Sztuczne napędzanie wzrostu PKB grozi destabilizacją unijnej gospodarki

CEO Magazyn Polska

Pobudzanie wzrostu gospodarczego na siłę może bardziej zaszkodzić niż pomóc europejskiej gospodarce – ocenia Tomáš Sedláček, czeski ekonomista i pisarz. Kraje UE powinny teraz przede wszystkim zmniejszyć zadłużenie, bo w innym przypadku nie poradzą sobie z kolejnym spowolnieniem.

Z ekonomicznego punktu widzenia największym zagrożeniem dla Zachodu jesteśmy my sami. Kiedy zaczął się kryzys, nie było żadnego zagrożenia zewnętrznego. Obawiam się, że problemem jest to, co zrobiliśmy z naszą cywilizacją w ostatnich dwóch pokoleniach: sprzedawaliśmy stabilność, by kupić wzrost. I udało się nam. Stworzyliśmy szybko rozwijające się, ale bardzo niestabilne społeczeństwo – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomáš Sedláček, ekonomista i pisarz z Uniwersytetu Karola w Pradze.

Sedláček zwraca uwagę na to, że stymulowanie przez państwo gospodarki związane z rosnącym zadłużeniem powinno być narzędziem do walki z kryzysem. W okresie dekoniunktury państwo może w ten sposób pobudzić gospodarkę. Jest to jednak możliwe jedynie wtedy, gdy wciąż możliwe jest zwiększenie zadłużenia.

Teraz państwa w Europie są jednak tak zadłużone, że dalsze zwiększanie deficytu nie jest możliwe. Dług publiczny całej UE w 2013 r. wyniósł 87,4 proc. PKB – o 25 pkt proc. więcej niż w 2008 r. Wśród najbardziej zadłużonych państw są nie tylko wciąż borykające się z problemami Grecja (175,1 proc. PKB) czy Włochy (132,6 proc.), lecz także najważniejsze kraje wspólnoty: Francja (93,5 proc.), Wielka Brytania (90,6 proc.) czy Niemcy (78,4 proc.).

Jako Zachód jesteśmy w sytuacji, w której wykorzystaliśmy już do końca politykę fiskalną i nie możemy bardziej pogrążać się w długach. Wykorzystaliśmy już do końca politykę monetarną, a gospodarka wciąż nie rośnie, więc może powinniśmy na chwilę odpuścić. Nie da się wyprodukować cudu, nie da się wyprodukować wzrostu, więc powinniśmy po prostu się zrelaksować – apeluje Sedláček.

Czeski ekonomista przypomina, że właśnie takie usilne stymulowanie wzrostu finansowane z długu doprowadziło do kryzysu w latach 2008-2009. Wtedy w Stanach Zjednoczonych bezrobocie było niskie, a wszystkie wskaźniki makroekonomiczne bardzo pozytywne. W wyniku załamania systemu finansowego i niestabilności gospodarki kryzys rozpoczął się jednak bardzo szybko i był bardzo głęboki.

Jak podkreśla, kryzys nie zaczął się na południu Europy, lecz uderzył przede wszystkim w kraje bogate, nie będące w strefie euro: poza Stanami była to Islandia i Wielka Brytania. Dopiero potem skutki zapaści odczuły inne kraje – podkreśla Sedláček.

Według niego wzrostu opartego na zadłużaniu w ogóle nie powinno się liczyć, bo nie wpływa on na stabilny przyrost dobrobytu.

Jeśli wezmę kredyt w wysokości 10 tysięcy euro, to tylko głupiec powie, że jestem o 10 tysięcy euro bogatszy. Jednakże kiedy rząd zrobi dokładnie to samo, kosztuje to 3 proc. PKB zainwestowanego jako kredyt, zainwestowanego w gospodarkę. Powiedzmy, że w kolejnym roku gospodarka rośnie o 3 proc. i wszyscy bijemy brawo, że jesteśmy o 3 proc. bogatsi. Sztucznie przyspieszyliśmy gospodarkę, ale skończyliśmy z większym długiem – mówi Sedláček.

Podkreśla, że takie stymulowanie gospodarki powinno być działaniem zarezerwowanym na wyjątkowy czas. Cykliczność gospodarki każe spodziewać się kryzysu nawet wtedy, gdy koniunktura jest bardzo dobra. Dlatego odczuwana teraz poprawa sytuacji powinna być dla rządów motywacją do szybkiego zmniejszenia zadłużenia.

Sedláček przekonuje, że nawet jeśli mniejsze wydatki publiczne i spłata zadłużenia spowolnią wzrost gospodarczy, to pozwoli to zwiększyć stabilność gospodarek UE. W ten sposób będą lepiej przygotowane do kolejnego kryzysu.

Niemcy, Włochy i kraje wschodnie na celowniku Pesy

CEO Magazyn Polska

PESA dzięki eksportowi chce zniwelować skutki braku planowanych zamówień w Polsce. Bydgoski producent pomimo opóźnienia w uzyskaniu homologacji spalinowych Linków nadal będzie stawiał na rynek niemiecki. Nie zaniedbuje też Wschodu mimo obecnych problemów politycznych. Docelowo PESA chce, by tramwaje i pociągi miały równy udział w eksporcie.

Dzięki eksportowi suchą nogą chcemy przejść przyszły rok, który będzie kryzysowy, ponieważ nie są planowane żadne zakupy w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Świechowicz, wiceprezes i dyrektor ds. finansowych Pesy. – Poza tym trzeba szukać przede wszystkim fundamentów pod kryzys, który nastąpi w 2023 roku, kiedy skończy się unijna perspektywa i nastąpi załamanie na rynku długofalowych zamówień publicznych.

PESA rozpoczęła eksport do krajów UE w 2006 r., zawierając pierwszy kontrakt we Włoszech. Ten kraj cały czas jest bardzo atrakcyjnym rynkiem, bo dzięki liberalizacji rynku kolejowego rośnie tam zapotrzebowanie na nowy tabor. Po dostawach m.in. dla kolei regionalnych w regionach Apulii, Emilia-Romagna i Mediolanu do jesieni PESA dostarczy 40 pociągów ATR220 Atribo dla narodowego przewoźnika Trenitalia.

Ważnym rynkiem dla spółki są też Niemcy. Na początku tego roku PESA straciła wart 140 mln zł kontrakt z Netinerą na 12 spalinowych zespołów trakcyjnych link. Przewoźnik rozwiązał umowę z uwagi na przeciągającą się homologację tych pociągów w Niemczech. Świechowicz zapewnia jednak, że to tylko przejściowe problemy.

Uzyskanie homologacji się przesunęło. Okazało się, że wszyscy mieli opóźnienie od półtora roku do dwóch, więc jesteśmy w tej samej lidze, co najwięksi tego świata – tłumaczy Świechowicz. – Zakładamy, że dopuszczenie do ruchu będziemy mieli już w tym roku, co jest związane z realizacją innych kontraktów, nie tylko dla Deutsche Bahn. Realizujemy kontrakty dla innych przewoźników i pojazdy w ruchu pasażerskim pojadą w Niemczech już pod koniec roku.

Największym kontraktem w historii Pesy jest ramowe zamówienie od Deutsche Bahn warte ponad miliard euro. Na razie niemiecki przewoźnik potwierdził zamówienie ponad 70 pojazdów, z których pierwsze mają trafić do ruchu w 2017 r. Cały kontrakt ramowy obejmuje nawet 470 linków. Poza tym pociągi te zamówiła także spółka Niederbarnimer Eisenbahn, obsługująca połączenia w rejonie Berlina. Linki jeżdżą już także w Czechach.

Świechowicz dodaje, że wyprodukowane już dla Netinery Linki bez trudu znajdą innych nabywców. Cztery pierwsze pociągi z tej puli trafiły już do Kolei Wielkopolskich, kolejne mogą trafić albo do polskich przewoźników, albo na rynek czeski. Przewoźnicy korzystający ze środków UE jeszcze tylko do końca tego roku mogą wydawać fundusze z perspektywy 2007-2013, więc jest wiele przetargów o bardzo krótkim czasie dostawy.

Perspektywa środków unijnych powoduje w branży publicznej taką rzeczywistość, jakby świat miał się skończyć w grudniu tego roku. Mamy bardzo dużo zapytań o dostawę tych pojazdów spalinowych w kraju, ale również za granicą – mówi Świechowicz.

Dodaje, że PESA pomimo obecnej trudnej sytuacji politycznej nie zaniedbuje rynku wschodniego. Największym kontraktem w tym kierunku jest dostawa 120 tramwajów Twist Fokstrot dla Moskwy. Do tej pory spółka dostarczyła połowę z nich, a reszta jest gotowa do transportu. PESA czeka jednak na zapowiedziane gwarancje rządowe z Kremla, bo z powodu spadku wartości rubla zapłata za tramwaje przekroczyła możliwości finansowe budżetu Moskwy.

Tramwaje mają mieć docelowo równy udział w eksporcie jak pociągi. Jak podkreśla Świechowicz, w fabryce Pesy powstanie w tym roku 220 tramwajów, co daje bydgoskiej spółce pozycję jednego z liderów tego segmentu. Duża część z nich może trafiać na rynki zagraniczne.

Uważam, że jest ogromny potencjał, jeżeli chodzi o te rozwiązania, bo mamy bardzo szeroki zakres wielu rozwiązań funkcjonalnych, wielu typów tramwajów, które są porównywalne, a nawet lepsze od konkurencyjnych rozwiązań, czy to oferowanych przez wielkie zachodnie koncerny, czy też środkowoeuropejskie – tłumaczy Świechowicz w rozmowie przeprowadzonej podczas EKG w Katowicach. – Jesteśmy firmą kolejowo-tramwajową, będziemy rozwijać tramwaje w Polsce i będziemy je eksportować w jeszcze większym zakresie.

Polscy przedsiębiorcy zaczynają doceniać potencjał Arabii Saudyjskiej: boom inwestycyjny i dostęp do 300 mln konsumentów

0

CEO Magazyn Polska

Mniej niż 600 mln dolarów wynosi wymiana handlowa Polski z Arabią Saudyjską. Wprawdzie w ubiegłym roku eksport na ten rynek wzrósł o ponad jedną trzecią, ale i tak nie wykorzystujemy w pełni potencjału, jaki on posiada. Arabia Saudyjska przeżywa teraz boom inwestycyjny, a ze względu na silną pozycję w regionie otwiera dostęp nawet do 300 mln konsumentów. Dlatego tym rynkiem szczególnie powinny zainteresować się branże spożywcza oraz budowlana i meblarska.

Jesteśmy marginalnym partnerem, bo roczne obroty między Polską i Arabią Saudyjską zamykają się śmieszną kwotą 600 mln dolarów – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Antoni Mielniczuk, prezes Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej. – Natomiast od kilku lat robimy bardzo dużo, żeby spopularyzować ten rynek wśród polskich firm.

W ubiegłym roku w obrotach z Arabią Saudyjską Polska odnotowała ponad 36-proc. wzrost sprzedaży, do ok. 520 mln euro. Wysoka dynamika cieszy, ale i tak nie wyczerpuje to potencjału tego rynku. Jak przekonuje Mielniczuk, możliwości są ogromne. Arabia Saudyjska to liczący prawie 30 mln konsumentów rynek, jednak ze względu na silną pozycję wśród krajów arabskich otwiera dostęp do 300 mln osób.

Kraj ten importuje 98 proc. żywności – informuje Mielniczuk. – Dlaczego nie kupuje jej w Polsce? Na pewno szansę na tym rynku mają firmy żywnościowe, pod warunkiem że się tym zainteresują i będą potrafiły skonstruować organizm, który wypromuje polskie specjały.

Arabia Saudyjska jest najbardziej rozwiniętym gospodarczo krajem arabskim, który odpowiada za blisko jedną czwartą PKB całego świata arabskiego, i przeżywa gigantyczny boom inwestycyjny. PKB Arabii Saudyjskiej wynosi ok. 750 mld dol.

Budowane są miasta, centra finansowe, handlowe, fabryki, dlaczego nas w tym wszystkim nie ma? – pyta Mielniczuk. – Ze względu na inwestycje na pewno mile widziane będą firmy dostarczające materiały budowlane i wykończeniowe.

Obecnie w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, budowane jest metro. Według saudyjskich władz będzie to największe przedsięwzięcie tego rodzaju na świecie. Jednocześnie powstaje sześć linii i około setki stacji. Koszt inwestycji został oszacowany na 22,5 mld dol. Podziemna kolejka ma być gotowa pod koniec 2019 roku.

Na pewno więc potrzeba wiertnic, a także glazury, terakoty, rurek takich, rurek innych, schodów – wymienia Mielniczuk. – Jeżeli buduje się setki tysięcy mieszkań, to znaczy, że będzie popyt na meble. Tymczasem w Arabii Saudyjskiej nie ma żadnej firmy meblarskiej z Polski, która jest ponoć potęgą w tej branży na świecie.

Realizacją projektu metra w Rijadzie zajmują się trzy grupy przedsiębiorstw, na których czele staną potentaci ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii oraz Włoch. Największe zlecenie, wartości 9,45 mld dol., otrzymało amerykańskie konsorcjum wokół Bechtel Corp. Partnerami są w nim też amerykański AECOM i niemiecki Siemens. Jak podkreśla Mielniczuk, firmy z takich krajów, jak USA, Niemcy, Francja czy Chiny już dawno dostrzegły potencjał tego rynku i systematycznie zwiększają zaangażowanie w działalność na nim.

Wszystkie miejsca są zajęte, Amerykanie czy Niemcy już je zajęli – zauważa Mielniczuk. – Polska jest krajem, który w tej chwili przeżywa boom eksportowy i potrafimy zmusić Amerykanów, Francuzów czy Niemców żeby się trochę przesunęli. To da się zrobić.

Jak podkreśla, zainteresowanie tym kierunkiem rośnie – podobnie jak innymi krajami czy to w Azji, czy w Afryce. Wpłynęły na to problemy gospodarcze, z jakimi Unia Europejska – nasz główny partner handlowy – w ostatnich latach się zmagała.

Pewną przeszkodą w rozwoju wzajemnych relacji może być obawa o różnice kulturowe. Jak podkreśla prezes PSIG, są to obawy niesłuszne, choć rzeczywiście sposób robienia interesów jest nieco inny. Na pewno trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Jest to rynek niesłychanie konkurencyjny, gdzie potencjalnego partnera musimy do siebie przekonać – zauważa Mielniczuk. – Tamtejsza kultura wymaga, żeby człowiek przyjechał raz, potem drugi, trzeci, żeby saudyjski partner zaprosił do domu, poznał z rodziną. Wtedy dopiero można usiąść w wygodnych kanapach i zacząć rozmawiać o pieniądzach, wymianie i robieniu wspólnych biznesów.

Optymistyczne prognozy wzrostu w inwestycjach i budownictwie poprawiają także perspektywy producentów cementu

CEO Magazyn Polska

Optymistyczne prognozy wzrostu w inwestycjach i budownictwie poprawiają także perspektywy producentów cementu. Branża liczy w tym roku na 5-6 proc. wzrost. Wsparciem w kolejnych latach będzie projekt budowy 800 km dróg w technologii betonu cementowego GDDKiA. W nowej perspektywie unijnej szykuje się również wiele zleceń w kolejach i energetyce. 

Po pierwszym kwartale sprzedaż cementu na rynku polskim wzrosła o 3,4 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed roku – podało Stowarzyszenie Producentów Cementu. Branża liczy więc, że rok 2015 będzie rokiem kolejnego wzrostu sprzedaży, o 5-6 proc. To oznaczałoby sprzedaż na poziomie 16 mln ton, przy 15,1 mln ton w 2014 roku.

Zużycie cementu w Polsce w I kw. tego roku było około 3 proc. wyższe niż w ubiegłym. Pogoda podobnie jak przed rokiem nam sprzyjała, bo było ciepło. To oznacza, że cały 2015 rok powinien być stosunkowo dobry – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Balcerek, prezes zarządu Górażdże Cement.

Dla branży bardzo ważna jest decyzja Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o tym, że 800 km dróg w nowej perspektywie powstanie w technologii betonu cementowego.

Chcemy w tym uczestniczyć. Mamy też duże doświadczenie w dostawach materiałów budowlanych do konstrukcji mostów – to dwa mosty we Wrocławiu. Czyli ogólnie interesuje nas infrastruktura drogowa i energetyka – mówi Andrzej Balcerek. – Na Opolszczyźnie mamy sztandarową budowę – dwa bloki energetyczne w Elektrowni Opole. Grupa Górażdże realizuje dostawy betonu pod te dwa bloki, to ogromne przedsięwzięcie, w cyklu 24 miesięcy dostarczymy 0,5 mln m3 betonu.

Górażdże Cement zakłada, że w tym roku sprzeda około 3,5 mln ton cementu, około 6 mln ton kruszyw i 1,5 mln m3 betonu.

To jest realna wielkość sprzedaży – ocenia Balcerek. – Są pewne przesłanki mówiące o tym, że rynek budowlany się budzi. Chcemy również uczestniczyć w odnowie dróg kolejowych, bo to też duże przedsięwzięcia.

Inwestycje energetyczne i drogowe to jednak tylko część budów na których stosowany jest cement. W Polsce znacznie lepiej ma się budownictwo mieszkaniowe. Coraz więcej domów stawiają inwestorzy indywidualni oraz deweloperzy. Buduje się biurowce, centra handlowe i hotele. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w marcu 2015 roku oddano do użytku ponad 11 tys. mieszkań, czyli o 4,3 proc. więcej niż przed rokiem. Liczba mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia, przekroczyła 16 tys. – w ujęciu rocznym to wzrost o 5,6 proc., a w ujęciu miesięcznym – o 42,7 proc.

Nasze zdolności produkcyjne w linii cement to 5 mln ton i nie będziemy inwestować w dodatkowy wzrost zdolności produkcyjnej, ale będziemy chcieli utrzymywać nowoczesność tej produkcji. W linii beton nasze zdolności produkcyjne to około 1,5-2 mln m3. Chcemy zwiększać tę ilość i chcemy, korzystając z okazji na rynku, uczestniczyć w akwizycjach – mówi prezes Górażdże Cement podczas EKG w Katowicach.

Spółka planuje m.in. zakup innych fabryk cementu. Rozmawia np. z JD o przejęciu 8 betoniarni i dwóch zakładów kruszyw. Czeka w tej sprawie na zgodę UOKiK.

Zapowiada również intensywne inwestycje w zwiększanie mocy produkcyjnych kruszyw.

Sprzedaż piwa stadionowego pozytywnie oceniana przez kibiców i organizatorów imprez masowych

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej klubów piłkarskich decyduje się na sprzedaż piwa na swoich stadionach. Zarówno przedstawiciele klubów, jak i kibice oraz organizatorzy imprez sportowych podkreślają, że możliwość konsumpcji piwa nie wpływa na zmniejszenie bezpieczeństwa podczas meczów, m.in. dlatego, że ma niższą zawartość alkoholu. Dla wielu fanów sportu złoty trunek to nieodłączny element kibicowania.

W 2012 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, przyjętej przed Euro 2012. Zgodnie z nią podczas tego typu imprez, m.in. meczów piłkarskich, można sprzedawać, podawać i spożywać napoje wysokoprocentowe. Impreza nie może jednak należeć do wydarzeń podwyższonego ryzyka, jak niektóre mecze piłkarskie, a zawartość alkoholu w piwie nie może przekraczać 3,5 proc. Zgodnie z ustawą podczas imprez masowych nie można ponadto sprzedawać piwa w puszkach lub butelkach. Piwo stadionowe dostępne jest wyłącznie w plastikowych kubeczkach o pojemności 0,4 l. W nadchodzącym sezonie wprowadzone zostaną również ekologiczne kubeczki wielorazowego użytku.

Dochodzą do nas bardzo pozytywne sygnały, zarówno od kibiców, jak i od organizatorów imprez masowych, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, można się napić piwa na imprezach sportowych. Piwo jest elementem kultury, kibice mogą spokojnie napić się piwa, równocześnie ciesząc się samym wydarzeniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Kwiatkowska, kierownik ds. kontaktów z mediami Kompanii Piwowarskiej.

Pierwszym sprawdzianem dla nowych przepisów było Euro 2012 – to pierwsza tak duża masowa impreza sportowa, na której dostępne było stadionowe piwo. Kwiatkowska podkreśla, że obyło się bez incydentów z udziałem nietrzeźwych kibiców.

Takiego piwa stadionowego nie wypije się dużo. Będąc na stadionie, cieszymy się imprezą i powoli konsumujemy piwo, gasząc nim pragnienie. Jesteśmy naprawdę w stanie wypić dosłownie 2-3 piwa podczas eventu, który trwa 3-4 godziny. Nie wlejemy w siebie tak dużo alkoholu. Piwo jest tylko akcentem – mówi Joanna Kwiatkowska.

Piwo stadionowe to nowa odmiana, stworzona specjalnie na potrzeby nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, a nie wersja light obecnych na rynku marek. Z możliwości jego sprzedaży korzystają przede wszystkim kluby Ekstraklasy – jako jeden z pierwszych piwo na stadiony wprowadził klub Lechia Gdańsk. Obecnie coraz więcej klubów korzysta z takiej możliwości, zarówno ze względu na zadowolenie kibiców, jak i możliwość dodatkowego dochodu. KGHM Zagłębie Lubin podczas każdego meczu sprzedaje ok. 2 tys. kubków piwa. W tym roku na sprzedaż piwa stadionowego zdecydował się klub Pogoń Szczecin. Większość klubów zastrzega, że mecz można oglądać z piwem w ręku w każdym sektorze oprócz rodzinnego.

W najbliższym czasie będzie trochę dużych imprez sportowych. Piwo, które jest na stadionach, w żaden sposób nie zakłóci tych imprez. Wręcz przeciwnie, osoby biorące w nich udział mogą kibicować, popijając piwo, zamiast pić alkohol o wyższym stężeniu tuż przed imprezą – mówi Joanna Kwiatkowska.

W tym roku Warszawę czeka kolejna bardzo duża impreza sportowa – finał Ligii Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

W ubiegłym roku do Europejskiego Urzędu Patentowego wpłynęło blisko pół tysiąca wniosków od Polaków

CEO Magazyn Polska

Od wejścia Polski do Unii Europejskiej krajowe podmioty zgłaszają coraz więcej wniosków do Europejskiego Urzędu Patentowego. W ubiegłym roku było ich ponad 470, o jedną czwartą więcej niż w 2013 roku. Na milion obywateli Polska ma ok. 12 zgłoszeń patentowych. Pod tym względem wyprzedziła Węgry i zbliża się do Czech. Daleko nam jednak do Słowenii, lidera regionu, która ma 60 zgłoszeń patentowych na milion obywateli.

W ciągu kilkunastu lat, mniej więcej od wejścia Polski do Unii Europejskiej, notujemy stały, dynamiczny wzrost liczby zgłoszeń patentowych do Europejskiego Urzędu Patentowego (EUP) w wysokości kilkunastu procent rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Czernicki, IP Counsel z firmy doradczej Crido Taxand. – W ubiegłym roku polskie podmioty zgłosiły 475 wniosków. Jest to kolejny znaczny wzrost – w 2013 roku takich zgłoszeń było trochę ponad 370.

Jak wynika z danych firmy doradczej Crido Taxand, w 2005 roku wniosków do EUP było zaledwie 105. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ich liczba wzrosła prawie pięciokrotnie. Zgłoszone w ubiegłym roku patenty z Polski stanowiły mniej więcej 45 proc. wszystkich zgłoszeń z Europy Środkowo-Wschodniej. Najczęściej dotyczyły rozwiązań z zakresu biotechnologii, informatyki oraz metrologii (nauka dotycząca sposobów dokonywania pomiarów oraz zasad interpretacji uzyskanych wyników).

W liczbach bezwzględnych, na tle innych krajów tego regionu Europy, Polska jest więc liderem. Pod względem liczby wniosków na milion obywateli Polska wprawdzie plasuje się w czołówce, daleko jej jednak do liderów. Na milion mieszkańców w ubiegłym roku przypadało 12 zgłoszeń z Polski, podczas gdy z Estonii – 27. Liderem tej części Starego Kontynentu była Słowenia z wynikiem 60 wniosków na milion obywateli. Trzecie miejsce, przed Polską, zajęły Czechy.

W ubiegłym roku w tej konkurencji po raz pierwszy w historii pokonaliśmy Węgrów. Jeżeli utrzymamy tak wysoką dynamikę wzrostu w najbliższym czasie, to uda nam się również wyprzedzić Czechy. W 2007 roku Polska zajmowała w tej kategorii dziewiąte miejsce na jedenaście notowanych krajów. Mamy więc najsilniejszą dynamikę wzrostu w regionie – zwraca uwagę Czernicki.

Prawdziwa przepaść jednak dzieli polskie podmioty i ich zachodnioeuropejskich konkurentów. W ubiegłym roku z Niemiec do EUP wpłynęło ponad 25 tys. wniosków patentowych.

Pozycja tego kraju wynika w dużej mierze z długoletniej tradycji i wysokiej kultury w tym zakresie – tłumaczy Czernicki. – Właściwie wszelkie nowe rozwiązania technologiczne poddawane są tam analizie patentowej. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że ochrona patentowa może się przekładać na realne pieniądze, bo tak naprawdę oznacza zapewnienie sobie monopolu na stosowanie pewnych rozwiązań technologicznych, dlatego Niemcy utrzymują pozycję lidera.

W ubiegłym roku sporą niespodziankę sprawiła Holandia, z której napłynęło 17 proc. więcej wniosków do EUP niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy. Czernicki przekonuje, że w rankingu wyraźnie można wyróżnić kraje, które mają zaawansowane technologie i zgłaszają bardzo dużo wynalazków. Liczba zgłoszeń patentowych z takich państw mniej więcej co roku utrzymuje się na podobnym poziomie.

To pokazuje również, jak wiele Polska ma w tej sprawie do nadrobienia – uważa Łukasz Czernicki. – Otrzymanie patentu udzielonego przez EUP powoduje, że firma zyskuje realną możliwość zapewnienia ochrony swojemu rozwiązaniu technologicznemu na terytorium wszystkich krajów Unii Europejskiej oraz dziesięciu sąsiadów UE. Wchodzi w to również Szwajcaria, Turcja, Norwegia oraz kraje bałkańskie.

 

Używane opony wymagają szczególnej ostrożności przy zakupie

CEO Magazyn Polska

Złe przechowywanie opon przez użytkowników może prowadzić do poważnych, choć niewidocznych uszkodzeń. Dlatego kierowcy muszą zachować szczególną ostrożność, kupując używane ogumienie, nawet w pozornie doskonałym stanie. Tego problemu nie ma, jeśli kupujemy nowe opony, nawet takie, które zostały wyprodukowane kilka lat wcześniej.

Kupowanie opon używanych zawsze obarczone jest ryzykiem. Dopiero prześwietlanie opony promieniami rentgenowskimi, choć i tak nie zawsze, daje nam większą pewność, że opona na pewno jest dobra. Mogą być jakieś drobne naprawy, których nie widać. Jak coś jest nowe, prosto od producenta czy dystrybutora, to mamy 100-proc. pewność bezpieczeństwa. Natomiast, jeżeli coś raz kiedyś było już używane, to takiej gwarancji nie ma – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Zielak, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Jak przyznaje Zielak, rynek wtórny opon w Polsce ma się bardzo dobrze. Wielu Polaków nie stać bowiem na zakup nowego ogumienia do samochodów. Używane opony są pozyskiwane zarówno w kraju, jak i za granicą.

Kupno takich opon jest jednak obarczone pewnym ryzykiem. Jak tłumaczy Zielak, Polacy najczęściej oceniają oponę po stanie bieżnika oraz wyglądzie ogólnym. Tymczasem kilkuletnia opona, nawet pozornie mało zużyta, może być poważnie uszkodzona. Jednym z powodów jest jej złe przechowywanie przez poprzednich właścicieli.

Wewnątrz tej opony mogą pojawić się pewne rodzaje uszkodzeń, np. uszkodzenia kordu, który odpowiada za wytrzymałość opony. Potem w eksploatacji, kiedy potrzebne są ekstremalne warunki hamowania, może to spowodować, że dojdzie do wypadku – przestrzega Zielak. – Gdyby to była rzeczywiście opona dobra, prawdopodobnie właściciel by jej nie zdemontował.

Podkreśla, że opona nowa, nawet jeśli będzie w takim samym wieku, jak używana, to będzie w lepszym stanie technicznym. Dystrybutorzy opon dbają bowiem o przechowywanie ich w odpowiednich warunkach.

W zasadzie pomiędzy oponą kilkuletnią a oponą wyprodukowaną wczoraj żadnych różnic nie ma – zapewnia Zielak.

Podkreśla, że wybór nowych opon nie jest trudny, bo w instrukcji każdego pojazdu znajdują się wskazówki dotyczące szerokości, profilu i średnicy opony, a także indeksu prędkości (czyli maksymalnej prędkości, z jaką można jechać na danej oponie). Dodatkowe informacje przydatne dla kierowców zawierają etykiety opon, które zostały wprowadzone w listopadzie 2012 r. Jest na nich oznaczona efektywność paliwowa danego ogumienia, przyczepność na mokrej nawierzchni oraz hałas generowany podczas jazdy.

Zielak zaznacza, że w przypadku wątpliwości należy skonsultować się z fachowcami w serwisach wulkanizacyjnych.

Comperia.pl S.A. wyniki za I kwartał 2015 roku

Comperia.pl S.A. zarządzająca grupą serwisów oraz internetowych porównywarek finansowych, ubezpieczeniowych i telekomunikacyjnych pierwszy kwartał 2015 roku zakończyła z 85% wzrostem przychodów ze sprzedaży na poziomie jednostkowym, które wyniosły aż 6,4 mln zł. Spółka wypracowała zysk netto w wysokości 1,1 mln zł, co oznacza wzrost o 16% w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku. Comperia.pl S.A. zdecydowanym krokiem podąża ścieżką dynamicznego rozwoju, czego dowodem są nowe inwestycje oraz rekordowe wzrosty kluczowych dla spółki wskaźników, np. generowanych „leadów” i przychodu na „lead” oraz inkaso i prowizji w działalności ubezpieczeniowej.

– Comperia.pl S.A. jest w świetnej kondycji finansowej i ma bardzo dobre perspektywy wzrostu. Dynamika liczby klientów przesyłanych do naszych partnerów rośnie w skali blisko 70% rok do roku, co potwierdza, że działania podejmowane przez spółkę przynoszą zwrot w podstawowej działalności. Bardzo cieszy fakt, że mamy coraz więcej klientów w obszarze ubezpieczeń i produktów pozafinansowych. Dzięki temu Comperia.pl S.A. jest coraz bardziej odporna na ewentualne zawirowania rynkowe. Patrząc jednak na tempo rozwoju branży internetowej w Polsce trudno spodziewać się wystąpienia negatywnych zjawisk, dlatego optymistycznie patrzymy w przyszłość – mówi Bartosz Michałek, prezes zarządu Comperia.pl S.A.

Niebagatelny wpływ na świetne wyniki wypracowane przez Comperia.pl S.A. w pierwszych miesiącach 2015 roku miała rekordowa pod względem liczby uczestników promocja Comperia Bonus zrealizowana z Raiffeisen Polbank przy dodatkowym wsparciu telewizyjnej oraz szeroko zakrojonej internetowej kampanii reklamowej i zaangażowaniem najpopularniejszych blogerów finansowych. Tan flagowy produkt spółki wzmocniony przekazem reklamowym przełożył się w krótkim czasie również na zwiększenie liczby wydawców w programie partnerskim ComperiaLead, dzięki czemu spółka znacząco poszerzyła zasięg i zdobyła nowe źródła pozyskiwania „leadów”. Sukcesem jest także stale rosnące zainteresowanie internautów kolejnymi edycjami Comperia Bonus oraz produktami i usługami dostępnymi w porównywarkach Comperia.pl S.A.

Spółka powołała Comperia Bonus Club, czyli program lojalnościowy dla coraz większej społeczności gromadzonej wokół promocji Comperia Bonus, umożliwiający klubowiczom m.in. zarabianie na polecaniu produktów klientów Comperia.pl S.A. (np. banków, ubezpieczycieli, telekomów) – to kolejny krok w kierunku dywersyfikowania źródeł przychodów spółki.

Niezwykle istotnymi inwestycjami pierwszego kwartału br., które dają podstawię do wzrostu biznesu Comperia.pl S.A. w kolejnych miesiącach, są m.in. rozbudowana porównywarka GSM w serwisie TELEPOLIS.PL oraz poszerzona porównywarka ubezpieczeniowa, dzięki którym spółka generuje coraz wyższe przychody w obszarze produktów pozafinansowych. Comperia.pl S.A. powołała także dwie nowe marki: platformę blogową z wbudowanym modelem biznesowym Compare Yourself, dzięki której rośnie grono partnerów ComperiaLead oraz aplikację Comperia Analytics, która umożliwia przygotowywanie zaawansowanych analiz o produktach bankowych na bazie ponad 2 tys. ofert.
W zakresie działalności ubezpieczeniowej Comperia.pl S.A. inwestowała w rozwój własnej naziemnej struktury oraz wewnętrznej infolinii sprzedażowej, wiele czasu poświęciła także dostosowaniu aplikacji dla agentów ubezpieczeniowych Comperia Agent do oferty towarzystw ubezpieczeniowych oraz indywidualnego zapotrzebowania multiagencji, w których spółka wdraża aplikację. Te działania Comperia.pl S.A. przełożyły się na rekordowe inkaso składki i prowizji oraz zawarcie kolejnej umowy na wdrożenie innowacyjnej aplikacji Comperia Agent i wzrost sprzedanych oraz wdrożonych licencji.

Wyniki skonsolidowane Grupy Comperia, w skład której wchodzi Comperia.pl S.A. oraz spółka zależna Comperia Ubezpieczenia, prezentują wysoki wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 6,2 mln zł w porównaniu z pierwszym kwartałem 2014 roku (zmiana o 103%) oraz blisko 0,5 mln zł zysku netto.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Grupa Kapitałowa EGB Investments ogłasza wyniki za 2014 rok

0

Grupa Kapitałowa EGB Investments wypracowała w 2014 roku zysk netto wyższy aż o 37 proc. niż rok wcześniej, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 70,6 mln zł. Spółki tworzące Grupę Kapitałową utrzymują wysoką sprawność operacyjną, efektywnie prowadzą działania sprzedażowe, a dzięki zdywersyfikowanemu dostępowi do źródeł finansowania, są skutecznie przygotowane do inwestycji w perspektywiczne portfele wierzytelności.

Wyższy zysk i rosnące przychody

Przychody netto ze sprzedaży Grupy Kapitałowej EGB Investments wyniosły w 2014 roku 70,6 mln zł, natomiast łączne przychody (obejmujące przychody ze sprzedaży, pozostałe przychody operacyjne oraz przychody finansowe) wyniosły 74,5 mln zł. Stanowi to wzrost odpowiednio o 26 proc. i 15 proc. w porównaniu do roku 2013. Zysk netto osiągnął rekordową wartość 12,1 mln zł i był o 37 proc. wyższy niż przed rokiem. Wpływ na taki poziom wyników miała m.in. dalsza poprawa efektywności operacyjnej Grupy, wynikająca z dynamicznego wzrostu przychodów ze sprzedaży przy utrzymaniu ścisłej dyscypliny w zakresie kosztów działalności operacyjnej. Szczególne znaczenie mała tutaj rosnąca dynamika w zakresie liczby i wartości nabywanych przez spółkę zależną wierzytelności niewymagalnych oraz wzrost przychodów z wierzytelności własnych w spółce dominującej.

Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.
Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.

„Jednym z naszych priorytetów jest ciągły wzrost efektywności Grupy Kapitałowej” – tłumaczy Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A. – „Nasze wysiłki w tym zakresie są widoczne m.in. we wzroście poziomu wszystkich wskaźników rentowności, w porównaniu do zeszłego roku. W dalszym ciągu optymalizujemy koszty operacyjne oraz w sposób niezwykle racjonalny podchodzimy do decyzji w zakresie inwestycji w nowe portfele wierzytelności.” W roku 2014 EBIT i EBITDA osiągnęły wyższy poziom (odpowiednio o 141 proc. i 132 proc.) w porównaniu do roku 2013, co jest potwierdzeniem wysokiej efektywności operacyjnej Grupy Kapitałowej EGB Investments.

Umacnianie specjalizacji

W 2014 roku spółka dominująca (EGB Investments S.A.) konsekwentnie rozwijała know-how w zakresie obsługi wierzytelności korporacyjnych i zabezpieczonych hipotecznie oraz budowała przewagi konkurencyjne w obszarze sekurytyzacji. Natomiast Spółka zależna (EGB Finanse) dynamicznie umacniała pozycję w sektorze finansowania bieżącej działalności mikro i małych przedsiębiorców, bijąc kolejny rekord w zakresie liczby i wartości nabytych wierzytelności niewymagalnych za pośrednictwem Systemu Transakcyjnego www.egbfinanse.pl. „Dodatkowym motorem wzrostu Grupy Kapitałowej będą w kolejnych okresach inwestycje w ramach nowego segmentu rynku – transakcji wtórnych, rozumianych  jako nabywanie portfeli wierzytelności od konkurentów oraz  przejmowanie  funduszy sekurytyzacyjnych lub ich aktywów” – wyjaśnia Krzysztof Matela. – Natomiast w EGB Finanse będziemy nadal pracować na miano lidera rynku finansowania dla MMP, dostarczając przedsiębiorcom zmuszonym do udzielania długich kredytów kupieckich skutecznych rozwiązań służących poprawie ich płynności finansowej.”

Dobre relacje i zaufanie

Wśród czynników wpływających na osiągnięcie satysfakcjonujących rezultatów w 2014 roku Zarząd spółki dominującej wskazuje m.in. niezwykłą dbałość o rentowność relacji ze Zleceniodawcami, szybki dostęp i dywersyfikację źródeł finansowania inwestycji w portfele wierzytelności, doskonałe relacje z Obligatariuszami oraz wysoką jakość Relacji Inwestorskich, której potwierdzeniem tego jest obecność EGB Investments S.A. kolejny rok z rzędu wśród finalistów konkursu Złota Strona Emitenta, organizowanego przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Grupa Kapitałowa utrzymywała wysoką zdolność do bieżącego wywiązywania się ze zobowiązań, m.in. terminowo wykupując wszystkie serie wyemitowanych obligacji. – „Wierzę, że Grupa Kapitałowa EGB Investments w obecnym kształcie tworzy zdrowy i silny organizm, będący w stanie sprostać nawet największym wyzwaniom” – podsumowuje Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.

PBOC bez wpływu na rynki

PBOC bez wpływu na rynki - Raport dzienny FXMowa oczywiście o cięciu stopy procentowej o 25 p.b. w niedzielę przez Ludowy Bank Chin. Pozytywnej reakcji zbytnio nie widać – pytanie, czy inwestorzy nie zaczynają, aby zadawać sobie pytania, na ile ostatnie decyzje Chińczyków mogą zapowiadać potencjalne decyzje w sprawie wdrożenia programu skupu aktywów, a na ile na ostatnich ruchach na stopach (także tych dotyczących rezerw obowiązkowych dla banków) sprawa się zakończy.

Pod presją spadkową pozostał dolar nowozelandzki – to wynik rosnących spekulacji, że RBNZ mógłby zdecydować się na cięcie stóp już w 11 czerwca – taki głos pojawił się ze strony jednego z lokalnych banków. Wyjątkiem jest relacja NZD/NOK, ale korona norweska traci dzisiaj w większości układów. To echo opublikowanych dzisiaj danych nt. inflacji CPI za kwiecień. Niższe od oczekiwań były dane bazowe (0,4 proc. m/m i 2,1 proc. r/r), co teoretycznie może zwiększać spekulacje, że Norges Bank znajdzie jednak miejsce do obniżki w czerwcu – po ostatniej decyzji o ich braku, takiej możliwości nie wykluczył szef banku centralnego. Na niewielkich minusach pozostawała dzisiaj rano także większość układów z AUD i CAD.

A co na głównej parze? Euro pozostaje pod delikatną presją w kontekście dzisiejszego spotkania Eurogrupy. Politycy (poza greckimi) nie obiecują sobie wiele. Jeżeli po spotkaniu rzeczywiście nie pojawi się nawet cień próby znalezienia porozumienia, które mogłoby zostać dopracowane w kolejnych tygodniach, to będzie to rzutować na rynki. Jutrzejsza płatność na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego najpewniej zostanie zrealizowana w terminie, ale w czerwcu łączne raty przekroczą już 1,6 mld EUR. Czy Grecy to uciągną?

Na wykresie EUR/USD widać rosnące szanse na przetestowanie strefy 1,1051-1,1096. To czy uda się w tym tygodniu zejść niżej, nie będzie już zależeć od informacji z greckiego frontu negocjacji, a danych z USA (w środę mamy kwietniową sprzedaż detaliczną, a w piątek produkcję przemysłową).

Kursy walut pozostały obojętne wobec danych makro

Michał Borzuchowski AKCENTA
Michał Borzuchowski AKCENTA

W miniony poniedziałek polska waluta wystartowała z poziomów 4,068 EUR oraz 3,635 USD. Bez zaskoczenia przyjęto decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

Europejska waluta utrzymywała się przez cały ubiegły tydzień zdecydowanie powyżej 4 PLN. Para EURPLN była notowana najniżej we wtorek na poziomie 4,013 spadając aż o 5,53 groszy w stosunku do poniedziałkowego otwarcia. Osłabienie wspólnej waluty miało miejsce mimo pozytywnych odczytów PMI dla przemysłu Niemiec i strefy euro oraz gorszego od oczekiwań odczytu PMI dla polskiego przemysłu. Słabszy od oczekiwań okazał się również przemysł Francji. Po nieuzasadnionych spadkach na parze EURPLN, kurs odbił aby w czwartek osiągnąć tygodniowe maksimum na poziomie 4,086. Czwartek był też najbardziej nerwowym dniem dla tej pary walutowej. Tego samego dnia kurs EURPLN spadł prawie o 5 groszy a w piątek ponownie obserwowaliśmy umocnienie wspólnej waluty.

W minionym tygodniu na parze USDPLN od poniedziałku obserwowaliśmy 3-dniowe spadki. Z najwyższego poniedziałkowego kursu (3,639) dolar spadł do poziomu 3,556 w środę. Największym zaskoczeniem dla rynku była wtorkowa publikacja bilansu handlu zagranicznego Stanów Zjednoczonych. Deficyt handlowy USA był aż o 10 mld. USD większy niż się spodziewano. Po środowym spadku kurs USDPLN odbił zmierzając przez 2 dni w kierunku kursu z poniedziałkowego otwarcia. Nie obserwowano na rynku przesłanek fundamentalnych dla takiego odbicia. Może się to okazać zwykłą korektą w trendzie spadkowym najważniejszej waluty świata. W całym tygodniu obserwowaliśmy na dolarze stosunkowo niewielkie wahania. Różnica między maksymalnym i minimalnym kursem tygodnia wyniosła 8,31 groszy podczas gdy w poprzednich tygodniach różnica ta wynosiła nawet po kilkanaście groszy.

Ciężkie banknoty? Zadanie dla cyborgów

„The Wall Street Journal” donosi, że Sumitomo Mitsui Banking Corp. testuje 8 robo-egzoszkieletów, które mają pomagać pracownikom w przenoszeniu ciężkich paczek z banknotami.
Urządzenia przygotowała firma Cyberdyne Inc., której nazwa nawiązuje do korporacji pojawiającej się w filmie „Terminator”. Roboty trafią do starszych pracowników SMBC Delivery Service Co., spółki odpowiedzialnej za transport gotówki pomiędzy oddziałami banku. Spośród 1600 pracowników firmy
około 16 proc. ma 65 lub więcej lat.

Hybrid Assistive Limb, czyli uprząż przypinana do kręgosłupa i nóg, pozwala zredukować wysiłek potrzebny do przenoszenia ciężkich przedmiotów o około 40 proc. Dzięki jej pomocy 10-kilogramowa paczka banknotów sprawia wrażenie lżejszej o 4 kilogramy. Urządzenia testowane są także w domach opieki społecznej, gdzie pomagają pracownikom w przenoszeniu ciężkich przedmiotów oraz na pacjentach poddawanych fizjoterapii wzmacniającej mięśnie rąk i nóg.

Japonia zmaga się z problemem starzenia się populacji. Obecnie ponad 25 proc. Japończyków przekroczyło 65. rok życia. Technologia może sprawić, że seniorzy będą mogli wykonywać ciężkie prace fizyczne bez uszczerbku  na zdrowiu – przynajmniej tak swój eksperyment uzasadniają przedstawiciele banku SMBC.

Citi Handlowy zwiększy udziały w strategicznych obszarach

Dobrze przygotowaliśmy się ten rok, by teraz rozpocząć działania na rzecz wzrostu. Chcemy zwiększyć skalę działania naszego biznesu – wzmocnić pozycje lidera tam, gdzie już odgrywamy znaczącą rolę i zwiększyć nasze udziały na rynku w strategicznych dla nas obszarach, powiedział Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowy, Mamy dobry zespół skupiony na przyszłości a nie tylko na szukaniu rozwiązań w odpowiedzi na codzienne wyzwania. Mamy model biznesowy oraz infrastrukturę, które mają silne podstawy i doskonale się sprawdzają w warunkach tegorocznej koniunktury. To najlepszy czas, by to wykorzystać.

W I kwartale 2015 rok Bank wypracował zysk netto w wysokości 217 mln zł, co oznacza wzrost o 6 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Bank utrzymał wysoką efektywność – wskaźniki ROTE (17,4 proc.), ROE (14,1%) i ROA (1,9 proc.) uplasowały się powyżej sektora. Wskaźnik kosztów do dochodów na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 53%.

Bank jest dobrze przygotowany na wzrost o czym świadczy silna pozycja kapitałowa (Tier 1 wyniósł 17,8%) oraz wysoka płynność, mierzona wskaźnikiem kredyty/depozyty (72%). Bank wyróżnia się na rynku wysoką jakością portfela kredytowego i nie jest zaangażowany na rynku kredytów walutowych.

Do końca tego roku Citi Handlowy chce zwiększyć udziały w strategicznych obszarach. Celem banku jest wzmocnienie pozycji lidera na rynku FX i kart kredytowych. Niezmiennie Bank konkurować będzie także jakością a na koniec roku wskaźnik jakości obsługi klientów zamożnych w Citi Handlowy ma być najwyższym na rynku. Bank chce zwiększyć również udziały w takich obszarach jak: kredyty korporacyjne, rachunki operacyjne firm, produkty inwestycyjne i aktywa inwestycyjne.

Rozwój bankowości detalicznej

Na koniec I kwartału 2015 roku sieć oddziałów Smart w Citi Handlowy zwiększyła się o kolejne 3 placówki w Katowicach, Poznaniu i Krakowie. W najbliższych tygodniach Bank otworzy szesnastą placówkę Smart na krakowskim Kazimierzu. Koncepcja Smart Bankowości na początku tego roku uzupełniona została o sieć 80 mobilnych doradców, którzy działają już w 6 największych miastach. Ich celem jest być bliżej klienta, stąd działają poza oddziałami – wyposażeni w aplikacje na iPad z każdego miejsca dogodnego dla klienta są w stanie sfinalizować wniosek o dowolny produkt.

Wraz z rozwojem koncepcji Bankowego Ekosystemu Smart wzrasta też liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej, która na koniec I kwartału 2015 roku wyniosła ponad 54 tys., co stanowi wzrost o 23% w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Udział transakcji dokonanych za pomocą kanałów bankowości internetowej lub mobilnej w transakcjach bankowych ogółem na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 95% i wzrósł o 2 p.p. względem analogicznego okresu 2014 roku.

Bank kontynuował aktywne wsparcie akwizycyjne dla segmentów klientów Citigold oraz Citi Priority poprzez działania takie jak oferty promocyjne dla lokat, i dla nowych klientów Citigold oraz Program Rekomendacji Citigold. W efekcie w I kwartale 2015 roku liczba klientów Citigold i Citigold Select wzrosła o 6%, tak samo jak w przypadku Citi Priority, w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Bank wzmocnił też pozycję lidera na rynku kart kredytowych pod względem wartości udzielonych kredytów z udziałem rynkowym według danych na koniec marca 2015 roku na poziomie 18,5%. Tempo wzrostu salda pożyczek gotówkowych zostało utrzymane na dwucyfrowym poziomie (+12,1% r./r.). Łączne saldo rachunków bieżących wyniosło ponad 3,48 mld zł, co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o niemal 21%.

Lider bankowości korporacyjnej

Pierwsze trzy miesiące nowego roku przyniosły dynamiczny rozwój w ramach oferty Emerging Market Champions. Bank wspiera już ponad 300 polskich i globalnych firm w realizacji ich planów zagranicznej ekspansji. Liczba globalnych firm, które w Polsce chcą się rozwijać z Citi Handlowy wzrosła w I kwartale tego roku o 5 proc. rok do roku i sięgnęła 299. Coraz więcej polskich firm decyduje się na rozwój zagranicą, Citi Handlowy wspiera w tym zakresie 50 przedsiębiorstw.

Bank wsparł finansowaniem ponad 170 inicjatyw i projektów jakie realizowane są przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Warszawa z kolei dzięki realizowanej przez Citi na świecie inicjatywie Citi Mobile Challenge była w kwietniu akceleratorem dla start-upów z pomysłem na bankową aplikację. W ramach Citi Mobile Challenge zebrano ponad 700 pomysłów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschody. W tym około 100 projektów z Polski. Najciekawsze mają szansę wygrać łącznie 100 tysiące dolarów z pierwszym takim międzynarodowym, bankowym hackathonie.

W I kwartale 2015 roku Bank po raz trzeci z rzędu utrzymał pozycję lidera w ogólnym rankingu konkursu na pełnienie funkcji Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych na rok 2016 oraz oficjalne wyróżnienie lidera Market Makingu za osiągnięcia na rynku kasowym Treasury BondSpot Poland.

To był też kolejny kwartał wzrostu transakcji walutowych zawieranych przez klientów korporacyjnych. W I kwartale Bank połączył system bankowości elektronicznej dla przedsiębiorstw CitiDirect z platformą CitiFX Puls, co umożliwiło klientom łatwiejsze zarządzanie transakcjami wymiany walut. W konsekwencji 75% wszystkich transakcji wymiany walutowej jest realizowanych poprzez platformę. Bank wzbogacił przy tym ofertę walut dostępnych w ramach rachunku firmowego. Dzisiaj Citi Handlowy jest jedynym bankiem na rynku, który udostępnia firmom 46 walut na jednym rachunku.

Zgodnie z trendem widocznym wyraźnie wśród klientów indywidualnych, rośnie też liczba firm korzystających z mobilnych rozwiązań finansowych – o 60% rok do roku, przy jednoczesnym wzroście wolumenu transakcji o 42%.

Fidelity publikuje wyniki badania Global Analyst Survey 2015

Fidelity Worldwide Investment przeprowadził ankietę wśród analityków w celu zidentyfikowania nowych trendów i atrakcyjnych okazji inwestycyjnych na globalnych rynkach akcji i długu. Główne wnioski badania są następujące:

  • Analitycy są bardziej pozytywnie nastawieni do rynków rozwiniętych niż wschodzących.
  • Oczekiwane są stabilne lub rosnące dywidendy we wszystkich regionach.
  • Przewidywane są pozytywne perspektywy dla branży medycznej i finansowej oraz negatywne dla sektora energetycznego i materiałowego.

Fidelity Global Sentiment Index

Badanie umożliwiło stworzenie barometru nastrojów analityków, opartego na pięciu głównych kryteriach oceny: nastroje zarządu, nakłady inwestycyjne, polityka dywidendowa, stopy zwrotu w branży oraz siły bilansu. Zagregowane wyniki odpowiedzi w skali od 1-10 pkt. (10 pkt. oznacza najbardziej pozytywną ocenę) pozwalają na dogłębną analizę obecnej kondycji oraz prognozę wzrostu spółek i sektorów na globalnych rynkach finansowych. Wskaźnik umożliwia również bezpośrednie porównanie poszczególnych regionów i sektorów. Kompleksowe badanie sentymentu analityków sprawia, że inwestorzy zyskują pełniejszy obraz sytuacji, co może stanowić istotne wsparcie przy definiowaniu strategii i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Globalny wskaźnik nastrojów analityków w 2015 r. wyniósł 5,7 pkt. wobec 6,4 pkt. w 2014 r., co wskazuje na pogorszenie ogólnego sentymentu względem ubiegłego roku. W ujęciu regionalnym, analitycy Fidelity są najbardziej pozytywnie nastawieni do Japonii (7,1 pkt.), Europy (5,8 pkt.) i USA (5,6 pkt). Dalsze miejsca w zestawieniu zajmuje Azja i Pacyfik (5,3 pkt. – z wyłączeniem „Państwa Środka” i Japonii), Chiny (4,4 pkt.) oraz Ameryka Łacińska/EMEA (4,3 pkt.), co sugeruje pogłębienie się regionalnej dyferencjacji na korzyść państw rozwiniętych. Natomiast do sektorowych faworytów analityków Fidelity należy branża opieki zdrowotnej i finansowa (odpowiednio 6,8 pkt. i 6,4 pkt.), a na drugim biegunie znajduje się branża energetyczna (2,1 pkt.) oraz materiałowa (3,8 pkt).

Wyniki tegorocznej ankiety są niezwykle ciekawe. Na pierwszym miejscu naszego ogólnego rankingu nastrojów znalazła się Japonia, na drugim Europa, ale i w USA nastroje utrzymały się na wysokim poziomie. Widać ponadto, że sektory oparte na innowacjach i wiedzy zaczynają wyraźnie wychodzić przed szereg – komentuje Henk-Jan Rikkerink, szef działu badań na Europę, USA, region EMEA i Amerykę Łacińską w Fidelity.

Japonia liderem

Z badania wynika, że liderem pod względem optymizmu analityków jest Japonia. To efekt reform strukturalnych i stymulowania gospodarki „abenomiką”. 75% badanych oczekuje wzrostu stopy zwrotu z inwestycji, podobnie jak większych dywidend. Dla porównania – większego ROE na europejskich i amerykańskich parkietach spodziewa się odpowiednio 36% i 23% analityków. Dodatkowo, 70% ekspertów jest zdania, że bilanse spółek notowanych w Japonii są zdrowsze niż rok wcześniej. – Nasi analitycy spodziewają się wzrostu wypłacanych dywidend z uwagi na mocne bilanse spółek. Trzech z czterech analityków objętych badaniem prognozuje zwiększenie dywidendy w ciągu nadchodzących 12 miesięcy – wyjaśnia Rikkerink.

Ożywienie Europy i USA

W Europie widać ożywienie i poprawę kondycji spółek, napędzane programem luzowania ilościowego Europejskiego Banku Centralnego oraz osłabieniem wspólnej waluty. Analitycy dostrzegają również atrakcyjną wycenę europejskich spółek na tle amerykańskich walorów. Co więcej, na Starym Kontynencie odnotowano wzrost popytu na kredyty przeznaczone na restrukturyzację przedsiębiorstw. Spodziewana jest umiarkowana aktywność na rynku fuzji i przejęć, głównie w formie transakcji typu bolt-on.

Po silnym 2014 r. w amerykańskiej gospodarce, analitycy oczekują stabilności w nastrojach zarządu, dywidendach i stopach zwrotu z kapitału. Z uwagi na zdrową sytuację na rynku kredytów, niskie koszty finansowania, duże rezerwy gotówkowe oraz wzrost zatrudnienia, tutaj eksperci przewidują kontynuację fuzji i przejęć, napędzanych transakcjami typu bolt-on. – Umiarkowany optymizm przeważa w Europe w wyniku poprawiających się fundamentów spółek, obniżki cen ropy i deprecjacji euro. Naszym zdaniem warunki w USA pozostaną zdrowe i stabilne – twierdzi Rikkerink.

Ostrożnie z Chinami

W przypadku Chin spodziewany jest spadek wydatków inwestycyjnych i stopy zwrotu z inwestycji ze względu na spowolnienie gospodarcze i osłabienie popytu wewnętrznego. Niemniej, 81% analityków spodziewa się w tym roku utrzymania poziomu wypłacanych dywidend. – Przeważa ostrożne podejście do Chin z uwagi na spowolnienie wzrostu. Jednakże w naszej ocenie w tym roku prawdopodobnie nie dojdzie do kryzysu systemowego. Mimo spowolnienia, w Państwie Środka nadal występują okazje do zrealizowania zysku – tłumaczy Rikkerink.

Mniej optymistycznie Emerging Markets i Ameryka Łacińska

Analitycy są mniej optymistycznie nastawieni do rynków w regionie EMEA (Europa Wschodnia, Bliski Wschód
i Afryka) oraz Ameryce Łacińskiej. Połowa respondentów uważa, że tamtejsze spółki zmniejszą nakłady inwestycyjne w nadchodzącym roku głównie z powodu słabości sektora energetycznego, na którym ciąży spadek cen ropy oraz aprecjacji dolara, skutkującej wzrostem kosztów finansowania.

Korzystne perspektywy dla posiadaczy papierów o stałym dochodzie

Badani pozytywnie oceniają perspektywy dla dywidend, które najbardziej wzrosną w sektorze zdrowotnym,
a następnie w branży dóbr konsumpcyjnych i użyteczności publicznej (utilities). Jedynie spółki z branży energetycznej nie podzielą się zyskiem z akcjonariuszami. – 75% naszych analityków przewiduje wzrost dywidend wypłacanych przez spółki notowane na japońskim parkiecie, podczas gdy odpowiednio połowa i 1/3 analityków prognozuje zwiększenie wypłat dla akcjonariuszy w przypadku spółek, których walory są notowane na amerykańskiej i europejskiej giełdzie – twierdzi Rikkerink.

Branżowi liderzy i outsiderzy

60% analityków spodziewa się wzrostu stopy zwrotu z kapitału w branży medycznej. Co drugi ekspert prognozuje wzrost dywidend, podczas gdy żaden z nich nie przewiduje ograniczenia wypłaty zysku dla akcjonariuszy.

Co więcej, 92% analityków przewiduje spadek stopy zwrotu z inwestycji w sektorze energetycznym, na którym ciąży obniżka cen ropy. – Te założenie odzwierciedla dostosowanie sektora energetycznego do znaczącej przeceny tego surowca – wyjaśnia Rikkerink. Taka sytuacja szczególnie uderza w eksporterów (np. Rosja), choć z drugiej strony zyskują na niej importerzy (np. Indie). Eksperci zgodnie przewidują redukcję nakładów inwestycyjnych w tym sektorze.

Coroczna ankieta analityków jest prowadzona od 2012 r. W tegorocznej edycji uczestniczyło 159 specjalistów Fidelity Worldwide Investment, w tym 122 analityków rynku akcji i 37 ekspertów rynku długu znajdujących się w Europie i Azji, którzy w minionym roku przeprowadzili 17 tys. bezpośrednich rozmów z zarządzającymi obserwowanych przez nich spółek. Ankietowanym zadano łączne 38 pytań dotyczących nastrojów zarządów, nakładów inwestycyjnych, polityki dywidendowej spółek, wyceny rynku.

Zwycięstwo Camerona umacnia funta

Jak wynika z sondażu exit poll przygotowanego dla BBC, w czwartkowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii zwycięstwo odniosła Partia Konserwatywna zdobywając 325 mandatów w liczącej  650 miejsc Izbie Gmin. Wszystko wskazuje na to, że zwycięstwo Davida Camerona w istotny sposób ograniczy ryzyko związane z przedłużającymi się negocjacji w sprawie utworzenia rządu – zgodnie z zapowiedziami brytyjskiego premiera, jego celem pozostanie działanie na rzecz wszystkich obywateli. Wiadomość o zdobyciu znaczącej przewagi przez Partię Konserwatywną została także pozytywnie odebrana przez inwestorów, co sprzyjało znaczącemu umocnieniu brytyjskiej waluty. W reakcji na ogłoszenie wstępnych wyników kurs EUR/GBP spadł o 1.92% , podczas gdy GBP/USD wzrósł o 1.12%.

Rano uwagę inwestorów na Starym Kontynencie przyciągnęły wiadomości napływające zza Odry, gdzie zostały opublikowane dane obrazujące dynamikę produkcji przemysłowej oraz bilans handlu zagranicznego Niemiec. Popołudniu poznamy natomiast oficjalne informacje na temat aktualnej sytuacji na amerykańskim rynku pracy, w tym dotyczące zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (prognoza 225K) oraz stopy bezrobocia (prognoza 5.4%).

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Wykorzystanie limitu w programie „Mieszkanie dla młodych” wzrost w kwietniu o 26 mln zł

Wciąż rośnie zainteresowanie osób kupujących mieszkanie na kredyt w ramach rządowego programu finansowego wsparcia młodych ludzi, który umożliwia uzyskanie dofinansowania wkładu własnego. W kwietniu do BGK wpłynęło 1856 wniosków, a tegoroczny limit jest już zarezerwowany w 34 proc.

 

Wykorzystanie tegorocznego limitu na podstawie wniosków przekazanych do Banku Gospodarstwa
Krajowego przez banki kredytujące do 30 kwietnia wynosi już 246 mln zł. Wysokość dofinansowania w ciągu miesiąca wzrosła zatem o 26 mln zł. Co ważne, znacząca kwota dopłat dotyczy już kolejnych lat – na 2016 r. kredytobiorcy złożyli ponad 2 tys. wniosków na kwotę dofinansowania prawie 51 mln zł.

W ramach limitu obowiązującego w 2015 r. do BGK wpłynęły 10 592 wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania, a łączna ich liczba od początku realizacji programu wynosi prawie 22 tysiące.

W ciągu 16 miesięcy funkcjonowania programu „Mieszkanie dla młodych” najwięcej lokali i domów z rządową dopłatą kupili mieszkańcy Mazowsza (3 715 wniosków), Pomorza (3 303 wniosków) oraz Wielkopolski (3 098 wniosków). Najmniej umów o zakup mieszkań ze wsparciem państwa zawarto w województwach opolskim (170 wniosków) i świętokrzyskim (219 wniosków).

 

Średnia powierzchnia mieszkań nabywanych w programie wynosi 53,12 m2. Osoby korzystające z programu „Mieszkanie dla młodych” mają również możliwość zakupu domu jednorodzinnego – obecnie jego średnia wielkość to 84,59 m2.

„Mieszkanie dla młodych” to program Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, który wspiera młodych Polaków w zakupie pierwszego mieszkania, jednocześnie pozytywnie oddziaływując na sektor budowlany i wzrost gospodarczy. Obsługą finansową przedsięwzięcia zajmuje się Bank Gospodarstwa Krajowego, którego rolą jest wspieranie społecznego i gospodarczego rozwoju kraju. Od 2007 roku BGK zapewnia profesjonalną obsługę programu „Rodzina na swoim”, który pomógł ponad 192 tysiącom Polaków nabyć mieszkanie na własność.  Dopłaty do kredytów preferencyjnych „Rodzina na swoim” będą wypłacane do 2022 roku.

 

Grupa Kapitałowa MCI po I kwartale 2015 r.: 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto

0
  • Aktywa netto na akcję wyniosły 17,22 zł względem 13,98 zł przed rokiem (wzrost o 23,2% r/r). Plan roczny zakłada 19,75 zł
  • 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto
  • Aktywa netto w wysokości 1 mld 80 mln zł względem 873 mln zł przed rokiem (wzrost o 23,7% r/r)
  • Certyfikaty inwestycyjne funduszy wyniosły na 31.03.2015 r. 1 mld 421 mln zł (wzrost o 28% r/r)
  • Sukces oferty publicznej akcji Private Equity Managers S.A. i pierwszy debiut na GPW spółki zarządzającej aktywami private equity.

Wskaźnik aktywów netto na akcję Grupy MCI, najlepiej charakteryzujący kondycję funduszy typu private equity, wyniósł na koniec I kwartału 2015 r. 17,22 zł, co oznacza wzrost o 23,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. W omawianym okresie Grupa MCI wypracowała 47,5 mln zł skonsolidowanego zysk netto. Największy udział w wyniku miał wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszy MCI.TechVentures (o 23,9 mln zł) i MCI.EuroVentures (o 22,1 mln zł) oraz wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu MCI.CreditVentures 2.0 (o 3,4 mln zł). Wartość certyfikatów inwestycyjnych funduszy, których właścicielem jest MCI Management, wyniosła na koniec marca 2015 r. 1 mld 421 mln zł, co oznacza wzrost o 28% względem stanu na koniec I kwartału 2014 r. Aktywa netto wzrosły w ciągu roku o 23,7% do poziomu 1 mld 80 mln zł. Od początku br. do momentu publikacji niniejszego sprawozdania, fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI, zrealizowały 5 wyjść z inwestycji na łączną kwotę ponad 400 mln zł.

To pierwszy raz kiedy grupy MCI i PEManagers będą publikować swoje wyniki osobno. Cieszę się, że możemy zaprezentować akcjonariuszom MCI znaczący wzrost aktywów netto na akcję oraz wysoki zysk netto – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management S.A. – Nieustannie naszym strategicznym celem jest budowanie wartości dla naszych akcjonariuszy poprzez systematyczny wzrost wskaźnika NAV na akcję oraz kursu akcji – dodał.

MCI prognozuje, że wartość aktywów netto na akcję ukształtuje się na poziomie 19,75 zł na koniec 2015 r. Oceniając wyniki pierwszego kwartału jest na dobrej drodze, by swój plan zrealizować.

W okresie marzec 2014 r. – marzec 2015 r. kurs akcji MCI wzrósł o 28%. Wskaźnik P/BV wyniósł na dzień 31.03.2015 r. 0,70 zł, co oznacza, że MCI nadal wyceniana jest przez inwestorów z istotnym dyskontem wobec wartości księgowej Spółki.

Fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI Management, planują zwiększyć skalę inwestycji w tym roku. Na ten cel zamierzają przeznaczyć około 400 mln zł do końca roku biznesowego.

Wyniki Grupy kapitałowej Getin Holding po I kwartale 2015 roku

W pierwszym kwartale 2015 roku Grupa Getin Holding wypracowała zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej na poziomie 45,8 mln PLN, co jest wynikiem o 41,7% lepszym w ujęciu rok do roku. W kwietniu br. Idea Bank Polska zadebiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pozyskując ponad 250 mln PLN na dalszy rozwój Grupy IB.

Deprecjacja lokalnych walut, kryzys ekonomiczny oraz niepewna sytuacja polityczna w Europie Wschodniej, od ponad roku stwarzają niekorzystne warunki do rozwoju biznesu bankowego w tym regionie. Dlatego Grupa będzie kontynuować strategię opartą o ścisłą dyscyplinę kosztową oraz wzmacniać obszar zarządzania ryzykiem kredytowym- powiedział Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding. Dzięki nabyciu pakietu akcji Getin Leasing Grupa uzyskała współkontrolę nad jednym z liderów rynku leasingu w Polsce. Jestem przekonany, że transakcja przyczyni się do wzrostu wartości dla Akcjonariuszy i umocni pozycję Holdingu w tym perspektywicznym segmencie rynku- dodaje.

 

W trzech pierwszych miesiącach br. grupa kapitałowa Idea Bank osiągnęła zysk netto w wysokości 63,1 mln PLN, co jest wynikiem dwukrotnie lepszym względem analogicznego okresu rok wcześniej. Od początku roku Idea Bank systematycznie rozwija innowacyjne kanały kontaktu z Klientami, jak Idea Cloud, Idea HUB oraz mobilne wpłatomaty. Bank koncentruje się również na dalszym wzmacnianiu synergii biznesowych w ramach Grupy oraz optymalizacji kosztowej. W kwietniu br. Spółka zadebiutowała na GPW pozyskując 254,2 mln PLN na dalszy rozwój biznesu. Na koniec marca współczynnik adekwatności kapitałowej Idea Banku wynosił 14,1%.

W konsekwencji negatywnych trendów utrzymujących się w gospodarce rosyjskiej Grupa Carcade funkcjonuje w warunkach ograniczonego dostępu i wysokich kosztów finansowania. Spółka odnotowuje również pogorszenie dyscypliny płatniczej Klientów, co jest efektem spadku siły nabywczej związanej z deprecjacją rubla oraz niekorzystnych warunków gospodarczych. W I kwartale Grupa przeprowadziła intensywne działania związane z optymalizacja kosztową co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych w PLN o 16,2% (r/r). W kwietniu br. Holding zawarł warunkową umowę sprzedaży akcji Idea Bank Rosja.

 

W I kwartale br. Grupa Idea Bank Białoruś wypracowała zysk netto na poziomie 5,4 mln PLN, co oznacza wzrost o blisko 50% w ujęciu rok do roku. Od początku roku Bank systematycznie odbudowywał i stabilizował bazę depozytową. Warto podkreślić, że od marca widoczny jest trend spadku kosztów finansowania depozytami detalicznymi w BYR. Bank wdrożył również strategię optymalizacji kosztowej co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych o ponad 1,1 mln PLN (r/r).

 

W wyniku trwającej od ponad roku niekorzystnej sytuacji politycznej na Ukrainie, w pierwszym kwartale br. Grupa Idea Bank Ukraina odnotowała stratę netto na poziomie 6,2 mln PLN. Oznacza to zmniejszenie poziomu straty netto względem analogicznego okresu 2014 roku o ponad 40%. Zgodnie z przyjętą strategią Bank stale utrzymuje wszystkie wskaźniki nadzorcze na poziomie wymaganym przez Narodowy Bank Ukrainy. W związku z pogłębiającą się deprecjacją hrywny oraz pogarszająca się sytuacją ekonomiczną, w I kwartale Bank odnotował znaczący wzrost kosztów finansowania w lokalnej walucie.

 

Celem strategicznym Idea Bank Rumunia (dawniej Romanian International Bank) jest osiągnięcie w nadchodzących miesiącach progu rentowności w ramach działalności bankowej. Tylko w pierwszych trzech miesiącach roku Bank odnotował wzrost sprzedaży kredytowej do poziomu 36,4 mln PLN, względem 9,1 mln w IV kwartale 2014 roku. Działania Banku koncentrują się na aktywnej rozbudowie portfolio produktowego oraz intensyfikacji akcji marketingowych zapoczątkowanym procesem rebrandingu. Nowe hasło „Idea Bank – fresh banking from Poland” zostało pozytywnie przyjęte na lokalnym rynku i stanowi kluczowy element pozycjonowania marki wśród nowoczesnych instytucji finansowych.

Grupa Famur planuje podbój azjatyckiego rynku. Spółka chce dostarczać maszyny górnicze m.in. do Indii

0

Trudna sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego sprawia, że Grupa Famur szuka nowych rynków zbytu dla swoich kombajnów na innych kontynentach. Spółka rozszerza też asortyment produkowanych urządzeń o maszyny stosowane w górnictwie odkrywkowym.

Famur stara się radzić sobie z problemami, dywersyfikując swoją działalność. Spółka swe maszyny stara się sprzedawać także na rynkach azjatyckich, w Ameryce Południowej i Centralnej, krajach Bliskiego Wschodu.Chce również zaistnieć w krajach bałkańskich.

– Prace nad zbudowaniem naszej globalnej pozycji na rynkach zagranicznych cały czas trwają – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur. Będziemy je wspierali, intensyfikowali, bo tak naprawdę jest to jedyna droga rozwoju dla takich spółek jak nasza. Staramy się również rozszerzać nasze portfolio produktowe.

W tym celu w połowie ubiegłego roku Famur sfinalizował transakcję przejęcia Grupy Fugo Famak.

– To pozwoliło nam dodać do naszego aktualnego portfolio produktowego również rozwiązania dla górnictwa odkrywkowego – informuje Mirosław Bendzera. Dlatego dzisiaj jesteśmy w stanie zaproponować naszym klientom zdecydowanie szerszy wachlarz rozwiązań, bardziej kompleksową ofertę, zarówno tę, która jest kierowana do firm potrzebujących rozwiązań w zakresie eksploatacji złóż metodą podziemną, jak i tych, które realizują te zadania na powierzchni, czyli dla kopalń odkrywkowych.

Obecnie dla grupy najbardziej perspektywiczna jest Azja. Szczególnie takie potęgi, jak Indie, dają spółce bardzo szeroką i długofalową perspektywę zaistnienia na tym rynku – podkreśla prezes Grupy Famur.

Przy czym nie ukrywam, że jest to rynek bardzo trudny, który będzie wymagał od takich firm jak nasza dostarczenia rozwiązań nie tylko w zakresie technicznym, lecz także w zakresie technologicznym. Potrzebne będą również szkolenia oraz dostosowanie rozwiązań finansowych do potrzeb tamtejszych inwestorów.

Obsługa tego typu inwestycji rozpoczyna się od rozpoznania złoża, na którym ma być realizowane zamówienie. Wymaga zaprojektowania i dostosowania rozwiązania technicznego do faktycznych potrzeb, których oczekuje klient, dostarczenia mu rozwiązania technicznego, zapewnienia obsługi w zakresie realizacji tego przedsięwzięcia, później nadzoru i wsparcia w zakresie jego obsługi bieżącej, czyli nadzoru nad efektywnością eksploatacji złoża. Wreszcie zapewnienie mu możliwości sfinansowania tych inwestycji.

Chcemy stać się globalnym dostawcą rozwiązań dla górnictwa zarówno tego podziemnego, jak i odkrywkowego – deklaruje prezes Mirosław Bendzera z Grupy Famur. Dodaje, że jedyną drogą, która pozwoli realizować tę strategię, nazwaną przez firmę „Go Global”, jest zebranie wiedzy na temat potrzeb, które generują poszczególne rynki w różnych rejonach świata i ekspansja zagraniczna.

Mając tę wiedzę, jesteśmy w stanie dobrze przygotować się do tego, żeby z naszą ofertą i naszym rozwiązaniem po pierwsze zaistnieć na tym rynku, a po drugie skutecznie ją na ten rynek wprowadzić. I nad tym bardzo intensywnie pracujemy. Oczywiście za tym idą również elementy ekonomiczne. Większa sprzedaż związana jest również z oczekiwaniem zdecydowanie większej poprawy wyników finansowych, które chcemy generować.

Nowy Styl szykuje się do przejęcia kolejnej zagranicznej firmy. Spółka stawia na eksport

CEO Magazyn Polska

Grupa Nowy Styl, zajmująca się wyposażeniem biur, 85 proc. przychodów generuje za granicą. Firma mająca fabryki w pięciu państwach zapowiada kolejne przejęcie, które umożliwi jej rozpoczęcie produkcji w następnym kraju.

Grupa specjalizuje się w dostarczaniu kompleksowych rozwiązań meblowych dla przestrzeni biurowych oraz miejsc użyteczności publicznej. Firma posiada międzynarodową sieć sprzedaży składającą się z 19 lokalnych spółek dystrybucyjnych w Europie oraz Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie.

– Większość produkcji z Polski eksportujemy, oprócz tego mamy jeszcze produkcję w czterech innych państwach, więc z całości przychodów na poziomie 1,2 mld zł 85 proc. generujemy za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jerzy Krzanowski, współwłaściciel i wiceprezes zarządu Grupy Nowy Styl.

W rezultacie Grupa Nowy Styl zajmuje się kompleksowym meblowaniem biur w 100 krajach.

W pięciu produkujemy, prawdopodobnie ogłosimy niedługo kolejne przejęcie w szóstym państwie mówi deklaruje Jerzy Krzanowski. – Głównym rynkiem  w Europie na pewno są Niemcy. W ogóle koncentrujemy się głównie na Europie, ale nie zapominamy też o Bliskim Wschodzie, sprzedajemy tam do wielu krajów. Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy firmą globalną.

Firma chlubi się tym, że na liście jej klientów są wielkie międzynarodowe korporacje, instytucje kulturalne, m.in. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia oraz Opera w Monachium. Wreszcie wszystkie polskie stadiony, na których grano mecze mistrzostw EURO 2012. Na krzesłach Grupy informuje spółkaobradowali przywódcy państw podczas szczytu NATO w Lizbonie, zasiadają na nich urzędnicy w niemieckim Urzędzie Kanclerskim oraz publiczność w Leicester Square Theatre w Londynie, a w najbliższym czasie również na stadionie Olympique w Lyon.

Sam eksport, gdy ma się partnerów lokalnych, nie jest jakimś wielkim problemem ocenia współwłaściciel Grupy Nowy Styl. Tutaj nie widzę jakichś wielkich zagrożeń, jeżeli tylko zna się podstawowy elementarz, wie, co trzeba zrobić, jakie są ubezpieczenia i różne inne rzeczy. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz realizować projekty w danym kraju, sprzedawać już B2B, ewentualnie uruchamiać jakąś produkcję czy własne systemy dystrybucyjne. To już jest zdecydowanie trudniejsze zadanie.

Grupa Nowy Styl działa na rynku od 22 lat. Jak podkreśla jeden z jej założycieli, w tak hermetycznej branży, zdominowanej w Europie przez biznes rodzinny, to właśnie odwaga w wyborze kierunków eksportowych zapewniła firmie powodzenie.

– Myśmy od samego początku zaczęli sprzedawać na eksport, czyli od 1993 roku, parę miesięcy po powstaniu Nowego Stylu sprzedawaliśmy na Ukrainę i do Rosji i to z wielkim sukcesem, z wielkimi marżami – przypomina Jerzy Krzanowski. – Pierwszą produkcję za granicą uruchomiliśmy w 1999 roku na Ukrainie, w Charkowie, z lokalnym partnerem. Od tego czasu, przez te 15 lat, zbudowaliśmy tam dużą organizację. Później uruchomiliśmy produkcję w Rosji, następnie 3 lata temu dokonaliśmy dwóch przejęć w Niemczech oraz niedawno, w tamtym roku, przejęcia firmy tureckiej.

Artur Zipf, Malik: Polscy szefowie mają problem z tworzeniem wizji rozwoju firm. Mają wiedzę i doświadczenie, ale nie potrafią być liderami

0

CEO Magazyn Polska

Polskich menadżerów cechuje ogromna wiedza praktyczna, ich wielką zaletą jest zdobyte doświadczenie oraz międzynarodowe wykształcenie. Brakuje im jednak zdolności przywódczych, mają problem z odgrywaniem roli lidera w swoich firmach i tworzeniem długoterminowej strategii ich rozwoju – uważa Artur Zipf z niemieckiej firmy konsultingowej Malik.

Praktyczny problem wynikający ze słabych kompetencji przywódczych polskich menadżerów objawia się podczas tworzenia strategii, szukania kierunków rozwoju, planowania przyszłości firm. Polscy szefowie mają problem ze znalezieniem kompleksowych rozwiązań i pomysłów na swoje firmy.

– Chodzi o to, żeby ustalić priorytety w perspektywie kolejnych kilku lat, nie mówię tu o kolejnych kilku miesiącach mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Zipf, partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności. Mówię o trudnościach związanych z dobrą organizacją zarządzania na najwyższym szczeblu, tak by naprawdę być obecnym na rynku i zdolnym do funkcjonowania przez kolejnych kilka lat.

Skutek jest taki, że gdy wszystko toczy się zgodnie z założeniami, polskie firmy mają się doskonale. Gorzej, gdy na rynku dochodzi do zawirowań, tak jak obecnie.

Taka sytuacja wywiera presję głównych menadżerów i czasem prowadzi do niepodejmowania żadnych decyzji albo niemonitorowania ich w odpowiedni sposób zwraca uwagę Artur Zipf. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z pojawieniem się nowego obszaru, który nazwałbym opanowywaniem złożonych sytuacji, zamiast pozwalania na to, by to złożona sytuacja zdominowała nasze działania.

Według niego w Polsce część menadżerów nie zauważyła jeszcze nadchodzących problemów i próbuje rozwiązywać napotykane trudności, wykorzystując sposoby, z których korzystali w przeszłości. Ponieważ często są to metody wciąż skuteczne, osoby te odnoszą sukcesy w biznesie, wciąż dobrze sobie radząc. Jak jednak podkreśla partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management, gdy spojrzeć na ogólną sytuację w Europie i na świecie, wygląda na to, że dokonuje się fundamentalna zmiana, która wymusi zmianę podejścia do podejmowania decyzji i mierzenia się z ich konsekwencjami.

W Polsce czy innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej mamy do czynienia z ogromną wiedzą ekspercką. Ludzie są tu naprawdę świetnymi ekspertami. Natomiast porównując menadżerów z ich odpowiednikami w świecie zachodnim, można powiedzieć, że tam w większym stopniu już się uznaje konieczność wiedzy na temat zarządzania, kierowania firmą i dbałości o profesjonalizm przywództwa, o bycie nie tylko ekspertem, lecz także liderem.

Polscy szefowie i kierownicy mają jednak jego zdaniem potencjał, by sprostać temu wyzwaniu, a ich niewątpliwą zaletą są szerokie horyzonty, wykształcenie, wiedza, a także młody wiek i elastyczność.

 Bardzo pozytywnym sygnałem, szczególnie jeśli chodzi o Polskę, jest to, że ludzie są bardzo zmotywowani, żeby zapanować nad tą sytuacją ocenia Artur Zipf z Malik Management. Osoby pełniące funkcje zarządcze są dużo młodsze niż w krajach Zachodu i moim zdaniem jest to wielka szansa, ponieważ są otwarte na globalny rozwój i bardzo dobrze wyedukowane. W większości przypadków mają wykształcenie międzynarodowe i nie mam wątpliwości, że poradzą sobie również z globalnymi wyzwaniami.

Łatwiej będzie odzyskać należności od unijnych kontrahentów

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy i konsumenci będą mogli dochodzić swoich roszczeń wobec unijnych kontrahentów przez internet. Polska dołączyła do pilotażu systemu e-CODEX, który ma m.in. wyeliminować kłopotliwe i czasochłonne doręczenia do sądów w innych krajach UE, co przedłużało procedury. Elektroniczne postępowania będą dotyczyły m.in. europejskiego nakazu zapłaty i drobnych roszczeń.

W tej chwili największą barierą w skutecznym odzyskiwaniu należności o charakterze transgranicznym są doręczenia, które w zdecydowany sposób przedłużają postępowania i utrudniają sprawne ich przeprowadzenie. W związku z tym e-doręczenia, które będą wprowadzone w ramach rozwiązań pilotażowych w projekcie e-CODEX, znacznie usprawnią przeprowadzanie tych postępowań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lucyna Łuczak-Noworolnik, radca prawny z Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu.

Celem projektu e-CODEX ma być ułatwienie transgranicznego dostępu do środków prawnych w Europie dla obywateli i przedsiębiorstw oraz umożliwienie współpracy na szeroką skalę między organami wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych krajach UE.

Po dołączeniu Ministerstwa Sprawiedliwości do unijnego programu e-CODEX, w którym do tej pory Polskę reprezentował poznański instytut, w ciągu kilka miesięcy ruszy pilotaż e-usług o charakterze transgranicznym, m.in. dla firm, które chcą lub muszą dochodzić roszczeń o charakterze pieniężnym od kontrahentów w UE.

Możliwość wysłania pozwu drogą elektroniczną to wyczekiwane i bardzo potrzebne ułatwienie. Dzięki unijnym przepisom teoretyczna droga do odzyskania roszczeń od kontrahentów w UE jest bardzo prosta. UE wprowadziła już w 2008 r. procedurę europejskiego nakazu zapłaty, a w 2009 r. postępowanie w sprawie drobnych roszczeń (do 2000 euro). Obydwa te mechanizmy umożliwiają przesłanie do sądu wniosku na formularzu, co jest znacznie prostsze dla przedsiębiorców. Przesyłanie tego formularza pocztą tradycyjną wydłuża jednak całą procedurę. Dzięki e-CODEX i elektronicznej wysyłce formularze znacznie szybciej dotrą do właściwego sądu, a przedsiębiorca otrzyma należne mu pieniądze.

Dlatego elektronizacja tego postępowania i pilotażowa procedura, która zostanie przeprowadzona w ramach projektu e-CODEX, pozwolą nam rzeczywiście znacznie przyśpieszyć to postępowanie – podkreśla Łuczak-Noworolnik. – To jest najbardziej – w mojej ocenie – newralgiczny punkt postępowania. Jak wskazuje zresztą rozporządzenie europejski, nakaz zapłaty powinien być wydany w ciągu 30 dni, jednak właśnie z uwagi na doręczenia bardzo często ten termin znacząco się przedłuża – mówi ekspertka.

Zaznacza, że w przypadku postępowania nakazowego, o ile jest ono bezsporne, przedsiębiorcy nie muszą udawać się na rozprawę. Muszą jednak czasem poprawić pozew – odesłanie go pocztą tradycyjną i ponowne dostarczenie może trwać bardzo długo.

W pilotażu e-CODEX wezmą udział organy m.in. z Włoch i Niemiec. Urzędem koordynującym ten projekt na skalę europejską jest Ministerstwo Sprawiedliwości niemieckiego landu Nadrenia Północna-Westfalia. Jak zaznacza Łuczak-Noworolnik, projekt wprowadzany będzie w taki sposób, aby zapewnić jego trwałe funkcjonowanie po zakończeniu pilotażu. e-CODEX pomoże zaoszczędzić czas i obniżyć koszty dzięki bezpiecznej i prostej obsłudze spraw w ramach postępowania prawnego w Unii Europejskiej.

J. Steinhoff: Polska energetyka wymaga inwestycji w sektorze wytwarzania i modernizacji sieci przesyłowych

CEO Magazyn Polska

Przed sektorem energetyki w Polsce stoi wiele wyzwań – przede wszystkim dostosowanie się do wymagań pakietu klimatycznego i budowa nowych mocy wytwórczych. Zdaniem Janusza Steinhoffa pozytywną zmianą jest liberalizacja rynku oraz spadek energochłonności gospodarki.

– Polska elektroenergetyka stoi przed wielkimi wyzwaniami związanymi z konsekwencjami pakietu klimatyczno-energetycznego i ponoszeniem kosztów emisji dwutlenku węgla – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Ponad 90 proc. energii produkujemy z paliw stałych, z węgla kamiennego i brunatnego, a także biorąc pod uwagę fakt, że nasz podsektor wytwarzania nie dysponuje wysoko sprawnymi urządzeniami wytwórczymi, musimy modernizować nasz podsektor wytwarzania. Z jednej strony chodzi o obniżanie emisji dwutlenku węgla, a z drugiej strony o wzrost sprawności działania.

Ekspert zwraca uwagę na skutki pakietu klimatyczno-energetycznego, szczególnie te dotyczące węgla kamiennego. Steinhoff prognozuje, że jego konsekwencją może być substytucja nośników energii w elektroenergetyce. Głównymi założeniami pakietu jest redukcja gazów cieplarnianych o 40 proc. w 2030 roku oraz zwiększenie udziału OZE do 27 proc.

– Pozytywnym aspektem jest spadek energochłonności polskiej gospodarki od 1989 roku. Teraz musimy dbać o to, aby nasza elektroenergetyka i podsektor wytwarzania, dystrybucji i przesyłu były nowoczesne – mówi były wicepremier.

Steinhoff dodaje, że potrzebna jest również modernizacja sieci dystrybucyjnych i przesyłowych. W ostatnich latach inwestycje w sieci przesyłowe przyspieszyły. Tylko w tym roku spółka ENERGA-Operator zamierza zainwestować ponad 1,1 mld zł w modernizację sieci, z kolei poznańska Enea planuje w 2015 roku wydać 899 mln zł przede wszystkim na poprawę jakości segmentu dystrybucji.

– Zaczęliśmy budować nowoczesne bloki w Pątnowie, Łagiszy i Bełchatowie. Natomiast w sumie przez 25 lat polskiej transformacji zbudowaliśmy niewiele więcej niż 2 tys. nowych nowoczesnych mocy wytwórczych – mówi Steinhoff.

Jednocześnie pozytywnie ocenia następującą liberalizację rynku energii i jego rosnącą konkurencyjność.

 Zdecydowanie nastąpiła liberalizacja rynku energii, a na naszym rynku jest coraz większa konkurencja. Odbiorcy energii elektrycznej mogą zmieniać swojego dostawcę – mówi były wicepremier i minister gospodarki. – Mam nadzieję, że on się będzie otwierał również na Europę w większym stopniu, ale to wymaga inwestycji w transgraniczne moce przesyłowe.

W opinii eksperta konkurencyjność na rynku będzie rosła, co jest w interesie zarówno dostawców, jak i odbiorców. Liczba zmian sprzedawców energii rośnie z miesiąca na miesiąc. W lutym zmiany dokonało ponad 9,7 tys. gospodarstw domowych i 2,4 tys. odbiorców przemysłowych. W marcu z tej możliwości skorzystało odpowiednio nieco ponad 10,3 tys. oraz 2,5 tys. odbiorców. W sumie dostawcę energii zmieniło już blisko 320 tys. gospodarstw domowych.

– Rynek gazu kształtuje się trochę inaczej, mamy rewolucję łupkową w Stanach Zjednoczonych, odejście od wytwarzania energii elektrycznej z węgla na rzecz gazu ziemnego, który jest mniej emisyjny – wyjaśnia były minister gospodarki. – Nowe technologie w zakresie wydobycia, szczególnie gazu uwięzionego i łupkowego, mogą wywołać w tej materii istotną substytucję w elektroenergetyce.

Trwają prace nad ustawą o elektrośmieciach

0

CEO Magazyn Polska

W środę sejmowa komisja zajmie się rządowym projektem ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Celem nowych przepisów powinno być zwiększenie ilości elektrosprzętu przekazywanego do recyklingu i uszczelnienie systemu, bo dziś szara strefa obejmuje 40-60 proc. rynku – postuluje organizacja ElektroEko. Przyspieszenie prac nad zmianami jest konieczne, bo Komisja Europejska grozi Polsce wysokimi karami.

Projekt ustawy o elektrośmieciach ma wdrożyć do polskiego prawa przepisy unijnej dyrektywy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym.

Dyrektywa, którą Komisja Europejska przyjęła w lipcu 2012 roku, nakłada na wszystkie kraje unijne nowe zadania. Są one związane z większymi wymaganiami dotyczącymi ochrony środowiska, wykorzystywaniem surowców wtórnych do ponownego użycia oraz zintensyfikowaniem systemu zbierania zużytego sprzętu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego.

Do końca 2015 roku przedsiębiorca, który wprowadza sprzęt do gospodarstw domowych, będzie musiał osiągnąć poziom zbierania zużytego sprzętu pochodzącego z tych gospodarstw w wysokości 35 proc. masy sprzętu sprzedanego rok wcześniej. Współczynnik ma rosnąć i docelowo w 2021 wynieść 65 proc. Polska będzie musiała zwiększyć masę zebranego sprzętu przypadającą na jednego mieszkańca z 4 kg (ok. 170 tys. ton) do ok. 10 kg (385 tys. ton), czyli o blisko 230 proc. Jak podkreślają przedstawiciele ElektroEko, bez systemowych zmian w przepisach, których w obecnym projekcie brakuje, osiągnięcie tego wyniku może być nierealne. Poważnym problemem jest szara strefa.

Powinny zostać wprowadzone takie przepisy, które spowodują, że środki finansowe przeznaczane przez producentów sprzętu nie będą z systemu wyprowadzane w postaci dywidend dla organizacji odzysku – przekonuje Skrzypczak.

Z danych ElektroEko wynika, że do 2014 roku skumulowana wartość dywidendy, jaką część organizacji odzysku wypłaciła swoim akcjonariuszom, to ok. 70 mln zł. To o ponad 20 mln złotych więcej niż szacowana na ten rok wartość rynku. Patologicznym zjawiskiem na polskim rynku jest fałszowanie dokumentów potwierdzających zbiórkę i przetworzenie elektrośmieci. Formalnie poddane recyklingowi w rzeczywistości nie zostały nawet zebrane.

Wedle do tej pory przeprowadzonych badań od 40 do 60 proc. rynku zużytego sprzętu określane jest jako szara strefa. Ma ona wiele wymiarów i pod tym względem państwo ma bardzo dużo do zrobienia – podkreśla ekspert.

Jak wskazują dane Ministerstwa Środowiska, w 2013 roku wprowadzono do obiegu 486 tys. ton sprzętu, z czego ponad 171 tys. ton poddano przetworzeniu. Łącznie to 35 proc., czyli 4,2 kg elektrośmieci na mieszkańca. To jednak tylko teoria, bo w Polsce nie brakuje przedsiębiorców, którzy dążą do coraz większych zysków niezgodnie z prawem. Przekłada się to na marże, które z powodu szarej strefy są na bardzo niskim poziomie.

Jeżeli te procesy zbierania i przetwarzania sprzętu nie są realizowane, a są potwierdzanie wyłącznie w formie fałszywych dokumentów, to wówczas te marże są gigantyczne i zabijają cały rynek – ocenia prezes ElektroEko. – Kiedy zaczynaliśmy zbierać i przetwarzać zużyty sprzęt, wartość rynku wynosiła około 200 mln zł. Dziś ocenia się, że jest to nie więcej niż 50 mln zł. To właśnie z powodu szarej strefy i fałszywych dokumentów, które obniżają wartość rynku.

Według przedstawicieli ElektroEko niewdrożenie przepisów dyrektywy unijnej to efekt ich blokowania przez podmioty działające na rynku. Ich brak naraża jednak Polskę na poważne kary, bo właśnie z tego powodu pod koniec kwietnia Komisja Europejska pozwała Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W polskim prawie nowe przepisy powinny znaleźć się do 14 lutego 2014 roku. Kary mogą przekroczyć 71,6 tys. euro za dzień do czasu wdrożenia przepisów.

Rośnie rozpoznawalność polskich marek za granicą

Branża meblarska, kosmetyczna czy spożywcza to sektory uznawane na świecie za polską specjalność. Niektóre polskie marki są nawet lepiej rozpoznawalne za granicą niż w kraju. Coraz ważniejsze – obok uplasowania produktów „made in Poland” na zagranicznych rynkach – staje się również promowanie marek. Prace nad tym trwają w resorcie gospodarki.

W Polsce działa około 60 tys. firm uzyskujących przychody z eksportu. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku polskie produkty trafiły do 218 krajów na całym świecie. Nadal blisko 80 proc. polskiego eksportu trafia przede wszystkim na rynki Unii Europejskiej.

Największe polskie marki to te, które są w stanie pod swoim szyldem konkurować na rynkach zagranicznych. W transporcie, kosmetykach i branży meblarskiej są znane polskie marki, które sprzedają swoje produkty pod swoją nazwą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki. – Mamy dosyć dużo takich firm, które już unormowały swoje pozycje związane ze znakiem towarowym poza granicami. Co ciekawe, są nawet takie firmy, co do których często nie mamy świadomości, że są polskie marki.

Wspieranie polskich marek na zagranicznych rynkach jest jedynym z zadań resortu gospodarki. Dotyczy to m.in. ich udziału w różnego typu targach, eventach promocyjnych czy misjach gospodarczych. Jak podkreśla wiceminister, to działania, które mają utożsamiać markę polskiej gospodarki z tymi produktami.

Największy potencjał eksportowy dla polskich produktów ma Unia Europejska, gdzie w niektórych krajach nasze artykuły muszą konkurować nie tylko samą ceną.

Na rynkach wysoko konkurencyjnych, takich jak Niemcy, Włochy czy nawet Czechy rywalizuje się nie ceną, lecz jakością produktów. Eksportujemy do tych krajów dosyć dużo, a nasze marki cieszą się tam uznaniem – dodaje Bąk.

Takie firmy jak Maspex, LPP, Inglot czy Fakro znane są już nie tylko w Europie. Ministerstwo Gospodarki stawia w swoich działaniach coraz większy nacisk również na rynki pozaeuropejskie. Przykładem są istniejące już programy, jak Go China czy Go Africa.

Grant Thornton prognozuje, że dla polskiego eksportu coraz większe znaczenie będą mieć rynku poza UE. Najmocniej wzrośnie rola odbiorców z Ameryki Północnej i Południowej – sprzedaż na tamte rynki do roku 2020 ma wzrosnąć o 45,3 proc. Eksperci szacują również, że dynamika polskiego eksportu wyniesie w ciągu najbliższych 5 lat ok. 5,2 proc. rocznie.

Mamy już pierwsze sygnały, że również w Afryce i Azji zyskują uznanie firmy sprzedające produkty pod marką polską. Do tej pory stosowaliśmy raczej kooperację z tamtejszymi przedsiębiorstwami czy globalnymi firmami, ale teraz nasze marki też są w stanie konkurować w wybranych sektorach – uważa Arkadiusz Bąk.

Jak podkreśla, uplasowanie polskiej marki na zagranicznych rynkach jest procesem długim i trudnym.

To kwestia zaufania, ugruntowania pozycji i powiązania z pewną specjalizacją. Dlatego łatwiej jest promować marki, które są naszymi specjalnościami czyli właśnie z branży meblarskiej, kosmetycznej czy spożywczej – uważa Bąk. – Gdybyśmy chcieli polski samochód wyprodukować i sprzedaż poza naszymi granicami, to nawet przy dobrej kampanii promocyjnej byłoby to dużo trudniejsze zadanie niż przy markach już uznanych – dodaje.

Po dwóch miesiącach 2015 r. wartość polskiego eksportu przekroczyła 27 mld euro i była wyższa o 7,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Stalexport walczy o likwidację bramek na autostradzie

0

CEO Magazyn Polska

Kolejki na bramkach manualnego poboru opłat na odcinku autostrady A4 Kraków-Katowice to poważny problem, który jednak da się rozwiązać – podkreśla prezes Stalexportu, koncesjonariusza tego fragmentu A4. Firma próbuje przekonać resort infrastruktury do wprowadzenia elektronicznego systemu poboru opłat.

Prowadzimy rozmowy z rządem. Jeszcze miesiąc temu byłem totalnym pesymistą, teraz jestem trochę mniejszym pesymistą, ale jeszcze nie optymistą – mówi Emil Wąsacz, prezes zarządu Stalexport.

Na dziś zaplanowane jest kolejne spotkanie spółki z ministerstwem infrastruktury. Jak podkreśla Wąsacz, szansa jest, ale trudno ocenić jej wielkość.

Stalexport forsuje wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL na zarządzanym przez firmę odcinku autostrady A4 między Krakowem a Katowicami. Miałby on wyeliminować kłopoty związane z małą przepustowością punktów manualnego poboru opłat. Istniejące bramki spowalniają ruch, a w pewnych okresach – jak wakacje, długie weekendy czy okresy przedświąteczne – powodują wielokilometrowe korki. Przy elektronicznym systemie opłata za przejazd pobierana jest automatycznie, poprzez urządzenie, które posiada kierowca.

Z viaTOLL korzystają już kierowcy samochodów ciężarowych na autostradach, drogach ekspresowych i niektórych krajowych. Również kierowcy aut osobowych mogą płacić elektronicznie za płatne autostrady zarządzane przez GDDKiA. System ten jest jednak wciąż mało popularny wśród kierowców.

Strona rządowa temat odkłada do 2018 roku. My jesteśmy zdeterminowani, bo uważamy, że na naszym odcinku jest to problem, który trzeba jak najszybciej rozwiązać. I co najważniejsze uważamy, że można go rozwiązać. To jest dla nas kluczowe wyzwanie – podkreśla Emil Wąsacz.

Zgodnie z zapowiedzią minister Marii Wasiak, elektroniczny pobór opłat na autostradach dla samochodów osobowych mógłby się pojawić dopiero w 2018 r. Według resortu wynika to z tego, że do listopada 2017 r. obowiązuje umowa z operatorem systemu viaTOLL, czyli firmą Kapsch Telematic Services, której nie można zmienić.

Rozwój rozwiązań IT napędza krajowy rynek papieru

CEO Magazyn Polska

Wbrew pozorom rozwój rozwiązań informatycznych nie zaszkodził branży papierniczej, tylko stał się dla niej szansą. Polski rynek papieru jest w dobrej kondycji. Zakłady działające w Polsce obsługują klientów praktycznie z całej Europy i czekają na unormowanie sytuacji na Wschodzie, co pozwoli im rosnąć jeszcze szybciej.

Krajowy rynek papieru bardzo dobrze się rozwija i jest bardzo kompleksowy – zauważa w rozmowie z agencją Informacyjną Newseria Biznes Marek Krzykowski, prezes zarządu spółki International Paper Kwidzyn, jednego z liderów rynku. – Polska naturalna przedsiębiorczość powoduje, że obserwujemy fantastyczny rozwój poligrafii. Kraj stał się potentatem tej branży. Wielu poligrafów przeniosło swoją działalność z Francji czy Niemiec nad Wisłę. Obsługujemy praktycznie cały rynek europejski i więcej.

Branża czeka na wygaśnięcie konfliktu na Ukrainie, bo to otworzyłoby przed nią perspektywiczny rynek wschodni. Jak podkreśla Krzykowski, przewagą Polski są innowacyjne rozwiązania i nowoczesne technologie stosowane w przemyśle.

Jak wynika z danych Stowarzyszenia Papierników Polskich, w 2013 roku wyprodukowano w Polsce ponad 4 tys. ton papieru i tektury. Za granicę trafiło ponad 35 tys. ton tych produktów oraz wyrobów z papieru i tektury, a także papieru zadrukowanego.

Krzykowski wyjaśnia, że w ostatnich latach na rynku zaszło sporo zmian. Coraz większy nacisk kładzie się na na materiały opakowaniowe.

Jeżeli nadal będzie rosła świadomość, że powinno się używać materiałów, które można poddawać recyklingowi, to będzie doskonale – uważa Marek Krzykowski. – Papier nadaje się do tego bardzo dobrze.

International Paper Kwidzyn w ubiegłym roku zainwestował blisko 300 mln zł w maszynę papierniczą do produkcji tektur powlekanych. Przeprowadzona modernizacja zwiększyła także możliwości wykańczalni papieru. Jak podała spółka w komunikacie, inwestycja oraz rozszerzona w jej wyniku oferta była wynikiem rosnącego zapotrzebowania na stosunkowo tanie i jednocześnie przyjazne środowisku opakowania.

Chodziło nam nie tylko o to, by zwiększyć moce produkcyjne, lecz przede wszystkim o to, by poprawić jakość. Dziś wszystkie opakowania można zadrukowywać tak jak papiery drukowe. Rynek ciągle się rozwija – wyjaśniał prezes International Paper Kwidzyn w rozmowie podczas EKG w Katowicach.

Jego zdaniem rozwój rozwiązań informatycznych nie zaszkodził branży papierniczej w Polsce, ale stał się dla niej szansą na wzrosty. Chociaż jednostkowo użytkownicy zużywają coraz mniej papieru, na przykład do drukowania, łączne zapotrzebowanie pozostaje na stabilnym, stałym poziomie.

Poza tym wszystkie urządzenia elektroniczne są pakowane, w związku z tym materiał opakowaniowy idzie razem z nimi – mówi Marek Krzykowski. – W przemyśle papierniczym innowacyjność to po prostu rzeczywistość. Inwestujemy z własnych środków i wprowadzamy bardzo innowacyjne technologie.

Reklama zewnętrzna się digitalizuje, ale powoli

CEO Magazyn Polska

Stabilizuje się sytuacja na rynku reklam zewnętrznych. W ubiegłym roku przychody firm oferujących powierzchnię reklamową na ulicznych nośnikach wyniosły ponad 448 mln zł. Choć wpływy były mniejsze niż w 2013 roku, to spadek był zdecydowanie mniejszy niż rok wcześniej, a w IV kwartale widoczny był wzrost. Reklama powoli się digitalizuje, pojawia się coraz więcej ekranów, które zastępują tablice, ale problemem jest standaryzacja nośników.

Polski rynek reklamy outdoorowej goni Europę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Filip Gieleciński, dyrektor w agencji komunikacji Posterscope Polska. – Stanowi on między 6 a 7 proc. całego rynku reklamy w Polsce, więc jest całkiem duży – wskazuje.

Z zestawienia Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (IGRZ) wynika, że w ubiegłym roku branża zanotowała przychody w wysokości 448,5 mln zł. To minimalny spadek w porównaniu do 2013 roku (o 90 tys. zł). Jeszcze w 2008 roku reklama zewnętrzna generowała 670 mln zł, wszystko jednak wskazuje na to, że sytuacja w branży powoli się poprawia. W IV kw. ubiegłego roku zanotowano blisko 4 proc. wzrost.

Wydatki reklamowe po kryzysie zaczęły wzrastać. Reklamodawcy śmielej wydają pieniądze, choć liczą każdą złotówkę, a naszym zadaniem jest wydać ją jak najbardziej efektywnie. Po kryzysie zmienił się sposób postrzegania reklamy – musi być efektywna i przynosić konkretne rezultaty – podkreśla Gieleciński.

Ekspert dodaje, że reklama zewnętrzna to coraz rzadziej kampanie wizerunkowe, a raczej produktowe, które mają mieć określony efekt sprzedażowy.

Muszą konsumenta przekonać do tego, żeby poszedł do sklepu i kupił ten konkretny produkt – mówi Gieleciński.

Trwają pracę nad systemem badawczym, który pozwoli ocenić efektywność reklamy outdoorowej, tak jak dzisiaj jest to możliwe w przypadku reklamy telewizyjnej czy internetowej.

Z raportu firmy Starlink wynika, że w ubiegłym roku wydatki na reklamę outdoorową zwiększyło pięć sektorów. Ponad 7 mln więcej przeznaczyli na reklamę producenci napojów i alkoholi (blisko 30 proc. więcej), wzrost inwestycji zanotowano również w przypadku sektora żywności, telekomunikacji i finansów. Więcej było także zamówień w związku z wyborami samorządowymi. Gieleciński podkreśla, że spadają za to wydatki koncernów samochodowych.

Ekspert wskazuje ponadto, że branża reklam zewnętrznych powoli się digitalizuje, nie jest to jednak proces dynamiczny.

W Polsce za mało jest sieci digitalowych, do tego nie ma firm, które spinałyby ofertę nośników w całość. Przez to cały czas bardzo popularne są standardowe tablice outdoorowe, które niestety w dużej mierze są nieładne. Jeśli przyspieszymy proces digitalizacji i ustandaryzujemy reklamę, to mamy szanse na to, żeby za 5-10 lat mieć ładne nośniki, które nie będą szpecić krajobrazu – przekonuje dyrektor w Posterscope Polska.

Dlatego choć walka z nielegalnymi reklamami zewnętrznymi jest ważna, to istotne jest przede wszystkim usystematyzowanie sieci digitalowych. Te w Polsce wciąż są jeszcze mało popularne, ale dają szansę na dotarcie do różnych grup odbiorców, a w efekcie – mogą wpłynąć na zainteresowanie danym produktem.

Polski rynek fitness rośnie szybciej niż europejski

0

Polska, Rosja i Turcja należą do najbardziej perspektywicznych rynków fitness. W 2014 roku polski rynek w tym segmencie rósł najszybciej spośród wszystkich krajów europejskich, a przychody właścicieli klubów fitness wyniosły 3,6 mld zł. Według prognoz tendencja ta utrzyma się także w tym roku. Co trzeci właściciel klubu fitness oczekuje zwiększenia przychodów o ponad 7,5 proc.

Moda na zdrowy styl życia w Europie stale rośnie, a wraz z nią popularność klubów fitness. Z raportu firmy Deloitte wynika, że wartość europejskiego rynku fitness w 2014 roku wyniosła 26,8 mld euro, czyli o 1,6 mld euro więcej niż rok wcześniej. W całej Europie w klubach ćwiczyło 50 mln ludzi  za 10 lat ma być ich aż 80 mln. Raport pokazuje, że istnieje zależność między poziomem PKB danego kraju a rosnącą liczbą członków klubów fitness. Szczególnie widoczne jest to w Polsce i Turcji, które uważane są za najbardziej perspektywiczne rynki fitness mimo stosunkowo niskiego wskaźnika penetracji rynku. Średni wskaźnik penetracji w badanych krajach wynosi 7,2 proc. W Polsce wyniósł on w 2014 roku 7,1 proc. wobec 6,4 proc. rok wcześniej.

– Wskaźnik informujący o tym, ile osób z danego społeczeństwa chodzi do klubów fitness, w Turcji i Rosji jest na poziomie 2-3 proc., w Polsce na poziomie 7 proc. To poziom nieco gorszy niż zachodnioeuropejski. W Niemczech, Wielkiej Brytanii czy krajach skandynawskich te liczby są większe, co głównie wynika z tego, że tam fitness jest popularny wśród osób starszych i one zwiększają penetrację rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Diakonowicz, partner Deloitte w dziale audytu.

Z raportu wynika, że w Polsce działa obecnie ok. 2,5 tys. klubów fitness, czyli o blisko 100 więcej niż rok wcześniej. Członkami tych klubów jest 2,73 mln Polaków  rok wcześniej członkostwo posiadało 2,48 mln Polaków. Przychody polskich klubów w 2014 roku, wygenerowane głównie ze składek członkowskich, wyniosły 3,6 mld zł. Zdaniem ekspertów oznacza to, że polski rynek fitness rozwija się bardzo dynamicznie i znacznie szybciej niż rynek europejski. Jest jednak bardzo specyficzny ze względu na duże rozdrobnienie.

Na rynku jest dużo małych klubów, które w najbliższym czasie będą albo podlegały konsolidacji, albo na polski rynek wejdzie duży europejski gracz, który przejmie rolę konsolidatora i lidera na rynku. Problem polega na tym, że trudno znaleźć taki podmiot, który zagraniczni inwestorzy, np. finansowi, mogliby kupić i użyć go do konsolidacji rynku, ponieważ wszystkie polskie podmioty są na tyle małe, że nie byłyby w stanie skonsolidować rynku. Natomiast jedyną opcją jest zakładanie sieci klubów od samego początku, od zera – mówi Marcin Diakonowicz.

Zdaniem ekspertów przed polskim rynkiem fitness stoją obecnie dwa istotne wyzwania. Jednym z nich jest zmiana demograficzna, która zachodzi w całej Europie, czyli starzenie się społeczeństw. Dziś klientami klubów fitness są przede wszystkim osoby w wieku 20-40 lat, istotne jest więc przyciągnięcie osób w przedziale wiekowym 50-70 lat, tak jak to ma miejsce w Niemczech czy krajach skandynawskich.

Drugie wyzwanie to rozwój technologii, który należy prawidłowo wykorzystać. O pozytywnym kierunku rozwoju polskiego rynku fitness świadczą nastroje samych właścicieli klubów, którzy są znacznie bardziej optymistyczni niż rok wcześniej.

Właścicielom klubów fitness zadaliśmy pytanie, jak oni widzą rozwój przychodów w przyszłym roku. Zdecydowana większość powiedziała, że oczekuje wzrostu przychodów mniej więcej na poziomie 2,5-7,5 proc. To jest najlepszy wynik europejski – mówi Marcin Diakonowicz.

Właściciele polskich klubów fitness należą do najbardziej optymistycznie nastawionych w Europie. Według 36,4 proc. z nich ich przychody wzrosną w tym roku powyżej 7,5 proc. Rok temu podobne prognozy miało tylko 20 proc. badanych.

Przybywa osób płacących bezgotówkowo za przejazd taksówką

CEO Magazyn Polska

Już dwie trzecie klientów sieci taksówkarskich płaci kartą za przejazd. W Warszawie wskaźnik ten jest wyższy i dochodzi nawet do 80 proc. wynika z obserwacji Polskiej Sieci Taxi. Rośnie popularność nie tylko kart płatniczych, lecz także wystawianych przez sieci. Rynek napędza stopniowy przyrost liczby klientów biznesowych, których przybywa 10-20 proc. każdego roku.

W Warszawie płatności kartami bezgotówkowymi stanowią około 70-80 proc. W skali całego kraju jest to około 65 proc. Natomiast w krajach zachodnich karty kredytowe mają ok. 90-proc. udział. Myślę, że w przeciągu 5-6 lat w zakresie bezgotówkowego korzystania z usług taksówkowych dojdziemy do poziomu, który jest obecnie w krajach zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Bartnik, kierownik do spraw rozwoju sieci w Polskiej Sieci Taxi.

Jak tłumaczy ekspert, nieco mniej osób korzysta z kart bezgotówkowych wystawionych przez sieć taksówkarską. Ten odsetek w skali kraju wynosi 35 proc., a dla Warszawy – 65 proc. Duża różnica wiąże się przede wszystkim z większą liczbą klientów biznesowych w stolicy, bo to oni najczęściej płacą w taki sposób i rozliczają się na podstawie faktury zbiorczej co miesiąc.

Liczba klientów biznesowych z małych, średnich i dużych firm w Polskiej Sieci Taxi rośnie co roku o 10-20 proc. Bartnik prognozuje, że tempo na poziomie 20 proc. uda się utrzymać przez kolejne lata. To powinno wpłynąć na dalsze upowszechnienie płatności bezgotówkowych, choć kartami płatniczymi coraz częściej płacą też pasażerowie indywidualni.

Plany rozwojowe są takie, żeby w całej Polskiej Sieci Taxi 19123 działającej w całej Polsce wszyscy kierowcy posiadali terminale do płatności kartami kredytowymi i płatniczymi oraz do płatności bezgotówkowych kartami Polskiej Sieci Taxi EKK [elektroniczna karta klienta red.] – zapowiada Bartnik. – Szacujemy, że w przeciągu najbliższych 2-3 lat uda się to zrealizować w 100 proc.

Dodaje, że z uwagi na skalę działania Polskiej Sieci Taxi jej taksówkarze mogą liczyć na dobre warunki korzystania z terminali. Za terminal płacą 25 zł miesięcznie, podczas gdy ceny dla mniejszych przedsiębiorstw mogą sięgać w przypadku najnowocześniejszych terminali nawet 65 zł. Taksówkarze Polskiej Sieci Taxi muszą odprowadzać 1 proc. prowizji od transakcji, zaś inni operatorzy pobierają nawet 2,5 proc. prowizji.

Polska Sieć Taxi działa we wszystkich miastach wojewódzkich (w województwie kujawsko-pomorskim w Toruniu i Bydgoszczy, w lubuskim tylko w Zielonej Górze). Klienci niezależnie od miasta mogą korzystać z tego samego, ogólnopolskiego numeru telefonu 19123. W Warszawie do sieci należy Sawa Taxi.

