stąd wzrost znaczenia kwestii bezpieczeństwa związanych z nimi danych – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Z raportu KPMG wynika, że w przyszłości problematyczne stanie się rozróżnienie modeli biznesowych dotyczących transportu ludzi i towarów. Usługi dostaw z wykorzystaniem samochodów autonomicznych, oparte na współdzieleniu i nowych platformach usługowych zrewolucjonizują schematy mobilności i doprowadzą do połączenia mobilności i logistyki. 73% kadry kierowniczej w branży jest przekonanych, że za 10 lat tradycyjne rozwiązania transportu publicznego mogłyby zostać zastąpione autonomicznymi pojazdami na żądanie.

Marcin Lipka: W ciągu roku nastąpi wyraźne osłabienie złotego

Złoty rok zaczął bardzo dobrze i to może być koniec dobrych informacji dla naszej waluty. Koniec silnego złotego może być bliski. Na wzrost wartości złotego wpływają przede wszystkim czynniki zewnętrzne. Właśnie one mogą już niebawem spowodować odwrócenie sytuacji – prognozuje Cinkciarz.pl.

Sytuacja w większości gospodarek Europy, przede wszystkim strefy euro, również wyraźnie się poprawiła. A lepsze warunki w Europie, a także większa stabilizacja polityczna, spowodowały istotne zwiększenie zainteresowania inwestorów, prowadząc do wzrostu napływu kapitału do tego regionu. Z samych funduszy obligacji z USA do rozwiniętych krajów Europy w 2017 r. napłynęło 15 mld dolarów, najwięcej od czterech lat (dane EPFR).
Z kolei na rynki obligacji krajów rozwijających się w minionym roku wpłynęło 70 mld dolarów, najwięcej od 13 lat, i o co najmniej 75 proc. więcej niż w poprzednich latach. W naturalny sposób zwiększyło to także popyt na złotego, walutę charakteryzującą się nieco większym ryzykiem i przez to większą stopą zwrotu dla inwestorów.

Kolejnym czynnikiem sprzyjającym walutom krajów rozwijających się, w tym złotemu, było osłabienie dolara. Przez ostatni rok euro zyskało do dolara ok. 16 proc. (złoty ok. 17 proc.). Spadek wartości dolara wywołał odpływ części kapitału z USA, który w dużej mierze napłynął do krajów wschodzących, znacznie wzmacniając tym samym złotego.

Jak prognozuje Cinkciarz.pl możemy jednak być świadkami końcówki okresu słabości dolara. W USA w tym roku scenariuszem bazowym są trzy podwyżki stóp procentowych, co z założenia powinno wspierać amerykańską walutę. Dodatkowo, obniżenie podatków już od początku tego roku najprawdopodobniej wywoła szybszy wzrost cen przez pryzmat m.in. zwiększonej konsumpcji i inwestycji, co być może spowoduje konieczność nawet czterech podwyżek stóp procentowych.

Z tego też względu prognozy zysków amerykańskich firm znacznie wzrosły, co już teraz pomogło osiągnąć historyczne rekordy głównych indeksów giełdowych w USA. Tylko w styczniu indeks największych 30 spółek zyskał blisko 6 proc.

Wzmacniający się dolar i zastopowanie silnego napływu kapitału do krajów wchodzących – to scenariusz, w którym złoty najprawdopodobniej będzie tracił i stopniowo oddalał się od obecnych wartości. Pomocy próżno też szukać w Polsce. Rada Polityki Pieniężnej nie jest skłonna podnosić stopy procentowe przed końcem bieżącego roku. Na ostatniej konferencji prasowej jej prezes, Adam Glapiński, zasugerował nawet, że mogą one również nie zostać podniesione na początku 2019 r. Brak wsparcia czynników zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych może zatem w coraz większym stopniu uprawdopodobniać osłabienie złotego w najbliższym czasie.

Badanie Salesforce: firmy powinny angażować się w sprawy społeczne, równouprawnienie i wyznawane wartości

Z badania przeprowadzonego przez Salesforce wynika, że nowoczesne firmy mają szansę wzmacniać swój wizerunek poprzez społeczne działania i stwarzanie w miejscu pracy równych szans w zakresie wynagrodzenia i rozwoju. Nagrodą jest wyższy zysk, lojalność klientów i większa efektywność pracowników.

Choć kluczowym czynnikiem rozwoju biznesu jest dziś technologia, z przeprowadzonego przez Salesforce badania wynika, że firmom nie wolno bagatelizować działań związanych ze społeczną odpowiedzialnością, zaangażowaniem na rzecz równości oraz wyznawanym przez siebie wartości. Jeżeli przedsiębiorstwo dba o swój wizerunek i chce być postrzegane jako nowoczesne, nie powinno skupiać się jedynie na osiąganiu biznesowych rezultatów. Ważne dla niego jest wykazywanie rzeczywistego zaangażowania w sprawy społeczne oraz dążenie do osiągnięcia równouprawnienia w miejscu pracy.

Raport Salesforce „The Impact of Equality and Values Driven Business” zawiera wynik badania przeprowadzonego w USA na grupie 1500 pełnoetatowych pracowników na stanowiskach kierowniczych w biznesie oraz administracji (nie ograniczano się do klientów Salesforce). Celem badania było ustalenie, jakie korzyści dla klientów, pracowników i samych firm wynikają z promowania kultury równości i działań prospołecznych oraz na ile współczesne firmy są zaangażowane na tym polu.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • Pracownicy, którzy wiedzą, że ich głos liczy się w pracy, prawie pięć razy częściej (4,6 razy) czują się zobowiązani do wykonywania swoich zawodowych zadań jak najlepiej.
  • Jeśli firma zapewnia pracownikom równe szanse, niemal cztery razy częściej (3,8 razy) pracownicy ci z dumą dla tej firmy pracują.
  • Pracownicy, którzy mają poczucie przynależności do swojej firmy, 5,3 razy częściej czują się zobowiązani do wykonywania swojej pracy jak najlepiej.
  • 80% konsumentów i pracowników uważa, że przedsiębiorstwa mają obowiązek wywierać pozytywny wpływ na społeczeństwo.
  • 11 z 14 ankietowanych kierowników wyższego szczebla stwierdziło, że promowanie równości staje się coraz ważniejsze w kulturze ich przedsiębiorstw.
  • 51% konsumentów jest bardziej lojalnych wobec marek, które dzielą się zyskiem ze społeczeństwem.
  • Tylko jedna trzecia kadry kierowniczej (36%) twierdzi, że ich firma aktywnie działa na rzecz większego równouprawnienia, a mniej niż połowa (44%) uważa, że angażuje się ona w działalność społeczną.

Nowoczesna firma kreuje wizerunek poprzez działania społeczne i kulturę wartości

Coraz częściej kadra kierownicza w firmach jest zwolennikiem budowania pozycji przedsiębiorstwa nie tylko poprzez dążenie do uzyskania jak najlepszych wyników finansowych, ale także poprzez działania społeczne i politykę promującą wartości istotne dla klientów i pracowników.

Jak wykazano w badaniu Salesforce, podejście oparte na wartościach współgra z wizerunkiem nowoczesnego biznesu i może zapewnić większą lojalność klientów, podnieść morale pracowników i pozytywnie wpłynąć na społeczności otaczające firmę. Zarówno klienci jak i pracownicy coraz częściej przy wyborze produktu czy też pracodawcy biorą pod uwagę nie tylko rozpoznawalność marki, czy oferowane wynagrodzenia, ale również działania społeczne właścicieli tych marek. Ponad 70% konsumentów oraz 82% potencjalnych inwestorów rozważających zakup danej organizacji twierdzi, że dzięki technologii zawsze mogą pójść do konkurencji lub dokonać zakupu w innym miejscu na świecie. Nic zatem dziwnego, że aż 80% managerów wyższego szczebla uważa, że firmy, także w trosce o podniesienie własnej konkurencyjności, mają obowiązek wywierać pozytywny wpływ na społeczeństwo.

W kwestii odpowiedzialności społecznej, a zwłaszcza równouprawnienia w miejscu pracy jest jednak jeszcze wiele do zrobienia. Na przykład tylko kierownictwo co czwartej firmy (25%) twierdzi, że ich firma dba o likwidację różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn.

Biznes i praca na rzecz społeczeństwa buduje lojalność wobec marki

Klienci, a zwłaszcza coraz bardziej wpływowe pokolenie millenialsów (urodzeni pomiędzy 1980 a 1995 rokiem), są bardziej lojalni wobec firm, które dzielą się z innymi swoimi zyskami. Według 58% millennialsów inwestycje we wsparcie społeczności mają duży wpływ na ich lojalność wobec danej marki. Większość (60%) twierdzi, że rozważałaby zmianę marki, jeśli firma będąca jej właścicielem. nie byłaby zaangażowana w sprawy społeczne. A zatem przedsiębiorstwa mają możliwość odróżnienia się od konkurencji dzięki większej aktywności w zakresie filantropii czy wolontariatu.

Mimo że klienci oczekują działań na rzecz społeczeństwa, mniej niż połowa kierownictwa firm twierdzi, że ich organizacje aktywnie prowadzą tego rodzaju działania. Tylko jedna trzecia angażuje się w publiczną politykę społeczną związaną z zapewnieniem równych praw obywatelom, rozwojem edukacji czy np. wspieraniem edukacji STEM (Science, Technology, Engineering and Mathematics). 

Działania na rzecz społeczności zyskują jednak coraz bardziej na znaczeniu. Z badań prowadzonych przez Salesforce wynika, że w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat społeczne zaangażowanie firm wzrosło. Coraz więcej przedsiębiorstw staje się rzecznikami społecznymi, partnerami rządów i organizacji non-profit oraz promotorami edukacji.

Zaangażowanie na rzecz równości a efektywność pracowników

Ważnym wnioskiem z badania Salesforce jest pokazanie, że rozwój kultury równości w miejscu pracy służy wzrostowi efektywności zatrudnionych. Kiedy pracownicy mają równe szanse i czują się doceniani w pracy, większe jest ich morale i wydajność. Poszanowanie praw pracowników staje się ważnym elementem budowania przewagi konkurencyjnej w rekrutacji i walce o talenty, stając się kluczowym wyróżnikiem najlepszych firm. Przedsiębiorstwa takie potrafią na dłużej związać ze sobą pracownika.

Aż 65% pracowników czuje dumę z pracy w przedsiębiorstwach, które promują integrację, zapewniają wszystkim równe szanse i dbają o likwidację zróżnicowania wynagrodzenia ze względu na płeć.

Jednak badanie wykazało też, że nierówności w miejscu pracy wciąż są problemem. Prawie połowa (49%) przedsiębiorców nie wierzy, że ich firmy zapewniają równe szanse pracownikom. Chociaż 80% kierownictwa twierdzi, że ich przedsiębiorstwo sprzyja kulturze integracji, to już tylko 43% uważa, że dba o jednakowe zarobki dla obydwu płaci.

Trzy kroki do biznesu opartego na wartościach

Według ekspertów Salesforce, firmy powinny zastosować zasadę trzech kroków, które zapewnią im lojalność klientów, przyciągną i zatrzymają najlepsze talenty oraz pozwolą wywierać korzystny wpływ na społeczeństwo.

  • Należy podążać za wartościami
    Demonstrowanie autentycznego zaangażowania społecznego wymaga jasnego określenia wartości. Choć ponad połowa szefów firm ankietowanych przez Salesforce stwierdziło, że ich firmy jednoznacznie definiują wartości i cele, do jakich zmierzają (poza zyskiem), tylko 40% uznało, że faktycznie się nimi kierują. Nie wolno więc jedynie zdefiniować wartości, ale przede wszystkim należy rzeczywiście zgodnie z nimi działać. Prowadzi to do osiągnięcia lepszej pozycji w kontakcie z klientami i pracownikami.
  • Należy stać się platformą pozytywnych zmian społecznych
    Firmy powinny podejmować współpracę z agencjami rządowymi, organizacjami non-profit i instytucjami edukacyjnymi, a także zabierać głos w ważnych tematach społecznych i wspierać tych, którzy nie mogą tego zrobić w swoim własnym imieniu. Takie inicjatywy są ważne dla biznesu, gdyż firmy zaangażowane społecznie również edukują i budują swój przyszły kapitał ludzki.
  • Należy tworzyć kulturę równości
    Zaangażowanie na rzecz równości i otwartości staje się konkurencyjnym wyróżnikiem dla firm pragnących przyciągnąć i zatrzymać nowe pokolenie talentów. Bycie otwartym, przejrzystym i aktywnym w promowaniu równości w miejscu pracy może zapewnić trwałe zaufanie pracowników.

Społeczne zaangażowanie polskich firm i jego wpływ na wyniki finansowe

W polskich firmach, poza dużymi przedsiębiorstwami, oddziałami wielkich korporacji oraz firmami z kapitałem zagranicznym, potrzeba działań społecznych oraz równouprawnienia w pracy wciąż nie jest sprawą wielkiej wagi, choć z roku na rok świadomość związana z budową wizerunku poprzez działania CSR (corporate social responsibility) poprawia się. W 2015 roku powstała kompleksowa publikacja, przygotowana przez Fundację CentrumCSR.PL oraz Monitoring Społecznej Odpowiedzialności Biznesu: „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria i praktyka”. Wynika z niej, że raport społeczny wydało tylko 15,4% ankietowanych firm. Najważniejszym aspektem związanym ze społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw w Polsce jest u nas ekologia. To kryterium spełniło aż 67,8% wszystkich badanych podmiotów. W znacznie mniejszym stopniu w politykę firm wpisane są prawa człowieka, W jakimś stopniu nawiązała do niech nieco więcej niż połowa (55,9%) podmiotów.

Z kolei w 2014 roku firma KPMG opublikowała raport „Społeczna odpowiedzialność biznesu: fakty i opinie. CSR oczami dużych i średnich firm w Polsce”, według którego choć 96% firm w Polsce uważa, że działania CSR są obowiązkiem biznesu, to jedynie 46% faktycznie je realizuje. Ważne jest jednak, że polskie firmy (77% przedstawicieli dużych i średnich przedsiębiorstw) zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że prowadzenie działalności biznesowej zgodnie z koncepcją CSR ma korzystny wpływ na wyniki finansowe przedsiębiorstwa. Może być to silny impuls do zwiększenia społecznego zaangażowania. Najczęściej wskazywaną potencjalną korzyścią z działań na tym polu była poprawa rynkowego wizerunku firmy (52%). Kolejne wskazywane korzyści to: wzrost akceptacji otoczenia (36%), wzrost zainteresowania ze strony kontrahentów (30%), wzrost sprzedaży (26%) oraz wzrost zainteresowania firmą wśród potencjalnych pracowników (24%).

Więcej danych z badania przeprowadzonego przez Salesforce:

Działania w jakie angażują się firmy:

  • prace społeczne – 44%
  • różnorodność i równość w środowisku pracy – 41%
  • wsparcie lokalnych szkół – 32%
  • polityka publiczna – 31%
  • równe prawa w społeczeństwie (w szerokim znaczeniu) – 28%
  • edukacja STEM / rozwój pracowników w tym kierunku – 26%

Odsetek przedstawicieli kierownictwa firm, zgadzających się / niezgadzających się z następującymi stwierdzeniami:

  Zgadzam się Nie zgadzam się
moja firma dba o wyrównanie dysproporcji płacowych pomiędzy płciami 75% 24%
mam możliwość czuć się autentycznym w pracy 74% 26%
moja firma ma pozytywny wpływ na społeczeństwo 73% 24%
moja firma sprzyja kulturze równości 70% 30%
moja firma zapewnia równe możliwości rozwoju wszystkim pracownikom 75% 20%

M.in. ze względu na zaokrąglenia nie wszystkie wartości procentowe w raporcie wynoszą 100%.

Dziś szacunki polskiego PKB

Eurodolar pozycjonuje się teraz – po siódmej rano 30 stycznia – na poziomie 1,2360. Wczoraj był momentami jeszcze niżej, potem wyżej, teraz znów osuwa się lekko na południe. W długoterminowym ujęciu można mówić o potwierdzaniu linii spadkowej, ciągnącej się od szczytów przy 1,60 – zakreślonych w roku 2008.

Przypomnijmy: wczoraj mieliśmy wypowiedź Petera Praeta z EBC o charakterze dość gołębim (w myśl której kwestia inflacji jest w Eurolandzie nadal niepewna i w związku z tym trzeba prowadzić ostrożną, luźną politykę monetarną), a do tego mieliśmy też przeciek medialny, według którego Bank nie utnie QE w nagły sposób, ale raczej przystąpi do stopniowego wygaszania procedury. To sygnały przeciwko sile euro, skłaniające do inwestowania w dolara. Ale oczywiście testem dla waluty amerykańskiej będzie przede wszystkim piątek, bo wtedy poznamy payrollsy, czyli dane z rynku pracy USA.

Pojutrze miernikiem sytuacji będą odczyty PMI dla przemysłu Strefy Euro i Stanów, a już jutro poznamy raport ADP, który też ma pewne znaczenie. Dziś z kolei mamy o 11:00 dynamikę PKB Strefy Euro za IV kw. 2017, prognozuje się +0,6 proc. k/k oraz +2,6 proc. r/r.

Prócz tego w dzisiejszym kalendarium: o 7:30 ujrzymy dynamikę PKB Francji za IV kw. 2017, natomiast o 9:00 indeks KOF ze Szwajcarii. Wtedy też przyjdzie czas na PKB Hiszpanii za IV kw. 2017. Przewidywania to +0,7 proc. k/k oraz +3,1 proc. r/r. O 14:00 Bank Węgier określi stopę procentową, zapewne utrzymując poziom 0,90 proc., w Niemczech zostanie zaś przedstawiona inflacja CPI i HICP. O 15:00 mamy indeks cen nieruchomości S&P/Case-Shiller z USA, zaś o 16:00 Conference Board zaufania konsumentów. O 16:30 publicznie wypowie się Mark Carney, szef Banku Anglii.

Polskie dane

O godzinie 10:00 w kalendarium przewidywany jest odczyt dotyczący polskiego PKB – w zasadzie chodzi o dane szacunkowe za rok 2017. Perspektywy tradycyjnie już są optymistyczne, tym razem to +4,5 proc. r/r.

Tymczasem złoty jest trochę osłabiony z powodu czynników globalnych, związanych z główną parą. Na ten przykład euro-złoty lokuje się już przy 4,15, a dolar-złoty pzy 3,3570. Tymczasem jeszcze niedawno na pierwszej z tych par kreślono mniej niż 4,13, zaś na drugiej mniej niż 3,31.

Tomasz Witczak
FMC Management

Setanta ASI S.A. stawia na projekty globalne

Setanta ASI S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, będąca Grupą Kapitałową (Jednostką Inwestycyjną) skoncentrowaną na trzech obszarach: projektach globalnych, projektach lokalnych oraz nieruchomościach, liczy na osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu z inwestycji w projekty mające realizować sprzedaż na rynkach zagranicznych. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajdują się obecnie cztery takie spółki,  które posiadają bardzo duży potencjał wzrostowy.

Projekty globalne, obok projektów lokalnych i nieruchomości, stanowią jeden z trzech filarów działalności inwestycyjnej Setanta ASI S.A. Spółki te zostały bardzo wnikliwie wyselekcjonowane i realizują innowacyjne projekty w skali globalnej, a docelowo ich sprzedaż ma być skoncentrowana na rynkach zagranicznych. Strategia Emitenta zakłada, że podmioty te mają umożliwić osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu przy odpowiednio podwyższonym poziomie ryzyka. Setanta ASI S.A. posiada aktualnie w swoim  portfelu inwestycyjnym cztery spółki o globalnym potencjale rozwoju: MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A. Zdaniem Zarządu Setanta ASI S.A. wszystkie te projekty mają przed sobą ogromne perspektywy i za kilka lat mogą osiągnąć sukces w skali światowej.

„Dokonując wyboru projektów globalnych zwracaliśmy szczególną uwagę na ich skalowalność na rynkach zagranicznych. Wszystkie cztery spółki, czyli MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A. taką cechę posiadają. Ponadto każda z nich ma zapewnioną kompetentną kadrę menadżerską. Aktualnie jedynym poważnym wyzwaniem dla tych spółek jest kwestia pozyskania odpowiedniego finansowania. Jako akcjonariusz i udziałowiec wspieramy spółki w tym zakresie. Ich dynamiczny rozwój może mieć bowiem znaczący wpływ na wyniki finansowe i wartość spółki Setanta.” – podkreśla Konrad Szwedziński, Członek Zarządu Spółki Setanta ASI S.A.

Jednym z najbardziej perspektywicznych podmiotów znajdujących się w portfelu Setanty jest Grupa City Inspire zajmująca się realizacją innowacyjnych przedsięwzięć w obszarze e-turystyki i posiadająca dwa flagowe produkty – aplikację SaaS StayForLonger przeznaczoną dla hoteli oraz internetowe przewodniki dla turystów CityInspire.com. Spółka ma bardzo ambitne cele i chce stać się globalnym graczem w swojej niszy rynkowej. Obecnie City Inspire S.A. przeprowadza kampanię crowdfundingową na platformie beesfund.com, a pozyskane środki przeznaczy na zwiększenie sprzedaży na rynku w Polsce oraz rozpoczęcie sprzedaży na rynkach zagranicznych, co przybliży ją do realizacji planów związanych z ekspansją międzynarodową. Spółka planuje także zadebiutować w drugiej połowie bieżącego roku na rynku NewConnect, dzięki czemu będzie w stanie wzmocnić rozpoznawalność swojej marki.

Ważnym aktywem w portfelu inwestycyjnym Setanta ASI S.A. jest Spółka MODE S.A. notowana na rynku NewConnect od marca 2012 r. Posiada ona niezwykle wysoki potencjał wzrostu, bowiem działa w niszy rynkowej i konsekwentnie umacnia swoją pozycję w branży. MODE S.A. to producent wysokiej jakości nowatorskich rozwiązań służących do automatycznego generowania fotografii produktów oraz ich prezentacji obrotowych, które mogą w najbliższych latach stać się marketingowym standardem.

Spółki City Inspire i MODE są naszymi najbardziej obiecującymi spółkami portfelowymi. Podoba nam się to, że działają w niszach, w których nie mają znaczącej konkurencji         i jednocześnie dzięki swojemu doświadczeniu oraz bazie produktowej i rynkowym relacjom posiadają przewagę nad potencjalnymi naśladowcami. Zarząd City Inspire pracuje aktualnie nad rundami finansowymi, które mają zapewnić spółce niezbędne środki do skokowego zwiększenia sprzedaży. Natomiast spółka MODE z sukcesami koncentruje się na dostępnych dotacjach na badania i rozwój, dzięki którym ma szansę na dołączenie do globalnych liderów w jej segmencie.” – zakończył Konrad Szwedziński.

Zarząd Setanta ASI S.A. wiąże duże nadzieje z PRIDE Gaming, które działa w niezwykle perspektywicznej branży esportu i jest profesjonalną organizacją sportów elektronicznych oraz prowadzi m.in. drużynę Counter Strike: Global Offensive – Mistrzów Polskiej Ligi Esportowej, a także Zdobywców Pucharu Polski. Rynek esportu należy do najszybciej rozwijających się w Europie i stoi przed dobrymi perspektywami do dalszego dynamicznego wzrostu w kolejnych latach. PRIDE Gaming posiada niezbędne kompetencje, które mogą pozwolić na globalną ekspansję.

Natomiast Excelead S.A. jest autorem dwóch innowacyjnych narzędzi pro-sprzedażowych dla firm – Calltracker i Clientel. Konkurencja w tej branży jest niewielka, a grupa docelowa klientów bardzo szeroka, co stanowi o dużym potencjale tego projektu. Dzięki planowanej sprzedaży na rynkach zagranicznych Excelead S.A. zamierza zwielokrotnić przychody ze sprzedaży, a dynamika ich wzrostu w latach 2017-2019 ma wynieść zgodnie z szacunkami ponad 100% rocznie.

Setanta ASI S.A. w ramach segmentu projektów lokalnych posiada również w swoim portfelu inwestycyjnym akcje lub udziały w spółkach: Kantoris Sp. z o.o., Mennica Skarbowa S.A., XSystem S.A., Tax4u Sp. z o.o., Clean Energy Venture S.A. oraz Zachodniopomorski Zespół Elektrowni Sp. z o.o. Natomiast w segmencie nieruchomości prowadzonym przez Emitenta (usługi i niszowe inwestycje), który ma odpowiadać przede wszystkim za bezpieczeństwo portfela, funkcjonują dwa podmioty: Piaseczno Park Sp. z o.o. oraz Warsaw Properties Sp. z o.o. Pierwszy z nich przygotowuje realizację wielorodzinnego budynku mieszkalnego zlokalizowanego w Piasecznie. Z kolei Warsaw Properties Sp. z o.o. zajmuje się świadczeniem usług dla inwestorów prowadzących inwestycje na lokalnym rynku nieruchomości, przede wszystkim doradztwa przy wyszukiwaniu projektów inwestycyjnych, przeprowadzania transakcji, zarządzania nabytymi nieruchomościami, a także działalnością remontowo-wykończeniową.

W czerwcu 2017 roku Setanta ASI S.A. przystąpiła do Programu Wspierania Płynności. Spółka złożyła również wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego o wpis do rejestru wewnętrznie zarządzających ASI.

Przecena obligacji

Wall Street jest w euforycznej, hiperbolicznej fazie hossy i nie reaguje na raporty kwartalne spółek (jeśli są słabe) oraz na dane makro (jeśli nie potwierdzają szybkiego wzrostu gospodarczego), ale my musimy na to spoglądać.

W poniedziałek opublikowany został raport o dochodach/wydatkach Amerykanów w grudniu, ale miało to znikomy wpływ na nastroje. Dowiedzieliśmy się, że dochody i wydatki wzrosły o 0,4% m/m (oczekiwano wzrostu dochodów o 0,3%, a wydatków o 0,4 %).

Najwięcej uwagi jednak skupiały wydarzenia na rynku obligacji. Rentowności na całym świecie całkiem mocno rosły. W USA wróciły do poziomu sprzed 4 lat, w Niemczech sprzed 2 lat. Wzrosły też na przykład w Polsce.

Ucieczka kapitałów z rynku obligacji może nawet pomagać akcjom (kapitał gdzieś musi szukać miejsca), ale jeśli rentowności będą zbyt wysokie to rynkowe stopy procentowe mogą obóz byków na rynku akcji wystraszyć. To jednak jeszcze nie jest ten poziom. W USA musiałyby przekroczyć trzy procent, żeby inwestorzy zaczęli się niepokoić (obecnie około 2,7% na obligacjach dziesięcioletnich).

Dla Wall Street ważne mogło być to, że przed sesją kilka dużych spółek opublikowało wyniki kwartału, co nieznacznie wpłynęło na zachowanie rynku akcji. Indeksy giełdowe trzymały się przez całą sesję tuż pod poziomem neutralnym. W końcu sesji doszło jednak do pogłębienia spadków.

S&P 500 stracił 0,67%, a NASDAQ 0,52%. Po długiej fali wzrostowej taka realizacja zysków była czymś normalnym i teoretycznie trudno uznać tą sesję za początek większej korekty, ale zachowanie rynków azjatyckich i kontraktów na amerykańskie indeksy (mocne spadki) we wtorek rano sygnalizuje, że rynki z chęcią by taką korektę zobaczyły.

W poniedziałek GPW rozpoczęła sesję podobnie jak inne giełdy europejskie, czyli neutralnie. Co prawda WIG20 szybko zabarwił się na czerwono, ale nie miało to znamion prawdziwego ataku podaży. Nasz indeksy blue chipów był jednak wyraźnie słabszy od innych indeksów europejskich.

Ta słabość doprowadziła przed rozpoczęciem sesji na Wall Street do wyłamania indeksu ze stabilizacji w dół. Było to załamanie niesprowokowane tym, co działo się na innych giełdach. Końcówka była nieco lepsza, ale WIG20 stracił 0,27%. Lepiej zachowały się indeksy mniejszych spółek – MWIG40 i SWIG80 zakończył dzień neutralnie.

Wczorajsze zakończenie sesji w USA oraz na GPW nie daje sygnałów, w którym kierunku dzisiaj pójdzie nasza giełda. Muszę powtórzyć to, co już pisałem w poniedziałek: najlepsze by było, gdyby nasz rynek wszedł w trend boczny w oczekiwaniu na amerykańską korektę. Początek sesji może być jednak dla posiadaczy akcji niekorzystny, bo nastroje na świecie zrobiły się bardzo „niedźwiedzie”.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Złoty odreagowuje ostatnie umocnienie

Rentowności obligacji skarbowych rosną wraz z solidnymi danymi makro. Złoty odreagowuje ostatnie umocnienie. W poniedziałek kurs EURPLN zbliżył się do poziomu 4,15.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym przyniósł niewielkie osłabienie złotego (kurs EURPLN podszedł pod 4,15 wobec 4,13 testowane zaraz po otwarciu sesji), do czego przyczyniła się stabilizacja kursu EURUSD w okolicach 1,24 pod koniec sesji europejskiej przekształcająca się już w wyraźną aprecjację dolara. Po silnych ruchach w ostatnich dniach (w zeszłym tygodniu złoty osiągnął najwyższy poziom wobec euro od lipca 2015 roku, a wobec dolara od października 2014 roku) korekta wręcz prosiła się. Zmiany na złotym nie są jednak duże, inwestorzy koncentrują się na wtorkowej publikacji PKB dla Polski za 2017 (ekonomiści PKO zakładają wzrost o 4,6% wobec 4,5% szacowanych przez rynek) oraz czwartkowych danych dla styczniowego PMI i publikacji protokołu ze styczniowego posiedzenia RPP. W międzyczasie na rynek napłyną ważne informacje ze świata (w tym: inflacja bazowa PCE i raport NFP z USA oraz decyzje Fed dot. polityki monetarnej). W tym tygodniu prezydent D. Trump wygłosi też w Kongresie swoje coroczne orędzie, w którym będzie zapewne chciał w jak najlepszym świetle przedstawić perspektywy dla gospodarki amerykańskiej i nawiąże do ostatniej reformy podatkowej. Również J. Yellen (ostatni raz w roli prezesa Fed) powinna potwierdzić dobry stan gospodarki podczas kończącego się w środę posiedzenia amerykańskiego banku centralnego i nie jest wykluczone, że nakreśli plany odnośnie marcowej podwyżki stóp, która przez rynek jest obecnie wyceniana w ponad 80%, a tym samym może wzmocnić zaufanie inwestorów do dolara. Dolar stanie więc przed szansą na dalszy wzrost względem głównych walut, co powinno deprecjonująco wpływać na złotego. Jednakże PLN w najbliższych dniach pozostawać może jednocześnie pod pozytywnym wpływem wspomnianych publikacji krajowych. Raporty potwierdzające mocne fundamenty polskiej gospodarki, mogą więc ograniczać potencjalnie możliwą skalę przeceny naszej waluty.

Na rynku stopy procentowej początek nowego tygodnia stanowił kontynuację trendu wzrostowego rentowności obligacji. Na krajowym rynku stopy w dalszym ciągu dochodzi do wzrostu nachylenia krzywej dochodowości, gdzie krótki koniec krzywej utrzymywany jest nisko w związku z gołębią retoryką RPP (na zmianę której ciężko liczyć w minutes ze styczniowego spotkania, które zostaną opublikowane w czwartek). Z kolei rentowności papierów z dłuższym terminem do wykupu przekroczyły 2,75% w przypadku 5-letnich oraz 3,50% dla 10-letnich, na co w dużym stopniu wpływ mają czynniki zagraniczne. Lokalnie, rentowności obligacji znajdują się też pod wpływem danych gospodarczych, gdzie oczekiwane przyspieszenie PKB w 2017 r. (z 2,9% w 2016 r.) daje paliwo do ich wzrostu. W najbliższym czasie czynnikiem powstrzymującym dalsze przesunięcie się krzywej dochodowości w górę może być wyhamowanie wzrostu inflacji, gdzie w grudniu polskie CPI spadło do 2,1% r/r z 2,5%. Wraz z brakiem publikacji flasha za styczeń przez GUS (w związku ze zmianą koszyka wag), uwagę będą przyciągały wtorkowe dane z Niemiec, gdzie oczekuje się, że CPI za styczeń utrzyma poziom 1,6% r/r.

Na rynkach globalnych przecena obligacji przekraczająca 5pb była kierowana oczekiwaniami na działania władz monetarnych. Zeszłotygodniowe posiedzenie EBC nie rozwiało oczekiwań na normalizację polityki monetarnej w strefie euro, a obecnie pierwsza podwyżka stóp procentowych jest już w pełni wyceniona w pierwszym kwartale 2019 roku. W takim otoczeniu zmniejsza się pula aktywów z ujemnymi rentownościami, gdzie niemieckie obligacje 5-letnie po raz pierwszy od ponad 2 lat znalazły się powyżej 0%. Zdecydowanie wyżej znajdują się też notowania rentowności obligacji w USA, gdzie 10-letnie papiery przekroczyły poziom 2,70%. Przecenie papierów towarzyszy rosnąca liczba zajmowanych przez inwestorów krótkich pozycji w kontraktach na amerykańskie papiery skarbowe. pobrane (2)Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Jak e-zwolnienia lekarskie wpłyną na zarządzanie absencją chorobową w firmach?

Zaświadczenia lekarskie w formie elektronicznej mają pozwolić pracodawcom na szybsze uzyskanie informacji o zwolnieniach wystawianych pracownikom na formularzach ZLA i ich długości. Może to z korzyścią wpłynąć na organizację pracy, jednak nie rozwiązuje najważniejszych problemów związanych z chorobowymi.

Zmiany na plus

Wprowadzenie e-zwolnień niesie ze sobą pozytywne zmiany w procesie przyznawania zwolnień chorobowych. Jest on zdecydowanie sprawniejszy. Wystawianie e-ZLA, zajmuje lekarzowi znacznie mniej czasu niż wypisanie papierowego zwolnienia. W większości niezbędne do jego wypełnienia dane są automatycznie pobierane z systemu albo wybierane z listy. Następnie dokument trafia do ZUS i na profil PUE płatnika a pacjent nie ma obowiązku dostarczenia zwolnienia do pracodawcy w terminie 7 dni.

Z punktu widzenia pracodawcy e-ZLA pozwolą od razu kontrolować krótkotrwałe zwolnienia czyli te, które są największą bolączką pracodawców. Dla nas również jest to zmiana na lepsze ponieważ usprawni komunikację z przedsiębiorstwami, przez co szybkość działania będzie zdecydowanie większa. Proces kontroli rozpoczniemy wówczas natychmiastowo – komentuje  Mikołaj Zając z firmy konsultingowej Conperio, specjalizującej się w audycie absencji chorobowej. – Uruchomienie systemu elektronicznych zwolnień lekarskich pozwoli też na przypisanie e-ZLA do konkretnych lekarzy. Umożliwi to likwidowanie patologii takich jak handel zwolnieniami. Łatwiej będzie też zidentyfikować tzw. „generatorów zwolnień” czyli lekarzy wypisujących zwolnienia na dużą skalę – dodaje Zając.

Gdzie faktycznie przebywa chory?

Przy wielu korzystnych zmianach, które mają nastąpić, ekspert Conperio zwraca jednak uwagę na istotny fakt. – Wprowadzane zmiany nie rozwiązują największego problemu związanego ze zwolnieniami chorobowymi, jakim jest kwestia przypisania adresu pobytu w trakcie choroby do dokumentu e-ZLA. Umożliwiłoby to faktyczną weryfikację tego czy pracownik przebywa na zwolnieniu zgodnie z zaleceniami lekarza. Za wskazanie niewłaściwego miejsca pobytu w trakcie choroby nie ma żadnej odpowiedzialności. Zwolnienie chorobowe jest dokumentem na podstawie którego pracodawca wypłaca wynagrodzenie i jeśli zawiera on nieprawidłowe dane teoretycznie można byłoby go uznać za niewiążący. Obowiązujące przepisy nie regulują jednak tego w jaki sposób należy traktować zwolnienia z błędnymi danymi i w praktyce sposób w jaki zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec pracownika leży po stronie pracodawcy.

Pracodawcy pozostawieni sami sobie

Za cyfryzacją obiegu dokumentów powinny również pójść zmiany systemowe. Pracodawca zyska możliwość szybszego zweryfikowania zwolnienia chorobowego, jednak w dalszej perspektywie jest on pozostawiony sam sobie. W skali kraju ZUS dysponuje garstką kontrolerów terenowych, stanowiących kroplę w morzu potrzeb pracodawców. Rzeczywistość jest taka, że konsekwencje wobec pracowników, którzy przebywają na nieuczciwych zwolnieniach mogą efektywnie wyciągać jedynie pracodawcy. Niewielu jest jednak takich, którzy są do tego przygotowani. Brakuje im przede wszystkim  odpowiednich narzędzi i pomocy prawnej.

Hakerzy mogą kopać kryptowaluty na naszych komputerach i telefonach

Rosną nam rachunki za prąd, nasz komputer działa wolniej a smartfon się przegrzewa – to może oznaczać, że nasze urządzenia działają dla hakerów. Mogą nawet być wykorzystywane do kopania kryptowalut. Takie szkodliwe aplikacje są szczególnie niebezpieczne dla telefonów. Jeden ze złośliwych programów potrafi doprowadzić do uszkodzenia telefonu lub wybuchu baterii.

Badacze z Kaspersky Lab zidentyfikowali nowy, nietypowy szkodliwy program dla Androida — Loapi. Trojan posiada zaawansowaną budowę modułową, co pozwala cyberprzestępcom na niemal nieograniczone dodawanie nowych funkcji — od kopania kryptowalut po przeprowadzanie ataków DDoS. W niektórych przypadkach, najprawdopodobniej w wyniku błędu cyberprzestępców, szkodnik generuje tak duże obciążenie zainfekowanego smartfona, że może dojść do jego fizycznego uszkodzenia w wyniku deformacji baterii.

Loapi rozprzestrzenia się poprzez fałszywe kampanie reklamowe, w których szkodnik udaje program antywirusowy lub aplikacje dla dorosłych. Po zainstalowaniu trojan upomina się o uprawnienia na poziomie administratora, a gdy zostaną one przyznane, szkodnik po cichu inicjuje komunikację z serwerem cyberprzestępczym, by pobierać dalsze szkodliwe moduły.

Na chwilę obecną architektura trojana obejmuje między innymi następujące moduły:

  • Moduł Adware — stosowany do agresywnego wyświetlania reklam na urządzeniu użytkownika.
  • Moduł SMS — używany przez szkodliwy program do wykonywania rozmaitych operacji z wiadomościami tekstowymi.
  • Moduł subskrypcji płatnych usług premium — wykorzystywany do ukradkowego subskrybowania płatnych usług bez wiedzy użytkownika. Moduł SMS ukrywa wiadomości przed użytkownikiem, odpowiada na nie, jeżeli zajdzie taka potrzeba, i usuwa wszystkie ślady dodawania nowych subskrypcji.
  • Serwer proxy — pozwala atakującym na wysyłanie żądań HTTP z użyciem połączenia internetowego zainfekowanego urządzenia. Moduł ten może być wykorzystywany np. do przeprowadzania ataków DDoS.
  • Koparka kryptowaluty Monero — służy do kopania kryptowaluty Monero (XMR) na zainfekowanym urządzeniu bez wiedzy użytkownika.

Poza rozbudowanym zestawem funkcji Loapi posiada możliwości pozwalające mu na aktywne zabezpieczanie się przed usunięciem. Gdy użytkownik spróbuje wycofać nadane uprawnienia na poziomie administratora, szkodnik blokuje ekran urządzenia i zamyka okno. Dodatkowo Loapi pobiera z serwerów cyberprzestępczych listę aplikacji, które mogą być dla niego niebezpieczne, takich jak rozwiązania bezpieczeństwa. Po odnalezieniu w systemie aplikacji z tej listy trojan wyświetla fałszywy komunikat z informacją o wykryciu szkodliwego programu i oferuje użytkownikowi możliwość usunięcia go. Komunikat jest zapętlony, co oznacza, że nawet gdy użytkownik odmówi usunięcia aplikacji, wiadomość będzie się pojawiać w dalszym ciągu.

Badacze dokonali jeszcze jednego interesującego odkrycia: podczas przeprowadzania testów na losowo wybranym smartfonie z Androidem Loapi wygenerował tak duże obciążenie, że gwałtowny wzrost temperatury spowodował deformację baterii. Jest mało prawdopodobne, że twórcy trojana świadomie zastosowali taką funkcję, ponieważ zależy im przede wszystkim na zarobieniu jak największej ilości pieniędzy, a do tego szkodnik musi działać w zainfekowanym urządzeniu tak długo, jak to możliwe. Jednak błędy w optymalizacji szkodliwego kodu doprowadziły do powstania tego nieoczekiwanego, fizycznego „wektora ataku”, który może doprowadzić do poważnych uszkodzeń, a nawet zniszczenia zainfekowanego urządzenia.

– Loapi jest nietypowym przykładem zagrożenia dla Androida, ponieważ cyberprzestępcy zaszyli w nim niemal wszystkie możliwe szkodliwe funkcje. Powód takiego działania jest dość oczywisty — znacznie łatwiej raz zainfekować urządzenie rozbudowanym trojanem i później wykorzystywać je do różnych szkodliwych działań w celu zarobienia pieniędzy, niż atakować systemy kilkukrotnie różnymi szkodliwymi aplikacjami. Niespodziewanym zagrożeniem generowanym przez trojana jest ryzyko fizycznego uszkodzenia, a nawet zniszczenia zainfekowanego urządzenia — powiedział Nikita Buczka, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, Kaspersky Lab.

Loapi może być powiązany z innym trojanem dla Androida — Podec. Tuż po infekcji obydwa szkodliwe programy pobierają podobne informacje z serwerów cyberprzestępczych, a ponadto stosują zbliżone metody ukrywania swojej obecności w systemie.

Stabilizacja i zasady – tym najskuteczniej zmotywujesz Polaka

To, co motywuje jedną osobę, inną może zniechęcić do działania. Według badań Polacy są mocno przywiązani do zasad i cenią sobie stabilizację emocjonalną, a odczuwają niską potrzebę konkurowania. Austriaków najbardziej motywuje chęć zdobywania wiedzy, za to Finowie chcą delektować się posiłkami, być aktywni fizycznie i osiągać wysoki status społeczny. W kwestii zachęty do działania różnimy się jednak nie tylko jako narody. Jak poznać wewnętrzną motywację swoją oraz pracowników i jak może to pomóc w rozwoju zespołu?

Choć istnieją pewne tendencje najsilniejszych motywatorów dostrzegalne wśród mieszkańców poszczególnych państw, tę kwestię tak naprawdę należy rozpatrywać jako indywidualną dla każdego człowieka, wynika bowiem nie tylko z uwarunkowań kulturowych i społecznych, ale i z naszych genów, jak oraz życiowych doświadczeń. Nie należy wartościować tych motywatorów, bo każdy z nas jest odrębną jednostką, która posiada swój unikalny zestaw cech i wartości, wyzwalających naturalną motywację. Poznanie tego, co sprawia, że nam czy członkom naszego zespołu chce się podejmować określone działania, jest bardzo istotne nie tylko pod kątem własnego rozwoju osobistego, ale i z perspektywy zarządzania pracą innych osób – zauważa Łukasz Przybylski, trener biznesu z firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland.

Polacy lojalni wobec zasad

Według badań najważniejszym motywatorami dla Polaków jest potrzeba stabilizacji emocjonalnej, co nieraz przejawia się ostrożnością, skoncentrowaniem na przyszłości, ale i strategicznym postępowaniem. Wysoko cenimy sobie także lojalność wobec zasad, którą często wyrażamy zachowując się moralnie w danych sytuacjach niejako w naturalny sposób. A co w ogóle na nas nie działa? Spośród 23 krajów, w których zebrano i zestawiono wyniki badań Reiss Motivation Profile, określających profile motywacyjne, to właśnie w Polsce najsłabiej pobudza nas do działania chęć rewanżu, nasza potrzeba konkurowania oraz współzawodnictwa jest więc dość ograniczona.

Jak w tym samym badaniu wypadają inne kraje? Dla przykładu Austriaków najbardziej zachęca potrzeba zdobywania wiedzy, a w dalszej kolejności również uporządkowanego otoczenia oraz klarownych zasad, a także kontaktów społecznych, za to najmniej – potrzeba przebywania w pięknym otoczeniu. Finowie odczuwają natomiast silną potrzebę delektowania się posiłkami, uprawiania aktywności fizycznej i osiągnięcia wysokiego statusu społecznego, potrzeba posiadania i gromadzenia rzeczy oddziałuje na nich za to najmniej. – W kwestii bodźców do podjęcia aktywności różnimy się nie tylko ze względu na kraj, w którym żyjemy, ale i między płciami – do kobiet najbardziej przemawiają takie wartości jak wrażliwość na estetykę, akceptacja czy idealizm, do mężczyzn zaś – władza, aktywność fizyczna czy rewanż – mówi Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland.

Jedzenie vs idealizm

Pomimo pewnych ogólnych tendencji, motywacja to bardzo indywidualna kwestia – jednych do działania przekona chęć zyskania uznania, następnych szczytna idea lub ciekawość, a dla kolejnych motorem napędowym będzie na przykład wrażliwość na estetykę, potrzeba spokoju albo przeciwnie – rewanżu bądź władzy. Jeszcze inne działania wyjaśni za to chęć… delektowania się posiłkiem. Uświadomienie sobie tego, co w nas i członkach naszego zespołu wyzwala chęci do podejmowania starań i uwzględnianie tych preferencji w codziennych aktywnościach pomoże w rozwijaniu naturalnych predyspozycji i osiąganiu spełnienia zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej. – Pracodawcy powinni mieć na uwadze, że motywacja wewnętrzna jest długotrwała, warto ją pobudzać, bo przekłada się na satysfakcję członków zespołu, a zarazem ich zaangażowanie. Pracownicy muszą jednak czuć, że przełożony szczerze interesuje się tym, co jest dla nich ważne i w miarę możliwości uwzględnia to planując pracę oraz ich rozwój – zauważa Łukasz Przybylski. Dla przykładu osoba, u której dominuje potrzeba porządku, ceni sobie przejrzystość struktury organizacji i zasad, a także planowanie, dba o szczegóły i przygotowuje listy zadań bardzo skrupulatnie. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że może przywiązywać zbyt dużą wagę do szczegółów, przez co, choć projekty jej powierzone najprawdopodobniej będą wykonane bardzo dokładnie, ich realizacja może trwać zdecydowanie dłużej niż u innych. – Menedżer, który zauważy u pracownika silną potrzebę uporządkowania, powinien docenić jego skrupulatność i zaangażowanie w poszczególne zadania i starać się przypisywać mu aktywności wymagające tych cech. Równocześnie jednak warto, aby pomógł podwładnemu w nauce wyznaczania priorytetów. Dzięki temu dany członek zespołu będzie mógł poświęcić więcej czasu na działania najważniejsze zarówno dla rozwoju własnego, jak i całej organizacji – zauważa Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland. Jeżeli za to pracownik działa nieco chaotycznie, ale jednocześnie bardzo kreatywnie, dobrze docenić jego pomysłowość i otwartość na nowe rozwiązania, motywować na przykład poprzez zadania wymagające nieszablonowego podejścia i umożliwienie elastyczności w działaniu. Równocześnie jednak warto pomóc mu w realnej ocenie tego, ile projektów i zadań będzie w stanie zrealizować w danym czasie, szczególnie kiedy terminy ich realizacji się zazębiają. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że pomimo początkowych deklaracji i szczerych chęci, osoba, która działa bez planu i pod wpływem chwili, zacznie zajmować się na raz kilkoma zadaniami i w rezultacie może mieć problem z doprowadzeniem do końca jednego, a czasem i wszystkich zobowiązań.

Wyzwania dla pracodawców

Odwoływanie się do wartości, które nie są istotne dla pracowników, może przynieść efekt odwrotny do zamiarów przełożonego – poczują oni bowiem, że coś im się narzuca, co może wywołać ich opór. Podobnie zarządzanie zespołem w oparciu jedynie o motywatory zewnętrzne na dłuższą metę zwykle się nie sprawdza. Nawet jeśli benefity są coraz bardziej wartościowe, taki system może doprowadzić do wypalenia zawodowego. Niektórzy menedżerowie wychodzą też z założenia, że aby zachęcić zespół do działania, wystarczy charyzma i motywacyjna przemowa. – Warto uświadomić sobie, że każdego motywuje co innego i dopiero poznanie tych indywidualnych preferencji daje szansę na dopasowanie odpowiedniego sposobu zachęcania danego pracownika czy grupy, a także odpowiednie przydzielanie zadań zgodnych z talentami oraz potrzebami tych osób – zauważa Łukasz Przybylski. Dlatego też menedżerowie coraz częściej sięgają po pomagające w tym narzędzia. Jednym z nich jest badanie profilu motywacyjnego w oparciu o dorobek prof. Stevena Reissa, który wyznaczył 16 głównych motywatorów ludzkich działań. Specjalny test określa ich indywidualne natężenie, a na bazie jego wyników można sprecyzować priorytety i wartości danej osoby. – Uwzględniając indywidualne preferencje i system wartości członków zespołu, menedżer powinien starać się stwarzać takie warunki pracy, aby wzbudzać wewnętrzną, naturalną motywację pracowników. Z jednej strony pomaga im to w osiągnięciu satysfakcji oraz poczucia sensu płynącego z realizacji swoich wartości i zaspokajania swoich potrzeb, a równocześnie prowadzi do większego zaangażowania – podsumowuje Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland.

Branża alkoholowa utopiona w długach

Branża alkoholowa pod względem terminowych płatności wypada dwa razy gorzej niż ogół polskich firm. Najwięcej niesolidnych płatników, aż 30 proc., można znaleźć wśród producentów cydru i win owocowych, w najsłabszej kondycji finansowej znajduje się najwięcej sklepów monopolowych – widać w BIG InfoMonitor oraz Bisnode Polska. W procentowym biznesie nie jest dobrze, choć Polacy nie unikają piwa czy wódki. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) rocznie każdy z nas wypija 10,3 l alkoholu. Więcej spożywają jedynie Litwini – 18,2 l i Białorusini. Polska razem z Rosją zajmuje czwartą pozycję.

Wyniki WHO potwierdzają badania Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, według nich Polska znajduje się wśród krajów, w których spożycie alkoholi wysokoprocentowych (blisko 30 proc.) należy do najwyższych w Europie, konkurujemy pod tym względem z Bułgarią, Rumunią, Litwą, Estonią, Francją i Hiszpanią. Jesteśmy też na pierwszym miejscu wśród narodów, które uważają, że alkohol jest w naszym kraju łatwo dostępny, uważa tak 60 proc. badanych i jesteśmy przekonani, że tak powinno być. Jesteśmy w czołówce krajów przeciwnych restrykcjom w sprzedaży alkoholu. Nie widzimy też potrzeby ograniczenia dostępności do alkoholu, np. poprzez zwiększenie ceny czy zmniejszenie liczby sklepów oferujących napoje wyskokowe.

Co dziesiąta firma ma na koncie niezapłacone na czas faktury czy kredyty

Jeśli chodzi o popyt, warunki dla działalności, branża alkoholowa (produkcja, handel hurtowy i handel detaliczny napojami alkoholowymi) ma nad Wisłą idealne. Coś jest jednak nie tak, bo dane z baz BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że niesolidnym płatnikiem wobec dostawców towarów i usług czy też banków jest aż co dziesiąta firma – 10 proc. czyli prawie dwa razy więcej niż ogólnie (średnia dla wszystkich wynosi, 5,4 proc.).

Branża alkoholowa utopiona w długach

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

– Widać tu pewną prawidłowość, o ile przedstawiciele branży starają się utrzymać dyscyplinę w obsłudze kredytów, tak już w relacjach z kontrahentami, gdzie w sumie wchodzą w grę mniejsze kwoty jest znacznie gorzej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Statystyki nie pozostawiają wątpliwości, że firmy sprzedające z odroczonym terminem płatności usługi czy towary, na rzecz produkujących alkoholem i handlujących nim, powinni być ostrożni – dodaje.

Według danych zgromadzonych w bazach BIG InfoMonitor i BIK, co najmniej 60-dniowe opóźnienia w płatnościach na minimum 500 zł, ma 1 112 firm z branży alkoholowej na 11 tys. widniejących w CEiDG, KRS i rejestrze spółek cywilnych. Wśród dłużników z branży alkoholowej prawie 70 proc. zalega swoim partnerom biznesowym, a 30 proc. instytucjom finansowym. Łącznie chodzi o kwotę 148 mln zł. Średnia zaległość jednego przedsiębiorstwa z branży alkoholowej wynosi ponad 133 tys. zł.

Branża alkoholowa utopiona w długach 2

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Sytuacja z terminowym opłacaniem zobowiązań różni się w zależności od charakteru działalności. U producentów kwota zaległości jest najniższa – 26,1 mln zł, ale to produkcja oraz sklepy monopolowe (prawie 74 mln zł zaległości) wypadają najsłabiej jeśli chodzi o solidność płatniczą. Nie płaci tu niemal co ósma firma (12 proc.) Szczególnie źle jest wśród producentów cydru i win owocowych, gdzie prawie co trzeci producent ma na koncie nieuregulowane rachunki, faktury czy raty kredytów. Lepiej od producentów i sklepów prezentują się hurtownie alkoholu z 9 proc. odsetkiem firm z zaległościami, chociaż kwota zadłużenia jest całkiem spora, bo wynosi 48,1 mln zł.

Branża alkoholowa utopiona w długach 3

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Czy zmiany przepisów pogorszą sytuację małych sklepów?

Według PARPA jesteśmy w czołówce krajów przeciwnych restrykcjom w sprzedaży alkoholu. Nie widzimy potrzeby ograniczenia dostępności do alkoholu poprzez zwiększenie ceny czy zmniejszenie liczby sklepów oferujących napoje wyskokowe. Jednak rząd jest innego zdania. Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która weszła w życie od tego roku zakłada m.in. możliwość ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu. Projekt wprowadza m.in. możliwość ograniczenia przez gminy nocnej sprzedaży alkoholu od godziny 22 do 6 rano oraz zakazu picia w miejscu publicznym, za wyjątkiem wyznaczonych do tego miejsc.

Co to może oznaczać w praktyce? Może to też wpłynąć na wzrost cen. Według najnowszego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych GUS (z grudnia 2017 r.), ceny alkoholu w stosunku do 2016 r. wzrosły o 0,2 proc., podczas gdy jeszcze rok wcześniej spadły o 0,6 proc.

Nowe przepisy mogą spowodować też problemy finansowe małych sklepików i nie tylko, a także wysyp nielegalnych źródeł alkoholu. Ocena kondycji finansowej branży alkoholowej dokonanej przez wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska już teraz pokazuje, że z grona producentów, hurtowników i detalistów związanych z napojami alkoholowymi, właśnie sklepy detaliczne wypadają najgorzej, bo aż 56 proc. z nich jest słabej i złej kondycji finansowej. Podczas gdy dla ogółu firm, producentów i sprzedawców napojów alkoholowych odsetek firm z problemami nieznacznie przekracza 50 proc.

Branża alkoholowa utopiona w długach 3

Źródło: Bisnode Polska

Branża alkoholowa utopiona w długach 4

Źródło: Bisnode Polska

Tydzień amerykański nabiera tempa

Po ubiegłotygodniowym posiedzeniu ECB rynek powinien z większym zainteresowaniem analizować sygnały ze sfery realnej: dynamikę PKB i dane o inflacji. Jednak przez większą część tygodnia oczy zwrócone będą na drugą stronę Atlantyku. Za nami szalone dni na rynku, lecz tempo wydarzeń wcale nie będzie zwalniać.

Środa to posiedzenie FOMC, czwartek i piątek – kluczowe dane, w tym comiesięczna porcja wskaźników obrazujących kondycję rynku pracy. Do tego dochodzą informacje o zapasach i wydobyciu ropy w Stanach Zjednoczonych Produkcja lada moment przekroczy 10 milionów baryłek na dzień i będzie dalej dynamicznie rosnąć. Z kolei zapasy powinny przestać się kurczyć. Dotychczas druga z wymienionych tendencji zdecydowania silniej oddziaływała na zachowanie inwestorów, ale sytuacja powinna ulec diametralnej odmianie przynoszącej silną korektę przegrzanego rynku surowca. Jej pierwszym katalizatorem będzie zejście przez West Texas Intermediate pod obecnie testowany poziom 65 USD za baryłkę. Jakby tego było mało aż 125 spółek z S&P500 w tym tygodniu pochwali się sprawozdaniami finansowymi za zakończony przed miesiącem kwartał (wśród nich: Facebook, Amazon, Apple, Alhabet). W ostatnich latach sezon wyników był to czynnikiem ryzyka jedynie na papierze, ale przy ekstremalnie wykupionym rynku i skrajnie wyśrubowanych wycenach nie można przejść obojętnie obok takiej kumulacji publikacji raportów.

Zresztą już początek tygodnia to najwyższy poziom rentowności dziesięcioletnich obligacji USA od 2014 roku (2,70 proc.) i ważne dane o inflacji bazowej, które nie zaszkodziły dolarowi. USD powoli zaczął odrabiać ubiegłotygodniową przecenę sprowadzającą jego siłę na długoterminowe, trzyletnie minima. Choć ostatnią fazę wyprzedaży amerykańskiej waluty można postrzegać w kategoriach przestrzelenia (overshooting) i wyraźnego oderwania od fundamentów, czy też wartości godziwej bazującej na relatywnej wycenie aktywów, to droga od odwrócenia negatywnego trendu jest bardzo daleka.

Kluczowe może okazać się nocne wystąpienie Donalda Trumpa (03:00 polskiego czasu). Administracja USA wzbudziła wiele kontrowersji ostatnimi komentarzami dotyczącymi siły waluty. Mleko się rozlało i diametralna zmiana znanej od lat retoryki nie zostanie łatwo wyrugowana ze świadomości uczestników rynku. Sporo emocji budzi też przyszłość porozumienia NAFTA i szerzej: polityka handlowa. Chaos prezydentury Trumpa ewidentnie szkodził ostatnio dolarowi i sprawił, że zapomniano o fundamentach. Sentyment wobec amerykańskiej waluty jest tak fatalny, że inwestorzy każde odbicie będą próbować wykorzystywać do jej sprzedaży. Przed paroma dniami (w Davos) prezydent USA zadziwił ukazując dość powściągliwe oblicze. We własnym kraju, w kontekście zbliżających się listopadowych wyborów i fatalnych notowań może sięgnąć po sprawdzone środki, czyli ostrą, protekcjonistyczną retorykę z czasów kampanii wyborczej. Ostatnio światu objawił się Dr Jekyll, ale dziś do głosu równie dobrze może dojść Mr Hyde. W takim wypadku wczorajsza korekta, w tym odbicie USD/JPY w okolice 109,00 może nie zapewnić odpowiedniego bufora i bezpiecznego dystansu przed ubiegłotygodniowym dołkiem stojącym na drodze do 107,00. Eurodolar nie zagroził natomiast poważnie wsparciu 1,2320, którego naruszenie będzie erodować strukturę wzrostową i eksponować letnie szczyty w pobliżu 1,21. Jeśli chodzi o złotego, to widzimy pole do odreagowania ostatniej siły i dryfu EUR/PLN w kierunku 4,20.

Sporządził
Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers

Ulga podatkowa na badania i rozwój coraz atrakcyjniejsza dla przedsiębiorców

Od 2018 r. weszły w życie zmiany dotyczące ulgi podatkowej na badania i rozwój. Czy polscy przedsiębiorcy będą z niej teraz korzystać chętniej? Sprawdź, co się zmieniło.

„Zarówno firmy, które płacą PIT, jak i te, które płacą CIT, mogą skorzystać z dodatkowego odliczenia od podstawy opodatkowania tzw. kosztów kwalifikowanych. Ich katalog jest szeroki. Obejmuje m.in. koszty pracownicze, wydatki na nabycie surowców i materiałów, jak również odpisy amortyzacyjne od środków trwałych oraz wartości niematerialnych wykorzystywanych na potrzeby prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jakub Makarewicz, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

Wysokość odliczeń zależy od wielkości firmy. Za 2017 r. mikroprzedsiębiorstwa, a także małe i średnie firmy mogą odliczyć co do zasady 50% kwot kosztów kwalifikowanych. Jeśli chodzi o duże przedsiębiorstwa, o wysokości tej decyduje kategoria wydatków. W przypadku kosztów pracowniczych jest to 50%, w przypadku pozostałych wydatków – maksymalnie 30%.

Prawo do ulgi przysługuje zasadniczo wszystkim przedsiębiorcom, niezależnie od branży czy wielkości firmy. Są jednak pewne wyjątki. W rozliczeniu za 2017 r. z ulgi nie skorzystają przedsiębiorstwa prowadzące działalność w specjalnej strefie ekonomicznej na podstawie zezwolenia. Drugie ograniczenie odnosi się do przedsiębiorców, którym poniesione wydatki zostały zwrócone, np. w formie dotacji. Mogą oni odliczyć ulgę, ale sfinansowanych wydatków odliczenie to obejmować nie może.

Co ważne, od 2018 r. weszły w życie zmiany dotyczące ulgi podatkowej na badania i rozwój, dzięki którym stała się ona atrakcyjniejsza. „Przede wszystkim zmianie uległa wysokość dopuszczalnych odliczeń. Za rok 2018 wyniesie ona co do zasady 100% kwot poniesionych wydatków, a w przypadku podatników mających status centrum badawczo-rozwojowego – nawet 150%. Inne istotne zmiany to usunięcie niektórych wątpliwości interpretacyjnych, a także rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych m.in. o wydatki na nabycie specjalistycznego sprzętu, który nie spełnia definicji środka trwałego” – informuje ekspert.

Czy zagrażają nam państwowe monopole?

Monopol nie jest dobrym motorem napędowym dla rozwoju rynku, ponieważ ogranicza konkurencyjność. Trudno jednak przewidzieć, aby którekolwiek z państw unijnych wypuściło ze swojej ręki branże wrażliwe dla bezpieczeństwa kraju. Patrząc na rynek globalny można stwierdzić, że przedsiębiorcy łącza się w coraz większe struktury. Część podmiotów nie będzie mogła bez pomocy państwa konkurować z innymi korporacjami. Dotyczy to szczególnie polskich przedsiębiorców.

– Rzecz w tym, jak zakwalifikujemy tendencje włączania się banków pod auspicjami kapitału państwowego – czy jest to ochrona bezpieczeństwa państwa, czy też monopolizowanie rynku, który przynosi duże przychody. To dyskusja otwarta – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Należy robić to jednak z umiarem, aby nie przesterować rynku i nie wprowadzić zbyt potężnych państwowych spółek. Trzeba też pamiętać, że państwowość powinna być połączona z prywatnością po to, aby z jednej strony znalazły się środki na inwestycje, ale także skłonność do podejmowania ryzyka. Spółki Skarbu Państwa nie mają jej tak dużo, jak podmioty prywatne. Najlepsze byłoby pewne integrowanie działań tych dwóch stron – oceniła Durlik.

Polska jest coraz bardziej zacofana. Dla technologii blockchain, powoli stajemy się czarną dziurą

Zamiast stawiać na elektryczne samochody, rząd powinien poważnie zainteresować się blockchainem, bo to przyniesie nam większe korzyści. Tak uważa prof. Krzysztof Piech. Jak dodaje, ten rynek jest w początkowej fazie rozwoju. Wkrótce zdominują go najlepsze firmy zagraniczne, finansowane w dziesiątkach milionów dolarów. Jednak Polacy mają jeszcze szansę na stworzenie konkurencyjnego oprogramowania. Wszak w tej dziedzinie są uznawani za najlepszych programistów po Amerykanach, Rosjanach i Niemcach. Ale przestają realizować swoje projekty w naszym kraju, bo brakuje im jasnych interpretacji podatkowych, np. do rozliczania transakcji w nowym systemie. I jeśli ta sytuacja szybko nie ulegnie poprawie, to za kilka lat będziemy skazani na importowanie tej technologii z zagranicy.

Jak zauważa ekspert z warszawskiej Uczelni Łazarskiego, rodzime startupy coraz częściej przenoszą się zagranicę. Ostatnio rozważają Białoruś, bo tam mogą mieć lepsze warunki do rozwoju, niż w Polsce. Tutaj nawet gdy pracują legalnie i korzystają z pomocy wyspecjalizowanych kancelarii prawnych lub podatkowych, to na wszelki wypadek unikają rozgłosu. Boją się kar finansowych i posądzenia ich o oszustwo. Taki scenariusz jest jak najbardziej realny, jeśli ktoś prowadzi działalność w nieuregulowanym prawnie sektorze. Wówczas często ryzykuje całą swoją karierą i majątkiem.

– Z jednej strony rząd chce postawić na innowacyjność, a z drugiej – tłamsi najbardziej nowatorską branżę na świecie poprzez niepewność podatkową i niechęć do stworzenia odpowiednich regulacji. Może któregoś dnia premier Morawiecki zobaczy, że cały świat dyskutuje na temat tej technologii i stwierdzi, że ona da nam dużo więcej, niż np. samochody elektryczne. Blockchain pozwoli m.in. na prawidłowe i bezpieczne rozliczanie ładowania tych pojazdów, ale też zużycia i produkcji energii przez gospodarstwa domowe oraz firmy. Jest wiele możliwości zastosowania tego systemu – mówi prof. Krzysztof Piech.

Ekspert przypomina, że nie żyjemy w dobie rewolucji motoryzacyjnej, tylko informatycznej. Dlatego trzeba dopasowywać strategie rozwoju kraju do aktualnych czasów. Najnowocześniejsze samochody elektryczne nie zmienią tak bardzo naszego codziennego życia, jak blockchain. Ten system przyniesie ludzkości przełom na miarę Internetu, a niektórzy twierdzą, że jego wpływ będzie jeszcze większy. Dla przykładu, dziś nie mamy żadnych ograniczeń w zakresie wysyłania listów elektronicznych zarówno w nocy, jak i w święta. Nie płacimy za nie, nie przyklejamy znaczków i nie wrzucamy do skrzynek pocztowych. Z kolei adresaci natychmiast je otrzymują. Przed powstaniem Internetu tego przecież nie było. Analogiczne udogodnienia przyniosą nam szybkie i bezpłatne przelewy oraz umowy finansowe przy użyciu telefonu komórkowego. Odbiorca, zamieszkały nawet na innym kontynencie, od razu odbierze pieniądze, bez względu na porę dnia i nocy. Zapewni nam to bankowość typu blockchain.

– Przewiduję, że następną tak wielką rewolucję technologiczną będziemy przeżywać za jakieś 2 dekady. Jednak nigdy nie wiadomo, w jakiej dziedzinie nauki nastąpi kolejny ważny przełom dla ludzkości. Być może będzie to astronautyka lub genetyka. I nie można być pewnym, czy w tych branżach Polacy okażą się aż tak wybitnymi specjalistami, jak nasi dzisiejsi programiści. Obecnie pracują oni dla zagranicznych firm, np. amerykańskich. W związku z tym, budują potencjał gospodarczy obcych państw. Na rynku motoryzacyjnym nie mamy teraz aż takiej dużej siły przebicia, żeby nie powiedzieć dobitniej, że w ogóle się w tym wyścigu nie liczymy – dodaje prof. Piech.

Zdaniem eksperta, samochody elektryczne mogą cieszyć się większym zainteresowaniem rządu, niż blockchain, bo istnieją w przestrzeni fizycznej, a nie w wirtualnej. To oczywiście archaiczny sposób myślenia, że lepiej mieć coś, co można dotknąć. Wystarczy popatrzeć na listę największych, globalnych przedsiębiorstw. Firmy informatyczne, które powstały w ostatnich latach, wyprzedzają motoryzacyjne, założone dziesiątki lat temu. Ponadto, to złudne wrażenie, że blockchain nie przenika do świata realnego. Wręcz odwrotnie. W Japonii można robić zakupy np. za Bitcoiny i szacuje się już wpływ tego na wzrost gospodarczy kraju. Nie będąc w czołówce najbogatszych krajów świata, Polska powinna starać się je doganiać dzięki pomysłowości i nowoczesnym technologiom. Jak wskazuje prof. Piech, blockchain otwiera drzwi do większej fortuny, niż dotychczas przyniosły swoim założycielom najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

– Dla przykładu warto podać, że obecny majątek zaledwie 24-letniego Vitalika Buterina, twórcy Ethereum, jest kilkukrotnie większy, niż Marka Zuckerberga, założyciela Facebooka, gdy ten był w jego wieku. Wynika to z szerokiego zastosowania systemu, uruchomionego w 2015 roku. Jest on nie tylko kryptowalutą, ale też platformą blockchain, służącą m.in. do inwestowania, a także do zawierania tzw. inteligentnych umów. Nasi studenci też mogliby próbować odnosić tak wielkie sukcesy, jak wskazany Rosjanin, gdyby mieli do tego warunki, np. w formie dedykowanego startupom blockchain środowiska regulacyjnego, tzw. sandboxa, czy dostępu do nielimitowanego, zagranicznego kapitału – twierdzi prof. Piech.

Tymczasem Chiny podejmują właśnie eksperyment stworzenia nowego miasta na kilkadziesiąt tysięcy osób, które będą używały jedynie elektrycznych samochodów. Rozliczanie wszelkich transakcji będzie się tam odbywać w oparciu o blockchain. Z kolei, Dubaj opracował strategię blockchainizacji kraju. I za 3 lata wszystkie rejestry publiczne oraz płatności mają być oparte na tej technologii. Ponadto, rozwój w jej zakresie jeszcze w tym roku planuje Szwajcaria, Singapur, Kanada, Indie, Estonia, Korea Południowa, Japonia i Wielka Brytania. To pokazuje, jak bardzo przyszłościowy i poważnie traktowany jest ten system. W ocenie prof. Piecha, w Polsce istotnym hamulcem jego rozwoju jest brak zdecydowania w podejmowaniu decyzji po stronie władzy państwowej. Obawia się ona utraty kontroli nad szybko rozwijającym się, zupełnie nowym rynkiem finansowym, którego nie rozumie. Potrzeba nam więc bardzo światłych rządzących, jakich miała np. Estonia w początkach poprzedniej rewolucji technologicznej, tj. internetowej.

– Gdybym tylko miał szansę porozmawiać z premierem Morawieckim, to powiedziałbym mu, że polskie banki są bardzo dobre na poziomie lokalnym. Ale, jeśli mają dominować w Europie i narzucać swoje standardy instytucjom finansowym z innych krajów, to muszą śmiało zacząć korzystać z nowych technologii. Teraz jest na to odpowiedni moment. I jeśli osoba, wywodząca się z branży bankowej, nie rozumie, że blockchain jest szansą na ekspansję polskiej bankowości na świecie, to obawiam się, że grozi nam poważne zacofanie – ostrzega prof. Krzysztof Piech.

Od kilku miesięcy jest głośno w przestrzeni publicznej o tym, że waluty cyfrowe „są złe”, ponieważ „czasem używa się ich do niecnych celów”. Na ten problem zwróciły uwagę KNF i NBP we wspólnym komunikacie, wydanym w lipcu ub. roku i późniejszych kampaniach informacyjnych. Ekspert odpowiada na szerzące się wątpliwości stwierdzeniem, że Internet też bywa wykorzystywany przez cyberprzestępców. Ale zakaz korzystania z sieci byłby już nie do pomyślenia w dzisiejszym świecie. I podobnie stanie się niebawem z walutami cyfrowymi.

– Jeśli prześpimy obecną rewolucję technologiczną, to utkniemy w starej tradycyjnej bankowości. Dla technologii blockchain staniemy się tzw. czarną dziurą. Ale największą szkodą dla nas będzie zmarnowany potencjał intelektualny, wytworzony tutaj w ostatnich kilku latach przez rodzimych programistów i przedsiębiorców. Będą oni rozwijali się w różnych innych krajach i budowali zagranicą swoje fortuny – alarmuje prof. Piech.

Według eksperta z Uczelni Łazarskiego, trudno wskazać inną dziedzinę, w której moglibyśmy znaleźć się w światowej czołówce bez żadnych nakładów budżetowych. Tak było dotychczas w przypadku walut cyfrowych, które w większości oparte są na technologii blockchain. Jeszcze teraz, przy odpowiednich warunkach prawnych i podatkowych, bylibyśmy w stanie stworzyć w Polsce coś na miarę amerykańskiej Doliny Krzemowej – „doliny blockchainowej”. Ale startupy nie chcą się łudzić, że sposób myślenia naszego rządu szybko się zmieni. Natomiast, jeśli teraz nie wykorzystamy szansy na rozwój, to jako społeczeństwo na długo zostaniemy w tyle. Za kilka lat Polska będzie musiała importować tę technologię z zagranicy, co oczywiście będzie bardzo kosztowne.

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD

EURAUD – zgrzyt interwałów

Od 2017.02.19 notowania pary walutowej EURAUD znajdowały się w silnym trendzie wzrostowym. W tym czasie notowania wzrosły z poziomu 1.362 do poziomu 1.577 (maksimum). Z kolei od kilku tygodni mogliśmy obserwować korektę, która być może przerodzi się w trend spadkowy. Z ostatnim mocniejszym wybiciem na EURAUD mieliśmy do czynienia w listopadzie 2017 roku, aktualnie całe zostało zniesione przez korektę. Obecnie notowania spoczęły na wcześniej przebitym oporze, które stało się wsparciem. Analizując notowania tylko pod tym względem trend wzrostowy powinien być kontynuowany. Natomiast czynnikiem, który zapowiada większą korektę jest przebita linia trendu (interwał tygodniowy) oraz ostatnia tygodniowa świeca, ponieważ na wykresie powstała formacja świecowa, która zapowiada kontynuację ostatniej korekty.

Notowania EURAUD, interwał tygodniowy

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD 1

Źródło: Admiral Markets

Z kolei analizując parę walutową EURAUD wskaźnikami technicznymi podążającymi za trendem bardziej prawdopodobna jest kontynuacja wyprzedaży euro na rzecz dolara australijskiego. Na interwale dziennym cztery z pięciu wskaźników wskazują na trend spadkowym. Na tym interwale czasowym notowania znalazły się poniżej szybkiej średniej EMA 14 oraz wolnej SMA 55. Jedynym wskaźnikiem wskazującym trend wzrostowy jest Parabolic, aczkolwiek jest on też najbardziej zmiennym wskaźnikiem z nich wszystkich. Z tego względu na interwale dziennym mamy do czynienia z trendem spadkowym.

Z kolei na interwale tygodniowym tylko dwa wskaźniki informują o trendzie spadkowym, EMA 14 oraz Parabolic, czyli najbardziej zmienne wskaźniki. Zatem analizując wszystkie czynniki mamy zgrzyt interwałów. W związku z tym możemy wyróżnić dwa scenariusze. Pierwszym z nich jest kontynuacja korekty w okolicę 55-okresowej średniej kroczącej SMA. Aczkolwiek na samym początku musi zostać pokonane wsparcie 1.52. Dopiero po pokonaniu strefy popytu korekta będzie mogła być kontynuowana w okolicę średniej SMA. Natomiast drugim scenariuszem zostanie obrona wsparcia i kontynuacja wzrostów, aczkolwiek przed tym na interwale dziennym musi zostać pokonana 14-okresowa średnia krocząca EMA.

GBPNZD – trend wzrostowy

W przypadku pary walutowej GBPNZD sprawa jest prostsza, ponieważ tylko jeden wskaźnik na interwale tygodniowym wskazuje trend spadkowy.

Notowania GBPNZD, interwał dzienny

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD 2

Źródło: Admiral Markets

Przebicie ostatniego oporu wyznaczonego przez szczyt notowań z maja 2017 roku w długim terminie otworzyło drogę kupujący do poziomu 2.04. Z kolei w krótkim terminie doszło do korekty, która przetestowała ostatnie wsparcie 1.88. Jedynym zagrożeniem jest niezdecydowanie kupujących, które widać po tygodniowej świeczce (mocne wzrosty, które zostały nadszarpnięte atakiem niedźwiedzi).

Analizując notowania pod względem wskaźników technicznych na interwale tygodniowy oraz dziennym mamy większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu. Na interwale dziennym wszystkie pięć wskaźników wskazuje trend wzrostowy. Natomiast na interwale większego rzędu jedynie Parabolic wskazuje trend spadkowy. Według tego bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich wzrostów.

Dział Analiz Admiral Markets

Polacy spędzają na zwolnieniach lekarskich prawie 280 mln dni rocznie. Ich koszty liczone są w miliardach złotych

Polacy spędzają na zwolnieniach lekarskich prawie 280 mln dni rocznie. Ich koszty liczone są w miliardach złotych 3

Chory pracownik może liczyć na wynagrodzenie chorobowe, a potem na zasiłek chorobowy. To pierwsze świadczenie finansuje pracodawca, a drugie jest wypłacane z ubezpieczeń społecznych. Tylko w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 276 milionów dni. Koszty z tym związane są liczone w miliardach złotych.

– Pracownik, kiedy zachoruje, może liczyć na wynagrodzenie chorobowe, które gwarantuje mu Kodeks pracy. Po 33. dniu, a w przypadku osób powyżej 50. roku życia po 14. dniu zwolnienia, przysługuje zasiłek chorobowy. Jest wypłacany przez ZUS albo pracodawcę, jeśli zatrudnia i ubezpiecza powyżej 20 osób – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Milczarski z Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Osoby, które podlegają obowiązkowo ubezpieczeniu chorobowemu, np. pracownicy, nabywają prawo do zasiłku po 30 dniach nieprzerwanego ubezpieczenia, a osoby dobrowolnie ubezpieczone, czyli np. prowadzące działalność – po  90 dniach ubezpieczenia.

Zasiłek chorobowy wynosi 80 proc. podstawy wymiaru. Może wynosić 70 proc., jeżeli okres zwolnienia chorobowego spędzamy w szpitalu.100 proc. zasiłek (także za czas pobytu w szpitalu) przysługuje, jeżeli ulegliśmy wypadkowi w drodze do pracy lub z pracy, a także gdy zwolnienie lekarskie związane jest z ciążą – wskazuje Radosław Milczarski.

Na 100-proc. zasiłek można także liczyć w razie niezdolności do pracy z powodu wypadku przy pracy lub choroby zawodowej. Przysługuje on z ubezpieczenia wypadkowego bez tzw. okresu wyczekiwania – określonego okresu ubezpieczenia.

 Pracownik, który wyzdrowieje przed upływem okresu zwolnienia, może wrócić do pracy.

 Pracodawca musi mieć jednak pewność, że dany pracownik może wykonywać określony rodzaj pracy. Dlatego pracownik powinien się udać do swojego lekarza prowadzącego, jeżeli jego zwolnienie było poniżej 30 dni, i uzyskać zaświadczenie, które uspokoi pracodawcę i pozwoli przystąpić do pracy. Jeżeli zwolnienie pracownika było dłuższe niż 30 dni, pracownik musi się udać do lekarza medycyny pracy, który wyda odpowiednie zaświadczenie stwierdzające, że może wykonywać pracę na określonym stanowisku i w określonym zakresie – tłumaczy Karolina Polewacz-Rogowska, adwokat z kancelarii Rogowski Olszewski Adwokaci.

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich łącznie 276,3 milionów dni. Oznacza to, że statystycznie każdy pracownik przebywał na chorobowym średnio kilkanaście dni w roku. Z tego tytułu wypłacono z ubezpieczeń społecznych świadczenia na 16,2 mld zł.

Szybszą kontrolę poprawności wykorzystania zwolnienia umożliwiają elektroniczne zwolnienia lekarskie (e-ZLA). Lekarze mogą wystawiać takie zwolnienia od stycznia 2016 r. za pomocą funkcji dostępnych na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). Na swoim profilu na PUE ZUS lekarz ma dostęp do danych pacjenta, jego pracodawców (płatników składek) czy członków rodziny. Gdy wpisze numer PESEL pacjenta, to pozostałe dane identyfikacyjne są zapisywane w e-ZLA automatycznie. Z kolei adres pacjenta i dane pracodawcy lekarz wybiera z wyświetlonej listy. Również z listy może wybrać kod choroby. System weryfikuje datę początku okresu niezdolności z zasadami wystawiania zwolnień określonymi w przepisach oraz z ostatnim wystawionym zwolnieniem. Podpowiada również kod literowy A i D oraz numer statystyczny choroby (np. po wpisaniu fragmentu jej nazwy).

– Od stycznia 2016 roku lekarze wystawili już 1,8 miliona takich zwolnień. Do końca czerwca 2018 roku lekarze mogą wybrać formę wystawienia zwolnienia – elektroniczną albo papierową. Od 1 lipca 2018 roku lekarze będą wystawiali tylko elektroniczne zwolnienia lekarskie – zaznacza ekspert ZUS.

Elektroniczne zwolnienia lekarskie to także ułatwienie dla pacjentów, którzy nie muszą się martwić o terminowe dostarczenie zwolnień do pracodawcy albo ZUS. E-ZLA to również korzyści dla pracodawców.

– Pracodawcy od razu widzą na swoim koncie na PUE ZUS zwolnienie lekarskie swojego pracownika. Mogą elektroniczne wystąpić do ZUS o kontrolę prawidłowości wystawienia takiego zwolnienia. Jeśli lekarz wystawi e-ZLA, nie muszą sprawdzać, czy pracownik dostarczył zwolnienie w terminie 7 dni od jego otrzymania i w razie przekroczenia tego terminu obniżać zasiłków – wskazuje Radosław Milczarski.

100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia

100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia 4

Duże firmy mają szansę pozyskać z UE 100 mln zł wsparcia na projekty zwiększające ich efektywność energetyczną. Taki jest budżet konkursu, do którego nabór wystartuje 31 stycznia. Inwestycje, które będą z niego finansowane, muszą wynikać z przeprowadzonego audytu energetycznego w firmach. To jeden z kluczowych warunków konkursu. Od ubiegłego roku audyt jest obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, ale z danych URE wynika, że przeprowadziło go tylko 58 proc. zobowiązanych podmiotów.

Z końcem stycznia (31.01) rusza nabór do konkursu 1.2 „Promowanie efektywności energetycznej i korzystania z odnawialnych źródeł energii w przedsiębiorstwach” w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Duże firmy mogą w nim uzyskać wsparcie finansowe na zwiększenie efektywności energetycznej.

– Konkurs jest skierowany do dużych przedsiębiorstw oraz przedsiębiorstw zajmujących się dystrybucją energii. Wspiera wszelkiego rodzaju inwestycje związane z poprawą efektywności energetycznej, takie jak modernizacja budynków, oświetlenia czy wymiana energochłonnych maszyn i urządzeń. Prawdopodobnie będzie to jedyny konkurs w tym roku. Warto z niego skorzystać ze względu na to, że alokacja w ramach konkursu wynosi 100 mln zł –podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Gabrysiak, project manager w Ayming Polska.

Inwestycje proefektywnościowe zostaną sfinansowane w ramach pożyczki preferencyjnej w wysokości do 75 proc. kosztów kwalifikowanych. Jednak od 5 do 15 proc. z tych kosztów może zostać umorzonych w postaci dotacji. To oznacza, że – przykładowo – przedsiębiorstwo realizujące inwestycję wartą 10 mln zł może uzyskać preferencyjną pożyczkę w wysokości 7,5 mln zł, a – po osiągnięciu zwiększenia efektywności energetycznej na oczekiwanym poziomie – 1,5 mln zł może zostać umorzone w postaci dotacji. Karencja spłaty pożyczki preferencyjnej będzie wynosić 12 miesięcy, a okres, na który zostaje udzielona, to 15 lat.

Nabór w konkursie potrwa do 30 marca br. Jednym z warunków, jakie firmy muszą spełnić, by wziąć w nim udział, jest przeprowadzony audyt energetyczny.

Pozwoli on ustalić obszary, w których może dojść do zoptymalizowania zużycia energii, w tym energii elektrycznej, ciepła oraz chłodu. Jednocześnie wskazuje, jakiego rodzaju inwestycje przedsiębiorstwo może w tych obszarach przeprowadzić – wyjaśnia Przemysław Gabrysiak. – Drugim warunkiem jest wprowadzenie inwestycji proefektywnościowej, która będzie innowacyjna na skalę przedsiębiorstwa. Co istotne, największe szanse na uzyskanie maksymalnego umorzenia mają inwestycje, które przełożą się na poprawę efektywności energetycznej o co najmniej 15 proc.

W październiku 2016 roku weszła w życie ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o efektywności energetycznej, która nałożyła na wybrane przedsiębiorstwa obowiązek przeprowadzenia audytu energetycznego w terminie 12 miesięcy od wprowadzenia nowych przepisów. Ten obowiązek objął firmy, które spełniały w ciągu dwóch ostatnich lat obrotowych jedno z kryteriów: średnioroczne zatrudnienie co najmniej 250 pracowników lub osiągnęły roczny obrót netto powyżej 50 mln euro, a sumy aktywów ich bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat przekroczyły 43 mln euro.

– Audyt energetyczny powinien być punktem wyjścia dla wszystkich inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Taki dokument pozwala ustalić przedsiębiorstwu, w jakich obszarach mogą nastąpić inwestycje, które zoptymalizują zużycie energii w przedsiębiorstwie, jak chociażby modernizacja budynku, wymiana oświetlenia, energochłonnych maszyn i urządzeń stanowiących części instalacji linii produkcyjnych czy technologicznych, wymiana ciągów linii produkcyjnych czy ciągów technologicznych mediów – mówi agencji Przemysław Gabrysiak.

Do przeprowadzenia audytu energetycznego zobowiązanych jest ok. 6 tys. przedsiębiorstw. Jak wynika z danych URE, do tej pory zawiadomienie o przeprowadzeniu audytu złożyło ok. 3 500 podmiotów, czyli zaledwie 58 proc. zobligowanych.

Taki audyt jest nie tylko obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, lecz także stanowi podstawę do znalezienia źródeł dofinansowania inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Z naszych badań wynika, że aż 65 proc. przedsiębiorstw nie ma wiedzy na temat możliwych źródeł dofinansowania takich projektów. Jedynie 10 proc. z nich wskazuje na środki unijne jako optymalne źródło finansowania inwestycji – mówi Przemysław Gabrysiak.

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska 5

Bezrobocie wśród osób głuchych i niedosłyszących w Polsce przekracza 70 proc. Dla pracodawców, którzy borykają się z trudną sytuacją na rynku pracy i niedoborem kadr, to atrakcyjna grupa potencjalnych pracowników. Poczta Polska testuje platformę, która umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Innowacyjne rozwiązanie może ułatwić też komunikację z niesłyszącymi klientami.

Poczta Polska to olbrzymi pracodawca, który wciąż rekrutuje i ma bardzo duże potrzeby w tym zakresie. W ramach projektu „Gamma Rebels powered by Poczta Polska” zrekrutowaliśmy głuchych pracowników dla Poczty Polskiej i Banku Pocztowego i udostępniliśmy obu spółkom narzędzie do komunikacji, które może służyć zarówno dla głuchych pracowników, jak i dla głuchych klientów – mówi agencji Newseria Paweł Potakowski, prezes zarządu spółki Praca bez Barier (i dyrektor marketingu w Migam.org).

Poczta Polska jest jednym z największych w kraju pracodawców, zatrudniającym na umowach o pracę blisko 80 tys. pracowników. W ubiegłym roku spółka we współpracy z akceleratorem HardGamma Ventures uruchomiła program akceleracyjny „GammaRebels powered by Poczta Polska” dla start-upów i początkujących, kreatywnym przedsiębiorców. Celem było znalezienie i wdrożenie takich produktów lub usług, które stworzą wartość dodaną dla spółki i 40 mln jej klientów.

W ramach akceleratora Poczta Polska nawiązała współpracę ze spółką Praca bez Barier, która realizuje projekt Innowacyjnej Platformy Aktywizacji. IPA to wielostronna platforma, której celem jest aktywizacja zawodowa Głuchych (z docelowym rozszerzeniem na inne niepełnosprawności). Obecnie trwa pilotaż platformy, po zakończeniu którego zostanie podjęta ewentualna decyzja o współpracy.

Platforma łączy dwie grupy odbiorców – osoby głuche poszukujące pracy oraz podmioty, które są zainteresowane ich zatrudnieniem. Wyposaża pracodawcę w narzędzie, które umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Z kolei głusi użytkownicy platformy automatycznie dostają spersonalizowaną ścieżkę kariery i za pośrednictwem platformy mogą samodzielnie podnosić swoje kompetencje.

 Rozwiązanie, które udostępniamy, to online’owe połączenie z tłumaczem języka migowego. Poczta Polska zyska dzięki temu pracowników, którzy skutecznie będą wykonywali swoje obowiązki, a jednocześnie otworzy się na niesłyszących klientów. Aby skutecznie komunikować się z osobami niesłyszącymi, trzeba się komunikować z wykorzystaniem polskiego języka migowego – mówi Paweł Potakowski.

W ubiegłym roku Poczta Polska podpisała porozumienie z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz PFRON, zobowiązując się do zwiększenia poziomu zatrudnienia osób niepełnosprawnych.

Pierwszą rekrutację skierowaną do osób głuchych Poczta Polska rozpoczęła w listopadzie ubiegłego roku. Spółka rekrutowała pracowników do biura w Warszawie, m.in. na stanowiska kierowcy, pracownika sortowni, listonosza i specjalisty SEM i SEO. Na swojej stronie i w mediach społecznościowych udostępniła m.in. filmy rekrutacyjne opisujące warunki zatrudnienia i zakres obowiązków. W efekcie pilotażowych rekrutacji zatrudniono już w Poczcie dwie osoby głuche w warszawskiej sortowni w dziale sortowania listów.

Szacuje się, że liczba osób głuchych w Polsce sięga około 50 tys., a 900 tys. Polaków ma poważny uszczerbek słuchu. Istotnym problemem jest bardzo niska aktywność zawodowa w tej grupie. Bezrobocie wśród osób głuchych sięga 70 proc.

 Niestety, głusi w Polsce są grupą bardzo nieaktywną zawodowo ze względu na barierę komunikacyjną oraz obawę pracodawców przed ich zatrudnieniem. Naszym zdaniem niesłuszną obawę, ponieważ Praca bez Barier skutecznie pokazuje, że problem 70-procentowego bezrobocia, które dotyka głuchych, można skutecznie przełamać – podkreśla Paweł Potakowski.

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity 6

Polacy chętnie inwestują w zakup mieszkań. Kupują je też na własne potrzeby z racji wyższych dochodów. W ubiegłym roku sprzedaż deweloperów notowanych na Catalyst wzrosła o prawie jedną czwartą. Ze względu na to, że liczba inwestycji, których budowę rozpoczęto lub na których budowę wydano pozwolenia w 2017 roku, także rosła dynamicznie, 2018 i 2019 rok mogą się okazać jeszcze lepsze dla tej branży.

Rok 2017 był bardzo dobrym okresem na rynku deweloperskim, rekordowym od dekady, od czasu boomu z okresu 2006–2007. Deweloperzy znowu są w bardzo dobrej kondycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Mucha, menadżer w Domu Maklerskim Navigator. – W 2017 roku piętncie analizowanych przez nas w raporcie deweloperów sprzedało łącznie niemal 23 tys. mieszkań, co jest wzrostem o ponad 24 proc. w porównaniu z 2016 rokiem.

Dane te potwierdzają liczby dotyczące całego rynku. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2017 roku oddano do użytku prawie 89,8 tys. lokali wybudowanych z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem. To wzrost wobec 2016 roku o 13,5 proc. Jednocześnie rozpoczęto budowy jeszcze większej liczby mieszkań i domów – ponad 105,4 tys., a to liczba wyższa od tej z 2016 roku o 23,3 proc. O jedną piątą zwiększyła się natomiast pula lokali, które otrzymały zezwolenia na budowę lub budowę których zgłoszono – łącznie to niemal 128,5 tys.

– Sądzimy, że rekordowe sprzedaże z lat 2016–2017 w tym roku przełożą się na spory wzrost, jeżeli chodzi o przekazania lokali, co też wiąże się z pokazywaniem wyników finansowych – deweloperzy wykazują je dopiero w momencie przekazania lokalu finalnemu odbiorcy. Pod kątem wyników finansowych 2018 rok będzie jeszcze dużo lepszy niż 2017 – prognozuje Mateusz Mucha.

Ożywienie na rynku deweloperskim zaczyna jednak nakręcać spiralę cen. Na razie wyraźnie wzrosły ceny gruntów, co musi się przełożyć na bilans deweloperów w perspektywie kilku lat. Według Colliers International w ostatnim roku ceny gruntów w najlepszych lokalizacjach wzrosły w Warszawie nawet o 80 proc., zaś w pozostałych miastach o 40–50 proc. Na razie najwięksi deweloperzy korzystają z już zakupionego banku ziemi, jednak w ciągu roku, dwóch się on wyczerpie.

Wzrosły również koszty budowy inwestycji deweloperskich – niska stopa bezrobocia oraz wzrost płac zaczynają wymuszać na generalnych wykonawcach podniesienie cen świadczonych usług. Niektórzy deweloperzy wskazują, że w 2017 r. koszty generalnego wykonawstwa wzrosły nawet o 10 proc. To może w dalszej perspektywie wymusić wyższe ceny mieszkań, a w bliższej – zmusić deweloperów do szukania większych środków na realizację projektów. Coraz chętniej sięgają oni po pożyczki do kieszeni obligatariuszy.

Jeżeli chodzi o aktywność deweloperów na rynku kapitałowym, to zdecydowanie największa aktywność była na polu emisji obligacji. Analizowani deweloperzy wyemitowali obligacje za 1,3 mld zł, wykupując przy tym obligacje za około 600 mln zł, więc mamy 700 mln zł nadwyżki nowego długu dla deweloperów – informuje manager DM Navigator. – W 2018 roku deweloperzy mają do wykupu około 600 mln zł obligacji, a w 2019 roku około 900 mln zł. Co ciekawe, wzrost zadłużenia nie przełożył się na wzrost zadłużenia netto, które rok do roku wzrosło o około 10 proc., z 2,2 mld do 2,4 mld zł.

Na razie deweloperzy mogą się cieszyć dobrą koniunkturą. Autorzy raportu wskazują jednak na kilka zagrożeń, takich jak Mieszkanie+ (rządowy program mieszkań na wynajem), który może w perspektywie kilku lat osłabić popyt na zakup mieszkań, choć z zastrzeżeniem, że osoby, które zakwalifikują się do programu, raczej nie są tą samą grupą, którą stać na kredyt w banku czy zakup mieszkania za gotówkę.

Drugim czynnikiem, który może odwieść konsumentów od zakupu mieszkań, są stopy procentowe. Wprawdzie prezes NBP prof. Adam Glapiński wypowiadał się ostatnio w sposób pozwalający myśleć, że do końca 2018 roku nie zostaną one podniesione, jednak inflacja (co prawda pozostająca w celu RPP) jest faktem od ponad roku, a część ekonomistów spodziewa się pierwszej podwyżki już w tym roku. To automatycznie podniesie raty kredytów w złotych.

Sądzimy, że 2018 rok będzie dalej bardzo dobry dla deweloperów. Dużym sukcesem dla nich będzie podtrzymanie rekordów sprzedażowych z 2017 roku. Może się to trochę odbić na Kowalskim, ponieważ rosną koszty realizacji, koszty budowlane, w związku z czym prawdopodobnie deweloperzy będą chcieli przerzucać koszty na końcowego odbiorcę – przewiduje Mateusz Mucha.

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów 7

Polisy na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi od kilku lat mają złą prasę. Po zmianach prawnych, które nastąpiły przed dwoma laty, i wobec prowadzonych prac nad jeszcze większą ochroną inwestorów, konsumenci wracają jednak do kupowania tego rodzaju produktów.

– W ostatnich 2–3 latach rynek polis inwestycyjnych bardzo się zmienił. I dobrze, bo wymagał on innego spojrzenia i uregulowania sposobu funkcjonowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group. – Przy wielu błędach, które popełniono, nadużywając zaufania klientów i mając zbytnio rozgrzane nadzieje na zysk, przyszedł moment refleksji i potrzebnej korekty, tak jak to bywa na rynku kapitałowym.

Polisy inwestycyjne albo oszczędnościowe to nic innego jak polisy ubezpieczeniowe na życie z funduszem kapitałowym (tzw. UFK). Są to produkty inwestycyjne opakowane w polisę, których likwidacja wiązała się z bardzo wysokimi opłatami, sięgającymi nawet całości zainwestowanej kwoty. Od początku 2016 roku obowiązuje nowa ustawa o działalności ubezpieczeniowej, która lepiej chroni konsumentów zawierających nowe umowy inwestycyjne.

 Zmiany na rynku oczywiście zostały spowodowane nowymi regulacjami. Mocno ewaluował sposób funkcjonowania polis inwestycyjnych czy ich dystrybuowania – tłumaczy Paweł Ziemba. – Najbardziej istotny jest fakt, że te produkty są potrzebne i mogą odgrywać konkretną rolę w portfelu klienta. Dzisiejsze polisy UFK różnią się znacząco od tych oferowanych 15 lat temu. Nie tylko dlatego, że wymusiło to prawo. Wpłynęły na nie również zmiany rynkowe, spowodowane inną makroekonomią, zachowaniami klienta czy rozwojem technologii.

Nagłośnienie tematu zniechęciło nowych klientów do ich zawierania: w 2016 roku konsumenci wykupili polisy na życie na kwotę o 13,33 proc. niższą niż rok wcześniej (23,86 mld zł), przy czym największy spadek nastąpił właśnie w segmencie ubezpieczeń powiązanych z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi – z 13 mld zł w 2015 roku do 10,33 mld zł  rok później. To ponad 20-proc. spadek. Pierwsza połowa roku 2017 (KNF nie opublikowała jeszcze nowszych danych) przyniosła lekkie odbicie: kwota wpłaconych składek wzrosła o 2,4 proc. do 12,21 mld zł, a najszybciej zwiększyły się wpływy właśnie w przypadku polis z UFK – o 8,6 proc. do 5,63 mld zł. W strukturze ubezpieczeń bezpośrednich działu I (ubezpieczenia na życie) w I półroczu 2017 roku dominowały ubezpieczenia na życie związane z UFK, stanowiące 46,15 proc. łącznej składki.

 Obecnie znacznie częściej sprzedawane są polisy inwestycyjne ze składką jednorazową. Zdecydowanie rzadziej natomiast te z regularnymi wpłatami, co mnie niepokoi, ponieważ ten rodzaj produktu jest bardzo istotny. Przede wszystkim pozwala nam systematycznie odkładać pieniądze oraz pomnażać gromadzony kapitał – argumentuje Paweł Ziemba.

Jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, składka przypisana brutto z tytułu wpłat jednorazowych w dziale wszystkich ubezpieczeń na życie w I półroczu 2017 roku osiągnęła poziom około 4,08 mld zł i zwiększyła się w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku o 0,33 mld zł. Natomiast składka płacona okresowo wyniosła w badanym okresie 8,12 mld zł i zmniejszyła się o 0,05 mld zł. Dziewięć zakładów ubezpieczeń działu I wykazało powyżej 50 proc. udziału składek jednorazowych w całym portfelu (odpowiednio 10 w I półroczu 2016 r.).

Ustawodawca nie przestaje pracować nad tematem ubezpieczeń inwestycyjnych. Kolejne prace legislacyjne podjęła senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, a propozycję zmian przedstawiła Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy. Według jej propozycji ubezpieczenie inwestycyjne miałoby być produktem, w którym co najmniej 51 proc. składki przeznaczane jest na ubezpieczenie, a najwyżej 49 proc. na inwestycje. Instytucja ta w 2016 roku otrzymała 232 wnioski w sprawach sądowych związanych z UFK, a w 2017 roku – 222.

 Rynek UFK będzie się dalej rozwijał. Trudno jest jednak przewidzieć, w jakim kierunku on ewoluuje, a także jakie są oczekiwania klientów – mówi prezes zarządu Vienna Life – Nie chciałbym jednak, żeby przyjął on taką formę jak w Europie Zachodniej, gdzie funkcjonują głównie polisy UFK ze składką jednorazową. Życzyłbym sobie, żeby nasz rodzimy rynek rozwijał się w segmencie produktów regularnych. 

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości 8

Edukacja oparta na wartościach, przy współpracy nauczycieli i rodziców, może być odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania pracodawców – przekonują przedstawiciele stowarzyszenia „Sternik”. Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, lojalność i optymizm to cechy przydatne nie tylko w życiu prywatnym, lecz także w życiu zawodowym. Pracodawcy przy wyborze pracowników na równi z wiedzą i umiejętnościami twardymi kierują się kompetencjami miękkimi. Takie cechy będą zyskiwać na znaczeniu, zwłaszcza w czasie nadchodzącej cyfrowej transformacji rynku pracy.

Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, hojność wobec drugiego człowieka, umiejętność wyciągnięcia ręki do kogoś, kto czegoś potrzebuje, lojalność i optymizm – to cechy, które w życiu dorosłym bardzo się liczą w życiu rodzinnym i na rynku pracy. Pracodawcy bardzo często wybierają pracowników ze względu na ich charakter, na umiejętność współpracy z innymi. Tego typu wartości są kluczem w procesie wychowania w naszych programach wychowawczych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dobrochna Lama, prezes Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik”, prowadzącego od 15 lat placówki edukacyjne.

Kompetencje miękkie są coraz istotniejsze w procesie rekrutacyjnym, co potwierdza badanie „Oczekiwania pracodawców wobec absolwentów uczelni wyższych” przeprowadzone na zlecenie Uniwersytetu Śląskiego. Z ankiet, które wypełniło ponad 150 polskich pracodawców, wynika, że poza twardymi kompetencjami, jak znajomość języków obcych czy specjalistyczna wiedza, firmy oczekują od swoich potencjalnych pracowników również konkretnych cech charakteru, np. odpowiedzialności, umiejętności samodzielnego rozwiązywania problemów czy komunikatywności. Takie cechy dzieci powinny wynosić z domu, ale duża odpowiedzialność w tym zakresie spoczywa też na szkole. Zdaniem ekspertów z tym jednak jest problem, bo polska edukacja opiera się zazwyczaj przede wszystkim na nauce teorii. Brakuje w niej współpracy na linii rodzice nauczyciele.

Kładziemy nacisk na wartość udziału rodziny w procesie wychowawczym. Chcemy, aby rodzice dzieci brali udział w procesie wychowawczym, nauczyciele są cały czas dostępni dla rodziców do konsultacji, każda rodzina ma swojego osobistego tutora, z którym współpracuje. Szczególnym rysem naszych placówek edukacyjnych jest program wychowawczy, który obejmuje całego człowieka, integralny rozwój intelektu, sfery emocjonalnej, fizycznej i rozwoju duchowego to właściwa rola szkoły – tłumaczy Dobrochna Lama.

Stowarzyszenie „Sternik” od 2003 roku prowadzi placówki edukacyjne oparte na modelu łączącym naukę z wychowaniem: żłobek „Strumyk”, przedszkole „Strumienie” oraz szkoły dla dziewcząt „Strumienie” i dla chłopców „Żagle”.

W tym roku po raz pierwszy przyznano nagrody „Sternik Roku” dla inicjatyw, które mają znaczący wpływ na rozwój dzieci. „Grand Sternik” przyznany za działania mające wpływ na szeroki kontekst rozwoju młodzieży i przyszłych pokoleń Polaków trafił do Skautów Europy.

Właśnie dziś harcerstwo i skauting, w szczególności skauting katolicki, w którego duchu my wychowujemy, jest szczególnie potrzebny. Mamy teraz do czynienia z rewolucją cyfrową, coraz więcej młodych ludzi korzysta z różnych osiągnięć techniki, co z jednej strony przynosi korzyści, z drugiej strony powoduje, że ucieka im często świat realny, świat prawdziwych relacji, zdobywane umiejętności, troska o zdrowie i sprawność fizyczną. Wychodzimy więc z naszą propozycją skautingu, wychowania opartego na pięciu celach: zdrowie, zmysł praktyczny, służba innym ludziom, budowanie własnego charakteru oraz wychowanie w wierze w Boga – wskazuje Jerzy Żochowski, naczelnik harcerzy Skautów Europy.

Jak podkreśla Żochowski, że harcerstwo uczy empatii i odpowiedzialności, jest też przydatne w wyrabianiu dobrych nawyków. Zapotrzebowanie na taką formę spędzania czasu nie maleje. W Polsce do Skautów Europy jeszcze kilka lat temu należało kilkaset osób. Obecnie jest ich już ponad 4,5 tys.

– Dajemy młodym ludziom odpowiedzialność za nich samych, za grupę, budowanie wspólnoty, a przy tym budowanie własnej tożsamości. To przede wszystkim rozwój indywidualny dopasowany do potrzeb i zainteresowań każdego z nich, odkrywanie Boga poprzez kontemplację przyrody i wychowanie w zaradności – tłumaczy Jerzy Żochowski.

Eksperci podkreślają rolę aktywności fizycznej w rozwoju dzieci. Ruch wpływa na rozwój intelektualny oraz koncentrację, uczy dyscypliny oraz rozwija umiejętności społeczne. Dlatego nagroda „Sternik rozwoju” trafiła do firmy SuperDrob za organizowane programy sportowe.

– Chcemy oderwać dzieci od telewizorów, komputerów i komórek. Staramy się pokazać, że są ciekawe przestrzenie do rozwoju. Sport jest w okresie rozwoju dzieci bardzo ważny, szczególnie dla chłopców, dlatego uważamy, że warto inwestować w tę dziedzinę – podkreśla Randa Ombach, PR manager w Superdrob.

Nagroda „Sternik edukacji” trafiła do firmy Microsoft, która wspiera proces edukacyjny poprzez technologię, a „Sternik wychowania” do twórców Inicjatywy Tato.net za promowanie kultury odpowiedzialnego ojcostwa.

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane 9

Polski start-up ParrotOne pracuje nad stworzeniem inteligentnej klawiatury dla niepełnosprawnych. Urządzenie będzie dotykowe, wbudowany wyświetlacz pozwoli pokazywać podpowiedzi słów, a współpraca z aplikacją udostępni możliwość korzystania ze sztucznej inteligencji, przez co podpowiedzi będą mogły być bardziej precyzyjne. Klawiatura ma pomóc osobom, które na co dzień borykają się np. z neuropatią czy drżeniem rąk. Urządzenie ma szansę być całkowicie refundowane.

– Klawiatura jest dotykowa i nie wymaga tak dużej precyzji czy siły przy nacisku klawiszy. Ponad klawiszami pojawi się wyświetlacz OLED, na którym będziemy mieli gotowe podpowiedzi słów, również zdań, czyli gotowych komunikatów, których możemy użyć w komunikacji. Po trzecie klawiatura będzie współpracować z naszą aplikacją, dzięki czemu będzie korzystać ze sztucznej inteligencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Katarzyna Bylińska z ParrotOne, twórcy inteligentnej klawiatury.

Projekt został stworzony z myślą o osobach niepełnosprawnych i seniorach. Osoby niepełnosprawne na co dzień borykają się z problemami takimi jak neuropatia, drżenie rąk czy brak precyzyjności ruchów. Dzięki zastosowaniu elementów sztucznej inteligencji klawiatura będzie „uczyć się” przewidywać zamiary właściciela.

– Klawiatura działa na podstawie dwóch algorytmów, które uczą się naszych komunikatów. Im częściej będziemy z niej korzystać, tym precyzyjniej będzie podpowiadać nam gotowe zdania czy słowa, których najczęściej używamy – tłumaczy Katarzyna Bylińska.

Według twórców, aby wysłać pożądaną wiadomość, wystarczy średnio o 60 proc. mniej kliknięć niż w przypadku zwykłej klawiatury. Funkcjonalność i interfejs zostały zaprojektowane tak, aby były dostosowane do ograniczeń manualnych osób.

– Dzięki klawiaturze, która wyświetla gotowe zdania czy komunikaty, dużo łatwiej i za pomocą mniejszej ilości ruchów jesteśmy w stanie przesłać dany komunikat. Osoba pełnosprawna pisząc komunikat: „Cześć, co słychać, co robisz dziś wieczorem?”, zrobi to w ciągu 30–40 sekund. Osoba niepełnosprawna, która musi walczyć z drżeniem rąk i precyzją ruchów, tego komunikatu nie napisze tak szybko. Nie zapominajmy, że są jeszcze znaki „ć”, „ś”, gdzie trzeba połączyć ruch dwóch lub trzech klawiszy – to dla osoby niepełnosprawnej stanowi duży problem – przekonuje ekspertka.

Klawiatura może być podłączona do komputera czy smartona bezprzewodowo za pośrednictwem technologii Bluetooth lub przewodowo poprzez kabel USB. Klawiatura jest kompatybilna ze wszystkimi systemami i działa bez zainstalowanej aplikacji ParrotOne.

Jak zapewniają twórcy, koszt klawiatury ma nie przekroczyć 300 zł. Urządzeniem zainteresowany jest Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zatem w przyszłości może być ono w całości refundowane dla osób niepełnosprawnych. Produkt ma się pojawić na rynku pod koniec tego roku.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest ok. 4,7 mln osób niepełnosprawnych, co stanowi 12,2 proc. obywateli.

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko 10

Specjaliści firmy Sener Polska opracowują i dostarczają urządzenia wspomagające montaż sondy Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz mechanizm sterujący anteną komunikacyjną. Misja kosmiczna Euclid trafi na orbitę do 2020 roku. Jej celem jest zbadanie powodów rozszerzania się wszechświata. Obecnie ocenia się, że widzimy tylko 5 proc. materii, która tworzy wszechświat. Reszta to ciemna materia i ciemna energia, które sonda ma obserwować.

– Wszechświat rozszerza się szybciej niż wynikałoby to z masy wszystkich obiektów niebieskich, które udało nam się do tej pory zaobserwować. Szacuje się, że całość zaobserwowanych do tej pory obiektów stanowi około 5 proc. masy całego wszechświata. To, czego nie znamy często określa się mianem czarnej energii lub czarnej materii. Euclid ma za zadanie spróbować w sposób pośredni zaobserwować tę czarną materię np. poprzez zakrzywianie światła odległych galaktyk i przez to zniekształcanie ich obrazu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska.

Firma Sener Polska projektuje i wykonuje mechanizmy, które są niezbędne do montażu sondy Euclid. Odpowiedzialna jest za dostarczenie urządzeń tzw. Mechanical Ground Support Equipment (MGSE), wspomagających montaż satelitów. Są to m.in. specjalne dźwigi, wózki i podnośniki, które umożliwiają precyzyjne podnoszenie satelity i przenoszenie go, obracanie we wszystkich kierunkach, transportowanie na miejsce startu, czy umieszczenie w ładowni rakiety nośnej. Część została już dostarczona do Thales Alenia Space, który jest głównym wykonawcą urządzenia.

– Satelita jest duży, waży prawie 3 tony. Obracanie taką masą w sposób bezpieczny dla specjalistów montujących poszczególne komponenty, wymaga zbudowania do tego specjalnej infrastruktury. Oprócz tego, zaangażowani jesteśmy w tzw. segment lotny misji Euclid. Będziemy budować wspólnie z naszą spółką-matką mechanizm sterujący anteną do komunikowania się z Ziemią, tzw. ADPM, Antenna Deployment and Pointing Mechanism – mówi ekspertka.

Inżynierowie Sener Polska odpowiadają również za analizy numeryczne, integrację oraz testy systemu siłowników wykorzystywanych w modelach kwalifikacyjnych oraz w modelu lotnym. Jak podkreśla ekspertka, dla polskich firm udział w takim przedsięwzięciu, jakim jest misja kosmiczna Euclid, to duży prestiż i wyróżnienie.

– W oba realizowane przez nas kontrakty zaangażowanych jest wiele innych przedsiębiorstw z Polski. W ramach MGSE jest to 18 różnych podmiotów z całej Polski, np. firma z Doliny Lotniczej jak Ultratech, czy spółka Polskiej Grupy Zbrojeniowej – Wojskowe Zakłady Łączności nr 1, a także małe i średnie przedsiębiorstwa, wysoko wyspecjalizowane, jak np. mała firma UZBI – wymienia Aleksandra Bukała.

Euclid, średniej wielkości misja kosmiczna, realizowana jest w ramach programu „Cosmic Vision” Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Satelita ma trafić na orbitę na pokładzie rakiety nośnej Sojuz 2.1b. Całkowity koszt programu wyniesie 500 mln euro. Euclid będzie przez 6 lat mierzyć kształty i mapować w 3D ok. 2 mld galaktyk.

Start misji Euclid planowany jest na IV kwartał 2020 roku.

Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza

Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza 11

Polskie miasta należą do najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Zwłaszcza w zimie normy w takich miastach jak Kraków czy Warszawa potrafią być przekroczone kilkukrotnie. Smog oddziałuje nie tylko na otwartych przestrzeniach, na których pomocne mogą być maski antysmogowe, lecz także w pomieszczeniach. Odpowiedzią mogą być oczyszczacze powietrza, które usuwają niemal 100 proc. zanieczyszczeń. O ich zakupie powinni pomyśleć zwłaszcza rodzice małych dzieci, kobiety w ciąży czy osoby starsze.

– Epizody smogowe krótkoterminowo podrażniają układ oddechowy, podrażniają gardło, wzmagają podatność na infekcje. Długofalowo zaś mogą prowadzić do zwiększonej wrażliwości, alergii, a nawet astmy. Są badania, które pokazują, że wśród osób, które były małymi dziećmi w czasie słynnego ataku smogu w Wielkiej Brytanii, po czterdziestu latach jest większy odsetek chorych na astmę i alergie w porównaniu z grupą rówieśniczą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska z portalu oddechtozycie.pl.

Za powstawanie smogu odpowiada przede wszystkim tak zwana niska emisja, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z transportu i domowych palenisk czy lokalnych kotłowni, w których spalanie odbywa się w sposób nieefektywny. Niska emisja oddziałuje na wysokości do 40 metrów i właśnie dlatego jest ona szczególnie niebezpieczna dla zdrowia ludzi. Lekarze radzą, by w przypadku pogorszenia jakości powietrza nie opuszczać mieszkań. Jednak do mieszkania przedostawać się może nawet 70 proc. zanieczyszczeń pochodzących z zewnątrz.

– To, na ile mamy zanieczyszczone mieszkanie, zależy od tego, jakiego typu mamy okna, w jakim budynku mieszkamy, jaka jest w nim wentylacja i na którym piętrze się ono znajduje. Niestety, aby uchronić się przed smogiem, nie zawsze wystarczy zamknąć okna. Często są one nieszczelne, a nasze wentylacje nie funkcjonują prawidłowo. W rezultacie w pomieszczeniach mamy zanieczyszczenie porównywalne z tym, co jest na zewnątrz – twierdzi dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Zawieszone w powietrzu pyły przedostają się do układu oddechowego i zatruwają cały organizm. Najbardziej szkodliwe są cząsteczki pyłu zawieszonego o oznaczeniu PM 2,5 oraz PM 10. Ich struktura jest kilkukrotnie mniejsza od ziarnka piasku. Dostają się one bezpośrednio do pęcherzyków płucnych, a przed ich działaniem nie pomaga nawet stosowanie maseczki ochronnej.

– Jeśli mieszkamy w miejscu, gdzie powtarzają się epizody smogowe, to oczywiście możemy kupić maski antysmogowe. Tak naprawdę zabezpieczają one nas tylko wtedy, gdy jesteśmy na zewnątrz. Natomiast żeby chronić się w domu, potrzebujemy oczyszczacza powietrza, przynajmniej do sypialni, swojej albo dzieci – przekonuje ekspertka.

Produkowane obecnie oczyszczacze oferują różnorodne technologie i szereg dodatkowych funkcji, takich jak między innymi nawilżanie powietrza. Różna jest także wydajność urządzeń, która stanowi kluczowy parametr przy dobieraniu oczyszczacza do metrażu mieszkania. Najpopularniejsze oczyszczacze wyposażone są w filtry HEPA, które oznaczane są klasami od E10 do E13.

– Są bardzo różne technologie oczyszczania powietrza. Najlepsze na oczyszczanie powietrza i ochronę przed smogiem są oczyszczacze, które mają wymienne filtry o standardzie HEPA. One zatrzymują zanieczyszczenia na filtrze i wypuszczają powietrze oczyszczone – tłumaczy przedstawicielka oddechtozycie.pl.

Im wyższa klasa filtra, tym większa zdolność do usuwania zanieczyszczeń z powietrza. To głównie od filtra zależy efektywność urządzenia. Dla przepływu powietrza o wartości 100 m3 na godzinę, współczynnik przechwytywania zanieczyszczeń w filtrze E10 wynosi 85 m3/h, czyli jego skuteczność wynosi 85 proc. Filtr H13 zatrzymuje już 99,97 proc. niepożądanych alergenów, takich jak kurz, pyłki, roztocza czy sierść zwierząt.

Oczyszczacze wyposażane są ponadto w czujniki pokazujące aktualne stężenie niepożądanych cząstek w powietrzu i informujące o stanie jakości powietrza wewnątrz pomieszczenia. W zależności od firmy i modelu urządzenia potrafią filtrować powietrze w pomieszczeniu o powierzchni nawet powyżej 100 m2.

– Poziomy zanieczyszczeń powietrza w Polsce bywają tak wysokie, że wszyscy powinniśmy się zainteresować tym, jak zadbać o siebie, kiedy jesteśmy w domu, kiedy śpimy, kiedy odpoczywamy. Oczywiście są grupy szczególnie narażone na szkodliwe oddziaływanie smogu, to są małe dzieci, kobiety w ciąży, osoby starsze i osoby, które chorują na choroby układu oddechowego czy układu krążenia – alarmuje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia aż 7 na 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się właśnie w Polsce. Leżą one głównie w województwie śląskim i małopolskim. Mocno zanieczyszczona jest jednak również Warszawa czy Kielce.

W światowym rankingu WHO nie wypadamy już tak źle. Najbardziej zanieczyszczona Pszczyna znajduje się na 345. miejscu wśród 500 najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Łącznie na liście znajduje się 30 polskich miast.

CED-Insurance Round Table Discussion

Rynek nieruchomości odznacza się wysokim wskaźnikiem współpracy z różnymi segmentami rynku. Jednym z istotniejszych sektorów dla tej branży z całą pewnością jest rynek ubezpieczeń.

Mając na uwadze ten fakt, powermeetings.eu oraz CIJ Europe organizuje CED – Insurance Poland 2018 Round Table na temat – The Role of Insurance in Real Estate: Title, Property, 3RD Party & Terrorism, które odbędzie się 6 marca 2017 roku, w Warszawie.

CED-Insurance Poland 2018 to prestiżowe wydarzenie na współczesnym rynku nieruchomości, podejmujące zagadnienia szeroko rozumianego ubezpieczania nieruchomości w szczególności ubezpieczania tytułu prawnego nieruchomości, który jest nieocenionym narzędziem w procesie nabywania praw do nieruchomości.

Swoje wystąpienia oraz udział zapowiedzieli przedstawiciele funduszy, inwestorów i deweloperów jak również brokerzy i firmy ubezpieczeniowe. Spodziewamy się bardzo interesującej dyskusji  i jesteśmy przekonani, że kluczowi przedstawiciele najważniejszych instytucji finansowych odpowiedzą na najistotniejsze pytania stojące przed branżą.

Wstępny program spotkania wygląda następująco:

9:00 – 9:30 Rejestracja i poranna kawa

9:30 – 10:15 Temat I: Wyzwania na rynku ubezpieczeń 2018-2023

  • Wpływ branży ubezpieczeń na polską gospodarkę
  • Wzrost wymogów kapitałowych
  • Wzmocnienie pozycji klientów w relacjach z ubezpieczycielami
  • Uprawnienia prokonsumenckie KNF i UOKiK

10:15 – 11:00 Temat II: Efektywna strategia i kreowanie modelu biznesowego.

  • Doskonalenie procesów i systemów
  • Poprawa wydajności operacyjnej

11:00 – 11:15 Przerwa

11:15 – 12:00 Temat III: Złożoność przepisów i zarządzanie ryzykiem

  • Ustawodawstwo
  • Ryzyko rynkowe i kredytowe
  • Limity odpowiedzialności
  • Obowiązkowe ubezpieczenie OC dla pośredników nieruchomości

12:00 – 13:00 Lunch i networking

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: https://powermeetings.eu/szkolenie/ced-insurance-round-table/.

Do zobaczenia 6 marca w Warszawie!

Bez jaj! Jajecznica droższa niemal o połowę

Po pokaźnych podwyżkach cen jaj i masła jedna z podstawowych potraw śniadaniowych – jajecznica zdrożała o prawie połowę. Czemu akurat w Polsce wzrost kosztu zakupy tych produktów należy do największych w całej Unii? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Prosty przepis – cztery jaja, 30 g masła oraz trzy kromki chleba – i mamy ulubione śniadanie wielu Polaków. Za jajecznicę, według danych Eurostatu, w 2015 r. płaciliśmy ok. 3,04 zł. W grudniu ub.r. było to jednak już ponad 4,3 zł, czyli ok. 42 proc. więcej. Tylko w dwóch unijnych krajach nastąpił większy skok kosztu przyrządzenia jajecznicy. Dlaczego jesteśmy w grupie tych niechlubnych liderów?

Jaja i masło ostro w górę

Podstawowym powodem wzrostu kosztów przyrządzenia jajecznicy są oczywiście wyższe ceny detaliczne jaj i masła. Podniosły się one w Polsce odpowiednio o 47,8 proc. oraz 49,1 proc. w porównaniu z przeciętnym poziomem w 2015 r. W przypadku jaj większe podwyżki odnotowano tylko na Słowacji, w Czechach oraz w Rumunii. Masło natomiast zdrożało bardziej we trzech krajach bałtyckich oraz w Niemczech. Ogólnie jednak, biorąc również pod uwagę wzrost cen chleba (5,3 proc. w Polsce, piąty najszybszy w Unii), tylko dwa kraje – Czechy oraz Słowacja – wyprzedziły nas w rankingu wzrostu cen jajecznicy.

W Polsce niemal najwyższe ceny

Kryzys na rynku masła oraz jaj w 2017 r. spowodował oczywiście podniesienie się cen hurtowych tych produktów.

Notowania jaj są zdecydowanie bardziej szczegółowe niż masła i dane są dostępne praktycznie dla każdego unijnego kraju. Przed kryzysem na tym rynku cena skupu 100 kg jaj (koniec lipca 2017 r.) wynosiła dla Polski 123 euro, co było minimalnie powyżej unijnej średniej (niecałe 120 euro).

W szczytowym momencie (ostatni tydzień listopada 2017 r.) cena podskoczyła do 220 euro, czyli prawie o 80 proc. w porównaniu z lipcem. Co ciekawe, średni wzrost unijnych cen był aż o pkt 20 proc. mniejszy i wyniósł 60 proc. W rezultacie w ciągu czterech miesięcy hurtowe ceny skupu jaj z poziomu zbliżonego do unijnej średniej i stały się czwarte najwyższe w Unii.

W przypadku masła ceny unijne ustalane są jedynie na kilku rynkach (np. holenderskim, francuskim, niemieckim czy polskim). W Zachodniej Europie zmiany były gwałtowniejsze niż w Polsce zarówno jeżeli chodzi o wzrosty, jak i o spadki. W rezultacie według raportu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) z 25 stycznia cena sprzedaży masła w blokach w Polsce wynosiła 417 euro za 100 kg. To więcej niż w Niemczech (413 euro) oraz w Holandii (404 euro). W grudniu ceny w Polsce były nawet wyższe o 10-15 proc. niż Niemczech czy w Holandii.

Dla konsumenta podwyżki, obniżki już nie?

Kwestia silnych podwyżek cen żywności w Unii była już szeroko omawiana przez Komisję Europejską (KE) w 2009 r. Wtedy znacznie podrożały towary rolne, co szybko przełożyło się na gwałtowne podniesienie cen dla konsumentów. Gdy jednak ceny towarów rolnych powróciły do wcześniejszych poziomów, ich detaliczne odpowiedniki praktycznie wcale się nie obniżyły.

Już wtedy KE zwracała uwagę na różne pozycje negocjacyjne poszczególnych podmiotów (rolników, przetwórców, hurtowników, detalistów) w łańcuchu dostaw żywności. Według KE „niektóre dochodzenia doprowadziły do odkrycia wielu poważnych naruszeń, takich jak kartele”.

Od kilku miesięcy KE udostępnia narzędzia do monitorowania cen. Na razie jest to opracowanie eksperymentalne, ale w przypadku Polski pokazuje ono, że np. wzrosty cen producentów żywności w 54,7 proc. są przekazywane na konsumentów. Z kolei spadki cen są przekazywane na konsumentów w tylko w 28 proc. przypadków. W Niemczech natomiast zarówno wzrosty, jak i spadki cen przekazywane są na konsumentów praktycznie symetrycznie – odpowiednio 47,2 oraz 44,6 proc.

Zakaz handlu w niedziele okiem eksperta

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Wprowadzenie zakazu handlu w niedziele może spowodować zmniejszenie obrotów handlu detalicznego w Polsce. Wartość sprzedaży detalicznej wzrosła w 2017 roku o 8% – z tego względu prognozowany krótkotrwały spadek obrotów może zostać zamortyzowany w wartościach bezwzględnych w okresie od 6 do 9 miesięcy.

Część obrotów w handlu detalicznym może się wprawdzie rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, jednak w związku ze zjawiskiem zakupów kompulsywnych, czyli nieplanowanych, ogólne obroty w handlu z pewnością spadną, przynajmniej początkowo. Odczują to zarówno sklepy odzieżowe, będące kluczowymi najemcami centrów handlowych, jak i lokale handlowe prowadzące sprzedaż sprzętu elektronicznego i AGD oraz innych produktów, przy zakupie których klienci potrzebują czasu na podjęcie decyzji, a także artykułów nabywanych w ramach zakupów kompulsywnych.

Największe szkody może ponieść branża gastronomiczna w centrach handlowych, ponieważ nie ma ona możliwości przeniesienia sprzedaży na inne dni tygodnia.

W niedziele supermarkety i hipermarkety odnotowują średnio niższą wartość sprzedaży niż w inne dni tygodnia. Z tego względu większość niedzielnych obrotów prawdopodobnie rozłoży się na pozostałe dni i utracona zostanie tylko część obrotów związana z zakupami kompulsywnymi.

Największe straty mogą ponieść centra handlowe z ograniczoną ofertą i zlokalizowane na przedmieściach.

Centra handlowe znajdujące się w pobliżu kompleksów biurowych i osiedli mieszkaniowych mogą liczyć na wzrost odwiedzalności w czwartki i poniedziałki w godzinach popołudniowych i wieczornych.

Duże i bardzo duże centra handlowe będą prawdopodobnie zmuszone wydłużyć godziny otwarcia w piątki i soboty, a także w czwartki i/lub poniedziałki.

Wskutek przewidywanego spadku obrotów najemcy centrów handlowych mogą zacząć wywierać presję na obniżenie stawek czynszu. Jednak przy rosnącej sprzedaży detalicznej, czynsze zasadniczo nie uległy zmianie bądź nieznacznie się zmniejszyły. Z tego względu prognozowany spadek obrotów nie powinien przełożyć się na obniżki czynszów.

Znaczny spadek obrotów może dotyczyć także centrów wyprzedażowych, które w weekendy przyciągają najwięcej klientów i generują ok. 80% wolumenu odwiedzalności i obrotów.

Autor: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Rynek ropy

Kurs ropy ma za sobą kolejny wzrostowy tydzień. Gatunek WTI zamknął piątkową sesję powyżej 66 USD za baryłkę po raz pierwszy od trzech lat i podniósł się o niemal 5 proc. Gatunek brent podrożał nieco mniej niż 3 proc., baryłka wyceniana jest na około 70 USD. Rajd cen jest coraz bardziej “zmęczony” a napędzające go czynniki fundamentalne zagrożone.

Utrzymanie siły przez rynek surowca jest przede wszystkim pochodną kolejnego, już 10. z rzędu tygodniowego spadku zapasów w USA. Przekraczają one obecnie średnią z ostatniego pięciolecia o zaledwie kilkanaście milionów baryłek. W kulminacyjnym momencie ubiegłego roku zapasy przekraczały wspomnianą przeciętną aż o około 150 milionów baryłek. Nie tylko tempo redukcji dostępności surowca, ale też moment wystąpienia tej tendencji (zimą notuje się zazwyczaj przyrost zapasów) rozbudził skrajny entuzjazm rynku. Obrazuje go nie tylko wysoka wartość wskaźników technicznych: np. dzienny RSI14 dla aktywnego kontraktu na WTI wynosi 78,2 pkt, a dla interwału tygodniowego przekracza 76,5 pkt. Jeszcze lepiej widać to w danych CFTC. Inwestorzy finansowi mają w swoich rękach aż 515 tysięcy długich pozycji i zaledwie 36,3 tys. pozycji krótkich. Porównywalnie skrajne pozycjonowanie utrzymuje się na rynku już od  9 tygodni. Uważamy, że obecnie zagraża już ono głęboką korektą przy pogorszeniu sytuacji fundamentalnej i wyhamowaniu tempa, w którym rynek zmierza do deficytu. To z kolei wydaje się nieuniknione z przynajmniej trzech powodów.

Po pierwsze, wzrost ceny prowadzi jednocześnie do dynamicznego wzrostu wydobycia w USA. Tylko w ubiegłym tygodniu liczba aktywnych szybów wiertniczych podniosła się o 12 sztuk. Wynosi ona już prawie 760 sztuk, czyli o jedną trzecią więcej niż przed rokiem. Tendencja ta przekłada się oczywiście na rosnące wydobycie. Bazując na danych EIA lada moment przekroczy ono 10 milionów baryłek a w ostatnim roku podniosło się o około 10 proc. Rosnąca produkcja w USA powinna wystarczyć by globalne wydobycie sprostać mogło rosnącemu zapotrzebowaniu pędzącej światowej gospodarki (według prognoz MFW wzrost ma w końcu wynieść 3,9 proc. rok do roku). Wg szacunków IEA, EIA i OPEC wzrost popytu na surowiec ma być w przedziale 1,3 -1,8 mln baryłek na dzień i pewnie oscylować będzie wokół 1,5-1,6 mln baryłek (prognozy EIA postrzegamy jako zbyt konserwatywne, a OPEC jako zbyt optymistyczne).

Po drugie, pomimo ostatniej fali mrozów, zapasy destylatów (czyli m.in. oleju opałowego) wcale nie spadają. Poprzedni tydzień przyniósł odwilż a w myśl ostatnich prognoz luty ma nie być aż tak zimny jak się pierwotnie obawiano. W tym świetle nie ma zagrożenia deficytem. Z kolei zapasy benzyny są wręcz na trajektorii wzrostowej. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy oczekiwać mniejszego popytu ze strony rafinerii w kolejnych tygodniach. Nie należy też zapominać, że zwyczajowo pierwszy kwartał uznaje się za czas ich czasowych wyłączeń, napraw i modernizacji.

Po trzecie, istotną siłą działającą w kierunku zbilansowania rynku ropy w USA był silny popyt eksportowy. Awarie infrastruktury i napięcie geopolityczne w rejonach świata, których produkcja jest benchmarkowana do notowanej w Londynie ropy brent wywindowały jej ceny względem WTI. Sprawiło to, że rynek chętniej zaczął zaopatrywać się w amerykański surowiec a ceny zaczęły się zrównywać, co widać chociażby po ubiegłotygodniowych stopach zwrotu. Zawężanie się spreadu brent – WTI powinno szybko przełożyć się na mniejszy popyt na ropę z USA.

Podsumowując: rynek ropy zachowuje siłę ze względu na szybkie i zaskakujące kurczenie się zapasów w USA. Tendencja ta powinna jednak wygasać ze względu na: wzrost produkcji w USA, tendencje w kształtowaniu się destylatów i benzyny oraz zawężanie się spreadu brent – WTI. Przy skrajnym pozycjonowaniu i ekstremalnie wykupionym rynku prowadzić to powinno do głębokiej korekty.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Nowy Prezes w Kuehne + Nagel Polska

Guillaume Sauzedde
Guillaume Sauzedde

Guillaume Sauzedde (45) przejął odpowiedzialność za działalność operacyjną polskiego oddziału firmy w styczniu 2018 roku. Zastąpił on Ingo Goldhammera, który awansował na stanowisko Dyrektora Regionalnego na Południową i Centralną Amerykę w Kuehne + Nagel.

Guillaume Sauzedde ma ponad 20-letnie doświadczenie na rynku logistyki i transportu. W tym czasie obejmował wiele menadżerskich stanowisk w firmach zlokalizowanych na terenie całej Europy, które są międzynarodowymi dostawcami usług logistycznych i transportowych. Guillaume Sauzedde dołączył w 2008 roku, do regionalnej centrali Kuehne + Nagel na Europę Wschodnią, mieszczącej się w Wiedniu, gdzie był odpowiedzialny za logistykę kontraktową dla sektora motoryzacyjnego. Tę pozycję zajmował do końca 2011 roku, do czasu gdy został Dyrektorem Logistyki Kontraktowej w Kuehne + Nagel w Polsce (2012-2015). W 2015 roku objął stanowisko Starszego Wiceprezesa Logistyki Kontraktowej na Region Centralnej i Wschodniej Europy.

„Jestem bardzo podekscytowany przejęciem odpowiedzialności jako Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce. Jednocześnie nie mogę się doczekać prowadzenia działań, które pozwolą naszej firmie na zrównoważony rozwój oraz implementację kreatywnych rozwiązań” –  powiedział Guillaume Sauzedde.

“Guillaume Sauzedde posiada rozległą wiedzę w zarządzaniu logistyką
i transportem w wymiarze międzynarodowym. Dodatkowo, jego umiejętności zarządzania, zdolność do przewidywania zachowań rynkowych i adaptacji do zmieniającego się środowiska gwarantują, że jako firma dostarczymy naszym klientom serwis wysokiej jakości, który cechuje innowacyjność oraz fachowe wsparcie” – powiedział dr. Hansjörg Rodi, Regionalny Menadżer, Kuehne + Nagel w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Podatek handlowy znów przesunięty w czasie. Polska czeka na wyrok Trybunału

1 stycznia 2018 r. weszła w życie ustawa o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z nią miesięczne przychody przedsiębiorców przekraczające 17 mln zł zostaną objęte progresywną stawką opodatkowania od 1 stycznia 2019 r. Tym samym nowe obciążenie fiskalne, dotykające zwłaszcza duże sieci handlowe, zostało odłożone w czasie o kolejny rok.

To nie pierwsze przesunięcie wprowadzenia w Polsce tego budzącego kontrowersje świadczenia na rzecz państwa. Ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej weszła już bowiem raz w życie – 1 września 2016 r. Jednak niespełna trzy tygodnie później Komisja Europejska nakazała Polsce zawieszenie stosowania nowego obciążenia fiskalnego do momentu stwierdzenia jego zgodności z regułami pomocy publicznej. Rozporządzeniem Ministra Rozwoju i Finansów z 18 października 2016 r. najpierw zaniechano poboru podatku, by następnie ustawą z 15 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej zawiesić jego obowiązywanie do 2018 r.

Naruszenie unijnych zasad

Komisja Europejska 30 czerwca ub.r. zadecydowała, że podatek narusza unijne zasady dopuszczalnej pomocy państwa, promując przedsiębiorstwa o niższych obrotach i dając im pewną przewagę nad konkurentami. Wcześniej, bo już 30 listopada 2016 r., Polska złożyła do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na pierwszą decyzję Komisji Europejskiej z 19 września 2016 r. Ze względu na brak rozstrzygnięcia trybunału termin wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej został przesunięty o kolejny rok.

Co się stanie

Jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE przyzna Polsce rację i podważy decyzję Komisji Europejskiej, to od 1 stycznia 2019 r. progresywną stawką podatkową zostaną objęte wszystkie przychody przedsiębiorstw przekraczające w danym miesiącu 17 mln zł. Dotyczy to każdego miesiąca z osobna, dlatego też w skali roku kwota wolna od podatku handlowego wynosić będzie 204 mln zł. Podstawa opodatkowania obejmuje dwa progi: 0,8% od przychodu w przedziale 17 mln – 170 mln zł miesięcznie oraz 1,4% powyżej 170 mln zł przychodu miesięcznie. Zobowiązanie podatkowe dotyczy również usług towarzyszących dokonywanej sprzedaży detalicznej, jeśli nie są one osobno ewidencjonowane.

Stawki podatku od sprzedaży detalicznej:

1) 0,8% podstawy opodatkowania – w części, w jakiej podstawa opodatkowania nie przekracza kwoty 170 mln zł;

2) 1,4% nadwyżki podstawy opodatkowania ponad kwotę 170 mln zł – w części, w jakiej podstawa opodatkowania przekracza kwotę 170 mln zł.

Jeśli Trybunał podtrzyma decyzję Komisji, a Polska ją zaaprobuje, to rząd z pewnością będzie szukać innego źródła dopływu do państwowej kasy brakującego 1,59 mld zł rocznie. Tyle bowiem, według szacunków Ministerstwa Rozwoju i Finansów, miała wynieść kwota uzyskana przez fiskus z tytułu poboru podatku handlowego w 2018 r.

Audyt podatkowy i doradztwo podatkowe

Wielu dużych przedsiębiorców, nie czekając na rozstrzygnięcie Trybunału, już dziś przeprowadza audyt podatkowy w swojej firmie. Ponieważ podstawę opodatkowania podatkiem handlowym stanowi osiągnięta w danym miesiącu nadwyżka przychodów ze sprzedaży detalicznej ponad 17 mln zł, sprawdzają oni w pierwszej kolejności, czy w ogóle mają się czego obawiać. Ci przedsiębiorcy, których miesięczny przychód nie przekroczy tej kwoty, są zwolnieni z obowiązku składania deklaracji o wysokości podatku.

Kolejnym etapem działań po audycie jest doradztwo podatkowe. Sam fakt spełnienia przesłanki uzyskiwania miesięcznego progu kwoty przychodów nie przesądza bowiem o staniu się podatnikiem podatku od sprzedaży detalicznej. Kwotę tę można obniżyć o kwoty wypłacone z tytułu zwrotu towarów po odliczeniu podatku od towarów i usług. Przede wszystkim jednak zobowiązanie podatkowe dotyczy tylko sprzedaży na rzecz konsumentów. A tymi, w rozumieniu ustawy, oprócz rolników ryczałtowych, są wyłącznie osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej oraz prowadzące taką działalność, o ile nabycie przez nie towarów nie ma związku z tą działalnością. Potwierdziła to interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, który stwierdził, że podatnikowi przysługuje uprawnienie do korygowania podstawy opodatkowania o przychód udokumentowany fakturami wystawionymi przedsiębiorcom, tylko jeśli ci dokonują zakupu wyłącznie w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą (IPPP2/4513-3/16-4/JO z 7 listopada 2016 r.).

Istnieją jeszcze inne wyłączenia przychodów z podstawy opodatkowania. Dla przykładu, ustawa nie ma zastosowania do sprzedaży detalicznej dokonywanej przez internet. W jej art. 7 są natomiast wymienione wprost rodzaje sprzedaży detalicznej, do której omawiany obowiązek podatkowy nie ma zastosowania, jak np. sieciowa sprzedaż gazu ziemnego, energii elektrycznej i cieplnej oraz wody, paliw stałych, materiałów opałowych czy niektórych leków.

Co kraj, to obyczaj

Polska jest jednym z pionierów nowych rozwiązań fiskalnych, które mają uderzyć w największe przedsiębiorstwa z branży sprzedaży detalicznej. Wcześniej w podobny sposób do kieszeni dużych firm próbowały sięgnąć Węgry, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Za każdym razem wprowadzone w tych państwach regulacje były wycofywane pod wpływem szybkiej reakcji Brukseli. Najczęstszym zarzutem przeciw dodatkowemu opodatkowaniu dużych sklepów i sieci handlowych była, podobnie jak w przypadku Polski, niedozwolona pomoc państwa faworyzująca mniejsze przedsiębiorstwa.

Są też w Europie kraje, które kroczą inną drogą. Malta, przewodnicząca rok temu Unii Europejskiej, legitymuje się obecnie najwyższą w UE stawką podatku dochodowego od osób prawnych, wynoszącą 35%. Z uwagi na system tzw. pełnego przypisania odbiorcy dywidendy mają jednak prawo do refundacji w wysokości 6/7 kwoty podatku dochodowego zapłaconego przez spółkę. Dzięki temu efektywna stawka CIT na Malcie może wynosić nawet 5%.

Po stronie przedsiębiorczości

Przykład państw, które bezskutecznie próbowały sięgnąć po dodatkowe pieniądze do kieszeni największych firm, pokazuje, że Unia Europejska staje po stronie przedsiębiorczości. Być może jest to przejaw lęku o swój byt, podsyconego w obliczu Brexitu. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że już od dawna teren Wspólnoty stawał się mało konkurencyjny wobec proprzedsiębiorczych rozwiązań oferowanych przez takie państwa jak choćby wspomniana Malta czy Gibraltar. Jak będzie z polską ustawą o podatku od sprzedaży detalicznej? Czas pokaże. Niemniej uzasadnienie nałożenia kolejnych obciążeń podatkowych na przedsiębiorców głównie wizją pozyskania dodatkowych miliardów do budżetu państwa nie wzbudza zaufania w środowisku gospodarczym, a już na pewno nie tworzy dobrego klimatu do inwestowania.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawa wciąż na biurowym topie – podsumowanie 2017 na stołecznym rynku nieruchomości

Drugi najwyższy popyt w historii warszawskiego rynku i rekordowa absorpcja netto doskonale podsumowują nastroje na warszawskim rynku nieruchomości. Co ważne, prognozy dla stolicy nadal pozostają niezwykle pozytywne. 

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w 2017 roku.

Ciągły wzrost aktywności ekonomicznej w połączeniu z usprawnieniami infrastrukturalnymi oraz wysoką jakością życia w mieście sprawia, że Warszawa jest niekwestionowanym liderem rynku biurowego w Europie Środkowo – Wschodniej. Odzwierciedleniem zaufania inwestorów jest niedawna decyzja JP Morgan o wejściu na polski rynek, a konkretnie do Warszawy. Decyzja tej firmy może być impulsem dla innych globalnych graczy.

„Bardzo duże zainteresowanie deweloperów i inwestorów okolicami Ronda Daszyńskiego sprawi, że w ciągu kilku lat obszar ten stanie się symbolem gospodarczego sukcesu stolicy. Trendem, który jest coraz bardziej widoczny na stołecznym rynku jest zapotrzebowanie na elastyczne biura. Operatorzy coworkingowi dynamicznie się rozwijają i stają się ważnym graczem sektora biurowego. Warszawa mierzy się również z pewnymi wyzwaniami, do których należy konkurencja o pracownika. Proces ten jednak bardzo pozytywnie wpływa na wzrost popytu i podaży w lokalizacjach centralnych, które oferują pewną przewagę w pozyskiwaniu talentów”, komentuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

Popyt

„Już teraz jednym z beneficjentów wysokiego zainteresowania nowych inwestorów są okolice Ronda Daszyńskiego – jednego z największych placów budowy w Europie. Potwierdzają to wyniki za ubiegły rok. W 2017 centrum Warszawy odpowiadało za 25% popytu na powierzchnie biurowe w stolicy. Łącznie w całej Warszawie wynajęto w tym czasie 820 100 mkw. biur, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii stołecznego rynku. Zdecydowanie wzrósł natomiast wskaźnik absorpcji netto – do historycznie rekordowego poziomu 360 000 mkw.”, tłumaczy Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe umowy najmu w ubiegłym roku podpisały takie firmy jak: Citi Service Center Poland (18 600 mkw. ) w Generation Park X, Millenium Bank (18 300 mkw.) w Harmony Office Centre, JP Morgan (15 600 mkw.) w Atrium Garden.

Podaż

W zeszłym roku do użytku oddano 275 400 mkw. biur, z czego 77% poza szerokim centrum Warszawy. Największe ukończone projekty to Business Garden 3-7 (54 800 mkw., Vastint), West Station II (35 000 mkw., HB Reavis) oraz D48 (23 400 mkw., Penta Investments).

„W budowie w Warszawie znajduje się obecnie 750 000 mkw. powierzchni biurowej. Większość z tych obiektów zostanie ukończona po 2018 roku, co jest rezultatem realizacji szeregu obiektów o dużej skali, które wymagają dłuższego czasu budowy. Co ciekawe, 78% budowanych biur znajduje się w centrum stolicy, a to w perspektywie kilku lat może mieć swoje konsekwencje w ewentualnym niedoborze nowych obiektów poza centrum. W tym roku spodziewamy się dalszego spadku wolumenu nowej podaży, co powinno być jednak zrekompensowane w latach 2019-2020”, komentuje Tomasz Czuba.

Pustostany i czynsze

Obecnie współczynnik pustostanów w stolicy osiągnął najniższy poziom od 2013 r. – 11,7%. W szerokim centrum kształtuje się on na poziomie 9,1%, natomiast poza nim 13,2%.

„Spadek poziomu pustostanów jest rezultatem połączenia wysokiego popytu z niższą niż w ubiegłym roku nową podażą. Prognozy na ten rok pozostają równie optymistyczne”, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Najwyższe czynsze transakcyjnie pozostawały relatywnie stabilne w 2017 r. Drobna korekta nastąpiła w II kw. w Centralnym Obszarze Biznesu, gdzie czynsze kształtują się na poziomie 20,5 – 23 euro/mkw./miesiąc. Stawki w najwyższej jakości obiektach zlokalizowanych w najlepszych pozacentralnych obszarach wynoszą 11 – 16 euro/mkw./miesiąc.

Przewodnik wydawcy po reklamie wideo

Dzięki dużej ilości formatów oraz koncentracji uwagi widzów na obrazie, cyfrowa reklama wideo daje wydawcom szansę na zwiększenie przychodów z powierzchni reklamowej. Tylko odpowiednia metoda, dokładny pomiar oraz optymalizacja pozwolą stworzyć skuteczną strategię monetyzacji wideo. Jak tego dokonać? Odpowiedź w poniższym artykule.

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Reklama wideo jest często marginalizowana ze względu na niski poziom generowanego na stronach dochodu. Jednak z każdym rokiem, ten format jest częściej uwzględniany w budżetach i wykorzystany przez wydawców. W 2017 marketingowcy przeznaczyli na nią ponad 9 miliardów dolarów. To o 2 miliardy więcej niż w roku poprzednim i ponad 4 miliardy więcej niż w 2015.

Dodatkowo, najnowsze badania IAB pokazują, że popularność reklamy wideo w Internecie wśród wydawców wkracza w nowy etap świetności. W badaniu wzięło udział 385 agencji, które na reklamę cyfrową wydają rocznie ponad miliard dolarów. Jak się okazało, 45% z ich wydatków na reklamę wideo to usługi wykupione w modelu programmatic.

Rożne oblicza wideo

Cyfrowa reklama wideo dzieli się na dwie kategorie: liniową oraz nieliniową. Pierwsza z nich pojawia się przed, w trakcie, lub po wyświetleniu filmu. Z kolei format nieliniowy pokrywa się z wyświetlanymi treściami wideo, co oznacza, że przekaz pojawia się wraz z filmem.

In-streamto rodzaj wideo, które jest wyświetlane przed (pre-roll), w trakcie (mid-roll) lub po obejrzeniu filmu na stronie wydawcy (post-roll). W zależności od ustawień reklam i playera, film ten można wyłączyć, ale nie zawsze. W ostatnim czasie Google wprowadził na YouTube 7 sekundowe filmy, bez możliwości pominięcia. In-stream może generować wyższe dochody niż inne formaty. Z drugiej jednak strony, format ten jest bardzo często blokowany przez rozszerzenia typu adblock.

Out-stream ta jednostka wykorzystuje lokalizacje już umiejscowionych na stronie formatów i w ich miejsce wyświetla własne wideo. Format ten nie ogranicza się tylko do wideo, ale angażuje m.in. treści tekstowe czy media społecznościowe. Istnieją różne typy jednostek reklamowych out-stream, m.in.:

  • In-banner – zamiast kreacji graficznej, na banerze wyświetlane jest wideo.
  • In-artickle – wideo jest umiejscowione pomiędzy treściami tekstowymi na stronie.
  • Native – rodzaj wideo, który ma przekazać określoną historię, w przeciwieństwie do tych zorientowanych na produkt lub usługę.
  • Interstitial – typ reklamy pełnoekranowej, do której użytkownik jest przenoszony po kliknięcu w określoną treść.

Reklamy out-stream są o 25% częściej wyświetlane niż typu in-stream. Należy jednak pamiętać, że dla części internautów ten format reklamy może być uciążliwy. Mając to na uwadze, wydawcy i reklamodawcy muszą dokładnie przemyśleć strategię – czy należy umieszczać out-stream na swojej stronie oraz do jakiej grupy użytkowników kierować przekaz.

Koszty wideo

W momencie zarabiania na treściach z reklam wideo należy poznać wyliczenia i ceny, ale i porównać źródła monetyzacji i określić ich opłacalność. Podane definicje rozliczania reklam pochodzą od IAB, jednak zaleca się, aby dwukrotnie sprawdzić każdy z modeli cenowych dla sieci reklamowych. Firmy mogą podchodzić różnie do tego tematu i mieć odmienne poglądy na kwestię widoczności.

Licytacja wideo

Wciąż dyskusyjnym tematem w kwestii reklamy programmatic jest header bidding, który przynosi wydawcom ogromne zyski. Nie powinno nikogo dziwić, że zakup powierzchni w modelu header bidding w przypadku innych formatów, w tym wideo, staje się powoli normą. Licytacja w formacie wideo ma wiele cech wspólnych z tradycyjną definicją header bidding zaczerpniętą z reklam graficznych.

W tym przypadku wydawcy mogą uzyskać dostęp do wielu źródeł popytu i wyeliminować starą metodę pozyskiwania zasobów reklamowych (waterfall), aby maksymalnie wygenerować zysk. Ten proces zwykle odbywa się w kodzie strony internetowej, ale odtwarzane na stronie wideo nie zawiera jej tagów. Jednakże proces licytacji wideo może być realizowany za pomocą sprytnego kodowania w tagach strony, aby pozyskać jeszcze więcej reklamodawców.

Trendy w reklamie wideo w 2017 roku

Niedawno firma Time opracowała dla swojej platformy nową jednostkę reklamy wideo – out-stream, która ma zwiększyć dochody i dodać nowe możliwości dochodu dla firmy. Jednostka reklamowa nosi nazwę Adapt i wykorzystuje rozwiązania reklamy natywnej, DoubleClick. Jest to rosnący trend w reklamie wideo, który może nawet potroić zyski firmy. Pokazuje to, że informacje o zwiększeniu wydatków na reklamę to nie plotki, ale fakt, zwłaszcza gdy marki premium, takie jak Time poświęcają czas i pieniądze, aby rozwinąć własną technologię reklamy.

Według badania przeprowadzonego przez firmę ve.com, istnieje kilka kanałów, które zyskają na popularności w reklamie programmatic wideo w przyszłości. Wśród nich królować będzie m.in.

  • Reklama na urządzenia mobilne: konsumpcja wideo w mobile’u już w znacznym stopniu przewyższyła urządzenia desktopowe, dlatego wydatki na nią będą stale wzrastać. Szacuje się, że wydatki na reklamę mobile w 2020 roku wzrosną do 13 miliardów dolarów.
  • Reklama natywna: jak w przypadku wspomnianej wyżej reklamy mobile, wzrost popularności tego formatu jest nieunikniony. Główną zaletą reklamy natywnej jest fakt, że nie jest ona blokowana przez różnego rodzaju rozszerzenia typu AdBlock, w przeciwieństwie do tradycyjnych formatów.
  • Reklama oparta na lokalizacji: dzięki możliwości targetowania pod kątem lokalizacji, programmatic oferuje mnóstwo korzyści. Reklamodawcy mogą kierować reklamy w czasie rzeczywistym do specyficznej grupy odbiorów, a do tego przebywających w konkretnym miejscu.

Podsumowanie

Zważając na to, że treści wideo pochłaniają Internet i pozostają nośnikiem, który przyciąga uwagę użytkowników, śmiało można stwierdzić, że jest to trend, który na długo zapadnie w pamięci nie tylko reklamodawców i wydawców, ale również użytkowników.

Autor: Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser