RPP rozpoczyna cykl obniżek stóp – kolejna decyzja we wrześniu

0

RPP zaskoczyła rynek decyzją o obniżce stopy referencyjnej o 25 pb. Konsensus zakładał stopy procentowe bez zmian i spadek stóp procentowych raczej w drugiej części trzeciego kwartału. RPP w komunikacie po posiedzeniu wskazuje na niższą niż zakładana jeszcze w marcu projekcję inflacji.

Kolejne posiedzenie decyzyjne RPP już na początku września. Wtedy oczekiwane są kolejne obniżki stóp procentowych w ramach – jak się wydaje – rozpoczętego na dobre cyklu.

Autor: Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Czerwiec 2025: stabilne ceny mieszkań mimo słabszej sprzedaży i ograniczonej podaży

Po majowym odbiciu rynek deweloperski znów zwolnił. W czerwcu na siedmiu największych rynkach sprzedano niespełna 3,1 tys. mieszkań, co pokazuje, że efekt obniżki stóp procentowych był jedynie chwilowy. Uwagę zwraca też wyraźna przewaga popytu nad nową podażą – takiej dysproporcji nie widziano od września 2023 roku, kiedy rynek napędzał program „Bezpieczny Kredyt 2%”. Spadki nie ominęły również rynku wtórnego, gdzie maleje zarówno liczba ofert, jak i aktywność kupujących.

Czerwcowe dane nie pozostawiają złudzeń – majowa obniżka stóp procentowych ożywiła rynek tylko na chwilę. Słabsze wyniki sprzedaży potwierdzają, że był to raczej jednorazowy impuls niż trwały trend. Rynek szybko ostygł zarówno po stronie kupujących, jak i deweloperów, a sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach spadła w czerwcu o 13% względem maja.

Jak przypomina Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka ds. badań rynku Otodom, choć sprzedaż była wyraźnie niższa niż w maju, to w ujęciu rocznym wzrosła o 9% w porównaniu do czerwca 2024 i 2022. To może być źródłem ostrożnego optymizmu w prognozach firm deweloperskich na drugą połowę 2025 roku. Nie ma jednak wątpliwości, że powtórzenie rekordowego wyniku z czerwca 2023, gdy sprzedano 4,8 tys. mieszkań, wydaje się mało prawdopodobne bez gwałtownej obniżki stóp procentowych – a taki scenariusz obecnie pozostaje nierealny. 

Dużo pozwoleń, mało nowych mieszkań

Zaskoczeniem w czerwcu (zwłaszcza na tle wcześniejszych miesięcy) okazała się liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży. Na siedmiu największych rynkach deweloperzy poszerzyli ofertę o zaledwie 2,5 tys. lokali. Co to oznacza? Mimo posiadania znacznych rezerw pozwoleń na budowę (potwierdzonych przez dane GUS z lat 2022–2025), firmy deweloperskie coraz częściej dostosowują ofertę nie do prognozowanego popytu, lecz do faktycznego tempa sprzedaży.

Czerwcowy stan oferty deweloperskiej (nieco ponad 62,1 tys. mieszkań) pokazuje, że rynek praktycznie stanął w miejscu. W porównaniu do maja zmiana jest symboliczna i wynika głównie z powrotu do sprzedaży lokali wcześniej zarezerwowanych. W szerszej perspektywie widać jednak, że wybór dla kupujących jest dziś znacznie większy. W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba dostępnych mieszkań wzrosła aż o 30%.Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów

O utrzymującym się szerokim wyborze mieszkań i relatywnie słabym tempie sprzedaży świadczą rosnące w czerwcu wskaźniki wyprzedaży oferty, obserwowane na większości rynków. Wyjątkiem był Kraków, gdzie odnotowano bardzo dobre wyniki – według wstępnych danych sprzedano tam około 560 mieszkań. Co ciekawe, niewielkie skrócenie czasu potrzebnego na wyprzedanie oferty zaobserwowano także w Warszawie.Czas wyprzedaży oferty miastami

Dane z czerwca domykające II kwartał 2025 pozwalają spojrzeć z dystansu na sytuację na rynku deweloperskim w największych miastach. Zaskakująco dobre wyniki z maja i solidny czerwiec sprawiły, że sprzedaż na siedmiu kluczowych rynkach w kraju rośnie – o 4% względem poprzedniego kwartału i o 8% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Choć te wyniki sprzedaży mogłyby napawać deweloperów optymizmem, tym bardziej że osiągnięto je bez wsparcia programów rządowych, to po stronie podaży wyraźniej wybrzmiewa ostrożność. W II kwartale 2025 do oferty trafiło 10,9 tys. mieszkań, czyli najmniej od dwóch lat. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, że pula dostępnych lokali wzrosła w rok o 30%, a od wrześniowego dołka z 2023 roku aż o 90%.

– Utrzymanie obecnego poziomu cen to dziś scenariusz korzystny z perspektywy deweloperów. Jeżeli jednak w otoczeniu rynkowym w najbliższych miesiącach nie pojawią się istotne impulsy, takie jak obniżki stóp procentowych czy zmiany w metodologii liczenia zdolności kredytowej, należy spodziewać się coraz częstszych korekt cenowych, zwłaszcza na poziomie indywidualnych ofert – ocenia Katarzyna Kuniewicz.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim

Dalsze hamowanie na rynku wtórnym

W czerwcu w większości dużych miast liczba nowych ogłoszeń sprzedaży mieszkań z drugiej ręki zmniejszyła się zarówno w porównaniu z majem, jak i – w kilku przypadkach – względem czerwca ubiegłego roku. Liderem spadków w ujęciu miesięcznym okazał się Wrocław, gdzie liczba nowych ogłoszeń skurczyła się aż o 10,4%. Mniej mieszkań trafiło na rynek także w Krakowie i Warszawie (po – 5%), Katowicach (-4,7%) oraz Poznaniu (-4,3%). Nawet relatywnie stabilne Trójmiasto zanotowało spadek na poziomie 3,1%.

Patrząc z perspektywy roku, obraz jest jednak mniej jednoznaczny. W Poznaniu i Łodzi oferta na rynku wtórnym zwiększyła się (odpowiednio o 17% i 13%),  co może sugerować lokalne ożywienie po stronie podaży. Ale są też wyjątki: w Krakowie i Wrocławiu liczba dostępnych lokali wyraźnie spadła w porównaniu z czerwcem 2024 (kolejno o 5% i aż 9%).

– Mimo że w ujęciu rocznym wiele miast nadal utrzymuje wyraźnie wyższy poziom podaży niż w analogicznym okresie 2024 roku – co oznacza, że presja ze strony sprzedających nadal kształtuje rynek – to w czerwcu odnotowano najniższy jak dotąd tegoroczny wzrost rok do roku. Na siedmiu głównych rynkach łącznie wyniósł on zaledwie +1,5%, podczas gdy w poprzednich miesiącach sięgał kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent. Mniejsza liczba nowych ogłoszeń może być efektem wolniejszej rotacji ofert, wydłużającego się czasu sprzedaży oraz spadku zainteresowania zakupem mieszkań – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom. 

Czwarty miesiąc z rzędu na minusie

W czerwcu 2025 roku tempo przyrostu popytu na rynku wtórnym wyraźnie zwolniło. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia sprzedaży mieszkań spadła we wszystkich analizowanych miastach. Mniejsze zainteresowanie potencjalnych nabywców z rynku wtórnego najbardziej widoczne było w Katowicach (-14,4%), Wrocławiu (-12,4%) i Poznaniu (-10,8%). Łagodniejsze spadki odnotowano m. in. w Łodzi, Trójmieście i Warszawie, a najmniej zmian zaobserwowano w Krakowie (-1,6%).

W ujęciu rocznym obraz rynku jest bardziej zróżnicowany. W wielu miastach aktywność zainteresowanych zakupem była wyraźnie wyższa niż w czerwcu 2024 roku – szczególnie w Poznaniu (+14,7%), Warszawie (+11,2%) i Krakowie (+9,6%). Są jednak i takie lokalizacje, gdzie zainteresowanie mieszkaniami wyraźnie osłabło. Rok do roku liczba odpowiedzi spadła w Katowicach (-3,3%), Łodzi (-4,3%) oraz we Wrocławiu (-1,3%).

– Czerwiec przyniósł kolejne sygnały słabnącego popytu na rynku wtórnym. Choć w ujęciu rocznym większość lokalnych rynków wciąż wykazuje wzrost zainteresowania, jego skala była najniższa od początku 2025 roku. Łącznie dla siedmiu analizowanych miast dynamika wyniosła zaledwie 7%, podczas gdy w poprzednich miesiącach roczne wzrosty sięgały kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent. To wyraźny sygnał pogłębiającego się ochłodzenia po stronie popytowej, które – podobnie jak spadek liczby nowych ofert – może być efektem wyczekiwania po stronie kupujących oraz wyraźniejszego spowolnienia na rynku nieruchomości – dodaje Milena Chełchowska. 

Z kolei ceny ofertowe mieszkań na rynku wtórnym w czerwcu 2025 roku pozostały stabilne. Zmiany miesiąc do miesiąca były niewielkie i nie przekraczały pół procenta w większości miast. Również w ujęciu rocznym nie doszło do większych wahań. Najwyższe wzrosty cen w porównaniu z ubiegłym rokiem odnotowano w Katowicach (6%) i Trójmieście (5%), podczas gdy w Warszawie (-3%), Wrocławiu (-2%) i Krakowie (-2%) były one niższe niż rok wcześniej.

Jak podsumowuje Milena Chełchowska:

– Rynek wtórny pozostaje spokojny, a stawki utrzymują się na względnie stałym poziomie. To potwierdza, że lato może przebiegać bez większych zmian, przy ograniczonej presji cenowej ze strony kupujących i sprzedających.Ceny mkw. na rynku wtórnym

PSNM krytykuje Plan Społeczno-Klimatyczny: zbyt mało środków na transport

  • Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) przedstawiło szereg uwag do rządowego projektu Planu Społeczno-Klimatycznego (PSK). PSK determinuje kierunek wydawania środków ze Społecznego Funduszu Klimatycznego, którego największym beneficjentem w Unii Europejskiej jest Polska. Do wydania będzie nawet 65 mld zł.
  • W rządowym projekcie PSK na sektor transportu przeznaczono jedynie 21% budżetu, czyli o 46% mniej niż sektor budynków, mimo że ubóstwo transportowe dotyka nawet 15 milionów Polaków.
  • Jedną z głównych wad projektu jest brak uwzględnienia programu leasingu społecznego samochodów zeroemisyjnych, który z powodzeniem wdrożyła m.in. Francja. Rządowa propozycja marginalizuje transport indywidualny, mimo że rząd podkreśla jego kluczową rolę w walce z wykluczeniem komunikacyjnym.
  • Branża zauważa również, że zaproponowane wsparcie dla autobusów zasilanych sprężonym gazem ziemnym (CNG) zagraża akceptacji planu przez Komisję Europejską – finansowanie technologii opartych na paliwach kopalnych jest sprzeczne z zasadą DNSH (ang. Do No Significant Harm).

Unia Europejska przygotowuje się do wprowadzenia nowego systemu handlu uprawnieniami  do emisji gazów cieplarnianych (ETS2). Skutkiem wdrożenia ETS2 może być wzrost kosztów transportu opartego o pojazdy spalinowe oraz zwiększenie zjawiska ubóstwa transportowego. Aby przeciwdziałać negatywnym konsekwencjom ETS2, powołano do życia Społeczny Fundusz Klimatyczny (SFK), którego środki będą wydatkowane na podstawie krajowych Planów Społeczno-Klimatycznych (PSK). Polska zostanie największym beneficjentem SFK spośród państw członkowskich Unii Europejskiej – budżet Planu na lata 2026-2032 wynosi 65 mld zł. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej przekazało projekt polskiego PSK do konsultacji publicznych. Po wstępnej analizie projektu PSNM zwraca uwagę na jego istotne wady, które mogą zdecydowanie ograniczyć efektywność przeciwdziałania ubóstwu transportowemu.

Rządowy projekt Planu Społeczno-Klimatyczny przewiduje na dofinansowanie sektora transportu drogowego 3,2 miliarda euro, co stanowi zaledwie 21% całego budżetu programu. To aż o 46% mniej niż kwota zarezerwowana na sektor budynków. Taka dysproporcja jest niezrozumiała, zwłaszcza w kontekście poważnych wyzwań związanych z ograniczoną dostępnością transportu publicznego w Polsce. Mówimy o problemie, który według estymacji UNICEF dotyka potencjalnie nawet 15 milionów Polaków – wskazuje Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Wspieranie technologii przeszłości zamiast przyszłości

Szczególne zastrzeżenia budzi propozycja objęcia dofinansowaniem autobusów niskoemisyjnych zasilanych gazem ziemnym (CNG), co stoi w sprzeczności z unijnymi celami klimatycznymi zakładającymi redukcję emisji z transportu o 90% do 2050 roku.

Dalsze uwzględnienie zakupu autobusów niskoemisyjnych w PSK może doprowadzić do odrzucenia projektu przez Komisję Europejską z uwagi na sprzeczność z zasadą DNSH (Do No Significant Harm). To marnotrawienie środków na technologie, które już dziś są przestarzałe – ostrzega Marek Popiołek, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu PSNM.

Brak odpowiedzi na ubóstwo transportowe

Projekt PSK nie przewiduje praktycznie żadnego wsparcia dla indywidualnego transportu drogowego, mimo że rząd przyznaje, iż wzrost cen paliw w wyniku wprowadzenia systemu ETS2 będzie miał większy wpływ na społeczności zamieszkujące obszary wykluczone transportowo, gdzie użytkownicy o niższych dochodach w przypadku konieczności rezygnacji z zakupu droższego paliwa nie będą mogli skorzystać z alternatywy w postaci transportu publicznego.

Indywidualny transport drogowy w wielu przypadkach jest jedyną możliwą odpowiedzią na walkę z ubóstwem transportowym, zwłaszcza w regionach, gdzie zapewnienie dostępu do transportu zbiorowego jest niemożliwe lub ekonomicznie nieopłacalne. Dlatego apelujemy o wprowadzenie programu leasingu społecznego pojazdów elektrycznych, na wzór rozwiązań z Francji – dodaje Jan Wiśniewski.

Postulaty PSNM

Branża nowej mobilności wnosi o zdecydowane zwiększenie budżetu przeznaczonego na sektor transportu drogowego oraz wycofanie wsparcia dla autobusów niskoemisyjnych zasilanych paliwami kopalnymi. PSNM postuluje również wsparcie mobilności współdzielonej oraz mobilności na żądanie. Ponadto konieczne jest wprowadzenie wsparcia rozbudowy infrastruktury ładowania w gminach poniżej 50 tysięcy mieszkańców oraz zwiększenie środków na mikromobilność i transport rowerowo-pieszy.

Obecny projekt PSK nie odpowiada na realne potrzeby Polaków zagrożonych wykluczeniem komunikacyjnym. Bez zdecydowanych zmian plan może okazać się nieskuteczny w walce z ubóstwem transportowym – podsumowuje Marek Popiołek.

Dziś decyzja RPP. Stabilizacja dolara po mieszanych danych z USA i Europy

Wczorajszy dzień przyniósł nam zarówno kolejne szczyty, jak i chwilowe wyciszenie emocji wokół dolara amerykańskiego. Dzisiaj odbędzie się posiedzenie RPP. Rynek oczekuje utrzymania stóp procentowych.

Dolar najtańszy od 2018 roku

Wczorajsze dane z indeksów koniunktury nie zaskoczyły rynków. W strefie euro dalej widzimy pewien rozsądny pesymizm. Wynik 49,5 pkt jest co prawda słabszy od poziomu równowagi, ale niewiele. Do 50 pkt brakuje raptem 0,5 pkt, by wyrównać ilość odpowiedzi pozytywnych i negatywnych. Warto natomiast zwrócić uwagę, że sytuacja na Starym Kontynencie regularnie się poprawia. Wczorajszy odczyt był szóstym z rzędu wskazaniem rosnącego optymizmu. Pokazuje to, że pierwsze lęki przed konfrontacją w ramach wojny handlowej z nową administracją USA były jednak przesadzone. Z drugiej strony lepsze dane z Europy to kolejny sygnał przyciągający uwagę inwestorów na naszą stronę oceanu. Z tego też powodu wczoraj oglądaliśmy kontynuację ruchu z dolara na euro.

Dane z USA

Popołudniowe dane trochę uspokoiły sytuację. Po tym, jak w ostatnich dniach lokalne indeksy koniunktury nie zaskakiwały pozytywnie, wiele osób obawiało się, że łączny indeks też będzie nieciekawy. Tutaj jednak mieliśmy niespodziankę. Zarówno raport PMI, jak i ISM dla przemysłu przekroczyły oczekiwania. Biorąc pod uwagę poprzednie dni – efekt był tym silniejszy. W rezultacie wczoraj presja na dolara w drugiej połowie dnia trochę zmalała. Nie znaczy to, że dolar znów jest silny. Po prostu wyhamował ruch osłabiający go. Do tych danych dołożyła się wyższa od oczekiwań liczba wakatów, co może sugerować potencjalną poprawę na tamtejszym rynku pracy.

Czekając na RPP

Dzisiaj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Bardzo możliwy jest również wniosek profesor Joanny Tyrowicz o podniesienie stóp o 2%. Ma on jednak realnie zerowe szanse na przejście. Już bardziej prawdopodobne wydaje się opcja cięcia na dzisiejszym posiedzeniu. Ruch taki nie jest spodziewany przez rynki, o czym świadczą notowania stawki WIBOR. Ta pokazuje, że najszybciej we wrześniu należałoby się spodziewać zmian. Nie raz jednak byliśmy zaskakiwani.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Kolejna umowa ORLEN i Naftogaz na dostawy gazu w 2025 roku

0

ORLEN dostarczy 140 milionów metrów sześciennych gazu ziemnego na podstawie nowego kontraktu z ukraińskim Naftogazem. Surowiec będzie pochodził ze Stanów Zjednoczonych i po regazyfikacji w terminalu LNG w Świnoujściu trafi do Ukrainy. Umowa gwarantuje ciągłość dostaw paliwa gazowego na rynek ukraiński w kolejnych miesiącach i ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, przed rozpoczęciem sezonu grzewczego.

To już czwarta umowa na dostawy gazu zawarta przez ORLEN i Naftogaz w 2025 roku. Łączny wolumen trzech wcześniejszych kontraktów to ok. 300 mln metrów sześciennych. Za każdym razem surowiec pochodził z regazyfikacji amerykańskiego LNG, które polska spółka sprowadziła do terminali w Świnoujściu lub litewskiej Kłajpedzie.

– Dzięki stale rozwijanym kompetencjom tradingowym, własnym jednostkom do transportu LNG oraz posiadanym rezerwacjom mocy w terminalach regazyfikacyjnych, jesteśmy w stanie wesprzeć Ukrainę w dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu ziemnego, zwłaszcza, że wakacje będą czasem napełniania magazynów. Nasze działania są zbieżne z celami wyznaczonymi przez Unię Europejską w ramach REPowerEU, a nawet idą o krok dalej –  ORLEN nie tylko od ponad trzech lat nie importuje gazu z Rosji, ale jest także w stanie wesprzeć sąsiednie kraje, jak Słowacja, czy właśnie Ukraina na drodze do niezależności od surowców ze wschodu. Potwierdza to czwarta umowa, którą podpisaliśmy w tym roku z ukraińskim partnerem. Cieszę się, że Naftogaz docenił konkurencyjność naszej oferty – to solidna podstawa do intensyfikacji współpracy, która jest korzystna dla obu stron oraz przyczynia się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego regionu – powiedział Robert Soszyński, Wiceprezes ORLEN ds. Operacyjnych.

Kolejna umowa to efekt porozumienia o współpracy handlowej w obszarze gazu ziemnego LNG, które Naftogaz i ORLEN podpisały w marcu 2025 roku.

– Naftogaz dywersyfikuje źródła i kierunki dostaw gazu, co wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy oraz jej odporność w obliczu trwającej pełnoskalowej wojny z Rosją. Jesteśmy wdzięczni naszym polskim partnerom i wysoko cenimy tę współpracę. Podpisanie dodatkowego kontraktu na dostawy amerykańskiego LNG to istotny element naszych przygotowań do nadchodzącego sezonu grzewczego oraz ważny krok w kierunku zapewnienia niezawodnych dostaw gazu dla obywateli Ukrainy – powiedział Sergii Koretskyi, prezes zarządu Naftogaz.

Rynek magazynowy w Polsce – Wielka Piątka

Warszawa

Warszawski rynek magazynowy utrzymuje silną pozycję dzięki połączeniu kluczowych czynników: bliskości dużej bazy konsumentów, dobrze rozwiniętej infrastrukturze transportowej i rosnącemu zapotrzebowaniu na logistykę ostatniej mili. Obserwujemy stały wzrost zarówno w granicach miasta („Warszawa I”), gdzie szybkość dostaw i dostęp do siły roboczej mają kluczowe znaczenie, jak i w strefach podmiejskich („Warszawa II”), które oferują większą skalę i elastyczność dla operacji produkcyjnych i dystrybucyjnych.

Pomimo pełnego wyzwań otoczenia gospodarczego, aktywność najemców pozostaje stabilna, a rynek nadal odznacza się wysoką dynamiką. – komentuje Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency w Avison Young

RYNEK W LICZBACH:

  • 7,1 mln mkw istniejących zasobów
  • 350 tys. mkw w budowie, z czego 25% w samej Warszawie (Warszawa I)
  • 5,50 – 8,50 euro / mkw / miesiąc (czynsz w samej Warszawie – Warszawie I)
  • 3,60 – 5,75 euro / mkw / miesiąc (czynsz poza miastem – Warszawa II)

Wysokie czynsze, rosnąca elastyczność

Warszawa I nadal ma najwyższe stawki czynszowe w Polsce, sięgające nawet 8,50 euro / mkw. Deweloperzy są jednak coraz bardziej otwarci na negocjacje, oferując dłuższe okresy bezczynszowe i bardziej elastyczne warunki najmu.

Rynek w fazie nadpodaży

Region przeżywa obecnie fazę nasycenia. Wiele obiektów oddanych do użytku w latach 2023-2024, zwłaszcza wielkopowierzchniowych obiektów typu big-box, pozostaje niewynajętych. Obszar ten stoi w obliczu spekulacyjnej nadpodaży przy spowalniającym popycie.

Boom na małe powierzchnie magazynowe

Istnieje duży popyt na powierzchnie do 1 500 mkw, głównie ze strony firm z sektora D2C z branży kosmetycznej, odzieżowej oraz elektroniki użytkowej.

Kreatywne zachęty ze strony deweloperów

W odpowiedzi na presję rynkową, wynajmujący oferują niestandardowe zachęty w celu przyciągnięcia najemców, w tym nawet 12-miesięczne zwolnienie z opłat eksploatacyjnych lub gwarancje rekompensaty w przypadku opóźnień w dostawie.

Lokalizacje przyjazne pracownikom jako kluczowy atut

Preferowane są lokalizacje z dobrym dostępem do transportu publicznego, w szczególności kolei podmiejskiej (SKM), tramwajów i ścieżek rowerowych. Dostępność staje się kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji przez najemców.

Aktywny rynek podnajmu

Segment podnajmu nabiera tempa, napędzany zwiększoną aktywnością operatorów 3PL i firm logistycznych poszukujących krótkoterminowych umów najmu (6-12 miesięcy). Elastyczne modele najmu zyskują na popularności, zwłaszcza wśród najemców zarządzających ryzykiem sezonowym lub związanym z popytem.

Zielona logistyka zyskuje na popularności

Zrównoważony rozwój ma coraz większe znaczenie, a najemcy często żądają instalacji paneli fotowoltaicznych w ramach negocjacji najmu. Kwestie środowiskowe są stają się obecnie priorytetem, szczególnie w przypadku miejskich obiektów logistycznych.

Górny Śląsk

W przeciwieństwie do regionów tradycyjnie związanych z logistyką (np. Polska Centralna), znaczna część działalności leasingowej na Górnym Śląsku generowana jest przez firmy produkcyjne. Obiekty przemysłowe są często dostosowane do konkretnych potrzeb operacyjnych i obejmują takie elementy, jak infrastruktura technologiczna, dźwigi i linie produkcyjne. W regionie znajduje się największa koncentracja zakładów produkcyjnych w Polsce – szczególnie w sektorach motoryzacyjnym, AGD, przemysłu ciężkiego i chemicznym. Działalności magazynowe i logistyczne często służą jako bezpośrednie wsparcie dla zakładów produkcyjnych (np. systemy Just-In-Time, produkcja na zamówienie).

Pomimo wyzwań, takich jak rosnące wskaźniki pustostanów i zwiększona ostrożność najemców, Górny Śląsk pozostaje atrakcyjną lokalizacją dla inwestorów i deweloperów. Strategiczne położenie, dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa i zróżnicowane zasoby powierzchni magazynowej stanowią solidną podstawę do dalszego rozwoju sektora przemysłowego i logistycznego. – komentuje Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency w Avison Young

RYNEK W LICZBACH:

  • 6,0 mln mkw istniejących zasobów
  • 300 tys. mkw w budowie
  • 3,80 – 5,95 euro / mkw / miesiąc (czynsz)

Przyciąganie przemysłu lekkiego z Europy Środkowo-Wschodniej

Region zyskuje na znaczeniu wśród producentów samochodów i komponentów przenoszących działalność z Czech i Słowacji. Strategiczna lokalizacja Śląska i jego baza przemysłowa sprawiają, że jest to idealne miejsce dla nearshoringu.

Rosnące zapotrzebowanie na dostawy energii

Inwestorzy coraz częściej zabezpieczają moce energetyczne z dużym wyprzedzeniem, często wykraczającym poza bieżące potrzeby, aby zapewnić wystarczające zasoby dla przyszłych działalności. Dostępność energii stała się krytycznym czynnikiem wyboru lokalizacji.

Ograniczona dostępność gruntów

Dostępność gruntów pod projekty inwestycyjne jest ograniczona, szczególnie w obszarach o wysokim popycie w Katowicach i Gliwicach. W takich lokalizacjach trudno jest znaleźć działki większe niż 5 ha, co utrudnia realizację dużych projektów typu Build-to-Suit (BTS).

Wrocław

Aglomeracja wrocławska może poszczycić się jedną z najwyższych koncentracji zakładów produkcyjnych w Polsce. Wraz z Górnym Śląskiem i Poznaniem, plasuje się w czołówce regionów pod względem gęstości inwestycji przemysłowych, napędzając silny popyt na powierzchnie produkcyjne i logistyczno-magazynowe. Wrocław jest również ważnym ośrodkiem akademickim, dostarczającym wykwalifikowaną siłę roboczą dla sektorów logistyki, automatyki i IT.

Region jest krajowym liderem w rozwoju terminali intermodalnych, z kluczowymi obiektami w Kątach Wrocławskich, Legnicy i Brzegu Dolnym. Przyciąga to firmy, szczególnie z branży motoryzacyjnej i chemicznej, które chcą korzystać z połączonych rozwiązań transportu drogowego i kolejowego. Oczekuje się, że w nadchodzących latach Dolny Śląsk pozostanie jednym z najważniejszych regionów przemysłowych i logistycznych w Polsce. – komentuje Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency w Avison Young

RYNEK W LICZBACH:

  • 5,2 mln mkw istniejących zasobów
  • 50 tys. mkw w budowie
  • 3,50 – 5,40 euro / mkw. / miesiąc (czynsz)

Dostęp do energii jako bariera rozwoju

Pomimo dużego zainteresowania inwestorów, region boryka się z ograniczoną dostępnością mocy przyłączeniowej do sieci, zwłaszcza dla projektów wymagających ponad 1 MW. Średni czas oczekiwania na podłączenie wynosi obecnie 16-20 miesięcy. Ta bariera opóźniła kilka projektów BTS, głównie dla operatorów e-commerce. Pojawiające się obejścia obejmują współdzielone rozwiązania w zakresie przepustowości, podczas gdy dostawcy usług logistycznych coraz częściej wykorzystują nadwyżki energii z sąsiednich obiektów.

Nowa fala inwestycji z Korei Południowej

Dolny Śląsk zyskuje strategiczne znaczenie jako centrum łańcucha dostaw baterii, szczególnie dla firm współpracujących z LG i SK Innovation. Rośnie liczba zapytań ze strony koreańskich producentów komponentów do baterii. Region jest postrzegany jako naturalne rozszerzenie kompleksu LG Energy Solution w Biskupicach Podgórnych. Wrocław i jego okolice stają się główną bazą produkcyjną dla europejskiego sektora elektromobilności.

Polska Centralna

Polska Centralna to jeden z najbardziej strategicznych regionów magazynowych w kraju – zarówno pod względem lokalizacji, jak i skali działalności. Dzięki centralnemu położeniu i bezpośredniemu dostępowi do głównych szlaków komunikacyjnych, region ten jest naturalnym wyborem dla firm budujących ogólnopolskie sieci dystrybucyjne. Wysoka aktywność najemców i stałe zainteresowanie inwestorów potwierdzają jego stabilną i ugruntowaną pozycję na logistycznej mapie Polski. – komentuje Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency w Avison Young

RYNEK W LICZBACH:

  • 5,0 mln mkw istniejących zasobów
  • 250 tys. mkw w budowie
  • 3,60 – 5,50 euro / mkw / miesiąc (czynsz)

Stabilizacja po szybkiej ekspansji

Po okresie silnego wzrostu w latach 2021-2023, rynek w Polsce Centralnej wchodzi w fazę nasycenia, szczególnie w okolicach Strykowa i Rawy Mazowieckiej. Wskaźnik pustostanów rośnie, ale region nadal przyciąga inwestorów ze względu na strategiczną lokalizację i infrastrukturę.

Pojawienie się modeli „magazyn jako usługa”

Nowy trend w wynajmie zyskuje na popularności – zamiast tradycyjnie wynajmować powierzchnię, najemcy płacą za określone usługi, takie jak pakowanie, cross-docking czy magazynowanie.

Napływ lekkiej produkcji

W regionie obserwuje się wzrost inwestycji w lekką produkcję, zwłaszcza w sektorach oświetlenia, HVAC i elektroniki.

Relokacje z Europy Zachodniej napędzają popyt zarówno na obiekty gotowe do wynajęcia, jak i projekty typu built-to-suit (BTS).

Poznań

Początek 2025 r. przyniósł umiarkowane ożywienie w regionie Poznania, któremu towarzyszyła bardziej selektywna aktywność deweloperów i wczesne oznaki nasycenia rynku. Wskaźnik pustostanów osiągnął nieco ponad 8%, odzwierciedlając szerszy trend obserwowany na całym polskim rynku. Chociaż stawki czynszów pozostały względnie stabilne, deweloperzy oferują atrakcyjne zachęty i elastyczne warunki najmu w celu pozyskania najemców.

Rynek pozostaje aktywny, ale ewoluuje w bardziej zrównoważony i ostrożny sposób. Inwestorzy stają się coraz bardziej selektywni, a oczekiwania najemców wciąż się zmieniają – lokalizacja odgrywa coraz ważniejszą rolę w planowaniu łańcucha dostaw. – komentuje Dorota Koseska, Director, Industrial Agency w Avison Young

RYNEK W LICZBACH:

  • 4,0 mln mkw istniejących zasobów
  • 80 tys. mkw w budowie
  • 3,60 – 5,50 euro / mkw / miesiąc (czynsz)

Nowi najemcy jako efekt nearshoringu

Region Poznania nadal przyciąga małych i średnich producentów z Europy Zachodniej, którzy przenoszą działalność

do Polski w ramach strategii nearshoringu. Kluczowe czynniki to niższe koszty pracy i gruntów, a także dobra logistyka. Coraz częściej firmy te wybierają lokalizacje poza korytarzem autostrady A2, gdzie dostępność gruntów i ceny są bardziej konkurencyjne.

Ostrożność deweloperów w ekspansji

Na początku 2025 r. w regionie Poznania oddano do użytku około 60 000 mkw nowoczesnej powierzchni magazynowej, co stanowiło prawie 10% nowej podaży w kraju. Choć region pozostaje silny, deweloperzy wykazują zwiększoną ostrożność inwestycyjną. W marcu 2025 r. w budowie znajdowało się około 80 000 mkw powierzchni, co wskazuje na wyważone podejście w porównaniu z bardziej aktywnymi rynkami. Deweloperzy uważnie monitorują popyt i rosnący poziom pustostanów przed rozpoczęciem nowych projektów.

Stabilne czynsze z zachętami

Czynsze w regionie Poznania pozostały stabilne na początku 2025 roku. Jednak rosnące wskaźniki pustostanów skłaniają deweloperów do oferowania bardziej konkurencyjnych pakietów zachęt, co skutkuje coraz bardziej atrakcyjnymi czynszami efektywnymi dla najemców.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska – Research and Data Manager w Avison Young

Przedsiębiorcy pytają Rząd i Premiera Tuska o kontrole na granicy polsko-niemieckiej

Kontrole na granicy polsko-niemieckiej niepokoją przedsiębiorców. „Bezpieczeństwo najważniejsze, ale nie bez troski o gospodarkę”.

– Trudno jest być zadowolonym z takiej decyzji, bo jej konsekwencje gospodarcze będą poważne i jako Północna Izba Gospodarcza będziemy je na bieżąco kontrolować, obserwować i reagować na głosy naszych przedsiębiorców. Nie będziemy jednak podnosić protestu, bo wiemy, że sytuacja na pograniczu jest efektem poważnych niepokojów społecznych i uznajemy, że dla społecznego bezpieczeństwa w tym momencie kontrole są potrzebne. Mamy jednak pewne oczekiwania względem rządzących i liczymy na odpowiedzi przed 7 lipca – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza pyta Rząd RP o kontrole na granicy

Jak mówi prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy czują się stroną dyskusji o tym, co dzieje się na polsko-niemieckim pograniczu. Ostatnie tygodnie to czas pełen chaosu, gdzie niepokoje społeczne związane z nielegalną migracją wygenerowały konieczność reakcji ze strony władz. Rozumiemy to i nie protestujemy. Przedsiębiorcy oczekują jednak, że będą tratowani jako partner do dyskusji i grupa, która jest interesariuszem tej sytuacji.

Jako instytucja toczenia biznesu zrzeszająca przedsiębiorców z całego województwa zachodniopomorskiego zawsze wspieraliśmy integracje międzynarodową i biznes transgraniczny. Oczekujemy więc, że wprowadzenie kontroli przyniesie jednocześnie odpowiedzi na pytania:

  • Jak długo mają trwać kontrole? Czy rządzący zakładają termin ich obowiązywania i czas ewaluacji po których społeczeństwo zostanie poinformowane o ich efektach?
  • Czy pracownicy transgraniczni i osoby mieszkające na pograniczu otrzymają przepustki lub preferencje przejazdu – każdego dnia do pracy granicę przekraczają setki, o ile nie tysiące pracowników.
  • Jak wyglądać będzie monitoring efektów gospodarczych zamknięcia granicy? Jako Izba obawiamy się o naszą turystykę, handel przygraniczny oraz transport spedycję i logistykę?

– Rządzący mają prawo do dynamicznej reakcji na sytuację międzynarodową, a bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zgadzamy się na kontrole, ale musimy wiedzieć ile mają one potrwać, na jakich zasadach będą prowadzone i czy Rząd RP bierze pod uwagę konsekwencje gospodarcze tych kontroli – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Decyzja nie jest zaskoczeniem

Kontrole na granicy polsko-niemieckiej zostały wprowadzone przez stronę niemiecką w październiku 2023 na wszystkich granicach Polski z Niemcami. Ich intensywność nie była zbyt wielka, stąd też początkowo były one incydentalną uciążliwością. Obecnie sytuacja jest dużo poważniejsza, a kontroli jest więcej i jako Północna Izba Gospodarcza otrzymujemy sygnały, że dla sektora TSL jest to coraz większy problem. Trudno powiedzieć więc, jak sytuacja będzie wyglądać po 7 lipca.

– Decyzja premiera Tuska nie jest zaskoczeniem, a logistyka od jakiegoś czasu spodziewała się, że kontrole będą mieć miejsce. Nie ma póki co planów zmiany tras łańcuchów logistycznych i tras przejazdu transportu lądowego. Wiemy jednak, że obawy przedsiębiorców są poważne i jeżeli okaże się, że na granicach transporty utkną na wiele godzin to na pewno należy spodziewać się reakcji sektora TSL. Kontrole na granicy potrafią paraliżować transport w całej Europie. Mamy nadzieje, że tak nie będzie w Polsce – mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.

– Europa celuje w rekordowe wydatki turystów, a polski rząd planuje w lato 2025 kontrole graniczne na granicy z Niemcami. Dla przypomnienia – sezon turystyczny w Europie trwa od maja do września, swój pik odnotowuje w lipcu i sierpniu. Kontrole przejść granicznych, które niewiele wnoszą z perspektywy przeciwdziałania nielegalnej migracji, mogą być negatywne już nie tylko z perspektywy branży transportowej czy osób żyjących w strefach przygranicznych, lecz także dla biznesu turystycznego. Dodać należy, iż turyści z Niemiec, po Brytyjczykach, zajmują drugie miejsce na podium z perspektywy wartości wydatków w Polsce podczas wakacji – zwraca uwagę mecenas Rafał Malujda, zajmujący się kwestiami transgranicznymi.

Cyfrowa Polska: strategia AI dla Polski musi być konkretna, ambitna i otwarta na świat

Projekt polityki rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku wymaga poważnych zmian – uważa Związek Cyfrowa Polska w opinii przekazanej Ministerstwu Cyfryzacji. Organizacja apeluje o większą konkretność, jasność celów i otwarcie strategii na globalne wyzwania i szanse, w tym współpracę międzynarodową i przyciąganie zagranicznych specjalistów.

Związek – reprezentujący krajowy sektor nowych technologii – przekazał swoją opinię w ramach przeprowadzonych przez resort cyfryzacji konsultacji nad projektem nowej polityki rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku. W swoim stanowisku organizacja podkreśla, że choć sama idea stworzenia narodowej strategii rozwoju AI zasługuje na uznanie, w jej opinii obecny projekt ma charakter zbyt ogólny, miejscami nieczytelny, a jego skuteczność trudno będzie ocenić ze względu na nieprecyzyjne wskaźniki. Brakuje w nim także odniesienia do kluczowych obszarów, takich jak polityka migracyjna dla wykwalifikowanych pracowników, strategiczne partnerstwa technologiczne, czy realne mechanizmy wdrażania innowacji w administracji – zauważono.

Polska potrzebuje ambitnej, ale jednocześnie operacyjnej polityki rozwoju AI. Strategii, która nie będzie tylko deklaracją, ale realnym planem działania – komentuje Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski. – Musimy otworzyć się na współpracę międzynarodową, zadbać o napływ talentów i zapewnić otwartą, elastyczną administrację, która będzie gotowa na wdrażanie innowacyjnych rozwiązań – wylicza.

„Tak” dla piaskownic. „Nie” dla jednego modelu wdrożeniowego

Eksperci organizacji pozytywnie ocenili pomysł wykorzystania tzw. piaskownic regulacyjnych, które pozwalają testować nowe rozwiązania technologiczne bez ryzyka regulacyjnego. W opinii Cyfrowej Polski to element, który może realnie wspierać rozwój innowacji.

Poważnym uchybieniem jest jednak pominięcie w projekcie kwestii strategicznych partnerstw międzynarodowych. W dokumencie nie pojawia się odniesienie do współpracy transatlantyckiej, która w kontekście dostępu do zaawansowanej infrastruktury obliczeniowej, w tym procesorów i centrów danych, ma kluczowe znaczenie. Polska, jako członek Unii Europejskiej i sojusznik Stanów Zjednoczonych, powinna aktywnie wzmacniać swoją pozycję w tym obszarze – uważają eksperci Cyfrowej Polski.

Wątpliwości organizacji budzi również zaproponowane w strategii podejście do wdrażania technologii AI w administracji publicznej. Projekt sugeruje, że głównym – a być może jedynym – modelem, który będzie wykorzystywany, będzie projekt PLLuM (Polish Large Language Model, koncepcja rozwijana przez naukowców z kilku polskich ośrodków badawczych). Zdaniem Cyfrowej Polski PLLuM jest wartościowym i rozwojowym projektem, jednak organizacja postuluje otwarcie strategii na różne modele wdrożeniowe oraz większą elastyczność, która pozwoli dostosować narzędzia do konkretnych potrzeb urzędów i instytucji.

Jako inspirację dla dalszych prac, Związek wskazał m.in. brytyjski dokument „AI Opportunities Action Plan”, który jego zdaniem może posłużyć jako model skutecznego i realistycznego podejścia do rozwoju sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja to nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim ogromna szansa na modernizację gospodarki, administracji publicznej i budowanie pozycji Polski w globalnym łańcuchu wartości technologicznych. Aby tak się stało, potrzebujemy strategii, która jasno wskazuje cele, konkretne narzędzia i mechanizmy wdrożenia. Dokument, który nie tylko wyznacza kierunek, ale pozwala ocenić, czy rzeczywiście się w tym kierunku poruszamy – ocenia Michał Kanownik.

Związek zadeklarował pełną gotowość do dalszego dialogu z Ministerstwem Cyfryzacji oraz wsparcia merytorycznego w procesie przygotowywania ostatecznej wersji dokumentu.

Nadchodzi era ataków AI. Ponad 67% phishingu tworzy sztuczna inteligencja

Świat cyberbezpieczeństwa wkracza w nowy, niepokojący etap: sztuczna inteligencja, dotychczas uważana za sprzymierzeńca obrony, staje się potężnym narzędziem w rękach przestępców. Z najnowszego raportu Check Point Software Technologies wynika, że cyberataki wspierane przez AI osiągnęły niespotykaną dotąd skalę i precyzję. Dzięki nowym technologiom hakerzy są skuteczniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. A to dopiero początek, uważają eksperci.

Cyberprzestępcy nie tylko nadążają za tempem rozwoju AI, ale w pewnym sensie zaczynają je wyprzedzać. Po stworzeniu WormGPT – modelu LLM wyszkolonego do celów „blackhat” (tj. zastosowań nielegalnych) – pojawił się jeszcze groźniejszy gracz: Xanthorox AI. To w pełni autonomiczny, modularny system działający offline, wyposażony w pięć wyspecjalizowanych modeli AI, które samodzielnie tworzą złośliwe oprogramowanie, prowadzą rozpoznanie, manipulują ludźmi i koordynują ataki bez jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli.

Analitycy firmy Check Point Software zaważają, że poczynania darknetowych programistów nie jest już eksperyment. Żyjemy w rzeczywistości, w której cyberprzestępcy dysponują narzędziami przypominającymi wyspecjalizowane zespoły operacyjne, w całości opartymi na AI.

Phishing 2.0: bezbłędny, błyskawiczny i… nie do wykrycia

Wg bieżących danych, aż 67,4% globalnych incydentów phishingowych w 2024 roku było wspieranych przez sztuczną inteligencję. Aż trudno uwierzyć, ale AI generuje dziś maile phishingowe tak perfekcyjne, że nie sposób odróżnić ich od legalnej korespondencji firmowej. Skuteczność? Nawet 54% kliknięć w linki w testach na ludziach. To wzrost o 350% w porównaniu do tradycyjnych ataków!

Przykładem jest węgierski oddział dużej europejskiej sieci handlowej, który w lutym 2024 r. stracił 15,5 mln euro przez wiadomości e-mail stworzone przez AI, które idealnie odwzorowywały styl i układ wcześniejszej korespondencji. Filtry antyspamowe nie miały żadnych szans.

Deepfake’i: sztuka oszustwa w nowym wymiarze

Gdy phishing to za mało, do gry wchodzą deepfake’i. W Hongkongu w styczniu 2024 r. oszuści wykorzystali wideo z wygenerowanym syntetycznie CFO, by podczas fałszywego spotkania na Teamsach przekonać pracownika do przelewu 25 milionów dolarów. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich, dzięki deepfake’owi głosu, wyłudzono 35 mln dolarów. W Wielkiej Brytanii z kolei oszuści próbowali podszyć się pod CEO za pomocą fałszywego konta WhatsApp i zmanipulowanego wideo z YouTube.

Powyższe historie nie są scenariuszami filmowymi. To fakty i coraz częściej codzienność działów IT oraz finansowych na całym świecie.

AI jako superanalizator danych. Spear-phishing na nowym poziomie

Sztuczna inteligencja analizuje dziś dane z mediów społecznościowych, rejestrów publicznych i wycieków z błyskawiczną prędkością. Potrafi przewidzieć, kiedy najlepiej uderzyć, jakim tonem pisać, kogo podszyć się pod dyrektora i jak zainfekować sieć wewnętrzną.

W zeszłym roku w Indiach doszło do ataku spear-phishingowego, w którym AI sklonowała styl wypowiedzi CEO i wykorzystała oficjalne szablony firmowe, by stworzyć fałszywy portal logowania. W efekcie cyberprzestępcy uzyskali dostęp do danych finansowych i setek naruszonych kont.

Co dalej?

Jeśli dziś myślimy, że sztuczna inteligencja chroni nas przed atakami, to jutro może się okazać, że to właśnie AI jest naszym największym wrogiem. Eksperci Check Pointa uważają, że to dopiero początek nowego wyścigu zbrojeń. Kto szybciej wykorzysta AI, ten przejmie kontrolę. Instytucje powinny przestać myśleć o AI tylko w kategoriach wsparcia i strażnika bezpieczeństwa oraz zacząć rozumieć, jak bardzo może być ona bronią ofensywną.

Rzecznik MŚP o nowych regulacjach dla żłobków i klubów dziecięcych

Podwyższenie jakości opieki sprawowanej nad dziećmi w żłobkach, klubach dziecięcych i przez dziennych opiekunów to cele nowelizacji ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat trzech. Działalność taka może być wykonywana również przez podmioty niepubliczne. Podzielając powyższe cele, Rzecznik MŚP w wystąpieniu do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zwróciła jednak uwagę na rozwiązania, które mogą budzić wątpliwości z punktu widzenia ich wpływu na sytuację przedsiębiorców oraz zasady wykonywania działalności gospodarczej. Jak zauważa Minister Majewska, w odniesieniu do żłobków i klubów dziecięcych prowadzonych przez podmioty niepubliczne konieczne jest dokonanie oceny przewidywanych skutków ustawy pod kątem jej wpływu na przedsiębiorców i zgodności z Konstytucją Biznesu.

Agnieszka Majewska dostrzega niespójności w uzasadnieniu i ocenie skutków regulacji, gdzie raz mowa jest o tym, że regulacja nie powoduje skutków dla przedsiębiorców, a w innych miejscach jednak na takie skutki się wskazuje. Wobec powyższego, zdaniem Rzecznik MŚP, konieczne jest uzupełnienie dokumentu o szczegółowe oceny i analizy, których wymaga Prawo przedsiębiorców.

Przykładem nowych obowiązków nakładanych na podmioty niepubliczne jest przyznanie osobom zatrudnionym jako opiekunom prawa do płatnego czasu wolnego w wymiarze 2 dni rocznie z przeznaczeniem na podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Według Minister Majewskiej wprowadzeniu takiego rozwiązania powinno towarzyszyć zawarcie w projekcie ustawy rozwiązań równoważących nowe obciążenia regulacyjne dla przedsiębiorców. Tymczasem w ocenie skutków regulacji ministerstwo wskazuje, że realizacja prawa do płatnego czasu wolnego w związku z podnoszeniem kwalifikacji zawodowych jest dla żłobka bezkosztowe. Takie stwierdzenie może nie uwzględniać całokształtu kosztów ponoszonych przez pracodawcę w związku z nieobecnością pracownika, wobec czego Rzecznik MŚP postuluje usunięcie wątpliwego przepisu bądź zmniejszenie innych obciążeń ekonomicznych.

Agnieszka Majewska kwestionuje też rozwiązanie przyznające ochronę przewidzianą dla funkcjonariusza publicznego wyłącznie osobom zatrudnionym przez jednostki samorządu terytorialnego. Jak pisze, „odmienne traktowanie osób wykonujących taką samą pracę w zależności od tego, czy ich pracodawcą jest podmiot publiczny lub niepubliczny, wydaje się trudne do pogodzenia z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa”.

Barierą w powstawaniu nowych żłobków i klubów dziecięcych może okazać się nowy wymóg, aby dysponowały one placem zabaw usytuowanym na terenie placówki. Rzecznik wnosi o rozważenie złagodzenia tego przepisu poprzez wprowadzenie alternatywnej możliwości zapewnienia dostępu do blisko położonego placu zabaw lub placu zabaw spełniającego inne, odpowiednie warunki dodatkowe.

Z aprobatą przyjęto natomiast doprecyzowanie przepisów dotyczących osób korzystających z ulgi Mały ZUS Plus, a chcących skorzystać z programu Aktywny Rodzic. Ułatwia to młodym przedsiębiorcom godzenie wykonywania działalności gospodarczej z rodzicielstwem.

Senat USA zatwierdza gigantyczną ustawę podatkową z podwyżką deficytu o 3,3 bln dolarów

Amerykański Senat przyjął ustawę podatkową wartą ponad 3.3 biliona dolarów, która wprowadza szeroko zakrojone zmiany gospodarcze oraz realizuje kluczowe obietnice wyborcze prezydenta Donalda Trumpa. Nowe przepisy obejmują znaczące rozszerzenie ulg podatkowych, m.in. podwyższenie limitu odliczeń za podatki stanowe i lokalne (SALT) do 40 tys. USD na okres 5 lat, zwolnienie z opodatkowania napiwków (do 25 tys. USD) i nadgodzin (do 12.5 tys. USD na osobę), a także nowe ulgi podatkowe na kredyty samochodowe, jednak tylko dla pojazdów produkowanych w USA. Firmy również otrzymały trwałe korzyści podatkowe, w tym możliwość pełnej amortyzacji wydatków inwestycyjnych oraz bonusowej amortyzacji wynoszącej 100% dla maszyn i fabryk, a także podwyższony do 35% kredyt inwestycyjny dla producentów półprzewodników.

Równocześnie ustawa zakłada głębokie cięcia w wydatkach społecznych, szczególnie w programie Medicaid, którego finansowanie zostanie ograniczone o niemal 1 bilion dolarów w ciągu dekady. Zmiany te oznaczają, że prawie 12 milionów Amerykanów straci dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego. Dodatkowo wprowadzony zostanie obowiązek pracy dla części beneficjentów Medicaid oraz rozszerzony wymóg pracy w ramach wsparcia żywnościowego (SNAP) obejmujący osoby do 65. roku życia. W odpowiedzi na negatywne skutki tych cięć, ustawa przewiduje stworzenie specjalnego funduszu o wartości 50 mld USD dla szpitali wiejskich.

W zakresie polityki energetycznej nowe przepisy przyspieszają wygaszanie ulg podatkowych dla projektów związanych z energią wiatrową i słoneczną oraz wcześniej kończą popularną ulgę na zakup samochodów elektrycznych, która wynosiła do tej pory 7500 USD. Kolejnym źródłem dochodów będzie podatek od zagranicznych przekazów pieniężnych (1%) oraz wyższe opodatkowanie dochodów funduszy uczelnianych (do 8%).

Ustawa zakłada również przeznaczenie 92 mld USD na dalszą budowę muru granicznego z Meksykiem oraz ośrodki detencyjne. Wprowadzono także inicjatywę „Trump Child Accounts”, oferującą wsparcie w wysokości 1000 USD dla dzieci urodzonych w latach 2025–2028 oraz możliwość wpłat do 5000 USD rocznie na specjalne konta inwestycyjne. Jednocześnie istotnie zmniejszone zostanie finansowanie Biura Ochrony Finansowej Konsumentów, co może osłabić nadzór nad działalnością banków.

Pomimo że prezydent Trump określa ustawę jako duże osiągnięcie swojej administracji, zawarte w niej cięcia społeczne oraz ograniczenie wsparcia dla energii odnawialnej budzą szerokie kontrowersje. Według analiz Congressional Budget Office, nowe rozwiązania zwiększą deficyt kraju o kolejne 3.3 biliona dolarów w ciągu dekady, co może być politycznym obciążeniem dla Republikanów przed wyborami w 2026 roku. Demokraci już zapowiedzieli intensywną kampanię medialną, wskazując na negatywne skutki społeczne ustawy i wykorzystując je do zdobycia poparcia umiarkowanych wyborców. Pomimo tego, Trump wciąż zachowuje silne wpływy w Partii Republikańskiej, co zapewniło mu ostateczne poparcie senatorów, nawet pomimo ich wcześniejszych wątpliwości. Projekt ustawy trafi teraz ponownie do Izby Reprezentantów.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Czy rozliczenia w kryptowalutach mogą utrudnić odliczanie VAT?

Rozliczenia w kryptowalutach coraz śmielej wchodzą do obrotu gospodarczego. Szczególnie w branży IT zdarza się, że zapłata za usługę jest przyjmowana w walutach wirtualnych. Problem pojawia się wtedy, gdy takie nowoczesne rozwiązania wchodzą w kolizję z przepisami podatkowymi, które nadal próbują nadążyć za rzeczywistością.

Jak organy podatkowe traktują płatności w krypto?

Jedną z wydaje się oczywistych cech systemu VAT jest to, że sama płatność, tj. przekazanie środków pieniężnych między dwoma podmiotami w ramach wynagrodzenia, nie stanowi czynności opodatkowanej. Opodatkowaniu podlega bowiem dostawa towaru lub świadczenie usługi, nie sama płatność za nie. Wydaje się to intuicyjne, przelew bankowy czy gotówka nie są „czynnością opodatkowaną”, tylko sposobem uregulowania należności.

Zgodnie z tą logiką, wydaje się, że również gdy używamy kryptowaluty jako środka płatniczego w ramach płatności za towar lub usługę, nie powinno to generować dla nas dodatkowych obowiązków podatkowych.

Problem w tym, że podejście polskich organów podatkowych idzie innym torem. W interpretacjach podatkowych pojawia się bowiem stanowisko zgodnie z którym zapłata w kryptowalucie to nie zwykła płatność, ale odrębna usługa[1].

Schemat w takim wypadku wygląda następująco:

  • jedna strona świadczy usługę (np. przygotowuje kampanię marketingową),
  • druga strona płaci za nią w kryptowalucie i zdaniem organów również świadczy usługę w postaci sprzedaży kryptowaluty.

Efekt? Nawet jeżeli dana firma po prostu reguluje należność, to formalnie staje się usługodawcą.

Funkcja płatnicza = zwolnienie z VAT

Taka usługa będzie jednak zwolniona z VAT. Takie traktowanie usług związanych z kryptowalutami wynika z wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Hedqvist, gdzie Trybunał rozstrzygnął, że wymiana za wynagrodzeniem kryptowalut na waluty tradycyjne i odwrotnie (usługi kantoru) może korzystać ze zwolnienia z VAT, tak samo jak transakcje dotyczące tradycyjnych walut takich jak euro czy złotówki.

Powyższy wyrok jest niezwykle ważny, bowiem w normalnych okolicznościach takie zwolnienie ma zastosowanie wyłącznie do transakcji dotyczących walut, banknotów i monet używanych jako prawny środek płatniczy, a kryptowaluty prawnymi środkami płatniczymi (na razie) nie są.

Kryptowaluty, zdaniem Trybunału, choć nie jest prawnym środkiem płatniczym, może pełnić tę samą funkcję, jeżeli strony transakcji ją w ten sposób akceptują i jej jednym przeznaczaniem jest funkcja płatnicza.

Przewalutowanie krypto

Podatnik VAT będzie świadczyć usługi zwolnione nie tylko w przypadku płatności kryptowalutą, ale także przy wymianie środków w krypto np. na walutę tradycyjną. Warto w tym miejscu jasno rozdzielić dwie sytuacje:

  • z jednej strony mamy profesjonalnych pośredników, takich jak kantory czy platformy obrotu kryptowalutami, którzy świadczą usługi finansowe, zarabiając na prowizji lub marży,
  • z drugiej strony, zwykłych użytkowników, którzy po prostu chcą wymienić środki, np. zamieniają ETH na złotówki po otrzymaniu zapłaty w krypto.

To tak, jak w przypadku klasycznej wymiany walut, jeśli kantor wymienia PLN na EUR i pobiera marżę świadczy usługę, która co do zasady jest zwolniona z VAT. Ale osoba, która przyszła do kantoru z banknotem 100 zł i wyszła z euro nie jest usługodawcą. Nie zarabia, nie wystawia faktur, nie prowadzi działalności finansowej. Analogicznie powinno być w przypadku kryptowalut, jednak tak nie jest, a to niesie za sobą konsekwencje, o których przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy.

Gdzie leży problem?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Firma z branży IT za swoje usługi programistyczne otrzymuje zapłatę w kryptowalutach. W związku z koniecznością opłacenia bieżących kosztów działalności potrzebuje ona jednak środków w walucie tradycyjnej (FIAT). W tym celu postanawia wymienić otrzymane kryptowaluty w kantorze na FIAT.

Firma znając podejście polskich organów do płatności w krypto spodziewa się, że zwykła wymiana także może być potraktowana jako usługa zwolniona, ale się tym nie przejmuje. Wydaje się bowiem, że taka transakcja powinna być traktowana jako działalność pomocnicza w rozumieniu ustawy o VAT, co skutkowałoby tym, że nie wpływałaby ona na prawo do odliczania VAT podatnika.

Tu jednak pojawia się zwrot akcji – w jednej z interpretacji podatkowych[2] organ, w podobnym stanie faktycznym, uznał, że skoro spółka przewiduje możliwość otrzymywania płatności w kryptowalucie i planuje późniejszą wymianę tych środków na walutę tradycyjną, a przy tym wartość takich transakcji może być znaczna, to nie można już mówić o czynnościach pomocniczych. A skoro taka transakcja nie jest pomocnicza, to może mieć wpływ na ograniczenie odliczenia VAT.

O co chodzi z czynnościami pomocniczymi i odliczeniem VAT?

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą tzw. działalność mieszaną, czyli wykonują zarówno czynności opodatkowane VAT, jak i zwolnione, muszą precyzyjnie przyporządkowywać swoje wydatki. Tylko te związane z działalnością opodatkowaną dają prawo do odliczenia VAT. Natomiast w przypadku wydatków „wspólnych”, czyli takich, które są wykorzystywane zarówno w działalności opodatkowanej, jak i zwolnionej stosuje się tzw. proporcję VAT (procentowy udział sprzedaży opodatkowanej w całej sprzedaży firmy, który określa, jaką część VAT od zakupów można odliczyć).

Przykładowo załóżmy, że firma prowadzi działalność opodatkowaną VAT np. zajmuje się doradztwem i decyduje się sprzedać nieruchomość (ze zwolnieniem z VAT). To jednorazowa, okazjonalna transakcja, niemająca nic wspólnego z bieżącą działalnością firmy. Niemniej z uwagi na dużą wartość transakcji gdyby włączyć ją do kalkulacji proporcji mogłaby ona istotnie ograniczyć możliwość odliczenia VAT przez tę firmę. Właśnie dlatego, ustawa o VAT pozwala wyłączyć z tej kalkulacji określone (w tym właśnie finansowe) transakcje pomocnicze, tak by nie zaburzały proporcji.

Ale kiedy można mówić o transakcji „pomocniczej”? Tu pojawia się klasyczny problem interpretacyjny. Ustawa nie daje jasnej definicji, ale na podstawie orzecznictwa i praktyki można przyjąć, że transakcja pomocnicza to taka, która:

  • nie stanowi stałego elementu profilu działalności,
  • nie wymaga istotnego zaangażowania zasobów,
  • nie jest koniecznym uzupełnieniem działalności głównej.

Z tego punktu widzenia sprzedaż kryptowaluty przez firmę, która otrzymała ją jako zapłatę, powinna być traktowana jako czynność pomocnicza zwłaszcza jeśli:

  • firma nie prowadzi działalności kantoru ani platformy wymiany,
  • nie zajmuje się tradingiem,
  • sprzedaż krypto nie wiąże się z dużym nakładem pracy czy infrastruktury,
  • a całość służy tylko temu, by „przewalutować” wynagrodzenie na walutę tradycyjną.

Jednakże we wspomnianej interpretacji podatkowej, mimo że wszystkie te warunki zostały spełnione, organ podatkowy uznał, że sprzedaż kryptowaluty nie miała charakteru pomocniczego tylko dlatego, że wartość transakcji mogła być znaczna.

Co robić jeśli rozliczam się w krypto?

Dlatego jeśli Twoja firma rozlicza się w kryptowalutach (płaci lub otrzymuje płatności), nawet okazjonalnie, warto przyjrzeć się, czy wymiana tych środków nie powinna być traktowana jako osobna działalność finansowa i jaki wpływ będzie to miała na dokonywane odliczenie VAT.

Z pozoru techniczne niuanse, takie jak interpretacja pojęcia „pomocniczości” czy sposób traktowania kryptowalut przez organy podatkowe, mogą zaważyć na tym, czy transakcja będzie podatkowo neutralna.

Autor : Klaudyna Matusiak-Frey, menedżer, doradca podatkowy w MDDP

[1] Np. interpretacja indywidualna z dn. 13 lutego 2023 r., sygn. 0114-KDIP4-3.4012.652.2022.3.IG lub z 17 marca 2023 r., sygn. 0113-KDIPT1-2.4012.896.2022.2.AJB

[2] Interpretacja indywidualna z 11 września 2024 r., sygn. 0112-KDIL1-3.4012.298.2024.2.MR

Elektryfikacja trolejbusów w USA z polskim systemem bateryjnym BMZ Poland

BMZ Poland z Gliwic został dostawcą baterii, które zelektryfikują flotę trolejbusów w amerykańskim Seattle w stanie Waszyngton oraz 34 pobliskich miastach. Zaprojektowane i wyprodukowane w Polsce systemy będą pierwszymi tego rodzaju używanymi w transporcie publicznym w USA. Jak wskazują przedstawiciele firmy, w przyszłości projekt może być kontynuowany w innych częściach Stanów Zjednoczonych.

Projekt realizowany jest przez firmę Kiepe Electric na zlecenie władz transportowych King County – hrabstwa, które obejmuje obszar Seattle oraz kilkudziesięciu sąsiednich miast z łączną populacją wynoszącą ponad 750 tys. mieszkańców. Obejmuje on modernizację niemal 300 trolejbusów, które zostaną wyposażone w nowoczesne systemy bateryjne MAGNUS+, opracowane w centrum badawczo-rozwojowym BMZ Group w Gliwicach i zastąpią dotychczasowe rozwiązania, poprawiając funkcjonowanie oraz znacznie zwiększając zasięg pojazdów. To pierwszy przypadek, kiedy systemy MAGNUS+ BMZ Poland będą używane we wspólnych projektach BMZ/Kiepe dla amerykańskiego transportu publicznego. Jak zaznaczyli przedstawiciele firmy, projekt obejmuje modernizację istniejącej floty (tzw. „retrofit”), co jest zgodne z podejściem zwiększania efektywności środowiskowej poprzez wydłużenie cyklu życia taboru.

Długoterminowe testy funkcjonalne baterii BMZ Poland były przeprowadzane w latach 2023-2024 w stanach Waszyngton i Kalifornia. Baterie przekroczyły oczekiwania operatorów pod względem wydajności i niezawodności, dlatego też pierwsze pojazdy wyposażone w baterie BMZ Poland pojawiły się na drogach już w ubiegłym roku, a projekt będzie kontynuowany w kolejnych latach.

W 2024 roku operator King County Metro wykonał prawie 90 milionów przejazdów, co zapewniło mu drugą pozycję wśród najszybciej rozwijających się sieci transportu publicznego w USA.

Rozwiązania zastosowane w projekcie są efektem pracy zespołu badawczo-rozwojowego BMZ Poland, który pełni rolę globalnego Centrum Kompetencyjnego Grupy BMZ w obszarze technologii bateryjnych dla elektromobilności. To właśnie w Gliwicach opracowano system MAGNUS+, który dziś znajduje zastosowanie w transporcie publicznym w USA. Współpraca z amerykańskim partnerem to przykład rosnącej obecności Grupy BMZ na rynku pojazdów elektrycznych w Stanach Zjednoczonych, możliwej dzięki synergii kompetencji technologicznych rozwijanych w Polsce i ekspansji operacyjnej Grupy za oceanem.

Jak przekazują przedstawiciele polskiego oddziału producenta baterii, BMZ Poland pozostaje nie tylko ośrodkiem projektowym, ale również siłą napędową rozwoju segmentu EV w ramach całej Grupy. Jednocześnie BMZ US – wspierany przez doświadczenie i know-how z Polski – dynamicznie wzmacnia swoją pozycję w segmencie pojazdów elektrycznych, stając się kluczowym partnerem dla lokalnych klientów. Jak przekonują przedstawiciele obu firm, to dopiero początek współpracy, która już teraz przynosi wymierne efekty. Wkrótce BMZ US i BMZ Poland podzielą się informacjami o kolejnych projektach będących jej bezpośrednim rezultatem.

„Nasz system bateryjny MAGNUS+ to główny element specjalnie zaprojektowanego rozwiązania 'drop-in’, które umożliwia łatwą integrację z istniejącymi strukturami trolejbusów. Uwzględniliśmy wymagania operacyjne dla pagórkowatego terenu tras w rejonie Seattle i San Francisco, zapewniając możliwość ciągłości operacyjnej bez sieci trakcyjnej, gdy jest to wymagane. Dzięki temu nasze systemy zyskały uznanie w oczach Kiepe Electric oraz operatorów transportu publicznego. Staliśmy się tym samym pierwszą polską firmą, która wspiera modernizację komunikacji w jednym z największych miast Stanów Zjednoczonych” – mówi Paweł Kępski, dyrektor Działu Pojazdów Elektrycznych (EV Business Unit) w BMZ Poland.

Jak zaznaczają przedstawiciele BMZ Group, projekt może być z powodzeniem realizowany także w innych częściach USA. Trwają obecnie rozmowy z potencjalnymi odbiorcami.

„Pracujemy nad znalezieniem nowych aplikacji w transporcie publicznym w innych częściach USA, ponieważ mamy zarówno kompetencje, jak i zdolności produkcyjne do tego. W tym kontekście realizujemy kolejne projekty w Stanach Zjednoczonych, wyniki, których mamy nadzieję ogłosić niebawem” – dodaje Kai Schöffler, dyrektor generalny BMZ USA Inc.

Marta Stańczak nową Prezeską Zarządu SPIE Building Solutions

SPIE Central Europe, spółka zależna Grupy SPIE, poinformowała o powołaniu Marty Stańczak na stanowisko Prezeski Zarządu spółki SPIE Building Solutions od 1 lipca 2025 roku.

Marta Stańczak to liderka z ponad 20-letnim doświadczeniem w zarządzaniu złożonymi strukturami biznesowymi i operacyjnymi w sektorze usług dla nieruchomości, biur oraz obiektów komercyjnych. Specjalizuje się w strategicznym kierowaniu procesami, projektowaniu i wdrażaniu kompleksowych rozwiązań facility management. Ma także doświadczenie w zarządzaniu technicznym budynkami z naciskiem na zrównoważony rozwój i innowacje, prowadzące do optymalizacji procesów.

Chciałabym podziękować SPIE za obdarzenie mnie zaufaniem. Z ogromną radością dołączam do firmy, która wiąże ambicję wzrostu z odpowiedzialnością społeczną i wartościami skoncentrowanymi na ludziach. Cieszę się, że będę mogła wykorzystać swoje doświadczenie i realizować pomysły w profesjonalnej, międzynarodowej strukturze. SPIE Building Solutions ma wszystko do dalszego dynamicznego rozwoju – profesjonalny zespół, zaufanie partnerów biznesowych i jasną wizję przyszłości. Cieszę się, że mogę być częścią tej drogi. Szczęśliwi i zmotywowani pracownicy są najlepszym fundamentem silnego i zrównoważonego biznesu, dlatego zarówno partnerzy biznesowi, jak i pracownicy, mogą zawsze oczekiwać ode mnie wsparcia, odpowiedzialności, profesjonalizmu i pełnego zaangażowania” mówi Marta Stańczak, Prezeska Zarządu SPIE Building Solutions.

W swojej karierze Marta Stańczak pełniła kluczową rolę w rozwoju i transformacji dużych organizacji usługowych w Polsce. Ma bogate doświadczenie we wdrażaniu najwyższych standardów obsługi i rozwiązań cyfrowych, optymalnie zarządzała portfelem usług oraz realizowała certyfikacje ISO, w tym ISO 55001, LEED i BREEAM. Jej styl przywództwa opiera się na szacunku do współpracowników, inteligencji emocjonalnej i pracy zespołowej, w których zaufanie, wellbeing, różnorodność i bezpieczeństwo są fundamentem zaangażowania. Wspiera inicjatywy z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu oraz zrównoważonego rozwoju. Jest aktywną mentorką, promotorką empatycznego przywództwa i inspiratorką. Angażuje się aktywnie w działania na rzecz kobiet, osób z niepełnosprawnością oraz w działalność wolontaryjną. Przed dołączeniem do SPIE była Prezeską Zarządu w Sodexo Polska, gdzie odpowiadała za nadzór nad wszystkimi kontraktami i zarządzaniem polskim biznesem.

Do głównych zadań nowej Prezeski w SPIE Building Solutions będzie należeć między innymi dalszy rozwój w Polsce – zarówno organiczny, jak i poprzez akwizycje, dywersyfikację portfela klientów oraz wzmacnianie efektywności operacyjnej przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej jakości i standardów obsługi.

Łukasz Nowiński, który tymczasowo pełnił funkcję Prezesa Zarządu spółki SPIE Building Solutions, zgodnie z założonym planem wraca do swoich dotychczasowych obowiązków związanych z działalnością Grupy SPIE w Polsce oraz Europie Centralnej.

Polscy pracownicy jednoznacznie za wprowadzeniem skróconego czasu pracy – ale nie bez obaw

93 proc. polskich pracowników biurowych popiera wprowadzenie skróconego czasu pracy – wynika z badania portali pracy rocketjobs.pl i justjoin.it przeprowadzonego pod koniec czerwca br. Główne motywacje Polaków to chęć spędzania większej ilości czasu z rodziną i bliskimi (62,3 proc.), dodatkowy czas na rozwój pasji i hobby (48,3 proc.) oraz odpoczynek i regenerację (47,4 proc.). Ponadto, ponad połowa uważa, że zmiana byłaby korzystna nie tylko dla nich, ale i dla firmy. Sceptycy obawiają się za to, że w praktyce będą pracować tyle samo oraz, że skrócony czas pracy utrudni wykonanie zadań służbowych w stosownym czasie.

Portale pracy rocketjobs.pl i justjoin.it w reakcji na ogłoszenie przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej programu pilotażu skróconego czasu pracy w Polsce zbadali reakcje pracowników na potencjalne zmiany. Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości  zdecydowana większość polskich pracowników biurowych pragnie zmiany obecnego modelu pracy. Tylko 7,2 proc. respondentów sprzeciwia się wprowadzeniu skróconego czasu pracy.

Zapytani o preferowaną formę skróconego czasu Polacy w większości odpowiedzieli,że woleliby 4-dniowy tydzień pracy (64,3 proc. wskazań), następnie krótszy dzień pracy (mniej niż 8 godzin pracy w ciągu dnia) – 26 proc. Najmniej osób wybrałoby dodatkowe dni urlopowe (9,7 proc.).960x540_Dlaczego jesteś za wprowadzeniem skróconego czasu pracy_

Więcej czasu dla rodziny i na rozwój

Analiza motywacji pokazuje, że Polacy traktują skrócenie czasu pracy przede wszystkim jako szansę na poprawę jakości życia. Zdecydowana większość respondentów – 62,3 proc. – chciałaby spędzać więcej czasu z rodziną i bliskimi, co wskazuje na priorytetowe traktowanie relacji osobistych. Niemal połowa badanych (48,3 proc.) potrzebuje więcej czasu na rozwój hobby i pasji, a podobny odsetek (47,4 proc.) pragnie dodatkowego odpoczynku i regeneracji. Znaczna część pracowników marzy również o częstszych podróżach (37,7 proc.) oraz widzi szansę w skróceniu czasu pracy na bardziej regularną aktywność sportową (32 proc.).

Istotnym jest, że 31,9 proc. respondentów wykazuje potrzebę czasu na naukę i rozwój zawodowy, co pokazuje, że skrócenie czasu pracy może paradoksalnie wspierać rozwój kompetencji pracowników i ich długoterminową produktywność.

Te dane pokazują wyraźną potrzebę zwolnienia tempa i zadbania o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Ostatnie badania ujawniły, że 41 proc. pracowników czuje się przeciążona emocjonalnie w swoim środowisku pracy, a aż 77 proc. doświadcza stresu zawodowego co najmniej czasami. To alarmujące wskaźniki, które świadczą o tym, że obecny model organizacji pracy nie odpowiada potrzebom współczesnych pracowników. W tym kontekście masowe poparcie dla skróconego czasu pracy   wyrażane przez ponad 90 proc. badanych   nie tylko nie dziwi, ale wręcz wydaje się naturalną reakcją na nadmierną presję czasową i rosnące wymagania zawodowe – mówi Ewelina Kaszuba, PR Managerka portali pracy rocketjobs.pl i justjoin.it

960x540_Na co przeznaczył(a)byś dodatkowy dzień wolny_

Między entuzjazmem a realizmem

Polscy pracownicy są w większości optymistyczni co do wpływu skróconego czasu pracy na kondycję ich pracodawców. 54,1 proc. respondentów przewiduje korzystny wpływ takiej zmiany na firmę, 28,8 proc. nie spodziewa się żadnego wpływu, a tylko 8,5 proc. obawia się negatywnych konsekwencji. Jednak mimo masowego poparcia, część pracowników wyraża też obawy dotyczące praktycznego wdrożenia rozwiązania. Wśród sceptyków, stanowiących 7,2 proc. badanych, aż 41,4 proc. obawia się, że w praktyce będzie pracować tyle samo, co oznaczałoby jedynie zagęszczenie zadań w krótszym czasie. Ponad jedna czwarta przeciwników (27,6 proc.) martwi się o utrudnienia w terminowym wykonaniu zadań służbowych, podczas gdy co czwarta osoba przeciwna zmianom (25,9 proc.) przewiduje ich negatywny wpływ na kondycję finansową i operacyjną firmy.

Co ciekawe, co piąty przeciwnik skróconego czasu pracy (21 proc.) woli spędzać czas w środowisku zawodowym, bardziej niż w domu, co wskazuje na różnorodne potrzeby pracowników i pokazuje, że dla niektórych osób miejsce pracy stanowi ważną przestrzeń społeczną i osobistą.

Dodatkowy czas jako katalizator zmian zawodowych

Badanie ujawniło również ciekawy aspekt 38,4 proc. respondentów chętnie przeznaczyłoby dodatkowy czas wolny na szukanie nowej pracy. Najwięcej z nich (21,4 proc.) kieruje się motywacją finansową, dążąc do znalezienia lepiej płatnej pracy, podczas gdy 16,5 proc. badanych po prostu poszukuje lepszych warunków zatrudnienia. Co dziesiąty respondent (10,5 proc.) podkreśla, że więcej czasu wolnego pozwoliłoby mu na bardziej efektywne i przemyślane poszukiwania nowych możliwości zawodowych.

Badania jednoznacznie wskazują, że skrócenie czasu pracy jest silnie oczekiwane przez pracowników, jednak dla biznesu stanowi to znaczące wyzwanie organizacyjne i finansowe. Choć idea poprawy dobrostanu zespołów jest jak najbardziej słuszna, praktyczne wdrożenie takiej zmiany wymaga przemyślanej strategii, szeroko zakrojonych konsultacji i odpowiedniego czasu na adaptację wszystkich procesów. W szczególności firmy obsługujące klientów będą musiały gruntownie przemodelować organizację pracy, aby zachować ciągłość usług – mówi Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner w portalach pracy rocketjobs.pl i justjoin.it

Dodatkowo nasze badania potwierdzają realne obawy pracodawców – aż 38 proc. pracowników wykorzystałoby dodatkowy czas wolny na poszukiwanie nowej pracy, co może zwiększyć rotację i generować dodatkowe koszty rekrutacji oraz onboardingu. Co więcej, skrócenie czasu pracy może stać się potencjalną szansą na szybszy wzrost technologiczny, ponieważ w dobie AI pracodawcy będą coraz częściej starali się zastępować ludzi technologią, co może przyspieszyć cyfrową transformację i optymalizację procesów – dodaje Świątkiewicz.

Wyniki badania pojawiają się w kluczowym momencie   tuż po ogłoszeniu przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej regulaminu pierwszego w tej części Europy pilotażu skróconego czasu pracy. Program przewiduje wsparcie finansowe do 1 mln złotych na projekt, przy maksymalnym koszcie 20 tys. złotych na pracownika. Pracodawcy chętni wdrożyć pilotaż mogą składać wnioski od 14 sierpnia do 15 września 2025 roku. Będą jednak musieli spełnić wiele warunków. Szczegółowe warunki przyjęcia do programu dostępne są na stronie https://www.gov.pl/web/rodzina/skrocony-czas-pracy–to-sie-dzieje-pracodawco-dowiedz-sie-wiecej-o-pilotazu

Lista zakwalifikowanych projektów zostanie opublikowana do 15 października.

Metodologia badania: Badanie zostało przeprowadzone przez agencję ASM Research pod koniec czerwca 2025 roku metodą CAWI na próbie N= 801 pracowników biurowych z największych polskich miast.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – czerwiec 2025 (wstępne dane)

W Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w czerwcu praktycznie nie drgnęła. W Krakowie, Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii poszła jednak w górę o 1% – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Pierwsze półrocze tego roku upłynęło w większości metropolii pod znakiem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań. Oczywiście zdarzały się jej wzloty. Pamiętajmy jednak, że dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy deweloperzy podnoszą ceny mieszkań. Ten sam efekt może przynieść pojawienie się na rynku droższych lokali, wyprzedaż najtańszych lokali albo kombinacja obydwu czynników. W czerwcu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia np. w Łodzi – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w czerwcu w Łodzi pojawiła się duża pula nowych mieszkań, których średnia cena metra kwadratowego wyniosła ponad 13,8 tys. zł za metr kwadratowy. To sporo, jak na ten rynek. W dodatku kupujący wybierali częściej lokale z dolnej półki cenowej – średnio po ok. 10,8 tys. zł za metr. Średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie łódzkich deweloperów wzrosła więc o 1% (do niespełna 11,6 tys. zł/m kw.).

Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w Krakowie (ok. 16,8 tys. zł/m kw.). Z kolei na 1% zwyżkę w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,4 tys. zł/kw.) decydujący wpływ miał raczej drugi czynnik, czyli wyprzedaż stosunkowo tanich mieszkań.

Co ciekawe, w Poznaniu (13,4 tys. zł/m kw.) i Wrocławiu (ok. 14,7 tys. zł/m kw.) średnia ofertowa cena metra kwadratowego sprzedanych mieszkań była wyższa niż wprowadzonych do sprzedaży. Mimo to średnia dla wszystkich mieszkań w tych metropoliach utrzymała poziom z maja.  Nie drgnęła ona również w Warszawie i Trójmieście, choć w tym drugim przypadku dopiero ostateczne dane pokażą, czy na rynek wróciła stabilizacja po 2% podwyżce w maju.Wyk.1 - Ceny mieszkań-czerwiec 2025-cena m kw-M

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z czerwca tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego warto zwrócić uwagę, że był to kolejny miesiąc, w którym w większości metropolii stopniała różnica. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu wynosiła ona 12%, zaś w czerwcu – 5%. Na drugim biegunie jest Trójmiasto, w którym średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, podczas gdy w styczniu było to 8%.Wyk.2 - Ceny mieszkań-czerwiec 2025-cena m kw-K

Po sześciu miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r.  wciąż zachowuje Warszawa. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tu w czerwcu tylko 2%. Z kolei w Krakowie, Łodzi i Poznaniu było to 3%, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 5%.

Dzięki majowej obniżce stóp procentowych poprawiła się zdolność kredytowa potencjalnych nabywców mieszkań. Wygląda jednak na to, że wielu wciąż wstrzymuje się z zakupem mieszkania w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków. Ceny są na tyle wysokie, a oferta tak duża, że nie trzeba podejmować decyzji zakupowej pod presją czasu – ocenia Marek Wielgo.

Należy zwrócić uwagę, że jeszcze miesiąc temu rynek spodziewał się kolejnej obniżki stóp procentowych w lipcu. Jednak m.in. z powodu niepokojów politycznych na Bliskim Wschodzie, w najbliższą środę Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie utrzyma je obecnym poziomie. Do wznowienia cyklu obniżek mogłoby dojść najwcześniej we wrześniu. W tej sytuacji raczej nie należy się spodziewać wyraźnego ożywienia sprzedaży nowych mieszkań. Za to może zacząć się kurczyć ich oferta. Średnia cena metra kwadratowego prawdopodobnie poszłaby wówczas delikatnie w górę. Mimo to kupujący wciąż mogliby liczyć na ustępstwa cenowe ze strony deweloperów.

Rafał Piasecki nowym Dyrektorem Marketingu Polska Press Grupy

Polska Press Grupa ma nowego Dyrektora Marketingu. 1 lipca br. stanowisko objął Rafał Piasecki – doświadczony strateg z bogatym dorobkiem w obszarze marketingu, komunikacji i brandingu.

Rafał Piasecki to doświadczony strateg marketingowy. W latach 2023–2025 pełnił funkcję Dyrektora Marketingu w DaGrasso TEPC/ORKLA, gdzie odpowiadał m.in. za repozycjonowanie marki DaGrasso. Wcześniej zdobywał doświadczenie na stanowiskach menedżerskich i eksperckich w Samsung Group oraz agencjach One Eleven, DDB, Young & Rubicam Brands czy CAM Media. Odpowiadał tam za tworzenie i realizację strategii marketingowych i komunikacyjnych, działania z zakresu influencer marketingu oraz PR – zarówno na rynku polskim, jak i globalnym.

Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie rebrandingu oraz wdrażania działań dostosowanych do potrzeb biznesowych organizacji. Dysponuje ekspercką wiedzą i znajomością narzędzi komunikacji z klientami w kanałach B2C i B2B, które łączy z doskonałą orientacją w branży medialnej.

Rafał Piasecki jest również wykładowcą na Uniwersytecie Łódzkim na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Ukończył antropologię kulturową na tej samej uczelni.

Jednocześnie Polska Press poinformowała, że Eliza Słoma-Górska, dotychczasowa Dyrektor Biura Marketingu i Projektów Specjalnych podjęła decyzję o odejściu z Polska Press Grupy.

Minister Majewska przedstawiła propozycje zmian w ubezpieczeniach społecznych dla MŚP

Poprawa przepisów dotyczących ubezpieczeń społecznych mikroprzedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców to przedmiot wystąpienia Rzecznika MŚP do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministra Rozwoju i Technologii. Jak zaznacza Agnieszka Majewska, propozycje zmian mają charakter deregulujący, uproszczeniowy lub doprecyzowujący. Przedstawiony pakiet niezbędnych zmian przyczyni się do poprawy sytuacji firm przy jednoczesnym usprawnieniu pracy właściwych urzędów, na czele z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Postulaty zmian legislacyjnych zostały wypracowane w toku współpracy z Zespołem Roboczym ds. Ubezpieczeń Społecznych, działającym w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

Pierwsza propozycja dotyczy zwaloryzowania kwoty przychodu za poprzedni rok, stanowiącej jedną z podstaw do korzystania z preferencji Mały ZUS Plus. Minister Majewska postuluje podniesienie tej kwoty ze 120 tys. zł na 170 tys. zł oraz wprowadzenie mechanizmu jej corocznej waloryzacji w oparciu o średnioroczny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych. Jak bowiem zauważa, „aktualnie obowiązujący limit nie odpowiada obecnym realiom gospodarczym, ponadto z uwagi na upływ czasu oraz inne czynniki obiektywne powodujące m.in. duże wzrosty inflacji i cen, stał się nieadekwatny i nieprzystający do obecnych kosztów wykonywania działalności gospodarczej”. Agnieszka Majewska postuluje także zmianę przepisu umożliwiającego zgłaszanie zamiaru korzystania z Małego ZUS Plus, w sposób pozwalający na realne dokonanie tego w dowolnym momencie roku kalendarzowego, a nie tylko na początku roku.

Kolejna zmiana obejmuje przedsiębiorców pobierających emeryturę. Minister Majewska występuje po zniesienie obowiązku uiszczania przez takie osoby składki rentowej, gdyż nabywając prawo do emerytury przedsiębiorca tym samym nie będzie mógł skorzystać z renty.

Kolejna grupa proponowanych rozwiązań dotyczy wakacji składkowych. Rzecznik MŚP proponuje, by z liczby pracowników warunkującej możliwość korzystania z ulgi wyłączyć osoby zatrudnione w charakterze praktykanta, stażysty lub przyuczenia zawodowego, co bardzo często dotyczy rzemiosła. Ponadto Agnieszka Majewska wskazuje na zasadność uchylenia obowiązku złożenia zaświadczenia lub oświadczenia o udzielonej pomocy de minimis, gdyż informacje takie są powszechnie dostępne w systemie teleinformatycznym Prezesa UOKiK, skąd mogą być pobrane przez ZUS.

Wśród ograniczeń korzystania ze zwolnienia wakacje składkowe jest zakaz wykonywania działalności gospodarczej na rzecz byłego pracodawcy. Jak sygnalizują przedsiębiorcy, przepis ten stwarza wiele trudności interpretacyjnych w praktyce, związanych z brakiem jasnej definicji „byłego pracodawcy”. Dlatego Minister Majewska zwraca uwagę na potrzebę wprowadzenie do ustawy odpowiedniej definicji.

W związku z zaniechaniem projektu Centralnej Informacji Emerytalnej i obniżaniem się tzw. stopy zastąpienia, rośnie znaczenie rzetelnej edukacji i informacji ubezpieczonych i w tym kontekście wskazane jest nałożenie na ZUS obowiązku corocznego informowania ubezpieczonego o stanie konta i prognozowanej wysokości świadczenia emerytalno-rentowego, co umożliwi przedsiębiorcom podejmowanie świadomych decyzji o korzystaniu z ewentualnych ulg lub innych ułatwień.

Rzecznik MŚP zwraca uwagę, iż wskutek prawdopodobnie błędnego sformułowania przepisów przedsiębiorcy korzystający z ulgi Mały ZUS Plus albo wakacji składkowych wyłączeni są z możliwości korzystania z programu „Aktywny rodzic”. Dlatego Minister Majewska występuje z inicjatywą doprecyzowania przepisów, co zlikwiduje nieuzasadnione ograniczenia, na jakie napotyka część przedsiębiorców, chcących łączyć przedsiębiorczość z rodzicielstwem.

Agnieszka Majewska proponuje ujednolicenie limitów przychodów pomiędzy działalnością nierejestrową a działalnością rozliczaną ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, w oparciu, o które ustalany jest obowiązek opłacania składki zdrowotnej. Takie zrównanie pozwali realizować zasadę uczciwej konkurencji. Rzecznik MŚP postuluje też zmianę ustalania wysokości składki na ubezpieczenie zdrowotne osób niepełnosprawnych wykonujących działalność gospodarczą.

Ostatni element wystąpienia Minister Majewskiej dotyczy przepisu, regulującego status płatników i procedury postępowania ZUS w pierwszym okresie obowiązywania znowelizowanych przepisów. Zakład stosuje ten przepis przejściowy do dziś, uzasadniając nim odmowę wypłaty świadczeń zasiłkowych, co zdaniem Rzecznika MŚP jest krzywdząca w skutkach nadinterpretacją.

Jak reasumuje swoje wystąpienie Minister Majewska, proponowane przez nią zmiany legislacyjne będą mieć pozytywny wpływ na warunki wykonywania działalności gospodarczej, „a w szczególności korzystnie wpłyną na przejrzystość przepisów prawa, ujednolicenie ich wykładni, uproszczenie obowiązków administracyjnych związanych z wykonywaniem działalności gospodarczej oraz wysokość kosztów związanych z wykonywaniem takiej działalności” na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Kurs dolara spada poniżej kluczowego poziomu 3,60 zł – co dalej?

Drugą połowę roku zaczynamy kolejnymi ciosami w dolara. Pierwszego dnia lipca „zielony” wygląda tak, jakby opuścił gardę i zapomniał, że na forex nie można zrobić sobie przerwy po kiepskim pierwszym półroczu. Notowania EUR/USD przebijają 1,18 USD, a kurs USD/PLN przełamuje 3,60 PLN. Czy popołudniowe dane ze Stanów Zjednoczonych zmienią krajobraz na forex?

Europejski przemysł spowalnia

Wtorkowe dane PMI dla przemysłu, mimo że były odczytami finalnymi, okazały się zaskakujące w poszczególnych przypadkach. Badany indeks przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt. Poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wszystko, co powyżej sugeruje rozwój, a to, co poniżej – dekoniunkturę. Przemysł strefy euro znalazł się w obszarze recesji. Publikacja 49,5 pkt. była o 0,1 punktu procentowego powyżej prognoz. Jest to konsekwencja odczytów wskazujących na spowolnienie w takich krajach jak Niemcy (49 pkt.) czy Francja (48,1 pkt.). Wśród dzisiejszych publikacji negatywnym zaskoczeniem była ta z Polski, gdzie mimo oczekiwanego wzrostu z 47,1 pkt. do 48 pkt. odnotowano spadek do 44,8 pkt. W innym klimacie prezentują się dane ze Szwajcarii. Helweci zaskoczyli wzrostem z 42,1 pkt. do 49,6 pkt (konsensus 44 pkt.). Zgodnie z oczekiwaniami w strefie dekoniunktury pozostała również Wielka Brytania (47,7 pkt.).

Wynik powyżej 50 pkt. królował w innej części globu. Oprócz nielicznych państw starego kontynentu (Czechy, Hiszpania), w strefie rozwoju znalazły się głównie gospodarki z Azji: Japonia (50,1 pkt.), Indie (58,4 pkt.), Chiny (50,4 pkt.) oraz Australia (50,6 pkt.). Przed nami popołudniowe publikacje z USA, które ostatnio wypadają mieszanie. Indeks PMI zgodnie z oczekiwaniami ma pozostać przy wartości 52 pkt. Inaczej prezentuje się prognoza raportu ISM, któremu Amerykanie zwykli przypisywać większą wagę. Jego główny wskaźnik ma delikatnie wzrosnąć z 48,5 pkt do 48,8 pkt. – pozostanie więc w strefie recesji.

Co dalej z dolarem?

Popołudniowe odczyty z amerykańskiego przemysłu oraz JOLTS (liczba wakatów) wydają się być dziś ostatnią nadzieją na jakiekolwiek umocnienie waluty zza oceanu. Słabość dolara jest widoczna wszem i wobec na forex. Główna para walutowa świata dotarła w południe do poziomu 1,183 USD. Porannemu umocnieniu euro towarzyszyły wstępne odczyty inflacji konsumenckiej ze strefy euro. Indeks HICP zgodnie z konsensusem wzrósł z 1,9% do 2% r/r. Inflacja bazowa HICP pozostała przy 2,3% r/r. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost inflacji konsumenckiej z 0% do 0,3% m/m oraz subindeksu bazowego z 0% do 0,4% r/r. Marsz EUR/USD w kierunku północnym to także słabszy dolar, co związane jest z trwającymi pracami legislacyjnymi nad ustawą podatkową Trumpa. Ta z kolei wiąże się z niepewnością o przyszłe nierównowagi w budżecie Stanów Zjednoczonych. Wiszący nad USA wzrost zadłużenia, połączony z obniżkami stóp przez FED w drugiej połowie 2025 roku, powoduje, że inwestorzy odwracają się od amerykańskiej waluty.

USD/PLN poniżej 3,60 PLN

Spustoszenie na dolarze widać również w relacji do krajowej waluty. Nowy miesiąc zaczynamy z przytupem, przełamując poziom 3,60 PLN. Najniższym poziomem odnotowanym podczas wtorkowej sesji przed południem był 3,585 PLN. Analitycy zastanawiają się, jak długo może potrwać ten swobodny spadek. Przypomnijmy, że ubiegły miesiąc rozpoczynaliśmy poziomem 3,75 PLN, początek marca to równe 4 PLN, a połowa stycznia to nawet 4,20 PLN. Oznacza to, że notowania dolara są na najniższych poziomach nie tylko w tym roku, ale od maja 2018 roku! Kiedy obecny trend może ulec zmianie? Nie wydaje się, aby dzisiejsze odczyty z USA o godzinie 16:00 mogły coś zmienić na trwałe, jednak mogą lokalnie zachwiać notowaniami. Dodatkowo warto bacznie obserwować jutrzejszą decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych oraz liczne dane z amerykańskiego rynku pracy (raporty o zmianie zatrudnienia, o planowanej liczbie zwolnień), których w tym tygodniu nie zabraknie.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

24,7% firm korzysta z AI w rekrutacji, a 34,1% w zarządzaniu zasobami ludzkimi – raport Gi Group 2025

Automatyzacja i sztuczna inteligencja stają się ważnym elementem współczesnego HR. W rekrutacji wykorzystuje je obecnie 24,7% przedsiębiorstw, a 34,1% w zarządzaniu zasobami ludzkimi – wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Jednocześnie aż 45,1% firm nie planuje wdrażania tych rozwiązań – głównie z powodu niskiej świadomości płynących z nich korzyści, braku zasobów i ograniczeń budżetowych.

Coraz więcej firm stawia na inteligentne rozwiązania

Automatyzacja i sztuczna inteligencja wspierają już zarówno rekrutację, jak i codzienne zarządzanie zasobami ludzkimi. W rekrutacji pomagają w selekcji kandydatów, analizie CV, prowadzeniu wstępnych rozmów czy planowaniu spotkań.

– Technologia zmienia sposób, w jaki firmy pozyskują kandydatów, a osoby szukające pracy aplikują na stanowiska. Kilka kliknięć na telefonie wystarczy, by wysłać CV, porozmawiać z chatbotem lub umówić się na rozmowę, najczęściej online. Rekruterzy z kolei cenią sobie wsparcie automatyzacji i sztucznej inteligencji w analizie CV, dopasowywaniu profilu kandydata do oferty, planowaniu spotkań czy przeprowadzaniu wstępnych wywiadów – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Jednocześnie automatyzacja i AI usprawniają wdrożenie nowych pracowników, umożliwiają monitorowanie wyników, personalizację ścieżek rozwoju czy prognozowanie rotacji. Dzięki tym technologiom firmy podejmują trafniejsze decyzje i szybciej reagują na potrzeby zespołu.

Cyfrowe awatary już wspierają onboarding pracowników, ułatwiając ich adaptację w firmie. Rozwiązania oparte na AI są także coraz częściej wykorzystywane w szkoleniach – dostosowują treści do stylu uczenia się oraz celów zawodowych, rekomendując indywidualne ścieżki rozwoju. Nie tylko zwiększają efektywność nauki, ale realnie wspierają rozwój kompetencji i przygotowanie do codziennych obowiązków. Co więcej, narzędzia AI umożliwiają monitorowanie postępów i oceny skuteczności działań rozwojowych, dostarczając cennych danych zarówno pracownikom, jak i managerom oraz działom HR – dodaje Daniel Piaszczyk, Senior Partner w Wyser Executive Search.

Jak wynika z „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding, już co czwarta firma (24,7%) stosuje takie rozwiązania w procesach rekrutacyjnych, a więcej niż co trzecia (34,1%) w zarządzaniu zasobami ludzkimi, przy czym 16,5% organizacji wykorzystuje je dla obu tych celów. Jednocześnie blisko połowa przedsiębiorstw (45,1%) nadal nie używa tego typu rozwiązań i nie planuje ich wprowadzenia.Wykorzystanie AI w rekrutacji Barometr Rynku Pracy

Wdrożenie AI zależne od branży i wielkości firmy

Z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding wynika, że najbardziej zainteresowane automatyzacją i AI w HR są średnie firmy – jedynie 37% z nich nie planuje wdrożenia tych rozwiązań. 44% już to zrobiło w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi, a 27% w procesach rekrutacyjnych.

Otwartość na wdrożenie tych technologii w rekrutacji przejawiają właściwie wszystkie branże, nieco częściej firmy z sektora usług (27%) oraz przemysłu (26%) niż handlu (22%). Po technologie w zarządzaniu w HR najchętniej sięga transport i logistyka (42%) oraz handel (39%), nieco rzadziej przemysł i usługi (odpowiednio 35% i 37%), najrzadziej – sektor publiczny (24%).AI w rekrutacji_Branża_Barometr

Technologia wkroczyła już do świata HR, jednak jeszcze wiele firm nie korzysta z jej możliwości. Bariery to brak odpowiednich zasobów, ograniczenia budżetowe oraz niska świadomość możliwości, jakie oferuje automatyzacja i AI – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Intuicja, etyka, transparentność – tego AI nie zrobi za nas

Choć AI znacząco usprawnia i przyspiesza pracę specjalistów HR, nie jest w stanie całkowicie zastąpić ludzkich kompetencji – w szczególności empatii, intuicji czy zdolności do budowania relacji.

– Rozwiązania technologiczne nie powinny być stosowane bez odpowiedniego nadzoru ze strony człowieka. Aby zapewnić rzetelność i uczciwość działania algorytmów, konieczne jest ich monitorowanie oraz weryfikowanie wyników. Automatyzacja wspiera rekrutera, ale nie podejmuje za niego decyzji – mówi Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Wraz z rozwojem narzędzi AI pojawiają się również wyzwania – nie tylko technologiczne, ale także prawne i etyczne. Kluczem do ich efektywnego wdrożenia jest umiejętne łączenie ludzkiej intuicji i doświadczenia z potencjałem algorytmów, przy jednoczesnym zachowaniu przejrzystości oraz przestrzegania obowiązujących przepisów. Wdrażanie algorytmów musi odbywać się w zgodzie z przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych (RODO) oraz zasadą równego traktowania kandydatów. Szczególną uwagę należy zwrócić na transparentności działania systemów – pracownicy i kandydaci powinni wiedzieć, w jaki sposób ich dane są przetwarzane i na jakiej podstawie podejmowane są decyzje.

–  Standardy etyczne zyskują na znaczeniu wraz z rosnącym wpływem technologii na procesy HR. Istotne jest nie tylko rozwijanie narzędzi opartych na AI, ale również świadome zarządzanie ich skutkami – zarówno w wymiarze społecznym, jak i prawnym. To sprawia, że coraz ważniejsze staje się zaangażowanie zespołów łączących kompetencje, które będą gwarantować odpowiedzialne i zgodne z regulacjami wykorzystanie sztucznej inteligencji – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Link do „Barometru rynku pracy 2025”: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/barometr-rynku-pracy-2025/?utm_source=media&utm_medium=pr&utm_campaign=barometr_19

Ponad połowa Polaków uważa, że zarabia za mało i rozważa zmianę pracy

Mimo dynamicznego wzrostu wynagrodzeń i rekordowo niskiej stopy bezrobocia w Polsce, wielu pracowników nadal czuje się nieusatysfakcjonowanych wysokością swojego wynagrodzenia. Połowa polskich zatrudnionych (50,9 proc.) uważa, że zarabia za mało, a tylko 46,3 proc. postrzega wysokość swojej wypłaty jako uczciwą w porównaniu z tą, którą dostają ich współpracownicy na podobnych stanowiskach. To wnioski z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx, wśród 5 625 menedżerów HR i 16 000 pracowników z 16 krajów Europy.

Choć ostatnie badanie Randstad „Workmonitor Pulse 2025” pokazuje, że w Polsce 55 proc. pracowników wolałoby mniej stresującą pracę niż wyższe wynagrodzenie[1], to dane te nie są jednoznaczne ze stwierdzeniem, że osoby zatrudnione w Polsce nie mają zastrzeżeń do wysokości swoich wypłat. Najnowsze badanie „HR & Payroll Pulse Europe 2025” przeprowadzone przez SD Worx pokazuje, że zarówno połowa polskich (50,9 proc.) jak i europejskich pracowników (49 proc.) uważa, że otrzymuje zbyt niskie wynagrodzenie za pracę, którą wykonują. Tylko 46,3 proc. polskich pracowników (i 42,2 proc. Europejczyków) uważa, że ich wynagrodzenie jest uczciwe w porównaniu z tym, które dostają ich koleżanki i koledzy na podobnych stanowiskach w ich organizacji. Fakt, że ten stan bardzo nie podoba się pracownikom potwierdzają dane – w Polsce blisko połowa (44,2 proc.) zatrudnionych szuka nowej pracy.

Rosnące wynagrodzenia nie zaspokajają oczekiwań

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2025 roku wyniosło 9 045,11 zł, co oznacza wzrost o 9,3 proc. w porównaniu do kwietnia 2024 roku . Jednakże, mimo wzrostu, wielu pracowników nadal odczuwa, że wysokość ich wynagrodzenia jest nieadekwatna do ich zaangażowania i zakresu obowiązków.

– Obserwujemy, że rosnące wynagrodzenia nie zawsze przekładają się na poczucie satysfakcji wśród pracowników. Wielu z nich oczekuje nie tylko wyższych płac, ale także większej przejrzystości w polityce wynagrodzeń oraz doceniania ich wkładu w rozwój firmy. Pracodawcy powinni zwrócić uwagę na te aspekty, aby skutecznie przyciągać i zatrzymywać talenty, ale też by poprawić komunikację na temat wysokości całkowitego wynagrodzenia, które przecież znacznie przekracza kwotę widoczną na pasku wypłat – tłumaczy Paulina Zasempa, People Country Lead w SD Worx Poland.

Dobra komunikacja pomoże zmniejszyć rotację pracowników

Obecnie firmy muszą mierzyć się nie tylko z rosnącymi oczekiwaniami płacowymi, ale również z dużą rotacją kadry i trudnościami w zatrzymaniu talentów. Ponad połowa europejskich firm (52,8 proc.) dostrzega problem – firmy te obawiają się, że w nadchodzących latach ich organizacja będzie w coraz większym stopniu borykać się z niedoborem pracowników. A co trzeci zatrudniony Europejczyk (32,6 proc.) zauważa, że jego zespół boryka się z wysokim wskaźnikiem odejść. W odpowiedzi na rosnące oczekiwania pracowników, 58,3 proc. polskich biznesów ankietowanych przez SD Worx przyznaje, że inwestuje w większą przejrzystość wynagrodzeń, a 52 proc. firm angażuje się w eliminowanie nierówności płacowych w swoich organizacjach.

Ogromnie cieszy fakt, że ponad połowa polskich firm jest już zaangażowanych w eliminowanie nierówności płacowych. To nie tylko słuszny kierunek zmian, ale też wyróżnik każdego nowoczesnego pracodawcy. Obecnie, kiedy mamy tak wysoki wskaźnik migracji pracowników i tak wiele talentów zgłasza w badaniu chęć zmiany miejsca zatrudnienia, dbanie o sprawiedliwe, równe, ale też przejrzyste wynagradzanie jest podstawą tworzenia inkluzywnego i pożądanego miejsca pracy  – komentuje Paulina Zasempa.

[1] https://info.randstad.pl/hubfs/Workmonitor%20Pulse%202025%20-%20PL.pdf

Ailleron Innovation Forum 2025 w Krakowie – od sztucznej inteligencji do autonomicznej bankowości

12 czerwca 2025 roku w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha odbyła się trzecia edycja Ailleron Innovation Forum (AIF) – jedno z najważniejszych wydarzeń w Europie poświęconych przyszłości usług finansowych, sztucznej inteligencji i inkluzywności w branży FinTech. Ponad 250 przedstawicieli sektora finansowego i technologicznego spotkało się, by wspólnie dyskutować o kluczowych trendach, wyzwaniach i innowacjach, które przekształcają rynek.

Chris Skinner – głos światowej klasy eksperta

Gościem specjalnym AIF był Chris Skinner – uznany ekspert, futurysta i autor bestsellerów, który od lat jest uznawany za jeden z najważniejszych autorytetów w obszarze bankowości i finansów cyfrowych. Podkreślił on konieczność odwagi i proaktywności liderów branży, apelując: „Nie możemy pozostać bierni, kiedy technologia przepisuje zasady finansów na nowo.” Jego wystąpienie idealnie oddało ducha całego forum, które nie tylko śledzi zmiany, ale również współtworzy ich kierunek.

Cztery kluczowe ścieżki tematyczne i globalna perspektywa

Tegoroczne AIF wyróżniała rozbudowana, międzynarodowa agenda oraz transmisja online, która umożliwiła udział szerokiej publiczności. Forum zostało podzielone na cztery główne ścieżki tematyczne:

  • The Engagement Shift – dotycząca zmieniających się sposobów komunikacji i sprzedaży w finansach, w tym integracji bankowości z sektorem retail i e-commerce. Uczestnicy dyskutowali o roli kanałów cyfrowych w zwiększaniu efektywności sprzedaży oraz o innowacyjnych rozwiązaniach w leasingu.
  • Smarter Than Ever – poświęcona zastosowaniu sztucznej inteligencji w bankowości, decyzjom podejmowanym w czasie rzeczywistym oraz przyszłości doświadczenia klienta (UX). Eksperci pokazali, jak inteligentne systemy wpływają na szybkość obsługi i personalizację usług.
  • Designed for All – koncentrująca się na inkluzywności i projektowaniu produktów finansowych dostępnych dla wszystkich użytkowników, niezależnie od indywidualnych potrzeb. Prezentacje m.in. przedstawicieli Revolut i George Labs podkreślały, że inkluzywność to nie tylko zgodność z regulacjami, ale przede wszystkim katalizator innowacji i zaangażowania klientów.
  • The Autonomous Bank – omawiająca automatyzację procesów bankowych, aspekty prawne transformacji oraz rolę AI w codziennym zarządzaniu finansami osobistymi. Paneliści debatowali o granicach automatyzacji – zarówno technologicznych, jak i etycznych – oraz o praktycznych wdrożeniach inteligentnych rozwiązań.

Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele czołowych instytucji finansowych i technologicznych, takich jak Alior Bank, mBank, BNP Paribas, Credit Agricole, Pekao Leasing, Revolut, Santander Consumer Bank, Związek Banków Polskich i wielu innych.

Najważniejsze momenty konferencji

Prezes Ailleron, Sławomir Soszyński, otwierając wydarzenie, przedstawił 10 globalnych trendów, które obecnie kształtują usługi finansowe – od robotycznych doradców po Open Banking i AI w zarządzaniu finansami. Zadał też pytanie, czy tradycyjne aplikacje bankowe mają przyszłość w nowym, cyfrowym świecie.

Keynote „Future-Ready Finance” zwrócił uwagę na oczekiwania pokolenia Z oraz globalne zmiany, takie jak „dewesternizacja” finansów cyfrowych. Dyskusje wokół danych, sprzedaży cyfrowej oraz integracji bankowości z handlem detalicznym stanowiły ważną część programu.

Panel „Real-Time Banking” pokazał, jak decyzje podejmowane na bieżąco poprawiają jakość obsługi i personalizację, a prezentacje ekspertów Alior Banku i Santander Consumer Banku wzbudziły duże zainteresowanie, prezentując konkretne zastosowania AI.

Inkluzywność jako motor innowacji

Prezentacje dotyczące inkluzywnego designu ukazały, że otwarte i dopasowane do potrzeb różnych użytkowników produkty finansowe stają się źródłem przewagi konkurencyjnej. Przykłady z Revolut czy George Labs dowiodły, że sztuczna inteligencja może skutecznie wspierać personalizację i angażować szerokie grupy klientów, co buduje lojalność i napędza rozwój.

Autonomia i automatyzacja w bankowości

Ścieżka „The Autonomous Bank” była okazją do rozmowy o transformacji prawnej, automatyzacji i roli AI w codziennych finansach. Eksperci z Ailleron i partnerów podkreślali, że automatyzacja to nie tylko kwestia technologii, ale także etyki i realnych potrzeb klientów.

Networking i budowanie społeczności innowatorów

Wieczorne spotkanie networkingowe na tarasie Mangghi z widokiem na Wawel stworzyło przestrzeń do dalszych rozmów o ESG, cyfrowych liderach i nowych wyzwaniach, takich jak wpływ narzędzi AI typu ChatGPT. Dyskusje toczyły się także w mediach społecznościowych, potwierdzając, że AIF to nie tylko konferencja, ale dynamiczna społeczność.

Ryzyko kredytowe krajów i sektorów w 2025 r. – trendy, wyzwania i perspektywy na II kwartał

Przez ostatnie dwa i pół roku (10 kwartałów) więcej było przypadków podnoszenia oceny ryzyka kredytowego krajów niż jego obniżania. Obecnie mamy punkt zwrotny – podwyżki ratingów krajów już nie są liczniejsze. Co więcej – obecnie obniżki notują kluczowe gospodarki wysokorozwinięte. Sektory: trzeci kwartał z rzędu obniżenia ich perspektyw; w porównaniu do 2019r. sektorów działających w realiach niskiego ryzyka jest zdecydowanie mniej (9% obecnie wobec 15% w IV kw. 2019r.).

  • Punkt zwrotny: po dwóch i pół roku konsekwentnego podnoszenia netto ratingów ryzyka krajów i sektorów, w ostatnim Allianz Trade przeglądzie (aktualnego ryzyka) odnotowaliśmy równą już liczbę ocen podwyższanych jak i obniżanych.
  • Uwaga eksporterzy – dywersyfikacja jest nie tylko konieczna, ale i łatwiejsza? Bowiem drugi ciekawy trend to przesunięcie globalnej odporności gospodarczej z gospodarek wysokorozwiniętych na gospodarki wschodzące. Zaawansowane gospodarki stoją w obliczu rosnącej presji fiskalnej i politycznej, co doprowadziło do obniżenia ratingów o jeden stopień dla Stanów Zjednoczonych, Francji i Belgii, z których wszystkie mają rating A1, podczas gdy rynki wschodzące, w tym np. Argentyna, Nigeria i Peru wykazują ostrożne oznaki ożywienia, z podwyżkami o jeden stopień do C3 dla Argentyny i Nigerii oraz B1 dla Peru.
  • Sektory – trzeci kwartał z rzędu nieznaczne pogorszenie perspektywy ryzyka, z 16 ocenami obniżonymi i 12 podniesionymi.
  • Sektory – obniżenie ocen miało miejsce w większości regionów, głównie ze średniego do wrażliwego ryzyka, ale szczególnie w sektorze motoryzacyjnym ze względu na słabe perspektywy popytu i silną konkurencję. Połowa aktualizacji ocen dotyczyła sprzętu transportowego oraz oprogramowania i usług IT.
  • Ogólnie rzecz biorąc, w większości sektorów ratingi ryzyka pozostają poniżej poziomów z 2019 r., a jedynymi wyjątkami są elektronika, komputery i telekomunikacja, metale, oprogramowanie i IT oraz papier, gdzie po okresie pandemii podwyżki ocen ryzyka przeważyły nad obniżkami.

Najnowsze kwartalne aktualizacje Allianz Trade dotyczące ryzyka dla poszczególnych krajów pokazują, że nad niektórymi wysoko rozwiniętymi gospodarkami zbierają się chmury, ale nad niektórymi rynkami wschodzącymi jest już jasno. Po dwóch i pół roku konsekwentnego podwyższania ratingów netto, w naszym ostatnim przeglądzie odnotowaliśmy równą liczbę podwyższeń i obniżek ocen (po pięć z każdej strony), przy czym obniżki dotyczyły w szczególności gospodarek o wysokim dochodzie, a podwyżki były korzystne tylko dla gospodarek wschodzących. Skutki niepewności rozwijają się z większą intensywnością w krajach rozwiniętych, podkreślając pęknięcia w polityce fiskalnej i przewidywalne średnio- i długoterminowe konsekwencje zarówno zakłóceń polityki, jak i braku działania. W szczególności Stany Zjednoczone, Francja i Belgia odnotowały pogorszenie swoich perspektyw makroekonomicznych, co znalazło odzwierciedlenie we wskaźnikach, których używamy do naszych średnioterminowych ocen, skłaniając do obniżenia oceny z AA1 do A1 dla wszystkich trzech krajów.

Wykres 1: Mapa ryzyka dla poszczególnych krajów, II kw. 2025 r. (pokolorowana według krótkoterminowych ratingów ryzyka)

Mapa ryzyka dla poszczególnych krajów

Źródło: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka kraju i ocen ryzyka kraju na II kwartał 2025 r.

W przypadku Stanów Zjednoczonych pogorszyło się zarówno ryzyko makroekonomiczne, jak i polityczne. Kluczowe wskaźniki fiskalne, w tym saldo budżetowe, dług publiczny i płatności odsetkowe, uległy znacznemu pogorszeniu w ciągu ostatnich kilku lat. Perspektywy fiskalne pozostają trudne. Przewidywane przyjęcie znacznego pakietu fiskalnego do jesieni, który ma znacznie zwiększyć deficyt pierwotny do 2026 r., prawdopodobnie zaostrzy presję, zwłaszcza w środowisku utrzymujących się wysokich stóp procentowych. Koszty odsetkowe gwałtownie rosną, a deficyt federalny może osiągnąć ponad 8% PKB w 2026 r. przy ograniczonych dowodach na zbliżającą się konsolidację fiskalną. Równolegle wzrosło ryzyko polityczne, wraz z niestabilnymi decyzjami dotyczącymi polityki handlowej i współpracy wielostronnej.

W przypadku Francji ryzyko makroekonomiczne pogorszyło się ze względu na słabe wskaźniki fiskalne (saldo budżetowe, dług publiczny, zadłużenie zagraniczne i koszty obsługi). Wskaźniki te prawdopodobnie nie ulegną poprawie w dającej się przewidzieć przyszłości. Spodziewamy się, że deficyt fiskalny zmniejszy się w przyszłym roku (do 5% PKB), ale pozostanie wyższy niż prognozowany przez rząd, a koszty refinansowania również będą wyższe. Jesienią na pierwszy plan powróci polityczny impas w sprawie ustawy budżetowej na 2026 r., a rząd prawdopodobnie będzie miał trudności ze znalezieniem znacznych oszczędności w obliczu rosnących potrzeb w zakresie wydatków na obronność. Rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego jest nadal realną opcją, choć nie spodziewamy się tego w naszym scenariuszu bazowym. W obliczu braku konsolidacji fiskalnej i wolniejszego niż oczekiwano ożywienia gospodarczego, wyraźnie widoczne są obawy krystalizujące się w perspektywie długoterminowej.

Sytuacja fiskalna Belgii uległa osłabieniu z powodu utrzymującego się deficytu, rosnących wydatków i ograniczonych postępów w konsolidacji fiskalnej. Planowane reformy strukturalne utknęły w martwym punkcie, podczas gdy nowe zobowiązania wydatkowe nadal zwiększają presję na finanse publiczne. Umiarkowany wzrost PKB oczekiwany w latach 2025-2026, w połączeniu z nierównowagą strukturalną i rosnącymi zobowiązaniami fiskalnymi, wzmacnia długoterminowe obawy. Szczególnie zauważalny jest brak wiarygodnych i skoordynowanych środków mających na celu przywrócenie stabilności fiskalnej zarówno na szczeblu federalnym, jak i regionalnym. Dynamika ta przyczynia się do pogorszenia perspektyw fiskalnych, przy rosnącym obciążeniu wskaźników zadłużenia. Chociaż Belgia zachowuje swój (dobry) status inwestycyjny, to obecnie ma najniższy poziom ratingu od ponad trzech dekad – co podkreśla pilną potrzebę znalezienie sposobu na wprowadzenie dyscypliny fiskalnej i odnowienie przejrzystości polityki w celu zapewnienia stabilności fiskalnej w perspektywie średnioterminowej.

W międzyczasie, pomimo trwających wyzwań politycznych lub gospodarczych, kilka gospodarek wschodzących wykazuje oznaki stopniowego ożywienia. W tym kwartale podwyższono ratingi Albanii (BB2), Argentyny (C3), Nigerii (C3), Peru (B1) i Surinamu (C3), podkreślając ostrożny optymizm na tych rynkach. Z drugiej strony, Botswana (BB2) straciła swój „zielony” status na Allianz Trade mapie, odzwierciedlając rosnącą presję w sektorze diamentów. Rating Mauritiusa (C3) również został obniżony w związku z niższymi niż oczekiwano przychodami podatkowymi, które zaczynają utrudniać długoterminowe planowanie fiskalne.

W kwietniu 2025 r. MFW zatwierdził nowy czteroletni instrument Extended Fund Facility o wartości 20 mld USD dla Argentyny, z początkową wypłatą w wysokości 12 mld USD  w celu wsparcia bieżących działań stabilizacyjnych i reformatorskich. Administracja prezydenta Milei poczyniła znaczące postępy, w tym płynne wprowadzenie nowego systemu walutowego, spadek miesięcznej inflacji do 2,8% w kwietniu, nadwyżki fiskalne sięgające 0,6% PKB oraz odbicie aktywności gospodarczej, płac realnych i redukcji ubóstwa. Kluczowe cele obejmują wzmocnienie zewnętrznych buforów i odzyskanie dostępu do międzynarodowych rynków kapitałowych. Rząd zobowiązał się również do zwiększenia przejrzystości finansowej i deregulacji gospodarki w celu zwiększenia formalizacji. Poprawa nastrojów rynkowych znajduje odzwierciedlenie w spadku premii za ryzyko Argentyny, torując drogę do pełniejszego powrotu na rynek.

Peru doświadczyło silnego ożywienia gospodarczego w 2024 r., przy wzroście sięgającym +3,3%, inflacji zakotwiczonej w docelowym przedziale i nadwyżce na rachunku obrotów bieżących w wysokości 2,2% PKB. Wzrost był napędzany przez odbicie w sektorach pierwotnych, rosnącą konsumpcję prywatną i solidne inwestycje publiczne. Chociaż deficyt fiskalny wzrósł do 3,5% PKB, Peru utrzymało silne bufory, w tym niski dług publiczny i wysokie rezerwy międzynarodowe. Oczekiwać można, że w 2025 r. wzrost spowolni do 3%, ale odporność konsumpcji prywatnej zrównoważy słabsze inwestycje publiczne i niepewność polityczną. Sektor finansowy pozostaje zdrowy, a reformy są w toku w celu zwiększenia odporności i ożywienia rynków kapitałowych. w roku przedwyborczym nie spodziewamy się większych reform strukturalnych, ale silne fundamenty Peru, spore rezerwy, ograniczona ekspozycja na handel z USA i nieco niedowartościowana waluta powinny wspierać konkurencyjność i zapewniać pole manewru.

Pozycja zewnętrzna Nigerii poprawiła się w ciągu ostatnich 12 miesięcy dzięki wprowadzeniu ortodoksyjnej polityki makroekonomicznej. Po zezwoleniu na płynność nairy, oficjalny kurs wymiany zrównał się z kursem na rynku równoległym, wywołując szok inflacyjny, ale przywracając kontrolę nad pozycją zewnętrzną bankowi centralnemu. Od tego czasu rezerwy międzynarodowe znacznie wzrosły, a ich pokrycie importu przekracza obecnie 3,5 miesiąca. Na froncie fiskalnym rząd Nigerii zlikwidował subsydia energetyczne, a perspektywy długu publicznego również uległy poprawie. Inflacja utrzymuje się jednak na poziomie ponad 20%, a powszechny brak bezpieczeństwa i zbliżające się wybory w 2027 r. wskazują na utrzymujące się niestabilności.

Sektory – ocena ryzyka

Tymczasem obniżki ratingów sektorowych koncentrowały się głównie w sektorze motoryzacyjnym. Ratingi ryzyka sektorowego pogorszyły się w ujęciu netto trzeci kwartał z rzędu, z 16 obniżkami (w porównaniu do 23 w I kwartale), zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, i tylko 12 podwyżkami (wobec 5 w I kwartale). To nieznaczne pogorszenie otoczenia ryzyka odzwierciedla wyzwania, przed którymi firmy nadal stoją w perspektywie krótkoterminowej, w tym spowalniający cykl gospodarczy, rozbieżne cykle monetarne, rosnące koszty nakładów, wysoką niepewność, utrzymującą się wojnę handlową i nowe zagrożenia związane z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Obniżki ratingów miały miejsce głównie w Ameryce Łacińskiej (7) i regionie Azji i Pacyfiku (5). Większość przypadków (10) dotyczyła sektora motoryzacyjnego, z obniżeniem ocen zarówno dla producentów, jak i dostawców w Meksyku (do wysokiego ryzyka) oraz w Japonii, Korei Południowej i Ekwadorze (do wrażliwego ryzyka), a także obniżeniem ocen dla producentów motoryzacyjnych w Niemczech i Finlandii. Wszystkie te obniżki były spowodowane ryzykiem związanym z taryfami celnymi oraz faktem, że producenci samochodów – a co za tym idzie, ich dostawcy – będą musieli zarządzać dodatkowymi kosztami w obliczu „idealnej burzy”, wynikającej ze słabego popytu, intensywnej konkurencji cenowej i ograniczonej polityki zachęt publicznych (dopłat dla konsumentów), które w poprzednich latach silnie wpływały na rentowność. Szczególnie narażeni na sytuację na rynek amerykańskim są japońscy i południowokoreańscy producenci samochodów, podczas gdy amerykański przemysł motoryzacyjny ma łańcuch dostaw ściśle powiązany (a więc i narażony) z Meksykiem. Dla europejskich producentów pogarszające się perspektywy globalnego handlu stanowią nową przeszkodę do pokonania, obok tych wcześniejszych: zaostrzonych ram regulacyjnych (dotyczących danych i emisji dwutlenku węgla), ogólnie słabych perspektyw gospodarczych regionu i rosnącej konkurencji ze strony chińskich marek.

Inne obniżki ratingów dotyczyły różnych sektorów, przyjmując z reguły trajektorię od średniego do wrażliwego poziomu ryzyka: rolno-spożywczego w Panamie, elektroniki na Węgrzech, sprzętu maszynowego w RPA, papieru w Kolumbii, metali w Japonii i farmaceutyków w Meksyku. Z drugiej strony, lepsze oceny ryzyka odnotowano głównie w przypadku sprzętu transportowego (we Francji, Chile i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wszystkie na średnim poziomie) oraz oprogramowania i usług IT (w Czechach i Malezji na niskim poziomie ryzyka, a w Kolumbii na średnim), które łącznie odpowiadają za połowę wzrostów. W Europie Zachodniej poprawę en bloc odczuwa sektor budowlany (zwłaszcza Hiszpania i Irlandia), a w krajach Ameryki Łacińskiej poprawę odczuwa handel detaliczny (zwłaszcza Chile i Kolumbia).

Korekty te doprowadziły do zasadniczo stabilnego globalnego obrazu ratingów, z niewielką większością sektorów (54%) po stronie pozytywnej (niskie lub średnie ryzyko). Jednak patrząc na perspektywy, we wszystkich regionach ratingi sektorów są w większości albo średnie (45%, tj. stabilne kw/kw), albo wrażliwe na ryzyko (43%, tj. -1pp kw/kw). Ogólny rozrzut ryzyka jest zauważalny pomiędzy stosunkowo najbezpieczniejszym regionem (Azja) a najbardziej ryzykownym (Ameryka Łacińska i w trochę mniejszym stopniu Europa Środkowo-Wschodnia).

Co więcej – ogólnie rzecz biorąc, sektorów działających w realiach niskiego ryzyka jest nadal mniej (9%) niż przed pandemią (15% w 4. kwartale 2019 r.).

Wykres 2: Zmiany ocen ryzyka sektorowego w II kwartale 2025 r.

Zmiany ocen ryzyka sektorowego w II kwartale 2025

Źródło: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka sektorowego i mapy ryzyka sektorowego na II kwartał 2025 r

Wykres 3: Oceny ryzyka sektorowego na połowę czerwca 2025 r., w liczbie krajów, według poziomu ryzyka

Oceny ryzyka sektorowego na połowę czerwca 2025 r., w liczbie krajów, według poziomu ryzyka

Źródła: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka sektorowego i mapy ryzyka sektorowego na II kwartał 2025 r.

Euro najsilniejsze od lat, dolar pod presją

Jeszcze niedawno wydawało się, że dolar dotarł do dna. Dzisiaj widzimy jak puka od spodu. Amerykanie bardzo skutecznie realizują plan osłabienia swojej waluty. Niestabilność psuje jednak mocno optymizm przedsiębiorców. Inflacja w Polsce przyspiesza, ale nie budzi niepokoju.

Inflacja w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wstępny odczyt inflacji za czerwiec w Polsce. Ceny dla konsumentów rosną o 4,1%. To z jednej strony 0,1% powyżej oczekiwań. Z drugiej strony to drugi najniższy rezultat w ciągu roku. Warto też zwrócić uwagę, że w lipcu 2024 doszło do zmian w stawkach za energię. Częściowe uwolnienie cen spowodowało, że inflacja podskoczyła do góry. Kluczowa zatem będzie wartość wskaźnika za miesiąc, kiedy w danych nie będzie już widać tego efektu. Trzeba pamiętać, że najbliższa decyzja RPP już jutro. Odczyt ten nie powinien wpłynąć na poziom stóp procentowych – rynki nadal oczekują utrzymania ich na niezmienionym poziomie. Pamiętajmy też, że w sierpniu posiedzenie jest niedecyzyjne. Najbliższa obniżka jest zatem możliwa dopiero we wrześniu. Z tego też powodu rynek przyjął dane o inflacji bardzo spokojnie.

Dolar znów szuka dna

Amerykańska waluta nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Pokazano natomiast słabsze od oczekiwań dane na temat tamtejszej gospodarki. Był to naprawdę alarmujący odczyt Chicago PMI. Wynik 40,4 pkt pokazuje wyraźną przewagę odpowiedzi negatywnych. Oczekiwania były pesymistyczne, ale wynosiły 43 pkt. Mamy zatem dużo gorszy wynik od i tak niekorzystnych prognoz. Słabo wypadł również indeks Dallas FED, który również pokazuje nieprzychylne nastawienie ankietowanych. Jak się okazuje, pomimo słabego dolara, gospodarka amerykańska nie widzi przyszłości pozytywnie. Powodem jest najprawdopodobniej niestabilność sytuacji. Przy tak silnych zmianach przedsiębiorcy boją się bowiem inwestować, nie wiedząc jakie warunki gry będą obowiązywać, jak zrealizują inwestycje. W rezultacie trwa odwrót od USD. Dzisiaj rano po raz pierwszy od 2021 roku za jedno euro trzeba było zapłacić więcej niż dolara i osiemnaście centów.

Spadek inflacji za Odrą

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji w Niemczech. Wynik 2% to dokładnie poziom, którego się oczekuje. Warto zwrócić uwagę, że rynek prognozował 2,2% – czyli wartość wyższą, ale nadal zbliżoną do docelowego pułapu. W normalnej sytuacji obniżająca się inflacja w głównej gospodarce strefy euro powinna zapowiadać przyspieszenie cyklu obniżek stóp procentowych.  To z kolei powinno osłabiać europejską walutę. Obecnie jednak euro jest silne głównie dzięki słabości dolara. W rezultacie dane te tylko opóźniły kolejne wzrosty na głównej parze walutowej świata, którą jest EURUSD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów koniunktury, oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – liczba wakatów wg Jolts.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cisco rozszerza strategiczną współpracę z Realem Madryt

0

Firma Cisco ogłosiła rozszerzenie strategicznej współpracy z Real Madryt. Partnerstwo, które trwa już niemal dwie dekady, wchodzi w nową fazę, obejmując nie tylko legendarny stadion Santiago Bernabéu, ale również kompleks treningowy Real Madrid Sports City.

Od momentu rozpoczęcia współpracy trzy lata temu przy modernizacji stadionu, Cisco dostarczyło kluczowe rozwiązania w zakresie łączności, bezpieczeństwa, transmisji i cyfrowych doświadczeń kibiców. W efekcie Bernabéu stał się jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie obiektów sportowych na świecie.

Nowy wymiar stadionowego doświadczenia

Dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii Cisco, kibice na Santiago Bernabéu mogą korzystać z błyskawicznej łączności (ponad 60 Mb/s upload i download), zaawansowanych systemów bezpieczeństwa oraz nieskompresowanych transmisji wideo 4K w czasie rzeczywistym – wszystko to w tłumie liczącym nawet 80 000 osób. Rozwiązania te wspierają pięć strategicznych filarów działalności klubu: innowacje, łączność, treści cyfrowe, transmisje oraz bezpieczeństwo.

Real Madrid Sports City – kolejny krok w cyfrowej transformacji

Nowy etap partnerstwa skoncentrowany będzie na rozwoju Real Madrid Sports City – centrum treningowego, które pełni również funkcję głównego ośrodka zarządzającego technologiczną infrastrukturą klubu. Cisco planuje w najbliższych latach wdrożenie:

  • najnowszych standardów łączności Wi-Fi 7,
  • centrum danych gotowego na obsługę sztucznej inteligencji (AI-ready),
  • zaawansowanych rozwiązań z zakresu obserwowalności i cyberbezpieczeństwa.

Nowe inwestycje pozwolą zwiększyć odporność cyfrową całej infrastruktury klubu i przygotować ją na kolejne innowacje.

Wspólna wizja, wspólne wartości

Jeszcze w tym roku stadion Bernabéu będzie gospodarzem pierwszego w historii meczu National Football League (NFL) w Hiszpanii. Starcie Miami Dolphins z Washington Commanders zaplanowane na listopad będzie technologicznym wyzwaniem, które – dzięki infrastrukturze Cisco – stadion z pewnością zrealizuje celująco. Firma jest również Oficjalnym Partnerem Technologicznym NFL, wspierającym ligę podczas międzynarodowych wydarzeń, w tym NFL International Games 2025.Alex Wicks, CEO Santiago Bernabeu Stadium; Agostino Santoni, Senior Vice President Cisco EMEA South_2

Real Madryt i stadion Bernabéu symbolizują to, co w sporcie najważniejsze: pasję, wspólnotę, łączność i doskonałość. Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej wizji i wspierać klub w jego cyfrowej ewolucji – powiedział Rizwan Hanid Head of Sports, Media & Entertainment w Cisco.

Rozszerzenie współpracy z Realem Madryt potwierdza rolę Cisco jako kluczowego partnera technologicznego dla najbardziej wymagających organizacji sportowych na świecie. To także dowód na skuteczność zintegrowanego podejścia technologicznego, które przygotowuje klub na wyzwania ery sztucznej inteligencji i przyszłości cyfrowej.

Jak generatywna sztuczna inteligencja zmienia polskie miejsca pracy? Raport Michael Page 2025

Niemal połowa polskich pracowników korzysta z jakiegoś narzędzia GenAI w trakcie wykonywania swoich obowiązków zawodowych – wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025. Zdaniem ankietowanych wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększyło ich produktywność w miejscu pracy, a także pomogło poprawić jej jakość. Jednocześnie, jedynie co piąty pytany deklaruje, że pracodawca dobrze przygotowują go do pracy z AI.

Powszechny dostęp do narzędzi bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji sprawił, że dla wielu osób korzystanie z nich stało się codziennością, także w pracy. Jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025, aż 47% pracowników deklaruje, że wykonując swoje obowiązki zawodowe sięga po rozwiązania AI, takie jak ChatGPT, Midjourney czy Microsoft Copilot. Co więcej, aż 74% z nich sięga po te rozwiązania przynajmniej raz w tygodniu.

Sztuczna inteligencja w pracy to już standard

Obecność rozwiązań opartych o AI, to dziś naturalny element pracy w licznych sektorach. Nie tylko wspiera działania operacyjne, ale także skraca czas realizacji zadań i zwiększa efektywność zespołów. Według raportu Michael Page Talent Trends 2025, 71% pracowników korzystających z generatywnej sztucznej inteligencji zauważa, że ich produktywność wyraźnie wzrosła, a 69% dostrzega, że jakość wykonywanej pracy się poprawiła. Co więcej, 65% ankietowanych zwraca uwagę, że narzędzia AI pozwoliły im skupić się na bardziej satysfakcjonujących zadaniach.

Rosnąca popularność rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji sprawiła, że Polacy coraz chętniej wykorzystują je także w pracy. Trzeba jednak pamiętać, że AI to wciąż tylko narzędzie, którego  skuteczność zależy od umiejętności użytkownika potrafiącego jasno sformułować oczekiwania, zweryfikować efekty oraz wprowadzić niezbędne poprawki. Rola tych umiejętności będzie w przyszłości rosnąć, dlatego w interesie samego pracownika jest, żeby na bieżąco śledzić rozwój tych narzędziami i móc zwiększać wydajność swojej pracy – tłumaczy Kacper Grabowski, senior director i członek zarządu w Michael Page

Narzędzia AI – Pracownicy potrzebują jasnych wytycznych

Generatywna AI szybko trafia do rąk pracowników, jednak często dzieje się to poza oficjalnymi kanałami – co trzeci użytkownik sięga po narzędzia niezapewnione przez pracodawcę. Jednocześnie tylko 21% pracowników uważa, że firma odpowiednio przygotowuje ich do pracy z AI, podczas gdy ponad połowa czuje brak wsparcia lub nie jest tego pewna. To pokazuje, jak ważne jest wprowadzenie klarownych zasad korzystania z AI oraz zapewnienie odpowiednich szkoleń, które pomogą pracownikom wykorzystać pełnię możliwości tych technologii.

Rosnąca popularność narzędzi AI stanowi dziś wyzwanie dla pracodawców. Ich wdrożenie wymaga zarówno dostosowania do niej istniejących procesów, jak i przygotowania zespołów oraz wprowadzenia przejrzystych zasad korzystania ze sztucznej inteligencji, szczególnie w kontekście ochrony danych. Dlatego część organizacji inwestuje we własne rozwiązania, które gwarantują, że wrażliwe dane nie wydostaną się poza organizację. Z narzędzi AI korzystamy także w Michael Page, opierając się na zestawie zasad i wskazówek dotyczących ich wykorzystania w codziennej pracy. Widzimy już jednak po pierwszych badaniach wydajności, że takie podejście pozytywnie wpływa na efektywnoś. W niektórych firmach wdrożenie sztucznej inteligencji, może prowadzić do ograniczenia liczby osób potrzebnych do wykonywania pewnych zadań, jednak od początku roku wyraźnie wzrosła liczba organizacji tworzących nowe stanowiska, w celu analizy i optymalizacji procesów z wykorzystaniem AI – wyjaśnia Kacper Grabowski.  

Jakie są prognozy gospodarcze Polski na 2025? Inflacja, PKB i wpływ globalnej polityki

Prognozy gospodarcze na ten rok mają dużą marżę błędu – co wynika z nieoczekiwanych zmian w polityce Stanów Zjednoczonych, które mają znaczący wpływ na sytuację w Europie. Obecnie można przewidywać, że rok 2025 zapisałby się jako okres rozwoju gospodarczego – lepszy niż 2024. Inflacja wydaje się stabilizować – oszacowano, że przez cały rok powinna oscylować wokół 4%. Prognozy dotyczące wzrostu PKB – według instytucji międzynarodowych – zwracają uwagę na wzrost na poziomie 4%. Uspokojenie dynamiki wzrostu wynagrodzeń powinno również odciążyć koszty pracy dla przedsiębiorców. Zarządzanie niepewnością wymaga jednak elastyczności i gotowości do dostosowań w obliczu zmieniających się warunków – co jest kluczowe dla stabilności polskiej gospodarki w nadchodzących latach

– Pomimo pozytywnych pierwszych sygnałów, na horyzoncie znajdują się zmienne, które mogą zakłócić te prognozy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – Niezbędne jest wzięcie pod uwagę czynników, które mogą wpłynąć na sytuację za kilka miesięcy. Na przykład, jeśli Donald Trump nałoży nowe sankcje na Unię Europejską, a Unia odpowie podobnymi działaniami – istnieje ryzyko, że sytuacja może się znacznie pogorszyć. W tej chwili obserwujemy potencjalne trudności w rozwoju niemieckiego przemysłu oraz w brytyjskiej gospodarce – co w efekcie odbije się na Polsce. Na tę chwilę jednak nie przewiduje się większych negatywnych zdarzeń, które mogłyby wpłynąć na wzrost gospodarczy poniżej 3% w 2025 roku – prognozuje Mariusz Zielonka.

Proteine Resources pozyskuje 9,5 mln EUR na autonomiczną fabrykę białka dla zwierząt domowych

Biotechnologiczny Proteine Resources z 9,5 mln EUR finansowania. Spółka zbuduje autonomiczną fabrykę dodatków funkcjonalnych i suplementów dla zwierząt domowych.

  • Proteine Resources, twórca innowacyjnej technologii produkcji alternatywnego białka, pozyskał 9,5 mln EUR finansowania z akceleratora dla firm deeptechowych. To pozwoli mu na 10-krotne rozbudowanie mocy produkcyjnych, w formule autonomicznej pierwszej tego typu platformy produkcyjnej, wspieranej przez AI.
  • Produkt Proteine Resources powstaje w oparciu o pozostałości produkcyjne przy masowej hodowli grzybów, głównie pieczarek. Spółka w opatentowanym procesie biotechnologicznym zamienia je w wysokiej jakości białko – dodatek funkcjonalny dla zwierząt domowych. 
  • Polska spółka opracowała i przygotowuje też do szerokiej komercjalizacji pierwszy na świecie skalowalny zamiennik wołowiny przy o 50% niższych kosztach produkcji. Startup w ten sposób zaoferuje suplementy oraz dodatki żywieniowe klasy weterynaryjnej.

Polski startup biotechnologiczny Proteine Resources ogłosił pozyskanie 9,5 mln euro w ramach tzw. finansowania mieszanego (grant + inwestycja w udziały) w ramach prestiżowego programu EIC Accelerator (EICA, Horizon Europe). To zaledwie 9. spółka z Polski, która dostała tego typu finansowanie, w 2025 r. jedynie ok. 4 proc. firm, których wnioski przyjęto, dostało takie wsparcie. EIC Accelerator, porównywany często do amerykańskiego Y Combinatora, skoncentrowany jest zdecydowanie na rozwiązaniach z segmentu deeptech.

– EIC Accelerator to miejsce, w którym deeptech dostaje skrzydeł. Tu, by stać się inwestycyjnym celem, trzeba przejść przez wielomiesięczny proces i trafić pod lupę licznego grona ekspertów. Dla naszego zespołu to więc potwierdzenie, że budujemy coś naprawdę przełomowego – zaznacza Bartłomiej Roszkowski, współzałożyciel Proteine Resources i jednocześnie absolwent Y Combinator.

PREMIUM PET FOOD Z MINIMALNĄ EMISJĄ CO2

Proteine Resources tworzy funkcjonalne, wysokowydajne białka dostosowane do potrzeb zwierząt domowych, koncentrując się na ich zdrowiu, przyswajalności i smakowitości produktu oraz zrównoważonym rozwoju. Wykorzystuje do tego łatwo skalowalną, sterowaną AI, autorską platformę biokonwersji grzybni. To największa i najbardziej wartościowa – a marnowaną podczas uprawy – część grzybów (m.in. popularnych pieczarek). Protein Resources w złożonym, powtarzalnym procesie zamienia je w najwyższej  jakości białko owadzie.

– Nasza opatentowana technologia umożliwia sterowany algorytmami AI autonomiczny proces transferu i kumulacji w owadzich “mikro bioreaktorach” całego leczniczego bogactwa grzybów – tłumaczy Konrad Włodarczyk, założyciel Proteine Resources i twórca technologii.

Białko wyprodukowane w tym procesie technologicznym jest bogate m.in. w łatwo przyswajalną taurynę i L-argininę — kluczowe aminokwasy m.in. dla kotów i aktywnych zwierząt domowych. Te elementy wspierają ich odporność oraz równowagę immunologiczną, kondycję sierści i skóry oraz redukują występowanie alergii. Już wkrótce będą składnikami karm i suplementów dla zwierząt domowych. Dodatkowo, produkcja białka o klasie wysokojakościowej wołowiny emituje niemal 100-krotnie mniej CO2 niż w przypadku produkcji jej mięsnego odpowiednika.

– Dostarczamy składniki o realnych, potwierdzonych właściwościach funkcjonalnych m.in. koncentraty białkowe, aktywne składniki, prebiotyki, witaminy, suplementy i dodatki. To istota naszego biotechnologicznego DNA – podkreśla Bartłomiej Roszkowski.

Co kluczowe, gotowy produkt Proteine Resources odznacza się także doskonałym smakiem, docenianym nawet przez koty, które znane są z trudności w akceptacji alternatywnych źródeł białka.

SKALOWANIE I DECENTRALIZACJA PRODUKCJI

Dzięki pozyskanym 9,5 mln euro z EICA, Proteine Resources planuje zbudować 10-krotnie większy zakład pilotażowy w okolicach Siedlec (woj. Podlaskie) i następnie uruchomić pierwszą na świecie pełnoskalową i w całości autonomiczną fabrykę białka owadziego. Już wkrótce, w rozbudowanym zakładzie spółka będzie wytwarzać nawet 100 ton produktu rocznie. W ten sposób Proteine Resources przygotuje modułową, energooszczędną architekturę produkcyjną, skalowalną w dowolnym miejscu na świecie mającym dostęp do odpadów rolniczych. Finansowanie pozwoli również skomercjalizować autorski produkt spółki czyli funkcjonalny odpowiednik wołowiny (1:1) dla segmentu premium pet food.

– Nasze zintegrowane systemy automatyzacji i sterowania oparte na AI pozwolą znacząco obniżyć koszty operacyjne i umożliwią zdecentralizowaną produkcję. Zmieni to sposób, w jaki rozwijane są zrównoważone źródła białka, pozwalając na ich masową produkcję oraz zyskując przychylność ze strony producentów produktów premium dla zwierząt – zapowiada Konrad Włodarczyk, założyciel i co-CEO.

CYRKULARNOŚĆ I ŁATWE SKALOWANIE

Istotą cyklu produkcyjnego Proteine Resources jest jego cyrkularność i dążenie do realnej zeroemisyjności. Według analiz spółki, więksi producenci grzybów wydają nawet 80 tys. euro rocznie na utylizację łodyg i grzybni. Technologia polskiej spółki zamienia ten koszt w przychód. Sposób produkcji Proteine Resources eliminuje koszty zarządzania odpadami, redukuje emisje gazów cieplarnianych i ryzyko skażenia środowiska oraz daje lokalnym rolnikom udział w cyrkularnej rewolucji żywnościowej.

– Pomagamy przekształcić problem w źródło zysku. Do tego robimy to w sposób skalowalny, mierzalny i neutralny emisyjnie. Rocznie w Unii Europejskiej powstaje nawet 6,5 mln ton odpadów grzybowych, których utylizacja jest obecnie bardzo uciążliwa i kosztochłonna – mówi Bartłomiej Roszkowski.

Te cechy biotechnologicznej firmy docenili inwestorzy, jak i niezależni eksperci z sektora deeptech. Proteine wspierane jest już przez fundusze SMOK Ventures i Bitspiration Booster VC.

– To, co zbudowało Proteine, to nie tylko produkt a skalowalna platforma. Spółka przekształca jedno z największych wyzwań środowiskowych rolnictwa w skalowalny biznes o prawdziwie biotechnologicznym charakterze. To rzadkość – podkreśla Borys Musielak, managing partner w SMOK Ventures.

– Zrównoważona i jednocześnie agresywnie skalowana biotechnologia to rzadka mieszanka. Model Proteine łączy wszystko, co najważniejsze: cyrkularność, autonomię i globalną multiplikację rozwiązania– dodaje Andrzej Targosz, jeden z partnerów z Bitspiration Booster.

ORLEN pozyskuje 600 mln euro z emisji zielonych euroobligacji na transformację energetyczną

0

ORLEN z powodzeniem przeprowadził emisję zielonych euroobligacji o wartości 600 mln euro. Oferta spółki spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem – popyt aż 2,5-krotnie przewyższył wielkość emisji. Koncern wykorzysta pozyskane środki na sfinansowanie transformacji energetycznej oraz działania łagodzące skutki zmian klimatu.

– Sukces emisji zielonych euroobligacji ORLEN to dowód zaufania ze strony międzynarodowych inwestorów do naszych planów rozwoju przedstawionych w strategii koncernu. Transformacja energetyczna i budowa wartości Grupy ORLEN do 2035 roku wymaga inwestycji w wysokości ponad 30 mld złotych rocznie. Dlatego tak ważnym elementem naszych działań jest zabezpieczenie stabilnego finansowania tego rozwoju. Najnowsza emisja obligacji pozwoliła nam pozyskać długoterminowe finansowanie na wymagającym rynku europejskim, co dodatkowo potwierdza przekonanie inwestorów o solidnej i bezpiecznej sytuacji finansowej firmy. Pozyskane środki przeznaczymy m.in. na rozwój odnawialnych źródeł energii oraz rozbudowę infrastruktury zeroemisyjnego transportu drogowego – powiedział Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Oferta obligacji o wartości 600 mln euro ma stałe oprocentowanie na poziomie 3,625 proc. rocznie. Są to obligacje z siedmioletnim terminem wykupu przypadającym na 2 lipca 2032 r. Emisja miała międzynarodowy charakter i w większości została objęta przez zagranicznych inwestorów, z czego ponad 60 proc. to inwestorzy o profilu ESG, czyli wymagający od emitenta spełniania określonych kryteriów związanych ze zrównoważonym rozwojem. Wartość zapisów wyniosła 1,49 mld euro, co oznacza blisko 2,5-krotną nadsubskrypcję.

– Zgodnie ze strategią do 2035 roku, ORLEN przeznaczy na inwestycje 350-380 mld zł w perspektywie dekady, z czego 40 proc. będą stanowiły projekty z segmentu Energy. Najważniejsze obejmują inwestycje w modernizację i rozbudowę sieci dystrybucyjnych energii i gazu, dalszy rozwój OZE, budowę magazynów energii, bloków parowo-gazowych, czy małych reaktorów modułowych. To inwestycje, które wesprą transformację energetyczną Polski i zapewnią bezpieczną, zeroemisyjną energię. Dlatego tak ważne jest pozyskiwanie efektywnych i długoterminowych źródeł ich finansowania. Emisja zielonych obligacji to kolejny ważny krok, który pomoże nam w realizacji ambitnych planów strategicznych – powiedziała Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

Środki pozyskane w ramach emisji posłużą do sfinansowania realizowanych przez Grupę ORLEN inwestycji wspierających transformację energetyczną i łagodzenie zmian klimatu. W szczególności zostaną przeznaczone na finansowanie rozwoju odnawialnych źródeł energii (budowę i akwizycję nowych mocy produkcyjnych OZE), zeroemisyjnego transportu (dalszy rozwój sieci szybkich ładowarek samochodów elektrycznych oraz infrastruktury ładowania autobusów i samochodów wodorowych) oraz wzrost efektywności energetycznej.

Zakres i sposób wykorzystania pieniędzy będą zgodne z opracowanymi przez ORLEN zasadami zrównoważonego finansowania – tzw. Green Finance Framework opublikowanego na stronie orlen.pl. Zasady te spełniają międzynarodowe standardy i zostały poddane weryfikacji przez agencję Moody’s Ratings, która przyznała im wysoką ocenę na poziomie SQS2 (bardzo dobry). Tak wysoką ocenę otrzymały dotąd tylko nieliczne firmy zbliżone do profilu biznesowego ORLEN.

To już druga emisja zielonych euroobligacji ORLEN. Pierwsza, zrealizowana w 2021 roku, umożliwiła emisję 5 tys. obligacji o łącznej wartości 500 mln euro.

Komputronik S.A. – plany rozwoju i poprawy rentowności na kolejny rok finansowy

Grupa Komputronik wygenerowała w roku finansowym zakończonym w marcu 2025 r. 1,7 mld zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 3,9% wzrost rdr. Sam Komputronik S.A. zwiększył sprzedaż o 4,4 proc., do poziomu 1,65 mld zł, a w kluczowym kanale omnichannel aż o 13% rdr. Spółka spłaciła już 50% zobowiązań układowych i spodziewa się poprawy wyników w 2025 r. Ma to umożliwić m.in. pozyskanie inwestora EUVIC 2030, znaczące zwiększenie finansowania i optymalizacje w modelu biznesowym.

Wzrost pomimo trudnego otoczenia rynkowego

Mimo spowolnienia gospodarczego, silnej presji kosztowej i stagnacji cen elektroniki konsumenckiej oraz konkurencji ze strony nieautoryzowanych importerów korzystających z nadwyżek towarowych w innych krajach Europy – w 2024 r. Grupa Komputronik zwiększyła przychody o 3,9% do poziomu 1,7 mld zł. Jeszcze wyższy wzrost – o 4,4% – odnotowała spółka dominująca, czyli Komputronik S.A., generując 1,65 mld zł. przychodu. Na wynik złożyła się m.in. rosnąca sprzedaż komputerów PC marki Komputronik, laptopów, smartfonów, ale również sprzętu gamingowego i rozwiązań smarthome. W segmencie B2B wzrosła sprzedaż usług outsourcingu IT i projektów w zakresie bezpieczeństwa IT.

Na szczególną uwagę zasługuje wysoki, 13-procentowy wzrost sprzedaży w kanale omnichannel, znacząco przewyższający dynamikę wzrostu całego rynku elektroniki użytkowej. To efekt działań w zakresie integracji kanałów sprzedaży, automatyzacji procesów oraz rozwoju marketingu cyfrowego.

Rok 2024 był okresem, w którym skupialiśmy się na wzroście sprzedaży w kanałach OMNI i w tym zakresie na pewno odnieśliśmy sukces. Wzrost sprzedaży o kilkanaście procent na rynku elektroniki konsumenckiej, który charakteryzował się raczej stabilizacją, a nie wzrostami, udowadnia, że mamy spory potencjał. Jest też jasnym sygnałem dla naszych kluczowych dostawców, że potrafimy sprzedawać mimo niesprzyjających rynkowych okoliczności – tłumaczy Wojciech Buczkowski, prezes zarządu Komputronik S.A.

Wysokie koszty operacyjne i strategia wpływają na wynik

Mimo rosnących przychodów, w mijającym roku finansowym Komputronik odnotował stratę przed opodatkowaniem 14,4 mln zł, co jest wynikiem gorszym niż w 2023 roku. Jednocześnie wypracowana EBITDA wyniosła w 2024 roku 9,1 mln zł. Najistotniejszymi czynnikami, które wpływały na wyniki Grupy Komputronik w minionym roku obrotowym były:

  • wciąż bardzo silna presja płacowa,
  • istotny wzrost kosztów pozyskania ruchu internetowego,
  • niekorzystne wahania kursów walut,
  • nadwyżki towarowe w Europie, które wspierały silną konkurencję ze strony importu równoległego – poza oficjalną polską dystrybucją.

Jak każda firma, także i my odczuwamy silną presję płacową. Wzrost niektórych kosztów rdr. jest dwucyfrowy – tłumaczy Wojciech Buczkowski i dodaje: – Czasowe obniżenie rentowności jest jednak nie tylko efektem skumulowania niekorzystnych zjawisk rynkowych, ale również naturalną konsekwencją przyjętej przez nas strategii opartej na wzroście udziałów w rynku. Choć podjęte decyzje wpłynęły na okresowe pogorszenie wyników finansowych, to długoterminowo przyniosą wymierne efekty.

Prezes Komputronik zwraca jednocześnie uwagę, że w latach 2020-2024 spółka osiągnęła lepsze wyniki od tych założonych w planie restrukturyzacyjnym. – Wypracowaliśmy przez te lata zysk EBITDA wyższy od zakładanego w tym okresie o 11,9 mln zł, co potwierdza nasze zdolności do realizacji układu. Obecnie wchodzimy w etap, który zakłada koncentrację na poprawie marż i optymalizacji kosztowej. Efekty już widać – w IV kwartale poprawiliśmy rentowność o 1 p.p., a marżę o 1,5 p.p, co przy utrzymaniu poziomu kosztów stałych w naszej ocenie będzie miało istotny wpływ na wyniki finansowe osiągane w kolejnych kwartałach.

Poprawa rentowności i dynamika sprzedaży powyżej rynku

W 2025 r. Komputronik zakłada dalszy wzrost sprzedaży przy jednoczesnej poprawie rentowności. Mimo planowanego wzrostu obrotów spółka chce utrzymać koszty na poziomie nieznacznie wyższym niż w 2024 r. W mijającym roku finansowym Komputronik wdrożył autorski system wyliczania efektywnej rentowności transakcji w różnych kanałach i segmentach oraz mechanizmy wspierające eliminację potencjalnie nierentownej sprzedaży. Nacisk na wzrost rentowności w relacjach z dostawcami oraz zastosowanie zaawansowanej analityki i automatyzacji przełożyły się na istotną poprawę dochodów po uwzględnieniu bezpośrednich kosztów transakcyjnych.

– Naszym celem w nadchodzącym roku jest kontynuacja tego trendu – poprzez priorytetyzację sprzedaży asortymentu o wyższej marżowości, rozwój oferty własnych marek oraz dalszą digitalizację i wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach decyzyjnych w zakresie utrzymywania optymalnego łańcucha dostaw – przekonuje Wojciech Buczkowski.

Wzrost limitów kupieckich do 190 mln zł wpłynie na poprawę wyników

Na poprawę sytuacji spółki i zdolność do generowania przychodów i wyższych marż ma wpłynąć także większy dostęp do kapitału. Po ograniczeniach finansowania w ostatnich latach, Komputronik pozyskał nowe, istotne środki. Składa się na nie przede wszystkim emisja akcji kierowana do dotychczasowego akcjonariusza WB iTotal oraz do nowego inwestora – Euvic 2030, wehikułu inwestycyjnego Wojciecha Wolnego i Rafała Sonika. Ta transakcja da spółce ok. 5 mln zł środków na inwestycje i rozwój. Dodatkowo Komputronik uzyskał znaczny wzrost dostępnych limitów kredytu kupieckiego u dostawców, dzięki dostarczeniu poręczeń i innych gwarancji finansowych na kwotę 20 mln zł (limity w oparciu o te instrumenty wzrosły już o 7 mln zł począwszy od kwietnia 2025 roku). Dodatkowo Spółka jest na etapie uruchamiania 10 mln zł limitu faktoringu odwrotnego, zyskała też nowe limity w oparciu o limity handlowe zabezpieczone przez ubezpieczycieli należności handlowych.

W sumie, środki z emisji akcji razem z uruchomieniem faktoringu odwrotnego i wykorzystaniem dodatkowych instrumentów gwarancji i ubezpieczeń zwiększą o ok 20% możliwości finansowe Komputronik. Wzrost limitów kredytu kupieckiego i innych instrumentów finansujących z obecnych 148 mln zł do blisko 190 mln zł nastąpi już w trzecim kwartale 2025 roku kalendarzowego.

Współpraca z Euvic 2030 to istotne wsparcie, pozwalające nam w większym stopniu wykorzystać rynkowe szanse – tłumaczy Wojciech Buczkowski i dodaje: – Nie bez znaczenia jest także zaufanie, jakie w ten sposób otrzymujemy od inwestorów. To bez wątpienia istotny sygnał z rynku, że jesteśmy na dobrej ścieżce rozwoju.

Nowe finansowanie umożliwia zwiększenie dostępności produktów i zakup większych partii towarów w korzystnych cenach. Dzięki temu spółka ogranicza koszty logistyki i zapewnia szerszy asortyment dostępny w sprzedaży. – Efekty tego procesu będą w pełni widoczne w nadchodzących kwartałach – poprzez systematyczną poprawę możliwości sprzedażowych i oczekiwaną poprawę wyników finansowych – tłumaczy Wojciech Buczkowski.

Komputronik liczy na markę własną i platformę B2B

Komputronik spodziewa się w trwającym roku finansowym pozytywnego wpływu wyników spółek zależnych na wynik skonsolidowany. W segmencie konsumenckim liczy na wyższą sprzedaż komputerów PC oferowanych pod własną marką. W segmencie usług dla przedsiębiorstw, spodziewa się ożywienia w segmencie małych i średnich firm. – Efektem naszych wysiłków w dopasowaniu oferty do potrzeb małych i średnich firm jest platforma B2B. Ten segment oczekuje dopasowanego asortymentu, limitów handlowych, różnych form finansowania, doradców biznesowych oraz dostępu do bardziej zaawansowanych usług i produktów. Dlatego skonsolidowaliśmy kanały dotarcia do małych klientów biznesowych w ramach nowoczesnej platformy e-commerce. Ważną rolę w tym segmencie odgrywa Komputronik Biznes, który obsługuje niestandardowe potrzeby tych klientów – tłumaczy Wojciech Buczkowski.

Spółka oczekuje, że zrealizowane inwestycje — zarówno w zapasy, nowoczesne systemy IT, jak i rozwój zespołów — w połączeniu z pozyskaniem dodatkowych źródeł finansowania, przełożą się na wyraźną poprawę wyniku EBITDA w bieżącym roku obrotowym. – Odzyskaliśmy zaufanie rynku i wzmocniliśmy fundamenty finansowe Grupy. Mimo spłaty rat układowych zachowujemy dużą płynność i dysponujemy kapitałem obrotowym netto na poziomie 164,7 mln zł. To silne fundamenty, które w połączeniu z dyscypliną kosztową i nieustanną optymalizacją procesową, pozwalają nam patrzeć na obecny rok finansowy z optymizmem – przekonuje Wojciech Buczkowski.

TTMS z kontraktem w sektorze obronnym w zakresie implementacji protokołu NATO

Transition Technologies MS (TTMS), dynamicznie rozwijający się polski software house, podpisał umowę z jedną z największych firm zbrojeniowych w Polsce. Umowa dotyczy stworzenia oprogramowania zgodnego ze standardem komunikacyjnym opracowanym przez NATO. Zlecenie będzie ważnym elementem systemów kluczowych dla obronności Polski.

W ramach projektu będziemy odpowiedzialni za stworzenie modułów oprogramowania zgodnych ze standardem NFFI (NATO Friendly Force Information). Protokół NFFI to standard komunikacyjny opracowany przez NATO, umożliwiający wymianę informacji o położeniu i statusie sił własnych („blue force tracking”) w czasie zbliżonym
do rzeczywistego.
Jego głównym zadaniem jest zapewnienie interoperacyjności systemów dowodzenia i śledzenia położenia sił różnych państw członkowskich NATO oraz partnerów koalicyjnychmówi Marcin Kubec, dyrektor operacyjny TTMS.

Projekt potrwa około półtora roku.

To dwunasty kontrakt w sektorze obronnym pozyskany przez TTMS od początku działalności spółki. Pod koniec 2024 r. spółka poinformowała o kontrakcie dla Agencji NATO Standarization Office, zdobytym w konsorcjum z siostrzaną firmą Transition Technologies Software oraz BREVCO Services, na implementację rozwiązania IT, które będzie służyć do  zarządzania bazą terminologii NATO.

TTMS posiada wieloletnie doświadczenie we wdrażaniu rozwiązań dla sektora obronnego i współpracy przy projektach NATO, wyróżnia się znajomością specyfiki funkcjonowania sił zbrojnych. Firma działa w sektorze obronnym od 2016 r. i jest jedną z niewielu polskich firm IT, które posiadają odpowiednie certyfikaty bezpieczeństwa i koncesje pozwalające na udział w przetargach zbrojeniowych. W 2024 r. TTMS podwoił wartość portfela zamówień w segmencie obronnym.

TTMS jest członkiem NATO Innovation Hub – centrum innowacji zrzeszającego firmy specjalizujące się w projektach wojskowych i współpracujące przy inicjatywach badawczo-rozwojowych.

Decydująca faza negocjacji UE–USA: czy unikniemy wojny celnej, która wstrząśnie rynkami finansowymi?

Trwające negocjacje handlowe pomiędzy Unią Europejską a administracją Donalda Trumpa wchodzą w decydującą fazę, a ich wynik może mieć istotny wpływ na rynki finansowe. Do 9 lipca strony muszą osiągnąć porozumienie, aby uniknąć drastycznego wzrostu ceł – w przeciwnym razie większość eksportu UE do USA może zostać objęta 50-procentowymi taryfami. W 2024 roku wartość unijnego eksportu samochodów i części samochodowych do Stanów Zjednoczonych wyniosła 52.8 mld euro, co czyni ten sektor największym beneficjentem handlu transatlantyckiego. Dodatkowo, UE sprzedała do USA stal i aluminium o wartości 24 mld euro, głównie z Niemiec, Francji i Włoch.

Unia jest gotowa zaakceptować 10-procentowe uniwersalne cło na wiele towarów, lecz domaga się preferencyjnych warunków dla strategicznych sektorów, takich jak farmaceutyki, półprzewodniki, alkohol oraz lotnictwo cywilne. Szczególnym celem UE jest uzyskanie zwolnień z obecnych 25-procentowych ceł na samochody i części oraz 50-procentowych na stal i aluminium, które w obecnym kształcie zagrażają konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Komisja Europejska uznaje propozycję USA za lekko niekorzystną, ale nadal dopuszcza jej przyjęcie jako kompromis, który pozwoliłby na czasowe porozumienie i kontynuowanie negocjacji po 9 lipca. Równocześnie Bruksela przygotowuje się na ewentualność fiaska rozmów – w takim scenariuszu gotowy jest pakiet środków odwetowych obejmujących cła na amerykańskie towary o wartości 21 mld euro, w tym na soję, drób i motocykle, oraz dodatkowe taryfy na produkty o wartości 95 mld euro, takie jak samoloty Boeinga, amerykańskie samochody i bourbon. Dodatkowo UE rozważa wprowadzenie kontroli eksportu i ograniczeń w dostępie do zamówień publicznych.

Wśród możliwych scenariuszy wymienia się porozumienie z umiarkowaną nierównowagą, dalsze przedłużenie rozmów lub całkowite ich zerwanie, co uruchomiłoby pełną eskalację wojny handlowej. Taka eskalacja może wprowadzić znaczną zmienność na rynkach finansowych, prowadząc do osłabienia euro, wzrostu premii za ryzyko dla spółek przemysłowych i sektora motoryzacyjnego oraz obniżenia wycen spółek powiązanych z handlem transatlantyckim. Inwestorzy z niepokojem śledzą rozwój sytuacji, ponieważ niepewność co do wyniku negocjacji może prowadzić do wzmożonej awersji do ryzyka, zmienności na rynkach akcji oraz wzrostu popytu na bezpieczne aktywa, takie jak obligacje skarbowe USA czy złoto.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Złoty zyskał na inflacyjnym zaskoczeniu – cięć stóp nie będzie

Inflacyjne zaskoczenie w górę w praktyce zamyka dyskusję o możliwym cięciu stóp przez RPP. Taki układ przez najbliższe tygodnie będzie fundamentalnie wspierał złotego, ponieważ następne decyzyjne posiedzenie Rady dopiero we wrześniu. Na szerokim rynku na razie brakuje impulsu, kurs EUR/USD wyhamował i tworzy lokalną konsolidację poniżej 1,175 $.

Horyzonty RPP

W Polsce w ostatnich kwartałach mogliśmy się od tego odzwyczaić. Inflacyjny flesz (wstępne i szczątkowe dane) za czerwiec zaskoczył w górę. Co prawda rezultat 4,1% (przy oczekiwanym 4%) trudno uznać za silny negatywny sygnał w procesie dezinflacji, ale hasło wyższej dynamiki cen z pewnością rzuca się w oczy. Ten odczyt zasadniczo zamyka spekulacje wokół konkluzji środowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, chociaż tak naprawdę nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Zarządzanie polityką pieniężną można porównać do sterowania dużym okrętem. Dlatego decydenci zobowiązują się stosować perspektywę średniego terminu, co oznacza horyzont 6-8 kwartałów. W tym kontekście najważniejsza staje się przygotowana przez NBP najnowsza projekcja inflacyjna. Jej szczegóły poznają na razie tylko członkowie Rady i to wspomniana projekcja ma być podstawą dla najbliższych decyzji. Czy w tej analizie pojawią się powody do odważniejszych ruchów ze strony RPP? Nie wszyscy jeszcze porzucili to założenie, chociaż scenariusz bazowy przynajmniej na lipiec jest klarowny. Brak ruchu na stopach z ewentualną komunikacją otwierającą możliwość wrześniowego cięcia. Wtedy pojawi się pytanie, kiedy rynek zacznie dyskontować dalsze luzowania monetarne w Polsce. Jeśli jednak w komunikacie Rady (albo później na konferencji prezesa Adama Glapińskiego) wybrzmią jastrzębie nuty, to złoty będzie miał za sobą silne lokalne fundamenty przez najbliższe tygodnie.

EBC dostaje argument za obniżką

W Polsce żyjemy naszą inflacją, ale szeroki rynek zdecydowanie większą wagę przykładał do dynamiki cen w największej unijnej gospodarce. Po piątkowych negatywnych zaskoczeniach inflacyjnych z Francji i Hiszpanii, urosły obawy też o Niemcy. Jednak już w porannych danych z poszczególnych landów było widać korzystne sygnały dla całej RFN. Takowe rzeczywiście się zmaterializowały w zaskakującym spadku wskaźnika CPI do równych 2% w ujęciu rocznym (poprzednio 2,1%, prognoza 2,2%). Było to najniższe wskazanie od października i przynajmniej otwiera ono furtkę do spekulacji o dalszych cięciach stóp ze strony EBC. Taki scenariusz powinien stanowić obciążenie dla euro, ale rynek w pierwszym momencie przyjął powyższe dane ze spokojem. Wcześniejsza publikacja o włoskiej dynamice cen była zgodna z konsensusem (1,7% rok do roku). Natomiast niepokojąco wygląda niemiecka sprzedaż detaliczna. W maju w ujęciu rocznym poszła w górę jedynie o 1,6%, daleko nie wypełniając oczekiwań (3,3%) i mocno oddalając się od poprzedniej publikacji (4,6%). Z drugiej strony mniejsze zaangażowanie konsumentów może być jednym z kluczowych czynników dezinflacyjnych.

Spokojny poniedziałek przed burzą?

Inwestorzy na rynku walutowym podchodzą do dzisiejszych danych ze spokojem. Można odnieść wrażenie, że po ostatnich gwałtownych zmianach potrzeba naprawdę silnego impulsu do wykreowania dalszego kierunku. Wygaszenie zmienności na otwarciu tygodnia trudno jednoznacznie interpretować, chociaż korekta ostatnich ruchów byłaby czymś naturalnym i pozwoliła na stabilniejszą kontynuację trendów. Przed godz. 15 kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,17 $ z delikatną tendencją spadkową. Przekłada się to na kurs USD/PLN, który odbija do 3,62 zł, a kurs EUR/PLN balansuje na 4,24 zł. Najlepiej złoty radzi sobie na parze z funtem – kurs GBP/PLN spada w kierunku 4,95 zł (najniżej od kwietnia). Jedną z najmocniejszych walut szerokiego rynku jest dziś frank szwajcarski, co skutkuje powrotem kursu CHF/PLN w pobliże 4,54 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Zbrojeniówka na celowniku inwestorów: wysokie wyceny, wysokie oczekiwania

  • Zwiększające się wydatki na obronność w Europie, zwłaszcza w Niemczech, Polsce, Francji i Wielkiej Brytanii, przekładają się na rosnące zainteresowanie spółkami z sektora zbrojeniowego.
  • Rheinmetall należy do 20 najczęściej wybieranych akcji w regionie CEE i zajmuje 5. miejsce wśród europejskich spółek notowanych na giełdzie.
  • Wyceny europejskich firm obronnych, takich jak Rheinmetall, osiągają obecnie znacznie wyższe poziomy niż historycznie – przykładowo, mnożnik ceny do prognozowanego zysku na 2025 rok wynosi 60 dla Rheinmetall i aż 227 dla Palantir.

Spółki obronne stały się jednym z najgorętszych tematów na rynkach finansowych. Od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę ich popularność znacząco wzrosła, a inwestorzy coraz chętniej włączają je do swoich portfeli – zauważa Oskar Bernhardtsen, Nordic Investment Strategist  Saxo Banku. Przykładem może być Rheinmetall, który znalazł się wśród 20 najczęściej wybieranych akcji w regionie CEE. Dla porównania, jeszcze w 2021 roku, przed wybuchem konfliktu, spółki zbrojeniowe praktycznie nie występowały w portfelach inwestorów. Dziś, po kilku latach, ten temat inwestycyjny zdominował rynek. Jednak wciąż pozostaje pytanie: czy rosnąca popularność może oznaczać ryzyko bańki?

Analiza portfeli ponad miliona klientów Saxo Banku pokazuje, że Rheinmetall jest dziesiątą najpopularniejszą spółką na świecie i piątą wśród europejskich firm notowanych na giełdzie. Dane te potwierdzają rosnące zainteresowanie tym tematem nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, lecz także w innych częściach świata.

 Jak pokazują nasze dane, popularność spółek obronnych znacząco różni się w zależności od regionu. Rheinmetall zajmuje 18. miejsce wśród najczęściej wybieranych akcji w Europie Środkowo-Wschodniej, podczas gdy w Danii plasuje się już na 4. pozycji, a w Szwajcarii na 10. Z kolei Palantir i Leonardo, mimo niskiej pozycji w regionie CEE (odpowiednio 615. i 1462. miejsce), cieszą się znacznie większym zainteresowaniem w Europie Zachodniej. Podobny trend obserwujemy w przypadku Saaba i Kongsberga, które są popularniejsze w Wielkiej Brytanii, Danii i Belgii niż w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce i dodaje: Dzięki szerokiej ofercie Saxo Banku klienci mają możliwość łatwego dostępu do wszystkich wymienionych spółek obronnych, co umożliwia skuteczną dywersyfikację portfela niezależnie od lokalizacji czy przyjętej strategii inwestycyjnej.

Chociaż obecność spółek obronnych takich jak Rheinmetall w portfelach inwestorów nie jest już niczym zaskakującym, warto zwrócić uwagę, że ich wyceny osiągnęły poziom porównywalny z gigantami technologicznymi, takimi jak Apple czy Microsoft.

Choć Rheinmetall pozostaje najbardziej rozpoznawalną spółką w sektorze obronnym, inwestorzy wykazują również duże zainteresowanie innymi firmami z tej branży, takimi właśnie jak Saab, Palantir, Kongsberg czy Leonardo. Pod względem wyceny, Rheinmetall notowany jest na poziomie około 60-krotności prognozowanych zysków na 2025 rok, Saab – 46-krotności, a Kongsberg – 49-krotności. Na tle tych firm wyróżnia się Palantir, którego mnożnik wynosi aż 227, co znacząco odbiega od reszty. Warto jednak pamiętać, że jako spółka technologiczna z ekspozycją na sektor obronny, Palantir nie powinna być bezpośrednio porównywana z tradycyjnymi europejskimi firmami zbrojeniowymi.

W 2021 roku wyceny spółek obronnych były znacznie niższe niż obecnie – przykładowo, Rheinmetall notowany był na poziomie 9-krotności zysku na akcję, a Saab na 16-krotności. Obecne mnożniki są istotnie wyższe, co może sugerować, że europejskie firmy zbrojeniowe stały się relatywnie drogie względem swoich zysków. Nawet przy założeniu realizacji prognoz na 2027 rok, obecne ceny akcji mogą wydawać się wygórowane w kontekście historycznych wycen. Wzrosty są znaczące: wycena Rheinmetall jest obecnie trzykrotnie wyższa niż w 2021 roku, Leonardo – czterokrotnie, Saab – dwukrotnie, a Kongsberg – o 75% wyższa. Wszystkie te spółki są dziś wyceniane wyraźnie powyżej swoich historycznych średnich, zarówno w ujęciu bieżącym, jak i z uwzględnieniem prognozowanych wyników.

dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków

Źródło: Koyfin, Saxo Bank – dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków, którzy objęli te akcje swoją rekomendacją.

Pomimo wysokich wycen, cztery europejskie spółki obronne od 2022 roku notują solidny wzrost zysków na akcję (EPS), co jest bezpośrednim efektem zwiększonych wydatków obronnych w Europie. Prognozy wskazują na utrzymanie tego trendu w kolejnych trzech latach. Z wyjątkiem Leonardo, wszystkie analizowane firmy osiągnęły stabilny wzrost EPS na poziomie od 20% do 60%. Jeśli dynamika ta się utrzyma, trudno mówić o bańce spekulacyjnej. Niższy i bardziej zmienny wzrost zysków w przypadku Leonardo tłumaczy jego relatywnie niższą wycenę (wskaźnik P/E) w porównaniu z innymi europejskimi firmami zbrojeniowymi. Choć wysokie mnożniki mogą sugerować ryzyko przewartościowania, to jednak silny wzrost zysków oraz pozytywne prognozy mogą uzasadniać dalszy wzrost cen akcji w tym sektorze.

dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków

Źródło: Koyfin, Saxo Bank – dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków, którzy objęli te akcje swoją rekomendacją.

Rosnące wydatki obronne to jeden z kluczowych czynników napędzających wzrost wartości akcji europejskich spółek zbrojeniowych. Zgodnie z prognozami, w 2024 roku większość krajów europejskich przeznaczy na obronność co najmniej 2% PKB, realizując tym samym pierwotny cel NATO. Niektórzy eksperci przewidują jednak, że przez pewien czas budżety te mogą wzrosnąć nawet do 5% PKB, co mogłoby dodatkowo zwiększyć oczekiwania wobec wyników finansowych firm z sektora.

Fakt, że obecne wyceny spółek obronnych są historycznie wysokie, może sugerować istnienie bańki spekulacyjnej. Z drugiej strony, silny wzrost zysków na akcję (EPS) oraz prognozy jego utrzymania przez co najmniej kolejne trzy lata wskazują, że wzrost cen akcji może być kontynuowany.

Z perspektywy inwestora kluczowe pytanie brzmi: jak wysokie będą europejskie budżety obronne w nadchodzących latach? To właśnie one – szczególnie w takich krajach jak Niemcy, Polska, Francja czy Wielka Brytania – pozostają głównym motorem napędowym wzrostu wartości spółek z sektora obronnego.

Do 2027 roku prognozowany wzrost przychodów wynosi: 100% dla Rheinmetall, 80% dla Saaba, 60% dla Kongsberga i 23% dla Leonardo. Jeśli cel 5% PKB zostanie osiągnięty, szacunki te mogą jeszcze wzrosnąć. Z drugiej strony, zakończenie wojny w Ukrainie i powrót budżetów obronnych do poziomu 2–2,5% PKB w kolejnych latach może sprawić, że obecne prognozy okażą się zbyt optymistyczne, co mogłoby prowadzić do korekty cen akcji w sektorze.

Presja na Fed rośnie, kurs dolar spada – złoty i euro na fali wzrostowej

Dolar osiągnął nowe minima od „dnia wyzwolenia” w obliczu rosnącej presji na Rezerwę Federalną, by obniżyła stopy procentowe. Złoty w zeszłym tygodniu umocnił się względem amerykańskiej waluty o ponad 2%, a tym samym kurs USD/PLN znalazł się najniżej od 2018 r.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie dobrze, podobnie jak inne waluty Europy.
  • Ataki Trumpa na prezesa Fedu Powella przybierają na sile.
  • USD powraca do spadków.
  • PMI w strefie euro wskazują na nikły wzrost.
  • PMI w UK przełamują passę kiepskich odczytów.
  • Ceny ropy obniżają się, w miarę jak spada napięcie na Bliskim Wschodzie.

 

Źródłem wspomnianej presji są administracja Trumpa, która coraz wyraźniej daje do zrozumienia, że nie respektuje niezależności banku centralnego, oraz słabsze dane gospodarcze z USA. Jednocześnie nie obserwujemy kontynuacji handlu „sell America”, który wystraszył rynki w kwietniu. Amerykańskie akcje osiągają wręcz nowe maksima, a obligacje skarbowe również dobrze sobie radzą. Niemniej dolar ponownie pełni rolę wentyla bezpieczeństwa podczas konfliktów handlowych i w ubiegłym tygodniu doświadczył silnej deprecjacji względem zdecydowanej większości głównych walut.

 

W tym tygodniu w centrum reflektorów znajdą się dwa odczyty. We wtorek (01.07) wstępny raport inflacyjny ze strefy euro pomoże określić, jak dużą przestrzeń do dalszych obniżek ma Europejski Bank Centralny. Tego dnia, od raportu JOLTS, rozpocznie się również szereg publikacji z amerykańskiego rynku pracy, którego punktem kulminacyjnym będzie raport NFP (non-farm payrolls) za czerwiec w czwartek (03.07). Duża część ostatniej wątłości dolara jest reakcją na postrzeganą słabość amerykańskich danych. Informacje z rynku pracy ostatecznie potwierdzą tezę o znaczącym spowolnieniu w USA – lub jej zaprzeczą. Spodziewamy się w związku z tym znaczących ruchów walut.

PLN

Za złotym świetny tydzień – umocnił się o ponad 0,5% względem euro i o ponad 2% względem ogólnie słabszego dolara. Jest to wynikiem przede wszystkim zderzenia się słabości dolara oraz statusu złotego jako europejskiej waluty o wysokiej becie. Lokalnie uwaga skupiła się na danych gospodarczych, których większość zaskoczyła lekko w dół. Szczególnie warty odnotowania jest powrót dynamiki płac na ścieżkę spadkową po jej wzroście w kwietniu. W połączeniu ze słabszymi wynikami sektora przemysłowego i nieimponującej sprzedaży detalicznej wspiera to rozważanie dalszych cięć stóp procentowych w Polsce.

Sygnały z NBP, a w szczególności retoryka prezesa Adama Glapińskiego po ostatniej decyzji dotyczącej polityki monetarnej, pozwalają sądzić, że do kolejnej obniżki w tę środę (02.07) jeszcze nie dojdzie. Niemniej będziemy wypatrywać sygnałów, że jest ona tuż za rogiem. Poza konferencją prasową Glapińskiego (03.07) istotne będą również nowe projekcje makroekonomiczne.

EUR

Majowe wskaźniki PMI ze strefy euro nie zmieniły obrazu ledwo rosnącej gospodarki, która polega obecnie na perspektywach ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech w dalszej części roku. Nie stoi to jednak na przeszkodzie do aprecjacji euro względem dolara, którą wspierają zabezpieczające przepływy od inwestorów posiadających zbytnią ekspozycję na amerykańskie aktywa oraz kurczenie się różnicy między stopami procentowymi w USA i Europie.

Wstępny odczyt inflacji (wtorek 01.07) pomoże ocenić, czy jest jeszcze przestrzeń na dalsze cięcia EBC z poziomu 2%, na którym też zgodnie z oczekiwaniami ma uplasować się czerwcowa dynamika cen.

USD

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane gospodarcze były mieszane. Niska liczba nowych rozpoczętych budów nieruchomości mieszkalnych oraz słabe dane o osobistych dochodach i wydatkach zostały zrównoważone przez niższą liczbę nowych deklaracji bezrobotnych i wysoką zamówień środków trwałych. Podsumowując, ton danych z ostatnich tygodni był słabszy, nie na tyle jednak, by pozwalał na wyciągnięcie daleko idących wniosków.

Dane z rynku pracy (01–03.07) powinny w dużej mierze pozwolić rozstrzygnąć tę kwestię. Istotne są również dalsze losy ustawy budżetowej. Dyskusje są gorące, a brak powodzenia negocjacji implikowałby znaczne zacieśnianie polityki fiskalnej od przyszłego roku. Jest to jednak naszym zdaniem mało prawdopodobny scenariusz.

GBP

Dane PMI za czerwiec w Wielkiej Brytanii nieco przewyższyły oczekiwania, co pomogło częściowo rozwiać ciemne chmury po ostatnich kiepskich odczytach dotyczących zatrudnienia i sprzedaży detalicznej. Dzięki temu w obliczu ogólnej wyprzedaży dolara funt dotrzymał kroku innym walutom europejskim, co wyraźnie kontrastuje z jego gorszymi wynikami w ostatnim czasie.

Ten tydzień raczej nie przyniesie aktualnych danych gospodarczych, handel funtem będzie więc zależeć głównie od wydarzeń na świecie, podczas gdy wyczekujemy na wyklarowanie ścieżki cięć stóp procentowych Banku Anglii.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Wybierasz kierunek studiów? Sprawdź, po których studiach zarabia się najwięcej i gdzie opłaca się wyjechać

Dla tych, którzy wciąż stoją przed dylematem, co studiować, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) we współpracy z Ośrodkiem Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytutem Badawczym (OPI PIB) udostępniło 10. edycję ogólnopolskiego systemu monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Dzięki aktualnym danym każdy może sprawdzić, po jakich kierunkach studiów zarabia się najwięcej do pięciu lat po uzyskaniu dyplomu, a także jak długo trwa poszukiwanie pracy. W tym roku system został wzbogacony o nowe wskaźniki opisujące ekonomiczne losy absolwentów w zależności od województwa, w którym ukończyli studia.

ELA – cenne narzędzie nie tylko dla młodych

System ELA powstał i jest rozwijany przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To jedno z najbardziej zaawansowanych rozwiązań tego typu w Europie. Od 2016 roku dostarcza wiarygodnych danych na temat losów zawodowych absolwentów szkół wyższych.

Tegoroczna edycja została rozszerzona o dane dotyczące wewnętrznych migracji absolwentów oraz ich aktywności zawodowej w zależności od województwa ukończenia studiów i obecnego miejsca zamieszkania. To nie tylko cenne źródło informacji dla przyszłych studentów i studentek, ale także przydatne narzędzie dla samorządów, które chcą lepiej zrozumieć mobilność młodych ludzi i planować skuteczną politykę regionalną.

– System ELA pozwala sprawdzić m.in., które kierunki studiów zapewnią w przyszłości najwyższe zarobki, jak długo absolwenci szukają pracy po ukończeniu uczelni, a także – co stanowi nowość – jakie są ich dalsze losy w podziale na województwa, w których studiowali, oraz te, w których obecnie mieszkają i pracują – mówi Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Maria Mrówczyńska.

Dzięki tym dodatkowym informacjom ELA stała się nie tylko cennym źródłem wiedzy dla maturzystów, lecz także realnym wsparciem dla samorządów. Pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego młodzi ludzie opuszczają swoje regiony i co można zrobić, aby ich zatrzymać, zwłaszcza tych najbardziej utalentowanych – dodaje wiceminister Mrówczyńska.

Migracje po studiach – nowe spojrzenie w ELA

Nowe dane przedstawiamy na przykładzie absolwentów i absolwentek studiów II stopnia i jednolitych studiów magisterskich z rocznika 2023. Analiza dotyczy ich mobilności regionalnej oraz aktywności ekonomicznej w pierwszym roku po studiach. W ELA dostępne są również analogiczne dane dla roczników od 2019 roku, obejmujące wszystkie poziomy studiów.

Mechanizmy migracyjne zaprezentowano na podstawie trzech wskaźników. Dla każdego województwa przedstawiono procentowy udział absolwentów, którzy po uzyskaniu dyplomu zdecydowali się na opuszczenie województwa, w którym studiowali.

– Najczęściej swoje województwo zamieszkania zmieniali absolwenci z województwa warmińsko-mazurskiego. Był to udział niemal trzy razy większy niż w przypadku absolwentów z województwa podkarpackiego (43,9% wobec 15,3%). Drugim województwem o absolwentach najbardziej skłonnych do migracji do innego regionu Polski było województwo dolnośląskie (36,2%) – mówi dr hab. Mikołaj Jasiński, ekspert OPI PIB.

Dwa pozostałe wskaźniki odnoszą się do ekonomicznego bilansu migracji.

Pierwszy – pokazuje różnicę w nominalnych zarobkach między absolwentami, którzy po studiach wyjechali z województwa, w którym się kształcili, a tymi, którzy w nim pozostali. Drugi wskaźnik opisuje relatywną pozycję ekonomiczną obu grup – tych, którzy po dyplomie przenieśli się do innego regionu oraz tych, którzy zostali w województwie ukończenia studiów. Mierzy on różnicę pomiędzy wartościami Względnego Wskaźnika Zarobków (WWZ) w obu tych grupach.

– Największy dodatni bilans nominalnych wynagrodzeń związany z wyjazdami na podstawie danych systemu ELA widać wśród osób, które studiowały w województwie śląskim (+1454,18 zł) i warmińsko-mazurskim (+1273,64 zł). Największy ujemny wśród absolwentów z województwa dolnośląskiego (-345,02 zł). Bilans najbliższy zeru wystąpił w dwóch województwach: zachodniopomorskim (0 zł) i podkarpackim (+15,70 zł) – mówi dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH, ekspertka OPI PIB. Warto jednak pamiętać, że te same kwoty zarabiane w regionach o różnym poziomie ekonomicznym świadczą o różnej pozycji na lokalnym rynku pracy – dodaje profesor Chłoń-Domińczak.

Najnowsze dane pokazują, że województwa znacznie różnią się pod względem bilansu pozycji rynkowej absolwentów wyjeżdzających względem pozostających w województwach, w których uzyskali dyplom.

– Największy pozytywny bilans wyjazdów pod tym względem odnotowaliśmy dla województwa śląskiego – +0,22. Oznacza to, że absolwenci, którzy po studiach wyjechali z województwa śląskiego zarabiali w pierwszym roku po studiach o 22% lokalnych średnich zarobków więcej od tych, którzy pozostali w województwie śląskim – tłumaczy dr Marek Bożykowski, ekspert OPI PIB. Wskazania najbardziej neutralne (najbliższe zeru) zaobserwowaliśmy dla województwa zachodniopomorskiego (+0,01), natomiast wartości ujemne – w trzech województwach: podkarpackim, lubelskim i opolskim (po -0,03) – dodaje doktor Bożykowski.

W przypadku Względnego Wskaźnika Zarobków można zaobserwować jeszcze silniejszą niż dla nominalnych zarobków zależność między bilansem wyjazdów a skłonnością absolwentów do wyjazdów z województwa studiowania. Korelacja pomiędzy tymi wielkościami okazała się dodatnia i dwukrotnie wyższa niż w poprzednim przypadku, równa 0,28. To oznacza, że decyzje migracyjne absolwentów częściej wynikają z chęci poprawy pozycji na rynku pracy, a nie tylko z różnic w zarobkach.

Trzy województwa – trzy mechanizmy migracji absolwentów

Absolwenci z województwa warmińsko-mazurskiego najczęściej decydowali się na wyjazd po uzyskaniu dyplomu. Towarzyszyły temu wyraźne „premie” – zarówno w postaci wyższego bilansu nominalnych wynagrodzeń, jak i lepszej pozycji ekonomicznej w porównaniu do tych, którzy pozostali w regionie.

Inaczej sytuacja wyglądała w województwie dolnośląskim. Choć odsetek wyjeżdżających był również wysoki, to wyższe zarobki osiągali absolwenci, którzy zostali. Województwo dolnośląskie należy do regionów z najwyższymi wynagrodzeniami w kraju – nie tylko wśród absolwentów, ale także ogółu zatrudnionych (dane GUS). Co ciekawe, absolwenci, którzy opuścili ten region, mimo niższych zarobków, osiągnęli wyższą pozycję ekonomiczną względem tych, którzy zostali. Może to sugerować, że kierowali się nie tyle wysokością wynagrodzenia, co szansą na poprawę statusu zawodowego.

Województwo podkarpackie, mimo najniższych w kraju zarobków (zarówno wśród ogółu mieszkańców, jak i absolwentów), cechuje się najmniejszą skłonnością do migracji. Wyjeżdżający z tego regionu zarabiali podobnie do tych, którzy pozostali, a po uwzględnieniu lokalnych kosztów życia i poziomu wynagrodzeń ich pozycja ekonomiczna była nawet nieco niższa. Oznacza to, że mieszkańcy Podkarpacia nie mieli silnych bodźców ekonomicznych do opuszczenia regionu po studiach.

Nie tylko pieniądze – co jeszcze wpływa na decyzje absolwentów?

Najnowsze dane ELA to ważne źródło wiedzy o mobilności absolwentów i ekonomicznych aspektach ich decyzji. Choć korelacja między skłonnością do migracji a opłacalnością wyjazdu jest dodatnia, nie jest bardzo silna. Sugeruje to, że pozaekonomiczne czynniki, takie jak więzi społeczne, koszty życia czy jakość środowiska pracy również mogą odgrywać istotną rolę w podejmowaniu decyzji o zmianie miejsca zamieszkania po studiach, ale weryfikacja tego wymagałaby osobnych badań, z użyciem źródeł danych innych niż rejestrowe.

Ogólnopolski system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA)

System ELA został stworzony i jest prowadzony przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Dostarcza wiarygodnych informacji o sytuacji absolwentów polskich uczelni na rynku pracy. Bazuje on na danych, które już od dawna gromadzone są w rejestrach publicznych. ELA czerpie dane z innego systemu rozwijanego również w OPI PIB, czyli z POL-onu oraz wykorzystuje informacje z rejestru osób objętych ubezpieczeniem społecznym, który jest prowadzony przez ZUS. Wszystkie dane przetwarzane przez system są zanonimizowane oraz wdrożone zostały odpowiednie mechanizmy, które gwarantują bezpieczeństwo. System jest bardzo nowoczesny i przyjazny dla użytkownika. Posiada narzędzia pozwalające m.in. na generowanie raportów, rankingów i infografik, zgodnie z potrzebami użytkownika.

Nowy etap dla INTERSPORT Polska

INTERSPORT Polska S.A. rozpoczyna proces podwyższenia kapitału zakładowego oraz wprowadza zmiany w składzie Rady Nadzorczej, odpowiadając na rosnącą konkurencję i zmieniające się oczekiwania klientów. Strategiczna decyzja ma na celu wzmocnienie pozycji firmy na rynku sportowym.

Kapitał na inwestycje – elastyczność i priorytety rozwojowe

Zarząd INTERSPORT Polska podjął uchwałę o podwyższeniu kapitału do 5 milionów złotych poprzez emisję do 50 milionów akcji serii M po cenie 0,75 zł za akcję. Emisja odbędzie się w trybie prywatnym, umożliwiając szybkie pozyskanie środków od wybranych inwestorów.

„Pozyskane środki przeznaczymy na rozwój sieci sprzedaży, kanały online i offline w modelu omnichannel, digitalizację oraz podnoszenie jakości obsługi klienta” – podkreśla Zarząd INTERSPORT Polska S.A.

Zmiany w Radzie Nadzorczej – transparentność i nadzór właścicielski

Spółka wprowadza zmiany w składzie Rady Nadzorczej, dostosowując jej strukturę do obecnego układu właścicielskiego. Nowy skład łączy międzynarodowe doświadczenie, wiedzę branżową i kompetencje finansowe. „Chcemy, aby Rada Nadzorcza była forum konstruktywnego dialogu, co buduje zaufanie inwestorów i partnerów biznesowych” – dodaje Zarząd.

Nowy skład Rady Nadzorczej:

  • Janusz Pieła – ponad 25 lat doświadczenia w branży sportowej, współwłaściciel LARIX
  • Krzysztof Pieła – współzałożyciel LARIX, specjalista w dystrybucji marek sportowych
  • Iuliia Maksymenko – Dyrektor Zarządzająca INTERSPORT Ukraina, regionalna menedżerka INTERSPORT International odpowiedzialna za region Europy Środkowej
  • Maciej Skrzycki – były dyrektor Sklepu Biegacza, ekspert w zakresie obsługi klienta
  • Thorsten Schmitz – były Dyrektor Zarządzający INTERSPORT Austria, ekspert retailowej strategii
  • Serhiy Usichenko – Specjalista w zakresie zarządzania finansami
  • Piotr Dygas – adwokat, partner w kancelarii DZNP, ekspert prawa handlowego

Rynek sportowy w Polsce – kontekst decyzji INTERSPORT

Decyzje właścicielskie INTERSPORT Polska zapadają w czasie dynamicznego rozwoju rynku sportowego, który rośnie o 6% rocznie (2023–2028). Wzrost popularności segmentów premium i outdoor oraz prognozowana wartość rynku sprzętu outdoorowego i fitness na poziomie 7 miliardów złotych do 2028 roku stwarzają przestrzeń do dalszych inwestycji.

„Nowe otwarcie to połączenie solidnego kapitału finansowego z jeszcze większym potencjałem ludzkim. To ambitny plan rozwoju, który przygotuje INTERSPORT Polska na przyszłe zmiany rynkowe” – podsumowuje Zarząd spółki.

Co czeka deweloperów i kupujących mieszkania w II połowie 2025 r.?

Rynek mieszkaniowy w Polsce znajduje się w punkcie zwrotnym. Po pierwsze: trwa największa od lat zmiana regulacyjna dotycząca publicznego dostępu do cen mieszkań, która nie tylko wpłynie na relacje między sprzedającymi i kupującymi, ale także na codzienną działalność deweloperów. Po drugie: na tle historycznie wysokich ale stabilnych cen popyt okazuje się słabszy niż jeszcze rok temu. A mimo to podaż mieszkań dynamicznie rośnie. Czy zatem sprzedaż w 2025 roku ma szansę być wyższa niż w 2024 roku?

27% firm deweloperskich w obliczu zmian

Na rynku deweloperskim trwa okres intensywnych przygotowań i niepewności co do przyszłości. Branża szykuje się do wejścia w życie nowelizacji ustawy, która zobowiązuje deweloperów do posiadania własnych stron internetowych i publikowania na nich pełnych informacji o cenach oferowanych mieszkań – od startu sprzedaży aż do jej zakończenia. Dotyczy to cen za metr kwadratowy, pomieszczeń dodatkowych (jeśli nie są wliczone w cenę główną), zmian stawek z datami oraz zasad promocji. Dane te będą też raportowane do portalu dane.gov.pl.

Czy i dla kogo to będzie wyzwanie? Dla deweloperów realizujących inwestycje wielorodzinne publikowanie cen online to już standard – większość udostępnia je bez konieczności kontaktu z biurem sprzedaży. Inaczej wygląda to na obrzeżach miast i w tzw “obwarzankach” , gdzie przeważają projekty domów. Z danych Otodom wynika, że spośród ok. 1,7 tys. aktywnych deweloperów działających na 20 głównych rynkach z aglomeracjami ok. 470 firm deweloperskich (27%) specjalizuje się w sprzedaży domów w aglomeracjach największych miast. Ze względu na stosunkowo niewielką skalę poszczególnych projektów do tej pory ich sprzedaż odbywała się nie w oparciu o na własne strony internetowe ale o ogłoszenia lokalne i portale ogłoszeniowe. Dlatego to właśnie te firmy mogą mieć największy problem z dostosowaniem się do nowych wymogów.

Dla wszystkich firm deweloperskich istotnym wyzwaniem pozostaje sposób raportowania cen – zarówno na własnych stronach internetowych, jak i w portalu dane.gov.pl. Np. wciąż nie ma pełnej jasności, czy deweloperzy prowadzący równocześnie kilka inwestycji będą musieli tworzyć odrębne strony dla każdej z nich ani w jakiej dokładnie formie mają być przekazywane dane cenowe do portalu rządowego. Choć PZFD zaangażował się w prace nad jednolitym dla całej branży rozwiązaniem, na szczegółowe wytyczne branża musi jeszcze poczekać. Tymczasem warto podkreślić, że firmy już teraz mogą – i zdecydowanie powinny – dokonać rejestracji w systemie dane.gov.pl. Zwlekanie z tym obowiązkiem do ostatniej chwili grozi przeciążeniem systemu, opóźnieniami i organizacyjnym chaosem.

Przy okazji nowych obowiązków deweloperów warto podkreślić jeszcze jeden aspekt – termin wprowadzania zmian. W przestrzeni medialnej pojawiają się, informacje, że deweloperzy będą zobowiązani do publikacji cen mieszkań już 11 lipca, co może być mylące dla wielu klientów. W rzeczywistości od momentu podpisania nowelizacji ustawy przez Prezydenta obowiązuje miesięczne vacatio legis, po którym deweloperzy mają dwa miesiące na dostosowanie się do przepisów, a więc nowelizacja ustawy w praktyce zacznie działać dopiero we wrześniu.

Czy sprzedaż deweloperów w 2025 roku ma szansę być wyższa niż w 2024 r.?

Prognozowanie na rynku mieszkaniowym jest trudne nie tylko dlatego, że dotyczy przyszłości, lecz przede wszystkim z powodu niejasności co do czynników, które w przeszłości kształtowały popyt i podaż. Znamy efekty dotychczasowej gry rynkowej, ale trudno wskazać, co miało decydujący wpływ na poziom cen czy ofertę mieszkań. Wolumen sprzedaży nie jest tu miarodajny – w sektorze deweloperskim transakcja staje się pewna dopiero po przeniesieniu własności, a motywy zakupu często pozostają nieznane. To właśnie indywidualne decyzje i zmienne okoliczności wpływające na nabywców utrudniają trafne prognozy popytu i podaży, a co za tym idzie – cen. Z tego powodu zamiast liniowych prognoz częściej opracowuje się scenariusze, uwzględniające różne możliwe ścieżki rozwoju rynku.

Na kształtowanie się sytuacji na rynku mieszkaniowym w kilku największych polskich miastach w ostatnich 5 latach istotny wpływ wywarło przede wszystkim szereg zewnętrznych w stosunku do rynku mieszkaniowego czynników o charakterze makroekonomicznym i społecznym. W efekcie, zarówno podaż jak i popyt podlegały gwałtownym zmianom nie tylko w relacji rok do roku ale nawet kwartał do kwartału.

Tę zmienność dobrze obrazują dane sprzedażowe. W 2020 roku liczba mieszkań sprzedanych na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) wyniosła 44,8 tys., a w kolejnych latach odpowiednio:

  • w 2021 r. – 59,6 tys. (wzrost o 33%);
  • w 2022 r. – 36,1 tys. (spadek o 39%);
  • w 2023 r. – 51,1 tys. (wzrost o 42%);
  • w 2024 r. – 36,8 (spadek o 28%).

Podobnie zachowywała się nowa podaż na rynku deweloperskim, czyli tzw. wprowadzenia. W 2020 roku liczba mieszkań wprowadzonych do oferty (do sprzedaży) na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) wyniosła 43,8 tys. a w kolejnych latach odpowiednio:

  • w 2021 r. – 52,3 tys. (wzrost o 19%);
  • w 2022 r. – 43,3 tys. (spadek o 17%);
  • w 2023 r. – 41 tys.; (spadek o 5%)
  • w 2024 r. – 53,3 tys. (wzrost o 30%).

Efektem tak wyraźnego rozdźwięku pomiędzy bieżącą podażą i bieżącym popytem na analizowanych 7 rynkach były zaskakujące zmiany liczby mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec grudnia w kolejnych latach. Na koniec 2019 roku na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) oferowanych było 36,5 tys. mieszkań, a w kolejnych grudniach:

  • w 2020 r. – 43,1 tys.;
  • w 2021 r. – 36,1 tys.;
  • w 2022 r. – 46 tys.;
  • w 2023 r. – 34,8 tys.;
  • w 2024 r. – 55,3 tys.

Jednocześnie – niezależnie od zachowania popytu i podaży – we wszystkich analizowanych latach średnie ceny oferowanych przez firmy deweloperskie mieszkań rosły. Na koniec grudnia 2019 roku cena przeciętnego mieszkania deweloperskiego oferowanego w największych miastach wynosiła 513,4 tys. zł (8 950 zł/m²),  podczas gdy na koniec 2024 roku już: 803,5 tys. zł (14 768 zł/m²). Zatem wzrost ceny całkowitej przeciętnego oferowanego mieszkania wyniósł w tym okresie 57% a ceny wyrażonej w zł/m² – 65% (!).

Jakich zmian zatem na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach spodziewamy się w drugiej połowie 2025 roku?

Dzięki prowadzonemu na potrzeby Otodom Analytics monitoringowi rynku mieszkaniowego wiele już o 2025 roku wiemy. W pierwszych 5 miesiącach roku firmy deweloperskie wprowadziły do sprzedaży 20,9 tys. mieszkań. Popyt odpowiedział zakupem 15,3 tys. mieszkań. W efekcie na koniec maja na 7 największych rynkach oferta mieszkań deweloperskich sięgnęła 62 tys. Gdyby sprzedaż w kolejnych miesiącach 2025 roku kształtowała się tak jak od czerwca do grudnia 2024 roku, to roczny wolumen sprzedaży wyniesie 36,5 tys., co będzie oznaczało minimalny spadek rok do roku.

To obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz. Jednak po majowej obniżce stóp procentowych i wyraźnej (wzrostowej) reakcji popytu, prawdopodobny staje się również inny scenariusz. Taki, który mógłby się zrealizować, gdyby został wsparty kolejnymi obniżkami podstawowej stopy procentowej NBP.  W tym scenariuszu sprzedaż na 7 największych rynkach mogłaby od lipca 2025 roku kształtować się tak, jak w 2023 roku (co jest możliwe przy wysokiej ofercie i powszechności akcji rabatowych). W efekcie liczba mieszkań sprzedanych sięgnęłaby 45 tys., co oznaczałoby, że w drugim półroczu 2025 roku moglibyśmy odnotować sprzedaż wyższą o 28% od tej z pierwszego półrocza. W porównaniu rok do roku (2025 r. do 2024 r. ) wzrost sięgnąłby wówczas 22%.

Realizacja każdego ze scenariuszy (pierwszy to 36,5 tys. mieszkań sprzedanych, drugi to 45 tys. mieszkań sprzedanych) jest relatywnie wysoka i dla każdego z nich oscyluje wokół 35%, choć dzisiaj wyraźnie bliższy realizacji wydaje się scenariusz z niższą sprzedażą. Wiele będzie zależało od wyników, jakie zobaczymy na koniec czerwca. Najmniej prawdopodobny wydaje się obecnie scenariusz, którego nie został opisany (choć uczciwie trzeba o nim wspomnieć) a który zakłada załamanie się  sprzedaży w drugiej części roku i w 2026 roku. Aby się zrealizował, w otoczeniu polskiego rynku mieszkaniowego musiałoby dojść do wydarzeń, które po doświadczeniach pandemii, szoku inflacyjnego i wybuchu wojny w Ukrainie trudno dziś sobie wyobrazić.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom

Inflacja w Polsce wzrosła w czerwcu – koniec marzeń o obniżce stóp?

Według danych GUS inflacja w czerwcu wzrosła do 4,1 proc. Już w środę poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Mimo wzrostu inflacji za kolejną obniżką stóp przemawia prawdopodobny silny spadek inflacji od lipca, jednak wiele wskazuje na to, że tym razem Rada nie zdecyduje się na taki krok.

Inflacja w czerwcu, według wstępnych danych GUS, wzrosła do poziomu 4,1 proc. z 4 proc. odnotowanych w maju. Inflacja po raz kolejny wzrosła także w ujęciu miesięcznym o 0,1 proc. Wzrost wynika przede wszystkim z drożejącej żywności (wzrost o 4,9 proc. r/r), przy spadających cenach energii i paliw. To jednak prawdopodobnie ostatni epizod wzrostu inflacji w tym roku. Już od lipca dynamika cen powinna wyraźnie zacząć hamować.

Mimo czerwcowego przyspieszenia, inflacja znajduje się na dobrej ścieżce do spadku poniżej 3 proc. w lipcu. Zadziała tu efekt bazy, ponieważ z rocznego odczytu inflacji wypadnie lipiec 2024 roku, kiedy nastąpiło częściowe odmrożenie cen energii, co wywołało ich gwałtowny wzrost. Dodatkowo od lipca obowiązywać zacznie niższa o 14,8 proc. taryfa na gaz ziemny dla gospodarstw domowych. Sejm przyjął również ustawę przedłużającą zamrożenie cen energii elektrycznej do końca 2025 roku. Wszystkie te elementy powinny wesprzeć proces dezinflacyjny i pozwolić inflacji zbliżyć się w drugiej połowie roku do celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy.

Dodatkowym czynnikiem wspierającym spadek inflacji jest silny złoty. Umocnienie krajowej waluty skutkuje spadkiem cen towarów importowanych. Szczególnie wyraźnie widać to w relacji do dolara, który kosztuje obecnie jedynie 3,61 zł, co oznacza najniższy poziom od 2018 roku. Również euro utrzymuje się na niższym poziomie niż podczas poprzedniego posiedzenia RPP, wynosząc 4,23 zł. Na wartość złotego wpływają między innymi utrzymujące się wyższe stopy procentowe, podczas gdy stopy obniża EBC, Bank Anglii czy też Czeski bank centralny.

Czy oznacza to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się jutro na kolejną obniżkę stóp? Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie stóp bez zmian, mimo dynamicznie postępującego spadku inflacji. Rada, podejmując decyzję, będzie kierować się lipcową projekcją inflacyjną przygotowaną przez Narodowy Bank Polski. Wzrost inflacji w czerwcu może stanowić argument za pozostawieniem stóp na obecnym poziomie. Choć sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa uspokojeniu, a ceny ropy na rynkach światowych zaczęły spadać, to Rada nadal będzie uwzględniać ryzyko ich ponownego wzrostu, co miałoby istotny wpływ na inflację w Polsce. W ostatnich miesiącach proces dezinflacyjny był bowiem w dużym stopniu wspierany właśnie przez taniejącą ropę. Rada może również zwrócić uwagę na wysoki poziom deficytu budżetowego oraz ryzyko wynikające z ekspansywnej polityki fiskalnej. Polska znajduje się obecnie w procedurze nadmiernego deficytu Unii Europejskiej.

Kolejne decyzyjne posiedzenie RPP odbędzie się po wakacjach, w dniach 2-3 września. Do tego czasu inflacja powinna być już znacznie niższa, co może ułatwić Radzie podjęcie decyzji o obniżce stóp procentowych.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Finansowanie przemysłu obronnego w Polsce – przegląd funduszy i programów publicznych

Stale rośnie dostępność środków publicznych wspierających sektor obronny na poziomie europejskim, międzynarodowym oraz krajowym. Do nowych instrumentów finansowania należą m.in. Program SAFE, Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności (FBiO), PFR DeepTech oraz Polish Defence Fund (PDF), którego utworzenie jest planowane przez Ministerstwo Obrony Narodowej – wynika z raportu „Przegląd dostępnych środków publicznych na rozwój sektora obronnego w Polsce” autorstwa PwC Polska. 

Dostępne fundusze i programy finansujące program obronności można podzielić na te działające na poziomie międzynarodowym/europejskim, na poziomie krajowym oraz dostępne ulgi i preferencje podatkowe. Głównym instrumentem na poziomie NATO jest NIF, NATO Innovation Fund, niezależny fundusz venture capital, wspierany przez 24 państwa członkowskie NATO, który inwestuje w nowatorskie startupy z branży nauki i inżynierii, aby wzmocnić obronność, bezpieczeństwo i odporność państw członkowskich.

Do mechanizmów europejskich zaliczamy finansowane od stycznia 2024 r. przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) projekty obronne, w tym projekty podwójnego zastosowania (tzw. dual use), jednak nie inwestycje o ściśle wojskowym wymiarze. Drugim instrumentem europejskim jest European Defence Fund. EDF finansuje badania i rozwój, z dużym naciskiem na badania i odkrywanie nowej wiedzy, która w przyszłości może być zastosowana w obszarze militarnym i pokrewnych. Fundusz nie wspiera inwestycji produkcyjnych.

“W kontekście dużych zmian geopolitycznych należy na bieżąco weryfikować użyteczność wszystkich instrumentów wsparcia sektora obronnego oraz dual-use i dostosowywać je zarówno do strategicznych potrzeb państwa, jak też rynku. Programowanie działań wspierających sektor obronny, w tym wydatkowanie środków publicznych w tym zakresie powinno służyć bezpieczeństwu Polski, rozwojowi suwerenności technologiczno-przemysłowej, jak też długofalowemu pobudzaniu rozwoju gospodarczego kraju i podnoszeniu konkurencyjności przedsiębiorstw. Jest coraz więcej dostępnych środków, wiele zaangażowanych instytucji, dlatego szczególne znaczenie ma koordynacja działań zarówno w warstwie programowej (w tym strategia rozwoju polskiego przemysłu obronnego), jak też instytucjonalnej” – mówi Dionizy Smoleń, partner PwC Polska, lider zespołu usług dla sektora publicznego.

Na poziomie krajowym największym potencjalnym wsparciem są środki z Polityki Spójności w perspektywie 2021 – 2027, których Polska jest największym beneficjentem. W ich ramach możliwe jest finansowanie badań, rozwoju i innowacji w projektach środowiskowych i infrastrukturalnych. W ramach wsparcia krajowego wyróżnić można również:

  • Polską Strefę Inwestycji (PSI) – zasady udzielania pomocy są regulowane krajowym rozporządzeniem. W 2022 roku znowelizowano rozporządzenie strefowe, w którym wprost wskazano, iż produkcja broni, amunicji i materiałów wybuchowych nie może być objęta zwolnieniem podatkowym. Aktualnie trwają prace nad zmianami przepisów w tym zakresie.
  • Grant Rządowy – program wspierania strategicznych i kluczowych inwestycji dla kraju, nie wyklucza wsparcia inwestycji z sektora obronnego.
  • Fundusz Inwestycji Kapitałowych – podstawowym zadaniem Funduszu jest nabywanie lub obejmowanie akcji lub udziałów przez Skarb Państwa reprezentowany przez ministra właściwego do spraw aktywów państwowych.
  • Program PERUN – dotacja z budżetu krajowego. Mogą ją otrzymać projekty, które mają największą szansę na stworzenie technologii przynoszącej wzrost potencjału naukowego i rzeczywiste zwiększenie zdolności w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa.

“Rozwój przemysłu obronnego oraz sektora dual-use powinien służyć rozwojowi regionalnemu, wzrostowi gospodarczemu i podnoszeniu konkurencyjności. Pobudzenie zdolności inwestycyjnych w obronność poprzez uaktualnienie legislacji będzie miało pozytywny wpływ na funkcjonowanie całego rynku. Warto skorzystać z tej szansy i wzorować się na Komisji Europejskiej, która wprowadza liczne nowe instrumenty wspierające inwestycje w obronność. To ogromna szansa dla Polski na zbudowanie pozycji liderskiej w zupełnie nowym dla nas sektorze” – mówi Mieczysław Gonta, partner PwC Polska, lider zespołu dotacji i ulg podatkowych.

Do nowych instrumentów pozwalających na dofinansowanie sektora obronnego zaliczamy m.in.:

  • Program SAFE – 150 mld euro na pożyczki na wydatki wojskowe. Element planu ReArm Europe o łącznym szacowanym budżecie 800 mld euro. Środki z SAFE zostaną wypłacone zainteresowanym państwom członkowskim na żądanie, na podstawie ich planów krajowych.
  • Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności – powstały poprzez przesunięcie środków z KPO (Instrumentu Zielonej Transformacji Miast). Środki z FBiO mają trafić na budowę infrastruktury ochrony cywilnej oraz inwestycje w cyberbezpieczeństwo. Ze środków nie mogą być finansowane zakupy uzbrojenia.
  • PFR DeepTech – program, który umożliwi finansowanie zaawansowanych technologicznie projektów przez doświadczone fundusze Venture Capital. Dodatkowym celem jest wsparcie technologii z potencjałem podwójnego zastosowania (tzw. dual-use).
  • Polish Defence Fund – w planie jest funduszu inwestycyjnego, którego koncepcję wypracowało Ministerstwo Obrony Narodowej. PDF jako niezależny i rynkowy podmiot ma mobilizować kapitał na potrzeby strategicznych inwestycji w sektorze obronnym oraz podwójnego zastosowania. Fundusz będzie skupiał się na start-upach i małych i średnich przedsiębiorcach

8 kwietnia 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji strategicznych oraz kluczowych inwestycji w zakresie potrzeb obronności państwa i bezpieczeństwa publicznego oraz ustanawiania stref ochronnych dla niektórych terenów zamkniętych, przedłożony przez Ministra Obrony Narodowej. Nowe przepisy przewidują uproszczenie i usprawnienie procesu inwestycyjno-budowlanego, jeśli chodzi o przygotowanie oraz realizację strategicznych inwestycji dotyczących obronności państwa. Czas przygotowania i realizacji inwestycji skróci się średnio z 6 do 3 lat.