Nieruchomości komercyjne w Polsce przyciągają inwestorów. 686 mln euro w Q1 2025

Pomimo utrzymujących się napięć geopolitycznych i niepewności w globalnym handlu, polski rynek nieruchomości komercyjnych rozpoczął 2025 rok z wyraźnym wzrostem aktywności inwestycyjnej. W pierwszym kwartale zawarto transakcje o łącznej wartości 686 mln euro, co oznacza wzrost o 64% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce w I kw. 2025 roku”. Inwestorzy coraz chętniej kierują się ku mniejszym, bardziej elastycznym aktywom.

Lepszy początek roku

Wartość zrealizowanych transakcji w pierwszym kwartale 2025 roku sygnalizuje ożywienie na rynku, mimo że poziomy nadal pozostają poniżej rekordowych wolumenów z lat 2018–2019. Według analityków BNP Paribas Real Estate Poland, Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów zagranicznych – także tych debiutujących – co znajduje potwierdzenie w rosnącej liczbie składanych ofert.

Struktura kapitału

Wśród inwestorów dominował kapitał europejski, który odpowiadał za 61% zainwestowanych środków. Co istotne, 32% przypadło na środki pochodzące spoza strefy euro, z czego ponad połowa pochodziła z Polski. Udział inwestorów z Bliskiego Wschodu wyniósł 17%, a kapitał z Ameryki odpowiadał za 13% wolumenu.

Czynniki geopolityczne, takie jak trwające negocjacje między Rosją, USA i Ukrainą oraz globalne napięcia handlowe, stanowią potencjalne wyzwania dla rynku inwestycyjnego w 2025 roku. Taka niepewność osłabia oczekiwania dotyczące kompresji oczekiwanych stóp zwrotu. Przełom geopolityczny mógłby znacząco pobudzić wzrost rynku, zachęcając do inwestycji na większą skalę. Trajektorię rynku będzie również kształtowała polityka monetarna zarówno Polski, jak i Unii Europejskiej. Kwietniowa obniżka stóp procentowych w strefie euro z perspektywą dalszych spadków daje nadzieję na powrót apetytu inwestorów na nieruchomości komercyjne zarówno w Europie, jak i w Polsce – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Mniejsze transakcje na fali

Rynek charakteryzował się zwiększoną liczbą mniejszych transakcji. Wolumen inwestycji do 20 mln EUR wzrósł o 47% r/r, a segment 40–100 mln EUR odnotował imponujący wzrost na poziomie 187%. Oznacza to rosnące zainteresowanie projektami o bardziej przewidywalnym profilu ryzyka i łatwiejszym zarządzaniu. Brak było natomiast większych transakcji portfelowych – tylko trzy zawarte umowy przekroczyły 50 mln EUR. Niska aktywność w segmencie aktywów typu core sugeruje przyjęcie przez wielu inwestorów strategii wyczekiwania. Może to również świadczyć o przesunięciu w kierunku mniejszych, łatwiejszych w zarządzaniu aktywów.

Stabilne stopy kapitalizacji

W pierwszym kwartale 2025 r. stopy kapitalizacji dla kluczowych klas aktywów pozostały na stabilnym poziomie, co odzwierciedla ostrożne nastawienie inwestorów w obliczu utrzymującego się niepewnego otoczenia rynkowego makroekonomicznego i geopolitycznego. Dla najlepszych biur i obiektów magazynowych wyniosły 6,25%, dla centrów handlowych – 6,50%, a dla obiektów logistycznych obsługujących e-commerce – ok. 5,25%.

– Brak istotnej dekompresji wskazuje na oczekiwanie inwestorów na dalsze obniżki kosztów finansowania i stabilizację warunków makroekonomicznych. Perspektywa luzowania polityki monetarnej w strefie euro oraz spadek kosztów długu mogą w kolejnych kwartałach sprzyjać stopniowej kompresji stóp kapitalizacji – wskazuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Aktywa przemysłowo-logistyczne liderem

Największy udział w wolumenie inwestycyjnym miały nieruchomości z sektora przemysłowo-logistycznego – 202 mln EUR, co stanowi wzrost o 47% r/r. Aż cztery z pięciu największych transakcji w analizowanym okresie dotyczyły tego segmentu.

Do najważniejszych transakcji zaliczają się:

  • Panattoni Park Tricity South II (78 tys. m kw.) – 59 mln EUR, nabywca: Clarion,
  • P3 Grodzisk Park (69 tys. m kw.) – 53 mln EUR, nabywca: Prologis,
  • Panattoni Park Tricity East V (50 tys. m kw.) – 41 mln EUR, nabywca: Fortress REIT,
  • Panattoni Park Gdańsk IV & East II (42 tys. m kw.) – 36 mln EUR, nabywca: Hillwood.

Aktywa handlowe i biurowe wracają do gry

Drugie miejsce w strukturze inwestycji przypadło sektorowi handlowemu – 189 mln EUR, co oznacza wzrost aż o 203% rok do roku. Segment biurowy przyciągnął 164 mln EUR, czyli o 53% więcej niż w I kwartale 2024 roku. Największą transakcją w tym okresie była sprzedaż biurowca Wronia 31 w Warszawie (16 tys. m kw.), który Uniqa Real Estate nabyła od LaSalle IM za 69 mln EUR.

Złoto nie rośnie mimo wojny. Banki centralne kupują, ale inwestorzy wybierają dolara

Mimo spektakularnego nalotu amerykańskich bombowców na irańskie instalacje nuklearne i narastających napięć na Bliskim Wschodzie, cena złota pozostała zaskakująco stabilna. Wbrew oczekiwaniom rynku, który liczył na gwałtowny wzrost notowań, kruszec stracił w minionym tygodniu około 50 USD/oz i dziś wyceniany jest na poziomie 3360 dolarów za uncję. Eksperci wskazują na umocnienie dolara jako główny czynnik wyhamowujący wzrosty cen metali szlachetnych.


Dolar silniejszy, złoto w cieniu

Zamiast szukać bezpieczeństwa w złocie, inwestorzy – w obliczu wzmożonej niepewności – zwrócili się ku dolarowi amerykańskiemu. Ten klasyczny „safe haven” w czasach globalnego kryzysu zaoferował większą płynność, co tymczasowo osłabiło popyt na kruszec. Efekt? Ceny złota pozostały stabilne, mimo ogromnego szoku geopolitycznego.

Złoto nie zareagowało również na wypowiedź Donalda Trumpa, który nalot określił jako „najwspanialszą operację militarną w historii USA”. Inwestorzy – przynajmniej na razie – nie spodziewają się natychmiastowej eskalacji, a reakcja rynków surowcowych i finansowych pozostała umiarkowana.


Cieśnina Ormuz i ryzyko inflacji

Sytuacja może jednak ulec szybkim zmianom. Iran zapowiedział odwet i rozważa zablokowanie cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku dla światowego handlu ropą i gazem LNG. Parlament zatwierdził już stosowny plan, czekając na decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa. Goldman Sachs ostrzega, że rzeczywista blokada może podbić ceny ropy powyżej 120 USD za baryłkę, co grozi falą inflacji – zwłaszcza w gospodarkach azjatyckich i amerykańskiej.


Rezerwa Federalna w cieniu polityki i stagflacji

Choć Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe bez zmian, to jej komunikaty były mniej optymistyczne: obniżka prognoz wzrostu PKB i podwyższenie oczekiwań inflacyjnych wpisują się w coraz wyraźniejszy scenariusz stagflacji.

Tymczasem Donald Trump publicznie skrytykował szefa Fedu Jerome’a Powella, sugerując, że po ewentualnym powrocie do Białego Domu może go zastąpić. Wśród kandydatów wymieniany jest m.in. Christopher Waller, który nie wyklucza pierwszych obniżek już w lipcu.


Banki centralne wybierają złoto

Pomimo krótkoterminowej słabości cenowej, fundamenty rynku złota pozostają bardzo mocne. Według Światowej Rady Złota (WGC), aż 95% banków centralnych planuje zwiększyć rezerwy złota w ciągu najbliższego roku. Co więcej, 73% zadeklarowało chęć ograniczenia udziału dolara w rezerwach – to sygnał głębokiej zmiany w światowej architekturze walutowej.

Banki centralne wymieniają dolary na złoto, traktując kruszec jako bardziej neutralne i bezpieczne aktywo rezerwowe – szczególnie w kontekście rosnącego długu publicznego USA i napięć geopolitycznych.


Prognozy: 4000 USD za uncję w ciągu roku?

Bank of America utrzymuje odważną prognozę: do połowy 2026 roku cena złota może sięgnąć nawet 4000 USD za uncję. Powodem nie są jednak wyłącznie napięcia geopolityczne, ale głównie spadające zaufanie do dolara i obawy o wypłacalność USA. Sytuację pogarszać ma forsowany przez Trumpa gigantyczny pakiet wydatków budżetowych („big beautiful bill”).

Podobnie wypowiada się Nassim Nicholas Taleb, autor „Czarnego łabędzia”, który w ostatnich analizach stwierdził: „Złoto to dziś jedyna efektywna waluta rezerwowa. Dolar to tylko narzędzie transakcyjne.”


Podsumowanie: złoto spokojne dziś, ale gotowe na skok jutro

Choć złoto nie wystrzeliło po ataku USA na Iran, to brak gwałtownych wzrostów nie oznacza braku potencjału. Wręcz przeciwnie – rynki pokazują, że złoto coraz bardziej pełni funkcję strategicznego aktywa o długoterminowej wartości.

Jeśli nie dojdzie do natychmiastowej deeskalacji na Bliskim Wschodzie, a dolar zacznie słabnąć w wyniku działań politycznych i monetarnych, złoto może nie tylko wrócić do wzrostów, ale też wyznaczyć nowe historyczne maksima.

Jubileusz Forum Liderów PPP

Dekada partnerstwa: jubileuszowe Forum Liderów PPP podsumowało 10 lat rozwoju partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce.

Jubileuszowa, dziesiąta edycja Forum Liderów PPP, która odbyła się 16 czerwca 2025 roku w Warszawie, stała się symbolicznym momentem podsumowania dekady działań na rzecz popularyzacji partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) w Polsce. Wydarzenie zgromadziło parlamentarzystów, przedstawicieli administracji rządowej i samorządowej, ekspertów oraz reprezentantów sektora prywatnego. Gościem honorowym Forum był senator Adam Szejnfeld – inicjator ustawy o PPP z 2008 roku, uznawany za „ojca PPP” w Polsce.Adam Szejnfeld

Wielki Medal Senatu dla Forum Liderów PPP

Za szczególne zasługi w upowszechnianiu idei PPP Forum zostało uhonorowane Wielkim Medalem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Wyróżnienie wręczono prezes Kamili Król – za wieloletnie zaangażowanie w budowę zaufania wokół modelu współpracy sektora publicznego i prywatnego oraz skuteczne działania wspierające implementację ustawy.

Szejnfeld: „Potrzebujemy setek projektów rocznie”

Otwarcia konferencji dokonał senator Adam Szejnfeld, który przypomniał, że choć nowoczesna ustawa o PPP obowiązuje już od 2009 roku, to potencjał tej formuły w Polsce pozostaje wciąż niewykorzystany. Do tej pory podpisano zaledwie 204 umowy o łącznej wartości ok. 10 mld zł, z czego aż 90% przypadło na samorządy. Po zauważalnym spadku liczby projektów w latach 2022–2023, obecnie widoczny jest wyraźny wzrost.

– Jeśli chcemy, by PPP realnie wspierało rozwój kraju, konieczne jest zwiększenie jego skali. Nie kilku, ale kilkuset projektów rocznie – mówił senator, apelując o większą aktywność sektora prywatnego.

Podkreślił również, że PPP to nie tylko forma finansowania, ale efektywny sposób zarządzania ryzykiem i jakością realizacji inwestycji. W jego ocenie, poza klasyczną infrastrukturą, przyszłość PPP powinna obejmować także projekty z obszaru obronności i transformacji energetycznej.

Żywno i Sekuła: potrzeba jasnych definicji i wsparcia dla samorządów

Wicemarszałek Senatu Maciej Żywno zwrócił uwagę na problem tzw. „quasi-PPP” – projektów realizowanych poza ustawową formułą, co rodzi nieufność i dezorientację wśród samorządów i inwestorów. Podkreślił, że konieczne jest stworzenie spójnego i stabilnego otoczenia prawnego, które jasno określi zasady współpracy.

Senator Joanna Sekuła, wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. PPP, wskazała natomiast, że w dobie ograniczonego dostępu do środków unijnych i krajowych PPP staje się często jedyną realną drogą do realizacji potrzebnych lokalnie inwestycji. Przypomniała udany przykład z Sosnowca, gdzie w ramach PPP zrealizowano termomodernizację 24 budynków.

– PPP to nie tylko źródło kapitału, ale też know-how, technologia i długoterminowe zaangażowanie partnera prywatnego – zaznaczyła senator Sekuła.

Między interesem publicznym a prywatnym zyskiem

Forum składało się z dwóch głównych części. W pierwszej uczestnicy analizowali kierunki rozwoju PPP w Polsce, inspirując się przykładami z Europy i krajowymi projektami zakończonymi sukcesem. W drugiej części debatowano nad sposobami godzenia interesu publicznego z zyskami sektora prywatnego.

Senator Szejnfeld wskazał, że wciąż barierą pozostaje przekonanie, że PPP to rozwiązanie trudne i ryzykowne. Dlatego konieczne jest uproszczenie procedur, opracowanie standardowych dokumentów oraz stworzenie centralnego funduszu wspierającego przygotowanie projektów – w tym analiz wykonalności, dokumentacji technicznej i oceny ryzyka.

Forum jako platforma współpracy i wiedzy

Od 2016 roku Forum Liderów PPP stanowi najważniejszą w Polsce platformę dialogu w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego. Jego celem jest edukacja, budowa zaufania między sektorami oraz promocja PPP jako narzędzia wspierającego rozwój społeczności lokalnych i całego kraju.

Jubileuszowa edycja była nie tylko okazją do świętowania, ale przede wszystkim do spojrzenia w przyszłość – przyszłość, która w ocenie uczestników Forum wymaga odwagi, wizji i silnej współpracy między sektorem publicznym a prywatnym.

Kurs dolara rośnie po ataku USA na Iran, złoty zaskakująco stabilny

Wojna izraelsko-irańska wysuwa się na pierwszy plan jako kluczowy czynnik warunkujący handel na rynku walutowym po tym, jak w piątek dołączyły do niej USA, bombardując główne ośrodki nuklearne w Iranie. Podczas gdy napięcia geopolityczne rosną, dolar odzyskał status safe haven. Z kolei złoty w obliczu napięć na Bliskim Wschodzie pozostaje dość odporny.

Kluczowe punkty:

  • PLN względnie odporny, ale zaczyna tydzień od wyprzedaży.
  • USA zaatakowały w weekend irańskie ośrodki nuklearne.
  • USD odzyskał status safe haven i umocnił się względem pozostałych walut G10.
  • Globalne ceny ropy rosną przez obawy o podaż.
  • FOMC utrzymał stopy procentowe, dot plot wskazuje wciąż na dwa cięcia.
  • BoE zagłosował za utrzymaniem stóp (6:3) i nie zmienił forward guidance.

Dane makroekonomiczne, a nawet posiedzenie Rezerwy Federalnej zeszły na dalszy plan, a niezbyt już liczne grono osób wierzących w siłę dolara musiało poczuć się uspokojone tym, że amerykańska waluta wydaje się utrzymywać status safe haven w okresie poważnych napięć geopolitycznych. Dolar umocnił się względem wszystkich pozostałych głównych walut. Ubiegły tydzień nie był szczególnie zły dla walut rynków wschodzących, rynek futures na akcje otworzył się zaś w niedzielę na poziomie bliskim temu sprzed tygodnia. Z tego wynika, że był to przede wszystkim ruch dolara, a sentyment do ryzyka pozostaje stosunkowo odporny w obliczu konfliktu.

W zwykłych okoliczność w centrum uwagi znalazłyby się w tym tygodniu odczyty wskaźników PMI (poniedziałek 23.06). Dane gospodarcze i dotyczące polityki monetarnej będą musiały jednak rywalizować z nagłówkami dotyczącymi Bliskiego Wschodu, w szczególności dotyczącymi potencjalnego odwetu Iranu na amerykańskich interesach. Kluczowa będzie reakcja cen ropy. Dotąd kontrakty futures na ropę wzrosły istotnie, jednak zasadnie i do poziomu, z którym gospodarki mogą sobie poradzić.

PLN

Złoty pozostaje dość odporny w obliczu napięć na Bliskim Wschodzie. W ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej niż pozostałe waluty regionu i zdołał odnotować niewielkie zyski względem referencyjnego euro.

Krajowe dane mają dezinflacyjny rys. Odczyty z ostatnich dni pokazały, że inflacja bazowa spadła do najniższego od czerwca 2021 r. poziomu 3,3%. Wszystkie dane z poniedziałku (23.06) mają podobny wydźwięk. Dynamika płac, prawdopodobnie najważniejsza z nich, wróciła do trendu spadkowego po wzroście w kwietniu i zaskoczyła w dół (8,4%), wzmacniając przekonanie, że presja cenowa w Polsce będzie w dalszym ciągu kierować się w dół.

Wydaje się, że zaskoczenia w dół widoczne w różnych odczytach ciążą w poniedziałek nieznacznie złotemu, wzmacniając wyprzedaż z powodu napięć na Bliskim Wschodzie. Ruchy są jednak ograniczone, a para EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale. W najbliższych dniach będziemy uważni na krajowe dane, w szczególności dotyczące sprzedaży detalicznej (wtorek 24.06). Istotniejsze dla kształtowania się kursu EUR/PLN okażą się jednak zapewne sygnały ze świata.

EUR

W ubiegłym tygodniu nie było wielu wieści gospodarczych ani dotyczących polityki monetarnej w strefie euro, które mogłyby poruszyć rynki. Te pierwsze są wciąż zniekształcone przez zwiększony eksport do USA przed wprowadzeniem ceł Trumpa. W konsekwencji handel wspólną walutą zależał niemal całkowicie od wydarzeń poza strefą euro, w szczególności wojny izraelsko-irańskiej. Euro generalnie ucierpiało na rosnących cenach ropy i na tym, że Europa jest ogromnym importerem energii – w przeciwieństwie do USA, które stały się teraz kolejnym eksporterem.

Ten tydzień zapowiada się podobnie – euro rozpoczęło go niżej, a ceny ropy dalej rosną. Najważniejszą publikacją ze strefy euro w tym tygodniu są opublikowane dziś rano wstępne wskaźniki PMI za czerwiec. W ostatnich miesiącach wskaźnik zbiorczy utrzymywał się tuż powyżej poziomu 50 pkt – w czerwcu było tak samo. Dane nieco rozczarowały brakiem poprawy w sektorze przemysłowym. Aktywność w usługach z kolei już się nie kurczy, ale również nie rośnie.

USD

Podczas gdy uwaga rynków przestała być skupiona na danych gospodarczych i dotyczących polityki monetarnej, tych w USA było w ubiegłym tygodniu wiele. Rysują one wciąż mieszany obraz. Rynek nieruchomości mieszkalnych radzi sobie szczególnie słabo, z kolei na rynku pracy w dalszym ciągu widoczne są oznaki umiarkowanego ochłodzenia, szczególnie w cotygodniowych nowych deklaracjach bezrobotnych. Inne wskaźniki radzą sobie nieco lepiej, a nowcast GDPNow Fedu z Atlanty wskazuje obecnie na silne odbicie amerykańskiego wzrostu w II kwartale, na poziomie ok. 3,5% w ujęciu zannualizowanym.

Rezerwa Federalna zauważyła tę niepewność podczas swojego ostatniego posiedzenia w ubiegłym tygodniu. Stopa fed funds została utrzymana na niezmienionym poziomie, jak powszechnie oczekiwano. FOMC był jednak nieco bardziej jastrzębi, niż wyceniano. Prezes Jerome Powell ponownie ocenił amerykańską gospodarkę i rynek pracy jako „solidne”, zbył zaś milczeniem zachęcający majowy raport dotyczący inflacji CPI. Ostatnie słabe dane z rynku pracy skłaniają jednak część decydentów do skrętu w stronę szybszego obniżenia stóp procentowych. Nie sądzimy, że te rozbieżności uda się rozwiązać, zanim poznamy co najmniej jeden odczyt non-farm payrolls i inflacji.

GBP

Ciąg kiepskich danych z Wielkiej Brytanii, który rozpoczął się dwa tygodnie temu, trwał również w ubiegłym tygodniu. Inflacja była powyżej oczekiwań, sprzedaż detaliczna spadła zaś w maju o 2,7% w ujęciu miesięcznym, znacznie silniej, niż szacowano. Te słabe odczyty, przychodzące tuż po najgorszym pod względem utraty miejsc pracy miesiącu od pandemii, wzmacniają stagflacyjne obawy.

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, przy czym gołębi rozkład głosów (trzy osoby za natychmiastowym cięciem) sugeruje, że Radę coraz bardziej niepokoją perspektywy wzrostu i sytuacja na rynku pracy. Forward guidance w kontekście stóp pozostało jednak niezmienione, oficjele powtórzyli, że przyszłe obniżki będą „stopniowe i ostrożne”. Choć oznacza to, że cięcie w sierpniu nie jest pewne, rynki swap wciąż wyceniają w dużej mierze obniżkę na najbliższym posiedzeniu i jeszcze jedną do końca roku.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

SEO + Ads + analityka – czy kursy marketingowe dadzą Ci realne umiejętności?

Dlaczego trzy filary marketingu internetowego są dziś nierozłączne

Algorytmy wyszukiwarki wprowadzają generatywne odpowiedzi, system reklamowy Google wykorzystuje sztuczną inteligencję do prognoz ROAS, a Google Analytics 4 śledzi każdy mikroruch użytkownika w czasie rzeczywistym. To oznacza, że specjalista, który zna tylko jedno z tych narzędzi, szybko traci przewagę. Dlatego na rynku pojawiają się kursy marketingowe łączące kurs SEO, Kurs Google Ads i pełne moduły analityczne. Pytanie brzmi, czy intensywna hybryda rzeczywiście daje twarde umiejętności, czy kończy się powierzchownym klikaniem po panelach.

Oferta sukceswinternecie.pl – od szybkiego webinaru po czteromodułowy Kurs Marketingu 4 w 1

Jeśli szukasz programu, który łączy trzy filary, warto przejrzeć propozycje z sukceswinternecie.pl. Dla osób z napiętym kalendarzem Robert Duda prowadzi „Marketing Internetowy od podstaw – szkolenie online na żywo”, dwugodzinny warsztat obejmujący skondensowane wprowadzenie do SEO, Ads i Analytics. Dla tych, którzy potrzebują głębszej ścieżki, serwis oferuje „Kurs Marketingu 4 w 1 – edycja 2025”, gdzie cztery bloki tematyczne (podstawy, kurs SEO, Kurs Google Ads, analityka) są rozłożone na kilkadziesiąt lekcji wideo i ćwiczenia praktyczne. Samodzielne moduły, takie jak „Kurs SEO od podstaw 2025” i pełne Szkolenia Google Ads, pozwalają dobudować brakujące kompetencje, jeśli chcesz iść metodą klocków.

Jak kurs SEO przygotowuje grunt pod interpretację danych

Solidne Szkolenie SEO zaczyna się od audytu technicznego strony, analizy Core Web Vitals i struktury nagłówków. Już na tym etapie uczestnik zbiera pierwsze metryki w Google Analytics 4, ucząc się, jak korelować prędkość ładowania z zachowaniem użytkownika. Dzięki temu, gdy w kolejnym module pojawia się analiza słów kluczowych, kursant umie ocenić, na które frazy – choć popularne – nie warto budować treści, bo generują wysokie współczynniki odrzuceń. Takie połączenie techniki i danych sprawia, że SEO przestaje być sztuką wstawiania słów kluczowych, a staje się procesem opartym na liczbach.

Co daje kurs Google Ads, gdy znasz już SEO – i odwrotnie

Kurs Goolge AdsW części Kurs Google Ads pierwsze ćwiczenie polega na imporcie konwersji z GA4, dzięki czemu każdy klik w kampanii Search czy Performance Max jest od razu oceniany przez wspólny model atrybucji. Uczestnik przekonuje się, że fraza, która dopiero wspina się w organicu, może już teraz przynieść sprzedaż z reklamy, jeśli skonfiguruje słowa w dopasowaniu ścisłym i zadba o wysoki wynik jakości. Z kolei dane z raportu wyszukiwanych haseł podpowiadają, jakie nagłówki rozwinąć w artykułach blogowych. Hybryda nie polega więc na nauce dwóch systemów obok siebie, lecz na ciągłej wymianie insightów.

Rola analityki: Szkolenie Marketingowe bez GA4 to dziś strata czasu

W programie sukceswinternecie.pl segment analityczny nie jest dodatkiem, lecz trzecią nogą całej konstrukcji. Kursanci od pierwszej lekcji konfigurują zdarzenia w GA4, uczą się tworzyć niestandardowe raporty i integrują dane z Google Ads. Dzięki temu Szkolenia Google Ads nie kończą się na kliku „opublikuj”, a kurs SEO nie ogranicza się do śledzenia pozycji – oba kanały są mierzone wspólną miarą, co pozwala realnie ocenić koszt pozyskania klienta. Bez tych dashboardów trudno byłoby określić, czy kampania oparta na słowie Szkolenie Marketingowe konwertuje dzięki reklamie, czy dzięki wzrostowi widoczności organicznej.

Czy kursy marketingowe online są wystarczająco praktyczne, by wdrożyć narzędzia AI

Jednym z wyróżników oferty Sukces w Internecie jest włączenie modułów AI do każdego z trzech bloków. W module SEO uczestnik testuje narzędzia do generowania szkiców artykułów, które potem poprawia w oparciu o wytyczne E‑E‑A‑T. W Google Ads eksperymentuje z generatywnymi nagłówkami i rozszerzeniami opartymi na dynamicznych wartościach, a w GA4 buduje predykcyjne audytorium „prawdopodobni kupujący”. Dzięki temu całość kursu odpowiada realnej pracy specjalisty, który nie tylko klika w ustawienia, lecz także integruje AI z własną strategią.

Przewaga certyfikatu łączonego nad pojedynczymi dyplomami

Rynek szkoleniowy pęka w szwach od pojedynczych certyfikatów: tu kurs seo, tam Kurs Google Ads. Tymczasem firmy częściej pytają o kompetencje łączone, zwłaszcza gdy trzeba raportować pełny lejek sprzedażowy. Certyfikat „Kurs Marketingu 4 w 1” potwierdza, że absolwent rozumie zależności między optymalizacją treści, stawką CPC a współczynnikiem konwersji, co oszczędza rekruterowi czas i budżet na onboarding. Według danych publikowanych przez Sukces w Internecie, 78 % uczestników hybrydowego programu uzyskuje pierwsze płatne zlecenie w ciągu 60 dni od ukończenia szkolenia.

Jak ocenić, czy to kurs dla Ciebie – checklista przed zapisem

Masz stronę, która już zbiera ruch? Wybierz modułowy układ i dobuduj Szkolenie SEO lub Szkolenia Google Ads osobno. Startujesz od zera? Postaw na kompletny Kurs Marketingu w wersji 4 w 1 – nauczysz się podstaw, przejdziesz przez narzędzia i zakończysz certyfikowanym egzaminem. Już prowadzisz kampanie, ale brakuje Ci pomiaru? Skup się na części analitycznej, bo bez GA4 nie dowiesz się, czy budżet na słowa kursy marketingowe i Szkolenie Marketingowe rzeczywiście się zwraca.

Jeden program, trzy kompetencje – realna wartość czy marketingowa obietnica?

Doświadczenia absolwentów Sukces w Internecie pokazują, że hybrydowy kurs może być skuteczniejszy niż trzy osobne szkolenia, jeśli spełnia dwa warunki: pełna integracja danych i bieżący mentoring. Bez wspólnego dashboardu SEO, Ads i analityka pozostają osobnymi światami. Bez trenera nie wiesz, czy błędny tag tytułowy czy zła grupa reklamowa psuje wynik jakości. Gdy oba warunki są spełnione, kurs 3 w 1 staje się szybkim pasem do realnych umiejętności, które możesz od razu zmonetyzować – i ostatecznie właśnie o to chodzi w marketingu online.

Nowa wojna o ropę? USA atakują Iran, a świat przygotowuje się na droższą energię

  • Stany Zjednoczone przeprowadziły bezpośrednie ataki na irańskie obiekty jądrowe. To znacząca zmiana układu sił, która wprowadza dodatkową niepewność na rynkach
  • Cieśnina Ormuz to strategiczny punkt transportowy, który odpowiada za około 20% światowego eksportu ropy. Nawet bez jej całkowitego zablokowania, wzrost ryzyka zakłóceń w dostawach już wpływa na wzrost cen energii i presję inflacyjną. Może to opóźnić decyzje banków centralnych o cięciach stóp procentowych – także w przypadku amerykańskiej Rezerwy Federalnej.
  • W tym otoczeniu relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki z sektora energetycznego i zbrojeniowego. Z kolei rynki europejskie i wschodzące w Azji – szczególnie te uzależnione od importu surowców energetycznych – mogą znaleźć się pod większą presją makroekonomiczną.

W miniony weekend Stany Zjednoczone, z inicjatywy prezydenta Donalda Trumpa, przeprowadziły ataki powietrzne na trzy kluczowe irańskie obiekty jądrowe. Jak wskazuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, to historyczna eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie, która wstrząsnęła rynkami i wzbudziła pytania nie tylko o stabilność geopolityczną, ale również o kondycję instytucjonalną i wiarygodność przywództwa USA w oczach inwestorów. Dodatkowe kontrowersje wywołał fakt, że decyzja została podjęta bez zgody Kongresu.

Choć pełna skala odwetu Iranu pozostaje nieznana, rynki już teraz koncentrują uwagę na Cieśninie Ormuz – wąskim szlaku, przez który przepływa około 20% światowych dostaw ropy. Nawet sama groźba zakłóceń w tym regionie wystarcza, by podnieść zmienność na rynkach, wywołać presję inflacyjną i wpłynąć na wycenę wielu klas aktywów.

Inwestorzy mierzą się dziś z kombinacją kilku czynników ryzyka: możliwym zaburzeniem dostaw energii, szokiem inflacyjnym, opóźnieniami w obniżkach stóp procentowych oraz narastającą niepewnością makroekonomiczną na świecie.

Pozorna stabilność może być złudna

Decyzja prezydenta Trumpa o zbombardowaniu irańskich instalacji jądrowych rzuca cień na perspektywy dla akcji i innych ryzykownych aktywów. Choć początkowa reakcja rynków była relatywnie spokojna, inwestorzy nie powinni popadać w samozadowolenie.

Dlaczego warto zachować czujność?

  • Presja na rynku ropy pozostaje silna: Ogólny trend wskazuje na narastającą presję w globalnym łańcuchu dostaw energii. Nawet bez całkowitego zamknięcia Cieśniny Ormuz, wyższe koszty frachtu i ubezpieczeń mogą trwale podnieść ceny surowców.
  • Ropa + słaby wzrost = ryzyko stagflacji: Długotrwały wzrost cen ropy w warunkach słabnącej koniunktury może przywrócić obawy o stagflację – scenariusz, który historycznie był niekorzystny dla cen akcji i nastrojów konsumenckich.
  • Ryzyko opóźnionych cięć stóp: Banki centralne mogą stać się ostrożniejsze w luzowaniu polityki pieniężnej, jeśli inflacyjne oczekiwania wzrosną. W USA sytuację dodatkowo komplikuje uporczywa inflacja bazowa, napięcia wokół ceł i presja ze strony prezydenta na Fed, co podważa niezależność banku centralnego.
  • Nieprzewidywalność jako czynnik ryzyka: Nagła zmiana strategii USA – od wyczekiwania do aktywnego ataku – wzmacnia poczucie niestabilności decyzyjnej. To może ograniczać skłonność firm i inwestorów do podejmowania długoterminowych zobowiązań kapitałowych.

Na co zwracać uwagę w najbliższym czasie?

  • Reakcja Iranu: Ewentualny atak na siły USA lub blokada Cieśniny Ormuz stanowiłaby punkt zwrotny. Zakłócenia w globalnym handlu surowcami energetycznymi mogłyby wywołać efekt domina w łańcuchach dostaw, eskalując presję kosztową i destabilizując rynki frachtowe.
  • Ceny ropy:  Trwałe przekroczenie progu 100 USD za baryłkę mogłoby zainicjować powrót do rotacji kapitału w kierunku aktywów odpornych na inflację oraz skorygować oczekiwania względem dalszej normalizacji polityki pieniężnej przez główne banki centralne.
  • Obligacje skarbowe USA: Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych mogą podlegać silnym wahaniom – zarówno w kierunku spadków (wzmożony popyt na bezpieczne przystanie), jak i wzrostów (obawy o wtórną presję inflacyjną).
  • Dolar amerykański: Możliwy „short squeeze” na USD może prowadzić do zaostrzenia warunków finansowych, szczególnie w gospodarkach wrażliwych na zadłużenie w walutach obcych, takich jak rynki wschodzące.
  • Rotacja sektorowa na giełdach: Rynki w Azji i Europie, zwłaszcza te o wysokiej zależności od importu energii, mogą znaleźć się w niekorzystnym położeniu. Względną odporność mogą wykazywać sektory defensywne, w tym przemysł zbrojeniowy oraz energetyka.
  • Polityczny paraliż w USA: Brak zgody Kongresu na działania militarne może pogłębiać podziały polityczne, utrudnić procesy legislacyjne i zwiększyć obawy o stabilność instytucjonalną.
  • Potencjalne reakcje Rosji i Chin: Choć epicentrum napięć znajduje się na osi USA–Iran, nie można wykluczyć reakcji ze strony Rosji i Chin. Oba państwa posiadają istotne interesy energetyczne i strategiczne w regionie Zatoki Perskiej, co może skutkować próbą wykorzystania sytuacji do wzmocnienia własnej pozycji geopolitycznej.

Przegląd potencjalnych kierunków dla portfela inwestycyjnego

Poniższy fragment nie stanowi porady inwestycyjnej. Jego celem jest uporządkowanie kluczowych ryzyk i ekspozycji portfelowych w kontekście rosnącej niepewności rynkowej.

Ekspozycja na sektor energii jako element zabezpieczający

Spółki z sektora energetycznego mogą skorzystać na wzroście cen ropy. Fundusze ETF skoncentrowane na sektorze energii zapewniają szeroką ekspozycję na koncerny paliwowe i firmy usługowe – bez konieczności handlowania na rynku kontraktów terminowych.

Sektor obronny i złoto jako wskaźniki napięć geopolitycznych

W przypadku dalszej eskalacji konfliktu, spółki zbrojeniowe oraz producenci złota mogą przyciągać kapitał jako tzw. „bezpieczne przystanie”. Historycznie te segmenty rynku wykazywały odporność w okresach napięć międzynarodowych i podwyższonej inflacji. Mogą stanowić uzupełnienie dla bardziej cyklicznych sektorów, takich jak technologie czy konsumpcja.

Warto jednak pamiętać, że klasyczne właściwości złota mogą być ograniczone w środowisku rosnących rentowności obligacji i silnego dolara.

Ostrożność wobec ekspozycji na rynki wschodzące Azji i Europy

Gospodarki silnie uzależnione od importu surowców – m.in. Indie, Tajlandia, Filipiny oraz wiele krajów europejskich – mogą doświadczać presji wynikającej z rosnących kosztów energii, deprecjacji walut lokalnych i odpływu kapitału. Utrzymujące się wysokie ceny ropy zwiększają ryzyko stagflacji lub recesji w tych regionach.

Dla porównania, USA – jako eksporter netto energii – są relatywnie mniej narażone na ten typ szoku, choć nie są odporne na szerszą zmienność rynkową.

Spółki wzrostowe a presja makroekonomiczna

Segmenty rynku wrażliwe na stopy procentowe i koszty finansowania – jak szybko rozwijające się technologie czy spółki we wczesnej fazie rozwoju – mogą doświadczać rewizji wycen i presji na marże, jeśli inflacja opóźni cykl luzowania polityki monetarnej. Warto przemyśleć horyzont inwestycyjny i dywersyfikację, zwłaszcza przy koncentracji na jednym sektorze.

Instrumenty dłużne jako stabilizator portfela

Fundusze obligacji krótkoterminowych lub strategie elastyczne mogą ograniczać wrażliwość portfela na zmiany stóp procentowych, oferując przy tym atrakcyjny dochód – zwłaszcza jeśli krzywa dochodowości reaguje na przeciwstawne siły: presję inflacyjną i popyt na bezpieczne aktywa.

Wojna, ropa, złoty i stopy – globalne napięcia kontra lokalne fundamenty

Wojna na Bliskim Wschodzie wkroczyła w nową, bardziej niebezpieczną fazę. Jednak inwestorzy, świadomi złożoności konfliktu, starają się zachować spokój. Przy dynamice wydarzeń trudno zakładać utrzymanie się takiego wyrachowania w dłuższym terminie. Jeżeli czynniki globalne nie przesłonią argumentów lokalnych, to RPP może być coraz bliższa kolejnej obniżki stóp.

USA kontra Iran

Kiedy w Polsce cieszyliśmy się urokami słonecznego weekendu, wojna na Bliskim Wschodzie wchodziła w nową, jeszcze bardziej niebezpieczną fazę. Bezpośrednie zaangażowanie USA otwiera całkiem nowy rozdział tego konfliktu. Przez dużą dynamikę wydarzeń wciąż trudno ocenić długofalowe skutki aktualnej eskalacji. W globalnej perspektywie nieustannie powtarzane jest znaczenie Cieśniny Ormuz (oddziela ona Iran od Omanu i ZEA), przez którą codziennie przepływa ok. 20% światowego eksportu ropy. Co prawda irański parlament zezwolił na blokadę tej strategicznej przeprawy, ale ostateczna decyzja należy tak naprawdę do Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Chociaż na pierwszy rzut oka można przyjąć, że Republika Islamska ma asa w rękawie, to sprawa nie jest tak czarno-biała. Przy blokadzie cieśniny trudno założyć, aby tankowce z irańską ropą przepływały wciąż swobodnie, a zdecydowana większość tamtejszego surowca pokonuje swoją podróż właśnie tamtędy. Dodatkowo znakomita część ropy z Iranu płynie do Chin, a Teheran raczej nie może sobie pozwolić na utratę tak znaczącego sojusznika. Można postawić tezę, że powyższe argumenty przemówiły do inwestorów w trakcie poniedziałkowej sesji.

Dyskontowanie ryzyka, ropa i USD

Inwestorzy zauważalnie zmniejszają ekspozycję na ryzyko na otwarciu tygodnia, ale na całe szczęście na rynkach nie dostrzeżemy objawów paniki. Najciekawiej prezentuje się kluczowe aktywo w kontekście eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, czyli ropa naftowa. Handel co prawda otworzył się luką wzrostową i na poziomie ponad 78 USD, co było próbą ataku na zeszłotygodniowe (i 5-miesięczne) maksima. Wydawało się to całkiem naturalnym i logicznym zachowaniem w związku ze wzrostem ryzyka, ale od tego momentu nastąpiła wręcz wyprzedaż. O godz. 15 za baryłkę odmiany Brent (w teorii bardziej wrażliwą na wydarzenia na Bliskim Wschodzie, bo notowaną w Londynie) trzeba płacić już wyraźnie poniżej piątkowego zamknięcia, czyli nieznacznie powyżej 75 USD. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że wydarzenia z ostatnich kilkudziesięciu godzin były już w dużej mierze zdyskontowane przez rynek. Trudniej prezentuje się sytuacja giełdowa, ponieważ prawie wszystkie europejskie indeksy są pod kreską (wyjątkiem np. Amsterdam, który rośnie o 0,7%), ale trudno mówić o wielkiej ofensywie podaży. Wśród czerwonych latarni Starego Kontynentu niestety znajdziemy GPW, ponieważ WIG20 na dwie godziny przed końcem sesji traci 1,3%. Wreszcie, po dłuższym czasie, w obliczu wzrostu ryzyka swoje walory bezpiecznej przystani ujawnia ponownie USD. To w klasyczny sposób przekłada się na osłabienie walut rynków wschodzących, w tym polskiego złotego. Mimo wszystko straty PLN pozostają w dalszym ciągu ograniczone, ale tendencja na najważniejszych parach złotowych staje się dla naszego orła coraz trudniejsza. Kurs EUR/PLN dobija do lokalnych szczytów przy 4,28 zł, a kurs USD/PLN testuje 3,73 zł. Kurs EUR/USD wrócił w okolice otwarcia i oscyluje przy 1,147 $.

Praca coraz mniej popłaca

Rada Polityki Pieniężnej dostała dziś kolejne argumenty za kontynuacją obniżek stóp procentowych nad Wisłą. Najważniejsze pochodzą z rynku pracy, gdzie płace w sektorze przedsiębiorstw (powyżej 9 pracowników) wracają do trendu spadkowego (w kwietniu odczyt zaskoczył odbiciem do +9,3%). Dodatkowo majowy rezultat +8,4% w ujęciu rocznym raz jeszcze wypadł wyraźnie poniżej prognoz. Członkowie RPP wielokrotnie zwracali uwagę, że to właśnie schłodzenie na rynku pracy otworzy przestrzeń do cięć kosztu kredytu. Cały czas spada też zatrudnienie, ale na szczęście w stabilnym tempie -0,8% rok do roku. Gdyby tego było mało, to w dalszym ciągu zniżkują ceny producentów (ten trend trwa już 2 lata), tym razem PPI w ujęciu rocznym wyniosło -1,5%. W kontrze do powyższych danych można postawić publikację o produkcji przemysłowej w naszym kraju, która w zeszłym miesiącu wyniosła aż +3,9% rdr. Jednak w tym przypadku warto zwrócić uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze sam wynik był niższy od oczekiwań (+4,3%). Po drugie akurat ten wskaźnik już od kilku kwartałów jest jednym z najmniej stabilnych w naszej gospodarce. To skutkuje brakiem trendu, a zatem utrudnia ocenę wpływu jednego z kluczowych odczytów dla rodzimego rynku. Niemniej dzisiejszy pakiet publikacji pomaga w podsycaniu spekulacji o lipcowej obniżce stóp ze strony RPP. Niestety główny argument przeciw takiemu scenariuszowi pozostaje daleko poza wpływem naszych decydentów monetarnych. Dalsza eskalacja wojny na Bliskim Wschodzie może pokrzyżować wiele planów dezinflacyjnych.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Stacja naziemna SatRev w Omanie już działa

Polska firma SatRev przekazała klientowi nową stację naziemną na terenie Omanu. Budowa stacji to zwieńczenie dotychczasowej współpracy z ETCO, wiodącą omańską spółką przemysłu kosmicznego. 

Zaprojektowana i wykonana we Wrocławiu antena o średnicy 3.5 m umożliwia kontakt z satelitami przy wykorzystaniu pasma UHF i S. Ochronę przed trudnymi warunkami atmosferycznymi zapewnia kopuła (radome), opracowana przez inżynierów SatRev. Stacja jest położona na omańskiej pustyni w pobliżu wybrzeża, więc konieczne było zabezpieczenie zarówno przed piaskiem, jak i morską bryzą o dużym zasoleniu.

fot. SatRev – Montaż kopuły
fot. SatRev – Montaż kopuły

Rozwiązanie cechuje się modułową architekturą, która umożliwia elastyczne skalowanie zarówno po stronie sprzętowej (np. dodawanie kolejnych anten lub pasm komunikacji), jak i usługowej (np. integracja z nowymi platformami satelitarnymi, systemami AI czy narzędziami do analizy danych). Dzięki temu stacja może być w krótkim czasie dostosowana do obsługi wielu klientów i konstelacji – zarówno komercyjnych, jak i rządowych – w modelu usługowym G-SaaS (Ground Station as a Service).

Projekt był kolejnym krokiem w realizacji strategii SatRev dostarczania kompletnych, suwerennych zdolności kosmicznych.

„Ta stacja to nie tylko infrastruktura – to klucz, który otwiera drzwi do całego regionu GCC. Dla naszych partnerów i inwestorów to jasny sygnał: SatRev jest gotów skalować się globalnie, tu i teraz” – mówi Grzegorz Zwoliński, CEO SatRev.

„Budowa tej stacji to przykład, jak polskie firmy mogą przejmować inicjatywę w obszarach krytycznych dla przyszłości – od technologii kosmicznych po infrastrukturę strategiczną. Suwerenność danych, niezależność operacyjna i szybki dostęp do informacji stają się dziś fundamentem bezpieczeństwa i rozwoju” – mówi January Ciszewski, CEO JRH ASI S.A., inwestora wspierającego rozwój SatRev.

Nowoczesna gospodarka potrzebuje stabilnej energii

W obliczu jednego z największych blackoutów w historii Europy, który sparaliżował Półwysep Iberyjski i ujawnił słabości niestabilnych źródeł energii, Polska wyraźnie pokazuje, że bezpieczeństwo energetyczne i rozwój cyfrowy mogą iść w parze z ambitną, pragmatyczną transformacją. Inwestując miliardy euro w nowoczesną energetykę jądrową i technologie SMR, nasz kraj buduje solidny fundament pod rozwój centrów danych, innowacji oraz nowoczesnych usług cyfrowych. W ten sposób już dziś stajemy się wzorem dla regionu, jak skutecznie łączyć zieloną transformację z technologiczną racjonalnością i zapewnić stabilność dla gospodarki XXI wieku.

Centra danych odporne na blackout

Pod koniec kwietnia w Europie doszło do jednego z najpoważniejszych blackoutów ostatnich lat, obejmującego niemal cały obszar Półwyspu Iberyjskiego. Przerwa w dostawach prądu trwała ponad dobę i dotknęła miliony osób w Hiszpanii oraz Portugalii. Zakłócenia w dostępie do energii elektrycznej sparaliżowały wiele usług publicznych oraz działalność gospodarczą w regionie.

Analiza przyczyn tej sytuacji wskazuje na złożoną sekwencję zdarzeń i brak jednej, jednoznacznej przyczyny. System energetyczny Półwyspu Iberyjskiego był w dużym stopniu oparty na odnawialnych źródłach energii, głównie fotowoltaice, która w chwili awarii odpowiadała za ponad połowę produkcji energii elektrycznej. W ciągu kilku sekund doszło do gwałtownej utraty nawet 15 GW mocy w systemie – według operatora REE, przyczyną były automatyczne odłączenia dużych bloków generacji, prawdopodobnie głównie instalacji fotowoltaicznych w południowo-zachodniej Hiszpanii, uruchomione przez zabezpieczenia w reakcji na nieokreślone zakłócenia systemowe. W efekcie powstały poważne niestabilności sieci, a automatyczne systemy bezpieczeństwa doprowadziły do odłączenia Półwyspu od reszty europejskiej sieci (Francji), co z kolei pogłębiło kryzys i zakończyło się utratą synchronizacji oraz wyłączeniem pozostałych źródeł energii. Oficjalne raporty podkreślają, że blackout był skutkiem łańcucha zdarzeń: masowych automatycznych odłączeń generacji odnawialnej, braku wystarczającej rezerwy elastyczności oraz bardzo ograniczonej liczby połączeń międzysystemowych z innymi krajami. Śledztwo w sprawie dokładnych przyczyn awarii nadal trwa, a żaden z pojedynczych czynników nie został wskazany jako wyłączny winowajca.

Skutki awarii były odczuwalne na wielu poziomach. Mieszkańcy zostali pozbawieni podstawowych udogodnień codziennego życia – nie działało oświetlenie, windy, systemy ogrzewania i chłodzenia, a także bankomaty i terminale płatnicze. Komunikacja miejska została sparaliżowana, a lokalne sklepy i firmy musiały czasowo zawiesić działalność. Dodatkowym problemem okazały się przerwy w dostępie do usług cyfrowych – przez pewien czas nie działała telefonia i internet, co w realiach cyfrowej gospodarki przełożyło się na wymierne straty finansowe i operacyjne.

Najlepiej z tą trudną sytuacją poradziły sobie jednak kluczowe sektory, takie jak centra danych. Dzięki rozbudowanym systemom zasilania awaryjnego – przede wszystkim agregatom prądotwórczym oraz układom bateryjnym – centra danych utrzymały ciągłość działania nawet podczas najgłębszego kryzysu. Profesjonalne zarządzanie systemami zasilania sprawiło, że najważniejsze usługi cyfrowe, od których zależy funkcjonowanie wielu branż i instytucji, w dużej mierze pozostały dostępne bez poważniejszych zakłóceń.

Katalizator zmian w energetyce

Kryzys energetyczny uwidocznił, jak kluczowe dla funkcjonowania współczesnej gospodarki i społeczeństwa są nieprzerwane dostawy prądu. Nic więc dziwnego, że blackout stał się impulsem do zmiany podejścia do kwestii bezpieczeństwa energetycznego zarówno w oczach opinii publicznej, jak i decydentów w wielu krajach Europy. Coraz większe wątpliwości zaczęły budzić dotychczasowe przekonania, że szybka transformacja energetyczna oparta głównie na odnawialnych źródłach wystarczy do zapewnienia stabilności systemu. Wzrost poziomu cyfryzacji i rosnące potrzeby energetyczne – szczególnie widoczne w sektorze centrów danych i branży nowych technologii – unaoczniły, jak istotne są inwestycje w pewne, niezawodne źródła energii – przy zachowaniu celów dekarbonizacyjnych.

Zmieniające się nastawienie najlepiej widać na przykładzie Niemiec i Szwajcarii. W Niemczech przez lata prowadzono politykę stopniowego wycofywania się z energetyki jądrowej. Punktem kulminacyjnym było wyłączenie ostatnich trzech reaktorów w 2023 roku. Jednak już po dwóch latach, w obliczu kryzysu energetycznego, wzrostu cen energii i narastających obaw o bezpieczeństwo systemu, nowy rząd zapowiedział odejście od tej polityki. Kanclerz Friedrich Merz nie tylko otwarcie skrytykował decyzję o rezygnacji z atomu, ale także zapowiedział inwestycje w nowe technologie, przede wszystkim w małe reaktory modułowe (SMR), mające zapewnić stabilne, niskoemisyjne źródło energii potrzebnej nowoczesnej gospodarce cyfrowej.

Podobny zwrot można zaobserwować w Szwajcarii, gdzie od 2018 roku obowiązywał zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych. W 2024 roku, reagując na narastające obawy społeczne i gospodarcze dotyczące bezpieczeństwa dostaw energii, tamtejszy rząd zdecydował o zniesieniu tego zakazu i ogłosił plany realizacji projektów SMR. Nowe, bardziej elastyczne i skalowalne technologie mają nie tylko zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne, ale też wesprzeć rozwój takich sektorów, jak centra danych czy nowoczesny przemysł technologiczny.

O powrocie do energetyki jądrowej coraz częściej dyskutują politycy i eksperci nie tylko w Europie, lecz także na świecie. Powszechne staje się przekonanie, że stabilność i przewidywalność dostaw energii to fundament dla rozwoju gospodarki cyfrowej, a inwestycje w nowoczesne rozwiązania jądrowe – w tym SMR – są kluczowym narzędziem do realizacji tego celu. Zainteresowanie tymi technologiami rośnie również w biznesie: globalne firmy technologiczne, takie jak Google, AWS czy Microsoft, podpisują umowy na dostawy prądu z nowych, niskoemisyjnych reaktorów, widząc w nich gwarancję ciągłości operacji i przewagi konkurencyjnej”, komentuje Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Polish Data Center Association.

Polska odpowiedź na wyzwania energetyczne XXI wieku

W europejskiej dyskusji na temat przyszłości energetyki Polska wyróżnia się jako państwo konsekwentnie wdrażające realne, długoterminowe rozwiązania, które odpowiadają na najważniejsze wyzwania współczesnej gospodarki. Istotnym elementem tej strategii jest inwestycja o wartości 15 miliardów euro obejmująca budowę elektrowni jądrowej o mocy 6–9 GW na północy kraju. Tak duży projekt pozwoli nie tylko znacząco obniżyć emisje w polskim sektorze energetycznym, ale przede wszystkim zapewni stabilność dostaw prądu – niezależnie od wahań pogodowych czy nieregularności produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

W Polsce trwają obecnie zaawansowane prace nad rozwojem małych reaktorów modułowych (SMR), prowadzonych przez prywatne podmioty, w szczególności w ramach współpracy Synthos i Orlenu. Tego typu innowacyjne, skalowalne technologie mogą w przyszłości stać się odpowiedzią na rosnące potrzeby rynku, zwłaszcza w kontekście rozwoju centrów danych. Dla tego sektora kluczowe znaczenie mają niezawodne, przewidywalne i niskoemisyjne źródła zasilania. SMR-y, jeśli zostaną wdrożone, mogłyby być lokalizowane bliżej odbiorców przemysłowych, oferując im większą niezależność energetyczną i mniejsze koszty przesyłu. Tendencja ta wpisuje się w światowy trend dywersyfikacji i decentralizacji systemów energetycznych.

Tak przemyślana strategia daje Polsce mocne podstawy pod rozbudowę nowoczesnej infrastruktury cyfrowej. Zarówno inwestycje w wielkoskalową energetykę jądrową, jak i rozwój SMR-ów stanowią gwarancję bezpieczeństwa energetycznego i podtrzymania konkurencyjności gospodarki w cyfrowej rzeczywistości. Stabilne, niskoemisyjne źródła energii są kluczem do dalszego napływu inwestycji w centra danych, rozwoju branży technologicznej i wdrażania zaawansowanych rozwiązań takich jak sztuczna inteligencja czy technologie chmurowe.

Wnioski płynące z niedawnej awarii na Półwyspie Iberyjskim są oczywiste: transformacja sektora energii nie może odbywać się kosztem technicznej racjonalności. Kluczowe stają się rzetelne analizy, transparentne zarządzanie siecią i miks energetyczny oparty o zrównoważone źródła gwarantujące dostępność podstawy zasilania (ang. base load) – w tym SMR. W dobie dynamicznego rozwoju centrów danych, sztucznej inteligencji i usług chmurowych, niezawodność krajowego systemu elektroenergetycznego jest filarem nowoczesnej gospodarki. Dlatego cieszy fakt, że Polska, łącząc podejście pragmatyczne z ambicjami klimatycznymi, wyrasta na lidera innowacyjnej, odpornej na kryzysy transformacji energetycznej i cyfrowej w tej części Europy. Stanowimy bowiem przykład dla innych państw poszukujących złotego środka między wzrostem gospodarczym, bezpieczeństwem i odpowiedzialnością za środowisko”, komentuje Piotr Kowalski.

Sytuacja na Półwyspie Iberyjskim dobitnie pokazała Europie, jak ważne jest zachowanie balansu pomiędzy dynamicznym rozwojem OZE, a inwestycjami w przewidywalne i stabilne technologie, takie jak energetyka jądrowa. To przypomnienie, że nawet najbardziej ambitne cele klimatyczne nie powinny przesłaniać konieczności zapewnienia ciągłości dostaw prądu, zwłaszcza w obliczu lawinowo rosnących potrzeb cyfrowych.

Archicom sfinalizował sprzedaż biurowca City 2 we Wrocławiu za 31 mln euro

Archicom, jeden z wiodących deweloperów mieszkaniowych w Polsce, będący częścią Echo Group sfinalizował sprzedaż biurowca City 2 we Wrocławiu za 31 mln euro prywatnemu polskiemu inwestorowi. Tym samym Archicom koncentruje się na rynku mieszkaniowym i pozyskuje kapitał na rozwój banku ziemi.

City 2 zlokalizowany jest przy ul. Traugutta 55 we Wrocławiu. Biurowiec jest częścią projektu City Forum, spełniającego najwyższe standardy ESG. Budynek zaprojektowany przez pracownię architektoniczną SRDK Studio Projekt oferuje blisko 13 tys. mkw. powierzchni najmu (GLA). Pięciokondygnacyjny biurowiec jest niemal w całości wynajęty. Wśród najemców znajdują się cenione na rynku firmy i instytucje: m.in. Orange, Narodowy Fundusz Zdrowia, Bank Millennium, Asseco oraz City Space. Nowym właścicielem został polski prywatny inwestor.

– Sprzedaż City 2 to ostatni krok w realizacji naszej strategii optymalizacji portfela nieruchomości. Naszym celem jest skupienie się na branży budowy mieszkań na sprzedaż i umacnianiu pozycji jednego z liderów rynku w tym segmencie. Biurowiec spełnia najwyższe standardy techniczne i środowiskowe, a jego renomowani najemcy gwarantują stabilność przychodów. Jestem przekonany, że City 2 będzie świetnym uzupełnieniem portfela inwestora. Sfinalizowana sprzedaż jest wynikiem znakomitej współpracy i wsparcia Archicomu w ramach grupy kapitałowej przez zespół transakcyjny Echo Investment – mówi Rafał Zboch, członek zarządu Archicom nadzorujący transakcję.

City 2 wyróżnia się wysokiej klasy architekturą oraz rozwiązaniami ekologicznymi. Certyfikaty LEED na poziomie Platinum oraz WELL Health & Safety potwierdzają, że spełnia on najwyższe standardy zrównoważonego budownictwa. Budynek jest w 100 proc. zasilany zieloną energią oraz posiada systemy ograniczające zużycie wody pitnej. Energooszczędne oświetlenie LED gwarantuje zaś oszczędności w zużyciu energii elektrycznej.

Biurowiec City 2 położony jest w strategicznej części centrum biznesowego Wrocławia, w odległości około 5 minut spaceru od centrum miasta i 10 minut od Dworca Głównego. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się liczne restauracje, kawiarnie i centra handlowe.

Sprzedaż biurowca przez Archicom jest częścią strategii spółki, która skupia się na realizacji projektów mieszkaniowych. W pierwszym kwartale 2025 roku Archicom odnotował 29 proc. wzrost sprzedaży rok do roku, osiągając najlepszy wynik wśród czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Spółka wprowadziła do oferty 1 022 mieszkania – w tym 389 w Krakowie – oraz sprzedała 530 lokali. Do końca roku Archicom planuje przekazać klientom 2 400 mieszkań, przekraczając tym samym wynik osiągnięty w całym 2024 roku.

W transakcji uczestniczyli również zewnętrzni partnerzy: kupującego reprezentowała kancelaria prawna LS Corporate Legal Szermach oraz firma doradcza Colliers. Doradztwo finansowe kupującemu zapewniła firma SP Corporate. Z kolei Archicom reprezentowany był przez kancelarię A&O Shearman oraz firmę doradczą CBRE.

Debiut Circle na NYSE: spektakularny wzrost kursu i gorąca dyskusja o wycenie

Olbrzymie zyski przyniósł inwestorom giełdowy debiut Circle, tym bardziej należy oczekiwać, że kurs akcji będzie podlegał bardzo dużym wahaniom. Ten debiut może bardzo przyczynić się do rozwoju rynku kryptowalut.

Circle Internet Group zadebiutowała na NYSE 5 czerwca 2025 r. Akcje podczas IPO zaoferowano po 31 USD (powyżej zakładanego wcześniej przedziału 27–28 USD). Spółka pozyskała ok. 1,1 miliarda USD.

– Kurs akcji spółki podczas debiutu wzrósł w szczytowym momencie o 223%, a więc zyski inwestorów były bardzo duże, ale jednocześnie nie był to debiut bardzo udany dla spółki, skoro swoje akcje mogła wycenić znacznie wyżej, zarabiając na IPO o trzy miliardy dolarów więcej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB.

Głównym produktem Circle jest stablecoin USDC. W 2024 r. Circle wygenerowało 1,68 mld USD przychodów – głównie z odsetek od rezerw USDC (obligacji skarbowych USA). W I kw. 2025 r. przychody z rezerw wzrosły o 55% do 557 mln USD. Jej zysk netto w 2024 r. wyniósł 155 mln USD, a to oznacza spadek o 42% r/r.

Udział rynkowy USDC stanowi ok. 24,4% rynku stablecoinów, którego całkowita kapitalizacja wynosi obecnie 250 mld USD.

– Kurs akcji Circle jest więc wyceną jej przyszłości, bo spółka działa na bardzo szybko rozwijającym się rynku – ocenia ekspert XTB. – Poziomy wyceny spółki należy uznać za horrendalne skoro wskaźnik ceny do zysku P/E wynosił aż 161.

USD Coin (USDC) to popularny stablecoin, którego wartość jest powiązana z dolarem amerykańskim w stosunku 1:1. To oznacza, że każdy token USDC można wymienić na 1 dolara amerykańskiego (i odwrotnie). USDC został stworzony przez konsorcjum Centre (Circle i Coinbase) w celu zapewnienia stabilnej waluty cyfrowej, która ułatwia globalne transakcje i inne transakcje związane z kryptowalutami.

Każdy USDC jest zabezpieczony rezerwami w dolarach amerykańskich i krótkoterminowymi obligacjami Skarbu Państwa, a rezerwy są regularnie audytowane przez niezależne firmy. USDC jest emitowany przez regulowane podmioty, co zapewnia większą przejrzystość i wiarygodność w porównaniu do niektórych innych stablecoinów.

Transakcje USDC są zazwyczaj szybsze i tańsze niż tradycyjne przelewy bankowe. USDC działa na blockchainie, co zapewnia jego bezpieczeństwo i odporność na ataki. Pomimo stabilności, USDC może być narażony na zmienność rynku kryptowalut, jeśli emitent nie jest w stanie utrzymać powiązania z dolarem. Jest zabezpieczony rezerwami bankowymi, a potencjalne problemy banków mogą mieć wpływ na stabilność USDC.

Circle chce wykorzystać rosnącą rolę stablecoinów w handlu, płatnościach transgranicznych i finansach instytucjonalnych. Ustawa GENIUS w USA może dać USDC przewagę regulacyjną w globalnych rozliczeniach. Obecnie główną konkurencją dla stablecoina USDC są Tether i Ripple. W 2025 r. Firma uruchomiła Circle Payments Network, to system do natychmiastowych rozliczeń stablecoinowych dla banków, neobanków i portfeli cyfrowych.

– Stablecoiny i bitcoiny to dwa bardzo różne aktywa, skoro stablecoiny są powiązane z dolarem, to nie należy spodziewać tak dużych zysków bądź strat jak na bitcoinie – komentuje T.Turski z XTB. – Kto inwestuje bardzo spekulacyjnie, to uzupełniając swój portfel skieruje się ku bitcoinowi. Natomiast sam debiut giełdowy Circle sprzyjać będzie coraz większej akceptacji kryptowalut ze strony kluczowych graczy na rynkach finansowych.

PMI dla przemysłu w Niemczech najwyższe od 2022 r.

Odczyt PMI dla przemysłu w Niemczech za czerwiec wyniósł 49,0 pkt wobec oczekiwań na poziomie 48,9 pkt.

Tym samym był to najwyższy odczyt od 2022 roku, wyraźnie zbliżający się do umownego progu „ożywienia” w gospodarce, czyli wyczekiwanego odczytu na poziomie 50 pkt.

W przypadku PMI dla usług w Niemczech mamy wyraźnie pozytywne zaskoczenie – odczyt wyniósł 49,4 pkt wobec prognoz na poziomie 47,8 i ostatniego odczytu 47,1.

W przypadku PMI dla przemysłu w strefie euro mamy delikatne rozczarowanie i odczyt na poziomie 49,4 pkt wobec oczekiwań 49,60. PMI dla usług natomiast zgodnie z konsensusem na poziomie 50 pkt.

Autor: Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zegarki Tissot – co warto wiedzieć przed zakupem?

Wybór zegarka Tissot to decyzja, która łączy elegancję z funkcjonalnością. Ta szwajcarska marka, działająca od 1853 roku, słynie z precyzji wykonania oraz innowacyjnych rozwiązań technicznych. Przed zakupem warto poznać praktyczne aspekty różnych modeli, by dokonać wyboru idealnie dopasowanego do codziennych potrzeb.

Zegarki Tissot – funkcjonalność na pierwszym miejscu

Tissot wyróżnia się na rynku zegarków Swiss Made szerokim wachlarzem funkcji dostępnych w różnych modelach. Od podstawowych czasomierzy wskazujących godzinę i datę, przez chronografy z funkcją stopera, aż po zaawansowane zegarki z dotykową technologią T-Touch oferujące kompas, barometr, wysokościomierz czy termometr.

Kluczem do satysfakcji z zakupu jest dopasowanie funkcjonalności zegarka do swojego stylu życia. Dla aktywnych osób niezastąpione będą modele z serii T-Sport, wyposażone w wodoodporność na poziomie 100 m lub więcej, stoper i podświetlenie tarczy. Z kolei biznesmeni docenią eleganckie zegarki z linii T-Classic z precyzyjną datą oraz subtelnymi wskaźnikami faz księżyca czy rezerwą chodu.

Mechanizmy – serce zegarka Tissot

Wybór mechanizmu w zegarku Tissot ma bezpośredni wpływ na jego funkcjonalność, precyzję i komfort użytkowania. Marka oferuje trzy główne rodzaje napędów:

  • Mechanizmy kwarcowe – zasilane baterią, niezwykle dokładne, wymagające minimalnej konserwacji, idealne dla osób ceniących bezobsługowość;
  • Mechanizmy automatyczne – napędzane ruchem nadgarstka, dla miłośników tradycyjnego zegarmistrzostwa, oferujące charakterystyczny „żywy” ruch wskazówki sekundowej;
  • Mechanizmy z technologią Powermatic 80 – zapewniające imponującą rezerwę chodu do 80 godzin, co oznacza, że zegarek będzie działał jeszcze przez ponad trzy dni po zdjęciu z nadgarstka.

Technologia Powermatic 80 to prawdziwy przełom w kategorii zegarków, oferujący funkcjonalność wcześniej dostępną jedynie przy wyborze znacznie droższych modeli premium – obecnie także bardziej budżetowe czasomierze mogą zapewniać taką funkcjonalność.

Technologia T-Touch w zegarkach Tissot – innowacja na Twoim nadgarstku

Seria T-Touch to flagowe zegarki Tissot, wyposażone w dotykowe szybki umożliwiające sterowanie funkcjami poprzez dotknięcie tarczy. Model Tissot T-Touch Connect Solar łączy funkcjonalność czasomierza sportowego z elementami smartwatcha, oferując powiadomienia z telefonu, śledzenie aktywności fizycznej oraz zasilanie energią słoneczną.

Inteligentne zegarki wykraczają funkcjonalnością ponad standardowe tradycyjne wybory. Zwykle charakteryzują się jednak bardziej nowoczesnym designem. Tego rodzaju zegarki Tissot są idealnym wyborem przede wszystkim dla osób aktywnych fizycznie, gadżeciarzy czy też tych, którzy cenią sobie użyteczność.

Wodoodporne zegarki Tissot – świetny wybór dla aktywnych osób

Tissot przykłada dużą wagę do wodoodporności swoich zegarków, co przekłada się bezpośrednio na możliwości ich użytkowania. Podstawowe modele z oznaczeniem 30 m (3 bar) są odporne na przypadkowy kontakt z wodą. Zegarki z wodoodpornością 100 m (10 bar), jak Seastar 1000, nadają się do pływania i snorkelingu. Natomiast profesjonalne modele nurkowe z serii Seastar 2000 Professional, z wodoodpornością 600 m, spełnią oczekiwania nawet zawodowych nurków.

Warto zwrócić uwagę na ten parametr, szczególnie jeśli zegarek ma towarzyszyć nam podczas aktywności wodnych lub w zmiennych warunkach atmosferycznych.

Zegarki Tissot – praktyczne rozwiązania w codziennym użytkowaniu

Tissot wprowadza szereg praktycznych rozwiązań, które zwiększają komfort codziennego użytkowania. System szybkiej wymiany paska pozwala na zmianę wyglądu zegarka bez użycia narzędzi. Antyrefleksyjne szafirowe szkło zwiększa czytelność tarczy w różnych warunkach oświetleniowych. Z kolei luminescencyjne wskazówki i indeksy umożliwiają odczyt czasu nawet przy całkowitej ciemności.

W zegarkach Tissot Seastar zastosowano zawór helowy, który zapobiega uszkodzeniom podczas dekompresji – funkcja kluczowa dla profesjonalnych nurków. Natomiast modele Tissot PR100 oferują zabezpieczenie koronki, chroniące mechanizm przed przypadkowym przestawieniem i przedostawaniem się wody.

Jaki zegarek Tissot wybrać – podsumowanie

Przed zakupem zegarka Tissot warto określić, jakie funkcje są dla nas najważniejsze. Codzienne użytkowanie w biurze wymaga innych parametrów niż intensywne treningi sportowe czy nurkowanie. Warto również wziąć pod uwagę styl życia – osoby aktywne docenią wodoodporność i wytrzymałość, podczas gdy w środowisku biznesowym liczy się elegancja oraz czytelność.

Niezależnie od wybranego modelu, zegarki Tissot oferują wyjątkowe połączenie szwajcarskiej precyzji, funkcjonalności i stylu w przystępnej cenie. W sklepie Doliński profesjonalni doradcy pomogą dopasować konkretny model do indywidualnych potrzeb, zapewniając, że wybrany zegarek będzie nie tylko efektownym dodatkiem, ale przede wszystkim praktycznym, codziennym narzędziem na lata. Dzięki temu każda chwila stanie się jeszcze bardziej wyjątkowa, a zakup zegarka Tissot to inwestycja, która będzie cieszyć przez wiele lat.

Czy cieśnina Ormuz zostanie zablokowana? Rynki surowcowe w stanie alarmowym

W obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, szczególnie po amerykańskich atakach na irańskie obiekty nuklearne z 23 czerwca 2025 roku, zarówno rynek ropy, jak i gazu ziemnego znalazły się pod silną presją geopolityczną. O ile natychmiastowe skutki fizyczne tych działań (w postaci rzeczywistych zakłóceń w dostawach) nie są jeszcze widoczne, to napięcie w regionie przekłada się na wyraźny wzrost premii ryzyka, czego efektem są gwałtowne reakcje cenowe i rosnąca nerwowość wśród uczestników rynku. Cena ropy Brent w reakcji na naloty USA przekroczyła poziom 80 USD za baryłkę, choć później cofnęła się do okolic 77 USD. Mimo że aktualne fundamenty podaży i popytu pozostają stabilne, to obecne wyceny uwzględniają rosnące ryzyko zaburzeń w najważniejszym szlaku eksportowym surowców energetycznych – cieśninie Ormuz.

Iran produkuje obecnie około 3,3 miliona baryłek ropy dziennie, z czego niemal 1,7 miliona trafia na eksport – mimo obowiązujących sankcji międzynarodowych. Znaczna część tego eksportu kierowana jest do Chin, które utrzymują aktywne kanały importu irańskiej ropy z pominięciem oficjalnych rejestrów. Oznacza to, że Iran odpowiada za około 4 proc. światowego eksportu ropy. Historia ostatnich lat pokazuje, że choć sankcje ograniczyły zdolność Iranu do dalszego wzrostu produkcji, nie zdołały skutecznie ograniczyć jego pozycji eksportowej. Jednak w kontekście ewentualnych działań odwetowych i dalszej eskalacji konfliktu, zagrożone mogą być nie tylko irańskie instalacje, ale również kluczowe punkty transportowe w regionie.

Cieśnina Ormuz pozostaje najważniejszym wąskim gardłem dla globalnego handlu ropą i gazem. Przez ten ściśle kontrolowany przesmyk codziennie przepływa około 21 milionów baryłek ropy i produktów naftowych, co stanowi jedną piątą światowej podaży. Dodatkowo, Ormuz pełni również krytyczną rolę dla rynku LNG – każdego dnia transportuje się przez nią ponad 10 miliardów stóp sześciennych gazu skroplonego, z czego aż 9 miliardów pochodzi z Kataru, trzeciego co do wielkości eksportera LNG na świecie. Ponieważ L7G stanowi obecnie połowę światowego handlu gazem ziemnym, blokada tego szlaku miałaby natychmiastowy, dramatyczny wpływ na globalną równowagę energetyczną.

Na tym tle, rosnące ceny gazu w Europie, choć pozornie oderwane od bezpośredniego wpływu Iranu, należy traktować jako efekt psychologiczny wynikający z postrzeganego ryzyka. Tylko od piątku (12 czerwca) europejski benchmark TTF wzrósł o około 13 proc. osiągając niemal 42 EUR/MWh. Wzrost ten zbiegł się z doniesieniami o izraelskim ataku na infrastrukturę gazową w polu South Pars – największym złożu gazowym świata, współdzielonym przez Iran i Katar. Chociaż większość irańskiego gazu konsumowana jest lokalnie, a jego wpływ na rynek europejski jest znikomy, to ewentualne zakłócenia w działalności katarskich terminali LNG lub w transporcie przez Ormuz mają realną zdolność wywołania zaburzeń podaży dla kluczowych importerów – takich jak Chiny, Indie, a pośrednio również UE, która ok. 10 proc. swojego importu LNG opiera na dostawach z Kataru.

Obecna sytuacja na rynku ropy i gazu przypomina mechanizm domino – bez względu na to, gdzie nastąpi pierwszy wstrząs, jego konsekwencje mogą szybko przemieścić się w głąb całego globalnego systemu energetycznego. OPEC+, choć dysponuje znaczną rezerwą mocy produkcyjnych (IEA szacuje ją na 5,5 mln baryłek dziennie), nie jest w stanie w pełni skompensować fizycznej blokady cieśniny Ormuz. Dotyczy to zarówno ropy, jak i LNG – rurociągi alternatywne z Arabii Saudyjskiej i ZEA mają łączną przepustowość ledwie 2,6 mln baryłek dziennie, co odpowiada tylko 10 proc. przepływu przez Ormuz.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Budowa gigafabryki AI to historyczna szansa na rozwój krajowego ekosystemu technologii i innowacji

Udział Polski w europejskim programie budowy gigafabryk sztucznej inteligencji może stać się przełomem dla krajowej gospodarki cyfrowej oraz znaczącym impulsem dla rozwoju polskiego sektora nowych technologii – uważa reprezentujący branżę technologiczną Związek Cyfrowa Polska. W piśmie do wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego eksperci organizacji przedstawili kilka rekomendacji, które mogą pomóc w jak najsprawniejszym wdrożeniu tego ambitnego pomysłu.

Gigafabryka AI w Polsce może nie tylko zwiększyć naszą konkurencyjność w regionie, ale też realnie wpłynąć na zdolność polskich firm, start-upów, uczelni i instytucji badawczych do współtworzenia europejskiego rynku sztucznej inteligencji na światowym poziomie – komentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Organizacja wystosowała pismo do wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego w tej sprawie. Podkreślono w nim, że „Polska może wnieść unikalne kompetencje i zasoby do europejskiego ekosystemu AI”. Związek wskazuje również, że gigafabryka sztucznej inteligencji w Polsce powinna nie tylko stanowić centrum obliczeniowe dużej skali, ale także pełnić funkcję ośrodka wymiany wiedzy i doświadczeń dla środowisk akademickich, naukowych i biznesowych. Projekt powinien wspierać rozwój lokalnych talentów, edukację przyszłych specjalistów oraz tworzenie innowacyjnych rozwiązań w sektorze nowych technologii.

Porady dla rządu od ekspertów technologicznych

Tym niemniej, pojawiły się też pewne zastrzeżenia: eksperci Cyfrowej Polski wyraźnie zaznaczają, że budowa gigafabryki powinna opierać się na otwartym i bezpiecznym ekosystemie technologicznym, który zapewni interoperacyjność i uniezależni infrastrukturę od zastrzeżonych, zamkniętych rozwiązań. Kluczowe jest zastosowanie technologii gwarantujących zaufanie i bezpieczeństwo – zarówno rozwiązań europejskich, jak i innych spełniających najwyższe standardy jakości, transparentności oraz cyberbezpieczeństwa.

Cyfrowa Polska zwraca również uwagę na wyzwania energetyczne związane z rozwojem zaawansowanej infrastruktury AI. „Efektywność energetyczna jest kluczowym elementem odpowiedzialnego rozwoju infrastruktury AI. Największe systemy sztucznej inteligencji powinny być oparte o energooszczędne technologie” – stwierdzono w piśmie do wiceministra cyfryzacji.

Aby zapewnić pełną zgodność z najlepszymi praktykami europejskimi, Cyfrowa Polska rekomenduje nawiązanie bezpośrednich kontaktów roboczych z operatorami już istniejących superkomputerów i fabryk AI. – Warto w procesie planowania i budowy gigafabryki czerpać z doświadczeń firm technologicznych, które posiadają praktyczne kompetencje w zakresie projektowania skalowalnych, energooszczędnych i suwerennych środowisk sztucznej inteligencji – mówi Michał Kanownik.

Prezes Cyfrowej Polski podkreśla, że organizacja w pełni popiera i pochwala ambicje związane z projektem gigafabryki AI, a uwagi organizacji mają na celu wsparcie rządu i zagwarantowanie maksymalnego wykorzystania dostępnych możliwości. – Liczymy, że realizacja takiego przedsięwzięcia będzie przebiegać przy ścisłym partnerstwie technologicznym pomiędzy stroną publiczną a krajowym sektorem cyfrowym. Deklarujemy naszą chęć zaangażowania się w tę współpracę – zaznacza.

FED utrzymuje stopy bez zmian, wskazując na niepewność związaną z taryfami Trumpa

W warunkach niepewności geopolitycznej i gospodarczej decyzja FED o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie zapewnia rynkom pewną stabilność. Rynek nie wyceniał obniżki stóp, ale oczekiwał aktualizacji prognoz gospodarczych oraz wskazania potencjalnego terminu kolejnego ruchu ze strony FED. Bank centralny obniżył prognozę wzrostu PKB USA na ten rok, podnosząc jednocześnie oczekiwania dotyczące inflacji i stopy bezrobocia. Mimo że FED spodziewa się wzrostu inflacji do poziomu 3 proc. do końca roku (powyżej obecnego poziomu), podtrzymał wcześniejsze zapowiedzi dwóch obniżek stóp procentowych do końca 2025 r.

Utrzymanie referencyjnych stóp procentowych USA na wysokim poziomie (obecnie 4,25–4,5 proc.) to niekorzystna informacja dla zadłużonych państw — w tym Polski — ponieważ podnosi koszt obsługi długu, gdy inwestorzy mają do dyspozycji bezpieczną i atrakcyjną alternatywę w postaci amerykańskich obligacji. Również rynki wschodzące mają trudności z przyciąganiem kapitału zagranicznego w takim środowisku.

FED zasygnalizował krok we właściwym kierunku, przyznając, że niepewność gospodarcza „zmalała” — co potencjalnie otwiera drogę do obniżek stóp, jeśli inflacja pozostanie w ryzach. Mimo to zaznaczono, że poziom niepewności nadal pozostaje „podwyższony”.

Niepewność wciąż wiąże się z taryfami celnymi wprowadzonymi przez byłego prezydenta Donalda Trumpa. Przewodniczący FED, Jerome Powell, wskazał, że efekty taryf nie są natychmiastowe, ponieważ wiele towarów trafiających do sprzedaży zostało zaimportowanych na długo przed ich wprowadzeniem. „Zaczynamy obserwować pewne efekty i spodziewamy się, że w nadchodzących miesiącach będzie ich więcej” – powiedział. Dodał, że wzrost cen można już zauważyć w niektórych kategoriach, takich jak komputery osobiste czy sprzęt audiowizualny, co bezpośrednio wiąże się ze wzrostem ceł.

Powell podkreślił, że na horyzoncie widać szok kosztowy, ponieważ producenci, importerzy i sprzedawcy nadal próbują ustalić, kto finalnie poniesie koszty ceł nałożonych do tej pory. Sytuację może dodatkowo skomplikować kolejna runda agresywnych taryf importowych, którą Trump rozważa wprowadzić już w przyszłym miesiącu. „Wszyscy, z którymi rozmawiam, spodziewają się istotnego wzrostu inflacji w kolejnych miesiącach z powodu taryf, ponieważ ktoś musi w końcu ponieść te koszty — czy to producent, eksporter, importer, czy detalista. Ostatecznie część tych kosztów zostanie przerzucona na konsumenta końcowego” – stwierdził Powell. Dodał, że FED będzie w stanie podejmować mądrzejsze decyzje, jeśli odczeka kilka miesięcy, aby zrozumieć, w jakim stopniu wyższe cła przełożą się na inflację.

Obecne oczekiwania rynkowe wskazują na pierwszą obniżkę stóp procentowych we wrześniu. Jeśli jednak inflacja za czerwiec i lipiec okaże się niższa od prognoz, a rynek pracy zacznie wykazywać oznaki osłabienia, FED może rozważyć wcześniejszą decyzję — już podczas posiedzenia w dniach 29–30 lipca.

Inwestorzy nie oczekiwali obniżki stóp ani zmiany w dotychczasowym, ostrożnym podejściu FED – i takie właśnie sygnały otrzymali. FED opiera swoje stanowisko na „solidnym” rynku pracy i stabilnej gospodarce. Złagodzenie stanowiska w kwestii niepewności makroekonomicznej może jednak świadczyć o gotowości do rozpoczęcia cyklu obniżek w drugiej połowie roku, o ile inne kluczowe wskaźniki pozostaną stabilne. Choć FED nie wydaje się spieszyć z decyzją, nie wyklucza jej pod odpowiednimi warunkami.

Autor: Bogdan Maioreanu, analityk eToro w Rumunii

Czy USA dołączą do wojny z Iranem? Decyzja Trumpa zdecyduje o dalszym kursie rynków

Kryzys na Bliskim Wschodzie osiąga nowy poziom intensywności, a sytuacja geopolityczna w regionie staje się coraz bardziej niestabilna. W centrum uwagi znajdują się Stany Zjednoczone, Izrael oraz Iran – trzy kluczowe podmioty, których decyzje i działania mogą zaważyć na przyszłości całego regionu. W ostatnich dniach coraz wyraźniej zarysowują się kontury możliwej eskalacji konfliktu zbrojnego, choć jednocześnie pozostają otwarte kanały dyplomatyczne. To moment krytyczny, w którym każde posunięcie polityczne i militarne może mieć daleko idące konsekwencje.

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że podejmie decyzję w ciągu najbliższych dwóch tygodni, czy Stany Zjednoczone dołączą do izraelskich ataków na cele w Iranie. Choć Trump przez lata znany był z ostrej retoryki wobec władz w Teheranie, jego obecna postawa jest bardziej powściągliwa. Wypowiedzi przedstawicieli administracji sugerują, że prezydent rozważa różne scenariusze, w tym możliwość powrotu do rozmów dyplomatycznych. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła, że decyzja nie została jeszcze podjęta i że amerykańskie działania będą uzależnione od rozwoju sytuacji i ewentualnych sygnałów ze strony Iranu.

Tymczasem Izrael zdecydowanie zaostrzył swoje działania wojskowe. Siły zbrojne tego kraju przeprowadziły serię ataków na terytorium Iranu, koncentrując się na celach związanych z programem nuklearnym oraz infrastrukturą rakietową. Według izraelskich źródeł, zbombardowano m.in. ośrodki badań nad bronią jądrową, zakłady produkcji rakiet oraz nieczynny, ale symbolicznie istotny reaktor w Araku. Premier Izraela Benjamin Netanjahu ogłosił, że strategicznym celem operacji jest trwałe wyeliminowanie zdolności Iranu do produkcji broni masowego rażenia, zarówno nuklearnej, jak i konwencjonalnej. W jednym ze swoich wystąpień stwierdził, że „nikt nie jest bezpieczny”, co zostało zinterpretowane jako bezpośrednie ostrzeżenie skierowane do najwyższego przywódcy duchowego Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.

Reakcja Iranu była szybka, choć ograniczona w skali. Teheran zdecydował się na atak rakietowy, który trafił w izraelski cel cywilny – szpital, raniąc kilka osób. Choć atak ten nie spowodował ofiar śmiertelnych, jego symbolika i charakter stanowią istotny sygnał eskalacji. Władze Iranu zapewniają jednocześnie, że pozostają „zaangażowane w dyplomację” i nie dążą do zdobycia broni jądrowej. Teheran podkreśla, że jego działania są wyłącznie odpowiedzią na agresję ze strony Izraela i mają charakter defensywny.

Społeczność międzynarodowa zareagowała z rosnącym niepokojem. Unia Europejska wezwała obie strony do natychmiastowej deeskalacji i wznowienia rozmów dyplomatycznych. Szczególnie aktywni na tym polu są przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, którzy planują spotkanie z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim w Genewie. Celem rozmów ma być przywrócenie kanałów komunikacji i stworzenie warunków do wznowienia negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego. Brytyjski premier Keir Starmer wystosował apel do prezydenta Trumpa, wzywając go do utrzymania otwartej drogi do dyplomacji i unikania działań, które mogłyby doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji konfliktu.

W podobnym tonie wypowiadają się Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Włochy, które również nawołują do zakończenia działań wojennych. Oba państwa podkreślają, że wojna w regionie mogłaby mieć katastrofalne skutki nie tylko dla Bliskiego Wschodu, ale także dla stabilności globalnej. W szczególności obawiają się zakłóceń w dostawach ropy naftowej, które mogłyby doprowadzić do szoku cenowego na światowych rynkach energetycznych.

Wpływ obecnych wydarzeń na rynki finansowe jest zauważalny, choć nie można jeszcze mówić o panice. Po ostrożnych wypowiedziach Karoline Leavitt kontrakty terminowe na amerykańskie akcje przestały spadać, co można odczytać jako sygnał, że inwestorzy wciąż liczą na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Jednocześnie cena ropy Brent obniżyła się o 2.7%, choć nadal utrzymuje się około 11% powyżej poziomu z 12 czerwca. To wskazuje, że rynek naftowy wciąż wycenia znaczące ryzyko geopolityczne, ale nie zakłada jeszcze całkowitego załamania dostaw surowca.

Sytuacja jest jednak dynamiczna i może szybko się zmienić. W przypadku dalszej eskalacji ze strony Izraela lub odwetu Iranu na cele amerykańskie bądź izraelskie, rynki mogą zareagować gwałtownie. Inwestorzy coraz uważniej śledzą informacje płynące z regionu oraz stanowisko administracji amerykańskiej. Z kolei dyplomaci europejscy intensyfikują swoje działania, próbując zapobiec pełnoskalowemu konfliktowi.

Ważnym elementem układanki jest także postawa państw sąsiednich, które choć bezpośrednio nie uczestniczą w konflikcie, mogą odegrać rolę w jego dalszym przebiegu. Arabia Saudyjska, Egipt oraz Turcja na razie zachowują wstrzemięźliwość, ale bacznie obserwują sytuację, gotowe zareagować w razie zagrożenia swoich interesów. Ewentualne rozszerzenie działań wojennych mogłoby wpłynąć również na bezpieczeństwo w cieśninie Ormuz – kluczowym szlaku morskim dla transportu ropy.

Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie charakteryzuje się wysokim poziomem napięcia i dużą niepewnością co do dalszego rozwoju wydarzeń. Z jednej strony mamy do czynienia z intensyfikacją działań militarnych ze strony Izraela, z drugiej – z ostrożnym, ale nie wykluczającym dyplomacji stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. Reakcje Iranu są umiarkowane, ale nie wykluczają dalszych działań odwetowych. Społeczność międzynarodowa – zwłaszcza kraje europejskie – podejmuje wysiłki na rzecz zapobieżenia eskalacji, jednak ich skuteczność pozostaje niepewna. Kluczowe będą nadchodzące dni, a w szczególności decyzja Donalda Trumpa oraz przebieg rozmów dyplomatycznych w Genewie. W tym kontekście Bliski Wschód ponownie staje się areną, na której krzyżują się interesy globalnych potęg, a równowaga między wojną a pokojem wisi na włosku.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Geopolityka winduje ceny ropy, ale ceny paliw w Polsce jeszcze bez zmian

W minionym tygodniu ceny benzyny 95 i oleju napędowego pozostały niemal bez zmian. Cena benzyny 95 nie uległa zmianie, natomiast cena diesla spadła nieznacznie – o 1 grosz za litr. W tym tygodniu ceny również pozostają stabilne.

Po gwałtownym wzroście w piątek i korekcie w poniedziałek ceny ropy ponownie zaczęły rosnąć w wyniku kolejnych wypowiedzi Donalda Trumpa w mediach społecznościowych, które wzbudziły obawy przed potencjalnym konfliktem zbrojnym. Trump wezwał do „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu i apelował o ewakuację Teheranu, co zwiększyło niepewność na rynku i wpłynęło na wzrost cen ropy. W efekcie indeks zmienności OVX wzrósł o 15%, osiągając najwyższy poziom od ponad trzech lat, co sygnalizuje rosnące zdenerwowanie inwestorów.

Trwający konflikt między Izraelem a Iranem wpływa nie tylko na ceny ropy, ale także na globalny transport ropy naftowej – szczególnie w rejonie cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowych dostaw tego surowca. Napięcia regionalne sprawiły, że firmy żeglugowe wykazują większą ostrożność zarówno na Morzu Czerwonym, jak i w cieśninie Ormuz. Choć transport morski – w tym kluczowy handel ropą – nadal odbywa się przez cieśninę, rosnące koszty ubezpieczeń i możliwe przekierowania statków, mające na celu ominięcie stref konfliktu, podnoszą ogólne koszty transportu.

Przyszły kierunek cen ropy i wynikających z nich cen paliw pozostaje niepewny. W skrajnym scenariuszu prognozy (np. JPMorgan) ostrzegają, że ceny ropy mogą sięgnąć nawet 130 dolarów za baryłkę – poziomu ostatnio notowanego w marcu 2022 r., po inwazji Rosji na Ukrainę. Z drugiej strony, szybka deeskalacja i dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu mogłyby doprowadzić do spadku cen.

Obecnie cena ropy Brent jest o 10 dolarów za baryłkę wyższa niż wcześniej, osiągając poziom z listopada ubiegłego roku, gdy cena benzyny 95 była wyższa o około 30 groszy za litr, a cena diesla – o niemal 50 groszy. Biorąc pod uwagę umocnienie polskiego złotego, jeśli cena ropy utrzyma się na poziomie 75 dolarów za baryłkę, możliwy wzrost cen paliw w najbliższych tygodniach może wynieść nieco mniej niż wspomniane 30 i 50 groszy za litr odpowiednio dla benzyny 95 i oleju napędowego.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Zadłużenie polskiego sektora motoryzacyjnego rośnie – ponad 309 mln zł zaległości producentów

Przemysł motoryzacyjny, jeden z filarów polskiej gospodarki i źródło pracy dla setek tysięcy osób, coraz bardziej odczuwa skutki geopolitycznych napięć i kosztownej transformacji energetycznej. Najnowsze dane BIG InfoMonitor  i BIK pokazują, że zaległości płatnicze firm z sektora motoryzacji gwałtownie rosną i na koniec kwietnia 2025 wyniosły ponad 309 mln zł. Kłopoty mają też komisy samochodowe i dealerzy nowych samochodów oraz mechanicy, których przeterminowane zobowiązania przekroczyły 1,2 mld zł. To wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całej branży.

Branża automotive odpowiada w Polsce za niemal 8 proc. PKB, 13,5 proc. rocznego eksportu i setki tysięcy miejsc pracy. Polska to przede wszystkim kluczowy hub produkcji części motoryzacyjnych. Tylko ta gałąź stanowi 5 proc. całej produkcji przemysłowej, a jej wartość w 2023 roku wyniosła blisko 123 mld zł. – Mimo że w pierwszym kwartale 2025 roku liczba rejestracji nowych pojazdów wzrosła o 2,5 proc. r/r, a liczba zarejestrowanych samochodów osobowych napędzanych alternatywnie zwiększyła się o ponad
11 proc., to ogólna kondycja rynku nadal budzi niepokój. Problemy ma głównie produkcja samochodów, która odnotowała spadek o 17,2 proc. r/r. Eksport komponentów zmniejszył się natomiast o 4,5 proc.
– zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.  Sytuacji nie poprawia rosnąca presja płacowa czy wysokie koszty energii. Pewne ożywienie może natomiast przynieść zatwierdzone przez Radę Unii Europejskiej złagodzenie podejścia do rozliczania emisji CO₂. Według aktualnych regulacji, w latach 2025–2027 będą one liczone jako średnia z trzech lat, co daje producentom nieco więcej elastyczności w dostosowaniu się do wymogów klimatycznych. Nowe przepisy weszły w życie pod koniec maja.

Złagodzenie unijnych przepisów to istotna zmiana, szczególnie w kontekście aktualnych danych płynących z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK. Po kilku latach, w których poziom przeterminowanego zadłużenia w branży motoryzacyjnej stopniowo malał, w 2025 roku nastąpił istotny zwrot. Na koniec kwietnia zaległości producentów motoryzacyjnych przekroczyły 309 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 60 proc. rok do roku. Za zdecydowaną większość odpowiada eskalacja zaległego zadłużenia w segmencie produkcji części i akcesoriów (PKD 293), gdzie kwota zaległości wzrosła z niespełna 18 mln zł w kwietniu 2024 do ponad 280 mln zł w analogicznym okresie bieżącego roku. To skok o ponad 1400 procent, który trudno uznać za efekt jedynie trendu branżowego, szczególnie, że w bazie BIG InfoMonitor przybyło w tym czasie zaledwie 12 podmiotów z branży automotive.

– Najprawdopodobniej mamy do czynienia z przypadkiem jednej lub kilku dużych firm, które w ostatnich miesiącach wpadły w poważne problemy finansowe, na przykład weszły w postępowania restrukturyzacyjne lub ogłosiły upadłość, a ich zaległe zobowiązania zostały zgłoszone do rejestru. Możliwy jest również efekt kumulacji przeterminowanego długu z poprzednich okresów, który teraz został formalnie ujawniony. W 2024 roku w sektorze sprzedaży części do pojazdów przeprowadzono aż 62 postępowania restrukturyzacyjne, co było jednym z najwyższych wyników w całej branży motoryzacyjnej. Równocześnie, jak wynika z danych rynkowych, ponad połowa firm w Polsce zmagała się z fakturami opóźnionymi o ponad 30 dni, co wskazuje na skalę zatorów płatniczych pogłębiających problemy finansowe producentów i dostawców – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Polskie firmy motoryzacyjne specjalizujące się w produkcji części w dużym stopniu uzależnione są od eksportu. Zmniejszenie zamówień z Niemiec i Francji przekłada się automatycznie na zmniejszenie ich przychodów. Jednak tak wysoki wzrost zaległości w jednym segmencie wskazuje raczej na wystąpienie zdarzenia jednorazowego o dużej skali. To przypomnienie, że sytuacja finansowa nawet największych firm może się gwałtownie pogorszyć i warto ją monitorować nie tylko przez pryzmat ogólnych wskaźników makroekonomicznych, ale również wiarygodności płatniczej– dodaje Waldemar Rogowski.

Warto zaznaczyć, że pozostałe segmenty motoryzacji, m.in. handel i naprawa pojazdów, również notują wzrosty przeterminowanego zadłużenia, ale mają one bardziej równomierny i rozłożony charakter. Kłopoty finansowe przedsiębiorstw zajmujących się hurtowym i detalicznym obrotem pojazdami samochodowymi i mechaników samochodowych, przekroczyły w kwietniu 1,2 mld zł i w zasadzie od czterech lat oscylują na podobnym poziomie.

 – Motoryzacja stoi dziś na rozdrożu. Wzrost zaległego zadłużenia to wyraźny sygnał alarmowy, który nie może zostać zignorowany. Dodatkowy czas, który producenci zyskali dzięki złagodzeniu unijnych przepisów środowiskowych nie wystarczy, jeśli zabraknie zdecydowanych działań. Jeżeli dodamy do tego niepewność w zakresie ceł – wartość europejskiego eksportu branży automotiv do Stanów Zjednoczonych przekracza 30 mld USD rocznie. Stabilne finansowanie i szybki dostęp do rzetelnych danych gospodarczych to warunki konieczne, by branża mogła skutecznie przejść przez proces transformacji i uniknąć poważnych perturbacji. Monitoring zadłużenia nie jest jedynie formalnym obowiązkiem, lecz realnym narzędziem do zarządzania ryzykiem i budowania przewagi konkurencyjnej. Dzięki przejrzystości i odpowiedzialnemu podejściu do finansów polski sektor motoryzacyjny ma szansę wyjść z obecnego kryzysu silniejszy – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Wojna celna podniesie zapotrzebowanie na gotówkę. Firmy mogą nie wytrzymać presji

Silny kontrast w tym, jak firmy po obu stronach Atlantyku postępują z kapitałem obrotowym (na podstawie wskaźnika WCR w dniach[1]): amerykańskie wypłacają gotówkę swoim akcjonariuszom, podczas gdy europejskie zwiększają akcję kredytową dla swoich odbiorców.

  • Globalne zapotrzebowanie na kapitał obrotowy (mierzone wskaźnikiem WCR) wzrosło w 2024 r., osiągając najwyższy poziom od 2008 r. (+2 dni do 78), napędzane dłuższym obiegiem należności (DSO +2 dni).
  • Europejskie korporacje działały jako ukryci bankierzy, udzielając kredytów handlowych o szacunkowej wartości 11 mld EUR; amerykańskie spółki wykorzystały uwolnioną gotówkę do nagradzania swoich akcjonariuszy.
  • Jeśli taryfy „Dnia Wyzwolenia” zostaną w pełni wdrożone, firmy będą musiały sfinansować dodatkowe 8,5 mld EUR w Europie i 15,5 mld USD w USA (tj. 3 dni obrotu).

Allianz Trade, światowy lider w dziedzinie ubezpieczeń transakcji handlowych publikuje dziś raport dotyczący zapotrzebowania na kapitał obrotowy (WCR – working capital requirement) i długości okresu obiegu należności (DSO – days sales outstanding). Wyniki podkreślają rosnącą rozbieżność między strategiami firm w Ameryce Północnej i Europie, ujawniając, w jaki sposób firmy radzą sobie z niepewnością gospodarczą, słabym popytem i zmieniającą się polityką handlową.

Globalne zapotrzebowanie na kapitał obrotowy osiągnęło najwyższy poziom od 2008 roku

W 2024 r. globalny wskaźnik WCR wzrósł o +2 dni do 78, najwyższego poziomu od czasu globalnego kryzysu finansowego w 2008r., z jak na razie bardzo ograniczonymi symptomami złagodzenia trendu na początku 2025 roku. Podczas gdy wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy miał miejsce w większości regionów, to na ich tle wyróżniała się Europa Zachodnia z 4-dniowym wzrostem, i to już trzeci rok z rzędu, podczas gdy APAC (Region Azji i Pacyfiku)  odnotował na jej tle tylko umiarkowany wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy (+2 dni). Z kolei Stany Zjednoczone wyróżniały się spadkiem tego zapotrzebowania, co spowodowane było zmniejszaniem (redukcją) zapasów – destockingiem.

„Do czwartego kwartału 2024 r. 35% globalnych firm miało WCR przekraczający 90 dni obrotu, a częściowe dane wskazują na nieco większy niż zwykle jego kwartalny wzrost” – stwierdza Ano Kuhanathan, szef działu badań korporacyjnych w Allianz Trade. „Jednak pomimo rekordowo wysokiego importu zapasy amerykańskich przedsiębiorstw spadły, co wskazuje raczej na ich selektywny, a nie powszechny sposób gromadzenia. Zwiększyło to zyski i uwolniło kapitał amerykańskich firm, przygotowując grunt pod wykup akcji własnych, który w 2025 r. przekroczy 1 bln USD (w I kw. Miał on skalę 234 mld USD). Amerykańskie firmy nie stawiają na wzrost, przekierowując kapitał z magazynów do portfeli, a z fabryk do akcjonariuszy„.

Wzrost wskaźnika WCR był skoncentrowany: do wzrostu wskaźnika WCR w Ameryce Północnej, Europie Zachodniej i regionie Azji i Pacyfiku przyczyniło się głównie siedem sektorów, w których przyczynił się do tego słaby popyt: sprzęt transportowy, chemikalia, energia, handel detaliczny, maszyny i urządzenia, metale i oprogramowanie/usługi informatyczne. Z kolei sektory, w których mieliśmy do czynienia ze spadkami WCR były bardziej rozproszone, przy czym w większości sektorów w USA WCR poprawił się, a kilka konkretnych sektorów w Europie (papier, usługi B2C, hotelarstwo) także odnotowało jego skrócenie (poprawę).

Za wzrostem zapotrzebowania na kapitał obrotowy stoją głównie dłuższe terminy płatności, zwłaszcza w Europie, w której firmy działają jako ukryci bankierzy

W 2024 r. okres rotacji należności w skali globalnej (DSO) wzrósł o +2 dni, tj. nieco więcej niż ogólny wzrost wskaźnika WCR – co czyni ją główną przyczyną wzrostu zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Równolegle nieznacznie wzrósł średni okres zwłoki w płatnościach (DPO – Days Payable Outstanding) o +1 dzień, a wskaźnik rotacji zapasów  (DIO – Days Intentory Otstanding) pozostawał stabilny.

Warto przy tym zaznaczyć, iż wskaźnik DIO (czyli okres pokazujący ile czasu zajmuje firmom przekształcenie zapasów w sprzedaż) europejskich przedsiębiorstw wydłużył się, poziom ich należności (kredytowania odbiorców) był wysoki, podczas gdy skrócił się wskaźnik DPO (zwłoka w zapłacie zobowiązań, czyli jak długo przedsiębiorstwa korzystały po terminie z kredytu kupieckiego od swoich dostawców), co skutkowało znacznie wyższym zapotrzebowaniem na kapitał obrotowy – rosnącym wskaźnikiem WCR.

„Przy wyższych zapasach i niższym DPO nasuwa się wniosek, iż europejskie firmy świadomie finansowały swoich partnerów handlowych wydłużając im terminy płatności i biorąc na siebie większe ryzyko” – stwierdza Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade. „W okresie od czwartego kwartału 2024 r. do pierwszego kwartału 2025 r. firmy efektywnie udzieliły dodatkowych 11 miliardów euro kredytów firmowych swoim odbiorcom – w skali miesiąca prawie dorównując od początku roku nowym przepływom kredytowym banków „.

Co może pójść nie tak z trwającą wojną handlową?

W obliczu rekordowo wysokiej niepewności i napięć handlowych, które mają się utrzymać, globalny wzrost gospodarczy pozostanie na najniższym poziomie od 2008 r. (z wyłączeniem epizodów recesji). W tym kontekście słaby popyt będzie wyzwaniem dla obrotów firm w 2025 roku. Ponieważ amerykańskie firmy mają niższe zapasy, a europejskie ponoszą znaczne ryzyko kredytowe, pozostają one podatne na rosnące potrzeby finansowe.

„W niekorzystnym scenariuszu, WCR znacznie wzrośnie. Gdyby amerykańskie cła zostały wprowadzone w wysokości ogłoszonej w „Dniu Wyzwolenia”, wzrost PKB spadłby o -1 punkt procentowy, co spowodowałoby wzrost wskaźnika WCR; firmy musiałyby sfinansować dodatkowe 8,5 mld EUR w Europie i 15,5 mld USD w USA w porównaniu z naszymi bazowymi prognozami WCR (co odpowiada równowartości 3 dni obrotu w obu regionach). Dodatkowo, jeśli poślizgi fiskalne i szoki inflacyjne wywołane podażą spowodują wzrost stóp procentowych o +1 punkt procentowy, WCR może wzrosnąć o 14 mld EUR w Europie i 26 mld USD w USA” – wyjaśnia Ana Boata, szefowa działu badań makroekonomicznych w Allianz Trade.

[1] Wskaźnik WCR (working capital requirement) – informuje o tym, ile dni firma potrzebuje na przekształcenie swoich zasobów w gotówkę. Rosnący WCR wskazuje, iż firma potrzebuje więcej czasu na generowanie gotówki z działalności operacyjnej i ma potencjalnie większe zapotrzebowanie na kapitał obrotowy

Czy automatyczne akcje w połączeniu z chatem to klucz do przyszłości efektywnej obsługi klienta?

W e-commerce czas reakcji to często klucz do sukcesu. Klienci oczekują natychmiastowej odpowiedzi, niezależnie od tego, czy pytają o dostępność produktu, status zamówienia, czy możliwość zwrotu. Dlatego coraz więcej firm stawia na automatyzację obsługi klienta i nowoczesne chaty, które pozwalają być bliżej konsumenta — zawsze wtedy, gdy tego potrzebuje. Jak automatyczne akcje zmieniają podejście do customer supportu?

Na czym polega automatyzacja obsługi klienta?

Automatyzacja obsługi klienta to wdrożenie rozwiązań, które pozwalają skrócić czas reakcji na zapytania i ograniczyć udział człowieka w powtarzalnych zadaniach. Dzięki temu zespół może skupić się na bardziej złożonych i wartościowych działaniach, a klienci zyskują szybką i skuteczną odpowiedź.

Obecnie automatyzacja obsługi klienta coraz częściej odbywa się za pomocą akcji, które można skonfigurować według własnych potrzeb. System analizuje nowe wiadomości i podejmuje odpowiednie kroki: przypisuje wiadomość do konkretnego działu, nadaje jej status, wysyła gotową odpowiedź lub przekazuje do odpowiedniego kanału. Wszystko bez potrzeby ręcznego działania.

Takie automatyzacje mogą też działać w ramach chatu. Więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj: https://responso.com/pl/produkty/chat/.

Automatyzacja obsługi klienta — jakie korzyści daje?

Warto zauważyć, że wdrożenie automatycznych rozwiązań w obsłudze klienta przekłada się nie tylko na oszczędność czasu. To także sposób na lepsze wykorzystanie zasobów i poprawę jakości relacji z klientami. Do najważniejszych korzyści zaliczamy:

  • szybszą reakcję na zapytania – automatyczne akcje działają natychmiast po otrzymaniu wiadomości. Klient otrzymuje potwierdzenie i często również gotową odpowiedź,
  • oszczędność czasu zespołu – pracownicy nie muszą wykonywać żmudnych, powtarzalnych czynności, ponieważ system robi to za nich,
  • lepszą organizację pracy – wiadomości są automatycznie analizowane przypisane do odpowiednich osób lub działów, co eliminuje chaos i niepotrzebne przekazywanie spraw,
  • poprawę trafności na marketplace – szybka odpowiedź i uporządkowana komunikacja wpływają na ocenę sprzedawcy na Allegro, Amazon czy eBay,
  • większą satysfakcję klientów – klient czuje się zaopiekowany, gdy natychmiast otrzymuje odpowiedź lub potwierdzenie, że jego wiadomość trafiła w dobre ręce,
  • poprawę współczynnika konwersji – …czyli przede wszystkim sprzedaży. Automatyzacja obsługi klienta pozwala szybko rozwiązać problemy i rozwiać wątpliwości, z którymi klienci spotykają się na ścieżce zakupowej.

Automatyzacja to zatem realna zmiana jakościowa. Klient nie musi czekać, a Ty masz większą kontrolę nad całą komunikacją. W połączeniu z nowoczesnym chatem na stronie to potężne wsparcie codziennej pracy zespołu obsługi klienta. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: https://responso.com/pl/produkty/automatyczne-akcje/.

Responso – postaw na szybki kontakt z klientem

Zestawienie automatycznych akcji i chatu na stronie sklepu to odpowiedź na dzisiejsze potrzeby e-commerce. Szybkość, organizacja i dostępność 24/7 budują zaufanie i wpływają na większą konwersję. Jeśli chcesz, by Twoja obsługa klienta była naprawdę efektywna, zapoznaj się z ofertą firmy Responso, która daje Ci ku temu wszystkie niezbędne narzędzia. Szczegóły znajdziesz na stronie https://responso.com/pl/.

Broker ubezpieczeniowy to doradca, a nie pośrednik

Jeszcze niedawno broker ubezpieczeniowy był kimś, kto pomagał znaleźć tańszą polisę. Dziś rosnące ryzyko i coraz większe oczekiwania klientów sprawiają, że rola brokera zmienia się radykalnie. O tym, dlaczego nie da się już oddzielić ochrony ubezpieczeniowej od kompleksowego zarządzania ryzykiem, rozmawiamy z Marcinem Warzycą, prezesem zarządu Galicja Brokers.

Jeszcze dekadę temu broker kojarzył się głównie z kimś, kto pomaga znaleźć tańszą polisę.

To prawda – jeszcze niedawno broker był postrzegany jako ten, kto zna stawki, zna rynek, wie, gdzie można wynegocjować korzystniejsze warunki i szybciej zamówić polisę. To była rola czysto transakcyjna, skoncentrowana wokół produktu. Ale świat biznesu się zmienił. Dziś najważniejsze jest to jak firma funkcjonuje, gdzie jest narażona, jakie procesy mogą doprowadzić do przestoju, roszczenia czy utraty reputacji. Szczególnie w branżach wysokiego ryzyka mnóstwo zależy od jakości procedur, technologii, organizacji pracy, zabezpieczeń, logistyki. Klient nie potrzebuje dziś pośrednika ubezpieczeniowego, tylko kogoś, kto zrozumie te procesy w całości i pomoże je przełożyć na język ochrony ubezpieczeniowej. Dlatego rola brokera polega dziś na doradztwie w zakresie ograniczania ryzyka.

Ta zmiana nie przyszła znikąd. Ubezpieczyciele są dziś bardziej wymagający. Chcą aby klient udokumentował, że aktywnie zarządza swoim ryzykiem. A to wymaga od brokera zupełnie innych kompetencji niż kiedyś – wiedzy o procesach operacyjnych, znajomości przepisów branżowych, świadomości zmian technologicznych i umiejętności przekładania tego na język analizy ryzyka.

Jak klienci reagują na to, że broker ubezpieczeniowy chce analizować ich procedury, zabezpieczenia, systemy zarządzania? Czy przedsiębiorcy są na to gotowi?

To bardzo ciekawe, w ostatnich latach obserwujemy stopniową, ale wyraźną zmianę w podejściu przedsiębiorców do naszej roli. Jeszcze do niedawna prośba o wgląd w procedury operacyjne, dokumentację zabezpieczeń czy sposób zarządzania flotą budziła opór. Klienci traktowali to jako ingerencję, zbędną biurokrację albo, co gorsza, próbę szukania problemów „tam, gdzie ich nie ma”. Dla wielu firm broker miał być niewidoczny – miał załatwić polisę, a nie zadawać trudnych pytań.

Dziś to się zmienia. Coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że jeśli chcą realnej ochrony, muszą wpuścić nas do środka. Nie po to, by ich kontrolować, ale po to, by ich lepiej chronić. I ta zmiana wynika z doświadczenia. Z tego, że przedsiębiorcy zobaczyli, jak łatwo można przegrać sprawę o odszkodowanie, bo zabrakło jednej procedury. Jak trudno udowodnić brak winy, gdy nie ma dokumentacji. Jak szybko ubezpieczyciel potrafi wykorzystać lukę w zabezpieczeniach jako powód odmowy wypłaty. W tym sensie to nie my przekonujemy klientów do „głębokiej inspekcji” – to rzeczywistość ich do tego zmusza.

Oczywiście, nadal zdarza się, że trafiamy na zamknięte drzwi. Jednak najlepsze efekty osiągamy tam, gdzie od początku budujemy relację opartą na otwartości i wspólnym celu, nie tylko taniej polisie, ale stabilnym, przewidywalnym prowadzeniu działalności operacyjnej.

Zarządzanie ryzykiem w firmach transportowych i przemysłowych to często złożony proces: flota, ludzie, środowisko, dane. Jak budujecie zespoły, które potrafią poradzić sobie z taką złożonością?

Zarządzanie ryzykiem to zadanie, które wymaga znacznie więcej niż tylko znajomości rynku ubezpieczeń. To codzienne poruszanie się w przestrzeni, gdzie przecinają się zagadnienia techniczne, prawne, środowiskowe, kadrowe i informatyczne. Dlatego w Galicji od lat inwestujemy w budowę interdyscyplinarnych zespołów, które potrafią zrozumieć, z czego wynika ryzyko operacyjne u klienta.

Podstawą jest to, że nie działamy według sztywnego schematu „jeden pracownik – jeden klient”. Każdy projekt traktujemy zespołowo. Do pracy przy kliencie przypisujemy specjalistów od konkretnych ryzyk: majątkowych, transportowych, środowiskowych, cybernetycznych. Współpracujemy też z inżynierami, audytorami i prawnikami branżowymi. Naszą ambicją nie jest obsłużyć klienta – tylko zrozumieć jego model biznesowy na tyle dobrze, żeby umieć przewidzieć, co może pójść nie tak. Stawiamy na ludzi, którzy potrafią zadać klientowi trudne pytania, ale też wyciągnąć z odpowiedzi praktyczne wnioski. Co ważne – rozwijamy też nasze zespoły inwestując w szkolenia branżowe, wyjazdy studyjne, warsztaty z udziałem specjalistów z dziedziny przemysłu i transportu. Nie da się skutecznie doradzać w zakresie ryzyka bez kontaktu z realnymi problemami.

Złożoność ryzyka nie przeraża nas – traktujemy ją jako przestrzeń do budowania wartości. Bo im bardziej złożony jest problem, tym większa różnica między polisą z katalogu, a realnie dopasowaną ochroną

Co tracą firmy, które patrzą na ubezpieczenia w „tradycyjny” sposób?

Największym błędem z reguły jest próba sprowadzenia całego procesu do formalności. Oczekiwanie, że przygotujemy polisę, zorganizujemy przetarg, porównamy oferty i dopilnujemy podpisów. Problem w tym, że ubezpieczenie to nie jest tylko kwestia zgodności z wymogiem kontraktowym czy prawnym. Firmy, które działają w ten sposób, zwykle dowiadują się o słabości swojej ochrony dopiero wtedy, gdy dochodzi do szkody. I to właśnie wtedy okazuje się, że polisa nie obejmuje istotnych ryzyk, że brakuje kluczowych klauzul, że odpowiedzialność jest ograniczona, a szkoda – choć realna – nie zostanie zrekompensowana.

Czasem wystarczy drobny detal – brak klauzuli regresowej przy współpracy z podwykonawcą, źle zdefiniowany moment przejścia odpowiedzialności za ładunek. To nie są niuanse – to rzeczy, które mogą przesądzić o przetrwaniu przedsiębiorcy na rynku.

Często przedsiębiorcy nie wykorzystują potencjału, jaki daje broker jako stały doradca. Nie pytają, nie proszą o analizę ryzyk, nie otwierają się na dialog o tym, jak wygląda ich działalność od środka. Traktują polisę jak formularz. Tymczasem to właśnie ta otwartość pozwala zbudować program ochrony, który działa nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w rzeczywistości.

Jak wygląda typowy dzień pracy konsultanta do spraw ryzyka? Z czym dziś mierzy się taki specjalista i co naprawdę wnosi do firmy klienta?

Typowy dzień zaczyna się nie od sprawdzenia maili z wycenami, ale od rozmowy z klientem: co się zmieniło w zakładzie, czy są planowane nowe inwestycje, jakie wyzwania pojawiają się przy pracy z kontrahentami, czy są planowane zmiany we flocie samochodowej albo wejście na nowe rynki. Tylko znając kontekst, można cokolwiek doradzić. Potem często są wizyty w zakładach – przegląd procedur, analiza raportów BHP, dokumentacja zabezpieczeń przeciwpożarowych, rozmowa z osobą odpowiedzialną za logistykę, czasem z działem IT. Bo ryzyko nie mieszka w tabelce, a w nawykach, skrótach, przestarzałych procedurach i niedopowiedzianych założeniach.

Bardzo dużo czasu nasi brokerzy spędzają też na analizie danych – historii szkód, częstości zdarzeń, profilu ryzyka flotowego, analizie regresów. Tu nie chodzi tylko o to, by wynegocjować dobrą stawkę. Chodzi o to, żeby wykazać się przed ubezpieczycielem: pokazać, że klient podejmuje działania, że ryzyko jest kontrolowane, że nie działa na oślep. W tym sensie broker to nie tyle reprezentant klienta wobec rynku, co tłumacz i adwokat jego sposobu działania.

Jesteśmy też obecni w momentach, w których trzeba podjąć decyzję. Czy podpisać nową umowę z kontrahentem, jeśli wymaga ona ubezpieczenia na nietypowych warunkach? Czy wyłączyć odpowiedzialność pracownika za szkodę kontraktową? Czy wdrożyć monitoring floty jako element polityki prewencji? To są pytania operacyjne, ale broker, który zna firmę, bierze w nich udział jako doradca.

Codzienność brokera to dziś nie tylko polisy. To planowanie, weryfikacja, edukacja, mediacja, analiza, czasem kryzysowe zarządzanie. I właśnie dlatego mówimy jasno – jeśli klient oczekuje od nas tylko „tańszej oferty”, to znaczy, że nie potrzebuje brokera. Potrzebuje kalkulatora. My jesteśmy od czegoś zupełnie innego.

Czy w takim razie rola brokera w przyszłości może polegać na tym, żeby eliminować konieczność korzystania z ubezpieczeń?

W pewnym sensie tak. Jeśli broker rozumie swoją rolę szerzej niż tylko jako sprzedawcę ochrony finansowej, to jego głównym zadaniem staje się nie tyle ubezpieczyć klienta, co zmniejszyć prawdopodobieństwo, że będzie musiał z tej ochrony skorzystać. Im rzadziej dochodzi do szkód, tym lepiej świadczy to o pracy brokera. Oczywiście, nie ma świata bez ryzyka. Ubezpieczenia zawsze będą potrzebne – jako bufor, jako mechanizm wypłaty, jako ochrona ostatniej instancji. Ale jeśli klient postrzega polisę jako jedyne zabezpieczenie, to znaczy, że system prewencji nie działa. Naszym zadaniem – już dziś – jest przesunąć ten ciężar, z samego finansowania szkody na zarządzanie jej przyczynami. I to nie jest abstrakcja. To bardzo konkretna praca – analiza procesów, identyfikacja słabych punktów, szkolenia, zmiany w procedurach, audyty techniczne.

W idealnym modelu broker to nie ktoś, kto załatwia pieniądze po wypadku. To ktoś, kto pomaga ten wypadek zawczasu przewidzieć i zminimalizować jego skutki – albo w ogóle go uniknąć. I jeśli klienci będą mieli coraz mniej szkód dzięki naszej pracy, to nie znaczy, że broker stanie się zbędny. To znaczy, że zacznie pełnić swoją rolę naprawdę dobrze.

Marcin Warzyca

BROKER – Wiceprezes Zarządu

https://galicjabrokers.pl/

John Graham pokieruje CIMA i Association of International Certified Professional Accountants

The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) ogłosił dziś, że John Graham FCMA, CGMA został wybrany 92. Prezydentem Instytutu. Będzie on również pełnił funkcję 10. Współprzewodniczącego Association of International Certified Professional Accountants  (dalej: Stowarzyszenia) – globalnej federacji utworzonej przez AICPA i CIMA.

Przez znaczną część swojej kariery zawodowej John Graham pracował w brytyjskiej Narodowej Służbie Zdrowia (National Health Service, NHS), pełniąc wiele funkcji w różnych jednostkach organizacyjnych – w tym w Wydziale Zdrowia (Department of Health). Przez minione 16 lat zajmował stanowiska CFO i Dyrektora Finansowego. Obecnie pełni funkcję Chief Finance Officer – Tameside and Glossop IC NHS FT & Stockport NHS Foundation Trust oraz Deputy Chief Executive – Stockport NHS Foundation Trust.

John Graham jest pierwszym urzędującym Prezydentem CIMA, który podczas swojej kadencji zajmuje jednocześnie pełno­etatowe stanowisko w wyższej kadrze menadżerskiej NHS.

W trakcie swojego roku urzędowania jako Prezydent CIMA John będzie współpracował z Prze­wod­niczącą Stowarzyszenia, Lexy Kessler CPA, CGMA i CEO Stowarzy­sze­nia Markiem Kozielem CPA, CGMA nad wytyczeniem strategicznego kierunku rozwoju profesji w ramach projektu „Finanse i rachunkowość 2040: razem ku przyszłości” (Finance and Accounting 2040: Rise to the Future Together).

– Świat jest obecnie bardziej nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej i pełen wyzwań. Mimo to profesja finansowo-księgowa niezmiennie wykazuje niezwykłą odporność. Pojawiają się ogromne możliwości, napędzane transformacją cyfrową oraz rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów finansowych, którzy oferują nie tylko wiedzę techniczną, lecz także umiejętność krytycznego myślenia, elastyczność i strategiczną intuicję – powiedział John Graham FCMA, CGMA, Prezydent CIMA i Współprzewodniczący Association of International Certified Professional Accountants. – Musimy patrzeć przed siebie, aby tworzyć przy­sz­łość profesji – przewidując, jakie  kompetencje, wiedza i możliwości zdefiniują kolejne pokolenie.

W ciągu najbliższego roku John spotka się z członkami i kandydatami w Afryce, Azji, Europie i Ameryce Północnej, aby promować rosnące możliwości kariery w zakresie finansów, które napędzane są dzięki nowym technologiom, takim jak sztuczna inteligencja, oraz dynamicznie rozwijające się obszary (np. zrównoważony rozwój biznesu).

– Funkcja 92. Prezydenta CIMA i 10. Współprzewodniczącego Association of International Certified Professional Accountants to dla mnie wielkie wyróżnienie. Stowarzy­szenie jest globalną organizacją, która buduje zaufanie, tworzy możliwości i wspie­ra dobrobyt jednostek, firm, społeczności i gospodarek na całym świecie – dodał John Graham. – Jestem zasz­czy­cony wyborem na stanowisko Prezydenta Instytutu. Przyjmuję tę rolę z poczuciem misji oraz optymizmem i jestem gotów, by słuchać, nawiązywać relacje i wspólnie kształtować naszą przyszłość.

John Graham uzyskał tytuł Associate Chartered Management Accountant (ACMA) w 1999 roku oraz tytuł Fellow Chartered Management Accountant (FCMA) w 2011 roku. Przez lata aktywnie promował Instytut jako jego ambasador i orędownik. Pełnił liczne funkcje kierownicze w struk­turach Instytutu i Stowarzyszenia, skupiając się na promocji rachunkowości zarządczej oraz wzmac­nianiu zaangażowania członków.

Był m.in. członkiem i przewodniczącym komisji kształcenia ustawicznego oraz komisji stan­dardów zawodowych CIMA. Obecnie zasiada w komisji członkowskiej, egzaminacyjnej i nomina­cyj­nej. Przewodniczył również Radzie Obszaru CIMA na region Północno-Zachodniej Anglii i Pół­noc­nej Walii, której nadal pozostaje członkiem.

John mieszka z żoną w Liverpoolu w Wielkiej Brytanii. Ma troje dzieci. Jest przewodniczącym za­rzą­du sieci placówek szkolnych oraz członkiem zarządu New Directions – czołowego dostawcy us­ług opieki społecznej dla dorosłych. Pasjonuje się podróżami; jest zapalonym kibicem.

Słabnący popyt w USA i nowe cła – trudny czas dla polskich eksporterów

Departament Handlu USA opublikował dane, które studzą optymizm inwestorów. W maju sprzedaż detaliczna spadła o 0,9%, a produkcja przemysłowa praktycznie stanęła w miejscu. To wyraźny sygnał, że po marcowym boomie zakupowym największa gospodarka świata zaczyna tracić rozpęd. Wówczas Amerykanie, obawiając się wzrostu cen na skutek polityki celnej administracji Trumpa, masowo ruszyli do sklepów. Teraz popyt wyraźnie słabnie, a konsumenci wstrzymują się z większymi wydatkami. “Polscy eksporterzy mogą odczuć to na własnej kieszeni” – ostrzega Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Paul Cosaro, dyrektor generalny Picnic Time Inc., producenta akcesoriów piknikowych z Kalifornii, nie musi czytać makroekonomicznych analiz, żeby zrozumieć, co się dzieje. Jak podaje portal AP News, jego firma odnotowała spadek zamówień od detalistów nawet o 40% tego lata. To brutalna arytmetyka: za koszyk piknikowy, który w późnym 2024 roku kosztował 120 dolarów, dziś trzeba zapłacić 137 dolarów. Firma musiała podnieść ceny średnio o 11-14%, a rachunek za cła wyniósł milion dolarów – trzy razy więcej niż rok wcześniej. Efekt? Zamrożenie zatrudnienia i coraz bardziej nerwowe rozmowy z klientami, którzy anulują zamówienia, bo nie wiedzą, ile przyjdzie im zapłacić jutro.

Amerykańska gospodarka zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze. Ellen Zentner z Morgan Stanley Wealth Management ujmuje to obrazowo: „dzisiejsze dane sugerują, że konsumenci zwalniają, ale jeszcze nie nacisnęli na hamulec”. W maju sprzedaż detaliczna spadła o 0,9%. Najbardziej spektakularny okazał się spadek w sektorze motoryzacyjnym – aż o 3,5%. To echo marcowego szaleństwa, gdy Amerykanie rzucili się do salonów samochodowych, chcąc ubiec zapowiadane 25-procentowe cło na importowane pojazdy i części.

 – Obserwujemy klasyczny przypadek doom spendingu. To zjawisko polegające na impulsywnym, często nieprzemyślanym wydawaniu pieniędzy w reakcji na stres, niepewność lub pesymistyczne perspektywy ekonomiczne. Kluczowe jest tu zrozumienie, że konsumenci nie kierują się już wyłącznie ceną obowiązującą dziś, lecz również swoimi przewidywaniami co do cen w przyszłości. Ten mechanizm może prowadzić do chwilowego wzrostu sprzedaży, ale długofalowo pogłębia niestabilność popytu tłumaczy Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Cyfrowy handel trzyma kurs wzrostowy

Najnowsze dane amerykańskiego departamentu handlu pokazują fascynujący paradoks współczesnej gospodarki. Podczas gdy tradycyjny handel cierpi, sprzedaż online wzrosła o 0,9%. To nie przypadek – cyfrowi konsumenci są bardziej elastyczni, szybciej porównują ceny i łatwiej znajdują alternatywy. Grupa kontrolna, obejmująca sprzedaż detaliczną z wyłączeniem paliw, samochodów i materiałów budowlanych, wzrosła w maju o 0,4%, co sugeruje, że amerykańska gospodarka wciąż ma tętno, choć może nieco słabsze. Sytuację pogorszyć może fakt, że wielkie sieci handlowe – Walmart, Lululemon i The J.M. Smucker Company – nie czekają na rozwój wydarzeń i już teraz podnoszą ceny, aby zniwelować skutki malejącej konsumpcji.

Detaliści stoją przed wyzwaniem. Muszą jednocześnie uzasadnić podwyżki cen, utrzymać lojalność klientów i nie stracić wypracowanej latami pozycji rynkowej. W e-commerce obserwujemy fascynujące zjawisko – amerykańskie marki przyspieszają promocje sezonowe, przenosząc kampanie 'powrót do szkoły’ z lipca na czerwiec. To nie tylko zmiana kalendarza, to fundamentalna rewizja strategii marketingowej. Dane pokazują, że konsumenci stali się łowcami okazji. Śledzą ceny przez porównywarki i używają wtyczek do monitorowania rabatów – mówi ekspert z Get Noticed Agency.

Amerykański przemysł złapał zadyszkę

Produkcja przemysłowa w USA ledwo drgnęła – wzrost o 0,1% w maju jest bliski granicy błędu statystycznego. Wyłączając sektor motoryzacyjny bilans jest ujemny (spadek o 0,3%). Tymczasem ceny importowe, wyłączając paliwa i żywność, wzrosły o 0,4%, a w skali roku o 1,3%. Jak podaje Reuters, wzrost cen importu (z wyłączeniem paliw i żywności) napędzany jest osłabieniem dolara – amerykańska waluta straciła w tym roku około 6,2% w ujęciu ważonym wolumenem handlu. Agresywna polityka handlowa Donalda Trumpa zachwiała zaufaniem inwestorów do amerykańskiej waluty, osłabiając atrakcyjność rodzimych aktywów. – To kolejny sygnał, że inflacja wzrośnie tego lata i jesienią, gdy ceny zaczną odzwierciedlać wyższe koszty towarów objętych cłami powiedział Ayers brytyjskiej agencji prasowej.

Z kolei główny ekonomista z Oxford Economics uważa, że najgorsze dopiero przed nami. – Zapowiedzi wprowadzenia ceł wyraźnie wpłynęły na decyzje dotyczące dużych zakupów, zwłaszcza samochodów. Na razie niewiele wskazuje na to, by prowadziły one do ogólnego ograniczenia wydatków konsumpcyjnych. Spodziewamy się jednak wyraźniejszego spowolnienia w drugiej połowie roku, gdy taryfy zaczną realnie uszczuplać portfele konsumentówmówi Michael Pearce.

Ekonomiści szacują, że wzrost wydatków konsumenckich w bieżącym kwartale wyniesie co najmniej 2,0% w ujęciu rocznym, po spowolnieniu do 1,2% w pierwszym kwartale. Według prognoz oddziału Rezerwy Federalnej z Atlanty w drugim kwartale 2025 r. Ameryka znów nabierze wiatru w żagle. Analitycy przewidują wzrost PKB aż o 3,5%. w ujęciu rocznym. To spory zwrot w porównaniu z początkiem roku, kiedy gospodarka skurczyła się o 0,2%. Głównym motorem poprawy ma być import. W pierwszym kwartale wyraźnie spadł, bo firmy masowo ściągały towary z zagranicy, próbując uprzedzić wprowadzenie ceł. Teraz, kiedy ten efekt wygasł, wskaźniki znów się odbijają – i to ma dodać gospodarce paliwa.

Polscy eksporterzy na zakręcie

W obliczu rosnących ceł w USA i wyraźnego spowolnienia amerykańskiej gospodarki, polski eksport – a szczególnie sprzedaż na rynek amerykański – stoi przed poważnym testem. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że w 2024 roku polskie towary wyeksportowane do USA osiągnęły wartość 12,6 mld USD, co stanowiło około 3,3% całości polskiego eksportu.

W tej chwili najbardziej dotkliwe cła dotyczą sektora motoryzacyjnego. 3 kwietnia 2025 roku wprowadzono 25‑procentowe stawki taryfowe na import samochodów, a wraz z majem – również na części samochodowe, z wyłączeniem tych pochodzących z krajów porozumienia USMCA. Obowiązują również cła na stal, aluminium (25%) oraz uniwersalne taryfy na import (10%).

Nowa rzeczywistość wymusza na polskich eksporterach natychmiastową rewizję strategii: od aktualizacji cenników i warunków Incoterms, poprzez wprowadzenie klauzul indeksacyjnych i wydłużanie terminów płatności, aż po rozważanie relokacji części produkcji poza Unię Europejską. W międzyczasie amerykańscy importerzy skrupulatnie weryfikują, kto pomimo nowych taryf jest w stanie wciąż oferować konkurencyjną marżę tłumaczy Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Kiedy internet przestaje być ludzki – era informacji generowanych dla maszyn

Internet powstał z myślą o ludziach, ale jego przyszłość może należeć do maszyn. W nowym paradygmacie to nie my przeglądamy sieć – to sztuczna inteligencja przegląda ją za nas. Taki scenariusz przedstawia dziennikarz BBC Thomas Germain. Czy to koniec swobodnego eksplorowania sieci i początek epoki zunifikowanych informacji, w której algorytm decyduje, co powinniśmy wiedzieć, a co lepiej pominąć?

Internet, jaki znamy, opiera się na prostej umowie społecznej. Strony internetowe udostępniają swoje treści wyszukiwarkom za darmo. Google w zamian kieruje do nich użytkowników, którzy klikają w reklamy i robią zakupy. To fundament cyfrowej ekonomii – około 68% aktywności internetowej rozpoczyna się od wyszukiwarek, a 90% wyszukiwań odbywa się w Google. Ta symbioza, która napędzała rozwój sieci przez dekady, powoli dobiega końca. Przynajmniej tak uważa Thomas Germain, dziennikarz technologiczny BBC. W artykule „AI Mode: Is Google about to destroy the web?” maluje on obraz sieci, która przestaje być przestrzenią dla ludzi. Jego zdaniem przyszłość należy do sztucznej inteligencji, która stanie się głównym odbiorcą i dostawcą treści, wyręczając nas we wszystkich czynnościach.

Pierwszym sygnałem, że stary internet umiera, a w jego miejsce powoli powstaje nowy, jeszcze nie do końca zdefiniowany twór,  jest wprowadzenie przez Google trybu AI mode. Nowa wersja najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej świata to coś więcej niż generowane przez sztuczną inteligencję odpowiedzi, pojawiające się nad listą linków w wynikach wyszukiwania. Google idzie o krok dalej, wprowadzając rozwiązanie, które całkowicie zmienia sposób, w jaki użytkownik wchodzi w interakcję z wyszukiwarką. Korzysta ono z ogromnej bazy danych Google oraz modelu językowego Gemini 2.0, oferując podobne doświadczenie co chatboty. Na dynamicznym interfejsie – automatycznie dopasowującym się do charakteru zadanego pytania – pojawia się pogłębione podsumowanie, często z multimedialnymi elementami: tekstem, zdjęciami i wykresami.

Wyobraź sobie bibliotekę, w której zamiast książek bibliotekarz własnymi słowami opowiada ci ich treść. Brzmi wygodnie? Google właśnie przekształca internet w coś podobnego, tyle że w skali makro. A wydawcy treści patrzą na to z rosnącym przerażeniem. Wprawdzie linki nie znikną całkowicie. Przynajmniej na razie. Staną się natomiast jednym z elementów widocznych na dynamicznym interfejsie wyników wyszukiwania. W branży mówi się, że liczba kliknięć spadnie o połowę. W nowej rzeczywistości pozycjonowanie stanie się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, bo większość internautów będzie miała styczność tylko z najwyżej rankingującymi pozycjami – mówi Marcin Stypuła z Semcore, agencji specjalizującej się w marketingu internetowym.

Dane już teraz są alarmujące. Według firmy analitycznej BrightEdge, wprowadzenie AI Overviews (poprzednika AI Mode) spowodowało spadek liczby kliknięć o 30%, podczas gdy liczba wyświetleń wzrosła o 49%.

Cytowani przez BBC eksperci malują przyszłość internetu w ciemnych barwach. AI Mode może wyeliminować główne źródło przychodów wydawców i zniechęcić ich do dalszego tworzenia treści. Mowa tu o milionach stron internetowych, których egzystencja uzależniona jest od organicznego ruchu z wyszukiwarki. Bez nich internet będzie stopniowo pustoszeć, tracąc różnorodność i bogactwo dostępnych informacji.

Internet? Nie, to zombie!

Nie brakuje też głosów twierdzących, że najgorsze już się wydarzyło – internet od dawna jest martwy, a większość aktywności online to jedynie symulacja. Teoria martwego internetu (Dead Internet Theory) to jedna ze współczesnych teorii spiskowych, która zakłada, że znaczna część treści w sieci – posty, komentarze, recenzje, a nawet profile społecznościowe – tworzona jest nie przez ludzi, lecz przez sztuczną inteligencję i boty. Według jej zwolenników przełom nastąpił około 2016–2017 roku, kiedy to  większość „żywego” internetu miała zostać zastąpiona treściami generowanymi automatycznie, a prawdziwi użytkownicy stali się jedynie biernymi odbiorcami. Główny zarzut dotyczy tego, że internet – który miał być miejscem swobodnej wymiany myśli i platformą demokratyzującą dostęp do informacji – został skolonizowany przez algorytmy, a jego zawartość jest dziś w dużej mierze iluzją kontrolowaną przez korporacje technologiczne i służby wywiadowcze.

Odkąd pamiętam, co kilka lat ktoś wieszczy koniec internetu, śmierć SEO albo dominację botów. Po piętnastu latach w branży mogę powiedzieć jedno: to nie koniec, to kolejny etap. Internet się zmienia, tak jak zmieniają się algorytmy, formaty i narzędzia. Ale zmiana to nie zagłada. To wyzwanie. Nasze badanie SemcoreLAB, w które zaangażowaliśmy ponad 100 ekspertów i 30 marek, pokazało jednoznacznie: SEO nie tylko żyje, ale ma się świetnie. Wzrost ruchu o 2,9 mln użytkowników i zwrot z inwestycji liczony w setkach tysięcy dolarów to nie teorie – to fakty. Zamiast ogłaszać śmierć internetu, lepiej nauczyć się poruszać w jego nowej rzeczywistości – mówi Marcin Stypuła, prezes agencji Semcore.

Choć teoria martwego internetu nie ma potwierdzenia w faktach, staje się coraz bardziej popularna w czasach rozwoju sztucznej inteligencji. Krytycy zwracają uwagę, że choć niektóre z założeń teorii są przesadzone, samo zjawisko „zautomatyzowanej sieci” staje się coraz bardziej realne. Sztuczna inteligencja już dziś produkuje ogromne ilości treści, który trudno odróżnić od ludzkiej twórczości. Do tego dochodzą farmy botów wpływające na opinię publiczną i zamykające internautów w bańkach informacyjnych.

Apokalipsa? Musimy na nią poczekać

Thomas Germain w swoim artykule przedstawia również bardziej zrównoważony punkt widzenia, w którym internet jako taki nie zniknie. Dziennikarz zwraca uwagę, że platformy społecznościowe wciąż kwitną, a serwisy oparte na modelu subskrypcyjnym radzą sobie doskonale. Przypomina on również, że apokaliptyczne wizje dotyczące końca internetu to nic nowego. Magazyn „Wired” ogłosił „śmierć sieci” już w 2010 roku, a podobne głosy słychać było przy okazji popularyzacji smartfonów czy mediów społecznościowych. Do apokalipsy jednak nie doszło – internet nie zniknął, lecz przeszedł kolejną fazę ewolucji.

Jak może wyglądać internet przyszłości? Jeśli „machine web” zastąpi „world wide web”, internet w pierwszej kolejności tworzozny będzi nie dla ludzi, lecz dla algorytmów. W tym nowym paradygmacie treści nie powstają już z myślą o czytelnikach, lecz po to, by zasilić podające nam gotowe odpowiedzi modele językowe. Zamiast wędrować po linkach i konsumować treści na własnych warunkach, internauta dostanie skondensowane informacje wygenerowane przez chatboty. Demis Hassabis z Google DeepMind przewiduje, że wydawcy będą w przyszłości pomijać publikowanie materiałów dla ludzi – wystarczy bowiem, że przekażą je bezpośrednio sztucznej inteligencji. – To obraz sieci uproszczonej do granic – wygodnej, ale wypranej z niszowych treści, różnorodności opinii i świeżości. Zamiast bogactwa głosów dostaniemy zunifikowaną interpretację świata. Takie warunki sprzyjają cichej cenzurze, kontroli nad przekazywanymi informacjami i promowaniu wybranych narracji – ostrzega ekspert z Semcore.

Pojawia się również fundamentalne pytanie: kto zapłaci twórcom, jeśli ich główną publicznością staną się maszyny? Jak zauważa Matthew Prince, szef Cloudflare: „roboty nie klikają w reklamy”. Dominujący w internecie model biznesowy może runąć, jeśli użytkownicy przestaną odwiedzać strony źródłowe.

W nowym świecie właściciele modeli językowych mają bezpośrednio płacić wydawcom za dostęp do treści. Już dziś „New York Times” licencjonuje treści Amazonowi, a Google płaci Redditowi 60 milionów dolarów rocznie za dane do treningu AI. Jednocześnie największe grupy medialne wchodzą we współpracę z OpenAI, sprzedając dostęp do swoich archiwów w formie licencji. Jednak zdaniem ekspertów, jak Tom Critchlow z firmy Raptive, taki model nie zadziała na szeroką skalę, bo mniejsze redakcje i niezależni wydawcy nie dysponują treściami, które byłyby równie atrakcyjne. Istnieje ryzyko, że bez mniejszych graczy internet stanie się zamkniętą strukturą, kontrolowaną przez korporacje i pozbawioną niezależnych głosów.

ZBP komentuje wyrok TSUE w sprawie C-396/24: Koniec teorii dwóch kondykcji

Komunikat ZBP w sprawie wyroku TSUE w sprawie C-396/24 z dnia 19 czerwca 2025 r.

Rozliczenie stron tylko według teorii salda – teoria dwóch kondykcji niezgodna z unijnym prawem.

Dnia 19 czerwca 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-396/24, dotyczącej zasad rozliczeń między konsumentem a bankiem po uznaniu umowy kredytu za nieważną z powodu klauzul abuzywnych. Sprawa została skierowana przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który wystąpił z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE.

Kluczowe rozstrzygnięcie Trybunału

Trybunał jednoznacznie zakwestionował zgodność z prawem Unii Europejskiej tzw. teorii dwóch kondykcji, która była dotychczas powszechnie stosowana w polskim orzecznictwie. Zgodnie z nią każda ze stron nieważnej umowy mogła osobno domagać się zwrotu spełnionego świadczenia, niezależnie od rozliczeń drugiej strony. Konstrukcja ta w praktyce wymuszała na bankach składanie tzw. kontrpozwów w celu dochodzenia lub zabezpieczenia roszczenia o zwrot kapitału – co jako ZBP wielokrotnie krytykowaliśmy jako źródło zbędnych kosztów i komplikacji procesowych.

TSUE uznał, że taka praktyka jest sprzeczna z Dyrektywą 93/13. Trybunał opowiedział się za uproszczonym modelem rozliczenia, zgodnym z tzw. teorią salda – czyli zasadą, zgodnie z którą rozliczeniu podlega wyłącznie różnica między świadczeniami stron. Konsument może dochodzić od banku wyłącznie nadpłaconej kwoty ponad wartość wypłaconego kapitału kredytu. Z kolei bank może żądać dopłaty tylko wówczas, gdy suma spłat konsumenta jest niższa niż kwota kapitału.

Znaczenie dla praktyki sądowej

Wyrok TSUE będzie mieć istotne konsekwencje dla rozstrzygania spraw frankowych w Polsce. Wskazując, że sądy krajowe powinny odstąpić od utrwalonego orzecznictwa, jeżeli jest ono niezgodne z prawem Unii, Trybunał potwierdził, że celem po unieważnieniu umowy powinno być przywrócenie równowagi między stronami. Oznacza to:

  • uproszczenie zasad rozliczeń,
  • szybsze zakończenie sporów,
  • ograniczenie ryzyk związanych z przedawnieniem roszczeń banków o zwrot kapitału.

ZBP z satysfakcją przyjmuje rozstrzygnięcie TSUE – jego treść jest zgodna z naszym stanowiskiem prezentowanym od samego początku w debacie publicznej. Uważamy, że wyrok powinien być dodatkowym impulsem do zawierania ugód między konsumentami a bankami, jako najszybszego i najbardziej efektywnego sposobu rozwiązania sporów.

Rygor natychmiastowej wykonalności – brak kategorycznej oceny

Odnosząc się do trzeciego pytania prejudycjalnego, TSUE nie zajął jednoznacznego stanowiska. Trybunał wskazał jedynie, że nadanie nieprawomocnemu wyrokowi zasądzającemu kapitał rygoru natychmiastowej wykonalności może być niezgodne z prawem UE, jeśli krajowy porządek prawny nie przewiduje wystarczających środków ochrony konsumenta przed negatywnymi skutkami takiego rozwiązania. Z uwagi na marginalne znaczenie tej kwestii w polskiej praktyce, jej wpływ na krajowe orzecznictwo będzie ograniczony.

Kleje Loctite do gwintów – poradnik, jaki klej anaerobowy wybrać?

Każdy, kto choć raz skręcał elementy metalowe, wie, jak uciążliwe potrafią być samoistnie luzujące się śruby. Rozwiązaniem tego problemu są kleje anaerobowe, które zabezpieczają gwinty przed przypadkowym odkręcaniem. Sprawdź, jak dobrać najlepszy produkt do Twoich potrzeb i jak poprawnie stosować kleje Loctite w praktyce.

Kleje anaerobowe – czym właściwie są?

Kleje anaerobowe to specjalistyczne preparaty, które utwardzają się wyłącznie w środowisku bez dostępu tlenu, po zetknięciu się z metalową powierzchnią. Kleje Loctite najczęściej wykorzystuje się je do zabezpieczania gwintów, połączeń cylindrycznych oraz innych miejsc narażonych na luzowanie spowodowane drganiami.

Rodzaje klejów Loctite – jaką wytrzymałość wybrać?

Na rynku znajdziesz kleje o różnej sile działania, dlatego przed zakupem warto znać specyfikę każdego z nich.

Kleje lekko demontowalne – Loctite 222

Klej Loctite 222 to preparat o niskiej sile mocowania, przeznaczony do połączeń, które w przyszłości planujesz rozkręcać. Idealnie sprawdza się przy śrubach regulacyjnych, delikatnych elementach elektronicznych czy sprzęcie gospodarstwa domowego. Dzięki temu klejowi bez problemu zabezpieczysz gwint, ale demontaż w razie potrzeby przebiegnie sprawnie i bez wysiłku.

Kleje średnio demontowalne – Loctite 243

Loctite 243 to najbardziej uniwersalny klej anaerobowy na rynku. Jego średnia siła mocowania sprawdza się doskonale w połączeniach mechanicznych, które są narażone na ciągłe drgania, np. w maszynach, motocyklach czy narzędziach ogrodowych. Klej anaerobowy Loctite 243 umożliwia demontaż za pomocą narzędzi, jednak wymaga nieco większej siły niż produkty lekkie.

Kleje trudno demontowalne – Loctite 270

Do połączeń trwałych, których nie planujesz demontować, najlepiej nadaje się Loctite 270. Ten klej zapewnia mocne zabezpieczenie elementów pod dużym obciążeniem, takich jak wały napędowe czy ciężkie maszyny. Demontaż połączeń zabezpieczonych Loctite 270 możliwy jest tylko przy użyciu wysokiej temperatury, która osłabia wiązanie kleju.

Jak poprawnie stosować kleje anaerobowe Loctite?

Poprawne stosowanie kleju gwarantuje pełną wytrzymałość i trwałość połączenia.

Przygotowanie powierzchni – użycie odtłuszczacza Loctite 7063

Aby klej zadziałał skutecznie, powierzchnia musi być dokładnie oczyszczona i odtłuszczona. Najlepszym wyborem jest tu Loctite 7063 – preparat odtłuszczający, który szybko i skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, zapewniając optymalne warunki do klejenia. Dowiedz się więcej

Technika aplikacji kleju na gwinty – krok po kroku

  1. Dokładnie oczyść gwint odtłuszczaczem.

  2. Nałóż cienką warstwę kleju anaerobowego na długości gwintu.

  3. Wkręć śrubę w miejsce docelowe, zapewniając dobre dopasowanie elementów.

  4. Usuń ewentualny nadmiar kleju, który może wypłynąć.

Proces utwardzania – jak długo czekać?

Wstępne utwardzenie kleju anaerobowego następuje już po około 30-60 minutach od aplikacji, ale na pełną wytrzymałość połączenia warto poczekać minimum 24 godziny. Temperatura otoczenia oraz rodzaj metalu mogą wpłynąć na czas utwardzania kleju.

Demontaż połączeń zabezpieczonych klejami Loctite

Kleje Loctite różnią się łatwością demontażu – poznaj praktyczne wskazówki, jak sobie poradzić z rozłączaniem elementów.

Łatwe demontaże – kleje lekko i średnio demontowalne

Kleje takie jak Loctite 222 oraz Loctite 243 można łatwo rozkręcić za pomocą standardowych narzędzi. Wystarczy użyć klucza lub wkrętaka i delikatnie, stopniowo zwiększać siłę, aż do momentu, gdy gwint się rozluźni.

Trudne demontaże – metoda podgrzewania kleju

Klej Loctite 270 wymaga nieco bardziej zaawansowanej techniki. Połączenia trudno demontowalne najlepiej usunąć poprzez punktowe podgrzewanie palnikiem lub opalarką. Pod wpływem wysokiej temperatury klej traci właściwości, umożliwiając rozkręcenie gwintu. Pamiętaj jednak, aby robić to ostrożnie, unikając sąsiadujących elementów z tworzyw sztucznych czy łatwopalnych substancji.

Kolory klejów Loctite – znaczenie barw

Kolor kleju to nie tylko efekt estetyczny, ale również praktyczne wskazanie siły wiązania preparatu:

  • Fioletowy Loctite 222 – lekko demontowalny.

  • Niebieski Loctite 243 – średnio demontowalny, najczęściej stosowany.

  • Zielony Loctite 270 – trudno demontowalny, bardzo silny.

Zawsze warto zwracać uwagę na oznaczenia kolorystyczne, aby nie popełnić błędu przy wyborze odpowiedniego produktu. Zobacz więcej o tym jak wybrać kleje loctite: https://www.v-slot.pl/do-czego-sluza-kleje-loctite-jakie-wybrac-dlaczego-sa-najlepsze

Gdzie najlepiej kupić kleje Loctite?

Kleje anaerobowe nie są dostępne w każdym sklepie, warto więc wybrać dostawcę specjalizującego się w produktach technicznych. W ofercie sklepu V-SLOT.pl znajdziesz szeroki wybór klejów Loctite, w różnych pojemnościach – najczęściej 10 ml lub 50 ml. Możesz również zamówić inne produkty specjalistyczne jak profile aluminiowe czy drukarki 3D, dopasowane do indywidualnych potrzeb.

Jeśli szukasz profesjonalnych klejów Loctite, sprawdź ofertę na V-SLOT.pl i wybierz produkt dopasowany do Twoich potrzeb!

Kurs dolara nie spada mimo rozczarowujących odczytów – rynki patrzą na Bliski Wschód

Wtorek był dniem bardzo złych odczytów dla dolara. Zaczęło się dobrymi danymi dla euro, wyciągającymi zainteresowanie na naszą stronę oceanu. Po południu naszły gorsze z amerykańskiej gospodarki. Wszystko to jednak okazało się niewystarczające, by osłabić USD. Strach przed rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie okazał się ważniejszy.

Dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu ZEW z Niemiec. Wyniósł on  47,5 pkt. Jest to przede wszystkim wynik wyraźnie lepszy od oczekiwań mówiących o 34,9 pkt. Był to również drugi najlepszy rezultat w ciągu ostatniego roku. Co to oznacza? Istotną poprawę nastrojów u naszego zachodniego sąsiada. Indeks ten bada bowiem nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych. Patrząc na niego widzimy potencjał na rozwój. Jest to zatem bardzo dobry sygnał dla euro. Niemcy jako główna gospodarka obszaru wspólnej waluty mają na nią największy wpływ. Wczoraj rynek nie reagował jednak jeszcze na dane z Europy, bo czekał na dużo ważniejsze popołudniowe odczyty zza oceanu.

Odczyty z USA

Wspomniane dane to sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa. Sprzedaż detaliczna wypadła słabiej od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym był to spadek o 0,9%, a oczekiwania mówiły o 0,7%. Produkcja przemysłowa z kolei zmniejszyła się o 0,2%, mimo że prognozowano wzrost o 0,1%. Co ciekawe, dane te zderzyły się w czasie ze zmianą nastrojów na rynku. W standardowej sytuacji takie odczyty powinny silnie osłabiać dolara. Problem w tym, że było on już wyjątkowo słaby i rynek powoli zaczynał już  realizować zyski z osłabienia amerykańskiej waluty. W rezultacie pomimo dobrych danych z Europy i słabych z USA nie zobaczyliśmy osłabienia dolara. Analitycy zwracają uwagę na dwa elementy. Z jednej strony nadchodząca decyzja w sprawie stóp procentowych. Z drugiej napięcia w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Im goręcej w tamtej części świata, tym lepiej dla dolara.

Czy Amerykanie obniżą stopy procentowe?

Dzisiaj wieczorem zobaczymy wspomnianą powyżej decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Rynek jest realnie pewien, że na dzisiejszym posiedzeniu nie dojdzie do zmian tych wskaźników. Obecny scenariusz mówi o tym, że najbliższa obniżka ma mieć miejsce dopiero we wrześniu. Dzisiaj jednak obok decyzji poznamy po niej również komunikat. Jest to o tyle istotne, że jeżeli FED wskaże na słabszą kondycję gospodarki – co patrząc na wczorajsze dane jest możliwe – mogą zmienić się oczekiwania na lipiec. Z drugiej strony, jeżeli będzie malowany obraz silnej gospodarki i inflacji utrzymującej się na wysokich poziomach, może zmienić się oczekiwanie kolejnego cięcia na październik. W pierwszym z tych scenariuszy należy się spodziewać osłabienia dolara. Natomiast odsuwanie obniżek powinno spowodować umocnienie amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski rynek magazynowy stabilny, choć tempo inwestycji słabnie

Polski rynek magazynowy utrzymuje stabilny kurs, mimo wyhamowania tempa wzrostu obserwowanego po okresie pandemii. Zasoby powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 35,3 mln m kw., co oznacza wzrost o 7,7% r/r. Jednym z najważniejszych trendów na rynku jest dynamiczny rozwój powierzchni zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Coraz więcej „zielonych” magazynów

Aspekty ESG coraz silniej wpływają na decyzje inwestorów, deweloperów i najemców. Obecnie ponad połowa (55%) całkowitej powierzchni magazynowej w Polsce posiada zielone certyfikaty środowiskowe. Co piąty magazyn spełnia najwyższe standardy certyfikacji, takie jak BREEAM Excellent lub Outstanding.

– Zrównoważony rozwój to już nie tylko trend, ale rynkowy standard. Zielone certyfikaty wpływają nie tylko na wizerunek, ale przede wszystkim na realne oszczędności operacyjne i łatwiejszy dostęp do finansowania,Natalia Mika, starszy negocjator w dziale najmu powierzchni przemysłowych i magazynowych w Knight Frank.

Ten kierunek szczególnie widoczny jest w sektorze projektów BTS (built to suit). W ostatnich 12 miesiącach aż 65% nowej powierzchni oddanej do użytku w ramach tego typu inwestycji było certyfikowanych ekologicznie.

Spadek aktywności deweloperskiej

W I kwartale 2025 roku deweloperzy oddali do użytku 680 000 m kw. nowej powierzchni, czyli o 20% mniej niż rok wcześniej. Jeszcze silniejszy spadek odnotowano w przypadku projektów w budowie – ich wolumen zmniejszył się o 41% r/r do poziomu 1,4 mln m kw.

– Wysokie koszty finansowania i bardziej wyważony popyt skłaniają deweloperów do ostrożniejszego planowania nowych inwestycji. Dominuje strategia „budujemy, jeśli mamy najemcę,  – dodaje Natalia Mika.

Aż 60% powierzchni aktualnie w budowie jest zabezpieczone umowami przednajmu, co świadczy o ograniczeniu projektów spekulacyjnych.

Solidny popyt i wzrost renegocjacji

W I kwartale 2025 r. podpisano umowy najmu na 1,1 mln m kw. – to wynik o 16% wyższy niż rok wcześniej, choć niższy od średniej kwartalnej z 2024 r. (1,5 mln m kw.). Ponad połowa wolumenu przypadła na trzy największe rynki: Warszawę, Górny Śląsk i Polskę Centralną.

Popyt był napędzany głównie przez renegocjacje istniejących umów (56% wolumenu), co wskazuje na ostrożność najemców. Nowe umowy stanowiły 36%, a ekspansje jedynie 7%.

Stabilizacja czynszów, rosnący poziom pustostanów

Wskaźnik pustostanów wzrósł do poziomu 8,5% (z 7,45% na koniec 2024 roku), co wynika z przewagi nowej podaży nad popytem netto. Pomimo tego czynsze pozostają stabilne – w segmencie logistycznym wahają się od 3,8 do 5 EUR/m kw., a w magazynach miejskich od 5 do 7,5 EUR/m kw.

– Wzrost pustostanów to naturalna konsekwencja wcześniejszego boomu inwestycyjnego. Rynek wraca do równowagi, a stabilność czynszów świadczy o jego dojrzałości,Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Adgar Poland: Elastyczność, wygoda i przewidywalność – rośnie popularność Ready Office!

Adgar Poland konsekwentnie udoskonala portfel innowacyjnych modeli najmu przestrzeni biurowych. To odpowiedź na zmieniający się rynek i rosnące potrzeby firm, które oczekują wygodnych i elastycznych rozwiązań. Jednym z najchętniej wybieranych obecnie produktów tej marki jest Ready Office – koncept zapewniający niezależne, kompaktowe biura na wyłączność dla jednego najemcy o uniwersalnej aranżacji, w pełni umeblowane i gotowe do pracy.

Biura w konwencji Ready Office – o powierzchni od 150 do 400 mkw. – dostępne są niemal od ręki. Koncept umożliwia bowiem rozpoczęcie działalności bez konieczności przeprowadzania kosztownych i czasochłonnych remontów czy prac aranżacyjnych. Przy czym najemcy mogą oczywiście zdecydować się na dostosowanie przestrzeni do własnych potrzeb – zarówno funkcjonalnych, jak i estetycznych czy wizerunkowych.

Co istotne, Ready Office zlokalizowane w budynku Adgar Park West to nie tylko przestrzeń do pracy – to również dostęp do szeregu udogodnień, które znacząco podnoszą komfort najemców. Na terenie kompleksu funkcjonuje m.in. restauracja, siłownia, dodatkowe salki spotkań oraz rozbudowana strefa relaksu dostępna dla wszystkich najemców. W jej skład wchodzą m.in. piłkarzyki, dart, konsola do gier, flipper oraz gry planszowe – rozwiązania, które cieszą się szczególnym powodzeniem wśród firm, nieposiadających takich udogodnień we własnych biurach.W zależności od preferencji, biura dostępne są z pakietem usług dodatkowych – takich jak sprzątanie, kawa, meble – lub bez nich. Jednym z największych atutów Ready Office jest bez wątpienia jego elastyczność – minimalny okres najmu to 6 miesięcy, co czyni to rozwiązanie atrakcyjnym zarówno dla szybko rozwijających się startupów, jak i dojrzałych organizacji poszukujących przestrzeni adekwatnej do skali swojej obecnej działalności, przechodzących reorganizację, szukających optymalizacji kosztów lub rozglądających się za tymczasową lokalizacją na czas trwania remontu we własnych obiektach.

„Coraz więcej firm poszukuje rozwiązań, które zapewnią im płynność operacyjną i przewidywalność kosztową. Ready Office powstało właśnie z myślą o tych najemcach, którym zależy na pełnej przejrzystości, zapewnieniu sprzyjających warunków pracy dla zespołu i skupieniu się wyłącznie na swoim biznesie” – mówi Monika Szelenberger, Head of Asset & Leasing Management w Adgar Poland.

Z rozwiązania skorzystały już m.in. takie firmy jak China Harbour Engineering Company, międzynarodowy lider w realizacji projektów. China Harbour wybrał model długoterminowy i zdecydował się na dopasowanie aranżacji do swoich potrzeb, co najlepiej świadczy o elastycznym podejściu Adgar Poland, również w przypadku gotowych produktów.

„Zdecydowaliśmy się na Ready Office, ponieważ zależało nam na szybkim uruchomieniu biura w nowej lokalizacji, a jednocześnie chcieliśmy zadbać o jego aranżację i możliwość personalizacji wynajmowanej przestrzeni. Adgar Poland zapewnił nam wsparcie na każdym etapie – od projektu po ostateczne dostosowanie biura do wszystkich naszych potrzeb. To dla nas rozwiązanie, które łączy wygodę, transparentność kosztów i doskonałą jakość” – mówi przedstawiciel China Harbour Engineering Company.

Podaż przestrzeni biurowej w modelu Ready Office będzie przez Adgar Poland sukcesywnie rozwijana. W budynku Adgar Park West A już wkrótce dostępne będzie kolejne tego typu biuro o powierzchni 240 mkw – zlokalizowane na 2. piętrze i przeznaczone dla firm, które potrzebują nowoczesnego i funkcjonalnego biura bez konieczności angażowania czasu i budżetu na projektowanie od podstaw.

„Wierzymy, że przyszłość należy do rozwiązań elastycznych, dopasowanych do zmieniających się potrzeb wielu firm, działających na warszawskim rynku i zapewniających maksymalny komfort użytkowania. Ready Office to właśnie taka propozycja – dostępna od ręki, bez ukrytych kosztów, z przejrzystą strukturą opłat i wsparciem przyjaznego zarządcy na każdym etapie najmu” – podkreśla Tomasz Stopka, Leasing and Flexible Workplaces Manager w Adgar Poland.

Więcej informacji o konceptach biurowych Adgar Poland: https://www.adgar.pl

Fed ostrożny w obliczu presji inflacyjnej i polityki Trumpa. Decyzja w cieniu ceł i ryzyk

Rezerwa Federalna w USA najprawdopodobniej po raz czwarty z rzędu pozostawi stopy procentowe bez zmian, co odzwierciedla ostrożne podejście do prowadzenia polityki pieniężnej w warunkach utrzymującej się niepewności gospodarczej. Spodziewane jest pozostawienie stopy referencyjnej w przedziale 4.25–4.5%. Prawdopodobna decyzja może wynikać z konieczności dalszego monitorowania wpływu działań administracji prezydenta Donalda Trumpa, w szczególności polityki celnej, na inflację i wzrost gospodarczy. Fed nie chce podejmować pochopnych kroków w sytuacji, gdy potencjalne zmiany taryf celnych mogą ponownie wywołać presję cenową i zakłócić stabilność rynku.

Podczas dzisiejszego posiedzenia inwestorzy i ekonomiści z uwagą przeanalizują nowe projekcje makroekonomiczne. Rynek przewiduje, że mogą one zawierać nieznacznie obniżone prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok oraz umiarkowany wzrost oczekiwań inflacyjnych na 2026. Pomimo że inflacja w ostatnich miesiącach wyhamowała i zbliżyła się do celu 2%, Fed nie zdecydował się jeszcze na rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Przewodniczący Jerome Powell prawdopodobnie zaznaczy, że utrzymująca się stabilność cen nie eliminuje ryzyka ich ponownego wzrostu, zwłaszcza w przypadku ewentualnego wdrożenia nowych ceł.

Komunikat Fed może zawierać subtelne zmiany językowe, wskazujące na wysoką, choć obecnie stabilną niepewność gospodarczą. Taka ocena ma związek z niedawnym ograniczeniem napięć handlowych między USA a Chinami oraz zawieszeniem części wcześniej zapowiedzianych taryf. Mimo wcześniejszych ostrzeżeń Fed o możliwym negatywnym wpływie polityki handlowej na inflację i zatrudnienie, bieżące dane wskazują na względną równowagę – rynek pracy pozostaje silny, a presja inflacyjna słabnie. Strategia „wait-and-see” przyjęta przez Fed przynosi oczekiwane efekty i nie wymaga w tej chwili modyfikacji.

W najbliższych miesiącach uwaga uczestników rynku skupi się na dalszym rozwoju sytuacji gospodarczej oraz wynikach negocjacji handlowych, zwłaszcza w relacjach z Chinami. Możliwe, że ewentualne obniżki stóp procentowych nastąpią dopiero jesienią, najwcześniej we wrześniu lub grudniu. Tempo i kierunek zmian będą zależeć od tego, jak gospodarka USA zareaguje na zmieniające się uwarunkowania globalne.

Podczas konferencji prasowej Jerome Powell będzie odpowiadał na pytania dotyczące nie tylko inflacji i przyszłości stóp procentowych, lecz także swojego ostatniego spotkania z prezydentem Trumpem. Prezydent, zwolennik bardziej ekspansywnej polityki monetarnej, ponownie wezwał do znacznych obniżek stóp, argumentując, że mogą one pobudzić wzrost gospodarczy i ułatwić zarządzanie długiem publicznym. Powell może być również pytany o przyszłość mechanizmu wypłat odsetek od rezerw (IORB), który jest przedmiotem rosnącej krytyki politycznej. Propozycje jego likwidacji mogłyby istotnie ograniczyć możliwości Fed w zakresie kontroli krótkoterminowych stóp procentowych, co czyni tę kwestię szczególnie istotną w kontekście bieżącej polityki pieniężnej.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Dla młodych Polaków galerie handlowe wciąż są ważnym miejscem. Szczególnie w małych i średnich miastach

0

W ocenie 36,4% Polaków, w obecnej sytuacji gospodarczej, społecznej i rynkowej w kraju jest za dużo galerii i centrów handlowych. Tak uważają głównie osoby w wieku 45-54 lat, zarabiające ponad 9 tys. zł netto miesięcznie i mieszkańcy miast mających 200-499 tys. ludności. Z kolei dla 46,1% rodaków wciąż nie jest dość tego typu obiektów w Polsce. To przeważnie opinia najmłodszych dorosłych, nieinformujących o poziomie swoich dochodów oraz konsumentów z miast liczących 100-199 tys. osób. Niezależnie od sytuacji zawodowej, większość grup społecznych nie widzi nadmiaru takich placówek. Zwłaszcza dotyczy to studentów i uczniów, dla których mogą być one miejscem pracy.

Według 36,4% społeczeństwa, w obecnej sytuacji (tj. gospodarczej, społecznej i rynkowej) w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. W ten sposób wypowiadają się przede wszystkim osoby w wieku 45-54 lat (wśród nich 44,8%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł (50%) i mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności (48,3%). Tak wynika z badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe.

– Konsumenci w dojrzałym wieku i osoby o stabilnej sytuacji finansowej mogą częściej wybierać inne formy zakupów, w tym e-commerce. Często oceniają wizyty w centrach handlowych jako zbyt czasochłonne. Poczucie, że takich obiektów jest zbyt dużo szczególnie wybrzmiewa wśród osób, które pamiętają ich dynamiczny rozwój w Polsce. Postrzegają aktualną liczbę takich placówek przez pryzmat własnych preferencji zakupowych. Do tego należy dodać, że to mieszkańcy większych miast szczególnie odczuwają przesycenie tego typu obiektami – komentuje Adam Iwiński, współautor badania i CEO Hybrid Europe.

Z kolei 46,1% ankietowanych stwierdza, że w obecnych czasach nie ma zbyt wielu galerii i centrów handlowych w Polsce. Tak deklarują głównie konsumenci w wieku 18-24 lat (wśród nich 59,8%), nieinformujący o wysokości swoich miesięcznych dochodów netto (53,8%) oraz mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności (57,5%).

– Galerie i centra handlowe pełnią ważną funkcję szczególnie dla młodych konsumentów. Postrzegają oni takie placówki nie tylko jako miejsce zakupów, ale także przestrzeń do spotkań towarzyskich i rozrywki. Grupa najmłodszych shopperów korzysta z galerii w sposób kompleksowy, odwiedzając sklepy, restauracje, kina czy strefy coworkingowe. Częste wizyty sprawiają, że takie miejsca nie są postrzegane jako zbyt gęsto występujące. Szczególnie odnosi się to do mieszkańców miast średniej wielkości, gdzie tego typu obiekty mogą stanowić kluczowy element lokalnej infrastruktury, oferując szeroki zakres marek i usług w jednym miejscu. Doceniają oni wygodny dostęp do szerokiej oferty handlowej i usługowej – mówi Adam Iwiński.

Do tego Michał Rosiak, odpowiedzialny w Hybrid Europe za rozwój rozwiązań analitycznych, dedykowanych handlowi, zaznacza, że unikanie odpowiedzi na temat dochodów może dotyczyć osób będących na etapie edukacji lub wczesnej kariery zawodowej. – Dla nich galerie i centra handlowe pozostają jedną z niewielu dostępnych form spędzania czasu. W mojej ocenie, wyniki potwierdzają, że mimo rosnącej popularności e-commerce, tego typu obiekty wciąż mają istotne znaczenie dla młodych konsumentów – stwierdza ekspert.

Biorąc pod uwagę wielkość miejsca zamieszkania, respondenci zostali podzieleni na 7 grup. W dwóch z nich przeważa odpowiedź, że obecnie jest za dużo centrów i galerii handlowych w Polsce. Dotyczy to osób z miast liczących 200-499 tys. mieszkańców i co najmniej 500 tys. osób.

– Są to ośrodki z największą dostępnością centrów handlowych, gdzie najtrudniej znaleźć uzasadnienie dla kolejnego takiego obiektu. Z kolei w mniejszych miastach galerie i centra handlowe mogą być nadal postrzegane jako ważny element życia zakupowego. I będzie ich tam coraz więcej, jeśli analiza potencjału rynkowego wykaże zapotrzebowanie na takie obiekty. Jednak ich forma może ewoluować. Zamiast dużych kompleksów, mogą powstawać mniejsze centra, dopasowane do lokalnych potrzeb, łączące handel, gastronomię i usługi. To wpisywałoby się w ogólny trend dostosowywania przestrzeni handlowych do zmieniających się preferencji konsumentów – prognozuje CEO Hybrid Europe.

Ze względu na aktualną sytuację zawodową, respondenci zostali podzieleni na 8 grup. W 6 z nich więcej wskazań przypada na odpowiedź przeczącą temu, że w Polsce jest zbyt wiele galerii. Największą przewagę widać wśród studentów i uczniów (tak – 19,6%, nie – 73,1%). Tylko renciści w większości uważają, że tych obiektów jest już dość (tak – 54,3%, nie – 25,7%). Z kolei opinie osób na macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym są równo podzielone (tak – 40%, nie – 40%).

– Dla uczniów i studentów centra handlowe pełnią szereg istotnych ról – jako miejsca zakupów, spotkań, rozrywki, ale także pracy. Z kolei renciści mogą je uważać za mniej dostosowane do ich możliwości, np. pod względem dostępności najtańszych ofert. Natomiast dla osób przebywających na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym centra handlowe mogą być zarówno wygodnym miejscem zakupów i spędzania czasu z dziećmi, jak i przestrzenią, w której odczuwają nadmiar bodźców. Wyniki naszego badania ewidentnie pokazują, że postrzeganie centrów handlowych najmocniej zależy od wielkości miasta, gdzie dany obiekt jest zlokalizowany, a także od stylu życia i codziennych nawyków danej grupy – podsumowuje Michał Rosiak.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Europe na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Mabion i NovalGen rozpoczynają badania kliniczne cząsteczki NVG-222 angażującej limfocyty T

Mabion wypuszcza pierwszą partię cząsteczki angażującej limfocyty T nowej generacji NovalGen do badań klinicznych na ludziach.

W ramach znaczącego kroku mającego na celu przyspieszenie globalnej walki z nowotworami krwi i trudnymi do leczenia guzami litymi, Mabion – biologiczne CDMO – zawarł strategiczne partnerstwo rozwojowe i produkcyjne z londyńską firmą NovalGen, z którą o rozpoczęciu współpracy w ramach realizacji zleceń CDMO informował w raporcie bieżącym nr 13/2024 z 16 sierpnia 2024 roku. Celem zawartego partnerstwa jest wprowadzenie na rynek leku – cząsteczki angażującej działanie limfocytów T (T-cell engager), NVG-222 – do pierwszej fazy badań klinicznych na ludziach. Rozpoczęcie badania klinicznego jest planowane na drugą połowę 2025 r.

Zwolnienie pierwszej partii leku w ramach współpracy Mabion i NovalGen jest historycznym momentem dla rozwoju immunoterapii nowej generacji, stanowiąc istotną szansę na powrót do zdrowia dla pacjentów chorych na raka. Wykorzystanie rosnących i sprawdzonych możliwości produkcyjnych i rozwojowych Mabion w celu zminimalizowania ryzyka w produkcji farmaceutycznej, transferu technologii, rozwoju i zgodności klinicznej stanowi platformę dla przyszłej współpracy nad opracowywanymi przez NovalGen przełomowymi terapiami, w tym obiecującymi kandydatami zarówno w onkologii, jak i poza nią.

„Skuteczny transfer procesu produkcyjnego i pakietu analitycznego dla produktu, potwierdzony produkcją leku do badań klinicznych i jego dopuszczeniem do obrotu, są wyraźnym dowodem doskonałości operacyjnej Mabion. Przeprowadzone aktywności odbywały się w środowisku systemu jakości, który został zweryfikowany przez NovalGen podczas pomyślnie zakończonego audytu jakości. Osiągnięcia te są bezpośrednim wynikiem transformacji Mabion w CDMO, którą rozpoczęliśmy w 2023 r. oraz ciągłej realizacji naszej Strategii 2025-2030. Nie tylko rozszerzyliśmy nasze możliwości produkcyjne i portfolio technologii, ale także wzmocniliśmy nasz potencjał biznesowy i procesy wewnętrzne, umożliwiając nam działanie jako światowej klasy CDMO zaspokajający potrzeby globalnych klientów” komentuje dr n. med. Julita Balcerek, Członek Zarządu ds. Operacyjnych w Mabion S.A.

NVG-222 to bispecyficzna cząsteczka angażująca do swoich mechanizmów działania receptory ROR1 i CD3, która może być stosowana zarówno w leczeniu nowotworów krwi, jak i guzów litych. Jest to pierwszy środek wykorzystujący autorską technologię AutoRegulation (AR) firmy NovalGen, zaprojektowaną w celu złagodzenia toksyczności, poprawy skuteczności i rozszerzenia indeksu terapeutycznego engagerów komórek T. Technologia ta oferuje potencjał zmiany paradygmatu w terapiach immunoonkologicznych, zapewniając bezpieczniejsze leczenie pacjentom chorym na raka bez poświęcania skuteczności terapeutycznej.

Udana produkcja NVG-222 stanowi kamień milowy na naszej drodze do zapewnienia pacjentom bezpieczniejszych i skuteczniejszych immunoterapii. Nasza współpraca z Mabion, zaufanym partnerem CDMO, charakteryzowała się wyjątkowym wykonaniem technicznym, wspólnym zaangażowaniem w jakość produktu i dążeniem do dostarczania innowacyjnych terapii, które rzeczywiście wpływają na życie pacjentów. Przygotowując się do rozpoczęcia badań klinicznych w drugiej połowie 2025 r. i kontynuując rozwój naszego pipeline’u, zwłaszcza w onkologii i wskazaniach autoimmunologicznych, z niecierpliwością czekamy na rozszerzenie naszej współpracy z Mabion, aby przyspieszyć dostarczanie transformacyjnych rozwiązań dla pacjentów z wysokimi niezaspokojonymi potrzebami medycznymi” dodaje profesor Amit Nathwani, Założyciel i Prezes Zarządu NovalGen.

Kolumbijczycy coraz liczniejsi na polskim rynku pracy. Ponad trzykrotny wzrost w dwa lata

Największą grupą cudzoziemców pracujących w Polsce nadal są Ukraińcy, ale ich udział w rynku pracy systematycznie spada. Na 1 210 027 (stan na koniec marca 2025 wg ZUS) przypada 797 990 obywateli Ukrainy. Pracownicy z państw trzecich stanowią obecnie połowę pracowników tymczasowych w Polsce, a liczba obywateli z innych krajów niż Ukraina wzrasta w dużym tempie. W przypadku obywateli Kolumbii odnotowano ponad 3-krotny wzrost w ciągu dwóch lat – informuje Centrum Analityczne Gremi Personal.

W 2015 roku oficjalnie w Polsce pracowało 108 osób z Kolumbii. W 2023 było to już 5 200 osób, a w 2025 (dane za koniec marca ZUS) – 16 389. W ciągu zaledwie dwóch lat nastąpił ponad 3-krotny wzrost ich udziału w rynku pracy. Najwięcej obywateli Kolumbii pracuje w województwie mazowieckim (3 137), a najmniej – bo zaledwie 75 obywateli Kolumbii – w warmińsko-mazurskim. Tak duża różnica regionalna wynika z faktu, że najniższe bezrobocie w skali kraju jest wokół stolicy.

Sektory w jakich dominują – 6 789 osób zatrudnionych jest w sekcji N PKD obejmującej wiele rodzajów działalności wspomagających działalność gospodarczą, ale niewymagających specjalistycznej wiedzy, co obejmuje: działalność agencji pracy tymczasowej, działalność agentów i pośredników turystycznych oraz organizatorów turystyki, działalność pomocnicza związana z utrzymaniem porządku w budynkach, działalność związana z pakowaniem oraz wynajem i dzierżawa.

Jednocześnie rośnie liczba pozytywnych decyzji dotyczących pobytu stałego lub czasowego wydanych Kolumbijczykom – w 2024 roku wydano ich ponad 3 tys.

W 2023 roku Kolumbijczycy byli 20 najliczniejszą grupą narodową zatrudnioną przez Gremi Personal (91.67% mężczyzn i 8.33% kobiet), rok później była to już 5 najliczniejsza grupa (62.16% mężczyzn i 37.84% kobiet) po obywatelach Ukrainy, Gruzji, Białorusi oraz Mołdawii.

Jako pracownicy Kolumbijczycy bardzo doceniają stabilność zatrudnienia. Zależy im na związaniu się z jednym pracodawcą na dłuższy czas. Cechuje ich wysoki poziom motywacji oraz wytrwałość. Są wydajni i sumienni. O takiego pracownika najczęściej proszą pracodawcy, którzy mają problemy z dużą rotacją u siebie w firmie. Najwięcej pracują w szeroko pojętej branży spożywczej: w zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego, rybnego, mlecznego, mięsnego – od przetwórstwa owoców do produkcji lodów i ciast. – wylicza Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych w Gremi Personal.

Od 15 sierpnia 2024 r. Kolumbijczycy pracujący w Polsce są zobowiązani do posiadania wizy, niezależnie od długości planowanego pobytu. Jednocześnie Kolumbijczycy, którzy przed tą datą wjechali do Polski na podstawie ruchu bezwizowego i rozpoczęli pracę w oparciu o zezwolenie na pracę, mogą ją legalnie kontynuować. Część z nich przekroczyła zewnętrzną granicę strefy Schengen bez wizy w innym kraju niż Polska, a do Polski dotarli przekraczając jedynie granicę wewnętrzną. Jaka część Kolumbijczyków posiada paszporty biometryczne trudno oszacować, ale nastąpił duży wzrost udzielonych im zezwoleń na pracę, bo aż o 352% na przełomie 2023 i 2024 r. Do czasu ograniczenia ruchu bezwizowego obywatele Kolumbii mogli przebywać i pracować na terenie Polski do 90 dni.

Dynamiczny wzrost liczby Kolumbijczyków na polskim rynku pracy to nie tylko efekt otwarcia kanałów migracyjnych – to wyraźny sygnał, że w warunkach chronicznego niedoboru kadr pracownicy migrujący stają się realnym aktywem strategicznym, a nie tylko tymczasowym „łataniem wakatów”. W sektorach takich jak przemysł spożywczy czy logistyka, gdzie rotacja i presja operacyjna są szczególnie wysokie, stabilni, zmotywowani pracownicy z Kolumbii coraz częściej są postrzegani jako długofalowa inwestycja. Ten przykład dobrze pokazuje, jak globalna mobilność talentów oraz zmiany geopolityczne wpływają na lokalne strategie HR, zmuszając firmy do przedefiniowania podejścia do retencji, onboardingu i budowania marki pracodawcy. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Medicalgorithmics wzmacnia Zarząd i Radę Nadzorczą

Akcjonariusze Medcialgorithmics podczas Walnego Zgromadzenia 17 czerwca br. wybrali nową Radę Nadzorczą, a ta powołała nowy Zarząd Spółki. W skład Rady na kadencję 2025-2028 powołani zostali: mec. Michał Żółtowski – Przewodniczący, Paweł Lewicki, Maksymilian Fraszka, Michał Wnorowski – Wiceprzewodniczący, Marzena Piszczek.

Dotychczasowy Członek Rady Nadzorczej, światowej klasy ekspert w obszarze medtech i współzałożyciel Biofund Capital Management LLC, dr n.med. Kris Siemionow został powołany na funkcję Prezesa Zarządu. Nowym Dyrektorem Finansowym (CFO) i członkiem Zarządu ds. finansowych został związany z Grupą Medicalgorithmics od 2018 r. Michał Zapora, który pełnił wcześniej funkcję Kontrolera Finansowego Spółki.

Przemysław Tadla pozostaje jako CTO, a Jarosław Jerzakowski jako COO notowanego na GPW medtechu. W związku z rekordową liczbą nowych umów oraz rekordowym zainteresowaniem unikalną w skali świata technologią Medicalgorithmics, panowie Tadla i Jerzakowski skupią się na pracy operacyjnej poza Zarządem i dalszej, intensywnej integracji i rozwoju software’u oraz wzmocnieniu globalnej sprzedaży i dystrybucji.

Rok 2025 jest przełomowy dla polskiego medtechu, który może się pochwalić dużo większym zainteresowaniem produktami spółki i przyspieszeniem pozyskiwania nowych klientów. Od początku tego roku Medicalgorithmics podpisał 12 nowych umów – z partnerami z USA, Kanady, Australii, Korei, Turcji i innych krajów europejskich. Dla porównania, w całym 2024 r. Grupa pozyskała łącznie 13 nowych klientów. Jednocześnie polski medtech notuje mocny wzrost liczby badań EKG. W I kwartale tego roku osiągnęły one poziom 92 tys. badań, co oznacza wzrost o blisko 100% r/r.  Zmiany w Zarządzie spółki pozwolą jeszcze bardziej efektywnie wykorzystać dobrą sytuację medtechu, a objęcie funkcji Prezesa Zarządu przez dra Siemionowa tworzy potencjał do jeszcze bardziej dynamicznego, globalnego rozwoju Medicalgorithmics przy koncentracji na osiągnięciu cash break even.

Jako osoba od lat wspierająca rozwój Medicalgorithmics z radością i satysfakcją obejmuję powierzoną mi funkcję. Dzięki zaangażowaniu naszego zespołu, doskonałym produktom i potwierdzeniu najwyższej jakości i efektywności naszych zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji DRAI w międzynarodowym, prestiżowym badaniu DRAI Martini, opublikowanym w Nature, znajdujemy się w świetnym dla spółki momencie. Mamy know-how, zasoby i potencjał, by dalej dynamicznie się rozwijać i osiągnąć założone w opracowanej przez Biofund strategii rozwoju cele, maksymalnie efektywnie wykorzystując zainteresowanie naszymi produktami w najbliższych miesiącach. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w rozwój Medicalgorithmics. Wierzę, że możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość i wyznaczać światowe standardy badań kardiologicznych – komentuje dr. n. med. Kris Siemionow, Prezes Zarządu Medicalgorithmics S.A.

Dr n. med. Kris Siemionow (MD, PhD ) jest z wykształcenia chirurgiem kręgosłupa i przedsiębiorcą, który założył i współtworzył wiele firm medycznych, które wykorzystują zaawansowaną technologię do poprawy wyników klinicznych.

Jest współzałożycielem Holo Surgical Inc, firmy zajmującej się chirurgią cyfrową, która opracowała oparty na sztucznej inteligencji system naprowadzania chirurgicznego, który ma obecnie zastosowanie kliniczne. Firma została przejęta w 2020 r. za 500 mln PLN. Jest także współzałożycielem Inteneural Networks Inc, firmy, która wykorzystuje uczenie maszynowe do diagnozowania zaburzeń neurodegeneracyjnych. Firma została przejęta w 2022 r. za 320 mln PLN. Dr Siemionow jest tez współzałożycielem Kardiolytics Inc. – firmy, która wykorzystuje uczenie maszynowe sztucznej inteligencji w rozwijaniu algorytmów do automatycznej analizy obrazów tomografii komputerowej serca i układu krwionośnego.

Dr Siemionow ukończył rezydenturę w Cleveland Clinic Foundation w zakresie chirurgii ortopedycznej oraz podspecjalizacje z chirurgii kręgosłupa w Rush University Medical Center. Jego doktorat skupiał się na wpływie stanu zapalnego na funkcję komórek nerwowych. Dr Siemionow jest współzałożycielem Global Spine Outreach, organizacji non-profit, której misją jest „ratowanie dzieci z poważnymi deformacjami kręgosłupa”. Dr Siemionow jest autorem ponad 100 recenzowanych artykułów, streszczeń i rozdziałów w książkach dotyczących chirurgii i podstawowych badań naukowych. Posiada 50 patentów i zgłoszeń patentowych, które zostały z powodzeniem skomercjalizowane.

Michał Zapora to doświadczony lider finansowy z ponad 15-letnim doświadczeniem w obszarze controllingu, raportowania finansowego oraz audytu. Karierę rozpoczynał w firmach doradczych, m.in. w EY, gdzie przez 6 lat zdobywał doświadczenie w zakresie audytu oraz doradztwa biznesowego, uczestnicząc w projektach z obszaru optymalizacji procesów, controllingu, raportowania zarządczego oraz zarządzania ryzykiem. W Medicalgorithmics pracuje od 2018 r., stopniowo rozwijając swoją rolę – od analityka finansowego do Kontrolera Finansowego i Finance Manager’a. Odpowiada między innymi za raportowanie wewnętrzne i zewnętrzne oraz nadzór nad procesami finansowymi i budżetowaniem. W swojej karierze pełnił także funkcje finansowe w startup’ach technologicznych, gdzie odpowiadał m.in. za tworzenie modeli finansowych, analizy finansowe i rozwój narzędzi raportowych.

Większość przedsiębiorców nie zna Rzecznika MŚP – raport Malcom Finance

Choć Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców działa w Polsce już od 2018 roku, większość właścicieli firm z sektora MŚP wciąż nie wie, czym zajmuje się ta instytucja. Jak pokazuje raport Malcom Finance „Polskie MŚP wychodzą na prostą”, blisko połowa przedsiębiorców (42 proc.) nie słyszała o istnieniu Rzecznika MŚP, a jedynie 5,5 proc. badanych potrafiło poprawnie wskazać kompetencje.

Rzecznik MŚP został powołany do reprezentowania interesów mikro, małych i średnich firm w kontaktach z administracją państwową. Jednak brak wiedzy o jego działaniach sprawia, że przedsiębiorcy rzadko korzystają z możliwości, jakie daje ta instytucja. Wśród badanych, którzy słyszeli o Rzeczniku, aż 70 proc. spośród tych, którzy słyszeli o takiej funkcji, przyznaje, że nie zna zakresu jego kompetencji.

W dobie rosnących kosztów, presji płacowej i zmian prawnych, właściciele firm wskazują również na przeciążenie obowiązkami administracyjnymi jako istotną barierę. Właśnie w takich sytuacjach realne wsparcie powinien zapewniać Rzecznik MŚP – reprezentując interesy firm w kontaktach z urzędami, zgłaszając bariery prawne i proponując zmiany legislacyjne. Problem w tym, że większość przedsiębiorców nie wie, że może na niego liczyć.

Z badania wynika, że jedynie 18 proc. badanych managerów słyszała o Rzeczniku MŚP i wie, czym się zajmuje, 40 proc. słyszała, ale nie potrafi wskazać jego kompetencji. Warto podkreślić, że poprawnie je wskazało tylko 5,5 proc. respondentów. Jednocześnie aż jedna trzecia przedsiębiorców wskazuje zmiany regulacyjne jako główne zagrożenie dla stabilności biznesu.

Według najnowszych danych GUS, w maju 2025 r. aż 1/3 przedsiębiorstw z sektora transportu i gospodarki magazynowej wskazywało niejasne, niespójne i niestabilne przepisy prawne jako jedną z głównych barier w prowadzeniu działalności. W sektorze TSL jest zdecydowaną większość stanowią małe i średnie firmy. Dlatego świadomość istnienia Rzecznika MŚP oraz możliwości wsparcia legislacyjnego mogłaby istotnie wzmocnić stabilność i rozwój tego kluczowego dla gospodarki obszaru – podkreśla Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.Firmy coraz częściej podejmują kroki, aby samodzielnie niwelować bariery utrudniające im funkcjonowanie. W przypadku opóźnionych płatności sięgają po faktoring, co pozwala zachować płynność finansową mimo długich terminów uregulowania zobowiązań.

Podobne działania badane firmy podejmują w przypadku innych najczęściej wskazywanych barier: inwestując w automatyzację procesów, by zredukować wysokie koszty pracy, na które wskazywał niemal co trzeci menedżer. Warto jednak podkreślić, że w obliczu rosnących kosztów prowadzenia działalności oraz niepewności prawnej, którą sygnalizuje jedna trzecia badanych firm, niezbędna jest współpraca z instytucjami publicznymi – w tym z Rzecznikiem MŚP, który może reprezentować interesy przedsiębiorców wobec urzędów i inicjować zmiany uproszczające procedury. Tej roli nie można w pełni oddać prywatnym podmiotom.

O badaniu:

Raport Malcom Finance Polskie MŚP wychodzą na prostą i łapią oddech. Stan i perspektywy na 2025 r., w którym 200 menedżerów polskich MŚP z branży TSL oraz innych branż wzięło udział w badaniu przeprowadzonym przez SW Research na temat kondycji swoich firm.

Trans Polonia kupuje holenderską Grupę Nijman/Zeetank za 34,9 mln euro

Trans Polonia S.A. (TPG), notowany na GPW międzynarodowy operator transportowo-logistyczny, podpisał umowę nabycia 100% udziałów w holenderskiej spółce Nijman/Zeetank Holding B.V (N/Z) oraz 100% udziałów w powiązanej z GK Nijman/Zeetank spółce N & K Equipment B.V. Nijman/Zeetank jest renomowanym dostawcą rozwiązań logistycznych dla płynnych surowców i szkła oraz jednym z kluczowych przewoźników w europejskiej branży transportu ADR – materiałów niebezpiecznych. W ocenie Zarządu Grupy TPG, transakcja ta stanowi istotny krok w rozwoju firmy, rozbudowując jej kompetencje m.in. o kluczowy w branży chemicznej segment przewozów intermodalnych.  Dodatkowo TPG skokowo zwiększy skalę we wszystkich obszarach działalności oraz poszerzy zasięg geograficzny operacji.

Nijman/Zeetank to wykwalifikowany europejski dostawca rozwiązań logistycznych w transporcie płynnych surowców chemicznych, paliw, olejów, gazu oraz szkła. Ponadto spółka dysponuje segmentem usług logistyki wewnątrzzakładowej oraz magazynowania dla przemysłu hutniczego szkła. N/Z działa na rynkach europejskich, a w szczególności w krajach Beneluksu, Polski i Wielkiej Brytanii. W 2024 r. Grupa N/Z wypracowała niemal 300 mln PLN przychodów ze sprzedaży.

Łączna wartość transakcji ustalona została na maksymalną kwotę 34,9 mln euro (150 mln zł), a jej ostateczna wysokość będzie uzależniona od realizacji kluczowych wskaźników efektywności przez Grupę N/Z wskazanych w umowie. Pierwsza płatność ceny określona została na kwotę 20 mln EUR, pozostała kwota ceny uzależniona będzie od realizacji KPI. Transakcja zostanie w całości sfinansowana przy wykorzystaniu finansowania dłużnego w postaci kredytu bankowego.

– Trans Polonia od wielu lat jest jedną z czołowych firm transportowo-logistycznych na europejskim rynku transportu towarów niebezpiecznych. Nieustannie pracujemy nad konsekwentnym umacnianiem tej pozycji. Włączenie Nijman/Zeetank do Grupy Trans Polonia zredefiniuje skalę naszej działalności oraz otworzy przed Grupą TPG nowe perspektywy wzrostu. Wynikiem przejęcia będzie skokowe zwiększenie skali niemal we wszystkich obszarach naszej działalności, wzmocnienie oferty dla nowych i obecnych klientów oraz wejście na strategiczny rynek przewozów intermodalnych. – komentuje Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Grupy TPG.

Grupa N/Z dysponuje kompletnym zapleczem infrastrukturalnym w postaci baz logistycznych, zlokalizowanych w Spijkenisse w Holandii (Rotterdam), w Sandomierzu oraz St. Helens w Wielkiej Brytanii (Liverpool), flotą pojazdów  (648 szt.), flotą tankkontenerów (530 szt.), parkiem specjalistycznych maszyn, kontraktami handlowymi, licencjami oraz wykwalifikowaną kadrą.

Ponadto Nijman/Zeetank dysponuje bezpośrednim dostępem do przeładunków w Porcie Rotterdam (jeden z kluczowych portów strefy ARA) oraz bazą logistyczną zlokalizowaną bezpośrednio przy porcie, a także kompetencjami w obsłudze tego obszaru, co jest dużym atutem w rozwoju transportu intermodalnego płynnych surowców.

Nabycie Nijman/Zeetank, który specjalizuje się w efektywnym transporcie intermodalnym chemikaliów na terenie Europy przy optymalnym wykorzystaniu tankkontenerów jest dla rozwoju Grupy kluczowe. Po połączeniu flota Grupy TPG przekroczy 1000 jednostek transportowych stając się jedną z największych w Europie. Dodatkowo dzięki centrum magazynowym i bezpośredniemu dostępowi do przeładunków w porcie Rotterdam, wchodzimy na zupełnie nowy poziom. Przede wszystkim wzmacniamy nasze kompetencje w transporcie intermodalnym, wydłużamy też łańcuchy dostaw m.in. o Wielką Brytanię. Co równie ważne zyskujemy nowych klientów umacniając naszą pozycję w usługach, które już realizujemy, ponieważ części z nich N/Z nie miał w swojej ofercie. – podkreśla Dariusz Cegielski.

W ocenie Zarządu TPG, jedną z kluczowych przewag Nijman/Zeetank jest także ogromne doświadczenie holenderskiej spółki w transporcie szkła. Jest to nowy segment działalności dla TPG, a Zarząd dostrzega w nim znaczny potencjał rynkowy oraz zamierza kontynuować jego rozwój.

Produkcja wysokogatunkowego szkła na potrzeby rynku budowlanego jest nieodzownym elementem rozwoju gospodarczego. Wysoki poziom inwestycji infrastrukturalnych, rynek ogólno – budowlany jak i deweloperski zarówno w Polsce jak i za granicą tworzą dobrą perspektywę do lokowania swoich inwestycji w tym obszarze. Dodanie  transportu szkła do działalności Grupy uważamy za niezwykle istotną część transakcji.– dodaje Cegielski.

W celu zapewnienia płynnej integracji, Dyrektor Generalny Grupy N/Z pozostaje zatrudniony i zaangażuje się w działalność biznesową przez następne 2 lata po przejęciu Grupy N/Z przez Trans Polonię.

Nabycie grupy Nijman/Zeetank to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Grupy Kapitałowej Trans Polonia w Europie i w Polsce, opartej o zrównoważony wzrost organiczny oraz intensywny program akwizycyjny. Połączenie kompetencji oraz synergii operacyjnych przyniesie Grupie trwałe korzyści. Transakcja wzmocni pozycję Grupy jako jednego z kluczowych przedsiębiorstw na rynku transportu w Europie.

WZA ATAL S.A. podjęło decyzję o wypłacie dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy ATAL S.A. – ogólnopolskiego dewelopera, podjęło decyzję o podziale zysku wypracowanego przez Spółkę w 2024 roku. Zeszłoroczny zysk w kwocie 277,821 mln zł zostanie podzielony w następujący sposób:

  • 237.933.025,00 zł, tj. 5,50 zł na jedną akcję na wypłatę dywidendy,
  • pozostałą część zysku netto na kapitał zapasowy.

Dzień dywidendy został ustalony na 15 lipca br., a dzień wypłaty dywidendy na 3 września 2025 roku.

ATAL od początku swojej obecności na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie regularnie dzieli się z akcjonariuszami wypracowanym zyskiem. Od 2015 do 2025 roku łączna wartość wypłaconej dywidendy sięgnie aż ok. 1,5 mld złotych – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL SA. 

Rynki nieco spokojniejsze, ale konflikt Bliskiego Wschodu nadal głównym czynnikiem ryzyka

Nie milkną echa konfliktu Izraela z Iranem, emocje podsyca także Donald Trump. Dziś poznaliśmy też serię odczytów ze Stanów, a w Polsce Ministerstwo finansów opublikowało raport z wykonania budżetu.

Mniej asymetrii niż zakładano

Rynki finansowe powoli dostosowują się do zmiany poglądu na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jeszcze wczoraj panowało przekonanie, że mamy do czynienia z konfliktem asymetrycznym, gdzie wyraźną przewagę ma Izrael. Jednak w ostatnich godzinach Iranowi coraz częściej udaje się przełamać parasol ochronny nad głównymi miastami wroga. I choć Izraelczycy chwalą się kolejnymi sukcesami operacji Rising Lion, to jednak istnieje coraz większe ryzyko, że walki będą trwać dłużej, niż to pierwotnie zakładano. Chyba że do akcji wkroczą Amerykanie. Donald Trump w swoim stylu już wezwał mieszkańców Teheranu do ewakuacji. Na rynkach większe wrażenie zrobił jednak ruch amerykańskiego prezydenta, który opuścił szczyt G-7, by zwołać Radę Bezpieczeństwa. Iran, wyprzedzając trochę rozwój wydarzeń, wyraził chęć negocjacji z USA, co ma przynajmniej opóźnić włączenie się do ofensywy amerykańskich wojsk. Niepokojące doniesienia płyną dzisiaj także z cieśniny Ormuz. Jest ona kluczowa dla globalnego handlu, a wielu analityków uznaje ją za główny czynnik ryzyka dla rynków. Doszło tam do zderzenia dwóch tankowców, a co najmniej jeden z nich stanął w ogniu. Przynajmniej na razie brakuje dowodów na celowe działanie którejś ze stron konfliktu. Spekuluje się jednak, że problemy z GPS-em w tym regionie, które w ostatnich godzinach są coraz częściej raportowane, to pochodna działań wojennych.

Kalendarz makro

W ostatnim czasie inwestorzy mniej uwagi poświęcają odczytom makroekonomicznym. W natłoku doniesień geopolitycznych figury te giną gdzieś w szumie informacyjnym. Co nie zmienia faktu, że można z nich wyciągać sensowne wnioski. Jak choćby z dzisiejszego raportu dotyczącego cen eksportu i importu w USA. Zwłaszcza ta druga część jest istotna, wynik na poziomie 0% wygląda optymistycznie, wskazując, że efekt ceł wciąż nie jest widoczny. Mniej powodów do zadowolenia przynosi odczyt o sprzedaży detalicznej w Stanach, która wyraźnie hamuje. Co więcej, nie tylko majowy odczyt rozczarował, ale także kwietniowy otrzymał korektę w dół. Później poznamy także odczyt z produkcji przemysłowej. Analitycy spodziewają się tu delikatnej poprawy względem poprzedniego odczytu. Wcześniej po naszej stronie oceanu pozytywnie zaskoczył indeks ZEW, który pokazuje nastroje gospodarcze w Niemczech. Z samego rana poznaliśmy także decyzję Banku Japonii w sprawie stóp procentowych. Te pozostały na poziomie 0,50%, co było zgodne z oczekiwaniami rynków.

Obejdzie się bez nowelizacji

Ministerstwo Finansów opublikowało sprawozdanie z wykonania budżetu. Kilka rzeczy od razu mocno rzuca się w oczy. Przede wszystkim zaskakująco dobry wynik dochodów z VAT-u i PIT-u. Te pierwsze są 20% wyższe niż przed rokiem, a drugie 16%. Nie do końca wiadomo, skąd aż takie przyrosty, zwłaszcza że w drugą stronę zaskoczyły wpływy z CIT-u. Te są o 28% niższe niż przed rokiem, co bardzo źle świadczy o stanie naszej gospodarki. Kiepsko wygląda także przyrost deficytu, który przekroczył już 100 mld zł w tym roku. Co więcej, skumulowany deficyt dla ostatnich 12 miesięcy wynosi już 266 mld. Tegoroczny budżet zakłada, że nie urośnie on więcej niż do 289 mld. Analitycy zakładają, że powinno się to udać i nie będzie potrzebna nowelizacja budżetu. Złoty dzisiaj pozostaje w lekkiej defensywie, tracąc zarówno względem euro, które kosztuje 4,275 zł, jak i do dolara, za którego zapłacimy blisko 3,70 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

XV edycja programu LIDER: 54 młodych naukowców otrzymało łącznie 97,5 mln zł na innowacyjne projekty badawcze

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki jubileuszowej, XV edycji programu LIDER, realizowanego ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W tegorocznym konkursie wyłoniono 54 laureatów, którzy łącznie otrzymali 97,5 mln zł dofinansowania na autorskie projekty badawcze. Średnia wartość grantu wyniosła 1,74 mln zł. Uroczysta gala wręczenia symbolicznych czeków i dyplomów odbyła się z udziałem ministra nauki dr. inż. Marcina Kulaska, wiceministra prof. Marka Gzika oraz dyrektora NCBR prof. Jerzego Małachowskiego.


LIDER – program wspierający młodych naukowców

Program LIDER od 15 lat umożliwia młodym badaczom zdobycie doświadczenia w zarządzaniu projektami badawczo-rozwojowymi (B+R) i budowaniu własnych zespołów naukowych. Celem jest rozwój kompetencji naukowych i organizacyjnych, a także wsparcie dla projektów o wysokim potencjale wdrożeniowym. Minister nauki, Marcin Kulasek, podkreślił, że inicjatywa ta wspiera osoby, które potrafią łączyć naukę z praktyką, przyczyniając się do rozwoju innowacyjnej gospodarki w Polsce.

– Program LIDER inspiruje młode pokolenie naukowców do podejmowania ambitnych wyzwań badawczych – dodał prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR.


Statystyki XV edycji

Do tegorocznej edycji zgłoszono 392 wnioski. Po ocenie eksperckiej wybrano 54 najlepsze projekty:

  • 57% projektów prowadzonych jest przez mężczyzn, 43% przez kobiety (wzrost udziału kobiet w porównaniu do poprzedniej edycji).
  • Średni wiek laureatów wynosi 35 lat; najmłodszy ma 28, najstarszy 49 lat.
  • Większość zwycięzców posiada stopień doktora i wieloletnie doświadczenie badawcze.
  • 33 projekty realizowane są na uczelniach technicznych (59% wszystkich projektów), 15 na uniwersytetach, 8 w instytutach badawczych.
  • Dominują nauki inżynieryjne i techniczne, ale są też projekty z zakresu nauk medycznych, rolniczych, przyrodniczych, humanistycznych i społecznych.

Geografia i ośrodki naukowe

W projektach przeważają jednostki z największych ośrodków akademickich:

  • Kraków – 14 laureatów
  • Warszawa – 9 laureatów
  • Wrocław – 7 laureatów
  • Gliwice, Gdańsk, Poznań, Łódź – po 4 laureatów

Najwięcej projektów zgłoszono z:

  • Akademii Górniczo-Hutniczej – 7 projektów,
  • Politechniki Warszawskiej – 6 projektów,
  • Politechniki Wrocławskiej – 5 projektów.

Najlepszy projekt: technologia ognioodpornych belek stropowych

Najwyżej ocenionym wnioskiem w XV edycji był projekt „WoodBeamFire”, zgłoszony przez dr inż. Agnieszkę Wdowiak-Postulak z Politechniki Świętokrzyskiej. Otrzymał on niemal 1,8 mln zł dofinansowania.

Efektem projektu będzie opracowana technologia wzmacniania zginanych oraz ścinanych belek stropowych drewnianych z rozmieszczonymi otworami za pomocą elementów stalowych oraz materiałów kompozytowych FRP. Celem badań będzie poprawa nośności, sztywności, nośności ogniowej i możliwości szybkiego montażu instalacji technicznych wraz z monitorowaniem elementów konstrukcyjnych i identyfikacji klas jakości drewna za pomocą analizy generowanych przez wady sygnałów z wykorzystaniem baz wzorcowych. W projekcie ważna będzie klasyfikacja wizualna z symulacją akustyczną; praca elementów konstrukcyjnych zginanych oraz ścinanych pod obciążeniem statycznym oraz wielokrotnie zmiennym z wykorzystaniem emisji akustycznej oraz optycznego systemu pomiarowego, badania odporności ogniowej oraz modelowanie teoretyczne i numeryczne – tłumaczy swój projekt dr inż. Agnieszka Wdowiak-Postulak.

Projekt dotyczy opracowania nowej technologii wzmacniania drewnianych belek stropowych z otworami, zwiększającej ich nośność i odporność ogniową. Zastosowanie znajdą stalowe i kompozytowe elementy wzmacniające, a istotną rolę odegra analiza akustyczna sygnałów generowanych przez defekty drewna oraz zaawansowane metody pomiarowe i symulacje numeryczne. Wyniki badań mają być chronione patentem, a opracowana technologia – oferowana rynkowo.

Program LIDER będzie wsparciem w rozwoju mojej kariery naukowej oraz członków zespołu badawczego. Planujemy przeprowadzenie badań eksperymentalnych, wykonanie analiz teoretycznych i numerycznych, opublikowanie artykułów naukowych, udział w konferencjach międzynarodowych, przygotowanie rozprawy habilitacyjnej oraz zgłoszenie do ochrony patentowej rozwiązania opracowanego w ramach projektu. Dzięki dofinansowaniu projektu planuję podnieść kompetencje w zakresie zarządzania oraz kierowania zespołem badawczym, wspólnie opracować technologię, która będzie miała zastosowanie praktyczne i posiadała potencjał wdrożeniowy – dodała dr inż. Agnieszka Wdowiak-Postulak.


Plany na przyszłość

NCBR zapowiada kontynuację programu. Trwają prace nad jego aktualizacją, by lepiej dostosować go do zmieniających się warunków i potrzeb naukowców. Kolejny konkurs planowany jest na III lub IV kwartał 2025 roku.