Wideokonferencje zoptymalizują działania biznesowe nie tylko dużych firm

Wideokonferencje to nowoczesny i efektywny sposób komunikacji, coraz częściej wykorzystywany przez polskie przedsiębiorstwa – nie tylko te duże, ale również małe i średnie. Narzędzie umożliwia optymalizację działań biznesowych firm, w tym ograniczenie kosztów związanych z wyjazdami służbowymi. Jakie jeszcze możliwości daje przedsiębiorstwom wprowadzenie rozwiązań wideokonferencyjnych?

Wraz z rozwojem usług telekomunikacyjnych w Polsce, wzrasta również liczba firm wprowadzających nowoczesne systemy wideokonferencyjne, wykorzystywane m.in. w procesach rekrutacji, prowadzeniu szkoleń, rozmowach z klientami oraz współpracownikami. Dostawcy rozwiązań nie dyskryminują w tym przypadku małych i średnich przedsiębiorstw – oferty dostosowane są do aktualnych potrzeb firm bez względu na ich wielkość. Co zyskują przedsiębiorstwa wprowadzające rozwiązania wideokonferencyjne?

Oszczędność czasu oraz redukcja kosztów podróży

Obniżenie kosztów podróży to jedna z kluczowych zalet wprowadzenia rozwiązań wideokonferencyjnych w firmach. Dzięki nim, możliwe jest nie tylko ograniczenie wydatków związanych m.in. z rezerwacją hoteli, sal konferencyjnych, środków komunikacji, ale również zaoszczędzenie czasu na samych podróżach – zwłaszcza międzynarodowych. – Koszt wdrożenia systemu wideokonferencyjnego w firmie zwraca się w bardzo krótkim czasie – nawet w przeciągu 12 miesięcy. Natomiast mnogość modeli wdrożeń – chmura publiczna, chmura prywatna, rozwiązanie on-premise czy hybrydowe, jak również elastyczne formy zakupu – czasowe subskrypcje licencji czy leasing, sprawiają, że rozwiązania te cieszą się coraz większym zainteresowaniem nie tylko korporacji, ale także firm z sektora MŚP – mówi Piotr Pawlikowski, Product Manager w MCX Telecom.

Zwiększenie wydajności pracy

Odpowiednio dobrane narzędzia wpływają na jakość wykonywanej pracy, podnosząc tym samym osiągane przez zespół wyniki. Pracownicy firm, które wprowadzają rozwiązania wideokonferencyjne mogą kontaktować się ze sobą w dowolnym czasie i miejscu – również w obrębie jednej placówki, skracając czas realizacji wielu czynności, które wymagałyby konsultacji czy wsparcia innych osób. Wideokonferencja umożliwia połączenie 200 uczestników w czasie rzeczywistym, dzięki czemu realizacja projektów przebiega znacznie sprawniej i efektywniej.

Poprawa komunikacji w całym przedsiębiorstwie

Wideokonferencje nie tylko usprawniają współpracę między pracownikami, ale również stanowią doskonałe narzędzie komunikacji wewnątrz całej firmy. Z powodzeniem mogą zastąpić cykliczne spotkania zarządu czy komunikaty wydawane przez kadry wyższego szczebla. Usprawniają również komunikację firmy z osobami pracującymi poza biurem – dzięki temu pracownicy zdalni bardziej utożsamiają się ze swoją organizacją, co przekłada się również na ich lojalność względem pracodawcy.

Efektywna praca zespołowa

W dobie cyfryzacji i dynamicznego rozwoju korporacji, innowacyjne idee oraz zaawansowane technologicznie projekty powstają często w wyniku międzynarodowych konsultacji specjalistów z różnych dziedzin. Wprowadzenie rozwiązań wideokonferencyjnych w firmie pozwala na zgromadzenie i współpracę poszczególnych osób w tym samym czasie, bez względu na ich położenie geograficzne. Zapewnienie zespołom projektowym wysokiej jakości narzędzi komunikacji zwiększa efektywność ich pracy. Ponadto firma, która inwestuje w rozwiązania z zakresu nowych technologii jest postrzegana jako nowoczesny i otwarty na innowacje pracodawca, co nie tylko przyciąga najlepszych pracowników, ale wpływa też na motywację całego zespołu.

Ekologiczne rozwiązanie

Warto wspomnieć także o tym, że wideokonferencje to nie tylko nowoczesne, ale również ekologiczne rozwiązanie dla firm. – Większa liczba podróży oznacza częstsze wykorzystanie środków komunikacji, takich jak np. samochód czy samolot, które generują znaczną ilość CO2 do atmosfery. 30 km jazdy samochodem generuje 5 kg CO2  czyli tyle, ile duże drzewo pochłania przez cały rok. Zmniejszenie emisji dwutlenku węgla w dzisiejszych czasach to ogromnie ważny czynnik mający wpływ na powstrzymanie gwałtownych zmian klimatu. Dlatego spotkanie na wideo to spotkanie pro-ekologiczne – mówi Piotr Pawlikowski, Product Manager w MCX Telecom.

Rozliczenie samochodu osobowego wykupionego z leasingu

To, czy będziemy mogli wykupić samochód z leasingu po zakończeniu umowy, jest związane przede wszystkim z wyborem oferty leasingowej. Zazwyczaj możemy wybierać pomiędzy leasingiem operacyjnym i kapitałowym, zwanym także finansowym. W Polsce o wiele popularniejszy jest ten pierwszy rodzaj umowy leasingowej. Oba kontrakty zupełnie inaczej ujmują kwestię przechodzenia własności przedmiotu leasingu – w przypadku leasingu finansowego własność przedmiotu automatycznie przechodzi na korzystającego, jeśli natomiast chodzi o leasing operacyjny, korzystający może wykupić przedmiot leasingu po zakończeniu podstawowego okresu umowy zwykle na preferencyjnych warunkach.

Wykup samochodu osobowego z leasingu  a umowa leasingu operacyjnego

Leasing operacyjny jest niezwykle komfortowym rozwiązaniem dla przedsiębiorców  – w jego ramach mogą oni użytkować samochód do celów firmowych i nie muszą kupować własnego pojazdu. Jeżeli leasingowane auto się sprawdzi, przedsiębiorca może wykupić je w ramach prowadzonej działalności lub na cele prywatne.

Wykup samochodu osobowego z leasingu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej

Przedsiębiorca, który nabył samochód z leasingu, powinien otrzymać fakturę VAT dokumentującą taką transakcję. Będzie to inny dokument niż faktury dotyczące rat leasingowych – leasing operacyjny na gruncie podatku od towarów i usług jest usługą, wykup samochodu osobowego z leasingu możemy natomiast zakwalifikować jako dostawę towaru.

Przedsiębiorca może ująć wykup samochodu osobowego z leasingu jako środek trwały. Za wartość początkową powinien przyjąć cenę nabycia, przez którą rozumie się kwotę należną zbywcy, powiększoną o koszty związane z zakupem naliczone do dnia przekazania środka trwałego do używania i pomniejszoną o podlegający odliczeniu VAT naliczony oraz skorygowaną o ewentualne różnice kursowe zgodnie z art. 22 pkt g ust. 3 i 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Gdy wykupu dokonuje czynny podatnik VAT prowadzący sprzedaż opodatkowaną, to podatek VAT można w takim wypadku odliczyć w dwóch wariantach:

  • 50% wartości podatku VAT,
  • 100% wartości podatku VAT.

Na odliczenie podatku będzie miał znaczny wpływ sposób, w jaki przedsiębiorca będzie korzystał z pojazdu. Stawka 50% będzie stosowana w odniesieniu do pojazdów osobowych o użytku mieszanym (dla których nie jest prowadzona kilometrówka dla celów VAT). Pozostała część podatku może natomiast zostać doliczona przez przedsiębiorcę do wartości początkowej samochodu podlegającej amortyzacji.

100% VAT przysługuje natomiast m.in. w odniesieniu do pojazdów, z których podatnik korzysta wyłącznie w celach związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Przedsiębiorca musi jednak złożyć w urzędzie skarbowym formularz VAT-26 i ma obowiązek prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu.

Prawo do odliczenia pełnej wartości podatku mają przedsiębiorcy, którzy udowodnią organowi podatkowemu, że samochód użytkowany jest wyłącznie w firmie. Wykupujący mogą tego dokonać za okres rozliczeniowy, w którym otrzymali fakturę lub za jeden z dwóch kolejnych okresów rozliczeniowych.

Wykup samochodu osobowego z leasingu do celów prywatnych

Przedsiębiorcy korzystający z samochodów leasingowanych w ramach umowy leasingu operacyjnego niekiedy mogą też wykupić je na cele prywatne. W takim przypadku nie mogą jednak odliczyć VAT-u wynikającego z faktury. Wydatków związanych z wykupem pojazdów też nie będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Sprzedaż prywatnego samochodu po upływie 6 miesięcy od nabycia nie powoduje powstania przychodu. Co ważne, jeżeli pojazd wykupiony z leasingu był użytkowany wcześniej w firmie, a wydatki związane z jego użytkowaniem stanowiły koszt podatkowy działalności,  w przypadku jego sprzedaży przed upływem 6 lat osiągnięty przychód może zostać uznany za przychód z prowadzonej działalności. Mimo że obecnie jednak organy skarbowe odchodzą od tego typu interpretacji, nie ma w praktyce jednolitego stanowiska podpartego prawem.

Przedsiębiorca może też zdecydować się na korzystanie z samochodu zarówno do celów prywatnych, jak i w działalności gospodarczej. W takim przypadku powinien on prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu dla celów PIT – pozwoli to na zaliczenie wydatków, związanych z użytkowaniem tego pojazdu i określone na zasadach kilometrówki, do kosztów uzyskania przychodów.

78% Polaków planujących kupno auta używanego, zamierza sfinansować zakup ze środków Programu 500+

Według badania opinii przeprowadzonego wśród klientów AAA AUTO na temat czynników wpływających na decyzję zakupu, 78% osób odwiedzających AAA AUTO chce wykorzystać środki pochodzące z Programu 500+ na zakup samochodu. Większość osób (67%) planuje wykorzystać otrzymane pieniądze na spłatę miesięcznych rat kredytowych. Badanie zostało przeprowadzone wśród 2000 osób, we wszystkich oddziałach AAA AUTO w Polsce, w okresie maj- czerwiec 2016 roku.

“Dla wielu rodzin dodatkowe 500 zł może stanowić powazny zastrzyk gotówki. Pieniądze pochodzące z programu 500+ na pewno w części będą przeznaczane przez rodziny na bieżące wydatki domowe czy zakup ubrań dla dzieci. Jednak wyniki naszego badania dowodzą, że większość polskich rodzin zainteresowanych zakupem aut używanych, które będą korzystały z programu 500+, zamierza także przeznaczyć całość lub część tych dodatkowych pieniędzy na zakup samochodu. Spodziewamy się, że częściej będą poszukiwane najtańsze wersje popularnych aut rodzinnych, jak np. Ford Focus kombi, Volkswagen Passat czy KIA Ceed kombi” – powiedział Ken Scarratt, Dyrektor Generalny AAA AUTO w Polsce.

Za kwotę około 500 zł, rodzina może pozwolić sobie na zakup przedstawionych poniżej przykładowych samochodów używanych, które będą spełniały ich oczekiwania:

Model Silnik Rok produkcji
Ford Focus kombi 1.5 EcoBoost / Benzyna 2015
Škoda Yeti 1.4 TSI / Benzyna 2014
Kia Ceed kombi 1.0 T-GDI / Benzyna 2015
Opel Insignia 1.6 Turbo / Benzyna 2013
Volkswagen Passat 2.0 TDI / Diesel 2013
Volkswagen Tiguan 2.0 TSI / Benzyna 2010
Volkswagen Touran 2.0 TDI / Diesel 2011

* Szczegółowe informacje dotyczące warunków kredytu i kosztów na stronie www.aaaauto.pl

Najbardziej istotnymi cechami samochodu używanego dla rodziców i matek są bezpieczeństwo oraz praktyczność, którzy cenią dużo bardziej niż komfort, czy wygląd pojazdu. Kolejnymi, ważnymi dla nich kryteriami wyboru auta są także ekonomiczność silnika i pojemność bagażnika.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Prognozy gospodarcze NBP

Poznaliśmy prognozy gospodarcze NBP. Inflacja nie osiągnie celu inflacyjnego do końca 2018 roku. W takich momentach należy sobie zadać pytanie jaka jest idea posiadania takowego celu, do którego de facto się nie dąży.

Niepokój muszą budzić prognozy wzrostu PKB. Względem marcowych wzrost gospodarczy na koniec roku będzie wynosił o 0,6% mniej, czyli 3,8%. W 2017 roku będzie to 3,5% wobec prognozowanych wcześniej 3,8%. W 2018 strata do marcowej projekcji wyniesie zaledwie 0,1% i będzie to wynik 3,3%. Dane te pokazują, że o ile nie wydarzy się coś nadzwyczajnego, możemy zapomnieć o przeszło 4% wzroście i szybkim nadrabianiu dystansu do zachodu. Co gorsza, w symulacjach założono brak zmian stóp procentowych. Jeżeli RPP dokona podwyżki to zwiększony koszt kapitału może tylko zaszkodzić wzrostowi PKB. Jeżeli słabsze dane się potwierdzą, będzie to impuls do osłabiania złotego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kontynuacja optymizmu na rynkach

Inwestorzy podtrzymali w piątek dobre nastroje, a większość światowych indeksów zakończyła dzień wzrostami. Niemiecki DAX zyskał na koniec dnia 2,24%, brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,87%, a francuski CAC40 o 1,77%. Słabo na tym tle wyglądał nasz rodzimy WIG20, który piątkowe notowania zamknął ze stratą -0,47%. Zdecydowanie najważniejszymi informacjami były dane z amerykańskiego rynku pracy.

 

Tym razem, odwrotnie niż w maju, zaskoczenie było pozytywne. Zmiana zatrudnienia w przemyśle wyniosła 14 tys., a w sektorze pozarolniczym 287 tys. W maju, było to odpowiednio -16 tys. oraz 11 tys., więc zmiana jest bardzo znacząca. Inne informacje, które poznaliśmy, to stopa bezrobocia, która wyniosła 4,9% (wzrost z 4,7%) oraz wskaźnik efektywności zawodowej – wzrost z 62,6% do 62,7%. W weekend, miało miejsce jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie. Mianowicie, partia premiera Shinzo Abe bezspornie i zdecydowanie wygrała wybory w Japonii. Daje to Abe mandat do kontynuowania rządów oraz rozwinięcia pakietu stymulacyjnego. Szczegóły poznamy w ciągu kilku najbliższych dni.

 

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zakończył piątkowy handel wzrostami. W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o 1,40%, S&P500 zyskał 1,53%, a Nasdaq Composite wzrósł o 1,64%.

 

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec piątkowych notowań dotarł do poziomu 1,1055 i tym samym spadł o 0,43%. Para EURGBP straciła 0,43% i osiągnęła poziom 0,8532, natomiast EURJPY spadła o 0,31%, osiągając 111,15.

 

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,4112PLN wobec euro, 3,9917 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0621 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,1675 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w piątek spadły o 0,26% do poziomu 1356,60 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 1,31% i było notowane po 20,058 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, zyskała 0,60%, docierając do poziomu 45,41 USD za baryłkę. Odmiana Brent wzrosła o 0,78% i była notowana po 46,76 USD za baryłkę.

 

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

Robert Zaklika: z T-Mobile do ATM S.A.

Do Zarządu Spółki ATM S.A., największego polskiego operatora centrum danych, dołączył Robert Zaklika, który będzie odpowiadał za transformację, optymalizację kosztów i zarządzanie kapitałem ludzkim. To menadżer z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem zdobytym w największych spółkach z sektora telekomunikacyjnego, bankowego, ubezpieczeniowego i chemicznego.

Robert ZaklikaRobert Zaklika specjalizuje się w transformacji i wdrożeniach zmian w organizacji w zakresie redukcji kosztów operacyjnych i osiągnięcia wysokiej efektywności zarówno operacyjnej, jak i sprzedażowej. W ostatnim czasie był liderem transformacji kosztowej w T-Mobile Polska, gdzie rozpoczął skuteczny program transformacji, który jest obecnie kontynuowany. W 2015 roku z sukcesem odpowiadał w grupie Netia za proces restrukturyzacji i wdrożenia zmian operacyjnych, zajmując stanowisko Dyrektora ds. Operacji.

Robert Zaklika jest jednym ze stu menadżerów tworzących od podstaw Alior Bank S.A. Jako Dyrektor Departamentu Logistyki przez ponad siedem lat nadzorował budowę wszystkich placówek banku, procesów logistycznych i data center należących do Banku. Koordynował również wprowadzanie do struktur spółki nowoczesnych rozwiązań z zakresu BCM.

Z ramienia Banku był odpowiedzialny za restrukturyzację spółki Polbita (Drogerie Natura), a także zarządzał siecią sprzedaży Drogerii Natura. W swojej karierze zawodowej zajmował się również konsolidacją spółek transportowych grupy PKN Orlen na południu Polski. Ponadto zasiadał w kilku Radach Nadzorczych spółek z grupy Netia i PKN Orlen S.A.

Robert Zaklika jest absolwentem studiów Executive MBA IAE Aix-en-Provence Graduate School of Management, Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów. Ukończył Wyższą Szkołę Menadżerską z tytułem magistra i Wyższą Szkołę Zarządzania w zakresie zarządzania nieruchomościami.

Startuje Fundusz Pożyczkowy Wspierania Innowacji. 106 mln zł dla startupów

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłasza konkurs, którego celem jest finansowanie innowacyjnych projektów, znajdujących się na wczesnym etapie rozwoju. To druga odsłona tego instrumentu, który spotkał się w ubiegłych latach z pozytywnym przyjęciem przez rynek. Opracowany w procesie szerokich konsultacji mechanizm jest dźwignią finansową dla młodych spółek, która umożliwia przejście z fazy startowej do fazy wzrostu. Fundusz został skonstruowany jako źródło dłużnej formy finansowania dla innowacyjnych startupów, które pozyskały kapitał od inwestorów prywatnych, tj. anioła biznesu lub funduszu podwyższonego ryzyka typu venture capital. Przyjmowanie wniosków o udzielenie pożyczki rozpocznie się 18 lipca br.

Celem funkcjonowania Funduszu Pożyczkowego Wspierania Innowacji jest zniwelowanie występującej w gospodarce „luki finansowania”. Narzędzie oferowane przez PARP pozwala młodym przedsiębiorcom prowadzącym innowacyjną działalność na pozyskanie zewnętrznych źródeł finansowania oraz płynne przejście z etapu zalążkowego do fazy dynamicznego wzrostu. Większa dostępność finansowania dłużnego ze środków publicznych mobilizuje środki profesjonalnych inwestorów prywatnych, promując wśród nich wspieranie przedsięwzięć innowacyjnych

W ramach  dotychczasowej działalności kapitał Funduszu o wartości ponad 96 mln – zapewniony ze środków budżetu państwa oraz funduszy strukturalnych w ramach perspektywy finansowej na lata 2007-2013 – zł zasilił niemal 60 młodych firm. W toku realizacji, w związku z widocznym zapotrzebowaniem, kapitał funduszu był trzykrotnie podwyższany.

Przedsiębiorca będący spółką kapitałową może ubiegać się o udzielenie pożyczki
w kwocie od 200 tys. zł do 2 mln zł, a jej wysokość nie może przewyższać równowartości środków pozyskanych od inwestora  prywatnego w drodze emisji udziałów lub akcji. Każda złotówka zainwestowana przez fundusz podwyższonego ryzyka typu venture capital bądź anioła biznesu umożliwia zatem pozyskanie przez spółkę 1 zł kapitału pożyczkowego oferowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Oferowane w ramach Funduszu Pożyczkowego Wspierania Innowacyjności pożyczki nie wymagają „twardych zabezpieczeń” w postaci np. hipoteki. Przedsiębiorca zobowiązany jest jedynie do  wystawienia weksla in blanco wraz z deklaracją wekslową oraz przedłożenia aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji, zabezpieczającym właściwe wydatkowanie środków. Dodatkowo, w przypadku gdy w ramach projektu wspartego pożyczką zostaną nabyte lub wytworzone rzeczy ruchome i zbywalne prawa majątkowe, których jednostkowa wartość przekracza 20 000 zł, pożyczkobiorca zobowiązany jest na nich ustanowić zastaw rejestrowy na rzecz Agencji.

Uwzględniając potrzeby grupy docelowej oraz specyfikę finansowanych przedsięwzięć, pożyczka udzielana jest na okres maksymalnie 8 lat w przypadku spółek w fazie startowej oraz 6 lat w przypadku firm zarejestrowanych nie wcześniej niż 55 miesięcy przed dniem złożenia wniosku o udzielenie pożyczki. Przedsiębiorca może skorzystać z karencji kapitału i odsetek – w przypadku przedsiębiorstwa w fazie uruchomienia działalności do 36 miesięcy, natomiast w przypadku przedsiębiorstwa, które rozwija swoją działalność – do 24 miesięcy.

Oprocentowanie pożyczki jest stałe i wynosi 5 proc. rocznie. Ocena aplikacji dokonywana jest przez PARP i niezależnych ekspertów z obszaru rynku kapitałowego i składa się z wstępnej oceny wewnętrznej oraz prezentacji przed Komitetem Inwestycyjnym, który to ostatecznie decyduje o przyznaniu pożyczki.

Konkurs jest prowadzony w ramach projektu  pilotażowego „Utworzenie i dokapitalizowanie Funduszu Finansowego Wsparcia Innowacji” w ramach III osi priorytetowej  „Kapitał dla innowacji” Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007 – 2013. Kwota przeznaczona na dofinansowanie w tej edycji konkursu wynosi 106 mln zł.

Tomasz Galas Wiceprezesem Zarządu ATM S.A.

Tomasz Galas Wiceprezes Zarządu ATM S.A.
Tomasz Galas Wiceprezes Zarządu ATM S.A.

Tomasz Galas objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu ATM S.A., operatora największego polskiego centrum danych. Będzie koordynował działania związane z kontrolą finansów, transformacją procesów biznesowych i modernizacją systemów informatycznych spółki. To menadżer z osiemnastoletnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami z branży technologicznej.

Do niedawna Tomasz Galas był związany z grupą GTS Poland, gdzie jako Chief Financial Officer pełnił kluczową rolę w procesie zwiększenia wskaźników wydajności firmy, brał również udział we wcześniejszej konsolidacji spółek z grupy. Odpowiadał za strategię finansową i optymalizację kosztów operatora telekomunikacyjnego notującego 470 mln rocznego obrotu i zatrudniającego ponad 350 pracowników. Wcześniej na stanowisku Dyrektora Generalnego GTS Ukraine odpowiadał za rozwój biznesu telekomunikacyjnego i pozyskiwanie partnerów na rynku ukraińskim.

Swoją karierę menadżerską rozpoczął w 1996 roku, przyjmując funkcję Menadżera ds. Ekonomiczno-Finansowych w ZWUT Siemens Polska, gdzie zajmował się analityką kosztów, kontrolą inwestycji i nadzorem przepływów pieniężnych oraz odpowiadał za współpracę z klientami i negocjacje handlowe. Następnie piastował stanowisko Dyrektora Finansowego w firmie Telepage S.A., gdzie koordynował restrukturyzację spółki, będąc odpowiedzialnym za planowanie budżetu, analizę danych finansowych i kontakty z sektorem bankowym.

W 1999 roku dołączył do zarządu spółki Internet Partners, jednego z największych ówczesnych dostawców Internetu w Polsce, obejmując jednocześnie stanowisko Dyrektora Finansowego. Tam zajmował się planowaniem strategii biznesowej i operacji finansowych firmy osiągającej ponad 100 mln złotych rocznego przychodu. Dzięki podjętym przez niego działaniom kreującym wartość biznesu zysk EBIDTA przedsiębiorstwa w ciągu dwóch lat z poziomu -60% wzrósł do poziomu +8%.

Tomasz Galas jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, ponadto w Szkole Biznesu tejże uczelni, współpracującej z London Business School, uzyskał tytuł Master of Science in Business.

Przez obniżką stóp procentowych – GBP/USD

Przez obniżką stóp procentowych - GBP/USD 1

Para walutowa GBP/USD w dniu dzisiejszym zanotowała minimalne wzrosty, jednakże jest to tylko korekta przed dalszym ruchem spadkowym. Na interwale czterogodzinnym aktualne opór został utworzony przez przebicie ostatnich dołków. Zatem przebicie strefy 1.311-1.320 może okazać się zbyt trudne do osiągnięcia w najbliższym czasie.

Przez obniżką stóp procentowych - GBP/USD 2

Dodatkowo 14 lipca poznamy najnowsze stopy procentowe w Wielkiej Brytanii. Rynek na podstawie overnight index swap wycenia obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowym z 78% prawdopodobieństwem. Jeżeliby do tego nie doszło, to moglibyśmy zaobserwować nagłe umocnienie brytyjskiej waluty względem amerykańskiej. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

NFP wyżej od prognoz, ale stopa i płaca w dół

NFP wyżej od prognoz, ale stopa i płaca w dół 3

Dzisiaj poznaliśmy kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane na pozór mogą się wydawać bardzo dobre. Zatrudnienie w sektorze poza rolnictwem wzrosło o 287 tys. miejsc vs 175 tys. prognoza rynkowa.

Niemniej jednak jak przeanalizujemy dokładniej cały raport dane nie wyglądają już tak dobrze. Dokonano rewizji zatrudnienia z poprzedniego miesiąca z 38 tys. do 11 tys. Poprzedni i tak był już bardzo słaby. Ponadto lekko wzrosła stopa bezrobocia z 4,7% do 4,9% oraz spadła godzinowa płaca z 0,2% do 0,1%. Prognozy szacowały pozostanie płacy godzinowej na niezmienionym poziomie.

Co to oznacza dla polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej? Kolejny argument za odsunięciem w czasie podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, choć trzeba przyznać, że przed raportem z rynku pracy szanse na podwyżki w 2016 roku były niewielkie w związku z Brexitem. Fed obecnie ma bardzo dobry pretekst, żeby nie śpieszyć się z zacieśnianiem polityki monetarnej.

Jednak para EUR/USD nie musi wcale iść w górę z tego powodu. Wprawdzie Fed nie będzie podnosił stóp w najbliższym czasie, ale z drugiej strony mamy Europejski Bank Centralny, który może dalej luzować swoją politykę pieniężną w związku z zamieszaniem dotyczącym opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Wręcz przeciwnie dolar amerykański w zestawieniu z euro, czy funtem szterlingiem może zyskiwać.

Wczoraj mocno spadły ceny ropy WTI. Wprawdzie zapasany w Stanach Zjednoczonych w tym tygodniu spadły, ale odczyt był zbliżony do prognoz, a rynek oczekiwał dużo większego spadku po danych według API (American Petroleum Institute), które wyniosły -6,7 mln baryłek.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

BOJ i NFP wspierają S&P 500

BOJ i NFP wspierają S&P 500 4

Rynki zareagowały huraoptymizmem na piątkowy raport o rynku pracy oraz niedzielnych wyborach do parlamentu w Japonii. Piątkowe dane z rynku pracy były bardzo optymistyczne. Ilość nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym to 287 tysięcy, konsensus ekonomistów spodziewał się odczytu na poziomie 175 tysięcy. Jednak nie można pominąć stopy bezrobocia, która wzrosła. Rozczarowanie nadeszło również ze strony wzrostu płacy godzinowej.

Pomimo tego rynek zareagował optymistyczne, notowania indeksu S&P 500 wyskoczyły ponad pokonały cały ostatni impuls spadkowy, który przyniósł Brexit. Do wzrostów przyczyniły się również wybory w Japonii, które po raz kolejny wygrał Shinzo Abe, który od razu zapowiedział luzowanie ilościowe.

Na interwale tygodniowym notowania zatrzymały się na strefie oporu 2120-2137 punktów, jeżeli zostanie pokonana to dopiero wtedy będziemy mogli spodziewać się jeszcze większych wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Bank Japonii – będzie luzowanie

Bank Japonii - będzie luzowanie 5

Rynki zareagowały huraoptymizmem po wygraniu wyborów przez Shinzo Abe w Japonii. Wcześniejsza polityka prowadzona przez rząd Japonii z każdym, kolejnym kwartałem prowadziła do jeszcze większego luzowania ilościowego. Tym razem ma nie być inaczej. Macquarie Bank Ltd. uważa, że 29 lipca zostanie przedstawiony oraz wdrożony nowy program pobudzania inflacji oraz stymulacji gospodarczej.

Niektóre działania Bank of Japan są podważane przez ekspertów. Uważają oni, że nadmierna interwencja banku centralnego w „wolny” rynek w długim terminie oznacza problemy. Nie ma co się dziwić, ponieważ aktualne działanie Banku Japonii przypominają strategie funduszu lewarowanego. Przykładek tego może być inwestycja BOJu w fundusze typu ETF, gdzie bank posiada już ponad 52% udziałów w tym rynku.

Bank Japonii - będzie luzowanie 6

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Krajowy rynek kapitałowy przestaje być barometrem gospodarki. Na giełdzie zbyt duży udział mają spółki Skarbu Państwa

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatnich pięciu lat główny indeks giełdowy WIG20 spadł o prawie 40 proc. W tym samym czasie krajowa gospodarka znacznie się rozwinęła. Zdaniem Adama Rucińskiego z BTFG Audit rynek kapitałowy w Polsce przestaje być barometrem stanu gospodarki. Zbyt poważny udział na giełdzie mają spółki Skarbu Państwa, w których kluczowe decyzje podejmowane są przez rządzących polityków.

– Sytuacja gospodarcza Polski jest bardzo złożona: mamy dobre dane makroekonomiczne, ale pojawiają się obawy, że ulegną one zmianie, bo za szybko rośnie zadłużenie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu firmy BTFG Audit. – Na pewno wątpliwości towarzyszą polityce prowadzonej przez rząd i widać wyraźnie pewne wahanie ze strony inwestorów, którzy wstrzymują się z nowymi przedsięwzięciami. Ale jeśli gospodarka będzie się rozwijać, dane makroekonomiczne pozostaną dobre, to inwestorzy się pojawią. Otwarte pozostaje pytanie, czy silna ingerencja państwa w zarządzanie spółkami na dłuższą metę przyniesie efekty.

Czerwiec był jednak kolejnym miesiącem spadków na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Miesiąc wcześniej (czerwcowych statystyk jeszcze nie ma) wartość transakcji na rynku głównym wyniosła zaledwie 12,4 mld zł, o 27,3 proc. mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej przy rosnącej o 13 proc. liczbie transakcji. Od połowy 2011 roku indeks giełdowy WIG20 spadł z poziomu 2900 punktów do nieco powyżej 1800 (o prawie 40 proc.).

– Musimy obecnie wyraźnie oddzielić polska gospodarkę od GPW – zauważa Adam Ruciński. – Rynek kapitałowy w Polsce bardzo się zmienił. Moim zdaniem znajdujemy dzisiaj się w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony możemy obserwować dobry, stabilny rozwój gospodarki, z drugiej – erozję na giełdzie.

Zdaniem ekspertów jednym z najważniejszych czynników działających na niekorzyść krajowego rynku kapitałowego jest ewentualna kontynuacja zapoczątkowanej przez poprzedni rząd reformy Otwartych Funduszy Emerytalnych. Żadne decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte, ale uczestnicy rynku spekulują, że obecna Rada Ministrów będzie chciała szukać środków na realizację niezwykle kosztownych obietnic wyborczych m.in. w ograniczeniu lub nawet zupełnej likwidacji oszczędzania na emeryturę w tzw. drugim filarze, którego duża część kapitałów lokowana jest na GPW. Całkowite lub nawet częściowe wycofanie OFE z rynku kasowego byłoby bardzo bolesnym ciosem dla i tak słabej giełdy.

– Reforma OFE, pewne zniechęcenie inwestorów powodują, że liczba spółek na giełdzie spada, podobnie jak obroty – precyzuje Adam Ruciński. – To wskazuje wyraźnie, że krajowy rynek kapitałowy nie idzie już tak za gospodarką jak kiedyś. Do niedawna można było powiedzieć, że parkiet odzwierciedla to, co ma miejsce w ekonomii. Obecnie to rynek, który działa, natomiast na pewno nie jest barometrem gospodarki. W takich spółkach prowadzona jest polityka odgórnego zarządzania przez rząd, dbania o wzajemną pomoc. Wynik finansowy natomiast nie jest na pierwszym miejscu. Powoduje to niechęć wielu inwestorów, zwłaszcza zagranicznych.

Rekordowy sezon turystyczny w Polsce. Obłożenie hoteli w Gdańsku i Sopocie wyższe niż w Barcelonie i Rzymie

CEO Magazyn Polska

Od czasów II wojny światowej Polska nie odnotowała takiego wzrostu sprzedaży usług turystycznych jak w tym roku. Sezon jeszcze się nie skończył, a już jest rekordowy pod względem obłożenia miejsc noclegowych oraz korzystania z usług okołoturystycznych, jak gastronomia czy spa. Na wysokie wskaźniki popularności wpłynęły trzy czynniki: kryzys emigracyjny, wysoki kurs euro i wzrost znaczenia marki Polska.

 Wszystkie wskaźniki pokazują, że będzie to kolejny rekordowy sezon w sektorze turystycznym w Polsce, szczególnie pod względem zyskowności, czyli wskaźnika ADR (liczy on przychody netto ze sprzedaży pokoi i usług gastronomicznych) – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Dominika Czechowska, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Poprzedni sezon nad Bałtykiem był bardzo udany, a ten zapowiada się jeszcze lepiej. Zainteresowanie wypoczynkiem nad polskim morzem jest gigantyczne. Właściciele hotel i kwater już zacierają ręce, bo statystyki, jeśli chodzi o wskaźnik obłożenia w bookingu, na ten moment są imponujące.

– W piątek sprawdzałam obłożenie hoteli w Gdańsku w stosunku do takich stolic jak Barcelona, Rzym, Paryż i nie było wyższego wskaźnika obłożenia miast w miniony weekend. W Gdańsku wynosił on ponad 90 proc. Z kolei najbardziej obłożonym miastem na najbliższy weekend, czyli 9–11 lipca jest Sopot – ponad 90 proc. Ani Paryż, ani Rzym, ani Barcelona nie są tak obłożonymi miastami – mówi Dominika Czechowska.

Porównując różne europejskie państwa i ich centra turystyczne, fachowcy wskazują jednak na znaczące różnice w potencjale liczby miejsc noclegowych.

– Biorąc pod uwagę procent wzrostu liczby miejsc noclegowych w Polsce i w województwie pomorskim, przyrost szacowany między 3 a 7 proc. W województwie pomorskim mamy około 107 tys. miejsc noclegowych, czyli bardzo mało. Dlatego że ten wskaźnik w Europie układa się trochę inaczej. W Polsce na 10 tys. mieszkańców jest od 40 do 50 miejsc noclegowych, w europejskich krajach turystycznych od kilku do kilkunastu razy więcej – mówi Dominika Czechowska.

Polsce niewątpliwe sprzyja sytuacja geopolityczna. Turyści chcą wypoczywać bezpiecznie, tymczasem do listy odradzanych kierunków zagranicznych wyjazdów ze względu na zagrożenie terrorystyczne co jakiś czas dołączają kolejne kraje. Dlatego polskie destynacje turystyczne w tym roku już przeżywają prawdziwe oblężenie.

 Po pierwsze, ze względu na kryzys imigracyjny Polacy postanowili spędzić bezpieczne wakacje na terenie naszego kraju. Po drugie, przyczynił się do tego wysoki kurs euro. Po prostu wyjazdy zagraniczne stały się kosztowne i mniej dostępne dla nas, Polaków, a dla gości zagranicznych bardziej korzystne cenowo. Po trzecie, zmieniło się postrzeganie Polski jako produktu turystycznego. Staliśmy się modnym krajem i chętnie przyjeżdżają do nas goście zagraniczni – podkreśla Dominika Czechowska-Mrozińska.

Polska bardzo mocno zaistniała w sektorze turystycznym szczególnie po Euro 2012. Teraz jest przed nami najważniejsze wyzwanie, by nie zmarnować tego potencjału i jak najlepiej wykorzystać go w ciągu najbliższych lat

– W ciągu 2–3 lat weszliśmy do pierwszej trzydziestki wartości marek turystycznych na świecie i jest to imponujący wynik, bo przeskoczyliśmy aż o 20 punktów w ratingu. Aktualnie weszliśmy w poziom spijania rynkowej śmietanki, potrwa ona jeszcze od 5 do 7 lat. Jak wysoko utrzyma się krzywa stagnacji w Polsce, będzie zależało właśnie od atrakcji turystycznych. Musimy świetnie wykorzystać najbliższe lata, tworząc lokalne produkty turystyczne, tak, żeby się pochwalić, żeby pokazać gościom potencjał atrakcji turystycznych, czyli to uzupełnienie usług noclegowych i gastronomicznych. I wszystko oczywiście zależy od tego, kto jest lokalnym menadżerem – mówi Dominika Czechowska.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że w ostatnim czasie powstała też w Polsce ogromna baza dla produktów HoReCa, czyli hoteli, restauracji i kawiarni oraz usług cateringowych.

 Coraz częściej goście przyjeżdżający do Polski korzystają z takich usług jak turystyka zdrowotna, medyczna, rehabilitacyjna czy usługi kosmetyczne. Te usługi wśród gości zagranicznych cieszą się dużym powodzeniem z uwagi na ich wysoką jakość i stosunkowo korzystną cenę tych usług – tłumaczy Dominika Czechowska.

Turystów z zagranicy przyciągają do Polski również ciekawe wydarzenia sportowe i kulturalne. Oferty turystyczne muszą być dostosowane do zapotrzebowania klientów. Eksperci podkreślają, że jakość świadczonych usług rośnie z roku na rok. Polacy coraz częściej podróżują za granicę, mają odniesienie do różnych ofert turystycznych, w związku z tym w swoim kraju również oczekują produktów o wysokim poziomie estetycznym. Wymagania są dużo większe niż jeszcze kilka lat temu.

– Zmienił się również sposób dawania tego produktu pod względem jakości. Wcześniej większy nacisk kładziono na wygląd otoczenia, jakość potrawy, a teraz jeszcze doszedł bardzo ważny czynnik, jakim jest jakość obsługi. I z tym rzeczywiście w Polsce jeszcze mamy problem, dlatego że kadry nie nadążyły trochę za wzrostem w sektorze turystycznym w Polsce. Wcześniej zatrudniano do obsługi w sektorze turystycznym często osoby z przypadku. Teraz już gość na to nie pozwala – dodaje Dominika Czechowska.

Przedsiębiorcy z branży hotelarskiej i gastronomicznej mają jednak nie lada problem. Brakuje bowiem barmanów, kelnerów, sprzedawców, pokojówek, a nawet ratowników wodnych.

Prezes ICCSS: Polskie służby są dobrze przygotowane do Światowych Dni Młodzieży

CEO Magazyn Polska

Światowe Dni Młodzieży to duże wyzwanie dla polskich służb. Nowe zagrożenia terrorystyczne wiążą się m.in. z wykorzystaniem łatwo dostępnych środków wybuchowych. Jak przekonuje prezes Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego, Polska nie jest jednak na celowniku grup terrorystycznych i nie ma zagrożenia związanego z bezpieczeństwem chemicznym Zdaniem eksperta dobra współpraca między służbami i przeszkolenie wolontariuszy powinny zagwarantować bezpieczeństwo.

– Nasze służby są doskonale przygotowane, mamy w Polsce dobrze zorganizowany system współpracy między agendami. Jesteśmy przygotowani, nie możemy tylko pogłębiać strachu społecznego, powinniśmy sobie też zdawać sprawę z tego, że bezpieczeństwo podczas takich imprez jest odpowiedzialnością zarówno organizatorów, jak i uczestników – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Paturej, prezes Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego.

Z informacji resortu spraw wewnętrznych i administracji wynika, że Światowe Dni Młodzieży będzie zabezpieczać ok. 25 tys. funkcjonariuszy, w tym 20 tys. policjantów. Dodatkowo zostaną przywrócone kontrole na granicach. To sprawia, zdaniem prezesa ICCSS, że zabezpieczenie imprezy jest wystarczające.

– Nie widzę również specjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa chemicznego. Polska, jak się wydaje, nie jest na celowniku, nie jest przedmiotem zainteresowania terrorystów – podkreśla ekspert.

Amerykański Departament Stanu wydał ostrzeżenie w związku z możliwymi zamachami terrorystycznymi podczas dużych imprez w Europie, wśród nich wymieniono również Światowe Dni Młodzieży.

– Moim zdaniem to ostrzeżenie było niewłaściwie interpretowane. Amerykanie wskazali przecież, że podczas Światowych Dni Młodzieży będą zachowane duże środki bezpieczeństwa i to należy uznać za komplement – przekonuje Krzysztof Paturej.

Bezpieczeństwo dużych imprez zależy również od ich uczestników, zwłaszcza że dostęp do chemii stał się powszechny. Materiały wybuchowe można stworzyć z łatwo dostępnych materiałów codziennego użytku, aceton i saletra amonowa mogą stworzyć wybuchową mieszankę. Dlatego też konieczna jest aktualizacja informacji i podnoszenie umiejętności służb.

– Jako ekspert dostrzegam ogromne starania naszych służb, aby zagwarantować bezpieczeństwo. Wydaje mi się, że o ile wolontariusze i służby będą również przeszkoleni pod kątem potencjalnych zagrożeń chemicznych, to nie powinniśmy się niczego obawiać – ocenia Krzysztof Paturej.

Najnowsza ocena agencji Fitch nie powinna zmienić ratingu Polski. Spodziewane umocnienie złotego

Dobra sytuacja gospodarcza sprawia, że rating Polski nie powinien zostać w najbliższym czasie obniżony – przekonuje Krzysztof Opolski z Uniwersytetu Warszawskiego. Dużo będzie jednak zależeć od realizacji programu gospodarczego i ewentualnego wzrostu deficytu finansów publicznych. Również złotówka powinna się powoli umacniać. Wahania kursów walut będą mniejsze, niż po decyzji Brytyjczyków o opuszczeniu Unii Europejskiej.

W połowie lipca czeka nas ocena ratingu, ale nie powinniśmy się spodziewać żadnych ruchów. Będziemy na pewno pilnie obserwowani i sprawdzani z tego, jak realizujemy wszelkie swoje zobowiązania zarówno gospodarcze, jak i wobec Unii Europejskiej, czy nie następuje wzrost deficytu finansów publicznych, czy sytuacja gospodarcza w dalszym ciągu jest pozytywna – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor prof. Krzysztof Opolski, profesor ekonomii z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

W styczniu agencja ratingowa S&P obniżyła rating dla Polski do BBB+ z A-, obniżono również perspektywę ratingu z pozytywnej na negatywną. Instytucja podtrzymała swoją ocenę podczas ostatniego przeglądu na początku lipca. Agencja Fitch utrzymała z kolei rating Polski na dotychczasowym poziomie A- oraz A, ostrzegła jednak, że w zależności od deficytu budżetowego ocena kredytowa może zostać obniżona. Najnowszy rating Polski agencja ma opublikować 15 lipca.

Obecnie obserwujemy wzrost gospodarczy. Wydaje się, że agencje ratingowe nie będą dokonywały żadnych ruchów w tej chwili, przyglądając się, jak realizowany jest program rozwoju gospodarczego i jak jest z deficytem finansów publicznych – przekonuje profesor ekonomii.

Ministerstwo Finansów ocenia, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku 2,6 proc. PKB. Również w przyszłym roku nie powinien przekroczyć 3 proc. Polska jest też w okresie dużego wzrostu gospodarczego – takie informacje płyną z raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Bezrobocie spadło poniżej 9 proc., a gospodarka działa przy prawie całkowitym wykorzystaniu potencjału produkcyjnego. W 2017 roku na sytuację deficytu publicznego może mieć wpływ dotrzymanie obietnic wyborczych rządu, m.in. podniesienie kwoty wolnej od podatku, obniżenie podatku VAT czy wieku emerytalnego.

Zdaniem eksperta w coraz lepszej sytuacji powinna być polska waluta. Po brexicie notowania twardych walut wzrosły do najwyższego poziomu w ostatnich latach. Euro osiągnęło poziom 4,50, najwyższy od 2011 roku, znacząco wzrósł też kurs franka szwajcarskiego.

Myślę, że waluty będą teraz odreagowały szok związany z brexitem. Oceniam, że nastąpi stopniowe wzmocnienie złotego. Będą oczywiście wahania kursów walut, ale nie tak dramatyczne jak po brexicie – podkreśla prof. Krzysztof Opolski.

Opłacalne stało się korzystanie z leasingu z wysoką wartością wykupu. Może to obniżyć miesięczną ratę za auto o blisko 70 proc.

0

CEO Magazyn Polska

Zarówno w przypadku kredytu, jak i leasingu coraz popularniejsze staje się pokrycie kosztów zakupu samochodu w oparciu o wysoką wartość wykupu. Taka operacja może obniżyć poziom miesięcznej raty za auto o nawet 70 proc. W pierwszym kwartale tego roku za pomocą leasingu firmy sfinansowały inwestycje o łącznej wartości 13 mld zł, o 23 proc. wyższej niż rok wcześniej. 

– Kupno samochodu w Polsce zazwyczaj finansowane jest w modelu klasycznym, czyli ze spłatą w stu procentach wartości – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Krakowiak, członek zarządu w Toyota Leasing Polska – Ten sposób coraz częściej zastępowany jest nowymi metodami finansowania opartymi o wysoką wartość rezydualną. To trendy, które docierają do kraju z rynków zachodnich.

W metodach finansowania opartych o tzw. wysoką wartość rezydualną (inaczej resztową, czyli część ceny, która nie zmniejsza się podczas użytkowania pojazdu) klienci spłacają tylko tyle, ile wynosi spadek ceny samochodu podczas jego używania. Bez względu bowiem na to, w jaki sposób sfinansowana zostanie transakcja (gotówką, kredytem czy poprzez leasing), pojazd tyle samo będzie tracił na wartości.

Zdaniem Krzysztofa Krakowiaka dzięki wysokiej wartości wykupu średnia wysokość miesięcznej raty wynikającej ze spłaty kosztów transakcji przy okresie finansowania wynoszącym trzy lata może być zredukowana nawet o 60 proc.

– Dla wielu klientów zakup samochodu to nadal bardzo duży wydatek, dlatego istotne są koszty takiej transakcji – ocenia Krzysztof Krakowiak.

Jego zdaniem w ciągu najbliższych dwóch lat udział produktów opartych o wysoką wartość wykupu będzie wynosił około 80 proc. sprzedaży Toyota Bank i Toyota Leasing. Od kilku lat bowiem ten sposób finansowania kupna samochodu rozwija się bardzo dynamicznie. Obecnie około 70 proc. klientów detalicznych Toyota Bank i około 50% klientów Toyota Leasing korzysta z finansowania z wysoką wartością wykupu. Warto zauważyć, że Toyota Bank i Toyota Leasing jako jedyne firmy na rynku oferują również finansowanie zakupu samochodów używanych z finansowaniem w oparciu o wysoką wartość rezydualną.

Jak wynika z ostatniej informacji Związku Polskiego Leasingu, pierwszy kwartał tego roku był dla tej branży bardzo korzystny. Krajowe spółki sfinansowały inwestycje o łącznej wartości 13 mld zł, o 23 proc. większej niż rok wcześniej. Sektorem, który zanotował największy wzrost, bo ponad 52 proc., był transport ciężki, w ramach którego raportowane są m.in. samochody ciężarowe, ciągniki siodłowe, naczepy i autobusy.

W zakresie wartości nowych kontraktów bardzo dobre wyniki wypracowane zostały także w obszarze pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony. Między styczniem a marcem tego roku wartość sfinansowanych tego rodzaju umów wyniosła 5,3 mld zł i była o 33,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Wyniki te okazały się lepsze nawet od rekordowo wysokich wyników z pierwszego kwartału 2014 roku, kiedy klienci masowo korzystali jeszcze z tzw. okienka kratkowego, czyli szerokiej interpretacji możliwość odliczenia podatku VAT od zakupu samochodów. Obecnie finansowanie pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony odpowiada za nieco ponad 41 proc. usług branży leasingowej.

– Produkty oparte o podwyższoną wartość resztową dają możliwość częstszej wymiany samochodu oraz zakupu w niższej cenie lepiej wyposażonego pojazdu – wyjaśnia Krzysztof Krakowiak. – Jest to produkt oferowany głównie przez banki producentów i koncernów samochodowych. Bardzo istotne jest dla nich to, aby klienci byli zadowoleni z zakupu oraz finansowania. Ważne jest również to, aby klient jeździł zawsze nowym, bezpiecznym samochodem na gwarancji.

W ciągu 3-4 lat czterokrotnie wzrosła liczba pacjentek przyjeżdżających z zagranicy na zabiegi in vitro

CEO Magazyn Polska

Pacjentki z zagranicy w swoich krajach często nie mogą liczyć na równie wysoki poziom usług medycznych w zakresie leczenia niepłodności, dlatego decydują się skorzystać z leczenia w Polsce. Tutaj trafiają pod opiekę wyspecjalizowanych i doświadczonych lekarzy oraz embriologów, którzy dysponują nowoczesnym sprzętem medycznym. Nie bez znaczenia pozostaje kwestia finansowa, bowiem cena zabiegów in vitro w Polsce jest nawet trzykrotnie niższa niż w niektórych krajach Europy Zachodniej.

Polskie kliniki zapewniają pacjentom kompleksową diagnostykę i leczenie niepłodności z zastosowaniem najbardziej zaawansowanych technologii medycyny rozrodu, w tym zapłodnienia in vitro. Oferowane są również szerokie usługi z zakresu ginekologii i położnictwa. Specjaliści pracują na nowoczesnym sprzęcie medycznym, taki samym, jakim posługują się uznane kliniki na Zachodzie.

– W ciągu ostatnich 3–4 lat liczba pacjentek przyjeżdżających z zagranicy, by wykonać w Polsce in vitro, wzrosła mniej więcej czterokrotnie. Jest dosyć duże zainteresowanie pacjentek z Europy Wschodniej, a także z Wielkiej Brytanii i z krajów skandynawskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Ireneusz Niedużak, ginekolog z Kliniki Bocian.

W Klinice Bocian, która jest jedną z wiodących placówek leczenia niepłodności w Polsce, ze specjalistycznych zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego dających szansę na ciążę dotychczas skorzystały kobiety starające się o dziecko z blisko 15 krajów, zwłaszcza z Europy Wschodniej, w tym z Białorusi, Rosji, Litwy i Ukrainy.

– Pierwsza wizyta najczęściej wiąże się z dwu- czy trzygodzinnym oczekiwaniem na wynik. Jeśli wszystko jest w porządku od strony medycznej, to możemy od razu rozpocząć leczenie. Potem spotykamy się z pacjentką po tygodniu. Później ewentualnie są 2–3, a może jedna wizyta, zależy już od naszego sposobu postępowania. Cała procedura niejednokrotnie trwa około dwóch tygodni i to jest koniec leczenia, wtedy pacjentka wraca do siebie – tłumaczy dr Ireneusz Niedużak.

Pacjentki z zagranicy niejednokrotnie kierują również względami ekonomicznymi. Koszt jednego cyklu in vitro bez refundacji w prywatnej polskiej klinice to ok. 10 tys. zł. Dla porównania w Wielkiej Brytanii cena jednego takiego zabiegu może się kształtować na poziomie ok. 30 tys. zł, w Stanach Zjednoczonych natomiast na poziomie ok. 40 tys. zł.

– Nie tylko w krajach Europy Wschodniej, lecz także w Polsce jest coraz większy problem z niepłodnością, dotyczy to także młodych par, więc na pewno będzie rosło zainteresowanie tymi usługami medycznymi – mówi dr Ireneusz Niedużak.

Polskie placówki zakładają dalszy rozwój usług medycznych dla pacjentów z zagranicy. W tym roku Klinika Bocian planuje przeprowadzić około 300 procedur in vitro wśród zagranicznych pacjentek.

Z pobytów zagranicznych pacjentów w Polsce poza sektorem usług medycznych korzystają również firmy związane z szeroko pojętą branżą turystyczną, bowiem cudzoziemcy coraz częściej też wiążą leczenie z wypoczynkiem. Pacjenci rezerwują pobyty w hotelach, odwiedzają restauracje, w wolnych chwilach zwiedzają atrakcje turystyczne, poznają lepiej Polskę. Jest to okazja do promocji kraju i kreowania pozytywnego wizerunku Polski za granicą.

Mazowsze przeznaczy blisko 2 mln euro unijnego wsparcia na projekty smart city

CEO Magazyn Polska

Polskie miasta chcą być inteligentne tak jak te w Europie Zachodniej, dlatego nadrabiają zaległości. Na Mazowszu idee smart city najlepiej wdrażają Warszawa i Płock. Inwestycje finansowane z unijnego budżetu to m.in. zmiany w transporcie miejskim, działania proekologiczne, a także wsparcie przedsiębiorców oraz usprawnienie komunikacji między mieszkańcami a miastem.

Większość miast w krajach wysoko rozwiniętych i rozwijających się ma aspiracje do stania się smart city. Każde miasto mierzy się jednak z różnymi problemami i oczekiwaniami mieszkańców, ma odmienne uwarunkowania i możliwości rozwoju. W rozwój nowych technologii inwestuje także Mazowsze. Chce na ten cel z unijnych dotacji przeznaczyć blisko 2 mln euro.

– Dzisiaj można powiedzieć, że mamy na Mazowszu dwa inteligentne miasta – Warszawę i Płock – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Frankowski, dyrektor Mazowieckiej Jednostki Wdrożenia Programów Unijnych – Płock opracował specjalne założenia do swojej strategii dotyczące stworzenia smart miasta. Podobnie Warszawa, która już od jakiegoś czasu prowadzi w tym zakresie intensywne działania, także Radom, Siedlce, Ostrołęka czy Ciechanów korzystały z funduszy unijnych właśnie w tym celu – dodaje.

W ramach dotacji z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2014–2020 możliwe jest spełnienie głównych założeń smart city, które polegają na ułatwieniu funkcjonowania w ośrodkach miejskich poprzez zastosowanie nowoczesnych rozwiązań w wielu dziedzinach, m.in. transporcie, energii czy usługach informacyjno-komunikacyjnych.

– Oprócz transportu są również rozwiązania dotyczące termomodernizacji, odnawialnych źródeł energii, obszaru e-administracji, e-zdrowia, e-kultury, e-edukacji, czyli rozwiązania ICT, możliwości stworzenia usług dla mieszkańców i zintegrowania tych usług z usługami miejskimi na poziomie chociażby zdrowotnym oraz na poziomie administracyjnym – mówi Frankowski.

W Polsce coraz częściej mówi się o konieczności kreowania inteligentnych miast, które w zrównoważony sposób wykorzystują technologie ułatwiające funkcjonowanie mieszkańcom w przestrzeni miejskiej oraz chroniące środowisko naturalne.

– Proponujemy inteligentne rozwiązania transportowe, chociażby parkingi Park & Ride. Dzisiaj na poziomie miast mamy 8 takich parkingów, teraz dojdą kolejne i nie tylko w Warszawie, lecz także w miastach i gminach dookoła Warszawy – wylicza Frankowski. – Istotny element dotyczy mobilności miejskiej. Pojawią się ścieżki, które mają doprowadzić do tego, że zostanie odciążony transport drogowy. To nie są ścieżki turystyczne, to są ścieżki, które mają na celu zachęcenie ludzi do korzystania z alternatywnej formy przemieszczania się, czyli z rowerów – dodaje.

Wiele z liczących się współcześnie miast otwiera się na aktywną postawę swoich mieszkańców w kreowaniu dalszego rozwoju. Rolą władz lokalnych staje się tworzenie przestrzeni i możliwości do wykorzystania różnorodnego potencjału obywateli. Dotyczy to zarówno zachęcenia mieszkańców do korzystania z nowoczesnych technologii, jak i do umożliwienia im tworzenia własnych rozwiązań technologicznych. E-usługi będą udostępnione na Mazowszu w zakresie projektu realizowanego przez samorząd województwa w partnerstwie z blisko 190 jednostkami samorządów lokalnych.

– Pieniądze będą przeznaczone dla biznesu na rozwijanie nowych działalności gospodarczych, a przede wszystkim na szukanie innowacji, na badania i rozwój, to jest również silne powiązanie z działaniami dotyczącymi tworzenia inteligentnych miast – tłumaczy Frankowski.

Obecnie zdecydowana większość administracji lokalnych polskich miast świadomie korzysta z nowoczesnych technologii w celu poprawy jakości życia mieszkańców. Poszukują własnych dróg angażowania mieszkańców w realizację projektów smart city. Przykłady tego typu działań to otwieranie zbiorów danych miejskich będących w posiadaniu administracji miejskich czy współpraca ze środowiskiem start-up’owym.

Ważna jest też współpraca z innowacyjnymi przedsiębiorstwami, tymi już działającymi i tymi, które dopiero zaczynają. W Warszawie takim posunięciem było uruchomione Centrum Przedsiębiorczości Smolna, czyli miejsca oferującego pomoc lokalnym firmom. Przedsiębiorca, którego pomysł zostanie uznany przez władze miasta za atrakcyjny, może skorzystać z pomocy prawnej, księgowej lub szkoleniowej za niższą od rynkowej cenę. W Centrum odbywają się też spotkania i konferencje poświęcone m.in. wykorzystaniu nowych technologii.

– Przede wszystkim chodzi o to, żeby w tym mieście żyło się łatwiej, przyjemniej i spokojniej, żeby było bardziej ekologicznie nie tylko w Warszawie, lecz także w innych częściach Mazowsza, a więc w Płocku, Siedlcach, Radomiu, Ciechanowie, Ostrołęce czy Legionowie – podsumowuje Mariusz Frankowski dyrektor Mazowieckiej Jednostki Wdrożenia Programów Unijnych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Mieszane dane z amerykańskiego rynku pracy

Mieszane dane z amerykańskiego rynku pracy 7

Dzisiaj poznaliśmy kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane na pozór mogą się wydawać bardzo dobre. Zatrudnienie w sektorze poza rolnictwem wzrosło o 287 tys. miejsc vs 175 tys. prognoza rynkowa.

Niemniej jednak jak przeanalizujemy dokładniej cały raport dane nie wyglądają już tak dobrze. Dokonano rewizji zatrudnienia z poprzedniego miesiąca z 38 tys. do 11 tys. Poprzedni i tak był już bardzo słaby. Ponadto lekko wzrosła stopa bezrobocia z 4,7% do 4,9% oraz spadła godzinowa płaca z 0,2% do 0,1%. Prognozy szacowały pozostanie płacy godzinowej na niezmienionym poziomie.

Co to oznacza dla polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej? Kolejny argument za odsunięciem w czasie podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, choć trzeba przyznać, że przed raportem z rynku pracy szanse na podwyżki w 2016 roku były niewielkie w związku z Brexitem. Fed obecnie ma bardzo dobry pretekst, żeby nie śpieszyć się z zacieśnianiem polityki monetarnej.

Jednak para EUR/USD nie musi wcale iść w górę z tego powodu. Wprawdzie Fed nie będzie podnosił stóp w najbliższym czasie, ale z drugiej strony mamy Europejski Bank Centralny, który może dalej luzować swoją politykę pieniężną w związku z zamieszaniem dotyczącym opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Wręcz przeciwnie dolar amerykański w zestawieniu z euro, czy funtem szterlingiem może zyskiwać.

Wczoraj mocno spadły ceny ropy WTI. Wprawdzie zapasany w Stanach Zjednoczonych w tym tygodniu spadły, ale odczyt był zbliżony do prognoz, a rynek oczekiwał dużo większego spadku po danych według API (American Petroleum Institute), które wyniosły -6,7 mln baryłek.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Po danych z rynku pracy

Chart EURUSD, D1, 2016.07.08 13:08 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

O godzinie 14:30 poznaliśmy najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy, które okazały się lepsze od oczekiwań. Okazało się, że wzrost pobił konsensus rynkowy o ponad 100 tysięcy. Dokonano również rewizji poprzedniego odczytu z 38 tysięcy do 11 tysięcy. Pomimo większej ilości miejsc pracy jest mniejszy wzrost płac. Przy zdrowym rynku i tak małej stopie bezrobocia powinna rosnąć płaca godzinowa, jednak nic takiego nie zachodzi.

Pomimo tego na wykresie dziennym EUR/USD nie zaszły duże zmiany. Po przerwaniu kanału spadkowego kurs powoli zaczyna zmieniać do kolejnej strefy popytu 1.08-1.087. Gdyby stronie sprzedającej udało się pokonać również i tą strefę, to podaż otworzy sobie drogę do strefy 1.052.

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Problemy włoskich banków ciąg dalszy

Problemy włoskich banków ciąg dalszy 8

Odsetek niespłaconych kredytów we Włoszech wynosi 18%, dla porównania w Polsce jest to tylko 4,3%. Natomiast kryzys 2008 roku w Stanach Zjednoczonych wybuchł, gdy 5% kredytów przestało być spłacane.

Jednak włoski minister finansów zapewnia, że nie pozwoli na upadek oraz bankructwo poszczególnych banków, rozmowy z europejskimi urzędami cały czas są kontynuowane. Natomiast szef banku centralnego sugeruje, że większość banków jest w stanie poradzić sobie z obecną sytuacją, jednak rynek tego nie widzi i akcje niektórych włoskich banków w są na historycznych minimach. Zła sytuacja banków może rozprzestrzenić się na pozostałe kraje europejskie.

Ewentualne bankructwo włoskich banków przełożyłoby się na wyprzedaż euro oraz umocnienie się bardziej bezpiecznych aktywów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Poprawnie zrozumieć Brexit i kwestię OFE

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W ostatnim czasie inwestorzy zmierzyć się musieli z dwoma bardzo istotnymi wydarzeniami i wydaje się, że nie do końca poprawnie oceniają ich wpływ na rynek. Pierwsze to oczywiście osławiony Brexit, którego potencjalny wpływ urósł niemalże do gigantycznych rozmiarów. To spore wyolbrzymienie tego wydarzenia, które owszem, będzie miało swoje konsekwencje, ale nie dotkną one wszystkich w równym stopniu. Z pewnością gospodarka Polski, która tak sprawnie poradziła sobie de facto z wojną na terytorium Ukrainy i sankcjami w relacjach handlowych z Rosją, powinna okazać się równie odporna na Brexit. Ważniejsze wydają się konsekwencje polityczne, ale Brexit nie będzie ich przyczyną, a raczej skutkiem. Nie od dzisiaj wiadomo o tendencjach odśrodkowych w Unii i rosnących w siłę ruchach populistycznych. Brexit jest co najwyżej ich bardzo głośną manifestacją, a nie źródłem.

Inną kwestią są zaprezentowane z początkiem tygodnia plany zmian w funkcjonowaniu OFE. Wokół nich również panuje wiele niezrozumienia. Można powiedzieć, że tak jak negatywne efekty Brexitu są wyolbrzymiane, tak pozytywne poniedziałkowej konferencji pozostają niedoszacowane. Owszem, pozostaje wiele znaków zapytania oraz niepewność co do ostatecznego kształtu zmian, ale jeżeli założymy, że zaprezentowane ramowe rozwiązanie wejdzie w życie, to odetchnąć można ze sporą ulga. Po pierwsze, raz na zawsze znika ryzyko nacjonalizacji akcyjnych aktywów OFE. Tego obawiano się najbardziej, podobnie jak zmiany ośrodka zarządzania tymi walorami na organ powiązany ze Skarbem Państwa. Według propozycji II filar kończy swoje istnienie i jego aktywa rozdysponowane są, umownie rzecz biorąc, pomiędzy I filar (Fundusz Rezerwy Demograficznej) oraz III filar (nowe IKE). Zmiana jest o tyle istotna, że środki akcyjne będąc publicznymi w II filarze, po przesunięciu do III staną się prywatnymi. W konsekwencji również tak destruktywny suwak powinien przestać obowiązywać, choć tutaj nie ma szczegółowych informacji. Oczywiście te środki i tak będą musiały być stopniowo upłynniane, ale na horyzoncie pojawia się nowy wehikuł zdolny wchłonąć podaż, czyli planowane Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Co istotne, one również będą częścią III filara, czyli akcje z powrotem do sfery publicznej nie trafią. Dodatkowo konstrukcja PPK oparta na domyślnym udziale oraz zachętach daje szansę sporej partycypacji, a w konsekwencji wznowienia napływu nowych środków na GPW, co w wyniku „reform” z lat 2011 i 2014 zostało najpierw ograniczone, a potem w całości zatrzymane.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Plany Banków Centralnych

Plany Banków Centralnych 9

Obecna analiza fundamentalna rynków finansowych sprowadza się do przyszłych działań Banków Centralnych. Ostatnia analiza drugiego czynnika staje się coraz trudniejsza, ponieważ najważniejsze władze monetarne na świecie (FED) działają bardzo chaotycznie. Komunikacja pomiędzy rynkiem, a Rezerwą Federalną znajduje się wręcz na ujemnym poziomie.

Drugie półrocze minie pod presją Brexitu, a tym samym Banki Centralne będą starały się uspokoić sytuację na rynkach finansowych poprzez jeszcze większą ekspansje taniego pieniądza. Rezerwa Federalna zrezygnuje z podwyżek stóp procentowych, co i tak było wiadome dawana. Wystarczy popatrzeć na trend najnowszych projekcji makroekonomicznych na 2017 rok.

Plany Banków Centralnych 10

Ewidentnie, każda nowa projekcja makroekonomiczna przyszłych stóp procentowych była obniżana. Zatem nie ma co się spodziewać podwyżki w 2016 roku, a nawet 2017. Drugie półrocze 2016 powinno przynieść jedno wielkie luzowanie ilościowe prowadzone przez największe Banki Centralne, zaczynając od Banku Anglii, a kończąc na Banku Japonii. Najbardziej, na drogich akcjach zależy Stanom Zjednoczonym, ponieważ wygórowana cena akcji świadczy o dobrobycie.

Jeżeli jednak nastawienie banków centralne ulegnie diametralnej zmianie i zamiast luzowania zobaczymy zacieśnianie polityki monetarnej, to niewątpliwie czeka nas jedna z większych wyprzedaży jaką widzieliśmy w historii.

Banki Centralne wykreowały daną hossę, dlatego też przy tak wygórowanych cenach akcji tylko one mogą wspomóc rynki, czyli analiza fundamentalna rynku akcji w krótkim terminie, jak następne półrocze powinna ograniczyć się do działań władz monetarnych.

W ostatnim czasie jedynie Rezerwa Federalna zapowiadała zacieśnianie monetarne, jednakże szła z tym jak po grudzie i zamiast 4 podwyżek stóp procentowych zobaczyliśmy jedną. W bieżącym roku FED miał dokonać 2 podwyżki stóp procentowych, ale plany poszykował im Brexit. Referendum dot. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zmieniło postrzeganie obecnej sytuacji przez banki centralne. Aktualnie mają dobry powód aby powrócić do obniżki stóp procentowych oraz stymulacji rynku tańszym pieniądzem. Jeżeli aktualne plany większości bankierów na świecie nie ulegną zmianie to w bieżącym półroczu możemy zobaczyć nowe szczyty na indeksach giełdowych.

Pierwszym bankiem zapowiadającym cięcie stóp procentowych jest Bank of England. Kolejna obniżka stóp procentowych powinna działać stymulująco na rynek akcji.

Plany Banków Centralnych 11

Rynek na podstawie overnight index swap wycenia obniżkę stóp procentowych na lipcowym posiedzeniu z 67 proc. prawdopodobieństwem. Ponadto na tej samej podstawie inwestorzy spodziewają się jeszcze jednej obniżki na sierpniowym posiedzeniu z 40% prawdopodobieństwem. Dwie obniżki w przeciągu dwóch miesięcy byłoby dużą stymulacją dla giełdy.

Zważając również na ostatnią wypowiedź szefa Banku Anglii, Marka Carneya możemy spodziewać się wprowadzenia programu quantitative easing, czyli skupu aktywów finansowych. Carney podkreślił, że stopy procentowe na zbyt niskim poziomie przyłożyłyby się negatywnie na wynik finansowy sektora bankowego, zatem nie możemy wykluczyć nowego programu QE.

Bank Anglii nie jest odosobniony, na uwagę zasługuje również Rezerwa Federalna, która już niemal z 99% prawdopodobieństwem nie podniesie stóp procentowych w najbliższym czasie, niektórzy spodziewają się nawet ich obniżenia.

Plany Banków Centralnych 12

Rynek przestał oczekiwać jakiejkolwiek podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a nawet nie widzi miejsca na zacieśnianie monetarne w 2017 roku. Z pewnością Rezerwie Federalnej spadł kamień z serca, ponieważ Brexit członkom Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) dał więcej czasu na kolejną podwyżkę stóp procentowych.

Ponadto kolejnym bankiem, na który można liczyć jest Europejski Bank Centralny. Analitycy przewidują kolejną obniżkę stopy depozytowej o 10 punktów bazowych do poziomu -0.50 oraz rozszerzenie programu skupu aktywów. Natomiast bank Japonii z dużym prawdopodobieństwem również dołączy się do działań pozostałych.

Podsumowując główne czynniki fundamentalne odpowiedzialne za wzrost ceny akcji wydają się wracać z dużym impetem, dlatego też w tym półroczu spodziewamy się nowych szczytów na indeksach. Jednakże jest to analiza strict działań banków centralnych, które mogą w najbliższym czasie się zmienić. Jeżeli doszłoby do podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz brak działania ze strony Europejskiego i Japońskiego Banku Centralnego to dana analiza powinna zostać zapomniana.


Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Michał Krajkowski – główny analityk firmy Notus Doradcy Finansowi; o wzroście płacy minimalnej

NZD/USD – kontynuacja ruchu wzrostowego

Chart NZDUSD, W1, 2016.07.08 08:42 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

W środę o godzinie 20:00 poznaliśmy protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, które odbyło się 14-15 czerwca. Tak naprawdę protokół był już nieaktualny, ponieważ nie znano wyniku referendum z Wielkiej Brytanii.

Pomimo tego, członkowie zarządu FED były neutralne, czyli obserwujemy sytuację i czekamy na następne dane z rynku pracy, wyniki referendum. Czyli członkowie FOMC nie rzucili więcej światła na przyszłą politykę monetarną. Jednak rynek spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych dopiero w 2019 roku, to co mogłoby zmienić jego nastawienie, to drożejące towary. Aktualnie mamy z tym do czynienia, zatem Janet Yellen w przyszłości będzie musiała się duża napracować.

Na parze walutowej NZD/USD trwa kontynuacja wzrostów. Strona kupująca może zmierzać w stronę strefy podaży 0.745-0.756. Jeżeli doszłoby do korekty, to nie powinna zejść poniżej poziomu 0.667-0.677. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Andrzej Kojro nowym prezesem Enei Operator

0

Zgromadzenie Wspólników Enei Operator powołało zarząd nowej kadencji. Na jego czele od 11 lipca stanie Andrzej Kojro. W składzie zarządu pozostają: Marek Szymankiewicz, Wojciech Drożdż oraz Jakub Kamyk. Z firmy odchodzą dotychczasowy prezes Michał Jarczyński, oraz wiceprezes Dariusz Szymczak.

Andrzej Kojro jest prawnikiem, radcą prawnym i sędzią Trybunału Stanu. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, od 1994 roku związany jest z branżą energetyczną i obszarem dystrybucji energii. Pracował jako radca prawny w RWE STOEN Operator, gdzie przez wiele lat reprezentował firmę w sprawach sądowych.

Marek Szymankiewicz pozostaje na stanowisku wiceprezesa ds. infrastruktury sieciowej, Wojciech Drożdż– wiceprezesa ds. ekonomiczo-finansowych, a wybrany przez pracowników spółki Jakub Kamyk – wiceprezesa ds. pracowniczych.

Równocześnie Zgromadzenie  powołało do dalszej pracy w Radzie Nadzorczej Enei Operator dwóch przedstawicieli pracowników: Krzysztofa Statuckiego i Tadeusza Dachowskiego. W nowej kadencji Rada funkcjonuje w dotychczasowym składzie: Mikołaj Franzkowiak – przewodniczący, Radosław Galicki,Krzysztof Statucki, Tadeusz Dachowski i Wojciech Wostal.

Marcin Krasoń, Home Broker: Najczęściej popełniane błędy przy zakupie mieszkania

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Kupujący mieszkanie z reguły pamiętają o tym, by wybierać tylko zaufanego dewelopera oraz sprawdzić wcześniej stan prawny nieruchomości. Są jednak błędy popełniane przy zakupie mieszkania, które grożą nawet najbardziej ostrożnym klientom.

Niedoszacowanie kosztów zakupu i eksploatacji

Koszt samego mieszkania czy wysokość zaciągniętego kredytu to nie wszystkie wydatki związane z zakupem nowego lokum. Do kosztów należy także doliczyć opłaty transakcyjne związane z udzieleniem kredytu, podatki i opłaty notarialne. Szacując koszty mieszkania trzeba również wziąć pod uwagę wkład w jego późniejsze utrzymanie. Warto więc jeszcze przed kupnem sprawdzić wysokość czynszu i innych opłat administracyjnych, takich jak fundusz remontowy, opłaty za wywóz śmieci i koszt utrzymania garażu. Nie zapominajmy też o kosztach mediów. Np. koszty ogrzewania zależą od położenia i jakości wykończenia mieszkania.

Niezapoznanie się z osiedlem i najbliższą okolicą

Przed zakupem mieszkania warto sprawdzić poziom bezpieczeństwa w okolicy. W tym celu wystarczy wybrać się na osiedle kilka razy, ale o różnych porach dnia. Bardzo ważne jest także rozeznanie w infrastrukturze osiedla, połączeniach komunikacyjnych, dostepności publicznych szkół i przedszkoli. Może się bowiem okazać, że kupno tańszego mieszkania nie zawsze jest oszczędnością, a opłaty ponoszone na paliwo, czesne w prywatnym przedszkolu lub opiekunkę do dziecka będą znacznie wyższe niż w przypadku zakupu mieszkania w atrakcyjnej lokalizacji.

Podpisanie umowy bezwarunkowej

Zakup nieruchomości to skomplikowany proces wymagający zgrania wielu umów i zobowiązań, zwłaszcza jeśli wiąże się ze sprzedażą poprzedniego mieszkania. Nie należy podpisywać bezwarunkowej umowy z deweloperem lub właścicielem mieszkania, jeśli nie jesteśmy pewni czy dostaniemy kredyt hipoteczny lub uda nam się uzbierać potrzebną gotówkę. W takim wypadku warto wynegocjować klauzulę odstąpienia od umowy bez ponoszenia kary umownej w przypadkach, kiedy bank nie przyzna nam kredytu lub nie uda nam się sprzedać poprzedniego mieszkania. W przypadku kupna mieszkania od dewelopera, warto też wpisać w umowie punkt, w którym uzależnimy podpisanie ostatecznej umowy od rezultatu oględzin nieruchomości.

Pobieżne oględziny mieszkania przy odbiorze

Na odbiór mieszkania od dewelopera warto zabrać zaufanego fachowca. Specjalista powinien odnaleźć usterki, niedoróbki i niedociągnięcia. Jest to bardzo ważne, ponieważ zgłoszenie usterek podczas oficjalnego odbioru technicznego jest podstawą do wnioskowania o ich usunięcie. Późniejsze roszczenia mogą zostać nieuznane przez dewelopera.

Odbierając mieszkanie kupione na rynku wtórnym również należy dołożyć wszelkich starań, np. w kontekście sprawdzenia wyposażenia w sprzęt czy meble. Warto, by jak najwięcej szczegółów było wpisane w umowie, by nie było niedomówień w kwestii tego, co powinno w mieszkaniu zostać, a co zabiera sprzedający.

Domknięcie przyszłorocznego budżetu stoi pod dużym znakiem zapytania. Inflacja i deficyt będą mieć ogromny wpływ na postrzeganie Polski przez międzynarodowe rynki finansowe

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku w budżecie zabraknie tegorocznych jednorazowych przychodów, wzrosną natomiast wydatki. Zdaniem Rafała Sadocha, analityka z Domu Maklerskiego mBanku, aby zrealizować rządowe i prezydenckie projekty konieczne jest uszczelnienie systemu fiskalnego, przede wszystkim w zakresie podatku VAT. Dodatkowe dochody budżetu z tytułu nowych podatków nie będą w stanie bowiem pokryć wszystkich nowych kosztów.

– Przyszłoroczny budżet jest dużą niewiadomą – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Sadoch, analityk z Domu Maklerskiego mBanku. – Obecny zamknął się głównie z powodu jednorazowych elementów, takich jak wpływy z aukcji LTE i przesunięcie dochodów z 2015 roku. Tych jednorazowych dochodów w 2017 roku już nie będzie, co stanowi duży czynnik ryzyka.

W tym roku pojawił się nowy, tzw. sztywny wydatek, opiewający na przeszło 17 mld zł rocznie. To rządowy program pomocy rodzinom mającym więcej niż jedno dziecko. Trwają także prace nad nowymi rozwiązaniami kierowanymi do osób w trudniejszej sytuacji finansowej, takie jak program wsparcia osób spłacających kredyty mieszkaniowe denominowane we franku szwajcarskim czy system pomocy państwa w wynajmie nieruchomości „Mieszkanie+”. Dodatkowo cały czas trwają prace nad obiecywanym w kampaniach wyborczych, prezydenckiej i parlamentarnej, obniżeniem wieku emerytalnego.

– Wydatków, które się pojawiły lub mogą pojawić się w najbliższym czasie, nie będą w stanie pokryć nowe podatki od sklepów wielkopowierzchniowych oraz sektora bankowego – uważa Rafał Sadoch. – W przyszłym roku potrzebne będą zatem środki pochodzące z wyższej ściągalności z tytułu podatku VAT czy z uszczelnienia luki fiskalnej. Bez poprawy w tym obszarze pozytywne zamknięcie budżetu na 2017 rok stoi pod dużym znakiem zapytania.

Tym bardziej że wskaźniki makroekonomiczne wcale nie są tak optymistyczne. Według Głównego Urzędu Statystycznego Produkt Krajowy Brutto Polski w pierwszym kwartale tego roku wzrósł o 3 proc. w stosunku do tego samego okresu 2015 roku (prognozy były wyższe). Niestety, w porównaniu do poprzednich trzech miesięcy tempo rozwoju gospodarczego nieznacznie się zmniejszyło.

– Szczególnie niepokojące jest ryzyko wyhamowania wzrostu krajowej gospodarki, chociaż rząd oczekuje, że po uruchomieniu środków z Unii Europejskiej w 2017 roku średnioroczny wzrost PKB zbliży się do 4 proc. – uważa Rafał Sadoch. – Jednak zarówno z powodu ryzyka niższego wzrostu, jak i możliwej wolniejszej przyszłorocznej inflacji główne miary fiskalne takie jak dług czy deficyt są także dużymi elementami ryzyka. Mogą one mieć wpływ na krajową gospodarkę i postrzeganie Polski przez międzynarodowe rynki finansowe. Jeżeli w przyszłym roku faktycznie wzrósłby deficyt, na pewno odbiłoby się to bardzo na wartości złotego.

Obecnie rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych wynosi około 3,2 proc., ale tylko w ciągu ostatniego miesiąca, od maja, wzrosła z wartości 2 proc., co oznacza, że rząd musi więcej wydawać na obsługę zadłużenia. Jeszcze gorzej wygląda wykres krajowych bonów skarbowych z ostatnich trzech miesięcy (wzrost rentowności o 12,72 proc.). W skali roku jednak oprocentowanie tego rodzaju papierów spadło o około 4 proc.

– Rynek w jakimś sensie cały czas obserwuje to, co się dzieje, i wycenia wraz z upływem czasu – tłumaczy Rafał Sadoch. – Inwestorzy na pewno będą śledzić uważnie wszystkie doniesienia dotyczące ściągalności podatków. Jeśli skuteczność aparatu skarbowego będzie coraz lepsza, to wzrośnie prawdopodobieństwo tego, że sytuacja budżetu w 2017 roku nie okaże się tak zła, jak mogłoby się wydawać. Jeśli natomiast poprawy w tym obszarze nie będzie, presja na złotego może się nasilać.

Złoty w ciągu kilku miesięcy może się lekko umocnić, ale do poziomów sprzed roku nie wróci

CEO Magazyn Polska

Złoty niemal odrobił straty, jakie zanotował do głównych walut po wyniku brytyjskiego referendum. Nie zmienia to faktu, że jest o kilka procent słabszy do euro i dolara niż rok temu, a do franka szwajcarskiego – niż na początku roku. Choć są przesłanki do lekkiego umocnienia złotego, dolar i frank pozostaną mocne.

W dłuższym horyzoncie, co najmniej do końca roku albo dłużej, perspektywy są pozytywne dla amerykańskiej waluty – mówi Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI SA. – Sam układ stóp procentowych banków centralnych i prognozy odnośnie do przyszłego poziomu tych stóp wskazują wyraźnie na to, że z pary euro–dolar faworytem jest jednak dolar, dlatego że amerykański bank centralny prędzej czy później jednak podniesie stopy procentowe po raz kolejny.

Rezerwa Federalna wstrzymała się w czerwcu z podwyżką stóp procentowych ze względu na słabe dane z amerykańskiego rynku pracy. Jednak po grudniowej podwyżce stóp rynek cały czas spodziewa się kolejnego ruchu w najbliższych miesiącach. Następne posiedzenie FOMC nastąpi pod koniec lipca.

Natomiast Europejski Bank Centralny w obecnej sytuacji raczej nie zapowiada i nawet nie sugeruje takiego ruchu, stopy są ujemne, ewentualnie może nastąpić dalsze zwiększenie programu luzowania ilościowego – przypomina Wołowicz. – Te elementy spowodują, że z tej głównej pary dolar wydaje się być zdecydowanie mocniejszą walutą i mającą lepsze perspektywy. 

Złoty jest słabszy niż przed rokiem do głównych walut z powodu niechęci inwestorów do kupowania ryzykownych aktywów, za jakie uważane są waluty krajów wschodzących. Jedną z przyczyn niepewności było referendum ws. brytyjskiej obecności w UE. Choć zgodnie z oczekiwaniami zwycięstwo izolacjonistów osłabiło polską walutę, to w większości przypadków powróciła ona już do poziomów sprzed głosowania. Są to jednak poziomy niższe niż kilka czy kilkanaście miesięcy temu.

Natomiast wydaje mi się, że w II połowie roku złoty powinien jednak stopniowo odzyskiwać formę i się umacniać ze względu chociażby na niezłe dane makroekonomiczne, dobrą ogólnie sytuację makroekonomiczną w kraju i ewentualnie te czynniki ryzyka, które już będą zrealizowane albo lada moment zostaną zrealizowane, chociażby w postaci właśnie brexitu czy wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych – zauważa główny ekonomista BPS TFI. – Sądzę, że złoty do euro może pod koniec roku znaleźć się w okolicach 4,40 zł, nawet 4,30 zł.

Zaznacza jednak, że dolar i frank szwajcarski ze względu na wciąż obecne międzynarodowe ryzyko, takie jak niepewność co do dalszych losów relacji brytyjsko-kontynentalnej czy wyniku listopadowych wyborów w USA pozostaną mocne. Szwajcarska waluta powinna oscylować wokół poziomu 4,10 zł.

– Wydaje nam się, że złoty w najbliższym czasie, w ciągu najbliższego półrocza, nawet może dłużej raczej nie powróci do tych poziomów sprzed kilku miesięcy czy z ubiegłego roku. Raczej opowiadamy się za tym, że będzie słabszy. Aczkolwiek nie oznacza to jakiejś dużej słabości i bardzo
negatywnych konsekwencji dla polskiej gospodarki.

K. Radziwiłł: Dopłaty do leków w ramach programu 75+ wyniosą w przyszłym roku 564 mln zł. We wrześniu znana będzie lista leków z dopłatą

CEO Magazyn Polska

1 września resort zdrowia ogłosi listę leków refundowanych dla seniorów. Znajdą się na niej preparaty stosowane m.in. w chorobach układu krążenia, cukrzycy i zaburzeniach środkowego układu nerwowego, a więc leki najczęściej stosowane przez tę grupę pacjentów. Leki z tzw. listy S dostępne będą dla wszystkich osób, które ukończyły 75 lat. W tym roku na darmowe leki dla seniorów rząd wyda 125 mln zł, w 2017 natomiast 564 mln zł.

Z badań TNS Polska wynika, że co trzecia starsza osoba nie wykupuje przepisanego leku z powodu braku pieniędzy. Taka sama liczba osób przyznała, że zdarzyło się jej zmniejszyć zalecaną przez lekarza dawkę, aby lek starczył na dłużej. Tę sytuację zmienić ma rządowy program 75+ zapewniający seniorom dostęp do darmowych leków. Na tzw. liście S znajdą się preparaty stosowane w najczęściej występujących u osób starszych schorzeniach, a więc m.in. chorobach sercowo-naczyniowych i układu krążenia, cukrzycy, osteoporozy, chorobach układu oddechowego i pokarmowego. Od września do końca roku rząd wyda na program 75+ 125 mln zł, w 2017 roku kwota ta ma jednak znacząco wzrosnąć.

– W przyszłym roku wydamy na dopłaty do leków tyle, żeby one były bezpłatne – 564 mln zł z budżetu państwa. W ubiegłym roku na dopłaty do leków refundowanych pacjenci 75+ wydali nieco ponad 800 mln zł. Projekt wprowadzany będzie stopniowo, kwota dopłaty będzie rosła co roku o 15 proc., aż do osiągnięcia poziomu maksymalnego, czyli miliarda dwustu tysięcy złotych – powiedział agencji informacyjnej Newseria minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, podczas debaty na temat programu 75+ zorganizowanej przez „Gazetę Polską”.

Dostęp do bezpłatnych leków z listy S będą mieli wszyscy pacjenci, którzy skończyli 75 lat, bez żadnych dodatkowych kryteriów. Uprawnienia do wystawiania takich recept będą mieli lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, lekarze rodzinni oraz pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej. Oznacza to, że receptę będzie można dostać wyłącznie w przychodni pierwszego kontaktu. Według resortu zdrowia pozwoli to na kompleksową opiekę nad pacjentem przez lekarza, który najlepiej zna jego dolegliwości. Ma to też zapobiec nadużywaniu leków oraz odciążyć lekarzy specjalistów.

– W starszym wieku problem tzw. polipragmazji, czyli używania nadmiernej liczby leków, jest istotnym problemem zdrowotnym. W ten sposób nie tylko zapewniamy bezpłatne leki dla pacjentów, lecz także pewnego rodzaju kontrolę nad jakością farmakoterapii, a to może zrobić tylko lekarz rodzinny – mówi Konstanty Radziwiłł.

Zdaniem lekarzy specjalistów ograniczenie uprawnień do wypisywania leków refundowanych może utrudnić niektórym pacjentów dostęp do darmowego leczenia. Dotyczy to zwłaszcza osób, które leczenie szpitalne odbywały w mieście innym niż miejsce stałego zamieszkania.

– Przykładowo pacjent, którego wypiszę ze szpitala, będzie musiał natychmiast udać się do lekarza rodzinnego, co może być niejednokrotnie trudne, a może nawet niemożliwe, jeżeli to jest chory, który np. zachorował w Warszawie, a jego lekarz rodzinny znajduje się w jakimś odległym miejscu w Polsce – mówi prof. dr hab. Zbigniew Gaciong, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Resort zdrowia zapewnia, że lista leków refundowanych dla seniorów będzie zawierała w większości te leki, które seniorzy zażywają obecnie. Bowiem wszelkie zmiany w stosowanych obecnie terapiach lekowych mogą mieć negatywne skutki dla pacjentów.

– Krajowy przemysł farmaceutyczny również oczekuje na ogłoszenie listy leków refundowanych. Zgodnie z kryteriami zawartymi w ustawie, na liście bezpłatnych leków 75+ powinny się znaleźć wszystkie medykamenty, które zaspokoją potrzeby zdrowotne pacjentów powyżej 75 roku życia, czyli te leki, które seniorzy przyjmują najczęściej. 78 proc. leków, które stosują obecnie seniorzy, to leki produkcji krajowej. Pozostaje nam miesiąc na konsultacje zaproponowanej przez ministerstwo listy leków całkowicie refundowanych, jednak jesteśmy w stanie w 100 proc. pokryć zapotrzebowanie na te leki – mówi Piotr Błaszczyk, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Zgodnie z raportem Sequence HC Partners najczęściej stosowane leki przez seniorów to głównie leki sercowo-naczyniowe, przeznaczone do leczenia schorzeń przewodu pokarmowego, układu oddechowego, chorób otępiennych, depresji i osteoporozy. 78 proc. leków stosowanych przez osoby powyżej 75 roku życia to preparaty producentów krajowych. Listę S resort zdrowia ma ogłosić 1 września.

Efekt Euro będzie miał znacznie skromniejszy wpływ na gospodarkę Francji niż cztery lata temu na Polskę

CEO Magazyn Polska

Skumulowany wpływ mistrzostw Europy w piłce nożnej na polskie PKB do 2020 roku może wynieść 21,3 mld zł. W przypadku wysoko rozwiniętej Francji korzyści będą prawdopodobnie znacznie skromniejsze. Wielkie imprezy sportowe oddziałują bowiem lepiej na średnio zamożne gospodarki. Negatywnie na efekt Euro w tym kraju wpłyną także trwające tam strajki, powódź oraz zagrożenie terrorystyczne.

Bodźce wzrostu gospodarczego związane z Euro rozkładają w kilku obszarach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Kita, prezes spółki Sport Management Polska. – To są oczywiście podstawowe czynniki związane z napływem znaczącego ruchu turystycznego. Potem jednak dochodzi do tego tzw. efekt barceloński, czyli jeśli dany kraj czy miasto dobrze zaprezentuje się w trakcie imprezy to wpływa to na późniejsze zainteresowanie turystów. 

Do tego dochodzą, jak zauważa Grzegorz Kita, znaczące inwestycje o charakterze infrastrukturalnym. Miasta, w których organizowana jest tego typu impreza, znacząco poprawiają swoją infrastrukturę.

Pamiętamy bardzo dobrze, że w Polsce właściwie do samego końca trwała wręcz heroiczna walka o przejezdność autostrady Poznań–Warszawa – przypomina Grzegorz Kita. – Transport, jak wiadomo, jest krwiobiegiem gospodarki. Niezależnie od powodu autostrady drogi budowane na Euro zostały i w pewnym sensie umożliwiły skok cywilizacyjny.

Wielu ekonomistów jest zdania, że organizacja mistrzostw Europy przez Polskę w 2012 roku spowodowała przyspieszenie rozwoju gospodarczego czy wręcz cywilizacyjno-społecznego o trzy do pięciu lat. Według spółki Euro 2012 zarządzającej imprezą Polskę odwiedziło ponad 677 tys. zagranicznych turystów i kibiców ze 123 krajów. Na stadionach bawiło się 296 tys. cudzoziemców, a w strefach kibica 370 tys. Dodatkowo w trakcie turnieju przebywało w Polsce ok. 8,4 tys. zagranicznych dziennikarzy, 2,4 tys. członków piłkarskich reprezentacji narodowych oraz 400 zagranicznych wolontariuszy.

Wpływy sektora turystycznego w latach 2013–2020 zamiast prognozowanych 4,2 mld zł w wyniku Euro 2012 mogą wynieść 7 mld zł, co jest wynikiem aż o 67 proc. lepszym. Skumulowany pozytywny wpływ mistrzostw na polskie PKB do 2020 roku może wynieść natomiast 21,3 mld zł. Najważniejszym źródłem przyrostu będzie jednak znaczące przyśpieszenie rozbudowy infrastruktury transportowej (74,1 proc. wzrostu).

Zatem już na poziomie czysto gospodarczo-ekonomicznym korzyści dla kraju gospodarza jest sporo – podsumowuje Grzegorz Kita. – Natomiast są jeszcze inne pozytywne zjawiska, przede wszystkim promocja. Dzisiejszy świat jest przesiąknięty informacją. Każdy kraj, narodowość, poszczególne miasta, walczą o to, żeby się pokazać publicznie z jak najlepszej strony. Wielkie imprezy sportowe w naturalny sposób skupiają uwagę ludzi na danym miejscu. To akcje promocyjne w inny sposób właściwie nie do powtórzenia.

Innym elementem, który powoduje, że wielkie imprezy sportowe w korzystny sposób wpływają na gospodarkę, są kwestie związane ze wzrostem kapitału społecznego.

Już podczas mundialu w Niemczech widzieliśmy, że bardzo wielu obywateli tego kraju zjednoczyło się w trakcie organizacji mistrzostw – wskazuje Grzegorz Kita. – W pewnym sensie przyspieszyło to także rozwoju kraju i jego dynamikę.

Wśród korzyści związanych z wielkimi imprezami analitycy wskazują również wzrost kompetencji i doświadczenia wśród dziesiątek tysięcy ludzi mniej lub bardziej zaangażowanych w takie przedsięwzięcie.

Mam na myśli wszelkiego rodzaju zarządzanie projektami, które musiały się odbywać wiele lat przed Euro – precyzuje Grzegorz Kita. – Angażują się w nie tylko miasta goszczące Euro, lecz także czasem bardzo różnych instytucji. To bezcenny kapitał.

W przypadku obecnych mistrzostw we Francji wpływ imprezy na gospodarkę – według Grzegorza Kity – może być jednak inny niż podczas Euro 2012. Najbardziej intensywna interakcja między tymi zjawiskami ma bowiem miejsce w krajach nie za biednych, ale i nie bardzo bogatych. Francja natomiast jest państwem bardzo rozwiniętym, o wysokim stopniu zamożności obywateli.

Niektórzy francuscy ekonomiści uważają, że będzie to zaledwie około 3 mld euro przychodów – twierdzi Grzegorz Kita. – Natomiast ten przypadek jest specyficzny, bo w ciągu ostatnich dekad jeszcze chyba się nie zdarzyło, żeby kraj gospodarz został dotknięty aż taką liczbą plag.

Od wielu tygodni w Francji trwają strajki obejmujące w zasadzie wszystkie sektory tamtejszej gospodarki związane z reformą prawa pracy, a także klęski żywiołowe (powodzie) oraz zagrożenie terrorystyczne.

Na pewno w znaczący sposób zniwelują efekt Euro – uważa Grzegorz Kita. – Trzeba natomiast brać pod uwagę również to, że po raz pierwszy od dwunastu lat organizator mistrzostw Europy w piłce nożnej jest jeden. Po drugie turniej jest dłuższy, zespołów więcej, ogólnie wszystkiego przybyło. Efekt gospodarczy powinien być zatem większy. Ale jedne zjawiska kompensowane są przez inne. Dla ekonomistów wpływ Euro 2016 na gospodarkę Francji będzie niesamowicie ciekawym zagadnieniem.

System viaTOLL w ciągu 5 lat zasilił Krajowy Fundusz Drogowy kwotą ponad 6,3 mld zł

CEO Magazyn Polska

Pięć lat temu ruszył elektroniczny system poboru opłat drogowych viaTOLL. Od tego czasu na konto Krajowego Funduszu Drogowego dzięki niemu wpłynęło 6,3 mld zł. Po odliczeniu kosztów operacyjnych system zasilił kasę państwa ponad 4,1 mld zł netto. W systemie zarejestrowanych jest obecnie prawie milion samochodów, z czego 40 proc. stanowią auta obcokrajowców.

– Przychody świadczą o tym, że elektroniczny system poboru opłat drogowych viaTOLL jest w pełni skuteczny – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Gorzkowski z firmy Kapsch Telematic Services. – Jego efektywność jest naprawdę duża, bo zbiera 100 proc. należności. viaTOLL jest przy tym przyjazny dla użytkowników i został przez nich zaakceptowany.

Od początku działania elektronicznego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL (od lipca 2011) na konto Krajowego Funduszu Drogowego wpłynęło za jego pośrednictwem 6,3 mld zł. Po wyeliminowaniu kosztów operacyjnych do kasy państwa na czysto wpłynęło 4,1 mld zł. To środki, które w całości służą następnie utrzymaniu, rozbudowie oraz modernizacji infrastruktury drogowej. W systemie jest zarejestrowanych 960 tys. samochodów korzystających z krajowych dróg. Właścicielami około 40 proc. są obcokrajowcy.

– Wysokość przychodów wynika ze stawek, które są dość niskie – ocenia Krzysztof Gorzkowski. – Szczelność systemu jest natomiast stuprocentowa, zatem zwiększenie przychodów może wynikać tylko z rozszerzania sieci dróg o kolejne, objęte opłatami odcinki. W tym roku będzie ich 150 km. Dzisiaj system ma 3150 km, a po rozszerzeniu – 3300. Docelowo, w 2018 roku takich odcinków powinno być 5–6 tys. km.

Nakłady inwestycyjne poniesione przez budżet państwa na budowę i uruchomienie systemu w sieci podstawowej (1560 km), jak wynika z informacji firmy Kapsch Telematic Services, wyniosły 0,96 mld zł. Dołączenie kolejnych 1585 km w następnych latach wymagało inwestycji w kwocie 0,16 mld zł. Całkowite nakłady inwestycyjne na infrastrukturę viaTOLL, będącą własnością Skarbu Państwa, wyniosły więc 1,129 mld zł. Z kolei koszty operacyjne, na które składają się m.in. obsługa punktów poboru opłat, sieci dystrybucji czy utrzymanie i zasilanie infrastruktury technicznej, wyniosły w sumie 1,082 mld zł. Oznacza to, że zysk netto KFD zamknął się w kwocie ponad 4,121 mld zł.

W Europie, jak zauważa Krzysztof Gorzkowski, krajowe systemy poboru opłat działają w dwóch kluczowych technologiach: satelitarnej oraz radiowej. Niektóre państwa takie jak Niemcy czy Słowacja mają system satelitarny, inne (m.in. Czechy, Austria czy Polska) – radiowy. Jak zaznacza oba mają swoje zalety i wady. Dodaje jednak, że z reguły kraj, który zainwestował wcześniej w jeden z systemów, nie myśli o jego zmianie, a o rozbudowywaniu jego funkcjonalności.

– Kierowcy przyzwyczajają się do konkretnej wersji systemu, więc jego zmiana byłaby rewolucją – zapewnia Gorzkowski. – Warto pamiętać, że dziś mamy prawie milion zarejestrowanych w systemie samochodów, a ich właściciele wnoszą opłaty. 60 proc. z nich to Polacy. Ulepszanie systemu jest zdecydowanie bardziej dla wszystkich korzystne.

Na przychody z systemu viaToll, składają się opłaty pobierane manualnie bądź za pośrednictwem urządzeń viaAuto od kierowców pojazdów osobowych na państwowych odcinkach płatnych autostrad A2 i A4. Do końca czerwca bieżącego roku sprzedano ponad 54 tys. urządzeń, które stanowią alternatywę dla manualnej opłaty. Dzięki viaAUTO za przejazd autostradą można płacić bez zatrzymywania się: wystarczy zwolnić i podjechać pod szlaban. Korzystający z takich płatności kierowcy pokonują place poboru pięć razy szybciej niż płacący tradycyjnie. Wkrótce liczba urządzeń może znacząco się zwiększyć. 8 lipca rusza promocja pod hasłem „Szerokiej Polski!”, w ramach której operator zaoferuje 70 tys. urządzeń w cenie 25 zł, przeszło cztery razy taniej.

– Kiedy startowaliśmy z usługą w 2012 roku mieliśmy sprzedanych kilka tysięcy urządzeń, dziś jest ich 50 tys. – wskazuje Gorzkowski. – W okolicy Gliwic A4 w ruchu lokalnym jest bezpłatna. Wcześniej mieszkańcy pobierali tam darmowe bilety, których w ubiegłym roku wydaliśmy ponad 2,5 mln. Obecnie viaAUTO jest tam traktowane jak pilot do bramy. Na tym przykładzie widać wyraźnie, jak efektywna jest elektronika versus manualny system poboru opłat.

Kontrakt firmy Kapsch na zarządzanie systemem kończy się w listopadzie 2018 roku. Wówczas zostanie wybrany nowy operator.

– Oczywiście będziemy startować w tym przetargu – zapowiada Krzysztof Gorzkowski. – Bez względu na to, czy wygramy, system pozostanie, bo został zbudowany, Skarb Państwa poniósł określone nakłady inwestycyjne, jest właścicielem i nikt rozsądny nie wyobraża sobie, aby miał zostać zmieniony w imię innej wizji.

W Polsce brakuje rozporządzeń dotyczących mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. To duży problem dla tego typu zakładów

CEO Magazyn Polska

Wymagania dotyczące prowadzenia mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów komunalnych nie są w Polsce szczegółowo określone. Resort środowiska nie przewiduje również wydania nowych przepisów w najbliższym czasie. To oznacza, że inwestorzy zarządzający zakładami nie mają podstaw technologicznych, wedle których mogliby wybrać optymalną technologię. Zmieniają się także funkcje instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów, które będą stanowić centra recyclingu.

– W styczniu tego roku została uchylona podstawa prawna funkcjonowania rozporządzenia w obszarze mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych (MBP). Był to bardzo ważny dokument dla branży odpadowej. Tworzył pewną płaszczyznę porównania technologii, dzięki czemu ustawodawca gwarantował jednolity sposób konkurencji między poszczególnymi instalacjami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Kubisz, dyrektor działu projektowo-konsultingowego w AK Nova, firmie działającej w obszarze gospodarki odpadami.

Tym samym nie ma w Polsce obecnie przepisów, które szczegółowo wskazują wymagania dotyczące prowadzenia tego sposobu przetwarzania odpadów komunalnych. Pod koniec poprzedniej kadencji trwały co prawda prace nad nowym rozporządzeniem, które zostało podpisane w listopadzie ubiegłego roku przez ówczesnego ministra, jednak nigdy nie weszło ono w życie.

– To bardzo duży problem pod względem wyzwań związanych z budową i modernizacją zakładów mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. Inwestorzy zarządzający zakładami nie mają podstaw technicznych, do których mogliby się bezpośrednio odwołać, aby dobrać optymalną technologie czy wybrać konkretne rozwiązania, które gwarantowałyby odpowiednią jakość wybieranego strumienia odpadów – przekonuje ekspert.

Choć podstawę mogą stanowić rozporządzenia unijne związane z minimalnymi ilościami odpadów, które należy pozyskać ze strumienia odpadów komunalnych zmieszanych, brakuje jednoznacznych przepisów. Co więcej, z zapowiedzi Ministerstwa Środowiska wynika, że w najbliższym czasie nie będzie też żadnych nowych przepisów w tym zakresie. Resort przekonuje, że wymagania dla instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania zamieszanych odpadów komunalnych zostały określone w dokumencie referencyjnym BAT dla przemysłu przetwarzania odpadów.

– Mam jednak wątpliwości, czy ten dokument można rzeczywiście traktować jako substytut rozporządzenia w sprawie mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów ze względu na dużą ogólnikowość. Konkluzje BAT skupiają się przede wszystkim na ujednoliceniu poziomów emisyjnych, które będą wymagane w państwach członkowskich bez podania planowanych czy promowanych rozwiązań technologicznych – ocenia Kubisz.

W najbliższym czasie zmianie ulegną też funkcje, jakie będą pełniły instalacje mechaniczno-biologiczne. Wpływ na to będą miały zmiany udziału odpadów komunalnych zmieszanych w stosunku do odpadów selektywnie zbieranych.

– Będą to instalacje stanowiące centra odzysku, recyklingu, które będą się koncentrować na doczyszczaniu frakcji selektywnie zebranych, bo ten strumień odpadów będzie rósł z roku na rok. W tym kierunku będą zmierzały technologie, które będą doskonaliły formę wybierania frakcji materiałowych, gwarantując jak najwyższą jakość i czystość wybieranego materiału – przekonuje ekspert AK Nova.

Z analizy Instytutu Sobieskiego wynika, że w 2014 roku recyklingowi zostało poddanych ok. 21 proc. zebranych odpadów komunalnych pochodzących z selektywnej zbiórki i wysortowanych ze zmieszanych odpadów komunalnych. Łącznie recyklingowi i biologicznemu przetwarzaniu poddano 31 proc. odpadów komunalnych. W starych krajach Unii Europejskiej udział odpadów komunalnych poddawanych recyklingowi lub kompostowaniu wzrósł z 31 proc. w 2004 roku do 42 proc. w 2014 roku.

Jak podkreśla ekspert, Polacy są coraz bardziej świadomi ekologicznie. Z ogólnopolskiego badania opinii społecznej przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Nasza Ziemia wynika, że ponad 90 proc. praktykuje selektywną zbiórkę odpadów.

– Również organizacja targów ekologicznych wskazuje na duże zainteresowanie nie tylko już branżystów, lecz także organizacji samorządowych, gmin, miast zagadnieniami ochrony środowiska. Po latach biernego przysłuchiwania się kwestiom odpadowym, gminy zaangażowały się w kwestie promowania czy edukacji ekologicznej ze szczególnym uwzględnieniem kwestii odpadowych – ocenia Łukasz Kubisz.

Ambasador Szwajcarii: Polska może zaistnieć w wielu niszach. Musi tylko zainwestować w innowacyjność

CEO Magazyn Polska

W dzisiejszym świecie, jeżeli nie jesteś innowacyjny, przegrywasz – przekonuje Andrej Motyl, ambasador Szwajcarii w Polsce. Podkreśla, że Polsce potrzebne są bodźce ze strony rządu. W gestii państwa powinny zostać jedynie największe, strategiczne firmy, do inwestycji w badania i rozwój należy też zachęcić prywatne firmy. Potrzebne jest też odbudowanie szkolnictwa zawodowego i stworzenie dobrego systemu uniwersyteckiego dla przyszłych naukowców.

– Innowacyjność jest obecnie wszystkim. Na świecie jest ponad miliard Chińczyków, którzy produkują taniej niż my. Wkładem może być innowacyjny element w łańcuchu produkcyjnym, np. ochrona przed cyberatakami. Macie w swoim kraju geniuszy IT. Jesteście jednym z najbardziej utalentowanych pod tym względem narodów w Europie. Istnieją nisze, w których możecie zaistnieć, ale musicie być innowacyjni i uparcie nad tym pracować – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrej Motyl, ambasador Szwajcarii w Polsce.

Aby polska innowacyjność mogła przyspieszyć, konieczne jest nie tylko znalezienie niszy, w których można zaistnieć, lecz także zdiagnozowanie problemów. Jednym z nich, jak wskazuje Motyl, jest zbyt duża kontrola państwa nad przedsiębiorstwami. Szacuje się, że wśród największych firm 70 proc. stanowią państwowe, a ogółem 20 proc. firm w Polsce to spółki należące do Skarbu Państwa. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych stanowią one 1 proc., a w Wielkiej Brytanii 0,2 proc.

– Potrzeba właściwych bodźców ze strony rządu. Jest za dużo firm, szczególnie wielkich koncernów, które są zależne od państwa. Nie może tak być, że firmą zarządzają biurokraci. Sam jestem urzędnikiem i wiem, co urzędnicy potrafią zrobić swoim gospodarkom. Konieczna jest prywatyzacja i włączenie firm do światowej gospodarki, tak by stawały się międzynarodowymi graczami – wskazuje ambasador Szwajcarii.

Zdaniem Motyla problemem są też zbyt niskie nakłady na innowacyjność, nie tylko państwa, lecz także prywatnych firm. W ostatnich latach Polska przeznaczyła na ten cel 30 mld zł. Obecnie na badania i rozwój nasz kraj przeznacza 0,9 proc. PKB, przy średniej europejskiej ponad dwukrotnie wyższej. Polska została pominięta w raporcie Komisji Europejskiej, który podsumowuje wydatki poszczególnych państw na ten cel.

– W Szwajcarii sektor prywatny wydaje więcej na badania i rozwój niż podatnicy. Nasz najlepszy uniwersytet w Lozannie dostaje 600 mln franków rocznie od rządu, ale też 400 mln ze źródeł prywatnych. Szwajcaria na badania i rozwój przeznacza 3 proc. , z czego 2 proc. stanowi wkład firm. Trzeba więc zachęcić państwowe firmy do takich inwestycji, ale muszą to być naprawdę dobre pomysły – wskazuje Motyl.

Ambasador podkreśla, że Polska ma duży potencjał, a naszą przewagą może być duży zasób siły roboczej. Wedle GUS w rolnictwie pracuje ok. 1,8 mln Polaków. Jeszcze w połowie lat 90. w rolnictwie pracowało blisko 3,5 mln Polaków, czyli 22 proc. wszystkich pracujących. Obecnie ich liczba spada, część osób w najbliższych latach może zasilić bardziej wydajne sektory gospodarki, a to może korzystnie wpłynąć na rozwój innowacyjności w naszym kraju.

Konieczna jest również modyfikacja edukacji, która powinna bardziej odpowiadać realiom rynku.

 – Każdy powinien szukać swoich własnych nisz i kształcić się w tym kierunku. Nie uważajcie szkolnictwa zawodowego za coś wstydliwego. Bez sensu jest studiowanie, po którym zostaje dyplom, ale nie można znaleźć pracy, ponieważ nikt tego nie potrzebuje. Jeśli nie masz kwalifikacji, żeby zostać naukowcem, postaw na kształcenie zawodowe. Ten sektor szkolnictwa trzeba w Polsce odbudować. Niemcy, Szwajcaria i Austria mają najlepsze systemy szkolnictwa zawodowego na świecie i należą również do najbardziej innowacyjnych państw świata – przekonuje ambasador.

Jeszcze na początku lat 90. zasadnicze szkoły zawodowe kończyło w Polsce 240 tys. absolwentów rocznie. Obecnie ich liczba oscyluje ok. 60 tys. Mimo że bezrobocie utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie, firmy narzekają na brak wykwalifikowanych kadr. To przede wszystkim efekt kształcenia, które nie przystaje do potrzeb rynku.

– Dwie trzecie Szwajcarów nie studiuje na uniwersytetach, ale i tak zarabiają trzy razy więcej niż Polacy, którzy kończą studia. Tak więc potrzebne jest odbudowanie szkolnictwa zawodowego i dobry system uniwersytecki dla tych, którzy chcą być naukowcami – wskazuje Andrej Motyl.