Czy decyzja Fed osłabi kurs dolara?

Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych stoi dziś przed decyzją, która może zdefiniować ton amerykańskiej polityki pieniężnej na resztę 2025 roku. Wszystko wskazuje na to, że bank centralny zdecyduje się na pierwszą w tym roku obniżkę stóp procentowych. Jej głównym celem ma być wsparcie osłabiającego się rynku pracy, który w ostatnich miesiącach wyraźnie traci impet, co budzi obawy o trwałość ożywienia gospodarczego. Dotychczas stopy procentowe utrzymywano na niezmienionym poziomie z uwagi na uporczywie wysoką inflację, której źródłem były m.in. napięcia handlowe i związane z nimi cła. Jednak w ostatnim czasie wpływ tych czynników na poziom cen okazuje się słabszy, niż wcześniej oczekiwano, co otwiera Fed przestrzeń do złagodzenia warunków monetarnych.

Rynek finansowy w przeważającej mierze zakłada dziś obniżkę stóp o 25 punktów bazowych. Taki ruch byłby odebrany jako umiarkowany krok w kierunku bardziej akomodacyjnej polityki pieniężnej, pozwalający zachować elastyczność w razie dalszego pogorszenia koniunktury. Niemniej jednak, wewnątrz samego FOMC panują wyraźne rozbieżności – część członków opowiada się za głębszym cięciem o 50 pb, wskazując na pogarszające się warunki na rynku pracy, podczas gdy inni wciąż dostrzegają ryzyko związane z inflacją i postulują pozostawienie stóp na dotychczasowym poziomie.

Narzucającym się kontekstem decyzji jest nasilająca się presja polityczna ze strony prezydenta Donalda Trumpa. Głowa państwa nie kryje swojego niezadowolenia z dotychczasowej postawy Fed i otwarcie apeluje o „dużą obniżkę”, argumentując to potrzebą pobudzenia gospodarki oraz niższymi kosztami finansowania długu. Napięcia potęgują także zmiany kadrowe w samym Komitecie – tuż przed posiedzeniem zaprzysiężony został Stephen Miran, postrzegany jako lojalny sojusznik Trumpa, a Lisa Cook – mimo trwającego postępowania o jej odwołanie – może tymczasowo pozostać w składzie zarządu. Choć krótkoterminowy wpływ tych zmian na bieżącą decyzję może być ograniczony, w dłuższej perspektywie mogą one przesunąć równowagę w kierunku bardziej gołębiej polityki.

Z ekonomicznego punktu widzenia, decyzja o obniżce znajduje częściowe uzasadnienie w danych. Wzrost zatrudnienia w USA wyraźnie wyhamował, a niektóre branże zaczynają sygnalizować rosnącą niepewność co do dalszych planów inwestycyjnych i zatrudnienia. Jednocześnie inflacja, choć nadal powyżej celu Fed, przestaje być głównym zagrożeniem – zarówno ze względu na słabnący popyt, jak i ograniczony wpływ czynników podażowych, takich jak cła. W tej sytuacji Fed staje przed dylematem: z jednej strony chce przeciwdziałać pogorszeniu koniunktury, z drugiej – nie chce sygnalizować paniki ani utraty kontroli nad inflacją.

O godzinie 20:00 czasu polskiego Fed ogłosi zarówno decyzję w sprawie stóp procentowych, jak i zaktualizowane projekcje gospodarcze na najbliższe kwartały. Zgodnie z czerwcowymi prognozami, rynek oczekuje dwóch cięć stóp procentowych w 2025 roku. Jednocześnie wielu ekonomistów dopuszcza możliwość trzeciej redukcji. Kluczowe będą również nowe oczekiwania dotyczące inflacji, stopy bezrobocia oraz ścieżki stóp procentowych w 2026 roku.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest redukcja stóp o 25 punktów bazowych, przy jednoczesnym zasygnalizowaniu gotowości do dalszego luzowania polityki monetarnej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Taki przekaz może sprzyjać osłabieniu dolara amerykańskiego względem głównych walut, zwłaszcza jeśli Fed zaakcentuje ryzyko dalszego pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Kurs USD może również znaleźć się pod presją w przypadku wzrostu oczekiwań na kolejne cięcia w 2026 roku

Nie można jednak wykluczyć bardziej zdecydowanego kroku – obniżki o 50 pb – który Fed mógłby uzasadnić silnym pogorszeniem wskaźników zatrudnienia. Taki ruch, choć pozornie bardziej gołębi, mógłby zostać odczytany przez rynek jako sygnał poważniejszych problemów strukturalnych w gospodarce i tym samym wpłynąć na wzrost awersji do ryzyka. W paradoksalny sposób – jeśli Fed jednocześnie podkreśli swoje zaangażowanie w walkę z inflacją – taki ruch mógłby zostać odebrany jako „jastrzębi” w tonie, zwłaszcza jeśli komunikat wskazywałby na brak intencji rozpoczęcia pełnego cyklu luzowania. Taka reakcja mogłaby doprowadzić do umocnienia dolara, szczególnie jeśli towarzyszyłaby jej korekta na rynku akcyjnym i wzrost popytu na amerykańskie obligacje skarbowe jako bezpieczne aktywa.

Dzisiejsze posiedzenie Fed może stanowić punkt zwrotny nie tylko dla amerykańskiej gospodarki, ale również dla globalnych przepływów kapitałowych. Rynki z uwagą wsłuchają się nie tylko w samą decyzję, ale przede wszystkim w uzasadnienie, rozkład głosów w Komitecie oraz aktualizację projekcji – to one zadecydują, czy dzisiejszy ruch zostanie odebrany jako początek nowego cyklu, czy jednorazowe dostosowanie w warunkach wysokiej niepewności.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Łukasz Dziekan pokieruje rozwojem InPost Pay

0

Grupa InPost, lider rozwiązań logistycznych dla branży e-commerce, stawia na dalszy rozwój innowacyjnych usług finansowych InPost Pay, mianując Łukasza Dziekana na stanowisko Financial Services Business Director. Manager z wieloletnim doświadczeniem w budowaniu skalowalnych produktów finansowych i technologicznych skupi się na integracji wygody zakupów online z kompleksowymi narzędziami finansowymi w aplikacji InPost Mobile.

Łukasz Dziekan wnosi ze sobą bogate doświadczenie jako lider w dziedzinie produktów i technologii, z sukcesami w tworzeniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań biznesowych opartych na analizie danych i dogłębnym zrozumieniu rynku. Specjalizuje się w budowaniu i skalowaniu produktów, od fazy koncepcyjnej do rentownego biznesu, a także w tworzeniu wysokowydajnych zespołów i wdrażaniu kultury opartej na danych.

Cieszę się, że mogę dołączyć do InPost w tak dynamicznym momencie jego rozwoju. Chcę, aby InPost Pay był rozpoznawalny jako usługa, która ułatwia zakupy online i oferuje kompleksowe oraz innowacyjne rozwiązania finansowe i płatnicze – mówi Łukasz Dziekan, Financial Services Business Director InPost.Moim celem jest budowa wygodnych i kontekstowych produktów finansowych i płatniczych dla użytkowników InPost. Dotąd skupialiśmy się na łatwości zakupów osiąganej dzięki intuicyjnemu checkoutowi InPost Pay. Chcemy, by ta sama łatwość i prostota były powszechne w płaceniu w Internecie, a wszyscy użytkownicy mieli dostęp do produktów szybkich, bezpiecznych i zarządzanych z jednego miejsca – swojego konta w aplikacji mobilnej InPost Mobile – dodaje Dziekan.

InPost Pay oferuje najpopularniejsze metody płatności – kartą VISA i Mastercard, w tym Google Pay czy Apple Pay, BLIK, pay-by-link oraz BNPL. Użytkownik może dokonać transakcji bez konieczności rejestracji i od razu wybrać najbardziej dogodną dla siebie formę dostawy – do maszyny Paczkomat®, kurierem InPost lub punktu PUDO. Obecnie InPost Pay ma już 9,7 mln zarejestrowanych użytkowników i działa w ponad 3 000 sklepach internetowych, do których stale dołączają kolejne znane marki – usługa dostępna jest w MediaExpert App, Diverse, Ochnik, Ryłko, Komputronik, XGSM, North, Gandalf, Tania Książka, Tantis, Matfel, eMelissa, Militaria.

Kurs dolara w dół: sprzedaż detaliczna i produkcja nie pomogły

Wtorek pokazał nam, że jeżeli inwestorzy nastawią się na pewien scenariusz, to dane nie muszą im przeszkadzać. Tak było z wczorajszym osłabieniem dolara, pomimo dobrych odczytów. Inflacja zmienia się wolniej niż oczekiwano – w Kanadzie rośnie, a w Polsce spada.

Rynki wiedzą lepiej

We wtorek na rynku pojawiły się dwa ważne odczyty z USA. Najpierw o 14:30 sprzedaż detaliczna. Wypadła ona wyraźnie powyżej oczekiwań. Spodziewano się wzrostu miesięcznego 0,2%, a zobaczyliśmy 0,6%. W rezultacie w skali roku ten wskaźnik wynosi bardzo solidne 5%. O 15:15 z kolei opublikowano wyniki produkcji przemysłowej – rosła ona zaledwie o 0,1% w sierpniu. Niby słabo, ale prognozowano spadek o tej samej wartości. W skali roku jest to zaledwie 0,9%, co pokazuje, że efekt przenoszenia produkcji do USA z powodu ceł na razie jest niewidoczny. Skoro dwa ważne odczyty okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań, to powinniśmy zobaczyć umocnienie dolara, prawda? Niby tak, ale jednak nie. Inwestorzy wczoraj rozpoczęli dzień nastawieni na osłabienie amerykańskiej waluty i dane nie przeszkadzały im w tym specjalnie. W rezultacie zobaczyliśmy wczoraj najsłabszego dolara wobec euro od 2021. Względem polskiego złotego jest on najtańszy od 2017 roku.

Mniejszy wzrost inflacji w Kanadzie

Wczorajsze dane z Kanady pokazały, że roczny wskaźnik inflacji wzrósł do 1,9%, a nie jak oczekiwano 2%. W ujęciu miesięcznym mieliśmy spadek o 0,1%. Dlaczego zatem inflacja roczna przyspiesza, skoro miesięczna spada? Powodem jest fakt, że rok temu w sierpniu miesięczny spadek cen był silniejszy niż w tym. Są to ważne dane, które podnoszą szanse na dzisiejszą obniżkę stóp procentowych w Kanadzie. Warto zwrócić uwagę, że Kanada ma znacznie niższe stopy niż USA. Są one tam zmniejszane również po to, by pobudzić gospodarkę, która dostała istotne ciosy w ramach amerykańskich ceł.

Inflacja bazowa też w górę

Po tym, jak kilka dni temu byliśmy świadkami wyższej od wstępnego wyniku inflacji konsumenckiej, przyszedł czas na bazową. Ona niestety również okazała się gorsza, niż prognozowano. Mieliśmy spadek w sierpniu, ale nie jak oczekiwano do 3,1%, a do 3,2%. W rezultacie mamy kolejne odczyty, które potencjalnie mogą być powodem opóźnienia kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce. Złoty nie reagował, wciąż oscylując wokół poziomu 4,25 zł za 1 EUR. Rodzima waluta wydaje się niemal przyspawana do tego pułapu. Do najbliższego posiedzenia RPP zostały jeszcze dwa tygodnie, ale jeżeli potwierdzi się wyższa niż zakładana inflacja, to można oczekiwać umocnień.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku nieruchomości,

15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,

20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Studenci na rynku najmu: jakie ceny i opłaty czekają żaków w 2025 roku?

Wielu studentów aktualnie szuka mieszkań do wynajęcia. Nie mogą oni już liczyć na rekordową liczbę ofert. Obawy budzą niektóre koszty eksploatacji.

Rynek najmu w Polsce ma nadal w dużej mierze charakter sezonowy. Po części to efekt naszej rodzimej specyfiki związanej z dużą liczbą dość krótkich umów najmu, które są zawierane na okresy najwyżej roczne. Podpisywanie umów na czas np. pięcioletni w polskich warunkach należy wciąż do rzadkości. Coroczna, jesienna aktywizacja rynku najmu to przede wszystkim efekt studenckich poszukiwań lokum. Warto zatem sprawdzić, z jaką sytuacją na rynku najmu obecnie spotykają się studenci. Chodzi nie tylko o kwestie typowo rynkowe, ale również o spodziewane koszty użytkowania lokalu z wliczeniem np. ogrzewania.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dane Unirepo wskazują, że w lipcu 2025 r. rynek najmu w skali całego kraju miał tylko troszkę mniejszą ofertę niż 12 miesięcy wcześniej. Ogólnopolska liczba ogłoszeń była zbliżona do wyniku z lipca 2019 roku, a także z lipca 2023 r. i 2024 r. To przejaw normalizacji rynku.
  • Stabilizacja jest widoczna również w zakresie poziomu czynszów. Brakuje nam nieco danych na temat cen najmu pokoi, bo warto pamiętać, że według najnowszego raportu Portfel Studenta to właśnie samodzielne pokoje cieszą się największym zainteresowaniem wśród żaków.
  • Obawy studentów oraz ich rodziców mogą budzić doniesienia o sporych wzrostach kosztów ogrzewania. Sytuacja będzie jednak zróżnicowana w poszczególnych miastach i zależna od stawek ustalonych przez lokalną ciepłownię.

Poniżej prezentujemy więcej informacji, które mogą wydawać się ciekawe w kontekście studenckiego najmu i zainteresują również innych najemców niż studenci.

Sytuacja na rynku najmu wreszcie normalniejsza?

Przez ostatnie lata na rynku najmu mieszkań działo się sporo. Najpierw pandemiczna flauta, a potem dramatyczne spadki podaży oraz wzrosty stawek czynszu związane z pojawieniem się ukraińskich uchodźców i kryzysem inflacyjnym. „Dane z ostatniego raportu Unirepo wskazują, że w połowie 2020 r. do wynajęcia w całym kraju było prawie 120 000 mieszkań. To oczywiście rekord – spowodowany pandemią COVID – 19 oraz popularnością zdalnej nauki i pracy” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Analiza unikalnych ofert najmu przeprowadzona przez Unirepo wskazuje, że dwa lata później, czyli w lipcu 2022 r. analogiczny wynik podażowy był ponad dwa razy mniejszy. Natomiast w lipcu 2025 r. na terenie całego kraju w ofercie wynajmujących znajdowało się około 75 000 mieszkań. „Ogólnopolska lipcowa liczba ogłoszeń była zbliżona do wyniku z lipca 2019 roku, a także z lipca 2023 r. oraz 2024 r. To przejaw normalizacji rynku. Późną jesienią widoczny będzie spadek liczby ogłoszeń, ale na pewno nie możemy się spodziewać takich pustek na rynku, jak w trudnym roku 2022” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Czynszowa stabilizacja z korzyścią dla najemców

Jeżeli chodzi o sytuację czynszową, to przyszli najemcy mogą napotkać informacje pochodzące z bardzo różnych źródeł. Praktycznie każde z tych źródeł wskazuje jednak na względną stabilizację czynszów. Mowa o rocznych zmianach z przedziału np. od minus 3% do plus 3%. Po perturbacjach z lat 2020 – 2022, takie zmiany można uznać za przejaw stabilizacji rynkowej. Niestety, z punktu widzenia studentów oraz ich rodziców problemem wydaje się mniejsza liczba informacji na temat kosztów najmu pokoi. „Dlaczego to ważne? Odpowiadając, warto odwołać się do danych z niedawnego raportu Portfel Studenta 2025” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Wspomniany raport, który opiera się na badaniu „Sytuacja finansowa młodych Polaków” (obejmującym 1039 młodych osób) wskazuje, że 30% studentów zasiedla wynajmowane mieszkania. Większa grupa żaków (52%) mieszka u rodziny lub znajomych – zwykle nie płacąc za najem. Mniejszy jest odsetek mieszkańców akademików (12%) oraz właścicieli swojego lokum (6%). Podobnie jak w poprzednich latach, około 60% respondentów odpowiedziało, że w zamieszkiwanej nieruchomości zajmują samodzielny pokój. „Tylko 13% ankietowanych studentów zamieszkuje całą nieruchomość samodzielnie, niekoniecznie płacąc za nią czynsz” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Najemcy mogą się obawiać opłat za ogrzewanie

Mieszkaniowe preferencje studentów są oczywiście w dużej mierze pochodną ich możliwości finansowych i często również możliwości ich rodziców. Te wszystkie osoby (tzn. studentów i ich rodziców) może cieszyć wspomniana już wcześniej względna stabilizacja czynszów, ale jednocześnie obawy prawdopodobnie budzą głośne medialnie informacje o wzrostach kosztów ogrzewania mieszkań. Musimy jednak pamiętać, że skala podwyżek będzie zależna oczywiście od rodzaju ogrzewania mieszkań oraz taryfy lokalnej ciepłowni. „Naturalnie, najgłośniejsze medialnie są doniesienia o podwyżkach sięgających kilkudziesięciu procent. W wielu miastach, roczne zmiany będą jednak dużo mniejsze” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Sejm niedawno zaakceptował tak zwany bon ciepłowniczy jako wsparcie dla gospodarstw domowych z niewielkim dochodem, które najmocniej odczują podwyżkę kosztów ogrzewania. Obecna sytuacja na pewno stanowi wskazówkę dla najemców (nie tylko studentów), że warto zwracać większą uwagę na energochłonność budynku, w którym znajduje się mieszkanie na wynajem. „Najemcy już teraz powinni otrzymywać świadectwa energetyczne domu lub mieszkania, lecz praktyczne egzekwowanie tego obowiązku bywa kłopotliwe” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości

AI a rynek pracy: rosną obawy pracowników i zadowolenie menedżerów

Ponad połowa europejskich firm (56%), która wdrożyła narzędzia AI, twierdzi, że opłaciło im się to finansowo. Ponadto, jak wynika z raportu EY European AI Barometer 2025, przedsiębiorcy widzą nie tylko korzyści, ale też zagrożenia związane z technologią. Badanie pokazuje również, że zadowolenie ze skuteczności sztucznej inteligencji rośnie (70%, czyli o 7 pp. więcej, niż rok wcześniej). Widzą to także pracownicy, chociaż w różnym stopniu (pozytywnie o AI wyraża się 82% menedżerów i 63% pracowników niższego szczebla). Równocześnie 74% respondentów (wzrost o 6 p.p.) uważa, że transformacja w kierunku sztucznej inteligencji doprowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników.

AI: to się opłaca

Korzyści finansowe rozumiane jako wzrost zysków lub obniżenie kosztów, które wynikały z wprowadzenia AI odnotowało 56% organizacji biorących udział w badaniu EY European AI Barometer 2025. To wzrost o 11 p.p. w porównaniu z zeszłoroczną edycją. Tylko 16% ankietowanych twierdzi, że sztuczna inteligencja nie doprowadziła jeszcze do oszczędności kosztów ani wzrostu zysków, a dalsze 29% uważa, że jest za wcześnie, aby to ocenić.

– Wdrożenie AI nie polega wyłącznie na implementacji nowych technologii – chodzi o ponowne przemyślenie sposobu, w jaki pracujemy i podejmujemy decyzje. Odpowiednia implementacja narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji może utorować drogę do efektywniejszego wykorzystania zasobów firmy i w efekcie opracowania produktów i usług lepiej dostosowanych do potrzeb klientów. Błędy zaś mogą wiązać się z utratą konkurencyjności, a co za tym idzie osłabieniem pozycji rynkowej – uważa Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Liczba użytkowników ciągle rośnie

Z raportu EY wynika, że modele sztucznej inteligencji mają coraz więcej użytkowników. W ciągu ostatnich 12 miesięcy odsetek respondentów, którzy twierdzą, że korzystają z ogólnodostępnych narzędzi, wzrósł o 6 p.p. (z 72% do 78%). Blisko połowa deklaruje, że wykorzystuje narzędzia AI w miejscu pracy, a kolejna jedna trzecia twierdzi, iż używa AI wyłącznie poza nią. Kadra kierownicza (21%) posługuje się narzędziami AI znacznie częściej w kontekście biznesowym niż pozostali pracownicy (11%).

Wzrost popularności narzędzi AI idzie w parze z zadowoleniem z nich. Łącznie 70% respondentów deklaruje przynajmniej pozytywne nastawienie do tej technologii. To wzrost o 7 p.p. w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednocześnie badanie wykazało również nierówne postrzeganie narzędzi AI – pozytywnie oceniało je 82% menedżerów i blisko 20 p.p. mniej pracowników niższego szczebla (63%). W tym kontekście warto zwrócić uwagę na wynikające z wykorzystania AI wzrost produktywności, który zaobserwowało 43% respondentów.

– Jeszcze niedawno technologie AI były w firmach odbierane jako budzące ciekawość nowinki. Dzięki polskiemu badaniu EY o tym, jak polskie firmy wdrażają sztuczną inteligencję, wiemy, że na dobrze zadomowiły się w przedsiębiorstwach. Widzimy to na przykład przez pryzmat postrzegania barier we wdrożeniach AI. Jeszcze w zeszłym roku jako najpoważniejsze wskazywano ograniczenia kosztowe i technologiczne. Teraz na pierwszą pozycję wysunęły się bariery organizacyjne. To sugeruje, że firmy w ramach procesu implementacji AI powinny się przede wszystkim skupić na tym obszarze i mocniej angażować w ten proces poszczególne funkcje i szczeble organizacji” – dodaje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka zespołu AI Data Science.

Jakich narzędzi używają pracownicy?

Jeśli chodzi o to, jakie rozwiązania AI są obecnie wykorzystywane przez europejskich pracowników, na czoło wysuwa się tworzenie tekstów. Ma w nim doświadczenie 61% respondentów. W dalszej kolejności znajdują się asystenci głosowi i chatboty (po 39%) oraz programy tłumaczeniowe (30%). Stosunkowo rzadko wykorzystywane są programy do generowania głosu lub transkrypcji spotkań (odpowiednio 10% i 11%), podobnie jak te służące do optymalizacji procesów HR czy finansowych (po 11%).

Najbardziej doświadczeni w wykorzystywaniu AI są pracownicy z sektora technologii, mediów i telekomunikacji (91%), zaawansowanej produkcji (90%), energii (90%) oraz bankowości, rynków kapitałowych i usług finansowych (89%). W tyle pozostają osoby z sektora dóbr konsumpcyjnych oraz handlu detalicznego (71%). Podobnie jak w poprzednim roku, ranking zamykają sektory rządowy i usług publicznych (70%) oraz zdrowia (również 70%).

Czy AI zagraża pracownikom?

Prawie trzech na czterech respondentów (74%, czyli o 6 p.p. więcej w porównaniu z zeszłorocznym badaniem) uważa, że transformacja w kierunku sztucznej inteligencji doprowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników. Ponad połowa (58%) pracowników nie martwi się tym rozwojem. Z drugiej jednak strony, znaczna część respondentów, bo aż 42%, jest zaniepokojona. To zjawisko dotyczy częściej kobiety (47%), niż mężczyzn, a także pracowników niższego szczebla (45%) niż menedżerów (39%).

Aby być na bieżąco z nowymi osiągnięciami, ponad połowa respondentów (57%) kształci się w zakresie AI, zarówno zawodowo (20%), jak i prywatnie (21%) lub łącząc obie formuły (16%). W tym obszarze szczególnie dostrzegalna jest różnica pokoleniowa. Pracownicy powyżej 50. roku życia (42%) rzadziej podejmują szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji w porównaniu z młodszymi kolegami, wśród których wskaźnik ten jest bliższy 70%. Łączny odsetek wszystkich osób kontynuujących kształcenie znacznie wzrósł w porównaniu z poprzednim rokiem – o 20 p.p.

Jednocześnie aż czterech na dziesięciu respondentów (43%) nie kontynuuje edukacji w zakresie AI. Może to wynikać z niskiego zadowolenia pracowników z możliwości szkoleniowych z zakresu sztucznej inteligencji. Średnio w Europie zaledwie 25% z nich uważa, że ich firma oferuje satysfakcjonującą ścieżkę edukacji. Wśród osób zatrudnionych na niższych stanowiskach ten odsetek wynosi zaledwie 17%. Zdaniem autorów badania rozbieżność podkreśla potrzebę zniwelowania tej luki i dostosowania szkoleń z zakresu AI do oczekiwań i potrzeb wszystkich zainteresowanych.

– Prawdziwy potencjał AI tkwi w wykwalifikowanych, dobrze wyszkolonych pracownikach, co sprawia, że szkolenia i podnoszenie umiejętności są niezbędne. Różnice w adopcji technologii pogłębiają lukę kompetencyjną AI. To często pomijany problem, który grozi brakiem odpowiednio przygotowanych w temacie sztucznej inteligencji pracowników, a w konsekwencji spadkiem konkurencyjności firmy – podsumowuje Katarzyna Ellis, Partnerka EY Polska i liderka zespołu People Consulting.

O badaniu
Badanie EY European AI Barometer 2025 przedstawia wyniki ankiety przeprowadzonej w marcu 2025 r. wśród 4942 menedżerów i pracowników niższego szczebla w 9 krajach Europy Zachodniej. O opinię zapytano osoby zatrudnione w 21 sektorach gospodarki.

Grupa Bumech na plusie: 39 mln zł EBITDA oraz ponad 6,5 mln zł zysku netto w I półroczu

Grupa Bumech, zajmująca się wydobyciem węgla kamiennego w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, w I półroczu 2025 r. osiągnęła ponad 6,5 mln zł zysku netto oraz 24,7 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do odpowiednio 55,8 mln zł oraz 65,4 mln zł straty w analogicznym okresie 2024 r. Z kolei EBITDA Grupy Bumech w raportowanym okresie wyniosła 39 mln zł. Bardzo dobre wyniki zostały wypracowane pomimo spadku przychodów do poziomu 198,7 mln zł, co dodatkowo podkreśla rolę podjętych decyzji dotyczących radykalnego ograniczenia kosztów, przy zakładanej zmianie wielkości bazy przychodowej. Dzięki pozytywnemu wpływowi dokonanej restrukturyzacji kosztowej i operacyjnej, Grupa odnotowała 25,2 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej oraz 20,1 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto ogółem. Jednocześnie Grupa dywersyfikuje swoją działalność biznesową – w III kwartale br. podpisała umowę z południowoafrykańskim OTT Technologies w zakresie rozwoju i produkcji pojazdów opancerzonych dla rynku europejskiego.

– Wyniki pierwszego półrocza potwierdzają, że konsekwentnie realizowana restrukturyzacja przynosi wymierne efekty. Z poziomu głębokich strat w analogicznym okresie ubiegłego roku udało się przejść do dodatniego wyniku netto i operacyjnego, a także znacząco poprawić przepływy pieniężne. Pokazuje to, że obrany kierunek działań naprawczych jest właściwy i pozwala stabilizować sytuację finansową Grupy mimo trudnych warunków rynkowych. Jednocześnie nadal poszukujemy dodatkowych możliwości związanych z komercyjnym wykorzystaniem posiadanej infrastruktury, co w przyszłości może być dodatkowym ważnym elementem rentowności Grupy – podkreśla Andrzej Bukowczyk, Prezes Zarządu PG Silesia.

W ramach prowadzonego postępowania sanacyjnego PG Silesia podjęła szereg działań ukierunkowanych na zwiększenie efektywności operacyjnej oraz zabezpieczenie płynności. Przyniosły one wyraźną poprawę w przepływach finansowych całej struktury – Grupa odnotowała 25,2 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej (wobec 1,2 mln zł ujemnych w I półroczu 2024 r.) oraz 20,1 mln zł przepływów pieniężnych netto ogółem (w porównaniu do -42,6 mln zł w I półroczu 2024 r.). Wyniki te potwierdzają widoczny pozytywny trend, mimo utrzymującego się niekorzystnego otoczenia rynkowego.

W październiku 2024 r. zarząd PG Silesia (spółki zależnej Bumechu) złożył wniosek o restrukturyzację, którą formalnie otwarto 27 listopada ub.r. Mimo procesu sanacyjnego spółka kontynuuje wydobycie, korzystając z atutu w postaci wysokiej jakości węgla, na który utrzymuje się stabilny popyt. Nowe fronty uruchamiane są stopniowo, zgodnie z analizą warunków geologicznych, nakładów inwestycyjnych i bieżących cen rynkowych. Obecnie eksploatowane złoża odpowiadają potrzebom rynku opałowego, charakteryzującego się stabilnym zapotrzebowaniem i rentownością.

Na początku czerwca 2025 r. spółka przedłożyła plan restrukturyzacyjny zakładający poprawę rentowności, rozwój oraz pełną zdolność regulowania zobowiązań. Strategia na lata 2025–2030 obejmuje kontynuację wydobycia w systemie jednościanowym, przygotowanie kolejnych ścian wydobywczych i minimalizację okresów przezbrajania między kolejnymi ścianami.

Współpraca z OTT – nowy segment

Bumech w poszukiwaniu dywersyfikacji modelu biznesowego postawił na rozwój w segmencie obronnym. W lipcu 2025 r. spółka podpisała list intencyjny z OTT Technologies, a 4 września zawarła umowę o współpracy z tym południowoafrykańskim producentem w zakresie rozwoju i produkcji pojazdów opancerzonych dla rynku europejskiego. W ramach porozumienia przewidziano polonizację i europeizację produktów OTT, co umożliwi ich wytwarzanie, sprzedaż i dystrybucję w Europie Środkowej oraz Skandynawii, z możliwością rozszerzenia na kolejne rynki. Początkowo montaż będzie realizowany z komponentów OTT, jednak docelowo co najmniej 70 proc. części ma pochodzić z Unii Europejskiej. Oferta Bumechu w segmencie obronnym obejmie pojazdy wojskowe, wsparcia dla służb mundurowych, kabiny opancerzone, pojazdy dowodzenia i wsparcia technicznego oraz wdrożenie systemów ochrony antydronowej.

Jasno pokazujemy determinację w rozwijaniu nowego segmentu działalności. Podpisana umowa z OTT Technologies to nie tylko deklaracja, ale realne działania – w naszym zakładzie już rozpoczęły się przygotowania do uruchomienia produkcji pojazdów opancerzonych. To dowód, że projekt jest traktowany priorytetowo i ma strategiczne znaczenie. Naszą intencją jest rozpoczęcie montażu jeszcze w IV kwartale tego roku –powiedział Michał Kończak, Wiceprezes Bumech.

W ramach współpracy z nowym partnerem, spółka bierze na siebie finansowanie oraz organizację procesu produkcyjnego i sprzedażowego, a umowa została zawarta do końca 2027 r. z możliwością automatycznego przedłużenia po spełnieniu ustalonych warunków.

Dyrektywa o przejrzystości wynagrodzeń coraz bliżej. Polscy pracodawcy wciąż niegotowi na zmiany

0

Przepisy Dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń niedługo wchodzą w życie. Tymczasem okazuje się, że nie wszyscy pracodawcy są gotowi na zmiany. Jedynie 39,5 proc. polskich zatrudnianych uważa, że ich firma w wystarczającym stopniu komunikuje kwestie związane z wynagrodzeniami. Z kolei 58,2 proc. polskich pracodawców (przy średniej europejskiej 52 proc.) deklaruje aktywne działania na rzecz przejrzystości płac. Co więcej, niespełna co trzeci polski pracodawca (30 proc.) wskazuje wynagrodzenia i benefity pracownicze jako jedno z pięciu najważniejszych wyzwań HR, jakie przed sobą stawia. To wnioski z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx.

Przepisy Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2023/970 z dnia 10 maja 2023 r. w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania już za niespełna 9 miesięcy zaczną obowiązywać w całej Unii. Nowe prawo obejmie firmy zatrudniające co najmniej 100 pracowników. Przedsiębiorstwa będą zobligowane do regularnego raportowania danych dotyczących różnic płacowych i innych istotnych informacji, a pracownicy zyskają prawo do wglądu w wewnętrzne dane płacowe. W kolejnych etapach przepisy obejmą także państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) – Islandię, Liechtenstein i Norwegię.

Z naszego ogólnoeuropejskiego badania w firmach wynika, że zaledwie połowa pracodawców w Europie (52 proc.) deklaruje aktywne działania na rzecz przejrzystości płac w swoich firmach. Sytuacja nieco korzystniej wygląda w Polsce, bo już 58,2 proc. zatrudniających informuje, że działa na rzecz transparentności płac. Z pewnością spora część pracodawców nie wie jak przygotować się do nowej rzeczywistości, a wizja dodatkowej pracy i biurokracji z tym związanej może przerażać, ale to odpowiedni moment, aby zadbać o tę kwestię. To, co może ułatwić sprawne wdrożenie zmian, to m.in. automatyzacja  procesu tworzenia raportów wymaganych przez Dyrektywę  – mówi Daniel Idźkowski, Dyrektor Zarządzający w SD Worx Poland.

Z najnowszego międzynarodowego badania, przeprowadzonego przez SD Worxwśród 5 625 menedżerów HR i 16 000 pracowników z 16 krajów Europy wynika, że ponad jedna trzecia pracodawców w Polsce i w Europie (35 proc.) przyznaje, że w ich organizacjach wciąż występują różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Najczęściej wskazują na to pracodawcy z Norwegii (50 proc.), Irlandii (44 proc.) i Szwecji (43 proc.). A najrzadziej Belgii (24,3 proc.), Chorwacji i Finlandii (po 26,3 proc.). Dyrektywa unijna ma to zmienić, jej celem jest zapewnienie zasady równej płacy za tę samą pracę.

Tylko 3 na 10 pracowników uważa komunikację o płacach za przejrzystą

Badanie SD Worx jednoznacznie wskazuje, że wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Zaledwie 39,5 proc. polskich pracowników twierdzi, że ich organizacja jasno informuje o polityce płacowej, widełkach wynagrodzeń, różnicach płacowych czy podwyżkach. A 38,6 proc. zauważa realne wysiłki swoich firm na rzecz wyrównania płac kobiet i mężczyzn. Jeszcze mniej, bo tylko 37,4 proc. dostrzega inicjatywy związane ze zwalczaniem nierówności w szerszym ujęciu.

Nieco ponad połowa polskich (58,3 proc.) i europejskich (52 proc.) pracodawców deklaruje jednak aktywne inwestycje w większą przejrzystość płac – w dużej mierze pod wpływem nadchodzącej dyrektywy.

Od czerwca przyszłego roku wszystkie firmy w Unii Europejskiej będą musiały zapewnić transparentność w obszarze wynagrodzeń – podkreśla Tom Saeys, COO w SD Worx. – To państwa członkowskie zdecydują o sposobie implementacji przepisów, co oznacza różnice w szczegółowych regulacjach. Częstotliwość raportowania zależy od wielkości przedsiębiorstwa. Organizacje zatrudniające powyżej 250 osób będą raportować co roku – najpóźniej od 2027 r. Firmy z przedziału 150–249 pracowników będą składać raport co trzy lata, również od 2027 r., a te zatrudniające 100–149 osób – od 2031 r. Organizacje poniżej 100 pracowników są na razie zwolnione, jednak poszczególne państwa mogą zaostrzać przepisy, np. zwiększając częstotliwość raportowania.

Raportowanie obejmie zarówno dane zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Na zewnątrz, firmy będą publikować ogólne wskaźniki, w tym tzw. niekorygowaną lukę płacową. Wewnątrz organizacji pracownicy zyskają wgląd w widełki płacowe oraz średnie wynagrodzenia w ramach poszczególnych kategorii. Każdy będzie miał prawo znać wysokość własnej pensji w odniesieniu do średnich zarobków osób wykonujących tę samą lub równoważną pracę, z podziałem na płeć. Dodatkowo pracodawcy zobowiązani będą do ujawnienia kryteriów wynagradzania i awansu – obiektywnych i neutralnych płciowo, aby polityka płacowa była w pełni transparentna i sprawiedliwa.

Transparentność to nie tylko wysokość wynagrodzenia, ale także sposób budowania pakietu płacowego, dostępne benefity i komunikacja wokół nich. Elastyczny pakiet wynagrodzeń pozwala lepiej odpowiadać na realne potrzeby pracowników. Obecnie już co trzecia firma w Europie (34 proc.) daje zatrudnionym możliwość samodzielnego komponowania pakietu w ramach określonego budżetu, wobec 25 proc. w roku 2024. To wyraźny trend w kierunku personalizacji świadczeń – zaznacza Saeys.

W 2024 r. wynagrodzenie było głównym powodem pozostawania pracowników w organizacji. Jak jednak wygląda ich satysfakcja z poziomu zarobków? Niemal dwie trzecie polskich (68 proc.) i europejskich (64 proc.) pracodawców uważa, że płaci uczciwie. Z drugiej strony połowa polskich (50,9 proc.) i europejskich (49 proc.) pracowników uważa, że powinna zarabiać więcej.

To poczucie jest szczególnie silne w Słowenii (60 proc.), Serbii (59 proc.) i Chorwacji (58 proc.). Pod względem sektorowym w Europie najczęściej niedosyt wynagrodzenia deklarują pracownicy ochrony zdrowia i opieki społecznej (57 proc.) oraz edukacji (54 proc.). Warto również podkreślić, że w Polsce, nieco częściej takie przekonanie wyrażają kobiety (52,2 proc.), niż mężczyźni (49,9 proc.). Jedynie 40,1 proc. zatrudnionych w Polsce (przy średniej europejskiej 38 proc.) uważa, że ich pensje są konkurencyjne na tle rynku, a to o 7,4 pkt. proc. mniej, niż w 2024 roku. Transparentna komunikacja całego pakietu wynagrodzeń, łącznie z benefitami, odgrywa kluczową rolę w postrzeganiu płacy jako „sprawiedliwej”. Pomocne mogą być m.in. raporty podsumowujące całkowite wynagrodzenie (Total Reward Statement) czy audyty równości płacowej – zwłaszcza w obliczu zbliżającego się terminu wdrożenia dyrektywy.

O badaniu międzynarodowym

SD Worx, europejski lider w obszarze usług HR, wspiera zarówno małe, jak i duże organizacje w zakresie zarządzania kadrami i płacami. Aby lepiej rozumieć potrzeby rynku pracy, firma regularnie prowadzi pogłębione badania. Analiza najnowszej edycji badania „HR & Payroll Pulse” dostarcza pracodawcom cennych wskazówek, jak udoskonalać politykę kadrowo-płacową i przygotować ją na wyzwania przyszłości.

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2025 r. w 16 krajach Europy: Belgii, Niemczech, Finlandii, Francji, Irlandii, Włoszech, Chorwacji, Niderlandach, Norwegii, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji oraz Wielkiej Brytanii przez Instytut Badawczy SD Worx. Łącznie wzięło w nim udział 5 625 pracodawców i 16 000 pracowników, a uzyskane wyniki odzwierciedlają realny obraz rynków pracy w poszczególnych krajach.

Zmiany w liczeniu stażu pracy. Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu pracy

Do tej pory praca na umowie cywilnoprawnej czy w ramach własnej działalności była z punktu widzenia stażu pracy „niewidzialna”. To ma się zmienić dzięki nowelizacji Kodeksu pracy, którą w piątek uchwalił Sejm.

Projekt zakłada, że do stażu pracy będą wliczane nie tylko lata spędzone na etacie, ale również okresy zatrudnienia na umowach zlecenia, prowadzenia działalności gospodarczej czy pracy za granicą. To fundamentalna zmiana, od której zależy m.in. wymiar urlopu, długość okresu wypowiedzenia czy prawo do nagrody jubileuszowej. Zmiana może dotyczyć nawet dwóch milionów osób pracujących w Polsce. Teraz nowelizacja trafi do Senatu.[1]

Mikołaj Makowski, Dyrektor Zarządzający Devire:

Propozycja zmian w Kodeksie pracy dotycząca liczenia stażu zawodowego to potencjalna rewolucja, która – jeśli wejdzie w życie – będzie odczuwalna zarówno przez pracowników, jak i pracodawców. Do tej pory osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych lub prowadzące działalność gospodarczą często czuły się poszkodowane, ponieważ ich doświadczenie nie było formalnie rozpoznawane i nie przekładało się na realne benefity – takie jak dłuższy urlop, wyższe dodatki czy krótszy okres wypowiedzenia. Obecnie jest to wyzwanie zwłaszcza dla osób wykonujących wolne zawody, pracujących w modelu freelance czy działających jako mikroprzedsiębiorcy. Projekt przewiduje teraz, że ich droga zawodowa zostanie w większym stopniu uwzględniona.

Zmiana możę budzić jednak kontrowersje, ponieważ osoby zatrudnione na umowę o pracę nie miały dostępu do innych, często korzystniejszych, form opodatkowania, zadaniowości wykonywania pracy, ulg czy możliwości odstępstw od prawa pracy. Bo na przykład w ramach działalności gospodarczej nic nie stoi na przeszkodzie, aby już od pierwszego dnia wynegocjować 90-dniowy okres wypowiedzenia.

Jeśli przepisy zostaną przyjęte w obecnym kształcie, będą miały duże znaczenie także dla firm. Pracodawcy powinni już teraz przygotować się na ewentualną konieczność weryfikacji i uzupełniania dokumentacji kadrowej, a także na potencjalny wzrost kosztów związanych z urlopami czy świadczeniami. Z drugiej strony zmiana może pozytywnie wpłynąć na rynek pracy – zwiększyć poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa pracowników, a także wyrównać szanse osób, które do tej pory wybierały alternatywne formy zatrudnienia chociaż jest to bez wątpliwości kierunek bardziej regulujący niż liberalizujący rynek pracy.

W perspektywie długoterminowej nowe przepisy mogą doprowadzić do większej transparentności na rynku pracy i zmniejszenia różnic pomiędzy etatem a innymi formami współpracy. To też ważny sygnał dla kandydatów, że każda forma aktywności zawodowej ma realną wartość i – jeśli zmiany wejdą w życie – zostanie doceniona. Dla pracodawców może to oznaczać konieczność nie tylko dostosowania systemów kadrowych, ale też rewizji polityki HR i planowania budżetów.

[1] https://businessinsider.com.pl/prawo/praca/sejm-zmienil-kodeks-pracy-rewolucja-w-liczeniu-stazu-pracy-jakie-korzysci-dla/qje1njx?utm_term=autor_18&utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=onet-page-post&fbclid=IwQ0xDSwMz4i9jbGNrAzPiE2V4dG4DYWVtAjExAAEeMUD7NBG_Od-TTVWnpUM3YgeIJGiIPcOa3uPgpMtc9ZzxBzF1qhgNiHxWRms_aem_BPGwH6EFmGuzSSosid9dWQ&sfnsn=mo

Ponad 60% polskich firm doświadcza opóźnień w płatnościach kontrahentów. Nowe badanie

Z przeprowadzonego wśród przedsiębiorców badania wynika, że w I półroczu br. 28,3% polskich firm nie miało problemów z zaległościami w płatnościach ze strony swoich kontrahentów. 11,1% ankietowanych nie potrafiło tego zdiagnozować. Oznacza to, że ponad 60% biznesów w całym kraju doświadczyło ww. problemów. Najczęściej zadłużenie wobec badanych firm wynosiło średnio 5-20 tys. zł – 12,7%. Dotyczyło to głównie podmiotów zatrudniających 10-50 osób, w branży energetyki i OZE. Dalej w zestawieniu znalazły się zaległości poniżej 5 tys. zł – 11,7%, w granicach 20-40 tys. zł – 11,5%, a także 40-60 tys. zł – 10,1%. Najmniej wskazań miały najwyższe przedziały, tj. 80-100 tys. zł – 4,2%, powyżej 100 tys. zł – 5%, jak również 60-80 tys. zł – 5,5%.

Raport UCE RESEARCH pt. „Zaległości i opóźnienia w płatnościach. I półrocze 2025 r.” przedstawia, jak wyglądają zaległości w płatnościach kontrahentów na rzecz polskich firm. Autorzy raportu przeprowadzili specjalne badanie na ogólnopolskiej próbie ponad pół tysiąca liderów biznesu, w tym m.in. właścicieli firm oraz kadry zarządzającej wyższego szczebla (prezesi, członkowie zarządu i top managementu). Przygotowali 7 przedziałów (od poniżej 5 tys. zł do ponad 100 tys. zł). Respondenci zostali zapytani o to, ile średnio wynosiły zaległości na rzecz reprezentowanych podmiotów w I półroczu br. Chodziło o nieopłacone i zapłacone z opóźnieniem przez ich kontrahentów faktury lub rachunki. Badanie wykazało, że 28,3% firm ten problem nie dotyczył. Z kolei 11,1% ankietowanych nie potrafiło się określić w tej kwestii.

– Zatory płatnicze wciąż uchodzą w Polsce za temat wstydliwy. Przyznanie się do problemów z kontrahentami bywa odbierane jako dowód słabości. Łatwiej udać niewiedzę, niż przyznać, że ściągnięcie pieniędzy od klientów przypomina czasem walkę z wiatrakami. Jeśli właściciel czy menedżer rzeczywiście nie potrafi wskazać, ile pieniędzy zalegają mu kontrahenci, to oznacza, że nie kontroluje przepływów finansowych – stwierdza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeden z konsultantów merytorycznych raportu.

Biorąc pod uwagę ww. przedziały, 12,7% respondentów wskazało od 5 tys. do 20 tys. zł. Jak komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, drugi z konsultantów merytorycznych raportu, na pierwszy rzut oka kwota w tym przedziale może wydawać się niewielka, ale nie dla małych firm, dla których może mieć znaczenie krytyczne. W skali ogólnopolskiej problem jest poważny, ale też w pewien sposób zróżnicowany. Jego znaczenie zależy od wielkości i stabilności danej firmy.

– Dla średniej firmy, obracającej milionami złotych 20 tys. zł, opóźnienia to kwota marginalna. Natomiast dla mikroprzedsiębiorcy taki poziom zaległości może oznaczać brak środków na wypłatę pensji czy opłacenie składek lub podatków. W praktyce kluczowe jest nie tyle nominalne zadłużenie kontrahenta, ile jego udział w miesięcznych przychodach i czas przeterminowania. Jeżeli 5-20 tys. zł odpowiada kilkunastu procentom miesięcznego obrotu i zaległość trwa dłużej niż 60 dni, to realnie zagraża płynności finansowej przedsiębiorstwa – dodaje mec. Adrian Parol.

Ekspert podkreśla też, że kontrahent, któremu nie zapłacono, sam opóźnia swoje zobowiązania. Duże znaczenie ma także strategia zarządzania gotówką. – Część firm celowo wydłuża cykl płatności, traktując wierzycieli jako nieoprocentowane źródło finansowania. Do tego dochodzą spory formalne i reklamacyjne. Kluczowe są też same terminy płatności. Przy bardzo krótkich, wynoszących np. 7-14 dni, opóźnienia są częste, choć zwykle krótkotrwałe. Przy długich, trwających 45-60 dni, kontrahent łatwiej przesuwa płatność jeszcze dalej, bo już na starcie traktuje fakturę jak kredyt kupiecki – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Z badania wynika również, że przedział od 5 tys. do 20 tys. zł wskazały głównie osoby pracujące lub prowadzące firmę w mieście liczącym od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców (wśród nich – 17,2%).  Dotyczyło to respondentów z wykształceniem zasadniczym zawodowym (23,2%), będących na stanowisku founder lub co-founder (24%), z podmiotów zatrudniających od 10 do 50 osób (17,7%), w branży energetyki i OZE (37,5%).

– Osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym często prowadzą biznesy wykonawcze w branżach o wysokiej wrażliwości na brak płynności. Z kolei founderzy i co-founderzy start-upów, chcąc zdobyć rynek, często oferują klientom liberalne warunki płatności. Każda przeterminowana faktura staje się poważnym obciążeniem dla młodego biznesu. Natomiast w branży energetyki i OZE projekty są rozliczane etapami, zależnie od formalnych odbiorów i dokumentacji. Nawet stosunkowo niewielka faktura, jeśli nie zostanie zapłacona w terminie, potrafi zablokować kolejne etapy prac – wylicza mec. Adrian Parol.

Do tego mec. Łukasz Goszczyński uważa, że grupa respondentów, którzy wskazali poziom zaległości w granicach 5-20 tys. zł, raczej nie jest przypadkowa. Łączy ją specyfika działalności i struktura finansowa. – Tego typu firmy mają ograniczone zasoby finansowe. Brakuje im rozbudowanych narzędzi kontroli należności i jednocześnie wykazują dużą wrażliwość na nawet umiarkowane kwoty opóźnionych płatności – zwraca uwagę ekspert z kancelarii GKPG.

Dalej w zestawieniu widnieją zaległości poniżej 5 tys. zł – 11,7%, od 20 tys. do 40 tys. zł – 11,5%, a także od 40 tys. do 60 tys. zł – 10,1%. Patrząc na zebrane dane, mec. Łukasz Goszczyński ostrzega, że nawet relatywnie niewielki z pozoru dług może doprowadzić do spirali zadłużenia oraz poważniejszych konsekwencji, szczególnie małe podmioty.

– Wartości zaległości w przedziałach od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych wprost przekładają się na codzienne decyzje finansowe firm. To właśnie te kwoty, a nie skrajne wartości z najwyższych przedziałów, są najczęściej odpowiedzialne za napięcia w płynności i wymuszają na przedsiębiorcach sięganie po finansowanie pomostowe lub odkładanie własnych płatności – zaznacza mec. Adrian Parol.

Uwzględniając pozycje z ww. listy, najmniej wskazań mają przedziały od 80 tys. do 100 tys. zł – 4,2%, powyżej 100 tys. zł – 5%, a także od 60 tys. do 80 tys. zł – 5,5%. – Zaległości od 60 tys. zł w górę są charakterystyczne dla mniejszej grupy firm, które działają na większych kontraktach, obsługują kilku strategicznych klientów lub operują w branżach kapitałochłonnych – dodaje ekspert.

Jednocześnie wskazuje, że łącznie blisko 15% firm mierzy się z bardzo poważnym problemem płynnościowym. Wysokość tych kwot przekracza granicę, z którą przedsiębiorstwa mogą sobie poradzić w ramach bieżących rezerw. 60, 80 czy 100 tys. zł to często równowartość kilku miesięcznych kosztów pracy, zakupu surowców czy opłat leasingowych. Brak zapłaty jednej faktury może więc zachwiać całą strukturą finansową firmy i zmusić ją do sięgania po kosztowne finansowanie pomostowe, opóźnienia własnych zobowiązań czy nawet wstrzymywania działalności.

– Jeżeli przedsiębiorstwo nie ma zdywersyfikowanego portfela klientów, buforu finansowego ani mechanizmów zabezpieczających, np. zaliczek, faktoringu czy ubezpieczenia należności, to wysokie zaległości mogą w bardzo krótkim czasie przełożyć się na utratę płynności i w konsekwencji – niewypłacalność – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei ekspert z kancelarii GKPG podsumowuje, że dla wielu dużych firm ww. kwoty mogą być kłopotem na poziomie zarządczym, ale niekoniecznie w kwestii krytycznej. Z kolei dla sektora MŚP i mniejszych podmiotów może to być sytuacja mocno podbramkowa, która – pozostawiona bez reakcji i wdrożenia odpowiednich zmian – wprost może doprowadzić do upadłości.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport powstał na kanwie specjalnego badania opinii, przeprowadzonego w ramach projektu pt. „Zaległości i opóźnienia w płatnościach. I półrocze 2025 r.”, metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie ponad pół tysiąca liderów biznesu, w tym m.in. właścicieli firm i kadry zarządzającej wyższego szczebla (prezesi, członkowie zarządu i top managementu).

Jutro ostatni dzień zakupu akcji MCI Capital z prawem do dywidendy

0

Środa, 17 września, to ostatni dzień, w którym można kupić akcje MCI Capital z prawem do rekordowej w historii Spółki dywidendy. Uprawnieni akcjonariusze otrzymają 1,61 zł na akcję, a spółka wypłaci łącznie 84,5 mln zł, co oznacza stopę dywidendy w wysokości 5,3 proc. Dniem dywidendy będzie 19 września. Wypłata wpisuje się w politykę dywidendową MCI na lata 2025–2027, zakładającą regularne i przewidywalne dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszu MCI Capital 26 czerwca br. zdecydowało o dystrybucji do akcjonariuszy 84,5 mln zł, czyli 4 proc. kapitału własnego Spółki. Dywidenda zostanie sfinansowana z zysku netto za 2024 r., uzupełnionego środkami z kapitału zapasowego.

Tegoroczna stopa dywidendy na poziomie 5,3 proc. jest rekordowa i bardzo atrakcyjna dla inwestorów. W tym roku zrealizowaliśmy kilka znaczących wyjść z inwestycji, m.in. z Answear.com, a obecnie finalizujemy transakcję wyjścia z Grupy IAI. Łączna wartość tegorocznych exitów wynosi już ponad 670 mln zł. Chcemy regularnie dzielić się wypracowanym zyskiem z inwestycji z akcjonariuszami – komentuje Tomasz Czechowicz, partner zarządzający MCI Capital.

MCI Capital podkreśla, że 2025 rok może być najlepszym w historii Spółki pod względem wartości zrealizowanych transakcji wyjścia. Zarząd zapowiada kolejne exity, które w latach 2025–2027 mają wygenerować łącznie około 1 mld zł wpływów z inwestycji. Łączna znormalizowana EBITDA spółek portfela w 2024 r. wyniosła 560 mln zł, co pokazuje skalę i jakość aktywów funduszu.

Mocna pozycja płynnościowa i zdywersyfikowany portfel atrakcyjnych spółek technologicznych pozwalają na pozytywnie oceniać perspektywy budowy wartości funduszu. Nadal większość wypracowanych zysków będziemy reinwestować, aby zwiększać długoterminowe zwroty z inwestycji. Mamy cały czas silny pipline nowych projektów i planujemy 2 nowe inwestycje w kolejnych kwartałach. – dodaje Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital.

Zarząd ocenia, że obecne warunki rynkowe sprzyjają zakupom atrakcyjnych spółek i stwarzają dobre możliwości budowy wartości portfela inwestycyjnego funduszu.

Fałszywy konkurs córeczki i likwidacja sklepu – nowe sposoby na okradanie internautów

Oszuści coraz bardziej bezczelni. Metody „na likwidację sklepu” i „oszustwo na konkurs córeczki” zyskują na sile.

Nie ma tygodnia, by oszuści nie sięgali po nowe metody zdobywania pieniędzy. Ofiarami coraz częściej padają osoby młode i w średnik wieku, zupełnie nie spodziewające się, że prosta wiadomość na Facebooku: „Moja córka bierze udział w konkursie. Zagłosujesz?” może okazać się pułapką, która wyczyści nam konto do zera. – Fortele oszustów są sprytne. Ich celem jest sprawienie, że klikniemy w ich komunikat nie podejrzewając, że to oszustwo – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Przegrywamy wojnę z cyberoszustami. Są wyrafinowani, sprytni, mają wiele pomysłów, a my z rozpędu klikamy wszystko jak leci nie myśląc o konsekwencjach – dodaje detektyw.

Oszustwo „na likwidowany sklep” coraz częstsze na forach internetowych

W ostatnim miesiącu detektyw Małgorzata Marczulewska zajmowała się przynajmniej pięcioma przypadkami oszustw internetowych. To już nie są standardowe działania metodą „na wnuczka” – sposoby są bardziej wyrafinowane, a oszustwo jest tak upozorowane, że często trudno jest odróżnić je od prawdy.

Ostatnie metody to „oszustwo na konkurs” i „oszustwo na likwidowany sklep”. W obu przypadkach chodzi o to, by kliknąć w zawirusowany link, który może na naszym telefonie lub komputerze zainstalować złośliwe oprogramowanie, które pozbawi nas oszczędności z konta lub wejście w stan posiadania ważnych informacji na nasz temat.

– Oszustwo „na konkurs” to pułapka na którą dają nabrać się ludzie, którzy nie spodziewają się, że konto ich znajomych może paść ofiarą kradzieży. Pisze do nas znajomy w social mediach i prosi o oddanie głosu na córkę, która startuje w konkursie fotograficznym. Tyle, że konkursu nie ma, a zainfekowany link może nas pozbawić pieniędzy z konta bankowego. To trudna do weryfikacji metoda oszustwa. Musimy czujnie patrzeć na to, jak wyglądają linki w które klikamy. Może warto zapytać: jakie zdjęcia robi Twoja córka? Co słychać? Zanim klikniemy w link sprawdźmy czy piszemy z chatbotem oszustów czy z naszym prawdziwym znajomym – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Oszustwo „na likwidowany sklep” jest jeszcze bardziej perfidne.

– Na forach internetowych pojawiają się grafiki z informacjami, że zamyka się sklep i organizuje całkowitą wyprzedaż np. ubrań albo naczyń. Promocje gigantyczne, a oferta dostępna po kliknięciu w link. Wtedy okazuje się, że promocji nie ma, a my jesteśmy zagrożeni – mówi detektyw Marczulewska.

Każdy chce inwestować w kryptowaluty. Oszuści tylko na to czekają

Nie ma tygodnia, by do agencji detektywistycznych nie trafiały osoby oszukane metodą „na policjanta”, „na wnuczka” czy mające problem z brakiem środków, bo kliknęły w link lub pozwoliły na zainstalowanie oszustom aplikacji, które po prostu dokonywały przelewów z naszych kont. Walka z takimi oszustwami, nawet przy zaangażowaniu detektywów pracujących nad cyberbezpieczeństwem, nie jest łatwa.  Namierzanie oszustów może trwać tygodniami.

– Jeden z popularnych przypadków oszustw, który omawiała cała Polska w ostatnich dniach jest tzw. „oszustwo na inwestora”. Kolejny przykład wykorzystywania faktem, że w obecnym świecie zarabianie pieniędzy przez inwestycje, kryptowaluty czy trading wydaje się bardzo interesujące. Pamiętajmy jednak, że na jednego szczęśliwca przypada znaczne grono tych, którzy pieniędzy w ten sposób nie zarobią, a narażani są na straty i wpływy osób, które wręcz wyłudzają od nich środki.

Tak było ostatnio w Szczecinie.

– Mężczyzna sprzedał dom, by przekazać pieniądze oszukańczemu inwestorowi. Dosłownie przebłysk wątpliwości uratował go przed wielką stratą – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

– Każda taka sprawa powinna być zgłaszana na policję, a w przypadku braku efektów śledztwa do detektywów. To trudne sprawy, ale mamy w tym zakresie wiele sukcesów – dodaje.

Producenci styropianu: przepisy nie mogą faworyzować wełny mineralnej

Projekt nowych Warunków Technicznych to ważny krok w stronę aktualizacji wymagań budowlanych  i poprawy efektywności energetycznej budynków w Polsce. Wątpliwości budzą jednak proponowane zapisy dotyczące bezpieczeństwa pożarowego, które mogą spowodować wzrost kosztów ociepleń i negatywnie wpłynąć na polskie budownictwo. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, w dniu 10 września 2025 r., swoje stanowisko w tej sprawie przedstawiło Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu (PSPS), wspierane przez inne organizacje branżowe.

Nowelizacja Warunków Technicznych – jaki jest kontekst?

Trwają prace nad projektem nowego rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (WT).

Do połowy lipca br. trwały szeroko zakrojone konsultacje publiczne projektu, w trakcie których do MRiT wpłynęło ponad 4 tys. uwag Z uwagi na charakter proponowanych zmian prace nad projektem zostały objęte postępowaniem sprawdzającym i osłoną antykorupcyjną CBA.

Posiedzenie sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, poświęcone „informacji Ministra Finansów i Gospodarki nt. wpływu proponowanych rozwiązań na krajowych producentów materiałów do ociepleń budynków”, które odbyło się 10 września 2025 r. było okazją do debaty na ten temat – nie tylko w gronie polityków, ale również ekspertów branży ociepleń.

„Tak” dla poprawy efektywności energetycznej, „nie” dla wzrostu kosztów ociepleń budynków

W ocenie reprezentowanego przez PSPS środowiska producentów styropianu projekt nowych Warunków Technicznych jest dobry, wyczekiwany przez branżę i pozwala na regulację wielu niezbędnych obszarów.

Kontrowersje budzą propozycje przepisów, które pod pretekstem poprawy bezpieczeństwa pożarowego polskich budynków zmierzają do wyeliminowania z rynku innych niż wełna mineralna materiałów termoizolacyjnych. Chodzi o przepisy wprowadzające obowiązek wykonywania w ociepleniach części budynków pasów i stref z materiałów o klasie reakcji na ogień A1 lub A2 (w praktyce z wełny).

Eksperci wskazują, że skutkiem zmian będzie m.in.:

  • zdecydowany wzrost kosztów i spadek ilości wykonywanych ociepleń;
  • wyższe zużycie energii przez budynki, z uwagi na gorsze parametry termoizolacyjne pasów z wełny niż styropianu;
  • spowolnienie realizacji celów w obszarze termomodernizacji, środowiska i jakości powietrza;
  • wyeliminowanie z rynku tanich i sprawdzonych polskich materiałów izolacyjnych na rzecz drogiej wełny produkowanej przez zagraniczne koncerny;
  • obniżenie trwałości i efektywności dzisiejszych ociepleń;
  • nowe obszary ryzyka dla zdrowia i środowiska, związane ze zwiększonym stosowaniem wełny w ociepleniach i wymaganiami BHP w zakresie jej instalowania (konieczność użycia kombinezonów, masek, rękawic i okularów ochronnych) i późniejszej utylizacji.

Jak powiedział podczas posiedzenia sejmowej komisji Kamil Kiejna, Prezes Zarządu PSPS, przywołując dane z raportu KMPG nt. wpływu producentów styropianu na gospodarkę. – Materiały termoizolacyjne i ocieplenia generują stałe oszczędności w większości polskich budynków – to niższe rachunki dla milionów rodzin i czystsze powietrze. Ocieplenia ze styropianu dominują w Polsce od ponad 50 lat, bo są trwałe, bezpieczne i dostępne cenowo. Polska produkuje rocznie ok. 16 mln m³ styropianu, czyli objętość 20 Pałaców Kultury i Nauki. To efekt pracy ok. 60 firm i 100 fabryk, w większości rodzinnych przedsiębiorstw z polskim kapitałem, które dają zatrudnienie ponad 8 tysiącom osób. W większości, bo w prawie 80% są to małe i średnie przedsiębiorstwa, często rodzinne. Prawie 80% z tych firm to polski kapitał. Całkowity roczny wpływ branży na gospodarkę Polski wynosi niemal 2 miliardy złotych brutto.

Rys. Szacowany wpływ producentów styropianu na polską gospodarkę

PSPS-raport KPMG-wplyw producentow styropianu na gospodarke

Źródło danych: Raport KPMG nt. wpływu producentów styropianu na gospodarkę

Prezes PSPS wskazał, że środowisko popiera większość zmian przewidzianych w projekcie nowych Warunków Technicznych, z wyjątkiem pozbawionych uzasadnienia merytorycznego zmian proponowanych w Dziale VI – Bezpieczeństwo pożarowe. Podkreślił, że przepisy dotyczące izolacji budynków z uwagi na bezpieczeństwo pożarowe nie mogą faworyzować jednego materiału, negatywnie wpływać na konkurencję, pozostawać w sprzeczności z wymaganiami efektywności energetycznej i doświadczeniami największego rynku ociepleń w Europie. Ewentualne zmiany powinny opierać się na twardych danych, wynikach badań i zasadzie neutralności technologicznej.

Podobne do PSPS postulaty prezentowali podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, również przedstawiciele innych, związanych z branżą ociepleń organizacji: Polskiego Związku Producentów i Przetwórców Izolacji Poliuretanowych PUR i PIR „SIPUR”, Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego oraz Polskiego Związku Producentów Płyt Warstwowych.

Polska i Czechy wśród najczęściej atakowanych krajów przez hakerów

Polska i Czechy należą dziś do europejskiej czołówki krajów najbardziej narażonych na ataki cybernetyczne. Podczas gdy średnio co tydzień hakerzy atakują europejskie kraje ponad 1.600 razy, w szczytowym momencie Czechach doszło do blisko 2.500 to w Polsce do ponad 2.300 ataków tygodniowo – wskazuje najnowszy raport Global Threat Intelligence Report firmy Check Point Software Technologies.

Z raportu wynika, że organizacje na całym świecie mierzą się średnio z 1 994 cyberatakami tygodniowo. To wzrost o 10% rok do roku, co potwierdza, że globalny krajobraz zagrożeń cybernetycznych nadal utrzymuje się na historycznie wysokim poziomie. Najczęściej atakowanym regionem jest Afryka, gdzie odnotowuje się ponad 3.200 ataków tygodniowo, następnie region Azji i Pacyfiku (2.877 tygodniowo) oraz Ameryka Łacińska (2.865 tygodniowo). Dane te to efekt szybkiego procesu cyfryzacji oraz nierównomiernych inwestycje w zabezpieczenia IT w poszczególnych krajach. Europa, z średnią 1.685 ataków tygodniowo, wydaje się stosunkowo bezpieczna, jednak kraje takie jak Czechy czy Polska stają się coraz bardziej narażone na cyberataki – podkreślają analitycy firmy Check Point.

Polska i Czechy na celowniku hakerów

Choć wolumen ataków w Europie był nieco niższy niż w niektórych innych regionach, to właśnie tutaj odnotowano drugi, największy wzrost rok do roku – 13%, co czyni kontynent najbardziej dynamicznie rosnącym celem cyberprzestępców. Średnia europejska (1,685 ataków) zawyżana jest prze kraje naszego regionu Europy Centralnej (CEE), w tym Czechy i Polskę.

Okazuje się, że Polska plasuje się na 2 miejscu wśród państw naszego regionu geograficznego. Najwięcej ataków kierowane jest obecnie na Czechy (2.198), Polskę (1.811), Węgry (1.800), Słowację (1.750). Dla porównania Niemcy odpierają tygodniowo 1.237 ataków. Jak wynika z danych Global Threat Intelligence Report firmy Check Point, Polska odnotowała w szczytowym momencie ostatnich tygodni ponad 2.300 ataków na instytucje rządowe i energetyczne (przy średniej wyniosła 1.811). Podobnie było w Czechach, gdzie w szczytowym momencie liczba ataków zbliżyła się do 2.500 tygodniowo (ataki na sektor rządowy i finansowy, przy średniej 2.198).

– Cyberataki nasilają się zarówno pod względem liczby, jak i skutków. Atakujący uderzają tam, gdzie mogą wywrzeć największy wpływ – w edukację, telekomunikację czy rolnictwo. To sygnał, że musimy stawiać na prewencję i strategie oparte na sztucznej inteligencji – komentuje Omer Dembinsky z Check Point Research.

Podczas, gdy globalnie najczęściej atakowanym sektorem jest edukacja (4.000 ataków tygodniowo), to w Polsce najbardziej zagrożonym sektorem jest energetyka, użyteczność publiczna i infrastruktura strategiczno – rządowa (2.200-2.300 ataków).Polska i Czechy wśród najczęściej atakowanych krajów przez hakerów

– Polska, z racji swojej pozycji geopolitycznej oraz aktywnego zaangażowania w działania wspierające Ukrainę, znajduje się w centrum zainteresowania różnego rodzaju organizacji cyberprzestępczych. Stąd należy stale mieć na uwadze monitoring wszelkich punktów dostępu do sieci rządowych, firmowych i prywatnych oraz zabezpieczania infrastruktury przed niebezpiecznymi próbami zakłócenia sprawnego funkcjonowania państwa – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

Jak wskazują autorzy raportu Global Threat Intelligence Report, nadal istotnym problemem jest rosnąca na całym świecie skala ataków dla okupu (ransomware). W sierpniu zgłoszono ponad 530 incydentów na całym świecie, co oznacza 14-proc. wzrost rok do roku. Najwięcej ataków dla okupu miało miejsce w USA (57% zgłoszonych przypadków), oraz w Europie 24%. Najbardziej ucierpiały przemysł wytwórczy, usługi biznesowe i budownictwo, ale coraz częściej atakowane są też szpitale i sektor edukacyjny.

1,7 mld zł wartości dodanej z Ekstraklasy – ekonomiczna siła polskiego futbolu

0

Rozgrywki piłkarskie PKO Bank Polski Ekstraklasy od lat są nie tylko źródłem emocji sportowych, lecz także ważnym elementem polskiej gospodarki. Jak pokazuje najnowszy raport „Ekstraklasa – kibice, kluby i miasto, miliardowe wspólne korzyści” przygotowany przez ekspertów PwC Polska, działalność najwyższej ligi piłkarskiej generuje wartość dodaną rzędu 1,7 miliarda złotych rocznie. To efekt zarówno działalności samych klubów, jak i wydatków kibiców związanych z uczestnictwem w meczach. Warto przyjrzeć się bliżej, w jaki sposób futbol ligowy wpływa na polską gospodarkę, rynek pracy, finanse publiczne oraz życie społeczne i kulturalne.

Ekstraklasa w liczbach – gospodarczy potencjał ligi

Według raportu PwC, łączna wartość dodana, jaką Ekstraklasa wnosi do gospodarki, to wspomniane 1,7 mld zł rocznie. Składa się na to:

  • 948 mln złotych wygenerowanych przez działalność klubów piłkarskich,
  • ponad 715 mln złotych rocznych wydatków kibiców na uczestnictwo w meczach (z wyłączeniem biletów i karnetów, które są już uwzględnione w przychodach klubów).

Do tego dochodzą wpływy podatkowe dla budżetu państwa na poziomie 594 mln zł rocznie oraz niemal 9,3 tys. miejsc pracy stworzonych i utrzymywanych dzięki Ekstraklasie.

Takie liczby pokazują, że liga nie jest jedynie sportową atrakcją, lecz także poważnym sektorem gospodarczym o znaczącym wpływie na wiele branż i regionów w Polsce.

Struktura wydatków kibiców – jak piłka napędza konsumpcję

Badania ankietowe przeprowadzone wśród kibiców wykazały, że statystyczny fan Ekstraklasy wydaje średnio 227 zł podczas wizyty na meczu swojej drużyny. Wydatki te dzielą się na kilka kategorii:

  • 55 zł – produkty spożywcze, napoje, gastronomia,
  • 61 zł – transport,
  • 91 zł – inne wydatki (np. gadżety, pamiątki, rekreacja).

Łącznie daje to kwotę przekraczającą 911 mln zł rocznie, gdy zestawi się ją z frekwencją stadionową. To pieniądze, które zasilają lokalne biznesy – restauracje, bary, firmy transportowe, punkty usługowe czy hotele. Dla wielu miast obecność klubu Ekstraklasy oznacza więc nie tylko sportowe prestiże, ale także dodatkowy impuls gospodarczy.

Kluby jako ambasadorzy miast

Eksperci PwC podkreślają, że kluby piłkarskie są ambasadorami swoich miast, zwiększając ich rozpoznawalność i przyciągając turystów. Mecze przyciągają bowiem nie tylko mieszkańców, ale także kibiców z innych regionów. Szacunki wskazują, że w sezonie 2024/25 ruch turystyczny związany z Ekstraklasą wyniósł ponad 1,8 mln osób, z czego 450 tys. stanowili przyjezdni spoza regionów, w których odbywały się mecze.

Oznacza to, że Ekstraklasa odpowiadała za 11% uczestników wszystkich imprez sportowych masowych w Polsce w 2023 roku oraz za 2,5% prywatnych wyjazdów turystycznych Polaków w tym samym czasie. W przeliczeniu na pieniądze – turystyka meczowa wygenerowała 530 mln zł popytu na usługi rekreacyjne i turystyczne, co stanowiło prawie 5% wydatków Polaków w tej kategorii.

Liderzy w tworzeniu wartości dodanej

Analiza PwC pokazuje również, że nie wszystkie kluby Ekstraklasy mają jednakowy wpływ na gospodarkę. Największe znaczenie mają drużyny z dużych budżetów i rzeszą kibiców:

  • Legia Warszawa – 306,8 mln zł wartości dodanej (18,4% całej ligi),
  • Lech Poznań – 206,7 mln zł (12,4%),
  • Pogoń Szczecin – 141,6 mln zł (8,5%).

Te trzy kluby odpowiadają łącznie za prawie 40% całkowitej wartości dodanej Ekstraklasy. Jednak również mniejsze drużyny mają istotny wpływ na lokalne gospodarki – szczególnie w mniejszych miastach, gdzie kluby stanowią ważny element lokalnej tożsamości i wspólnoty.

Wkład w lokalne PKB – przykłady z miast

Pod względem udziału w produkcie krajowym brutto (PKB) poszczególnych miast najlepiej wypadają:

  • Zagłębie Lubin – generuje 1,2% PKB Lubina,
  • Górnik Zabrze – 0,8% PKB Zabrza,
  • Raków Częstochowa, Korona Kielce i Stal Mielec – ok. 0,4% PKB swoich miast.

Widać więc, że w niektórych miejscowościach piłka nożna jest jednym z głównych motorów rozwoju gospodarczego, a mecze stanowią wydarzenia o randze wykraczającej poza sport.

Ekstraklasa a rynek pracy

Według raportu, rozgrywki Ekstraklasy przyczyniają się do stworzenia i utrzymania 9,3 tys. miejsc pracy. Składają się na to:

  • 4,7 tys. miejsc pracy bezpośrednio dzięki działalności klubów (pracownicy biurowi, trenerzy, obsługa stadionowa, personel techniczny, marketingowcy),
  • 4,6 tys. miejsc pracy w sektorach powiązanych, stworzonych w wyniku wydatków kibiców (gastronomia, transport, usługi ochroniarskie, handel detaliczny).

Każdy mecz ligowy to setki osób zatrudnionych przy jego organizacji – od stewardów i ochroniarzy po pracowników gastronomii i mediów. Liga staje się więc także ważnym pracodawcą i stabilizatorem rynku pracy w wielu regionach.

Branże korzystające na Ekstraklasie

Eksperci PwC wyróżnili główne sektory, które czerpią największą wartość dodaną z działalności klubów i kibiców:

  • handel detaliczny – sprzedaż gadżetów, odzieży sportowej, pamiątek,
  • działalność sportowa i rekreacyjna – akademie piłkarskie, szkoły sportowe,
  • rozrywka i rekreacja – koncerty, eventy towarzyszące,
  • gastronomia i zakwaterowanie – bary, restauracje, hotele,
  • transport – przewoźnicy lokalni i ogólnopolscy,
  • usługi ochroniarskie i administracyjne – obsługa stadionów i wydarzeń.

To szerokie spektrum pokazuje, że piłka nożna jest czynnikiem napędzającym wiele różnych branż i wspierającym zróżnicowany rozwój gospodarczy.

Społeczny wymiar Ekstraklasy

Poza liczbami i wskaźnikami ekonomicznymi nie można zapominać o roli społecznej. Kluby Ekstraklasy to nie tylko przedsiębiorstwa, ale także centra integracji lokalnych społeczności. Dla wielu mieszkańców są powodem do dumy, a mecze stanowią rytuał budujący więzi rodzinne i sąsiedzkie.

Jak podkreśla Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA, kluby inwestują rocznie ponad 25 mln zł w kształcenie dzieci i młodzieży, a dodatkowe środki dokładają same. Działalność ta ma wymiar długofalowy – propagowanie zdrowego stylu życia i sportu wśród młodych ludzi może przynieść wielomiliardowe oszczędności w służbie zdrowia w przyszłości.

Edukacja, zdrowie i wartości

Działalność klubów to również działania wychowawcze – promowanie dyscypliny, pracy zespołowej i ducha fair play. Dla dzieci i młodzieży akademie piłkarskie są często pierwszym miejscem, gdzie uczą się regularnej aktywności fizycznej i zasad zdrowego współzawodnictwa. To wartości trudne do osiągnięcia w innym środowisku, a piłka nożna staje się narzędziem edukacyjnym i profilaktycznym.

Rekomendacje PwC – jak rozwijać polską ligę?

Aby w pełni wykorzystać potencjał Ekstraklasy, PwC przygotowało zestaw rekomendacji opartych na najlepszych praktykach zagranicznych:

  1. Dialog i współpraca między klubami – tworzenie wspólnych projektów sponsorskich i partnerskich, co wzmacnia całą ligę.
  2. Rozbudowa oferty dnia meczowego – atrakcyjne strefy dla kibiców, gastronomia, widowiskowe oprawy, które zwiększają lojalność fanów i przyciągają sponsorów.
  3. Uspójnienie zasad wydatkowania środków publicznych – większa transparentność, opracowanie katalogu dobrych praktyk w zakresie inwestycji w infrastrukturę, akademie i profesjonalizację kadr.
  4. System zachęt dla prywatnych firm – np. możliwość zaliczania wydatków na sponsoring sportu i kultury do kosztów podatkowych, co zwiększyłoby kapitał prywatny w finansowaniu klubów (na wzór Wielkiej Brytanii).

Wdrożenie tych rekomendacji mogłoby sprawić, że Ekstraklasa nie tylko utrzyma obecny poziom, ale także stanie się bardziej konkurencyjna wobec lig zagranicznych.

Piłka nożna jako element kultury i gospodarki

Ekstraklasa to dziś nie tylko sport – to ekosystem łączący gospodarkę, kulturę i społeczeństwo. Wpływa na rozwój miast, wspiera lokalne przedsiębiorstwa, integruje społeczności, edukuje młodzież i promuje Polskę na arenie międzynarodowej.

Raport PwC jasno pokazuje, że wartość ligi wykracza daleko poza murawę stadionów. Ekstraklasa to 1,7 miliarda złotych rocznie dla gospodarki, prawie 600 milionów zł wpływów podatkowych i 9,3 tys. miejsc pracy – ale też wartości niemierzalne: emocje, tożsamość lokalna i wspólnota.

Mniej dłużników, większe zaległości – obraz kondycji finansowej polskich przedsiębiorstw

Coraz więcej polskich przedsiębiorstw deklaruje posiadanie rezerw finansowych na wypadek nieprzewidzianych sytuacji – wynika z najnowszego badania BIG InfoMonitor i BIK. Zabezpieczenie na trudniejsze czasy ma już 68 proc. firm, co oznacza wzrost o 8 punktów procentowych względem roku 2023. Jednak zgromadzone środki często nie są wystarczające, a równocześnie rośnie wartość niespłaconych zobowiązań w gospodarce.

Poduszki finansowe przedsiębiorstw

Z badania wynika, że:

  • 33 proc. firm posiada rezerwy wystarczające na utrzymanie działalności przez pół roku,
  • 29 proc. przedsiębiorstw deklaruje zabezpieczenie na okres 2–3 miesięcy,
  • 23 proc. firm nie ma żadnych oszczędności – to poprawa względem 2023 r., kiedy taką sytuację wskazywał co trzeci badany.

Najlepiej przygotowana na nieoczekiwane trudności jest branża usługowa (78 proc. firm posiada rezerwy) oraz przemysł (74 proc.). Najsłabiej wypada budownictwo, gdzie jedynie 48 proc. przedsiębiorstw ma jakiekolwiek zabezpieczenie finansowe, a także transport – 53 proc.

– Większa liczba firm posiadających rezerwy świadczy o rosnącej świadomości ryzyka i potrzebie utrzymania płynności. To efekt doświadczeń z pandemii i okresu wysokiej inflacji. Jednak brak oszczędności w przypadku 23 proc. firm wciąż oznacza wysoką podatność na kryzysy – podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Zadłużenie przedsiębiorstw – mniej dłużników, ale większe zaległości

Choć liczba niesolidnych płatników spada, to całkowita wartość zadłużenia rośnie. Po pierwszym półroczu 2025 roku:

  • zaległości firm sięgają 45,3 mld zł,
  • liczba nierzetelnych płatników wynosi 318 tys., czyli o 5 662 mniej niż rok wcześniej,
  • średnia wartość zadłużenia przypadająca na jedną firmę wzrosła do 142,3 tys. zł wobec 137,3 tys. zł rok wcześniej.

Największe problemy ze spłatami mają:

  • handel – 9,1 mld zł zaległości,
  • przemysł – 7,4 mld zł,
  • budownictwo – 5,8 mld zł,
  • transport i magazyny – 3,3 mld zł,
  • rynek nieruchomości – 2,8 mld zł.

Wartość zaległości przekroczyła również 2 mld zł w sektorze HoReCa, a w finansach i ubezpieczeniach sięga 1 mld zł.

– Choć część firm znika z rejestru dłużników, te które pozostają, mają coraz większe problemy finansowe. To zwiększa ryzyko efektu domina, w którym niewypłacalność jednej firmy prowadzi do kłopotów kolejnych – zaznacza Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Gospodarka wspiera stabilność, ale ryzyka pozostają

Na wolniejsze tempo przyrostu zadłużenia wpływa dobra koniunktura gospodarcza – wzrost PKB powyżej 3 proc., spadek inflacji i obniżka stóp procentowych o 0,5 pkt proc. w ostatnich 12 miesiącach. Niemniej, niektóre branże pozostają szczególnie narażone na ryzyko płynnościowe. W transporcie i magazynowaniu aż 8,6 proc. firm to niesolidni płatnicy, podobnie wysokie wskaźniki notują górnictwo, sektor wodno-ściekowy czy HoReCa.

Salesforce: AI priorytetem dla liderów branży dóbr konsumpcyjnych w 2025 r.

Rok 2025 okazuje się jednym z najtrudniejszych dla firm z sektora dóbr konsumpcyjnych – wynika z najnowszego raportu Salesforce Consumer Goods Industry Insights. Słabnąca pewność konsumentów, coraz bardziej złożone ścieżki dotarcia do rynku, malejąca skuteczność tradycyjnych strategii zwiększania przychodów oraz zmiany makroekonomiczne – wszystko to wywiera presję na marże. Nic więc dziwnego, że ponad połowa liderów (54%) twierdzi, że w tym roku osiągnięcie stabilnego wzrostu będzie trudniejsze niż wcześ…

W odpowiedzi liderzy stawiają na sztuczną inteligencję. Prawie 9 na 10 uważa, że agenci AI – czyli autonomiczne jednostki sztucznej inteligencji zdolne do samodzielnego działania – będą niezbędni, by utrzymać konkurencyjność w ciągu najbliższych dwóch lat, a 88% spodziewa się, że bezpośrednio podniosą słupki sprzedaży.

Zmiany w polityce gospodarczej uderzają w liderów branży – podwyżki cen to ostateczność… na razie

Spośród wielu czynników obciążających marże, niemal wszyscy liderzy (98%) wskazują zmiany w polityce gospodarczej, takie jak cła, które wpływają na zaopatrzenie, działalność i marże.

W odpowiedzi firmy dostosowują strategie zaopatrzeniowe, zmieniają opakowania produktów lub relokują działalność. Przerzucanie kosztów na konsumentów wciąż traktowane jest jako ostateczność, choć nasilająca się presja na marże może wkrótce nie pozostawić firmom innego wyboru.

Zdolność sztucznej inteligencji do przyspieszania i wspierania naszych działań ma kluczowe znaczenie w czasach zmian” – mówi Michelle Grant, Director RCG Insights w Salesforce. – „Niezależnie od tego, czy firmy dostosowują strategie zaopatrzenia, negocjują z dostawcami czy absorbują dodatkowe koszty, AI może analizować wzorce popytu, aby optymalizować priorytety produktowe, wskazywać zespołom terenowym strategie sprzedaży detalicznej i dokładniej prognozować zapotrzebowanie, umożliwiając markom podejmowanie mądrzejszych decyzji.

Liderzy stawiają na sztuczną inteligencję – w tym agentów AI – aby osiągnąć wzrost, efektywność i innowacje

Mimo presji zewnętrznej, liderzy branży dóbr konsumpcyjnych koncentrują się przede wszystkim na sztucznej inteligencji, uznając ją w tym roku zarówno za największe wyzwanie, jak i największą szansę.

Liderzy spodziewają się, że do 2027 roku agenci AI będą niezbędni:

  • 89% liderów uważa, że agenci AI będą konieczni, by utrzymać konkurencyjność w ciągu dwóch lat.
  • 90% spodziewa się rosnących inwestycji w agentów AI w swoich firmach.
  • 88% wierzy, że agenci AI pomogą zwiększyć sprzedaż.

Poza wzrostem przychodów liderzy oczekują, że agenci AI wesprą również prace kreatywne – od tworzenia i optymalizacji promocji handlowych po rozwój nowych produktów – czyniąc z AI motor rentowności i innowacji.

Tradycyjne promocje handlowe tracą na opłacalności, a personalizacja wspierana przez AI daje lepsze efekty

Promocje handlowe to jedne z największych wydatków w sektorze dóbr konsumpcyjnych, a jednak mniej niż połowa (46%) przynosi dodatni zwrot z inwestycji – i wskaźnik ten od lat pozostaje bez zmian.

Choć promocje handlowe są kluczowe dla konkurowania na rynku i zwiększania sprzedaży, ich wysokie koszty i nierówne wyniki sugerują, że tradycyjne taktyki mogą osiągać swoje granice.

Nowe podejścia, takie jak oferty spersonalizowane z wykorzystaniem AI oraz danych, przynoszą najlepsze rezultaty spośród wszystkich działań promocyjnych, przewyższając skutecznością programy lojalnościowe o niemal 20 punktów procentowych.

W 2025 roku podwyżki cen, masowe promocje czy standardowy asortyment nie zagwarantują wzrostu. Dziś liczy się precyzja: dane, strategiczne promocje handlowe i agenci AI, dzięki którym każdy etap – od fabryki aż po konsumenta – może stać się okazją do generowania przychodów” – podsumowuje Michelle Grant, Director RCG Insights w Salesforce.

Metodologia

Dane pochodzą z podwójnie anonimowej ankiety przeprowadzonej wśród 2400 decydentów z branży dóbr konsumpcyjnych w Australii, Brazylii, Kanadzie, Francji, Niemczech, Indiach, Włoszech, Japonii, Meksyku, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie zostało przeprowadzone w dniach od 1 maja do 12 czerwca 2025 r. Wszyscy respondenci zostali zrekrutowani za pośrednictwem zewnętrznego panelu badawczego. Szczegółowe informacje znajdują się w raporcie.

Trzecia emisja zielonych obligacji 7R zakończona sukcesem

0

7R zakończył trzecią fazę emisji zielonych obligacji, pozyskując od początku roku łącznie około 77 mln euro. To istotny etap realizacji programu obligacyjnego o wartości 100 mln euro.

To trzecia emisja w tym roku. Zainteresowanie inwestorów jest wciąż duże, co pokazuje zaufanie do naszej strategii i zdolności do realizacji celów. Dzięki pozyskanemu kapitałowi nabyliśmy i zabezpieczyliśmy działki pod projekty o łącznej powierzchni ok. 400 tys. GLA w kluczowych lokalizacjach w Polsce – powiedział Tomasz Mika, CFO i Członek Zarządu 7R.

Realizowane projekty spełnią rygorystyczne standardy środowiskowe, wymagane do uzyskania certyfikatu BREEAM na poziomie minimum Excellent oraz przekraczające lokalne normy Nearly Zero Energy Building (NZEB) o co najmniej 10 procent. 7R posiada doświadczenie w realizacji takich inwestycji, czego dowodem jest linia 7R Green Saver. Dzięki pozyskanym środkom spółka przyczyni się do realizacji unijnych celów w zakresie ochrony klimatu oraz Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Obligacje zostały wyemitowane w ramach 7R Green Finance Framework, zgodnego z międzynarodowymi standardami ICMA Green Bond Principles oraz LMA Green Loan Principles, co zapewnia pełną przejrzystość i odpowiedzialność finansową. Wyłącznym organizatorem emisji w ramach programu jest Michael / Ström Dom Maklerski. Obligacje emitowane na rynku Catalyst, co dodatkowo podkreśla zaangażowanie 7R w rozwój w zgodzie z zasadami zrównoważonego finansowania.

Wzrost rentowności i stabilny EBIT – Selena podsumowuje I półrocze

Grupa Selena utrzymała stabilne wyniki finansowe. Firma wypracowała 19,6 mln euro zysku z działalności operacyjnej EBIT, co stanowi 18,6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Wypracowane wyniki Grupy Selena jednoznacznie potwierdzają poprawność przyjętych przez firmę celów rozwojowych i kierunków zarządczych w świetle wciąż dużej dynamiki otoczenia rynkowego.

Pomimo optymistycznych prognoz analityków, w pierwszym półroczu 2025 roku, polskiemu rynkowi budowlanemu nadal nie udało się osiągnąć istotnego odbicia i efektywnie stawić czoła niekorzystnym czynnikom mikro- i makroekonomicznym jak wysoka inflacja, kosztowne kredyty oraz ceny surowców i robót montażowo-budowlanych.

Widać to wyraźnie w ostatnich danych GUS, z których wynika, że produkcja budowlano-montażowa w pierwszym półroczu 2025 roku była o 0,7 proc. niższa w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Spadki widać też w analizie rynku mieszkaniowego. W pierwszym półroczu 2025 r. oddano do użytkowania o 3,5 proc. mniej mieszkań niż w analogicznym okresie ub. roku. Spadła również liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym (o 15,8 proc.) oraz liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto (o 9,5 proc.).

Wymienione wyżej statystyki potwierdzają, że otoczenie rynkowe nie stwarza dla firm powiązanych z sektorem budowlanym sprzyjających warunków do rozwoju.

– Niepewność branży w pierwszym półroczu potęgowały też wydarzenia na poziomie globalnym, zwłaszcza zmienność sytuacji w obszarze finalnego poziomu taryf celnych. Dla naszej grupy, posiadającej swoje spółki w 19 krajach świata, w tym w USA, które pozostają dla nas jednym z kluczowych rynków, miało to duże znaczenie. – podsumowuje Sławomir Majchrowski, prezes zarządu Grupy Selena. – Mimo to wyniki finansowe naszej spółki z pierwszego półrocza 2025 roku pozostają w trendzie wzrostu – zaznacza Sławomir Majchrowski.

W pierwszych sześciu miesiącach roku firma wypracowała zysk z działalności operacyjnej EBIT na poziomie 19,6 mln euro, co odpowiada wzrostowi o 18,6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2024 roku. Spółka osiągnęła też 70,9 mln zysku brutto ze sprzedaży, czyli o 2,5 proc. więcej, w ujęciu r/r.

Grupa Selena zamyka pierwsze półrocze 2025 roku z rentownością na poziomie 34,9 proc., czyli na poziomie o 0,8 p.p. wyższym w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (34,1 proc.).

Stabilne wyniki finansowe Grupy Selena w pierwszym półroczu to efekt precyzyjnego ustalenia i sukcesywnej realizacji obranych celów i kierunków zarządczych firmy. Ich główną oś od dłuższego czasu stanowi dwutorowy rozwój – poprzez naturalną ekspansję produktową w głównych kategoriach jak pianokleje, piany, silikony, kleje czy produkty hybrydowe, ale także poprzez skalowanie biznesu na drodze fuzji i przejęć, w tym we względnie nowych dla Grupy Selena segmentach branży jak termoizolacja.

– Rozwój firmy dzięki fuzjom i przejęciom jest obecnie jednym z priorytetowych obszarów, zwłaszcza ze względu na wciąż słabą koniunkturę. To dzięki międzynarodowej ekspansji firma może myśleć o zwiększeniu skali działalności, marży, poszerzeniu obecności na światowych rynkach i tym samym poprawie konkurencyjności – zauważa Sławomir Majchrowski. – Wymaga to jednak bardzo wysokiego poziomu skoordynowania procesów wewnętrznych i zarządzania nimi – dodaje prezes Grupy Selena.

W tym obszarze Grupa Selena ma jednak bogate doświadczenie. Wysoką jakość zarządzania Seleny i jej stabilną pozycję jako lidera branży budowlanej w Polsce potwierdza fakt, że firma już trzeci rok z rzędu pomyślnie przeszła wymagający proces recertyfikacji i znalazła się w elitarnym gronie laureatów programu Best Managed Companies Poland 2025, organizowanego przez firmę doradczą Deloitte.

– Tego typu wyróżnienia motywują, aby inwestując w rozwój firmy dbać też o przemyślaną strukturę wewnętrzną i rozbudowę silnego managementu, opartego na sprawnych managerach, rozumiejących meandry zarządzania i koordynacji na poziomie międzynarodowym, w tym w dziedzinie finansów – zauważa Sławomir Majchrowski. – Pierwsze półrocze 2025 roku także i w tym obszarze przyniosło Grupie Selena istotne zmiany. Z dniem 1 września funkcję Członka Zarządu ds. finansowych (CFO) objął Aleksander Solski. To doświadczony manager, który swoją szeroką wiedzę i praktykę zdobywał pełniąc kluczowe role w zespołach finansowych przedsiębiorstw o międzynarodowym zasięgu. Jestem pewny, że w obliczu wyzwań jakie czekają Grupę Selena w najbliższym czasie w związku z licznymi, rozpoczętymi już procesami M&A, jego doświadczenie zawodowe istotnie wpłynie na utrzymanie dobrych praktyk w zakresie zarządzania finansami globalnej spółki jaką jest Grupa Selena – mówi Sławomir Majchrowski.

Przez ponad 20 lat Aleksander Solski był związany z międzynarodowym koncernem Unilever, awansując w strukturach firmy do stanowiska Vice President Finance na region Europy Wschodniej, w skład którego wchodziło 20 rynków.

– Przed Seleną wiele szans i wyzwań. Moim zadaniem jako nowego Członka Zarządu, będzie wsparcie spółki w utrzymaniu rentownego wzrostu, co w obliczu intensyfikacji działań w obszarze M&A nabiera jeszcze innego wymiaru. Liczę, że moje dotychczasowe doświadczenia pracy w oddziałach finansowych firm w różnych częściach świata i poznanie specyfiki raportowania finansowego na poziomie grupy, zaprocentuje w mojej pracy dla Grupy Selena – zapowiada Aleksander Solski, nowo powołany CFO Grupy Selena.

Plany Grupy Selena na kolejne miesiące 2025 roku zakładają kontynuację obranych celów i kierunków rozwoju. Firma będzie skupiać się na dalszej dywersyfikacji swojego portfolio w oparciu o fuzje i przejęcia – zarówno na poziomie krajowym, jak i globalnym, wspartej inicjatywami marketingowymi, promującymi najwyższą jakość produktów, dostosowanych do potrzeb profesjonalnych wykonawców budowlanych.

Instytucje finansowe w Europie pod ostrzałem cyberataków – 20,8 mld przypadków w 2024 r.

Cyberataki na instytucje finansowe w Europie stają się coraz bardziej zaawansowane. Według raportu Fortinet[1] to trzecia najczęściej atakowana europejska branża – zaraz po administracji publicznej i transporcie. W 2024 r. należące do niej przedsiębiorstwa w regionie EMEA odnotowały 20,8 mld przypadków złośliwej aktywności i 308,9 mln incydentów związanych z botnetami. Ta nieustająca fala cyfrowej przestępczości powoduje niestabilność instytucji finansowych oraz zwiększa presję na rządy. Rosnąca skala zagrożeń idzie w parze z niedoborem specjalistów oraz rewolucją kwantową, co rodzi kolejne wyzwania.

Instytucje finansowe, takie jak komercyjne banki, fintechy czy operatorzy infrastruktury płatniczej, są ważnymi ogniwami łańcucha gospodarki państw. Dlatego stanowią jeden z głównych celów cyberprzestępców. Najczęściej występującymi, kierowanymi przeciwko nim incydentami, są: ransomware, kradzież danych oraz ataki DDoS, czyli celowe przeciążenie serwera lub sieci ogromną liczbą zapytań z wielu źródeł, aby uniemożliwić normalne działanie usług. W ciągu 1,5 roku instytucje finansowe krajów UE i europejskich, ale nienależących do wspólnoty (takich jak Albania, Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Ukraina i Wielka Brytania), były celem miliardów prób ataku i musiały mierzyć się ze skutkami aż 488 poważnych cyfrowych incydentów. W pierwszej połowie 2025 r. liczba zidentyfikowanych podmiotów, które stanowiły zagrożenie, wzrosła aż o 400%.

Sytuację utrudnia fakt, że wciąż pojawiają się nowe zagrożenia, zwłaszcza w obszarze bankowości mobilnej. W niektórych z takich ataków przestępcy potrafią całkowicie przejąć kontrolę nad urządzeniem użytkownika. Jak wskazuje raport ENISA[2], liczba rodzin złośliwego oprogramowania, które atakują aplikacje dla smartfonów wzrosła globalnie o 200% na przestrzeni 1,5 roku. Zjawisko to jest widoczne także w Polsce – według danych CSIRT KNF[3], w 2024 roku wykryto m.in. kampanię malware „Godfather”, w ramach której podszywano się pod popularne aplikacje bankowe. Złośliwe oprogramowanie przechwytywało dane logowania oraz SMS-y autoryzacyjne i pozwalało cyberprzestępcom na zdalny dostęp do telefonu, przejmowanie kontroli nad rachunkami bankowymi oraz przeprowadzanie transakcji bez wiedzy użytkownika.

Trening „na miejscu” jako remedium luki kadrowej

Jednym z największych problemów, które utrudniają skuteczną ochronę przed zagrożeniami, jest niedobór wykwalifikowanej w obszarze cyberbezpieczeństwa kadry. Według raportu Fortinet[4], aż 58% osób decyzyjnych w działach IT europejskich instytucji finansowych przyznaje, że to właśnie braki kompetencyjne są głównym powodem przypadków naruszeń systemów ochrony. Co więcej, luka kadrowa pogłębia się – w 2024 roku liczba pracowników zajmujących się cyberbezpieczeństwem w Europie zmniejszyła się o 0,7% w ujęciu rok do roku. Ale brak umiejętności technicznych nie jest jedynym problemem – na zatrudnienie w branży usług finansowych w całej Europie wpływa również zmieniający się charakter samego cyberbezpieczeństwa i otoczenia regulacyjnego. Placówki finansowe musza spełniać wymogi dotyczące cyfrowej odporności i radzić sobie z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji.

Gdy firmy potrzebują umiejętności związanych z 5G lub GenAI, rekrutują specjalistów zajmujących się konkretnie tymi zagadnieniami. To natychmiastowo zaspokaja potrzebę, ale także stawia na ważnym dla aspektów bezpieczeństwa stanowisku nową osobę, która niewiele wie o kulturze i strukturze przedsiębiorstwa. Taki pracownik nie mówi językiem bankiera, nie ma wiedzy na temat ubezpieczeń. W momencie wdrażania nowych systemów ochronnych może też pojawić się naturalny opór ze strony zespołu, który wcześniej miał pełny dostęp do wszystkich zasobów, a teraz wprowadzanie danych uwierzytelniających wymagane jest co godzinę. Kluczowa staje się umiejętność wyjaśnienia sensu wdrażanych zabezpieczeń oraz sposobu ich działania w języku firmy i w odniesieniu do jej struktury – tłumaczy Jolanta Malak, dyrektorka regionalna w firmie Fortinet.

Rozwiązaniem problemów kadrowych może być skupienie się nie tylko na poszukiwaniu kandydatów z zewnątrz, ale też aktywne odkrywanie i rozwijanie talentów wewnątrz firmy. Nawet jeśli początkowo nie posiadają pełnego zestawu kwalifikacji technicznych, łatwiej adaptują się do wymogów bezpieczeństwa, skuteczniej wdrażają zmiany i lepiej komunikują się ze współpracownikami.

Również w Polsce raport CSIRT KNF 2024[5] wskazuje, że nowoczesne zagrożenia wymagają nie tylko inwestycji technicznych, ale też spójnej kultury cyberodporności. Podnoszenie świadomości pracowników i klientów instytucji finansowych ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa całej branży, ponieważ wiele ataków, w tym głównie kampanie phishingowe, bazuje na stosowaniu manipulacyjnych sztuczek socjotechnicznych. W tym kontekście edukacja, ćwiczenia i jasne procedury reagowania są równie istotne jak stosowanie samych rozwiązań technicznych. Dodatkowo, przedsiębiorstwa powinny inwestować w narzędzia automatyzujące procesy ochronne i rozwiązania ze zintegrowanymi mechanizmami sztucznej inteligencji. Pozwoli to odciążyć specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa i skrócić czas reagowania na incydenty, znacząco ograniczając ryzyko wynikające z deficytu kadrowego.

Miecz obosieczny – nowe technologie wspierają nie tylko ochronę

Rozwój sztucznej inteligencji oraz trwająca rewolucja kwantowa zmieniają cyfrową rzeczywistość dla administratorów zabezpieczeń. AI z jednej strony umożliwia szybsze i automatyczne reagowanie na incydenty, ale z drugiej daje przestępcom nowe narzędzia do prowadzenia ataków. Pozwala tworzyć zautomatyzowane, trudne do wykrycia kampanie phishingowe, a także fałszywe treści audio i wideo (deepfake), które skutecznie omijają klasyczne mechanizmy weryfikacyjne.

Z kolei rozwój komputerów kwantowych może stwarzać realne zagrożenie dla bezpieczeństwa danych. Transakcje finansowe i kanały bezpiecznej komunikacji szyfrowane są kluczami publicznymi, które niedługo z łatwością będą mogły być złamane przez pracujące z olbrzymią wydajnością komputery kwantowe. I chociaż technologia kwantowa nadal jest w początkowej fazie rozwoju, eksperci Fortinet podkreślają, że – biorąc pod uwagę kluczową rolę usług finansowych – instytucje branżowe powinny już teraz wdrażać strategie „quantum-safe”, gwarantujące odporność na łatwe łamanie zabezpieczeń.

Znajomość narzędzi przeciwnika pozwala przewidywać, jakie cyberzagrożenia mogą czekać za rogiem i przygotować się na nie. Pełne zrozumienie skali ryzyka pomoże również w uzasadnieniu inwestycji na poziomie biznesowym. Jeśli dyrektor IT przyjdzie do zarządu i pokaże nowy typ zagrożenia, które właśnie dotknęło inny bank i kosztowało go 5 miliardów złotych, ten milion wydany na zabezpieczenia w celu ochrony przed takim atakiem nabiera całkowicie innego znaczenia – dodaje ekspertka Fortinet.

Branża finansowa stoi na styku największych wyzwań technicznych i organizacyjnych ostatnich lat. Skala incydentów, niedobór kadr i rozwój komputerów kwantowych wymagają łączenia technologii, edukacji i współpracy z regulatorami. Ostatecznie dzisiejszy poziom przygotowania instytucji przesądzi o tym, jak bezpieczna i stabilna będzie przyszłość finansów jutro.

[1] Coming Cybersecurity Challenges for Central and Eastern Europe’s Financial Services Industry, Fortinet, 2025

[2] ENISA Threat Landscape 2024 – September 2024

[3] Raport Roczny CSIRT KNF 2024

[4] https://www.fortinet.com/content/dam/fortinet/assets/reports/2024-cybersecurity-skills-gap-report.pdf

[5] Raport Roczny CSIRT KNF 2024

Technologia Ambient System i Politechniki Gdańskiej rewolucjonizuje systemy ostrzegawcze

Na dworcach, lotniskach czy stadionach często panuje hałas i pogłos, a w sytuacjach krytycznych jak pożar czy atak terrorystyczny, te czynniki wpływają na zrozumienie komunikatów, a co za tym idzie – na bezpieczeństwo tysięcy ludzi. To wyzwanie dostrzegli inżynierowie Ambient System i Politechniki Gdańskiej. Wspólnie opracowali technologię, która w pełni autonomicznie moduluje barwę, głośność, a także tempo komunikatów głosowych. Rozwiązanie opiera się na dwóch autorskich algorytmach AI i sprawdza się już na dworcach kolejowych, stacjach metra czy lotniskach na całym świecie.

Inżynierowie Ambient System i naukowcy z Politechniki Gdańskiej obrali ambitny cel – opracowanie dźwiękowego sytemu ostrzegawczego, którego podstawowym zadaniem jest przekazywanie podróżnym informacji głosowych o: rozkładach jazdy, statusach lotów dla pasażerów oraz o utrudnieniach i komunikatach ostrzegawczych w sytuacjach zagrożenia z maksymalną możliwą zrozumiałością.

Rozwiązanie sprawdzone w najtrudniejszych warunkach

System dźwiękowy jest polską odpowiedzią na zjawisko zanieczyszczenia hałasem w przestrzeni publicznej i zwiększenie poziomu bezpieczeństwa poprzez poprawę zrozumiałości komunikatów głosowych.

Rozwiązanie działa z powodzeniem np. w metrze w Delhi – jednym z największych i najgłośniejszych korytarzy komunikacyjnych na świecie, obsługującym codziennie miliony pasażerów. Ponadto z technologii mogą skorzystać podróżni na dworcach i liniach kolejowych w Polsce, Turcji, Szwecji czy Finlandii. System sprawdza się zarówno w wielkich halach, jak i wąskich korytarzach. Wszędzie tam, gdzie są trudne warunki akustyczne.

Naszym celem było stworzenie systemu, który nie tylko spełnia rygorystyczne normy, ale przede wszystkim realnie podnosi komfort i poczucie bezpieczeństwa użytkowników obiektów użyteczności publicznej, komercyjnych czy przemysłowych. System dźwiękowy smartVES powstał dzięki ścisłej współpracy inżynierów Ambient System z naukowcami Politechniki Gdańskiej i jest przykładem tego, jak efektywnie można łączyć potencjał biznesu z osiągnięciami świata nauki – mówi Marcin Starzyński, prezes zarządu Ambient System.

– W systemie zaimplementowaliśmy dwa autorskie algorytmy cyfrowego przetwarzania dźwięku. Filtracja adaptacyjna pozwala na bieżąco dopasować komunikat do warunków akustycznych, tak aby zawsze zachowywał zrozumiałość względem hałasu. Z kolei algorytm czasowej transpozycji mowy analizuje głos operatora i w czasie rzeczywistym koryguje tempo wypowiedzi – nawet gdy komunikat wygłaszany jest „na żywo”, a mówca na przykład jąka się pod wpływem stresu lub mówi bardzo szybko. Dzięki temu przekaz pozostaje zrozumiały także w dużych obiektach, gdzie występuje pogłos – mówi dr hab. inż. Józef Kotus z Politechniki Gdańskiej.

Algorytmy polskich inżynierów

Algorytm czasowej transpozycji mowy i algorytm adaptacyjnej filtracji to rozwiązania decydujące o zrozumiałości i komunikatów, które zostały zaimplementowane do dźwiękowych systemów ostrzegawczych smartVES. Pierwszy z nich umożliwia dostosowanie tempa odtwarzania komunikatu do akustyki przestrzeni, w której jest emitowany. Ten sam algorytm działa również w przypadku podawania komunikatu na żywo przez operatora. W sytuacjach zagrożenia głos osoby odpowiedzialnej za przekazywanie informacji może się załamywać, a tempo mówienia może być zbyt szybkie – a to znacząco ogranicza możliwość zrozumienia.

Z kolei drugi algorytm, odpowiada za ocenę charakterystyki akustycznej obiektu
i detekcję obecnych już w przestrzeni dźwięków, a następnie przekształca sygnał mowy
w taki sposób, aby nadawany komunikat odróżniał się na tle  szumu komunikacyjnego. Pozwala na wybór odpowiednich częstotliwości omijając te, na których występuje hałas, przez co znacząco poprawia wyrazistość mowy docierającej do odbiorców.

Warto podkreślić, że smartVES to nie pierwszy owoc współpracy Ambient System z Politechniką Gdańską. Dzięki kooperacji powstały przełomowe projekty m.in. technologia oparta na autorskim modelu AI i ML, która umożliwia natychmiastową detekcję sytuacji zagrożenia na bazie analizy sygnałów audio i niezwłocznie informuje o tym systemy bezpieczeństwa.

Odpowiedź na przeciążenie informacyjne i poprawa bezpieczeństwa

Zjawisko przeciążenia informacyjnego, znane jako infobesity, nie występuje jedynie w Internecie, gdzie Polacy spędzają średnio niemal cztery godziny dziennie[1]. W realnym świecie także zmagamy się z nadmiarem sygnałów – wizualnych i akustycznych. W obiektach użyteczności publicznej nakładające się dźwięki, rozmowy czy komunikaty systemowe często sprawiają, że głos staje się niezrozumiały. Właśnie tam potrzebne są nowe technologie poprawiające czytelność przekazu.

[1] https://pbi.org.pl/raporty/polski-internet-w-q1-2025/

Koszty ransomware w edukacji spadają, ale phishing i luki w systemach nadal groźne

W 2025 roku średnie koszty odzyskiwania danych po ataku ransomware w branży edukacyjnej na świecie znacząco spadły – wynika z raportu firmy Sophos. W szkolnictwie wyższym zaobserwowano spadek aż o 77% (do 900 tys. dolarów), a w szkołach podstawowych i średnich – o 39% (do 2,28 mln dolarów). Jednocześnie największym zagrożeniem dla branży pozostają phishing oraz podatności w zabezpieczeniach. Instytucje edukacyjne wciąż zmagają się z brakiem specjalistów IT czy odpowiednich narzędzi ochronnych.

Tegoroczna edycja badania „State of Ransomware in Education” pokazuje, że branża edukacyjna coraz skuteczniej reaguje na ransomware, zmuszając cyberprzestępców do zmiany metod działania. Odsetek instytucji, które zdołały zablokować atak zanim doszło do szyfrowania danych, jest w tym roku najwyższy od czterech lat. W szkołach podstawowych i średnich udało się powstrzymać 67% prób ataków, a w szkolnictwie wyższym – 38%. Jednocześnie placówki edukacyjne coraz szybciej odzyskują pełną sprawność po wystąpieniu incydentów. Ponad połowa poradziła sobie z pełnym odtworzeniem systemów w ciągu tygodnia, podczas gdy jeszcze rok wcześniej odsetek ten wynosił jedynie 30%.

Wykorzystanie kopii zapasowych w edukacji wciąż pozostaje jednak niskie. Wśród placówek, którym przestępcy zaszyfrowali dane, tylko 59% szkół podstawowych i średnich oraz 47% uczelni wyższych odzyskało zasoby wykorzystując kopie zapasowe. Ponad połowa ofiar ataków ransomware zdecydowała się zapłacić okup, aby odzyskać dostęp do informacji.

Czas na edukację z cyberhigieny

Spośród źródeł ataków ransomware phishing – po raz pierwszy w historii badania został wskazany jako główna techniczna przyczyna incydentów w edukacji niższego szczebla (22% incydentów). W szkołach wektory ataków – phishing, wiadomości e-mail ze złośliwą zawartością, wykorzystywanie luk w zabezpieczeniach oraz przejęte dane uwierzytelniające – rozkładają się też wyjątkowo równomiernie, różniąc się od siebie zaledwie o 3 pp. Tak równomierna struktura nie została odnotowana w żadnej innej branży objętej badaniem. W szkolnictwie wyższym dominowały natomiast inne techniki ataków – już trzeci rok z rzędu wśród tych placówek najczęściej wykorzystywano podatności w systemach, co odpowiadało za 35% incydentów.

Ataki ransomware w edukacji nie tylko zakłócają pracę placówek, ale uderzają w społeczności uczniów, ich rodzin oraz nauczycieli, zagrażając wrażliwym danym. Kluczem do bezpieczeństwa jest zdolność do zatrzymania ataków jeszcze zanim zaczną wyrządzać szkody. Prewencja, wspierana przez solidne plany reagowania oraz współpracę z zaufanymi partnerami publicznymi i prywatnymi, jest niezbędna, zwłaszcza że cyberprzestępcy coraz częściej korzystają z mechanizmów sztucznej inteligencji – wskazuje Alexandra Rose, dyrektorka CTU Research w Sophos.

Za mało ludzi, za dużo luk

Badanie Sophos ujawnia poważne luki w ochronie branży edukacyjnej. Aż 64% placówek, które padły ofiarą ataku ransomware, wskazało, że doszło do niego przez brak lub nieskuteczność stosowanych narzędzi ochronnych. 66% przyznało, że kluczowym problemem były niedobory kadrowe, a brak pracowników lub specjalistycznej wiedzy uniemożliwiły odparcie ataku na czas. 67% badanych zadeklarowało również, że cyberprzestępcom zadanie ułatwiły luki w zabezpieczeniach systemów. Szkoły podstawowe i średnie jako główną przyczynę ataków najczęściej wskazywały brak ekspertów oraz ograniczone możliwości zespołów. Z kolei uczelnie wyższe podkreślały zagrożenie wynikające z nieznanych luk w systemach.

Chociaż branża edukacyjna poczyniła spore postępy w walce z ransomware, nie można zapominać, że zagrożenie nie znika. Przeciwnie – ewoluuje z każdą kolejną próbą ataku. Cyfrowa odporność szkół oraz uczelni musi rosnąć równie dynamicznie i obejmować solidne zabezpieczenia techniczne, stałe monitorowanie sieci, a także mechanizmy szybkiego reagowania na incydenty. Wsparciem w tym zakresie mogą być wyspecjalizowane usługi, takie jak Managed Detection and Response (MDR), które pozwalają odciążyć zespoły IT, zapewniając całodobową ochronę. Kluczowe jest też przygotowanie planów awaryjnych i testowanie ich działania. Tylko takie podejście pozwoli ograniczyć wpływ ataków ransomware na placówki, pracowników oraz uczniów – podsumowuje Alexandra Rose.

O badaniu:

Dane do raportu „State of Ransomware in Education 2025” pochodzą z niezależnego badania przeprowadzonego wśród 441 liderów IT i cyberbezpieczeństwa – 243 z placówek edukacyjnych niższego szczebla oraz 198 z uczelni wyższych, które w minionym roku doświadczyły ataków ransomware. Badane podmioty liczyły od 100 do 5000 pracowników i pochodziły z 17 krajów. Ankieta została przeprowadzona w okresie od stycznia do marca 2025 roku, a respondentów pytano o doświadczenia z ransomware z ostatnich 12 miesięcy.

Archicom z mocnymi wynikami – 324,9 mln zł przychodów i 116,3 mln zł zysku brutto ze sprzedaży

W pierwszym półroczu 2025 r. roku Archicom, ogólnopolski deweloper będący częścią Echo Group, sprzedał 1 162 mieszkania odnotowując 32 proc. wzrost sprzedaży rok do roku. Tym samym po raz kolejny odnotował najwyższą dynamikę sprzedaży wśród największych deweloperów w Polsce. Po sześciu miesiącach 2025, w trakcie których nastąpiła również sprzedaż biurowca we Wrocławiu Archicom może pochwalić się mocną pozycją finansową, całkowicie koncentrując się na rynku mieszkaniowym.  

Archicom kończy pierwsze półrocze z 32 proc. wzrostem sprzedaży, sukcesywnie rozbudowuje ofertę w segmencie popularnym i jedocześnie powiększa bank ziemi w największych polskich miastach. Tym samym spółka koncentruje się na osiągnieciu celu sprzedażowego na poziomie około 4 tys. mieszkań w kolejnych latach.

Poszerzanie oferty

W pierwszym półroczu 2025 roku Archicom wprowadził do oferty i do przedsprzedaży 1 938 nowych mieszkań w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. Ponadto dzięki rozbudowie banku ziemi spółka zabezpieczyła możliwość budowy kolejnych ponad 1 980 lokali. W chwili obecnej potencjał banku ziemi obejmuje 12 599 mieszkań (8 580 kupionych i 4 019 zabezpieczonych). Na koniec pierwszego półrocza oferta Archicom obejmowała 2 937 mieszkań.

Archicom planuje przekazać do użytku w 2025 r. około 2 400 mieszkań. W pierwszym półroczu przekazano 404 lokale (w tym 360 lokale Archicom i 44 lokale Echo Investment), natomiast ze względu na harmonogram trwających projektów większość przekazań zaplanowano na trzeci i czwarty kwartał tego roku.

Archicom posiada dziś  silną i stabilną pozycję rynkową.  Działamy we wszystkich segmentach sukcesywnie zwiększając nasz udział w rynku. Naszą ambicją jest tworzenie silnej i zrównoważonej oferty, która odpowiada na potrzeby różnych grup klientów. Stawiamy na dalszy rozwój w segmencie popularnym, optymalizujemy procesy budowlane oraz inwestujemy w grunty o potencjale miastotwórczym. Stabilna sytuacja finansowa daje nam przestrzeń do wyznaczania ambitnych celów – sprzedaży blisko 3 000 mieszkań w 2025 r. i  4 000 w kolejnych latach – podkreśla Waldemar Olbryk, prezes zarządu w Archicom.

Kluczowe wydarzenia i silne finanse

Kluczowym wydarzeniem dla Archicom w pierwszym półroczu była sprzedaż kompleksu City2 za kwotę 31 mln euro. Środki z transakcji zostały wykorzystane na redukcję zadłużenia i powiększanie banku ziemi. Sprzedaż biurowca oznacza również całkowitą koncentrację na rynku mieszkaniowym.

W pierwszej połowie 2025 r. Archicom osiągnął przychody ze sprzedaży na poziomie 324,9 mln zł i zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 116,3 mln zł. Struktura bilansu spółki pozostaje ukierunkowana na wzrost – sprzedaż City2 zmniejszyła wartość aktywów trwałych i jednocześnie zwiększyła pulę środków przeznaczonych na rozwój segmentu mieszkaniowego. Wzrost zapasów to efekt aktywnej polityki zakupowej i bieżącej realizacji ponad 30 projektów. Na silne fundamenty finansowe miał wpływ również wysoki poziom przedpłat ze sprzedaży lokali.

Wyniki finansowe Archicom potwierdzają, że potrafimy skutecznie łączyć realizację ambitnej strategii wzrostu biznesu z rozsądnym podejściem do finansowania. Konsekwentnie rozbudowujemy bazę gruntów, oraz rozpoczynamy budowę i sprzedaż kolejnych projektów, utrzymując odpowiedni poziom dostępnej oferty mieszkań. Stabilna struktura bilansu, silna pozycja gotówkowa i możliwość korzystania z elastycznych źródeł finansowania pozwalają nam z optymizmem patrzeć na realizację planów w kolejnych kwartałach – komentuje Justyna Kawa, CFO, członkini zarządu w Archicom.

Od 2023 r. spółka zainwestowała ponad  660 mln zł w grunty, a w trakcie negocjacji zakupu są projekty o wartości 236 mln zł. Aktywa wynoszą 3,2 mld zł i wzrosły w pierwszym półroczu o 13 proc. Od 2023 r. spółka pozyskała finansowanie o wartości 908 mln zł (220 mln zł kapitału i 688 mln zł obligacji), a jednocześnie wykupiła obligacje na łączną kwotę 136 mln zł. Archicom dysponował na koniec półrocza 201,5 mln zł gotówki oraz 240 mln zł niewykorzystanej linii kredytowej, co łącznie daje ponad 440 mln zł potencjału na działalność operacyjną.

Złoto najdroższe w historii – 3693,7 USD za uncję i ponad 13 tys. zł w Polsce

Złoto jest dziś rekordowo drogie zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Notowania osiągnęły 3693,7 dolara za uncję, a w złotych cena sięga 13 316 zł. Dzieje się to w przededniu posiedzenia Fed, które może okazać się wyjątkowo niespokojne ze względu na napięcia polityczne wokół banku centralnego. Dodatkowym czynnikiem wspierającym popyt na złoto jest geopolityka – polscy inwestorzy w badaniu eToro Puls Inwestora Indywidualnego wskazali konflikt międzynarodowy jako największe ryzyko dla swoich portfeli, wyżej niż inflację czy recesję.

We wtorkowy poranek cena złota złoto osiągnęła 3693,7 dolara za uncję, co oznacza nowy rekord wszech czasów. Wzrost notowań wspierany jest przez osłabienie amerykańskiej waluty oraz spadek rentowności obligacji skarbowych USA. Dolar amerykański kosztuje obecnie 3,6051 zł i ostatni raz był tak tani wobec złotego w maju 2018 roku. W efekcie złoto jest rekordowo drogie także dla inwestorów krajowych. W ubiegłym tygodniu uncja przekroczyła granicę 13 tys. zł, a dziś cena wynosi już 13 316 zł. Jedna uncja to 31,1035 grama, czyli cena 1gr złota to obecnie rekordowe 428 zł

Inwestorzy patrzą teraz na Rezerwę Federalną, która rozpoczyna dwudniowe posiedzenie. Rynek niemal pewny jest obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych, pierwszej od grudnia. Analitycy prognozują, że do końca roku mogą pojawić się jeszcze jedna lub dwie dodatkowe obniżki. Taki scenariusz sprzyja złotu, które jako aktywo pozbawione odsetek zyskuje szczególnie w otoczeniu niskich stóp i podwyższonej niepewności gospodarczej. Tym razem decyzja Fed zapadnie w warunkach silnej presji polityczne, a prezydent Donald Trump próbuje zwiększyć swoje wpływy na politykę pieniężną.

Amerykański dolar osłabił się do najniższego poziomu od tygodnia, a rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła. To dodatkowo zwiększyło atrakcyjność złota w oczach zagranicznych inwestorów. Na rynek wpływ mają również sygnały z Chin, które mogą złagodzić przepisy dotyczące importu i eksportu złota.

Najnowsze dane z USA pokazują przyspieszenie inflacji, najwyższe od siedmiu miesięcy, oraz oznaki osłabienia rynku pracy. Taki zestaw informacji zwiększa prawdopodobieństwo cięć stóp procentowych i wspiera notowania złota.

Nie bez znaczenia są także wydarzenia geopolityczne. Incydenty z dronami, które w ubiegłym tygodniu wtargnęły w przestrzeń powietrzną NATO nad Polską i Rumunią, dodatkowo podnoszą zainteresowanie złotem. Szczególnie widoczne jest to na naszym rynku. Wyniki badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego pokazują, że polscy inwestorzy oceniają konflikt międzynarodowy jako największe ryzyko dla swoich portfeli. Taką opinię wyraziło 25 proc. ankietowanych, czyli więcej niż w przypadku obaw o inflację ( 22 proc.) , czy recesję w Polsce i na świecie (po 12 proc.)

Wszystkie dane z 16.09.2025 g: 9:10 CET

Autor: Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Złoto atakuje rekordy, dolar i funt w odwrocie

Dolar ma ostatnio wyjątkowo słabą passę. Wczorajsze dane były tylko kolejnym ciosem. Z drugiej strony Ameryce nie opłaca się go bronić. Dane z Wysp nie zaskoczyły, ale funt jest w odwrocie. Złoto bije kolejne rekordy cenowe.

Kolejny cios w dolara

Wczoraj poznaliśmy indeks NY Empire State. Spodziewano się wyniku 4,9 pkt, a otrzymano -8,7 pkt. Jest to spora różnica jak na ten wskaźnik. Słabsze nastroje przełożyły się bardzo szybko na mniejszy optymizm inwestorów. W rezultacie byliśmy w poniedziałek świadkami osłabienia się dolara względem euro. Zapoczątkowany wczoraj ruch, dzisiaj rano spowodował, że po raz pierwszy od przełomu czerwca i lipca za 1 EUR trzeba płacić więcej niż 1,18 USD. Na moment pisania tego tekstu brakuje niecałych dwóch dziesiątych centa, by dolar był najsłabszy względem euro od 2021 roku. Ruch ten widać oczywiście również w cenie dolara względem złotego, który zanurkował poniżej 3,60 zł.

Dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem opublikowano odczyty z brytyjskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami pozostała na poziomie 4,7%. O tyle samo rosną wynagrodzenia, co również jest zupełnie zgodne z prognozami. Jedyna różnica miała miejsce w danych na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tutaj mamy wzrost o 17,4 tysiąca w sierpniu. To 2,8 tysiąca mniej niż oczekiwano. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że w lipcu mieliśmy spadek o 33,3 tysiąca. W rezultacie trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to różnica, która znacząco wpływa na notowania. Jak zareagowały kursy walut? Po samej decyzji funt był w miarę stabilny, po czym po kilku kwadransach zaczął tracić. Wygląda na to, że inwestorzy nie patrzą przychylnie na „pobrexitową” Wielką Brytanię.

Złoto znów naciera

Wczoraj padł kolejny rekord cenowy złota. Był to pierwszy rekord od ostatniego wtorku, co patrząc na ostatnie dni jest dość rzadkim wynikiem. Dzisiaj od rana jednak mamy kolejny. Dlaczego złoto atakuje kolejne szczyty? Większość analityków wskazuje, że powodem są nadchodzące obniżki stóp procentowych w USA. Metale szlachetne uchodzą za dobrą lokatę kapitału. W górę idzie również srebro, które też bije rekordy. Warto też zwrócić uwagę, że w ostatnich latach pomimo wyraźnego wzrostu cen złota i szukania dla niego alternatyw cały czas rośnie popyt na ten surowiec. Jutrzejsza konferencja prasowa prezesa FED po decyzji może być bardzo istotnym wydarzeniem dla tego rynku, który ma duże nadzieje z nią związane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

System kaucyjny w Polsce droższy niż zakładano. Koszty w najbliższych 10 latach przekroczą 40 mld zł

0

Rosnąca liczba zwrotomatów oraz wyższe opłaty za zliczanie opakowań zebranych w ramach zbiórki manualnej stanowią możliwe przyczyny wzrostu kosztów wdrożenia systemu kaucyjnego w Polsce. Jak wynika z najnowszych wyliczeń firmy doradczej Deloitte wydatki operacyjne związane z tym obszarem mogą wzrosnąć o nawet 40 proc. w stosunku do pierwotnych założeń. Ważną rolę w funkcjonowaniu całego mechanizmu będą odgrywały małe sklepy, dla których zaoferowanie możliwości zwrotu opakowań stanowi szansę na zwiększenie swojej pozycji konkurencyjnej.

Uruchomienie systemu kaucyjnego stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat z obszaru gospodarki odpadami i ochrony środowiska w Polsce. Głównym celem wdrożenia mechanizmu jest osiągnięcie unijnych celów środowiskowych. Chodzi o zarówno minimalny odsetek recyklatu PET w produkowanych opakowaniach, jak poziomy selektywnej zbiórki dla butelek z tworzyw sztucznych o pojemności do 3 litrów: 77 proc. do końca 2025 roku i 90 proc. w 2029 roku.

Koszty systemu

Opublikowany we wrześniu 2024 r. raport Deloitte „System kaucyjny w Polsce – koszty, perspektywy, szanse” szacował łączną kwotę wydatków związanych z uruchomieniem i funkcjonowaniem systemu na ponad 37 mld zł. Rok po publikacji opracowania eksperci firmy zaktualizowali część wyliczeń, co związane jest ze zmianami legislacyjnymi – nowelizacją ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Chodzi przede wszystkim o przesunięcie startu mechanizmu na 1 października b.r. oraz obowiązek zorganizowania co najmniej jednego stacjonarnego punktu zbiórki w każdej gminie przez każdy podmiot reprezentujący.

Według ostatnich szacunków Deloitte całkowita wartość nakładów inwestycyjnych może osiągnąć poziom 11,5 mld zł w perspektywie 10 lat, o 2,7 mld zł mniej niż pierwotnie przewidywano. Odwrotną tendencję widać w obszarze wydatków operacyjnych – mogą one wynieść 32,4 mld zł, czyli o 9,3 mld zł więcej niż szacowano rok temu. Wśród czynników mających największy wpływ na wysokość kosztów wymienia się wyższe od zakładanych wcześniej, rynkowe oferty zbiórki manualnej oraz rosnącą liczbę automatów do zbiórki opakowań, których zakup stanowi w ostatecznym rozrachunku koszt dla podmiotów reprezentujących. Do tego dochodzi kwestia dłużnego finansowania wydatków, jakie sieci handlowe ponoszą w związku z systemem kaucyjnym. W efekcie, do kosztów systemu należy również doliczyć zobowiązania wynikające z zaciągniętych kredytów.

Zaktualizowane prognozy kosztów systemu kaucyjnego pokazują, że nakłady inwestycyjne związane z jego uruchomieniem będą niższe niż zakładano rok temu, co daje przestrzeń na lepsze zaplanowanie pozostałych wydatków. Z drugiej strony wzrost nakładów operacyjnych – wynikający m.in. z kosztów zliczania zbiórki manualnej czy zakupu automatów wskazuje, że istotnym elementem stanie się efektywność zarządzania systemem. W nadchodzących miesiącach kluczowe będzie wypracowanie rozwiązań, które pozwolą zrównoważyć zobowiązania finansowe oczekiwanymi efektami środowiskowymi i gospodarczymi, tak aby system był nie tylko zgodny z przepisami, ale także długoterminowo opłacalny dla uczestników rynku – mówi Joanna Leoniewska-Gogola, liderka zespołu circular economy, Deloitte.

Pieniądze za opakowania

Od 1 października 2025 r. do napojów objętych systemem kaucyjnym sprzedawanych w butelkach plastikowych i w puszkach zostanie doliczona kaucja wynosząca 50 gr. W przypadku opakowań szklanych wielokrotnego użytku wyniesie ona 1 zł. Opłata będzie pobierana we wszystkich sklepach oraz w restauracjach, kawiarniach i innych punktach prowadzących sprzedaż produktów objętych systemem kaucyjnym, także w maszynach vendingowych. Odzyskanie kaucji w formie gotówki lub przelewu bezgotówkowego będzie możliwie w sklepach prowadzących zbiórkę opakowań, bezpośrednio w kasie lub po okazaniu potwierdzenia zwrotu wydanego przez zwrotomat. Do odebrania należnej kwoty nie będzie wymagane przedstawienie dowodu zakupu – cały proces będzie realizowany bezparagonowo.

Jednym z dylematów związanych z uruchomieniem systemu kaucyjnego pozostaje jego wpływ na ceny napojów. Ze względu na możliwość odzyskania całości kaucji w momencie zwrotu opakowania opłata ta nie powinna być traktowana jako część ceny napoju. Jednocześnie, wydatki związane z uruchomieniem i funkcjonowaniem systemu mogą skłonić przedsiębiorców do podniesienia cen lub obniżenia swoich marż. Koszty netto z aktualizacji obliczeń wskazują, że średni koszt obsługi opakowania w systemie kaucyjnym wyniesie około 40 groszy.

Filary systemu

Istotną rolę w efektywnym funkcjonowaniu systemu kaucyjnego mogą odegrać małe sklepy, czyli te, których powierzchnia handlowa nie przekracza 200 mkw. Chociaż ich udział w systemie będzie dobrowolny, to doświadczenia krajów, w których system kaucyjny funkcjonuje od lat pokazują, że najmniejsze punkty handlowe będą stanowiły o gęstości sieci zbiórki, ale to wielkopowierzchniowe sklepy będą przejmowały znaczący wolumen zwracanych puszek i butelek. Ich obecność w małych miejscowościach oraz bliskość miejsc zamieszkania konsumentów sprawia z kolei, że system może stać się powszechny i dostępny dla każdego.

Zaoferowanie możliwości zwrotu opakowań przez małe placówki handlowe może w przyszłości stać się elementem strategii na przyciągnięcie klientów i docelowo zwiększenie sprzedaży. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że konsument, który odbiera kaucję w danym sklepie, bardzo często dokonuje w nim również zakupów.

System kaucyjny to nie tylko obowiązek regulacyjny, ale również istotny element środowiskowej części strategii biznesowej, która staje się fundamentem działania nowoczesnych przedsiębiorstw i narzędziem do budowania ich wartości. Dla firm z branży detalicznej to szansa, by poprzez realne działania prośrodowiskowe budować reputację odpowiedzialnych uczestników rynku i wzmacniać zaufanie konsumentów. W dłuższej perspektywie organizacje, które potraktują system kaucyjny jako element strategii biznesowej, a nie wyłącznie obowiązek, mogą zyskać przewagę konkurencyjną – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainability & Climate w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

O raporcie

Publikacja Deloitte powstała na podstawie wywiadów z reprezentantami m.in. podmiotów wprowadzających napoje na rynek, sieci handlowych, niezrzeszonych sklepów, miast i gmin, związków międzygminnych oraz podmiotów zajmujących się odbiorem i zagospodarowaniem odpadów. W wymienionych grupach docelowych zrealizowano badania ankietowe oraz przeprowadzono analizę informacji pochodzących z baz danych dotyczących odpadów (BDO). Do oszacowania kosztów związanych z wprowadzeniem i funkcjonowaniem mechanizmu posłużono się autorskim modelem finansowym, umożliwiającym projekcję możliwych scenariuszy i niepewności, w tym zmieniających się założeń makroekonomicznych.

Chińscy producenci zdobywają rynek, a marże europejskich koncernów topnieją

Smuci średnia rentowność operacyjna europejskich producentów motoryzacyjnych, która spadła w tym roku o ponad 2 punkty procentowe a także – rosnący udział chińskich producentów (to już 6% europejskiego rynku, a w segmencie aut hybrydowych i elektrycznych będzie nawet 10-11%). Wyzwania przed branżą – m.in. recykling akumulatorów, aby można było przedłużyć cykl życia samochodów elektrycznych. Dobra informacja: wciąż przewaga technologiczna nad producentami chińskimi w dziedzinie autonomicznej mobilności.

  • Smutek, a nie radość z premier i wizji przyszłości: tak w opinii Allianz Trade można podsumować odbywające się co dwa lata targi motoryzacyjne w Monachium, gdy europejski sektor odczuwa rosnącą presję na sprzedaż krajową i eksportową.
  • Sprzedaż na własnym, europejskim rynku pozostaje na poziomie około 25% poniżej poziomu z 2019 r.: w br. liczba rejestracji nowych samochodów w Europie spadła o 0,7% od początku roku, a w Niemczech, Francji i Włoszech spadła odpowiednio o 2%, 8% i 4%.
  • Szanse na wzrost wynikające z upowszechnienia pojazdów elektrycznych są nadal ograniczone: w prawie 60% krajów UE penetracja pojazdów elektrycznych wynosi poniżej 15%. Różnica w cenie (w górę w stosunku do poj. spalinowych), wysokie koszty energii elektrycznej i nierównomierny dostęp do infrastruktury ładowania nadal sprzyjają pojazdom hybrydowym, w przypadku których chińska konkurencja staje się coraz silniejsza.
  • Konkurencja z Chin: podwoiła swój udział w rynku europejskim do obecnie około 6%, a dzięki modelom w cenie poniżej 30 000 EUR, które są tańsze od produktów obecnych na rynku, do końca roku mogą zwiększyć ten udział do 10–11% w europejskim segmencie pojazdów hybrydowych/elektrycznych.
  • Zmiana priorytetów w zakresie układów napędowych negatywnie wpływa na marże: przyczyniła się do ich spadku o ponad 200 punktów bazowych odnotowanego przez europejskich producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.
  • Eksport: chińscy konkurenci dominują obecnie również na swoim rynku krajowym (70% udziału w rynku) i wypierają udział w swoim rynku marki europejskie. Szacujemy, że wiązać się to będzie z co najmniej 4 mld EUR potencjalnych strat w przychodach dla europejskiego sektora motoryzacyjnego w tym roku. Ponadto napięcia handlowe ze Stanami Zjednoczonymi zagrażają kolejnym 5 mld EUR przychodów europejskiego sektora motoryzacyjnego.
  • Działania dostosowawcze europejskich producentów: w związku za spadkiem marż operacyjnych do średnio-niskiego, jednocyfrowego poziomu producenci szukają równowagi między cięciem kosztów a pilnymi inwestycjami w technologie akumulatorów, oprogramowanie i technologie jazdy autonomicznej.

Salon samochodowy w Monachium zazwyczaj był świętem europejskiej inżynierii, ale w tym roku rzucają one nowe światło na borykającą się z trudnościami branżę. Spada liczba rejestracji samochodów, powoli postępuje wdrażanie pojazdów elektrycznych (na które postawił sektor), a chińscy konkurenci rzucają wyzwanie europejskim markom zarówno na rynkach eksportowych w Azji, jak i na krajowym rynku europejskim. Cła i napięcia handlowe potęgują trudności w momencie, gdy firmy muszą inwestować środki w napędy akumulatorowe, oprogramowanie i autonomię jazdy. Nastrój w europejskiej motoryzacji jest ponury i kontemplacyjny. Po krótkim odbiciu po pandemii liczba rejestracji nowych samochodów spadła o 0,3% w drugiej połowie 2024 r. i o 0,7% w lipcu 2025 r. Niemcy, Francja i Włochy odnotowały spadki odpowiednio o 2%, 8% i 4%. Hiszpania, Polska i Wielka Brytania odnotowały wzrost, ale ogólna sprzedaż pozostaje na poziomie około 20–30% poniżej poziomu z 2019 r. (patrz wykres 1) i jest mało prawdopodobne, aby powróciła do szczytowego poziomu sprzed pandemii.

Wykres 1: Rejestracje nowych samochodów, skumulowane dane z 12 miesięcy (100 = styczeń 2019 r.)Rejestracje nowych samochodów, skumulowane dane z 12 miesięcy (100 = styczeń 2019 r.)

Dane na lipiec 2025 r. Źródła: ACEA, Allianz Research

Samochody elektryczne miały ożywić rynek, ale ich popularność rośnie powoli i nierównomiernie. Liczba rejestracji pojazdów elektrycznych i hybrydowych typu plug-in wzrosła o 24% od początku roku i obecnie stanowią one w Europie około jednej czwartej nowych rejestracji (patrz wykres 2). Samochody wyłącznie elektryczne mają 15,6% udziału w rynku, co stanowi wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z rokiem ubiegłym, plasując się za samochodami hybrydowymi (34,7%) i samochodami z silnikiem spalinowym (28,3%). Bogate kraje zachodnie i skandynawskie odpowiadają za dwie trzecie sprzedaży pojazdów elektrycznych. Jednak w prawie 60% krajów UE udział pojazdów elektrycznych w sprzedaży wynosi poniżej 15%, a w ponad połowie z nich poniżej 10%. Włochy, Hiszpania i Polska (poniżej 6% za Samar) osiągają jednocyfrowe wartości wzrostu liczby rejestracji. Postępy są niewystarczające, aby osiągnąć europejski cel, jakim jest 20% udziału pojazdów elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów do końca dekady. Różnice te wynikają w dużej mierze z (wysokich) cen i braków w infrastrukturze do ładowania. Z analiz Allianz Trade wynika, że konkurencja ze strony chińskich producentów zmniejszyła premię cenową za samochody akumulatorowe, a ceny energii elektrycznej i nierównomierna sieć stacji ładowania sprawiają, że posiadanie takiego samochodu jest kosztowne i niewygodne. Hybrydy i hybrydy typu plug-in stanowią łącznie około 43% rejestracji, ponieważ są tańsze i nie wymagają specjalnego ładowania. Bez radykalnej zmiany w inwestycjach publicznych i bez stabilnych ram cenowych energii elektrycznej Europa ryzykuje, że nie osiągnie własnych celów w zakresie elektryfikacji.

Wykres 2: Liczba nowych rejestracji od początku roku według rodzaju napędu / Rozkład udziału w rynku pojazdów elektrycznych w UE-27 w 2025 r.

Liczba nowych rejestracji od początku roku według rodzaju napęduRozkład udziału w rynku pojazdów elektrycznych
Dane na lipiec 2025 r. Źródła: ACEA, Allianz Research

Chińscy producenci szybko zyskują na znaczeniu zarówno w Azji, jak i w Europie, wywierając presję na europejskich producentów samochodów. Chińskie marki kontrolują obecnie prawie 70% swojego rynku krajowego, czyli około dwukrotnie więcej niż jeszcze pięć lat temu, a marki europejskie straciły pozycję. Eksport europejskich samochodów do Chin spadł w tym roku o około 40%. Sprzedaż niemieckich marek w Chinach spadła o 7,5%, a ich udział w rynku samochodów osobowych zmniejszył się o 13% do 10%. Spadł także eksport do Stanów Zjednoczonych, generalnie udział europejskich producentów w sprzedaży samochodów poza UE zmniejszył się. Chińscy producenci zyskują również w Europie: ich łączny udział w sprzedaży z uwzględnieniem wszystkich rodzajów napędów prawie się podwoił, osiągając około 6% (patrz wykres 2). Tylko 28% tej sprzedaży stanowią samochody wyłącznie z napędem akumulatorowym – pozostała część to pojazdy hybrydowe i hybrydy typu plug-in – ich niskie ceny pozwalają im skutecznie podgryzać konkurentów. Wprowadzili oni na rynek modele w cenie poniżej 30 000 EUR, a w Monachium prezentowali kolejne, nowe modele. Analitycy szacują, że chińskie marki do końca roku mogą zdobyć około 10–11% europejskiego segmentu pojazdów hybrydowych i elektrycznych.

Wykres 3: Penetracja chińskich marek samochodów w Europie / eksport samochodów z UE-27 w pierwszej połowie 2025 r. (10 największych partnerów)

Penetracja chińskich marek samochodów w EuropiePenetracja chińskich marek samochodów w Europie

Źródła: JATO, Eurostat, Allianz Research

Niepewność potęgują zmiany geopolityczne i polityczne. Stany Zjednoczone zasygnalizowały, że samochody elektryczne z UE zamiast stawek karnych mogą zostać objęte 15-procentową taryfą celną (patrz tabela), co zrówna ich szanse z importem z Japonii i Korei Południowej. Ulga ta jest jednak uzależniona od sposobu i miejsca pozyskiwania materiałów. Nie znosi ona ceł na metale, a europejskie łańcuchy dostaw są mniej elastyczne niż łańcuchy dostaw azjatyckich konkurentów, więc europejskie firmy nie mogą równie łatwo przenieść produkcji jak azjatyccy konkurenci, aby uniknąć wyższych amerykańskich ceł. Skutki wojny handlowej odciskają więc wyraźne piętno na europejskim eksporcie samochodów do Stanów Zjednoczonych – spadł on w pierwszej połowie roku o 14%. Około 20–25% globalnych przychodów niemieckich producentów samochodów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, co sprawia, że branża ta jest podatna na wszelkie podwyżki ceł. Pozycjonowanie marek takich jak BMW, Mercedes-Benz i Audi jako premium może dawać im pewną ochronę przed wrażliwością cenową na rynku amerykańskim, ale ryzyko zarówno dla wolumenu sprzedaży, jak i wysokości marż jest realne. Niższe ceny detaliczne modeli południowokoreańskich i japońskich mogą stwarzać realną przewagę w okresie spowolnienia gospodarczego.

Na rodzimym rynku europejscy producenci samochodów odczuli pewną ulgę, gdy organy regulacyjne zgodziły się obliczać ślad węglowy w okresie 2025-27, a nie w skali jedynie jednego roku, dając im więcej czasu (na dostosowanie). Tym niemniej jednak menedżerowie motoryzacyjni nadal lobbują na rzecz elastyczności w zakresie zakazu sprzedaży samochodów benzynowych i diesla od 2035 r., ostrzegając, że rynek pojazdów elektrycznych nie jest wystarczająco rentowny, aby zastąpić marże uzyskiwane ze sprzedaży modeli z silnikami spalinowymi. Bez spójnych planów dotyczących cen energii elektrycznej, sieci stacji ładowania, recyklingu i dostaw surowców transformacja może utknąć w martwym punkcie.

Rynki pochodzenia importu samochodów do USA

Rynki pochodzenia importu samochodów do USA

Źródło: Allianz Research

Marże maleją – średnia rentowność operacyjna europejskich producentów motoryzacyjnych spadła w tym roku o ponad 2 punkty procentowe. Prognozy zostały obniżone z dwucyfrowych do średnich jednocyfrowych wartości. Firmy zamykają zakłady, zwalniają pracowników i łączą platformy, aby obniżyć koszty. Nie mogą jednak zaprzestać inwestowania w technologie. Pojazdy sterowane przez software, rozwój technologii akumulatorów i autonomiczna jazda wymagają dużych nakładów finansowych, a chińscy konkurenci mają w nich obecnie przewagę. Producenci samochodów muszą skupić się na projektach o najwyższym potencjale zwrotu i nawiązać współpracę z specjalistami w dziedzinie akumulatorów i oprogramowania. Każde opóźnienie w przejściu na napęd elektryczny może zapewnić krótkoterminową przestrzeń do oddechu, ale podważyłoby wiarygodność Europy w zakresie polityki klimatycznej i zniechęciłoby inwestorów. Konkurenci, tacy jak Ford, zasygnalizowali swoje zamiary, przeznaczając miliardy dolarów na produkcję pojazdów elektrycznych. Europejscy producenci samochodów będą musieli być bardziej selektywni w swoich działaniach innowacyjnych – koncentrując się na obszarach, które obiecują najwyższy zwrot z inwestycji – jednocześnie znajdując sposoby na obniżenie kosztów w innych obszarach bez poświęcania jakości produktów lub zadowolenia konsumentów. Droga przed nami będzie wymagała precyzji w alokacji zasobów i partnerstwach strategicznych oraz niezachwianego zaangażowania w rozwój nowych technologii motoryzacyjnych. Wyzwania związane z cłami i regulacjami dotyczącymi emisji dwutlenku węgla jakkolwiek istotne, to mają charakter krótkoterminowy a przed nami stoją inne kluczowe wyzwania, w tym zabezpieczenie dostaw metali ziem rzadkich w celu zmniejszenia zależności od Chin, inwestycje w przemysł recyklingu akumulatorów w celu rozwoju rynku używanych pojazdów elektrycznych oraz alokacja kapitału w rozwiązania autonomicznej mobilności w celu utrzymania obecnej przewagi technologicznej (dwie trzecie spośród producentów proponujących technologię autonomiczną poziomu 3 to producenci europejscy).

Wykres 5: Marża zysku operacyjnego największych światowych producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.

Wykres 5: Marża zysku operacyjnego największych światowych producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.
Kolory: czarny niebieski = Chiny, jasnoniebieski = Europa, fioletowy = Japonia, pomarańczowy = Korea Południowa, żółty = Stany Zjednoczone.

Źródła: Dokumenty korporacyjne, Allianz Research

Jak zoptymalizować ostatnią milę i obniżyć koszty transportu dzięki inteligentnym algorytmom tras

Ostatnia mila – największe wyzwanie logistyki XXI wieku

Ostatnia mila stanowi nawet 41% wszystkich kosztów logistycznych w łańcuchu dostaw. To właśnie ten etap – dostarczenie produktu lub usługi końcowemu odbiorcy – jest dziś największym wyzwaniem dla firm TSL i handlu detalicznego.

Według raportu Gemius65% polskich konsumentów rezygnuje z zakupów online, jeśli koszty dostawy są zbyt wysokie. Z kolei PwC wskazuje, że 44% kupujących oczekuje dostawy następnego dnia. To sprawia, że optymalizacja tras staje się nie tylko kwestią oszczędności, ale wręcz warunkiem utrzymania konkurencyjności.

Dlaczego optymalizacja tras staje się kluczowa dla managerów logistyki?

Powód jest prosty i policzalny: każdy dodatkowy kilometr generuje koszty transportu i zmniejsza efektywność.

System do planowania tras, taki jak Routimo, pozwala:

  • redukować wydatki na flotę,
  • wspierać podejmowanie decyzji na podstawie danych,
  • zwiększać wykorzystanie zasobów – ta sama liczba pojazdów i pracowników obsługuje więcej zadań.

Co więcej, digitalizacja planowania tras wspiera realizację kluczowych wskaźników KPI w logistyce, takich jak czas dostawy, koszt na punkt czy stopień wykorzystania ładowności pojazdów.

Jak optymalizator tras wspiera KPI w logistyce

Managerowie logistyki muszą obecnie nadzorować wiele zmiennych i raportować liczne wskaźniki. Nowoczesny system do optymalizacji tras umożliwia zbieranie, monitorowanie w czasie rzeczywistym i raportowanie KPI. Należą do nich m.in.:

  • czas realizacji,
  • koszt dostawy na punkt,
  • stopień wykorzystania ładowności pojazdów,
  • średni czas postojów,
  • emisja CO₂,
  • ETA (Estimated Time of Arrival – szacowany czas dotarcia przesyłki),
  • FADR (First-Attempt Delivery Rate – wskaźnik dostawy za pierwszym razem),
  • OTIF (On-Time In-Full – procent dostaw zrealizowanych na czas i w całości).

Wskaźniki te pokazują realną efektywność transportu, czego nie dają jedynie deklaracje zespołu. Optymalizatory tras agregują dane, ułatwiając codzienną pracę i poprawiając efektywność całej logistyki.

Jak planowanie tras wpływa na koszty i obsługę klienta

Każdy niepotrzebnie przejechany kilometr czy niewłaściwie zaplanowana sekwencja przejazdów przekładają się na wzrost kosztów transportu. Firmy, które opierają się wyłącznie na manualnym planowaniu tras, często borykają się z:

  • pustymi przebiegami,
  • opóźnieniami i nadgodzinami kierowców,
  • niedostosowaniem do okien czasowych klientów.

Routimo – nowoczesne narzędzie IT, automatycznie analizują setki zmiennych – od natężenia ruchu, przez ograniczenia pojazdów, po specyfikę przewożonych ładunków. Dzięki temu możliwe jest:

  • efektywne zarządzanie oknami czasowymi i priorytetami dostaw,
  • minimalizowanie liczby reklamacji,
  • zwiększenie satysfakcji klientów.

Nowoczesne optymalizatory tras i ich rola w zarządzaniu flotą

Rozwój narzędzi IT i digitalizacja procesów sprawiły, że dzisiejsze rozwiązania do planowania tras to zaawansowane platformy, które integrują się z systemami CRM, ERP czy WMS.

Jak podkreśla Paweł Merchelski, CEO Softline:

„Rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące szybkich i częstych dostaw to ogromna szansa rynkowa, ale jednocześnie poważne ryzyko dla rentowności. Firmy muszą dziś łączyć elastyczność i wygodę obsługi klienta z dyscypliną kosztową. W Softline wierzymy, że kluczem jest kompleksowe podejście: odpowiednie technologie, sprawny model operacyjny i partnerska współpraca z klientem. Routimo jest właśnie takim narzędziem – wspiera menedżerów w budowaniu przewagi konkurencyjnej w najbardziej wymagającym obszarze logistyki: ostatniej mili.”

Realne korzyści i ROI z wdrożenia

Optymalizator tras nie zastępuje koordynatora, ale wyposaża go w potężne narzędzie analityczne zdolne do przetworzenia tysięcy danych wejściowych w kilka sekund. Efekty wdrożenia to m.in.:

  • ograniczenie kosztów,
  • lepsze wykorzystanie floty,
  • zwiększenie punktualności,
  • wzrost satysfakcji klientów,
  • większa przewidywalność procesów.

Przedsiębiorstwa, które decydują się na wdrożenie optymalizatora tras Routimo, zyskują przewagę zarówno w obszarze efektywności, jak i jakości obsługi. W warunkach rosnącej konkurencji to klucz do budowania długoterminowej przewagi.

Podsumowanie

Ostatnia mila to dziś największe wyzwanie logistyki. Wysokie koszty, rosnące oczekiwania klientów i presja na efektywność sprawiają, że algorytmy optymalizacji tras stają się niezbędnym elementem zarządzania flotą.

Firmy, które sięgną po odpowiednie rozwiązania, zyskują nie tylko oszczędności, ale też większą elastyczność i odporność na przyszłe wyzwania rynkowe.

Wypróbuj Routimo za darmo

Chcesz sprawdzić, jak Routimo może zoptymalizować trasy w Twojej firmie i obniżyć koszty transportu? Przetestuj Routimo za darmo przez 7 dni – bez zobowiązań i bez podawania karty kredytowej.

Zastosowanie wymienników ciepła w piekarnictwie i daniach gotowych

Nie ma wątpliwości, że wymienniki ciepła są obecnie fundamentem nowoczesnego przemysłu spożywczego. Ich rola w optymalizacji procesów produkcyjnych, oszczędności energii i poprawie jakości produktów czyni je technologią niezbędną. W piekarnictwie i produkcji dań gotowych są one kluczem do spełnienia wymagań rynku, zarówno pod względem efektywności, jak i ekologii. Prawdę mówiąc bez nich przemysł spożywczy nie miałby żadnej racji bytu – byłby chaotyczny i nieefektywny. Sprawdźmy zatem zastosowanie, zalety oraz rodzaje wymienników ciepła stosowanych w dzisiejszym sektorze spożywczym.

Technologiczne fundamenty – czym są wymienniki ciepła?

Na wstępie warto wyjaśnić, czym są wymienniki ciepła i jakie mają zadania w sektorze spożywczym. Wymiennik ciepła Unidex to urządzenie umożliwiające wymianę energii cieplnej między dwoma płynami o różnych temperaturach. Proces ten może zachodzić na zasadzie kontaktu bezpośredniego (rzadziej) lub pośredniego, kiedy czynniki są od siebie oddzielone.

W piekarnictwie i produkcji dań gotowych wymienniki ciepła odgrywają kluczową rolę w procesach takich, jak:

  • chłodzenie potraw gotowych,
  • technologie chłodnicze pieczywa,
  • pasteryzacja i fermentacja,
  • rafinacja oraz suszenie produktów.

Z ich udziałem możliwe jest utrzymanie optymalnych warunków termicznych na każdym etapie produkcji – od przygotowania surowców, przez obórki termiczne, po chłodzenie i pakowanie. To właśnie dzięki wymiennikom ciepła piekarnictwo osiąga niezrównaną wydajność, a chłodzenie dań gotowych przemysłowo staje się bardziej przewidywalne i energooszczędne.

Wymienniki ciepła w piekarnictwie – wydajność produkcji i jakość pieczywa

Nie jest tajemnicą, że jakość pieczywa w dużej mierze zależy od precyzji termicznej podczas procesów fermentacji i wypieku. Wymienniki ciepła piekarnictwo wynoszą na nowy poziom, umożliwiając:

  • precyzyjne sterowanie temperaturą fermentacji – temperatura jest kluczowym parametrem w kształtowaniu tekstury i smaku pieczywa,
  • efektywne chłodzenie pieczywa po wypieku – technologie chłodnicze pieczywa pomagają uniknąć kondensacji wilgoci, co zapobiega pogorszeniu struktury skórki,
  • redukcję strat ciepła – zaawansowane wymienniki pomagają odzyskiwać energię cieplną i zmniejszać koszty operacyjne.

Zaawansowane linie produkcyjne pieczywa wyposażone w wymienniki ciepła linie produkcyjne żywności pozwalają na optymalizację zużycia energii, co ma szczególne znaczenie w kontekście rosnących cen energii.

Chłodzenie dań gotowych – wyzwania i możliwości

Produkcja dań gotowych wymaga perfekcyjnej synchronizacji procesów termicznych. Chłodzenie dań gotowych przemysłowo to kluczowy etap, który wpływa na trwałość produktu i jego wartości odżywcze. Wymienniki ciepła są tutaj niezastąpione, szczególnie w liniach produkujących duże ilości jedzenia w krótkim czasie.

Zalety stosowania wymienników ciepła w procesach chłodzenia dań gotowych

  1. Skrócenie czasu chłodzenia, co pozwala na szybsze przejście do etapu pakowania i magazynowania.
  2. Minimalizacja ryzyka kontaminacji mikrobiologicznej dzięki precyzyjnemu kontrolowaniu temperatury.
  3. Oszczędność energii poprzez odzysk ciepła z produktów w fazie wstępnego chłodzenia.

Nowoczesne chłodzenie potraw gotowych linia produkcyjna może być realizowane w sposób ciągły lub wsadowy, co pozwala na dostosowanie systemów do indywidualnych potrzeb zakładu.

Rodzaje wymienników ciepła stosowanych w przemyśle spożywczym

Nie wszystkie wymienniki ciepła nadają się do każdej aplikacji. W piekarnictwie i przy produkcji dań gotowych najczęściej stosowane są:

  • płytowe wymienniki ciepła – idealne do szybkiej wymiany ciepła przy niewielkich objętościach medium,
  • płaszczowo-rurowe wymienniki ciepła – zapewniają wysoką wydajność przy dużych przepływach,
  • spiralne wymienniki ciepła – doskonałe w zastosowaniach wymagających ograniczenia strat ciepła na długich dystansach.

Każdy z tych typów wymienników ciepła można dostosować do specyficznych potrzeb linii produkcyjnej.

Czy wymienniki ciepła to przyszłość przemysłu spożywczego?

Dzięki dalszemu rozwojowi technologii wymienników ciepła możemy spodziewać się jeszcze większych korzyści dla przemysłu spożywczego, takich jak automatyzacja procesów, lepsze zarządzanie zasobami czy bardziej zaawansowane systemy odzysku energii. Bez względu na to, jak zmieniają się wymagania konsumentów i regulacje przemysłowe, wymienniki ciepła pozostaną filarem innowacji w sektorze spożywczym.

Rzecznik MŚP krytycznie o projekcie zmian w ustawie o fundacjach rodzinnych

Projekt nowelizacji ustawy o fundacjach rodzinnych, przygotowany przez Ministerstwo Finansów i Gospodarki, wzbudził duże emocje w środowisku przedsiębiorców, w tym szczególnie w sektorze małych i średnich firm. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Agnieszka Majewska, skierowała w tej sprawie wystąpienie do ministra finansów, zwracając uwagę na szereg ryzyk i potencjalnych negatywnych skutków proponowanych rozwiązań.

Cel zmian i obawy przedsiębiorców

Resort finansów uzasadnia projekt potrzebą doprecyzowania i uszczelnienia przepisów, aby uniemożliwić wykorzystywanie fundacji rodzinnych do agresywnej optymalizacji podatkowej. Jednak, jak podkreśla Rzecznik MŚP, proponowane regulacje mogą w praktyce okazać się nadmiernym obciążeniem dla przedsiębiorców, ograniczając przewidywalność prawa i zniechęcając do korzystania z fundacji rodzinnych jako narzędzia sukcesji międzypokoleniowej.

Katalog wyłączeń i nowe obciążenia

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu jest rozszerzenie katalogu wyłączeń ze zwolnienia CIT dla fundacji rodzinnych. Obejmie ono m.in. przepisy dotyczące zagranicznych jednostek kontrolowanych (CFC). Zdaniem Rzecznika MŚP takie rozwiązanie w przypadku fundacji prowadzonych przez przedsiębiorstwa z sektora MŚP może być nieproporcjonalne i zniechęcać do ekspansji zagranicznej oraz dywersyfikacji działalności.

Projekt przewiduje także dodatkowe obowiązki ewidencyjne i raportowe. Dla dużych podmiotów nie stanowią one znaczącej bariery, jednak dla mniejszych firm – często pozbawionych rozbudowanych działów prawnych i podatkowych – mogą być poważnym problemem, niosąc ryzyko sankcji w przypadku niedopełnienia formalności. Rzecznik MŚP apeluje w tym zakresie o wydłużenie terminów oraz uproszczenie wymogów.

Ograniczenia w zwolnieniu CIT

Kontrowersje budzą także przepisy przewidujące wyłączenie ze zwolnienia podatkowego przychodów z najmu, dzierżawy czy wykorzystywania składników majątku w ramach działalności gospodarczej prowadzonej przez beneficjentów fundacji. W opinii Rzecznika takie rozwiązania mogą prowadzić do podwójnego opodatkowania transakcji wewnątrz rodzinnych struktur biznesowych i ograniczać swobodę prowadzenia działalności.

Postulat wydłużenia konsultacji

Minister Agnieszka Majewska wskazuje, że przedsiębiorcy potrzebują więcej czasu, aby dostosować się do nowych regulacji. Postuluje zatem wydłużenie okresu konsultacji publicznych oraz przesunięcie terminu wejścia w życie ustawy. Ma to pozwolić na odpowiednie wdrożenie zmian w systemach księgowych i organizacyjnych, a także uniknięcie strat majątkowych wynikających z pośpiesznej implementacji przepisów.

Rzecznik MŚP apeluje o wprowadzenie istotnych korekt do projektu, tak aby zachować równowagę pomiędzy celem uszczelnienia systemu podatkowego a realnymi możliwościami przedsiębiorców, szczególnie z sektora MŚP. W jej ocenie bez takich zmian nowe przepisy mogą osłabić atrakcyjność fundacji rodzinnych, które miały wspierać rozwój firm i ułatwiać międzypokoleniową sukcesję.

Michał Radomski wesprze Scallier w akwizycjach i sprzedaży nieruchomości handlowych

Michał Radomski dołączył do zespołu firmy Scallier w Polsce, obejmując stanowisko Investment Director.

W tej roli będzie doradzał klientom firmy przy zakupie nieruchomości z sektora handlowego oraz zarządzał procesami sprzedaży aktywów, reprezentując właścicieli nieruchomości i deweloperów. Jego zadaniem będzie strategiczne wsparcie inwestorów instytucjonalnych i prywatnych w realizacji planów i strategii inwestycyjnych, alokacji zasobów czy budowie portfela inwestycyjnego. Swoją wiedzą i fachowymi zdolnościami będzie również wspierał bieżące działania i projekty realizowane przez dywizję dewelopersko – inwestycyjną Scallier.

Michał Radomski od ponad 10 lat pracuje w obszarze inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce. Profesjonalne umiejętności w tej dziedzinie zdobywał doradzając przy realizacji transakcji związanych z zakupem nieruchomości przez międzynarodowe fundusze inwestycyjne. Był odpowiedzialny za przeprowadzenie kilkudziesięciu procesów akwizycji na rynku krajowym.

Doradzając przy zakupie nieruchomości handlowych na rzecz klientów, wprowadził na polski rynek austriacki fundusz inwestycyjny. Odpowiadał również za zakup nieruchomości dla funduszu Centerscape Investments w Polsce i Czechach. Uczestniczył też w procesie doradczym, wspierając realizację parków handlowych w Polsce i na terenie Słowacji.

– Z ogromną satysfakcją powitaliśmy Michała w naszym zespole. Jestem przekonany, że bogate doświadczenie i wielostronny zakres kompetencji, jakim dysponuje pozwoli wzmocnić pozycję naszej firmy jako jednego z głównych doradców w sektorze handlowym w Polsce. Jego wiedza i fachowe podejście do oceny przedsięwzięć oraz zaangażowanie w procesy inwestycyjne pozwoli  przyspieszyć realizację planów, przyjętych przez naszą firmę. Wykorzystanie zdobytego przez Michała doświadczenia i umiejętności negocjacyjnych zapewnia natomiast naszym klientom szerokie wsparcie doradcze oraz optymalizację rozwiązań wykorzystywanych w biznesie – mówi Bartosz Nowak, Partner Zarządzający w Scallier.

– Praca w Scallier otwiera nowy rozdział w mojej karierze zawodowej. Bazując na doświadczeniu firmy, uzyskanym w trakcie prowadzenia projektów handlowych w Polsce i Rumunii na przestrzeni ostatnich lat możemy zapewnić klientom wszechstronną pomoc w realizacji złożonych projektów inwestycyjnych w kraju i na rynkach europejskich. Jak również zagwarantować kompleksowe wsparcie doradcze w procesie akwizycji nieruchomości, w zakresie operacyjnym, prawnym i finansowym – informuje Michał Radomski, Investment Director w firmie Scallier.

Inflacja w Polsce wyższa od wstępnych szacunków – rynek reaguje umocnieniem złotego

Inwestorzy czekają na środową konferencję Rezerwy Federalnej. Na rynku ropy powoli, ale jednak wzrasta liczba aktywnych odwiertów. W Polsce ostateczne dane o inflacji pokazały, że rośnie ona o 2,9%, a nie jak przedstawiono we wstępnych odczytach o 2,8%. Co to oznacza?

Rynek czeka na FED

Na dwa dni przed konferencją Federalnego Komitetu Otwartego Rynku decyzja jest niemal pewna. Na tym posiedzeniu stopy spadną o 0,25% – z wartości w przedziale 4,25%-4,5% na 4,00%-4,25%. Notowania kontraktów terminowych wskazują, że część inwestorów bardziej boi się większej obniżki niż całkowitego braku ruchu w dół. Jedynym ostrzegawczym sygnałem, który widać na horyzoncie jest sierpniowy wzrost inflacji do 2,9%. Był to bowiem najwyższy poziom od stycznia. Niektórzy analitycy mówią o konflikcie między Rezerwą Federalną a obecną administracją. Uważają jednak, że ten spór powinien być widoczny najwyżej w komunikacie po ogłoszeniu decyzji. Kluczowa powinna być konferencja prasowa po samej decyzji. Im bardziej będzie panowała narracja o jeszcze dwóch obniżkach w tym roku, tym słabszy powinien być dolar. Gdyby jednak zakwestionowano ten scenariusz, może to oznaczać szybkie umocnienie amerykańskiej waluty.

Co nas czeka na rynku ropy?

W USA trzeci tydzień z rzędu rośnie ilość aktywnych odwiertów ropy naftowej. Jest to istotna zmiana, biorąc pod uwagę, że od końca kwietnia do początku sierpnia mieliśmy nieprzerwaną serię spadków. Pokazuje ona przekształcenie oczekiwań względem tego rynku. Odbicie nie jest na razie silne, ale sugeruje, że wkrótce nowe moce mogą być potrzebne. Część analityków wskazuje, że może to być przygotowanie pod potencjalne sankcje eksportowe na ropę przeciwko Rosji. Amerykanie nie są jednak w stanie zwiększyć wydobycia w taki sposób, by zastąpić rosyjski surowiec. Co innego, gdyby udało się Donaldowi Trumpowi wywrzeć presję na OPEC. Patrząc na ceny surowca, inwestorzy nie boją się, że będzie go brakowało. Cena baryłki wciąż znajduje się w okolicach 67 dolarów, co wskazuje na duży spokój i brak wiary w odcięcie rosyjskiej ropy od rynku.

Inflacja spada trochę wolniej

Finalne dane o wzroście cen dla konsumentów za sierpień pokazały 2,9%. To symbolicznie o 0,1% więcej niż rezultat we wstępnym odczycie. Co to oznacza? Im mniej stopy procentowe przekraczają wskaźnik inflacji, tym wolniej będą obniżane. Oczywiście trzeba poczekać na kolejne wskazania, ale potencjalnie może oznaczać to wolniejsze obniżki stóp. Nawet jeśli nie na najbliższym posiedzeniu, to na kolejnych. Tak właśnie reaguje rynek. Po tych danych polski złoty zaczął się umacniać. Przez mniejsze obniżki stóp procentowych złoty da lepiej zarobić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Indeks NY Empire State.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym – kiedy stres i presja nie pytają o wiek ani funkcję w organizacji

Wypalenie zawodowe to problem globalny, który narasta z roku na rok i obejmuje coraz szersze grupy zawodowe. Dlatego od kilku lat 14 września obchodzimy Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym. To symboliczna data, która ma przypominać, że zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników jest równie ważne jak ich kompetencje czy wyniki. Ten dzień stał się okazją do dyskusji, edukacji i promocji działań profilaktycznych, które mogą pomóc zmniejszyć skalę problemu.

Wypalenie zawodowe to pojęcie stosunkowo młode w psychologii i medycynie pracy, ale jego znaczenie z każdym rokiem rośnie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało kto używał tego terminu, a ludzie cierpiący na przewlekłe zmęczenie, spadek motywacji czy objawy psychosomatyczne często nie otrzymywali właściwego wsparcia. Dziś wiemy, że wypalenie nie jest chwilową słabością ani „lenistwem”, lecz poważnym zjawiskiem wynikającym z przeciążenia emocjonalnego, psychicznego i fizycznego.

Wypalenie zawodowe stało się jednym z największych wyzwań zdrowotnych XXI wieku. WHO i eksperci podkreślają, że to problem o wymiarze społecznym, gospodarczym i zdrowotnym, który wymaga kompleksowych działań – od profilaktyki w miejscu pracy, po leczenie wielospecjalistyczne. Współczesne modele pracy, presja sukcesu i globalizacja sprawiają, że ryzyko wypalenia dotyczy coraz większej liczby osób.

Początki badań – Herbert Freudenberger i lata 70.

Za „ojca” pojęcia wypalenia zawodowego uznaje się Herberta Freudenbergera, amerykańskiego psychologa i psychiatry, który w latach 70. XX wieku opisał to zjawisko wśród pracowników opieki zdrowotnej. W 1974 roku opublikował on artykuł, w którym użył terminu burnout do określenia stanu przewlekłego zmęczenia, utraty zaangażowania i pogorszenia jakości pracy u osób zawodowo pomagających innym. Freudenberger obserwował lekarzy, pielęgniarki i terapeutów, którzy mimo początkowej pasji i poświęcenia, z czasem stawali się znużeni, cyniczni i niezdolni do dalszego niesienia pomocy.

W jego ujęciu wypalenie było konsekwencją długotrwałego stresu emocjonalnego i przeciążenia obowiązkami, które przekraczały zdolności adaptacyjne jednostki. Freudenberger nie tylko nadał nazwę temu zjawisku, ale także rozpoczął dyskusję, która z biegiem lat przeniosła się na inne dziedziny życia zawodowego – edukację, administrację, biznes czy sektor usług.

Rozwój koncepcji – Christina Maslach i model trójwymiarowy

Choć Freudenberger zainicjował temat, to Christina Maslach, amerykańska psycholożka, nadała mu naukowe ramy. W latach 80. opracowała ona model trójwymiarowy, który do dziś jest podstawą większości badań nad wypaleniem. Maslach wyróżniła trzy główne wymiary:

  1. Wyczerpanie emocjonalne – chroniczne zmęczenie psychiczne i fizyczne, brak energii do pracy i życia codziennego.
  2. Depersonalizacja / dystans emocjonalny – cyniczne, zdystansowane podejście do obowiązków i osób, z którymi pracuje się na co dzień.
  3. Obniżone poczucie skuteczności zawodowej – przekonanie, że praca nie ma sensu, brak wiary we własne kompetencje i efektywność.

Na podstawie tych trzech wymiarów powstał Maslach Burnout Inventory (MBI) – kwestionariusz, który do dziś stosuje się w badaniach i diagnozie wypalenia zawodowego. Prace Maslach przyczyniły się do uznania wypalenia za zjawisko złożone i wymagające wieloaspektowego podejścia.

Wypalenie zawodowe w latach 90. i 2000. – od niszowego terminu do globalnego problemu

W kolejnych dekadach pojęcie wypalenia zawodowego zaczęło być coraz częściej stosowane w badaniach i praktyce. W latach 90. zainteresowanie tym tematem wzrosło szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie intensyfikacja pracy, wzrost konkurencyjności i szybkie tempo życia sprzyjały narastaniu stresu. Wypalenie zaczęło być postrzegane nie tylko jako problem jednostki, ale także jako zagrożenie dla efektywności całych organizacji i gospodarek.

Na początku XXI wieku pojawiły się pierwsze duże raporty dotyczące skali zjawiska, a w literaturze psychologicznej coraz częściej podkreślano, że wypalenie dotyka nie tylko zawodów pomocowych, ale także pracowników korporacji, nauczycieli, menedżerów, a nawet osób samozatrudnionych. To rozszerzenie perspektywy sprawiło, że wypalenie zawodowe zaczęto traktować jako chorobę cywilizacyjną, charakterystyczną dla współczesnego świata pracy.

Definicja WHO i klasyfikacja ICD-11

Przełomowym momentem było włączenie wypalenia zawodowego do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, obowiązującej od 2022 roku. WHO uznała je za „zjawisko zawodowe”, a nie chorobę sensu stricto, ale nadała mu wyraźne ramy diagnostyczne. Według ICD-11 wypalenie zawodowe:

  • jest konsekwencją przewlekłego stresu w miejscu pracy, którego nie udało się skutecznie opanować,
  • charakteryzuje się trzema wymiarami: wyczerpaniem energetycznym, dystansem emocjonalnym wobec pracy i obniżonym poczuciem skuteczności,
  • odnosi się wyłącznie do kontekstu zawodowego, a nie do życia prywatnego.

Ta definicja miała ogromne znaczenie, ponieważ uporządkowała sposób, w jaki lekarze, psychologowie i pracodawcy mogą mówić o wypaleniu. Podkreślono, że nie jest to choroba psychiczna jak depresja, ale stan związany z warunkami pracy, wymagający jednak profesjonalnej interwencji.

Różnice między wypaleniem a depresją

W praktyce klinicznej często pojawia się pytanie o różnicę między wypaleniem zawodowym a depresją. Oba zjawiska mają wiele wspólnych objawów – obniżony nastrój, brak energii, problemy ze snem, utratę zainteresowań. Jednak wypalenie dotyczy przede wszystkim sfery zawodowej i objawia się w kontekście pracy, podczas gdy depresja obejmuje wszystkie obszary życia.

Pacjent wypalony może czuć się lepiej poza pracą – podczas wakacji czy w gronie rodziny – natomiast osoba z depresją doświadcza obniżonego nastroju niezależnie od sytuacji. W praktyce różnice te nie zawsze są jednoznaczne, dlatego tak ważna jest diagnostyka i współpraca specjalistów. Osteopata, pracując z pacjentem, może zauważyć fizyczne skutki wypalenia, ale w przypadku podejrzenia depresji konieczne jest skierowanie do psychiatry lub psychoterapeuty.

Wymiary i fazy wypalenia

Psychologia opisuje wypalenie zawodowe jako proces, który rozwija się etapami. Na początku pojawia się entuzjazm i nadmierne zaangażowanie, często związane z perfekcjonizmem i wysokimi oczekiwaniami wobec siebie. Z czasem, w wyniku przeciążenia obowiązkami i braku odpowiedniego odpoczynku, pojawia się stres i frustracja. Kolejnym etapem jest narastające zmęczenie i cynizm, aż wreszcie dochodzi do pełnoobjawowego wypalenia – pacjent czuje się wyczerpany, zniechęcony i niezdolny do dalszej pracy.

Ten proces pokazuje, że wypalenie nie pojawia się nagle, ale jest efektem długotrwałego zaniedbywania sygnałów ostrzegawczych. W pracy osteopatycznej istotne jest dostrzeganie tych sygnałów w ciele – bóle napięciowe, problemy trawienne czy bezsenność mogą być pierwszym etapem długiego procesu prowadzącego do wypalenia.

Wypalenie jako wyzwanie zdrowotne XXI wieku

XXI wiek to czas ogromnych przemian w świecie pracy – cyfryzacja, praca zdalna, globalizacja i przyspieszające tempo życia sprawiają, że coraz więcej osób doświadcza przeciążenia psychicznego i fizycznego. W tym kontekście wypalenie zawodowe zaczęto traktować nie jako indywidualny problem, ale jako zjawisko społeczne i zdrowotne na skalę globalną. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oraz liczne instytucje badawcze podkreślają, że to jedno z największych wyzwań zdrowotnych XXI wieku, które może dorównać pod względem konsekwencji takim problemom jak choroby serca czy depresja.

Dlaczego WHO bije na alarm?

W 2019 roku WHO oficjalnie uznała wypalenie zawodowe za zjawisko wymagające uwzględnienia w systemach ochrony zdrowia. Nie jest to jednostka chorobowa, ale sposób, w jaki chroniczny stres w miejscu pracy może niszczyć zdrowie fizyczne i psychiczne. WHO zwraca uwagę, że wypalenie dotyka pracowników niezależnie od wieku, płci czy branży, a jego konsekwencje obejmują nie tylko jednostki, ale także całe społeczeństwa i gospodarki.

Organizacja podkreśla również, że współczesny rynek pracy charakteryzuje się nieustanną presją na efektywność, koniecznością ciągłego uczenia się i adaptacji, a także coraz mniejszym rozdzieleniem życia prywatnego od zawodowego. Praca zdalna, choć daje wiele korzyści, spowodowała, że granica między obowiązkami zawodowymi a odpoczynkiem stała się rozmyta. W takich warunkach regeneracja organizmu jest utrudniona, co sprzyja powstawaniu wypalenia.

Nowe modele pracy – cyfryzacja i praca zdalna

Rozwój nowych technologii zmienił sposób, w jaki funkcjonujemy zawodowo. Cyfryzacja, dostępność smartfonów i komunikatorów sprawiają, że pracownik jest „zawsze pod ręką”. Oczekiwanie natychmiastowych odpowiedzi na maile czy telefony sprawia, że czas pracy rozciąga się na wieczory i weekendy. Brak granic powoduje, że ciało i umysł funkcjonują w stanie ciągłego napięcia.

Praca zdalna, szczególnie rozpowszechniona po pandemii COVID-19, ma także swoje cienie. Dla wielu osób oznacza izolację społeczną, brak bezpośredniego kontaktu z zespołem i trudności w organizacji czasu pracy. To z kolei może prowadzić do zwiększonego ryzyka wypalenia. Osteopaci i fizjoterapeuci obserwują wzrost liczby pacjentów, którzy zgłaszają się z dolegliwościami bólowymi wynikającymi z siedzącego trybu życia i braku ergonomii w pracy domowej.

Kultura nadmiernej produktywności i perfekcjonizmu

Współczesna kultura pracy promuje nadmierną produktywność, rywalizację i nieustanne podnoszenie kwalifikacji. Pracownicy czują, że aby utrzymać się na rynku, muszą być zawsze dostępni, gotowi na nowe wyzwania i w pełni zaangażowani. Perfekcjonizm, który w umiarkowanej dawce motywuje do działania, w nadmiarze staje się czynnikiem ryzyka wypalenia.

Presja sukcesu sprawia, że wielu ludzi zaniedbuje potrzeby ciała – sen, odpoczynek, ruch czy zdrową dietę. W efekcie stres kumuluje się zarówno w psychice, jak i w układzie mięśniowo-szkieletowym. To właśnie tutaj osteopatia może odegrać kluczową rolę, pomagając pacjentom odzyskać równowagę i uświadamiając im znaczenie regeneracji jako elementu profilaktyki zdrowia.

Wypalenie a zdrowie publiczne

Wypalenie zawodowe to nie tylko problem indywidualny, ale także wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Osoby wypalone częściej korzystają z pomocy medycznej, zgłaszają się do lekarzy z powodu bólów, bezsenności czy problemów trawiennych. Zwiększona absencja chorobowa obciąża system ubezpieczeń społecznych i pracodawców.

Według raportów Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (EU-OSHA) stres związany z pracą jest jedną z najczęstszych przyczyn zwolnień lekarskich w Unii Europejskiej. W Polsce również obserwuje się wzrost liczby dni absencji z powodu zaburzeń związanych ze stresem. To pokazuje, że wypalenie zawodowe staje się realnym problemem zdrowia publicznego, wymagającym działań profilaktycznych i systemowych.

Zjawisko wypalenia zawodowego ma ogromny wpływ na gospodarkę. Obniżona efektywność pracowników, rotacja kadr, absencja chorobowa i konieczność rekrutacji nowych osób generują olbrzymie koszty. Szacuje się, że w skali globalnej straty związane z wypaleniem zawodowym idą w miliardy dolarów rocznie.

Pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę, że dbanie o dobrostan pracowników jest inwestycją, a nie kosztem. Firmy, które wprowadzają programy wspierające równowagę praca–życie, elastyczne godziny czy dostęp do wsparcia psychologicznego i osteopatycznego, zyskują lojalnych i bardziej efektywnych pracowników.

Branże szczególnie narażone na wypalenie

Choć wypalenie może dotyczyć każdego, badania pokazują, że niektóre grupy zawodowe są szczególnie narażone. Należą do nich:

  • lekarze i pielęgniarki – przeciążeni odpowiedzialnością za zdrowie i życie pacjentów, często pracujący w systemie zmianowym,
  • nauczyciele – pracujący w warunkach stresu emocjonalnego, przy ograniczonych zasobach i presji wyników,
  • pracownicy socjalni i terapeuci – codziennie mierzący się z trudnymi historiami i emocjami innych ludzi,
  • menedżerowie i pracownicy korporacji – obciążeni nadmiarem obowiązków, ciągłymi terminami i wysokimi wymaganiami,
  • osoby samozatrudnione i freelancerzy – zmagający się z niepewnością finansową i brakiem granic między pracą a życiem prywatnym.

Osteopaci w swojej praktyce klinicznej coraz częściej spotykają pacjentów z tych grup, zgłaszających dolegliwości bólowe, przewlekłe zmęczenie i objawy psychosomatyczne.

Wypalenie zawodowe nasila również globalizacja i szybki przepływ informacji. Współczesny pracownik funkcjonuje w świecie, w którym informacje napływają nieustannie, a bodźce sensoryczne są wszechobecne – powiadomienia, maile, wiadomości. Mózg pracuje w trybie ciągłej czujności, co prowadzi do przewlekłego przeciążenia.

Osteopatyczne podejście podkreśla znaczenie wyciszenia i regeneracji, a praca manualna wspiera odzyskiwanie równowagi układu nerwowego. Dzięki temu pacjent zyskuje szansę na przerwanie błędnego koła ciągłej stymulacji i braku odpoczynku.

Jak stres i napięcia w ciele prowadzą do wypalenia

Stres jest naturalną reakcją organizmu na wymagające sytuacje. W krótkiej perspektywie mobilizuje do działania, zwiększa czujność i daje energię. Problem zaczyna się wtedy, gdy stres trwa zbyt długo i organizm nie ma szansy na regenerację. Wówczas napięcia psychiczne zaczynają przekładać się na ciało – w mięśniach, układzie nerwowym i narządach wewnętrznych. To właśnie wtedy rozwija się mechanizm prowadzący do wypalenia zawodowego.

Stres krótkotrwały a przewlekły

Różnica między stresem krótkotrwałym a przewlekłym jest kluczowa. Krótkotrwały stres działa mobilizująco – pozwala szybciej reagować, koncentrować się i wykonywać zadania. Jednak gdy stres utrzymuje się tygodniami czy miesiącami, układ nerwowy i hormonalny zaczynają działać w sposób destrukcyjny. Organizm nie wraca do stanu równowagi, a napięcia w ciele stają się coraz silniejsze.

Pacjent może tego nie zauważać od razu – pierwsze objawy to zwykle bóle karku, sztywność mięśni, trudności z koncentracją czy problemy ze snem. Z czasem jednak przewlekłe napięcie prowadzi do znacznego spadku wydolności organizmu, a to otwiera drogę do pełnoobjawowego wypalenia zawodowego.

Jak napięcia w ciele pogłębiają stres psychiczny

Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. Kiedy mięśnie są napięte, a oddech staje się płytki i szybki, mózg odbiera sygnał, że organizm jest w stanie zagrożenia. W ten sposób stres fizyczny wzmacnia stres psychiczny. To błędne koło – napięcia mięśniowe nasilają poczucie lęku i niepokoju, a z kolei psychiczny stres utrwala napięcia w ciele.

Osteopaci często spotykają pacjentów, którzy zgłaszają się z przewlekłymi bólami karku, głowy czy kręgosłupa, nie zdając sobie sprawy, że źródłem problemu jest właśnie stres. Leczenie samego bólu bez uwzględnienia jego psychicznego podłoża daje krótkotrwałe efekty. Dopiero całościowe podejście, uwzględniające związek ciała i umysłu, pozwala skutecznie przerwać to błędne koło.

Układ mięśniowo-szkieletowy jako „lustro stresu”

Stres psychiczny niemal zawsze manifestuje się w ciele. Najczęściej dotyczy to układu mięśniowo-szkieletowego – napięte mięśnie karku i barków, zaciśnięta szczęka, sztywność w odcinku lędźwiowym. To naturalna reakcja organizmu przygotowującego się do „walki lub ucieczki”. Jednak w warunkach przewlekłego stresu mięśnie pozostają w tym stanie przez długi czas, co prowadzi do przeciążeń, bólu i ograniczeń ruchomości.

Napięcia mięśniowe mogą również powodować wtórne problemy – bóle głowy, zaburzenia krążenia, a nawet trudności w oddychaniu. Pacjenci często mówią o uczuciu „ciężaru na barkach” czy „sztywności całego ciała”, które uniemożliwia im pełny odpoczynek. To pokazuje, że ciało staje się bezpośrednim świadectwem stresu, a jego napięcia są sygnałem alarmowym.

Układ pokarmowy i oddechowy a stres

Przewlekły stres wpływa nie tylko na mięśnie, ale także na układ pokarmowy i oddechowy. Zaburzenia trawienia – bóle brzucha, wzdęcia, refluks czy zespół jelita drażliwego – są częstymi dolegliwościami pacjentów doświadczających wypalenia. Układ pokarmowy jest szczególnie wrażliwy na stres, ponieważ unerwienie jelit jest ściśle powiązane z układem nerwowym autonomicznym.

Oddech z kolei staje się płytki i szybki. Zamiast angażować przeponę, pacjent oddycha głównie górną częścią klatki piersiowej. To dodatkowo zwiększa napięcie w obrębie szyi i barków oraz pogłębia uczucie zmęczenia. Brak prawidłowej wentylacji płuc powoduje niedotlenienie organizmu, co z kolei obniża koncentrację i zdolność do regeneracji.

Problemy ze snem jako konsekwencja napięć

Jednym z pierwszych sygnałów przewlekłego stresu są problemy ze snem. Pacjent ma trudności z zasypianiem, budzi się w nocy lub odczuwa zmęczenie mimo przesypiania wielu godzin. Napięcia mięśniowe, płytki oddech i nadmierne pobudzenie układu współczulnego sprawiają, że organizm nie wchodzi w fazę głębokiej regeneracji.

Brak snu działa jak dodatkowy stresor – pogarsza nastrój, obniża odporność i zwiększa wrażliwość na ból. Pacjent wchodzi w spiralę: stres powoduje bezsenność, a bezsenność nasila stres. Osteopata, pracując z przeponą, klatką piersiową i układem nerwowym, może pomóc w przełamaniu tego mechanizmu.

Osteopatyczne spojrzenie na napięcia w ciele

Osteopatia traktuje ciało jako całość, w której wszystkie układy są ze sobą powiązane. Z perspektywy osteopaty przewlekły stres to nie tylko problem psychologiczny, ale także stan przeciążenia fizycznego. Terapia manualna pozwala rozluźnić napięte struktury, poprawić krążenie i przywrócić równowagę układu nerwowego.

Osteopata może pracować zarówno z mięśniami i powięzią, jak i z narządami wewnętrznymi czy przeponą. Celem jest nie tylko zmniejszenie bólu, ale przede wszystkim umożliwienie organizmowi powrotu do naturalnego rytmu – równowagi między aktywnością a regeneracją. To podejście sprawia, że pacjent stopniowo odzyskuje zdolność do radzenia sobie ze stresem, a ryzyko wypalenia zawodowego maleje.

Fizjologia stresu – oś HPA, kortyzol, układ nerwowy autonomiczny

Aby zrozumieć, dlaczego przewlekły stres prowadzi do wypalenia zawodowego, trzeba przyjrzeć się mechanizmom biologicznym, które sterują reakcjami organizmu. Stres to nie tylko pojęcie psychologiczne – to przede wszystkim proces fizjologiczny, w który zaangażowane są układ hormonalny i nerwowy. Kluczową rolę odgrywa tu oś HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza), hormon kortyzol oraz układ nerwowy autonomiczny. Ich prawidłowe działanie umożliwia nam reagowanie na zagrożenia i regenerację po ich ustąpieniu. Jednak w warunkach przewlekłego stresu mechanizmy te zostają zaburzone, prowadząc do przeciążeń i stopniowego wyniszczenia organizmu.

Oś HPA – centrum zarządzania stresem

Oś HPA to układ regulacyjny, w którym współdziałają trzy struktury: podwzgórze, przysadka mózgowa i nadnercza. To one sterują reakcją organizmu na stres. Gdy pojawia się zagrożenie, podwzgórze wydziela hormon CRH, który pobudza przysadkę do produkcji ACTH. Hormon ten trafia do nadnerczy i pobudza je do wydzielania kortyzolu – głównego hormonu stresu.

Ten mechanizm jest adaptacyjny – dzięki niemu organizm mobilizuje energię, zwiększa czujność, podnosi ciśnienie krwi i przyspiesza tętno. Problem zaczyna się wtedy, gdy stres nie ustępuje, a oś HPA jest pobudzana nieustannie. Nadnercza produkują zbyt dużo kortyzolu, a układ traci zdolność do powrotu do stanu równowagi.

Kortyzol – hormon stresu

Kortyzol w niewielkich ilościach jest nam niezbędny – reguluje gospodarkę glukozą, ciśnienie krwi i reakcje zapalne. W sytuacji stresowej mobilizuje organizm, by poradził sobie z wyzwaniem. Jednak jego przewlekle podwyższony poziom staje się toksyczny.

Długotrwały nadmiar kortyzolu prowadzi do:

  • zaburzeń snu i bezsenności,
  • spadku odporności,
  • problemów metabolicznych (otyłość brzuszna, insulinooporność),
  • osłabienia pamięci i koncentracji,
  • przewlekłych bólów mięśni i stawów.

To właśnie kortyzol jest jednym z głównych biochemicznych „winowajców” wypalenia zawodowego. Utrzymuje organizm w stanie ciągłej mobilizacji, a jednocześnie niszczy jego zdolność do regeneracji.

Układ nerwowy autonomiczny – sympatyczny i parasympatyczny

Reakcja na stres to nie tylko hormony – to także praca układu nerwowego autonomicznego, który działa niezależnie od naszej woli. Składa się on z dwóch części:

  • układu współczulnego (sympatycznego) – odpowiedzialnego za mobilizację („walka lub ucieczka”),
  • układu przywspółczulnego (parasympatycznego) – odpowiedzialnego za regenerację („odpoczynek i trawienie”).

W zdrowych warunkach obie części działają naprzemiennie – aktywacja i odpoczynek tworzą naturalny rytm organizmu. Jednak przewlekły stres sprawia, że dominuje układ współczulny. Organizm funkcjonuje jakby ciągle był zagrożony – serce bije szybciej, mięśnie pozostają napięte, a układ pokarmowy i odpornościowy są osłabione.

Przewlekła aktywacja osi HPA i układu współczulnego

Kiedy stres staje się chroniczny, oś HPA i układ współczulny działają jak „zacięta płyta”. Organizm nie ma szansy na regenerację, a to prowadzi do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Pacjent zaczyna odczuwać przewlekłe zmęczenie, bóle mięśni, zaburzenia snu i problemy trawienne. Z czasem pojawiają się także objawy depresyjne i lękowe.

Wypalenie zawodowe to właśnie efekt długotrwałej aktywacji mechanizmów stresowych – ciało i umysł nie potrafią wrócić do równowagi. Osteopatia, pracując z układem nerwowym i mięśniowym, może pomóc w przywróceniu równowagi między częścią sympatyczną a parasympatyczną, wspierając naturalne procesy regeneracyjne.

Neurobiologia stresu i zmiany w mózgu

Przewlekły stres nie pozostaje bez wpływu na mózg. Badania pokazują, że długotrwałe podwyższenie poziomu kortyzolu prowadzi do:

  • zmniejszenia objętości hipokampa (odpowiedzialnego za pamięć i uczenie się),
  • nadmiernej aktywności ciała migdałowatego (związanego z reakcjami lękowymi),
  • zaburzeń w korze przedczołowej (odpowiedzialnej za planowanie, koncentrację i kontrolę emocji).

To tłumaczy, dlaczego osoby w stanie wypalenia zawodowego często mają problemy z pamięcią, koncentracją i odczuwają wzmożony lęk. Zmiany te mogą być odwracalne, ale wymagają czasu, odpoczynku i odpowiedniego wsparcia terapeutycznego.

Znaczenie fizjologii stresu dla praktyki osteopatycznej

Osteopata, znając mechanizmy działania osi HPA i układu nerwowego autonomicznego, może lepiej zrozumieć, dlaczego pacjent z wypaleniem zgłasza objawy tak różnorodne – od bólów kręgosłupa, przez problemy żołądkowe, po bezsenność. Terapia manualna, ukierunkowana na rozluźnienie przepony, poprawę krążenia czy regulację pracy układu nerwowego, wspiera aktywację części przywspółczulnej. To z kolei daje organizmowi szansę na regenerację i odbudowę rezerw energetycznych.

Somatyczne objawy wypalenia zawodowego

Wypalenie zawodowe to nie tylko problem psychiczny czy emocjonalny – jego skutki są widoczne również w ciele. Pacjenci często zgłaszają się do lekarzy, fizjoterapeutów czy osteopatów z dolegliwościami, które mają swoje źródło w przewlekłym stresie. Bóle kręgosłupa, migreny, zaburzenia trawienne czy problemy ze snem to jedne z najczęściej występujących somatycznych objawów wypalenia. Zrozumienie ich mechanizmów pozwala lepiej diagnozować i skuteczniej leczyć pacjentów.

Bóle kręgosłupa i napięcia mięśniowe

Najbardziej powszechnym objawem wypalenia zawodowego są dolegliwości bólowe ze strony układu mięśniowo-szkieletowego. Długotrwały stres powoduje przewlekłe napięcie mięśni, zwłaszcza w obrębie karku, barków i odcinka lędźwiowego kręgosłupa. To naturalna reakcja obronna organizmu, który przygotowuje się do „walki lub ucieczki”. Jednak w sytuacji, gdy stres jest przewlekły, mięśnie pozostają w stanie ciągłego napięcia, co prowadzi do przeciążeń, bólu i ograniczenia ruchomości.

Pacjenci opisują te dolegliwości jako „ciągnięcie”, „sztywność” czy „blokadę” w kręgosłupie. Nierzadko dolegliwości nasilają się w trakcie pracy, szczególnie u osób spędzających wiele godzin w pozycji siedzącej. Osteopatia, pracując z napięciami mięśni i powięzi, może skutecznie łagodzić te objawy, a jednocześnie pomagać pacjentowi zrozumieć, że źródłem problemu nie zawsze jest sama postawa, lecz przewlekły stres.

Migreny i bóle głowy

Kolejnym częstym objawem wypalenia zawodowego są bóle głowy. Mogą one przybierać postać migren, bólów napięciowych czy przewlekłych dolegliwości związanych z napięciem mięśni karku i szczęki. Mechanizm jest prosty – przewlekły stres prowadzi do zwiększonego napięcia mięśni, które z kolei uciskają naczynia krwionośne i nerwy. To powoduje ból, który może być pulsujący, rozlany lub skoncentrowany w jednej części głowy.

Migreny często nasilają się w sytuacjach zawodowych – przed ważnymi spotkaniami, podczas pracy nad projektami czy w okresach wzmożonej presji. Pacjenci zgłaszają również objawy towarzyszące, takie jak światłowstręt, nudności czy zawroty głowy. Osteopatia, poprzez techniki czaszkowo-krzyżowe i pracę z układem nerwowym, może redukować napięcia odpowiedzialne za te dolegliwości i wspierać naturalne mechanizmy regulacji organizmu.

Problemy trawienne

Układ pokarmowy jest szczególnie wrażliwy na przewlekły stres. Wypalenie zawodowe często manifestuje się zaburzeniami trawienia – bólami brzucha, wzdęciami, refluksem czy zespołem jelita drażliwego (IBS). Wynika to z faktu, że układ nerwowy autonomiczny reguluje zarówno reakcję na stres, jak i pracę przewodu pokarmowego. Gdy dominuje część współczulna („walka lub ucieczka”), procesy trawienne zostają spowolnione lub zaburzone.

Pacjenci skarżą się na uczucie ciężkości po posiłkach, nieregularne wypróżnienia czy nadwrażliwość jelit. Niekiedy dolegliwości te są tak silne, że prowadzą do ograniczeń dietetycznych i obniżenia jakości życia. Osteopatia, stosując techniki wisceralne, może wspierać funkcjonowanie układu pokarmowego, poprawiać ruchomość przepony i regulować napięcia w obrębie jamy brzusznej. Dzięki temu pacjenci często odczuwają poprawę już po kilku sesjach.

Problemy ze snem

Bezsenność i zaburzenia rytmu dobowego to jedne z kluczowych somatycznych objawów wypalenia. Kortyzol, hormon stresu, w warunkach przewlekłego pobudzenia utrzymuje się na wysokim poziomie również wieczorem, uniemożliwiając zaśnięcie. Dodatkowo napięte mięśnie i płytki oddech utrudniają osiągnięcie fazy głębokiego snu, która odpowiada za regenerację organizmu.

Pacjenci opisują te trudności jako „gonitwę myśli”, częste budzenie się w nocy czy uczucie niewyspania mimo pozornie długiego snu. Brak regeneracji prowadzi do dalszego osłabienia, pogorszenia odporności i obniżenia nastroju. Osteopatyczne techniki relaksacyjne i praca z układem przywspółczulnym mogą znacząco poprawić jakość snu, przywracając organizmowi zdolność do odpoczynku.

Osłabienie odporności i częste infekcje

Przewlekły stres negatywnie wpływa na układ odpornościowy. Kortyzol, działając immunosupresyjnie, osłabia zdolność organizmu do obrony przed infekcjami. Pacjenci z wypaleniem zawodowym często zgłaszają nawracające przeziębienia, infekcje dróg oddechowych czy dłuższe okresy rekonwalescencji. To kolejny przykład, jak psychika i ciało są ze sobą powiązane – stres emocjonalny bezpośrednio przekłada się na zdolność organizmu do walki z chorobami.

Problemy sercowo-naczyniowe

Przewlekły stres i napięcia w ciele zwiększają również ryzyko problemów sercowo-naczyniowych. Podwyższone ciśnienie krwi, przyspieszone tętno i częste kołatania serca to objawy, które zgłaszają pacjenci z wypaleniem. Choć nie zawsze prowadzą one do chorób serca, to w dłuższej perspektywie zwiększają ryzyko nadciśnienia i choroby niedokrwiennej. Osteopatia, wspierając regulację układu nerwowego i krążenia, może odciążać serce i poprawiać ogólną wydolność organizmu.

Leczenie wypalenia i multidyscyplinarne wsparcie

Leczenie wypalenia zawodowego wymaga podejścia wieloaspektowego. Nie istnieje jedna terapia, która rozwiąże wszystkie problemy, ponieważ wypalenie dotyka zarówno psychiki, jak i ciała. Dlatego konieczna jest współpraca specjalistów – psychoterapeuty, lekarza i osteopaty. Każdy z nich wnosi do procesu leczenia unikalne narzędzia, a ich połączenie daje największą szansę na skuteczną terapię.

Rola psychoterapii

Psychoterapia stanowi fundament leczenia wypalenia zawodowego. To właśnie w gabinecie psychologa pacjent uczy się rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie ze stresem i wypracowywać nowe strategie działania. Terapia poznawczo-behawioralna pomaga zmieniać schematy myślowe, które sprzyjają przeciążeniu, natomiast psychoterapia psychodynamiczna pozwala zrozumieć głębsze źródła problemu.

Psychoterapia umożliwia pacjentowi odzyskanie poczucia sprawczości, poprawę relacji zawodowych i osobistych, a także odbudowanie równowagi emocjonalnej. To proces długofalowy, ale niezwykle istotny – bez pracy nad psychiką leczenie wypalenia będzie niepełne.

Rola lekarza i farmakoterapii

W niektórych przypadkach wypalenie zawodowe prowadzi do zaburzeń depresyjnych, lękowych czy problemów somatycznych wymagających wsparcia medycznego. Lekarz pierwszego kontaktu lub psychiatra może wdrożyć farmakoterapię – leki przeciwdepresyjne, przeciwlękowe czy wspomagające sen. Choć farmakoterapia nie rozwiązuje przyczyn wypalenia, często jest niezbędna, by pacjent mógł odzyskać siły i rozpocząć inne formy terapii.

Lekarz ma także kluczową rolę diagnostyczną – wyklucza choroby somatyczne, które mogą maskować się objawami podobnymi do wypalenia, takie jak choroby tarczycy, cukrzyca czy zaburzenia hormonalne. Dzięki temu terapia staje się bezpieczniejsza i bardziej precyzyjna.

Rola osteopatii

Osteopatia odgrywa wyjątkową rolę w leczeniu wypalenia, ponieważ działa na ciało – obszar, w którym stres najczęściej znajduje swoje ujście. Poprzez techniki manualne osteopata pomaga pacjentowi rozluźnić napięte mięśnie, poprawić ruchomość stawów, usprawnić krążenie i przywrócić równowagę w układzie nerwowym.

Praca z przeponą, czaszką, kręgosłupem i powięzią pozwala aktywować układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację. Pacjenci często opisują uczucie „resetu” organizmu po sesji osteopatycznej – łatwiej im oddychać, lepiej śpią, a napięcia bólowe ustępują. Osteopatia nie zastępuje psychoterapii ani farmakoterapii, ale stanowi istotne uzupełnienie leczenia, które wzmacnia efekty innych metod.

Współpraca między specjalistami

Najlepsze efekty leczenia wypalenia osiąga się wtedy, gdy pacjent korzysta z pomocy wielu specjalistów. Psychoterapeuta pracuje nad umysłem, lekarz dba o bezpieczeństwo medyczne, a osteopata wspiera ciało i układ nerwowy. Taki model leczenia daje pacjentowi poczucie kompleksowej opieki i zwiększa szansę na trwały powrót do zdrowia.

W praktyce współpraca ta polega na wymianie informacji między specjalistami, dostosowywaniu terapii do aktualnych potrzeb pacjenta i wspólnym ustalaniu priorytetów. Pacjent nie jest pozostawiony sam sobie – otrzymuje wsparcie w każdym obszarze, którego dotyczy wypalenie.

Osteopatia a układ nerwowy – przywracanie równowagi

Jednym z najważniejszych efektów osteopatii w leczeniu wypalenia jest regulacja układu nerwowego autonomicznego. Stres przewlekły powoduje dominację układu współczulnego, co skutkuje ciągłym napięciem, podwyższonym ciśnieniem i bezsennością. Techniki osteopatyczne, takie jak terapia czaszkowo-krzyżowa czy praca z przeponą, aktywizują układ przywspółczulny odpowiedzialny za odpoczynek i regenerację.

Dzięki temu pacjent odzyskuje zdolność do wyciszenia, poprawia się jakość jego snu i samopoczucie psychiczne. To przykład, jak praca na ciele wpływa na umysł – rozluźnienie fizyczne otwiera drogę do poprawy stanu emocjonalnego.

Terapia w praktyce – krok po kroku

Proces leczenia wypalenia w praktyce osteopatycznej zaczyna się od dokładnego wywiadu. Osteopata pyta nie tylko o objawy bólowe, ale także o styl życia, pracę, sen i dietę. Dzięki temu uzyskuje pełny obraz sytuacji pacjenta. Następnie przeprowadza badanie manualne, aby ocenić napięcia w ciele i ograniczenia ruchomości.

Terapia obejmuje stopniowe rozluźnianie napiętych struktur, pracę z przeponą i narządami wewnętrznymi, a także edukację pacjenta dotyczącą higieny pracy i odpoczynku. Każda sesja ma na celu przywrócenie równowagi i stopniową odbudowę rezerw energetycznych organizmu. Efekty są odczuwalne już po kilku spotkaniach, choć pełny proces może wymagać miesięcy współpracy.

Znaczenie stylu życia – higiena snu, dieta, regeneracja

Osteopatia i psychoterapia dają najlepsze efekty, gdy pacjent wprowadza zmiany w swoim codziennym życiu. Higiena snu, zdrowa dieta i regularna regeneracja to fundament leczenia. Pacjent powinien nauczyć się odróżniać czas pracy od odpoczynku, zadbać o ergonomię stanowiska i wprowadzić aktywność fizyczną dostosowaną do swoich możliwości.

Osteopata może wskazać proste ćwiczenia oddechowe, które pomagają redukować napięcie w ciągu dnia, a także zasady dbania o postawę podczas pracy. Takie działania profilaktyczne wzmacniają efekty terapii manualnej i chronią przed nawrotami wypalenia.

Artykuł powstał we współpracy z Krakowskim Centrum Fizjoterapii i Osteopatii – Osteohelp, które oferuje kompleksową pomoc w profilaktyce i leczeniu wypalenia zawodowego.

Tympanometria – pytania i odpowiedzi

Tympanometria to obiektywne badanie słuchu, które bada reakcję błony bębenkowej na bodziec dźwiękowy i zmianę ciśnienia w uchu. Badanie to wykonuje się przy niedosłuchu, a także przy innych objawach laryngologicznych (takich jak np. płyn w jamie bębenkowej). Tympanometria to badanie bezpieczne i bezbolesne, które można przeprowadzić także u najmłodszych pacjentów.

Co to jest tympanometria?

Tympanometria to jeden z trzech testów wchodzących w skład audiometrii impedancyjnej, czyli badania wykonywanego przy zaburzeniach słuchu. Audiometria impedancyjna to badanie obiektywne, ponieważ bazuje na fizycznej reakcji organizmu, a nie na subiektywnych odczuciach pacjenta. Istotną tympanometrii jest sprawdzenie podatności błony bębenkowej na fale dźwiękowe i zmiany ciśnienia w zewnętrznym przewodzie słuchowym. Za pomocą tympanometrii można zbadać elastyczność błony bębenkowej, ciśnienie panujące w jamie bębenkowej, a także objętość przewodu słuchowego zewnętrznego.

Co wykrywa tympanometria?

Badanie tympanometryczne wykorzystuje się do ustalenia przyczyny niedosłuchu u dzieci i dorosłych (stwierdzonego wcześniej przez subiektywne badanie słuchu, np. audiometrię tonalną). Wskazaniem do wykonania tympanometrii są również inne objawy, które występują przy schorzeniach laryngologicznych. Zły wynik tympanometrii może świadczyć o takich problemach jak:

  • obecność wysięku z ucha,
  • niedrożność ucha środkowego lub przewodu słuchowego zewnętrznego,
  • infekcja górnych dróg oddechowych,
  • przerost migdałka gardłowego,
  • niedrożność trąbki słuchowej,
  • otoskleroza (choroba kosteczek słuchowych),
  • uraz ciśnieniowy ucha,
  • uszkodzenie kosteczek słuchowych.

Na czym polega badanie tympanometryczne?

Tympanometria to krótki test (zazwyczaj trwa nie więcej niż kilka minut), który można wykonać u pacjentów w różnym wieku, także u niemowląt. Osoba przeprowadzająca badanie (laryngolog, audiolog, technik audiometrii) umieszcza w uchu pacjenta sondę ze słuchawką. Urządzenie mierzy ciśnienie w jamie bębenkowej i emituje ton o częstotliwości 226 Hz (1000 Hz u niemowląt). Następnie sonda mierzy odkształcenie błony bębenkowej wywołane falą akustyczną i zmianą ciśnienia w uchu. Badanie nie wymaga współpracy ze strony pacjenta – wystarczy siedzieć, nic nie mówić i nie przełykać śliny.

Jak interpretuje się wynik tympanometrii?

Wynik tympanometrii przedstawiany jest w postaci krzywej tympanometrycznej. Wynikiem prawidłowym jest tympanometria typu A, gdzie krzywa jest symetryczna, a jej wierzchołek znajduje się mniej więcej nad wartością 0 na osi poziomej. Krzywe typu B i C świadczą o nieprawidłowościach. Krzywa typu B jest spłaszczona, natomiast krzywa typu C jest przesunięta w lewo. O problemach laryngologicznych mogą świadczyć również krzywe typu As (lekko spłaszczona) oraz krzywa Ad (wysoka).

Czy są jakieś przeciwwskazania do tympanometrii?

Tympanometria to bezpieczne badanie, jednak nie wykonuje się go u osób, które niedawno przeszły zabieg chirurgiczny ucha. Co zrozumiałe, testu nie można przeprowadzić także przy dużych uszkodzeniach błony bębenkowej lub jej braku. Czasowym przeciwwskazaniem do badania może być również ból ucha zewnętrznego, ciało obce w przewodzie słuchowym oraz infekcja górnych dróg oddechowych. W tych przypadkach badanie będzie można wykonać w innym terminie.

Jak przygotować się do badania tympanometrycznego?

Badanie nie wymaga od pacjenta specjalnych przygotowań. Należy jedynie zadbać o higienę uszu (przy czym nie wolno wkładać patyczka higienicznego do przewodu słuchowego), ponieważ nadmiar woskowiny może wpływać na podatność błony bębenkowej względem zmian ciśnienia. W przypadku czopu woskowinowego lub ciała obcego w uchu wskazany jest zabieg płukania uszu u laryngologa. Na badanie tympanometryczne warto zabrać ze sobą dokumentację z poprzednich badań, np. wyniki audiometrii tonalnej.

Artykuł został opracowany na podstawie publikacji Małopolskiego Centrum Zdrowia pt. „Tympanometria – badanie ucha środkowego”, dostępnego pod adresem: https://mczdrowia.pl/artykuly/tympanometria-badanie-ucha-srodkowego. Data odczytu: 2025.09.12

Czym jest pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Pożyczka pod zastaw nieruchomości to popularne rozwiązanie wśród przedsiębiorców i rolników poszukujących solidnego wsparcia finansowego. Opiera się na ustanowieniu hipoteki, dzięki czemu właściciel nieruchomości nie traci prawa do niej, a jedynie zabezpiecza pożyczkę dla banku lub firmy pożyczkowej. Cały proces przebiega transparentnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Okres spłaty może wynosić nawet 10 lat (120 miesięcy), co przekłada się na niższe raty i umożliwia wygodne zarządzanie budżetem. Kwota pożyczki zaczyna się od 10 tysięcy złotych, a maksymalne zabezpieczenie zwykle nie przekracza 70% wartości nieruchomości. Ten limit chroni zarówno pożyczkobiorcę, jak i instytucję finansującą przed nadmiernym ryzykiem.

Ważne jest, że właściciel pozostaje prawnym właścicielem nieruchomości przez cały czas, a hipoteka zostaje wykreślona z księgi wieczystej zaraz po całkowitej spłacie zobowiązania.

Takie rozwiązanie pozwala uzyskać potrzebne środki bez konieczności sprzedaży majątku czy rezygnacji z korzystania z nieruchomości. Dla wielu firm i gospodarstw to sposób na rozwój bez obaw o gwałtowne zmiany w działalności lub utratę kluczowych aktywów.

Jakie cele można sfinansować pożyczką pod zastaw nieruchomości?

Środki z pożyczki hipotecznej dają pełną swobodę działania, pozwalając na wykorzystanie ich zgodnie z aktualnymi potrzebami. W praktyce wiele osób decyduje się na:

  • remont domu lub wykończenie nowego mieszkania,

  • spłatę innych kredytów lub regulację pilnych zobowiązań finansowych,

  • zakup samochodu lub realizację długo odkładanych wakacji z rodziną.

Dla przedsiębiorców pożyczka hipoteczna stanowi realne wsparcie, pomagając przy:

  • restrukturyzacji firmy,

  • oddłużaniu,

  • szybkim zakupie nieruchomości pod działalność gospodarczą.

Ta elastyczność sprawia, że finansowanie hipoteczne cieszy się dużym zainteresowaniem w różnych sytuacjach życiowych i biznesowych. Trudno przecenić wygodę takiego rozwiązania – środki można wykorzystać dokładnie tam, gdzie są najbardziej potrzebne tu i teraz.

Kiedy warto rozważyć pożyczkę pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Kiedy pojawia się potrzeba szybkiej gotówki, pożyczka na dziesięć lat może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dla osób z nie najlepszą historią kredytową często to jedna z niewielu dostępnych opcji. Podobnie jest przy niskich dochodach – banki zwykle wtedy odmawiają tradycyjnego kredytu.

Ten rodzaj finansowania daje sporą swobodę. Pieniądze można przeznaczyć praktycznie na dowolny cel, na przykład:

  • konsolidację zadłużenia,

  • remont mieszkania,

  • start własnej firmy.

Warto docenić elastyczność pożyczki – to naprawdę pomaga, gdy nie ma szans na zwykły kredyt.

Ale uwaga – takie zobowiązanie wiąże się z ryzykiem utraty nieruchomości. To poważna sprawa i lepiej o niej nie zapominać. Do tego spłata rozciąga się nawet na dziesięć lat, co daje niższą ratę miesięczną i mniejsze oprocentowanie niż przy typowych kredytach gotówkowych.

Długoterminowa pożyczka może więc okazać się wybawieniem w trudniejszym momencie życia, jednak trzeba dokładnie wiedzieć, w co się wchodzi – bezpieczeństwo zawsze jest najważniejsze.

Czym różni się pożyczka bankowa od pozabankowej na 10 lat?

Pożyczki bankowe i te udzielane przez firmy pozabankowe różnią się między sobą na wielu poziomach, szczególnie gdy zobowiązanie rozłożone jest nawet na 10 lat.

Banki zazwyczaj oferują:

  • niższe oprocentowanie,

  • dłuższy okres spłaty, co odciąża miesięczny budżet,

  • dokładną analizę zdolności kredytowej, w tym sprawdzanie historii w bazie BIK (Biuro Informacji Kredytowej).

Firmy pozabankowe natomiast proponują:

Warto jednak zwrócić uwagę na dodatkowe opłaty i prowizje, które często są ukryte w umowach pożyczek pozabankowych i mogą nieprzyjemnie zaskoczyć klienta.

Wybór odpowiedniej formy finansowania zależy od indywidualnej sytuacji, historii kredytowej oraz rodzaju wsparcia, jakiego naprawdę potrzebujemy.

Na czym polega prywatna pożyczka pod zastaw nieruchomości?

Prywatna pożyczka to atrakcyjna alternatywa dla tradycyjnych kredytów bankowych, oferowana przez prywatnych inwestorów zamiast instytucji bankowych. Co ją wyróżnia? Przede wszystkim brak standardowej weryfikacji w bazach takich jak BIK, BIG, KRD czy ERIF, a także brak szczegółowej analizy wysokości dochodów.

To przekłada się na znacznie większą dostępność środków – nawet osoby z dużym zadłużeniem mają realną szansę na uzyskanie finansowania. Negatywne wpisy w rejestrach długów przestają być przeszkodą, a obecność komornika nie blokuje możliwości pożyczki.

Zabezpieczeniem najczęściej jest nieruchomość, na przykład:

  • mieszkanie,

  • dom,

  • czasem działka.

Dzięki temu można otrzymać znacznie wyższe kwoty niż w przypadku typowych chwilówek. Cały proces jest także szybszy i wiąże się z mniejszą liczbą formalności niż w banku.

Warunki pożyczki ustalane są indywidualnie, z możliwością negocjacji takich elementów jak:

  • okres spłaty,

  • wysokość raty,

  • inne szczegóły finansowania.

Ta elastyczność sprawia, że prywatne finansowanie bywa ratunkiem dla osób, które zostały odrzucone przez tradycyjny system bankowy.

Jak wygląda proces uzyskania pożyczki pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Proces uzyskania pożyczki pod zastaw nieruchomości jest prosty i przejrzysty. Najpierw należy wybrać odpowiednią ofertę – w tym momencie często pojawia się pytanie, którą propozycję wybrać. Warto skorzystać z pomocy doradcy finansowego, który zna aktualny rynek i potrafi wskazać potencjalne pułapki.

Po podjęciu decyzji następuje etap składania wniosku. Do wniosku trzeba dołączyć dokumenty potwierdzające własność nieruchomości, co jest standardową praktyką i warunkiem koniecznym.

Kolejnym krokiem jest wycena nieruchomości przez rzeczoznawcę, który ocenia jej wartość. To bardzo ważne, ponieważ od tej kwoty zależy maksymalna wysokość pożyczki. Po zaakceptowaniu warunków przez obie strony, proces zbliża się do finalizacji.

Po pozytywnej decyzji następuje podpisanie umowy oraz szybki przelew środków na konto klienta.

Warto wiedzieć, że nawet osoby z zajęciami komorniczymi mogą uzyskać finansowanie. Instytucje oferują dla nich uproszczone procedury, które pozwalają przejść przez proces szybciej i bez zbędnych formalności.

Tak wygląda cały proces – krok po kroku, bez zbędnych komplikacji.

Jakie wymagania i dokumenty są potrzebne do pożyczki pod zastaw nieruchomości?

Wymagania pozostają elastyczne, co często zaskakuje klientów. Firma nie sprawdza historii w bazach dłużników – takich jak BIK, BIG, KRD czy ERIF. Nawet zajęcie komornicze nie wyklucza możliwości uzyskania finansowania. Hipoteka? To również nie problem. Akceptowane są także prywatne zobowiązania, więc nawet bardziej skomplikowana sytuacja finansowa nie zamyka drogi do pożyczki.

Takie podejście znacznie ułatwia dostęp do środków osobom, które mają trudności ze spełnieniem standardowych wymagań bankowych. Ostateczna decyzja o udzieleniu pożyczki zależy jednak od oceny zdolności kredytowej klienta. Specjaliści analizują zarówno aktualne dochody, jak i regularne wydatki. Patrzą też na dotychczasową historię finansową – to pomaga ocenić realne możliwości spłaty zobowiązania.

Do przeprowadzenia całego procesu potrzebne są tylko podstawowe dokumenty związane z nieruchomością:

  • numer Księgi Wieczystej,

  • dokument potwierdzający tytuł prawny do nieruchomości (prawo własności lub użytkowania wieczystego),

  • zdjęcia nieruchomości,

  • wypis i wyrys z rejestru gruntów.

To wszystko sprawia, że procedura przebiega prosto i bez zbędnych formalności. W praktyce klienci doceniają szybkość i jasność całego procesu – szczególnie gdy każda godzina ma znaczenie.

Jakie rodzaje nieruchomości mogą stanowić zabezpieczenie pożyczki?

W praktyce zabezpieczeniem pożyczki może być naprawdę wiele rodzajów nieruchomości. Najczęściej są to grunty rolne czy komercyjne – te ostatnie obejmują także działki pod inwestycje deweloperskie i budowlane. Wcale nie rzadziej jako zabezpieczenie wybierane są mieszkania, domy jednorodzinne albo całe kamienice.

Możliwości jest znacznie więcej. Do akceptowanych nieruchomości należą również:

  • biurowce,

  • magazyny,

  • obiekty sportowe i uzdrowiskowe,

  • hotele, motele oraz pensjonaty,

  • ośrodki wypoczynkowe,

  • zakłady usługowe i produkcyjne.

Podstawą zabezpieczenia jest najczęściej hipoteka – musi być założona na konkretnej nieruchomości. Zazwyczaj należy ona do pożyczkobiorcy, ale bywa też tak, że stanowi własność osoby trzeciej (wtedy potrzebna jest jej zgoda). Ważny szczegół: każda nieruchomość musi mieć jasno uregulowaną sytuację prawną i posiadać księgę wieczystą.

Warto zwrócić uwagę na lokalizację – preferowane są obiekty położone w większych miastach, czyli tam, gdzie liczba mieszkańców przekracza 40 tysięcy. Takie podejście znacznie zwiększa możliwości skutecznego zabezpieczenia finansowania.

Jak oceniana jest wartość nieruchomości i wskaźnik LTV?

Wysokość pożyczki jest zawsze powiązana z wartością nieruchomości – im wyższa wartość domu lub mieszkania, tym większa kwota może zostać przyznana. Ekspert najczęściej ocenia nieruchomość na podstawie operatu szacunkowego, czyli profesjonalnej wyceny sporządzonej przez rzeczoznawcę. W niektórych sytuacjach wystarczą jednak dobre, aktualne zdjęcia, zwłaszcza gdy decyzja musi zostać podjęta szybko.

Kluczowym parametrem przy takich pożyczkach jest wskaźnik LTV (loan to value), który oznacza stosunek wysokości pożyczki do rynkowej wartości nieruchomości. Wskaźnik ten pokazuje, jak duże ryzyko podejmuje pożyczkodawca. Standard branżowy ustala, że LTV nie przekracza 70%. Wyższe wartości są rzadkością i dotyczą tylko wyjątkowych przypadków.

Warto też wiedzieć, że prowizja za udzielenie finansowania zależy od wartości wskaźnika LTV – im niższe LTV, tym korzystniejsze warunki, co jest korzystne dla obu stron.

Firmy udzielające takich pożyczek zazwyczaj oferują maksymalnie 70% wartości nieruchomości. Sporadycznie można spotkać oferty sięgające nawet 90%, jednak są to raczej wyjątki niż standard w branży.

Jak działa zabezpieczenie hipoteczne i wpis do księgi wieczystej?

Hipoteka jest najczęściej wybieranym zabezpieczeniem kredytu, ustanawianym na konkretnej nieruchomości – najczęściej na mieszkaniu, domu lub działce. Ten mechanizm daje pożyczkodawcy poczucie bezpieczeństwa, ponieważ kluczowy jest wpis do księgi wieczystej, gdzie znajdują się wszystkie szczegóły dotyczące prawnego statusu nieruchomości oraz ewentualnych obciążeń.

Co ważne, hipoteka potwierdza, że nieruchomość nie ma ukrytych długów ani innych zobowiązań, które mogłyby zaskoczyć pożyczkodawcę. Wpis dokonuje się po podpisaniu umowy pożyczki, a formalności często załatwia się w obecności notariusza. To sprawdzony sposób stosowany od lat, który zapewnia bezpieczeństwo obu stronom.

Jakie są koszty i opłaty przy pożyczce pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Koszty pożyczki pod zastaw potrafią zaskoczyć – to nie tylko jedna opłata, ale cały zestaw wydatków, o których łatwo zapomnieć. Roczny koszt takiej umowy rzadko schodzi poniżej 28%. Oprocentowanie może być stałe lub zmienne – wszystko zależy od warunków konkretnej oferty. Przykładowo, wskaźnik RRSO może wynosić nawet 13,79%. Do tego dochodzi prowizja, której wysokość w dużej mierze zależy od wskaźnika LTV, czyli stosunku kwoty pożyczki do wartości nieruchomości. Najczęściej to wydatek na poziomie 4,5-8,5%.

Aby lepiej zobrazować, jakie koszty mogą się pojawić, warto znać najczęstsze opłaty:

  • prowizja od pożyczki,

  • opłata przygotowawcza – zwykle symboliczne 50 zł,

  • podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) – standardowo 19 zł przy ustanawianiu hipoteki,

  • koszty notarialne i sądowe, np. wpis hipoteki w księdze wieczystej – około 200 zł,

  • koszt operatu szacunkowego – profesjonalnej wyceny nieruchomości przez rzeczoznawcę.

W przypadku pożyczek pozabankowych należy uważać na ukryte opłaty, takie jak przedpłaty dla pośredników, które często nie gwarantują otrzymania środków.

Ubezpieczenie majątku to kolejny obowiązkowy koszt – zabezpiecza nieruchomość przed stratami wynikającymi z ognia czy innych zdarzeń losowych.

Zanim zdecydujesz się na konkretną ofertę, warto dokładnie policzyć rzeczywisty całkowity koszt pożyczki i nie dać się zaskoczyć dodatkowymi wydatkami w ostatniej chwili. Rynek finansowy pełen jest niespodzianek i drobnych druczków w umowach, dlatego ostrożność i dokładna analiza są kluczowe.

Jakie oprocentowanie i RRSO obowiązują przy tej pożyczce?

Roczny koszt pożyczki pod zastaw zaczyna się od 28%, co stanowi najniższą możliwą stawkę na rynku. Oprocentowanie może być stałe albo zmienne – wszystko zależy od warunków umowy.

W przypadku oprocentowania zmiennego nominalna stawka wynosi obecnie 8,43%, a RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania, uwzględniająca wszystkie opłaty i prowizje) kształtuje się na poziomie 9,45%.

Przy oprocentowaniu stałym nominalna stawka to 7,89%, natomiast RRSO wynosi 8,90%. W niektórych przykładach można spotkać RRSO sięgające 13,79% – dotyczy to wariantów z dodatkowymi kosztami lub inną strukturą rat.

Warto zwrócić uwagę na mechanizm zmiennego oprocentowania, który opiera się na wskaźniku WIBOR 3M. Co kwartał banki aktualizują wysokość raty według tej wartości, dlatego mogą pojawić się różnice w kosztach całkowitych podczas spłaty pożyczki. To realny czynnik ryzyka dla osoby zaciągającej takie zobowiązanie.

Jakie prowizje i dodatkowe opłaty mogą wystąpić?

Wysokość prowizji zależy od wskaźnika LTV i zazwyczaj mieści się w przedziale od 4,5% do 8,5%. Prowizję nalicza się od pełnej kwoty pożyczki, a do tego dochodzi stała opłata przygotowawcza w wysokości 50 zł.

Klient musi uwzględnić także podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) w kwocie 19 zł oraz koszty notarialne i sądową opłatę za wpis hipoteki, która obecnie wynosi 200 zł.

Do kosztów należy doliczyć wydatek na operat szacunkowy nieruchomości. W praktyce mogą pojawić się również zaliczki lub przedpłaty dla pośredników.

Często występują dodatkowe opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania. Aby uniknąć niespodzianek, warto wcześniej dokładnie podliczyć wszystkie koszty, które obejmują:

  • prowizję zależną od wskaźnika LTV,

  • opłatę przygotowawczą,

  • podatek PCC,

  • koszty notarialne i sądowe,

  • operat szacunkowy nieruchomości,

  • zaliczki lub przedpłaty dla pośredników,

  • dodatkowe opłaty za wcześniejszą spłatę.

Czy wymagane jest ubezpieczenie nieruchomości lub życia?

Ubezpieczenie nieruchomości to standardowy wymóg przy każdej pożyczce pod hipotekę, obowiązujący zarówno w przypadku kredytów bankowych, jak i ofert firm pozabankowych. Nie da się również obejść cesji wierzytelności – dokument ten przekazuje prawa do ewentualnego odszkodowania bezpośrednio na rzecz pożyczkodawcy.

Koszt polisy zależy od wartości konkretnej nieruchomości. Przykładowo, dla domu wartego 400 000 zł składka może wynieść około 3 374 zł rocznie, co stanowi istotny wydatek, który należy uwzględnić w całkowitych kosztach pożyczki.

Firmy pożyczkowe często wprowadzają dodatkowe wymogi dotyczące ubezpieczeń, takie jak:

  • polisa na życie,

  • ochrona zdrowia,

  • zabezpieczenie na wypadek utraty pracy.

Zazwyczaj obowiązek ten trwa przez pierwsze pięć lat trwania umowy.

Choć może to zaskoczyć lub zniechęcić niektórych klientów, instytucje finansowe dążą do zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa swoich środków. To gwarancja ochrony zarówno dla pożyczkodawcy, jak i dla pożyczkobiorcy, a odstępstwa od tego wymogu zdarzają się bardzo rzadko.

Jak przebiega spłata pożyczki pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Okres spłaty wynosi tutaj 10 lat, czyli łącznie 120 miesięcznych rat. W praktyce każda rata obejmuje zarówno część kapitału, jak i odsetki – to tak zwane raty kapitałowo-odsetkowe. Długi czas spłaty rozciąga zobowiązanie w czasie, co pozwala na zmniejszenie wysokości pojedynczych rat. Najczęściej kredyt można rozłożyć nawet na okres od 2 do 20 lat. Taka rozpiętość daje sporą elastyczność, dzięki czemu łatwiej uzyskać potrzebne finansowanie.

Co ważne – większość banków umożliwia zmianę systemu spłaty już w trakcie trwania umowy. Jeśli ktoś początkowo wybrał raty równe, nic nie stoi na przeszkodzie, by później przejść na raty malejące (lub odwrotnie). To wygodne rozwiązanie dla osób, które chcą dopasować miesięczne obciążenia do swoich możliwości w danym momencie życia.

Czy możliwa jest wcześniejsza spłata lub nadpłata pożyczki?

Spłata pożyczki hipotecznej daje znaczną swobodę. Klienci mogą spłacić cały dług szybciej niż przewiduje umowa lub regularnie nadpłacać raty, wpłacając większe kwoty niż minimalne wymagane. Coraz więcej firm, zwłaszcza spoza sektora bankowego, oferuje takie możliwości bez dodatkowych kosztów.

To ogromny atut dla osób, które chcą szybciej pozbyć się zobowiązania lub dysponują niespodziewanym przypływem gotówki. Pożyczka rozłożona na 10 lat nie musi trwać tak długo – jeśli pojawi się taka opcja, można ją zamknąć znacznie wcześniej.

Co ważne, pożyczkodawca nie wymaga specjalnej zgody na wcześniejszą spłatę czy nadpłatę, choć warto go uprzedzić. Cała procedura jest jasna i przejrzysta – po całkowitym uregulowaniu długu firma wydaje zaświadczenie o wygaśnięciu zobowiązania oraz dokument pozwalający wykreślić hipotekę z księgi wieczystej.

To duże ułatwienie, zwłaszcza gdy spokój i poczucie bezpieczeństwa są najważniejsze. Tak działa nowoczesna pożyczka hipoteczna – daje wybór i nie blokuje finansowej niezależności.

Jakie są konsekwencje niespłacenia pożyczki pod zastaw nieruchomości?

Brak spłaty zobowiązania pociąga za sobą poważne skutki. Pożyczkodawca ma prawo sięgnąć po hipotekę – popularne zabezpieczenie na nieruchomości, co może skończyć się nawet jej utratą. Najpierw instytucja pożyczkowa uruchamia procedurę windykacyjną, a następnie sprawę przejmuje komornik, którego zadaniem jest doprowadzenie do sprzedaży nieruchomości i odzyskania należności.

Ryzyko związane z hipoteką jest realne – chodzi o możliwość przejęcia mieszkania czy domu przez wierzyciela w przypadku braku spłaty długu. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko mogą potoczyć się wydarzenia, gdy pojawią się zaległości.

Dlatego dokładna analiza umowy hipotecznej to absolutna podstawa. Podpisanie takiego dokumentu oznacza dużą odpowiedzialność, dlatego warto mieć pełną świadomość warunków już od pierwszego dnia współpracy z bankiem lub firmą pożyczkową.

Jakie zalety ma pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat sprawdza się w wielu sytuacjach, oferując możliwość pozyskania sporych środków – najczęściej od 50 tys. do nawet 2 mln złotych. Charakteryzuje się długim okresem spłaty, ponieważ umowę można zawrzeć nawet na 10 lat, co zapewnia dużą elastyczność przy planowaniu budżetu.

Z tego rodzaju finansowania korzystają zarówno osoby prywatne, jak i firmy, zwłaszcza gdy banki niechętnie oceniają historię kredytową wnioskodawcy. W tym przypadku najważniejsza jest wartość samej nieruchomości, która stanowi główną gwarancję dla pożyczkodawcy.

Środki z pożyczki można przeznaczyć praktycznie na dowolny cel, na przykład:

  • remont domu,

  • inwestycje firmowe,

  • uporządkowanie zadłużenia,

  • konsolidację starych rat.

Długi okres spłaty pozwala rozłożyć zobowiązanie na wygodne raty, dzięki czemu domowy budżet nie jest nadmiernie obciążony już na początku.

To rozwiązanie jest idealne dla osób zmęczonych odmowami banków lub poszukujących szybkiego dostępu do gotówki bez zbędnych formalności. Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy liczy się czas lub pojawia się pilna potrzeba finansowa.

Czy długi okres spłaty oznacza niższe miesięczne raty?

Dłuższy okres spłaty pożyczki oznacza niższe raty. To rozwiązanie sprawdza się zarówno w firmach, jak i w gospodarstwach rolnych. Przykładowo, rozłożenie spłaty na nawet dziesięć lat znacząco ułatwia kontrolę nad budżetem.

Takie podejście zapewnia:

  • większy oddech finansowy każdego miesiąca,

  • łatwiejsze planowanie wydatków,

  • możliwość spłaty zobowiązania przez okres do 193 miesięcy.

To konkretna ulga dla osób, które muszą dokładnie liczyć każdy grosz.

Czy pożyczka pod zastaw nieruchomości pomaga w konsolidacji długów?

Pożyczka hipoteczna daje realną szansę na wyjście z długów, pozwalając zebrać różne zobowiązania w jeden kredyt i jedną ratę. Najczęściej ta rata jest niższa niż suma wcześniejszych spłat, dzięki czemu domowy budżet staje się bardziej przejrzysty.

To rozwiązanie szczególnie doceniają osoby, które mają kilka kredytów lub pożyczek na wysokim oprocentowaniu. Konsolidacja zamienia uciążliwe raty w jedną, często łatwiejszą do udźwignięcia, co pomaga:

  • uporządkować zadłużenie,

  • zmniejszyć miesięczne obciążenia,

  • odzyskać finansowy spokój.

Eksperci podkreślają, że skuteczna restrukturyzacja wymaga mądrych decyzji i odpowiedzialnego planowania. Pożyczka hipoteczna – jeśli zostanie dobrze dobrana – może okazać się kluczowym wsparciem w drodze do oddłużenia.

Jakie ryzyka wiążą się z pożyczką pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Utrata nieruchomości to jedno z największych zagrożeń związanych z pożyczką pod zastaw, zwłaszcza w ofertach firm pozabankowych. Często zdarza się, że pożyczkodawca woli przejąć dom lub mieszkanie niż odzyskać samą kwotę pożyczki. Taki scenariusz staje się realny, gdy pojawiają się problemy ze spłatą rat – wtedy pożyczkodawca może bez wahania uruchomić procedurę egzekucji, wykorzystując hipotekę do odebrania nieruchomości.

Drugą istotną pułapką jest zmienne oprocentowanie. Wzrost stawki WIBOR 3M może nagle podnieść wysokość rat, co bezpośrednio wpływa na obciążenie domowego budżetu. W okresach rosnących stóp procentowych koszty kredytu mogą wzrosnąć znacznie bardziej niż się początkowo zakłada.

Warto również zwrócić uwagę na ukryte koszty, które często występują w pożyczkach pozabankowych:

  • przedpłaty pobierane przez pośredników lub firmy doradcze, które bywają znaczące,

  • brak gwarancji zwrotu wpłaconej przedpłaty,

  • opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania, które często pozostają niezauważone przez klientów.

Decyzja o zaciągnięciu pożyczki pod zastaw wymaga zatem dokładnej analizy i zachowania szczególnej ostrożności na każdym etapie procesu.

Czy zmienne oprocentowanie może wpłynąć na wysokość rat?

Oprocentowanie zmienne kredytu składa się z dwóch kluczowych elementów: wskaźnika referencyjnego (najczęściej jest to WIBOR 3M) oraz marży ustalonej przez bank. Co kilka miesięcy, zazwyczaj co kwartał, bank dokonuje aktualizacji wysokości oprocentowania.

Wahania stóp procentowych wpływają na wysokość rat kredytowych. Gdy stopy rosną, raty również się zwiększają, co może znacząco obciążyć domowy budżet i wywołać stres u osób spłacających kredyt. Wzrost raty oznacza także wzrost całkowitego zadłużenia wobec banku.

Takie zmiany są naturalne przy kredytach ze zmiennym oprocentowaniem i stanowią istotny czynnik ryzyka dla kredytobiorców.

Na co uważać przy dodatkowych kosztach i ukrytych opłatach?

Dokładna analiza treści umowy to absolutna podstawa – szczególnie gdy rozważasz pożyczkę pozabankową. W takich dokumentach łatwo przeoczyć zapisy, które mogą zaskoczyć dodatkowymi kosztami, często ukrytymi w mało widocznych punktach.

Przykładem jest przedpłata pobierana przez pośrednika. Wiele osób mylnie wierzy, że taka opłata zapewnia przyznanie pożyczki lub gwarantuje lepszą obsługę. Tak niestety nie jest – przedpłata nie daje żadnej pewności i wiąże się z ryzykiem bez gwarancji rezultatu.

Kolejnym haczykiem są opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania. Pożyczkodawcy pozabankowi bardzo często doliczają taki koszt, nawet jeśli klient chce jak najszybciej uregulować dług.

Warto pamiętać, że koszty pożyczek pozabankowych zwykle przewyższają te bankowe. Dlatego należy zwracać uwagę zarówno na oprocentowanie, jak i wszelkie dodatkowe opłaty wskazane w umowie.

Na tym etapie prosta czujność oszczędza naprawdę wiele nerwów i pieniędzy – tak to wygląda w praktyce branżowej!

Jak wybrać bezpieczną i uczciwą pożyczkę pod zastaw nieruchomości?

Wybór bezpiecznej pożyczki wymaga starannego przygotowania. Najpierw warto przejrzeć oferty banków, a następnie zapoznać się z propozycjami firm pozabankowych. Różnice mogą być znaczne – zarówno w warunkach, jak i w kosztach.

Każdą umowę należy czytać bardzo dokładnie. Skupianie się tylko na jednym wskaźniku bywa zgubne, jednak RRSO (Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania) wiele mówi o całkowitym koszcie pożyczki. Często najważniejsze są dodatkowe opłaty, takie jak:

  • prowizje,

  • ubezpieczenia,

  • inne drobne koszty ukryte w umowie.

Ukryte koszty mogą zaskoczyć nawet osoby dobrze zaznajomione z tematem, ponieważ pojawiają się pod różnymi nazwami. Przed podpisaniem umowy należy upewnić się, że wszystkie opłaty są jawne i nie ma żadnych pułapek.

Duże znaczenie mają opinie o danej firmie. Realne doświadczenia klientów mówią więcej niż reklamy czy zapewnienia konsultantów. Sprawdzenie reputacji pożyczkodawcy to dziś standard — nikt nie chce ryzykować współpracy z nieuczciwym partnerem.

Dla wielu osób rozmowa z doradcą finansowym może okazać się kluczowa. Taki specjalista wyjaśni zapisy umowy prostym językiem oraz wskaże potencjalne zagrożenia, na przykład:

  • konsekwencje problemów ze spłatą zadłużenia,

  • ryzyko kłopotów finansowych,

  • możliwość utraty mieszkania lub domu.

Nie każda firma działa uczciwie. Rzetelny pożyczkodawca stawia na interes klienta już od pierwszego kontaktu, nie forsując trudnych warunków ani nie skupiając się wyłącznie na własnym zysku. Agresywne firmy najlepiej omijać szerokim łukiem! Wybór sprawdzonego partnera to gwarancja spokojnej i uczciwej transakcji.

Rynek pracy programistów w erze AI – komu otworzy drzwi do sukcesu, a kogo zmusi do zmiany zawodu?

Programiści stają się dziś technologicznymi partnerami biznesu, ich rola wykracza daleko poza pisanie kodu. W 2025 roku to partnerzy w procesie transformacji technologicznej, aktywnie wspierający rozwój firm. Jak wynika z raportu „Future of Jobs 2025” Światowego Forum Ekonomicznego, zawody związane z programowaniem i AI należą do najszybciej rozwijających się na świecie. Eksperci Grafton Recruitment zauważają, że rośnie zapotrzebowanie na kompetencje łączące wiedzę technologiczną z umiejętnością analizy, współpracy i twoarzenia rozwiązań wspierających cele biznesowe.

Rynek IT 2025 – stabilizacja po okresie turbulencji

Branża IT, choć należy do najbardziej rozwiniętych i innowacyjnych obszarów gospodarki, wykazuje dużą wrażliwość na zmiany makroekonomiczne. Ostatnie lata przyniosły wyraźne wahania – po intensywnym rozwoju usług w okresie pandemii COVID-19 nastąpiło zmniejszenie zapotrzebowania, tym samym ograniczenie rekrutacji. Od końca 2024 roku widoczna jest stopniowa odbudowa i rekalibracja rynku, której towarzyszy zmiana struktury zapotrzebowania na określone role. Rośnie popyt na specjalistów w obszarach AI, technologii chmurowych, uczenia maszynowego oraz cyberbezpieczeństwa, natomiast spada na stanowiska związane z rozwojem oprogramowania i rolami „cross-functional” – odpowiednio o 11% i 25% w porównaniu z benchmarkiem.do komunikatów prasowych wykresy – kopia - 106

Równocześnie zmienia się charakter pracy programistów, których rola coraz częściej polega nie na realizacji powtarzalnych zadań, lecz na projektowaniu i wdrażaniu bardziej złożonych rozwiązań z wykorzystaniem narzędzi automatyzujących i systemów opartych na sztucznej inteligencji.

Rynek pracy w IT przesuwa się wyraźnie w kierunku ról, które łączą kompetencje technologiczne z wiedzą domenową i umożliwiają szybkie skalowanie oraz adaptację do zmiennych realiów biznesowych. Na znaczeniu zyskują stanowiska wymagające szerokiego spektrum umiejętności – zwłaszcza na styku AI, bezpieczeństwa, danych i nowoczesnej inżynierii oprogramowania. Równocześnie zanikają role skoncentrowane na powtarzalnych czynnościach lub ograniczone do jednej warstwy technologicznej. Elastyczność, automatyzacja i gotowość do ciągłego rozwoju – to dziś kluczowe waluty na rynku pracy IT – tłumaczy Karol Boczkowski, Manager, rekruter w obszarze IT w Grafton Recruitment.

Pensje programistów pod lupą

W zmieniających się realiach rynkowych przebudowuje się również struktura wynagrodzeń. Choć programiści nadal należą do grupy dobrze opłacanych specjalistów, poziom płac w tym obszarze różni się wyraźnie w zależności od lokalizacji i specjalizacji.

W Warszawie Java Developerzy zarabiają od 17 000 do 24 000 zł brutto miesięcznie, Python Developerzy – od 13 000 do 21 000 zł, a Full Stack Developerzy – od 18 500 do 24 000 zł. W Katowicach stawki te są niższe i wynoszą: 15 000–21 000 zł dla Java Developerów, 13 000–19 000 zł dla Python Deweloperów i 16 000–22 000 zł dla Full Stack Developerów. We Wrocławiu C#/.NET Developerzy otrzymują wynagrodzenie na poziomie 14 000–20 000 zł, a Java Developerzy – 16 000–22 000 zł. W Trójmieście przeciętne zarobki dla specjalisty zajmującego takie samo stanowisko mieszczą się w przedziale 14 000–20 000 zł, natomiast w Krakowie wynoszą one od 15 000 do 23 000 zł.

Najwyższe wynagrodzenia oferowane są na stanowiskach architektonicznych i menedżerskich. Software Architect w Warszawie zarabia od 29 000 do 35 000 zł, a Software Engineering Manager – nawet do 36 000 zł brutto miesięcznie. W pozostałych miastach stawki te są zazwyczaj niższe o kilka tysięcy złotych.

Ewolucja narzędzi AI – od prostych podpowiedzi po partnerów programistów

Wśród programistów toczy się dyskusja na temat ich roli w czasach dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji. Pojawiają się zarówno entuzjastyczne głosy o nowych możliwościach, jak i obawy, że AI może im zagrozić, zwłaszcza w obszarach, w których automatyzacja procesów postępuje najszybciej.

– Wbrew opiniom o możliwym zastąpieniu programistów przez AI, dane rynkowe wskazują na inny kierunek. Coraz większe znaczenie mają specjalizacje związane z tworzeniem i wdrażaniem rozwiązań opartych na AI. Programiści nie są więc tylko użytkownikami tych technologii, ale coraz częściej ich współautorami, co wzmacnia ich pozycję zawodową i rolę w procesach cyfrowej zmiany – dodaje Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Stosowanie sztucznej inteligencji w programowaniu wykracza dziś daleko poza wspieranie procesu pisania kodu, obejmując również analizę, testowanie i wdrażanie projektów. Według wyników międzynarodowego badania SWE-bench, przygotowanego przez University of Southern California, skuteczność rozwiązywania zadań programistycznych z udziałem AI wzrosła z 4,4% w 2023 roku do prognozowanych 69,1% w roku 2025. Natomiast z globalnego badania społeczności programistów ,,Stack Overflow Developer Survey 2024” wynika, że już 76% ankietowanych korzysta lub planuje korzystać z narzędzi opartych na AI. Warto jednak pamiętać, że tego typu rozwiązania wciąż znajdują się w fazie rozwoju. Zgodnie z badaniem ,,Stack Overflow Developer Survey 2024”, mimo szerokiej adaptacji AI, zaufanie do jej wyników pozostaje ograniczone – jedynie 43% uczestników badania deklaruje zadowolenie z dokładności generowanych rozwiązań, podczas gdy 31% podchodzi do nich z ostrożnością i sceptycyzmem. Rozbieżność między powszechnym wykorzystaniem a ograniczonym zaufaniem do tych technologii potwierdzają również wyniki raportu „The State of AI Code Quality 2025” firmy Qodo, specjalizującej się w ocenie jakości kodu. Spośród 609 respondentów aż 76% zadeklarowało, że nie wdraża kodu wygenerowanego przez AI bez wcześniejszej weryfikacji.

– Wykorzystanie AI w pracy programistów wymaga nie tylko znajomości narzędzi, lecz przede wszystkim umiejętności oceny generowanych rozwiązań. Dla osób rozpoczynających karierę w IT szczególnie ważne jest krytyczne podejście do kodu: zrozumienie jego struktury, działania i konsekwencji technicznych. Automatyzacja może wspierać codzienną pracę, ale nie zastąpi doświadczenia, które pozwala świadomie podejmować decyzje inżynierskie i rozwijać się w kierunku samodzielnego eksperta – komentuje Karol Boczkowski, IT Recruitment Manager w Grafton Recruitment.

Kompetencje przyszłości – oczekiwania wobec programistów

Programiści, którzy chcą utrzymać zawodową konkurencyjność i budować pozycję ekspercką, muszą aktualizować i rozwijać swoją wiedzę. Eksperci Grafton Recruitment zauważają, że kompetencje, które jeszcze wczoraj były „mile widziane”, dziś stają się koniecznością, zwłaszcza w erze AI.

Zgodnie z raportem „Future of Jobs 2025” opublikowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, sektor IT należy do obszarów o najwyższym prognozowanym wzroście zapotrzebowania na kompetencje. Dotyczy to w szczególności specjalizacji związanych z rozwojem oprogramowania, sztuczną inteligencją, analizą danych i cyberbezpieczeństwem. Aż 86% globalnych pracodawców planuje priorytetowo traktować podnoszenie kwalifikacji swoich pracowników do 2030 roku. W konsekwencji zawody takie jak Software and Applications Developer, AI/Machine Learning Specialist czy Data Engineer będą należeć do najszybciej rozwijających się ról na rynku pracy.

Oprócz wiedzy technicznej, coraz większe znaczenie zyskują kompetencje miękkie. Umiejętność jasnej komunikacji, efektywnej współpracy, odpowiedzialność za realizację zadań oraz zrozumienie kontekstu biznesowego, to dziś istotne elementy profilu specjalisty IT. Dotyczy to także programistów, którzy – w pracy z rozwiązaniami opartymi na AI – muszą nie tylko pisać kod, lecz także krytycznie oceniać wyniki działania narzędzi oraz dostosowywać się do zmieniającego otoczenia technologicznego.

Widzimy wyraźny wzrost znaczenia kompetencji miękkich, które umożliwiają efektywną komunikację z biznesem oraz tworzenie rozwiązań idealnie dopasowanych do jego potrzeb. Krytyczne myślenie, elastyczność oraz umiejętność adaptacji stają się kluczowe w pracy z zaawansowanymi technologiami, pozwalając na szybkie reagowanie na zmieniające się wymagania i wyzwania – dodaje Julia Łamacz.

Zmiana profilu ról – od „low cost” do „high value added”

Zdaniem ekspertów Grafton Recruitment sektor IT wyraźnie przesuwa się w stronę specjalistycznych usług o wysokim stopniu zaawansowania. Zmienia się charakter realizowanych zadań – standardowe procesy są w dużej mierze automatyzowane, a rośnie zapotrzebowanie na kompetencje w zakresie analizy danych, projektowania rozwiązań chmurowych i uczenia maszynowego. W tym kontekście rola programistów coraz częściej koncentruje się na rozwoju zaawansowanych technologicznie produktów, integracji nowych narzędzi oraz adaptacji rozwiązań opartych na AI, co wymaga nie tylko biegłości technicznej, ale także szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby projektowe.

– Obecnie rola programistów wykracza poza realizację zadań technicznych – coraz częściej uczestniczą w procesach decyzyjnych, wpływają na kształt produktów i standardy technologiczne. To nie tylko zmiana zakresu obowiązków, ale też oczekiwań wobec tej grupy zawodowej. Kluczowa staje się umiejętność dostarczania rozwiązań, które realnie wspierają cele organizacji – podkreśla Karol Boczkowski, IT Recruitment Manager w Grafton Recruitment.

Zawód programisty nie traci na znaczeniu, ale zmienia się jego rola. Dziś programiści nie tylko piszą kod, ale coraz częściej projektują rozwiązania, które wpływają na sposób działania firm, instytucji i całych sektorów gospodarki. Ich praca ma realne przełożenie na codzienne życie, a określenie technologiczni partnerzy biznesu trafnie oddaje znaczenie tej profesji. W dobie rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji i nowych wyzwań technologicznych, szczególnie cenione są osoby, które potrafią łączyć wiedzę techniczną ze zrozumieniem potrzeb organizacji. To oznacza również konieczność analizy procesów biznesowych, aktywnego udziału w komunikacji oraz współpracy z innymi działami w ramach organizacji. Coraz rzadziej oczekuje się od programistów jedynie tworzenia uniwersalnych rozwiązań – rośnie znaczenie kompetencji pozwalających budować oprogramowanie dopasowane do rzeczywistych celów operacyjnych i strategicznych. Trend ten widoczny jest globalnie, jednak w Polsce zyskuje szczególne znaczenie, ponieważ krajowy sektor IT stopniowo odchodzi od konkurowania ceną na rzecz jakości – rozumianej jako dojrzałość, zrozumienie kontekstu biznesowego i samodzielność specjalistów. W efekcie rola programisty staje się coraz bardziej złożona i odpowiedzialna, co czyni ten zawód nie tylko aktualnym, ale i perspektywicznym.

14 września przypada Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym – czas na refleksję

14 września obchodzony jest międzynarodowy Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym, którego celem jest zwiększenie świadomości na temat tego syndromu i jego negatywnego wpływu na zdrowie. Święto to stanowi doskonałą okazję, by przyjrzeć się często pomijanej kwestii chorób wywoływanych przez wypalenie zawodowe. Dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska, lekarz medycyny integracyjnej, podkreśla, że chroniczny stres i niezadowolenie z pracy mają poważne konsekwencje nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale także fizycznego. Przypomina również o konieczności uważności na własne potrzeby oraz sygnały wysyłane przez organizm, które mogą świadczyć o wypaleniu.

Gdy praca staje się ciężarem

Statystyki dotyczące polskiego rynku pracy są niepokojące. Wypalenie zawodowe dotyka w Polsce aż 25–35% osób aktywnych zawodowo. Warto pamiętać, że problem ten dotyczy nie tylko pracowników etatowych, ale również osób prowadzących własne mikro- i makroprzedsiębiorstwa, a także jednoosobową działalność gospodarczą. Na szczęście rośnie świadomość, że syndrom wypalenia zawodowego to nie tylko chwilowy spadek formy czy przemęczenie. To złożony, wieloetapowy proces, który znacząco odbiera radość z życia i negatywnie wpływa na zdrowie. Stopniowo zmniejsza satysfakcję z wykonywanej pracy i istotnie obniża efektywność zawodową. Nieleczone wypalenie może prowadzić do poważnego pogorszenia stanu zdrowia.

Jedną z kluczowych przyczyn wypalenia zawodowego jest brak przestrzeni na regenerację organizmu. Pojawiają się wówczas problemy ze snem, wahania nastroju i lęki, które stopniowo doprowadzają do wyczerpania organizmu. W dalszym etapie mogą rozwinąć się choroby fizyczne, takie jak nadciśnienie, choroby serca oraz zaburzenia snu. Długotrwały stres związany z wypaleniem osłabia również odporność, zwiększając podatność na infekcje, a także może wywoływać bóle mięśni, migreny oraz problemy trawienne. Warto także zwrócić uwagę na często towarzyszącą temu zwiększoną podatność na nadużywanie substancji psychoaktywnych, takich jak alkohol czy leki – mówi dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska, autorka książek, pionierka pojęcia osi jelitowo-mózgowej w Polsce.

Organizm mówi „dość”

Nieodłącznym elementem wypalenia zawodowego jest stres. Obecnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznaje wypalenie zawodowe za syndrom związany z chronicznym stresem w pracy, który nie został skutecznie opanowany. Krótkotrwały może działać mobilizująco, jednak gdy staje się stałym tłem codzienności, prowadzi do zaburzeń całego systemu hormonalnego. Stres potrafi wywrócić do góry nogami naszą gospodarkę hormonalną. Najważniejsze gruczoły, które odpowiadają za produkcję kluczowych dla życia hormonów, zostają nagle skierowane na zwiększoną produkcję hormonów stresu. Przewlekłe napięcie wpływa na układ odpornościowy, osłabiając go i zwiększając podatność na infekcje. Zaburza funkcjonowanie gospodarki hormonalnej, co może prowadzić do problemów z tarczycą czy płodnością. Ponadto podnosi ryzyko rozwoju chorób serca, cukrzycy, depresji, a nawet nowotworów.

Niebezpieczne trio stresu

Za choroby, z którymi zmaga się współczesne społeczeństwo, odpowiadają hormony stresu: kortyzol, adrenalina i noradrenalina. Uwalniane pod wpływem przewlekłego napięcia, wzajemnie się napędzają, prowadząc do rozregulowania układu nerwowego, hormonalnego i odpornościowego. Kortyzol wpływa na niemal każdy aspekt funkcjonowania organizmu, od poziomu cukru we krwi po jakość snu. Adrenalina nasila reakcje zapalne, powoduje skoki ciśnienia oraz zmęczenie nadnerczy, natomiast noradrenalina zaburza rytm serca. To trio hormonów odpowiada także za powstawanie zaburzeń snu.

Główny podejrzany: kortyzol

Warto pochylić się nad jednym z kluczowych hormonów stresu. Za wieloma negatywnymi skutkami przewlekłego stresu stoi kortyzol, który w nadmiarze wywołuje poważne zmiany w biochemii organizmu. Kiedy jego poziom utrzymuje się zbyt długo na wysokim poziomie, ciało przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”. To naturalna reakcja w sytuacjach kryzysowych, ale długotrwałe utrzymywanie się tego stanu powoduje ogromne problemy zdrowotne.

Z czasem kortyzol, który ewolucyjnie miał chronić organizm, staje się dla niego toksyczny. Uszkadza barierę jelitową, zaburza metabolizm glukozy i nasila stany zapalne. Spada odporność, a nadciśnienie za długo się utrzymuje. Insulina przestaje działać prawidłowo, a w organizmie gromadzi się więcej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza tej niebezpiecznej, trzewnej. W efekcie pojawiają się choroby metaboliczne, sercowo-naczyniowe i autoimmunologiczne. Ponadto nieuregulowany kortyzol wpływa na neuroprzekaźniki w mózgu. Oddziałuje on na dopaminę, znaną jako „hormon przyjemności” oraz serotoninę, zwaną „hormonem szczęścia”, rozregulowując je i prowadząc do depresji, lęków oraz uzależnień – dodaje dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska.

Mózg w pułapce wypalenia

Wypalenie zawodowe oprócz wywoływania chorób w organizmie, ma ogromny wpływ na stan naszego mózgu. Dzieje się tak, ponieważ organizm nie wraca do równowagi wewnętrznej, zwanej przez lekarzy homeostazą. Jej brak wywołuje w mózgu istotne zmiany takie jak większa produkcja mieliny, czyli tłuszczowej osłonki izolującej neurony od elektrycznie przewodzonych impulsów nerwowych. W ten sposób przebodźcowany organ próbuje się zabezpieczyć. Jednocześnie spada liczba najważniejszych komórek nerwowych, czyli neuronów. W efekcie mamy mniej neuronów, a więcej izolacji od otoczenia w postaci nadmiaru mieliny, co sprawia, że mózg gorzej przetwarza informacje.

Traumatyczne przeżycia związane z wypalaniem zawodowym mogą prowadzić do obumierania neuronów w kluczowych obszarach mózgu. To nie metafora, lecz neurologiczny fakt. Na przykład hipokamp, odpowiedzialny za pamięć i emocje, ulega kurczeniu. Natomiast kora mózgowa przedczołowa, która pomaga planować, skupiać uwagę i rozwiązywać problemy, dosłownie degeneruje się pod wpływem długotrwałego stresu – wyjaśnia dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska.

W zapobieganiu wypaleniu zawodowemu ogromną rolę odgrywa świadomość istnienia tego syndromu oraz konsekwencji, jakie za sobą niesie. Dlatego tak istotna jest edukacja na temat zagrożeń, jakie wypalenie stwarza dla organizmu człowieka. Wypaleniu zawodowemu można skutecznie przeciwdziałać. Podstawą jest umiejętność realistycznego wyznaczania celów dopasowanych do własnych możliwości i kompetencji. Ogromne znaczenie ma również zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, prowadzenie zdrowego stylu życia oraz stosowanie skutecznych, adaptacyjnych strategii radzenia sobie ze stresem.

Autor: dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska – lekarz medycyny rodzinnej z ponad 35-letnim doświadczeniem, dietetyk dyplomowany przez IŻŻ, doktor nauk medycznych z dziedziny alergologii i dyplomowany obesitolog.

Rynek pracy w USA osłabia dolara

Wczorajszy dzień miał upłynąć pod dyktando spadającej inflacji konsumenckiej w USA. Okazuje się jednak, że nie tylko inflacja nie spadła, ale jeszcze ukryła się za danymi z rynku pracy. EBC nie obniżyło stóp procentowych, za to Turcja zredukowała koszt pieniądza od razu o 2,5%.

Inflacja za oceanem

Po środowych danych o inflacji producenckiej inwestorzy szybko obniżali swoje oczekiwania względem czwartkowej inflacji dla konsumentów. Wczorajsze dane pokazały jednak, że pierwotne założenia o wzroście do 2,9% okazały się słuszne. W tym samym jednak czasie przyszedł cios dla dolara ze strony rynku pracy. Teoretycznie 263 tysiące wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to nie jest dramatyczny wzrost względem 236 tysięcy tydzień temu. Warto jednak zwrócić uwagę, że ostatni raz tak wysoki odczyt jak wczoraj był publikowany pod koniec pandemii Covid-19 (to dane tygodniowe, więc było to ponad 200 odczytów temu). Tak słabe dane spowodowały, że dolar – mimo tego, że po wyższej od oczekiwań inflacji powinien się umacniać – to jednak słabł. Rynki oczekują, że słabsze dane z rynku pracy podnoszą szanse na cięcie stóp procentowych, mimo braku spadku tempa wzrostu cen. Wczorajszy dzień stawia pod dużym znakiem zapytania narrację o przenoszeniu miejsc pracy do USA z powodu taryf. Ceny jednak rosną.

Strefa euro nie zaskoczyła

Zdaniem analityków Europejski Bank Centralny miał pozostawić główną stopę procentową na poziomie 2,15% i tak właśnie uczynił. Dodatkowo na konferencji padło zapewnienie o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Dodatkowo decyzje mają być teraz podejmowane spotkanie po spotkaniu. Oznacza to, że EBC pozostawia sobie otwartą furtkę. Patrząc jednak na prognozy inflacji – 2,1% w 2025, 1,7% w 2026 i 2,9% w 2027 – nie bardzo jest tutaj miejsce i potrzeba reakcji w postaci zmian stóp. Biorąc jednak pod uwagę obecną wojnę celną, nie można wykluczyć, że sytuacja się zmieni, dlatego na konferencji padło wiele zastrzeżeń. Odbyła się ona tuż po odczytach danych z USA i nie zmieniła nic na rynku walutowym.

Turcja znowu tnie stopy

Wczoraj bank centralny Turcji zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe. Pewną niespodzianką była skala obniżek. Rynek oczekiwał spadku z 43% na 41%, a finalnie obniżono stopy do 40,5%. Warto przypomnieć, że nie jest to błąd przy podawaniu wartości stóp procentowych – w kraju nad Bosforem są one obecnie o pełen rząd wielkości większe niż na Zachodzie. Sam fakt obniżki nie mógł być zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że w sierpniu mieliśmy imponującą serię 15 miesięcy z rzędu spadku poziomu inflacji konsumenckiej. Ciągle wynosi ona jednak 32,95%. To dużo mniej niż ponad 75% w maju 2024. Lira turecka jest nadal administracyjnie osłabiana względem dolara amerykańskiego. Z tego powodu nie widać wpływu tej decyzji na kurs. Normalizacja inflacji i stóp procentowych jest jednak koniecznym procesem, by lira mogła wrócić do płynnych notowań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Sierpień przyniósł spadek oferty deweloperów w metropoliach, ale ceny wciąż stabilne

Sierpień był w tym roku pierwszym miesiącem, w którym zmniejszyła się liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów w siedmiu największych metropoliach. Dobra wiadomość jest taka, że nie miało to wpływu na średnie ceny metra kwadratowego – drugi miesiąc z rzędu nie wzrosły one w żadnej z tych metropolii.

–  Deweloperzy bardzo liczą na jesienne żniwa sprzedażowe. Czerwcowe wyniki dla wielu z nich okazały się wyjątkowo zimnym prysznicem. Wprawdzie lipiec przyniósł odbicie sprzedaży w większości największych metropolii, ale sierpień był już gorszy pod tym względem – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. I przyznaje, że sierpniowy spadek sprzedaży w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można tłumaczyć tym, że wielu potencjalnych nabywców udało się na wakacje, bo uznało, że nie ma powodu do pośpiechu. Wszak do tej pory oferta mieszkań rosła, a ich ceny ustabilizowały się. Jednak trzeba też uwzględnić drugi, być może nawet ważniejszy powód słabszej sprzedaży: kredyty wciąż są drogie, a trzy dotychczasowe obniżki stóp procentowych tylko w niewielkim stopniu poprawiły sytuację tych, którzy przy zakupie mieszkania muszą posiłkować się kredytem.

Dlatego w tym roku raczej nie należy się spodziewać szturmu na biura sprzedaży firm deweloperskich. Co nie znaczy, że popyt na mieszkania pozostanie obojętny na poprawiającą się dostępność kredytów. Zwłaszcza, że deweloperzy zwiększyli w tym roku podaż mieszkań z cenami bardziej przystępnymi na kieszeń kredytobiorców – komentuje Marek Wielgo.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Krakowie kupujący mieli w sierpniu do wyboru ok. 3,4 tys. mieszkań z ujawniona ceną 10-15 tys. zł za metr kwadratowy, czyli o 21`% więcej niż na początku tego roku. Więcej takich lokali było też we Wrocławiu (+17%), Poznaniu (+16%) i Warszawie (+7%). Tylko w Trójmieście ich liczba zmniejszyła się w ciągu ośmiu miesięcy o 7%, choć jeszcze miesiąc wcześniej oferta była większa niż na początku roku.Ceny mieszkań-sierpień 2025_oferta tanich mieszkań

I najpewniej to dlatego średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie firm deweloperskich poszybowała w tym roku w Trójmieście najbardziej, bo aż o 9%. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu średnia poszła w tym czasie w górę o 1%, a w Łodzi i Wrocławiu nie zmieniła się. To właśnie dopływ na rynek stosunkowo tanich mieszkań zadziałał stabilizująco na ich średnią cenę w przeliczeniu ma metr kwadratowy.

Według danych BIG DATA RynekPierwotny.pl sierpień był w tym roku drugim z rzędu miesiącem, w którym we wszystkich największych metropoliach nie odnotowaliśmy wzrostu średniej ceny metra kwadratowego W Warszawie wynosiła ona pod koniec sierpnia ok. 17,8 tys. Na drugim miejscu jest Trójmiasto (ok. 16,8 tys. zł), które nieznacznie wyprzedziło Kraków (ok. 16,7 tys. zł/m kw.). Czwarte miejsce wciąż zajmuje Wrocław (ok. 14,7 tys. zł/m kw.), a dalej są Poznań (ok. 13,6 tys. zł/m kw.), Łódź (11,5 tys. zł/m kw.) i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (ok. 11,4 tys. zł/m kw.).Ceny mieszkań-sierpień 2025_cena m kw-M

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z sierpnia tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego w większości metropolii wciąż widać różnicę. Wyjątkami są Warszawa i Łódź. Średnia jest tam niemal taka sama. Warto też zwrócić uwagę, że w pozostałych metropoliach różnica jest coraz mniejsza. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu wynosiła ona 12%, w czerwcu – 5%, w lipcu – 3%, a w sierpniu skurczyła się do 2%. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, zaś w sierpniu – liczona rok do roku – 7%.

Po ośmiu miesiącach o tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. z Warszawą i Łodzią rywalizują Kraków, Wrocław i Poznań, gdzie zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła w sierpniu 2%. Z kolei w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii było to 5%.Ceny mieszkań-sierpień 2025_cena m kw-R

Czy stabilizacja cen utrzyma się także w kolejnych miesiącach? To oczywiście będzie zależało od tego, czy i jak bardzo ożywi się sprzedaż mieszkań. Wstrzymywanie się z decyzją zakupową w oczekiwaniu na kolejne obniżki stóp procentowych raczej nie ma sensu. Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zasugerował, że kolejne cięcie szybko nie nastąpi. W dodatku rząd zapowiedział obłożenie banków wyższym podatkiem CIT od 2026 r., co te mogą zrekompensować sobie podwyższeniem marż kredytowych.

Tymczasem w części metropolii oferta wyraźnie się skurczyła, bo deweloperzy zaczęli dawkować podaż. Mniej niż w lipcu mieszkań wprowadzili do sprzedaży deweloperzy w Warszawie (-51%), Krakowie (-9%), Wrocławiu (-45%), Trójmieście (-70%) i Łodzi (-74). Przy czym w Krakowie sprzedaż spadła jeszcze bardziej i tylko dzięki temu oferta minimalnie wzrosła.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie pod koniec sierpnia w ofercie firm deweloperskich dostępnych było nieco ponad 17,4 tys. mieszkań (o 1% mniej w porównaniu z lipcem), w Krakowie – ok. 11,5 tys. (+1%), we Wrocławiu – ok. 10,8 tys. (-3%), w Trójmieście – 8,6 tys. (-5%), w Łodzi – 10,1 tys. (-2%), w Poznaniu – 8,6 tys. (+2%), a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – ok. 11,1 tys.  (+1%).Ceny mieszkań-sierpień 2025_oferta mieszkań

Jeśli deweloperzy mocniej zaciągną hamulec, to nie można wykluczyć, że znów zadziała efekt psychologiczny, który znamy z poprzednich lat. Kurcząca się podaż mieszkań, której towarzyszy wzrost średniej ceny metra kwadratowego, przyspieszy decyzje tych, którzy mają duże nadwyżki finansowe albo mogą sobie pozwolić na kredyt. Obecnie jednak oferta jest tak wysoka, że ten scenariusz to raczej perspektywa roku 2026. Ci, którzy szukają mieszkania dla siebie, mogą spokojne szukać optymalnej oferty, nie muszą też podejmować decyzji pod presją czasu – komentuje Marek Wielgo.

RODO nie wymaga pisemnych upoważnień – głos Prezesa UODO w sprawie zmian prawa

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) Mirosław Wróblewski odniósł się do propozycji zmian w przepisach w ramach tzw. deregulacji. Chodzi o nowelizacje Kodeksu pracy, ustawy o badaniach klinicznych produktów leczniczych oraz ustawy o ochronie sygnalistów, które przewidują rezygnację z wymogu udzielania pisemnych upoważnień do przetwarzania danych osobowych przez administratorów.

Stanowisko Prezesa UODO

Prezes UODO skierował swoje stanowisko do Macieja Berka, ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu i przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. Podkreślił, że obowiązkiem każdego administratora danych jest zapewnienie, aby osoby działające z jego upoważnienia miały dostęp do danych wyłącznie na polecenie administratora. To on określa krąg osób uprawnionych oraz kontroluje sposób dalszego przetwarzania danych.

Brak wymogu pisemnej formy w RODO

Zdaniem Prezesa UODO, przepisy RODO (art. 29 rozporządzenia 2016/679) nie nakładają obowiązku stosowania pisemnych upoważnień jako warunku dopuszczenia pracownika do przetwarzania danych. Unijne prawo wymaga jedynie, aby administrator mógł wykazać, że obowiązki wynikające z RODO są realizowane prawidłowo, w tym zasada rozliczalności (art. 5 ust. 2 RODO). Forma nadania dostępu do danych pozostaje w gestii administratora.

Pisemne upoważnienia jako rozwiązanie nadmiarowe

Prezes UODO wskazał, że przepisy krajowe wprowadzające obowiązek pisemnych upoważnień są rozwiązaniem nadmiarowym, ponieważ takie wymaganie nie wynika z RODO. Podkreślił jednak, że rezygnacja z formy pisemnej nie zwalnia administratorów z obowiązku wykazania, że upoważnienia faktycznie zostały nadane, a nad danymi sprawowana jest realna kontrola.

Potrzeba testu prywatności

W opinii UODO, ustawodawca planujący deregulację powinien rozważyć przeprowadzenie testu prywatności oraz oceny skutków dla ochrony danych (art. 25 ust. 1 i art. 35 RODO). Pozwoliłoby to na wskazanie, czy wprowadzane zmiany wymagają dodatkowych zabezpieczeń prawnych. Jeżeli takie mechanizmy miałyby zostać wdrożone, powinny być jasno określone w przepisach prawa powszechnie obowiązującego.

Prezes Mirosław Wróblewski podziękował jednocześnie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za przekazanie propozycji zmian do zaopiniowania Urzędowi Ochrony Danych Osobowych.

Słaby rynek pracy w USA wymusza cięcie stóp – kurs dolara zależy teraz od tonu Powella

Zbliża się niecierpliwie wyczekiwane wrześniowe posiedzenie Fedu (17.09). Pierwsza w tym roku obniżka stóp procentowych jest nie tyle prawdopodobna, co pewna. Dla rynków kluczowa będzie więc skala rewizji dot plotu, świadcząca o planowanej skali dalszych obniżek.

Kluczowe punkty:

  • Fed obniży stopy przez ochłodzenie na rynku pracy w USA.
  • Dane NFP za ostatnie 12 mies. zrewidowano w dół o rekordowe 911 tys.
  • Powell złagodzi ton w kontekście rynku pracy.
  • Prognozy inflacji mogą zostać podniesione, wzrost ma być tymczasowy.
  • Dot plot dla stóp procentowych ma zostać zrewidowany w dół.
  • Uważamy cięcie o 50 pb. za bardzo mało prawdopodobne.

Mówiąc wprost, ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy były fatalne. Zgodnie z raportem NFP (non-farm payrolls) za sierpień liczba wakatów wzrosła o zaledwie 22 tys., znacznie poniżej oczekiwanych 75 tys., a część metryk wskazuje, że poza okresem pandemii dynamika miejsc pracy jest najniższa od 2010 r. Jeszcze bardziej alarmujące są roczne rewizje danych Biura Statystyki Pracy (BLS) – liczba wakatów okazała się finalnie niższa o 911 tys. względem wstępnych szacunków, czyli o zatrważające 76 tys. miesięcznie. Dla kontekstu, to oznacza, że ze statystyk usunięto więcej miejsc pracy miesięcznie niż przybywało średnio w ciągu ostatniego pół roku (+64 tys.).

Wykres 1: Dynamika miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w USA (2023 – 2025)

Uwaga inwestorów skupi się na czterech głównych czynnikach

Skłania to do zadania sobie pytania, czy prezydent Donald Trump od początku nie miał racji, wzywając Fed do obniżek stóp procentowych. Rewizje BLS nie tylko potwierdziły podejrzenia, że amerykański rynek pracy jest w znacznie gorszym stanie, niż początkowo sądzono, ale również, że Fed niemal na pewno spóźnia się z cięciami. Wszelkie wątpliwości dotyczące wrześniowej obniżki zostały rozwiane – ruch w dół o 25 pb. jest w kontraktach futures wyceniany w pełni, a o 50 pb. na niebagatelne 10%, o czym powiemy więcej za chwilę.

Jako że rynki traktują środową obniżkę stóp procentowych jak świętość, sądzimy, że uwagę inwestorów skupią głównie:

  • Ton konferencji prasowej prezesa FOMC Jerome’a Powella. Spodziewamy się, że powtórzy on w dużej mierze swoje słowa z sierpniowego sympozjum w Jackson Hole. Bez wątpienia przybierze bardziej negatywny ton w kontekście rynku pracy, którego kondycja nie będzie już opisywana jako „solidna”. Jego słabość zostanie zapewne ponownie przypisana w równej mierze czynnikom popytowym i podażowym. Bilans ryzyk dla inflacji będzie postrzegany jako skierowany w górę, Fed wydaje się jednak wciąż przekonany, że inflacyjne implikacje ceł będą przejściowe, co Powell zapewne powtórzy podczas swojej konferencji prasowej. Uważamy, że uchyli on również furtkę do kolejnej obniżki stóp procentowych w październiku, nie będzie się jednak do niej zobowiązywał.
  • Oznaki rozłamu w Federalnym Komitecie ds. Operacji Otwartego Rynku. Głosowanie podczas lipcowego posiedzenia FOMC było jednym z ciekawszych w ostatnich latach, bowiem po raz pierwszy od wczesnych lat 90. dwoje prezesów regionalnych oddziałów Fedu wyłamało się, opowiadając się za obniżką stóp procentowych. Od tamtego czasu zarówno Christopher Waller, jak i Michelle Bowman w dalszym ciągu podkreślają obawy dotyczące rynku pracy (co w ostatnim czasie znalazło uzasadnienie), bagatelizując przy tym czynniki wzrostowe dla inflacji. Oboje mogą zagłosować na posiedzeniu w tym miesiącu za cięciem o 50 pb. i zapewne tak zrobią.
  • Zrewidowane prognozy makroekonomiczne. Przygotowujemy się na niewielką rewizję w dół projekcji wzrostu na ten rok (z 1,4% w lipcu) i w górę stopy bezrobocia (z 4,5%). Uwaga skupi się zapewne w dużej mierze na inflacji PCE, ktorej prognoza może zostać podniesiona z ostatnich 3,0%. Podczas swojej konferencji prasowej Powell zastrzeże jednak najpewniej, że wzrost presji cenowej powinien być tymczasowy.
  • Słynny dot plot Fedu dla stóp procentowych. Kluczowe dla reakcji rynków w środę będzie nie to, czy dot plot zostanie zrewidowany w dół, a o ile. W czerwcu mediana wskazywała na dwie obniżki stóp procentowych w 2025 r. i jedną w 2026 r. Cała siódemka członków FOMC, która w czerwcu nie dostrzegała szans na cięcie, niemal na pewno dokona we wrześniu pewnego rodzaju gołębiego zwrotu, w wyniku czego mediana może wskazywać na jeszcze dwie obniżki w tym roku (czyli w sumie trzy). Spodziewamy się, że wykres na przyszły rok będzie sugerować jeszcze co najmniej dwa cięcia. Nie będzie to w pełni zgodne z wycenami w kontraktach futures, znacznie jednak zbliży do nich oczekiwania Fedu.

Wykres 2: Dot plot FOMC (czerwiec 2025)Potencjalny jumbo cut o 50 pb. rozchwiałby rynek

Dostrzegamy, że część strategów bierze w tym miesiącu pod uwagę tzw. jumbo cut, czyli obniżkę stóp procentowych Fedu o 50 pb., naszym zdaniem jest to jednak bardzo mało prawdopodobne, głównie z dwóch powodów:

  1. Inflacja w USA utrzymuje się powyżej celu i wydaje się, że ze względu na cła pozostanie niepokojąco wysoka. Jak na razie presja cenowa jest stosunkowo ograniczona. Główna miara inflacji CPI utrzymała się w lipcu na poziomie 2,7%, a ceny producenckie, które są wyprzedzającym wskaźnikiem dla cen konsumenckich, w sierpniu w ujęciu miesięcznym wręcz spadły. Niemniej wiele wskazuje, że dotąd konsumenci odczuli wpływ ceł w małym stopniu, a większość ciężaru wzięły na siebie firmy – ten stan raczej ulegnie zmianie.
  2. Wywołałoby to zamieszanie na amerykańskim rynku obligacji oraz wzrost na długim końcu krzywej. Cięcie o 50 pb. byłoby wyraźnym sygnałem dla rynków, że Fed jest gotowy pozwolić inflacji znacznie wzrosnąć, byle chronić rynek pracy. Rynki mogłyby wyceniać wyższą inflację w przyszłości, a krzywa rentowności stałaby się naszym zdaniem bardziej stroma. Byłoby to niekorzystne dla amerykańskiej gospodarki, szczególnie że najszybszym pasmem transmisji dla rentowności obligacji rządowych jest oprocentowanie długoterminowych kredytów hipotecznych.

Wykres 3: Rentowność 30-letnich obligacji skarbowych w USA (rok)Dalsze osłabienie dolara nie jest wykluczone

Wydaje się, że rynki wyceniają sporą dozę gołębiości przed wrześniowym posiedzeniem FOMC, co może ograniczyć straty dolara. Uważamy jednak, że może on doświadczyć dalszej deprecjacji, jeśli Fed wyrazi istotną obawę o rynek pracy. Sugerowałoby to, że Rezerwa Federalna może pozwolić na wzrost inflacji. Presję na dolarze może wywołać także znaczna rewizja mediany dot plotu w dół, szczególnie na 2026 r.

Istnieją jednak również scenariusze, w których amerykańska waluta zyskuje. Może się tak stać, jeżeli Fed będzie w dalszym ciągu opisywać rynek pracy jako „solidny”, zaznaczy większe zaniepokojenie inflacją lub utrzyma swoje projekcje stóp procentowych w dużej mierze bez zmian.

O cięciu o 50 pb. wystarczy powiedzieć tyle, że byłby to wyjątkowo negatywny obrót spraw dla amerykańskiej waluty. Sądzimy jednak, że ruch o większej od standardowej skali nie wchodzi teraz w grę i Fed nie będzie sugerować, że jest możliwy w przyszłości.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (17.09) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury