Sztuczna inteligencja pomoże interpretować wyniki badań. Opracowane przez Polaków rozwiązanie znacznie przyspieszy pracę szpitalnych oddziałów ratunkowych

Sztuczna inteligencja (SI) coraz skuteczniej wspiera lekarzy interpretujących wyniki badań obrazowych. Asystent dla radiologów wykryje nawet najdrobniejsze urazy ortopedyczne, które mogą zostać niezauważone przez zmęczonego lekarza szpitalnego oddziału ratunkowego. SI ustali także, których pacjentów zagrożonych udarem mózgu należy przyjąć w pierwszej kolejności. Do 2025 roku rynek sztucznej inteligencji w medycynie zwiększy swoją wartość ponad siedmiokrotnie.

– Asystent sztucznej inteligencji dla radiologów rozwiąże problemy związane z wykrywaniem różnego rodzaju zmian, takich jak trudno widoczne złamania. To także kwestie związane z posturografią, czyli obliczaniem długości, kątów kości, dostarczanie wyników w różnego rodzaju skalach medycznych lekarzowi po to, żeby mógł trafniej podjąć decyzję i zdiagnozować pacjenta – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Rafał Kosno, współzałożyciel MSK AID.

Rozwiązanie opracowane przez polski start-up ma przede wszystkim ułatwić lekarzom pracę na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na SOR-ach w 2018 roku udzielono pomocy niemal 5 mln osób. Ponad 1,1 mln porad dotyczyło chirurgii urazowo-ortopedycznej. Tak duże obciążenie lekarzy diagnozujących chorych po urazach, szukających pomocy zwłaszcza w godzinach nocnych, sprawia, że muszą się oni zmagać z dużym zmęczeniem. W efekcie trudniej jest im postawić trafną diagnozę. Sztuczna inteligencja ma im pomóc interpretować wyniki badań obrazowych.

– Lekarzom brakuje narzędzi, które by dostarczyły wiedzę specjalistyczną, i to właśnie robimy. Asystent sztucznej inteligencji wspierający radiologów jest potrzebny dlatego, że tego typu badania radiologiczne zajmują zazwyczaj bardzo dużo czasu ortopedzie czy radiologowi. Zależy nam na przekazaniu bardzo często początkującym lekarzom takiego wsparcia, które jest wytrenowane na podstawie wiedzy eksperckiej i znacząco przyśpiesza pracę tych osób. Niezależnie, czy jest to dzień, czy noc, jakie warunki mają, jakie mają wsparcie czy jakich specjalistów wokół, mogą korzystać właśnie z najlepszych metod badawczych – mówi Rafał Kosno.

Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera lekarzy interpretujących wyniki badań obrazowych. Agencja ds. Żywności i Leków wydała niedawno certyfikat dla narzędzia wspierającego klinicystów w oznaczaniu wyników angiografii. Moduł Aidoc pomaga radiologom w ustaleniu priorytetu przypadków niedrożności dużych naczyń zobrazowanych w tomografii komputerowej. Sztuczna inteligencja stale analizuje obrazy pod kątem udaru niedokrwiennego i krwotocznego, a następnie automatycznie przenosi przypadki uznane za najpilniejsze na szczyt listy pacjentów oczekujących na leczenie.

Rozwiązanie MSK AID jest z kolei nakładką na istniejące oprogramowanie, które ma wesprzeć radiologów i ortopedów w podejmowaniu decyzji dotyczących zdrowia i życia pacjentów. Jest to model, który łączy się z innymi programami, dzięki czemu zdolny jest do analizowania zdjęć z niemal wszystkich obecnie stosowanych aparatów radiologicznych. Zdjęcia rentgenowskie są obecnie jedną z najpopularniejszych metod badań obrazowych w urazach ortopedycznych.

– Rynek zdjęć radiologicznych jest potężny. Każdego roku na całym świecie jest wykonywanych ponad miliard zdjęć rentgenowskich, w Stanach Zjednoczonych blisko 400 milionów, a w samym tylko jednym szpitalu w Polsce – w Otwocku – blisko 200 tys. zdjęć. Mówię tu wyłącznie o zdjęciach rentgenowskich, mamy również diagnostykę związaną z tomografią komputerową czy USG i tam również wolumeny są ogromne – wymienia ekspert.

Według analityków z Mordor Intelligence światowy rynek sztucznej inteligencji w medycynie osiągnął w 2019 roku wartość 3,14 mld dol. Do 2025 roku wycena ma sięgnąć 23,85 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu przekroczy 40 proc.

Inteligentny alkomat na podczerwień będzie podpowiadać, kiedy usiąść za kółkiem. Już w 2022 roku samochody same będą sprawdzały trzeźwość kierowcy

Z danych opublikowanych przez Komendę Główną Policji wynika, że w 2019 roku zatrzymano 111 tys. nietrzeźwych kierowców, o 6 tys. więcej niż w 2018 roku. W wypadkach z ich udziałem zginęło 180 osób, a ponad 2 tys. zostało rannych. W zredukowaniu tych liczb pomóc mogą nowe narzędzia do kontroli trzeźwości, m.in. ultraczułe alkomaty nowej generacji czy systemy bezpieczeństwa obowiązkowo montowane w samochodach od 2022 roku.

Branża kontroli trzeźwości przejdzie ogromne zmiany w 2022 roku, kiedy w życie wejdzie nowe unijne prawo zobowiązujące producentów samochodów do wdrażania nowych systemów bezpieczeństwa. Obok systemu wykrywającego oznaki zasypiania kierowcy projektanci aut będą musieli wykonać instalację umożliwiającą zamontowanie alkomatu uniemożliwiającego uruchomienie silnika, kiedy kierowca jest w stanie nietrzeźwości.

Sam alkomat nie będzie jeszcze niezbędnym elementem podstawowego wyposażenia auta przeznaczonego na rynek europejski. Dlatego też producenci wprowadzają na rynek nowej generacji urządzenia mierzące poziom alkoholu we krwi.

– OCIGO to pierwszy tester trzeźwości wyposażony w technologię podczerwieni. Do tej pory jej zastosowanie wymagało sporych gabarytów i wiązało się z wysokimi kosztami, a miniaturyzacja była bardzo trudna. Musieliśmy znaleźć sposób na obniżenie kosztów i wprowadzenie masowej produkcji, co wymagało sześciu lat prac badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Guillaume Nesa, dyrektor generalny i współzałożyciel firmy Olythe. – Kiedy rozpoczynaliśmy naszą działalność, brakowało niezawodnego testera trzeźwości. Żadne dostępne urządzenie nie oferowało odpowiedniej dokładności pomiaru ani jakichkolwiek wskazówek.

Alkomat od Olythe bazuje na technologii, która do niedawna dostępna była wyłącznie dla służb mundurowych. Dzięki wykorzystaniu spektrografu podczerwieni możliwe jest przeprowadzenie pomiaru o wysokiej dokładności, zgodnego z europejskimi normami NF EN 16280. Są one gwarancją, że pomiar będzie obarczony odchyleniem nie większym niż 20 proc. OCIGO zapewnia użytkownikowi szereg dodatkowych informacji – po wykryciu alkoholu w oddechu nie tylko poda jego dokładne stężenie. Za pośrednictwem towarzyszącej aplikacji mobilnej wyliczy także, kiedy kierowca będzie mógł bezpiecznie zasiąść za kierownicą.

Tymczasem w USA prowadzi się już testy zaawansowanych systemów kontroli trzeźwości preinstalowanych w samochodach. W ramach partnerstwa publiczno-prywatnego Driven to Protect w Maryland uruchomiono pilotażowe testy Driver Alcohol Detection System for Safety. System DADSS zaimplementowano w ośmiu autach Motor Vehicles Administration i jest on w stanie automatycznie wykrywać poziom trzeźwości kierowcy bez konieczności sięgania po klasyczny alkomat. W autach rozmieszczono szereg czujników, które w czasie rzeczywistym analizują skład powietrza wydychanego przez kierowcę. Jeśli wykryją zbyt duże stężenie alkoholu we krwi, nie pozwolą uruchomić auta.

DADSS jest jednak dopiero we wczesnej fazie testów, pierwsze seryjne auta wyposażone w ten system mogą pojawić się na rynku dopiero w 2025 roku. Do tego czasu kierowcy będą musieli polegać na klasycznych alkomatach, w których jednym z najważniejszych funkcji jest prostota użytkowania.

– OCIGO jest bardzo prosty w użytkowaniu i w pełni dostosowany do wielokrotnego stosowania. Wystarczy włączyć urządzenie jednym przyciskiem i skorzystać z ustnika, dmuchając przez 4–5 sekund. Po tym czasie urządzenie od razu wyświetla wynik. Nie jest konieczna kalibracja, bo chociaż przepisy sugerują wykonywanie jej raz w roku, zastosowano tutaj inną technologię, która zawsze pozwala na uzyskanie wiarygodnych wartości – przekonuje Guillaume Nesa.

Według analityków z firmy Market Data Forecast wartość globalnego rynku alkomatów w 2019 roku wyniosła 864,6 mln dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 1,26 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7,88 proc.

Przyjaźń do białoruskich rafinerii

Integracja Białorusi z Rosją jest zagrożona z powodu sporów o tranzyt ropy naftowej. Polska może na tym zyskać, jeżeli dodatkowa ropa dostarczane do Gdańska popłynie ropociągiem Przyjaźń.

Białoruś i Rosja prawdopodobnie odłożą rozmowy o wzroście taryf na tranzyt ropy do lata 2020 r. Wtedy ustalony zostanie wpływ nowego podatku środowiskowego na Białorusi, oraz zostaną obliczone straty wynikające ze zmniejszenia wolumenu przesyłu ropy naftowej przez Białoruś w 2019 roku. Zbyt wygórowane żądania Białorusinów, mogą jednak w rezultacie okazać się niebezpieczne dla samej Białorusi.

Zasadniczym powodem odłożenia dalszych negocjacji jest brak wiarygodnych prognoz dotyczących wielkości wolumenu ropy, która będzie przesyłana przez białoruski system przesyłowy w bieżącym roku. W trakcie negocjacji okazało się, że obie strony obliczają wysokość przesyłu uwzględniając różne dane. Mińsk szacuje, że białoruskie rafinerie otrzymają 17,5 mln ton ropy, natomiast Moskwa oblicza wolumen na poziomie 24 mln ton ropy.

Ta różnica sprawia, że ropa, pierwotnie przeznaczona dla białoruskich rafinerii, będzie musiała zostać przesłana w kierunku innych odbiorców. Zmniejszony przerób w białoruskich rafineriach, zgodnie z planami Łukaszenki, ma zostać zrekompensowany wyższym przychodem z tranzytu ropy. Mińsk w negocjacjach zażądał podwyższenia taryf o 16,6 procent, uwzględniając w tej kwocie rekompensaty za kryzys chlorkowy z wiosny ubiegłego roku, jednakże nie przedstawił szczegółowych wyliczeń strat, a tego oczekują Rosjanie. W dalszym etapie negocjacji, strona białoruska zgodziła się zmniejszyć swe oczekiwania do 14 procent, jednak i to okazało się zbyt dużą podwyżką dla negocjatorów ze strony Rosji.

Warto przypomnieć, że w tym samym czasie trwają negocjacje odnośnie dostaw ropy dla białoruskich zakładów w Mozyrzu i Nowopołocku. Białorusini chcą zniesienia premii eksportowej, której oczekują rosyjskie firmy wydobywcze. Ta premia, która ma wynosić 6 dolarów na tonie ropy, została przyznana, aby zrekompensować straty dla rosyjskich dostawców ropy. Cena ropy dla białoruskiego Bielnaftachimu, zgodnie z informacjami dostawców, jest o 17 procent niższa niż cena rynkowa tego surowca. Sama jej sprzedaż jest prowadzona z zerową stawką podatku VAT. Oznacza to, że firmy sprzedając surowiec na Białoruś tracą względem tego, co mogłyby zarobić handlując nim z innymi kontrahentami.

Pojawiają się jednak opinie niektórych ekonomistów, w tym z banku Raiffeisen, którzy przestrzegają stronę Białoruską przed zbytnią zachłannością. Jeżeli Mińsk dopnie swego w lecie, i podniesie taryfy minimum o 14 procent, będzie to, łącznie z podwyżką w październiku 2019 roku i lutową z bieżącego roku, podwyższenie kosztów transportu rosyjskiej ropy białoruskim szlakiem o niespełna 25 procent w ciągu niecałego roku. Taki wzrost może być odczuwalny dla wyników finansowych rosyjskich spółek naftowych.

Odłożenie negocjacji tranzytowych nie zmniejszy napięcia w relacjach pomiędzy oboma państwami. Wciąż nierozstrzygnięta pozostaje kwestia bezpośrednich dostaw ropy do białoruskich rafinerii z Rosji, a także formuła cenowa nowego kontraktu gazowego, która będzie obowiązywać do końca lutego.

Tak znaczny wzrost może dodatkowo zmobilizować Rosjan np. do zwiększenia inwestycji w rosyjskie naftoporty. Według danych opublikowanych przez spółkę Transnieft, w 2019 roku poprzez rosyjskie porty wyeksportowano 138 mln ton surowca, w tym przez port w Noworosyjsku 31 mln ton, w Primorsku 47,5 mln ton, w Kozmino 33,2 mln ton, w Ust Łudze 26,4 mln ton.

W 2018 r., za pomocą portów wyeksportowane zostało 124,1 mln ton ropy. O ile widoczny jest wzrost obsługi eksportu przez porty, to w przypadku eksportu rurociągowego zostały odnotowane znaczne spadki. Za pomocą ropociągu Przyjaźń w zeszłym roku za granicę zostało wysłane 43,3 mln ton ropy, podczas gdy w 2018 roku wolumen wyniósł 48,9 mln ton. Do Białoruskich rafinerii w 2019 roku zostało dostarczone 17,6 mln ton ropy. Według tych danych, biorąc pod uwagę ponad miesięczną przerwę w dostawach ropy systemem Przyjaźń, białoruskie straty nie powinny być duże. Dla porównania, w 2018 roku do Polski za pomocą Przyjaźni zostało dostarczone 13,1 mln ton, w 2018 roku było to 15 mln ton. Do Niemiec dotarło 16,1 mln ton, podczas gdy w 2018 roku było to 20.6 mln ton.

– Spór pomiędzy Białorusią o Rosją może zakończyć się sukcesem dla Polski – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mariusz Marszałkowski z BiznesAlert.pl. – Polska może okazać się alternatywą dla dostaw rosyjskiej ropy na Białoruś, ponieważ przez Naftoport w Gdańsku ropa może być przesyłana ropociągiem Przyjaźń do białoruskich rafinerii.

Warzywa solidnie zdrożały. Najbardziej wzrosły ceny cebuli, ziemniaków i selera

W latach 2018-2019 średnie ceny rabatowe najczęściej promowanych w sklepach warzyw wzrosły o blisko 17%. Cebula zdrożała aż o 60%. Duża podwyżka dot. ziemniaków – o 55%, selera – o 44%, a także buraków – o 31%. Najmniej podrożała marchew – o 7%. Z kolei ogórki potaniały o 0,65%. Eksperci zwracają uwagę na przyczyny. Dla przykładu z danych GUS-u wynika, że w całym 2019 r. ceny detaliczne większości warzyw gruntowych były wyższe średnio o ok. 20% niż rok wcześniej. Jednocześnie niektórzy analitycy zapowiadają, że już w I kwartale 2020 r. konsumenci zapłacą mniej niż na początku ub.r. Wciąż jednak będzie to wyższy poziom niż dwa lata temu.

Skok w promocji

Jak wynika z cyklicznego raportu Hiper-Com Poland i aplikacji Zdrowe Zakupy, analizą objęto ceny warzyw, które w latach 2018-2019 były najczęściej promowane przez ogólnopolskie sklepy. Wśród nich należy wymienić pomidory, paprykę, ogórka, ziemniaki, kapustę, marchew, cebulę, cukinię, buraki i selera. Sprawdzono gazetki wydawane przez wszystkie dostępne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Łącznie przeanalizowano blisko 15 tys. publikacji, w tym ponad 9,5 tys. akcji promocyjnych.

– W ww. okresie średnie ceny promocyjne wskazanych warzyw poszły w górę o 16,6%. Według mnie, to bardzo wysoki wzrost, znacznie przekraczający wskaźniki inflacji. Do tego trzeba zauważyć, że to są promocje, a sieci przecież mocno ich pilnują, żeby były atrakcyjne. Przyczyn tego stanu było wiele. Niekorzystne warunki pogodowe ograniczały plony. A kiedy na rynku jest mniej produktów, ich ceny błyskawicznie rosną, nawet te rabatowe – mówi Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland.

– Wzrost cen promocyjnych objął wszystkie sieci handlowe, bo warzywa zdrożały na całym rynku. I to musiało wpłynąć na zmniejszenie rabatów. Niemniej, pomimo podwyżek, sklepy konsekwentnie promowały tego typu produkty, w tym artykuły BIO – zwraca uwagę Arkadiusz Paprzycki, ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Z kolei Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, podkreśla, że ceny poszczególnych gatunków warzyw w danym okresie ostatecznie zależą od strategii danej sieci. Prowadzenie działań promocyjnych, w tym stosowanie rabatów, ma na celu zachęcenie konsumenta do większych zakupów, a nie obniżenie dochodu sprzedawcy.

– Wzrosty na krajowym rynku były tak duże, że dotknęły nawet najczęściej promowane artykuły. Patrząc już na poszczególne warzywa, wyraźnie widać, że ceny promocyjne kilku z nich mocno poszły w górę w ub.r. Dotyczy to cebuli – wzrost aż o 60%, ziemniaków – o 55%, selera – o 44%, a także buraków – o 31% – wymienia ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Na liście TOP10 analizowanych produktów są też pozycje, które odnotowały stosunkowo niewielkie podwyżki. Przykładem tego jest marchew – zaledwie 7%. Natomiast ogórki nieznacznie potaniały – o 0,65%.

Przyczyn jest kilka

– W pierwszej połowie 2018 r. ceny warzyw kształtowały się na niskim poziomie. Istotny ich wzrost odnotowano w drugim półroczu. Był to efekt dotkliwej suszy, która wystąpiła w miesiącach wiosenno-letnich. Producenci zmagali się z deficytem wody. To obniżyło produkcję oraz podaż warzyw na krajowym rynku. I wywołało presję na ceny regularne i promocyjne, nie tylko dwa lata temu, ale też w pierwszej połowie ubiegłego roku – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank.

Jak informuje Witold Boguta, w 2018 r. zebrano ok. 4,1 mln ton warzyw gruntowych. I tym samym zanotowano spadek o ok. 10,3% w stosunku do 2017 r. Natomiast w 2019 r. plony oszacowano na ponad 3,8 mln ton. I jak podaje GUS, był to o ok. 6% niższy poziom w porównaniu z wynikiem z wcześniejszego roku. Szczególnie zmniejszyła się produkcja korzeniowych warzyw, czyli m.in. buraków, selera, marchwi i pietruszki.

– W drugiej połowie 2019 r. warzywa zaczęły tanieć. Jak pokazują dane ze spółdzielni ogrodniczych, publikowane przez IERiGŻ, w listopadzie średnia cena skupu cebuli spadła o 48% w relacji do stycznia 2019 r. Marchew kosztowała mniej o 53% w stosunku do początku ub.r. Utrzymujący się spadek cen może wskazywać na wyższą podaż warzyw gruntowych na rynku krajowym, niż wynikałoby to z szacunku GUS-u – dodaje Grzegorz Rykaczewski.

Prezes KZGPOiW zaznacza, że część gatunków warzyw zebranych w miesiącach jesiennych jest przechowywanych w chłodniach i sprzedawanych w następnym roku. Dotyczy to np. cebuli czy ziemniaków. Dlatego dwa lata temu klienci kupowali najpierw produkty zebrane w 2017 roku, a później – te z 2018 roku. Ub.r. to już czas sprzedaży niskich zbiorów z 2018 roku. Wtedy też było wiadomo, że kolejne plony będą słabe z powodu suszy. To realnie spowodowało wzrost cen, które w 2019 roku osiągnęły istotnie wyższy poziom niż w roku poprzednim.

– W wyniku niedostatecznej ilości towaru na rynku popyt został pokryty produktami pochodzącymi z innych krajów. W związku z tym nastąpiły kolejne wzrosty cen. Dotyczyło to np. ziemniaków importowanych z Holandii czy Wielkiej Brytanii. Trzeba też brać pod uwagę rosnące koszty produkcji związane z podwyżkami dla pracowników. A to w konsekwencji miało realne odbicie na cenach promocyjnych w sklepach – dodaje Hubert Majkowski.

Według Witolda Boguty, zdrożały gatunki najbardziej wrażliwe na suszę, których plony spadły. I tak np. cebula, której cena promocyjna najmocniej wzrosła, jest rośliną płytko korzeniącą się. To powoduje, że przy suszy ma bardzo ograniczony dostęp do wody. Uzupełnianie jej braków na rynku importem z odleglejszych krajów podnosi koszt transportu, np. z Kazachstanu do Polski, a także ceny detaliczne.

– GUS podaje, że w okresie dwunastu miesięcy 2019 r. ceny detaliczne warzyw były wyższe średnio o ok. 20% niż rok wcześniej. Wprawdzie w drugiej połowie ub.r. nieco spadły zarówno ceny hurtowe, jak i regularne w sklepach, ale nadal jedne i drugie były wyższe niż przed rokiem. W grudniu warzywa były droższe przeciętnie o 12,3% w porównaniu do analogicznego miesiąca 2018 roku – zauważa Grzegorz Rykaczewski.

Prognozy (nie) są dobre

Ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy przypomina, że mniejsze zbiory dotyczą właściwie całej Europy. W analizowanym okresie podaż na rynku była niższa, co wpłynęło na wzrost cen wykupu, a to z kolei bezpośrednio przełożyło się na podwyżki cen regularnych i promocyjnych w sieciach handlowych. Niestety ze względu na kolejny rok suszy w rolnictwie i mniejsze zbiory, ceny wciąż mogą pozostać na wysokim poziomie.

– Jeśli zaobserwowany trend spadku cen z drugiej połowy 2019 r. utrzyma się w kolejnych miesiącach, to w pierwszym kwartale 2020 r. konsumenci zapłacą mniej za warzywa niż na początku roku 2019. Wciąż jednak będzie to wyższy poziom niż dwa lata temu – prognozuje analityk z Santander Bank.

Natomiast prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw przewiduje, że w kolejnych latach konsumenci będą musieli płacić coraz więcej za warzywa gruntowe. Wpłyną na to niskie zbiory z lat 2018-2019, a kluczowe znaczenie będzie miała zapowiadana na ten rok susza. Trzeba być na to przygotowanym szczególnie w sytuacji, gdy anomalia pogodowe dotykają producentów w wielu krajach.

Nowoczesne statuetki i podziękowania biznesowe

Koniec roku to doskonały moment do podsumowania zrealizowanych projektów, nawiązanych nowych kontaktów, czy udziałów w interesujących wydarzeniach. Warto dla najważniejszych osób przygotować podziękowania biznesowe, które nadadzą trwałości Waszej współpracy. To cenny i elegancki gest, który jest bardzo miło odbierany. To wyrażenie głębokiej wdzięczności, czy podziękowanie za wsparcie.

Zastanawiasz się jaką formę wybrać? Firma nagrody.pl bez wątpienia pomoże Ci w Bez wątpienia najlepszym podziękowaniem biznesowym będzie nowoczesna statuetka, czy elegancki dyplom. To bardzo prestiżowe wyróżnienia dla partnerów biznesowych, kontrahentów, czy prelegentów. Profesjonalny zespół gwarantuje Ci, że znajdziesz w asortymencie nowoczesne statuetki biznesowe, które będą świadczyć nie tylko o Twoim sukcesie, ale i wyróżnionej przez Ciebie osoby. Sprawdź w jaki sposób stawiają na elegancję wykonując nowoczesne statuetki i podziękowania biznesowe.

Statuetki i certyfikaty biznesowe na zamówienie

Do produkcji podziękowań biznesowych wykorzystuje najnowsze technologie i najwyższej jakości materiały, takie jak drewno, czy szkło. Daje Ci to gwarancję, że do wyróżnionej osoby trafią najlepsze statuetki biznesowe. Mogą mieć one dowolny kształt – jako producentem statuetek firma nagrody.pl może dla Ciebie wykonać każdą formę tego wyróżnienia. To niemal nowoczesne rzeźby, które zrobią piorunujące wrażenie na obdarowanych osobach. Statuetki biznesowe na zamówienie możesz podarować swoim partnerom biznesowym, czy nawet pracownikom. Możesz nawiązać w nich do charakteru Twojej firmy i świadczonych przez Ciebie usług, co na pewno zostanie od razu zauważone. Takie biznesowe statuetki prezentują się niezwykle efektownie i bardzo luksusowo. Doskonałą ozdobą firmowego biura są również drewniane certyfikaty. Wykonane z kolorowym nadrukiem na pewno zajmą honorowe miejsce w każdym gabinecie. Nieograniczone możliwości nowoczesnego druku UV pozwalają na wykonanie każdego elementu graficznego. Drewniany dyplom to podziękowanie biznesowe w bardzo dobrym guście. W bogatej ofercie nagrody.pl z pewnością znajdziesz nowoczesne statuetki i podziękowania biznesowe.

Nagrody biznesowe o nowoczesnym designie

Wieloletnie doświadczenie firmy nagrody.pl pozwala na wykonanie innowacyjnych projektów na statuetki jubileuszowe i biznesowe, których nie spotkasz na sklepowych półkach. Wszystkie wykonuje się na indywidualne zamówienie, co jeszcze bardziej podkreśla ich wyjątkowość. Dotychczasowe realizacje są najlepszą rekomendacją ich szerokich możliwości. Podejmując się wykonania często skomplikowanych statuetek, czy certyfikatów nagrody.pl staje na wysokości zadania. Już od pierwszej rozmowy klienci są pod opieką profesjonalistów, aż do dostawy swych podziękowań. Nagrody.pl słyną z dokładności i niespotykanej staranności. Statuetki na podziękowania biznesowe nie tylko świetnie prezentują się na zdjęciach, ale i na żywo. Zadziwiają wysokim poziomem detali i emanują nowoczesnością. Zachęcamy do zapoznania się z ofertą na podziękowania biznesowe, które właściwie pokażą Twoją firmę.

Polityka monetarna RPP bez zmian

Na lutowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej, zgodnie z oczekiwaniami, pozostawiła stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie. Od niemal pięciu lat stopa referencyjna utrzymuje się na historycznie niskim poziomie 1,5%. RPP postrzega spodziewany na początku tego roku wzrost inflacji jako przejściowy oraz liczy na to, że inflacja będzie się obniżać. Zdaniem Rady rozwój koronawirusa stanowi ryzyko dla światowej gospodarki, jednak jego wpływ na realny wzrost globalny, ale także w Polsce powinien być ograniczony. W opinii RPP koniunktura pozostaje dobra mimo obniżającego się tempa wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale ubiegłego roku. Komunikat oraz wypowiedzi członków RPP po posiedzeniu wskazują, że wciąż najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje utrzymanie obecnych stóp procentowych.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 2,00%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 2,14%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień ze wzrostem: o 1,50% dla sWIG80 oraz o 1,68% dla mWIG40.

Nadchodzący tydzień nie przyniesie zbyt wielu danych makroekonomicznych. W środę (12.02.2020) prezes Fed przedstawi półroczny raport na temat polityki monetarnej przed komisją bankową Senatu USA. W czwartek (13.02.2020) poznamy inflacje CPI oraz liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast w piątek (14.02.2020) nadejdzie kolej na dane dotyczące sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej w USA.
Poza tym, w czwartek (13.02.2020) poznamy saldo obrotów towarowych Polski, a w piątek (14.02.2020) inflacje CPI oraz wstępne dane o PKB.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.

Rynek walutowy reaguje na poprawę sentymentu w kontekście koronawirusa

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiej waluty w parze z euro. Złotemu sprzyjały sygnały sugerujące stabilizację sytuacji w kontekście koronawirusa, który obecnie stanowi chyba najbardziej trudne do oszacowania ryzyko dla światowej gospodarki.

Informacje sugerujące, że tempo wzrostu zachorowań w Chinach nie rośnie, przełożyły się na poprawę sentymentu do niektórych aktywów. W minionym tygodniu na wartości zyskiwały dolar amerykański oraz waluty azjatyckie, które szczególnie skorzystały na poprawie nastrojów. Dolarowi amerykańskiemu sprzyjały również dobre dane z gospodarki, w tym szczególnie styczniowy raport z rynku pracy, który potwierdził, że wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych – który już teraz jest najdłuższym nieprzerwanym okresem ekspansji w historii tego kraju – nadal nie chyli się ku końcowi. Słabo radziły sobie natomiast waluty safe-haven, takie jak frank szwajcarski, oraz inne główne waluty europejskie.

W tym tygodniu uwaga rynku najpewniej pozostanie skupiona na kolejnych doniesieniach dotyczących rozwoju epidemii koronawirusa w Chinach, jak i na świecie. Inwestorzy zwrócą też uwagę na komentarze decydentów z kluczowych banków centralnych, w tym przemówienia przewodniczącego Fed, Jerome’a Powella, przed Kongresem oraz dane ekonomiczne – w tym m.in. odczyty dynamiki PKB w Wielkiej Brytanii i strefie euro w IV kwartale ubiegłego roku (odpowiednio we wtorek i piątek), dane o produkcji przemysłowej w strefie euro w grudniu (środa), a także dane o inflacji konsumenckiej w USA (czwartek). Poruszenie mogą wywołać również wtorkowe prawybory Partii Demokratycznej w stanie New Hampshire. Zwłaszcza jeżeli ich wynik potwierdzi, że faworytem w wyścigu o nominację Demokratów do wyborów prezydenckich jest kandydat z lewego skrzydła partii, Bernie Sanders.

PLN

Ostatnie dni przyniosły wzrost zmienności złotego. Po umocnieniu w pierwszej części tygodnia, polska waluta oddała część zysków względem euro, jednak i tak zakończyła tydzień na plusie.

Dane PMI dla przemysłu, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu, rozczarowały. Spotkanie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło z kolei żadnych istotniejszych informacji poza potwierdzeniem stanowiska prezesa Glapińskiego, który w dalszym ciągu sugeruje, że gdyby w ramach obecnej kadencji RPP miało dojść do zmiany stóp procentowych, ich obniżka jest bardziej prawdopodobna niż podwyżka.

W tym tygodniu uwaga rynku powinna skupić się na danych makroekonomicznych z Polski. W piątek poznamy dwie kluczowe publikacje: odczyt inflacji konsumenckiej w styczniu oraz dane o wzroście gospodarczym w końcówce ubiegłego roku. Konsensus oczekuje mocnego  podbicia inflacji i wyraźnego wyhamowania tempa dynamiki PKB w relacji do poprzednich odczytów.

GBP

W ubiegłym tygodniu styczniowe odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI w Wielkiej Brytanii zostały zrewidowane w górę. Dobrze wróży to wzrostowi gospodarczemu w 2020 roku. Rewizja nie zdołała jednak uchronić funta przed deprecjacją, zwłaszcza w parze z dolarem amerykańskim. Funtowi brytyjskiemu w ostatnich dniach nie sprzyjała szczególnie ostra retoryka Borisa Johnsona w kontekście negocjacji z UE.

Oczekiwania względem wtorkowego odczytu dynamiki PKB w Wielkiej Brytanii są dość stonowane. Mediana ekonomistów oczekuje płaskiego wzrostu. Nie jest to zaskoczeniem – na dane wpływ miała bowiem niepewność związana z Brexitem, która utrzymywała się do czasu wyborów parlamentarnych w grudniu. Niemniej, uwzględniając sam fakt, jak niskie są  prognozy, niewykluczone jest, że dane okażą się lepsze od konsensusu. Sam funt brytyjski obecnie wydaje się nadmiernie wyprzedany, zwłaszcza w parze z dolarem amerykańskim.

EUR

W ostatnich tygodniach euro charakteryzowało się słabością w parze z dolarem amerykańskim. Obecnie znajduje się nieco poniżej kluczowego poziomu 1,10. W związku z tym, że eksport ma istotne znaczenie dla gospodarek wspólnego bloku (przychody z niego  odpowiadają za ok. 40% PKB strefy euro), zachowanie wspólnej waluty w ostatnich tygodniach można częściowo powiązać z obawami związanymi z koronawirusem.

Co tyczy się danych ze strefy euro, w środę poznamy (już obecnie dość wsteczne) dane o produkcji przemysłowej w grudniu. W piątek natomiast opublikowane zostaną szacunki dynamiki wzrostu PKB w IV kwartale ubiegłego roku. W najbliższych dniach kilkukrotnie przemawiać będą też oficjele z EBC, w tym przewodnicząca banku centralnego, Christine Lagarde. Mało prawdopodobne wydaje się jednak, żeby ich komentarze pozwoliły nam ocenić, czego dotyczą dyskusje obecnie toczące się w banku centralnym. Zachowanie głównej pary w tym kontekście w dużym stopniu powinno zależeć od wieści z USA, a także z Chin.

USD

Podczas wystąpień przewodniczącego Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, we wtorek i środę, najpewniej po raz kolejny usłyszymy optymistyczny ton oraz stwierdzenie, że gospodarka Stanów Zjednoczonych radzi sobie dobrze, nie generując presji na wzrost dynamiki cen. Powell powinien również powtórzyć, że Rezerwa Federalna zamierza wstrzymać się z kolejnymi zmianami w zakresie polityki monetarnej w dającej się przewidzieć przyszłości. Źródłem optymizmu w jego wypowiedzi może być też sytuacja na amerykańskim rynku pracy – ostatnie dane pokazały istotny wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych i przyspieszenie dynamiki płac w styczniu.

Czwartkowy odczyt inflacji CPI powinien potwierdzić, że dynamika cen w USA jest mniej więcej zgodna z celem inflacyjnym Fedu, oraz że na ten moment nie jest konieczne zacieśnianie polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. W kontekście rynku walutowego, ostatnia aprecjacja dolara amerykańskiego w parze z euro wydaje się nam przesadzona. Jesteśmy zdania, że w najbliższych tygodniach możliwe będzie umocnienie euro w relacji do dolara amerykańskiego do poziomu 1,115, czyli do okolic górnej granicy widełek w których ostatnio poruszała się główna para.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Koronawirus z Wuhan miesza na rynkach

  • Koronawirus wstrzymuje chińskie PKB
  • Ludowy Bank Chin dał impuls rynkom
  • Amerykański Senat odrzucił impeachment Trumpa

Od kilkunastu dni jedenastomilionowe miasto Wuhan jest objęte kwarantanną, ludzie nie mogą opuszczać swoich mieszkań, a wszelki ruch został wstrzymany. Na decyzję o otwarciu fabryk i wznowieniu produkcji czekają też rynki. Przedłużający się okres przestoju w fabrykach Państwa Środka negatywnie wpływa nie tylko na globalną gospodarkę. W tej chwili rynek zakłada pozytywny scenariusz, zgodnie z którym kwarantanna zostanie zniesiona i sytuacja niebawem wróci do normy, wiec ewentualne jej przedłużenie może doprowadzić do spadków na światowych giełdach i wzrostu zmienności.

Analitycy szacują, że w wyniku epidemii w pierwszym kwartale wzrost chińskiego PKB może spaść o 2 proc. Strata przełoży się na wynik chińskiej gospodarki w całym roku, co istotnie wpłynie na światowe giełdy. Kraje rynków wschodzących,  w tym Chiny, miały być pozytywnym bodźcem dla wzrostu GDP w tym roku.

Koronawirus wpłynął także na notowania surowców. Spadły ceny ropy naftowej, miedzi i metali przemysłowych. Wstrzymanie chińskiej gospodarki w znacznym stopniu obniżyło popyt Chin, będących jednym z największych odbiorców tych surowców na świecie. Z drugiej strony wzrost zmienności oraz obawy o spowolnienie globalnych gospodarek to dobre otoczenie makroekonomiczne dla cen złota.

Po obchodach Chińskiego Nowego Roku, by złagodzić negatywny wpływ epidemii na gospodarkę, Bank of China, centralny bank tego kraju, zasilił rynek kwotą 173 mld dolarów, zwiększając płynność w systemie bankowym. Wsparcie banku dało impuls rynkom i widoczne są już pewne oznaki stabilizacji.

Za oceanem umocniła się pozycja urzędującego prezydenta. Zgodnie z oczekiwaniami amerykański Senat odrzucił impeachment Donalda Trumpa. Rynki czekają na wyniki prawyborów w Partii Demokratycznej i nazwisko oficjalnego kandydata w wyścigu o fotel prezydenta USA.

Marek Straszak, Dyrektor Inwestycyjny ds. Zarządzania Aktywami i Doradztwa Inwestycyjnego Generali Investments TFI 

Inflacja rośnie, stopy procentowe bez zmian

  • Czeski Bank Centralny zaskoczył rynki podnosząc stopy procentowe
  • Wysokie odczyty inflacji nie wpływają na decyzję RPP

Europejski Bank Centralny i FED utrzymują politykę niskich stóp procentowych. Zdeterminowana w tym celu wydaje się także Rada Polityki Pieniężnej, która nie zmieniła retoryki i utrzymała referencyjne stopy procentowe na poziomie 1,5 proc.

Wciąż trwa wyraźny wzrost inflacji, która w styczniu przekroczy 4 proc. Będzie zatem ona znacznie wyższa od górnego pasma (3,5 proc.) dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego (2,5 proc). Wolniej niż zakładano nastąpi też schodzenie inflacji do niższych poziomów.  Z wyższą inflacją, ponad przedziałem wahań wokół celu Narodowego Banku Polskiego, przyjdzie nam się mierzyć przez cały 2020 rok.

Rada Polityki Pieniężnej jako jedną z przyczyn wzrostu inflacji wskazuje wzrost cen żywności o 6,9 proc. Patrząc jednak na dekompozycję inflacji zauważyć można, że rosną też ceny usług w obszarze zdrowia, łączności, rekreacji i kultury, gastronomii i hotelarstwa czy edukacji. Te elementy wchodzą już do inflacji bazowej, a zatem do kategorii, na którą RPP ma większy wpływ niż np. ceny paliw czy żywności. Taka sytuacja pokazuje, że znaczącą rolę na ceny ma obecna sytuacja na rynku pracy. Od stycznia wzrosła pensja minimalna, kolejny raz spadła stopa bezrobocia, a wskaźnik zatrudnienia jest na historycznie wysokim poziomie (63,7 proc.). Pokazuje to, że rezerwy zasobu pracy w gospodarce wyczerpują się (zarówno spadająca stopa bezrobocia, jak i aktywizacja osób dotychczas nieaktywnych na rynku pracy).

Zaskakująco dla rynków zachował się Czeski Banki Centralny, który wbrew przewidywaniom ekonomistów 6 lutego podniósł główną stopę procentową o 0,25 proc. z poziomu 2 proc. do 2,25 proc. Polityka pieniężna naszych południowych sąsiadów jest najbardziej klasyczna w regionie. Czesi zareagowali podwyżką na przekroczenie akceptowalnego poziomu odchyleń od celu inflacyjnego 2,0%+-1% oraz gorsze niż poprzednie prognozy inflacji na rok 2020.

Andrzej Czarnecki, Dyrektor Inwestycyjny ds. Papierów Dłużnych Generali Investments TFI

Credit Agricole obniża prognozy wzrostu dla Polski

Prognozy wzrostu PKB dla naszego kraju to nie jest coś, co poprawia nastrój. Kolejna instytucja obniża swoje projekcje na 2020 rok. Patrząc na wynik w IV kwartale, nie powinno to dziwić.

Spadają prognozy wzrostu dla Polski

Rok 2020 ma się zakończyć wzrostem na poziomie 2,7%, a nie jak dotychczas sądzono 3,0%. Tak przynajmniej uważają specjaliści z Credit Agricole. Powodem obniżenia prognozy jest gorszy wynik za 2019 rok oraz, co ciekawe, epidemia koronowirusa. Dość szybko znalazła ona swoje odzwierciedlenie w prognozach. Analitycy spodziewają się najwyraźniej szybkiego wpływu i zaniknięcia, bo na rok 2021 utrzymano prognozę na poziomie 3,3%.

Ceny rosną szybciej niż oczekiwano w Chinach

Ostatni rok to wyraźne przyspieszenie wzrostu cen w Państwie Środka. Rezultat 5,4% to najwyższy wynik od drugiej połowy 2011 roku. Od tego czasu tylko momentami inflacja przekraczała 3%. Warto zwrócić uwagę, że jeszcze rok temu inflacja wynosiła 1,5%, a od tego czasu dokonano 3 obniżek stóp procentowych, jednakże były to ruchy o 0,05%, nie powinny mieć zatem tak istotnego wpływu na rynek. Dla porównania Amerykanie, pomimo tego, że znajdują się na niższych poziomach stóp procentowych, zmieniają je przeważnie o 0,25%, czyli pięć razy mocniej.

Amerykański rynek pracy

 Stopa bezrobocia w USA co prawda wzrosła, aczkolwiek w tym samym momencie poznaliśmy dane o zwiększonej ilości nowych miejsc pracy. Jak to często bywa, bezrobocie bezrobociu nierówne. W USA zakłada się, że bezrobotny to taki, który szukał pracy przez ostatnie 4 tygodnie, ale jej nie znalazł. Może się zatem zdarzyć, że dobra koniunktura aktywizuje osoby długotrwale nieposiadające pracy do powrotu na rynek. Może wtedy dojść do sytuacji, gdzie pomimo tworzenia nowych miejsc pracy, przybywa bezrobotnych. Wskaźnikiem, który potwierdza dobrą kondycję rynku pracy jest wzrost płac. Inwestorzy zwrócili uwagę na nowe miejsca pracy bardziej niż na stopę bezrobocia, bo dolar zyskiwał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Dynamika rynku nieruchomości i prognozy na 2020 rok

W ostatnich latach możemy zauważyć silny wzrost podaży mieszkań, co jest wywołane niesłabnącą chęcią inwestycji w nieruchomości przez społeczeństwo. W samym 2018 r. sprzedano niemal 65 tysięcy mieszkań w sześciu największych polskich miastach. W konsekwencji, wysoki popyt na zakup nieruchomości – bardzo często w celach inwestycyjnych – przełożył się na istotny wzrost cen.

Możemy również zaobserwować rosnące zainteresowanie najmem instytucjonalnym przez podmioty międzynarodowe. Globalne fundusze decydują się na zakup nawet całych grup deweloperskich w celu szybkiego zbudowania portfela mieszkań na wynajem. Jednym z takich przykładów jest przejęcie Vantage Development przez TAG Immobilien. Silne zwiększenie podaży mieszkań na przestrzeni kilku ostatnich lat wydaje się przeważać nad wzrostem popytu ze strony najemców, co z kolei hamuje przyrost wysokości stawek najmu, a w efekcie wywiera presję stopy zwrotu z inwestycji mieszkaniowych. Obserwujemy także zwiększające się zróżnicowanie preferowanych form najmu w zależności od lokalizacji oraz charakteru budynku. Właściciel, szukając najwyższej stopy zwrotu z inwestycji, powinien rozważyć zarówno możliwości oferowane przez najem długoterminowy, jak i krótkoterminowy. Warto też wziąć pod uwagę bardziej alternatywne formy najmu, jak mieszkania studenckie, senioralne czy kwatery pracownicze. Z perspektywy zarządzania najmem, obserwujemy rosnące oczekiwania najemców, tak pod względem standardu wynajmowanych mieszkań, jak i jakości obsługi samego najmu.

Prognozy dla branży nieruchomości

Sytuacja na rynku nieruchomości pod koniec 2019 r. pozwala zaobserwować pewne wyhamowanie tempa wzrostu cen mieszkań. Z dużym prawdopodobieństwem wydaje się, że ceny powinny ustabilizować się na aktualnych poziomach przez okres 2020 r. Mimo wysokich pułapów, popyt na nowe mieszkania również pozostaje bardzo wysoki. Tak nietypowa sytuacja może co prawda w najbliższym czasie przełożyć się na spadki cen, lecz jest to perspektywa, której oczekuje cała branża już od około sześciu miesięcy wstecz. Wyjątkiem jest oczywiście scenariusz kryzysowy, który determinuje zupełnie nieprzewidywalne prognozy. Przewidujemy natomiast, że segment najmu instytucjonalnego – krótko- i długoterminowy – będzie wiodącym motorem napędowym wzrostu cen w najbliższych 2-3 latach ze względu na zmniejszającą się liczbę działek o przeznaczeniu mieszkaniowym na sprzedaż w dużych miastach.

Najem mieszkań alternatywą dla zakupu na kredyt

Inwestycje w mieszkania nadal mogą liczyć na wysokie stopy zwrotu w porównaniu do lokat bankowych rzędu 5-6% z perspektywy dużych miast. Należy jednak mieć na uwadze, że rosnąca konkurencyjność rynku zmniejsza liczbę okazji inwestycyjnych dających możliwość nieproporcjonalnie wysokiego zwrotu. Grupy, które dotychczas napędzały wzrost popytu na najem, jak imigranci czy studenci, faktycznie wydają się być mniej istotne niż w poprzednich latach. Są one jednak sukcesywnie zastępowane szerszym trendem wśród młodszej części społeczeństwa, który dotyczy wynajmowania mieszkań jako alternatywy dla zakupu na kredyt. Zmiana ta powinna sprzyjać mobilności społecznej, co jest z kolei zbieżne z trendami panującymi w innych krajach Europy Zachodniej. Interesującym czynnikiem jest również dojrzewający rynek profesjonalnych zarządców najmu krótko- i długoterminowego. Wysokiej jakości operator jest w stanie zapewnić właścicielowi pełną bezobsługowość mieszkania, komunikację z najemcą, a także konserwację techniczną nieruchomości. Zagraniczne doświadczenia sugerują, że profesjonalnie zarządzane mieszkanie jest w stanie wygenerować nawet do 20% wyższego przychodu w przeciwieństwie do samodzielnego zarządzania przez właściciela.

Aleksander Jóźwik, Chief Strategy Officer, Rent like home

Umowa dowodowa – szanse i zagrożenia

7 listopada 2019 r. weszła w życie nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego (dalej „KPC”). Wprowadzone zmiany dotyczą całej procedury, jednak prawdziwa rewolucja odnosi się do postępowania gospodarczego. Ustawa przywraca jego odrębność, wprowadzając przy tym szereg nowych, dotychczas nieznanych polskiemu KPC rozwiązań. Jedną ze zmian o prawdziwie fundamentalnym znaczeniu jest wprowadzenie tzw. umowy dowodowej, która pozwoli stronom procesu zdecydować, co może być dowodem w sprawie, a co będzie pozbawione mocy dowodowej. To nowe narzędzie może znacznie utrudnić dowodzenie w postępowaniu, ale jego przemyślane wykorzystanie może także pomóc w uzyskaniu korzystnego rozstrzygnięcia.

Na czym polega umowa dowodowa?

Zgodnie z art. 4589 § 1 KPC „w postępowaniu gospodarczym strony mogą się umówić o wyłączenie określonych dowodów w sprawie z określonego stosunku prawnego powstałego na podstawie umowy (umowa dowodowa)”.

Przepis ten pozwala wprowadzać uzależnione jedynie od woli stron ograniczenia dowodowe, jednak nie w każdym postępowaniu. Zawarcie takiej umowy jest możliwe jedynie w sprawach gospodarczych, a więc przede wszystkim w sporach ze stosunków cywilnych między przedsiębiorcami w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej.

Umowa może wyłączać jedynie określone dowody w sprawie z określonego stosunku prawnego. To sprawia, że umowa dowodowa musi zostać odpowiednio doprecyzowana. Konieczne jest wskazanie konkretnych dowodów lub ich kategorii, które nie będą mogły zostać wykorzystane w postępowaniu. Dodatkowo takie wyłączenie znajdzie zastosowanie jedynie w określonej, jednoznacznie sprecyzowanej sprawie wyznaczanej przez dany stosunek prawny. Nie jest więc możliwe zawarcie ogólnej umowy dowodowej odnoszącej się do wszystkich spraw między przedsiębiorcami.

Należy także pamiętać, że umowa może dotyczyć stosunków prawnych powstałych w drodze umowy, nie zaś wynikających np. z czynów niedozwolonych popełnionych przez jedną ze stron.

Wymogi formalne

Przepisy wprowadzają także szczególne regulacje dotyczące tego, jak umowa dowodowa może zostać zawarta. Zgodnie z art. 4589 § 2 KPC umowę dowodową zawiera się na piśmie pod rygorem nieważności albo ustnie przed sądem. Jednocześnie, w myśl § 3 wskazanego artykułu umowa dowodowa zawarta pod warunkiem lub z zastrzeżeniem terminu jest nieważna.

Wskazane regulacje to kolejne ograniczenia, które mają sprawić, że umowa będzie zawierana z większą rozwagą oraz ograniczy możliwość jej stosowania jedynie na korzyść jednej ze stron. Zgodnie bowiem z tymi regulacjami umowa dowodowa nie zostanie zawarta np. w korespondencji e-mailowej. Nie będzie także możliwości wprowadzenia szczególnych zastrzeżeń, które sprawią, że powołanie się na nią będzie możliwe jedynie w razie wystąpienia określonych, korzystnych dla jednej ze stron okoliczności.

Kiedy powołać się na umowę dowodową?

Ustawa nie wskazuje, kiedy strony powinny zawrzeć umowę dowodową. Może to więc nastąpić zarówno w trakcie rozpoczynania współpracy (np. w umowie regulującej jej zasady), w trakcie sporów przedsądowych, jak też już w postępowaniu przed sądem. Wówczas jednak objęcie umową dowodu przeprowadzonego przed jej zawarciem nie pozbawia go mocy.

Ustawa ogranicza jednak możliwość podniesienia zarzutu nieważności lub bezskuteczności umowy dowodowej, który zgodnie z 4589 § 4 KPC można podnieść najpóźniej na posiedzeniu, na którym powołano się na umowę, a jeśli uczyniono to w piśmie procesowym – najpóźniej w następnym piśmie albo na najbliższym posiedzeniu.

Umowę można spożytkować z korzyścią dla siebie

Umowa dowodowa daje nowe możliwości ustalania strategii postępowania oraz prowadzenia sporu, i to nie tylko w postępowaniu sądowym. Odpowiednie wskazanie niedopuszczalnych w procesie dowodów może sprawić, że druga strona będzie dużo rozważniej sięgała po pozew. Umowa może także znacznie ułatwić wygraną przed sądem, gdy nie pozwoli przeciwnikowi procesowemu wykazać istotnej dla niego okoliczności. Dobrze przewidując możliwy przebieg potencjalnego sporu, już w chwili rozpoczynania współpracy można więc postarać się o zwiększenie swoich szans na pozytywne rozstrzygnięcie.

Dodatkowo ustawa daje przewagę przedsiębiorcom będącym osobami fizycznymi. Zgodnie z art. 4586 § 1 KPC przepisy dotyczące postępowania gospodarczego, a więc także dotyczące umowy dowodowej, mogą zostać wyłączone w danej sprawie na wniosek osoby, która nie jest przedsiębiorcą lub jest przedsiębiorcą będącym osobą fizyczną. Wówczas sąd będzie stosował przepisy KPC z pominięciem odrębności przewidzianych dla tego postępowania. Ci przedsiębiorcy mogą więc zapewnić sobie przewagę, sprawiając, że regulacje znajdą zastosowanie tylko w tych sporach, w których będzie to dla nich korzystne.

Nowy mechanizm należy stosować z rozwagą

Nowe regulacje mogą przyczynić się także do usprawnienia postępowania. Strony, ustalając z góry sposób, w jaki można dowodzić przed sądem okoliczności związanych z daną umową, wyłączają możliwość powoływania szeregu dowodów prowadzących do wydłużenia postępowania i zwiększenia jego kosztów. Jednocześnie takie porozumienie, określając np., że przeprowadzenie dowodów z zeznań świadków czy korespondencji między stronami nie będzie możliwe, może skłonić do dokonania dokładniejszych ustaleń w pisemnej umowie przewidującej zasady współpracy.

Przedsiębiorcy, zawierając takie umowy, muszą mieć jednak na uwadze, że niosą one za sobą nie tylko korzyści, ale też ogromne ograniczenia. Umowa dowodowa sprawia, że udowodnienie wielu okoliczności może nie być możliwe. Tym samym, zawierając umowę dowodową, trzeba zawsze przewidywać jej konsekwencje i wpływ na potencjalne postępowanie. To zaś może okazać się niezwykle trudne, zwłaszcza gdy nie ma się dużego doświadczenia w prowadzeniu sporów sądowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Potwierdzone spowolnienie gospodarcze Polski – analiza Euler Hermes

  • Realny PKB Polski wzrósł o +4.0% w 2019, co oznacza spadek z poziomu +5.1% w 2018 r.
  • Głównym motorem napędowym wzrostu w 2019 r. był popyt krajowy (+3.6 p.p.),
  • Konsumpcja prywatna wzrosła o +3.9%, co oznacza spadek z +4.3% w 2018 r.
  • Wskaźnik PMI dla przemysłu spadł do kwartalnej średniej 46.8 punktów w IV kw. 2019 r., poziomu najniższego od ponad 10 lat.
  • Prognozujemy dalsze całoroczne spowolnienie wzrostu gospodarczego na poziomie +3.2%, ale ze stopniowym ożywieniem w kolejnych kwartałach.

Oczekiwane spowolnienie wzrostu gospodarczego Polski w 2019 r. zostało potwierdzone. Realny PKB wzrósł o +4.0% w roku jako całości, co oznacza spadek z poziomu +5.1% w 2018 r. i osiągnięcie wartości nieco poniżej prognozy konsensusu (+4.2%), według wstępnych danych szacunkowych. Informacje dotyczące strony popytowej dostępne są tylko częściowo, ale wskazują, że głównym motorem napędowym wzrostu w 2019 r. był popyt krajowy (+3.6 p.p.), podczas gdy wkład eksportu netto wyniósł +0.4 p.p. Konsumpcja prywatna wzrosła o +3.9%, co oznacza spadek z +4.3% w 2018 r. Dzięki kontynuowanemu wykorzystaniu funduszy UE na kwalifikujące się projekty, inwestycje trwałe wciąż jeszcze odnotowały wzrost +7.8% w ostatnim roku, chociaż nieco poniżej poziomu +8.9% uzyskanego w 2018 r. Zapasy odjęły -0.8 p.p. od całościowego wzrostu PKB w 2019 r., będąc tym samym głównym elementem przyczyniającym się do rocznego spowolnienia.

Dane z całego roku sugerują znaczne zwolnienie wzrostu w ostatnim kwartale 2019 r., dopełniając stały trend spadkowy w kwartalnych wskaźnikach wzrostu w trakcie roku.

Dane PKB za IV kw. nie zostały jeszcze przekazane, ale dane za rok jako całość wskazują, że wzrost rok do roku (r/r) znacząco zwolnił do +2.7% w IV kw. z +3.9% w III kw., +4.6% w II kw. i +4.8% w I kw. Te wniosek jest potwierdzony przez podobny stały spadek wzrostu produkcji przemysłowej, który osiągnął najniższy poziom od trzech lat +3.0% r/r w IV kw. Ponadto wskaźnik PMI dla przemysłu spadł do kwartalnej średniej 46.8 punktów w IV kw., poziomu najniższego od ponad 10 lat.

Dla 2020 r. Euler Hermes prognozuje dalsze całoroczne spowolnienie wzrostu gospodarczego na poziomie +3.2%, ale ze stopniowym ożywieniem w kolejnych kwartałach.

Patrząc na dane miesięczne, wskaźnik PMI dla przemysłu, a także jego podkomponenty, nowe zamówienia i nowe zamówienia eksportowe faktycznie osiągnęły najniższe poziomy w październiku 2019 r. i odnotowały lekkie ożywienie pod koniec ubiegłego roku. W konsekwencji, przewidujemy, że realny wzrost PKB osiągnie najniższy poziom na przełomie roku i prognozujemy stopniowe ożywienie (z poziomu +2.7% r/r odnotowanego w IV kw.) w trakcie 2020 r.

Co to znaczy dla przedsiębiorstw?

Opublikowane niedawno dane pokazują, że liczba upadłości przedsiębiorstw ustabilizowała się w 2019 r. (977 przypadków, -1% spadek z 988 przypadków w 2018 r.), po trzech latach znaczących wzrostów. Ten stan odzwierciedla, przynajmniej częściowo, fakt, że spadek marży zysku przedsiębiorstw niefinansowych dobiegł końca w ubiegłym roku. Dlatego w połączeniu z naszą opisaną powyżej prognozą wzrostu gospodarczego spodziewamy się kolejnego roku stabilizacji liczby upadłości w 2020 r.

Upadłości przedsiębiorstw w Polsce (dane roczne i zmiany)

potwierdzone spowolnienie gospodarcze Polski
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

AUTOR ANALIZY: MANFRED STAMER, Starszy Ekonomista Euler Hermes

Nerwowy start tygodnia

Po nerwowym starcie tygodnia rynki wykazują oznaki uspokojenia, jednak inwestorzy nie są w stanie do końca uciec od rozterek związanych z koronawirusem i jego skutkiem na globalną gospodarkę. Defensywne podejście do inwestowania dominuje i choć nie brak dowodów, że tempo rozprzestrzeniania epidemii maleje, jest mało realne, aby kolejny raz zaskakujące doniesienia o nowym leku odmieniły obraz rynku.

Po weekendzie główna uwaga skupiła się na clickbaitowych porównaniach sugerujących, że liczba śmiertelnych przypadków koronawirusa przewyższyła liczbę zabitych przez epidemię SARS w 2002/2003 r. (908 vs 774). Trzeba jednak zwrócić uwagę na różnicę w liczbie zakażonych dziś (40 tys.) i wtedy (8 tys.). Tempo rozprzestrzeniania się epidemii zwalnia przy skutecznej walce z roznoszeniem wirusa poza Chinami. Ale z perspektywy rynków temat pozostaje aktualny i przypadki medyczne automatycznie ożywiają obawy o ekonomiczne skutki epidemii. W ostatnich godzinach łagodzącym czynnikiem były informacje, że przedsiębiorstwa w Chinach wznawiają prace po przymusowej przerwie. Mimo to wciąż jest potencjał do negatywnych zaskoczeń, które zburzą stabilizację. O rajd ulgi oparty o cudowne informacje będzie dużo trudniejszy niż tydzień temu – drugi raz raporty o szczepionce nie zadziałają.

Ewaluacja skutków epidemii wirusa na globalne ożywienie pozostanie tematem nr 1 na rynkach, przy czym dopiero za kilka tygodni dane makro zaczną ukazywać skale zniszczeń. W najbliższych dniach jedyne, co będzie można ocenić, to uderzenie w nastroje konsumentów i przedsiębiorców przez pierwsze doniesienia o koronawirusie pod koniec stycznia. W USA utrzymujące się pozytywne nastroje konsumentów powinny znaleźć odbicie w dobrych wynikach sprzedaży detalicznej (pt). USA pokazują odporność na kłopoty, z jakimi borykają się inne gospodarki i to oferuje USD wsparcie w okresie podwyższonej niepewności. Nadchodzący tydzień przynosi odbywające się co pół roku sprawozdanie prezesa Fed z działalności banku centralnego. W komunikacie po ostatnim posiedzeniu FOMC stwierdzono, że decydenci są zadowoleni z obecnego nastawienia w polityce i sytuacji w gospodarce i zapewne taki przekaz Powell powtórzy w Kongresie.
W strefie euro indeks Sentix (pon) zapewne obniży się przy pogorszeniu nastrojów z powodu obaw o wirusa. W Wielkiej Brytanii grudniowe dane z przemysłu i PKB za IV kw. (wt) jeszcze nie uwzględnią optymizmu, który już można było odczytać w najnowszych PMI. Jeśli GBP ma szukać pretekstu do odbicia, to raczej nie otrzyma go w najbliższych dniach.

Z konferencji prasowej po posiedzeniu RPP w ubiegłym tygodniu wiem, że Rada jest świadoma przejściowego przestrzelenie celu inflacyjnego, a także spowolnienia gospodarczego, ale nie zamierza zmieniać swojego nastawienia. To osłabia wpływ publikacji CPI i PKB z Polski w tym tygodniu na złotego i skazuje walutę na wyłączne podleganie pod czynniki zewnętrzne. Po burzliwym tygodniu EUR/PLN stabilizuje się mniej więcej w środku tegorocznego przedziału wahań i naszym zdaniem tutaj powinien szukać poziomu równowagi.

W Nowej Zelandii RBNZ prawdopodobnie utrzyma stopę OCR na 1 proc. (śr), jednak niepewność dotyczy komunikatu, który może zostać zmieniony na bardziej gołębi w obliczu narosłych ryzyk dla ożywienia. Wpływ epidemii wirusa na rzecz wstrzymania eksportu podnosi negatywne ryzyka dla NZD w kontekście wydźwięku banku centralnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Do końca lutego obowiązuje zgoda na odstrzał bobrów. Ekolodzy alarmują, że te zwierzęta pomagają w walce ze skutkami suszy

Zgodnie z decyzją Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie do końca lutego myśliwi mają zgodę na odstrzał bobrów. Zarządzenie to dotyczy odstrzału maksymalnie 1465 zwierząt w ciągu trzech lat (w okresach od października do lutego). Powodem tej decyzji są szkody wyrządzane przez bobry i wysokie odszkodowania wypłacane przez państwo z tego tytułu. Działacze WWF Polska przekonują, że znacznie wyższe są koszty walki z suszą w Polsce, a działalność bobrów jest pożyteczna na terenach, gdzie rolnicy borykają się z problemem niedoboru wody.

RDOŚ w Warszawie podaje, że w latach 2009–2019 wypłacił odszkodowania z tytułu szkód wyrządzonych przez bobry na Mazowszu w wysokości ponad 48 mln zł. W samym 2019 roku dyrekcja otrzymała ponad tysiąc zgłoszeń, a w wyniku analizy wypłaciła odszkodowania na kwotę ponad 8 mln zł. W ciągu tej dekady wartość odszkodowań wzrosła blisko ośmiokrotnie, a liczba zgłoszeń ponad czterokrotnie.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę wartość odszkodowań, które są wypłacane przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, czyli de facto z kieszeni podatników, to rzeczywiście one rosną – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka WWF Polska. – Jednak musimy uwzględnić również fakt, że Polska jest krajem, który ma poważny problem z brakiem opadów, czyli rosną też koszty walki z suszą i straty przez nią  spowodowane. Rocznie jest to kwota rzędu kilku miliardów złotych.

Jak podkreśla, łącznie z powodu zmiany klimatu, czyli ekstremalnych zjawisk pogodowych, Polska traci 9 mld zł rocznie. Nawet kilka milionów złotych wypłacanych w formie odszkodowania za straty wyrządzone przez bobry (to tylko jeden z gatunków chronionych, za który Skarb Państwa wypłaca odszkodowania) jest niczym w stosunku do tego, jakie straty ponosimy jako podatnicy w związku z suszą.

Bobry to sprzymierzeńcy człowieka w czasach suszy – uściśla Katarzyna Karpa-Świderek. – Tereny, na których działają bobry, szczególnie blisko rzek, dzięki konstrukcjom, które tworzą, stają się terenami podmokłymi. Zalane łąki to może być problem dla rolników, ale w okresach suszy te łąki nie wysychają właśnie dzięki działalności bobrów.

Jak dodaje ekspertka WWF Polska, korzyści z tytułu działalności bobra odnosi całe społeczeństwo, natomiast straty bardzo często ponoszą pojedyncze gospodarstwa. Zwraca też uwagę, że nie da się wycenić pracy tych zwierząt powodującej zatrzymywanie wody w glebie i zestawić tego z kosztami budowy zbiorników retencyjnych.

Możliwe, że taka kalkulacja pokazałaby, że z finansowego punktu widzenia lepiej chronić bobry, niż je tępić, a następnie przeznaczać ogromne pieniądze na to, żeby budować sztuczne zbiorniki, które będą jeszcze dodatkowo ingerowały w przyrodę, a często wręcz niszczyły systemy rzeczne – ocenia Karpa-Świderek. – Programy ochrony Polski przed suszą będą podatników kosztować wiele miliardów złotych, a tymczasem w przyrodzie mamy sprzymierzeńca i powinniśmy to właściwie wykorzystać.

RDOŚ podkreśla, że działalność bobrów niszczy nie tylko uprawy i sady, lecz również drogi i nasypy kolejowe oraz mosty, co stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Według danych GUS w roku 2000 na terenie Polski populacja bobra wynosiła niecałe 24,5 tys. osobników, w 2010 roku prawie 69 tys., a w 2018 – ponad 127 tys. osobników. Populację na Mazowszu GUS szacuje na 16,6 tys. zwierząt. Jak podkreśla RDOŚ, liczba 1,5 tys. bobrów, które mogą zostać odstrzelone w ciągu trzech lat, jest znacznie niższa niż średni przyrost naturalny populacji.

 Ich liczba rzeczywiście w ostatnich latach wzrosła do kilkudziesięciu tysięcy sztuk, ale nie zmienia to faktu, że są to zwierzęta niezwykle pożyteczne. Człowiek zaczął walczyć z tym gatunkiem do tego stopnia, że w latach 70. ubiegłego wieku wytępił go niemal całkowicie. Wielkim sukcesem jest to, że udało się przywrócić bobra środowisku naturalnemu – mówi Katarzyna Karpa-Świderek.

Sposobów na uniknięcie niekorzystnych skutków działalności bobrów jest wiele – nie tylko odstrzał. Jedną z alternatyw wobec zabijania zwierząt jest przeniesienie ich w miejsce, gdzie występuje mniej osobników. Inny sposób to specjalne konstrukcje, które sprawiają, że poziom wody opada. Dla ochrony drzew stosowane są również siatki na pniach.

Jednak najlepszą formą zabezpieczenia jest sprawny system odszkodowań dla rolników, aby zrekompensować im straty, które wynikają z obecności bobrów. Należy również przeanalizować sposób wykorzystywania terenów zalewowych rzek i podchodzić do natury z pewną dozą pokory. Człowiek powinien dostosować się do natury, a nie tylko wykorzystywać ją do swoich potrzeb – zauważa Katarzyna Karpa-Świderek.

Import węgla do Polski tańszy niż krajowe wydobycie

Chociaż Polska importuje obecnie coraz mniej węgla z Rosji, nie oznacza to, że zmniejszył się też ogół dostaw tego surowca do naszego kraju. Polski węgiel, który jest najdroższą ofertą na rynku, okazuje się też ostatnim wyborem. Taniej jest sprowadzić surowiec z giełdy – nawet z tak egzotycznych kierunków jak RPA, Australia, czy Kolumbia.

– Węgiel ten jest importowany do Polski i okazuje się tańszy od tego, co oferują nasi górnicy. Wydobycie surowca w naszym kraju jest nieefektywne. Do tego polskie złoża znajdują się coraz głębiej – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. – Wydobycie węgla kosztuje więc coraz więcej ze względów obiektywnych, czyli geologicznych. Dlatego rozwiązaniem tego problemu są bolesne reformy, które pozwolą dostosować nasz sektor do nowych, trudnych realiów – aby przetrwał na taką skalę, jak to tylko możliwe. Najgorszym rozwiązaniem jest zakłamywanie rzeczywistości przez polityków, którzy obiecują nawet kolejne 200 lat zużycia węgla w Polsce. Czasy dobrobytu w sektorze węglowym niewątpliwie dobiegły końca. Nie oznacza to jednak, że surowiec ten nie może przetrwać. Jeżeli pójdziemy w całkiem nowym, innowacyjnym kierunku, będzie on jeszcze przez wiele lat służył polskiej gospodarce – zapowiada Jakóbik.

W Polsce dwie trzecie największych firm wdrożyło już działania proekologiczne. Prawie połowa obawia się, że ich koszty będą większe niż korzyści

Za 70 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych od 1988 do 2015 roku odpowiada 100 firm, które mają najbardziej szkodliwy wpływ na środowisko. W nadchodzących latach to właśnie sektor przedsiębiorstw będzie mieć decydujące przełożenie na stan środowiska. Jak wynika z raportu DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2020”, w Polsce już 2/3 największych firm wdrożyło inicjatywy proekologiczne, z których najczęstsze to segregacja odpadów, używanie energooszczędnych żarówek i akcje edukacyjne. 45 proc. z nich sądzi, że przyniesie im to realne korzyści finansowe. Jednak podobny odsetek firm nadal uważa, że choć takie działania pozytywnie przekładają się na wizerunek, to ich koszty wciąż przeważają nad korzyściami.

Liczba ludzi żyjących na Ziemi podwoiła się w ciągu ostatnich 50 lat. Jednocześnie w tym czasie o 94 proc. wzrosła emisja gazów cieplarnianych, a ilość wykorzystywanej energii w przeliczeniu na jedną osobę zwiększyła się o 44 proc. Jeżeli – zgodnie z prognozami ONZ – populacja wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, ludzkość będzie już potrzebować zasobów naturalnych trzykrotnie przekraczających obecne zasoby planety.

Raport „Kierunki 2020. Zielona odpowiedzialność biznesu. Czy biznes przyjazny środowisku się opłaca?” DNB Bank Polska i PwC wskazuje, że w Polsce 19,6 proc. największych firm widzi zagrożenie w zmianach klimatycznych, a prawie 1/4 uznaje zanieczyszczenie środowiska za największe wyzwanie ludzkości.

– Przeanalizowaliśmy kilka branż pod kątem ich szkodliwości i wpływu na środowisko naturalne, biorąc pod uwagę m.in. emisję gazów cieplarnianych, zużycie i zatrucie wody, zatrucie gleby czy produkcję odpadów. Z naszej analizy wyszło, że najbardziej szkodliwe dla środowiska są branża spożywcza – produkcja żywności – oraz przemysł wytwórczy – mówi agencji Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

70 proc. wody pobieranej bezzwrotnie z rzek i jezior jest wykorzystywane w rolnictwie, 20 proc. trafia do przemysłu. Inne branże także oddziałują szkodliwie na środowisko, chociaż powszechnie nie są tak postrzegane.

– Branża farmaceutyczna produkuje nawet o 55 proc. więcej gazów cieplarnianych niż przemysł samochodowy, co jest dość zaskakujące – mówi Artur Tomaszewski. – Niektóre branże, np. farmacja i handel detaliczny, choć na pozór nieszkodliwe, produkują podobną ilość plastiku tzw. krótkiego wykorzystania. Jeśli jest on niewłaściwie zagospodarowany, ma bardzo szkodliwy wpływ na środowisko. Branża TMT, czyli telekomunikacja i media, wydawałoby się, że nie ma negatywnego wpływu na środowisko, a jednak znaleźliśmy kilka takich elementów, jak chociażby ogromne ilości energii zużywanej na utrzymywanie centrów danych i klimatyzacji czy wytwarzane elektroodpady, które zawierają dużą ilość metali ciężkich.

Firmy mogą ograniczać swój negatywny wpływ na środowisko w różnoraki sposób: poprzez reorganizację procesów wewnętrznych (np. wymianę żarówek na energooszczędne, wprowadzenie segregacji odpadów w biurach, zmianę polityki podróży służbowych i promowanie wideokonferencji czy transportu kolejowego zamiast podróży samolotami), po modyfikację produktów, które dostarczają na rynek, i używanie do ich produkcji mniej szkodliwych materiałów. Mogą także kształtować postawy i pozytywne nawyki konsumenckie.

Eksperci wskazują, że to właśnie sektor przedsiębiorstw może mieć w nadchodzących dekadach decydujące przełożenie na stan środowiska. Zdają sobie sprawę z tego także sami zainteresowani. 70 proc. firm uznało, że to biznes może w największym stopniu przeciwdziałać zmianom środowiskowym. Jednocześnie ponad 73 proc. wskazało na polityków, a 63,2 proc. – na społeczeństwo.

– Najłatwiejszym do wdrożenia działaniem jest uświadamianie i edukacja konsumentów. To wbrew pozorom ma spory wpływ, ponieważ świadomy konsument będzie wybierać producentów i produkty, które są przyjazne środowisku – twierdzi Artur Tomaszewski. – Z kolei najtrudniejsza, bo wymagająca największych inwestycji, jest zmiana profilu firmy, sposobu produkcji, używanie surowców odnawialnych, poprawa procesów, które skutkują mniejszymi szkodami dla środowiska.

W Polsce już ponad 67,3 proc. największych firm wdrożyło inicjatywy, które mają zmniejszyć ich wpływ na środowisko, a 14,5 proc. ma to w planach. Najczęstszą inicjatywą jest segregacja śmieci – stosuje ją ponad 75 proc. przedsiębiorstw. Niewiele mniej (72,7 proc.) używa energooszczędnych żarówek, a 47,3 proc. prowadzi akcje edukacyjne dla pracowników. W Polsce ponad połowa dużych firm, kierując się troską o środowisko, wprowadziła też zmiany w swojej ofercie.

– Wdrożenie w firmie koncepcji ochrony środowiska i związanego z tym CSR-u musi wpisywać się w model biznesowy. To nie może być sztuka dla sztuki, bo wtedy te działania są prowadzone trochę po omacku i nie idą w parze z podstawową linią działania firmy – mówi Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska. – Nasz raport wykazał, że opłaca się wprowadzać do biznesu koncepcje ochrony środowiska. Nawet bardziej w krajach rozwijających się niż w tych rozwiniętych, gdzie polityki prośrodowiskowe w firmach są już mocno zaawansowane.

Z raportu DNB Bank Polska i PwC wynika, że w krajach rozwijających się po zwiększeniu zaangażowania firmy w inicjatywy środowiskowe jej wskaźnik ROA, czyli zwrot z aktywów, może wzrosnąć o 3,2 proc. W krajach rozwiniętych rośnie on o 1,1 proc. Wynika to z faktu, że w państwach na wczesnym etapie rozwoju wdrożenie praktyk prośrodowiskowych, takich jak recykling odpadów czy wyłączanie nieużywanych urządzeń, jest stosunkowo proste, wymaga niskich nakładów finansowych i czasowych, a dość szybko przynosi wymierne korzyści.

W Polsce blisko połowa największych firm (44 proc.) uważa, że działania proekologiczne mogą przynieść im wymierne korzyści finansowe. Z kolei 47 proc. dostrzega w takich działaniach głównie korzyści wizerunkowe, ale ich zdaniem w krótkim okresie koszty przewyższają korzyści.

– To jednak będzie się zmieniać, ponieważ rośnie świadomość konsumentów. To oznacza, że coraz częściej będą oni wybierać produkty ekologiczne, produkowane z odnawialnych materiałów – mówi prezes DNB Bank Polska.

Jak podkreśla, działania prośrodowiskowe będą dla firm coraz bardziej opłacalne finansowo również z uwagi na presję regulacyjną, rosnące ceny paliw kopalnych czy koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

– Przykładem jest kilkukrotny wzrost ceny emisji CO2 w ciągu kilku ostatnich lat – z 4 euro na 32 euro za tonę. Również ceny surowców nieodnawialnych będą rosły. Dlatego jeśli przedsiębiorcy nie zmienią technologii, nie dostosują się, nie zmienią procesów wewnętrznych, to koszty produkcji, która szkodzi środowisku, będą coraz wyższe. Trzeci element to przewaga konkurencyjna. Nasze badania wskazują, że działania prośrodowiskowe firm to ciągle bardziej dobre praktyki niż standardy rynkowe. Dlatego też firma, która będzie działała proaktywnie w kierunku ochrony środowiska, może uzyskać na rynku pewną przewagę nad konkurencją – mówi Artur Tomaszewski.

Od 15 lutego będzie można rozliczyć się przez Twój e-PIT. Osoby prowadzące działalność gospodarczą ponownie bez takiej możliwości

0

30 kwietnia mija termin rozliczenia się z fiskusem. Osoby fizyczne mogą to robić samodzielnie od 1 stycznia lub skorzystać z gotowego rozliczenia w usłudze Twój e-PIT przygotowanego przez Krajową Administrację Skarbową. Gotowe formularze dostępne będą online od połowy lutego. – W rozliczeniach za 2019 rok miały być także e-PIT-y dla osób prowadzących działalność gospodarczą, jednak ministerstwo wycofało się z tego pomysłu, będą natomiast e-PIT-y dla osób rozliczających się z najmu podatkiem zryczałtowanym – mówi Małgorzata Słomka z Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy.

Z rozliczenia, które przygotowuje administracja skarbowa, mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają PIT-28, PIT-36, PIT-37 i PIT-38. Odnośnie do dwóch pierwszych formularzy nie dotyczy to przychodów z działalności gospodarczej i działów specjalnych produkcji rolnej. Od 15 lutego w systemie pojawią się nowe formularze PIT-28 i PIT-36. Elektroniczne rozliczenie z fiskusem ma być w tym roku w pełni zintegrowane z zewnętrznymi rejestrami, np. PESEL oraz szkolnictwa wyższego. W rozliczeniu automatycznie mają się pojawić dane dzieci podatnika i ulga, która z tego tytułu przysługuje.

Otrzymując wstępne rozliczenie, należy sprawdzić kilka rzeczy, przede wszystkim, czy są tam wszystkie przychody, które podatnik otrzymał w danym roku, bo np. nie wszyscy płatnicy złożyli PIT-11 do urzędu skarbowego, czy prawidłowa jest wysokość kosztów, w szczególności jeżeli podatnik stosuje podwyższone koszty uzyskania przychodów, czy został zachowany limit tych kosztów, czy podatnik go nie przekroczył – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Słomka, doradca podatkowy w Instytucie Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy.

Przed zatwierdzeniem rozliczenia podatnik powinien także zweryfikować kwoty składek oraz sprawdzić, czy ma prawo do stosowania ulg, czy może ono wygasło. Podatnicy przed 26. rokiem życia powinni sprawdzić, czy została wykazana i zastosowana ulga. Zgodnie ze zmianami podatkowymi od 1 sierpnia 2019 roku ustawodawca wprowadził zwolnienie z podatku dla tych osób, czyli tzw. zerowy PIT. Zwolnienie z podatku dotyczy młodych, których przychody nie przekroczyły w roku podatkowym kwoty 85 528 zł. Wyjątkowo w 2019 roku, ze względu na to, że przepisy weszły w życie w trakcie roku, limit ten jest niższy i wynosi 35 636,67 zł.

Podatnik powinien sprawdzić wstępnie przygotowane zeznanie, ale jest to oczywiście jego prawo, nie obowiązek. Może sprawdzić i zaakceptować, może też wprowadzić poprawki do tego zeznania. Jeśli nie sprawdzimy zeznania i okaże się po terminie, że potrzebna jest korekta, wówczas podatnik będzie musiał zapłacić zaległość, jeżeli ona powstanie, z odsetkami za zwłokę – podkreśla Małgorzata Słomka.

Warto pamiętać, że zeznania PIT-37 i PIT-38  są automatycznie przyjmowane przez organ, nawet w przypadku braku akceptacji przez podatnika. Z kolei PIT-28 dotyczący rozliczenia przychodów z najmu opodatkowanego zryczałtowanym podatkiem dochodowym powinien być zaakceptowany przez podatnika, tu nie ma automatycznej akceptacji. To oznacza, że jeżeli podatnik nie zatwierdzi takiego zeznania poprzez wprowadzenie zmian lub akceptację, to nie zostanie ono skutecznie złożone.

W przypadku powstania niedopłaty podatku wykazanej w zeznaniu termin zapłaty przypada 30 kwietnia 2020 roku, a w przypadku zryczałtowanego podatku jest to 2 marca. W przypadku nieuiszczenia podatków w terminie od następnego dnia naliczane są odsetki za zwłokę – mówi doradca podatkowy.

Jeżeli podatnikowi przysługuje zwrot podatku, jego termin zależy od tego, jak i kiedy się rozliczył. W przypadku złożenia deklaracji w wersji papierowej w urzędzie skarbowym czy wysłania jej listem poleconym termin na zwrot wynosi trzy miesiące. Przy wersji elektronicznej termin zwrotu podatku wynosi 45 dni liczonych od dnia następującego po złożeniu deklaracji.

Jeżeli podatnik złoży deklarację w okresie od 1 stycznia do 15 lutego, to przyjmuje się, że złożył ją z datą 15 lutego, ale termin 45-dniowy liczy się od 17 lutego z uwagi na to, że jest to pierwszy dzień roboczy po tym terminie – mówi Małgorzata Słomka.

Usługa Twój e-PIT działa od połowy 2019 roku. Z danych resortu finansów wynika, że w ubiegłym roku złożono w sumie 19,9 mln rozliczeń za 2018 rok. Z tego 16,1 mln wpłynęło przez internet, w tym 7 mln za pośrednictwem usługi Twój e-PIT.

Firmy coraz bardziej boją się cyberprzestępczości. Zagrożeniem są też dla nich zmiany klimatu i utrata reputacji

0

Cyberprzestępczość stwarza największe ryzyko dla działalności biznesowej w globalnej skali. Obawia się go już blisko 40 proc. menadżerów, podczas gdy jeszcze siedem lat temu na ten problem wskazywało raptem 6 proc. – wynika z dziewiątej edycji Barometru Ryzyk Allianz 2020. Na kolejnych pozycjach znalazły się zagrożenia związane z przerwami w działalności gospodarczej oraz zmiany w legislacji i regulacjach, ale w rankingu dynamicznie pną się w górę również zmiany klimatu. – Ryzyka cybernetyczne i zmiany klimatu to dwa istotne wyzwania, które firmy muszą uważnie obserwować w nadchodzącej dekadzie – mówi Tomasz Kryłowicz z Allianz Polska.

– To już dziewiąta edycja raportu Barometr Ryzyk Allianz i na jej podstawie możemy zobaczyć, jak zmieniało się postrzeganie ryzyk biznesowych w ostatnich latach. Pierwszą zmianą są incydenty cybernetyczne. Jeszcze siedem lat temu były daleko poza pierwszą dziesiątką największych zagrożeń. Wtedy tylko 6 proc. respondentów wskazywało na nie jako istotne zagrożenie dla przedsiębiorstw. Obecnie są numerem jeden. Prawie 40 proc. badanych postrzega incydenty cybernetyczne jako główne zagrożenie dla ich działalności – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Kryłowicz, dyrektor Departamentu Zarządzania Ryzykiem w Allianz Polska.

W tegorocznej edycji Barometru Ryzyk Allianz cyberprzestępczość wyprzedziła najczęściej wskazywane do tej pory zagrożenie, jakim były przerwy w działalności gospodarczej. Obecnie wskazuje na nie 37 proc. respondentów, podczas gdy incydentów cybernetycznych obawia się już 39 proc.

– Wynika to z faktu, że firmy coraz częściej polegają na nowych technologiach informatycznych, połączeniu z internetem i oferowaniu swoich usług online. Wiąże się z tym większa podatność i ekspozycja na ataki cybernetyczne. A te są coraz bardziej kosztowne dla firm. Mają też coraz większy zasięg – międzynarodowy, a czasem także globalny – mówi Tomasz Kryłowicz.

Po cyberprzestępczości i zagrożeniach związanych z przerwami w działalności gospodarczej na trzecim miejscu (27 proc.) znalazły się ryzyka dotyczące zmiany legislacji i przepisów prawnych obciążających przedsiębiorstwa. Co istotne, w rankingu ryzyk biznesowych dynamicznie pną się w górę również zmiany klimatu (17 proc.).

– Ryzyko regulacyjne i zmiany w przepisach dotyczą nie tylko krajów w trakcie transformacji, a do takich wciąż należy Polska, ale również bardzo dojrzałych gospodarek. Tutaj można wymienić np. wojny handlowe między Chinami i USA albo brexit, który dotknie stabilnej gospodarki Wielkiej Brytanii. Z kolei zmiany klimatyczne są dostrzegane, gdyż wśród firm rośnie świadomość, że ocieplenie klimatu będzie miało dramatyczny wpływ także na biznes. Organizacje pozarządowe o międzynarodowym zasięgu, ale również twórcy prawa, chcą przeciwdziałać zmianom klimatu, planując wprowadzenie nowych przepisów w tym zakresie – mówi Tomasz Kryłowicz.

Jak podkreśla, incydenty cybernetyczne i zmiany klimatu budzą obawy przedsiębiorstw, ponieważ są to jeszcze relatywnie nowe zagrożenia i nie wiadomo, jak będą się rozwijać. Firmy nie wypracowały jeszcze dostatecznych narzędzi do radzenia sobie z nimi.

– Chodzi nie tylko o straty finansowe i operacyjne, lecz także o utratę reputacji marki, jeżeli np. nastąpi wyciek danych osobowych w danej firmie albo okaże się, że przedsiębiorstwo postępuje w sposób nieetyczny w zakresie zmian klimatu – mówi Tomasz Kryłowicz.

Ankieta na temat globalnego ryzyka biznesowego przeprowadzona przez Allianz Global Corporate & Specialty obejmuje opinie 2718 ekspertów z ponad 100 krajów. Udział w badaniu wzięli m.in. prezesi, dyrektorzy generalni, menedżerowie ryzyka, brokerzy i eksperci ubezpieczeniowi. Badanie zostało przeprowadzone również wśród ekspertów z Polski. W ich ocenie przerwy w działalności w dalszym ciągu stanowią najważniejsze ryzyko biznesowe dla firm (54 proc.). Na drugim miejscu znalazło się ryzyko związane z pożarami i eksplozjami (42 proc.), awansując z piątego miejsca w 2019 roku. Z kolei ryzyko incydentów cybernetycznych w Polsce zajmuje dopiero trzecią pozycję (38 proc.) i spadło o jedną pozycję względem ubiegłego roku.

– Polscy eksperci już kolejny rok z rzędu wskazują przerwy w ciągłości działalności gospodarczej jako największe zagrożenie. Jednocześnie nie wskazują jednej konkretnej przyczyny przerwania tej ciągłości. Może być ona związana z incydentami cybernetycznymi, katastrofą naturalną, problemami technologicznymi lub procesowymi, które spowodują np. pożar, jak również ze zmianami klimatu, np. suszą. Problem pojawia się nie tylko w utraconych zyskach, ale również w aspekcie utraty reputacji marki, co prowadzi do utraty pozycji rynkowej – podkreśla dyrektor Departamentu Zarządzania Ryzykiem w Allianz Polska.

W Polsce w pierwszej dziesiątce największych ryzyk biznesowych znalazły się w tym roku również obawy związane ze skutkami zmian klimatu (15 proc.) oraz rozwojem sytuacji makroekonomicznej (15 proc.). Oba te czynniki nie były uwzględniane przez polskich ekspertów w poprzednich latach. Na znaczeniu zyskało także ryzyko dotyczące utraty reputacji i wartości marki. W 2019 roku wskazywało na nie jedynie 12 proc., w obecnym – już 23 proc.

– Świadomość ryzyka reputacyjnego rośnie także w Europie. We Włoszech znalazło się na trzecim miejscu. To oznacza, że firmy są coraz bardziej świadome tego, jak negatywny wpływ dla biznesu może mieć utrata reputacji, niezależnie od branży i wielkości firmy. W świecie mediów społecznościowych i internetu, kiedy tak łatwo dzielić się opiniami, wygenerowanie kryzysu wizerunkowego jest bardzo proste i wszyscy mamy tego świadomość – podkreśla Michał Podogrodzki, dyrektor Departamentu Komunikacji i PR w Allianz Polska.

Polacy coraz częściej wybierają zdrową żywność. Na znaczeniu zyskują produkty w wygodnych opakowaniach

Polacy stają się świadomymi konsumentami: częściej sprawdzają skład produktów, interesują się także krajem pochodzenia i sposobem produkcji. Już 40 proc. przyznaje, że zdrową żywność kupuje przynajmniej raz w tygodniu – wynika z badań firmy De Heus. Do naszych koszyków częściej trafiają produkty z krótką listą składników i jak najmniej przetworzone, bogate w błonnik i z niską zawartością cukru. – Rynek zdrowej żywności będzie rósł właściwie w każdym segmencie spożywczym – przekonuje Damian Podawca z firmy Barilla.

– Polacy są coraz bardziej zainteresowani kwestią zdrowego odżywiania nie tylko na poziomie deklaracji. Mają coraz większą wiedzę i świadomość, przybywa źródeł i ekspertów, którzy mówią, czym jest zdrowa dieta i zbilansowane odżywianie. To nie tylko deklaracje, ale też rzeczywiste wybory i konkretne działania konsumenckie. Ten trend będzie rósł – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Damian Podawca, marketing manager w firmie Barilla, produkującej m.in. makarony oraz pieczywo chrupkie i przekąski pod marką Wasa.

Już 40 proc. Polaków deklaruje, że przynajmniej raz w tygodniu kupuje zdrową żywość – bez konserwantów, fosforanów, z krótką listą składników – wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą MANDS na zlecenie De Heus. Produkty przed zakupem oceniamy po wyglądzie, składzie, zapachu i cenie. Zwracamy uwagę na kraj produkcji i często wybieramy polską żywność. Wybieramy rzeczy jak najmniej przetworzone, z wysoką zawartością składników odżywczych.

– Ludzie są świadomi tego, co konsumują i jak to wpływa na ich organizm i zdrowie. Są świadomi tego, czym są poszczególne produkty i jakie ich składniki i elementy są wartościowe dla diety i codziennego odżywiania. Stąd zainteresowanie m.in. produktami pełnoziarnistymi, bogatymi w błonnik, o niskiej zawartości cukru – wskazuje Damian Podawca.

Rosnące wymagania konsumentów sprawiają, że rynek zdrowej żywności się rozwija.

– Rynek zdrowego odżywiania będzie rósł właściwie w każdym segmencie spożywczym. My jako firma Barilla w Polsce działamy w trzech obszarach: makarony, sosy i pieczywo chrupkie i w każdym z tych segmentów widzimy wzrost zainteresowania zdrowymi wariantami produktów – ocenia.

Na znaczeniu zyskują też produkty w wygodnych opakowaniach, odpowiednie do zjedzenia także w pośpiechu.

– Jest coraz więcej innowacji i produktów, które odpowiadają na nowe potrzeby konsumenckie związane z życiem w biegu. Silny jest trend convenience, czyli wygodne opakowania. Jako marka Wasa mamy bardzo dużo ciekawych propozycji, które będziemy promować – przekonuje szef marketingu w Barilli.

Firma nawiązała właśnie współpracę z Agnieszką Radwańską. Była tenisistka ma być ambasadorką marki Wasa i pomóc promować zdrową żywność.

– Coraz większą rolę w naszej ofercie odgrywają nowości w kategorii przekąsek, jak gotowe kanapki przygotowane specjalnie dla osób, które potrzebują coś szybko złapać w biegu. Duże znaczenie mają też przekąski takie jak krakersy, pieczywo okrągłe czy delikatne pieczywo chrupkie z sezamem lub solą morską. Dzieje się dużo w tych segmentach i wspólnie z Agnieszką Radwańską będziemy promowali te wartościowe produkty – zapowiada Damian Podawca.

W tym roku spodziewanych jest najwięcej misji kosmicznych od lat 60. Przewiduje się także odkrycia nowych planet dzięki detektorowi fal grawitacyjnych

Zaplanowane na 2020 rok misje kosmiczne mogą przynieść przełomowe odkrycia. Od lat 60. nie było tak dużej aktywności w programach kosmicznych. Stany Zjednoczone zainaugurują program Artemis, który doprowadzi do serii załogowych misji kosmicznych. Europa wyśle ​​swojego pierwszego łazika na Marsa również w 2020 roku. Duże programy zapowiadają też Chiny czy Japonia. Naukowcy największe nadzieje wiążą jednak z detektorami fal grawitacyjnych. Powstaje ich coraz więcej, a ogromny detektor orbitalny, który już niedługo ma zacząć działać w kosmosie, pomoże zgłębić tajemnice wszechświata.

– Rzeczy, które są źródłem wielkich medialnych odkryć, to są projekty, które przygotowuje się zazwyczaj latami – ocenia prof. dr hab. Maciej Konacki, astronom z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w Toruniu. – W 2020 roku nie należy się spodziewać czegoś bardzo konkretnego, natomiast jest kilka przedsięwzięć, jak detektor fal grawitacyjnych, które co jakiś czas dostarczają nam bardzo ciekawych odkryć.

Od pierwszego wykrycia fal grawitacyjnych w 2015 roku LIGO i jej europejski odpowiednik Virgo opublikowały odkrycie 10 połączonych plików binarnych czarnych dziur. W najnowszej kampanii odkryto już ponad 30 przypadków. Nowe badania pokazują, w jaki sposób powstają układy binarne czarnych dziur, jak długo były razem i co dokładnie się dzieje, kiedy dochodzi między nimi do zderzenia. Detekcja fal grawitacyjnych pomaga zrozumieć naturę czarnych dziur, ale też pozwala odkryć nowe planety.

Z falami grawitacyjnymi jako sondą będzie można zbadać obszary niedostępne dla światła. Sieć detektorów na całym świecie rośnie – powstają m.in. we Włoszech, Niemczech, wkrótce w Japonii i prawdopodobnie w Indiach. W przyszłości ma do nich dołączyć detektor działający w kosmosie, a wówczas badania kosmosu znacznie przyspieszą.

– W planach na 2020 rok jest misja na Marsa, latem tego roku ma tam zostać wysłany amerykański łazik marsjański to też jest ciekawa misja. Ja czekam z kolei na przedsięwzięcie prywatne, które wyśle łazika na Księżyc za pomocą rakiety SpaceX. Będzie przy tym wykorzystywana technika telefonii komórkowej do kontaktowania się łazika z lądownikiem – wskazuje prof. dr hab. Maciej Konacki.

W tym roku mają rozpocząć się misje o ogromnej różnorodności. Takiej aktywności – zarówno w przypadku projektów załogowych, jak i robotów – nie było od czasów wyścigu kosmicznego między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim w latach 60.

Misje na Księżyc, Marsa i asteroidy planują Indie, Japonia i Chiny. W tym samym czasie USA chcą zainaugurować program Artemis, który ma doprowadzić do serii załogowych misji kosmicznych i stacji kosmicznej, która w przyszłości okrąży Księżyc. Europa będzie także zaangażowana w Artemis, wyśle ​​też pierwszego łazika-robota na Marsa w 2020 roku. Łazik Mars 2020 będzie szukał dowodów na to, że na tej planecie płynęła woda i mogło ewoluować życie. To początek programu, który będzie trwał dekadę i ma dostarczyć informacji o Czerwonej Planecie.

Elon Musk i SpaceX ma z kolei rozpocząć pierwszą załogową misję. Do marca Crew Dragon 2 po raz pierwszy przetransportuje amerykańskich astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Solar Orbiter (SolO), czyli satelita ESA, będzie podróżował po orbicie Merkurego, aby wykonywać wysokiej rozdzielczości zdjęcia Słońca i wewnętrznej heliosfery. Niedawno też Boeing wypuścił kapsułę Starliner w kosmos.

 Choć Polska jest w przestrzeni kosmicznej stosunkowo mało obecna, ma na swoim koncie kilka sukcesów.

– Polska astronomia jest bardzo silna, mimo że – powiedziałbym – stosunkowo nieliczna. Mamy systematycznie ciekawe wyniki, które są publikowane w czołowych periodykach. Polska jest np. zaangażowana w detekcję fal grawitacyjnych, w poszukiwania planet, w misje satelitarne. Jestem przekonany, że w 2020 roku będzie szereg ciekawych publikacji i odkryć w wykonaniu polskich astronomów – przekonuje prof. dr hab. Maciej Konacki.

Opracowano skuteczną metodę leczenia dysleksji. Inteligentne okulary pozwalają niemal natychmiast osiągnąć efekt terapeutyczny

Nowe technologie coraz częściej pomagają ludziom z różnego rodzaju zaburzeniami. Dzięki opracowanym przez francuskich naukowców inteligentnym okularom osoby cierpiące na dysleksję mogą osiągnąć natychmiastowy efekt terapeutyczny. Wspomóc proces czytania u osób z tym zaburzeniem może także specjalna lampa LED migająca z wysoką częstotliwością, co zwiększa kontrast czytanego tekstu i pomaga w rozróżnianiu kolorów.

– Lexilens to specjalne okulary, które pomagają osobom z dysleksją czytać znacznie szybciej. Urządzenie opiera się na odkryciu naukowym dokonanym na jednej z uczelni we Francji. Skutki korzystania z niego są zdumiewające. Dzieci mogą poprawić prędkość czytania z 60 do 90 słów na minutę. Dotychczas, aby osiągnąć podobne wyniki, musiałyby spędzić trzy lata na kompleksowych ćwiczeniach pod okiem specjalistów. Obecnie wystarczy nosić nasze okulary. Dla osób z dysleksją jest to rewolucyjna technologia – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Sylvain Le Liepvre z Abeye.

Dysleksja jest zaburzeniem objawiającym się trudnościami w nauce czytania i pisania. Naukowcy z Uniwersytetu w Rennes określili przyczynę anatomiczną, która warunkuje tę chorobę. Autorzy badania zauważyli, że komórki receptorowe w oczach osób zdrowych są ułożone symetrycznie. W przypadku cierpiących na dysleksję zebrane są one natomiast w pewne grupy. W wyniku tego mózg generuje dwa obrazy, które są swoimi lustrzanymi odbiciami.

– Obrazy z obydwu oczu są do siebie zbyt podobne, przez co mózg nie może się zdecydować, który wybrać. Osoby z dysleksją nie rozróżniają np. litery B od D, przez co bardzo trudno im „rozszyfrować” tekst. Nasze okulary pomagają im wyraźniej widzieć poszczególne litery, zwiększają kontrast, czasami oddzielają poszczególne wiersze tekstu. Sytuacja może różnić się zasadniczo między jedną osobą a drugą, ale w ostatecznym rozrachunku skutkiem jest poprawa szybkości czytania. Pozwala to dyslektykom lepiej zrozumieć czytany tekst – twierdzi dr Sylvain Le Liepvre.

Okulary Lexilens są kompatybilne z soczewkami korekcyjnymi, dzięki czemu mogą z nich korzystać również osoby z wadami wzroku. Urządzenie wykorzystuje wysokiej jakości soczewki elektrochromowe, które umożliwiają precyzyjną modulację światła, potrzebną do szybszego i wyraźniejszego odczytu tekstu. W rezultacie okulary przynoszą efekt terapeutyczny od razu po ich założeniu. To szczególnie ważne, zwłaszcza w przypadku stosowania u dzieci dopiero uczących się czytać.

– Dyslektykom dużo trudności sprawia samo rozszyfrowanie tekstu, a przez to także nauka w szkole. Zużywając trzy razy więcej energii niż przeciętna osoba na samo czytanie poleceń, nie mają oni potem siły mierzyć się z zadaniami matematycznymi i innymi rzeczami, których muszą się uczyć w szkole. Opracowaliśmy zatem rozwiązanie pozwalające wyeliminować ten globalny problem – mówi ekspert z firmy Abeye. – Obecnie na rynku nie ma podobnych produktów. Po raz pierwszy w historii urządzenie może pomóc osobie z dysleksją poprawić szybkość czytania i zdolność rozumienia tekstów w tak dużym zakresie.

Okulary Lexilens zostały wyróżnione nagrodą CES 2020 Innovation Award. Rynkowy debiut urządzenia planowany jest na jesień. Początkowo trafi ono na rynek francuski.

Tymczasem dostępne jest już rozwiązanie proponowane przez zespół naukowy Lexilife, który odkrył fizjologiczną przyczynę dysleksji. Lampa Lexilight wykorzystuje superszybkie rozbłyski światła LED. Miga z częstotliwością, której nie jest w stanie wychwycić ludzkie oko. Dzięki temu, w przeciwieństwie do lamp stroboskopowych, nie ma ryzyka wywołania ataku epilepsji. Jak twierdzą producenci, urządzenie wykazuje 90-proc. skuteczność. Niebawem jej dystrybucja rozszerzy się również na Stany Zjednoczone. Potrzebujących tego typu rozwiązań jest jednak znacznie więcej. Szczególnie ważne jest dostarczenie im urządzeń pozwalających na indywidualną terapię.

– Dyslektycy stanowią około 10 proc. ludności świata. Jest to zatem dość poważny problem – wskazuje dr Sylvain Le Liepvre.

Analitycy Marketwatch przewidują, że rynek usług i produktów oferowanych w leczeniu dysleksji zbliży się do 2025 roku do wyceny na poziomie 27 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 6,5 proc.

Ceny samochodów używanych – tendencje rynkowe w 2019 i 2020 roku

Rynek samochodów używanych przeżywa prawdziwy rozkwit. Polscy kierowcy nie tylko nie oszczędzają przy zakupie używanych aut, ale również chętniej inwestują w nowinki technologiczne dotyczące wyposażenia. Ile pieniędzy przeznaczano na zakup używanego auta w ubiegłym roku? Jak będzie wyglądać sytuacja w roku 2020? Jak wygląda sytuacja w Polsce na tle innych krajów europejskich? Na te pytania odpowiada Jacek Fijołek, twórca platformy CarForFriend.pl.

Na przestrzeni ostatnich lat znaczący wzrost sprzedaży używanych, zagranicznych aut został zauważony nie tylko w Polsce. Samochody sprowadzane z Niemiec czy Szwecji chętnie kupowane są również przez Litwinów, Ukraińców, Mołdawian, obywateli Kazachstanu oraz krajów arabskich. Zjawisko to swoje korzenie ma nie tylko w globalnym spowolnieniu w sprzedaży nowych aut, ale i w samym postępie technologicznym, zapewniającym coraz to lepszą jakość i wyposażenie samochodów, wolniej tracących przy tym na swojej wartości. Jak zatem obecnie kształtuje się popyt i ceny samochodów używanych?

Cena „nowego” używanego auta

Jak wyjaśnia Jacek Fijołek, twórca CarForFriend.pl, oprócz globalnych czynników takich jak nowe regulacje prawne czy rosnący postęp technologiczny, swój wkład w rozwój  popularności samochodów używanych ma również wzrost średnich wynagrodzeń w Europie Wschodniej oraz idące za tym bogacenie się społeczeństwa: „Konsumenci zapragnęli kupować coraz lepsze i większe „nowe” używane auta. W ostatnim czasie prym wiodły SUV’y oraz modele ze średniej klasy rynkowej takich marek jak Ford, Volkswagen, Audi, Toyota, Nissan czy Hyundai. To spowodowało automatycznie wzrost cen pojazdów dostępnych na rynku. Na przykład w Polsce od 2017 do 2019 roku stawki za używany samochód wzrosły o 30-40%. Cena sprzedawanego klika lat wcześniej auta wynosiła maksymalnie 20 tys. złotych, a dziś kwota ta wynosi już ponad 30 tysięcy złotych”.

Czy taka tendencja utrzyma się również w bieżącym roku? A może będzie odwrotnie? „Nie sądzę, aby ceny samochodów używanych w 2020 roku spadły – mogłoby się tak stać tylko przez znaczące załamanie rynku. Dopóki się bogacimy, kierowcy będą sięgali po coraz to nowsze samochody. Co więcej, w przypadku wzrostu cen, będzie on dotyczył głównie samochodów w „średnim wieku”, które najczęściej poszukiwane są na polskim rynku. Warto wspomnieć, że przedział wieko pojazdów wynosi 10,5 – 11 lat.” – mówi Jacek Fijołek.

Co jeszcze?

Czego jeszcze czeka nas w 2020 roku oprócz stabilizacji rynku oraz widma wzrostu cen samochodów używanych w Polsce i za granicą? Według Jacka Fijołka, w tym roku wśród kierowców nadal nie zmniejszy się popularność SUV’ów i crossoverów. Zostanie położony także większy nacisk na sprzedaż pojazdów elektrycznych. Co więcej, patrząc na rozwój sklepów i portali internetowych, zwiększy się także sprzedaż samochodów używanych w kanale internetowym.

Polska po Brexicie straci, i to relatywnie dużo

Po ponad 3.5 roku od referendum nastąpił oficjalny rozwód Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. W świetle deklaracji negocjatora UE, Michela Barnier, celem negocjacji było, aby pozycja europejskich konsumentów i podmiotów gospodarczych UE nie uległa pogorszeniu. Prawa ekonomii są jednak nieubłagane – w długim okresie Polska na Brexicie traci, i to relatywnie dużo.

Brexit oznacza wyłączenie UK z zasad obowiązujących na jednolitym rynku. Oznacza to tyle, że kurczy się obszar, na którym polskie podmioty utrzymują relacje handlowe na znanych, maksymalnie uproszczonych i ekonomicznie korzystnych zasadach. Ten obszar kurczy się o niemal 67 mln potencjalnych konsumentów i 1 mln spółek, gdyby brać pod uwagę wyłącznie bezpośrednie oddziaływanie. Nawet największym optymistom trudno wyobrazić sobie taki wynik negocjacji na koniec 2020, który niweluje do zera ten efekt.

Na dziś zasady relacji gospodarczych między UE i UK są niedookreślone. To naturalnie generuje niepewność, która sama w sobie jest niekorzystna dla biznesów. O ile w przypadku barier taryfowych (np. ceł) minimalny standard wyznaczają zasady WTO i umowy międzynarodowe, o tyle zakres barier pozataryfowych, np. norm i standardów, może być dowolnie kształtowany. Oznacza to wzrost kosztów transakcyjnych, o ile nie całkowitą utratę możliwości handlu.

Przykładu nie trzeba szukać daleko. Świeże mięso wymaga dostarczenia w ograniczonym czasie. Przedłużające się procedury kontroli to istotnie utrudniają, ale już koszt budowy infrastruktury typu chłodnie prowadzi do wzrostu ceny dóbr. Zwłaszcza w dobie taniego funta oznacza to utratę konkurencyjności eksportu. To z kolei pociąga za sobą problemy kolejnych branż, m.in. logistyki.

Z tej perspektywy Polska ma dwojaki problem. Po pierwsze, UK jest wśród trzech największych kierunków eksportu naszych produktów. W 2018 roku wysłaliśmy tam towary o wartości prawie 14 mld euro, co stanowiło ok. 6-7% naszego eksportu. Po drugie, wiele z eksportowanych przez nas dóbr może potencjalnie być przedmiotem zaostrzonych norm i standardów: samochody i ich części, maszyny, AGD, żywność, w tym: mięso i produkty odzwierzęce, słodycze, a także kosmetyki i leki czy papierosy, meble. Należy do tego dodać, że globalne łańcuchy wartości dodanej mogą mieć swoje elementy w UK. A zatem nie jest bez znaczenia, ile spośród polskich produktów jest reeksportowanych do UK z innych gospodarek (głównie europejskich). Krótkookresowo wprawdzie można spodziewać się akumulacji polskich dóbr, a przez to poprawienia naszych statystyk, jednak ten efekt wygaśnie zaraz po wejściu w życie umów.

Także w przypadku usług utrata rynku brytyjskiego będzie dotkliwa. W 2018 eksport polskich usług do UK wyniósł 4,4 mld euro. I ponownie, w świadczeniu pewnych usług polska się specjalizuje: transport i logistyka, usługi komputerowe, usługi audytu, księgowości i doradztwa podatkowego. Gros z nich pełni funkcje wtórne wobec innych działów gospodarki. Ponadto, na tym tle import w obszarach usług finansowych czy praw intelektualnych wydaje się obarczony mniejszym ryzykiem z uwagi np. na doregulowanie na szczeblu międzynarodowym.

Wprawdzie to UE jest stroną negocjacji, ale Polska ma wpływ na wypracowywane przez najbliższe 11 miesięcy porozumienie. Od jego treści zależy jak Brexit efektywnie dotknie polskie firmy od 2021: które branże, z jaką intensywnością i czy uda nam się jakoś te negatywne efekty zniwelować.

Kinga Grafa, Dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 10.02-14.02.2020

Faza paniki rynkowej z powodu koronawirusa już się zakończyła, a ekonomiczne skutki epidemii będą do oszacowania w danych dopiero za kilka tygodni. W międzyczasie solidne odczyty z USA dają paliwo do wzrostów na Wall Street, który zaraża optymizmem inne rynki. W nadchodzącym tygodniu istotne będzie, czy kolejne odczyty makro wpiszą się w pozytywny klimat odreagowania wcześniejszych obaw.

Przyszły tydzień: Powell z Fed w Kongresie, sprzedaż detaliczna/CPI z USA, PKB/produkcja przemysłowa z Eurolandu/Wielkiej Brytanii, CPI/PKB z Polski, nastoje biznesu z Australii, RBNZ

USA

W USA utrzymujące się pozytywne nastroje konsumentów powinny znaleźć odbicie w dobrych wynikach sprzedaży detalicznej (pt). Po CPI (czw) oczekuje się stopniowego wzrostu, ale inflacja bazowa pozostaje nieznacznie powyżej celu 2 proc. i nie niepokoi Fed. USA pokazują odporność na kłopoty, z jakimi borykają się inne gospodarki i to oferuje USD wsparcie w okresie podwyższonej niepewności. Nadchodzący tydzień przynosi odbywające się co pół roku sprawozdanie prezesa Fed z działalności banku centralnego. W komunikacie po ostatnim posiedzeniu FOMC stwierdzono, że decydenci są zadowoleni z obecnego nastawienia w polityce i sytuacji w gospodarce i zapewne taki przekaz Powell powtórzy w Kongresie.

Strefa euro

W strefie euro indeks Sentix (pon) zapewne obniży się przy pogorszeniu nastrojów z powodu obaw o wirusa. Dane o produkcji przemysłowej (śr) i PKB (pt) będą ważne dla oceny aktywności gospodarczej pod koniec 2019 r., choć każde pozytywne zaskoczenie będzie przyjmowane z rezerwą, gdyż inwestorzy będą mieli na uwadze niechybne osłabienie wynikające z zakłócenia łańcucha dostaw z Azji.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii ryzyko polityczne wybiło się na pierwszy plan z przypomnieniem, że negocjacje umowy handlowej z UE nie będą łatwe i przyjemne (przynajmniej na starcie). W danych makro inwestorzy będą poszukiwać dalszej poprawy nastrojów przedsiębiorców i konsumentów po wyklarowaniu sytuacji po wyborach. Ale w nadchodzącym tygodniu grudniowe dane z przemysłu i PKB za IV kw. (wt) jeszcze nie uwzględnią optymizmu, który już można było odczytać w najnowszych PMI. Jeśli GBP ma szukać pretekstu do odbicia, to raczej nie otrzyma go w najbliższych dniach.

Polska

W Polsce styczniowy CPI (pt) powinien pokazać dalszy wzrost do 4 proc. r/r, co będzie mieć związek z regulacyjną podwyżką cen energii. Wstępny szacunek PKB za IV kw. (pt) może wypaść poniżej 3 proc. r/r, co nie zdarzyło się od IV kw. 2016 r. Z konferencji prasowej po posiedzeniu RPP w mijającym tygodniu wiem, że Rada jest świadoma przejściowego przestrzelenie celu inflacyjnego, a także spowolnienia gospodarczego, ale nie zamierza zmieniać swojego nastawienia. To osłabia wpływ publikacji na złotego i skazuje walutę na wyłączne podleganie pod czynniki zewnętrzne. Po burzliwym tygodniu EUR/PLN stabilizuje się mniej więcej w środku tegorocznego przedziału wahań i naszym zdaniem tutaj powinien szukać poziomu równowagi.

Chiny

Styczniowe odczyty CPI i PPI (pon) z Chin raczej jeszcze nie ujmą w pełni wpływu wirusa na aktywność gospodarczą. Publikowane na przestrzeni tygodnia miary finansowania i nowych pożyczek będą uwzględniać agresywne wsparcie płynności przez Ludowy Bank Chin w odpowiedzi na wzrost obaw o pogorszenie perspektyw gospodarczych. Dane przypomną, że Ludowy Bank Chin jest gotowy działać dla wsparcia ożywienia i prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej aktywny w kolejnych miesiącach, wywierając tym jednak presję na juana. Ale słaby CNY to silniejszy USD, co nie będzie dobrze odbierane przez prezydenta Trumpa.
W Australii koronawirus i pożary buszu prawdopodobnie będą ciążyć na nastrojach biznesu, co odbije się na indeksach nastrojów NAB (wt). Słaby odczyt przywróci dyskusję o konieczności luzowania polityki RBA, dodając presji na AUD.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii RBNZ prawdopodobnie utrzyma stopę OCR na 1 proc. (śr), jednak niepewność dotyczy komunikatu, który może zostać zmieniony na bardziej gołębi w obliczu narosłych ryzyk dla ożywienia. Wpływ epidemii wirusa na rzecz wstrzymania eksportu podnosi negatywne ryzyka dla NZD w kontekście wydźwięku banku centralnego.
Następny tydzień nie przynosi nic interesującego po stronie danych z Kanady i Japonii. Sądzimy, że CAD dalej będzie cierpiał przez presję na rynku ropy naftowej oraz solidną postawę USD. USD/JPY śledzi odbicie rynku akcji, choć presja na zwyżki jest rozwodniona, podczas gdy wrażliwość na wzrost awersji do ryzyka pozostaje podwyższona.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W najbliższym czasie NBP nie planuje zmian w polityce pieniężnej

Głównym wydarzeniem mijającego tygodnia w Polsce było, już drugie w bieżącym roku, posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie przyniosło ono jednak żadnych niespodzianek, NBP utrzymał stopy procentowe bez zmian. Główna stopa dalej pozostaje na poziomie 1,50%, ostatnia jej zmiana została dokonana bardzo dawno, bo w marcu 2015 r. Z protokołu posiedzenia NBP wynika, że przedstawiciele banku centralnego oceniają rozwój polskiej gospodarki dość optymistycznie. Ryzykiem jest wyraźniejsze i długotrwałe spowolnienie polskiej gospodarki w związku z rozwojem sytuacji za granicą. Obecny poziom inflacji i jej wyraźne przyśpieszenie na początku tego roku (prawdopodobny jest wzrost o 4% i więcej w porównaniu rocznym) nie skłania jednak NBP do planowania zmian w założeniach polityki pieniężnej. Polski Bank Centralny stoi na stanowisku, że przyśpieszenie inflacji jest tymczasowe, a jego źródła (przede wszystkim korekta cen administracyjnych) stanowią wyjątek od osiągnięcia celu inflacyjnego. Na konferencji prasowej Prezes NBP, A. Glapiński ponownie powtórzył, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian do końca jego kadencji, tj. do 2022 r., a jeżeli miałyby nastąpić zmiany, to najbardziej prawdopodobne jest obniżenie stóp.

Złoty w ciągu ostatnich paru dni skorygował swoje niektóre straty z poprzednich trzech tygodni i w piątek rano kurs wynosił 4,26 EUR/PLN. Eurodolar osłabił się poniżej poziomu 1,1 i wahał się w piątkowy poranek na poziomie 1,097 EUR/USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Nieco ponad 4 tys. wniosków uchodźczych w 2019 r.

W ubiegłym roku liczba cudzoziemców ubiegających się o przyznanie statusu uchodźcy w Polsce nie uległa znaczącym zmianom. Podobnie jak w 2018 r., wnioski w tej sprawie złożyło 4,1 tys. osób, w tym 2,7 tys. po raz pierwszy. Warunki nadania ochrony międzynarodowej spełniały w sumie 272 osoby. Decyzje negatywne wydano wobec prawie 1,7 tys. obcokrajowców, a 2 tys. postępowań umorzono.

Pierwszą piątkę najliczniej reprezentowanych krajów pochodzenia cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową stanowiły: Rosja – 2610 osób, Ukraina – 430 os., Turcja – 120 os., Tadżykistan – 110 os. oraz Gruzja – 90 os. Prawie 34 proc. obcokrajowców objętych wnioskami uchodźczymi stanowiły dzieci poniżej 10. roku życia.

W 2019 r. warunki przyznania ochrony międzynarodowej (statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej) spełniało 272 cudzoziemców. Byli to głównie obywatele Rosji – 81 osób, Turcji – 49 os., Tadżykistanu – 29 os., Ukrainy – 21 os. oraz Iranu – 19 os. Ponadto, 213 obcokrajowców otrzymało tzw. ochronę krajową w postaci zgody na pobyt tolerowany lub ze względów humanitarnych.

W analizowanym okresie decyzje negatywne otrzymało natomiast 1,7 tys. osób. Byli to głównie obywatele Rosji – 960 osób, Ukrainy – 360 os. i Tadżykistanu – 60 os.

Najwięcej postępowań zakończyło się umorzeniem – 2 tys. spraw. Dotyczyło to w zdecydowanej większości obywateli Rosji – ponad 1,5 tys. osób. Sprawy są umarzane w sytuacji gdy cudzoziemiec opuścił Polskę nie czekając na wydanie decyzji.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub doznanie poważnej krzywdy, np. utraty życia czy zdrowia. Każdy wniosek jest rozpatrywany indywidualnie przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, który szczegółowo analizuje poszczególne sprawy w celu sprawdzenia czy danej osobie należy udzielić ochrony.

Podczas trwania procedury uchodźczej cudzoziemcy mogą korzystać z pomocy socjalnej (m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, opieka zdrowotna) zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców oraz zajęć edukacyjnych (m.in. nauka języka polskiego, kursy informacyjne). Mają oni do wyboru pobyt w ośrodku lub samodzielne utrzymanie się poza ośrodkami przy pomocy finansowej otrzymywanej od UdSC.

Karta podatnika – armata do strzelania w urzędy czy kapiszon?

Dnia 26 kwietnia 2019 r. wpłynął do sejmu projekt ustawy – Karta Praw Podatnika. Głównym celem ustawy jest zapewnienie dodatkowej ochrony podatnikom, która wyrażać by się miała poprzez zrównoważenie interesu publicznego i prywatnego w prawie podatkowym. Innymi słowy, projekt określa normy prawne, które są podstawowymi prawami podatnika, a jednocześnie stanowią obowiązki organów podatkowych. Projekt zakłada wprowadzenie szeregu ogólnych instytucji, z których część już funkcjonuje.

Prawo do dobrego prawodawstwa

Rozdział 2 projektu zawiera obowiązek wyważenia interesu publicznego i interesu prywatnego w prawie podatkowym. Dodatkowo art. 3 ust. 2 projektu wskazuje, że wprowadzenie przepisów prawa podatkowego powinno być poddawane konsultacjom. Tworzenie prawa zostało opisane w Konstytucji RP, która wskazuje zasady stanowiące co do zasady gwarancję przestrzegania praw podatnika na etapie legislacyjnym. Oznacza to, że generalne zasady określone w Karcie Praw Podatnika tak naprawdę są już zawarte w Konstytucji.

Dodatkowo instrumentami wpływającymi na wzrost pewności prawa podatkowego są indywidualne interpretacje podatkowe, wiążące informacje akcyzowe oraz stawkowe, ogólne interpretacje podatkowe, komunikaty Ministerstwa Finansów. Podatnik ma zatem szereg możliwości zabezpieczenia swojego interesu i uzyskania potwierdzenia pewności stosowania przepisów, dlatego dodatkowa norma generalna nie wpłynie w żaden sposób na wzrost ochrony podatnika.

Odpowiednie vacatio legis

Zasada zachowania odpowiedniego okresu vacatio legis jest bardzo istotna dla zagwarantowania pewności prawa. W ostatnim czasie można było zaobserwować, że nie jest ona do końca respektowana. Przykładowo przepisy wprowadzające zmiany w zakresie rozliczenia podatku u źródła miały zacząć obowiązywać w lipcu 2019 r., następnie termin ten przedłużono do końca grudnia 2019 r., a później do lipca 2020 r. Pokazuje to, że duże zmiany podatkowe powinny być wprowadzane z rozwagą, po konsultacjach i z zapewnieniem odpowiedniego czasu na ich wdrożenie, w szczególności, jeżeli mówimy o zmianach systemowych i procesowych. Brak szczegółowych norm w zakresie vacatio legis sprawi jednak, że zapisy te będą puste i niemożliwe do zastosowania.

Przedawnienie i jawność prawa

Ustanowienie okresu przedawnienia jako „rozsądny i przewidywany” czas również jest bardzo nieprecyzyjne. W szczególności projektodawca nie wyjaśnia, co należy rozumieć pod tymi pojęciami. Użycie nieprecyzyjnych pojęć daje szeroki wachlarz możliwości interpretacyjnych, przez co otwiera drogę do licznych sporów pomiędzy organami podatkowymi a podatnikiem.

Jawność prawa podatkowego jest zapewniona poprzez publikację projektów na stronach Rządowego Centrum Legislacji oraz w dzienniku urzędowym i na stronach Ministerstwa. Nie ma żadnych powodów, aby legislator ustanawiał dodatkowe procedury publikacji aktów prawnych oraz powiadamiania o tym podatników.

Jasność i precyzyjność prawa podatkowego to podstawowa zasada tworzenia aktów prawnych. W omawianym projekcie brakuje szczegółowych norm, w jaki sposób prawo podatkowe miałoby być tworzone. Z jednej strony przepisy prawne powinny być bardzo precyzyjne, stąd zdania złożone oraz odwoływanie się do artykułów. Z kolei z drugiej strony podatnicy powinni rozumieć przynajmniej podstawowe pojęcia.

Jednym z przejawów jasności prawa jest rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatników. Co do zasady taki przepis jest już obecny w prawie podatkowym – art. 2a ustawy – Ordynacja Podatkowa. Określenie go w projekcie wydaje się więc niecelowe.

Prawo do zapłaty podatku w wysokości wynikającej z ustaw podatkowych

Rozdział ten odwołuje się do praw podatnika do zapłaty kwot wynikających z ustaw z uwzględnieniem ulg i zwolnień. Zasadniczo przesłanie tego rozdziału jest prawidłowe, tzn. podatnik powinien wiedzieć, za co należny jest podatek, jakie przysługują mu ulgi i zwolnienia oraz kiedy uiścić daninę. Wszystkie te elementy są zawarte w konstrukcjach prawnych, jednak poziom ich skomplikowania jest bardzo duży dla podatników.

Prawo do domniemania rzetelności i dobrej wiary

Kolejna instytucja to domniemanie dobrej wiary przy działaniach podatnika. Zasadniczo celem tej regulacji jest przerzucenie obowiązku udowodnienia winy podatnika na organ podatkowy. Pomimo tego, że obecnie obowiązujące przepisy przewidują taką instytucję, zdarzają się przypadki nadużywania przepisów przez organy podatkowe. Zaproponowana regulacja nie rozwiąże jednak tego problemu.

Z tym prawem powiązane jest prawo do rzetelnego postępowania administracyjnego. Skoro przyjmuje się założenie, że podatnik działał w dobrej wierze, to powinien mieć prawo do rzetelnego postępowania administracyjnego, a nie traktowania go z góry jako oszusta. Obecnie Ordynacja podatkowa przewiduje już takie rozwiązania, określając zasady postępowania. Dodatkowe uregulowania w tym zakresie stanowią nieuzasadnione powielenie regulacji.

Prawo do prywatności

Tajemnica skarbowa obowiązuje i jest instytucją, która ma gwarantować podatnikom bezpieczeństwo danych przekazywanych do urzędu. Proponowane przepisy nie przewidują zakresu danych, jakich może żądać urząd, a jedynie wskazują, że dane te powinny być związane z obowiązkami i prawami wynikającymi z prawa podatkowego. Nieostre stwierdzenie otwiera możliwość kształtowania się różnych linii orzeczniczych i sporów podatnika z fiskusem.

Pozostałe prawa i obowiązki

Ponadto podatnik ma prawo do zaskarżenia rozstrzygnięć w sprawach podatkowych, a także w razie stwierdzenia szkody prawo do jej naprawienia.

Z kolei organy podatkowe powinny miarkować sankcje, tzn. wymierzać je z uwzględnieniem zasady proporcjonalności, oraz nie nakładać podwójnych sankcji za ten sam czyn.

Stanowisko rządu

10 września 2019 r. wpłynęło negatywne stanowisko rządu dotyczące powyższego projektu. W szczególności słusznie zwrócono uwagę na to, że instytucje wprowadzone tą regulacją stanowią praktycznie powtórzenie obowiązującego prawa i nie przewidują właściwie żadnych nowych regulacji. Ponadto regulacje te nie zawierają żadnych sankcji, co powoduje, że ich przestrzeganie byłoby „dobrowolne”. Podkreślenia wymaga także bardzo ogólny charakter tych regulacji, przez co są one mało precyzyjne i nic konkretnego z nich nie wynika dla podatnika. Oceniając zatem zaproponowany projekt ustawy, należy stwierdzić, że jest to raczej kapiszon stworzony dla celów politycznych niż realny projekt zapewniający większą ochronę i gwarancję dla podatników.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Gospodarka europejska w odwrocie

Dane z Niemiec pokazują, że gospodarka europejska ma wyraźną zadyszkę, z drugiej strony Amerykanie pokazują kolejne bardzo dobre dane z tamtejszego rynku pracy. Nie może zatem dziwić, że kapitał płynie za ocean.

Niemcy znów straszą rynki

Dane z niemieckiej gospodarki nie napawają optymizmem. Produkcja przemysłowa spada w ujęciu rocznym o 6,8%, a nie jak sądzono o 3,6%. Do tego eksport rośnie o zaledwie 0,1%, podczas gdy spodziewano się 0,5%. Niższy jest też import, który zamiast wzrosnąć o 0,2%, spadł o 0,7%. Powoduje to, co prawda, że nadwyżka handlowa jest mniejsza niż przewidywana, ale nie jest to sygnał, który rekompensuje poprzednie. Spadający import jest słabym sygnałem dla Polski. Niemcy są naszym najważniejszym partnerem handlowym. Dane te pociągnęły w dół nie tylko euro, ale również złotego.

Amerykański rynek pracy znów dobry

Po danych o nadzwyczaj dużej liczbie miejsc pracy utworzony w zeszłym miesiącu przyszedł czas na wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Te również przekroczyły oczekiwania. Po tych danych dolar wyraźnie przebił psychologiczną granicę 1 dolara i 10 centów za jedno euro. Dane z rynku pracy z USA są istotnym bodźcem dla działań inwestorów. Jest to również bardzo dobra wiadomość dla Donalda Trumpa. Reelekcja w czasach niskiego bezrobocia dotychczas była w amerykańskich wyborach prezydenckich właściwie formalnością.

Czesi zaskoczyli rynki

Wczorajsze posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku miało być kolejnym relatywnie nudnym posiedzeniem, na którym oprócz deklaracji z konferencji miało się niewiele wydarzyć. Rosnąca inflacja, która przez ostatnie dwa miesiące przekroczyła 3%, skłoniła jednak to grono do podniesienia stóp procentowych. Po podwyżce główna stopa procentowa wynosi już 2,25%. Czeski Bank jest znacznie aktywniejszy w kwestii polityki monetarnej niż polska RPP, która generalnie stroni od podejmowania decyzji. Po samej decyzji korona wyraźne skoczyła o niemal 1 % w górę. Wzrost jest typową reakcją rynków na wzrost stóp procentowych dający lepsze perspektywy zwrotu z instrumentów o niskim ryzyku.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Krótkotrwały powrót objawów

Na koniec tygodnia rynki doświadczają umiarkowanego pogorszenia nastrojów w obliczu doniesień o nowych przypadkach zachorowań poza Chinami. Wydaje się jednak, że uwidaczniają się tutaj obawy nie o wirusa, co o pochopną interpretację informacji przez innych uczestników rynku. Pozytywny finisz może być jeszcze do uratowania, o ile impuls do tego da kluczowy raport z rynku pracy USA.

Nastroje podczas sesji azjatyckiej uległy pogorszeniu wraz z doniesieniami o rosnącej liczbie przypadków zachorowań na statku wycieczkowym w Japonii. Jednak w ujęciu globalny przyrost nowych przypadków zakażenia jest coraz wolniejszy a rośnie liczba wyleczonych. Łącząc to z rajdem ryzykownych aktywów z poprzednich dwóch dni, można tylko stwierdzić, że obawy o epidemie są tutaj tylko pośrednim czynnikiem. W ostatnich dniach kilkukrotnie pisałem, że dla rynku na razi nie jest istotne, jakie skutki niesie epidemia, ale jak informacje na jej temat będą odczytywane przez większość uczestników rynku. Jeśli obawy wezmą górę, inwestorzy będą się prześcigać w wyprzedaży po jak najlepszych poziomach. Jeśli znajdzie się pretekst do uspokojenia, rozpocznie się pęd ku jak najszybszemu powrotowi na pozycje. Dziś perspektywa weekendu prawdopodobnie wzmaga wrażliwość na te informacje, która mogą zachwiać optymizmem z poprzedniego dnia. Dlatego sądzę, że pogorszenie nastrojów powinno być umiarkowane i krótkotrwałe.

A przed końcem tygodnia pozytywne nastroje mogą jeszcze wrócić, jeśli taki sygnał da przewodzące wszystkiemu dookoła Wall Street. Po południu oczy wszystkich będą zwrócone na raport z rynku pracy USA. Rynkowy konsensus sugeruje przyspieszenia tempa wzrostu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w styczniu do 165 tys. wobec 145 tys. w grudniu. Ale nie brakuje głosów, że wynik może być lepszy, szczególnie po silnym (choć słabo skorelowanym z NFP) odczycie w raporcie ADP (291 tys., prog. 157 tys.). Za lepszym wynikiem przemawia odbicie po względnie słabych wynikach w grudniu, ale też rekordowo ciepły styczeń przyczynił się do wzrostu miejsc pracy w budownictwie i turystyce. Stopa bezrobocia pozostaje na poziomach najniższych od 50 lat, podczas gdy dynamika płac może zaoferować pozytywne zaskoczenie jako nadganianie słabego wyniku miesiąc wcześniej. Lepsze od prognoz dane będą wspierać tryb risk-on na rynkach, gdyż potwierdzą solidną kondycję gospodarki USA, zagłuszając obawy o perspektywy ożywienia globalnego w obliczu epidemii koronawirusa. Większej reakcji spodziewam się po rynku akcji niż FX, choć EUR/USD i GBP/USD znalazły się w sytuacji, gdzie pozytywny impuls dla dolara może przynieść ważne przełamania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognoza gospodarcza Euler Hermes na lata 2020/21

  • Globalny wzrost gospodarczy na poziomie 2.4% w 2020 r. i 2.8% w 2021 r.
  • Brak dalszej eskalacji konfliktu handlowego pomiędzy USA i Chinami, ale także brak dalszej deeskalacji
  • Wzrost strefy euro poniżej potencjału w 2020 i 2021 r.
  • Polityka pieniężna pozostanie główną siecią bezpieczeństwa

Rok 2019 charakteryzował się rekordową wysoką niepewnością i dwiema recesjami. Jednak recesji o szerszym zakresie udało się uniknąć dzięki szybkiej i znaczącej reakcji polityki pieniężnej. Czego powinniśmy się obecnie spodziewać w 2020 i 2021 r.?

Prognoza gospodarcza Euler Hermes na lata 2020

Zespół ekonomistów Euler Hermes, światowego lidera rynku ubezpieczeń należności handlowych, w swoich prognozach na lata 2020-2021, przewiduje m.in.:

  • Globalny wzrost gospodarczy powinien osiągnąć najniższy poziom w IV kw. 2019 r., a następnie zmierzać do +3.0%, ale pozostać poniżej tego poziomu na progu 2021 r.
  • Napięcia handlowe pomiędzy USA i Chinami powinny pozostać pod kontrola: eskalacja taryf jest mało prawdopodobna w roku wyborczym. Dlatego przewidujemy niski wzrost obrotów handlowych na poziomie +1.8% w 2020 r. i +2.5% w 2021 r.
  • Bez względu na to, kto wygra wybory prezydenckie, Stany Zjednoczone powinny wdrożyć większe bodźce stymulujące w 2021 r. i przeć nawet do większego zadłużenia publicznego i zadłużenia przedsiębiorstw.
  • Chiny nie będą stymulować gospodarki globalnej: wzrost chińskiego PKB powinien osiągnąć poziom +5.9% w 2020 r. i +5.8% w 2021 r., dzięki umiarkowanym bodźcom monetarnym i fiskalnym. I to wystarczy, aby osiągnąć wiodący cel podwojenia PKB z 2010 r. do 2020 r., ale obecne spowolnienie nie powinno ulec odwróceniu.
  • Gospodarka w strefie euro powinna rosnąć poniżej jej potencjalnego tempa 1.4% w latach 2020-21, ponieważ wyzwania sektora samochodowego będą dominować, podczas gdy prognozuje się, że wydatki fiskalne pozostaną tylko na umiarkowanym poziomie.
  • Polityki pieniężne pozostaną akomodacyjne w większości krajów, oferując sieć bezpieczeństwa dla wzrostu i rynków.
  • Rozległe niepokoje polityczne powinny prowadzić do bardziej redystrybucyjnych polityk budżetowych i wyższych pensji kosztem zysków przedsiębiorstw.
  • Przedsiębiorstwa działające na rynku krajowym (w sektorze usług i budownictwa) prześcigną spółki polegające na przychodach zagranicznych ze względu na bardzo ekspansywny kurs polityk pieniężnych i budżetowych, które w głównej mierze będą sprzyjać popytowi krajowemu.
  • Rynki kapitałowe powinny pozostać w reżimie (wyjątkowo) niskiej zmienności, ponieważ będzie dominował efekt spowalniający niekonwencjonalnej polityki pieniężnej.
  • Dolar powinien stracić na wartości -4% w 2020 r. podczas wspierania apetytu na ryzyko na rynkach wschodzących wskutek bardzo nisko przychodowego środowiska w gospodarkach zaawansowanych.

Deloitte: Zmiana klimatu w polskich domach

Rok 2020 będzie pierwszym rokiem, w którym kryzys klimatyczny i próby radzenia sobie z nim odbiją się szerokim echem wśród zwykłych obywateli. Programy informacyjne i media społecznościowe od końca grudnia były pełne dramatycznych obrazów płonącej Australii, a w naszych domach zaczęliśmy odczuwać rzeczywisty wzrost cen energii i opłat za odbiór odpadów. Wydaje się, że ta kombinacja zjawisk pozwoli dostrzec nam wszystkim wyzwanie, przed jakim stoimy jako ludzkość. Warto wykorzystać sytuację, w której jesteśmy, do uświadomienia sobie przyczynowo-skutkowych relacji zachodzących na świecie.

Jeszcze kilka lat temu o kryzysie klimatycznym mówili jedynie specjaliści na zamkniętych sympozjach i konferencjach. Pod strzechy nie trafiał przekaz o antropogenicznych zmianach zachodzących w środowisku naturalnym oraz postępującym kryzysie klimatycznym. Rok 2019 przeszedł do historii, jako rok, w którym wyzwania klimatyczne trafiły do tzw. mainstreamu medialnego m.in. za sprawą Grety Thunberg. Stawiam tezę, że 2020 będzie rokiem, kiedy na własnej skórze, także w Polsce, wszyscy zaczniemy odczuwać zmiany wywołane przez kryzys klimatyczny i próby radzenia sobie z nim.

Od końca grudnia media społecznościowe zalewane były apokaliptycznymi zdjęciami z płonącej Australii. I choć pożary w okresie letnim na tym kontynencie nie są zjawiskiem zupełnie nowym, to jednak ich skala wskazała, że problem wymknął się spod kontroli człowieka. Sami Australijczycy zdają sobie sprawę, że nie jest to jednorazowy przypadek, a raczej nowa sytuacja wymuszająca podejmowanie nowych działań. W przypadku Australii, klimat już się zmienił i te działania mogą już tylko wspierać kontynent w dostosowaniu się do zmian i łagodzeniu ich skutków, ale dla reszty świata mogą być szansą na zapobieżenie przyszłym zmianom klimatycznym.

O tym, jaki kierunek mają zmiany klimatu na kontynencie australijskim było wiadomo od jakiegoś czasu. Przegląd zmian klimatu przeprowadzony przez Rossa Garnauta w 2008 r.[1], zapowiadał pojawianie się dłuższych, bardziej intensywnych i niespotykanych dotąd sezonów pożarów do 2020 r. Gospodarka Australii od zawsze zależała od klimatu – wykorzystywanie zasobów naturalnych, cuda natury przyciągające tłumy turystów i ogromne równiny rolnicze, które karmią świat. Analizowane wcześniej ryzyka klimatyczne właśnie się w gospodarce materializują.

Ta, nie dość, że na bieżąco będzie mierzyła się z bezpośrednimi kosztami klęsk żywiołowych, dodatkowo szybko musi się adaptować do nowych, często nieprzewidywalnych wymagań rynków i przemysłu. Niezbędna stanie się nowoczesna, prawdziwie zrównoważona ścieżka wzrostu – taka, która zmniejszy ryzyko dalszego ocieplenia świata.

Patrząc na to, co zadziało się w Australii, nie możemy się łudzić, że ten temat nas w Polsce nie dotyczy. Pobiliśmy kolejne rekordy ciepła w styczniu, śnieg tej zimy w Warszawie padał tylko raz, a następnego dnia nikt już o nim nie pamiętał, bo termometr wskazywał znów +8°C. Niewielkie opady śniegu to zapowiedź suszy wiosną i latem, co znów wpłynie na zbiory rolne i w efekcie wzrost cen. Jedyny plus ciepłego stycznia, to znacznie czystsze powietrze w miastach, gdzie wysoka temperatura ogranicza konieczność palenia czym popadnie w przydomowych piecach. Marne to jednak pocieszenie, bo nawet jeśli zaoszczędzimy tej zimy na opale, to odbije nam się to w rachunkach za energię i odpady.

Z końcem grudnia w Polsce przestała obowiązywać ustawa prądowa, która zamrażała ceny energii dla gospodarstw domowych, samorządów oraz mikro- i małych przedsiębiorstw. Po burzliwych dyskusjach pomiędzy największymi wytwórcami energii w Polsce a URE, ostatecznie regulator zatwierdził nowe taryfy. W efekcie już w tym roku przeciętny Polak zapłaci kilkanaście procent więcej za zużywany prąd. Wzrost cen dla odbiorców jest spowodowany głównie wysokim kosztem zakupu uprawnień do emisji CO2, a te znów wynikają bezpośrednio z prowadzonej polityki energetycznej na poziomie unijnym.

Warto tutaj podkreślić, że system handlu uprawnieniami do emisji jest podstawowym elementem polityki unijnej na rzecz walki ze zmianami klimatu. W ten sposób Bruksela od 2005 r. wykorzystuje narzędzie służące do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych w sposób opłacalny (internalizując koszty emisji CO2). Ze względu na dynamiczny charakter narzędzia, polegający na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych, emitowanych przez instalacje objęte systemem, łączne emisje z roku na rok systematycznie spadają. Mechanizm ten znany od ponad dekady, dawał możliwość odpowiednich dostosowań w gospodarkach członkowskich. Niestety w Polsce tych dostosowań nie było wiele i w efekcie, przy spadającym łącznym limicie emisji CO2, uprawnienia do jego emisji są dla Polaków coraz droższe.[2]

Do wzrostu cen prądu dochodzą wyższe opłaty za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. W wielu miastach w typowym gospodarstwie domowym koszty te nawet przekroczą opłaty za zakup energii elektrycznej, dochodząc do maksymalnych stawek wyznaczonych w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (około 34 zł za odpady selektywnie zebrane od jednego mieszkańca miesięcznie). A wszystko to przez ogromną nierównowagę panującą na rynku zagospodarowania odpadami (odpadów jest za dużo, aby można było sobie z nimi radzić zgodnie z zasadami unijnymi, tzn. ograniczając składowanie). Choć pakiet gospodarki o obiegu zamkniętym, który na poziomie UE stawia nowe cele dotyczące utrzymywania wartości surowców i materiałów, nie ma bezpośredniego celu walki ze zmianami klimatu, to jednak nie sposób dostrzec tej samej logiki.

Antropogeniczne zmiany w środowisku naturalnym, które z jednej strony powodują nieodwracalne zmiany klimatu, a z drugiej zanieczyszczenie i utratę bioróżnorodności, zmusiły Komisję Europejską do wprowadzenia skutecznych narzędzi, które mają wpływać na zachowania biznesu i konsumentów. Biznes coraz lepiej rozumie ryzyka klimatyczne. Potwierdzają to respondenci w ankiecie przeprowadzonej przez Deloitte na potrzeby raportu  „Czwarta rewolucja przemysłowa: gotowi i odpowiedzialni” –  9 na 10 liderów biznesu uważa, że zmiany klimatu będą miały negatywny wpływ na ich organizacje. Jednocześnie wydaje się, że przeciętny obywatel dotąd nie zawsze był w stanie połączyć zmiany zachodzące „na jego podwórku” z globalnymi wyzwaniami i próbą radzenia sobie z nimi. Jednak obecnie obserwowany wzrost cen energii i opłat za gospodarowanie odpadami bezpośrednio dotknie wszystkich obywateli. Może to zmienić postrzeganie i zainteresowanie przeciętnego mieszkańca Polski sprawami kryzysu klimatycznego.

Świat nie radzi sobie z kompleksowym łagodzeniem zmian klimatu i przygotowaniem gospodarek na globalne ocieplenie. Można przypuszczać, że wydarzenia, które obserwowaliśmy w Australii, nie są ekstremum, ale częścią nowej normalności. Decyzje podejmowane w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat będą kształtowały kolejne kilka dekad. Czas to zauważyć i zrozumieć.

Komentarz ekonomiczny Julii Patorskiej – Liderki zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte

[1] R. Garnaut, The Garnaut Climate Change Review, wyd. Cambridge University Press, 2008.

[2] Więcej o unijnym systemie handlu uprawnieniami polecam przeczytać na stronach Komisji Europejskiej: https://ec.europa.eu/clima/policies/ets_pl

Ceny pomarańczy i jabłek spadają. Reszta owoców drożeje – najbardziej grejpfruty i banany

Przez ostatnie dwa lata średnie ceny rabatowe najczęściej promowanych owoców w sklepach spadły o 1,4%. Jabłka potaniały o 10,5%, a pomarańcze – o blisko 6%. Z kolei najmocniej zdrożały grejpfruty, bo o ponad 15%. Banany podskoczyły o przeszło 9%, a winogrona – o prawie 6%. Eksperci zwracają uwagę na warunki rynkowe. Z drugiej strony wskazują, że sieci starają się utrzymywać atrakcyjne oferty dla klientów, bez względu na zastane czynniki. Jeśli na rynku nie wydarzy się nic szczególnie negatywnego, to konsumenci nadal będą mogli liczyć na w miarę stabilne ceny promocyjne.

W górę i w dół

Zjawisku przyjrzeli się analitycy z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i aplikacji Zdrowe Zakupy. Sprawdzono, które dokładnie owoce były najczęściej promowane przez sieci handlowe w latach 2018-2019. Następnie przeanalizowano, jak zmieniały się ich ceny w gazetkach, wydawanych przez wszystkie występujące na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Łącznie poddano analizie blisko 15 tys. publikacji, w tym ponad 11 tys. akcji promocyjnych.

– Wśród 10 najczęściej promowanych owoców w gazetkach handlowych znalazły się winogrona, jabłka, banany, pomarańcze, cytryny, gruszki, arbuzy, grejpfruty, mandarynki oraz brzoskwinie. Z analizy wynika, że od początku 2018 do końca 2019 roku ich średnie ceny poszły w dół o 1,4%. To wprawdzie niewielki spadek, ale w dobie wszechobecnych podwyżek może mieć znaczenie dla klientów – informuje Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Jak komentuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, zainteresowanie konsumentów kupnem owoców wyraźnie rośnie. Sieci, chcąc przyciągnąć ich do sklepów, starają się oferować w gazetkach jak najbardziej atrakcyjne ceny. To może prowadzić do względnej stabilności z małymi wyjątkami. Jeżeli na rynku nie wydarzy się nic szczególnie negatywnego, to klienci nadal będą mogli liczyć na korzystne promocje.

– Najbardziej zmniejszyła się średnia cena jabłek, tj. o 10,5%. Myślę, że zwiększona konkurencyjność i dostępność surowca, pochodzącego nie tylko z Polski, mogła przyczynić się do ww. spadku w analizowanym okresie. Było widać, że sieci ostro rywalizowały między sobą o najlepszy rabat na ten owoc – stwierdza Arkadiusz Paprzycki.

Spadła również cena promocyjna pomarańczy – o 5,8%. Prawie niezauważalnie zdrożały gruszki – o 1,4%, cytryny – o 2,7%, a także mandarynki – o 2,9%. Natomiast najbardziej poszły w górę grejpfruty – o 15,2%. Widoczny wzrost odnotowały też banany – o 9,4%, jak również winogrona – o 5,8%.

Powody spadków

– Według statystyk GUS-u, zbiory polskich owoców w 2019 roku były o ok. 25% mniejsze niż w 2018 roku. Jednak należy pamiętać o tym, że sieci rywalizują pomiędzy sobą za pomocą promocji, nawet w sytuacji bardzo słabych plonów, starając się utrzymywać atrakcyjne ceny dla klientów. I to jest ich stałą strategią – mówi ekspert ze Zdrowych Zakupów.

Z kolei Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank, wyjaśnia, że w pierwszej połowie 2019 roku owoce w skupie były dość tanie, w związku z wysoką podażą po zbiorach w 2018 roku. Ceny detaliczne były niższe przeciętnie o ponad 10% w relacji rocznej. Sytuacja zmieniła się diametralnie w czwartym kwartale, co było efektem spadku krajowej produkcji i w rezultacie niższej podaży. W grudniu ub.r. owoce kosztowały w sklepach więcej średnio o 12% niż w tym samym okresie 2018 roku. Zdaniem eksperta, ten wzrost będzie kontynuowany w pierwszych miesiącach 2020 r.

– Owoce zbierane jesienią danego roku są tylko w części kierowane do bezpośredniej sprzedaży. Większość jest przechowywana w chłodniach i sukcesywnie sprzedawana aż do zbiorów następnego roku. Zbiory jabłek w 2017 roku wpłynęły zatem na podwyżki rok później. Z kolei rekordowo duże plony dwa lata temu skutkowały spadkiem ich cen detalicznych w ub.r. W 2020 roku należy spodziewać się wzrostu w stosunku do roku 2019 – zwraca uwagę Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Natomiast Katarzyna Grochowska wskazuje, że w sezonie 2018/19 rynek zanotował wzrost globalnej produkcji pomarańczy, w samej Unii Europejskiej o 3,5% względem średniej pięcioletniej. Stopniowo wzrasta też konsumpcja świeżych owoców w stosunku do przetwórstwa. I to wpływa na to, że sieci prześcigają się w rabatach.

Drożej przez klimat

– Gruszki nieznacznie podrożały w promocji. Trzeba przyznać, że w latach 2017-2018 zbiory w Europie nie odbiegały od średniej wieloletniej. Utrzymywały się na stabilnym poziomie i nie powodowały istotnych zmian cen. Dopiero 2019 rok charakteryzował się spadkiem ilości zebranych owoców. W tym roku na rynku powinno być mniej gruszek w stosunku do poprzednich lat. Zatem ich ceny, również promocyjne, mogą być wyższe – wyjaśnia prezes KZGPOiW.

Cytryny i mandarynki, które również lekko zdrożały w promocji, to owoce importowane. Katarzyna Grochowska podkreśla, że koszty transportu rosną wraz z cenami paliw i opłatami za energię. Ma to oczywiście przełożenie na oferty sklepów, ale nie zawsze. Popyt na cytryny jest bardzo duży i ciągle idzie w górę, co też wpływa na ich ceny.

– Warto wyjaśnić, dlaczego z 10 najczęściej promowanych owoców w sklepach najbardziej podrożały grejpfruty. Hiszpańskie stowarzyszenie handlowe AILIMPO szacuje, że w 2019 r. zbiory tego surowca były mniejsze o 26% w stosunku do 2018 r. To mogło przełożyć się bezpośrednio na wyższe ceny oferowane przez sieci handlowe – uważa ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Należy dodać, że jednym z większych producentów grejpfrutów jest Izrael, który w 2019 roku wyprodukował mniej tych owoców niż w latach poprzednich. W opinii Michała Majszczyka z Hiper-Com Ponad, wynikało to głównie ze zmian klimatycznych. Zbyt wysokie temperatury wpływają negatywnie na zbiory owoców.

– Wzrost cen bananów był spowodowany plagą grzyba atakującego plantacje bananowców w Ameryce Łacińskiej. Producenci byli zmuszeni stosować wzmożone środki ochronne, przez co wzrosły koszty produkcji. Ponadto w Ameryce Środkowej i Południowej wystąpiły wyjątkowo ulewne deszcze, które zniszczyły część plantacji, co również miało swój udział w podnoszeniu cen – przypomina Katarzyna Grochowska.

Zdaniem Michała Majszczyka, przez zmiany klimatu cierpią również uprawy winogron. Regiony słynące z tych owoców stają się zbyt ciepłe. Natomiast produkcja w chłodniejszych, bardziej korzystnych miejscach nie jest jeszcze na tyle rozwinięta, żeby mogła zapewnić odpowiednią ilość winorośli.

Goście hotelowi coraz bardziej wymagający. Branża inwestuje w technologie i nowe usługi

Za kilka lat milenialsi i generacja Z będą dla sieci hotelowych główną grupą gości. Ich oczekiwania są inne niż starszych pokoleń – szukają nie tylko noclegu, lecz także spersonalizowanych usług i pozytywnych doświadczeń podczas podróży. Blisko 80 proc. z nich oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji, a 90 proc. – szybkiego Wi-Fi. Branża musi dostosowywać się do tych trendów i zapewnić młodemu pokoleniu gości hotelowych nową jakość. Grupa Accor, właściciel marek ibis, Mercure czy Novotel, z myślą o nich wprowadza nowy program lojalnościowy, który zaoferuje im nie tylko zniżki i rabaty, ale także unikatowe doświadczenia, jak udział w warsztatach kulinarnych, festiwalach muzycznych czy meczach piłkarskich.

Cyfryzacja zmieniła wszystko w branży hotelowej. Dzięki niej użytkownicy hoteli mają większą wiedzę i dostęp do informacji. Za pośrednictwem internetu mogą zobaczyć różne miejsca, mają już jakieś doświadczenia dotyczące kultury i pewnych aspektów życia w odwiedzanym miejscu, co w przeszłości nie było takie łatwe. Od nas – operatorów hoteli – oczekują, że będziemy im towarzyszyć w ich podróżowaniu. My z kolei pomagamy im doświadczyć nie tylko danego miejsca, ale również jego kultury – mówi agencji Newseria Biznes Luc Gesvret, Chief Marketing & Operation Officer Accor Eastern Europe.

Głównym trendem w branży hotelarskiej jest dziś personalizacja usług hotelowych i nacisk na kreowanie pozytywnych doświadczeń gości w trakcie całego pobytu. Jak podkreśla dyrektor, branża hotelarska przeszła rewolucję w ciągu ostatnich 20 lat. Kiedyś wszystko w dużej mierze sprowadzało się do prostej transakcji, a hotel postrzegano wyłącznie jako miejsce, gdzie można się wyspać. W tej chwili oczekiwania gości hotelowych są dużo wyższe.

– Obecnie wpisujemy się w emocje, tworzymy doświadczenia w sektorze turystycznym. Pobyt w hotelu stał się ważnym elementem składającym się na wrażenia z podróży – mówi Luc Gesvret.

Na rosnące wymogi gości hotelowych zwraca też uwagę raport firmy doradczej Cushman & Wakefield i kancelarii CMS Legal dotyczący rynku inwestycji hotelowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej („Hotel Investment scene in CEE”). Eksperci podkreślają w nim, że wkrótce milenialsi i generacja Z będą stanowić główną grupę osób podróżujących, ważną dla sektora hotelowego. 90 proc. z nich chce mieć w pokoju szybkie Wi-Fi, 78 proc. oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji wartych odwiedzenia. 60 proc. oznacza hotel w mediach społecznościowych podczas pobytu, a niemal tyle samo chce meldować i wymeldowywać się z hotelu w elastyczny sposób, bez interakcji z obsługą. Co trzeci przedstawiciel młodego pokolenia rezerwuje swój pobyt za pośrednictwem kanału mobilnego.

 Dzisiaj gość hotelowy wie, czego chce, jest o wiele bardziej świadomy i wymagający. Nie oczekuje wyłącznie dobrego miejsca do przenocowania. Teraz klienci chcą rozrywki, przyjemnie spędzonego czasu, pięknych chwil, ekscytacji, muzyki, tańca – różnych możliwości, które złożą się na fantastyczne przeżycia. I chcą, żebyśmy my byli ich towarzyszem w tej rozrywkowej części ich podróży – mówi Luc Gesvret .

Rosnące oczekiwania gości hotelowych są dla branży motorem napędzającym zmiany technologiczne oraz podnoszenie standardu usług w hotelach. Jak podkreśla dyrektor, grupa Accor, która skupia 39 brandów hotelowych i zarządza siecią 5 tys. obiektów w 110 krajach, też musi się do tego dostosowywać. W tym celu operator wprowadził właśnie nowy program lojalnościowy ALL – Accor Live Limitless, który ma zapewnić gościom hotelowym spersonalizowanie doświadczenia w połączeniu z szeregiem nagród i benefitów.

Przywykliśmy już do różnych programów lojalnościowych w supermarketach czy na stacjach paliw. Im więcej wydajesz, tym więcej dostajesz punktów, które następnie możesz wymienić na nagrody. To podstawowa i tradycyjna zasada działania takich programów – mówi Luc Gesvret. – My chcemy być towarzyszem podróży dla członków naszego programu lojalnościowego. Dlatego też oprócz nagradzania lojalności rozszerzyliśmy jego zakres, tworząc całkiem nowy, lifestyle’owy ekosystem.

Członkowie ALL mogą zdobywać punkty, kiedy zatrzymują się w hotelach Accor,  jedzą posiłki lub piją drinki w tysiącach barów i restauracji uczestniczących w programie. Te można później wymienić na benefity – do zdobycia są m.in. pobyty w prywatnych apartamentach w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, VIP-owskie zaproszenia na mecze Paris Saint Germain, obejmujące spotkanie z graczami, bilety na festiwale muzyczne czy zaproszenia na degustacje i kursy kulinarne ze światowej klasy szefami kuchni. Członkowie ALL mogą też płacić punktami za posiłki w restauracjach i pobyty w hotelach, mając przy tym zapewnioną gwarancję najlepszej ceny przy rezerwacji pobytu z nawet 25-proc. rabatem.

Uczestnictwo w programie ALL wiąże się z wieloma korzyściami. Udział w nim jest bezpłatny i nie wymaga bycia gościem hotelu. To duża innowacja w zakresie programów lojalnościowych w branży. Korzystając z usług w ramach programu, uczestnik zdobywa punkty, dzięki którym uzyskuje coraz wyższy z pięciu dostępnych statusów uczestnictwa, co wiąże się z coraz bogatszą ofertą przysługujących mu korzyści – mówi Luc Gesvret. – Częste korzystanie z naszych usług niesie ze sobą lepszą znajomość upodobań gości hotelowych, dzięki czemu z każdym kolejnym pobytem możemy zaoferować im usługi lepiej dopasowane do ich potrzeb.

Dołączenie do programu ALL jest proste i bezpłatne. Można to zrobić przez internet, wchodząc na stronę internetową programu, albo w jednym z hoteli należących do sieci Accor (np. ibis, ibis budget, Novotel, Mercure czy Sofitel). Program obejmuje hotele zarówno z segmentu ekonomicznego, jak i luksusowego.

W Warszawie wdrożenie programu lojalnościowego ALL – Accor Live Limitless – zainaugurowano 1 lutego imprezą  FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum. W trakcie wydarzenia można było m.in. uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, lekcjach tanga lub salsy albo wziąć udział w odkrywaniu zagadek specjalnie przygotowanego escape roomu.

FestivALL to seria imprez o zasięgu globalnym. Odbywały się w każdym kraju, w którym znajdują się hotele należące do sieci Accor, w okresie od 7 stycznia do 7 lutego. W sumie w całej Europie odbyło się 1,2 tys. takich imprez. FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum był punktem kulminacyjnym całej serii podobnych wydarzeń – podkreśla Luc Gesvret.

Polacy lubią chodzić do kina. Fenomenu dziesiątej muzy nie przyćmiły nawet popularne platformy streamingowe

W 2019 roku polskie kina zgromadziły ponad 60 mln widzów, a łączny dochód ze sprzedaży biletów to 1,13 mld zł. Seans filmowy na dużym ekranie to wciąż popularna rozrywka Polaków. Nowe technologie pozwalają na jeszcze lepszą jakość obrazu i dźwięku, a widzowie coraz częściej poszukują w kinie standardu all inclusive. Kalendarz premier na 2020 rok zapowiada dostatek atrakcji filmowych – zarówno zagranicznych, jak i polskich produkcji.

W 2019 roku do kin przyszło ponad pół miliona osób więcej niż w roku poprzednim, mimo że nie było w nim takiego przeboju jak „Kler”, który przyciągnął do kin ponad 5 mln widzów – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Opertowska, dyrektor marketingu Cinema City.

Tendencja wzrostowa frekwencji kinowej utrzymuje się niezmiennie od 2014 roku. Nie tylko za sprawą coraz bardziej atrakcyjnej oferty, ale również dzięki nowym technologiom wprowadzanym do kin. Widzów przyciągają również obniżki cen biletów i karty abonamentowe, dzięki którym można oglądać filmy w kinach bez ograniczeń.

Polacy zwykle wybierają kina, które są najbliżej ich miejsca zamieszkania, co wskazuje na to, że są raczej wygodnymi widzami. Mimo to bezpośredniej konkurencji dla kin nie stanowią platformy streamingowe.

Są one raczej uzupełnieniem oferty kinowej – dodaje Katarzyna Opertowska. – Oczywiście są zwolennicy platform streamingowych, natomiast widzimy, że Polacy lubią chodzić do kina i doceniają jakość obrazu i dźwięku, którą mają filmy na dużym ekranie.

Potwierdza to badanie Kantar Millward Brown dla Filmwebu z końca 2018 roku. Wynika z niego, że 61 proc. widzów kinowych ogląda seriale i filmy dostępne w internecie. Połowa korzysta z platform VoD przynajmniej kilka razy w miesiącu.

Przewagą seansów na dużym ekranie są nowe technologie oraz nowe formaty, np. IMAX, 4DX czy ScreenX. Obraz w formacie IMAX pozwala jeszcze lepiej przeżywać film, z kolei dzięki 4DX widzowie odczuwają wszystkimi zmysłami doznania filmowe, łącznie np. z zapachami czy kroplami deszczu. W formacie ScreenX obraz jest wyświetlany nie tylko na ekranie centralnym, lecz również na ścianach bocznych, przez co widz jest niejako otoczony obrazem. Kina coraz częściej inwestują w nową jakość nagłośnienia, w system Dolby Atmos, projektory laserowe czy 4K.

– Jednak to nie jest najważniejsze – zauważa dyrektor marketingu Cinema City. – Seanse kinowe to nie tylko doznania wizualne, ale też cały aspekt społeczny. Kino ma dawać więcej niż tylko film, ma być rozrywką all inclusive. Po prostu lubimy chodzić do kina, spotykać się z przyjaciółmi, ze znajomymi lub wyjść całą rodziną na seans filmowy, skorzystać z przekąsek kinowych takich jak popcorn czy nachosy. Płyty CD z muzyką nie zabiły rynku koncertowego, a jedzenie na wynos nie wyparło z rynku restauracji, zatem wierzymy, że rynek kinowy będzie miał się dobrze, bo Polacy lubią wychodzić z domu.

Jak podaje Cinema City, w 2019 roku do polskich kin trafiło 1108 premier. Wśród najbardziej docenianych przez Polaków filmów są rodzime produkcje, które coraz częściej dostrzegane są także na świecie, oraz filmy animowane. W ubiegłym roku sukces odniósł „Król Lew” – film obejrzało ponad 2,5 mln widzów. Na drugim miejscu znalazła się polska komedia, „Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3”, a na trzecim „Avengers: Koniec gry”, czyli kolejny film ze stajni Marvela, który na świecie bije rekordy kasowe.

Polacy lubią polskie produkcje. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych znalazło się wiele rodzimych tytułów, takich jak „Polityka”, „Kobiety mafii 2” czy nominowany do Oscara film „Boże Ciało” – wymienia Katarzyna Opertowska.

Premiery kinowe w 2020 roku to powrót wielkich reżyserów. Na dużym ekranie znów pojawią się znane nazwiska: Steven Spielberg, Clint Eastwood czy Christopher Nolan. W tym roku zaplanowane jest także widowisko Disneya – aktorska wersja filmu „Mulan”, a na kwiecień długo oczekiwana premiera 25. filmu z serii przygód Jamesa Bonda, w którym po raz ostatni w rolę agenta 007 wcieli się Daniel Craig.

Wśród dużych premier w tym roku są także polskie akcenty: film Władysława Pasikowskiego „Psy 3” oraz „Jak zostać gangsterem. Historia prawdziwa”, który już zgromadził w kinach prawie milion widzów. Widzowie zobaczą w nim także polską odpowiedź na „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, czyli „365 dni” Blanki Lipińskiej.

Badania Kantar Millward Brown dla Filmwebu pokazują, że przeciętna cena normalnego biletu weekendowego do kina to 25 zł, ale widzowie chętnie płaciliby mniej. Wprawdzie chodzą do kina również wówczas, gdy muszą zapłacić pełną cenę, ale bardzo chętnie korzystają z promocji i zniżek.

Rośnie zainteresowanie gruntami inwestycyjnymi w Polsce. Wpływa na to ich mniejsza dostępność i nowe możliwości inwestycyjne

Transakcje na rynku gruntów pod inwestycje w nieruchomości, czy to komercyjne, czy to mieszkaniowe, przyspieszają. Skraca się czas podejmowania decyzji przez kupujących, bo dostępnych terenów jest coraz mniej, za to przybywa zainteresowanych inwestorów. Rynek napędzają także segmenty alternatywne, jak prywatne akademiki czy mieszkania na wynajem, oraz coraz częstsze transakcje nabycia zdegradowanych terenów przemysłowych czy nierentownych obiektów handlowych. Rozwój rynku może zahamować jednak sytuacja polityczna i ekonomiczna na świecie i intensywne zmiany w prawie.

 Rynek gruntów inwestycyjnych przeżywa od kilku lat boom. Pojawiają się nowi inwestorzy z całego świata. Możemy mówić w ostatnich kilku miesiącach o nowym kapitale z Wysp Brytyjskich, gdzie bardzo zróżnicowany kapitał zaczyna się interesować zarówno terenami inwestycyjnymi, jak i produktami kapitałowymi, a także ze strony firm azjatyckich, chociaż w mniejszym stopniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Puchalski partner zarządzający Knight Frank. – Poza tymi inwestycjami cały czas deweloperzy mieszkaniowi, biurowi, ale także magazynowi bardzo aktywnie poszukują dla siebie interesujących terenów. Przy tym nie należy zapominać o nowych rynkach, jak mieszkania na wynajem czy profesjonalne akademiki.

W 2019 roku pojawiły się na rynku m.in. nowe fundusze z kapitałem azjatyckim, węgierskim i niemieckim, a najwięcej zakupów dokonano przede wszystkim w segmentach biurowym i logistycznym. Minione 12 miesięcy to kolejny okres historycznie najlepszych wyników na rynku inwestycyjnym w Polsce. Łączna wartość wolumenu transakcji przekroczyła rekordową wielkość 7,6 mld euro i była o 5 proc. wyższa niż w 2018 roku (7,2 mld euro) – wynika z raportu firmy Knight Frank podsumowującego miniony rok  i prognozującego rozwój rynku w 2020 roku.

– Można zaobserwować, że transakcje są obsługiwane znacznie szybciej przez kupujących. Na pewno w niektórych przypadkach firmy deweloperskie podejmują świadomą decyzję, że są w stanie ponieść większe ryzyko, ale oczywiście wynika to ze zmniejszającej się dostępności terenów inwestycyjnych – informuje Daniel Puchalski. – Podaż w zasadzie dzisiaj jest w 60–70 proc. oparta właściwie nie o greenfields, zwykłe tereny inwestycyjne bez zabudowy, tylko o nieruchomości zabytkowe, czy po starych fabrykach. Często są to tereny o innej funkcji, przy czym nie mówimy o przebudowach, tylko o całkowitych rozbiórkach i uruchamianiu kompletnie nowych projektów inwestycyjnych.

W przypadku rewitalizacji zabytkowych zabudowań, która wymaga współpracy z konserwatorem zabytków, proces inwestycyjny z reguły jest wydłużony i bardziej kosztowny. Jednak często takie tereny zlokalizowane są w bardzo atrakcyjnych miejscach, niedaleko centrów miast, w ich wyniku powstają także oryginalne obiekty, zazwyczaj typu mixed-used, czyli łączące w sobie funkcje biurowe i hotelowe, mieszkaniowe, rozrywkowe i handlowe. Ponadto są to zwykle tereny uzbrojone.

Przykładem takiej inwestycji w 2019 roku była m.in. działka położona w bezpośrednim sąsiedztwie Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, którą nabył lokalny deweloper Euro Styl. Projekt zakłada mieszaną zabudowę tego terenu i połączenie różnych sektorów z przewagą budynków o funkcji mieszkaniowej. W Warszawie z kolei austriacki Immofinanz opracował dla swojego kompleksu biurowego Empark nową, wielofunkcyjną koncepcję, mającą na celu zaspokojenie rosnącego popytu na nieruchomości mieszkaniowe na terenie Służewca Przemysłowego. Część kompleksu biurowego została sprzedana do Echo Investment, który zakłada tam realizację funkcji mieszkaniowej.

– Na razie rynek ma się dobrze, natomiast należy pamiętać o zagrożeniach. Zawsze wyzwaniem jest to, co się dzieje na świecie, w polityce, ekonomii Jest nim także niska dostępność gruntów inwestycyjnych. Co prawda rynek produktu kapitałowego jest rosnący, ale jednak stosunkowo niewielki w porównaniu do potrzeb – wskazuje partner zarządzający Knight Frank. – Zawsze dużym zagrożeniem są procedury, polityka, które mogą wpłynąć negatywnie w taki sposób, że dłużej będą się odbywały procesy inwestycyjne, uzyskiwanie odpowiednich zgód, a może nawet i same transakcje, bo każdy rok przynosi nam jakieś nowości, zmiany legislacyjne i na to inwestor musi być przygotowany.

Dodatkową zachętą do rozruszania rynku było uchwalone półtora roku temu w trybie specustawy tzw. lex deweloper. Chodziło o pobudzenie inwestycji mieszkaniowych poprzez przyspieszenie procedur uzyskiwania pozwolenia na budowę w przypadku braku planu zagospodarowania przestrzennego, a w niektórych wypadkach także na terenach o innym przeznaczeniu niż te przewidziane w planie. Na razie liczba takich inwestycji stanowi ułamek procenta realizowanych budów i udaje się je uzyskać głównie w mniejszych miejscowościach. Część spraw kończy się w sądach, gdzie stronami są deweloper i samorząd.

– Coraz częściej słyszymy, że są takie lokalizacje, gdzie zgody są uzyskiwane. Oczywiście trzeba pamiętać, żeby to było rozsądnie prowadzone. Nie jestem zwolennikiem, a wręcz przeciwnikiem tego, żeby te zgody wydawać zawsze, wszędzie i w każdych warunkach, nawet w kontrowersyjnych miejscach – zastrzega Daniel Puchalski. – Są takie miejsca, które wręcz wymagają tego, żeby nie budować tam biur, tylko mieszkania, choćby żeby uaktywnić trochę lokalizację, albo wręcz po prostu nie nadaje się ta lokalizacja pod taki cel. Wierzymy, że to jednak wpłynie pozytywnie i poprawi jakość pracy inwestorów.

Coraz lepsza sytuacja kobiet w biznesie. Pracodawcy dążą do zrównania płac kobiet i mężczyzn

W Polsce różnica płac między kobietami i mężczyznami jest najwyższa w sektorze firm prywatnych i sięga 16,1 proc. Wynika to m.in. z niższych oczekiwań finansowych pań i z tego, że to głównie kobiety wykorzystują urlopy rodzicielskie. Co ciekawe, coraz częściej to pracodawcy dążą do tego, by różnice w wynagrodzeniach zniwelować, dostrzegając korzyści z różnorodności w firmie. Mocny akcent na równouprawnienie stawia w Polsce Philip Morris. Koncern wprowadził szereg praktyk nieczęsto spotykanych na polskim rynku pracy, jak np. możliwość zachowania pełnego wynagrodzenia przy pracy na pół etatu przez pierwszy miesiąc po powrocie z urlopu macierzyńskiego. 

– Rola kobiet w biznesie, zwłaszcza konsumenckim, jest kluczowa. Obserwujemy na co dzień, że zespoły zrównoważone – złożone z kobiet i mężczyzn – są bardziej efektywne, lepiej rozumieją organizację i konsumenta. Tak więc udział kobiet w biznesie jest bardzo duży, a w naszej firmie ciągle rosnący – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Mierzejewski, prezes zarządu i dyrektor zarządzający Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie.

Sytuacja kobiet w biznesie i na całym rynku pracy znacząco się poprawia. W ubiegłym roku Polska znalazła się na ósmej pozycji w rankingu PwC „Women in Work Index 2019”. Dobry wynik to m.in. efekt wysokiego wskaźnika zatrudnienia wśród Polek i malejącej różnicy w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Obok Luksemburga Polska jest drugim krajem, który od 2000 roku dokonał największego skoku w zakresie dostępności i przyjazności rynku pracy dla kobiet, awansując w tym czasie aż o 11 pozycji.

W 2016 roku, jak wynika z ostatnich danych Eurostatu, różnica między płacami kobiet i mężczyzn w Polsce wynosiła ok. 7 proc. na niekorzyść kobiet. Mimo że jest dużo niższa od średniej europejskiej (16,2 proc.), to wciąż jest w tym obszarze wiele do zrobienia. Co istotne, według danych Eurostatu w naszym kraju różnica płac między kobietami a mężczyznami jest dużo wyższa w sektorze prywatnym (16,1 proc.) niż w sektorze publicznym (jedynie 2,8 proc.).

– Dużą rolę odgrywają pracodawcy. Zauważyliśmy, że genezą nierówności płacowych są często niższe aspiracje finansowe kobiet. Podczas rozmowy o pracę kobiety mają niższe oczekiwania finansowe niż mężczyźni. Dlatego też firma powinna oferować wszystkim takie wynagrodzenie, jakie jest przynależne do danego stanowiska. Zdarza się, że kobiety są zdziwione, gdyż dostają wynagrodzenie wyższe niż to, którego oczekiwały i o które prosiły podczas rozmowy o pracę – mówi Michał Mierzejewski.

Niższe oczekiwania finansowe kobiet potwierdzają też badania przeprowadzone w ubiegłym roku na zlecenie Pracodawców RP (raport „Do garów czy za stery?”). Wynika z nich, że młode Polki rozpoczynające swoją karierę zawodową oczekują wynagrodzenia niższego średnio o 23 proc. niż mężczyźni, rzadziej też oczekują awansu.

– Równość płac jest kluczową rzeczą z naszego punktu widzenia. Często pracownicy nie mają dostępu do informacji płacowych, natomiast wyrównywanie pensji i płacenie tyle samo za wykonanie tej samej pracy wydaje się być obowiązkowe – mówi Michał Mierzejewski. – Dlatego dwa lata temu poprosiliśmy zewnętrzną fundację ze Szwajcarii o dokonanie audytu w Philip Morris. Audytorzy mieli wgląd we wszystkie dokumenty spółki, sprawdzali m.in. poziom obecnych wynagrodzeń i podwyżki, które następowały w poprzednich latach. W wyniku tego audytu zostaliśmy jedyną w Polsce firmą, która posiada Certyfikat Równych Płac.

Firma przywiązuje też wagę do różnorodności już na etapie samej rekrutacji – jej celem jest rekrutowanie kobiet i mężczyzn w proporcjach 50/50. W ciągu ostatnich dwóch lat udało jej się zbliżyć do tego poziomu i osiągnąć wskaźnik 48/52.

– Kolejną kwestią są urlopy rodzicielskie, nadal w większości wykorzystywane przez kobiety. Po powrocie po wielomiesięcznym pobycie z dzieckiem pojawiają się rozbieżności, bo kobieta nie była objęta np. podwyżkami inflacyjnymi, które odbywały się w organizacji. Dlatego też dokonujemy tego rodzaju korekt natychmiast po powrocie kobiet z urlopu macierzyńskiego – mówi Michał Mierzejewski. – Dodatkowo rozumiemy, że powrót z urlopu rodzicielskiego – zarówno ojców, jak i matek – to trudny okres, zwłaszcza pierwsze miesiące w pracy. Dajemy im więc możliwość  spokojnego startu. Takie osoby mogą u nas skorzystać z możliwości pracy na pół etatu przy pełnym wynagrodzeniu przez pierwszy miesiąc po powrocie. 

Kolejnym ułatwieniem w firmie jest wprowadzenie elastycznego systemu pracy wszędzie tam, gdzie było to możliwe, oraz skompresowanie tygodnia pracy do czterech dni po dziewięć godzin i jednego czterogodzinnego. Z tego rozwiązania często korzystają rodzice, choć nie tylko.

– W każdej firmie, która chce stawiać na równość i budować różnorodne zespoły, trzeba wprowadzić pewne rozwiązania systemowe. Te najważniejsze to procesy rekrutacji, promocje i awansy, podwyżki oraz możliwości uczestniczenia w dużych programach rozwojowych i zarządzania znaczącymi projektami. W tych aspektach kompetencje i wyniki powinny odgrywać główną rolę. Jeżeli są jakiekolwiek przeszkody, które odciągają ocenę od tych kompetencji na rzecz innych elementów, takich jak płeć, to powinny być likwidowane – podkreśla Anita Rogalska, dyrektor Działu Kapitału Ludzkiego i Kultury Organizacyjnej w Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie.

– Wyrównywanie warunków i dbanie o równe traktowanie kobiet i mężczyzn w miejscu pracy, ale także osób młodszych czy w średnim i starszym wieku, jest procesem, który musi trwać cały czas. Nie można zatrzymać się na uzyskaniu jednego czy drugiego certyfikatu – to jest ciągła praca – dodaje Michał Mierzejewski.

Co istotne, takie działania są dla firm zwyczajnie opłacalne. Zróżnicowane zespoły, złożone z kobiet i mężczyzn, są bardziej kreatywne, innowacyjne i wydajne w realizacji swoich zadań oraz uzupełniają się kompetencyjnie. Potwierdzają to też wyniki badań przeprowadzonych na potrzeby ubiegłorocznego raportu „Przedsiębiorcze przywództwo” SHL Polska. Wynika z niego, że mężczyźni liderzy są bardziej zorientowani na wynik i rywalizację, z kolei kobiety na stanowiskach menadżerskich wykazują większą elastyczność na rynkowe zmiany i szybciej się do nich dostosowują.

Wdrażanie rozwiązań wspierających budowanie różnorodności przynosi korzyści nie tylko firmom – może w istotny sposób przyczynić się do wzmocnienia polskiej gospodarki. Dlatego ważne jest inspirowanie innych organizacji do wprowadzania pozytywnych zmian.

 Przyszłość kobiet w biznesie i gospodarce będzie coraz lepsza, bo mamy też coraz bardziej świadomy rynek, świadomych menadżerów, liderów i liderki. Tak się właśnie zaczyna zwalczanie stereotypów – od świadomości, poprzez edukację. Mam nadzieję, że je odpuścimy i będziemy żyli w kraju, który rzeczywiście będzie wykorzystywał talenty obu płci – mówi Olga Kozierowska, założycielka Fundacji Sukces Pisany Szminką.

Bank Millennium po fuzji z Euro Bankiem zwiększył zasięg o 200 miast. Koszty połączenia niższe od planowanych

– Rok 2019 był trudnym okresem dla sektora bankowego, mimo to dla Banku Millennium był to czas dalszego pozytywnego wzrostu organicznego – podkreśla Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium. Bank zakończył w listopadzie 2019 roku fuzję z Euro Bankiem, która poprawiła jego pozycję rynkową we wszystkich kluczowych wskaźnikach. Millennium podkreśla, że uważnie obserwuje rynek pod kątem przejęć i nie wyklucza kolejnych w przyszłości. W opinii prezesa ten rok będzie pełen wyzwań dla banków, ale sektor powinien sobie z nimi poradzić.

Umowę przejęcia Euro Banku podpisaliśmy w listopadzie 2018 roku, a migracja i fuzja operacyjna zostały sfinalizowane w listopadzie 2019 roku. Jest to ważna zmiana dla Banku Millennium, ponieważ zwiększa nasz zasięg o kolejnych 200 miast – mówi agencji Newseria Biznes Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Bank podkreśla, że fuzja z Euro Bankiem była jedną z najszybszych i najbardziej bezproblemowych tego typu transakcji na polskim rynku. Jej efekt to wzrost pozycji Millennium w zakresie większości kluczowych wskaźników rynkowych. Umożliwiła ona wzrost aktywów o 22 proc. do poziomu 98,1 mld zł. Depozyty klientów grupy osiągnęły wartość 81,5 mld zł, a kredyty – 69,8 mld zł. Rekordowa sprzedaż pożyczek gotówkowych oraz efekt połączenia przyniosły podwojenie wartości portfela kredytów konsumpcyjnych do 15,1 mld zł.

Połączona sieć obu banków liczy ponad 800 placówek i zapewnia Millennium dostęp do ok. 200 lokalnych rynków w mniejszych miejscowościach. W efekcie połączenia bank zyskał też nowych klientów, których profil jest skoncentrowany głównie na pożyczkach gotówkowych i kredytach ratalnych. Po fuzji Millennium posiada kapitały własne w wysokości 9 mld zł i obsługuje 2,6 mln aktywnych klientów detalicznych, w tym 494 tys. dawnego Euro Banku. Od początku ubiegłego roku ich liczba zwiększyła się w sumie o 734 tys., co stanowi 40-proc. wzrost.

– Zyskaliśmy znacznie większe możliwości przyciągania i obsługi nowych klientów na polskim rynku. Fuzja przebiegła bardzo sprawnie, dzięki czemu dziś jesteśmy w pełni połączeni i działamy jako jeden podmiot pod marką Millennium ­– mówi Joao Bras Jorge.

Całkowite wydatki integracyjne związane z akwizycją Euro Banku będą niższe, niż pierwotnie zakładano. Wyniosą w sumie ok. 300 mln zł. Millennium prognozuje, że skuteczne dokończenie restrukturyzacji po połączeniu z Euro Bankiem powinno umożliwić uzyskanie synergii w kwocie ponad 100 mln zł już w tym roku.

 Cały czas bacznie obserwujemy rynek bankowy. Uważamy, że Bank Millennium powinien skupić się na wykorzystaniu szans, jakie stwarza  fuzja z Euro Bankiem. Jednak w kolejnych latach będziemy przygotowani na nowe możliwości przejęć, jeżeli takie się pojawią – zapowiada prezes zarządu Banku Millennium.

W ubiegłym roku Millennium wypracował 561 mln zł skonsolidowanego zysku netto i był on o 26 proc. niższy rok do roku. Przyczyniły się do tego głównie koszty integracji z Euro Bankiem, ale też zwiększenie do 233 mln zł rezerwy na ryzyko prawne związane z walutowymi kredytami hipotecznymi. Bez uwzględnienia tych zdarzeń jednorazowych skorygowany zysk netto grupy Bank Millennium wzrósł o 17 proc. do 889 mln zł.

Zdaniem prezesa ryzyko prawne związane z kredytami walutowymi będzie jednym z poważniejszych, jakie stoją dziś przed sektorem bankowym.

 W naszej ocenie rok 2019 przyniósł znaczny wzrost ryzyka w systemie bankowym. Są to przede wszystkim zagrożenia związane z procesami sądowymi o kredyty frankowe oraz te wynikające z wysokiego opodatkowania i problemów niektórych banków. Mimo że sektor będzie musiał się zmagać z wysokim poziomem ryzyka, uważam, że sobie z nim poradzi – mówi Joao Bras Jorge.

Będą zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Posłowie chcą specjalnej opieki nad emerytowanymi zwięrzętami ze służb i zakazu występów w cyrkach

0

Zakaz występów zwierząt w cyrkach to jedyny sposób, żeby ukrócić nieprawidłowości w tym obszarze – podkreślają pomysłodawcy zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Głównym problemem jest przetrzymywanie i transportowanie ich w zbyt ciasnych klatkach, co skutkuje ich cierpieniem i problemami psychicznymi. Równolegle trwają prace nad przepisami, które zapewnią im azyl. W nowej ustawie ma znaleźć się także zapis mówiący o zapewnieniu opieki emerytowanym zwierzętom towarzyszącym m.in. policjantom czy celnikom.

Projekt zawiera propozycje trzech zmian, które są niekontrowersyjne, i mam nadzieję, że cały Sejm będzie mógł je poprzeć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Piekarska, posłanka Koalicji Obywatelskiej, jedna z inicjatorek zmian. – Po pierwsze, chcemy wprowadzić zakaz występów zwierząt w cyrkach, po drugie, proponujemy chipowanie zwierząt takich jak psy i koty. Trzecia zmiana to zapewnienie godnej starości tym zwierzętom, które całe życie służą człowiekowi w rozmaitych służbach: w policji, straży granicznej, straży pożarnej, służbach związanych z Ministerstwem Obrony Narodowej.

Jak podkreśla parlamentarzystka, ta ostatnia kwestia jest obecnie nieuregulowana. Konie i psy, które kończą służbę, są często bardzo chore i pozbawione opieki weterynaryjnej.

W jeszcze gorszej sytuacji są zwierzęta cyrkowe. W cyrkach zarówno zwierzęta dzikie, jak i udomowione dotyka szereg schorzeń: stany zapalne stawów i przewlekłe urazy wynikające m.in. z przebywania w zbyt ciasnych klatkach. Nauka sztuczek nieleżących w naturze dzikich zwierząt wymaga często brutalnych metod tresury, w tym głodzenia. Zazwyczaj ma to miejsce, kiedy są jeszcze młode. Podczas tresury wykorzystywane są haki, elektryczne pałki, łańcuchy i pejcze, które mogą poważnie narażać zdrowie, a czasem nawet życie zwierząt – argumentują posłowie w uzasadnieniu do projektu ustawy.

– Raport Fundacji Viva! potwierdził, że zwierzęta w cyrkach są przetrzymywane na bardzo małych powierzchniach, są obwożone przez większość roku, zmieniają właściwie miejsce każdego dnia – mówi Cezary Wyszyński z Fundacji Viva! Akcja dla Zwierząt.

Jak wynika z uzasadnienia ustawy, w Polsce działa kilkanaście cyrków, które wykorzystują w swoich przedstawieniach zwierzęta. Ich ogólną liczbę  w cyrkach szacuje się na około 250 osobników. W ostatnich latach przetrzymywano w nich słonie, lwy, tygrysy, wielbłądy, foki, lamy, zebry, krokodyle, fretki, konie, kozy, węże, warany, legwany, psy i koty. Sezon cyrkowy w Polsce trwa zwykle od lutego do listopada, a cyrki w 260–280 dni odwiedzają średnio 200 miejscowości, pokonując w tym czasie nawet 10 tys. km.

Nadzór Inspekcji Weterynaryjnej jest niewystarczający, a objazdowy charakter cyrków powoduje, że właściwie nie da się ich skontrolować – jednego dnia są w danym miejscu, a drugiego kilkadziesiąt kilometrów dalej pod jurysdykcją innej jednostki Inspekcji Weterynaryjnej. To powoduje, że funkcjonują w pewnej luce prawnej i dane, które zebraliśmy, pokazują, że niestety zwierzęta cierpią tam codziennie – podkreśla Cezary Wyszyński.

Zwierzęta ponad 90 proc. swojego życia spędzają na samochodach, w klatkach, wychodzą tylko na czas tresury bądź występu. Są więc pozbawione możliwości realizowania swoich naturalnych potrzeb. To skutkuje zaburzeniami w ich psychice, objawiającymi się takimi zachowaniami jak np. kiwanie się całymi dniami, chodzenie w kółko czy okaleczanie się.

– To jest permanentne cierpienie zwierząt – kwituje Cezary Wyszyński. – Transport odbywa się w warunkach skrajnie stresujących dla nich, np. żyrafy są przewożone przez cały czas z pochyloną szyją. To oznacza tortury, bo zwierzę nie może się wyprostować do naturalnej pozycji.

Katarzyna Piekarska zwraca również uwagę na fakt, że ustawowy zakaz występów zwierząt w cyrkach ułatwi egzekwowanie prawa lokalnego.

– Wiele miast, w których pojawiają się cyrki, wprowadza uchwałą zakaz występów zwierząt na ich terenie. Tyle tylko, że jeżeli nie będzie zapisu ustawowego, to cyrk może się odwołać, ponieważ taka działalność nie jest zabroniona. Sąd może przychylić się do odwołania, bo uchwała nie może iść dalej niż ustawa – wyjaśnia posłanka.

Obrońcy praw zwierząt podkreślają, że nie ma innej drogi, żeby polepszyć los zwierząt cyrkowych, niż ustawowy zakaz. Cyrk to nie jest działalność edukacyjna albo charytatywna, tylko kieruje się rachunkiem ekonomicznym.

– Zwierzęta cyrkowe, które nie mogą już występować z uwagi na chorobę lub wiek, są po prostu poddawane eutanazji. Nie ma ośrodka dla emerytowanych zwierząt cyrkowych, bo to się po prostu nie opłaca – dodaje Cezary Wyszyński.

Posłowie proponują, aby zwierzęta, które nie będą już wykorzystywane w cyrkach, trafiły bądź do ogrodów zoologicznych, bądź do specjalnych azyli.

– W projekcie nie ma zapisu dotyczącego azyli, ale zwróciłam się do właściwego ministerstwa i uzyskałam odpowiedź, że na przełomie marca i kwietnia stosowny projekt trafi do Sejmu – uściśla Katarzyna Piekarska.

Jak podkreśla, w projekcie zmian nie pojawiły się propozycje dotyczące zakazu hodowli zwierząt na futra, ponieważ są one zbyt kontrowersyjne, przez co cała nowelizacja mogłaby zostać odrzucona.

W poprzedniej kadencji Sejmu powstał bardzo dobry projekt, który zawierał wiele ważnych dla praw zwierząt rozwiązań, ale przez to, że znalazł się tam zakaz hodowli na futra, w ogóle nie ujrzał światła dziennego i nie został mu nadany numer druku. Mam nadzieję, że ten projekt zostanie uchwalony. Mam też nadzieję, że Sejm tej kadencji przyjmie także zakaz hodowli zwierząt na futra, choć zdaję sobie sprawę – słysząc rozmaite głosy – że będzie to pewnie najtrudniejsze – mówi posłanka KO.

Petycję w sprawie zmian przepisów podpisało 350 tys. osób.

Nowe technologie wspierają rehabilitację. Wirtualna rzeczywistość i sztuczna inteligencja pomogą osobom po udarze

Wspomagane algorytmami uczenia maszynowego urządzenie ułatwi rehabilitację kończyn dolnych pacjentów po udarach i zabiegach ortopedycznych. W procesie dochodzenia do zdrowia coraz chętniej wykorzystywana jest także sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość. Najnowsze rozwiązania pozwalają na spersonalizowanie terapii i śledzenie jej rezultatów w czasie rzeczywistym.

– ExoRehab to urządzenie do rehabilitacji, które nakładamy na kończyny dolne w celu wzmocnienia mięśni. Jest przeznaczone dla pacjentów po zabiegach ortopedycznych lub neurologicznych, którzy po operacji muszą leżeć bez możliwości poruszania się, co następnie powoduje potrzebę ponownego odbudowania siły mięśni. Znajdzie również zastosowanie u osób starszych, u których stwierdzono sarkopenię – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Inn Sun Roh z Exosystems.

Zaprezentowane na styczniowych targach CES 2020 urządzenie działa w połączeniu z aplikacja mobilną, co pozwala na indywidualne dostosowywanie treningów rehabilitacyjnych do kondycji fizycznej. Spersonalizowane ćwiczenia rehabilitacyjne połączone są z elektrostymulacją funkcyjną. Technologia, którą opracowano dla exoRehab, łączy w sobie możliwości, jakie stwarza robotyka, teleinformatyka i medycyna. Urządzenie zostało wyróżnione dwiema nagrodami podczas tegorocznych targów CES.

– Zastosowaliśmy w naszym urządzeniu dużo rozwiązań technologicznych – elektryczną stymulację FES, pomiar zakresu ruchów czy elektromiografię EMG, a wszystkie dane zapisywane są w chmurze. Te technologie są już dostępne, lecz po raz pierwszy znalazły się w jednym urządzeniu wraz z własnym algorytmem. Zapewniamy pacjentom realizację ich potrzeb, których nie mogą zaspokoić konwencjonalne narzędzia. Naszym celem jest nie tylko dostarczenie narzędzia, lecz również rozwinięcie nawyku rehabilitacji – mówi ekspert.

Rozwiązanie może pomóc w rehabilitacji pacjentom cierpiącym na różne choroby, w tym m.in. sarkopenię czy osobom po udarze.

– Zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się jest wiele osób po udarach – mówi Inn Sun Roh. – Dodatkowo Światowa Organizacja Zdrowia uznała ostatnio sarkopenię za chorobę, co oznacza, że liczba osób starszych, u których występuje naturalna utrata mięśni, jest coraz większa. Dlatego też jest to perspektywiczny rynek z coraz większą liczbą osób wymagających rehabilitacji wzmacniającej siłę mięśni.

Nowe technologie coraz częściej wykorzystywane są jako narzędzie w procesie dochodzenia do zdrowia dla osób po udarze. Neuro Rehab VR wykorzystuje rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości zarówno w procesie rehabilitacji neurologicznej, jak i fizycznej. Rozwiązanie korzysta ze złożonych wirtualnych terapii połączonych z precyzyjną kontrolą bodźców i obciążenia poznawczego. Pacjent wchodzi w interakcję ze światem wirtualnym w trzech wymiarach, dzięki czemu terapia bardziej angażuje mózg i jest bardziej efektywna. Ćwiczenia są zaprojektowane z udziałem neurologów i fizjoterapeutów.

– Osoba, która przeszła udar, nie może poruszać mięśniami lub ich funkcja nie jest taka, jaka być powinna. Elektrostymulacja funkcjonalna symuluje sygnał wysyłany przez mózg. Nakładamy urządzenie bezpośrednio na mięśnie w okolicy kolana, po czym zachowują się one tak, jakby otrzymały sygnał z mózgu. W ten sposób wzmacniamy nie tylko same mięśnie, lecz również ich unerwienie – tłumaczy Inn Sun Roh.

Według analityków z Transparency Market Research światowy rynek robotów rehabilitacyjnych i technologii wspomagających osiągnie do 2025 roku wartość 2,29 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 13,1 proc.