Polacy chcą inwestować w nieruchomości komercyjne. 68 proc. deklaruje zainteresowanie

35% naszego społeczeństwa inwestuje dziś przeciętnie nie więcej niż 10% swoich oszczędności. 20% inwestuje co najmniej połowę zgromadzonych środków. 16% przeznacza na inwestycje zwykle od 11% do 20% odłożonego kapitału, a aż 68% deklaruje doświadczenia inwestycyjne w ostatnich 12 miesiącach. Natomiast kwota 15 590 zł to najczęściej wskazywana wielkość inwestycji na przestrzeni roku. Jak inwestują dziś Polacy i jakie rozwiązania inwestycyjne rynku kapitałowego są najczęściej wskazywane

Według raportu Accolade Funds „Chcemy inwestować, ale nie wiemy jak”, przygotowanego przez prof. Katarzynę Sekścińską z Uniwersytetu Warszawskiego na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków wynika, że 24% inwestycji stanowią obecnie obligacje skarbowe, 20% instrumenty emerytalne takie jak IKE, IKZE oraz PPK, 16% to jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, 15% ETF-y oraz inwestycje w złoto, 7% stanowią kryptowaluty,  a  4% to posiadanie inwestycji w przedmiotach wartościowych. Jednakże opisując różne formy inwestycji, to właśnie  nieruchomości są wskazywane jako te najbardziej opłacalne i zyskowne, a zarazem najmniej ryzykowne. Dominuje tu przede wszystkim model inwestycji w mieszkania lub domy przeznaczone na wynajem. Co ciekawe jednak, aż 38% badanych dostrzega brak dostępnych na polskim rynku rozwiązań, które umożliwiłyby inwestowanie w udziały w nieruchomości komercyjne. 30% badanych uznało takie rozwiązanie za atrakcyjne, a 17% zadeklarowało realną gotowość do inwestycji. 

Małgorzata Sablińska, dyrektorka ds. rozwoju biznesu i pozyskiwania kapitału w Accolade Funds – Na koniec III kwartału  2025 r. zasoby dostępnych nowoczesnych powierzchni magazynowo-przemysłowych w naszym kraju przekroczyły aż 36 mln m2 i to właśnie ten segment rynku już od kilkunastu lat pozostaje jednym z najbardziej stabilnych sektorów rynku nieruchomości komercyjnych. Dlaczego więc nieruchomości komercyjne w Polsce znajdują się poza zasięgiem inwestorów? Niestety nadal brakuje dostępnych i zrozumiałych form inwestowania w tę klasę aktywów. Dlatego też tak kluczowe stają się edukacja finansowa i jasne, zrozumiałe dla szerokiego grona inwestorów struktury. Bez tego ciężko jest mówić o realnym i świadomym popycie na produkty inwestycyjne w tym segmencie rynku.

Polacy zdecydowanie deklarują swoją skłonność do inwestowania w nieruchomości komercyjne – potwierdza to aż 68% badanych. Jednocześnie ich oczekiwania dotyczące potencjalnych stóp zwrotu pozostają wysokie: średnio około 20% rocznie dla nieruchomości komercyjnych wobec 15% dla funduszy inwestycyjnych.

W perspektywie długoterminowej oczekiwania te wynoszą do 27–28% po 5 latach, 45–46% po 10 latach oraz 79–80% po 20 latach. Warto jednak podkreślić, że są to wartości kumulatywne, odnoszące się do całego okresu inwestycji, a nie roczne stopy zwrotu.

Zestawienie deklaracji inwestorów z ich oczekiwaniami pokazuje, jak silnie nasze wyobrażenia o inwestowaniu kształtuje bieżące otoczenie rynkowe. Ostatnie lata przynosiły systematyczne wzrosty cen nieruchomości, co naturalnie przekłada się na wyższe oczekiwania co do krótkoterminowych stóp zwrotu. Widzimy to także w przekazach medialnych, które często eksponują wysokie zyski i wzmacniają przekonanie, że taka dynamika się utrzyma.

Jednocześnie w perspektywie długoterminowej podejście inwestorów staje się bardziej wyważone. Mamy świadomość, że cykle rynkowe się zmieniają i że tak korzystne warunki nie trwają wiecznie. Dlatego oczekiwania w dłuższym horyzoncie są bardziej realistyczne i lepiej odzwierciedlają rzeczywiste mechanizmy budowania wartości w czasie – mówi prof. Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Polacy kupują więcej ryb. Wartość rynku wzrosła do 5,74 mld zł

Ryby coraz mocniej zaznaczają swoją pozycję w koszykach Polaków. W roku 2025 wartość zakupów ryb i przetworów rybnych wzrosła o 8,4% r/r, co oznacza wyższą dynamikę niż w całym rynku FMCG. Polskie gospodarstwa domowe wydały na ten segment blisko 5,74 mld PLN, kupując ponad 169 tys. ton produktów. Dane YouGov pokazują, że najchętniej wybierane są ryby przetworzone i konserwy, a wzrost widoczny jest zwłaszcza w segmentach ryb świeżych i wędzonych.

W 2025 roku wartość polskiego rynku FMCG wyniosła 286,8 mld PLN, co oznacza wzrost o 5,3% rok do roku. W koszyku artykułów spożywczych koszyk „mięso i ryby” odpowiadał za ponad 15,5% wartości zakupów, z czego ryby stanowiły nieco ponad 2,1%.  Wartość zakupów segmentu ryb wzrosła o 8,4% względem roku 2024.

Jakie produkty trafiają do koszyków?

W całym 2025 roku gospodarstwa domowe w Polsce wydały na zakupy ryb świeżych, wędzonych, mrożonych, przetworzonych oraz konserw rybnych bez mała 5,74 mld PLN i kupiły łącznie ponad 169 tys. ton tych produktów. Ryby i przetwory z ryb znalazły się w koszyku zakupowym prawie 98% gospodarstw domowych. Średnio gospodarstwo kupujące tę kategorię wydało na nią blisko 420 PLN, nabywając 12,36 kg produktów rybnych.

– Największą liczbę nabywców przyciągnęły ryby przetworzone, następnie konserwy rybne, ryby wędzone oraz mrożone. Najmniejszą popularnością pod względem liczby kupujących cieszyły się ryby świeże, choć ich zakupu dokonało ponad 52% gospodarstw domowych. Te preferencje pokazują, że Polacy chętnie wybierają produkty szybkie w przygotowaniu i łatwe w przechowywaniu. Jednocześnie rośnie znaczenie segmentów droższych, kojarzonych z jakością i świeżością – komentuje Grzegorz Mech, business development manager w YouGov.

Inaczej niż liczba nabywców wygląda struktura zakupów poszczególnych segmentów produktowych w ujęciu wartościowym i wolumenowym. Ryby świeże odpowiadają za około 15,6% wolumenu zakupów, ale już za 20,5% wartości rynku. Z kolei ryby wędzone stanowią 13,2% wolumenu, generując jednocześnie prawie 21,5% wartości całej kategorii.

Wynika to z wyższych cen w tych segmentach. Średnia cena dla całej kategorii wzrosła do prawie 34 PLN za kilogram wobec nieco ponad32 PLN rok wcześniej, czyli o około 5,5%. Najdroższe pozostają ryby wędzone, których średnia cena wynosi ponad 55 PLN/kg. Na drugim miejscu znajdują się ryby świeże ze średnią ceną bez mała 45 PLN/kg.

Wzrost cen nie przełożył się jednak na spadek zainteresowania kategorią. Wolumen rynku wzrósł do 169 tys. ton wobec 166 tys. ton rok wcześniej, co oznacza wzrost o około 1,8%. W połączeniu z niemal niezmienioną penetracją zakupów (liczba nabywców) pokazuje to stabilny popyt i utrzymujące się zainteresowanie konsumentów.

Gdzie kupujemy ryby?

Najpopularniejszym kanałem dystrybucji pozostają sklepy dyskontowe, które odpowiadają za 50% wolumenu zakupów całej kategorii. Na drugim miejscu znajdują się supermarkety z udziałem 17%, a kolejne pozycje zajmują hipermarkety i sklepy małego formatu (po 11%). Sklepy specjalistyczne (rybne) odpowiadają za 7% wolumenu rynku.

Łącznie sklepy wielkopowierzchniowe – dyskonty, hipermarkety i supermarkety – stanowią blisko 78% rynku w ujęciu wolumenowym. Pokazuje to silną koncentrację w handlu, przy jednoczesnym utrzymaniu istotnej roli kanałów specjalistycznych. Inaczej wygląda struktura zakupów karpia – w tym przypadku udział dyskontów wynosi 37%, hipermarketów 21%, a sklepów specjalistycznych 12%.

Styl życia na talerzu

Dane YouGov pokazują również wyraźne różnice w preferencjach zakupowych poszczególnych grup konsumentów. W zakupach karpia najistotniejszy jest segment nabywców określanych jako „Kuchnia polska” (27%), co wydaje się potwierdzać tradycyjny charakter tego gatunku ryb. Segment” Nowoczesna rodzina” jest największy w zakupach łososia (24%), a zaraz po nim jest segment określany jako „Fit i Zdrowie” (23%), czyli gospodarstwa wybierające produkty jakościowe, wysokobiałkowe i wpisujące się w aktywny styl życia. Pstrąg ma najbardziej zróżnicowaną strukturę nabywców – wybierają go zarówno „Przeciętni konsumenci” (22%), jak i segmenty bardziej zorientowane na zdrowy styl życia, takie jak „Fit i Zdrowie” oraz „Nowoczesna rodzina”.

– Kondycja kategorii ryb i przetworów rybnych w Polsce pozostaje dobra. Wzrost wartości rynku, rosnący wolumen zakupów oraz wysoka liczba nabywców pokazują odporność tej kategorii na presję inflacyjną. Nadal najchętniej wybierane są ryby przetworzone i konserwy, jednak rosnące znaczenie segmentów ryb świeżych i wędzonych może wskazywać, że konsumenci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na wygodę, ale również na jakość, skład produktów i ich miejsce w codziennej diecie. To kierunek spójny z szerszymi trendami związanymi ze zdrowym stylem życia i bardziej świadomymi wyborami zakupowymi podsumowuje Grzegorz Mech.

Dane z YouGov Shopper Panel (8.000 polskich gospodarstw domowych, zakupy dokonywane przez gospodarstwa domowe na swoje potrzeby – przynoszone do domu)

Apple odda użytkownikom wybór AI. iOS 27 może zmienić sposób korzystania z Siri

Apple zamierza oddać użytkownikom wybór silnika AI — to istotna zmiana filozofii firmy, która dotychczas starannie kontrolowała, co działa pod maską jej urządzeń. Zgodnie z wtorkowym raportem Bloomberga, iOS 27, iPadOS 27 i macOS 27 mają jesienią tego roku wprowadzić możliwość korzystania z zewnętrznych modeli sztucznej inteligencji bezpośrednio w ramach systemu.

Nowa funkcja nosi nazwę Extensions (Rozszerzenia). W testowych wersjach iOS 27 opisywana jest jako opcja korzystania z generatywnej sztucznej inteligencji z zainstalowanych aplikacji na żądanie. Będzie to możliwe za pośrednictwem narzędzi z pakietu Apple Intelligence, takich jak Siri, Narzędzia do pisania (Writing Tools), Image Playground i innych.

W praktyce oznacza to, że użytkownik, pobierając aplikację Gemini lub Claude z App Store, będzie mógł wskazać ją jako domyślny silnik do konkretnych zadań: generowania tekstu, edycji obrazów czy odpowiadania na pytania. Apple planuje również umożliwić przypisanie różnych głosów Siri w zależności od aktywnego modelu — jeden dla natywnego systemu Apple, a inny dla wybranej usługi zewnętrznej.

Koniec monopolu OpenAI

System Extensions stanowi rozwinięcie dotychczasowego partnerstwa Apple z OpenAI, które w iOS 18 pozwoliło na integrację ChatGPT z Siri i funkcjami Apple Intelligence. OpenAI pełniło wówczas rolę wyłącznego dostawcy zewnętrznego. Aktualizacja do iOS 27 ma zakończyć tę ekskluzywność i otworzyć drzwi dla konkurencji.

Warto przy tym odróżnić Extensions od odrębnej umowy z Google, na mocy której technologia Gemini służy do rozbudowy Apple Foundation Models i napędzania odświeżonej Siri „od zaplecza”. Są to dwa zupełnie różne poziomy współpracy z zewnętrznymi dostawcami AI.

Mark Gurman z Bloomberga jako pierwszy pisał o frameworku Extensions w marcu. Wtorkowy raport rozwinął tamte doniesienia, ujawniając, że system obejmie nie tylko samą Siri, ale cały ekosystem funkcji Apple Intelligence.

Co jeszcze przyniesie iOS 27?

Oficjalna prezentacja systemu zaplanowana jest na konferencję Worldwide Developers Conference (WWDC), która odbędzie się w dniach 8–12 czerwca. Wydarzenie ma być zdominowane przez ogłoszenia związane ze sztuczną inteligencją. Oprócz Extensions zapowiadany jest przeprojektowany interfejs Siri, samodzielna aplikacja asystenta oraz nowe funkcje w aplikacji Zdjęcia i module Visual Intelligence.

Bloomberg zaznacza, że iOS 27 przyniesie znacznie mniej zmian wizualnych niż zeszłoroczna rewolucja Liquid Glass — tym razem firma stawia przede wszystkim na możliwości AI oraz stabilność działania systemu.

Rynek znów boi się AI. Thomson Reuters ofiarą nowych narzędzi Anthropic

Wtorkowa sesja na giełdach w Nowym Jorku i Toronto stała się areną gwałtownego zwrotu akcji dla Thomson Reuters (TRI). Mimo publikacji bardzo solidnego raportu kwartalnego, kurs akcji spółki — po początkowych wzrostach — błyskawicznie odwróciły kurs. Przyczyną rynkowego niepokoju nie były jednak finanse firmy, lecz ogłoszony przez startup Anthropic pakiet narzędzi AI dla sektora finansowego.

Dobre wyniki, złe wyczucie czasu

Thomson Reuters opublikował wyniki za pierwszy kwartał, które w normalnych okolicznościach zostałyby przyjęte z uznaniem. Organiczny wzrost przychodów wyniósł 8 procent, skorygowana EBITDA sięgnęła 881 milionów dolarów — o 9 procent więcej rok do roku — a skorygowany zysk na akcję wzrósł o 10 procent do 1,23 dolara. Kierownictwo podtrzymało całoroczną prognozę zakładającą wzrost przychodów na poziomie 7,5–8 procent i marżę EBITDA na poziomie około 40 procent. Rynek jednak zignorował te dane, gdy tylko dotarły do niego wiadomości z obozu konkurencji.

Co zaprezentowało Anthropic?

We wtorek Anthropic udostępnił 10 gotowych szablonów agentów AI skierowanych bezpośrednio do specjalistów z bankowości, ubezpieczeń, zarządzania aktywami i sektora fintech. Agenci działający za pośrednictwem Claude Cowork i Claude Managed Agents potrafią tworzyć prezentacje klienckie, weryfikować sprawozdania finansowe, przeprowadzać kontrole KYC, sporządzać memoranda kredytowe i eskalować sprawy do działu compliance. Całość jest dostępna w ramach platformy Anthropic dla sektora finansowego dla wszystkich płatnych planów subskrypcyjnych.

Tego samego dnia The Wall Street Journal poinformował o odrębnej współpracy Anthropic z Fidelity National Information Services, której celem jest budowa narzędzi AI do wykrywania przestępstw finansowych w bankowości.

Déjà vu dla inwestorów

Wyprzedaż przypominała wydarzenie sprzed kilku miesięcy. Na początku lutego Anthropic uruchomił prawną wtyczkę dla Claude Cowork — i w ciągu jednej sesji akcje Thomson Reuters straciły około 16 procent. RELX i Wolters Kluwer poszły w dół odpowiednio o 14 i 13 procent. Według Reutersa cała fala wymazała blisko bilion dolarów kapitalizacji rynkowej z indeksu oprogramowania i usług S&P 500 w ciągu zaledwie sześciu sesji.

Thomson Reuters od tamtej pory konsekwentnie stara się zmienić narrację wokół AI — z zagrożenia w szansę. Jego narzędzie do prawnych badań CoCounsel przekroczyło milion aktywnych użytkowników, a udział kontraktów obsługiwanych przez AI wzrósł z 15 do 28 procent wartości rocznych kontraktów w ciągu czterech kwartałów. Dyrektor generalny Steve Hasker po lutowej bessie komentował, że odzwierciedlała ona „niepokój, a nie fundamenty”. Pytanie, czy inwestorzy w końcu mu uwierzą, pozostaje na razie otwarte.

Boom na AI winduje ceny pamięci. Smartfony mogą być wyraźnie droższe

Branża smartfonów wchodzi w turbulentny okres. Ceny mobilnej pamięci DRAM mają niemal podwoić się w drugim kwartale 2026 roku, długoterminowe umowy dostawcze są już podpisywane po stawkach sięgających 21 dolarów za gigabajt, a skutki tego szoku cenowego zaczynają być odczuwalne przez konsumentów — zarówno w salonach Samsunga, jak i wkrótce zapewne w salonach Apple.

Skąd tak drastyczne podwyżki?

TrendForce prognozuje wzrost cen mobilnej pamięci DRAM o 93–98 procent kwartał do kwartału w drugim kwartale 2026 roku — i to po tym, jak w pierwszym kwartale ceny LPDDR5X wzrosły już o 58–63 procent. Kontraktowe stawki za LPDDR5 osiągnęły około 10 dolarów za GB, co oznacza trzykrotny wzrost od początku 2025 roku, a moduły wyceniane są już na niemal 20 dolarów za GB. Gartner szacuje łączny roczny wzrost cen DRAM w 2026 roku na 130 procent.

Strukturalnym źródłem problemu jest boom na infrastrukturę AI. Wielkie koncerny technologiczne wykupują globalne zasoby pamięci z apetytem, który skutecznie wypchnął producentów smartfonów z kolejki. Priorytetem stała się pamięć o wysokiej przepustowości dla serwerów AI, co ogranicza dostępność konwencjonalnych układów DRAM i LPDDR — TrendForce określa obecne wzrosty mianem najstromszych w historii rynku pamięci.

Jak reagują producenci?

Samsung nie czekał — w kwietniu po cichu podniósł ceny wybranych telefonów i tabletów z serii Galaxy na rynku amerykańskim. Podwyżki wahają się od 40 dolarów za Galaxy S25 FE do 280 dolarów za Galaxy Tab S11 Ultra w wersji 1 TB. Najmocniej uderzyły w modele z większą pamięcią, gdzie inflacja kosztów komponentów jest najbardziej dotkliwa.

Apple stoi przed poważniejszym wyzwaniem wizerunkowym. Firma po raz pierwszy od dekady wprost wskazała w raporcie 10-Q na „potencjalne działania w zakresie cen produktów” jako sposób radzenia sobie z rosnącymi kosztami. Analityk Morgan Stanley Erik Woodring zauważył, że Apple historycznie traktowało podwyżki cen jako absolutną ostateczność — ta zmiana języka jest więc sygnałem istotnym. Bank prognozuje, że każdy model iPhone’a 18 zdrożeje o ponad 100 dolarów przy wrześniowej premierze, co przełoży się na ponad 10-procentowy wzrost średniej ceny sprzedaży rok do roku i napędzi 14-procentowy wzrost przychodów w roku fiskalnym 2027.

Co to oznacza dla rynku?

Konsekwencje wychodzą daleko poza cenniki flagowych smartfonów. Morgan Stanley obniżył prognozę globalnych dostaw smartfonów na 2026 rok z 1,3 miliarda do 1,1 miliarda sztuk — spadek o 13 procent. TrendForce ostrzega, że w pesymistycznym scenariuszu globalna produkcja może skurczyć się nawet o 15 procent. JPMorgan szacuje zaś, że do 2027 roku pamięć może odpowiadać za 45 procent kosztów komponentów iPhone’a, podczas gdy dziś stanowi zaledwie około 10 procent.

Jak podsumował Ranjit Atwal, dyrektor ds. badań w Gartnerze: „tempo, w jakim rosną ceny pamięci, zaskoczyło wszystkich”.

SAP zamyka drzwi przed zewnętrznymi agentami AI

SAP wyznaczył wyraźną granicę dla nieautoryzowanych systemów sztucznej inteligencji usiłujących uzyskać dostęp do jego platform. Nowa polityka API ogranicza możliwość działania zewnętrznych agentów AI w ekosystemie SAP — chyba że operują one w ramach architektury zatwierdzonej przez producenta. Decyzja ta wywołała natychmiastowy sprzeciw klientów i plasuje giganta oprogramowania dla przedsiębiorstw wśród najbardziej restrykcyjnych firm, jeśli chodzi o kontrolę nad tym, jak narzędzia AI wchodzą w interakcję z danymi korporacyjnymi.

Co dokładnie zakazuje nowa polityka?

Zaktualizowany dokument — opublikowany w kwietniu 2026 roku pod oznaczeniem API Policy v4/2026 — wprost zabrania korzystania z interfejsów SAP w dwóch przypadkach: do współpracy lub integracji z autonomicznymi i generatywnymi systemami AI planującymi sekwencje wywołań API, a także do masowego pozyskiwania lub replikowania danych. Wyjątek stanowią wyłącznie ścieżki oficjalnie zatwierdzone przez SAP. Pełne wsparcie techniczne obejmuje jedynie interfejsy ujęte w SAP Business Accelerator Hub lub oficjalnej dokumentacji produktowej.

W praktyce oznacza to, że ruch oparty na AI zostaje skierowany przez własne produkty koncernu — asystenta Joule, Business Data Cloud oraz Agent Gateway. Narzędzia innych dostawców, w tym Microsoftu i Salesforce, podlegają formalnym restrykcjom. Jak donosił The Information 3 maja, SAP aktywnie blokuje nieautoryzowanych agentów — takich jak OpenClaw — traktując ich obecność jako zagrożenie dla sprzedaży własnych rozwiązań AI.

Głosy sprzeciwu

Reakcja środowiska użytkowników była natychmiastowa. Niemieckojęzyczna Grupa Użytkowników SAP (DSAG) skrytykowała politykę jako zbyt niejasną. Jej przewodniczący Jens Hungershausen ostrzegł, że niejednoznaczne zapisy paraliżują decyzyjność firm. „Jeśli nie masz pewności, prawdopodobnie nie zrobisz nic — a to ryzyko, że innowacje po prostu nie nastąpią” — stwierdził. DSAG zapowiedziała publikację własnego zestawu pytań i odpowiedzi, który ma pomóc klientom zinterpretować konsekwencje nowych zasad.

Krytycy wskazują na fundamentalną asymetrię: własne produkty AI SAP nie podlegają żadnym tego typu ograniczeniom, podczas gdy rozwiązania konkurencji są blokowane. Rodzi to realne obawy o uzależnienie od jednego dostawcy. Dodatkowego wymiaru prawnego nadaje sprawie unijna ustawa o danych, obowiązująca od września 2025 roku, która umacnia prawa klientów do danych generowanych w połączonych systemach.

SAP broni swojej decyzji

Dyrektor generalny Christian Klein odniósł się do kontrowersji podczas telekonferencji po wynikach za pierwszy kwartał 2026 roku. Zapewnił, że celem polityki jest ochrona specjalistycznej wiedzy i stabilności systemów — nie blokowanie klientom dostępu do ich własnych danych. Rzecznik firmy wyjaśnił, że zmiany „precyzują przeznaczenie interfejsów SAP zgodnie z zamierzonym projektem” i służą ochronie danych klientów. Pod wpływem krytyki SAP wydał dokument FAQ i zrewidował pierwotne brzmienie polityki.

Za całą sprawą stoi jednak pytanie, które coraz głośniej zadaje branża oprogramowania dla przedsiębiorstw: kto kontroluje warstwę AI osadzoną nad danymi korporacyjnymi — i czy dostawca platformy może jednocześnie pełnić rolę strażnika oraz bezpośredniego konkurenta?

Cushman & Wakefield potwierdza wyciek danych po ataku socjotechnicznym

Firma Cushman & Wakefield, jeden z największych graczy na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych, oficjalnie przyznała się do incydentu bezpieczeństwa. Cyberprzestępcy z grupy ShinyHunters poinformowali, że weszli w posiadanie ponad pół miliona rekordów zawierających zarówno dane osobowe, jak i poufne informacje korporacyjne — jak podał w poniedziałek serwis The Register.

Dwie grupy, jeden cel

Według sprawców włamanie miało miejsce 1 maja. Tym samym Cushman & Wakefield dołączyła do coraz dłuższej listy korporacyjnych ofiar trwającej kampanii ShinyHunters, wymierzonej w środowiska oparte na platformie Salesforce. Niezależnie od tego, 4 maja inna grupa ransomware — Qilin — zamieściła nazwę firmy na swojej stronie publikującej skradzione dane, nie ujawniając jednak szczegółów dotyczących metody ataku.

ShinyHunters wyznaczył Cushman & Wakefield ostateczny termin na kontakt — 6 maja, po którym zebrane dane miały zostać upublicznione. W poniedziałek grupa przekazała The Register, że firma milczy i nie nawiązała żadnej komunikacji.

Rzecznik prasowy spółki potwierdził incydent, określając jego zakres jako ograniczony. Wyjaśnił przy tym, że do naruszenia doszło na skutek vishingu — czyli phishingu prowadzonego drogą głosową — w ramach którego pracownik został zmanipulowany i nieświadomie otworzył atakującym drzwi do systemów firmy. „Wdrożyliśmy procedury reagowania na incydenty, podjęliśmy działania blokujące nieautoryzowaną aktywność i angażujemy zewnętrznych ekspertów wspierających naszą odpowiedź” — przekazał rzecznik.

Znany schemat działania

Incydent nie jest odosobnionym przypadkiem. Badacze bezpieczeństwa śledzą analogiczny wzorzec ataków od połowy 2025 roku. Grupa ShinyHunters, śledzona przez Google Threat Intelligence Group pod oznaczeniem UNC6040, wypracowała powtarzalną metodę działania: łączy vishing z przejęciem tokenów OAuth używanych przez zewnętrzne integracje Salesforce.

W marcu 2025 roku sprawcy przyznali się do kradzieży danych z około stu znanych organizacji — wśród ofiar znalazły się Snowflake, Okta, Sony i AMD. Na początku 2026 roku podobne techniki zastosowano w ataku na ADT, gdzie — według doniesień — skradziono 10 milionów rekordów z Salesforce po uprzednim przejęciu danych logowania do Okta za pomocą vishingu. Firma Obsidian Security w opublikowanym w kwietniu raporcie opisała schemat tej kampanii: przejęcie konta Okta przez phishing głosowy, rejestracja trwałego uwierzytelniania wieloskładnikowego, a następnie poruszanie się między aplikacjami połączonymi przez SSO i eksfiltracja danych z chmury.

Tokeny OAuth jako punkt wejścia

Wspólnym mianownikiem kolejnych naruszeń jest nadmierne zaufanie pokładane w tokenach OAuth spinających różne platformy korporacyjne. Austin Larsen, główny analityk z Google Threat Intelligence Group, już wcześniej zwracał uwagę, że przestępcy coraz chętniej sięgają po tokeny zaufanych integracji SaaS jako wektor ataku. Badacze wskazują dodatkowo, że wiele firm wciąż nie unieważniło tokenów skompromitowanych podczas kampanii ShinyHunters z połowy 2025 roku, wymierzonej w dostawcę integracji Salesforce — Salesloft Drift. To błąd, który miesiącami po samym włamaniu pozostawia systemy otwarte na dalsze działania.

W obliczu upływającego 6 maja terminu Cushman & Wakefield może wkrótce stanąć wobec publicznego ujawnienia skradzionych danych — i to w sytuacji, gdy do tego samego ataku przyznają się jednocześnie dwie niezależne grupy cyberprzestępców.

Reklamy w ChatGPT – pierwsze dane o ich skuteczności

Firma Similarweb opublikowała 5 maja pierwsze szczegółowe dane dotyczące skuteczności reklam wyświetlanych w ChatGPT. Choć ogólny współczynnik klikalności (CTR) wynosi średnio 0,68%, wyniki są silnie zróżnicowane w zależności od branży oraz kontekstu zapytania. W tym samym czasie OpenAI intensywnie rozbudowuje infrastrukturę reklamową, przygotowując się do wejścia na kolejne rynki.

Ekspansja geograficzna i pierwsi partnerzy

Po debiucie w Stanach Zjednoczonych (9 lutego), OpenAI rozszerzyło pilotaż reklamowy na Kanadę, Australię i Nową Zelandię (16–17 kwietnia). Plany wyjścia poza rynek amerykański oficjalnie ogłoszono 26 marca.

W gronie pionierów reklamujących się w modelu konwersacyjnym znalazły się potężne marki technologiczne i handlowe, takie jak Adobe, Ford oraz Target. Za wdrożenia odpowiadają czołowe holdingi marketingowe: WPP, Omnicom oraz Dentsu.

Próg wejścia i koszty: OpenAI obniża bariery

Aby przyciągnąć szersze grono marek, OpenAI znacząco zrewidowało politykę cenową:

  • Budżet minimalny: Obniżono go o 75% – z początkowych 200 000 USD do 50 000 USD.
  • Model rozliczeń: Wprowadzono system CPC (koszt za kliknięcie), szacowany na poziomie 3–5 USD.
  • Zarządzanie: Od początku kwietnia panel administracyjny dla reklamodawców znajduje się w fazie zamkniętych testów.

Skuteczność kampanii: Kontekst ma znaczenie

Dane Similarweb rzucają światło na realne zasięgi reklam w AI:

  • Średni CTR: 0,68%.
  • Górny kwartyl: Wyniki na poziomie 1%.
  • Liderzy rynku: Najskuteczniejsze marki osiągają 1,57%, a rekordowy wynik odnotowany w badanym okresie to aż 5,4%.

Analitycy podkreślają, że kluczem do sukcesu jest intencja zakupowa. Reklamy powiązane z konkretnymi okazjami (np. kampanie na Dzień Matki) notują znacznie wyższe wskaźniki zaangażowania.

Zmiany w prywatności i przygotowania pod rynek UE

30 kwietnia OpenAI zaktualizowało politykę prywatności, oficjalnie potwierdzając udostępnianie danych zewnętrznym partnerom marketingowym w celu precyzyjnego kierowania treści. Firma przyznała również, że otrzymuje od reklamodawców zwrotne dane o zakupach, co pozwala mierzyć realną konwersję.

Co istotne dla rynku europejskiego, OpenAI zaktualizowało kod śledzenia o:

  1. System zarządzania zgodami (CMP): Pozwalający użytkownikowi na kontrolę nad danymi.
  2. Tagowanie kraju pochodzenia: Niezbędne do zachowania zgodności z RODO (GDPR).
  3. Dynamiczne wstrzymywanie zbierania danych: Uruchamiane natychmiast po wycofaniu zgody przez użytkownika.

Ograniczenia i ostrożność branży

Mimo obiecujących wyników, system reklamowy ChatGPT wciąż posiada ograniczenia:

  • Targetowanie: Obecnie dostępne jest wyłącznie kierowanie geograficzne (poziom kraju) oraz dopasowanie do tematu bieżącej rozmowy.
  • Brak danych behawioralnych: Reklamodawcy nie mają wglądu w profile użytkowników, operując jedynie na danych zagregowanych.

Wniosek dla marketerów: Analitycy wskazują na ogromną przepaść w podejściu do nowego medium. Firmy kopiujące strategie z tradycyjnych wyszukiwarek (Google) osiągają CTR poniżej 0,3%. Z kolei marki, które tworzą kreacje dedykowane dla interfejsu konwersacyjnego, mogą liczyć na wyniki rzędu 2–4%.

Amerykański tankowiec KC-135 zaginął nad Cieśniną Ormuz

Samolot tankujący KC-135 Stratotanker we wtorek nadał sygnał alarmowy 7700 i zniknął z systemów śledzenia nad Cieśniną Ormuz. Do incydentu doszło w drugim dniu Operacji Project Freedom — amerykańskiej operacji wojskowej mającej na celu zapewnienie bezpiecznego tranzytu statków handlowych przez Zatokę Perską.

Przebieg incydentu

Start, misja i kod alarmowy 7700

Boeing KC-135R Stratotanker prowadził operacje tankowania w powietrzu nad Zatoką Perską, gdy nadał alarmowy kod transponderowy 7700 — międzynarodowy sygnał ogólnej sytuacji awaryjnej. Samolot wystartował z bazy lotniczej Al Dhafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skąd wspierał trwające działania militarne w regionie.

Squawk 7700 jest aktywowany w przypadku krytycznych usterek mechanicznych, pożaru na pokładzie, zdarzeń medycznych lub zagrożeń zewnętrznych.

Ostatnie dane z radarów i akcja ratownicza

Przed utratą sygnału samolot zmienił kurs i zaczął schodzić w kierunku Kataru. Sygnał transpondera zaginął mniej więcej godzinę po pierwszej deklaracji alarmowej. Z bazy Al Udeid w Katarze wysłano dwa śmigłowce w ramach akcji poszukiwawczo-ratowniczej. Armia USA ogłosiła utratę maszyny, wskazując, że zdarzenie miało miejsce w „przyjaznej przestrzeni powietrznej”.

Operacja Project Freedom – tło strategiczne

W Zatoce Perskiej pozostaje uwięzionych około 2 000 statków z ponad 20 000 osób na pokładach. Prezydent Trump zarządził 4 maja uruchomienie Operacji Project Freedom. Przed wybuchem konfliktu przez Cieśninę Ormuz przepływało zwykle około 3 000 statków miesięcznie — po wybuchu konfliktu liczba ta spadła do około 150 jednostek. Cel operacji obejmuje wsparcie nawigacyjne, działania odstraszające i pomoc w neutralizacji min, bez bezpośredniej fizycznej eskorty każdej jednostki.

Już pierwszego dnia operacji irańskie siły otworzyły ogień do amerykańskich okrętów wojennych i zaatakowały statki handlowe. W odpowiedzi wojska USA zniszczyły sześć irańskich szybkich łodzi. Iran wcześniej zapowiedział, że każda zagraniczna obecność militarna w pobliżu Cieśniny będzie traktowana jako akt wrogi.

W chwili incydentu w rejonie Cieśniny Ormuz odnotowano zagłuszanie i fałszowanie sygnałów GPS (spoofing). Zjawiska te są regularnie rejestrowane w tym akwenie w obliczu wzmożonej aktywności walki elektronicznej. Dane z Flightradar24 pokazały, że przed zniknięciem KC-135 zataczał kręgi, co może wskazywać na problemy z orientacją nawigacyjną.

Oficjalne reakcje: Pentagon milczy, Iran nie komentuje

Ani Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), ani Pentagon nie potwierdziły oficjalnie katastrofy ani nie podały jej przyczyny. Dowództwo CENTCOM zapowiedziało przekazanie dalszych informacji po zakończeniu wstępnego dochodzenia. Irańska agencja prasowa Fars odnotowała zaginięcie samolotu, jednak Teheran nie wydał żadnego oświadczenia sugerującego swoje zaangażowanie w incydent.

Brak potwierdzenia przyczyny

Oficjalna przyczyna zaginięcia KC-135 pozostaje nieznana. Zdarzenia nie powiązano z żadnym wrogim działaniem. Określenie incydentu jako zaistniałego w „przyjaznej przestrzeni powietrznej” wskazuje, że w chwili alarmu samolot znajdował się poza wrogim terytorium.

Wcześniejsze straty w regionie

Utrata tankowca jest kolejną potwierdzoną stratą samolotu w trwającym konflikcie. W marcu 2026 roku KC-135 rozbił się w zachodnim Iraku — zginęło sześciu członków załogi. Tydzień wcześniej nad Kuwejtem zestrzelono trzy myśliwce F-15E Strike Eagle.

W.KRUK zbudował największą powierzchniowo sieć jubilerską na Węgrzech w niespełna 3 lata

Po niespełna 3 latach obecności na rynku węgierskim, W.KRUK jest największą pod kątem powierzchni salonów siecią jubilerską w tym kraju. Polska marka wciąż wzmacnia swoją obecność na Węgrzech, otwierając flagowy salon przy alei Andrássyego w Budapeszcie. Nowa, prestiżowa lokalizacja i 17. już punkt W.KRUK w tym kraju prezentuje szeroką ofertę jubilerską, obejmującą m.in. unikatowe autorskie kolekcje, biżuterię z diamentami tradycyjnymi i laboratoryjnymi oraz produkty wyselekcjonowanych, światowych manufaktur.

Największa powierzchniowo sieć salonów i konsekwentny rozwój na Węgrzech

Sklep internetowy W.KRUK na Węgrzech oraz pierwsze butiki w Budapeszcie i Segedynie zostały otwarte w grudniu 2023 roku, rozpoczynając nowy rozdział w międzynarodowym rozwoju marki. Od tego momentu spółka dynamicznie rozbudowuje swoją obecność, koncentrując się na największych ośrodkach miejskich i najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach handlowych.

Konsekwentna realizacja strategii ekspansji pozwoliła w krótkim czasie osiągnąć znaczącą skalę działalności – dziś W.KRUK jest największą pod względem powierzchni siecią jubilerską na Węgrzech. Rozwój ten wspierany jest nie tylko przez kolejne otwarcia, ale także działania budujące rozpoznawalność marki oraz jej pozycję w segmencie premium, co przekłada się na rosnące zainteresowanie ofertą wśród lokalnych klientów.

„Czuję ogromną dumę z tego, że polska marka W.KRUK w tak krótkim czasie zbudowała silną i rozpoznawalną pozycję na rynku węgierskim. To kolejny dowód na to, że polskie marki mają potencjał, by skutecznie konkurować i rozwijać się na rynkach zagranicznych. Za tym sukcesem stoi przede wszystkim świetny zespół W.KRUK, który potrafił w sposób przemyślany i konsekwentny dopasować ofertę do lokalnych oczekiwań klientów, zachowując jednocześnie unikalny charakter marki. Cieszy nas, że jako Grupa VRG możemy być częścią tej ekspansji i aktywnie uczestniczyć w budowaniu międzynarodowej siły polskich brandów” – mówi Mateusz Kolański, Prezes Zarządu VRG S.A.

Flagowy salon w prestiżowej lokalizacji

Kolejnym etapem tej strategii jest otwarcie flagowego salonu przy alei Andrássyego – jednej z najbardziej prestiżowych ulic Budapesztu. To wyjątkowa lokalizacja, kojarzona z luksusem i obecnością międzynarodowych marek, która naturalnie wpisuje się w aspiracje i kierunek rozwoju W.KRUK. Nowy salon jest jednocześnie 200. lokalizacją marki w Europie oraz 17. na rynku węgierskim, w tym 11. w samej stolicy.

Salon W.KRUK - aleja Andrassyego - Budapeszt
Salon W.KRUK – aleja Andrassyego – Budapeszt

Aleja Andrássyego, jedna z najbardziej prestiżowych i rozpoznawalnych lokalizacji w Budapeszcie, była dla nas naturalnym wyborem w kontekście dalszego rozwoju W.KRUK na rynku węgierskim. W niespełna trzy lata zbudowaliśmy tam największą powierzchniowo sieć jubilerską, którą konsekwentnie rozwijamy. Widzimy, że Węgrzy chętnie sięgają po naszą biżuterię, a nowym elementem oferty, którą planujemy sukcesywnie rozbudowywać, są zegarki szwajcarskich marek – mówi Łukasz Bernacki, Prezes W.KRUK S.A., Wiceprezes Zarządu VRG S.A.

Przestrzeń flagowego salonu W.KRUK o powierzchni 138 m2 została zaprojektowana z myślą o podkreśleniu charakteru marki i zapewnieniu klientom wysokiej jakości doświadczenia zakupowego. Oprócz szerokiej oferty własnych kolekcji, w salonie dostępne są również wyselekcjonowane propozycje zagranicznych manufaktur, takich jak Recarlo – znanej ze złotej biżuterii wysadzanej diamentami oraz Nanis, cenionej za ręcznie grawerowane wyroby z 18-karatowego złota, zdobione kamieniami szlachetnymi.

Dedykowane kolekcje

Rozwój W.KRUK na Węgrzech to nie tylko rozbudowa sieci sprzedaży, ale także działania ukierunkowane na lepsze dopasowanie oferty do lokalnych klientów. Pod koniec minionego roku marka zaprezentowała pierwszą kolekcję biżuterii stworzoną specjalnie z myślą o tym rynku – Royal Star, inspirowaną postacią Elżbiety Bawarskiej (Sisi). Wprowadzenie autorskiej kolekcji biżuterii osadzonej w tak silnym kontekście kulturowym wpisuje się w strategię budowania bliższej relacji z lokalnym odbiorcą oraz zwiększania trafności oferty w segmencie premium. To kontynuacja flagowego projektu autorskich kolekcji W.KRUK, łączących unikalny design i ponadczasową jakość.

Nowa kategoria

Po mocnym wejściu na rynek z bogatą ofertą jubilerską, W.KRUK rozpoczyna rozbudowę oferty w kategorii zegarków. Jako ekspert w tej dziedzinie, posiadający najlepszą ofertę zegarków w Polsce i pozycję lidera w segmencie premium, W.KRUK planuje wprowadzenie na Węgry szwajcarskich marek oraz doradztwo i edukację w tym zakresie.

Ekspansja W.KRUK

W.KRUK jest najstarszą marką jubilerską w Polsce, która prowadzi dziś lokalnie 185 salonów w formacie regularnym, outlet oraz luksusowych salonów z ofertą najbardziej renomowanych szwajcarskich marek zegarków oraz wyselekcjonowanych międzynarodowych manufaktur jubilerskich. Realizowana od 2023 roku ekspansja zagraniczna, obejmująca rozwój sieci marki własnej na rynku węgierskim, jest jednym z obszarów budowania wzrostu. W 2025 spółka W.KRUK S.A. ogłosiła plan akwizycji marki biżuterii personalizowanej Lilou, która dziś jest sukcesywnie konsolidowana w struktury nowego właściciela i zamiarem dalszego rozwoju jako odrębny brand i niezależna sieć sprzedaży.

MedTech Solutions wprowadza do Polski robota ortopedycznego MISSO

MedTech Solutions – spółka notowana na rynku NewConnect i rozwijająca skalowalny model biznesowy
w obszarze dystrybucji wyrobów medycznych i technologii – wchodzi w segment robotyki chirurgicznej, wprowadzając na rynek polski system MISSO do operacji ortopedycznych. Partnerstwo z globalnym producentem Meril Life zapewnia spółce dostęp do szybko rosnącego segmentu robotyki medycznej oraz wyłączność sprzedażową (z wyłączeniem struktur Meril) na rynku polskim na okres do 5 lat, co istotnie wzmacnia jej pozycję
w tym obszarze i dywersyfikuje źródła przychodów.

Wejście w dystrybucję systemów robotycznych oznacza dla spółki możliwość zwiększenia wartości pojedynczych kontraktów oraz rozwój sprzedaży w oparciu o produkty o wyższej wartości jednostkowej. Model biznesowy oparty na dystrybucji pozwala jednocześnie wykorzystać istniejącą sieć relacji ze szpitalami i przyspieszyć komercjalizację nowego segmentu.

MISSO to zaawansowany system robotyczny wspierający chirurgów w przeprowadzaniu operacji ortopedycznych, w szczególności zabiegów wymiany stawów. Technologia łączy dokładne planowanie zabiegu na podstawie obrazowania 3D z jego precyzyjnym wykonaniem, dopasowanym do anatomii pacjenta.

System aktywnie wspiera lekarza w trakcie operacji – na bieżąco analizuje jej przebieg i umożliwia wprowadzanie korekt. Dzięki zastosowaniu zaawansowanych czujników i optycznego śledzenia możliwe jest osiągnięcie submilimetrowej precyzji, co przekłada się na lepsze dopasowanie implantu i większą powtarzalność wyników. W porównaniu do tradycyjnych metod system ogranicza zależność od manualnych narzędzi, wpisując się w trend automatyzacji chirurgii.

MISSO wyróżnia się również wysokim poziomem automatyzacji. Przejmuje część najbardziej wymagających etapów zabiegu, ograniczając ryzyko błędów i zwiększając bezpieczeństwo procedury. Z perspektywy pacjenta oznacza to mniej inwazyjny zabieg, mniejsze dolegliwości po operacji i szybszy powrót do sprawności.

Wdrożenie MISSO zwiększa wartość kontraktów i poprawia ich marżowość, jednocześnie przyspieszając konwersję pipeline’u sprzedażowego. Opieramy się na istniejących relacjach ze szpitalami i infrastrukturze dystrybucyjnej, co skraca time-to-market i wspiera skalowanie działalności. Szacujemy, że potencjał wykorzystania tego typu systemów w Polsce obejmuje ok. 30 placówek oraz 3000 zabiegów rocznie, co pokazuje skalę możliwego wzrostu w tym segmencie. W efekcie zwiększamy przewidywalność przychodów i budujemy ekspozycję na segment o wysokiej dynamice wzrostu. To dla nas jeden z kluczowych kierunków rozwoju w najbliższych latach – mówi Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions.

Kluczowym elementem modelu sprzedaży jest elastyczne finansowanie, w tym leasing, które skraca proces decyzyjny po stronie szpitali i zwiększa dostępność technologii. W połączeniu z konkurencyjnym poziomem cenowym względem rozwiązań zachodnich pozwala to na szybsze skalowanie sprzedaży systemów.

W ramach współpracy z Meril Life MedTech Solutions odpowiada za rozwój rynku i dystrybucję systemu MISSO w Polsce, co umożliwia rozwój sprzedaży oraz budowę stabilnego pipeline’u projektów w segmencie robotyki chirurgicznej.

Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce znajduje się w fazie dynamicznego wzrostu. Jego wartość ma wzrosnąć
z ok. 624 mln zł w 2023 r. do ponad 2,1 mld zł w 2028 r., co oznacza średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 28%. Jednocześnie wciąż większość procedur wykonywana jest bez wsparcia robotów, co wskazuje na istotny potencjał dalszego rozwoju tego segmentu.

Wejście w dystrybucję systemów robotycznych stanowi istotny element budowy długoterminowej pozycji MedTech Solutions w obszarze nowoczesnych technologii medycznych i wspiera dalszy rozwój spółki.

Rozszerzenie portfolio wpisuje się w strategię spółki zakładającą skalowanie przychodów poprzez rozwój nowych kategorii produktowych. MedTech Solutions równolegle rozwija własne rozwiązania oraz technologie AI, finansując ekspansję kolejnych segmentów z bieżącej działalności operacyjnej.

Bumech rusza ze złotem w RPA. Rozpoczęcie wydobycia i współpraca z AGH

Bumech uruchomił pierwszą fazę projektu Maranda w Republice Południowej Afryki i rozpoczął wydobycie złota. Sprzyjają temu wysokie ceny surowca na światowych rynkach. Spółka rozpoczęła ługowanie rud tlenkowych ze złoża Burgersdorp, traktując złoto jako pierwszy i najważniejszy etap rozwoju projektu. Równolegle Bumech podpisał umowę o współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, która będzie wspierać rozwój technologiczny zakładu oraz prace związane z odzyskiem metali strategicznych.

Bumech SA uruchomił pierwszą fazę zakładu przeróbczego na kopalni Maranda w prowincji Limpopo w Republice Południowej Afryki. Spółka rozpoczęła proces odzysku złota z rud tlenkowych metodą cyjanizacji ze złoża Burgersdorp przy docelowej zdolności przeróbki 54 tys. ton rudy rocznie. Projekt przechodzi tym samym z fazy inwestycyjnej do etapu generowania przychodów operacyjnych w zaledwie miesiąc od ogłoszenia przejęcia kopalni, co jest możliwe dzięki doświadczeniu Bumechu w realizacji i prowadzeniu projektów górniczych oraz przeróbczych.

Złoto priorytetem, tlenki przed siarczkami

Bumech rozpoczął produkcję złota w okresie utrzymujących się wysokich cen surowca na światowych rynkach. Spółka podkreśla, że obecne warunki rynkowe sprzyjają szybkiemu uruchomieniu projektu i generowaniu przychodów. Pierwszy etap prac koncentruje się na rudach tlenkowych ze złoża Burgersdorp, które pozwalają na prostszy i tańszy proces odzysku złota w technologii CIL. Rozwiązanie to umożliwia osiąganie wysokiego uzysku bez kosztownej obróbki wstępnej. Rudy siarczkowe mają zostać objęte eksploatacją w kolejnych etapach projektu.

      Zaczynamy od ługowania rud tlenkowych, ponieważ ta technologia jest sprawdzona, szybka we wdrożeniu, a przy obecnych cenach złota wyjątkowo dochodowa. Flotacja rud polimetalicznych z pola Maranda ruszy w kolejnym etapie – mówi Jonasz Drabek, prezes zarządu Bumech SA.

Trwa modernizacja zakładu przeróbczego

Równolegle z uruchomieniem produkcji Bumech rozpoczął działania mające zwiększyć wydajność zakładu. Zarząd zatwierdził już likwidację głównych „wąskich gardeł” technologicznych, obejmujących sekcję mielenia oraz wymianę pomp na urządzenia o większej wydajności. Prace mają zakończyć się do końca trzeciego kwartału 2026 roku, a pierwsze testy zwiększonej przepustowości planowane są jeszcze pod koniec roku. Spółka analizuje również kolejne etapy rozbudowy zakładu wzbogacania rud. Rozważane jest wdrożenie nowej linii technologicznej o wydajności 100 ton na godzinę.

Połączenie nowej instalacji z obecną linią ługowania mogłoby zwiększyć możliwości przerobowe zakładu do ponad 1 mln ton rocznie. Dodatkowo Grupa dostarczy do RPA urządzenia do rozbudowy zasilania energetycznego kopalni, wykorzystując sprzęt znajdujący się już w magazynach Bumechu. Transport urządzeń planowany jest na czerwiec.

ZWG Iwiny dostarcza rozwiązania dla projektu Maranda

Istotnym elementem projektu Maranda pozostaje udział Oddziału ZWG w Iwinach (dawne ZWG S.A. w Iwinach), należącego do Grupy Bumech. Zakład produkuje podzespoły metalowo-gumowe do młynów, pomp szlamowych, kruszarek oraz innych urządzeń wykorzystywanych w zakładach wzbogacania rud. Produkty z Iwin już trafiają do instalacji pracujących na kopalni Maranda, a w kolejnych etapach będą wykorzystywane również w systemach przesypowych oraz taśmociągach.

ZWG od lat współpracuje z największymi podmiotami przemysłowymi w Polsce, w tym z KGHM, PGE, JSW oraz ZGH Bolesław. Spółka posiada ok. 50% udziału w krajowym rynku w dwóch kluczowych grupach produktowych dla branży wydobywczej.

Bumech wskazuje, że projekt Maranda ma być również punktem wyjścia do ekspansji produktów ZWG na rynki Afryki Południowej, w tym RPA, Zambii, Zimbabwe, Namibii i Ugandy. Region ten obejmuje setki zakładów przeróbczych związanych z wydobyciem miedzi, platyny, chromitu i złota. Spółka chce wykorzystać obecność operacyjną w RPA do rozwoju sprzedaży rozwiązań przemysłowych i serwisowych dla lokalnego sektora wydobywczego.

Wykładki młynów kulowych w naszym afrykańskim zakładzie produkuje oddział Bumechu w Iwinach, ta sama spółka, która od lat wyposaża młyny w zakładach wzbogacania rud KGHM. Oddział w Iwinach specjalizuje się w produkcji podzespołów i urządzeń kruszenia, mielenia i pompowania, wykorzystywanych w procesach przeróbki rud metali i surowców mineralnych. Wprowadzimy produkty ZWG na rynki RPA, Zambii i Zimbabwe – Maranda jest dla nas referencyjnym przyczółkiem — tłumaczy Jonasz Drabek.

Wsparcie od AGH

Bumech poinformował również o zawarciu umowy o współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Przedmiotem porozumienia jest współpraca naukowa i techniczna przy rozwoju projektu Maranda. Uczelnia będzie wspierać spółkę w opracowaniu zaawansowanych i celowanych rozwiązań technologicznych oraz w modernizacji i zwiększaniu efektywności produkcyjnej zakładu. Współpraca obejmuje również działania związane z pozyskiwaniem pierwiastków strategicznych
i krytycznych, w szczególności indu i telluru występujących w złożu.

Zespołem wsparcia kierować będzie prof. Barbara Tora, specjalizująca się w obszarze wzbogacania rud polimetalicznych. Profesor Tora posiada doświadczenie naukowe i przemysłowe zdobyte m.in. przy projektach realizowanych dla Vedanta Resources Limited w kopalni cynku Gamsberg w Republice Południowej Afryki, gdzie odpowiadała za wdrożenie zmian procesowych zwiększających produkcję i uzysk zakładu wzbogacania rud.

Zespół ten został zaangażowany przez Vedanta na kopalni cynku, w związku z niepowodzeniami poprzedników i uzyskał znakomite rezultaty. Naukowcy i inżynierowie związani z AGH i AMK Kraków wykonali tam znakomitą pracę i nie ukrywam, że nasza znajomość branży w tym tego przypadku, ich praktyczne doświadczenie oraz innowacyjne podejście do wyzwań spowodowały, że podpisaliśmy z nimi umowę. Nadmienię, że w momencie wejścia Bumechu, zastępcą managera całego Projektu Maranda, został Polak, jeden z członków tamtego zespołu. – wyjaśnia Prezes Drabek.

Kolejne etapy

W najbliższych miesiącach Bumech planuje optymalizację parametrów ługowania oraz rozwój instalacji związanych z bezpieczeństwem i detoksykacją obiegu cyjankowego. Kolejnym krokiem będzie uruchomienie obwodu flotacji dla rud polimetalicznych, a następnie rozwój technologii odzysku metali towarzyszących, takich jak ind, german i gal – dodaje Drabek.

Spółka zakłada również przeprowadzenie pełnej inwentaryzacji zasobów zgodnie ze standardem JORC, co ma zakończyć się w pierwszym kwartale 2027 roku.

Napięcia na Bliskim Wschodzie wracają na pierwszy plan. Złoty traci, ale skala ruchu jest ograniczona

Kruche zawieszenie broni w Iranie zaczyna pękać – USA aktywnie próbują przełamać irańską blokadę cieśniny Ormuz, utrzymując jednocześnie własną. Rozwój wypadków na tym froncie będzie kluczowy dla rynku walutowego. Obecnie widoczna jest m.in. presja wyprzedażowa na złotym, jednak w ograniczonym zakresie – kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25.

Kluczowe punkty:

  • RPP ma pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
  • Fed utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas ostatniego posiedzenia z Powellem jako prezesem.
  • EBC sugeruje podwyżkę stóp procentowych latem mimo słabych odczytów ze strefy euro.
  • Zbliżają się lokalne wybory w Wlk. Brytanii, a presja na premiera Starmera rośnie.
  • Ceny ropy pozostają podwyższone w obliczu wciąż trwającej wojny w Iranie.

Rynek wstrzymuje oddech, a waluty utrzymują się w wąskich przedziałach. Najmocniej w ubiegłym tygodniu wyróżniał się jen japoński, który doświadczył silnej aprecjacji, gdy władze kraju zdecydowały się spełnić swoje groźby interwencji. Po drugiej stronie spektrum znalazły się waluty Ameryki Łacińskiej – najgorzej spośród nich radziło sobie peso kolumbijskie, które straciło po zaskakującej decyzji banku centralnego o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Główne waluty utrzymywały się w wąskich przedziałach względem siebie, jako że seria posiedzeń najważniejszych banków centralnych (Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii), nie przyniosła istotnych wskazówek dotyczących dalszej ścieżki żadnego z nich.

Najważniejszy dla rynków finansowych będzie w tym tygodniu wciąż rozwój wojny, a walutowy nie jest pod tym względem wyjątkiem. Zawieszeniu broni zagrażają obecnie amerykańskie próby przełamania blokady cieśniny Ormuz oraz odwet Iranu. Nie samą jednak wojną rynki żyją. W USA opublikowany zostanie szereg danych z rynku pracy w kwietniu, czego kulminacją będzie w piątek (08.05) raport NFP (non-farm payrolls). Amerykańska gospodarka wydaje się jak dotąd w dużej mierze odporna na skutki wojny, w przeciwieństwie do strefy euro i Wielkiej Brytanii. Dane z najbliższych dni mogą ostatecznie potwierdzić tę narrację.

PLN

Ostatnio widzieliśmy powrót presji wyprzedażowej, skala słabości złotego jest jednak ograniczona – kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Kluczowe pozostają obawy związane z kształtowaniem się konfliktu na Bliskim Wschodzie, a najnowsze wieści z tego frontu nie są zbyt zachęcające. Co więcej, w zeszłym tygodniu poznaliśmy dość niepokojące dane inflacyjne za kwiecień – dynamika cen zamiast spaść, podbiła do 3,2% z 3,0% w marcu.

Dane te budzą obawy o rozlewanie się inflacji i mogą ostudzić optymizm prezesa Adama Glapińskiego podczas czwartkowej (07.05) konferencji prasowej po środowej (06.05) decyzji RPP. Nie spodziewamy się zmian stóp procentowych w tym tygodniu – choć rynek wycenia podwyżki, naszym zdaniem jego reakcja jest przesadzona. Wciąż spodziewamy się utrzymania stabilnych stóp procentowych w tym roku, będziemy jednak uważnie obserwować rozwój wydarzeń na rynku surowców energetycznych oraz ewolucję sytuacji inflacyjnej i na rynku pracy w kolejnych miesiącach.

EUR

EBC nie zmienił w ubiegłym tygodniu wysokości stóp procentowych, jednak niemalże zapowiedział ich podwyżkę w czerwcu po zaznaczeniu, że taki ruch był przedmiotem dyskusji na kwietniowym posiedzeniu. Łącznie rynki wyceniają trzy pełne podwyżki w tym roku. Początkowy wpływ wojny na zaufanie przedsiębiorców w strefie euro był silniejszy, niż się spodziewaliśmy. Prezeska Christine Lagarde wspomniała również podczas swojej konferencji prasowej, że bank nie widzi jeszcze dowodów na efekty drugiej rundy inflacji.

Dynamika PKB w I kwartale była rozczarowująca, co sugeruje, że gospodarka strefy euro weszła w okres wojny w Iranie już w niezbyt dobrym stanie. Utrzymujemy naszą optymistyczną prognozę dla wspólnej waluty, przyglądamy się jednak bardzo uważnie wyprzedzającym wskaźnikom ekonomicznym, licząc na ich odbicie w niedalekiej przyszłości. Odczyty dotyczące II kwartału jak dotąd nie były szczególnie dobre i scenariusz kolejnego kwartału efektywnej stagnacji wydaje się prawdopodobny.

USD

Gospodarka USA w dalszym ciągu niemal całkowicie ignoruje skutki wojny i wyższych cen energii. Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości sugerują wręcz, że kreacja miejsc pracy odbiła. Zamówienia środków trwałych zaskakują wciąż w górę, a inwestycje przedsiębiorstw są napędzane ogromnymi wydatkami na infrastrukturę AI.

Tak jak przewidywaliśmy, brak jednomyślności wśród decydentów stał się w Fedzie normą, silna jastrzębia mniejszość, która się utworzyła, będzie utrudniać Kevinowi Warshowi spełnienie życzeń Trumpa dotyczących niższych stóp procentowych. Prezes Jerome Powell był podczas swojej prawdopodobnie ostatniej konferencji prasowej w tej roli dość jastrzębi. Choć nie należymy do grupy spodziewającej się w tym roku podwyżek stóp procentowych w USA, to ten jastrzębi zwrot wskazuje przynajmniej na utrzymanie wyższych stóp przez dłuższy czas. Jednocześnie zauważamy, że nagłówki dotyczące wojny mają coraz mniejszy wpływ na dolara, który niemal nie zareagował na ostatnie zaostrzenie konfliktu.

GBP

Bank Anglii utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na poziomie 3,75%, a główny ekonomista Huw Pill był jedyną osobą opowiadającą się za ich podwyżką. Biorąc pod uwagę dużą niepewność w kontekście wojny w Iranie, sądzimy, że Komitet słusznie wstrzymuje się ze zmianami, czekając na ocenę wpływu konfliktu na efekty drugiej rundy inflacji. Bank zdecydował się na nietypowe działanie i przedstawił trzy warianty prognozy, zależne od dalszego przebiegu wojny. Choć niewiele rozjaśnia to rynkom, pozwala uniknąć pułapki przedwczesnego sugerowania kierunku polityki, gdy nie wiadomo wciąż, jak skok cen surowców energetycznych wpłynie na brytyjską gospodarkę.

Konsensus rynkowy sugeruje dwie podwyżki stóp procentowych do końca tego roku, pozostawienie sobie takiej możliwości nie jest jednak zobowiązaniem do ruchu. Jak przyznał sam prezes Andrew Bailey, bank praktycznie nie przewiduje efektów drugiej rundy inflacji, jeśli wojna będzie przebiegać zgodnie z jego oczekiwaniami, a biorąc pod uwagę słabość wzrostu gospodarczego i rynku pracy w dalszym ciągu oceniamy przestrzeń na zacieśnianie polityki monetarnej jako ograniczoną. Tymczasem odbywające się 7 maja lokalne wybory będą poważnym testem politycznym dla obecnego rządu. Dotkliwa porażka Partii Pracy mogłaby zakończyć karierę Keira Starmera jako premiera i ułatwić przejęcie władzy w partii przez jego skrajnie lewicową część, co bez wątpienia miałoby negatywny wpływ na funta.

Tomasz Blicharski przejmie stery w Grupie Żabka. Tomasz Suchański pokieruje Radą Dyrektorów

W Grupie Żabka rozpoczął się zaplanowany proces przekazania funkcji CEO, co nastąpi ze skutkiem od 1 stycznia 2027 roku, po zatwierdzeniu przez akcjonariuszy Grupy. W efekcie wcześniej zaprojektowanych zmian CEO, Tomasz Suchański pokieruje Radą Dyrektorów. Nowym CEO Grupy zostanie obecny Group Chief Strategy & Development Officer, Tomasz Blicharski.

Planowane zmiany gwarantują kontynuację dotychczasowej ścieżki rozwoju, jednocześnie odzwierciedlając rosnące znaczenie długoterminowej strategii w codziennym zarządzaniu firmą. Tomasz Suchański i Tomasz Blicharski współpracują ściśle w ramach Grupy od ponad 10 lat. Efektem pracy obecnego Zarządu jest zmiana tradycyjnej sieci sklepów w nowoczesną grupę międzynarodową, działającą w obszarach fizycznej i cyfrowej sprzedaży. W ciągu 10 lat liczba sklepów wzrosła blisko 3-krotnie, a wartość sprzedaży została zwiększona 5 razy. Żabka Group stała się również spółką publiczną, notowaną na GPW od 2024 roku.

W efekcie zmian, które wejdą w życie 1 stycznia 2027, dotychczasowy CEO Tomasz Suchański po dziesięciu latach kierowania organizacją obejmie stanowisko Chairperson of the Board of Directors jako dyrektor niewykonawczy, odpowiedzialny za działalność Rady Dyrektorów, najwyższego organu Grupy. Tomasz Blicharski przejmie funkcję Group Chief Executive Officer. W ramach pełnionych funkcji będzie także przewodniczył Komitetowi Zarządzającemu (Management Committee) Żabka Group.

Tomasz Suchański zostaje Chairperson of the Board of Directors, mając ponad 30 lat doświadczenia w handlu, w tym ponad 15 lat na stanowisku CEO największych firm handlowych w Polsce. Okres jego przywództwa w Żabce to czas intensywnego wzrostu, cyfrowej transformacji oraz dynamicznej rozbudowy sieci sklepów convenience w Polsce i Rumunii. Pod jego kierownictwem firma zbudowała silną, nowoczesną organizację, wielokrotnie wyróżnianą jako jedno z najlepszych miejsc pracy, także w globalnych rankingach. Wysoki poziom zaangażowania pracowników, potwierdzany m.in. badaniami Instytutu Gallupa, stanowi jeden z kluczowych filarów sukcesu Grupy. Tomasz Suchański był wielokrotnie wyróżniany przez środowisko biznesowe, m.in. nagrodą „CEO of the Year” oraz w plebiscycie „BrandMe CEO” magazynu „Forbes”.

Ponad 10 lat pracy pod marką Żabka to wyjątkowe doświadczenie. Jestem dumny, widząc jak nowoczesną i unikalną firmę udał nam się zbudować. Stworzyliśmy organizację, która jest dziś inspiracją dla firm z całego świata, a przede wszystkim miejscem, w którym ludzie chcą się rozwijać i pracować – mówi CEO Grupy Żabka Tomasz Suchański. – W ciągu ponad 30 lat pracy zawodowej, a szczególnie w ostatniej dekadzie w Żabce, miałem zaszczyt poznać wielu wyjątkowych ludzi. Cieszę się, że Tomasz Blicharski, jako jedna z tych wyjątkowych osób, będzie kierował Grupą. Jego wiedza i doświadczenie stanowią bezcenny kapitał.

Tomasz Blicharski, który od 1 stycznia 2027 roku zasiądzie w Radzie Dyrektorów obejmując funkcję Group Chief Executive Officer oraz President of the Management Committee, to doświadczony menedżer związany z Grupą Żabka od ponad 15 lat. W tym czasie był odpowiedzialny za transformację modelu biznesowego, rozwój nowych segmentów działalności oraz budowę cyfrowego ekosystemu convenience. Odpowiadał również za stworzenie Planu Tworzenia Wartości do 2028 roku (Value Creation Plan) oraz strategii zrównoważonego rozwoju. W latach 2021–2024 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu oraz Dyrektora Zarządzającego Żabka Future. Wcześniej równolegle zajmował dwa stanowiska: Wiceprezesa Zarządu Żabka Polska ds. Finansowych (od 2015 roku) oraz Wiceprezesa Zarządu Żabka Polska ds. Rozwoju (od 2017 roku). Obecnie, jako Group Chief Strategy & Development Officer, odpowiada za strategię Grupy Żabka, co stanowi bezcenny kapitał w perspektywie kierowania Grupą. Wielowymiarowe doświadczenie zdobywał także w bankowości inwestycyjnej oraz w funduszu Mid Europa Partners, nadzorując inwestycje w Europie Środkowo‑Wschodniej. Jest absolwentem Uniwersytetu Stanforda oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Ciągłość strategii fundamentem rozwoju Grupy Żabka

Zmiany w strukturze zarządczej są wynikiem przemyślanego i długofalowego procesu sukcesji, który jest realizowany od 2022 r., we współpracy z całą kadrą zarządzającą, w tym Radą Dyrektorów Żabka Group. Tak wczesne rozpoczęcie procesu przekazywania obowiązków jest wyrazem odpowiedzialności wobec inwestorów oraz samej organizacji. Celem tego procesu jest zapewnienie ciągłości przywództwa oraz dalszego, stabilnego rozwoju organizacji. Do 1 stycznia 2027 roku odbędzie się proces płynnego przekazywania obowiązków, co zapewni ciągłość działania Grupy w oparciu o długoterminowe założenia strategiczne oraz wesprze realizację celów biznesowych.

Profil i kompetencje Tomasza Blicharskiego

– Objęcie roli CEO to dla mnie szczególny moment na drodze zawodowej w Grupie Żabka. W ciągu ostatnich 15 lat współkierowałem procesem transformacji sieci stacjonarnych sklepów w ekosystem convenience o ogólnopolskiej skali, oparty na danych, technologii i bliskiej współpracy z franczyzobiorcami. – mówi Tomasz Blicharski. – Do końca 2028 roku stawiamy sobie jasno zdefiniowany cel: 16 tysięcy sklepów w Polsce i Rumunii, przy rocznym tempie otwierania ponad 1300 nowych lokalizacji, z zachowaniem dyscypliny kapitałowej i rentowności sieci. W najbliższych latach będziemy koncentrować się na dalszym skalowaniu działalności, podnoszeniu efektywności operacyjnej w istniejących placówkach oraz rozwoju cyfrowego ekosystemu convenience – tak, aby jeszcze lepiej odpowiadać na szybko zmieniające się potrzeby klientów i konsekwentnie budować długoterminową wartość Grupy.

Pozostałe zmiany w składzie Rady Dyrektorów oraz perspektywy rozwoju

Podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Żabka Group zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok 2025, Krzysztof Krawczyk zakończy sprawowanie mandatu Przewodniczącego Rady Dyrektorów Grupy Żabka i nie będzie ubiegał się o jego przedłużenie. Do Rady dołączy Krzysztof Aniola jako dyrektor niewykonawczy, powołany na roczną kadencję.

Grupa Żabka kontynuuje realizację strategii wzrostu w Polsce i Rumunii, koncentrując się na rozwoju sieci, wzroście sprzedaży porównywalnej oraz rozbudowie cyfrowego ekosystemu convenience, umacniając pozycję lidera rynku w tym segmencie w Europie. Wprowadzone zmiany mają wspierać skuteczną realizację tych celów na kolejnych etapach ekspansji.

Rynek walutowy zaczyna tydzień spokojnie. Dolar wspierany przez napięcia geopolityczne

Początek tygodnia na rynku walutowym przynosi umiarkowaną zmienność, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych tematów z poprzednich dni. Inwestorzy koncentrują się na sytuacji geopolitycznej, sygnałach z Europy oraz świeżych danych makroekonomicznych. Istotne znaczenie mają dziś publikacje indeksów PMI, które rzucają nowe światło na kondycję europejskiej gospodarki.

Trump otwiera, tylko klucz nie pasuje

Pierwsze godziny tygodnia upływają pod znakiem utrzymującej się niepewności geopolitycznej związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Brak przełomu w rozmowach między USA a Iranem podtrzymuje napięcie wokół regionu, co przekłada się na umiarkowany wzrost awersji do ryzyka. Na rynku walutowym widoczne jest to w relatywnej sile dolara, który zyskuje jako bezpieczna przystań, choć skala ruchu pozostaje ograniczona. Równocześnie obserwujemy podwyższone ceny ropy oraz złota, co wynika z obaw o potencjalne zakłócenia dostaw surowców. Warto jednak zaznaczyć, że reakcja rynków nie ma charakteru panicznego – inwestorzy zakładają raczej scenariusz ograniczonej eskalacji konfliktu, co ogranicza presję na bardziej dynamiczne przepływy kapitału.

UE robi to, co umie najlepiej – debatuje

Drugim istotnym wątkiem jest spotkanie Eurogrupy, które może nadać ton europejskim aktywom w kolejnych dniach. W centrum uwagi znajdują się kwestie fiskalne oraz koordynacja polityki gospodarczej w warunkach nierównomiernego ożywienia. Choć rynek nie oczekuje przełomowych decyzji, to ewentualne sygnały dotyczące większej elastyczności fiskalnej lub wsparcia dla gospodarki mogą mieć znaczenie dla euro. W szerszym kontekście wspólna waluta pozostaje wrażliwa na dane makro, jednak stabilizacja wskaźników koniunktury może ograniczać presję spadkową na EUR/USD i sprzyjać bardziej zrównoważonemu zachowaniu kursu w krótkim terminie.

Optymizm w przemyśle

Opublikowane dziś indeksy PMI wskazują na utrzymanie aktywności gospodarczej powyżej poziomu 50 pkt, co sugeruje kontynuację ekspansji w przemyśle. To istotna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdy część odczytów sygnalizowała spowolnienie. Dane te mogą wspierać sentyment wobec bardziej ryzykownych aktywów i ograniczać popyt na bezpieczne przystanie. W dalszej części tygodnia uwaga inwestorów przesunie się na dane z rynku pracy w USA oraz komunikację banków centralnych, które pozostają kluczowe dla oczekiwań dotyczących stóp procentowych. W przypadku złotego globalne tło nadal odgrywa dominującą rolę – przy stabilizacji nastrojów możliwe jest utrzymanie EUR/PLN w relatywnie wąskim przedziale wahań między 4,24-4,26 zł, podczas gdy EUR/USD będzie reagował głównie na napływające dane i zmiany apetytu na ryzyko.

Gucci znika z Warszawy. Polski rynek luksusu rośnie, ale jego definicja się zmienia

Po niemal 15 latach działalności jedyny stacjonarny butik Gucci w Polsce zakończył działalność w Polsce. Logo marki zniknęło z fasady budynku w centrum stolicy, co natychmiast wywołało pytania o kondycję rynku luksusu w Polsce i na świecie. Czy to sygnał, że konsumenci odwracają się od prestiżowych marek? Czy też korekta w obliczu geopolitycznych zawirowań na świecie i problemów finansowych domów mody…

Decyzja o zamknięciu butiku Gucci wpisuje się w szersze problemy właściciela marki, koncernu Kering. W pierwszej połowie 2025 roku przychody Gucci spadły o 25 proc., przy czym sprzedaż hurtowa zmniejszyła się o 42%, a detaliczna o 24% To istotny sygnał osłabienia nawet dla jednej z najważniejszych marek w portfolio grupy. – „Gucci, mimo ogromnej rozpoznawalności, zmaga się dziś z utratą dynamiki sprzedaży i koniecznością redefinicji swojej pozycji na rynku” – wskazują analitycy sektora dóbr luksusowych.

Decyzja Gucci o wycofaniu z Polski zbiegła się z innym czynnikiem – geopolitycznym. Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie w marcu br. może mieć wpływ na decyzje o wstrzymaniu się z inwestycjami dużych domów mody w obecność na polskim rynku. W ocenie Luca Solcy, analityka sektora luksusowego w firmie Bernstein, region ten był w ubiegłym roku najszybciej rosnącym rynkiem dóbr luksusowych na świecie, notując wzrost na poziomie od 6% do 8%, podczas gdy globalnie wzrost pozostawał na poziomie zerowym. Bliski Wschód odpowiada obecnie za około 6% globalnej sprzedaży dóbr luksusowych i zmierza do poziomu Japonii, która stanowi około 9% światowej sprzedaży – uważa Solca. Tymczasem brak stabilności w regionie od początku wojny z Iranem spowodował spadek sprzedaży i wyceny akcji spółek luksusowych o 15% – co może mieć wpływ na strategię inwestycyjną w innym regionach na świecie.

Zniknięcie Gucci z Warszawy czy brak pewności inwestycji innych marek w otwarcie salonów w stolicy kraju, nie oznacza jednak załamania globalnego bogactwa. Wręcz przeciwnie – majątek światowy nadal rośnie. Jak podkreślają przedstawiciele Kering, długoterminowy popyt na dobra luksusowe pozostaje stabilny. – „Nic nie wskazuje na to, żeby popyt na wyjątkowe dobra luksusowe w długim terminie spadał. Majątek na świecie rośnie, nie maleje” – komentuje Joel Hazan, szef strategii w Kering Group.

Problem – według ekspertów – leży nie po stronie popytu, lecz strategii cenowej branży. Po pandemii wiele marek zaczęło gwałtownie podnosić ceny, korzystając z efektu tzw. „odroczonej konsumpcji”. – „Nagły wzrost zainteresowania luksusem po pandemii został źle odczytany. Marki uznały, że mogą stale podnosić ceny, co doprowadziło do wykluczenia części klientów” – oceniają analitycy rynku.

Według danych banku HSBC średnia cena dóbr luksusowych wzrosła od 2019 roku o około 50 proc. Z kolei analitycy Bernstein wskazują, że marże producentów sięgają nawet dwunastokrotności kosztów produkcji. – „W wielu przypadkach luksus przestał być kategorią aspiracyjną, a stał się produktem o charakterze czysto prestiżowym” – komentują eksperci.

Analiza cen dóbr luksusowych w okresie 2019—2026 dokonana przez Bellini Market Research pokazuje, że do 2020 roku luksus był relatywnie dostępny dla szerokiej klasy średniej. Jednak po 2020 roku gwałtowne podwyżki cen kluczowych kategorii – ubrań, torebek, zegarków, obuwia – stopniowo zawęziły grupę odbiorców. Skala podwyżek w poszczególnych segmentach jest wyraźna. Najbardziej reprezentatywne segmenty – zegarków, akcesoriów, obuwia wzrosły średnio o 30-50% w ciągu ostatnich 6 lat. I tak ceny zegarków Rolex zanotowały wzrost o ok. 30–50% w zależności od modelu, torebek Hermès: +30–45%, butów Loro Piana: +25–40%, torebek i akcesoriów Louis Vuitton: +25–45%. Największe wzrosty zanotowały w okresie 2020-2026 produkty domu Chanel: +60–90%. „Rynek przeszedł z modelu szerokiej aspiracyjności do modelu ekskluzywnego wykluczenia. Chanel stało się symbolem nowej ery luksusu, w której cena nie jest już ograniczeniem, lecz narzędziem pozycjonowania marki” – podkreśla Robert Niczewski, partner w Bellini Market Research.

W efekcie, według danych Bain & Company w latach 2022–2024 nawet 50 milionów konsumentów dóbr luksusowych zostało „wyparte” z rynku, nie mogąc już pozwolić sobie na zakup produktów marek premium.

Od 2023 roku rynek wyraźnie hamuje. W wielu segmentach obserwuje się spowolnienie, a nawet spadki sprzedaży. Niektóre marki zaczęły reagować korektą strategii – przykładem jest Chanel, które po krytyce za agresywne podwyżki cen wprowadza bardziej dostępne linie produktów. – „Marki luksusowe zaczynają dostrzegać, że nadmierna ekskluzywność cenowa może działać przeciwko nim” – wskazują eksperci branżowi.

Analitycy Deloitte w raporcie 2026 Luxury Outlook* wskazują na wyraźnie widoczny wśród konsumentów trend nastawienia na produkty z drugiej ręki oraz większą świadomość wartości, co odzwierciedla zarówno dbałość o zrównoważony rozwój, jak i ekonomiczny pragmatyzm. Na te zjawiska nakłada się atmosfera makroekonomicznej ostrożności. Wysoka inflacja, niepewność związana z taryfami oraz inne przeciwności osłabiły entuzjazm branży w ostatnich latach. Popandemiczna euforia lat 2021–2022 ustąpiła miejsca bardziej wyważonej rzeczywistości, w której menedżerowie spodziewają się ostrożnych konsumentów, mierzących się z utrzymującą się inflacją, podwyżkami stóp procentowych i globalną niepewnością – czytamy w raporcie Deloitte.

Innym aspektem, o którym należy wspomnieć jest kryzys reputacji branży luksusu. Okazuje się bowiem, że głoszone od lat hasła wyjątkowej jakości, ręcznym wykończeniu produktów i najwyższym standardzie pracy były – naciągane – co doprowadziło do procesów prawnych przed włoskimi organami ścigania pod zarzutem ‘’domniemanych nielegalnych praktyk w miejscu pracy’’. Śledztwa trwają do dziś i obejmują największe domy mody na świecie – m.in. tych marek, które stały za skrajnie wysokimi podwyżkami produktów w ostatnich latach.

AI ma pomóc odwrócić trend spadkowy

W odwróceniu trendu spadkowego na rynku sprzedaży luksusu ma pomóc m.in. wykorzystanie technologii opartej na sztucznej inteligencji (AI). Jak wynika z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025”, na poziomie priorytetów strategicznych 53% firm wskazuje wzmacnianie lojalności poprzez spersonalizowane doświadczenia a 9 na 10 jest przekonanych, że AI odegra kluczową rolę w przyszłości. Przykładem może być marka Chanel, która w kampanii nowego zapachu wykorzystała algorytmy do przygotowania zindywidualizowanych treści – od immersyjnych wideo po personalizowany storytelling. Efektem był wzrost zaangażowania o 45% i sprzedaży online o 30%. W produkcji AI generuje warianty produktów na podstawie archiwów marki, a w logistyce Kering zmniejszył nadmierne zapasy o 30%.

Eksperci zwracają uwagę, że coraz wyraźniej widać zmianę w preferencjach konsumentów – zwłaszcza młodszych – którzy zamiast kolejnych produktów wybierają unikalne doświadczenia. W odpowiedzi na ten trend marki inwestują w rozwój spersonalizowanych usług zakupowych, ekskluzywnych pokazów, kameralnych warsztatów oraz immersyjnych konceptów, budujących głębszą relację z klientem. Klientom nie chodzi jedynie o posiadanie luksusowego przedmiotu, ale także o emocje i wrażenia, jakie mu towarzyszą.

Takie podejście zmienia cały rynek, wpływając na branże od motoryzacyjnej po turystykę i alkoholową. Restauracje, hotele i producenci trunków coraz częściej zwracają się w stronę premiumizacji i personalizacji. – Inwestycje w doświadczenia konsumpcyjne, jak degustacje, warsztaty czy dostęp do zamkniętych wydarzeń, stają się nieodłącznym elementem strategii marketingowych marek premium. Dzięki nim firmy zyskują nowych lojalnych klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości – podkreśla Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią.

Mimo globalnego spowolnienia, Polska pozostaje rynkiem wzrostowym. Według danych KPMG*** w 2025 roku wartość segmentu dóbr luksusowych w kraju wzrosła o niemal 8%., a prognozy zakładają dalsze wzrosty. Podczas gdy zachodnie rynki przeżywają wyraźne spowolnienie, Polska wyróżnia się ponadprzeciętną odpornością. Dane Euromonitor International wskazują, że rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 6,4% w 2026 roku, co plasuje nas wśród najszybciej rozwijających się rynków w Europie.Polski rynek dóbr luksusowych utrzymuje stabilny wzrost, przyciąga nowe marki i inwestycje, a kategoria experiential luxury rozwija się w tempie przekraczającym 9% rocznie. Buduje się również społeczność świadomych i wymagających konsumentów – ocenia Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Wydaje się, że liderzy światowego luksusu bacznie obserwują i analizują zmieniające się preferencje i trendy na rynkach. Rosnąca rola i obecność mediów społecznościowych w naszych życiu i ich pływ na decyzje zakupowe, może mieć kluczowe znaczenie na decyzje o obecności na rynku lokalnym – w Polsce. Pamiętajmy, że Warszawa rywalizuje obecnie z Pragą, Berlinem czy Wiedniem – metropoliami, które od lat budują swoje zaplecze turystyczne, bazę międzynarodowych marek hotelowych, gastronomicznych i mocną pozycję centrum luksusowych zakupów w regionie CEE – mówi Robert Niczewski, partner w firmie Bellini Market Research, badającej rynek luksusu. Zniknięcie Gucci z Warszawy nie musi oznaczać końca luksusu – ale może być wyraźnym sygnałem, że jego definicja właśnie się zmienia.

*https://www.deloitte.com/global/en/industries/consumer/perspectives/global-powers-of-luxury.html

** https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

*** https://kpmg.com/pl/pl/media/luksus-pod-presja-cen-polska-pozostaje-w-strefie-wzrostu-mimo-globalnego-spowolnienia.html

Telewizor kontra smartfon. Globalne różnice w oglądaniu treści wideo

Piąta edycja corocznego raportu pt. Living Room Study przygotowanego przez RTL AdAlliance daje bardzo interesujące wnioski. Widoczne są znaczące różnice w konsumowaniu treści wideo w Europie, Stanach Zjednoczonych i Chinach. To wynik odmiennych ekosystemów medialnych, ukształtowanych przez dekady lokalnego nadawania, dostępności kanałów oraz silnych uwarunkowań kulturowych. Europejczycy, w tym Polacy, najregularniej oglądają telewizję, czyniąc to głównie na telewizorze, w salonie. Dane z platform streamingowych potwierdzają preferencje dotyczące wybieranych w tym celu urządzeń.

Z badania przeprowadzonego na początku 2026 r. przez RTL AdAlliance na grupie 15 500 respondentów w wieku 18-64 w 15 europejskich krajach, w tym w Polsce, a także w USA i Chinach, płyną ciekawe wnioski. Okazuje się, że telewizor ma w swoim domu 9 na 10 mieszkańców naszego kontynentu. Europejczycy znacznie chętniej niż mieszkańcy Stanów Zjednoczonych czy obywateli Państwa Środka oglądają codziennie treści wideo w TV. Czyni tak 64 proc. ankietowanych mieszkańców Starego Kontynentu. Dla porównania, w USA każdego dnia kontent w telewizji ogląda 41 proc. użytkowników. W Chinach jest to natomiast 40 proc.

Telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem służącym do konsumowania treści wideo zarówno w Europie, jak również w Polsce. Przykład MEGOGO, czyli platformy służącej do oglądania treści telewizyjnych online, a także oferującej dostęp do biblioteki VOD, pokazuje, że mimo najmocniejszej pozycji telewizorów, inne urządzenia również znajdują swoich zwolenników. To efekt możliwości technologicznych, które oferują aplikacje. Można je zainstalować praktycznie na każdym urządzeniu i cieszyć się możliwością oglądania treści z każdego miejsca – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Dane MEGOGO z 2025 r. potwierdzają popularność i dominację telewizorów. W ub.r. treści na tej platformie przy użyciu TV oglądało 44,92 proc. użytkowników. Składał się na to ruch ze Smart TV (34,58 proc.), a także Android TV (10,15 proc.) i tvOS (0,19 proc.). Smartfonów używała w tym celu przeszło co 5. osoba (22,48 proc.). Uwzględniając dodatkowo użytkowników stron mobilnych, którzy mogli np. oglądać treści na smartfonie, ale nie korzystali z aplikacji, a było ich 8,37 proc., łącznie zyskujemy 30,85 proc. Komputer lub laptop również wybierał w tym celu przeszło co piąty użytkownik (23,50 proc.).

Smartfon dystansuje telewizor w Stanach Zjednoczonych i Chinach

O ile w Europie telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem, na którym oglądamy treści wideo, o tyle w Stanach Zjednoczonych i Chinach został zdystansowany przez smartfon. W USA używa go codziennie w tym celu 61 proc. badanych (o 20 proc. częściej niż TV), a w Chinach aż 81 proc., co oznacza, że jest ponad 2 razy chętniej preferowanym urządzeniem niż TV, z którego korzysta wspomniane 40 proc. ankietowanych.

Salon najpopularniejszym miejsce oglądania treści wideo

Ankietowani w Europie na pytanie, „gdzie najchętniej oglądasz treści wideo?” w 83 proc. przypadków wskazali salon, który dosyć zdecydowanie wyprzedził sypialnię (46 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się kuchnia (18 proc.) oraz łazienka/toaleta (11 proc.)

Porównanie nawyków dotyczących miejsc preferowanych do oglądania treści wideo niosą za sobą interesujące wnioski. W Europie salon to nie tylko pokój służący do rozrywki czy odpoczynku. Jest miejscem, w którym ludzie doświadczają czegoś więcej. Blisko połowa widzów – 45 proc. jako europejska średnia – nadal wybiera oglądanie z kimś innym, zamieniając przebywanie przed ekranem we wspólną chwilę, a nie samotną rutynę. Kształtuje to zachowania – rozmowę czy wspólne przeżywanie emocji, dając poczucie obecności – komentuje Artur Pacuła z MEGOGO Polska.

Europa wykazuje wyraźne różnice w porównaniu z innymi rynkami. Preferencja dla salonu jest o 25 proc. wyższa niż w Stanach Zjednoczonych i wynosi 58 proc. Sypialnia cieszy się wśród Amerykanów prawie identyczną popularnością. Kontent wideo ogląda w niej 55 proc. użytkowników z tego kraju. Kuchnię wybiera 19 proc, a łazienkę 13 proc.

Widać pewne podobieństwo Chińczyków do Europejczyków, jeśli chodzi o konsumpcję treści w kontekście salonu. Preferuje go 81 proc. mieszkańców Chin biorących udział w badaniu RTL AdAlliance. Tuż za salonem znalazła się sypialnia, którą wskazało 71 proc. badanych. Kuchnia i toaleta zyskały ten sam procent, czyli 28.

***

Metodologia badania RTL AdAlliance:

Badanie RTL AdAlliance „The Living Room” opiera się na ilościowym badaniu ankietowym przeprowadzonym online przez instytut badania rynku Norstat w dniach od 19 stycznia do 4 lutego 2026 roku. Wzięło w nim udział ponad 15 500 respondentów w wieku od 18 do 64 lat. Badanie objęło 15 rynków w Europie, w tym Austrię, Belgię, Danię, Finlandię, Francję, Niemcy, Węgry (nowy rynek), Włochy, Holandię, Norwegię, Polskę, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię, a także Chiny (nowy rynek) oraz USA. Analiza dostarcza nadawcom, wydawcom i reklamodawcom cennych informacji pozwalających na optymalizację strategii w dzisiejszym, rozproszonym krajobrazie mediów wideo.

Politechnika Warszawska uruchamia MBA Energy Transformation we współpracy z PSE

Transformacja energetyczna staje się dziś jednym z najważniejszych wyzwań zarządczych dla biznesu i instytucji publicznych. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje menedżerskie Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej uruchamia program MBA Energy Transformation, realizowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE).

Rosnąca złożoność rynku energii, cele klimatyczne UE oraz przyspieszająca elektryfikacja gospodarki sprawiają, że decyzje energetyczne coraz częściej zapadają na poziomie zarządów, a nie wyłącznie działów technicznych.

Dynamiczny wzrost mocy w fotowoltaice, rozwój elektromobilności, konieczność modernizacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz rosnące znaczenie magazynowania energii sprawiają, że transformacja energetyczna staje się nie tylko projektem klimatycznym, ale przede wszystkim strategicznym projektem gospodarczym.

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych procesów gospodarczych i technologicznych naszych czasów. Wymaga od menedżerów zdolności do podejmowania decyzji w warunkach dużej niepewności, zmieniających się regulacji oraz dynamicznego rozwoju nowych technologii. Obszar transformacji energetycznej w biznesie musi nadążać za zmianami geopolitycznymi i regulacyjnymi, dlatego opracowaliśmy nowy program MBA, który aktualizuje i porządkuje wiedzę w tym obszarze oraz pokazuje trendy i kierunki zmian. Program MBA Energy Transformation to kompleksowy proces rozwoju kompetencji menedżerskich w obszarze energetyki i sektorów z nią powiązanychmówi dr Paweł Urbański, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i kierownik studiów MBA Energy Transformation.

Program tworzony z myślą o rynku i z liderami sektora

MBA Energy Transformation to intensywne, 3-semestralne studia podyplomowe prowadzone w języku polskim, zaprojektowane jako odpowiedź na rosnącą lukę kompetencyjną w sektorze energetycznym. Program łączy wiedzę z zakresu zarządzania, finansów, prawa i strategii z pogłębionym zrozumieniem rynków energii, procesów inwestycyjnych, technologii OZE, elektromobilności, ciepłownictwa oraz zarządzania ryzykiem.

Program został przygotowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE), co nadaje studiom silny wymiar praktyczny i zapewnia bezpośrednie połączenie programu z realnymi wyzwaniami rynku. Partnerstwo z PSE pozwala uczestnikom spojrzeć na transformację energetyczną z perspektywy strategicznej – nie tylko firmy, ale całego krajowego systemu energetycznego.

Zaangażowanie ekspertów z sektora energetycznego pozwala uczestnikom lepiej zrozumieć nie tylko teorię transformacji, ale przede wszystkim jej operacyjny i inwestycyjny wymiar – od projektowania strategii energetycznych po zarządzanie dużymi projektami infrastrukturalnymi i decyzjami finansowymi.

Uczestnicy uczą się podejmowania decyzji w systemie energetycznym, analizowania opłacalności inwestycji, projektowania strategii rozwoju w warunkach transformacji oraz wykorzystywania danych i narzędzi cyfrowych, w tym AI i Big Data, do prognozowania produkcji energii, zarządzania popytem i optymalizacji systemów energetycznych.

Transformacja energetyczna musi opierać się na realnych kompetencjach menedżerskich i opłacalności biznesowej. Program MBA Energy Transformation powstał w odpowiedzi na rosnące wyzwania w energetyce i potrzebę praktycznego podejścia do decyzji inwestycyjnych i strategicznych. Program odpowiada na aktualne potrzeby Politechniki Warszawskiej oraz rynku jako wiodącego ośrodka w tym obszarzepodkreśla prof. dr hab. inż. Mariusz Malinowski, prorektor Politechniki Warszawskiej ds. nauki.

Program został przygotowany dla menedżerów, przedsiębiorców i specjalistów z sektora energetycznego oraz branż współpracujących z energetyką – w tym finansów, bankowości, doradztwa, prawa, wykonawstwa, administracji publicznej czy ESG. W praktyce ma być przestrzenią spotkania osób, które podejmują decyzje wpływające na przyszłość systemu energetycznego i gospodarki.

Energetyka jako obszar strategiczny dla biznesu

Rosnące znaczenie energetyki wykracza dziś daleko poza sam sektor utilities. Koszty energii, bezpieczeństwo dostaw, dekarbonizacja przemysłu, rozwój infrastruktury i nowe modele finansowania inwestycji wpływają na praktycznie każdą branżę – od produkcji, przez logistykę, po nieruchomości i sektor publiczny.

Przyszłość jest elektryczna – to widać nie tylko w energetyce, ale w całej gospodarce i społeczeństwie. Zmienia się nie tylko sposób wytwarzania energii, ale także jej zużywania, tworzenie otoczenia prawnego dla energetyki czy poszukiwanie nowych okazji biznesowych. Trzeba wykorzystać tę szansę, a słuchacze MBA Energy Transformation dowiedzą się, jak to zrobić w zrozumiały sposób – mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Twórcy programu podkreślają, że jego celem nie jest wyłącznie przekazywanie wiedzy akademickiej, ale budowanie zdolności do podejmowania realnych decyzji biznesowych w warunkach zmienności i presji regulacyjnej. Zajęcia prowadzą praktycy rynku zaangażowani w projekty inwestycyjne i strategiczne w sektorze energii, a partnerzy programu wnoszą do niego aktualną perspektywę biznesową i systemową.

Informacje dla kandydatów

MBA Energy Transformation to program realizowany w formule weekendowej – zajęcia odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Studia trwają 3 semestry i obejmują 506 godzin zajęć. Miejscem realizacji programu jest kampus Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej przy ul. Koszykowej 79 w Warszawie.

Warunkiem udziału jest wykształcenie wyższe oraz minimum 5 lat doświadczenia zawodowego przypisanego do tytułu licencjata lub 3 lata przy tytule magistra. Start zajęć zaplanowano na 2 października 2026 roku.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: biznes.edu.pl/mba-energy-transformation

Pracownicy czują się przeceniani. 40% uważa, że inni oceniają ich lepiej niż oni sami

Wykonujesz swoje obowiązki, dostajesz pozytywny feedback i rozwijasz się zawodowo, a jednak zastanawiasz się, czy to na pewno Twoja zasługa, czy też szczęśliwy zbieg okoliczności? Tak objawia się tzw. syndrom oszusta. Jak wynika z nowego badania InterviewMe, aż 81% polskich pracowników przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym, a blisko połowa obawia się zdemaskowania rzekomego braku kompetencji.

Serwis kariery InterviewMe przeprowadził badanie, w którym zapytano 577 polskich pracowników o ich doświadczenia związane z syndromem oszusta (ang. imposter syndrome). Jest to zjawisko psychologiczne polegające na utrzymującym się przekonaniu, że osiągany sukces nie jest wynikiem własnych umiejętności, lecz szczęścia, przypadku lub błędu innych osób.

Z zebranych danych wynika, że znaczna część pracowników w Polsce mierzy się z tym problemem. Aż 81% badanych przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym. Dodatkowo blisko połowa respondentów (47%) przyznaje, że przynajmniej okazjonalnie odczuwa lęk przed „zdemaskowaniem” — czyli obawia się sytuacji, w której współpracownicy lub przełożeni „odkryliby”, że nie są oni tak kompetentni, jak się wszystkim wydaje.

Kolejnym powszechnym objawem jest przekonanie o byciu przecenianym. Aż 40% badanych pracowników ma poczucie, że inni ludzie bardziej doceniają ich umiejętności niż oni sami. Jak zauważają autorzy badania, takie osoby patrzą na siebie trochę jak na „wersję demo”, podczas gdy otoczenie widzi w nich gotowy, dopracowany produkt. Wielu pracowników doświadcza kilku z tych objawów jednocześnie.

Badanie wykazało również, że najczęstszymi hamulcami rozwoju zawodowego są dla Polaków bariery psychologiczne, które często towarzyszą syndromowi oszusta. Zapytani o jeden najważniejszy powód, który powstrzymuje ich przed dalszym rozwojem, respondenci najczęściej wskazywali na: brak pewności siebie (16%), strach przed porażką (13%) oraz strach przed negatywną oceną (9%). Przez ten wewnętrzny głos wątpliwości pracownicy często powstrzymują swój rozwój, odwlekają działania lub rezygnują z pojawiających się okazji.

Bazując na badaniach oraz licznych rozmowach z osobami na wysokich stanowiskach, mam dwie wiadomości: realistyczną i optymistyczną. Ta pierwsza zakłada, że całkowite wyeliminowanie syndromu oszusta jest… niemal niemożliwe. Paradoksalnie — im wyżej wspinamy się po szczeblach kariery, im bardziej udowadniamy sobie, że jesteśmy kompetentne/kompetentni, tym częściej ten wewnętrzny krytyk będzie dawał nam o sobie znać — komentuje dr Małgorzata Mielcarek, dziennikarka i autorka książki „Jesteś oszustką. Syndrom, który Cię niszczy”. — Ale! Dobra wiadomość jest taka, że choć nie możemy go zupełnie uciszyć, możemy skutecznie działać pomimo jego obecności.

Badanie dowodzi, że syndrom oszusta to powszechne zjawisko, które realnie hamuje potencjał wielu specjalistów. Oswojenie tego lęku jest dziś kluczowe dla budowania pewności siebie na rynku pracy.

96% liderów otrzymuje feedback od pracowników, ale tylko 16% regularnie

Feedback to jedno z najważniejszych narzędzi służących rozwojowi biznesu i budowaniu zespołów. Najczęściej myślimy o nim jako o informacji zwrotnej dawanej pracownikom przez managera, ale feedback działający w drugą stronę jest równie istotny. Badania pokazują, że 96% liderów otrzymuje informację zwrotną od swoich zespołów. Niestety, jedynie 16% dostaje ją regularnie[1]. Skąd wynika ta dysproporcja i jak wpływa na współpracę na linii manager-pracownicy, relacje w organizacji oraz samego lidera?

Jak wskazuje 58% badanych, informacja zwrotna, której adresatami są managerowie, pojawia się najczęściej podczas spotkań zespołowych. Rzadziej w ramach formalnych ocen okresowych (36%), nieformalnych rozmów (33%) lub przy okazji podsumowań projektów (30%). Właściciele firm otrzymują feedback znacznie częściej niż dyrektorzy i kierownicy. Na niższych szczeblach aż co dziesiąty manager deklaruje, że informacja zwrotna dociera do niego raz do roku lub rzadziej[2]. Dane te pokazują, że w wielu organizacjach feedback jest jedynie doraźnym narzędziem stosowanym od czasu do czasu.

Falowy charakter feedbacku

Informacja zwrotna skierowana do lidera często pojawia się dopiero w momencie kryzysu – wtedy, gdy w zespole zaczynają się nieporozumienia, pracownicy są przemęczeni z powodu nadmiaru zadań, komunikacja nie działa, a napięcia narastają. Feedback, który ma falowy charakter, nie pozwala niestety na właściwe wykorzystanie go w rozwoju organizacji, pracowników i lidera. Jest jedynie przypadkowym i niezaplanowanym zdarzeniem, odpowiedzią na problem, nie zaś stałym elementem pracy i realnym narzędziem wspomagającym zarządzanie. Falowy charakter feedbacku powoduje również, że liderzy otrzymują sygnały z opóźnieniem – bardzo często dopiero wówczas, gdy problem jest już trudniejszy do rozwiązania – lub po zakończeniu projektu – przy okazji formalnej oceny, kiedy nie można już wprowadzić żadnych zmian.

Dlaczego manager potrzebuje regularnego feedbacku?

W roli managera bardzo ważne jest świadome zarządzanie zespołem. Dlatego regularny feedback jest tutaj kluczowy.

Manager pozbawiony regularnego feedbacku zarządza w próżni własnych założeń. Nie wie, jak jego działania naprawdę wpływają na ludzi – co wzmacnia efektywność zespołu, a co prowadzi do napięć i spadku motywacji. Oznacza to, że podejmuje decyzje, często bardzo ważne, w oparciu o niepełny obraz, bazując jedynie na własnych założeniach i intuicji – mówi Magdalena Drzewiecka, Coach biznesowy i kryzysowy, Mentor, Partner Zarządzający w Together Consulting oraz w projekcie „Prawdziwa JA”. Ma to negatywny wpływ na całą firmę i skutkuje mniejszym zaangażowaniem, wolniejszym rozwojem managerów i kulturą, w której ludzie domyślają się, co powinni zmienić, zamiast wprost o to zapytać – dodaje ekspertka.

W organizacjach, w których feedback pojawia się jedynie okazjonalnie, trudno o stabilny rozwój oraz budowanie otwartej i opartej na zaufaniu komunikacji.

Element odpowiedzialnego przywództwa

Informacja zwrotna może stać się narzędziem, które realnie wspiera liderów i ich zespoły w codziennej pracy.

O tym, że feedback jest istotny wiedzą już dziś niemal wszyscy. Problemem nie jest więc brak świadomości, ale fakt, że ograniczamy informację zwrotną do wskazówek, jakie przełożony daje pracownikowi. Tak działało to również w naszej firmie – podkreśla Martyna Miziak, HR Manager z Qpharmy, Ambasador Polish Eco-Leadership Community. – Świadomie rozpoczęliśmy proces zbierania regularnego feedbacku od zespołów i współpracowników dla managerów i traktujemy go jako stały element pracy. Bardzo liczymy na realną zmianę. Chcemy, aby liderzy szybciej reagowali na potrzeby pracowników, podejmowali trafniejsze decyzje i lepiej rozumieli, jaki wpływ mają na swoje zespoły. Pracujemy też nad samą komunikacją – aby stała się bardziej otwarta, konkretna i oparta na zaufaniu. Dziś regularna informacja zwrotna nie jest dla nas dodatkiem do zarządzania, ale jednym z jego fundamentów.

Między deklaracją a praktyką

Kulturę feedbacku deklaruje dziś co druga organizacja. Sformułowanie to możemy znaleźć w ogłoszeniach o pracę czy na stronach internetowych. Jednak, dopóki informacja zwrotna nie będzie regularnie stosowanym narzędziem działającym w obie strony, zapisy te pozostaną jedynie pustymi frazesami, a firmy nadal będą działały w atmosferze niedopowiedzeń i domysłów.

Feedback powinien być czymś regularnym, krótkim, konkretnym i osadzonym w codzienności. Brak regularności w tej kwestii to nie jest jedynie drobna luka rozwojowa, ale realny problem biznesowy. Jak bowiem osoba zarządzająca, która otrzymuje informację zwrotną tylko od przypadku do przypadku, może sama budować dojrzałą i zdrową komunikację w zespole? – tłumaczy Magdalena Drzewiecka. – Dobra informacja jest taka, że wprowadzenie regularnego feedbacku na linii zespół-manager nie wymaga wielkiej rewolucji w pracy firmy. Wystarczy konsekwencja i zmiana codziennych nawyków – podsumowuje ekspertka.

[1] Rok przywództwa 2026. Skuteczne zarządzanie w czasach sprzeczności, 2026, s. 37.

[2] Tamże.

AI w usługach: dużo wdrożeń, ale także najwięcej przerwanych projektów

Zdecydowana większość polskich firm usługowych (71%) już zakończyła pierwsze implementacje rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję albo jest w trakcie tego procesu. Jednocześnie największy odsetek ze wszystkich badanych sektorów gospodarki, bo aż 18%, zaczął pracę nad wprowadzeniem AI, po czym je przerwał. Jak pokazało badanie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – prawie co dziesiąta organizacja usługowa (9%) nie miała również żadnej strategii rozwoju sztucznej inteligencji, a tylko 44% monitorowało osiągane efekty.

Sektor usług jest najbardziej różnorodną branżą analizowaną przez EY. Obejmuje ofertę opierającą się na umiejętnościach, wiedzy, procesach oraz relacjach z klientem, co sprawia, że nie ma jednolitego modelu adopcji AI, za to jest mozaika bardzo różnych podejść i poziomów zaawansowania.

Aż 37% firm już wdrożyło pierwsze rozwiązania AI, a 34% jest w trakcie. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie w tej branży występuje najwyższy procent (18%) przerwanych działań. W przypadku handlu i przemysłu 9% badanych przedsiębiorstw zatrzymało wdrażanie, a wśród firm energetycznych oraz finansowych ten odsetek wynosi 6%.

– Największym wyzwaniem okazuje się ostatnia mila wdrożenia. O ile zbudowanie prototypu jest relatywnie proste, o tyle wdrożenie AI do codziennej pracy zespołów to 90% wysiłku. Do tego dochodzą niedoszacowane koszty utrzymania i skalowania, które szybko weryfikują początkowy entuzjazm organizacji – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, AI Technology Leader.

Strategia i wdrożenie

Dziewięć procent firm z tego sektora w ogóle nie miało strategii rozwoju AI. Żadna inna badana przez EY branża nie miała tak wysokiego odsetka. Większość (61%) respondentów odpowiedziała, że ma konkretną strategię, a 30% ją tworzyło. Pokazuje to, jak bardzo różne są punkty startowe i tempo rozwoju poszczególnych organizacji.

Spośród firm mających strategię tylko 8% twierdziło, że ich dane ustrukturyzowane i nieustrukturyzowane są dobrze przygotowane, kolejne 30% ma dobrej jakości dane ustrukturyzowane, zaś prawie ¼ przyznała, że jakość danych znacząco utrudnia ich wykorzystanie przez AI i prawie tyle samo (26%) w ogóle nie wie, jakie ma dane.

– Jeśli AI ma przynosić wartość na większą skalę, organizacje muszą wzmocnić fundamenty tej technologii – przede wszystkim działać według spójnej strategii, a także zadbać o jakość, dostępność oraz sposób zarządzania danymi, które stanowią kluczowe paliwo dla rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – dodaje Bartosz Pacuszka.

Firmy branży usługowej najsłabiej również monitorowały efekty wprowadzenia AI. Systemowo robiło to zaledwie 44%, o 10 punktów procentowych mniej niż np. handel detaliczny. Zaś 43% sprawdzało efekty AI tylko punktowo. Prawie ¼ (23%) twierdziła, że korzyści były mniejsze niż oczekiwano, a w przypadku 38% spełniły oczekiwania. Aż 16% uważało, że korzyści były znacząco słabsze. Największy efekt wdrożenie AI przyniosło w postaci zmniejszenia kosztów działania (51%), poprawy jakości usług (48%) i zwiększenia skali działalności (47%).

Usługi liderem w szkoleniach pracowników

Usługi okazały się liderem w szkoleniach – 57% zainwestowało w podnoszenie kwalifikacji wszystkich pracowników. Na drugim miejscu w tej kategorii znalazły się finanse (56%). Dodatkowo aż 61% organizacji chce w ciągu następnych 18 miesięcy dalej inwestować w ten obszar.

– Tradycyjne narzędzia szkoleniowe rzadko odzwierciedlają złożoność interakcji z klientami. Metody te nie przygotowują pracowników do radzenia sobie z różnorodnymi typami osobowości, problemami technicznymi czy emocjami. Nowoczesne szkolenia muszą z jednej strony nauczyć korzystania z AI, ale z drugiej pokazać, jak należy weryfikować jej wyniki. W usługach konieczna jest także wiedza dotycząca prywatności, ochrony danych oraz stereotypów, które są częstym problemem AI – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY, Liderka zespołu People Consulting.

W przypadku branży usługowej AI ma również przełożenie na strategie rekrutacyjne. Niemalże 1/3 firm (31%) deklarowała, że ograniczy poziom zatrudnienia na stanowiska związane z powtarzalnymi czynnościami, a 32% na niewymagające doświadczenia. Tylko 3% nie zamierzała zmieniać swoich planów. To oznacza, że wdrażana AI przejmuje przynajmniej część powtarzalnych zadań, a także obsługę klienta.

O badaniu

Badanie Jak polskie firmy wdrażają AI zrealizował na zlecenie EY przez CubeResearch. Respondentami było 499 polskich firm: 45% z sektora produkcji, 33% z sektora usług, 22% z handlu. 56% przedsiębiorstw to firmy średniej wielkości, 44% duże. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Coca-Cola HBC powierza Piotrowi Imbrzykowskiemu rozwój portfolio Premium Spirits & Beer

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie powołała Piotra Imbrzykowskiego na stanowisko Premium Spirits & Beer Business Director. Związany z organizacją od ponad 20 lat lider objął nową rolę 1 kwietnia 2026 roku. Zmiana potwierdza strategiczne podejście organizacji do rozwoju talentów i awansów wewnętrznych.

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie konsekwentnie buduje swoją przewagę konkurencyjną, inwestując w rozwój ludzi i wzmacnianie wewnętrznych ścieżek kariery. Awans Piotra Imbrzykowskiego jest naturalnym krokiem w tym kierunku i jednocześnie elementem dalszego rozwoju biznesu Premium Spirits & Beer.

Piotr to doświadczony lider komercyjny, który od lat buduje silne relacje z klientami i rozwija nasze kompetencje sprzedażowe w kluczowych kanałach. W swojej karierze wielokrotnie udowodnił, że potrafi tworzyć wysoko efektywne zespoły i skutecznie wzmacniać naszą strategię 24/7. Jego awans jest odzwierciedleniem naszego podejścia do rozwoju talentów i wspierania długofalowych ścieżek kariery w Coca-Cola HBC. Jestem przekonana, że Piotr będzie dalej wzmacniał rozwój biznesu Premium Spirits & Beer w Polsce i krajach bałtyckich – mówi Ruža Tomić, General Manager Coca-Cola HBC Polska i kraje bałtyckie.

Piotr Imbrzykowski jest związany z Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie od 2004 roku. Swoją karierę rozpoczął jako Business Developer, a następnie obejmował szereg kluczowych ról sprzedażowych i liderskich, w tym Group National Key Account Manager oraz Indirect & Fragmented Trade Manager. Przed objęciem nowej roli, pełnił funkcję Sales Managera w kanale Out of Home.

W trakcie swojej kariery zdobył szerokie doświadczenie w zarządzaniu klientami, rozwijaniu strategii sprzedaży oraz budowaniu kompetencji zespołów. Jego działania przyczyniały się do wzmacniania pozycji firmy w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

To dla mnie ogromne wyróżnienie i jednocześnie duża odpowiedzialność. Przez lata miałem okazję rozwijać się w Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie oraz pracować z wyjątkowymi zespołami, które są fundamentem naszego sukcesu. W nowej roli chcę dalej wzmacniać nasze kompetencje, przyspieszać egzekucję i rozwijać portfolio Premium Spirits & Beer w sposób, który zapewni trwały, zrównoważony wzrost – komentuje Piotr Imbrzykowski.

W nowej roli Piotr Imbrzykowski będzie odpowiadał za wspieranie rozwoju portfolio Premium Spirits & Beer 24/7 w Polsce i krajach bałtyckich. Jego priorytetem będzie dalsze budowanie silnych kompetencji zespołu oraz zwiększanie efektywności operacyjnej.

Decyzja o powierzeniu tej roli wewnętrznemu kandydatowi wpisuje się w szerszą strategię Coca-Cola HBC, w której rozwój ludzi stanowi jeden z fundamentów długoterminowego wzrostu. Firma konsekwentnie wspiera rozwój kompetencji, mobilność wewnętrzną oraz budowanie przywództwa, tworząc organizację gotową na przyszłe wyzwania rynku.

Sprzedaż Bio Planet rośnie. Spółka raportuje 117,7 mln zł przychodów od początku roku

0

Firma Bio Planet S.A. opublikowała dane sprzedażowe za kwiecień 2026 r. Spółka osiągnęła przychody na poziomie 26,7 mln zł, co oznacza wzrost o 6 % rok do roku. Kwiecień to kolejny miesiąc, w którym Bio Planet poprawia wyniki umacniając tym samym swoja pozycję na rynku.

Narastająco, po czterech miesiącach 2026 r., przychody Bio Planet S.A. osiągnęły poziom 117,7 mln zł, wobec 106,6 mln zł w analogicznym okresie 2025 r. Oznacza to wzrost o 10 % rok do roku. Spółka nie osiada na laurach i planuje dalszy rozwój oraz kolejne inwestycje.

Kwietniowy, stabilny wzrost sprzedaży oraz dwucyfrowa dynamika narastająca od początku roku pokazuję, że nasze decyzje dotyczące optymalizacji oferty przynoszą oczekiwane efekty. Widzimy również, że żywność ekologiczna na stałe wpisuje się w koszyk zakupowy konsumentów, a rynek rozwija się w sposób przewidywalny i długoterminowy. Kontynuujemy działania ukierunkowane na rozwój oferty oraz dalsze wzmacnianie relacji z partnerami handlowymi. Kolejne dobre wyniki sprzedaży oraz ambitne plany pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość zarówno nam jaki i naszym akcjonariuszom” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Spółka podkreśla, że utrzymujący się wzrost sprzedaży oraz stabilna dynamika narastająco od początku roku stanowią solidną podstawę do dalszego wzmacniania pozycji rynkowej w kolejnych miesiącach 2026 r.

Wyniki finansowe Grupy Heimstaden w pierwszym kwartale 2026 roku

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa Heimstaden zwiększyła przychody z najmu o 4,2 proc. w ujęciu like-for-like, utrzymując bardzo wysoki poziom wynajęcia na poziomie 98,7 proc. Pomimo utrzymującej się zmienności geopolitycznej, Grupa potwierdziła odporność swojego modelu biznesowego, osiągając rekordową marżę NOI. W ramach programu prywatyzacji sprzedano 634 lokale o łącznej wartości 2 609 mln SEK.

W pierwszym kwartale Heimstaden kontynuował stabilny wzrost oraz wysoką efektywność operacyjną. Wzrost czynszów przewyższający inflację oraz wysoki poziom wynajęcia przełożyły się na dalszą poprawę wyników operacyjnych. Marża NOI w ujęciu LTM osiągnęła rekordowy poziom 72,6 proc., a kwartalna marża NOI wzrosła do 70,8 proc. Solidne fundamenty operacyjne wsparły również wzrost wartości nieruchomości o 0,8 proc.

Wskaźnik LTV netto uległ dalszej poprawie i wyniósł 48,6 proc., przy jednoczesnym wzroście wskaźnika pokrycia odsetek (ICR) do poziomu 2,3x. W pierwszym kwartale Grupa wyemitowała również obligacje hybrydowe o wartości 500 mln EUR, wzmacniając strukturę finansowania i ograniczając ryzyko refinansowania w krótkim terminie.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł bardzo dobre wyniki w zakresie prywatyzacji. Na wszystkich rynkach sprzedano łącznie 634 mieszkania z premią 30,4 proc. względem wartości księgowej, co potwierdza utrzymujące się silne zainteresowanie inwestorów sektorem mieszkaniowym.

– Rozpoczęliśmy 2026 rok z dużą dynamiką. Silne fundamenty operacyjne, wzrost czynszów powyżej inflacji oraz wysoki poziom wynajęcia pozwoliły nam osiągnąć nowy rekord marży NOI – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden.

– Jesteśmy dobrze przygotowani na funkcjonowanie w obecnym, zmiennym otoczeniu rynkowym. Ograniczone potrzeby refinansowania zapewniają nam wysoką przewidywalność i odporność na krótkoterminowe wahania, a jednocześnie obserwujemy utrzymujące się, silne zainteresowanie banków finansowaniem nieruchomości mieszkaniowych, wspierane przez znaczną dostępność kapitału– dodaje Christian Fladeland, Co-CEO Heimstaden.

– W Polsce utrzymujemy stabilne wyniki operacyjne przy dynamicznym modelu biznesowym, osiągając bardzo wysoką marżę operacyjną – najwyższą spośród dotychczas raportowanych – wspartą solidnym wzrostem czynszów (4,6 proc., pomimo uwzględnienia efektu pustostanów). Przychody z najmu wyniosły 52 mln SEK, a wartość portfela, po uwzględnieniu efektu prywatyzacji, ponownie wzrosła do ok. 4,3 mld SEK. Jednocześnie aktywnie realizujemy sprzedaż – w pierwszym kwartale jej wartość wyniosła 239 mln SEK z portfela wynajmowanego. Uwzględniając również projekt Oh!Praga, był to nasz najlepszy kwartał pod względem sprzedaży mieszkań od początku procesu prywatyzacji. Równocześnie podpisaliśmy ponad 300 nowych umów najmu – podkreśla Paweł Romańczuk, Head of Asset Management & Operations w Heimstaden Poland.

Eskalacja w Zatoce Perskiej zmienia nastroje na rynkach. Drożeje ropa, rosną rentowności obligacji

Wczorajszy silny wzrost cen ropy był reakcją rynku na ponowną eskalację napięcia na Bliskim Wschodzie. Ropa Brent podrożała o około 6 proc. i zakończyła sesję w okolicach 113 dolarów za baryłkę, a od początku wojny jej cena wzrosła już o 57 proc. Wymiana ognia między USA i Iranem pokazała, jak kruchy może być obecny rozejm. Rynek uznał te wydarzenia za sygnał, że konflikt może ponownie wejść w gorącą fazę. Taka informacja działa natychmiast, a inwestorzy szybko podnoszą premię za ryzyko. To szczególnie ważne po tygodniach wzrostów cen akcji, gdy rynki częściowo ignorowały ryzyko ponownej eskalacji.

Amerykańskie wojsko odparło wczoraj ataki irańskich dronów i rakiet podczas eskortowania dwóch statków przez cieśninę Ormuz. Do eskalacji zostały wciągnięte także Zjednoczone Emiraty Arabskie, które poinformowały o przechwyceniu irańskich pocisków. Irański dron miał też wywołać duży pożar w porcie Fudżajra. Dodatkowo ZEA po raz pierwszy od rozpoczęcia rozejmu wydały alerty rakietowe dla mieszkańców. To była silna wymiana ciosów w momencie, gdy inwestorzy liczyli raczej na powolne uspokojenie sytuacji.

Spadki dotknęły także rynku akcji. Najmniej traciły spółki technologiczne, które zyskują za sprawą dobrych wyników finansowych. Nasdaq spadł o 0,19 proc., S&P 500 stracił 0,41 proc., a przemysłowy Dow Jones zniżkował o 1,13 proc. Polski rynek także odczuł skutki globalnych perturbacji, choć reakcja WIG20 była spokojna. Indeks wzrósł o 0,11 proc., co pokazuje, że lokalnie inwestorzy nie zareagowali gwałtowną wyprzedażą.

Wzrost cen ropy coraz mocniej uderza także w rynek długu. Rentowność amerykańskich obligacji 30-letnich po raz pierwszy od lipca zeszłego roku przekroczyła 5 proc. Inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko, że Fed nie tylko odłoży obniżki stóp procentowych, ale może zostać zmuszony do ponownej podwyżki. Rynek wycenia już około 70 proc. prawdopodobieństwa podwyżki stóp przez Fed w ciągu najbliższego roku, co jest dużą zmianą wobec oczekiwań sprzed rozpoczęcia konfliktu, gdy inwestorzy zakładali serię cięć. To pokazuje, że ropa przestała być wyłącznie problemem rynku surowców. Droższa energia zmienia ścieżkę inflacji, a przez to także ścieżkę stóp procentowych. W takim otoczeniu banki centralne mają coraz mniej miejsca na łagodzenie polityki, bo każda kolejna fala wzrostu cen paliw może szybko przełożyć się na oczekiwania inflacyjne.

Obecny układ jest dla rynków trudny. Amerykańskie dowództwo unikało wczoraj jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rozejm został formalnie zerwany. Iran z kolei twierdzi, że rozmowy z USA robią postępy, ale jednocześnie ostrzega Waszyngton i ZEA przed ponownym wciągnięciem w konflikt. W tej sytuacji osiągniecie przez rynki stabilizacji może być trudne. A każda kolejna informacja może zmienić wycenę ropy, akcji, obligacji i walut w ciągu kilku minut. Szczególnie, że Donald Trump przedstawił wczoraj także plan „Freedom Project”. Chodzi o pomoc w wyprowadzaniu uwięzionych statków z Zatoki Perskiej, który może być źródłem kolejnych napięć.

Głównym punktem sporu pozostaje Cieśnina Ormuz. Iran blokuje większość ruchu morskiego i uzależnia ponowne otwarcie cieśniny od zniesienia przez USA blokady irańskich portów. W takim układzie energia staje się ważnym narzędziem negocjacyjnym. To nie jest już tylko surowiec, którego cena wynika z bilansu podaży i popytu.

Obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje przedłużający się konflikt z okresowymi walkami i utrzymującymi się wysokimi cenami ropy. To scenariusz szczególnie niewygodny dla inwestorów, bo przedłuża okres silnej niepewności. Nie ma pełnoskalowej wojny, , ale nie ma też pokoju, który pozwoliłby zmniejszyć premię za ryzyko. Jest stan pośredni, w którym rynek żyje od komunikatu do komunikatu, a ceny ropy i gazu pozostają podatne na gwałtowne ruchy.

Podsumowanie europejskiego rynku IPO w I kwartale 2026 roku

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2026 r. wyniosła 4,7 mld euro (łącznie było to 12 debiutów). Aktywność w zakresie pierwotnych i wtórnych emisji akcji pokazuje, że inwestorzy nadal dysponują znacznymi zasobami kapitału, jednak rynek pozostaje trudny. Wzrost zmienności obserwowany pod koniec marca, w połączeniu z utrzymującą się niepewnością geopolityczną, może w krótkim terminie ograniczać apetyt inwestorów na nowe oferty publiczne do momentu ustabilizowania się otoczenia makroekonomicznego i politycznego – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez ekspertów PwC Polska.

Podsumowanie I kwartału 2026 r. na GPW w Warszawie

Wraz z początkiem roku 2026, na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odnotowano minimalną aktywność w zakresie ofert publicznych. Miejsce miał tylko jeden debiut na alternatywnym rynku NewConnect, gdzie zadebiutowała Farm Innovations, która prowadzi działalność w obszarze innowacyjnych technologii dla zwierząt domowych i hodowlanych. Wartość oferty wyniosła 4,7 mln zł (około 1,1 mln euro), co oznacza spadek aktywności na warszawskiej giełdzie o 99,7% w porównaniu do analogicznego okresu w 2025 roku, kiedy to przeprowadzono dwie oferty, w tym debiut Diagnostyka S.A., o łącznej wartości 1,7 mld zł (około 403 mln euro).

Mimo braku nowych debiutów na rynku głównym GPW w pierwszym kwartale, rynek uważnie śledził informacje o planowanych ofertach polskich spółek. Szczególne znaczenie ma IPO Rex Concepts  – franczyzobiorcy marek Burger King i Popeyes – które będzie pierwszym debiutem na GPW po ponad 10 miesiącach od wejścia na główny rynek GPW spółki Arlen. Spółka uplasowała pełną pulę akcji po cenie 14 zł (20% niższej od ceny maksymalnej), co przełoży się na pozyskanie ok. 448 mln zł brutto z nowej emisji.

“Należy zauważyć, że oferta była w skierowana także do inwestorów instytucjonalnych spoza Polski, w tym kwalifikowanych inwestorów z USA, natomiast do inwestorów indywidualnych trafiło jedynie 3,4% oferowanych akcji. Z jednej strony pokazuje to, że polski rynek kapitałowy pozostaje atrakcyjny dla globalnych inwestorów instytucjonalnych i jest w stanie przyciągać stosunkowo duże oferty nawet w otoczeniu podwyższonej niepewności. Z drugiej – istotna obniżka ceny względem poziomu maksymalnego oraz niski udział inwestorów indywidualnych wskazują na ostrożny apetyt. IPO Rex Concepts będzie więc ważnym testem dla całego rynku: zarówno jako sygnał powrotu większych debiutów na GPW, jak i barometr realnej gotowości inwestorów – polskich i zagranicznych – do finansowania wzrostu krajowych spółek poprzez giełdę” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych

Początek 2026 roku przyniósł umiarkowane ożywienie na europejskim rynku IPO, będące kontynuacją poprawy widocznej w drugiej połowie 2025 roku. W pierwszym kwartale inwestorzy zachowywali ostrożny optymizm, a rynki europejskie wykazały się większą odpornością niż amerykańskie. Podczas gdy indeks S&P 500 spadł o ok. 5%, europejskie indeksy pozostawały względnie stabilne, choć wzrost zmienności pod koniec marca, związany z eskalacją napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, ponownie zwiększył niepewność rynkową.

W I kwartale 2026 r. na europejskich giełdach zadebiutowało 12 spółek, które łącznie pozyskały 4,7 mld EUR, co oznacza wzrost wartości IPO o około 50% w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Aktywność była jednak silnie skoncentrowana wokół pojedynczych dużych transakcji. Największym debiutem było IPO spółki CSG o wartości 3,3 mld EUR na Euronext Amsterdam – było to największe IPO w Europie od 2022 roku oraz największa historycznie oferta w globalnym sektorze obronnym. Struktura rynku wyraźnie pokazuje przesunięcie zainteresowania inwestorów w stronę sektorów uznawanych za bardziej odporne na zmienność makroekonomiczną. Spółki z sektora przemysłowego, a zwłaszcza obronnego, odpowiadały za około 83% wartości europejskich debiutów w pierwszym kwartale, a trzy z pięciu największych IPO w Europie należały do firm z branży obronnej. Poza CSG, do największych transakcji zaliczały się debiuty  Vincorion (405 mln EUR) oraz Gabler Group (116 mln EUR) na Deutsche Börse, a także General Oceans (93 mln EUR) na Oslo Børs. To skutek silnych trendów popytowych, zwiększonych wydatków na bezpieczeństwo oraz relatywnie dobrej wyceny. Jednocześnie wielu emitentów zdecydowało się przesunąć plany debiutu na drugą połowę 2026 roku lub na rok 2027, oczekując bardziej stabilnych warunków rynkowych.

Obecnie dla globalnego rynku IPO, podobnie jak dla globalnej gospodarki, najważniejszym i podstawowym znakiem zapytania jest rozwój sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie.

“Szybka deeskalacja konfliktu mogłaby sprzyjać ponownemu otwarciu okien transakcyjnych w drugiej połowie 2026 roku, natomiast jego przedłużanie się niesie ryzyko dodatkowej presji inflacyjnej oraz negatywnego wpływu na globalny wzrost gospodarczy. Taki scenariusz byłby dla rynków kapitałowych fatalny i zahamowałby dobry, budowany od ponad roku trend wzrostowy. Warto bowiem podkreślić, że silny pipeline spółek gotowych do IPO oraz dojrzewające aktywa private equity stwarzają korzystne warunki dla rynków kapitałowych w momencie poprawy sytuacji geopolitycznej. Przesuwające się na drugą połowę i na kolejny rok plany debiutów odzwierciedlają oczekiwania emitentów i akcjonariuszy co do bardziej sprzyjającego okna rynkowego, które pozwoli zarówno na realizację ambicji wycenowych, jak i zapewni trwały, pozytywny wynik w długim okresie po debiucie” – mówi Bartosz Margol, partner, lider zespołu ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2022* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2022* r.

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2022*

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2022*

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 marca 2026 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Ropa drożeje po wymianie ognia w Cieśninie Ormuz. Rynki wracają do dolara

Po kilku tygodniach spokoju doszło do poważnej wymiany ognia. W rezultacie znowu obserwujemy powrót do dolara i wzrosty cen ropy. Sporym zaskoczeniem są zwyżki na kryptowalutach. W tle mamy też trzecią z rzędu podwyżkę stóp procentowych.

Wymiana ognia w Zatoce

Wczoraj doszło do pierwszej od dawna poważnej wymiany ognia w Zatoce Perskiej, a konkretnie w Cieśninie Ormuz i jej okolicach. Amerykanie po raz kolejny próbowali udrożnić ten szlak morski. Iran ostrzelał zarówno okręty amerykańskie, jak i statki handlowe. W odpowiedzi USA zatopiły kilka irańskich łodzi szturmowych. Jakby tego było mało, Iran przeprowadził symboliczny, ale jednak atak rakietowy na Zjednoczone Emiraty Arabskie. Z powodów ostrożnościowych przekierowano sporą część połączeń lotniczych do sąsiedniego Omanu, co tylko dalej destabilizuje sytuację. O ile atak rakietowy okazał się mało skuteczny, o tyle Iranowi udał się atak dronowy na zakłady petrochemiczne Emiratczyków. Jak nietrudno się domyślić, skoro sytuacja eskaluje, a atakowana jest infrastruktura petrochemiczna, to ropa pójdzie w górę. Wczorajszy dzień zaczynaliśmy przy cenie baryłki Brent na poziomie 108 USD, a skończyliśmy na 114 USD.

Jak reaguje reszta rynków?

Gdy trwoga, to do dolara. Amerykańska waluta umocniła się wczoraj wobec euro o około pół centa. W odwrocie był również polski złoty. Tracił on więcej względem dolara niż do euro z powodu słabości wspólnej waluty wobec amerykańskiej na rynkach światowych. Co ciekawe, wraz ze wzrostem ryzyka spada złoto, które wczoraj w szczytowym momencie potaniało około 100 USD za uncję. Dla odmiany – w górę szedł bitcoin. Jak widać, kapitał spekulacyjny szuka okazji. To z kolei sugeruje, że inwestorzy powoli zaczynają wypatrywać stóp zwrotu.

Australia podnosi stopy procentowe

Bank Rezerwy Australii został postawiony przez sytuację pod ścianą i zmuszony do podnoszenia stóp procentowych. Problemem jest oczywiście inflacja. Bank centralny jeszcze w lutym rozpoczynał cięcia, a ostatnie miało miejsce w sierpniu.  W tym czasie inflacja zaczęła istotnie rosnąć, a wojna w Zatoce Perskiej i skoki cen ropy naftowej tylko skomplikowały sytuację. Wzrost cen dotarł do poziomu 4,6% w skali rocznej. W rezultacie na trzech ostatnich posiedzeniach trzykrotnie podniesiono stopy procentowe. Rynki powoli przestają wierzyć w kontynuację tego trendu. Wczoraj po decyzji byliśmy świadkami umacniania się dolara australijskiego wobec pozostałych walut. Jeżeli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał, możemy zobaczyć kolejne podwyżki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Jak eksploatować akumulatory AGM SSB, by maksymalnie wydłużyć ich żywotność?

Żywotność niemieckiej marki akumulatorów AGM, SSB, to w przypadku niektórych modeli nawet 15 lat. Jak sprawić, aby działały tak długo i niezawodnie? Kluczowe znaczenie ma sposób ich eksploatacji. Oto kilka wskazówek, które pomogą bezpiecznie korzystać z akumulatorów AGM SSB przez wiele lat.

Krok pierwszy: dopasowanie akumulatora do urządzenia

Niemiecki producent SSB Battery ma w ofercie kilka serii produktowych. Żywotność akumulatorów AGM SSB zależy w dużym stopniu od tego, czy zostaną właściwie dopasowane do rodzaju i parametrów zasilanego urządzenia.

 

Jak zrobić to prawidłowo?

  • Seria SB/SBH to akumulatory 6 V i 12 V o wielu zastosowaniach. Nadają się do zasilaczy UPS, systemów alarmowych, urządzeń mobilnych, kas fiskalnych. Mają pojemność od 1,3 do 7 Ah. Ich żywotność wynosi 6-9 lat.
  • Seria SBL to akumulatory AGM SSB przeznaczone do pracy buforowej w dużych instalacjach: systemach UPS, bateriach centralnych, siłowniach telekomunikacyjnych, systemach zasilania rezerwowego. Mają pojemność od 7,2 do 260 Ah (akumulatory 12 V) i od 200 do 3000 Ah (ogniwa 2 V). Projektowana żywotność przy pracy buforowej to 12 lat.
  • Seria SBL HR, stworzona z myślą o zasilaniu UPS, o zwiększonej wydajności. Akumulatory są w stanie dostarczać nawet 6118 W energii w ciągu 10 minut, a ich przewidywana żywotność to 15 lat.
  • Seria SBLFT to akumulatory odpowiednie do pracy cyklicznej i buforowej. Wykorzystuje się je w 19- i 23-calowych szafach, a ich montaż jest ułatwiony dzięki specjalnym zaciskom. Mają szerokie zastosowanie: w urządzeniach medycznych, sprzęcie wojskowym i radiokomunikacyjnym, systemach alarmowych i sterowania elektronicznego, zasilania gwarantowanego, oświetlenia awaryjnego i specjalnego. Ich żywotność to nawet 12 lat.

Krok drugi: bezpieczne użytkowanie akumulatorów AGM SSB

Akumulatory typu AGM określa się jako bezobsługowe. Nie wymagają uzupełniania elektrolitu ani kontrolowania jego poziomu. Nie oznacza to jednak, że nie trzeba zwracać uwagi na sposób ich użytkowania.

 

Tego typu akumulatorom szkodzą przede wszystkim skrajnie wysokie i niskie temperatury, przeładowanie i głębokie rozładowanie. Przy nieprawidłowej eksploatacji ich żywotność może okazać się znacznie krótsza od deklarowanej przez producenta. Aby działały jak najdłużej, warto pamiętać o:

  • Stabilnej temperaturze otoczenia – optymalne warunki do pracy akumulatorów AGM SSB to 15-20 stopni. Należy unikać umieszczania akumulatora w pełnym słońcu. W wydłużeniu żywotności pomoże także zapewnienie wentylacji – wówczas urządzenie nie będzie się przegrzewać.
  • Optymalnych parametrach ładowania – przeładowania można uniknąć dzięki stosowaniu ładowarek z kontrolą napięcia, przeznaczonych do akumulatorów AGM. Podłączanie akumulatora do zasilania, gdy poziom naładowania wynosi ok. 50%, pozwoli chronić go przed głębokim rozładowaniem.
  • Pracy w odpowiedniej pozycji – umieszczenie akumulatora w pozycji pionowej pomaga chronić zawory przed degradacją.

 

Równie ważna jest regularna kontrola parametrów i stanu akumulatorów AGM SSB. Dzięki temu można szybko wykryć ewentualne nieprawidłowości i uniknąć poważnych problemów.

 

Poznaj pełną ofertę akumulatorów AGM SSB na https://wamtechnik.pl/ 

 

FISH w Warszawskiej Szkole Filmowej. Nowe studia dla twórców ery AI i multimediów

Warszawska Szkoła Filmowa uruchamia Filmowe Interdyscyplinarne Studia Humanistyczne (FISH), nowy kierunek studiów dla osób, które chcą rozwijać się na styku filmu, gier, nowych mediów, storytellingu i technologii. To propozycja dla kandydatów, którzy nie chcą zbyt wcześnie zamykać się w jednej specjalizacji, lecz chcą zdobywać kompetencje potrzebne do tworzenia i realizowania projektów audiowizualnych w różnych mediach. Kierunek łączy edukację twórczą z praktycznym przygotowaniem do pracy w środowisku, w którym rośnie znaczenie ról hybrydowych, interdyscyplinarności i narzędzi AI.

FISH wyróżnia się na tle klasycznych kierunków filmowych. Zamiast wymuszać wczesny wybór specjalizacji, przez pierwsze dwa lata studiów daje studentom możliwość poznania różnych form, narzędzi i języków opowiadania historii: od filmu, przez media cyfrowe, po narracje interaktywne i projekty gamingowe. Dopiero na trzecim roku studenci świadomie wybierają swoją dalszą ścieżkę twórczą i zawodową.

Stworzyliśmy kierunek, który odpowiada na to, jak dziś naprawdę wygląda praca w branżach kreatywnych. Twórcy coraz rzadziej funkcjonują w ramach jednego medium, a coraz częściej łączą film, internet, gry i nowe technologie. FISH daje przestrzeń, by najpierw poznać te obszary, sprawdzić się w nich i zrozumieć ich specyfikę, a dopiero potem świadomie wybrać własną drogę – mówi Maciej Ślesicki, kanclerz Warszawskiej Szkoły Filmowej i współtwórca kierunku.

Edukacja dopasowana do realiów rynku

Branże kreatywne przechodzą dziś dynamiczną transformację. Coraz większe znaczenie mają projekty realizowane na styku filmu, gier, mediów cyfrowych i nowych technologii, a także umiejętność tworzenia opowieści w różnych formatach i dla różnych kanałów dystrybucji. FISH przygotowuje studentów do pracy właśnie w takim środowisku.

Program studiów kładzie nacisk nie tylko na rozwój warsztatu twórczego, ale także na elastyczność, pracę projektową, współpracę interdyscyplinarną i świadome poruszanie się między różnymi mediami. Absolwenci będą przygotowani do pracy m.in. przy produkcji filmowej, tworzeniu gier, projektach digitalowych, komunikacji wizualnej i rozwijaniu formatów przeznaczonych do internetu oraz platform streamingowych.

AI jako narzędzie, nie zastępstwo

Jednym z istotnych elementów programu jest świadome wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie twórczym. W FISH AI traktowana jest jako narzędzie wspierające pracę nad pomysłem, research, rozwój koncepcji i przygotowanie projektu, a nie jako substytut ludzkiej kreatywności, wrażliwości i odpowiedzialności twórczej.

Technologia zmienia warsztat pracy twórców i będzie wpływać na kolejne etapy procesu kreatywnego. Nie zastąpi jednak wyobraźni, wrażliwości ani umiejętności budowania opowieści. Dlatego uczymy nie tylko korzystania z narzędzi AI, ale także rozumienia ich ograniczeń, konsekwencji i odpowiedzialnego zastosowania – podkreśla Maciej Ślesicki.

Twórczość to także odporność psychiczna

Jednym z wyróżników kierunku jest uwzględnienie psychologii twórczości oraz dobrostanu psychicznego w procesie kształcenia. Program obejmuje pracę nad blokadami twórczymi, odpornością na krytykę i stresem, a także przygotowuje studentów do funkcjonowania w wymagającym i często niestabilnym środowisku branż kreatywnych.

Takie podejście ma wspierać studentów nie tylko w rozwoju kompetencji zawodowych, ale również w budowaniu dojrzałości twórczej, samoświadomości i długofalowej gotowości do pracy w zawodach kreatywnych.

Kompetencje na rynek, który się zmienia

AI zmienia narzędzia pracy, ale nie znosi potrzeby twórczego myślenia, wrażliwości i umiejętności budowania opowieści. Analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że na wpływ AI szczególnie narażone są zawody oparte na pracy poznawczej i informacyjnej. Z kolei dane przywoływane przez PARP wskazują, że w warunkach niskiego bezrobocia o pozycji kandydatów coraz częściej decydować będzie nie sam dyplom, lecz jakość, elastyczność i praktyczny zakres kompetencji. Podobne trendy widać także w analizach rynku amerykańskiego, gdzie rośnie presja AI na część zawodów umysłowych i kreatywnych. FISH kształci właśnie takich wszechstronnych twórców: osoby, które rozumieją fundamenty pracy kreatywnej, potrafią łączyć je z technologią i świadomie korzystać z nowych narzędzi w zmieniającym się środowisku zawodowym.

Naturalna ścieżka rozwoju

FISH odpowiada na potrzeby kandydatów, którzy chcą rozwijać się na styku filmu, gier i nowych mediów, ale nie chcą zbyt wcześnie zamykać się w jednej specjalizacji. Idea kierunku opiera się na prostym założeniu: najpierw poznać różne obszary twórczości, a dopiero potem świadomie wybrać własną drogę.

Naturalnym punktem wejścia do tego świata może być także Liceum Filmowe i Kreacji Gier Wideo, działające w ekosystemie Warszawskiej Szkoły Filmowej. Uczniowie już na etapie szkoły średniej zdobywają pierwsze doświadczenia projektowe, rozwijają portfolio i poznają praktyczny wymiar pracy twórczej.

Chcemy pokazać młodym ludziom, że film, gry i multimedia mogą być nie tylko pasją, ale także świadomie wybraną drogą zawodową – mówi Agnieszka Kowalczyk-Marzec, dyrektor Liceum Filmowego i Kreacji Gier Wideo.

Kupujesz używane Audi lub BMW? Dane CARFAX pokazują wysokie ryzyko ukrytych problemów

Transparentność polskiego wtórnego rynku motoryzacyjnego pozostawia wiele do życzenia. Nowe badanie CARFAX pokazuje niepokojący trend – trzech na czterech Polaków, którzy sprawdzili historię używanego auta i odkryli w niej szkody, nie zostało o nich wcześniej poinformowanych przez sprzedającego. Może to być szczególnie problematyczne w segmencie premium: w przypadku marek takich jak Audi czy BMW odsetek pojazdów obciążonych czynnikami ryzyka przekracza odpowiednio 90 i 80 proc.

Aż 74 proc. Polaków, którzy w marcu i kwietniu tego roku przed zakupem używanego auta sprawdziło jego historię w bazie CARFAX i znalazło w niej informacje o szkodach, nie zostało o nich wcześniej poinformowanych przez sprzedającego. Baza CARFAX zawiera dane o ponad 21 mln używanych samochodów zarejestrowanych w Polsce. W minionym roku wśród aut sprawdzanych przez użytkowników CARFAX  63 proc. miało w swojej historii odnotowane uszkodzenia, a 84 proc. różne ryzykowne czynniki (np. nietypowe wskazania licznika czy niespójność w historii importu).

Raporty z początku roku jednoznacznie wskazują na wyraźny spadek wolumenu transakcji i liczby pierwszych rejestracji aut używanych z importu. Mieliśmy do czynienia z rynkowym ochłodzeniem (dopiero w marcu widać lekkie ożywienie), które przekłada się na wydłużony czas rotacji aut i zamrożenie kapitału np. w komisach. W warunkach niskiego popytu presja na maksymalizację marży z każdego sprzedanego egzemplarza rośnie. Ukrywanie wad staje się dla wielu sprzedawców zimno kalkulowaną strategią na utrzymanie rentowności – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Zwracam przy tym uwagę na nowy czynnik, który wkrótce może zmienić sytuację konsumentów, czyli rosnący import aut używanych z Chin. Między innymi hermetyczność tamtejszego sektora motoryzacyjnego i odmienne regulacje prawne sprawiają, że weryfikacja historii serwisowej czy faktu wystąpienia szkody w aucie z tego kierunku są dla europejskiego konsumenta mocno utrudnione. 

Dla nieuczciwych importerów to okazja do sprowadzania uszkodzonych pojazdów i wprowadzania ich na polski rynek bez śladu w ogólnodostępnych rejestrach. Wymaga to od kupujących zmiany postępowania, a może i preferencji bezpieczeństwa ponad atrakcyjną cenę. Deklaracje sprzedawców nie powinny być traktowane jako wystarczające zwłaszcza jeśli import dotyczy kierunku, z którego pozyskanie wiarygodnych danych jest mocno utrudnione. Jeśli już jednak decyzja o zakupie auta używanego z Chin jest tą, którą kupujący zamierza podjąć, najlepszym koniecznym zabezpieczeniem transakcji staje się niezależny, fizyczny audyt stanu technicznego i blacharskiego pojazdu przeprowadzony przed podpisaniem umowy.

Najbardziej ryzykowne są marki premium

Analiza danych CARFAX na temat polskiego rynku aut używanych  pod kątem konkretnych marek wskazuje, że najwyższe miejsca wśród aut najmocniej obciążonych ryzykami zajmują te z segmentu premium:

Odsetek aut obciążonych ryzykami Odsetek aut dotkniętych uszkodzeniami Odsetek egzemplarzy importowanych
Audi 91 proc. 48 proc. 83 proc.
BMW 88 proc. 54 proc. 74 proc.
Ford 86 proc. 47 proc. 70 proc.
Opel 85 proc. 42 proc. 70 proc.
Volkswagen 85 proc. 39 proc. 73 proc.

Portret polskiego auta: 15 lat i ponad 3 właścicieli

Najchętniej wybieraną przez Polaków marką na rynku wtórnym jest Volkswagen (10 proc.), kolejne miejsca należą do Opla (8 proc.) oraz Forda (7 proc.). Wysokie pozycje Audi i BMW (łącznie 13 proc.) w zestawieniu z ich wysokim wskaźnikiem ryzyka potwierdzają, że to właśnie kupujący te marki powinni zachować najwyższą czujność.

W 2025 roku w Polsce właścicieli zmieniło ok. 3,5 mln używanych samochodów. Statystyczny egzemplarz miał 15 lat i przeszedł przez ręce średnio 3,6 właścicieli. Kluczowym czynnikiem wpływającym na niejasną przeszłość aut jest import. Aż 72 proc. tych aut trafiło do Polski z zagranicy, co może utrudniać weryfikację historii serwisowej bez dostępu do międzynarodowych baz danych. 

Powyższe dane jasno wskazują, że sprawdzenie historii używanego samochodu w bazach danych takich jak CARFAX, odbycie jazdy próbnej i wizyta w niezależnym warsztacie w celu przeprowadzenia kompleksowej inspekcji, mogą znacząco zmniejszyć ryzyko zakupu wadliwego pojazdu. Czynności te należy wykonywać za każdym razem przed zakupem używanego samochodu. 

PZFD: Deweloperzy mieszkaniowi z marżą netto na poziomie 17,1% w 2025 roku

Większość deweloperskich spółek mieszkaniowych notowanych na GPW opublikowała już wyniki finansowe za 2025 rok. Z analizy raportów wynika, że średnia marża netto największych firm z sektora wyniosła 17,1 proc. To poziom zbliżony do średniej z ostatniej dekady oraz zgodny z oczekiwaniami banków finansujących inwestycje mieszkaniowe.

Dane finansowe opublikowane przez największe spółki deweloperskie notowane na GPW pokazują, że rentowność branży mieszkaniowej pozostaje stabilna. Średnia marża netto za 2025 rok wyniosła 17,1 proc., wobec 16,1 proc. rok wcześniej. Średnia z ostatnich 10 lat kształtuje się na poziomie około 16,2 proc.

Polski Związek Firm Deweloperskich zwraca uwagę, że właśnie marża netto jest właściwym wskaźnikiem do oceny faktycznej rentowności przedsiębiorstw. Uwzględnia ona bowiem nie tylko wynik na sprzedaży, ale także koszty finansowania, podatki, koszty sprzedaży, administracji, obsługi działalności oraz ryzyka związane z kilkuletnim procesem inwestycyjnym.

– W debacie publicznej często pojawiają się wysokie wartości marż brutto, które bywają błędnie utożsamiane z końcowym zyskiem dewelopera. Tymczasem marża brutto i marża netto to dwa różne wskaźniki. Marża brutto pokazuje wynik na sprzedaży, ale nie uwzględnia pełnych kosztów prowadzenia działalności. Dopiero marża netto pokazuje realną rentowność przedsiębiorstwa. Dane za 2025 rok potwierdzają, że średnia rentowność największych deweloperów mieszkaniowych utrzymuje się na poziomie kilkunastu procent, zbliżonym do średniej z ostatniej dekady – mówi Patryk Kozierkiewicz, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Poziom marży netto odnotowany w 2025 roku jest również spójny z praktyką instytucji finansujących projekty mieszkaniowe. Banki oceniają inwestycje nie tylko przez pryzmat potencjalnego zysku, ale także ryzyka realizacyjnego, poziomu wkładu własnego, lokalizacji, harmonogramu sprzedaży, przedsprzedaży oraz odporności projektu na wzrost kosztów.

– Z perspektywy banków finansujących inwestycje mieszkaniowe minimalna oczekiwana marża na projekcie wynosi obecnie najczęściej około 15 proc. Preferowany poziom to około 18 proc. Wyjątkowo, przy bardzo wysokim wkładzie własnym inwestora, atrakcyjnej lokalizacji projektu oraz wysokim poziomie przedsprzedaży, bank może zaakceptować rentowność na poziomie około 10 proc., ale są to sytuacje rzadkie i dotyczą zazwyczaj największych, najbardziej doświadczonych podmiotów. Warto natomiast podkreślić, że dzięki długotrwałej stabilizacji otoczenia rynkowego banki coraz częściej finansują zakupy gruntów, co jeszcze niedawno było dla inwestorów praktycznie niedostępne – wskazuje Iwona Załuska, partner w Upper Finance Group.

Działalność deweloperska jest procesem kapitałochłonnym i rozłożonym w czasie. Od zakupu gruntu, przez projektowanie, procedury administracyjne, finansowanie, budowę, sprzedaż lokali i rozliczenie inwestycji mija często od kilku do kilkunastu kwartałów. W tym okresie firmy ponoszą ryzyka związane ze zmianą kosztów wykonawstwa, cen materiałów, dostępnością finansowania, tempem sprzedaży, zmianami regulacyjnymi oraz przewlekłością procedur administracyjnych.

– Rentowność netto na poziomie około 16–17 proc. należy oceniać w kontekście całego cyklu inwestycyjnego, a nie jako prosty udział zysku w cenie mieszkania. Jest to poziom pozwalający utrzymać zdolność do realizacji kolejnych projektów, pozyskiwania finansowania i zapewniania stabilnej podaży nowych mieszkań – tłumaczy Bartosz Guss, dyrektor generalny PZFD.

Kasynowe eldorado nad Wisłą. Ponad 6 tysięcy nielegalnych kasyn na jedno legalne

Ponad 6 100 aktywnych nielegalnych stron oferujących gry kasynowe jest dostępnych dla polskich użytkowników – przy zaledwie jednym legalnym kasynie online. Dane zebrane przez Stowarzyszenie Graj Legalnie pokazują skalę zjawiska, która – zdaniem ekspertów – wymyka się spod kontroli i podważa skuteczność obecnego modelu regulacyjnego. To oznacza, że znaczna część rynku funkcjonuje dziś poza realnym nadzorem państwa.

– Na jedną legalnie działającą platformę kasyna online przypada dziś ponad sześć tysięcy nielegalnych serwisów. To nie jest już luka w systemie – to dowód na jego nieskuteczność. Mówimy o rynku, na którym Polacy w ciągu jednego roku wpłacili około 15 miliardów złotych do nielegalnych operatorów. To są środki, które w praktyce wypływają poza Polskę i są poza jakąkolwiek kontrolą – często do podmiotów zarejestrowanych w rajach regulacyjnych, ale realnie powiązane z kapitałem rosyjskim – mówi Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia Graj Legalnie.

Nielegalne podmioty działają na terenie Polski poza jakąkolwiek kontrolą polskich służb.

– Problem dotyczy ponad 3 milionów użytkowników w Polsce, którzy korzystają z tych serwisów poza jakąkolwiek ochroną państwa. To oznacza nie tylko ryzyko utraty pieniędzy i danych, ale również poważne zagrożenia systemowe – w tym ryzyko prania pieniędzy oraz potencjalnego finansowania działalności przestępczej czy terrorystycznej. Jeżeli zestawimy to z rynkiem zakładów wzajemnych, gdzie funkcjonuje model licencyjny, widzimy zupełnie inną skalę – około 200 nielegalnych stron na jednego legalnego operatora. To pokazuje jedną rzecz – tam gdzie działa model licencyjny, szara strefa jest realnie mniejsza. – dodaje.

Z przeprowadzonych analiz wynika, że na rynku kasyn online funkcjonuje ponad 6 100 nielegalnych domen, podczas gdy działa tylko jedna legalna platforma. To oznacza, że przeciętny użytkownik ma dziś wielokrotnie większy dostęp do nielegalnej oferty niż do legalnej. W segmencie zakładów wzajemnych istnieje ponad 3 500 nielegalnych stron wobec 17 legalnych operatorów.

– Zestawienie tych danych pokazuje wyraźnie, że obecny model monopolu w obszarze kasyn online sprzyja rozwojowi szarej strefy w sposób nieporównywalnie większy niż system licencyjny. Różnica jest blisko trzydziestokrotna – podkreśla Zdzisław Kostrubała.

Jak wskazuje Stowarzyszenie, problemem nie jest wyłącznie liczba nielegalnych podmiotów, ale również ich realna dostępność. Tysiące stron pozostaje dostępnych dla użytkowników w Polsce mimo istnienia rejestru domen zakazanych.

– Mamy do czynienia z sytuacją, w której narzędzia państwa istnieją, ale nie zapewniają skutecznej ochrony rynku. System blokowania nie nadąża za rzeczywistością cyfrową, a użytkownicy mają w praktyce nieograniczony dostęp do nielegalnych serwisów – wskazuje Zdzisław Kostrubała.

Analizy Graj Legalnie pokazują również, że operatorzy działający poza systemem korzystają z powszechnie dostępnych metod płatności, takich jak BLIK, karty płatnicze, Revolut, portfele cyfrowe czy kryptowaluty. Oznacza to, że użytkownik może zasilić nielegalne kasyno w kilka sekund, korzystając z tych samych narzędzi co w legalnej gospodarce.

– Fakt, że jedna z najpopularniejszych metod płatności w Polsce jest wykorzystywana w nielegalnych serwisach hazardowych, rodzi poważne pytania o skuteczność obecnych mechanizmów kontrolnych – zaznacza Zdzisław Kostrubała.

Do materiału przekazanego Ministerstwu Finansów Stowarzyszenie dołączyło szczegółowe zestawienie domen funkcjonujących poza systemem prawnym. Lista obejmuje tysiące adresów działających w wielu wariantach, co pozwala operatorom na omijanie blokad i utrzymywanie stałej dostępności dla użytkowników.

– Nie mówimy już o problemie branżowym, lecz o realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa konsumentów i stabilności państwa. Bez pilnych, systemowych zmian skala szarej strefy będzie dalej rosła – podsumowuje Zdzisław Kostrubała.

Wiele krajów europejskich odeszła od modelu monopolu w kierunku systemu licencyjnego, które pozwalają skutecznie kontrolować rynek i ograniczają szarą strefę. Polska pozostaje jednym z nielicznych wyjątków w tym obszarze.

Paweł Turek partnerem w kancelarii DLA Piper

0

Paweł Turek został awansowany na stanowisko partnera w warszawskim zespole Finance kancelarii DLA Piper. Awans stanowi element dalszego wzmocnienia praktyki finansowej kancelarii w Polsce oraz konsekwentnej rozbudowy zespołu w kluczowych obszarach doradztwa dla sektora bankowego i finansowego.

Paweł Turek jest radcą prawnym specjalizującym się w transakcjach finansowania. Doradza bankom, instytucjom finansowym, kredytobiorcom, podmiotom inicjującym przy złożonych i skomplikowanych projektach lokalnych i wielojurysdykcyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem finansowania strukturyzowanego.

Posiada bogate doświadczenie w projektowaniu i wdrażaniu struktur sekurytyzacyjnych, w tym przy największych transakcjach na polskim rynku, co czyni go jednym z kluczowych ekspertów kancelarii w tym obszarze. Brał udział w pierwszych na rynku polskim transakcjach sekurytyzacyjnych spełniających kryteria STS. Reprezentował klientów w projektach true sale, finansowaniach dotyczących budowy portfeli wierzytelności oraz sekurytyzacjach syntetycznych. Dotyczyły one różnorodnych aktywów, w tym pożyczek konsumenckich, pożyczek (kredytów) korporacyjnych, pożyczek samochodowych, leasingów, pożyczek BNPL, MCA czy wierzytelności handlowych.

Jego kompetencje potwierdzają liczne rekomendacje w międzynarodowych rankingach prawniczych, w tym Legal 500 EMEA oraz IFLR1000.

Awans Pawła na partnera jest wyrazem uznania dla jego doświadczenia oraz wkładu w realizację projektów dla naszych klientów, a także odpowiedzią na rosnące wymagania rynku w zakresie doradztwa przy złożonych transakcjach finansowych, w szczególności w obszarze sekurytyzacji – mówi Mariusz Hyla, partner, szef praktyki Finance w DLA Piper.

Gratulujemy Pawłowi tego awansu i doceniamy jego dotychczasowe osiągnięcia, w szczególności wkład w realizację wymagających projektów finansowych oraz rozwój specjalistycznych kompetencji zespołu. Jesteśmy przekonani, że w nowej roli będzie dalej umacniał swoją pozycję jako eksperta oraz wspierał budowanie silnej praktyki Finance w Polsce i w ramach naszej globalnej platformy – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający kancelarią DLA Piper w Polsce.

Nominacja na stanowisko partnera w DLA Piper to dla mnie duże wyróżnienie oraz ważny moment w mojej karierze zawodowej. Rynek finansowy, w tym obszar sekurytyzacji, dynamicznie się rozwija, a klienci coraz częściej oczekują doradztwa łączącego kompetencje lokalne z globalnym spojrzeniem. Cieszę się, że będę mógł wspierać ich w ramach tak zintegrowanej i międzynarodowej platformy – komentuje Paweł Turek.

Entuzjazm wobec AI słabnie. Tylko 7% MŚP czuje się gotowych do wdrożenia rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji

Tylko 7% polskich MŚP wysoko lub bardzo wysoko ocenia swoje przygotowanie do wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, wynika z najnowszego Barometru AI na I półrocze 2026 roku, realizowanego przez EFL. To wyraźna zmiana wobec poprzedniego pomiaru, kiedy wysoką samoocenę deklarowała prawie co czwarta firma. Połowa badanych ocenia swoje kompetencje jako umiarkowane, a 43% jako niskie. To pokazuje, że polskie firmy wychodzą z fazy entuzjazmu i coraz częściej patrzą na sztuczną inteligencję przez pryzmat realnych kompetencji, zasobów i praktycznych wdrożeń. Zdecydowana większość MŚP nadal rozwija AI własnymi siłami, robi tak 97% firm.

– Najnowsze wyniki Barometru AI pokazują, że polskie MŚP zaczynają patrzeć na sztuczną inteligencję bardziej realnie. Jeszcze kilka miesięcy temu część firm deklarowała gotowość do AI przez pryzmat zainteresowania technologią, pierwszych testów lub przekonania, że trzeba być na czasie. Dziś ta samoocena osadza się w konkretnych realiach biznesowych. Przedsiębiorcy coraz lepiej rozumieją, że wdrożenie AI to nie tylko dostęp do narzędzia, ale przede wszystkim warunki konieczne: dane, procesy, ludzie, bezpieczeństwo i umiejętność mierzenia efektów. Dlatego spadek wysokich ocen nie musi oznaczać cofnięcia się rynku. Może być bardziej sygnałem jego dojrzewania. Firmy deklarują mniej, ponieważ zaczynają mierzyć się z realiami wdrożeń: jaki jest punkt startu, co potrafią zrobić sami, gdzie potrzebują ekspertów i jak wykorzystać AI bez nadmiernej rewolucji w codziennym biznesie – mówi Paweł Bojko, wiceprezes EFL.

Mniej pewności, więcej realizmu

Z najnowszego Barometru AI na I półrocze 2026 roku wynika, że wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji deklaruje 7% przedsiębiorstw. To wyraźny spadek wobec poprzedniego pomiaru, w którym wysokie przygotowanie deklarowało trzykrotnie więcej badanych (24%).

Jednocześnie 43% firm ocenia swoje przygotowanie jako niskie lub bardzo niskie. To nieco mniej niż pół roku temu, kiedy taki poziom wskazywało 46% badanych. Największą grupę stanowią dziś przedsiębiorstwa, które określają swoją gotowość jako umiarkowaną, tak odpowiedziało 50% respondentów.

Podobnie jak w poprzednim pomiarze, najwyższą samoocenę mają średnie przedsiębiorstwa. W tej grupie 13% firm ocenia swoje przygotowanie do AI jako wysokie lub bardzo wysokie. W mikroprzedsiębiorstwach wysoką gotowość wskazuje tylko 3% badanych, a aż 51% z nich ocenia swoje przygotowanie jako niskie lub bardzo niskie. W małych firmach pozytywne odpowiedzi są częstsze niż w mikrofirmach, ale nadal dotyczą niewielkiej grupy, łącznie ok. 7% badanych.

Marketing trzyma poziom, ICT mocno ostrożniejsze

W podziale branżowym najwyżej swoją gotowość do AI nadal ocenia sektor kreatywny i marketing. 32% firm z tej branży wskazuje wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania. To jednak także wynik niższy niż w poprzednim pomiarze, kiedy pozytywną samoocenę deklarowało 47% przedsiębiorstw z tego sektora.

Największą zmianę widać w ICT. W poprzednim pomiarze wysokie przygotowanie deklarowało 40% firm technologicznych, obecnie pozytywne oceny spadły do 9%. To może oznaczać, że firmy z największym doświadczeniem w pracy z technologią zaczynają bardziej krytycznie oceniać własną gotowość do wdrożeń AI.

Szczególnie nisko oceniają się firmy z przemysłu wytwórczego i przetwórczego oraz sektora zdrowia i opieki społecznej. W obu tych branżach nie odnotowano odpowiedzi wskazujących na wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania do wykorzystania AI.

AI najczęściej robimy sami

Mimo ostrożniejszej samooceny, firmy nie rezygnują z wdrożeń. Z Barometru AI wynika, że działania związane z rozwojem sztucznej inteligencji są realizowane przede wszystkim własnymi siłami. Taką odpowiedź wskazało aż 97% badanych MŚP. To znaczący wzrost wobec poprzedniego pomiaru, kiedy projekty AI własnymi zasobami realizowało 70% firm. Model samodzielnego wdrażania jest dziś dominujący niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa.

Średnie firmy znacznie częściej współpracują z niezależnymi ekspertami, robi to 80% z nich. W małych przedsiębiorstwach taką współpracę deklaruje 33%, a w mikrofirmach 11%. Ogółem z niezależnymi ekspertami współpracuje 37% MŚP. To wynik taki sam jak pół roku temu, ale przy zdecydowanie większym udziale firm działających samodzielnie.

– Dominacja własnych zasobów pokazuje, że AI bardzo szybko staje się częścią codziennego działania firm, a nie wyłącznie projektem zlecanym na zewnątrz. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo oznacza, że przedsiębiorcy próbują budować kompetencje wewnątrz organizacji. Z drugiej strony, przy tak niskiej samoocenie gotowości, może to rodzić ryzyko wdrożeń fragmentarycznych, bez szerszego planu, zabezpieczeń i mierników efektywności. Dlatego kluczowe będzie dziś nie samo zainteresowanie AI, ale umiejętność połączenia samodzielności z mądrym wsparciem zewnętrznym tam, gdzie firma nie ma jeszcze wystarczających kompetencji – dodaje Paweł Bojko z EFL.

ORLEN i Equinor uruchomili wydobycie gazu ze złoża Eirin na Morzu Północnym

0

ORLEN Upstream Norway i Equinor uruchomili eksploatację z nowego złoża na Morzu Północnym. W szczytowym okresie produkcji, Eirin będzie dostarczać ORLEN 270 mln m sześc. gazu zimnego rocznie. Wydobycie prowadzone jest za pomocą instalacji zasilanych elektrycznością z odnawialnych źródeł energii.

– Gaz wydobywany na Norweskim Szelfie Kontynentalnym jest kluczowy dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Europy i Polski. Nasza obecność w Norwegii ma charakter strategiczny i długofalowy. Uruchomienie produkcji ze złoża Eirin wzmacnia pozycję ORLEN w regionie oraz potwierdza determinację i skuteczność w realizacji inwestycji, które rozwijają potencjał wydobywczy Szelfu. Gaz, który wydobywamy z Eirin, już płynie do Polski, wzmacniając gwarancję niezawodności dostaw dla klientów ORLEN, pomimo napiętej sytuacji międzynarodowej – powiedział Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Złoże Eirin zlokalizowane jest na Morzu Północnym, ok. 250 km na zachód od Stavanger. Jego zasoby wynoszą 27,6 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym 3 mld m sześc. gazu ziemnego. ORLEN Upstream Norway posiada 41,3 proc. udziałów w złożu, co oznacza, że zasoby Eirin przypadające na spółkę to prawie 11,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy, w tym ponad 1,2 miliarda metrów sześciennych gazu. Pozostałe udziały należą do Equinor, który jest operatorem koncesji.

Zgodnie z zaakceptowanym w styczniu 2024 roku planem zagospodarowania, odwiert produkcyjny na Eirin został podłączony platformy na pobliskim złożu Gina Krog, w którym ORLEN Upstream Norway również jest udziałowcem.

– Wykorzystanie istniejącej infrastruktury to w tym przypadku nie tyko mniejszy koszt i krótszy czas inwestycji, ale również dodatkowe wolumeny gazu. Zgodnie z przewidywaniami operatora, dzięki podłączeniu Eirin, będziemy mogli wydłużyć okres eksploatacji Gina Krog o siedem lat, a tym samym zwiększyć stopień sczerpania tego złoża. Pozwoli to na wydobycie dodatkowych 9,6 mln baryłek ekwiwalentu, z czego 4 miliony baryłek dla ORLEN. To doskonały przykład naszej efektywności w zarządzaniu portfelem aktywów w celu maksymalizacji jego wartości – powiedział Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Wydobycia.

Eksploatacja Eirin poprzez platformę Gina Krog oznacza, że produkcja z nowego złoża zasilana jest energią pochodzącą przede wszystkim ze źródeł odnawialnych. Od 2023 r. Gina Krog jest połączona podmorskim kablem elektrycznym z lądem, gdzie ok. 90 proc. elektryczności wytwarzana jest w elektrowniach wodnych a kolejne 8 proc. – wiatrowych. W efekcie emisje związane z wydobyciem z Eirin będą wynosić jedynie 3 kilogramy CO2 na baryłkę ekwiwalentu ropy. To zdecydowanie mniej niż średnia dla całego Norweskiego Szelfu Kontynentalnego – 6,7 kg – i średnia światowa, wynosząca ok. 16 kilogramów CO2 na baryłkę (dane za Offshore Norge Climate and Environmental Report 2025).

Gaz produkowany z Eirin i Gina Krog jest przesyłany do kompleksu platform na złożu Sleipner, w którym ORLEN ma również udziały. Tam surowiec jest dostosowany do parametrów handlowych, a następnie kierowany do punktu wyjścia w Nybro łączącego norweski system przesyłowy z duńskim. Stąd gaz jest przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

ORLEN Upstream Norway i Equinor zakładają, że w sąsiedztwie Gina Krog i Eirin mogą znajdować się dodatkowe zasoby węglowodorów. Dlatego w kolejnych latach planują prowadzić na tym obszarem dalsze prace poszukiwawcze.

Europa a sztuczna inteligencja – paradoksy, wyzwania i szanse

Raport „The State of AI in Europe: The Invisible AI Giant” bardzo trafnie pokazuje, że Europa nie ma problemu z potencjałem – ma problem z jego wykorzystaniem i skalowaniem. Te trzy paradoksy są dziś kluczowe dla zrozumienia pozycji kontynentu w globalnym wyścigu AI.

Paradoks talentu

Europa rzeczywiście dysponuje jednym z największych zasobów kompetencji na świecie – ponad 325 tys. specjalistów AI oraz znaczącym udziałem w globalnej nauce (w tym czołowi, najczęściej cytowani badacze). Jednocześnie dane OECD i McKinsey & Company pokazują, że najbardziej produktywne zespoły badawcze i wdrożeniowe koncentrują się w USA, gdzie trafia znacząca część europejskich talentów. To nie tylko klasyczny „brain drain”, ale coraz częściej „value drain” – odpływ wartości dodanej, patentów i komercjalizacji.

Paradoks użycia

Europa jest jednym z największych rynków konsumenckich dla AI – szacunkowo ponad 130 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Jednak dominujące modele, platformy i infrastruktura należą głównie do firm amerykańskich i chińskich. Oznacza to, że – jak wskazują analizy World Economic Forum – Europa importuje technologię, zamiast eksportować jej standardy, oddając jednocześnie kontrolę nad danymi, regulacjami operacyjnymi i strumieniami przychodów.

Paradoks startupów

Europejski ekosystem startupowy jest dynamiczny i innowacyjny na wczesnym etapie, ale napotyka barierę skalowania. Według raportów McKinsey & Company, luka kapitałowa między Europą a USA w obszarze venture capital sięga setek miliardów dolarów w perspektywie dekady, co przekłada się na mniejszą zdolność do budowy globalnych liderów technologicznych. W efekcie wiele firm przenosi działalność, IP i finansowanie za ocean.

Warto dodać, że według World Economic Forum aż 44% kompetencji na rynku pracy zmieni się do 2027 roku, co dodatkowo wzmacnia presję na systemy edukacyjne i innowacyjne w Europie. Problem nie dotyczy więc wyłącznie technologii, ale całego ekosystemu – od edukacji, przez kapitał, po regulacje.

Co to oznacza w praktyce?

Inżynier przyszłości nie może już funkcjonować wyłącznie w paradygmacie technologicznym. Musi rozumieć globalne przepływy kapitału i talentów, modele biznesowe oparte na danych i AI, konsekwencje regulacyjne (np. europejskie podejście do AI Act) oraz geopolityczny wymiar technologii.

Z perspektywy edukacyjnej – także doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – widać wyraźnie, że tradycyjny model kształcenia przestaje być wystarczający. Coraz większą rolę odgrywają elastyczne, rynkowe formy edukacji, które łączą technologię z biznesem, prawem i kompetencjami społecznymi.

Prywatny sektor edukacyjny staje się tu katalizatorem zmian – szybciej reaguje na potrzeby rynku, rozwija kompetencje interdyscyplinarne i przygotowuje specjalistów do działania w globalnym, konkurencyjnym środowisku AI.

Wniosek

Europa nie jest „w tyle” w AI – jest raczej niewidzialnym gigantem, który jeszcze nie nauczył się w pełni monetyzować własnego potencjału. A to oznacza, że przyszłość nie rozstrzygnie się wyłącznie w laboratoriach technologicznych, ale na styku: technologii, kapitału, edukacji i strategii. I właśnie w tym miejscu pojawia się nowa rola inżyniera – nie tylko twórcy rozwiązań, ale świadomego uczestnika globalnego ekosystemu AI.

Plus rozpocznie wyłączanie sieci 3G w grudniu 2026 r.

Plus kontynuuje modernizację swojej sieci, konsekwentnie rozwijając technologie 4G/LTE i 5G. Proces wyłączania sieci 3G rozpocznie się w grudniu 2026 roku, ale już dziś warto sprawdzić, czy obecnie wykorzystywany telefon nie będzie wymagał wymiany.

W grudniu 2026 Plus rozpocznie proces wyłączania technologii 3G. Zastąpienie 3G przez 4G/LTE i 5G to naturalny etap rozwoju sieci, który pozwala efektywniej wykorzystać pasmo i dalej podnosić jakość usług. Uwolnione zasoby umożliwią rozwój sieci 4G/LTE i 5G, dzięki czemu klienci Plusa zyskają szybszy, stabilniejszy internet mobilny oraz lepszą jakość połączeń głosowych. Choć dla większości klientów zmiana będzie nieodczuwalna, istnieje grupa użytkowników, która w dalszym ciągu korzysta z kart SIM lub telefonów, które nie obsługują nowoczesnych technologii 4G/LTE i 5G.

W związku z planowanym wyłączaniem technologii 3G Plus wdraża szereg rozwiązań wspierających klientów w przygotowaniu się do nadchodzących zmian. Każdy użytkownik może w prosty sposób samodzielnie sprawdzić, czy karta SIM oraz telefon, których obecnie używa są gotowe na tą zmianę – wystarczy wysłać bezpłatnego SMS-a.

ID Logistics: Mocny początek roku ze wzrostem przychodów o 17,2% w Q1 2026 r.

0

Grupa ID Logistics rozpoczęła 2026 rok ze wzrostem przychodów na poziomie 14,2% (+17,2% w ujęciu like-for-like). W I kwartale Grupa osiągnęła przychód 990,7 mln euro, a także utrzymała wysoką dynamikę sprzedaży dzięki podpisaniu nowych kontraktów.

Europejski lider w logistyce kontraktowej ID Logistics opublikował wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 r. Grupa utrzymała wysoką dynamikę sprzedaży dzięki podpisaniu nowych kontraktów, między innymi we Francji, Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Przychody za pierwszy kwartał 2026 roku w wysokości 990,7 mln euro potwierdzają, że model biznesowy firmy jest odporny na zmiany geopolityczne, a ID Logistics jest dobrze przygotowane do utrzymania wzrostu w perspektywie długoterminowej.

– Bazując na dynamice wzrostu z 2025 roku, ID Logistics odnotowało mocny początek roku obrotowego 2026, osiągając wzrost w pierwszym kwartale na poziomie 17,2% przy stałych kursach walutowych. Trend ten potwierdza siłę modelu biznesowego i trafność pozycjonowania rynkowego. Tak dobre wyniki są napędzane przez zdywersyfikowane portfolio klientów, szczególnie w sektorach dóbr konsumpcyjnych i e-commerce, o zrównoważonej ekspozycji geograficznej. Działalność Grupy, skoncentrowana na magazynowaniu, realizacji zamówień i usługach dodanych, jest efektywna energetycznie i wykazuje dużą odporność w niepewnym otoczeniu gospodarczym. Dzięki solidnemu wzrostowi organicznemu i utrzymującej się dynamice handlowej, ID Logistics potwierdza swoją zdolność do kontynuowania silnego wzrostu w 2026 rokukomentuje Eric Hémar, CEO i prezes zarządu Grupy ID Logistics.

Przychody w mln euro 2026 2025 Zmiana Zmiana w ujęciu like-for-like*
I kwartał 990.7 867.8 +14.2% +17.2%

(1) zobacz załącznik

WZROST PRZYCHODÓW W I kw. 2026 R.: +14,2% (+17,2% W UJĘCIU LIKE-FOR-LIKE)

ID Logistics odnotowało przychody w wysokości 990,7 mln euro w pierwszym kwartale 2026 roku, co oznacza wzrost o 14,2%. Po uwzględnieniu niekorzystnego wpływu wahań kursów walut w tym kwartale, głównie dolara amerykańskiego, wzrost wyniósł 17,2% w ujęciu like-for-like w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku, w którym odnotowano już silny wzrost na poziomie 17,9%.

W pierwszym kwartale 2026 roku zaobserwowano następujące istotne czynniki:

  • Silna aktywność biznesowa we Francji, ze wzrostem przychodów o 4,9% (24% przychodów Grupy);
  • Wzrost przychodów w Europie z wyłączeniem Francji (48% przychodów Grupy) o 17,3% w ujęciu like-for-like napędzany w szczególności przez Niemcy, Wielką Brytanię i Hiszpanię;
  • Utrzymująca się bardzo silna dynamika w Ameryce Północnej (21% przychodów Grupy), ze wzrostem przychodów o +40,6% w ujęciu porównywalnym;
  • Wzrost o +8,7% w ujęciu porównywalnym w Ameryce Łacińskiej i Azji (7% przychodów Grupy).

W ostatnim kwartale ID Logistics uruchomiło 5 nowych projektów.

NOWE UMOWY

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa ID Logistics regularnie brała udział w przetargach. Grupa wygrała lub ogłosiła następujące nowe kontrakty:

  • We Francji ID Logistics kontynuuje ekspansję w sektorze kosmetycznym z francuską firmą SVR, należącą do Grupy KRESK. Grupa otwiera zakład o powierzchni 16 000 metrów kwadratowych na południe od Paryża, w którym zatrudni około 50 osób.
  • We Włoszech Grupa ID Logistics otworzyła zakład o powierzchni 60 000 metrów kwadratowych dla Michelin, światowego lidera w produkcji opon i nowego klienta Grupy. Zakład z siedzibą w Turynie zatrudnia 50 osób.
  • W Stanach Zjednoczonych ID Logistics i Nutrabolt, specjalista w dziedzinie odżywek sportowych, działający pod markami C4 i XTEND, rozszerzają współpracę, otwierając nowy zakład o powierzchni 37 000 metrów kwadratowych w Wisconsin i rozbudowując historyczny obiekt w Salt Lake City. Od ponad 10 lat ID Logistics rozwija operacje magazynowania, dystrybucji i co-packingu dla Nutrabolt w czterech lokalizacjach w całym kraju.
  • W Brazylii ID Logistics podpisało partnerstwo z dużym brazylijskim graczem e-commerce i uruchamia kilka projektów o łącznej powierzchni operacyjnej ponad 40 000 m², co daje łącznie 750 miejsc pracy. Projekt ten podkreśla kompetencje zespołów ID Logistics w zakresie e-commerce w Brazylii.

PERSPEKTYWY

W niepewnym globalnym otoczeniu makroekonomicznym, ID Logistics jest dobrze przygotowane do utrzymania wzrostu w perspektywie długoterminowej. Model biznesowy firmy, który koncentruje się wyłącznie na logistyce krajowej i jest w dużej mierze odporny na wahania cen paliw, ogranicza jej ekspozycję na międzynarodowe cykle gospodarcze. Grupa nie prowadzi działalności w regionach wrażliwych geopolitycznie, takich jak kraje Zatoki Perskiej. W ciągu ostatnich kilku lat ID Logistics wykazało odporność i siłę swojego modelu biznesowego.

Botanika Farm zwiększyła przychody o ponad 50% i przygotowuje debiut na głównym parkiecie GPW

Botanika Farm S.A., spółka z segmentu FoodTech, podsumowuje rok 2025 jako okres intensywnych zmian operacyjnych i strategicznych inwestycji, które już przynoszą wymierne efekty finansowe i operacyjne w 2026 roku. Spółka odnotowała znaczący wzrost przychodów oraz zakończyła kluczowy etap konsolidacji działalności produkcyjnej.

W 2025 roku przychody ze sprzedaży netto wyniosły 74,17 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 50% rok do roku. Zysk operacyjny (EBIT) osiągnął poziom 5,54 mln zł, a zysk netto 3,17 mln zł. Na poziom EBIT wpłynęły jednorazowe zdarzenia związane z relokacją zakładów oraz odpisami księgowymi. Po ich wyłączeniu zdolność spółki do generowania zysku pozostaje silnie skorelowana ze wzrostem skali działalności.

Kluczowym wydarzeniem zeszłego roku była skuteczna relokacja zakładów w Oławie i Wałbrzychu do Mietkowa. Dzięki temu rozpoczęliśmy optymalizację procesów produkcji, które przyczyniły się do zmniejszenia kosztów prowadzenia naszej działalności. Relokacja dała nam również możliwość zwiększenia produkcji do 50 000 ton począwszy od 1 kwartału 2026 r.

– Rok 2025 był dla naszego zespołu bardzo intensywny nie tylko z uwagi na nietypowe zbiory spowodowane deszczową pogodą, ale również z uwagi na prowadzone inwestycje. Ich realizacja pozwoliła nam rozpocząć rok 2026 z dużym impetem, gdyż zakład w Mietkowie pracuje z pełną wydajnością, co ma odzwierciedlenie w wyniku finansowym za I kwartał. W ostatnich dniach marca zakończyliśmy prace nad prospektem emisyjnym, a 2 kwietnia złożyliśmy go do Komisji Nadzoru Finansowego. W ciągu nadchodzących dni spodziewamy się pierwszych pytań od przedstawicieli UKNF-u. Co do terminu zapowiadanego debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych, to podtrzymujemy nasze zamierzenie zakończenia procesu jeszcze w tym roku, niemniej jest on uzależniony od daty zatwierdzenia prospektu przez KNF. – komentuje Bartosz Radziszewski, Prezes Zarządu Botanika Farm S.A.

Koniec zeszłego roku był w ocenie zarządu trudny ze względu na deszczową pogodę, co mocno opóźniło zbiory. Spółka skutecznie zabezpieczyła odpowiednią ilość surowca, zapewniając ciągłość produkcji.

Jednocześnie zarząd poświęcił się pracy nad zakończeniem prac nad prospektem emisyjnym i pracach z biegłem rewidentem, co umożliwiło jego złożenie do KNF-u na koniec I kw. br. Zarząd jasno deklaruje chęć przeprowadzenia debiutu spółki na głównym parkiecie GPW jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku.

Mieszkania w Krakowie droższe o 68% w pięć lat. Kupujący szukają tańszych lokali pod miastem

Ceny ofertowe mieszkań deweloperskich w Krakowie wzrosły o 68% w pięć lat, ale dla kupujących szansą na niższe koszty są inwestycje podkrakowskie. Podczas gdy w stolicy Małopolski średnia stawka sięga już 16,8 tys. zł/mkw., w tzw. obwarzanku bariera 11 tys. zł/mkw. nadal nie została przekroczona. Efekt? Własne M pod Krakowem można dziś kupić taniej niż w Katowicach – drugim najtańszym rynku spośród siedmiu największych miast w Polsce.

Kraków umacnia się na pozycji trzeciego najdroższego rynku mieszkaniowego w Polsce, ustępując miejsca jedynie Warszawie (19,7 tys. zł/mkw.) i Trójmiastu (17,6 tys. zł/mkw.). Przy obecnych stawkach zakup przeciętnego mieszkania o powierzchni 55 mkw. oznacza wydatek rzędu 913 tys. zł – kwotę, która dla wielu mieszkańców regionu staje się finansową barierą. Choć według danych GUS średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Małopolsce wzrosło do 9,6 tys. zł brutto, statystyczny pracownik musiałby przeznaczyć aż 95 pełnych pensji na zakup takiego lokalu. Oznacza to blisko osiem lat pracy bez ponoszenia jakichkolwiek innych kosztów życia.

– Tuż poza granicami administracyjnymi Krakowa rynek rządzi się zupełnie innymi prawami. Mieszkania deweloperskie w obwarzanku są średnio o 7 mkw. większe niż te dostępne w mieście, a ich przeciętna cena całkowita pozostaje niższa o 260 tys. zł. To kwota, która finansuje ponad połowę 58-metrowego lokalu w Częstochowie, oddalonej od stolicy Małopolski o mniej więcej 120 km – wylicza Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Z danych Otodom wynika, że obecne stawki ofertowe w krakowskim obwarzanku (średnio 10,5 tys. zł/mkw.) odpowiadają poziomowi cen, z jakim w Krakowie mieliśmy do czynienia w czerwcu 2021 roku. Dziś za mieszkanie od dewelopera w Krakowie trzeba zapłacić średnio ponad 6 tys. zł/mkw. więcej niż za nowy lokal pod miastem.

Obwarzanek, czyli powiaty okalające największe miasta, staje się dziś naturalnym wyborem dla tych, którzy przez wysokie ceny są zmuszeni szukać alternatyw poza rynkiem metropolitalnym. Co ciekawe, aglomeracja krakowska okazuje się tańsza nawet niż mniejsze miasta na południu Polski. Średnie ceny ofertowe mieszkań deweloperskich w Bielsku-Białej, Kielcach czy Rzeszowie osiągnęły już 11 tys. zł/mkw. Trzeba jednak pamiętać, że obok ceny samej nieruchomości istotnym elementem tej kalkulacji są także wydatki związane z ewentualnym codziennym dojazdem do centrum – mówi ekspertka.

Sąsiednie województwa. 230 tys. zł różnicy

W obecnych warunkach rynkowych dla wielu kupujących, zwłaszcza tych, którzy nie chcą zrezygnować z miasta, naturalnym krokiem staje się też rozszerzenie poszukiwań poza Kraków, w stronę sąsiednich metropolii, z Katowicami na czele. Za takim wyborem stoją konkretne liczby.

Średnia cena metra kwadratowego w Katowicach wynosi około 12,5 tys. zł, czyli o 4,3 tys. zł mniej niż w Krakowie. W efekcie przeciętne 54-metrowe nowe mieszkanie w Katowicach kosztuje średnio 680 tys. zł, a więc 230 tys. zł mniej niż lokal o zbliżonym metrażu w Krakowie (55 mkw.) – dodaje dyrektorka badań rynku Otodom.

W obu miastach jest jednak z czego wybierać. Na koniec kwietnia dostępna oferta deweloperska w stolicy Małopolski wynosiła 10 tys. mieszkań, a w Katowicach 5,6 tys. lokali.