Przedsiębiorcy stawiający na przełomowe innowacje zwiększają zatrudnienie szybciej niż tradycyjne firmy

Ponad połowa wszystkich respondentów (59%) piątej edycji Światowego Badania Nowotworzonych Miejsc Pracy „Rewolucja w pracy”, przeprowadzonego przez EY, planuje zwiększyć zatrudnienie. To 25% więcej niż w 2015 roku. W grupie młodych przedsiębiorców (do 35 lat) aż 67% chce zatrudniać więcej osób w swoich firmach. 12% nowych miejsc pracy jest przewidzianych dla młodych ludzi, którzy dopiero rozpoczynają karierę zawodową.

Rewolucjoniści

Większość badanych – 52% – ocenia siebie jako rewolucjonistów, ponieważ swoją aktywnością całkowicie (tak twierdzi 17%) lub częściowo zmienili sektor, w którym działają. Dodatkowe 13% twierdzi, że są innowatorami, ponieważ w ciągu ostatniego roku stworzyli zupełnie nowy produkt, usługę lub model biznesowy.

Najczęściej mianem rewolucjonisty określają się młodzi przedsiębiorcy. Tak uważa 65% badanych, mających maksymalnie 35 lat. Wśród starszego pokolenia, czyli pięćdziesięciopięciolatków, tylko 27% myśli o sobie, jako o tych, którzy burzą stary porządek i tworzą nowy.

Najwięcej rewolucjonistów jest w Wielkiej Brytanii, Francji oraz w Indiach (22% wszystkich badanych w danym kraju) oraz w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, gdzie jest ich 23%. Potem kolejno: w Australii 21%, Brazylii 19%, Chinach 18% i w USA 16%.

– Co prawda postęp stwarza zagrożenie, że ludzi wykonujących rutynową pracę zastąpią algorytmy i roboty, ale najbardziej innowacyjni przedsiębiorcy planują stworzyć najwięcej miejsc pracy ze wszystkich badanych osób. To dowodzi, że kreatywna destrukcja ma się całkiem dobrze – mówi Bartosz Niedźwiedzki, Dyrektor w Grupie Zarządzania Innowacjami EY.

Rewolucjonistami są także największe firmy. Jedna trzecia respondentów o przychodach powyżej miliarda USD chętnie dołącza do grona młodych – gniewnych. Te firmy planują wzrost zatrudnienia i to w skali globalnej. 35% nowych miejsc pracy ma powstać poza ich tradycyjnymi rynkami. Najaktywniejsi są przedsiębiorcy z Chin, USA oraz Wielkiej Brytanii. Jedna trzecia z nich działa w sektorze przemysłu lub nowoczesnych technologii.

Zatrudnienie w ostatnim roku

85% firm zatrudniło w ostatnim roku tyle osób ile planowało albo nawet więcej. Przy czym 42% największych rewolucjonistów zwiększyło zatrudnienie o 20% ponad plan. To 3 razy więcej niż ogólny, globalny wzrost zatrudnienia. Wśród tradycyjnych przedsiębiorców tylko 16% zwiększyło liczbę pracowników o 20% więcej niż planowali. – Rewolucjoniści to zazwyczaj firmy na początku swojego rozwoju, mówi Marek Jarocki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. – Rozwijają się dynamicznie i szybko potrzebują nowych osób – dodaje. Najwięcej zatrudniać chcą firmy w Indiach, Chinach, Brazylii oraz Francji.

Plany zatrudnienia.jpg

Kobiety zatrudniają chętniej

Średni przewidywany wzrost zatrudnienia w najbliższych 12 miesiącach w firmach, którymi rządzą mężczyźni wynosi 8,3%, a w firmach kierowanych przez kobiety 10,9%, czyli o 1/3 więcej. Jeszcze większy wzrost zatrudniania planują młode właścicielki firm – aż o 16%. Jednocześnie przyznają, że wcale nie chciały stworzyć aż tylu nowych miejsc pracy. 43% z nich w ciągu ostatniego roku zatrudniło więcej osób niż pierwotnie zakładały. W przypadku mężczyzn zrobiło to 39%.

Dlaczego rośnie zatrudnienie?

Polepszająca się sytuacja gospodarcza oraz rządowe wsparcie przedsiębiorców to jeden z głównych powodów wzrostu zatrudnienia. Przede wszystkim jednak jest to zdobywanie nowych rynków przez innowatorów i rewolucjonistów. – Bo to właśnie rewolucjoniści wprowadzają nowe modele biznesowe, nowe produkty czy usługi, które są lepsze od tego, co oferują ich konkurenci – twierdzi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY.

Powody zwiekszania zatrudnienia.jpg

Dynamiczny rozwój nie dotyczy jedynie młodych przedsiębiorców. Uczestnicy konkursu EY Przedsiębiorca Roku, przeprowadzanego na całym świecie, są w grupie tych, którzy najprawdopodobniej stworzą nowe miejsca pracy. Wśród nich prawie 74% deklaruje zwiększenie zatrudnienia w najbliższym roku.

Sposoby rozwoju firm

Dla dużych korporacji podstawą rozwoju są fuzje i przejęcia – w ten sposób zdobywają dostęp do najważniejszych, z ich punktu widzenia, innowacji. Przedsiębiorcy natomiast są nastawieni na wzrost organiczny. Prawie połowa (49%) jako priorytet traktuje zidentyfikowanie i przyciągnięcie nowych klientów, przy czym prawie 30% z nich uznaje to za główne źródło wzrostu.

Dla 34% przedsiębiorców sposobem na dalszy rozwój jest tworzenie nowych produktów lub usług, a 32% nadzieję pokłada w znalezieniu nowych pracowników z pożądanymi umiejętnościami.

Tylko 1/4 podchodzi do rozwoju w sposób tradycyjny – poprzez sprzedaż już istniejących produktów swoim stałym klientom.

Globalna gospodarka i sytuacja geopolityczna

72% badanych przedsiębiorców uważa, że w ich kraju sytuacja ekonomiczna jest dobra. Stan globalnej gospodarki pozytywnie ocenia 67%. Tylko 17% wskazało niestabilność ekonomiczną w swoim kraju jako zagrożenie dla rozwoju firmy. 11% boi się lokalnej niestabilności politycznej, a światowej 10%.

– Niezależnie od tego, jak przedsiębiorcy oceniają wysiłki swoich rządów na rzecz stworzenia przychylnego im otoczenia, pozwalającego się rozwijać, to nasze badanie wyraźnie pokazuje, że polityki wspierające przedsiębiorców napędzają całą gospodarkę, mówi Marek Jarocki. – Przy czym, nie ma związku pomiędzy planami tworzenia nowych miejsc pracy a PKB kraju, w którym przedsiębiorcy działają – dodaje.

O badaniu

Respondentami 5. edycji Światowego Badania Nowotworzonych Miejsc Pracy było prawie 2700 przedsiębiorców z najważniejszych gospodarek świata: USA, Wielkiej Brytanii, Chin, Indii, Afryki Subsaharyjskiej oraz Północnej, Bliskiego Wschodu, Kanady, Brazylii, Japonii, Francji i Australii – w tym laureaci konkursu EY Przedsiębiorca Roku. 30% z nich ma mniej niż 35 lat. Po raz pierwszy w historii tego badania 40% respondentów stanowiły kobiety. Większość badanych przedsiębiorców działa w sektorze produkcji, nowoczesnych technologii, usług profesjonalnych, handlu, budownictwa oraz edukacji.

BioMaxima S.A. notuje wzrost przychodów w 1 półroczu 2016 r.

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, zakończyła pierwsze półrocze 2016 r. osiągnięciem przychodów ze sprzedaży na poziomie 11.263 tys. zł. Utrzymanie wzrostu przychodów jest rezultatem skutecznej realizacji przyjętej strategii rozwoju.

W pierwszych sześciu miesiącach 2015 r. wartość sprzedaży Emitenta sięgnęła poziomu 10.702 tys. zł. Wzrost przychodów w ujęciu rdr. o ponad 5% był efektem prowadzenia przez Spółkę efektywnej polityki sprzedażowej. BioMaxima S.A. zanotowała zwiększenie wartości sprzedaży praktycznie we wszystkich grupach produktowych. Bardzo duża dynamika wzrostu sięgająca blisko 24% została również osiągnięta przez Emitenta w wygranych postępowaniach przetargowych, których wartość netto w pierwszym półroczu 2016 r. wyniosła łącznie 4.737 tys. zł. Spółka wypracowała także w czerwcu br. wyższe przychody ze sprzedaży w eksporcie w porównaniu z analogicznym miesiącem 2015 r. i liczy, że uda jej się utrzymać ten pozytywny trend w kolejnych miesiącach tego roku. W listopadzie 2016 r. podczas targów Medica w Dusseldorfie BioMaxima S.A. zamierza zaprezentować swój pierwszy analizator biochemiczny, który od podstaw będzie produkowany w Lublinie.

„Liczymy, że produkowany przez nas analizator pozwoli zwiększyć dynamikę wzrostu sprzedaży, zwłaszcza eksportowej. Cieszy nas również fakt systematycznego wzrostu sprzedaży krajowej.” – ocenia Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Spółka wypłaci Akcjonariuszom dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy przypada na 31 sierpnia 2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 16 września 2016 r. Akcjonariusze BioMaxima S.A. otrzymają łącznie 608 tys. zł, czyli blisko 42% zysku netto wypracowanego w 2015 r. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.

BioMaxima S.A. zamierza kontynuować proces konsolidacji branży biotechnologicznej i w czerwcu 2016 r. podpisała list intencyjny w sprawie nabycia 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach – QIAS MED oraz ISTAR, które zajmują się sprzedażą aparatury, testów, odczynników, mikrobiologii oraz wyposażenia laboratoriów. Wartość całej transakcji ma wynieść 160 tys. EUR. Łączne przychody ze sprzedaży obu podmiotów za 2015 r. wyniosły ok. 770 tys. EUR, a ich zysk netto sięgnął ok. 86 tys. EUR. Spółka po finalizacji transakcji przejęcia zamierza rozpocząć proces konsolidacji tych spółek oraz własnej spółki Roco Sistem, powołując nowy podmiot – BioMaxima Romania srl. Ma to pozwolić na dalsze umacnianie jej pozycji na rynku rumuńskim.

BioMaxima S.A. jest polską firmą działającą w szeroko rozumianym obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Jest jednym z dwóch krajowych producentów odczynników do diagnostyki in vitro, jednym z trzech producentów podłoży mikrobiologicznych. Spółka jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak m.in. Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 40 rynkach. Strategia rozwoju Spółki zakłada prowadzenie działań konsolidacyjnych sektora biotechnologicznego.

Postępująca dywersyfikacja dystrybucji systemów HVAC w Polsce

Podejmując decyzję o wyborze miejsca zakupu produktów z branży HVAC, firmy instalatorskie coraz częściej kierują się ku lokalnemu dystrybutorowi, bądź też decydują się na zakup produktów bezpośrednio od producenta, co w dużej mierze powodowane jest względami cenowymi. Firmy instalatorskie coraz mniej zależne są więc od hurtowni budowlanych, które w najbliższych latach pozostaną jednak wiodącym kanałem dystrybucji na rynku HVAC.

 

Na potrzeby raportu „Rynek HVAC w Polsce 2016 – Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, firma badawcza PMR przeprowadziła trzecią już edycję badania wśród ponad 300 firm budowlanych zajmujących się instalowaniem systemów grzewczych, wentylacyjnych oraz klimatyzacyjnych. Jak pokazują wyniki najnowszego badania, nadal ponad trzy czwarte firm instalatorskich wskazuje hurtownie jako podstawowe źródło zapatrzenia w produkty z branży HVAC. Na zakup w hurtowniach najczęściej decydują się firmy specjalizujące się w instalacjach grzewczych oraz wentylacyjnych (odpowiednio 82% oraz 76% wskazań). Ponadto, zakupy w hurtowniach to domena mniejszych podmiotów, zatrudniających do 10 pracowników (79% wskazań w stosunku do 55% odnotowanych wśród większych firm, liczących co najmniej 10 pracowników).

Zauważyć jednak można postępującą dywersyfikację kanałów dystrybucji i wzrost znaczenia kanałów innych niż hurtownie. Co piąta badana firma zadeklarowała, że instalowany przez nich sprzęt pochodzi bezpośrednio od producentów systemów HVAC. Tym samym w porównaniu do ostatniej fali badania zaobserwowano dwukrotny wzrost popularności tej kategorii. Zakupy bezpośrednio od producenta deklarowało aż 36% firm specjalizujących się w pracach wentylacyjnych a także 34% firm zatrudniających co najmniej dziesięciu pracowników.

Lokalnych dystrybutorów wybiera co piąte badane przedsiębiorstwo (19%, czyli o 8 p.p. więcej niż w poprzedniej fali badania), przy czym na zakupy u lokalnych dystrybutorów decyduje się aż 37% firm skupiających się na pracach związanych z montażem klimatyzacji.Rynek HVAC w Polsce 2016

Patrząc globalnie, nadal kluczowym czynnikiem decydującym o wyborze konkretnego źródła zaopatrzenia w systemy HVAC jest konkurencyjny poziom cen. Na taką odpowiedź wskazało sześć na dziesięć badanych firm (62%, czyli o 5 p.p. więcej niż w poprzedniej fali badania). Korzystny poziom cen to zdecydowanie najważniejszy czynnik, którym kierują się firmy decydujące się na zakup systemów bezpośrednio u producentów (76%). Atrakcyjne ceny, spowodowane niższym poziomem marży, to główna przyczyna podwojenia popularności tego kanału dystrybucji na przestrzeni trzech ostatnich lat.

Drugim istotnym czynnikiem, który wpływa na wybór dostawcy jest bogactwo oferty (29% wskazań, czyli o 14 p.p. więcej niż w badaniu z 2013 r.). Czynnik ten ma natomiast marginalne znaczenie wśród firm, które zaopatrują się u producentów (11% w porównaniu do 32% wśród kupujących od lokalnych dystrybutorów oraz 29% wśród wybierających hurtownie budowlane).

Niemal co czwarte przedsiębiorstwo wybiera dane źródło zapatrzenia z powodu dogodnej lokalizacji, a co piąte kieruje się jakością oferowanych produktów. Korzystna lokalizacja jest szczególnie ważna dla firm kupujących rozwiązania HVAC w hurtowniach (25%) oraz od lokalnych dystrybutorów (19%), natomiast ma marginalne znaczenie dla tych, decydujących się na zakup bezpośrednio u producenta.

Jak pokazują wyniki najnowszego badania, w segmencie ogrzewania zauważyć można także postępującą specjalizację, tj. firmy instalatorskie skupiają się raczej na jednym typie działalności, niż na oferowaniu szerszego wachlarza usług swoim klientom, obejmującego także wentylację i klimatyzację.

Z kolei firmy, których główny obszar działalności polega na montażu wentylacji, starają się dywersyfikować segmenty działalności – ponad połowa z nich zajmuje się również instalacją klimatyzacji (57%) oraz ogrzewania (53%).

Co ciekawe, prawie wszystkie większe przedsiębiorstwa specjalizujące się w wentylacji oferują swoim klientom również montaż systemów klimatyzacyjnych (95% w stosunku do 56% odnotowanych wśród mniejszych firm).

Natomiast firmy, których główny profil działalności dotyczy instalowania klimatyzacji, bardzo często zajmują się również montażem systemów wentylacyjnych (75% przypadków). Wynik ten nie może zaskakiwać, ponieważ to dwa typy prac ściśle powiązane ze sobą. Dodatkowo, co trzecia firma (30%) oferuje swoim klientom instalacje ogrzewania.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek HVAC w Polsce 2016.

Autor raportu: Bartłomiej Sosna

Sektor BPO/SSC kreuje popyt na biura

Lwią część powierzchni biurowej w Polsce wynajmują firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, który wzrasta w tempie, o którym inne branże mogą tylko marzyć 

Polski rynek biurowy, który na przełomie roku oferował ponad 7,5 mln mkw. powierzchni, nie ma sobie równych w Europie Środkowo-Wschodniej. Rozwija się najlepiej w regionie, w dużym stopniu dzięki sektorowi nowoczesnych usług dla biznesu, który jest jednym z największych najemców powierzchni w powstających w naszym kraju obiektach.

W miastach regionalnych poza Warszawą firmy z tej branży podpisały umowy na ponad połowę biur, które zostały wynajęte w ubiegłym roku, wynika z najnowszego raportu ABSL. Jak przyznają specjaliści Walter Herz, inwestorzy liczą, że sektor BPO/SSC nadal pozostanie aktywny i będzie zgłaszał zapotrzebowanie na powierzchnię biurową na podobnym poziomie, jak dotychczas. W największych aglomeracjach w kraju w realizowanych projektach czeka na najemców około 1,5 miliona mkw. biur.

Jedną czwartą biur bierze sektor obsługi biznesu

W minionym roku rynek biurowy świętował duży sukces. Odnotował najlepszy rezultat pod względem ilości wynajętej powierzchni w całej swojej historii. Do najemców trafiło ponad 1,5 miliona mkw. biur, o ponad 40 proc. więcej niż rok wcześniej. Ponad 370 tys. powierzchni wynajętej poza Warszawą przypadła w udziale firmom świadczącym nowoczesne usługi dla biznesu.

W Krakowie i Wrocławiu, w których sektor BPO/SSC rozwija swoją działalność najprężniej, firmy outsourcingowe wynajęły po ponad 70 proc. powierzchni biurowej, na którą w 2015 roku podpisano umowy, podkreślają autorzy raportu. Jak wynika z opracowania, zeszłoroczny popyt na biura w Krakowie wyniósł około 226 tys. mkw., a we Wrocławiu 127 tys. mkw. To rekordowe osiągnięcia dla tych rynków. Analitycy Walter Herz zauważają, że w gronie miast, w których  najchętniej lokują się firmy z segmentu nowoczesnych usług dla biznesu plasuje się także Trójmiasto. W pierwszych trzech miesiącach br. firmy sektorowe wynajęły ponad połowę powierzchni, która znalazła najemców na tym rynku.

Zatrudnienie w sektorze BPO/SSC  rośnie 25 proc. rocznie

Tak świetny, ubiegłoroczny poziom najmu na rynku biurowym nie byłby możliwy bez udziału sektora BPO/SSC. Analitycy uważają, że do sukcesu przyczyniła się także bogata oferta i obniżające się stawki czynszowe. Analizując dane zawarte w opublikowanym raporcie Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), nie trudno zauważyć, że nowoczesne usługi dla biznesu to segment polskiej gospodarki, który należy do najszybciej rosnących w naszym kraju.

W centrach BPO, SSC, IT, R&D zatrudnionych jest 212 tys. osób. Na przestrzeni ostatniego roku zatrudnienie wzrosło o jedną czwartą. Około 177 tys. osób pracuje w centrach z kapitałem zagranicznym, a 35 tys. w firmach polskich. Firmy zagraniczne odpowiadają za ponad 80 proc. zatrudnienia w sektorze.

936 centrów obsługujących biznes

Prognozy zawarte w analizie ABSL wskazują, że do 2020 roku zatrudnienie w branży ma wzrosnąć do 300 tys. osób. Na realizację tych przewidywań są duże szanse, szczególnie że Mateusz Morawiecki deklaruje, że rząd będzie wspierał te gałąź polskiej gospodarki. Prezes  Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych potwierdza zaś, że Polska jest dziś tak samo atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów jak pięć, czy dziesięć lat temu.

Z danych ABSL wynika, że pod względem liczby centrów świadczących nowoczesne usługi dla biznesu Kraków ustępuje jedynie Warszawie, nie mniej w Krakowie sektor zatrudnia najwięcej osób. W Polsce działa 936 centrów usług, w tym ponad dwie trzecie zagranicznych. Najwięcej, 155 ośrodków znajduje się w Warszawie. W gronie miast skupiających ponad 100 centrów jest również Kraków, Wrocław i Trójmiasto.

Ponad 50 tys. osób zatrudnionych w centrach krakowskich

Zdecydowanym liderem pod względem zatrudnienia w sektorze pozostaje Kraków, w którym w centrach usług pracuje już ponad 50 tys. osób. Dzięki temu stolica Małopolski jest także najważniejszym ośrodkiem usług biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Kraków wiedzie prym jeśli chodzi o centra SSC i BPO, a nieco słabiej wypada w porównaniu z innymi aglomeracjami pod względem usług w zakresie IT i R&D.

O firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, poza Krakowem walczą przede wszystkim właściciele obiektów biurowych w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Katowicach i Poznaniu. Mniejsze miasta także przyciągają firmy sektorowe. Do lokalizacji, w których najchętniej rozpoczynają działalność centra usług należy m.in. Rzeszów, Szczecin, Lublin, Bydgoszcz i Toruń.

Obsługa zaawansowanych procesów

Zagranicznych inwestorów przyciąga do naszego kraju głównie świetnie wykwalifikowana kadra wybijająca się umiejętnościami i efektywnością. Przygotowanie i doświadczenie wielu osób, które zdobywały je w ciągu ostatnich 10 lat rozwoju sektora w Polsce sprawia, że świadczymy teraz wysoko zaawansowane usługi outsourcingowe i to właśnie w naszym kraju obsługiwane są skomplikowane procesy.

Nowi inwestorzy śledzą sukcesy firm, które od dawna są obecne w Polsce i przenoszą działalność do naszego kraju. Dla nas rozwój sektora oznacza przede wszystkim możliwość pozyskania dziesiątek tysięcy miejsc pracy. Dzięki tak szybkiemu rozwojowi branża silnie stymuluje także wzrost rynku biurowego w naszym kraju, kreując popyt na setki tysięcy mkw. powierzchni.

Autor: Walter Herz

Większość polskich przedsiębiorców nie mierzy efektywności pracy w swojej firmie

Ponad połowa polskich przedsiębiorstw nie jest dojrzała procesowo. To oznacza, że nie mają one rozpisanych poszczególnych procesów (działań) w firmie, nie potrafią ich kontrolować, a nawet mierzyć ich efektywności. – Utrudnia im to walkę z silniejszą, zagraniczną konkurencją, gdzie zarządzanie procesami w oparciu o nowoczesne rozwiązania IT to już standard  – uważają eksperci.

Takie wnioski płyną z badania dla spółki Macrologic, polskiego dostawcy systemów klasy ERP przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinie. Ankieterzy zapytali polskich przedsiębiorców o to, jak zarządzane są ich firmy. Chcieli dowiedzieć się przede wszystkim tego, jak wielu z nich prowadzi swój biznes w oparciu o rozpisane tzw. procesy, na podstawie których można mierzyć efektywność działania pracowników i całego przedsiębiorstwa oraz czy potrafią je monitorować i czy pomocne dla nich są w tym specjalistyczne systemy informatyczne.

Przedsiębiorstwa w Polsce a ich dojrzałość procesowa 

Jedynie 45 proc. przedsiębiorców zadeklarowało, że ich firma jest dojrzała procesowo. To znaczy, że ich działalność opiera się na realizacji określonych procesów biznesowych — potrafią je w pełni zidentyfikować, kontrolować, a w zarządzaniu nimi wspierają się narzędziami informatycznymi. Wśród tych przedsiębiorstw 40 proc. z nich posiada system wskaźników opisujących efektywność działań — zarówno zatrudnionych osób, jak i całej organizacji.  A 73 proc. czynności w procesach w tych firmach jest opisywanych dla ról, które może pełnić każdy, odpowiednio przeszkolony pracownik.

– Takie podejście ułatwia przedsiębiorcy sprawniej i efektywniej zarządzać swoim przedsiębiorstwem. Firmy dojrzałe procesowo lepiej radzą sobie na rynku w walce z konkurencją niż te bez opisanych procesów – twierdzi Renata Łukasik, dyrektor ds. oprogramowania w firmie Macrologic SA i dodaje:

– Skostniała struktura organizacji charakteryzująca się zarządzaniem silosowym może być dużym zagrożeniem dla rozwoju biznesu. Niestety wciąż wiele firm w Polsce nie rozumie i nie wykorzystuje  zalet zarządzania procesowego.

Które firmy w Polsce są najbardziej dojrzałe procesowo? Z badania wynika, że im większe przedsiębiorstwo, tym świadomość procesów jest większa, a zatem najbardziej dojrzałe procesowo są przede wszystkim duże organizacje, często o zasięgu globalnym. Badanie pokazało również, że bardziej świadome procesów są firmy zajmujące się produkcją oraz usługami.Może to wynikać z faktu, że w wybranych obszarach tych sektorów procesowość, która jest odzwierciedlona w systemie ERP jest niezbędna. A przede wszystkim dotyczy ona działów wewnętrznych tj.: księgowości, kadry i płac, sprzedaży czy logistyki wyjaśnia Renata Łukasik.

Procesy rozpisane są także w tych przedsiębiorstwach usługowych, które na stałe współpracują z dużymi koncernami zagranicznymi, wymagającymi standaryzacji działania firmy.

Niewielka dojrzałość procesowa charakteryzuje przedsiębiorstwa handlowe, jednostki samorządowe oraz naukowe. Co ciekawe, z badania wynika, że istnieją również takie organizacje, które mają opisane procesy, ale realizują swoje zadania według całkiem innych reguł.

Polska w tyle za Europą

Wyniki badania dla Macrologic dowodzą, że Polska w kontekście zarządzania procesowego pozostaje w tyle w porównaniu z krajami europejskimi. Zdaniem Renaty Łukasik mają na to wpływ przede wszystkim uwarunkowania historyczne, mentalne, kulturowe w naszym kraju oraz fakt, że przedsiębiorczość w naszym kraju miała krótszy czas na rozwój i przemiany.  – Bariery te uniemożliwiają wprowadzenie pewnych koncepcji i zmian w organizacji. Jednak chcąc istnieć i przetrwać, zarządzający i przedsiębiorcy muszą myśleć o dostosowaniu narzędzi do tego, aby organizacja mogła reagować na stale zachodzące zmiany w otoczeniu – zaznacza Renata Łukasik z Macrologic SA.

 

 

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC przyjęła prognozę finansową na 2016 r.

Zarząd emitenta przewiduje w 2016 r. przychody na poziomie 6 mln zł i zysk netto wielkości 400 tys. zł. Oznacza to wzrost obu pozycji o ponad 10 proc. r/r. Założenia mają być zrealizowane poprzez zwiększenie zasięgu biznesu, jego skuteczności i dywersyfikacji produktów.

„Zwiększamy udziały w rynku wierzytelności B2B rozbudowując biznes i poprawiając jego marżowość. Mocno rozwijamy usługi faktoringu korzystając z dobrej koniunktury,
a skupiamy się na rosnącym zainteresowaniu produktem segmentu mikroprzedsiębiorstw. Część zysku reinwestujemy w zakupy atrakcyjnych, wyselekcjonowanych wierzytelności – ich windykacja przynosi wysoki zwrot. W prognozie finansowej jesteśmy ostrożni – zakładamy jedynie 10 proc. wzrost, gdy tylko w 2015 r. urośliśmy w przychodach r/r ponad 15 proc. mając uboższą ofertę.”
– mówi Remigiusz Brzeziński, prezes zarządu Kancelarii Prawnej – Inkaso WEC.

Spółka czerpie przychody ze zdywersyfikowanej oferty obejmującej zarządzanie wierzytelnościami ze wszystkimi rodzajami faktoringu, windykacji, ale także zastępstw procesowych i szkoleń prawnych, czym szczególnie zainteresowane są najmniejsze firmy.

Przyjęty przez emitenta model biznesowy zakłada usprawnienie procesów odzyskiwania należności dla klientów – przełoży się to na skrócenie czasu oczekiwania klientów na należne środki, co jest szczególnie istotne dla sektora MSP.

Dzięki konsekwentnej realizacji założeń biznesowych, w ciągu ostatnich dwóch lat Kancelaria Prawna – Inkaso WEC zwiększyła marżowość biznesu o ponad 130 proc. Przypomnijmy, że po I kw. br.  spółka odnotowała 143 tys. zł skonsolidowanego zysku netto, przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.295 tys. zł.

Brexit, zamach i Putin, czyli turecka stabilizacja – Termometr Inwestycyjny Union Investment TFI

W obliczu okołobrexitowego niepokoju zdecydowanie najsilniejszy okazał się indeks tureckiej giełdy. Nie wzruszył go również zamach w Stambule, za to porozumienie na linii Turcja-Rosja umocniło stabilizację.

Rynki zaskakująco szybko podniosły się po brexitowym trzęsieniu ziemi. W ciągu tygodnia po głosowaniu ceny większości akcji wróciły do poziomów sprzed referendum, a życie wydaje się toczyć swoim, dotychczasowym niestabilnym torem.

Pierwsze reakcje były jednak gwałtowne. W początkowej fazie szczególnie nerwowo zareagowała sama Wielka Brytania. Kurs funta brytyjskiego załamał się i w piątek rano spadł w stosunku do dolara do najniższego poziomu od 30 lat, tracąc momentami nawet ponad 10 proc. Było to jedno z największych dziennych załamań brytyjskiej waluty w historii. Wyniki referendum dotkliwie odbiły się na notowaniach niemal wszystkich aktywów i rynków. Niemal wszystkich – bo na niektórych giełdach Brexit nie wywarł większego wrażenia.

W obliczu niepokoju realtywnie mocny okazał się indeks tureckiej giełdy. W wycenach tureckich akcji nie zauważyliśmy istotnego wpływu Brexitu, pozostały one niewzruszone również po zamachu na stambulskim lotnisku. Odbił się echem na scenie międzynarodowej i wzbudził jej niepokój, jednak nie zaszkodził inwestorom. Negatywnie zareagowały m.in. akcje tureckiego przewoźnika Turkish Airlines. Dzień po zamachu spadek wyceny walorów linii lotniczych wyniósł 3,2 proc, a operatora portu lotniczego, TAV Havalimanlari Holding ponad 4 proc.

Dobra koniunktura na tureckim rynku przejawia się także w kursach walut. Lira turecka umocniła się zarówno w stosunku do złotego, jak i amerykańskiego dolara czy euro. Wśród czynników, które korzystnie wpływają na ocenę Turcji są również tempo wzrostu PKB, a także prognozowane atrakcyjne stopy dywidendy oraz wzrosty zysków tureckich spółek. Niebanalne znaczenie dla tureckiej giełdy ma również stabilizacja stosunków turecko-rosyjskich. W ostatnim czasie nastąpiło na tej linii nieoczekiwane ocieplenie. Według ostatnich doniesień Władimir Putin i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, po raz pierwszy od ubiegłorocznego zestrzelenia rosyjskiego bombowca przez tureckie siły powietrzne, rozmawiali przez telefon. W efekcie tego Putin zapowiedział normalizację stosunków oraz zniesienie embarga turystycznego, co jest niewątpliwie bardzo korzystne dla gospodarki tureckiej.

Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Mark Carney spycha funta szterlinga na nowe minima

Mark Carney spycha funta szterlinga na nowe minima 1

Po konferencji Prezesa Banku Anglii funt szterling zanotował nowe minimum, poniżej najważniejsze rzeczy, o których mieliśmy okazje się dowiedzieć:

  • Słabszy funt szterling będzie oddziaływał pozytywnie na eksport
  • Ryzyko na rynku nieruchomości mogą zaostrzyć warunki udzielania kredytów
  • Brexit spowolni inwestycje
  • BoE jest w stanie zapewnić dodatkową płynność rynku

Dzisiaj Bank of England podjął również pierwsze kroki w celu poprawienia sytuacji na rynku. Został obniżony bufor kapitałowy z poziomu 0,5% do 0%, jego obniżenie zwiększy akcję kredytową banków o 150 mildiardów funtów. Mark Carney zapewnia rynki, że jest gotowy do wprowadzenia dalszych narzędzi w celu zapewnienia stabilności finansowej.

Po konferencji funt szterling nie reagował, jednakże teraz przebija się przez po-Brexitowe minima. Bazowym scenariuszem pozostanie dalsza wyprzedaż GBP na rzecz USD.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Funt szterling ponownie przeceniony

Funt szterling ponownie przeceniony 2

Dzisiaj obserwujemy ponowną przecenę funta szterlinga. Brytyjska waluta traci na wartości po słabszym odczycie indeksu PMI dla usług. Para GBP/USD ponownie zbliżyła się w okolice widziane ponad 30 lat temu.

W samo południe swoje wystąpienie miał prezes Banku Anglii Mark Carney. Szef BoE powiedział, że sytuacja gospodarstw domowych może się pogorszyć ze względu na trudniejsze perspektywy gospodarcze. Jednym z rozwiązań ma być obniżenie wymogów kapitałowych dla banków. MPC (Monetary Policy Committee) mógłby zredukować tak zwany bufor antycykliczny, który ma na celu złagodzenie wahań poziomu kredytu w gospodarce. Bufor miałby zostać zredukowany do zera z poziomu 0,5%, co zwiększyłoby zdolność kredytowania firm i gospodarstw domowych.

Indeks FTSE 100 obecnie wyszedł nad kreskę zyskując niecałe pół procent. Pozostałe główne giełdy w Europie na czerwono, co może być związany z realizacją zysków po bardzo udanym minionym tygodniu.

Ponadto dzisiaj zostały opublikowane indeksy PMI dla usług m.in. z Niemiec oraz całej Strefy Euro, które okazały się lepsze od prognoz. EUR/USD lekko idzie do góry, choć wzrost jest symboliczny i może świadczyć, że w najbliższym czasie powrócimy do ruchu w dół na głównej parze walutowej. Oczekiwania odnośnie jeszcze mocniejszego poluzowania polityki pieniężnej przez EBC i niestabilna sytuacja w UE w związku z Brexitem powinny osłabiać euro.

PLN

Drugi dzień z rzędu polski złoty traci na wartości w związku z nieco gorszymi nastrojami na rynkach. Niemniej jednak na parze EUR/PLN nie udało się przełamać poziomu 4,45 i w najbliższym czasie powinniśmy pozostać pod tym obszarem. Kurs pary USD/PLN prawdopodobnie będzie zmierzać w stronę 4 złoty, a frank pozostanie w okolicach 4,10. Jutro odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie należy oczekiwać żadnych ruchów ze strony banku, co prawdopodobnie nie będzie mieć żadnego wpływu na pary z polskim złotym.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

MdM: Tymczasowy koniec pieniędzy na 2017 rok

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Na koniec czerwca w programie Mieszkanie dla Młodych wykorzystano już prawie wszystkie środki dostępne obecnie na 2017 rok. 5 lipca BGK zaprzestał przyjmowania wniosków o dopłaty na przyszły rok, tych na 2016 nie ma już dawno, zatem klienci będą mogli kupować tylko mieszkania z dopłatą z puli na 2018 rok.

Bank Gospodarstwa Krajowego od połowy marca nie przyjmuje wniosków o dofinansowanie w ramach Mieszkania dla Młodych wypłacane w tym roku, gdyż pula środków wyczerpała się. Od dziś nie można też wnioskować o dopłatę na przyszły rok, zostaną one odblokowane 1 stycznia przyszłego roku.

Z najnowszych danych opublikowanych przez BGK wynika, że w czerwcu osoby zainteresowane nimi, tłumnie podążyły do banków z wnioskami na dofinansowanie z przyszłorocznej puli. W ciągu miesiąca do BGK trafiły wnioski o łączną kwotę ponad 114 mln zł. To największa sprzedać kredytów od marca, kiedy to wielkimi krokami zbliżało się wyczerpanie limitu na 2016 rok.

Od 5 lipca br. dostępne są tylko środki z wypłatą w 2018 r., co znacząco zmniejsza grono potencjalnych beneficjentów. Znalezienie odpowiedniego mieszkania będzie bowiem jeszcze trudniejsze niż dotąd. Kupujący nieruchomość na rynku pierwotnym muszą zawęzić obszar poszukiwań do mieszkań z takim harmonogramem płatności, by ostatnia transza była zaplanowana na 2018 r. Takie lokale oczywiście znajdują się w ofercie deweloperów, ale nie każdy kupujący chce czekać na mieszkanie półtora roku lub więcej.

Nadchodzi zastój na rynku wtórnym

Znacznie trudniej będą miały osoby kupujące mieszkanie na rynku wtórnym, bo mało który sprzedający jest zainteresowany podpisaniem umowy, na mocy której część środków zostanie mu wypłacona dopiero w 2018 roku. Deweloperzy są bardziej skorzy do pójścia na ustępstwo w kwestii harmonogramu płatności, spodziewamy się więc, że do końca roku w MdM sprzedawać się będą głównie mieszkania nowe.

1 stycznia 2017 r. odblokowana zostanie druga połowa środków na 2017 r., rynek wtórny wróci więc wówczas do gry, przynajmniej do czasu, gdy i ta pula zostanie wyczerpana, co prawdopodobnie stanie się najpóźniej na początku wiosny, znów do wzięcia będą tylko pieniądze na 2018 r. tak długo aż się nie skończą, a patrząc na popularność dopłat, nastąpi to na pewno przed końcem 2017 r. W efekcie prawdopodobne jest, że w drugiej części 2017 r. wnioski o dopłaty w ogóle nie będą przyjmowane.

1,8 mld wykorzystanych dopłat

Od początku 2014 r. (wtedy program został uruchomiony) zainteresowani złożyli wnioski na dopłaty na łączną kwotę niemal 1,8 mld zł. Chętni na kredyt z dopłatą (wnioski można składać do 31 grudnia 2018 r.) w ramach MdM muszą udać się do jednego z 14 banków, które mają podpisane umowy z BGK. Wśród nich są m.in. PKO BP, Pekao SA, Getin Noble Bank, Bank Millennium, Deutsche Bank Polska i Bank Zachodni WBK. Uzyskać dofinansowanie mogą osoby do 35 roku życia kupujące na kredyt swoje pierwsze mieszkanie, które powinno spełniać warunek cenowy (limity ceny metra kwadratowego dla danego obszaru) i powierzchniowy. Łatwiej mają rodziny wielodzietne, których nie dotyczy zasada pierwszego mieszkania, mogą kupić większą nieruchomość i otrzymać znacznie wyższą dopłatę.

Marcin Krasoń, Home Broker

Złoto – w oczekiwaniu na korektę

Chart GOLD, D1, 2016.07.05 08:03 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Notowania złota po raz kolejny zbliżyły się do po-Brexitowych notowań, czyli w okolicę 1350 USD za uncję. W krótkim terminie, po tak mocnym wyskoku ceny, z jakim mieliśmy do czynienia należy spodziewać się odreagowania. Zatem złoto jest drogie, jednak tylko w krótkim terminie. Oscylator stochastyczny znajduje się powyżej poziomu 80, oznacza to, że rynek jest krótkoterminowo wykupiony.

Pomimo tego w długim terminie powinno dojść do kontynuacji trendu wzrostowego. Jeżeli dojdzie do korekty, to nie powinna zejść poniżej najbliższej strefy popytu 1291-1305.

W długim terminie wzrosty powinny zostać utrzymane za sprawą ekspansywnej polityki pieniężnej oraz zawieruchą finansową na rynku globalnym.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wyższe koszty pracy i rosnąca płaca minimalna wpłyną na wzrost cen za usługi ochrony

W 2015 roku rynek ochrony fizycznej w Polsce (największy z segmentów branży ochrony osób i mienia) wart był 6,6 mld zł. W 2016 roku prognozowany jest wzrost o 9 proc., a w przyszłym roku aż o 12 proc. – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte przy wsparciu Polskiego Związku Pracodawców Ochrona oraz Polskiej Izby Ochrony. W związku z obowiązkiem odprowadzania składki ZUS od umów zleceń wzrosły koszty działalności firm ochroniarskich, co przełożyło się na wzrost cen za usługi ochrony fizycznej. Jak wynika z badania, średnio 65 proc. klientów firm ochroniarskich zgodziło się w 2016 roku na wzrost stawki za roboczogodzinę. Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej za pracę w 2017 roku spowoduje dalsze wzrosty cen oraz redukcję liczby roboczogodzin przez klientów.

Od stycznia tego roku umowy zlecenia podlegają obowiązkowi odprowadzania składki ZUS do wysokości płacy minimalnej, co spowodowało znaczący wzrost kosztów pracy osób zatrudnionych na takich zasadach. Od początku 2017 roku rząd planuje również wprowadzenie minimalnej stawki za godzinę pracy na poziomie 12 zł brutto. Jedną z branż, która już odczuła i odczuje kolejne znaczące zmiany kosztów pracy jest branża ochroniarska.

„Wśród firm zrzeszonych w Polskim Związku Pracodawców Ochrona oraz Polskiej Izbie Ochrony przeprowadziliśmy badanie, które miało na celu oszacowanie wpływu tych zmian na kondycję branży. Jedno z ważniejszych pytań dotyczyło tego, jaki odsetek klientów firm ochroniarskich zgodził się na podwyżkę stawki za roboczogodzinę w wyniku renegocjacji umów związanej ze zmianami w przepisach prawa. Z badania wynika, że średnio 65 proc. klientów zaakceptowało podwyżki cen wynikające ze zmian w prawie” – wyjaśnia Anita Bielańska, Senior Manager z Zespołu Strategy and Operations, dział Konsultingu Deloitte.

Z ankiety wynika, że ceny za roboczogodzinę dla klientów komercyjnych wzrosły w 2016 roku średnio o 18 proc. Jednocześnie wzrost cen dla klientów z sektora publicznego był niższy i wyniósł 16 proc., przy czym aż połowa ankietowanych firm z branży ochrony wskazała na wzrost cen dla klientów zamawiających w trybie ustawy o zamówieniach publicznych na poziomie poniżej 10 proc.

Branża ochrony oczekuje, że wprowadzenie planowej przez rząd minimalnej płacy 12 zł brutto za godzinę spowoduje kolejny znaczący wzrost średniej stawki za roboczogodzinę. Wzrost szacowany jest na około 30 proc. Wywiady z klientami branży ochrony osób i mienia potwierdzają, iż klienci spodziewają się kolejnej renegocjacji umów oraz wzrostu cen do poziomu 15-20 zł za roboczogodzinę.

Obowiązek odprowadzania składek ZUS spowodował dla większości ankietowanych przedstawicieli firm ochroniarskich spadek liczby roboczogodzin w 2016 roku. W ich ocenie średni spadek wyniósł około 12 proc. W efekcie wzrostu cen za usługi ochroniarskie w 2017 roku (w wyniku wprowadzenia przez rząd minimalnej płacy 12 zł brutto za godzinę) zdecydowana większość ankietowanych przedstawicieli branży spodziewa się dalszego znaczącego spadku liczby roboczogodzin. Według nich spadek ten będzie większy niż w przypadku wprowadzenia ozusowania umów zleceń i wyniesie około 20 proc.

“Wprowadzenie następnych regulacji znacząco zwiększających koszt pracy odczują szczególnie klienci sektorów usługowych między innymi usług ochrony, sprzątania, cateringu itp. W tym także firmy oraz instytucje zamawiające usługi w trybie ustawy o zamówieniach publicznych. Za te usługi klienci będą musieli zapłacić znacząco więcej, czasami nawet ponad 50 proc. więcej. Jednym z efektów będzie następna fala zwolnień w branży, w szczególności wśród najsłabiej zarabiających. W przypadku branży ochrony zmiany te przyspieszą również nieunikniony proces inwestycji przez klientów w nowoczesne technologie monitoringu i ochrony. Liderzy rynku, którzy szybko dostosują się do nowych przepisów, będą ich beneficjentami w dłuższym terminie” – zauważa Jacek Pogonowski, Prezes Konsalnet Holding S.A.

Z szacunków Deloitte wynika, że rynek ochrony fizycznej w Polsce w 2015 roku był wart około 6,6 mld zł. „W tym roku będzie to już 7,2 mld zł, a w przyszłym 8 mld zł. Wzrost rynku będzie w największym stopniu napędzany przez wzrost cen w wyniku zmian prawnych w 2016 i 2017 roku, który zostanie częściowo zredukowany przez spadek liczby roboczogodzin” – wyjaśnia Anita Bielańska.

„Prognoza wzrostu rynku usług ochrony osób i mienia w chwili tak dużych zmian w prawie pracy,
to z pewnością bardzo dobra informacja. Klienci w zdecydowanej większości zaakceptowali wzrost cen związany z ozusowaniem umów zleceń. Wierzę, że pozytywnie zareagują również na kolejne rządowe propozycje związane z podniesieniem płacy minimalnej oraz ustanowieniem minimalnej stawki godzinowej. Jednak przy tak rozdrobionym rynku usług ochrony w Polsce proponowane zmiany w prawie spowodują duże problemy dla mniejszych i średniej wielkości firm, a co za tym idzie wymuszą konsolidację rynku. Na rynku pozostaną te podmioty, które są w stanie szybko dopasować się do potrzeb klientów oraz nowych regulacji prawnych i z racji skali mogą sobie pozwolić na sfinansowanie inwestycji w techniczne systemy ochrony mienia, a także są w stanie unieść kolejne rosnące obciążenia do budżetu państwa w sytuacji długich terminów płatności od swoich klientów” – stwierdza Tomasz Wojak, Prezes Polskiego Związku Pracodawców Ochrona.

„Wzrost wartości polskiego rynku ochrony wywołany zmianami stawek, w wyniku ozusowania umów zlecenia, oznacza jedynie, że staramy się wrócić do normalności w tym zakresie. Mamy jednak do czynienia z sytuacją, kiedy wielu kontrahentów nie zaakceptowało nowych stawek, co zaskutkowało ograniczaniem tzw. roboczogodzin lub nawet rozwiązywaniem kontraktów. W efekcie tych zmian następuje presja na ograniczanie bezpośredniej ochrony fizycznej na rzecz rozwiązań wprowadzających nowe technologie w zabezpieczeniach technicznych. Wartość polskiego rynku powinna wzrastać nie tylko poprzez zmianę stawek a również poprzez zwiększone zapotrzebowanie na te usługi i obejmowanie nimi nowych obszarów zastrzeżonych do tej pory dla innych formacji – mówi Sławomir Wagner, Prezes Polskiej Izby Ochrony.

O badaniu:
Badanie zostało przeprowadzone pomiędzy 12 a 20 maja 2016 r. w formie ankiety internetowej, przeprowadzonej wśród członków Polskiego Związku Pracodawców Ochrona oraz Polskiej Izby Ochrony, przedstawicieli firm ochroniarskich.

Firma Konsalnet wsparła badanie poprzez pomoc w kontakcie z klientami w celu przeprowadzenia anonimowych wywiadów pogłębionych. Deloitte przeprowadziło 15 indywidualnych wywiadów.

W momencie przeprowadzenia badania nie był znany ostateczny kształt regulacji dotyczących minimalnej płacy godzinowej. Badanie i analizy opierały się na założeniu, że wysokość minimalnej płacy za godzinę w 2017 roku wyniesie, zgodnie z wcześniejszymi propozycjami rządu, 12 zł brutto.

Co zmiast OFE?

Na rynkach w Polsce tematem numer jeden, podczas gdy niewiele się dzieje w sprawie Brexitu, są zmiany w OFE i systemie emerytalnym.

Likwidacja OFE wydaje się być przesądzona. Gwoździem do trumny programu są wysokie koszty po stronie funduszy, pobierane niezależnie od wyników, oraz sytuacja rynkowa. Dziwnym trafem, podczas gdy traciła giełda, traciły również fundusze zmuszone na niej inwestować. W perspektywie ostatnich dwóch lat żaden z 12 funduszy nie pokazał zysku. Nie wiadomo czy słuszne jest założenie, że gdyby tak duże ilości środków były w funduszach inwestycyjnych to rosły by one po kilka procent rocznie.

Środki z OFE nie mają opuścić rynku, tylko trafić to TFI (Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych). Co ciekawe w poprzednim modelu nie zasilały one gospodarki, a teraz nagle zaczną. Nie do końca wiemy dlaczego fundusz emerytalny inwestując na giełdzie powoduje inny bodziec niż fundusz inwestycyjny. Pojawiła się również informacja przemawiająca do wyobraźni: dzięki nowemu rozwiązaniu przy maksymalnej składce emerytura osoby zarabiającej średnią krajową będzie większa o 2 400 zł. Nie znamy jeszcze detali stanowiących podstawę tego wyliczenia.

Głównym ryzykiem, które widać na pierwszy rzut oka to założenia, ile osób przystąpi do programów oszczędzania. Rząd zakłada w swoich prognozach 75%, co świadczy o tym, że nieprzystąpienie nie będzie szczególnie problematyczne. Nie wiadomo z czego będą żyć osoby, które już teraz miały dostawać głodowe emerytury, skoro pozwoli im się przejadać te pieniądze. Program ten ma niestety tą samą wadę co niemal wszystkie programy emerytalne ostatnich dwóch dekad. Istnieje niczym nie poparta wiara, że da się tanio rozwiązać problem wysokich emerytur. Jeżeli chcemy pracować krótko, odkładać mało i żyć długo na emeryturze to będziemy na niej zaciskać pasa. Jeżeli popracujemy dłużej, odłożymy wyższą składkę, przez co popracujemy dłużej – będziemy mieć znacznie większy komfort finansowy. Niestety łatwiej jest mówić wyborcom, żeby pracowali krócej i przejadali owoce swojej pracy.

Czy dla rynku temat OFE jest ważny? Złotówka straciła od początku tych dyskusji na wartości do euro około 5 groszy. Rentowność obligacji 10 letnich wzrosła o 0,1%. Jest to jasny sygnał, że kapitał zagraniczny nie jest zachwycony kolejnym skokiem na cudze oszczędności.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:30 – Wielka Brytania – publiczne wystąpienie prezesa Banku Anglii Marka Carneya,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

RBA pozostawia stopy procentowe na niezmienionym poziomie

RBA pozostawia stopy procentowe na niezmienionym poziomie 3

Centralny Bank Australii pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Osoby decydujące o przyszłym koszcie pieniądza uzależnili swoją decyzję od przyszłej publikacji inflacji. Jeżeli po raz kolejny spadnie lub też będzie znacząco odstawać od celu RBA, to dalsze cięcie stóp procentowych jest niemalże pewne.

Chart AUDUSD, D1, 2016.07.05 07:22 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Na wykresie dziennym nie doszło do jakiejkolwiek zmiany, kurs waluty w dalszym ciągu znajduje się pomiędzy strefą popytu 0.722-0.726, a strefą podaży 0.767-0.771. Bazowym scenariuszem pozostanie dalsza wspinaczka kursu do najbliższej strefy podaży.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Najbliższe zmiany ratingu Polski możliwe dopiero po wakacjach. Dużo zależy od budżetu na przyszły rok i ewentualnego zwiększenia deficytu

CEO Magazyn Polska

W lipcu rating Polski nie powinien zostać obniżony. Zdaniem Marka Zubera, ekonomisty, dopiero, gdy będą znane szczegóły budżetu na 2017 rok i wyniki ściągalności podatku VAT, można się spodziewać ewentualnej zmiany. Powoli powinna również umacniać się polska waluta, nawet do poziomu 4,25 za euro pod koniec wakacji. Dużo będzie jednak zależeć nie tylko od sytuacji na rynkach finansowych, lecz także w Polsce.

W styczniu agencja ratingowa S&P obniżyła rating dla Polski do BBB+ z A-, obniżono również perspektywę ratingu z pozytywnej na negatywną. Instytucja podtrzymała również swoją ocenę podczas ostatniego przeglądu w miniony piątek. Inne agencje były bardziej powściągliwe. Fitch utrzymała rating Polski na dotychczasowym poziomie A- oraz A, ostrzegł jednak, że w zależności od deficytu budżetowego ocena kredytowa może zostać obniżona. Najnowszy rating Polski agencja ma opublikować 15 lipca.

– Nikt się nie spodziewał obniżenia ratingu Polsce przez Standard & Poor’s. Trudno ocenić, co zrobi Fitch. Nie ma obecnie żadnych przesłanek, które uzasadniałyby istotne zmiany w polskim ratingu. Oczywiście mamy decyzję Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej, ale ona bezpośrednio na Polskę nie wpływa, tak naprawdę nie wiemy, jakie będą konsekwencje brexitu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Zuber, ekonomista.

Największym zagrożeniem jest stan finansów publicznych. Obecnie trudno jednoznacznie ocenić, jak będzie wyglądała sytuacja w najbliższych latach, a dopiero wówczas będą mogły ewentualnie zaistnieć przesłanki, które mogłyby wpłynąć na oceny agencji.

– Po przynajmniej trzech pełnych kwartałach będziemy wiedzieli jak np. wygląda kwestia ściągalności podatku VAT, z którą różowo nie jest. Co istotne, będziemy też znali więcej szczegółów na temat budżetu na 2017 rok. Myślę, że to jest dopiero moment takiej wnikliwej oceny i ewentualnej zmiany nastawienia albo ratingu po wakacjach, we wrześniu albo październiku. Teraz moim zdaniem nie powinno się nic wydarzyć – ocenia ekonomista.

Obecnie, w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat, do budżetu wpływa mniej VAT-u o 40 mld zł. Raport NIK wskazuje, że niska skuteczność odzyskiwania należnego podatku spowodowała gwałtowny wzrost zaległości w VAT: z 5,1 mld zł na koniec 2013 roku do 14,1 mld zł w połowie 2015 roku. Wprowadzenie od lipca Jednolitego Pliku Kontrolnego ma pomóc z tym walczyć, na efekty trzeba będzie jednak poczekać.

Jak podkreśla Zuber, zbyt dużo niewiadomych sprawia, że trudno również przewidzieć kurs złotego w najbliższym czasie.

– Nie wiemy po pierwsze, czy Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej, są ruchy, żeby do tego nie dopuścić, może będzie kolejne referendum, może decyzje ze strony królowej. To wszystko może nas zaskakiwać, a to z całą pewnością będzie miało wpływ na rynki finansowe Europy, w tym na złotego – ocenia ekonomista.

Wyniki czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii odbiły się na kursach walutowych. Notowania euro wzrosły do 4,50 zł, czyli do najwyższego poziomu od 2011 roku. Złoty osłabił się również wobec dolara czy franka szwajcarskiego. Na ostatni spadek wartości wpływ miały jednak zapowiadane zmiany w OFE.

– Jeżeli zostanie wprowadzony program, który w istotny sposób zmniejszałby dochody albo zwiększał wydatki, będzie to miało wpływ na złotego. Gdyby jednak nic takiego się nie wydarzyło, to moim zdaniem złoty będzie się umacniał i realne jest zejście złotówki do poziomu 4,25 za euro po wakacjach. Patrząc jednak na obecną sytuację, mało prawdopodobne jest to, że nic się nie będzie działo – prognozuje Marek Zuber.

Prezes BTFG Audit: nie należy się spodziewać znaczących ruchów NBP na rynkach finansowych w odpowiedzi na osłabienie złotego

CEO Magazyn Polska

Złoty jest obecnie najsłabszą walutą regionu. Osłabieniu przysłużył się nie tylko brexit, lecz także propozycje zmian w OFE. Zdaniem Adama Rucińskiego, prezesa firmy doradczej BTFG Audit, w odpowiedzi na osłabienie polskiej waluty nie należy się spodziewać interwencji NBP na rynkach finansowych. Według niego działania w obronie waluty mogą przynieść wyłącznie krótkoterminowe korzyści. W najbliższym czasie nie należy się również spodziewać zmian stóp procentowych. Dopiero przy znaczących wzrostach cen, stopy mogą być podniesione.

– Moim zdaniem wynik referendum w Wielkiej Brytanii nie wpłynie na decyzje Narodowego Banku Polskiego. Przede wszystkim dlatego, że NBP ma świadomość, że każda interwencja ma małe szanse, by w długim okresie faktycznie zadziałać. Ogólnie interwencje na rynkach finansowych ze strony banków centralnych są szalenie ryzykowne i historia jednoznacznie pokazuje, że na dłuższą metę nie wychodzą – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes BTFG Audit, firmy doradczej.

Wyniki czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii odbiły się na kursach walutowych. Notowania euro wzrosły do 4,50 zł, czyli do najwyższego poziomu od 2011 roku. Złoty osłabił się również wobec dolara czy franka szwajcarskiego. Bank Morgan Stanley ocenił, że wśród walut, które najmocniej stracą w wyniku brexitu, będzie właśnie złoty. Polska waluta była w poniedziałek najsłabszą walutą w regionie. Powodem jej spadku wartości był jednak nie brexit, ale propozycje dotyczące zmian w OFE.

Mimo to nie należy się spodziewać interwencji, które miałyby bronić kursu polskiej waluty, zwłaszcza że obecnie Polska ma sfinansowane 70 proc. potrzeb pożyczkowych, duża jest również rezerwa gotówki.

– Interwencje banków centralnych są pozbawione sensu, ponieważ możliwa jest wyłącznie interwencja w krótkim okresie. Bank centralny pozbywa się środków, a tak naprawdę to rynek o wszystkim decyduje. Jest zbyt dużo silnych graczy obecnie na świecie, którzy mają istotny wpływ na rynek, a bank centralny dysponuje tylko ograniczonymi środkami – przekonuje ekspert.

Brexit nie powinien również w znaczący sposób wpłynąć na decyzję Systemu Rezerwy Federalnej. Jak ocenia Ruciński, Fed w najbliższej perspektywie będzie obserwował sytuację na rynkach finansowych, zwłaszcza że obecnie trudno jest ją przewidzieć. Przy dużej zmienności nie można wykluczyć skoordynowanej akcji banków centralnych. Nie wiadomo jeszcze również, jakie będą decyzję brytyjskiego parlamentu (czy przegłosuje brexit), dopiero wówczas będzie można ocenić skutki gospodarcze.

– Moim zdaniem Fed utrzyma swoją politykę stopniowego podnoszenia stóp procentowych, mimo że dane, które ostatnio napływają, nie są bardzo dobre. Natomiast na rynku pracy dane pokazują, że możemy liczyć w najbliższych miesiącach na poprawę koniunktury gospodarczej – mówi prezes BTFG Audit.

Wydatki amerykańskich konsumentów w maju wzrosły o 0,4 proc. w porównaniu do kwietnia, kiedy wzrosły o 1,1 proc. Dochody Amerykanów wzrosły o 0,2 proc., przy wzroście o 0,5 proc. miesiąc wcześniej. Choć ekonomiści spodziewali się lepszych wskaźników, nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach zostanie podjęta decyzja o podwyżce stóp procentowych. Takich zmian nie należy się natomiast spodziewać w Polsce.

– Rada Polityki Pieniężnej będzie przyglądała się sytuacji na światowych rynkach. Z polskiego punktu widzenia najważniejsze są jednak polskie dane makroekonomiczne i to, co będzie się działo w polskiej gospodarce. Przede wszystkim będą miały wpływ na to dane o produkcji przemysłowej, o PKB i od tego będą zależały decyzje Rady Polityki Pieniężnej – wskazuje Ruciński.

Według NBP polska gospodarka ma solidne fundamenty makroekonomiczne, a tempo wzrostu gospodarczego jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej przy niskim poziomie deficytu budżetowego i braku inflacji. GUS podał, że w maju zanotowano wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych o 4,3 proc. w skali roku, zaś produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 3,5 proc. w porównaniu z majem ubiegłego roku. W Polsce utrzymuje się deflacja (w maju ceny były niższe o 0,9 proc. w skali roku, w porównaniu z kwietniem br. wzrosły o 0,1 proc.).

– Nie ma jasnej odpowiedzi, jakie należałoby utrzymywać stopy procentowe w Polsce. Po pierwsze, zależy to od poziomu inflacji i rozwoju polskiej gospodarki. Po drugie, Rada Polityki Pieniężnej ma swoje cele i musi dbać o stabilność, więc jeżeli pojawiłyby się jakieś radykalne procesy inflacyjne, wtedy stopy powinny być wyższe. Przy obecnej deflacji stopy są na właściwym poziomie – podkreśla Adam Ruciński.

Instytut Jagielloński: Nieprawidłowości w przetargach na systemy informatyczne w administracji publicznej. Konieczne zmiany procedur

W zakresie rozwoju e-administracji Polska zajmuje dopiero 42. miejsce w rankingu ONZ. W ciągu ostatnich ośmiu lat na 40 projektów informatycznych z wykorzystaniem środków unijnych przeznaczono ponad 4,2 mld zł. Duża część z nich nie została jednak dokończona, a administracja uzależnia się od jednego dostawcy oprogramowania. Według prezesa Instytutu Jagiellońskiego należy uprościć procedury, odejść od kryterium najniższej ceny, a ze względu na cyberbezpieczeństwo większy wpływ na tworzenie infrastruktury informatycznej powinno mieć Ministerstwo Cyfryzacji.

– Instytucje publiczne mają zły zwyczaj stosowania zasady vendor lock-in. Zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych wybierają usługę, kierując się kryterium najniższej ceny, a okazuje się, że dodatkowe koszty, aktualizacje, przekazanie praw autorskich i inne funkcje podwyższają główną cenę. Taka praktyka jest bardzo zła. W efekcie jeśli dana instytucja zostanie opanowana przez jedną czy dwie firmy informatyczne, trudno jej uwolnić się z ich uścisku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Choć w ostatnich latach na informatyzację administracji publicznej i centralnych urzędów z wykorzystaniem środków unijnych w ramach projektu „Społeczeństwo informacyjne – budowa elektronicznej administracji” programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, wydano ok. 4,2 mld zł., to w zakresie e-administracji w rankingu ONZ (Raport „E-Government Survey 2014”) Polska zajmuje dopiero 42. miejsce. Wyprzedzamy Kolumbię czy Czarnogórę, a nas wyprzedzają nie tylko nasi najbliżsi sąsiedzi, lecz także Chile czy Kazachstan. Eksperci podkreślają, że w dużej mierze to efekt patologii, jakie dotykają zamówienia na systemy informatyczne w administracji publicznej, i uzależnianie się od jednego producenta lub dostawcy oprogramowania.

– Należy uprościć procedury, żeby nie zawsze kryterium ceny było najważniejsze. Te wszystkie dodatkowe cenotwórcze elementy, które obciążają państwowe instytucje, muszą być włączone w jeden pakiet. Zwłaszcza że wielokrotnie są to instytucje, od których zależy nasze codzienne życie, które wypłacają emerytury, świadczenia KRUS. To wrażliwe rzeczy związane z teleinformatyką państwa – wskazuje Roszkowski.

Często niejasne są kryteria wyboru firm, które mają zrealizować projekty informatyczne. Prezes Instytutu Jagiellońskiego przypomina sytuację w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W przetargu na utrzymanie i rozwój systemu informatycznego (SIA) początkowo wybrano firmę Atos Polska, która złożyła najtańszą ofertę (na 58,9 mln zł). Oferty pozostałych firm wahały się od 73 do 109 mln zł.

– Również za poprzednich rządów takie sytuacje miały miejsce. Wywołuje to bardzo duże emocje, a sposób wyłaniania podmiotów i oceny końcowego kosztu jest bardzo niejasny i niesie duże koszty dla budżetu państwa – podkreśla ekspert.

Systemy informatyczne administracji publicznej często mają problemy z zabezpieczeniem danych, są podatne na ataki ze strony hakerów. Dlatego istotny jest wybór dostawcy systemu nie tylko pod kątem ceny, lecz także pod kątem np. kompetencji. NIK wskazuje, że w 1/3 skontrolowanych urzędów nie przeprowadzono audytu w zakresie bezpieczeństwa informacji w systemach informatycznych. W 16 jednostkach, w których przeprowadzono coroczny audyt bezpieczeństwa informacji, zalecenia dotyczyły wzmocnienia bezpieczeństwa przetwarzania informacji w systemach informatycznych. Jak jednak przekonuje Roszkowski, problemem nie jest zabezpieczenie danych, ale sposób tworzenia całych mechanizmów.

– Ministerstwo Cyfryzacji powinno mieć zdecydowanie większy wpływ na to, jak te systemy są budowane, a przede wszystkim na to, na jakich zasadach one są tworzone. W każdym z dużych systemów, który obsługuje bazy danych Polaków, gdzie ministerstwa realizują swoje ustawowe zadania, całe cyberbezpieczeństwo powinno być scentralizowane – podkreśla Marcin Roszkowski.

Przywrócenie ośmioletnich szkół podstawowych będzie rewolucją organizacyjną dla samorządów. Mają niecały rok na wprowadzenie zmian

CEO Magazyn Polska

Wdrożenie nowej ustawy oświatowej dla samorządów lokalnych będzie oznaczało konieczność stworzenia nowej sieci szkół i zmian w sposobie zarządzania nimi. Potrzebne będzie także dostosowanie wydatków przeznaczonych na edukację do nowej struktury placówek. Skuteczność reformy będzie zależała od tego, czy władze samorządowe będą w pełni zaangażowane w przygotowywanie projektów aktów prawnych w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego oraz środowisk nauczycielskich.

Likwidacja gimnazjów, 8-letnia szkoła powszechna, w której edukacja wczesnoszkolna będzie prowadzona w klasach I–IV, oraz 4-letnie liceum ogólnokształcące i 5-letnie technikum – to główne założenia nowej reformy oświatowej, która wejdzie w życie od przyszłego roku. W ramach zapowiadanej przez MEN reformy szkolnictwa przewidziano trzyletni okres przejściowy. W tym czasie klasy VII będą mogły się znajdować albo w budynku gimnazjum, albo w budynku szkoły podstawowej. Docelowo klasy I–IV i V–VIII mają być połączone w jedną szkołę.

Uczniowie, którzy jesienią 2017 r. trafią do I i VII klas szkół powszechnych, będą pierwszymi rocznikami, które będą uczyć się zgodnie z nową podstawa programową kształcenia ogólnego. Przywrócenie ośmioletnich szkół podstawowych i czteroletniego liceum będzie dużą rewolucją organizacyjną dla samorządów. Przed wdrożeniem tej reformy konieczne będzie przeprowadzenie zmian na kilku płaszczyznach.

– Pierwszy obszar to zmiany w prawie miejscowym, czyli przygotowanie nowej sieci szkół, które będą wymagały nowych uchwał. Zmiany organizacyjne będą polegały na przygotowaniu nowych arkuszy organizacyjnych, a zmiany finansowe będą związane z dostosowaniem wydatków do nowej struktury szkół. Niewykluczone, że będzie się to również wiązało ze zwolnieniami nauczycieli w szkołach. I ostatnie zadanie to obszar informacyjny , czyli dotarcie z precyzyjną informacją na temat szczegółów reformy do rodziców – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Robert Gawłowski, prodziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Skuteczność tej reformy będzie zależała od prawnej współpracy strony rządowej i samorządowej, ponieważ założenia, które zostaną przyjęte w ustawie, następnie będą musiały być w praktyce wdrożone przez jednostki samorządu terytorialnego.

– W związku z tym im szybciej strona rządowa rozpocznie współpracę ze stroną samorządową, np. w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, tym większe będą szanse na to, że ta zmiana zostanie wprowadzona szybko i skutecznie i że nie będziemy mieli jakichś problemów organizacyjnych po drodze – tłumaczy dr Robert Gawłowski.

Na razie samorządy i pedagodzy mają jedynie zapowiedź reformy, a bez konkretnego dokumentu samorządy nie mogą podejmować w tej sprawie żadnych decyzji. Kiedy ustawa zostanie przyjęta przez Sejm, Senat i podpisana przez prezydenta, dopiero wtedy będzie można rozpocząć wszelkie przygotowania.

– Wcześniej jednostki samorządu terytorialnego nie mogą ponosić żadnych wydatków publicznych ani wprowadzać zmian organizacyjnych, bo nie mają podstawy prawnej. W związku z tym ważne jest to, aby z zapowiedzi, jak najszybciej przejść do pracy nad projektami ustaw, rozpocząć współpracę ze stroną samorządową i dopiero na tej podstawie rozpocząć akcję informacyjną dla rodziców – podkreśla dr Robert Gawłowski.

Szefowa MEN Anna Zalewska podkreśla, że celem nowej ustawy jest „wprowadzenie cykliczności etapów szkolnych”. Czwarta klasa szkoły powszechnej będzie ostatnią klasą edukacji wczesnoszkolnej, tak by dzieci mogły się lepiej przestawić na system nauczania przedmiotowego. Absolwenci podstawówki będą mieli do wyboru: 4-letnie liceum ogólnokształcące, 5-letnie technikum lub dwustopniową szkołę branżową, która ma zastąpić dzisiejszą szkołę zawodową. Likwidacja gimnazjów ma być stopniowa, szkoły te całkowicie znikną na przełomie 2022 i 2023 r.

Zapowiadane zmiany w OFE mogą ograniczyć poziom długu publicznego i poprawić kondycję sektora finansów publicznych. Zyska również III filar

CEO Magazyn Polska

Przekazanie funduszy z OFE do III filara i Funduszu Rezerwy Demograficznej – nowa koncepcja Ministerstwa Rozwoju – oznacza likwidację II filara w obecnej formie. Na zmianie mogą zyskać IKE i IKZE, na których jak dotychczas odkładał pieniądze niewielki odsetek Polaków. Nie wiadomo jednak, jak miałby wyglądać transfer środków. Wyższe aktywa w Funduszu Rezerwy Demograficznej pozwolą ograniczyć poziom długu publicznego, może się również poprawić sytuacja sektora finansów publicznych.

– Propozycja premiera Mateusza Morawieckiego na temat OFE oznacza, że zniknie II filar. Zgromadzone w nim aktywa zostaną w większości przekazane do podmiotów działających w ramach III filaru do indywidualnych kont emerytalnych, natomiast częściowo zasilą Fundusz Rezerwy Demograficznej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marta Petka-Zagajewska, główna ekonomistka Raiffeisen Polbank.

Wedle oceny premiera Morawieckiego OFE się nie sprawdziły, wbrew zapowiedziom nie gwarantują wyższych emerytur, nie wpływają też na rozwój gospodarczy. Nowa koncepcja resortu rozwoju wskazuje, że ok. 35 mld zł, czyli 25 proc. aktywów, otwarte fundusze miałyby przekazać w formie gotówki do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Pozostałe środki mają trafić jako papiery wartościowe do III filara.

– To oznacza, że zdecydowanie większą popularnością będą się cieszyły formy oszczędzania w III filarze. Zostaną upowszechnione, co jest dobrą zmianą, ponieważ dotychczas ten filar cieszył się bardzo małym zainteresowaniem – wskazuje Petka-Zagajewska.

KNF podaje, że na koniec 2015 roku liczba indywidualnych kont emerytalnych (IKE) wyniosła ponad 858,7 tys. (wobec 824,5 tys. rok wcześniej), a wartość środków zgromadzonych na tych kontach sięgnęła 5,6 mld zł (5 mld zł w 2014 roku). Liczba indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) sięgnęła w tym czasie 597,6 tys. (528 tys. rok wcześniej), a wartość środków zgromadzonych na nich wyniosła blisko 622 mln zł (295,35 mln zł w 2014 roku).

– Wciąż jednak nie ma informacji, jak będzie wyglądał transfer tych środków, w jakiej formule się to dokona, co będzie ze składką obecnie przekazywaną do OFE, czy będzie automatycznie trafiała z powrotem do ZUS-u. Znaków zapytania jest całkiem sporo – zaznacza ekonomistka.

Obecnie emeryci mogą zdecydować, czy składki emerytalne będą ewidencjonowane na subkoncie w ZUS (4,38 proc.) i w części przekazywane do OFE (2,92 proc.), czy w całości znajdą się na subkoncie w ZUS (7,3 proc.). Niepewność związana z zapowiedziami likwidacji OFE może zdaniem Petki-Zagajewskiej sprawić, że część osób wykorzysta obecne okienko transferowe i już teraz zdecyduje przekazać całą składkę do ZUS, by żadna część środków nie trafiła do systemu rezerwy.

– Ta zmiana będzie także wpływała na kondycję finansów publicznych. Wyższe aktywa w Funduszu Rezerwy Demograficznej sprawiają, że poziom długu publicznego ulegnie ograniczeniu. Gdyby składki, które teraz co miesiąc przekazywane są do OFE, automatycznie zasilały ZUS, oznaczałoby to również mniejsze obciążenia dla budżetu z tytułu zasilania FUS. Pojawia się tylko pytanie, czy agencje ratingowe, oceniając politykę fiskalną rządu, będą to traktowały jako dobry kierunek i sposób na poprawianie kondycji sektora finansów publicznych – podkreśla ekonomistka Raiffeisen Polbank.

Z zapowiedzi ministerstwa wynika, że wszyscy pracownicy mają być automatycznie zapisywani do Pracowniczych Programów Kapitałowych, będą mogli jednak z nich wystąpić. Jak wskazuje ekspertka, przyszli emeryci nie muszą się liczyć z żadnymi trudnościami, przekazanie środków do III filaru czy uczestnictwo w PPK nie będzie wymagało z ich strony żadnych działań.

– To nie powinno budzić żadnych wątpliwości ze strony emerytów. Mogą się jednak zrodzić obawy, w jakim stopniu środki, które teraz np. zasilą Fundusz Rezerwy Emerytalnej będą w rzeczywistości wspierały ich emerytury po osiągnięciu wieku emerytalnego – wskazuje Marta Petka-Zagajewska.

Krajowa branża motoryzacyjna ze świetnymi wynikami. Kolejne miesiące mają być jeszcze lepsze

CEO Magazyn Polska

Polska branża motoryzacyjna ma za sobą najlepszy rok w historii, a pierwsze miesiące tego roku dają nadzieję na jeszcze lepsze wyniki. Pomóc mogą w tym kolejne dwie fabryki zagranicznych gigantów, które powstają w kraju.

Po inwestycjach Volkswagena i Daimlera spodziewane są otwarcia kolejnych fabryk. Eksperci prognozują, że liczba wyprodukowanych aut przekroczy 600 tys.

– Produkcja samochodów i wyniki firm poddostawczych mają się bardzo dobrze – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Łączna liczba wyprodukowanych aut w tym roku to około 300 tys. sztuk, co w tej chwili powinno nam dawać około 600 tys. sztuk na koniec roku, a liczba sprzedanych samochodów w Polsce sięga prawie 330 tys. pojazdów.

Pod względem produkcji słabo wypadł jednak maj. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja aut osobowych spadła o 4,8 proc. licząc rok do roku, do nieco ponad 47 tys. sztuk. Pierwsze pięć miesięcy roku przyniosło jednak wzrost w sumie o 1,7 proc. W maju skoczyła za to produkcja aut ciężarowych, i to aż o 12 proc. – do nieco ponad 9 tys. samochodów. I w tym przypadku bilans pierwszych pięciu miesięcy jest dodatni – z taśm montażowych zjechało ponad 53 tys. ciężarówek, o 3,8 proc. więcej niż przed rokiem.

 – Także branża poddostawcza zanotowała w 2015 r. najlepszy rok w historii. W tej chwili jej udział w eksporcie jeśli chodzi o PKB, to prawie 14,5 proc. – mówi Gos.

Jak wynika z raportu firmy doradczej KPMG nieco gorzej wygląda produkcja działających w naszym kraju fabryk motoryzacyjnych. W pierwszych trzech miesiącach roku wzrost produkcji aut jedynie o 0,1 proc. był wyższy niż rok wcześniej, przy czym spadła produkcja pojazdów użytkowych, wzrosła zaś produkcja osobówek – o 2,2 proc. Mimo wszystko Gos uważa, że to są świetne lata dla polskiej motoryzacji. I trend jest pozytywny, o czym świadczą kolejne inwestycje w Polsce.

– Każda nowa inwestycja, każda nowa fabryka otwierana w Polsce, czy ta Volkswagena we Wrześni, czy niedawno ogłoszona wiadomość o ulokowaniu fabryki silników Daimlera w dolnośląskim Jaworze, to są bardzo dobre informacje – podkreśla ekspert.

Dodaje, że każda osoba zatrudniana bezpośrednio w fabryce, w montowni samochodów, to są około 4 osoby w przemyśle poddostawczym. I to, że inwestorzy wybierają Polskę, jako kraj, który jest ciekawy, atrakcyjny i wydaje się dobrą lokalizacją do tego typu inwestycji, świadczy o tym, że sektor ma się dobrze i będzie tylko lepiej. Gos spodziewa się kolejnych wielkich inwestycji.

– Inwestycje Volkswagena czy Daimlera stawiają nas na czele w tej części Europy, jeśli chodzi o atrakcyjność naszego sektora motoryzacyjnego – mówi Gos. – Liczę na to, że tych inwestycji będzie więcej. 

We wrześni Volkswagen planuje uruchomić w drugiej połowie roku seryjną produkcję nowej generacji modelu Volkswagen Crafter. Wtedy też rozpocznie się budowa fabryki silników koncernu Daimler. Zakłada ma osiągnąć pełne moce produkcyjne w 2020 roku.

Ekpspert zwraca uwagę, że Polska jest dużym krajem z prawie 8-krotnie większą liczbą mieszkańców niż uznawana za motoryzacyjnego tygrysa Europy Wschodniej Słowacja, która ma tylko 5,5 mln mieszkańców. Polska może przyciągnąć w krótkim czasie jeszcze przynajmniej z 3–4 takie inwestycje jak we Wrześni czy Jaworze.

– Myślę, że głównym czynnikiem, który zachęca do inwestycji w Polsce, jest kadra – mówi Gos. – Mamy naprawdę bardzo wykwalifikowaną kadrę inżynierów, młodych ludzi, którzy bardzo chcą pracować dla branży motoryzacyjnej, która jest najbardziej zaawansowaną branżą jakościowo i wielkoprodukcyjnie na świecie. Atrakcyjna jest w Polsce także infrastruktura oraz otoczenie prawne, w jakim się znajdujemy. No i kondycja polskiej gospodarki z dużym popytem wewnętrznym.

Co nie znaczy, że nie można jeszcze kilku rzeczy w Polsce poprawić. Gos wymienia np. odpowiednie zachęty dla nowych inwestorów, w czym wyspecjalizowali się Słowacy, ściągając więcej inwestycji motoryzacyjnych w ostatnich latach. Paweł Gos podkreśla też, że na decyzje inwestorów wpływ ma także stabilność polityczna w kraju.

W ubiegłym roku doszło do 2,8 tys. wypadków z udziałem dzieci. Ich liczba spada m.in. dzięki akcjom edukacyjnym takim jak „Bezpieczna Jazda”

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku w Polsce doszło do ponad 2,8 tys. wypadków drogowych z udziałem dzieci w wieku do 14 lat. Z roku na rok ich liczba spada. Aby zwiększać bezpieczeństwo dzieci i ich świadomość, trzeba jednak edukować najmłodszych. McDonald’s Polska już po raz 7. zorganizowała dla uczniów program edukacyjny „Bezpieczna Jazda” dotyczący bezpiecznego poruszania się po drodze. Tegoroczna edycja skupia się na promowaniu widoczności na drodze i noszeniu odblasków. Łącznie we wszystkich edycjach wzięło udział 130 tys. dzieci z 4 tys. szkół.

Mamy w Polsce zarejestrowanych ponad 26 mln pojazdów silnikowych, z czego ponad 17 mln stanowią samochody osobowe. Współczynnik motoryzacji jest na bardzo wysokim poziomie. Dzieci i młodzież, którzy chodzą do szkoły podstawowej czy gimnazjalnej, prędzej czy później zasiądą za kierownicą samochodu osobowego. Potrzebna jest więc edukacja w duchu poszanowania przepisów prawa – mówi agencji Newseria insp. Marek Konkolewski z Komendy Głównej Policji. – To bardzo dobra inwestycja w bezpieczeństwo najmłodszych i będzie skutkować tym, że w przyszłości polskie drogi będą bardziej bezpieczne.

McDonald’s organizuje program edukacyjny od 8 lat. Tegoroczna edycja programu była odpowiedzią na wciąż występujący problem wypadków drogowych z udziałem dzieci i niewystarczającą świadomość dotyczącą noszenia odblasków.

„Bezpieczna jazda” to program dla publicznych szkół podstawowych z terenu całego kraju, dla nauczycieli wychowania komunikacyjnego i przede wszystkim dla uczniów klas czwartych – mówi Dominik Szulowski, kierownik ds. komunikacji w McDonald’s Polska. – Zależy nam na tym, żeby wśród młodych ludzi rosła świadomość, że to, co robią, ich wiedza o zasadach ruchu drogowego, o potrzebie noszenia elementów odblaskowych przekłada się bezpośrednio na ich bezpieczeństwo – wskazuje.

W tym roku patronat nad akcją objęła Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i po raz kolejny wspiera ją Biuro Prewencji Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Do lokalnego promowania akcji wśród szkół aktywnie włączyli się również licencjobiorcy McDonald’s.

To atrakcyjna forma nauki dla dzieci. Przekazujemy materiały edukacyjne, ćwiczenia, kamizelki odblaskowe oraz opaski. Podczas zajęć dzieci uczą się podstawowych przepisów ruchu drogowego, tego, jak bezpiecznie poruszać się w drodze do domu oraz jakie niebezpieczeństwa mogą ich spotkać – tłumaczy Arkadiusz Dróżdż, licencjobiorca McDonald’s Polska, właściciel restauracji w Toruniu.

Zajęcia z wychowania komunikacyjnego w ramach „Bezpiecznej Jazdy” były prowadzone na podstawie materiałów dydaktycznych przygotowanych przez ekspertów i pozytywnie zaopiniowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Zainteresowanie jest bardzo duże. W tym roku w zajęciach wzięło udział 30 tys. dzieci z 900 szkół. Z samego Torunia było 550 uczestników z 9 szkół. Widać więc, że taka inicjatywa jest bardzo potrzebna – wskazuje Dróżdż.

Dla niemal połowy uczniów uczestniczących w lekcjach program kończy się egzaminem na kartę rowerową. Każdy uczeń, który pozytywnie przejdzie proces edukacji, a także zda sprawdzian otrzyma kartę oraz odblaskowy zestaw bezpiecznego rowerzysty.

Przez 9 lat dotarliśmy już do ponad 110 tys. uczniów uczęszczających do 3,2 tys. szkół i wciąż otrzymujemy nowe zgłoszenia. Program będzie kontynuowany, bo widzimy w tym głęboki sens – zapowiada Szulowski.

Ze statystyk policji wynika, że tylko w ubiegłym roku doszło do 2,8 tys. wypadków drogowych z udziałem dzieci w wieku do 14 lat. Zginęło 70 dzieci, ponad 3 tys. doznało obrażeń. W porównaniu do 2006 roku liczba wypadków z udziałem dzieci spadła o blisko połowę, zabitych o ponad 53 proc., a rannych o 46 proc.

Dzięki programowi dzieci będą bezpiecznie uczestniczyć w zatłoczonych miastach zarówno w charakterze pieszego, jak i rowerzysty – ocenia insp. Marek Konkolewski z Komendy Głównej Policji. – Bezpieczeństwo to towar, który musi być atrakcyjnie opakowany, rozreklamowany i w ten sposób sprzedawany najmłodszym uczestnikom ruchu drogowego. Dzięki temu polskie drogi będą bardziej bezpieczne. Naprawdę wielki szacunek dla organizatora kampanii, firmy McDonald’s, liczymy na kolejne dalsze edycje – dodaje.

W ubiegłym roku doszło do 458 wypadków z winy pieszych, którzy nie ukończyli 14 lat. Wraz z wiekiem, im bardziej dzieci stają się samodzielne, tym zagrożenie wypadkiem bardziej rośnie.

Tegoroczna edycja programu „Bezpieczna droga” była odpowiedzią na wciąż niewystarczającą świadomość dotyczącą noszenia odblasków. Pieszego, który porusza się po zmroku bez odblasku, prowadzący pojazd może dostrzec z odległości ok. 20 metrów. Widoczne odblaski zwiększają ten dystans do ponad 150 metrów.

Ponad 20 proc. mężczyzn z zaburzeniami erekcji stosuje leki z czarnego rynku. Są one nierzadko zagrożeniem dla zdrowia i życia

CEO Magazyn Polska

Prawie co czwarty Polak cierpiący z powodu zaburzenia erekcji szuka pomocy na czarnym rynku. Przyczyną jest wstyd przed rozmową z lekarzem lub farmaceutą. Dostępne w internecie fałszywe leki mogą jednak być zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia. Wiele z nich zawiera bowiem źle dobrane substancje czynne, substancje nie dopuszczone do użytku, a nawet toksyny.

Zaburzenia erekcji to problem dotykający 10 proc. populacji mężczyzn na całym świecie. W Polsce według szacunków Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej z tego powodu cierpi blisko 1,7 mln panów. Z badań GfK Polonia wynika jednak, że aż 65 proc. z nich, głównie z powodu wstydu i lęku przed kompromitacją w oczach partnerki, nie podejmuje leczenia u lekarza specjalisty. Niektórzy zdają się na ziołowe preparaty apteczne sprzedawane bez recepty, a 22 proc. szuka pomocy na czarnym rynku.

– Główny powód to łatwa dostępność, bo kliknie i zamówi, a także eliminacja poczucia wstydu. Bo tak to trzeba pójść, rozmawiać w cztery oczy, potrzebne są badania, a tu zachowuje dyskrecję i sobie ściąga tego typu preparat. Bariera wstydu jest bardzo istotna – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Z badań GfK Polonia wynika, że łatwa dostępność preparatów sprzedawanych bez recepty jest istotna dla prawie 80 proc. respondentów. Są to zazwyczaj suplementy diety, rzadko przynoszące oczekiwane rezultaty, niemające jednak negatywnego wpływu na organizm człowieka. W przeciwieństwie do nich podróbki leków sprzedawane przez internet i mogą zagrozić zdrowiu lub życiu zażywających je osób. Często zawierają bowiem substancje niedopuszczone do sprzedaży, a nawet toksyczne.

– Druga grupa to są preparaty sprowadzane z tanich krajów, gdzie jest masowa produkcja, np. Indie. Jaka jest wartość tych preparatów, nikt nie wie. Mogę mówić tylko o moich pacjentach, którzy nie poczuli działania. Zapłacili, byli przekonani, że to lek, ale nie zauważyli poprawy. To są preparaty raczej marnej jakości – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Wiele z fałszywych preparatów na potencję zawiera także źle dobrane substancje czynne, co także może mieć negatywne skutki dla organizmu człowieka. Producentom zdarza się ponadto ukryć informację o tym, że preparat zawiera substancje czynne, np. sildenafil, obecny w takich lekach na receptę jak Viagra.

– Preparat kosztuje dużo, pacjent odczuwa działanie i wierzy, że to jest ten skład chemiczny, witaminy, selen, cynk i tym podobne rzeczy, jakieś ziołowe z Afryki i nie wie, że przyjmuje też sildenafil w małej dawce i to jest tak przemycone. To są zgoła przestępcze działania – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Producenci fałszywych leków bardzo często stosują nieuczciwą formę reklamy. Informację o leku wysyłają pocztą elektroniczną, podając fałszywą informację, że lek poleca znany specjalista. Prof. Zbigniew Lew-Starowicz twierdzi, że jego nazwisko niejednokrotnie zostało wykorzystane w ten sposób do promocji nielegalnych produktów na potencję.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW w czerwcu 2016 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku o 5,9% rdr przy rosnącej liczbie transakcji (+15,5% rdr)
  • Wzrost wolumenów obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 18,9% rdr, a kontraktami terminowymi na akcje – o 43,1%
  • Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji wzrosła o 12,7% rdr, a łączna wartości obrotu na rynku Catalyst o 230,4% rdr
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku terminowym o 9,8% rdr oraz o 9,0% na rynku spot
  • Wzrost wolumenu obrotu energią elektryczną na rynku spot o 31,1% w porównaniu z czerwcem 2015 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku osiągnęła w czerwcu 2016 r. poziom 16,8 mld zł, czyli o 18,5% mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba transakcji w czerwcu 2016 r. wyniosła 1,5 mln, odnotowując wzrost o 15,5% rok do roku. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku wyniosła w czerwcu 2016 r. 694,3 mln zł, natomiast na rynku NewConnect – 3,7 mln zł. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca 2016 r. wyniosła 44 748,53 pkt i była o 16,1% niższa niż rok temu.

W czerwcu 2016 r. wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 580,1 tys. szt., co oznacza wzrost o 18,9% wobec czerwca 2015 r. Wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł rok do roku o 43,1%, do poziomu 122,7 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji wyniosła na koniec czerwca 2016 r. 75,5 mld zł, co oznacza wzrost o 12,7% rok do roku. Łączna wartość obrotu na rynku Catalyst wzrosła o 230,4% w porównaniu z czerwcem 2015 r., do poziomu 782,9 mln zł.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w czerwcu 2016 r. wyniósł 12,1 TWh wobec 12,4 TWh rok wcześniej. Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym na rynkach spot i terminowym wyniósł w czerwcu 2016 r. 7,8 TWh w porównaniu z 7,1 TWh w czerwcu ubiegłego roku.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi w czerwcu 2016 r. wyniósł 4,3 TWh, co oznacza wzrost o 26,8% w stosunku do czerwca 2015 r.

Kapitalizacja 430 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec czerwca 2016 r. wyniosła 496,1 mld zł. Łączna kapitalizacja 483 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec czerwca 2016 r. 913,1 mld zł.

Na Głównym Rynku w czerwcu br. zadebiutowała spółka Auto Partner. Wartość nowych akcji serii H wyniosła 50,6 mln zł.

W czerwcu 2016 r. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, o 1 więcej niż rok wcześniej.

Rynek chemii gospodarczej w Polsce wzrósł o ponad 3% w 2015 roku

W 2015 r. rynek handlu detalicznego artykułami chemii gospodarczej w Polsce wzrósł o 3,1% rok do roku, wynika z danych zawartych w raporcie „Handel detaliczny artykułami chemii gospodarczej w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”. Głównymi czynnikami napędzającymi rynek były wzrost wydatków gospodarstw domowych na chemię gospodarczą oraz wprowadzanie na rynek innowacyjnych produktów, które w większości przypadków są droższe od artykułów już dostępnych na rynku.

Handel chemią gospodarczą charakteryzuje się niższą dynamiką wzrostu, niż inne niespożywcze segmenty rynku detalicznego w Polsce, np. niż rynek kosmetyczny. Główną przyczyną jest znaczne nasycenie rynku – oferowane są na nim głównie podstawowe produkty, nabywane przez zdecydowaną większość gospodarstw domowych. Oznacza to, że zjawisko konwergencji do rynków zachodnich jest w tym segmencie znacznie słabsze niż np. w segmencie kosmetycznym, bo dystans jest też znacznie mniejszy. W tej sytuacji za wzrost lub spadek wartości rynku odpowiadają przede wszystkim ceny. Ten czynnik obecnie wpływa negatywnie na wzrost rynku, ponieważ znacząca część konsumentów przyzwyczajona jest do kupowania artykułów chemii gospodarczej na promocjach.

W tej sytuacji, głównymi czynnikami wspierającymi wzrost rynku są: rosnąca zamożność Polaków, a co za tym idzie, wzrost wydatków na droższe i lepsze jakościowo produkty, pojawianie się na rynku innowacyjnych produktów (np. kapsułek do prania) oraz rosnący poziom wyposażenia gospodarstw domowych w nowoczesny sprzęt AGD (przede wszystkim w zmywarki), co powoduje wzrost sprzedaży wyspecjalizowanych produktów. Wszystkie te czynniki w najbliższych latach wpłyną pozytywnie na rynek, stabilizując stopę wzrostu na poziomie ok. 2% do końca okresu objętego prognozą w raporcie, tj. do 2021 roku.Rynek chemii gospodarczej w Polsce wzrósł w 2015 roku

W 2015 r. kanał hipermarketów miał największy udział w rynku chemii gospodarczej. Jednak z naszych prognoz wynika, że w najbliższym czasie zostanie on wyprzedzony przez kanał dyskontów spożywczych, zrzeszający takie sieci jak Aldi, Netto, Lidl i Biedronka. Ta ostatnia sieć już obecnie jest liderem rynku handlu chemią gospodarczą, przed siecią drogeryjną Rossmann i Grupą Schwarz, do której należą sieć dyskontów Lidl i sieć hipermarketów Kaufland. Również w badaniu, przeprowadzonym na potrzeby raportu przez PMR w maju 2016 r., Biedronka była najczęściej wybieranym przez respondentów miejscem zakupu artykułów chemii gospodarczej.

Najważniejsze parametry, jakie biorą pod uwagę konsumenci przy kupnie artykułów chemii gospodarczej, to skuteczność produktu, wydajność i cena. Natomiast najważniejsze czynniki, jakie wpływają na wybór miejsca, w którym konsumenci kupują chemię gospodarczą, to dogodna lokalizacja (w pobliżu miejsca zamieszkania lub pracy), atrakcyjny poziom cen oraz dostępność ulubionych produktów. Co ciekawe, dla konsumentów ważna jest także możliwość dokonania przy okazji innych zakupów, np. spożywczych lub kosmetycznych. Jest to potwierdzenie faktu, iż konsumenci najczęściej dokonują zakupów chemii gospodarczej przy okazji kupowania innych produktów, czyli głównie w trakcie dużych zakupów w hipermarketach lub mniejszych zakupów spożywczych w dyskontach lub kosmetycznych w drogeriach, kiedy przypomną sobie o kończącym się opakowaniu lub zauważą produkt na promocji.Rynek chemii gospodarczej w Polsce 2015

*Na potrzeby raportu „Handel detaliczny artykułami chemii gospodarczej w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021” firma PMR Consulting & Research (www.pmrcr.com) przeprowadziła techniką wywiadów telefonicznych CATI badanie na reprezentatywnej próbie 605 dorosłych mieszkańców Polski. Do badania zostały zaproszone osoby, które zadeklarowały, iż w ciągu ostatnich 12 miesięcy osobiście dokonały zakupu co najmniej jednego produktu z segmentu chemii gospodarczej.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny artykułami chemii gospodarczej w Polsce 2016.

Autor raportu: Bartosz Bolecki

Nowe warszawskie biuro Deloitte

Ponad 11 tys. metrów kwadratowych powierzchni, 10 pięter, nowatorski sposób aranżacji powierzchni do pracy, a także zaangażowanie pracowników we współprojektowaniu biura w jednym z najnowocześniejszych biurowców w Polsce, a także cały szereg udogodnień pozwalających na efektywną pracę w nowoczesnej przestrzeni – to cechy nowego biura firmy doradczej Deloitte, która wprowadziła się właśnie do nowo otwartego, 42 kondygnacyjnego warszawskiego biurowca Q22.

– Zmiana siedziby to dla nas nie tylko zmiana adresu. W centrum uwagi stawiamy potrzeby pracujących u nas osób, dlatego liczymy, że zmiana filozofii funkcjonowania biura, na którą się zdecydowaliśmy, wzmocni komunikację pomiędzy nimi, w tym również tę międzypokoleniową. Dodatkowo pozwoli na efektywniejsze dzielenie się wiedzą. Nowa aranżacja powoduje, że częściej się widujemy i rozmawiamy ze sobą, a to już wzmacnia proces wymiany wiedzy i doświadczeń – mówi Marek Metrycki, prezes Deloitte w Polsce. – Zmiana w funkcjonowaniu biura jest również dostrzegana przez naszych klientów. Do spotkań z nimi przeznaczyliśmy przestrzeń z fantastycznym widokiem na panoramę Warszawy – dodaje.

Firma Deloitte wybrała Q22 ze względu na prestiż budynku i jego dogodną lokalizację w centrum Warszawy, w pobliżu metra, Dworca Centralnego, jak również kluczowych linii komunikacyjnych, co jest istotne dla pracowników i klientów. Ważny był również wysoki standard wykończenia i możliwość zaaranżowania biura wedle własnych potrzeb. – Chcieliśmy stworzyć biuro na miarę XXI wieku, które podąża za zmianami technologicznymi i kulturowymi oraz gdzie nasza firma będzie mogła się dalej dynamicznie rozwijać. Jednocześnie chcieliśmy, aby aranżacja nowego biura zapewniła nam maksymalną efektywność i komfort bez względu na sposób wykonywania pracy – uzupełnia Tomasz Kacprzak, Dyrektor Finansowy Deloitte.  

Deloitte zajmie w Q22 łącznie 11 000 metrów kwadratowych powierzchni na 10 piętrach. Z początkiem grudnia 2016 roku zajmie kolejne trzy piętra o powierzchni prawie 3000 metrów kwadratowych. Wiąże się to ze stałym rozwojem firmy, włączeniem nowych linii serwisowych do oferty firmy i zwiększonym zatrudnieniem. Łącznie polski oddział firmy zajmie w Q22 prawie 14 000 m2.

Biuro współprojektują pracownicy

– Chcieliśmy, aby nasze biuro odpowiadało na potrzeby pracowników. Do pracy w grupach dyskusyjnych i opiniujących pomysły na planowanie przestrzeni w nowym biurze zaprosiliśmy pracowników z różnych działów i z różnym doświadczeniem. Dodatkowo wszystkich zaprosiliśmy do współprojektowania biura i dzielenia się własnymi pomysłami na specjalnie w tym celu stworzonej wirtualnej platformie pomysłów – wskazuje Krzysztof Kwiecień, Dyrektor HR w Deloitte w Polsce i Europie Środkowej. To tam pracownicy mogli zgłaszać swoje pomysły, między innymi na wystrój przestrzeni, salek spotkań, kuchni czy kafeterii. Przez 3 miesiące działania platformy zebrano 95 pomysłów, a z narzędzia skorzystało 337 osób. Na 95 pomysłów oddano 1500 głosów. Najlepsze pomysły zostały nagrodzone, a te z największym potencjałem wdrożone w nowym biurze.

Zorganizowane zostały również specjalne warsztaty z udziałem pracowników, na których każdy mógł wziąć udział w dyskusji na temat udogodnień dla rowerzystów i motocyklistów planowanych w budynku. Grupa chętnych testowała także różne rodzaje wyposażenia, między innymi krzesła. W dotychczasowym biurze zorganizowano także „przestrzeń pokazową” – czyli próbkę aranżacji jaka powstanie w nowej siedzibie, tak, aby każdy mógł przetestować projektowane rozwiązania.

Przestrzeń dostosowana do zadań, nie siedzenia za biurkiem

Aby wyjść naprzeciw potrzebom pracowników i klientów, powierzchnia zajmowana przez Deloitte została w dużej części zaaranżowana zgodnie z zasadami Activity Based Workplace. Biuro podzielone zostało na specjalne, różniące się od siebie strefy, przeznaczone do nieformalnych spotkań, pracy zespołowej, pracy kreatywnej, pracy projektowej oraz odpoczynku.

Większa część powierzchni zajmowanej przez Deloitte jest przestrzenią otwartą (tzw. open space), a zdecydowana większość biurek nie jest przypisana do konkretnych osób (z wyjątkiem dyrektorów oraz działów wewnętrznych). Wszystkie pokoje partnerów podczas ich nieobecności będą dostępne do dyspozycji pozostałych pracowników, jako pokoje spotkań. W nowym biurze znalazły się również niewielkie pomieszczenia do realizacji zadań wymagających skupienia i koncentracji. W budynku pojawiły się elementy wygłuszające i tłumiące hałas, a do dyspozycji są również niewielkie pokoje przeznaczone do rozmów telefonicznych. W procesie projektowania powierzchni biurowej zaplanowano też rozmieszczenie dużej liczby ekranów. Pozwalają one na ograniczenie drukowania dokumentów w formie papierowej. Nowy system sprzyja więc również ochronie środowiska.

– Osiemdziesiąt procent naszych pracowników stanowią osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 roku życia, czyli tzw. Milenialsi, Nie mieliśmy wątpliwości, że powinniśmy dostosować naszą nową siedzibę do stylu życia oraz oczekiwań naszych pracowników, wynikających chociażby z chęci zachowania równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Sztywne i niezmienne reguły funkcjonowania nie sprzyjają kreatywnej, a przede wszystkim efektywnej pracy  – wyjaśnia Krzysztof Kwiecień.

Biuro to nie tylko miejsce do pracy

Do dyspozycji pracowników, klientów i gości Deloitte oddano kafeterię, w której także znajdują się miejsca do pracy. W kafeterii, na 20 piętrze w biurze Deloitte działać będzie popularna sieciowa kawiarnia Green Caffè Nero. Pracownicy będą tam mogli nieodpłatnie zamówić wszystkie gorące i zimne napoje, w tym napoje gazowane. Kawę przygotowywać będą profesjonalni bariści, a obsługa będzie na takim samym poziomie jak w każdej kawiarni tej sieci. Kawiarnia zaoferuje również zimne przekąski, kanapki, sałatki, kisze oraz słodkie przekąski. Pracownicy otrzymają zniżkę na ich zakup. Operator kawiarni odpowiedzialny będzie również za sprzedaż wózkową kanapek oraz zestawów obiadowych na wszystkich 10 piętrach biura Deloitte.

Oprócz tego na 14-tym piętrze budynku mieści się nieodpłatny Fitness Club dla pracowników wszystkich najemców Q22 oraz duże centrum konferencyjne. Z inicjatywy Deloitte znalazł się tam również pokój opieki nad dziećmi, którymi zajmują się wykwalifikowane opiekunki. Na parterze budynku znajdzie się restauracja, kawiarnie, pralnia oraz biuro podróży. Na podziemnym parkingu znalazło się 118 miejsc parkingowych dla rowerzystów, mają oni także do dyspozycji szatnię z prysznicami oraz specjalny warsztat, gdzie można dokonać drobnych napraw roweru. Łazienki na poszczególnych piętrach także wyposażone są w prysznice.

W niedalekiej przyszłości Deloitte udostępni pracownikom także specjalną aplikację na smartfony, w której znajdą nie tylko interaktywną mapę biura, ale także informacje o udogodnieniach w całym budynku, a także w jego najbliższym otoczeniu.

– Cieszymy się, że możemy powitać w Q22 firmę Deloitte, znaną ze swojej innowacyjności oraz tego, że jej biura są dla pracowników miejscem, w którym mogą rozwijać kreatywność oraz zwiększać efektywność. To typ partnera, z którym lubimy pracować najbardziej, ponieważ wyznajemy te same wartości. Jesteśmy dumni, że mogliśmy stworzyć dla Deloitte’a biuro przyszłości – mówi Nicklas Lindberg, CEO Echo Investment.

Q22 otrzymał certyfikat ekologiczny BREEAM Interim Excellent, z najwyższym w tej kategorii wynikiem w Polsce (79,1 proc.). Projekt budynku powstał w renomowanej pracowni architektonicznej Kuryłowicz & Associates. Właścicielem budynku jest firma Echo Investment.

Marcin Krasoń, Home Broker: Ponad połowa mieszkań kupowana jest za gotówkę

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Z analizy transakcji mieszkaniowych dokonanych przez klientów Home Brokera wynika, że przez pierwszych pięć miesięcy 2015 r. w przypadku 54,2 proc. mieszkań kupowanych lub sprzedawanych za pośrednictwem firmy kredyt hipoteczny nie był potrzebny.

Warto jednak zauważyć, że w poszczególnych miastach zaobserwowaliśmy spore zróżnicowanie współczynnika zakupów gotówkowych. Spośród przebadanych przez Home Brokera rynków najczęściej z kredytu mieszkaniowego klienci korzystają we Wrocławiu i Gdańsku. To dwa z trzech dużych ośrodków, w których kredyt wykorzystywany jest częściej niż przy połowie transakcji. Trzecim jest Warszawa.

W dużych miastach więcej kredytów
W w/w miastach mamy do czynienia z wysokimi cenami nieruchomości, co bez wątpienia wpływa na potrzebę wsparcia zakupu mieszkania kredytem. Wg ostatniego notowania Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance, mediana ceny metra kwadratowego dla Gdańska to 4993 zł, dla Wrocławia 5571 zł, a dla Warszawy – 7233 zł. Warszawa jest oczywiście miastem najdroższym, ale odsetek klientów gotówkowych nie jest tam najniższy (49 proc., a np. we Wrocławiu 42 proc.), jest to spowodowane sporą liczbą osób kupujących w stolicy mieszkania czysto inwestycyjnie – tacy klienci rzadziej korzystają z pożyczki, bo obniża to rentowność ich inwestycji.

W czterech przebadanych przez HB miastach odsetek transakcji gotówkowych przekroczył 60 proc., a w pięciu kolejnych – 70. Zwykle są to mniejsze rynki takie jak Kielce (74 proc.), Bielsko-Biała (74 proc.), Częstochowa czy Płock.

Łódź wyjątkiem potwierdzającym regułę
Ale jest wśród nich miasto duże, a mowa o Łodzi, gdzie 70 proc. tegorocznych transakcji mieszkaniowych zostało rozliczonych bez pomocy bankowego kredytu. To trzeci największy ośrodek miejski w Polsce (ponad 700 tys. mieszkańców), jednak z dość specyficznym rynkiem nieruchomości. Mieszkania w Łodzi są, na tle innych dużych miast, tanie (4 232 zł za mkw.), a bliskość Warszawy sprawia, że nie brakuje na rynku osób z zasobnym portfelem. W efekcie kredyt mieszkaniowy jest potrzebny rzadziej niż w innych miastach podobnej wielkości.

Rosnąca liczba klientów gotówkowych to efekt stabilizacji na rynku mieszkaniowym oraz niskich stóp procentowych. Tani kredyt nie przekłada się bowiem na popularność tej formy finansowania zakupu mieszkania. Za to niskie stopy procentowe, które powodują też obniżkę oprocentowania depozytów bankowych i obligacji skarbowych, a to zniechęca część klientów do trzymania pieniędzy na tych instrumentach. Szukają alternatyw i jedną z nich jest rynek nieruchomości. To widać także po wynikach sprzedaży deweloperów, którzy notują rekordowe wyniki. Z danych firmy REAS wynika, że w pierwszym kwartale 2015 r. liczba transakcji na rynku pierwotnym na sześciu najważniejszych rynkach wyniosła rekordowe 11,5 tys. mieszkań. Przez ostatnich 12 mies. sprzedano 43,5 tys. lokali, o 20 proc. więcej niż w rekordowych latach 2007 i 2013.

Marcin Krasoń, Home Broker

Będzie MdM na rynku wtórnym?

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Podczas wczorajszego posiedzenia podkomisji obradującej nad nowelizacją ustawy o Mieszkaniu dla Młodych pojawiła się i została przegłosowana, rewolucyjna propozycja włączenia do niego rynku wtórnego. Podtrzymany został też pomysł zwiększenia dostępności oraz kwot dopłat dla rodzin wielodzietnych.

Dla kogo dopłaty w MdM?
Wg stanu na dziś, aby skorzystać z rządowego dofinansowania, należy kupować mieszkanie z rynku pierwotnego, które mieści się w limicie cenowym dla danej lokalizacji oraz spełnia warunek powierzchniowy (75 mkw. dla mieszkań i 100 mkw. dla domów – o 10 mkw. więcej w przypadku rodziców z co najmniej trójką dzieci). Ważne jednak, że mieszkanie może pochodzić jedynie z rynku pierwotnego i musi być kupione na kredyt w złotych rozliczony na co najmniej 15 lat i w kwocie odpowiadającej co najmniej połowie ceny nabywanej nieruchomości. O dofinansowanie mogą ubiegać się osoby do 35. Roku życia, zarówno single, jak i małżeństwa, bez względu na to, czy mają dzieci.

Katalog beneficjentów programu nie zostanie zmieniony, ale rząd od początku chce ułatwić dostęp do niego rodzinom wielodzietnym (czyli z co najmniej trójką dzieci) oraz dać możliwość zakupu mieszkania od spółdzielni mieszkaniowych.

Więcej dla rodzin wielodzietnych
Beneficjenci z co najmniej trójką dzieci będą mogli otrzymać dopłatę kupując kolejną nieruchomość, a nie tylko pierwszą. Dodatkowo, osoby takie mogą też liczyć na wyższe dopłaty i to podwójnie. Z jednej strony bowiem dofinansowanie dla nich będzie się liczyć maksymalnie do 65 mkw. (a nie do 50 mkw. jak dla pozostałych), z drugiej zaś wprowadzona ma zostać zasada, wg której kwota dopłaty zależeć będzie od liczby dzieci. Dotąd na 10 proc. wartości odtworzeniowej mogli liczyć beneficjenci bezdzietni, a na się15 proc. ci z potomstwem. Po zmianach 15 proc. ma być dostępne dla kredytobiorców z jednym dzieckiem, tym z dwójką przypadnie 20 proc., a z trójką – aż 30 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania. W efekcie połączenia obu w/w zmian dopłaty dla kredytobiorców z co najmniej trójką dzieci wzrosną o 160 proc.

Rynek wtórny w MdM
Teraz pojawił się całkowicie nowy pomysł, który może zrewolucjonizować program MdM. Chodzi o wprowadzenie możliwości skorzystania z rynku wtórnego przez osoby kupujące mieszkanie z drugiej ręki. To bardzo istotna zmiana, bo daje szansę na dopłaty osobom kupującym nieruchomości w miejscowościach gdzie deweloperzy ani spółdzielnie nie budują. Ich działalność koncentruje się bowiem w dużych miastach, a w wielu miejscowościach rynek mieszkań to tylko nieruchomości z drugiej ręki. Budownictwo w nich opiera się na inwestycjach realizowanych przez osoby fizyczne na własny użytek (budownictwo indywidualne), a ktoś taki nie jest uprawiony do skorzystania z dopłat MdM, a jedynie może liczyć na zwrot VAT za materiały budowlane, a to i tak tylko jeśli buduje dom o powierzchni do 100 mkw. (110 mkw. dla rodzin wielodzietnych).

Warto jednak dodać, że wg pomysłu podkomisji mieszkania z rynku wtórnego mają mieć inne limity cen kwalifikujące nieruchomość do programu MdM. W przypadku rynku pierwotnego jest to 110 proc. średniego wskaźnika odtworzeniowego, dla mieszkań z drugiej ręki ma to być 90 proc. W efekcie na przykład w Warszawie limit dla rynku pierwotnego wynosi 6 588,32 zł, a przy tych założeniach na rynku wtórnym będzie to 5 390,44 zł.

Włączenie do Mieszkania dla Młodych rynku wtórnego sprawi, że dopłaty staną się dostępne dla osób mieszkających z dala od głównych ośrodków miejskich oraz kupujących tańsze mieszkania używane. Należy jednak pamiętać, że propozycja podkomisji (choć przyjęta głosami Platformy Obywatelskiej) może, lecz nie musi zostać przyjęta przez parlament. Przedwyborcza mobilizacja daje szansę na to, że zmiany wejdą w życie w trzecim kwartale 2015 roku.

Czynszówki dla niezamożnych
Jednocześnie skierowano do sejmu projekt nowelizacji ustawy o czynszówkach, który zakłada reaktywację społecznego budownictwa czynszowego. Kosztem 750 mln zł rząd chce wspierać budowanie mieszkań przeznaczonych dla osób o umiarkowanych dochodach, które z jednej strony mają problem z otrzymaniem lokalu komunalnego, a z drugiej nie stać ich na zakup własnego lokalu. Pomysł zakłada, że osoby takie będą mogły wynajmować mieszkanie na atrakcyjnych warunkach, roczny czynsz nie będzie mógł przekraczać 5 proc. wartości odtworzeniowej dla danej lokalizacji, co oznacza, że np. w Warszawie 50-metrowe mieszkanie wynajmiemy za około 1200 zł miesięcznie.

Wg projektu o mieszkanie ubiegać będą się mogły osoby spełniające kryterium dochodowe. Np. w Warszawie w przypadku singla nie może to być więcej niż 2,8 tys. zł netto miesięcznie, a dla rodziny trzyosobowej kwota ta wynosi 5,7 tys. zł.

Marcin Krasoń, Home Broker

Spokojny początek ciekawego tygodnia

Spokojny początek ciekawego tygodnia 4

Spokojny poniedziałek obserwujemy na rynkach finansowych. Giełdy w Stanach Zjednoczonych nie działają ze względu Święto Niepodległości, a pozostałe cechuje niewielka zmienność, nie licząc warszawskiego parkietu, którego główny indeks spadał w pewnym momencie prawie 3%. Wszystko za sprawą nowych pomysłów dotyczących OFE.

Pokusy partii rządzącej na środki pozostałe w OFE spowodowały przecenę na warszawskim parkiecie, choć trzeba przyznać, że po południu straty zostały odrobione. Ponadto rynki działają raczej w lekkim uśpieniu ze względu na dzień wolny w Stanach Zjednoczonych. Ruch w górę kontynuuje złoto, które sukcesywnie zmierza w stronę 1400 USD za uncję.

Spokojny początek nie oznacza nudnego całego tygodnia. Już jutro poznamy indeksy PMI tym razem dla usług. W środę zostaną opublikowane „minutki” Fedu z czerwcowego posiedzenia, choć trzeba przyznać, że protokół raczej nie będzie miał dużego wpływu na rynki, gdyż posiedzenie FOMC odbyło się przed referendum w Wielkiej Brytanii, a obecnie jak wiadomo sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Z kolei koniec tygodnia będzie zdominowany przez dane z amerykańskiego rynku pracy. W czwartek poznamy zmianę zatrudnienia w sektorze pozarolniczym według ADP, a w piątek dane rządowe.

Stopy procentowe

W połowie tygodnia odbędzie się posiedzenie RPP, które prawdopodobnie nie przyniesie żadnych zmian stóp procentowych, ani kierunku prowadzonej polityki pieniężnej. Polski złoty odrobił część strat wywołanych Brexitem, a więc zapewne bank stwierdzi, że przygląda się sytuacji i trzyma rękę na pulsie. Zapewne zostanie również stwierdzone, że utrzymująca się deflacja jest spowodowana czynnikami zewnętrznymi. Raczej nie należy spodziewać reakcji na rynku walutowym w związku z posiedzeniem.

Dzisiaj polski złoty jest najsłabszą walutą z koszyka walut krajów wschodzących. Niestety wszelkie zawirowania wokół systemu emerytalnego szkodzą rodzimej walucie, bez względu na to, czy w dłuższym terminie spowodują lepsze warunki finansowe przyszłym emerytur.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Srebro, srebro odleciało

Srebro, srebro odleciało 5

Srebro, lepsze od złota, wyskoczyło do góry, a wręcz zrobiło historyczny rajd, którego nikt nie zapomni. Na początku 2016 roku za uncję srebra należało zapłacić 13 USD, teraz jest to 20 USD, a tym samym srebro jest najdroższe od 2014 roku.

Według najnowszego raportu World Gold Council bardzo duży popyt zgłaszają fundusze ETF, których status zobowiązuje do nabywania fizycznego złota za nowy kapitał. Jest to sygnał, który przemawia za kontynuacją długoterminowego trendu wzrostowego.

Analiza techniczna idzie w zgodzie z analizą fundamentalną. Przełamanie, bardzo mocnego, tygodniowego oporu 18.62 było bardzo istotne. Pomimo tego należy spodziewać się korekty ostatnich wzrostów, które był zbyt duże oraz nagłe.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ropa WTI – w oczekiwaniu na korektę

Ropa WTI - w oczekiwaniu na korektę 6

Ropa naftowa WTI od dłuższego czasu porusza się w kanale wzrostowym. Aktualnie strona popytowa walczy o utrzymanie dalszych wzrostów, jednak mogą być to rychłe nadzieje. Po tak dużym rajdzie, bez większej korekty, odreagowanie jest wskazane. Dolne ograniczenie formacji utrzymującej trend wzrostowy zostało już nadszarpnięte, a nawet pokonane. Przed spadkami notowania ropy WTI bronione są jedynie przez dzienne wsparcie 46.40-47.60.

Dodatkowo analiza fundamentalna wskazuje na możliwość większej korekty. Poprawiająca się sytuacja w Libii może doprowadzić do połączenia dwóch, największych koncernów eksportujących ropę naftową, a to będzie skutkowało zwiększoną produkcją. Z drugiej strony ataki rebeliantów na rurociągi w Nigerii obniża światową produkcję tegoż surowca. Pomimo tego bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja korekty ostatnich wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Tłumaczenia norweski

Biuro Tłumaczeń 123Tlumacz.pl powstało z prawdziwej pasji do języków. W ofercie znajdą Państwo tłumaczenia zwykłe i uwierzytelnione (zwane również przysięgłymi), z języka polskiego na język norweski i w drugą stronę.Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl

Tłumaczenia techniczne norweski

W Biurze Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. wykonasz tłumaczenia techniczne, przekłady specyfikacji technicznych, kart gwarancyjnych, instrukcji budowy i konserwacji maszyn, korespondencji biurowej, handlowej, ofert handlowych, CV, listów motywacyjnych, umów o pracę, korespondencji prywatnej, stron WWW, folderów reklamowych, etykiet, wypisów ze szpitala, wyników badań lekarskich, artykułów naukowych, m.in. z zakresu ekologii, weterynarii, turystyki, rolnictwa, historii, sztuki, marketingu i medycyny.

Wielu tłumaczy posiada uprawnienia NOT (Naczelnej Organizacji Technicznej), dzięki czemu Biuro Tłumaczeń może wykonać dla Państwa nawet najbardziej specjalistyczne przekłady. Ponadto świetnie znają norweskie realia, norweski rynek pracy, przepisy BHP, branże, w których pracują Polacy, tryb działania norweskich instytucji itp. W związku z tym mogą oni udzielić naszym Klientom cennych informacji i doraźnej pomocy translatorskiej, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Tłumaczenia norweski

Każda wycena traktowana jest indywidualnie i uwzględnia objętość tekstu, jego tematykę oraz czas potrzebny na realizacje zamówienia. Biuro nie stosuje sztywnych stawek, dostosowując się tym samym do oczekiwań Klientów.

Wychodzimy naprzeciw wymaganiom rynku translatorskiego i oferujemy atrakcyjne ceny, rabaty i dogodne warunki rozliczenia.

Jesteśmy do Państwa dyspozycji w razie pytań lub wątpliwości. Nasi konsultanci są dostępni mailowo, telefonicznie lub bezpośrednio w siedzibie biura znajdującego się w centrum Krakowa.

Tłumaczenia mołdawski

Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl - Tłumaczenia na język mołdawskiTłumaczenia na język mołdawski i z języka mołdawskiego wykonywane są w biurze 123Tłumacz.pl przez native speakera. Naszym priorytetem jest sporządzanie przekładów zgodnie z terminem, w sposób sumienny i rzetelny. Posiadamy duże doświadczenie w tłumaczeniach z wielu dziedzin, m.in. z: prawa, ekonomii, techniki, turystyki, marketingu, medycyny. Nawiązaliśmy współpracę z wieloma Klientami biznesowymi, a ich grono stale się powiększa.

Zgodnie z przyjętą polityką gwarantujemy również najwyższą jakoś dokonywanych przekładów oraz pełną poufność powierzanych nam dokumentów i tekstów. Współpraca z native speakerami języka mołdawskiego powoduje, że podejmujemy się realizacji zamówień z dziedzin wiedzy takich jak: prawo, ekonomia, medycyna, górnictwo, hutnictwo, motoryzacja, budownictwo, energetyka, maszynoznawstwo, transport, nowoczesne media elektroniczne.

Praktyczna znajomość kultury, zwyczajów i mentalności Mołdawian oraz liczne rekomendacje od zadowolonych Klientów sprawiają, że nasza oferta z pewnością sprosta Państwa wymaganiom. Nie stosujemy sztywnych stawek za tłumaczenia, aby ostateczny koszt dostosować do poziomu trudności tekstu, jego objętości oraz czasu realizacji zamówienia. Stałym Klientom oferujemy ponadto atrakcyjne rabaty i dogodne warunki płatności.

Mimo że siedziba naszego biura tłumaczeń znajduje się w centrum Krakowa, to jej zakres działania jest ogólnopolski, a nawet przekraczający granicę. Nie odrzucamy żadnego zamówienia, a w razie potrzeby konsultujemy się z niezależnymi ekspertami w danej dziedzinie.

Nowe procedury ratunkiem dla upadających firm

Ustawodawca dostrzegł, że postępowania upadłościowe trwają za długo. Postępowania restrukturyzacyjne są dziś przewidziane na znacznie krótszy czas i zdaniem ekspertów, nowe procedury mają przed sobą przyszłość. Najdłużej mają trwać postępowania sanacyjne prowadzące do poprawy sytuacji w firmie. Obecnie wprowadzone są nowe rozwiązania, które mają zdecydowanie uprości procedury. Postępowania restrukturyzacyjne pozwalają na uratowanie przedsiębiorstw i zachowanie miejsc pracy. Więcej w materiale wideo.

Gdzie leżeć będą punkty sporu między Unią a Wielką Brytanią?

Decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii już zapadła, teraz sprawy, które od lat były ważnym elementem życia w ramach Wspólnoty podlegać będzie negocjacjom. – Trudnym punktem będą finanse. Wielka Brytania dokłada się cały czas do budżetu Unii, a przypomnijmy, że nawet po wynegocjowanym przez siebie rabacie, ciągle jest płatnikiem netto. Im szybciej Brytyjczycy zdecydują się na zabranie swoich pieniędzy ze stołu, tym gorzej dla Polski – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny analityk XTB. Więcej w materiale wideo.

To kiedy był ten "Brexit"?

To kiedy był ten "Brexit"? 7

Od referendum w Wielkiej Brytanii minęło ponad tydzień. Każdy spodziewał się wielkiej zapaści na rynku akcji oraz obligacji. Jednak rynek zrobił zwrot, od ostatniego poniedziałku prym we wzrostach wiedzie indeks 100 największych, brytyjskich spółek zyskując ponad 9%, następny jest DAX oraz S&P 500. Tutaj wzrosty wynoszą odpowiednio 5,37% oraz 5,12%.

Wynik jest naprawdę imponujący jak na nadchodzący kryzys, który został przełożony. Pomoc przyszła ze strony Banków Centralnych, które mają zamiar dofinansować globalny rynek finansowe niższymi stopami procentowymi, a także dodrukiem „pustego” pieniądza.

Jeżeli Banki Centralne utrzymają ton ostatnich wypowiedzi, to bardzo prawdopodobne są nowe szczyty na S&P 500 oraz FTSE 100, natomiast DAX 30 oraz niemiecka gospodarka boryka się z innymi problemami, które mogą uniemożliwić osiągnięcie nowych szczytów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Najczęściej popełniany błąd przy podpisywaniu umowy najmu mieszkania

Umowa najmu określa prawa i obowiązki najemcy oraz wynajmującego. Daje ona pewność, że wszystko przeprowadzone jest legalnie a w razie sytuacji spornej można zawsze do niej sięgnąć i powołać się na jej zapisy.

W internecie są ogólnodostępne umowy, które pełne są błędów. Umowa powinna np. zawierać cenę najmu i informację, kto pokrywa czynsz administracyjny. Wadą jest stosowanie zapisu o okresie wypowiedzenia w przypadku zawarcia umowy na czas oznaczony. Okres wypowiedzenia np. trzymiesięczny okres stosujemy wyłącznie w umowach zawartych na czas nieoznaczony.

Najczęściej popełnianym błędem przez klientów jest zawieranie umów na czas oznaczony z zachowaniem terminu wypowiedzenia np dwóch miesięcy. Prawo nie przewiduje takiego rozwiązania. Więcej w materiale wideo.