95% polskich firm korzysta z chmury, 82% testuje AI – raport KPMG i Microsoft

Już ponad 80% firm w Polsce jest w fazie wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI), a 95% korzysta z usług chmurowych – wynika z czwartej edycji raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu”, przygotowanego przez KPMG w Polsce we współpracy z Microsoft. Główny wskaźnik transformacji cyfrowej wzrósł do 5,5 pkt na dziesięciostopniowej skali, co oznacza poprawę o 0,4 pkt w porównaniu z rokiem ubiegłym. Największy postęp dotyczy implementacji technologii i potencjału do transformacji cyfrowej, ale w obszarze strategii cyfryzacji odnotowano spory spadek. Jednocześnie, mimo wzrostu liczby firm posiadających zespół ds. cyberbezpieczeństwa, tylko 40% liderów uważa, że ich organizacja jest wystarczająco chroniona przed cyfrowymi zagrożeniami.

Firmy inwestują w technologię, ale brakuje im strategicznego kompasu

Wskaźnik główny „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” osiągnął w 2025 roku poziom 5,5 pkt, rosnąc drugi rok z rzędu. Implementacja technologii uzyskała najwyższy wynik – 6,7 pkt, a potencjał do transformacji – 6,3 pkt. Cyberbezpieczeństwo i zarządzanie ryzykiem oceniono na 5,9 pkt. Jedynym obszarem z wynikiem niższym niż przed rokiem okazała się strategia cyfryzacji, która spadła z 4,3 do 2,9 pkt – mimo że 56% firm, które nie posiadają formalnego dokumentu strategii deklaruje plany jego opracowania w nadchodzących miesiącach.

Brak spójnego podejścia strategicznego przekłada się także na decyzje budżetowe i kadrowe – 27% firm planuje ograniczenie nakładów na cyfryzację, a 23% deklaruje redukcję zatrudnienia w tym obszarze. Co istotne, duże firmy nadal wypadają lepiej – ich wskaźnik główny wyniósł 5,8 pkt, podczas gdy sektor MŚP osiągnął wynik 5,3 pkt. Choć dysproporcje nadal istnieją, z roku na rok maleją – mniejsze firmy coraz lepiej przyswajają nowe technologie pomimo ograniczonych zasobów.

W tegorocznej edycji badania KPMG przedsiębiorstwa uzyskały wyższe niż w innych obszarach wyniki w zakresie implementacji technologii. Niewiele niższy rezultat otrzymał potencjał firm do dalszej transformacji cyfrowej. Najgorzej wypadł jednak obszar strategii transformacji, który jako jedyny odnotował spadek aż o 1,4 pkt. osiągając 2,9 pkt w dziesięciostopniowej skali. To pokazuje, że firmy działające w Polsce koncentrują się na realizacji technologicznych inicjatyw, natomiast relatywnie mniej uwagi poświęcają etapowi planowania strategicznego – mówi Radosław Kowalski, Partner, Szef Zespołu Data&Cloud w KPMG w Polsce, Microsoft Alliance CEE Leader.

Sztuczna inteligencja ostrożnie wchodzi do firm

Aż 82% firm biorących udział w badaniu KPMG przygotowanym w partnerstwie z Microsoft zadeklarowało, że w jakimkolwiek stopniu rozpoczęło wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI), podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 28%. Można odnieść wrażenie, że firmy chcą, aby widoczna była choćby najmniejsza ich aktywność w tym obszarze. Ponad połowa wdrożeń AI ma obecnie charakter ograniczony, ale dane wyraźnie wskazują na szybki postęp adaptacji – firmy chętnie testują rozwiązania i szukają takich, które rzeczywiście przyniosą największą wartość dodaną.

Najczęściej wykorzystuje się AI w obszarach marketingu i obsłudze klienta. Wśród głównych korzyści biznesowych związanych z wdrażaniem sztucznej inteligencji firmy wskazują nowe możliwości personalizacji produktów i usług (40% wskazań), optymalizację kosztów dzięki automatyzacji procesów (38%) i zwiększenie precyzji prognoz i analiz (34%). Po drugiej stronie są wyzwania, które firmy napotykają wdrażając rozwiązania oparte na AI. Do kluczowych barier należą problemy z bezpieczeństwem i prywatnością danych (46%), trudności z integracją z istniejącą infrastrukturą (39%) oraz trudności z akceptacją nowych technologii przez pracowników (34%) i brak odpowiednich kompetencji w zespole (30%).

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki przedsiębiorstwa analizują dane, projektują usługi, personalizują ofertę czy obsługują klientów. Firmy, które już dziś integrują AI w swoich modelach operacyjnych – od łańcuchów dostaw po sprzedaż – zyskują przewagę, której nie sposób szybko odrobić. Transformacja cyfrowa to proces wymagający integracji nowych technologii z istniejącymi strukturami organizacyjnymi. Sukces w tej dziedzinie wymaga nie tylko odpowiednich narzędzi, ale także gotowości do nauki i adaptacji wśród pracowników oraz menedżerów – mówi Rafał Albin, Dyrektor odpowiedzialny za kanał partnerski, Microsoft w Polsce.

Technologia wyprzedza strategię

Sztuczna inteligencja staje się nowym standardem w cyfrowym krajobrazie biznesu w Polsce. Wiele firm wdraża ją na próbę – często bez wcześniejszych analiz opłacalności czy oceny ryzyka.

Odsetek przedsiębiorstw deklarujących jakikolwiek stopień implementacji wzrósł niemal trzykrotnie w porównaniu z poprzednim rokiem – z 28% do 82%. Można odnieść wrażenie, że firmy chcą, aby widoczna była choćby najmniejsza ich aktywność w tym obszarze. Ponad połowa wdrożeń AI ma obecnie charakter ograniczony, ale dane wyraźnie wskazują na szybki postęp adaptacji – firmy chętnie testują rozwiązania i szukają takich, które rzeczywiście przyniosą największą wartość dodaną. W kolejnej edycji badania będziemy mogli przekonać się, czy adaptacja przebiegła sprawnie – podkreśla Radosław Kowalski, Partner, Szef Zespołu Data&Cloud w KPMG w Polsce, Microsoft Alliance CEE Leader.

Pomimo kroków podjętych w stronę zorganizowanego wdrażania AI, mniej niż połowa firm (43%), które już korzystają ze sztucznej inteligencji, posiada sformalizowaną ścieżkę implementacji, np. w formie strategii i polityki. Ponadto mimo pozytywnych doświadczeń, tylko nieliczne firmy potrafią rzetelnie mierzyć efektywność wdrożeń w zakresie AI.

Nie ma transformacji cyfrowej bez sztucznej inteligencji. Technologie chmurowe oraz cyberbezpieczeństwo są niezbędne, ale to sztuczna inteligencja wyznacza dziś kierunek rozwoju. Inwestycje w AI to już nie przewidywanie przyszłości – to budowanie jej w czasie rzeczywistym. Firmy, które chcą być liderami swoich branż, powinny nie tylko korzystać z AI – powinny uczynić ją częścią swojej strategii – dodaje Rafał Albin, Dyrektor odpowiedzialny za kanał partnerski, Microsoft w Polsce.

Chmura powszechna jak nigdy dotąd

Z rozwiązań chmurowych korzysta już 95% firm w Polsce – to wzrost o 24 p.p. w ciągu roku. Chmura wspiera nie tylko operacje IT, ale jest też podstawą wdrażania zaawansowanych technologii – w tym AI – i umożliwia elastyczne skalowanie działań. Wciąż jednak potrzebna jest edukacja w zakresie rozwiązań chmurowych, o czym świadczyć mogą obawy przedsiębiorstw – 1/3 wskazuje na ryzyko naruszenia bezpieczeństwa informacji oraz przerwy w dostępności usług.

Cyberbezpieczeństwo: więcej struktur, ale rosną też obawy

Pomimo że 56% firm ma już wydzielony zespół ds. cyberbezpieczeństwa (wzrost o 16 p.p. r/r), tylko 40% liderów uważa, że ich firma jest wystarczająco chroniona przed cyberzagrożeniami. To spadek aż o 17 p.p. w porównaniu z poprzednim rokiem. Jednocześnie trzykrotnie wzrósł odsetek respondentów, którzy określili poziom zabezpieczeń swojej organizacji jako mały. To pokazuje, że sama obecność struktur nie wystarczy – potrzebne są inwestycje w ludzi, procedury i kulturę bezpieczeństwa.

Kompetencje cyfrowe priorytetem

Ponad połowa firm (54%) deklaruje, że w najbliższych miesiącach zamierza intensywnie rozwijać kompetencje cyfrowe swoich pracowników. Przedsiębiorstwa, które inwestują równolegle w technologie i ludzi, osiągają wyższe wyniki w obszarze potencjału do transformacji, implementacji technologii oraz cyberbezpieczeństwa i zarządzania ryzykiem. W warunkach szybkiego rozwoju AI i chmury to właśnie kapitał ludzki może przesądzić o sukcesie cyfrowej zmiany.

Grupa Pracuj w gronie spółek technologicznych na GPW

Po sesji giełdowej 13 czerwca br. akcje Grupy Pracuj zostaną przeniesione do indeksu sektorowego WIG-informatyka. Dotychczas przypisane były do subindeksu WIG-media. To symboliczny krok w kierunku umacniania pozycji Grupy Pracuj jako firmy technologicznej, której coraz większa część biznesu koncentruje się na rozwiązaniach HR Software oferowanych w modelu SaaS.

– Jesteśmy spółką technologiczną, która od wielu lat tworzy i wdraża zaawansowane rozwiązania cyfrowe w obszarze HR. Zatrudniamy 300 ekspertów IT w Polsce, Niemczech i w Ukrainie. Każdego dnia rozwijają oni naszą platformę HR Tech, obejmującą serwisy rekrutacyjne, aplikacje mobilne oraz systemy takie jak eRecruiter, softgarden czy Kadromierz, oferowane w modelu Software as a Service. Wspieramy w ten sposób zarówno pracodawców, jak i kandydatów, w procesach rekrutacyjnych oraz zarządzaniu kapitałem ludzkim – informuje Magdalena Cumanis, Dyrektorka Komunikacji Korporacyjnej Grupy Pracuj.

– W opublikowanej niedawno Strategii rozwoju do 2030 roku jasno wskazujemy, że systemy HR będą miały coraz większe znaczenie dla przychodów Grupy Pracuj. Przeniesienie naszej spółki z indeksu WIG-media do WIG-informatyka to potwierdzenie naszej transformacji w stronę wiodącej platformy HR Tech w Europie – dodaje Magdalena Cumanis.

Zarząd Grupy Pracuj w maju tego roku przyjął strategiczne założenia na lata 2025-2030. Przychody Grupy w tym okresie mają organicznie wzrosnąć do około 1,4 mld zł, czyli o ponad 80% w porównaniu z 2024 rokiem, przy utrzymaniu skorygowanej marży EBITDA powyżej 40%. Jednocześnie Grupa zamierza dokonywać selektywnych przejęć, głównie w obszarze HR post-hire, które będą dodatkowym źródłem wzrostu. Docelowo, przychody Grupy Pracuj mają w około połowie pochodzić z serwisów rekrutacyjnych oraz w około połowie z obszaru HR Software.

WIG-informatyka jest sektorowym subindeksem skupiającym spółki notowane na GPW, uczestniczące w indeksie WIG, które zostały jednocześnie zaklasyfikowane do sektora „informatyka”. W jego skład wchodzi obecnie 27 spółek.

Akcje Grupy Pracuj zostały jednocześnie zaklasyfikowane do indeksów makrosektorowych WIGtech i WIGtechTR, skupiających spółki z branży biotechnologii, gier, informatyki, telekomunikacji oraz nowych technologii. Akcje spółki są również przypisane do innych indeksów na GPW, takich jak: mWIG40, WIG-Poland, WIG140, GPWB-CENTR, CEEplus, WIGdiv oraz WIGdivplus.

Komunikat ZBP po rozprawie TSUE w temacie WIBOR

Komisja Europejska i polski rząd zajęły na rozprawie w TSUE jednoznaczne stanowisko:

  • WIBOR nie podlega kontroli zgodności z dyrektywą konsumencką 93/13, a konsument na żadnym etapie nie został wprowadzony w błąd.
  • Bank spełnił obowiązek informacyjny wymagany przepisami unijnymi. Nie ma podstaw do informowania o technicznej metodzie wyznaczania wskaźnika.
  • WIBOR jest wskaźnikiem zgodnym z prawem unijnym i krajowym. To kluczowy wskaźnik referencyjny objęty zaostrzonym nadzorem regulacyjnym, zgodny z Rozporządzeniem BMR.

W środę 11 czerwca odbyła się rozprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotycząca wskaźnika WIBOR, na którym oparte są kredyty złotowe o zmiennej stopie oprocentowania. Sędziowie TSUE wysłuchali stanowisk uczestników postępowania. W trakcie rozprawy poinformowano, że Rzecznik Generalny przygotuje opinię, która ma zostać przedstawiona 11 września 2025 r. Nie ma w tym nic zaskakującego – taka opinia sporządzana jest w większości przypadków, które toczą się przed TSUE. Wyrok Trybunału zostanie wydany najwcześniej kilka miesięcy po ogłoszeniu wspomnianej opinii Rzecznika Generalnego.

Przedstawiciel Komisji Europejskiej zaznaczył, że sprzeczne z celem regulacji BMR byłoby badanie zgodności wskaźnika WIBOR z dyrektywą konsumencką. Prowadziłoby to do podważenia całego systemu wskaźników referencyjnych w Unii Europejskiej. Podkreślił również, że przepisy BMR zostały przyjęte w interesie publicznym, gwarantują równowagę stron i – co kluczowe – wysoki poziom ochrony konsumentów. Banki, stosując wskaźniki objęte BMR, działają zgodnie z prawem. Obowiązek informacyjny został przez bank spełniony zgodnie z przepisami prawa. Nie ma podstaw, by wymagać od banków szczegółowego informowania konsumentów o technicznych aspektach wyznaczania wskaźnika.

Reprezentant rządu RP z kolei zaakcentował, że polska ustawa o kredycie hipotecznym ściśle reguluje zasady ustalania zmiennego oprocentowania i zapewnia wysoki poziom ochrony konsumenta. WIBOR, jako kluczowy wskaźnik referencyjny w świetle przepisów unijnych, nie powinien być dodatkowo oceniany przez sądy krajowe. Dopuszczenie takiej kontroli uderzałoby w zaufanie do jednolitego rynku finansowego i rodziłoby ryzyka także dla samych konsumentów.

W podobnym tonie wypowiedział się przedstawiciel rządu portugalskiego. Wskazał, że w sprawie chodzi o umowę konsumencką opartą na wskaźniku wpisanym na wykaz kluczowych wskaźników przyjęty przez Komisję Europejską , co potwierdza jego zgodność z unijnym prawem. Zaznaczył również, że zmienna stopa procentowa, oparta na dozwolonym wskaźniku, nie generuje dla konsumenta ryzyka.

Stanowiska wyżej wymienionych podmiotów są w pełni zgodne z wielokrotnie wyrażanym stanowiskiem sektora bankowego i krajowych regulatorów – nie ma żadnych podstaw do tego, by badać WIBOR i podważać jego rzetelność, wiarygodność i zgodność z prawem. Jest on wskaźnikiem obiektywnym, rynkowym i zależnym przede wszystkim od polityki pieniężnej banku centralnego. Ustalanie WIBOR jest w pełni transparentne i jawne.

Konkludując, nie ma możliwości zakwestionowania ani samego WIBOR, ani umów odnoszących się do tego wskaźnika. Znajduje to pełne odzwierciedlenie w orzecznictwie polskich sądów, które we wszystkich dotychczasowych prawomocnych wyrokach oddaliły zarzuty wobec umów opartych na WIBOR.

PG Silesia składa plan restrukturyzacyjny – priorytetem rentowność i rozwój do 2030

Grupa Bumech, zajmująca się wydobyciem węgla kamiennego w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, poinformowała, że Zarządca działający w imieniu PG Silesia złożył w Sądzie Rejonowym Katowice-Wschód Plan Restrukturyzacyjny. Plan przewiduje wdrożenie zestawu środków naprawczych, których celem jest przywrócenie PG Silesia pełnej zdolności regulowania zobowiązań, osiągnięcie trwałej rentowności oraz utorowanie drogi do dalszego rozwoju w latach 2025–2030.

To dobry plan, który Spółka – po jego zatwierdzeniu przez Sąd – będzie chciała zrealizować. Przyjęte założenia oparte są o nasze zdolności produkcyjne i realne możliwości, które razem dają naszemu zakładowi górniczemu niezbędną perspektywę działania. Tak ważną zarówno dla pracowników, społeczności lokalnej jak i akcjonariuszy. Liczymy, że w efekcie planowanych działań przywrócimy rentowność i pełną zdolność do regulowania zobowiązań – powiedział Andrzej Bukowczyk, wiceprezes zarządu Bumech SA.

Mimo trwającego postępowania sanacyjnego PG Silesia utrzymuje ciągłość wydobycia, koncentrując się na złożach o najwyższych parametrach opałowych, na które utrzymuje się stabilny popyt. Decyzje o uruchamianiu nowych frontów są podejmowane elastycznie, w oparciu o bieżące ceny rynkowe oraz warunki geologiczne i inwestycyjne.

Przyjęte w Planie Restrukturyzacji założenia zakładają prowadzenie wydobycia węgla w oparciu o system jednościanowy i stopniowe udostępnianie kolejnych złóż węgla, przy zachowaniu możliwie krótkich okresów przezbrajania ścian wydobywczych. To są optymalne założenia – podkreśla Andrzej Bukowczyk.

Warto też przypomnieć, że w pierwszych dniach czerwca Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w dwóch sprawach związanych z  koncesją PG Silesia na wydobycie pod Goczałkowicami. NSA oddalił zarówno złożony w 2013 roku wniosek o wygaszenie koncesji na wydobycie węgla kamiennego w granicach gminy uzdrowiskowej Goczałkowice-Zdrój, jak i zapoczątkowaną w 2019 roku, sprawę dotyczącą przedłużenia koncesji do roku 2044. W uzasadnieniu Sąd orzekł, że Gmina Goczałkowice Zdrój nie może wywodzić interesu prawnego z norm zadaniowych, w tym norm związanych z jej statusem gminy uzdrowiskowej, a właściciele nieruchomości gruntowych nie mogą sprzeciwiać się eksploatacji górniczej.

Przyjęte i już realizowane działania naprawcze przynoszą pierwsze efekty. W I kwartale 2025 r. Grupa Bumech zaraportowała 4,3 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do 30,9 mln zł straty w okresie od stycznia do marca 2024 r. Wynik EBITDA Grupy Bumech za pierwsze trzy miesiące br. wyniósł 12,3 mln zł. Wyniki te zostały osiągnięte przy 87,1 mln zł przychodów ze sprzedaży (spadek o 43% rdr.). Skonsolidowana strata netto wyniosła 0,4 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku strata wyniosła 31,4 mln zł. Dzięki skutecznemu ograniczeniu kosztów operacyjnych Grupa zaraportowała 11,3 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej oraz 7,2 mln zł przepływów pieniężnych netto razem.

MCI zrealizował pełne wyjście z Answear.com z niemal 3-krotnym zwrotem

MCI.TechVentures zrealizował całkowite wyjście z inwestycji w Answear.com, jedną z wiodących platform modowych e-commerce w Europie Środkowej i Wschodniej. Fundusz sprzedał w transakcji typu ABB cały posiadany pakiet akcji – 3.666.355 sztuk, stanowiący 19,32% udziału w kapitale zakładowym spółki – realizując blisko 3-krotny zwrot Cash-on-Cash.

Inwestycja MCI w Answear była prowadzona we współpracy z założycielem i CEO spółki – Krzysztofem Bajołkiem. W okresie inwestycyjnym zrealizowano strategię rozwoju Answear do pozycji w jednego z liderów fashion e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej. Kluczowymi etapami tego rozwoju były ekspansja międzynarodowa, konsekwentne rozszerzanie oferty produktowej oraz przyciąganie nowych marek, w tym poprzez strategię buy-build (akwizycje).

Transakcja wpisuje się w strategię MCI zakładającą realizację zwrotu z inwestycji poprzez sprzedaż dojrzałych aktywów i reinwestowanie kapitału w kolejne projekty inwestycyjne w sektorze nowych technologii. Fundusz zakłada realizację kolejnych wyjść z inwestycji w tym roku.

Answear to świetna historia wzrostu. Firma rozwija się znacznie szybciej od konkurentów i zwiększa przychody w tempie 15-20% rocznie. Duży wkład w ten projekt miał też przez lata Tomasz Czechowicz. Spółka zrealizowała dla nas ważny etap transformacji w kierunku marek premium i zakończyła integrację PRM, co obciążyło wyniki poprzedniego roku. Answear ma bardzo silny zespół menadżerski, który na kolejne lata postawił sobie ambitne cele i jestem przekonany, że je osiągnie. Dzisiejsza transakcja spotkała się z dużym zainteresowaniem i była bardzo udana. Firma pozyskała świetnych inwestorów finansowych, którymi są wiodące polskie fundusze. Jest to na pewno też wyraz zaufania rynku do MCI i Answear – powiedział Paweł Borys, Partner Zarządzający MCI Capital, członek Rady Nadzorczej Answear.

W 2024 roku Answear osiągnął ponad 1,5 mld zł przychodów, co oznacza wzrost o 19,8% rok do roku. Już w pierwszym kwartale 2025 roku spółka kontynuowała ten trend, notując 352,5 mln zł przychodów (+22,2% r/r) oraz EBITDA w wysokości 9,9 mln zł, czyli niemal trzykrotnie więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Poprawa rentowności była możliwa m.in. dzięki wzrostowi marży brutto, stabilizacji kosztów marketingowych oraz wzrostowi średniej wartości koszyka (+5,6% r/r). W pierwszym kwartale 2025 roku spółka osiągnęła także rekordowe wyniki operacyjne: 2,53 mln aktywnych klientów (+22% r/r), 82,2 mln wizyt na stronie (+8% r/r), wzrost stopy konwersji do 1,68%.

Zgodnie z przyjętym programem opcji menedżerskich (ESOP), Answear zakłada dynamiczny wzrost EBITDA w kolejnych latach: 80 mln zł w 2025, 100 mln zł w 2026 i 120 mln zł w 2027, a także ambitne cele w zakresie wzrostu wartości akcji do poziomów 40, 50 i 60 zł. MCI, pozostając w gronie akcjonariuszy oraz zobowiązując się do 9-miesięcznego lock-upu, potwierdza swoje przekonanie co do perspektyw dalszego wzrostu i realizacji tych celów przez Answear.

Jawność cen mieszkań obowiązkowa – co się zmienia dla kupujących i deweloperów?

Ceny mieszkań pod pełnym nadzorem – w ciągu 2 miesięcy każdy deweloper będzie musiał ujawniać je na własnej stronie internetowej. Dotyczy to wszystkich ofert, także tych w rezerwacji. Choć już dziś 77% cen jest publicznie dostępnych, nowe przepisy mają zakończyć informacyjny chaos i dać kupującym realne narzędzie do negocjacji. Czy zmieni to rynek? Sprawdzamy.

21 maja 2025 roku Sejm przyjął nowelizację ustawy deweloperskiej, której celem jest większa przejrzystość cen mieszkań oferowanych przez deweloperów. Zmiany mają wzmocnić pozycję negocjacyjną kupujących i ułatwić podejmowanie świadomych decyzji. Proces legislacyjny budził duże zainteresowanie zarówno w branży, jak i w mediach. Co oznacza w praktyce dla rynku, deweloperów i przyszłych właścicieli mieszkań?

Nowe obowiązki deweloperów

Największą nowością, jaka wynika z uchwalonej przez Sejm nowelizacji tzw. ustawy deweloperskiej, jest obowiązek posiadania i prowadzenia przez deweloperów własnej strony internetowej. Choć może to wydawać się oczywistością w dzisiejszych czasach, dla wielu mniejszych firm działających lokalnie będzie to realna zmiana organizacyjna i finansowa. To właśnie za pośrednictwem tej strony konsumenci uzyskają dostęp do kluczowych informacji o inwestycjach m.in. części ogólnej prospektu informacyjnego, lokalizacji przedsięwzięcia, danych kontaktowych dewelopera, a przede wszystkim: aktualnych cen lokali i części przynależnych.

Warto dodać, że jeśli wystąpią rozbieżności pomiędzy ceną podaną na stronie dewelopera a tą oferowaną przy podpisaniu umowy, nabywca będzie miał prawo domagać się sprzedaży po tej korzystniejszej.

To krok w stronę większej transparentności rynku, ale nie przeceniałbym wpływu samej publikacji cen. Znaczenie ma jednak coś innego – pojawi się także obowiązek ujawniania historii zmian cen, co pozwoli kupującym lepiej zrozumieć dynamikę rynku i realnie wzmocni ich pozycję negocjacyjną – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Dodatkowo, ceny mają trafiać codziennie także do ogólnodostępnego portalu dane.gov.pl. Na razie jednak brakuje jasnych wytycznych co do formatu przesyłania tych danych, co może utrudnić ich porównywanie i obniżyć użyteczność całego systemu.

Ryzyko jest takie, że zamiast przejrzystości otrzymamy informacyjny chaos. Jeśli każdy deweloper będzie przesyłał dane w innym formacie, porównywanie cen stanie się nie tyle łatwiejsze, co wręcz niemożliwe zauważa Katarzyna KuniewiczTymczasem właśnie możliwość porównania cen miała być jednym z filarów tej zmiany.

Nowe przepisy nakładają również obowiązki na platformy z ogłoszeniami nieruchomości. Zamieszczane na nich oferty deweloperów będą musiały zawierać adres ich własnej strony internetowej, gdzie znajdują się pełne dane o cenach.

Nazwa może mylić

Choć medialnie nowelizacja została okrzyknięta „ustawą o jawności cen”, w rzeczywistości jej kluczowym celem nie jest ujawnienie czegoś, co rzekomo było ukryte.  Jak podkreślają eksperci Otodom ceny mieszkań były bowiem w większości znane. Według danych Otodom Analytics, aż 77% cen ofertowych można było wcześniej znaleźć bez konieczności kontaktu z deweloperem.

Mówimy o nowelizacji ustawy deweloperskiej, a nie o rewolucji jawności cen. To przede wszystkim regulacja, która zobowiązuje deweloperów, również tych najmniejszych, do prowadzenia strony internetowej i publikowania podstawowych informacji o inwestycjach, w tym cen. To duża zmiana organizacyjna, ale nie oznacza, że dotąd ceny nie były jawne. Jednak nazwa sugerująca „ujawnienie” cen może prowadzić do fałszywych wniosków – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.

Okazuje się więc, że problemem nie była niejawność cen, tylko rozproszenie informacji i brak spójnych standardów ich prezentacji. Teraz, przynajmniej w teorii, wszystko ma znaleźć się w jednym miejscu i w tej samej formie.

Czy zmiany wpłyną na ceny mieszkań?

Początkowo nowe przepisy budziły pewne wątpliwości. Ich brzmienie sugerowało, że obowiązek publikacji obejmie jedynie lokale gotowe do odbioru. Senat wprowadził jednak poprawki, które rozwiały te obawy. W efekcie jawne będą nie tylko ceny mieszkań dostępnych „od ręki”, ale również tych, które są dostępne w ramach rezerwacji. To oznacza pełen wgląd w stawki za metr kwadratowy wszystkich oferowanych lokali – bez wyjątków.

Czy dostęp kupujących do historii zmian cen może wpłynąć na ceny mieszkań? Eksperci nie pozostawiają złudzeń.

Upowszechnienie informacji o cenach mieszkań to istotny krok w kierunku większej przejrzystości rynku, ale nie należy oczekiwać, że samo to działanie przełoży się na spadek stawek. Obecnie na rynku deweloperskim dostępnych jest rekordowo dużo ofert – ponad 110 tys. lokali w 20 największych aglomeracjach. To relacja między popytem a podażą oraz rosnąca konkurencja między deweloperami będą miały realny wpływ na poziom cen, a nie same wymogi dotyczące ich publikacji – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Nowa prognoza kursu dolara i euro do 2026 r.

Złoty pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut rynków wschodzących na świecie. Mimo ogromnych zmian w globalnym krajobrazie politycznym i gospodarczym zmienność kursu EUR/PLN jest raczej ograniczona, podobnie jak było w 2024 r. Waluta ma szansę pozostać w okolicy obecnych poziomów ze względu na dobre perspektywy gospodarcze, wciąż wysokie stopy procentowe i mocne fundamenty.

Kluczowe punkty:

  • Kurs EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale.
  • Dalsza redukcja stóp NBP przed nami.
  • Wzrost gospodarczy jest dość silny.
  • Cła Trumpa stanowią niewielkie ryzyko.
  • Sytuacja fiskalna wydaje się napięta.
  • Prognozujemy stabilny kurs EUR/PLN, bliski obecnych poziomów.

We wcześniejszej części roku złoty osiągnął najlepszą pozycję względem euro od 2015 r. (4.13), obecnie para jest blisko poziomu 4,25. Cła Trumpa i dość nagły zwrot Narodowego Banku Polskiego ku rozluźnianiu polityki monetarnej zaważyły na sentymencie wobec waluty, jego pogorszenie okazało się jednak tymczasowe. Plany fiskalne Niemiec i handel „sell America” wsparły europejskie aktywa, a polskie akcje w ostatnich miesiącach były jednymi z radzących sobie najlepiej na świecie.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (czerwiec 2024 – czerwiec 2025)

Cła Trumpa nie powinny mieć bardzo silnego wpływu na gospodarkę

Podobnie jak w przypadku innych krajów Unii Europejskiej, cła Trumpa wpłyną na wzrost gospodarczy Polski. Eksport do USA stanowi ok. 3,5% całkowitego eksportu – Stany Zjednoczone są siódmym największym odbiorcą dla naszego kraju. Możliwe zakłócenie handlu UE stanowi dodatkowe ryzyko, z uwagi na to, że Polska ma silne połączenia z europejskimi łańcuchami dostaw. Ogólnie wpływ ten powinien być jednak ograniczony i raczej nie przekroczy kilku dziesiątych PKB w 2025 r.

Spadek inflacji sprzyja kontynuacji cięć NBP

Inflacja w Polsce przebyła długą drogę i po tym, jak między wrześniem a marcem utrzymywała się na zbliżonym poziomie, później zaczęła spadać, w maju do 4,1%. Wieści z tego frontu są ostatnio pozytywne, a presja cenowa jest obecnie sporo niższa, niż zakładano na początku roku. Miara bazowa również zmierza w dobrym kierunku – w kwietniu spadła do będącego poniżej oczekiwanego poziomu 3,4%, wracając do widełek celu NBP (2,5% ± 1 pp.) po raz pierwszy od połowy 2021 r.

Słabsza inflacja i wyhamowanie wzrostu płac do jednocyfrowych wartości pozwoliły NBP na zmianę kursu – po trwającej 19 miesięcy pauzie w maju zdecydował się na obniżkę stóp procentowych o 50 pb. Rada Polityki Pieniężnej podkreśliła jednak, że ruch ten nie jest początkiem cyklu cięć, pozostawiając sobie jak najwięcej możliwości w okresie zwiększonej niepewności. Prezes Adam Glapiński wspomniał wówczas, że rozluźnianie polityki może zostać wznowione w lipcu (kiedy opublikowane zostaną nowe projekcje) lub jesienią. Od tamtej pory jego retoryka skierowała się nieco bardziej w jastrzębią stronę, choć nadal w pełni nie wykluczamy cięcia na najbliższym posiedzeniu. Sądzimy, że prawdopodobne jest jeszcze co najmniej 50 pb. obniżek w tym roku i spodziewamy się kontynuacji cięć w 2026 r.

Wykres 2: Stopa referencyjna NBP (2015 – 2025)

Napięta sytuacja fiskalna zwraca uwagę

Polska gospodarka przyspieszyła, a jej fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne. Deficyt na rachunku obrotów bieżących wzrósł, nie oczekuje się jednak, by zmienił się on istotnie, a rezerwy walutowe odpowiadają zdrowym ośmiu miesiącom pokrycia importu. Sytuacja fiskalna, którą prezes Glapiński wskazuje jako ryzyko inflacyjne, wydaje się jednak napięta. Oczekuje się, że deficyt instytucji rządowych i samorządowych będzie redukowany z 6,6% PKB w 2024 r. bardzo stopniowo, podbijając stosunek długu do PKB w najbliższych latach. W 2026 r. stosunek ten powinien sięgnąć 60%. Choć krajowy dług jest o ok. 20 pp. niższy niż średnia unijna, to wysokie stopy procentowe oznaczają, że koszty obsługi długu są znacznie powyżej poziomów sprzed pandemii i stanowią jedne z najwyższych w Europie.

Napięta sytuacja fiskalna z jednej strony jest związana ze wzrostem wydatków na obronność, (które na poziomie ok. 5% PKB są jednymi z najwyższych w NATO), z drugiej – jest również efektem wyższych transferów społecznych. Wygrana w wyborach prezydenckich konserwatywnego kandydata Karola Nawrockiego oznacza prawdopodobnie, że możliwości wprowadzenia reform liberalnego rządu będą w dalszym ciągu ograniczone, a konsolidacja finansów publicznych może okazać się trudniejsza.

Prognozujemy utrzymanie się kursu EUR/PLN blisko obecnych poziomów

Uważamy, że złoty powinien utrzymać swoją pozycję względem euro w horyzoncie naszej prognozy. Polska wydaje się być w dobrej pozycji, by przez drugą kadencję Trumpa przejść w miarę suchą stopą, jej perspektywy gospodarcze są dobre, stopy procentowe wciąż wysokie, a fundamenty solidne. Zmieniły się ryzyka, ich bilans wydaje się jednak zrównoważony. Z jednej strony ponowne zainteresowanie inwestorów Europą jest pozytywne, z drugiej zaś RPP obniża stopy procentowe, wzrosła globalna niepewność, a perspektywa zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej wydaje się bardziej odległa.

  EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk rynkowy Ebury

Nie tylko Ikea i Volvo. Co Szwecja ma do zaoferowania polskim inwestorom?

Patrząc na bliskość geograficzną i zacieśniającą się współpracę w zakresie bezpieczeństwa w rejonie Morza Bałtyckiego, Szwecja może się stać w najbliższych latach jednym z bardziej atrakcyjnych rynków polskiej ekspansji zagranicznej. Mimo specyfiki, polegającej na dużych wymaganiach jakościowych, jest to kierunek perspektywiczny z punktu widzenia bezpośrednich inwestycji zagranicznych.  Według ubiegłorocznego Światowego Raportu Inwestycyjnego UNCTAD Szwecja pozostawała czwartym najbardziej atrakcyjnym rynkiem dla BIZ w Europie i trzynastym na świecie. 

Najnowsze dane pokazują, że w ciągu ostatnich trzech lat wartość bezpośrednich inwestycji w Szwecji wyniosła 130 mld USD z rekordowymi napływami zarówno w 2022, jak i w 2023 roku.

Według Szwedzkiej Izby Handlowej, inwestycje zagraniczne zwiększają produktywność lokalnych przedsiębiorstw, przede wszystkim, kiedy są przejmowane przez firmy z Europy, Ameryki Północnej i Japonii. Jak podają autorzy raportu UNCTAD, głównymi krajami inwestującymi w Szwecji są Wielka Brytania, Luksemburg, Holandia, Niemcy, Stany Zjednoczone i Norwegia.

Pozytywne prognozy gospodarcze

Szwedzki Bank Swedbank w swoim styczniowym opracowaniu zapowiada, że Szwecja wraca na trwałą ścieżkę wzrostu: Riksbank – Bank Centralny będzie obniżał wysokość stóp procentowych, a popyt krajowy stanie się motorem wzrostu. Jak podkreślają eksperci, pomimo geopolitycznej niepewności szwedzka gospodarka ma potencjał, aby rozwijać się szybciej niż zwykle. Swedbank przewiduje, że szwedzki PKB wzrośnie o 2% w tym roku i o 3% w 2026 r.

Warto również zauważyć, że Szwecja należy do nielicznych rozwiniętych gospodarek europejskich, które wykazują zarówno nadwyżkę na rachunku bieżącym, jak i niski dług publiczny. Relacja długu (sektora instytucji rządowych i samorządowych) do PKB kraju została oszacowana przez Szwedzki Narodowy Urząd Długu na 33% w 2024 r. Zakłada się, że pozostanie on stabilny w najbliższej przyszłości 2.

Czy warto?

W 2023 r. Szwecja odnotowała znaczny spadek BIZ, ale utrzymała silną pozycję czwartego najbardziej atrakcyjnego rynku w Europie. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Szwecji wzrosły o 5,3 mld USD we wrześniu 2024 r. w porównaniu ze wzrostem o 318,2 mln USD w poprzednim kwartale.

– Kraj utrzymuje wysoki poziom atrakcyjności dla inwestorów zagranicznych ze względu na wielojęzyczną i wykwalifikowaną siłę roboczą, bardzo wysoką siłę nabywczą na mieszkańca, gospodarkę będącą w czołówce nowych technologii i innowacji, a także korzystny system podatkowy – podkreśla Joanna Jasińska, analityk inwestycyjny PFR TFI.

Szwedzki rząd podjął działania mające na celu rozwój wsparcia dla inwestycji, koncentrując się na kluczowych sektorach (biotechnologie i przetwórstwo spożywcze), a także szybko rozwijających się rynkach (kraje bałtyckie, Indie, Brazylia itp.). Z drugiej strony, inwestowanie w Szwecji może być wymagające od strony formalnej.13 września 2023 r. szwedzki parlament zatwierdził ustawę o BIZ, tworzącą krajowy system monitorowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych.  Zgodnie z nowymi przepisami wszystkie inwestycje zagraniczne muszą podlegać obowiązkowym procedurom powiadamiania i zatwierdzania przez Inspektorat Produktów Strategicznych3 .

Eksport, inwestycje i stabilny rozwój, czyli polsko-szwedzka współpraca gospodarcza

Wzajemne polsko-szwedzkie obroty handlowe utrzymują się na dobrym poziomie, a eksport z naszego kraju w 2023 r. osiągnął wartość ponad 6 miliardów euro.  – To również następstwo współpracy pomiędzy różnymi branżami, przede wszystkim przemysłowymi. To czym należy pamiętać – Szwecja jest jednym z głównych inwestorów w Polsce, a tamtejsze firmy odgrywają istotną rolę w polskiej gospodarce, zwłaszcza w sektorach przemysłowych, usługowych oraz nowoczesnych technologii- przypomina Joanna Jasińska. W 2023 r. firmy ze Szwecji zainwestowały nad Wisłą ponad 10 miliardów euro. Szwedzcy inwestorzy doceniają stabilność polskiego rynku oraz Polska4, będąca jednym z największych rynków w Europie Środkowo-Wschodniej, oferuje atrakcyjne warunki dla inwestorów zagranicznych, co przyciąga coraz większe zainteresowanie kapitału szwedzkiego.

Według danych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, Polska w 2023 r. wyeksportowała na drugą stronę Bałtyku produkty o wartości 7,9 mld EUR. Natomiast wartość importowanych towarów to 6,9 mld EUR i w ostatnich latach maleje. Saldo wymiany towarowej między Polską a Szwecją wyniosło w tamtym roku 1 mld EUR.

– Dla polskich przedsiębiorstw planujących ekspansję na wymagający, ale perspektywiczny rynek szwedzki, istotnym wsparciem może być Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR TFI. Fundusz oferuje finansowanie kapitałowe w formule joint venture, wspierając firmy w budowie zagranicznej obecności – m.in. poprzez przejęcia lokalnych podmiotów, rozwój zielonych inwestycji czy tworzenie zakładów produkcyjnych. Elastyczność modelu inwestycyjnego funduszu, jego długoterminowa perspektywa oraz znajomość specyfiki rynków zagranicznych, mogą stanowić istotną przewagę dla firm planujących przemyślane wejście na rynek szwedzki i skuteczną adaptację do jego regulacyjnych oraz środowiskowych wymogów – przekonuje J. Jasińska z PFR TFI.

Szwedzi obudzili się w innej Europie

Szwedzi doskonale zdają sobie sprawę, że w ciągu ostatnich dwóch dekad gospodarki państw Europy Środkowej i Wschodniej wzrosły realnie o 60–80%. Największy rozwój odnotowano w Polsce, Rumunii, Słowacji, Litwie i Bułgarii. Nowe państwa członkowskie utrzymały znacznie wyższy wzrost gospodarczy, nawet w porównaniu z gospodarką USA i skorzystały ze swojej przewagi konkurencyjnej, dostępu do dużego rynku UE i rzeczywistego wzrostu wydajności pracy – podkreśla na łamach szwedzkiego magazynu „Smedjan” Petar Ganev z bułgarskiego Instytutu Gospodarki Rynkowej i współautor raportu „Ożywienie konkurencyjnej przewagi Europy” opublikowanego przez EPICENTER w styczniu 2025 r.

W tym samym okresie rzeczywisty wzrost gospodarczy Szwecji wyniósł 38%, podczas gdy w Danii i Norwegii – 28–29%. Wzrost w regionie nordyckim jest wyższy niż średnia w UE, ale nadal mniejszy niż w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rynek dla ambitnych graczy

– W mojej ocenie Szwecja to bardzo dobry kierunek dla wyjątkowo zaawansowanych graczy. Jest bardzo wymagający i respektujący nieraz wyśrubowane normy środowiskowe. Z drugiej strony to kraj z rosnącym deficytem w wielu zawodach i specjalizacjach. Platforma współpracy to zarówno przemysł stoczniowy, jak i lotniczy, szeroko rozumiana obronność i bezpieczeństwo, ale także przemysł wydobywczy i szeroko rozumiany recykling. Oczywiście nie możemy zapominać o farmacji i przemyśle spożywczym. Na rynek szwedzki zdecydowanie warto wejść, ale najlepiej zrobić to poprzez lokalne przedsiębiorstwo, które ułatwi nam adaptację na tamtym rynku – zdecydowanie przekonuje Joanna Jasińska.

W Szwecji, jak i większości europejskich krajów istnieje problem sukcesji w firmach rodzinnych. Z badania Szwedzkiego Stowarzyszenia Biznesowego wynika, że ​​średni wiek szwedzkich liderów biznesu wynosi 51,3 lat, a odsetek liderów biznesu, którzy mają 55 lat i więcej, sięga 40%. Z kolei 14% liderów biznesu ma ponad 65 lat. Łącznie zarządzają oni 53 500 firmami, zatrudniającymi nieco ponad 186 000 pracowników. Jeśli doliczyć kierowników firm bez innych pracowników, to jest to w sumie ok. 200 000 osób5.

Źródła danych:

  1. https://www.swedbank.com/newsroom/press-releases.details.swedbank-economic-outlook:-optimism-dawns-in-sweden-at-last.0E1DA2E89B60A78D.html.
  2. https://www.riksgalden.se/fi/press-and-publications/press-releases-and-news/press-releases/2024/swedens-debt-increases-but-at-slower-rate/.
  3. One year with the Swedish FDI-regime | Delphi
  4.  https://www.poland-export.pl/g/wspolpraca-z-zagranica-47/articles/eksport-do-szwecji-wspolpraca-handlowa-ze-szwecja-2024-7058.html.
  5.  Ownership and generational change in companies – Företagarna

Tłumaczenia szwedzki online – tłumacz języka szwedzkiego

Galerie i centra handlowe nie muszą upadać. Trzeba tylko umiejętnie połączyć online i offline

Dynamiczny rozwój e-commerce wpływa na spadek ruchu w galeriach i centrach handlowych. Jednak klasyczne placówki wciąż mają duży potencjał. Trzeba tylko umiejętnie łączyć online i offline. Takie rozwiązania jak drive-to-store pozwalają poprawić efektywność, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów pozyskania klienta. E-sklepy nie są w stanie zastąpić ww. obiektów w 100%. Do tego dochodzi kolejny wątek. W ub.r. Ukraińcy mocno zasilili ruch. Jednak w centrum uwagi nie powinno być to, ile osób przyjdzie na zakupy, a to, ile z nich je w ogóle zrobi. To sprawia, że zmieniają się nie tylko same galerie i centra handlowe, ale też ewoluuje ich sposób komunikacji z klientami. Teraz mocno stawia się na efektywność. O zmieniających się placówkach i relacjach z konsumentami mówi Adam Iwiński, prezes Hybrid Europe.

Według Adama Iwińskiego, prezesa Hybrid Europe, dynamiczny rozwój e-commerce przyczynia się do spadku ruchu w galeriach handlowych. Pandemia przyspieszyła przechodzenie konsumentów do zakupów online, które stały się wygodniejsze i często bardziej atrakcyjne cenowo. W efekcie wielu klientów odwiedza ww. placówki rzadziej lub w ogóle rezygnuje z zakupów stacjonarnych. Pojawiają się więc pytania o wpływ e-handlu na dalsze funkcjonowanie galerii i centrów handlowych, zwłaszcza że e-sklepy stają się niezwykle atrakcyjną alternatywą w okresie wzmożonych zakupów, czyli m.in. przed Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem.

– Dane z raportu „E-commerce w Polsce 2024”, opublikowanego przez Gemius, pokazują, że polski rynek e-commerce wzrośnie o 12-15% w tym roku, a jego wartość osiągnie 20 miliardów złotych. To ogromny trend, który nie może być ignorowany przez tradycyjne kanały sprzedaży, a zwłaszcza galerie i centra handlowe, które muszą odpowiedzieć na potrzeby zmieniających się konsumentów – zaznacza Iwiński.

Do tego ekspert dodaje, że mimo ekspansji e-commerce, sprzedaż w punktach stacjonarnych wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Przede wszystkim za sprawą rozwiązań typu click & collect. Oznacza to, że konsumenci dokonują zakupów online, a odbierają je w tradycyjnych sklepach. Szacuje się, że opcja ta stanowi ok. 15-20% całkowitej sprzedaży w galeriach handlowych. Klasyczne placówki wciąż mają potencjał, ale trzeba umieć połączyć to z cyfrowym światem.

– Raport „Handel i konsumpcja w Polsce 2024” wskazuje na ciekawy trend. 62% Polaków, regularnie robiących zakupy online, deklaruje, że często odwiedza sklepy stacjonarne, aby dotknąć i sprawdzić produkty przed dokonaniem transakcji. To właśnie połączenie świata online z doświadczeniem zakupów w offline stanowi fundament rozwoju rozwiązań reklamowych typu drive-to-store – dodaje Adam Iwiński.

Według danych Hybrid Europe, efektywność ww. kampanii wzrosła o 30% w ciągu ostatniego roku, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów pozyskania klienta o 20%. Oznacza to, że można skierować bardziej zaangażowanych konsumentów do sklepów fizycznych, co ma bezpośredni wpływ na zwiększenie konwersji offline.

– Warto jeszcze wspomnieć o danych z raportu „Retail Real Estate in Europe 2024”, opracowanego przez CBRE. Z nich wynika, że galerie i centra handlowe, które zaczęły inwestować w zintegrowane technologie i zmieniać sposób komunikacji z klientami, notują wzrosty przychodów nawet o 4-6% w stosunku do poprzednich lat. Tego typu placówki, które postawiły na doświadczenia zakupowe i połączenie z e-commerce, a nie tylko na zwykły ruch klientów, mają teraz nie tylko większy wpływ na decyzje zakupowe, ale również na jakość tych transakcji – komentuje prezes Hybrid Europe.

Jak przekonuje ekspert, tradycyjne galerie i centra handlowe nie są skazane na zapomnienie. Wręcz przeciwnie, ten segment rynku wciąż ma ogromny potencjał, zwłaszcza jeśli mówimy o łączeniu doświadczeń online i offline w sposób, który odpowiada na zmieniające się potrzeby konsumentów. Dla części z nich zakupy stacjonarne to nie tylko nabywanie produktów. To składowa procesu, który obejmuje emocje, interakcje z produktami i markami, możliwość natychmiastowego posmakowania, przymierzenia czy obejrzenia czegoś na żywo. W tym kontekście e-commerce na pewno nie jest w stanie zastąpić galerii handlowych w 100%.

– Wciąż jest sporo osób, które preferują zakupy stacjonarne. Branża stara się wykorzystać ten trend i dostarczać maksymalną wartość klientom galerii handlowych. Takie podejście efektywnie wspierają rozwiązania reklamowe typu drive-to-store, które zaczynają być nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe w skutecznym budowaniu ruchu w tego typu placówkach. Kampanie reklamowe, których celem jest pozyskanie wizyty zakupowej w placówce stacjonarnej, pomagają łączyć nakłady online z rzeczywistymi odwiedzinami w sklepach stacjonarnych, w ten sposób zwiększając efektywność marketingową – podkreśla Adam Iwiński.

Z analiz Hybrid Europe wynika również, że ogromny wpływ na handel ma demografia, w tym sytuacja związana z migracją Ukraińców. Oni nadal stanowią istotną grupę klientów dla wielu branż. Ich obecność nie jest również bez znaczenia dla sektora retail. W ubiegłym roku mocno zasilili ruch w galeriach handlowych. Pojawiają się więc pytania o przyszłość w tym zakresie.

– Wiele podmiotów, zwłaszcza z branży handlowej, dostosowało swoje strategie reklamowe do nowej grupy odbiorców. Przykładowo, wprowadzili reklamy w języku ukraińskim czy specjalne promocje skierowane do tej grupy. Niektóre marki odnotowały nawet kilkunastoprocentowe wzrosty sprzedaży w segmentach, w których Ukraińcy stanowili znaczącą część klientów – wylicza ekspert.

Według analiz Hybrid Europe, nawet jeśli tradycyjny pomiar ruchu wskaże na stagnację lub spadek, to zastosowanie skutecznych kampanii reklamowych typu drive-to-store może skutkować wzrostem wyników finansowych. Coraz częściej w biznesie celem nie jest to, ile osób przyjdzie do placówki handlowej, a to, ile z nich zrobi tam zakupy. To sprawia, że zmieniają się nie tylko same centra handlowe, ale też ich sposób komunikacji z klientami. Teraz liczy się efektywność.

– Nadchodzący czas może być okresem, w którym wzajemne uzupełnianie się światów online i offline da nam najlepsze rezultaty. Jeśli połączymy to z efektywnym wykorzystaniem narzędzi reklamowych i ścisłą współpracą z markami, to wyniki mogą być zaskakująco pozytywne. Takie podejście z pewnością pozwoli stworzyć wartość dodaną dla wszystkich uczestników rynku – podsumowuje prezes Hybrid Europe.

Przedsiębiorcy zniecierpliwieni. Deregulacja musi przyspieszyć

– Deregulacja jest w Polsce koniecznością. Przedsiębiorcy z dużym entuzjazmem przyjęli zapowiedzi premiera Donalda Tuska. Kampania wyborcza ze zrozumiałych względów spowolniły impet prac nad rozwiązaniami, ale teraz jest czas, by dokończyć to, co zostało rozpoczęte – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Projekt deregulacyjny dotyczący wspierania przedsiębiorców czy uproszczenia procedur administracyjnych jest przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju. W opinii przedsiębiorców to dobry pierwszy krok w ułatwianiu biznesowi codziennej działalności.

Deregulacja potrzebuje konkretów i przyspieszenia

Projekt deregulacyjny przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju zakłada uproszczenie prowadzenia działalności nierejestrowanej czy milczącą zgodę w wyszczególnionych w ustawie zagadnieniach gospodarczych. Kilka dni temu prezydent podpisał również pakiet deregulacyjny zakładający 6 miesięczne vacatio legis dla zmian przepisów dotyczących przedsiębiorców, co odebrano pozytywnie szczególnie w kontekście zmian podatkowych. 

Zmiany są doceniane, ale ustawa deregulacyjna w zakresie proponowanym przez zespół Rafała Brzoski zdaje się tracić impet, a ustawy opracowywane przez Rząd RP dotyczą wąskiego zakresu tematów gospodarczych.

– Wciąż mam nadzieję, że choć część zgłoszonych postulatów będzie dalej analizowana i wdrażana, ponieważ obecne nastroje wśród sektora MŚP są dalekie od optymistycznych. Coraz częściej obserwuję stagnację, wstrzymywanie inwestycji oraz ostrożność w podejmowaniu decyzji o zakładaniu nowych spółek czy jednoosobowych działalności gospodarczych – w porównaniu do ubiegłego roku. Na sytuację wpływają również rosnące obciążenia finansowe, które znacząco utrudniają planowanie i rozwój działalności. Zauważalna jest wzmożona aktywność organów skarbowych – zarówno w zakresie weryfikacji spadku obrotów, jak i trudności w rejestracji nowych podatników VAT. Dodatkowym obciążeniem jest perspektywa wprowadzenia KSeF, który generuje kolejne wydatki i wyzwania organizacyjne.

Lutowe zaangażowanie przedsiębiorców pokazało jasno, że problem barier regulacyjnych jest poważny i wymaga systemowego podejścia – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, ekspert Północnej Izby Gospodarczej w zakresie finansów.

– Symbolicznym przykładem utraconej szansy jest wycofanie się z planowanych zmian dotyczących obowiązku opłacania składek ZUS przy działalności nierejestrowanej – problemu realnie dotykającego wielu drobnych usługodawców – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

– Nadal wierzę, że choć część zgłoszonych postulatów zostanie podjęta i wdrożona. Bez realnej zmiany otoczenia prawnego trudno będzie mówić o rozwoju przedsiębiorczości w Polsce – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Deregulacja to temat z natury skomplikowany i wychodzę z założenia, że lepiej zajmować się mniejszą ilością ważnych tematów, ale robić t skutecznie. Obawiamy się jako przedsiębiorcy, że ważne tematy utkwią w konsultacjach międzyresortowych, a w efekcie końcowym okaże się, że nie znajdą politycznej aprobaty – mówi Hanna Mojsiuk.

– Deregulacja i repolonizacja to dwie obietnice mocno oddziałowujące na przedsiębiorców. Ich realizację uznajemy za priorytet – mówi Hanna Mojsiuk.

„Dużym problemem polskiej legislacji jest inflacja ustawodawcza”

Przedsiębiorcy przekonują, że Polska musi być krajem ze sprawną strukturą przepisów. Mimo postępów nadal wiele zagadnień z prawa budowlanego, pozwoleń na zatrudnienie czy przepisów związanych z regulacją handlu i usług zdają się być niepotrzebnym mnożeniem administracji.

– Dużym problemem polskiej legislacji jest inflacja ustawodawcza. Tworzonych jest mnóstwo przepisów, one często wzajemnie się wykluczają, brakuje im konkretnych interpretacji. Za pozytywne uznajemy wprowadzenie sześciomiesięcznego Vacatio Legis dla przepisów podatkowych. Pamiętamy słynny Polski Ład, który z tygodnia na tydzień zmieniał prządek prawny, a przedsiębiorcy całymi miesiącami nie mogli odnaleźć się w chaosie prawnym – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

– Jeżeli chcemy budować konkurencyjną gospodarkę to nie możemy pozwolić na to, by przedsiębiorcy grzęźli w dokumentach, papierach, pozwoleniach czy regulacjach z których tak naprawdę część ma zasadność. Przedsiębiorcy na co dzień zakopani są w obowiązkach, papierach, dokumentach, a tak naprawdę bardzo często jedyny raz gdy je widzą to wtedy, gdy są wypełniane, a następnie lądują na wieczność w segregatorach. Zapowiedź deregulacji traktujemy poważnie i w tematach związanych z działalnością sektora MŚP ułatwienia są wręcz konieczne – mówi ekspert gospodarczy Paweł Skotnicki.

Globalna logistyka pod presją taryf i spowolnienia gospodarczego. Transport coraz droższy

Aż 70% zarządzających procesami logistycznymi w Europie twierdzi, że ciągu 72 godzin będzie w stanie odpowiedzieć na nowe zakłócenia pojawiające się łańcuchu dostaw. Jednocześnie 92% zgadza się co do tego, że wzrosną koszty wymiany handlowej, a 68% spodziewa się większej zmienności otoczenia biznesowego. Przez światową gospodarkę przelała się już potężna fala obniżek prognoz, ale logistyka wciąż radzi sobie zadziwiająco dobrze, co potwierdzają liczne dane za I kw. br. Nie oznacza to jednak, że spadki nie dogonią w końca sektora, bo co do tego na rynku panuje konsensus. Pozostaje tylko pytanie na co przygotować i co zapewni dalszy wzrost w nieprzewidywalnych czasach?  

Wojna handlowa destabilizuje globalny wzrost i handel

Nie wiadomo jeszcze, jak trwałe efekty dla światowej gospodarki i sektora logistycznego przyniesie obowiązujące 90 dni porozumienie zamrażające konflikt gospodarczy pomiędzy Chinami i USA. Wiadomo jednak, że wprowadzone dotychczas ograniczenia, które w praktyce osiągnęły poziom bliski embarga na obustronną wymianę towarową, wyrządziły tak daleko idące szkody, że odczuwa je cały świat. Demontaż międzynarodowego ładu gospodarczego, który USA same przez dekady budowały odbił już swoje piętno na prognozach PKB, doprowadził do spadków w handlu, degradacji zaufania do obowiązujących zasad, pogorszenia nastrojów w wielu sektorach gospodarki i wzrostu cen, także w logistyce. Wszystkie te zmiany wystąpiły w ciągu zaledwie kilku miesięcy, a niemal codziennie pojawiają się nowe rewelacje, które bynajmniej nie wróżą stabilizacji, o końcu turbulencji nie wspominając.

Gospodarki drżą z niepokojem patrząc na topniejące prognozy

Przykładem może być chociażby Unii Europejska, nad którą wciąż wisi odroczona groźba ceł w wysokości 50% na towary wysyłane za ocean. To byłby naprawdę bolesny cios dla wielu bogatych gospodarek Wspólnoty, tymczasem dość niespodziewanie do takiego właśnie poziomu (50%) skoczyły już stawki na stal i aluminium importowane do USA. W ciągu zaledwie kilku dni pojawiły się więc dwa nowe, niezwykle istotne wątki, a przecież nie tak dawno, bo w kwietniu br. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) obciął już tegoroczną prognozę światowego PKB do 2,8%. Jeszcze w styczniu było to 3,3%. Do 3% zredukowano także perspektywy na 2026 r., które trzy miesiące wcześniej wynosiły 3,3%. Obniżeniu uległa także niezwykle ważna dla sektora logistycznego dynamika w handlu, która w tym roku ma osiągnąć 1,7%, a za rok 2,5%. W styczniu było to odpowiednio 3,2% i 3,3%. Fundusz nie ma wątpliwości, że głównym hamulcowym wzrostu i źródłem globalnych zmartwień jest polityka celna USA, a analitycy podkreślają, że nieprzewidywalność z jaką poszczególne narzędzia są wdrażane, odbija się nie tylko na bieżącej aktywności gospodarczej, ale sprawia także, że coraz trudniej jest formułować spójne wewnętrznie i terminowe prognozy na przyszłość.

Kiepskie nastroje w MFW nie są odosobnione, bo perspektywy dla międzynarodowego handlu obniżyła również Światowa Organizacja Handlu (WTO), według której tegoroczna wymiana towarowa skurczy się o 0,2%. WTO ostrzega jednak, że w przypadku odnowienia lub wdrożenia kolejnych ograniczeń, handel towarami może spaść nawet o 1,5%. Degradację warunków makroekonomicznych widzi także Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która tegoroczny wzrost PKB obniżyła z 3,3% do 3,1%, a przyszłoroczny z 3,3% do 3%. Na wiosnę do grona pesymistów dołączyła Komisja Europejska, która własne perspektywy rozwojowe szacuje obecnie na poziomie 1,1%. Nieco lepiej ma być w przyszłym roku, ale dynamika sięgająca 1,6% to i tak wynik daleki od doskonałości. Na tle słabych prognoz opublikowanych przez KE całkiem nieźle wypada za to Polska, która mimo obniżki z 3,6% i tak ma się rozwijać w tempie 3,3% w roku bieżącym i 3% w przyszłym, a to dobry sygnał dla krajowych operatorów.

Zmienność i problemy w gospodarce natychmiast widać w logistyce

Stopień wpływu, jaki na logistykę wywiera galopujące tempo zmian i nieprzewidywalność wdrażanych scenariuszy widać m.in. w nasilającym się przekonaniu sektora o nieuchronnym wzroście stawek transportowych, zarówno w powietrzu, jak na wodzie. Dobrze pokazuje to globalny indeks nastrojów w logistyce morskiej i lotniczej prowadzony przez brytyjskie centrum analityczne Transport Intelligence (Ti). Tylko w drugim tygodniu maja 2025 r. aż 77,8% spośród setek ankietowanych profesjonalistów zatrudnionych w sektorze transportu morskiego spodziewało się wzrostu stawek na oferowane przez siebie usługi. W lotnictwie towarowym odsetek ten sięgał 56,3%. Tydzień później, było to odpowiednio 53,3% i 83,1% ekspertów. W ostatnim tygodniu maja w obu przypadkach odsetek takich przewidywań wyraźnie przebił 90%. Trzy dni przed końcem miesiąca kontynuację wzrostów cen w lotniczym cargo zapowiadało aż 94,7% badanych, natomiast przekonanie o droższych usługach logistycznych na oceanach wyrażało 92,8% respondentów, z czego najbardziej pesymistyczne prognozy przypisywano trasie z Azji do Europy Zach. i Płn., gdzie do podwyżek było przekonanych aż 97,3% ekspertów. Wielu z nich zapowiadało, że skok na tym szlaku będzie znaczący. Zapowiedzi dalszych wzrostów przyniosło również otwarcie czerwca. Na początku miesiąca 79,4% deklaracji potwierdzało wyższe stawki w lotnictwie towarowym, a 91% w obsłudze ładunków na morzach i oceanach.

Przeświadczenie o nieuchronnym wzroście stawek to jednak nie wszystko, ponieważ kiedy cała paleta niesprzyjających czynników makroekonomicznych trafiła niedawno w ręce analityków z Drewry, obok wzrostów cen zapowiedzieli oni także globalny spadek w przeładunkach kontenerowych w portach. Według ich kalkulacji wolumen kontenerowy skurczy się w całym 2025 r. o 1%.

Czego spodziewają się eksperci ds. logistyki w Europie

Zmieniająca się co kilka tygodni dynamika na globalnej scenie gospodarczej z pewnością nie napawa optymizmem przede wszystkim operatorów realizujących usługi po obu stronach Pacyfiku, zwłaszcza w USA, gdzie według WMF spadek eksportu może sięgnąć 12,6%. Nie oznacza to jednak, że kolejne zakłócenia, scenariusze kryzysowe oraz potencjalne kierunki rozwoju wydarzeń nie są przedmiotem przemyśleń ekspertów ds. logistyki pracujących w Europie.

Jest dokładnie odwrotnie, a diagnozy stawiane przez międzynarodowe instytucje mają swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w oczekiwaniach i nastrojach profesjonalistów zarządzających łańcuchami dostaw na Starym Kontynencie. Na początku 2025 r. Maersk i Reuters Events zapytał 391 z nich m.in. o to, jak bardzo zmienne będzie środowisko łańcuchów zaopatrzenia w porównaniu rokiem ubiegłym? Aż 68% odpowiedziało, że spodziewa się większej zmienności niż w 2024 r. z czego 21% twierdzi, że otoczenie będzie znacząco zmienne. Zaledwie 8% wierzy, że zmienność w bieżącym roku osłabnie, a 28% uważa, że pozostanie na takim samym poziomie. Jednocześnie 80% zarządzających logistyką wskazało, że największym zagrożeniem jest obecnie prawdopodobieństwo nagłych zmian na polu ceł i taryf. Równie istotnym elementem do końca 2025 r. ma być także niska stabilność polityczna prowadzącą do nagłych zmian regulacyjnych. Twierdzi tak 64% badanych, a niewiele mniej, bo 54% uważa, że istotne jest także ryzyko zakłóceń na kluczowych szalkach handlowych. Czynniki te na dalszy plan zepchnęły groźby cyberataków (53%) oraz konflikty międzypaństwowe (48%).

Panuje zgodność co do wzrostu kosztów

Podobnie do globalnych zapowiedzi wzrostu cen publikowanych cyklicznie przez Ti, także w opinii europejskich ekspertów panuje przekonanie, że radykalne i nagłe zmiany w międzynarodowym krajobrazie handlowym doprowadzą do zwiększenia kosztów. Dotyczyć to będzie  zarówno importu, jak i eksportu. Zgodność co do realizacji takiego scenariusza sięga 92%, jednak skala wzrostów oceniana jest na różnym poziomie. Znaczące podwyżki prognozuje 26% logistyków, umiarkowanie skoki cenowe 44%, natomiast 22% stawia na niskie zwiększenie obciążeń. Spośród pozostałych 8% nikt nie wierzy, że wymiana towarowa w tym roku będzie znacząco tańsza, a 6% uważa, że poziom kosztów utrzyma się do końca roku.

Dominuje pewność i gotowość do podejmowania szybkich i znaczących decyzji

Pomimo oczekiwanej dużej nieprzewidywalności europejscy eksperci są pewni co do tego, że będą w stanie podejmować szybkie i istotne decyzje w reakcji na kolejne zmiany regulacji i warunków w łańcuchach zaopatrzenia. W analizie Maersk i Reuters aż 23% zarządzających operacjami twierdzi, że może podjąć adekwatne i skuteczne kroki w ciągu 24 godzin. Dwie doby dla procesu decyzyjnego potrzebuje 26% badanych, natomiast 21% deklaruje, że znajdzie rozwiązanie w ciągu 72 godzin. Oznacza to, że 70% ekspertów w Europie będzie w stanie skutecznie odpowiedzieć na zmiany w ciągu maksymalnie trzech dni. Jeśli na podjęcie decyzji i wdrożenie odpowiednich planów potrzeba będzie tygodnia, to do wspominanych 70% dołączy kolejne 20%, co przy skali potencjalnych problemów daje imponujące 90% przedsiębiorstw gotowych do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami.

Zagrożenia dostrzega polski rynek kontraktowy, ale różnią się one w zależności od zasięgu prowadzonych operacji

– Sektor logistyki kontraktowej – w którym specjalizuje się ID Logistics – jest częściowo chroniony przed napięciami w handlu transkontynentalnym, ponieważ opiera się głównie na działalności lokalnej. W dłuższej perspektywie sprzedaż usług logistyki kontraktowej może jednak ucierpieć, jeśli wzrost gospodarczy oraz wyniki sprzedażowe naszych klientów osłabną w wyniku ostatniej wojny celnej – mówi Yann Belgy, dyrektor zarządzający w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw.

Patrząc na polski rynek logistyki kontraktowej, warto jednak rozróżnić logistykę krajową oraz europejskie centra logistyczne. Logistyka krajowa nadal odczuwa skutki spowolnienia konsumpcji w wielu sektorach, szczególnie w handlu detalicznym produktami spożywczymi. Ma to bezpośredni wpływ na sprzedaż naszych klientów oraz zwiększa presję na ceny i marże. Z drugiej strony, Polska od kilku lat stała się domem dla centrum europejskich operacji fulfillment i centrów dystrybucji – zwłaszcza dla sektora e-commerce oraz branży modowej. Coraz więcej firm decyduje się realizować dostawy z Polski do całej lub znacznej części Europy, korzystając z naszej efektywności kosztowej, rozwiniętej infrastruktury oraz elastyczności. Pomimo lekkiego spowolnienia, ta pozytywna dynamika nadal się utrzymuje. W szczególności w regionach zachodnich i południowych obserwujemy nowe projekty i inwestycje – dodaje Yann Belgy.

– W ID Logistics nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby być blisko naszych klientów – proaktywnie odpowiadać na ich potrzeby, utrzymywać wysoką elastyczność oraz stale inwestować w innowacje i doskonałość operacyjną. Te proste zasady pozwalają nam zapewnić naszym klientom wartość, której potrzebują od swojego partnera logistycznego, a co za tym idzie, pozwalają nam dalej rozwijać się w sposób dynamiczny i zrównoważony, nawet w tak nieprzewidywalnych czasach – podsumowuje dyrektor zarządzający ID Logistics.

Pomimo wielu przeciwności rok w polskiej logistyce rozpoczął się całkiem nieźle

Dobrze wypadły m.in. polskie porty. Gdynia w pierwszym kwartale zwiększyła przeładunki kontenerów o 26,5%. Ponad 278,4 tys. TEU to przede wszystkim zasługa nowych serwisów żeglugowych, ale silny impuls na początku roku otrzymał także Gdańsk. Przeładowane ponad 624 tys. TEU oznacza skok rdr sięgający 17%. Tu obok ważnej roli rozwoju infrastruktury istotnym czynnikiem były również nowe serwisy i połączenia.

Silną pozycję w Polsce utrzymuje także e-commerce, który według BaseLinker zwiększył w kwietniu sprzedaż o 8,2% rdr, a mdm o 0,3 proc. W ujęciu rocznym skoczyła zarówno liczba zamówień (o 4,9%) oraz ich średnia wartość (+3,1% rdr). Niski miesięczny wzrost jest niestety obciążany spadkiem zamówień o 1,9%, ale rekompensuje go wzrost średniej wartości zakupów o 2,3%, co jest interpretowane jako sygnał nasycającego się rynku i objaw bardziej przemyślanych zakupów przez konsumentów, którzy zamiast rozdrobnionych transakcji decydują się na większe, ale rzadsze zakupy. Ważne jednak, że e-commerce w Polsce wciąż rośnie, ponieważ jest to budująca wiadomość nie tylko dla logistyki kontraktowej, ale także dla rynku KEP.  On także rośnie i ma dobre perspektywy. Z raportu opublikowanego w ostatnich dniach maja przez Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) wynika m.in., że w 2024 r. w Polsce wysłano ponad 1,21 mld przesyłek kurierskich, co jest nowym rekordem zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i wartości rynku oraz wolumenu usług. Rynek kurierski urósł wolumenowo o 15,3%, a przychodowo o 16,1% i jest to bezpośrednia konsekwencja popularności e-commerce nad Wisłą. Ciekawy jest także fakt, że o ile w 2023 r. usługi kurierskie stanowiły 71,3% wartości całego rynku usług pocztowych, a także 51,7% ich wolumenu, to rok temu było to już odpowiednio 73,3% i 56,6%. UKE przewiduje, że rynek kurierski będzie nadal rósł i w najbliższych latach może przekroczyć poziom 1,5 mld paczek rocznie.

Wzrost e-commerce to bardzo dobra wiadomość dla sektora magazynowego

W tym obszarze nowy rok również przyniósł garść pozytywnych wiadomości, pomimo faktu, że sektor popadł w lekką stagnację. Według marcowego raportu AXI IMMO polski sektor przemysłowo-logistyczny utrzymuje pozycję jednego z kluczowych segmentów na rynku komercyjnym zarówno w Polsce, jak i w Europie. W 2024 r. wynajęto w naszym kraju 5,8 mln mkw przestrzeni, co oznacza wzrost o 4% rdr.. Całkowita powierzania magazynowa wyniosła 34,5 mln, co jest z kolei wzrostem o 9% rdr. Według zapowiedzi bieżący rok nie przyniesie większych niespodzianek i krajowy sektor magazynowy pozostanie jednym z najsilniejszych na Starym Kontynencie. Rynek będzie się jednak mierzył z wyzwaniami napędzanymi m.in. ograniczą dostępnością pracowników oraz wysokimi kosztami adaptacji i przeprowadzek, ale będzie to sprzyjało renegocjacjom kontraktów. Aktualna prognoza dla popytu silnie akcentuje e-commerce, który ma wygenerować największy potencjał dla wzrostu. Sytuację na rynku magazynowym podobnie oceniają eksperci z Paribas Real Estate, wskazując, że w 2024 r. obserwowaliśmy powrót do bardziej zrównoważonego tempa rozwoju znanego sprzed pandemii, a grono najbardziej aktywnych najemców pochodziło z sektora handlowego (20% popytu brutto), który wyprzedził dotychczasowego lidera, czyli logistykę (14%). Na trzecim miejscu uplasował się e-commerce (11%). Struktura najemców zmieniła się jednak wraz z rozpoczęciem roku. Według Colliers w I kw. 2025 r. największe zainteresowanie magazynami pochodziło ze strony operatorów logistycznych (35%), na drugim miejscu znalazł się handel (16%), następnie produkcja (9%) oraz dystrybucja i e-commerce (po 6%). Cały rynek wyraźnie zwolnił, ale popyt brutto i tak wzrósł o ok. 15% rdr.

Lotnicze cargo nad Wisłą miało słabszy rok

Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC) nie podał jeszcze danych za pierwszy kwartał br., ale warto wspomnieć, że poparzeni rok zakończył się spadkiem ładunków obsłużonych na polskich lotniskach (-0,8% rdr), pomimo że ostatni kwartał przyniósł wzrost sięgający 16,6% rdr, głównie za sprawą portu Rzeszów Jasionka (+61,1% rdr).

W 2025 r. trudno będzie oczekiwać spektakularnych skoków przeładunków, zwłaszcza że kwartalne dane Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Lotniczego (IATA) pozują, że lotnicze cargo w Europie rozwija się wolniej niż w pozostałych dwóch regionach o znaczącym udziale w rynku, co nie jest najlepszą wróżbą dla krajowych wyników, zwłaszcza, że ruch cargo w Polsce to zaledwie ułamek europejskiego potencjału. Według danych IATA wzrost pracy przewozowej (CTK) w europejskim lotnictwie towarowym w I kw. wyniósł tylko 1,7%, podczas gdy w regionie Azji i Pacyfiku 7,3%, a w Ameryce Płn. 2,6%. Pod względem CTK cały rynek urósł z kolei o 2,4%, a na trasach międzynarodowych, które odpowiadały za 87,3% końcowego wyniku, wzrost wyniósł 3,1%.

Niezły start lotnictwa towarowego na poziomie globalnym na początku II kw.

Dane opublikowane przez IATA w ostatnich dniach maja pokazują, że przy uwzględnieniu nieprzewidywalności i zmienności warunków makroekonomicznych i handlowych, również kwiecień osiągnął dobry wzrost pracy przewozowej (5,8% rdr). Było to zasługą kilku nakładających się na siebie czynników, ze zwiększonym sezonowym popytem generowanym przez sektor mody i dóbr konsumpcyjnych włącznie. Zwyczajowo szczyt transportowy w tych branżach przypada właśnie na okres pomiędzy kwietniem a czerwcem, aby zagwarantować dostępność towarów przed rozpoczęciem lata. Drugi z istotnych czynników napędzających lotnicze cargo od początku roku to mówiąc delikatnie pospiech importerów wynikający z m.in. zapowiadanej od dłuższego czasu likwidacji zwolnienia celnego dla przesyłek e-commerce o niskiej wartości wlatujących do USA. Do wzrostu popytu przyczyniły się także kolejne zapowiedzi zmian stawek celnych oraz niższe ceny paliw.

Podsumowując, włącznie z kwietnim ogólny popyt na przewozy cargo od początku roku do końca kwietnia 2025 r. wrósł o 3,4%, (w Europie o 2,5%), ale analitycy badający ten rynek nie mają złudzeń, że na lotnictwo towarowe czekają poważane wyzwania, których należy się spodziewać w kolejnych miesiącach i trzeba się do nich przygotować. IATA zaznacza także, że zmiany w politykach handlowych, zwłaszcza w USA, już przekształcają zapotrzebowanie na usługi lotnicze i wyraźnie wpływają na dynamikę eksportu. Przewodnicy lotniczy będą zatem musieli wykazać się dużą elastycznością i kreatywnością w miarę rozwoju sytuacji w trakcie roku.

To samo dotyczy cargo pływającego na oceanach

Ostrzeżenia o nieprzewidywalności oraz komunikaty o nowych, mniej dostrzegalnych zagrożeniach napływają już niemal z każdej strony również w transporcie morskim. Te od BIMCO, największego na świecie międzynarodowego stowarzyszenia żeglugowego mówią m.in., że wzrost podaży na nowe jednostki kontenerowe osiągnie w 2025 r. wzrost 6,2% i 3,1 % w 2026 r. To na pozór dobra wiadomość, którą zawarto w ostatnim raporcie dotyczącym żeglugi kontenerowej, zaraz potem wyjaśniono jednak, że będą to dostawy o 35­-50% niższe niż w 2024 r. Co ważniejsze, mimo że podaż wzrośnie, to popyt na kontenerowce spanie, do przedziału 1-2% w tym i w kolejnym roku, a to już wyniki znacznie gorsze niż w 2024 r. kiedy dostarczono 12,1% więcej jednostek, z kolei popyt osiągnął pułap 19-20%. BIMCO wyjaśnia, że taka dysproporcja przyczyni się do znaczącego osłabienia równowagi podaży i popytu na rynku, a ma być to spowodowane powrotem jednostek na szlak handlowy przez Morze Czerwone.

Powołując się na względy bezpieczeństwa załóg, jednostek i ładunków, taki scenariusz wykluczyli już najwięksi operatorzy, w tym Maersk i Hapag Lloyd, podkreślając, że z pewnością nie nastąpi to szybko. Jak wskazuje Xeneta, gdyby taki scenariusz jednak został zrealizowany i jednostki w dużej skali powróciłyby na Morze Czerwone, to doprowadziłoby to zalania rynku nadwyżką pojemności, gdyż brak konieczności opływania Afryki wymagałby po prostu mniejszej liczby statków. To z kolei doprowadziłby do globalnego załamania się stawek transportowych, a następnie do 6% spadku popytu na transport kontenerowy (liczonego w milach TEU).

W kontekście spadków w logistyce morskiej warto jeszcze wrócić do przytoczonej wcześniej prognozy Drewry, według której wolumen przeładunków kontenerowych skurczy się w tym roku o 1%. Gdyby taka estymacja rzeczywiście się zrealizowała, to byłoby to wydarzenie prawdziwie historyczne, ponieważ od początku prowadzenia pomiarów w 1979 r., podobną obniżkę zanotowano tylko dwukrotnie. Pierwsza z nich nastąpiła podczas kryzysu finansowego w 2009 r. (-8,4%), natomiast druga w czasie pandemii koronawirusa w 2020 r. (-0,9%). Teraz równie destrukcyjny potencjał, kwalifikujący się do zapisywania w kronikach sektora ma także polityka celna USA, co tylko potwierdza, z jak dużymi wyzwaniami mierzy się obecnie logistyka.

Krzysztof Oflakowski

Ceny ropy w górę, ale paliwa jeszcze nie drożeją. Co dalej z cenami na stacjach?

W minionym tygodniu ceny benzyny Natural 95 i oleju napędowego nieznacznie spadły – o 1 grosz na litrze. Cena ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie wzrosła o 3,20 dolara za baryłkę, a w poniedziałek, 9 czerwca, wzrost ten był kontynuowany, osiągając dwumiesięczne maksimum na poziomie 67 dolarów za baryłkę.

Rynek ropy przechodzi obecnie przez interesujące zmiany, a ceny zachowują się wbrew przewidywaniom. OPEC+, kontrolujący około 40% globalnej produkcji ropy, niedawno zgodził się zwiększyć dostawy ropy o 411 000 baryłek dziennie w lipcu, kontynuując podobne podwyżki z maja i czerwca. Na rynek ropy wpływają także liczne ostatnie wydarzenia. Ukraiński atak dronowy na rosyjskie cele budzi obawy o możliwe zakłócenia w rosyjskiej infrastrukturze naftowej, a malejące szanse na porozumienie nuklearne między USA a Iranem oznaczają, że amerykańskie sankcje wobec irańskiego sektora naftowego prawdopodobnie pozostaną w mocy. Dodatkowo, pożary lasów w kanadyjskiej Albercie doprowadziły do wstrzymania produkcji przekraczającej 340 000 baryłek dziennie, co stanowi około 7% całkowitej produkcji tego regionu.

Bank of America (BofA) przewiduje, że ceny ropy mogą wzrosnąć w krótkim okresie z powodu presji na zarządzających portfelami inwestycyjnymi, by zamknęli krótkie pozycje. Ten optymizm wspierają wydarzenia geopolityczne, takie jak ataki Ukrainy na rosyjskie obiekty, oraz oczekiwania silnego popytu latem. Z drugiej strony, HSBC ostrzega, że wzrosty produkcji OPEC+ mogą doprowadzić do nadwyżki na rynku po sezonie letnim, co potencjalnie obniży ceny. Goldman Sachs przewiduje, że OPEC+ będzie kontynuować zwiększanie produkcji, z ostateczną podwyżką o 411 000 baryłek dziennie w sierpniu, co może dalej wpływać na równowagę rynkową.

W najbliższym czasie można się spodziewać utrzymania stabilnych cen paliw, z możliwością ich niewielkiego wzrostu. Kluczowym czynnikiem determinującym miesięczne i długoterminowe zmiany pozostaje cena ropy – w szczególności to, czy obecny wzrost utrzyma się w czasie.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Badanie SAS i Economist Impact: przyszłość bankowości jest inteligentna, ale obarczona ryzykiem

Nowe badanie zrealizowane przez Economist Impact we współpracy z SAS pokazuje, że bankowość jest na rozdrożu. Eksperci mówią wprost: przyszłość nie będzie na nas czekać.

Instytucje finansowe na całym świecie muszą nadążać za rosnącą zmiennością gospodarczą i gwałtownym przyspieszeniem technologicznym. Jak czytamy w nowym badaniu przyszłości sektora bankowego, banki muszą działać już teraz, jeśli chcą uchronić się przed utratą pozycji rynkowej.

„Przed nami decydująca dekada dla bankowości, definiowana przez skomplikowanie regulacji, przełomy technologiczne i eskalację cyberzagrożeń” – powiedział Stu Bradley, starszy wiceprezes ds. ryzyka, nadużyć i compliance w SAS. „Aby utrzymać pozycję i przewodzić w erze cyfrowej inteligencji, sektor finansowy musi przywrócić zaufanie konsumentów na dużą skalę, wzmacniając procesy zarządzania danymi i wprowadzając innowacje w etyczny sposób”.

GenAI jest (wszech)obecna, ale zwrot z inwestycji wymaga czasu… i pomysłu

Badanie wykazało niemal powszechne przyjęcie generatywnej sztucznej inteligencji; aż 99% ankietowanych dyrektorów potwierdziło wdrożenia GenAI. Ponad połowa dyrektorów wskazuje jednak, że dotychczasowe projekty GenAI przyniosły ograniczone lub nikłe korzyści finansowe.

Ponadto, podczas gdy innowacje GenAI zwiększają wykrywalność oszustw, przestępcy wykorzystują je do tworzenia deepfake’ów i syntetycznych tożsamości, które wymykają się konwencjonalnym metodom wykrywania. Prawie 80% ankietowanych dyrektorów spodziewa się, że cyberataki, oszustwa i przestępstwa finansowe będą miały duży wpływ na działalność operacyjną w nadchodzącej dekadzie.

„Korzyści płynące z wdrożenia GenAi, takie jak usprawnienie operacji i personalizacja doświadczeń klientów, wprowadzają również znaczące ryzyko operacyjne, etyczne i regulacyjne” – powiedziała Melanie Noronha, dyrektor ds. polityki i spostrzeżeń w Economist Impact. „Banki muszą równoważyć innowacje z czujnością na każdym kroku”.

Zarządzanie ryzykiem to już nie jest zwykły biznes

Dzisiejsza zmienność makroekonomiczna, charakteryzująca się wahaniami stóp procentowych, naprężeniami płynności i pęknięciami systemów finansowych, sprawiła też, że inteligentne zarządzanie ryzykiem stało się kluczowym elementem strategii odporności instytucji. Z raportu wynika, że:

  • Wahania stóp procentowych ujawniają luki w płynności, obniżając wartość rynkową aktywów o stałym dochodzie i zmniejszając depozyty klientów.
  • W odpowiedzi banki wdrażają sztuczną inteligencję do dynamicznych testów warunków skrajnych, modelowania ryzyka płynności i analizy ryzyka w czasie rzeczywistym.
  • Zagrożenia w zakresie zgodności z nasilają się ze względu na fragmentaryczne ramy regulacyjne dotyczące prywatności danych, sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa.

„Banki muszą włączyć elastyczne zarządzanie ryzykiem do każdej warstwy swoich transformacji cyfrowych i operacyjnych” – powiedziała Melanie Noronha. „W świecie coraz szybszych zmian odporność jest czymś więcej niż tylko zabezpieczeniem – to katalizator wzrostu i przewagi konkurencyjnej”.

Zarządzanie i regulacja na plus, Fintechy i e-banki w natarciu

Większość dyrektorów z sektora bankowego (68%) nie postrzega regulacji jako ograniczeń, ale jako czynniki sprzyjające innowacjom. Banki zwracają na etykę sztucznej inteligencji większą uwagę niż kiedykolwiek. Na przykład wiodące instytucje, takie jak Standard Chartered i DBS Bank, wdrażają dedykowane modele zarządzania sztuczną inteligencją, aby zrównoważyć innowacje z przejrzystością i uczciwością, wyznaczając nowe standardy branżowe w zakresie odpowiedzialnych innowacji.

Tradycyjne banki spodziewają się dalszego nasilenia konkurencji ze strony banków wyłącznie cyfrowych, innowatorów z branży fintech, Big Techów, a także banków centralnych gotowych emitować własne waluty cyfrowe. Mimo to strategiczne partnerstwa, zwłaszcza z firmami z branży fintech i Big Tech, są jednymi z najszybszych sposobów na skalowanie innowacji i odblokowywanie nowych segmentów klientów.

Te partnerstwa mogą jednak wiązać się z ryzykiem – 43% badanej kadry kierowniczej wymienia udostępnianie danych stronom trzecim jako główną obawę w zakresie bezpieczeństwa. W odpowiedzi, jak zauważono w badaniu, banki stosują wspólne zarządzanie, jasne protokoły danych i zintegrowane cyberbezpieczeństwo w celu ochrony współpracy.

„Inercja jest poważnym zagrożeniem dla tradycyjnych podmiotów z tej branży” – dodaje Melanie Noronha. „Niepowodzenie banków w przekształceniu technologii, zarządzania i talentów w prawdziwe, skoncentrowane na kliencie innowacje może oznaczać ich upadek”.

5 imperatywów dla udanej innowacji

W najnowszym raporcie zidentyfikowano także pięć podstawowych strategii pozwalających na osiągnięcie pozycji lidera w erze inteligentnej bankowości:

  1. Wzmocnienie zarządzania danymi i sztuczną inteligencją na rzecz etycznych innowacji i odporności operacyjnej.
  2. Budowanie zaufania klientów poprzez przejrzystość, ochronę danych i etyczne praktyki AI.
  3. Udoskonalenie compliance dzięki zautomatyzowanej, usprawnionej współpracy między działami firm.
  4. Dążenie do strategicznego partnerstwa z firmami fintech i Big Tech w celu zwiększenia zasięgu i możliwości.
  5. Przyspieszenie innowacji strategicznych poprzez podnoszenie kwalifikacji pracowników i modernizację infrastruktury.

„Liderzy bankowości powinni pamiętać, że przyszłość nie będzie na nich czekać” – powiedział Alex Kwiatkowski, dyrektor ds. globalnych usług finansowych w SAS. „Ci, którzy przewodzą z nastawieniem na cyfrową inteligencję i innowacje nie tylko zwiększą odporność przedsiębiorstwa – pomogą też przedefiniować branżę, jednocześnie kładąc solidne podstawy pod jej przyszły wzrost”.

Raport Intelligent Banking: The Future Ahead jest oparty na odpowiedziach 1700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla z sześciu kontynentów oraz na pogłębionych wywiadach z wybranymi członkami kadry kierowniczej sektora bankowego i fintech. Publikacja jest kontynuacją przełomowego badania Banking in 2035, opublikowanego po raz pierwszy przez Economist Impact i SAS w 2022 roku.

Wpływ importu z Ukrainy i umowy Mercosur na sektor spożywczy w Polsce

Wyzwania geopolityczne mają istotny wpływ na kluczowe segmenty krajowego sektora rolno-spożywczego. Zmiany w handlu między Unią Europejską a Ukrainą, negocjacje z państwami Mercosur oraz napięcia w polityce celnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Chinami i UE to kwestie, które kształtują nowe realia gospodarcze. Analizę tych zagadnień przedstawia najnowszy raport sektorowy Banku Pekao S.A. „Geopolityka na talerzu. Przemysł spożywczy w nowych realiach gospodarczych”. 

W ubiegłym roku polski przemysł spożywczy, mimo wielu wyzwań, zanotował solidne wyniki. Na tle całego krajowego przetwórstwa przemysłowego wyróżnił się dodatnią dynamiką wartości produkcji sprzedanej. W 2024 roku wzrost osiągnięto również pod względem wolumenu produkcji. Jego tempo przekroczyło 4 proc., co pozwoliło rodzimej branży uplasować się w czołówce najszybciej rozwijających się sektorów produkcji żywności w Unii Europejskiej. Jednocześnie po raz kolejny zwiększył się eksport artykułów rolno-spożywczych, choć w jego wynikach widać było negatywne efekty spadku cen surowców rolnych z pierwszej połowy roku oraz umocnienia polskiej waluty.

Fundamenty krajowego sektora spożywczego pozostają mocne, co ma obecnie duże znaczenie w obliczu wysokiej zmienności powodowanej czynnikami nie tylko gospodarczymi, ale też politycznymi. A wyzwań w tym obszarze nie brakuje.

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę, w ramach pomocy zaatakowanemu państwu, Unia Europejska zliberalizowała dostęp do rynku unijnego dla ukraińskich towarów. W sektorze rolno-spożywczym efektem był istotny wzrost eksportu z Ukrainy do UE, co miało też swoje negatywne konsekwencje. O ile potrzeba pomocy Ukrainie nie budziła sprzeciwu społecznego, to już dynamicznie rosnący import do Unii i coraz silniejsza presja konkurencyjna na wyroby unijne, wywołały sprzeciw środowisk rolniczych w części krajów członkowskich, głównie graniczących z Ukrainą. Efektem było wprowadzenie pewnych ograniczeń ilościowych w przywozie. Ukraina, pomimo strat wojennych, pozostaje bardzo dużym producentem i eksporterem surowców rolnych, posiadającym przewagę cenową nad UE. Dla Polski oznacza to konieczność dostosowania się do nowych warunków, aby utrzymać tempo rozwoju nie tylko w kraju, ale też w sprzedaży do innych państw członkowskich.

Sytuację dodatkowo komplikuje czekająca na finalizację umowa handlowa Unii Europejskiej z krajami Mercosur. Samo porozumienie ma duże znacznie gospodarcze dla europejskiego przemysłu, ale zwiększy też dostępność unijnego rynku dla tańszych surowców rolnych z Ameryki Południowej. Z uwagi na strukturę towarową importu, Polska należy do grupy krajów UE najbardziej narażonych na negatywne skutki. Jest to pochodna asortymentu, w którym specjalizują się państwa Mercosur (drób, wołowina, cukier), który pokrywa się z ofertą eksportową polskiej branży spożywczej.

Ostatnie miesiące były również okresem intensywnych zmian w polityce celnej Stanów Zjednoczonych i Chin, które były wynikiem rosnących napięć politycznych na świecie. Relacje handlowe pomiędzy USA a UE mocno się zmieniały w ostatnim czasie i najpewniej wysoka zmienność pozostanie elementem rzeczywistości w kolejnych kwartałach. Co ważne, z punktu widzenia całej polskiej branży produkcji żywności, nawet w sytuacji wysokiego spadku eksportu z Polski oraz z UE do USA, negatywne skutki będą bardzo ograniczone. Spadek przychodów nie powinien przekroczyć 0,3 proc. Tak jak niewielkie powinny być straty z tytułu amerykańskich ceł na UE, tak i nieznaczne korzyści może odnieść Polska z ewentualnego wzrostu napięć na linii Chiny – USA.

Raport „Geopolityka na talerzu. Przemysł spożywczy w nowych realiach gospodarczych” został przygotowany przez Grzegorza Rykaczewskiego, eksperta z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A.

Więcej informacji na temat powyższych kwestii oraz szczegółowe oceny wpływu można znaleźć w pełnej wersji raportu na stronie banku https://www.pekao.com.pl/analizy-makroekonomiczne/publikacja.html?id=3a330cc5-2b1f-4d21-a393-874b72c4da3e.

USA i Chiny osiągają wstępne porozumienie ws. metali ziem rzadkich i technologii

Po dwóch dniach intensywnych negocjacji handlowych w Londynie, przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Chin osiągnęli wstępne porozumienie w sprawie ram wdrożenia tzw. konsensusu genewskiego. Głównym celem tego planu jest przywrócenie przepływu towarów wrażliwych – w tym komponentów technologicznych i surowców strategicznych – które dotąd były blokowane przez wzajemne restrykcje handlowe. Osiągnięcie to stanowi potencjalnie ważny krok w kierunku deeskalacji trwającego od dłuższego czasu konfliktu handlowego między dwiema największymi gospodarkami świata.

Ramowe porozumienie zakłada m.in. zobowiązanie Chin do przyspieszenia dostaw metali ziem rzadkich (kluczowych dla przemysłu zbrojeniowego, elektronicznego i energetycznego) oraz gotowość USA do złagodzenia niektórych ograniczeń eksportowych, obejmujących np. technologie i komponenty podwójnego zastosowania. Należy jednak podkreślić, że plan ten wymaga jeszcze formalnej akceptacji politycznej ze strony obu przywódców a więc nie stanowi jeszcze prawnie wiążącej umowy.

Mimo ogólnego postępu, szczegóły uzgodnionego dokumentu pozostają niejasne. Istnieje realne ryzyko, że porozumienie zostanie odrzucone przez najwyższe władze, zwłaszcza w świetle nierozwiązanych kwestii strukturalnych. Wśród nich znajdują się m.in. chroniczna nadwyżka handlowa Chin wobec USA oraz zarzuty dotyczące dumpingu, czyli sprzedaży towarów na rynku amerykańskim poniżej kosztów produkcji, co uderza w lokalnych producentów.

Podsumowując, osiągnięcie ramowego porozumienia stanowi pozytywny sygnał dla rynków, sugerujący możliwość zbliżenia stanowisk obu stron. Niemniej jednak, do pełnej normalizacji relacji handlowych wciąż daleka droga. Kluczowe decyzje należą teraz do liderów politycznych, a skomplikowana natura sporu oznacza, że każda forma porozumienia pozostaje obarczona wysokim ryzykiem politycznym i ekonomicznym.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS

Minister Majewska zabiera głos w sprawie płacy minimalnej: apel o rozwagę i dialog

W związku z planami dotyczącymi wysokości płacy minimalnej na rok 2026, głos w debacie publicznej zabrała Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Agnieszka Majewska. W piśmie skierowanym do Premiera Donalda Tuska oraz Przewodniczącego Rady Dialogu Społecznego Piotra Dudy, Majewska wyraziła poważne zaniepokojenie tempem wzrostu minimalnego wynagrodzenia oraz jego skutkami dla sektora MŚP.

Rosnące koszty zatrudnienia barierą dla przedsiębiorców

Minister Majewska zauważyła, że dynamiczny wzrost płacy minimalnej w ostatnich latach stanowi poważne wyzwanie dla wielu firm, zwłaszcza tych najmniejszych. Jej zdaniem, rosnące koszty pracownicze coraz częściej wskazywane są przez przedsiębiorców jako główna bariera w prowadzeniu działalności gospodarczej. Co więcej, presja na podnoszenie wynagrodzeń nie ogranicza się jedynie do najniżej zarabiających – wpływa również na konieczność zwiększania pensji pozostałym pracownikom, niezależnie od kondycji finansowej firmy.

Zdaniem Rzecznik MŚP, taka sytuacja prowadzi do ryzyka redukcji zatrudnienia, odpływu wykwalifikowanych kadr oraz do niekorzystnego spłaszczenia struktury wynagrodzeń, co może zniechęcać pracowników do podnoszenia kwalifikacji i rozwijania kompetencji.

Oderwanie od realiów gospodarczych

W swoim stanowisku Majewska wskazała również, że obecna polityka w zakresie ustalania płacy minimalnej nie uwzględnia realnych możliwości ekonomicznych polskich przedsiębiorców. Cytując wyniki badań, podkreśliła, że obciążenia nakładane na firmy – w tym koszty pracy – rosną szybciej niż ich przychody, co znacząco utrudnia utrzymanie konkurencyjności.

Szybki wzrost minimalnego wynagrodzenia wpływa nie tylko na płace, lecz także na inne zobowiązania finansowe przedsiębiorców. Wzrosły m.in. składki na ubezpieczenia społeczne (w tym dla korzystających z programu Mały ZUS Plus), a także kary pieniężne, których wysokość powiązana jest z płacą minimalną. To wszystko dodatkowo pogarsza warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Apel o dialog i rozwagę

Minister Majewska wyraziła też obawy wobec propozycji podniesienia płacy minimalnej, które – jej zdaniem – znacząco przekraczają poziomy wynikające z obowiązujących przepisów. Rzecznik MŚP zauważa, że obecna propozycja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie została poprzedzona odpowiednim dialogiem społecznym i nie odzwierciedla rzeczywistych możliwości finansowych polskich firm. Z tego powodu podziela ona zastrzeżenia zgłaszane przez organizacje pracodawców.

Wysiłki deregulacyjne niewystarczające

W swoim wystąpieniu Majewska z aprobatą odniosła się do podejmowanych działań na rzecz deregulacji gospodarki. Zastrzegła jednak, że ich pozytywne efekty są niewystarczające w obliczu rosnących kosztów prowadzenia działalności, takich jak nowe obowiązki regulacyjne czy zasady ustalania składki zdrowotnej.

Na zakończenie Rzecznik MŚP wskazała, że brak spójnej i proprzedsiębiorczej polityki ogranicza potencjał rozwojowy polskich firm. „Niewystarczająca ilość proprzedsiębiorczych zmian obniża konkurencyjność polskich firm i ma negatywny wpływ na możliwość ich rozwoju” – podsumowała Agnieszka Majewska.

Mapa ryzyk w bankowości: cyberataki, geopolityka, regulacje i AI

Niezmiennie od kilku lat najważniejszym rodzajem ryzyka dla banków są cyberzagrożenia. Istotności nabrało ryzyko geopolityczne, które w tegorocznym badaniu EY oraz Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF) zajęło trzecie miejsce, podczas gdy rok temu było dopiero na 12. pozycji.

Najważniejsze rodzaje ryzyka wynikają z działania sił zewnętrznych, od polityki monetarnej po napięcia handlowe i konflikty geopolityczne oraz ewolucji modeli operacyjnych i postępującej digitalizacji – wynika z 14. badania dotyczącego zarządzania ryzykiem w sektorze bankowym zatytułowanego „Zwinność w zmienności: przywrócenie równowagi priorytetów CRO w zmieniającej się agendzie ryzyka”.

10 rodzajów ryzyka najważniejszych dla CRO w ciągu najbliższych 12 miesięcy
Wzrost znaczenia geopolityki wynika z wojny w Ukrainie, konfliktów na Bliskim Wschodzie oraz napiętych relacji handlowych. Dlatego 38% członków zarządu ds. ryzyka (CRO) wskazało geopolitykę jako istotne ryzyko, co oznacza wzrost o 137% rok do roku (wtedy było to jedynie 16% wskazań). To drugie najpoważniejsze ryzyko wskazywane przez członków zarządów banków zajmujących się ryzykiem, zaraz po cyberryzykach, które wskazało 72% badanych. Dla 36% respondentów istotne są zmieniające się wymagania regulacyjne, a dla 31% kwestie związane z ESG.

Z roku na rok rośnie waga cyberzagrożeń a ich dominacja jest obecnie bezsprzeczna. Wart zauważenia jest istotny wzrost znaczenia ryzyk geopolitycznych oraz przetasowanie w zakresie głównych ryzyk finansowych. Kwestie geostrategiczne budzą duże zaniepokojenie wśród CRO z powodu szerokiego zakresu ich potencjalnych konsekwencji dla banków, od wzrostu inflacji po odporność operacyjną. CRO stawiają czoła coraz większej liczbie różnorodnych ryzyk. Dlatego podchodzą oni coraz bardziej proaktywnie do zarządzania ryzykiem, aby reagować na nie bardziej zwinnie i skutecznie – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Szefowie ryzyka istotnych systemowo banków na świecie (G-SIB) widzą podział ryzyk nieco inaczej; ponad połowa z nich (55%) podkreślała znaczenie regulacji.

Nieco inne spojrzenie największych banków nie jest zaskoczeniem, ponieważ podlegają one większej liczbie regulacji, a w wielu jurysdykcjach są jedynymi zobowiązanymi do przestrzegania przepisów Bazylei III – dodaje Paweł Preuss.

W ciągu najbliższych trzech lat cyberbezpieczeństwo niezmiennie będzie priorytetem dla CRO, razem z technologią, w tym sztuczną inteligencją (AI), geopolityką i ESG.

Kwestie niepokojów na świecie wskazywane jako bardzo poważne ryzyko są różnie traktowane w zależności od wielkości badanego banku i regionu, w którym działa. Ponad połowa, bo aż 64% Globalnie Systemowo Ważnych Banków (G-SIB), umieściła geopolitykę w pierwszej piątce.

Zmiany geopolityczne to nie tylko konflikty zbrojne czy handlowe, ale także potencjalne zagrożenie cyberatakami inspirowanymi przez państwa lub organizacje przestępcze – uważa Janusz Miszczak, Partner EY, Lider Działu Zarządzania Ryzykiem Finansowym i Analityki.

Aby zarządzać ryzykiem geopolitycznym, CRO chcą wzmocnić zabezpieczenia systemów informatycznych, analizować sytuację i przygotowywać odpowiednie scenariusze, a także wprowadzać dokładniejsze zasady zgodności z przepisami. Ponad połowa (56%) zapowiada, że geopolityka stanie się jednym z ważniejszych priorytetów w ich działalności.

Ryzyko finansowe

Najnowsze badanie EY pokazało, że żadne z rodzajów ryzyka finansowego nie znalazło się w pierwszej dziesiątce najpoważniejszych rodzajów ryzyka. Wśród najważniejszych w ciągu najbliższego roku, CRO wymienili hurtowe ryzyko kredytowe, wskazane przez 1/3 respondentów. Ryzyko kredytowe klientów detalicznych będzie ważne dla 24%, a dla niecałej 1/5 (19%) będzie to ryzyko płynności i finansowania. Prawie tyle samo CRO (18%) wymieniło także ryzyko stopy procentowej w księdze bankowej (IRRBB).

Warto pamiętać, że biznes bankowy to w istocie zarządzanie ryzykiem finansowym. Widać efekty wieloletnich inwestycji w ludzi i narzędzia, ponieważ szefowie ryzyka mają wysokie przekonanie o zdolności kontrolowania tego ryzyka – mówi Janusz Miszczak.

Większość CRO (67%) powiedziała, że ma wystarczające ramy zarządzania ryzykiem finansowym, a ¼ twierdziła, że opiera je na najlepszych praktykach. Planują dalsze ograniczenia poprzez zaostrzenie standardów kredytowych, zwłaszcza dla sektorów wysokiego ryzyka, oraz zwiększenie wymagań dotyczących zabezpieczeń.

Ryzyko klimatyczne i zrównoważonego rozwoju

Ponad połowa CRO (53%) stwierdziła, że ryzyko związane z ujawnianiem informacji dotyczących ESG jest poważnym ryzykiem, zwłaszcza wizerunkowym. Prawie tyle samo (48%) wymieniło bezpośrednie skutki zmian klimatycznych. Transformacja w stronę zrównoważonego rozwoju to ryzyko dla 44%, a dla 42% zarządzanie celami i zadaniami publicznymi.

Obawy związane z ESG są traktowane jako nieco mniej istotne, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi latami. Ale sprawozdawczość ESG w krajach unijnych, wymuszona m.in. przez CSRD, nadal pozostaje w centrum uwagi – uważa Paweł Flak, Lider Doradztwa Regulacyjnego FS EY.

Zdaniem 63% CRO w ciągu roku oraz w perspektywie trzech lat ryzyko klimatyczne może mieć wpływ na ryzyko kredytowe, ale za to ryzyko wizerunkowe powinno się – ich zdaniem – zmniejszać.

Regulacje

Badane przez EY banki działają w różnych częściach świata, a poszczególne jurysdykcje mają odrębne priorytety. Stanowi to poważne wyzwanie dla CRO. Zdaniem ponad połowy z nich regulacje ostrożnościowe mają największą istotność, obok odporności operacyjnej oraz cybernetycznej.

Bazylea III, czyli międzynarodowe umowy przygotowane przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego regulujące działalność bankową, obejmują większość respondentów. Okazało się, że 21% jest już blisko finalizacji dostosowania się do nowych przepisów, a 18% już jest w pełni przygotowanych. Najlepiej radzą sobie istotne systemowo banki.

Większe banki koncentrują się przede wszystkim na wpływie zmienianych wymogów kapitałowych na konkurencyjność oraz na rosnących kosztach dostosowania się do regulacji. Widać też różnice w przepisach poszczególnych regionów, zwłaszcza między USA a Unią Europejską. Dotyczą one np. kapitału czy płynności finansowej i mają wpływ na konkurencyjność instytucji finansowych w USA i UE – uważa Janusz Miszczak.

Odporność operacyjna

Nagłośnione w mediach zakłócenia w działaniu systemów IT latem 2024 roku pokazały, jak ważne jest, aby strategia zachowania ciągłości działalności była wdrażana we wszystkich obszarach działalności firmy. CRO twierdzą, że ich najważniejsze priorytety w zakresie zwiększania odporności operacyjnej na najbliższe trzy lata obejmują cyberbezpieczeństwo, dane oraz technologie.

Banki stosują szereg metod, które pozwalają uwzględnić odporność operacyjną w apetycie na ryzyko, ale tylko 14% CRO z największych organizacji wskazało ją wśród pięciu najważniejszych rodzajów ryzyka w nadchodzących 12 miesiącach.

Sztuczna inteligencja w zarządzaniu ryzykiem

Prawie połowa badanych CRO (45%) wykorzystuje AI do analizy danych, w tym wykrywania anomalii, a 41% do automatyzacji zadań operacyjnych. Niewiele mniej, bo 40% analizuje dokumenty z pomocą sztucznej inteligencji.

Najważniejsze jest używanie AI do przeciwdziałania wielu rodzajom ryzyka, począwszy od oszustw (59%), poprzez zgodność z regulacjami (44%), aż po ryzyko kredytowe (40%).

Przeszkodą w powszechnym stosowaniu AI są ograniczenia budżetowe. Ponadto 60% wskazało na problemy z opracowaniem programu odpowiedzialnej sztucznej inteligencji, a 42% respondentów narzekało na brak odpowiednich kwalifikacji pracowników.

Dlatego CRO szukają osób, które mają biznesową i specjalistyczną wiedzę technologiczną. Połowa z nich uważa, że w długoterminowej perspektywie przyciąganie i zatrzymywanie talentów będzie w branży bankowej coraz trudniejsze.

O badaniu
EY we współpracy z Instytutem Finansów Międzynarodowych przeprowadził badanie wśród banków na całym świecie od września 2024 r. do listopada 2024 r. Łącznie udział wzięło 115 banków z 45 krajów. Najwięcej z Ameryki Północnej (31%) i Europy (25%). Banki Azji i Pacyfiku stanowiły 16%, Ameryki Łacińskiej 15%, a Bliskiego Wschodu 13%.

Połowa pracujących Zetek oddałaby część urlopu za 4-dniowy tydzień pracy

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiada pilotaż skróconego czasu pracy, docelowo mamy pracować o 20 proc. mniej w skali roku. Efekty dotychczasowych eksperymentów w tym zakresie – krajowych i zagranicznych – wskazują, że takie rozwiązanie pozytywnie wpływa na wyniki finansowe firm i satysfakcję zatrudnionych. Ponad ⅓ osób aktywnych zawodowo w Polsce byłaby nawet gotowa zrezygnować z części urlopu w zamian za 4-dniowy tydzień pracy. Jednak polscy pracodawcy wciąż są sceptyczni – w całym 2024 r. tylko w dziewięciu ogłoszeniach na polskim portalu rekrutacyjnym No Fluff Jobs oferowano możliwość skróconego czasu pracy, a w tym roku, jak na razie, tylko w jednym. 

37 proc. aktywnych zawodowo Polek i Polaków zgodziłoby się na zmniejszenie wymiaru urlopu wypoczynkowego w zamian za skrócenie czasu pracy do czterech dni w tygodniu. Takiego rozwiązania nie poparłoby 35 proc. osób, a 28 proc. jest niezdecydowanych. Wśród pracowników i pracowniczek z pokolenia Z aż 50 proc. byłoby zainteresowanych takim rozwiązaniem. W pozostałych grupach wiekowych ten odsetek jest znacznie niższy – wśród osób w wieku od 35 do 44 lat jest to 41 proc., od 25 do 34 lat – 38 proc., od 45 do 54 lat – 34 proc. i od 55 do 64 lat – 26 proc. Bardziej przychylni takiemu rozwiązaniu są mężczyźni – 39 proc. – niż kobiety – 34 proc. To dane z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu „Jak urlopujemy” No Fluff Jobs. 

Skrócony czas pracy jako benefit? Pracodawcy nie są zainteresowani

Już wkrótce zainteresowane firmy i organizacje będą mogły przetestować różne modele skrócenia czasu pracy w ramach pilotażowego programu zapowiedzianego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Docelowo planowane jest zmniejszenie wymiaru czasu pracy o 20 proc. w skali roku przy zachowaniu dotychczasowej wysokości wynagrodzeń. Resort zwraca uwagę na fakt, że Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów w Europie, jednak nie zawsze przekłada się to na efektywność, zwiększa natomiast ryzyko wypalenia zawodowego. Urzędnicy wskazują również, że, według analiz, skrócony czas pracy nie wpływa negatywnie na wyniki finansowe przedsiębiorstw.

Coraz więcej mówi się o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym, na co duży wpływ miała zmiana zachowań społecznych w czasie pandemii koronawirusa. Szczególnie pokolenie Z ceni wolny czas, w którym może korzystać z szerokiej oferty dostępnych możliwości. Dlatego z perspektywy pracowników pomysł skrócenia czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowego wynagrodzenia na pewno brzmi atrakcyjnie (de facto to jakby 20-procentowa podwyżka). Eksperymenty w różnych krajach i firmach pokazały, że takie rozwiązanie może przynieść korzystne rezultaty, pozytywnie wpływając na produktywność i zadowolenie zatrudnionych, choć te próby były prowadzone w stosunkowo krótkich okresach – mówi Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.

Czy to jest najlepszy czas, żeby o takich zmianach rozmawiać w obecnym polskim kontekście gospodarczym? Wiem, że wielu pracodawców jest sceptycznych. Niezależnie od rozwiązań systemowych pracodawcy, oczywiście, mogą sami oferować możliwość krótszego czasu pracy w firmie, zwiększając tym samym swoją konkurencyjność na rynku pracy. W Polsce nie widać jednak szczególnego zainteresowania takim rozwiązaniem – w całym 2024 r. na No Fluff Jobs pojawiło się 9 ogłoszeń oferujących skrócony czas pracy, a w tym roku, jak na razie, tylko jedno. Patrząc też na to jak pracodawcy ostatnio odchodzą od pracy zdalnej na rzecz hybrydowej i biurowej, widać, że to nie jest moment na „rozluźnianie” zasad. Natomiast pilotaż pokaże, czy pomysł ministerstwa spotka się z innymi reakcjami.

Krótszy czas pracy sprawdza się już w Polsce i za granicą

Najgłośniejszym przykładem udanego eksperymentu z wprowadzeniem 4-dniowego tygodnia pracy w Polsce jest poznański Herbapol. Wdrażanie tego projektu rozpoczęto już w 2023 r. W ubiegłym roku firma uzyskała najlepsze wyniki finansowe od kilkunastu lat, czemu towarzyszyło zmniejszenie rotacji oraz absencji pracowników i pracowniczek. W ostatnich miesiącach zaczęto również pilotażowo wdrażać programy skrócenia czasu pracy w jednostkach samorządowych np. w Lesznie, Świebodzicach i Włocławku. Tutaj zdecydowano się na inne rozwiązanie – 7 godzin pracy dziennie przez 5 dni w tygodniu. 

Za granicą pilotażowe programy polegające na skróceniu tygodnia pracy już od kilku lat regularnie wprowadzają różne kraje i firmy – np. Islandia, Wielka Brytania, Niemcy czy japoński oddział Microsoftu. Stwierdzono, że eksperymenty te pozytywnie wpłynęły na produktywność i zadowolenie pracowników oraz pracowniczek. 

Nowy trojan „Crocodilus” atakuje telefony Polaków

Niebezpieczny trojan na smartfony zaatakował polskich użytkowników. Uwaga na dane w naszych telefonach – ostrzegają eksperci.

Kilka miesięcy temu analiza zespołu ThreatFabric ujawniła nowego groźnego mobilnego trojana  „Crocodilus”, który błyskawicznie ewoluował i przyczynił się do globalnej epidemii ataków. Narzędzie, początkowo namierzone w Turcji w marcu 2025 roku, żeruje dziś na ofiarach w Europie, Ameryce Południowej, a nawet w Azji. W ostatnich tygodniach Crocodilus atakował m.in. polskich użytkowników za sprawą złośliwych reklam w mediach społecznościowych.

Nowe złośliwe oprogramowanie działa z zaskakującą precyzją. Ofiara najpierw widzi niewinne ogłoszenie w mediach społecznościowych, zwykle zachęcające do pobrania aplikacji bankowej lub zakupowej z atrakcyjnym bonusem. Gdy tylko zainstaluje fałszywą aplikację – zaczyna się inwigilacja. W taki sposób Crocodilus przejął kontrolę m.in. nad urządzeniami polskich internautów. Za sprawą nałożenia fałszywych okien logowania na prawdziwe aplikacje bankowe, malware przejmował dane wpisywane przez użytkowników, które ostatecznie trafiły wprost w ręce cyberprzestępców. Reklama targetowana była tak, by trafić do osób powyżej 35 roku życia, czyli tych, które potencjalnie mogą dysponować największymi zasobami finansowymi.

Obraz 1. Złośliwa reklama, wskazana przez ThreatFabric.com, jako źródło ataku Crocodilusem

Złośliwa reklama, wskazana przez ThreatFabric

Nowe wersje Crocodilusa potrafią dodawać fałszywe kontakty do listy w telefonie. – Potencjalnie istnieje ryzyko odebrania telefonu od zaufanej instytucji, np. banku, pod który podszywać się będzie cyberprzestępca. Napastnicy mogą wykorzystać też dostęp do SMS-ów, kodów uwierzytelniających oraz lokalizacji urządzenia. – ostrzegają eksperci Check Point Software.

Według analiz firmy Check Point Software Technologies aż 65% firm na świecie doświadczyło w ostatnim roku incydentu związanego z cyberatakami na urządzenia mobilne, a w 2024 roku liczba ataków na Androida wzrosła o 35% w porównaniu z rokiem poprzednim. Eksperci biją na alarm: mobilne złośliwe oprogramowanie przestaje być niszowym zagrożeniem. To pełnoprawne narzędzia szpiegowskie, działające 24 godziny na dobę. W kontekście tego niepokojącego trendu warto dodać, że już 75% Polaków płaci telefonem za zakupy, co czyni ich potencjalnymi celami ataków finansowych. Bezpieczeństwo mobilne staje się więc dziś jednym z kluczowych wyzwań cyfrowego świata.

Crocodilus nie jest pierwszy, ale może okazać się najgroźniejszym z dotychczasowych zagrożeń na smartfony. Jego sukces wynika z szybkiej ewolucji: twórcy nieustannie aktualizują jego funkcje, by omijał zabezpieczenia Google Play Protect i trudniej było go wykryć tradycyjnym oprogramowaniem antywirusowym.

Kosmiczny wyścig nabiera tempa – Polacy wśród graczy nowej ery

Na środę zaplanowano start w przestrzeń kosmiczną polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Będzie pierwszym Polakiem, który odwiedzi Międzynarodową Stację Kosmiczną, a dotrze do niej dzięki kapsule Crew Dragon od SpaceX. Operatorem lotu jest firma Axiom Space. Ten fakt dobrze podkreśla boom, który trwa obecnie w przestrzeni kosmicznej. Na orbitę jest obecnie wysyłana rekordowa liczba astronautów i ładunków. To wszystko dzieje się za sprawą rosnącej konkurencji i coraz większej liczby prywatnych firm dołączających do tego wyścigu. Dzięki temu także mniejsze kraje, jak Polska (wspierana przez Europejską Agencję Kosmiczną), mogą wysłać w kosmos swojego przedstawiciela.

Już dziś czeka nas kolejny lot polskiego astronauty. Poprzednie i jedyne takie zdarzenie miało miejsce 27 czerwca 1978 roku, kiedy Mirosław Hermaszewski odbył lot pojazdem Sojuz na stację kosmiczną Salut 6. Lot to ważne wydarzenie dla rozwijającej się w Polsce branży kosmicznej. Byłoby jednak ono niemożliwe bez wsparcia i współpracy w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej. W tym roku polska składka do ESA wynosi niecałe 200 mln euro. Wzrost aktywności polskiej branży kosmicznej następuje na tle ogólnego boomu w branży kosmicznej na świecie.

W latach 2023 i 2024 ludzkość wyniosła na orbitę rekordowe liczby obiektów – odpowiednio 2895 i 2849, co potwierdza trwający globalny boom technologii kosmicznych. Prym wiodą Stany Zjednoczone (ponad 2200 obiektów rocznie), a dynamicznie rosną Chiny (z 210 do 266), Rosja (z 66 do 98) oraz mniejsze, lecz coraz bardziej aktywne kraje, jak Francja, Japonia i Indie. W 2024 roku Polska po raz pierwszy wystrzeliła 2 obiekty, zaznaczając swoją obecność w kosmosie. Dane pokazują, że trwa nowa era wyścigu kosmicznego, w którym stawką jest kontrola nad danymi, łącznością i technologiczną przyszłością. Do tego dochodzą ogromne aspiracje tej branży, która zapowiada, że w ciągu kilku lat człowiek ma ponownie zawitać na Księżyc, a w ciągu dekady dotrzeć do Marsa.

Za start rakiety Falcon 9 wynoszącej kapsułę Crew Dragon, na pokładzie której znalazł się polski astronauta, odpowiada SpaceX – prywatna firma Elona Muska, wyceniana dziś na astronomiczną kwotę 350 mld dolarów, czyli więcej niż rynkowa kapitalizacja Boeinga czy Lockheed Martin. Choć spółka kontroluje ponad 60 proc. globalnych startów orbitalnych, ostatnie dni pokazały, że jej przyszłość może być zagrożona przez narastający konflikt między Muskiem a prezydentem Trumpem. Kontrakty z NASA i Pentagonem to nie tylko źródło istotnych przychodów, ale też fundament wyceny opartej na długoterminowych relacjach z rządem. Polityczne napięcia mogą także uderzyć w rozwój Starlinka, który zależy od zezwoleń i międzynarodowych licencji. Mimo obaw o przyszłość SpaceX, przykład tej firmy pokazuje, że możliwości inwestycyjne na tym rynku są coraz szersze – od rakiet, po satelity, a także pozyskiwane z przestrzeni kosmicznej obrazy i dane. Innowacje stworzone przy okazji eksploracji kosmosu zwykle później znajdują zastosowanie przy wielu produktach używanych na Ziemi.

Branża kosmiczna nie znika z radarów inwestorów, choć wiele ważnych firm z tej branży, jak SpaceX, znajduje się poza rynkiem publicznym. Inwestowanie w tę młodą, pochłaniającą dużo kapitału branżę kosmiczną bywa wyzwaniem. W ciągu ostatniego roku fundusz ETF ARK Space Exploration and Innovation (ARKX) wzrósł o 44,6 proc., a iShares US Aerospace & Defense ETF (ITA) wzrósł o 33,6 proc., co znacznie przebiło wyniki indeksu S&P500 (+11,9 proc.). Trzeba jednak pamiętać, że część funduszy wiąże ze sobą branżę kosmiczną z branżą obronną, która także w ostatnim czasie przeżywa boom. W perspektywie 5 lat wyniki branży wyglądają już mniej spektakularnie – w ciągu ostatnich pięciu lat ETF ARKX zyskał tylko 3,97 proc., podczas gdy S&P500 zarobił 97,3 proc. W tym czasie zbankrutowała spółka córka Virgin Galactic (SPCE) – Virgin Orbit.

Inwestorzy mają coraz szerszy dostęp do akcji firm z sektora kosmicznego. Są wśród nich firmy wojskowe, jak Lockheed Martin (LMT), firmy budujące rakiety – Rocket Lab (RKLB), silniki – HEICO (HEI), czy zajmujące się nawigacją – Trimble (TRMB). Ciekawą gałęzią pozostaje turystyka kosmiczna, której przedstawicielem jest Virgin Galactic (SPCE). Do grona innowacyjnych spółek dołączyły także AST SpaceMobile (ASTS), rozwijająca satelitarną sieć komórkową, Planet Labs (PL), oferująca codzienne obrazowanie Ziemi z orbity, oraz Redwire (RDW.L), dostawca zaawansowanych komponentów i technologii dla NASA i ESA.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polska nie goni – Polska wyznacza tempo

0

Polska od lat imponuje dynamicznym wzrostem, na świecie będąc coraz częściej przytaczaną jako przykład udanej transformacji, a niekiedy wręcz cudu gospodarczego. Sukces ten nie jest dziełem przypadku, lecz efektem konsekwentnej pracy milionów ludzi, firm i instytucji. W najnowszym raporcie Pekao „Czas Polski. Jak się wzbogaciła i zmienia w odporną gospodarkę opartą na wiedzy?” eksperci podsumowują dotychczasowe osiągnięcia i wyznaczają ambitne cele na najbliższe 10 lat.

Sukcesy gospodarcze Polski: od transformacji do europejskiej czołówki

Polska od kilku dekad notuje dynamiczny postęp cywilizacyjny. Tylko na przestrzeni ostatnich 10 lat jej PKB urósł o ponad 1/3 (niemal najmocniej spośród wszystkich państw UE), a dystans względem średniej unijnej w zakresie PKB per capita skurczył się o dziewięć punktów procentowych. Nasz kraj odnosi wymierne sukcesy na arenie międzynarodowej, konsekwentnie zwiększając swoje udziały w globalnym eksporcie towarów i usług.
W tym czasie wartość zagranicznej sprzedaży towarów wzrosła około dwukrotnie, usług zaś blisko trzykrotnie. Dzięki dynamicznemu wzrostowi dochodów ludności Polska zyskuje na znaczeniu nie tylko jako konkurencyjna baza produkcyjna, ale też jako konsument. Wzrost spożycia prywatnego był w ostatnich latach zdecydowanie najszybszy spośród 10 czołowych rynków UE, a już w tym roku Polska prześcignie Holandię pod względem jego nominalnej wartości, wskakując do unijnej pierwszej piątki. Coraz bardziej widoczne są również efekty rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Najszybciej rosnącym obszarem są usługi wiedzochłonne, a Polska najszybciej w regionie zwiększa aktywność badawczo-rozwojową
i zalicza awans w unijnych rankingach innowacyjności.

– Głównymi źródłami sukcesu polskiej gospodarki były w tym czasie jej główne przewagi konkurencyjne: niskie koszty pracy przy rosnącej jakości i wydajności, korzystna lokalizacja
w sercu Europy, stały postęp w dziedzinie infrastruktury, a także stabilność polityczna, ekonomiczna i finansowa kraju. Przewagi te wzmacniane były mechanizmami ochronnymi unijnego rynku, na którym Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę. Ich owocami był nie tylko dalszy napływ kapitału zagranicznego i silne włączenie w regionalne łańcuchy dostaw, ale też mocny rynek wewnętrzny i postępująca internacjonalizacja polskich firm
– wskazuje dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Inwestycje – klucz do kolejnej fazy rozwoju

Autorzy raportu wskazują, że Polska stoi w obliczu znaczącego przełomu, jaki w najbliższych latach może i powinien dokonać się w obszarze inwestycji. Jest to sfera, która w ostatnich latach pozostawała w cieniu szybko rosnącej konsumpcji i eksportu. Według prognoz zawartych w raporcie, łączna wartość inwestycji w polskiej gospodarce może sięgnąć biliona złotych w 2030 roku. Istotnym czynnikiem tego wzrostu mają być m.in. duże programy transformacyjne, realizowane w różnych obszarach, w tym zwłaszcza zielonej transformacji sektora energii, bezpieczeństwa militarnego, infrastruktury transportowej (w tym CPK, KDP), efektywności energetycznej, cyfryzacji czy gospodarki obiegu zamkniętego.

Nabierające tempa inwestycje infrastrukturalne to w większości duże przedsięwzięcia
o strategicznym znaczeniu, które w najbliższych latach przyspieszą rozwój wielu sektorów gospodarki, ale też bez których nie wyobrażamy sobie nowoczesnego państwa i gospodarki. Będą one stanowiły fundament pod dalsze, trudniejsze etapy transformacji
– podkreśla Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych, współautor raportu.

Ambitne cele społeczno-gospodarcze na 2035 rok

Wizja Polski za 10 lat jest optymistyczna: kraj zamożniejszy, bardziej zaawansowany technologicznie i lepiej skomunikowany.

Przewidujemy, że PKB per capita Polski może do tego czasu przekroczyć poziom Włoch,
a inwestycje sięgnąć 25% PKB. Polska będzie też miejscem życia o wyższej jakości – Polacy będą żyli średnio o 5 lat dłużej, płace osiągną poziom 80% średniej UE, a domknięciu ulegnie luka w zakresie podaży mieszkań
– zapowiada dr Piotr Bartkiewicz, współautor raportu.

Równie ważna będzie zmiana struktury gospodarki – większy udział przemysłu wysokich technologii i usług opartych na wiedzy. Polska powinna też zwiększyć wydatki na badania
i rozwój do 2,5% PKB, a infrastruktura komunikacyjna i energetyczna osiągnie w pełni standardy zachodnie. Blisko 60% energii elektrycznej konsumowanej w Polsce powinno do tego czasu pochodzić z odnawialnych źródeł. Postawione cele są ambitne, ale zdaniem autorów realistyczne przy założeniu kontynuacji dotychczasowych trendów, podjęcia pełnego wysiłku transformacyjnego oraz w miarę stabilnego otoczenia globalnego.

Polskie branże przyszłości – siła w innowacji i modernizacji

Raport wskazuje również na branże, które w nadchodzących latach mogą stać się motorami wzrostu i będą budować nowoczesną polską gospodarkę. To nie tylko dotychczasowe gwiazdy polskiego eksportu, takie jak przemysł spożywczy, meblarski czy wyrobów z tworzyw sztucznych, w których pożądane jest przesuwanie się polskich firm w górę hierarchii producentów i w stronę segmentów premium. Do tego grona autorzy raportu zaliczają również niektóre branże wysokich technologii, w których pozycja polskich firm jest słabsza, ale z uwagi na korzystne otoczenie popytowe, będą one mieć w najbliższych latach dobre warunki do rozwoju (np. sektor IT, przemysł zbrojeniowy, branża farmaceutyczna czy produkcja pozostałego sprzętu transportowego). Oprócz tego raport wskazuje kilka atrakcyjnych obszarów nowych kompetencji, na które warto postawić z uwagi na znakomite perspektywy globalne, takie jak komponenty dla przemysłu OZE i elektromobilności, przemysł kosmiczny czy produkcja półprzewodników. Są to sektory, które w przyszłości mogą znacząco zwiększyć wartość dodaną i konkurencyjność Polski na globalnym rynku.

Raport „Czas Polski” to nie tylko podsumowanie imponujących osiągnięć, lecz przede wszystkim mapa drogowa do kolejnej dekady transformacji – gospodarczej, technologicznej
i społecznej. Polska stoi u progu nowej ery, w której inwestycje, innowacje i zrównoważony rozwój będą fundamentem trwałego sukcesu.

Rozmowy handlowe USA-Chiny i siła gospodarki: rynek ignoruje chaos

  • Ryzyka rosną, ale bez paniki – polityczne, instytucjonalne i gospodarcze niepewności rosną, ale rynki utrzymują stabilność dzięki solidnym danym gospodarczym.
  • Rozmowy handlowe trwają dalej – negocjacje między USA a Chinami postępują wolniej, z ograniczonymi efektami i wyraźniejszymi różnicami stanowisk, ale najgorszy okres niepewności wydaje się już za nami.
  • Odporność gospodarki utrzymuje Fed w trybie wyczekiwania – Federalny Komitet ds. Otwartego Rynku (FOMC) najprawdopodobniej pozostanie przy obecnym poziomie stóp, ponieważ wzrost gospodarczy utrzymuje się na stabilnym poziomie, a spekulacje wokół potencjalnego następcy Jerome’a Powella wprowadzają dodatkową niepewność.

W czasie gdy rozmowy handlowe pomiędzy USA a Chinami w Londynie trwają już drugi dzień  inwestorzy z uwagą śledzą sprzeczne doniesienia medialne – od wciąż realnego zagrożenia wojną celną, przez napięcia między Donaldem Trumpem a Elonem Muskiem, po zamieszki w Los Angeles. Choć ryzyka narastają na wielu frontach, rynki pozostają zaskakująco stabilne.

Dlaczego? Jak podkreśla Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, fundamenty gospodarki wciąż pozostają solidne. Ta makroekonomiczna odporność daje obecnej administracji przestrzeń do prowadzenia twardych negocjacji, a inwestorom – możliwość skupienia się na długoterminowych podstawach, zamiast reagowania na krótkoterminowy szum informacyjny.

Spektrum ryzyka się poszerza

Prezydent Trump konsekwentnie wykorzystuje strategię zakłóceń – zarówno w obszarze handlu, technologii, jak i wpływu korporacyjnego. Choć podejście to okresowo zwiększa zmienność, stanowi element szerszej taktyki mającej na celu wzmocnienie pozycji negocjacyjnej i osiągnięcie konkretnych rezultatów.

Obecna sytuacja nie musi oznaczać utraty kontroli – mamy raczej do czynienia z dywersyfikacją ryzyka na wielu płaszczyznach:

  • Niepewność polityki gospodarczej: Kluczowe pozostają kwestie kontroli eksportu, ewentualnego wycofywania ceł oraz postępującego rozdziału technologicznego między USA a Chinami.
  • Szum polityczny: Konflikt Trump–Musk raczej nie wpłynie na szeroki rynek, ale może generować istotną zmienność na poziomie poszczególnych spółek – zwłaszcza Tesli oraz firm powiązanych z polityką w zakresie elektromobilności i sztucznej inteligencji.
  • Napięcia instytucjonalne: Uwaga rynku pozostaje skupiona na działaniach Rezerwy Federalnej, szczególnie po wypowiedziach Trumpa dotyczących planów sukcesji na stanowisku prezesa Fed.

Nie mamy tu do czynienia z jedną dominującą narracją – sytuacja generuje zarówno ryzyka spadkowe, jak i potencjalne impulsy wzrostowe, w zależności od dalszego rozwoju wydarzeń.

Rozmowy handlowe trwają, ale szybkich efektów nie widać

Choć rozmowy handlowe między USA a Chinami nadal budzą umiarkowany optymizm, era łatwych zwycięstw – takich jak zawieszenia ceł czy symboliczne ustępstwa – dobiegła końca. Na stole pozostały znacznie trudniejsze, strukturalne kwestie: ograniczenia technologiczne, łańcuchy dostaw metali ziem rzadkich, wizy studenckie oraz zagadnienia związane z bezpieczeństwem narodowym. To spory o charakterze strategicznym, których nie da się rozwiązać w kilku rundach negocjacji.

Mimo to, niepewność handlowa wyraźnie zmalała w porównaniu z chaosem z początku kwietnia. Rynki stały się bardziej selektywne, a handel przestał być głównym czynnikiem wpływającym na wyceny aktywów.

Implikacje inwestycyjne:

  • Dalsze łagodzenie retoryki może stworzyć sprzyjające warunki dla spółek cyklicznych, technologii wrażliwych na Chiny oraz sektora półprzewodników.
  • W przypadku ponownej eskalacji napięć lub impasu w rozmowach, inwestorzy mogą zwrócić się ku aktywom defensywnym oraz rynkom poza USA.

Fed zachowuje cierpliwość w obliczu stabilnych danych

Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdził elastyczne podejście Rezerwy Federalnej. Wzrost gospodarczy pozostaje stabilny, rynek pracy utrzymuje się na solidnym poziomie, a presja inflacyjna słabnie – co daje decydentom przestrzeń do utrzymania stóp procentowych bez zmian i obserwowania wpływu ceł na gospodarkę. Rynki w dużej mierze zignorowały ponowione apele prezydenta Trumpa o obniżkę stóp o 100 punktów bazowych, a oczekiwania przesunęły się w kierunku mniej niż dwóch cięć po 25 pb do końca roku.

Implikacje inwestycyjne:

  • Sektory defensywne, takie jak opieka zdrowotna i podstawowe dobra konsumpcyjne, mogą pozostać atrakcyjne w środowisku ostrożnej polityki i utrzymującej się niepewności.
  • Pozycja sektora technologicznego jako lidera może się utrzymać, ponieważ oczekiwania łagodzenia polityki pieniężnej wspierają aktywa o długoterminowym potencjale wzrostu, zwłaszcza akcje firm z sektora AI oraz dużych spółek technologicznych.
  • Jeśli inflacja lub niespodziewane zdarzenia polityczne wpłyną na oczekiwania, sektory wrażliwe na stopy procentowe – jak nieruchomości i usługi użyteczności publicznej – mogą znaleźć się pod presją.
  • Słabsze otoczenie dla dolara amerykańskiego może sprzyjać rynkom surowców i akcji zagranicznych, podczas gdy jego odbicie może negatywnie wpłynąć na te aktywa.

Cień nowego prezesa Fed?

Dużo większe poruszenie wywołały ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa, który zasugerował, że ma już wybranego następcę Jerome’a Powella, a oficjalne ogłoszenie może nastąpić „bardzo niedługo”. To otwiera scenariusz tzw. „cienia prezesa” – sytuacji, w której kandydat Trumpa zaczyna kształtować oczekiwania rynkowe jeszcze przed objęciem stanowiska.

Taki rozwój wydarzeń mógłby podważyć tradycyjne ramy niezależności Rezerwy Federalnej. Jeśli nowy kandydat zacznie sygnalizować preferencje dotyczące przyszłej polityki monetarnej, rynki mogą zacząć ignorować komunikaty obecnego prezesa jeszcze przed końcem jego kadencji.

Implikacje inwestycyjne:

  • Rynek obligacji może być szczególnie wrażliwy na wszelkie sygnały ze strony potencjalnego następcy – zwłaszcza jeśli będą one gołębie.
  • Rentowności krótkoterminowe mogą reagować na zmiany oczekiwań dotyczących decyzji o stopach procentowych, natomiast długoterminowe – na obawy o niezależność Fed.
  • Złoto może pełnić rolę neutralnego zabezpieczenia – chroniąc zarówno przed niepewnością polityczną, jak i potencjalnym spadkiem wiarygodności banku centralnego.

Na co powinni zwracać uwagę inwestorzy?

Na razie rynki koncentrują się na tym, co najważniejsze: na solidnych danych makroekonomicznych, słabnącej inflacji, malejącej zmienności w handlu i cierpliwej postawie prezentowanej przez Fed.

To połączenie wystarcza, by utrzymać apetyt na ryzyko i niską zmienność. Chociaż wciąż pojawiają się zaskakujące newsy, ich wpływ na rynki wyraźnie maleje. Dopóki fundamenty pozostają stabilne, inwestorzy wolą patrzeć przez pryzmat danych, a nie szumu informacyjnego.

Złoty kontynuuje dobrą passę. Inwestorzy czekają na dane o inflacji i ruch Trumpa

Główna para walutowa świata w okolicach 1,1430, czekamy na doniesienia z frontu rozmów handlowych USA z Chinami, a także jutrzejsze odczyty inflacyjne zza oceanu. Dane z brytyjskiego rynku pracy ciążą notowaniom funta na rynku FX. Złoty utrzymuje dobrą passę do EUR, USD i CHF. 

Czekamy na rozstrzygnięcie

Na popularnym „edku” trwa faza wyczekiwania. Na EUR/USD dzisiejszy poranek zaczął się od spadku w okolice 1,1370, ale dolar z każdą godziną odrabiał straty i piął się w górę. Aktualnie znów wkraczamy w rejon oporu w przedziale 1,1430-1,1470. Na ten moment nie mamy więc rozstrzygnięcia, a inwestorzy zapewne będą czekać na wieści dotyczące dwóch ważnych aspektów. Z jednej strony to kwestia rozmów handlowych USA-Chiny, których finałem ma być choćby częściowe porozumienie podpisane na weekendowym spotkaniu grupy G7. Trumpowi zależy przede wszystkim na metalach rzadkich, by znów rozruszać eksport przez Chiny. Z kolei Państwo Środka liczy na brak restrykcji w temacie szeroko pojętych zaawansowanych technologii. Z drugiej strony jutro nastąpi publikacja danych inflacyjnych z USA. Prognozy zakładają nieco większą dynamikę cen. Jeśli publikacje będą zgodne z prognozami, to powinien być to plus dla USD. Wyższa inflacja stanowi mocny argument dla Fed, by utrzymywać jastrzębie podejście i odsuwać w czasie luzowanie monetarne.

Dane z rynku pracy osłabiają GBP

Na rynku FX zauważalna jest dzisiaj słabość funta brytyjskiego. To konsekwencja gorszych danych z tamtejszego rynku pracy. Wyższa niż miesiąc wcześniej okazała się stopa bezrobocia i wyniosła 4,6%. Znacznie gorzej wypada też sytuacja mierzona liczbą nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Prognoza zakładała wzrost do 9,5 tys., natomiast publikacja pokazała aż 33,1 tys. Co ważne dla polityki monetarnej Banku Anglii, mamy również spowolnienie tempa wynagrodzeń (spadek względem poprzedniego miesiąca o 0.3%). Cały obraz brytyjskiego rynku pracy pokazuje więc słabszy moment, co może skutkować wzmocnieniem scenariusza przyspieszonych obniżek stóp sygnowanych przez BoE. Dla funta brytyjskiego to niezbyt korzystna informacja, więc traci do głównych walut, do USD blisko 0,4%, do EUR również w okolicach 0,4%.

Powiew optymizmu na krajowych aktywach

Dzisiaj na krajowej giełdzie widzimy odreagowanie, szczególnie w sektorze bankowym, który w ostatnich dniach cierpiał po doniesieniach o tym, że koalicja rządząca poważnie myśli o nowym podatku bankowym od nadmiarowych zysków. Najnowsze informacje są jednak takie, że w zaplanowanym na jutro expose premiera Tuska ten pomysł się nie znajdzie, a jeden z koalicjantów nie uwzględnił tej idei wśród swoich priorytetów. Jutro premier ma też przedstawić wniosek o wotum zaufania dla swojego rządu. Powiew optymizmu na krajowych aktywach widać również na PLN. Kurs EUR/PLN, po wczorajszym spadku do poziomu 4,27, kontynuuje dzisiaj marsz dalej na południe i aktualnie schodzimy blisko 2 grosze niżej. Dzisiaj w kalendarzu praktycznie nie ma już ważnych publikacji makro, o 22 planowane jest przemówienie Donalda Trumpa.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Rola i zastosowanie pomp w różnych gałęziach przemysłu

Pompy przemysłowe to urządzenia, które wykorzystywane są w wielu procesach technologicznych, odpowiadając za efektywny transport cieczy i gazów w zakładach produkcyjnych, chemicznych, spożywczych, farmaceutycznych czy energetycznych. Dzięki swojej różnorodności konstrukcyjnej i funkcjonalnej, umożliwiają precyzyjne dostosowanie do specyfiki danej aplikacji, a ich niezawodność ma bezpośredni wpływ na ciągłość i bezpieczeństwo procesów przemysłowych. Jakie są ich główne typy? Jak dobrać pompę do aplikacji przemysłowej? Odpowiadamy.

Jakie są główne typy pomp wykorzystywanych w przemyśle?

W zależności od charakterystyki medium, warunków pracy oraz wymaganej wydajności, stosuje się różne rodzaje pomp przemysłowych. Do najbardziej rozpowszechnionych należą pompy tłokowe, membranowe, odśrodkowe czy śrubowe. Każda z nich znajduje zastosowanie w określonych warunkach. Na przykład pompy tłokowe ARO, które są oferowane pod linkiem: https://www.pompy-przemyslowe.pl/pompy-tlokowe-aro doskonale sprawdzają się w przemyśle poligraficznym czy lakierniczym, co jest efektem tego, że osiągają wysokie ciśnienie niezbędne do transferu wysokolepkich produktów. Innym przykładem mogą być dostępne pod linkiem: https://www.pompy-przemyslowe.pl/produkty/pompy-przemyslowe/elektryczne-pompy-membranowe-aro elektryczne pompy membranowe, które znajdują zastosowanie w przypadku aplikacji wymagających cichej pracy, niskiego zużycia energii i wysokiej odporności chemicznej. Dodatkową zaletą jest ich kompaktowa konstrukcja oraz możliwość pracy na sucho, dzięki której urządzenia tego typu sprawdzają się w wielu różnych branżach.

jakie sa glowne typy pomp wykorzystywanych w przemysle

Gdzie znajdują zastosowanie pompy przemysłowe?

Zakres zastosowań pomp w przemyśle jest niezwykle szeroki. W branży spożywczej pompy są wykorzystywane do transportu cieczy spożywczych o różnej lepkości, np. soków, śmietany czy olejów przy zachowaniu rygorystycznych norm higienicznych. W przemyśle chemicznym służą do przesyłania agresywnych substancji, takich jak kwasy czy zasady, które wymagają materiałów odpornych na korozję. Z kolei w energetyce pompy odgrywają istotną rolę w systemach chłodzenia i obiegu wody technologicznej. W każdym z wymienionych przypadków istotny jest właściwy dobór pompy do wymagań danej aplikacji, ponieważ wpływa on nie tylko na efektywność procesów, ale również bezpieczeństwo ich realizacji. Przykłady zastosowań można znaleźć na stronie: https://www.pompy-przemyslowe.pl/aplikacje-przemyslowe-pomp, gdzie przedstawiono konkretne rozwiązania dostosowane do potrzeb różnych gałęzi przemysłu.

Jak dobrać pompę do konkretnej aplikacji przemysłowej?

Dobór pompy powinien opierać się na dokładnej analizie parametrów medium (lepkość, temperatura, agresywność chemiczna), wymagań wydajnościowych, warunków montażowych oraz oczekiwanej żywotności. W praktyce, dobór odpowiedniego modelu warto powierzyć specjalistom, którzy uwzględnią wszystkie aspekty techniczne i eksploatacyjne. Nie bez znaczenia jest również dostępność serwisu oraz części zamiennych, co wpływa na koszty i czas przestojów w produkcji.

Podsumowując należy stwierdzić, że pompy przemysłowe to nie tylko urządzenia do przetłaczania cieczy, ale komponenty, które decydują o sprawności i wydajności całych linii technologicznych. Warto zatem nie tylko odpowiednio je dobrać, ale zainwestować również w sprawdzone rozwiązania, co wpłynie na efektywność procesów produkcyjnych i pozwoli ograniczyć ryzyko awarii.

Nowe podejście do regulacji szansą na większe zaangażowanie banków w rozwój gospodarki

0

Eksperci wskazują na konieczność nowego podejścia do regulacji dotyczących współczynników koncentracji celem zwiększenia zaangażowania banków w strategiczne inwestycje.

Przewidywalne otoczenie prawne to jeden z najważniejszych czynników wpływających na kondycję i zdolność banków do finansowania rozwoju polskiej gospodarki. O wpływie przepisów prawa na sytuację sektora rozmawiano podczas XV edycji Europejskiego Kongresu Finansowego. Podczas debat prowadzonych przez ekspertów firmy doradczej Deloitte wskazywano także na potencjalne korzyści dla branży wynikające ze sprzedaży produktów ubezpieczeniowych.

Jednym z tematów Europejskiego Kongresu Finansowego była konkurencyjność polskiego sektora bankowego. Biorący udział w debatach przedstawiciele banków, firm doradczych oraz instytucji nadzorczych omawiali najważniejsze wyzwania oraz szanse na wzmocnienie pozycji banków na arenie europejskiej. Deloitte był partnerem wydarzenia.

Jakość i tempo wdrażania regulacji

Jednym z tematów Kongresu była kwestia regulacji oraz ich wpływu na rozwój polskiego sektora bankowego. Uczestnicy debaty „Otoczenie regulacyjne – co można zrobić, aby zwiększyć konkurencyjność i potencjał rozwojowy sektora bankowego?” wskazali na obserwowaną w ostatnich miesiącach dużą zmienność czynników makroekonomicznych oraz geopolitycznych. Podkreślono, że niestabilność otoczenia wymaga podjęcia działań, które wzmocnią polskie banki, co ma szczególne znaczenie dla zapewnienia finansowania dużych projektów infrastrukturalnych. Jedną z postulowanych zmian była konieczność weryfikacji przepisów dotyczących limitów koncentracji. Zdaniem panelistów obecne progi zaangażowania kapitałowego utrudniają finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych przez banki.

Eksperci szanse na rozwój upatrują w procesie zmian regulacyjnych. Jako przykład właściwych działań w tym zakresie wskazano ogłoszone przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego propozycje rozwiązań służących uproszczeniu przepisów dotyczących usług finansowych na jednolitym rynku Unii Europejskiej. Podkreślona została także konieczność zmiany sposobu wdrażania przepisów unijnych. Powszechnym zjawiskiem w Polsce jest bowiem tzw. gold-plating, czyli wprowadzanie dodatkowych, bardziej rygorystycznych wymogów niż te określone w dyrektywach, co ma negatywny wpływ na potencjał rozwojowy sektora. Jednocześnie wskazano, że stabilność sektora finansowego jest dobrem wspólnym, co oznacza, że działania związane z przepisami powinny być odpowiednio planowane, ze względu na ich znaczenie dla dobrobytu obywateli i funkcjonowania państwa. Wśród działań związanych z przepisami wymieniono także konieczność określenia celu, jaki chce się osiągnąć poprzez wdrożenie danej zmiany prawnej oraz prowadzenia analizy skutków uchwalonego prawa.

Prowadzący debatę Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, Ukrainie i krajach bałtyckich w Deloitte wskazał, że istotnym z punktu widzenia konkurencyjności polskiego sektora bankowego jest różnica w tempie wdrażania danej regulacji przez poszczególne kraje. Zdaniem eksperta, odpowiednie planowanie procesu legislacyjnego pozwoli zminimalizować koszty wynikające z tego zjawiska, związane z m.in. prowadzonymi arbitrażami regulacyjnymi. Rozwiązaniem, które również może wzmocnić rodzime banki, jest umożliwienie im korzystania z baz danych instytucji publicznych i sektorowych (np. ZUS, rejestry kredytowe). Po uzyskaniu zgody klienta na udostępnienie takich danych, banki mogłyby lepiej rozumieć potrzeby klienta i dzięki temu dokładniej dopasowywać swoją ofertę produktową.

Jedną z cech polskiego sektora bankowego jest odporność na zmiany gospodarcze, co potwierdzają doświadczenia takich wydarzeń jak np. pandemia. Aby wzmocnić jego zdolność do rywalizowania na arenie europejskiej i światowej, warto rozważyć kierunkową zmianę regulacji, szczególnie tam, gdzie przepisy krajowe nadmiernie wykraczają poza minimalne wymogi unijne oraz tam, gdzie możemy wspomóc inwestycje. Potrzebujemy rozwiązań proporcjonalnych, przewidywalnych i wspierających innowacyjność. Tylko w takim otoczeniu banki będą mogły skutecznie finansować rozwój gospodarki i odpowiadać na dynamicznie zmieniające się potrzeby klientów – powiedział Przemysław Szczygielski.

Ubezpieczenia szansą dla sektora

Podczas konferencji omawiano także strategię stabilizacji przychodów banków poprzez zaangażowanie sektora w sprzedaż ubezpieczeń. Uczestnicy panelu „Ubezpieczenia – stabilne przychody w środowisku nadchodzących obniżek stóp procentowych?” zwrócili uwagę, że w przypadku polskich banków przychody z tego segmentu stanowią kilka procent całkowitych wpływów, podczas gdy w takich krajach jak Francja czy Hiszpania potrafią one sięgać poziomu 20-30 proc.

Eksperci podkreślili, że dystrybucja produktów ubezpieczeniowych może nie tylko zwiększyć, ale również ustabilizować wyniki finansowe banków. Jest to związane z ich acyklicznością, czyli odpornością na zmienne warunki rynkowe. Wskazano, że sprzedaż tego typu produktów nie zależy od takich czynników jak wysokość stóp procentowych, co ma szczególnie istotne znaczenie w czasach spadającego kosztu kredytu. Paneliści podkreślili także możliwe korzyści w zakresie budowania relacji z konsumentami, jakie banki mogą odnotować dzięki sprzedaży ubezpieczeń. Wysoki poziom jakości tego typu usług może sprawić, że osoby, które zdecydowały się na kupno tych produktów staną się lojalnymi klientami banku.

Oprócz możliwych szans omawiano także bariery, jakie ograniczają zaangażowanie banków w segmencie ubezpieczeniowym. Elementem, na który zwrócono uwagę, są często zmieniane regulacje, co komplikuje proces dystrybucji. Jednocześnie, klienci sektora bankowego są przyzwyczajeni do możliwości nabywania produktów na zasadzie „one-click” i tego samego oczekują w przypadku ubezpieczeń.

Podczas debaty eksperci podkreślili, że polski sektor bankowy wyróżnia się wysokimi standardami nadzoru, jakością świadczonych usług oraz efektywnym wykorzystaniem nowoczesnych technologii w obszarze sprzedaży ubezpieczeń. Zwrócono również uwagę na konieczność wprowadzenia zachęt podatkowych wspierających rozwój produktów emerytalnych i oszczędnościowych. W kontekście zmian demograficznych rośnie znaczenie promowania długoterminowego oszczędzania, do czego szczególnie dobrze nadają się produkty ubezpieczeniowe.

Doświadczenia rynków zachodnich pokazują, że udział ubezpieczeń w strukturze przychodów banków może być znacząco wyższy. Wymaga to jednak uproszczenia przepisów i stabilizacji procesu legislacyjnego. Sektor bankowy ma potencjał, by odegrać istotną rolę w upowszechnianiu ubezpieczeń w Polsce i realnie przyczynić się do zmniejszania luki ubezpieczeniowej – powiedział Marcin Warszewski, partner, lider usług dla sektora ubezpieczeń, Deloitte.

Grupa Selena podpisała umowę warunkową ws. zakupu spółek Izolacja – Jarocin i TES

Zarząd Spółki Selena FM S.A. poinformował, że w dniu dzisiejszym spółka zależna od Spółki, tj. Selena Industrial Technologies sp. z o.o., zawarła umowę zmierzającą do nabycia w drodze wezwania 51,03% akcji spółki „IZOLACJA – JAROCIN” S.A. z siedzibą Jarocinie oraz 100% udziałów w spółce Przedsiębiorstwo Handlowo-Produkcyjne TES sp. z o.o. z siedzibą w Niwkach Daleszyckich, obie transakcje pod warunkiem zawieszającym uzyskania od Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów bezwarunkowej decyzji wyrażającej zgodę na koncentrację polegającej na przejęciu kontroli nad „IZOLACJA – JAROCIN” S.A. oraz Przedsiębiorstwo Handlowo-Produkcyjne TES sp. z o.o. w drodze nabycia odpowiednio akcji i udziałów, zgodnie z właściwymi przepisami Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Jednocześnie, wraz z informacją o transakcji Selena poinformowała o wszczęciu procedury wezwania do zapisywania się na sprzedaż 100% akcji IZOLACJA – JAROCIN S.A.

O finalizacji transakcji i spełnieniu się warunku zawieszającego Zarząd Spółki Selena FM S.A. poinformuje w osobnych komunikatach.

„Izolacja – Jarocin” Spółka Akcyjna to firma z wieloletnią tradycją, która obecnie dysponuje jedną z najszerszych w kraju, kompleksową ofertą wyrobów hydroizolacyjnych i uszczelniających dla budownictwa, która obejmuje m.in. nowoczesne papy termozgrzewalne – modyfikowane elastomerami SBS, jak i oksydowane, tradycyjne papy asfaltowe, membrany bitumiczne na dachy skośne, dyspersyjne masy asfaltowe oraz masy na rozpuszczalnikach organicznych, grubowarstwowe masy szpachlowe oraz płyty warstwowe do termoizolacji dachów. Wyroby Spółki zyskały uznanie w postaci blisko 20 medali i wyróżnień na największych krajowych targach budownictwa, w tym Złoty Medal Międzynarodowych Targów Poznańskich. Izolacja – Jarocin jest wielokrotnym laureatem w niezależnych rankingach dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstw, takich jak m.in Gazele Biznesu, czy Diamenty Forbesa.

TES Sp. z o.o. to polski producent wysokiej jakości pap bitumicznych, działający na rynku od ponad dwóch dekad. Firma specjalizuje się w produkcji materiałów hydroizolacyjnych dla budownictwa ogólnego, w tym pap asfaltowych, mas bitumicznych, klejów do łączenia papy oraz produktów do budownictwa drogowego. Efektywna linia produkcyjna, kontrola jakości oraz rozwiązania technologiczne sprawiają, że produkty TES łączą trwałość, odporność na warunki atmosferyczne i zgodność z europejskimi normami jakości. Firma współpracuje z sieciami handlowymi, dystrybutorami i firmami wykonawczymi na terenie całej Polski oraz rynkach eksportowych.

Rośnie liczba Polaków mających trudności ze snem – raport „Sen Polaków 2025”

41,4% Polaków jest niezadowolonych z jakości swojego snu, co oznacza wzrost rdr. Najwięcej osób skarży się, że długo nie może zasnąć, bo np. ma gonitwę myśli – 42,9%. W ub.r. też przeważnie to było przyczyną niewyspania. Teraz drugim powodem jest wielokrotne budzenie się w nocy – 34,1%. W tej kwestii nastąpił wzrost rdr. Na trzeciej pozycji w rankingu jest martwienie się o swoją przyszłość – 33,1%. To też jest częściej deklarowane niż poprzednio. Czwarty wróg snu to stres – 29,5%, dużo częściej zgłaszany niż rok temu. Na piątym miejscu widać nadużywanie technologii – 25,7%, co także się nasiliło. Według autorów raportu, wyniki pokazują, że społeczeństwo nie czuje się bezpiecznie, m.in. przez problemy finansowe i gospodarcze. To wszystko może prowadzić do błędnego koła bezsenności i utrudniać codzienne funkcjonowanie. 

Według raportu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, obecnie 52,7% Polaków jest zadowolonych z jakości swojego snu. W 2024 r. tak deklarowało 53,8%. Z kolei przeciwne stanowisko teraz zajmuje 41,4% rodaków (poprzednio – 41%). Natomiast 5,9% uczestników sondażu jest niezdecydowanych (na początku ub.r. – 5,2%). Z najnowszej, tj. czwartej już, edycji raportu wynika, że najwięcej niezadowolonych osób po prostu długo nie może zasnąć (np. ma gonitwę myśli, rozmyśla o różnych sytuacjach) – 42,9% (wcześniej – 44,3%).

– Fakt, że po raz kolejny najwięcej osób, jako główną przyczynę trudności ze snem, wskazuje gonitwę myśli, jest wręcz alarmującym sygnałem. Widać, że społeczeństwo mierzy się z wieloma problemami, w tym finansowymi, zawodowymi, rodzinnymi i zdrowotnymi. Ponad 40% Polaków towarzyszy przewlekły stres, który może być związany zarówno z sytuacją indywidualną, jak i ogólnokrajową czy globalną. W dłuższej perspektywie problem z zaśnięciem może prowadzić do błędnego koła bezsenności, które pogłębia problemy psychiczne – ostrzega psycholog i współautor raportu Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest wielokrotne budzenie się w nocy – 34,1% (w zeszłej edycji – 28,7%). – To jeden z najczęstszych sygnałów zaburzeń utrzymania snu, który również może wynikać z życia w stresie. W takim przypadku warto też przyjrzeć się zarówno zdrowiu fizycznemu, jak i emocjonalnemu, a także warunkom, w jakich śpimy. Zignorowanie tego objawu może prowadzić do przewlekłej bezsenności – dodaje psycholog Michał Murgrabia.

Na trzeciej pozycji widać martwienie się o swoją przyszłość – 33,1% (poprzednio – 30,6%). – Rosnąca liczba osób, które na to wskazują, jest bardzo czytelnym sygnałem społecznym. Żyjemy w czasie niepewności – gospodarczej, geopolitycznej i klimatycznej. To wszystko odciska piętno na poczuciu bezpieczeństwa. Wielu ludzi czuje się przytłoczonych wyzwaniami dnia codziennego, ale też tym, co może nastąpić. Inflacja, kryzysy mieszkaniowe, sytuacja polityczna czy rosnące tempo życia. Wszystko to powoduje przewlekły stres. Taki stan niepokoju wpływa nie tylko na sen, ale także na jakość funkcjonowania w ciągu dnia – wyjaśnia współautor raportu.

Czwarte miejsce w rankingu ma stres – 29,5% (w poprzedniej edycji – 19,8%). – Jego źródła są zróżnicowane – od presji zawodowej, przez sytuację rodzinną, aż po ogólne poczucie przeciążenia obowiązkami i brakiem czasu na odpoczynek. To błędne koło, bo brak snu obniża zdolność radzenia sobie ze stresem, co z kolei jeszcze bardziej pogłębia bezsenność. Jeśli taki stan utrzymuje się dłużej niż kilka tygodni, to zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie – podkreśla ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei na piątym miejscu widać nadużywanie technologii przed zaśnięciem (telewizor, komputer, telefon) – 25,7% (wcześniej – 20,6%). – To, że co czwarty dorosły Polak przyznaje się do tego, pokazuje dużą skalę problemu. Urządzenia emitujące niebieskie światło zaburzają wydzielanie melatoniny. To opóźnia zasypianie i pogarsza jakość snu – tłumaczy psycholog Michał Murgrabia.

Do tego z badania wynika, że 3,4% ankietowanych nie potrafi wskazać źródeł swoich problemów ze snem (poprzednio – 6,6%). Natomiast spośród konkretnych przyczyn najrzadziej podawane są różnego rodzaju ekscytacje (wyjazdy, spotkania itp.) – 3,8% (wcześniej – 3,4%), dziecko budzące się w nocy – 4,1% (3,8%), a także kiepskie warunki do spania (za zimno, za ciepło, zły materac itd.) – 5,8% (4%).

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Sen Polaków. Straty dla gospodarki. Edycja 2025” powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Stabilny popyt, słaba podaż. Rynek biurowy w miastach regionalnych trzyma poziom

Najemcy pozostają aktywni i konsekwentnie poszukują nowoczesnych przestrzeni do pracy, pomimo zauważalnego spadku wolumenu nowo oddawanej powierzchni biurowej w ośmiu głównych miastach regionalnych. Takie wnioski płyną z raportu „At a Glance – Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych w I kwartale 2025 roku”, opracowanego przez ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland. Dane wskazują, że popyt brutto utrzymuje się na stabilnym poziomie, a zainteresowanie wysokiej jakości biurami rośnie, zwłaszcza w miastach takich jak Kraków, Wrocław czy Trójmiasto.

Aktywność najemców w regionach wzrasta

Na koniec pierwszego kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce osiągnęły poziom 6,76 mln m kw. Liderem pozostaje Kraków z zasobami sięgającymi 1,83 mln m kw., co stanowi 27% całkowitej powierzchni w regionach. Drugie miejsce zajmuje Wrocław, który dysponuje 1,36 mln m kw. nowoczesnej przestrzeni biurowej, czyli 20% udziału w rynku. Na trzeciej pozycji znajduje się Trójmiasto z wynikiem 1,06 mln m kw., co odpowiada udziałowi na poziomie 16%.

W okresie od stycznia do marca bieżącego roku zarejestrowano łącznie 177 tys. m kw. transakcji najmu, co oznacza wzrost o 27% w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku. Największym zainteresowaniem nadal cieszy się Kraków, gdzie wynajęto przeszło 56 tys. m kw. powierzchni biurowej, co stanowi 32% całkowitego wolumenu. We Wrocławiu najemcy pozyskali ponad 43 tys. m kw. (25% udziału), natomiast w Trójmieście wynajęto 26 tys. m kw. (15% udziału). Wyższy popyt brutto względem analogicznego okresu poprzedniego roku zanotowano również w Trójmieście, Katowicach, Poznaniu i Lublinie.

Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie BNP Paribas Real Estate Poland, w strukturze zawartych w pierwszym kwartale 2025 roku umów najmu dominowały renegocjacje obowiązujących kontraktów, które odpowiadały za 48% całkowitego wolumenu popytu. Nowe najmy stanowiły 43% wszystkich sfinalizowanych transakcji, natomiast ekspansje odpowiadały za pozostałe 8%.

– Odnowienia umów najmu, często wiążą się z redukowaniem wynajmowanej przestrzeni. Spodziewamy się, że w kolejnych kwartałach 2025 roku nastąpi redefinicja modelu pracy hybrydowej, co może spowodować większą gotowość pracowników do powrotu do biur. A to z kolei pozytywnie wpłynie na ożywienie popytu na regionalnych rynkach biurowych – wskazuje Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Do największych transakcji najmu należało odnowienie umowy najmu 8,4 tys. m kw. w kompleksie Business Garden II w budynku K we Wrocławiu, przez poufnego najemcę oraz nowa umowa najmu 7,2 tys. m kw. w krakowskim kompleksie DOT Office C. Jak wskazują dane z raportu, trzy z pięciu największych transakcji zawarto we Wrocławiu.

Stagnacja nowej powierzchni

Dotychczasowy wolumen nowej powierzchni biurowej w regionach w pierwszym kwartale 2025 roku powiększył się jedynie o 2,4 tys. m kw. — był to rekordowo niski przyrost w całej historii rynku biurowego w miastach regionalnych. Nowa powierzchnia została dostarczona w Poznaniu w ramach inwestycji Dymka188, zrealizowanej przez Dom Medialny Św. Wojciech.

W nadchodzących miesiącach planowane jest oddanie do użytkowania pojedynczych budynków biurowych, jednak ogólna aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Pomimo stabilnego popytu, inwestorzy wstrzymują się z uruchamianiem nowych projektów z uwagi na utrzymujący się wysoki poziom powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2025 roku w ośmiu głównych miastach regionalnych dostępnych od ręki było około 1,18 mln m kw. powierzchni biurowej, co przełożyło się na wskaźnik pustostanów wynoszący 17,5%. W analizowanym okresie odnotowano zarówno spadki, jak i wzrosty tego wskaźnika – niższą dostępność powierzchni zarejestrowano w Katowicach i Krakowie, natomiast w Poznaniu i Wrocławiu nastąpił wzrost o ponad 1 punkt procentowy. Największą dostępność biur odnotowano w Łodzi (22,3%), podczas gdy najmniejszą w Szczecinie (8,0%).

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że największe zasoby niewynajętej powierzchni koncentrują się w budynkach mających ponad 10 lat. W ich ocenie, wysoki wskaźnik pustostanów utrzyma się również w kolejnych miesiącach, a proces ich absorpcji może potrwać od 3 do 5 lat.

Jeśli chodzi o poziom czynszów bazowych w budynkach biurowych klasy A na rynkach regionalnych kształtowały się one na poziomie 12-17 EUR, z kolei w nowych obiektach lub tych położonych w atrakcyjnych lokalizacjach sięgały nawet 19,50-23 EUR za metr kwadratowy miesięcznie. Najwyższe stawki odnotowano w Poznaniu, a także w Krakowie i Wrocławiu. Opłaty eksploatacyjne we wszystkich regionalnych miastach nie przekraczały poziomu 37 PLN/m kw./miesiąc, a ich wysokość zależała głównie od efektywności technicznej budynku oraz standardu zarządzania.

Więcej przestrzeni, więcej udogodnień

Na koniec I kw. w budowie znajdowało się kilka obiektów, których łączna powierzchnia biurowa wyniesie blisko 310 tys. m kw. Największym realizowanym projektem jest Quorum Office Park B we Wrocławiu, oferujący ponad 53 tys. m kw. powierzchni biurowej. Inwestycja, realizowana przez firmę Cavatina, ma zostać ukończona w II kwartale 2025 roku. Kolejnymi co do wielkości projektami są AND2 w Poznaniu – obiekt o powierzchni 37 tys. m kw. (Von der Heyden Group) oraz Tischnera Green Park 1 w Krakowie oferujący 24 tys. m kw. nowych biur (Stalprodukt).

Obecnie nowe obiekty tworzone są z dbałością o przestrzeń biurową sprzyjającą przyjaznym miejscom pracy. Poprawa jakości życia zawodowego pracowników może przyczynić się bowiem do sukcesu organizacji. Firmy, które je tworzą, wspierają rozwój kompetencji, a także promują otwartą komunikację, współpracę i zdrową równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.

Dbając o dobre samopoczucie pracowników, w przestrzeni biurowej warto wprowadzić wiele elementów przywołujących domowe wnętrze takich jak: pufy, hamaki, czy wygodne fotele. Warto również pomyśleć o stworzeniu przestrzeni do wypoczynku czy relaksu (np. pokoje gier), co pozwala na integrację i kształtowanie poczucia przynależności do grupy. Pamiętajmy, że zaangażowanie pracowników wzrasta tam, gdzie czują się częścią większej misji – podkreśla Dorota Mielke, Zastępca Dyrektorki, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

PTEC: Współpraca ciepłownictwa i elektroenergetyki wpłynie na obniżenie cen ciepła, emisji CO2 i poprawę efektywności systemu

Podczas tegorocznego Kongresu Ciepłownictwa w Nałęczowie, Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej (PTEC) zaprezentowało najnowszy raport pt. „Integracja sektora ciepłowniczego i elektroenergetycznego, czyli jak wykorzystać transformację ciepłownictwa systemowego do zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ciepła i stabilizacji pracy systemu elektroenergetycznego”. Dokument zawiera kompleksową analizę kondycji sektora, wskazuje jego strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz przedstawia konkretne scenariusze technologiczne, wskazujące korzyści ze współpracy z Krajowym Systemem Elektroenergetycznym (KSE).

Ciepło systemowe – fundament codziennego życia milionów Polaków

Raport PTEC nie tylko analizuje kondycję sektora ciepłownictwa systemowego oraz zmiany na rynku elektroenergetycznym, lecz także wskazuje konkretne rozwiązania, które mogą uczynić ciepłownictwo jednym z kluczowych elementów transformacji energetycznej. W obliczu dynamicznych zmian na rynku energii i polityki klimatycznej UE, ciepło systemowe zyskuje nową rolę – stabilizatora, integratora i aktywnego uczestnika przekształceń w elektroenergetyce – podkreśla Dariusz Marzec, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej i Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej.

Raport PTEC wskazuje na szczególny potencjał „sector coupling” – czyli integracji systemu elektroenergetycznego z ciepłowniczym – jako odpowiedzi na niestabilność generacji z OZE. Ciepłownictwo, dzięki takim technologiom jak kogeneracja, Power to Heat i magazyny ciepła, może stać się filarem elastyczności KSE.

Eksperci zaznaczają, że obecnie systemy ciepłownicze dostarczają energię cieplną do ok. 15 milionów mieszkańców Polski, z czego blisko 70% populacji miejskiej korzysta z ciepła systemowego. Długość sieci ciepłowniczych systematycznie rośnie, jednak udział sieci niskotemperaturowych jest w tym przypadku znikomy.

Struktura paliw w sektorze dynamicznie się zmienia: choć węgiel wciąż dominuje (61,2%), to jego udział systematycznie spada. Rośnie za to znaczenie gazu ziemnego (13% w 2023 r.) oraz źródeł odnawialnych, wśród których biomasa odpowiada aż za 97% ciepła z OZE. Cechą wyróżniającą polskie ciepłownictwo systemowe jest kogeneracja – czyli jednoczesne wytwarzanie energii cieplnej i elektrycznej. Źródła kogeneracyjne odpowiadały w 2023 r. za około 62% ciepła w systemach, a elektrociepłownie wytworzyły 27 TWh energii elektrycznej, co stanowiło około 16% całkowitej produkcji prądu w kraju.

W ciągu ostatnich pięciu lat moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych wzrosła z 1 do ponad 21 GW. Całkowita moc źródeł energii w KSE w 2024 r. osiągnęła ponad 72 GW, z czego aż 46,2% stanowiły OZE. Jednak brak równoległego wzrostu elastyczności systemu skutkował nadpodażą energii – tylko w 2024 r. odnotowano ponad 680 GWh nierynkowego redysponowania jednostek OZE, a do kwietnia 2025 r. kolejne 390 GWh.

Efektem były m.in. ujemne ceny energii – w 2024 r. wystąpiły przez 186 godzin, a w pierwszych czterech miesiącach 2025 r. już przez 129 godzin. Te wahania podkreślają potrzebę rozwoju elastycznych odbiorców energii i integracji sektorów.

Ciepłownictwo systemowe jako stabilizator KSE

Po raz pierwszy przeprowadzono roczną optymalizację pracy układów ciepłowniczych (2024–kwiecień 2025) z wykorzystaniem rzeczywistych danych z Towarowej Giełdy Energii oraz generacji KSE. Analizą objęto pięć wariantów transformacji dużego systemu ciepłowniczego o mocy 725 MW:

  • Wariant 1 – stan obecny: kogeneracja i kotły węglowe
  • Wariant 2 – stan po transformacji: kogeneracja + Power to Heat + magazyn ciepła
  • Wariant 2B – jak wyżej, z większym udziałem Power to Heat przy wysokim udziale OZE (>40%)
  • Wariant 2C – jak Wariant 2, ale bez wsparcia dla kogeneracji
  • Wariant 3 – stan po transformacji: tylko ciepło z gazu, biomasy, pomp ciepła i Power to Heat (bez kogeneracji)

Wszystkie warianty z udziałem magazynów ciepła. Najlepsze efekty kosztowe osiągnięto w Wariancie 2, gdzie połączenie kogeneracji i PtH zapewniło najniższe koszty zmienne produkcji ciepła – 30 PLN/GJ.

Raport PTEC pokazuje jednoznacznie, że ciepłownictwo systemowe powinno stać się aktywnym uczestnikiem transformacji elektroenergetycznej. Warunkiem jest rozwój nowoczesnych technologii i umożliwienie im pracy w odpowiedzi na realne sygnały rynkowe – szczególnie w kontekście nadwyżek OZE i ujemnych cen – wskazuje Monika Gruźlewska, dyrektorka PTEC. – Dla skutecznego rozwoju sector coupling, czyli integracji sektora elektroenergetycznego i ciepłowniczego, konieczne jest wprowadzenie szerokiego pakietu zmian regulacyjnych, instytucjonalnych i finansowych.

Eksperci PTEC zaznaczają, że potrzebne są działania wspierające rozwój technologii typu Power to Heat, w tym pomp ciepła i kotłów elektrodowych. Aby kotły elektrodowe mogły partycypować w procesie dekarbonizacji niezbędne jest uznanie wytwarzanego przez nie ciepła jako odnawialnego. Dodatkowo, aby wspomniane technologie mogły efektywnie wesprzeć dekarbonizację systemów ciepłowniczych, konieczne jest zakwalifikowanie całego strumienia wytwarzanego przez nie ciepła jako ciepła z OZE. Wymaga to również obniżenia opłat za moc zamówioną oraz zapewnienia preferencyjnych warunków przyłączeniowych do sieci elektroenergetycznej. Istotna jest także zmiana sposobu taryfowania ciepła – tak, aby uwzględniał on wysiłki przedsiębiorstw ciepłowniczych na rzecz dekarbonizacji, np. Poprzez premie za wytwarzanie ciepła z OZE oraz bardziej elastyczne podejście do rozliczania nakładów inwestycyjnych.

Konieczne są także zmiany w mechanizmach wsparcia dla jednostek kogeneracyjnych. W szczególności wskazane jest wydłużenie terminów realizacji projektów objętych systemem wsparcia – zarówno w zakresie uzyskania pozwoleń na budowę, jak i uruchomienia produkcji energii. Równocześnie należy złagodzić rygorystyczne przepisy uniemożliwiające ponowny udział w systemie wsparcia w przypadku przekroczenia terminów. Istotne jest również zwiększenie dostępnych środków na premie kogeneracyjne – poprzez przesunięcie niewykorzystanych funduszy z nierozstrzygniętych naborów – oraz utrzymanie uproszczonego modelu taryfowego, który zapewni stabilność finansową jednostkom kogeneracyjnym i wesprze finansowanie transformacji lokalnych systemów. Warto również wydłużyć możliwość zaliczania kogeneracji do definicji efektywnego systemu ciepłowniczego po 2040 roku.

Niezbędne jest stworzenie ram regulacyjnych dla rozwoju magazynów ciepła, w tym przede wszystkim umożliwienie ich taryfowania. Magazyny te mogą odegrać istotną rolę w zwiększeniu elastyczności systemów ciepłowniczych oraz w bilansowaniu pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Kluczowe znaczenie ma zapewnienie adekwatnego wsparcia finansowego dla inwestycji w dekarbonizację ciepłownictwa. Należy objąć pomocą publiczną budowę magazynów ciepła – również jako samodzielne projekty – oraz rozwój kotłów elektrodowych wykorzystywanych w systemach ciepłowniczych. Istotne jest również kontynuowanie programów wspierających wysokosprawną kogenerację. Rekomenduje się zwiększenie intensywności pomocy publicznej do poziomu 60% kosztów kwalifikowalnych oraz podniesienie progu notyfikacji pomocy publicznej do 100 mln euro na projekt. W perspektywie długoterminowej niezbędne jest przedłużenie funkcjonowania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 roku, jako strategicznego instrumentu finansowania transformacji sektora ciepłowniczego.

Transformacja sektora wymaga również uproszczenia procedur inwestycyjnych i deregulacji barier administracyjnych. Dotyczy to zwłaszcza projektów związanych z rozwojem technologii Power to Heat, które powinny być objęte preferencyjnym trybem zatwierdzania i realizacji – w szczególności w kontekście ich znaczenia dla neutralności klimatycznej i bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Czy kary RODO mogą się przedawniać? Prezes UODO składa skargę do NSA

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) w sprawie dotyczącej głośnego incydentu naruszenia ochrony danych osobowych przez Santander Bank Polska SA. Spór dotyczy podstawowej, a zarazem niezwykle istotnej kwestii: czy do administracyjnych kar pieniężnych wynikających z unijnego rozporządzenia RODO można stosować polskie przepisy o przedawnieniu?

Tło sprawy

Sprawa sięga 2018 roku, kiedy to dokumenty bankowe zawierające dane osobowe klientów Santander Bank Polska zostały skradzione, a następnie porzucone na śmietniku. Pomimo oczywistego naruszenia bezpieczeństwa danych, bank nie poinformował ani Prezesa UODO (co nakazuje art. 33 ust. 1 RODO), ani osób, których dane dotyczyły (art. 34 ust. 1 RODO). Dopiero po interwencji organu nadzorczego działania te zostały częściowo zrealizowane — jednak z wyraźnym uchybieniem terminów.

W wyniku postępowania administracyjnego Prezes UODO nałożył na bank karę pieniężną w wysokości 1 440 549 zł oraz zobowiązał go do spełnienia obowiązku informacyjnego wobec klientów. Bank odwołał się od decyzji, a Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie uchylił decyzję w części dotyczącej kary, powołując się na przedawnienie.

O co toczy się spór?

Sednem sporu prawnego jest ustalenie, czy do kar administracyjnych nałożonych w oparciu o RODO mogą mieć zastosowanie krajowe przepisy o przedawnieniu, w szczególności art. 189g § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.).

Rozporządzenie RODO nie zawiera bowiem zapisów dotyczących terminów przedawnienia karalności, ani też nie upoważnia państw członkowskich UE do wprowadzania ich w swoim prawie krajowym. W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy stosowanie przepisów krajowych nie narusza zasady pierwszeństwa, jednolitości i skuteczności prawa Unii Europejskiej.

Argumentacja Prezesa UODO

W skardze kasacyjnej Prezes Mirosław Wróblewski wskazuje, że zawiadomienie o naruszeniu ochrony danych to jeden z filarów systemu ochrony prywatności w Unii Europejskiej. Oparcie wykładni przepisów na założeniu, że obowiązki te przestają obowiązywać po przekroczeniu terminów ich realizacji, prowadziłoby do osłabienia skuteczności całego systemu.

Według Prezesa UODO termin przedawnienia – o ile w ogóle miałby być brany pod uwagę – powinien być liczony od momentu faktycznego zrealizowania obowiązków informacyjnych, nawet jeśli miało to miejsce z opóźnieniem. Przyjęcie innej wykładni oznaczałoby w praktyce premiowanie bezczynności administratora danych.

Co więcej, w opinii organu nadzorczego, przepis art. 189g § 1 k.p.a. nie znajduje zastosowania do administracyjnych kar pieniężnych przewidzianych w art. 83 RODO. Ich charakter i funkcja są bowiem ściśle unijne, a zastosowanie przepisów krajowych mogłoby prowadzić do rozbieżności interpretacyjnych i nierównego traktowania podmiotów w państwach członkowskich.

Wniosek o pytanie prejudycjalne do TSUE

Z uwagi na doniosłość sprawy, Prezes UODO zawnioskował również o to, by NSA zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjalnym. Celem tego kroku jest uzyskanie jednoznacznej interpretacji prawa unijnego w kontekście dopuszczalności stosowania krajowych terminów przedawnienia wobec kar nakładanych na podstawie RODO.

Sprawa precedensowa dla ochrony danych w Polsce

Prezes UODO uważa, że sprawa ma charakter precedensowy i jej rozstrzygnięcie będzie miało kluczowe znaczenie dla praktyki stosowania RODO w Polsce. Od decyzji NSA zależeć będzie bowiem nie tylko możliwość dochodzenia odpowiedzialności administracyjnej w przypadku opóźnień w zawiadamianiu o incydentach, ale także ogólna skuteczność systemu nadzoru nad przetwarzaniem danych osobowych.

W przypadku uznania, że krajowe przepisy o przedawnieniu nie mają zastosowania do kar pieniężnych z RODO, nadzór nad ochroną danych zyska mocniejsze narzędzie egzekwowania przepisów. W przeciwnym razie powstanie ryzyko, że podmioty przetwarzające dane będą unikać odpowiedzialności za naruszenia po upływie określonego czasu, niezależnie od wagi incydentu.

Moderowanie opinii. Czemu jest ważne?

Opinie klientów są jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzje zakupowe. Aż 84 proc. konsumentów ufa recenzjom online tak samo, jak osobistym rekomendacjom. Negatywne komentarze mogą jednak zaszkodzić reputacji firmy – zwłaszcza, jeśli są nieprawdziwe. Usługi moderowania opinii, takie jak te oferowane przez agencję BOW24, stają się więc ważnym narzędziem w budowaniu i ochronie wizerunku marki.

 

Dlaczego moderowanie opinii jest istotne?

Klienci przed podjęciem decyzji o zakupie produktu lub skorzystaniu z usługi często przeglądają opinie w internecie. Pozytywne recenzje budują zaufanie i zwiększają szanse na konwersję, podczas gdy negatywne mogą odstraszyć potencjalnych klientów. Moderowanie opinii pozwala na eliminację fałszywych lub nieuczciwych komentarzy, które mogą wprowadzać w błąd i szkodzić firmie. Negatywne opinie nie zawsze wynikają z rzeczywistych doświadczeń klientów. Często są efektem działań nieuczciwej konkurencji lub hejterów. BOW24 oferuje profesjonalne wsparcie w zgłaszaniu i usuwaniu takich treści, pomagając chronić wizerunek firmy przed pomówieniami i zniesławieniem.

 

Kiedy moderowanie opinii ma największe znaczenie?

W sytuacjach, gdy firma staje się obiektem fali negatywnych komentarzy – np. z powodu nieporozumienia, błędów w obsłudze lub działań konkurencji – szybka reakcja ma ogromne znaczenie. BOW24 monitoruje wzmianki o marce w czasie rzeczywistym, umożliwiając natychmiastowe działanie – zgłaszanie fałszywych opinii czy odpowiadanie na krytykę w sposób profesjonalny.

 

Nowe firmy i produkty często zmagają się również z brakiem opinii, co może budzić nieufność klientów. Moderowanie opinii umożliwia kontrolowane budowanie reputacji poprzez zachęcanie do pozytywnych recenzji i eliminację nieuzasadnionej krytyki. BOW24.pl wspiera marki w tym procesie, oferując kompleksowe usługi zarządzania wizerunkiem.

 

Jak BOW24 wspiera moderowanie opinii?

Agencja BOW24 specjalizuje się w kompleksowej ochronie wizerunku online. Ich oferta moderowania opinii obejmuje m.in. monitorowanie wzmianek o marce na różnych platformach, w tym w zamkniętych grupach na mediach społecznościowych, dzięki czemu można wychwycić negatywne komentarze zanim przerodzą się w kryzys. Na uwagę zasługuje też możliwość usuwania fałszywych opinii poprzez zgłaszanie ich do administracji Google (kup opinie na Google, by jeszcze lepiej zadbać o markę), Facebooka czy serwisu ZnanyLekarz.

 

Moderowanie opinii to ważny aspekt zarządzania wizerunkiem w internecie. Szczególnie ważne okazuje się w sytuacjach kryzysowych – np. przy wprowadzaniu na rynek nowych produktów, w branżach o wysokiej konkurencji oraz na platformach, gdzie opinie bezpośrednio wpływają na sprzedaż. Dzięki profesjonalnemu wsparciu oferowanemu przez BOW24 firmy mogą chronić swoją reputację, budować zaufanie klientów i zwiększać widoczność w sieci.

Polityka znowu szkodzi złotemu – rynki nie lubią niepewności

Akcje i aktywa ryzykowne wzrosły w ubiegłym tygodniu wraz z dalszym nabieraniem przez inwestorów pewności, że najgorszego w kontekście ceł Trumpa uda się uniknąć. Złoty był jednak jedną z najgorzej radzących sobie walut emerging markets, do czego przyczyniły się informacje o wotum zaufania dla rządu.

Kluczowe punkty:

  • Entuzjazm inwestorów względem Polski nieco przygasł.
  • Dobry raport NFP wsparł w piątek USD.
  • Napięcie związane z USA i Chinami spada po rozmowie Trumpa i Xi.
  • EBC ponownie obniża stopy; sugeruje koniec cyklu.
  • Uwagę przyciągną raporty dotyczące rynku pracy i PKB w Wlk. Brytanii.

Dolar utrzymywał się w wąskich przedziałach względem pozostałych walut G10, ucierpiały waluty safe haven, jak jen japoński i frank szwajcarski, a inwestorzy szukali zwrotów w bardziej egzotycznych miejscach. Zyskały głównie waluty Ameryki Łacińskiej oraz państw basenu Oceanu Spokojnego, najsilniej real brazylijski i won koreański, dzięki krajowym wydarzeniom. Ostatecznie wydarzenia tygodnia (czerwcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i raport NFP z amerykańskiego rynku pracy) nie wywołały poruszenia i nie zmieniły istotnie podstawowej narracji: EBC nie obniży stóp procentowych znacznie poniżej 2%, zaś amerykańska gospodarka pozostaje odporna na chaos celny.

Największe obawy o wpływ ceł Trumpa na wzrost gospodarczy i zatrudnienie w USA wydają się już przemijać, powracamy więc do inflacji. Najważniejszy jest publikowany w środę (11.06) majowy raport z USA. Ekonomiści spodziewają się niewielkiego podbicia miary bazowej ze względu na wzrost cen importowych, niepewność jest jednak bardzo wysoka, brak bowiem historycznego odniesienia. Dużo będzie się działo w tym tygodniu w Wielkiej Brytanii – we wtorek (10.06) poznamy dane z rynku pracy, a w czwartek (12.06) miesięczną dynamikę PKB w kwietniu. Szereg wystąpień oficjeli EBC powinien rzucić nieco światła na wyraźnie jastrzębi zwrot banku podczas czerwcowego posiedzenia.

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu jedną z najgorzej radzących sobie walut rynków wschodzących – wygląda na to, że polityczna niepewność negatywnie rzutuje na sentyment inwestorów. Premier Tusk, którego pozycja po wyborach prezydenckich wydaje się osłabiona, przedstawił wniosek o wotum zaufania w środę (11.06). Powszechnie oczekuje się, że wotum zostanie uchwalone, polityczne zamieszanie nie jest jednak tym, co chcą widzieć inwestorzy.

Poza powyższym uwagę zwróciła również czerwcowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Jak oczekiwano, stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie, komentarze prezesa Adama Glapińskiego były jednak nieco bardziej jastrzębie niż wcześniej, co obniża prawdopodobieństwo cięcia w lipcu. Biorąc pod uwagę opublikowane w ostatnich tygodniach dane i reakcję Glapińskiego, nie będziemy zaskoczeni, jeśli do redukcji stóp dojdzie w dalszej części roku, na tym etapie nie wykluczamy jednak zupełnie cięcia w przyszłym miesiącu.

EUR

EBC w ubiegłym tygodniu zaskoczył nieco rynki, gdy prezeska Christine Lagarde powiedziała, że cykl cięć stóp procentowych zbliża się do końca. Prawdą jest, że przy stopach na poziomie 2% i inflacji zbliżonej do niego lub wyższej przestrzeń do dalszych obniżek wydaje się ograniczona. Niemniej bezpośredniość tego przekazu zaskoczyła inwestorów i pozwoliła euro odnotować niewielkie zyski.

Faktyczne dane gospodarcze wydają się utrzymywać w strefie euro na dobrym poziomie, za ich relatywną siłę widoczną w dynamice PKB w I kwartale i niemieckim eksporcie mogą jednak odpowiadać w dużej mierze ich opóźnienie i zniekształcenia związane z cłami. Ten tydzień powinien być dla euro spokojny, szykują się tylko odczyty drugorzędowe i przemówienia członków EBC. Uczestnicy rynku będą również śledzić rozmowy handlowe między USA i Chinami.

USD

Szereg niepewnie słabych danych z USA zakończył się w piątek dość dobrym, choć mieszanym raportem NFP (non-farm payrolls) za maj. Choć w wyniku rewizji w dół zniknęło niemal 100 tys. miejsc pracy w ostatnich miesiącach, ogólny obraz pasował do tego, jaki obserwujemy od jakiegoś czasu: kreacja miejsc pracy jest solidna, choć spada, i brak oznak stałych zwolnień. Zaskoczenie w górę płacami wzmocniło poczucie, że Rezerwa Federalna może pozwolić sobie na obserwowanie sytuacji bez podejmowania działań, i sprawiło, że rynki wyceniają obniżki stóp procentowych Fedu najwcześniej we wrześniu.

Amerykański rynek obligacji skarbowych ustabilizował się po kilku trudnych tygodniach, pozostaje jednak wrażliwy na wszelkiego rodzaju szoki. Mogłoby nim być choćby zaskoczenie w górę raportem inflacyjnym w tę środę (11.06). Będziemy również bardzo uważnie obserwować kolejną rundę rozmów między amerykańskimi i chińskimi przedstawicielami, która odbędzie się w Londynie w poniedziałkowe popołudnie (09.06). Inwestorzy będą mieli nadzieję, że ubiegłotygodniowa „bardzo dobra” rozmowa telefoniczna między Trumpem i Xi toruje drogę do kompromisu, znalezienia wspólnego gruntu i porozumienia, które doprowadzą ostatecznie do wprowadzenia niższych ceł.

GBP

Aprecjacja funta względem dolara i euro trwa. W ubiegłym tygodniu rewizje w górę majowych wskaźników PMI uprawomocniły jastrzębią postawę Banku Anglii. Perspektywa cięć została odsunięta co najmniej do jesieni. Członkowie rady są wciąż podzieleni w kwestii ścieżki stóp procentowych, większość z nich wydaje się jednak popierać ich utrzymanie, a prezes Andrew Bailey w zeszłym tygodniu ponownie podkreślił, że bank będzie podchodzić do obniżek „ostrożnie i stopniowo”.

Oczekuje się, że dane z rynku pracy (wtorek 10.06) pokażą ponownie wzrost płac o ponad 5%, czyli wystarczający, by wspierać konsumpcję mimo podwyższonej inflacji. Wyłączenie Wielkiej Brytanii z wysokich ceł USA na stal i aluminium oraz ocieplenie relacji między Wyspami i Unią Europejską potwierdzają, że kraj znajduje się w dość dobrym miejscu w obliczu reorganizacji globalnego handlu. Nasze nastawienie względem funta pozostaje pozytywne.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Stabilny rynek pracy w USA i Kanadzie. Indie z silniejszą obniżką stóp procentowych

Piątek był dniem odczytów z rynków pracy w Ameryce Północnej. Zarówno dane z USA, jak i Kanady były bliskie oczekiwań, z lekkimi, pozytywnymi niespodziankami. W tle Indie obniżyły stopę procentową z 6% na 5,5%.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Jak to zawsze bywa w przypadku odczytów z rynku pracy, piątkowe dane zza oceanu zapowiadały się na bardzo interesujące. W tym miesiącu jednak analitycy bardzo dobrze przewidzieli to, co się stanie. Spodziewali się bezrobocia na 4,2% i tyle właśnie zobaczyliśmy. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym miała wynosić 130 tysięcy etatów. Faktycznie utworzono 9 tysięcy więcej. W sektorze prywatnym różnica była większa – wobec oczekiwanych 120 tysięcy otrzymaliśmy 140 tysięcy. W tych danych jednak różnica 9 i 20 tysięcy to niemal trafienie w prognozę. To właśnie to było powodem tylko delikatnego umocnienia amerykańskiej waluty na rynku.

Dane z Kanady

Równolegle z danymi z amerykańskiego rynku pracy poznaliśmy te same z Kanady. Tam również obyło się bez rewolucji. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami wzrosło do poziomu 7%. Wbrew prognozom nie ubyło jednak 12 tysięcy miejsc pracy, a przybyło 8,8 tysiąca. W przypadku Kanady – ze względu na znacznie mniejszą ilość obywateli – taka różnica jest jednak znacznie istotniejsza niż dla USA. Jest też jeszcze jedna ważna i korzystna informacja dla tego kraju. Ubyło niemal 50 tysięcy miejsc pracy na część etatu, za to miejsca te z nawiązką przybyły na pełen etat. Dolar kanadyjski, podobnie jak amerykański, szedł po tych danych lekko w górę. Dobre dane o miejscach pracy okazały się bowiem istotniejsze niż wzrost stopy bezrobocia.

Indie tną stopy

W piątek w Indiach doszło do większej od przypuszczeń obniżki stóp procentowych. Rynek oczekiwał przejścia z 6% na 5,75%. Decyzja banku centralnego spowodowała jednak, że nowy poziom wynosi 5,5%. Kraj ten jest obecnie w dobrym miejscu do cięć. Po szczycie inflacji na poziomie 6,21% w październiku, w wyniku sześciu kolejnych spadkowych miesięcy jest na poziomie 3,16%. W rezultacie, nawet po silniejszej obniżce mamy obecnie realne stopy procentowe powyżej 2%. Pozostaje miejsce na dalsze cięcia. Trzeba jednak pamiętać, że tamtejsi decydenci są bardziej zachowawczy niż europejscy. W pandemii wskaźniki wynosiły 4%, a nie blisko 0% jak na Zachodzie. M.in. z tego też powodu inflacja w ciągu ostatniej dekady nie przekroczyła tam ani razu 8%. Z drugiej strony część analityków przewiduje, że obecny cykl obniżek może być dodatkowo wzmocniony przez ryzyko wojny handlowej prowadzonej przez USA. Indyjska rupia przyjęła piątkową decyzję naprawdę spokojnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

SYMFONIA w chmurze – zarządzaj firmą w nowoczesny sposób

W dobie cyfryzacji coraz więcej firm decyduje się na rozwiązania, które pozwalają działać elastycznie, bezpiecznie i efektywnie. Jednym z nich jest SYMFONIA w chmurze – system, który umożliwia zarządzanie biznesem z dowolnej lokalizacji, o każdej porze i na dowolnym urządzeniu. To nowoczesne podejście do prowadzenia firmy, które realnie ułatwia pracę i obniża koszty operacyjne.

Czym jest SYMFONIA online?

To chmurowa wersja znanego systemu ERP, która pozwala korzystać z funkcjonalności SYMFONIA bez potrzeby inwestowania we własną infrastrukturę IT. Dzięki usługom dostarczanym przez firmę Itmation, zyskujesz dostęp do bezpiecznego, stale aktualizowanego środowiska pracy, które działa na stabilnych serwerach, objętych stałym wsparciem technicznym.

Dlaczego warto przejść na SYMFONIA w chmurze?

? Dostęp z każdego miejsca i o każdej porze

Praca w trasie, zdalne zespoły, elastyczne godziny? Z SYMFONIA online masz nieprzerwany dostęp do danych i aplikacji niezależnie od miejsca i czasu. Wystarczy połączenie z internetem.

? Bezpieczeństwo danych

Twoje dane są chronione przed atakami hakerskimi, awariami sprzętu czy błędami użytkowników. SYMFONIA w chmurze wykorzystuje nowoczesne zabezpieczenia i sprawdzone narzędzia, które dbają o ciągłość działania i ochronę informacji.

? Pełna elastyczność

Zarządzasz licencjami użytkowników na bieżąco – dodajesz i usuwasz konta zgodnie z potrzebami firmy. Płacisz tylko za to, z czego rzeczywiście korzystasz.

⚙️ Błyskawiczne wdrożenie

Obawiasz się migracji do chmury? Niepotrzebnie. Eksperci Itmation zajmują się całym procesem, bez angażowania Twoich pracowników i przerywania codziennych obowiązków.

? Jasne koszty i niższe wydatki

Dzięki przejrzystemu modelowi abonamentowemu wiesz, ile zapłacisz za usługę każdego miesiąca. Co więcej, rezygnujesz z kosztów związanych z zakupem serwerów, ich utrzymaniem i obsługą specjalistów IT.

Już korzystasz z SYMFONIA? Przenieś ją do chmury

Masz klasyczną wersję SYMFONIA, ale chcesz pracować nowocześniej? Możesz łatwo przenieść swój system do chmury bez konieczności zakupu nowej licencji. Otrzymujesz dostęp do wydajnego środowiska, zdalnego wsparcia i gwarancji bezpieczeństwa danych. Eksperci Itmation przeprowadzą migrację szybko i bezproblemowo.

Dopiero zaczynasz? Zacznij od razu z SYMFONIA online

SYMFONIA w wersji online to zestaw modułów, które możesz wdrażać etapami, w zależności od potrzeb swojej firmy. Do dyspozycji masz m.in.:

  • prowadzenie księgowości (KPiR, ryczałt, deklaracje, UPO, amortyzacja),

  • kadry i płace (ewidencja czasu pracy, listy płac, urlopy),

  • automatyczny odczyt dokumentów (OCR),

  • wystawianie faktur,

  • integrację z innymi programami księgowymi.

Zarządzanie finansami firmy jeszcze nigdy nie było tak proste. Automatyzacja wielu procesów skraca czas realizacji zadań, minimalizuje ryzyko błędów i pozwala skupić się na tym, co naprawdę ważne – rozwoju biznesu.

Dlaczego Itmation?

To firma, która od lat specjalizuje się w chmurowym hostingu systemów ERP, takich jak SYMFONIA. Dysponuje nowoczesną infrastrukturą IT, stale rozwijaną i serwisowaną, a jej administratorzy są zawsze gotowi, by pomóc w razie problemów technicznych. Dzięki temu możesz mieć pewność, że Twoje środowisko pracy działa nieprzerwanie i bez zakłóceń.

Wybierz SYMFONIA w chmurze i rozwijaj swój biznes

Jeśli szukasz sposobu na usprawnienie działania firmy, SYMFONIA online to rozwiązanie dla Ciebie. Skontaktuj się z zespołem Itmation, by poznać dostępne warianty abonamentów i dobrać opcję dopasowaną do Twoich potrzeb. Zyskaj czas, bezpieczeństwo, niższe koszty i pełną kontrolę nad firmowymi operacjami – wszystko w jednym miejscu.

Karty dla Par w Praktyce – Jak Spędzić Wieczór we Dwoje z Grą Karcianą

W dobie nieustannego biegu, napiętych grafików i ekranów, które przykuwają nasz wzrok niemal przez cały dzień, trudno znaleźć chwilę tylko dla siebie i drugiej połówki. Na szczęście istnieje prosty, ale niezwykle skuteczny sposób na wspólne spędzenie czasu – karty dla par. To nie tylko forma rozrywki, ale także narzędzie do pogłębiania relacji, poznawania siebie i przełamywania codziennej rutyny.

Dlaczego warto sięgnąć po gry karciane dla 2 osób?

Wiele par szuka inspiracji na spędzenie wieczoru w niebanalny sposób. Kino? Oglądanie seriali? Kolacja? To wszystko brzmi dobrze, ale z czasem staje się przewidywalne. Gra dla par, szczególnie w formie kart, to doskonała alternatywa, która wnosi świeżość i interaktywność do związku.

Gry karciane dla dwojga to idealne połączenie zabawy i komunikacji. Pozwalają spojrzeć na partnera z nowej perspektywy, odkryć nieznane dotąd cechy, a czasem nawet odważyć się na szczere rozmowy, na które brakowało odwagi w codziennym biegu.

Jak wygląda wieczór z grą dla par?

Przede wszystkim warto zadbać o atmosferę. Świece, przekąski, cicha muzyka w tle – wszystko to stworzy intymną aurę. Następnie wybieramy odpowiedni zestaw kart dla par. W zależności od rodzaju gry, może to być lekka rozgrywka z pytaniami i wyzwaniami, gra oparta na poznawaniu siebie lub nieco bardziej pikantna wersja, podkręcająca atmosferę.

Na przykład:

  • Gra z pytaniami o wspomnienia i marzenia.
  • Gra z zadaniami wymagającymi współpracy lub kreatywności.
  • Gra z flirtującymi kartami do budowania napięcia i bliskości.

Kluczem jest dopasowanie typu gry do nastroju i oczekiwań obojga partnerów.

Gry dla par vs. gra na imprezę

Choć gry karciane dla 2 osób są tworzone z myślą o intymności i wzajemnym poznaniu, wiele z nich może świetnie sprawdzić się także jako gra na imprezę. Wystarczy wybrać wersję bardziej uniwersalną lub imprezową, by zaangażować większą liczbę uczestników. Gry na imprezę mogą bazować na losowych pytaniach, zabawnych wyzwaniach czy rywalizacji par – wszystko zależy od charakteru wydarzenia.

Korzyści z sięgnięcia po gry dla par:

  1. Wzmocnienie relacji – rozmowy, śmiech i wspólna zabawa zbliżają bardziej niż niejedna romantyczna kolacja.
  2. Poznawanie siebie – nawet po latach razem można dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.
  3. Odmiana rutyny – zamiast kolejnego wieczoru przed telewizorem, warto sięgnąć po talię kart.
  4. Elastyczność – jedna talia może służyć równie dobrze we dwoje, jak i w większym gronie.

Dlaczego Warto Postawić na Karty dla Par jako Pomysł na Wieczór We Dwoje?

Karty dla par to prosty, a zarazem genialny sposób na spędzenie czasu we dwoje. Bez potrzeby wychodzenia z domu, bez skomplikowanych przygotowań. Wystarczy talia kart, chęć do wspólnej zabawy i otwartość na nowe doświadczenia. Jeśli szukasz inspiracji na nadchodzący wieczór, gra dla par może okazać się strzałem w dziesiątkę. A kto wie, może stanie się waszym nowym rytuałem?

Polskie ciepłownictwo na zakręcie: sektor traci rentowność, a inwestycje są zbyt niskie

0

Do przeprowadzenia dekarbonizacji brakuje co najmniej 200 mld zł. Skuteczną transformację sektora umożliwi podjęcie działań strategicznych i regulacyjnych.

Polski sektor ciepłowniczy przechodzi obecnie okres transformacji i stoi przed szeregiem wyzwań. Wciąż odczuwalne są skutki wywołanego przez wojnę w Ukrainie, związanego z tym kryzysu energetycznego i skokowego wzrostu cen surowców. Na to nakładają się zobowiązania regulacyjne (w tym wysoki koszt emisji CO2) oraz zmniejszenie liczby odbiorców związane m.in. z przechodzeniem na indywidualne źródła ciepła. Plany dekarbonizacji wymagają natomiast olbrzymich inwestycji, które szacuje się na przedział od 200 do blisko 400 mld zł. Niezbędnym elementem do ich wprowadzenia są odpowiednie ramy legislacyjne, wynika z raportu EY „Ciepłownictwo systemowe w obliczu zmian”.

Polskie ciepło uzależnione od węgla

Miks energetyczny sektora ciepłowniczego oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko środowiskowy, ale także biznesowy. Szczególnym wyzwaniem jest ujemna rentowność, którą szczególnie dotknięte są przedsiębiorstwa wytwarzające ciepło w kogeneracji. Główne przyczyny to nieadekwatny system taryfowy oraz gwałtowny wzrost kosztów działalności, w tym cen energii i emisji CO2, jakich sektor doświadczył w ostatnich latach. Udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada, osiągając poziom 61% w 2023, najniższy od kiedy zaczęto go publikować. Chociaż udział OZE jednocześnie rośnie to pełna dekarbonizacja sektora, wymuszana regulacjami, będzie wymagać olbrzymich inwestycji, sięgających setek miliardów złotych.

Wielowymiarowa transformacja

Co szczególnie istotne, polski sektor ciepłowniczy od czasu kryzysu energetycznego zmaga się z ujemną rentownością na poziomie -22% (dane za 2023 rok). W największym stopniu wpływa na to ujemny wynik sektora przedsiębiorstw wytwarzających ciepło w kogeneracji (czyli wraz z energią elektryczną), którego rentowność wyniosła -38%. Na tę sytuację wpływ miał nieadekwatny do dynamicznych zmian system taryfowy i skokowy wzrost kosztów działalności.

Cena za 1 GJ w okresie 2021-2023 zwiększyła się o aż 120% (z 47,7 zł do 104,7 zł), a koszt emisji CO2 w latach 2020-2023 podniósł się ponad 6-krotnie (z 15 euro/t do 100 euro/t), co szczególnie uderzyło w oparty na węglu polski sektor ciepłowniczy. Dodatkowo branża zmaga się z coraz wyższymi cenami samych surowców – podczas gdy koszt węgla kamiennego w 2023 r. wzrósł 2,5-krotnie w stosunku do średniej, to koszty gazu zwiększyły się aż pięciokrotnie, a biomasa zanotowała czterokrotny skok w porównaniu ze średnimi poziomami z tego samego okresu.

Zwrot w kierunku bardziej ekologicznych rozwiązań sprawia, że udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada. W 2017 roku było to 74%, podczas gdy w 2023 wartość ta wyniosła już 61,2%. Wzrasta także udział odnawialnych źródeł energii (z 6,9% w 2013 do 14,4% w 2023). Według unijnej dyrektywy EED udział ten ma wynieść 100% w 2050 r. W chwili obecnej przygotowane analizy sugerują jednak, że pełna dekarbonizacja wiąże się z koniecznością olbrzymich inwestycji. Według szacunków Forum Energii jest to od 196 do 225 mld złotych, podczas gdy wyliczenia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju sugerują kwotę nawet dwa razy większą, bo 428 mld zł. Tymczasem wskaźnik płynności finansowej sektora wynosi obecnie 0,57. To z kolei może przełożyć się na duże problemy w uzyskaniu zewnętrznego finansowania. Potwierdza to praktyka rynkowa – w 2023 r., choć wartość inwestycji sięgnęła prawie 5 mld zł, mniej niż 30% z nich zostało sfinalizowanych ze źródeł zewnętrznych.

Miks energetyczny oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko ekologiczny, ale także biznesowy. Branża boryka się z wyzwaniem pozyskania setek miliardów złotych na transformację energetyczną przy jednoczesnych problemach z rentownością. Jest to też duże wyzwanie dla legislatorów przy określaniu taryf. Obecnie wciąż kontynuowany jest program zamrażania cen energii i ciepła, ale w najbliższym czasie konieczne jest stworzenie długofalowego rozwiązania, akceptowalnego dla producentów i odbiorców sektora ciepłowniczego. Wierzę, że transformacja sektora zostanie opracowana w sposób kompleksowy, aby umożliwić jego dekarbonizację i modernizację – mówi Dariusz Kryczka, Partner EY Law, Lider Centrum Kompetencyjnego Europejskiego Zielonego Ładu EY.

Ramy prawne nakładają na sektor nowe obowiązki

Krajowe ramy prawne dotyczące sektora ciepłowniczego pokazują kierunek dla transformacji tej branży w Polsce. Jednym z najważniejszych dokumentów w krajowych regulacjach jest „Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040), czyli zespół wytycznych dla przedsiębiorców, samorządów i obywateli w zakresie transformacji polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym. Założenia stawiają na rozwój kogeneracji, zwiększenie udziału OZE, wykorzystanie ciepła z odpadów, czy modernizacja systemu dystrybucji, w tym popularyzacja magazynów ciepła czy inteligentnych sieci przesyłowych (smart grids).

Polska implementuje też w tej kwestii regulacje unijne. Jednym z kluczowych dokumentów jest strategia „Fit for 55”, na której wnioskach opiera się inicjatywa REPowerEU i Heat Pump Action Plan. REPowerEU ma na celu odejście od rosyjskich paliw kopalnych i przechodzenie na odnawialne źródła energii, a HPAP – zwiększenie liczby instalacji pomp ciepła do poziomu 6 mln rocznie. W czerwcu 2024 r. Komisja Europejska przyjęła także rozporządzenie Net-Zero Industry Act, który ma usprawnić procedury i skrócić terminy wydawania pozwoleń na „projekty strategiczne”, którymi w wypadku branży ciepłowniczej są instalacje zeroemisyjne.

Natomiast od d 1 stycznia 2025 średnie obiekty energetycznego spalania (Medium Combustion Plants, MCP) o mocy powyżej 5 MW muszą dostosować się do nowych, rygorystycznych norm emisji. Warto dodać, że krajowy dokument, wyznaczający kierunek realizacji postanowień PEP2040 czy Fit for 55, czyli „Strategia dla ciepłownictwa do 2030 r. z perspektywą do 2040 r.”, wciąż jest opracowywany. Opiera się on z jednej strony na planach dotyczących rozwoju ciepłownictwa w Polsce, m.in. 85% efektywnych systemów ciepłowniczych do 2030 r., wzrost udziału OZE w całym sektorze do poziomu 28,4%, spadek emisji CO2 o co najmniej 34% oraz 1,5 mln nowych gospodarstw domowych przyłączonych do sieci, a z drugiej – wskazuje na konieczne zmiany, jak chociażby nowy system taryfowania czy wprowadzenie hierarchii źródeł ciepła.

Aby dostosować się do tych i innych regulacji, polska branża ciepłownicza musi przejść głęboką transformację. Pomóc w tym mają programy wsparcia, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim, takie jak utworzony w ramach EU ETS Fundusz Modernizacyjny, a w ramach niego program „OZE – źródło ciepła dla ciepłownictwa” o budżecie w wysokości 2 mld zł.

Ważnym źródłem finansowania sektora ciepłowniczego jest też LIFE Clean Energy Transition, czyli podprogram LIFE Programme for the Environment and Climate Action, z budżetem 1 mld euro przewidzianym do 2027. Jednym z największych jest natomiast Krajowy Plan Odbudowy (KPO), z którego Polska otrzyma w sumie 25,27 mld euro (108,6 mld zł) w postaci dotacji i 34,54 mld euro (148,5 mld zł) w formie preferencyjnych pożyczek. Zgodnie z celami UE znaczna część budżetu KPO jest przeznaczona na cele klimatyczne (44,96%), a więc m.in. na transformacje sektora energetycznego.

Potrzebujemy szeregu zmian w regulacjach nałożonych na sektor ciepłowniczy oraz skutecznego planu pozyskania finansowania umożliwiającego realizację ambitnych celów stawianych na poziomie krajowym i europejskim. Plany wspólnoty zbiegły się w czasie z kryzysem na rynku energetycznym, który szczególnie uderzył w oparty na węglu polski system ciepłowniczy. Dlatego potrzebujemy kompleksowego i przemyślanego planu transformacji energetycznej w Polsce, dającego firmom narzędzia do jego realizacji tak by zmaksymalizować korzyści dla odbiorców – komentuje Dariusz Kryczka.

Jak zorganizować udaną imprezę firmową w stolicy?

Imprezy firmowe pozwalają pracownikom budować relację, co jest równie istotne, jak przemyślane prowadzenie biznesu. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm organizuje takie wydarzenia. Można je połączyć ze świętowaniem dobrych wyników firmy lub po prostu potraktować jako imprezę integracyjną zespołu.

Niezależnie od skali wydarzenia, warto postawić na profesjonalny catering biznesowy. Dzięki temu organizatorzy mogą skupić się na innych sprawach, a o pyszne jedzenie oraz obsługę uczestników zadbają osoby, które mają w tym duże doświadczenie. Jeżeli planujesz w najbliższym czasie zorganizować imprezę firmową i szukasz sprawdzonego cateringu, koniecznie zapoznaj się z dalszą częścią artykułu. Znajdziesz tu krótkie omówienie najważniejszych zalet związanych z taką usługą oraz kilka sprawdzonych inspiracji.

Co warto wziąć pod uwagę, wybierając catering na imprezy firmowe?

Sprawny przebieg imprezy firmowej ma kluczowe znaczenie dla zadowolenia uczestników, w czym z pewnością pomoże nowoczesny catering Warszawa. Należy mieć na uwadze, że taka usługa może całkowicie odmienić atmosferę podczas imprezy, a nawet podnieść jej prestiż. Wybór cateringu powinien uwzględniać miejsce imprezy, jej charakter oraz oczekiwania związane z serwowanym jedzeniem.

W celu dokonania sprawnego wyboru najlepszej firmy cateringowej warto zastanowić się również nad takimi elementami, jak liczba gości, forma serwowania posiłków oraz potrzeby dietetyczne. Mając te informacje, można skontaktować się z firmą, która zapewni profesjonalny catering okolicznościowy idealnie odpowiadający potrzebom gości.

Dlaczego warto postawić na catering biznesowy?

Dzięki skorzystaniu z opcji cateringu, osoby odpowiedzialne za organizację imprezy firmowe mogą tak naprawdę całkowicie zapomnieć o sprawach związanych z jedzeniem, podawaniem posiłków, dostarczeniem ich na miejsce wydarzenia i wielu innych rzeczach. Jest to więc istotne ułatwienie, szczególnie że bardzo często lista spraw, którymi należy się zająć, jest naprawdę długa. Skoro więc można zasięgnąć pomocy profesjonalnej firmy cateringowej, to błędem byłoby z tego nie skorzystać. Daje to gwarancję wyjątkowego smaku serwowanych potraw i przekąsek oraz profesjonalnej obsługi podczas całego wydarzenia.

Jak wybrać idealny catering dla firm?

Chociaż czasami trzeba porównać kilka ofert, aby można było znaleźć najlepszy catering, zdecydowanie warto to zrobić. Dzięki niemu każde spotkanie biznesowe czy impreza firmowa będą dobrze wspominane przez uczestników. Znalezienie idealnej firmy od cateringu, która spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów, wymaga sprawdzenia referencji oraz doświadczenia w obsłudze podobnych wydarzeń. Należy również upewnić się, że firma zapewni sprawną logistykę, co oznacza punktualność i sprzęt oraz pracowników zajmujących się podawaniem jedzenia. Jeżeli nie chcesz ryzykować, czy wybrana firma cateringowa Warszawa sprosta Twoim oczekiwaniom, możesz skorzystać ze sprawdzonej oferty, która od lat zbiera doskonałe opinie.

Catering na imprezy firmowe Warszawa

Niezależnie więc od tego, czy zależy Ci na budowaniu wizerunku firmy, zintegrowaniu zespołu, czy innych celach, catering na imprezy firmowe Warszawa z pewnością pomoże w ich osiągnięciu. Profesjonalna firma cateringowa przygotuje eleganckie dania, zimne napoje i inne ustalone dodatki, dzięki czemu wydarzenia firmowe będą przebiegały w doskonałej atmosferze.

Pokolenie Z na rynku pracy: redefinicja kariery i nowych kompetencji

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Pracuj.pl, przedstawiciele pokolenia Z stawiają na umiejętności miękkie w budowaniu kariery zawodowej. Aż 54% respondentów z tej grupy uznaje takie kompetencje jak empatia, komunikatywność czy umiejętność pracy zespołowej za kluczowe w kontekście rozwoju zawodowego. Zaskakujący wniosek? Młodsza generacja wcale nie podąża za utartymi ścieżkami kariery, które do tej pory opierały się głównie na wykształceniu akademickim i wiedzy specjalistycznej. To pokolenie, które redefiniuje podejście do sukcesu zawodowego, stawiając na elastyczność, rozwój i umiejętność dostosowania się do zmieniającego się rynku pracy.

Umiejętności miękkie na wagę złota

Jak wynika z badania, umiejętności interpersonalne to niejedyna kompetencja, na którą kładzie nacisk pokolenie Z. 37% ankietowanych wskazuje na umiejętności specjalistyczne, a 35% uznaje znajomość języków obcych za kluczową. „Młodsza generacja nie boi się zmian, a ich umiejętność przystosowania się do dynamicznych warunków rynkowych staje się ich atutem. Kompetencje miękkie oraz umiejętności adaptacyjne, takie jak zdolność do pracy w zróżnicowanych zespołach czy komunikacja, stają się jeszcze istotniejsze niż formalne wykształcenie czy doświadczenie zawodowe” – mówi Dorota Pałysiewicz, podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w Brown-Forman Polska, odpowiedzialna za region Central and Eastern Europe.

Zmiana podejścia do kariery

Tradycyjne podejście do kariery zawodowej, oparte na formalnym wykształceniu i ścisłej specjalizacji, zmienia się. W przeszłości ukończenie renomowanej uczelni oraz doświadczenie w danej branży były fundamentami sukcesu zawodowego. Dziś to elastyczność i umiejętność szybkiej adaptacji do zmieniającego się rynku pracy stają się kluczowe. W tym kontekście miękkie kompetencje, takie jak zarządzanie relacjami, rozwiązywanie problemów czy efektywna komunikacja, zyskują na znaczeniu.

Wskazówki dla pracodawców? Jak zauważa Pałysiewicz, „pracodawcy powinni zwracać uwagę na postawy kandydatów, którzy potrafią myśleć poza utartymi schematami, wykazują inicjatywę w pracy zespołowej oraz skutecznie komunikują się w różnorodnych zespołach.’’ Ekspert podkreśla, że to właśnie te cechy młodszej generacji mogą przyczynić się do stworzenia bardziej innowacyjnych i elastycznych zespołów w organizacjach.

Globalizacja i umiejętność autoprezentacji

Również w kontekście globalizacji zmieniają się oczekiwania młodych pracowników. 35% osób w wieku 18-24 lata uważa, że znajomość języków obcych jest niezbędna, podczas gdy wśród osób w wieku 55-65 lat tylko 19% podziela to zdanie. To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma globalizacja oraz możliwość rozwoju zawodowego poza granicami kraju.

Pokolenie Z wyróżnia także większe znaczenie autoprezentacji. Aż 18% młodych przedstawicieli tej generacji uznaje ją za istotną w budowaniu kariery. Dla porównania, tylko 11% pracowników w wieku 55-65 lat podziela to zdanie. Wskazuje to na rosnące znaczenie personal branding, nie tylko w kontekście poszukiwania pracy, ale również w budowaniu sieci kontaktów zawodowych. Stałą częścią polityki personalnej w firmie Brown-Forman jest zachęcanie pracowników, także tych wchodzących na rynek pracy, do korzystania ze nauki przez doświadczenie, uczenie się od innych oraz korzystanie z dostępnych szkoleń, także w obszarach dotyczących prezentowania siebie i swoich doświadczeń.

Pokolenie Z charakteryzuje się również bardziej pragmatycznym podejściem do kariery niż starsi pracownicy. „Młodsze pokolenie nie boi się zmieniać ścieżek zawodowych. Są elastyczni i otwarci na różne możliwości, nie trzymają się sztywnych schematów,” zauważają eksperci. Dla nich kluczowe jest zdobywanie doświadczenia w różnych rolach, a niekoniecznie podążanie za tradycyjną hierarchią kariery.

Zmieniające się podejście do kariery przez pokolenie Z ma kluczowe znaczenie dla przyszłości rynku pracy. Firmy, które będą w stanie dostosować swoje strategie rekrutacyjne do nowych oczekiwań młodych pracowników, zyskają elastyczne, innowacyjne zespoły, które skutecznie odnajdą się w dynamicznym środowisku biznesowym. Umiejętności miękkie, adaptacyjność oraz globalne spojrzenie na rozwój zawodowy stanowią fundamenty kariery młodych pokoleń. Pracodawcy, którzy zrozumieją te zmiany i zaadoptują je do swoich strategii zarządzania talentami, będą w stanie stworzyć organizacje przyszłości – bardziej elastyczne, innowacyjne i otwarte na zmiany.

Obniżka stóp EBC szansą dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych

0

Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych przez Europejski Bank Centralny to długo wyczekiwany impuls zarówno dla Europy, jak i polskiego rynku nieruchomości komercyjnych. Niższe koszty finansowania zwiększają atrakcyjność nieruchomości jako klasy aktywów oraz potencjalnych stóp zwrotu, co powinno przełożyć się na większą płynność i wzrost liczby transakcji. W pierwszym kwartale 2025 roku wartość transakcji wzrosła o 72% rok do roku, a liczba sfinalizowanych umów osiągnęła najwyższy poziom od dwóch lat, co świadczy o powrocie zaufania inwestorów i stopniowej stabilizacji rynku.

Warto jednak podkreślić, że pełny efekt obniżek stóp będzie widoczny w kolejnych kwartałach. Już teraz obserwujemy napływ zarówno kapitału zagranicznego, jak i krajowego, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. Szczególnie atrakcyjne pozostają segmenty magazynów, logistyki, PRS (mieszkania na wynajem) i data-center, które mogą liczyć na dalsze ożywienie. Z kolei biura i handel wymagają większej elastyczności w wycenach oraz wdrażania nowych strategii zarządzania aktywami, aby utrzymać konkurencyjność w zmieniającym się otoczeniu.

Autor: Mark Richardson, Head of Investment, Savills 

Podatek od nadmiarowych zysków banków? ZBP: to uderzy w całą gospodarkę

Związek Banków Polskich stanowczo sprzeciwia się pomysłowi wprowadzenia nowego podatku od tzw. nadmiarowych zysków w sektorze bankowym. Prezes ZBP, dr Tadeusz Białek, ocenia propozycję jako „wysoce nietrafioną” i ostrzega, że jej realizacja może zagrozić stabilności finansowania polskiej gospodarki.

„Banki to krwiobieg gospodarki”

Można oczywiście nałożyć kolejne podatki, ale z czego będziemy finansować gospodarkę, jeśli nie będziemy mieć kapitałów? – pyta retorycznie prezes ZBP. – Gospodarka bez banków nie może funkcjonować – dodaje.

Jak zaznacza Białek, w warunkach spadających stóp procentowych i rosnącego popytu na kredyty hipoteczne i inwestycyjne, banki powinny mieć możliwość wspierania rozwoju gospodarczego, a nie być obciążane kolejnymi daninami fiskalnymi.

Największy płatnik podatków w Polsce

ZBP podkreśla, że banki już teraz w ogromnym stopniu zasilają budżet państwa. W 2023 roku:

  • sektor bankowy wpłacił 13,5 mld zł podatku CIT, co stanowiło 25% całkowitych wpływów z CIT,
  • prawie 6 mld zł wyniosły wpływy z tytułu podatku bankowego,
  • dodatkowo banki przekazały 1,5 mld zł z PIT i 3,5 mld zł w formie dywidend.

Nie ma drugiego sektora w Polsce, który w takim stopniu wspierałby państwo – mówi dr Białek.

Państwowy udział i pomoc w finansowaniu długu publicznego

Prezes ZBP przypomina także, że ponad 50% sektora bankowego pozostaje pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą Skarbu Państwa. Zarówno Minister Aktywów Państwowych, jak i Minister Finansów mają być przeciwni pomysłowi nowego podatku – dostrzegając, jak duży wkład banki już teraz wnoszą do budżetu.

Warto również podkreślić, że banki w Polsce odgrywają kluczową rolę w obsłudze długu publicznego. Ponad 36% ich aktywów stanowią obligacje skarbowe i papiery dłużne instytucji publicznych, takich jak PFR i BGK. Dla porównania, kredyty stanowią obecnie tylko 33% aktywów sektora – co jest ewenementem nie tylko w skali UE, ale i świata.

Zamiast obciążeń – wsparcie dla rozwoju

ZBP przekonuje, że obciążenie sektora bankowego dodatkowymi podatkami w momencie, gdy gospodarka potrzebuje taniego i szeroko dostępnego finansowania, byłoby działaniem krótkowzrocznym i populistycznym.

Dajcie nam państwo finansować gospodarkę. Czas skończyć z traktowaniem banków jak chłopców do bicia – apeluje prezes Związku Banków Polskich.

Wnioski? Pomysł podatku od nadmiarowych zysków banków spotkał się z ostrą krytyką nie tylko ze strony branży, ale także – jak sugeruje ZBP – z grona samego rządu. Zamiast dodatkowego fiskalnego obciążania sektora, eksperci apelują o stworzenie warunków sprzyjających inwestycjom i stabilnemu rozwojowi gospodarczemu.