Czarter widmo i ataki na krytyczną infrastrukturę – konflikt na Bliskim Wschodzie także w sieci

Kiedy świat wstrzymywał oddech w związku z eskalacją konfliktu izraelsko-irańskiego, cyberprzestępcy i sponsorowane przez struktury państwowe grupy APT intensyfikowały działania. Analitycy FortiGuard Labs zaobserwowali zarówno wyrafinowane ataki na krytyczną infrastrukturę, jak i próby wyłudzeń funduszy od ludności cywilnej na fałszywą ewakuację. W jaki sposób toczy się współczesna wojna hybrydowa?

13 czerwca 2025 r. Izrael rozpoczął operację Rising Lion – ofensywę wymierzoną w strategiczne cele militarne Iranu. Przez kolejnych dwanaście dni trwała wymiana ataków, a sytuacja była na tyle poważna, że w wyciszenie konfliktu zaangażowały się również Stany Zjednoczone, co ostatecznie doprowadziło do zawieszenia broni. Ale w cieniu tych geopolitycznych wydarzeń rozgrywał się też front cyfrowy, a cyberprzestępcy wykorzystywali kryzys na Bliskim Wschodzie w swoich działaniach.

Fałszywa ewakuacja i samolot widmo

Cyberprzestępcy prowadzili ukierunkowaną kampanię phishingową, oferując „czarter luksusowego odrzutowca” z Tel Awiwu do USA. Pod fałszywą domeną „lineageembraer[.]online” informowano o fikcyjnym locie 26 czerwca 2025 r. z lotniska Ben Guriona do Teterboro (New Jersey) i oferowano miejsce w ekskluzywnym samolocie za 2166 dolarów. Jak wskazują analitycy Fortinet, już sama kwota budziła wątpliwości – była podejrzanie niska, zważywszy, że realne koszty czarteru Embraera Lineage 1000E na takiej trasie to ponad 10 tys. dolarów za osobę. Ofiary proszono o podanie danych osobowych (w tym numeru paszportu) oraz instruowano o płatności w zależności od tego, czy operatorzy stwierdzą, że osoba składająca wniosek jest „poważna”. Prawdopodobnie miało to tworzyć fałszywe poczucie legitymizacji podczas selektywnego zbierania danych o wysokiej wartości.

Wszystko wskazuje na precyzyjnie zaplanowane oszustwo mające na celu kradzież tożsamości, danych finansowych i środków osób próbujących uciec z objętego konfliktem regionu. Niestety, nawet w takiej sytuacji zawsze znajdą się oszuści gotowi wykorzystać strach czy desperację innych – w tym przypadku obawy przed wznowieniem działań militarnych – wskazuje Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów w firmie Fortinet.

Kulisy jednego z najdłuższych cyberataków ostatnich lat

Równolegle eksperci z FortiGuard Labs prowadzili dochodzenie w sprawie trwającego dwa lata ataku na krajową infrastrukturę krytyczną w jednym z państw Bliskiego Wschodu. Incydent trwał co najmniej od maja 2023 r. do lutego 2025 r., a pierwsze oznaki naruszenia mogły sięgać nawet maja 2021 r. To jeden z najdłuższych i najbardziej zaawansowanych incydentów cyberszpiegostwa wymierzonych w krytyczną infrastrukturę państwową w tym regionie.

Za atak odpowiada prawdopodobnie irańska grupa APT znana jako Lemon Sandstorm (alias Rubidium, Pioneer Kitten). Rozpoczął się on od kradzieży danych uwierzytelniających VPN i umieszczenia w systemie tzw. backdoorów umożliwiających m.in. wykonywanie poleceń i operacji na plikach. Hakerzy posługiwali się także narzędziami umożliwiającymi przenikanie do głębszych warstw infrastruktury IT i OT oraz unikanie wykrycia.

Cyberprzestępcy mogli przy tym zbierać informacje z naruszonego serwera obejmujące nazwę, adres IP, port, nazwę systemu operacyjnego i komputera, nazwę użytkownika, wersję środowiska. Mogli również tworzyć i usuwać pliki oraz katalogi, przenosić je lub kopiować. Pod koniec 2024 roku (listopad-grudzień) ofiara ataku podjęła kroki, aby go powstrzymać, co spowodowało gwałtowny wzrost aktywności przestępców. Podjęte zostały nasilone próby odzyskania dostępu, realizowane m.in. z pomocą kampanii phishingowych (często z użyciem skompromitowanych skrzynek poczty elektronicznej stron trzecich z regionu Bliskiego Wschodu), które miały ułatwić kradzież danych uwierzytelniających. Analitycy FortiGuard Lab nie znaleźli żadnych potwierdzonych zakłóceń w działaniu systemów OT, jednak zaobserwowali prowadzenie ukierunkowanego rekonesansu i proces zbierania danych uwierzytelniających, wskazujące na duże zainteresowanie przestępców tymi systemami.

Cyberzagrożenia w cieniu geopolityki

Atak na infrastrukturę krytyczną oraz oszustwo z czarterem obrazują dwa oblicza współczesnych zagrożeń – sponsorowane przez państwo oraz napędzane oportunizmem. Oba wykorzystują luki w systemach i ludzkiej psychice w momentach kryzysu.

Eksperci Fortinet wskazują, że incydenty te są ważnym ostrzeżeniem dla przedsiębiorstw i instytucji na całym świecie – nawet segmentacja sieci, monitoring i działania prewencyjne nie gwarantują bezpieczeństwa bez pozyskania świadomości co do nowych technik stosowanych przez przeciwników. W epoce cyfrowych konfliktów ofiarami ataków są nie tylko cele wojskowe – coraz częściej stają się nimi zwykli ludzie, z których desperacji przestępcy czerpią zyski.

Już 73% podmiotów z całego świata korzystających z infrastruktury OT doświadczyło cyberataku, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu z 49% w 2023 roku[1]. Dla instytucji zarządzających infrastrukturą krytyczną najważniejsze jest wdrożenie wieloskładnikowego uwierzytelniania (MFA) i regularnego zmieniania danych uwierzytelniających, a także wzmocnienie segmentacji sieci oraz przestrzeganie zasad braku zaufania, tzw. zero‑trust. Zalecane jest również wdrożenie mechanizmów analizujących zachowanie użytkowników oraz prowadzenie regularnych testów penetracyjnych i zewnętrznych audytów bezpieczeństwa. Koniecznie należy też przygotować i ćwiczyć plany reagowania na wypadek incydentów – podkreśla Robert Dąbrowski.

[1] Raport Fortinet „2024 State of Operational Technology and Cybersecurity Report”

Jak wykorzystać bramy pneumatyczne w skutecznej promocji eventów plenerowych?

W dobie rosnącej konkurencji o uwagę odbiorcy podczas eventów nie wystarczy już zwykłe logo na banerze. Marka, która chce się wyróżnić i zostać zapamiętana, musi zadbać o odpowiednią obecność w przestrzeni. Bramy pneumatyczne to jedno z najbardziej efektownych i funkcjonalnych narzędzi promocji podczas wydarzeń plenerowych. Sprawdź, jak je wykorzystać, by naprawdę działały.

1. Punkt wejścia, który buduje pierwsze wrażenie

Bramy reklamowe często są pierwszym elementem wizualnym, z jakim uczestnik eventu ma kontakt. Ich duży format, wyrazisty nadruk i centralne umiejscowienie tworzą naturalną „bramę do wydarzenia”. To moment, w którym marka może nie tylko przywitać uczestników, ale też zapisać się w ich pamięci. Dobrze zaprojektowana brama jest jak efektowny front sklepu – prowadzi do środka i ustawia ton całości.

2. Maksymalna widoczność, nawet z dużej odległości

Dzięki wysokości i konstrukcji, bramy pneumatyczne działają jak ruchomy billboard. Nadrukowane na nich logo, hasło reklamowe czy identyfikacja wizualna są widoczne z daleka – niezależnie od otoczenia. W przestrzeni plenerowej, gdzie trudno o precyzyjną kontrolę nad layoutem wizualnym, brama daje gwarancję, że marka nie zniknie w tłumie.

3. Funkcjonalność organizacyjna + reklama w jednym

Bramy pneumatyczne nie są tylko dekoracją. Ich konstrukcja pozwala wykorzystać je jako punkty informacyjne: do oznaczenia wejść, startu lub mety (np. w biegach), stref sponsorskich, rejestracji czy VIP. W ten sposób łączą funkcję użytkową z promocyjną – co czyni je wyjątkowo efektywnym narzędziem marketingowym.

4. Szybki montaż i mobilność, która robi różnicę

Czas i logistyka to dwa największe wyzwania organizatorów wydarzeń. Bramy pneumatyczne są lekkie, szybkie w montażu (często w mniej niż 10 minut) i łatwe do transportu – mieszczą się w kompaktowej torbie. Nie wymagają stałej konstrukcji ani ciężkiego sprzętu – wystarczy dmuchawa lub wentylator. Dzięki temu są idealnym rozwiązaniem również w sytuacjach awaryjnych lub „na ostatnią chwilę”.

5. Wielorazowe wykorzystanie = oszczędność

Dobrze wykonana brama z materiałów wysokiej jakości może być wykorzystywana wielokrotnie – bez utraty efektu wizualnego. Przy odpowiedniej konserwacji, nadruk zachowuje świeżość, a sama konstrukcja szczelność. Dla marek, które cyklicznie uczestniczą w eventach, to inwestycja, która realnie się zwraca.

Dlaczego warto postawić na bramy pneumatyczne?

Bramy pneumatyczne to nie tylko efektowna forma reklamy – to kompleksowe narzędzie wspierające widoczność, logistykę i wizerunek marki. Ich siła tkwi w połączeniu prostoty, funkcjonalności i ogromnego potencjału brandingowego. W przestrzeni plenerowej są jednym z niewielu formatów, które łączą komunikację wizualną z praktycznym zastosowaniem. Dla firm, które planują aktywną obecność na targach, festiwalach, zawodach czy wydarzeniach miejskich, to rozwiązanie, które zdecydowanie warto mieć w swoim arsenale promocyjnym. Jeśli poszukujesz sprawdzonego producenta reklamy pnematycznejna polskim rynku, sprawdź ofertę Luxpol. 

Automat na butelki plastikowe Splask Collect PET – odpowiedź na wyzwania systemu kaucyjnego

W obliczu nadchodzącego systemu kaucyjnego, który wejdzie w życie w Polsce pod koniec 2025 roku, właściciele sklepów stoją przed wyzwaniem wdrożenia sprawnego i bezpiecznego rozwiązania do odbioru plastikowych opakowań. Na ratunek przychodzi Splask Collect PET – automatyczny automat na butelki plastikowe, który dzięki zaawansowanej technologii i eleganckiemu wzornictwu idealnie wpisuje się w potrzeby nowoczesnych placówek handlowych.

Europejska produkcja i technologia kontroli jakości

Splask Collect PET powstaje w całości na terenie Unii Europejskiej. Produkcja oparta jest na komponentach klasy przemysłowej, a projekt urządzenia zakłada jego bezproblemowe działanie w trybie ciągłym. Wsparcie serwisowe dostępne jest całodobowo, co przekłada się na wysoki poziom operacyjności, również w przypadku intensywnego użytkowania.

Urządzenie zostało wyposażone w system wielopoziomowej weryfikacji przyjmowanych opakowań. Odczyt kodów kreskowych i QR realizowany jest za pomocą skanera 360°, a dodatkowa kontrola parametrów fizycznych (takich jak kształt, masa czy obecność hologramów) pozwala na skuteczne eliminowanie opakowań niezgodnych z regulaminem systemu. Takie podejście zwiększa poziom bezpieczeństwa operacyjnego i ogranicza ryzyko nadużyć.

Wydajność i zarządzanie przestrzenią

W codziennej pracy sklepu szczególne znaczenie ma wydajność rozwiązania oraz jego wpływ na organizację zaplecza. Splask Collect PET przetwarza do 40 butelek na minutę, a zintegrowany pojemnik o objętości 500 litrów pozwala na dłuższą pracę bez potrzeby opróżniania. Zastosowany system dwuetapowej kompresji znacząco zmniejsza objętość zgromadzonych odpadów, co przekłada się na rzadsze kursy odbioru i mniejsze zużycie materiałów eksploatacyjnych, takich jak worki czy pojemniki.

Z punktu widzenia zarządzania przestrzenią, jest to rozwiązanie korzystne – pozwala ograniczyć konieczność przechowywania dużych ilości odpadów, jednocześnie nie ingerując znacząco w dostępną przestrzeń handlową.

Estetyka, higiena i komunikacja wizualna

Zaprojektowane z myślą o nowoczesnych wnętrzach, urządzenie może być indywidualnie dopasowane do identyfikacji wizualnej danego punktu handlowego. Boczne panele o łącznej powierzchni 3 m² mogą pełnić funkcję reklamową lub informacyjną, a ekran dotykowy umożliwia integrację z kampaniami promocyjnymi lub edukacyjnymi.

Warto wspomnieć także o aspektach higienicznych. Splask Collect PET jest wyposażony w system neutralizacji zapachów oraz automatyczną dezynfekcję, co podnosi komfort użytkowania – zarówno dla osób dokonujących zwrotu opakowań, jak i dla pracowników sklepu.

Integracja i obsługa techniczna

Proces instalacji urządzenia został uproszczony do minimum – zazwyczaj trwa nie dłużej niż godzinę i nie wymaga żadnych specjalistycznych prac poza podłączeniem do standardowego zasilania 220 V. Urządzenie można zintegrować z systemami kasowymi i lojalnościowymi, co umożliwia automatyczne naliczanie kaucji i punktów.

Zdalna obsługa obejmuje monitoring, diagnostykę oraz aktualizacje oprogramowania – dostępne z poziomu komputera lub aplikacji mobilnej. Dzięki temu zarządzanie urządzeniem nie wymaga stałej ingerencji technicznej na miejscu.

Wartość dodana w praktyce

Chociaż podstawową funkcją urządzenia jest przyjmowanie opakowań zgodnie z przepisami systemu kaucyjnego, jego obecność może mieć szersze konsekwencje operacyjne. Automatyzacja procesu wpływa na organizację pracy w sklepie – ograniczając konieczność ręcznego odbioru i przeliczania opakowań. W placówkach o dużym ruchu pozwala to lepiej rozłożyć obowiązki personelu i uniknąć zatorów przy kasach czy punktach serwisowych.

Z kolei zmniejszenie objętości odpadów oznacza mniej kursów odbioru i bardziej przewidywalne koszty operacyjne związane z zarządzaniem zapleczem. Tego typu usprawnienia – choć na pierwszy rzut oka niewidoczne – odgrywają istotną rolę w utrzymaniu ciągłości pracy i porządku organizacyjnego.

Dla kogo przeznaczone jest to rozwiązanie?

Splask Collect PET adresowany jest przede wszystkim do:

  • sklepów o powierzchni powyżej 200 m², które zostaną objęte obowiązkiem uczestnictwa w systemie kaucyjnym,
  • punktów detalicznych poszukujących kompaktowych i estetycznych rozwiązań w obszarze zbiórki opakowań zwrotnych,
  • sieci handlowych zainteresowanych wdrożeniem standaryzowanego systemu, z możliwością wyboru formy finansowania (zakup, leasing lub dzierżawa).

Technologia wspierająca system kaucyjny w praktyce

System kaucyjny to nie tylko nowy obowiązek regulacyjny, ale także okazja do wprowadzenia trwałych, praktycznych usprawnień w funkcjonowaniu placówek handlowych. Splask Collect PET odpowiada na realne potrzeby sklepów – od prostoty instalacji, przez wydajność, aż po spójność wizualną z otoczeniem. To narzędzie, które może stać się trwałym elementem codziennej logistyki w nowoczesnym punkcie sprzedaży – wspierając zarówno zgodność z przepisami, jak i sprawność operacyjną.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: automat na butelki plastikowe

XTB z rekordową liczbą klientów i spadającym zyskiem. Rośnie presja kosztowa

W pierwszym półroczu 2025 roku XTB odnotowało dynamiczny wzrost liczby klientów i rekordowe przychody. Jednak pod tymi pozytywnymi wynikami kryje się spadek rentowności i wyraźnie rosnące koszty operacyjne.

XTB chwali się rekordowym napływem klientów – w ciągu sześciu miesięcy do platformy dołączyło ponad 361,6 tys. nowych użytkowników, co stanowi wzrost o blisko 56% rok do roku. Łączna liczba aktywnych klientów osiągnęła poziom 853,9 tys., o prawie 70% więcej niż rok wcześniej.

W ślad za tym wzrosły również przychody – do 1,16 mld zł, czyli o 23,8% r/r. Jednak mimo dynamicznego wzrostu bazy użytkowników, zysk netto spadł o 11,4%, do poziomu 410,1 mln zł. To pierwszy spadek zyskowności od czasu pandemii i sygnał, że szybka ekspansja nie pozostaje bez kosztów.

Koszty rosną szybciej niż marża

Spółka tłumaczy spadek rentowności rosnącymi kosztami działalności operacyjnej, które sięgnęły 608,7 mln zł – o niemal 30% więcej niż rok wcześniej. Przyczyną były głównie wyższe nakłady na marketing (także offline), wzrost zatrudnienia, świadczenia pracownicze oraz większe prowizje płacone operatorom płatności.

O ile średni koszt pozyskania klienta – według XTB – pozostaje stabilny, to sam model ekspansji oparty na agresywnym marketingu i rosnących kosztach może rodzić pytania o trwałość przewagi konkurencyjnej, zwłaszcza w warunkach niestabilnego otoczenia rynkowego.

Struktura przychodów: mniejsza rola towarów, większa walut i akcji

Największy udział w strukturze przychodów XTB miały nadal instrumenty CFD oparte na indeksach (46,3%), jednak zauważalny jest spadek udziału CFD na towary (do 33,1% z 48,2% rok wcześniej). Wzrosło natomiast znaczenie instrumentów walutowych (do 15,6%) oraz akcji i funduszy ETP.

Wartość obrotów akcjami i funduszami ETF osiągnęła 8,85 mld USD (+118,6% r/r), co może być wynikiem aktywnych kampanii promujących inwestycje długoterminowe. Jednocześnie te źródła odpowiadały już za ponad 5% przychodów grupy.

Rośnie baza depozytowa, ale czy nadąża za ryzykiem?

Na koniec czerwca 2025 roku aktywa klientów wyniosły ponad 36 mld zł, z czego tylko 4,6 mld zł stanowiły środki pieniężne. Dużą część portfela zajmują więc instrumenty o podwyższonym ryzyku, co może rodzić pytania o stabilność bazy klientów w przypadku silniejszego spadku nastrojów na rynkach.

Wzrost depozytów netto (+117,6% r/r do 7,2 mld zł) świadczy o atrakcyjności oferty oprocentowania wolnych środków, ale to rozwiązanie kosztowne z punktu widzenia marż i długofalowego bilansu.

Strategia ekspansji i produktowa ofensywa

XTB intensywnie rozszerza ofertę – m.in. o rachunki IKZE, IKE, PEA, opcje oraz (planowane) kryptowaluty. Firma zaznacza, że dalsze plany uzależnione są od zgód regulatorów, zwłaszcza w związku z wejściem w życie rozporządzenia MiCA.

Na rynkach zagranicznych firma wykorzystuje silny budżet promocyjny, w tym kampanie z udziałem Tysona Fury’ego. Jednak tak silna zależność od rozpoznawalnych twarzy i intensywnego marketingu może okazać się mniej skuteczna w dojrzałych segmentach inwestorów.

Wnioski: dużo szumu, mniej zysku

XTB zbudowało wizerunek dynamicznie rosnącej platformy inwestycyjnej, ale kosztem malejącej rentowności i presji kosztowej. W kolejnych kwartałach kluczowe będzie nie tylko dalsze pozyskiwanie klientów, ale przede wszystkim utrzymanie ich aktywności i kontrola kosztów stałych.

Nie jest jasne, czy obecny model ekspansji będzie zrównoważony bez ciągłego zwiększania budżetu marketingowego i poszerzania oferty. Pytanie o długoterminową jakość pozyskiwanych klientów i realny zwrot z inwestycji pozostaje otwarte – zwłaszcza jeśli sentyment na rynkach ulegnie pogorszeniu.

Powell mówi jasno: stopy zostają, dług publiczny to nie problem banków centralnych

Czwartkowe ruchy na forex determinowane są decyzją w sprawie kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych i postawą prezesa FED podczas wczorajszej konferencji prasowej. Wynikiem jest dalsze umocnienie dolara. Mniejsze waluty, takie jak japoński jen czy kanadyjski dolar, nie zareagowały na decyzje monetarne swoich banków centralnych. W Polsce spada inflacja!

Powell pełni obowiązki

Wczorajsza decyzja Komitetu Otwartego Rynku była zgodna z prognozami. Koszt pieniądza w USA pozostał na niezmienionym przedziale 4,25%-4,5%. Głosowanie nie było jednomyślne. Dwóch członków FOMC opowiadało się za cięciem stóp o ćwierć punktu procentowego. Jak można się domyślać, byli to przedstawiciele mianowani przez Trumpa. Następnie odbyła się konferencja prasowa prezesa FED. Wydźwięk przemówienia pozostaje jastrzębi. Powell twierdzi, że polityka monetarna jest umiarkowanie restrykcyjna. Stopy procentowe są na właściwym poziomie, aby zarządzać utrzymującą się niepewnością dotyczącą ceł i inflacji. Zapytany, czy podczas podejmowania decyzji uwzględnia fakt, że wysoki koszt pieniądza zwiększa obciążenia związane z obsługą zadłużenia, zaprzeczył i dodał, że żaden bank centralny nie powinien tego robić. Konsekwencją decyzji oraz wydźwięku konferencji była kolejna fala umocnienia dolara. Wczoraj wieczorem kurs EUR/USD osunął się do 1,14 USD.

Bez zmian w Kanadzie i Japonii

Decyzje monetarne zapadły także w innych dużych gospodarkach. W Kraju Liścia Klonowego koszt pieniądza pozostawiono na poziomie 2,75%. Decyzja była zgodna z rynkowymi oczekiwaniami i nie wpłynęła znacznie na notowania dolara kanadyjskiego. Loonie w tym tygodniu pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznych. Osłabia się względem umacniającego się USD i zyskuje do słabego EUR. Scenariusz braku zmian stóp procentowych zrealizował się także w Kraju Kwitnącej Wiśni. Koszt pieniądza wynosi tam 0,5%. Mimo braku zmian, decydenci z Japonii pozostają ostrożni, ze względu na ostatnie wzrosty inflacji konsumenckiej i płac. Jen wypada dziś gorzej niż loonie. Słabnie zarówno do dolara amerykańskiego, jak i do euro. Kurs USD/JPY wraca dziś na poziom 150 JPY, gdzie ostatni raz byliśmy na początku kwietnia.

Inflacja u celu

W czwartek rano poznaliśmy wstępny odczyt tempa wzrostu cen konsumenckich za lipiec w Polsce. Prognozy mówiły o zniżce z 4,1% r/r do 2,85% r/r. Znaczny spadek argumentowano efektem bazy, niższymi cenami paliw czy umocnieniem krajowej waluty. Ostateczny rezultat to 3,1% r/r, czyli poziom wyższy od spodziewanego. Mimo to oznacza zejście do celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5% z przedziałem odchyleń o +/- 1 punktu procentowego. Wyższy od konsensusu był także odczyt w ujęciu miesięcznym. Wzrost o 0,3% m/m był dwa razy wyższy od spodziewanego 0,15% m/m. Dzisiejsze publikacje z kraju nie miały istotnego wpływu na notowania złotego. Kurs EUR/PLN oscyluje dziś przy 4,27 PLN, USD/PLN to 3,73 PLN, GBP/PLN zszedł poniżej 4,94, natomiast CHF/PLN przebija 4,59 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Z Chin nadciąga fala deflacji. Co to oznacza dla polskiego konsumenta?

0

GUS w szybkim szacunku potwierdził dziś powszechnie oczekiwany spadek CPI (Consumer Price Index) rok do roku. Inflacja konsumencka w lipcu tego roku wyniosła r/r 3,1 proc., wobec 4,1 proc. w czerwcu. Niższemu odczytowi pomogła wysoka baza z ubiegłego roku, związana z częściowym uwolnieniem od lipca 2024 r. cen energii elektrycznej. Z kolei od lipca tego roku konsumenci w kraju korzystają z niższych cen gazu ziemnego, choć na poziomie cen nośników energii kompensował to wzrost opłaty mocowej na rachunkach za prąd. Bazując na opublikowanych w szybkim szacunku GUS danych, naszym zdaniem inflacja bazowa w lipcu była zbliżona do czerwcowego poziomu 3,4 proc. r/r.

Obniżki stóp procentowych na horyzoncie

Pomimo że spadek CPI r/r okazał się być nieco płytszy niż wskazywała mediana prognoz (2,8-2,9 proc., w zależności od źródła), inflacja w Polsce znowu znalazła się w przedziale dopuszczalnych przez NBP odchyleń od celu inflacyjnego. Najprawdopodobniej CPI r/r utrzyma się w tym przedziale do czasu kolejnych szoków, czy to wewnętrznych, czy z gospodarki światowej. Naszym zdaniem, daje to przestrzeń do kolejnych cięć stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, przy czym następnej obniżki spodziewamy się we wrześniu.

Co mają Chiny do inflacji w Polsce

Obecnie największym ryzykiem dla obniżania się ścieżki CPI r/r wydają się być ceny ciepła systemowego. Z drugiej strony, Europa, w tym Polska, może odczuwać zwiększoną presję deflacyjną ze strony m.in. Chin, które, wobec zmian w polityce handlowej USA, będą starały się szukać zagranicznych rynków zbytu dla produkowanych u nich towarów. Moce produkcyjne chińskiego przemysłu przekraczają możliwości absorbcji przez popyt wewnętrzny. Nadwyżka towarowa w bilansie płatniczym Państwa Środka w relacji do światowego PKB jest obecnie rekordowo wysoka, a deflacja cen producentów (Producer Price Index – PPI) w Chinach pogłębia się.

inflacja

Autor: Dawid Pachucki, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych, główny ekonomista PZU

Bumech wchodzi w sektor obronny – podejmuje współpracę z uznanym producentem z RPA

Spółka Bumech SA, notowana na GPW, ogłosiła plany rozpoczęcia nowego etapu działalności, dywersyfikując swoje dotychczasowe portfolio i wchodząc w produkcję sprzętu wojskowego. W ramach strategicznego rozwoju Grupy Bumech, Spółka podpisała list intencyjny z południowoafrykańskim producentem OTT Technologies – uznanym na świecie dostawcą pojazdów opancerzonych.  Porozumienie ma na celu nawiązania współpracy w zakresie rozpoczęcia procesu produkcji na terenie Polski samochodów opancerzonych z przeznaczeniem dla służb mundurowych na terenie Europy. Strony porozumienia prowadzą obecnie negocjacje w przedmiocie ustalenia szczegółowych warunków współpracy.

Założeniem współpracy jest umożliwienie Grupie Bumech pozyskanie możliwości prowadzenia w pierwszej kolejności procesu montażu pojazdów w oparciu o gotowe podzespoły dostarczane przez OTT, a następnie samodzielne prowadzenie produkcji w oparciu o surowce i podzespoły pochodzące z obszaru Unii Europejskiej. Współpraca przewiduje transfer technologii, wspólne prace projektowe oraz wsparcie OTT przy uruchomieniu produkcji. Rynki docelowe obejmują Europę Północną i Środkowo-Wschodnią, kraje bałtyckie, nordyckie oraz Bałkany. Projekt dywersyfikacji działalności Bumechu wpisuje się w strategiczne cele rozwoju krajowego potencjału obronnego.

To dla nas moment przełomowy. W oparciu o własne zasoby, infrastrukturę i pozyskany know-how, wchodzimy na dynamicznie rozwijający się rynek obronny. Współpraca z OTT Technologies otwiera przed nami nowe perspektywy, pozwalając zaoferować Europie sprawdzone, a teraz lokalnie produkowane rozwiązania wojskowe. Wychodząc naprzeciw narastającym potrzebom w zakresie obronności i odpowiadając na zapowiedzi repolonizacji gospodarki jesteśmy optymistycznie nastawieni na odbiór naszych przyszłych produktów wytwarzanych w polskich zakładach produkcyjnych – powiedział Michał Kończak, wiceprezes zarządu Bumech S.A.

W ramach współpracy Grupa Bumech planuje licencyjną produkcję m.in. nowoczesnych czterokołowych wielozadaniowych pojazdów bojowych typu HMMWV (od ang. high-mobility multipurpose wheeled vehicle), z myślą o rynku europejskim. Według informacji z ubiegłego roku, tylko zapotrzebowanie polskiej armii na pojazdy tego typu szacowane jest na około 3 tysiące egzemplarzy[1]. Dodatkowo zapotrzebowanie na tego typy pojazdy jest także w straży granicznej i policji.

Pojazdy produkowane obecnie przez OTT to nowoczesne, wielozadaniowe pojazdy bojowe charakteryzujące się wysoką mobilnością i zaawansowanym poziomem ochrony. Wyposażone w jeden z najmocniejszych układów napędowych w swojej klasie, zapewniają sprawne poruszanie się w trudnym terenie. Spełniają standardy balistyczne i przeciwminowe EN1063 oraz STANAG 4569. Mogą pełnić różne funkcje, m.in. jako nośnik uzbrojenia z różnymi typami wieżyczek, transporter opancerzony (APC), pojazd policyjny, patrolowy lub dowodzenia, co czyni je wszechstronnym rozwiązaniem dla sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa.

Pojazdy OTT, przeszły już testy polowe, uzyskały certyfikaty NATO i są gotowe do produkcji. W ramach współpracy, w wybranych modelach, zostanie przeprojektowany m.in. układ napędowy i silnik, by spełniać europejskie normy. Proces tzw. „zeuropeizowania” obejmie również zastosowanie europejskich komponentów – docelowo ponad 70% pojazdu będzie produkowane z części i podzespołów pochodzących z UE.

Produkcja seryjna ma ruszyć w zakładach Bumech, które zostaną dostosowane do nowych zadań dzięki istniejącemu parkowi maszynowemu. Do końca października br. planujemy podpisanie umowy licencyjnej z OTT Technologies. Zakładamy, że pierwsze trzy egzemplarze pojazdów powstaną w modelu montażowym do końca I kwartału 2026 roku. Pojazdy wykorzystamy do promocji naszej oferty na targach i pokazach w celu pozyskania kontraktów na rynku europejskim – powiedział Michał Kończak – Rozpoczęcie współpracy z OTT Technologies oznacza wejście Bumechu w nowy segment działalności. Rozwój działań w tym segmencie będzie jednym z kluczowych kierunków opracowywanej strategii dla Grupy Kapitałowej Bumech – podsumował.

OTT Technologies to prywatna firma z Republiki Południowej Afryki, działająca od 1980 r.. OTT specjalizuje się w projektowaniu, produkcji, modyfikacjach i wsparciu eksploatacyjnym pojazdów wojskowych i dla służb bezpieczeństwa. Obecnie jest największym producentem pojazdów opancerzonych w RPA, z zakładem produkcyjnymi także w USA. Firma dostarczyła ponad 2 tys. pojazdów na potrzeby klientów na całym świecie, w tym ONZ, co świadczy o wysokim zaufaniu wobec produktów tej marki. OTT posiada certyfikaty ISO potwierdzające wysokie standardy jakości, ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy. Działa zgodnie z prawem międzynarodowym i jest zarejestrowana w południowoafrykańskim NCACC, co umożliwia jej produkcję i sprzedaż pojazdów opancerzonych oraz ich podzespołów.

[1] https://zbiam.pl/kolejne-pojazdy-kltv-dotarly-do-rosomak-s-a/

Daniel Koralewski dołącza do Avison Young

0

Do zespołu Valuation and Advisory w Avison Young w Polsce dołącza Daniel Koralewski i obejmuje stanowisko Assistant Valuer.

Daniel jest absolwentem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, gdzie zdobył tytuł inżyniera z zakresu Gospodarki Przestrzennej. Posiada praktyczne doświadczenie w branży nieruchomości oraz budowlanej, które zdobywał zarówno w kraju, jak i za granicą. Pracował przy realizacji projektów budowlanych w Londynie, gdzie zajmował się również obsługą techniczną budynków.

W Avison Young Daniel wspiera Dział Wycen, zajmując się analizą danych rynkowych, opracowywaniem zestawień porównawczych oraz przygotowywaniem operatów szacunkowych dla nieruchomości komercyjnych.

Leasing bez BIK i KRD dla nowych firm. Jak sfinansować swój biznes?

Rozpoczęcie działalności gospodarczej wymaga przemyślanych decyzji finansowych, szczególnie w zakresie pozyskania niezbędnego sprzętu transportowego. Leasing dla nowych firm bez BIK stanowi praktyczne rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy nie posiadają jeszcze ustabilizowanej historii kredytowej lub borykają się z negatywnymi wpisami w bazach dłużników. Forma finansowania pojazdów bez konieczności sprawdzania baz Biura Informacji Kredytowej czy Krajowego Rejestru Długów, umożliwia systematyczne rozwijanie działalności nawet w przypadku ograniczonej wiarygodności finansowej.

Na czym polega leasing dla nowych firm bez BIK i KRD?

Nowe przedsiębiorstwa napotykają znaczące bariery w dostępie do tradycyjnego finansowania. Banki rutynowo odmawiają kredytów firmom działającym krócej niż 24 miesiące, traktując krótki staż rynkowy jako czynnik ryzyka. Jednocześnie wymogi dotyczące dokumentacji finansowej, gwarancji czy wpłaty własnej często przekraczają możliwości początkujących przedsiębiorców, czyniąc standardowe formy kredytowania niedostępnymi.

Leasing bez sprawdzania baz dłużników stanowi alternatywną metodę finansowania, która koncentruje się na aktualnej sytuacji przedsiębiorstwa bardziej niż na jego przeszłości finansowej. Firma leasingowa ocenia zdolność do regulowania rat na podstawie bieżących dochodów oraz charakteru prowadzonej działalności, pomijając negatywne wpisy w systemach informacji kredytowej.

Mechanizm ten opiera się na tym, że przedmiot leasingu pozostaje własnością leasingodawcy przez cały okres finansowania, co znacząco ogranicza ryzyko operacyjne. W przypadku problemów ze spłatą umowy leasingu, pojazd może zostać odzyskany, zapewniając naturalną formę zabezpieczenia transakcji.

Główne cechy leasingu bez weryfikacji w bazach

Aspekt Leasing tradycyjny Leasing bez BIK i KRD
Sprawdzanie historii kredytowej Obligatoryjne Brak
Czas oczekiwania na decyzję 5-14 dni 1-3 dni
Wymagana dokumentacja Rozbudowana Minimalna
Wpłata własna Często wymagana Prawie zawsze wymagana
Ocena ryzyka Na podstawie historii Na podstawie bieżącej sytuacji

Jak uzyskać leasing bez BIK i KRD?

Proces uzyskania finansowania bez sprawdzania baz dłużników charakteryzuje się uproszczoną procedurą aplikacyjną. Przedsiębiorca składa wniosek wraz z podstawowym pakietem dokumentów, który obejmuje zaświadczenie o prowadzeniu działalności gospodarczej oraz dowód tożsamości.

Doradca leasingowy analizuje wniosek pod kątem aktualnej płynności finansowej oraz charakteru branży, w której działa firma. Szczególną uwagę poświęca się perspektywom rozwoju przedsiębiorstwa, które mogą wpływać na regularne spłacanie rat.

Etapy procesu aplikacyjnego

Etapy procesu aplikacyjnego wyglądają następująco:

  1. Złożenie wniosku – wypełnienie formularza z podstawowymi danymi firmy
  2. Weryfikacja dokumentów – sprawdzenie aktualności zaświadczeń i uprawnień
  3. Ocena zdolności finansowej – analiza bieżących dochodów i potencjału
  4. Wybór pojazdu – wskazanie konkretnego modelu do sfinansowania
  5. Podpisanie umowy – finalizacja warunków i przekazanie pojazdu

Cały proces może zostać zrealizowany w czasie krótszym niż 72 godziny od złożenia kompletnego wniosku, co stanowi znaczącą przewagę nad tradycyjnymi formami finansowania.

Warunki zawarcia umowy leasingowej dla nowych firm

Firmy rozpoczynające działalność mogą liczyć na elastyczne podejście do warunków finansowania, dostosowane do specyfiki młodych przedsiębiorstw. Okres finansowania zazwyczaj wynosi od 24 do 60 miesięcy, umożliwiając precyzyjne dopasowanie wysokości raty do możliwości finansowych.

Kluczowe parametry umowy leasingowej dla nowych firm to:

  • Minimalna wpłata własna – czasami wynosi nawet 0%, eliminując barierę wejścia
  • Wysokość raty – kalkulowana indywidualnie na podstawie wartości pojazdu
  • Okres leasingu – elastyczny, dostosowany do planów biznesowych
  • Warunki przedterminowej spłaty – możliwość wcześniejszego zakończenia umowy
  • Opcja wykupu – prawo nabycia pojazdu po zakończeniu finansowania

Warunki zawarcia umowy uwzględniają również specyficzne potrzeby różnych branż. Leasing dla nowych firm bez BIK może obejmować pojazdy dostawcze dla firm kurierskich, samochody osobowe dla działalności usługowej czy specjalistyczny sprzęt transportowy dla przedsiębiorstw budowlanych.

Leasing samochodu bez BIK i KRD. Jakie są możliwości finansowania?

Zakres pojazdów dostępnych w ramach leasingu bez sprawdzania baz obejmuje praktycznie wszystkie kategorie środków transportu wykorzystywanych w działalności gospodarczej. Samochody osobowe, pojazdy dostawcze oraz ciężarowy sprzęt transportowy mogą zostać sfinansowane bez konieczności przedstawiania pozytywnej historii kredytowej.

Kategorie pojazdów dostępne w leasingu bez baz

Dostępne kategorie pojazdów:

  • Samochody osobowe – dla reprezentacji firmy i wizyt u klientów
  • Samochody dostawcze – od kompaktowych VAN-ów, po większe ciężarówki
  • Motocykle i skutery – dla kurierów i małych firm usługowych
  • Maszyny budowlane na podwoziu samochodowym – dla firm z branży konstrukcyjnej

Leasing operacyjny umożliwia pełne odliczenie kosztów eksploatacji pojazdu, podczas gdy leasing zwrotny pozwala na finansowanie już posiadanego sprzętu transportowego. Każda z tych opcji może być realizowana bez sprawdzania negatywnych wpisów w systemach informacji kredytowej.

Firma leasingowa może również udzielić finansowania na pojazdy używane, co dodatkowo rozszerza możliwości wyboru dla przedsiębiorców o ograniczonym budżecie. Leasing samochodów z drugiej ręki często charakteryzuje się niższymi ratami przy zachowaniu elastycznych warunków spłaty.

Gdzie szukać ofert leasingu dla nowych firm?

Rynek finansowania pojazdów bez sprawdzania baz oferuje różnorodne rozwiązania dostosowane do potrzeb początkujących przedsiębiorców. Specjalistyczne firmy leasingowe koncentrują się na obsłudze klientów z negatywną historią kredytową lub krótkim stażem działalności, oferując dedykowane produkty finansowe.

Kryteria wyboru leasingodawcy

Przy wyborze partnera finansowego warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych aspektów:

  • Doświadczenie w obsłudze nowych firm – znajomość specyfiki młodych przedsiębiorstw
  • Czas podejmowania decyzji – szybkość procesu akceptacji wniosku
  • Elastyczność warunków – możliwość negocjacji parametrów umowy
  • Zakres oferowanych pojazdów – dostępność różnych kategorii sprzętu
  • Wsparcie doradcy – profesjonalna pomoc w doborze optymalnego rozwiązania

Otrzymać leasing można również poprzez pośredników finansowych, którzy współpracują z wieloma leasingodawcami jednocześnie. Taki model umożliwia porównanie ofert i wybór najkorzystniejszych warunków finansowania.

Przedsiębiorca może również skorzystać z kalkulatorów online, które pozwalają na wstępną ocenę kosztów finansowania przed złożeniem formalnego wniosku. Narzędzia te uwzględniają specyfikę leasingu bez sprawdzania historii kredytowej, prezentując realistyczne szacunki rat i całkowitych kosztów.

Leasing dla nowych firm

Współczesny rynek finansowy oferuje młodym przedsiębiorstwom realne możliwości pozyskania niezbędnego sprzętu transportowego bez konieczności budowania długoterminowej historii kredytowej. Dla nowych firm to rozwiązanie, które umożliwia skuteczne konkurowanie na rynku nawet w początkowej fazie rozwoju biznesu.

Korzyści dla nowych przedsiębiorstw:

  • Zachowanie płynności finansowej – brak konieczności zamrażania kapitału na zakup pojazdu
  • Optymalizacja podatkowa – możliwość odliczenia rat jako koszt prowadzenia działalności
  • Elastyczność finansowa – dostosowanie warunków do cyklu przychodów firmy
  • Szybki dostęp do sprzętu – realizacja inwestycji bez długotrwałych procedur
  • Profesjonalny wizerunek – nowoczesny tabor jako element budowania marki

Możliwość skorzystania z leasingu bez negatywnej weryfikacji w bazach dłużników oznacza, że każdy przedsiębiorca może sfinansować niezbędny pojazd, niezależnie od swojej złej historii finansowej czy krótkiego stażu rynkowego. Ta forma finansowania stanowi praktyczne narzędzie systematycznego rozwoju przedsiębiorstwa, umożliwiając koncentrację na działalności operacyjnej, bardziej niż na pozyskiwaniu kapitału.

Artykuł został opracowany przy współpracy z Internetowym Funduszem Leasingowym oferującym leasing bez BIK i KRD dla przedsiębiorców z całej Polski, w tym specjalistyczne rozwiązania finansowania pojazdów dla nowych firm oraz podmiotów z negatywną historią kredytową.

Ta zmiana pozwoli Ci wystawiać nawet 100 faktur w minutę

Zarządzanie finansami firmy wymaga nie tylko znajomości prawa i analizy kosztów, ale również sprawnego obiegu dokumentów księgowych. W świecie, w którym czas oznacza pieniądz, coraz więcej firm decyduje się na cyfryzację procesów księgowych. Jednym z najefektywniejszych sposobów usprawnienia rozliczeń z klientami jest automatyczne fakturowanie cykliczne. Dla kadry zarządzającej, menedżerów i właścicieli firm to rozwiązanie, które pozwala nie tylko oszczędzać czas, ale także optymalizuje cash flow.

Czym jest automatyczne fakturowanie cykliczne?

Automatyczne fakturowanie cykliczne to funkcjonalność w programach do faktur, która pozwala ustawić harmonogram wystawiania faktur dla regularnych klientów. Raz skonfigurowany cykl (np. co miesiąc, kwartał czy tydzień) powoduje, że faktury są generowane automatycznie, bez konieczności ingerencji użytkownika.

Dla firm oferujących usługi abonamentowe, wynajem, czy cykliczne dostawy, jest to narzędzie nie tylko wygodne, ale wręcz niezbędne. Pozwala uniknąć błędów ludzkich, opóźnień oraz konieczności przypominania sobie o terminach.

Korzyści z automatycznego fakturowania dla firm i zarządzających

Automat w fakturowaniu oznacza szereg strategicznych przewag dla firmy:

  • Optymalizację czasu pracy– dzięki eliminacji ręcznego wystawiania faktur, możesz skupić się na istotnych dla firmy zadaniach
  • Lepsze planowanie przychodów – z góry zaplanowane terminy faktur pozwalają przewidywać cash flow z wyprzedzeniem i efektywniej zarządzać zasobami finansowymi,
  • Zwiększenie płynności finansowej – regularność wpływów poprawia zdolność operacyjną firmy i pozwala unikać zatorów płatniczych,
  • Redukcję ryzyka błędów – automatyzacja minimalizuje ryzyko literówek, pomyłek w kwotach, dublowania dokumentów czy pominięcia faktur,
  • Zwiększenie transparentności – zautomatyzowane systemy pozwalają na łatwe audytowanie procesów i szybki dostęp do historii faktur,
  • Wzmocnienie relacji z klientami – terminowe, powtarzalne działania budują zaufanie i lojalność.

Co ważne, automatyzacja tego procesu uwiarygadnia firmę w oczach klienta jako zorganizowaną i terminową. To nie tylko sprawa wewnętrzna – to element wizerunku nowoczesnego, profesjonalnego partnera biznesowego.

Jak działa fakturowanie cykliczne w praktyce?

Aby zobrazować jak działa fakturowanie cykliczne w praktyce, posłużymy się przykładem firmy informatycznej świadczącej usługi wsparcia IT w modelu abonamentowym dla 50 klientów. Zamiast co miesiąc wystawiać po jednej fakturze, w programie ustawia harmonogram dla każdego kontrahenta. W pierwszym dniu miesiąca system automatycznie generuje 50 faktur, wysyła je klientom oraz zapisuje w systemie do dalszego rozliczenia.

Nie dochodzi do pomyłek, terminowość rośnie, a zespół może skupić się na bardziej strategicznych zadaniach niż mechaniczne wystawianie dokumentów.

Problemy, które rozwiązuje automatyczne fakturowanie

Z danych serwisu Faktura.pl wynika, że małe i średnie firmy czekają na przelew średnio 13,6 dnia, a w niektórych branżach nawet do 22 dni. Taka sytuacja może prowadzić do zachwiania płynności finansowej, szczególnie w okresach zwiększonych wydatków, jak wypłaty wynagrodzeń, opłaty za media czy podatek VAT. Automatyzacja fakturowania pozwala skrócić ten czas i zredukować ryzyko poprzez:

  • eliminację opóźnień w wystawieniu dokumentu – faktury są tworzone automatycznie o wskazanej porze, bez ryzyka ludzkiego błędu czy zapomnienia,
  • szybsze przekazanie faktury do kontrahenta – dokument trafia do klienta natychmiast po wygenerowaniu, bez konieczności manualnego wysyłania,
  • integrację z systemami przypominającymi o terminach płatności – automatyczne powiadomienia e-mail czy SMS mogą zminimalizować liczbę spóźnionych przelewów.

Dodatkowo, automatyczne faktury mogą być oznaczone unikalnym identyfikatorem i powiązane z konkretnym cyklem rozliczeniowym, co znacznie upraszcza analizę danych finansowych i przyspiesza proces windykacyjny. W skali całego przedsiębiorstwa oznacza to większą przewidywalność przychodów i sprawniejsze zarządzanie budżetem operacyjnym.

kto-najdluzej-czekal-na-przelew-w-ii-kw-2025

Dzięki takim narzędziom, zarządy firm mogą podejmować lepiej uzasadnione decyzje biznesowe oparte na realnych danych, a nie opóźnionych spływach środków.

Jakie firmy najbardziej skorzystają?

Choć korzyści są uniwersalne, automatyczne fakturowanie cykliczne szczególnie warto wdrożyć w firmach, których model biznesowy opiera się na stałych kontraktach i przewidywalnym harmonogramie świadczenia usług. Do takich należą:

  • Firmy IT – ze względu na powszechny model B2B i abonamentowy, gdzie regularne rozliczenia za wsparcie techniczne, utrzymanie serwerów czy licencje są standardem,
  • Biura rachunkowe – obsługa klientów w ujęciu miesięcznym, kwartalnym lub rocznym czyni z automatyzacji naturalne narzędzie do organizacji pracy,
  • Firmy produkcyjne i dystrybucyjne – które realizują cykliczne dostawy surowców lub komponentów, często rozliczane w stałych interwałach,
  • Sektor usług medycznych i edukacyjnych – np. placówki prywatne oferujące pakiety zajęć, abonamenty terapeutyczne lub edukacyjne, które wymagają systematycznych rozliczeń,
  • Agencje marketingowe, PR i konsultingowe – współpraca w modelu retainerowym, czyli stałych pakietach usług, wymaga punktualnego fakturowania.

Ponadto, z ogromnych korzyści mogą skorzystać:

  • Software house’y i startupy SaaS – gdzie automatyzacja fakturowania stanowi fundament skalowalności i obsługi rosnącej liczby użytkowników,
  • Deweloperzy i zarządcy nieruchomości – wystawiający co miesiąc setki dokumentów za czynsze, media i opłaty serwisowe,
  • Operatorzy e-commerce i platform subskrypcyjnych – gdzie fakturowanie użytkowników końcowych odbywa się z wysoką częstotliwością i w dużej skali.

Dla samozatrudnionych informatyków, copywriterów, prawników czy doradców fakturowanie cykliczne to szansa na uporządkowanie rozliczeń, poprawę terminowości i mniej stresu przy zamknięciu miesiąca. W praktyce oznacza to więcej czasu na rozwój działalności, a mniej na biurokrację.

Wdrożenie w firmie: na co zwrócić uwagę?

Przy wyborze narzędzia do automatyzacji faktur warto wziąć pod uwagę:

  • Intuicyjność obsługi – zrozumiały interfejs pozwala ograniczyć koszty szkoleń,
  • Możliwość personalizacji faktur – logo, szablony, pola niestandardowe,
  • Integrację z księgową – eksport danych, zdalny dostęp,
  • Bezpieczeństwo danych – zgodność z RODO i szyfrowanie,
  • Wsparcie techniczne – szybka reakcja na pytania i problemy.

Rekomendowane rozwiązanie

Jednym z najlepiej ocenianych na polskim rynku systemów do fakturowania cyklicznego jest program do faktur oferowany przez Faktura.pl.

Z poziomu aplikacji można nie tylko zautomatyzować samo wystawianie dokumentu, ale również w pełni zaplanować jego wysyłkę przez e-maila. System automatycznie prześle fakturę do klienta na wskazany i dodatkowo wyśle wiadomość SMS z przypomnieniem o wystawionym dokumencie. Co więcej, zarówno treść e-maila, jak i SMS-a może być dowolnie modyfikowana przez użytkownika – można ją spersonalizować pod kątem tonu komunikacji, języka marki czy informacji dodatkowych. To znacznie podnosi poziom profesjonalizmu obsługi i skraca czas reakcji klientów.

Co istotne, program do fakturowania Faktura.pl jest zintegrowany z Krajowym Systemem e-Faktur (KSeF), który od 2026 roku stanie się obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorców. Dzięki temu firmy korzystające z systemu już dziś są gotowe na nadchodzące zmiany legislacyjne i nie muszą obawiać się kosztownej migracji czy reorganizacji procesów w ostatniej chwili.

Dla firm oferujących usługi abonamentowe, wynajem, czy cykliczne dostawy, jest to narzędzie nie tylko wygodne, ale wręcz niezbędne. Pozwala uniknąć błędów ludzkich, opóźnień oraz konieczności przypominania sobie o terminach.

Mądre zarządzanie finansami zaczyna się od automatyzacji

Dla podejmujących codziennie strategiczne decyzje finansowe, automatyczne fakturowanie cykliczne to narzędzie, które pozwala odzyskać kontrolę nad czasem, poprawić płynność i uniknąć błędów. To inwestycja w efektywność, która procentuje każdego miesiąca. W świecie cyfrowym, kto pierwszy zautomatyzuje procesy, ten zyska przewagę rynkową.

Dolar zyskuje po decyzji Fed, złoty zaskakuje siłą – inflacja w Polsce w celu

Wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Dobre dane spowodowały silne umocnienie dolara, które ku zaskoczeniu wielu nie przełożyło się na słabość złotego. Inflacja w Polsce wróciła do celu.

Kolejny dzień siły dolara

Środa była dniem czekania na informacje z USA. Zaczęło się od danych z rynku pracy. Raport ADP pokazał wyższy od oczekiwań wynik. Lepiej wypadły też odczyty o PKB. Amerykanie oczywiście podają je w annualizowany sposób, by ciężej było zorientować się, co naprawdę się dzieje. Gdyby jednak cały rok był taki jak ostatni kwartał, gospodarka rosłaby o 3%, a nie jak sądzono o 2,4%. Dostaliśmy zatem informacje, że sytuacja jest dobra na obydwóch głównych frontach, mimo wysokich stóp procentowych. Nie jest to otoczenie, które wymusza obniżki. Decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami była formalnością – nie zmieniono wskaźników. Sama wypowiedź Jeroma Powella była różnie odbierana przez komentatorów. Jedni uważają, że chciał trochę przypodobać się obecnej administracji bardziej jastrzębią retoryką, która sprzyja obniżkom. Patrząc jednak na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że dominuje wersja o tym, że szanse na zmniejszenie stóp procentowych spadły. W rezultacie we wrześniu przeważają szanse na utrzymanie ich na niezmienionym poziomie, podobnie jak w grudniu. Wygląda na to, że obniżki przesunęły się o jedno posiedzenie później.

Jak reagowały waluty?

Dolar wczoraj zaczynał dzień w okolicach poziomu 1,15500 na parze EURUSD. Kończył go już odbiciem od poziomu 1,14000. Co ciekawe, ruch ten nie przełożył się na osłabienie złotego, jak to zwykle ma miejsce. Gdy kapitał płynie do USA, najczęściej powoduje to przecenę walut naszego regionu. Wczoraj z kolei złoty się umacniał względem euro. Jest to duża niespodzianka, gdyż wielu analityków spodziewało się, że wraz z osiągnięciem okolic 1,14 na EURUSD kurs euro względem złotego przekroczy poziom 4,30 zł. Do tej bariery brakuje jednak aż 3 groszy. Względem dolara przy tak silnym jego umocnieniu złoty oczywiście tracił. Pierwszy raz od początku czerwca zobaczyliśmy na wykresach okolice 3,75 zł.

Kogo zaskoczyła inflacja?

To, że inflacja w lipcu w Polsce spadnie, to wszyscy analitycy byli zgodni. Nie byli jednak pewni o ile. Większość prognoz oscylowała w okolicach 3%, często delikatnie poniżej. Faktyczny odczyt pokazał jednak 3,1%. Nie jest to zatem tak dobrze, jak oczekiwano, ale miesiąc temu mieliśmy jednak 4,1%. Jesteśmy zatem po raz pierwszy od ponad roku w celu inflacyjnym. Przez ten rok byliśmy powyżej tego poziomu, mniej więcej o uwolnienie kosztu energii. Jest jednak ważna zmiana – RPP traci argument przeciwko kolejnym obniżkom stóp procentowych. Mamy bowiem właśnie na tle innych państw naszego regionu wyjątkowo wysokie stopy względem inflacji. Gdyby obniżki miały przyspieszyć, należy się spodziewać osłabienia polskiej waluty. Dzisiaj jednak tego ruchu nie widać, więc rynki nie przewidują, że odczyt ten wpłynie na decyzję RPP, był w końcu powyżej oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja CPI,

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe pomysły UE na e-commerce z Chin szansą dla logistyki kontraktowej

Parlament Europejski chce, aby każda paczka e-commerce importowana spoza Unii była obciążana opłatą manipulacyjną wynoszącą 0,5 euro, ale tylko w scenariuszu, kiedy najpierw trafi do centrum konsolidacji i stamtąd zostanie wysłana do konsumenta. W innym przypadku wysokość daniny wyniesie 2 euro. To niepowtarzalna okazja dla sektora logistyki kontraktowej, który mógłby zarządzać taką konsolidacją oraz dostawami w imieniu platform sprzedażowych pochodzących głównie z Chin. Te z pewnością potrzebują dostępu do europejskich konsumentów, choć sama Unia dąży do ograniczenia napływu zakupów internetowych z Państwa Środka, mimo że generują one wzrosty, również w logistyce dla e-commerce.

Wydarzenia ostatnich tygodni potwierdzają, że Unia Europejska konsekwentnie dąży do ograniczenia napływu zagranicznego e‑commerce, a zwłaszcza towarów o niskiej wartości zwolnionych z cła, których import w 2024 r. osiągnął wolumen sięgający 4,6 mld przesyłek. To ok. 12 mln paczek dziennie lub 145 indywidualnych pakunków odprawianych na granicach Wspólnoty co sekundę. W ubiegłym roku aż 91% wszystkich zamówień tego typu pochodziło z Chin, a szacunki na ten rok zakładają dalszy wzrost wolumenu, czemu sprzyja polityka USA. To właśnie chiński e-commerce budzi najwięcej obaw, sprzeciwu i skupia uwagę unijnych urzędników, zwłaszcza że fala napływającego importu przybiera na sile. Dobrze pokazują to dane z lat 2022 i 2023, kiedy tanich paczek o wartości do 150 euro zaimportowano odpowiednio 1,4 mld i 2,3 mld.

Budzący wiele kontrowersji temat chińskiego e-commerce był wielokrotnie omawiany na różnych szczeblach unijnej administracji, ale na początku lipca br. sprawy nieco przyspieszyły, ponieważ Parlament Europejski przyjął sprawozdanie zawierające szereg interesujących rozwiązań zaproponowanych przez Komisję Europejską. Spośród wielu pomysłów mających na celu m.in. zwiększenie dokładności kontroli, zagwarantowania bezpieczeństwa produktów, przyspieszenia odpraw i odciążenia służb celnych, a także zwiększenia wpływów do budżetów narodowych i unijnej kasy znalazły się również trzy bardzo intersujące elementy, w tym jeden mający potencjalnie ogromne znaczenie dla europejskiego sektora logistycznego obsługującego handel internetowy.

Na początek likwidacja zwolnień i opodatkowanie

Z pewnością wartym uwagi postulatem jest zapowiadana od dawna likwidacja zwolnienia celnego dla przesyłek o wartości do 150 euro, która według obecnego kalendarza ma zacząć obowiązywać od marca 2028 r. i być częścią wielkiej reformy celnej UE. Posłowie warunkowo poparli także pomysł KE, aby każdą paczkę e-commerce pochodzącą spoza Wspólnoty obciążyć niedyskryminującą opłatą manipulacyjną (ang. handling fee) w wysokości 2 euro. Warunkowa zgoda oznacza, że PE chce, aby Komisja sprawdziła najpierw, czy opłata będzie proporcjonalna, zgodna z przepisami Światowej Organizacji Handlu oraz czy nie zostanie przeniesiona na kupujących. Unia liczy bowiem, że daninę pokryją platformy internetowe, pomimo że opisywane zmiany zachwieją fundamentami polityki cenowej i modelem dostaw azjatyckich sprzedawców.

Nowy podatek nakładany na importowany e-commerce ma być stały i dotyczyć każdej przesyłki, niezależnie od jej wartości. W praktyce, obok elementów finansowych, bezpieczeństwa i kontroli, danina ma także pełnić funkcję zniechęcającą i obniżać wolumen indywidualnych paczek napływających z Chin poprzez bezpośrednie podniesienie kosztów importu. Jednocześnie pojawiają się deklaracje, że w unijnych gabinetach trwają już kolejne prace wycelowane w chińskie platformy e-commerce, jednak Bruksela słowami Komisarza ds. ochrony konsumentów deklaruje, że nie chce odcinać się od Państwa Środka, ale będzie dążyć do ograniczenia ryzyka w stosunkach handlowych.

Ucywilizowanie importu e-commerce przez konsolidację zamówień w magazynach

Najważniejszą propozycją z punktu widzenia logistyki wydaje się jednak postulat, aby obok podatku w wysokości 2 euro zaproponować platformom alternatywę w postaci daniny wynoszącej tylko 0,5 euro, pod warunkiem jednak, że importowane towary będą konsolidowane i wysyłane do konsumentów z magazynów znajdujących się na terenie Wspólnoty. Ma to wzmocnić sprawczość organów celnych i nadzoru rynku oraz podnieść skuteczność kontroli. Sprawozdanie PE wzywa wręcz państwa członkowskie i Komisję do rozważenia wszystkich możliwych sposobów do zachęcania do takich praktyk, z uproszczonym trybem nadawania statusu zaufanego przedsiębiorcy włącznie. Praktyczne uzasadnienie takiego trybu procesowania chińskiego importu e-commerce wydaje się wręcz oczywiste. Kontrola i clenie przesyłek trafiających do magazynów byłoby znacznie prostsze niż sprawdzanie każdej paczki wysyłanej z krajów trzecich.

Na takim modelu skorzystałyby nie tylko platformy sprzedażowe płacące niższą opłatę manipulacyjną, ale także operatorzy logistyki kontraktowej dla sektora e-commerce, którzy zarządzaliby operacjami w imieniu platformy. Zakres ich odpowiedzialności mógłby być dowolnie rozszerzony np. o fulfillment lub obsługę zwrotów. Naturalnym beneficjentem proponowanego rozwiązania byłby także sektor magazynowy.PROPOZYCJE UE W ZAKRESIE IMPORTU E-COMMERCE B2C

Chińscy sprzedawcy i tak migrują do Europy

– Strategia kotwiczenia zasobów wewnątrz rynków zbytu nie jest nowa, ponieważ od lat chińskie platformy rozwijają zdolności logistyczne w Europie, w tym także w Polsce. Dotyczy to nie tylko serwisów pochodzących z Azji, ale również gigantów e-commerce z innych kontynentów. Każdy z największych światowych serwisów sprzedażowych działających w Europie ma w naszym kraju albo lokalny magazyn, który bardzo często obsługuje również rynek regionalny, albo ściśle współpracuje z którymś z operatorów na ostatniej mili. Dotychczasowe strategie rozbudowy zdolności logistycznych nie były jednak motywowane narzuconą polityką podatkową, ale naturalną potrzebą obecności na chłonnym rynku Unii Europejskiej, gdzie 77% użytkowników internetu kupuje online, z czego aż 46% zamawia odzież obuwie i akcesoria. Teraz motywacja ma mieć inny charakter i w praktyce nie pozostawi serwisom wyboru, ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, aby platformy utrzymały dotychczasowy model biznesowy dopłacając 2 euro do każdego wysłanego zamówienia, zwłaszcza w scenariuszu likwidacji zwolnienia de minimis – wyjaśnia Marcin Smoła, dyrektor operacyjny w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

– W praktyce ten proces już zachodzi i jest to jedna z przyczyn przyspieszenia unijnej debaty. Kluczową kwestią pozostaje więc to, aby wykorzystać ogromny potencjał, jaki dla sektora logistycznego stwarzają przedstawione propozycje w zakresie konsolidowania zamówień na terenie Wspólnoty. Bez wątpienia skorzysta na tym logistyka kontraktowa, ponieważ nawet gdyby przyjąć zeszłoroczny wolumen przesyłek wynoszący 4,6 mld sztuk, to każda z nich będzie potrzebowała indywidualnej obsługi. Nie bez znaczenia pozostaną również wpływy z tytułu opłat handlingowych, które teoretycznie w 2024 r. mogłyby wynieść 2,3 mld euro, a za taką kwotę można wybudować 5 terminali kontenerowych, dokładnie takich jak ten otwarty w czerwcu w gdańskim Baltic Hub. Z całą pewnością kraje Wspólnoty będą konkurować o to, aby to u nich budowano i obsługiwano magazyny, w których paczki z Chin będą konsolidowane. Byłby to bardzo pozytywny bodziec do rozwoju rynku kontraktowego i logistyki e-commerce w Europie oraz ważny impuls dla krajów takich jak Polska, która mogłaby umocnić swoją pozycję, jako ważnego węzła logistycznego w regionie. Uważamy, że do takiej rywalizacji należy się jednak bardzo dobrze przygotować, zarówno na szczeblu państwowym, jaki i branżowym – podsumowuje Marcin Smoła z ID Logistics.

Dlaczego chińscy sprzedawcy mieliby dopłacać do zakupów Europejczyków?

Przede wszystkim dlatego, że Chiny nie mają zbyt wielu alternatyw, co udowodniła już salwa celna USA wymierzona w tamtejsze platformy. Pokazała ona przy okazji, jak duże znaczenie dla azjatyckich gigantów e-commerce ma rynek europejski oraz jak ważną rolę odgrywa Unia dla tamtejszych przewozów lotniczych.

Od połowy maja br. za oceanem nie obowiązuje już zwolnienie celne dla przesyłek o niskiej wartości importowanych z Chin i Hong Kongu, dla których limit cenowy jeszcze niedawno wynosił 800 dol. Zamiast tego paczki obsługiwane przez amerykańską pocztę (USPS) są clone na poziomie 54% lub alternatywnie podlegają stałej opłacie wynoszącej 100 dol. Dostawy obsługiwane przez komercyjnych operatorów podlegają z kolei cłom wynoszącym 30%. To strategia, którą po części zamierza naśladować Unia, tj. chce zlikwidować zwolnienie i nałożyć nowe daniny.

Skutki takich praktyk natychmiast odczuł transport lotniczy

Według IATA, kiedy w maju zlikwidowano zwolnienie de minimis w USA oraz podniesiono cła importowe, praca przewozowa w lotniczym cargo na trasie Azja-Ameryka Płn. zanotowała spadek sięgający 10,7% rdr, oraz 12,3% względem kwietnia. Było to wyjątkowo mocne tąpnięcie, zwłaszcza że inne ważne szlaki transportowe zanotowały wzrosty. Korytarz transportowy Azja-Europa, gdzie przekierowano część eksportu, zyskał 13,4% rdr oraz 2,3% mdm. O 10,8% rdr i 3,9% mdm zwiększyła się także praca przewozowa na trasie łączącej Azję i Bliski Wschód,  a spadek zanotowano jedynie na połączeniach pomiędzy Azją i Afryką.

Podobne obserwacje do IATA mieli także analitycy Aevean, według których import przesyłek e-commerce o niskiej wartości z Chin do USA spadł w maju w porównaniu do kwietnia aż o 43%, a głównym rynkiem dla tanich przesyłek stała się Europa. To właśnie rynek europejski oraz Azji płd.-wsch. sprawiły, że wynik eksportu lotniczego w chińskim e-commerce na poziomie ok. 400 tys. ton był tylko o 3% niższy niż w kwietniu. Dane z kolejnych miesięcy pokażą czy chińscy sprzedawcy zwrócą się ponownie ku amerykańskim konsumentom, czy zintensyfikują swoje działania na kierunku europejskim, azjatyckim lub w Ameryce Łacińskiej.

Dokładnie takiego scenariusza, czyli przekierowania zwiększonych wolumenów paczek do Europy obawia się UE, bo Państwo Środka raczej nie będzie zadowolone z utraty lub ograniczenia działań na obu rynkach. Wpłynęło by to niekorzystnie nie tylko na samych sprzedawców, ale także na kondycję tamtejszego sektora lotniczego. Jak wskazują analitycy Rotate, monitorujący przepływy e‑commerce w powietrzu, tanie przysyłki z Chin wysyłane zarówno do Europy, jak i USA mają znaczący udział w strukturze transportu lotniczego.  Tylko w 2024 r. osiągnęły one poziom 1,2 mln ton i stanowiły 55% całkowitego chińskiego eksportu drogą lotniczą.

Czy europejski sektor logistyczny obsługujący e-commerce w ogóle potrzebuje tanich paczek z Chin?

Jeśli wziąć pod uwagę oficjalne unijne dane dotyczące 4,6 mld przesyłek o niskiej wartości, spośród których 91% pochodziło z Państwa Środka, to oznacza to, że europejscy operatorzy logistyczni byli 2024 r. w mniejszym lub większym stopniu zaangażowani w obsługę ponad 4,18 mld pojedynczych dostaw pochodzących z Chin. Już sama skala prowadzonych operacji pokazuje, jakim potencjałem dysponują największe platformy z dalekowschodnim rodowodem. Inna strona medalu jest taka, że europejska logistyka pracująca na rzecz e-commerce potrzebuje każdego możliwego bodźca, bo choć nie może narzekać  na brak zajęć to jej tempo wzrostu znacząco odbiega od pozostałej dwójki konkurentów znajdujących się na światowym podium.

Według danych brytyjskiego centrum analitycznego Transport Intelligence (Ti) zeszłoroczne przychody europejskiego sektora pracującego na rzecz handlu internetowego osiągnęły wartość 94,6 mld euro, co oznacza wzrost o 9,4%. W tym samym okresie lider globalnego rynku, czyli Ameryka Płn. z przychodami 200,4 mld euro zanotowała wzrost o 14,6%, natomiast Azja z wartością sięgającą 198,6 mld euro urosła o 14,9%.

Cały globalny rynek logistyki e-commerce urósł w 2024 r. o 13,6% rdr osiągając wartość 521,9 mld euro, co jest jednocześnie podwojeniem wyniku tuż sprzed pandemii, jednak po odjęciu czynników inflacyjnych zeszłoroczny rynek urósł realnie o 9% rdr.

W  2025 r. globalny rynek logistyki e-commerce oraz fulfillment ma się powiększyć o kolejne 15,5% osiągając nominalną wartość ok. 602,8 mld euro.  Widać wyraźnie, że Europa odstaje i nie chodzi tylko o wynik na tle liderów rankingu z 2024 r., ale również o dłuższą perspektywę. Tempo wzrostu regionu Azji i Pacyfiku w latach 2020-2024 wyniosło 11% i było nieco wyższe niż w Ameryce Płn., która osiągnęła 10%. Europa może się pochwalić wynikiem na poziomie 8%.

Europie przydałby się większy wolumen e-commerce przynajmniej z kilku innych powodów

Pierwszym z nich jest argument samych profesjonalistów zarządzających łańcuchem dostaw w obrębie handlu elektronicznego, mówiący o tym, że udział e-commerce w całym wolumenie towarów obsługiwanych w ramach logistyki kontraktowej będzie rósł i to znacząco. W zeszłym roku aż 30% przebadanych przez Ti operatorów deklarowało, że zamówienia internetowe stanowią 41-50% całości obsługiwanych wolumenów. To wynik znacznie lepszy niż poprzednia edycja badania, gdzie produkty zamawiane online stanowiły 11-20% całości obsługiwanego wolumenu.

W zeszłym roku dodatkowe 20% respondentów zadeklarowało w badaniu, że e-commerce to nawet 51-60% całości towarów, ale zupełnie inaczej ma wyglądać sytuacja za 5 lat. Ponad 23% zarządzających logistyką kontraktową szacuje, że aż 61-70% ruchu w biznesie będzie generowana przez produkty sprzedawane online. Kolejne 20% respondentów wierzy, że będzie to 41-50%, a ok. 16% zakłada udział e-commerce na poziomie 51-60%. Poniżej 15% respondentów uważa również, że e-commerce wyniesie 71-80%, a ok. 6% badanych, że będzie to 81-90%. Są nawet tacy, którzy zakładają, że za 5 lat udział e-commerce w ich biznesie wyniesie 91-100%, ale jest ich zaledwie kilka procent.

Wyraźną ewolucję trendu na rynku logistyki e-commerce widać także w zasięgu geograficznym obsługiwanych towarów. O ile w 2024 r. średnio 65% wolumenu e-commerce stanowiły przepływy krajowe, a 35% międzynarodowe, to za 5 lat proporcja ma się zmienić i wynieść odpowiednio 55% do 45%. Tak duży wzrost ma być przede wszystkim zasługą największych chińskich graczy, którzy umacniają swoją popularność na rynkach zachodnich i zyskują coraz większe rzesze klientów.

Jak zatem wygląda globalny układ sił jeśli chodzi o sprzedaż przez internet?

Z danych ECDB wynika, że światowa sprzedaż towarów e-commerce w modelu B2C może osiągnąć w tym roku nieco ponad 5 bln dol., co będzie oznaczało nominalny wzrost o 9,7% względem 2024 r., a w ujęciu realnym o 5,1% do 4,562 mld dol. Nie wiadomo jeszcze jak na estymacje wpłynie trwająca wojna handlowa i nakładanie przez kraje wzajemnych ograniczeń. Wiadomo jednak, że od 2017 r. globalny sektor e-commerce B2C rozwija się w bardzo dobrym tempie wynoszącym średnio 14%.

Dzieje się tak głównie za sprawą Chin i USA, które w ubiegłym roku odpowiadały za prawie 70% globalnych przychodów e‑commerce. Zdecydowanie dominującą pozycję miały jednak Chiny, gdzie wartość rynku sięgnęła ponad 1,9 bln dol., co oznacza, że wygenerowały one 43% całkowitej wartości sektora. Na drugim miejscu znalazły się USA z przychodami sięgającymi nieco ponad 1 bln dol., co odpowiadało 23% udziału w sprzedaży. Na trzecim miejscy była Europa, gdzie na wydatki w internecie wydano 694 mld dol., co zagwarantowało 15% globalnego tortu e-commerce.

Prognozy na najbliższe lata nie zapowiadają rewolucji e-commerce w Europie, a szkoda

Z estymacji ECDB wynika, że w latach 2024-2028 najszybciej rozwijającym się kontynentem będzie Azja, której przychody powiększą się o 42,7% do prawie 3,8 bln dol. Obie Ameryki urosną o 36,1% do prawie 1,67 mld dol. Natomiast trzeci pod względem wartości rynku kontynent europejski urośnie najwolniej, bo tylko o 27,1% do wartości 901 mld dol. To wolniej od Australii i Oceanii (37%) oraz Afryki, która pod względem tempa wzrostu ma się rozwijać najszybciej dochodząc do 52,6% w 2028 r. Wartość tego rynku będzie jednak niewielka i wyniesie tylko 29 mld dol.

Warto także zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, który może pomóc Europie w osiąganiu lepszych wyników na polu e‑commerce. Obecnie 72% globalnych przychodów w handlu elektronicznym B2C generowanych jest na platformach działających w modelu marketplace, a 6 spośród 10 największych serwisów tego typu posiada chiński rodowód. W Azji strony marketplace odpowiadają za 97% przychodów całego sektora e-commerce. Podobnie jest Ameryce Południowej i Centralnej, gdzie udział w przychodach wynosi 96%. Zupełnie inaczej jest w Ameryce Płn. i Europie, gdzie udział witryn marketplace wynosi odpowiednio 46% oraz 47%.

Krzysztof Oflakowski

Wynajem mieszkania coraz droższy – raport z lipca 2025 roku

0

Najem drożeje kolejny kwartał z rzędu. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że w kolejnym roku akademickim na znaczne wzrosty kosztów najmu muszą przygotować się studenci z Torunia. Najem małego mieszkania (do 30 m²) zdrożał tam o prawie 15% r/r, a dużego (powyżej 60 m²) – o niemal 20%. Pomimo dwóch tegorocznych obniżek stóp procentowych, najem w zdecydowanej większości przypadków wciąż jest tańszy niż rata kredytu na takie samo mieszkanie. Rekordzistą jest Kraków – rata kredytu na mieszkanie o powierzchni 50 m² jest tam aż o 1 187 zł wyższa niż koszt najmu. Warto też dodać, że opłacalność inwestycji w mieszkanie na wynajem zaczęła przewyższać oprocentowanie lokat bankowych. To wynik spadku oprocentowania w połączeniu ze wzrostem stawek najmu.

W raporcie kwartalnym prezentujemy oddzielnie dane dotyczące kosztu najmu mieszkań o powierzchni 30 m², 50 m² i 70 m². Wśród 17 analizowanych miast najdrożej jest oczywiście w Warszawie. Najem kawalerki o powierzchni 30 m² kosztuje tam 2 735 zł. Dla porównania – w Toruniu czy Białymstoku za podobną kwotę można wynająć mieszkanie o powierzchni 70 m². W przypadku średniego mieszkania (50 m²) w stolicy jest to kwota 3 643 zł, a dużego (70 m²) – niemal 5 000 zł miesięcznie (dokładnie 4 947 zł).

Oprócz Warszawy najdroższymi miastami pod kątem najmu są Gdańsk, Kraków i Wrocław. Najem mieszkania o powierzchni 30 m² kosztuje tam ok. 2 400 zł, a 50 m² – ok. 3 100 zł. W przypadku większych lokali rozbieżności w cenach są większe. Dla mieszkania o powierzchni 70 m² koszt w Gdańsku to 4 025 zł, w Krakowie 3 850 zł, a we Wrocławiu 3 700 zł.

Tak jak Warszawa jest wyraźnie najdroższa wśród 17 analizowanych miast, tak wyraźnie najtańszym jest Częstochowa. Najem mieszkania o powierzchni 30 m² kosztuje tam 1 386 zł. W przypadku średniego mieszkania (50 m²) – 1 824 zł, a dużego (70 m²) – 2 484 zł.2025-07-31 Stawki

Studenci zapłacą dużo więcej za najem mieszkania w Toruniu

Studenci jeszcze przez sierpień i wrzesień będą cieszyć się wakacjami, ale część z nich zapewne już myśli o tym, ile będzie kosztował najem mieszkania w kolejnym roku akademickim. Niestety, stawki najmu w większości badanych przez nas miast rosną. Najmocniejsze wzrosty odnotowaliśmy w Toruniu. Najem dużych mieszkań (powyżej 60 m²) zdrożał tam o niemal 20% r/r, a małych (do 30 m²) – o prawie 15%. Jedynie w przypadku średnich mieszkań (30–60 m²) wzrost jest umiarkowany – 6% r/r, czyli zbliżony do przeciętnego.

Jeśli chodzi o największy ośrodek akademicki w Polsce, czyli Warszawę, to wzrosty są tu nieznaczne – zdecydowanie poniżej średniej. Koszt najmu małego mieszkania wzrósł o 4,2%, średniego – o 2,5%, a dużego – o 1,6%. Pomimo ograniczonych wzrostów, koszt najmu w Warszawie pozostaje najwyższy spośród badanych miast.

Próg 100 tys. studentów przekraczają Kraków, Poznań i Wrocław. W ich przypadku wzrosty są zwykle zbliżone do przeciętnego poziomu, czyli wynoszą ok. 5% r/r. Wyjątkiem są duże mieszkania w Poznaniu, których najem zdrożał aż o 9% r/r.2025-07-31 Zmiany

W Krakowie najtrudniej przenieść się z mieszkania najmowanego do własnego

Wiele młodych osób szczególnie interesuje jak kształtują się poziomy rat kredytów hipotecznych w porównaniu do kosztów najmu. Dobrą informacją dla nich jest to, że dzięki obniżkom stóp procentowych połączonym z niewielkimi spadkami cen mieszkań, dostępność lokali powoli się poprawia. Przeniesienie się z mieszkania wynajmowanego do własnego jest więc nieco łatwiejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu

Niestety, poprawa ta wciąż jest zbyt mała. W większości badanych przez nas miast rata kredytu (z 10% wkładem własnym, na 30 lat) nadal jest znacznie wyższa niż koszt najmu. Rekordzistą jest tu Kraków. Zamiana wynajmowanej kawalerki o powierzchni 30 m² na własne mieszkanie o takiej samej powierzchni oznacza wzrost wydatków o 512 zł miesięcznie. W przypadku lokalu o powierzchni 50 m² koszty wzrosną o 1 187 zł. Duże różnice występują również w Warszawie, gdzie przeniesienie się do własnego mieszkania oznacza wzrost wydatków odpowiednio o 483 zł i 1 066 zł.

Zbliżenie poziomu rat i kosztów najmu wymaga dalszego spadku oprocentowania kredytów – do poziomu poniżej 5%. Obecnie wynosi ono ponad 6%.

2025-07-31 Najem a rata

Lokaty zaczynają przegrywać z mieszkaniami na wynajem

Dalsze obniżki stóp procentowych podwyższą szansę na pierwsze własne mieszkanie tylko pod warunkiem, że mocno nie wzrosną ich ceny. Tymczasem tańsze i łatwiej dostępne kredyty hipoteczne zwykle oznaczają zwiększony popyt na zakup nieruchomości, a wyższy popyt to wyższe ceny. Popyt może dodatkowo wzrosnąć, jeśli do kupujących mieszkania dla siebie ponownie dołączą inwestorzy kupujący z myślą o wynajmie.

Po ostatnich obniżkach stóp procentowych tego rodzaju inwestycje ponownie zaczynają wydawać się atrakcyjne. Rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem zaczyna bowiem  przewyższać oprocentowanie lokat bankowych i obligacji.

W badanych przez nas miastach rentowność netto wynosi od 4,2% w Krakowie do 5,8% w Sosnowcu. Podane wartości uwzględniają podatek i wszystkie koszty związane z zakupem i utrzymaniem mieszkania m. in. odświeżanie mieszkania czy jego ubezpieczenie.  To ostatnie jest szczególnie istotne, ponieważ odpowiednie ubezpieczenie chroni właściciela przed nieprzewidzianymi wydatkami, np. związanymi z zalaniem, pożarem czy szkodami wyrządzonymi przez najemców.

Zwracamy jednak uwagę, że to wartości netto. Te poziomy odpowiadają oprocentowaniu lokaty bankowej ze stawką odpowiednio 5,2% i 7,2%. Druga ważna kwestia – nasze wyliczenia zakładają, że mieszkanie jest zamieszkane przez pełne 12 miesięcy w roku.

Podsumowując – wiele wskazuje na to, że jeśli stopy procentowe nadal będą spadać, to czeka nas zahamowanie, a może nawet spadek stawek najmu. Spadnie bowiem popyt na najem, ponieważ młodzi będą przenosić się z mieszkań wynajmowanych do własnych. Wyhamowanie wzrostu lub spadek stawek najmu może wzmocnić wzrost podaży, ponieważ podejmowanie nowych inwestycji w mieszkania na wynajem zaczyna przekraczać poziom opłacalności.2025-07-31 Rentowność

Nowe przepisy unijne budzą niepokój w branży odzieżowej. Przedsiębiorcy apelują o dialog i rozsądek w implementacji zmian

Trwające w Komisji Europejskiej prace nad finalną wersją nowelizacji dyrektywy 2008/98/WE w sprawie odpadów budzą coraz większe obawy wśród polskich przedsiębiorców z sektora odzieżowo-tekstylno-obuwniczego. Projekt zmian przewiduje wprowadzenie szeregu obowiązków, które mają zostać wdrożone przez państwa członkowskie – w tym Polskę – w nadchodzących miesiącach. Branża ostrzega jednak, że nowe przepisy, choć oparte na ważnych celach środowiskowych, mogą znacząco podnieść koszty działalności i uderzyć w konkurencyjność polskich firm.

Nowe obowiązki dla producentów i dystrybutorów

Kluczową zmianą w projekcie jest wprowadzenie tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Zgodnie z tą zasadą, każdy podmiot wprowadzający na rynek wyroby tekstylne, odzieżowe czy obuwnicze – niezależnie czy jest producentem czy importerem – zostanie zobowiązany do finansowania całego procesu gospodarowania odpadami. W praktyce oznacza to opłatę modulacyjną od każdej sztuki wyrobu wprowadzanego na rynek.  Z tej opłaty finansowane będą koszty zbiórki, sortowania, recyklingu, a także edukacji konsumenckiej w zakresie właściwego postępowania z używaną odzieżą i tekstyliami.

Obowiązek rejestracji i udziału w PRO

Każde państwo członkowskie UE będzie musiało stworzyć Organizację Odpowiedzialności Producentów (PRO)  i prowadzić krajowy rejestr producentów i importerów. Wpis będzie obowiązkowy dla wszystkich podmiotów działających na rynku. Brak wpisu będzie oznaczać zakaz sprzedaży wyrobów w Polsce.  Organizacja PRO będzie odpowiedzialna za organizację zbiórki, dalsze przetwarzanie odpadów i wypełnianie obowiązków wynikających z dyrektywy. PRO będą musiały uzyskać specjalne zezwolenie państwowe i spełniać rygorystyczne wymogi finansowe i organizacyjne.

Zasady ekomodulacji i nowe obowiązki raportowe

Wysokość składek, które firmy będą wnosić do PRO, będzie ustalana zgodnie z zasadami tzw. ekomodulacji. Oznacza to, że składka za dany produkt będzie zależała m.in. od jego trwałości, możliwości naprawy, udziału materiałów z recyklingu oraz wolumenu produkcji. To rozwiązanie ma promować projektowanie bardziej zrównoważonych produktów, ale może też istotnie zwiększyć koszty działalności – zwłaszcza dla firm, które wytwarzają duże ilości odzieży niskomarżowej.

Dodatkowo, producenci oraz PRO będą zobowiązani do przekazywania szczegółowych danych na temat ilości wprowadzanych produktów, funkcjonowania systemów zbiórki oraz uzyskiwanych efektów środowiskowych. To nowe, czasochłonne i kosztowne obowiązki administracyjne, które – zdaniem wielu firm – będą trudne do spełnienia bez dodatkowego wsparcia.

Odzież używana nie będzie już odpadem

Nowe regulacje przewidują, że odzież używana nadająca się do ponownego użycia nie będzie traktowana jako odpad. To zmiana, która na pierwszy rzut oka wydaje się korzystna, ale w praktyce oznacza konieczność dostosowania przepisów dotyczących transportu, magazynowania i obrotu takimi produktami. Szczególnie mocno wpłynie to na rynek second-handów oraz działalność organizacji zajmujących się ponownym obiegiem ubrań.

Platformy e-commerce pod lupą

Ważnym elementem projektu jest również uregulowanie sprzedaży internetowej. Platformy e-commerce – zarówno krajowe, jak i zagraniczne – będą miały obowiązek weryfikowania, czy sprzedawcy posiadają ważny wpis do rejestru producentów. To próba ograniczenia nielegalnej lub nieuczciwej konkurencji, ale również dodatkowy obowiązek administracyjny dla serwisów sprzedażowych.

Branża apeluje do rządu o dialog i realne wsparcie

Przedstawiciele sektora odzieżowego i tekstylnego apelują do polskiego rządu o aktywne włączenie branży w proces wdrażania nowych przepisów i opracowania szczegółowych rozwiązań na poziomie krajowym.

– Nie kwestionujemy potrzeby zmian, ale apelujemy o rozsądek i dialog – podkreśla Tadeusz Wawrzyniak, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego PIOT. – System ROP w odniesieniu do tekstyliów to zbyt poważna reforma, by przeprowadzać ją bez udziału firm, które mają ją finansować i realizować. Obawiamy się, że cały ciężar przełożony będzie na legalnie działające firmy, głównie MŚP, a szara i czarna sfera oraz nielegalny import nie będzie w tym systemie partycypował. Powinniśmy w pierwszej kolejności wprowadzić na fakturach zarówno w obrocie krajowym jak i międzynarodowym obowiązek wpisywania kodu CN, to uporządkuje statystykę i możliwość monitorowania obrotu a później identyfikacji wolumenu. Potrzebujemy czasu, jasnych przepisów, a przede wszystkim konstruktywnej współpracy z administracją. W przeciwnym razie ucierpią nie tylko przedsiębiorcy, ale i konsumenci.

Wśród głównych postulatów branży znajdują się:

  • rzetelne konsultacje społeczne przy tworzeniu polskich przepisów wdrażających dyrektywę,
  • zapewnienie realistycznych terminów wdrożenia i okresów przejściowych,
  • wsparcie doradcze i finansowe, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw.

– Polski przemysł odzieżowy i tekstylny – który zatrudnia dziesiątki tysięcy osób i stanowi istotny element krajowej gospodarki – jest gotowy na ekologiczne zmiany, ale oczekuje, że będą one projektowane z głową i wdrażane we współpracy z biznesem – podsumowuje Tadeusz Wawrzyniak.

Globalny gracz w onkologii rozwija struktury w Polsce. Exact Sciences uruchamia hub w Warszawie

0

Exact Sciences – dostawca testów skriningowych i diagnostycznych w onkologii – uruchomił w Warszawie międzynarodowy hub. Centrum wspiera działalność firmy na kilkudziesięciu rynkach w regionach EMEA, LATAM, APAC i w Kanadzie, pomagając pacjentom i lekarzom w podejmowaniu trafniejszych decyzji na wczesnym etapie choroby – wtedy, gdy mają one największe znaczenie.

Zespół Exact Sciences w Polsce liczy obecnie blisko 100 ekspertów różnych narodowości. Zapewniają oni multidyscyplinarne wsparcie w kluczowych obszarach, takich jak: medical affairs, clinical affairs, patient advocacy, marketing, logistyka, IT, PMO, czy talent aqusition. Warszawskie centrum jest również główną lokalizacją międzynarodowego zespołu obsługi, odpowiadającego za całościową koordynację procesu, od przyjęcia zlecenia wykonania testu po dostarczenie lekarzom jego wyników.Zespół Exact Sciences w Polsce

Uruchomiony właśnie hub Exact Sciences w Polsce jest potwierdzeniem strategicznej roli, jaką nasz kraj pełni w strukturze firmy. Budujemy zespół o międzynarodowym charakterze, który wspiera działania organizacji na wielu poziomach – od spraw medycznych, przez obsługę klientów i rozwój rynku, po działalność edukacyjną. Kluczową rolę odgrywają ludzie – pełni pasji, kompetencji i zaangażowania w naszą misję”  – mówi Paweł Krogulec, Country Manager Poland & CEE w Exact Sciences. Lokalnie koncentrujemy nasze wysiłki na zapewnieniu pacjentkom chorującym na raka piersi dostępu do testów genomowych, które pełnią ważną rolę w podejmowaniu decyzji terapeutycznych. Wierzymy, że z tego rozwiązania – zapewnianego powszechnie w innych krajach Europy – będą mogły korzystać niebawem również Polki” – dodaje.

Exact Sciences zatrudnia ponad 7 000 osób na całym świecie. Międzynarodowe struktury firmy – obejmujące wszystkie rynki poza USA – są zarządzane z siedziby w Zug w Szwajcarii i wspierane przez hub w Polsce. Z tych dwóch ośrodków firma zapewnia dostęp do testów diagnostycznych, rozwija obecność w regionie oraz skutecznie realizuje procesy operacyjne – wszystko po to, by szybciej i skuteczniej dostarczać pacjentom i specjalistom najbardziej nowoczesne rozwiązania diagnostyczne.

„W naszej pracy przyczyniamy się do wyeliminowania raka. Każde nasze działanie wynika z tej misji. Jestem dumny, że mogę zainaugurować działalność naszego międzynarodowego centrum w Polsce, co pomoże pacjentom na całym świecie uzyskać większy dostęp do testów genomicznych. Chcemy tym samym współtworzyć przyszłość, w której nowotwory są wykrywane wcześniej i leczone w sposób bardziej spersonalizowany” – podkreśla Raj Pudipeddi, Chief Growth Officer w Exact Sciences. Polska została wybrana na lokalizację naszego centrum ze względu na wyjątkowy potencjał strategiczny i dostęp do światowej klasy specjalistów. To kraj z rozwijającym się środowiskiem innowacji i współpracy. Właśnie takie warunki są niezbędne, by wspierać globalną działalność firmy i realizować nasze ambitne plany rozwoju na rynkach międzynarodowych” – dodaje.

Exact Sciences oferuje innowacyjne testy diagnostyczne, które umożliwiają wcześniejsze wykrycie nowotworów i pomagają lekarzom podejmować trafniejsze decyzje terapeutyczne. Wśród nich są również testy wielogenowe, które wspierają optymalny dobór leczenia dostosowanego do indywidualnych potrzeb pacjentek chorujących na nowotwór piersi. Firma aktywnie angażuje się także w inicjatywy edukacyjne i społeczne. Innowacyjność, spójność, jakość, współpraca i odpowiedzialność, to kluczowe wartości na których Exact Sciences opiera swoją działalność.

W ramach społecznego zaagażowania firma Exact Sciences została w tym roku partnerem badania „Perspektywa pacjentek w leczeniu raka piersi w Polsce”, przeprowadzonego przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Fundacją OnkoCafe – Razem Lepiej, Fundacją OmeaLife oraz Federacją „Amazonki”. Wnioski z badania wskazują, że fizyczne, jak i emocjonalne obciążenie związane z leczeniem, u dziewięciu na dziesięć pacjentek, jest powodowane przez skutki uboczne chemioterapii. Testy wielogenowe mogą pomóc ocenić, czy pacjentka rzeczywiście odniesie korzyść z jej zastosowania. Wiedza o tych badaniach jest jednak wciąż ograniczona – tylko jedna na trzy kwalifikujące się kobiety słyszała o możliwości wykonania testu. Pacjentki z rakiem piersi deklarują chęć skorzystania z testów wielogenowych pozwalających na bezpieczne odstąpienie od chemioterapii.

Co 35 minut próba wyłudzenia kredytu – dane ZBP za II kwartał 2025 r.

W II kwartale 2025 roku w Polsce odnotowano 3 787 prób wyłudzeń kredytów na łączną kwotę 93,4 mln zł – wynika z najnowszego raportu infoDOK przygotowanego przez Związek Banków Polskich. To oznacza, że średnio co 35 minut ktoś próbował nielegalnie uzyskać finansowanie z wykorzystaniem cudzych danych osobowych. Choć liczba prób pozostała na podobnym poziomie co kwartał wcześniej, wartość udaremnionych prób wyraźnie pokazuje, że przestępcy coraz śmielej celują w wysokie kwoty.

📊 Kluczowe dane – II kwartał 2025

Wskaźnik Wartość
Liczba prób wyłudzeń 3 787
Łączna kwota prób 93,4 mln zł
Średnia kwota jednej próby 16 800 zł
Największa udaremniona próba 1,58 mln zł
Udział 20 największych prób 21% całej kwoty

Mazowsze i Śląsk na czele, Dolny Śląsk w dynamicznym wzroście

Niechlubnym liderem pozostaje województwo mazowieckie, gdzie udaremniono 538 prób na kwotę 22,2 mln zł – niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Tuż za nim uplasowało się:

  • Śląskie – 492 próby, 9,6 mln zł
  • Dolnośląskie – 392 próby, 12,6 mln zł (+100% r/r)
  • Wielkopolskie – 357 prób (wzrost z 277)
  • Łódzkie – 234 próby (wzrost ze 162)

Wzrost aktywności przestępczej obserwowany jest niemal w każdym regionie. Eksperci wskazują, że może to wynikać zarówno z większej skuteczności wykrywania, jak i z rosnącej skali zorganizowanej działalności przestępczej.

Mniej zastrzeżeń dokumentów – mniejsze zagrożenie czy fałszywe poczucie bezpieczeństwa?

W II kwartale 2025 r. do Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE zgłoszono 27 161 dokumentów – to o 2 tys. mniej niż w I kwartale. Baza liczy już ponad 2,68 mln wpisów, jednak jej przyrost wyraźnie hamuje.

Czy to znak poprawy bezpieczeństwa? Nie do końca. Eksperci ostrzegają, że:

  • Mniej zgłoszeń nie oznacza mniej zagrożeń – przestępcy mogą działać „po cichu” lub testować nowe metody.
  • Spadek może wynikać z obniżonej czujności obywateli, a nie faktycznej poprawy sytuacji.
  • Bierność w zastrzeganiu dokumentów zwiększa ryzyko wykorzystania ich przez przestępców.

Czasem cisza to tylko pozorny spokój przed kolejną falą prób. Dlatego szybkie zastrzeżenie dokumentu powinno być odruchem bezwarunkowym – ostrzega Włodzimierz Kiciński, wiceprezes ZBP.

Rynek faktoringu rośnie o 8 proc. w I półroczu 2025 – przedsiębiorcy finansują już 16,6 mln faktur

Pierwsze półrocze 2025 r. przyniosło zdecydowany wzrost obrotów branży faktoringowej w Polsce. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w tym okresie wierzytelności o łącznej wartości blisko 246,6 mld zł. To o 8 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy wynik ten sięgał 228,3 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie 29,4 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 16,6 mln faktur.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość spółek świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Bieżący rok przynosi jak dotąd korzystne dla branży faktoringowej informacje i jednoznacznie wskazuje, że nasz rynek nabiera tempa. Wzrost obrotów o 8 proc. w pierwszych sześciu miesiącach pokazuje dobrą kondycję sektora. Co ważne, rośnie też liczba podmiotów gospodarczych zainteresowanych pozyskiwaniem finansowania w formie faktoringu. Obsługujemy ich już blisko 30 tys.

Niezmiennie jesteśmy po to, aby wspierać polskich przedsiębiorców i pomagać im w utrzymywaniu płynności finansowej, rozwijaniu biznesu, poszukiwaniu nowych rynków i kontrahentów. Finansowanie działalności łączymy z podnoszeniem bezpieczeństwa obrotów handlowych, oferując klientom ubezpieczenie należności, tak istotne w obecnej sytuacji geopolitycznej. Dlatego nie dziwi nas nieustający wzrost liczby przedsiębiorców sięgających po usługi faktoringu, które dają wiele dodatkowych korzyści. Cieszy także coraz większa liczba faktur, które są podstawą do uzyskania środków w postaci zaliczek na poczet przyszłych płatności od objętych umowami kontrahentów mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 29,4 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 16,6 mln faktur o łącznej wartości 246,6 mld zł.

– Dalszy dynamiczny rozwój naszej branży zależeć będzie zarówno od czynników makroekonomicznych, jak i geopolitycznych, a także od ich oddziaływania na firmy i sektory korzystające z finansowania w formie faktoringu. Prognozy na cały rok 2025 są optymistyczne, a przewidywany wzrost PKB ma sięgnąć, według analiz Krajowej Izby Gospodarczej, poziomu 3,6 proc. To dla nas pozytywny sygnał. Negatywną rolę może jednak odegrać widmo ciągnącej się wojny celnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Na ten moment towary eksportowe objęte będą 15 proc. stawką celną, ale zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest dynamiczna, a kolejne zmiany mogą być kwestią czasu. To z kolei może wpłynąć na pogorszenie sytuacji branż eksportujących do USA, zarówno tych które kooperują bezpośrednio, jak i pośrednio, z partnerami zza oceanu. W szczególności dotyczyć to może sektorów: metalowego i motoryzacyjnego, narażonych w takiej sytuacji na dużą zmienność popytu i cen.

Firmy faktoringowe sprawdziły się już wielokrotnie w różnych warunkach, jako stabilni partnerzy finansowi naszych producentów i eksporterów, toteż nie mam wątpliwości, że także w przypadku obecnie występujących ryzyk będziemy dla nich ważnym wsparciem  mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa dystrybucyjne i produkcyjne. Stanowią blisko osiem na dziesięć podmiotów sięgających po tę formę finansowania działalności gospodarczej.

Lipcowy spadek inflacji otwiera drogę do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Inflacja wreszcie wyhamowała. W lipcu spadła do 3,1 proc., wobec 4,1 proc. miesiąc wcześniej – to najniższy poziom od wielu miesięcy. Choć tak duża zmiana może zaskakiwać, była ona spodziewana przez analityków. A konto tego spadku RPP obniżyła stopy procentowe już na początku lipca. Teraz rynek gra pod kolejne cięcie, możliwe już we wrześniu.

Co ważne, inflacja wróciła w szeroki przedział celu inflacyjnego NBP – 2,5 proc. z odchyleniem o 1 punkt procentowy. To pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy inflacja mieści się w tym zakresie.

W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,3 proc., co oznacza mniejszą presję cenową w okresie letnim. Jednak mimo znacznego spadku ogólnej inflacji, ceny żywności nadal rosną – w ujęciu rocznym o 4,9 proc. Jednocześnie cały czas inflacji pomaga taniejące paliwo – w lipcu aż o 6,8 proc. rok do roku. Nośniki energii podrożały umiarkowanie, o 2,4 proc. Od początku lipca obowiązuje niższa o 14,8 proc. taryfa na gaz ziemny dla gospodarstw domowych, co również przyczyniło się do obniżenia wskaźnika inflacji. Inflacja spada także dzięki efektowi bazy bowiem z rocznego wskaźnika wypadł lipiec 2024 roku, kiedy doszło do częściowego odmrożenia cen energii, co skutkowało ich gwałtownym wzrostem.

W kolejnych miesiącach inflacja powinna nadal spadać, choć skala tych spadków nie będzie już tak spektakularna jak w lipcu. Duże znaczenie ma w tym kontekście dalsze zamrożenie cen energii elektrycznej do końca roku. Zapisy w tej sprawie znalazły się w tzw. ustawie wiatrakowej, przyjętej przez Senat z poprawkami. Teraz musi się nimi zająć Sejm. Niewykluczone jednak, że proces wprowadzania zmian się opóźni, jeśli Prezydent zdecyduje się zawetować ustawę. Ostateczne przyjęcie tych regulacji powinno jednak wesprzeć proces dezinflacyjny i pozwolić inflacji spaść w drugiej połowie roku poniżej poziomu 2,5 proc.

Silny lipcowy spadek inflacji był przewidywany i właściwie został już wcześniej uwzględniony przez Radę Polityki Pieniężnej. To między innymi z tego powodu RPP zdecydowała się w lipcu na drugą w tym roku obniżkę stóp procentowych. W sumie, od maja, stopy zostały ścięte o 0,75 punktu procentowego. Obecna sytuacja tworzy przestrzeń do dalszych obniżek. Wydaje się, że na wrześniowym posiedzeniu (2–3 września) Rada może zdecydować się na kolejne cięcie o 0,25 punktu procentowego.

Spadająca inflacja to dobra wiadomość dla posiadaczy depozytów bankowych. Przy lipcowej inflacji na poziomie 3,1 proc., realny zysk z rocznych lokat zakładanych w sierpniu 2024 r., z przeciętnym oprocentowaniem rynkowym, wyniósł 1,05 proc. przed opodatkowaniem. Po potrąceniu podatku Belki daje to około 0,28 proc. realnego zysku. To oznacza, że lokaty znów zaczynają chronić oszczędności przed inflacją – co nie miało miejsca od jesieni zeszłego roku.

Warto zwrócić uwagę, że według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego inflacja wciąż pozostaje głównym zmartwieniem polskich inwestorów – 24 proc. respondentów wskazuje ją jako największe zagrożenie dla swoich aktywów. Jednocześnie analiza składu portfeli pokazuje, że polski inwestor jest wyraźnie bardziej wrażliwy na lokalne zmiany stóp procentowych niż przeciętny inwestor globalny.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jak się przygotować do egzaminu na doradcę podatkowego?

Egzamin na doradcę podatkowego to jedno z najbardziej wymagających postępowań kwalifikacyjnych w Polsce, ale także przepustka do prestiżowego i stabilnego zawodu. Planując podjęcie tej ścieżki kariery, warto wcześniej zapoznać się z przebiegiem egzaminu i metodami przygotowania.

Jak wygląda egzamin na doradcę podatkowego?

Egzamin na doradcę podatkowego składa się z dwóch etapów:

  1. części pisemnej;
  2. części ustnej.

Część pisemna

Część pisemna obejmuje test jednokrotnego wyboru (100 minut) oraz zadanie polegające na sporządzeniu pisma procesowego (180 minut). Podczas rozwiązywania zadań kandydaci mogą korzystać wyłącznie z aktów prawnych opublikowanych w dziennikach urzędowych – bez komentarzy i opracowań. Aby zaliczyć tę część, trzeba uzyskać co najmniej 80% punktów z testu oraz minimum 10 punktów za zadanie.

Po pozytywnym wyniku części pisemnej kandydat składa wniosek o wyznaczenie terminu egzaminu ustnego.

Część ustna

Część ustna polega na odpowiedzi na 10 wylosowanych pytań. Na przygotowanie przysługuje 15 minut, z możliwością notowania odpowiedzi. Egzamin trwa zwykle od 45 do 60 minut, a zdający musi uzyskać co najmniej 70% punktów (42 na 60 możliwych).

W teorii możliwe jest nieudzielenie odpowiedzi na jedno lub dwa pytania i nadal zdanie egzaminu, o ile pozostałe zostaną ocenione maksymalnie. W praktyce jednak decyzja o wyniku zależy w pełni od Komisji, która może nie zaliczyć egzaminu przy braku odpowiedzi na któreś z pytań.

Pytania egzaminacyjne są jawne – ich baza zawiera:

  • 1500 pytań testowych,
  • 50 zagadnień do pisma procesowego,
  • 1300 pytań otwartych do egzaminu ustnego.

Z czego uczyć się do egzaminu na doradcę podatkowego?

Aby zwiększyć swoje szanse na sukces, warto skorzystać ze sprawdzonych materiałów przygotowujących do egzaminu. Mogą to być na przykład materiały przygotowanych przez biuro rachunkowe Krajowa Kancelaria Rachunkowa, które obejmują każdy z etapów egzaminu:

  • Przygotowanie do testów. „Egzamin na doradcę podatkowego – testy z odpowiedziami” zawiera aktualne pytania z odpowiedziami i podaniem podstawy prawnej. Świetny sposób na ćwiczenie refleksu i utrwalanie wiedzy.
  • Przygotowanie do egzaminu ustnego. „Egzamin ustny na doradcę podatkowego – opracowanie” zawiera dokładne odpowiedzi na pytania egzaminacyjne, idealne do nauki i samodzielnego powtarzania materiału. Odpowiedzi są przygotowane tak, aby zmieścić się w oczekiwanym na egzaminie czasie odpowiedzi na pytania.
  • Pakiet 2w1. „Egzamin na doradcę podatkowego – testy + pytania i odpowiedzi” to kompletne wsparcie do obu części egzaminu w jednym zestawie. Zawiera konkretną, niezbędną wiedzę merytoryczną wyjaśnioną zrozumiałym językiem, niezbędne podstawy prawne, przykłady, komentarze i ważne wskazówki.

Każdy z wyżej wymienionych materiałów dostępny jest pod adresem: https://kkr.edu.pl/testy-na-doradce-podatkowego

Kiedy warto zacząć się uczyć i jak się przygotować?

Przygotowania do egzaminu na doradcę podatkowego warto rozpocząć z dużym wyprzedzeniem – minimum kilka miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet rok wcześniej. Wszystko zależy od poziomu wiedzy wyjściowej oraz dostępnego czasu. Wczesne rozpoczęcie nauki pozwala też lepiej rozplanować powtórki i zmniejszyć stres tuż przed egzaminem.

W pierwszej kolejności należy zgromadzić odpowiednie materiały i ułożyć harmonogram nauki. Do części pisemnej warto przeznaczyć ok. 2 miesięcy systematycznej pracy. Kluczowe jest osiąganie 80% punktów w testach i znajomość struktury pism procesowych. Natomiast do egzaminu ustnego przygotowania mogą trwać nawet 6 miesięcy. Sprawdza się codzienne przerabianie pytań według działów, ścisły harmonogram i systematyczne powtórki.

Dobrze sprawdza się nauka w blokach czasowych (np. 2x2h dziennie), ćwiczenie wypowiedzi przed lustrem lub nagrywanie się, a także śledzenie zmian w prawie. Warto też rozważyć jednoczesne przygotowania do obu części egzaminu – zakres materiału w dużej mierze pokrywa się, co pozwala zaoszczędzić czas po zdaniu części pisemnej.

Gdzie szukać więcej informacji o egzaminie na doradcę podatkowego?

Więcej informacji o przebiegu egzaminu, wymaganiach i najczęstszych pułapkach, można przeczytać w szczegółowym artykule na ten temat, m.in. na stronie Ministerstwa Finansów, stronie Krajowej Izby Doradców Podatkowych oraz blogu Krajowej Kancelarii Rachunkowej, w publikacji pt. „Jak wygląda egzamin na doradcę podatkowego?”.

Magazyny pod presją – rośnie zadłużenie sektora, inwestycje hamują, a presja kosztowa narasta

Na koniec maja 2025 r. zaległości firm z sektora magazynowania i przechowywania towarów osiągnęły wartość 389 mln zł, co oznacza wzrost o 10,2% r/r – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Choć liczba firm mających problem z regulowaniem zobowiązań pozostała niemal niezmieniona, ich długi stają się coraz bardziej znaczące. Sektor mierzy się z konsekwencjami spowolnienia gospodarczego, wysokich kosztów i presji inwestycyjnej – a przy tym tylko część firm planuje sięgać po finansowanie zewnętrzne.

Należności rosną mimo stabilnej liczby dłużników

W maju 2025 r. liczba firm magazynowych wpisanych do rejestru niesolidnych dłużników wyniosła 2 890, wobec 2 884 rok wcześniej. Mimo niewielkiej zmiany liczebnej, wartość zaległych zobowiązań wzrosła aż o 36 mln zł – do poziomu 389 mln zł. Szczególnie mocno wzrosły długi podmiotów przechowujących pozostałe towary (PKD 52.10.B) – o 16,8% r/r. Nieco mniejszy, ale nadal zauważalny był wzrost w segmencie magazynowania paliw gazowych (PKD 52.10.A) – o 0,4%.

Hamowanie rynku po latach dynamicznego wzrostu

Po boomie pandemicznym i intensywnym wzroście e-commerce, sektor magazynowy w Polsce wszedł w fazę wyhamowania. Według raportu AXI IMMO, aktywność deweloperska w 2024 roku spadła o 30% r/r, a nowa podaż powróciła do poziomów sprzed pandemii. Z kolei dane REDD pokazują, że w I kwartale 2025 r. oddano do użytku zaledwie 0,57 mln m² nowej powierzchni – najmniej od kilku lat.

Presja kosztów, ESG i kadry: potrójne wyzwanie dla firm

W ocenie dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka BIG InfoMonitor, sektor zmaga się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, wymogami ESG i trudnościami kadrowymi:

  • Presja kosztowa: wysokie koszty energii, utrzymania obiektów i wynagrodzeń ograniczają rentowność.
  • Transformacja ESG: konieczność inwestycji w odnawialne źródła energii, automatyzację, systemy zarządzania energią.
  • Kadry: chroniczny brak wykwalifikowanych pracowników zwiększa koszty pracy i utrudnia operacyjną elastyczność.

Dodatkowo, w warunkach niestabilności geopolitycznej, zmienności walut i niepewności regulacyjnej, firmy są zmuszone do bardziej ostrożnego planowania i zarządzania ryzykiem.

Finansowanie inwestycji: głównie ze środków własnych

Jak wynika z badań BIG InfoMonitor, choć rosnące inwestycje mogą być szansą na odbicie, aż 45% firm planuje rozwój w oparciu o środki własne. Tylko mniejszość planuje sięgnąć po leasing lub kredyt inwestycyjny, co może ograniczyć tempo modernizacji. Jednocześnie, zaciąganie zobowiązań inwestycyjnych zwiększa ryzyko utraty płynności w warunkach kosztowego napięcia.

Długofalowe fundamenty pozostają silne

Pomimo aktualnych trudności, długoterminowe perspektywy sektora pozostają pozytywne:

  • Polska jako hub logistyczny Europy Środkowo-Wschodniej zyskuje na znaczeniu.
  • E-commerce i skracanie łańcuchów dostaw (nearshoring) wspierają popyt na magazyny.
  • Infrastruktura i lokalizacja Polski stanowią przewagę konkurencyjną wobec innych krajów regionu.

– Kluczowe będzie skuteczne zarządzanie ryzykiem i kontrola zobowiązań. Dane o wiarygodności płatniczej kontrahentów stają się dziś nieodzownym narzędziem dla firm chcących zachować konkurencyjność – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

📌 Najważniejsze dane – sektor magazynowy, maj 2025

Wskaźnik Wartość Zmiana r/r
Liczba niesolidnych dłużników (PKD 52) 2 890 +6
Łączna kwota zadłużenia 389 mln zł +10,2%
Zaległości – PKD 52.10.A (paliwa) 2,52 mln zł +0,4%
Zaległości – PKD 52.10.B (inne towary) 105,2 mln zł +16,8%
Aktywność deweloperów (2024) 2,6 mln m² -30% r/r
Nowa podaż Q1 2025 0,57 mln m² najniżej od kilku kwartałów

🔍 Wnioski:

  • Branża nie znajduje się w kryzysie, ale coraz silniej odczuwa skutki zmian gospodarczych.
  • Ryzyko niewypłacalności rośnie pomimo stabilnej liczby dłużników – problemem jest rosnące zadłużenie.
  • Firmy muszą balansować między inwestycjami a kontrolą płynności.
  • Kluczowe w najbliższych miesiącach będą: efektywność operacyjna, monitoring ryzyk, współpraca z wiarygodnymi partnerami i dywersyfikacja źródeł finansowania.

Mikrofirmy nadal pod presją kosztów. Spadek akcji kredytowej, mimo wzrostu wartości portfela

W pierwszym półroczu 2025 roku mikroprzedsiębiorcy w Polsce nadal działali w wymagającym otoczeniu gospodarczym. Wysokie stopy procentowe, drożejąca energia i rosnące wynagrodzenia miały bezpośredni wpływ na ich kondycję finansową i decyzje kredytowe. Choć wartość portfela kredytowego mikrofirm wzrosła do 75,8 mld zł, to skala nowej akcji kredytowej spadła zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielonych zobowiązań – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK).

Wzrost wartości portfela, ale spadek liczby i wartości nowych kredytów

Na koniec czerwca 2025 r. portfel kredytowy mikroprzedsiębiorstw wynosił 75,8 mld zł, co stanowiło 14,3% łącznego zadłużenia firm i samorządów. W porównaniu do grudnia 2024 r. oznacza to wzrost o 2,3 mld zł (3,1%). Jednak liczba nowo udzielonych kredytów spadła o 2,2%, a wartość – o 1,3% r/r, osiągając poziom 11,54 mld zł.

– Udział kredytów mikrofirm w PKB pozostaje niski i wynosi zaledwie ok. 2%, a poziom ukredytowienia to tylko 17% – mniej niż co piąta firma korzysta aktywnie z kredytowania – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Mikrofirmy finansują głównie bieżącą działalność

Struktura portfela pokazuje, że ponad 70% kredytów mikrofirm to zobowiązania krótkoterminowe – głównie kredyty obrotowe (33,3%) i w rachunku bieżącym (27,1%). Kredyty inwestycyjne stanowią jedynie 22,7%, co sugeruje ostrożność firm w podejmowaniu ryzykownych działań rozwojowych.

Usługi i handel dominują w strukturze zadłużenia

Najwięcej kredytów trafia do:

  • firm usługowych39,1% wartości portfela,
  • handlowych27,9%,
  • produkcyjnych14,3%,
  • budowlanych13,1%.

Usługi na czele, ale presja kosztów odczuwalna

Liderem pod względem nowej akcji kredytowej były mikrofirmy z sektora usług. W I półroczu 2025 r. zaciągnęły one 34,6 tys. kredytów o wartości 4,22 mld zł, co oznacza niewielki wzrost o 0,6% r/r. Rosnące wynagrodzenia i ceny energii zwiększyły koszty prowadzenia działalności, co szczególnie dotknęło gastronomię, hotelarstwo i branżę beauty.

– Na plus działa natomiast popularność usług związanych z tzw. ekonomią doświadczeń i wzrost wynagrodzeń, który wspiera konsumpcję usług luksusowych i rekreacyjnych – zaznacza prof. Rogowski.

Handel pod presją spadku konsumpcji

Firmy handlowe zaciągnęły 16,2 tys. kredytów o wartości 2,87 mld zł, co oznacza spadek o 3,6% r/r. Ograniczenie wydatków konsumpcyjnych i wzrost niepewności wśród konsumentów bezpośrednio przełożyły się na mniejszy popyt na kredyt.

Produkcja i budownictwo wyhamowują

Sektor produkcyjny zaciągnął 7,4 tys. kredytów o wartości 1,52 mld zł (spadek o 5,3% r/r). Firmy w tej branży odczuły wpływ recesji w Niemczech, rosnących ceł, cen energii i presji płacowej.

Branża budowlana natomiast zaciągnęła 13,2 tys. kredytów na 2,06 mld zł, co oznacza spadek o 4,9% r/r. Sektor nadal odczuwa spowolnienie inwestycyjne rozpoczęte w 2024 r. Największym problemem są braki kadrowe i spadek popytu na usługi wykończeniowe.

Spłacalność kredytów: niewielkie pogorszenie

Ogólny Indeks jakości kredytów mikrofirm wyniósł w czerwcu 2025 r. 5,36%, co oznacza pogorszenie o 0,3 pkt proc. względem czerwca 2024 r. W porównaniu z majem, jakość spłacalności również uległa pogorszeniu (+0,11 pkt proc.).

  • Kredyty inwestycyjne: 2,48% (poprawa jakości r/r),
  • Kredyty w rachunku bieżącym: 5,15% (pogorszenie o 0,58),
  • Kredyty obrotowe: 7,93% (pogorszenie o 0,2).

Perspektywy: ostrożność zamiast ekspansji

Niski poziom ukredytowienia i ograniczona aktywność inwestycyjna mikrofirm pokazują, że sektor ten pozostaje ostrożny w obliczu niepewności gospodarczej. Wysokie koszty działalności, w tym koszty pracy i energii, ograniczają zdolność firm do ekspansji i podejmowania nowych projektów.

– Mikroprzedsiębiorcy nadal w dużej mierze finansują się z własnych środków i ostrożnie sięgają po kredyt. To ogranicza potencjał wzrostu sektora, ale jednocześnie zmniejsza jego wrażliwość na szoki rynkowe – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski.


📊 Podsumowanie kluczowych danych – I półrocze 2025:

  • Wartość portfela kredytów mikrofirm: 75,8 mld zł (+3,1% r/r)
  • Wartość nowej akcji kredytowej: 11,54 mld zł (−1,3% r/r)
  • Największy udział: usługi (39,1%), handel (27,9%)
  • Najwięcej kredytów: usługi – 34,6 tys.
  • Jakość kredytów (Indeks ogólny): 5,36% (+0,3 r/r)
  • Udział kredytów mikrofirm w PKB: ~2%
  • Ukredytowienie sektora: ~17%

Firmy wdrażają AI głównie dla automatyzacji procesów, nie tworzenia treści

Nietworzenie treści, a automatyzacja i optymalizacja procesów jest obszarem, w którym organizacje najchętniej wdrażają sztuczną inteligencję. W badaniu Linux Foundation z 2025 roku odpowiedź tę wskazała co czwarta osoba[1]. Raport “The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI” wskazuje ponadto, że dla 71 proc. firm wykorzystujących AI ważne jest, czy narzędzia są udostępniane na licencji open source[2]. Eksperci Linux Polska wyjaśniają, dlaczego kwestia ta ma tak duże znaczenie oraz zdradzają, jak stworzenie Agentów AI w jednej z rządowych agencji umożliwiło automatyzację 70 proc. zapytań.

Automatyzacja procesów głównym celem wdrożeń AI

Organizacje przyznają, że sztuczna inteligencja znajduje szerokie zastosowanie w ich działalności. Jako priorytet najczęściej uznają automatyzację i optymalizację procesów – taką odpowiedź wskazała co czwarta osoba. W pierwszej trójce znalazło się również generowanie treści (17 proc.) oraz generowanie kodu (14 proc.)[3]. Jak tłumaczy Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska, automatyzacja przy pomocy narzędzi AI pozwala ograniczyć czas potrzebny do wykonywania długotrwałych, powtarzalnych zadań.

Przykładem jest jedna z agencji rządowych, której pracownicy przeszukiwali dokumenty ręcznie i musieli interpretować zapisy prawne bez wyszukiwania kontekstowego. Taki sposób realizacji zadań prowadził do dużego obciążenia pracą i wydłużenia czasu potrzebnego do rozpatrywania spraw. Aby rozwiązać ten problem, stworzyliśmy rozwiązanie łączące Agenta AI z ogólnodostępnym modelem LLM wytrenowanym pod pracę z agentami. Wzbogaciliśmy kontekst zapytania wysyłanego do LLM, a bazę wiedzy i zbiór dokumentów przekształciliśmy na formę wektorową. Wdrożenie rozwiązania skróciło czas wyszukiwania o 65 proc., zautomatyzowało 70 proc. zapytań oraz obniżyło eskalacje interpretacyjne o 40 proc. Przeniesienie procesu biznesowego na system agentów AI przyczyniło się do standaryzacji sposobu pracy i większej satysfakcji pracowników – mówi Kacper Szczepaniuk, Linux Polska.

Organizacje chcą ułatwiać pracę dzięki narzędziom AI

Raport Linux Foundation wskazuje także, że organizacje wykorzystują sztuczną inteligencję w obszarze obsługi klienta (11 proc. odpowiedzi), researchu (6 proc.) oraz klasyfikowania danych (5 proc.)[4]. Celem tych działań jest przede wszystkim usprawnienie i ułatwienie codziennej pracy. O jednym z przypadków takiego zastosowania narzędzi AI opowiada Maciej Wawrzyniak, Senior Solutions Architect w Linux Polska.

Jeden z klientów zgłosił się do nas z problemem utrudnionego dostępu nietechnicznych użytkowników do hurtowni danych. Brak znajomości SQL powodował, że do obsługi nawet prostych pytań angażowani byli specjaliści BI lub analitycy danych. Taka organizacja pracy była bardzo czasochłonna, obciążała zespoły techniczne i powodowała opóźnienia podczas podejmowania decyzji biznesowych. Klientowi zależało na rozwiązaniu, które umożliwi każdemu użytkownikowi zadawanie pytań w języku naturalnym, które następnie zostaną automatycznie przetłumaczone na zapytania SQL. W tym celu opracowaliśmy chatbota AI, którego wdrożenie pozwoliło osiągnąć główny cel projektu i poprawiło satysfakcję pracy zespołów obciążonych wcześniej dodatkowymi obowiązkami. Podczas pracy nad tym projektem skorzystaliśmy między innymi z takich rozwiązań jak PGVector, Confluence, Podman czy k3s, czyli lekkiej wersji Kubernetesa – wyjaśnia Maciej Wawrzyniak, Linux Polska.

Organizacje chcą wdrażać narzędzia AI, jeśli są open source

Choć wydawałoby się, że o wdrożeniu narzędzi i modeli opartych na sztucznej inteligencji decydują przede wszystkim określone funkcjonalności, organizacje zwracają uwagę również na inne kwestie. Według badań Linux Foundation 29 proc. przedsiębiorstw traktuje priorytetowo to, czy rozwiązania AI są open source, a kolejne 42 proc. preferuje tego typu narzędzia. Kwestia ta jest neutralna dla 17 proc. organizacji. Co ciekawe, 6 proc. ma negatywny stosunek do modeli open source AI, co oznacza, że preferują rozwiązania komercyjne.[5]

Jak podkreśla Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska, choć odsetek organizacji unikających open source AI jest niewielki, warto przyjrzeć się powodom takiego podejścia. W opinii eksperta chodzi przede wszystkim o obawy dotyczące bezpieczeństwa IT.

Kwestia ta jest ciekawa, ponieważ podczas gdy część organizacji obawia się ryzyka związanego z narzędziami open source, inne decydują się na ich wdrożenie, ponieważ uważają je za bezpieczniejsze od rozwiązań komercyjnych. Należy tu podkreślić, że aspekt bezpieczeństwa jest często niesłusznie utożsamiany wyłącznie z lukami lub błędami w kodzie, które są wykorzystywane podczas ataków cybernetycznych – mówi Radosław Żak-Brodalko, Linux Polska.

Ekspert wyjaśnia, na co należy dodatkowo zwracać uwagę: – Poza kwestią kodu bezpieczeństwo IT wiąże się z koniecznością analizy wielu innych czynników, między innymi rodzaju licencji, obciążenia projektami, strefy czasowej, ryzyka geopolitycznego. Istotne są również zainteresowanie projektem oraz jego dokumentacja. W przypadku oprogramowania open source bezpieczeństwo związane ze wszystkimi tymi aspektami może być zbadane przy pomocy SourceMation – narzędzia do analizy ryzyka. Analiza taka powinna być przeprowadzona przed wdrożeniem w organizacji każdego nowego narzędzia lub komponentu. Niestety, często etap ten jest pomijany ze względu na luki kompetencyjne. Aby ograniczyć ten problem, SourceMation prezentuje wyniki analizy ryzyka w postaci prostej do interpretacji skali.

Przykłady zastosowania narzędzi open source AI pokazują, że kwestie finansowe nie są jedynym powodem, dla którego organizacje się na nie decydują. Rozwiązania otwartoźródłowe są również szansą na tworzenie nowych, dostosowanych do potrzeb organizacji narzędzi i przyczyniają się do rozwoju sztucznej inteligencji.

[1] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI

[2] Jak wyżej.

[3] Jak wyżej.

[4] Jak wyżej.

[5] Jak wyżej.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2025 roku wyniosła 549 mln PLN

PFR Ventures i Inovo.vc przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w drugim kwartale 2025 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 48 spółek pozyskało 549 mln PLN od 37 funduszy.

W drugim kwartale 2025 roku przez polski rynek VC przepłynęło 549 mln PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 48 transakcjach w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Zaobserwowaliśmy przyrost o 30% względem kwartalnej średniej liczby inwestycji z poprzednich 5 kwartałów.

Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz
Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

W porównaniu do pierwszego kwartału 2025 roku, wartość zainwestowanych środków zwiększyła się o ponad 22% przy zbliżonej liczbie zaangażowanych funduszy. Zmianie uległa liczba transakcji, która wzrosła szczególnie w segmencie rund zalążkowych.

– Pierwszy raz od końca 2023 roku przebiliśmy pułap 30 rund zalążkowych – w drugim kwartale mamy ich aż 40. Jednocześnie w trzech z nich znalazł się kapitał unijny (FENG). Biorąc pod uwagę, że w najbliższych miesiącach liczba transakcji, w których obecne będą środki unijne istotnie się zwiększy, ożywienie tego rynku jest dopiero przed nami – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.

Odnotowaliśmy także 8 inwestycji na późniejszych etapach rozwoju spółek. Największą z nich była runda C firmy Spacelift, która pozyskała ponad 191 mln PLN od Five Elms Capital, Inovo VC i Endeavor Catalyst. Na pułapie rund A wyróżnia się transakcja przeprowadzona fundusz Vinci, który zapewnił około 36 mln PLN dla SR Robotics.

– Runda Spacelift to dowód na to, że można zbudować firmę głęboko osadzoną w polskim ekosystemie, ale grającą o globalne stawki. Ich zespół ma wszystkie cechy kandydata na kolejnego polskiego jednorożca. Ambitni przedsiębiorcy mają dziś coraz więcej opcji. Pieniądz wraca i narasta dynamika. Jesteśmy w czasie nowej gorączki złota wraz z AI – wykorzystajmy to, koszt alternatywny jest za wysoki – sygnalizuje Karol Lasota, partner
w Inovo.vc.

Spośród 48 wszystkich odnotowanych transakcji, aż 21 to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. Odpowiadały one za blisko 44% całego kapitału zainwestowanego w innowacyjne polskie przedsiębiorstwa w tym kwartale. Wynik ten jest zbliżony do wartości osiągniętej w poprzednim kwartale. Zdecydowana większość transakcji została przeprowadzona przy istotnym zaangażowaniu krajowych prywatnych funduszy oraz aniołów biznesu.

Trzy rundy zostały przeprowadzone przy udziale zasilanego środkami z FENG (UE) funduszu Hard2beat. Zainwestował on 7,5 mln PLN w Defendeye, Defguard i Neuromedical. Blisko 2/3 z tej kwoty pochodzi z środków unijnych, a pozostałą część zapewnili inwestorzy prywatni.

Inflacja blisko celu NBP. Spadek do 3,1% r/r w lipcu

W lipcu odnotowano wyraźne wyhamowanie tempa inflacji. Po czerwcowym odczycie inflacji konsumenckiej na poziomie 4,1 proc. r/r, wstępny szacunek za lipiec wskazuje na spadek do 3,1 proc. r/r — powyżej oczekiwań rynkowych, które kształtowały się na poziomie 2,85 proc. W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła 0,3 proc., również przewyższając konsensus rynkowy (0,15 proc.).

Po wielu miesiącach inflacja powróciła w okolice celu inflacyjnego NBP, mieszcząc się w jego górnym paśmie odchyleń (2,5 proc. ± 1 p.p.). Zarówno projekcje NBP, jak i oczekiwania rynkowe sugerują, że inflacja powinna utrzymać się w tym przedziale do końca roku.

Spadek inflacji w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niższych cen paliw (spadek o 6,8 proc. r/r), obniżonych taryf za gaz obowiązujących od lipca, a także efektu bazy, związanego z częściowym odmrożeniem cen energii w lipcu ubiegłego roku (wzrost cen nośników energii o 2,4 proc. r/r).

Sierpniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej będzie miało charakter niedecyzyjny, dlatego kluczowe znaczenie dla oceny dalszego tempa obniżek stóp procentowych będzie miał sierpniowy odczyt inflacji, po którym najwcześniej we wrześniu mogą zapaść pierwsze decyzje dotyczące stóp procentowych w Polsce.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rośnie ilość cudzoziemców, którzy kupują mieszkania w Polsce. Mają określony typ lokali, które poszukują

– Nawet co trzecia osoba, która rozpoczyna rozmowę o zakupie nieruchomości to osoba pochodzenia Ukraińskiego. Widzimy, że jeszcze dwa lata temu osoby z tego kraju były naszymi klientami, gdy szukały mieszkań na wynajem, a teraz coraz częściej decydują się na zakup mieszkania. Zwykle jest to konkretny rodzaj nieruchomości – mały lokal, w dobrym stanie lub do niskobudżetowego remontu z rynku wtórnego – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – Osoby z Ukrainy są zniecierpliwione przedłużającą się wojną. Podejmują w Polsce pracę i zaczynają zauważać, że drożejący wynajem nie jest najlepszym sposobem na życie – mówi ekspert rynku nieruchomości.

Kiedyś 6% w skali roku. Teraz może być 15% – cudzoziemcy napędzają rynek nieruchomości

Trend zakupu nieruchomości przez obywateli Ukrainy w Polsce jest rosnący od wielu lat – to kwestia znajdowania tutaj zatrudnienia, ale także tego, że osoby przyjeżdżające do Polski w obawie przed wojną, coraz częściej odnajdują tutaj miejsce dla siebie do życia.

– Nie da się żyć przez tyle lat na walizkach. Wiele osób więc decyduje się na kredyty lub przeznacza oszczędności całego życia na to, by kupić mieszkanie w Polsce. Zdolność kredytowa osób z Ukrainy nie jest zła. Zauważamy, że coraz większa część uchodźców podejmuje stałą pracę i nie ma problemów z pozyskaniem kredytu. Oczywiście nie mówimy tutaj o milionach, ale o kwocie, która uzupełnia możliwość zakupu mieszkania – mówi Mirosław Król.

Rynek nieruchomości jest nadal w trudnej sytuacji. Transakcje dokonywane przez osoby z Ukrainy są jednymi z ważniejszych dla wielu podmiotów zajmujących się obrotem nieruchomości.

– Bywa, że co trzeci klient w danym miesiącu to obywatel Ukrainy, który chce kupić mieszkanie. Kiedyś były to osoby głównie z gotówką, a teraz coraz częściej mamy do czynienia z osobami, które zdobyły kredyt – mówi Mirosław Król.

– Cudzoziemcy najczęściej kupują mieszkania w dużych miastach takich jak: Warszawa, Kraków, Poznań czy Wrocław. W 2023 roku sprzedaż mieszkań cudzoziemcom stanowiła około 6-7% transakcji. W tym roku może być ten wskaźnik nawet trzykrotnie wyższy – przyznaje Król.

Mniejsze lokale gotowe do zamieszkana na celowniku cudzoziemców

Czy osoby spoza Polski decydujące się na zakup nieruchomości mają preferowany rodzaj lokalu? Eksperci wskazują na pewne tendencje – dominują osoby kupujące mieszkania „dla siebie”, a nie z myślą o inwestycjach. Preferowane są mieszkania na rynku wtórnym oraz o metrażu nie przekraczającym 50 metrów kwadratowych, ale z zaznaczeniem, że większym zainteresowaniem cieszą się małe mieszkania dwu i trzy pokojowe niż kawalerki.

– Klienci z Ukrainy zwykle myślą o zakupie nieruchomości w celu osiedlenia się. Cena odgrywa najważniejszą rolę. Zwykle to mieszkania o mniejszym metrażu, ale możliwie dobrym standardzie. Mniejszą rolę odgrywa lokalizacja, a to, by mieszkanie było gotowe do zamieszkania i było możliwie wygodne pod kątem mieszkania w nim całych rodzin – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Zdarza się, że cudoziemcy zmieniają miasto w Polsce, bo nie chcą już wynajmować mieszkania, a nie stać ich na zakup na tak drogim rynku jak Warszawa czy Kraków. Atrakcyjniejsze stają się wówczas takie lokalizacje jak: Łódź, Bydgoszcz czy Szczecin, gdzie mieszkania na rynku wtórnym można kupić już za około 8 tysięcy złotych za metr kwadratowy – mówi Mirosław Król.

Transition Technologies PSC otwiera spółkę zależną w Turcji

Transition Technologies PSC, polski integrator rozwiązań IT, uruchamia trzecią w tym roku spółkę zależną. Po Wielkiej Brytanii i Dubaju przyszedł czas na Turcję. Firma działa pod skróconą nazwą TT PSC Turkey AS. To strategiczny krok w globalnej ekspansji TT PSC, która dostrzega ogromny potencjał dynamicznie rozwijającego się rynku tureckiego, stojącego u progu dużej rewolucji technologicznej i przemysłowej. Nowa filia ma wspierać rozwój sprzedaży i pozyskiwanie nowych klientów w regionie.

Nowa spółka TT PSC Turkey AS swoją siedzibę założyła w Stambule, jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków technologicznych regionu. Otwarcie biura to przemyślany, strategiczny krok, którego celem jest rozwój sprzedaży oraz budowanie trwałych relacji z nowymi partnerami biznesowymi. Kluczowym elementem procesu będzie współpraca z lokalnymi specjalistami ds. sprzedaży. Ich znajomość realiów i potrzeb lokalnego rynku ma pomóc w skutecznym dopasowaniu oferty. TT PSC Turkey AS skoncentruje się przede wszystkim na oferowaniu usług związanych z implementacją i migracją systemów PLM (Product Lifecycle Management), rozwiązań IoT oraz integracją systemów IT/OT, a także doradztwem w zakresie cyfrowej transformacji przemysłu.

– „Turcja jest dziś na przyspieszonej ścieżce cyfryzacji przemysłu, co jest napędzane dynamicznym rozwojem gospodarki. Widzimy tam wyraźne zapotrzebowanie na innowacje, zarówno po stronie firm produkcyjnych, jak i instytucji publicznych” – komentuje Wojciech Wąsik, Dyrektor Zarządzający TT PSC Turkey AS. – „Dostrzegamy wyraźne zapotrzebowanie na rozwiązania klasy PLM, IoT, AI, a także na kompetencje integracyjne, zwłaszcza w sektorach produkcji, energetyki i obronności. Naszą ambicją jest być partnerem tej transformacji, wspierając tureckie przedsiębiorstwa w procesie cyfryzacji” – dodaje.

W pierwszym etapie działalności spółka skoncentruje się na budowie sieci kontaktów, pozyskaniu pierwszych klientów i promocji rozwiązań wspierających modernizację przemysłu.

Dlaczego Turcja?

Turcja aktywnie poszukuje najnowszych technologii i zaawansowanych rozwiązań oraz intensywnie inwestuje w systemy zarządzania cyklem życia produktów (PLM), które optymalizują procesy od koncepcji po wycofanie produktu z rynku. Rośnie także zapotrzebowanie na automatyzację procesów produkcyjnych i efektywne zarządzanie danymi. Nie bez znaczenia są również rozwiązania chmurowe i zaawansowane cyberbezpieczeństwo, kluczowe dla ochrony danych i infrastruktury. W tych strategicznych obszarach TT PSC dysponuje solidnymi i sprawdzonymi kompetencjami, zdobywanymi przez lata w międzynarodowych projektach IT.

Według raportu „Sector Study on Digitalization of the Manufacturing Industry in Turkey”, wdrażanie technologii Industry 4.0 – takich jak Internet Rzeczy (IoT), sztuczna inteligencja (AI), automatyzacja czy przetwarzanie danych w chmurze może znacząco zwiększyć konkurencyjność tureckiego eksportu, zwłaszcza na rynku Unii Europejskiej. Duże inwestycje w obronność ($47 mld w budżecie na 2025 rok) również pokazują silną potrzebę zaawansowanych technologii, w tym cyfryzacji produkcji obronnej.

Wojciech Wąsik dodaje, że dla wielu tureckich firm transformacja cyfrowa to nie tylko wyzwanie technologiczne, ale też kompetencyjne. – „Wiele z nich nie posiada jeszcze kompetencji wewnętrznych do realizacji cyfrowej transformacji. Poszukują partnerów z międzynarodowym doświadczeniem, którzy pomogą im zbudować skalowalne, zintegrowane i bezpieczne rozwiązania typu PLM, IoT, AI i Cloud, a także zapewnią eksperckie doradztwo. TT PSC idealnie wpisuje się w tę potrzebę, oferując sprawdzone kompetencje projektowe i wdrożeniowe.”

Brama do nowych rynków

Turcja, z ponad 85 milionami mieszkańców, jest jednym z największych rynków w regionie. Rozwinięty przemysł (motoryzacja, elektronika, maszyny, chemia) oraz rosnącą liczbą centrów R&D i zakładów produkcyjnych sprawiają, że kraj staje się naturalnym hubem logistycznym i produkcyjnym dla firm z Unii Europejskiej i Bliskiego Wschodu. TT PSC dostrzega w tym regionie zarówno szansę na rozwój nowych rynków, jak i możliwość świadczenia usług o zasięgu regionalnym, szczególnie w sektorach, w których ma silne doświadczenie.

Zespół lokalny będzie rozwijany stopniowo, a działania TT PSC Turkey AS będą koordynowane we współpracy z centralą, pozostałymi oddziałami w Europie a także kluczowymi partnerami biznesowymi. To już ósmy zagraniczny oddział TT PSC po Niemczech, Francji, Danii, USA, Tajwanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Wielkiej Brytanii.

Fed utrzymuje stopy bez zmian. Historyczny rozłam wśród gubernatorów

Zgodnie z oczekiwaniami, Rezerwa Federalna pozostawiła stopy procentowe bez zmian, utrzymując docelowy przedział dla stopy funduszy federalnych na poziomie 4,25–4,50 proc. To już piąta z rzędu decyzja o utrzymaniu poziomu stóp, a ostatnia obniżka miała miejsce jeszcze w grudniu 2024 roku. Choć większość członków FOMC poparła utrzymanie stóp, dwóch gubernatorów – Christopher Waller i Michelle Bowman – zgłosiło zdanie odrębne, opowiadając się za obniżką o 25 punktów bazowych już na lipcowym posiedzeniu. Finalnie spadło prawdopodbieńśtwo redukcji kosztu pieniądza we wrześniu wyceniane przez Fed Funds Futures. Wynosi ono juz mniej niż 50 proc. W efekcie dolar amerykański umocnił się a rentowności amerykańskich obligacji wzrosły.

Historyczny rozłam wśród gubernatorów

Dyskusje wewnątrz Fed nabierają intensywności. Głosy sprzeciwu ze strony członków Zarządu Rezerwy Federalnej (czyli samych gubernatorów) są zjawiskiem rzadkim. W całych kadencjach dwóch poprzednich przewodniczących Fed – Bena Bernankego i Janet Yellen – nie odnotowano ani jednego sprzeciwu wśród gubernatorów. Ostatni przypadek dwóch sprzeciwów ze strony członków Rady Gubernatorów miał miejsce pod koniec 1993 roku za kadencji Alana Greenspana. Bowman i Waller prezentują pogląd, że ryzyko trwałego wzrostu inflacji w wyniku ceł jest niewielkie, a większą uwagę należy poświęcić potencjalnemu spowolnieniu gospodarczemu. Warto zaznaczyć, że Christopher Waller bywa nieoficjalnie wskazywany jako jeden z potencjalnych kandydatów na następcę Jerome’a Powella. Dodatkowego kontekstu dostarcza trwała presja polityczna ze strony prezydenta Trumpa, który od miesięcy domaga się agresywnych cięć stóp procentowych, atakując bezpośrednio politykę Powella.

Powell konsekwentny – brak wskazówek co do wrześniowego cięcia

Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC Jerome Powell nie dał żadnych wskazówek, które sugerowałyby, że we wrześniu nastąpi obniżka stóp. W swoim wystąpieniu pozostał wierny dotychczasowemu kursowi, wskazując, że skutki polityki rządu, a zwłaszcza najnowszych ceł handlowych, nadal pozostają niejasne. Podkreślił, że Fed ma komfortową pozycję, by poczekać na kolejne dane makroekonomiczne i podjąć decyzję dopiero przy większej przejrzystości sytuacji gospodarczej.

Powell wielokrotnie odnosił się do sytuacji na rynku pracy, wskazując niską stopę bezrobocia jako najważniejszy wskaźnik. Choć wzrost zatrudnienia wyraźnie spowolnił, przewodniczący zaznaczył, że przyczyną jest m.in. spadek imigracji, co może ograniczać liczbę nowych miejsc pracy bez sygnalizowania realnego pogorszenia koniunktury. Zdaniem Powella obecna polityka pieniężna pozostaje umiarkowanie restrykcyjna, ale nie ogranicza gospodarki w sposób nieproporcjonalny.

Prawdopodobieństwo cięcia stóp we wrześniu spadło i obecnie nie przekracza znacząco 50 proc. Brak wyraźnego sygnału ze strony Powella i niezmieniony przekaz ze strony większości przedstawicieli Komitetu wskazują, że decydenci nie są jeszcze gotowi na zmianę kursu. To istotna różnica w porównaniu z rokiem 2024, kiedy to już na lipcowym posiedzeniu Fed przygotowywał rynek do wrześniowego cięcia. Choć tamta sytuacja dotyczyła początku cyklu łagodzenia polityki, a obecna dotyczy jedynie jego wznowienia, różnica w komunikacji pozostaje znacząca.

Fed będzie miał jeszcze jedną okazję do zasygnalizowania swoich zamiarów: konferencja w Jackson Hole, organizowana przez Fed z Kansas City w dniach 21–23 sierpnia, gdzie przewodniczący Fed tradycyjnie wygłasza przemówienie. W przeszłości Fed wielokrotnie wykorzystywał to wydarzenie do przygotowania rynku na zmiany polityki monetarnej.

Kluczowa będzie ścieżka danych

Aby wrześniowa obniżka stóp faktycznie doszła do skutku, najbliższe publikacje danych muszą jednoznacznie wskazywać na osłabienie. Do kolejnego posiedzenia poznamy jeszcze dwa raporty z rynku pracy oraz dwa odczyty inflacji. Najważniejsze będą oczywiście dane o stopie bezrobocia oraz wskaźnikach CPI i PCE. Scenariusz, w którym bezrobocie wzrasta, a inflacja pozostaje umiarkowana, mógłby przeważyć szalę na korzyść obniżki stóp po wakacjach.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Warszawski rynek biurowy: wysoka nowa podaż, historycznie niski poziom nowych inwestycji

W II kwartale 2025 roku warszawski rynek biurowy odnotował największy od trzech lat wolumen nowo dostarczonej powierzchni wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review – rynek biurowy w Warszawie II kw. 2025 roku”. Jednocześnie liczba projektów w budowie spadła do historycznie najniższego poziomu.

Rekordowa nowa podaż, ale mniej nowych inwestycji

Warszawski rynek biurowy w okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku wyróżnił się rekordowym wynikiem nowej podaży. Do użytku oddano prawie 80 tys. m kw., co było najwyższym wynikiem od końca 2022 roku. Do największych projektów ukończonych w tym czasie należą m.in. The Bridge (47 tys. m kw.) zrealizowany przez Ghelamco, Office House (27,8 tys. m kw.) od Echo Investment oraz Nowa Bellona (4,8 tys. m kw.). Wszystkie nowe inwestycje zlokalizowane są przy rondzie Daszyńskiego, czyli w samym sercu warszawskiego zagłębia biurowego.

To był najlepszy wynik oddanej powierzchni od trzech lat! Ale jednocześnie trzeba zwrócić uwagę, że deweloperzy mocno ograniczyli nowe budowy. Na koniec czerwca w realizacji było tylko ok. 150 tys. m kw. – to z kolei najniższy poziom od lat. Co to oznacza? W najbliższych latach nowoczesnych biur może być po prostu mniej, szczególnie w topowych lokalizacjach – komentuje Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Obecnie, wśród inwestycji, które są w trakcie budowy, wyróżniają się zlokalizowane w strefach centralnych miasta – Upper One (35,5 tys. m kw.), V Tower (30,8 tys. m kw.) czy Studio A (26,6 tys. m kw.).

Stabilny popyt i dominacja centrum

Aktywność najemców utrzymuje się na stabilnym poziomie w porównaniu do poprzednich kwartałów. W samym II kwartale całkowity wolumen transakcji brutto osiągnął poziom 154,7 tys. m kw. Łączny popyt brutto w pierwszym półroczu osiągnął ponad 300 tys. m kw., co oznacza spadek o 5% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszą się centralne obszary miasta oraz Służewiec.

W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku strukturę transakcji najmu zdominowały przedłużenia dotychczasowych umów, stanowiące aż 59% wszystkich zawartych kontraktów. Nowe umowy również miały istotny udział, odpowiadały za 34% całkowitej liczby transakcji, natomiast ekspansje firm miały 6% udziału w całkowitym wolumenie.

Zgromadzone dane wskazują na ostrożność najemców w zawieraniu umów przednajmu. W II kwartale 2025 roku stanowiły one zaledwie 4,1% całkowitej aktywności najemców,
a z perspektywy ostatnich 12 miesięcy – 16,2%.

Największą transakcją na warszawskim rynku biurowym w II kwartale 2025 roku było przedłużenie umowy przez firmę Polkomtel na 22 tys. m kw. w Multimedialnym Domu Plusa
w Służewcu. Wśród znaczących kontraktówznalazła się także poufna umowa najmu w budynku Generation Park X w strefie Centrum Zachód (18 tys. m kw.) oraz przedłużenie najmu przez PZU w Konstruktorskiej Business Center (6,5 tys. m kw.), również zlokalizowanej na Służewcu. Warto podkreślić, że wszystkie spośród pięciu największych transakcji dotyczyły przedłużeń istniejących umów, co odzwierciedla aktualne nastawienie najemców w stolicy.

Malejący wskaźnik pustostanów

Na koniec czerwca 2025 roku w Warszawie dostępnych było 683 tys. m kw. powierzchni biurowej, a współczynnik pustostanów spadł w ujęciu rocznym do 10,8%. Szczególnie wyraźna poprawa nastąpiła w centrum miasta, gdzie dostępność biur zmniejszyła się do 7,8%, co oznacza spadek o 1,3 punktu procentowego rok do roku. Odmienna sytuacja występuje poza centralnymi lokalizacjami – tam wskaźnik wzrósł do 13,3%, czyli o 1 punkt procentowy w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Wśród obszarów z najwyższym udziałem niewynajętej powierzchni wyróżnia się Służewiec, gdzie poziom pustostanów sięga aż 21,1%. Z kolei najniższe wartości obserwowane są w Centrum Zachód (5,4%) oraz na Ursynowie i Wilanowie (7,3%). Znaczące różnice widoczne są również w zależności od wieku budynków. Najmniejszy wskaźnik pustostanów notują obiekty wybudowane w ostatnich pięciu latach – tylko 4,9%. W przypadku budynków liczących od 6 do 10 lat poziom ten wynosi już 7% a w starszych, ponad 10-letnich – już 13,7%.

Stabilne czynsze

Stawki czynszów wywoławczych w stolicy pozostają na stabilnym poziomie, choć przy nowych projektach mogą być nieco wyższe.

– Czynsze wywoławcze za najlepsze powierzchnie pozostają stabilne i w centrum wynoszą od 22,50 do 26,00 EUR/m kw./miesiąc. W nowych projektach w budowie stawki mogą sięgnąć nawet 28,00 EUR/m kw./miesiąc. Natomiast w strefach poza centrum stawki wahają się od 14,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne osiągają poziom nawet 40 PLN/m kw./miesiąc – podaje Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Umowa modelowa kredytu hipotecznego – banki zyskają stabilność, klienci przejrzystość

Środkiem obniżającym ryzyko prawne w sektorze bankowym będzie upowszechnienie stosowania umowy modelowej kredytu hipotecznego.

Pod koniec lipca 2025 r. odbyła się zorganizowana przez Rzecznika Finansowego oraz Europejski Kongres Finansowy (EKF) konferencja poświęcona prezentacji umowy modelowej kredytu hipotecznego. Stworzenie i upowszechnienie umowy modelowej stanowiło główną tegoroczną rekomendację EKF. Pomyślne wdrożenie takiej umowy w bankach umożliwi realizację drugiej z rekomendacji EKF, jaką jest uruchomienie krajowego rynku listów zastawnych (https://www.efcongress.com/rekomendacje/rekomendacje-2025/). Rekomendacje te są wynikiem dyskusji prowadzonych podczas EKF. Najsilniej podkreślano w nich fakt, że największym ryzykiem na rynku finansowym jest obecnie ryzyko prawne, które przewyższyło nawet ryzyko kredytowe. Ryzyko prawne jest negatywnie oceniane również przez zagranicznych inwestorów rozważających inwestycje w polski sektor bankowy. Specyficzną cechą tego ryzyka jest zaś to, że nie jest ono powiązane wyłącznie z kredytami czynnymi, ale także z kredytami już dawno spłaconymi.

Celem stosowania umowy modelowej pozbawionej klauzul abuzywnych (niedozwolonych postanowień umownych rażąco naruszających interesy konsumentów) jest osiągnięcie korzyści przez obie jej strony. Dzięki niej banki uzyskają ograniczenie ryzyka prawnego i większe zaufanie w sektorze. A konsumenci, których interesy będą uwzględnione w umowie kredytu, skorzystają z niższych marż dzięki zmniejszeniu kosztownego ryzyka prawnego. Doniosłym efektem wdrożenia umowy modelowej byłoby także zwiększenie stabilności całego rynku finansowego w Polsce, a więc także bezpieczeństwa wszystkich depozytów.

Główny ciężar realizacji tej inicjatywy wzięli na siebie koordynator EKF prof. UG dr hab. Leszek Pawłowicz oraz lider Klubu Odpowiedzialnych Finansów przy EKF Andrzej Reich. Umowę modelową przygotowała natomiast wybrana przez Kapitułę EKF grupa ekspertów prawnych cieszących się uznaniem instytucji rynku finansowego. Działa ona pod przewodnictwem prof. dr hab. Michała Romanowskiego (UW). Czuję się zaszczycona zaproszeniem do tego grona. Prace nad tekstem umowy modelowej będą jeszcze kontynuowane w sierpniu i wrześniu, by ewentualnie uwzględnić zgłoszone uwagi.

W celu umożliwienia ich zgłaszania wszystkim zainteresowanym umowa modelowa została upubliczniona na stronie EKF: Modelowa-umowa-kredytu-hipotecznego-EKF-2025.pdf. Już w trakcie jej publicznej prezentacji na konferencji swoje uwagi zapowiedzieli: Rzecznik Finansowy, Komisja Nadzoru Finansowego oraz Związek Banków Polskich.

Jednocześnie Kapituła EKF czyni starania, by ostateczny tekst umowy modelowej został przyjęty na posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej, najważniejszego w Polsce organu współpracy i koordynacji działań na rzecz stabilności krajowego systemu finansowego oraz nadzoru makroostrożnościowego. Komitet ten tworzą: prezes NBP, minister finansów, przewodniczący KNF i prezes BFG. Celem przedłożenia umowy modelowej jest udzielenie przez Komitet rekomendacji do jej dobrowolnego wdrażania przez banki. Chodzi o redukcję bardzo wysokiego ryzyka prawnego w Polsce.

Od dłuższego czasu UOKiK pracuje nad projektem wzoru umowy kredytu hipotecznego, który miałby być stosowany obligatoryjnie. Wciąż jednak projekt ustawy nie został ogłoszony i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się to stanie. W tym sensie umowa modelowa, stworzona w ramach EKF, nie jest projektem konkurencyjnym dla projektu UOKiK-u. Gdyby ustawa nakazująca bankom stosowanie wzorca przygotowanego przez UOKiK została przyjęta przez parlament, banki musiałyby wzorzec ten w pełni stosować albo – gdyby rodził on dla nich nie dające się zabezpieczyć ryzyka (związane np. z długością okresu wymaganej stopy stałej) – ograniczyć udzielanie kredytów, ewentualnie podwyższyć marże.

Gdyby do wdrożenia wzorca umowy miał zostać wykorzystany akt legislacyjny, to powinien on zawierać zasadę dobrowolności jego stosowania. Banki dobrowolnie wdrażałyby wzorzec, gdyby korzyści z tego wynikające przeważały nad wadami (postrzeganymi z punktu widzenia ich interesów), wynikającymi głównie z prokonsumenckiego ukształtowania postanowień wzorca i ze zwiększonych kosztów obsługi kredytów.

Wprowadzenie wzorca umowy do stosowania aktem legislacyjnym, w oparciu o zasadę dobrowolności, ma też zaletę. Pozwalałoby wykorzystać przywilej, jakim cieszą się klauzule odpowiadające przepisom dyspozytywnym, przewidzianym w art. 1 ust. 2 i motywie 13 Dyrektywy 93/13. Uregulowanie to ogranicza dopuszczalność sądowej kontroli abuzywności wzorca.

Jednak w razie wykorzystania drogi legislacyjnej właściwszym rozwiązaniem nie jest uchwalenie wzorca umowy ustawą, lecz wprowadzenie go aktem wykonawczym, np. rozporządzeniem ministra finansów. Pozwalałoby to uniknąć w przyszłości długiej procedury przygotowywania ewentualnie potrzebnych zmian aktu legislacyjnego ze wzorcem. Ustalanie treści wzorca rozporządzeniem ministra finansów wykluczałby także „wrzutki” na ostatnich etapach procesu legislacyjnego w parlamencie, stwarzające ryzyko braku spójności wzorca z innymi wymogami nałożonymi na banki.

Prof. UJ dr hab. Iwona Karasek-Wojciechowicz
————————-
Autorka jest członkinią Towarzystwa Ekonomistów Polskich i radcą prawnym.

Co trzecia firma uzależnia zatrudnianie cudzoziemców od polityki migracyjnej i postaw polityków

Aż 28% firm w Polsce przyznaje, że decyzje o zatrudnianiu cudzoziemców w ich zespole zależą od polityki migracyjnej państwa i postawy polityków. Jednocześnie 55% pracodawców planuje zwiększenie zatrudnienia obcokrajowców – wynika z najnowszego badania Grupy Progres. Przedsiębiorcy mierzą się jednak z szeregiem barier, takich jak zawiłe przepisy, legalizacja pracy, rotacja pracowników i trudności integracyjne. 70% firm dostrzega pilną potrzebę wsparcia ze strony państwa.

Rosnące znaczenie czynników politycznych w decyzjach kadrowych to wyraźny sygnał, że rekrutacja zagraniczna przestaje być wyłącznie sprawą wewnętrzną firm. Pracodawcy potrzebują nie tylko pracowników, ale także przewidywalnego, stabilnego i wspierającego otoczenia prawnego. Tymczasem zmienność przepisów i niejednoznaczne sygnały płynące z poziomu centralnego skutecznie zniechęcają część firm do otwierania się na cudzoziemców.

To niepokojące, że tak duży odsetek firm uzależnia swoje decyzje kadrowe od polityki i nastrojów polityków. Rynek pracy potrzebuje stabilności, a migracja zarobkowa – długofalowego podejścia, nie chwilowych deklaracji. Nawet jeśli 72% firm deklaruje dziś brak wpływu polityki migracyjnej na rekrutację, to te 28% odczuwających ten wpływ to już bardzo znacząca grupa, której nie można ignorować – komentuje Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Bariery i wyzwania w zatrudnianiu cudzoziemców

Wśród najczęściej wskazywanych wyzwań związanych z zatrudnianiem cudzoziemców dominują kwestie prawne i organizacyjne. 43% firm jako główną przeszkodę uznaje legalizację pobytu i pracy, a 40% – rotację pracowników. Dla 28% problematyczna jest adaptacja kulturowa i językowa, tyle samo pracodawców wskazuje zmienność przepisów jako istotną trudność. Dodatkowo 23% firm deklaruje, że brakuje kandydatów do pracy, a 15% ma problemy z integracją cudzoziemców w zespołach.

Największą barierą integracyjną pozostaje język – wskazuje na nią aż 45% badanych. Kolejne to różnice kulturowe (18%) oraz stereotypy i uprzedzenia (13%). Pojawiają się też problemy z budowaniem relacji (8%) i zrozumieniem odmiennych systemów pracy (8%).

Wiele firm nie radzi sobie z integracją, ale też nie ma do tego narzędzi. Aż 90% badanych nigdy nie uczestniczyło w programach integracyjnych, choć 38% widzi potrzebę szkoleń międzykulturowychzauważa Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Bez aktywnego wsparcia instytucji publicznych i lepszej edukacji kulturowej trudno mówić o realnej, trwałej integracji – dodaje Magda Dąbrowska.

Jakie zmiany są potrzebne? Głos biznesu jest jasny

Przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim skrócenia procedur (55%) i uproszczenia przepisów (43%), a także dofinansowań dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców (45%). 38% wskazuje na potrzebę uruchomienia programów integracyjnych, a wśród dodatkowych sugestii pojawiają się m.in. dofinansowanie nauki języka polskiego, kursy obywatelskie, czy wydłużenie okresów zatrudnienia na 18 lub 36 miesięcy.

Na pytanie, jakie działania mogłyby ułatwić adaptację cudzoziemców w ich zespole, firmy wskazują: szkolenia i spotkania integracyjne, oznaczenia i komunikaty w języku ukraińskim, naukę języka polskiego lub rosyjskiego, pomoc finansową, pracę w grupach z obywatelami Ukrainy, obecność koordynatora integracyjnego oraz budowanie atmosfery otwartości.

To konkretne i realistyczne postulaty. Nie mówimy o kosztownych strategiach, tylko o działaniach, które można wdrożyć tu i teraz. Niestety, tylko 43% firm zna założenia nowej polityki migracyjnej na lata 2025–2030, co oznacza, że aż 57% – czyli ponad połowa – nie ma o niej wiedzy. To pokazuje brak skutecznej komunikacji ze strony państwa. A przecież zgodnie z tą polityką to właśnie pracodawca odgrywa kluczową rolę w procesie integracji cudzoziemcówmówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Kto powinien kształtować politykę migracyjną? Firmy chcą mieć głos

Zdecydowana większość pracodawców (72%) uważa, że powinni oni mieć wpływ na tworzenie polityki migracyjnej. Tyle samo (72%) nie widzi dziś wpływu zmian migracyjnych na swoje działania, ale 28% już go odczuwa. Równocześnie 55% firm planuje zatrudniać więcej cudzoziemców, a 48% korzysta z usług doradczych dotyczących legalizacji pracy. Pomimo gotowości do rekrutacji, aż 80% firm nie czuje się przygotowanych do zatrudniania osób spoza Europy, np. z Kolumbii czy Filipin.

Jeśli Polska chce pozyskiwać pracowników z dalszych regionów świata, takich jak Kolumbia czy Filipiny, musi zadbać o odpowiednią infrastrukturę administracyjną, szkoleniową i kulturową. Dziś tego przygotowania po prostu nie ma – ani po stronie urzędów, ani po stronie pracodawców. Aż 80% firm w naszym badaniu przyznało, że nie czuje się gotowych na zatrudnianie osób spoza Europy. To wyraźny sygnał, że bez systemowego wsparcia i realnych narzędzi adaptacyjnych, nie będziemy w stanie konkurować o talenty z innych krajów. Długofalowa polityka migracyjna to nie tylko dokument – to powinny być konkretne rozwiązania i stabilne ramy, które muszą być znane, zrozumiałe i dostępne dla biznesupodsumowuje Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

***

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę Progres w czerwcu i lipcu 2025 roku wśród 600 przedstawicieli firm działających na terenie Polski. Respondentami były osoby decyzyjne w zakresie zatrudnienia – właściciele, członkowie zarządów, dyrektorzy HR i menedżerowie odpowiedzialni za politykę personalną. Celem badania było zidentyfikowanie barier i potrzeb pracodawców związanych z zatrudnianiem cudzoziemców, ocena ich gotowości do integracji pracowników zagranicznych oraz zbadanie poziomu wiedzy na temat polityki migracyjnej państwa. Firmy objęte badaniem reprezentowały sektory, które najczęściej korzystają z pracy cudzoziemców – m.in. przemysł, logistyka, produkcja, budownictwo, rolnictwo, HoReCa i usługi. W próbie znalazły się zarówno mikro-, małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa, z różnych regionów Polski. Dzięki temu możliwe było uchwycenie zróżnicowanych perspektyw i doświadczeń. Badanie zrealizowano metodą ilościową – głównie w formie ankiety internetowej (CAWI), a uzupełniająco także w formie wywiadów telefonicznych (CATI).

Polscy inwestorzy stawiają na dywersyfikację. Słabnie zainteresowanie Nvidią, rośnie popyt na spółki z Azji i Europy

  • Chociaż w II kwartale 2025 roku polscy inwestorzy indywidualni nadal wspierali uznane marki technologiczne, takie jak Apple i Alphabet, dotychczasowi faworyci, tacy jak Microsoft i Nvidia, odnotowali spadek liczby akcjonariuszy.
  • Chiński producent pojazdów elektrycznych BYD otwiera listę spółek z największym wzrostem popularności – liczba inwestorów zwiększyła się o 30 proc. w ujęciu kwartalnym; na drugim miejscu znalazła się Novo Nordisk z wynikiem 24 proc..
  • W II kwartale 2025 roku wzrosło zainteresowanie inwestorów spółkami zbrojeniowymi, co było związane z rosnącymi napięciami geopolitycznymi.

W burzliwym II kwartale, polscy inwestorzy indywidualni częściowo wycofywali się z amerykańskich gigantów technologicznych, a jednocześnie dywersyfikowali swoje portfele, kierując środki m.in. do takich spółek jak BYD, Novo Nordisk oraz europejskie firmy z sektora obronnego – wynika z danych platformy inwestycyjnej eToro.

eToro przeanalizowało zarówno największe procentowe zmiany liczby inwestorów w ujęciu kwartalnym, jak i 10 najpopularniejszych spółek wśród użytkowników z Polski. W czołówce zestawienia nie zaszły duże zmiany – liderem pozostaje NVIDIA, tuż za nią plasuje się Tesla. Co ciekawe, obie spółki odnotowały spadki – liczba inwestorów NVIDII zmniejszyła się o 8 proc., a Tesli o 6 proc..

Zmiana nastąpiła na trzecim miejscu – Amazon awansował z 1-procentowym wzrostem, spychając Microsoft poza podium. Microsoft zanotował aż 10-procentowy spadek liczby posiadaczy akcji i spadł na piątą pozycję.

Tabela 1: Najczęściej posiadane akcje w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 NVIDIA Corporation -8%
2 Tesla Motors, Inc. -6%
3 Amazon.com Inc 1%
4 Apple 7%
5 Microsoft -10%
6 Alphabet 3%
7 Meta Platforms Inc -3%
8 Advanced Micro Devices Inc -5%
9 Intel -3%
10 Alibaba -1%

 

Paweł Majtkowski, analityk eToro, powiedział: „Miniony kwartał był burzliwy dla rynków finansowych. Wszystko zaczęło się od tzw. Dnia Wyzwolenia i ogłoszenia nowych ceł, co natychmiast wywołało panikę na giełdach na całym świecie. Jednak do końca czerwca indeksy S&P 500 oraz Nasdaq zdołały się spektakularnie odbić, osiągając historyczne maksima. W Polsce najbardziej zauważalny spadek popularności dotyczył gigantów technologicznych – Nvidii, Tesli i Microsoftu. To wyraźna korekta po miesiącach silnych wzrostów tych spółek, szczególnie w sektorze technologii i sztucznej inteligencji. Inwestorzy realizują zyski, a jednocześnie dywersyfikują swoje portfele w odpowiedzi na rosnące wyceny firm technologicznych. Sektor pozostaje atrakcyjny, jednak wysokie wyceny skłaniają część inwestorów do ograniczenia ekspozycji i większej selektywności w jego ramach.”

BYD, Novo Nordisk i Take-Two na czele rankingu największych wzrostów popularności akcji

W II kwartale 2025 roku odnotowano wyraźny wzrost liczby polskich inwestorów indywidualnych posiadających akcje wielu spółek – najsilniejszy w sektorach technologii i przemysłu. Liderem zestawienia została chińska firma produkująca pojazdy elektryczne BYD, która zanotowała 30-procentowy wzrost liczby akcjonariuszy w ujęciu kwartalnym. Tuż za nią uplasowała się duńska firma farmaceutyczna Novo Nordisk z wynikiem 24 proc., co wynika z utrzymującego się zainteresowania jej terapiami cukrzycy i otyłości. Trzecie miejsce zajął amerykański wydawca gier Take-Two Interactive – twórca serii Grand Theft Auto – z 19-procentowym wzrostem liczby inwestorów.

W tym samym czasie zauważalnie wzrosło także zainteresowanie spółkami z sektora obronnego. Największy kwartalny przyrost akcjonariuszy w tej kategorii odnotował niemiecki producent sprzętu wojskowego Rheinmetall AG – o 18 proc. – co odzwierciedla rosnące zaufanie rynku do producenta pojazdów i systemów uzbrojenia. Amerykański gigant zbrojeniowy Lockheed Martin zanotował 9-procentowy wzrost liczby inwestorów, najpewniej napędzany rosnącą liczbą zamówień rządowych oraz trwającymi procesami modernizacji sił zbrojnych państw NATO. Z kolei Rolls-Royce, znany z działalności w branży lotniczej i energetycznej, zyskał 8 procent nowych akcjonariuszy – częściowo dzięki roli, jaką odgrywa w dostarczaniu systemów napędowych do zastosowań wojskowych.

Trend ten wskazuje na szersze przesunięcie kapitału w kierunku spółek związanych z technologiami obronnymi i bezpieczeństwem w obliczu rosnących napięć geopolitycznych.

Tabela 2: Największe wzrosty popularności akcji w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 BYD Co Ltd 30%
2 Novo Nordisk A/S SPONS 24%
3 Take Two Interactive Software Inc 19%
4 Rheinmetall AG 18%
5 PepsiCo 12%
6 Lockheed Martin Corporation 9%
7 Rolls-Royce 8%
8 Xiaomi Corp 8%
9 MercadoLibre 7%
10 Apple 7%

Paweł Majtkowski dodał: „W tym okresie polscy inwestorzy wyraźnie postawili na większą dywersyfikację portfela, coraz częściej kierując uwagę ku akcjom spoza rynku amerykańskiego. Największy wzrost zainteresowania dotyczył chińskiej spółki BYD – światowego lidera w segmencie pojazdów elektrycznych. Jednocześnie obserwowaliśmy boom na akcje spółek z branży zbrojeniowej, napędzany trwającymi napięciami geopolitycznymi. W tym obszarze polscy inwestorzy rozproszyli ekspozycję, inwestując w niemieckiego Rheinmetalla, amerykańskiego Lockheed Martina oraz brytyjskiego Rolls-Royce’a. Znacząco wzrosło również zainteresowanie duńską spółką Novo Nordisk, której kurs akcji spadł o ponad 51 proc. w ciągu ostatniego roku. Inwestorzy w Polsce dostrzegają, że firma wciąż oferuje atrakcyjny potencjał wzrostu – zarówno w zakresie leczenia cukrzycy, jak i, co jeszcze ważniejsze, terapii otyłości. Ten trend wyraźnie pokazuje, że polscy inwestorzy stają się coraz bardziej świadomi i aktywnie poszukują okazji inwestycyjnych poza tradycyjnym rynkiem amerykańskim.”

Polscy inwestorzy realizują zyski na bankach i spółkach technologicznych

W II kwartale 2025 roku kilka znanych spółek zanotowało istotny spadek liczby polskich inwestorów indywidualnych, co wskazuje na zmieniające się nastroje oraz możliwe przetasowania w portfelach. Największy spadek odnotował brazylijski bank Itaú Unibanco, którego baza akcjonariuszy zmniejszyła się o ponad trzydzieści procent. MicroStrategy zanotowało blisko piętnaście procentowy spadek liczby inwestorów, co zbiegło się z dalszymi wahaniami na rynku kryptowalut oraz znaczącą ekspozycją spółki na Bitcoina.

Kilka dużych, amerykańskich i globalnych spółek z segmentu blue chip również odnotowało zauważalne spadki. Bank of America (minus 13 proc.) oraz Oracle (minus 11 proc.) straciły znaczną liczbę inwestorów indywidualnych. Szczególnie istotny jest dziesięcioprocentowy spadek liczby akcjonariuszy Microsoftu, zważywszy na rozmiar i dominującą pozycję firmy w sektorze technologicznym; może to świadczyć o realizacji zysków po długim okresie wzrostów oraz przesunięciu uwagi inwestorów na nowsze, bardziej spekulacyjne spółki wzrostowe.

Tabela 3: Największe spadki popularności akcji w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 Itau Unibanco Holding -31%
2 MicroStrategy Incorporated -15%
3 Bank of America Corp -13%
4 Oracle Corporation -11%
5 Atos SE -11%
6 Microsoft -10%
7 Solventum Corporation -10%
8 Walt Disney -10%
9 Prosus NV -9%
10 Zoom Video Communications Inc -9%

Paweł Majtkowski powiedział: „Spośród spółek, których popularność wśród polskich inwestorów wyraźnie spadła w drugim kwartale 2025 roku, wyróżnił się brazylijski gigant bankowy Itau Unibanco Holding. Inwestorzy w Polsce, podobnie jak na rynkach światowych, zdecydowali się realizować zyski po bardzo udanym początku roku. W pierwszej połowie roku akcje Itau Unibanco wzrosły o ponad 35 proc., co skłoniło inwestorów do wniosku, że wycena spółki ogranicza dalszy potencjał wzrostu. Decyzje wielu inwestorów potwierdził rynek, gdyż od początku lipca kurs akcji spadł już o ponad 7 proc.. Spadająca popularność Microsoftu i Oracle wynika natomiast z rosnących obaw inwestorów o tempo przyszłego wzrostu segmentu usług chmurowych. Warto zauważyć, że akcje Microsoftu straciły na popularności w Polsce szybciej niż na rynkach globalnych, co podkreśla większą wrażliwość polskich inwestorów na te kwestie.”

Greenwashing na celowniku UOKiK. Allegro, InPost, DHL i DPD z zarzutami wprowadzania konsumentów w błąd

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Tomasz Chróstny, postawił zarzuty czterem dużym firmom z sektora e-commerce i logistyki – Allegro, InPost, DPD Polska oraz DHL eCommerce – w związku ze stosowaniem praktyk greenwashingu. To pierwsze tak zdecydowane działania UOKiK przeciwko pseudoekologicznemu marketingowi, który może wprowadzać konsumentów w błąd co do rzeczywistego wpływu usług i produktów na środowisko.

Zielone hasła pod lupą

Firmy, jak wynika z ustaleń Urzędu, promowały swoje działania jako prośrodowiskowe, choć komunikaty takie jak „zielona flota”, „zeroemisyjna dostawa” czy „paczkomat ratuje pszczoły” opierały się na niepełnych, nieweryfikowalnych lub wybiórczo przedstawionych danych. W niektórych przypadkach działania promowane jako ekologiczne – np. sadzenie drzew czy redukcja CO₂ – były uzależnione od warunków, o których konsumenci nie byli dostatecznie informowani.

– Zielone hasła nie mogą być pustymi obietnicami. Konsument ma prawo do rzetelnej informacji o rzeczywistym wpływie usługi na środowisko, a nie do manipulacji skojarzeniami czy kreatywnego liczenia emisji – podkreśla Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Allegro: drzewo tylko dla wybranych

Allegro promowało kampanię „Sadzimy drzewa za odbiór przesyłek w Allegro One”, w ramach której za każde 10 odbiorów przesyłek firma miała sadzić drzewo „w imieniu” klienta. Jednak od 2024 roku wprowadzono nowy warunek – wymagany był dodatkowy krok w postaci wpisania dedykacji online w ciągu 30 dni. Informacja o zmianie została przekazana wyłącznie w jednym mailu marketingowym, a opcja składania dedykacji była czasowo niedostępna. Co więcej, drzewa sadzono z wyprzedzeniem, a następnie symbolicznie przypisywano je użytkownikom. UOKiK zarzucił Allegro wprowadzenie konsumentów w błąd – w tym brak jasnej komunikacji warunków akcji.

DHL: ekologiczne nadania… pod warunkiem

DHL promował odbiór paczek z punktów jako rozwiązanie „ECO”, sugerując, że konsumenci dokonują prośrodowiskowego wyboru. Problem w tym, że założenie to opierało się na domniemaniach – jak choćby pieszy odbiór przesyłki czy korzystanie z punktu po drodze z pracy. Jednocześnie flota DHL wciąż opiera się głównie na pojazdach spalinowych, a lokalne akcje prośrodowiskowe (np. ule na dachu, sprzątanie rzek) miały charakter incydentalny. Urząd postawił spółce cztery zarzuty greenwashingu.

DPD: „zielona flota” tylko z nazwy?

Slogany typu „zeroemisyjna dostawa” czy „neutralność dla środowiska” pojawiały się w kampaniach DPD. Tymczasem rzeczywisty ślad węglowy usług kurierskich – obejmujący cały łańcuch logistyczny – nie został w pełni przedstawiony. Komunikaty pomijały m.in. pochodzenie energii do ładowania pojazdów elektrycznych czy udział aut spalinowych w dostawach. Prezes UOKiK uznał takie przekazy za mogące wprowadzać w błąd i postawił spółce aż sześć zarzutów.

InPost: automat paczkowy jak dziewięć drzew?

InPost reklamował swoje usługi jako „zeroemisyjny e-commerce”, a paczkomaty® jako urządzenia „redukujące tyle CO₂, co 9 drzew rocznie”. Tego rodzaju hasła – według UOKiK – nie zostały jednak należycie udowodnione. W rzeczywistości większość floty InPostu to nadal pojazdy wysokoemisyjne, a dane dotyczące sposobu odbioru paczek przez konsumentów (czy faktycznie przychodzą pieszo lub rowerem) nie zostały zebrane. Spółka wykorzystała również w aplikacji kalkulator emisji CO₂, którego algorytm opierał się na wybiórczych danych. InPost usłyszał trzy zarzuty.

Ekościema zniechęca do prawdziwych działań

UOKiK przestrzega, że takie praktyki nie tylko wprowadzają konsumentów w błąd, ale również mogą zniechęcać do prawdziwie proekologicznych działań – zarówno klientów, jak i uczciwych przedsiębiorców, którzy inwestują w realne, a nie marketingowe rozwiązania.

– Zastosowanie hasła „ekologiczny” musi iść w parze z faktami. Inaczej mamy do czynienia z ekościemą, która podważa zaufanie do rynku – zaznacza Chróstny.

Surowe konsekwencje

Jeśli zarzuty się potwierdzą, każdej z firm grozi kara w wysokości do 10% rocznego obrotu – za każdą zidentyfikowaną praktykę. Prezes UOKiK prowadzi także dziewięć postępowań wyjaśniających wobec spółek z branży odzieżowej, detalicznej, e-commerce i transportowej.

UOKiK: Kontakt z infolinią nie może być droższy niż zwykłe połączenie. Po interwencji Urzędu przewoźnicy zmieniają praktyki

0

Jeśli kontaktujesz się z infolinią przewoźnika w sprawie zakupionego biletu, nie powinieneś płacić więcej niż za zwykłe połączenie głosowe – przypomina Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny poinformował o zakończeniu postępowania wyjaśniającego, w którym sprawdzono praktyki ponad 30 firm transportowych i platform internetowych. Efekt? Przedsiębiorcy obniżyli koszty połączeń lub udostępnili infolinie bezpłatne.

Opłaty za infolinię – co mówi prawo?

Zgodnie z przepisami obowiązującymi od stycznia 2023 r., jeśli konsument kontaktuje się z przedsiębiorcą w sprawie już zawartej umowy – np. aby zmienić termin przejazdu, numer biletu czy złożyć reklamację – opłata za połączenie nie może być wyższa niż standardowa stawka operatora telekomunikacyjnego. Dotyczy to także przewoźników osób, w tym linii lotniczych, kolejowych i autobusowych.

– Jeżeli przedsiębiorca udostępnia konsumentom numer telefonu w celu kontaktu dotyczącego zawartej umowy, nie może dowolnie ustalać kosztu tego połączenia – przypomina Tomasz Chróstny. – Konsument nie powinien ponosić dodatkowych opłat za uzyskanie informacji lub złożenie reklamacji.

Ponad 30 firm pod lupą UOKiK

W ramach działań sprawdzających Urząd przyjrzał się infoliniom m.in. PKP Intercity, Traveltech (europodroze.pl, euroautokar.pl), Astarium (KOLEO), Teroplan (e-podróżnik.pl, superpks.pl, busportal.pl), a także międzynarodowym platformom takim jak Booking.com, Kiwi.com, eSky czy Opodo. Wszystkie te podmioty – po interwencji UOKiK – dostosowały zasady obsługi telefonicznej do obowiązujących przepisów.

Niektóre z nich, jak TAP Portugal czy Opodo, udostępniły bezpłatne numery dla klientów z Polski. Inne – np. Kiwi.com czy Sindbad – jasno informują, że koszt połączenia odpowiada taryfie operatora.

Wizz Air oddaje pieniądze

Szczególne zastrzeżenia wzbudziła infolinia Wizz Air. Linia lotnicza pobierała dodatkową opłatę za minutę połączenia oraz za czas oczekiwania na konsultanta. Po działaniach UOKiK spółka zmieniła praktykę – klienci dzwoniący w sprawie rezerwacji są kierowani na numer zgodny z taryfą operatora. Dodatkowo, Wizz Air zwrócił konsumentom niesłusznie pobrane środki w postaci punktów WIZZ o wartości 150% pierwotnie poniesionych kosztów.

Konsument ma prawo do prostego i taniego kontaktu

UOKiK przypomina, że firmy powinny nie tylko udostępniać numery telefonów zgodne z taryfą operatora, ale również dbać o to, aby ich odnalezienie na stronie internetowej było łatwe i intuicyjne. Wskazane jest również, aby przedsiębiorcy zagraniczni zapewnili możliwość kontaktu w języku polskim – szczególnie w sprawach reklamacyjnych.

– Prowadzimy stały monitoring w zakresie udostępnianych infolinii – zapewnia Tomasz Chróstny. – Naszym celem jest zapewnienie konsumentom rzeczywistego, dostępnego i uczciwego kontaktu z firmą, bez ukrytych opłat i barier.

Od porwań do cyberataków – współczesne zagrożenia w lotnictwie

Terroryzm lotniczy to zjawisko równie stare jak samo lotnictwo cywilne. Problemy związane z atakami na samoloty, porwaniami czy zamachami na lotniska pojawiały się od początków awiacji i ewoluowały wraz z rozwojem transportu powietrznego.

Pierwsze przypadki porwań samolotów

Za pierwszy udokumentowany przypadek porwania samolotu uznaje się incydent z 1931 roku. Wówczas w Peru grupa rewolucjonistów uprowadziła mały samolot należący do Byrona Rickardsa. Samolot typu Ford Trimotor został przejęty w miejscowości Arequipa. Porywacze zażądali, aby pilot przewiózł ich do Limy, stolicy kraju, gdzie planowali podjąć działania rewolucyjne.

Chociaż ten przypadek trudno jednoznacznie sklasyfikować jako terroryzm lotniczy, ponieważ miał on podłoże stricte polityczne, to w latach 60. i 70. XX wieku nastąpiła fala porwań samolotów o wyraźnie terrorystycznym charakterze.

„Złoty wiek porwań”

W latach 60. i 70. XX wieku porwania samolotów stały się poważnym problemem globalnym. W tym okresie pojawiły się dwa główne kierunki, do których porywacze żądali skierowania samolotów:

  1. Za Żelazną Kurtynę – w krajach bloku wschodniego, takich jak Polska i Czechosłowacja, porwania często były motywowane chęcią ucieczki na Zachód. Porywacze zmuszali pilotów do lądowania w krajach Europy Zachodniej, co było sposobem na opuszczenie krajów komunistycznych.
  2. Na Kubę – w Stanach Zjednoczonych liczne porwania samolotów miały na celu zmuszenie pilotów do lądowania na Kubie. W pewnym momencie sytuacja stała się tak poważna, że amerykańskie linie lotnicze zmuszone były do szkolenia swoich pilotów z języka hiszpańskiego, aby mogli negocjować z porywaczami.

Pod koniec lat 60. porwania samolotów zdarzały się na całym świecie średnio raz w tygodniu!

Środki zaradcze i zmiany w procedurach bezpieczeństwa

Z uwagi na narastające zagrożenie porwaniami, linie i władze lotnicze wprowadziły szereg środków bezpieczeństwa. Załogi samolotów zaczęto szkolić w zakresie postępowania w przypadku porwania, a na lotniskach wdrożono dodatkowe procedury kontroli pasażerów i bagażu. W kolejnych dekadach, a zwłaszcza po zamachach z 11 września 2001 roku, środki ochrony lotnictwa cywilnego zostały jeszcze bardziej zaostrzone, a kontrola bezpieczeństwa na lotniskach stała się standardem na całym świecie.

Współczesne zagrożenia w lotnictwie

Obecnie terroryzm lotniczy zmienia swoje oblicze. Współczesne zagrożenia nie ograniczają się już jedynie do porwań samolotów, ale obejmują również cyberataki, próby zniszczenia infrastruktury lotniczej, czy systemów kontroli lotów.

Rola prawa międzynarodowego w przeciwdziałaniu terroryzmowi lotniczemu

Prawo międzynarodowe w zakresie bezpieczeństwa lotnictwa jest elastyczne i dynamicznie dostosowuje się do nowych zagrożeń. Choć nie istnieje doskonały zbiór przepisów, to prawo unijne jest obecnie jednym z najlepiej rozwiniętych systemów normujących kwestie bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym. Z kolei regulacje międzynarodowe, mimo że uprzedniej akceptacji państw dla swojej skuteczności, stanowią konieczność w globalnym świecie transportu lotniczego.

Konwencja Haska i Konwencja Pekińska to przykłady skutecznych regulacji prawnych mających na celu przeciwdziałanie terroryzmowi lotniczemu. Konwencja Haska ustanawia zasady ścigania osób dokonujących porwań samolotów, natomiast Konwencja Pekińska rozszerza zakres odpowiedzialności na osoby, które wspierają działania terrorystyczne w lotnictwie. Jednakże niektóre zapisy Konwencji Pekińskiej budzą kontrowersje, szczególnie w zakresie odpowiedzialności przewoźników lotniczych, którzy mogą obawiać się nadmiernej kontroli w przypadku incydentów.

Skuteczne regulacje i środki zapobiegawcze

Najskuteczniejsze regulacje w zakresie bezpieczeństwa lotniczego opierają się na kilku kluczowych elementach:

  • Wymiana danych wywiadowczych – efektywne monitorowanie zagrożeń i współpraca międzynarodowa pozwalają na szybsze wykrywanie potencjalnych ataków.
  • Wzmożone kontrole – szczegółowe procedury sprawdzania pasażerów i bagażu, w tym zaawansowane systemy skanowania oraz analiza zachowań podróżnych.
  • Edukacja i prewencja – szkolenie personelu lotniczego, współpraca z agencjami bezpieczeństwa oraz kampanie informacyjne dla pasażerów zwiększające świadomość zagrożeń.

Historia terroryzmu lotniczego pokazuje, jak istotne jest ciągłe dostosowywanie procedur bezpieczeństwa do nowych wyzwań. Choć dziś porwania samolotów zdarzają się znacznie rzadziej niż w latach 60. i 70., lotnictwo cywilne wciąż pozostaje potencjalnym celem dla organizacji terrorystycznych, co wymaga stałej czujności i wdrażania nowoczesnych środków ochrony.

Autorem artykułu jest dr Mateusz Osiecki Koordynator kierunku studiów Prawo lotnicze z pilotażem na Lazarski Aviation Academy.

Mamy niższe stopy procentowe, ale boomu na mieszkania nie widać. Kupujący wciąż czekają

W drugim kwartale 2025 r. po raz pierwszy od siedmiu miesięcy RPP obniżyła stopę referencyjną. Jednak nie wpłynęło to znacząco na zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Wprawdzie wolumen udzielanych kredytów hipotecznych ma tendencję wzrostową, ale w dalszym ciągu wielu klientów oczekuje dobrego momentu do wejścia na rynek.

Choć Rada Polityki Pieniężnej stworzyła lepsze niż dotychczas środowisko do finansowania zakupów kredytem hipotecznym, to klienci wcale nie rozpoczęli szturmu na oferty. Wyniki Indeksu Popytu w raporcie Barometr Metrohouse i Credipass tworzonym przy udziale ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że pod względem aktywności nowych klientów na rynku mieszkaniowym, to I kw. tego roku charakteryzował się większą liczbą prezentacji. – Być może klienci oczekują na kontynuację spadków stóp, co w rezultacie pozwoli im zbudować wyższą zdolność kredytową, a tym samym umożliwi zakup nieruchomości o parametrach przystających do swoich gospodarstw domowych, komentuje Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse, współautor raportu.

Rynek wtórny: Ciąg dalszy cenowej stabilizacji

Co zatem powstrzymuje klientów do powrotu na rynek? Część z potencjalnych nabywców nadal oczekuje spadków cen. Jeśli porównamy obecne ceny do analogicznych sprzed roku, to w większości miast nie widać znaczących obniżek. Jednocześnie podaż w dalszym ciągu utrzymuje się na wysokim poziomie, co powoduje, że poszukiwania mieszkania odbywają się w coraz szerszych interwałach czasowych. Duży wachlarz ofert z rynku wtórnego, ale i tych produkowanych przez deweloperów jest więc paradoksalnie hamulcem w poszukiwaniach.Wyk.1 - Średnie ceny transakcyjne na rynku wtórnym

Nie można też mówić o zwiększeniu zainteresowania zakupami inwestycyjnymi. – Oceniamy, że zaledwie co piąte mieszkanie jest obecnie nabywane w celach innych niż zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych. Coraz bardziej nasycony rynek najmu jest dużym wzywaniem dla inwestorów, którzy muszą coraz uważniej śledzić specyfikę różniących się od siebie lokalnych rynków, aby zachować rentowność konkurencyjną w stosunku do innych produktów na rynku kapitałowym, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. Sektor nieruchomości jest jednak wybierany jako nadal bezpieczne aktywo pozwalające zachować wartość pieniądza w czasie.

Rynek pierwotny: Gdańsk coraz mocniej zostawia w tyle Kraków

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl x FLTR wskazują, że na rynku deweloperskim na uwagę zasługuje kolejny rekord cenowy Warszawy. Polska stolica ofertowo przekroczyła bowiem poziom 18 000 zł/m kw. – Ważniejsza wydaje się jednak zmiana cenowa dotycząca Gdańska. Stolica Pomorza była po raz kolejny miastem z najszybciej drożejącym nowym metrażem. Co więcej, tempo kwartalnych zmian cenowych przyspieszyło (z 3,1% do 3,7%). Dlatego Gdańsk pod względem cen nowego metrażu znów zostawił w tyle Kraków i zbliżył się do Warszawy, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.Wyk.2 - Średnie ceny transakcyjne na rynku pierwotnym

Duży wzrost gdańskiej średniej ceny 1 m kw. był związany głównie z rosnącym udziałem w ofercie mieszkań kosztujących powyżej 20 000 zł/m kw. Pod koniec czerwca 2025 r. takie „M” stanowiły już 31% oferty gdańskich deweloperów. Analogiczny wynik z Warszawy (24%) był dużo mniejszy, nie wspominając np. o Krakowie (13%). W drugim największym mieście kraju, zmiany struktury cenowej oferty były nieduże. Inna sytuacja dotyczyła Gdańska, gdzie od kwietnia do czerwca br. nadal rozbudowywał się segment najdroższych mieszkań deweloperskich.

– Uwagę zwraca m.in. fakt, że w II kw. 2025 r. to Gdańsk, a nie Warszawa przodował pod względem udziału sprzedażowego nowych mieszkań kosztujących powyżej 25 000 zł/m kw. (7% vs 5% sprzedaży deweloperów), dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dylemat kredytowy w czasach spadających stóp

W ostatnich miesiącach widać wyraźne ożywienie na rynku kredytów hipotecznych. Wzrosła zarówno liczba składanych wniosków, jak i średnia kwota kredytu, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu finansowaniem zakupu nieruchomości. To reakcja rynku na kolejne obniżki stóp procentowych i poprawiającą się dostępność kredytów.

– Obniżki stóp procentowych poprawiły nie tylko warunki cenowe kredytów, ale przede wszystkim zdolność kredytową klientów. Widzimy większą aktywność na rynku i powrót wielu kupujących, którzy wcześniej wstrzymywali się z decyzją o zakupie nieruchomości, komentuje Andrzej Łukaszewski, współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

W nowym otoczeniu rynkowym, kiedy wiadomo już, że nie będzie rządowych programów dopłat do rat kredytów a rynek spekuluje o kolejnych obniżkach stóp procentowych, kredytobiorcy stają przed zupełnie nowym dylematem. Jeszcze na początku roku dominowała potrzeba stabilności i bezpieczeństwa – klienci najczęściej wybierali kredyty z oprocentowaniem stałym. Dziś coraz częściej pojawiają się pytania o kredyty oparte na stopie zmiennej.

– Kluczowe  teraz pytanie brzmi: jak dalej będą wyglądać warunki cenowe kredytów w obu wariantach oprocentowania? Pomimo coraz mniejszej różnicy nominalnej pomiędzy tymi dwoma sposobami oprocentowania kredytu, to nadal oprocentowanie stałe pozostaje niższe, ale oprocentowanie zmienne zaczyna być realną alternatywą, zauważa Andrzej Łukaszewski z Credipass.

Gospodarka USA zaskakuje na plus. Kurs dolara umacnia się wobec euro i złotego

Poranne doniesienia o trzęsieniu ziemi w Rosji to niejedyne istotne informacje, które otrzymaliśmy z tamtej części globu. Kalendarz makroekonomiczny wreszcie obfituje w ważne publikacje. Dziś został otwarty decyzją w sprawie kosztu pieniądza w Chinach. Następny był odczyt inflacji w Australii. Przed południem dostaliśmy dane o PKB z Europy, a w południe dołączyły odczyty z amerykańskiego rynku pracy.

Po drugiej stronie globu

Środę otworzyły informacje o trzęsieniu ziemi na dalekim wschodzie Rosji. Wywołało ono fale tsunami. Ostrzeżenia o zagrożeniu wydano również dla Stanów Zjednoczonych i Japonii. Ostatecznie nie odnotowano poważnych zniszczeń, przez co wydarzenie nie wpłynęło na notowania takich walut jak jen czy juan. W przypadku drugiej z wymienionych, większe znaczenie miała dzisiejsza decyzja w sprawie stóp procentowych. Chiny zgodnie z oczekiwaniami obniżyły koszt pieniądza do poziomu 4,75%. Mimo że CNY jest walutą zarządzaną, co oznacza, że nie jest w pełni wolnorynkowa, to dzisiejszy ruch zmniejsza jej atrakcyjność w oczach inwestorów. Chwilę po decyzji z Państwa Środka opublikowano dane o inflacji konsumenckiej z Australii. W ujęciu rocznym indeks CPI spadł z 2,4% do 2,1%. Jest to zniżka głębsza od prognozowanej 2,2% r/r. W wyniku dzisiejszych danych zarówno chiński juan, jak i australijski dolar osłabiły się do waluty amerykańskiej.

Mieszane dane z Europy

Dziś do południa otrzymaliśmy kilka istotnych danych ze Starego Kontynentu. Wstępne PKB dla strefy euro to wzrost o 1,4% r/r. Mimo że odczyt jest gorszy od poprzedniego (1,5% r/r), to przewyższa oczekiwania (1,2% r/r). Niższe od prognoz były natomiast dane PKB w ujęciu rocznym z Włoch i Niemiec. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów dodatkowo odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej z 2,6% r/r/ do 4,6% r/r. Ta iskierka nie zdołała jednak umocnić dziś euro, któremu ciąży i ciążyć będzie nowe porozumienie handlowe między Unią a Stanami Zjednoczonymi. Wśród reszty dzisiejszych publikacji z Europy znalazły się wzrost sprzedaży detalicznej w Szwecji i utrzymanie wzrostu PKB w Czechach na poziomie 2,4% r/r. W środę obydwie korony delikatnie tracą do złotego. Kurs SEK/PLN o godzinie 14:00 to 0,383 PLN, a CZK/PLN zniżkuje do 0,1738 PLN.

Dobre dane z USA

Do godziny 14:30 poznaliśmy dane ze Stanów Zjednoczonych, które umocniły dolara. Zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym (poza rolnictwem) to 104 tys., co jest rezultatem wyższym od oczekiwanych 75 tys. Annualizowane PKB także przewyższyło prognozy (2,5%), gdyż wzrosło do 3%. W obydwóch przypadkach jest to wyjście z ujemnych poziomów, które wskazały poprzednie odczyty. Dodatkowo inflacja bazowa (bez żywności i energii) spadła z 3,5% k/k do 2,5% k/k. Spadek nie był jednak tak głęboki, jak prognozowany 2,3% k/k. Silna gospodarka w połączeniu ze spadającą inflacją oddala termin obniżek kosztu pieniądza za oceanem, co jednocześnie umacnia amerykańskiego dolara. Tuż po publikacji notowania głównej pary walutowej świata przełamują poziom 1,15 USD. Przypomnę, że jeszcze w piątek kurs EUR/USD próbował sięgnąć 1,18 USD. Tempo w jakim euro oddaje pola „zielonemu” pokazuje, jak bardzo od momentu zawarcia umowy handlowej UE-USA zmienił się sentyment wokół unijnej waluty. Przepływ kapitału do USD po raz kolejny źle znosi PLN. Kurs EUR/PLN to 4,27 PLN, natomiast USD/PLN przebija 3,72 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Od 2 sierpnia nawet 35 milionów kary dla firm, które nie zastosują się do nowych regulacji związanych z AI ACT

Rusza kolejny etap wdrażania Europejskiego Aktu o Sztucznej Inteligencji: od 2 sierpnia nawet 35 milionów kary dla firm, które nie zastosują się do regulacji.

Europejski Akt o Sztucznej Inteligencji (AI Act) Unii Europejskiej, pierwsze na świecie kompleksowe regulacje dotyczące AI, od 2 sierpnia 2025 roku realnie wpłynie na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Od tego dnia zaczynają obowiązywać kluczowe zobowiązania dla firm, instytucji rządowych i dostawców AI w całej UE, w tym kary za nieprzestrzeganie przepisów. SD Worx podsumowuje, co to oznacza dla organizacji i ich pracowników.

„Europejskie zasady dotyczące sztucznej inteligencji, zwane także AI Act, czy aktem o sztucznej inteligencji, weszły w życie 1 sierpnia 2024 roku. Znaczna część przepisów zacznie – zgodnie z założeniami regulacji – obowiązywać bezpośrednio po upływie dwóch lat, tj. 2 sierpnia 2026 roku. Część jednak wejdzie w życie wcześniej – np. właśnie w sierpniu 2025 r. Korzystanie z narzędzi AI w miejscu pracy jest atrakcyjne przede wszystkim ze względu na oszczędność czasu, zmniejszone koszty czy usprawnienie pewnych procesów. Jak pokazują jednak badania opinii publicznej, zaufanie do narzędzi AI jest niewielkie. Stosowanie narzędzi AI – a szczególnie tzw. narzędzi wysokiego ryzyka – rodzić będzie po stronie pracodawców na mocy AI Act szereg nowych obowiązków, w tym przede wszystkim konieczność stałej weryfikacji prawidłowego działania systemów i bieżącego monitorowania działania tych narzędzi przez człowieka, który będzie zobowiązany posiadać odpowiednie kompetencje, uprawnienia oraz przeszkolenie w tym zakresie – mówi  Marcin Sanetra, radca prawny z LL.M. Kancelaria PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz. Dodatkowo, pracodawcy zobligowani będą do prowadzenia rejestru zdarzeń. Mowa tutaj o zdarzeniach istotnych dla monitorowania systemów AI po ich wprowadzeniu do obrotu tak, aby umożliwić identyfikowanie sytuacji stwarzających ryzyko dla zdrowia, bezpieczeństwa lub praw podstawowych. Długość okresu monitorowania będzie zależeć od przeznaczenia danego systemu, jednak nie może być on krótszy niż sześć miesięcy.”

Kary do 35 milionów euro

Od 2 lutego tego roku zakazane są systemy AI o niedopuszczalnym poziomie ryzyka, a firmy muszą zapewnić, że ich pracownicy posiadają kompetencje w zakresie sztucznej inteligencji. Podmioty, które od 2 sierpnia nie będą przestrzegać tych zasad, narażają się na grzywny w wysokości nawet 35 milionów euro lub 7 proc. globalnych rocznych przychodów. Wachlarz sankcji za nieprzestrzeganie wprowadzonych rozporządzeniem regulacji jest uzależniony również od lokalnych przepisów prawnych, a także wedle ustawodawcy powinny uwzględniać sytuację MŚP i start-upów, aby kary nie zagrażały ich stabilności ekonomicznej.

„Kolejnym ważnym obowiązkiem leżącym po stronie pracodawców będzie odpowiednia komunikacja na linii pracodawca – pracownicy. Pracodawcy będą zobowiązani informować przedstawicieli pracowników i pracowników, których to dotyczy, o stosowaniu wobec nich systemów AI wysokiego ryzyka i o zasadach, na podstawie których systemy te funkcjonują. Otwarte, ale krytyczne podejście do narzędzi AI będzie kluczowe dla firm wdrażających nowe, zaawansowane systemy i rozwijających nowoczesne technologie w swoich miejscach pracy. Wszystkich takich pracodawców czeka również skodyfikowanie i wprowadzenie w życie zasad wewnętrznych oraz dobrych praktyk do organizacji, często wychodzących poza ramy obowiązujących i zmieniających się przepisów. Może to okazać się czasochłonne, ale z pewnością pozwoli uniknąć wielu pułapek, i skutecznie wykorzystać nowe technologie do budowania konkurencyjnego, przyjaznego miejsca pracy przyszłości” – mówi Marcin Sanetra, radca prawny z LL.M. Kancelaria PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz.

Nowe obowiązki dla dostawców modeli GPAI

Jedną z grup, które w związku z wejściem w życie przepisów mogą spodziewać się zmian, są obecni na rynku UE – dostawcy, którzy począwszy od 2 sierpnia 2025 roku wprowadzą modele sztucznej inteligencji ogólnego przeznaczenia (GPAI). Modele te są zaprojektowane do wykonywania szerokiego zakresu zadań, a także są trenowane na ogromnych zbiorach danych i cechują się dużą wszechstronnością. Najbardziej znanym przykładem są duże modele językowe (LLM), takie jak GPT-4o zintegrowany z ChatGPT. Już 10 lipca br. Europejskie Biuro ds. AI opublikowało ostateczną wersję kodeksów postępowania. Wynika z nich, że dostawcy takich modeli muszą m.in.: przygotować dokumentację techniczną, przestrzegać praw autorskich, zapewnić przejrzystość danych treningowych. Z kolei Dostawcy modeli GPAI, świadczący swoje usługi na rynku UE przed 2 sierpnia 2025 r. mają czas na pełne dostosowanie się do przepisów do 2 sierpnia 2027 r.

Nadzór i zarządzanie

Akt o Sztucznej Inteligencji wprowadza ramy prawne z uprawnieniami do wdrażania i egzekwowania przepisów na dwóch poziomach. Na poziomie krajowym każde państwo członkowskie UE musi do 2 sierpnia 2025 roku wyznaczyć co najmniej jeden organ nadzoru rynku oraz jeden organ notyfikujący. Organy te będą odpowiedzialne odpowiednio za monitorowanie systemów AI oraz zgłaszanie niezależnych jednostek oceniających zgodność. Państwa członkowskie muszą do tego dnia opublikować informacje o krajowych organach oraz sposobach kontaktu z nimi.

Na poziomie europejskim nadzór będzie koordynowany przez Biuro ds. AI oraz Europejską Radę ds. AI. Zostanie również utworzone Forum Doradcze oraz Panel Naukowy złożony z niezależnych ekspertów.

Dlaczego to ważne dla działów HR i pracowników?

Wspominane rozporządzenie ma bezpośredni wpływ na sposób wykorzystywania AI. Jak szeroki jest to zakres widać jak na dłoni na przykładzie działów HR. Ustalenia, które wprowadza omawiane rozporządzenie znajdą zastosowanie w takich aspektach jak: rekrutacja, zarządzanie wynikami, analityka HR i monitorowanie pracowników. Tak szerokie spektrum funkcjonowania przyczynia się do tego, że liderzy HR mają spore wyzwanie, aby zadbać o to, żeby wszystkie narzędzia AI stosowane w tych obszarach były przejrzyste, sprawiedliwe i zgodne z nowymi przepisami.

  • Sprawiedliwość i brak dyskryminacji: Systemy AI wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu lub awansie muszą być zrozumiałe i wolne od uprzedzeń. Zespoły HR powinny przeanalizować swoje narzędzia i dostawców pod kątem zgodności z przepisami.
  • Zaufanie pracowników i przejrzystość: Pracownicy zyskają większy wgląd w to, jak systemy AI wpływają na ich pracę – np. w zakresie harmonogramów, ocen czy nadzoru. To szansa dla HR, by budować zaufanie poprzez jasną komunikację na temat wykorzystania AI i ochrony danych.
  • Odpowiedzialność dostawców: Działy HR korzystające z zewnętrznych narzędzi AI muszą upewnić się, że ich dostawcy spełniają nowe wymogi dotyczące przejrzystości i dokumentacji. Może to wymagać aktualizacji umów i procesów zakupowych.
  • Szkolenia i zarządzanie zmianą: Wraz z formalizacją zasad zarządzania AI, HR odegra kluczową rolę w szkoleniu menedżerów i pracowników w zakresie odpowiedzialnego korzystania z AI oraz wdrażaniu etycznych praktyk w kulturze organizacyjnej.

„Dostawcy modeli AI ogólnego przeznaczenia, obecnych na rynku mają czas do 2 sierpnia 2027 r. na pełne dostosowanie się do nowych przepisów. Dodatkowe obowiązki dla systemów AI wysokiego ryzyka wejdą w życie w 2026 i 2027 roku. Ten kamień milowy odzwierciedla zaangażowanie UE w promowanie innowacji przy jednoczesnym zapewnieniu, że AI jest bezpieczna, przejrzysta, zgodna z europejskimi wartościami – i stawia HR w centrum odpowiedzialnego wdrażania AI w miejscu pracy” – mówi Tom Saeys, dyrektor operacyjny SD Worx

Nowa fala ataków na inwestorów kryptowalutowych – kampania JSCEAL wyłudza dane za pomocą fałszywych reklam i aplikacji

Cyberprzestępcy po raz kolejny wykorzystują dynamicznie rosnący rynek kryptowalut, którego wartość szacuje się już na niemal 4 miliardy dolarów. Tym razem nowa kampania złośliwego oprogramowania, wykorzystująca fałszywe reklamy zachęcające do pobrania zmodyfikowanych aplikacji kryptowalutowych, uderzyła głównie w europejskich inwestorów – ostrzegają stojący za odkryciem specjaliści cyberbezpieczeństwa z Check Point Research.

Kampania JSCEAL trwa najprawdopodobniej od marca 2024 roku i stanowi doskonały przykład tego, jak cyberprzestępcy wykorzystują stale rosnącą popularność kryptowalut, by wyłudzać dane i pieniądze.

Tylko w pierwszej połowie bieżącego roku cyberprzestępcy przeprowadzili ponad 35 tys. fałszywych kampanii reklamowych, które dotarły do co najmniej 3,5 miliona użytkowników! Zdaniem ekspertów Check Pointa, szczególnie niepokojąca jest modularna, wielowarstwowa struktura tej kampanii, która umożliwia dynamiczną zmianę taktyk i ładunków złośliwego oprogramowania na każdym etapie infekcji.

Jak wygląda schemat działań?

Wszystko zaczyna się od fałszywych reklam w mediach społecznościowych. Po kliknięciu użytkownik trafia na profesjonalnie wyglądającą stronę, która zachęca go do pobrania rzekomej aplikacji inwestycyjnej. W rzeczywistości jest to instalator zawierający złośliwe oprogramowanie.

Według analityków Check Point Research JSCEAL działa w trzech etapach:

  1. Instalacja – użytkownik pobiera fałszywy plik (tzw. instalator MSI).
  2. Profilowanie systemu – złośliwy kod zbiera informacje o komputerze, zainstalowanych programach i ustawieniach.
  3. Atak właściwy – uruchamiane jest złośliwe oprogramowanie, które kradnie dane do portfeli kryptowalutowych oraz loginy i hasła.

Kampania wykorzystuje skomplikowaną strukturę i nowoczesne technologie, takie jak tzw. compiled JavaScript (JSC), czyli specjalnie skompilowane pliki JavaScript, które są trudne do wykrycia przez standardowe programy antywirusowe. Złośliwy kod uruchamiany jest z pomocą platformy Node.js, co dodatkowo utrudnia jego identyfikację.

Szczególnie narażeni są użytkownicy aplikacji do handlu kryptowalutami, zwłaszcza ci instalujący nowe programy za pośrednictwem reklam lub spoza oficjalnych sklepów (np. Google Play czy App Store).

Jak się chronić?

Check Point zaleca korzystanie z profesjonalnych rozwiązań bezpieczeństwa, które potrafią wykryć i zablokować ataki podobne do JSCEAL. Istotne są również działania prewencyjne takie jak unikanie klikania w podejrzane reklamy, instalowanie aplikacji wyłącznie z oficjalnych źródeł, bieżące aktualizacje systemów, czy wykorzystywanie dwuskładnikowego uwierzytelniania w aplikacjach do kryptowalut.

Związki w pracy pod lupą HR. Co może, a co powinien zrobić pracodawca?

Romans w pracy to temat, który budzi emocje i choć może znacząco wpływać na atmosferę i relacje w zespole, często jest bagatelizowany. Eksperci Grafton Recruitment podkreślają, że organizacje powinny podchodzić do takich sytuacji z wyczuciem, respektując prywatność pracowników, nie ignorując jednocześnie ryzyk brak jasnych reguł może prowadzić do konfliktu interesów, napięć oraz problemów prawnych i wizerunkowych.

Romans – prywatna sprawa czy wyzwanie organizacyjne?

Jak wynika z badania IRCenter, 19% Polaków zakochało się w osobie poznanej w pracy, a 13% było w relacji romantycznej z koleżanką lub kolegą z biura. Jednocześnie 5% respondentów przyznało się do zdrady, a tyle samo doświadczyło niewierności ze strony partnera lub partnerki, którzy nawiązali relację intymną w miejscu zatrudnienia. Choć dane te potwierdzają, że związki emocjonalne w środowisku zawodowym nie są rzadkie, temat ten bywa jednak bagatelizowany lub pomijany, głównie z obawy przed oceną otoczenia i możliwymi konsekwencjami zawodowymi.

Coraz więcej organizacji zdaje sobie jednak sprawę, że zarówno całkowity zakaz, jak i ignorowanie takich sytuacji nie przynoszą pożądanych efektów. Kluczowe znaczenie ma świadome i odpowiedzialne podejście, zakładające z jednej strony poszanowanie prywatności pracowników, a z drugiej opierające się na jasno określonych zasadach. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment, potrzebę wprowadzenia przejrzystych reguł dotyczących relacji uczuciowych między pracownikami dostrzega 65% respondentów. Spośród nich 41% uważa, że zasady te powinny dotyczyć sytuacji, w których występuje zależność służbowa, natomiast 24% opowiada się za wdrożeniem regulacji obowiązujących w całej strukturze firmy.

Romans w pracy Ankieta Grafton Recruitment

Gry relacja staje się ryzykiem. Od flirtu do konfliktu interesów

Relacje uczuciowe w środowisku zawodowym mogą zaburzać obiektywizm w podejmowaniu decyzji, prowadząc do napięć, poczucia niesprawiedliwości i niepewności w zespole. Jeśli pozostają niejawne lub są niewłaściwie zarządzane, często wywołują domysły i nieporozumienia. Jednym z najczęstszych skutków jest spadek zaufania – szczególnie gdy pojawiają się podejrzenia o faworyzowanie jednej z osób. Może to prowadzić do obniżenia motywacji pozostałych członków zespołu, którzy czują się pomijani lub marginalizowani. Dodatkowym ryzykiem jest trudność w utrzymaniu dyskrecji, zwłaszcza w przypadku zakończenia relacji, co może prowadzić do konfliktów na gruncie zawodowym. Tego typu napięcia często wymagają reorganizacji pracy, a w skrajnych przypadkach mają negatywny wpływ na wizerunek firmy.

– Brak jasno określonych zasad dotyczących relacji uczuciowych między pracownikami może prowadzić do napięć, konfliktów, a nawet obniżenia morale zespołu. Równie istotna jest konsekwencja działania ze strony organizacji, jej brak sprzyja poczuciu niesprawiedliwości i zaostrzeniu napięć, a w dłuższej perspektywie może skutkować osłabieniem zaangażowania i obniżeniem efektywności całego zespołu– komentuje Michał Piernik, rekruter w Grafton Recruitment i prowadzący podcast Stacja HR.

Aspekt prawny: kiedy prywatność przestaje być prywatna

Z perspektywy przepisów prawa relacje uczuciowe w miejscu pracy nie są zabronione – Kodeks pracy gwarantuje zatrudnionym prawo do prywatności. Jednocześnie nakłada obowiązek przestrzegania regulaminu pracy oraz poszanowania zasad współżycia społecznego. W praktyce oznacza to, że relacje osobiste pozostają sprawą prywatną, o ile nie zakłócają funkcjonowania środowiska zawodowego. Natomiast jeżeli zażyłość rzutuje na pracę zespołu – na przykład prowadzi do utraty bezstronności w podejmowaniu decyzji – pracodawca ma prawo, a niekiedy obowiązek, zareagować.

– Prawo pracy zakłada, że relacje osobiste są sprawą prywatną dopóki nie oddziałują negatywnie na środowisko zawodowe. Dlatego tak ważne jest, by organizacje miały przygotowane mechanizmy reagowania — nie tyle po to, by kontrolować pracowników, ile by zapobiegać nadużyciom i zapewniać wszystkim równe warunki pracy – mówi Andrzej Orzechowski, Partner w kancelarii Zawirska Ruszczyk.

Biorąc pod uwagę, że relacje osobiste mogą wpływać na ocenę kompetencji, decyzje o awansach, podwyżkach czy podziale obowiązków w zespole, a tym samym na poczucie równego traktowania, organizacje powinny działać prewencyjnie – wprowadzając jasne zasady, dbając o etykę organizacyjną i chroniąc równowagę w relacjach zawodowych. Kluczowe jest, aby obowiązujące polityki były przejrzyste, dostępne dla wszystkich pracowników i konsekwentnie egzekwowane.

Jeśli relacja łączy pracownika i jego przełożonego, mamy do czynienia z konfliktem interesów. Osoba pozostająca w relacji z podwładnym nie powinna podejmować decyzji dotyczących tej osoby – takich jak przyznanie premii, podwyżka wynagrodzenia czy zmiana stanowiska. W takich przypadkach konieczne jest wyłączenie bezpośredniego przełożonego z procesu decyzyjnego, który powinien przejąć menedżer wyższego szczebla – wyjaśnia Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Obowiązek powiadomienia pracodawcy o nawiązaniu relacji uczuciowej zależy od okoliczności. Gdy między stronami występuje zależność służbowa, rekomendowane jest poinformowanie działu HR. Pozwala to zapobiec ryzyku nierównego traktowania i chronić interesy zespołu. Jeśli natomiast relacja nie ma wpływu na codzienną współpracę, formalne zgłoszenie nie jest konieczne.

Rola działu HR polega przede wszystkim nie tyle na reagowaniu w sytuacjach spornych, ale budowaniu klarownych zasad postępowania, wzmacniających zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Aby skutecznie zarządzać relacjami osobistymi w miejscu pracy, niezbędne jest wprowadzenie przejrzystych i spójnych zasad. Pracodawcy powinni także zadbać o to, by menedżerowie potrafili rozpoznawać potencjalne źródła napięć i odpowiednio na nie reagować. Równie ważne jest stworzenie przestrzeni do otwartej, bezpiecznej komunikacji, w której pracownicy mogą zgłaszać problemy bez obawy o konsekwencje – podsumowuje Michał Piernik.

Hakerzy zaatakowali popularną, randkową aplikację. Wyciek kilkudziesięciu tysięcy danych osobowych

Tea Dating Advice – amerykańska aplikacja wyłącznie dla kobiet, z 1,6 miliona użytkowniczek – poinformowała o „nieautoryzowanym dostępie” do 72 000 zdjęć przesłanych przez kobiety. Wśród nich znajdowały się zdjęcia przedstawiające kobiety trzymające dokumenty tożsamości, służące do weryfikacji – mimo że polityka prywatności Tea zapewnia, iż takie dane są „natychmiast usuwane” po zakończeniu procesu uwierzytelnienia.

Poważny wyciek danych związany z aplikacją Tea — platformą umożliwiającą kobietom anonimowe dzielenie się informacjami o mężczyznach — został po raz pierwszy ujawniony na forum 4chan, znanym z kontrowersyjnych i problematycznych treści. Jeden z użytkowników 4chana twierdził, że wszystkie obrazy wykorzystywane do weryfikacji użytkowników (selfie i zdjęcia dokumentów tożsamości) były przechowywane bez żadnych zabezpieczeń i uprawnień w publicznym magazynie Google Firebase. Incydent wywołał jednak ponownie obawy dotyczące prywatności, zniesławienia oraz zaufania do aplikacji promujących odpowiedzialność.

Ten wyciek to bolesne przypomnienie, że nawet aplikacje zaprojektowane z myślą o ochronie użytkowników mogą poważnie zagrozić ich prywatności. Przechowywanie tysięcy selfie i zdjęć dokumentów w publicznym folderze bez żadnych zabezpieczeń to nie tylko niedbalstwo — to realne zagrożenie’’ – uważa Wojciech Głażewski, dyrektor firmy cyberbezpieczeństwa Check Point Software w Polsce.

Wyciek obejmował około 72 000 obrazów, w tym 13 000 zdjęć do weryfikacji (selfie i dokumenty) oraz 59 000 zdjęć przesłanych przez użytkowników, którzy zarejestrowali się przed lutym 2024 roku. Nie wyciekły adresy e-mail ani numery telefonów. Firma Tea poinformowała, że zatrudniła ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa i twierdzi, że problem został już rozwiązany.

Kiedy korzystamy z aplikacji, które proszą nas o najbardziej osobiste dane, oczekujemy, że będą one odpowiednio chronione. To oznacza stosowanie silnych zabezpieczeń od samego początku, a nie dopiero po wystąpieniu problemu. Należy zatem zachować ostrożność” – dodaje ekspert firmy Check Point.

Aplikacja w ostatnim czasie zyskała na popularności – ale także spotkała się z krytyką ze strony osób zarzucających jej uprzedzenia wobec mężczyzn. Tea umożliwia kobietom sprawdzanie, czy potencjalni partnerzy są żonaci lub zarejestrowani jako przestępcy seksualni, a także prowadzenie wstecznego wyszukiwania obrazów, by chronić się przed tzw. „catfishingiem” (oszustwami polegającymi na tworzeniu fałszywej tożsamości w sieci).