RODO wciąż dużą niewiadomą dla większości Polaków

Już za niespełna cztery miesiące w Polsce zaczną obowiązywać nowe przepisy dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Unijne rozporządzenie będzie mieć zastosowanie do wszystkich firm gromadzących i wykorzystujących dane osobowe osób fizycznych bez względu na skalę ich działalności. Celem RODO jest m.in. zapewnienie większej transparentności przetwarzania naszych personaliów oraz zwiększenie przysługujących nam uprawnień względem administratorów danych osobowych. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, większość z nas (63%) wciąż nie ma jednak świadomości, czego dotyczy RODO.

Spośród ankietowanych, którzy wiedzą, czym jest Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO), niemal połowa (48%) zna poprawną datę rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów (drugi kwartał 2018 roku). Natomiast aż 22% z nich jest przekonana, że nowe przepisy już są stosowane. Także połowa ankietowanych znających pojęcie RODO deklaruje, że nie posiada wiedzy na temat tego, jakie uprawnienia ono przyznaje.

Co daje nam RODO?

Nowe przepisy zwiększają ochronę nad przetwarzaniem naszych danych osobowych. Wprowadzają one z jednej strony szereg dodatkowych obowiązków, z których podmioty administrujące danymi osobowymi będą musiały się wywiązać, z drugiej zaś rozbudowują katalog uprawnień, które mają zabezpieczyć interesy podmiotów danych, czyli nas wszystkich. Chodzi tu o np. obowiązek poinformowania organu nadzorczego, czyli Urzędu Ochrony Danych Osobowych, który zastąpi GIODO, a w szczególnych wypadkach także konsumentów, o naruszeniu ochrony danych osobowych, w tym np. o wycieku danych. W przypadku stwierdzenia naruszenia ochrony ich danych, konsumenci będą też mieli możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej, m.in. poprzez żądanie od administratora zaniechania takiego działania, a także żądanie żeby ten, kto dopuścił się naruszenia, dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków mówi Piotr Zgierski, prawnik PAYBACK Polska.

Czym są dane osobowe?

100% uczestników badania PAYBACK zadeklarowało, że wie co to są dane osobowe. Zdaniem 95% respondentów na dane osobowe składają się imię i nazwisko oraz numer PESEL. 71% uczestników badania wymieniło oprócz imienia i nazwiska dodatkowo numer telefonu oraz numer klienta. Aż 1/3 respondentów błędnie stwierdziła, że zestawienie informacji obejmujących wyłącznie wiek, płeć i kod pocztowy to dane osobowe. Jak widać uczestnicy badania mimo wstępnej deklaracji mieli trudność w określeniu co jest danymi osobowymi.

Według definicji zawartej w RODO dane osobowe są to wszystkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie. Tak więc zestawienie danych o płci, wieku i kodzie pocztowym nie pozwala wskazać jednoznacznie konkretnej osoby, ale już imię i nazwisko oraz numer telefonu i klienta wskazuje na daną osobę. Z danymi osobowymi będziemy mieć do czynienia także np. w przypadku  służbowego adresu e-mail, który zawiera imię, nazwisko oraz miejsce pracy danego pracownika tłumaczy Piotr Zgierski.

Jak trwoga to do GIODO

W przypadku naruszeń związanych z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych 44% ankietowanych szukałaby pomocy u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), natomiast 15% zadeklarowało, że zgłosiłoby sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Aż 40% osób zapytanych przez PAYBACK nie wie dokąd zgłosić się w przypadku naruszeń w zakresie przetwarzania ich danych. Zaledwie 4% uczestników ankiety zgłosiło kiedykolwiek incydent dotyczący naruszenia danych osobowych. Wśród osób, które do tej pory nie miały okazji tego zrobić, najpopularniejszą odpowiedzią był brak wiedzy na temat tego, czy kiedykolwiek naruszono ich dane (64%) oraz w jaki sposób to zrobić (11%). W dalszej kolejności wymieniane były brak wiary w realny skutek takiego działania (11%) oraz zbyt duża ilość formalności (7%).

Wszelkie naruszenia związane z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych, czyli np.  wyciek lub wykorzystanie danych przez administratora w celach marketingowych mimo, że nie był do tego uprawniony, należy zgłaszać do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, a od 25 maja do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Jest to instytucja, która została powołana by stać na straży przestrzegania zasad przetwarzania danych przez administratorów i w ramach swoich uprawnień może wszcząć postępowanie kontrolne oraz nałożyć na administratora karę finansową wyjaśnia Piotr Zgierski.

Niechciane oferty handlowe utrapieniem

Nieprzyjemne sytuacje związane z niepożądanym wykorzystaniem danych osobowych spotkały aż 60% uczestników badania PAYBACK. Najczęściej wskazywanymi sytuacjami o takim charakterze są niechciane telefony (46%) oraz maile (13%) z ofertami handlowymi. Pomimo to 3/4 ankietowanych nigdy nie zdecydowało się wystosować do administratora bazy danych osobowych prośby o usunięcie swoich danych. Wśród powodów wymieniane są brak takiej potrzeby (54%) oraz brak wiedzy na ten temat (21%). Co czwarty respondent próbował interweniować w sprawie nadużycia, 18% badanych wielokrotnie korzystało z tego przywileju, natomiast 7% próbowało, ale ich prośba nie została spełniona.

W przypadku odbierania niechcianych ofert handlowych mamy prawo poprosić firmę, która się z nami kontaktuje o udzielenie nam informacji, jakie dane na nasz temat posiada, skąd je ma i na jakiej podstawie je wykorzystuje. Możemy też wnieść sprzeciw wobec przetwarzania naszych danych oraz zażądać ich usunięcia. RODO nie precyzuje w jakiej formie takie żądanie powinno zostać zgłoszone, tak więc wystarczająca może być forma ustna, o ile administrator jest w stanie zidentyfikować osobę, która z takim żądaniem występuje radzi Piotr Zgierski.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach od 15-18 stycznia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1441 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Czy ruszą inwestycje prywatne? Prognoza na 2018 rok

Rok 2018 będzie kolejnym ciekawym rokiem w polskiej gospodarce. Wpłynie kolejna transza funduszy unijnych do wydania, a duże programy infrastrukturalne będą kontynuowane. Pytanie, na ile będą one rentowne dla wykonawców w sytuacji drożejących cen materiałów, braku pracowników i wydłużających się zatorów płatniczych. Dla przedsiębiorców z zagranicy ważniejsze są gesty niż słowa oraz to, jaki klimat do inwestowania powstaje w Polsce. Jeżeli będzie on odpowiedni, inwestycje napłyną do naszego kraju. Kapitał nie ma awersji do ustroju politycznego, ale do ryzyka. Warunki powinny dać zagranicznym firmom możliwość zarabiania oraz zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

 Zmiana premiera i zapowiadane przybranie proeuropejskiego kursu powinien spowodować napływ inwestycji zagranicznych. W przyszłym roku gospodarka będzie rozwijała się dalej, głównie w oparciu o konsumpcję. Możliwe, że nie ruszą inwestycje prywatne, szczególnie wśród małych i średnich przedsiębiorstw – powiedział serwisowi eNesroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes 

– Z jednej strony państwo stara się ułatwić im działanie i stworzyć korzystniejsze otoczenie prawne. Powstaje jednak masowa liczba nowych regulacji. Większość kilku- czy kilkunastoosobowych firm nie jest w stanie poradzić sobie mentalnie ze wszystkimi nowymi przepisami. Nie są w stanie przyswoić nowego prawa i stworzyć spójnego obrazu tego, co powinni, muszą, a czego nie wolno im robić. Regulacji jest zbyt dużo. Kiedy pojawia się problem, próbuje się załatać go nowym prawem.

Należy dążyć do właściwego wykorzystywania i egzekwowania istniejących już przepisów. Uszczelnianie ich za wszelką cenę nie działa. Im bardziej szczegółowe jest prawo, tym gorzej działa. 2018 będzie też rokiem dalszego wzrostu PKB, głównie sterowanego przez konsumpcję. Wzrośnie też jednak liczba upadłości firm, o około 5 proc. Gorzej będzie też w przypadku inwestycji, zwłaszcza infrastrukturalnych. Ich cena jest obecnie na tyle wysoka, że wykonawcom trudno będzie zaczynać nowe projekty, a jeszcze trudniej kończyć obecne w taki sposób, aby były rentowne. Będzie to więc kolejny ciekawy rok dla polskiej gospodarki – podsumował Starus.

Dane z USA. Ponad 7000% inflacji w Wenezueli

Amerykańska gospodarka wcale nie rośnie tak szybko jak oczekiwano. Rosną za to zamówienia. Gigantyczna kradzież kryptowalut z japońskiej giełdy. Gigantyczna inflacja w Wenezueli.

Dane z USA

Piątkowe wstępne dane na temat wzrostu PKB w USA nie mogły zachwycać. Wynik 2,6% wobec oczekiwanych 3% to poważna różnica. Pozytywnie zaskoczyły natomiast zamówienia na dobra trwałego użytku, które rosną o 2,9% przy oczekiwanym wzroście o zaledwie 0,8%. Inwestorzy przyjęli to jako dobrą informację. Komentatorzy zwracają jednak uwagę na negatywną tendencję w której wzrostowi konsumpcji nie towarzyszy równie szybki wzrost gospodarczy. Amerykańskie społeczeństwo po raz kolejny poważnie się zadłuża.

Największa kradzież kryptowalut

Z japońskiej giełdy Coincheck zniknęło w zeszłym tygodniu 530 milionów dolarów. Nie były to oczywiście realne pieniądze. Hakerom udało się włamać do portfela, który przechowywał kryptowalutę NEM. Skradziono około 5% światowych zasobów ten monety. Co ciekawe po weekendowych spadkach waluta ta wróciła już niemal do poziomów sprzed informacji o kradzieży. Powodem tak spokojnej reakcji jest fakt, że rynek kryptowalutowy jest obecnie w innym miejscu niż jeszcze kilka lat temu. 4 lata temu kradzież mniejszej ilości bitcoinów z giełdy spowodowała znacznie większe straty. Rynek od tego czasu jednak zwielokrotnił swoją kapitalizację

Kolejne fatalne sygnały z Wenezueli

Wedle szacunkowych danych to właśnie ten kraj osiągnął najwyższy wskaźnik inflacji na świecie. Ten niechlubny rekord 2017 roku pozwolił osiągnąć rezultat około 7200%. Około, gdyż Bank Centralny Wenezueli przestał publikować ten wskaźnik już dwa lata temu. Co gorsza Międzynarodowy Fundusz Walutowy na przyszły rok przewiduje niemal podwojenie tego rezultatu. Nie są to oczywiście wyniki przypominające powojenne kryzysy, ale Wenezuela wcale nie brała udziału w żadnej wojnie w ostatnich czasach. Gospodarka oparta na ropie w momencie kiedy ceny spadły okazała się po prostu bardzo niewydajna. Obecnie powrót cen ropy daje nadzieję na stabilizację kraju w dłuższym okresie, o ile oczywiście działania gospodarcze rządu zaczną w tym pomagać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polityka nie sprzyja dolarowi. Złoty znów zyskuje

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację ruchów z ostatnich tygodni, m.in. dolar osłabiał się w relacji do większości walut. Wśród głównych walut siłą wykazywały się funt brytyjski oraz – co jest pewnym zaskoczeniem – frank szwajcarski.

W Stanach Zjednoczonych zainteresowanie polityką dominowało nad danymi gospodarczymi. Na początku tygodnia udało się przegłosować prowizorium budżetowe, kończące „zamknięcie rządu”. Po tym wydarzeniu, odnosząc się do słabszego dolara sekretarz skarbu Steve Mnuchin wstrząsnął rynkami, zrywając z tradycją i sugerując, że amerykańska waluta mogłaby być słaba. Czwartkowe spotkanie EBC przyczyniło się do wzrostu zmienności pary EUR/USD, bilans optymizmu i rozwagi w komunikacji ze strony Draghiego sprawił, że wspólna waluta ostatecznie powróciła do poziomu sprzed konferencji.

Bieżący tydzień będzie obfity w wydarzenia, które mogą wesprzeć dolara amerykańskiego. W poniedziałek opublikowane zostaną dane PCE o inflacji konsumentów (kluczowy wskaźnik, na podstawie którego Rezerwa Federalna opiera swoje prognozy), które mogą pozytywnie zaskoczyć. Spotkanie FED w środę również może przynieść więcej optymizmu w kwestii gospodarki USA i perspektyw wzrostu dynamiki płac i inflacji. Ostatecznie, piątkowy raport powinien potwierdzić siłę amerykańskiego rynku pracy. Co tyczy się informacji z drugiej strony Atlantyku – kolejne rozczarowanie danymi inflacyjnymi mogłoby skłonić euro do oddania części ostatnich zysków.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł istotne umocnienie złotego, zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego. PLN zyskiwał, wraz z pozostałymi walutami EM i innymi aktywami ryzykownymi, czemu sprzyjała m.in. słabość amerykańskiej waluty. Miniony tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z Polski, poznaliśmy jedynie odczyt bezrobocia w grudniu. Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami wzrosła z poziomu 6,5% do 6,6%.

W tym tygodniu inwestorzy powinni skupić się na informacjach gospodarczych z USA i strefy euro, we wtorek poznamy jednak również odczyt PKB Polski w 2017 r.

GBP

Brytyjską walutę w ubiegłym tygodniu wspierały dane z rynku pracy. Bezrobocie w Wielkiej Brytanii utrzymuje się na poziomie 4,3%, rośnie natomiast dynamika płac, a gospodarka tworzy zaskakująco dużo miejsc pracy. Relatywnie niski wzrost gospodarczy z drugiej strony nadal podtrzymuje obawy o kwestię produktywności. Pozytywne dane gospodarcze, perspektywy podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Anglii oraz złagodzenie retoryki w kwestii Brexitu mają jednak pozytywny wpływ na brytyjską walutę, która od początku roku radzi sobie najlepiej wśród wszystkich walut G10 (za wyjątkiem korony norweskiej).

EUR

Prezes EBC w ubiegłym tygodniu przekazał rynkom dosyć gołębi komunikat. Podczas gdy zwrócił uwagę na silny wzrost gospodarczy, Draghi powtórzył, że nie tworzy się presja inflacyjna. Odniósł się również do rynkowych oczekiwań co do rychłych podwyżek stóp procentowych, stwierdzając, iż szanse na podniesienie kosztów pieniądza w tym roku są niewielkie. Niemniej, początkową reakcją rynku było umocnienie EUR/USD – para podskoczyła do najwyższego poziomu od trzech lat. Ostatecznie jednak w niedługim czasie euro oddało wszystkie zyski z tego tytułu.

Kluczowym wydarzeniem tego tygodnia będzie publikacja wstępnych szacunków inflacji w strefie euro. Konsensus zakłada lekki wzrost inflacji bazowej do poziomu 1% w ujęciu rocznym. Naszym zdaniem, jest spora szansa na to, że po raz kolejny dynamika bazowa znajdzie się poniżej poziomu 1% rocznie.

USD

Spotkanie Rezerwy Federalnej do którego dojdzie w środę będzie ostatnim spotkaniem banku centralnego pod przewodnictwem Janet Yellen. Prawdopodobnie nie zaowocuje jednak żadnymi istotnymi zmianami. Spodziewamy się, że członkowie FOMC dopasują swój ton do ostatnich pozytywnych zmian gospodarczych. W naszej opinii dużo istotniejsza od spotkania FOMC będzie poniedziałkowa publikacja inflacji PCE oraz piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy w styczniu. Co tyczy się pierwszego – sądzimy, iż jest spora szansa, że bazowy indeks – przy którego wyliczaniu nie bierze się uwagę zmian cen energii i żywności – może nas pozytywnie zaskoczyć. Spodziewamy się, że również wspomniany piątkowy raport z rynku pracy może przynieść niespodziankę w postaci wyższej rocznej dynamiki płac. Naszym zdaniem dynamika zarobków powinna notować wzrost rzędu 2,7% w ujęciu rocznym.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Rząd znów bierze się za rentę dożywotnią? Debata w czerwcu

Sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, w opublikowanym niedawno planie prac na 2018 rok, uwzględniła debatę na temat regulacji dotyczących rynku rent dożywotnich i hipoteki odwróconej. Na posiedzeniu, które zaplanowano na czerwiec, głos zabierze Minister Finansów i Minister Przedsiębiorczości i Technologii. Czy Rząd wróci do prac nad Ustawą o rencie dożywotniej? O to upominają się od lat fundusze hipoteczne zrzeszone w KPF oraz sami seniorzy. W niedawnym wystąpieniu do Ministra Kwiecińskiego głos zabrał również Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Podkreślił on, że regulacja rynku rent dożywotnich jest konieczna. Projekt ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym był już procedowany (za kadencji Ireny Lipowicz, poprzedniczki Bodnara), ale został wycofany z prac legislacyjnych. Jak będzie tym razem?

– Coraz więcej starszych osób traci własność mieszkania w zamian za późniejsze świadczenie rentowe, czy dożywocie. To nie jest bezpieczna hipoteka odwrócona – powiedział Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich w wystąpieniu do Ministra Inwestycji i Rozwoju.[1] – Ochrona tych, którzy oddają swoje mieszkania czy domy w zamian za rentę lub dożywocie, jest niedostateczna. Dlatego Państwo ma obowiązek wesprzeć ich prawnie – dodał.

O podobne regulacje upomina się cała branża oraz Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych (KPF).  W listopadzie 2016 roku, ponad 40 instytucji otrzymało list otwarty z postulatami KPF oraz Funduszu Hipotecznego DOM, dotyczący przyspieszenia prac nad ustawą. Wśród adresatów była wtedy m.in. Kancelaria Prezydenta RP, Ministerstwo Rozwoju, Narodowy Bank Polski, Związek Banków Polskich, Komisja Nadzoru Finansowego, UOKiK, Rada Polityki Pieniężnej, Rzecznik Praw Obywatelskich, związki emerytów i rencistów oraz posłowie. – Prace nad regulacją rynku tak zwanej hipoteki odwróconej rozpoczęły się już w 2009 roku i wciąż nie mogą doczekać się pełnej regulacji. Dlatego tym bardziej cieszę się, że osobiście udało mi się przekonać Przewodniczącą Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej, by debata o konieczności regulacji rynku odbyła się podczas jednego z posiedzeń. Mam nadzieję, że temat renty dożywotniej i bezpieczeństwa seniorów znów wróci na wokandę, zwłaszcza że wyłudzenia i oszustwa, o których słyszy się coraz częściej psują renomę całego rynku i uderzają w profesjonalnych usługodawców – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jak było, zanim się skończyło?

Przypomnijmy, że pod koniec 2014 roku, ówczesny Rząd wprowadził ustawę o odwróconym kredycie hipotecznym, dotyczącą usługi, którą mogłyby oferować banki. Niestety, aż do dziś, żaden z banków nie wprowadził tego rozwiązania, a sama ustawa zaczęła być nazywana martwym prawem. Dziś działa tylko rynek rent dożywotnich, a umowy są podpisywane w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego. W postulatach KPF oraz całej branży (opublikowanych w 2016 roku), rynek upominał się nie tylko o nadzór dla podmiotów oferujących rentę dożywotnią, ale także o zapewnienie seniorom profesjonalnego doradztwa i upowszechnianie norm etycznych. Prace nad ustawą o dożywotnim świadczeniu pieniężnym były prowadzone (pod numerem UD158) w Ministerstwie Gospodarki od 2013 roku, ale zakończyły się niczym. Projekt został wycofany z prac legislacyjnych, mimo, że o nowe przepisy postulowała ówczesna RPO Irena Lipowicz, UOKiK i inne instytucje.

Newralgiczny rynek

– Tylko uporządkowany i uregulowany rynek może zapewnić profesjonalną obsługę konsumentów oraz ich bezpieczeństwo. Trzeba zauważyć, że jest to rynek newralgiczny, zarówno z punktu widzenia samego produktu, jak i grupy osób, której jest dedykowany. Chodzi wszak o osoby starsze, czasami nawet w bardzo podeszłym wieku, które często mogą mieć problemy ze zrozumieniem mechanizmów przedmiotowego rynku i istoty oferowanych umów świadczeń dożywotnich – czytaliśmy w Raporcie z kontroli przedsiębiorców zawierających umowy świadczeń dożywotnich, przygotowanym przez UOKiK  jeszcze w 2013 roku. Faktycznie, oszustw „na hipotekę odwróconą” jest coraz więcej, choć nie ma dokładnych statystyk na ten temat. Są natomiast statystyki dotyczące przestępstw i wyłudzeń natury ekonomicznej na osobach starszych. Dotyczą one w dużej mierze chwilówek i innych zobowiązań finansowych. Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej (BIK) spośród osób w wieku 65 lat i powyżej, aż 10 proc. padło ofiarą próby wyłudzenia pieniędzy przez oszustów. Przestępstwom natury ekonomicznej towarzyszy utrzymująca się liczba 1756 wyłudzeń kwartalnie (na poziomie ogólnokrajowym), na łączną kwotę blisko 422 mln zł rocznie. [2] Z danych Policji wynika, że przestępcy każdego dnia (przynajmniej 5 razy dziennie) dokonują prób oszukania osoby starszej[3]. – Pamiętajmy, że brak odpowiedniej regulacji oraz trudna sytuacja finansowa wielu seniorów skutkuje powstaniem szarej strefy i wzrostem nienadzorowanych podmiotów, które będą w sposób nierzetelny oferować świadczenia pieniężne w zamian za przekazanie własności do nieruchomości. Stworzenie warunków do rozwoju rynku hipoteki odwróconej, z zachowaniem wysokich standardów bezpieczeństwa i najwyższych standardów etycznych, powinno być działaniem, którego nie można pominąć planując politykę senioralną w Polsce – podsumowuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF w Polsce. Oby najbliższa debata, w ramach prac Komisji Polityki Senioralnej, zakończyła się nie tylko podobnymi wnioskami, ale była również początkiem realnych działań.

[1] Cytat za artykułem „RPO o przekazywaniu mieszkań w zamian za renty”, który ukazał się na stronie www.rp.pl w dn. 19.01.2018. Autor: Paweł Bednarz.

[2] https://media.bik.pl/informacje-prasowe/381751/ponad-pol-miliona-prob-wyludzen-na-osobach-starszych

[3] Tamże.

Ponad połowa firm na świecie padła ofiarą crypto-miners

Polskie firmy coraz bardziej narażone na ataki hakerów. Poza rosnącą liczbą zagrożeń, wzrasta również aktywność hakerów – indeks zagrożeń dla naszego kraju wzrósł z 38,4 do 52,5, spychając Polskę z 12 na 13 miejsce wśród najbezpieczniejszych krajów w Europie. Jak donosi Check Point Software Technologies w swoim comiesięcznym raporcie dotyczącym stanu bezpieczeństwa sieciowego, pod koniec 2017 i na początku 2018 roku nastąpił gwałtowny wzrost ataków typu crypto-miner malware.

Ponad połowa firm na świecie padła ofiarą crypto-minersJak wskazują dane z raportu ThreatCloud Map firmy Check Point, w większości państw na świecie odnotowano lawinowy wzrost zagrożeń. Najbardziej zagrożonym krajem na świecie okazała się Republika Dominikany (Indeks 100), z kolei w Europie był to Lichtenstein (89,2) oraz Litwa (87,8)!

Wśród pozytywnie wyróżniających się krajów znalazły się Cypr (28,1), Szwajcaria (38,3) oraz Niemcy (42,6), które okazały się najbezpieczniejsze w Europie.

Polska z 13 pozycją na tle Europy (indeks 52,5), spadła zaledwie o jedno oczko w stosunku do ostatniego zestawienia z 2017. Niestety wzrost aktywności hakerów okazał się poważny, a indeks zagrożeń dla naszego kraju wzrósł w ciągu miesiąca o 37%!

 

1 Cyprus 28,1
2 Switzerland 38,3
3 Germany 42,6
4 Czech Republic 44,1
5 Norway 44,4
6 Netherlands 44,9
7 Austria 49,2
8 Estonia 50,0
9 Ukraine 51,6
10 Ireland 51,9
13 Poland 52,5

Określenie crypto-mining malware, odnosi się do złośliwego oprogramowania, wykorzystującego moc CPU lub GPU komputera ofiary w celu wygenerowania kryptowalut. To obecnie nowa zmora działów IT w firmach – twierdzi Check Point Software Technologies, dodając, że nawet 55% organizacji na całym świecie zostało zainfekowanych tego typu oprogramowaniem. W grudniu to właśnie jeden z jego typów – Coinhive zastąpił RoughTed na liście najpopularniejszych zagrożeń w światowej sieci, z kolei inny – Cryptoloot uplasował się na miejscu trzecim!

Badania przeprowadzone przez ekspertów Check Pointa wykazały, że złośliwe koparki cryptowalut zostały celowo zaimplementowane w czołowych witrynach internetowych, głównie serwisów streamingowych oraz udostępniania plików, bez wiedzy użytkowników. Niektóre z tego typu działań są legalne, jednak narzędzia generowania krytpowalut mogą zostać zhakowane w celu wykorzystania większej mocy obliczeniowej CPU. Wg ekspertów, w skrajnych przypadkach oprogramowanie może wykorzystywać nawet 65% mocy procesora!

Jak informuje Check Point, w Polsce w ostatnim miesiącu 2017 roku najpopularniejszymi typami malware były: crypto-miner „Coinhive”, wydobywający walutę Monero; „Rig EK” dostarczający eksploity do wtyczek Flash, Java oraz Silverlight; a także „Globeimposter” – jeden z wariantów ransomware „Globe”, odkryty w maju 2017.

TOP3 kierunki polskiego eksportu w 2017 r.

2017 rok był wyjątkowo dobry dla polskiego eksportu. Już w ciągu 11 miesięcy ubiegłego roku wartość towarów wysłanych z Polski za granicę sięgnęła 187,7 mld euro i była o 10,7% wyższa niż rok wcześniej, podaje GUS. Instytucja płatnicza AKCENTA, zajmująca się obsługą walutową firm typuje, że w całym 2017 r. w gronie TOP3 najbardziej dynamicznych destynacji eksportowych znalazły się: USA, Rosja i Ukraina.

Według analizy przedstawicieli instytucji płatniczej AKCENTA, specjalizującej się w realizacji transakcji walutowych eksporterów i importerów, w 2017 r. mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wysoką dynamiką wywozu do trzech ważnych partnerów handlowych. Przyjmując kryterium istotnego udziału w polskiej sprzedaży zagranicznej (przynajmniej 2%), najwyższy wzrost wartości zanotowano na kierunkach: amerykańskim (+27,8% r/r), ukraińskim (+26,5% r/r) i rosyjskim (+19,7% r/r). – GUS nie podał jeszcze pełnych danych za 2017 r., ale patrząc na dane za 11 miesięcy widać wyraźnie, że polski eksport do tych krajów mocno odbił. Niezmiernie cieszy fakt, że są to duże rynki i w dodatku spoza UE. Potrzeba większej dywersyfikacji rynków zbytu polskiego eksportu jest podnoszona już od wielu lat. Być może obecny, 2018 rok będzie pod tym względem przełomowy – komentuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

Tabela 1.

TOP3 kierunki eksportowe w 2017 wg instytucji płatniczej AKCENTA
Kraj Wartość w mln EUR Zmiana r/r Udział
Stany Zjednoczone 5053,5 27,8% 2,7%
Ukraina 3941,5 26,5% 2,1%
Rosja 5705,6 19,7% 3%
Opracowanie AKCENTY na podst.  danych GUS za I-XI 2017 r.

Polski eksport rozgląda się szeroko

Wśród pozostałych kierunków, które w 2017 r. wyróżniły się pod względem wzrostu dynamiki polskiego eksportu AKCENTA wskazuje także na Austrię z wynikiem +16% r/r przy 1,88%* udziale w ogóle wywozu, Włochy (+14,3% przy udziale 4,9%) oraz Rumunię (+14,7 przy udziale 1,84%)*. Z destynacji poza unijnych instytucja zwraca uwagę także na imponujące wyniki wywozu do Kazachstanu (+58,5% przy 0,22% udziale)*, Australii (+38,3% przy udziale 0,33%)* czy Meksyku (+27,6% przy 0,3% udziale)*. – Oczywiście, największe realne wzrosty wartości wywozu są udziałem kierunków o największym znaczeniu w polskim eksporcie. Nawet niewielkie przyrosty przekładają się w ich przypadku na spore sumy. Mowa tu o takich krajach jak Niemcy, w przypadku których wzrost o 10,7%, zanotowany w okresie od stycznia do listopada, to aż 5,5 mld euro więcej na polskie konto. To jednak żadna nowość, dlatego nasze TOP3 wskazuje na kraje, dla których wyniki w 2017 r. były rzeczywiście wyjątkowe, ale jednocześnie nie były zasługą niskiej bazy i incydentalnych dużych transakcji – wskazuje Radosław Jarema z AKCENTY.

Tabela 2.

Wybrane kierunki eksportowe w 2017 wg instytucji płatniczej AKCENTA
Kraj Wartość w mln EUR Zmiana r/r Udział
UE
Włochy 9 264,0 14,3% 4,9%
Austria* 3 196,7 16% 1,88%
Rumunia* 3 118,9 14,7% 1,84%
Niemcy 51 483,7 10,7% 27,4%
Kraje poza UE
Kazachstan* 378 58,5% 0,22%
Australia* 558,6 38,3% 0,33%
Meksyk* 511 27,6% 0,3%
Opracowanie AKCENTY na podst. danych GUS za I-XI 2017 r.,
* Dane GUS za I-X 2017 r.

2018 r. zapowiada się ciekawie

Ekspert AKCENTY wskazuje, że w obecnym, 2018 r. dynamika eksportu może być nieco niższa niż w minionym, szczególnie w przypadku umocnienia się polskiego złotego. – Szacujemy, że w roku 2018 polska sprzedaż zagraniczna będzie rosła w tempie ok. 5-8%. Na rentowność eksportowych transakcji duży wpływ będzie mieć kurs złotówki. Mocny złoty może być wyzwaniem dla eksportujących firm w 2018 r. – dodaje Radosław Jarema.

Wśród krajów UE, które mogą być top kierunkami w 2018 r. AKCENTA zwraca uwagę na Rumunię. Kraj ten jest jednym z najszybciej rozwijających się państw unijnych. Wg danych dla III kw. 2017 r. PKB rosło tam w tempie 8,8%, czyli w prawie dwa razy szybszym niż w Polsce (4,9%). Rumunia jest jednym z największych beneficjentów pieniędzy unijnych, to także duży i chłonny rynek (7. kraj w UE pod względem ludności) i kraj w fazie intensywnego rozwoju. To z pewnością interesująca destynacja dla polskiego eksportu, twierdzi instytucja. Z destynacji poza UE, AKCENTA wskazuje, że atrakcyjnym kierunkiem dla polskiego eksportu może pozostać Ukraina. Umowa o wolnym handlu z UE, w tym z Polską, otworzyła eksporterom nowe możliwości. W kontaktach z ukraińskim biznesem pomóc mogą także Ukraińcy pracujący w Polsce. Polskie firmy mają okazję skorzystać na ich kontaktach biznesowych oraz znajomości języka. Na tym kierunku wciąż istnieje jednak ryzyko związane z niestabilną sytuacją polityczno-gospodarczą, o czym polscy przedsiębiorcy powinni pamiętać, podkreślają eksperci instytucji.

* Dane za okres I-X 2017 r. W przypadku krajów z poza pierwszej dziesiątki najważniejszych odbiorców polskiego eksportu i Ukrainy GUS podaje dane z opóźnieniem o 1 miesiąc.

Ważny tydzień dla dolara

Rynek walutowy porządkuje sprawy na kilka dni przed końcem miesiąca, co przynosi moment odreagowania dla dolara, ale nie zmienia ogólnego obrazu. Konwergencja polityki monetarnej pozostaje motywem przewodnim handlu i w tym kontekście Fed (i dolar) jest wyczerpanym tematem. Nic nie trwa wiecznie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by się jednocześnie zastanawiać i dalej sprzedawać USD.

Za nami emocjonujący tydzień, w którym dolar był wyprzedawany pod każdym powodem, nawet tymi mało przekonującymi. Kolejne dni przyniosą więcej treści na polu polityki fiskalnej, monetarnej i twardych danych makro, co może wnieść więcej sensu w handel USD. Ryzyka są obustronne, więc jest czas na złapanie oddechu i przegrupowanie (czyt. realizację zysków). To oferuje szanse korekty na EUR/USD i USD/JPY, ale rynek czeka na wykorzystanie okazji do ponownego zbudowania pozycji, prawdopodobnie gdzieś przy 1,2360 i 109,50.

Zanosi się na ważny tydzień dla USD – mamy orędzie prezydenta Trumpa (noc z wtorku na środę), posiedzenie FOMC (wt-śr) oraz raport z rynku pracy (pt). Przy Trumpie ryzyka dotyczą obwieszczenia planów inwestycji infrastrukturalnych, ale też przystąpienia do wojen handlowych. Styczniowe posiedzenie FOMC nie powinno obfitować w wyraźne zmiany przekazu. Jest to ostatnie zebranie pod wodzą Janet Yellen, a ponadto w styczniu nie ma konferencji prasowej ani nowych prognoz gospodarczych. Z drugiej strony tym sposobem poprzeczka dla jastrzębich niespodzianek jest zawieszona dość nisko. Wpierw inflacja PCE Core musiałaby dziś zaskoczyć przyspieszeniem wyższym niż do 1,6 proc. r/r (konsensus), aby Fed miał pole do wzmocnienia jastrzębiego przesłania.

Pod koniec tygodnia uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy, gdzie prawdopodobne jest odbicie w zatrudnieniu (prog. 185 tys.) po słabym tempie w grudniu (146 tys.). Tradycyjnie już wydźwięk raportu będzie uzależniony od dynamiki płac, a tutaj zanosi się na solidny odczyt 0,3 proc. m/m w związku z podwyższeniem płacy minimalnej w niektórych stanach. Jeśli pchnie to roczną dynamikę co najmniej do 2,7 proc. (z 2,5 proc. w grudniu), będzie to pozytywny impuls dla USD.

W Europie najgłośniej może być w temacie Brexitu, gdyż na dniach mają ruszyć kolejne rozmowy na temat okresu przejściowego. W tym czasie Wielka Brytania ma dalej respektować prawa unijnej, co rząd premier May chciałby zmienić. Dodatkowo w brytyjskim parlamencie pod głosowanie (a wcześniej pod debatę) będzie oddana ustawa dot. wystąpienia z UE. Będą to podstawowe tematy dla brytyjskiej prasy, co oznacza podwyższoną zmienność dla GBP, gdy na rynek trafią świeże informacje.

Dziś w Montrealu dobiegnie końca 6. runda negocjacji porozumienia NAFTA. Ryzyko zerwania umowy przez USA jest największym zagrożeniem dla kanadyjskiej gospodarki, które może zaważyć na tempie podwyżek stóp procentowych Banku Kanady. Na razie jednak informacje wyciekające z toczących się rozmów sugerują, że nic złego nie nastąpi. To może pomóc CAD w nadgonieniu ostatniego rajdu walut G10 względem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Średnie obniżki w czasie noworocznych wyprzedaży w największych sklepach e-commerce sięgnęły 7-8 proc.

Hasło „poświątecznych wyprzedaży” z roku na rok wykorzystywane jest w komunikacji z klientem przez coraz większą liczbę sklepów. Dotyczy to również sklepów internetowych, które starają się zachęcić klientów atrakcyjnymi ofertami. Jak wynika z kolejnej edycji „Świątecznego Barometru Cenowego”, ceny w największych sklepach online z połowy stycznia 2018 roku w porównaniu z cenami z połowy listopada 2017 roku, spadły średnio o 7-8 proc. Analiza ofert 800 podmiotów branży e-commerce przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo pokazała, że wbrew intensywnej komunikacji marketingowej klientom mogło być ciężko znaleźć produkty, które faktycznie były wysoko przecenione. Jedynie w kategorii gry komputerowe ceny niektórych pozycji były obniżone o ponad 50 proc.

Eksperci analizowali w okresie pomiędzy 17 listopada 2017 (tydzień przed Black Friday) a 18 stycznia 2018 roku ceny kategorii produktów, które w międzynarodowym badaniu Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” Polacy wskazywali jako najczęściej wybierane przez nich prezenty dla najbliższych. Po świętach Bożego Narodzenia analiza skupiła się na ogłaszanych przez sprzedawców e-commerce noworocznych wyprzedażach. – Podobnie jak w ubiegłym roku właściciele sklepów online prowadzili bardzo intensywną komunikację marketingową, informującą o obniżkach sięgających nawet 90 proc. Klienci byli przyciągani również ofertami obniżek z okazji ferii czy promocji producenckich. Nasza analiza pokazała, że w większości wypadków były to jedynie zabiegi marketingowe – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Do badania zostały wybrane najpopularniejsze produkty świąteczne z poniższych kategorii: gry komputerowe, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices oferty konkretnych produktów z tych kategorii zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano ponad 150 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 800 sklepów online. Ocenie podlegała tylko cena bez jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.

 

Noworoczne obniżki o jeden grosz

Jak wynika z analizy ośmiu sklepów internetowych, które reklamowały się naprawdę dużymi obniżkami (komunikacja obniżek cenowych w okolicach 70 proc.), w ich ofercie w okresie noworocznych wyprzedaży można było znaleźć jedynie pojedyncze produkty, których ceny spadły o więcej niż 50 proc. Najczęściej były to gry komputerowe. – Analizując strony internetowe największych sklepów komunikujących bardzo duże obniżki, nie zaobserwowaliśmy wyraźnych zależności pomiędzy rzeczywistymi ruchami cenowymi a przekazami reklamowymi. W rzeczywistości ciężko było odnaleźć artykuły, które były tak wysoko przecenione jak wynikało to z komunikatów marketingowych – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Z analizy Deloitte i Dealavo wynika, że w porównaniu do 17 listopada ub. r. w połowie stycznia br. ceny w największych sklepach online spadły o około 7-8 proc. Dla porównania w czasie Black Friday obniżki były jeszcze bardziej symboliczne i wynosiły 1-3 proc. Po zestawieniu cen z noworocznych wyprzedaży z tymi z okresu przed Black Friday, 39 proc. cen produktów zostało obniżonych (co najmniej o 1 grosz). Sklepy o najszerszym asortymencie obniżały ceny na około 50-60 proc. dostępnych produktów. – To sugeruje, że sklepy rzeczywiście obniżają ceny w trakcie noworocznych wyprzedaży. Widzimy jednak, że sklepy robią to bardzo umiejętnie: reklamami, komunikacją i niskimi cenami na wybrane produkty przyciągają klientów, a ewentualne straty nadrabiają na pozostałych produktach, których obniżki nie dotyczą lub są nieznaczne – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Minimalne ceny na wybrane produkty w okresie 17 XI 2017 – 18 I 2018 w wybranych dniach (na zielono zaznaczono najniższą cenę minimalną w wybranych dniach z okresu 17 listopada 2017 do 18 stycznia 2018, a na czerwono najwyższą cenę minimalną w wybranych dniach analizowanego okresu).

 

Kategoria Produkt 17 XI 2017 24 XI 2017 (BF) 8 XII 2017 22 XII 2017 5 I 2018 18 I 2018
AGD drobne Lokówka automatyczna Babyliss C 1200E 298,99 298,99 259,00 259,00 299,00 299,00
AGD drobne Prostownica Remington Keratin Therapy S8590 159,00 159,00 159,00 159,00 159,00 159,00
AGD drobne Szczoteczka soniczna Philips Sonicare Easy Clean HX6511/50 178,89 178,99 185,00 195,00 119,99 195,00
Gry FIFA 18 – EDYCJA STANDARDOWA (GRA XBOX ONE) 215,00 195,00 215,00 195,00 179,90 138,60
Gry STAR WARS: BATTLEFRONT II (GRA PC) 181,90 181,90 181,90 98,00 98,90 93,99
Gry Titanfall 2 (PC) 69,00 59,00 49,00 58,90 53,95 69,00
Konsole Sony Playstation 4 SLIM 1TB czarny 1 298,00 1 298,00 1 349,00 1 198,00 1 198,00 1 248,00
Konsole XBOX ONE 500GB 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99
Perfumy Giorgio Armani Acqua Di Gio Pour Homme woda toaletowa 100 ml 207,85 215,89 215,00 224,80 224,80 224,80
Perfumy Paco Rabanne Invictus woda toaletowa 100ml 207,00 207,00 207,00 225,00 195,00 195,00
Smartfony Smartfon Apple iPhone 5S 16GB Szary 1 345,00 1 279,00 1 345,00 1 199,00 1 199,00 1 199,00
Smartfony APPLE IPHONE X 64GB SREBRNY 4 975,00 4 975,00 4 975,00 4 975,00 4 729,00 4 620,00
Smartfony Smartfon Samsung Galaxy S6 32GB czarny 1 777,00 1 554,00 1 534,00 1 504,00 1 395,00 1 395,00
Smartfony Smartfon Samsung Galaxy S7 32GB Złoty 1 837,00 1 836,80 1 819,00 1 749,00 1 736,80 1 648,00
Smartfony SAMSUNG GALAXY S8 64GB SM-G950 MIDNIGHT BLACK 2 477,00 2 447,00 2 447,00 2 467,00 2 407,00 2 357,00
TV LG 43UJ6307 1 757,00 1 499,00 1 737,00 1 728,98 1 745,00 1 763,00
TV SAMSUNG UE50MU6102 2 269,35 2 199,00 2 177,10 2 129,00 2 126,98 2 095,00
Zegarki Michael Kors RUNAWAY MK5055 491,00 640,00 469,00 530,00 489,00 474,00
Zegarki Timex Retrograde T2N720 425,00 425,00 593,00 480,00 480,00 480,00

Taniejące smartfony

Eksperci Deloitte na podstawie danych Dealavo dokonali porównania cen minimalnych na każdy z 154 produktów. Jedną z kategorii, w której ceny minimalne były sukcesywnie obniżane w okresie na tydzień przed Black Friday do 18 stycznia 2018 r., były smartfony. Co ciekawe, około 30 proc. produktów było najtańszych w analizowanym okresie (do połowy stycznia) w połowie listopada, czyli na tydzień przed Black Friday. Natomiast 42,9 proc. produktów miało najniższe ceny właśnie w okresie wyprzedaży noworocznych. W ubiegłym roku było to 31,4 proc. – Patrząc na zachowania cen w ubiegłym i obecnym roku, ciężko jest dostrzec konkretny wzorzec i stwierdzić dla poszczególnych kategorii, kiedy i jakie produkty warto kupować, żeby nie przepłacić – podsumowuje Krzysztof Boś.

Rekordowy rok dla Działu Powierzchni Biurowych Colliers International

Dział Powierzchni Biurowych Colliers International nie zwalnia tempa. W minionym roku wynajął rekordową ilość powierzchni, osiągając najlepszy wynik w historii firmy w Polsce. Zespoły reprezentujące najemców oraz właścicieli nieruchomości przeprowadziły łącznie blisko 200 transakcji w całej Polsce, co przełożyło się na wynajem ponad 286 tys. mkw. powierzchni biurowej na rynku warszawskim oraz w miastach regionalnych.

W omawianym okresie po stronie reprezentacji najemcy dominowały nowe umowy (27%), renegocjacje (24%) oraz relokacje (21%). Wysoko uplasowały się też renegocjacje wraz z ekspansją (17%). W strukturze kontraktów po stronie reprezentacji właściciela największy udział miały nowe umowy (48%), następnie renegocjacje (34%) i ekspansje (18%).

Najwięcej powierzchni biurowej Colliers wynajął w Warszawie (blisko 96 tys. mkw.), a wśród miast regionalnych na najwyższych pozycjach uplasowały się: Poznań (35 tys. mkw.), Trójmiasto (25 tys. mkw.) oraz Kraków (20 tys. mkw.).

Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych
Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych

— Rok 2017 był niezwykle dobry nie tylko dla Działu Powierzchni Biurowych Colliers, ale też dla całego rynku biurowego i najemców z tego sektora. Wielu naszych klientów rozwinęło swój biznes i razem z nami poszukiwało nowych lokalizacji dla swoich biur. Wszystkim klientom chcielibyśmy przy tej okazji podziękować za zaufanie i współpracę. Muszę także podkreślić, że tak dobry wynik nie byłby możliwy gdyby nie ogromne zaangażowanie i pasja całego naszego zespołu. Stawiamy na najwyższą jakość usług i klienci to doceniają — mówi Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Największe transakcje sfinalizowane przez Colliers International w zeszłym roku zostały zawarte w: Poznaniu (25 500 mkw., najemca poufny), Bydgoszczy (21 152 mkw., ATOS), Krakowie (10 400 mkw., HCL) i Warszawie (7 200 mkw., najemca poufny).

Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych
Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych

— Warto zwrócić uwagę na rosnący udział miast regionalnych w całkowitym wolumenie transakcji biurowych. Działamy na rynkach o zróżnicowanych wskaźnikach rynkowych, lecz mimo to w ubiegłym roku udało nam się wypracować najlepszy wynik w historii naszej obecności na rynkach regionalnych. Nie sam metraż jest jednak najważniejszy, ale satysfakcja klientów. Nasze doświadczenie i strategiczne podejście do biznesu pozwoliło nam zbudować swoisty most między najemcami a wynajmującymi oraz stworzyć z nimi długofalowe relacje — mówi Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych.

Najwyższą aktywność na rynku biurowym wykazywali najemcy z sektorów: IT i telekomunikacja (24%), doradztwo inwestycyjne (14%), usługi (13%).

Za osiągnięcia biznesowe w 2017 r. Colliers International zdobył tytuł Agencji Roku w kategorii Nieruchomości w konkursie Outsourcing Stars.

Dolar próbuje wstać z kolan

Krajobraz po burzliwym tygodniu na rynkach. Kontrowersyjne słowa Mnuchina Sekretarza Skarbu USA dobijają dolara. Inwestorzy tym razem odporni na magię i grę słów prezesa EBC. Tym samym euro w relacji do dolara na nowych 3-letnich maksimach. Słabość amerykańskiej waluty na szerokim rynku z korzyścią dla złotego. EUR/PLN przez chwilę blisko granicy 4,13. Niekorzystny układ dla kredytobiorców frankowych na parze EUR/CHF. Funt nieco traci bo ruszają kolejne rozmowy o okresie przejściowym. Tydzień ważnych danych dla dolara, które mogą odmienić oblicze szerokiego rynku. Nie można lekceważyć orędzia prezydenta Trumpa z wtorku na środę.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 13.12.2017-29.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1317 3,5210 3,3136 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

EUR/PLN

euro 29Po krótkim okresie konsolidacji na EUR/PLN w okolicach 4,17 doszło do wybicia dołem. Kurs szybko podążył na południe ustanawiając nowe minimum na poziomie 4,1317. Tym razem nie jest to pokłosie dobrej postawy polskiej gospodarki. Aprecjacji złotego sprzyjało otoczenie zewnętrzne. Brak istotnych czynników na rynkach plus widoczne globalne ożywienie sprzyjają walutom krajów wschodzących. Również pełen perturbacji tydzień dla dolara zakończony solidną przeceną pozwolił zejść złotemu aż tak nisko. Również prezes EBC Draghi nie zakończył prawdziwego eldorado na rynkach emerging markets, czy rynkach giełdowych gdzie trwa hossa. Na EUR/PLN można wyrysować linię spadkową aż od poziomu 4,33. Tak naprawdę teraz do poziomu 4,10 nie widać żadnego wsparcia. Trzeba jednak mieć gdzieś z tyłu głowy, że taka słabość dolara może nie trwać wiecznie. Owszem tonowanie nastrojów przez EBC nie pomogło. Jednak twarde dane jak choćby słabsza inflacja mogą już dać do zrozumienia inwestorom, że szybko nie dojdzie do zmiany polityki monetarnej w strefie euro. A z kolei Fed kontynuuje proces zacieśniania. Stąd w końcu dojdzie do sprzedawania faktów i wtedy trend wzrostowy na EUR/USD może się odwrócić. Tym samym sytuacja EUR/PLN ulegnie również zmianie. I raczej będzie spoglądać na wyższe poziomy szukając kolejnych oporów.

CHF/PLN

frank 29Na CHF/PLN doszło do wybicia górą z trójkąta. Można by się nieco zastanawiać dlaczego skoro rynki wschodzące mają się tak dobrze złoty i w tej relacji powinien się umacniać. Na rynkach tak naprawdę brakuje aktualnie ryzyk. Koalicja u naszych zachodnich sąsiadów praktycznie jest przesądzona co odsuwa ryzyko ponownych wyborów czy też rządzenia przez Merkel w mniejszości. Jednak na tej parze zadziałał efekt odwrotnej korelacji z parą EUR/CHF. W ostatnim czasie gdy para ta notowała poziomy rzędu 1,18, CHF/PLN osiągał nowe minima. Trzeba też tutaj dodać, że wzrosty na EUR/USD nie są pokłosiem silnej europejskiej waluty. I doskonale to właśnie widać na EUR/CHF gdzie po posiedzeniu EBC kurs podążył na południe. Jesteśmy obecnie w okolicach 1,16. Tym samym mocniejszy frank musiał odbić swoje piętno i na rodzimej parze. Oczywiście dramatu dla kredytobiorców frankowych nie ma i jesteśmy raptem 4-5 groszy wyżej od ostatnich minimów. Ale trzeba pamiętać, że jeśli dolar odbije w końcu od dna to klimat wokół rynków wschodzących może się popsuć. Wtedy kolejne kilka groszy CHF/PLN wzrośnie. Poważny opór mamy teraz tak naprawdę na poziomie 3,60.

USD/PLN

dolar 29Najbardziej klarowną sytuację mamy na USD/PLN. Tutaj złotówka aprecjonuje praktycznie od końca 2016 roku bez przerwy. Kurs był już bardzo blisko granicy 3,30. Kluczową rolę gra w kontekście USD/PLN zachowanie głównej pary walutowej świata. EUR/USD znajduje się w trendzie wzrostowym, który znacznie przyspieszył najpierw po słowach Sekretarza Skarbu USA o zadowoleniu słabością dolara. Później nie zadziała magia Mario Draghiego, która miała osłabić wspólna walutę. W efekcie EUR/USD znalazł się powyżej 1,25. Wydaje się, że doszło by do testu granicy 3,30 jednak w ostatniej chwili dolara uratował prezydent Trump. Jeśli główna para zacznie się cofać to z pewnością i na USD/PLN sytuacja się diametralnie zmieni. I jest to scenariusz bardzo prawdopodobny gdyż euro jest silnie wyprzedane i dalsze granie na wzmocnienie jest ryzykowne. A dwa teraz uwaga inwestorów skupi się głównie na amerykańskiej walucie. W środę mamy ostatnie posiedzenie Janet Yellen stąd rynki przypisują temu wydarzeniu mniejszą wagę a to np z powodu braku konferencji. Do tego rynki liczą na pierwszą podwyżkę dopiero w marcu.  Lista publikacji istotnych danych makro z USA w tym tygodniu jest imponująca. Już dzisiaj publikacja inflacji PCE czyli tej używanej przez Fed do podejmowania decyzji. I możliwe jest pozytywne zaskoczenie patrząc choćby na szybujące w górę ceny ropy. W nocy z wtorku na środę orędzie wygłosi prezydent Trump. W czwartek ISM. Wsparciem będzie ostatnie minimum. Natomiast pierwszym oporem będzie linia krótkoterminowego trendu spadkowego na poziomie 3,35.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

JPY/USD – wzrost pozycji długich

Przez dwa ostatnie tygodnie na parze walutowej USDJPY został zrealizowany scenariusz, o którym była mowa kilka tygodni temu. Natomiast w poprzednim tygodniu mogliśmy zaobserwować wzrost długich pozycji na kontraktach terminowych na jenie japoński oraz spadek pozycji krótkich. Pomimo tego analizując pozycję funduszy lewarowanych w dłuższym terminie czasowym dojdziemy do jednego wniosku – w dalszym ciągu sentyment do JPY jest negatywny. W portfelach funduszy znajduje się więcej krótkich niż długich pozycji na japońską walutę.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta – netto

Źródło: Cmegroup

Zatem co dalej z notowaniami USDJPY? W tym miejscu może nam pomóc analiza techniczna. Notowania USDJPY na interwale dziennym znajdują się w szerokiej konsolidacji. Aktualnie oscylują w strefie popytu 108.10-108.70. Według analizy technicznej kupujący prawdopodobnie obronią wsparcie i wywindują kurs po raz kolejny w okolicę górnego ograniczenia konsolidacji 113.00-113.70.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Analizując portfel funduszy lewarowanych przerwanie wsparcia jest jak najbardziej prawdopodobne. Kapitał lewarowany posiada bardzo dużą ilość krótkich pozycji względem długich, po przerwaniu wsparcia będzie to skutkować ich zamknięciem (zamykanie krótkich pozycji oznacza odkupienie kontraktu terminowego), co może doprowadzić do dalszej aprecjacji JPY. Aczkolwiek redukcja długich pozycji oraz dobieranie krótkich może doprowadzić do mocniejszego odbicia na wsparcie, ale w długim terminie (3-4 miesięcy) bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie strefy popytu.

WTI – hurraoptymizm

Kilkutygodniowy rajd na notowaniach ropy naftowej doprowadził do hurraoptymizmu, każdy jest przekonany o dalszych wzrostach. Z kolei ostatni raporty COT o pozycjach zarządzających na rynku kontraktów terminowych nie jest już tak optymistyczny. W poprzednim tygodniu duży kapitał otworzył ponad 5 tysięcy krótkich pozycji oraz zabezpieczył sporą część zysku poprzez sprzedaż kontraktu (wzrost pozycji spread o 4 740). Warto również zauważyć, że wzrost pozycji długich był minimalny, ponieważ wyniósł jedynie 245 pozycji. Czyżby duży kapitał przygotowywał się na mocniejsza korektę? Bardzo prawdopodobne, ponieważ pozycja długa oraz pozycja netto znalazła się na najwyższym poziomie w historii, co zwiększa prawdopodobieństwo mocniejszej korekty.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Na notowaniach tygodniowych doszło do mocnego wybicia ponad strefę podaży 63 USD, dzięki temu byki otworzyły drogę do poziomu z końca 2014 roku – 73 USD. Według analityków technicznych kurs powinien kontynuować swój rajd, natomiast analiza ostatniego raportu COT wskazuje co innego.

Jeżeli sprzedającym uda się zepchnąć notowania poniżej przebitego poziomu 63 USD, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostanie zejście kursu ropy naftowej w okolicę 54 USD. Po mocniejszej korekcie oraz spadku optymizmu prawdopodobnie zobaczymy powrót do ostatnich wzrostów.

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Notowania WTI, interwał tygodniowyŹródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wystąpienie prezydenta USA pozytywem dla rynków

Wall Street w piątek mogła zareagować nie tylko na szaleństwa rynku walutowego, ale i na przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Davos. Czekano na to, co powie o preferencjach dla USA („America first”) i czy będzie to zapowiedź wojny walutowej, której początkiem mogły być poprzedniego dnia wypowiedzi sekretarza ds. handlu.

Okazało się, że wystąpienie było pozbawione istotnych treści. Było pewnego rodzaju samochwalstwem zarówno prezydentury Trumpa jak i całych USA. W każdym razie nie było niczego o wojnie handlowej ani dolarze. To mogło jedynie rynki uspokoić. Widać to było już na giełdach europejskich. Wall Street oczywiście była zachwycona.

W piątek opublikowano dwa ważne raporty makro. Wstępny odczyt annualizowanego wzrostu PKB w czwartym kwartale pokazał wzrost o 2,6% (oczekiwano 3%). W grudniu zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły o 2,9% m/m (oczekiwano 0,8%). Najważniejsze są zamówienia bez środków transportu – one wzrosły tak jak oczekiwano 0,6%.

Wall Street jest od początku roku w sytuacji, kiedy byle pretekst doprowadza do dużych zwyżek indeksów. Sensu w szukaniu tych pretekstów nie ma wiele, ale jednak spróbujmy. Pretekstem był Trump, wyniki Intela, słaby dolar i drożejąca ropa. To wystarczyło do wypracowania ponad jednoprocentowego wzrostu indeksów i do ustanowienie nowych rekordów.

W piątek GPW nie bardzo wiedziała, co ma wybrać – francuski optymizm czy niemiecką wstrzemięźliwość. Od początku sesji gracze zdecydowali się na drogę pośrednią – WIG20 trzymał się nad poziomem neutralnym, ale w niedalekiej od niego odległości.

Przed godziną 14:00, czyli przed wystąpieniem prezydenta Trumpa w Davos, nerwy jednak puściły i indeks wrócił do poziomu neutralnego. Podczas wystąpienia Trumpa WIG20 zaczął rosnąć. Gracze widzieli, że oprócz sloganów żadnych konkretów nie będzie, co wzięli za dobrą monetę.

Daleko jednak indeksy nie dotarły. Zanosiło się na neutralne zakończenie sesji, ale dzięki fixingowi WIG20 zyskał 0,43%. Podobnie (0,4%) zyskał WIG. Oczywiście sygnały kupna nadal po tej sesji obowiązywały.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Po PKB czas na payrollsy

Życie rynku forex to zaiste egzemplifikacja archaicznej koncepcji czasu kolistego. Naturalnie, detale się zmieniają, ale generalne wzorce pozostają te same, zaś ich realizacje – podobne. Trendy, formacje, reakcje rynku, acz przede wszystkim chodzi nam o kalendarium makroekonomiczne.

Co tydzień amerykańskie wnioski o zasiłek, co miesiąc odczyty PMI i payrollsy, co kwartał dane o PKB – i tak dalej. Otóż w ostatni piątek mieliśmy właśnie PKB dla Stanów Zjednoczonych za IV kwartał 2017. Wynik rozczarował: annualizowany to tylko 2,6 proc., oczekiwano aż 3 proc., poprzednio notowano 3,2 proc. Ale dolar i tak, chyba trochę paradoksalnie, zyskał. Zresztą, taki paradoks to nic nowego na tym rynku, gdzie często jedna strona próbuje przechytrzyć drugą, albo też mądrzejsi gracze tych, którzy myślą wyłącznie prostoliniowo, bez żadnych zagrywek. Zyskał oczywiście tylko trochę i relatywnie, w tym sensie, że wykres z okolic 1,2480 przeszedł ostatecznie nawet do 1,2385 (u progu dzisiejszej sesji, w nocy), a teraz jest i tak 1,2415.

W gruncie rzeczy za opór na głównej parze wypada uznać rejon 1,2530 (mniej więcej). Na ten tydzień niekoniecznie spodziewamy się ostrego parcia na północ i przebijania tej okolicy, choćby dlatego, że wypadałoby dokonać korekty i realizacji zysków. Naturalnie szczegóły będą zależeć od kalendarium, w tym od danych makro. Dziś akurat nie ma zbyt wiele przełomowych danych: o 8:00 ceny importu w Niemczech, o 9:00 PKB Hiszpanii, o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Po drodze – o 11:45 – ma się wypowiedzieć pani Lautenschlaeger z EBC. Ostatnio sam szef EBC próbował osłabić euro, mówiąc dużo o tym, że operacja QE wciąż ma sens, że może być przedłużona itd. – ale gracze grali swoje partie, wyciskając moc euro… do końca? Cóż, w środę mamy w programie niemiecką sprzedaż detaliczną i raport ADP z USA, w czwartek serię finalnych odczytów PMI dla Niemiec, Eurolandu czy USA (w Stanach także indeks ISM), zaś w piątek – payrollsy, tj. dane z rynku pracy Stanów. Zmiana zatrudnienia i bezrobocie, a także płaca godzinowa – to zawsze ważne dane. Po drodze, w środę właśnie, FOMC określi stopy procentowe. Teoretycznie w roku 2018 powinny nas czekać 3 ruchy w górę, niemniej na tym posiedzeniu raczej zmiany nie będzie.

Technicznie rzecz biorąc, cały czas przypominamy o trendzie spadkowym trwającym od dekady, po maksimach z lat 2008, 2011 i 2014. Innymi słowy, choć euro w roku 2017 i u progu 2018 znacznie zarobiło, to jednak historycznie od 10 lat traci na wartości. Jeżeli ten trend miałby się po raz kolejny potwierdzić, to właśnie „teraz”, tzn. w ciągu trwającego kwartału.

Co u nas?
Kalendarium nie przewiduje dziś raczej danych makro z Polski. Na dolar-złotym mamy 3,33 czy nawet mniej. W kontekście opisanej przed chwilą linii spadkowej na eurodolarze można wspomnieć także linię po dołkach z 2011 i 2014 roku na USD/PLN. Linię wzrostową, osłabiającą złotego. Ma ona teraz szansę się potwierdzić – szansę mimo wszystko dość konkretną, choć nie twierdzimy że należałoby w taki scenariusz inwestować 80 czy 90 proc. oszczędności… Sprawy zaszły już dość daleko i jeśli eurodolar nie zacznie się wyraźnie cofać, to na USD/PLN obraz zdąży się zmienić. W gruncie rzeczy styczniowa świeca miesięczna już przebiła opisaną linię.

Na euro-złotym też można się doszukiwać półprostej wzrostowej, ale bardzo łagodnej, np. po dołkach z przełomu 2010 / 2011 i z 2015. Na razie kurs to 4,1370. Na funcie widzimy z kolei mniej niż 4,71. Oczywiście u progu stycznia wykres był jeszcze ok. 5 – 6 groszy niżej, tak więc nie są to jakieś absolutne minima.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management

Bricks Acquisitions Limited zaproponował ostateczną cenę w wezwaniu na ROBYG SA na poziomie 4,0 zł za akcję

Bricks Acquisitions Limited („Wzywający”), podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group, podwyższa cenę w wezwaniu na wszystkie akcje ROBYG o 13% z 3,55 zł do 4,0 zł za akcję. Pozostałe warunki Wezwania nie zmieniają się, w tym okres przyjmowania zapisów, który zakończy się 2 lutego br.

1 grudnia 2017 r. Bricks Acquisitions Limited ogłosił wezwanie na wszystkie akcje ROBYG, jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Nowa, zaoferowana dzisiaj cena odzwierciedla premię w wysokości 27% wobec ceny zamknięcia na sesji 30 listopada 2017 r. oraz 13% wobec ceny pierwotnie oferowanej, tj. 3,55 zł za akcję.

– Zdecydowaliśmy się podwyższyć cenę oferowaną w Wezwaniu w wyniku rozmów przeprowadzonych z inwestorami. Wzięliśmy również pod uwagę najnowsze wyceny analityków. Jesteśmy przekonani, że ogłoszona dzisiaj nowa, ostateczna cena to dla obecnych akcjonariuszy atrakcyjna oferta wyjścia z inwestycji, dająca 33% premii w stosunku do emisji akcji w czerwcu 2017 r. po 3,00 zł. Naszym celem strategicznym pozostaje wycofanie ROBYG z obrotu giełdowego i prowadzenie działalności jako długoterminowy inwestor strategiczny” – powiedział Tavis Cannell, Dyrektor Zarządzający w Goldman Sachs International.

Nowa cena reprezentuje premię w wysokości 10% wobec konsensusu wycen analityków dla akcji ROBYG, który na podstawie średniej 12-miesięcznych cen docelowych z rekomendacji wydanych w ciągu ostatnich trzech miesięcy, zebranych przez agencję Bloomberg, wynosi 3,65 zł za akcję.

Wezwanie zostało ogłoszone z zastrzeżeniem spełnienia się warunków wskazanych w treści Wezwania, w tym objęcia zapisami w Wezwaniu co najmniej 66% ogólnej liczby akcji ROBYG, powołania trzech kandydatów wskazanych przez Wzywającego w skład Rady Nadzorczej ROBYG, podjęcia uchwały w sprawie zmian w Statucie ROBYG oraz zawarcia przez Wzywającego i ROBYG umowy o współpracy strategicznej. 3 stycznia br. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na przejęcie ROBYG przez Bricks Acquisition Limited.

12 maja 2015 r. ROBYG poinformował o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego, który zapewniłby spółce dalszy wzrost i ustabilizowałby strukturę właścicielską. Zarząd ROBYG ocenił, że cena zaproponowana pierwotnie przez Bricks Acquisition Limited odzwierciedlała wartość godziwą spółki i wydał pozytywną opinię na temat ogłoszonego Wezwania. Oscar Kazanelson – Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG, Alex Goor – Przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg Construction oraz Artur Ceglarz – Dyrektor Finansowy, łącznie posiadający 10,2% akcji ROBYG, nieodwołalnie zobowiązali się, na warunkach określonych w umowie, do sprzedaży wszystkich posiadanych przez nich akcji w ramach Wezwania.

Okres przyjmowania zapisów upływa w piątek, 2 lutego 2018 r. o godzinie 15:00 CET i w świetle właściwych regulacji okres przyjmowania zapisów nie może być już przedłużony. Bricks Acquisition Limited do końca okresu zapisów nie będzie zmieniać oferowanej ceny

Co wydarzy się na rynku obligacji korporacyjnych w 2018 r.?

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski
Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Wartość publicznych emisji obligacji przeprowadzanych na podstawie prospektów po raz pierwszy w historii przekroczy 2 mld zł, ale hitem sprzedaży okażą się papiery skarbowe. Nie zabraknie też ofert dla ryzykantów – oto najważniejsze prognozy dla rynku obligacji w nadchodzącym roku.

Publicznych emisji obligacji, które mogą być realizowane w 2018 r. publicznie zapowiedziało piętnastu emitentów, a łączna wartość obowiązujących lub deklarowanych prospektów emisyjnych przekracza 4,9 mld zł. Nigdy wcześniej wartość ta nie była tak wysoka. Oczywiście nie wszystkie programy zostaną zrealizowane w całości (a niektóre pozostaną nietknięte), ale łączna wartość publicznych emisji może przekroczyć 2 mld zł – wynika z szacunków serwisu Obligacje.pl. Oznaczałoby to, że na rynku padnie nowy rekord, ponieważ w 2017 r. wartość przeprowadzonych emisji obligacji na podstawie prospektów sięgnęła 1,85 mld zł i była to wartość rekordowa.

Finansowi emitenci w natarciu

Najwięcej środków może pozyskać Alior Bank, którego prospekt pozwala na uplasowanie 1,2 mld zł, z czego dotąd bank wykorzystał 150 mln zł. Przedstawiciele banku zapowiedzieli już, że nie planują kolejnych emisji obligacji podporządkowanych. W grę wchodzą więc emisje zwykłych papierów, co byłoby pewnego rodzaju nowością. W dziewięcioletniej historii Catalyst dotąd mieliśmy do czynienia z tylko jedną emisją obligacji senioralnych przez bank, którą skierowano do inwestorów indywidualnych – Getin Noble Bank pozyskał w ten sposób 40 mln zł.

Banki nie są jedynymi przedstawicielami sektora finansowego, które sięgną w przyszłym roku po finansowanie z obligacji. Best, GetBack i Kredyt Inkaso dysponują ważnymi prospektami finansowymi, a Kruk złożył wniosek o zatwierdzenie prospektu wartego 500 mln zł. Na zatwierdzenie prospektu czeka także Pragma Faktoring, choć w tym wypadku jego wartość to skromne 50 mln zł.

Największym niewywodzącym się z branży finansowej emitentem będzie PKN Orlen, którego prospekt pozwala płockiemu koncernowi uplasować jeszcze 600 mln zł. Stawkę uzupełniają emisje PCC Rokita i PCC Exol, które ostatnio pojawiają się regularnie, oraz MCI.PrivateVentures i MCI Capital.

Oprocentowanie w górę

Po latach obniżania wysokości marży (ponad WIBOR) i wydłużania okresu spłaty, nadejdą wreszcie lepsze czasy dla posiadaczy obligacji. Im dłużej Rada Polityki Pieniężnej zwleka z podwyżkami stóp, tym bardziej pozwala inflacji rosnąć, co w końcu spowoduje konieczność podnoszenia stóp procentowych, które WIBOR naśladuje (a dokładniej – wyprzedza). Część ekonomistów uważa, że do podwyżek dojdzie jeszcze w pierwszej połowie roku, część, że dopiero pod koniec roku, ale sam kierunek wydaje się przesądzony.

Po drugie wyższe kupony mogą oferować sami emitenci. Wyniki emisji Kredyt Inkaso (uplasowano mniej niż połowę oferty), Bestu (93 proc. oferty) czy wcześniej MCI.PV i PCC Exol zamknięte z nieznaczną przewagą popytu, wskazują, że inwestorzy indywidualni nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do emisji obligacji korporacyjnych, jeśli nie oferuje im się lepszych warunków niż te dostępne na rynku wtórnym. A płynność emisji obligacji pochodzących z publicznych emisji stale rośnie na Catalyst (wolumen przekracza 600 mln zł rocznie) – tu można coraz łatwiej zaopatrzyć się w papiery o wyższej rentowności i krótszym okresie do wykupu niż te oferowane w emisjach.

Tego typu sytuacja jest wyzwaniem dla emitentów, ponieważ będą oni musieli albo zrezygnować z planów emisji, albo podwyższyć kupony. Być może część z nich zdecyduje się na wyczekanie na bardziej odpowiedni moment.

Obligacje inflacyjne hitem

W listopadzie po raz pierwszy w tym roku sprzedaż czteroletnich detalicznych obligacji czteroletnich przekroczyła wartość sprzedaży obligacji dwuletnich. W ujęciu rocznym z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia co najmniej od 2007 r. – wynika z danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów.

Przyczyna rosnącej popularności obligacji czteroletnich jest prosta – inflacja. Są to obligacje, których oprocentowanie (od drugiego roku) jest wprost zależne od inflacji, powiększonej o marżę. Ktoś, kto kupił je przed rokiem może cieszyć się odsetkami na poziomie 3,75 proc. w skali roku. I choć Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje, że tzw. inflacja bazowa nie stwarza zagrożenia dla stabilności cen, to inflacja mierzona przez GUS rośnie coraz szybciej, a bez podwyżek stóp (które oddziałują wszak na gospodarkę z opóźnieniem kilku kwartałów) może rosnąć nadal. Dlatego można się spodziewać, że inwestorzy zainteresowani ochroną oszczędności przed skutkami inflacji jeszcze chętniej niż do tej pory będą kupować obligacje, których oprocentowanie uzależnione jest od inflacji.

Więcej ryzykownych ofert

Według planów Ministerstwa Finansów jeszcze przed końcem półrocza ma wejść w życie rozporządzenie, na podstawie którego emitenci będą mogli sami – bez obowiązku sporządzania memorandum czy prospektu i bez wsparcia licencjonowanej firmy inwestycyjnej – przeprowadzać publiczne emisje obligacji o wartości do 1 mln EUR (4,2 mln zł). Może to spowodować, że na rynek trafi więcej tzw. małych emisji publicznych, których częstą cechą jest podwyższone ryzyko (i oprocentowanie). Warto więc pamiętać, że statystycznie 20-25 proc. emisji obligacji o wartości do 10 mln zł, które trafiły do obrotu na Catalyst, nie zostało wykupionych (za Obligacje.pl).

Wygląda więc na to, że podobnie jak w 2017 r. inwestorzy indywidualni nie będą mogli narzekać na brak ofert publicznych, a przecież do części z nich dotrą także informacje o emisjach prywatnych. Przy tak dużym wyborze oferowanym przez rynek warto poświęcić nieco czasu na analizę propozycji i skorzystać tylko z najlepszych z nich.

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów 3

W ostatnich trzech latach na zakup mebli Polacy wydawali średnio 4,5 tys. zł – wynika z badań IQS. Największy udział miały produkty kosztujące 1–2 tys. zł, czyli w segmencie standardowym. W 79 proc. przypadków meble kupowane były etapami, tylko co piąte mieszkanie było od razu wyposażane w komplet produktów. Coraz częściej Polacy wymieniali meble nie z przymusu, lecz dlatego że dotychczasowe wnętrza im się znudziły.

Z danych agencji IQS wynika, że spory udział w zakupach mają meble poniżej 1 tys. zł (30 proc. wydatków), tzw. segment value. Równie często jednak Polacy decydują się na mebel kosztujący powyżej 2 tys. zł, czyli z cenowego segmentu premium. 35 proc. mebli z segmentu value kupili mieszkańcy wsi, z kolei niemal co drugi mebel z segmentu premium został kupiony przez osoby w wieku powyżej czterdziestu lat.

– W ciągu ostatnich trzech lat Polacy na meble wydali średnio 4,5 tys. Najczęściej jednak jednostkowo wydają około 1–2 tys. i są to zakupy, które realizują sukcesywnie. Nie jest tak, że umeblują cały dom, choć oczywiście jest także taka grupa – to jest około 1/5 wszystkich kupujących. Są też tacy, którzy wydają znacznie więcej, jest to związane z metrażem, który muszą urządzić. Są to głównie osoby, które dysponują domami, pod tym względem mieszkańcy wsi mają większe możliwości – mówi agencji Newseria Beata Durka z agencji badawczej IQS.

Badania pokazują, że Polacy lubią urządzać mieszkania. 75 proc. przyznaje, że sprawia im to przyjemność. Zakupy w kategorii home furnishing są robione z trzech głównych powodów.

– Polacy przede wszystkim kupują nowe meble, ponieważ te stare po prostu się zużyły. Ale istnieją jeszcze dwa równie ważne powody. Drugi jest niezwykle interesujący – Polacy chcą wymienić wystrój swojego wnętrza, co jest ważnym, nowym trendem, który obserwujemy w ostatnich czasach. Natomiast trzeci powód to umeblowanie nowego mieszkania czy domu. Te trzy powody są najważniejszymi powodami, dla których Polacy udają się do sklepów meblowych – wyjaśnia Beata Durka.

Z badań IQS wynika, że przed pójściem na zakupy Polacy robią bardzo szczegółowy research w internecie. Najpierw szukają dokładnie tego, co ich interesuje, dopiero potem udają się do sklepów – tak postępuje 50 proc. ankietowanych. Co ciekawe, zakupy mebli w sieci nie cieszą się jeszcze dużą popularnością – robi je jedynie 8 proc. osób, częściej kobiety niż mężczyźni. Dla pozostałych ważne jest zobaczenie towaru na żywo, sprawdzenie go, ocena jakości i dopasowanie.

– Polacy coraz częściej interesują się designem, zwracają uwagę na to, co znajduje się w sklepach, co oferują różne programy poradnikowe, których jest coraz więcej w mediach. Przez to z większym zaangażowaniem i przyjemnością meblują swoje domy lub urządzają je od nowa. Ten trend jest obserwowany od wielu lat – tłumaczy Beata Durka. – Równolegle obserwujemy wzrost programów poradnikowych na temat tego, jak należy dobrze urządzać wnętrze, na czym to polega. Polacy chętnie oglądają tego typu programy, co przekłada się później na to, że nasze mieszkania są lepiej urządzone, w dobrym stylu i w lepszym designie.

Z badania „Need for Home” wynika, że Polacy bardzo długo dokonują wyboru swoich mebli, poprzedzają je odpowiednimi analizami rynku, stron internetowych i bogatej oferty różnych sklepów. Choć w tej kwestii katalogi reklamowe są już nieco mniej popularnym źródłem informacji niż internet, to jednak ich rola w procesie zakupu nadal jest istotna.

– Są to zazwyczaj planowane zakupy. Tylko w 1/10 przypadków Polacy dokonali zakupów impulsowych, które są niestandardowe w tej kategorii, co oznacza, że po prostu poszli do sklepu i kupili to, co im się podobało, zupełnie tego nie planując – mówi Beata Durka.

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów 4

RODO, czyli nowe prawo o ochronie danych osobowych, które wejdzie w życie za pięć miesięcy, znacznie rozszerza obowiązki informacyjne firm wobec klientów. To oznacza konieczność wymiany wszystkich klauzul, zgód i papierowych formularzy dotyczących zgód na ich gromadzenie i przetwarzanie. Z perspektywy konsumentów główną zmianą ma być sposób przedstawiania takich informacji: prosty, rzetelny i bardziej zrozumiały niż dotychczas.

– Od 25 maja 2018 roku wszyscy przedsiębiorcy będą mieli nowe obowiązki dotyczące informowania konsumentów o ochronie danych osobowych. Zgodnie z RODO, czyli ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych, przedsiębiorcy i administratorzy danych powinni zapewnić, że każda osoba, której dane są przetwarzane, będzie rozumiała i wiedziała, jakie informacje, w jakim zakresie i w jakich celach będą wykorzystywane – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Drobek z Biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Nowe prawo dotyczące ochrony danych osobowych oznacza nowe obowiązki dla wszystkich firm i podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane o klientach. Te będą musiały m.in. wdrożyć odpowiednie rozwiązania informatyczne i organizacyjne, które zagwarantują maksymalny poziom takich informacji, przeszkolić pod tym kątem pracowników oraz wyznaczyć wewnętrznego inspektora ochrony danych osobowych. Nowe przepisy szczegółowo precyzują, jakie informacje dotyczące sposobu i celu przetwarzania danych osobowych muszą zostać przekazane klientom.

– Zakres tych informacji został rozszerzony. Trzeba będzie informować klientów na przykład o danych kontaktowych inspektora ochrony danych, możliwości przekazywania danych do państw trzecich, co wiąże się z nowymi zagrożeniami, oraz o okresie ich przechowywania. Trzeba pomyśleć o tym, czy zmienić formuły informacyjne i jak na nowo informować osoby, których te dane dotyczą – podkreśla Piotr Drobek.

Obecnie obowiązujące przepisy zobowiązują administratora do przekazania klientom jedynie podstawowych informacji: swojego adresu i siedziby, celu gromadzenia danych osobowych i źródła, z którego pochodzą. RODO znacznie wydłuży tę listę.

Od większości firm i podmiotów nowe obowiązki informacyjne wobec klientów będą wymagały wymiany wszystkich klauzul i papierowych formularzy dotyczących zgód na przetwarzanie danych (oraz zmiany ich treści).

– Chodzi nie tylko o to, żeby były to noty pisane przez prawników i dla prawników – bo obecnie trochę tak to właśnie wygląda. Teraz musimy w większym stopniu skoncentrować się na tym, aby informacja była jasna, klarowna i zrozumiała dla odbiorcy. To wymaga większego skoncentrowania się na treści i sposobie przekazania informacji – podkreśla Piotr Drobek.

Ekspert GIODO ocenia, że dotychczas klienci na ogół niewiele rozumieli z przedstawianych im do podpisu klauzul i zgód na wykorzystywanie ich danych. Natomiast nowe prawo wymaga, żeby wszelkie informacje kierowane do osób, których dotyczą dane osobowe, były formułowane jasnym i prostym językiem, były zwięzłe i zrozumiałe. Zwłaszcza w przypadku komunikatów kierowanych do dzieci, które muszą je bez trudu zrozumieć (RODO wprowadza wymóg uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia, poniżej tej granicy wiekowej konieczna będzie zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka).

– Teraz trzeba zmienić założenia. Chodzi nie tylko o noty informacyjne, lecz także o cały sposób komunikowania się, na każdym etapie współpracy z klientem – ma on być zrozumiały, jasny i przyjazny dla konsumenta – podkreśla Piotr Drobek.

RODO wymaga, żeby firma każdorazowo informowała klienta o wycieku albo kradzieży jego danych osobowych. Kolejną zmianą jest zakaz profilowania – firmy będą mieć obowiązek otrzymania zgody na profilowanie oraz surowy obowiązek informowania o tym fakcie.

Poza nowymi obowiązkami dla firm unijne prawo przyznaje też szereg przywilejów konsumentom, którzy mają dzięki nim lepiej sprawować kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Nowością w przepisach jest prawo do bycia zapomnianym (na jego podstawie klient może zażądać wykasowania z systemu wszystkich informacji o sobie), prawo do żądania przeniesienia danych oraz wzmocnienie prawa dostępu konsumenta do wglądu w swoje własne dane osobowe.

GIODO zachęca firmy i przedsiębiorców do zapoznania się z art. 13 i art. 14 unijnego rozporządzenia, przejrzenia stosowanych do tej pory klauzul informacyjnych oraz zanalizowania, które treści należy zmienić lub uzupełnić, żeby dopasować się do nowych obowiązków informacyjnych RODO.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys. 5

W 2017 roku do Urzędu Patentowego RP wpłynęło 3678 wniosków dotyczących patentów na wynalazek. To nieco mniej niż w poprzednich dwóch latach, ale i tak pod względem udzielonych patentów zajmujemy 15. pozycję na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Najwięcej patentów dotyczyło branży przemysłowej i transportowej. Jak podkreśla rzecznik Urzędu Patentowego RP, do wdrożenia trafia zwykle kilkanaście procent udzielonych patentów.

 W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 3678 zgłoszeń dotyczących patentu na wynalazek, a urząd w tym czasie udzielił 3040 patentów w tzw. trybie krajowym, czyli od podmiotów znajdujących się na terenie Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

To wyraźnie mniej niż w dwóch poprzednich latach, kiedy do urzędu wpłynęło odpowiednio o 583 i 998 wniosków więcej. W ubiegłym roku było też więcej przyznanych patentów – o 336. Jak podkreśla Adam Taukert, pod względem zgłoszeń wynalazków do ochrony Polska zajmuje 17. miejsce na świecie, natomiast pod względem udzielonych patentów – 15. miejsce na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej wśród wszystkich państw świata.

– Najważniejsze dziedziny, w których dokonuje się zgłoszeń patentowych w Polsce, to różnorodne procesy przemysłowe, transport, chemia, procesy budowlane, budowa maszyn, metalurgia, a także biotechnologia – wymienia rzecznik UP RP.

Polscy wynalazcy mogą się starać o ochronę także na arenie międzynarodowej. Patent europejski przyznawany przez Europejski Urząd Patentowy (EPO) obowiązuje w blisko 40 krajach członkowskich Europejskiej Organizacji Patentowej.

W 2016 roku rodzime spółki i instytucje uzyskały aż 180 patentów w EPO, co daje wzrost o 19 proc. wobec 2015 roku. Niepokojący natomiast jest fakt, że o blisko 28 proc. spadła liczba polskich zgłoszeń patentowych, tj. wniosków, na podstawie których otrzymywane są później patenty.

Warto podkreślić, że najwięcej patentów zgłaszają polskie wyższe uczelnie i instytuty naukowe, nie prywatne firmy, co jest wyróżnikiem innych państw. Liderem był Uniwersytet Jagielloński, który przedłożył 12 zgłoszeń patentowych. Na kolejnym miejscu znalazła się Polpharma z liczbą 10 oraz po sześć złożyli producent okien dachowych Fakro oraz Wrocławskie Centrum Badań EIT+.

Patent jest prawem wyłącznym na wynalazek, natomiast za innowację uznajemy patent wdrożony do produkcji. Kilkanaście procent wszystkich udzielonych patentów jest wdrażanych, więc trzeba mieć na uwadze liczbę patentów wdrożonych i zgłoszonych – mówi Adam Taukert.

Definicyjnie patent to prawo wyłączne udzielane na  wynalazek przez właściwy organ krajowy (w  Polsce przez Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej) lub organ międzynarodowy (np. Europejski Urząd Patentowy). Treścią patentu jest prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na określonym terytorium w sposób zarobkowy lub zawodowy, przez okres i na warunkach określonych w krajowej ustawie patentowej lub konwencji międzynarodowej. Czas trwania patentu wynosi 20 lat od daty dokonania zgłoszenia wynalazku we właściwym urzędzie.

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę 6

Prawie 8 mln zł zysku netto, ponad 2 mln gości, kilka dużych koncertów i wydarzenia biznesowe, które okazały się sukcesem – ubiegły rok był bardzo dobry dla spółki PL2012+, która zarządza warszawskim PGE Narodowym. Kolejny rok ma być jeszcze lepszy. Kluczowe punkty tegorocznego kalendarza to otwarcie strzelnicy – jednej z najbardziej profesjonalnych w Polsce, długo wyczekiwany koncern Eda Sheerana i dwa inne, które mają się okazać kasowym sukcesem, choć szczegóły są jeszcze owiane tajemnicą. 

– 2017 rok na PGE Narodowy był kolejnym spektakularnym rokiem, zarówno jeśli chodzi o liczbę imprez, jak i wynik finansowy, który wyniósł koło 8 mln zł na czysto – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Opara, prezes zarządu spółki PL.2012+, która jest operatorem stadionu PGE Narodowego.

Prezes zarządu spółki PL.2012+ zwrócił uwagę na to, że warszawski stadion PGE Narodowy jest ewenementem na skalę europejską i światową, ponieważ niewiele jest podobnych obiektów wielofunkcyjnych, które są w stanie same na siebie zarobić i osiągają dodatnie wyniki finansowe.

Dobry wynik finansowy obiektu za 2017 rok to między innymi zasługa wzrostu popularności wycieczek po obiekcie, a także organizacja dużej liczby wydarzeń biznesowych czy CSR-owych – na koniec ubiegłego roku liczba odwiedzających obiekt przekroczyła 2 mln gości. Kolejnym elementem, który się do tego przyczynił, było otwarcie się na nowe dyscypliny sportowe jak MMA. Zorganizowana w maju gala KSW Colosseum okazała się dużym sukcesem zarówno pod względem finansowym, jak i wyników oglądalności – gala była transmitowana w 42 krajach, a na stadionie obejrzało ją ponad 60 tys. widzów.

– W 2016 roku wyniki finansowe były na poziomie prawie 20 mln zł. To już drugi rok z rzędu, kiedy stadion osiąga bardzo dobre rezultaty. Dobry wynik finansowy za 2017 rok jest o tyle ważny, że był czystym zyskiem, a na obiekcie nie odbyło się ani jedno spektakularne wydarzenie o randze międzynarodowej  w porównaniu z 2016 rokiem, kiedy gościliśmy szczyt NATO – mówi Jakub Opara.

Wśród ważniejszych wydarzeń, które odbyły się w minionym roku na warszawskim stadionie, operator wymienia m.in. koncert grupy Depeche Mode oraz Coldplay i Roztańczony PGE Narodowy – autorski format realizowany we współpracy z Telewizją Polsat.

– Trzykrotnie gościliśmy Polską Reprezentację Piłki Nożnej, dla której jesteśmy domem i z którą się utożsamiamy. Gościliśmy także finał Pucharu Polski –mówi Jakub Opara.

Poza imprezami sportowymi i kulturalnymi istotnym źródłem przychodów dla obiektu jest organizacja wydarzeń biznesowych. W 2017 roku odbyło się na PGE Narodowym ponad 300 mniejszych wydarzeń biznesowych i 250 imprez CSR-owych.

– To również jest dla nas bardzo ważne, żeby stadion był otwarty i ogólnodostępny, aby realizował nie tylko imprezy komercyjne, z których czerpie korzyści, lecz także dzielił się tym, co uzyska, ze społeczeństwem – mówi Jakub Opara.

Na nadchodzące miesiące spółka PL.2012+ ma gotowe duże plany inwestycyjne. W ubiegłym tygodniu został rozpisany przetarg na budowę strzelnicy na PGE Narodowym – ma być to jedna z najbardziej profesjonalnych strzelnic z broni ostrej w Polsce. Jej otwarcie zostało zaplanowane na 11 listopada 2018 roku – w setną rocznicę odzyskania niepodległości.

Poza tym kalendarz imprez na PGE Narodowym na poszczególnie miesiące jest już w dużej mierze wypełniony. 2 maja odbędzie się finał Pucharu Polski w piłce nożnej pod patronatem Prezydenta RP. Maj to także Grand Prix Polski w żużlu, na które praktycznie wszystkie bilety zostały już wyprzedane, choć zainteresowanym może jeszcze uda się nabyć je w ofercie last minute. W maju także Narodowa Gala Boksu z akcentem patriotycznym. 12 czerwca na PGE Narodowym odbędzie się towarzyski mecz reprezentacji Polski z Litwą. Będzie to ostatnie spotkanie przed wyjazdem polskiej reprezentacji na mistrzostwa w Rosji.

Końcówka czerwca to spektakularny koncert, którego wykonawców nie mogę jeszcze zdradzić. Jesteśmy związani z organizatorem umową o zachowaniu poufności. W lipcu czeka nas kolejny duży koncert. Oba będą gościć jednych z najbardziej rozpoznawalnych artystów na świecie. Wrzesień to format stały, który realizujemy z Telewizją Polsat, czyli Roztańczony PGE Narodowy. Z kolei 10 listopada – w ramach stulecia odzyskania niepodległości, dzień przed narodowym świętem – zorganizujemy wspólnie z administracją publiczną spektakularną imprezę – zapowiada Jakub Opara.

Na większość imprez realizowanych na stadionie bilety wyprzedają się do ostatniej sztuki. Najlepszym przykładem jest długo wyczekiwany koncert Eda Sheerana, który odbędzie się w sierpniu. Bilety na pierwszy dzień koncertu sprzedały się w rekordowe 30 minut.

 Organizatorzy pomyśleli, że nie można zmarnować takiej szansy i zorganizowali drugi koncert, na który bilety rozeszły się w niecałą godzinę – mówi prezes zarządu spółki PL.2012+.

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty 7

Kryptowaluty będą w Polsce zakazane lub ich rynek zostanie uregulowany  – zapowiada premier Mateusz Morawiecki. Przed inwestowaniem w waluty cyfrowe przestrzega także Komisja Nadzoru Finansowego, zwracając uwagę na brak gwarancji finansowych. Według ratingu sporządzonego przez Weiss Ratings, inwestowanie w wirtualne waluty wiąże się z dużym ryzykiem. Wartość bitcoina, najpopularniejszej na świecie kryptowaluty, w ciągu zaledwie kilku tygodni spadła o połowę.

– Chcemy przestrzec potencjalnych inwestorów przez ryzykami, jakie wiążą się z inwestowaniem w waluty wirtualne. Zwracamy przede wszystkim uwagę na to, że nie mamy przepisów prawa, które regulowałyby temat walut wirtualnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Barszczewski z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Podczas konferencji ekonomicznej w Davos premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje w sprawie kryptowalut lub wprowadzi całkowity zakaz ich obrotem. Inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. 24 stycznia amerykańska agencja Weiss Ratings opublikowała pierwsze ratingi kryptowalut. Żadna z nich nie otrzymała najwyższej noty. Najbardziej popularny Bitcoin otrzymał notę zaledwie C+, w skali od A (znakomity) do E (bardzo słaby).

– Wielu ekspertów zwraca uwagę, że ma to charakter bańki spekulacyjnej, czyli czegoś, z czym doświadczenia mieliśmy już w świecie finansów wielokrotnie, jak choćby słynne cebulki tulipanów czy dot-com’y, gdzie ceny pewnych walorów rosły wręcz do niebotycznych poziomów, a potem następowało załamanie i inwestorzy tracili swoje środki. W tym wypadku przez analogię również możemy mówić o takim zjawisku – mówi Jacek Barszczewski.

O skali ryzyka mogą świadczyć chociażby wahania wartości kryptowaluty bitcoin. Jeszcze w grudniu 2016 r. waluta ta była wyceniana na 800 dol. W połowie grudnia 2017 r. osiągnęła ona wartość 19,9 tys. dolarów. Do tego momentu bitcoin w ciągu zaledwie kilku tygodni stracił niemal połowę swojej wartości. Dziś jego notowania sięgają nieco ponad 11 tys. dol. KNF przestrzega, że przy okazji dużych strat inwestycyjnych w przypadku kryptowalut nie ma żadnych gwarancji finansowych.

– Inwestycje w waluty wirtualne nie są objęte żadnym powszechnym systemem gwarancji, tak jak w przypadku depozytów bankowych, gdzie w przypadku kłopotów instytucji finansowej wchodzi do gry Bankowy Fundusz Gwarancyjny, gwarantujący nam depozyty do wysokości 100 tys. euro. W przypadku walut wirtualnych takich gwarancji nie ma – tłumaczy ekspert.

Bitcoin został wprowadzony w 2009 roku przez osobę lub grupę osób o pseudonimie Satoshi Nakamoto. Bitmonety są przechowywane na komputerze właściciela w formie pliku stanowiącego portfel. Zasada działania opiera się na transferze kwot między rachunkami publicznymi przy użyciu kryptografii klucza publicznego. Informacje o transakcjach są przechowywane w rozproszonej bazie danych. Należy podkreślić, że na razie inwestowanie w kryptowaluty nie jest nielegalne.

– Nie jest to działalność nielegalna. Inwestując w waluty wirtualne nie łamiemy polskiego czy europejskiego prawa, nie jest to też takie zagadnienie, które tworzyłoby ryzyko systemowe. Identyfikujemy natomiast ryzyko związane z poszczególnymi inwestorami indywidualnymi, którzy narażeni są na ryzyko utraty środków finansowych – mówi przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego.

Kapitalizacja rynku kryptowalut według stanu na 26 stycznia wynosi 542 mld dolarów. 2/3 tej kwoty dzieli się między trzech największych graczy tego rynku. Blisko 35 proc. tej kwoty stanowi wartość Bitcoina. Drugie w kolejności Etherum stanowi niemal 19 proc. wartości rynku, a trzecie Ripple – 8,6 proc.

Zapraszamy na bezpłatną konferencję „IT w Ubezpieczeniach” 27 lutego, Warszawa

Niezmiernie miło nam poinformować, że już 27 lutego w Warszawie (Hotel Courtyard by Marriott) odbędzie się bezpłatna konferencja dedykowana specjalnie przedstawicielom towarzystw ubezpieczeniowych oraz innych instytucji finansowych.

Konferencja „IT W UBEZPIECZENIACH” to szansa na wysłuchanie wykładów merytorycznych m.in o:

  • IT w małej firmie ubezpieczeniowej. Wewnętrzny zespół czy outsourcing? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Opowiemy o metodach motywacji oraz jak zbudować i utrzymać zespół specjalistów IT.
  • Jak Agile wpływa na funkcjonowanie firmy? Na jakie problemy i wyzwania powinny się przygotować firmy, które chciałyby wdrożyć tę metodę i jak z tymi problemami radzi sobie tak duża firma ubezpieczeniowa jak Axa.
  • Nowych przepisach RODO w branży ubezpieczeniowej – jak przygotować się na zmiany? Omówimy przepisy unijnego rozporządzania o ochronie danych osobowych oraz przedstawimy zagadnienia, które szczególnie dotkną firmy ubezpieczeniowe.
  • Minimalizacja istotnych ryzyk przetwarzania danych, dobre praktyki. Jak technologicznie wesprzeć proces uzyskiwania zgodności z RODO?


Firmy IT m.in. takie jak: Oracle Polska, BeOne pokażą konkretne i gotowe rozwiązania. Swoimi doświadczeniami podzielą się także przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych i nie tylko, którzy z tematem się zmierzyli: Krzysztof Szczęsny (MACIF Życie TUW), Robert Skrzypczak (AXA), Wioletta Jaroń-Gwizdała (WJG Kancelaria Adwokacka).

Zadbamy również o czas na rozmowy, wymianę doświadczeń oraz możliwość nawiązania nowych kontaktów podczas przerwy kawowej.

Szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie wydarzenia:
www.gigacon.org/event/administracja_warszawa_17/#agenda

Jedynym warunkiem wzięcia udziału w konferencji jest bezpłatna REJESTRACJA każdego z pracowników towarzystwa ubezpieczeniowego bądź innej instytucji finansowej przez stronę: www.gigacon.org/event/ubezp_18/

Słaby dolar to tylko słowa

Amerykanie sugerują, że zrywają z ćwierćwieczną tradycją silnego dolara. Jednak te słowa mogą mieć tylko krótkotrwałe i ograniczone znaczenie. Stan gospodarki USA to na tyle silny argument, żeby wkrótce zatrzymać spadkowy trend dolarapisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

„Wojny walutowe” czy „koniec polityki silnego dolara” – oto nagłówki, które obiegają serwisy finansowe na całym świecie po wypowiedziach amerykańskiego sekretarza skarbu Stevena Mnuchina, który mówił w Davos, że dla Stanów Zjednoczonych słaba waluta jest korzystna, gdyż pomaga w handlu zagranicznym. Ta wypowiedź z jednej strony jest po prostu stwierdzeniem faktu, ale z drugiej może sugerować, że Amerykanie odchodzą od niespełna ćwierćwiecznej tradycji polityki silnej waluty, nawet biorąc pod uwagę późniejsze dementi Mnuchina w „The Wall Street Journal”.

Tak czy owak wypowiedzi Mnuchina wzmogły spadkowy trend dolara. Zresztą amerykańska waluta i tak była ostatnio pod wyraźną presją sprzedających, mimo szybkiego wzrostu PKB w USA oraz perspektywy dalszych podwyżek stóp procentowych przez amerykański bank centralny. Przez minione miesiące wynikało to z faktu znacznego przepływu kapitału do krajów rozwijających się, gdyż podczas silnego globalnego ożywienia gospodarczego to właśnie tam pojawiają się szanse na najwyższe stopy zwrotu przy względnie ograniczonym ryzyku.

Polityka sobie, a rynek sobie

„Silna waluta jest w naszym narodowym interesie”. „Wierzę, że silny dolar jest w naszym narodowym interesie” – mówił Robert Rubin, sekretarz skarbu USA w latach 1995-1999, którego wypowiedzi zamieszczono m.in. w „Economic Policy: Theory and Practice”. Od tego czasu kolejni nominowani na to stanowisko oficjele powtarzali chęć dbania o siłę amerykańskiej waluty.

Co ciekawe, polityka silnego dolara miała jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością. Pod koniec lat 90. dolar rzeczywiście był mocny, ale od pierwszych kwartałów nowego millenium indeks amerykańskiej waluty (DXY) zaczął wyraźnie tracić na wartości i w 2008 r. był o 40 proc. poniżej poziomów z początku wieku oraz osiągnął najniższe poziomy od 50 lat.

Wojna czy raczej potyczka?

Praktycznie przy każdych odniesieniach oficjeli do kursu walutowego pojawiają się opinie, że mogą one oznaczać początek „wojny walutowej”. To odważne określenie w skrócie oznacza chęć osłabienia własnej waluty w celu uzyskania wyższej konkurencyjności w handlu zagranicznym i tym samym stymulacji własnej gospodarki.

Przede wszystkim w tym momencie taka stymulacja jest niepotrzebna, zwłaszcza biorąc pod uwagę obniżki podatków w USA i wzrost PKB powyżej potencjału. Dodatkowo i tak dolar wyraźnie się osłabia, co automatycznie poprawia konkurencyjność USA. Innym argumentem jest fakt zależności poszczególnych gospodarek. Zbyt gwałtowne i odgórne obniżenie wartości amerykańskiej waluty może zmniejszyć znaczenie dolara jako globalnej waluty, a także wygenerować dodatkowe koszty finansowania np. poprzez konieczność płacenia wyższego oprocentowania przy emisji obligacji skarbowych.

Poprawienie salda obrotów z zagranicą można także osiągnąć poprzez wprowadzenie ceł. Ten pomysł jednak narażony jest na reakcję ze strony innych państw. Stany Zjednoczone chociaż mają znaczny deficyt w wymianie towarowej, to jednak jest on zmniejszany przez dodatnie saldo w wymianie usług. Ogólnie więc np. z Kanadą, Brazylią, Wielką Brytanią czy krajami zrzeszonymi w OPEC USA ma nadwyżkę w saldzie obrotów handlowych. Większe modyfikacje w tej kwestii mogą więc spowodować raczej straty niż korzyści. To sygnał, że obecne wydarzenia to raczej drobna potyczka dyplomatyczna niż zapowiedź wojny handlowej bądź walutowej.

Nawet jeśli dolar spadnie do ok. 3 zł…

Wracając więc do kwestii dolara, należy stwierdzić, że jego słaba kondycja jest głównie rezultatem silnego przepływu kapitału do walut krajów o szybszym niż USA potencjale wzrostu PKB. Bywa jednak, że takie przepływy gwałtownie się kończą, tak jak nagle się rozpoczęły. I choć niewykluczone, że bieżący trend może sprowadzić dolara nawet blisko granicy 3,00 zł, to jednak fundamenty amerykańskiej gospodarki pozostają względnie silne i wraz z rosnącymi stopami procentowymi powinny być wystarczającym argumentem, żeby niedługo zatrzymać wyprzedaż dolara, również w relacji do złotego.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu wydarzenia w USA będą w centrum uwagi. Wyższa inflacja w postaci PCE Core w poniedziałek może skłonić Fed, by zabrzmieć bardziej jastrzębio. Podobna analiza dotyczy danych o płacach w raporcie NFP pod koniec tygodnia. Inflacja będzie też ważnym tematem w strefie euro i Australii. W Polsce najciekawszy będzie odczyt PKB za IV kw.

Przyszły tydzień: Fed, NFP, PCE Core, inflacja z Eurolandu/Australii, PKB z Kanady

To może być ważny tydzień dla przyszłości USD, biorąc pod uwagę jak bezlitosna stała się wyprzedaż waluty w ostatnim czasie. Jednak by zatrzymać rynek, potrzeba wyjątkowo pomyślnej kombinacji czynników. Wpierw inflacja PCE Core musiałaby zaskoczyć przyspieszeniem wyższym niż do 1,6 proc. r/r (konsensus). Dobre dane otwierałyby drogę dla Fed do wzmocnienia jastrzębiego przesłania. Mimo to styczniowe posiedzenie FOMC (wt-śr) nie powinno obfitować w wyraźne zmiany przekazu. Jest to ostatnie zebranie pod wodzą Janet Yellen, a ponadto w styczniu nie ma konferencji prasowej ani nowych prognoz gospodarczych. Z drugiej strony tym sposobem poprzeczka dla jastrzębich niespodzianek jest zawieszona dość nisko. Pod koniec tygodnia uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy, gdzie prawdopodobne jest odbicie w zatrudnieniu (prog. 185 tys.) po słabym tempie w grudniu (146 tys.). Tradycyjnie już wydźwięk raportu będzie uzależniony od dynamiki płac, a tutaj zanosi się na solidny odczyt 0,3 proc. m/m w związku z podwyższeniem płacy minimalnej w niektórych stanach. Jeśli pchnie to roczną dynamikę co najmniej do 2,7 proc. (z 2,5 proc. w grudniu), będzie to pozytywny impuls dla USD.

W strefie euro inflacja HICP będzie w centrum uwagi (śr). Efekty statystyczne powinny obniżyć ogólny wskaźnik do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc., choć ważniejsza będzie inflacja bazowa, a tutaj rynek zakłada wzrost z 0,9 proc. do 1,0 proc. To by sprzyjało dominującej na rynku retoryce, że EBC prędzej przejdzie do normalizacji polityki pieniężnej. W podobny sposób rynek może odebrać wstępny szacunek PKB za IV kw. (wt), jeśli dostaniemy silny odczyt 0,7 proc. k/k. Ewentualne werbalne interwencje członków EBC mają małe szanse na odwrócenie trendu wzrostowego.

Kalendarz z Wielkiej Brytanii przez większość tygodnia będzie mało interesujący i dopiero PMI dla przemysłu (czw) i budownictwa (pt) może ożywić zmienność. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik dla przemysłu ma za sobą korektę w grudniu, a dane z Europy pozostają silne, zanosi się na wzmocnienie aktywności na Wyspach. Funt przede wszystkim pozostaje jednak w trybie „brak wieści o Brexicie, to dobre wieści”, jak również wciąż widzimy, że GBP korzysta na odpływie kapitału z USD.

W Polsce otrzymamy odczyt PKB za 2017 r. (wt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie przyspieszenia do 4,5 proc. z 2,9 proc. w 2016 r. O tym, że ekspansja ma się dobrze także i na początku tego roku, powinien powiedzieć wzrost indeksu PMI dla przemysłu w styczniu (czw) ponad 55 pkt. Tło makroekonomiczne pomaga złotemu w aprecjacji, choć dominującym czynnikiem pozostaje słabość USD podsycająca apetyt na rynki wschodzące.

W Japonii mamy sporo pierwszorzędnych publikacji w postaci stopy bezrobocia, sprzedaży detalicznej (wt), produkcji przemysłowej (śr) i PMI dla przemysłu (czw). Mimo to techniczne aspekty mogą mieć większe znaczenie dla jena. Nawis spekulacyjnych długich pozycji w USD/JPY w obliczu generalnej słabości dolara pozostaje głównym paliwem dla podtrzymania trendu spadkowego na parze.

W przyszłym tygodniu inflacja jest w centrum uwagi w Australii. W trzecim kwartale inflacja wypadła słabo i jeśli czwarty kwartał nie przyniósł przyspieszenia, obniży to szanse na prędką podwyżkę stóp procentowych. Ryzyka odchyłu odczytu od prognozy 2 proc. r/r są spore w związku z przeliczeniem koszyka inflacyjnego. Słabość USD jest dominującym motorem ostatniego zachowania AUD, ale to też czynni walutę bardziej wrażliwą na rozczarowania w lokalnych danych. Podobna ocena tyczy się wpływu danych o bilansie handlowym z Nowej Zelandii (pon) na NZD.

PKB z Kanady za listopad (śr) może zaoferować pozytywne niespodzianki, biorąc pod uwagę płaski odczyt za październik oraz m.in. dobre wyniki bazowej sprzedaży detalicznej za badany miesiąc. CAD względnie najmniej zyskiwał na ostatniej fali deprecjacji USD, czekając na rozstrzygnięcia 6. rundy negocjacji NAFTA, ale brak negatywnych sygnałów z rozmów sugeruje, że teraz loonie może nadganiać inne waluty G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ropa w górę, marże w dół

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen
Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Dlaczego marże rafineryjne spadły w ostatnim kwartale ubiegłego roku? Główna przyczyna tkwi w szybkim wzroście cen ropy. Ponieważ stoją za tym czynniki przejściowe, niebawem można spodziewać się obniżenia cen ropy oraz poprawy marż rafineryjnych.

Na koniec 2017 roku ropa była najdroższa od trzech lat, a jej średnia kwartalna cena wynosiła ok. 61 USD za baryłkę i była o ponad 9 USD (17,7%) wyższa niż w trzecim kwartale. O ile wzrostowy trend cen ropy, rozpoczęty w trzecim kwartale ma podstawy w fundamentach rynku ropy, o tyle przyspieszenie wzrostu cen w czwartym kwartale, kontynuowane w pierwszej połowie stycznia 2018, jest rezultatem czynników nieoczekiwanych, które ograniczyły wzrost bieżącej podaży oraz podniosły premię za ryzyko w cenach ropy. Trend wzrostu cen ropy opiera się przede wszystkim na solidnym przyroście globalnego popytu na ropę naftową i paliwa płynne pod wpływem umacniania się wzrostu gospodarczego praktycznie we wszystkich regionach świata. Według szacunków IHSM globalny popyt wzrósł w 2017 o 1,8 miliona baryłek dziennie (mbd) i oczekuje się podobnego przyrostu w 2019. Do tego dodać należy ograniczenie wydobycia ropy przez kraje OPEC i Rosję z początkiem 2017 i wydłużenie horyzontu ograniczenia do końca 2018. W 2017 przeciętne roczne wydobycie ropy w krajach OPEC spadło o 0,1 mb/d,  a przy tym środowisko niskich cen ropy w pierwszych trzech kwartałach 2017 ograniczało przyrosty wydobycia poza OPEC. Do czynników fundamentalnych należy także podtrzymany spadek zapasów ropy naftowej i paliw w krajach OECD od połowy 2017, będący wypadkową czynników wymienionych wcześniej. W redukcji poziomu zapasów pomógł efekt „shale band” i wyhamowanie przyrostów wydobycia w USA między lutym a czerwcem. W kolejnych miesiącach, wraz ze wzrostem cen, wzrastało też wydobycie w USA, ale ceny nie kwapiły się z przebiciem górnego krańca „shale band” na poziomie 60 dolarów za baryłkę ropy Brent. Nastąpiło to dopiero 27 października, tuż przed szczytem OPEC, na którym przedłużono moratorium na wydobycie do końca 2018 oraz włączono do porozumienia Libię i Nigerię.

W poprzednim wpisie zwracałem uwagę na to, że przyspieszenie wzrostu cen ropy w czwartym kwartale zostało spowodowane kumulacją nieoczekiwanych wydarzeń, natomiast układ czynników fundamentalnych w perspektywie roku a nawet dwóch lat nie tworzy presji na wzrost cen ropy, uzasadniającej jej obecne poziomy. Nadal mamy nadmierny poziom zapasów ropy na świecie. W krajach OECD zapasy wykazują tendencję spadkową, ale wciąż są powyżej średniej pięcioletniej. Rośnie też niewykorzystany potencjał wydobycia „taniej” ropy (rezerwy ropy utrzymywane w złożach, nadające się do natychmiastowego wydobycia). Wydobycie ropy w USA (tight oil) nadal silnie i szybko reaguje na wzrost ceny. Szacunki IHSM wskazują, że we wrześniu 2017 wydobycie w USA osiągnęło poziom 9,5 mb/d, niewiele poniżej szczytowego wydobycia 9,6 mb/d z kwietnia 2015. W 2018 roku oczekuje się comiesięcznych przyrostów wydobycia na poziomie średnio 300 000 bd, a gdyby cena ropy WTI wzrosła do 60 USD za baryłkę, wydobycie mogłoby wzrosnąć do 900 000 bd.

Dlaczego zatem cena ropy rośnie, niejako wbrew czynnikom fundamentalnym a najnowsze projekcje banków inwestycyjnych mówią o kontynuacji wzrostu w horyzoncie kilku kwartałów? Przyczyną jest nietypowa struktura terminowego (papierowego) rynku ropy, zwana backwardation. Nietypowość i nietrwałość backwardation wynika z przejściowych niedoborów podaży, które windują cenę spot w górę tak bardzo, że odwracają nachylenie krzywej kontraktów terminowych. Ceny ropy spot wzrosły z powodu spadku zapasów ropy, sygnalizującego przewagę bieżącego popytu nad podażą, co sprawiła konfrontacja szybko rosnącego popytu z cięciami OPEC oraz czynnikami jednorazowymi. Natomiast ceny oferowane w kontraktach terminowych kształtują się poniżej cen spot, ponieważ rynek oczekuje, że w dłuższym terminie podaży będzie pod dostatkiem. Gdyby rynek oceniał, że niedobory podaży mają charakter trwały, wówczas także wzrosłyby ceny w przyszłych terminach, do poziomów uzasadniających uruchomienie dodatkowej podaży. Rynek trwałby w naturalnej pozycji „contango” (kiedy cena ropy w kontraktach terminowych jest wyższa, niż cena bieżąca).

Struktura backwardation, mimo nietrwałości, tworzy silną zachętę dla inwestorów finansowych, by zajmowali „długie” pozycje spekulacyjne na rynkach papierowych: kupowali kontrakty na ropę z dostawą odroczoną na dwa lub więcej miesięcy (po przyszłej cenie, niższej do bieżącej) i przetrzymywali je, oferując do sprzedaży na miesiąc przed terminem zapadalności, po cenie wyższej od ceny zakupu ale niższej od ceny spot (zajmowanie „krótkiej” pozycji). Obecnie przewaga otwartych długich pozycji nad krótkimi jest rekordowo duża, bo rolowanie kontraktów terminowych w warunkach backwardation przynosi większe korzyści niż rolowanie kontraktów, gdy rynek znajduje się w contango. Rekordowy przyrost zakupów ropy na termin tworzy dodatkowy popyt na ropę a ponieważ suma transakcji na rynkach papierowych jest 50 razy większa niż suma transakcji fizycznych, transakcje na rynkach papierowych odchylają, na pewien czas, tendencje zmian cen ropy od trendów, wynikających z jej fizycznych fundamentów.

Atrakcyjność backwardation dla inwestorów finansowych może podtrzymać wzrostowy trend cen ropy jeszcze przez pewien czas. Jeżeli jednak w najbliższych kwartałach nie pojawią się nowe ograniczenia podaży ropy, to w horyzoncie kwartału lub dwóch cena ropy powinna się obniżyć. Powrotowi cen ropy w pobliże fundamentów powinien towarzyszyć wzrost marż rafineryjnych, które obecnie są pod presją nadmiernie wysokich cen ropy. 

Alior Bank rozszerza wykorzystanie robotów w swojej działalności

Ponad 1,2 mln połączeń w ramach miękkiej windykacji, prawie 1,3 mln przeprowadzonych rozmów ankietowych oraz 77 tys. kontaktów w celu zebrania oświadczeń FATCA – w taki sposób Alior Bank wykorzystywał w 2017 r. oparty o mechanizmy sztucznej inteligencji Dronn. W najbliższym czasie bank planuje dalsze rozszerzanie skali jego działalności, m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Alior Bank wykorzystuje najnowocześniejsze technologie, by realizować procesy z różnych obszarów w sposób jak najbardziej efektywny. Robotyzacja i automatyzacja to jedne z kluczowych założeń „Cyfrowego buntownika” – strategii banku na lata 2017-2020, która jest odpowiedzią na zmiany technologiczne w sektorze bankowym. Alior Bank wykorzystuje m.in. Wirtualnego Doradcę – system Dronn wspierający zdalny kontakt z klientami.

Dronn to wykorzystywany w banku od 2015 r. system oparty na sztucznej inteligencji, biometrii i analityce mowy, należący do najbardziej zaawansowanej generacji robotów. Został zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami swobodną, logiczną rozmowę – reagować na odpowiedzi i zadawać dopasowane do nich pytania. Wirtualny Doradca wykorzystywany jest w procesie miękkiej windykacji oraz badaniach marketingowych.

W ramach nowej strategii banku nN ramach nowej strategii oces robotyzacjiie tylko Dronn wspiera proces robotyzacji. Bank wskazał do robotyzacji 118 procesów, które będą stopniowo optymalizowane w ciągu najbliższych trzech lat. Pozwoli to ograniczyć koszty operacyjne przy jednoczesnym wzroście zadowolenia klientów. Automatyzacja powtarzalnych procesów jest natomiast szansą na rozwój i zmniejszenie rutyny wśród pracowników

W roku 2017 skala działań Dronna objęła 963 tys. połączeń w windykacji Alior Banku oraz 239 tys. rekordów w windykacji dla partnera zewnętrznego. Ponadto Wirtualny Doradca przeprowadził prawie 1,3 mln. rozmów ankietowych w ramach procesu segmentacji klientów oraz kontaktował się z 77 tys. osób w celu zebrania oświadczeń o rezydencji podatkowej (FATCA). W najbliższym czasie system zostanie wdrożony m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Wirtualny Doradca został zintegrowany ze środowiskiem do obliczeń statystycznych oraz wizualizacji wyników. Rozwiązanie to pozwala mu wykorzystywać modele statystyczne w czasie rzeczywistym i, na podstawie danych pozyskanych od klienta, podejmować decyzje w kwestii dalszego przebiegu rozmowy. Prowadzone są prace nad dalszym rozwojem narzędzia. Obejmują one przede wszystkim wdrożenie uczenia maszynowego oraz rozumienie języka naturalnego. Pierwsza z technologii jest innowacyjną metodą samouczenia się maszyn w oparciu o analizę danych i odnajdywanie zawartych w nich wzorców. Dzięki algorytmom uczenia maszynowego, komputery mogą samodzielnie analizować dane oraz automatycznie tworzyć i dostosowywać modele w celu samodoskonalenia i nabywania nowej wiedzy, potrzebnej do rozwiązania zadanego problemu. Wszystko odbywa się w sposób zautomatyzowany, bez potrzeby wcześniejszego zaprogramowania przez człowieka. Rozumienie języka naturalnego jest z kolei technologią, która pomoże usprawnić moduł rozpoznawania mowy.

Dronn, jako jedno z najlepszych rozwiązań bankowych na świecie, był wielokrotnie nagradzany w prestiżowych międzynarodowych konkursach, m.in.: Distribution and Marketing Innovation Awards (organizowany przez organizację EFMA we współpracy z firmą Accenture), Retail Banker International, BAI Global Banking Innovation Awards, Banking Technology Awards czy Celent Model Bank Awards.

Mario Draghi umocnił euro. Lepsze dane z Wielkiej Brytanii

Wczorajsza konferencja Mario Draghiego niby nie przyniosła żadnych nowych wiadomości, a i tak zatrzęsła rynkami walutowymi. Dobre dane na temat brytyjskiej gospodarki.

Mario Draghi nie zahamował wzrostów euro

Wczoraj odbyło się posiedzenie EBC oraz konferencja prasowa po posiedzeniu. Formalnie nic się nie zmieniło. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Wciąż podtrzymuje się gotowość do wydłużania programu skupu aktywów. Co więcej, deklaracja o niepodnoszeniu stóp procentowych przez dłuższy czas jest wciąż aktualna. Pojawiły się podczas wystąpienia uwagi na temat obecnej sytuacji na głównej parze walutowej świata. Nie pojawiły się za to żadne konkrety, no chyba, że za takie uznać przypomnienie deklaracji ze spotkania G20 o nie manipulowaniu kursami walutowymi w celu podniesienia konkurencyjności gospodarek. Jak zareagowały rynki? Analitycy liczyli na to, że wypowiedź osłabi euro. Nic takiego nie padło. W rezultacie rozpoczęły się szybkie zakupy. Przez pół godziny euro umocniło się o niemal 1% względem dolara. Do końca dnia trwała już potem korekta tego ruchu, która odwróciła większość tego ruchu. W szczytowym momencie na rynku można było oglądać dolara poniżej 3,31 zł. W tym kontekście nie pomogły nawet przyzwoite dane z amerykańskiego rynku pracy.

Konstytucja dla biznesu

Uchwalono nowe prawo dla przedsiębiorców. Zastępuje ono ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Pojawia się zasada domniemania uczciwości przedsiębiorcy i rozstrzygania wątpliwości faktycznych na jego korzyść. Z ważnych zmian jest też 6 miesięczna ulga na start prowadzenia firmy. Celem regulacji jest nakłonienie Polaków do otwierania własnych działalności gospodarczych.

Lepsze dane z wysp

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Wzrost gospodarczy zgodnie z oczekiwaniami spowolnił. Nie zrobił jednak tego tak znacznie jak oczekiwali analitycy i w ciągu roku tamtejsza gospodarka rosła o 1,5%. Nie jest to rewelacyjna wartość, ale biorąc pod uwagę zamieszanie związane z Brexitem i wątpliwości jak się temat zakończy wynik był i tak lepsze niż spodziewane 1,4%. Po samych danych funt zaczął iść w górę zyskując w ciągu kilku minut ponad grosz do złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Zamówienia na dobra,

14:30 – USA – PKB wstępne dane.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fundacja prywatna sposobem na efektywne zarządzanie majątkiem

Wielu przedsiębiorców poszukuje metod na zabezpieczenie swoich pieniędzy i nabytych dóbr na wypadek sytuacji kryzysowej. Wzrasta świadomość, że efektywne zarządzanie majątkiem firmy jest podstawowym elementem strategii każdego przedsiębiorstwa. Rozwiązaniem, które umożliwia ochronę majątku przedsiębiorcy, jest m.in. coraz popularniejsza w Polsce i na świecie konstrukcja fundacji prywatnej.

Czym jest fundacja prywatna?

Nie ma definicji ustawowej fundacji prywatnej, ale w doktrynie uważa się, iż należy ją rozumieć jako osobę prawną, „której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez fundatora, w sposób przez niego określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z zasadami określonymi przez fundatora na rzecz beneficjentów fundacji”.

Zgodnie z art. 1 ustawy o fundacjach z 6 kwietnia 1984 r. „fundacja może być ustanowiona dla realizacji zgodnych z podstawowymi interesami Rzeczypospolitej Polskiej celów społecznie lub gospodarczo użytecznych, w szczególności takich jak: ochrona zdrowia, rozwój gospodarki i nauki, oświata i wychowanie, kultura i sztuka, opieka i pomoc społeczna, ochrona środowiska oraz opieka nad zabytkami”. Nie ma więc ograniczeń w zakresie podmiotowym, a zatem fundację może utworzyć zarówno osoba fizyczna, jak i prawna. Powyższą konstrukcję wykorzystano do stworzenia nowej instytucji – fundacji prywatnej. Powodem wprowadzenia takiego rozwiązania była chęć ochrony majątku przedsiębiorców.

Odpowiednia konstrukcja fundacji prywatnej nie stoi w sprzeczności z ustawową regulacją działania na rzecz celów „społecznie lub gospodarczo użytecznych“. W momencie gdy fundacja nie korzysta z pieniędzy publicznych, nie występuje o status organizacji pożytku publicznego i nie pozyskuje środków w drodze zbiórek publicznych, może dość swobodnie dysponować przekazanymi jej środkami.

Dysponowanie środkami fundatora

Fundacja prywatna może zatem przekazywać zgromadzone środki innym podmiotom. W tym zakresie ograniczają ją jedynie przepisy ustawy o fundacjach. Znamienne jest, iż w ustawie nie ma zakazów, które uniemożliwiałyby przenoszenie środków na rzecz przedsiębiorcy (fundatora), jego pracowników, członków zarządu firmy czy też osób bliskich. Nie jest również określona forma tego przekazania – możliwe jest udzielanie pożyczek, kredytów, a także inne formy przelewu środków.

Należy jednak pamiętać, że wszystkie podejmowane czynności powinna cechować zgodność z przyjętymi celami statutowymi. Każdy transfer musi mieć odpowiednie uzasadnienie. Takie transakcje są bowiem pod szczególnym „ostrzałem” organów państwa, które wnikliwie badają zasadność wszelkich przepływów pieniężnych. Jeżeli stwierdzą jakiekolwiek nieprawidłowości, zastosują stosowne kroki, a nawet sankcje. Przykładową konsekwencją może być chociażby wystąpienie do sądu o uchylenie uchwały zarządu fundacji rażąco sprzecznej z jej celem lub z postanowieniami statutu, lub przepisami prawa.

Fundacja prywatna a korzyści podatkowe

Założenie fundacji prywatnej przysparza osobom nią zarządzającym duże korzyści podatkowe. W oparciu bowiem o ustawę z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych w pewnych sytuacjach możliwe jest zwolnienie fundacji z części podatku dochodowego. Z tego prawa fundacja prywatna może skorzystać, gdy jej celem statutowym jest działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, ochrony środowiska, ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Fundacja nie musi także płacić podatku od spadków i darowizn, jeżeli otrzymuje pieniądze, rzeczy ruchome lub prawa majątkowe.

W innych krajach europejskich fundacje prywatne mogą liczyć na jeszcze większe udogodnienia. Przykładowo w Lichtensteinie istnieje jednolita stawka podatku dochodowego dla fundacji i wynosi 1 tys. CHF rocznie. Ciekawą konstrukcję wprowadzono też w prawie austriackim. Zgodnie z nim dywidenda przekazywana przez spółkę austriacką fundacji prywatnej, która posiada udziały tejże spółki, podlega zwolnieniu z podatku dochodowego na poziomie tejże spółki. Jeżeli założymy fundację prywatną poza Europą, możemy liczyć na jeszcze większe profity. Np. osoby zakładające fundację w Panamie nie będą figurowały w aktach urzędów, nie będą zobowiązane do składania sprawozdań rocznych lub sprawozdań finansowych, a także nie będzie na nich ciążył obowiązek podatkowy.

Fundacja prywatna w Polsce czy za granicą?

Tak naprawdę polscy przedsiębiorcy w tworzeniu fundacji prywatnej nie są związani konstrukcją polskiej fundacji prywatnej. Tego typu podmioty można bowiem utworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Zasady działania fundacji prywatnej we wszystkich systemach prawa są bardzo podobne, aczkolwiek w niektórych państwach podmiot ten może liczyć na dużo większe niż w Polsce profity i swobodę działalności. Korzystne rozwiązania proponuje np. Lichtenstein, w którym kapitał może zostać umieszczony w innym państwie niż siedziba fundacji, a fundacje nieuzyskujące korzyści z prowadzenia działalności gospodarczej mają możliwość skorzystania z niższego opodatkowania z uwagi na status private wealth structure entity (PVS). Jeżeli przedsiębiorcy zależy natomiast na formalnym przeniesieniu środków poza granice Europy, ciekawą propozycją może okazać się fundacja na wyspach Bahama. Tam przedsiębiorcy mogą liczyć na wyjątkową poufność i dyskrecję – zasadniczo fundacja widnieje jedynie w rejestrach, w których ujawnia się bardzo szczątkowe dane, takie jak nazwa oraz adres oficjalnej siedziby.

Czy założenie fundacji prywatnej jest łatwe?

Założenie fundacji prywatnej wiąże się z wieloma formalnościami. Przedsiębiorcy działający na własną rękę mogą łatwo zgubić się w gąszczu skomplikowanych procedur i przepisów. Należy pamiętać, aby dobrać takie rozwiązanie, które będzie najlepsze dla danego przedsiębiorcy i rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej. Tylko wtedy możliwe będzie skuteczne i trwałe zabezpieczenie jednocześnie interesu przedsiębiorcy i, co najważniejsze, jego majątku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs EUR/USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Wspólna europejska waluta doświadczyła istotnej aprecjacji, której w pierwszym momencie nie zaszkodził nawet dość wstrzemięźliwy komunikat prezesa EBC.

W czwartkowe popołudnie kurs wymiany wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego po raz pierwszy od trzech lat wzrósł powyżej 1,25. Popołudniowa aprecjacja EUR wsparła również PLN. Polska waluta zyskiwała przede wszystkim w relacji do wyjątkowo słabego dolara amerykańskiego. Zjawisko to miało miejsce po pierwszym w 2018 r. posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (EBC) dotyczącym europejskiej polityki monetarnej.Kurs EUR USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Pomimo tego, iż wyraził on niepokój odnośnie silnej aprecjacji wspólnej waluty, względnie optymistyczna ocena gospodarki strefy euro dokonana przez prezesa EBC, Mario Draghiego, wystarczyła do tego, aby para EUR/USD zyskała niemal 1% w ciągu kilku godzin. Po ogłoszeniu przez bank centralny informacji o utrzymaniu parametrów polityki monetarnej na niezmienionym poziomie, Draghi rozbudził spekulacje dotyczące zakończenia programu luzowania ilościowego w 2018 r. Wyraził zadowolenie w kwestii dynamiki wzrostu gospodarczego strefy euro – stwierdził, że ekspansja gospodarek jest „zdrowa” i postępuje szybciej, niż się spodziewano. Poziom inflacji musi jeszcze pokazać przekonujący trend wzrostowy, w EBC wzrasta jednak przekonanie, że dynamika cen ostatecznie powróci do celu inflacyjnego.

Inwestorzy zdecydowanie przeoczyli próbę powstrzymania przez Draghiego aprecjacji wspólnej europejskiej waluty. Jeszcze na wstępie konferencji prasowej, prezes EBC zwrócił uwagę na siłę euro i powtórnie wyraził obawy co do wahań kursu wymiany. Stwierdził, iż „ostatnia zmienność kursu stanowi źródło niepewności, które wymaga monitorowania”.

Również informacja o braku podwyżek stóp w najbliższych miesiącach nie powstrzymała wzrostu europejskiej waluty. Już kilkakrotnie wyraziliśmy opinię, że obecna sytuacja gospodarcza strefy euro (tj. słaba inflacja) nie wymusza wyższych stóp procentowych w Eurolandzie. To zdanie podzielił również Draghi, który pokazał, że nie uważa za konieczne podwyższania stóp procentowych w tym roku. Stwierdził, że nie widzi „zbyt wielu szans na to, żeby stopy w ogóle wzrosły w 2018 r.”. Zważywszy na te komentarze, skala aprecjacji wspólnej waluty jest zaskakująca, a naszym zdaniem również przesadna.

Wnioskując po obecnej dynamice cen bazowych w strefie euro, która uparcie znajduje się na poziomie poniżej 1% rocznie i zwracając uwagę, że Draghi wyraźnie nie spieszy się z podnoszeniem stóp, sądzimy, że do pierwszej od 2011 r. podwyżki stóp procentowych w strefie euro dojdzie najwcześniej w połowie 2019 roku. To później niż obecnie wyceniają rynki finansowe.

Pozostajemy również zdania, że rosnąca różnica stóp procentowych po obu stronach Atlantyku będzie nakładać presję na przewartościowane euro i wywoła jego spadek w nadchodzących miesiącach – szczególnie biorąc pod uwagę kwestię rynkowego pozycjonowania (inwestorzy mocno stawiają na euro).  Niemniej, obserwując obecny sentyment do dolara amerykańskiego i niedawną silną aprecjację wspólnej europejskiej waluty, planujemy podniesienie naszych prognoz kursu EUR/USD.

Autor: Matthew Ryan, Ebury

Rozpraszacze za nami

Draghi nie był wystarczająco gołębi, by poważnie wystraszyć kupujących EUR. Trump skontrował Mnuchina i preferuje silnego dolara, ale wystarczyło to tylko na stworzenie okazji do korekty dolara, a dziś wracamy do dalszej przeceny. Kolejną okazję mogą dać dane z USA po południu i przemówienie Trumpa.

Jeśli prezes EBC chciał zatrzymać umocnienie EUR, to nie może być z siebie zadowolony. Mieliśmy odniesienia do waluty, jednak zamiast wspomnieć o zbyt szybkim tempie aprecjacji, Draghi użył szablonowej frazy o obawach o zmienność. Bezpośrednio zapytany przez dziennikarza o skalę umocnienia, Draghi starał się obejść pytanie, co tylko podsyciło rajd EUR/USD ponad 1,25. Ostatecznie prezes nie omieszkał zaznaczyć, że wzrosty EUR mogą pochodzić od komentarzy „kogoś innego” niż fundamentów. Wyglądało to na odniesienia do środowych słów sekretarza skarbu USA Mnuchina („słaby dolar jest dobry”). Wracając do Draghiego, jedynym prawdziwie gołębim akcentem było stwierdzenie, że są bardzo niskie szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku. Nie była to jednak wielka niespodzianka. Jeśli rynek nawet liczy na szybki koniec QE (we wrześniu) i zakłada podwyżkę 4-6 miesięcy później, to terminy wypadają już w 2019 r.

Zatem konferencja EBC była tylko niepotrzebnym szumem, które niewiele zmieniło w obrazie rynku, który chce dalej kupować EUR. Dodatkowym „rozpraszaczem” w czwartek były komentarze prezydenta Trumpa, że „ostatecznie chce zobaczyć silnego dolara”, a wcześniejsze komentarze sekretarza skarbu Mnuchina były „wyrwane z kontekstu”. Dolar zyskał, ale był to ruch pod wiatr i rynek szybko pozywał się długich pozycji w dolarze. USD pozostaje w trendzie spadkowym, EUR – we wzrostowym, a przeszkód nie widać. Dziś po południu dostaniemy wstępny szacunek dynamiki PKB za IV kw. z USA. Wartości lepsze od konsensusu (3 proc.) prawdopodobnie staną się okazją do złapania USD pod sprzedaż po lepszej cenie. Gorszy odczyt będzie wodą na młyn.

Wcześniej dostaniemy pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw., który ma wskazać podtrzymanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k. Jest to dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii, ale dla funta to mała przeszkoda, kiedy dominuje myślenie, że brak złych wieści nt. Brexitu to dobre wieści. GBP też wciąż jest głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD. Poza tym w Kanadzie mamy CPI, gdzie szacunki są ustawione nisko. Davos oferuje kolejne panele dyskusyjne, w tym jeden z prezydentem Trumpem, czyli człowiekiem-kopalnią zaskakujących komentarzy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Solidna sytuacja gospodarcza w strefie euro wspiera wzrosty rentowności obligacji. EBC bez wpływu na kurs EUR/PLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 25 stycznia upłynął pod znakiem stabilnych notowań kursu złotego wobec euro (który oscylował nieco poniżej poziomu 4,15) oraz deprecjacji dolara wobec euro (kurs EUR/USD z około 1,24 wzrósł do około 1,25).

Głównym wydarzeniem dnia była konferencja M. Draghiego po decyzji EBC o stopach procentowych. Podkreślił on, że program skupu aktywów potrwa do września lub dłużej a stopy procentowe po zakończeniu QE pozostaną przed dłuższy czas a tym samym poziomie. Ewentualne zmiany w polityce wymagają wyższej inflacji, która musi wyraźniej rosnąć. Wbrew oczekiwaniom rynku, jakie się budowały w ostatnim czasie podkreślił, że dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła.

Pomimo gołębiego stanowiska EBC, kurs EUR/USD przekroczył na chwilę w trakcie konferencji poziom 1,25. Przyczyną tego prawdopodobnie było stwierdzenie, że ryzyka dla wzrostu gospodarczego w strefie euro mogą pochodzić ze strony gospodarki globalnej i rynków walutowych, aczkolwiek EBC nie targetuje określonego poziomu kursu, co mogło sugerować, że obawia się mocniejszego euro. Wypowiedź ta pośrednio wpisała się w sposób interpretowania ostatnich słów sekretarza skarbu USA Mnuchina, który stwierdził, że „w krótkim terminie słaby dolar stymuluje handel zagraniczny, natomiast w dłuższym terminie silny dolar odzwierciedla siłę amerykańskiej gospodarki”. Co prawda potem nieco zdementował swoje słowa twierdząc, że nie popiera słabego dolara jednak to właśnie w duchu „wojny walutowej” rynki finansowe interpretowały tą wypowiedź.

Naszym zdaniem, aktualne uwarunkowania gospodarki USA (obniżki podatków stymulujące wzrost długu, funkcjonowanie rządu w ramach prowizorium budżetowego) bardzo utrudniają grę na silną i szybką deprecjację dolara, gdyż potencjalnie zmniejszają atrakcyjność amerykańskich obligacji. W związku z tym zakładamy, że amerykańskie władze będą w najbliższym czasie dążyć do uspokojenia sytuacji na rynkach walutowych, co powinno umożliwić dolarowi odrobienie przynajmniej części strat.

Czwartek minął na rynku stopy procentowej pod znakiem dalszych wzrostów rentowności. Głównym wydarzeniem na rynku było wspomniane posiedzenie EBC. Pomimo tonujących odpowiedzi prezesa Draghiego, który widzi małą szansę na podwyżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku (po publikacji grudniowych minutes była wyceniona w blisko 70%), rentowności instrumentów dłużnych rosły. Dla inwestorów słowa Draghiego mogły być niewystarczająco przekonujące w sytuacji, w której sam podkreślał poprawę sytuacji gospodarczej w strefie euro. Taki fakt potwierdzają również publikowane w ostatnim czasie dane, gdzie wskaźniki PMI utrzymują się na wysokim poziomie. Mocno prezentuje się przede wszystkim niemiecka gospodarka, gdzie po dobrym odczycie ZEW we wtorek, również pozytywne zaskoczenie przyniósł indeks instytutu Ifo (117,6 w styczniu vs. konsensus: 117,1). Bardzo dobre nastroje gospodarcze przyczyniły się do osiągnięcia nowych szczytów rentowności obligacji w tym roku, gdzie niemieckie papiery w sektorze 10-letnim przebiły 0,60%.

Do zdecydowanego przesunięcia się krzywej dochodowości w górę doszło również w Polsce, gdzie jej środek oraz długi koniec w ciągu dnia znalazły się o blisko 5pb wyżej. Obligacje 10-letnie w trakcie sesji przekraczały poziom 3,40%, a 5-letnie 2,70% czemu towarzyszyły głównie wydarzenia zagraniczne. W piątek na polskim rynku w centrum zainteresowania znajdzie się sprzedaż obligacji Ministerstwa Finansów, gdzie w pełni powinna zostać uplasowana oferta 7mld PLN. Przetargowi może towarzyszyć wysoki popyt podobnie jak na pierwszej styczniowej aukcji, przez co krótkoterminowo może dojść do lekkich spadków rentowności (po tym jak zostały osiągnięte ostatnie szczyty). Popyt będą również wspierały ostatnie wykupy obligacji WZ0118 oraz wypłaty odsetek, które łącznie wyniosły 10mld PLN, przez co podaż w ujęciu netto będzie jedynie nieznacznie dodatnia w skali całego miesiąca (na pierwszym przetargu sprzedano papiery za 6mld PLN). Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Autorzy: Arkadiusz Trzciołek, Jarosław Kosaty – PKO Bank Polski

Zawód opiekuna medycznego powinien wkroczyć na szeroką skalę do polskich szpitali

Od maja trwają prace nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa. Ważnym jej obszarem, który wymaga regulacji, są zawody pomocnicze.

–  Po długotrwałych dyskusjach zespół uznał, że pomocniczym zawodem, który powinien wkroczyć na szeroką skalę do szpitali jest opiekun medyczny  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Jest on usankcjonowany i ma określony system kształcenia. W przypadku braków kadrowych wśród pielęgniarek byłoby to znaczne odciążenie dla środowiska. Proste, niewymagające wysokich kwalifikacji zabiegi przy pacjencie mógłby wykonywać właśnie opiekun medyczny. Ustalono, że jest to ok. 30 proc. czynności pielęgniarsko – położniczych. Opiekun medyczny miałby wtedy ponad 30 zadań i obszarów, w których mógłby pracować, pozostając oczywiście pod nadzorem i kierownictwem pielęgniarek oraz położnych – ocenia Małas.

Zmiany trwałe czy chwilowe?

Wczoraj wykres kursu eurodolara zaliczył maksima w okolicach 1,2530. Było to wywołane tym, że rynek nie przejął się zapewnieniami Mario Draghiego o tym, że operacja QE może i powinna jeszcze trwać, że dopuszcza się jej powiększenie lub przedłużenie, a wzrost kursu euro budzi niepokój i niepewność.

Rynek to zignorował, bo i sam Draghi przyznał np., że sytuacja gospodarcza Eurolandu się poprawia. Wiadomo też, że istnieje pewien nacisk na szefa EBC ze strony innych decydentów Banku, którzy od dłuższego czasu mówią o tym, iż byłoby dobrze nie wydłużać QE poza wrzesień 2018.

Zresztą, jak zawsze na forexie, w tej reakcji było trochę spekulacji i szaleństwa. Wymownym tego świadectwem jest to, że późnym wieczorem zaczęto sprzedawać euro w dość intensywny sposób. Kto był pierwszy, ten był lepszy. Kurs spadł nawet do 1,2365 – acz po połnocy odbił i teraz znów mamy 1,2485.

Wciąż dyskusyjna pozostaje sprawa długoterminowej linii spadkowej, prowadzonej po szczytach z lat 2008, 2011 i 2014 – linia ta właśnie jest testowana. Być może zostanie potwierdzona, aczkolwiek nie musi się to rozstrzygnąć dziś. Główne pytanie jest takie: czy obserwowany ruch powrotny to jedynie ostatni akt ugrania czegoś na strategii „podbijmy euro i zacznijmy sprzedawać w odpowiednim momencie” – czy też zapowiedź kontynuacji aprecjacji.

Wpływ na sytuację mogą mieć dzisiejsze dane makro z USA: dynamika PKB za IV kw. 2017 oraz dynamika zamówień w dwóch sektorach gospodarki (na dobra trwałe i na dobra liczone bez środków transportu). Cały ten pakiet poznamy o 14:30. Inną kwestią jest to, że tak naprawdę przy obecnym rozchwianiu reakcje mogą być paradoksalne i mało intuicyjne.

Poznamy dziś także PKB Wielkiej Brytanii – o 10:30. Para funt-euro lokuje się teraz na 1,1420. Spójrzmy na rzecz długoterminowo: minima z minionego roku to ok. 1,0770, a jeszcze w 2015 wykres był przy 1,44 – w szczytach. Ostatnich kilka miesięcy to konsolidacja przy 1,11 – 1,15.

Na złotym
Dolar-złoty pozycjonuje się na 3,32 lub nieco niżej. Wczoraj wieczorem osiągnięto jeszcze niższe poziomy, ale potem przyszedł powrót do 3,3470. Po północy, odbijając ruch eurodolara, wykres znów poszedł na południe, złoty się wzmocnił.

Na tej parze ważą się losy linii wzrostowej wszczętej w roku 2011. Jeśli linia ta pęknie, to spokojnie możemy pójść do 3 zł w tym roku, do wsparcia wykreowanego w roku 2014. Wciąż jednak jest realna możliwość odbicia i odwrócenia trendu, szczególnie że PLN zarabiał niemal bez poważniejszych korekt przez ostatnich 13 – 14 miesięcy.

EUR/PLN pozycjonuje się przy 4,14, zaś na funcie mamy 4,7275. Warto może przypomnieć, że PLN umacnia się do funta od końca roku 2015 – gdy mieliśmy ok. 6,08 w szczytach. Naturalnie to zrozumiałe w kontekście np. Brexitu, ale i tu w takim razie przydałaby się odmiana sytuacji. Wsparciem jest teraz rewir 4,58 – 4,60.

Tomasz Witczak, FMC Management

Ślepota Europejskiego Banku Centralnego

W czwartek interesujące było przede wszystkim posiedzenie ECB, a szczególnie konferencja prasowa Mario Draghiego, jego prezesa. Oczywiście nic w polityce monetarnej strefy euro się nie zmieniło. Siła euro mogła, a nawet powinna spowodować, zdecydowanie „gołębią” wymowę komunikatu i/lub konferencji.

Komunikat jednak był praktycznie taki sam jak po poprzednim posiedzeniu. Podczas konferencji rasowej szef ECB też nie przekazał niczego, co mogłoby wystraszyć spekulantów i odwrócić kierunek kursu EUR/USD. Powiedział jedynie, że zmienność kursu euro jest źródłem niepewności. Dodał też, że bank nie ma zamiaru mówić o pożądanej wartości kursu i nie będzie prowadził konkurencyjnej dewaluacji waluty.

Ten brak nawet słownej interwencji na rynku, a nawet wręcz zaprowadź braku działań zmierzających do osłabienia euro, otworzył pole dalszemu umocnieniu europejskiej waluty. Trudno zrozumieć takie działanie ECB. Brak próby przeciwdziałania umocnieniu euro szkodzi przecież gospodarce strefy euro. Mocne euro jest substytutem podwyżki stóp.

Wygląda to wszystko tak jakby członkowie ECB oślepli i ogłuchli zanurzeni w swoim uwielbieniu dla wolnego rynku walutowego. Mało tego, Draghi w dość zawoalowany sposób skrytykował Stevena Mnuchina, sekretarza skarbu USA, za jego pochwałę słabości dolara. Stwierdził, że „nie jest zgodna z ustalonymi regułami”. Zamiast założyć rękawice po prostu zapiszczał.

W amerykańskiej części sesji dolarowi pomógł prezydent Trump twierdząc, że słowa sekretarza skarbu były wyjęte z kontekstu, a dolar będzie „silniejszy i silniejszy”. Stało to w dużej sprzeczności z tym, co niedawno sam głosił, ale przynajmniej powrócił do stałej retoryki administracji prezydentów USA.

Jak zwykle w czwartek, w USA opublikowany został tygodniowy raport z rynku pracy. Dowiedzieliśmy się, że złożono 233 tys. nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (oczekiwano 239 tys.). Średnia 4. tygodniowa dla tych danych spadła.

Dostaliśmy też dane o sprzedaży nowych domów w grudniu oraz publikację indeksu wskaźników wyprzedzających (LEI). Sprzedaż nowych domów spadła o 10,7% (oczekiwano spadku o 7,5%. Indeks wskaźników wyprzedzających (LEI) w grudniu wzrósł o 0,6% (oczekiwano 0,5%).

Dla Wall Street, w odróżnieniu od giełd Eurolandu, słaby dolar był tym, co inwestorzy bardzo lubili. Raport kwartalny 3M określanego podobnie jak GE mianem „gospodarki amerykańskiej w pigułce” doprowadził do znacznego wzrostu cen tych akcji. Indeksy trzymały się tuż nad poziomem neutralnym. Uwagi prezydenta Trumpa schłodziły nastroje, ale byki nadal trzymały rynek w garści. Indeksy S&P 500 i NASDAQ zmieniły się kosmetycznie, ale DJIA zyskał 0,54% i oczywiście ustanowił nowy rekord.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Dom Inwestycyjny Xelion

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne

W przyszłym tygodniu dane makroekonomiczne zostaną zdominowane przez publikację z dwóch gospodarek: Strefy Euro oraz Stanów Zjednoczonych. W poniedziałek zostaną opublikowane amerykańskie dochody oraz wydatki osobiste. We wtorek poznamy japońską stopę bezrobocia, australijską oraz europejską koniunkturę w przemyślę. Oprócz tego zostanie opublikowany wzrost gospodarczy w Strefie Euro oraz niemiecka inflacja. Środa zostanie zdominowana przez rynek pracy. O 11 poznamy europejską stopę bezrobocia, natomiast o 14:15 amerykański przedsmak piątkowych danych makroekonomicznych – ADP.

Oprócz tego zostanie opublikowany koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych. W przedostatni dzień sesji zostanie opublikowany chiński oraz amerykański PMI. Z kolei jak w co każdy pierwszy piątek nowego miesiąca należy przygotować się na podwyższoną zmienność spowodowaną przez publikację danych z amerykańskiego rynku pracy.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – publikacja stóp procentowych oraz rynek pracy

Przyszły tydzień będzie ważny dla ekonomistów, którzy analizują stan gospodarki amerykańskiej. Po pierwsze dowiemy jak szybko rosną dochody oraz wydatki osobiste. Pamiętajmy, że gospodarka amerykańska oparta jest na konsumpcji, natomiast ostatnie podwyżki stóp procentowych utrudniają jej zwiększeniu. Mniejszy wzrost konsumpcji od zakładanego wpłynie negatywnie na wzrost gospodarczy, zatem jest to bardzo ważna zmienna.

Kolejną ważną informacją będą stopy procentowe, konsensus rynkowy nie spodziewa się żadnej zmiany w koszcie pieniądza.

stopy procentowa usa

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych 31 stycznia wynosi jedynie 3.3 procenta. Z kolei w marcu prawdopodobieństwo kosztu pieniądza wyceniane jest na 88.6%.

To nie wszystko, jak zawsze w pierwszy piątek miesiąca o godzinie 14:30 poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. prócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który na przełomie ostatnich kilku miesięcy jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.1 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni. W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy oraz zaniżoną stopą bezrobocia.

Biorąc pod uwagę powyższe informacje na rynku możemy wyróżnić kilka scenariuszy zachowania dolara amerykańskiego po opublikowaniu danych makroekonomicznych.

notowania eurusd reakcja dane

Źródło: Opracowanie własne

Oczywiście powyższy scenariusz nie musi się sprawdzić, ponieważ w trakcie publikacji na rynek walutowy mogą wpływać inne czynniki.

Instrument do obserwacji

Notowania złota dotarły do bardzo ważnej strefy podaży, która została utworzona przez szczyt z 2016 roku. Ostatnia próba przebicia oporu została zakończona mocną wyprzedażą, czy tym razem będzie tak samo? Przebicie wspomnianej strefy otworzy drogę dla kupujących w okolicę 1400 USD za uncję. Z kolei niepowodzenie byków oraz kontra byków może zepchnąć notowania kruszcu w okolicę 1300 USD.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 8Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Warszawa i Gdańsk z rekordowymi transakcjami na rynku nieruchomości. Tu sprzedały się najdroższe działki i mieszkania

Warszawa i Gdańsk z rekordowymi transakcjami na rynku nieruchomości. Tu sprzedały się najdroższe działki i mieszkania 9

123 mln zł – na taką kwotę opiewała rekordowa ubiegłoroczna transakcja na rynku gruntów. Nowy właściciel musiał tyle zapłacić w sumie za działkę budowlaną na warszawskim Żoliborzu. Druga byłą transakcja na warszawskiej Pradze Południe – 62,7 mln zł, a tuż za nią uplasował się zakup w Gdańsku – za prawie 52 mln zł. Natomiast najwięcej za 1 mkw. zapłacił inwestor w Krakowie (9,3 tys. zł). Warszawa i Gdańsk zanotowały rekordy także w sprzedaży najdroższych mieszkań.

W ubiegłym roku zanotowaliśmy rekordy cenowe na rynku gruntów. Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną często były droższe od gruntów pod zabudowę komercyjną. Najdroższy grunt został zakupiony w Warszawie – wartość tej transakcji wyniosła 123 mln zł. Za 1 mkw. nowy właściciel zapłacił 4,1 tys. zł. Druga transakcja również miała miejsce w Warszawie, na Pradze Południe. Wartość gruntu wynosiła 63 mln zł, przy czym cena jednostkowa była już nieco wyższa, prawie 5 tys. zł za 1 mkw. – mówi agencji Newseria Barbara Bugaj, analityk rynku nieruchomości UrbanOne.

W Gdańsku największa transakcja opiewała na 52 mln zł, przy czym 1 mkw. kosztował tam 1,1 tys. zł. To niewiele w porównaniu do Krakowa, który zajął miejsce lidera pod względem najdroższego 1 mkw. gruntu. Za działkę w samym centrum miasta inwestor zapłacił 9,3 tys. zł za 1 mkw., a w sumie 6 mln zł.

Na drugim końcu zestawienia rekordów są działki rolne. W województwie warmińsko-mazowieckim najtańszy grunt (6 ha) kosztował 10 tys. zł, w Opolskiem za 18 ha rekordzista zapłacił 34 tys. zł (czyli niecałe 20 groszy za 1 mkw.)

– Jeżeli chodzi o rekordy na rynku lokali mieszkalnych prym wiodą wieżowce. Najdroższe dwie transakcje miały miejsce w Warszawie w inwestycji Cosmopolitan. Ich wartość wyniosła po prawie 6 mln zł. Dotyczyły one dwóch ponad 160-metrowych apartamentów. Za 1 mkw. nowi właściciele musieli zapłacić około 35 tys. zł – mówi Barbara Bugaj.

Na drugim miejscu najdroższych apartamentowców uplasowała się lokalizacja w Gdańsku. Za apartament w Jelitkowie o powierzchni 265 mkw., położony blisko plaży, inwestor zapłacił 5,6 mln zł. W pobliskiej Gdyni najdroższe apartamenty kosztują 3–4 mln zł.

Oczekiwane były także dane o transakcjach z kolejnego wieżowca w Warszawie, czyli ze Złotej 44. Jedna z tych transakcji również weszła w nasze zestawienie rekordów. Dotyczyła ona apartamentu, za który nowy właściciel zapłacił prawie 4 mln zł – mówi analityk Urban.one.

Do zestawienia weszły także lokale w rezydencji Foksal (rynek wtórny) i w Vilii Monaco na Mokotowie. Najtańsze transakcje miały miejsce w Nowej Soli – tu za 50 tys. zł kupiono ponad 40-metrowy lokal, ale w niskim standardzie, oraz w Piekarach Śląskich, gdzie za 38 mkw. inwestor zapłacił 49,7 tys. zł, czyli 1,3 tys. zł za 1 mkw. Jak wynika z danych Urban.one, dokładając nieznaczną kwotę do wartości 1 mkw. apartamentu w Cosmpolitan przy ulicy Twardej, można było kupić całe mieszkanie w Nowej Soli.

Nowe przepisy hazardowe zmniejszyły o połowę szarą strefę. Jej dalsze ograniczenie przyniosłaby budżetowi kolejne 600 mln zł

Nowe przepisy hazardowe zmniejszyły o połowę szarą strefę. Jej dalsze ograniczenie przyniosłaby budżetowi kolejne 600 mln zł 10

Ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej spowodowała zmniejszenie szarej strefy i przejęcie dużej części rynku przez legalnie działających bukmacherów. Ustawa hazardowa, której zapisy weszły w życie w kwietniu i lipcu 2017 roku, przyniosła niemal dwukrotny wzrost obrotów bukmacherów legalnie działających w Polsce, do 3,3 mld zł w ubiegłym roku wobec 1,7 mld zł w 2016 roku. Budżet państwa również zyskuje, 12-proc. stawka podatku od zakładów przyniosła mu 396 mln zł.

Nowelizacja ustawy hazardowej uderzyła w szarą strefę. W ciągu niespełna roku jej udział w rynku spadł z 90 proc. do 60 proc. Z szacunków stowarzyszenia „Graj Legalnie” wynika, że całkowita likwidacja działalności nielegalnych bukmacherów przyniosłaby budżetowi dodatkowe 594 mln zł.

– Przepisy, które weszły w życie w 2017 roku, rzeczywiście dosyć istotnie zmieniły obraz na polskim rynku bukmacherskim. Część nielegalnych podmiotów zdecydowało się opuścić nasz rynek, część firm niestety nadal oferuje swoje usługi wbrew polskiemu ustawodawstwu, aczkolwiek odnotowaliśmy dosyć istotny spadek szarej strefy – do białej strefy przeszło około 40 proc. rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Borkowski ze stowarzyszenia „Graj Legalnie”.

Borkowski zauważa, że niewiele zmieniło się na rynku firm legalnie działających, bowiem żadna z tych nielegalnie działających nie zdecydowała się zalegalizować swojej działalności w Polsce. Na rynku pojawił się tylko jeden dodatkowy gracz, ale jego wejście nie jest związane bezpośrednio z ustawą, a prowadzoną polityką ekspansji tego podmiotu. W listopadzie na polski rynek wszedł bukmacher z Rumunii, który chce w Polsce pozyskać około 100 tys. aktywnych graczy.

Eksperci stowarzyszenia „Graj Legalnie” przewidują, że 2018 rok może przynieść dwa scenariusze rozwoju rynku bukmacherskiego w Polsce, a mianowicie konserwatywny – niezakładający dalszych zmian, oraz optymistyczny – wymagający większej determinacji w egzekwowaniu przepisów prawa.

 Scenariusz konserwatywny zakłada, że ustawodawca nie zmieni już nic w zakresie zakładów bukmacherskich i prawa, które ich dotyczy. Przewidujemy, że wówczas rynek będzie się rozwijał w mniej dynamiczny sposób, niż gdyby ustawodawca zdecydował się na doprecyzowanie niektórych przepisów oraz na bardziej skrupulatne prowadzenie rejestru nielegalnych witryn, które oferują swoją ofertę wbrew polskiemu prawu – podkreśla Borkowski.

W jego ocenie podjęcie dalszych działań wymierzonych w nielegalnie działające podmioty mogłoby spowodować, że docelowo tylko ok. 10–15 proc. rynku pozostawałoby w szarej strefie.

Od lipca 2017 roku obowiązują przepisy dotyczące blokowania dostępu do domen hazardowych zarejestrowanych poza Polską i nielegalnych bukmacherów online. Dostawcy internetu – pod karą grzywny do 250 tys. zł – mają obowiązek blokowania takich stron w sieci (w oparciu o rejestr nielegalnych serwisów hazardowych  Ministerstwa Finansów), a operatorzy płatności – blokowania możliwości dokonywania transakcji na rzecz takich domen.

 W modelu optymistycznym przewidujemy, że wzrost rynku może sięgać nawet około 70–80 proc., ale wymagałoby to od ustawodawcy większej determinacji w wywiązywaniu się z przepisów prawa, które zostały wprowadzone w zeszłym roku. Oznaczałoby to, że blokowanie nielegalnych witryn bukmacherskich musiałoby być dużo bardziej efektywne, niż jest to w tym momencie – mówi Łukasz Borkowski.

Inną bolączką branży jest jedna z najwyższych w Europie stawka podatku. Obecnie wynosi ona 12 proc. i jest naliczana od obrotu. Dla porównania w Austrii ten podatek to 2 proc., w Irlandii – 1 proc., na Słowacji – 5,5 proc., a w Niemczech – 5 proc. Polska stawka nie zachęca zagranicznych graczy do wchodzenia na polski rynek.

 Stowarzyszenie „Graj Legalnie” od dawna apeluje o zmianę formy opodatkowania albo racjonalizację stawek podatkowych. Polski rząd powinien dość konsekwentnie podążać za rozwiązaniami europejskimi i zdecydować się na racjonalizację stawek podatkowych lub zmianę formy opodatkowania – potwierdza Borkowski.

W kontekście zakładów bukmacherskich stowarzyszenie „Graj Legalnie” zwraca uwagę na zmianę preferencji Polaków, którzy coraz częściej traktują zakłady jako dodatkową formę rozrywki w trakcie śledzenia różnego typu wydarzeń sportowych czy politycznych.

– W związku z tym bukmacherzy decydują się na coraz szerszą ofertę, wprowadzają kursy zarówno na wydarzenia społeczne, polityczne, kulturalne, jak i sportowe. Jest to ten czynnik, który powoduje, że śledzenie tych wydarzeń jest jeszcze ciekawsze – mówi Borkowski.

Większość rodziców szuka w internecie pomysłów na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem. Od grudnia w sieci pojawiło się 3 tys. publikacji na ten temat

Większość rodziców szuka w internecie pomysłów na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem. Od grudnia w sieci pojawiło się 3 tys. publikacji na ten temat 11

Ponad połowa rodziców nie wie, jak bawić się z dziećmi. Te zaś potrzebują ciągłych bodźców i aktywności. Pomocny w szukaniu zabaw może być internet. W wyszukiwarce fraza „weekend z dzieckiem” ma ok. 1,1 mln podpowiedzi – publikacji informacyjnych i poradnikowych o weekendowych aktywnościach, np. warsztatach, kreatywnych zajęciach dla dzieci czy zabawach na świeżym powietrzu – wynika z danych Instytutu Monitorowania Mediów.

– Od grudnia zmonitorowaliśmy ponad 3 tys. materiałów na temat aktywności weekendowych dla dzieci. Przede wszystkim są to treści informacyjne i poradnikowe na portalach i blogach. Najczęściej w tym kontekście mówi się o warsztatach oraz kreatywnych zajęciach dla dzieci, a także o aktywnościach na świeżym powietrzu, takich jak spacery, wypady do parku czy dłuższe wycieczki – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Pawłowska z Instytutu Monitorowania Mediów.

Większość informacji dotyczy największych miast: Warszawy, Krakowa czy Poznania. Na portalach społecznościowych także rodzice z małych miejscowości mogą znaleźć pomysły na spędzanie czasu z dziećmi. Na takie porady można trafić m.in. na Facebooku, zwłaszcza w grupach typu „spotted”, które mają pomóc w nawiązywaniu kontaktów.

 Na Instagramie również znajdziemy sporo rekomendacji, sprawdzonych pomysłów, np. namiary na kawiarnie i restauracje przyjazne dzieciom i rodzicom – zauważa Magdalena Pawłowska.

Media społecznościowe i internet są nieograniczonym źródłem inspiracji i pomysłów na spędzanie wolnego czasu z dzieckiem. To o tyle istotne, że ponad połowa rodziców (według Millward Brown) przyznaje, że nie wie, jak bawić się z dzieckiem. Te potrzebują bodźców, nowych pomysłów i aktywności, a rodzicom często trudno za tym nadążyć.

– Największą barierą przed zabawą z dziećmi jest wymyślenie, w co się bawić, żeby było to jakościowe i wartościowe. To może wydawać się dziwne, zwłaszcza jeśli popatrzymy na liczbę wyników podpowiedzi weekendowych aktywności w Google – na frazę „weekend z dziećmi” wyskakuje ponad milion wyszukiwań. To pokazuje, że rodzice dość łatwo mogą znaleźć pomysły na takie aktywności w internecie – ocenia Łukasz Majewski z Duckie Deck.

Z raportu „Dzieci zanurzone w technologii” opracowanego przez Zymetria i Mediafarm wynika jednak, że choć pomysły na inspirujące spędzenie czasu z dzieckiem można znaleźć w sieci, to w praktyce rzadko z nich korzystamy. Średnio w weekendy najmłodsi spędzają 123 minuty na oglądaniu telewizji i 104 minuty na gry online.

– Weekend to czas, kiedy przy odpowiednim planowaniu aktywności można budować relacje między rodzicem a dzieckiem. W Duckie Deck zachęcamy rodziców, by z dużym wyprzedzeniem, przynajmniej kilkudniowym, planowali aktywności weekendowe, żeby nie było to wyszukiwanie gorączkowe w sobotni poranek. Badanie IMM pokazuje, że warsztaty to rzecz, która najczęściej jest wybierana przez rodziców z dość dużej i szerokiej oferty wszystkich pomysłów – mówi Łukasz Majewski.

Nowe technologie mogą mieć wiele zastosowań w rolnictwie. Pomagają w zarządzaniu hodowlą, kontrolą jakości czy nawadnianiem pól i upraw

Nowe technologie mogą mieć wiele zastosowań w rolnictwie. Pomagają w zarządzaniu hodowlą, kontrolą jakości czy nawadnianiem pól i upraw 12

W polskim rolnictwie jest bardzo duży potencjał zastosowania technologii z obszaru internetu rzeczy. Inteligentne czujniki mogą zarządzać procesem uprawy i hodowli, optymalizować pracę ludzi zatrudnionych na farmie czy pomóc w nawadnianiu pól. Rewolucja technologiczna w tym sektorze to konieczność, bo jak prognozuje ONZ, do połowy stulecia rolnictwo będzie musiało znacząco zwiększyć wydajność i wyżywić już 9 mld ludzi. 

W Polsce ogromną przestrzenią, w której może zaistnieć internet rzeczy, jest rolnictwo, bardzo przez nas niedoceniane. Mamy ogromną wiedzę, jeżeli chodzi o zwierzęta, zmiany klimatyczne, możliwość kontrolowania zasiewów, badanie, w jaki sposób należy przeprowadzić nawozy, jak wypasać krowy i co powinny jeść, śledzenie hodowli od inseminacji po rzeźnię. To będzie dla nas ważne, żeby kontrolować, jakiego rodzaju mięso mamy w sprzedaży – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Pąk, dyrektor Działu Komunikacji i Marketingu w Ericsson Polska.

Internet rzeczy może pomóc rolnikom unowocześnić i zwiększyć produkcję o 70 proc. do 2050 roku – oceniła firma badawcza Beecham Research („Towards Smart Farming Report”). Specjalne systemy IoT mogą znaleźć zastosowanie w monitorowaniu i zarządzaniu plonami czy hodowlą zwierząt, na bieżąco dostarczając danych np. o ich stanie zdrowia, albo optymalizować nawadnianie pól i pracę ludzi zatrudnionych na farmach.

Inwestycje w technologie podnoszące wydajność rolnictwa to konieczność, bo – według prognoz demograficznych ONZ – do połowy stulecia ten sektor będzie musiał wyżywić już prawie dziewięć miliardów ludzi. Z drugiej strony rośnie liczebność klasy średniej i coraz wyraźniejszy jest akcent na ekologię i zdrowe żywienie. Konsumenci chcą kupować produkty i żywność dobrej jakości, wolne od chemii. Specjalne czujniki i systemy IoT mogą pomóc rolnikom i hodowcom nadzorować cały proces kontroli jakości.

W Polsce działalność prowadzi ok. 1,4 mln gospodarstw rolnych, więc potencjał zastosowania takich rozwiązań jest bardzo duży. Jednak Katarzyna Pąk prognozuje, że nadchodzący rok będzie należał do rozwiązań internetu rzeczy w przemyśle.

– Tym, co najczęściej przychodzi na myśl, jest logistyka, rozwiązania transportowe lub produkcyjne – mówi Katarzyna Pąk.

Z corocznego raportu „10 trendów konsumenckich na rok 2018”, opracowywanego przez Ericsson ConsumerLab w oparciu o badanie przeprowadzone wśród 30 mln ludzi, wynika, że nadchodzące miesiące upłyną również pod znakiem rozwoju technologii VR i AR. Ponad połowa użytkowników rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej uważa, że reklamy będą niedługo nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów. Konsumenci oczekują też możliwości używania języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku w interakcji z urządzeniami technicznymi.

Oczekujemy, że technologie cyfrowe będą nam służyły, będziemy ich beneficjentami w każdym momencie, ale jednocześnie nie będą nas ubezwłasnowolniać. Istotne jest, abyśmy mieli wpływ. Obawiamy się, że cyfrowa rzeczywistość zabije naszą wolę, zatem chcemy mieć możliwość reagowania i wywoływania właściwego zachowania urządzeń, z których korzystamy. Dlatego znikną przyciski i wyłączniki, a będziemy korzystać z urządzeń za pomocą twarzy, intonacji czy ruchu. Urządzenie będzie rozpoznawało, kto z niego korzysta, i to my swoim zachowaniem będziemy je uruchamiać – mówi przedstawicielka Ericsson Polska.

Unijne rozporządzenie zagwarantuje większą kontrolę nad danymi osobowymi. Świadomość zagrożeń wciąż zbyt mała

Unijne rozporządzenie zagwarantuje większą kontrolę nad danymi osobowymi. Świadomość zagrożeń wciąż zbyt mała 13

W maju 2018 roku zarówno firmy i instytucje, jak i konsumentów czeka rewolucja w ochronie danych osobowych. Klienci będą lepiej poinformowani o tym, co dzieje się z informacjami na ich temat: w jaki sposób i do czego są wykorzystywane oraz komu udostępniane. Będę też mogli zażądać usunięcia z bazy danej firmy swoich danych. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych podkreśla, że mimo RODO nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i świadomości zagrożeń, jakie wiążą się z utratą takich informacji. Ta wciąż jest jednak niewystarczająca.

Za chwilę będziemy w nowej rzeczywistości. Zmiany będą rewolucyjne dla tych, którzy dopiero dowiadują się o ochronie danych osobowych. Będą też znaczące dla administratorów i podmiotów, które już stosują przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Z pewnością będą wyzwaniem dla całej organizacji, ale myślę, że spowodują uporządkowanie, jasność i przejrzystość procesów przetwarzania danych osobowych – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Bielak-Jomaa, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

RODO to rewolucja nie tylko z perspektywy firm i instytucji, które przetwarzają dane osobowe, lecz także z perspektywy samych konsumentów. Nowa regulacja przyznaje osobom fizycznym szereg praw i zwiększa ich kontrolę nad swoimi danymi osobowymi.

Od maja internauci i konsumenci zyskają m.in. prawo do bycia zapomnianym. Dane osób, które sobie tego zażyczą, muszą zostać niezwłocznie i w całości usunięte z systemów administratora. Dotyczy to także kopii, linków, odniesień i dokumentacji papierowej, na przykład wydruków czy skanów dokumentów. Nowością w przepisach jest też wymóg uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia. Poniżej tej granicy wiekowej konieczna będzie zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka, które korzysta z mediów społecznościowych, internetowych aplikacji czy gier. Obowiązkiem firmy będzie zweryfikować i upewnić się, że taka zgoda jest wiarygodna.

Prawo do prywatności i prawo do ochrony danych osobowych to podstawa, trzeba o nich pamiętać. Ograniczanie tego prawa jest niezgodne chociażby z konstytucją. Kluczowa jest świadomość – sami powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o prawach, które nam przysługują – podkreśla Edyta Bielak-Jomaa.

Wachlarz konsekwencji związanych z brakiem kontroli nad swoimi danymi jest szeroki: od natarczywych telemarketerów i uciążliwych telefonów z propozycją szkoleń, zakupu nowych garnków czy lepszego abonamentu po utratę poczucia bezpieczeństwa i wyłudzenie kredytu w oparciu o wykradzione dane. GIODO ocenia, że wśród Polaków poziom świadomości dotyczącej zagrożeń jest bardzo zróżnicowany.

Sami niejednokrotnie się do tego przyczyniamy. Apelujemy do wszystkich – zwłaszcza do młodych ludzi, którzy korzystają z technologii i nowoczesnych rozwiązań – o zachowanie zdrowego rozsądku. Sami umieszczamy o sobie mnóstwo informacji – bez zastanowienia się po co, kto i jak z tych informacji skorzysta. Kolejną kwestią jest niedbałość o dokumenty, zwłaszcza dowód osobisty. Stale zdarza się, że zostawiamy dowód osobisty w zastaw za wypożyczenie łyżew czy kajaków albo za wejście na basen czy siłownię – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Zostawienie dowodu osobistego obcej osobie, pochwalenie się na Facebooku nowiutkim prawem jazdy albo kartą płatniczą, podanie swoich danych niezaufanej firmie czy opublikowanie w sieci szczegółowych informacji na swój temat – za każdym razem wiąże się to z ryzykiem kradzieży tożsamości. Takie przestępstwa są plagą: tylko w III kwartale 2017 roku oszuści próbowali wyłudzić kredyty z wykorzystaniem cudzej tożsamości 1,7 tys. razy (na łączną kwotę ponad 130,5 mln zł) – wynika z danych Związku Banków Polskich. Statystycznie każdego dnia odnotowano dziewiętnaście takich prób, średnio na kwotę ponad 1,4 mln zł.

Kradzież tożsamości jest przestępstwem XXI wieku. Te informacje o nas, które gdzieś krążą, są łatwe do zestawienia. Imię, nazwisko, adres, PESEL, numer dokumentu – to wystarczy, żeby zaciągnąć kredyt i niestety często zdarzają się takie sytuacje. Trafiają do nas skargi z prośbą o pomoc w sytuacji, gdy ktoś obcy wyłudził kredyt na nasze nazwisko – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Z ubiegłorocznego badania BIK wynika, że 44 proc. Polaków w wieku 15–65 lat przynajmniej raz zetknęło się z sytuacją, która zagrażała bezpieczeństwu jego danych osobowych.

GIODO podkreśla, żeby przywiązywać większą wagę nie tylko do pilnowania swoich dokumentów, lecz także danych biometrycznych. Biometria, czyli skan siatkówki czy odcisk palca, są coraz częściej wykorzystywane do uwierzytelniania klientów. Takie dane – raz utracone czy wykradzione – są praktycznie niemożliwe do odzyskania.

Wykorzystanie biometrii z pewnością ułatwia skorzystanie z jakiejś usługi, przyspiesza wejście na siłownię czy do sauny, ale odbywa się to trochę bezrefleksyjnie. Dane biometryczne są szczególnym rodzajem danych osobowych: jeśli stracimy dowód osobisty czy paszport, możemy wyrobić nowy dokument, ale jeśli utracimy dane biometryczne, niełatwo je odzyskać. Nie zastanawiamy się nad tym, jakie mogą być konsekwencje ich wycieku, bezrefleksyjnie zostawiamy wszędzie odciski palców, np. u pracodawcy, który żąda danych biometrycznych dla wskazania czasu pracy. Trzeba zadać sobie pytanie: czy nie widzimy zagrożenia dla bezpieczeństwa naszych finansów? – zwraca uwagę Edyta Bielak-Jomaa.

GIODO podkreśla, że mimo nowych przepisów, które znacznie zwiększą kontrolę konsumentów nad danymi osobowymi, każdy sam, we własnym zakresie, powinien zadbać o ich bezpieczeństwo. W tym roku dzień po obchodzonym 28 stycznia Europejskim Dniu Ochrony Danych Osobowych urząd po raz kolejny zorganizuje konferencję dotyczącą bezpieczeństwa i nowego prawa, która zacznie obowiązywać za pięć miesięcy.

– Tytuł konferencji to „Zainwestuj w prywatność. Przygotowujemy się do HASHRODO”, ponieważ nadal widzimy konieczność podnoszenia świadomości i rozmowy na temat nowego systemu, który za chwilę będzie nas obowiązywał – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

RODO, czyli unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, wejdzie w życie dokładnie 25 maja br. Regulacja ujednolici przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich państw członkowskich UE. Narzuci nowe restrykcyjne obowiązki na wszystkie podmioty publiczne i prywatne, małe i duże, które przetwarzają dane osobowe. Te będą musiały wdrożyć odpowiednie rozwiązania i infrastrukturę IT, żeby zagwarantować maksymalny poziom bezpieczeństwa, powołać wewnętrznych inspektorów danych osobowych, przeszkolić swoich pracowników oraz wymienić większość formularzy i zgód na przetwarzania danych klientów. To tylko część zmian, które wymusi RODO. Jeżeli firmy się do nich nie dostosują, grożą im wysokie kary finansowe. Prace nad polską ustawą wdrażającą unijne przepisy trwają.