Polskie ciepłownictwo na zakręcie: sektor traci rentowność, a inwestycje są zbyt niskie

0

Do przeprowadzenia dekarbonizacji brakuje co najmniej 200 mld zł. Skuteczną transformację sektora umożliwi podjęcie działań strategicznych i regulacyjnych.

Polski sektor ciepłowniczy przechodzi obecnie okres transformacji i stoi przed szeregiem wyzwań. Wciąż odczuwalne są skutki wywołanego przez wojnę w Ukrainie, związanego z tym kryzysu energetycznego i skokowego wzrostu cen surowców. Na to nakładają się zobowiązania regulacyjne (w tym wysoki koszt emisji CO2) oraz zmniejszenie liczby odbiorców związane m.in. z przechodzeniem na indywidualne źródła ciepła. Plany dekarbonizacji wymagają natomiast olbrzymich inwestycji, które szacuje się na przedział od 200 do blisko 400 mld zł. Niezbędnym elementem do ich wprowadzenia są odpowiednie ramy legislacyjne, wynika z raportu EY „Ciepłownictwo systemowe w obliczu zmian”.

Polskie ciepło uzależnione od węgla

Miks energetyczny sektora ciepłowniczego oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko środowiskowy, ale także biznesowy. Szczególnym wyzwaniem jest ujemna rentowność, którą szczególnie dotknięte są przedsiębiorstwa wytwarzające ciepło w kogeneracji. Główne przyczyny to nieadekwatny system taryfowy oraz gwałtowny wzrost kosztów działalności, w tym cen energii i emisji CO2, jakich sektor doświadczył w ostatnich latach. Udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada, osiągając poziom 61% w 2023, najniższy od kiedy zaczęto go publikować. Chociaż udział OZE jednocześnie rośnie to pełna dekarbonizacja sektora, wymuszana regulacjami, będzie wymagać olbrzymich inwestycji, sięgających setek miliardów złotych.

Wielowymiarowa transformacja

Co szczególnie istotne, polski sektor ciepłowniczy od czasu kryzysu energetycznego zmaga się z ujemną rentownością na poziomie -22% (dane za 2023 rok). W największym stopniu wpływa na to ujemny wynik sektora przedsiębiorstw wytwarzających ciepło w kogeneracji (czyli wraz z energią elektryczną), którego rentowność wyniosła -38%. Na tę sytuację wpływ miał nieadekwatny do dynamicznych zmian system taryfowy i skokowy wzrost kosztów działalności.

Cena za 1 GJ w okresie 2021-2023 zwiększyła się o aż 120% (z 47,7 zł do 104,7 zł), a koszt emisji CO2 w latach 2020-2023 podniósł się ponad 6-krotnie (z 15 euro/t do 100 euro/t), co szczególnie uderzyło w oparty na węglu polski sektor ciepłowniczy. Dodatkowo branża zmaga się z coraz wyższymi cenami samych surowców – podczas gdy koszt węgla kamiennego w 2023 r. wzrósł 2,5-krotnie w stosunku do średniej, to koszty gazu zwiększyły się aż pięciokrotnie, a biomasa zanotowała czterokrotny skok w porównaniu ze średnimi poziomami z tego samego okresu.

Zwrot w kierunku bardziej ekologicznych rozwiązań sprawia, że udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada. W 2017 roku było to 74%, podczas gdy w 2023 wartość ta wyniosła już 61,2%. Wzrasta także udział odnawialnych źródeł energii (z 6,9% w 2013 do 14,4% w 2023). Według unijnej dyrektywy EED udział ten ma wynieść 100% w 2050 r. W chwili obecnej przygotowane analizy sugerują jednak, że pełna dekarbonizacja wiąże się z koniecznością olbrzymich inwestycji. Według szacunków Forum Energii jest to od 196 do 225 mld złotych, podczas gdy wyliczenia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju sugerują kwotę nawet dwa razy większą, bo 428 mld zł. Tymczasem wskaźnik płynności finansowej sektora wynosi obecnie 0,57. To z kolei może przełożyć się na duże problemy w uzyskaniu zewnętrznego finansowania. Potwierdza to praktyka rynkowa – w 2023 r., choć wartość inwestycji sięgnęła prawie 5 mld zł, mniej niż 30% z nich zostało sfinalizowanych ze źródeł zewnętrznych.

Miks energetyczny oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko ekologiczny, ale także biznesowy. Branża boryka się z wyzwaniem pozyskania setek miliardów złotych na transformację energetyczną przy jednoczesnych problemach z rentownością. Jest to też duże wyzwanie dla legislatorów przy określaniu taryf. Obecnie wciąż kontynuowany jest program zamrażania cen energii i ciepła, ale w najbliższym czasie konieczne jest stworzenie długofalowego rozwiązania, akceptowalnego dla producentów i odbiorców sektora ciepłowniczego. Wierzę, że transformacja sektora zostanie opracowana w sposób kompleksowy, aby umożliwić jego dekarbonizację i modernizację – mówi Dariusz Kryczka, Partner EY Law, Lider Centrum Kompetencyjnego Europejskiego Zielonego Ładu EY.

Ramy prawne nakładają na sektor nowe obowiązki

Krajowe ramy prawne dotyczące sektora ciepłowniczego pokazują kierunek dla transformacji tej branży w Polsce. Jednym z najważniejszych dokumentów w krajowych regulacjach jest „Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040), czyli zespół wytycznych dla przedsiębiorców, samorządów i obywateli w zakresie transformacji polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym. Założenia stawiają na rozwój kogeneracji, zwiększenie udziału OZE, wykorzystanie ciepła z odpadów, czy modernizacja systemu dystrybucji, w tym popularyzacja magazynów ciepła czy inteligentnych sieci przesyłowych (smart grids).

Polska implementuje też w tej kwestii regulacje unijne. Jednym z kluczowych dokumentów jest strategia „Fit for 55”, na której wnioskach opiera się inicjatywa REPowerEU i Heat Pump Action Plan. REPowerEU ma na celu odejście od rosyjskich paliw kopalnych i przechodzenie na odnawialne źródła energii, a HPAP – zwiększenie liczby instalacji pomp ciepła do poziomu 6 mln rocznie. W czerwcu 2024 r. Komisja Europejska przyjęła także rozporządzenie Net-Zero Industry Act, który ma usprawnić procedury i skrócić terminy wydawania pozwoleń na „projekty strategiczne”, którymi w wypadku branży ciepłowniczej są instalacje zeroemisyjne.

Natomiast od d 1 stycznia 2025 średnie obiekty energetycznego spalania (Medium Combustion Plants, MCP) o mocy powyżej 5 MW muszą dostosować się do nowych, rygorystycznych norm emisji. Warto dodać, że krajowy dokument, wyznaczający kierunek realizacji postanowień PEP2040 czy Fit for 55, czyli „Strategia dla ciepłownictwa do 2030 r. z perspektywą do 2040 r.”, wciąż jest opracowywany. Opiera się on z jednej strony na planach dotyczących rozwoju ciepłownictwa w Polsce, m.in. 85% efektywnych systemów ciepłowniczych do 2030 r., wzrost udziału OZE w całym sektorze do poziomu 28,4%, spadek emisji CO2 o co najmniej 34% oraz 1,5 mln nowych gospodarstw domowych przyłączonych do sieci, a z drugiej – wskazuje na konieczne zmiany, jak chociażby nowy system taryfowania czy wprowadzenie hierarchii źródeł ciepła.

Aby dostosować się do tych i innych regulacji, polska branża ciepłownicza musi przejść głęboką transformację. Pomóc w tym mają programy wsparcia, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim, takie jak utworzony w ramach EU ETS Fundusz Modernizacyjny, a w ramach niego program „OZE – źródło ciepła dla ciepłownictwa” o budżecie w wysokości 2 mld zł.

Ważnym źródłem finansowania sektora ciepłowniczego jest też LIFE Clean Energy Transition, czyli podprogram LIFE Programme for the Environment and Climate Action, z budżetem 1 mld euro przewidzianym do 2027. Jednym z największych jest natomiast Krajowy Plan Odbudowy (KPO), z którego Polska otrzyma w sumie 25,27 mld euro (108,6 mld zł) w postaci dotacji i 34,54 mld euro (148,5 mld zł) w formie preferencyjnych pożyczek. Zgodnie z celami UE znaczna część budżetu KPO jest przeznaczona na cele klimatyczne (44,96%), a więc m.in. na transformacje sektora energetycznego.

Potrzebujemy szeregu zmian w regulacjach nałożonych na sektor ciepłowniczy oraz skutecznego planu pozyskania finansowania umożliwiającego realizację ambitnych celów stawianych na poziomie krajowym i europejskim. Plany wspólnoty zbiegły się w czasie z kryzysem na rynku energetycznym, który szczególnie uderzył w oparty na węglu polski system ciepłowniczy. Dlatego potrzebujemy kompleksowego i przemyślanego planu transformacji energetycznej w Polsce, dającego firmom narzędzia do jego realizacji tak by zmaksymalizować korzyści dla odbiorców – komentuje Dariusz Kryczka.

Jak zorganizować udaną imprezę firmową w stolicy?

Imprezy firmowe pozwalają pracownikom budować relację, co jest równie istotne, jak przemyślane prowadzenie biznesu. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm organizuje takie wydarzenia. Można je połączyć ze świętowaniem dobrych wyników firmy lub po prostu potraktować jako imprezę integracyjną zespołu.

Niezależnie od skali wydarzenia, warto postawić na profesjonalny catering biznesowy. Dzięki temu organizatorzy mogą skupić się na innych sprawach, a o pyszne jedzenie oraz obsługę uczestników zadbają osoby, które mają w tym duże doświadczenie. Jeżeli planujesz w najbliższym czasie zorganizować imprezę firmową i szukasz sprawdzonego cateringu, koniecznie zapoznaj się z dalszą częścią artykułu. Znajdziesz tu krótkie omówienie najważniejszych zalet związanych z taką usługą oraz kilka sprawdzonych inspiracji.

Co warto wziąć pod uwagę, wybierając catering na imprezy firmowe?

Sprawny przebieg imprezy firmowej ma kluczowe znaczenie dla zadowolenia uczestników, w czym z pewnością pomoże nowoczesny catering Warszawa. Należy mieć na uwadze, że taka usługa może całkowicie odmienić atmosferę podczas imprezy, a nawet podnieść jej prestiż. Wybór cateringu powinien uwzględniać miejsce imprezy, jej charakter oraz oczekiwania związane z serwowanym jedzeniem.

W celu dokonania sprawnego wyboru najlepszej firmy cateringowej warto zastanowić się również nad takimi elementami, jak liczba gości, forma serwowania posiłków oraz potrzeby dietetyczne. Mając te informacje, można skontaktować się z firmą, która zapewni profesjonalny catering okolicznościowy idealnie odpowiadający potrzebom gości.

Dlaczego warto postawić na catering biznesowy?

Dzięki skorzystaniu z opcji cateringu, osoby odpowiedzialne za organizację imprezy firmowe mogą tak naprawdę całkowicie zapomnieć o sprawach związanych z jedzeniem, podawaniem posiłków, dostarczeniem ich na miejsce wydarzenia i wielu innych rzeczach. Jest to więc istotne ułatwienie, szczególnie że bardzo często lista spraw, którymi należy się zająć, jest naprawdę długa. Skoro więc można zasięgnąć pomocy profesjonalnej firmy cateringowej, to błędem byłoby z tego nie skorzystać. Daje to gwarancję wyjątkowego smaku serwowanych potraw i przekąsek oraz profesjonalnej obsługi podczas całego wydarzenia.

Jak wybrać idealny catering dla firm?

Chociaż czasami trzeba porównać kilka ofert, aby można było znaleźć najlepszy catering, zdecydowanie warto to zrobić. Dzięki niemu każde spotkanie biznesowe czy impreza firmowa będą dobrze wspominane przez uczestników. Znalezienie idealnej firmy od cateringu, która spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów, wymaga sprawdzenia referencji oraz doświadczenia w obsłudze podobnych wydarzeń. Należy również upewnić się, że firma zapewni sprawną logistykę, co oznacza punktualność i sprzęt oraz pracowników zajmujących się podawaniem jedzenia. Jeżeli nie chcesz ryzykować, czy wybrana firma cateringowa Warszawa sprosta Twoim oczekiwaniom, możesz skorzystać ze sprawdzonej oferty, która od lat zbiera doskonałe opinie.

Catering na imprezy firmowe Warszawa

Niezależnie więc od tego, czy zależy Ci na budowaniu wizerunku firmy, zintegrowaniu zespołu, czy innych celach, catering na imprezy firmowe Warszawa z pewnością pomoże w ich osiągnięciu. Profesjonalna firma cateringowa przygotuje eleganckie dania, zimne napoje i inne ustalone dodatki, dzięki czemu wydarzenia firmowe będą przebiegały w doskonałej atmosferze.

Pokolenie Z na rynku pracy: redefinicja kariery i nowych kompetencji

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Pracuj.pl, przedstawiciele pokolenia Z stawiają na umiejętności miękkie w budowaniu kariery zawodowej. Aż 54% respondentów z tej grupy uznaje takie kompetencje jak empatia, komunikatywność czy umiejętność pracy zespołowej za kluczowe w kontekście rozwoju zawodowego. Zaskakujący wniosek? Młodsza generacja wcale nie podąża za utartymi ścieżkami kariery, które do tej pory opierały się głównie na wykształceniu akademickim i wiedzy specjalistycznej. To pokolenie, które redefiniuje podejście do sukcesu zawodowego, stawiając na elastyczność, rozwój i umiejętność dostosowania się do zmieniającego się rynku pracy.

Umiejętności miękkie na wagę złota

Jak wynika z badania, umiejętności interpersonalne to niejedyna kompetencja, na którą kładzie nacisk pokolenie Z. 37% ankietowanych wskazuje na umiejętności specjalistyczne, a 35% uznaje znajomość języków obcych za kluczową. „Młodsza generacja nie boi się zmian, a ich umiejętność przystosowania się do dynamicznych warunków rynkowych staje się ich atutem. Kompetencje miękkie oraz umiejętności adaptacyjne, takie jak zdolność do pracy w zróżnicowanych zespołach czy komunikacja, stają się jeszcze istotniejsze niż formalne wykształcenie czy doświadczenie zawodowe” – mówi Dorota Pałysiewicz, podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w Brown-Forman Polska, odpowiedzialna za region Central and Eastern Europe.

Zmiana podejścia do kariery

Tradycyjne podejście do kariery zawodowej, oparte na formalnym wykształceniu i ścisłej specjalizacji, zmienia się. W przeszłości ukończenie renomowanej uczelni oraz doświadczenie w danej branży były fundamentami sukcesu zawodowego. Dziś to elastyczność i umiejętność szybkiej adaptacji do zmieniającego się rynku pracy stają się kluczowe. W tym kontekście miękkie kompetencje, takie jak zarządzanie relacjami, rozwiązywanie problemów czy efektywna komunikacja, zyskują na znaczeniu.

Wskazówki dla pracodawców? Jak zauważa Pałysiewicz, „pracodawcy powinni zwracać uwagę na postawy kandydatów, którzy potrafią myśleć poza utartymi schematami, wykazują inicjatywę w pracy zespołowej oraz skutecznie komunikują się w różnorodnych zespołach.’’ Ekspert podkreśla, że to właśnie te cechy młodszej generacji mogą przyczynić się do stworzenia bardziej innowacyjnych i elastycznych zespołów w organizacjach.

Globalizacja i umiejętność autoprezentacji

Również w kontekście globalizacji zmieniają się oczekiwania młodych pracowników. 35% osób w wieku 18-24 lata uważa, że znajomość języków obcych jest niezbędna, podczas gdy wśród osób w wieku 55-65 lat tylko 19% podziela to zdanie. To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma globalizacja oraz możliwość rozwoju zawodowego poza granicami kraju.

Pokolenie Z wyróżnia także większe znaczenie autoprezentacji. Aż 18% młodych przedstawicieli tej generacji uznaje ją za istotną w budowaniu kariery. Dla porównania, tylko 11% pracowników w wieku 55-65 lat podziela to zdanie. Wskazuje to na rosnące znaczenie personal branding, nie tylko w kontekście poszukiwania pracy, ale również w budowaniu sieci kontaktów zawodowych. Stałą częścią polityki personalnej w firmie Brown-Forman jest zachęcanie pracowników, także tych wchodzących na rynek pracy, do korzystania ze nauki przez doświadczenie, uczenie się od innych oraz korzystanie z dostępnych szkoleń, także w obszarach dotyczących prezentowania siebie i swoich doświadczeń.

Pokolenie Z charakteryzuje się również bardziej pragmatycznym podejściem do kariery niż starsi pracownicy. „Młodsze pokolenie nie boi się zmieniać ścieżek zawodowych. Są elastyczni i otwarci na różne możliwości, nie trzymają się sztywnych schematów,” zauważają eksperci. Dla nich kluczowe jest zdobywanie doświadczenia w różnych rolach, a niekoniecznie podążanie za tradycyjną hierarchią kariery.

Zmieniające się podejście do kariery przez pokolenie Z ma kluczowe znaczenie dla przyszłości rynku pracy. Firmy, które będą w stanie dostosować swoje strategie rekrutacyjne do nowych oczekiwań młodych pracowników, zyskają elastyczne, innowacyjne zespoły, które skutecznie odnajdą się w dynamicznym środowisku biznesowym. Umiejętności miękkie, adaptacyjność oraz globalne spojrzenie na rozwój zawodowy stanowią fundamenty kariery młodych pokoleń. Pracodawcy, którzy zrozumieją te zmiany i zaadoptują je do swoich strategii zarządzania talentami, będą w stanie stworzyć organizacje przyszłości – bardziej elastyczne, innowacyjne i otwarte na zmiany.

Obniżka stóp EBC szansą dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych

0

Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych przez Europejski Bank Centralny to długo wyczekiwany impuls zarówno dla Europy, jak i polskiego rynku nieruchomości komercyjnych. Niższe koszty finansowania zwiększają atrakcyjność nieruchomości jako klasy aktywów oraz potencjalnych stóp zwrotu, co powinno przełożyć się na większą płynność i wzrost liczby transakcji. W pierwszym kwartale 2025 roku wartość transakcji wzrosła o 72% rok do roku, a liczba sfinalizowanych umów osiągnęła najwyższy poziom od dwóch lat, co świadczy o powrocie zaufania inwestorów i stopniowej stabilizacji rynku.

Warto jednak podkreślić, że pełny efekt obniżek stóp będzie widoczny w kolejnych kwartałach. Już teraz obserwujemy napływ zarówno kapitału zagranicznego, jak i krajowego, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. Szczególnie atrakcyjne pozostają segmenty magazynów, logistyki, PRS (mieszkania na wynajem) i data-center, które mogą liczyć na dalsze ożywienie. Z kolei biura i handel wymagają większej elastyczności w wycenach oraz wdrażania nowych strategii zarządzania aktywami, aby utrzymać konkurencyjność w zmieniającym się otoczeniu.

Autor: Mark Richardson, Head of Investment, Savills 

Podatek od nadmiarowych zysków banków? ZBP: to uderzy w całą gospodarkę

Związek Banków Polskich stanowczo sprzeciwia się pomysłowi wprowadzenia nowego podatku od tzw. nadmiarowych zysków w sektorze bankowym. Prezes ZBP, dr Tadeusz Białek, ocenia propozycję jako „wysoce nietrafioną” i ostrzega, że jej realizacja może zagrozić stabilności finansowania polskiej gospodarki.

„Banki to krwiobieg gospodarki”

Można oczywiście nałożyć kolejne podatki, ale z czego będziemy finansować gospodarkę, jeśli nie będziemy mieć kapitałów? – pyta retorycznie prezes ZBP. – Gospodarka bez banków nie może funkcjonować – dodaje.

Jak zaznacza Białek, w warunkach spadających stóp procentowych i rosnącego popytu na kredyty hipoteczne i inwestycyjne, banki powinny mieć możliwość wspierania rozwoju gospodarczego, a nie być obciążane kolejnymi daninami fiskalnymi.

Największy płatnik podatków w Polsce

ZBP podkreśla, że banki już teraz w ogromnym stopniu zasilają budżet państwa. W 2023 roku:

  • sektor bankowy wpłacił 13,5 mld zł podatku CIT, co stanowiło 25% całkowitych wpływów z CIT,
  • prawie 6 mld zł wyniosły wpływy z tytułu podatku bankowego,
  • dodatkowo banki przekazały 1,5 mld zł z PIT i 3,5 mld zł w formie dywidend.

Nie ma drugiego sektora w Polsce, który w takim stopniu wspierałby państwo – mówi dr Białek.

Państwowy udział i pomoc w finansowaniu długu publicznego

Prezes ZBP przypomina także, że ponad 50% sektora bankowego pozostaje pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą Skarbu Państwa. Zarówno Minister Aktywów Państwowych, jak i Minister Finansów mają być przeciwni pomysłowi nowego podatku – dostrzegając, jak duży wkład banki już teraz wnoszą do budżetu.

Warto również podkreślić, że banki w Polsce odgrywają kluczową rolę w obsłudze długu publicznego. Ponad 36% ich aktywów stanowią obligacje skarbowe i papiery dłużne instytucji publicznych, takich jak PFR i BGK. Dla porównania, kredyty stanowią obecnie tylko 33% aktywów sektora – co jest ewenementem nie tylko w skali UE, ale i świata.

Zamiast obciążeń – wsparcie dla rozwoju

ZBP przekonuje, że obciążenie sektora bankowego dodatkowymi podatkami w momencie, gdy gospodarka potrzebuje taniego i szeroko dostępnego finansowania, byłoby działaniem krótkowzrocznym i populistycznym.

Dajcie nam państwo finansować gospodarkę. Czas skończyć z traktowaniem banków jak chłopców do bicia – apeluje prezes Związku Banków Polskich.

Wnioski? Pomysł podatku od nadmiarowych zysków banków spotkał się z ostrą krytyką nie tylko ze strony branży, ale także – jak sugeruje ZBP – z grona samego rządu. Zamiast dodatkowego fiskalnego obciążania sektora, eksperci apelują o stworzenie warunków sprzyjających inwestycjom i stabilnemu rozwojowi gospodarczemu.

Michael / Ström uruchamia własne TFI

Michael / Ström Dom Maklerski otworzył własne Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych. Michael / Ström TFI ma koncentrować się na inwestycjach w szeroki wachlarz instrumentów dłużnych – od obligacji skarbowych, przez korporacyjne, po emisje prywatne, zarówno z Polski, jak i z rynków zagranicznych. To naturalna kontynuacja i rozwinięcie dotychczasowego modelu działalności spółki, który stawia na stabilność, specjalistyczną wiedzę i efektywne zarządzanie ryzykiem.

Strategiczny krok w rozwoju instytucji finansowej

Nowe TFI jest kluczowym elementem długoterminowej strategii Michael / Ström, zakładającej rozwój instytucji finansowej wyspecjalizowanej w rynku papierów dłużnych i kompleksowej obsłudze inwestorów. Jak podkreśla Michał Ząbczyński, prezes domu maklerskiego, dzięki rozbudowanej sieci sprzedaży i unikalnym kompetencjom firma ma szansę wyróżnić się wśród niezależnych TFI działających w Polsce.

W skład oferty Michael / Ström TFI wejdą znane już fundusze zamknięte inwestycyjne (FIZ-y), takie jak:

  • Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ,
  • Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych 2 FIZ,
  • Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ.

W planach są także nowe fundusze, które mają odpowiedzieć na zmieniające się potrzeby inwestorów i warunki rynkowe.

Doświadczony zarząd i zespół specjalistów

Na czele nowo utworzonego TFI stanął Grzegorz Chłopek – menedżer z ponad 30-letnim doświadczeniem w branży finansowej, znany m.in. z długoletniej pracy w Nationale-Nederlanden PTE (w tym jako prezes) oraz z zarządu PKO TFI, gdzie odpowiadał za ofertę produktową, sprzedaż i marketing. Jego bogata wiedza i znajomość rynku kapitałowego mają zapewnić silne przywództwo i dalszy rozwój spółki.

Michael / Ström posiada unikatowe kompetencje w zakresie rynku długu. Cieszę się, że mogę dołączyć do zespołu, który nie tylko zna rynek, ale potrafi też skutecznie zarządzać ryzykiem i wykorzystywać pojawiające się okazje inwestycyjne – powiedział Grzegorz Chłopek.

Stanowisko wiceprezesa objął Jakub Domagalski, który wcześniej zasiadał w zarządzie Superfund TFI. Domagalski wnosi do organizacji blisko 20 lat doświadczenia w zarządzaniu ryzykiem, kontrolingu i planowaniu finansowym.

W skład zespołu zarządzających portfelami funduszy weszli także:

  • Bartosz Wałecki – związany z Michael / Ström od 4 lat,
  • Tomasz Wronka – pracujący w firmie od ponad 3 lat.

Silna pozycja i dynamiczny rozwój

Michael / Ström Dom Maklerski dysponuje obecnie aktywami na rachunkach klientów o wartości ponad 4 mld zł, z czego ponad 600 mln zł znajduje się w bezpośrednim zarządzaniu. Celem na najbliższy rok jest przekroczenie 1 mld zł aktywów zarządzanych.

Firma konsekwentnie rozwija swoją obecność w kraju – w ostatnim roku otworzyła trzy nowe oddziały: w Bydgoszczy, Toruniu i Rzeszowie. Łącznie w Polsce działa już 12 punktów obsługi klienta, w których pracuje niemal 50 doradców inwestycyjnych.

Dla kogo oferta Michael / Ström TFI?

Nowa oferta TFI skierowana jest głównie do zamożnych inwestorów prywatnych oraz instytucjonalnych, którzy szukają rozwiązań o niższym profilu ryzyka i oczekują powtarzalnych stóp zwrotu. Towarzystwo zamierza wykorzystywać dogłębną analizę fundamentalną, wiedzę ekspercką i doświadczenie zdobyte przez dekadę funkcjonowania domu maklerskiego na rynku obligacji.

Rynek pracy w USA traci impet. Czy raport NFP zaskoczy?

Tradycyjnie w pierwszy piątek miesiąca rynki finansowe kierują uwagę na raport z amerykańskiego rynku pracy. Konsensus agencji Bloomberg zakłada, że w maju gospodarka USA utworzyła 126 tys. nowych miejsc pracy – wyraźnie mniej niż w poprzednich dwóch miesiącach, ale wynik ten byłby zbliżony do średniej z ostatnich 12 miesięcy. Choć sugeruje to pewne osłabienie dynamiki zatrudnienia, nie oznacza jeszcze załamania.

Dane opublikowane przed raportem NFP dają mieszany obraz. Opublikowane we wtorek dane z badania JOLTS wykazały niespodziewany wzrost liczby wakatów w kwietniu, co jest pozytywnym sygnałem, biorąc pod uwagę, że dane te zbierane są na koniec miesiąca – a więc mają wpływ na kolejne tygodnie. Wskaźnik zatrudnienia również wzrósł do 3,5 proc., co stanowi najlepszy wynik od września ubiegłego roku. Mimo to, w porównaniu do niskiego poziomu bezrobocia, wskaźnik ten nadal jest dość niski, co może oznaczać ostrożność firm w zatrudnianiu. Podobne wnioski płyną z analizy wskaźnika zwolnień, który utrzymuje się na poziomie 2,1 proc. i nie wykazuje dalszych spadków. Oznacza to, że osoby zatrudnione niechętnie zmieniają pracę, mając świadomość, że nowe oferty zatrudnienia mogą być ograniczone.

Z kolei dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych sugerują wyraźniejsze osłabienie. W tygodniu zakończonym 31 maja liczba nowych wniosków wzrosła do 247 tys., co stanowi najwyższy poziom od października 2024 r. Średnia z czterech tygodni również wzrosła – do 235 tys., co również jest najwyższym wynikiem od października ubiegłego roku. Liczba wniosków była tym samym o 8 proc. wyższa niż w analogicznym tygodniu rok wcześniej. To wyraźne przyspieszenie w stosunku do średniorocznego wzrostu na poziomie około 4,5 proc. Dodatkowo, z ostatniego badania Conference Board wynika, że konsumenci coraz częściej odczuwają pogorszenie sytuacji na rynku pracy – trudniej jest znaleźć nową pracę, a liczba dostępnych wakatów spada.

Wnioski płynące z tych danych są ostrożnie pesymistyczne – rynek pracy nie załamuje się, ale wyraźnie wytraca impet. Jeśli dane o liczbie nowych miejsc pracy będą zgodne z oczekiwaniami lub nieznacznie niższe, prawdopodobnie nie wywołają silniejszej reakcji na rynku walutowym – zwłaszcza na parze EUR/USD. Zaskoczenie w górę mogłoby jednak krótkoterminowo umocnić dolara. Z kolei do jego osłabienia doszłoby raczej tylko w przypadku wyraźnie słabszych danych – istotnie poniżej prognoz.

Jak zawsze, oprócz samej liczby nowych miejsc pracy, inwestorzy zwrócą szczególną uwagę na stopę bezrobocia (prognozowaną bez zmian na poziomie 4,2 proc.) oraz dynamikę płac godzinowych. Jeśli te dane nie zaskoczą, to właśnie liczba nowo utworzonych miejsc pracy zdecyduje o interpretacji całego raportu.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Debiut Green Lanes na NewConnect zaplanowany na 16 czerwca

16 czerwca 2025 r. Green Lanes S.A., producent ekologicznych materiałów budowlanych, oficjalnie zadebiutuje na rynku NewConnect. Spółka oparta na autorskiej technologii przetwarzania roślin jednorocznych – takich jak len czy konopie włókniste – intensyfikuje przygotowania do uruchomienia przemysłowej produkcji swojego kluczowego materiału: tarcicy Strumber®.

Nowoczesny zakład w Tarnawatce, którego budowa trwa, ma umożliwić firmie osiągnięcie pełnej zdolności produkcyjnej oraz zapewnić powtarzalne przychody. Pierwszy etap rozruchu przewidziany jest na koniec 2025 roku.

Nowy etap rozwoju: produkcja na skalę przemysłową

Jak podkreśla Piotr Pietras, współzałożyciel i prezes zarządu Green Lanes S.A., debiut giełdowy to symboliczny moment w rozwoju firmy – zakończenie jednej fazy wzrostu i początek kolejnej. – „Równolegle z wejściem na NewConnect intensyfikujemy prace związane z montażem linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce. Niedawno zakończyliśmy rozładunek kluczowego sprzętu i rozpoczynamy jego instalację” – mówi Pietras.

Zakład produkcyjny ma zostać uruchomiony w I połowie 2026 roku. W pierwszej fazie jego moce produkcyjne sięgną ok. 3 tys. m³ rocznie. Docelowo firma planuje osiągnięcie zdolności wytwórczych na poziomie 10 tys. m³, a po pozytywnej walidacji rynkowej produktu – dalszą ekspansję.

Finansowanie i realizacja inwestycji

Na budowę zakładu w Tarnawatce przeznaczone zostały środki z emisji akcji serii C, przeprowadzonej pod koniec 2024 roku. Pozyskano wówczas około 12,5 mln zł brutto. W I kwartale bieżącego roku Green Lanes odebrał linię produkcyjną, która obejmuje zarówno moduły przygotowujące surowiec, jak i główny ciąg technologiczny.

Transport maszyn z gdańskiego portu do Tarnawatki zrealizowano w maju, a proces montażu rozpocznie się w czerwcu. Pełne uruchomienie produkcji planowane jest na IV kwartał 2025 r.

Strumber® – ekologiczna alternatywa dla drewna

Green Lanes stworzył materiał Strumber® jako odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na zrównoważone, trwałe i estetyczne rozwiązania budowlane. Tarcica ta produkowana jest z włókien roślin jednorocznych – alternatywy dla drewna litego – i może być wykorzystywana m.in. w meblarstwie, wykończeniach wnętrz, stolarce otworowej czy podłogach.

Strumber® wyróżnia się odpornością na uszkodzenia mechaniczne i może być konfigurowany zgodnie z wymaganiami klienta, co czyni go atrakcyjnym materiałem dla projektantów i producentów mebli.

Zainteresowanie ze strony branży i projektantów

Spółka odnotowuje duże zainteresowanie produktem zarówno w kraju, jak i za granicą. – „Docieramy z naszym materiałem do odbiorców od Mediolanu po Osakę. Chcemy być obecni tam, gdzie spotyka się świat designu, innowacji i odpowiedzialnej produkcji” – zaznacza Piotr Pietras.

Strumber® został zaprezentowany m.in. podczas Milan Design Week 2025 w ramach Isola Design Festival. Tam premierę miała kolekcja mebli ReHemptation wykonana z wariantu Strumber® Flax (na bazie lnu), zaprojektowana przez Husarska Design Studio. Produkt spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem, co umocniło pozycję spółki jako innowatora na rynku ekologicznych materiałów.

Obecność na międzynarodowej scenie

Materiał Green Lanes został także wyróżniony w polskim pawilonie EXPO 2025 w Osace, gdzie jest prezentowany w ramach wystawy „Zielone Technologie – Plantacja Idei”. EXPO potrwa do 13 października 2025 roku i przyciągnie miliony odwiedzających z całego świata.

Spółka planuje także aktywny udział w krajowych wydarzeniach branżowych. W czerwcu zaprezentuje się na targach FurnitechExpo w Warszawie, a we wrześniu na Dremie w Poznaniu. Będą to okazje do dalszego budowania rozpoznawalności marki i poszerzenia sieci partnerów handlowych.

Przyszłość pod znakiem wzrostu

– „Uruchomienie zakładu pozwoli nam generować stałe przychody i osiągnąć pierwsze zyski. To kluczowy krok na drodze do długofalowego budowania wartości dla Akcjonariuszy” – mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel i wiceprezes zarządu Green Lanes S.A.

Debiut spółki na rynku NewConnect, planowany na 16 czerwca, stanowi kolejny etap w historii dynamicznie rozwijającej się firmy. Ambicje Green Lanes wykraczają poza polski rynek – to marka, która chce na trwałe zaistnieć w światowym sektorze zielonych technologii.

Leżak plażowy z nadrukiem – spraw, by logo Twojej firmy błyszczało z PrintX Group

Planując letnią kampanię marketingową, coraz więcej marek szuka sposobu, by wyróżnić się na przepełnionych plażach i eventach plenerowych. Właśnie dlatego leżak plażowy z nadrukiem stał się jednym z najbardziej pożądanych gadżetów sezonu. Połączenie praktycznego wykorzystania, komfortu wypoczynku i dużej powierzchni reklamowej sprawia, że leżak z logo firmy przyciąga wzrok skuteczniej niż klasyczne, jednorazowe ulotki.

PrintX Group – producent artykułów reklamowych z wieloletnim doświadczeniem – doskonale rozumie te potrzeby. Jako leżaki producent stawia na kompleksową obsługę: od projektu graficznego, przez dobór tkanin odpornych na promieniowanie UV, aż po precyzyjne wykończenie drewnianej konstrukcji. Dzięki temu każda partia opuszczająca nasz zakład spełnia rygorystyczne normy jakości, a jednocześnie zachwyca żywymi barwami nadruku.

Dlaczego leżaki reklamowe są tak skuteczne?

  1. Mobilność. W kilka sekund złożysz je do kompaktowych wymiarów i przeniesiesz w dowolne miejsce, zmieniając każdy fragment plaży w strefę promującą Twoją markę.

  2. Ergonomia. Solidne bukowe drewno i trzystopniowa regulacja oparcia gwarantują wygodę, dzięki której odbiorca będzie kojarzył Twoje logo z miłym odpoczynkiem.

  3. Trwałość. Wykorzystujemy druk sublimacyjny, który nie blaknie nawet po długim kontakcie ze słońcem i słoną wodą, więc Twoje przesłanie pozostaje czytelne przez wiele sezonów.

W ofercie PrintX Group znajdują się leżaki reklamowe z logo dedykowane zarówno dużym kampaniom, jak i zamówieniom butikowym. Niezależnie od nakładu zapewniamy wsparcie naszych grafików, którzy pomogą wkomponować hasło oraz identyfikację wizualną w projekt tak, by pozostawić maksymalny efekt „wow”. Jeśli potrzebujesz jeszcze większej personalizacji, proponujemy leżaki reklamowe z nadrukiem w technologii full-print – od krawędzi do krawędzi, bez kompromisów.

Coraz popularniejsze są również leżaki z logo przeznaczone do biur, showroomów czy stref chill-out na targach. Ich obecność natychmiast łamie formalny charakter przestrzeni, budując atmosferę otwartości i relaksu. Co ważne, nasze leżaki z nadrukiem wyposażone są w wymienne poszycia, dzięki czemu możesz zmieniać przekaz w zależności od sezonu lub konkretnej akcji promocyjnej, nie inwestując w nową konstrukcję.

Jeśli marzysz o projekcie, który odda ducha Twojej marki w 100 %, wybierz leżaki z własnym logo. Zespół PrintX Group doradzi Ci w wyborze najlepszej tkaniny. Sprawdź ofertę leżaków reklamowych https://printxgroup.pl/produkty/lezaki-reklamowe/ z logo.

Klienci PrintX Group doceniają także przejrzystą wycenę. Cena jednostkowa maleje wraz z wielkością zamówienia, a kalkulacja obejmuje wszystko – od projektu graficznego po pakowanie w kartony z indywidualnym nadrukiem. Dzięki temu już przy zamówieniu kilkudziesięciu sztuk leżaki reklamowe generują koszt niższy niż standardowe kampanie online w przeliczeniu na tysiąc kontaktów. Co ważne, kontakt ten jest namacalny: Twoje logo towarzyszy odbiorcy przez długie godziny, a nie miga na ekranie przez sekundę, budując trwalszą relację z marką.

Jako producent leżaków plażowych wiemy, że czas to pieniądz, dlatego proces realizacji – od akceptacji wizualizacji do wysyłki – zamykamy zwykle w ciągu siedmiu dni roboczych. Oferujemy także magazynowanie gotowych produktów prosto na wydarzenia sponsorowane przez Twoją markę.

Leżak plażowy z nadrukiem to inwestycja, która pracuje dla Ciebie przez cały sezon, a często znacznie dłużej. Angażuje zmysły, buduje pozytywne skojarzenia i staje się naturalnym tłem zdjęć wrzucanych do mediów społecznościowych. Jeśli chcesz, aby Twoje leżaki reklamowe z logo stały się ulubionym rekwizytem letnich wspomnień Twoich klientów, zaufaj PrintX Group. Skontaktuj się z nami już dziś, a wspólnie stworzymy mobilną strefę relaksu, która zamieni plażę w planszę reklamową Twojego sukcesu.

Flagi reklamowe – efektywne narzędzie promocji w każdej przestrzeni

Flagi reklamowe – efektywne narzędzie promocji w każdej przestrzeni

Flagi reklamowe to jedno z najskuteczniejszych rozwiązań do przyciągania uwagi w przestrzeni publicznej. Dzięki swojej prostocie i efektowności skutecznie wyróżniają markę na tle konkurencji, zarówno w trakcie wydarzeń, jak i na stałe przy siedzibach firm. Ich duża powierzchnia reklamowa oraz dynamiczny ruch na wietrze sprawiają, że stają się doskonałym rozwiązaniem do promocji na różnych eventach, festiwalach, targach, czy innych imprezach publicznych. Flagi reklamowe to mobilne narzędzie, które można łatwo transportować i montować. Są także bardzo trwałe – materiał użyty do ich produkcji jest odporny na zmienne warunki pogodowe, co czyni je idealnym wyborem na różnorodne wydarzenia zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

Jakie typy flag reklamowych możemy wybrać?

Flagi reklamowe dostępne są w różnych typach, które różnią się między sobą konstrukcją, materiałem, a także przeznaczeniem. W zależności od potrzeby można zdecydować się na flagi o prostszej konstrukcji, idealne do użytku na krótkoterminowych eventach, bądź na bardziej zaawansowane flagi, które sprawdzą się w trudniejszych warunkach atmosferycznych.

Flagi Standard: to popularny wybór, który doskonale sprawdza się na krótkoterminowych wydarzeniach, takich jak promocje, targi czy festiwale. Te lekkie flagi wykonane z aluminium są łatwe do montażu i demontażu, co czyni je wygodnymi w użyciu. Dodatkowo materiał flagi jest odporny na promieniowanie UV, co zapewnia długowieczność grafiki. Flagi Standard są dostępne w różnych kształtach i rozmiarach, dzięki czemu można je dostosować do różnorodnych potrzeb i przestrzeni.

Flagi Pro: to bardziej zaawansowane rozwiązanie, stworzone z myślą o długotrwałym użytkowaniu w trudniejszych warunkach. Wyposażone w solidne maszty, często wykonane z włókna szklanego, są odporne na silne wiatry oraz inne zmienne warunki pogodowe. Flagi Pro doskonale sprawdzają się na długoterminowych kampaniach reklamowych, gdzie wymagania dotyczące wytrzymałości są wyższe. Flagi te charakteryzują się także wyjątkową odpornością na blaknięcie, dzięki czemu grafika pozostaje wyrazista przez długi czas.

Gdzie i jak wykorzystywać flagi reklamowe?

Flagi reklamowe to niezwykle wszechstronne narzędzie, które znajduje swoje zastosowanie w różnych przestrzeniach – zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Doskonale sprawdzają się na eventach, targach, imprezach plenerowych oraz jako stała forma reklamy przy biurach, sklepach i innych punktach sprzedaży. Dzięki dynamicznemu ruchowi na wietrze przyciągają uwagę przechodniów i zwiększają widoczność reklamy. Flagi mogą również stanowić część identyfikacji wizualnej firmy, co daje możliwość promowania marki w sposób efektywny i wyróżniający się w tłumie.

Windery reklamowe – mobilne rozwiązanie do promocji

Windery reklamowe to doskonała alternatywa dla tradycyjnych flag, oferując mobilność oraz prostotę montażu. Ich konstrukcja umożliwia szybki montaż i demontaż, co sprawia, że są idealne na eventy, targi i festiwale. Windery charakteryzują się dynamiczną formą, która na wietrze przyciąga wzrok, co zwiększa skuteczność reklamy. Ich konstrukcja jest odporna na zmienne warunki atmosferyczne, co czyni je uniwersalnym rozwiązaniem zarówno do stosowania na zewnątrz, jak i w zamkniętych przestrzeniach.

Personalizacja flag i winderów reklamowych

Personalizacja flag reklamowych to kluczowy element skutecznej promocji. Możliwość zaprojektowania flagi, która będzie odpowiadać indywidualnym potrzebom firmy, daje duże możliwości w zakresie przekazu reklamowego. Dzięki personalizacji flagi mogą odzwierciedlać charakter marki i jej wartości. Firmy mogą wybierać kształt, rozmiar, kolor oraz nadruk na flagach, co pozwala na pełne dopasowanie do specyfiki działalności. Dodatkowo personalizowane flagi i windery to doskonały sposób na promocję specjalnych ofert, wydarzeń czy produktów.

Korzyści z wykorzystania flag reklamowych

Flagi reklamowe to inwestycja, która szybko się zwraca. Ich dużą zaletą jest mobilność, łatwość montażu i demontażu, co sprawia, że są idealnym rozwiązaniem na różne wydarzenia. Flagi mogą być wykorzystywane przez długi czas, co czyni je efektywnym i ekonomicznym rozwiązaniem do promocji marki. Dzięki różnym rodzajom flag oraz możliwości pełnej personalizacji, firmy mogą w prosty sposób wyróżnić się na tle konkurencji. Dzięki dynamicznemu ruchowi na wietrze, flagi zyskują dodatkową efektywność, przyciągając wzrok przechodniów z większej odległości.

Flagi reklamowe to jedno z najbardziej efektywnych narzędzi marketingowych, które pozwalają na skuteczne przyciąganie uwagi i promowanie marki. Dzięki różnorodnym typom flag, personalizacji i łatwości montażu, mogą być stosowane w wielu różnych kontekstach – na wydarzeniach, przy sklepach, biurach, a także w przestrzeniach publicznych. Flagi są także długoterminową inwestycją, która nie tylko przyciąga uwagę, ale również wzmacnia wizerunek marki i jej rozpoznawalność. To narzędzie, które łączy funkcjonalność, mobilność i estetykę, umożliwiając firmom skuteczną promocję.

Glapiński gra na przeczekanie, EBC obniża stopy procentowe, USA poprawiają bilans

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami tnie stopy procentowe. Wyraźny spadek deficytu handlowego USA dzięki chaotycznej polityce celnej. Konferencja prasowa NBP przygotowuje grunt pod lipcową decyzję.

EBC nie zaskakuje rynków

Zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa została wczoraj obniżona z 2,25% na 2%. W komunikacie nie przedstawiono w sumie nic zaskakującego. To, że inflacja znajduje się bardzo blisko celu, to przecież wiemy. Pojawił się tam również banał o postępowaniu zgodnie z danymi, które będą napływać. Co to znaczy? Być może mamy właśnie koniec cyklu obniżek, tak jak przewidywano. Jest jednak otwarta furtka, która jest tym bardziej prawdopodobna, z uwagi na to, że nowa prognoza inflacji jest niższa o 0,3% – zarówno dla 2025, jak i 2026 roku. Nie zabrakło oczywiście fragmentu o wyjątkowej niepewności. Mowa o potencjalnej wojnie handlowej z USA. To właśnie strach przed eskalacją taryf celnych powoduje, że przedsiębiorcy mniej chętnie inwestują. To z kolei przekłada się na wolniejszy wzrost PKB i więcej przestrzeni na dalsze cięcia stóp. Jak reagują rynki? Oczekiwano 0,25% w dół. Otrzymano 0,25% w dół. Podczas konferencji było widać podniesioną zmienność, ale wszystko wróciło do normy szybko.

Dane z USA

Pomiędzy decyzją o obniżce stóp procentowych a konferencją prasową, mieliśmy dane z USA. Głównym odczytem były dane o bilansie handlu zagranicznego. Po trzech rekordowych miesiącach kwiecień okazał się dużo lepszy, tak jak oczekiwano. Należy oczywiście wziąć pod uwagę, że nie wynika to z poprawy konkurencyjności gospodarki, tylko z taryf celnych. Jednak w krótkim okresie takie działania są finansowane z portfeli konsumentów, którzy kupują droższe dobra. W długim okresie możliwe jest przeniesienie produkcji. Tutaj jednak na przeszkodzie niestety stoi niestabilność warunków gry. Przedsiębiorcy boją się budować fabryk, widząc jak często stawki celne ulegają zmianom. Obecny deficyt jest najniższy od września 2023 roku.

Konferencja prezesa NBP

Konferencje profesora Adama Glapińskiego mają swoją specyficzną dynamikę, odróżniającą je od tych jego odpowiedników z Zachodu. Zaczęło się od informacji, że chociaż inflacja się obniża i pozostaje poniżej celu NBP, to Rada uznała, iż nie należy zmieniać stóp procentowych. W komunikacie wskazano na przyspieszające tempo wzrostu PKB oraz wciąż dość wysoką dynamikę płac, jako czynniki działające potencjalnie proinflacyjnie. Równocześnie zaznaczono, że inflacja może zejść w tym roku do 3%. Pojawił się temat cen energii i korzystnych warunków na rynku surowcowym. Zwrócono też uwagę na wysoki deficyt budżetowy oraz ryzyko przekroczenia poziomu 60% zadłużenia w relacji do PKB. Konferencja wyglądała trochę jak przygotowanie gruntu pod decyzję o braku zmian w lipcu. Świadczą o tym odwołania do cen energii z IV kwartału oraz projektu budżetu, które zazwyczaj nie są znane z takim wyprzedzeniem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na dane z rynku pracy. O 14:30 zaprezentowane zostaną odczyty zarówno z USA, jak i Kanady.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

90% specjalistów w Polsce chce krótszego tygodnia pracy, ale nie mniejszych zarobków

90 proc. profesjonalistów chce pracować w modelu czterodniowego tygodnia pracy, o ile nie wpłynie to na ich zarobki.

Jak wynika z raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”, większość specjalistów i menedżerów uważa, że Polska jest gotowa na zainicjowanie zmian prowadzących do skrócenia wymiaru czasu pracy. Takiego zdania jest 55 proc. respondentów, natomiast przeciwnego – 25 proc.

  • 10 proc. profesjonalistów posiada doświadczenie pracy w modelu czterodniowego tygodnia pracy, a 79 proc. z nich ocenia je pozytywnie.
  • Jako największe korzyści skróconego tygodnia pracy specjaliści wskazują więcej czasu wolnego (83 proc.) oraz poprawę ogólnej satysfakcji z życia (79 proc.). Jako największe zagrożenia – obniżenie wynagrodzenia (51 proc.) oraz pracę w nadgodzinach (41 proc.).
  • Zdaniem respondentów najbardziej atrakcyjnym rozwiązaniem do przetestowania w zapowiedzianym programie pilotażowym jest redukcja liczby dni pracy w tygodniu (68 proc.).

Temat czterodniowego tygodnia pracy od lat przewija się w debacie dotyczącej przyszłości rynku pracy. Za każdym razem budzi wiele emocji, gromadząc entuzjastycznych zwolenników oraz zaciekłych przeciwników. Jest to w pełni zrozumiałe. Zarówno dla pracowników, pracodawców, jak i polskiej gospodarki niezaprzeczalnie byłaby to zmiana rewolucyjna.

Czy Polska jest gotowa na skracanie wymiaru czasu pracy?

Badanie Hays Poland przeprowadzone wśród polskich specjalistów i menedżerów w maju 2025 r. wykazało, że chociaż zdania są podzielone, to większość uważa, że Polska jest gotowa na skracanie wymiaru czasu pracy. Odpowiedzi „zdecydowanie tak” udzieliło 28 proc. respondentów, natomiast „raczej tak” – 27 proc.

Czy uważasz, że Polska jest gotowa na skrócenie standardowego wymiaru czasu pracy?

28% Zdecydowanie tak
27% Raczej tak
20% Trudno powiedzieć
14% Raczej nie
11% Zdecydowanie nie

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Idea skracania tygodnia pracy jest ważna i potrzebna. Negatywne trendy demograficzne, automatyzacja oraz rozwój AI sprawiają, że teraz jest odpowiedni czas na testowanie rozwiązań dopasowanych do przyszłości rynku pracy. Uważam jednak, że jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy gotowi na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy. Aby było to możliwe, potrzeba określenia konkretnych ram funkcjonowania takiego modelu, odpowiedniego zasobu technologicznego oraz większej dojrzałości po stronie pracowników i pracodawców – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director CEE – Talent Location Strategy w Hays.

Profesjonaliści są za, ale równocześnie mają obawy

Komentarze respondentów badania odzwierciedlają podobny sentyment. Chociaż optymiści wyraźnie przeważają nad pesymistami, to ci drudzy stanowią aż ¼ respondentów badania. Gotowość Polski do skrócenia czasu pracy najczęściej jest argumentowana pozytywnymi doświadczeniami osobistymi oraz innych państw, dynamiczną transformacją cyfrową oraz siłą polskiej gospodarki. Osoby przeciwnego zdania zazwyczaj argumentują je niewystarczającą produktywnością pracy, ryzykiem ograniczenia konkurencyjności oraz… słabością polskiej gospodarki.

Podczas gdy optymiści sugerują, że nasza gospodarka jest rozwinięta, więc powinna wybiegać w przyszłość, pesymiści argumentują, że Polska wciąż jest krajem „na dorobku” i nie może sobie pozwolić na skracanie czasu pracy.

W świadomości polskiego społeczeństwa zakiełkowało przekonanie, że Polska jest gotowa na obranie takiego kierunku. Częściowo jest to uzasadnione – pracujemy efektywniej, posiadamy zautomatyzowane narzędzia pracy, jesteśmy świadomi potrzeb związanych z dobrostanem psychicznym. Jednak cztery lata temu, kiedy realizowaliśmy poprzednią edycję badania, ta koncepcja wydawała się bliższa niż obecnie. W 2021 nastroje rynkowe były bardzo pozytywne. Teraz funkcjonujemy w zupełnie innym kontekście gospodarczym. Zarówno firmy, jak i pracownicy potrzebują większego poczucia bezpieczeństwa, co sprawia, że tak rewolucyjne zmiany mogą budzić więcej obaw – argumentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays.

W porównaniu z 2021 r. zmalał entuzjazm do pracy w czterodniowym tygodniu pracy

Możliwe, że to właśnie większa niepewność profesjonalistów wobec kondycji rynku pracy sprawia, że ich otwartość na pracę w modelu czterodniowego tygodnia jest mniejsza niż w poprzedniej edycji badania Hays. W modelu zakładającym pracę 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, z zachowaniem pełnego wynagrodzenia chciałoby pracować 90 proc. respondentów. To o 6 pkt proc. mniej niż w roku 2021. Wciąż jednak zdecydowana większość, bo aż 91 proc. respondentów, uznałoby ofertę umożliwiającą pracę w tym modelu za bardziej atrakcyjną od takiej, która tego nie przewiduje.

Nieco inaczej oceniane zostały pozostałe modele. W tym zakładającym skrócenie liczby dni pracujących kosztem wydłużenia dnia pracy do 10 godzin chciałoby pracować 46 proc. respondentów badania Hays (o 6 pkt proc. mniej niż w 2021 r.). Najmniejszym zainteresowaniem cieszy się model 4 dni po 8 godzin, lecz z 80% dotychczasowego wynagrodzenia. Pracować w ten sposób chciałoby zaledwie 16 proc. profesjonalistów (o 3 pkt proc. mniej niż w poprzedniej edycji badania).

Czy chciałbyś/ chciałabyś pracować w modelu 4-dniowego tygodnia pracy?

  Model 1: 4 dni w tygodniu, 8h dziennie, 100% wynagrodzenia Model 2: 4 dni w tygodniu, 10h dziennie, 100% wynagrodzenia Model 3: 4 dni w tygodniu, 8h dziennie, 80% wynagrodzenia
Zdecydowanie tak 77% 15% 2%
Tak 8% 12% 3%
Raczej tak 5% 19% 11%
Trudno powiedzieć 2% 9% 7%
Raczej nie 2% 15% 18%
Nie 1% 8% 17%
Zdecydowanie nie 5% 22% 42%

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Krótszy tydzień pracy zwycięża nad krótszym dniem pracy i zwiększeniem urlopu

Według wstępnych zapowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, nadchodzący program pilotażowy ma na celu przetestowanie trzech rozwiązań: redukcję liczby dni pracy w tygodniu, skrócenie dnia pracy oraz przyznanie dodatkowych dni urlopu.  Respondenci badania Hays Poland zapytani o to, które z powyższych rozwiązań jest dla nich najbardziej atrakcyjne, w zdecydowanej większości wskazują na redukcję dni pracy w tygodniu.

Które z rozwiązań uwzględnionych w pilotażu jest dla Ciebie najbardziej atrakcyjne?

68% Redukcja liczby dni pracy w tygodniu
17% Skrócenie dnia pracy
15% Przyznanie dodatkowych dni urlopu

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Eksperci Hays Poland podkreślają, że przetestowanie w firmach o odmiennych profilach różnych rozwiązań skrócenia czasu pracy pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy Polska jest gotowa na taką zmianę. Prawda może jednak leżeć gdzieś pośrodku. Może się bowiem okazać, że Polska znajduje się na dobrej drodze do skrócenia czasu pracy, lecz urzeczywistnienie czterodniowego tygodnia będzie wymagało skoordynowanego wysiłku rozłożonego na lata.

Dzisiaj w dyskusji nad czterodniowym tygodniem pracy pojawia się wiele niewiadomych – kto ma decydować o jego wprowadzeniu, czy wpłynie to na wynagrodzenie pracowników, czy dodatkowy dzień wolny powinien być rotacyjny itd. Program pilotażowy mógłby pomóc zidentyfikować tzw. punkty zapalne i zainicjować zmiany, które umożliwią wdrożenie czterodniowego tygodnia pracy. Polska może jednak być na to gotowa dopiero za kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat. Wiele będzie też zależało od sytuacji gospodarczej w kraju i na świecie – podkreśla Aleksandra Tyszkiewicz z Hays.

O raporcie

Raport „Czterodniowy tydzień pracy 2025” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu na temat rynku pracy, przeprowadzonym metodą CAWI w maju 2025 r. wśród ponad 1800 specjalistów i menedżerów. Celem badania jest zbadanie opinii na temat czterodniowego tygodnia pracy, a także ich gotowości do świadczenia obowiązków zawodowych w trzech różnych wariantach.

Polska logistyka 2025: 78% firm ocenia kondycję logistyki dobrze, ale spada optymizm i rosną koszty

Aż 78% firm logistycznych w Polsce ocenia kondycję sektora logistyki dobrze lub bardzo dobrze. Jednak, jak wynika z dziś opublikowanego raportu ManpowerGroup „Dokąd zmierzasz logistyko?”, widać wyraźną zmianę nastrojów: mniej firm deklaruje optymizm, a rośnie liczba tych, które z większą ostrożnością patrzą w przyszłość. Największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu są wysokie koszty logistyki, w tym paliw i energii. To druga edycja raportu. Partnerem merytorycznym raportu jest Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny.

Polski sektor logistyki jest dziś oceniany pozytywnie – blisko 8 na 10 firm ocenia jego kondycję jako dobrą lub bardzo dobrą. Jednak w porównaniu z pierwszą edycją raportu z 2021 roku optymizm firm jest wyraźnie słabszy. W 2025 roku spadł odsetek respondentów wystawiających najwyższe oceny, tj. „bardzo dobrze” – z 22% w 2021 roku do 14%, jednocześnie wzrosła liczba organizacji, które negatywnie postrzegają sytuację w branży – z 1% do 7% obecnie. Blisko co siódmy badany (15%) ocenił kondycję branży neutralnie. Najwięcej firm, bo 50% zakłada dziś wzrost obrotów nie większy niż 10%. Dla porównania, w 2021 było to 31% przedsiębiorstw. Równocześnie znacząco zmalał odsetek firm prognozujących bardziej dynamiczne wzrosty, tj. w przedziale od 11% do 30% – z 43% w 2021 roku do 28% w 2025 roku. Na wzrost przekraczający 50% liczy dziś już tylko 1% respondentów (w 2021 roku 4%). Blisko jedna piąta organizacji (18%) nie przewiduje żadnych wzrostów.

Branża w obliczu rosnących kosztów i wyzwań kadrowych

Firmy logistyczne mierzą się dziś głównie z rosnącymi kosztami operacyjnymi, w tym paliwa i energii (44%), brakiem wykwalifikowanej kadry (37%) oraz niewłaściwym poziomem zapasu (26%). Wyzwaniem jest także niewystarczający poziom obsługi klienta i rosnące oczekiwania w tym obszarze (20%) a także brak odpowiedniego wsparcia ze strony systemów IT. Najmniej wskazań dotyczy obsługi logistycznej wielokanałowej sprzedaży (5%) i dostosowania logistyki do wymogów eko (8%). Dla porównania w 2021 roku największą trudnością był brak wsparcia IT, na który narzekało 38% badanych, niedobór wykwalifikowanych pracowników (34%) oraz zbyt wysokie koszty logistyki (31%).

– Wyzwania, takie jak wysokie koszty logistyki i niedobory wykwalifikowanej kadry, pozostają kluczowymi barierami rozwoju, choć coraz większą rolę odgrywają kwestie związane z obsługą klienta i ekologią. Firmy stawiają na innowacje, automatyzację magazynów, sztuczną inteligencję oraz cyfryzację procesów, jako klucz do podniesienia efektywności i konkurencyjności. Jednak sukces wdrożeń zależy od właściwego zarządzania zmianą, w tym inwestycji w rozwój kompetencji pracowników. To połączenie technologii i kapitału ludzkiego będzie decydować o pozycji polskiej logistyki na globalnym rynku w najbliższych latach. Firmy inwestujące dziś w rozwój wewnętrzny i kompetencje przyszłości, zbudują trwałą przewagę. W logistyce wygrywać będą ci, którzy będą najszybciej rozwijać swoje zasoby – podkreśla Tomasz Walenczak, Dyrektor Generalny ManpowerGroup w Polsce.

Przewaga dzięki technologii

Z raportu wynika, że w opinii firm logistycznych automatyzacja i robotyzacja procesów magazynowych (54%) będą miały największy wpływ na rozwój branży w najbliższych latach. Na kolejnych miejscach znalazły się sztuczna inteligencja, której potencjał dostrzega 49% firm, a także cyfryzacja i digitalizacja procesów, wskazywane przez 41% organizacji. Mniej popularne, choć wciąż istotne, są technologie związane z autonomicznymi pojazdami (20%) oraz Big Data Analytics (20%). W perspektywie najbliższych lat firmy planują inwestycje przede wszystkim w AI (35%), automatyzację i robotyzację w magazynie (31%) oraz cyfryzację i digitalizację procesów (22%). Najmniej wskazań otrzymały Big Data (9%) i sharing economy (16%).

– Decyzje dotyczące inwestycji w nowe technologie muszą być dobrze uzasadnione i dopasowane do potrzeb firmy. Organizacje chcą inwestować w sztuczną inteligencję i automatyzacje, ale niepokoi relatywnie niski odsetek wskazań dotyczący planów inwestowania w Big Data. Bo jak skutecznie wdrażać AI bez dobrej jakości danych? Kompletne i rzetelne dane, charakteryzujące między innymi przepływy, zapasy, strukturę kosztów, są kluczowe. Powinny one stanowić podstawę podjęcia decyzji o zasadności inwestowania w innowacyjne rozwiązania technologiczne i organizacyjne bazujące na AI, a jednocześnie później, na etapie stosowania tych rozwiązań, decydują o efektywności ich wdrożenia. Pozytywne jest to, że dojrzałość technologiczna firm w obszarze logistyki rośnie z roku na rok, jednak należy pamiętać, że ta dojrzałość w praktyce nie polega tylko na zakupie technologii, ale przede wszystkim na ich efektywnym wdrażaniu i zastosowaniu – mówi Marta Cudziło, Z-Ca Dyrektora Centrum Nowoczesnej Mobilności, Kierownik Grupy Badawczej Logistyka w Łukasiewicz-Poznański Instytut Technologiczny.

Plany inwestycyjne firm na 2025 rok

Biorąc pod uwagę plany inwestycji na bieżący rok najwięcej organizacji wskazało pozyskiwanie nowych pracowników (40%), wdrażanie nowoczesnych technologii (33%) i budowę nowych magazynów (25%). Blisko co piąta firma nie planuje w ogóle nowych inwestycji w 2025 roku (19%). Najmniej organizacji chce inwestować w elektryfikację floty (10%) i ograniczenie emisyjności procesów (14%).

Raport „Dokąd zmierzasz logistyko” powstał w oparciu o badanie, przeprowadzone metodą CAWI, w którym wzięło udział 188 przedstawicieli branży. Do udziału w ankiecie zaprosiliśmy przedsiębiorstwa reprezentujące sektor logistyczny – zarówno firmy spedycyjne, przewoźników, operatorów, jak i organizacje, które w swoich strukturach zarządzają logistyką wewnętrzną. Ankietowani odpowiedzieli na 27 pytań dotyczących kondycji sektora logistycznego, w tym wyzwań HR.

AWS European Sovereign Cloud – niezależna chmura w UE ruszy pod koniec 2025 roku

Amazon Web Services (AWS) przedstawił dziś szczegóły dotyczące utworzenia AWS European Sovereign Cloud – w pełni niezależnego, europejskiego Regionu chmurowego, którego otwarcie planowane jest na koniec 2025 r. Nowa struktura będzie zarządzana przez obywateli Unii Europejskiej i podlegać będzie wyłącznie europejskim regulacjom prawnym.

AWS utworzy nową organizację europejską z centralą i trzema spółkami zależnymi zarejestrowanymi w Niemczech. Na czele projektu stanie Kathrin Renz, dotychczasowa wiceprezes AWS Industries, która obejmie stanowisko dyrektor zarządzającej. Projekt, którego uruchomienie planowane jest na koniec 2025 roku, powstanie w Brandenburgii i będzie wspierany inwestycją o wartości 7,8 mld euro.

Nasi klienci nie chcą wybierać między ograniczonymi rozwiązaniami a pełną funkcjonalnością AWS. Dlatego stworzyliśmy chmurę, która spełnia europejskie wymogi suwerenności cyfrowej, zachowując jednocześnie portfolio usług, bezpieczeństwo i wydajność, których klienci oczekują od AWS” – powiedziała Kathrin Renz, dyrektor zarządzająca AWS European Sovereign Cloud.

AWS European Sovereign Cloud będzie w całości zlokalizowany w UE, fizycznie i cyfrowo oddzielony od innych regionów AWS i będzie działać jako niezależna chmura dla Europy. Wszystkie kluczowe elementy – infrastruktura, technologia, kadra zarządzająca i zespół operacyjny – będą zlokalizowane wyłącznie na terenie Unii Europejskiej. Dostęp do centrów danych, wsparcie techniczne i obsługa klienta będą prowadzone wyłącznie przez pracowników mieszkających w UE.

W ramach projektu powstanie dedykowane Centrum Operacyjne ds. Bezpieczeństwa (Security Operations Center) oraz niezależna rada nadzorcza złożona z czterech członków będących obywatelami UE, w tym co najmniej jednego niezwiązanego z Amazonem. Rada będzie prawnie zobowiązana do działania w najlepszym interesie AWS European Sovereign Cloud.

Infrastruktura będzie wyposażona w niezależną sieć, własne połączenia AWS Direct Connect oraz dedykowany europejski urząd certyfikacji. Projekt przewiduje również wdrożenie Sovereign Requirements Framework (SRF) – kompleksowego zestawu kontroli technicznych, prawnych i operacyjnych.

AWS European Sovereign Cloud zaoferuje kompleksowy pakiet usług, obejmujący sztuczną inteligencję, moc obliczeniową, kontenery, bazy danych, usługi sieciowe i bezpieczeństwo. Usługi związane ze sztuczną inteligencją będą obejmować Amazon Bedrock, Amazon Q oraz Amazon SageMaker. Zostały one zbudowane na fundamencie suwerenności już na etapie projektowania i ułatwią klientom spełnienie wymogów suwerenności cyfrowej, zapewniając jednocześnie niezbędne bezpieczeństwo, kontrolę i zgodność z przepisami. Klienci będą mogli również wybierać spośród szerokiej gamy rozwiązań Partnerów AWS. Po uruchomieniu usługi będą dostępne dla wszystkich klientów i partnerów. Nowy Region został zaprojektowany tak, aby mógł działać autonomicznie nawet w przypadku przerwania połączenia z resztą świata.

Cyberprzestępcy omijają uwierzytelnianie wieloskładnikowe, przejmując sesje za pomocą proxy

0

Wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) od lat uchodzi za skuteczne i stosunkowo niedrogie zabezpieczenie przed phishingiem. Jednak cyberprzestępcy już dawno nauczyli się je obchodzić, by uzyskać dostęp do firmowej infrastruktury IT.

„Cyberprzestępcy coraz częściej potrafią ominąć mechanizmy MFA” – mówi Thorsten Rosendahl z Cisco Talos. „Obserwujemy wyraźny wzrost liczby ataków typu adversary-in-the-middle. To oznacza, że firmy nie mogą już polegać wyłącznie na dotychczasowych, sprawdzonych środkach ochrony – muszą ponownie je przemyśleć i dostosować”.

Cisco Talos przedstawia najnowsze techniki, narzędzia i luki wykorzystywane obecnie przez cyberprzestępców do obchodzenia zabezpieczeń MFA:

  1. Coraz więcej atakujących wykorzystuje technikę adversary-in-the-middle (AiTM). Zamiast tworzyć fałszywe strony logowania – jak w klasycznych kampaniach phishingowych – stosują odwrócone serwery proxy, które łączą się bezpośrednio ze stroną docelową. Ofiara myśli, że korzysta z usługi jak zwykle, ale w rzeczywistości przesyła dane przez serwer należący do atakującego. Gdy pojawia się prośba o uwierzytelnienie MFA i użytkownik ją zatwierdza, cyberprzestępca przechwytuje ciasteczko uwierzytelniające, uzyskując pełen dostęp do aktywnej sesji.
  2. Gotowe zestawy narzędzi typu Phishing-as-a-Service (PhaaS), takie jak Evilproxy czy Tycoon 2FA, obniżają próg wejścia dla cyberprzestępców. Dzięki szablonom, filtrom IP i user-agent oraz mechanizmom omijania zabezpieczeń, nawet osoby bez zaawansowanej wiedzy technicznej mogą przeprowadzać rozbudowane ataki na dużą skalę.
  3. Tradycyjne metody ochrony przestają wystarczać – filtry antyspamowe, szkolenia dla pracowników czy proste MFA oparte na haśle i powiadomieniu push można łatwo obejść, jeśli atakujący dysponuje odpowiednią infrastrukturą. Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, gdy po przejęciu dostępu przestępca dodaje własne urządzenia MFA do konta – taki krok często pozostaje niezauważony.

Kluczowa jest dziś odpowiednia prewencja – organizacje, które inwestują w trwałe i odporne metody uwierzytelniania, lepiej radzą sobie z wyrafinowanymi technikami phishingowymi, znacząco zwiększając poziom bezpieczeństwa i ograniczając pole działania cyberprzestępców.

Jednym z najbardziej obiecujących rozwiązań jest WebAuthn – standaryzowana, bezhasłowa metoda uwierzytelniania oparta na kryptografii publicznej. MFA w tej wersji wykorzystuje klucze kryptograficzne powiązane z oryginalną domeną witryny, co praktycznie uniemożliwia ich podrobienie przez fałszywe strony czy serwery proxy.

Niemniej jednak, WebAuthn wciąż jest rzadko stosowane w firmach. Cisco Talos zaleca ponowną ocenę strategii MFA i oferuje wsparcie w dostosowaniu ich do nowych wyzwań – od nowoczesnej analizy sieci IT, przez ochronę aplikacji opartych na AI, po kompleksowe architektury bezpieczeństwa w modelu Zero Trust.

Nowy impuls inwestycyjny z NATO: 1,5% PKB na cyberbezpieczeństwo i infrastrukturę

W ramach NATO trwają obecnie przygotowania do zaplanowanego za niecałe trzy tygodnie szczytu w Hadze. Niedawno sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, ponownie wezwał kraje członkowskie do zwiększenia wydatków z 2 proc. do 5 proc. PKB. Polska już właściwie spełnia ten warunek, jako jedyna w Sojuszu. Nowością jest jednak propozycja podziału tych wydatków: 3,5 proc. PKB miałoby być przeznaczone na zasadnicze wydatki wojskowe, a dodatkowe 1,5 proc. na inwestycje takie jak infrastruktura i cyberbezpieczeństwo. Rosnące nakłady na cyberbezpieczeństwo to szansa, ale i ryzyko dla firm działających w tej branży. W przededniu szczytu CrowdStrike – druga największa firma w sektorze cyberbezpieczeństwa – odnotowała 20-proc. wzrost przychodów.

Cyberbezpieczeństwo w ostatnim czasie rzadko znika z pierwszych stron gazet. Warto przypomnieć, że w Polsce funkcjonują Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – wyspecjalizowany rodzaj Sił Zbrojnych, służący do ochrony infrastruktury państwa w wymiarze cyfrowym. Zbliżający się szczyt NATO, zaplanowany na 25 czerwca w Hadze, może okazać się przełomowy dla finansowania tego obszaru. Sekretarz generalny Sojuszu, Mark Rutte, proponuje ambitny plan zwiększenia wydatków obronnych z obecnych 2 proc. PKB do 5 proc. rocznie. Co istotne, aż 1,5 proc. z tego budżetu miałoby zostać przeznaczone na inwestycje powiązane z obronnością, takie jak infrastruktura i właśnie cyberbezpieczeństwo. Mówimy więc o impulsie inwestycyjnym o wartości niemal 100 mld dolarów rocznie.

Dla rynku to sygnał jednoznaczny – pieniędzy w branży będzie więcej, a inwestorzy już to wyczuli. Notowania firm związanych z cyberbezpieczeństwem są w trendzie wzrostowym, ale – co pokazały najnowsze wyniki CrowdStrike – to jeszcze nie koniec potencjału. Wicelider rynku zanotował w ostatnim kwartale 20-proc. wzrost przychodów, mimo że wciąż odczuwa skutki swojej wielkiej awarii systemów z sierpnia 2024 roku. W perspektywie kilku kwartałów to jednak tylko epizod, który nie zatrzymuje tempa wzrostu.

W tym sektorze rozmiar wpływa na sposób prowadzenia biznesu. Najwięksi klienci – rządy i korporacje – wolą mieć wszystko u jednego dostawcy. To zmniejsza ryzyko, ułatwia zarządzanie i przyspiesza wdrażanie zabezpieczeń. Palo Alto i CrowdStrike to dziś liderzy tego podejścia, choć konkurencja ze strony gigantów, takich jak Microsoft, Broadcom (po przejęciu VMWare) czy Google (gotowe zapłacić 32 mld dolarów za Wiz), coraz śmielej zaznacza swoją obecność. Tyle że ci “zintegrowani” gracze nie publikują osobnych danych dla segmentu cyber, więc trudno ocenić ich rzeczywisty udział w rynku.

Palo Alto, jako główny dostawca dla amerykańskich instytucji federalnych, stoi przed szansą wykorzystania szczytu NATO do ekspansji na inne rynki. Z kolei CrowdStrike – z bardziej międzynarodowym profilem – ma okazję wejść do gry, jeśli kraje europejskie odpowiedzą na wezwanie do zwiększenia wydatków na cyberbezpieczeństwo. Jedynym zagrożeniem pozostaje ryzyko czasowego wstrzymania wydatków przez administrację USA, choć taki scenariusz wydaje się mało realny.

Warto też zwrócić uwagę na mniejszych graczy. Firmy takie jak Zscaler czy Cloudflare – z bardziej elastyczną ofertą – rosną szybciej niż branżowi giganci, a ich usługi często okazują się bardziej dopasowane do potrzeb konkretnych odbiorców. Dla inwestorów to ciekawa nisza. Rynek cyberbezpieczeństwa żyje z jednego – ze wzrostu. Jeśli dynamika inwestycji się utrzyma, będzie przestrzeń na dalsze zwyżki wycen. Jeśli nie, to wiele firm może okazać się przewartościowanych. Wiele w branży zależy od tego, co postanowią przywódcy NATO za trzy tygodnie.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Program „Czyste Powietrze”: Wnioskodawca sam wybiera Operatora – stanowisko NFOŚiGW po interwencji PCP

Po interwencji Związku Pracodawców Czystego Powietrza (PCP) w sprawie zasad przyjmowania wniosków o dofinansowanie w ramach programu „Czyste Powietrze”, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przedstawił jednoznaczne stanowisko w sprawie wybierania Operatorów programu.

Po niedawnej interwencji przedstawicieli Związku w NFOŚiGW w sprawie procedur przyjmowania wniosków o dofinansowanie w programie “Czyste Powietrze”, Zarząd NFOŚiGW zajął jasne, jednoznaczne stanowisko w sprawie wybierania Operatorów programu. Jak wynika z dokumentu zatwierdzonego przez Roberta Gajdę, Zastępcę Prezesa Zarządu NFOŚiGW, “w przypadku osób kwalifikujących się do wsparcia Operatora, to Wnioskodawca podejmuje decyzję, gdzie chce złożyć wniosek i ze wsparcia jakiej instytucji chce skorzystać (Operator gminny lub WFOŚiGW)”. To klarowne stanowisko odbieramy jako dbałość o to, aby nie pozostawić mieszkańców bez wsparcia.

Jesteśmy bardzo wdzięczni władzom NFOŚiGW za szybką reakcję i odpowiedź, która znacząco poprawiła klarowność programu “Czyste Powietrze”. Dzięki temu stanowisku wiemy, że Wnioskodawca sam decyduje, gdzie się udać, sam wybiera Operatora (w tym przypadku właściwą gminę lub WFOŚiGW), co dotychczas było dowolnie interpretowane, a często niemożliwe. Ta decyzja, mam nadzieję, jednoznacznie uporządkuje zasady działania programu i przyspieszy w sposób zdecydowany cały proces. Bardzo dziękuję za to stanowisko NFOŚiGWkomentuje Mariusz Dąbek, prezes Zarządu PCP.Jednocześnie zwracamy się do przedstawicieli WFOŚiGW, aby działały w duchu tego dokumentu i respektowały decyzję NFOŚiGW.

Związek PCP nieprzerwanie deklaruje wsparcie całego programu, starając się komunikować zarówno administrację rządową, samorządową, jak i przedsiębiorców oraz beneficjentów “Czystego Powietrza”.

Pierwszym krokiem udanej realizacji jest właśnie zapewnienie płynności programu, m.in. przez sprawne przyjmowanie wniosków i ich szybką weryfikację. Z kolei firmy, działające w ramach Związku, zobowiązują się do zachowania należytej staranności wykonania usług.

Przedsiębiorstwa, które nie chcą działać w duchu zasad określonych w statucie Związku PCP, są eliminowane z jego grona, co – niestety – już miało miejscedodaje Mariusz Dąbek.

Minimalne emerytury, rosnące koszty życia. Seniorzy nie mają za co żyć

Ponad połowa seniorów ma emerytury mniejsze niż 4 tysiące złotych brutto. „To pieniądze na przeżycie, a nie na życie”.

– Emeryci w Polsce na pewno nie mogą mówić o „wesołej starości”. Wielu z nich żyje na skraju ubóstwa, a nawet jeżeli dochodzi do waloryzacji to jest ona zbyt niska, by pokrywać wzrost kosztów życia – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy. – Najnowszy raport ZUS pokazuje, że w dobie starzejącego się społeczeństwa wartość emerytur będzie spadać i nawet jeżeli wiek emerytalny nie będzie podnoszony to i tak wielu seniorów będzie pracować tak długo, jak tylko będzie to możliwe – dodaje ekspert.

„Państwo zapewnia więc środki na „przeżycie”, a „życie” człowiek musi zapewnić sobie sam”

Najnowszy raport Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dotyczy sytuacji polskich emerytów po waloryzacji świadczeń do której doszło w I kwartale roku 2025. Dane pokazują, że wciąż połowa seniorów żyje za mniej niż 3,5 tys. zł brutto miesięcznie. To raptem 40 proc. średniej krajowej, która w kwietniu przekroczyła 9 tys. złotych. Średnie emerytury rosną, a waloryzacje rokrocznie mają miejsce. To jednak nie wystarcza, by nadgonić wzrost cen, a ten ma miejsce nawet jeżeli inflacja spada i nie powoduje już galopady wzrostu kosztów.

Seniorzy najbardziej narzekają na opłaty za leki, rehabilitację oraz opłaty związane z czynszem i mediami. Trudno spodziewać się, by świadczenie na poziomie kilku tysięcy złotych było w stanie zaspokoić potrzeby coraz dłużej żyjących seniorów.

W opinii eksperta ubezpieczeniowego Pawła Skotnickiego sytuacja emerytalna Polaków jest zła, a perspektywy są jeszcze gorsze.

– 40 czy 45 lat składkowych nie jest rentowną inwestycją, a emeryci uzyskują zwykle minimalne środki na emeryturę, a na środki na życie w komforcie. Państwo zapewnia więc środki na „przeżycie”, a „życie” człowiek musi zapewnić sobie sam – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

– 10 lat przed emeryturą ludzie zaczynają zwykle zauważać fatalną sytuację emerytalną i zaczynają się obawiać o swoje źródła utrzymania. Trzeba wtedy odkładać więcej, inwestować więcej i nie da się zabezpieczyć emerytury w sposób wystarczający. Widzę poważny problem z tym, że nie oszczędzamy na emeryturę – mówi Paweł Skotnicki.  – Tej kultury oszczędzania na emeryturę w Polsce nie ma, a ja jestem zwolennikiem myślenia, że już młodzi ludzie powinni 20% swoich wpływów oszczędzać długoterminowo – dodaje ekspert.

„Wysokość emerytur w Polsce jest na alarmującym poziomie”

Przeciętna emerytura na poziomie nieco ponad 4 tysiące złotych brutto to 3,4 tysiące złotych na rękę, czyli nieco mniej niż płaca minimalna.

– Wysokość emerytur w Polsce jest na alarmującym poziomie, a będzie jeszcze gorzej, a moim zdaniem pokolenie obecnych 30 latków nie będzie mieć w przyszłości żadnej gwarancji emerytury. System długofalowo nie jest w stanie się utrzymać. Zauważam, że im większe miasto, tym większa świadomość tego, jak wyglądać będzie sytuacja emerytalna – mówi Paweł Skotnicki.

– Ubezpieczenia emerytalne są ważne i cieszą się zainteresowaniem, ale wciąż za małym, by nie martwić się o przyszłość – mówi Paweł Skotnicki.

Ekspert dodaje, że zauważalne jest, że coraz więcej osób zabezpiecza się na emeryturę np. inwestując w nieruchomości. W tym momencie poza oszczędzaniem gotówki to najpopularniejszy sposób na zabezpieczanie emerytalne.

Wzrost najmu powierzchni handlowych w Europie i Polsce. Kto dominuje, a kto goni?

Z najnowszej analizy ponad 2000 transakcji przeprowadzonych przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield wynika, że w 2024 roku aktywność najemców w Europie została ponownie zdominowana przez sieci modowe i gastronomię, ale to operatorzy rozrywkowi zanotowali największy wzrost zainteresowania powierzchnią. Podobne trendy obserwowaliśmy w Polsce. Ponadto polski rynek odpowiadał za 12% transakcji europejskich.

Wyższe czynsze we wszystkich segmentach rynku retail

W 2024 roku czynsze za wynajem powierzchni handlowych kontynuowały trend wzrostowy, o czym świadczą znaczące wzrosty stawek we wszystkich kategoriach obiektów. W przypadku parków handlowych czynsze wywoławcze za najlepsze lokale osiągnęły rekordowe poziomy w wielu krajach Starego Kontynentu.

Dynamiczny wzrost odnotowano również przy głównych ulicach handlowych – stawki wzrosły w 44% z 209 monitorowanych ulic (w porównaniu z 30% na koniec 2022 roku i 35% na koniec 2023 roku), a w 53% analizowanych lokalizacji pozostały na stabilnym poziomie.

Największe wzrosty nadal dotyczą najbardziej atrakcyjnych ulic z ofertą produktów luksusowych, co wynika zarówno z silnego popytu ze strony najemców, jak i niskich wskaźników pustostanów. Pod tym względem wyróżniają się Włochy, a także ulice handlowe na Węgrzech i w Polsce. Na polskim rynku roczny wzrost, porównując IV kwartał 2024 roku do analogicznego okresu z 2023, wyniósł 15%. Świadczy to o rosnącej atrakcyjności tego typu lokalizacji zarówno wśród najemców, jak i samych konsumentów. Polskie ulice handlowe stają się tym samym coraz ciekawszą alternatywą dla lokali oferowanych przez centra handlowe, tłumaczy Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

Spośród 107 europejskich rynków centrów handlowych monitorowanych przez Cushman & Wakefield, jedna trzecia odnotowała wzrosty czynszów, a spadki wystąpiły jedynie w dwóch przypadkach – to znacząca zmiana w porównaniu z 2023 roku, w którym stawki zmniejszyły się w niemal 10% lokalizacji.

Szczególnie duże podwyżki miały miejsce w Portugalii, Polsce i we Włoszech. W polskich centrach handlowych średnie roczne wzrosty dla najlepszych centrów w ośmiu głównych aglomeracjach wyniosły 10-12%, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Operatorzy rozrywkowi z większym apetytem na najem

Jak pokazują dane transakcyjne Cushman & Wakefield, szczególnie dużą aktywność zaobserwowano w przypadku najemców z branży rozrywkowej, którzy podpisali o 15% więcej umów i wynajęli o jedną piątą więcej powierzchni niż w 2023 roku, zgłaszając przy tym zapotrzebowanie na większe lokale. Mimo iż operatorzy obiektów rozrywkowych sfinalizowali najmniej transakcji spośród 10 wyszczególnionych w raporcie segmentów rynku handlowego, to osiągnęli trzeci wynik pod względem wolumenu wynajętej powierzchni z 9-procentowym udziałem w całkowitym popycie.

Podobne trendy dotyczące rosnącej aktywności operatorów rozrywkowych dotyczą także Polski. Dla przykładu, rozrywka jest jednym z tych elementów tenant-mix centrów handlowych, które najmocniej przyciągają do nich polskich klientów. Jak wynika z tegorocznego badania Cushman & Wakefield przeprowadzonego wśród respondentów w Polsce, duże centra handlowe to niekwestionowany lider, jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb rozrywkowych polskich konsumentów – 50% ankietowanych najczęściej wybiera właśnie te obiekty. I choć ta kategoria najemców odpowiada za 2% liczby lokali w centrach, to w odniesieniu do powierzchni ten udział byłby znacznie większy, ponieważ kina, kręgielnie, sale zabaw czy siłownie zajmują wielkopowierzchniowe lokale. I mimo że nie stanowią one większości tenant-mix, to pozytywnie wpływają na odwiedzalność, komentuje Ewa Derlatka – Chilewicz.

Dodatkowo, jak podaje Cushman & Wakefield, łączna liczba transakcji w sektorze handlowym pozostała na poziomie zbliżonym do odnotowanego rok wcześniej. W niemal wszystkich segmentach rynku zaobserwowano największe zainteresowanie lokalami do 600 mkw., które odpowiadały za 84% wszystkich umów (85% w Polsce) i dwie piąte powierzchni wynajętej w 2024 roku. Wyjątek stanowili tu operatorzy rozrywkowi, którzy preferowali większe powierzchnie mogące pomieścić ścianki wspinaczkowe, parki trampolin czy centra wirtualnej rzeczywistości.

Moda i gastronomia napędzają handlowy popyt

Branża rozrywkowa odnotowała największy wzrost aktywności na rynku najmu, ale to sieci modowe pozostały najbardziej aktywnym segmentem – odpowiadały za 39% wynajętej powierzchni i niemal jedną trzecią wszystkich transakcji. Wśród najbardziej aktywnych marek w 2024 roku znalazły się sklepy z odzieżą sportową JD Sports i Sports Direct, a także brandy należące do grup H&M oraz Inditex.

Na drugim miejscu pod względem wolumenu transakcji uplasował się sektor gastronomiczny. W 2024 roku operatorzy z tej branży sfinalizowali o 3% więcej umów, wynajmując powierzchnię zbliżoną ilościowo do tej odnotowanej w poprzednim roku. Odpowiadali oni tym samym za 17% wszystkich transakcji i 8% wynajętej powierzchni. Najbardziej aktywne na rynku najmu były znane restauracje szybkiej obsługi takie jak McDonald’s, KFC, Burger King i Popeys, a także rozwijające się koncepty, m.in. Hawaiian Poke Bowl, oraz sieci oferujące napoje bubble tea, takie jak Bubblify czy Crazy Bubble.

Moda i gastronomia to dwa segmenty, które mają bardzo mocny wpływ również na rozwój polskiego rynku handlowego. W 2024 najemcy modowi odpowiadali za 36% wynajętej powierzchni i 27% wszystkich transakcji. Z kolei sektor F&B sfinalizował 12% wszystkich transakcji, co przełożyło się na 9% zakontraktowanej powierzchni. Warto w tym miejscu dodać, że polskim rynkiem cały czas interesują się nowe sieci handlowe, na co pracują między innymi pozytywne wyniki sprzedaży detalicznej, duża otwartość polskich konsumentów na debiutujące u nas marki i bardzo zróżnicowany rynek pod względem liczby oferowanych lokalizacji handlowych. Potwierdzają to dane – tylko w 2024 do Polski weszło 28 nowych marek, komentuje Anna Oberc- Krzycka, Leasing Team Manager, Retail Agency, Cushman & Wakefield.

W obliczu rosnących czynszów i szerszych wyzwań branżowych, takich jak niestabilny wskaźnik ufności konsumenckiej, wysokość kosztów operacyjnych, a ostatnio także kwestia ceł, która generuje niepewność związaną z procesem pozyskiwania towarów i ich cenami, sieci handlowe skupiają się na maksymalnym wykorzystaniu możliwości zwiększenia przychodów ze sprzedaży przy jednoczesnej optymalizacji kosztów.

Sieci handlowe koncentrują się na przekształcaniu swoich flagowych sklepów w strategiczne destynacje, kładąc większy nacisk na jakość niż na ich liczbę. Obserwujemy również wyraźne przyspieszenie aktywności międzynarodowej – marki poszukują możliwości wejścia na kolejne rynki, na których mogłyby się rozwijać. Jednak w strategiach lokalizacyjnych często stawiają na ekspansję raczej w poszczególnych miastach niż w skali całego kraju. To z kolei generuje wyjątkowo silny popyt na najlepsze lokalizacje – sieci handlowe rywalizują o powierzchnię, której podaż pozostaje ograniczona, co w efekcie napędza wzrost czynszów w kluczowych lokalizacjach handlowych. Obecnie dużą niewiadomą jest długofalowy wpływ wprowadzenia ceł na popyt. Nie ujawni się on tak szybko, jak zawirowania na giełdach, i nie wszędzie będzie jednakowy, ale ostatnie wydarzenia dodatkowo komplikują sytuację i zwiększają koszty w łańcuchach dostaw sieci handlowych. W ramach naszego raportu »European Retail Radar« nadal będziemy monitorować dane, co pozwoli nam określić potencjalny wpływ tych zmian na aktywność na rynku najmu powierzchni handlowych w Europie, podsumowuje Robert Travers, Dyrektor Działu Nieruchomości Handlowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.

Jak zwiększyć trwałość nadruków na tekstyliach? Przegląd najlepszych technik i trików

Nadruki na tekstyliach to dziś nie tylko forma dekoracji, ale również skuteczne narzędzie marketingowe, wyróżnik marki czy sposób na personalizację ubrań. Niezależnie od tego, czy chodzi o koszulki z logo firmy, torby promocyjne, czy odzież sportową – trwałość nadruku jest kluczowa. Niewyraźne, popękane czy spłowiałe grafiki szybko tracą swoją funkcję i estetykę. Jak więc zadbać o to, aby nadruki utrzymały swoją jakość przez długi czas? Sprawdź najlepsze techniki i triki.

1. Wybór odpowiedniej technologii nadruku

Pierwszym i najważniejszym czynnikiem wpływającym na trwałość nadruku jest dobór właściwej metody druku. To od niej w dużej mierze zależy, jak długo nadruk będzie wyglądał jak nowy.

  • Sitodruk to jedna z najbardziej cenionych technik ze względu na wyjątkową trwałość. Farby przenoszone są bezpośrednio na tkaninę przez specjalne siatki, co pozwala uzyskać intensywne kolory i odporność na wielokrotne pranie. Ta metoda sprawdza się najlepiej przy dużych nakładach i prostych projektach kolorystycznych.
  • W przypadku personalizacji na mniejszą skalę popularny jest termotransfer, czyli nadruk z użyciem folii flex lub flock, które są wgrzewane w tkaninę. Są trwałe, jednak mogą być bardziej podatne na ścieranie w miejscach zagięć.
  • Dla materiałów syntetycznych, zwłaszcza poliestrowych, doskonale sprawdza się sublimacja. Barwnik wnika bezpośrednio w strukturę włókien, co sprawia, że nadruk jest niemal niewyczuwalny w dotyku, nie pęka i nie blaknie nawet po dziesiątkach prań.
  • Coraz popularniejszy jest także druk DTG (Direct to Garment) – bezpośredni nadruk na tkaninie, który pozwala uzyskać niezwykłą szczegółowość i bogactwo kolorów. Jego trwałość jest wysoka, ale wymaga odpowiedniego utrwalenia i pielęgnacji.

W skrócie: sitodruk i sublimacja to najbardziej trwałe rozwiązania, podczas gdy DTG i termotransfer oferują większą elastyczność i możliwości personalizacji.

2. Przygotowanie materiału przed nadrukiem

Równie ważne, co sam nadruk, jest przygotowanie tkaniny przed procesem zdobienia. Pomijanie tego kroku może skutkować nierównym przyjęciem farby lub jej szybkim ścieraniem się.

Zaleca się wstępne pranie materiału, szczególnie bawełny, by pozbyć się resztek chemikaliów oraz uniknąć późniejszego skurczenia się tkaniny. Warto też dokładnie oczyścić i wygładzić powierzchnię materiału, zwłaszcza w przypadku DTG i termotransferu – nadruk przylega wtedy lepiej i równomiernie.

Przy tkaninach syntetycznych dobrze jest także wykonać stabilizację termiczną, czyli delikatne podgrzanie materiału, by uniknąć jego deformacji podczas nadruku.

3. Utrwalanie nadruku

Niezależnie od zastosowanej technologii, utrwalanie nadruku ma kluczowe znaczenie dla jego odporności na ścieranie i pranie. Szczególnie ważne jest to w przypadku druku cyfrowego (DTG) i sitodruku, gdzie farba musi odpowiednio związać się z tkaniną.

Najczęściej stosuje się prasę termiczną, która zapewnia odpowiedni docisk i temperaturę, gwarantując trwałość nadruku. W produkcji przemysłowej wykorzystuje się piekarniki tunelowe, które zapewniają jednakowe warunki utrwalania dla każdej sztuki, co przekłada się na powtarzalność i wysoką jakość. Bez odpowiedniego utrwalenia nawet najlepszy projekt może szybko stracić swój urok.

4. Prawidłowa pielęgnacja – edukacja użytkownika

Ostatnim, ale równie istotnym elementem, jest odpowiednia pielęgnacja gotowego produktu. Nawet najwyższej jakości nadruk może ulec zniszczeniu, jeśli nie będzie właściwie użytkowany.

Warto przekazywać klientom jasne zalecenia dotyczące prania i prasowania – np. pranie w niskiej temperaturze (do 40°C), przewracanie odzieży na lewą stronę, unikanie suszarek bębnowych czy prasowanie tylko od wewnątrz.

Edukacja klienta to kluczowy krok w wydłużeniu życia nadruku. Dobrze przygotowane instrukcje pielęgnacji powinny towarzyszyć każdemu produktowi z nadrukiem.

Jak zwiększyć trwałość nadruków? Podsumowanie

Trwałość nadruków na tekstyliach to efekt połączenia kilku elementów: odpowiedniej technologii, dobrego przygotowania materiału, właściwego utrwalenia oraz świadomego użytkowania. Inwestując w jakość na każdym z tych etapów, możesz mieć pewność, że twoje nadruki będą prezentować się świetnie nawet po wielu cyklach prania. A to z kolei przekłada się na zadowolenie klientów, trwałość marki i profesjonalny wizerunek.

Jeśli interesujesz się personalizacją odzieży, zapraszamy do odwiedzenia i zapoznania się z usługami HFT71.

Liczba milionerów rośnie: 562 tys. nowych w USA, Polska wciąż w tyle za Zachodem

  • Stany Zjednoczone przodują na świecie pod względem przyrostu liczby milionerów – w ubiegłym roku przybyło ich 562 tysiące, co daje łącznie 7,9 miliona osób.
  • Globalna populacja osób o ultrawysokim majątku wzrosła o 6,2%.
  • Osoby zamożne przeznaczają już 15% swoich aktywów na inwestycje alternatywne, takie jak fundusze private equity czy kryptowaluty.

29. edycja raportu World Wealth Report 2025, opublikowana przez Capgemini, pokazuje, że w 2024 roku liczba osób zamożnych na świecie (HNWIs – High-Net-Worth Individuals) zwiększyła się o 2,6%. Najbardziej dynamicznie rosło grono ultrabogatych (UHNWIs – Ultra-High-Net-Worth Individuals), które powiększyło się o 6,2%. To efekt dobrej koniunktury na światowych giełdach – zwłaszcza w USA – oraz rosnącego entuzjazmu wokół rozwoju sztucznej inteligencji, co przełożyło się na wyższe zyski z portfeli inwestycyjnych. Alternatywne formy lokowania kapitału, takie jak private equity czy kryptowaluty, na stałe wpisały się w strukturę majątkową tej grupy i stanowią obecnie 15% jej łącznych aktywów.

W Polsce skala zamożności pozostaje znacznie mniejsza – pod koniec 2024 roku w naszym kraju mieszkało 20,5 tys. HNWIs. Choć liczebnie daleko nam do krajów Europy Zachodniej, pod względem rozkładu kapitału obserwujemy podobne zjawiska: niemal połowa posiadanych nad Wisłą środków znajduje się w rękach zaledwie 2% najbogatszych przedstawicieli tej grupy.

Hossa w USA napędza wzrost majątku

Wzrost zamożności w 2024 roku napędzały sprzyjające warunki stóp procentowych oraz bardzo dobre wyniki amerykańskich giełd. Największy przyrost odnotowano w Ameryce Północnej – liczba osób zamożnych wzrosła tam o 7,3%. W tym samym czasie Europa, Ameryka Łacińska i Bliski Wschód mierzyły się z wyzwaniami makroekonomicznymi, co skutkowało spadkiem liczby HNWIs w tych regionach.

Z danych Capgemini wynika, że:

  • W Europie liczba osób zamożnych zmniejszyła się o 2,1% na skutek stagnacji gospodarczej w największych krajach regionu. Tylko w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ubyło odpowiednio 14 tys., 21 tys. i 41 tys. milionerów. Jednocześnie populacja UHNWIs wzrosła tam o 3,5%, co świadczy o postępującej koncentracji majątku.
  • Region Azji i Pacyfiku zanotował wzrost HNWIs o 2,7%, choć tempo wzrostu znacząco różniło się w zależności od kraju.
  • W Ameryce Łacińskiej liczba osób zamożnych spadła aż o 8,5%, głównie z powodu spadku wartości walut i niestabilności fiskalnej. Największe spadki dotyczyły Brazylii (-13,3%) i Meksyku (-13,5%).
  • Na Bliskim Wschodzie liczba HNWIs zmniejszyła się o 2,1%, co miało związek z niższymi cenami ropy.

Wśród największych rynków zdecydowanym liderem były Stany Zjednoczone, gdzie liczba milionerów zwiększyła się aż o 562 tysiące – co oznacza wzrost o 7,6% w porównaniu z rokiem poprzednim. W regionie Azji i Pacyfiku wyraźny przyrost odnotowały Indie i Japonia (po 5,6%), gdzie przybyło odpowiednio 20 tys. i 210 tys. osób zamożnych. Dla porównania, w Chinach liczba HNWIs spadła o 1%.

Zmiana pokoleniowa wymusza nowe podejście w zarządzaniu majątkiem

Firmy zajmujące się zarządzaniem majątkiem przygotowują się na ogromne zmiany – w ciągu najbliższych 20 lat aż 83,5 biliona dolarów trafi w ręce spadkobierców. To oznacza narodziny nowej generacji HNWIs. Jak pokazuje raport, proces ten będzie przebiegał stopniowo: do końca 2030 roku zmiana pokoleniowa obejmie 30% tej grupy, do 2035 – 63%, a do 2040 roku już 84%.

– Nadchodzący transfer majątku będzie momentem przełomowym dla całego sektora – komentuje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services, Capgemini Polska – choć na świecie przybywa zamożnych osób, aż 81% spadkobierców planuje zmienić firmę zarządzającą swoim majątkiem w ciągu roku lub dwóch od jego otrzymania. Utrata tak dużej grupy niezadowolonych klientów to realne zagrożenie dla branży – dodaje.

W Polsce majątek również coraz bardziej skoncentrowany

Według danych z raportu, na koniec 2024 roku w Polsce mieszkało 20,49 tys. osób zamożnych, dysponujących łącznym majątkiem o wartości 72,19 mld USD. Zdecydowaną większość stanowili tzw. „millionaires next door” (osoby posiadające aktywa o wartości od 1 do 5 milionów dolarów) – 18,32 tys. osób miało łącznie 34,04 mld USD. W grupie „mid-tier millionaires” (z majątkiem od 5 do 30 milionów dolarów) znalazło się 1,98 tys. Polaków dysponujących kwotą rzędu 19,39 mld USD, a grono „ultrabogatych” („ultra-high-net-worth individuals” – osoby z aktywami przekraczającymi 30 milionów dolarów) liczyło 170 osób, których majątek osiągnął 18,75 mld USD.

– Dane pokazują, że chociaż najliczniejszą grupę stanowią osoby z majątkiem do 5 milionów dolarów, to niemal połowa zgromadzonych w Polsce aktywów znajduje się w rękach zaledwie 2% lokalnych HNWIs – wskazuje Piotr Siuda z Capgemini Polska.

Inne wartości, inne potrzeby

Nowe pokolenie osób zamożnych przychodzi z zupełnie innymi oczekiwaniami niż ich rodzice. Wymaga to odejścia od klasycznych strategii i szybkiej adaptacji oferty do ich potrzeb. Firmy muszą również zadbać o odpowiednie wsparcie technologiczne dla doradców – w tym dostarczanie rozwiązań opartych o AI, które pomogą utrzymać zarówno klientów, jak i kluczowych pracowników.

Na początku 2025 roku HNWIs lokowali już 15% swoich aktywów w inwestycjach alternatywnych – m.in. w funduszach private equity i kryptowalutach. Coraz częściej są też skłonni podejmować ryzyko, by pomnażać majątek – szczególnie widoczne jest to wśród millenialsów i przedstawicieli pokolenia Z. Aż 61% z nich inwestuje w klasy aktywów o wyższym potencjale wzrostu oraz niszowe produkty finansowe.

Aby skutecznie przyciągnąć młodsze pokolenie zamożnych klientów, firmy zarządzające majątkiem muszą gruntownie przemyśleć swoją ofertę – zarówno pod kątem produktów, jak i sposobu obsługi. Raport wskazuje kilka kluczowych obszarów wymagających transformacji:

  • Inwestycje alternatywne: aż 88% doradców zauważa, że millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z wykazują znacznie większe zainteresowanie aktywami takimi jak private equity czy kryptowaluty, niż ich rodzice z pokolenia baby boomers.
  • Nowe centra obsługi: połowa doradców finansowych przyznaje, że brak lokalnych struktur wspierających codzienną obsługę klientów – takich jak zespoły operacyjne, zaplecze technologiczne czy zespoły zgodności – w dynamicznie rozwijających się hubach finansowych (np. Singapurze, Hongkongu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Arabii Saudyjskiej) może skłonić zamożnych klientów do przeniesienia swoich środków do firm oferujących większą dywersyfikację, atrakcyjniejsze zwroty z inwestycji i korzystniejsze otoczenie regulacyjne.
  • Usługi szyte na miarę: poza tradycyjnym zarządzaniem finansami, klienci coraz częściej oczekują dodatkowego wsparcia w stylu concierge – np. organizacji luksusowych podróży, dostępu do prywatnej opieki medycznej czy rozwiązań chroniących przed cyberzagrożeniami. Dla wielu z nich to kluczowy element budowania długofalowej relacji z firmą zarządzającą majątkiem.
  • Doświadczenie cyfrowe: doradcy finansowi wskazują, że najważniejszym narzędziem w obsłudze młodych HNWIs są platformy cyfrowe zaprojektowane w sposób kompleksowy, zapewniający całościowy wgląd w sytuację klienta i konkretne rekomendacje. Na dalszym planie znajduje się inteligentna automatyzacja zadań operacyjnych – jak generowanie podsumowań spotkań czy obsługa korespondencji.

Cyfrowy deficyt zwiększa rotację doradców

Z raportu wynika, że co trzecia osoba pracująca w roli doradcy finansowego odczuwa niezadowolenie z powodu niedostatecznego wsparcia technologicznego ze strony swojej firmy. Przekłada się to nie tylko na spadek efektywności, ale też pogłębia przepaść technologiczną między firmą a potrzebami klientów. Co więcej, aż 62% młodych HNWIs deklaruje, że podążyłoby za swoim doradcą w przypadku jego odejścia do innej firmy. W efekcie lojalność klientów coraz mocniej zależy od utrzymania dobrych relacji z personelem – a to wcale nie jest łatwe.

Między innymi z powodu tych zmian sektor wealth management będzie musiał przemyśleć swoje podejście i stworzyć ofertę lepiej dopasowaną do oczekiwań młodszych klientów oraz ich zróżnicowanych potrzeb inwestycyjnych. Kluczem do sukcesu stanie się intuicyjne, spójne środowisko cyfrowe, które nie tylko usprawni pracę doradców, ale też pomoże utrzymać ich zaangażowanie i lojalność – podsumowują autorzy raportu.

Metodologia badania

Model szacowania wielkości rynku zastosowany w World Wealth Report 2025 obejmuje 71 krajów, które łącznie odpowiadają za ponad 98% globalnego dochodu narodowego brutto oraz 99% światowej kapitalizacji giełdowej. W ramach badania Capgemini 2025 Global HNW Insights Survey przeprowadzono ankiety wśród 6 472 osób zamożnych (HNWIs), w tym 5 473 przedstawicieli młodszego pokolenia, z czterech regionów: obu Ameryk, Europy, Azji i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu. Badanie 2025 Wealth Management Executive Survey objęło 141 respondentów z 10 rynków – w tym przedstawicieli firm wyspecjalizowanych w zarządzaniu majątkiem, banków uniwersalnych, niezależnych brokerów oraz biur rodzinnych. Z kolei 2025 Relationship Manager Survey, zrealizowane przez firmę Phronesis Partners, uwzględnia 1 306 odpowiedzi z 12 rynków.

Allianz: Aż 75% Polaków planuje wakacyjny wyjazd – rośnie też budżet

Aż ¾ Polaków planuje wakacyjny wyjazd w okresie od czerwca do września – wynika z badania „International Travel Confidence Index 2025” na zlecenie Allianz Partners. To jeden z najwyższych wyników w Europie, wyprzedzają nas jedynie Włosi (83 proc.) i Hiszpanie (80 proc.). Widać również nowy trend: rodacy planują wydać więcej na wakacje i poszukują luksusowych doświadczeń. Są gotowi ograniczyć codzienne wydatki, by zrealizować urlopowe marzenia.

Zgodnie z badaniem „International Travel Confidence Index 2025” na zlecenie Allianz Partners 58 proc. Polaków deklaruje, że spędzi wakacje w kraju: najwięcej nad morzem (32 proc.) oraz w górach (22 proc.). Z kolei 1/3 badanych (35 proc.) wyjedzie za granicę. Średni budżet, jaki planują przeznaczyć, to około 6431,32 zł[1] w przeliczeniu na jedno gospodarstwo domowe (wzrost o 1091,71 zł w stosunku do 2024 r.), co plasuje Polaków w czołówce najoszczędniejszych turystów w UE. Dla porównania Austriacy planują przeznaczyć na wakacje około 11 138 zł (2 622 EUR), Holendrzy – około 10 042 zł (2 364 EUR), a Hiszpanie jedynie 4 486 zł (1 056 EUR).

Mimo że apetyt na podróże pozostaje wysoki, znaczenie mają kwestie finansowe – 61 proc. europejskich podróżnych obawia się rosnących kosztów wyjazdów. Polacy martwią się nimi najmniej (43 proc. wskazań) – mniej niż Niemcy (69 proc.), Brytyjczycy (68 proc.) czy Włosi (68 proc.). Co piąty z nas (22 proc.) w ogóle nie planuje wyjazdów – w tej grupie prawie połowa ze względów finansowych. To relatywnie niski odsetek w porównaniu z innymi krajami (np. w Holandii: 30 proc, w Niemczech: 34 proc.).

Polacy w ślad za innymi Europejczykami są skłonni ograniczać codzienne wydatki, aby wyjechać na wypoczynek: 65 proc. z nas planuje zrezygnować z rozrywek, a 61 proc. odłoży w czasie zakup samochodu czy remont mieszkania. Jednocześnie, gdy już planujemy wyjazd, chcemy, aby był wyjątkowy – aż 51 proc. polskich turystów (najwięcej w zestawieniu) zadba o luksusowe doświadczenia podczas podróży (nie szczędząc przy tym większych wydatków – w końcu wakacje są raz w roku).

– Wyniki badania „International Travel Confidence Index 2025” pokazują, że Polacy niezmiennie kochają letni wypoczynek. Wakacje są ważnym czasem regeneracji i oderwania od codzienności, nawet jeśli oznacza to konieczność ograniczenia innych wydatków. To zjawisko obserwujemy także w innych krajach Europy, jednak w Polsce trend jest szczególnie wyraźny – mówi Agnieszka Krupa, dyrektor zarządzająca Allianz Partners Polska.

Nowy styl podróży: świadomie i bez stresu. Co liczy się najbardziej?

  • Ponad dwie trzecie badanych (66 proc.) uwzględnia ryzyko środowiskowe – takie jak pożary czy powodzie – przy wyborze miejsca na wakacje (wzrost o 5 p.p.).
  • Ponad połowa (56 proc.) planuje zmienić sposób podróżowania, aby ograniczyć swój wpływ na środowisko, np. wybierając bardziej zrównoważony transport lub ekologiczne zakwaterowanie (wzrost o 5 p.p.).
  • Jeden na dwóch turystów (54 proc.) ma świadomość cyberzagrożeń podczas podróży, m.in. przy korzystaniu z publicznych sieci wi-fi, ładowarek USB czy ogólnodostępnych komputerów (wzrost o 6 p.p.).
  • Co drugi (53 proc.) obawia się, że on sam lub jego towarzysze podróży mogą zachorować podczas wakacji.
  • Blisko połowa (48 proc.) martwi się ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, co oznacza wzrost o 8 p.p. względem wcześniejszych deklaracji.
  • 44 proc. dostrzega ryzyko dla swojego bezpieczeństwa związane z przestępczością, terroryzmem lub niepokojami społecznymi.
  • Tyle samo (44 proc.) ma na uwadze sytuację geopolityczną.

Ubezpieczenia coraz popularniejsze: Polska liderem

Wraz ze wzrostem wakacyjnych wydatków rośnie w Europie świadomość potencjalnych kosztów związanych z zakłóceniami podróży. Coraz więcej osób planujących wyjazd decyduje się na dodatkową ochronę w postaci ubezpieczenia turystycznego. Aż 69 proc. (wzrost o 3 p.p.) podróżnych z Polski deklaruje, że wykupi ubezpieczenie turystyczne lub już je posiada. Kieruje nimi przede wszystkim chęć zapewnienia sobie pomocy medycznej i powrotu do kraju (57 proc. wskazań) oraz zwrot ewentualnych kosztów leczenia za granicą (50 proc. wskazań). Coraz większe znaczenie dla nabywców ubezpieczeń podróżnych ma szybka obsługa roszczeń i dostęp do telemedycyny 24/7 – oczekuje tego ponad 80 proc. badanych.

W 2025 roku widać wyraźny zwrot ku bardziej świadomemu, odpowiedzialnemu i spersonalizowanemu podróżowaniu. W tym kontekście rośnie rola ubezpieczeń turystycznych. Oczekujemy od nich nie tylko ochrony, ale także realnego wsparcia: szybkiej obsługi, całodobowej pomocy medycznej i rozwiązań, które zwiększają komfort podróży – dodaje Agnieszka Krupa z Allianz Partners Polska.

Choć popularność ubezpieczeń turystycznych w Polsce rośnie, nadal 31 proc. podróżujących Polaków nie decyduje się na ich zakup. Główne powody to przede wszystkim przekonanie, że ubezpieczenie nie jest potrzebne – bo podróż jest krótka (30 proc.), tania (17 proc.) lub cel uznawany za bezpieczny (20 proc.). Ponadto co czwarty Polak (24 proc.), spośród rezygnujących z zakupu ubezpieczenia, kieruje się przekonaniem, że wystarczy zdać się na własną odpowiedzialność.

O badaniu

Badanie „International Travel Confidence Index 2025” zostało przeprowadzone na zlecenie Allianz Partners przez OpinionWay na grupie 9 300 osób z 9 europejskich krajów metodą CAWI w dniach 11 – 22 kwietnia 2025 r. W Polsce badaniem objętych zostało 1045 respondentów.

[1] Przeliczenie według średniego kursu NBP z dnia 27.05.2025 r. – 1 EUR = 4,2479 PLN.

Jawność wynagrodzeń coraz bliżej. Firmy szykują się na unijną dyrektywę

Zbliżające się wdrożenie unijnej dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń jest impulsem do wprowadzenia bardziej transparentnych i sprawiedliwych polityk płacowych, eliminowania nierówności, wyrównywania zarobków kobiet i mężczyzn. Choć zarówno zatrudnieni, jak i pracodawcy dostrzegają zalety przyszłych zmian, nie brakuje też niepokoju o możliwe napięcia i konflikty. Pracodawcy stoją przed wyzwaniami związanymi z weryfikacją systemów płacowych, zwracają także uwagę na możliwy wzrost oczekiwań finansowych – wynika z najnowszej edycji „Barometru Rynku Pracy 2025” przygotowanej przez Gi Group Holding.

Koniec tabu wokół płac? Firmy już się przygotowują

Unijne przepisy mają na celu wyrównanie szans – przede wszystkim w zakresie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn. Nowe regulacje przewidują obowiązek udostępniania pracownikom informacji o strukturze płac i poziomach wynagrodzeń na porównywalnych stanowiskach, a także o zasadach stosowanych przy awansach i podwyżkach. Jednocześnie nakłada na pracodawców obowiązek raportowania różnic płacowych oraz publikowania widełek wynagrodzeń w ofertach pracy.

– Transparentność płacowa to nie tylko planowany regulacyjny obowiązek, ale również trend budujący  nowoczesną kulturę organizacyjną. Jasne zasady wynagradzania pozwalają wyeliminować nierówności, wzmacniając poczucie sprawiedliwości, uczciwości i zaufania wewnątrz organizacji – podkreśla prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Państwa UE mają czas na dostosowanie swoich przepisów do regulacji unijnych. do 7 czerwca 2026 r., jednak firmy już zaczynają przygotowania do nadchodzących zmian.

Na wprowadzenie regulacji należy patrzeć szerzej, nie tylko w kontekście prawym. Zmiany w polityce płac – o ile będzie ona spójna i sprawiedliwa – pomogą w zarządzaniu oczekiwaniami kadr i ograniczą ryzyko rotacji. Natomiast jeżeli pracownicy dostrzegą niezrozumiałe dla nich dysproporcje w wynagrodzeniach lub nie otrzymają informacji na temat kryteriów podwyżek oraz perspektyw awansu, będą odczuwali frustrację i niezadowolenie, co w skrajnych przypadkach doprowadzi do rezygnacji z pracy – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Ewidentne korzyści, ale i obawy. Co pracujący myślą o jawności płac?

Według zatrudnionych najważniejszą zmianą, jaka nastąpi po wprowadzeniu dyrektywy będzie ułatwienie poszukiwania nowej pracy i porównywania ofert (35,5% wskazań), wynika Z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Wśród kolejnych korzyści widzą zapobieganie dyskryminacji płacowej i poprawienie równości wynagrodzeń (odpowiednio 31,3% oraz 29,5%) oraz  ułatwienie negocjowania wysokości pensji z pracodawcą (28,7%). Na zwiększenie zaufania wskazuje natomiast 18,7% badanych. We wprowadzaniu regulacji zatrudnieni dostrzegają jednak nie tylko zalety, widzą także ryzyka – przede wszystkim możliwość pojawienia się napięć i kłótni w zespole (26,2%). Nieco mniejsze grono  dostrzega w jawności płac ryzyko obniżenia motywacji (14,2%).

Warto zwrócić uwagę na różnice w postrzeganiu skutków regulacji przez kobiety i mężczyzn, co może być odzwierciedleniem zarówno ich doświadczeń zawodowych, jak i postrzegania realiów rynku pracy. Podczas gdy 37% respondentek jest przekonanych, że jawność płac pomoże zapobiegać nierównościom, wśród mężczyzn takie zdanie wyraża jedynie 26%. Także więcej kobiet niż mężczyzn jest zdania, że nowe przepisy doprowadzą do realnej równości płac w organizacji i zmniejszą różnice w wynagrodzeniach. Natomiast mężczyźni znacznie częściej zwracają uwagę na potencjalne zagrożenie dla atmosfery w zespole – obawiają się, że jawność wynagrodzeń może prowadzić do konfliktów i napięć (30%).skutki jawności wynagrodzeń płeć barometr

Fakt, że to kobiety w większym stopniu dostrzegają potencjał, jaki niesie ze sobą wdrożenie unijnej dyrektywy nie powinien dziwić – to one odczuwają konsekwencje nierówności. Liczą, że nowe regulacje realnie przyczynią się do wyrównania płac i ograniczenia dyskryminacji. Dla wielu z nich to nie tylko kwestia przepisów, ale szansa na rzeczywistą zmianę ich sytuacji na rynku pracy – tłumaczy Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Także wykształcenie ma wpływ na ocenę skutków przejrzystości wynagrodzeń. Osoby z wyższym wykształceniem częściej zauważają, że może ona ułatwić poszukiwanie pracy, przeciwdziałać dyskryminacji płacowej, wspierać równość i negocjacje płacowe. Wynika to prawdopodobnie z ich większej wiedzy o rynku pracy oraz doświadczeń zawodowych.

Największe bariery?

Nowe regulacje dają organizacjom realną szansę na uporządkowanie polityki wynagrodzeń i budowanie bardziej przejrzystej, i w efekcie, sprawiedliwszej kultury organizacyjnej. Wdrożenie unijnej dyrektywy to jednak złożony proces, wymagający nie tylko likwidacji luki płacowej, ale stworzenia bardziej sprawiedliwego i zrozumiałego systemu wynagradzania oraz szans awansu, który wspiera równość w miejscu pracy. Firmy widzą związane z tym wyzwania – wskazują na trudności w weryfikacji polityk płacowych i ewentualnym uzasadnianiu różnic, a także na możliwe napięcia oraz prawdopodobny wzrost oczekiwań ze strony pracowników – komentuje Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser.

Najczęściej wskazywane przez pracodawców trudności związane z wprowadzeniem przepisów dotyczą konieczności uzasadnienia istniejących różnic wynagrodzeń (36,3% badanych firm), potencjalnych napięć i konfliktów w zespołach (35,9%) oraz rosnących oczekiwań finansowych pracowników po ujawnieniu stawek (34,3%).

Analizując wyniki, można zauważyć, że przedsiębiorcy bardziej obawiają się potencjalnych nieporozumień i tarć wewnątrz zespołu niż formalnego dostosowania firmy do nowych regulacji (16,9%), czy kosztów procesu wdrożenia (13,1%).wyzwania firmy jawność wynagrodzeń barometr

Obawy te nasilają się wraz z wielkością organizacji – w dużych firmach trudność tłumaczenia się z różnic płacowych deklaruje aż 45% badanych pracodawców (dla porównania, w małych firmach odsetek ten wynosi 31%). Podobny trend widać w przypadku obaw o atmosferę w zespole – o ile w małych firmach 34% pracodawców obawia się konfliktów, o tyle w dużych odsetek ten rośnie do niemal 39%. Z kolei wzrost oczekiwań płacowych częściej niepokoi największe przedsiębiorstwa (42%). Takie wyniki sugerują, że nierówności płacowe częściej występują w dużych firmach – co jest poniekąd zrozumiałe. Większa liczba pracowników, zróżnicowanie stanowisk i bardziej rozbudowana siatka płac sprzyjają rozbieżnościom w wynagrodzeniach.

– Dla wielu pracowników wynagrodzenie to nie tylko wartość finansowa, ale także odzwierciedlenie ich kompetencji, zaangażowania i wkładu w rozwój firmy. Dlatego tak ważne jest, aby zmiany w obszarze przejrzystości płac były wdrażane w sposób przemyślany – z poszanowaniem istniejących struktur, w oparciu o rzetelne dane i klarowną strategię. Kluczowe będzie przygotowanie menedżerów i zespołów HR – zarówno pod względem merytorycznym, jak i komunikacyjnym – by potrafili jasno tłumaczyć zasady wynagradzania i adekwatnie odpowiadać na pytania czy emocje pracowników. Transparentność wynagrodzeń może realnie wspierać budowanie zaufania i zaangażowania o ile stanie się częścią świadomego podejścia do zarządzania ludźmi – komentuje Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser.

Widełki płac w ofertach pracy – to już się dzieje

Już teraz coraz więcej organizacji decyduje się na podawanie wynagrodzeń w ogłoszeniach. Taki ruch nie tylko zwiększa liczbę aplikacji, ale przyspiesza proces zatrudnienia. Potwierdzają to dane portali ogłoszeniowych – ogłoszenia zawierające informację o wynagrodzeniu generują nawet 40% więcej aplikacji. W niektórych branżach, takich jak produkcja czy logistyka, ta różnica jest jeszcze większa.

W przypadku ofert pracy podanie widełek wynagrodzeń jest kluczowe – ogłoszenia bez tych informacji mają niską skuteczność. Kandydaci, przede wszystkim ci niższego szczebla, oczekują konkretów i to one przesądzają o kliknięciu w ogłoszenie i aplikowaniu. Firmy, które tego nie realizują, wyraźnie przegrywają w walce o pracowników. W praktyce rynek sam więc wymusił jawność wynagrodzeń – tłumaczy Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

W przypadku stanowisk specjalistycznych wpływ jawności stawek na liczbę aplikacji jest mniej jednoznaczny. Kandydaci w większym stopniu zwracają uwagę na markę firmy, zakres projektów, możliwości rozwoju czy kulturę organizacyjną. Tu brak podania widełek płac w ogłoszeniu nie ma aż takiego znaczenia, zwłaszcza gdy oferta jest atrakcyjna w pozostałych obszarach.

– Nie dziwi mnie, że coraz więcej osób, zwłaszcza z młodszych pokoleń, chce znać stawki już na etapie ogłoszenia – pozwala im to szybciej ocenić, czy dana oferta odpowiada ich oczekiwaniom i uniknąć niepotrzebnych rozmów rekrutacyjnych. Większa przejrzystość nie tylko skraca negocjacje płacowe i wzmacnia wizerunek firmy, ale też sprzyja budowaniu bardziej równościowego i inkluzywnego środowiska pracy. W dłuższej perspektywie to krok w stronę uczciwszego i bardziej przejrzystego rynku pracy – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment

Unilink rośnie w siłę – strategiczne przejęcie Priori otwiera drzwi do Słowenii

Unilink S.A. ogłosił nabycie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Priori Zavarovanje d.o.o. („Priori”), jednej z czołowych firm brokerskich w Słowenii.

Umowa ta wzmacnia znacząco pozycję Acrisure i Unilink w regionie, obejmującym 8 państw: Polskę, Bułgarię, Rumunię, Mołdawię, Czechy, Słowację, Chorwację a teraz również Słowenię. 

Jasmin Osmanovic, założyciel Priori, nadal będzie pełnił funkcję jej Prezesa Zarządu (CEO).

Igor Rusinowski, Prezes Grupy Unilink powiedział: 

– Uzasadnieniem dla zakupu Priori jest jej wiodąca pozycja rynkowa, doświadczenie w pośrednictwie ubezpieczeniowym na rynku korporacyjnym oraz komplementarna kultura organizacyjna, która kładzie nacisk na tworzenie wartości dla klientów i innowacje technologiczne. Cieszę się, że mogę powitać Jasmina i cały zespół Priori w Grupie Unilink.
Partnerstwo z Acrisure i Unilink umożliwi imponującemu zespołowi Priori dostęp do naszych międzynarodowych możliwości w zakresie ubezpieczeń dla biznesu, rozwiązań MGA, doświadczenia na rynku londyńskim i pośrednictwa reasekuracyjnego. Liczymy na wspaniałą współpracę! 

Jasmin Osmanovic, Prezes Zarządu i założyciel Priori, tak skomentował ogłoszenie transakcji:

– Jesteśmy podekscytowani rozpoczęciem nowego rozdziału dla Priori. Mam pewność, że dołączając do Acrisure i Unilink, zyskamy lepsze warunki dla naszych klientów, a także wzmocnimy naszą pozycję w Słowenii. To bardzo pozytywna zmiana dla naszych klientów, pracowników i wszystkich partnerów biznesowych. 

Szczegóły umowy nie zostały ujawnione. 

Prezes NBP ostrzega przed ryzykami inflacyjnymi – cięcie stóp w lipcu niepewne

Niespotykanie krótka, 15-minutowa konferencja prezesa Glapińskiego nie przyniosła przełomu, może zostać uznana jednak za względnie jastrzębią. Prezes, choć wspominał o spadkach inflacji, zwracał uwagę na ponowny wzrost płac w sektorze korporacyjnym, czy ożywienie gospodarcze, szczególnie zarysowane w ostatnich danych dot. sprzedaży detalicznej.

Podniósł temat decyzji URE, który ogłosił nowe taryfy na sprzedaż gazu od lipca, zwracając uwagę na to, że prawdopodobnie obniży to ścieżkę inflacji, sprowadzając dynamikę cen w okolice 3% w III kwartale. Wyjątkowo często odwoływał się jednak do potencjalnego wygaśnięcia wsparcia w zakresie cen energii elektrycznej oraz – przede wszystkim – kwestii luźnej polityki fiskalnej i niepewności co do kształtu wrześniowego budżetu, stanowiących jego zdaniem kluczowe ryzyka proinflacyjne.

Tak duża emfaza na powyższe może nieznacznie odsuwać oczekiwania wobec obniżki w lipcu, kiedy pojawią się nowe projekcje inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Nieśmiało odnotował to złoty, skala ruchu była jednak bardzo ograniczona, kwestia cięcia na najbliższym posiedzeniu pozostaje bowiem otwarta, a sama RPP – zależna od danych.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk Ebury

B-Act wypłaci dywidendę w wysokości 8 groszy na akcję

Zwyczajne Walne Zgromadzenie spółki B-Act S.A., notowanej na rynku NewConnect, zatwierdziło wypłatę dywidendy w wysokości 8 groszy na akcję, co oznacza wzrost o 14% r/r. Łączna wartość dywidendy wyniesie 783,4 tys. zł brutto. Decyzja jest zgodna z wcześniejszą rekomendacją Zarządu oraz pozytywną opinią Rady Nadzorczej i stanowi potwierdzenie bardzo dobrego roku finansowego 2024. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2025 r., natomiast wypłata środków nastąpi 2 lipca 2025 r.

Podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbyło się 5 czerwca 2025 roku, akcjonariusze B-Act S.A. podjęli uchwałę o podziale zysku za rok obrotowy 2024 r. i wypłacie dywidendy w wysokości 0,08 zł na jedną akcję. Łącznie do inwestorów trafi ponad 783 tys. zł brutto, a reszta zysku zasili kapitał zapasowy spółki, wzmacniając finansowe fundamenty spółki.

Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2025 r., natomiast wypłata środków nastąpi 2 lipca 2025 r.  Wypłata dywidendy jest efektem rekordowych wyników finansowych spółki oraz konsekwentnej polityki dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami.

Zysk netto B-Act za 2024 rok wyniósł 1,69 mln zł, co oznacza przekroczenie wcześniejszych prognoz. Przychody spółki sięgnęły 27,89 mln zł i były o 71% wyższe niż rok wcześniej. Dzięki wysokiej rentowności i stabilnej sytuacji finansowej (5 mln zł dostępnych środków pieniężnych na koniec roku), spółka mogła nie tylko zwiększyć dywidendę r/r, ale także kontynuować inwestycje i ekspansję międzynarodową.

Zatwierdzenie dywidendy przez Walne Zgromadzenie to wyraz zaufania akcjonariuszy do naszej strategii i potwierdzenie, że konsekwentny rozwój przynosi realne rezultaty. Po raz drugi dzielimy się zyskiem, jednocześnie utrzymując tempo wzrostu i rozwijając naszą obecność na rynkach międzynarodowych. Chcemy, aby nasi inwestorzy czuli, że są częścią sukcesu B-Act – mówi Adam Białachowski, prezes B-Act.

W 2024 roku B-Act pozyskał nowe kontrakty o wartości ponad 50 mln zł, a jego backlog wzrósł do blisko 81 mln zł. Spółka rozwijała działalność za granicą, m.in. na rynku ukraińskim, gdzie uzyskała status przedsiębiorstwa krytycznego dla gospodarki, oraz aktywnie uczestniczyła w projektach związanych z sektorem obronnym i infrastrukturą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

EBC obniży stopy o 25 pb? Rynki już to wyceniły, kluczowe pytanie: co dalej jesienią

Decyzja Europejskiego Banku Centralnego zaplanowana na dziś nie powinna przynieść większego zaskoczenia dla rynków. Inwestorzy są niemal jednomyślnie przekonani, że EBC kolejnej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę depozytową do poziomu 2,00 proc. Takie posunięcie było wielokrotnie sygnalizowane w ostatnich tygodniach przez członków Rady Prezesów – zaledwie kilku przedstawicieli „jastrzębiego” skrzydła, jak Robert Holzmann z Austrii, wyrażało wątpliwości co do potrzeby dalszego luzowania polityki.

Dodatkowym argumentem za dzisiejszą obniżką stóp będą prawdopodobnie lekko zrewidowane prognozy gospodarcze. EBC może nieznacznie obniżyć zarówno szacunki wzrostu gospodarczego, jak i inflacji na 2025 rok. Główne przesłanki tych korekt to spodziewane negatywne skutki gospodarcze amerykańskich ceł, niższe ceny energii oraz silniejsze euro, które działa dezinflacyjnie. Co istotne, najnowsze dane o inflacji z maja – opublikowane przed dwoma dniami – w pełni potwierdzają ten kierunek rewizji i stanowią mocny fundament dla dzisiejszej decyzji o obniżce.

Z perspektywy rynku walutowego dzisiejsze posiedzenie nie powinno mieć większego wpływu na notowania euro. Obniżka stóp jest już bowiem w pełni wyceniona, a brak potencjału do gołębiej niespodzianki (dovish surprise) ogranicza możliwość większych wahań kursowych. Reakcja rynku będzie więc najprawdopodobniej ograniczona, szczególnie jeśli komunikat banku nie zawiera sygnałów bardziej agresywnego dalszego luzowania.

W szerszym horyzoncie inwestorzy koncentrują się na pytaniu, co dalej po czerwcowej decyzji. Obecny konsensus zakłada jeszcze jedną obniżkę stóp w tym roku – we wrześniu – która sprowadziłaby stopę depozytową do 1,75 proc. Za takim scenariuszem przemawiają obawy o wzrost gospodarczy oraz ryzyko, że inflacja może tymczasowo spaść poniżej celu EBC (2 proc.). Z drugiej strony, jeśli amerykańska polityka celna zostanie wprowadzona w bardziej agresywnej formie, mogłoby to zadziałać proinflacyjnie w średnim terminie, co z kolei ograniczyłoby przestrzeń do dalszych cięć.

Choć po ostatnich danych inflacyjnych rynek dopuszcza nawet możliwość zejścia stopy depozytowej do 1,50 proc. do końca roku, taki scenariusz wymagałby dalszego osłabienia danych makroekonomicznych. W obliczu wysokiej niepewności globalnej (zwłaszcza wokół amerykańskiej polityki handlowej) EBC będzie prawdopodobnie skłaniać się ku strategii „wait-and-see” po ewentualnym jesiennym ruchu.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

RPP utrzymała stopy procentowe. Obniżki możliwe już w lipcu

Poznaliśmy czerwcową decyzję RPP. Tym razem zdecydowano o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Co to oznacza? Kiedy można spodziewać się dalszych obniżek? Jak zareagował polski złoty? Więcej na ten temat pisze Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, w poniższym komentarzu:

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami zadecydowała o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian. Było to zgodne z oczekiwaniami rynku oraz zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. W trakcie majowego posiedzenia RPP ścięła stopy procentowe o 50 punktów bazowych, pierwszy raz od jesieni 2023 roku. Teraz kolejnym terminem możliwej obniżki będzie lipiec, kiedy poznamy najnowsze projekcje inflacyjne.


Członkowie Rady wielokrotnie podkreślali, że potrzebują czasu oraz więcej danych, aby podjąć decyzję o kolejnej obniżce. Warto jednak wspomnieć, że kolejna obniżka, która będzie miała miejsce w lipcu lub we wrześniu, będzie początkiem cyklu obniżek stóp procentowych. Inflacja w Polsce za maj spadła do poziomu 4,1% r/r i wszystko wskazuje na to, że nowa ścieżka inflacji pokaże szybszy spadek do celu niż podczas marcowej publikacji. Oczywiście pojawiły się pewne czynniki ryzyka, które mogą wstrzymać Radę przed szybszymi obniżkami. Jest to oczywiście ostatnie odbicie dynamiki płac. Dynamika ta wzrosła za kwiecień aż do 9,3% r/r z poziomu 7,7% r/r w marcu. Kolejnym czynnikiem ryzyka jest niepewność dotycząca sytuacji fiskalnej w Polsce i jej wpływie na kształtowanie się inflacji. Jeśli rząd rozpocznie mocniejsze wydatki, ale jednocześnie nie będzie podnosił podatków, może to oznaczać większe ryzyko dotyczące nadmiernego zadłużenia oraz generować presję na wzrost cen. Prof. Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ekspansywna polityka fiskalna będzie brana pod uwagę w podejmowaniu kolejnych decyzji.

Rynek wycenia jedną obniżkę w perspektywie najbliższych 3 miesięcy, natomiast w perspektywie 12 miesięcy widzi stopę na poziomie 4,0%, co oznaczałoby 5 obniżek o 25 punktów bazowych od obecnego poziomu. Warto wspomnieć, że prof. Glapiński mówił na poprzednim posiedzeniu, że widzi przestrzeń do zejścia stóp procentowych nawet do 3,5%.
Złoty pozostaje stabilny po decyzji, choć traci od początku tego tygodnia ze względu na zawirowania polityczne i niepewność dotyczącą dalszych prac rządu z kolejnym opozycyjnym prezydentem. Za dolara płacimy 3,76 zł, natomiast za euro 4,28 zł. 

RPP utrzymuje stopy procentowe. Rynek czeka na obniżki już w lipcu

Zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe NBP na obecnym poziomie, stopa referencyjna wynosi 5,25 proc.

Większość uczestników rynku spodziewa się kolejnej obniżki stóp procentowych już w lipcu, przy jednoczesnej łącznej skali obniżek sięgających 50-100 punktów bazowych do końca roku.

Niższa prognozowana ścieżka inflacji na 2025 rok oraz perspektywa osiągnięcia odczytów inflacyjnych mieszczących się w górnym przedziale celu NBP (2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 pp.) już w okresie wakacyjnym – m.in. dzięki znaczącej obniżce taryf gazowych od lipca oraz efektowi bazy związanym z zeszłorocznym częściowym odmrożeniem cen energii – tworzą warunki sprzyjające rozpoczęciu cyklu obniżek stóp procentowych.

Rynek z dużym zainteresowaniem oczekuje czwartkowej konferencji Prezesa Glapińskiego, zwłaszcza w kontekście spekulacji, które pojawiły się po ogłoszeniu wyników poniedziałkowych wyborów, dotyczących możliwego zaostrzenia stanowiska RPP w odpowiedzi na obawy o potencjalnie bardziej ekspansywną politykę fiskalną.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Nowy Zarząd PTEC wybrany – Dariusz Marzec prezesem Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej

Podczas Krajowego Zgromadzenia Członków Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC), które odbyło się w 4 czerwca w Nałęczowie, podjęto decyzję o wyborze władz organizacji na kolejną kadencję. Prezesem Zarządu PTEC został wybrany Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wśród najważniejszych celów działalności Towarzystwa, prezes PTEC wskazał aktywne wspieranie procesu dekarbonizacji ciepłownictwa systemowego w Polsce. Podkreślił znaczącą rolę organizacji w budowaniu efektywnej współpracy z administracją rządową oraz instytucjami europejskimi – zwłaszcza w kontekście prac nad kluczowymi zmianami legislacyjnymi wpływającymi na kierunek i tempo transformacji oraz finansowania inwestycji dekarbonizacyjnych.

Transformacja w kierunku nowoczesnych, inteligentnych systemów ciepłowniczych powinna być prowadzona w sposób społecznie odpowiedzialny. Oznacza to ograniczanie kosztów dla odbiorców końcowych poprzez dobrze przemyślany dobór miksu wytwórczego i paliwowego, a także optymalne wykorzystanie funduszy pomocowych. To jedno z głównych zadań, przed którymi stoi dziś branża – i całe Towarzystwo – wskazuje Dariusz Marzec. – Nie ma skutecznej transformacji ciepłownictwa bez współpracy z sektorem elektroenergetycznym, gazowym czy samorządami. Tylko wspólne planowanie – z myślą o systemie jako całości – pozwoli nam optymalnie wykorzystać technologie, takie jak kogeneracja, Power-to-Heat, magazyny ciepła czy ciepło odpadowe.

Krajowe Zgromadzenie Członków zdecydowało również o uzupełnieniu dotychczasowego składu zarządu Towarzystwa. Bartosz Krysta, wiceprezes ds. handlowych Enea S.A., został powołany na stanowisko wiceprezesa zarządu PTEC. Krysta jest doktorem nauk ekonomicznych, ekspertem z 27-letnim doświadczeniem w zakresie rozwoju handlu i sprzedaży w spółkach energetycznych. To specjalista w obszarze ciepłownictwa, optymalizacji aktywów, zarządzania portfelem, hurtowej sprzedaży energii elektrycznej i instrumentów z nią związanych, a także controllingu oraz zarządzania ryzykiem.

Transformacja ciepłownictwa to proces rozpisany na dekady – wymaga stabilnego, przewidywalnego otoczenia regulacyjnego oraz jasnych sygnałów inwestycyjnych. Bez nich trudno będzie podejmować decyzje o modernizacjach i budowie nowych źródeł wytwórczych. PTEC będzie aktywnie zabiegać o stworzenie takich warunków – podkreśla Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej oraz Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej.

Aktualny skład zarządu PTEC:

Prezes Zarządu: Dariusz Marzec (PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.)

Wiceprezesi Zarządu:

  • Bartosz Krysta (Enea S.A.)
  • Marcin Laskowski (PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.)
  • Marcin Staniszewski (Tauron Ciepło Sp. z o.o.)
  • Krzysztof Zamasz (Grupa Veolia w Polsce)

Członkowie Zarządu:

  • Andrzej Gajewski (ORLEN Termika S.A.)
  • Arkadiusz Kosiel (Fortum Silesia S.A.)
  • Grzegorz Krystek (PGE Energia Ciepła S.A.)

TSUE zajmie się sprawą WIBOR-u. Historyczna decyzja dla kredytów złotówkowych

11 czerwca 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po raz pierwszy w historii zajmie się sprawą polskiego kredytu złotówkowego, którego oprocentowanie oparte jest na wskaźniku referencyjnym WIBOR. Sprawa została zarejestrowana pod sygnaturą C-471/24 i trafiła do Trybunału na skutek skierowania przez Sąd Okręgowy w Częstochowie pytań prejudycjalnych. To przełomowy moment w historii polskiego rynku finansowego – porównywalny z początkiem spraw frankowych w TSUE.

WIBOR – fundament kredytów złotówkowych

WIBOR od dekad stanowi podstawę dla wyznaczania oprocentowania kredytów hipotecznych i konsumenckich udzielanych w złotych polskich. Jego wysokość rzutuje bezpośrednio na koszt kredytu dla milionów Polaków. Choć przez lata wskaźnik ten był traktowany jako rynkowy standard, to coraz częściej podnoszone są argumenty wskazujące na jego nietransparentność i wątpliwą zdolność do odzwierciedlenia rzeczywistych warunków rynkowych.

Podstawowym problemem związanym z WIBOR-em jest sposób jego ustalania. Nie opiera się on na realnych transakcjach międzybankowych, lecz na deklaracjach banków, które informują, po jakiej stopie mogłyby pożyczyć środki innym instytucjom. W praktyce jednak rynek pożyczek międzybankowych niemal nie funkcjonuje, co oznacza, że WIBOR w istocie nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów finansowania.

Cztery pytania z Częstochowy – o co chodzi w sprawie C-471/24?

W ramach sprawy rozpoznawanej przez TSUE Sąd Okręgowy w Częstochowie zadał cztery pytania prejudycjalne, które dotyczą fundamentalnych kwestii związanych z funkcjonowaniem wskaźników referencyjnych, przejrzystością umów kredytowych oraz zakresem ochrony konsumentów wynikającej z dyrektywy 93/13/EWG. Pytania te dotyczą:

  1. Zakresu badania abuzywności postanowień odwołujących się do wskaźnika referencyjnego WIBOR – czy można uznać, że klauzula ustalająca oprocentowanie kredytu na podstawie WIBOR-u może być uznana za nieuczciwą w rozumieniu Dyrektywy 93/13?
  2. Transparentności informacji przekazywanych konsumentowi – czy bank dostatecznie poinformował kredytobiorcę o mechanizmie działania WIBOR-u oraz jego wpływie na wysokość zobowiązania?
  3. Potencjalnego naruszenia równowagi kontraktowej stron – czy konstrukcja kredytu, w której konsument ponosi ryzyko związane ze zmiennością WIBOR-u, jest zgodna z zasadą równowagi i lojalności kontraktowej?
  4. Skutków eliminacji postanowień dotyczących WIBOR-u – czy po uznaniu klauzuli za abuzywną umowa może być kontynuowana w pozostałym zakresie, np. z oprocentowaniem ustalonym wyłącznie na podstawie marży?

Pytania te są nie tylko istotne z punktu widzenia sprawy indywidualnej, lecz także mają ogromne znaczenie systemowe. Odpowiedzi Trybunału mogą przesądzić o dalszym losie tysięcy spraw sądowych, w których konsumenci kwestionują legalność i uczciwość stosowania wskaźnika WIBOR.

Analogiczna sytuacja jak w sprawach frankowych?

Pełnomocnicy kredytobiorców, w tym autor niniejszego komentarza, podkreślają, że sprawa WIBOR-u przypomina na wielu płaszczyznach wcześniejsze sprawy dotyczące kredytów waloryzowanych do franka szwajcarskiego. Również wówczas głównym problemem było nieprzejrzyste ukształtowanie mechanizmu ustalania świadczenia kredytobiorcy, brak transparentnych informacji oraz nierównowaga stron.

W przypadku kredytów opartych na WIBOR-ze sytuacja jest bardzo podobna: konsument nie ma realnego wpływu na wybór wskaźnika, nie ma wiedzy o tym, jak jest on wyliczany, a ryzyko zmienności jest przerzucone wyłącznie na niego. Umowy nie zawierają wystarczających informacji pozwalających ocenić wpływ WIBOR-u na całkowity koszt kredytu, a sam sposób kalkulacji wskaźnika nie jest przejrzysty – nawet dla profesjonalnych pełnomocników.

WIBOR a Dyrektywa 93/13 – standardy unijne

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE, obowiązkiem przedsiębiorcy zawierającego umowę z konsumentem jest nie tylko unikanie stosowania nieuczciwych postanowień umownych, ale także zapewnienie, aby umowa była sformułowana w sposób jasny, zrozumiały i umożliwiający konsumentowi podjęcie świadomej decyzji.

Zgodnie z Dyrektywą 93/13, za nieuczciwe uznaje się postanowienia, które nie zostały indywidualnie uzgodnione, naruszają dobre obyczaje i rażąco naruszają interesy konsumenta. W sprawie WIBOR-u wątpliwości budzą wszystkie trzy przesłanki:

  • brak indywidualnego uzgodnienia – postanowienia dotyczące wskaźnika referencyjnego mają charakter narzucony, są standardowym elementem umów,
  • naruszenie dobrych obyczajów – wskaźnik nie opiera się na realnym rynku i jest w pełni kontrolowany przez instytucje finansowe,
  • rażące naruszenie interesów konsumenta – wysokość rat może wzrosnąć o kilkadziesiąt procent w krótkim czasie, bez jakiegokolwiek wpływu konsumenta na ten proces.

Argumenty strony konsumenckiej

Z punktu widzenia pełnomocnika kredytobiorców, kluczowym zarzutem wobec banków jest niewystarczające informowanie klientów o tym, czym w ogóle jest WIBOR, jak jest ustalany, kto go kontroluje i jakie ryzyka wiążą się z jego zmiennością. W materiałach marketingowych dominował przekaz o „stabilnym i przewidywalnym kredycie złotówkowym”, który „chroni przed ryzykiem kursowym”, podczas gdy kluczowe ryzyko – stopy procentowej – zostało całkowicie pominięte.

Dopiero po gwałtownych podwyżkach stóp procentowych w 2022 i 2023 roku kredytobiorcy zaczęli masowo odczuwać skutki uzależnienia rat od wskaźnika WIBOR. Dla wielu z nich oznaczało to wzrost miesięcznych rat nawet o 100% w stosunku do pierwotnych założeń.

Co się stanie, jeśli TSUE przyzna rację konsumentom?

Ewentualne orzeczenie TSUE potwierdzające abuzywność postanowień dotyczących WIBOR-u może otworzyć drogę do tysięcy pozwów o:

  • stwierdzenie nieważności umowy w całości,
  • wykreślenie z umowy WIBOR-u i utrzymanie jej w mocy z samą marżą,
  • zwrot nadpłat powstałych wskutek stosowania wskaźnika referencyjnego,
  • podważenie tytułów egzekucyjnych, a w skrajnych przypadkach – wznowienie zakończonych postępowań egzekucyjnych.

Z punktu widzenia praktyki sądowej orzeczenie Trybunału będzie miało charakter precedensowy. Już dziś wiele sądów wstrzymuje postępowania do czasu wydania orzeczenia przez TSUE, traktując tę sprawę jako fundamentalną dla oceny legalności kredytów złotówkowych.

Dla kredytobiorców to przede wszystkim szansa na sprawiedliwe i zgodne z prawem ukształtowanie stosunków umownych oraz ochronę przed niekontrolowanym ryzykiem finansowym. W obliczu kryzysu kosztów życia i drastycznego wzrostu rat kredytowych, orzeczenie TSUE może stać się jednym z najważniejszych rozstrzygnięć ostatnich lat w zakresie prawa konsumenckiego.

Podsumowanie

Sprawa C-471/24 to nie tylko pytanie o legalność WIBOR-u. To pytanie o granice uczciwości w relacjach między bankiem a konsumentem. O granice zaufania do instytucji finansowych. I o to, czy Polska – jako członek Unii Europejskiej – zagwarantuje swoim obywatelom taki sam poziom ochrony, jaki mają konsumenci w innych państwach UE. Wierzę, że Trybunał, idąc śladem spraw frankowych, opowie się po stronie przejrzystości, równości kontraktowej i lojalności wobec konsumenta.

Autor: adw. Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci

Transatlantycki poker: USA podbijają stawkę cłami – czy UE odpowie, sprawdzi czy spasuje?

Amerykańskie cła rzucają wyzwanie Europie – zostały one ponownie zawieszone na czas drugiej rundy rozmów, ale jednocześnie Amerykanie podbijają stawkę cłami na stal i aluminium. Czy odpowiedź UE będzie spójna? To ma decydujące znaczenie dla osiągnięcia porozumienia, gdyż Wspólnota mimo wszystko ma sporo atutów w ręku, będąc jednocześnie największym dostawcą na rynek amerykański.

  • Stany Zjednoczone wstrzymały proponowaną podwyżkę ceł na towary z UE o 50 punktów procentowych – pierwotnie ustaloną na 1 czerwca – do 9 lipca w związku z napiętymi, ale prowadzonymi rozmowami handlowymi (po czym podbiły stawkę podnosząc cła na stal i aluminium)
  • Zapowiadana generalna podwyżka ceł na produkty europejskie podniosłaby średnie amerykańskie cła na import z UE z 9% do około 30%, co wiązałoby się z ryzykiem strat w eksporcie UE w wysokości 100 mld EUR, co odpowiada 0,5% PKB UE
  • W opinii Allianz Trade szczególnie zagrożone są firmy z sektorów: maszynowego, motoryzacyjnego i spożywczego, zwłaszcza w Niemczech, we Włoszech i Francji.
  • Stany Zjednoczone również odczułyby skutki kryzysu w wymianie handlowej z UE: po realizacji zapowiedzianej podwyżki ceł inflacja w USA wzrosłaby o 0,4 punktu procentowego, zaś wzrost gospodarczy spadłby o -0,2 punktu procentowego.
  • Na razie UE jest podzielona w przyjęciu wspólnego stanowiska: niektóre państwa członkowskie opowiadają się za zdecydowaną reakcją, podczas gdy inne obawiają się pogorszenia sytuacji USA lub narażenia na szwank ich krajowych interesów gospodarczych. Rozważane są również ustępstwa, takie jak import LNG i produktów rolnych, dostosowanie podatku cyfrowego i współpraca w zakresie obronności.
  • UE musi znaleźć konsensus wśród państw członkowskich, aby uniknąć chaotycznej lub rozwodnionej – a tym samym nieskutecznej reakcji, która uniemożliwiłaby osiągnięcie wymiernych ustępstw i tym samym ulgi dla wymiany handlowej i podważyłaby wiarygodność UE w transatlantyckiej dyplomacji.
  • UE ma w zanadrzu karty przetargowe: oprócz dotychczasowych propozycji zwiększenia zakupów amerykańskiego gazu LNG i surowców rolnych są to także: włączenie uzbrojenia z USA do unijnego programu finansowania obronności SAFE a także wzajemne zerowe stawki celne na (wybrane?) produkty przemysłowe oraz ujednolicenie podatku cyfrowego. Dodatkowo w grze są opcje porozumień handlowych (i przekierowania części eksportu – uniezależnienia się w części od rynku USA) na rynki Mercosur czy nawet – Chin

Taryfa w wysokości 50% to szybka przegrana we wzajemnym, transatlantyckim handlu. Stosunki handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską znowu są zagrożone, po tym gdy 23 maja Stany Zjednoczone ogłosiły potencjalne 50% cła na towary z UE, co stanowiło dramatyczną eskalację w porównaniu z 20-punktową podwyżką, którą wcześniej ogłoszono w „Dniu Wyzwolenia”. Po początkowym odłożeniu ich wprowadzenia na kolejny okres negocjacji, pojawiły się nowe utrudnienia w postaci ceł na stal i aluminium.

Szeroki pakiet ceł na liczne towary z UE, który pierwotnie miały wejść w życie 1 czerwca, został obecnie wstrzymany do 9 lipca w następstwie kontaktów dyplomatycznych i wstępnego porozumienia w sprawie kontynuowania negocjacji na bardziej konkretnych podstawach. Podczas gdy ponad 40% amerykańskiego importu z UE uniknęłoby ceł ze względu na zwolnienia sektorowe (tj. farmaceutyki, półprzewodniki i elektronika), średnia amerykańska taryfa celna na towary europejskie nadal wzrosłaby z około 9% do około 30%. Podniosłoby to średni poziom globalnych amerykańskich ceł importowych z 12% do około 16%, zbliżając się do poziomów uznawanych za recesyjne.

UE jest największym dostawcą dóbr importowanych przez USA, z całkowitym importem sięgającym 618 mld USD w 2024 r., przed Meksykiem (510 mld USD), Chinami (463 mld USD) i Kanadą (422 mld USD). Szacujemy, że cła nałożone przez USA na UE zwiększyłyby inflację w USA o 0,4 punktu procentowego i zmniejszyłyby wzrost amerykańskiego PKB o -0,2 punktu procentowego, grożąc tym samym wykolejeniem i tak już słabej prognozy wzrostu o +1,3do +1,5% w 2025 roku.

Po stronie europejskiej wyższe amerykańskie cła mogą spowodować straty w eksporcie o wartości ponad 100 mld USD, co odpowiada około 0,5% PKB UE – i jest to uderzenie podobne w skali do tego, czego prawdopodobnie doświadczą Chiny po niedawnym porozumieniu z USA. Skutki odczują w szczególności kraje silnie uzależnione od eksportu do USA – takie jak Niemcy i Irlandia, ponosząc wymierne straty. W efekcie tych ceł PKB Niemiec może spaść nawet o -0,6%, podczas gdy Irlandia może stracić do -3,4%, zwłaszcza jeśli wpłynęłoby to ostatecznie także na eksport produktów farmaceutycznych. Z szerszej, europejskiej perspektywy w opinii Allianz Trade szczególnie narażone są sektory: maszyn i urządzeń, chemiczny, motoryzacyjny i rolno-spożywczy. Straty eksportowe w samym sektorze maszyn i urządzeń mogą wynieść łącznie 6,7 mld USD w odniesieniu do Niemiec, 2,6 mld USD dla Włoch i 1,5 mld USD dla Francji (zob. tabela 1). Wydarzenia te wzmacniają nasze oczekiwania co do gołębiej postawy EBC, z prognozami dla stopy końcowej na poziomie 1,5%.

Tabela 1: 10 najbardziej dotkniętych amerykańskimi cłami europejskich sektorów eksportowych

Kraj Sektor Eksport (mld USD) Maksymalna strata  w eksporcie
(mld USD)
Niemcy Maszyny i urządzenia 35.5 6.7
Niemcy Producenci samochodów 29.7 5.6
Włochy Maszyny i urządzenia 13.7 2.6
Irlandia Chemikalia – przemysłowe i inne 10.7 2.0
Francja Sprzęt transportowy 8.1 1.5
Francja Maszyny i urządzenia 7.8 1.5
Irlandia Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 7.4 1.4
Włochy Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 7.1 1.3
Włochy Tekstylia – odzież i obuwie 6.7 1.3
Słowacja Producenci samochodów 6.6 1.2

Źródła: UNCTAD, Allianz Research

UE prezentuje niespójny front, nie osiągając (jak na razie) konsensusu. Pomimo wspólnego interesu w uniknięciu szkodliwej wojny celnej, UE ma trudności z przedstawieniem w pełni jednolitego stanowiska. Podczas gdy instytucje w Brukseli opowiadają się za szybkim rozwiązaniem, wciąż występują wewnętrzne podziały co do zakresu i treści środków zaradczych i ustępstw UE. Niektóre państwa członkowskie opowiadają się za zdecydowaną reakcją, naciskając na skalibrowane działania odwetowe ukierunkowane na wrażliwy import z USA. Projekt listy UE obejmuje towary z USA o wartości do 95 mld EUR objętych cłami odwetowych, w tym między innymi 10,5 mld EUR w sektorze lotniczym i kosmicznym, 10,3 mld EUR w sektorze części samochodowych, 6,4 mld EUR na towary rolne i 7,2 mld EUR na sprzęt elektryczny. Jednak część państw członkowskich jest bardziej ostrożna, obawiając się pogorszenia relacji z USA lub narażenia na szwank ich lokalnych, krajowych interesów gospodarczych.

Występują również różnice co do tego, ile UE powinna zaoferować Stanom Zjednoczonym w zamian za ulgi celne. Na początku tego roku UE zaproponowała 50 mld EUR dodatkowego importu z USA, koncentrując się głównie na LNG i produktach rolnych, takich jak soja. Kwota ta może jednak okazać się zbyt niska w stosunku do oczekiwań USA, z których UE importowała towary o wartości około 370 mld EUR w 2024 r., w porównaniu z prawie 590 mld EUR z Chin lub prawie 530 mld EUR eksportu UE do USA.

Administracja USA prawdopodobnie oczekuje, że Europa zwiększy import z USA o 100 mld EUR lub nawet więcej. Ponadto, dalsze ustępstwa, zwłaszcza w kwestiach wrażliwych politycznie, takich jak opodatkowanie działalności cyfrowej lub opłaty związane z klimatem, wywołały wewnętrzne nieporozumienia. Te tarcia wewnątrz UE skomplikowały postawę negocjacyjną Brukseli, nawet jeśli Komisja Europejska dąży do przyspieszenia dyskusji przed upływem terminu 9 lipca. Istnieje ryzyko, że reakcja będzie chaotyczna lub rozwodniona, mało spójna, co nie doprowadzi w efekcie do wynegocjowania znaczących ustępstw handlowych, podważając jednocześnie wiarygodność UE w transatlantyckiej dyplomacji.

W opinii Allianz Trade Unia Europejska ma w zanadrzu karty przetargowe. W obliczu presji ze strony USA, UE zaczęła przedstawiać szerszy pakiet handlowy mający na celu rozładowanie napięć przy jednoczesnym uwzględnieniu swoich kluczowych interesów gospodarczych. Opcje te, różniące się pod względem ambicji i wykonalności, mają na celu stworzenie wzajemnie korzystnej ścieżki rozwoju (patrz tabela 2).

Kluczowe propozycje obejmują zarówno już przedstawione pomysły (takie jak zwiększenie importu LNG i amerykańskich produktów rolnych), jak i ożywienie ram taryfowych zero za zero dla towarów przemysłowych oraz złagodzenie lub dostosowanie podatków cyfrowych i mechanizmu dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla (CBAM) w celu zmniejszenia tarć z eksporterami z USA.

Tabela 2: Opcje negocjacyjne UE

Atut – karta przetargowa Opis Korzyści dla USA Korzyści dla UE Kraje najbardziej na tym korzystające
Zwiększony import LNG Zwiększenie importu amerykańskiego LNG do UE Zmniejsza deficyt handlowy, zwiększa eksport energii z USA Zapewnia stabilne dostawy energii, dywersyfikuje źródła Niemcy, Holandia, Polska
Zakupy produktów rolnych Zobowiązanie do zakupu większej ilości amerykańskiej soi i wołowiny Wspiera amerykański sektor rolniczy, ważny politycznie Utrzymuje dostęp rolnictwa do rynku amerykańskiego Francja, Hiszpania, Włochy
Umowa taryfowa zero za zero (samochody i produkty przemysłowe) Wzajemne znoszenie ceł na kluczowe towary przemysłowe Poprawia dostęp USA do rynku UE, symboliczna wygrana Uniknięcie znacznych ceł na samochody, zwiększenie eksportu przemysłowego Niemcy, Słowacja, Włochy
Korekty podatku cyforwego Opóźnienie lub zmiana podatków od usług cyfrowych wymierzonych w amerykańskie firmy Chroni amerykańskich gigantów technologicznych przed wyższymi podatkami Tworzy przestrzeń dla szerszej transakcji, pozwala uniknąć sporów prawnych Irlandia, Francja, Szwecja
Elastyczność mechanizmu granicznej korekty emisji dwutlenku węgla (CBAM) Dostosowanie wdrożenia CBAM w celu złagodzenia obaw USA Minimalizuje koszty amerykańskich eksporterów Zachowuje dyplomację handlową, pokazuje przywództwo klimatyczne Niemcy, Dania, Francja
Obrona i współpraca w zakresie bezpieczeństwa Zwiększenie wydatków UE na amerykański sprzęt obronny nawet o 75 mld euro Sygnały sojuszniczej jedności, potencjalny impuls gospodarczy dla sektora obronnego Wzmacnia strategiczną autonomię, buduje dobrą wolę Polska, kraje bałtyckie, Francja

Źródło: Allianz Research

Niektórzy członkowie UE badają również, czy współpraca w zakresie obronności i bezpieczeństwa – w tym zakupy amerykańskiego sprzętu wojskowego i wspólne inicjatywy – mogłaby pomóc osłodzić szerszą umowę. Ponieważ Europa dąży do zwiększenia wydatków na obronność i ma cel zrealizować  50% zamówień na sprzęt pochodzący z Europy, mogłoby to pozwolić na przeznaczenie do 75 mld EUR dla firm amerykańskich (tj. 50% funduszy z programu SAFE).

Podczas gdy niektóre z tych opcji oferują wyraźne obopólne korzyści, inne napotykają wewnętrzny opór w Europie. Jak pokazał spór wokół umowy z Mercosurem, liberalizacja w obszarze rolno-spożywczym budzi obawy w państwach członkowskich (zwłaszcza z południa UE, ale nie tylko – także w Polsce), podczas gdy dostosowanie podatków cyfrowych jest politycznie wrażliwe w kilku stolicach (np. Dublinie, Luksemburgu itp.). Niemniej jednak Bruksela postrzega te kompromisy jako potencjalnie konieczne, aby uniknąć znacznie bardziej kosztownych konsekwencji gospodarczych w przypadku wprowadzenia ceł.

Michał Fidut awansuje na członka Zarządu Allianz Trade i wiceprezesa Euler Hermes Collections

Michał Fidut został członkiem Zarządu nadzorującym działalność obszaru sprzedaży i marketingu w Allianz Trade w Polsce.

Rada Nadzorcza Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes SA, wchodzącego w skład Grupy Allianz, powołała z dniem 1 czerwca 2025 roku Michała Fiduta na stanowisko członka Zarządu. Decyzją Walnego Zgromadzenia Udziałowców został także powołany na stanowisko wiceprezesa Zarządu Euler Hermes Collections sp. z o.o. Michał Fidut zastępuje Macieja Harczuka, który opuszcza Allianz Trade.

Powołanie Michała Fiduta do struktur zarządczych Allianz Trade w Polsce jest następstwem wewnętrznego awansu. Dotychczas, przez blisko dziesięć lat, zarządzał kanałem sprzedaży brokerskiej w Euler Hermes i Allianz Trade. Michał Fidut posiada ponad 30-letnie doświadczenie zawodowe. Od 2001 roku jest związany z Euler Hermes i Allianz Trade w Polsce. Zaczynał jako specjalista w dziale sprzedaży ubezpieczeń, następnie kierował Regionem Centralnym, a od 2015 roku był Dyrektorem Biura Sprzedaży Brokerskiej. Na początku swojej kariery zdobywał także kompetencje zawodowe w międzynarodowej firmie z branży motoryzacyjnej.

Jest absolwentem studiów socjologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II oraz studiów magisterskich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył także studia podyplomowe preMBA na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Brał udział w licznych szkoleniach z zakresu sprzedaży i negocjacji.

Prywatnie interesuje się trendami komunikacji biznesowej. Jest także miłośnikiem muzyki oraz fotografii.

EUindTech2025 w Krakowie: Ekoinnowacje jako klucz do bezpieczeństwa i konkurencyjności

Ekoinnowacje powinny stać ważnym elementem dyskusji o bezpieczeństwie narodowym, którego fundamentem jest silna i odporna gospodarka – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, w czasie konferencji EUindTech2025 w Krakowie. 

EUindTech2025 to konferencja odbywająca się w dniach 2-4 czerwca w Krakowie, jedno z wydarzeń polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Bank Millennium jest partnerem konferencji.

W drugim dniu wydarzenia, w panelu „Ekoinnowacje w regionach i państwach: Czy Polska może sobie pozwolić na brak eko-innowacyjności?” uczestnicy dyskutowali o tym, jak wspierać transformację przemysłową, przełamywać bariery i wzmacniać pozycję państw i regionów. Dyskusja objęła również zagadnienia związane z budowaniem odporności i przewag konkurencyjnych przedsiębiorstw w kontekście wyzwań związanych z bezpieczeństwem, gospodarką, energetyką i zmianami klimatycznymi.

Panel moderował Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, pomysłodawca raportu „Eko-indeks Millennium. Potencjał ekoinnowacyjności regionów”. Wstępem do dyskusji była prezentacja raportu.

Zielona transformacja i ekoinnowacje to nie tylko przejaw odpowiedzialności za środowisko, ale także strategiczny kierunek rozwoju gospodarek i źródło przewag konkurencyjnych firm. Powinny one być także ważnym elementem dyskusji o bezpieczeństwie narodowym, którego fundamentem jest silna i odporna gospodarka. Wzmocnieniu odporności gospodarki sprzyja m.in. wysoki udział energii ze źródeł odnawialnych, odejście od paliw kopalnych, odpowiedzialna gospodarka surowcami naturalnymi, w tym surowcami krytycznymi. Ekoinnowacje pozwalają zmniejszyć zależność od importu surowców, także surowców krytycznych, które mają kluczowe znaczenie  w transformacji energetycznej i cyfrowej. To niezbędny element budowy konkurencyjnej i odpornej polskiej gospodarki. Aby to osiągnąć, niezbędna jest współpraca, ale także komunikacja oparta na języku korzyści i wartości — powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

W panelu wzięli udział Maria Andrzejewska, dyrektor generalna UNEP/GRID-Warszawa; Janusz Cieślak, prezes zarządu MetalERG; Michał Nowosielski, naczelnik Wydziału Polityki Surowcowej i Spraw Międzynarodowych w Ministerstwie Klimatu i Środowiska; Agnieszka Wicha, doradczyni zarządu Związku Banków Polskich i Krzysztof Śmierciak, prezes zarządu Fire Protection. Z prezentacją wprowadzającą wystąpił także Chris Lo, dyrektor regionalny Rady Rozwoju Handlu Hongkongu na Europę, Azję Centralną i Izrael.

EUindTech2025 jest konferencją organizowaną przez Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk oraz Województwo Małopolskie w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE poświęconą dyskusji o obecnym stanie rozwoju wspólnoty, wyzwaniach technologicznych i przyszłych trendach w obszarze zmian w przemyśle.

EUIndTech2025 gromadzi szerokie grono przedstawicieli instytucji unijnych, administracji krajowej i samorządowej, organizacji międzynarodowych oraz przedstawicieli nauki i przemysłu. Efektem konferencji będzie opracowanie „Deklaracji Krakowskiej” zawierającej zalecenia dla nowych polityk UE w czterech kluczowych obszarach: technologia, materiały, nauka i biznes oraz społeczność w działaniu.

Decyzja EBC już w czwartek. Obniżka stóp niemal pewna

Niemal nie ma wątpliwości, że Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego dokona w tym tygodniu ósmego cięcia w tym cyklu. Dalsza przyszłość jest mniej pewna, co może narazić w czwartek euro na pewną zmienność.

Kluczowe punkty:

  • EBC ponownie obniży stopy o 25 pb.
  • Biorąc pod uwagę ryzyka celne, Lagarde będzie gołębia.
  • Bilans ryzyk dla wzrostu pozostanie skierowany w dół.
  • Prognoza inflacji na 2025 r. zostanie obniżona.
  • Lagarde podtrzyma podejście zależne od danych.
  • Spodziewamy się pauzy w lipcu, stopy depozytowej na 1,75% na koniec roku.

Obniżka stóp procentowych EBC o 25 pb. jest w pełni wyceniana przez rynki przed posiedzeniem w ten czwartek, nie powinna więc mieć żadnego wpływu na kurs euro. Rynki będą dokładnie analizować ton komunikatów banku, w szczególności konferencję prasową prezeski Christine Lagarde, wypatrując wskazówek na temat tempa i skali dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Podejrzewamy, że – jak bywa od jakiegoś czasu – Lagarde nie zdradzi wiele, a zamiast tego bank będzie czekał na nadchodzące dane i rozwój wydarzeń na froncie handlowym, nim podejmie decyzje o dalszych działaniach.

Wizja ceł zwiększa szanse na cięcia stóp EBC

Bez wątpienia największą niewiadomą dla Europejskiego Banku Centralnego są amerykańskie cła. W negocjacjach między USA i Unią Europejską nie poczyniono dotąd istotnych postępów, odsunięcie do 9 lipca gróźb Trumpa dotyczących 50-procentowych ceł pozwoliło jednak wspólnemu blokowi na chwilę oddechu. Choć Biały Dom wydaje się zdecydowany, by utrzymać przynajmniej 10-procentowe bazowe cła na UE. Moc Trumpa bez wątpienia osłabła po orzeczeniu amerykańskiego sądu – trudno bowiem wyobrazić sobie, jak prezydent uzasadni nałożenie ceł, jeśli nie jest pewne, czy ma do tego prawo.

W tle impasu związanego z cłami rozwój wydarzeń we wspólnym bloku przemawia za dalszymi cięciami EBC. Inflacja w strefie euro pozostaje ograniczona i w maju spadła poniżej celu 2%. Presja cenowa osłabła po „dniu wyzwolenia”, głównie przez globalny spadek cen ropy (w przypadku ropy Brent o 15% od 2 kwietnia) i aprecjację euro (kurs euro w ujęciu ważonym handlem wzrósł o niemal 3%). Osłabła również presja płacowa, co powinno dodatkowo wspierać przekonanie, że wynoszący 2% cel inflacyjny będzie osiągnięty. Dynamika płac negocjowanych spadła w I kwartale do najniższego od trzech lat poziomu 2,4% względem 4,1% w IV kwartale ubiegłego roku.

Wykres 1: Dynamika płac negocjowanych w strefie euro (2015 – 2025)PKB w strefie euro bez dobrych perspektyw

Przez cały ten czas perspektywy wzrostu PKB w bloku pozostają kruche. Gospodarka strefy euro w I kwartale doświadczyła ekspansji o solidne 0,3%, było to jednak spowodowane do pewnego stopnia przyspieszonym eksportem do USA przed wprowadzeniem ceł. Wskaźniki o wysokiej częstotliwości nie są szczególnie dobre – zbiorczy PMI spadł w maju poniżej granicznego poziomu 50 pkt (do 49,5 pkt) po raz pierwszy od grudnia. Choć można to w jakiejś części przypisać niepewności handlowej, głównym czynnikiem jest słaby popyt w bloku. Szczególnie niepokojące są kiepskie wyniki sektora usługowego.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2022 – 2025)

Prawdopodobna rewizja prognoz inflacji w dół

Spodziewamy się, że podczas swojej konferencji prasowej Lagarde pozostanie gołębia. Prawdopodobnie powie, że czynione są dalsze postępy na drodze do dezinflacji i zaznaczy, że ze względu na cła bilans ryzyk dla wzrostu pozostaje skierowany w dół. Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą negocjacji handlowych, nie spodziewamy się żadnych zmian forward guidance w komentarzach Lagarde i oświadczeniu Rady. Decydenci będą chcieli utrzymać szeroki wachlarz możliwości, zachowane więc zostanie podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie. Lagarde może zostać zapytana o doniesienia, że przygotowuje się do objęcia stanowiska prezesa Światowego Forum Ekonomicznego, zostaną one jednak zapewne zdementowane.

Uwagę przyciągną w tym tygodniu również zrewidowane projekcje makroekonomiczne, które będą dla euro prawdopodobnie kluczowe. Biorąc pod uwagę spadek presji cenowej po „dniu wyzwolenia”, uważamy, że możliwa jest dość silna rewizja w dół prognoz inflacji na 2025 r., a bank może nawet powiedzieć, że spodziewa się jej powrotu do celu 2% w dalszej części roku (czyli rok wcześniej, niż zakładano). W dłuższym terminie sprawę nieco komplikuje wpływ stymulacji fiskalnej w Niemczech, ale może nie znaleźć pełnego odzwierciedlenia w najbliższych prognozach.

To jeszcze nie koniec cięć

Uważamy, że obniżenie stopy procentowej EBC o 25 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu jest właściwie przesądzone. Dalsza ich ścieżka jest jednak mniej pewna. Ostatnie komunikaty członków Rady Prezesów, w tym głównego ekonomisty Philipa Lane’a, pozwalają sądzić, że pauza na posiedzeniu w lipcu jest bardzo prawdopodobna, szczególnie biorąc pod uwagę opinie, że możemy być już na długoterminowym neutralnym poziomie stopy procentowej lub w jego pobliżu. Wrześniowe posiedzenie może przynieść zmiany, zależy to jednak w dużej mierze od publikowanych do tego czasu danych. W każdym razie spodziewamy się jeszcze dwóch cięć stopy procentowej EBC przed końcem roku, w wyniku czego stopa depozytowa spadłaby do 1,75%.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (05.06) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA; Roman Ziruk – analitycy Ebury

Kurs dolara rośnie po JOLTS, rynek czeka na decyzję RPP

W środową sesję inwestorzy wchodzą z mieszanymi emocjami. Z jednej strony prezydent USA znów wymachuje cłami, a z drugiej dane z amerykańskiego rynku pracy pozytywnie zaskoczyły. W Polsce czekamy na decyzję RPP.

Znowu te cła

Nie kończy się temat wojen handlowych. Wczoraj mieliśmy kolejny akord tego konfliktu, gdy prezydent USA – Donald Trump – zapowiedział podwojenie taryf na stali i aluminium. Nowe stawki w wysokości 50% wchodzą w życie już od dzisiaj, choć administracja w Waszyngtonie podkreśla, że są otwarci na negocjacje. Warto tu zauważyć, że Amerykanie są największym importerem stali na świecie i około jednej czwartej konsumpcji tego materiału zasilana jest przez kraje trzecie. Obie te stawki najbardziej uderzą w Kanadę, ale na liście znaczących „ofiar” mamy też Niemcy, Koreę czy Japonię. Inwestorzy też wyczekują efektów tych tygodniowych rozmów na linii USA – Chiny. Wydaje się, że panują tu względnie optymistyczne nastroje i rynek upatruje tu bardziej szansę niż zagrożenie. Choć obie strony w ostatnim czasie wzajemnymi oskarżeniami o łamanie wcześniejszych umów zrobiły wiele, by ten sentyment był jednak gorszy.

JOLTS-y podciągnęły dolara

Zamieszanie wywołane przez nowe cła zostało jednak przyćmione przez zaskakująco dobry raport JOLTS. Liczba nowych wakatów w USA wyniosła 7,39 mln i o blisko 300 tysięcy przekroczyła oczekiwania analityków. Jest to również wynik wyraźnie lepszy od wcześniejszego odczytu, który swoją drogą został dodatkowo zrewidowany w górę. Rynek pracy w tym momencie wydaje się kluczowy dla Rezerwy Federalnej i to on w największym stopniu będzie wpływał na przyszły koszt pieniądza. A skoro jest tak dobrze, to inwestorzy zaczynają wątpić w sens dynamicznego cięcia stóp. Warto pamiętać, że od pewnego czasu na rynku opcyjnym można było zaobserwować większą chęć zabezpieczania ryzyka niższych stóp. Jeszcze miesiąc temu prawdopodobieństwo cięcia stóp już w lipcu wynosiło ponad 50%, dzisiaj jest dwukrotnie niższe i termin kolejnej obniżki przesunął się bardziej na wrzesień.

RPP decyduje

Tak długo nie będziemy musieli za to czekać na obniżkę stóp w Polsce. I choć ta nie zostanie raczej ogłoszona już po dzisiejszym posiedzeniu, to rynek wydaje się pewny, że nastąpi ona w lipcu. Zresztą w ostatnim czasie dostaliśmy kilka czynników, które sugerują, że czerwcowa decyzja o pozostawieniu kosztu pieniądza bez zmian może być gorąca. Przede wszystkim mamy inflację, która ewidentnie kieruje się do celu banku centralnego. Robi to znacznie szybciej, niż wcześniej zakładał NBP, dlatego inwestorzy powoli oczekują bardziej stromej ścieżki dla stóp procentowych. I chyba właśnie o to będzie rozgrywana dzisiejsza gra. Dzisiejszy komunikat po posiedzeniu powinien zawierać już wyraźne sugestie, co do bardziej gołębiego sentymentu w Radzie. Kluczowa jednak będzie jutrzejsza konferencja przewodniczącego Adama Glapińskiego. Warto pamiętać, że każde bardziej agresywne podejście do cięcia stóp powinno ciążyć złotemu. Nasza waluta dzisiaj pozostaje względnie stabilna po wczorajszym osłabieniu.  Dolar przed południem kosztuje 3,755 zł, a euro 4,28 zł.

Po południu oprócz komunikatu RPP czeka nas także jego kanadyjski odpowiednik. Szczególną uwagę warto zwrócić też na raport ADP, zwłaszcza jeśli ten potwierdzi dobre wczorajsze dane. Ciekawy może być także odczyt ISM ze Stanów, który zostanie opublikowany o 16:00.

Autor: Krzysztof Adamczak –  analityk w InternetowyKantor.pl

Miliard robotów z AI do 2050 roku? To nie żart, tylko plan największych gigantów technologii

Już za niecałe pięć lat deficyt pracowników w sektorze produkcji ma wynieść około 8 mln etatów. Problem ten będzie się pogłębiał wraz z upływem czasu, dlatego coraz większe nadzieje pokłada się w technologii Embodied AI, a przede wszystkim w humanoidalnych robotach wyposażonych w zaawansowaną sztuczną inteligencję. Według prognoz Morgan Stanley, rynek robotów humanoidalnych może do 2050 r. osiągnąć wartość niemal 5 bln USD rocznie, a liczba wdrożonych urządzeń przekroczy miliard.

Spowolnienie wzrostu populacji w krajach wysoko rozwiniętych oraz malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym stwarzają poważne wyzwania dla utrzymania siły roboczej. Eksperci z firmy analitycznej Bain&Company szacują, że do 2030 r. globalny niedobór pracowników produkcyjnych może wynieść nawet 8 mln osób, co znacząco zwiększa potrzebę automatyzacji.

Roboty humanoidalne, które kiedyś były domeną science fiction, dziś coraz częściej postrzegane są jako ważny element współczesnej gospodarki. Połączenie rozwoju sztucznej inteligencji, innowacji w inżynierii mechanicznej oraz nowoczesnych metod produkcji przyspieszyło proces wprowadzenia na rynek maszyn o ludzkich kształtach i zdolnościach. W efekcie wizja Embodied AI, czyli sztucznej inteligencji zamkniętej w fizycznej formie, nabrała realnego kształtu.

Technologie Embodied AI zmieniają sposób projektowania i zarządzania procesami produkcyjnymi. Takie urządzenia mogą uzupełniać zasoby ludzkie wszędzie tam, gdzie brakuje rąk do pracy. Jednak równie ważne jest ich odpowiednie wdrożenie tak, by stały się częścią spójnego, cyfrowego ekosystemu produkcyjnego. Humanoidalne roboty to nie tylko maszyny, ale także nowe źródło danych i interakcji, które trzeba efektywnie zintegrować z istniejącymi systemami klasy PLM, MES czy IoT – mówi Jacek Gralak, AI Practice Area Director w Transition Technologies PSC.

Trzy filary rewolucji

Według prognoz Morgan Stanley, proces masowej ekspansji rynkowej ma rozpocząć się już w 2030 r., a do 2035 r. na świecie może działać około 13 mln robotów humanoidalnych, skoncentrowanych przede wszystkim w sektorach przemysłowym i komercyjnym. Zaledwie 15 lat później ich liczba ma wzrosnąć do 1,07 mld. Co więcej, aż 90% tych maszyn pozostanie zaangażowanych w działalność produkcyjną i usługową. Analitycy przewidują, że ta dynamiczna ekspansja sprawi, że roczna wartość rynku robotów humanoidalnych w 2050 r. wyniesie ok. 4,7 bln USD. Roboty te przestaną być innowacyjnym dodatkiem – staną się fundamentalnym filarem przemysłu, logistyki, medycyny, a także codziennych usług, redefiniując w ten sposób krajobraz gospodarczy i społeczny przyszłości.

To, co dziś obserwujemy, to nie pojedynczy przełom, lecz synergiczna dojrzałość wielu technologii jednocześnie. Trzy filary tej rewolucji to zaawansowane systemy AI, coraz lepsze mechaniczne „ciała” oraz znaczne obniżki kosztów produkcji – zauważa Jacek Gralak. Już teraz największe firmy inwestują w rozwój robotów umiejących chodzić, podnosić przedmioty i podejmować decyzje dzięki sztucznej inteligencji. Prognozy zakładają znaczący spadek cen tych maszyn: z obecnych około 200 000 dolarów za sztukę do ok. 50 000 dolarów w 2050 r., a także pojawienie jeszcze tańszych odpowiedników w rozwijających się gospodarkach.

Ekspansja robotów humanoidalnych wymaga nie tylko rozwoju samej technologii, ale też pełnej integracji i odpowiedniego zarządzania zmianą w organizacji. To wyzwanie dla całego łańcucha wartości – od dostawców komponentów, przez integratorów, aż po użytkowników końcowych – podkreśla ekspert TT PSC i dodaje: – To nie tylko technologia czy inwestycja, to również wyzwanie społeczne, które wymaga szerokiego dialogu i odpowiedzialnego podejścia biznesu. Jeśli te maszyny mają pracować obok nas i w naszych domach, musimy zdefiniować, jak wpłyną na naszą pracę, relacje społeczne i codzienne życie. Otwiera to zarówno nowe możliwości, jak i poważne wyzwania.

Republika robotów humanoidalnych

Z jednej strony humanoidalne roboty mogą zapełnić luki w miejscach, gdzie brakuje ludzi lub praca jest niebezpieczna, monotonna czy niechciana. Z drugiej strony, istnieje realne ryzyko, że powszechna automatyzacja zastąpi wielu pracowników, ponieważ mogą one wykonywać niemal każde fizyczne zadanie człowieka. Jeśli osiągną odpowiedni poziom inteligencji i niezawodności, będą konkurować z ludźmi w wielu zawodach: od pracowników fabryk, przez sprzątaczy, aż po pracowników sektora usługowego, jak kucharze czy sprzedawcy. Tempo rozwoju AI oraz robotyki, w połączeniu z ograniczonym społecznym dialogiem na ten temat, może sprawić, że skala zmian zaskoczy wiele środowisk. Analiza Morgan Stanley wskazuje, że do połowy XXI wieku roboty humanoidalne mogą wpływać na aż 40% pracowników i 75% zawodów.

Chińskie władze nie kryją ambicji w dziedzinie robotyki humanoidalnej. Dla Pekinu rozwój zaawansowanej robotyki to nie tylko kwestia technologicznego prestiżu, ale potencjalna odpowiedź na rosnące wyzwania: globalne napięcia handlowe, kurczącą się populację i spowalniający wzrost gospodarczy. Jak wynika z oficjalnych dokumentów, w ciągu ostatniego roku na ten sektor Pekin przeznaczył ponad 20 mld USD, a także stworzył fundusz o wartości blisko 140 mld USD, aby wspierać startupy w takich obszarach jak sztuczna inteligencja i robotyka.

Obietnica przyszłości „Ja, Robot”, w której maszyny zajmują się obowiązkami domowymi i służą jako opiekunowie, przyciągnęła prawie każdą dużą firmę technologiczną zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Chinach. Humanoid Optimus wzbudził globalne zainteresowanie od czasu debiutu w 2022 r., a sam projekt może wygenerować ponad 10 bln USD przychodów wg zapowiedzi Tesli.

Jak twierdzi Xi Ning, profesor katedry robotyki i automatyki na Uniwersytecie w Hongkongu, chociaż może minąć kolejne pięć do 10 lat, zanim roboty humanoidalne wywrą rzeczywisty wpływ na społeczeństwo, to mogą one ostatecznie stać się kolejną powszechnie przyjętą elektroniką użytkową.

Historia technologii uczy, że nawet najbardziej obiecujące innowacje mogą napotkać bariery, czego przykładem są np. Google Glass, Segway czy metaverse. Humanoidalna forma robota może nie być najbardziej efektywną, być może przyszłość należy do modularnych, wyspecjalizowanych maszyn, a nie uniwersalnych humanoidów. Dodatkowo społeczny opór wobec „maszyn wśród ludzi” może być znacznie silniejszy niż się wydaje – podsumowuje Jacek Gralak.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego – maj 2025

W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu maj był kolejnym miesiącem, który upłynął pod znakiem stabilizacji lub spadku średniej ceny metra kwadratowego. Jej podwyżki wyhamowały w Łodzi, ale w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia znów wzrosła, tym razem aż o 2% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

W ostatnich trzech miesiącach to właśnie Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia oraz Łódź wyróżniają się na tle pozostałych metropolii. Chodzi o to, że tylko w tych dwóch metropoliach średnia cena metra kwadratowego używanych mieszkań poszybowała w górę. Natomiast w pozostałych miastach spadała lub utrzymywała poziom z lutego – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (niespełna 8,8 tys. zł/m kw.) i Łódź (nieco ponad 8,8 tys. zł/m kw.) są wciąż najtańszymi metropoliami. Na rynku wtórnym wysoki udział mają tam mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo. W dodatku chętnie inwestowali w nie tzw. flipperzy, którzy próbują teraz sprzedać nowe mieszkania.

Tymczasem – jak wynika z danych portalu GetHome.pl – w maju tylko w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych na rynku wtórnym poszła w górę, i to aż o 2%, Natomiast w Łodzi spadła o 1%. Podobnie w Krakowie, gdzie średnia zeszła poniżej pułapu 17 tys. zł (do niespełna 16,9 tys. zł/m kw.). Poziom z kwietnia utrzymała zaś we Wrocławiu (ok. 14,3 tys. zł/m kw.),  Warszawie (ok. 17,8 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 15,8 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.).wyk. 1 - średnie ceny mieszkań z rynku wtórnego - m-m

W Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki leci w dół już od roku. W efekcie jest niższa o odpowiednio 5% i 4%. W ciągu 12 miesięcy najbardziej wzrosła ona w Trójmieście i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (+3%). We Wrocławiu i Poznaniu jest wyższa niż przed rokiem o 2%, zaś w Łodzi – o 1%.wyk. 2 - średnie ceny mieszkań z rynku wtórnego r-r

Po kwietniowym spadku oferty mieszkań na rynku wtórnym maj przyniósł jej stabilizację w niemal wszystkich metropoliach. Jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, oferta zwiększyła się tylko w Warszawie – o 2% (do 19,3 tys. lokali) oraz w Trójmieście – o 1%  (do 9 tys.). Tyle samo mieszkań co w kwietniu było na rynku wtórnym w Krakowie (9,8 tys. lokali), Wrocławiu (10,4 tys.), Łodzi (5,7 tys.), Poznaniu (4,1 tys.) i Katowicach (2,4 tys.).wyk. 3 - mieszkania w sprzedaży na rynku wtórnym

Z danych Adradar wynika, że pod koniec maja w całym kraju było zamieszczonych ok. 156,5 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o 1% więcej niż miesiąc wcześniej. Co ważne, w maju na rynku wtórnym pojawiło się 33,5 tys. nowych unikalnych ofert, czyli o 2% więcej niż w kwietniu. Z drugiej strony wycofano ich tylko 32 tys., czyli o 39% mniej.wyk. 4 - mieszkaniowy rynek wtórny

Nie musi to jednak oznaczać spadku sprzedaży. W poprzednim miesiącu z oferty zniknęło rekordowo dużo mieszkań, bo część sprzedających mogła je wycofać z rynku w oczekiwaniu na nową falę popytową, której spodziewają się po wejściu w życie nowego programu wsparcia kredytobiorców. Przypomnijmy, że – według zapowiedzi Ministerstwa Technologii i Rozwoju – z dopłat mają korzystać kupujący mieszkania na rynku wtórnym.

Na ogół wygrywa on z pierwotnym pod względem dostępności mieszkań na przeciętną kieszeń. Tylko w Krakowie ceny używanych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy są wyższe niż nowych. W dodatku z każdym miesiącem ta różnica topnieje. W pozostałych metropoliach droższe są mieszkania w ofercie firm deweloperskich, np. w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii o ok. 30% – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.wyk. 5 - średnia cena mieszkań w maju (rynek pierwoty i wtórny)

Nvidia wyznacza kierunek AI 2.0. Kto skorzysta na kolejnej fali?

  • Wyniki finansowe Nvidia oraz jej długoterminowa wizja na nowo rozpaliły narrację wokół sztucznej inteligencji, sygnalizując nadejście AI 2.0 – napędzanego m.in. przez Reasoning AI czy Agentic AI.
  • Możliwości inwestycyjne w obszarze AI wykraczają poza Nvidię, a beneficjentami drugiego rzędu stają się firmy z sektorów półprzewodników, infrastruktury danych, oprogramowania korporacyjnego, cyberbezpieczeństwa oraz suwerennych systemów AI.
  • Do kluczowych ryzyk należą niepewność geopolityczna, wysokie wyceny oraz rosnąca konkurencja, zwłaszcza ze strony alternatywnych dostawców układów scalonych oraz krajowych inicjatyw zmierzających do budowy samowystarczalnych ekosystemów AI.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo w swej analizie podkreśla, że najnowsze wyniki finansowe Nvidii to nie tylko silny kwartał – to strategiczny punkt zwrotny dla inwestycji w AI. Pomimo odpisu zapasów powiązanych z Chinami na poziomie 4,5 mld USD, firma odnotowała wzrost przychodów r/r o 69% oraz przedstawiła odważną wizję gospodarki opartej na AI.

Co ważniejsze, CEO Jensen Huang zaprezentował architekturę tego, co określa jako kolejny etap rewolucji AI. Dla inwestorów nie chodzi tu jedynie o jedną spółkę – to sygnał, że AI wkracza w głębszą, bardziej strukturalną fazę, a możliwości inwestycyjne się rozszerzają.

Choć Nvidia pozostaje centralną siłą napędzającą popyt na infrastrukturę AI, imponujące wyniki kwartalne firmy podnoszą także oczekiwania wobec beneficjentów drugiego rzędu – podmiotów dostarczających, wspierających lub skalujących wdrożenia AI.

Strategia Nvidia dla AI 2.0

Jensen Huang wskazał kluczowe czynniki, które w nadchodzącej dekadzie będą kształtować popyt na sztuczną inteligencję:

  1. Reasoning AI (Rozumowanie AI)

AI przechodzi od prostego generowania wyników do realizacji złożonego, wieloetapowego rozumowania i podejmowania decyzji. Architektura Blackwell Nvidii została stworzona z myślą o tym przełomie, oferując większą pamięć i szybsze przetwarzanie, które sprostają najbardziej wymagającym zastosowaniom.

  1. Agentic AI (Agenci AI)

Huang określił to jako przełomowy krok. Agentic AI to autonomiczne systemy zdolne do samodzielnego planowania, działania i ciągłego doskonalenia – przechodzące od roli wsparcia do inicjowania działań. To znacząco zwiększa zapotrzebowanie na moc obliczeniową.

  1. Enterprise AI (Sztuczna inteligencja dla przedsiębiorstw)

Przedsiębiorstwa coraz głębiej integrują AI w kluczowe obszary działalności – od logistyki i finansów, po sektor medyczny – co przemienia AI w długoterminową inwestycję kapitałową.

  1. Robotyka, przemysłowe AI i automatyzacja produkcji

AI jest coraz powszechniej wdrażana w sektorze produkcyjnym – od predykcyjnej konserwacji maszyn po automatyzację procesów robotycznych (RPA) – co generuje rosnące zapotrzebowanie na edge computing (przetwarzanie brzegowe) oraz analizę danych w czasie rzeczywistym.

  1. Suwerenne systemy AI

Popyt na AI wykracza poza hyperskalery. Rządy, operatorzy telekomunikacyjni oraz regionalni dostawcy usług chmurowych inwestują w suwerenną infrastrukturę AI, co prowadzi do dywersyfikacji źródeł popytu i modeli wdrożeń.

Więcej: Jak sztuczna inteligencja zmienia język technologii — nowe terminy i neologizmy w cyfrowym świecie

Motywy inwestycyjne i konsekwencje wykraczające poza Nvidię

Choć Nvidia pozostaje epicentrum rynku AI, jego ekspansja tworzy szerszy wachlarz możliwości inwestycyjnych:

Półprzewodniki i infrastruktura układów scalonych

Wraz z rosnącą złożonością i powszechnością modeli AI, wzrasta zapotrzebowanie nie tylko na moc obliczeniową, lecz także na cały ekosystem chipów wspierających te rozwiązania.

  • Advanced Micro Devices (AMD) oraz Broadcom stanowią kluczowe alternatywy dla Nvidii, dostarczając akceleratory AI i układy sieciowe.
  • Marvell Technology wspiera przepływ danych AI dzięki szybkim interkonektom i dedykowanym układom scalonym.
  • TSMC i ASML pozostają fundamentem produkcji nowej generacji chipów AI, zaopatrując zarówno Nvidię, jak i jej konkurentów.
  • Chińskie giganty, takie jak Alibaba, Tencent i Baidu, testują alternatywy dla sprzętu Nvidii – własne rozwiązania oraz chipy AI produkowane przez Huawei Technologies. To podkreśla rosnący trend w kierunku samowystarczalności AI w Chinach, z implikacjami dla globalnego zapotrzebowania na chipy i dynamiki geopolitycznej.

Infrastruktura centrów danych i zasilania

Szkolenie i inferencja modeli AI wymagają ogromnych zasobów energetycznych oraz sprzętowych, co napędza rozwój firm wspierających fizyczną rozbudowę centrów danych.

  • Super Micro Computer (SMCI) produkuje serwery zoptymalizowane pod AI, wykorzystujące GPU Nvidii, co stawia firmę w korzystnej pozycji wobec rozbudowy centrów hyperskalowych i korporacyjnych.
  • Vertiv Holdings dostarcza rozwiązania z zakresu chłodzenia oraz infrastruktury zasilania dla centrów danych AI – kluczowy element przy rosnącej gęstości mocy obliczeniowej.

Oprogramowanie i automatyzacja w przedsiębiorstwach

Rozwój Agentic AI oraz rosnąca adopcja AI w firmach zwiększają zapotrzebowanie na oprogramowanie do zarządzania, automatyzacji i zabezpieczania inteligentnych procesów biznesowych.

  • Palantir (PLTR) wspiera analitykę danych oraz wdrażanie modeli AI dla klientów z sektora publicznego i korporacyjnego.
  • ServiceNow (NOW) rozwija obecność w obszarze AI, oferując automatyzację procesów biznesowych w dużych przedsiębiorstwach.

Cyberbezpieczeństwo

Wraz ze skalowaniem wdrożeń AI rosną zagrożenia, co czyni cyberbezpieczeństwo kluczowym elementem kolejnego etapu rozwoju. Obejmuje ochronę modeli AI oraz zabezpieczenie suwerennych zasobów danych.

  • CrowdStrike (CRWD) i Palo Alto Networks (PANW) oferują zaawansowane platformy bezpieczeństwa dostosowane do środowisk chmurowych i AI.
  • Zscaler (ZS) zapewnia bezpieczny dostęp do rozproszonych obciążeń obliczeniowych AI oraz wdrożeń w architekturze edge computing.

Suwerenna infrastruktura AI

W miarę jak państwa przyspieszają dążenia do niezależności danych i pozycji lidera w AI, suwerenna infrastruktura AI staje się kluczowym tematem inwestycyjnym. Rządy i regionalni dostawcy usług chmurowych budują bezpieczne, lokalne systemy wspierające cele bezpieczeństwa narodowego, badań oraz polityki przemysłowej.

  • Dell Technologies (DELL) zdobył kontrakt na budowę NERSC-10 – superkomputera nowej generacji dla Departamentu Energii USA, opartego na platformie Vera Rubin Nvidii. Firma rozwija także moce suwerennej infrastruktury AI w regionie MENA.
  • Oracle (ORCL) pozycjonuje Oracle Cloud Infrastructure (OCI) jako bezpieczną, zgodną z regulacjami platformę AI dla zastosowań regulowanych i suwerennych, zdobywając zaufanie rządów i dużych przedsiębiorstw.
  • Cisco Systems (CSCO) współpracuje z rządami Bliskiego Wschodu, dostarczając bezpieczną infrastrukturę chmurową dla AI, stając się znaczącym graczem w suwerennej infrastrukturze AI.

Ryzyka do monitorowania

  • Niepewność geopolityczna: Kontrole eksportowe, zwłaszcza wobec Chin, mogą nadal zakłócać łańcuchy dostaw oraz ograniczać dostęp do kluczowych rynków.
  • Presja na wyceny: Liderzy rynku AI wyceniani są na najwyższym poziomie. Każdy sygnał spowolnienia popytu lub opóźnień wdrożeń może wywołać wzrost zmienności.
  • Rosnąca konkurencja: Mimo że Nvidia pozostaje liderem, AMD oraz niestandardowe układy scalone (np. od hyperskalerów) szybko zmniejszają dystans.

Kurs dolara: chwilowe umocnienie czy początek nowego trendu?

Po osiągnięciu tegorocznych maksimów na początku tygodnia, kurs EURUSD ponownie osłabł (1,1370), co można tłumaczyć oczekiwaniami wobec nadchodzących danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli potwierdzą one dalszą siłę rynku, jak sugerował wczorjaszy raport JOLTs, może to umocnić przekonanie, że Fed nie będzie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Taka postawa banku centralnego, zorientowana na stabilność cen mimo zagrożeń dla wzrostu i presji politycznej, stanowi wyraźne wsparcie dla dolara.

Wiarygodna i konsekwentna polityka pieniężna, zwłaszcza w obliczu presji inflacyjnej wywołanej taryfami, była już wcześniej czynnikiem wzmacniającym dolara, m.in. za pierwszej prezydentury Trumpa i w ubiegłym roku. Jednak dziś ten argument wydaje się coraz mniej przekonujący. Pomimo licznych zagrożeń (problemy fiskalne, ryzyko utraty statusu waluty rezerwowej), dolar osłabia się w średnim terminie jedynie w umiarkowany sposób.

Jednym z powodów może być dwuznaczność polityki USA. Choć nieprzewidywalne działania handlowe mogą szkodzić gospodarce, równie możliwy jest nagły zwrot – jak choćby czasowe obniżki ceł na Chiny, które w przeszłości wspierały USD. Potencjalne złagodzenie polityki celnej, przy jednoczesnym braku obniżek stóp przez Fed, mogłoby ograniczyć negatywne skutki dla wzrostu i ponownie umocnić walutę. Tego rodzaju scenariusze są wciąż realne i można spekulować, że to one w dużej mierze powstrzymują większą falę odpływu kapitału od dolara.

Można też zakładać, dla wielu inwestorów trudne do zaakceptowania jest też wyobrażenie, że największa gospodarka świata mogłaby pogrążyć się w kryzysie wskutek własnych błędów. To przekonanie również może tłumaczyć utrzymującą się relatywną siłę dolara.

W dłuższym horyzoncie dolar najprawdopodobniej będzie się jednak osłabiał. Skala ryzyk – zarówno wewnętrznych, jak i globalnych jest zbyt poważna, by mogła zostać zignorowana. Należy jednak pamiętać, że ta droga nie będzie jednokierunkowa. Przejściowe fazy umocnienia dolara będą naturalnym elementem tego procesu i nie powinny być zaskoczeniem. Byliśmy tego świadkiem wczoraj.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers