Ruszyła 26. edycja Deloitte Technology Fast 50 Central Europe – nabór trwa do końca sierpnia

0

Rozpoczął się nabór do 26. edycji prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, który wyróżnia najszybciej rozwijające się i najbardziej innowacyjne firmy technologiczne z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Program, od lat ceniony wśród przedsiębiorców, umożliwia lokalnym liderom technologicznym zaprezentowanie swojego potencjału na arenie międzynarodowej. Zgłoszenia można przesyłać do 31 sierpnia 2025 roku, a wyniki zostaną ogłoszone 20 listopada.

Tegoroczna edycja rankingu wprowadza nowości w kilku kategoriach. Oprócz głównej listy Fast 50, zaktualizowane zostały zasady w ramach kategorii Companies to Watch i Impact Stars, a także pojawiła się nowa kategoria specjalna AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI, opracowana we współpracy z Google Cloud. Celem nowej formuły jest wyróżnienie firm skutecznie wdrażających generatywną sztuczną inteligencję (GenAI) w praktyce biznesowej.

Jakie firmy mogą wziąć udział?

Aby zakwalifikować się do głównego rankingu, spółki muszą spełnić szereg kryteriów, m.in.:

  • wygenerować przychody roczne na poziomie co najmniej 50 tys. euro w latach 2021–2023 oraz 100 tys. euro w 2024 r.,
  • posiadać główną siedzibę w jednym z 19 krajów regionu (w tym m.in. Polska, Czechy, Litwa, Ukraina, Chorwacja),
  • działać w jednym z sektorów: komunikacja, fintech, medtech, oprogramowanie, cyberbezpieczeństwo, środowisko, media i rozrywka, sprzęt komputerowy,
  • zachować regionalną strukturę własności – co najmniej 51% udziałów musi należeć do podmiotów z Europy Środkowo-Wschodniej.

Program obejmuje zarówno dojrzałe firmy z ugruntowaną pozycją, jak i młode przedsiębiorstwa, które wykazują wysoką dynamikę wzrostu. – Zależy nam, by ranking pokazywał pełne spektrum innowacyjności w regionie i reagował na zmieniające się potrzeby rynku – mówi Michał Przybylski, dyrektor w dziale Advisory i lider Programu Deloitte Technology Fast 50 CE w Polsce.

Nowe i zmienione kategorie

  • Companies to Watch – liczba wyróżnień została ograniczona do 10. Program skierowany jest do firm młodszych niż pozostałe uczestniczki, działających co najmniej od końca 2021 r. z minimalnymi przychodami: 10 tys. euro w 2023 r. i 30 tys. euro w 2024 r.
  • Impact Stars – nagroda za pozytywny wpływ na otoczenie w jednej z pięciu dziedzin: fintech, cyberbezpieczeństwo, ESG, medtech/biotech oraz obronność. W każdym kraju może zostać wyróżniona maksymalnie jedna firma w danym obszarze.
  • AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI – nowa kategoria specjalna dla firm skutecznie wykorzystujących generatywną sztuczną inteligencję. Ocenie podlegają m.in. skalowalność, architektura rozwiązania i jego dojrzałość technologiczna.

Udział to szansa na rozwój i rozpoznawalność

Deloitte Technology Fast 50 CE to nie tylko ranking, ale również przestrzeń do nawiązywania kontaktów, zdobywania wiarygodności w oczach inwestorów, partnerów biznesowych i klientów, a także szansa na promocję na rynkach zagranicznych. Udział w programie może znacząco zwiększyć widoczność młodych firm technologicznych i przyspieszyć ich ekspansję międzynarodową.

Polska z silną reprezentacją

W ubiegłorocznej edycji programu aż jedna trzecia laureatów pochodziła z Polski. Na liście znalazły się m.in. SmartLunch, Solidstudio, Plenti, Alsendo, Advanced Protection Systems, kicket.com, DAC.digital, Rite NRG, Apzumi i PhotoAiD. Polskie firmy zdobywały także wyróżnienia w kategoriach specjalnych, potwierdzając rosnącą konkurencyjność krajowego sektora technologicznego.

Partnerami polskiej edycji w 2024 roku byli m.in. Bank UBS, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Toronto Business Development Centre, Datasite oraz BLIK.

Kluczowe daty:

  • Termin nadsyłania zgłoszeń: do 31 sierpnia 2025 r.
  • Ogłoszenie wyników: 20 listopada 2025 r.

Szczegóły dotyczące programu, kryteriów oraz formularze zgłoszeniowe dostępne są na stronie internetowej Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

NBP sygnalizuje brak zmian stóp procentowych, ale dane mówią coś innego

Zdaniem Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan, po ostatnich wypowiedziach prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego można wnioskować, że stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie. Zielonka zauważa jednak, że sytuacja makroekonomiczna może uzasadniać jeszcze jedną, niewielką obniżkę – o 25 punktów bazowych.

Ekonomista zwraca uwagę na kilka czynników, które powinny zostać uwzględnione przy podejmowaniu decyzji w zakresie polityki pieniężnej. Jednym z nich jest ryzyko nowej wojny celnej na linii USA–UE, zapowiadanej przez amerykańską administrację. Dodatkowo, indeks PMI dla polskiego przemysłu spadł poniżej neutralnej granicy 50 punktów, co sygnalizuje wyraźne oznaki spowolnienia w tym sektorze.

Kolejnym istotnym czynnikiem jest inflacja, która według najnowszych danych obniżyła się do poziomu 4,2%. Choć nadal pozostaje powyżej celu inflacyjnego NBP, to jej systematyczny spadek może skłaniać do ponownego rozważenia łagodniejszej polityki pieniężnej.

Jak zaznacza Zielonka, po 1 czerwca do otoczenia makroekonomicznego doszedł jeszcze jeden element niepewności – możliwość korzystania z prawa weta przez nowo wybranego prezydenta. Choć – jak podkreśla – z ekonomicznego i gospodarczego punktu widzenia takie weta mogą być nieuzasadnione, ich pojawienie się może być próbą zamanifestowania silnej pozycji nowej głowy państwa. Tego rodzaju działania mogą jednak wywołać dodatkową presję na gospodarkę w nadchodzących miesiącach.

Podsumowując, główny ekonomista Lewiatana wskazuje, że mimo retoryki NBP sugerującej utrzymanie stóp na obecnym poziomie, istnieją przesłanki przemawiające za symboliczną obniżką. Decyzje w tej sprawie będą jednak coraz silniej uzależnione nie tylko od wskaźników makroekonomicznych, ale także od czynników politycznych, które mogą kształtować klimat inwestycyjny i stabilność gospodarczą Polski w drugiej połowie 2025 roku.

Postępowania frankowe w 2025 roku – nowe dane i planowane zmiany legislacyjne

Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało o wyraźnej poprawie sytuacji w sądach dotyczących spraw frankowych. Po okresie intensywnego napływu pozwów w ostatnich miesiącach następuje spadek liczby nowych postępowań, a jednocześnie ich rozpatrywanie przebiega znacznie szybciej. Dane za pierwszy kwartał 2025 roku potwierdzają ten trend – zmniejsza się zainteresowanie kierowaniem spraw na drogę sądową przez kredytobiorców, a sądy zwiększają efektywność pracy.

Według statystyk pracy sądów powszechnych w zakresie spraw frankowych następuje znaczna poprawa efektywności i załatwialności. W I instancji w pierwszym kwartale 2025 roku zarejestrowano 12 606 nowych spraw, co oznacza spadek o połowę w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku. Wskaźnik opanowania wpływu spraw osiągnął poziom 179,1, co przekłada się na wzrost załatwialności o ponad 85%, podczas gdy rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 96,3%. Liczba spraw pozostających do rozpatrzenia zmniejszyła się o niemal 10 tysięcy, z 146 562 do 136 585.

W II instancji odnotowano nieznaczny wzrost wpływu spraw – o 6,9%, co wynika z efektywniejszego rozstrzygania sporów na poziomie I instancji. Jednocześnie liczba zaległych spraw wzrosła jedynie o 2,9%, a wskaźnik opanowania wpływu wzrósł do 86,9 z poziomu 45,6 w 2024 roku, co oznacza poprawę załatwialności o ponad 90%.

Równolegle rośnie liczba zawieranych ugód – w pierwszym kwartale 2025 roku zawarto ich 11 495, a od początku 2024 roku liczba ta przekroczyła już 55 tysięcy. To kolejny sygnał wzrostu zainteresowania alternatywnymi metodami rozstrzygania sporów oraz efektywności systemu sądowniczego.

Minister sprawiedliwości Adam Bodnar podkreślił, że prognozy dotyczące spadku liczby spraw frankowych zostały potwierdzone przez bieżące dane. Zapowiedział dalsze działania mające na celu usprawnienie postępowań, m.in. w ramach programu Cyfrowy Sąd. Już latem planowane jest testowanie wybranych funkcjonalności cyfrowych, a w ciągu roku mają zostać udostępnione moduły Digitalnego Asystenta Sędziego. Ponadto Ministerstwo aktywnie wspiera mediacje jako sposób na przyspieszenie i odciążenie sądów.

W kontekście tych pozytywnych zmian rząd pracuje nad ustawą o usprawnianiu postępowań frankowych, której celem jest zwiększenie efektywności prowadzenia spraw i przyspieszenie ich rozstrzygnięć. Nowe przepisy mają obowiązywać jeszcze w 2025 roku, po krótkim okresie vacatio legis.

Najważniejsze zmiany przewidziane w ustawie to m.in. automatyczne zawieszenie spłaty rat kredytu na czas trwania procesu, co wyeliminuje konieczność składania wniosków o zabezpieczenie. Ponadto przepisy umożliwią częstsze prowadzenie spraw na posiedzeniach niejawnych, także na etapie apelacji, oraz pozwolą na rozliczanie wzajemnych roszczeń w jednym postępowaniu, co uprości i skróci proces sądowy.

Projekt ustawy powstał w wyniku szerokiego dialogu społecznego – Ministerstwo analizuje ponad 200 opinii i uwag zgłoszonych przez zainteresowane strony. Celem jest nie tylko wsparcie kredytobiorców frankowych, ale również poprawa funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości, dzięki redukcji zaległości i szybszemu rozpoznawaniu różnorodnych spraw obywateli.

Podsumowując, statystyki oraz zapowiadane zmiany legislacyjne wskazują na systematyczną poprawę sytuacji w polskich sądach frankowych. Efektywność postępowań rośnie, liczba nowych spraw maleje, a dzięki planowanym reformom procesy mają stać się jeszcze bardziej przyjazne i szybkie dla wszystkich stron.

Prawo do prawdy: Europejska odpowiedź na rosnące zagrożenie dezinformacją

W coraz bardziej zdigitalizowanym świecie dezinformacja staje się jednym z kluczowych wyzwań cywilizacyjnych. Dotyka nie tylko opinii publicznej, ale również prywatnych osób i firm, podważając zaufanie do mediów, instytucji oraz samej prawdy. W Europie, w tym w Polsce, problem ten przybiera na sile – jak pokazują dane z badania Eurobarometr, 45% obywateli Unii Europejskiej uważa dezinformację za poważne zagrożenie dla życia społecznego.

W odpowiedzi na ten kryzys Robert Szustkowski (Źródło) przedsiębiorca, filantrop i aktywista – zainicjował projekt mający na celu rozszerzenie „Prawa do bycia zapomnianym” także na media, które w jego ocenie pełnią funkcję administratorów danych osobowych. Propozycja ta spotkała się z aprobatą nie tylko ze strony Komisji Europejskiej, ale także uzyskała potwierdzenie w orzecznictwie – Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że na podstawie RODO można domagać się usunięcia danych z cyfrowych publikacji, nawet jeśli pierwotnie zostały opublikowane zgodnie z prawem.

„Tylko odpowiedzialne i wysokiej jakości dziennikarstwo może zastąpić przestrzeń informacyjną, którą dziś często dominują niekontrolowane media społecznościowe” – podkreśla Robert Szustkowski.
Źródło

Dezinformacja jako narzędzie wpływu

Zgodnie z danymi Eurobarometru z 2022 roku, co trzeci obywatel UE regularnie styka się z nieprawdziwymi informacjami. Na świecie, aż 60% osób deklaruje trudność w odróżnieniu faktów od fałszu w internecie. W Polsce sytuacja jest szczególnie niepokojąca – EUvsDisinfo Lab odnotowało 1443 przypadki zorganizowanych kampanii dezinformacyjnych w ciągu ostatniej dekady. W ostatnich miesiącach Polska znalazła się w czołówce państw najczęściej atakowanych cyfrowo – według wicepremiera odpowiedzialnego za cyfryzację.

Źródła dezinformacji są różnorodne – od tematów zdrowotnych, przez migrację, po narracje uderzające w instytucje UE i znane postaci. Często są one celowo tworzone w celu manipulowania opinią publiczną lub osiągania korzyści politycznych i finansowych. „To nie cenzura, ale budowanie bezpiecznych ram – ochrona przed przemocowym aktywizmem i wsparcie dla platform fact-checkingowych” – tłumaczy Gillian Tett, dziennikarka Financial Times, apelując do liderów o aktywne wspieranie walki z dezinformacją.

Systemowe rozwiązania dla Europy

Propozycja Szustkowskiego (Źródło) to nie tylko deklaracja – to konkretne mechanizmy. Jego plan zakłada m.in. powołanie Rzecznika Praw Czytelnika, który miałby wspierać osoby poszkodowane przez nieprawdziwe treści oraz utworzenie europejskiego rejestru naruszeń dóbr osobistych. Projekt ten zyskał aprobatę przedstawicieli Komisji Europejskiej.

Równolegle na poziomie unijnym wdrażane są działania systemowe, takie jak:

  • Rozporządzenie Digital Services Act (DSA) – zobowiązujące platformy cyfrowe do usuwania nielegalnych treści i ograniczania zasięgu dezinformacji.
  • Krajowe centra EDMO (European Digital Media Observatory) – które koordynują działania weryfikacyjne i edukacyjne w poszczególnych państwach UE.

Nowe przepisy pozwolą obywatelom domagać się usunięcia bezprawnych treści w ramach prostego procesu administracyjnego. Orzeczenie NSA wpisuje się w tę tendencję, przypominając, że jeśli dane osobowe nie są już niezbędne do celów publicznych, należy je usunąć.

Nowe zagrożenia: sztuczna inteligencja w służbie dezinformacji

Jednym z najnowszych i najbardziej niepokojących trendów jest wykorzystywanie technologii AI do tworzenia i rozpowszechniania zmanipulowanych treści – w tym deepfake’ów, botów czy fałszywych kont. „Sztuczna inteligencja przyspiesza produkcję fałszywych narracji, które wpływają na nastroje społeczne i niszczą reputację” – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software Technologies w Polsce.

Wobec tego eksperci apelują o odpowiedzialność – zarówno użytkowników, jak i mediów. Konieczne jest weryfikowanie źródeł, porównywanie informacji z komunikatami instytucji publicznych i wprowadzanie wewnętrznych mechanizmów fact-checkingowych w redakcjach. Tego rodzaju standardy przewidziane są właśnie w propozycji Roberta Szustkowskiego skierowanej do KE.
Zobacz pełny dokument →

Edukacja równie ważna jak prawo

Szustkowski zaznacza, że legislacja to dopiero pierwszy krok. Kluczowe jest także kształtowanie świadomości obywatelskiej – edukacja medialna i cyfrowa powinna stać się integralnym elementem systemów edukacyjnych państw UE. Już w 2020 roku badanie Eurobarometru wykazało, że 71% Europejczyków miało kontakt z dezinformacją, a większość z nich widzi w niej realne zagrożenie dla demokracji.

Payroll pod kontrolą – kiedy warto zmienić dostawcę i jak to zrobić dobrze? Pobierz bezpłatny ebook od BPiON

W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym obsługa procesów kadrowo-płacowych musi nadążać za zmianami prawnymi, rosnącą złożonością operacyjną i rozwojem firmy. Współpraca z nieefektywnym dostawcą może oznaczać nie tylko opóźnienia administracyjne, ale również prowadzić do ukrytych kosztów, ryzyka braku zgodności z przepisami oraz spadku satysfakcji pracowników.

Dlatego warto postawić na zaufanego partnera. BPiON to sprawdzony dostawca usług kadrowo-płacowych i księgowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który doskonale rozumie, że payroll to nie tylko liczby — to kwestia zaufania, precyzji i troski o bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i całego biznesu.

Kiedy warto przemyśleć zmianę dostawcy usług payroll?

Często prawdziwa skala problemów wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy zaczynają się one kumulować:

  • opóźnione wypłaty i błędne raporty,
  • przestarzałe systemy, które nie nadążają za zmianami przepisów,
  • trudna komunikacja i opóźnienia w odpowiedziach,
  • rosnąca frustracja wśród pracowników i działów HR.

Wraz z rozwojem firmy rośnie również złożoność procesów kadrowo-płacowych. Wtedy nie wystarczy już zwykły dostawca – potrzebny jest partner, który rozumie Twoje wyzwania i wspiera rozwój organizacji.

Jakie ryzyko niesie za sobą niewłaściwie zarządzany payroll?

  • Brak zgodności z przepisami prawa pracy i podatkowymi
  • Zwiększone obciążenie administracyjne i kosztowne błędy
  • Niezadowolenie pracowników wynikające z pomyłek w wynagrodzeniach
  • Ryzyko kar finansowych i utraty reputacji

Jak wybrać partnera, który będzie wspierał rozwój Twojej firmy?

Aby ułatwić podjęcie świadomej i przyszłościowej decyzji, BPiON przygotował praktyczny e-book z eksperckimi wskazówkami i pokazanym krok po kroku procesem wyboru odpowiedniego partnera usług kadrowo-płacowych.

Znajdziesz w nim m.in.:

✔️ Sygnały ostrzegawcze, które mogą świadczyć o tym, że współpraca z obecnym dostawcą nie przebiega tak, jak powinna

✔️ Kryteria wyboru i oceny niezawodnego partnera

✔️ Wskazówki, jak zmienić dostawcę bez zakłóceń w działaniu firmy

📘 Pobierz bezpłatny e-book BPiON i dowiedz się, jak znaleźć partnera payrollowego dopasowanego do potrzeb Twojego biznesu – dziś i w przyszłości:

👉 Pobierz ebook: https://bpion.pl/jak-wybrac-dostawce-uslug-kadrowo-placowych/?utm_source=web&utm_medium=landing+Payroll&utm_campaign=Payroll&utm_id=CEO+portal

Początek czerwca nie sprzyja złotemu – ryzyko polityczne ciąży na PLN i GPW

Początek czerwca nie sprzyja krajowej walucie. Druga sesja miesiąca rozpoczyna się od strat PLN, a złoty nie może znaleźć argumentów do wyprowadzenia kontrataku. Szwajcarzy wracają do deflacji. Mimo to kurs CHF/PLN rośnie, co tylko uwypukla wtorkową słabość krajowej waluty.

Ryzyko nad PLN i GPW

O ile wczorajsze poranne straty złotego i warszawskiej giełdy zostały odrobione, o tyle dziś na wykresach wracamy do poziomów z poniedziałkowego osłabienia. Powodem jest rosnąca niepewność polityczna w naszym kraju. Wczoraj Premier Donald Tusk podczas wieczornego wystąpienia zapowiedział przeprowadzenie w czerwcu głosowania nad wotum zaufania dla rządu. Mimo niewielkiego prawdopodobieństwa rozpadu aktualnego układu, ta inicjatywa wprowadza ryzyko braku poparcia dla rządu w Sejmie. Jest to czynnik zwiększający niepewność. Będzie on ciążyć złotemu, dopóki nie zostanie w całości wyeliminowany. Sytuacji nie uspokaja także wezwanie lidera opozycji do utworzenia rządu technicznego. Rosnący chaos zauważają inwestorzy, którzy dziś odwracają się nie tylko od krajowej waluty. Kurs EUR/PLN do południa wzrósł do 4,28 PLN, kurs USD/PLN do 3,75 PLN, natomiast GBP/PLN do 5,07 PLN. W tym czasie traciła też giełda. Poranne spadki całkowicie wymazały zyski z wczorajszego popołudnia. O godzinie 14:00 indeks WIG20 świeci się na czerwono z wynikiem -1,22%.

Czynniki zewnętrzne nie pomogą

Niwelowanie poniedziałkowych strat złotego było wsparte osłabieniem dolara, z którym PLN jest ujemnie skorelowany. Dziś jednak nie mamy co liczyć na walutę zza oceanu, która we wtorek ewidentnie zyskuje. Jest to efekt najnowszej decyzji administracji USA o utrzymaniu dotychczasowych ceł na wybrane produkty sprowadzane z Chin do 31 sierpnia. Postanowienie wydłuża czas negocjacji, podczas których może dojść do porozumienia. Dodatkowo dowiadujemy się o planowanej rozmowie władców dwóch mocarstw jeszcze w tym tygodniu. Rynki odebrały to jako deeskalację napięcia. Na wykresach widać delikatny powrót zaufania do amerykańskich aktywów, w tym do dolara. Notowania głównej pary walutowej globu spadły z 1,145 USD do 1,38 USD. Zniżkom kursu EUR/USD towarzyszy spadek inflacji HICP w strefie euro z 2,2% r/r do 1,9% r/r. Był on głębszy od prognozowanego 2% r/r. „Zielony” umacnia się dziś także do franka i funta.

Chwila oddechu w konflikcie taryfowym z pewnością przydałaby się także Państwu Środka, które dziś nie może pochwalić się finalnym odczytem Indeksu Caixin PMI dla przemysłu. Wskaźnik badający wybrany sektor gospodarczy, mimo zwyżkowych prognoz (50,6 pkt.), spadł do 48,3 pkt. wskazując na recesję (wynik poniżej 50 pkt.). Słabnąca kondycja chińskiego przemysłu to mocne obciążenie dla drugiej gospodarki świata.

Deflacja u Helwetów

Początek czerwca to istotne dane ze szwajcarskiej gospodarki. Zacznijmy od wczorajszego, wyższego od oczekiwań wzrostu PKB o 2% r/r i o 0,5% k/k, mimo sprzedaży (1,3% r/r) niższej od prognoz (2,1%). Spadek tempa sprzedaży z pewnością wpłynął na wynik inflacji konsumenckiej, która spadła poniżej zera. Okazuje się, że dziś ceny w Szwajcarii są statystycznie o 0,1% niższe niż rok temu. Wynik, mimo że zgodny z konsensusem, wpłynął na osłabienie franka. Powodem jest możliwość powrotu Helwetów do ujemnych poziomów kosztu pieniądza. Aktualna wysokość stóp procentowych to 0,25%. Szwajcarska waluta traci dziś do dolara, euro i funta. Wyjątkiem jest wykres CHF/PLN, który z powodu słabej kondycji złotego wzrósł od rana z 4,55 PLN do 4,57 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Kryzys finansowy szpitali powiatowych – rosnące koszty i chroniczne niedofinansowanie

Szpitale powiatowe pełnią fundamentalną funkcję w systemie ochrony zdrowia, stanowiąc lokalny filar opieki medycznej, zwłaszcza dla mieszkańców mniejszych miast i terenów wiejskich. Są one często pierwszym, a nierzadko jedynym punktem kontaktu pacjenta z usługami szpitalnymi poza dużymi ośrodkami miejskimi. Wobec stale rosnących kosztów funkcjonowania, w tym wynagrodzeń i usług zewnętrznych, oraz systemowego niedofinansowania, ich stabilność finansowa jest coraz bardziej zagrożona. Analiza finansowa za 2024 rok jednoznacznie wskazuje na narastający kryzys, który może mieć poważne konsekwencje dla całego systemu opieki zdrowotnej.

Struktura przychodów i zależność od NFZ

Dominującym źródłem finansowania szpitali powiatowych pozostają kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, które w 2024 roku stanowiły średnio aż 93% przychodów netto ze sprzedaży. Tak wysoka koncentracja na jednym źródle finansowania powoduje, że szpitale są niemal całkowicie zależne od decyzji i polityki finansowej NFZ. W praktyce oznacza to, że wszelkie zmiany w taryfach świadczeń, wielkości zakontraktowanych usług czy opóźnienia w płatnościach mają bezpośredni i szybki wpływ na kondycję finansową placówek.

Tabela 1. Przychody netto ze sprzedaży produktów wg źródeł w 2024 roku (w zł)

Źródło przychodów Razem SP ZOZ Spółki
NFZ 25 959 203 823 21 937 230 217 4 021 973 606
Ministerstwo Zdrowia (MZ) 366 516 088 308 935 391 57 580 697
Sprzedaż pracodawcom 294 923 692 232 219 906 62 703 786
Pozostałe 1 256 782 344 1 023 593 758 233 188 586

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Możliwość pozyskiwania przychodów z innych źródeł jest ograniczona i marginalna, co dodatkowo potęguje ryzyko finansowe. Ponadto brak elastyczności w negocjacjach kontraktowych sprawia, że wzrost kosztów, np. wynagrodzeń czy energii, nie jest automatycznie rekompensowany. Taki model finansowania działa jak kluczowy czynnik ryzyka systemowego, którego skutki są dziś widoczne w większości powiatowych jednostek.

W 2024 roku łączna wartość przychodów netto ze sprzedaży w badanych 219 podmiotach wyniosła niemal 26 mld zł, z czego ponad 21,9 mld zł przypadało na samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej (SP ZOZ), a około 4 mld zł na spółki prawa handlowego. Pozostałe przychody, choć obecne, miały znaczenie marginalne i nie były w stanie skutecznie wspierać stabilności finansowej.

Koszty działalności operacyjnej – dominacja wynagrodzeń i usług zewnętrznych

Koszty działalności operacyjnej stanowią główny ciężar budżetowy szpitali powiatowych i w 2024 roku przekroczyły 29,2 mld zł. Ich struktura odzwierciedla specyfikę funkcjonowania placówek, w których dominują koszty personalne oraz koszty usług obcych. Wynagrodzenia, wraz z kosztami ubezpieczeń społecznych i innych świadczeń pracowniczych, pochłonęły łącznie blisko połowę wydatków – odpowiednio 40,5% i 8%.

Tabela 2. Koszty działalności operacyjnej wg kategorii w 2024 roku (w mln zł i %)

Kategoria kosztów Wartość (mln zł) Udział (%)
Wynagrodzenia 11 831 40,50
Ubezpieczenia społeczne i świadczenia 2 344 8,02
Usługi obce 8 951 30,64
Zużycie materiałów i energii 4 788 16,39
Amortyzacja 1 099 3,76
Podatki i opłaty 99 0,34
Pozostałe koszty rodzajowe 89 0,30
Wartość sprzedanych towarów i materiałów 10 0,04
Razem 29 210 100,00

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Wysoki udział kosztów osobowych wynika nie tylko z dużej pracochłonności świadczeń medycznych, ale również z rosnącej presji płacowej w sektorze ochrony zdrowia. Zapewnienie odpowiedniej jakości i ciągłości usług wymaga utrzymania wykwalifikowanego personelu, co generuje wysokie koszty.

Drugą co do wielkości kategorią są usługi obce, które stanowią ponad 30% kosztów operacyjnych. Obejmują one szeroki zakres działań, takich jak zewnętrzne badania diagnostyczne, sprzątanie, ochronę, usługi cateringowe, informatyczne oraz różne formy outsourcingu medycznego. Chociaż outsourcing może przynosić korzyści organizacyjne, to jednocześnie prowadzi do wzrostu kosztów stałych oraz zmniejsza możliwość szybkiego reagowania na zmiany finansowe.

Koszty materiałów i energii to kolejna ważna pozycja, która w 2024 roku wyniosła ponad 4,7 mld zł, czyli blisko 16,4% wszystkich wydatków. Rosnące ceny leków, materiałów medycznych oraz energii elektrycznej i cieplnej negatywnie wpływają na bilans finansowy placówek.

Struktura kosztów, w której dominuje udział stałych i rosnących wydatków osobowych i usług obcych, powoduje, że szpitale mają niewielkie możliwości elastycznego ograniczania wydatków w odpowiedzi na zmiany w finansowaniu. Ogranicza to również efektywność zarządzania finansami, zwiększając ryzyko pogłębiania się deficytów.

Dziękuję, kontynuuję rozwinięcie kolejnych części artykułu, konsekwentnie rozbudowując analizę sytuacji finansowej szpitali powiatowych.

Deficyty finansowe i narastające zadłużenie – skala problemów

W 2024 roku sytuacja finansowa szpitali powiatowych była wyraźnie niekorzystna. Łączna strata netto badanych jednostek przekroczyła 770 mln zł, a strata operacyjna (na działalności podstawowej) sięgnęła ponad 1,36 mld zł. To potwierdza, że zdecydowana większość placówek nie była w stanie pokryć swoich kosztów z uzyskanych przychodów. Ponad 82% szpitali zamknęło rok z wynikiem ujemnym na poziomie podstawowej działalności, co wskazuje na chroniczne niedofinansowanie sektora.

Tabela 3. Wyniki finansowe szpitali powiatowych w 2024 roku (w zł)

Wskaźnik Razem SP ZOZ Spółki
Zysk/strata netto -772 341 077 -664 381 105 -107 959 972
Zysk/strata ze sprzedaży -1 366 802 955 -1 192 076 583 -174 726 372
Zysk/strata netto (bez zysków) -1 078 888 820 -900 658 533 -178 230 287
Zysk/strata ze sprzedaży (bez zysków) -1 531 080 589 -1 305 308 175 -225 772 414

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Zjawisko to ma charakter systemowy i dotyczy zarówno samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SP ZOZ), jak i spółek prawa handlowego. Większe deficyty wykazały jednostki działające w formie SP ZOZ, co może wynikać z ich skali oraz różnic w strukturze kosztów i przychodów.

Narastające straty finansowe bez odpowiedniej korekty prowadzą do pogorszenia płynności i rosnącego zadłużenia. W praktyce wiele szpitali zmuszonych jest do pokrywania deficytów poprzez zaciąganie zobowiązań, co zwiększa koszty finansowe i ogranicza zdolność do inwestowania. To błędne koło pogłębia kryzys i grozi ograniczeniem dostępności usług oraz spadkiem jakości opieki.

Zadłużenie i zobowiązania wymagalne – poważne zagrożenie płynności

Analiza zobowiązań finansowych szpitali powiatowych ukazuje alarmujący poziom zadłużenia. W 2024 roku aż 127 z 219 badanych placówek posiadało zobowiązania wymagalne – czyli zaległości z przeterminowanym terminem spłaty. Dla jednostek sektora finansów publicznych, do których należą szpitale powiatowe, obecność takich zaległości powinna być niedopuszczalna.

Tabela 4. Zobowiązania wymagalne wg kategorii w 2024 roku (w zł)

Kategoria Kwota (zł)
ZUS 72 091 720
PFRON 165 778
Energia, gaz, woda 66 595 396
Pracownicy 10 813 277
Pozostałe (dostawcy) 880 244 987
Razem 1 030 911 158

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Łączna kwota zobowiązań wymagalnych przekroczyła 1 miliard złotych, z czego najwięcej, bo aż około 880 mln zł, dotyczyło zaległości wobec dostawców (grupa „pozostałe”). Znaczące są także długi wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ponad 72 mln zł) oraz wobec dostawców mediów, takich jak energia, gaz i woda (prawie 67 mln zł).

Rozkład zadłużenia pokazuje, że wśród placówek z zaległościami dominują te z kwotami powyżej 1 mln zł, a aż 29 szpitali ma zobowiązania wymagalne przekraczające 10 mln zł. Taki poziom zadłużenia oznacza poważne ryzyko utraty płynności finansowej oraz utrudnia prowadzenie bieżącej działalności.

Wzrost długu strukturalnego wynika również z praktyki rolowania zadłużenia – zamiast spłacać bieżące zobowiązania, wiele szpitali sięga po nowe kredyty lub pożyczki, co zwiększa koszty odsetek i ogranicza możliwości inwestycyjne.

Wskaźniki płynności finansowej

Wskaźniki płynności finansowej szpitali powiatowych wskazują na poważne problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań. Płynność bieżąca, mierząca zdolność do pokrycia zobowiązań krótkoterminowych z aktywów obrotowych, była w 2024 roku poniżej bezpiecznego poziomu 1,5 w aż 167 placówkach. Oznacza to realne ryzyko problemów z terminowym regulowaniem długów, co wpływa na stabilność funkcjonowania i wiarygodność finansową.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest płynność szybka, czyli zdolność do natychmiastowego pokrycia zobowiązań krótkoterminowych bez uwzględnienia zapasów. Ponad połowa szpitali (124 jednostki) miała wskaźnik poniżej 0,5, co wskazuje na realną utratę płynności i trudności z obsługą bieżących zobowiązań. Tylko nieliczne placówki wykazały płynność szybką powyżej 1,5, co może świadczyć o niewykorzystanym potencjale środków lub nadpłynności.

Takie wskaźniki obrazują, że wiele szpitali funkcjonuje na granicy niewypłacalności, co rodzi zagrożenia zarówno dla bieżącej działalności, jak i dla planów inwestycyjnych oraz realizacji umów z NFZ. Konsekwencją utrzymującej się słabej płynności mogą być opóźnienia w realizacji świadczeń, pogorszenie warunków pracy personelu i utrata zaufania partnerów.

Rentowność i efektywność operacyjna – diagnoza problemów

Wskaźniki rentowności stanowią kluczowy miernik kondycji finansowej szpitali powiatowych, pozwalając ocenić efektywność wykorzystania zasobów i zdolność do generowania nadwyżek finansowych. Niestety, dane z 2024 roku potwierdzają głęboki kryzys w tym obszarze.

Tabela 5. Rozkład szpitali wg wysokości zobowiązań wymagalnych (liczba placówek)

Przedział zadłużenia (zł) Liczba szpitali
Do 10 000 6
10 000 – 100 000 10
100 000 – 1 000 000 19
1 000 000 – 10 000 000 63
Powyżej 10 000 000 29

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Rentowność operacyjna (rentowność sprzedaży) była ujemna w aż 138 spośród 219 placówek, co oznacza, że większość szpitali ponosiła straty z podstawowej działalności medycznej. Jedynie pojedyncze jednostki osiągały wskaźniki przekraczające bezpieczne progi, co świadczy o braku efektywności operacyjnej i niewystarczającym poziomie przychodów względem kosztów.

Rentowność aktywów (ROA), wskazująca jak efektywnie szpitale wykorzystują swój majątek, była ujemna w zdecydowanej większości jednostek, a tylko trzy placówki uzyskały wskaźnik powyżej 20%. Większość utrzymywała się w niskim zakresie poniżej 10%, co sygnalizuje nieefektywne zarządzanie zasobami i brak możliwości generowania wystarczających zysków.

Rentowność kapitału własnego (ROE), istotna z perspektywy właścicieli placówek – głównie samorządów – także budzi niepokój. Aż 57 szpitali wykazało wartość ujemną, co oznacza, że działalność przynosiła im straty, a jedynie 45 przekroczyło próg 50%, wskazując na relatywnie dobrą opłacalność.

Taki obraz rentowności jest konsekwencją chronicznego niedofinansowania i rosnących kosztów, a także braku efektywnych mechanizmów zarządzania finansami. Brak zdolności generowania nadwyżek finansowych uniemożliwia inwestycje i stabilne funkcjonowanie, zwiększając ryzyko dalszego pogarszania się kondycji.

Zadłużenie kapitałów własnych i struktura finansowania majątku

Analiza wskaźnika zadłużenia kapitałów własnych, czyli stosunku zobowiązań do kapitałów własnych, pokazuje, że w wielu szpitalach powiatowych dług przewyższa wartość posiadanego majątku własnego. Aż 56 placówek przekroczyło wartość 1 w tym wskaźniku, a 34 jednostki wykazały ekstremalnie wysoki poziom zadłużenia przekraczający dwukrotność kapitałów własnych (wskaźnik powyżej 2).

Ponadto, 217 szpitali spośród 219 utrzymywało udział kapitałów własnych w finansowaniu aktywów na poziomie poniżej 80%. Taki rozkład wskazuje na dominujące finansowanie majątku poprzez zobowiązania, co jest ryzykowne i świadczy o niskiej odporności finansowej.

W kilku placówkach wskaźniki przekraczały 100% i nawet 200%, co oznacza, że ich aktywa są w większej części finansowane długiem. To rodzi realne zagrożenie utraty wypłacalności i stabilności długoterminowej działalności. Wysoki poziom zadłużenia przekłada się również na znaczące obciążenia kosztowe w postaci odsetek, które w 2024 roku wyniosły ponad 330 mln zł, stanowiąc istotną pozycję kosztów finansowych.

Taka struktura finansowania ogranicza zdolność do inwestycji, modernizacji infrastruktury oraz podnoszenia jakości usług, a w konsekwencji wpływa na pogorszenie dostępności i efektywności systemu ochrony zdrowia na poziomie powiatowym.

Skutki dla funkcjonowania szpitali i dostępności usług

Trwający kryzys finansowy w szpitalach powiatowych niesie za sobą poważne konsekwencje dla całego systemu opieki zdrowotnej. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna zmusza placówki do ograniczania zakresu świadczonych usług, redukcji personelu oraz ograniczenia inwestycji w sprzęt i infrastrukturę.

Problemy z płynnością finansową mogą skutkować opóźnieniami w realizacji kontraktów i spadkiem jakości obsługi pacjentów. W skrajnych przypadkach istnieje ryzyko zamknięcia niektórych oddziałów lub całych placówek, co drastycznie ograniczy dostęp do podstawowej opieki medycznej na poziomie lokalnym.

Zadłużenie i narastające zobowiązania wymagalne wpływają również negatywnie na relacje z dostawcami usług i materiałów medycznych, co może skutkować przerwami w dostawach leków, sprzętu lub świadczeń diagnostycznych.

Wszystkie te czynniki łącznie obniżają efektywność systemu ochrony zdrowia, zwiększając nierówności w dostępie do opieki oraz narażając mieszkańców mniejszych miejscowości na gorsze warunki leczenia i dłuższe oczekiwania na świadczenia.

Długofalowe rozwiązanie problemów wymaga również działań na rzecz zatrzymania wykwalifikowanego personelu medycznego, w tym lepsze warunki płacowe i organizacyjne. To warunek konieczny dla zapewnienia ciągłości i jakości świadczeń.

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Perspektywy warszawskiej giełdy w cieniu nowej prezydenckiej kadencji

Wyniki wyborów w Polsce przyniosły umiarkowane spadki na warszawskiej giełdzie. Indeks WIG spadł o 0,56 proc., a WIG20 o 0,6 proc., choć początkowo zniżki przekraczały 1 proc. Jednak polityczna niestabilność po wyborach może ciążyć warszawskiej giełdzie jeszcze przez dłuższy czas. Wydaje się również, że RPP może być mniej skłonna do obniżek stóp procentowych w obliczu rosnącej niepewności – dlatego w środę najprawdopodobniej stopy pozostaną bez zmian.

Warszawska giełda w ostatnich miesiącach – a szerzej: od poprzednich wyborów parlamentarnych – radziła sobie dobrze. Od początku roku indeks WIG, obejmujący szeroki rynek, wzrósł o ponad 25 proc., a WIG20, zyskał niemal 22 proc. To czyniło z polskiej giełdy jeden ze światowych parkietów o najwyższych wzrostach. Jednak wybór Karola Nawrockiego wprowadza nową warstwę niepewności politycznej, która może mieć wpływ na rynki.

Biorąc pod uwagę uprawnienia prezydenta do wetowania ustaw oraz wpływ na politykę zagraniczną – w tym relacje z Unią Europejską – to tarcia na linii prezydent-rząd mogą spowolnić proces podejmowania decyzji w momencie, gdy zaufanie inwestorów opiera się na stabilności. W krótkim terminie ta niepewność może osłabić zainteresowanie zagranicznych inwestorów polską giełdą, ponieważ kapitał międzynarodowy coraz częściej uwzględnia polityczne ryzyka w swoich analizach. To również może mieć wpływ na notowania spółek giełdowych z istotnym udziałem Skarbu Państwa.

O ile prezydent nie ma realnego wpływu na politykę gospodarczą – bo jego uprawnienia w tej sferze są ograniczone – o tyle Polska giełda ma duży udział spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa. A to oznacza, że pogłębiający się spór polityczny będzie miał wpływ na notowania, a w niektórych przypadkach także na wyniki konkretnych firm notowanych na GPW. W większym stopniu dotknie to dużych spółek, dlatego indeks WIG20 może ucierpieć mocniej niż szeroki WIG.

Nawrocki w swoich wypowiedziach krytykował niektóre decyzje rządu PiS z lat 2015-2023. W tym kontekście wydaje się, że mogą istnieć pola współpracy między rządem a prezydentem – takim obszarem może być na przykład temat deregulacji, którym w ostatnich miesiącach zajmował się rząd. Współpraca w tym zakresie może wspomagać polskich przedsiębiorców oraz gospodarkę.

Karol Nawrocki w kampanii wyborczej podpisał postulat sprzeciwu wobec każdej podwyżki podatków w Polsce. To może być pozytywnie odebrane przez rynki, które obawiają się o stan budżetu państwa oraz rosnące zadłużenie. Warto pamiętać, że Polska znajduje się obecnie w unijnej procedurze nadmiernego deficytu. Wydaje też 5 proc. budżetu na obronność, co w obecnych realiach stanowi poważne wyzwanie dla finansów publicznych.

Wynik wyborów prezydenckich, a więc zwiększenie niepewności na rynku, może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do bardziej ostrożnego podejścia do obniżek stóp procentowych – zmniejszając prawdopodobieństwo dokonania obniżki stóp w na posiedzeniu w czerwcu.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polska waluta pod presją politycznej niepewności i oczekiwań względem polityki pieniężnej

Nie milkną echa weekendowych wyborów. Zwycięstwo Karola Nawrockiego wyraźnie pokrzyżowało plany obecnej koalicji rządzącej. Premier Tusk podczas przemówienia zapowiedział złożenie wnioski o wotum zaufania. W odpowiedzi lider opozycji wezwał do utworzenia rządu technicznego.

Rynkowy marazm

Rynek nie do końca potrafi się odnaleźć w nowej powyborczej rzeczywistości. Z jednej strony wczorajsze otwarcie było wyraźnie nerwowe, jednak w drugiej części sesji inwestorzy dali się porwać globalnemu sentymentowi, wyciągając i rodzimą walutę i akcyjny parkiet w okolice piątkowego zamknięcia. We wtorek od rana znowu obserwujemy pogorszenie nastrojów, zwłaszcza złoty wyraźnie traci. Dzisiaj problemem może być również to, że na szerokim rynku widzimy delikatny risk off. Lokalnie głównym czynnikiem ciążącym naszym aktywom jest wczorajsze wieczorne wystąpienie Donalda Tuska. Ten co prawda pogratulował zwycięstwa Karolowi Nawrockiemu, jednak całościowo ton wypowiedzi budzi obawy o możliwość współpracy między dwoma ośrodkami władzy. Dodatkowo premier zapowiedział złożenie wniosku o wotum zaufania i chociaż naiwnością polityczną byłaby wiara w to, że zdecydowałby się na taki ruch bez policzenia szabel, to jednak pewna doza niepokoju na rynku się pojawiła. Zapewne czym bliżej głosowania tym będzie ona większa. Na fali niedzielnej wygranej, lider opozycji Jarosław Kaczyński wezwał do utworzenia rządu technicznego. Wydaje się jednak, że szanse na taki scenariusz są skrajnie małe. Możliwości są tak naprawdę dwie: albo dalsze trwanie w stanie kohabitacji i tu kluczowa będzie skłonność nowego prezydenta do współpracy, albo przedterminowe wybory. Wydaje się, że z rynkowego punktu widzenia oba scenariusze są negatywne.

RPP rozpoczyna posiedzenie

Wtorkowa sesja to również posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej i choć decyzję w sprawie stóp poznamy dopiero jutro, to rynek powoli już teraz pozycjonuje się pod możliwe scenariusze. Podczas poprzedniego posiedzenia koszt pieniądza został zredukowany o 50 punktów bazowych, jednak według wypowiedzi prezesa NBP było to bardziej dostosowanie się do nowych realiów, niż rozpoczęcie cyklu. Analitycy, choć zgodni co do tego, że w tym tygodniu stopy pozostaną niezmienione, skłaniają się jednak ku kolejnym obniżkom w tym roku. Prawdopodobnie już w lipcu zobaczymy taki ruch. Wtedy decydenci będą mieli wgląd do nowej projekcji inflacyjnej. Ta zgodnie z oczekiwaniami ma przewidywać skokowy spadek dynamiki cen, co otworzy drogę do już oficjalnego rozpoczęcia cyklu. Jest to kolejny czynnik, który powinien ciążyć naszej walucie. Do tej pory złoty był beneficjentem niechęci banku centralnego do obniżania stóp. Rosnący spread w stopach procentowych między Polską a otoczeniem był głównym motorem napędowym dla złotego w pierwszej połowie tego roku.

Szwajcarzy wrócili do deflacji

Na szerokim rynku dzisiaj zdecydowanie warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji w Szwajcarii. Po blisko czterech latach do kraju Helwetów powróciła deflacja. Statystycznie ceny w maju były o 0,1% niższe niż przed rokiem. I choć był to wynik zgodny z predykcjami analityków, to jednak i tak robi wrażenie. Warto pamiętać, że gdy cały świat zmagał się z szalejąca inflacją, ta w Szwajcarii maksymalnie osiągnęła pułap 3,5%. Od blisko dwóch lat utrzymywała się ona poniżej progu 2%, by teraz spaść poniżej zera. Szwajcarzy mają bogate doświadczenie w funkcjonowaniu w warunkach deflacji, ostatnio na początku obecnej dekady. SNB już w marcu ścięło stopy procentowe do poziomu 0,25%, a dzisiejszy odczyt dołoży paliwa do dyskusji o ponownym zejściu z kosztem pieniądza poniżej zera.

Delikatnie zaskoczyła także inflacja w strefie euro. Ta zeszła do poziomu 1,9%, choć analitycy spodziewali się pełnych 2%. Zdecydowanie spadła też inflacja bazowa, która wyniosła 2,3%, choć jeszcze miesiąc temu była blisko pół punktu procentowego wyżej. Reakcja euro na ten odczyt była raczej stonowana, EURUSD po dotarciu do 1,145$ powoli wraca w kierunku 1,14$.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Krzysztof Adamczak –  analityk w InternetowyKantor.pl

Polska gospodarka rośnie o 3,7% w I kwartale 2025 – co dalej?

Według GUS-u: PKB niewyrównany sezonowo  w I kw. 2025 był wyższy w relacji r/r o 3,2%, ale wyrównany sezonowo – w cenach stałych 2020 –  był wyższy o 3,7%. To istotnie bardzo dobry wynik,  jeden z najwyższych w Europie.

Zgodnie z dokumentem MF – Wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2025-2029,  taki wzrost PKB może dotyczyć także całego roku 2025.

W roku bieżącym popyt będzie napędzany głównie przez  spożycie prywatne, napędzane z kolei przez wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, oraz eksport netto. Dynamikę spożycia publicznego wspierać będzie zwiększanie wydatków na ochronę zdrowia.

Te dwa czynniki – spożycie prywatne i eksport netto,  będą w akcji także w roku 2026, podtrzymując wzrost PKB na poziomie 3,5%. Prognoza MF przewiduje jednak  stopniowe obniżanie tempa wzrostu PKB: do 3% w roku 2027, 2,7% w roku 2028  oraz 2,6% w roku 2029. Ta prognoza nie uwzględnia  z czasem nieuniknionego spadku tempa wzrostu PKB Polski  po roku 2030 do poziomu około 1,5% rocznie, z racji spadku luki dochodowej i technologicznej  między Polską a krajami takimi jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja  i Włochy.

W najbliższych latach przewidywany jest przez MF wzrost stopy inwestycji, wynikający z realizacji projektów z KPO, wydatkowania środków z unijnej perspektywy na lata 2021-2027, oraz realizacji kluczowych inwestycji publicznych i prywatnych, w ramach takich projektów jak m. inn.  Polska Elektrownia Jądrowa, wiatraki na morzu. przemysł obronny, sieć energetyczna  oraz Centralny Port Komunikacyjny.

W latach 2025 i 2026 należy  oczekiwać wyższej  dynamiki importu towarów i usług w porównaniu z dynamiką eksportu. m. inn. ze względu na wysokie  dostawy militarne  oraz  silny popyt wewnętrzny.

Autor: Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista BCC

Kurs dolara i jego nieoczywiste spadki – co naprawdę wpływa na osłabienie waluty?

Od kilku miesięcy na rynkach finansowych obserwujemy systematyczne osłabienie dolara amerykańskiego. Pojawiają się pytania czy to Rezerwa Federalna odpowiada za ten trend? Choć intuicyjnie można by sądzić, że polityka monetarna Fed ma decydujące znaczenie dla siły waluty, bliższa analiza pokazuje, że obecne osłabienie dolara ma swoje źródło głównie w działaniach politycznych Białego Domu, a nie w nastawieniu banku centralnego.

Jeszcze jesienią 2024 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W miarę jak rosło prawdopodobieństwo reelekcji Donalda Trumpa, dolar znacząco się umocnił. Rynki zakładały, że nowe taryfy celne ogłaszane przez administrację spowodują wzrost cen konsumpcyjnych, a Fed w odpowiedzi utrzyma restrykcyjną politykę pieniężną – wykorzystując fakt, że realna gospodarka nadal pozostaje silna. W efekcie indeks dolara wzrósł aż o 9 proc. w zaledwie kilka miesięcy. Był to klasyczny scenariusz w którym wyższe oczekiwania inflacyjne prowadzą do wyższych stóp, a to przekłada się na silniejszą walutę.

Ten obraz zaczął się zmieniać pod koniec lutego 2025 roku. W marcu coraz częściej pojawiały się głosy, że cła Trumpa mogą nie tylko podbić inflację, ale również zagrozić realnej gospodarce, prowadząc do ryzyka stagflacji. W takim scenariuszu Fed musiałby bardziej wyraźnie balansować między dwoma celami a miwanowicie między stabilnością cen a pełnym zatrudnieniem. To z kolei mogłoby ograniczyć jego gotowość do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Dodatkowo, słowa Donalda Trumpa uderzające w niezależność Fed-u mogły podważyć zaufanie rynku do przyszłej przewidywalności polityki banku centralnego.

Co jednak istotne, dane makroekonomiczne nie wspierają jeszcze w pełni narracji o spowolnieniu. Choć wzrost PKB w pierwszym kwartale był słaby, w dużej mierze wynikało to z jednorazowego efektu wcześniejszego importu. Rynek pracy pozostaje odporny, a konsumpcja utrzymuje się na solidnym poziomie mimo rosnącej niepewności. Fed, zdając sobie sprawę z tego stanu rzeczy, utrzymuje jastrzębi ton i deklaruje czujność wobec ryzyka inflacyjnego.

Mimo tego rynek przestał traktować dolara jako beneficjenta tej narracji. Od początku marca wyraźnie osłabł związek pomiędzy oczekiwaniami stóp procentowych w USA a zachowaniem kursu EUR/USD. Rozbieżność ta widoczna jest zarówno w oderwaniu kursu od różnicy rentowności obligacji (spreadu 2-letnich papierów USA i Niemiec), jak i od oczekiwanej stopy Fed na czerwcowym posiedzeniu. Innymi słowy: dolar osłabia się, mimo że dane rynkowe wskazują na relatywnie wyższe stopy procentowe w USA.

Podobne rozbieżności można zauważyć w relacji między rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi (w perspektywie jednego roku) a wyceną dolara. W normalnych warunkach wzrost oczekiwań inflacyjnych prowadzi do wzrostu stóp i tym samym umocnienia waluty. Tymczasem dolar zareagował osłabieniem – co może sugerować, że rynek uznaje ten wzrost inflacji za tymczasowy, związany głównie z szokiem cenowym wywołanym przez politykę celną. W takim scenariuszu Fed nie musi natychmiast reagować – i to może wystarczyć, by inwestorzy zmienili swoje podejście do dolara. Tymczasowy wzrost cen oznacza bowiem pogorszenie siły nabywczej waluty, a to przekłada się na jej deprecjację.

Słabość dolara nie wynika dziś bezpośrednio z polityki pieniężnej, ale z szerokiego wachlarza działań politycznych prezydenta Trumpa. Oprócz ryzyka inflacyjnego związanego z cłami, rynek obawia się również zapowiedzi wprowadzenia podatku od inwestycji zagranicznych w USA, niestabilności fiskalnej i ogólnego chaosu decyzyjnego w polityce gospodarczej. Takie otoczenie makroekonomiczno-instytucjonalne zniechęca globalny kapitał do utrzymywania pozycji w dolarze, mimo że w teorii fundamenty monetarne wciąż powinny działać na jego korzyść.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Rynek pierwotny mieszkań w Polsce – analiza cen w największych aglomeracjach w maju 2025 roku

W Warszawie średnia cena metra  kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów przebiła w maju pułap 18 tys. zł, zaś Trójmiasto wyprzedziło Kraków w wyścigu cenowym. Nie tylko w stolicy i Trójmieście, ale też w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego poszła w górę. W Krakowie, Łodzi, Wrocławiu i Poznaniu maj upłynął pod znakiem jej stabilizacji – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

W tym roku niemal we wszystkich metropoliach wzloty średniej ceny metra kwadratowego wszystkich mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów przeplatały się okresami stabilizacji. Wyjątkiem jest Łódź, w której średnia – ok. 11,5 tys. zł za metr kwadratowy – zatrzymała się na poziomie z sierpnia ubiegłego roku – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W skali miesiąca cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy w sprzedaży pojawi się pula drogich, czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – lokali. Z tą pierwszą sytuacją mieliśmy w tym roku do czynienia częściej. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że po raz kolejny w tym roku, tym razem o 2%, wzrosła średnia cena metra kwadratowego w Trójmieście (ponad 16,8 tys. zł/m kw.).  W efekcie na trzecie miejsce w rankingu najdroższych metropolii zepchnięty został Kraków (niespełna 16,7 tys. zł/m kw.), do którego wróciła stabilizacja  po 1% podwyżce w kwietniu.

Warto zauważyć, że na podwyżkę w Trójmieście zapracował Gdańsk, o którym wielokrotnie pisaliśmy, że jest specyficzną metropolią. Ze względu na jej atrakcyjność turystyczną powstaje tu dużo drogich mieszkań w projektach ulokowanych m.in. w pobliżu Zatoki Gdańskiej oraz Śródmieścia. Akurat w lutym i maju na rynek trafiła duża pula takich mieszkań – komentuje Marek Wielgo.

Wygląda na to, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w Warszawie (18,1 tys. zł/m kw.), gdzie średnia cena metra kwadratowego przebiła w maju symboliczny pułap 18 tys. zł, choć sama podwyżka 1% zdarzyła się już w marcu. Podobną podwyżkę, drugi miesiąc z rzędu, odnotowaliśmy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,3 tys. zł/m kw.).

Stabilizacja wróciła za to do Wrocławia (ok. 14,8 tys. zł/m kw.), a w Poznaniu (13,4 tys. zł/mkw.) trwa ona nieprzerwanie od lutego. I to właśnie stolica Wielkopolski oraz Kraków mają obecnie największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r.wyk. 1 Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów (kwiecień 25 - maj 25)

W obu miastach średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań była w maju zaledwie o 2% wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Już tylko w Trójmieście podwyżka jest dwucyfrowa (10%). W Warszawie zmiana średniej ceny metra kwadratowego w okresie 12 miesięcy wynosiła w maju tylko 3%, w Łodzi – 4%, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 6%, a we Wrocławiu – 7%.wyk. 2 Srednie ceny mieszkań w ofercie deweloperów (maj 24-maj 25)

Pasożyty kontra choroby autoimmunologiczne i zapalne – polska naukowczyni odkryła ich leczniczy potencjał

Pasożyty, które przez wieki wzbudzały lęk i obrzydzenie, mogą okazać się kluczem do przełomowych terapii. Dr hab. Katarzyna Donskow-Łysoniewska, prof. Uczelni Łazarskiego po ponad dekadzie intensywnych badań zidentyfikowała białka pasożytnicze o potencjale terapeutycznym, mogące odmienić leczenie chorób autoimmunologicznych i zapalnych, takich jak choroba Leśniowskiego-Crohna czy stwardnienie rozsiane. W planach prof. Donskow-Łysoniewskiej jest pozyskanie finansowania na dalsze badania oraz ich komercjalizacja. Dzięki jej odkryciu Polska może stać się liderem w tworzeniu przełomowych terapii przyszłości, stanowiących alternatywę dla obecnie stosowanych leków.

Zespół prof. Katarzyny Donskow-Łysoniewskiej od lat bada białka pasożytnicze zwane mimikami. Są to białka wytwarzane przez nicienie jelitowe, naśladujące ludzkie białka, hamujące nadmierne reakcje układu odpornościowego i niewykazujące przy tym toksyczności. Mogą one zrewolucjonizować leczenie przewlekłych chorób autoimmunologicznych i zapalnych. Według WHO tylko choroby o podłożu zapalnym dotykają ponad 500 mln osób na świecie.

Mimiki to naturalny efekt ewolucji. Pasożyty przez miliony lat musiały nauczyć się przetrwania w organizmie gospodarza, unikając ataku i obciążania jego układu odpornościowego. W tym celu syntetyzują białka, które naśladują naturalne białka organizmu człowieka, dzięki czemu zapobiegają stanom zapalnym. Za sprawą naszych badań mamy szansę wykorzystać ten mechanizm, odmieniając medycynę i eliminując skutki uboczne stosowanych leków syntetycznych – mówi prof. UŁa Katarzyna Donskow-Łysoniewska.

Jednym z priorytetów zespołu prof. Donskow-Łysoniewskiej jest rozwój terapii dedykowanej chorobie Leśniowskiego-Crohna – schorzeniu zapalnemu jelit, na które cierpią miliony ludzi. Na podstawie danych z lat 2023 i 2024 wynika, że na nieswoiste choroby zapalne jelit (IBD) tylko w Polsce choruje około 60 tys. osób, z czego 15-20 tys. pacjentów zmaga się z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Najczęściej dotyka ona osób młodych – około 70% chorych ma poniżej 35 lat. Choroba ta została opisana po raz pierwszy w 1904 r. przez polskiego lekarza Antoniego Leśniowskiego. Aktualnie nie ma terapii umożliwiającej jej całkowite wyleczenie. Dotychczasowe metody pozwalają jedynie na łagodzenie objawów, ale wiążą się z efektami ubocznymi, takimi jak osłabienie efektywności układu odpornościowego i problemy z koncentracją.

Nasz pierwszy mimik, który testowaliśmy na modelu choroby Leśniowskiego-Crohna, wykazał bardzo obiecujące wyniki. Natomiast drugi posiada silne właściwości immunomodulujące, które mogą znaleźć zastosowanie w terapii takich chorób jak stwardnienie rozsiane i łuszczyca. To schorzenia znacząco obniżające jakość życia pacjentów i wymagające długotrwałego leczenia. Możliwość zaoferowania terapii celowanej, która nie powoduje efektów ubocznych i jest bezpieczna przy długim stosowaniu, byłaby ogromnym przełomem w medycynie – tłumaczy prof. UŁa Katarzyna Donskow-Łysoniewska.

Raporty Global Data wskazują, że łuszczyca dotyczy 2-3% populacji, a tylko w 2019 r. zdiagnozowano 42,3 miliona nowych przypadków. Z kolei ze stwardnieniem rozsianym żyje łącznie około 2,9 miliona osób na świecie (dane MS International Federation). Innowacyjne białka pasożytnicze, które działają na poziomie molekularnym, dają możliwość precyzyjnego modulowania odpowiedzi immunologicznej – dzięki czemu mogą stać się bezpieczną alternatywą dla obecnych terapii, eliminując ryzyko infekcji i skutków ubocznych.

Prof. Katarzyna Donskow-Łysoniewska jest pionierką w badaniach nad mimikami w Polsce i tworzy jeden z nielicznych zespołów, które pracują nad nimi globalnie. W jej planach jest kontynuacja badań nad kolejnymi mimikami oraz komercjalizacja odkrycia i wprowadzenie nowych terapii na rynek. Naukowczyni planuje pozyskać środki finansowe, które umożliwią jej zespołowi prowadzenie dalszych prac i przeprowadzenie badań przedklinicznych i klinicznych, co w efekcie może zaowocować wprowadzeniem na rynek nowych terapii. Badaczka rozważa także współpracę z większymi podmiotami z branży farmaceutycznej.

Prof. Donskow-Łysoniewska i jej zespół mają ambicje, aby ich badania wpłynęły na rozwój nauki oraz stanowiły wkład w poprawę jakości życia milionów pacjentów. Innowacyjne terapie oparte na mimikach mogą nie tylko zrewolucjonizować sposób leczenia chorób, które dziś są nieuleczalne, ale również przywrócić nadzieję pacjentom, którzy przez lata borykają się z przewlekłymi, wyniszczającymi schorzeniami.

Szacuje się, że światowy rynek leków na choroby autoimmunologiczne osiągnie wartość 200 miliardów dolarów do 2031 r., rosnąc ze średnioroczną stopą wzrostu (CAGR) na poziomie 3,7% w prognozowanym okresie. Wpływ na to będzie miała rosnąca częstość występowania tych chorób (statystyki iHealthcareAnalyst).

Zakład Immunoterapii Eksperymentalnej Uczelni Łazarskiego nie jest dostawcą usług medycznych ani placówką opieki zdrowotnej. Prosimy nie kontaktować się z placówką w sprawie osobistych problemów medycznych oraz diagnoz.

***

O Katarzynie Donskow-Łysoniewskiej:

Dr hab. Katarzyna Donskow-Łysoniewska, prof. Uczelni Łazarskiego to naukowczyni kierująca Zakładem Immunoterapii Eksperymentalnej na Wydziale Medycznym Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Specjalizuje się w immunoparazytologii i badaniach nad patogenezą chorób autoimmunizacyjnych. Jest pionierką w Polsce w badaniu białek pasożytniczych zwanych mimikami. Po ponad dziesięciu latach pracy zidentyfikowała białka pasożytnicze o potencjale terapeutycznym, szczególnie w leczeniu chorób takich jak choroba Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy stwardnienie rozsiane.

Mariusz Zielonka: Spadek PMI potwierdza przejściowe odbicie w przemyśle i nadchodzące wyzwania

W maju wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce wyniósł 47,1 punktu, co oznacza spadek w porównaniu do 50,2 punktu w kwietniu — podała firma S&P Global. Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana, ocenia, że zejście wskaźnika poniżej granicy 50 punktów po trzech miesiącach wzrostów potwierdza, iż wcześniejsza poprawa nastrojów w sektorze przemysłowym była jedynie tymczasowa.

Ekonomista zwraca uwagę, że obecne tąpnięcie wskaźnika PMI jest największe od blisko trzech lat. „Bańka oczekiwań co do popytu i napływających nowych zamówień pękła dość szybko” — ocenia Zielonka. Wskazuje, że jeśli traktować PMI jako wskaźnik wyprzedzający, to należy spodziewać się słabszych danych dotyczących produkcji przemysłowej w najbliższych miesiącach. Produkcja już osłabła w sektorach niezwiązanych z eksportem, a dołączą do nich branże, których eksport również wyraźnie spowolnił, co potwierdza obserwowany spadek PMI.

Zdaniem Mariusza Zielonki, zmniejszony popyt w niewielkim stopniu wpłynął na spowolnienie wzrostu cen produktów gotowych. Jednak w szerszym kontekście inflacji to przede wszystkim sektor usług decyduje o jej poziomie, a nie wyroby przemysłowe.

Dodatkowym negatywnym sygnałem jest spadek zatrudnienia w przemyśle, który Zielonka wiąże z oczekiwanym mniejszym zapotrzebowaniem na pracowników oraz rosnącymi kosztami prowadzenia działalności. Całość tych zjawisk tworzy według ekonomisty niekorzystny obraz sytuacji w polskim przemyśle, sugerując dalsze wyzwania dla gospodarki w najbliższym czasie.

Wygrana Nawrockiego nie wywołuje paniki – rynek ostrożny wobec przyszłości polskiej polityki

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami reakcja rynku na wygraną Karola Nawrockiego jest umiarkowana. Skala powyborczej wyprzedaży polskich aktywów nie jest silna, lecz złoty stracił w związku z nią zyski z poprzedniego tygodnia. To nie jedyne istotne informacje z kraju w tym tygodniu – w jego drugiej części decyzję o stopach podejmie RPP. Choć ich poziom zapewne się nie zmieni, to konferencja prezesa NBP może przynieść wskazówki co do dalszych posunięć Rady.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco słabszy po wygranej Nawrockiego.
  • RPP utrzyma stopy na niezmienionym poziomie.
  • Sąd w USA blokuje cła Trumpa, orzeczenie jednak wstrzymano.
  • Zyski USD były krótkotrwałe przez słabe dane z USA.
  • Obligacje skarbowe stabilizują się przed raportem NFP za maj.
  • EBC powinien obniżyć stopy o kolejne 25 pb.

Większość głównych walut zakończyła tydzień na podobnym poziomie, na jakim go zaczęła. Szereg informacji dotyczących ceł mniej więcej zrównoważył pierwsze oznaki spowolnienia amerykańskiej gospodarki po „dniu wyzwolenia”.

Trump mierzy się z nowym problemem, amerykański Sąd ds. Handlu Międzynarodowego orzekł bowiem, że jego wzajemne cła są nielegalne. Początkowo dolar odnotował niewielkie zyski, były one jednak krótkotrwałe, ponieważ rynki obstawiają, że administracja znajdzie jakieś obejście. Samo orzeczenie zostało później tymczasowo wstrzymane w oczekiwaniu na apelację Białego Domu. Obligacje skarbowe USA ustabilizowały się po kilku trudnych tygodniach, pierwsze oznaki spowodowanego cłami spowolnienia amerykańskiej gospodarki ciążyły jednak dolarowi. Większość walut rynków wschodzących osłabiła się względem dolara, przy czym ruchy te były wszędzie dość ograniczone.

W tym tygodniu poznamy liczne istotne odczyty i decyzje w sprawie polityki monetarnej. We wtorek (03.06) opublikowany zostanie wstępny odczyt inflacyjny za maj w strefie euro, w czwartek (05.06) Europejski Bank Centralny zdecyduje o wysokości stóp procentowych, a w piątek (06.06) czas na wyczekiwany raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy, który potwierdzi (bardzo wstępne) lub zaneguje oznaki spowolnienia widoczne w danych o wysokiej częstotliwości. W tym tygodniu nie ma aukcji obligacji skarbowych w USA, uwaga powinna więc skupić się tymczasowo nie na nich, a na danych ekonomicznych.

PLN

Wygrana konserwatywnego kandydata Karola Nawrockiego w II turze wyborów prezydenckich wywołała pewną presję na polskie aktywa, a złoty stracił zyski z poprzedniego tygodnia, kiedy radził sobie dobrze. Skala wyprzedaży jest jednak niewielka, co sugeruje, że rynki nie spodziewają się daleko idących konsekwencji, takich jak upadek rządzącej koalicji. Niemniej jej możliwości wprowadzenia reform będą w dalszym ciągu ograniczone, a konsolidacja finansów publicznych może okazać się trudniejsza.

Krajowe odczyty makroekonomiczne są w większości pozytywne. Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące sprzedaży detalicznej były znacznie lepsze, niż oczekiwano – jej dynamika w skali roku była najwyższa od niemal trzech lat. Wspiera to pogląd, że wzrost gospodarczy w II kwartale nabierze tempa. Inflacja w maju spadła do 4,1%, zaskakując w dół, co również jest korzystne.

Interesujące, jak te zmiany wpłyną na argumentację RPP, która obraduje w tę środę (04.06). Stopy procentowe niemal na pewno zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie, jak sygnalizował prezes Adam Glapiński – istotna dla rynków będzie jego retoryka podczas czwartkowej (05.06) konferencji prasowej, która może przynieść pewne wskazówki dotyczące posiedzenia w lipcu.

EUR

Na czerwcowym posiedzeniu w czwartek (05.06) Europejski Bank Centralny powinien obniżyć stopy procentowe o 25 pb. – jest to w pełni wyceniane przez rynki, nie powinno więc mieć większego wpływu na euro. Istotniejsze będą komunikaty Rady i nowe projekcje ekonomiczne, w szczególności rewizja prognoz inflacji. Jesteśmy ciekawi, jak Bank interpretuje ostatnie mieszane dane, w których ankiety rysują w dalszym ciągu ponury obraz, odczyty wydają się jednak trzymać lepiej.

Dane o inflacji w maju zostaną opublikowane we wtorek (03.06), zaledwie dwa dni przed posiedzeniem EBC. Rynki oczekują przeciwieństwa kwietniowego zaskoczenia w górę, a wyceny dalszych obniżek stóp procentowych będą zależeć od słuszności tego założenia. Odczyt ten nabiera więc dodatkowego znaczenia, być może nawet większego niż samo posiedzenie EBC.

USD

W ubiegłym tygodniu na amerykański rynek obligacji powróciło poczucie spokoju, które pomogło ustabilizować dolara. Niemniej dotychczasowa korelacja między wyższymi rentownościami amerykańskich obligacji i silniejszym dolarem została postawiona na głowie, co jest dla waluty niekorzystne. Pierwsze oznaki pogorszenia warunków na rynku pracy pojawiły się pod postacią nieznacznie wyższych cotygodniowych wstępnych deklaracji bezrobotnych, które wzrosły do poziomu bliskiego najwyższego od października. Nie jest to jeszcze powód do paniki, a rynki futures wstrzymują się z wycenianiem kolejnej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej przynajmniej do września.

Zrewidowana dynamika PKB w I kwartale (z -0,3% do -0,2% w ujęciu zanualizowanym) również pokazała spowolnienie konsumpcji w USA, które zgodnie z ostatnim raportem PCE trwało również w kwietniu. Oczekuje się, że dane z tego tygodnia będą wskazywać na niewielkie spowolnienie, a kreacja miejsc pracy w majowym raporcie NFP (piątek 06.06) spadnie do 130 tys. Nie przekona to raczej Rezerwy Federalnej, by w najbliższym czasie obniżyć stopy procentowe.

GBP

Znaczne zaskoczenie w górę kwietniową sprzedażą detaliczną w Wielkiej Brytanii, które przyszło po szoku inflacyjnym z wcześniejszego tygodnia, wzmacnia poczucie, że Bank Anglii nie będzie się spieszył w obniżkami stóp procentowych. Jak na razie konsumenci na Wyspach wydają się odporni na liczne ryzyka, w tym niepewność związaną z cłami, niedawny wzrost podatków dla firm i wyższe rachunki gospodarstw domowych. Sądzimy jednak, że ta odporność raczej się nie utrzyma, co może ograniczyć aprecjację funta w krótkim terminie.

Perspektywy waluty w średnim terminie wydają się wciąż dobre. Najwyższe stopy procentowe wśród gospodarek G10 mają Wielka Brytania i USA, co w nadchodzących miesiącach powinno być dla funta znacząco pozytywne. Perspektywy handlowe również są stosunkowo dobre po tym, jak te dwa kraje osiągnęły porozumienie, a przy tym starania rządu o bliższe więzi z Europą prowadzą w dalszym ciągu do poprawy relacji handlowych z UE. Funt może być naszym zdaniem walutą G10 o najwyższym potencjale wzrostowym.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

PMI przemysłu w Polsce spada do 47,1 pkt. – największy miesięczny spadek od 2022 roku

W maju PMI dla przemysłu w Polsce zaskoczył bardzo negatywnie. Spadł z 50,20 pkt. w kwietniu do 47,10 pkt. obecnie, a to wszystko przy prognozowanym poziomie 50,40. Tym samym był to największy miesięczny spadek od połowy 2022 roku. Mamy spadek każdej z kategorii (zamówienia, zatrudnienie, produkcja, zakupy i zapasy).

Odczyt ten wygląda tym gorzej w porównaniu z PMI dla przemysłu w strefie euro (49,4 przy prognozie 48,4 i wcześniejszym odczycie 49). Nasz główny partner handlowy, czyli Niemcy – także odnotowali spadek PMI dla przemysłu ale z poziomu 48,40 do 48,30 – przy prognozie 48,8.

W przypadku Polski na te chwilę wydaje się, że jest za wcześnie, żeby wyciągać z tego odczytu daleko idące wnioski. Być może to wyłącznie pojedyncza „wpadka” i wypadek przy pracy. Kolejne miesiące przyniosą więcej rozstrzygnięć – szczególnie w obliczu lekkiego „ochłonięcia” rynku względem ceł i wojen handlowych

Autor: Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Majowe ożywienie na rynku pierwotnym, rynek wtórny mieszkań wyhamowuje

Maj przyniósł wyraźne ożywienie. Deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach w Polsce zanotowali wzrost sprzedaży sięgający 30% względem kwietnia. Według wstępnych danych Otodom firmy deweloperskie sprzedały ponad 3,7 tys. mieszkań. Tymczasem na rynku wtórnym widoczne jest dalsze spowolnienie: maleje liczba nowych ogłoszeń, a zainteresowanie kupujących lokalami z drugiej ręki słabnie.

Nie tylko obniżka stóp procentowych

7 maja Rada Polityki Pieniężnej po raz pierwszy od ponad półtora roku obniżyła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Dla części rynku była to długo oczekiwana decyzja. Ale czy faktycznie poruszyła rynek mieszkaniowy? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista.

Jak przypomina Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka ds. badań rynku Otodom: Widzieliśmy już, jak silnie rynek mieszkaniowy potrafi reagować na cięcia stóp procentowych. Wystarczy cofnąć się do drugiej połowy 2020 roku i pierwszych miesięcy 2021. Po trzech kolejnych obniżkach, stopy procentowe NBP spadły wówczas do rekordowo niskiego poziomu 0,1%. W efekcie sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce zaczęła rosnąć z miesiąca na miesiąc, a w szczytowym momencie tempo tego wzrostu sięgnęło nawet 40% m/m.

Czy historia się powtarza? Monitoring rynku deweloperskiego prowadzony przez Otodom już w połowie maja wskazywał na ponadprzeciętny – zbliżony do wyników z bardzo dobrego 2023 roku – poziom rezerwacji mieszkań. I mimo że dane sprzedażowe w połowy miesiąca nie potwierdzały jednoznacznie tak wyraźnego ożywienia, to były wyraźnie wyższe niż średnia z kilku wcześniejszych miesięcy.

Wiemy że kupujący potrafią zaskoczyć zmianą zdania nie tylko handlowców ale również analityków rynkowych. Czasami wycofują się z rezerwacji, tuż przed podpisaniem umowy deweloperskiej. Dlatego wysoki poziom rezerwacji z pierwszej połowy maja traktowaliśmy jak ważny sygnał a nie jednoznaczna zapowiedź ożywienia. Tym bardziej, że w tym samym czasie na rynek trafiła duża liczba nowych inwestycji, więc ten skok rezerwacji mógł być po prostu efektem pojawienia się nowej atrakcyjnej oferty, a nie bezpośrednią reakcją na decyzję RPP – zaznacza Katarzyna Kuniewicz.

Sprzedaż mocno w górę

Druga połowa miesiąca okazałą się sprzedażowo równie dobra jak pierwsza. W efekcie maj był zaskakująco udany dla deweloperów działających na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce. Źródłem zaskoczenia jest nie tylko liczba sprzedanych przez firmy deweloperskie mieszkań ale również ich wartość, która pierwszy raz od października 2023 roku przekroczyła 3 mld zł.

Wartość mieszkań sprzedanych przez firmy deweloperskie

Analizy wstępnych danych Otodom o liczby mieszkań sprzedanych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach wskazuje na istotny wzrost sprzedaży (o 30%) w porównaniu z kwietniem. Co więcej, tegoroczny majowy rezultat wyraźnie przewyższa ubiegłoroczny, kiedy liczba zawartych transakcji nie przekroczyła 2,7 tys. Tym razem przekroczyła 3,7 tys., czyli o ponad tysiąc jednostek więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Jak podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka ds. badań rynku Otodom: Nie wolno zapominać że na ten rekordowy wzrost wolumenu sprzedaży miesiąc do miesiąca złożyły się dwa elementy. Po pierwsze przyspieszenie decyzji o sfinalizowaniu zakupu przez pewna grupę kupujących, wywołane decyzją RPP o obniżce stóp%. Po drugie wycofanie się większej niż w poprzednich miesiącach – grupy nabywców z zakupów, które odnotowaliśmy jako kwietniową sprzedaż. W efekcie skorygowana na koniec maja kwietniowa sprzedaż nie przekroczyła 2,9 tys. mieszkań (wstępne wyniki wskazywały na ponad 3,1 tys) co spowodowało, że baza do której porównujemy wynik majowy uległa redukcji.

Ożywienie widać również po stronie podaży. Tylko w maju deweloperzy rozpoczęli sprzedaż ponad 5,2 tys. mieszkań w nowych inwestycjach. Najwięcej projektów pojawiło się w Warszawie (1,3 tys. mieszkań), Trójmieście (1,1 tys. mieszkań) i Krakowie (1,1 tys. mieszkań).  Jednak o ile skala wprowadzeń nie dziwi w przypadku dwóch pierwszych rynków gdzie czas wyprzedaży oferty nie przekracza 5 kwartałów (na zrównoważonym rynku oscyluje w okolicach 4-5 kwartałów), o tyle w Krakowie gdzie wskaźnik ten przekracza 7 kwartałów – zaczyna niepokoić. Skutkiem tak dynamicznego w ostatnich kilkunastu miesiącach, wprowadzania nowych inwestycji przez firmy działające na rynku krakowskim jest rekordowy poziom oferty. Na koniec maja łączna oferta firm deweloperskich w Krakowie sięgnęła 10,5 tys. mieszkań.

Średnie ceny mieszkań w nowo uruchomionych inwestycjach w maju są wyraźnie wyższe, zarówno w porównaniu do kwietnia, jak i do maja poprzedniego roku. To oznacza, że mimo wzrostu aktywności, perspektywa wyraźnej redukcji cen, na które liczy wielu potencjalnych nabywców, nadal się oddala – komentuje Katarzyna Kuniewicz.

Nie tylko w Krakowie Otodom odnotował rekordowy poziom oferty na rynku pierwotnym. Także w Poznaniu i Katowicach deweloperzy nigdy nie oferowali tak wielu mieszkań (odpowiednio 7,4 tys. i 5,3 tys.). Blisko rekordowych poziomów są także Łódź i Wrocław (odpowiednio 8,4 tys. i 9,1 tys.) choć w przypadku rynku łódzkiego możemy mówić o trwającej od kilku miesięcy rekordowej passie podczas gdy w poszukiwaniu wrocławskiego rekordu trzeba sięgnąć do danych Otodom z II połowy 2019 roku. Jedynie na rynkach: warszawskim i trójmiejskim liczba oferowanych mieszkań – odpowiednio 14,6 tys. i 6,8 tys. – utrzymuje się na przeciętnym dla każdego z rynków poziomie.

W efekcie zagregowana dla 7 największych rynków oferta na koniec maja przekroczyła kolejny próg (tym razem jest to 62 tysiące lokali) i osiągnęła 62,1 tys. mieszkań. Co oznacza wzrost liczby oferowanych mieszkań o 37% w stosunku do maja 2024 roku oraz o 3% w stosunku do wyniku sprzed miesiąca.

Wraz z rosnącą od kilku miesięcy ofertą coraz wolniej (rok do roku) rośnie zagregowana dla 7 rynków średnia cena mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie. Przeciętne mieszkanie oferowane na koniec maja miało powierzchnię 54 mkw a jego cena całkowita nieznacznie przekroczyła 809 tys. i była o zaledwie 2% wyższa od ceny przeciętnego mieszkania oferowanego w maju 2024 roku. Średnia cena wyrażonej w zł za mkw zachowuje się podobnie – wciąż rośnie, choć tempo tego wzrostu słabnie (4,1% wzrostu w maju, 4,6% w kwietniu). Warto zwrócić uwagę na fakt, iż wzrost przeciętnej ceny całościowa oferowanego mieszkania w ciągu roku był o połowę mniejszy niż wzrost ceny wyrażonej w zł/mkw (2% vs. 4%).  Źródłem tych różnic jest powierzchnia przeciętnego oferowanego mieszkania. W maju 2025 roku średnia powierzchnia oferowanego na 7 największych rynkach mieszkania wynosiła 54 mkw, rok wcześniej w maju 2024 – 56 mkw.Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Analiza zmian średnich cen mieszkań oferowanych na każdym z 7 największych rynków wskazuje na wyjątkowy charakter procesów jakie zachodzą na rynku wrocławskim. W maju Wrocław był jedynym rynkiem, na którym średnie ceny okazały się nie tylko niższe od kwietniowych ale również od średnich cen z maja 2024 roku. Wprawdzie redukcja ta miała charakter symboliczny (mniej niż -1%) warto ją jednak odnotować ponieważ na rynku wrocławskim obniżki średnich cen mieszkań w zestawieniu miesiąc do miesiąca trwają tam nieprzerwanie od października 2024 roku co jest wskazówką jak długiego  okresu potrzeba aby w warunkach braku jakichkolwiek dopłat, doszło do rynkowej korekty cen mieszkań w porównaniach obejmujących okres 12 miesięcy (rok do roku).

Mniej optymizmu na rynku wtórnym

Podczas gdy deweloperzy wyraźnie przyspieszyli w maju, rynek wtórny obrał inny kierunek. Dane Otodom wskazują na kontynuację spowolnienia po stronie podaży oraz popytu. Od 1 do 26 maja w siedmiu największych miastach opublikowano blisko 47 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki. To o 6% mniej niż w kwietniu, ale o 16% więcej niż rok temu. Najwięcej ogłoszeń pojawiło się w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, a największe roczne wzrosty odnotowano w Poznaniu (+34%) i Łodzi (+24%).Liczba ogłoszeń na rynku wtórnym

–  Spadek liczby nowych ogłoszeń w maju może być efektem wydłużającego się czasu, przez jaki oferty pozostają aktywne na portalach. Mniej transakcji oznacza mniejszą rotację, a to z kolei zmniejsza potrzebę wystawiania nowych ofert. Rynek wtórny reaguje dziś wolniej, ostrożniej. Warto jednak podkreślić, że mimo tego wyhamowania, ogólna liczba dostępnych mieszkań z drugiej ręki jest wciąż wyraźnie wyższa niż przed rokiempodkreśla Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Po stronie popytu również widoczne jest lekkie ochłodzenie. Przed końcem miesiąca liczba odpowiedzi na ogłoszenia wyniosła 67 tys., a jeśli tempo z ostatniego tygodnia się utrzyma, maj zamknie się ze spadkiem aktywności użytkowników na poziomie ok. 4% w porównaniu z kwietniem. Największy spadek, wynoszący ok. 13% m/m dotknie Łódź.

Jeśli chodzi o ceny, rynek wtórny pozostaje stabilny. W maju średnie stawki ofertowe praktycznie się nie zmieniły. Umiarkowane wzrosty r/r zanotowano w Katowicach (+5%) i Warszawie (+2%). W Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu ceny pozostały na poziomach z ubiegłego roku, a jedynie w Łodzi nieznacznie spadły.

Najważniejsze języki w globalnym biznesie – które wybrać?

W dobie globalizacji i dynamicznego rozwoju międzynarodowych rynków, skuteczna komunikacja staje się jednym z kluczowych elementów sukcesu przedsiębiorstw. Bez względu na branżę czy wielkość firmy, ekspansja na rynki zagraniczne wymaga wyboru odpowiednich kanałów komunikacji, a przede wszystkim – właściwego języka.

Decyzja o tym, jakim językiem posługiwać się w biznesie międzynarodowym oraz które języki tłumaczyć i stosować w kontaktach z partnerami, ma bezpośredni wpływ na efektywność negocjacji, budowanie relacji i wizerunek marki. Warto więc znać i rozumieć specyfikę najważniejszych języków w globalnym biznesie oraz trendy związane z ich użyciem.

W tym artykule przyjrzymy się najważniejszym językom używanym na świecie w biznesie, wskazując ich rolę, potencjał i specyfikę. Omówimy również czynniki, które warto brać pod uwagę, planując wybór języka komunikacji lub tłumaczeń. Dzięki temu czytelnicy zyskają praktyczną wiedzę pozwalającą skuteczniej budować relacje i rozwijać działalność na arenie międzynarodowej.


Angielski – lingua franca globalnego biznesu

Uniwersalność i powszechność języka angielskiego

Język angielski od wielu dekad pełni funkcję uniwersalnej „lingua franca” w świecie biznesu. Oznacza to, że stanowi podstawowy język komunikacji między partnerami z różnych krajów i kultur. Szacuje się, że posługuje się nim na co dzień ponad 1,5 miliarda ludzi na całym świecie, zarówno jako językiem ojczystym, jak i drugim.

W międzynarodowych korporacjach, organizacjach finansowych, firmach technologicznych czy podczas globalnych konferencji – angielski jest najczęściej wybieranym językiem do prowadzenia negocjacji, przygotowywania dokumentów czy prowadzenia marketingu. To nie tylko kwestia tradycji, ale także wynik dynamicznego rozwoju krajów anglojęzycznych i dominacji języka angielskiego w obszarach takich jak nauka, technologia czy media.

Angielski a dostęp do rynków i inwestycji

Wybór języka angielskiego w komunikacji biznesowej umożliwia firmom dostęp do najszerszego możliwego grona partnerów i klientów. Wiele kluczowych rynków, takich jak USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia, Indie czy kraje Afryki subsaharyjskiej, używa angielskiego jako jednego z języków urzędowych lub powszechnie wykorzystywanego w biznesie.

Inwestorzy, banki i instytucje finansowe na całym świecie często wymagają dokumentacji i raportów właśnie w języku angielskim. Dodatkowo, angielski stanowi podstawę do korzystania z globalnych platform komunikacyjnych, narzędzi pracy zdalnej i międzynarodowych portali e-commerce.

Wyzwania i uwagi

Mimo że angielski jest niezwykle popularny, nie zawsze jest to język preferowany przez wszystkie grupy odbiorców. W wielu krajach klienci czy partnerzy biznesowi doceniają komunikację w swoim języku ojczystym, co wpływa na budowanie zaufania i pozytywnego wizerunku firmy.

Ponadto, angielski biznesowy charakteryzuje się specyficznym słownictwem i zwrotami, dlatego warto inwestować w profesjonalne tłumaczenia oraz szkolenia językowe, by uniknąć błędów i nieporozumień.


Chiński mandaryński – język rosnącej potęgi gospodarczej

Wzrost znaczenia Chin na arenie globalnej

W ostatnich dekadach Chiny stały się jednym z najszybciej rozwijających się gospodarczo krajów świata, a ich wpływ na globalny handel rośnie w tempie ekspresowym. W związku z tym język chiński mandaryński, będący językiem ojczystym dla ponad miliarda ludzi, zyskuje na znaczeniu w kontekście biznesu międzynarodowego.

Przedsiębiorstwa, które planują współpracę z chińskimi partnerami, inwestycje w Chinach lub ekspansję na tamtejszy rynek, coraz częściej zauważają konieczność posługiwania się mandaryńskim – zarówno na poziomie negocjacji, jak i marketingu oraz obsługi klienta.

Specyfika języka chińskiego w biznesie

Mandaryński to język tonalny, co sprawia, że jego nauka bywa wyzwaniem dla osób z zachodnich kultur. Jego pisemna forma opiera się na znakach, które mają unikalną strukturę i znaczenie. W biznesie chińskim ogromne znaczenie ma nie tylko język, lecz także kultura komunikacji, etykieta oraz zasady budowania relacji (tzw. „guanxi”).

Warto podkreślić, że nawet w Chinach, szczególnie w dużych miastach i środowiskach biznesowych, coraz częściej używa się angielskiego. Jednak posługiwanie się mandaryńskim otwiera drzwi do głębszego zrozumienia rynku i zyskania przewagi konkurencyjnej.

Gdzie warto inwestować w chiński?

Przy planowaniu współpracy z producentami, dostawcami lub klientami w Chinach, tłumaczenia dokumentów, stron internetowych czy materiałów marketingowych na język mandaryński stają się wręcz koniecznością. Firmy eksportujące produkty konsumenckie, technologie czy usługi finansowe zyskują dzięki temu większe zaufanie klientów i partnerów.


Hiszpański – kluczowy język Ameryki Łacińskiej i USA

Obszar geograficzny i liczba użytkowników

Hiszpański to drugi najczęściej używany język na świecie pod względem liczby osób mówiących nim jako językiem ojczystym. Szacuje się, że na całym świecie posługuje się nim około 460 milionów ludzi. Język ten dominuje na rynku Ameryki Łacińskiej, a także w USA, gdzie hiszpańskojęzyczna społeczność liczy już ponad 60 milionów osób.

Dla firm chcących wejść na rynki takie jak Meksyk, Argentyna, Kolumbia, Chile czy Floryda i Kalifornia w Stanach Zjednoczonych, znajomość hiszpańskiego jest nieodzowna.

Znaczenie hiszpańskiego w marketingu i sprzedaży

Firmy działające w sektorze FMCG, e-commerce, turystyki czy usług finansowych, które kierują ofertę do klientów hiszpańskojęzycznych, zyskują na spersonalizowanym przekazie w języku ojczystym odbiorcy. Tłumaczenia materiałów reklamowych, strony internetowej czy obsługa klienta w języku hiszpańskim pozwalają na skuteczniejsze budowanie relacji i wzrost sprzedaży.

Warto również zwrócić uwagę na różnice regionalne i dialektyczne w obrębie hiszpańskiego, które mogą wpływać na skuteczność komunikacji.

Hiszpański jako język edukacji i biznesu w USA

W Stanach Zjednoczonych hiszpański jest drugim najczęściej używanym językiem, co przekłada się na jego rosnące znaczenie w marketingu i obsłudze klienta. Firmy operujące na rynku amerykańskim coraz częściej dostosowują swoje strategie, tworząc dwujęzyczne kampanie i zatrudniając personel hiszpańskojęzyczny.


Niemiecki – język Europy i technologii

Pozycja niemieckiego na rynku europejskim

Niemiecki to najczęściej używany język ojczysty w Unii Europejskiej, z około 90 milionami użytkowników. Jest językiem urzędowym w Niemczech, Austrii, części Szwajcarii oraz w kilku innych regionach Europy. Ze względu na silną gospodarkę Niemiec, język niemiecki ma kluczowe znaczenie na rynku europejskim.

Firmy z branż przemysłowych, inżynieryjnych, motoryzacyjnych czy technologicznych często nawiązują współpracę z partnerami niemieckojęzycznymi, gdzie znajomość języka jest atutem.

Technologia i jakość – niemiecki w sektorze B2B

W obszarze technologii, produkcji i usług inżynieryjnych, niemiecki stanowi język preferowany w kontaktach biznesowych. Profesjonalne tłumaczenia dokumentacji technicznej, specyfikacji oraz ofert handlowych na język niemiecki są często warunkiem nawiązania i utrzymania współpracy.

Ponadto, niemiecki jest często wymagany w procesach certyfikacji i homologacji produktów sprzedawanych na rynku niemieckim i austriackim.

Niemiecki a turystyka i handel detaliczny

Nie tylko przemysł, ale także sektor turystyczny oraz rynek dóbr luksusowych i detalicznych korzystają z języka niemieckiego, zwłaszcza w regionach przygranicznych i miejscach atrakcyjnych dla turystów niemieckojęzycznych.


Francuski – język Afryki i Unii Europejskiej

Obszar zasięgu i znaczenie polityczne

Francuski jest oficjalnym językiem w ponad 30 krajach, w tym we Francji, Belgii, Szwajcarii oraz wielu państwach Afryki Subsaharyjskiej. W Afryce francuski odgrywa kluczową rolę w krajach takich jak Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun czy Demokratyczna Republika Konga, gdzie jest często językiem administracji i biznesu.

Francuski jest także jednym z oficjalnych języków Unii Europejskiej oraz organizacji międzynarodowych takich jak ONZ czy WTO.

Francuski w kontekście rynku afrykańskiego

Afryka to jeden z najszybciej rozwijających się rynków na świecie, z rosnącą klasą średnią i znaczącym potencjałem konsumpcyjnym. Firmy planujące ekspansję na ten kontynent powinny rozważyć inwestycję w komunikację w języku francuskim, aby zyskać przewagę konkurencyjną i zbudować trwałe relacje z lokalnymi partnerami.

Zastosowanie francuskiego w sektorach takich jak energetyka, infrastruktura i edukacja

Wielu międzynarodowych inwestorów i organizacji działających w Afryce korzysta z francuskiego jako języka roboczego, co przekłada się na konieczność dostosowania tłumaczeń i materiałów marketingowych właśnie do tego języka.


Inne języki regionalne warte uwagi

Japoński – lider technologii i innowacji

Japonia pozostaje jednym z największych gospodarczo krajów świata, a japoński jest językiem o kluczowym znaczeniu w branżach takich jak elektronika, motoryzacja czy robotyka. Znajomość japońskiego może znacznie ułatwić negocjacje i współpracę z japońskimi partnerami.

Arabski – strategiczny język Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej

Język arabski jest oficjalnym językiem w ponad 20 krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, regionach bogatych w zasoby naturalne i dynamicznie rozwijających się sektorach takich jak energia, budownictwo i finanse. Komunikacja w języku arabskim jest często wymagana w projektach infrastrukturalnych i handlu.

Portugalski – ważny w Brazylii i Afryce

Portugalski to język ojczysty ponad 250 milionów osób, przede wszystkim w Brazylii – największej gospodarce Ameryki Łacińskiej – oraz w kilku krajach Afryki (Angola, Mozambik). Firmy zainteresowane tymi rynkami powinny uwzględnić portugalski w strategiach komunikacyjnych.


Czynniki do rozważenia przy wyborze języka w biznesie międzynarodowym

Branża i charakter działalności

Wybór języka powinien być uzależniony od branży, w której działa firma. Przykładowo, firmy technologiczne często stawiają na angielski i niemiecki, podczas gdy przedsiębiorstwa eksportujące dobra konsumenckie mogą potrzebować hiszpańskiego lub mandaryńskiego.

Grupa docelowa i lokalizacja

Analiza rynku docelowego, jego kultury i preferencji językowych jest kluczowa. W krajach wielojęzycznych warto zainwestować w lokalizację, czyli adaptację treści do specyficznych dialektów i zwyczajów językowych.

Zasoby i możliwości firmy

Ważne jest, by ocenić własne zasoby, takie jak dostęp do tłumaczy, kompetencje pracowników i budżet na działania językowe. Czasami rozsądniejsze jest skoncentrowanie się na kilku strategicznych językach niż próba obsługi wszystkich.


Podsumowanie

Wybór odpowiedniego języka w globalnym biznesie to decyzja strategiczna, która wpływa na efektywność komunikacji, sukces negocjacji i wizerunek firmy. Angielski pozostaje podstawą, ale w zależności od rynku, branży i grupy docelowej warto rozważyć inwestycję w języki takie jak mandaryński, hiszpański, niemiecki czy francuski. Dodatkowo, języki regionalne takie jak japoński, arabski czy portugalski mogą otworzyć drzwi do ważnych, dynamicznie rozwijających się rynków.

Każda firma powinna indywidualnie analizować swoje cele i możliwości, by wybrać optymalną strategię językową, która pozwoli jej skutecznie komunikować się i rozwijać na arenie międzynarodowej.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Europie spadają do najniższego poziomu od 10 lat

Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie spadła o 5% r/r, do najniższego poziomu od 10 lat, a liczba wygenerowanych miejsc pracy zmalała aż o 16% r/r. W Polsce, wzrosła liczba inwestycji o 13% r/r, jednak liczba miejsc pracy spadła (-16% r/r). Zmniejszenie liczby BIZ notują prawie wszystkie sektory, z czego najbardziej znaczący (-17% r/r) usługi IT, dla których jest to kolejny rok dużych spadków. Wyraźnie ucierpiała też atrakcyjność inwestycyjna Starego Kontynentu – po raz pierwszy za bardziej atrakcyjne miejsce do inwestowania postrzegane są Stany Zjednoczone.

Jak wynika z corocznego raportu EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy, liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) na starym kontynencie spadła względem 2023 r. o 5% (5 383 projektów). Liczba miejsc pracy wygenerowanych przez BIZ również zmalała i była o 16% mniejsza r/r (269 740). Jest to drugi rok spadków inwestycji zagranicznych w Europie a ich dynamika jest wyższa niż w poprzednim roku (w 2023 r. było to -4% r/r pod kątem liczby BIZ oraz -7% r/r pod względem wygenerowanych miejsc pracy). Liczba BIZ w Europie była najniższa od 2015 r.
Bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Zauważalnym trendem jest także spadający udział inwestycji USA w Europie, których w tym roku było mniej o 11%, przy jednoczesnym zwiększeniu do 60% udziału inwestycji wewnątrzkontynentalnych na Starym Kontynencie. Stabilny jest też poziom ekspansji podmiotów obecnych już w Europie, za to projektów typu greenfield jest mniej o 20%.

Słaby wzrost gospodarczy, utrzymujące się wysokie ceny energii oraz napięcia geopolityczne to kluczowe wyzwania Europy, osłabiające jej konkurencyjność wobec inwestorów. Nie bez znaczenia są również długoterminowe problemy strukturalne, takie jak erozja konkurencyjności w obszarze przemysłu wobec USA i Chin. Jednocześnie, podmioty z samej Europy dostrzegają zalety nearshoringu i skracania łańcuchów dostaw, które skłaniają je do inwestowania w krajach przyległych, więc w najbliższym czasie trend do inwestowania w ramach kontynentu może przybierać na sile – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY w Polsce.

Na wolumeny inwestycji zagranicznych w Europie wpłynęła również dynamika inwestycji z USA oraz poprawiająca się atrakcyjność inwestycyjna Stanów Zjednoczonych, z którymi Europa konkuruje o kapitał. Liczba projektów ogłoszonych przez amerykańskich inwestorów w Europie spadła o 11% w porównaniu z 2023 r. i o 24% w porównaniu z 2022 r. Inwestycje amerykańskie w Europie są na najniższym poziomie w ciągu ostatniej dekady, stanowiąc jedynie 18% całkowitej liczby projektów FDI w Europie, w porównaniu do 24% w 2015 r. Równolegle do końca zeszłego roku poprawiały się warunki gospodarcze za oceanem a bodźce dla przemysłu w USA takie jak Inflation Reduction Act wprowadzony w 2022 r. zwiększały ich atrakcyjność dla inwestycji zagranicznych.

Aż 37% firm odroczyło, anulowało lub ograniczyło plany inwestycyjne w Europie w 2024 roku. Jednocześnie tylko 59% inwestorów zadeklarowało chęć realizacji nowej inwestycji w Europie w najbliższym roku (spadek o 13 p.p.). Główne powody zmiany planów inwestycyjnych to ogólna niepewność co do sytuacji rynkowej i handlowej, wysokie koszty energii, a także uwarunkowania regulacyjne w Europie.– mówi Jacek Kędzior.

Słodko-gorzki obraz Polski na tle Europy

Spadki w Europie w dużej mierze powodowane są przez odpływ inwestorów z krajów, które są leaderami napływu BIZ. Znajdująca się na pierwszym miejscu Francja zanotowała w 2024 r. o 14% mniej inwestycji r/r (1 025) a spadki widoczne są także w Wielkiej Brytanii (-13% r/r, 853), Niemczech (-17% r/r, 608) i Turcji (-15% r/r, 320). Jednocześnie, część krajów, w tym Polska, wybija się z ogólnego obrazu. Po spadku liczby inwestycji o 3% w 2023 r., w ub. r. nasz kraj przyciągnął 259 inwestycji, to o 13% więcej niż w 2023 roku. Liderem wzrostów w Europie w tym zakresie jest Dania (+86% r/r, 82), za którą plasują się Rumunia (+57% r/r, 94) i Austria (+31% r/r, 105). Bezpośrednie inwestycje zagraniczne Polska

Nieco inaczej wygląda atrakcyjność inwestycyjna Polski, gdy popatrzymy na miejsca pracy generowane przez planowane inwestycje zagraniczne. Z danych EY wynika, że liczba miejsc pracy będąca rezultatem bezpośrednich inwestycji zagranicznych ogłoszonych w 2024 r.na poziomie 18 711 jest o 16% mniejsza niż w 2023 r. To spory kontrast z poprzednią edycją badania, które wykazało wzrost w tym zakresie o 21% r/r (22 378). W tegorocznej edycji badania spadki w zakresie miejsc pracy odnotowały także Wielka Brytania (-27% r/r, 38 196), Francja (-27% r/r, 29,000) oraz Hiszpania (-18% r/r, 34,603). Najwyższe wzrosty miały miejsce w przypadku Serbii (+56% r/r, 17 344), Niemiec (+35% r/r, 19 208) i Turcji (+29% r/r, 27 066).

Lokalizacja Polski na mapie Europy sprawia, że wykorzystujemy naszą pozycję lidera w obszarze logistyki, a także dobre doświadczenia z wielu wcześniejszych inwestycji produkcyjnych oraz w sektorze SSC/ BPO. Niemniej ceny energii, wzrost wynagrodzeń i fakt bliskości z rejonem konfliktów zbrojnych nie pozostaje bez wpływu na decyzje inwestorów zagranicznych – mówi Paweł Tynel, Partner EY Polska.

Przetwórstwo przemysłowe i usługi biznesowe na czerwono

Obszarami, które najmocniej wpłynęły na negatywny wynik na całym kontynencie, były przetwórstwo przemysłowe i usługi biznesowe – oba zanotowały spadek liczby inwestycji o 9% r/r. W przypadku przetwórstwa spadek jest o tyle dotkliwy, że po raz pierwszy od ponad 15 lat inwestycje typu „greenfield” stanowią poniżej 1/3 projektów (spadek o 20% r/r), a liczba miejsc pracy wygenerowanych przez planowane BIZ to 113 179 – o 25% mniej niż w 2023. Negatywny wynik zanotowały też inwestycje w obszarze sprzedaży i marketingu (-2% r/r) oraz logistyka (-6% r/r). W 2024 r. zanotowano natomiast wzrost w kwestii inwestycji dotyczących R&D (3% r/r) oraz budowy siedzib (13% r/r).

Europa vs. USA – stary kontynent powoli traci swoją atrakcyjność

W swoim badaniu EY sprawdził nastroje inwestorów dotyczące ich planów dotyczących Europy. Wyniki wskazują, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy 37% z zmieniło swoje plany inwestycji na Starym Kontynencie. Po raz pierwszy od 2021 spadła także liczba odpowiedzi twierdzących na pytanie o to, czy w ciągu najbliższego roku firma planuje zainwestować na Starym Kontynencie (59%, -13 p. p.).

Zapytani o regiony, które są dla nich atrakcyjne pod kątem inwestycyjnym, inwestorzy po raz pierwszy częściej wskazywali na Stany Zjednoczone (55%) niż na Europę Zachodnią (44%). Na dalszych miejscach znalazły się Europa Środkowa i Wschodnia (41%), kraje Półwyspu Arabskiego (24%) i Chiny kontynentalne (23%).

Wprowadzenie ceł lub zmiana ich stawek to czynnik zmieniający kompletnie rzeczywistość w światowym handlu, a dalej też inwestorów. W konsekwencji ma to wpływ na decyzje oraz atrakcyjność inwestycyjną Europy i Stanów Zjednoczonych. 42% decydentów inwestycyjnych uważa, że polityka gospodarcza administracji USA zmniejszy atrakcyjność Europy, a 27% – że ją zwiększy. Chociaż 62% z nich wskazało, że atrakcyjność regionu w perspektywie najbliższych trzech lat się zwiększy, w przypadku Chin czy USA wskaźnik ten jest jeszcze wyższy (odpowiednio 67% i 74%). Kluczem do przyciągnięcia inwestycji do Europy jest w tym momencie według badanych redukcja cen energii, lepsze wsparcie dla MŚP, zwiększenie inwestycji w rozwojowych obszarach, takich jak AI oraz znoszenie barier dla handlu – podsumowuje Paweł Tynel.

O badaniu:
Badanie EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2025 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 45 krajach Europy w roku 2024, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. Z badania wyłączone są następujące kategorie projektów inwestycyjnych: fuzje i przejęcia (M&A) oraz joint ventures (chyba że skutkują one powstaniem nowych obiektów lub nowych miejsc pracy); umowy licencyjne; obiekty handlowe i rekreacyjne, hotele oraz nieruchomości; usługi użyteczności publicznej; działalność wydobywcza; inwestycje portfelowe (emerytury, ubezpieczenia i fundusze finansowe); inwestycje w fabryki oraz inne inwestycje związane z odtworzeniem produkcji oraz organizacje non-profit. Wyniki zostały uzupełnione o badanie przeprowadzone przez firmę Longitude na zlecenie EY wśród 500 światowych liderów biznesu w okresie od 31 stycznia do 3 marca 2025 r.

Prognozy cen paliw w Polsce: scenariusze na lato 2025

Ropa Brent jest obecnie notowana w przedziale 66–67 dolarów za baryłkę, po utracie prawie 10 dolarów od początku kwietnia. Spadek ten jest wynikiem zmian w polityce handlowej USA, słabszych wskaźników makroekonomicznych oraz rosnących spekulacji, że OPEC+ może zwiększyć produkcję latem. Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) obniżyła prognozę wzrostu globalnego popytu na rok 2025 do zaledwie 730 tys. baryłek dziennie — to największa korekta w dół od dwóch lat, uzasadniona m.in. skutkami rozszerzającego się reżimu taryfowego prezydenta Trumpa.

Spadkowy trend cen ropy odzwierciedla złożone powiązania czynników gospodarczych i geopolitycznych, które obecnie przekształcają globalną równowagę podaży i popytu.Prognoza cen oleju napędowego i benzyny w Polsce – prognozy Q Q3

Kluczowe czynniki rynkowe:

  1. Polityka handlowa USA pozostaje kluczowa
    Decyzja prezydenta Trumpa z 2 kwietnia o podniesieniu średnich ceł na import z Chin do 145% — a następnie groźba sankcji wobec nabywców ropy z Wenezueli — wywołała natychmiastową przecenę ropy Brent o ponad 10 USD za baryłkę. Każdy kolejny nagłówek dotyczący ceł generuje obecnie ponadprzeciętne wahania cen, co pokazuje, że to nastroje rynkowe, a nie fizyczne bilanse, decydują o codziennych cenach.
    Członek zarządu EBC, Piero Cipollone, ostrzega dodatkowo, że pełnowymiarowa globalna wojna celna mogłaby obniżyć PKB strefy euro o 0,2 punktu procentowego i jednocześnie zmniejszyć inflację — co sprawia, że każda obecna prognoza może zostać szybko unieważniona przez kolejne wydarzenia.
  2. Polityka makroekonomiczna jako kluczowy czynnik
    Tworzenie średnioterminowych prognoz inflacji czy wzrostu gospodarczego stało się wyjątkowo trudne, co przyznają nawet banki centralne, wskazując, że tradycyjne modele zawodzą w obliczu bezprecedensowej niepewności. Coraz więcej ekonomistów przewiduje recesję w strefie euro i USA w 2025 roku — podobne stanowisko zajmuje ostatnia prognoza MFW.
    Prezes EBC, Christine Lagarde, wielokrotnie podkreślała, że perspektywy charakteryzuje „wyjątkowo wysoka niepewność”, przez co nawet podstawowe relacje między popytem, cenami energii i handlem są trudne do oszacowania. Członek Rady Prezesów EBC, Olli Rehn, dodaje, że bank centralny musi „pozostawić wszystkie opcje polityki otwarte”, łącznie z nietypowo dużymi zmianami stóp procentowych, dopóki nie pojawi się większa przejrzystość.
    Obawy te tworzą złożoną równowagę na rynkach ropy — potencjalne spadki popytu wynikające ze spowolnienia gospodarczego mogą zostać zrównoważone przez niespodziewany wzrost w dużych gospodarkach, szczególnie w Chinach.
  3. Sezonowość nadal ma znaczenie, ale mniejsze niż dawniej
    Tradycyjne wzorce sezonowe, które kiedyś pozwalały przewidywać ruchy rynkowe, są obecnie w coraz większym stopniu wypierane przez bardziej bezpośrednie czynniki, takie jak napięcia geopolityczne czy zakłócenia w łańcuchach dostaw. W ostatnich latach popyt na półkuli północnej zazwyczaj wzrastał między majem a sierpniem o 1,2–1,5 mln baryłek dziennie. Jednak obecnie te wzorce mają mniejszą wartość prognostyczną ze względu na dominację czynników krótkoterminowych.
  4. Decyzje OPEC+ w sprawie produkcji
    W kwietniu OPEC+ ogłosił plany zwiększenia produkcji o 411 tys. baryłek dziennie od maja, co dodatkowo wpłynęło na spadek cen ropy. Arabia Saudyjska również obniżyła oficjalne ceny sprzedaży dla klientów w Azji do najniższego poziomu od czterech miesięcy.
    Decyzja ta może sugerować, że Arabia Saudyjska jest gotowa porzucić swoją dotychczasową rolę stabilizatora w ramach OPEC, wysyłając tym samym wyraźny sygnał wobec państw takich jak Kazachstan, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irak, które nie przestrzegały ustalonych limitów produkcji.
  5. Kurs złotego
    Od początku roku złoty znacząco się umocnił względem dolara amerykańskiego. Na początku stycznia kurs wynosił około 4,13 PLN/USD. Pod koniec kwietnia złoty umocnił się do poziomu 3,75 PLN/USD, co oznacza aprecjację o około 9% w ciągu pierwszych czterech miesięcy roku.kurs złotegoSkładniki cenowe oleju napędowego i benzyny 95 w Polsce
    Struktura cen paliw w Polsce przedstawia się następująco:

    • Ropa naftowa: 42–47% ceny detalicznej
    • Podatki: 42–43%
    • Marże detaliczne i logistyczne: ok. 10–16%
      Źródło: https://www.reflex.com.pl/ceny-detaliczne-polska

    Scenariusze cenowe

    1. Scenariusz bazowy:
      Ceny ropy utrzymują się w przedziale 65–75 USD/baryłkę, kurs USD/PLN wynosi 3,70–3,90, a ceny paliw pozostają na obecnym poziomie 6,0–6,1 PLN/litr. Możliwy wzrost o 10–20 groszy za litr w okresie wakacyjnym.
    2. Scenariusz optymistyczny:
      Ceny ropy spadają poniżej 60 USD/baryłkę, kurs USD/PLN umacnia się do 3,40–3,60, ceny paliw mogą spaść o 10–50 groszy za litr.
    3. Scenariusz pesymistyczny:
      Ceny ropy rosną do 80 USD/baryłkę, kurs USD/PLN osłabia się do 4,00–4,20, ceny paliw mogą wzrosnąć o 20–50 groszy za litr.

Komentarz przygotował: Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

ORLEN i Naftogaz rozszerzają strategiczną współpracę

0

ORLEN i jego ukraiński odpowiednik Grupa Naftogaz rozszerzają strategiczną współpracę. Spółki zawarły memorandum dotyczące kooperacji przy projektach wydobywczych, rozwoju segmentu downstream oraz wzmocnieniu relacji transgranicznych i handlowych. Jego realizacja pozwoli Ukrainie m.in. zwiększyć dywersyfikację źródeł zaopatrzenia nie tylko w gaz, ale również ropę naftową, a także umożliwi dostęp do paliw alternatywnych. Podpisanie umowy odbyło się w trakcie największej ukraińskiej konferencji branży naftowo-gazowej Newfolk Oil&Gas we Lwowie.

– Podpisane porozumienie to kolejny dowód na skuteczną realizację naszej strategii. ORLEN staje się kluczem dla bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale i całego regionu. Po rozpoczęciu  dostaw amerykańskiego LNG dla naszego ukraińskiego partnera przyszedł czas na pogłębienie naszej współpracy. Razem możemy więcej – powiedział Ireneusz Fąfara, prezes zarządu ORLEN.

– Wierzę, że możemy przenieść naszą współpracę na zupełnie nowy poziom. Jestem wdzięczny naszym polskim partnerom, a w szczególności prezesowi ORLEN za konstruktywny dialog i szczere wsparcie dla Ukrainy – powiedział Sergii Koretskyi, prezes zarządu Naftogaz.

W ramach podpisanego porozumienia spółki będą dążyć do zwiększenia dostaw gazu ziemnego przez Polskę do Ukrainy oraz rozwoju i wsparcia realizacji projektów w zakresie wydobycia ropy i gazu. Projekty te wzmocnią bezpieczeństwo surowcowe naszych partnerów i pozwolą na elastyczność. Naftogaz może skorzysta również z doświadczeń ORLEN w zakresie modernizacji rafinerii ropy naftowej w Krzemieńczuku oraz modernizacji aktywów gazowych, zniszczonych w czasie wojny. Strony będą dążyć również do przygotowania wspólnych projektów inwestycyjnych, zarówno w zakresie sprzedaży paliw, jak również rozwoju segmentu biopaliwowego.

Podpisane we Lwowie memorandum jest drugim porozumieniem o współpracy miedzy spółkami. W ramach pierwszego ORLEN zawarł z Naftogazem trzy kontrakty na dostawy LNG do Ukrainy o łącznym wolumenie 300 mln m sześc. gazu.

Grupa ORLEN sprzedaje odbiorcom ukraińskim produkty ropopochodne, w tym benzynę, olej napędowy oraz asfalty. Ponadto świadczy usługi serwisowe dla firm z branży upstream.

Grupa Naftogaz to największe państwowe przedsiębiorstwo sektora naftowo-gazowego na Ukrainie, obejmujące cały łańcuch działalności – od poszukiwań i wydobycia, przez transport i magazynowanie, po sprzedaż gazu i ropy. Spółka odgrywa kluczową rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa energetycznego kraju i należy do największych płatników podatków. Pomimo trwającej wojny, Naftogaz zwiększa produkcję surowców i koncentruje się na uniezależnieniu Ukrainy od importu gazu, dążąc do maksymalizacji krajowego wydobycia.

Zwiększenie popularności w mediach społecznościowych – jak działają lajki i co warto wiedzieć?

W dzisiejszym cyfrowym świecie obecność w mediach społecznościowych stała się nie tylko normą, ale wręcz koniecznością – zarówno dla osób prywatnych, jak i firm. Dla nowych twórców, startupów czy marek osobistych popularność w sieci może być kluczem do osiągnięcia sukcesu. Jednym z podstawowych mierników tej popularności są lajki, wyświetlenia, komentarze oraz obserwujący. Nie bez powodu coraz więcej osób rozważa zakup lajków czy innych form wsparcia, takich jak subskrypcje lub followersi. Ale czym właściwie są polskie lajki i co kryje się za ofertami, które umożliwiają zakup lajków?

Kupowanie lajków – szansa czy zagrożenie?

Zakup lajków wzbudza wiele emocji. Jedni uważają to za oszustwo, inni za element promocji i pozycjonowania w sieci. Prawda jak zwykle leży pośrodku. Kupując lajki, warto przede wszystkim zwrócić uwagę na to, czy pochodzą one z polskich kont i czy są dostarczane w sposób bezpieczny, niewzbudzający podejrzeń algorytmów platformy.

Dzięki takim usługom możliwe jest przyspieszenie pierwszych efektów działań w mediach społecznościowych – dla nowych twórców, którzy nie mają jeszcze rozbudowanej społeczności, może to oznaczać szybkie dotarcie do grona klientów czy obserwujących.

Warto jednak pamiętać, że lajki to tylko jeden z wielu elementów budowania marki. Równolegle należy pracować nad jakością treści, regularnością publikacji i zaangażowaniem odbiorców.

Jakie platformy najczęściej wybierają użytkownicy?

Serwisy takie jak Instagram, Facebook, YouTube czy X to wciąż liderzy wśród platform, na których użytkownicy inwestują w zwiększenie lajków, wyświetleń, followersów i komentarzy.

Na przykład na Instagramie liczba lajków pod zdjęciem lub filmem wpływa bezpośrednio na algorytmy – im więcej reakcji w krótkim czasie, tym większa szansa na pojawienie się w sekcji „explore”. Podobnie działa to na Facebooku, gdzie akcje, polubienia i komentarze są miernikiem aktywności i jakości posta.

Dla twórców wideo YouTube oferuje możliwość zakupu wyświetleń, subskrypcji oraz lajków pod konkretnymi materiałami. Takie działanie może zwiększyć szansę na rekomendowanie treści przez system.

Czy warto inwestować w lajki z polskich kont?

Odpowiedź brzmi: tak, ale z rozsądkiem. Polskie lajki i polskie polubienia pochodzące z realnych, aktywnych kont mogą pozytywnie wpłynąć na rozpoznawalność marki czy profilu. Jeśli prowadzisz działalność skierowaną do polskojęzycznych odbiorców, lajki polskie zwiększają Twoją wiarygodność i trafność komunikatu.

Firmy oferujące tego typu usługi często pozwalają dobrać odpowiedni pakiet – czy to pod względem liczby lajków, czy szybkości ich dostarczenia. Czasem też oferują dodatkowe opcje, jak komentarze, followersów, a także płatności przyjazne dla klienta.

Na co uważać, korzystając z takich ofert?

Choć zakup lajków może być efektywnym narzędziem, nie powinien być jedyną formą promocji. Warto traktować go jako wsparcie działań organicznych. Uważaj na oferty, które obiecują zbyt wiele w zbyt krótkim czasie – zbyt szybki wzrost może wyglądać podejrzanie i prowadzić do zmniejszenia zasięgów przez algorytmy.

Dobrym krokiem jest skorzystanie z ofert, które gwarantują lajki z polskich kont, stopniowe dodawanie polubień i pełną przejrzystość procesu. Warto też wybierać firmy z doświadczeniem w branży, oferujące realną pomoc w budowie obecności w social media.

 

Obecność w mediach społecznościowych wymaga nie tylko zaangażowania, ale i strategicznego podejścia. Polskie lajki, wyświetlenia, followersi czy komentarze mogą skutecznie wesprzeć profil, ale nie zastąpią wartościowych treści i autentycznego kontaktu z odbiorcami.

Złoty po wyborach prezydenckich – nerwowo, ale bez paniki

Media tradycyjne żyją ostatnio głównie wyborami. Patrząc na emocje, można było spodziewać się bomby. Wynik elekcji owszem widać na wykresach, ale ciężko nazwać to rewolucją. W Niemczech inflacja nadal przekracza 2%, a Amerykanie pokazują mieszane dane.

Złoty po wyborach

W weekend odbyły się wybory prezydenckie w Polsce. Po wyrównanej walce prezydentem został popierany przez główną formację opozycyjną Karol Nawrocki. Jak to często jest w przypadku takich wyścigów wyborczych, rynkom trudno się jest przygotować na wynik. Nie da się inwestować na remis, bo remisu być nie może. Dobrze było to widać w piątek, kiedy na ostatniej prostej szala zwycięstwa przechylała się znów w stronę Nawrockiego. Kandydat ten był uważany przez rynki finansowe za mniej korzystnego. Z tego też powodu, gdy zyskiwał w piątek, to złoty był w odwrocie. Dzisiaj od rana na otwarciu nasza waluta również traciła. Należy jednak brać pod uwagę skalę tego ruchu. Piątkowa przecena to był 1 grosz zmiany na kursie EUR względem PLN. Dzisiaj rano zobaczyliśmy jeszcze dodatkowe 2 grosze. Łącznie 3 grosze to nie koniec świata. Finalnie jednak okazuje się, że rynki i tak zareagowały nadmiernie emocjonalnie. Od godziny 9:00 byliśmy bowiem świadkami powrotu. Złoty nadal jest słabszy, ale na pewno nie można mówić o panice na rynku.

Inflacja w Niemczech nie zwalnia

W piątek poznaliśmy dane na temat zmian cen za Odrą. Jest to wstępny odczyt za maj. Pokazuje on, że wbrew oczekiwaniom analityków tempo wzrostu cen wcale nie spadło do 2%. Utrzymało się ono na poziomie 2,1%. Nie jest to alarmujący wskaźnik, w końcu cel jest ustawiony na 2%. Im wyższa jednak inflacja w strefie euro, tym wolniej EBC będzie obniżał stopy procentowe. Ze względu na wagę Niemiec w unijnej gospodarce wpływ ten jest tutaj znacznie ważniejszy niż jakiegokolwiek innego państwa. Wyższa inflacja umacnia zatem euro wobec dolara, bo inwestorzy przez wyższe stopy procentowe widzą też lepsze stopy zwrotu z inwestycji o nie zapartych.

Dane zza oceanu

W piątek Amerykanie pokazali pakiet danych. Dochody i wydatki Amerykanów były pierwszym z dobrych sygnałów. O ile wydatki rosły w kwietniu zgodnie z oczekiwaniami o 0,2%, o tyle dochody zaskoczyły. Kwiecień pokazał wzrost o 0,8% przy prognozowanym 0,3%. Trzeba pamiętać, że reakcja rynków była dość ostrożna, gdyż inwestorzy za znacznie ważniejsze uznają wydatki. Dopiero wydany pieniądz pobudza gospodarkę. Zimny prysznic przyszedł jednak po danych z Chicago. Tamtejszy indeks koniunktury okazał się wyraźnie słabszy, niż przewidywano. Był to też najgorszy wynik od stycznia tego roku. Odczyty dla dolara okazały się niekorzystne. W rezultacie pomimo serii publikacji, zakończenie dnia na głównej parze walutowej nie przyniosło nam dużych zmian.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska gospodarka przyspiesza. PKB w I kwartale 2025 wzrósł o 3,2%

Główny Urząd Statystyczny potwierdził dane o wzroście Produktu Krajowego Brutto za I kwartał 2025 roku. PKB, niewyrównany sezonowo, zwiększył się realnie o 3,2% rok do roku, co stanowi wyraźne przyspieszenie względem analogicznego okresu 2024 roku, kiedy wzrost wyniósł 2,2%.

Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, komentując najnowsze dane, podkreślił, że tempo wzrostu było zgodne z wcześniejszymi szacunkami i wskazał na czynniki, które przyczyniły się do tak dobrego wyniku. Jego zdaniem istotny wpływ miało gromadzenie zapasów przez firmy w obliczu narastającego ryzyka wojny handlowej, co wyraźnie wsparło dynamikę PKB. „Widmo wojny handlowej wywindowało zapasy firm, a te pociągnęły za sobą PKB” – zaznaczył.

Zielonka zwrócił również uwagę na zaskakująco silne inwestycje, które w I kwartale wzrosły o 6,3% w ujęciu rocznym. Jak podkreślił, to pozytywny sygnał, szczególnie w kontekście wcześniejszych, raczej ostrożnych danych z sektora budowlanego oraz niskiej skłonności firm prywatnych do inwestowania. „Tak pokaźny przyrost inwestycji pozwala patrzeć w najbliższą przyszłość z jeszcze większymi nadziejami” – dodał.

Konsumpcja prywatna również wypadła korzystnie, notując wzrost na poziomie 2,5% rok do roku. Choć wynik ten nie spełnił w pełni oczekiwań, Zielonka zwraca uwagę, że zwiększająca się skłonność do oszczędzania wśród gospodarstw domowych może być uznana za zdrowy sygnał dla gospodarki.

Wśród czynników osłabiających wzrost gospodarczy nadal pozostaje ujemny bilans handlowy. Polska od blisko roku importuje więcej niż eksportuje, co negatywnie wpływa na poziom PKB. Ekonomista Lewiatana zaznaczył jednak, że skala tego wpływu stopniowo się zmniejsza za sprawą kurczącego się wolumenu importu.

Patrząc w przyszłość, Zielonka wyraził umiarkowany optymizm. Jego zdaniem kolejne kwartały mogą przynieść równie pozytywne dane. „Zarówno przemysł, jak i konsumpcja wypadały całkiem nieźle. Inwestycje, głównie po stronie państwowej, będą nadal rosły” – ocenił. Dodał również, że jeśli w drugiej połowie roku nie pojawią się poważniejsze zawirowania, prognoza wzrostu PKB na poziomie 4% w całym 2025 roku wciąż pozostaje realna.

Globalny rynek usług językowych do 2030: prognozy, trendy i wyzwania dla branży tłumaczeń

Globalny rynek usług językowych to dynamicznie rozwijający się sektor, który w 2024 roku wyceniany był na około 53,9 miliarda dolarów. Prognozy wskazują, że do 2030 roku jego wartość wzrośnie do 72,18 miliarda dolarów, przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) bliskim 5%. Wzrost ten napędzają przede wszystkim innowacje technologiczne, rosnące zapotrzebowanie na treści wielojęzyczne oraz konsolidacje w branży.

Charakterystyka rynku i główni gracze

Rynek usług językowych jest wysoce rozdrobniony i konkurencyjny, z udziałem zarówno globalnych gigantów, jak i średnich, regionalnych firm. Najwięksi dostawcy, tacy jak TransPerfect, Lionbridge, RWS, LanguageLine Solutions czy Iyuno, wykorzystują efekt skali, szerokie sieci lingwistyczne oraz własne technologie, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (AI) i automatyzacji, aby zwiększać efektywność i redukować koszty. Mniejsze firmy, takie jak Seprotec Multilingual Solutions, często wyróżniają się specjalizacją branżową lub silną obecnością regionalną, łącząc skalowalność z indywidualnym podejściem do klienta.

Regiony kluczowe dla rozwoju rynku

Największy udział w rynku (ponad 45% w 2024 roku) posiada region Azji i Pacyfiku (APAC). Wzrost gospodarczy, rozwój handlu międzynarodowego i ekspansja cyfrowa w krajach takich jak Chiny, Japonia, Indie i Korea Południowa stwarzają znaczne możliwości dla usług tłumaczeniowych i lokalizacyjnych. Szczególnie w Chinach, gdzie obowiązują restrykcyjne regulacje, wymagane są wyspecjalizowane usługi językowe, zaś w Indiach szybko rozwijający się sektor IT i mediów generuje rosnące zapotrzebowanie na lokalizację.

W Ameryce Północnej, zwłaszcza w USA i Kanadzie, rynek jest napędzany przez wielokulturowe społeczeństwo oraz globalny charakter biznesu, co powoduje wysokie zapotrzebowanie na tłumaczenia, lokalizacje i usługi interpretatorskie. Europa pozostaje dojrzałym rynkiem, gdzie kraje takie jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Hiszpania odgrywają kluczową rolę, a polityka wielojęzyczna Unii Europejskiej oraz wymagania regulacyjne powodują stały popyt na tłumaczenia wysokiej jakości, szczególnie w sektorach prawnym, finansowym i publicznym. Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej stają się ważnymi ośrodkami outsourcingu, oferując atrakcyjne cenowo rozwiązania oraz dostęp do wykwalifikowanych specjalistów.

W Ameryce Łacińskiej rynek rozwija się stabilnie dzięki rosnącej konsumpcji treści internetowych, rozwojowi e-commerce oraz umowom handlowym. Kluczowe państwa to Brazylia i Meksyk, gdzie dominuje zapotrzebowanie na tłumaczenia hiszpańsko- i portugalskojęzyczne, szczególnie w branżach prawnej, finansowej i rozrywkowej.

Bliski Wschód i Afryka to regiony o specyficznych wyzwaniach i możliwościach. Język arabski jest dominujący w biznesie i administracji, natomiast wielojęzyczność Afryki zwiększa zapotrzebowanie na tłumaczenia w sektorach edukacji, zdrowia i organizacji pozarządowych. Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Arabia Saudyjska to centra tłumaczeń prawniczych i biznesowych, natomiast RPA pełni rolę strategicznego hubu dla usług językowych w Afryce.

Kluczowe trendy i szanse rozwojowe

Rozwój sztucznej inteligencji i tłumaczeń maszynowych

Technologie oparte na AI, w szczególności Neural Machine Translation (NMT), radykalnie zmieniają branżę, podnosząc jakość i szybkość tłumaczeń przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Połączenie automatyzacji z ekspercką wiedzą ludzką pozwala oferować usługi łączące precyzję z efektywnością. Współpraca firm językowych z gigantami technologicznymi, jak przykładowo partnerstwo RWS z Amazon Web Services (AWS), skutkuje rozwojem nowych rozwiązań generatywnej AI, które usprawniają procesy tworzenia, tłumaczenia i dystrybucji treści.

Wzrost znaczenia lokalizacji treści w mediach społecznościowych

Globalna popularność mediów społecznościowych, z 5,22 miliardami użytkowników (63,8% populacji świata) w październiku 2024 roku, powoduje zapotrzebowanie na lokalizację treści, dostosowaną nie tylko językowo, ale i kulturowo do odbiorców. Skuteczne lokalizowanie postów, reklam i kampanii zwiększa zaangażowanie użytkowników oraz wzmacnia relacje z marką. Ponadto, młodsze pokolenia, zwłaszcza millenialsi, chętniej ufają rekomendacjom influencerów niż tradycyjnym reklamom, co dodatkowo podkreśla potrzebę wielojęzycznej i wielokulturowej komunikacji.

Wyzwania dla rynku usług językowych

Jednym z największych ograniczeń branży jest niedobór wykwalifikowanych lingwistów i tłumaczy, szczególnie w niszowych dziedzinach takich jak prawo, medycyna, dyplomacja oraz nowoczesne obszary jak rozwój sztucznej inteligencji. Raport Narodowego Instytutu Usług Kariery Indii z 2024 roku wskazuje, że w nadchodzących dwóch dekadach może brakować ponad 1,6 miliona ekspertów językowych. Globalizacja oraz intensyfikacja współpracy międzynarodowej wymuszają rozwój usług tłumaczeniowych, jednak niedobór specjalistów może spowolnić tempo wzrostu rynku.


Podsumowanie

Rynek usług językowych do 2030 roku będzie charakteryzował się stabilnym wzrostem, napędzanym przez innowacje technologiczne i globalizację komunikacji. Sztuczna inteligencja i tłumaczenia maszynowe stają się kluczowymi narzędziami, jednak równocześnie rośnie potrzeba wykwalifikowanych lingwistów, którzy zapewnią jakość i precyzję przekazu. Regiony takie jak Azja i Pacyfik, Ameryka Północna i Europa pozostaną motorami rozwoju, a dynamicznie rozwijające się rynki w Ameryce Łacińskiej, Afryce i na Bliskim Wschodzie będą coraz ważniejsze. Branża musi zmierzyć się z wyzwaniami kadrowymi i zróżnicowanymi potrzebami kulturowymi, aby skutecznie wspierać wielojęzyczną komunikację w zglobalizowanym świecie.

Źródła: Artykuł został sporządzony w oparciu o dane pochodzące z ResearchAndMarkets.com – światowego lidera w dostarczaniu międzynarodowych raportów rynkowych oraz danych rynkowych.

Lewiatan apeluje o współpracę i stabilność. Komentarz Macieja Wituckiego po wyborach prezydenckich

Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan, ostrzega przed ryzykiem wejścia Polski w okres niepewności oraz instytucjonalnych napięć, które – jeśli do nich dojdzie – mogą zaszkodzić zarówno krajowej gospodarce, jak i międzynarodowej pozycji Polski. Jednocześnie wyraża nadzieję, że nowo wybrany prezydent przyczyni się do budowy stabilnego otoczenia politycznego i gospodarczego.

Zdaniem Wituckiego kluczowe dla przyszłości kraju są działania na rzecz stabilnego wzrostu gospodarczego, przyciągania inwestycji oraz rozwijania innowacyjności. Aby to było możliwe, konieczne jest aktywne i odpowiedzialne przywództwo, zdolne do współpracy ponad politycznymi podziałami. – Oczekujemy, że nowy prezydent wzniesie się ponad partyjne interesy i będzie współdziałał z rządem w sprawach kluczowych dla przyszłości naszej gospodarki – zaznacza Witucki.

Z punktu widzenia biznesu nie mniej istotne są relacje Polski z Unią Europejską i międzynarodowymi partnerami. Prezydent Lewiatana podkreśla, że środowisko przedsiębiorców oczekuje od głowy państwa rewizji dotychczasowego stanowiska wobec UE i Ukrainy. Liczy także na jednoznaczną deklarację poparcia dla dalszej obecności Polski w strukturach unijnych. – Silna, sprawnie funkcjonująca i zreformowana Unia Europejska to fundament naszego dalszego rozwoju gospodarczego – komentuje.

Witucki apeluje również o wsparcie dla Ukrainy – nie tylko ze względów solidarnościowych, ale także jako elementu budowania bezpieczeństwa i stabilności w regionie, które są nieodzownym warunkiem rozwoju gospodarczego. – Oczekujemy od prezydenta jednoznacznego wsparcia dla Ukrainy oraz jej integracji z UE i NATO – dodaje.

W kontekście trwających podziałów społecznych prezydent Konfederacji Lewiatan zwraca uwagę na potrzebę budowania wspólnoty i prowadzenia polityki integrującej obywateli. – Polska potrzebuje prezydenta, który będzie łączył, nie dzielił. Takiego, który stanie po stronie rozwoju, integracji europejskiej i wspólnych wartości – podkreśla.

W opinii środowiska biznesowego tylko współpraca i odpowiedzialne przywództwo mogą zapewnić Polsce skuteczną odpowiedź na przyszłe wyzwania oraz umożliwić dalszy rozwój nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki.

Franczyza w Sfinks Polska rośnie — udział lokali franczyzowych przekroczył 93% w I kwartale 2025

Udział restauracji franczyzowych w sieci Sfinks Polska wzrósł na koniec I kwartału 2025 r. do 93,3% wobec 80% rok wcześniej. Lokale zarządzane przez gastronomiczną spółkę, m.in. SPHINX Restauracje, The Burgers by SPHINX czy Chłopskie Jadło, wypracowały 50,31 mln zł przychodów gastronomicznych w I kwartale 2025 r, co oznacza wzrost o 6% r/r. Przychody skonsolidowane od stycznia do marca br. wyniosły zaś 12,78 mln zł wobec 21,05 przed rokiem i ich poziom był efektem dalszych przekształceń restauracji własnych na franczyzowe. W rezultacie zaprzestano bowiem konsolidacji przychodów i kosztów tych restauracji w  ramach grupy. Jednocześnie przy niższych przychodach skonsolidowanych grupa Sfinks zanotowała zbliżony poziom zysku brutto na sprzedaży, tj. 6 mln zł na koniec I kwartału 2025 wobec 6,1 mln zł na koniec I kwartału 2024 r.

– W pierwszym kwartale tego roku kontynuowaliśmy przekształcenia na franczyzę, zgodnie z zapowiedziami ze strategii spółki. W 2025 r. do chwili publikacji raportu okresowego trzy kolejne lokale własne przeszły w ręce franczyzobiorców, co razem z ubiegłorocznymi przekształceniami daje 16 lokali. Do końca roku tego typu zmiana będzie dotyczyła jeszcze kilku restauracji. Przekształcenia tak znacznej liczby lokali wpływają na rachunek wyników oraz bilans, co utrudnia ich porównywanie rok do roku i taka sytuacja będzie występowała jeszcze przez kilka kolejnych kwartałów. Zdecydowanie idziemy jednak w kierunku modelu centrali zarządzającej siecią, optymalizującej jej funkcjonowanie oraz rozwijającej marki gastronomiczne. Co ważne, jednocześnie rosną obroty samych lokali, z czego blisko 97% przychodów to przychody restauracji SPHINX, a także zwiększa się rentowność brutto sprzedaży grupy – ten wskaźnik wzrósł z 29% na koniec marca 2024 r. do 47% na koniec pierwszego kwartału 2025 – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe oznaczają nie tylko zmiany rachunkowe dot. przychodów i kosztów grupy, ale też czasowo wpływają na samo funkcjonowanie lokali, np. franczyzobiorcy oczekują na wydanie nowej koncesji na sprzedaż alkoholu, bywa że dokonują zmian w zespole i wdrażają nowych pracowników. W rezultacie obroty takich restauracji w okresie przejściowym są niższe niż ich możliwości, co też wpływa na wysokość opłat franczyzowych przekazywanych centrali. Ten efekt zaś przy dużej liczbie przekształceń realizowanych w krótkim okresie jest widoczny w przychodach i wynikach grupy, zwłaszcza że wyniki Sfinksa są obciążone zobowiązaniami z tytułu finansowania dłużnego. Wobec tych wszystkich wydarzeń skonsolidowany wynik netto wyniósł -2,02 mln zł na koniec I kwartału br. (0,23 mln zł rok wcześniej), a zysk EBITDA uplasował się na poziomie 1,78 mln zł  (6,1 mln zł rok wcześniej).

– Docelowo sytuacja w przekształcanych restauracjach będzie się normalizować i te lokale będą działały coraz efektywniej, co przełoży się na wysokość opłat franczyzowych i przychodów spółki. Wszystkie te lokale będą też coraz skuteczniej korzystać ze wsparcia centralnego marketingu oraz możliwości zwiększania sprzedaży, jakie zapewnia program lojalnościowy Aperitif. Cały czas przybywa bowiem osób, które chcą korzystać ze specjalnych ofert, dostępnych w tej aplikacji mobilnej. Jednocześnie jest też duże zainteresowanie programem Aperitif Smart, wprowadzonym w związku z 30-leciem marki SPHINX, który daje dostęp do 30% zniżki w restauracjach i zwiększa częstotliwość korzystania z naszych restauracji – mówi prezes Sfinksa.

W I kwartale w grupie Sfinks przybyła też nowa restauracja SPHINX. To lokal otwarty w marcu w parku handlowym w Lubinie na Dolnym Śląsku. Od maja działa również nowa restauracja SPHINX, mieszcząca się nieopodal staromiejskiego rynku w Jarocinie. Obie restauracje prowadzone są przez franczyzobiorców. Trwają prace nad uruchomieniem kolejnych restauracji, m.in. w Trójmieście.

Innym nowym przedsięwzięciem Sfinksa, wprowadzonym już w II kwartale 2025 r., jest SPHINX Box, poprzez który gastronomiczna spółka weszła na szybko rozwijający się rynek cateringu dietetycznego. SPHINX Box to dieta pudełkowa, łącząca zbilansowane posiłki ze smakiem znanym z flagowej sieci Sfinksa. Oferta jest dostępna dla mieszkańców ponad czterech tysięcy miejscowości w Polsce.

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Grupa PTWP z rekordowym otwarciem roku – dwucyfrowy wzrost przychodów i 1,3 mln zł skonsolidowanego zysku netto

Grupa PTWP za I kwartał 2025 r. zaraportowała 19,4% wzrost przychodów w stosunku do przychodów osiągniętych w analogicznym kwartale 2024 r., tj. do wartości 23,81 mln zł. Ponownie, Grupa odnotowała wzrosty we wszystkich segmentach działalności, czyli mediów, eventów i zarządzania obiektami. Największy wzrost biznesu i marżowość osiągnął segment mediów. Bardzo dobra sprzedaż przełożyła się na 2,16 mln zł EBITDA, w porównaniu do 0,68 mln zł ujemnego wyniku w analogicznym okresie 2024 r. Grupa PTWP za pierwsze trzy miesiące br. wypracowała 1,34 mln zł zysku netto. Tym samym zarówno przychodowo, jak i pod względem wyniku końcowego, było to najlepsze otwarcie roku w historii Grupy. Na koniec marca br. Grupa miała 26 mln zł pozycji gotówkowej. Bardzo dobre wyniki i kondycja finansowa Grupy pozwoliły zarządowi spółki PTWP zarekomendować przeznaczenie 9 mln zł na wypłatę dywidendy za 2024 r.

Wyniki pierwszego kwartału 2025 roku są dla nas potwierdzeniem skuteczności przyjętej i realizowanej strategii rozwoju i konsekwentnej pracy całego zespołu. Osiągnęliśmy najwyższe w historii Grupy PTWP otwarcie roku, zarówno pod względem przychodów, jak i zysku netto, notując wzrosty we wszystkich segmentach działalności. Patrzymy w przyszłość z optymizmem – rynek daje nam dobre perspektywy do dalszego wzrostu, a my zamierzamy je w pełni wykorzystać. Naszym celem pozostaje utrzymanie dwucyfrowej dynamiki rozwoju i dalsze umacnianie pozycji we wszystkich obszarach naszej działalności – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Wszystkie segmenty operacyjne Grupy (online, eventów własnych oraz zarządzania obiektami) zanotowały wzrost biznesu w I kwartale br., jednak największą dynamikę wzrostu przychodów i rentowności, miał segment online. Portale internetowe spółki odwiedza ponad 24 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, co umacnia pozycję Grupy w czołówce polskich mediów biznesowych. Już na początku II kwartału, w kwietniu br., Grupa PTWP została sklasyfikowana przez Mediapanel Gemius jako lider wydawców internetowych w kategorii biznes, prawo, finanse.

W I kwartale 2025 r. Grupa skupiła się na realizacji swoich prestiżowych wydarzeń. Eventy Grupy PTWP zgromadziły tysiące uczestników. Wśród najważniejszych wydarzeń można wyróżnić: EEC Trends, 4 Design Days, Property Forum Miasta i Regiony 2025, Kongres Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress), Future Retail Congress, ExpoGołębie. Jak co roku I kwartał był okresem intensywnych przygotowań do flagowego wydarzenia Grupy, czyli Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Grupa skutecznie i efektywnie zarządza obiektami: Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Od stycznia do marca br. harmonogram obiektów był wypełniony i obfitował w wydarzenia targowe, konferencyjne i rozrywkowe.

Konsekwentnie rozwijamy nasze segmenty. Szczególnie cieszy dynamiczny rozwój segmentu mediów, który osiągnął najwyższą marżowość i przyczynił się do istotnej poprawy wyników Grupy. Rosnąca popularność naszych portali branżowych jest potwierdzeniem tego, że jakościowe dziennikarstwo zawsze zostanie docenione przez czytelników. Sukcesywnie rozwijamy się też w obszarze eventów własnych oraz zarządzania obiektami. Nasze wydarzenia z roku na rok przyciągają coraz to większe grono uczestników. Jesteśmy na fali wznoszącej i chcemy efektywne wykorzystać sprzyjające trendy – podkreśla Wojciech Kuśpik.

Zarząd spółki PTWP dotychczas zarekomendował przeznaczenie 9 mln zł (6,4 mln zł jednostkowego zysku za 2024 r. oraz 2,6 mln zł z kapitału zapasowego) na wypłatę dywidendy. Oznacza to wypłatę 7,28 zł brutto na jedną akcję. PTWP regularnie dzieli się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami. Za lata 2021-2023 spółka wypłaciła niemal 15,8 mln zł dywidendy. Ostateczną decyzję o podziale zysku podejmą akcjonariusze podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbędzie się do końca czerwca 2025 r.

Udany I kwartał Medicalgorithmics. Przychody z usług w USA wzrosły o 329% r./r. 11 nowych umów w 5 miesięcy 2025 r.

Notowany na GPW medtech konsekwentnie i z powodzeniem realizuje strategię rozwoju. W I kwartale 2025 roku Medicalgorithmics pozyskał 7 nowych dużych klientów i wszedł na nowe rynki ze swoimi innowacyjnymi usługami wykorzystującymi zaawansowane algorytmy AI. Przychody ze sprzedaży wyniosły 6,8 mln PLN, co stanowi wzrost o 6% r./r., a liczba realizowanych badań rośnie o 96% r./r. Przychody z usług na kluczowym dla spółki rynku amerykańskim wzrosły o 329% r./r. W związku z rekordowym zainteresowaniem DRAI i DRP Zarząd Medicalgorithmics spodziewa się dalszego, sukcesywnego wzrostu przychodów w kolejnych kwartałach tego roku. W pięć miesięcy 2025 r. spółka podpisała już 11 nowych umów, w tym 4 w USA wobec odpowiednio 13 łącznie i 5 w USA w całym 2024 r.

Jesteśmy zadowoleni z przyspieszenia rozwoju naszego biznesu w I kwartale, który potwierdza skuteczność naszej strategii i że jesteśmy na ścieżce wyraźnego wzrostu. Odbudowujemy naszą pozycję i sprzedaż na rynku amerykańskim, po gwałtownym spadku spowodowanym rozwiązaniem hamującej wzrost, wyłącznej umowy z dystrybutorem, który miał wyłączność i hamował nasz wzrost.  Jednocześnie wzmacniamy obecność na innych rynkach oraz wchodzimy na nowe, obiecujące rynki. W I kwartale podpisaliśmy 7 nowych umów, a od początku roku to już 11 umów, w tym cztery z partnerami na kluczowym dla nas rynku USA. Szczególnie cieszy nas fakt wzrostu przychodów z usług na rynku amerykańskim – co ważne – wygenerowanego przez klientów uruchomionych jeszcze w zeszłym roku. W ujęciu rok do roku to wzrost o 329%, a w ujęciu kwartał do kwartału to 52%. W związku z uruchamianiem nowych umów oraz rosnącym zainteresowaniem naszymi innowacyjnymi produktami spodziewamy się dalszego, sukcesywnego wzrostu liczby badań i przychodów w kolejnych kwartałach tego roku – mówi Maciej Gamrot, członek zarządu Medicalgorithmics odpowiedzialny za finanse.

W I kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 6,8 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec (skorygowanych dla celów porównawczych) 6,4 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 6% r./r. oraz o 4% w stosunku do IV kwartału 2024 roku. Rynek globalny (poza USA) przyniósł, w I kwartale 2025 roku 4,5 mln PLN przychodów, w tym 4,3 mln PLN z usług. Potwierdza to efektywność realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości, a sprzedaż urządzeń stanowi ważną opcjonalną ofertę dla klientów. W raportowanym okresie Medicalgorithmics podwoiło przy tym liczbę przeprowadzonych badań EKG, osiągając poziom ok. 92 tys. badań. Oznacza to też wzrost o 16% kwartał do kwartału oraz blisko 100% rok do roku.

Notowany na GPW medtech w 2025 r. znacząco przyspieszył tempo pozyskiwania nowych klientów, w tym w szczególności na kluczowym dla Medicalgorithmics rynku amerykańskim.  W drugiej połowie stycznia br. zawarł umowę z IDTF z USA o szacowanej wielkości przychodów do 46 mln PLN w pierwszych 2 latach po uruchomieniu integracji. Z kolei w połowie marca podpisał umowę z wiodącą firmą  – Fourth Frontier, dostawcą dla najbardziej prestiżowych centrów medycznych na świecie, takich jak Cleveland Clinic lub Johns Hopkins University, dzięki której innowacyjna platforma DRP razem z algorytmami sztucznej inteligencji DeepRhythmAI (DRAI) będzie oferowana przez amerykańską firmę razem z jej posiadającym certyfikację FDA wielodniowym holterem w formie opaski.

Na koniec marca 2025 roku saldo środków pieniężnych w Grupie wynosiło 5,6 mln PLN, a dzięki podpisanej w połowie kwietnia br. umowie z funduszem BioFund na dodatkowe finansowanie rozwoju w kwocie do 9 mln PLN (2,4 mln USD) Medicalgorithmics ma zabezpieczone finansowanie na realizację strategii do osiągnięcia rentowności. Dodatkowe finansowanie przeznacza na zwiększenie zdolności do integracji i szybsze uruchamianie pozyskiwanych klientów oraz intensyfikację akwizycji klientów zainteresowanych testami wiodącego oprogramowania z algorytmiką AI polskiego medtechu. Umożliwi to Medicalgorithmics dalszą, efektywną realizację obecnej strategii i osiągnięcie zysków w 2026 r.

– Znajdujemy się w przełomowym dla nas momencie i chcemy najefektywniej wykorzystać rosnące zainteresowanie naszymi produktami i technologią. Zabezpieczyliśmy finansowanie na dalszy rozwój technologii i sprawną integrację u nowych klientów oraz wsparcie sprzedaży, co pozwoli nam szybciej generować wzrost przychodów w kolejnych kwartałach tego roku, poprawiając nasze wyniki. W konsekwencji planujemy doprowadzić do osiągnięcia rentowności operacyjnej na przełomie 2025 i 2026 roku – dodaje Maciej Gamrot.

Nerwowość na warszawskim parkiecie przed wyborami – słabe notowania złotego i indeksów

Dopóki Sąd Najwyższy w USA nie otworzy pudełka, trumpowe cła są jednocześnie żywe i martwe. W Polsce rynki przypomniały sobie, że wybieramy prezydenta. Inflacji skończyło się paliwo i zalicza bezwładny spadek. 

Celny rollercoaster legislacyjny

Trwa legislacyjny chaos wokół ceł nakładanych przez amerykańską administrację. W czwartek rynki zostały zaskoczone wyrokiem sądu, który orzekł, że Ustawa o nadzwyczajnych pełnomocnictwach gospodarczych z 1977 roku wcale nie daje prezydentowi prawa do nakładania ceł. Tym samym wszystkie taryfy wprowadzone w oparciu o ten akt są niekonstytucyjne i administracja powinna niezwłocznie się wycofać z ich pobierania. Dziś w nocy nastąpił kolejny zwrot w tej sprawie – sąd apelacyjny wstrzymał wykonanie czwartkowego wyroku. Co istotne, wbrew narracji Republikanów, wcale nie przyznał on racji prezydentowi. Uznał jedynie, że sprawa jest na tyle skomplikowana (choćby ze względu na mnogość pozwów), że potrzebuje więcej czasu na wydanie wyroku. Efekt jest taki, że cła mogą być dalej pobierane. Już teraz jednak jest pewne, że swój wyrok w tej sprawie wyda Sąd Najwyższy w USA i dopiero ten werdykt (prawdopodobnie) będzie wiążący.

Rollercoaster legislacyjny ewidentnie przekłada się na notowania dolara. Ten najpierw się umacniał na wieść o zamrożeniu ceł, by dzisiaj oddać wszystkie zyski po ich ponownym uruchomieniu. Tydzień na EURUSD zaczynaliśmy powyżej 1,14$, by w pewnym momencie testować pułap 1,12$, a ostatecznie i tak powrócić do okolic 1,133$. Amerykańskiej walucie nie pomagają także odczyty PKB, które – choć teoretycznie lepsze od oczekiwań – i tak wskazują na wyraźną słabość gospodarki. Dziś czeka nas całkiem istotny raport na temat wydatków Amerykanów. Inwestorzy szczególną uwagę zwrócą na zawarty w nim odczyt inflacji PCE.

Wybrali wyprzedaż

Bardzo długo lokalny rynek był odporny na temat nadchodzących wyborów. Wygląda jednak na to, że dzisiaj postanowił się skoncentrować na tym czynniku i widać tutaj dużą nerwowość. Abstrahując już od sympatii politycznych inwestorów, rodzimym aktywom mocno ciąży niepewność co do wyniku niedzielnego plebiscytu. Słabo radzi sobie polski złoty, który bardzo źle rozpoczął dzisiejszą sesję. Później udało się odrobić część strat, jednak bilans dalej pozostaje ujemny. Kiepsko wygląda także warszawski parkiet, który jest dziś najsłabszy w Europie (w której ogólnie panuje raczej dobry sentyment). Lokalnie warto także zwrócić uwagę na dzisiejszy odczyt inflacyjny, który kolejny raz przyniósł zaskakująco niski rezultat. Śmiało można wysnuć tezę, że rodzimej inflacji skończyło się paliwo, gdyż nomen omen najważniejszym czynnikiem antyinflacyjnym okazały się właśnie ceny… paliw (przede wszystkim gazu). Dynamika cen w Polsce wyniosła 4,1% rok do roku. Jeszcze ciekawiej robi się w ujęciu miesięcznym, gdzie mamy do czynienia z deflacją na poziomie 0,2%. Już w przyszłym tygodniu będziemy mieć w Polsce posiedzenie banku centralnego. Konsensus rynkowy zakłada powyborcze utrzymanie kosztu pieniądza, tak by ciąć stopy dalej od lipca. Rynek wycenia łączne cięcia w tym roku na 0,75 punktu procentowego i wydaje się, że spekulacje te mogą być zaniżone. Jest to kolejny czynnik, który będzie ciążył złotemu w nadchodzących tygodniach.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Maciej Wandzel ponownie prezesem Polskiego Związku Firm Deweloperskich

29 maja, podczas Walnego Zgromadzenia firm członkowskich Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) w Warszawie, wybrano nowe władze organizacji. Na czele Związku ponownie stanął Maciej Wandzel. Funkcje wiceprezesów objęli Monika Perekitko oraz Tomasz Stoga. Zgromadzenie wyłoniło również skład nowego Zarządu i Rady PZFD.

Maciej Wandzel został wybrany prezesem po raz pierwszy w ubiegłym roku. Od lat działa jako przedsiębiorca i inwestor związany z rynkiem nieruchomości. Specjalizuje się w rewitalizacji.

Podczas walnego zgromadzenia zwrócił uwagę na dobrą współpracę w ramach organizacji oraz rosnącą aktywność firm członkowskich.

– Chcę, aby nasza energia i kompetencje realnie służyły wspólnemu dobru – zarówno całej organizacji, jak i całej branży. Miniona kadencja pokazała, jak dużą wartość ma ścisła współpraca Rady i Zarządu oraz zaangażowanie członków w działania Związku – powiedział.

Zwrócił także uwagę na szerszy kontekst, w jakim działa dziś sektor mieszkaniowy.

– Czeka nas dużo pracy. Obecne otoczenie prawne i polityczne stawia przed naszą branżą liczne wyzwania. W takiej rzeczywistości Związek musi pełnić aktywną rolę – nie tylko wspierać rozwój sektora, ale też budować jego kompetencje i konsekwentnie pokazywać, jak istotny jest nasz wkład w tworzenie nowoczesnych, funkcjonalnych i przyjaznych miast. Wiemy też, że zmiana wizerunku branży zaczyna się od nas samych: od standardów, jakie wyznaczamy i odpowiedzialności, z jaką działamy – dodał.

Nie tylko prezes

Wiceprezesami PZFD zostali ponownie Monika Perekitko oraz Tomasz Stoga.

– Nasza działalność to konkretne efekty, odpowiedzialność i codzienne wyzwania. Chcemy, aby o branży mieszkaniowej wypowiadali się ci, którzy ją współtworzą. Tymczasem najgłośniej słychać opinie osób, które nie znają realiów procesu inwestycyjnego. Dlatego zależy mi, aby głos praktyków był wyraźniej obecny w debacie. W tej kadencji zamierzam wspierać działania, które wzmacniają rolę sektora – powiedział Tomasz Stoga po ogłoszeniu wyników głosowania.

Z kolei Monika Perekitko podkreśliła:

– Zamierzam kontynuować swoją pracę z takim samym zaangażowaniem, jak dotychczas – konsekwentnie, rzetelnie i w duchu odpowiedzialności za rozwój i profesjonalizację naszej branży. Wierzę, że PZFD ma potencjał, by stać się jeszcze silniejszą organizacją – taką, która skutecznie łączy perspektywę firm deweloperskich z oczekiwaniami społecznymi i wyzwaniami współczesnych miast.

Skład Zarządu i Rady PZFD

W skład Zarządu weszli również:
Piotr Baran, Tomasz Delowski, Wojciech Koziorowski, Dagmara Nickel, Andrzej Marszałek, Paweł Putkowski, Ewa Radojewska, Natalia Sawicka, Iwona Sroka, Michał Styś, Łukasz Szykuć, Agnieszka Widłak-Lindsay.

Wybrano także nową Radę Związku. Jej przewodniczącą została ponownie Joanna Janowicz, od niedawna prezes poznańskiego oddziału PZFD, związana z firmą Constructa Plus. Funkcję zastępcy przewodniczącej objął Robert Maraszek – wiceprezes firmy INPRO. Na sekretarza Rady wybrano Agnieszkę Banaszak – wiceprezes poznańskiego oddziału PZFD.

W skład Rady weszli także:
Piotr Jaczewski, Cezary Kulesza, Bartosz Kuźniar, Jakub Mrówka, Marcin Najgrodzki, Konrad Płochocki, Mariusz Poławski, Adrian Potoczek, Marcin Rams, Jacek Putaj, Piotr Stawiarski, Krzysztof Suskiewicz, Anna Szałła, Maciej Walniczek, Jacek Zengteler, Krzysztof Ziajka, Jakub Ziętara.

Profesjonalna wulkanizacja od zaplecza – co powinno znaleźć się w nowoczesnym serwisie?

Rynek motoryzacyjny w Polsce rośnie dynamicznie, a wraz z nim – zapotrzebowanie na wyspecjalizowane usługi serwisowe. Jednym z kluczowych obszarów jest wulkanizacja, która już dawno przestała być jedynie sezonowym obowiązkiem. Dziś to kompleksowa usługa, wymagająca nie tylko doświadczonej kadry, ale także solidnego zaplecza technicznego. Wyposażenie wulkanizacji, odpowiednie akcesoria i sprawdzone materiały wulkanizacyjne decydują o sprawnej obsłudze, jakości napraw i zadowoleniu klientów.

Od maszyny do detalu – wyposażenie, które robi różnicę

Serwis opon to miejsce, w którym liczy się nie tylko siła, ale przede wszystkim precyzja. Dlatego podstawą każdego warsztatu są wysokiej klasy maszyny – montażownice i wyważarki, które umożliwiają szybką, bezpieczną i dokładną pracę z kołami różnych typów. Jednak to dopiero początek.

Nowoczesne wyposażenie wulkanizacji to także m.in. podnośniki pneumatyczne, narzędzia ręczne, klucze dynamometryczne, prasy do zaworów, a także specjalistyczne narzędzia do opon i felg aluminiowych. Dobrze zorganizowane zaplecze serwisowe pozwala nie tylko zwiększyć efektywność pracy, ale też zmniejszyć ryzyko uszkodzeń i błędów przy montażu czy wyważaniu kół.

Akcesoria do wulkanizacji – niedoceniani bohaterowie codziennej pracy

Choć o sukcesie serwisu decyduje wiele czynników, w praktyce często największe znaczenie mają… drobiazgi. Wysokiej jakości akcesoria do wulkanizacji, takie jak ciężarki klejone, ciężarki nabijane (do felg stalowych, aluminiowych czy ciężarowych), zawory do kół bezdętkowych i rolniczych, przedłużacze, a także narzędzia do ich montażu, mają bezpośredni wpływ na efekt końcowy usługi.

Warto też zwrócić uwagę na narzędzia i akcesoria do zaworów, które umożliwiają sprawną wymianę i kontrolę ciśnienia w oponach. Ich dobra jakość przekłada się na szybkość pracy, zmniejszenie liczby reklamacji oraz większy komfort dla pracowników warsztatu. Nie można zapomnieć również o łyżkach do opon, które wciąż pozostają niezastąpione przy obsłudze bardziej wymagających modeli.

Materiały wulkanizacyjne – pewność trwałej naprawy

Dla wielu klientów naprawa opony to alternatywa wobec zakupu nowej. Dlatego materiały wulkanizacyjne muszą spełniać wysokie standardy jakości – szczególnie w kontekście bezpieczeństwa i odporności na warunki atmosferyczne.

W skład najczęściej wykorzystywanych materiałów wchodzą łaty radialne i diagonalne, wkłady naprawcze, kleje wulkanizacyjne, płyny uszczelniające oraz pasty montażowe. Wysokiej klasy produkty gwarantują skuteczną naprawę nawet przy dużych uszkodzeniach, przywracając ogumieniu pełną funkcjonalność.

Zastosowanie sprawdzonych materiałów to również kwestia reputacji warsztatu – niskiej jakości łatki czy kleje mogą prowadzić do nawrotów problemu, co bezpośrednio przekłada się na negatywne opinie klientów.

Kompleksowe podejście do zaopatrzenia

Dobrze zaopatrzony serwis to taki, który jest przygotowany na każdy scenariusz – od rutynowej wymiany opon, przez precyzyjne wyważanie, aż po awaryjne naprawy na miejscu. Właśnie dlatego coraz więcej warsztatów korzysta z hurtowni i sklepów, które oferują pełen zakres produktów. Przykładem może być oferta MJW Tools, która dostarcza zarówno profesjonalne wyposażenie wulkanizacji, jak i szeroki wybór akcesoriów oraz materiałów wulkanizacyjnych dostosowanych do różnych typów pojazdów.

Dzięki takiemu podejściu właściciele warsztatów mogą mieć pewność, że każdy etap usługi zostanie wykonany w sposób skuteczny, estetyczny i bezpieczny.

Inwestycja, która się zwraca

Na pierwszy rzut oka inwestycja w pełne wyposażenie serwisu może wydawać się kosztowna. W praktyce jednak przekłada się ona na realne zyski: krótszy czas obsługi, mniejszą liczbę reklamacji, większą przepustowość punktu i zadowolenie klientów. A to właśnie lojalność i pozytywne rekomendacje klientów budują markę warsztatu na lata.

Podsumowując: skuteczna wulkanizacja to nie tylko technologia – to przede wszystkim ludzie, organizacja pracy i odpowiednie zaplecze. W świecie, gdzie liczy się każda minuta i każdy detal, warto postawić na sprawdzone rozwiązania i partnerów, którzy rozumieją potrzeby branży.

5 wskazówek, jak dobrać idealny pojazd firmowy, który obniży koszty eksploatacji

Wiesz, co najczęściej drenuje firmowy budżet flotowy? Paliwo. Średnio to około 40 % całkowitych kosztów, a przy obecnych cenach każdy litr „boli” bardziej niż w zeszłym roku. Dobra wiadomość: nowoczesne technologie i mądrze dobrane auta potrafią odjąć z tego tortu nawet 13 % – i to niemal od ręki.

Zrozumienie specyfiki działalności firmy

Analiza operacyjnych i logistycznych potrzeb floty

Zanim pobiegniesz do salonu, zwolnij i zadaj sobie (albo zespołowi) trzy szybkie pytania:

  • Gdzie nasze auta spędzają większość czasu? Centrum miasta, trasa, a może budowa na peryferiach?
  • Ile kilometrów dziennie robią kierowcy? 30 czy 300?
  • Co wożą? Czasem wystarczy kompaktowy samochód miejski, a czasem potrzebujesz dostawczaka z windą.

Identyfikacja najbardziej obciążających kosztowo elementów

Może ci się wydawać, że rata leasingu to cały wydatek, ale policz: paliwo, serwis, opony, ubezpieczenie i – tak, niestety – przestoje. Dzięki temu zobaczysz, które elementy pożerają marżę.

Uwzględnienie długoterminowych celów rozwoju

Planujesz ekspansję na strefy czystego transportu? A może firma ma wewnętrzny cel redukcji CO₂ do 2030 r.? Warto zwrócić uwagę na pojazdy z napędem alternatywnym już dziś, żeby uniknąć „szybkich” wymian za dwa lata.

Ocena całkowitych kosztów eksploatacji

Parametry zużycia paliwa i emisji CO₂

Popatrz na liczby, nie na brokat broszur. Przykład: Hyundai i20 w wersji 1.0 T‑GDi potrzebuje realnie 5,1–5,6 l/100 km w cyklu WLTP, co przekłada się na 117–127 g CO₂/km.

A gdy celujesz w zeroemisyjność, zerknij na Hyundai Kona Electric – w najnowszej generacji przejedzie do 514 km (WLTP). Koniec z ciągłym ładowarkowym FOMO.

Szybki rachunek
Jeśli twoje auta robią 30 000 km rocznie, zejście z 7 l/100 km do 5,3 l/100 km daje ponad 800 l paliwa mniej. Przy 6,6 zł za litr to około 5 300 zł rocznie – na jedno auto.

Porównanie ofert leasingu i wynajmu długoterminowego

Leasing kusi niską ratą, wynajem – przewidywalnością kosztów (serwis w pakiecie i brak niespodzianek przy odsprzedaży). Zastanów się, ile gotówki chcesz zamrozić i jak często rotujesz flotę.

Weryfikacja warunków serwisowych i gwarancyjnych

Hyundai daje 5 lat gwarancji bez limitu kilometrów, więc kierowcy mogą kręcić, ile dusza zapragnie, a ty nie płacisz za niespodziewane usterki.

Dobór pojazdu zgodnie ze strategią firmy

Analiza parametrów technicznych i efektywności energetycznej

Moment obrotowy liczy się przy ciężkich ładunkach, a zwinność w korkach – przy dostawach miejskich. W notatniku miej też prosty KPI: koszt / 100 km.

Rozważenie pojazdów alternatywnych (elektryczne, hybrydowe)

Nie wiesz, czy EV „udźwignie” trasę? Sprawdź realny zasięg (KONA Electric pokonuje wspomniane 510 km, a INSTER ok. 370 km), czas ładowania i dostępność wallboxów w bazie. 

Ocena ROI i długoterminowe oszczędności

Liczymy prosto: (różnica w kosztach paliwa + niższe koszty serwisu – wyższa rata) / czas używania. Jeśli wynik jest dodatni przed upływem 4–5 lat, sprzęt sam się „spłaca”, a ty śpisz spokojniej.

Wykorzystanie nowoczesnych technologii w zarządzaniu flotą

Systemy telematyczne do monitorowania stanu i tras pojazdów

Telematyka to nie tylko kolorowe mapki. Firmy, które wdrożyły monitoring stylu jazdy, obniżyły spalanie nawet o 13 %. Źródła nie kłamią.

Automatyzacja procesów i optymalizacja tras

Masz 50 dostaw dziennie? Algorytmy potrafią uciąć przebieg o kilkanaście kilometrów dziennie. W skali miesiąca robi się bak paliwa „za darmo”.

Rozwiązania podnoszące bezpieczeństwo i komfort kierowców

System utrzymania pasa, autonomiczne hamowanie, kamera 360° – takie bajery w Hyundaiu są dziś standardem. Kierowca jest mniej zmęczony, a ty nie płacisz za stłuczki „parkingowe”.

Dbaj o regularny serwis i profilaktykę

Planowanie okresowych przeglądów technicznych

Ustaw przypomnienia w kalendarzu (albo w aplikacji floty), zanim zapali się kontrolka. Raz przegapisz – płacisz podwójnie.

Optymalizacja kosztów napraw i wymiany części zamiennych

Hyundai ma niedrogie części zamienne, a przy gwarancji 5 lat wiele elementów i tak wpada „gratis”.

Kreowanie kultury oszczędności przez monitorowanie stanu aut

Pokazuj kierowcom raporty spalania raz w miesiącu. Trochę rywalizacji? Czemu nie – nagroda za najniższe zużycie paliwa działa lepiej niż długie regulaminy.

Podsumowanie

  • Znaj swój cel. Bez analizy potrzeb nawet najlepszy samochód miejski nie pomoże.
  • Patrz na TCO, nie tylko na cenę katalogową.
  • Wybieraj technologie, które realnie obniżają spalanie.
  • Stawiaj na długą gwarancję i prosty serwis.
  • Szlifuj kulturę jazdy – tu kryje się szybka, darmowa oszczędność.

Zastanów się nad jednym krokiem, który wdrożysz już dziś. Może testowe 100 km za kierownicą Hyundai i20? Albo demo‑jazda KONĄ Electric? Sprawdź, jak szybko te liczby zaczną pracować na twój wynik.

Kurs dolara znów pod presją – inwestorzy boją się recesji w USA

Dobra passa dolara zaczęła się nagle i równie nagle się kończy. Powodem są słabsze dane z tamtejszej gospodarki – szczególnie niższy wzrost PKB. W Polsce inflacja spowalnia szybciej niż oczekiwano, a w Argentynie kończy się miesiąc miodowy z MFW.

Niespodzianka za oceanem

Wczorajszy pakiet odczytów nie zapowiadał się pasjonująco. Jak co tydzień mieliśmy zobaczyć liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz rewizję danych o PKB. Znaliśmy już wstępny wskaźnik, więc rewizja nie zapowiadała się na ważną informację. Problem w tym, że właśnie taka była. USA podają dane jako annualizowane – pokazują, jak wyglądałby cały rok, gdyby był taki jak ostatni kwartał. Taki odczyt pokazał jednak 1,2% wzrostu, a wcześniejsze dane mówiły o 1,8%. Jest to zatem istotne spowolnienie gospodarki. Do tego należy dodać jeszcze 10 tysięcy więcej, niż oczekiwano nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W rezultacie znów wróciły spekulacje co do kondycji amerykańskiej gospodarki. Po kontraktach na stopę procentową widać też, że rynek przygotowuje się powoli na szybsze cięcia stóp. Obie te kwestie spowodowały, że USD wczoraj wyraźnie tracił. Kurs dolara względem złotego spadł z 3,75 zł na 3,73 zł po publikacji.

Inflacja dalej spada

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat inflacji. Wartość 4,1% to nie tylko lepiej, niż oczekiwane przez analityków 4,2%. To przede wszystkim najniższy wynik od częściowego uwolnienia w lipcu zeszłego roku cen energii. Pokazuje to, że znów robi się przestrzeń na obniżki stóp procentowych. Jak to często bywa w sytuacji, gdy rynek zaczyna wyceniać dalsze cięcia, to waluta się osłabia. Tak właśnie było po samej decyzji. Niższe stopy procentowe to bowiem mniejsze stopy zwrotów z inwestycji opartych o ten wskaźnik. W rezultacie zainteresowanie walutą spada. Nie był to ruch przełomowy, ale po około 1 groszowym wzroście kurs euro do złotego znów znajduje się powyżej 4,25 zł.

W Argentynie znów gorąco

Argentyńska waluta znów znajduje się pod presją. Okazuje się, że nawet po uwolnieniu kursu nadal trwają duże interwencje rynkowe. Dzieje się to pomimo umowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Analitycy wskazują, że może to nie być jedyne naruszenie. Zdaniem specjalistów oczekiwany do 13 czerwca wzrost rezerw walutowych mających stabilizować peso również nie będzie miał miejsca. W ciągu ostatnich dwóch dni za jednego dolara trzeba już płacić nie 1150 peso a ponad 1180. Mamy zatem ponad 2,5% przeceny waluty. To tak jakby nagle euro podrożało względem złotego o ponad 10 groszy w ciągu dwóch dni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
  • 14:30 – Kanada – PKB.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Niraj Sood nowym prezesem CGI w Finlandii, Polsce i krajach bałtyckich

CGI (TSX: GIB.A) (NYSE: GIB), jedna z największych na świecie niezależnych firm świadczących usługi doradztwa IT i biznesowego, ogłasza mianowanie Niraja Sooda na stanowisko Prezesa operacji CGI w Finlandii, Polsce i krajach bałtyckich, ze skutkiem od 1 października 2025 r. Sood będzie kierował zespołem ponad 4300 pracowników w pięciu krajach, przy rocznych przychodach przekraczających 850 milionów dolarów kanadyjskich. Zastąpi Leenę-Mari Lähteenmaa w ramach długoterminowego i kompleksowego planu sukcesji firmy. Lähteenmaa będzie pełniła funkcję Prezesa do 30 września 2025 r., a do końca roku kalendarzowego będzie pełniła rolę doradczą, po czym skupi się na pracy w radach nadzorczych.

Od czasu dołączenia do CGI w 2023 roku jako Senior Vice-President odpowiedzialny za naszą działalność w sektorze produkcyjnym w Finlandii, Niraj wykazał się zdolnością do wspierania wzrostu, doskonałości operacyjnej i transformacji technologicznej dla klientów – mówi Jean-Michel Baticle, CGI Chief Operating Officer and President, Western and Southern Europe. W Finlandii CGI jest liderem rynku usług IT i wspiera klientów w świadczeniu kluczowych usług dla obywateli i konsumentów. Cieszymy się, że to właśnie Niraj obejmie to stanowisko i będzie dalej umacniać naszą pozycję strategicznego partnera naszych klientów.

CGI to wiodąca firma doradcza w zakresie IT i biznesu oraz jeden z głównych pracodawców w Finlandii, Polsce i krajach bałtyckich. Nieustannie angażujemy się w przyciąganie nowych talentów do branży IT, wspieranie cyfryzacji w celu ulepszania usług dla obywateli oraz wykorzystywanie najnowszych technologii do wspierania rozwoju naszych klientów. Pomagamy klientom wykorzystywać cyfryzację i przekształcać szybki rozwój technologii w nowe możliwości wzrostu – mówi Niraj Sood. Jestem zaszczycony możliwością objęcia tej roli w tak dobrze zarządzanej i zyskownie rozwijającej się organizacji oraz kierowania zespołem tysięcy utalentowanych profesjonalistów, kontynuując budowanie wysokiego poziomu satysfakcji pracowników, który Leena-Mari wspierała przez ostatnie lata.

Z przyjemnością pracowałam w CGI przez ostatnie 17 lat, pełniąc różne funkcje kierownicze, w tym jako President of Finland, Poland and Baltics oraz CEO of CGI Suomi przez ostatnie pięć lat. Zdecydowałam się kontynuować moją karierę zasiadająca w radach nadzorczych oraz wspierając organizacje w ich cyfrowych transformacjach – mówi Leena-Mari Lähteenmaa. Jestem dumna z naszych osiągnięć w ostatnich latach i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział w mojej karierze zawodowej. Jestem przekonana, że Niraj będzie skutecznie kierował naszą organizacją ku pomyślnej przyszłości.

Czym jest lokata terminowa i dla kogo to dobre rozwiązanie?

W świecie finansów osobistych, gdzie nie brakuje skomplikowanych produktów inwestycyjnych, lokata terminowa pozostaje jednym z najbardziej przejrzystych i zrozumiałych sposobów oszczędzania. Jej działanie jest proste, ryzyko niskie, a przewidywalność – wysoka. Właśnie dlatego nadal cieszy się dużym zainteresowaniem wśród osób szukających bezpiecznego miejsca na swoje pieniądze. Czym dokładnie jest lokata terminowa i kto może na niej skorzystać?

Czym jest lokata terminowa?

Lokata terminowa to jeden z najprostszych i najbardziej przewidywalnych produktów oszczędnościowych dostępnych na rynku finansowym. Jej konstrukcja opiera się na umowie zawartej między klientem a bankiem, zgodnie z którą klient przekazuje środki na określony czas, a bank zobowiązuje się do ich zwrotu wraz z odsetkami po zakończeniu tego okresu.

Z reguły środki zdeponowane na lokacie są zamrożone, czyli niedostępne do wypłaty przed końcem terminu bez utraty wypracowanych odsetek. Istnieją oczywiście wyjątki, ale są to raczej produkty hybrydowe lub elastyczne, które nie spełniają wszystkich kryteriów klasycznej lokaty terminowej.

Dla kogo lokata terminowa będzie dobrym wyborem?

Lokata terminowa nie jest produktem dla każdego, ale wiele osób może skorzystać z jej zalet. Przede wszystkim sprawdzi się u tych, którzy:

  • nie planują korzystać z danej sumy pieniędzy przez kilka miesięcy lub dłużej,
  • oczekują bezpieczeństwa i stabilności zamiast wysokiego, ale niepewnego zysku,
  • chcą uporządkować swoje finanse i uniknąć impulsywnych wydatków.

W praktyce lokaty terminowe chętnie wybierają osoby, które budują rezerwę finansową, odkładają na konkretny cel – np. wakacje, remont, wkład własny na mieszkanie – lub po prostu chcą przechować oszczędności w sposób uporządkowany i bez ryzyka.

To także rozwiązanie dla tych, którzy dopiero rozpoczynają świadome zarządzanie swoimi finansami i szukają produktu prostego w działaniu, niewymagającego codziennego zaangażowania.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze lokaty terminowej?

Choć lokaty uchodzą za produkty „bezobsługowe”, to warto uważnie przyjrzeć się ich warunkom przed podjęciem decyzji. Kluczowe aspekty to:

Czas trwania lokaty

Lokaty terminowe dostępne są zazwyczaj w wariantach 3-, 6-, 12- lub 24-miesięcznych. Wybór odpowiedniego okresu powinien być uzależniony od tego, kiedy będziemy potrzebować środków oraz jaką kwotę chcemy zdeponować.

Oprocentowanie

Najlepiej wybierać lokaty ze stałym oprocentowaniem w skali roku – daje to jasność, ile wyniesie zysk z lokaty niezależnie od wahań rynkowych. Zmienna stopa procentowa może być atrakcyjna tylko w niektórych scenariuszach, np. w okresach rosnących stóp.

Warunki wcześniejszego zakończenia

W większości przypadków wcześniejsze zerwanie lokaty oznacza utratę wypracowanych odsetek. Z tego względu lokatę należy traktować jako produkt zamknięty na określony czas.

Konto bankowe i sposób założenia lokaty

Niektóre lokaty wymagają posiadania konta osobistego w danym banku, inne można założyć całkowicie online – przez specjalne platformy. Warto sprawdzić, czy bank wymaga dodatkowych produktów, czy wystarczy jednorazowa rejestracja.

Lokaty terminowe online – wygoda i bezpieczeństwo

Coraz większą popularność zdobywają lokaty dostępne wyłącznie online, bez konieczności wizyty w placówce banku. Przykładem takiego podejścia jest oferta Renault Banku, dostępna przez platformę Raisin – we współpracy z Mobilize Financial Services (https://www.mobilize-fs.pl/lokaty).

Oferta Renault Banku obejmuje kilka wariantów czasowych (np. 3, 6, 12 miesięcy), wszystkie z konkurencyjnym, stałym oprocentowaniem i bez konieczności zakładania dodatkowych produktów. Lokata obsługiwana jest w całości online, a środki są objęte francuskim systemem gwarancji depozytów (FGDR) do równowartości 100 000 EUR.

Dla osób, które cenią sobie wygodę, przejrzyste zasady i bezpieczeństwo – to bardzo atrakcyjne rozwiązanie.

Podsumowanie

Lokata terminowa to rozsądna propozycja dla tych, którzy chcą oszczędzać w sposób spokojny, zaplanowany i bez ryzyka. Dzięki swojej przewidywalności i stabilnym warunkom, doskonale sprawdza się jako narzędzie do zabezpieczenia środków na określony cel lub po prostu do przechowania nadwyżki finansowej.

Z kolei nowoczesne formy zakładania lokat – takie jak przez platformę Raisin we współpracy z Renault Bankiem – pokazują, że dziś można korzystać z tradycyjnych produktów w nowoczesny sposób: bez wychodzenia z domu, bez zbędnych formalności, w pełni online i z gwarancją bezpieczeństwa.

As Tempelman pokieruje Signify – decyzja Walnego Zgromadzenia w lipcu

  • As Tempelman dołączy do Signify 1 września 2025 roku.
  • Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie w sprawie powołania jego kandydatury do zarządu odbędzie się w lipcu tego roku.

Firma Signify, notowana na Euronext pod symbolem „LIGHT”, światowy lider w dziedzinie oświetlenia, ogłosiła, że As Tempelman zostanie nowym prezesem zarządu Signify od 1 września, pod warunkiem powołania go do zarządu. Do tego czasu, funkcję tymczasowego prezesa zarządu będzie pełnił Željko Kosanović.

„Jesteśmy zadowoleni z nominacji  Asa Tempelmana na stanowisko prezesa zarządu Signify. Jego wizja, energia oraz doświadczenie w realizacji celów zrównoważonego rozwoju, przy jednoczesnym kształtowaniu  kultury opartej na wysokiej efektywności i inkluzywności, uczyniły go oczywistym wyborem do poprowadzenia firmy ku przyszłości.” – podsumował Gerard van de Aast, przewodniczący Rady Nadzorczej Signify.

Z ponad 130-letnią historią, Signify zawsze było pionierem. Innowacja, pasja i cel, które definiują tę firmę, są niesamowite i właśnie to przyciągnęło mnie tutaj. Jestem bardzo podekscytowany dołączeniem do zespołu. Patrząc w przyszłość wierzę, że istnieje prawdziwa szansa na rozwój. Na budowanie na bazie dotychczasowych mocnych stron, odkrywanie nowych możliwości oraz kontynuowanie bycia liderem w branży oświetleniowej i nie tylko, poprawiając życie ludzi i społeczności na całym świecie.”  – dodał As Tempelman.

As Tempelman pełni obecnie funkcję prezesa zarządu firmy Eneco, działającego w Holandii, Belgii, Niemczech i Wielkiej Brytanii, w branży zrównoważonej energetyki. Pod jego kierownictwem Eneco zrealizowało ambitne cele biznesowe i klimatyczne, potrajając rentowność firmy od 2020 roku, jednocześnie redukując emisję gazów cieplarnianych o 40% w skali roku. Przed objęciem stanowiska w Eneco, As zajmował wysokie stanowiska kierownicze w firmie Shell, działając na rynkach Azji, Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Signify odbędzie się w lipcu 2025 roku. Akcjonariusze będą głosować nad powołaniem Asa Tempelmana do zarządu.

Jan Peths nowym Dyrektorem Generalnym Vorwerk Polska

Z dniem 1 maja 2025 roku Jan Peths objął stanowisko Dyrektora Generalnego polskiej spółki. Zastąpił na tym stanowisku Wojciecha Ćmikiewicza, który przepracował w zarządzie Vorwerk Polska łącznie 18 lat – najpierw jako Dyrektor Sprzedaży, a ostatnie 6 lat jako Dyrektor Generalny. Wojciech objął funkcję Senior Vice President of Sales w strukturach międzynarodowych Grupy, odpowiadając za rynki Beneluxu i Francji.

Jan Peths jest związany z Grupą Vorwerk od 2018 roku. Przed dołączeniem do organizacji zdobył bogate doświadczenie w zarządzaniu sprzedażą w firmach specjalizujących się w sprzedaży bezpośredniej. W Grupie początkowo pracował nad rozwojem rynku czeskiego, następnie zarządzał rynkami Wielkiej Brytanii i Irlandii, a od stycznia 2024 roku pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży Thermomix w Polsce. W tym czasie wykazał się doskonałym wyczuciem specyfiki polskiego rynku oraz umiejętnością motywowania sieci przedstawicieli handlowych.

To dla mnie zaszczyt przejąć kierowanie Vorwerk Polska w tak ważnym momencie – roku jubileuszu 30-lecia obecności firmy na polskim rynku oraz premiery rewolucyjnego modelu Thermomix TM7. Moim priorytetem będzie kontynuowanie budowania silnej pozycji marek Thermomix i Kobold na polskim rynku.”- podkreślił Jan Peths.

Kolejny miesiąc dezinflacji w Polsce, ale raczej nie przyspieszy obniżki stóp

Wstępny szacunek inflacji konsumenckiej w maju wyniósł 4,1 proc. r/r względem oczekiwań rynkowych na poziomie 4,2 proc. W ujęciu miesięcznym inflacja spadła o 0,2 proc. względem konsensusu rynkowego na poziomie wzrostu o 0,1 proc.

W maju głównym czynnikiem dezinflacyjnym były paliwa (paliwa do prywatnych środków transportu), których cena w ujęciu rocznym spadła o 11,4 proc., a w ujęciu miesięcznym spadek wyniósł 3,7 proc.

Wstępne dane z maja pokazują kolejny miesiąc dezinflacji, dane natomiast nie są na tyle przełomowe, by przyspieszyć kolejną obniżkę stóp procentowych, której rynek spodziewa się w lipcu. W lipcu powinniśmy zobaczyć skokowy spadek inflacji między innymi z uwagi na efekt bazy – częściowego odmrożenia cen nośników energii w lipcu zeszłego roku.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Gold plating a unijne dyrektywy – kiedy dobra wola staje się ciężarem dla biznesu

Gold plating to zjawisko znane nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Oznacza ono sposób transponowania dyrektyw europejskich do prawa krajowego. Często zamiast wdrażać dyrektywy przez „kopiowanie” przepisów, dodawane są dodatkowe regulacje – co prowadzi do ich nadmiernego skomplikowania. W rezultacie Polska staje się mniej atrakcyjna w porównaniu z innymi krajami, które nie wprowadzają takich obostrzeń. Dodatkowo, gold plating generuje koszty dla biznesu. Takie regulacje pogarszają konkurencyjność polskich firm w stosunku do ich zagranicznych odpowiedników. Przykładowo, jeśli w Polsce wymagana jest zgoda na członkostwo w zarządzie towarzystwa funduszy inwestycyjnych, a w innych krajach nie – to zniechęca to do zakupu lub zakładania takich towarzystw w Polsce. W rezultacie inwestycje mogą trafiać do innych krajów, co znamionuje arbitraż regulacyjny.

Na rynku kapitałowym zidentyfikowaliśmy prawie 60 przypadków nadmiarowych regulacji krajowych w odniesieniu do przepisów unijnych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jacek Socha, Koordynator Projektu w Inicjatywie SprawdzaMY Rafała Brzoski. – Co chcemy w przyszłości osiągnąć? Planujemy wprowadzenie rozwiązań stosowanych w niektórych krajach, takich jak Francja czy Wielka Brytania, w których prawo jasno określa, że implementacja dyrektyw powinna odbywać się zgodnie z ich treścią – a wyjątki dopuszczalne są tylko w przypadkach związanych z bezpieczeństwem kraju. Uzgodniliśmy również, że rząd będzie proponować, aby w ocenie skutków regulacji zamieszczono dokładne informacje wskazujące na zgodność danej regulacji z wymogami unijnymi – bez nadmiernych obostrzeń. Naszą zasadą ma być implementacja przepisów unijnych na poziomie, który wynika z dyrektyw – bez dodatkowych ograniczeń, które nie zostały przyjęte na poziomie unijnym. Nie rozumiem, dlaczego w dzisiejszych czasach, w tym także w działalności Komisji Nadzoru Finansowego, pojawiają się takie zapisy. Rozwój polskiego rynku kapitałowego jest przez to znacznie wolniejszy niż powinien być – ocenia Jacek Socha.