GoodMills Polska uruchamia nową linię przemiałową w Kutnie – inwestycja za ponad 25 mln euro

W zakładzie GoodMills Polska w Kutnie zakończono rozbudowę linii przemiałowej, co stanowi istotny etap w realizacji strategii rozwoju firmy. Inwestycja o wartości 25,1 mln euro pozwoliła na podwojenie zdolności produkcyjnych tego młyna i zwiększenie jego znaczenia w strukturze całej Grupy GoodMills. Zakład stał się największym w grupie i jednym z największych obiektów tego typu w Polsce.GoodMills

Większa moc przemiałowa i rozbudowa infrastruktury

Nowy młyn pszenny, uruchomiony w zakładzie przy ul. Chopina 29, zwiększył dobową zdolność przemiałową z 440 do 880 ton, co przekłada się na roczną wydajność na poziomie około 280 tys. ton. Po zakończeniu inwestycji łączna zdolność produkcyjna GoodMills Polska osiągnęła 780 tys. ton rocznie – wcześniej było to 640 tys. ton.

W ramach inwestycji powstały nowe powierzchnie produkcyjne oraz towarzysząca im infrastruktura. Rozbudowano m.in. silosy mączne (z 960 do 4060 ton pojemności) i zwiększono wydajność systemu załadunku mąki z 25 do 100 ton na godzinę. Usprawnienia te mają na celu poprawę efektywności logistyki i zaopatrzenia odbiorców przemysłowych.

Zastosowanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych

Nowa linia została zaprojektowana w oparciu o technologie szwajcarskiej firmy Bühler, znanej w branży młynarskiej. Dzięki temu obie linie produkcyjne w Kutnie są technologicznie spójne, co ma znaczenie z punktu widzenia organizacji pracy i utrzymania jakości.

W zakładzie uruchomiono również laboratoria zbożowe i mączne, wyposażone w automatyczny system poboru prób firmy Phaeton – pierwszy tego typu w Polsce. Zmodernizowano również obiekty administracyjne i socjalne.

Aspekty środowiskowe i bezpieczeństwo

W trakcie rozbudowy uwzględniono kwestie związane z efektywnością energetyczną i ochroną środowiska. Ciepło ze sprężarek wykorzystywane jest do ogrzewania laboratorium, a na terenie zakładu powstał zbiornik na wodę deszczową.

Zwiększono także poziom zabezpieczeń – obiekt wyposażono w system monitoringu, w tym kamery termowizyjne i oprogramowanie wykrywające obecność osób na granicy terenu zakładu. Wprowadzono także dodatkowe zabezpieczenia przeciwpożarowe, w tym nowy zbiornik oraz sieć hydrantów.

Rozbudowa zakładu w Kutnie wiąże się również z lokalnymi skutkami gospodarczymi – liczba pracowników wzrosła z 45 do 56 osób, a firma współpracuje z lokalnymi podwykonawcami i dostawcami. Zakład ma obecnie istotne znaczenie nie tylko dla GoodMills Polska, ale także dla lokalnego rynku pracy i infrastruktury logistycznej.

Kolejne plany inwestycyjne

GoodMills Polska zapowiada kolejną inwestycję – budowę piątego młyna w Polsce, tym razem we wschodniej części kraju. Jak podkreśla zarząd spółki, przygotowania do realizacji tego projektu są już zaawansowane.

Wzrost zainteresowania inwestorów kryptowalutami. Z czego wynika?

Kryptowaluty istnieją od nieco ponad 15 lat. Początkowo zainteresowaniem nimi było niewielkie i ograniczało się do osób pochodzących z kręgów gamingowych, IT i technologicznych. Z czasem na waluty wirtualne zwrócili uwagę przedstawiciele świata finansów i inwestorzy, którzy zaczęli traktować je jako atrakcyjne aktywa do lokowania swoich oszczędności. Obecnie inwestycje w Bitcoina lub podobne instrumtny nikogo nie dziwi. Co więcej, liczba osób kupujących kryptowaluty rośnie na całym świecie. Dowiedz się zatem, z czego wynika wzrost zainteresowania inwestorów kryptowalutami.

Kryptowaluty alternatywą dla klasycznych inwestycji w niepewnych czasach

Kilka ostatnich lat przyniosło niemałe zmiany na świecie i zawirowania, które na zawsze zmieniły światową gospodarkę. Pandemia spowodowała przerwanie łańcuchów dostaw, a konflikt zbrojny w Europie doprowadził do wysokiej inflacji na Starym Kontynencie. Ponadto zwiększyło się zagrożenie ze strony gospodarki chińskiej, która nie podlega wielu regulacjom klimatycznym i jakościowym, przez co może produkować więcej i taniej niż kraje z półkuli północnej. Wyzwaniem dla gospodarek w różnych krajach na świecie jest także populistyczna polityka, która wpływa na gwałtowne wahania na giełdzie i spadek zaufania inwestorów do rządów centralnych.

W dzisiejszych czasach inwestorzy są bardzo wyczuleni na wszelkie sygnały płynące z gospodarki. Niedoświadczeni mogą poddawać się emocjom, jednak gracze, którzy inwestują od lat, wiedzą, kiedy powinni zareagować sprzedając lub kupując określone aktywa. Co ciekawe, w obu grupach inwestorów rośnie zainteresowanie kryptowalutami. Wielu z nich śledzi np. bitcoin cfd plus500 i inwestuje część kapitału w kontraktach krótkoterminowych. Dlaczego tak się dzieje? Co skłania inwestorów do zakupu kryptowalut?

Kryptowaluty nie podlegają pod bank centralny

Zainteresowanie inwestorów kryptowalutami częściowo wynika z faktu, iż aktywa tego typu nie podlegają pod bank centralny. Instytucje takie jak Narodowy bank Polski nie mają nad nimi żadnej kontroli, dlatego nie mogą kształtować ich kursów, regulować cen ich sprzedaży, ani maksymalnych kwot, które można przeznaczyć na zakup wirtualnych pieniędzy bez konieczności uiszczania podatku. Kryptowaluty opierają się na zdecentralizowanym systemie na całym świecie, dlatego ich wartość kształtuje wyłącznie popyt i podaż.

Brak regulacji kryptowalut przez banki centralne to z jednej strony powód do radości, z drugiej czynnik zwiększający niepokój u inwestorów. Zdecentralizowana sprzedaż, brak opodatkowania i łatwość przeprowadzania transakcji zachęcają do kupowania aktywów w takiej formie, gdyż usprawnia w szczególności zawieranie kontraktów jednodniowych. Dodatkowo waluty wirtualne można wykorzystać do opłacania różnych transakcji w Internecie, a także wypłacać w bankomatach na całym świecie w lokalnej walucie. Niepokój związany z inwestycją wynika głównie z powodu niepełnej znajomości zasad związanych z transakcjami tego typu i bezpiecznym przechowywaniem zakupionych aktywów.

Alternatywne inwestycje na niepewne czasy

W ostatnich latach doszło do zaburzenia światowego porządku i ograniczenia zaufania do giełdy. Dotyczy to w szczególności giełdy amerykańskiej, które podlega ciągłym wahaniom z powodu wojny celnej i chaotycznych decyzji administracji Donalda Trumpa. Z kolei giełdy w Europie coraz częściej nie zapewniają atrakcyjnej stopy zwrotu dla inwestorów. W przypadku kryptowalut decyzje polityczne nie mają większego znaczenia, a ewentualne konflikty i kryzysy jedynie wzmacniają popyt. Dzięki kryptowalutom inwestorzy mogą efektywniej dywersyfikować kapitał i dbać o bezpieczeństwo portfela finansowego, chroniąc się przed utratą wszystkich środków w przypadku załamania giełdy lub notowań różnych funduszów inwestycyjnych.

Nastroje inwestorów i trendy na rynku nieruchomości w Polsce 2025 r.

Rynek nieruchomości w Polsce pozostaje w fazie oczekiwania na kluczowe impulsy inwestycyjne, zauważa Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz. – Nadal mocno wyczuwalna jest potrzeba obecności i oczekiwanie na inwestorów typu core i core plus, którzy mogliby zapewnić stabilizację oraz rozwój projektów o niskim profilu ryzyka. Obserwujemy jednocześnie duże zainteresowanie zakupem gruntów pod zabudowę mieszkaniową w największych miastach, z których każde charakteryzuje własna specyfika, dlatego analizy należy przeprowadzać lokalnie, w odniesieni do konkretnego regionu – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Deweloperzy na coraz większą skalę poszukują możliwości adaptacji starszych budynków i zmiany ich funkcji, co wynika zarówno z ograniczonej dostępności gruntów, jak i rosnącego znaczenia zrównoważonego rozwoju w podejściu do inwestycji. W praktyce działania w tym obszarze hamuje wciąż niedostatecznie przejrzyste i nieelastyczne otoczenie prawne. Uczestnicy rynku zgodnie wskazują na potrzebę poprawy regulacji, co przyczyniłoby się do pobudzenia podaży, szczególnie w kontekście projektów mieszkaniowych – przyznaje. – W segmencie biurowym natomiast rynek oczekuje głównie spadku kosztów finansowania, co umożliwiłoby powrót do Polski inwestorów z Europy Zachodniej oraz Azji. Obecny poziom stóp procentowych i niepewność makroekonomiczna pozostają barierami dla większej aktywności kapitałowej w tym sektorze – zaznacza Bartłomiej Zagrodnik.

Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory w Walter Herz potwierdza, że podczas wydarzenia niezmiennie widoczne było wyraźne zainteresowanie inwestorów dobrze zlokalizowanymi gruntami pod zabudowę mieszkaniową. – Wiele firm deweloperskich i podmiotów inwestycyjnych deklaruje gotowość do zawierania transakcji. Z licznych, przeprowadzonych rozmów z uczestnikami FRN wynika, że utrzymuje się duży popyt na dobrze przygotowane grunty mieszkaniowe. Inwestorzy są gotowi do działania, pod warunkiem zapewnienia stabilnych warunków i sprawnego otoczenia administracyjnego. Jednak tempo wydawania decyzji administracyjnych, szczególnie jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, pozostaje wciąż kluczowym wyzwaniem w procesie wprowadzania na rynek nowych projektów. Usprawnienie pracy jednostek administracyjnych pozwoliłoby firmom zwiększyć płynność działania – wskazuje Emil Domeracki.

Podkreśla jednocześnie, że mimo trudności inwestorzy zagraniczni intensyfikują aktywność transakcyjną w Polsce. – W obliczu skomplikowanych procedur administracyjnych i często niespójnych zmian w przepisach planistycznych, preferują dziś mniejsze, bezpieczne projekty w największych miastach wojewódzkich. Stąd lokalne kompetencje i znajomość rynków regionalnych nabiera obecnie decydującego znaczenia w budowaniu zaufania i trwałych relacji z inwestorami. Aktualnie prowadzimy i nadzorujemy procesy administracyjne dla kilku nowych, mniej znanych inwestorów z regionu Morza Bałtyckiego, a także z Turcji i Węgier. Obecność tego kapitału jest potwierdzeniem, że Polska nadal pozostaje atrakcyjnym rynkiem do inwestycji – przyznaje.

Jak informuje Damian Karkosiński, Investment and Acquisition Specialist w Walter Herz, duże zainteresowanie gruntami pod zabudowę wielorodzinną mieszkaniową idzie w parze z gotowością do zawierania szybkich transakcji. – Obecne warunki rynkowe wciąż wymagają ostrożności inwestorów. Oczekiwane, dalsze obniżki stóp procentowych stanowiłyby istotny impuls dla potencjalnego ożywienia tempa sprzedaży mieszkań. Zdaniem analityków, biorących udział w Forum, ceny mieszkań pozostaną stabilne, wykazując tendencje wzrostowe w średnim terminie. Istotną rolę w przypadku rynku mieszkaniowego mógłby odegrać powrót inwestorów indywidualnych, którzy lokują kapitał w nieruchomości nabywane za gotówkę. W dłuższym horyzoncie coraz większy wpływ na koniunkturę w sektorze będą miały czynniki demograficzne, w tym struktura popytu i potrzeby mieszkaniowe młodego pokolenia. Nie bez znaczenia pozostają również decyzje legislacyjne i kierunek polityki mieszkaniowej. W tym, ewentualne próby nałożenia podatku od posiadania wielu nieruchomości mogą mieć znaczący wpływ na wyhamowanie aktywności inwestycyjnej w tym segmencie.

RPP może zaskoczyć już w lipcu – inflacja bazowa daje argumenty

Dane o inflacji bazowej zgodnie z oczekiwaniami pokazują spadek. Rosną zatem szanse, że na lipcowym posiedzeniu dojdzie do obniżek stóp. Izraelski rynek okazał się teflonowy, mimo walk nie ma negatywnego wpływu. Japonia utrzymała stopy procentowe.

Inflacja nie zaskakuje

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej, czyli tej bez cen żywności oraz energii – wynosi 3,3%. Oznacza to, że jest to odczyt o 0,7% niższy od standardowego wskaźnika CPI liczonego przez cały koszyk konsumentów. Dane te były zgodne z przypuszczeniami. Potwierdza to tylko prognozy analityków, że we wrześniu należy oczekiwać obniżek stóp procentowych w Polsce. Teoretycznie decyzja ta mogłaby zapaść wcześniej, ale w sierpniu nie ma posiedzenia. Z drugiej strony lipcowe spotkanie wydaje się zbyt wczesnym terminem. Są jednak analitycy, którzy przewidują, że w tym miesiącu może dojść do cięcia stóp procentowych o 0,25%. Taki ruch spowodowałby najprawdopodobniej osłabienie polskiej waluty.

Co z tym Izraelem?

Rynki wyraźnie zakładają, że w obecnej konfrontacji z Iranem to Izrael wyjdzie obronną ręką. Część inwestorów bała się, że otwarty konflikt i irańskie ataki mogą wpłynąć negatywnie na giełdę. Oczekiwanie to nie wytrzymuje jednak konfliktu z danymi. Indeks TA 35, główny wskaźnik giełdy Tel Awiw osiągnął bowiem dzisiaj rekord wszechczasów. Poprzedni miał wczoraj. Jak widać taktyczne uderzenie tuż po zamknięciu notowań (Izrael ma wolne piątki i pracujące niedziele) pozwoliło tamtejszemu parkietowi otworzyć się dopiero 2 dni po pierwszych atakach. Giełda nie reagowała już wówczas strachem, widząc sukcesy militarne. Do łask wraca też izraelska szekla. ILS względem euro jest już powyżej poziomów sprzed ataku. Względem dolara jest też na poziomach sprzed czwartkowego votum zaufania i wyjścia jednego z koalicjantów z rządu. Widać zatem, że inwestorzy uważają, że czeka nas wyciszenie konfliktu.

Japonia nie zmienia stóp procentowych

W nocy poznaliśmy decyzję Banku Japonii w sprawie stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 0,5%. W większości państw stopy na takich poziomach to efekt długiego cyklu obniżek, często w celu uniknięcia kryzysu. Jednak Japonia ostatni raz tak wysokie wskaźniki jak teraz miała w 2008 roku. Pokazuje to, w jak odmiennych warunkach względem naszych, podejmuje decyzje ten bank centralny. Informacja o utrzymaniu stóp procentowych była zgodna z oczekiwaniami rynków, stąd brak reakcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ile wydamy na wakacje w 2025 roku? Średnio 1761 zł na osobę – to więcej niż rok temu

W obliczu rosnących kosztów życia i niepewności gospodarczej Polacy wciąż muszą zachować rozwagę w planowaniu wakacyjnych wydatków. W tym roku przeciętne gospodarstwo domowe wyda na nie 4 401,70 zł, czyli o niecałe 2 proc. i 67 zł więcej niż rok temu. Jednocześnie średni wakacyjny rachunek na osobę wyniesie 1 761 zł – to o 27 zł i niecałe 2 proc. więcej niż w 2024 r.

Polacy wciąż ostrożne podchodzą do wakacyjnych wydatków. Jednak mimo utrzymujących się barier finansowych wielu planuje letni wypoczynek, starannie dostosowując budżet do realiów cenowych – wynika z raportu Wakacyjny Portfel Polaków 2025, przygotowanego przez Związek Banków Polskich.

Wakacje są coraz droższe

W 2025 r. Polacy planują wydać na wakacje nieco więcej niż rok temu. Średnia deklarowana kwota wydatków na letni wypoczynek w przeliczeniu na osobę wyniesie 1 761 zł, czyli o 27 zł i niecałe 2 proc. więcej niż w 2024 r. W przypadku gospodarstw domowych planowany budżet to średnio 4 401,7 zł. Kwota ta jest o 67,3 zł wyższa niż w ubiegłym roku i aż o 1006 zł wyższa niż trzy lata temu.

To pokazuje, że choć skala wzrostu wydatków wyhamowała, to Polacy nie zamierzają rezygnować z wypoczynku i zakładają większe wydatki niż w ubiegłym roku. Co więcej – coraz większą wagę przywiązują do planowania wakacyjnego budżetu i bezpieczeństwa finansowego podczas podróży. W tym roku znowu królują kierunki dobrze znane i sprawdzone takiej jak Bałtyk, Mazury i polskie góry, choć ich ceny momentami dorównują zagranicznym kurortom komentuje dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Komunikacji i PR, Związek Banków Polskich.

Polacy najchętniej spędzają urlop w kraju – w tym roku taką opcję wybiera 58 proc. respondentów (o 2 p.p. więcej niż w 2024 r.). Wakacje za granicą planuje 23 proc. badanych (o 1 p.p. mniej niż w 2024 r.), podczas gdy 13 proc. deklaruje pozostanie w domu, a 6 proc. jeszcze nie podjęło decyzji.

Choć koszty wakacji rosną, pozostajemy ostrożni w kwestii finansowania letniego wypoczynku. Aż 60 proc. respondentów zdecydowanie nie planuje sięgać po kredyt ani pożyczkę na wakacje, a 22 proc. raczej nie rozważa takiego kroku. To oznacza, że łącznie aż 82 proc. ankietowanych zamierza sfinansować urlop z własnych środków. W ubiegłym roku odsetek ten był na takim samym poziomie.

Propozycje na każdą kieszeń

W tegorocznej edycji raportu oszacowano także koszty tygodniowego urlopu dla czteroosobowej rodziny w trzech wariantach cenowych – do 5 tys., do 10 tys. i do 15 tys. zł – tak by każdy mógł wybrać opcję dopasowaną do swojego budżetu.

W najtańszej wersji przygotowano zestawienie cenowe dla urlopu na Mazurach. Tygodniowy nocleg, w zależności o wybranego obiektu, kosztuje tu od ok. 990 do 3 130 zł. Aby pokazać realne koszty wyżywienia, autorzy raportu zebrali średnie ceny popularnych i stosunkowo niedrogich dań i napojów serwowanych w lokalnych restauracjach. Przykładowy paragon za obiad dla czteroosobowej rodziny na Mazurach wynosi 275,54 zł. W przypadku atrakcji dużo zależy od indywidualnych preferencji. Kierunek ten oferuje wiele darmowych aktywności, ale także sporo odpłatnych takich jak parki linowe, spływy kajakowe, czy parki wodne, za które trzeba zapłacić od 150 do 233 zł.

W wariancie do 10 tys. zł autorzy raportu zaproponowali pobyt nad Bałtykiem. W kalkulacjach uwzględniono podróż pociągiem z Krakowa do Gdańska, zakwaterowanie w apartamencie oraz standardowe wakacyjne wydatki takie jak jedzenie, atrakcje i drobne przyjemności. Tygodniowy pobyt w apartamencie w Gdańsku, kosztuje około 4 681 zł, podczas gdy w ubiegłym roku było to 3 553 zł, co oznacza wzrost o 1 018 zł r/r. Równocześnie szacunkowy koszt wyżywienia z uwzględnieniem wyjść do restauracji i drobnych przekąsek wynosi 2 100 zł, czyli o 200 zł więcej niż w 2024 r. Do tego należy dodać wydatki na atrakcje, które są zróżnicowane i w zależności od preferencji wyniosą od 800 do 1 000 zł za tydzień.

W ostatnim wariancie z budżetem do 15 tys. zł przeanalizowano koszty wakacji za granicą w obiektach typu all inclusive. W raporcie przyjrzano się najczęściej wybieranym kierunkom takim jak Egipt, Grecja czy Hiszpania. I tak, tygodniowy pobyt dla czteroosobowej rodziny z pełnym wyżywieniem w Egipcie kosztuje około 13 580 zł. Nieco więcej zapłacimy za pobyt w Grecji – około 13 923 zł – oraz w Hiszpanii – około w 13 958 zł. Warto wziąć pod uwagę, że w porównaniu z ubiegłym rokiem ceny za pobyt w Egipcie znacząco wzrosły (o ok. 4 080 zł), a w Hiszpanii zmalały (aż o 5 828 zł).

White Stone Development z nową dynamiką: mieszkaniówka i Co-Living napędzają rozwój, biura na marginesie

Grupa White Stone Development (WSD) zakończyła 2024 rok z silnymi wynikami finansowymi, potwierdzając swoją strategiczną transformację. Przy przychodach rzędu 291 mln zł, wzroście o 11% r/r i zysku przekraczającym 26 mln zł, spółka nie tylko umacnia swoją pozycję w segmencie mieszkaniowym, ale także konsekwentnie buduje fundamenty pod rozwój rynku Co-Livingu. Jak wskazują dane, to właśnie inwestycje mieszkaniowe i dedykowane projekty na wynajem stają się dziś kluczowymi filarami jej działalności.

Eksplozja przychodów z mieszkaniówki. Sprzedaż ponad 400 lokali

W 2024 roku segment mieszkaniowy wygenerował przychody na poziomie 160 mln zł, co oznacza dziesięciokrotny wzrost względem roku poprzedniego. Jak zaznacza Anna Suchodolska, współprezes WSD: – „Przychody rozpoznawane są tylko w odniesieniu do lokali, których notarialne zbycie na rzecz klientów nastąpiło w okresie sprawozdawczym”.

To efekt uruchomienia sprzedaży gotowych mieszkań w inwestycjach Zamienie i Józefosław. W ciągu roku zawarto umowy notarialne na sprzedaż około 400 lokali. Dodatkowo podpisano umowy na kolejne 150 mieszkań, które zostaną rozpoznane w wynikach przyszłych okresów.

Ten skok sprzedażowy miał miejsce mimo niełatwego otoczenia rynkowego – wysokich cen mieszkań, kosztów kredytów hipotecznych, niepewności politycznej oraz ograniczonej podaży gruntów. – „Bardzo ważnym parametrem w segmencie inwestycji mieszkaniowych jest postęp w zakresie realizacji projektów oraz skala zawieranych umów deweloperskich i przedwstępnych, które jednak nie znajdują odzwierciedlenia w sprawozdaniach finansowych sporządzanych zgodnie z polskimi przepisami” – dodaje Suchodolska.

Nowe inwestycje i plany na 2025

W 2024 r. uruchomiono IX etap osiedla „Zielone Zamienie” oraz finalną fazę inwestycji Ornament w Szczecinie – oba projekty zostały objęte bankowym finansowaniem. W bieżącym roku (2025) Grupa szykuje się do rozpoczęcia kolejnych inwestycji w Zamieniu (X etap), Warszawie i Szczecinie, jednocześnie prowadząc analizy zakupu nowych terenów pod zabudowę.

Co-Living – nowy fundament działalności

Coraz większą rolę w strategii WSD odgrywa segment Living & Co-Living. Przełomowym momentem było podpisanie we wrześniu 2024 roku umowy sprzedaży części działki inwestycyjnej na warszawskich Bielanach. Działka przeznaczona jest pod budowę budynku z mieszkaniami na wynajem dla funduszu PRS, a Grupa WSD odpowiada za kompleksowe zarządzanie procesem budowlanym i wykończeniowym.

To największa pojedyncza transakcja w historii firmy, o wartości przekraczającej 200 mln zł – zarazem największa tego typu umowa w Polsce w tym segmencie. Przychody z tej działalności w 2024 roku wyniosły 2,8 mln zł, jednak główna część realizacji ruszyła dopiero w listopadzie – co zapowiada większe wpływy w 2025 r.

Wyjście z biur: koniec ery Celebro i Cybernetyki

W odpowiedzi na zmieniające się trendy – spadek zapotrzebowania na powierzchnie biurowe, popularyzację pracy zdalnej oraz zmniejszenie dostępności finansowania – Grupa zdecydowała się wyciszyć działalność komercyjną. W 2023 roku sprzedano biurowce Celebro i działkę przy ul. Cybernetyki w Warszawie. Obecnie jedyną aktywną nieruchomością komercyjną w portfelu jest Fort Mokotów, który po rewitalizacji i niemal pełnej komercjalizacji wspiera wizerunek firmy. Przychody z tego segmentu w 2024 roku wyniosły około 10 mln zł.

Spadek przychodów budowlanych po sprzedaży SPS

W segmencie budownictwa i technologii Grupa wygenerowała 116 mln zł przychodów, co jest wynikiem niższym niż w latach poprzednich. Spadek ten jest naturalnym efektem sprzedaży w 2023 roku spółki SPS Construction Sp. z o.o., która wcześniej generowała znaczną część obrotów. Obecnie WSD posiada w strukturze wykonawczej jedynie spółkę MAAT4.

Wiarygodność finansowa i niższe zadłużenie

W lutym 2024 roku Grupa przeprowadziła emisję obligacji o wartości 25 mln zł, z marżą WIBOR 3M + 4,4%. – „Odsetki od obligacji naszej spółki były zawsze wypłacane w terminie, nigdy nie odnotowano przypadku naruszenia warunków emisji” – zaznacza zarząd WSD. Silny popyt potwierdza wysoka stopa redukcji przekraczająca 70%.

Od wejścia na rynek długu Grupa wyemitowała obligacje o łącznej wartości 198,5 mln zł, z czego 167,5 mln zł było notowanych na Catalyst. Do tej pory spłacono 127 mln zł, w tym 96 mln zł z obligacji notowanych. Po emisji z lutego 2024 roku w obrocie pozostaje 71,5 mln zł i – co istotne – w 2025 roku nie przypadają żadne zapadalności.

Eksperci podkreślają, że po sprzedaży aktywów biurowych i spółki wykonawczej, Grupa wykazuje dziś wyraźnie niższy poziom zadłużenia niż do połowy 2023 r.

Jesienią decyzja TSUE w sprawie WIBOR. Konsumenci w stanie wyczekiwania

„Złotówkowicze” jeszcze nie szturmują sądów i prawników. Ekspert mówi o wyczekiwaniu na wyrok TSUE.

Eksperci nie mają wątpliwości, że bez jasnego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ma szans na to, by temat nieuczciwie ptraktowanych przez banki konsumentów rozwiązać z korzyścią dla nich. Do rozstrzygnięcia zostały kwestie dotyczące informowania kredytobiorców o ryzyku zmiennego oprocentowania czy zagadnienia związane z prawami konsumenta. – Szanse na uzyskanie pozytywnego wyroku i nowych warunków umowy kredytowej dla „WIBORwoców” oceniam wysoko, ale ten temat potrzebuje jeszcze cierpliwości – mówi mec. Marek Jarosiewicz, adwokat i ekspert gospodarczy.

Zmiana, która wygenerowała wiele ludzkich tragedii

W temacie orzecznictwa dotyczącego WIBORu interesy poszczególnych grup zainteresowanych tematem wydają się dość sprzeczne. Kredytobiorcy przekonują, że WIBOR nie jest oparty na realnych transakcjach międzybankowych, a jego ustalanie jest nieprzejrzyste dla konsumentów oraz, że zostali wprowadzeni w błąd. Przedstawiciele banków przekonują, że WIBOR jest zgodny z prawem i spełnia wymogi regulacyjne. Jak zachowują się więc sądy? Prawnicy mówią o „pierwszych jaskółkach”, ale jednocześnie dużej niepewności w tym temacie. Wiele sądów wstrzymuje postępowania w sprawach WIBOR do czasu wydania orzeczenia przez TSUE.

– W tej chwili trochę „wiemy, że nic nie wiemy” i to wyczekiwanie do września wciąż pozostanie z nami. Dopiero stateczne rozstrzygnięcia będą mieć większe znaczenie dla konsumentów, tak było w przypadku spraw frankowych – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

Rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będą mieć miejsce we wrześniu. Pytań i wątpliwości w tym zakresie jest jeszcze wiele.

– Wysłuchane mają być stanowiska wszystkich stron. Trybunał widzi potrzebę wyjaśnienia wielu kwestii. Banki zgłaszają wątpliwość, co do tego czy prawidłowość WIBORu podlega dyskusji na szczeblu krajowym i lokalnych praw konsumenckich. Kolejna sprawa dotyczy informowania przez banki o tym, jak WIBOR działa, a wielu klientów nie miało świadomości jak mogą wzrosnąć ich zobowiązania. To były wielkie tragedie ludzkie i wzrosty zobowiązań nawet o kilkaset procent. To doprowadzało do sprzedaży nieruchomości, upadłości konsumenckich czy innych sytuacji związanych z życiowymi dramatami konsumentów – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

„Stan wyczekiwania”

Konsumenci są zainteresowani przyszłością kredytów o zmiennej stopie procentowej opartej na WIBORZe, ale jednocześnie wielu obawia się dużego zaangażowania w temat, który może okazać się niemożliwy do wygrania.

– Pytań w tych tematach jest całkiem sporo, ale powszechniejsze jest wyczekiwanie na decyzje Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeżeli to rozstrzygnięcie będzie pozytywne to spodziewam się lawiny spraw analogicznej do lawiny z czasów szczytu zgłoszeń od frankowiczów – dodaje mecenas Jarosiewicz.

W opinii prawników sytuacja jest niejednoznaczna i bez jasnego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a jednocześnie przy silnym lobbingu bankowym trudno spodziewać się regularnego orzecznictwa na korzyść konsumentów. Banki przekonują, że WIBOR jest prawidłowym wskaźnikiem referencyjnym, a konsumenci byli informowani o ryzyku.

Prawnicy przekonują, że „WIBORowcy” i „złotówkowicze” mają przestrzeń do walki, a im wcześniej sprawy będą rozpatrywane przez sądy, tym łatwiej będzie egzekwować prawa konsumentów, gdy okaże się, że orzeczenie TSUE będzie korzystne dla osób uznających, że raty kredytowe wzrosły im bezprawnie.

Ceny paliw w Polsce pójdą w górę – do 20 groszy za litr już w tym tygodniu

Napięcie na Bliskim Wschodzie wciąż oddziałuje na ceny ropy naftowej na świecie. Po gwałtownym wzroście cen w zeszłym tygodniu, wczoraj mimo trwającego konfliktu notowania ropy WTI spadły o około 2 proc. Był to efekt pojawiających się informacji o możliwej deeskalacji. Początkowo ceny ropy spadły nawet o 4,5 proc., by potem ponownie wzrosnąć. W tym tygodniu możemy się spodziewać pierwszych podwyżek cen paliw na polskich stacjach do 20 groszy na litrze. Dalszy wzrost światowych cen ropy może utrudnić walkę z inflacją i opóźnić obniżki stóp procentowych.

Po informacji o możliwej deeskalacji konfliktu Izrael–Iran, ceny ropy WTI spadały wczoraj na globalnych giełdach o 4,5 proc. Po spadkach cena zaczęła jednak ponownie rosnąć, dzień zakończył się ostatecznie spadkiem o około 2 proc. To niewielki ruch w dół w porównaniu do zeszłotygodniowych wzrostów po wybuchu konfliktu. W czwartek 13 czerwca cena ropy Brent wzrosła w ciągu dnia aż o 13 proc., był to największy skok od początku wojny w Ukrainie w 2022 roku. Ostatecznie dzień zakończył się wzrostem o 7 proc.

Czy ropa pozostanie droga na dłużej? Niekoniecznie. Choć rynki zareagowały nerwowo na ostatnie wydarzenia, fundamenty nie wskazują na trwały kryzys podażowy. Globalny popyt na ropę utrzymuje się na stabilnym poziomie, a OPEC+ już wcześniej ograniczał wydobycie. Kluczowe jest jednak to, że wciąż dostępna pozostaje znacząca rezerwa mocy produkcyjnych, głównie w Arabii Saudyjskiej, sięgająca 4 mln baryłek dziennie. Dla porównania, cała produkcja Iranu to około 3 mln baryłek. To właśnie ta rezerwa działa jak poduszka bezpieczeństwa, skutecznie ograniczając ryzyko trwałego wzrostu cen.

Obawy budzi natomiast strategiczne położenie cieśniny Ormuz. To przez ten wąski przesmyk przepływa aż 30 proc. światowego morskiego handlu ropą. W teorii każdy konflikt w regionie niesie ryzyko zakłóceń, ale całkowita blokada szlaku pozostaje mało prawdopodobna. Iran sam korzysta z Ormuzu jako głównej drogi eksportowej, a jego ewentualne zamknięcie uderzyłoby nie tylko w gospodarkę kraju, ale też w relacje z kluczowymi partnerami handlowymi jak Chiny.

Historia pokazuje, że ceny ropy często reagują gwałtownie na geopolityczne napięcia, jak to miało miejsce w zeszłym tygodniu, ale równie szybko wracają do normy. Tak było podczas inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, a także podczas pierwszej i drugiej wojny w Zatoce Perskiej. Wyjątkiem był kryzys naftowy lat 70., wtedy ceny ropy wzrosły aż o 300 proc., a świat pogrążył się w recesji. Dziś jednak mamy inny świat: przepływ informacji jest szybszy, logistyka bardziej elastyczna, a inwestorzy szybciej analizują ryzyko. To sprawia, że nawet jeśli ceny chwilowo rosną, nie musi to oznaczać trwałej zmiany trendu.

Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost cen ropy na światowych rynkach może utrudnić walkę z inflacją zarówno w Polsce, jak i globalnie. A tym samym opóźnić proces spadku stóp procentowych. Ceny ropy w ciągu ostatniego tygodnia wzrosły z około 60 do ponad 70 dolarów, czyli niemal o 15 proc. Dla polskich kierowców oznacza to jedno: droższe tankowanie. Obecne podwyżki mogą oznaczać wzrost ceny benzyny na stacjach o około 20 groszy. Ale jeśli trend się utrzyma, ceny benzyny i diesla mogą wzrosnąć nawet o 30–40 groszy na litrze. Taki wzrost, choć pozornie niewielki, może być impulsem inflacyjnym, zwłaszcza że paliwa mają silny wpływ na ceny transportu i logistyki, a w konsekwencji na cały koszyk konsumencki. To właśnie spadające ceny paliw przyczyniły się w ostatnich miesiącach do szybszego spadku inflacji.

Choć inflacja w Polsce wyraźnie wyhamowała, rosnące ceny paliw mogą odwrócić ten trend. Rada Polityki Pieniężnej może w takim scenariuszu zyskać dodatkowy argument za utrzymaniem stóp procentowych na obecnym poziomie. Jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się zaostrzy, a ropa przekroczy poziom 80 dolarów, presja inflacyjna może powrócić.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Menedżerowie bardziej ufają AI niż własnym współpracownikom

Jeszcze kilka lat temu sztuczna inteligencja (AI) była traktowana raczej jako eksperyment niż realne narzędzie wspierające liderów. Dziś coraz częściej zasiada symbolicznie przy stole obrad zarządów. Z badania „AI Has a Seat in the C-Suite” przeprowadzonego w 2025 roku przez Wakefield Research na zlecenie SAP wynika, że 74% menedżerów wyższego szczebla w firmach z rocznym przychodem powyżej 1 mld dolarów w USA ufa radom AI bardziej niż tym, które słyszy od bliskich. To nie jest już ciekawostka – to nowy porządek w podejmowaniu decyzji biznesowych. W Polsce okazuje się, że brak wiedzy wśród kadry zarządzającej jest jednym z hamulców przy wdrażaniu rozwiązań opartych na AI.

Rekomendowane przez AI

W 55% organizacji badanych na zlecenie SAP AI już dziś zastępuje lub pomija tradycyjne procesy decyzyjne. W firmach o przychodach przekraczających 5 miliardów dolarów to standard. Aż 48% liderów korzysta z narzędzi generatywnej AI codziennie, 15% – nawet kilka razy dziennie.

Do czego są wykorzystywane? Przede wszystkim do analizy danych i rekomendacji decyzyjnych (52%), identyfikowania ryzyk wcześniej niezauważalnych (48%) czy budowania alternatywnych scenariuszy (47%). AI wspiera także rozwój produktów, planowanie budżetowe i badania rynku – każdy z tych obszarów wskazało po 40% ankietowanych.

Zmienia się nie tylko sposób podejmowania decyzji, ale też oczekiwania wobec managerów. Coraz więcej firm poszukuje osób, które potrafią interpretować dane wygenerowane przez AI, rozumieją mechanizmy ich działania i potrafią ocenić ich wiarygodność. Kompetencje cyfrowe nie są już dodatkiem – stają się filarem skutecznego przywództwa.

– Skuteczne przywództwo nie polega już wyłącznie na doświadczeniu, intuicji i umiejętności zarządzania zespołem – coraz częściej jego kluczowym elementem staje się zdolność do współpracy ze sztuczną inteligencją. AI wchodzi do zarządów nie jako zagrożenie, ale jako partner wspierający analizę danych, identyfikację ryzyk i budowanie alternatywnych scenariuszy działania. Umiejętność interpretacji danych redefiniuje rolę lidera w organizacji – mówi Adam Ajtner, Headhunter w Wyser Executive Search.

Ciekawym wnioskiem płynącym z badania są również pozytywne skutki wdrożenia AI w zarządzaniu – 39% menedżerów zauważa poprawę work-life balance, 38% deklaruje lepsze samopoczucie psychiczne, a 31% niższy poziom stresu. To oznacza, że dobrze zaprojektowana integracja AI może nie tylko zwiększyć efektywność, ale też realnie poprawić jakość życia kadry zarządzającej.

Nadal wiele firm boryka się z problemem dostępu do wiarygodnych danych. Wynika to z braku spójności między działami IT i biznesowymi, trudności integracyjnych czy wątpliwej jakości samych danych. Rozwiązaniem może być wprowadzenie wspólnej warstwy semantycznej danych w organizacji, która integruje dane z różnych źródeł i wspiera podejmowanie trafnych decyzji zasilanych przez wiarygodną AI.

Wnioski z raportu są jednoznaczne: AI już dziś odgrywa realną rolę w zarządzaniu. A od liderów wymaga się nie tylko intuicji i doświadczenia, ale umiejętności pracy z danymi i technologią.

Brak wystarczającej wiedzy wśród polskiej kadry zarządzającej

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding automatyzacja jest dla firm przede wszystkim narzędziem do zwiększania efektywności – zarówno w obszarze produkcji, jak i operacji biznesowych – aż 47% przedsiębiorstw utożsamia ją właśnie z tymi obszarami. Dla 34% firm automatyzacja to integracja systemów IT, mająca na celu poprawę efektywności pracy, a 32,7% postrzega ją jako sposób na lepsze wykorzystanie danych i narzędzi cyfrowych w podejmowaniu decyzji. Najrzadziej rozumiana jest jako zastępowanie pracy ludzkiej przez technologie w rutynowych zadaniach – tak wskazało 28,6% firm.jak firmy rozumieją automatyzację

Firmy, które nie wprowadzają automatyzacji i AI najczęściej argumentują to ograniczeniami technicznymi (25,9%) oraz obawami o bezpieczeństwo danych (24,6%) i wysokimi kosztami wdrożenia (24,3%).przeszkody automatyzacji i AI Barometr Rynku Pracy

Jednym z głównych hamulców we wdrażaniu sztucznej inteligencji i automatyzacji w firmach okazuje się brak wiedzy kadry zarządzającej – wskazuje na to aż 25% badanych organizacji. To pokazuje, że mimo rosnącej obecności AI w przestrzeni publicznej i biznesowej, wielu liderów nadal nie rozumie, jak działa ta technologia, jakie korzyści może przynieść, a także jakie warunki muszą zostać spełnione, by jej wdrożenie miało sens. Brakuje kompetencji cyfrowych, ale również świadomości, że AI to nie tylko narzędzie dla działów IT – to wsparcie strategiczne, które może znacząco podnieść jakość podejmowanych decyzji i tempo reagowania na zmiany rynkowe.

– Kompetencje związane z rozumieniem technologii stają się nie tyle atutem, co koniecznością. Jeśli lider nie zna potencjału AI i automatyzacji, nie będzie w stanie podejmować trafnych decyzji w oparciu o dane, ocenić ryzyk związanych z technologią ani rozpoznać, kiedy warto po nią sięgnąć. Brak wiedzy w tym zakresie oznacza nie tylko ograniczoną innowacyjność, ale też ryzyko pozostania w tyle za konkurencją, która lepiej wykorzystuje możliwości cyfrowej transformacji – podsumowuje Daniel Piaszczyk, Executive IT Partner w Wyser Executive Search.

AI Chamber ogłasza plan dla regionu CEE

  • AI Chamber (Izba AI) zaprezentowała pięciopunktowy CEE AI Action Plan, który ma pobudzić innowacje AI, wesprzeć adopcję sztucznej inteligencji przez MŚP, zmniejszyć luki w transformacji cyfrowej regionu i umocnić pozycję Europy Środkowo-Wschodniej jako nowej siły napędowej AI w Europie.
  • Plan podkreśla, że nawet umiarkowany wzrost adopcji AI może przynieść dodatkowe 90–100 miliardów euro rocznie do regionalnego PKB. Małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią trzon gospodarek regionu CEE, dlatego strategiczne wdrażanie AI w tym sektorze może stać się nową dźwignią wzrostu.
  • Premiera AI Action Plan w czasie prezydencji Polski w Radzie UE sygnalizuje ambitne aspiracje regionu na arenie europejskiej.

Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) ma szansę dołączyć do grona globalnie konkurencyjnych centrów innowacji w zakresie sztucznej inteligencji – pod warunkiem, że podejmie zdecydowane działania już teraz. Taką okazję otwiera CEE AI Action Plan, zaprezentowany dziś przez AI Chamber podczas szczytu EU Digital Summit w Gdańsku, odbywającego się pod auspicjami polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Oparty na twardych danych ekonomicznych i wypracowany w ścisłej współpracy z partnerami z całego regionu, AI Action Plan pojawia się w kluczowym momencie: przy ponad 150 milionach mieszkańców i łącznym PKB na poziomie 2,5 biliona euro, CEE znajduje się na rozdrożu – decyzje podjęte w ciągu najbliższych 24 miesięcy zdefiniują długoterminową ścieżkę jej rozwoju.

Wysoka stawka dla niedocenianego regionu

Wskaźnik adopcji AI w Europie Środkowo-Wschodniej znacznie odstaje od krajów Europie Zachodniej. Do 2024 r. tylko 4–6% firm z regionu CEE wdrożyło AI – w porównaniu ze średnią UE wynoszącą 13,5%, wciąż dalekiej od unijnego celu 75% do 2030 roku. MŚP są jeszcze dalej w tyle, a większość z nich wciąż znajduje się w fazie eksperymentalnej.

Europa Środkowo-Wschodnia stanowi 22% populacji Unii Europejskiej, ale tylko 11% jej PKB. Sztuczna inteligencja może być narzędziem, które nada gospodarczemu wzrostowi nową dynamikę. AI Action Plan wskazuje, że pełne wykorzystanie potencjału AI może zwiększyć PKB regionu nawet o 100 miliardów euro rocznie (5%), co odpowiada gospodarce wielkości Chorwacji lub Węgier. W bardziej ambitnym scenariuszu zyski mogłyby sięgnąć 135 miliardów euro, czyli 8% PKB. Ale czas działa na niekorzyść – bez szybkich, wspólnych działań, potencjalne zyski mogą stopnieć do zaledwie 15 miliardów euro rocznie.

Mocne strony CEE – doświadczenie w tworzeniu nowoczesnych technologii, światowej klasy edukacja STEM, bogate zaplecze techniczne i rozwijający się ekosystem startupowy – tworzą wyjątkową szansę do zmiany. AI może być „mnożnikiem siły”, umożliwiającym MŚP skalowanie, przyciągającym inwestycje i podnoszącym jakość życia w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Pięć filarów: konkretna mapa drogowa dla regionu CEE

CEE AI Action Plan przedstawia konkretną, dopasowaną do realiów regionu strategię bazującą na wykonalnych rekomendacjach, która ma pomóc zwiększyć produktywność, przyspieszyć przełomowe, skalowane innowacje i zniwelować luki konkurencyjności między Wschodem a Zachodem UE. Strategia opiera się na skoordynowanych działaniach regionalnych i zakłada współpracę między rządami, biznesem, środowiskiem naukowym i społeczeństwem obywatelskim, by stworzyć zintegrowany ekosystem AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Plan AI Chamber bazuje na pięciu filarach, które odpowiadają na kluczowe bariery spowalniające rozwój i wdrażanie AI – zwłaszcza wśród MŚP, stanowiących 99% firm w regionie i generujących około połowy jego PKB.

To plan transformacji, ale nie gotowa recepta dla każdego. Będziemy współpracować z samorządami, administracją krajową i partnerami w każdym kraju CEE, aby dostosować AI Action Plan do lokalnych potrzeb i skutecznie wdrożyć go tam, gdzie może przynieść największy efekt. – mówi Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Pierwszy filar to infrastruktura. Region nadal nie dysponuje odpowiednią mocą obliczeniową: choć Bułgaria i Czechy inwestują w superkomputery, całościowe możliwości CEE są nadal znacznie niższe niż w Europie Zachodniej. Plan zakłada stworzenie regionalnej sieci HPC (High-Performance Computing), łączącej istniejące krajowe zasoby, z dostępem dla startupów, MŚP i naukowców. Wspierane będą także testbedy branżowe, np. w sektorze zdrowia i pojazdów autonomicznych.

W zakresie baz danych, AI Chamber proponuje powołanie sieci CEE Open Data Knowledge Network, która umożliwi wymianę dobrych praktyk między instytucjami publicznymi oraz uprości dostęp do krajowych portali danych dla badaczy i programistów. Wspólne standardy zarządzania danymi i transgraniczne „data trusts” w sektorach takich jak zdrowie i produkcja przemysłowa umożliwią bezpieczne łączenie danych do trenowania modeli AI.

Kapitał ludzki to jednocześnie atut i słabość regionu. CEE kształci światowej klasy absolwentów kierunków STEM, ale boryka się z odpływem talentów i brakiem doświadczenia praktycznego we wdrożeniach AI. Plan przewiduje ponad 1000 stypendiów, nowoczesne programy edukacyjne oraz inicjatywę Brain Circulation, która ma zachęcić specjalistów AI do powrotu i objęcia stanowisk w startupach, laboratoriach i instytucjach publicznych.

Region potrzebuje spójnego i przewidywalnego podejścia do regulacji AI. Wraz z wejściem w życie unijnego AI Act rządy krajów Europy Środkowo-Wschodniej stają przed nowym wyzwaniem. Plan zakłada stworzenie regionalnych piaskownic regulacyjnych (sandboxów), które pozwolą startupom bezpiecznie testować systemy sztucznej inteligencji, nie tonąc w zawiłościach prawnych. AI Chamber postuluje również powołanie Rady Polityki Sztucznej Inteligencji w Europie Środkowo-Wschodniej, która reprezentowałaby interesy regionu i MŚP w Brukseli.

Największym wyzwaniem Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje niedobór kapitału inwestycyjnego. W 2024 roku startupy z CEE zebrały zaledwie 2,3 mld euro finansowania VC – ułamek całkowitej kwoty w Europie Zachodniej. Ponieważ mniej niż 10% inwestycji UE w AI dociera do Europy Środkowo-Wschodniej, AI Chamber proponuje m.in. uruchomienie programów krajowego finansowania B+R oraz utworzenie funduszy AI, hubów innowacji AI przy uczelniach oraz programów transferu technologii w całym regionie. Pomogłyby one przekształcić obiecujące pomysły – zwłaszcza w tradycyjnych sektorach, takich jak produkcja i rolnictwo – w gotowe produkty i skalowalne firmy.

Najbliższe 12–24 miesiące są kluczowe i wymagają odważnych, skoordynowanych i natychmiastowych działań, aby zapewnić sobie pozycję konkurencyjnej, napędzanej innowacjami gospodarki w UE. Ten okres zadecyduje, czy Europa Środkowo-Wschodnia będzie globalnym graczem w dziedzinie AI – czy biernym obserwatorem, – dodaje Snażyk – AI to dźwignia ekonomiczna naszego pokolenia. Jeśli wyposażymy MŚP w odpowiednie narzędzia, dane i kapitał, nie będą one tylko konkurować. – pomożemy im przewodzić.

Rebranding regionu: od outsourcingu do centrum innowacji

Autorzy AI Action Plan podkreślają: nowa stratega ma zmienić postrzeganie regionu tak, aby CEE przestała być kojarzona wyłącznie z usługami outsourcingu – a zaczęła budować wizerunek źródła innowacji, badań i globalnych startupów. Plan zakłada stworzenie portfolio „CEE AI Champions”, obejmującego firmy takie jak UiPath, Rossum czy Infermedica, oraz międzynarodową kampanię wizerunkową, która ma umieścić region na globalnej mapie AI.

CEE nie musi kopiować Doliny Krzemowej ani Zachodu – region powinien wykorzystać własne atuty. Dzięki lokalnym ekosystemom, utalentowanym kadrom i wspólnemu impulsowi, możemy budować startupy globalnej klasy z Pragi, Sofii czy Wilna – a nie tylko z Londynu czy San Francisco. – podkreśla Snażyk

Kluczowy moment dla regionu CEE i całej Europy

Małe i średnie przedsiębiorstwa są fundamentem gospodarek CEE – dlatego strategiczne wdrażanie AI może stanowić potężny katalizator wzrostu gospodarczego. Sztuczna inteligencja wyłania się dziś jako kluczowe narzędzie w walce z największymi wyzwaniami rozwojowymi regionu – takimi jak spadek demograficzny, rosnące koszty pracy czy potrzeba utrzymania globalnej konkurencyjności. Tymczasem utrzymująca się przepaść cyfrowa między Wschodem a Zachodem Europy wciąż hamuje potencjał AI w kluczowych sektorach, takich jak przemysł, ochrona zdrowia czy administracja publiczna.

KPMG: ESG zyskuje realne znaczenie w modelach tworzenia wartości firm

0

Zrównoważony rozwój zyskuje realne znaczenie w procesach decyzyjnych firm i inwestorów. Jak wynika z danych KPMG 72% firm z sektorów energetycznego, chemicznego i wydobywczego deklaruje, że czynniki ESG są dziś trwale włączone w model tworzenia wartości. Ponad 70% przedstawicieli sektora energetycznego obserwuje gwałtowny wzrost inwestycji w zieloną transformację, a 64% inwestorów angażuje kapitał w projekty zwiększające efektywność energetyczną. W tej nowej rzeczywistości ESG przestaje być traktowane jako koszt lub obowiązek regulacyjny – staje się krytycznym narzędziem budowania odporności, pozyskiwania finansowania i zarządzania ryzykiem.

Przykłady płynące z rynków międzynarodowych jasno pokazują, że świat nie wycofuje się z ambicji klimatycznych – przeciwnie, ESG zyskuje coraz mocniejsze osadzenie w praktyce biznesowej. W Stanach Zjednoczonych, mimo kontrowersji politycznych wokół ESG, 99% największych firm amerykańskich publikuje raporty ESG, mimo braku obowiązku ustawowego, a 92% liderów ESG w USA uważa, że przejrzystość raportowania buduje zaufanie inwestorów i klientów. Co więcej, 90% firm z listy Fortune Global 500 utrzymuje swoje cele neutralności klimatycznej, mimo niestabilności regulacyjnej i politycznej[1].

Z kolei w Chinach wdrażane są krajowe standardy raportowania, które nakładają konkretne wymogi nie tylko na poziomie organizacji, ale i produktów. Obowiązkiem raportowania śladu węglowego objęto już 100 grup produktów, a w nadchodzących miesiącach liczba ta wzrośnie do 200. To dowód, że także poza Europą ESG staje się nieodłączną częścią ładu gospodarczego.

Dojrzewanie ESG oznacza odchodzenie od mody w kierunku trwałych wartości. To dziś realne narzędzie budowania odporności firm na zmieniające się warunki rynkowe, geopolityczne i klimatyczne. Coraz częściej to nie regulacje, ale rynek i partnerzy biznesowi wymagają przejrzystości i zaangażowania. ESG przestaje być czymś narzuconym – jest wybierane, bo się po prostu opłaca – przyznała Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce, podczas wydarzenia organizowanego przez KPMG w Polsce, ESG Market Foresight 2025.

Rekordowe inwestycje, rosnąca rola instytucji finansujących transformację

Mimo przesunięcia części obowiązków raportowych, transformacja energetyczna nie zwalnia. Inwestycje w czystą energię i zielone technologie w 2024 roku osiągnęły rekordowe 2,1 bln dolarów, co oznacza wzrost o 11% rok do roku. Z danych zawartych w raporcie KPMG „Energy transition investment outlook: 2025 and beyond” wynika, że 7 na 10 przedstawicieli sektora energetycznego obserwuje gwałtowny wzrost inwestycji w projekty transformacyjne, a 72% badanych z sektorów energetycznego, chemicznego i wydobycia surowców wskazuje, że czynniki ESG zostały włączone do mechanizmów generowania wartości w organizacji.

Dodatkowo, aż 64% inwestorów finansowało projekty związane z efektywnością energetyczną, 56% – z odnawialnymi źródłami energii i energetyką niskoemisyjną, a 54% – z magazynami energii i infrastrukturą sieciową. Widoczny jest także coraz większy wpływ europejskich mechanizmów wsparcia – od Funduszu Innowacyjnego, przez EU ETS, po InvestEU, którego zdolność do ponoszenia ryzyka została w ostatnich miesiącach zwiększona. Istotną rolę w nadchodzących latach ma odegrać również planowany Bank Dekarbonizacji Przemysłu, którego budżet wstępnie oszacowano na 100 mld euro.

Kolejne lata przyniosą również wzrost znaczenia działań z zakresu ESG w sektorze żywnościowym. Z jednej strony rośnie świadomość wpływu emisji gazów cieplarnianych z rolnictwa na globalny klimat, z drugiej – zainteresowanie projektami magazynowania dwutlenku węgla poprzez wdrażanie praktyk rolnictwa regeneratywnego. Zmiana modeli biznesowych pomoże również w adresowaniu wpływów, ryzyk i szans związanych z innym istotnym czynnikiem środowiskowym – utratą bioróżnorodności. Rozwijaniu ekspertyzy biznesowej w tym zakresie sprzyjać będą czynniki, takie jak globalne ramy Kunming-Montreal, wymogi prawne (np. unijne Nature Restoration Law czy nakierowana na walkę z wylesianiem dyrektywa EUDR), a także upowszechnianie się narzędzi i standardów raportowania kwestii związanych z ekosystemami i różnorodnością biologiczną, takich jak ramy TNFD.

Zrównoważony rozwój jako filtr decyzyjny

Rola ESG wykracza dziś daleko poza kwestie środowiskowe. W równym stopniu dotyczy odpowiedzialnego zarządzania łańcuchami dostaw, przeciwdziałania greenwashingowi, analizy ryzyk geopolitycznych, społecznych i technologicznych oraz wdrażania innowacji – w tym wykorzystania sztucznej inteligencji w raportowaniu i przetwarzaniu danych niefinansowych. Dla wielu firm ESG stało się filtrem decyzyjnym – punktem odniesienia dla oceny stabilności, planowania inwestycji oraz zarządzania reputacją i zgodnością.

W obecnej fazie dojrzewania ESG warto zadać sobie nie tylko pytanie „czy?”, ale przede wszystkim „jak?”. Firmy dysponują już ogromną ilością danych – teraz kluczowe jest ich wykorzystanie do projektowania realnych zmian w modelach biznesowych. Odroczenie części obowiązków raportowych to nie czas na przeczekanie, ale na wzmocnienie kompetencji, uporządkowanie procesów i przygotowanie się technologiczne do tego, co nieuniknione. Niezbędne jest również rozpoznanie dostępnych źródeł finansowania – zarówno w ramach funduszy unijnych, jak i zmieniającej się oferty sektora finansowego. ESG to nie tylko wymóg formalny, ale konkretna inwestycja w odporność – na zakłócenia w łańcuchach dostaw, na niestabilność cen energii czy zmiany regulacyjne. Im szybciej zaczniemy to rozumieć, tym większą elastyczność i przewagę zyskamy – podkreśla Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

[1] Na podstawie danych Reuters

Prezes UODO żąda wyjaśnień od Ruchu Kontroli Wyborów ws. nieautoryzowanej aplikacji używanej podczas wyborów prezydenckich

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, zwrócił się do Stowarzyszenia Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy (RKW) z prośbą o szczegółowe wyjaśnienia dotyczące możliwych nieprawidłowości w przetwarzaniu danych osobowych podczas wyborów prezydenckich w 2025 roku. Zastrzeżenia UODO budzi mobilna aplikacja, której używano rzekomo do weryfikacji wyborców głosujących na podstawie zaświadczeń poza miejscem zamieszkania – mimo że nie była ona autoryzowana przez Krajowe Biuro Wyborcze.

Podejrzenia o nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych

Jak wynika z komunikatu UODO, do urzędu wpłynęło zawiadomienie o możliwości występowania nieprawidłowości związanych z przetwarzaniem danych osobowych podczas tegorocznych wyborów. Z informacji dostępnych w przestrzeni publicznej wynika, że członkowie obwodowych komisji wyborczych mogli używać nieautoryzowanej aplikacji RKW do dodatkowej weryfikacji osób głosujących na podstawie zaświadczeń o prawie do głosowania.

Prezes UODO uznał, że dalsze wyjaśnienia są konieczne, ponieważ zgromadzone dotychczas informacje wskazują na możliwość wystąpienia ryzyka naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą.

Szczegółowe pytania do Stowarzyszenia RKW

W piśmie skierowanym do Stowarzyszenia Prezes UODO zażądał m.in. wskazania:

  • podstawy prawnej przetwarzania danych osobowych za pomocą aplikacji,
  • celu przetwarzania danych,
  • konkretnych kategorii danych, które były gromadzone w formularzach aplikacji,
  • miejsca fizycznego przechowywania danych,
  • sposobu szyfrowania danych i stosowanych mechanizmów zabezpieczeń przed nieautoryzowanym dostępem,
  • informacji, czy dane były wykorzystywane również w innych celach niż obsługa procesu wyborczego.

Aplikacja poza nadzorem państwowym

Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest brak autoryzacji aplikacji RKW przez Krajowe Biuro Wyborcze (KBW), co oznacza, że jej stosowanie w oficjalnym procesie wyborczym mogło naruszać przepisy zarówno o ochronie danych osobowych, jak i o przeprowadzaniu wyborów.

W kontekście wyborów, przetwarzanie danych osobowych – takich jak imię, nazwisko, numer PESEL, adres zameldowania czy informacje o miejscu głosowania – podlega ścisłym regulacjom, a ich przetwarzanie może się odbywać wyłącznie na podstawie jasno określonych i zgodnych z prawem przesłanek.

UODO bada legalność działań i poziom zabezpieczeń

Prezes UODO podkreślił, że nie chodzi jedynie o fakt gromadzenia danych, ale również o sposób ich zabezpieczenia oraz ewentualną możliwość nieautoryzowanego dostępu. W tym kontekście szczególnie istotne stają się pytania dotyczące użytej infrastruktury informatycznej, lokalizacji danych, ewentualnego szyfrowania i dokumentowania dostępu.

Zgodnie z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych (RODO), każdy administrator danych ma obowiązek wdrożyć odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, które zapewnią zgodność z przepisami oraz bezpieczeństwo danych.

Możliwe konsekwencje

Jeśli okaże się, że Stowarzyszenie RKW nie spełniło wymogów RODO, może zostać pociągnięte do odpowiedzialności administracyjnej. UODO może nałożyć kary finansowe, a także nakazać zaniechanie przetwarzania danych czy usunięcie niezgodnie z prawem zgromadzonych informacji. W skrajnym przypadku sprawa może trafić również do prokuratury, jeżeli zostanie uznana za naruszenie prawa wyborczego.

Oczekiwanie na odpowiedź

Do momentu publikacji niniejszego materiału Stowarzyszenie RKW nie odniosło się publicznie do zarzutów Prezesa UODO. Termin udzielenia wyjaśnień został wyznaczony przez urząd, a dalsze kroki będą zależne od uzyskanych informacji.

Polskie firmy stawiają na odporne sieci – 92% planuje zwiększyć inwestycje

0

Większość awarii wynika z przeciążenia sieci, cyberataków i błędów konfiguracji – ale liderzy IT wierzą, że odpowiednia infrastruktura może nie tylko zapewnić ciągłość działania, ale też odblokować przyszłą wartość biznesową.

Kluczowe informacje:

  • Sieci przechodzą transformację infrastrukturalną: 97% liderów IT w Polsce uważa, że modernizacja sieci jest kluczowa dla wdrożenia AI, IoT i chmury. 92% z nich planuje zwiększyć inwestycje w infrastrukturę sieciową.
  • AI napędza potrzebę odporności: Jedna poważna awaria rocznie w każdej firmie kosztuje globalnie aż 160 mld USD[1] – najczęściej spowodowana jest przeciążeniami, cyberatakami lub błędną konfiguracją.
  • Nowoczesne sieci to nowa wartość: 84% polskich liderów biznesowych uważa, że modernizacja infrastruktury wpłynie pozytywnie na przychody, a 92% spodziewa się realnych oszczędności dzięki inteligentnym, bezpiecznym i adaptacyjnym sieciom.
  • Strategiczne decyzje CEO wspierają działania IT: 97% CEO planuje rozwijać wykorzystanie AI, a 78% powierza decyzje inwestycyjne CIO lub CTO.

Firma Cisco opublikowała wyniki nowego globalnego badania, które pokazuje, że przedsiębiorstwa na całym świecie przechodzą fundamentalną zmianę w podejściu do infrastruktury IT. W badaniu Cisco wzięło udział ponad 8000 liderów biznesu i IT z 30 krajów, w tym z Polski. Wyniki badania dostarczają ciekawych wniosków: Asystenci AI, agenci oraz obciążenia oparte na danych i coraz bardziej dynamiczne środowiska pracy znacząco wpływają na sposób działania firm – a także na charakter i obciążenie ich sieci.

W połączeniu z powszechnością urządzeń połączonych z siecią, wymogiem nieprzerwanego działania 24/7 oraz rosnącymi zagrożeniami bezpieczeństwa, zmiany te wymuszają ewolucję i dostosowanie infrastruktury. W efekcie liderzy IT na nowo definiują rolę sieci – czym jest, jakie możliwości oferuje i jak chroni organizację. Sieć, którą budują dziś, zadecyduje o tym, jaką firmą będą jutro.

To zjawisko nie ominęło także polskich firm, które coraz częściej postrzegają nowoczesną infrastrukturę nie tylko jako wsparcie operacyjne, ale jako strategiczny fundament dla dalszego rozwoju w erze AI. Jak pokazują dane z raportu, wyróżniono sześć sygnałów nadchodzącej zmiany w polskich firmach:

  1. Sieć to strategiczny priorytet:
    97% liderów IT wskazuje, że nowoczesna infrastruktura jest niezbędna do wdrożenia AI, IoT i chmury. 92% planuje zwiększyć wydatki na sieci w ramach całkowitego budżetu IT.
  2. Bezpieczna sieć jako fundament rozwoju:
    93% uznaje bezpieczne sieci za ważne dla funkcjonowania i wzrostu firmy – a 44% za absolutnie kluczowe. 94% uważa, że modernizacja sieci zwiększy poziom cyberbezpieczeństwa.
  3. AI zwiększa presję na niezawodność sieci:
    95% liderów IT wskazuje, że odporna sieć jest dziś nieodzowna – tym bardziej że 84% z nich doświadczyło poważnych awarii, które globalnie kosztują firmy łącznie aż 160 mld USD rocznie.
  4. AI jako motor wzrostu przychodów:
    47% liderów IT uważa, że modernizacja sieci pomoże zwiększyć przychody, zwłaszcza poprzez wdrażanie narzędzi AI automatyzujących i personalizujących ścieżki klienta.
  5. Infrastruktura obliczeniowa musi nadążyć za AI:
    75% przyznaje, że ich centra danych nie są dziś gotowe na wymagania AI. 85% planuje zwiększyć ich wydajność – lokalnie, w chmurze lub hybrydowo.
  6. Sieci przyszłości muszą być inteligentne:
    95% liderów widzi potrzebę wdrożenia autonomicznych, opartych na AI sieci. Jednak tylko 39% wdrożyło już kluczowe funkcje, takie jak segmentacja, widoczność i kontrola.

„Sztuczna inteligencja zmienia wszystko – a infrastruktura znajduje się w centrum tej rewolucji. To sieć napędzała każdą falę cyfrowej transformacji, od IoT po pracę hybrydową i obronę przed zagrożeniami. Liderzy IT wiedzą, że sieć, którą zbudują dziś, określi, czym będzie ich biznes jutro” – mówi Chintan Patel, CTO i VP ds. inżynierii rozwiązań, Cisco EMEA.

Nowoczesna infrastruktura napędza rozwój i oszczędności

Już dziś liderzy IT dostrzegają realne korzyści z modernizacji sieci – poprawę doświadczeń klientów (46%), zwiększenie efektywności (39%) i przyspieszenie innowacji (42%). Jednak wiele z tych korzyści jest zagrożonych, jeśli infrastruktura nie została zaprojektowana z myślą o AI i skalowaniu w czasie rzeczywistym.

Aby w pełni wykorzystać potencjał wzrostu i oszczędności, firmy muszą wyeliminować kluczowe bariery: rozproszone systemy (61%), niepełne wdrożenia (52%) i ręczne zarządzanie (50%). Inteligentniejsze, bezpieczniejsze i bardziej elastyczne sieci to dziś jeden z najsilniejszych argumentów inwestycyjnych. 84% respondentów uważa, że modernizacja sieci przełoży się bezpośrednio na wzrost przychodów, a aż 92% spodziewa się istotnych oszczędności – dzięki lepszym operacjom, mniejszej liczbie awarii i niższemu zużyciu energii.

CEO wspierają liderów IT w cyfrowej transformacji

Z innych badań Cisco wynika, że prezesi firm zgadzają się z liderami IT w sprawie kluczowej roli infrastruktury w erze AI. 97% planuje rozszerzyć wykorzystanie sztucznej inteligencji, a 78% opiera decyzje inwestycyjne na rekomendacjach CIO lub CTO. Jednocześnie 74% CEO przyznaje, że przestarzała infrastruktura już dziś hamuje rozwój. Dlatego zarządy wspierają liderów technologii w ich działaniach – a 96% z nich podkreśla znaczenie zaufanych partnerstw w drodze do sukcesu.

O badaniu

Globalne badanie przeprowadzono na zlecenie Cisco w grudniu 2024 roku przez Sandpiper Research & Insights. Wzięło w nim udział 8 065 liderów IT i biznesu odpowiedzialnych za strategię i infrastrukturę sieciową w organizacjach zatrudniających powyżej 250 pracowników, w 30 krajach.

[1] Oszacowane na podstawie średnich kosztów przestojów zgłaszanych przez liderów IT, ekstrapolowane globalnie w oparciu o liczbę firm zatrudniających ponad 250 pracowników (źródło: Statista) i dostosowane do profilu próby badawczej Cisco.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych po pierwszych 5 miesiącach 2025 roku

Pierwsze miesiące 2025 roku przyniosły wiele wydarzeń na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce – już w ciągu dwóch pierwszych miesięcy odnotowano łącznie 12 transakcji. Przedmiotem zakupów były aktywa ze wszystkich sektorów tego rynku. W kwietniu sfinalizowano największą w historii transakcję typu sale & leaseback, nie tylko w Polsce, ale także w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Polski producent okien, firma Eko-Okna, sprzedał 2 magazyny o łącznej powierzchni około 264 tys. mkw i wartości blisko 1 miliarda złotych, jednocześnie je wynajmując. Nabywcą został amerykański fundusz typu REIT Realty Income Corporation.

Dzięki wartości tej transakcji całkowity wolumen inwestycji po pierwszych 4 miesiącach roku wyniósł już około 1,1 miliarda euro. Był to wynik wyraźnie lepszy niż w analogicznym okresie roku 2024, co zapowiadało istotny wzrost aktywności inwestycyjnej na rynku. Co więcej, był to zwiastun powrotu dużych transakcji magazynowych, na które od dawna czekał rynek.

W maju aktywność nieco spowolniła i odnotowaliśmy tylko 3 transakcje – wszystkie w sektorze biurowym, wszystkie w Warszawie, o łącznej wartości zaledwie ok. 70 milionów euro. Co to oznacza dla rynku?

Polski rynek nieruchomości komercyjnych w 2025 roku po pierwszych 5 miesiącach

Zaledwie nabranie tchu

„Liczba transakcji w maju nie jest szczególnie imponująca, ale nie oznacza większego spowolnienia. Patrząc tylko na nasz pipeline projektów na sprzedaż, pozostajemy optymistyczni, jeśli chodzi o aktywność rynkową. – komentuje bieżącą sytuację na rynku Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young – Dalej liczymy na to, że wolumen na koniec 2025 roku przekroczy 5 miliardów euro. Oczywiście, wszystko będzie zależało od transakcji osiągających duże wartości – w szczególności w sektorze logistycznym czy handlowym – na które czekamy. Historyczna ograniczona aktywność inwestorów instytucjonalnych wynikała w ostatnich kilku latach z wielu czynników, w tym ze spadku wartości nieruchomości, wysokiego kosztu pieniądza czy też trudniejszego pozyskania finasowania zewnętrznego. Inwestorzy dalej podchodzą dość selektywnie do wyboru aktywów do kupienia i jest to sytuacja obserwowana nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. Obecnie w Polsce mamy sytuację, gdzie głównymi graczami są mniejsi inwestorzy, kapitał prywatny, czy też fundusze value-add, ponieważ ceny nieruchomości spadły i łatwiej o okazję.”

Polski kapitał rośnie w siłę

Na okazje cenowe poluje również polski kapitał, który staje się coraz bardziej widoczny w strukturze transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych – i to nie tylko mieszkaniowych. 2 z 3 akwizycji zrealizowanych w maju 2025 należały do polskich inwestorów. W jednej z nich, sprzedaży warszawskiego biurowca Lighthouse, doradzał Avison Young, który współwyłącznie reprezentował sprzedającego, Octava Property Trust.

W latach 2018-2022 średni procentowy udział polskiego kapitału w całkowitym wolumenie rynku wynosił ok. 2%. Od 2023 obserwujemy skokowy wzrost, przekraczający odpowiednio 7% i 10% w kolejnych dwóch latach. W całym 2024 roku polski kapitał, z 40 zrealizowanymi transakcjami, odpowiadał za 31% pod względem ilości transakcji i 10% pod względem wolumenu transakcji; średnia wartość transakcji wynosiła 12 milionów euro.

W pierwszym kwartale b.r. polscy inwestorzy zrealizowali 12 transakcji, które odpowiadały za 34% pod względem liczby transakcji i 17% pod względem wolumenu; średnia wartość transakcji wynosiła 10 milionów euro.

„Polscy inwestorzy, ze względu na posiadany kapitał – często gotówkowy – skupiają się głównie na mniejszych i tańszych aktywach. Ich zainteresowaniem w sektorze handlowym cieszą się zarówno pojedyncze, wolnostojące sklepy spożywcze, jak i parki handlowe, których cena oscyluje wokół kwot 5-15 mln euro, ale potrafi również zbliżyć się do kwot ok. 30 mln euro w przypadku nowszych i większych nieruchomości. W obszarze zainteresowania polskich inwestorów są też starsze obiekty biurowe o stabilnym przepływie pieniężnym i ugruntowanych lokalizacjach.” – dodaje Marcin Purgal

Sektor magazynowy

Polski sektor magazynowy po pierwszym kwartale 2025 r. był liderem pod względem zrealizowanego wolumenu (202 milionów euro i udział 29% w ogólnym wolumenie), a był to wynik bez wspomnianej wcześniej transakcji Eko-Okna, która została zrealizowana w kwietniu. Poza tą transakcją, nie było żadnej innej sprzedaży w tym sektorze, ani w kwietniu ani w maju.

Mimo to, wraz z wyczekiwanym większym przyspieszeniem na rynku inwestycyjnym, spodziewamy się rosnącej liczby transakcji portfelowych, a także transakcji fuzji i przejęć. Jedna znacząca transakcja została już sfinalizowana – GLP sprzedał swoje aktywa magazynowe do Ares Management (w tym duże portfolio znajdujące się w Polsce) w ramach globalnej transakcji typu M&A.

Sektor handlowy

Po sprzedaży kilku dużych centrów handlowych typu „prime” w 2024 r., początek 2025 r. został zdominowany przez aktywa typu „convenience” . Ta klasa aktywów, niezmiennie postrzegana jako bezpieczna opcja inwestycyjna utrzymuje swoją atrakcyjność wśród inwestorów. Spodziewamy się kolejnych transakcji parkami handlowymi i obiektami typu „convenience”, ale uwagę powinny też wzbudzić galerie handlowe o dominującej pozycji w miastach i stabilnych fundamentach. Ta klasa aktywów jest obecnie dość szeroko analizowana przez inwestorów i w niedługim czasie powinny pojawić finalizować się kolejne transakcje.

Sektor biurowy

Rynek inwestycji biurowych w Polsce cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów, choć kupujący dalej podchodzą do transakcji bardzo selektywnie. Strategie „value-add” i „core+” zyskują na popularności w określonych lokalizacjach, szczególnie tam, gdzie wartości zbliżyły do siebie oczekiwania sprzedających i kupujących.

Kapitał typu „core” pozostaje nieznacznie aktywny, ponieważ inwestorzy reprezentujący tego typu strategie nadal unikają ryzyka związanego z zawirowaniami gospodarczymi i geopolitycznymi. Z kolei inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą – aczkolwiek zachowawczą – aktywność, poszukując okazji bez przepłacania za aktywa.

„Ostatnim widocznym trendem na rynku nieruchomości biurowych są zakupy całych obiektów z przeznaczeniem na prowadzenie własnej działalności lub częściowo na potrzeby własne, a w pozostałej części na wynajem. Ostatnie tego typu transakcje dotyczyły takich firm jak Ryanair, Enter Air, Prokuratura Generalna czy PZPN, które nabyły budynki biurowe (zarówno puste jak i częściowo wynajęte) w celu ulokowania tam swojej siedziby, oczywiście po uprzednim remoncie i pracach adaptacyjnych. Z perspektywy użytkownika końcowego zakup i remont może być bardziej atrakcyjny niż najem lub budowa siedziby od nowa.” – komentuje Marcin Purgal

Rekordowe zainteresowanie najmem w maju 2025 – mieszkań ubywa

Najem wraca do gry – i to z przytupem. W maju liczba odpowiedzi na ogłoszenia wzrosła aż o 15% względem kwietnia, osiągając najwyższy poziom w 2025 roku. Mimo wzmożonego zainteresowania, liczba dostępnych ofert spadła – o 3% w ujęciu miesięcznym. Rotacja ogłoszeń w serwisie Otodom zwiększyła się o ponad 30% w stosunku do kwietnia, co oznacza, że mieszkania znikają z rynku znacznie szybciej niż wcześniej. Czy wchodzimy w fazę “kto pierwszy ten wynajmuje”?

Na koniec maja w serwisie Otodom dostępnych było 23,9 tys. ofert mieszkań na wynajem. Aż 66% z nich dotyczyło największych polskich miast – Warszawy, Trójmiasta, Wrocławia, Poznania, Krakowa, Katowic i Łodzi – gdzie łącznie można było wybierać spośród 15,8 tys. ogłoszeń. Co istotne, w ciągu zaledwie jednego miesiąca dodano i zakończono aż 7,6 tys. ofert. Tak wysoka rotacja w tak krótkim czasie może świadczyć o dynamicznym, a momentami wręcz gorączkowym ruchu na rynku najmu.

– Maj to graniczny miesiąc, który trudno jednoznacznie zinterpretować. Stąd nasuwa się pytanie: to zaledwie cisza przed burzą, czy już chłodna zmiana rynkowych nastrojów? Z jednej strony, obserwujemy jeszcze względny spokój przed tradycyjnym sezonem wakacyjnym. Z drugiej strony, dane jasno pokazują początek wzmożonego ożywienia po stronie popytowej i zauważalny wzrost rotacji ofert. Jednocześnie, w największych miastach, takich jak Trójmiasto, liczba ogłoszeń gwałtownie spadła – w przypadku tej konkretnej lokalizacji o niemal 20% względem początku miesiąca. Ta dysproporcja między rosnącym zainteresowaniem a kurczącą się bazą może potęgować presję cenową w kolejnych miesiącach – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

W przeciwieństwie do Trójmiasta, odmienną dynamikę rynku prezentują Kielce i Lublin. To właśnie w Lublinie odnotowano największy wzrost liczby ofert w ujęciu miesięcznym – aż o 7%. W Warszawie, Poznaniu, Rzeszowie, Olsztynie czy Katowicach zmiany były minimalne i mieściły się w przedziale od 0% do 1%. Tymczasem popyt wystrzelił. Aż 322 tys. odpowiedzi na ogłoszenia stanowi wynik porównywalny ze styczniowym ożywieniem – a nawet go przewyższający. To najwyższy poziom zainteresowania najmem od początku 2025 roku.

Zielona Góra jak Warszawa? Akceptowalne ceny najmu rosną

Dwupokojowe mieszkania niezmiennie królują w wynikach – stanowią aż 52% wszystkich wyszukiwań. W maju najczęściej poszukiwano tego typu lokali o powierzchni powyżej 40 mkw. i około 30 mkw. – odpowiadały one odpowiednio za 22% i 17% wszystkich zapytań. Choć struktura popytu pozostaje stabilna, w niektórych lokalizacjach widoczne jest przesunięcie granicy akceptowalnych cen. W największych aglomeracjach – Lublin, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław i Zielona Góra – najemcy koncentrowali się w maju na ofertach do 3 000 zł. W miastach takich jak Białystok, Bydgoszcz, Katowice, Olsztyn, Opole, Rzeszów, Szczecin i Łódź największą popularnością cieszyły się mieszkania dwupokojowe z czynszem do 2 500 zł. Tylko w Kielcach ogłoszenia do 2 000 zł stanowiły najczęściej wyszukiwany przedział cenowy.

– Gdy wybór ofert na rynku najmu się kurczy (-8% rok do roku), rośnie tolerancja cenowa najemców, którzy nie chcą przegapić atrakcyjnych propozycji. Co ciekawe, mimo wzmożonego zainteresowania i ograniczonej dostępności mieszkań, średnie stawki pozostają na stabilnym poziomie. W maju przeciętny koszt wynajmu wyniósł 3 584 zł, czyli 70 zł za metr kwadratowy – zauważa Milena Chełchowska.

Czynsze wahały się od 2 073 zł w Białymstoku do 4 930 zł w Warszawie, która niezmiennie pozostaje najdroższym rynkiem. W stolicy poziom opłat utrzymuje się jednak na względnie stałym poziomie, co może świadczyć o osiągnięciu granicy akceptowalnych stawek. Natomiast na tle innych miast wyróżniają się Kielce, Trójmiasto i Olsztyn, gdzie w ujęciu miesięcznym ceny najmu wzrosły o 2–3%. Olsztyn rozwija się szczególnie dynamicznie także z perspektywy roku. Stawki najmu poszły tam w górę aż o 13,9%, co może wskazywać na ograniczoną podaż i rosnące zainteresowanie tamtejszą ofertą. Z kolei w Opolu i Katowicach obserwowane są największe spadki względem kwietnia (odpowiednio -1.9% i -1.6%), prawdopodobnie będące efektem korekt po wcześniejszych podwyżkach lub sygnałem przejściowego osłabienia popytu. Analizując ogólny obraz sytuacji, rynek co prawda wytraca tempo, ale się nie zatrzymuje – dalszy rozwój zależy w dużej mierze od lokalnych uwarunkowań.

Pogoda przerwała trend. Klimatyzacja przestała być atutem

Tegoroczny maj okazał się nietypowy nie tylko pod względem dynamiki rynku najmu, ale również z uwagi na pogodę, która wyraźnie wpłynęła na strukturę wyszukiwań.

– Zazwyczaj, gdy zaczynają się cieplejsze miesiące – a maj tradycyjnie do nich należy – obserwujemy rosnące zainteresowanie mieszkaniami z udogodnieniami takimi jak balkon czy klimatyzacja. Tymczasem maj 2025 był najzimniejszy od 34 lat, co znalazło odzwierciedlenie w preferencjach użytkowników. Podczas gdy w poprzednich latach właśnie w tym okresie następował dynamiczny wzrost liczby wyszukiwań mieszkań z klimatyzacją (+20% m/m w maju 2023, +43% m/m w 2022), w tym roku nie odnotowaliśmy żadnej zmiany w ujęciu miesięcznym. To szczególnie zaskakujące w kontekście ogólnego wzrostu zainteresowania najmem (+21% w porównaniu z majem 2024) – dodaje Milena Chełchowska.

Podobną anomalię widać także w przypadku mieszkań z balkonem. W maju 2025 liczba wyszukiwań takich lokali wzrosła zaledwie o 14% miesiąc do miesiąca i 17% rok do roku. To wynik wyraźnie słabszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy przy zaledwie 5-procentowym wzroście całkowitego popytu, zainteresowanie balkonami wzrosło aż o 14% m/m i 61% r/r. Majowa aura nie tylko więc wszystkich zaskoczyła, ale też odwróciła utrwalony sezonowy trend.

Farmacja napędza warszawski rynek biurowy – raport Cushman & Wakefield o rosnącej roli sektora

Sektor farmaceutyczny stał się jednym z kluczowych graczy na warszawskim rynku biurowym – wynika z najnowszego raportu „Zoom in on Pharma Sector” przygotowanego przez firmę Cushman & Wakefield. W ciągu ostatnich lat firmy farmaceutyczne – zarówno te zajmujące się badaniami, rozwojem, jak i produkcją leków – wynajęły w Warszawie już około 172 tys. m² powierzchni biurowej, co czyni je szóstym co do wielkości sektorem najemców w stolicy.

Sektor farmaceutyczny rośnie w siłę

Polska branża farmaceutyczna ma coraz większe znaczenie gospodarcze. Zgodnie z raportem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości z 2024 roku, w kraju działa ponad 700 firm farmaceutycznych, z czego aż 221 ma siedzibę w Warszawie. Branża zatrudnia około 80–100 tys. osób, a jej roczne przychody szacowane są na 11,5 mld euro.

Choć udział zatrudnienia w produkcji farmaceutycznej (0,97%) jest niższy niż unijna średnia (1–3%), sektor ten ma przed sobą dobre perspektywy. Rosnące wydatki zdrowotne, starzejące się społeczeństwo oraz przenoszenie łańcuchów dostaw do Europy sprzyjają jego dalszemu rozwojowi.

Warszawa – biurowa stolica farmacji

Warszawa przyciąga liderów sektora – 19 z 20 firm o najwyższych przychodach w branży farmaceutycznej ma swoje biura właśnie tutaj. Popyt na powierzchnie biurowe wśród firm z tej branży systematycznie rośnie: od 100 tys. m² w latach 2010–2014, przez 150 tys. m² w latach 2015–2019, aż po 172 tys. m² w okresie 2020–2024.

Cechą charakterystyczną dla tego sektora jest wyraźna preferencja dla lokalizacji poza ścisłym centrum miasta. Aż 74% powierzchni zajmowanych przez firmy farmaceutyczne znajduje się w takich obszarach jak:

  • Służewiec – 40%,
  • Centrum Zachód – 16%,
  • Korytarz Żwirki i Wigury – 11%.

To wyróżnia je na tle innych branż, np. finansów czy IT, które chętniej wybierają centralne lokalizacje.

Stabilność i długofalowe planowanie

W okresie 2020–I kw. 2025 roku aż 62% transakcji najmu zawieranych przez sektor farmaceutyczny to renegocjacje umów – znacznie powyżej średniej rynkowej wynoszącej 41%. Pokazuje to, że firmy farmaceutyczne stawiają na długoterminową stabilność i są lojalnymi najemcami.

Jednocześnie są to jedni z najbardziej wymagających klientów – poza lokalizacją, zwracają szczególną uwagę na:

  • dostępność parkingów i dojazd do lotniska,
  • jakość powierzchni i standard techniczny,
  • obecność nowoczesnych rozwiązań technologicznych,
  • certyfikację ekologiczną, obejmującą coraz częściej nie tylko budynek, ale i konkretne biura,
  • aranżację sprzyjającą dobrostanowi pracowników – np. zgodną ze standardami WELL lub ESG.

Biura nowej generacji – zmiana podejścia

Zgodnie z danymi Cushman & Wakefield, 48% powierzchni zajmowanej przez sektor farmaceutyczny mieści się w budynkach powstałych po 2014 roku. To efekt rosnących wymagań dotyczących komfortu pracy, zrównoważonego rozwoju i nowoczesnej infrastruktury. Przewiduje się, że firmy ulokowane w starszych budynkach będą w najbliższych latach dążyć do relokacji lub modernizacji swoich przestrzeni.

Właściciele starszych obiektów biurowych już dziś podejmują działania modernizacyjne, aby utrzymać konkurencyjność i przyciągać najemców z tego dynamicznie rozwijającego się sektora.

Logistyka – fundament efektywnej farmacji

Eksperci Cushman & Wakefield podkreślają, że produkcja i logistyka mają kluczowe znaczenie w funkcjonowaniu sektora farmaceutycznego. Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania typu „zimny łańcuch dostaw” oraz konieczność spełniania restrykcyjnych norm jakości i bezpieczeństwa sprawiają, że firmy potrzebują nowoczesnych i wyspecjalizowanych magazynów oraz zakładów produkcyjnych.

Inwestycje w infrastrukturę logistyczną stanowią fundament dalszego rozwoju i odporności branży, zwłaszcza w kontekście globalnych wyzwań związanych z bezpieczeństwem dostaw.

Warszawa konkurencyjna w skali Europy

Średnia wielkość transakcji najmu powierzchni biurowej przez firmy farmaceutyczne w Warszawie wynosi 1 560 m², co plasuje ją w górnej części europejskiego przedziału (1 000–1 700 m²). To potwierdza, że polska stolica staje się coraz bardziej atrakcyjna dla globalnych graczy i rośnie jej znaczenie jako centrum rozwoju nowoczesnej farmacji.

Branża tworzyw sztucznych stawia na modernizację mimo trudnego otoczenia

Polski sektor przetwórstwa tworzyw sztucznych w dużej mierze uzależniony jest od sytuacji gospodarczej w Unii Europejskiej, a w szczególności od kondycji ekonomicznej krajów będących kluczowymi partnerami handlowymi – przede wszystkim Niemiec, Czech, Francji i Włoch. Obecne spowolnienie gospodarcze w Niemczech, jako największym odbiorcy polskich produktów z tworzyw sztucznych, znacząco ograniczyło możliwości rozwoju eksportu i zahamowało dynamikę sprzedaży zagranicznej.

Choć od końca 2022 roku obserwuje się spadek cen surowców, co teoretycznie mogło pozytywnie wpłynąć na rentowność i wolumen sprzedaży, realny popyt – zwłaszcza w sektorze budownictwa i motoryzacji – pozostał wyraźnie osłabiony. Słaba koniunktura w tych branżach odbija się na całym łańcuchu dostaw, w tym na producentach wyrobów z tworzyw.

Wciąż jednak największą część produkcji stanowią opakowania jednostkowe, które – mimo nasilającej się presji regulacyjnej i niekiedy nieuzasadnionej krytyki medialnej – dowodzą swojej praktyczności i funkcjonalności. Branża staje przed rosnącą liczbą wyzwań legislacyjnych, m.in. w związku z wdrażaniem unijnych regulacji takich jak dyrektywa SUP, EPR czy pakiet PPWR. Z drugiej strony, planowane wdrożenie ogólnokrajowego systemu kaucyjnego może przyczynić się do poprawy wizerunku całego sektora, podkreślając jego rolę w gospodarce obiegu zamkniętego.

Pomimo niepewności na rynku europejskim, wielu krajowych przetwórców pozostaje umiarkowanie pozytywnie nastawionych. Przedsiębiorstwa inwestują w modernizację parków maszynowych oraz automatyzację procesów produkcyjnych, co zwiększa ich efektywność i konkurencyjność wobec zagranicznych graczy. Coraz więcej firm podkreśla, że ich rozwiązania technologiczne i know-how nie ustępują poziomowi zachodnich konkurentów – a wręcz przeciwnie, pozwalają na elastyczne dostosowanie się do zmieniających się oczekiwań klientów i przepisów.

Perspektywy dla branży w roku 2025 rysują się umiarkowanie optymistycznie. Prognozy wzrostu PKB na poziomie 3–4% oraz poprawa konsumpcji prywatnej mogą stworzyć warunki sprzyjające odbudowie popytu. Kluczowe jednak będzie utrzymanie tempa inwestycji – zarówno w nowe technologie, jak i w podnoszenie efektywności energetycznej oraz prośrodowiskowe rozwiązania. Elastyczność operacyjna, innowacyjność i umiejętność szybkiego reagowania na zmiany otoczenia regulacyjnego staną się podstawą dla stabilnego rozwoju sektora w nadchodzących latach.

Autor: Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych

Inflacja bazowa CPI w Polsce zgodna z oczekiwaniami – 3,3% w maju

Inflacja bazowa CPI wyniosła w Polsce 3,3 proc. i jest to odczyt zgodny z oczekiwaniami.

Inflacja bazowa CPI wyłącza z obrachunków komponent cen żywności i energii, czyli dwa czynniki najbardziej związane z decyzjami politycznymi, więc jest najbardziej rynkowym odczytem. Choć od kilku miesięcy jej odczyty powoli pokazują coraz mniejsze wartości, to jednak spadek ten jest zgodny z założeniami większości uczestników rynku. Trudno więc się spodziewać, że mógłby w jakimś stopniu zaskoczyć członków RPP i wpłynąć na zmianę ich nastawienia na najbliższym posiedzeniu.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

ZPP przeciwko rozszerzeniu podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) wyraził stanowczy sprzeciw wobec planów Ministerstwa Finansów dotyczących rozszerzenia podatku od sprzedaży detalicznej na sektor e-commerce. W opublikowanym stanowisku organizacja ocenia tę propozycję jako szkodliwą dla innowacyjności i konkurencyjności polskich oraz europejskich firm działających w handlu internetowym. ZPP apeluje o natychmiastowe wstrzymanie prac nad nowelizacją i sugeruje, że ewentualna dyskusja o opodatkowaniu e-handlu powinna toczyć się na poziomie unijnym.

Nieskuteczność podatku w handlu tradycyjnym

Podatek od sprzedaży detalicznej obowiązuje w Polsce od 2021 roku. Zgodnie z uzasadnieniem do ustawy jego celem miało być zwiększenie dochodów budżetowych oraz ograniczenie agresywnej optymalizacji podatkowej stosowanej przez największe sieci handlowe. Zakładano również, że rozwiązanie to pomoże chronić małe sklepy o polskim kapitale.

Jednak, jak podkreśla ZPP, w praktyce efekt ten nie został osiągnięty. Liczba niewielkich placówek handlowych nadal spada. Tylko w latach 2015–2021 rynek skurczył się o ok. 10%, a w kolejnych latach trend ten utrzymał się – w 2022 roku zamknięto 4 tys. sklepów, a w 2023 r. kolejne 2%. Pomimo progu zwolnienia z podatku przy przychodach poniżej 17 mln zł miesięcznie, dominacja dużych graczy nie została ograniczona.

E-commerce pod presją – kolejne obciążenia to błąd

ZPP podkreśla, że rozszerzenie podatku na e-commerce dotknie przede wszystkim małe i średnie sklepy internetowe, które stanowią blisko połowę tego rynku. Branża już teraz boryka się z rosnącymi kosztami działalności, m.in. reklamy internetowej, logistyki czy energii. Na tym tle szczególnie niepokojąca jest rosnąca konkurencja ze strony azjatyckich platform, które – jak wskazuje organizacja – często unikają opodatkowania poprzez zaniżanie wartości przesyłek lub ich sztuczne dzielenie.

W opinii ZPP nowy podatek nie tylko obniży konkurencyjność krajowych firm, ale również pogłębi istniejące nierówności w dostępie do rynku, faworyzując podmioty spoza Unii Europejskiej. Przedsiębiorcy, którzy działają zgodnie z prawem, mogą znaleźć się w jeszcze trudniejszej sytuacji.

Potrzeba wspólnych działań w Unii Europejskiej

Związek zaznacza, że temat opodatkowania e-commerce powinien być rozpatrywany w szerszym kontekście – nie jako jednostronna inicjatywa krajowa, lecz jako wspólny projekt unijny. Żadne z państw członkowskich UE nie wprowadziło dotąd analogicznego rozwiązania, a fragmentaryzacja regulacji podatkowych wewnątrz wspólnego rynku może negatywnie wpłynąć na jego rozwój.

ZPP wskazuje, że działania legislacyjne powinny skupić się na wyrównywaniu warunków konkurencji pomiędzy firmami z UE a podmiotami z tzw. państw trzecich. Tylko współpraca na poziomie europejskim może doprowadzić do skutecznych i sprawiedliwych rozwiązań.

Perspektywy rynku e-commerce zagrożone

Pomimo szacowanego dynamicznego wzrostu rynku e-commerce w Polsce – z obecnych 100 mld zł do prognozowanych 192 mld zł w 2028 roku (według PwC), ZPP ostrzega, że takie prognozy mogą się nie ziścić. Dodatkowe obciążenia fiskalne mogłyby zahamować rozwój tego sektora, ograniczając inwestycje i innowacje.

Klienci nie szukają już sprzętu. Szukają rozwiązań

Rozmawiamy z Tomaszem Bętkowskim – właścicielem firmy Bętkowski Service, dilerem marek Husqvarna, Stiga, AL-KO, FJDynamics, Cub Cadet i John Deere – o tym, jak zmienia się rynek maszyn do pielęgnacji terenów zielonych – jak technologia i automatyzacja wpływają na sposób myślenia o kosztach, jakości i efektywności.

Jeszcze kilka lat temu automatyzacja była traktowana jako ciekawostka. Dziś to rozwiązanie praktyczne – oszczędzające koszty. Skąd ta zmiana?

Rzeczywiście, jeszcze pięć–sześć lat temu klienci patrzyli na autonomiczne kosiarki z pewną rezerwą. Postrzegano je jako kosztowną nowinkę, raczej dla pasjonatów niż do pracy na dużą skalę. To się diametralnie zmieniło, głównie z dwóch powodów.

Po pierwsze – koszty pracy i paliwa stale rosną, a jednocześnie dostępność pracowników sezonowych czy operatorów sprzętu maleje. To realny problem, który dotyka zarówno firmy prywatne, jak i instytucje publiczne. Po drugie – technologia naprawdę dojrzała. Dzisiejsze maszyny autonomiczne, takie jak FJDynamics RM21 czy Husqvarna Ceora, oferują precyzję, niezawodność i łatwość obsługi, jakie jeszcze kilka lat temu były nieosiągalne.

Z naszej perspektywy – jako doradców i dystrybutorów – ta zmiana jest korzystna. Możemy oferować rozwiązania, które obniżają koszty operacyjne, zwiększają jakość wykonania usług i przewidywalność pracy. To nie jest już kwestia wyboru „czy”, ale „kiedy” warto wdrożyć automatyzację.

Czy taki model pracy jest dziś dostępny również dla mniejszych firm i instytucji?

Tak, i to jest jedna z największych zmian. Automatyzacja przestała być zarezerwowana wyłącznie dla dużych graczy. Coraz więcej średnich firm ogrodniczych, zarządców osiedli, a nawet mniejszych gmin zaczyna wdrażać autonomiczne maszyny jako element codziennej pracy.

To możliwe, ponieważ bariera wejścia znacząco się obniżyła – zarówno cenowo, jak i organizacyjnie. Oczywiście, nie każda maszyna nadaje się do każdego terenu. I tu zaczyna się nasza rola jako doradców. Kluczowe są takie czynniki jak rodzaj terenu, harmonogram pracy, wymagania estetyczne, czy preferencje zespołu technicznego. Dokładamy dużej staranności, aby klient otrzymał rozwiązanie, które rzeczywiście odpowiada jego potrzebom, sprzedajemy nie tylko sprzęt, ale również całościową koncepcję organizacji pracy.

To znaczy, że klienci przychodzą dziś po nie po maszynę, a po rozwiązanie?

Coraz częściej – po rozwiązanie. I to bardzo dobra zmiana. Jeszcze kilka lat temu typowe pytanie brzmiało: „Ile kosztuje ta kosiarka?”. Dziś słyszymy raczej: „Mamy 18 hektarów w kilku lokalizacjach. Jak możemy to zoptymalizować?”. I to są zupełnie inne rozmowy – bardziej strategiczne, długofalowe.

Naszym celem nie jest sprzedaż „na siłę”. Zawsze podkreślam, że trzeba najpierw zrozumieć klienta, jego potrzeby, ograniczenia, cele, a dopiero potem mówić o urządzeniu. Dlatego oferujemy nie tylko sam sprzęt, ale też wdrożenie, szkolenie operatorów, konfigurację systemów zarządzania flotą i oczywiście serwis. Ten model się sprawdza, bo nie tylko sprzedaż, ale również wsparcie jest dziś kluczowe dla zaufania i długoterminowej współpracy.

Jakie są dalsze kierunki rozwoju Bętkowski Service?

Dla nas rozwój to przede wszystkim dalsze wzmacnianie modelu doradczo-serwisowego. Sprzęt można dziś kupić w wielu miejscach. Ale szybka pomoc w sezonie, elastyczność, dostęp do części – to są rzeczy, które decydują, czy klient wróci i czy poleci nas dalej.

Widzimy rosnące zainteresowanie systemami zarządzania flotą, urządzeniami elektrycznymi i robotami, które można nadzorować zdalnie, analizować ich efektywność, a nawet planować zadania na podstawie warunków pogodowych. Będziemy w tym obszarze jeszcze bardziej aktywni. Naszą ambicją jest być partnerem w optymalizacji pracy – od ogrodu po stadion. Dla klientów indywidualnych, samorządów, firm komunalnych i sektora sportowego.

I na koniec, proszę opowiedzieć w jaki sposób zarządzanie zielenią staje się dziś bardziej profesjonalne niż kiedyś?

Zieleń przestaje być wyłącznie elementem dekoracyjnym. Dla wielu instytucji staje się symbolem jakości zarządzania przestrzenią. I dlatego nie wystarczy „mieć sprzęt” – trzeba mieć dobrze dobrany sprzęt, właściwy system pracy, wsparcie techniczne i kontrolę kosztów.

Naszym zadaniem – jako firmy – jest pomóc klientom wejść na ten poziom. Nie tylko dostarczając technologię, ale również edukując, wspierając i pokazując, że zautomatyzowana, efektywna i ekologiczna pielęgnacja zieleni jest dziś nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna.

Turbulencja – pierwsza polska studencka rakieta na paliwo ciekłe szykuje się do lotu

Zespół AGH Space Systems z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zaprezentował najnowszą wersją Turbulencji – pierwszej w Polsce studenckiej rakiety z napędem na ciekłe paliwo. Już w drugiej połowie lipca br. rakieta odbędzie swój pierwszy lot podczas wydarzenia Loty Rakiet Eksperymentalnych na poligonie w Toruniu, organizowanego przez Polskie Towarzystwo Rakietowe.

Grafika ilustrująca elementy składowe rakiety Turbulencji

Projekt Turbulencja, którego początki sięgają roku 2017, jest efektem wieloletnich prac, licznych udoskonaleń konstrukcyjnych oraz testów technologicznych, prowadzonych przez kolejne pokolenia członków zespołu AGH Space Systems. Obecna wersja rakiety jest najbardziej zaawansowaną technicznie konstrukcją w historii zespołu i stanowi ważny krok w kierunku upowszechnienia technologii z napędem na ciekłe paliwo LRE (Liquid Rocket Engine) w polskich projektach studenckich.

– Turbulencja to nie tylko rakieta – to dowód na to, potrafimy tworzyć technologię, która dorównuje światowym standardom. Dla nas to lata pracy, pasji i determinacji – mówi Mikołaj Ostrowski – lider sekcji rakiet AGH Space Systems.

Innowacyjna technologia i dopracowana inżynieria

Turbulencja wyróżnia się przede wszystkim zastosowaniem ciekłego paliwa – etanolu oraz podtlenku azotu – magazynowanych w jednym zbiorniku, przedzielonym ruchomym, szczelnym tłokiem. Rakieta zasilana jest silnikiem Zawisza4000. Dzięki tej konfiguracji układu napędowego zespół może precyzyjnie kontrolować proces spalania oraz efektywnie zarządzać ciśnieniem paliwa, co znacząco zwiększa wydajność napędu w porównaniu do klasycznych rozwiązań.

Kluczowe cechy rakiety Turbulencja:

  • Zaawansowany napęd ciekłopaliwowy: wykorzystujący etanol
    i podtlenek azotu, z innowacyjnym systemem podziału zbiorników;
  • System odzysku dwustopniowy: mały spadochron hamujący i główny spadochron zapewniają bezpieczny powrót rakiety na ziemię;
  • Ładowność: rakieta może przenosić do 4 kg ładunku w standardzie 3U (10 × 10 × 30 cm);
  • Wymiary: długość – 4,5m; średnica – 20cm; waga przed zatankowaniem – 60kg; waga po zatankowaniu – 80kg.

Sukcesy i uznanie międzynarodowe

Choć pierwszy lot Turbulencji odbędzie się dopiero tego lata, projekt od początku budził zainteresowanie środowiska rakietowego. W 2018 roku zespół uczestniczył w prestiżowych zawodach Spaceport America Cup w Nowym Meksyku (USA), zajmując drugie miejsce w kategorii rakiet hybrydowych i ciekłopaliwowych (latających do 30 000 stóp), mimo że rakieta nie odbyła wtedy lotu. Wysoko oceniona została wówczas dokumentacja techniczna oraz prezentacja projektu.

W 2024 roku Turbulencja została także zaprezentowana podczas European Rocketry Challenge, gdzie zespół zdobył uznanie sędziów za profesjonalizm, jakość inżynieryjną oraz kompleksowe podejście do procedur bezpieczeństwa i zarządzania projektem.

Pierwszy lot

Planowany na lipiec 2025 lot to dla zespołu nie tylko symboliczne zwieńczenie wieloletniej pracy, ale również punkt wyjścia do kolejnych misji – w tym startów na większe pułapy oraz eksperymentów z ładunkami naukowymi.

– Zależy nam, aby Turbulencja nie była jednorazowym osiągnięciem, ale początkiem serii eksperymentalnych rakiet ciekłopaliwowych w Polsce. Chcemy, aby stała się platformą testową dla przyszłych innowacji, również tych komercyjnych i naukowych – dodaje Mikołaj Cichoń, odpowiedzialny za podsekcję mechaniki rakiet.

Rejestracje nowych pojazdów w Polsce – maj 2025: Hybrydy i elektryki rosną, ciężarówki w odwrocie

Maj 2025 okazał się kolejnym miesiącem wzrostów w rejestracjach nowych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce – wynika z analizy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) oraz Związku Dealerów Samochodów (ZDS). Wzrosty te są szczególnie widoczne w segmencie pojazdów z napędami alternatywnymi, podczas gdy tradycyjne jednostki napędowe i segment samochodów ciężarowych notują spadki.

Samochody osobowe: stabilny wzrost, boom na hybrydy i elektryki

W maju 2025 r. zarejestrowano w Polsce 46 641 nowych samochodów osobowych, co oznacza wzrost o 6,8% r/r (czyli o 2 987 sztuk więcej niż w maju 2024). Warto zwrócić uwagę na dynamiczny wzrost rejestracji wśród klientów indywidualnych (+7,1% r/r) oraz w rejestracjach na REGON (+6,7%).

Struktura napędów w nowych rejestracjach pokazuje wyraźną zmianę preferencji Polaków:

  • Samochody hybrydowe (HEV + MHEV): 21 654 szt. (+2% r/r)
  • Plug-in Hybrid (PHEV + EREV): 2 362 szt. (+118,5% r/r)
  • Elektryczne (BEV + FCEV): 2 869 szt. (+121,9% r/r)
  • Benzynowe: 14 623 szt. (-4,6% r/r)
  • Diesel: 3 638 szt. (-3,9% r/r)
  • LPG: 1 490 szt. (+58,2% r/r)

Zarówno plug-iny, jak i auta całkowicie elektryczne osiągnęły historyczne wzrosty – powyżej 100% rok do roku. Ten trend jest częściowo efektem wprowadzenia programu NaszEauto, który – mimo początkowego braku entuzjazmu – zaczął skutkować zwiększonym zainteresowaniem konsumentów.

Samochody dostawcze: odbicie na plusie

Maj 2025 przyniósł wzrost także w segmencie lekkich pojazdów dostawczych do 3,5 tony – zarejestrowano 5 297 pojazdów, co oznacza wzrost o 10,8% r/r (+516 sztuk).

Struktura napędów:

  • Diesel: 4 871 szt. (+13,8% r/r)
  • Elektryczne i hybrydowe: 181 szt. (+12,4%)
  • Benzyna: 227 szt. (-32,6% r/r)
  • CNG/LNG: 1 szt.

Ruch w stronę niskoemisyjnych pojazdów dostawczych jest jeszcze umiarkowany, ale widoczny.

Samochody ciężarowe: spadki mimo niskiej bazy

W przeciwieństwie do segmentów osobowych i dostawczych, rynek pojazdów ciężarowych wciąż znajduje się w regresie.

  • Pojazdy powyżej 16 ton: 2 244 szt. (-6,3% r/r)
  • Pojazdy 3,5–16 ton: 253 szt. (-9,3% r/r)

Największe spadki dotyczą pojazdów z silnikami diesla, a segment elektryczny i alternatywny (CNG/LNG) jest nadal marginalny. Eksperci PZPM wskazują, że mimo słabego roku 2024, sytuacja w tym segmencie nie ulega poprawie – co może świadczyć o głębszym kryzysie inwestycyjnym lub strukturalnym w branży transportowej.

Podsumowanie pięciu miesięcy 2025 roku

Analiza okresu styczeń–maj 2025 r. pokazuje:

  • Samochody osobowe: 235 724 szt. (+4% r/r)
  • Samochody dostawcze: 27 119 szt. (+3,7% r/r)
  • Samochody ciężarowe pow. 16T: 10 443 szt. (-4,9% r/r)
  • Samochody ciężarowe 3,5–16T: 996 szt. (-20,8% r/r)
  • Autobusy pow. 3,5T: 1 052 szt. (+14%)
  • Motocykle i motorowery: 19 083 szt. (+6,3%) i 5 921 szt. (+11,1%)

Komentarz ekspertów: nowe marki, nowe technologie, nowe szanse

Według Jakuba Farysia (prezes PZPM) i Pawła Tuzinka (prezes ZDS), rynek pokazuje oznaki zdrowego wzrostu – zwłaszcza dzięki upowszechnieniu hybryd oraz zwiększonemu zainteresowaniu elektrykami. Zbliżający się koniec pierwszego półrocza daje nadzieję na dobre wyniki całoroczne, szczególnie jeśli programy wsparcia pozostaną atrakcyjne i łatwo dostępne.

Eksperci ostrzegają jednak, że segment ciężarówek wymaga pilnej interwencji, by zahamować spadkowy trend. Wskazują także na rosnącą konkurencję ze strony nowych marek, szczególnie tych oferujących napędy alternatywne.

Źródło: Raport ZDS i PZPM na podstawie danych CEP, maj 2025.

Inflacja w Polsce w maju niższa od oczekiwań – finalny odczyt wyniósł 4,0 proc.

Finalny odczyt inflacji za maj wyniósł 4,0 proc. r/r, nieco poniżej wstępnego szacunku na poziomie 4,1 proc. W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła -0,2 proc., zgodnie z wcześniejszymi prognozami.

Tegoroczna ścieżka inflacji kształtuje się wyraźnie poniżej oczekiwań sprzed kilku miesięcy. Procesy dezinflacyjne zyskują na sile – w maju największy wpływ na spadek tempa wzrostu cen miały niższe ceny paliw.

Dynamika spadku inflacji jest na tyle silna, że już w okresie wakacyjnym odczyty mogą znaleźć się w górnym paśmie celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 pkt proc.). Sprzyjać temu będą m.in. znacząca obniżka taryf gazowych od lipca oraz efekt bazy związany z częściowym odmrożeniem cen energii w ubiegłym roku.

Jeszcze dwa tygodnie temu rynek zakładał, że obniżka stóp procentowych w lipcu jest scenariuszem bazowym, szczególnie w kontekście sprzyjających temu danych makroekonomicznych. Jednak wynik wyborów prezydenckich wywołał obawy wśród członków RPP dotyczące możliwego braku konsolidacji fiskalnej.

Kierunek dalszej polityki pieniężnej powinien zostać lepiej określony po publikacji lipcowej projekcji inflacyjnej NBP oraz konferencji z udziałem Prezesa Glapińskiego, które mogą dostarczyć kluczowych wskazówek co do perspektyw stóp procentowych w Polsce.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Płaca minimalna wyniesie 4806 złotych brutto. Przedsiębiorcy mówią o kompromisie

Płaca minimalna w 2026 roku wzrośnie o 140 złotych brutto do kwoty 4806 złotych. To mniejszy wzrost niż w minionych latach, ale przedsiębiorcy przyznają, że jest to kompromis pomiędzy możliwościami przedsiębiorców, a oczekiwaniami pracowników. – Dynamika wzrostu płac musiała zostać skorygowana, bo w ostatnich miesiącach widzimy, że sektor MŚP, handel, usługi czy przemysł wyhamował jeżeli chodzi o wzrost płac. Podobnie jest w jeszcze niedawno bardzo progresywnej branży IT, transporcie czy w budownictwie. Gospodarka oczekuje stabilizacji, stąd taka korekta płacy minimalnej zdaje się być rozsądnym kompromisem – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wiadomo już jaka będzie propozycja przyszłorocznej płacy minimalnej

Podwyżka płacy minimalnej nazywana jest przez przedsiębiorców „dobrym kompromisem”. Jak przyznają eksperci ostatnie lata przynosiły znaczny progres we wzroście wynagrodzeń, a płaca minimalna rosła nawet dwa razy w roku.

– Wzrosty płacy minimalnej stymulowane przez Rząd w poprzednich kadencjach doprowadzały do rozpędzania się presji płacowej i do znacznego wzrostu kosztów pracowniczych w wielu sektorach. Przedsiębiorcy są świadomi tego, że pensje muszą rosnąć, bo zatrzymanie dobrych kadr wymaga działania z ich strony i proponowania im godnej płacy. W obecnej sytuacji gospodarczej lekka korekta płacy minimalnej jest właściwą decyzją Rządu i przedsiębiorcy ją popierają – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Presja płacowa zmniejszyła się, bo mniejsza jest inflacja i wzrost cen. Oczywiście pensje nie rosną w każdej branży w tym samym tempie i widzimy, że tam, gdzie brakuje rąk do pracy to wynagrodzenia rosną szybko, ale to jest regulowane przez rynek, a nie przez rządzących i takie działanie wydaje się zasadne. Widzimy, że pensje zatrzymały się w sektorze IT, usługach czy w transporcie. To branże, które w ostatnich miesiącach notują słabsze wyniki – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy spodziewają się, że od 2027 roku pensje minimalne przekroczą 5 tysięcy złotych brutto.

– To granica psychologiczna i przyjdzie czas, by ją przekroczyć, ale wszelkie decyzje o wzroście płacy minimalnej muszą być uargumentowane sytuacją gospodarczą – mówi Hanna Mojsiuk.

Mniejsza inflacja i spokojniejszy wzrost cen to mniejsza presja płacowa

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że zmiany w płacy minimalnej w tym roku budzą mniej emocji niż w latach ubiegłych.

– Proponowany przez rząd wzrost płacy minimalnej o wartość prognozowanej inflacji tj. 3% czyli 140 złotych jest najniższa podwyżką od kilku lat. Warto jednak zauważyć, ze w ostatnich latach płaca minimalna w Polsce rosła najszybciej w Europie co powodowało istotny wzrost kosztów zatrudnienia w przedsiębiorstwach jednocześnie prowadząc często do spłaszczenia poziomu wynagrodzenia. Należy tez dodać, ze sama wysokość minimalnego wynagrodzenia wpływa również na szereg zobowiązań. Tym samym proponowany obecnie wzrost płacy minimalnej na rok 2026 wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Oczywiście należy jednak pamiętać, ze wszystko zależy od punktu widzenia i zapewne storna organizacji pracowniczych będzie próbowała naciskać i forsować wyższy wzrost wynagrodzenia minimalnego na przyszły rok – komentuje Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

Zmian wynagrodzeń eksperci nie spodziewają się po branżach sezonowych.

– Hotele, restauracje, drobny handel, usługi sprzątające, budownictwo sezonowe, tutaj widzimy rekrutacje rozpędzone już w pełni. Hotele i gastronomia muszą rekrutować już po majówce. Ten sezon póki co rozpędza się dość powoli, ale widzimy, że tak jak rośnie zainteresowanie nadmorską turystyką, tak też przedsiębiorcy są zdecydowani na zatrudnianie pracowników. Na ten moment nie ma problemów z rekrutacją, a propozycje stawek godzinowych są bardzo podobne do ubiegłorocznych. Najbardziej brakuje osób do sprzątania i prac porządkowych, a więcej chętnych widzimy w gastronomii – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

Najlepiej zarządzane firmy w Polsce: poznaj laureatów czwartej edycji Deloitte Best Managed Companies

0

Czwarta edycja programu Best Managed Companies wyłoniła 45 firm, które w wyjątkowy sposób łączą długofalową strategię z codzienną praktyką biznesową. Wyróżnienie przyznawane jest przedsiębiorstwom, które wykazują się dojrzałością operacyjną i strategiczną – ocenianą nie przez pryzmat wyników finansowych, lecz poprzez jakość zarządzania, efektywność operacyjną, spójną kulturę organizacyjną i umiejętność adaptacji. Program Deloitte, realizowany z udziałem ekspertów i niezależnych przedstawicieli świata biznesu i nauki, promuje firmy myślące długofalowo i budujące odpowiedzialną przewagę.

Program Best Managed Companies jest obecny w kilkudziesięciu krajach na świecie i co roku gromadzi tysiące prywatnych firm, które poddają się wnikliwej, wieloetapowej ocenie. Jego idea narodziła się w 1993 roku w kanadyjskim oddziale Deloitte jako odpowiedź na potrzebę wzmacniania lokalnej przedsiębiorczości i promowania najlepszych praktyk zarządczych w firmach prywatnych i rodzinnych. Od samego początku celem programu było wyróżnianie organizacji, które w sposób świadomy, odpowiedzialny i skuteczny budują swoją pozycję rynkową. Z biegiem lat inicjatywa zyskała międzynarodowy zasięg. Dziś obejmuje ponad 50 krajów, a firmy uczestniczące w programie przechodzą szczegółową ocenę m.in. w obszarach strategii, zarządzania, kultury organizacyjnej i innowacyjności.

W ramach programu Best Managed Companies nie ograniczamy się jedynie do wyróżniania firm, które osiągnęły wysoki poziom dojrzałości biznesowej, ale przede wszystkim aktywnie wspieramy je w dalszym rozwoju. Udział w programie to nie tylko prestiżowy tytuł, ale przede wszystkim okazja do wzięcia udziału w warsztatach prowadzonych przez naszych ekspertów. Firmy mają możliwość skonfrontowania swoich praktyk zarządczych z międzynarodowymi standardami i uzyskania pogłębionej informacji zwrotnej. Dla wielu z nich to właśnie ten etap – jeszcze przed ogłoszeniem wyników – staje się punktem zwrotnym i impulsem do dalszego rozwoju mówi Michał Lejman, partner associate w dziale doradztwa podatkowego Deloitte, lider Best Managed Companies Poland.

Doświadczone jury z eksperckim zapleczem

W tegorocznej edycji jury ponownie połączyło dwie perspektywy – akademicką i biznesową – tworząc zespół ekspertów, który nie tylko ocenia i rozumie aspekty teoretyczne, ale także praktyczne. Do składu dołączyli Dominika Bettman, przedsiębiorczyni, liderka i mentorka oraz Marcin Grzymkowski, założyciel Sportano.pl. Ich doświadczenie i znajomość realiów rynkowych wzbogaciły prace jury o praktyczną perspektywę oraz pogłębioną ocenę wyzwań, z jakimi mierzą się współcześnie przedsiębiorstwa.

W gronie jurorów ponownie znaleźli się: Iva Georgijew, partnerka w Deloitte Polska i przewodnicząca rady nadzorczej Deloitte Central Europe, Dariusz Duma z FBN Poland, prof. Izabela Koładkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego, dr Adam Kowalik z Uniwersytetu SWPS, Andrzej Horawa z Amazon Web Services, Krzysztof Domarecki z Selena Group oraz Krzysztof Augustynowicz z Salesforce.

Tegoroczną edycję wspierali partnerzy główni: Amazon Web Services (AWS) oraz Salesforce. Partnerami merytorycznymi były: Akademia Leona Koźmińskiego, FBN Poland, Wydział Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS. Partnerem medialnym wydarzenia był Puls Biznesu.

Firmy z wizją i konsekwencją tegoroczni laureaci programu

W gronie laureatów czwartej edycji programu znalazło się 45 firm: 9 debiutujących w programie oraz 36, które pomyślnie przeszły proces recertyfikacji. Recertyfikacja to specjalna procedura, która pozwala laureatom poprzednich edycji uzyskać pogłębioną analizę zmian zachodzących w firmie na tle otoczenia rynkowego i makroekonomicznego, a także przedłużyć status najlepiej zarządzanego przedsiębiorstwa.

Wśród wyróżnionych znalazły się zarówno dynamiczne, rosnące spółki, jak i firmy z ugruntowaną pozycją rynkową łączy je jedno: konsekwentne budowanie wartości w oparciu o przemyślaną strategię, rozwój kompetencji i zdolność do adaptacji. Program jest otwarty dla prywatnych i rodzinnych firm działających w Polsce, niezależnie od wielkości czy branży, które są gotowe poddać się wnikliwej ocenie i chcą rozwijać się w oparciu o najlepsze praktyki zarządcze.

Laureaci czwartej edycji plebiscytu Deloitte Best Managed Companies Poland:

Ampol-Merol sp. z o.o.; Domator24 sp. z o.o.; Kopalnie Dolomitu S.A. w Sandomierzu; Helio S.A.; Impact Clean Power Technology S.A.; Marathon International sp. z o.o., sp.k.; Model-Art sp. z o.o.; Nowy Styl sp. z o.o. oraz Transfer Multisort Elektronik sp. z o.o.

Firmy z III edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Adamietz sp. z o.o.; BGW sp. z o.o.; Grupa Progres sp. z o.o.; Klimas sp. z o.o.; Neuca S.A.; Solvera Gawel Technology S.A.; Univio S.A.; ZARYS International Group sp. z o.o., sp.k.; Zet Transport sp. z o.o.

Firmy z II edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Amplus sp. z o.o.;  ASTOR sp. z o.o.; Blachotrapez sp. z o.o.; Chespa sp. z o.o.; Euroterm TGS sp. z o.o.; GT Trailers sp. z o.o. ; Malow sp. z o.o.; Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Łysoń sp. z o.o.; Rohlig Suus Logistics S.A.; Tutlo sp. z o.o.; VIVE Textile Recycling sp. z o.o. oraz YES Biżuteria S.A.

Firmy z I edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Ceramika Paradyż sp. z o.o.; Falken Trade Polska sp. z o.o.; Fibrain sp. z o.o.; Grupa Cichy-Zasada sp. z o.o., sp.j.; G8 S.A.; Lemarpol Wózki Widłowe sp. z o.o.; MARMA Polskie Folie sp. z o.o.; Martex sp. z o.o.; Maxcom S.A.; NOVOL sp. z o.o.; Osadkowski sp. z o.o.; Profix sp. z o.o.; Protech sp. z o.o.; Selena FM S.A.; Splast sp. z o.o.

Jedna praca nie wystarcza: co czwarty pracownik na świecie dorabia na boku

0

Choć globalne zatrudnienie osiągnęło w 2024 r. rekordowy poziom, to według raportu ADP Research „People at Work 2025” aż 57 proc. pracowników na świecie żyje od wypłaty do wypłaty. Badanie pokazuje również, że 23 proc. badanych ma dwie prace lub więcej, aby pokryć swoje niezbędne wydatki. Ankieta, w której wzięło udział prawie 38 tys. pracowników z 34 krajów, ujawnia także wyraźne dysproporcje regionalne i podziały pokoleniowe pod względem ich odporności finansowej.

Kluczowe wnioski z badania „People at work 2025”:

W Polsce aż 46 proc. pracowników żyje od wypłaty do wypłaty, co oznacza, że ich zarobki wystarczają tylko na pokrycie codziennych potrzeb. Model pracy w kilku miejscach w naszym kraju nie jest popularny – decyduje się na niego jedynie 10 proc. ankietowanych, co jest najniższym wynikiem wśród badanych krajów. Model pracy w jednym miejscu jest najczęstszy w Europie (średnio 84 proc.), a przodują w nim właśnie Polska (90 proc.), Włochy (87 proc.) i Niemcy (86 proc.). Co znamienne, najczęściej w Europie dodatkową pracę podejmują ludzie zamieszkujący w zamożniejszych od Polski krajach: w Szwajcarii (24 proc.) i w Szwecji (21 proc.). Jedno miejsce pracy najczęściej mają też badani w Japonii (89 proc.), Korei Południowej (87 proc.), Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii (85 proc.), Kanadzie (84 proc.) i w USA (83 proc.).

  • Gdy pensja nie wystarcza: Podejmowanie dodatkowej pracy niekoniecznie podnosi bezpieczeństwo finansowe. Ponad połowa (54 proc.) osób z jedną pracą, 59 proc. pracowników z dwiema i 61 proc. pracowników z trzema lub więcej źródłami dochodu nadal z trudem wiąże koniec z końcem.
  • Różnice regionalne: Najwięcej pracowników żyjących od wypłaty do wypłaty jest w Egipcie (84 proc.) oraz Arabii Saudyjskiej (79 proc.) i Filipinach (78 proc.). W ujęciu regionalnym najgorzej pod tym względem jest w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu, gdzie 70 proc. pracowników konsumuje swoje wynagrodzenie w całości. Trochę lepsza sytuacja jest w Ameryce Łacińskiej (63 proc.) i Ameryce Północnej (58 proc.). Na drugim biegunie są Europa (51 proc.) oraz kraje Azji i Pacyfiku (48 proc.).
  • Różnice pokoleniowe: Pracownicy poniżej 40. roku życia częściej podejmują dodatkową pracę w celu zdobycia doświadczenia zawodowego (40 proc.). Prawie jedna trzecia z nich chce dorobić, by sfinansować swoją edukację lub szkolenie zawodowe. Z kolei tylko 27 proc. pracowników powyżej czterdziestki robi to, aby zdobyć doświadczenie zawodowe, a 21 proc. podejmuje dodatkowe zajęcie, aby sfinansować swoje szkolenie.

Dodatkowa praca – wybór czy konieczność?

Badanie pokazuje, że większość pracowników podejmuje dodatkową pracę, by pokryć niezbędne koszty utrzymania, zarobić na niestandardowe wydatki lub odłożyć oszczędności na emeryturę. Model pracy w dwóch lub kilku miejscach jest najczęstszy w regionie Afryki i Bliskiego Wschodu (34 proc.), Ameryce Łacińskiej (24 proc.) oraz regionie Azji i Pacyfiku (24 proc.). Posiadanie kilku prac bywa koniecznością tam, gdzie średnie płace są niskie w stosunku do kosztów utrzymania w danym kraju. Na życie od wypłaty do wypłaty najrzadziej skarżą się pracownicy w dojrzałych gospodarkach: w Korei Południowej (18 proc.), Japonii (29 proc.), Tajwanie (30 proc.) a także w Chinach (31 proc.).

Ponad połowa pracowników na świecie żyje od wypłaty do wypłaty. 
W Polsce – sytuacja trochę lepsza

W Polsce aż jedna trzecia osób pracujących w kilku miejscach decyduje się na to, by pokryć bieżące wydatki. Jednak częstszym motywem podejmowania dodatkowego zatrudnienia jest chęć zarobienia na niestandardowe wydatki (53 proc.), odłożenie środków na poduszkę finansową czy emeryturę (42 proc.) lub zdobycie nowego doświadczenia zawodowego (33 proc.). Kobiety częściej wskazują, że wynagrodzenie wystarcza im „na styk” (51 proc., vs 42 proc. mężczyzn). Problem ten częściej dotyka też pracowników powyżej 55 roku życia (51 proc.).

Wysokie koszty życia – wyzwanie także dla pracodawców

Wynagrodzenie za pracę jest podstawą dochodów większości pracowników. Nasze dane pokazują, że nawet rekordowe zatrudnienie w skali świata nie przekłada się na bezpieczeństwo finansowe. Prawie dwie trzecie osób pracujących w trzech miejscach nadal z trudem wiąże koniec z końcem. To wskazówka dla pracodawców, by przyjąć bardziej holistyczne podejście do wynagrodzeń – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

– W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z niskimi marżami, podwyżki wynagrodzeń mogą nie zawsze być wykonalne. Kreatywność w tym zakresie nadal jest możliwa i może mieć ogromne znaczenie dla konkurencyjności. Opieka medyczna, jednorazowe premie, dofinansowania celowe (zajęć sportowych, posiłków, opieki nad dziećmi itp.) mogą odciążyć pracowników i stanowić alternatywę dla szukania innej pracy. Dla pracodawcy tak ruch może zwiększyć lojalność i produktywność, budować silniejsze, bardziej trwałe i solidarne zespoły – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Wdrożenie systemu typu workflow to recepta na optymalne procesy biznesowe

Niewydajny przebieg procesów, nieefektywna komunikacja i brak możliwości łatwego monitorowania statusu zadań to problemy, które w dobie powszechnej automatyzacji mogą bardzo negatywnie wpływać na konkurencyjność firmy. Jak zatem usprawnić te obszary bez ponoszenia ogromnych kosztów? W wielu przypadkach rozwiązaniem pozwalającym na tego typu optymalizację procesów biznesowych jest wdrożenie systemu workflow.

Niewydajny przebieg procesów, nieefektywna komunikacja i brak możliwości łatwego monitorowania statusu zadań to problemy, które w dobie powszechnej automatyzacji mogą bardzo negatywnie wpływać na konkurencyjność firmy. Jak zatem usprawnić te obszary bez ponoszenia ogromnych kosztów? W wielu przypadkach rozwiązaniem pozwalającym na tego typu optymalizację procesów biznesowych jest wdrożenie systemu workflow.

Nieoptymalny przebieg procesów biznesowych w firmach – z czego to wynika?

Rozwój firmy i zwiększanie się jej przychodów to bez wątpienia rzeczy, o których marzy wielu przedsiębiorców. Często okazuje się jednak, że wraz z zatrudnianiem kolejnych pracowników, tworzeniem zespołów i oddziałów czy pozyskiwaniem nowych klientów pojawiają się także pewne problemy. Poszczególne procesy, które do tej pory działały zadowalająco, stają się bowiem niedostosowane do nowych warunków. To natomiast powoduje trudności z przekazywaniem informacji oraz współpracą między działami i przekłada się na spadek wydajności pracy.

Niektórym przedsiębiorcom może wydawać się, że taki obrót spraw wpisany jest wręcz w rozwój organizacji i nie powinniśmy się nim nadto przejmować. W rzeczywistości dla firmy jest to realna strata pieniędzy. Spadek wydajności procesów to bowiem wydłużenie czasu wykonywania zadań i znaczący wzrost kosztów. Taka sytuacja wymaga więc jak najszybszego podjęcia działań naprawczych.

W wielu przypadkach firmy wiedzą, co konkretnie przyczynia się do utraty efektywności. Menedżerowie, a nawet zaangażowani w wykonywanie zadań pracownicy, mają często także konkretne pomysły na to, jak można byłoby zmienić kształt procesów, by zautomatyzować wchodzące w ich skład czynności i zapewnić wydajność ich przebiegu. Nie mają jednak przy tym technicznych możliwości potrzebnych do wdrożenia zmian.

Przedsiębiorcy często nie chcą zlecać firmom zewnętrznym tworzenia gotowych, dopasowanych do potrzeb pojedynczych procesów narzędzi. Dzieje się tak dlatego, że takie projekty wiążą się z wysokimi kosztami i długim czasem realizacji. Odpowiadają przy tym wyłącznie na jeden problem i nie dają możliwości reagowania w przyszłości, kiedy pojawią się kolejne wyzwania związane z przebiegiem poszczególnych procesów.

Co zatem zrobić, by zyskać możliwość samodzielnej optymalizacji i automatyzacji procesów w firmie? Najlepszą odpowiedzią na tę potrzebę często okazuje się wdrożenie systemu workflow.

Jak wdrożenie systemu workflow może pomóc w rozwiązaniu najważniejszych problemów współczesnych firm?

Aby zrozumieć, w jaki sposób wdrożenie systemu workflow wspiera współczesne przedsiębiorstwa i pomaga w automatyzacji procesów w firmie, musimy najpierw dowiedzieć się, jak w ogóle działają tego typu narzędzia. Na początku przytoczmy więc nieco teorii i wyjaśnijmy sobie, czym jest omawiane przez nas rozwiązanie.

System workflow jest więc oprogramowaniem, które pozwala na zarządzanie przebiegiem procesów. Rozwiązanie takie pozwala między innymi na ustalenie etapów zadań, wyznaczanie kolejności ich realizacji, definiowanie tego, kto odpowiada za wykonywanie konkretnych czynności oraz sprawdzanie postępów pracy. Tego typu systemy często oparte są o technologie low-code i BPMN, które sprawiają, że optymalizacja procesów biznesowych przy ich użyciu nie wymaga wiedzy na temat programowania.

Poznaliśmy już definicję systemu workflow. Aby lepiej zrozumieć jego specyfikę, warto jednak także dowiedzieć się, jak rozwiązanie to działa w praktyce. Wyobraźmy sobie zatem konkretną sytuację. Pracownik odpowiedzialny za workflow w biznesie chce usystematyzować obieg konkretnego typu dokumentu (na przykład faktury), a dodatkowo zdigitalizować jak najwięcej związanych z nim czynności. Ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie osoba ta doskonale zdaje sobie sprawę z wszystkich wąskich gardeł obecnego procesu i dostrzega potencjał do automatyzacji poszczególnych zadań.

Jeśli nasz przykładowy pracownik miałby dostęp do profesjonalnego, opartego na technologiach low-code i BPMN systemu workflow dla firm, mógłby wykorzystać swoją wiedzę i samodzielnie zaprojektować przebieg całego procesu, określić jego uczestników i poszczególne kroki, a także przetestować stworzone rozwiązanie, wdrożyć je, a w razie potrzeby również zaimplementować ulepszenia. Tego typu oprogramowanie daje więc możliwość łatwego realizowania konkretnych pomysłów i wdrażania usprawnień, tam gdzie jest to najbardziej potrzebne – bez konieczności zlecania zewnętrznym firmom projektowania złożonych i drogich rozwiązań.

System workflow dla firm – przykładowe zastosowania

Wymieniony przykład to zaledwie jedno z wielu zastosowań systemu zarządzania procesami (workflow). Wdrażając tego typu rozwiązanie, zyskujemy bowiem także wiele innych możliwości, takich jak na przykład:

  • cyfryzacja obiegu dokumentów (np. rozpisywanie etapów procesów, dodawanie elektronicznych formularzy);
  • wdrożenie elektronicznego obiegu faktur (np. projektowanie i konfigurowanie obiegu, ustawianie automatycznego wysyłania powiadomień, wymagania akceptacji);
  • tworzenie i modyfikowanie procesów przepływu umów (np. określanie ścieżek i kroków procesów, nadawanie dostępów, weryfikowanie i monitorowanie zadań);
  • usprawnienie i automatyzacja procesów HR (np. stworzenie możliwości składania elektronicznych wniosków urlopowych, digitalizacja rozliczeń delegacji, umożliwienie automatycznego wydawania zaświadczeń).

Wszystkie wymienione działania stanowią jedynie kilka z przykładów zastosowania systemu zarządzania procesami. Ze względu na to, że oprogramowanie to oferuje narzędzia do samodzielnego projektowania i modyfikowania workflow, jego możliwości są tak naprawdę ograniczone jedynie przez wyobraźnię korzystających z niego osób.

system workflow

Najważniejsze korzyści z systemu workflow dla firm

Nie trudno domyślić się, że wdrożenie systemu workflow może przynieść firmie wiele korzyści. Aby mieć jeszcze lepszą świadomość tego, jak istotne może okazać się to oprogramowanie, warto jednak wymienić wszystkie najważniejsze zalety płynące z jego implementacji. Zaliczyć do nich możemy między innymi:

  • możliwość cyfryzacji poszczególnych procesów biznesowych – w zależności od aktualnych możliwości firmy zdigitalizować będzie można poszczególne czynności lub nawet całe procesy;
  • lepszą kontrolę nad procesami i przejrzystość działań – dzięki wykorzystaniu systemów opartych o low-code i BPMN projektowaniem procesów zajmować mogą się osoby, które dokładnie znają specyfikę poszczególnych czynności oraz związane z nimi wyzwania;
  • automatyzację powtarzalnych zadań – system workflow wyposażony w kreator procesów umożliwi zautomatyzowanie prostych, powtarzalnych czynności; to natomiast pozwoli pracownikom skupić się na złożonych zadaniach, które może realizować tylko człowiek;
  • skrócenie czasu realizacji procesów – dzięki automatyzacji poszczególnych zadań oraz uzyskaniu możliwości wykonywania niektórych czynności w formie cyfrowej, realizacja procesów będzie przebiegać znacznie szybciej;
  • zmniejszenie ryzyka błędów ludzkich – automatyzacja procesów to nie tylko oszczędność czasu, ale także znaczące ograniczenie ryzyka pomyłek;
  • redukcję kosztów – automatyzacja zadań, szybsze tempo realizacji procesów i brak konieczności zlecania firmom zewnętrznym opracowywania dedykowanych konkretnym czynnościom narzędzi to realna i znacząca oszczędność dla przedsiębiorstwa.

Jak widać, lista korzyści z systemu workflow jest naprawdę imponująca. Nic więc dziwnego, że wdrożeniem tego rozwiązania interesuje się coraz więcej firm.

Kto powinien wdrożyć system workflow i jak najlepiej to zrobić?

Wdrożenie systemu workflow na wielu polach wspiera działanie przedsiębiorstw. Nie każda organizacja odniesie jednak takie same korzyści z jego implementacji. Kto zatem może zyskać na tym najwięcej? Przede wszystkim średnie i duże firmy. W tego typu organizacjach realizowanych jest bowiem wiele różnych (często bardzo złożonych) ciągów czynności, które dzięki systemowi workflow można zautomatyzować i zoptymalizować. To również takie firmy często zmagają się z utratą konkurencyjności, która wynika bezpośrednio z niskiej efektywności procesów biznesowych.

Jak natomiast powinno wyglądać wdrożenie, jeśli zależy nam, by zmaksymalizować płynące z niego zyski? Tak jak w przypadku implementacji każdego narzędzia, pracę warto rozpocząć od dokładnej analizy potrzeb, wyznaczenia celu i wyboru odpowiedniego oprogramowania. Cały proces wdrażania takich systemów i automatyzacji poszczególnych procesów szczegółowo opisany został w artykule Biznesowa 3: zarządzanie procesami, elektroniczne obiegi dokumentów, technologie IT.

LOGITO – system workflow do automatyzacji i optymalizacji procesów biznesowych

Tak jak zaznaczaliśmy wcześniej, jedną z kluczowych kwestii przy wdrożeniu systemu workflow jest to, by tego typu oprogramowanie oparte było o technologie low-code i BPMN. Istotna jest również jego elastyczność, intuicyjność i prostota obsługi. To dzięki tym właściwościom możliwe będzie bowiem samodzielne modyfikowanie procesów i nadawanie im dowolnego kształtu.

Rozwiązaniem, które spełnia wymienione wymagania jest LOGITO – system workflow dopasowany do potrzeb biznesu. System ten zapewnia dostęp do kreatora procesów, dzięki któremu pracownicy mogą łatwo projektować, testować i wdrażać poszczególne pomysły. Wiele usprawnień i automatyzacji w obiegu dokumentów, faktur czy umów może zostać dzięki niemu zaimplementowanych bez konieczności zlecania pracy podmiotom zewnętrznym. To natomiast pozwala korzystającym z niego firmom zaoszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze.

Jeśli Twoje przedsiębiorstwo również zmaga się z problemami związanymi z efektywnością procesów, nie powinieneś czekać, aż trudności te negatywnie wpłyną na konkurencyjność i pozycję rynkową organizacji. Już dziś postaw więc na profesjonalny system workflow i zapewnij swojej firmie narzędzia pozwalające na bezproblemowe usprawnienie tych obszarów, które najbardziej tego wymagają.

Dolar najtańszy od 2021 roku. Kurs dolara spada do 3,68 zł

Rynek próbuje dzisiaj lawirować między nadziejami związanymi z weekendowym spotkaniem G-7 a wzrostem potencjalnych ryzyk, choćby na Bliskim Wschodzie. Wczorajsza inflacja ze Stanów dalej jest odporna na efekt ceł. Dolar do złotego jest najtańszy od czerwca 2021 roku.

Cła dalej rządzą…

Przed nami posiedzenie liderów największych gospodarek świata. Spotkanie rozpocznie się w niedzielę w Kanadzie i potrwa trzy dni. W tym czasie ma być poruszanych mnóstwo kwestii, jednak rynek najbaczniej będzie obserwować te dotyczące umów handlowych. Biały Dom już komunikuje, że w tym czasie prezydent Trump ma odbyć sporo rozmów bilateralnych. Ta najważniejsza z nich to spotkanie z liderem Chin, w czasie którego teoretycznie ma dojść do podpisania porozumienia wynegocjowanego w tym tygodniu. Prezydent USA wydaje się zadowolony z efektu tych pertraktacji, nie do końca jednak wiadomo, jak bardzo usatysfakcjonowana jest strona chińska, co może budzić pewien niepokój. Inwestorzy liczą, że także inne negocjacje handlowe posuną się w tym czasie do przodu. Problem może być fakt, że z 90 krajów, z którymi „chciałby” się dogadać Trump, realne negocjacje są prowadzone tylko z 18. Dzisiaj administracja USA wysłała sygnał, że Amerykanie mogą przedłużyć termin obowiązywania niższych ceł, który na ten moment wygasa na początku lipca, ale tylko dla tych krajów, które rozpoczęły negocjacje. Zobaczymy, jak skutecznym motywatorem okaże się ten zabieg.

..ale nie inflacją

Wczorajszy odczyt inflacji w Stanach został uznany za optymistyczny. Dynamika cen dla konsumentów w ujęciu rocznym co prawda okazała się wyższa niż przed miesiącem, jednak niższa od prognoz analityków. Jeszcze lepiej wyglądał odczyt miesięczny, jednak tu w grę wchodzą zaokrąglenia i wydaje się, że nie można mu za bardzo ufać. Ostatecznie w maju ceny wzrosły tylko o 0,1%. Po wczorajszym odczycie rynek coraz bardziej przekonuje się do scenariusza z wrześniową obniżką stóp procentowych. Łącznie w tym roku są wyceniane dwa takie posunięcia, to drugie w grudniu. Dzisiaj dodatkowo poznamy dynamikę cen producenckich, która ma delikatnie wzrosnąć do poziomu 2,6%. To właśnie na tym wskaźniku w pierwszej kolejności powinniśmy odczuć efekt nakładanych ceł. Producenci przynajmniej na razie amortyzują ich efekt, między innymi schodzeniem z zapasów.

Funt znowu obrywa

Czwartek to kolejny dzień z odczytami z brytyjskiej gospodarki i kolejne rozczarowanie. Nie da się ukryć, że Wyspiarze mają za sobą paskudny okres, jeśli chodzi o odczyty makroekonomiczne. Dzisiaj rozczarowała produkcja przemysłowa, która dalej się kurczy zarówno w perspektywie miesiąca, jak i roku. Analitycy nie zakładali wzrostów produkcji jednak spodziewali się wyraźniejszego odbicia w kierunku zera. Wcześniej mocno rozczarował rynek pracy, a w szerszej perspektywie trudno znaleźć pozytywy. W tym tygodniu brytyjska waluta każdego dnia traciła względem euro. Kurs EURGBP dochodzi dziś do 0,853 €. Złoty z kolei dzisiaj pozostaje w środku stawki. Osłabia się do mocnego na szerokim rynku euro, a umacnia wobec słabego dolara. Ten dzisiaj wyznacza kolejne dołki lokalne i jest już najtańszy od 4 lat. Kurs USDPLN wynosi obecnie 3,68 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Akcjonariusze Tarczyński zdecydowali o emisji akcji na rozwój Grupy

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Tarczyński S.A., lidera segmentu przekąsek białkowych w branży FMCG, zagłosowało za uchwałą o emisji nie więcej niż 2 mln akcji serii G. Środki pozyskane z emisji posłużą rozbudowie mocy produkcyjnych kabanosa, a także realizacji projektów innowacyjnych.

Emisja akcji serii G, o której zdecydowali akcjonariusze spółki Tarczyński na walnym w dniu 12 czerwca, może zostać przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej w ramach oferty publicznej, która nie wymaga sporządzenia, zatwierdzenia ani udostępnienia prospektu lub innego dokumentu ofertowego. Kapitał pozyskany z emisji spółka zamierza przeznaczyć na rozbudowę mocy produkcyjnych kabanosów oraz realizację projektów innowacyjnych. O terminie przeprowadzenia oferty zdecyduje zarząd spółki.

Akcjonariusze zdecydowali na walnym także o wypłacie dywidendy w kwocie 29,5 mln zł z zysku wypracowanego w 2024 r. (2,60 zł na jedną akcję, z zastrzeżeniem, że w przypadku zarejestrowania akcji serii G spółki na rachunkach papierów wartościowych najpóźniej w dniu dywidendy, akcje te będą uczestniczyć w dywidendzie za rok obrotowy 2024 na równi z pozostałymi akcjami spółki). Dzień dywidendy został wyznaczony na 12 września, a wypłata dywidendy nastąpi 16 września. Pozostały zysk netto wypracowany w 2024 r. w kwocie 82,1 mln zł został przeznaczony na kapitał zapasowy. Akcje Serii G będą uczestniczyć w dywidendzie z zysku za 2024 rok, jeżeli zostaną zarejestrowane na rachunkach akcjonariuszy najpóźniej w dniu dywidendy (tj. 12 września 2025 r.).  W przeciwnym razie, będą uczestniczyć w dywidendzie począwszy od zysku wypracowanego za rok 2025.

Spółka realizuje politykę stałej wypłaty dywidendy stanowiącej ok. 25 proc. skonsolidowanych zysków netto, niezależnie od rosnących nakładów inwestycyjnych i przewiduje kontynuację tej polityki. Łączna wartość środków wypłaconych akcjonariuszom w odniesieniu do lat 2022, 2023 i 2024 wynosi 80,6 mln zł.

W 2024 roku Grupa Tarczyński wypracowała 2,068 mld zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 8,2 proc. rok do roku. Wynik EBITDA ukształtował się na poziomie 255,2 mln zł w 2024 r., tj. o 19,0 proc. więcej niż w 2023 r., a zysk netto wyniósł 119,8 mln zł, co przekłada się na 7,2-proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzedzającym.

„Nie idealna, ale akceptowalna” – rządowa propozycja płacy minimalnej oceniona przez BCC

Rada Ministrów przedstawiła propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz minimalnej stawki godzinowej za pracę w 2026 roku. Propozycje te zostaną przekazane Radzie Dialogu Społecznego (RDS).

Zgodnie z propozycją rządu, minimalne wynagrodzenie za pracę w 2026 roku ma wynieść 4806 zł brutto, natomiast minimalna stawka godzinowa – 31,40 zł.

Propozycja rządu wychodzi naprzeciw apelowi BCC i Rady Przedsiębiorczości, aby do kwestii płacy minimalnej podejść w sposób racjonalny. Nie było żadnych przesłanek gospodarczych, aby wzrost był tak wysoki, jak pierwotnie proponowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Choć przedstawiona propozycja nie jest z naszego punktu widzenia idealna, to jednak jest zbliżona do naszych oczekiwań – ocenił prezes Związku Pracodawców Business Centre Club, Łukasz Bernatowicz.

  W ostatnich latach w Polsce płaca minimalna rosła skokowo, co stanowiło ogromne obciążenie dla wielu przedsiębiorców i przyczyniło się do zamknięcia licznych firm.

Wciąż oczekujemy na działania rządu, które zniwelują negatywne skutki tzw. Polskiego Ładu. W tej sytuacji ponowny, znaczący wzrost płacy minimalnej byłby dużym błędem – dodał Łukasz Bernatowicz.

Jeśli Rada Dialogu Społecznego nie osiągnie porozumienia w wyznaczonym terminie i nie uzgodni wysokości minimalnego wynagrodzenia, rząd ustali je w drodze rozporządzenia Rady Ministrów.

Studenci ruszyli na łowy. Boom na wynajem mieszkań przed sezonem akademickim 2025

W maju wyszukiwania mieszkań na wynajem na Otodom przekroczyły już 1,1 mln, a liczba zapytań zawierających hasła „studenckie”, „blisko uczelni” czy „na studia” wzrosła aż o 83% r/r. Najczęściej pytamy o dwa pokoje za maksymalnie trzy tysiące złotych za miesiąc. Rynek najmu dostosowuje swoje oferty do wakacyjnego studenckiego boomu.

„Choć liczby bezwzględne mogą sugerować stagnację, dynamika popytu wśród studentów pokazuje inny obraz. Obserwujemy silną sezonowość – maj to czas, gdy rynek się budzi. Przedsezonowy okres dopiero się zaczyna, ale sygnałem alarmowym może być coraz mniejsza dostępność mieszkań o najczęściej wyszukiwanych parametrach, szczególnie w dużych miastach”, wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego
w Otodom.Najem studencki wykres Otodom

Poszukiwane najczęściej

Obecnie na topie są mieszkania dwupokojowe, bowiem odpowiadają już za 54,6% wszystkich wyszukiwań. To jeden punkt procentowy więcej niż w kwietniu i zaledwie o 0,8 p.p. mniej niż w szczycie zeszłorocznego sezonu wakacyjnego. Natomiast ceny dopuszczane przez poszukujących mieszkań dwupokojowych w maju to przede wszystkim granica 3 tys. zł, co stanowi aż 30% takich wyszukiwań. 20% potencjalnych najemców wybrało granicę 2,5 tys. zł, a 17% – poziom maksymalny 3,5 tys. zł na wynajem mieszkania za miesiąc. Z danych Otodom wynika, że w tym zakresie również nastąpiły przesunięcia zarówno w stosunku do kwietnia 2025, jak i maja zeszłego roku. Widoczny jest większy udział wyszukiwań z wyższą kwotą maksymalną.

„Zauważalny jest zwrot w kierunku wyższych budżetów, co nie oznacza, że studenci chcą płacić więcej – po prostu coraz trudniej znaleźć mieszkanie spełniające konkretne oczekiwania w kwocie niższej. Podobnie wzrost udziału mieszkań dwupokojowych w wyszukiwaniach to nie tylko efekt zmieniających się preferencji – to także reakcja na jakość oferty. Studenci mogą sondować rynek w poszukiwaniu komfortu i prywatności, ale za rozsądną cenę. Problem w tym, że coraz trudniej dziś o taki kompromis”, dodaje Chełchowska.

Rynek najmu się kurczy

W maju 2025 oferta Otodom mieszkań na wynajem wynosiła ponad 45,8 tys. ogłoszeń. Jest to wynik zdecydowanie mniejszy niż całkowita liczba ogłoszeń dla tej kategorii w tym samym czasie w ubiegłym roku, ale też mniej niż w kwietniu 2025. Jednocześnie odsetek ofert na wynajem, które określają nieruchomość jako dobrą dla studentów w minionym miesiącu wyniosła 2 tys. i jest wyższa niż w kwietniu. Udział takich studenckich ogłoszeń w całkowitej liczbie ogłoszeń na wynajem osiągnął poziom 4,35%, czyli więcej niż w poprzednich miesiącach.

Wyraźnie następuje większe ukierunkowanie ogłoszeń mieszkań na wynajem dla studentów. Widoczna jest sezonowość tego udziału, a najwyższy wynik w zeszłym roku przypadł na wrzesień, kiedy to udział równy był 7%, zwiększając się stopniowo już od marca. W tym roku obserwujemy podobne zjawisko już teraz. Liczba mieszkań tzw. studenckich w ofercie ogółem różni się w zależności od lokalizacji i jest ich najwięcej w miastach średniej wielkości z prężnie działającymi ośrodkami akademickimi, w tym między innymi w Olsztynie, Lublinie i Białymstoku. Tam mieszkań „dla studenta” jest najwięcej i ich udział w ofercie przekroczył w maju 12%.

„Rynek najmu mieszkań w Polsce – choć chwilowo z ograniczoną podażą – zaczyna wchodzić w fazę przedsezonowego rozruchu. Jednocześnie dane Otodom w maju 2025 pokazują rosnącą aktywność studentów, większe zainteresowanie lokalami dwupokojowymi i stopniowy wzrost udziału ofert opisywanych jako mieszkanie dobre dla studenta. W efekcie mniejszej podaży i rosnących oczekiwań cenowych sezon wynajmu mieszkań przez studentów może być zarówno intensywny, jak i konkurencyjny”, podsumowuje Milena Chełchowska, Otodom.

e-Izba przeciwko rozszerzeniu podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce

Izba Gospodarki Elektronicznej (e-Izba) wyraziła stanowczy sprzeciw wobec planowanego przez Ministerstwo Finansów rozszerzenia podatku od sprzedaży detalicznej na handel internetowy. W opublikowanym 11 czerwca 2025 roku stanowisku skierowanym do Premiera Donalda Tuska, organizacja reprezentująca polski sektor e-commerce ostrzega, że nowy podatek może poważnie uderzyć w małych i średnich przedsiębiorców działających w internecie, ograniczyć ich konkurencyjność i zahamować wzrost całej gospodarki cyfrowej.

Nowy podatek zagrożeniem dla tysięcy e-przedsiębiorców

Według e-Izby, objęcie sprzedaży na odległość – w tym transakcji dokonywanych przez sklepy internetowe i platformy cyfrowe – podatkiem od sprzedaży detalicznej, znacząco zwiększy koszty działalności tysięcy e-przedsiębiorców. Szczególnie mocno skutki tej zmiany mogą odczuć krajowi mikroprzedsiębiorcy i lokalni producenci, którzy dzięki niskim barierom wejścia do e-commerce mogli dotąd skutecznie konkurować z większymi podmiotami, również na rynkach zagranicznych.

Organizacja podkreśla, że internetowy handel detaliczny różni się zasadniczo od działalności wielkopowierzchniowych sklepów stacjonarnych – zarówno pod względem struktury kosztów, jak i modelu operacyjnego. Zastosowanie tego samego mechanizmu opodatkowania dla dwóch tak różnych segmentów rynku może zdaniem e-Izby prowadzić do zaburzenia konkurencji i uprzywilejowania największych graczy.

Dysproporcje między unijnymi a pozaunijnymi platformami

Jednym z głównych zarzutów e-Izby wobec propozycji resortu finansów jest fakt, że nowa danina najprawdopodobniej nie obejmie największych zagranicznych platform sprzedażowych spoza Unii Europejskiej. To oznacza, że w praktyce obciążenie spadnie głównie na polskie firmy, które sprzedają swoje produkty przez krajowe platformy, takie jak Allegro, Eobuwie czy Empik.

Organizacja wskazuje, że działania tego typu – w połączeniu z rosnącą presją cenową ze strony azjatyckich marketplace’ów – mogą doprowadzić do dalszego pogorszenia warunków konkurencji, zmniejszenia inwestycji w innowacje i zahamowania rozwoju sektora.

Fiskalny cel zamiast regulacyjnego?

Zdaniem autorów stanowiska, celem proponowanych zmian nie jest faktyczne wyrównywanie konkurencyjności między formatami sprzedaży, lecz pozyskanie dodatkowych wpływów budżetowych. e-Izba przypomina, że pierwotnym celem podatku od sprzedaży wielkopowierzchniowej było wsparcie lokalnych sklepów w rywalizacji z dużymi sieciami handlowymi. W przypadku e-commerce – zauważa – taki efekt nie wystąpi, a nowe obciążenia uderzą przede wszystkim w najmniejsze podmioty, które i tak zmagają się z trudnościami rynkowymi.

Premier chwali gospodarkę, sektor cyfrowy prosi o rozwagę

W dokumencie przywołano również wystąpienie Donalda Tuska, który podczas swojego expose wskazywał na najwyższy w Unii Europejskiej wzrost gospodarczy w ostatnim półtoraroczu. Według e-Izby, to właśnie polscy przedsiębiorcy – w tym z sektora e-commerce – odegrali kluczową rolę w tym sukcesie. Wprowadzenie dodatkowego podatku może ich jednak zdaniem pozbawić motywacji do dalszej ekspansji i osłabić pozytywną dynamikę rozwoju.

Postulat e-Izby: nie rozszerzać podatku, tylko doprecyzować przepisy

Na zakończenie swojego stanowiska e-Izba apeluje o:

  • powstrzymanie się od rozszerzania podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce,
  • skoncentrowanie prac legislacyjnych na doprecyzowaniu istniejących regulacji,
  • niewprowadzanie dodatkowych obciążeń fiskalnych dla branży handlu cyfrowego.

Stanowisko zostało przekazane nie tylko Premierowi, lecz także m.in. ministrom finansów, rozwoju, cyfryzacji oraz przewodniczącym kluczowych komisji sejmowych zajmujących się innowacyjnością i gospodarką.

Symfonia z kolejną akwizycją w Rumunii. Przejęła lokalnego dostawcę oprogramowania ERP

Grupa Symfonia, wiodący na polskim rynku dostawca innowacyjnego oprogramowania dla małych i średnich przedsiębiorstw, włącza do swojego portfolio kolejną spółkę technologiczną. NextUp to dynamicznie rozwijająca się firma dostarczająca oprogramowanie ERP dla rumuńskich przedsiębiorstw. – Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii, dążymy do stworzenia kompleksowego i spójnego ekosystemu technologicznego dla biznesu. Naszym celem jest dostarczanie zintegrowanych, najwyższej klasy rozwiązań dostosowanych do potrzeb jak największej liczby branż. – mówi CEO Grupy Symfonia, Piotr Ciski.

NextUp jest kluczowym graczem w cyfrowym krajobrazie Rumunii, oferującym zintegrowane rozwiązania dla lokalnych przedsiębiorców. Firma zdobyła uznanie na rynku rumuńskim, wspierając stabilny rozwój tamtejszego sektora MŚP poprzez nowocześnie zaprojektowane rozwiązania ERP oraz chmurowy system płacowy. NextUp odnotowało solidny 35% roczny wzrost przychodów w 2024 r. Dynamikę rozwoju podkreśla również portfolio klientów – ponad 6000 z różnych branż. Przejęcie NextUp umożliwia połączenie ich kompetencji z rozwiązaniami oferowanymi przez Softeh Plus, inną rumuńską spółką, kupioną przez Grupę Symfonia, wyspecjalizowaną w systemach ERP oraz obsłudze rynku ochrony zdrowia i farmaceutycznego, skoncentrowaną głównie na firmach z sektora MŚP.

Symfonia mocniejsza w Rumunii i Polsce. NextUp wchodzi w skład Grupy

– Akwizycja NextUp to przemyślany krok w kierunku wzmocnienia naszej pozycji na rynkach, na których już działamy. Dzięki niej łączymy zespoły i technologie, które dobrze znają lokalne wyzwania i potrzeby klientów. Chcemy nie tylko rozwijać produkty, ale szybciej i skuteczniej odpowiadać na realne problemy firm w całym regionie. To nie tyle ekspansja, ile krok w stronę optymalizacji, mający na celu sprawniejsze dostarczanie wartości klientom. –mówi Piotr Ciski. CEO Grupy Symfonia podkreśla, że technologie chmurowe rozwijane przez NextUp doskonale wpisują się w strategię firmy, koncentrującą się na innowacyjnych rozwiązaniach cloudowych. – Ich integracja przyczynia się do długoterminowego wzrostu oraz nowoczesnej transformacji oferty Grupy Symfonia – dodaje Ciski.

Połączenie sił z Grupą Symfonia i nasze partnerstwo stanowią ogromną szansę dla obydwu firm. Celem jest zintegrowanie naszych mocnych stron i tworzenie lepszych rozwiązań dla naszych klientów. Wspólnie będziemy nadal odkrywać nowe możliwości i przyczyniać się do stałego rozwoju naszej branży. – mówi Roxana Epure, partnerka zarządzająca w NextUp.

Wraz z przejęciem, sfinalizowanym na początku czerwca 2025 r., pracownicy NextUp dołączają do Grupy Symfonia w zakresie wymiany doświadczeń i dostępu do międzynarodowych zasobów. Kadra zarządzająca pozostanie lokalna. NextUp kontynuuje zobowiązanie wobec swoich klientów do utrzymania wysokiego poziomu usług, oferując wsparcie, którego potrzebują na swojej ścieżce cyfryzacji biznesu.

Symfonia poszerza portfolio. Od HR, przez ERP, po płace w chmurze

NextUp jest kolejną spółką, która weszła w ostatnim czasie w skład Grupy Symfonia. Poprzednią, ogłoszoną w maju tego roku, była firma inEwi, specjalizująca się w ewidencji czasu pracy. Wcześniej portfolio produktowe Symfonii poszerzyły narzędzia Nefeni, Softeh Plus, HRTec i moreBIT, co pokazuje dążenie do łączenia zarówno horyzontalnych, jak i wertykalnych rozwiązań ERP. – Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii, dążymy do stworzenia kompleksowego i spójnego ekosystemu technologicznego dla biznesu – mówi CEO Grupy Symfonia.

Podkreśleniem pozycji Symfonii, jest także jej docenienie przez Fundację Digital Poland i Baker McKenzie. Firma znalazła się bowiem w gronie 100 czołowych marek technologicznych na rynkach Centralnej i Wschodniej Europy. To wyróżnienie potwierdza pozycję Symfonii jako lidera innowacji i cyfrowej transformacji w całym regionie CEE.

Luka w Windowsie wykorzystana w kampanii hakerskiej. Wystarczy otworzyć plik PDF

Świat cyberbezpieczeństwa znów został zaskoczony. Grupa Stealth Falcon przeprowadziła zaawansowaną kampanię cyberszpiegowską, wykorzystującą nową lukę typu zero-day w systemie Windows (CVE-2025-33053). To jedna z najbardziej wyrafinowanych operacji cyberszpiegowskich ostatnich lat – uważają stojący za odkryciem analitycy Check Point Research. Co niepokojące, ataki tego typu coraz częściej wymykają się poza granice tradycyjnych celów, także w stronę krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jedno kliknięcie myszki. Użytkownik właśnie otworzył niewinnie wyglądający skrót do pliku PDF opisującego uszkodzenia wojskowego sprzętu. Jednak w rzeczywistości rozpoczął się cyberatak, i to taki, którego ślady w systemie są niemal niemożliwe do wykrycia! Tak wyglądały kulisy nowej, alarmującej kampanii cyberszpiegowskiej prowadzonej przez grupę Stealth Falcon. Według najnowszego raportu Check Point Research, wykorzystano w niej nieznaną wcześniej lukę typu „zero-day” w systemie Windows (CVE-2025-33053), którą Microsoft załatał dopiero 10 czerwca 2025 roku.              

W trakcie otwierania pliku uruchamiał się tzw. Horus Loader, czyli specjalnie zaprojektowany program, który usuwał ślady wcześniejszych etapów infekcji. Fałszywy dokument PDF otwierany był jedynie „na pokaz”, a tle instalowano końcowy moduł szpiegowski – Horus Agent. Ten ostatni to niestandardowy backdoor napisany w języku C++, zaprojektowany specjalnie dla platformy Mythic, wykorzystywanej zwykle przez zespoły testujące zabezpieczenia (tzw. red teamy). Zdaniem analityków Check Point Research, w rękach cyberprzestępców stał się jednak narzędziem do cichego zbierania danych, śledzenia zachowań użytkownika i uruchamiania kolejnych złośliwych poleceń.

W tej historii nie mówimy o typowym wirusie z internetu. Horus Agent to zaawansowane narzędzie szpiegowskie, zdolne do działania tygodniami bez wykrycia, dostosowujące się do środowiska systemowego, a nawet ukrywające się pod postacią takich plików jak „explorer.exe” czy „ipconfig.exe”, które są powszechnie obecne na komputerach z Windows.

Zagrożenie jest poważne. Luki w systemie Windows, takie jak CVE-2025-33053, mogą dotyczyć milionów urządzeń – zarówno w firmach, jak i w administracji publicznej. Microsoft wypuścił już poprawkę, ale jak pokazuje historia, nie każdy użytkownik zainstaluje ją na czas. Tym razem celem była Turcja, ale z technicznego punktu widzenia równie dobrze mógł to być urząd wojewódzki, firma z sektora energetycznego czy polskie Ministerstwo Obrony.

Z danych udostępnionych przez Check Point Software wynika, że co tydzień polskie organizacje atakowane są średnio 1700 razy! W sektorze administracyjnym i wojskowym odsetek ten jest jeszcze wyższy i sięga blisko 1900 ataków. Część z nich bywa dotkliwa – w Polsce w ostatnich latach mieliśmy już do czynienia z poważnymi incydentami: zaatakowano Polską Agencję Kosmiczną (POLSA), przeprowadzano niezliczone ataki DDoS, atakowano administrację oraz uczelnie wyższe. Jednak kampania Stealth Falcon to zupełnie inny poziom. Nie była to kradzież danych dla okupu czy złośliwe blokowanie stron internetowych, tylko precyzyjna operacja szpiegowska.

Check Point zareagował błyskawicznie, aktualizując swoje systemy ochrony i publikując zalecenia dla firm. Eksperci radzą, by monitorować skrzynki e-mail pod kątem załączników zawierających podejrzane skróty, obserwować połączenia z zewnętrznymi serwerami WebDAV oraz weryfikować działanie systemowych procesów, które mogą działać w nietypowych kontekstach.

Kampania hakerska była kolejnym sygnałem ostrzegawczym, nie tylko dla rządów, ale także dla sektora prywatnego. Jak pokazuje przykład Stealth Falcon, zaawansowane narzędzia szpiegowskie nie są już zarezerwowane wyłącznie dla supermocarstw. Dziś wystarczy wiedza, infrastruktura i determinacja, by zagrozić stabilności nawet największych systemów.

Kraków gospodarzem ABSL Summit już po raz trzeci

W dniach 23-25 czerwca w Centrum Kongresowym ICE Kraków odbędzie się ABSL Summit 2025: Embrace technology, Empower people. Wydarzenie zgromadzi około 1500 liderów biznesu, przedstawicieli administracji publicznej, ekspertów i ekonomistów z całego świata. W dziesiątkach debat wezmą udział m.in. dr Mario Draghi, Krzysztof Gawkowski, Andrzej Domański, Beata Javorcik, Michał Baranowski, Mark Brzezinski, czy Jacek Siewiera. Miasto Kraków już po raz trzeci z rzędu będzie gospodarzem konferencji.

ABSL Summit jest jednym z najważniejszych wydarzeń sektora usług biznesowych w Europie. Każdego roku gości około 1500 liderów biznesu z największych globalnych firm, przedstawicieli sektora publicznego i naukowców analizujących globalne trendy i ich wpływ na rozwój ekonomiczny i społeczny. Hasło tegorocznego wydarzenia, którego organizatorem jest Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) to „Embrace technology Empower people”.

Janusz Dziurzyński, Prezes ABSL: Tytuł tegorocznego ABSL Summit obrazuje myśl przewodnią działalności naszego sektora. Nasi pracownicy są najważniejszą wartością, a dzięki rozwojowi technologii mogą wykorzystać swój pełny potencjał. Nasza wizja przyszłości opiera się na 3T: Talentach, Technologii i Transformacji. Polski sektor usług biznesowych jest przykładem sukcesu, którego może zazdrościć nam reszta świata. Dzięki podnoszeniu kwalifikacji pracowników, wdrażaniu nowoczesnych technologii i rosnącej specjalizacji jesteśmy fundamentem, na którym Polska może budować swoją konkurencyjność na globalnej mapie biznesowej.

Kraków gospodarzem ABSL Summit trzeci rok z rzędu

Stolica Małopolski pozostaje jednym z liderów sektora usług biznesowych w Europie i na świecie. Kraków stale udowadnia, jak pozytywny wpływ na życie mieszkańców ma aktywna współpraca miasta i biznesu. Inwestorzy nieustannie doceniają Kraków za dostęp do szerokiej puli wyspecjalizowanych talentów, poziom życia i dostęp do jakościowej oferty powierzchni biurowej.

Aleksander Miszalski, Prezydent Krakowa, miasta gospodarza ABSL Summit 2025: Obecność ABSL Summit w Krakowie potwierdza silną pozycję naszego miasta na mapie usług biznesowych nie tylko w Polsce, ale całej Europie. Systematyczna praca sprawiła, że znajdujemy się w czołówkach rankingów najlepszych miast do inwestowania. Nasze doświadczenie w budowaniu relacji z biznesem pozwala nam wspólnie tworzyć specjalistyczne miejsca pracy dla mieszkańców i inwestować w dalszy rozwój miasta. Duże wydarzenia branżowe integrujące przedsiębiorców, takie jak ABSL Summit 2025, tworzą przestrzeń do dialogu i wymiany doświadczeń, które umacniają pozycję Krakowa jako lidera branży.

Sektor usług biznesowych motorem napędowym konkurencyjności

W świetle zmian geopolitycznych sektor usług biznesowych staje się odpowiedzią na najważniejsze wyzwania Polski i Europy w kwestii globalnej konkurencyjności. Stały wzrost w kategoriach budujących gospodarkę pomimo pandemii COVID-19 i agresji Rosji na Ukrainę pokazuje, że sektor usług biznesowych dzięki swojej odporności na czynniki zewnętrzne i potencjałowi innowacyjnemu opartemu na transformacji technologicznej może być motorem napędowym gospodarki.

Podczas dwóch dni ABSL Summit 2025 odbędzie się szereg wystąpień, prezentacji i debat, w trakcie których eksperci przedyskutują szanse i wyzwania stojące przed polską i europejską gospodarką. W ramach głównego przemówienia dr Mario Draghi omówi najważniejsze wyzwania wpływające na konkurencyjność Europy w obszarze technologii i innowacji oraz przedstawi strategie mające budować przewagę gospodarczą wspólnoty europejskiej.

Goście konferencji będą mieli również okazję zapoznać się z przemyśleniami ekspertów ze świata biznesu, polityki i nauki, m.in. Krzysztofa Gawkowskiego, wicepremiera i ministra cyfryzacji; Andrzeja Domańskiego, ministra finansów; Beaty Javorcik, głównej ekonomistki Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju; Michała Baranowskiego, wiceministra rozwoju i technologii; Marka Brzezinskiego, byłego ambasadora USA w Polsce; Richarda R. Neelyego, emerytowanego generała dywizji sił powietrznych USA. Dodatkowo na otwarcie konferencji Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego połączy się z Hagi, skąd przekaże publiczności na żywo kluczowe tematy obecne na szczycie NATO.

EY: Firmy stawiające na mobilność pracowników lepiej radzą sobie z brakami kadrowymi

0

Jak wynika z raportu EY, prawie 3 na 4 przedsiębiorstwa wskazują, że rekrutacja na stanowiska seniorskie trwa u nich ponad rok. Tymczasem firmy, które postawiły na rozwinięcie obszaru mobilności pracowniczej 3,7 razy częściej wskazują, że jest to odpowiedź na krótkookresowe braki kadrowe. To zjawisko zyskuje też uznanie u samych pracowników. Prawie połowa (48%) uważa, że takie doświadczenie skłania ich do pozostania w obecnym miejscu zatrudnienia.

Wyzwania związane ze zmianami demograficznymi w postaci starzejącego się społeczeństwa oraz gwałtowny rozwój technologii, a co za tym idzie – zapotrzebowanie na nowe kompetencje – sprawiły, że firmy stoją przed wyzwaniami związanymi z pozyskaniem specjalistów na kluczowe pozycje. W międzynarodowym badaniu EY 2025 Mobility Reimagined Survey aż 48% pracodawców przyznało, że ma problem ze znalezieniem kandydatów, którzy wpisywaliby się w ich potrzeby biznesowe, a 74% wskazuje, że rekrutacja na stanowiska seniorskie często trwa ponad rok.

Jednym z czynników, który pozwala rozwiązać ten problem jest postawienie na rozwój mobilności specjalistów wewnątrz organizacji. Według badania EY jest to obecnie trzecia (po AI i upskillingu) najpopularniejsza strategia mitygowania problemu braku talentów, zarówno w perspektywie krótko, jak i długoterminowej. Wyniki wskazują, że takie metody są także bardzo dobrze postrzegane przez samych pracowników. Aż 85% respondentów odpowiedziało, że praca za granicą może stanowić dużą zmianę w ich życiu, a prawie połowa (48%), że takie doświadczenie zwiększa szanse na pozostanie w obecnym miejscu zatrudnienia.

– Wyjazd za granicę daje pracownikom unikalne możliwości rozwoju osobistego i zawodowego. Skutecznie realizowane plany mobilności to dla pracownika wyraźny sygnał, że firma podchodzi strategicznie do budowania ich ścieżki kariery, co przekłada się na wyraźnie korzystniejszy poziom retencji. Pracownicy chętniej zostają w firmie, jeżeli wiedzą, że ich opcje rozwoju i awansu nie ograniczają się tylko do lokalnego rynku – mówi Wioletta Marciniak-Mierzwa, Senior Manager w zespole People Consulting, EY Polska.

Strategiczne podejście do mobilności odpowiedzią na braki kadrowe

Badanie EY wyłoniło pięć kluczowych aspektów, które definiują przedsiębiorstwa z rozwiniętymi kompetencjami dot. mobilności pracowników. Są nimi strategiczne dostosowanie mobilności do szerszych celów organizacji, wykorzystanie jej do rozwoju przyszłych talentów, automatyzacja funkcji, outsourcing oraz elastyczność programu. Firmy, które najlepiej zaadresowały wszystkie te obszary 3,7 razy częściej wskazywały, że mobilność jest odpowiedzią na krótkookresowe braki kadrowe, 1,6 razy częściej zwracają uwagę na pozytywny zwrot z inwestycji z programu mobilności, 1,8 razy częściej potwierdziły że znacząco pomaga ona napędzać rozwój biznesu.

Programy mobilnościowe, które są w stanie realizować cele organizacyjne i rekrutacyjne sprawiają także, że same przedsiębiorstwa mają aż dwukrotnie wyższą szansę na osiągnięcie 10% wzrostu przychodów. Jednocześnie, pomimo tego, że większość (90%) pracodawców dostrzega te korzyści, tylko 30% z nich je osiąga. Wpływa na to m.in. wyzwania związane z zarządzaniem danymi i nieefektywny model operacyjny. Niemniej, aż 66% pracodawców spodziewa się zwiększenia inwestycji w narzędzia cyfrowe wspomagające procesy mobilnościowe i cyfryzację, przy czym głównymi korzyściami będą oszczędności i wzrost wydajności.

Dodatkowo, firmy z rozwiniętym obszarem mobilności są 3,6 razy bardziej skłonne do rutynowego korzystania z GenAI, w tym 1,6 razy chętniej używają AI w celu ułatwienia pozyskiwania talentów z wewnątrz organizacji. Jest też 2,7 razy bardziej prawdopodobne, że podniosą wartość inwestycji w technologie mobilności i cyfryzacji w ciągu najbliższych dwóch lat. Liczba specjalistów ds. mobilności regularnie korzystających z GenAI wzrosła z 22% w ubiegłym roku do 35% w 2025. Aż 70% z nich uważa, że sztuczna inteligencja będzie miała pozytywny wpływ na ten obszar oraz na elastyczność pracy, produktywność pracowników i zarządzanie ryzykiem.

– Mobilność pracowników wewnątrz organizacji to obecnie nie tylko narzędzie wspierające strategię HR, ale również obszar wymagający szczególnej uwagi pod kątem zgodności z przepisami. Dla przykładu, 1 czerwca nastąpiły bardzo istotne zmiany w polskim prawie imigracyjnym, co naturalnie budzi wątpliwości interpretacyjne. Warto pamiętać, że obok samych przepisów, zespoły odpowiedzialne za mobilność muszą stale monitorować także kwestie podatkowe czy compliance. Odpowiednia ocena ryzyka wymaga więc podejścia interdyscyplinarnego oraz znajomości przepisów i wykładni prawa, ponieważ tylko tak można uniknąć kosztownych błędów i zapewnić płynność operacyjną. Nowoczesne narzędzia, jak AI, mogą bardzo pomóc w odpowiednim planowaniu relokacji, monitorowaniu i realizacji procesu, natomiast nie zastąpią one szerokiej wiedzy i wykwalifikowanych specjalistów – mówi Rafał Rogala, ekspert ds. migracji, Senior Manager w zespole People Advisory Services, EY Polska.

O badaniu:
Raport EY Mobility Reimagined Survey 2025 powstał na podstawie anonimowej ankiety obejmującej 503 pracowników i 571 pracodawców z wielu sektorów i 22 krajów na całym świecie, w obu Amerykach, regionie Azji i Pacyfiku oraz regionie EMEIA.

Polski e-handel pod presją wojny celnej – ale z szansą na ekspansję

Ogromna niepewność w światowym handlu nie pozostanie bez wpływu na polski eksport, w tym na e-handel z zagranicą. Ryzyko globalnej wojny celnej to dla przedsiębiorców nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim szansa na znalezienie nowych rynków i partnerów biznesowych. Perspektywiczne rynki można znaleźć po obu stronach Atlantyku, zaś w części krajów sprzedawcy notują średni wzrost sprzedaży nawet o ponad 20 proc. rocznie.

Rozmowy handlowe USA z Unią Europejską nie przynoszą rezultatów, co będzie skutkować wprowadzeniem 50-proc. ceł na import z krajów Wspólnoty – to opinia prezydenta Donalda Trumpa. Eskalacja konfliktu może doprowadzić do redukcji polskiego PKB o 0,43 proc. – wskazuje z kolei Polski Instytut Ekonomiczny. Jednocześnie w USA trwa batalia sądowa dotycząca przekroczenia uprawnień przez prezydenta Donalda Trumpa i legalności ogłoszonych niedawno ceł.

Rynek finansowy oczekuje rozstrzygnięć w tej sprawie. Tymczasem euro od początku 2025 r. umocniło się do dolara już o prawie 10 proc.

Niepewność związana z polityką celną USA stanowi poważny czynnik ryzyka dla polskich firm, także tych, które działają w sektorze cross-border e-commerce. Sytuacji nie poprawia kondycja gospodarcza Niemiec, a więc największego zagranicznego odbiorcy towarów z polskich sklepów internetowych – według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, Niemcy zakończą 2025 r. z zerową dynamiką wzrostu gospodarczego.

Warto zagospodarować przestrzeń na innych rynkach i skorzystać na wciąż wznoszącym trendzie rozwoju e-commerce. Analiza ECDB z marca br. wskazuje, że o ile globalne przychody sektora cross-border e-commerce przekroczyły w 2024 r. kwotę 1,1 bln dolarów, o tyle prognoza na 2025 r. wskazuje na możliwość przekroczenia wartości 1,2 bln dolarów (+25 proc. wobec 2022 r.).

Polski sektor cross-border e-commerce urośnie w Europie Środkowo-Wschodniej

Wzrost kosztów prowadzenia działalności przekładający się na skok cen towarów, a do tego zmiany w globalnych łańcuchach dostaw, prowadzące do opóźnień w transporcie i dostawach – to podstawowe skutki wojny celnej, których obawiają się przedsiębiorcy prowadzący handel online za granicą. Często porównują obecną sytuację do turbulencji w handlu z Wielką Brytanią, które miały miejsce w następstwie brexitu.

Wówczas polscy eksporterzy wyszli z zamieszania obronną ręką. Wiele wskazuje na to, że tym razem będzie podobnie, choć nie obędzie się bez konieczności znalezienia nowych rynków.

Obserwacje ekspertów Ebury wskazują, że polskie podmioty obecne w sektorze cross-border e-commerce zdecydowanie częściej będą szukać swoich szans w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To rynki mające duży potencjał w porównaniu do nasyconego, wysoce konkurencyjnego i zdominowanego przez Amazon rynku Europy Zachodniej.

Państwa takie jak Rumunia, Bułgaria, Słowacja, a także znane ze znaczącego udziału e-commerce w handlu detalicznym Czechy stwarzają zdaniem przedsiębiorców większe szanse na bezpieczny rozwój i wyższe marże. A jednocześnie pozwalają optymalizować koszty związane z transportem towarów.

Widać to chociażby po rosnącej aktywności polskich e-sklepów na popularnych w tych krajach platformach marketplace, np. eMag – jak podaje raport „Cross-border z Polski 2024” (przygotowany przez Idosell we współpracy z GOInternational), sprzedawcy e-commerce w Rumunii i Bułgarii odnotowują wzrosty sprzedaży rzędu 20-39 proc. rocznie.

Warto zwrócić uwagę, że chęć rozwoju transgranicznych kanałów sprzedaży przez rodzimych przedsiębiorców wpisuje się w wyraźny ogólnoeuropejski trend – tylko w ubiegłym roku aż 36 proc. zakupów e-commerce w Europie zostało zrealizowanych w modelu cross-border (raport „TOP 500 B2C Cross-Border Retail Europe).

Z kolei w polskim sektorze e-commerce, jak podaje Eurostat, w 2024 r. udział transgranicznej sprzedaży do pozostałych krajów UE sięgnął 6 proc., a do krajów pozaunijnych – ponad 2 proc. (Eurostat: Percentage of turnover from e-commerce).

Polskie firmy coraz śmielej spoglądają za ocean. Szanse w Kanadzie

Niepewność związana z polityką celną USA pozostaje ogromna. Można założyć, że firmy z sektora cross-border e-commerce, dotychczas obecne bądź planujące inwestycje w tym kraju, będą szukać alternatywy i szans na bardziej przewidywalny rozwój.

Nasze rozmowy z przedsiębiorcami wskazują, że dla e-sklepów, które chcą prowadzić sprzedaż poza Europą, perspektywicznym rynkiem w Ameryce Północnej może okazać się Kanada. Relacje handlowe z tym krajem są regulowane przez umowę CETA, która eliminuje cła na większość towarów w wymianie pomiędzy Kanadą a UE. A potencjał kanadyjskiego rynku jest bardzo kuszący – wystarczy wspomnieć o prawie 30 mln konsumentów kupujących online i ponad 30 proc. udziale cross-border w rynku e-commerce.

I chociaż w transgranicznym handlu online w Kanadzie dominuje wymiana towarów z USA, to mówiąc wprost, przedsiębiorcy widzą swoją szansę w pogorszeniu tych relacji, przez wzgląd na cła lub wysoką niepewność z nimi związaną. Liczą na to, że będą mogli zagospodarować część rynku i zaoferować towary kanadyjskim klientom. Jakie kategorie produktów cieszą się powodzeniem? ECDB wskazuje w raporcie z kwietnia br., że największe z kategorii sprzedawanych w Ameryce Północnej w kanale e-commerce to: elektronika, hobby i rozrywka, moda.

Według danych ECDB (kwiecień 2025 r.) rynek e-commerce w Kanadzie rozwija się w tempie 7,1 proc. rocznie. Sprzedaż na nim jest skupiona wokół największych platform marketplace – 57 proc. obrotów generuje czołowa piątka, m.in. Amazon, Walmart i Costco.

Autor: Maciej Michalski, Senior Head of Desk w Ebury

Cena kakao spada o 8%. Inwestorzy reagują na deszcze w Afryce Zachodniej

W ostatnim tygodniu cena kakao spadła na światowych rynkach o 8 proc., a powodem są opady deszczu w Afryce Zachodniej, które mogą poprawić tegoroczne zbiory. Notowaniom kakao w ostatnich tygodniach i miesiącach towarzyszy zwiększona zmienność. Po spektakularnym wzroście cen w ciągu ostatnich lat, sięgającym nawet 350 proc., do poziomu prawie 13 tys. dolarów za tonę, surowiec doświadcza dziś gwałtownych wahań cen. Za cały czas utrzymujące się wysokie ceny odpowiadają przede wszystkim zmiany klimatyczne, ale za bieżące wahania coraz częściej odpowiadają także inwestorzy, którzy chętnie inwestują w kontrakty na kakao.

W ciągu ostatniego tygodnia cena kontraktów na kakao spadła o 8 proc., a tylko we wtorek 10 czerwca zanotowano spadek aż o 6 proc. Na rynku obserwujemy obecnie zwiększoną zmienność, napływa wiele informacji dotyczących produkcji, zbiorów oraz pogody. Dane te są analizowane przez szerokie grono inwestorów, w tym coraz aktywniejszych inwestorów indywidualnych, którzy coraz chętniej angażują się w rynek kontraktów terminowych.

Bezpośrednim czynnikiem wpływającym na ostatni spadek cen są opady deszczu w Afryce Zachodniej, które mogą poprawić tegoroczne zbiory. Prognozy meteorologiczne zapowiadają dalsze ulewy w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej, dwóch kluczowych producentach kakao. To właśnie te prognozy zmniejszają obawy o dostępność surowca i prowadzą do przeceny kontraktów. W ostatnim czasie rynek reaguje bardzo nerwowo, a inwestorzy natychmiast uwzględniają w wycenach każdą zmianę pogody czy nowe dane z plantacji. To ważne, ponieważ po suszy i problemach z podażą w pierwszym kwartale roku, nawet krótkotrwała poprawa warunków może realnie przełożyć się na większą produkcję w ramach tzw. mid-crop, czyli drugiego zbioru kakao w sezonie.

Deszcze są postrzegane przez inwestorów jako sygnał poprawy przyszłych zbiorów. Jednak zdają oni sobie sprawę, że mimo ostatnich opadów sytuacja w regionie nie jest jeszcze w pełni opanowana. Ponad jedna trzecia obszaru Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej wciąż zmaga się z suszą. A zmienność pogodowa tylko potęguje niepewność na rynku.

Inwestorzy śledzą również dane o zapasach. W styczniu ich poziom spadł do najniższego poziomu od 1994 roku, wynosił zaledwie 1,26 mln worków. Od tego czasu zapasy wzrosły do 2,26 mln worków, co także ogranicza presję na dalszy wzrost cen. Mimo spadków rok do roku, wyniki przerobu kakao były lepsze od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się znacznie większych spadków spożycia drożejącego surowca. Europejskie fabryki przerobiły tylko o 3,7 proc. mniej kakao niż rok wcześniej, azjatyckie o 3,4 proc., a amerykańskie o 2,5 proc. Dane te świadczą o pewnej odporności konsumpcji i pomogły w stabilizacji rynku pod koniec kwietnia.

Zmienność zwiększa także niepewność związana z amerykańskimi cłami. Stawka 10 proc. na import kakao dotyczy wszystkich krajów, co wywołało niezadowolenie wśród producentów. Mimo zawieszenia innych ceł, podstawowa stawka wciąż obowiązuje, a ostateczna wysokość ewentualnych obniżek celnych pozostaje nieznana. Zmienność pozostaje wysoka, a inwestorzy z niecierpliwością wyczekują kolejnych prognoz pogody i sygnałów z plantacji, które mogą w każdej chwili odwrócić trend.

Bez względu na sytuację na giełdach światowych, czekolada w polskich sklepach nadal drożeje. Cena tabliczki przekroczyła już 6 zł, a samo kakao w ubiegłym roku podrożało o niemal 40 proc. Producenci szybko przerzucili wyższe koszty na konsumentów, podnosząc ceny i zmieniając receptury. Coraz powszechniejsze stało się też zjawisko shrinkflacji, czyli zmniejszania gramatury tabliczek do 90 g, a nawet 80 g. Choć ceny kakao na giełdzie spadają, nie należy spodziewać się obniżek w sklepach. Kakao to tylko część kosztów, drogie pozostają m.in. praca i transport. Dodatkowo producenci rzadko obniżają ceny, szczególnie jeśli mimo wzrostu cen popyt na słodycze utrzymuje się na wysokim poziomie.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Maciej Wieczorkiewicz dołącza do Avison Young

0

Do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce dołącza Maciej Wieczorkiewicz.

Maciej to doświadczony inżynier z wieloletnią praktyką w zarządzaniu projektami fit-out i inwestycjami w sektorze nieruchomości komercyjnych. W trakcie rozwoju kariery zawodowej pracował w takich firmach jak Made In Terior, TECAS Fitout czy Colliers Define. Posiada kompetencje nie tylko w zakresie projektowania powierzchni ale również nadzoru realizacji prac budowlanych wszystkich branż. Maciej wielokrotnie koordynował prace zespołów technicznych, odpowiadając również za negocjacje umów, zarządzanie kosztami i harmonogramami inwestycji, a także relacjami z interesariuszami.

„Cały nasz zespół posiada szerokie doświadczenie zarówno w realizacji jak i w monitorowaniu projektów fit-out powierzchni biurowych. – komentuje Tomasz Daniecki, Director, Head of Technical Advisory – Natomiast wraz z dołączeniem Macieja do naszego zespołu, będziemy mogli zaangażować się w świadczenie usług monitorowania prac fit-out w jeszcze większym zakresie.”

Inflacja w USA: Fed dostaje argumenty za obniżką stóp procentowych

Inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych po raz czwarty z rzędu zaskoczyła in plus, sygnalizując wyraźne osłabienie presji cenowej. W maju wskaźnik CPI wzrósł zaledwie o 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym, zarówno w ujęciu ogólnym, jak i po wyłączeniu cen energii i żywności. To wynik zdecydowanie niższy od oczekiwań rynkowych, odpowiednio 0,2 proc. i 0,3 proc., który może mieć istotne konsekwencje dla polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Roczna dynamika inflacji wzrosła z 2,3 proc. do 2,4 proc., natomiast inflacja bazowa pozostała na poziomie 2,8 proc. Mimo wprowadzenia ceł przez administrację prezydenta Trumpa, ich wpływ na ceny pozostaje ograniczony. Owszem, wzrosty zanotowano w niektórych kategoriach importowanych towarów. Ceny sprzętu AGD wzrosły o 0,8 proc., a zabawek o 1,3 proc. Jednak w innych segmentach wiodczne są spadki. Przykładowo ceny nowych samochodów obniżyły się o 0,3 proc., a używanych o 0,5 proc. W ujęciu zbiorczym ceny towarów, z wyłączeniem energii i żywności, praktycznie się nie zmieniły.

Również w sektorze usług inflacja jest niska. Ceny biletów lotniczych skorygowały się aż o 2,7 proc., noclegów hotelowych o 0,1 proc., a dynamika czynszów nadal słabnie. Spowolnienie wzrostu płac oraz niższe koszty operacyjne mogą tłumaczyć ten umiarkowany wzrost cen.

W kolejnych miesiącach możliwe jest, że skutki ceł będą bardziej widoczne, szczególnie gdy firmy przestaną korzystać z wcześniejszych zapasów. Mimo to dotychczasowe dane sugerują, że ryzyko silnego szoku inflacyjnego wyraźnie zmalało.

W kontekście polityki Fed takie dane wzmacniają scenariusz pierwszej obniżki stóp procentowych we wrześniu. Choć cła mają umiarkowany wpływ na ceny, a rynek pracy wciąż pozostaje relatywnie silny, to niska inflacja może przekonać bank centralny do rozpoczęcia cyklu łagodzenia. Czerwcowe i lipcowe posiedzenia prawdopodbnie nie wprowadzą żadynch zmian w parametrach polityki monetarnej, tak wynika z dotychczasowej komunikacji Fed.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers