Warszawa zachęca turystów i mieszkańców do korzystania z aplikacji. Mają one pomóc w poznawaniu miasta i jego historii

CEO Magazyn Polska

Warszawa postanowiła wykorzystać do promocji miasta najnowsze technologie. Stawia na aplikacje mobilne, które wykorzystują wirtualną rzeczywistość jako formę poznawania miasta i jego historii. Ostatnio powstała aplikacja wirtualnej rzeczywistości HASHHoryzontHistorii. Miasto proponuje także aplikację pozwalającą na selfie z awatarem Fryderyka Chopina.

Nowoczesne technologie są niezwykle popularnym sposobem na poznawanie miasta. Wykorzystywanie tych nowych technologii to tendencja wyraźna na całym świecie i my również staramy się ja wykorzystywać – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Witkowska, dyrektor Stołecznego Biura Turystyki.

Współcześni turyści potrzebują dodatkowych bodźców wywołujących pozytywne emocje i skojarzenia z danym miastem. Trzeba wyjść temu naprzeciw i zapewnić im atrakcyjną formę zwiedzania.

Tworzymy aplikacje na urządzenia mobilne, wykorzystujemy rozszerzoną rzeczywistość, wirtualną rzeczywistość po to, żeby pokazać miasto w sposób, jaki nie jest do zobaczenia w normalnych warunkach. Chodzi o to, żeby pokazać miejsca, których nie można zwiedzić, a dzięki wykorzystaniu nowoczesnych technologii jest to możliwe – tłumaczy Anna Witkowska.

Warszawa jest popularnym miejscem wyjazdów na city break, czyli na krótkie wyjazdy, najczęściej weekendowe. W ubiegłym roku przyjechało do stolicy blisko 8 mln turystów. Przeważają turyści z Polski, zorganizowane wycieczki szkolne lub pracownicze. Ta tendencja się jednak zmienia i stolica staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem przyjazdów gości z zagranicy.

Stołeczne Biuro Turystyki wyprodukowało dwie aplikacje pozwalające zobaczyć Warszawę z innej perspektywy, zagłębić się w historię i poznać miejsca, których już nie ma.

Aplikacja „Chopin in Warsaw”, wykorzystując rozszerzoną rzeczywistość, pozwala zobaczyć miejsca, które już nie istnieją, do których normalnie nie ma obecnie dostępu, np. salonik Chopinów albo Pałac Saski – mówi Anna Witkowska – Dodatkowa aplikacja „Selfie with Chopin”, która dzięki geolokalizacji i technologii wykrywania twarzy pozwala sobie zrobić zdjęcie z wirtualną postacią Fryderyka Chopina, z awatarem Fryderyka Chopina  – dodaje.

Aplikacje te cieszą się ogromną popularnością nie tylko wśród młodzieży. Zdjęcia można bez ograniczeń umieszczać na swoich portalach społecznościowych.

Dlaczego warszawski szczyt NATO jest dla Polski ważny

Warszawski szczyt NATO może okazać się bardzo ważny. Prawdopodobnie zapadną na nim istotne decyzje dotyczące obecności Sojuszu w Polsce. – Poruszymy z pewnością kwestie związane z cyberbezpieczeństwem i bezpieczeństwem energetycznym. O agendzie i ustaleniach już słyszymy w mediach – mówi Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl i ekspert ds. energetyki.

Demontaż OFE: priorytetem nie jest emeryt tylko cel fiskalny

Program 500 plus musi być w jakiś sposób finansowany, a budżet na przyszły rok może mieć z tym problem, bo ryzyko nadmiernego deficytu jest spore. W związku z tym dziś trwa proces szukania pieniędzy – rząd wydaje się kroczyć drogą jeśli chodzi o OFE, traktuje się to jak pieniądze, które można w jakiś sposób sobie zagospodarować – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Więcej w materiale wideo.

Polska ma prawo do rekompensaty od Gazpromu

Gazprom tłumaczy obniżkę dostaw do Polski problemami technicznymi. Na szczęście nie stanowiło to zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. – Ta obniżka mogła mieć charakter techniczny, ale równie dobrze mógł być to sygnał do rosyjskich partnerów – mówi Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl i ekspert ds. energetyki. Czy przez błąd, usterkę lub celowe działanie Gazpromu, Polska będzie miała tańszy gaz? Tak może być. Więcej w materiale wideo.

NBP i EBC bez zmian, BoE w natarciu

NBP i EBC bez zmian, BoE w natarciu 1

RPP nie zmieniła stóp procentowych w Polsce. Mario Draghi również nie zaskoczył na dzisiejszej porannej konferencji. Obecnie największą ofensywą cechuje się Bank Anglii, który wczoraj zapowiedział zmniejszenie wymogów kapitałowych dla banków w celu poprawy akcji kredytowej dla firm i gospodarstw domowych.

Właśnie zakończyła się konferencja prasowa Rady Polityki Pieniężnej, na której nowy prezes Adam Glapiński stwierdził, że na razie nie ma potrzeby obniżania stóp procentowych w Polsce. Wciąż mamy stabilne tempo wzrostu gospodarcze, choć prognozy zostały nieco obniżone.

Roczne tempo wzrostu PKB powinno znaleźć się w przedziale 2,6 % – 3,8% w 2016 roku wobec 3,0 – 4,5%. Z kolei utrzymująca się deflacja nie ma negatywnego skutku dla gospodarki. Podwyżki stóp procentowych mogłyby być rozpatrywane, gdyby tempo wzrostu gospodarczego wzrosło do 5%, podsumował Prezes NBP.

Polski złoty nie zareagował zbytnio na decyzję RPP. Dzisiaj nasza rodzima waluta traci ze względu na słaby klimat na rynkach. Obecnie inwestorzy nie tylko obawiają się skutków opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, ale również o stabilność włoskiego sektora bankowego, który ma problem z dużą ilością niespłacanych pożyczek. W ostatnich dniach coraz głośniej jest o konieczności dokapitalizowania tamtejszych banków. Prezes jednego z największych francuskich banków ostrzega, że kryzys w sektorze bankowym Włoch może przenieść do całej Europy.

Kurs USD/PLN przełamał okrągły poziom 4 złoty i prawdopodobnie w najbliższym czasie pozostanie nad tym obszarem. EUR/PLN pozostał pod strefą 4,45 i obecnie poziom ten powinien powstrzymywać dalsze wzrosty na tej parze. Złoty również tracił do franka szwajcarskiego, choć wydaje się, że poziom 4,12 nie zostanie w najbliższym czasie przełamany.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Najdroższe lokalizacje biurowe na świecie – raport CBRE

Hong Kong stał się najdroższą lokalizacją biurową na świecie, a Azja pozostaje nadal w czołówce z czterema z pierwszych pięciu najdroższych lokalizacji według najnowszego raportu przygotowanego przez CBRE Global Prime Office Occupancy Costs

Centralna dzielnica biznesu w Hong Kongu otwiera ranking najdroższych biur, z kosztami najmu w wysokości około 232 EUR/mkw./mies. Na drugim miejscu znajduje się londyński West End (209 EUR/mkw./mies.), na trzecim Pekin (Ulica Finansowa) (150 EUR/mkw./mies.), czwarte miejsce to również Pekin (tym razem Central Business District (CBD)) (145 EUR/mkw./mies.), a pierwszą piątkę zamyka Hong Kong (tym razem dzielnicą West Kowloon) (143 EUR/mkw./mies.).

„W Warszawie w wyniku nadpodaży czynsze umowne utrzymują się na relatywnie niskim poziomie. Najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe wynajmowane są za około 23,00 EUR/mkw./mies., nie uwzględniając licznych zachęt oferowanych najemcom. Całkowite koszty najmu., spadły w Warszawie o 3,3% w skali roku. W nadchodzących miesiącach możliwe są dalsze obniżki stawek ofertowych za wynajem biura, które mogą utrzymać się na poziomie 22-23EUR/mkw./mies. przez najbliższe 2-3 lata. Widać jednak, że jednocześnie popyt na biura utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i w związku z tym nie przewidujemy radykalnych zmian.” – mówi Katarzyna Gajewska, Starszy Konsultant, Dział Doradztwa i Badań Rynku, CBRE.

„Silna konkurencyjność na warszawskim rynku biurowym wymaga od właścicieli budynków znacznej elastyczności i kreatywności, natomiast najemców stawia w stosunkowo korzystnej pozycji negocjacyjnej. Taka sytuacja przekłada się bezpośrednio na mocny rozwój produktu w kontekście jego jakości oraz atrakcyjności dla użytkownika. Jednocześnie ciekawym trendem, który należy mieć na uwadze, jest obserwowane w całym regionie EMEA spadające znaczenie kosztów najmu wobec rosnącej koncentracji na pracownikach oraz ich wydajności.” mówi Łukasz Kałędkiewicz, Dyrektor działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE

Całkowite koszty najmu w najlepszej jakości obiektach — w które wlicza się stawki czynszów najmu, lokalne podatki, koszty utrzymania powierzchni wspólnych oraz opłaty eksploatacyjne — wzrosły na całym świecie o 2,4% w skali roku. Najwyższy wzrost odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku (2,7%), obu Amerykach (2,3%), a w regionie EMEA o 2,1%.

CBRE przeprowadziła badania kosztów najmu w najlepszych biurowcach w 126 lokalizacjach na całym świecie. W pierwszej 50-tce “najdroższych” lokalizacji znalazło się 20 lokalizacji z Azji i Pacyfiku, 20 z regionu EMEA, a 10 z kontynentów Ameryki.

Europa, Środkowy Wschód i Afryka (EMEA)

Europa czerpie korzyści z cyklicznego wzrostu wydatków na cele konsumpcyjne oraz inwestycje, jak również z bardzo korzystnej waluty oraz intensywnej polityki monetarnej, które sprawiły iż Dublin, Sztokholm oraz Barcelona stały się najszybciej rozwijającymi rynkami w regionie. W większości rynki środkowej i wschodniej Europy odnotowały spadki w skali roku, włączając Moskwę, która nadal jest w trakcie recesji. Koszty szybko wzrosły w Afryce Południowej z Johannesburgiem, Kapsztadem i Durbanem odnotowującymi wartości wyższe o przynajmniej 6,9% od wartości z poprzedniego roku.

Tylko 11 z 56 rynków EMEA odnotowało spadek kosztów najmu w skali roku w najlepszych lokalizacjach biurowych.

Oprócz londyńskiej dzielnicy West End, kolejnym rynkiem z regionu, który znalazł się w światowej 10 była londyńska dzielnica City (116 EUR/mkw./mies.).

10 najdroższych lokalizacji biurowych na świecie

(EUR/mkw./mies.)

Koszt

Pozycja

Lokalizacja

najmu

1

Hong Kong (Centrum), Hong Kong

231,75

2

Londyn – Centrum (West End), Wielka Brytania

209,46

3

Pekin (Ulica Finansowa), Chiny

150,19

4

Pekin (CBD), Chiny

145,02

5

Hong Kong (West Kowloon), Hong Kong

143,34

6

Tokio (dzielnica Marunouchi/Otemachi), Japonia

128,15

7

New Delhi (Connaught Place – CBD), Indie

119,55

8

Londyn – Centrum (City), Wielka Brytania

116,10

9

Nowy Jork (Midtown Manhattan), Stany Zjednoczone

109,17

10

Szanghaj (Pudong), Chiny

106,03

80

Warszawa – CBD, Polska

33,00

Lokalizacje o najbardziej dynamicznych zmianach stawek czynszu w skali roku

(według lokalnych walut i metod badań)

5 lokalizacji o największym wzroście kosztów najmu

%

Pozycja

Lokalizacja

Zmiana

1

Hong Kong (West Kowloon), Hong Kong

19,5

2

Dublin, Irlandia

16,6

3

Hong Kong (Centrum), Hong Kong

14,2

4

Sztokholm, Szwecja

13,6

5

Monterrey, Meksyk

11,5

5 lokalizacji o największym spadku kosztów najmu

Pozycja

Lokalizacja

% Zmiana

1

Calgary (Downtown), Kanada

-16,8

2

Palma de Mallorca, Hiszpania

-16,2

3

Santiago, Chile

-13,8

4

Singapur, Singapur

-13,8

5

Rio de Janeiro, Brazylia

-12,4

50 najdroższych lokalizacji biurowych

(w Euro za mkw. )

Pozycja

Pozycja

(1kw.

Koszty

(3kw.

2016)

Lokalizacja

najmu

2015)

1

Hong Kong (Centrum), Hong Kong

231,75

2

2

Londyn – Centrum (West End), Wielka Brytania

209,46

1

3

Pekin (Ulica Finansowa), Chiny

150,19

3

4

Pekin (CBD), Chiny

145,02

4

5

Hong Kong (West Kowloon), Hong Kong

143,34

5

6

Tokio (Marunouchi/Otemachi), Japonia

128,15

7

7

New Delhi (Connaught Place – CBD), Indie

119,55

6

8

Londyn – Centrum (City), Wielka Brytania

116,10

8

9

Nowy Jork (Midtown Manhattan),Stany Zjednoczone

109,17

10

10

Szanghaj (Pudong), Chiny

106,03

9

11

Moskwa, Rosja

97,38

11

12

San Francisco (Downtown), Stany Zjednoczone

96,21

12

13

Szanghaj (Puxi), Chiny

85,17

13

14

Paris Ile-de-France, Francja

84,64

14

15

Boston (Downtown), Stany Zjednoczone

82,85

15

16

San Francisco (Peninsula), Stany Zjednoczone

77,76

19

17

Seul (CBD), Korea Południowa

77,01

21

18

Shenzhen, Chiny

75,76

23

19

Mumbaj (Bandra Kurla Complex), Indie

75,70

18

20

Singapur, Singapur

75,44

16

21

Genewa, Szwajcaria

74,78

22

22

Sydney, Australia

73,97

26

23

Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie

73,92

20

24

Waszyngton, (Downtown), Stany Zjednoczone

70,51

17

25

Seul (Yeouido), Korea Południowa

69,02

25

26

Nowy Jork (Downtown Manhattan),Stany Zjednoczone

68,74

24

27

Zurych, Szwajcaria

65,09

28

28

Los Angeles (Suburban), Stany Zjednoczone

64,88

29

29

Stambuł, Turcja

64,08

27

30

Dublin, Irlandia

63,99

31

31

Sztokholm, Szwecja

59,49

36

32

Manchester, Wielka Brytonia

57,98

30

33

Birmingham, Wielka Brytania

57,41

35

34

Mumbaj (Nariman Point – CBD), Indie

57,09

32

35

Dżakarta, Indonezja

56,95

41

36

Edynburg, Wielka Brytania

55,68

33

37

Kanton, Chiny

52,33

34

38

Glasgow, Wielka Brytania

52,24

38

39

Meksyk, Meksyk

52,06

40

40

Tajpej, Tajwan

52,02

43

41

Aberdeen, Wielka Brytania

51,67

37

42

Leeds, Wielka Brytania

51,67

39

43

Bristol, Wielka Brytania

50,52

42

44

Houston (Downtown), Stany Zjednoczone

49,91

44

45

Ho Chi Minh City, Wietnam

49,76

46

46

Mediolan, Włochy

49,70

45

47

Frankfurt nad Menem, Niemcy

48,55

47

48

Perth, Australia

47,55

49

49

Tel Awiw, Izrael

47,38

53

50

São Paulo, Brazylia

47,04

52

Źródło: CBRE Research, 1kw. 2016,

Barierą w rozwoju innowacyjnych firm jest dostęp do finansowania i niski poziom kapitału społecznego

Gospodarka oparta na wiedzy nie może się rozwijać bez nowatorskich przedsięwzięć, czyli startupów. Na tle czterdziestu najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów świata dojrzałość polskiego ekosystemu startupów znajduje się na średnim poziomie. Spośród pięciu badanych czynników najlepiej wypadają: regulacje prawne, otoczenie instytucjonalne oraz kapitał ludzki. Jak wynika z badania „Diagnoza ekosystemu startupów w Polsce” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, potencjał rozwoju startupów w Polsce jest znaczący. Wartość dodana wygenerowana przez nie w 2023 roku może wynieść nawet 2,2 mld zł, a liczba stworzonych miejsc pracy ponad 50 tys. Deloitte przeprowadziło badanie ekosystemu startupów w partnerstwie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, PKO Bankiem Polskim i T-Mobile.

Deloitte stworzył model dojrzałości ekosystemu startupów, obejmujący pięć kluczowych obszarów: finansowanie, regulacje prawne, kapitał ludzki, kapitał społeczny oraz otoczenie instytucjonalne. W skali od jednego do czterech Polska uzyskała stopień dojrzałości wynoszący 1,93. „Polska radzi sobie najlepiej w obszarze regulacji prawnych i otoczenia instytucjonalnego, które otrzymały odpowiednio 2,55 i 2,5 punktów. Wynika to m.in. z faktu, że wiele przepisów odnoszących się do działalności startupów jest zharmonizowanych na poziomie unijnym. Najsłabiej rozwiniętymi obszarami w Polsce są kapitał społeczny i finansowanie z oceną 1,5 i 1,68” – wyjaśnia Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte.

W przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej niski poziom kapitału społecznego jest często spuścizną okresu komunistycznego. Objawia się to niskim poziomem zaufania, brakiem umiejętności współpracy, niewielkim zaangażowaniem w życie społeczne oraz awersją do ryzyka. Z kolei, dość słaba ocena Polski w obszarze finansowania jest efektem przede wszystkim niewielkich oszczędności w gospodarce oraz niedostatecznej skłonności do ryzyka i aktywności inwestorów, w tym aniołów biznesu czy funduszy venture capital. Potrzeby startupów na kolejnych etapach ich rozwoju są zróżnicowane. Oznacza to, że niektóre aspekty opisywanych kluczowych obszarów zyskują bądź tracą na znaczeniu wraz z rozwojem przedsięwzięcia.

 

Deloitte przeprowadził badanie wśród 211 startupów, które działają w Polsce. Przebadane podmioty funkcjonowały w różnych obszarach. Ponad połowa ankietowanych stwierdziła, że ich działalność związana jest z rozwiązaniami ICT (teleinformatyka) lub wspieraniem transformacji cyfrowej. Niemal jedna trzecia badanych powiązała swoją aktywność z przemysłem kreatywnym i technologiami multimedialnymi. Ponad 80 proc. ankietowanych startupów zostało założonych w ciągu ostatnich pięciu lat. Aż 70 proc. respondentów określiło etap cyklu życia swojego startupu jako walidację ( proces weryfikacji popytu na usługę/produkt wytwarzany przez firmę i porównywanie wyników z założeniami) lub skalowanie (etap zmierzający w kierunku szybkiego wzrostu przychodów, liczby użytkowników lub innych założonych wskaźników). „Spośród ankietowanych podmiotów ponad 82 proc. prowadziło działalność na terenie Polski, a ich założyciele niemal w 95 proc. pochodzili z naszego kraju. Wśród startupów nieprowadzących jeszcze działalności w Polsce ponad 80 proc. planowało jej rozpoczęcie, co najczęściej uzasadniano dostępem do większej liczby klientów oraz do wiedzy i doświadczenia innych przedsiębiorców” – mówi Jakub Weber, Starszy Menedżer w zespole Innovation Consulting Deloitte.

 

W 2015 roku niecałe 13 proc. ankietowanych startupów nie wykazało żadnych przychodów, a 64 proc. z nich nie przekroczyło pułapu 100 tys. zł. Wzrasta jednak odsetek startupów przekraczających ten próg. W 2014 było to 27 proc. podmiotów, w 2015 już 36 proc., natomiast według szacunków samych startupów w 2016 będzie to już 59 proc. Co trzeci z badanych startupów mógł w ciągu ostatnich trzech lat pochwalić się średniorocznym wzrostem przychodów przekraczającym 20 proc. Głównymi źródłami finansowania ich działalności w Polsce są środki własne i pieniądze pochodzące z bieżącej działalności. W badaniu zaobserwowano również wysoki odsetek startupów wspieranych przez fundusze venture capital. Aż 58 proc. startupów podjęło próbę pozyskania inwestora zewnętrznego dla swojego przedsięwzięcia. Średnio ma on udziały w wysokości 34,4 proc. (dotyczy to tylko tych podmiotów, w których wśród właścicieli są zewnętrzni inwestorzy).

Zdecydowana większość startupów (64 proc.) nie zatrudnia więcej niż cztery osoby (w przeliczeniu na pełne etaty). W blisko 80 proc. podmiotów wszyscy pracownicy zatrudnieni są w Polsce. Z kolei 56 proc. firm odnotowało stały wzrost zatrudnienia w ciągu ostatnich trzech lat. W 2/3 z nich wzrost ten przekraczał średnio 20 proc. rocznie.

Działalność startupów wywiera złożony wpływ na życie gospodarcze i społeczne. Unikalny charakter tego rodzaju przedsięwzięć powoduje, że niewielka część z nich staje się dojrzałymi przedsiębiorstwami, które znacząco oddziałują na gospodarkę. Jednak te, którym się uda osiągnąć dojrzałość, stają się bardzo ważnymi podmiotami gospodarki. „Startupy, które osiągną status gazeli – czyli będą na rynku od najwyżej 5 lat, będą zatrudniać ponad 10 osób, a przychody lub zatrudnienie będzie średnio rokrocznie zwiększać się o ponad 20 proc. – wygenerują w 2023 roku łącznie, czyli w sposób bezpośredni, pośredni i indukowany, ponad 2,2 mld złotych wartości dodanej. Jest to prawie o 500 milionów złotych więcej niż planowane na 2016 rok całkowite wydatki budżetu państwa na oświatę i wychowanie” – wyjaśnia Julia Patorska, Starszy Menedżer w Dziale Sustainability Consulting Deloitte.

Łącznie wygenerowane przez startupy dochody gospodarstw domowych w 2023 wyniosą ponad 757 milionów złotych. Dla porównania, taka kwota pozwoliłaby sfinansować miejsca w żłobkach w Warszawie dla ponad 42 tysięcy dzieci (obecnie M. St. Warszawa współfinansuje ponad 5,7 tys. miejsc w stołecznych żłobkach). Z szacunków Deloitte wynika, że w tym samym roku startupy stworzą w Polsce łącznie ponad 50,3 tysiąca miejsc pracy. Jest to więcej niż liczba absolwentów studiów stacjonarnych w wyższych szkołach publicznych na kierunkach związanych z techniką, przemysłem i budownictwem w roku akademickim 2013/2014. Te miejsca pracy zmniejszyłyby liczbę bezrobotnych poniżej 35. roku życia o 8 proc.

Mimo ambicji stania się regionalnym hubem startupowym Polska nie oferuje ułatwień w zatrudnianiu obcokrajowców i zakładaniu przez nich firm. Wykorzystując relatywnie duże rozmiary rynku wewnętrznego, stosunkowo rozwinięty rynek kapitałowy czy już istniejącą infrastrukturę badawczą, Polska może charakteryzować się dużą atrakcyjnością dla zagranicznych zespołów i założycieli startupów. Osiągnięcie znaczącego oddziaływania na polską gospodarkę jest więc realnym i osiągalnym celem. „Wymaga jednak podniesienia dojrzałości ekosystemu. Przez kolejne lata konieczne jest nieustanne obserwowanie środowiska startupowego, by kontrolować kierunek zmian. Doganiając najlepszych na świecie, powinniśmy jednocześnie monitorować oddziaływanie startupów na gospodarkę, by upewniać się co do prawidłowego tempa rozwoju” – podsumowuje Magdalena Burnat Mikosz.

Simply Data partnerem Ailleron SA na rynku greckim i na Cyprze

Ailleron SA wprowadza swój innowacyjny system interaktywnej obsługi gości hotelowych iLumio na kolejny europejski rynek z silną branżą hospitality. Nowym partnerem jednej z  czołowych polskich spółek IT została grecka Simply Data. Ma ona odpowiadać za sprzedaż i promocję rozwiązań iLumio w Grecji i na Cyprze.

Wierzymy, że współpraca z firmą Simlpy Data będzie owocna i korzystna dla obu stron. Simply Data prężnie działa na greckim rynku od 2004 roku i obsługuje obecnie ponad 500 klientów z branży hotelowej dostarczając szeroki zakres usług telekomunikacyjnych. Dzięki iLumio nasz grecki partner będzie mógł rozszerzyć swoje portfolio, co umożliwi mu oferowanie pełnego zakresu usług związanych z cyfrową obsługą gości – mówi Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Ailleron SA.

Rynek turystyczny to od lat jeden z najsilniejszych i najbardziej stabilnych sektorów w tym kraju. Jak wynika z raportu Greek Hospitality Report z 2015 roku, grecki sektor turystyczny jest w bardzo dobrej kondycji i odnotowuje stałe wzrosty. W 2014 roku Grecja zanotowała wzrost liczby turystów w stosunku do roku poprzedniego aż o 20,7%, a wpływy z turystyki zwiększyły się o 10,2%[1]. Rok 2015 był dla Greków jeszcze bardziej korzystny. Ogółem, w ubiegłym roku Grecję odwiedziło 23,8 miliona turystów, wydając 13,6 biliona euro. Liczba osób lądujących w Athens International Airport wzrosła o prawie 23% w roku 2015 w porównaniu z rokiem 2014[2].

Stały rozwój greckiego sektora turystycznego nie dziwi, ponieważ inwestorzy, widząc potencjał rynku, bardzo chętnie otwierają  nowe obiekty. Obecnie powstaje duża ilość hoteli 4 i 5 – gwiazdkowych, co daje nam wiele możliwości rozwoju w tym regionie. Cieszy nas, że branża hotelarska dostrzegła już potencjał nowoczesnych systemów hotelowych, dzięki czemu z powodzeniem realizujemy ekspansję na kolejnych rynkach. Największym zainteresowaniem wśród greckich hotelarzy cieszy się nasz najnowszy produkt– iLumio Mobile Concierge. Aplikacja mobilna umożliwia podróżującym bezpośredni kontakt z hotelem, daje możliwość mobilnego check-in‘u i check-out‘u, przeglądania oferty hotelu, zamawiania usług czy rezerwacji stolika w restauracji. Prawdziwym hitem, szczególnie na greckich wyspach, jest możliwość rezerwacji leżka przy basenie przez smartfona. Każdy kto na wakacjach lubi dłużej pospać nie musi się już zrywać o świcie, aby zająć ręcznikiem leżak – aplikacja zrobi to za niego! – dodaje Justyna Michalczyk, Dyrektor Zarządzająca iLumio.

Według GBR Tourism Consulting w 2016 roku Grecja znowu odnotuje wzrost liczby turystów o około 2% – 5%. Optymizm widać również wśród samych hotelarzyn – około 6 na 10 właścicieli hoteli prognozuje poprawę poziomu obłożenia o conajmniej 2%[3]. Nowe inwestycje i stale rosnąca liczba turystów mogą przyczynić się do jeszcze lepszych wyników tego sektora na koniec tego roku.

[1] http://money-tourism.gr/greek-hospitality-report-2015/?lang=en

[2] http://www.hotelnewsresource.com/pdf16/GBR_2015Q4.pdf

[3] http://www.hotelnewsresource.com/pdf16/GBR_2015Q4.pdf

Nawet 600 zł dziennie może zarobić od 1 lipca kierowca realizujący transport we Francji

Nawet 600 zł dziennie mogą zarobić od 1 lipca kierowcy realizujący transport we Francji. Wzrost kosztów pracy oraz nowe obowiązki administracyjne utrudniają polskim firmom świadczenie usług na rynku francuskim.

Francja to ważny partner handlowy Polski. Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych w 2014 r. polsko-francuska wymiana handlowa osiągnęła wartość 15,6 mld euro, z czego Polska miała 3mld euro nadwyżki w eksporcie. – Francja jest jednym z istotniejszych krajów tranzytowych w Unii Europejskiej. Wprowadzenie płacy minimalnej, która obejmie również polskich kierowców, nie tylko może odbić się na gospodarczych relacjach dwustronnych, ale poważnie uderzy w polskie firmy oferujące transport międzynarodowy – uważa prof. Jacek Brdulak z katedry Zarządzania i Marketingu Uczelni Łazarskiego oraz Geografii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Polskie firmy muszą mieć swojego przedstawiciela we Francji

Pracodawcy skarżą się nie tylko na wzrost kosztów pracy, ale i szereg barier administracyjnych.
– Problem francuskiej płacy minimalnej jest złożony. Do obowiązków firm transportowych należy m.in. wyznaczenie godzin pracy zgodnie z zasadami obowiązującymi na terenie Francji, z uwzględnieniem godzin równoważnych i nadliczbowych wypłacanych z dodatkiem 25% i 50% wg minimalnej stawki godzinowej wynoszącej 9,67 Euro. Dodatkowo pracodawca musi uwzględnić w rozliczeniu czasu pracy tzw. amplitudy oznaczające okresy pomiędzy odpoczynkami kierowcy. Firma musi też pamiętać, aby wyznaczyć swojego przedstawiciela we Francji, który będzie przechowywał niezbędne dokumenty do okazania w przypadku kontroli. Oznacza to, że już od 1 lipca każda firma transportowa, działająca we Francji musi mieć podpisaną umowę z francuskim reprezentantem – tłumaczy Bartosz Najman, prezes zarządu Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Komisja Europejska grozi palcem

Zarówno niemieckie przepisy o płacy minimalnej MiLoG, jak i francuskie Loi Macron spotkały się z krytyką ze strony Komisji Europejskiej. W komunikacie z 16 czerwca KE stwierdza, że „stosowanie płacy minimalnej we Francji i Niemczech odnośnie operacji transportu międzynarodowego, mających niewielki związek z terytorium państwa, na którego są świadczone, ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i swobodnego przepływu towarów.” – Rozwiązania francuskie są groźniejsze dla polskich przewoźników niż niemieckie – sądzi prof. Jacek Brdulak. – Rynek niemiecki to w dużej mierze obsługa wzajemnych obrotów handlowych. Wiele firm niemieckich ze względu na własne interesy korzysta z usług polskich przewoźników. W związku z tym następuje szybkie dostosowanie się rynku sąsiada do administracyjnych utrudnień. Poza tym niektóre rozwiązania pozostają zawieszone, a strona niemiecka skłania się uznać polskie składniki wynagrodzenia w płacy minimalnej. Paryż zdecydował się na wprowadzenie zapisów podobnych do MiLoG, jednak o ile z Berlinem możliwe jest szukanie porozumienia, o tyle Francuzi są znani z nieustępliwości w walce o swoje interesy. W tym momencie powinniśmy zrobić wszystko, aby nie dopuścić do takiego rozwiązania tej kwestii – dodaje prof. Jacek Brdulak.

Polski rząd przekonuje europejskich partnerów

Polska zabiega o rozwiązanie problemu płacy minimalnej w sektorze transportu na poziomie Unii Europejskiej, odwołując się do swobody świadczenia usług i solidarności krajów Wspólnoty. – Cieszę się, że sprawy niemieckiej i francuskiej płacy minimalnej nikt nie zamiecie pod dywan – powiedział dziennikarzom po szczycie dotyczącym Transportu, Energii i Telekomunikacji w Luksemburgu minister Infrastruktury i Budownictwa Andrzej Adamczyk. Minister zwrócił uwagę, że polscy kierowcy są podobnie wynagradzani, jak kierowcy z Niemiec czy Francji, a różnice występują na poziomie składowych wynagrodzenia. – Musi to być brane pod uwagę przez kraje prowadzące protekcjonistyczną politykę, politykę rozumianą w wymiarze interesów francuskich czy niemieckich, która doprowadza do zniszczenia i upadku transportu międzynarodowego państw takich jak Polska, Węgry, Słowacja, Słowenia – dodał minister Adamczyk.

Francuska płaca minimalna to duży koszt

Pracodawcy są zgodni, że Loi Macron, które zacznie obowiązywać 1 lipca 2016 r. spowoduje wzrost kosztów. – Podobnie jak w przypadku legislacji niemieckiej, francuska ustawa o płacy minimalnej to ograniczenie wolnego rynku, wolności świadczenia usług w Unii Europejskiej i znaczny wzrost kosztów – mówi Grzegorz S. Woelke, prezes zarządu VIVE Transport. – W tym momencie zdecydowaliśmy o wstrzymaniu transportów do Francji. Za skandaliczne uważamy opublikowanie w ostatniej chwili przepisów wykonawczych do ustawy, ponieważ firmy potrzebują czasu, aby spełnić warunki postawione przez Francuzów, w tym wydelegować do Francji przedstawiciela odpowiedzialnego za przekazywanie dokumentacji – dodaje.

Eksperci branżowi mają również wątpliwości odnośnie zgodności zapisów Loi Macron z unijną dyrektywą o delegowaniu pracowników. – Francuzi, oprócz wypłacania pensji minimalnej wynoszącej 9,67 euro na godzinę mogą kontrolować również wypłacanie innych dodatków, takich jak stażowy wynoszący maksymalnie 8 proc. wynagrodzenia, z tytułu pracy w niedzielę i święta. W sumie kierowca realizujący transport we Francji może otrzymać nawet 600 zł za jeden dzień pracy. Chociaż zmuszanie polskich przedsiębiorców do ujęcia tych dodatków w wynagrodzeniu jest niezgodne z Dyrektywą 96/71/WE, to z naszego doświadczenia wynika, że bezpieczniej jest na ten moment te składniki wypłacać – mówi Bartosz Najman.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kontynuacja trendu wzrostowego na Johnson & Johnson

Kontynuacja trendu wzrostowego na Johnson & Johnson 2

Akcje firmy Johnson & Johnson wzrosły od początku roku o 18%. Spółka obecnie jest wyceniana najwyżej w historii, dlatego trudno obecnie wskazywać jakiś poziom docelowy. Po tak silnym ruchu w górę możliwa jest jakaś korekta spadkowa, a najbliższym poziomem wsparcia są okolice 117,50 USD. Jednak po ewentualnej korekcie akcje powinny wrócić do trendu wzrostowego.

Firma może pochwalić się jednym z najdłuższych okresów wzrostu dywidendy, który wyniósł 53 lata z rzędu. Jest to jeden z powodów dużego zainteresowania akcjami spółki.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Czy mniej dostępne kredyty i dopłaty utrudniają zakup mieszkań

W jakim stopniu wyższe koszty kredytów utrudniają dostęp do finansowania zakupu mieszkań? Jak perspektywa podwyższenia minimalnego wkładu własnego do kredytu i wyczerpujące się środki na dopłaty w MdM wpływają na sprzedaż na rynku deweloperskim? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Wzrost wymaganego wkładu własnego bez wątpienia będzie miał wpływ na rynek mieszkaniowy. Przy czym, 20 proc. udziału własnego w kredycie to nie tak dużo, jeśli spojrzymy na inne kraje. O tym, w jaki sposób wzrost wkładu własnego wypłynie na rynek zdecyduje to, czy banki będą oferowały ubezpieczenie niskiego wkładu. Obecnie, osoby zaciągające kredyty brakujący wkład mogą „uzupełnić” wykupując ubezpieczenie. Podobnie będzie w przyszłym roku, przy czym doubezpieczyć trzeba będzie już większą kwotę.  Niestety, poprzez zaostrzenie polityki kredytowej większość banków rezygnuje z tej opcji przez co klientom jest ciężej o kredyt.

Pewnym ratunkiem jest zakup mieszkania w MdM, gdzie dopłata liczona jest jako wkład własny. Środki na ten rok się niestety wyczerpały i wstrzymane zostało przyjmowanie wniosków na przyszły rok, ale z budżetu na 2018 rok wykorzystano tylko w 0,3 proc.

Rozwiązaniem dla kredytobiorców jest też przedstawienie dodatkowego zabezpieczenia w formie blokady środków na rachunku bankowym lub poprzez zastaw na denominowanych w złotych dłużnych papierach wartościowych. Kredyt można zabezpieczyć również na dwóch hipotekach – zaciąganej i już posiadanej przez siebie, kogoś bliskiego, czy znajomego.

To co w ostatnim czasie miało duży wpływ na rynek to zmiana kalkulatora kosztów utrzymania rodziny, którym analitycy finansowi posługują się przy wyliczaniu zdolności kredytowej. Jeszcze w zeszłym roku koszty te dla 3 osobowej rodziny o dochodach w granicach średniej krajowej kształtowały się na poziomie 1600 zł, a w tym roku wynoszą 2400 zł.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.

Jednym z czynników zachęcających klientów do zakupu mieszkania są utrzymujące się na niskim poziomie stopy procentowe, przekładające się na korzystne oprocentowanie kredytów mieszkaniowych, a ponadto możliwość zakupu mieszkania jeszcze z 15 proc. wkładem własnym. To zdecydowanie lepszy czas na zakup własnego M, ale nie oznacza to, że sytuacja na rynku deweloperskim ulegnie pogorszeniu po podwyższeniu udziału własnego w kredycie. Posiadanie własnej nieruchomości jest podstawową potrzebą Polaków, do której zaspokojenia będą dążyć nadal, bez względu na nadchodzące zmiany. Pamiętajmy, że w przyszłym roku wciąż będzie obowiązywał program MdM, który finansuje wkład własny.

Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.

Mamy świadomość, że kontynuowana trzeci rok hossa na rynku mieszkaniowym nie będzie trwała wiecznie. Najnowsze dane GUS wykazujące malejącą liczbę rozpoczynanych inwestycji pokazują, że deweloperzy liczą się ze scenariuszem zmniejszenia popytu. Choć wobec wciąż dużych potrzeb i stabilnej sytuacji ekonomicznej Polaków spadek zainteresowania mieszkaniami będzie raczej powolny. Można też spodziewać się, że program 500+ pozwoli wielu rodzinom na zakup mieszkania mimo zwiększonych kosztów kredytu i wymagań wkładu własnego.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Podwyższenie wymaganego wkładu własnego do 20 proc. nie odstraszy nabywców na rynku mieszkaniowym. Klientów wciąż zachęcają do zakupu niskie stopy procentowe, które przekładają się na atrakcyjne warunki kredytowe, a także świadomość, że program dopłat rządowych MdM dobiega końca i topnieje pula dostępnych środków.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Nie spodziewamy się istotnych zmian w dostępności kredytów hipotecznych. Oprocentowanie kredytów składa się z dwóch elementów – marży i rynkowych stóp procentowych, historycznie te dwie składowe były ze sobą odwrotnie skorelowane. Kiedy spadały rynkowe stopy procentowe, rosły marże banków. Z kolei kiedy stopy rosły, marże były przez banki obniżane. Obecnie stopy procentowe są na najniższym poziomie w historii, znacznie poniżej poprzednich okresów dynamicznego wzrostu kredytów hipotecznych i sprzedaży mieszkań. Ponadto popyt na mieszkania jest wspierany bardzo dobrą sytuacją makroekonomiczną. Systematycznie spada bezrobocie i rosną płace, a to sprzyja popytowi na mieszkania.

Agnieszka Pyzel, reprezentująca BBI Development S.A.

Po podwyższeniu minimalnego wkładu własnego do kredytu do 20 proc. sytuacja na rynku  drastycznie się nie zmieni. Nasi klienci zazwyczaj mają podobnej wysokości wkład własny lub kupują za gotówkę.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Rynek powoli jest przyzwyczajany do wymogu coraz wyższego wkładu własnego, dlatego nie spodziewamy się, że 20 proc. udział własny w kredycie będzie stanowił szczególnie istotny problem. Dobra sytuacja gospodarcza powoduje, że klienci mają możliwość uzbierania środków własnych. Ponadto, mimo że w tym roku teoretycznie do uzyskania kredytu potrzeba 15 proc. środków własnych, można znaleźć banki, które wymagają jedynie 10 proc. Podobnie będzie zapewne w przyszłym roku.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wprowadzenie 20 proc., minimalnego wkładu własnego od początku przyszłego roku, nie powinno znacząco pogorszyć sytuacji związanej z zakupem mieszkania na kredyt. Pokazał to choćby początek 2016 roku, kiedy stawka wzrosła do 15 proc. Wówczas także pojawiały się pytania i obawy o sytuację na rynku. Okazało się jednak, że nie miało to większego znaczenia, ponieważ w pierwszych miesiącach 2016 roku padały kolejne rekordy sprzedaży w przypadku większości deweloperów. Poza tym, na rynku kredytów hipotecznych kilka banków od lat wymaga minimalnego wkładu na poziomie 20 proc.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Podwyższenie wkładu własnego na pewno będzie miało wpływ na zdolność nabywczą klientów i sprzedaż mieszkań, jednak mniejszy niż można by się spodziewać. Wiele osób kupujących mieszkania w naszych osiedlach to klienci inwestycyjni, którzy zamiast niskoprocentowych lokat wybierają zakup nieruchomości. Warto zauważyć, że to kolejna podwyżka wkładu własnego, dlatego kupujący zdążyli przygotować się na taką ewentualność. Banki oferują również ubezpieczenie wkładu własnego.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W minionych latach nie odnotowaliśmy silnych, ani tym bardziej długotrwałych wahań popytu w związku ze stopniowym zwiększaniem wymaganego wkładu własnego do kredytu. Czas pokazał, że  takie stopniowe podwyższanie wymagań dla kredytobiorców sprawdziło się, nie wpłynęło znacząco na płynność rynku, a jednocześnie zwiększyło bezpieczeństwo kredytobiorców.

Yael Rothschild, prezes zarządu Mill-Yon

Wzrost marż kredytowych nie utrudnia sprzedaży. Kwota rozkłada się na raty opłacane przez kilkadziesiąt lat, a klienci najczęściej oceniają koszt mieszkania właśnie przez pryzmat wydatków w skali miesiąca. Droższe kredyty nie wpłynęły więc na decyzje związane z zakupem mieszkania, natomiast na pewno mają wpływ na wybór banku. Dla nas problemem jest natomiast wydłużona i utrudniona procedura przyznawania kredytów. Przekłada się to na wolniejszą sprzedaż, ryzyko utraty klienta i wyższy koszt prowadzenia inwestycji.

Dużą część naszych klientów stanowią inwestorzy, finansujący mieszkanie ze środków własnych. W Gdańsku, gdzie prowadzimy inwestycje, poziom zysków z najmu jest znacznie wyższy niż w Warszawie i dochodzi do 7-10 proc. rocznie. Również osoby kupujące mieszkania na własne potrzeby w większości korzystają z oszczędności z lokat. Ponadto, w przypadku klientów uprawnionych do skorzystania z MdM, program pokrywa ok. 10 proc. wkładu własnego do kredytu.

Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowa w Atlas Estates

Podniesienie wkładu własnego do 20 proc. będzie miało wpływ na sprzedaż mieszkań, ponieważ automatycznie zdolność kredytowa klientów będzie niższa. Wielu klientów śledzi sytuację na rynku i właśnie z zapowiedzią podwyższenia wkładu własnego należy wiązać tak dobre wyniki sprzedaży w pierwszym półroczu 2016 roku. Część klientów świadomych zmiany przepisów, zdecydowało się na zakup mieszkania teraz, kiedy wkład własny jest niższy, przenosząc popyt z przyszłego roku na rok bieżący. Wejście w życie nowych przepisów będzie powodem spowolnienia sprzedaży.

Mirosław Łoziński, Prezes Zarządu, Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Podniesienie oprocentowania kredytów hipotecznych oraz wymogów dotyczących poziomu wkładu własnego może mieć istotny wpływ na sytuację na rynku nieruchomości. Część osób, które posiadają zgromadzony kapitał, bądź rozpoczęły już proces uzyskiwania finansowania kredytowego, stara się możliwie najszybciej zakończyć procedurę zakupu mieszkania, aby uniknąć wzrostu minimalnego wkładu własnego. Ograniczona dostępność kredytów może wpłynąć na decyzje zakupowe.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Wymagany wkład własny do kredytu jest systematycznie podnoszony, a mimo to nie odnotowujemy rezygnacji klientów z transakcji. W Polsce wysokość minimalnego udziału własnego w kredycie hipotecznym jest relatywnie niska w porównaniu z innymi państwami. Dla części kupujących perspektywa zwiększenia wkładu własnego może stać się katalizatorem do przyspieszenia decyzji zakupowej i podpisania umowy jeszcze w tym roku.

Monika Zabłocka, reprezentująca Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego

Podwyższenie wkładu własnego nie będzie miało wpływu na sprzedaż mieszkań, podobnie jak nie miała wielkiego znaczenia poprzednia zmiana. Sprzedaż nadal będzie na wysokim poziomie, bo klienci będą chcieli skorzystać z ostatniej puli środków w programie MdM. Kiedy dopłaty się skończą nastąpi spadek sprzedaży.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Osoby, które nie posiadają oszczędności na zabezpieczenie udziału własnego w kredycie w odpowiedniej kwocie nadal będą mogły korzystać z ubezpieczenia brakującego wkładu. Możliwość ta sprawia, że wciąż nie będzie konieczności posiadania środków własnych w określonej wysokości.

Ewelina Krosta, reprezentująca WAN S.A.

Po podwyższeniu od nowego roku wkładu własnego do kredytu do 20 proc. sytuacja na rynku mieszkaniowym związana ze sprzedażą mieszkań może się znacząco pogorszyć.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży w RED Real Estate Development

Zmiany dotyczące wkładu własnego zostały ogłoszone ponad dwa lata temu i są stopniowo wprowadzane od 2014 roku. Mimo to wielu klientów nie zdaje sobie sprawy, że od stycznia 2017 roku wymagany wkład własny wzrośnie z 15 proc. do 20 proc. Zmiany będą oznaczały dla nich konieczność przygotowania się do zakupu mieszkania, a często także odłożenia w czasie decyzji zakupowej. W tej chwili, dla spełniających określone kryteria, możliwość uzyskania wymaganego dofinansowania daje program MdM. Jednak środki na 2016 rok zostały już wyczerpane i wstrzymane zostało przyjmowanie wniosków o dopłaty  na 2017 rok, a program został zaplanowany tylko do 2018 roku. Tymczasem jego następca – Mieszkanie Plus – będzie działać na innych zasadach. Wprowadzane zmiany nie będą jednak zagrożeniem dla rynku nieruchomości premium.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Polnord sprzedał w II kwartale 2016 r. 259 lokali netto

Według danych ważonych udziałem Polnord w poszczególnych spółkach Grupy, w II kwartale 2016 roku Polnord sprzedał netto 259 lokali, a kolejne 90 objęte było umowami zobowiązaniowymi związanymi z projektem hotelowym realizowanym przez Grupę w warszawskim Wilanowie. Deweloper przekazał klientom 163 mieszkania, które zostaną rozpoznane w wyniku finansowym za miniony kwartał.

W całym I półroczu 2016 r. liczba przekazań wzrosła o 24 proc. rdr i wyniosła, według danych ważonych, 464 lokale w porównaniu do 376 rok wcześniej. Sprzedaż ważona w II kwartale wzrosła o 5 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2015 r., kiedy nabywców znalazło 247 lokali netto, a w całym I półroczu wyniosła 536 lokali w porównaniu do 523 w I półroczu 2015 r. Na osiągnięte wyniki największy wpływ miała sprzedaż w Trójmieście oraz Warszawie.

Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.
Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Osiągnięte wyniki uważamy za satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę obecne rozmiary oferty. Intensyfikacja prac nad uruchomieniem kolejnych projektów przełoży się pozytywnie na wyniki Grupy w kolejnych okresach. W nadchodzących kwartałach oczekujemy utrzymania się stabilnego popytu. Pomimo takich sygnałów rynkowych jak wstrzymanie wniosków o dopłaty w MdM z puli środków na 2017 rok, nieruchomości pozostają dobrą lokatą kapitału. Niezmiennie wśród klientów Polnord obserwujemy duży udział osób niekorzystających z rządowych dopłat, w tym nabywców gotówkowych – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.

W II kwartale br. Polnord wprowadził do oferty nowy projekt Chabrowe Wzgórze w Kowalach koło Gdańska. W dwóch realizowanych obecnie budynkach znajdzie się 108 lokali. W ostatnich dniach czerwca do sprzedaży trafiło również 65 mieszkań w budynkach C3 i C4 osiedla Neptun II w Ząbkach oraz budynek nr 8 olsztyńskiego Tęczowego Lasu. Do uruchomienia przygotowywane są także kolejne inwestycje, głównie w Trójmieście oraz Warszawie.

Karty kredytowe Polaków – wyniki najnowszego raportu

  • 43% – grupa Polaków, którzy posiadają karty kredytowe
  • Osoby z najstarszej analizowanej grupy wiekowej (41-50 lat) częściej niż młodsi posiadają kartę kredytową, zazwyczaj są to osoby pracujące i posiadające dzieci
  • W grupie wiekowej 33-40 lat tylko co trzecia osoba deklaruje posiadanie karty kredytowej
  • Limity kart najczęściej nie przekraczają 2 000 zł (35%)
  • Większe limity na karcie są domeną mężczyzn

Karta kredytowa to bardzo wygodny sposób finansowania. Dzięki niej możemy szybko uzupełnić luki w naszym budżecie i to bez konieczności przeprowadzania jakichkolwiek formalności, jak w przypadku zaciągania pożyczek czy kredytów. Możliwość skorzystania z niej jest wyjątkowo kusząca zwłaszcza w okresie letnim, kiedy np. brak oszczędności blokuje nam wyjazd na wyczekiwane wakacje. Jej popularność w Polsce oraz wysokość limitów, jakie na niej posiają Polacy postanowiła sprawdzić firma Lindorff SA w swoim najnowszym badaniu „Finansowe zwyczaje Polaków”[1].

Z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA wynika, że karta kredytowa jest drugą najczęściej posiadaną kartą płatniczą –  ma ją w portfelu 43% respondentów. Najpopularniejszą kartą jest karta debetowa, której używamy na co dzień – wymiennie z gotówką – płacąc za zakupy i wypłacając pieniądze z bankomatu. Jej posiadaczami jest blisko 60% badanych. Na czym polega różnica między kartami? Karta debetowa to elektroniczne narzędzie, którym możemy płacić do wysokości kwot, które faktycznie mamy na naszym koncie w banku. Karta kredytowa to narzędzie do kredytowania zakupów. Możemy dzięki niej zapłacić za zakupy pieniędzmi banku, które dostajemy na kilkadziesiąt dni do naszej dyspozycji. W okresie zwanym „grace period” jest to pożyczka nieoprocentowana. Ten czas w różnych bankach to z reguły 54-58 dni. Po tym okresie musi nastąpić spłata wydanych kwot. Spłaty możemy dokonać w całości nie płacąc z tego tytułu żadnych odsetek lub tylko w określonej części wyznaczonej przez bank. Jeśli płacimy tylko część wydanej kwoty, od pozostałych pieniędzy bank naliczy nam oprocentowanie i pozwoli spłacić zadłużenie w ratach.

Karty kredytowe PolakówW przeprowadzonym badaniu na zlecenie firmy Lindorff SA aż 56% ankietowanych stwierdziło, że „wystarcza im pieniędzy na co dzień, ale nie stać ich na większe wydatki”, a blisko 60% badanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że „w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca”. Możemy zatem domniemywać, że w przypadku wakacji czy nagłych wydatków, takich jak np. konieczność ubezpieczenia czy naprawy  auta, możliwość użycia karty staje się bardzo atrakcyjnym rozwiązaniem. Kto zatem z niej korzysta?

Liderzy – osoby w wieku 41+

Osoby z najstarszej analizowanej grupy wiekowej (41-50 lat) stanowią najliczniejszą grupę osób, posiadających przynajmniej jedną kartę kredytową – to aż 56%. Na drugim miejscu –
z 17-procentowy spadkiem – znalazły się osoby w wieku 25-32 lata (39%). Natomiast jeśli chodzi o ankietowanych w przedziale wiekowym 33-40 lat, to jedynie nieco więcej niż 1/3 z nich posiada kartę kredytową.

Jak pokazują wyniki badania, właścicielem karty kredytowej jest najczęściej osoba dojrzała, która zazwyczaj ma już ustabilizowaną sytuację materialną – stałą pracę, mieszkanie lub dom. Karta kredytowa jest przywilejem, bank musi uznać sytuację klienta za stabilną i rokującą terminową spłatę, by wydać kartę. Z drugiej strony klient musi potrzebować karty kredytowej, to znaczy móc z niej korzystać w wystarczająco dużej liczbie punktów usługowych, sklepów, czy za zakupy w sklepach internetowych. Dlatego najczęściej na kartę kredytową decydują się mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców oraz osoby posiadające dzieci. Ich sytuacja finansowa pozwala zarówno na otrzymanie takiej karty od banku – kartę kredytową może otrzymać osoba pełnoletnia uzyskująca stałe dochody, która posiada zdolność kredytową wymaganą przez bank, jak i na regularne jej spłacanie.

Ciekawym faktem jest również, że liczba osób w wieku 25-40 lat posiadających karty kredytowe jest o ok. 20% mniejsza niż w przypadku osób 41+.Zdawałoby się, że to młodsi respondenci mają większą skłonność do realizowania swoich przyjemności i korzystania ze sprzedaży wysyłkowej czy zakupów np. biletów lotniczych czy kolejowych w internecie, do których tak przydatnym narzędziem jest popularna „kredytówka”.  Na mniejszą popularność kart kredytowych w młodszych grupach badanych  z pewnością mają jednak wpływ zobowiązania, które zaciągają ludzie młodzi, takie jak kredyt hipoteczny lub gotówkowy powstrzymujące ich fizycznie lub mentalnie przed wzięciem kolejnego zobowiązania.

Wyższe limity kart kredytowych wśród mężczyzn

Finansowe zwyczaje Polaków. Karty kredytowe Polaków - wyniki najnowszego raportuJeśli przyjrzymy się limitom kart kredytowych posiadanych przez ankietowanych, to najwięcej respondentów (35%) posiada na kartach niewielki limit – do 2000 zł. Co piąty Polak mający kartę dysponuje limitem od 4001 do 6000 zł, a co dziesiąty – od 2001 do 4000 zł. Limity na kartach umożliwiają respondentom nie tylko finansowanie stosunkowo drobnych wydatków. Część z badanych posiada na nich dość znaczący przydział – 10% ankietowanych wskazało bowiem sumy od 6001 do 10 000 zł, a 12% – aż od 10 001 do 20 000 zł. Limit powyżej 20 000 zł zadeklarował tylko 1% ankietowanych.

Co ciekawe, większe limity na karcie są domeną mężczyzn. O ile w przypadku limitu do 2000 zł (37% kobiet i 34% mężczyzn) i do 4000 zł (10% kobiet i 11% mężczyzn) – sytuacja wygląda podobnie u obu płci, to już w przypadku większych sum sytuacja diametralnie się zmienia. Limit do 6000 zł posiada co czwarta ankietowana i tylko co dziesiąty badany, ale kwotę do 10 000 ma tylko 3% kobiet, kiedy taki sam limit ma 16% mężczyzn. Ponadto właścicielami kart od 10 001 do 20 000 jest aż 16% panów, czyli aż o 9% więcej w porównaniu z ankietowanymi paniami. 1% badanych posiadających limit powyżej 20 000 zł to także wyłącznie panowie.

Prawdopodobnie wpływ na taką sytuację mają zarobki obu płci – statystycznie mężczyźni w Polsce nadal zarabiają więcej w porównaniu do kobiet i to tłumaczy większą ostrożność pań   w zaciąganiu zobowiązań. Karta bywa także wyznacznikiem statusu – karty o najwyższych limitach to z reguły karty złote, czarne lub platynowe o wyjątkowo eleganckim designie lub z możliwością indywidualizacji wyglądu „plastiku”. Na taki gadżet, będący symbolicznym podkreśleniem prestiżu posiadacza, częściej decydują się mężczyźni niż kobiety.

[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród  członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.

Grupa USP Zdrowie przejmuje Grupę Naturell

Grupa USP Zdrowie, lider na rynku leków bez recepty w Polsce przejmuje Grupę Naturell – informuje spółka w komunikacie prasowym.

Firma Naturell AB powstała w Szwecji w 1920 roku. Przedmiotem działalności firmy jest produkcja i sprzedaż suplementów diety, które  na polskim rynku są obecne od lat ’90. Inwestycja ta pozwala USP Zdrowie znacząco zwiększyć udział w ciągle rosnącym rynku suplementów diety w Polsce.

Bank of England uspokaja, a w Europie spadki

Wtorek nie przyniósł przełomu i uspokojenia, a wręcz przeciwnie, zauważalny był niepokój na rynkach i ewidentna awersja do ryzyka. Powodów takiego nastawiania inwestorów można doszukiwać się między innymi w przybierającej na sile wyprzedaży brytyjskiego funta, silnych spadkach cen ropy naftowej, ale również rosnącym ryzyku związanym z włoskim sektorem bankowym.

Jednak dominującym wydarzeniem na rynku, szeroko komentowanym przez większość portali finansowych i ekonomicznych, było wystąpienie prezesa Banku Angli, Marka Carney’a. Na konferencji prasowej przedstawił on szereg zagrożeń, na które jest przygotowany Bank Angli, a są to: utrudnione finansowanie deficytu na rachunku bieżącym, które zależne jest od napływu zagranicznych inwestycji portfelowych, zagrożenie spadku cen na rynku nieruchomości, wysokie zadłużenie gospodarstw domowych oraz niższy wzrost światowej gospodarki i słabość rynków finansowych.

Mark Carney przekonywał jednak, że brytyjskie banki posiadają obecnie ponad 600 mld funtów wysokiej jakości aktywów, czyli blisko czterokrotnie więcej, niż w czasie bankructwa Lehman Brothers. Dodał również, że Bank of England może dokonać cięcia stóp procentowych już podczas najbliższego posiedzenia wyznaczonego na 14 lipca, jednak decyzja taka może zostać podjęta jedynie po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich okoliczności.

Powyższe zapewnienia najwyraźniej na inwestorach europejskich nie zrobiły większego wrażenia, gdyż parkiety na Starym Kontynencie konsekwentnie od rana traciły. W rezultacie brytyjski FTSE 100 wygenerował na koniec dnia stratę sięgającą 0,82%, francuski CAC 40 spadło o 1,69%, a jako jedyny na plus wyszedł niemiecki DAX, kończąc wzrostem o 0,35%. Nasz WIG20 był we wtorek relatywnie mocny, gdyż stracił na wartości tylko 0,5%, lecz na naszym parkiecie najwięcej obaw wzbudza zapowiedź ostatecznej nacjonalizacji oszczędności zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych przez Polaków, do której przymierza się rząd.

Wśród opublikowanych wczoraj danych makroekonomicznych warto zwrócić między innymi uwagę na odczyty indeksów PMI dla usług z gospodarek europejskich. W Niemczech i całej stefie euro odczyty wskaźników były lepsze od oczekiwań, jednak nie przełożyło się to na umocnienie euro w stosunku do innych walut. Po południu poznaliśmy amerykańskie dane na temat zamówień na dobra trwałego użytku oraz zamówień w przemyśle, które okazały się minimalnie słabsze od prognoz. Z dużym prawdopodobieństwem, może być to potwierdzenie, że w tych okolicznościach Rezerwa Federalna USA nie będzie w najbliższym czasie podnosić stóp procentowych.

Kalendarz makroekonomiczny na dziś przedstawia się dość interesująco. Poznamy bilans handlu zagranicznego USA, odczyt amerykańskiego indeksu ISM, a także protokół z czerwcowego posiedzenia FOMC. Rodzimi inwestorzy natomiast poznają decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych w Polsce.

Sesja w USA:

We wtorek po dłuższym weekendzie do handlu wrócili Amerykanie i od razu zaczęli dzień od luki spadkowej. Głównie indeksy traciły, podobnie jak inne światowe parkiety. Indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,61%, S&P500 stracił 0,68%, natomiast Nasdaq Composite 0,82%.

Waluty:

Wtorkowe notowania dla EURUSD zakończyły się spadkiem o 0,82% do poziomu 1,1064.

Kurs EURGBP zakończył dzień wzrostem o 1,67% do poziomu  0,8533, natomiast EURJPY stracił 2,17% docierając do poziomu 111,94.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,4461 PLN za euro, 4,0168 PLN za dolara amerykańskiego, 4,1030 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,2056 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

Złoto zakończyło wtorkowe notowania wzrostem o 0,97% do poziomu 1365,10 USD za uncję. Srebro natomiast straciło 0,88% i osiągnęło poziom 20,31 USD za uncję. Słaby sentyment na światowych rynkach szkodzi notowaniom ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 46,68 USD za baryłkę, tracąc tym samym 4,05%. Natomiast odmiana Brent spadła o 3,83% i była notowana po 48,18 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

Branża BSS liderem inwestycji zagranicznych w pierwszym półroczu 2016

Pierwsza połowa 2016 roku to dalszy wzrost branży nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Według danych PAIiIZ z zakończone w tym półroczu projekty inwestycyjne o łącznej wartości 385 mln euro stworzą ponad 7000 nowych miejsc pracy – większość właśnie w sektorze BSS. Eksperci zauważają wzmożone zainteresowanie Polską inwestorów z Niemiec.

Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych w pierwszym półroczu 2016 roku sfinalizowała aż 31 projektów – o 10 więcej niż w analogicznym okresie w roku 2015. Obecnie PAIiIZ pracuje nad kolejnymi 181 projektami o łącznej wartości 3,7 mld euro, z których  aż 70 dotyczy branży nowoczesnych usług dla biznesu.

Mimo, że głównym inwestorem w minionym półroczu były Stany Zjednoczone, eksperci Fundacji Pro Progressio zauważają także wzrost zainteresowania Polską firm bezpośrednio zza zachodniej granicy. Rynek niemiecki od dłuższego czasu szykował się do większego otwarcia na outsourcing i to w modelu nearshoringowym, jednakże warunkiem sprawnego rozwoju współpracy z Niemcami jest bardzo dobra znajomość języka niemieckiego, a z tym mamy w tej chwili w Polsce nieco kłopotu- mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Innym widocznym wyzwaniem kadrowym jest zapotrzebowanie na specjalistów z zakresu IT. Na rynku panuje obecnie deficyt sięgający około 30.000 etatów. W celu zwiększenia inwestycyjnej atrakcyjności Polski konieczne wydaje się uwzględnienie potrzeb biznesu w programach nauczania szkół wyższych. Eksperci rekomendują położenie nacisku przede wszystkim na naukę matematyki, algorytmiki oraz różnych języków programowania. Nie możemy polegać jedynie na sprowadzaniu kadr informatycznych spoza granic Polski, gdyż usługi outsourcingowe całkiem dobrze mają się i na Białorusi i na Ukrainie więc raczej możemy mówić o pewnej konkurencji u naszych sąsiadów, a nie na źródle masowego zatrudnienia – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

Tegorocznym wydarzeniem, które niewątpliwie wpłynie na sytuację rynkową jest decyzja o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Eksperci dostrzegają w Brexicie szansę na rozwój nowych inwestycji w Polsce i zwiększenie zainteresowania samą Warszawą jako lokalizacją biznesową. Wyjście UK z Unii Europejskiej to jednak dłuższy proces – na jego realne skutki z pewnością będziemy musieli zaczekać.

Jarosław Jankowski rezygnuje z funkcji Członka Zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Z dniem 4 lipca br. rezygnację z funkcji Członka Zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa złożył Pan Jarosław Jankowski.Jarosław Jankowski

Jarosław Jankowski z Grupą Waryński związany był od 2008 r. Od kwietnia br. pełnił funkcję Członka Zarządu, a wcześniej przez ponad siedem lat Prezesa Zarządu. W tym czasie spółka, kojarzona przez lata głównie z produkcją maszyn budowlanych oraz części i podzespołów hydraulicznych, stawiła czoła współczesnym realiom biznesowym, przeprowadzając z sukcesem proces głębokiej restrukturyzacji całej Grupy Kapitałowej. Spółka została przekształcona w nowoczesną firmę deweloperską, która prowadzi działalność zarówno na rynku mieszkaniowym, jak i biurowym.

Pod kierownictwem Jarosława Jankowskiego, Grupa Waryński, rozpoczęła realizację dwóch projektów mieszkaniowych na warszawskiej Woli – Stacji Kazimierz i Miasta Wola. Spółka rozpoczęła również realizację pierwszego projektu biurowego o nazwie EQlibrium. W ciągu zaledwie kilku lat Grupa Waryński stała się istotnym graczem na rynku nieruchomości, który z powodzeniem rywalizuje z podmiotami komercyjnymi, czego dowodem są wyniki sprzedaży poszczególnych etapów kompleksów mieszkaniowych Miasto Wola i Stacja Kazimierz oraz dynamiczne tempo realizacji inwestycji. Do momentu rezygnacji Jarosława Jankowskiego z funkcji Członka Zarządu, Grupa Waryński wspólnie z partnerami uruchomiła 5 etapów projektów mieszkaniowych, zakładających budowę 670 mieszkań, z których już ponad 550 znalazło swoich nabywców. Aktualnie spółka zarządzana przez Mirosława Łozińskiego – Prezesa Zarządu i Przemysława Bednarczyka – Wiceprezesa Zarządu, koncentruje się na realizacji i wprowadzaniu do sprzedaży kolejnych faz projektów mieszkaniowych oraz kontynuacji budowy i komercjalizacji biurowca EQlibrium.

Dr Jarosław Bełdowski dołącza do Dentons

Do Zespołu Bankowości i Finansów w warszawskim biurze kancelarii Dentons dołączył dr Jarosław Bełdowski, obejmując stanowisko counsela.

Dentons Dr Jarosław BełdowskiDr Jarosław Bełdowski dotychczas związany był z kancelarią SMM Legal, w której jako partner doradzał klientom z sektora bankowego. Przez niemal dwa lata sprawował funkcję Wiceprezesa – I Zastępcy Prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego, w którym zarządzał ponad 400 osobowym zespołem odpowiedzialnym m.in. za nadzór i realizację programów i funduszy rządowych, a także programów unijnych realizowanych przez bank (m.in. kredyt technologiczny, inicjatywy Jessica i Jeremie).

W swojej karierze sprawował funkcję Radcy Ministra w Ministerstwie Sprawiedliwości, w którym  zarządzał Departamentem Strategii i Deregulacji odpowiedzialnym za przygotowanie pierwszej transzy reformy deregulacji zawodów. Jako Doradca Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego był m.in. odpowiedzialny za opracowywanie rekomendacji rozwiązań prawnych integracji usług finansowych w UE, w tym w szczególności z perspektywy ochrony stabilności sektora krajowego, opracowanie rekomendacji dla polityki UKNF w kwestii ochrony klientów sektora finansowego oraz wsparcie merytoryczne Przewodniczącego Komisji w zakresie rekomendacji i analiz projektów aktów prawnych dotyczących nadzoru nad rynkiem finansowym. W latach 2007-2010 był Prezesem Fundacji Obywatelskiego Rozwoju – FOR. Wcześniej zajmował stanowisko Dyrektora Oddziału Okręgowego Narodowego Banku Polskiego w Gdańsku, a w latach 2002-2006 pełnił funkcję Naczelnika Wydziału Współpracy z Zagranicą Narodowego Banku Polskiego, gdzie kierował zespołem odpowiedzialnym za m.in.  współpracę z międzynarodowymi organizacjami finansowymi, w tym Bankiem Światowym, Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju oraz Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Śląskim, a także Katolickiego Uniwersytetu w Leuven w Belgii, gdzie uzyskał tytuł LL.M. w zakresie prawa europejskiego. W marcu 2016 r. obronił rozprawę doktorską zatytułowaną „Fundamentalne naruszenie zobowiązań umownych” i uzyskał tytuł doktora nauk prawnych.

Zapewnienie klientom dostępu do najlepszych specjalistów to coś co wyróżnia Dentons na tle konkurencji, zarówno na rynku lokalnym regionalnym i globalnym. Cieszymy się, że tak uznany i doświadczony specjalista dołączy do naszego Zespołu Bankowości i Finansów” – powiedział Arkadiusz Krasnodębski, partner zarządzający Dentons w Polsce.

Jarosław Bełdowski to kolejny, bardzo doświadczony i znakomicie oceniany przez rynek specjalista, w który w ostatnim czasie dołączył do Zespołu. Jest to wyraz naszej silnej pozycji w tej dziedzinie prawa, która dynamicznie się rozwija i wymaga coraz większej i coraz bardziej specjalistycznej wiedzy” – dodał Mateusz Toczyski, partner w warszawskim biurze Dentons, kierujący Zespołem Bankowości i Finansów w Polsce i Europie.

Dax w technicznej bessie

Chart [DAX30], W1, 2016.07.06 08:47 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Indeks trzydziestu największych niemieckich spółek od dłuższego czasu porusza się w kanale spadkowym. Analiza techniczna wskazuje na bessę, jednakże przy życiu niemiecki indeks trzyma amerykański, który jest na swoich szczytach. Kapitalizacja giełdy amerykańskiej odpowiada za ponad 50% wszystkich giełd światowych, a tym samym to indeksy Stanów Zjednoczonych wyznaczają główne trendy.

Pomimo tego, zdaje się, że Banki Centralne po raz kolejny wracają do luzowania polityki monetarnej, dlatego też indeksy powinny powrócić do minimalnych wzrostów, chyba, że władze monetarne zrewidują swoje plany i zaprzestaną dalszej ekspansji.

Aktualnym celem sprzedających na wykresie tygodniowym może być strefa popytu 8695-8870.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

PGE przystępuje do TUW PZUW i ubezpiecza pięć elektrowni

PGE podpisała umowę na kompleksowe ubezpieczenie pięciu elektrowni w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych PZUW. Tym samym rozpoczął się proces realizacji podjętej wcześniej decyzji o przystąpieniu spółek grupy PGE do TUW PZUW. O tej umowie oraz formie funkcjonowania Towarzystw Ubezpieczeń Wzajemnych mówi prezes Grupy PZU Michał Krupiński oraz prezes TUW PZUW Rafał Kiliński.

Ropa w korekcie

Chart WTI, D1, 2016.07.06 09:15 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Stronie kupującej nie udało się obronić dolnego ograniczenia kanału spadkowego na ropie naftowej, w którym poruszała się przez ostatnie kilkadziesiąt dni. Przed dalszymi spadkami cen „czarnego złota” niedźwiedzie muszą pokonać jeszcze silne, dzienne wsparcie 46.40-47.60. Jeżeli im to się uda to otworzą sobie drogę do kolejnej strefy popytu 43.50. Jednak to wsparcie powinno ich powstrzymać, ponieważ jest to strefa z interwału tygodniowego.

Ostatnie spadki ropy naftowej spowodowane są wzrostem awersji do ryzyka na rynku globalnym, a tym samym ucieczkę kapitału do bardziej „bezpiecznych” przystani. Dodatkowo obawa o jeszcze większe spowolnienie gospodarcze doprowadziła do wyprzedaży tegoż surowca. Jednakże w długim terminie bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

​Rynek nieruchomości w Wielkiej Brytanii

Chart GBPUSD, H4, 2016.07.06 08:25 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Wczorajszego dnia dwa fundusze inwestujące w rynek nieruchomości w Wielkiej Brytanii były zmuszone do zawieszenia wypłat. Oznacza to, że nikt nie może wyciągnąć wcześniej zainwestowanych środków przeznaczone na inwestycje w nieruchomości. Spowodowane jest to brakiem płynności, zbyt dużo osób przystąpiło w jednym czasie chciało wypłacić środki finansowe.

W ten sam dzień Prezes Banku Centralnego Anglii, Mark Carney poinformował nas o obniżeniu wymogów kapitałowych dla banków z 0,5% do 0%, co oznacza, że banki będą mogły zwiększyć akcję kredytową nawet o 150 miliardów funtów.

Funt szterling zdołał przebić się przez ostatnią strefę wsparcia 1.311-1.320 i spadł na kolejne wieloletnie minima. Poprzednie wsparcie przerodziło się w nowy opór, zatem notowania nie powinny powrócić ponad ten poziom.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Brexit to początek dominacji etatyzmu w Europie

– Upraszczając można powiedzieć , że Wielka Brytania i Niemcy mają lepsze pomysły na gospodarkę niż Francja, Włochy czy też Grecja. Teraz po wyjściu Wielkiej Brytanii państwa reprezentujące podejście etatystyczne i dalsze gospodarce wolnorynkowej będą zyskiwały na znaczeniu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Więcej w materiale wideo.

Kiedy firma powinna wszcząć postępowanie restrukturyzacyjne?

Uczymy młodych przedsiębiorców, jak zakładać działalność, ale nie uczymy, jak wychodzić z kłopotów. Przy postępowaniach restrukturyzacyjnych trzeba wiedzieć , że są różnorakie i są przystosowane do różnych stadiów problemów. Niestety świadomość przedsiębiorców w Polsce pod tym względem wydaje się niska.
– Elementarna wiedza dotycząca procedur restrukturyzacyjnych powinna być w świadomości przedsiębiorców. Momentem przełomowym, kiedy trzeba pomyśleć nad wszczęciem postępowania restrukturyzacyjnym jest pojawienie się istotnego problemu, a nie koniecznie samej niewypłacalności – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Pietrzak, prezes PMR Restrukturyzacja SA. Więcej w materiale wideo.

Home Broker radzi: Aranżacja tarasu

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

W aranżacji tarasu powinniśmy postawić na formy i materiały, które będą komponowały się z charakterem budynku i elewacją. Całość ma wyglądać spójnie i efektownie. Na co zwrócić uwagę urządzając taras i jakie elementy powinny się na nim znaleźć?

Nawierzchnia na taras

Taras to część domu. Jego aranżacja powinna współgrać z elewacją i charakterem budynku. Estetyczny i zadbany taras podkreśli styl domu i sprawi, że z chęcią będziemy spędzać na nim czas. Urządzając taras, powinniśmy skupić się przede wszystkim na podłodze, która oprócz zalet estetycznych powinna być też trwała. Na tarasie najlepiej sprawdzi się podłoga z płytek lub drewniana. Wybierajmy płytki antypoślizgowe i odporne na ścieranie, które przymocujemy za pomocą elastycznej fugi i kleju odpornego na mróz. Zaletą płytek jest szeroka gama kolorystyczna oraz różnorodne kształty. Podłoga z płytek jest łatwa do wyczyszczenia, trwała i nie wymaga systematycznej konserwacji.

Innym rozwiązaniem jest matowa lub lśniąca podłoga drewniana, najlepiej z egzotycznych gatunków drzew, np. sapeli lub merbau. Drewno to jest odporne na uszkodzenia mechaniczne, niekorzystne warunki pogodowe i grzyby. Drewniane podłogi wymagają konserwacji, a gatunki takie jak dąb i modrzew – także impregnacji. Deski na podłodze powinny mieć grubość co najmniej dwóch centymetrów i być zamocowane na legarach. Drewniana podłoga wygląda efektownie i nie nagrzewa się tak jak płytki, ale jest bardziej podatna na działanie wody i pleśni.

Meble na taras

Ze względu na dużą przestrzeń, na tarasie możemy ustawić uniwersalne i lekkie meble ogrodowe, np. drewniane lub aluminiowe. Mają nowoczesny wygląd i nie muszą być zabezpieczane. Efektownie prezentują się także trwałe meble ogrodowe z technorattanu, np. w kolorze grafitowym, zestawione z ażurowym podwieszanym lub bujanym fotelem w intensywnym kontrastowym kolorze, np. fuksji lub limonki. Ciekawym rozwiązaniem jest także zestaw mebli wypoczynkowych wykonanych z palet. Oczyszczone, zaimpregnowane i pomalowane palety pięknie prezentują się z miękkimi poduchami. Taka aranżacja wygląda oryginalnie i ponadczasowo.

Rośliny na taras

Projekty tarasów dopełnia roślinność. Nowoczesne tarasy przydomowe, urządzone w minimalistycznym stylu, mogą być udekorowane bukszpanem, kolorowymi pokrzywkami, dekoracyjnymi trawami i niewielkimi iglakami. Soczysta zieleń ziół – bazylii, oregano i mięty doskonale wkomponuje się w taras inspirowany stylem skandynawskim, a kwitnące kwiaty, takie jak: niecierpki, stokrotki, surfinie i lewkonie, dopełnią aranżację tarasu w stylu prowansalskim i wiejskim.

Skrzynie i donice na taras

Skrzynie i donice powinny być trwałe i podkreślać wygląd roślin, które są w nich zasadzone. Najlepiej sprawdzą się donice ceramiczne, drewniane i metalowe. W metalowych doniczkach możemy zasadzić zioła i bukszpany. W dużych drewnianych skrzyniach rośliny zielone i iglaki, a ceramiczne, wiklinowe i plastikowe donice będę pasować do kwiatów kwitnących.

Oświetlenie tarasu

Na tarasie dobrze sprawdzi się punktowe oświetlenie, np. niewielkie lampiony i latarenki lub podświetlane, wysokie donice. Wieczorową porą korzystnie prezentować się będą również niewielkie światełka (halogeny) zamontowane w podłodze oraz zainstalowane na słupkach lampy do oświetlania ogrodu. W przypadku tarasów zadaszonych możemy też zamontować lampy wiszące lub oprawy kinkietowe

Sektor bankowy w dobrej sytuacji. Największym zagrożeniem ustawa frankowa

CEO Magazyn Polska

Po pierwszym kwartale tego roku wynik finansowy sektora bankowego wyniósł 3,5 mld zł i był o 15,7 proc. niższy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zdaniem Kamila Stolarskiego z Haitong Banku sytuacja banków jest obecnie bardzo dobra. Zagrozić jej mogą tylko nieroztropne decyzje dotyczące kredytów frankowych. Propozycja Związku Banków Polskich nie rozwiązuje jednak problemu.

– Krajowy sektor bankowy cały czas jest w bardzo dobrej sytuacji, zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kapitałową i zdolność do generowania zysku – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Banku. – W najbliższych miesiącach nie widać dużego ryzyka. Zagrozić mogą systemowi nieroztropne decyzje ustawodawców związane na przykład z ustawą frankową i obciążeniem banków, które się z nią wiąże.

Podczas kampanii wyborczej obecny prezydent Andrzej Duda obiecał osobom spłacającym kredyty denominowane we franku szwajcarskim przeliczenie wartości ich zobowiązań na złotego po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania. Na skutek dramatycznego spadku wartości szwajcarskiej waluty dług wielu kredytobiorców jest bowiem obecnie wyższy od wartości nieruchomości, która była jego zabezpieczeniem.

Pod koniec maja br. propozycję rozwiązania problemu przygotował Związek Banków Polskich we współpracy z firmą doradczą EY. Miałaby ona dotyczyć tylko osób, których rata spłaty wynosi więcej niż 70 proc. pensji (dowodem byłaby deklaracja podatkowa), spłacające kredyt na jedno, własne mieszkanie o powierzchni nie większej niż 75 mkw. (w przypadku domu – 150 mkw.) oraz terminowo spłacające dotychczas swoje zobowiązanie.

ZBP proponuje przewalutowanie części zobowiązań po kursie bieżącym (nie historycznym) oraz jednoczesne wydłużenie o kilka lat okresu kredytowania. Nowa rata spłaty pożyczki w złotych nie mogłaby przekroczyć 70 proc. dochodu osoby objętej programem. Jeśli byłaby wyższa, banki byłyby zobowiązane do umorzenia pozostałej części długu. Jak wynika z szacunków ZBP, do takiej operacji kwalifikowałoby się 25–30 tys. spośród kilkuset tysięcy frankowiczów.

– Nie jest to propozycja dobra, bo nie rozwiązuje fundamentalnego problemu, który stoi za frankami, czyli ryzyka walutowego – ocenia Kamil Stolarski z Haitong Bank-u. – A poza tym tylko od 5 do 10 proc. kredytów frankowych zostałoby skonwertowane na złotówki, natomiast większość byłaby nadal kredytem frankowym, który prędzej czy później powróciłby w formie kolejnego problemu. Na takiej ustawie skorzystałoby bardzo nieliczne grono zadłużonych.

Zdaniem Kamila Stolarskiego trudno wyobrazić sobie gospodarstwo domowe, które większość dochodu przeznacza na ratę kredytu i w tym samym czasie regularnie i terminowo spłaca raty pożyczki.

Przedstawione zaraz potem rekomendacje zespołu pracującego przy Kancelarii Prezydenta zakładają natomiast zwrot części środków pobranych przez banki w ramach spreadów (różnicy między kursem kupna a sprzedaży waluty), cztery warianty ustalane w oparciu o specjalny wzór tzw. kursu sprawiedliwego (do wyboru przez kredytobiorcę), przewalutowanie pożyczki na podstawie obecnych notowań franka oraz ewentualnie zwrot nieruchomości.

– Wydaje się, że propozycja ZBP nie zmieniłaby wiele – uważa Stolarski. – Rynek tak naprawdę bardziej interesuje rezultat działań zespołu pracującego w Kancelarii Prezydenta. Zgodnie z doniesieniami konkrety powinny się pojawić niebawem.

Rozwiązaniu problemu frankowiczów nie będzie sprzyjać Rada Polityki Pieniężnej, która według Kamila Stolarskiego w najbliższym czasie nie zdecyduje się raczej na obniżkę stóp procentowych.

– Miejsce na dalsze cięcie stóp oczywiście by się znalazło, ale nie jest to w żaden sposób mój ani większości rynku scenariusz bazowy – zapewnia Stolarski. – Teraz rynek oczekuje, że w Stanach Zjednoczonych stopy będą rosły. To odwrócenie historycznej sytuacji. Patrząc na to, jak zachowuje się polskie PKB, na to, że cały czas utrzymuje się deflacja, która jest silniejsza, niż spodziewali się analitycy, nie sądzę, żeby stopy w kraju zostały obniżone. Musiałoby to być uzasadnione nagłym wydarzeniem czy zewnętrznym kryzysem. Według mnie cięcia stóp w Polsce w najbliższym czasie raczej nie będzie.

Jak wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, po pierwszym kwartale br. wynik finansowy (netto) sektora bankowego wyniósł 3,5 mld zł i był o 15,7 proc. niższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Wartość kredytów dla sektora niefinansowego zwiększyła się o 5,7 proc. do 969,2 mld zł, a depozytów – o 9,3 proc. (932,9 mld zł).

Branża ochroniarska rośnie w siłę. W 2017 roku wartość rynku security w Polsce przekroczy 10 mld zł

0

CEO Magazyn Polska

W tym roku rynek branży ochroniarskiej w Polsce wzrośnie o 9 proc., a w 2017 może zyskać nawet 12 proc. – wynika z badania Deloitte. Branża będzie zyskiwać mimo zmian w prawie pracy. Zwiększenie płacy minimalnej będzie dość istotnym obciążeniem dla firm, bo wiąże się z koniecznością renegocjacji umów z klientami, ale ich zdecydowana większość akceptuje nowe poziomy cen usług. Branża obawia się jednak, że wzrost kosztów pociągnie za sobą zwolnienie co piątego pracownika.

Wartość branży ochroniarskiej w Polsce to prawie 9 mld zł. 75 proc. tego rynku stanowią usługi ochrony fizycznej. W ostatnich latach rynek ten rozwijał się na poziomie około 3 proc. rocznie. Teraz ten wzrost wyraźnie przyspiesza. Motorem wzrostu rynku jest podniesienie cen związane z wprowadzeniem nowych regulacji w prawie pracy. Od stycznia 2017 roku planowany jest wzrost płacy minimalnej do 2 tys. zł i związany z tym wzrost minimalnej stawki godzinowej do 13 zł, czyli więcej niż pierwotnie proponowana przez PiS stawka 12 zł.

– Ozusowanie umów-zleceń weszło w życie 1 stycznia tego roku, ale przez cały 2015 rok Konsalnet negocjował z klientami nowe stawki, które obowiązują w tym roku – podkreśla Jacek Pogonowski, prezes Konsalnet Holding SA. – Zdecydowana większość naszych klientów ustaliła z nami satysfakcjonujące stawki na 2016 rok, niemniej jednak część klientów nie uzgodniła z nami tych stawek i niestety 1 stycznia tego roku musieliśmy się z nimi rozstać. Z 23 tys. osób pracujących w 2015 roku w Konsalnecie ponad 3 tys. straciło u nas miejsca pracy w związku z tym, że rozstaliśmy się z częścią naszych klientów.

Podobnie w tym roku Konsalnet, jak i inne firmy w branży negocjują warunki umów, jednak przewidują, że część klientów nie będzie w stanie udźwignąć rosnących kosztów i zrezygnuje z usług, co pomniejszy przychody branży i pociągnie za sobą kolejne cięcia pracownicze.

– Wprowadzenie minimalnej stawki za roboczogodzinę w wysokości prawdopodobnie 13 zł spowoduje bardzo duży, 30-proc. wzrost cen na rynku – ostrzega Pogonowski. – Minimalna stawka, jaką widzimy po wprowadzeniu tych regulacji, to między 17 a 18 zł, a dla klientów bardziej wymagających te stawki za roboczogodzinę mogą sięgać nawet 20 zł. Klienci oczekują od nas nie tylko dyskusji na temat nowej rzeczywistości, nowych stawek w 2017, lecz także pomysłów na ograniczenie tego wzrostu i my taką ofertę dla naszych klientów opartą na nowych technologiach.

Konsalnet jest jednak liderem branży, który ma przestrzeń do szukania oszczędności oraz inwestycji. W znacznie gorszej sytuacji pozostają podmioty mniejsze, dla których często jedynym wyjściem będzie połączenie z większym graczem.

– Uważamy, że wprowadzenie w 2017 stawki minimalnej przyspieszy konsolidację wokół największych firm, liderów branży, tych, którzy mają ofertę dla klienta nie tylko samej roboczogodziny, lecz także i nowych technologii. Niektóre firmy albo zbankrutują, albo będą musiały się sprzedać silniejszym – przewiduje Pogonowski. – My, jako Konsalnet, już się do tego przygotowujemy, nawet rozpatrujemy już niektóre propozycje inwestycyjne. 

Na e-zwolnieniach lekarskich zyskują pracownicy, firmy i ZUS. Obecnie z takiego rozwiązania korzysta jednak niewielki odsetek małych przedsiębiorstw

CEO Magazyn Polska

Z 2 mln zwolnień lekarskich, które co miesiąc wpływają do ZUS-u, nawet 12 proc. jest wystawianych bezzasadnie. E-zwolnienia pomogą szybciej skontrolować zwolnienie. Szacuje się, że oszczędności z tytułu efektywniejszej kontroli sięgną 200 mln zł. Nowe przepisy mają obowiązek stosować płatnicy zatrudniający powyżej 5 osób. Mniejsi przedsiębiorcy są z tego zwolnieni do końca 2017 roku.

– Od stycznia tego roku zwolnienia lekarskie mogą być wystawiane w formie elektronicznej obok formy papierowej. Aby z tej możliwości skorzystać, pracodawca ma obowiązek utworzyć konto na Platformie Usług Elektronicznych ZUS, tam też będą widoczne zwolnienia lekarskie wystawiane przez lekarza. Jeżeli lekarz wystawi zwolnienie, automatycznie przekazuje je w formie elektronicznej do ZUS-u, a ten w ciągu jednego dnia udostępnia je na platformie, na której może je zobaczyć pracodawca – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Stępień, aplikant radcowski w Kancelarii Raczkowski Paruch.

Jeżeli pracodawca nie ma profilu PUE, nie ma możliwości przekazanie mu drogą elektroniczną zaświadczenia lekarskiego w formie dokumentu elektronicznego. Obecnie obowiązek posiadania konta na PUE dotyczy wyłącznie pracodawców zatrudniających więcej niż 5 osób, mniejsi przedsiębiorcy, których w Polsce jest zdecydowana większość, są z niego jeszcze zwolnieni. Dopiero od stycznia 2018 roku wszystkie zwolnienia będą wystawiane elektroniczne, znikną zaś te papierowe.

– Takie rozwiązanie ma sporo zalet. Pracodawca dowiaduje się o zwolnieniu lekarskim najpóźniej następnego dnia po jego wystawieniu, a nie po 7 dniach jak dotychczas, kiedy pracownik miał tyle dni, żeby je doręczyć. To powodowało problemy z kontrolą zwolnienia lekarskiego. Dzisiaj będzie ona możliwa już następnego dnia po wystawieniu zwolnienia. Co więcej, takie zwolnienie elektroniczne trudniej podrobić, więc zmniejsza się ryzyko nieprawidłowych zwolnień – tłumaczy Stępień.

Cyfryzacja zwolnień daje większe możliwości kontroli zasadności ich wystawienia. Dotychczas dokument docierał do ZUS-u najczęściej po powrocie chorego do pracy. Skala nadużyć jest zaś ogromna. Szacuje się, że nawet 12 proc. zwolnień może być wystawianych bezzasadnie. Tylko w ubiegłym roku kwota cofniętych lub zmniejszonych świadczeń po kontroli zwolnień lekarskich wyniosła blisko 196 mln zł. ZUS przeprowadził 584 tys. kontroli osób mających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy, wydano 24,6 tys. decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych. E-zwolnienia generują oszczędności nie tylko dla ZUS-u, lecz także dla całego systemu.

– Wystarczy, że lekarz wprowadzi numer PESEL pracownika do systemu elektronicznego, a ten sam wypełnia za niego resztę. Lekarz nie musi też wystawiać papierowych zwolnień, co powoduje oszczędności finansowe. Dla ZUS-u łatwiej takie zwolnienie skontrolować, od razu dostaje informację, że zwolnienie zostało wystawione, nie musi czekać, aż dotrze do niego w formie papierowej. Również pracodawca szybciej dostaje informacje i może skontrolować zwolnienie. Jest to również ochrona przed nadużywaniem i fałszowaniem zwolnień – wskazuje ekspert.

Mimo zalet obecnie z cyfrowych zwolnień korzysta niewielu pracodawców. W Polsce duże firmy stanowią niewielki procent ogółu, przeważają małe i średnie przedsiębiorstwa. Firm zatrudniających powyżej 9 pracowników jest 50 tys., zaś mniej niż 10 osób – 1,82 mln.

– Obecnie z tego rozwiązania korzysta kilka procent pracodawców, czyli ci najwięksi. W przypadku mniejszych przedsiębiorstw spodziewam się, że ten odsetek będzie rósł, obecnie jednak jest niewielki. Myślę, że do 2018 roku, dopóki te firmy nie będą miały obowiązku dostosować się do tych przepisów, znacznie większy nie będzie – ocenia Robert Stępień.

Prof. Orłowski: Rynki będą bardzo uważnie obserwować najbliższe posunięcia NBP i Rady Polityki Pieniężnej

CEO Magazyn Polska

Po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna sytuacja Polski skomplikowała się – uważa prof. Witold Orłowski, ekonomista. Jego zdaniem rynki będą bardzo uważnie obserwować najbliższe decyzje NBP i Rady Polityki Pieniężnej. Obie instytucje muszą zdobyć ich zaufanie, więc ewentualne decyzje powinny być ostrożne i głęboko przemyślane.

– Myślę, że dobrym pomysłem jest w tej chwili bardzo ostrożne działanie banku centralnego – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Witold Orłowski, ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Nowa Rada Polityki Pieniężnej, ostatnio mianowany prezes NBP muszą zyskać zaufanie, choćby po to, żeby w przyszłości skutecznie móc pełnić rolę ostatniego strażnika wiarygodności i siły złotego.

Na początku czerwca nowym prezesem Narodowego Banku Polskiego, w miejsce prof. Marka Belki, został prof. Adam Glapiński, formalnie niebędący członkiem Prawa i Sprawiedliwości jednak od dziesięcioleci związany ze środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego. Wcześniej był m.in. nauczycielem i wykładowcą akademickim głównie w macierzystej Szkole Głównej Handlowej (wcześniej Szkoła Główna Planowania i Statystyki) oraz w Paryżu, Kansas, Dubrowniku i Kielcach. Przede wszystkim jednak w przeszłości pełnił funkcję doradcy ekonomicznego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i był członkiem Rady Polityki Pieniężnej z jego nominacji.

21 czerwca br. prof. Glapiński złożył przysięgę przed Sejmem i objął obowiązki szefa banku centralnego na sześcioletnią kadencję. W swoim wystąpieniu przed parlamentem zapewnił m.in., że będzie bronił niezależności banku centralnego, która ma być podstawową zasadą jego działalności. Zobowiązał się jednak także do wspierania polityki gospodarczej rządu, „o ile tylko nie będzie to stać w sprzeczności z zachowaniem stabilnego poziomu cen, który jest podstawowym celem NBP” oraz zapowiedział, że będzie stał na straży konstytucyjnego zadania, jakim jest dbanie o wartość pieniądza.

– Wokół Polski pojawia się i tak wiele niepewności, które wiążą się ze zmniejszenie zaufania do krajowych finansów, a dodatkowo nakłada się na to sytuacja na świecie, czyli brexit – zauważa prof. Witold Orłowski. – To powoduje, że bank centralny, który jest ostatnim strażnikiem stabilności, musi działać w sposób bardzo ostrożny, czasem nadrabiać pewne straty, które wynikają z działalności innych czynników. Myślę, że to jest właśnie taka sytuacja, w której możemy oczekiwać od niego superczujności.  

Tym bardziej, że poczynania gospodarcze obecnego rządu są bardzo uważnie obserwowane m.in. przez agencje ratingowe. Po zaskakującym obniżeniu notowań Polski przez Standartd & Poor’s agencja Moody’s w maju pozostawiła ocenę Polski na niezmienionym poziomie, ale na negatywną obniżyła ich perspektywę. 15 lipca natomiast swoją decyzję ma ogłosić ostatnia z trzech kluczowych agencji, czyli Fitch Ratings. Analitycy oczekują, że także w tym przypadku notowania Polski nie zostaną obniżone, jednak ich perspektywa ulegnie pogorszeniu.

– Rynki będą bacznie obserwować najbliższe działania NBP – zapewnia prof. Witold Orłowski. – A trzeba pamiętać, że w ostatnim czasie zmienił się prawie cały skład RPP. Zaniepokojenie inwestorów nie jest na razie dramatyczne. Lecz agencje ratingowe albo obniżają Polsce notowania, albo przyznają im negatywną perspektywę, co oznacza, że prawdopodobnie zdewaluują ocenę w przyszłości.

W Polsce zarejestrowanych jest już ponad milion niespokrewnionych potencjalnych dawców szpiku kostnego. Tylko 1 proc. z nich zostanie dawcami

CEO Magazyn Polska

Każdego roku na świecie ponad 900 tys. osób słyszy diagnozę nowotwór krwi. Dla wielu chorych jedyną szansą na powrót do zdrowia, a nawet przeżycie jest przeszczepienie komórek macierzystych od niespokrewnionego dawcy. Znalezienie genetycznego bliźniaka nie jest jednak proste. Tylko 1 proc. potencjalnych dawców staje się dawcami realnymi. Dlatego ważne jest, by jak najwięcej osób rejestrowało się w bazach.

– Szacuje się, że każdego roku na świecie ponad 900 tys. osób usłyszy diagnozę nowotwór krwi. Jedną z najczęstszych chorób nowotworowych krwi są białaczka, szpiczak i chłoniak. W Polsce co godzinę ktoś zapada na białaczkę. Ogólnie stanowią one 5,5 proc. wszystkich chorób nowotworowych. Najczęściej terapią ratującą życie przy chorobie nowotworowej krwi jest właśnie przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych krwi lub szpiku – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Dorota Wójtowicz-Wielgopolan, rzecznik prasowy Fundacji DKMS.

Dlatego tek ważna jest idea dawstwa szpiku. Potencjalnym dawcą może zostać zdrowa osoba w wieku 18–55 lat. Nie każdy zarejestrowany ma jednak szansę pomóc jakiemuś choremu.

– Tylko 1 proc. potencjalnych dawców staje się dawcą faktycznym. Wynika to z tego, że musi być potwierdzona zgodność tkankowa pomiędzy dawcą a biorcą, a nie jest to proste. Prawdopodobieństwo dopasowania takich dwóch bliźniaków genetycznych, pomiędzy którymi może dojść do przeszczepienia, jest w najlepszym wypadku jak 1:20 000. Tych cech tkankowych, które muszą być zgodne, jest ponad 9 tys. i występują w dziesiątkach milionów kombinacji – tłumaczy Dorota Wójtowicz-Wielgopolan.

W latach 2006–2015 roku ponad 4 tys. pacjentów w naszym kraju otrzymało alogeniczny przeszczep komórek krwiotwórczych w ramach terapii nowotworów krwi i wielu innych schorzeń szpiku kostnego. 2457 transplantacji odbyło się dzięki dawcom niespokrewnionym. Przeszczepienie szpiku nie daje jednak pacjentowi stuprocentowej gwarancji na wyzdrowienie, ale często jest ostatnią szansą.

– Przeszczepienie zwiększa szansę na wygranie z chorobą nawet do 70–80 proc. Oczywiście wszystko zależy też od pacjenta, od tego, jaka jest w nim siła walki, wiara w to, że zwycięży. I rzeczywiście tak, jak to się mówi potocznie, jest to terapia ratująca życie, którą lekarze stosują wtedy, kiedy już wiadomo jest, że żadna inna nie przyniesie efektów – podkreśla Dorota Wójtowicz-Wielgopolan.

Wiele osób wciąż ma obawy przed zarejestrowaniem się w bazie dawców szpiku kostnego. Z badań TNS przeprowadzonych dla Fundacji DKMS Polska, które miały na celu sprawdzenie, jaka jest wiedza i świadomość Polaków dotycząca dawstwa komórek macierzystych, wynika, że aż ponad 1/3 Polaków myśli, że szpik pobiera się z kręgosłupa. Specjaliści obalają ten mit i podkreślają, że komórki macierzyste pobierane są albo z krwi obwodowej, albo z talerza kości biodrowej. Nie ma więc mowy o żadnym uszczerbku na zdrowiu dawcy. Do rejestracji zachęcają autorytety w dziedzinie transplantologii, znane osoby i ci, którzy pokonali chorobę właśnie dzięki przeszczepowi.

– Możemy wejść na stronę www.dkms.pl i zamówić pakiet rejestracyjny do domu. W takim pakiecie znajduje się formularz rejestracyjny oraz specjalne pałeczki, którymi zrobimy sobie wymaz wewnętrznej strony policzka. Można się też zgłosić na jedną z wielu prowadzonych przez naszą fundację akcji rejestracyjnych, które odbywają się przez cały rok w różnych miejscach Polski – mówi Dorota Wójtowicz-Wielgopolan.

W Polsce zarejestrowanych jest już ponad milion dawców niespokrewnionych.

40 proc. menadżerów angażuje się w proces wyboru kandydatów do pracy. Reszta wszystko zostawia rekruterom

CEO Magazyn Polska

Jednym z najczęstszych powodów nieudanego procesu rekrutacji jest brak komunikacji między menadżerem a rekruterem. Z badania Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że tylko 40 proc. menadżerów angażuje się w selekcję życiorysów i wybór kandydatów do dalszych etapów rekrutacji. Eksperci podkreślają, że większe zaangażowanie jest możliwe mimo ogromu innych zajęć. Pomocne w tym będą nowe technologie.

– Z badań przeprowadzonych przez Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że 40 proc. menadżerów wspiera rekruterów w selekcji życiorysów, czyli sprawdza to, jacy kandydaci są potem wybierani do rozmów. Większość deklaruje, że angażują się w rozmowy z kandydatami, ale to jest cały czas za mało, przede wszystkim w stosunku do tego, czego oczekują kandydaci. Ponad 80 proc. kandydatów liczy na to, że już na pierwszej rozmowie rekrutacyjnej poznają swojego przyszłego przełożonego – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Bartnicka, ekspertka eRecruiter.

Tylko w niespełna co dziesiątej firmie przedstawiciel biznesu uczestniczy w całym procesie zatrudnienia. Eksperci podkreślają jednak, że współpraca rekrutera i przełożonego, który poszukuje pracownika, jest kluczowa dla procesu wyboru dobrego pracownika.

– Najważniejsze aspekty, o które trzeba zadbać, to sprawna i dobra komunikacja. Ważne jest, żeby od samego początku prowadzenia rekrutacji angażować biznes, menadżerów do tworzenia profilu kandydata, jakiego poszukujemy. Chodzi o to, żeby wizja tego, kogo mamy zrekrutować, była spójna – mówi Bartnicka. – Tymczasem w większości firm ta współpraca sprowadza się do wymiany opinii o kandydatach i udziału menedżerów w rozmowach kwalifikacyjnych.

Menadżerowie podkreślają, że udział w rekrutacjach jest dla nich zbyt angażujący czasowo. Zdaniem Bartnickiej taką współpracę mogą jednak znacznie ułatwić nowe technologie. Klasycznego e-maila mogą zastąpić specjalne systemy rekrutacyjne, dzięki którym wymiana informacji jest sprawniejsza.

– Systemy do zarządzania aplikacjami w procesie rekrutacji pozwalają chociażby na to, że rekruter może szybko wyselekcjonować na podstawie odpowiedzi w formularzu aplikacyjnym grupę najlepszych kandydatów spełniających twarde kryteria i przesłać ją do menadżera za pośrednictwem interaktywnych kart kandydatów – wyjaśnia Izabela Bartnicka. – Menadżer otrzymuje już wyselekcjonowaną pulę do szybkiej oceny, a poprzez takie interaktywne narzędzie udzielenie informacji zwrotnej następuje szybko, płynnie, a HR widzi od razu jego odpowiedź.

Jak wskazują doświadczenia użytkowników tego systemu udostępnianego przez eRecruiter, w ciągu miesiąca ilość korespondencji mailowej wymienianej z kierownikami liniowymi zmalała o połowę.

Dzięki sprawnej komunikacji cały proces rekrutacji może być znacznie krótszy. Także kandydaci do pracy szybciej otrzymają informację zwrotną.

– Rynek kandydatów bardzo dynamicznie się zmienia. Kandydaci mogą przebierać w większej liczbie ofert pracy, a menadżerowie muszą być świadomi tego, że ich zwłoka w udzieleniu informacji zwrotnej do HR-u na temat kandydatów, którzy zostali wyselekcjonowani do spotkań, działa na niekorzyść całej rekrutacji. Może się okazać, że po tygodniu kandydat, który im się spodobał na podstawie CV albo na podstawie pierwszego spotkania, wybierze już inną ofertę pracy przestrzega Bartnicka.

81 proc. kandydatów przebadanych w ubiegłym roku przez eRecruiter oraz Koalicje na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wskazało, że negatywne wrażenia z procesu rekrutacji wywołuje u nich brak informacji zwrotnej od firmy czy rekruterów. Blisko 60 proc. zadeklarowało, że może to ich zniechęcić do zakupu w przyszłości produktów lub usług danej firmy.

Polacy najczęściej kupują płyty polskich wykonawców. W radiu i telewizji dominują jednak twórcy zagraniczni

CEO Magazyn Polska

Mimo że wiele utworów polskich artystów mogłoby konkurować na listach przebojów z zagranicznymi hitami, najczęściej zamiast do szerszej publiczności trafiają jedynie do koneserów zainteresowanych danym gatunkiem. Choć badania pokazują, że Polacy chętnie sięgają po płyty polskich wykonawców, to w mediach jest mało takiej muzyki.

Z danych Związku Producentów Audio Video wynika, że 78 proc. muzyki w przestrzeni publicznej pochodzi z radia lub telewizji, z czego aż 83 proc. odtworzeń generują tylko cztery kanały.

– Co roku prowadzimy badania dotyczące tego, co jest odtwarzane w przestrzeni publicznej, te badania są nam potrzebne do podziału pieniędzy, które jako organizacja zbiorowego zarządzania pobieramy od tych lokali. Z badań wynika, że ponad 3/4 naszych płatników odtwarza muzykę z radia, przy czym to są głównie 4 komercyjne kanały radiowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Bogusław Pluta, dyrektor OZZ ZPAV.

Tymczasem radio i telewizja lansują przeważnie twórców zagranicznych, najchętniej anglojęzycznych. Obecność polskich artystów w największych mediach jest wręcz znikoma. W rocznych zestawieniach Airplay, czyli najczęściej odtwarzanych utworów w stacjach radiowych, w TOP 100 w 2015 roku znalazło się zaledwie 20 utworów polskich wykonawców, z czego do pierwszej trzydziestki trafiły tylko cztery. Natomiast podsumowanie Oficjalnej Listy Sprzedaży (OLiS) pokazuje, że Polacy lubią rodzimych wykonawców i chętnie sięgają po ich płyty.

– Można powiedzieć, że nie ma co grać, ale tak źle nie jest, bo jak się popatrzy na wyniki sprzedaży OLiS, to polska muzyka sprzedaje się bardzo dobrze. W Top 100 jest 51 proc. albumów polskich wykonawców, a w Top 10 jest 6, czyli większość – wylicza Bogusław Pluta.

Również w podsumowaniu ubiegłego roku udział polskich artystów w rynku fonograficznym wzrósł w stosunku do 2014 roku o 7,54 proc. i stanowi obecnie już ponad 32 proc. rynku. To wszystko nie przekłada się jednak bezpośrednio na obecność polskich artystów w mediach. Bogusław Pluta przekonuje jednak, że warto się otworzyć się rodzime przeboje. Trzeba budować mocną pozycję polskiej muzyki, stwarzając rodzimym artystom dodatkowe możliwości dotarcia do odbiorów.

– Jeżeli polskich artystów nie puszcza radio, to gdzie ich będzie słychać? Okazuje się, że codziennie miliony ludzi słyszą muzykę w restauracjach, w sklepach czy w innych tego typu punktach, więc jeżeli polska muzyka tam zaistnieje, to artyści będą grali – mówi Bogusław Pluta.

Stąd pomysł Związku Producentów Audio Video na akcję „Nie pogrywaj, graj po polsku!”. Jej celem jest promocja polskiej muzyki w przestrzeni publicznej. Dzięki temu każdy przedsiębiorca wykorzystujący w swojej działalności muzykę, będzie miał dostęp do bogatego i różnorodnego katalogu z polskimi nagraniami. Badania pokazują, że dopiero odpowiednio dobrana muzyka wpływa na decyzje zakupowe i przynosi wymierne efekty przedsiębiorcom.

– Celem akcji jest także uświadomienie naszym przedsiębiorcom, że to nie jest wszystko jedno, co się gra, byle ciszy nie było. To, co się gra, jest bardzo ważne i ta muzyka jest środkiem marketingowym często znacznie cenniejszym, znacznie lepszym niż wystrój wnętrza czy jakieś kosztowne reklamy, a jednocześnie jest znacznie tańsza tłumaczy Bogusław Pluta.

W ramach akcji firma Mood Polska przygotowała dostępną przez stronę internetową aplikację Mood Mix, z której będzie mógł korzystać każdy przedsiębiorca, regulujący należne wynagrodzenie na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania.

– Naszą siłą jest to, że mamy odpowiednią platformę muzyczną, która może tę muzykę w sobie zgromadzić i możemy ją udostępnić w playlistach przygotowanych przez naszego didżeja, a siłą ZPAV-u jest to, że może to zareklamować i razem możemy sprawić, żeby tej muzyki było więcej – mówi Aleksandra Potrykus-Wincza, country manager Mood Polska.

To unikatowa szansa dla rodzimych artystów, aby mogli zaprezentować swoją twórczość szerokiemu gronu odbiorców oraz towarzyszyć im w codziennych obowiązkach i przyjemnościach – od zakupów po czas spędzany w restauracjach czy kawiarniach.

– To jest parę tysięcy wykonawców, artystów pogrupowanych na razie w dziesięciu katalogach. Jest tam także muzyka dziecięca, będzie później muzyka ewentualnie świąteczna, jest muzyka od lat 20. do najnowszych, czyli w tej chwili jest to 10 programów, ale nie wykluczamy rozwijania tego o kolejne, jeżeli pojawia się takie zapotrzebowanie – mówi Aleksandra Potrykus-Wincza.

W bazie znajdują się między innymi utwory Małgorzaty Uściłowskiej. Artystka chwali pomysł i widzi w nim ogromną szansę na promocję swojej twórczości.

 – Dla mnie jest to bardzo ważna akcja. Dopiero zaczynam jako wykonawca i twórca, i też twórca po polsku, ponieważ wcześniej zdarzyło mi się pisać po angielsku. Moim zdaniem najważniejsze jest to, żeby edukować odbiorców, zachęcać ich, żeby słuchali polskiej muzyki, bo ona naprawdę bardzo się rozwija i są to przeróżne gatunki, przeróżne klimaty. Mam nadzieję, że przyniesie naprawdę pozytywne rezultaty – mówi Małgorzata Uściłowska, wokalistka.

Polska awansuje z miejsca 17 na 13 w Globalnym Indeksie Transparentności Rynku Nieruchomości

Z najnowszego Globalnego Indeksu Transparentności Rynku Nieruchomości 2016 (Global Real Estate Transparency Index – GRETI), opracowanego przez JLL i LaSalle Investment Management wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat dwie trzecie badanych krajów odnotowało postęp w tym obszarze. Najbardziej transparentne rynki świata to Wielka Brytania, Australia, Kanada, Stany Zjednoczone, Francja, Nowa Zelandia, Holandia, Irlandia, Niemcy i Finlandia. Dziesięć krajów, znajdujących się najwyżej w rankingu GRETI przyciąga 75% światowych inwestycji w nieruchomości komercyjne, co pokazuje, w jaki sposób przejrzystość rynków przekłada się na napływ kapitału i decyzje inwestycyjne.

Bardzo dobry wynik w tegorocznym zestawieniu zarejestrowała Polska.

Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL, komentuje: „W najnowszym rankingu GRETI opracowywanym przez JLL, Polska awansuje z miejsca 17 na 13 wyprzedzając takie kraje jak Szwajcaria, Belgia, Dania czy Norwegia. Do awansu przyczyniły się m.in. lepsza dostępność spójnych danych rynkowych dotycząca coraz większej grupy polskich miast, postęp w opracowaniu planów zagospodarowania przestrzennego, czy zaawansowanie prac przy uruchomieniu polskich funduszy typu REIT, które byłyby notowane na GPW. Polska notuje jednocześnie najlepszy wynik wśród krajów Europy Środkowo – Wschodniej. W tegorocznym rankingu Czechy zajmują miejsce 20, Węgry – 26, Słowacja – 29, a Rumunia 30. Warto również zauważyć, że Słowacja i Rumunia przeszły do kategorii rynków transparentnych w porównaniu z ostatnią edycją rankingu w 2014 roku”.

Od 2014 r. poprawę w obszarze transparentności zanotowało dwie trzecie rynków. Jest to związane z napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz aktywnością najemców korporacyjnych. Zarówno inwestorzy, jak i korporacje dążą do wdrożenia reform dotyczących transparentności, a rządy państw dostrzegają, że niski poziom przejrzystości ma zły wpływ na inwestycje wewnętrzne, długoterminowe perspektywy rozwoju gospodarczego oraz jakość życia obywateli.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Rozwój rynku nieruchomości w Polsce możemy rozpatrywać pod względem ilościowym i jakościowym. Jest to zarówno wzrost podaży powierzchni komercyjnych, jak i lepszy dostęp do szczegółowych, profesjonalnych analiz i ekspertyz, danych transakcyjnych czy wsparcia doświadczonych partnerów biznesowych – agencji doradczych czy kancelarii prawnych. Publiczny charakter spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie również pozwala na zwiększenie transparentności działania rynku. Zauważalna jest też bardzo duża aktywność deweloperów, inwestorów i najemców. Co ważne, nie dotyczy ona tylko Warszawy, ale wszystkich głównych aglomeracji, a w przypadku np. nieruchomości handlowych – również mniejszych miast. Dziś Polska to kluczowa, stabilna i uznana lokalizacja dla wielu międzynarodowych graczy, oferująca ciekawe opcje rozwoju portfela i dostęp do zróżnicowanych produktów inwestycyjnych. A wysokie miejsce w rankingu transparentności rynku to kolejny atut naszego kraju w przyciąganiu międzynarodowego kapitału”, informuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Index Transparentności 2016 – pierwsza 20

  Pozycja w Indeksie Rynek/kraj
Wysoce transparentne 1 Wielka Brytania
2 Australia
3 Kanada
4 Stany Zjednoczone
5 Francja
6 Nowa Zelandia
7 Holandia
8 Irlandia
9 Niemcy
  10 Finlandia
Transparentne 11 Singapur
12 Szwecja
13 Polska
14 Szwajcaria
15 Hong Kong
16 Belgia
17 Dania
18 Norwegia
19 Japonia
20 Czechy

Źródło: JLL, La Salle Investment Management

Globalny Indeks Transparentności Rynku Nieruchomości, opublikowany po raz dziewiąty, oparty jest na danych rynkowych i informacjach zebranych podczas badania firm z globalnej sieci biznesowej JLL i LaSalle Investment Management. W tegorocznej edycji oceniono 109 rynków. Pod uwagę brano 139 czynników z takich obszarów jak wskaźniki efektywności i oceny, fundamenty rynku, nadzór nad podmiotami notowanymi na rynkach zorganizowanych, warunki prawne, ustawodawstwo czy jakość i przejrzystość procesów transakcyjnych. Kraje/rynki przypisywane są do kategorii: wysoce transparentne (highly transparent), transparentne (transparent), półtransparentne (semi-transparent), o niskiej transparentności (low transparency) i nieprzejrzyste (opaque). Indeks jest narzędziem zarządzania ryzykiem dla inwestorów. Zapewnia porównywalne dane dla wielu lokalizacji geograficznych, jest wsparciem przy tworzeniu strategii inwestycyjnych i modelu alokacji środków dla poszczególnych krajów. Pomaga najemcom korporacyjnym ocenić lokalizacje na całym świecie. Na rynkach, na których panują przejrzyste zasady, łatwiej jest porównać koszt najmu powierzchni, przygotować narzędzia potrzebne do podejmowania strategicznych decyzji oraz podnieść efektywność procesów inwestycyjnych i zarządzania nieruchomościami. Wyniki raportu stanowią narzędzie również dla instytucji publicznych, podejmujących działania na rzecz poprawy transparentności gospodarki.

Jeremy Kelly, Dyrektor Globalnych Programów Badawczych w JLL, autor raportu GRETI, komentuje: „Przedstawione w indeksie wyniki pokazują procesy zachodzące na światowych rynkach nieruchomości. Postęp, jaki notuje branża wynika z takich czynników jak pojawienie się inicjatyw zwiększających dostępność i jakość danych rynkowych, przyjmowanie nowego ustawodawstwa w różnych krajach, wprowadzenie wysokich standardów etycznych czy szersza implementacja narzędzi i zasad związanych z tzw. zielonym budownictwem”.

Wnioski z tegorocznego raportu:

  • Najbardziej transparentnym rynkiem nieruchomości na świecie jest Wielka Brytania, a następnie Australia, Kanada, Stany Zjednoczone, Francja, Nowa Zelandia, Holandia, Irlandia, Niemcy i Finlandia. Państwa te należą do kategorii 10 rynków wysoce transparentnych, a w tegorocznej edycji w tej grupie zadebiutowały Niemcy. Kategoria jest w dalszym ciągu zdominowana przez kraje anglosaskie, ale rynki Europy kontynentalnej doganiają stawkę. Wielka dziesiątka wysoce transparentnych rynków nieruchomości przyciąga 75% globalnych inwestycji w tym sektorze.
  • Kolejne 20 krajów to rynki transparentne, z czego 14 to kraje europejskie. Na tę kategorię przypada 20% światowych inwestycji w nieruchomości. Polska (miejsce 13) wyróżnia się w tej grupie i jest na dobrej drodze, aby dołączyć do grupy rynków wysoce transparentnych. Singapur (miejsce 11) i Hong Kong (15) walczą o dominującą pozycję w Azji, natomiast Tajwan (23) po raz pierwszy znalazł się w grupie rynków transparentnych. Japonia (19) awansowała o 7 pozycji w górę.
  • Największy postęp odnotowano na 37 rynkach określanych jako półtransparentne. W takich krajach istnieje jednak duży rozdźwięk pomiędzy istniejącymi regulacjami a ich przestrzeganiem, szczególnie w zakresie planów zagospodarowania terenów, kontraktów oraz kodeksów budowlanych. Globalne metropolie Meksyku i Chin są u progu dołączenia do rynków transparentnych. Sytuacja w Indiach polepszyła się dzięki reformom ustawodawczym. Słowenia, Serbia i Bułgaria po raz pierwszy znalazły się w grupie rynków półtransparentnych.
  • Najmniej transparentnym krajem na świecie jest Libia. W kategorii rynków nieprzejrzystych dominują kraje Afryki i Ameryki Środkowej.

Prognozy na przyszłość

Jacques Gordon, Globalny Dyrektor ds. Badań i Strategii, LaSalle Investment Management, komentuje: „Nasz indeks potwierdza stały postęp będący rezultatem starań zarówno ze strony sektora nieruchomości, jak i rządów. Nadal jednak jest zbyt wiele przykładów nieprzejrzystych praktyk, słabego ładu korporacyjnego oraz błędów w egzekwowaniu przepisów. To z kolei niesie za sobą poważne konsekwencje dla społeczeństw, aktywności gospodarczej oraz inwestycyjnej. Inwestorzy i najemcy pominą kraje, które nie są w stanie sobie poradzić z tymi błędami i skupią się na bardziej transparentnych rynkach.”

Raport definiuje czynniki, które będą miały wpływ na transparentność rynków nieruchomości w nadchodzących latach. Jeden z nich to tzw. Panama Papers. Wyciek danych na początku 2016 r. doprowadził do zwiększonych nacisków na podwyższenie przejrzystości na rynkach nieruchomości oraz włączył kwestie walki z korupcją do międzynarodowej agendy politycznej. Procedury ujawniania własności oraz zwalczania prania brudnych pieniędzy staną się powszechniejsze i bardziej rygorystyczne.

Wraz z implementacją nowych technik przetwarzania danych rośnie presja w kierunku osiągnięcia wyższych poziomów przejrzystości. Nacisk będzie kładziony na reformy ustawodawcze oraz egzekwowanie obowiązujących przepisów, szczególnie na rynkach półtransparentnych, w których obserwuje się rozdźwięk pomiędzy jednym a drugim.

Wpływ meczów reprezentacji Euro 2016 na zachowania zakupowe Polaków

Jaki wpływ na zachowania zakupowe Polaków miał przebieg meczu Polska-Portugalia? Analizy trwają, ale z pewnością już teraz można pokusić się o pierwsze wnioski na postawie danych z poprzedniego meczu polskiej reprezentacji, spotkania Polska-Szwajcaria.

Criteo, firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, przeanalizowała zdarzenia[1] w ponad  200 sklepach online w Polsce, które miały miejsce podczas sobotniego spotkania polskiej drużyny. Firma porównała uzyskane wyniki z zachowaniami zakupowymi Polaków w zwykłe dni lub podczas meczów, w których nie grała drużyna narodowa.

Oto kluczowe wnioski przeprowadzonej analizy:

  1. Każda branża odnotowuje sprzedaż podczas meczów
    Niezależnie od branży lub sprzedawcy, ruch na stronie sklepu nie zanika podczas spotkania reprezentacji narodowej, ale jest silnie uzależniony od przebiegu gry. Szczególnie łatwo to zaobserwować bezpośrednio po strzelonych bramkach, niebezpiecznych podbramkowych sytuacjach czy podczas rzutów karnych. W przerwie spotkania lub w spokojniejszych partiach meczów liczba zdarzeń generowanych na stronach sklepów online utrzymuje się powyżej średniej.
  2. Urządzenia mobilne są w dniach meczów ważniejsze niż kiedykolwiek
    Analiza Criteo pokazała, że w czasie przerw meczów, użytkownicy korzystają z urządzeń mobilnych znacznie częściej niż w czasie poza rozgrywkami. Z pewnością może to być spowodowane faktem, że wiele osób nie ogląda meczów w domu i nie ma pod ręką komputera stacjonarnego. Tym samym urządzenia mobilne są wybierane przez użytkowników jako drugi ekran.
  3. Sukces drużyny narodowej ma złe skutki dla biznesu
    Oczywiście tylko w krótkim okresie. W kraju zwycięskiego zespołu liczba zdarzeń w sklepach online dramatycznie spada bezpośrednio po spotkaniu – kibice świętują. W kraju drużyny, która przegrała, częstotliwość zdarzeń w sklepach online nie tylko szybko powraca do wcześniejszego poziomu, ale w wielu przypadkach nawet go przekracza, co niektórzy nazywają „zakupami pod wpływem frustracji”.

„Coraz więcej osób używa smartfonów i tabletów jako drugiego ekranu. Wysoki ruch w sklepach internetowych podczas meczów pokazuje ogromne  znaczenie kanału mobilnego dla sprzedawców”, mówi Alexander Gösswein, Dyrektor Zarządzający w Europie Środkowej w Criteo. „Zapewnienie satysfakcjonującego doświadczenia mobilnego oraz mechanizm cross-device, pozwalający na śledzenie zachowań użytkownika na wielu urządzeniach, są kluczem do sukcesu sklepów online”.

Szczegółowa analiza zachowań zakupowych podczas meczu Polska-Szwajcaria:

  1. Polska-Szwajcaria, 25 czerwca 2016r, godz. 15:00, Wynik 5:4 (w Polsce)

Krótko przed rozpoczęciem meczu liczba zdarzeń na stronach sklepów online gwałtownie spadła. Powolny powrót do standardowego poziomu został  przerwany golem Błaszczykowskiego. W przerwie meczu można zaobserwować gwałtowny wzrost ruchu na stronach sklepów internetowych, wysoki poziom utrzymywał się także na początku drugiej połowy spotkania. Niewykorzystane okazje spowodowały, że słupki zdarzeń na stronach sprzedawców online chwilowo wzrosły, by spaść drastycznie w momencie wyrównania 1:1. Podczas spokojniejszej gry polskiej reprezentacji w trakcie dogrywki liczba zdarzeń generowanych z poziomu urządzeń mobilnych znacznie wzrosła. Dopiero w czasie serii rzutów karnych ruch na stronach sklepów online zamarł. W przeciwieństwie do Szwajcarii, w Polsce po zakończonej grze liczba zdarzeń w e-sklepach nie wróciła do standardowego poziomu. Kibice świętowali.

(Na podstawie zdarzeń w 200 sklepach internetowych w Polsce)

  1. Polska-Szwajcaria, 25 czerwca 2016r, godz. 15:00, Wynik 5:4 (w Szwajcarii)

Po spadku ruchu na stronach sklepów internetowych związanym z rozpoczęciem meczu, liczba zdarzeń w sklepach online szybko wróciła do stałego poziomu. Nawet gol Błaszczykowskiego nie wpłynął znacząco na zachowania zakupowe Szwajcarów. W przerwie meczu oraz na początku drugiej połowy spotkania liczba zdarzeń w e-sklepach utrzymywała się na wysokim poziomie, Szwajcarzy przeszukiwali strony produktowe i dokonywali zakupów. Jedynie wyrównanie i seria rzutów karnych spowodowała, że użytkownicy w Szwajcarii całkowicie skupili się na grze, a słupki zdarzeń w sklepach internetowych gwałtownie spadły. Przegrana spowodowała ponowny, szybki wzrost liczby zdarzeń na stronach sprzedawców online – już w ciągu 30 minut po zakończeniu spotkania.

(Na podstawie zdarzeń w 250 sklepach internetowych w Szwajcarii)

[1] Minimum jedna z następujących czynności: otwieranie konkretnych stron produktowych, umieszczanie produktów w koszyku zakupowym, zakup

Mariusz Chochołek nowym prezesem Integrated Solutions

Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions
Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions

Drugą połowę roku Integrated Solutions (IS), integrator ICT należący do Orange Polska, rozpoczyna od strategicznej zmiany w zarządzie. Na stanowisku prezesa, Leszka Hołdę zastąpi Mariusz Chochołek, obecny dyrektor departamentu dostarczania rozwiązań dla biznesu w Orange Polska. Leszek Hołda, który był prezesem IS przez 5 lat od początku powstania firmy, będzie kontynuował karierę zawodową w spółce PKP Energetyka.

To ważny moment w historii spółki, właśnie mija 5 lat od momentu jej założenia. Był to okres intensywnej pracy, budowania zespołu i kompetencji w nowych dla nas obszarach. Integrated Solutions zakończył 2015 rok z 44 proc. wzrostem przychodu. Jestem przekonany, że pod kierownictwem Mariusza Chochołka Integrated Solutions będzie realizował ambitne projekty i nadal będzie umacniać swoją obecność na rynku ICT – mówi Mariusz Gaca, wiceprezes Orange Polska.

Mariusz Chochołek posiada wieloletnie doświadczenie w budowaniu strategii sprzedaży na rynku B2B. Wcześniej zarządzał m.in. obszarem inwestycji i operacji w Orange Polska, a także pełnił funkcję dyrektora operacyjnego globalnego projektu UEFA Euro 2012, odpowiadając za technologiczne powodzenie przedsięwzięcia. W Orange Polska pracuje od 2010 roku. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz posiada dyplom MBA University of Illinois at Urbana-Champaign.

 

Ponad piętnaście milionów kredytobiorców mieszkaniowych ma do spłaty 424,40 mld zł

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej obecnie co drugi dorosły Polak posiada czynny kredyt. Ponad piętnaście milionów Polaków (15,1 mln) ma do spłaty łącznie 548,81 mld zł, z czego 71,3% (391,4 mld) stanowi kwota do spłaty wynikająca z zaciągniętych kredytów mieszkaniowych. Najwyższa średnia[1] kwota do spłaty z tytułu posiadanego kredytu mieszkaniowego przypada na województwo mazowieckie 173,3 tys. zł, zaś najniższa średnia wartość – na województwo podkarpackie 74,5 tys. zł.

Wprawdzie o kredyt mieszkaniowy jest obecnie trudniej niż w latach poprzednich, to nadal w I kwartale 2016 r. rosła liczba osób obsługujących kredyty mieszkaniowe i kwota ich zobowiązań. Trend wzrostowy dotyczył jedynie portfela złotowego, bo w walutowym spadł wskutek praktycznie zatrzymanego kredytowania w walutach. W trakcie I kw. zmniejszyła się o 10 tys. liczba „walutowców”, głównie w wyniku całkowitej spłaty zadłużenia. Na złote przewalutowano również 312 kredytów tzw. przeterminowanych, tj. będących w statusie 90+, prawdopodobnie w związku z postawieniem kredytu w stan wymagalności. W I kw. 2016 r. przewalutowano w tym trybie kredyty z saldem 172 mln zł.

Kredytobiorca mieszkaniowy – wysokość zadłużenia

Spośród wszystkich kredytobiorców w Polsce, 3,5 mln osób to posiadacze kredytu mieszkaniowego. Wartość do spłaty z tytuły tego rodzaju kredytu stanowi przeważający udział na tle wszystkich rodzajów zaciągniętych kredytów. Kredytobiorcy mieszkaniowi mają łącznie do spłacenia 424,4 mld zł z czego 391,4 mld zł. z tytułu kredytu mieszkaniowego, co stanowi aż 92% wszystkich posiadanych przez nich kredytów.

Różna wysokość kwoty do spłaty kredytu mieszkaniowego wynika zarówno z ceny m2 w różnych województwach i miejscowościach o różnej wielkości, jak i potrzeb lokalowych w określonym wieku a także z poziomu finansowania zakupu mieszkania kredytem bankowym.

Podobnie rzecz się ma w przypadku określenia średniej kwoty do spłaty przypadającej na jednego kredytobiorcę – jest ona zróżnicowana geograficznie, wiekowo oraz zależy od wielkości gminy, w której mieszka kredytobiorca.

Kredytobiorca mieszkaniowy – miejsce zamieszkania

Najwięcej, w relacji do liczby ludności, jest kredytobiorców mieszkaniowych w województwach: pomorskim, mazowieckim, zachodniopomorskim oraz dolnośląskim  czyli głównie północno‑zachodnich, najmniej w województwach: świętokrzyskim, podkarpackim, podlaskim (województwa południowo‑wschodnie). W układzie terytorialnym najwięcej zadłużonych osób z tytułu kredytu mieszkaniowego (poziom ukredytowienia)[2], w relacji do liczby dorosłej ludności, jest w województwie pomorskim (14%), najmniej w województwach świętokrzyskim i podkarpackim (po 8%).

Najwyższa średnia kwota do spłaty z tytułu kredytu mieszkaniowego przypada na województwo mazowieckie (173,3 tys. zł.), a najniższa średnia – na województwo podkarpackie (74,5 tys. zł.) Występuje również ponad dwukrotnie niższa średnia kwota do spłaty z tytułu kredytu mieszkaniowego kredytobiorcy mieszkającego w gminie do 10 tys. mieszkańców w porównaniu do kredytobiorcy zamieszkującego gminę powyżej 500 tys. mieszkańców.

Jedna czwarta kredytobiorców mieszkaniowych mieszka w gminach, w których zamieszkuje od 10 do 25 tys. mieszkańców, co jest zgodne z poziomem urbanizacji – 25% dorosłych Polaków mieszka w tych miejscowościach. Różnice pomiędzy udziałem wśród kredytobiorców mieszkaniowych a udziałem wśród wszystkich dorosłych osób występują w przypadku mieszkańców miejscowości najmniejszych (odpowiednio 16%* – 24%**) i największych miejscowości (odpowiednio 16%* – 12%**)[3] .

Ponad 1/4 łącznej kwoty do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych mają mieszkańcy gmin powyżej 500 tys. mieszkańców. Co ważne, mieszka w nich tylko 12% dorosłych Polaków. 

Kredytobiorcy mieszkaniowi – struktura wiekowa

Najwięcej kredytów mieszkaniowych mają osoby w wieku 35–44 lat i na tej grupie osób ciąży prawie połowa kwoty do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych. Dla porównania jedna na cztery osoby w wieku 35–44 lat ma kredyt mieszkaniowy, a tylko mniej niż jedna na sto osób w wieku 18–24 lat ma taki kredyt.

Inne kredyty w portfelu kredytobiorcy mieszkaniowego

Wśród wszystkich kredytobiorców rośnie jedynie liczba spłacających kredyty mieszkaniowe. Tymczasem w portfelu kredytowym posiadacza kredytu mieszkaniowego znajdują się również inne produkty kredytowe: saldo do spłaty z tytułu kredytów konsumpcyjnych wynosi 26,2 mld (6% łącznego salda do spłaty), a kart kredytowych i limitów w koncie odpowiednio 3,6 mld zł oraz 3,2 mld zł (dające po 1 % łącznego salda do spłaty).

Jak wynika z danych BIK, w I kwartale 2016 r. wartość podpisanych umów na kredyty mieszkaniowe wyniosła 10 mld zł i była, mimo niższej liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych  w marcu 2016r. o 5,7%, wyższa niż w I kwartale 2015 r. Średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego w I kwartale 2016r. wyniosła 213,1 tys. zł, była o 2,5 tys. wyższa niż przed rokiem w I kwartale.

[1] Saldo zadłużenia do spłaty z tytułu kredytu mieszkaniowego/liczba kredytobiorców

[2] Ukredytowienie – relacja liczby osób posiadających czynne zobowiązanie kredytowe z danego przedziału wiekowego, województwa, wielkości miejscowości do liczby dorosłych z danego przedziału wiekowego, województwa, wielkości miejscowości.

[3] *– udział wśród kredytobiorców ** – udział wśród dorosłych Polaków

Wakacyjny wyjazd autem służbowym? Sprawdź, o czym musisz pamiętać!

Klaudia Kowalczyk - Carefleet SA - Marketing ManagerCoraz więcej polskich firm udostępnia swoim pracownikom samochody służbowe do celów prywatnych, również podczas urlopu. Auto w biznesie już dawno przestało być bowiem jedynie środkiem transportu i narzędziem pracy – obecnie w wielu przedsiębiorstwach to istotny dodatek do wynagrodzenia, który zwiększa zaangażowanie i lojalność kadr. Sprawdź, o czym powinieneś pamiętać, zezwalając pracownikowi na wakacyjny wyjazd firmowym samochodem. Unikniesz niepotrzebnych kosztów i nieporozumień!

Zweryfikuj politykę flotową w firmie

Jeszcze do niedawna polityki flotowe w postaci regulaminów lub procedur tworzone były zazwyczaj w dużych firmach, posiadających kilkadziesiąt lub kilkaset samochodów. Obecnie coraz więcej przedsiębiorstw z sektora MŚP reguluje na piśmie kwestie związane z nabywaniem, użytkowaniem i wymianą samochodów służbowych. To, w jakim zakresie pojazdy firmowe mogą być wykorzystywane przez pracowników, a także jakie obowiązki na nich spoczywają w związku z eksploatacją aut, powinno zostać precyzyjnie opisane w polityce flotowej firmy, z którą pracownik osobiście się zapozna.

–  Coraz częściej firmy umożliwiają pracownikom korzystanie z aut służbowych bez żadnych ograniczeń, również w dni wolne, w tym w trakcie urlopu. Kwestie dotyczące tego, w jakich sytuacjach i na jakich zasadach pracownik może korzystać z auta po pracy, powinny zostać uregulowane w polityce flotowej firmy. Pozwoli to uniknąć niepotrzebnych strat i nieporozumień z pracownikami – twierdzi Klaudia Kowalczyk Marketing Manager w Carefleet S.A., jednej z czołowych polskich firm z branży Car Fleet Management.

Doprecyzuj kluczowe kwestie

Oprócz zagadnień ogólnych, dotyczących zakresu wykorzystania firmowego auta do celów prywatnych, w polityce flotowej powinny zostać ponadto uregulowane takie kwestie, jak koszty związane z jego eksploatacją czy odpowiedzialność w przypadku kolizji lub awarii. O tym, czy w trakcie urlopu pracownik we własnym zakresie tankuje paliwo lub serwisuje pojazd, decyduje pracodawca, który może partycypować w kosztach, ale nie jest do tego zobligowany. Kwestię tankowania pojazdu może rozwiązać karta paliwowa, pomocne narzędzie, dzięki któremu firma ma możliwość bieżącego monitorowania tankowań w swojej flocie.

– Operatorzy kart paliwowych zgodnie z umową dostarczają do firm użytkujących ich karty informacje w postaci bieżących raportów paliwowych, zawierające informacje na temat miejsca, czasu i ilości paliwa tankowanego do poszczególnych samochodów. Nadzór i kontrola użytkowników kart paliwowych, a tym samym kontrola wydatków na paliwo, pozwala uniknąć nadużyć i nieprawidłowości podczas tankowania – dodaje Klaudia Kowalczyk.

W polityce flotowej warto również doprecyzować kwestie związane z zakresem odpowiedzialności pracownika za uszkodzenia pojazdu i kolizje powstałe w trakcie wyjazdu urlopowego. Choć zazwyczaj koszty naprawy samochodu pokrywane są z polisy, istnieją sytuacje, kiedy firma ubezpieczeniowa może odmówić wypłaty odszkodowania, np. gdy kierowca prowadził pojazd w stanie nietrzeźwym lub uciekł z miejsca wypadku. Pracownik może zostać obciążony kosztami napraw samochodu firmowego również wtedy, kiedy uległ on poważnemu uszkodzeniu na skutek nieprawidłowej eksploatacji.

Sprawdź cel podróży

Podróżowanie firmowym autem w celach prywatnych na terenie kraju nie jest związane z żadnymi dodatkowymi formalnościami po stronie przedsiębiorstwa. Inaczej kwestia ta wygląda w przypadku wyjazdów zagranicznych. Zgodnie z przepisami polskiego prawa drogowego, przekroczenie granicy służbowym autem wymaga bowiem zgody właściciela pojazdu. W firmach, które posiadają własne floty, jest ona wydawana przez upoważnioną w tym zakresie osobę. W przypadku samochodów leasingowych lub wynajmowanych, upoważnienie takie powinno pochodzić od leasingodawcy lub firmy wynajmującej.

– W przypadku Carefleet S.A. wystarczy, że użytkownik pojazdu skontaktuje się telefonicznie z Centrum Obsługi Kierowców i poprosi o pozwolenie na wyjazd za granicę – mówi Klaudia Kowalczyk.

Niektóre kraje, np. Ukraina lub Białoruś, wymagają upoważnienia potwierdzonego notarialnie oraz poświadczonego przez tłumacza przysięgłego. W związku z brakiem jednolitych przepisów w różnych państwach Europy warto przed wyjazdem pracownika zasięgnąć szczegółowych informacji w ambasadzie danego kraju. Różnie też, w zależności od celu zagranicznej podróży, kształtują się kwestie związane z ubezpieczeniem pojazdów. Polisa AC ważna jest w Europie z wykluczeniem Rosji, Białorusi, Ukrainy i Mołdawii. Aby wyjechać do krajów nieobjętych polisą należy dodatkowo ubezpieczyć pojazd. Warto sprawdzić również, czy posiadany pakiet Assistance obowiązuje poza granicami Polski, a pracownik – w przypadku nieprzewidzianego zdarzenia na drodze – otrzyma wsparcie w postaci usług serwisowych lub samochodu zastępczego.

Zapoznaj pracownika z polityką firmy

Choć pracownik powinien zapoznać się z polityką flotową firmy w momencie, w którym podpisuje umowę przekazania mu samochodu, nie zaszkodzi okresowe przypominanie o zasadach, których powinien przestrzegać w związku z jego eksploatacją. Zwłaszcza przed dłuższym wyjazdem zagranicznym warto przypomnieć o spoczywających na nim obowiązkach. Zapoznanie pracownika z polityką flotową firmy powinno zostać potwierdzone pisemnie przez obie strony, co jest dodatkowym zabezpieczeniem interesów przedsiębiorstwa.

Zarobki Brytyjczyków przed i po Brexicie

Profesor ekonomii Gregory Clark podjął się ambitnego zadania wyliczenia zarobków na terenie Wielkiej Brytanii od roku 1209. Na poniższym wykresie widać jak wynagrodzenia znacząco wzrosły po rewolucji przemysłowej. Według kursu funta z 2010 roku w 1800 roku obywatel Zjednoczonego Królestwa zarabiał 1 753 GBP, a w 2010 roku 23 504 GBP. Eksperci z Międzynarodowej Organizacji Pracy wyliczyli, że przeciętne wynagrodzenie na świecie w roku 2009 wynosiło 11 291 GBP rocznie.

Roczna płaca realna w Wielkiej Brytanii w latach 1209-2010 (brutto w GBP)

Roczna płaca realna w Wielkiej Brytanii w latach 1209-2010
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Average Earnings and Retail Prices, UK, 1209-2010; Gregory Clark, University of California, Davis

Między 1975 a 2013 rokiem przeciętne zarobki osób pracujących na pełen etat podwoiły się. Co spowodowało taki wzrost? Poza rozwojem technologii i idącym za nim wzrostem produktywności, mogło się do tego przyczynić kilka wydarzeń politycznych. W 1973 roku Wielka Brytania przystąpiła do Wspólnot Europejskich (późniejsza Unia Europejska). Lata 80. to okres liberalnych reform Margaret Thatcher i walka ze związkami zawodowymi górników. W latach 90. otworzono tunel pod kanałem La Manche ułatwiając wymianę handlową z kontynentem europejskim. Początek XXI wieku to rządy Tony’ego Blaira i rozwój londyńskiego City – światowego centrum finansów.

Historia prawa pracy

Za pierwszy angielski akt prawny dotyczący wynagrodzeń uznawany jest Ordinance of Labourers z 1349 roku, wydany w odpowiedzi na zmienione warunki rynku pracy po epidemii dżumy. Później wydawano rozmaite rozporządzenia dotyczące poddaństwa i niewolnictwa. Dopiero w XIX wieku, po rewolucji przemysłowej, prawo pracy zaczęło zbliżać się kształtem do obecnych regulacji. Uregulowano pracę dzieci, kobiet i ograniczano liczbę godzin. Na początku XX wieku reformy brytyjskich Liberalnych Demokratów i Partii Pracy wprowadziły podstawowe elementy państwa opiekuńczego. Zainicjowany przez Winstona Churchilla Trade Boards Act 1909 wprowadził płace minimalne dla niektórych nisko płatnych gałęzi przemysłu. Po drugiej wojnie światowej Wielką Brytanię dotknął poważny kryzys gospodarczy. W 1945 weszło w życie Wages Councils Act tworząc trójstronne rady negocjujące płace i warunki zatrudnienia (Deakin, Green, 2014). Rady zostały w większości zniesione przez reformy konserwatystów pod przywództwem Margaret Thatcher. W 1998 roku wprowadzono ogólnokrajową płacę minimalną z podziałem na wiek pracowników. Rosła ona znacznie szybciej niż przeciętne zarobki i inflacja. W 2015 roku otrzymywało ją 1,4 mln pracowników (połowa z nich pracowała w dużych firmach). Najważniejszym ciałem doradczym w sprawie płacy minimalnej w Wielkiej Brytanii jest Low Pay Commission. W kwietniu 2016 roku dla osób powyżej 25. roku życia wprowadzono National Living Wage wynoszącą 7,2 GBP za godzinę. NLW uwzględnia koszty życia i ma wrosnąć do 9 GBP do 2020 roku. Według analiz think tanku Resolution Foundation podniesie to zarobki 1,9 mln pracowników, a 2,6 mln skorzysta na tym pośrednio. Bank Anglii przewiduje, że nowe regulacje do 2020 roku bezpośrednio wpłyną na sytuację 3 mln pracowników.

Płaca minimalna w Wielkiej Brytanii w kwietniu 2016 roku (brutto w GBP)

wiek pracownika 25+ 21-24 18-20 16-18 praktykant
godzinna stawka 7,20 6,70 5,30 3,87 3,30

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie gov.uk

Analiza obecnej sytuacji na brytyjskim rynku wynagrodzeń

W Wielkiej Brytanii pracuje obecnie około 31 mln osób. Z tego 23 mln na pełen etat, 8,5 mln na pół etatu. 1,7 mln osób jest bezrobotnych (szuka pracy i ma powyżej 16. roku życia), a blisko 9 mln nie pracuje i nie szuka pracy. W kwietniu 2016 roku średnie tygodniowe wynagrodzenie brutto wyniosło 472 GBP (lub 503 GBP z uwzględnieniem bonusów). W 2000 roku wynosiło 311 GBP, co oznacza wzrost o 61,4%.W tym czasie wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 39,4%. W poziomie zarobków prym wiedzie Londyn (15,84 GBP za godzinę w porównaniu do średniej brytyjskiej 11,56 GBP). Najwyżej wynagradzane są branża finansowa oraz IT (PayScale, 2016). Najmniej zarabiają nauczyciele. Różnice w zarobkach odwzorowują światowe trendy i wynikają głównie z wielkości firmy i stażu pracy. W 2014 roku kobiety zarabiały o 19% mniej od mężczyzn (średnia unijna 16,1%).W 1994 roku luka płacowa wynosiła 27%, odnotowano więc spadek o 8 punktów procentowych w ciągu 20 lat. Brytyjski urząd Office for National Statistics podaje, że w 2015 roku dla mediany zarobków różnica między pracownikami różnych płci wyniosła 9,4%.

Średnie stawki godzinowe w 2014 roku (brutto w GBP)

Średnie stawki godzinowe w 2014 roku w Wielkiej Brytanii
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie ONS, Labour Force Survey datasets

Imigracja

Dnia 1 maja 2004 roku Wielka Brytania otworzyła swój rynek pracy dla imigrantów z nowych państw Unii Europejskiej (grupa A8) co znacząco zwiększyło napływ imigrantów (Devlin, 2014). Polacy stanowili 70% nowych imigrantów. Brytyjscy eurosceptycy twierdzą, że imigracja z tych krajów obniżyła pensje. Zjawisko to dotyka najmocniej słabo wykwalifikowanych pracowników (Nickell, Saleheen, 2015).Analiza Centre for European Reform ukazuje niewielki wpływ emigrantów z Europy Wschodniej na bezrobocie i wynagrodzenia Brytyjczyków. Niektóre badania wykazują wzrost zarobków Brytyjczyków w wyniku napływu imigrantów (Manacorda i inni, 2010). Tłumaczy się to zatrudnieniem imigrantów poniżej ich kwalifikacji, co zwiększa produktywność. Nowe fale imigrantów zauważalnie obniżały wynagrodzenia osób, które wyemigrowały wcześniej. Blisko co piąty pracownik w Wielkiej Brytanii w 2014 roku urodził się za granicą (Rienzo, 2015). Najlepiej zarabiali biali imigranci ze znajomością języka angielskiego. W zawodach wymagających wysokich kwalifikacji niekiedy zarabiają więcej od rodowitych Brytyjczyków. Takie zawody obsadzali zwykle imigranci z Europy Zachodniej (CER, 2014). Ich napływ przyczynił się do wzrostu produktywności Brytyjczyków. Co ciekawe, nieznajomość angielskiego niosła mniej negatywnych konsekwencji dla wynagrodzeń kobiet (Miranda, Zhu, 2012).Nie ma dużej różnicy w wynagrodzeniach imigrantów z krajów Unii i spoza niej. Najwyższe bezrobocie występowało wśród imigrantów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, natomiast wśród imigrantów z EOG było mniejsze niż wśród Brytyjczyków. Od 6 kwietnia 2016 roku osoby spoza UE zarabiające poniżej 35 000 GBP rocznie mają być deportowane. Nowe prawo ma na celu pozbycie się najmniej wykwalifikowanych obcokrajowców. W zależności od rozwoju wydarzeń, Brexit może oznaczać dalsze deportacje.

Brexit

Do tej pory jedynie Grenlandia w 1984 roku oraz Algieria w 1962 roku opuściły Wspólnoty Europejskie. W referendum z 1982 roku Grenlandczycy zagłosowali za wyjściem, mając na uwadze dobro swojego rybołówstwa. Kwestia rybołówstwa była podnoszona także w przypadku Brexitu, ale poza nią trudno o analogie które pomogłyby nam w przewidywaniach (Grenlandia ma tylko 56 tys. mieszkańców. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie miało ogromne konsekwencje dla brytyjskiej gospodarki. Na wieść o wynikach referendum gwałtownie spadł kurs funta. Przewiduje się spadek zagranicznych inwestycji, wartości nieruchomości, wzrost cen towarów, zagrożenie pozycji londyńskiego City oraz poważne utrudnienia w przepływie towarów i ludności. Tym ostatnim szczególnie zaniepokojeni mogą być emigranci z Polski (880 tys. osób). Początkowo szczególnie ucierpi turystyka i produkcja samochodów. Według analizy Her Majesty’s Treasury (odpowiednik Ministerstwa Skarbu Państwa) w ciągu pierwszych dwóch lat pensje mają spaść od 2,8% do 4%. Na zmniejszenie się wynagrodzeń wpłynąć ma spadek produktywności wynikły z zamknięcia gospodarki i gorszego dopasowania umiejętności do stanowisk. Think tank The National Institute of Economic and Social Research prognozuje spadek wynagrodzeń wynoszący od 3,1% do 3,8% w ciągu 15 lat. Niepowodzenia w negocjacjach umów o wolnym handlu mogą obniżyć wynagrodzenia o 6% do 2030 roku. Federacja związków zawodowych Trades Union Congress przewiduje, że do 2030 roku Brexit obniży tygodniową pensję o 38 GBP. Brexit może skutkować zwolnieniem pół miliona pracowników sektora publicznego. Według Confederation of British Industry Brexit grozi utratą miliona miejsc pracy, co będzie kosztować brytyjską gospodarkę 100 miliardów GBP. Są też głosy pozytywnie oceniające wyjście z Unii Europejskiej. Polityk Duncan Smith twierdzi, że łatwość emigracji obniżyła pensje Brytyjczyków o 10%. Ograniczenie migracji może podwyższyć pensję najniżej wykwalifikowanych. Według zwolenników opcji „out” odzyskanie kontroli nad częścią prawa podatkowego umożliwi obniżenie podatków, a to pozwoli zwiększyć pensje i obniży ceny energii.

Prognozy na przyszłość

Nie uwzględniając Brexitu Bank Anglii na początku tego roku przewidywał wzrost wynagrodzeń w 2016 o 3,75%, by po kilku miesiącach obniżyć przewidywania do 3%. Dopiero w 2018 roku wzrost wynagrodzeń ma powrócić do poziomów sprzed kryzysu finansowego w 2008 roku. Od 2008 roku nominalne płace rosną średnio o 2% rocznie, płace realne (uwzględniające inflację) spadły o 10% (Machin, 2015).Wzrosły nierówności i spadła produktywność. Portal tradingeconomics.com przewiduje wzrost przeciętnego tygodniowego wynagrodzenia do 543 GBP w 2020 roku (obecnie 503 GBP). Chartered Institute of Personnel and Development co kwartał bada pracowników. Opracowany na tej podstawie Labour Market Report z maja 2016 obniża oczekiwania co do wzrostu wynagrodzeń w 2016 roku z 2% do 1,7%. Według raportu negatywnie na wzrost płac ma wpływać polityka rządu zwiększająca nakłady na ubezpieczenia i fundusze emerytalne. National Minimum Wage ma wprawdzie wymusić wzrost płac najniżej zarabiających, ale może spowolnić wzrost płac pracowników wyższego szczebla. Powyższe prognozy nie napawają wielkim optymizmem, a były przygotowywane przed referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej.

Tempo wzrostu tygodniowych wynagrodzeń w Wielkiej Brytanii

średnia z lat 1998 – 2007 2015 2016 2017 2018
4,25% 1,75% (2,5%)* 3% (3,75%) 3,75% (4%) 4,25% (4,25%)

 

Opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie The Current 2% UK Wage Growth Norm
*(w nawiasach poprzednie przewidywania Monetary Policy Committee – ciała doradczego Banku Anglii)