Węglokoks Kraj: finalizacja umowy zakupu kopalń Bobrek i Piekary

Zarządy Kompanii Węglowej oraz Węglokoksu Kraj, spółki zależnej Węglokoks S.A., podpisały w piątek 8 maja br. ostateczną umowę sprzedaży tzw. zorganizowanych części przedsiębiorstwa, wśród których znalazły się kopalnia Bobrek (wydzielona część kopalni Bobrek-Centrum) oraz kopalnia Piekary.

Podpisanie umowy jest kolejnym etapem realizacji rządowego programu naprawczego dla górnictwa, w tym porozumień zawartych 17 stycznia pomiędzy stroną rządową a organizacjami związkowymi. Przejęcie kopalń Bobrek i Piekary przez Węglokoks Kraj poprzedziło spełnienie wszystkich warunków formalno-prawnych określonych w umowie przedwstępnej zawartej w kwietniu br., w tym uzyskanie zgód UOKiK-u oraz organów korporacyjnych obu podmiotów (Rad Nadzorczych oraz Walnych Zgromadzeń).

Jednocześnie 8 maja br. zarządy Kompanii Węglowej oraz Spółki Restrukturyzacji Kopalń podpisały także umowę nieodpłatnego zbycia do SRK kopalni Centrum.

Zakończyliśmy tym samym proces przekazywania kopalń do SRK oraz sprzedaży kopalń do Węglokoksu Kraj. Teraz będziemy mogli jeszcze bardziej skoncentrować się na budowie tzw. Nowej Kompanii Węglowej, która powstanie na bazie 11 kopalń funkcjonujących obecnie w KW. Naszym celem jest poprawa efektywności kopalń, optymalizacja kosztów oraz wdrożenie działań mających na celu poprawę rentowności spółki. Zmiany nastąpią także w modelu zarządzania grupą – wprowadzone zostaną nowe procesy planowania sprzedaży, produkcji oraz inwestycji – powiedział Krzysztof Sędzikowski, prezes Kompanii Węglowej, i dodał, że przez cały czas trwają rozmowy z inwestorami zainteresowanymi objęciem udziałów w nowej spółce.;

– Otwieramy nowy rozdział w historii Grupy Kapitałowej Węglokoks. Decyzja o nabyciu kopalń wynika wprost ze strategii rozwoju Węglokoksu na lata 2010-2015. Jednym z jej istotnych elementów było zaangażowanie się w segment wydobycia węgla.Przejmujemy kopalnie w bardzo trudnym, dla branży węglowej, okresie – czasie głębokiego kryzysu i niskich cen surowca na rynkach światowych. Przed nami trudne zadanie. Obie kopalnie wymagają głębokiej restrukturyzacji i modernizacji. Dodatkowo proces naprawczy może utrudniać fakt, że zakup tych kopalń następuje w okresie wiosennym, gdzie popyt na węgiel jest bardzo mały. Mając jednak ponad 60-letnie doświadczenie na rynku węgla chcemy wykorzystać całą naszą wiedzę i zaangażowanie, aby proces optymalizacji działalności obu kopalń został zakończony sukcesem a ich pozycja konkurencyjna w ramach Węglokoksu Kraj wzmocniła się i dała efekty w postaci dodatnich wyników finansowych. To byłby kolejny ważny krok w procesie restrukturyzacji całej branży i wzmocnienia potencjału przemysłowego Śląska – podsumował Jerzy Podsiadło, Prezes Zarządu Węglokoks S.A.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Znacząca zmienność rentowności obligacji

Ceny ropy naftowej i dane gospodarcze kluczem dalszego rozwoju sytuacji

Netia kupi TK Telekom od PKP

8 maja 2015 roku Netia zawarła przedwstępną umowę nabycia 100 proc. udziałów spółki TK Telekom od Grupy PKP. Dzięki tej transakcji Netia znacznie zwiększy swój potencjał w obszarze infrastruktury i umocni swoją pozycję na rynku klientów biznesowych.

Za spółkę TK Telekom Netia zapłaci 221 mln złotych. Transakcja finansowana będzie z dostępnych linii kredytowych.

Sfinalizowanie transakcji uzależnione jest od uzyskania przez Netię zgody UOKiK na dokonanie koncentracji. Drugim warunkiem zawieszającym jest uzyskanie zgody Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy PKP SA.

„Zawarta dzisiaj umowa jest odzwierciedleniem konsekwentnej realizacji obranej przez Netię strategii rozwoju. Zgodnie z przyjętymi w Strategii 2020 założeniami, Grupa Netia dzięki transakcji nabycia TK Telekom zwiększy istotnie swoją bazę aktywów, rozbuduje infrastrukturę światłowodową oraz zdobędzie strategicznie ważną grupę klientów usług telekomunikacyjnych. Nabycie TK Telekom jest kolejnym krokiem Netii w konsolidacji polskiego rynku telekomunikacyjnego, co również jest wpisane w nasze cele strategiczne.” – skomentował transakcję Paweł Szymański, Prezes Zarządu Netia S.A.

Po transakcji Grupa Netia znacznie zwiększy zasięg własnej sieci światłowodowej – TK Telekom posiada około 7,5 tys. km linii światłowodowych w ramach sieci szkieletowej.

„Dzisiejsza umowa zwiększy skalę działalności Grupy Netia o ponad 11 proc. ogółem, a w segmencie klientów biznesowych nawet o ponad 28 procent. Wartość transakcji stanowi 5,2x wielokrotność wskaźnika wartości przedsiębiorstwa w relacji do zysku EBITDA (pro-forma)  za 2014 rok spółki TK Telekom, bez uwzględnienia synergii, które Grupa Netia planuje zrealizować po transakcji.” – dodał Andrzej Kondracki, Dyrektor ds. Strategii oraz Rozwoju Grupy Netia SA

 

Wynajem długoterminowy nowym leasingiem?

Mimo że Urzędy Skarbowe szukają kolejnych metod na dokręcenie śruby przedsiębiorcom posiadającym pojazdy, jeden sposób na tanie korzystanie z firmowych samochodów wciąż działa.

1 lipca 2015 roku ma wejść w życie kolejna zmiana przepisów dotyczących odliczania VAT od samochodów firmowych i związanych z nimi wydatków, która może znacząco wpłynąć na zyski tysięcy firm. Tymczasem wciąż niewiele przedsiębiorców wie, że oprócz kupna samochodów na kredyt i w ramach leasingu, polskie prawo dopuszcza jeszcze jedną – wyjątkowo korzystną – opcję korzystania z samochodów. Mowa o wynajmie długoterminowym.

25-35% niższe koszty korzystania z samochodu

Wynajem długoterminowy to forma korzystania z samochodów na zasadach takich, jak w wypożyczalni samochodowej. Różnice są dwie: samochód wypożyczamy na więcej niż kilka dni, a koszty są zdecydowanie niższe – zwykle o 25-35% względem wynajmu krótkoterminowego. Największą zaletą wynajmu jest jednak precyzyjne i przewidywalne zarządzanie kosztami firmowej floty.

Podczas gdy większość przedsiębiorców ciągle stresuje się zmianami w przepisach, coraz więcej osób bez stresu jeździ wynajętymi samochodami i nie przejmuje się ani kwestiami prawnymi, ani ubezpieczeniem samochodu, ani wieloletnimi kredytami. Wynajem długoterminowy to rozwiązanie nie tylko wygodniejsze dla przedsiębiorcy, ale również wyjątkowo korzystne finansowo i stabilne prawnie – mówi Marek Adamski, prezes zarządu firmy Car4Vip oferującej długoterminowy wynajem  samochodów luksusowych.

Wynajem samochodu a leasing

Wynajem długoterminowy coraz skuteczniej konkuruje z popularnym leasingiem i zdecydowanie wygrywa z kredytem czy kupnem samochodu za gotówkę. Przede wszystkim nie wiąże przedsiębiorcy umową zawieraną na lata. Pozwala za to na dowolne zmiany samochodów np. na nowsze modele czy swobodne korzystanie z pojazdów tylko wtedy, kiedy faktycznie jest to potrzebne (np. gdy firma wygrywa kilkumiesięczny przetarg czy kiedy pracownik otrzymuje samochód w ramach premii uzależnionej od wyników).

Ponadto w cenie wynajmu zawierają się wszystkie opłaty takie, jak: ubezpieczenie, wymiana opon czy naprawa samochodu, co chroni przedsiębiorcę przed niekorzystnymi interpretacjami podatkowymi wydanymi przez urzędników. Przedsiębiorca opłaca jedną fakturę i nie musi prowadzić oddzielnej ewidencji wymienionych części ani tłumaczyć się z tego przed urzędnikami. Wynajem nie wpływa też na zdolność kredytową.

Nie tylko dla dużych!

Coraz więcej przedsiębiorców korzysta z wynajmowanych samochodów. Dlaczego? Do niedawna w Polsce taka możliwość była dostępna tylko dla firm posiadających dużą flotę pojazdów lub korzystających z samochodów ciężarowych. Rosnąca oferta firm oferujących długoterminowy wynajem samochodów sprawiła jednak, że dziś można wynająć nawet jedno auto – zarówno ciężarowe, osobowe, jak i specjalne. Dlaczego więc nie wynająć sobie sportowe auto na firmę i cieszyć się nie tylko z wygody, ale też z uzyskanych oszczędności?

Hossa prezydencka, czyli kup akcje po wyborach

Na Wall Street inwestują w oparciu o „niezawodny” cykl prezydencki. Okazuje się, że także w Polsce opłaca się spojrzeć na kalendarz wyborczy i kupić akcje dzień po wyborze głowy państwa.

Choć wpływ polityki na GPW od wielu lat jest niewielki, to wykresy skłaniają do refleksji. W trzech na cztery przypadkach wystarczyło kupić zdywersyfikowany portfel akcji, by po 5 miesiącach zainkasować przynajmniej 20% zysku. Jeśli nastawiamy się na krótszy termin, to po 60 sesjach do zgarnięcia był „pewny” zysk w wysokości co najmniej 10%.

– W trzech na cztery przypadkach inwestycja w WIG na pierwszej sesji po rozstrzygnięciu wyborów prezydenckich dawała dodatnie stopy zwrotu w perspektywie kolejnych 200 sesji. Średnia stopa zwrotu wyniosła 25,9%. Jest dość prawdopodobne, że tajemnica „prezydenckiej hossy” tkwi w zwykłym przypadku. Trzy z czterech ostatnich wyborów prezydenckich obyły się po prostu w czasie hossy na GPW. Tegoroczne wybory prezydenckie wpisywałaby się w scenariusz, zgodnie z którym GPW ma przed sobą tylko kilka miesięcy wzrostów, po czym prawdopodobnie wejdziemy w okres cyklicznej bessy – stwierdza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W Stanach Zjednoczonych 4-letni „cykl prezydencki” to jeden z najbardziej niezawodnych cykli występujących na amerykańskim rynku akcji. W ramach tego cyklu występuje prawidłowość do pojawiania się ponadprzeciętnie wysokich stóp zwrotu w trzecim roku kadencji prezydenta USA. Nad Wisłą też można zaobserwować podobną prawidłowość w odniesieniu do kadencji polskiego prezydenta i rodzimego rynku akcji.

– Ze względu na małą próbę „strategia prezydencka” w Polsce na GPW obarczona jest bardzo dużym ryzykiem i może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Na razie tę prawidłowość należy traktować jako ciekawostkę. Poważny inwestor najpierw dokładnie sprawdza spółki, których akcje kupuje – ewentualnie słucha się tych, którzy robią to za niego. Rzuty kością, wróżenie z fusów czy porady astrologów traktujmy zawsze z przymrużeniem oka – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Bank Zachodni WBK potwierdza, że Oman i inne kraje arabskie to dobry kierunek dla polskich firm

Trwająca właśnie misja gospodarcza do Omanu, poprzednie do Kataru, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz rządowy program promocji polskiego eksportu Go Arabia startujący w tym miesiącu – kraje arabskie to w ostatnim czasie hitowy kierunek ekspansji, o którym dużo się mówi. Wzrosty eksportu do wybranych państw są imponujące, przykładowo do ZEA był bliski 50 proc. a w przypadku Algierii nawet prawie 90 proc. r/r. Obecnie dodatkową zachętą do odważniejszego spojrzenia na te rynki może być też wizja większych zysków wynikających z mocnego dolara. Wg ekspertów Banku Zachodniego WBK rynki państw arabskich będą w najbliższym czasie jednym z najważniejszych i najbardziej opłacalnych kierunków polskiego eksportu.

Wśród najważniejszych arabskich partnerów Polski są: w Afryce Północnej Algieria i Maroko a na Półwyspie Arabskim Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Polskie przedsiębiorstwa mierzą jednak wysoko i zaczynają podbijać również rynki innych krajów takich jak np. Bahrajn czy Katar. Polscy eksporterzy liczą też na realne efekty misji gospodarczej Ministerstwa Spraw Zagranicznych do Omanu, która trwa w dniach 6-7 maja br. Wcześniej odbyły się już misje do Arabii Saudyjskiej (13-14 kwietnia) i Kataru (15-16 kwietnia) oraz ZEA (28-30 kwietnia) – Bogactwo pochodzące z surowców naturalnych napędza popyt na wiele produktów. Jednocześnie w wielu krajach arabskich klimat uniemożliwia lub utrudnia produkcję rolną czy spożywczą, co dodatkowo wymusza większy import żywności. Popyt na importowane dobra jest więc wysoki i polscy eksporterzy powinni szukać niszy którą mogą na danym rynku wypełnić. Polska żywność i produkty spożywcze mogą także z powodzeniem konkurować z już obecnymi na rynkach arabskich firmami, chociażby z innych państw europejskich – podkreśla Robert Antczak, odpowiedzialny za rozwój Biznesu Międzynarodowego w Banku Zachodnim WBK.

Szanse na rynkach arabskich ma wiele polskich branż, kontraktów na tym rynków może szukać w szczególności branża spożywcza, która ucierpiała na wstrzymaniu handlu z Rosją. Kontrahentów arabskich mogą zainteresować m.in. polskie owoce i warzywa oraz przetwory. Dużą popularnością cieszą się już w tych krajach polskie zboża, nabiał oraz słodycze. To także perspektywiczny rynek dla polskich firm kosmetycznych i odzieżowych, których marki zyskują w oczach muzułmanek ze względu na europejskość ale i korzystną cenę w stosunku do jakości. – Co warte podkreślenia, w handlu z krajami arabskimi niezwykle istotny jest czynnik kulturowy, głównie związany z zasadami islamu. Polskie firmy chcą wychodzić na przeciw potrzebom muzułmanów i coraz więcej firm stara się o zaoferować produkty ze statusem halal. Przykładem może być chociażby specjalna linia lakierów do paznokci Inglot czy duża gotowość polskiej branży mięsnej do eksportu mięsa halal, czyli produkowanego zgodnie z zasadami uboju rytualnego – mówi Robert Antczak.

Bank Zachodni WBK ma bardzo dobre doświadczenia we wprowadzaniu polskich firm do krajów arabskich, a dokładniej do krajów arabskich w Afryce Północnej. Poprzez powiązania własnościowe w Grupie Santander BZ WBK uzyskał w Maroko łatwiejszy kontakt biznesowy z Bankiem Attijariwafa (AWB).  – Nasza współpraca z Bankiem Attijariwafa (AWB) opiera się na bliskich kontaktach i wymianie know-how, co jest bardzo ważne, bo nasze kraje bardzo się różnią. Wspólnie strukturyzujemy finansowe zabezpieczenia transakcji lub finansowanie inwestycji, które są dopasowane do potrzeb klientów a jednocześnie spełniają lokalne uwarunkowania tego rynku, np.: francuskojęzyczne gwarancje według wzorów obowiązujących w Maroku. Finansowanie inwestycji, finansowanie handlu, zabezpieczenie transakcji wymiany walut, gwarancje, akredytywy faktoring czy też międzynarodowy faktoring to tylko niektóre z rozwiązań, z których korzystają nasi klienci – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK.

Eksperci BZ WBK zwracają również uwagę na wyjątkowo korzystne dla eksporterów warunki wymiany handlowej z krajami arabskimi, związane z wysokim kursem dolara amerykańskiego. Waluta Stanów Zjednoczonych stanowi w większości przypadków podstawę rozliczeń arabskich kontrahentów. Dzięki mocnemu dolarowi oraz coraz większemu eksportowi towarów do krajów arabskich polscy eksporterzy mogą w tym roku zanotować dużo wyższe zyski.

Nawet po 100 tys. zł dla podmiotów ekonomii społecznej

Załączniki do komunikatu