Praca w księgowości – czy automatyzacja zabierze etaty?

Coraz popularniejsze narzędzia, które służą do automatyzacji powtarzalnych zadań, a także sztuczna inteligencja postrzegane są jako te, które odbiorą pracę tzw. białym kołnierzykom. Zawody, które jeszcze niedawno uznawane były za stabilne źródło dochodu i gwarantowały ciekawą karierę zawodową, dzisiaj powszechnie uważane są za niedające już takiej pewności. Dla wielu na liście osób, których zawody mogą zniknąć pod naporem automatyzacji i AI, są księgowi i pracownicy administracyjni. Czy branża finansowa i administracja rzeczywiście mają się czego obawiać?

Automatyzacja i sztuczna inteligencja w księgowości i administracji – zagrożenie czy ułatwienie?

Wszystko, co nowe, może nieść ze sobą obawy, ale też powodować ekscytację. Nie inaczej jest z rewolucją automatyzacji i AI, która od kilku lat dzieje się na naszych oczach, a wraz z pojawieniem się w 2025 roku udoskonalonego narzędzia ChatGPT 4.0 przybrała na sile. Niezależnie od wykonywanego zawodu na automatyzację i AI warto spojrzeć jak na ułatwienie, a nie zagrożenie. Ostatecznie to zawsze człowiek podpisuje się pod swoją pracą i za nią odpowiada.

Narzędzia do automatyzacji pracy księgowej i sztuczna inteligencja mogą wspomóc Cię w powtarzających się zadaniach, które do tej pory były dla Ciebie nużące. Jeżeli pracujesz w księgowości jako freelancer, korzystanie z omawianych narzędzi może nawet przynieść wzrost Twoich zarobków. Księgowy, który w ręce narzędzi oddaje przygotowywanie faktur, proste obliczenia czy wyszukiwanie interpretacji podatkowych, znacznie oszczędza swój czas, a co za tym idzie – jest efektywniejszy, bo zyskuje przestrzeń na inne działania. Brak monotonii w pracy niezależnie od formy zatrudnienia oznacza też mniejsze ryzyko wypalenia zawodowego. Jakie inne korzyści niesie ze sobą automatyzowanie zadań i korzystanie z AI w księgowości? Przede wszystkim skupienie się twórczych i strategicznych działaniach umożliwia człowiekowi szybsze nabywanie kluczowych kompetencji do awansu na wyższe stanowiska.

Podobną perspektywę mogą mieć pracownicy administracji. Większość powtarzalnych zadań, w tym odpowiadanie na maile o podobnej treści, porządkowanie i przetwarzanie danych i dokumentów, zarządzanie kalendarzem spotkań, a nawet tworzenie raportów to czynności, które przez erą automatyzacji i AI w administracji mogły zajmować długie godziny (a nawet dni), a dzisiaj – liczone są w minutach. Zastanów się, jaka jest lista Twoich codziennych obowiązków i sprawdź, jak AI i narzędzia do automatyzacji mogą Ci w niej pomóc. Te nowinki technologiczne dla pracowników administracji zwiększają ich efektywność dzięki automatyzacji powtarzalnych zadań i optymalizowaniu procesów np. w administracji biurowej czy samorządowej.

Jak AI i automatyzacja zmieniają rynek pracy w księgowości i administracji?

Nowoczesna praca księgowa i praca administracja coraz częściej wiążą się z korzystaniem ze sztucznej inteligencji i narzędzi do automatyzacji. O ile robotyzacja księgowości nie jest niczym nowym, bo historia korzystania z robotów RPA sięga co najmniej poprzedniej dekady, o tyle AI w administracji jest nową dziedziną. Właśnie dlatego księgowi oraz pracownicy biurowi i administracyjni powinni najpierw nauczyć się efektywnego komunikowania z AI (to tzw. prompt engineering) oraz poznać zagadnienia związane z ochroną danych. Z czasem przydatna może okazać się też umiejętność tworzenia asystentów i agentów AI dla administracji.

Zmiany na rynku pracy w księgowości i w administracji widać już dziś. Nowoczesne narzędzia pracy wpływają na kluczowe kompetencje i rozwój zawodów. Wzrasta znaczenie kontaktu podatnika czy przedsiębiorcy z księgowym, zwłaszcza jeśli klient nie ufa AI. Stawiaj zatem na rozwój umiejętności miękkich. Kluczowe stają się też doradztwo finansowe i biznesowe oraz rozwój w obszarze analityki danych. Nie inaczej jest w pracy w administracji. Jak podaje Szkoła Główna Handlowa, nawet 72% dzisiejszych stanowisk pracy (około 880 tys. osób) w polskiej administracji publicznej może skorzystać na współpracy z AI. Ciekawe perspektywy rozwoju czekają na specjalistów, którzy zajmą się projektowaniem chatbotów z AI dla administracji. Dzięki nim przez całą dobę obywatel będzie mógł liczyć na odpowiedź mailową, na czacie albo w mediach społecznościowych.

Na koniec warto pamiętać, że najważniejsza droga rozwoju to poznanie narzędzi AI i do automatyzacji oraz znalezienie pomysłu na to, jak wykorzystać je w swojej codziennej pracy. Zanim zaczniesz promptować, pamiętaj, aby zadbać o ochronę danych i postępować zgodnie z regulaminem korzystania z AI, który obowiązuje w Twoim miejscu pracy. Sprawdzaj efekt pracy AI, bo zdarza się jej halucynować. Pamiętaj, że ma też tendencje do stronniczości i dyskryminacji.

Silny złoty, słaby dolar. Kurs dolara zbliża się do psychologicznej granicy 3,60 zł

Złoty może spoglądać na Polaka na ziemskiej orbicie bez zazdrości. Podobnie do naszego astronauty rodzima waluta łamie kolejne bariery. Szczególnie kosmicznie PLN prezentuje się na parze z USD, w stosunku do którego jest najsilniejszy od ponad 4 lat. Obraz USD/PLN jest pochodną EUR/USD, gdzie dla euro nawet sky is the limit to już za mało.

Kurs EUR/USD coraz wyżej

Szczególnie w trakcie wtorkowej sesji widoczny był klasyczny przepływ kapitału z dolara na europejską stronę Atlantyku. Kurs EUR/USD jeszcze w poniedziałek testował dolne ograniczenie korytarza wzrostowego, w którym ta para porusza się już od 5 miesięcy. Ostatecznie została potwierdzona trwałość trendu, a eurodolar błyskawicznie odbił na północ, aby śrubować tegoroczne szczyty. Coraz większe znaczenie zyskuje opór w pobliżu 1,163 $, którego wybicie może skierować kurs EUR/USD w rejon 1,169 $. W dolara aktualnie uderza geopolityka, polityka i polityka pieniężna. Częściowa i krucha deeskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie włączyła w pełni rynkowy tryb risk on, co z reguły wiąże się z ucieczką od USD. Podobno pojawiła się szansa na szybsze przegłosowanie ustawy budżetowej w amerykańskim Senacie. Gigantyczne i coraz większe zadłużenie USA to kolejny cios w dolara. Wreszcie Jerome Powell, zeznając w amerykańskim Kongresie, jak lew stara się bronić podejścia wait and see ze strony banku centralnego, ale część członków FOMC coraz śmielej przechodzi do gołębiego obozu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę bliski końcowi cykl luzowania w strefie euro, a dopiero nadchodzące obniżki w Stanach, to dostajemy prostą receptę na kolejne tygodnie, a może nawet miesiące dalszego osłabiania USD. Zagrożeniem dla takiego scenariusza nie zostanie chyba nawet ryzyko rozpalenia wojny celnej (terminy negocjacji umów handlowych coraz bliższe), bo to ona stanowiła zarzewie dla trwającego trendu.

PLN patrzy w niebo

Dzisiejszy płaski handel na parach złotowych może stanowić potwierdzenie dla zasadności wczorajszego gwałtownego umocnienia PLN. Oczywiście stanowi on tylko część rynkowej układanki, w ramach której w trakcie wtorkowej sesji kapitał klasyczną, ale wysoką falą popłynął z USD w kierunku walut EM. Polski złoty był jednym z głównych beneficjentów tej kalibracji portfeli inwestorów. Najgłębsze zyski są oczywiście widoczne na parze z USD, gdzie kurs dolara przebił strefę czerwcowych minimów i zbliżył się do 3,65 zł. USD/PLN sukcesywnie pogłębia już ponad 4-letnie dołki. Na horyzoncie coraz śmielej pojawia się azymut 3,60 zł, który ma walory zarówno psychologiczne, jak i techniczne. PLN wyprowadził mocne uderzenie także w kierunku EUR, chociaż z powodu bliskiej relacji między tymi walutami spadek kursu euro nie był aż tak spektakularny. Kurs EUR/PLN w ciągu dwóch sesji wymazał 3 grosze z wykresu i ponownie znalazł się blisko 4,25 zł, gdzie można pokusić się o umiejscowienie punktu równowagi tej pary w dobiegającym końca drugim kwartale. Chociaż w tym momencie polski złoty wygląda na nienasyconego, to w nadchodzących miesiącach może w niego uderzyć nadchodzący coraz większymi krokami cykl obniżek stóp procentowych. Argumenty dla szybszego i głębszego luzowania stają coraz poważniejsze.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Cisza na placach budowy. Deweloperzy rezygnują z nowych inwestycji

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w maju oraz pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, zakomunikowała dość niepokojącą kontynuację średnioterminowej tendencji spadkowej głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego.

Wyraźny trend spadkowy GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego został ponownie potwierdzony w publikacji danych za maj. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu w oczy rzuca się hamowanie aktywności inwestycyjnej deweloperów, nawet pomimo korekcyjnego odbicia w przypadku nowych pozwoleń na budowę. Może to świadczyć o obawach budowniczych mieszkań w kwestii perspektyw rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań już w najbliższych miesiącach.

Wyk.1 - Statystyki budownictwa mieszkaniowego GUS - V 22 - V 25

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową 19 tys. mieszkań, co jest rezultatem o prawie 4 proc. gorszym od uzyskanego w maju ub. roku i o 5 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Coraz słabiej z nowymi inwestycjami wypadają deweloperzy z wynikiem zaledwie nieco ponad 11 tys. rozpoczętych lokali. To ponownie jeden z ich najsłabszych wyników licząc od połowy 2023 r.

Tymczasem od początku bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 95 tys. mieszkań i domów, co oznacza 6 -procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik 59,5 tys. lokali, czyli o ponad jedną dziesiątą słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty jednoznacznie świadczą o postępującym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Niestety niewiele lepiej prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, choć w tym przypadku GUS zakomunikował niewielkie korekcyjne odbicie. W sumie w maju w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano 20,7 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza wzrost o 9 proc. względem poprzedzającego kwietnia, ale jednocześnie regres rzędu ponad 16 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali niespełna 103 tys., co oznacza spadek w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 14 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie niespełna 12,7 tys. w maju i bez mała 65 tys. od początku roku komunikuje dość wyraźne odbicie mdm o 19 proc., jednak jednocześnie bardzo wyraźne tąpnięcie rdr odpowiednio o 26 i 24 proc. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

Jednoznacznie negatywny obraz stanu inwestycji mieszkaniowych w Polsce potwierdzają wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w tegorocznym maju było takich mieszkań w sumie zaledwie niespełna 15 tys., czyli aż o 9 proc. mniej niż miesiąc wcześniej i niecałe 2 proc. w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 76,7 tys. lokali oddanych jest o ponad 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce ma tym samym ponownie zdecydowanie pesymistyczną wymowę. Tym razem szczególnie niepokojąco prezentują się statystyki mieszkań oddanych do użytkowania, które w maju zanotowały swoje wieloletnie dno notowań. Może to odzwierciedlać opóźnienia inwestycji lub wolniejsze zakończenia projektów deweloperskich.

Pomimo korekcyjnego odbicia pozwoleń na budowę deweloperów, które uznaje się za wiarygodny wskaźnik ich optymizmu inwestycyjnego, trudno nie dopatrzeć się słabnących nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Widoczny regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania sugerują ostrożniejsze podejście branży, która może reagować na niepewność ekonomiczną, rosnące koszty budowy, czy oczekiwania odnośnie stóp procentowych.

Co ciekawe, indywidualne inwestycje są bardziej stabilne, choć dane GUS pokazują ogólny spadek budownictwa indywidualnego, tempo tego spadku jest łagodniejsze niż w przypadku deweloperów.

Niestety, rynek budownictwa mieszkaniowego w Polsce coraz wyraźniej zwalnia. W maju zanotowano istotne statystycznie spadki w oddawanych i rozpoczynanych lokalach, podczas gdy liczba mieszkań w realizacji rośnie. To sygnał, że deweloperzy działają ostrożniej i wolniej niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach warto obserwować, czy dynamika się unormuje, szczególnie w odpowiedzi na ewentualne zmiany stóp procentowych lub stabilizację kosztów materiałów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska znowu w kosmosie. Historyczny lot misji IGNIS z udziałem polskiego astronauty

25 czerwca 2025 roku o godzinie 8:31 czasu polskiego z przylądka Canaveral na Florydzie wystartowała misja IGNIS – pierwsza w historii Polski misja technologiczno-naukowa realizowana na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) z udziałem polskiego astronauty. To przełomowy moment dla polskiej nauki, technologii i gospodarki.Misja IGNIS

Na pokładzie kapsuły Crew Dragon, wyniesionej przez rakietę Falcon 9 firmy SpaceX, znalazł się Sławosz Uznański-Wiśniewski – inżynier i specjalista misji, który jako pierwszy Polak zasiądzie na ISS. Towarzyszą mu astronauci z Węgier, Indii i Stanów Zjednoczonych, tworząc międzynarodową załogę misji Ax-4. Po raz pierwszy od czterech dekad przedstawiciele Polski, Węgier i Indii wspólnie udają się na orbitę w ramach narodowych programów kosmicznych.

– Blisko dwa pokolenia czekały na ten moment – aż Polska wróci do udziału w badaniach i rozwoju technologii kosmicznych – mówił po starcie minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk.

Nowa era polskiego sektora kosmicznego

Misja IGNIS to efekt współpracy Ministerstwa Rozwoju i Technologii z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), sfinansowana przez polski rząd. Jej celem jest rozwój kompetencji naukowych, technologicznych i edukacyjnych w Polsce oraz realny udział naszego kraju w globalnym wyścigu technologicznym.

Polski astronauta spędzi 14 dni na ISS, gdzie przeprowadzi 13 eksperymentów naukowych przygotowanych przez polskie instytuty, uczelnie i firmy technologiczne. Będą to m.in. badania nad wykorzystaniem mikroglonów w medycynie, wpływem hałasu na organizm człowieka, komunikacją bez użycia mięśni czy testy algorytmów sztucznej inteligencji w warunkach mikrograwitacji.

– Kosmos to nie tylko marzenia o przyszłości. To także gospodarka, bezpieczeństwo i rozwiązania wpływające na codzienne życie – zaznacza minister Paszyk.

Nauka i edukacja ramię w ramię

Misja ma również wymiar edukacyjny. Aż 20% jej czasu zaplanowano na działania skierowane do dzieci i młodzieży. W czasie misji przewidziane są bezpośrednie połączenia z ISS, podczas których uczniowie z całej Polski będą mogli zadać pytania polskiemu astronaucie oraz śledzić demonstracje eksperymentów edukacyjnych. Towarzyszyć temu będą warsztaty, wykłady i pikniki naukowe w całym kraju.

– Misja IGNIS ma inspirować nowe pokolenia, rozbudzać ciekawość świata i budować przyszłe kadry polskiej nauki i inżynierii – podkreśla minister Paszyk.

Polska w gronie twórców, nie tylko uczestników

Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej, dr Marta Ewa Wachowicz, podkreśla, że IGNIS to nie tylko symboliczny, ale i strategiczny krok. To dowód, że Polska nie jest już tylko uczestnikiem międzynarodowych misji, ale ich współtwórcą – z własnym wkładem merytorycznym, eksperymentalnym i edukacyjnym.

Wyniki misji mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w sektorze kosmicznym, ale również w medycynie, neurotechnologii, systemach komunikacji czy biotechnologii. To potwierdzenie, że inwestowanie w technologie kosmiczne przekłada się na rozwój całej gospodarki.

Rynek magazynowy w Polsce dostosowuje się do nowej rzeczywistości

Polska gospodarka mocno odbiła w 2024 roku. Realny PKB wzrósł w tym roku o 2,9%, co oznacza znaczny wzrost w porównaniu z zaledwie 0,2% w 2023 roku. Ożywienie było napędzane głównie przez konsumpcję prywatną, wspieraną przez silny wzrost płac, zwiększone wsparcie rządowe dla gospodarstw domowych, poprawę zaufania konsumentów i złagodzenie presji inflacyjnej. Prognozuje się, że w 2025 r. realny PKB wzrośnie o 3,6%, podczas gdy w 2026 r. spodziewany jest umiarkowany wzrost, który powinien wynieść 3,1%.

Poziom zatrudnienia spadł w pierwszej połowie 2024 r., odzwierciedlając stłumioną aktywność gospodarczą w poprzednim roku, a stopa bezrobocia wyniosła 2,9% na koniec roku. W latach 2025 i 2026 spodziewany jest umiarkowany wzrost zatrudnienia, ograniczany przez stagnację siły roboczej i kurczącą się populację w wieku produkcyjnym. Oczekuje się jednak, że rosnąca stopa zatrudnienia wśród przesiedleńców z Ukrainy pozytywnie wpłynie na ogólny poziom zatrudnienia. Przewiduje się, że bezrobocie nieznacznie spadnie w 2025 i 2026 r., odpowiednio do 2,8% i 2,7%.

Inflacja HICP wyniosła 3,7% w 2024 roku. W 2025 r. prognozowany jest tymczasowy wzrost inflacji zasadniczej do 4,7%, spowodowany odmrożeniem cen energii i wzrostem akcyzy. Polska jest największą gospodarką w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej, szczycąc się również stabilnym rynkiem pracy z utrzymanymi konsekwentnie niskimi stopami bezrobocia. W rzeczywistości Eurostat sklasyfikował Polskę jako kraj o drugiej najniższej stopie bezrobocia w UE w 2024 roku.

Rynek magazynowy w Polsce – stabilizacja z nutą ostrożności

„Na początku 2025 r. polski rynek magazynowy wykazywał oznaki stabilizacji, której towarzyszyła rosnąca ostrożność wśród

zarówno deweloperów, jak i najemców. Gracze rynkowi coraz bardziej koncentrują się na ograniczaniu ryzyka w świetle zmieniającego się krajobrazu gospodarczego i geopolitycznego.” – zauważa Dorota Koseska, Director, Industrial Agency w Avison Young

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 35 mln mkw. Jest to jednak również sygnał spowolnienia przyszłego potencjału wzrostu. Powierzchnia niewynajęta osiągnęła rekordowy poziom 3 mln mkw, co przekłada się na średni wskaźnik pustostanów na poziomie nieco ponad 8%.

W I kw. dominowały renegocjacje umów najmu, które stanowiły ok. 60% transakcji, ponieważ najemcy przedkładali ciągłość operacyjną i kontrolę kosztów nad relokację lub ekspansję.

Nowe inwestycje uległy znacznemu spowolnieniu. W budowie pozostawało jedynie 1,4 mln mkw powierzchni, przy czym uwaga skupiona była na projektach typu (BTS/BTO). Projekty spekulacyjne są mniej powszechne i starannie zarządzane pod kątem ryzyka.

Czynsze utrzymywały się na stabilnym poziomie i wynosiły od 3,70 do 5,50 euro/mkw miesięcznie, w zależności od lokalizacji i jakości aktywów. Efektywne stawki czynszu znajdują się pod presją w regionach o wysokim poziomie pustostanów, co skłania wynajmujących do oferowania coraz bardziej konkurencyjnych warunków najmu.

Wysoką aktywność najemców odnotowano w Warszawie, na Górnym Śląsku, w Łodzi oraz Trójmieście, gdzie podpisano największą od początku roku umowę najmu.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w Polsce Zachodniej i we Wrocławiu, gdzie wynajmujący stają się coraz bardziej elastyczni zarówno pod względem okresu najmu, jak i oferowanych stawek czynszu.

„W kontekście tego, co nas czeka, spodziewamy się utrzymania obecnych trendów. Przedłużenia umów najmu będą nadal dominować w popycie, podczas gdy deweloperzy pozostaną selektywni przy rozpoczynaniu nowych inwestycji. Nearshoring staje się kluczowym czynnikiem wzrostu, szczególnie w regionach przygranicznych. Polski rynek magazynowy przechodzi od szybkiej ekspansji do bardziej dojrzałej fazy, zdefiniowanej przez strategiczne, dostosowane do popytu inwestycje.” – dodaje Dorota Koseska.

Perspektywa najemców

Polski rynek magazynowy wykazuje tendencję do tworzenia korzystnych warunków dla najemców, zwłaszcza w regionach o wyższym poziomie pustostanów oraz w starszych lub mniej elastycznych obiektach.

Z kolei warunki sprzyjające wynajmującym dominują w lokalizacjach o ograniczonej dostępności, szczególnie w przypadku dużych powierzchni (>30 000 mkw). W takich przypadkach deweloperzy posiadający gotowe do wynajęcia obiekty mogą dyktować warunki, ponieważ dostępność często ma większe znaczenie niż cena, szczególnie przy czasie realizacji nowych inwestycji wynoszącym od 8 do 12 miesięcy.

„W rezultacie rynek staje się coraz bardziej hybrydowy, a przewaga leży po stronie tych, którzy są najlepiej przygotowani do zaspokojenia bieżącego popytu, czy to poprzez elastyczność, czy natychmiastową dostępność.” – podsumowuje Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency w Avison Young

W ostatnich latach najemcy przestali poszukiwać standardowej powierzchni magazynowej na rzecz rozwiązań dostosowanych do ich potrzeb operacyjnych.

Kluczowe oczekiwania najemców wobec deweloperów:

  • Dostosowanie do konkretnych procesów (np. lekkiej produkcji, montażu, pakowania lub specjalistycznej logistyki)
  • Elastyczne warunki najmu i harmonogramy inwestycji (okres najmu, etapowe zajmowanie powierzchni, potencjał ekspansji)
  • Proaktywne wsparcie w całym projekcie, od doradztwa technicznego i uzyskiwania pozwoleń po terminową dostawę

Coraz większy nacisk kładzie się również na:

  • Zrównoważony rozwój z popytem na certyfikowane budynki (BREEAM, systemy oszczędzania energii i gotowość do wykorzystania energii odnawialnej)
  • Strategiczną lokalizację, w której dostęp do infrastruktury transportowej, siły roboczej i logistyka ostatniej mili przeważają nad kwestiami kosztowymi
  • Elastyczność partnera, który rozumie ich działalność i wspiera cały proces inwestycyjny.

Jakie trendy obserwujemy w tym roku?

„Nearshoring nabiera kształtu, a firmy przenoszą się bliżej Europy Zachodniej i Północnej. Polska, a zwłaszcza jej wschodnie i południowo-wschodnie regiony, korzystają ze swojej lokalizacji i infrastruktury.” – komentuje Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency w Avison Young

Regiony o wysokiej dostępności powierzchni konkurują o najemców – w zachodniej Polsce i na obszarach o wysokim poziomie pustostanów wynajmujący stoją w obliczu większej presji, co sprzyja elastycznym umowom najmu i zachętom finansowym, atrakcyjnym dla firm dbających o budżet.

„ESG staje się coraz ważniejsze w decyzjach najemców – najemcy wymagają obecnie standardów takich jak BREEAM, panele słoneczne i odzyskiwanie energii. – podkreśla Łukasz Ciepły – Nowoczesne, ekologiczne budynki mają przewagę nad starszymi magazynami.”

Nowe technologie odpowiadają na rosnące koszty operacyjne – niedobory siły roboczej napędzają inwestycje w automatyzację magazynów i inteligentne rozwiązania, zwłaszcza w centrach logistycznych i e-commerce.

Wewnętrzne nadużycia groźniejsze niż zewnętrzne ataki. Raport KPMG o „oszustach w garniturach”

Wewnętrzne nadużycia stanowią jedno z największych wyzwań dla organizacji na całym świecie – generują straty finansowe, podważają zaufanie i nierzadko prowadzą do kryzysów reputacyjnych. Jak pokazuje najnowszy raport KPMG „Global profiles of the fraudster”, za nadużyciami najczęściej stoją doświadczeni pracownicy często działający w grupach i wykorzystujący słabe punkty w mechanizmach kontrolnych. Najpowszechniejszą formą nadużycia pozostaje sprzeniewierzenie majątku, w szczególności defraudacje środków i nieprawidłowości w obszarze zakupów, występujące w różnych działach, od operacyjnych po biura zarządu. Co istotne, większość incydentów wykrywana jest dzięki sygnalistom lub innym nieformalnym źródłom informacji.

Mężczyzna w średnim wieku z wieloletnim stażem najczęstszym sprawcą nadużyć

Z raportu KPMG wynika, że typowy sprawca nadużycia to mężczyzna w wieku od 36 do 55 lat, posiadający wieloletni staż – często przekraczający sześć lat – i silną pozycję w organizacji. Osoba taka bywa postrzegana jako lojalna, godna zaufania, a nierzadko nawet inspirująca dla otoczenia. To właśnie ugruntowana pozycja w firmie oraz dostęp do strategicznych informacji i procesów sprawiają, że takie osoby mogą przez długi czas pozostawać poza podejrzeniami. Paradoksalnie, to nie outsiderzy, ale wysoko oceniani pracownicy najczęściej okazują się sprawcami nadużyć.

Najczęściej spotykanym rodzajem oszustwa jest sprzeniewierzenie majątku – w tym defraudacja środków finansowych oraz manipulacje w procesach zakupowych. Przypadki tego rodzaju stanowiły 52% wszystkich incydentów analizowanych w badaniu. Kolejną kategorią było fałszowanie dokumentacji (29%), które często wykorzystywano jako narzędzie ułatwiające sprzeniewierzenie środków. Kradzież aktywów stanowiła 24% analizowanych wykroczeń.

Korporacyjni oszuści najczęściej nie działają sami

Zgodnie z wnioskami z badania, do nadużyć dochodzi najczęściej w działach operacyjnych, finansowych, zakupowych oraz biurze zarządu – czyli tam, gdzie łączą się kompetencje decyzyjne, dostęp do środków finansowych i znajomość procedur. Wiele z tych sytuacji nie wynika z wyrafinowanych metod działania, ale z niewystarczającej kontroli lub nieefektywnych mechanizmów zgodności, które uniemożliwiają wykrycie drobnych nadużyć na wczesnych etapach.

Ponad połowa badanych przypadków (55%) dotyczyła działań grupowych – najczęściej sprawcy działali we współpracy z innymi – w grupach liczących od 2 do 5 osób. Współsprawcy to zazwyczaj inni pracownicy tej samej organizacji, ale coraz częściej aktywne stają się osoby spoza firmy – np. dostawcy lub partnerzy zewnętrzni.

Kluczową rolę w wykrywaniu incydentów odgrywają sygnaliści oraz inne nieformalne źródła informacji, co potwierdza znaczenie kultury organizacyjnej sprzyjającej zgłaszaniu nieprawidłowości.

Skuteczne wykrywanie nadużyć gospodarczych to dziś nie tylko kwestia technologii, ale przede wszystkim odpowiednio zaprojektowanego i konsekwentnie wdrażanego systemu zarządzania ryzykiem. Doświadczenie pokazuje, że wiele przypadków nieprawidłowości można było wykryć wcześniej – lub im zapobiec – gdyby w organizacji funkcjonowały sprawne mechanizmy compliance oraz kultura zgłaszania nieprawidłowości. Dlatego tak ważne jest, aby firmy regularnie weryfikowały swoje procedury, szkoliły pracowników i monitorowały obszary szczególnie narażone na ryzyko oszustw. Dzięki połączeniu audytu śledczego, analizy danych i wiedzy eksperckiej jesteśmy w stanie nie tylko identyfikować nieprawidłowości, ale też wspierać organizacje w budowaniu środowiska, w którym ryzyko nadużyć jest realnie ograniczane – mówi Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Luki w kontroli wewnętrznej i brak nadzoru najczęstszymi przyczynami nadużyć

Do podstawowych przyczyn nadużyć zalicza się słabe lub niewłaściwie wdrożone mechanizmy kontroli wewnętrznej, brak nadzoru nad osobami na wyższych stanowiskach oraz zbyt duże zaufanie wobec długoletnich pracowników. Co istotne, niemal połowa zbadanych przypadków przekroczenia uprawnień gospodarczych została popełniona przez osoby, które wcześniej działały zgodnie z zasadami uczciwości i przejrzystości. To wyraźnie pokazuje, jak kluczowe jest ciągłe zarządzanie ryzykiem nadużyć – niezależnie od stażu pracy czy dotychczasowej reputacji zatrudnionych osób.

Jak ograniczyć ryzyko nadużyć gospodarczych?

Skuteczne ograniczanie ryzyka nadużyć gospodarczych wymaga wielowymiarowego podejścia. Kluczowe znaczenie ma wzmacnianie mechanizmów kontroli wewnętrznej oraz promowanie etycznej kultury pracy. Równie istotne jest usprawnianie mechanizmów wykrywania nadużyć i wspieranie transparentnej współpracy pomiędzy działami i pracownikami. Coraz większą wagę zyskuje także dokładna analiza postaw i priorytetów potencjalnych kontrahentów, a także dostosowywanie się do dynamicznych zmian technologicznych — w tym zapewnianie odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa.

O raporcie:         
Raport KPMG „Global profiles of the fraudster. The enemy within — profiling the corporate fraudster” powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród ekspertów ds. forensic z firm członkowskich KPMG na całym świecie. Każdy z nich wypełnił szczegółowy kwestionariusz dotyczący sprawców nadużyć, których działania zostały uprzednio zbadane na zlecenie poszkodowanej organizacji. W wielu przypadkach dochodzenie obejmowało także bezpośrednie rozmowy z oszustami, co pozwoliło na dogłębną analizę ich profilu oraz charakteru popełnionego przestępstwa. Raport opiera się na analizie 256 przypadków nadużyć badanych przez KPMG w ciągu ostatnich pięciu lat. Ponieważ część spraw dotyczyła więcej niż jednej osoby, w sumie w badaniu uwzględniono co najmniej 669 sprawców.

Kurs dolara podatny na sygnały z Fed. Rynki wyceniają wcześniejsze cięcia stóp

Wczorajsze półroczne przesłuchanie przewodniczącego Fed przed Izbą Reprezentantów USA nie przyniosło istotnych nowych informacji. Powell powtórzył dotychczasową linię retoryczną Rezerwy Federalnej, która wskazuje, że nie ma presji, by szybko dostosowywać politykę pieniężną, a decydenci mogą pozwolić sobie obserwowanie wpływu polityki handlowej USA na inflację i koniunkturę. Niemniej jednak bankier centralny przyznał, że wpływ ceł na inflację jest obecnie słabszy, niż zakładano w kwietniu. Może to utorować drogę do wcześniejszych cięć stóp procentowych, niż się jeszcze niedawno spodziewano.

Przesłuchanie miało miejsce w czasie, gdy wewnątrz Fed coraz wyraźniej widać różnice zdań. W poniedziałek członkini Zarządu Fed, Michelle Bowman, opowiedziała się za obniżką stóp już w lipcu, jeśli presja inflacyjna pozostanie ograniczona. Jej wypowiedź przyczyniła się do osłabienia dolara amerykańskiego. Podobne stanowisko prezentował wcześniej Christopher Waller, który uważa, że obecny poziom stopy funduszy federalnych jest o 1,25–1,5 punktu procentowego wyższy od poziomu neutralnego. Oba te nazwiska są wymieniane jako potencjalni następcy Powella w przyszłym roku, co dodatkowo nadaje ich głosom politycznego ciężaru.

Jednocześnie jednak inni członkowie FOMC zaczęli sygnalizować bardziej ostrożne podejście. Prezes oddziału Fed w Kansas City wyraził brak pośpiechu w kwestii łagodzenia polityki monetarnej, a Michael Barr zaznaczył, że realna gospodarka pozostaje w solidnej kondycji, co przemawia za utrzymaniem obecnego poziomu kosztu pieniądza.

W efekcie coraz wyraźniejsze stają się oznaki rosnących podziałów wewnątrz Fed. Konsensus, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się spójny, zaczyna się „kruszyć”. Już w lipcu możliwa jest gorąca debata o zasadności obniżki stóp, zwłaszcza jeśli najbliższe dane inflacyjne nie wykażą wyraźniejszego wpływu ceł na ceny.

Taki scenariusz może wzmocnić oczekiwania rynkowe na dalsze luzowanie polityki pieniężnej. Od zeszłego tygodnia rynki wyceniły dodatkowe obniżki stóp o około 12 punktów bazowych do końca roku. Jeśli niejednolitość stanowisk wewnątrz FOMC będzie się pogłębiać, wycena ta prawdopodobnie wzrośnie. To natomiast zła wiadomość dla dolara, który może znaleźć się pod dalszą presją spadkową.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Booksy, Docplanner, teraz Ty? KAYA VC szuka nowych talentów z globalnym potencjałem

KAYA, znana z inwestycji w jednorożce z CEE, szuka kolejnych talentów startupowych w Polsce i regionie. Uruchamia właśnie fundusz o wartości 70 mln EUR.

  • KAYA to jeden z najbardziej doświadczonych i skutecznych funduszy venture w regionie CEE. Od kilkunastu lat wspiera founderów na etapie early stage, teraz rozpoczyna nową falę inwestycji.
  • Booksy, Docplanner, Jutro Medical czy Zeta Labs – to tylko niektóre z technologicznych perełek z Polski, które KAYA wsparła do tej pory, pomagając tym zespołom zbudować światowej klasy firmy.
  • W swoim piątym funduszu KAYA ma do dyspozycji 70 mln EUR. Planuje wesprzeć nawet 25 startupów w osiąganiu przez nie pozycji globalnych liderów, finansując je od etapu pomysłu do rundy A.

Warszawa, Praga 25 czerwca 2025 r. – KAYA, jeden z najbardziej uznanych funduszy venture capital w Europie Środkowo-Wschodniej, ogłosił tzw. first closing swojego piątego funduszu. Specjalizujący się w inwestycjach early-stage podmiot zebrał właśnie 70 mln EUR. Przeznaczy je na wsparcie innowacji technologicznych w CEE. Nowy fundusz koncentrować się będzie zwłaszcza na Polsce, Czechach i Słowacji. Rozpocznie też działalność w dla siebie nowych a szybko rozwijających się ekosystemach startupów, w tym w Bułgarii, na Węgrzech, w Chorwacji oraz Słowenii.

Fundusz, który w swej historii wspierał jedne z najbardziej znanych startupowych sukcesów w regionie, ma już swoją bogatą historię w Polsce. Poprzednie inwestycje KAYA obejmowały grupę znaczących, polskich startupów technologicznych, takich jak Booksy (w ubiegłym roku przekroczył 100 mln EUR przychodów) czy Docplanner (jest już w klubie jednorożców). Do szybko rozwijających się polskich firm wspieranych przez KAYA należą też m.in. Jutro Medical, Zeta Labs i Yoneda Labs. Efekt działań ekosystemu KAYA w regionie to również wzrost i rozwój słynnego czeskiego jednorożca Rohlik. Łącznie na dziś KAYA ma w swoim portfelu ponad 45 firm, a wartość jej udziałów w tych spółkach wynosi 350 mln EUR.

Teraz fundusz planuje wesprzeć do 25 startupów, od fazy pre-seed do serii A. Średnia wielkość inwestycji KAYA to zazwyczaj od 1 do 3 mln EUR. W przypadku spółek portfelowych osiągających wyjątkowo dobre wyniki, fundusz może łącznie przeznaczyć nawet 20 mln EUR w kolejnych rundach i poprzez współinwestycje z zaufanymi partnerami.

NOWI LIDERZY FUNDUSZU I ZAŁOŻYCIELE Z GLOBALNYMI ASPIRACJAMI

Sama KAYA wkracza w nową fazę ze wzmocnionym przywództwem. Jednym z członków zarządu funduszu został bowiem Karel Zheng, który pracuje w KAYA od 2018 r. – z wyjątkiem okresu, gdy prowadził własny startup.

– Jako przedstawiciel pokolenia Z zamierzam wnieść świeżą perspektywę kogoś, kto niejako „dorastał online”, jest połączony z globalnymi społecznościami i intuicyjnie rozumie, w jaki sposób dzisiejsi założyciele myślą o produkcie, kulturze i wpływie na otoczenie. Chcemy być w stanie szybciej rozpoznawać pojawiające się trendy, nie tracąc przy tym nic z dyscypliny i doświadczenia naszych starszych partnerów. Uważam, że połączenie tych perspektyw pokoleniowych daje KAYA przewagę konkurencyjną i pomoże nam efektywniej znaleźć kolejne, wyjątkowe firmy – podkreśla Karel Zheng.

– Ostatnia dekada pokazała, że w Europie Środkowo-Wschodniej pęcznieje pula talentów technologicznych, które przyczyniły się do wielu globalnych sukcesów – a KAYA stoi za wieloma z nich od prawie 15 lat. Szukamy założycieli z wielkimi marzeniami i odwagą, aby wejść na globalny rynek. Chcemy być ich pierwszymi i długoterminowymi partnerami: wchodzimy na wczesnym etapie i pozostajemy aktywni także wówczas, gdy ich firma rozwija się w prawdziwie światową, wpływową organizację – dodaje Tomas Obrtac, jeden z pięciu partnerów funduszu.

KAYA nie tylko inwestuje w technologię, ale także sama aktywnie wykorzystuje ją do usprawniania własnej działalności. Od 2018 r. rozwija autorską platformę danych, monitorującą globalną scenę startupów w czasie rzeczywistym i pomagającą wychwytywać wczesne sygnały dochodzące ze strony obiecujących firm. To właśnie ta możliwość cyfryzacji przyciągnęła niegdyś do zespołu Vaclava Ryslinka, wówczas studenta matematyki i fizyki. Dziś Ryslinek sam jest inwestorem, a dzięki jego pracy platforma stopniowo stała się ważnym narzędziem do identyfikowania nowych możliwości inwestycyjnych. Jego wykształcenie techniczne daje mu także mandat do głębokich dyskusji na temat technologicznych aspektów produktów, a tym samym pozwala budować silniejsze więzi i zrozumienie między inwestorami a założycielami startupów z inżynieryjnym DNA.

PONADPRZECIĘTNE ZWROTY I WIZJA PRZYSZŁOŚCI

– Cykl życia funduszu VC trwa zwykle ponad 10 lat, więc wiemy już, że nasze pierwsze trzy fundusze osiągają wyjątkowe zwroty. Uruchamiając piątą generację funduszu, mamy dobre wyczucie, jak dobrać odpowiedni rozmiar funduszu, tak aby był on odpowiedni do liczby możliwości inwestycyjnych dostępnych na rynku, a jednocześnie zapewniał wysokie zyski inwestorom. Pracujemy ze stabilną bazą inwestorów, ale dzięki dodaniu nowych podmiotów do naszego ekosystemu, zainteresowanie nowym funduszem okazało się wyższe niż oczekiwaliśmy – zauważa Tomas Pacinda, który dołączył do KAYA w 2015 r. i pracował m.in. w zarządach spółek Slevomat i Twisto, a ostatnio Footshop i Upheal.

Wśród inwestorów KAYA znajdują się przedsiębiorcy z Europy Środkowej, founderzy, a także międzynarodowe fundusze, duże instytucje i banki regionalne. Co ciekawe, od samego początku KAYA nie specjalizowała się w żadnej konkretnej branży ani segmencie biznesu.

– Naszym celem jest ciągłe myślenie o technologiach i trendach przyszłości. Kiedy zainwestowaliśmy w Rohlika, firma ta była niezrozumiana przez tradycyjnych inwestorów z sektora software’u i niemalże spisana przez nich na straty. Ale nie przez nas. Dlatego też aktywnie przyglądamy się różnym mniej tradycyjnym sektorom VC, takim jak m.in. biotechnologia, nowe materiały, opieka zdrowotna. Uważamy się za generalistów, tj. fundusz, który nie jest przywiązany do żadnej konkretnej domeny. Wierzymy, że rozumiemy nastroje, mentalność przedsiębiorców pochodzących z Europy Środkowo-Wschodniej i możemy ich wspierać w dowolnym miejscu na świecie – mówi Martin Rajcan, który mieszka w Londynie i pracuje głównie z założycielami pochodzącymi z CEE a zlokalizowanymi poza regionem.

Rajcan wcześniej pracował w KKR (private equity), był aniołem biznesu, by następnie w roli dyrektora zarządzającego pomóc niemieckiemu startupowi software’owemu Priori Data w udanym exicie w 2018 r.

WSPARCIE W ROZWOJU: EKSPERCI I KAPITAŁ UZUPEŁNIAJĄCY

14 lat doświadczenia na rynku nauczyło KAYA, że młode firmy potrzebują pomocy szczególnie w 2 obszarach. Pierwszym z nich jest dostęp do ekspertów, którzy mogą skutecznie doradzać założycielom w wielu kwestiach. KAYA oferuje swoim spółkom portfelowym dostęp do grona ekspertów, mających doświadczenie w prowadzeniu własnych firm lub budowaniu i skalowaniu globalnych firm. Sieć ta obejmuje np. Tomasa Cupra – czeskiego przedsiębiorcę i założyciela pierwszego czeskiego jednorożca Rohlik, eksperta AI i założyciela EquiLibre Technologies Martina Schmida, Juraja Masara i Veronikę Kolejak z Better Stack, Michala Valko, który pracował z Markiem Zuckerbergiem nad Llama 3, oraz Jakuba Jurovycha, który stoi za Deepnote.

Drugim obszarem, w którym założyciele potrzebują pomocy, jest zabezpieczenie kolejnych inwestycji. Ponieważ proces budowania relacji i zaufania jest długotrwały, KAYA pomaga inwestorom przyspieszyć rozmowy z innymi funduszami, które dobrze zna i z którymi współpracuje od wielu lat. Należą do nich m.in. brytyjsko-amerykański Index Ventures, europejski Creandum, Goldman Sachs oraz globalne fundusze, takie jak EQT.

Sektor BSS w Polsce rośnie mimo globalnych turbulencji. Zatrudnienie wzrosło o 6,2%

Wyprzedzić zmianę: strategiczne wyzwania i szanse dla sektora usług biznesowych w Polsce.

Najnowszy raport ABSL komentuje Piotr Wierzbicki, CEO Capgemini Polska:

Opublikowany dziś raport ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025” jednoznacznie potwierdza wyjątkową pozycję Polski jako kluczowego gracza na globalnym rynku usług biznesowych. Sektor, obejmujący ponad 2 081 aktywnych centrów i zatrudniający blisko 489 000 specjalistów na koniec I kwartału 2025 r., stanowi dynamiczny motor konkurencyjności polskiej gospodarki. Jego udział w PKB na poziomie 5,7%, a także 7,6% udziału w zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw, świadczą o jego rosnącym znaczeniu. Pomimo globalnych wyzwań sektor odnotował 6,2% wzrost zatrudnienia rok do roku, a scenariusz optymistyczny zakłada osiągnięcie poziomu 523 000 miejsc pracy do 2026 r.. Polska, dzięki wysoko wykwalifikowanym i elastycznym specjalistkom i specjalistom, umacnia swoją pozycję jako kluczowy węzeł europejskiej gospodarki usługowej.

Choć sektor usług biznesowych w Polsce dynamicznie się rozwija, działa w otoczeniu pełnym wyzwań — niestabilnym, trudnym do przewidzenia i coraz bardziej złożonym. Rosnące napięcia geopolityczne, takie jak globalne przetasowania handlowe i utrata zaufania do stabilnych łańcuchów dostaw — w tym szok wywołany ogłoszeniem 2 kwietnia 2025 r. szerokich ceł przez nową administrację USA — tworzą presję na dostosowanie modeli operacyjnych. Dodatkowo, niedobór wykwalifikowanych specjalistów na kluczowych stanowiskach oraz szybkie zmiany technologiczne, związane z wdrażaniem AI, automatyzacją i przebudową procesów biznesowych, wymagają od organizacji szybkiej reakcji. W takim środowisku sektor nie może pozwolić sobie na stagnację. Konieczne jest konsekwentne wdrażanie rozwiązań sprzyjających większej elastyczności, efektywności i innowacyjności. Polska staje się nie tylko zapleczem operacyjnym, ale strategicznym centrum kompetencji, które ma potencjał, by aktywnie kształtować przyszłość globalnych usług.

Kluczem do dalszego rozwoju sektora jest inwestowanie w talenty i technologię — dwa fundamenty transformacji. Sztuczna inteligencja (AI), w tym generatywna AI (GenAI), jest postrzegana jako strategiczna szansa przez 84,6% firm działających w branży. Wymaga to jednak świadomego budowania własnych kompetencji w tym obszarze. Niezbędne jest rozwijanie umiejętności związanych z AI na wszystkich poziomach organizacyjnych. Choć 90% polskich liderów i liderek już wykorzystuje AI do wzmacniania zdolności poznawczych zespołów, wciąż widoczna jest luka kompetencyjna: zaledwie 35% pracowników i pracownic przeszło odpowiednie szkolenia z zakresu AI. Firmy muszą działać szybko, by zapewnić, że pracownicy i pracownice przyszłości — niezależnie od stanowiska — będą dysponować praktyczną wiedzą w tym obszarze.

Aby utrzymać tempo rozwoju, sektor musi pozostać zwinny i elastyczny w podejściu do organizacji pracy. Coraz większe znaczenie zyskuje model, w którym zadania są dzielone na mniejsze elementy i przypisywane zespołom w sposób dostosowany do ich kompetencji oraz dostępności. Takie podejście pozwala lepiej wykorzystywać potencjał pracowników, zwiększa wydajność i pozytywnie wpływa na satysfakcję z pracy. Kultura ciągłego uczenia się i szybkiego dostosowywania się do zmian staje się ważnym wyróżnikiem konkurencyjnym. Jednocześnie sektor przechodzi transformację — od tradycyjnych modeli usług do generatywnych usług biznesowych, które opierają się na automatyzacji, sztucznej inteligencji oraz elastycznym, modułowym podejściu do świadczenia usług. Dzięki temu firmy nie tylko usprawniają operacje, ale również aktywnie tworzą nową wartość dla klientów.

Polski sektor usług biznesowych ma solidne podstawy, by umacniać swoją pozycję w globalnym ekosystemie. Jego przyszłość będzie zależeć od umiejętnego łączenia technologii, talentów i elastycznych modeli działania. To dobry moment, by nie tylko efektywnie reagować na zmiany, ale z ambicją — i kompetencją — kształtować globalne standardy, a nie jedynie się do nich dostosowywać.

Firmy lekceważą „czerwone flagi”

Polskie firmy coraz częściej wybierają restrukturyzację jako sposób na uniknięcie bankructwa. Konsekwencją tego jest spadek liczby sądowych orzeczeń o upadłości. W 2024 roku aż 4,5 tys. firm zdecydowało się na restrukturyzację. Niestety, dla wielu z nich decyzja o ułożeniu się z dłużnikami okazuje się mocno spóźniona. Dlaczego tak się dzieje i jak temu zapobiec?

Według danych Krajowego Rejestru Długów, 18 procent firm, które ostatecznie decydują się na restrukturyzację już od dwóch lat figuruje w bazie dłużników. A 25 procent przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na zrestrukturyzowanie, od roku ma status mocno zadłużonych. Firmy coraz chętniej decydują się na restrukturyzację, jednak dla wielu z nich jest już za późno. Dlaczego?

Przedsiębiorcy często zwlekają z decyzją o skorzystaniu z pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. Przyczyną jest bagatelizowanie problemów przedsiębiorstwa lub trudność w przyznaniu się przed sobą do „porażki”. Tymczasem zaproszenie specjalisty do przeprowadzenia analizy stanu firmy to nie jest porażka. – mówi Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Kiedy pojawiają się „czerwone flagi”, które powinny dać do myślenia przedsiębiorcy i zmusić go do działania?

Pierwszym sygnałem nadchodzących problemów jest zwłoka w opłacie faktury przy jednoczesnym braku perspektyw jej zapłaty w bliskiej przyszłości. Dużo poważniejsze w skutkach jest toczące się przeciwko przedsiębiorcy postępowanie sądowe o kwotę przewyższającą możliwości firmy (istnieje duże ryzyko przegrania tej sprawy). Ostatnim momentem na decyzje jest zwłoka w spłacie rat kredytów, która uprawnia podmiot finansowy do wypowiedzenia umowy pożyczki i postawienia całego długu w stan natychmiastowej wymagalności. Przeczekanie, zwłaszcza tej ostatniej sytuacji, prowadzi firmę już tylko do bankructwa.

Często przedsiębiorcy w kryzysie zgłaszają się do specjalistów, gdy jest już za późno. Wówczas restrukturyzacja firmy nie jest możliwa i zostaje tylko ogłoszenie upadłości. Odbudowanie firmy w sensie operacyjnym oraz wizerunkowym po upadłości jest niezwykle trudne i najczęściej niemożliwe. wyjaśnia Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Zdaniem eksperta, restrukturyzacja nie jest ucieczką od długów. Wręcz przeciwnie, wcześnie rozpoczęta pokazuje, że firma chce działać uczciwie i chce naprawić trudną sytuację. Restrukturyzacja zwiększa także szansę na korzystne układy z wierzycielami, np. rozłożenie długów na raty czy umorzenie części zobowiązań.

– Statystyki mówią same za siebie. Efektywność postępowań upadłościowych wynosi w Polsce około 12 procent i nie każdy dłużnik może z tego skorzystać. Skuteczność restrukturyzacji to około 70 procent.podsumowuje Konrad Latoch.

Polski sektor IT zmienia priorytety. 40% firm planuje rekrutacje, 17% redukcje

Jak wynika z analizy firmy rekrutacyjnej Experis, 17% pracodawców z branży IT planuje redukcje etatów w trzecim kwartale 2025 roku, 40% organizacji deklaruje chęć rekrutacji, a 42% nie przewiduje zmian kadrowych. Najczęstszą przyczyną zakończenia współpracy z pracownikiem jest zamknięcie tymczasowego projektu oraz spadek popytu na usługi firm. Z danych Job Market Insights wynika, że liczba ofert pracy w sektorze IT spada drugi miesiąc z rzędu, plasując się w maju na poziomie 31 829 – wobec 32 482 w kwietniu i 33 443 w marcu.

Prognoza rekrutacyjna dla branży IT w Polsce na czas od lipca do końca września wynosi +23%. Oznacza to niewielki wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1 punkt procentowy rok do roku. Dla porównania, ogólna prognoza zatrudnienia dla Polski kształtuje się na poziomie +11%.

4 na 10 firm IT planuje powiększać zespoły

40% firm z sektora IT w Polsce planuje rekrutacje w nadchodzących miesiącach. Najczęściej wskazywanymi powodami takiego podejścia są rozwój organizacji (46%), dążenie do utrzymania przewagi konkurencyjnej, a co za tym idzie chęć pozyskania nowych kompetencji (38%) oraz ekspansja na nowe rynki (33%). Po drugiej stronie skali znajdują się plany redukcji zatrudnienia, które deklaruje 17% pracodawców z tej branży. Najczęściej wskazywane przez nich powody to zakończenie projektów (60%), spadek popytu na usługi lub produkty firmy (30%) oraz zmiany rynkowe ograniczające zapotrzebowanie na wybrane specjalizacje (30%).

Jak podkreśla Anna Nowakowska, kierownik zespołu Experis Perm, polskie firmy IT, mimo globalnych zwolnień w Big Techach, nadal intensywnie rekrutują, co wynika między innymi z rosnącego zapotrzebowania na kompetencje technologiczne związane z cyfryzacją, chmurą i cyberbezpieczeństwem. – Struktura naszego krajowego rynku oparta jest głównie na małych i średnich przedsiębiorstwach, software-house’ach i centrach usług wspólnych, co sprawia, że jest on mniej podatny na globalne kryzysy. Polska pozostaje też ważnym hubem outsourcingowym i nearshoringowym dla Europy, a dodatkowo dynamicznie rozwija strategiczne sektory, jak fintech czy e-administracja. Na wysoką prognozę rekrutacyjną firm wpływają też inwestycje w cyfryzację sektora publicznego i prywatnego, wspierane przez środki unijne. Prognozy nie są więc wyrazem optymizmu, lecz odpowiedzią na realne potrzeby rynku i deficyt talentów IT – dodaje ekspertka.

Stabilność w IT priorytetem dla niemal połowy firm

Aż 42% przedsiębiorstw z sektora IT nie planuje zmian kadrowych w nadchodzącym kwartale. Najczęściej wskazywanymi przyczynami są odpowiednie dopasowanie obecnego zespołu do celów firmy (48%), stabilna sytuacja rynkowa, która nie wpłynie na potrzebę zwiększenia zespołu (36%) oraz strategia organizacyjna koncentrująca się na utrzymaniu obecnej kadry (28%). Na decyzję o utrzymaniu obecnego poziomu zatrudnienia wpływa także brak planowanych ekspansji czy dużych projektów w najbliższym czasie (28%).

– Po latach intensywnego wzrostu obserwujemy wyraźne ograniczenie planów ekspansji, co sygnalizuje wejście sektora IT w fazę stabilizacji i dojrzałości. W czasie pandemii wiele firm musiało przyspieszyć transformację cyfrową, realizując w 1-2 lata projekty, które pierwotnie planowano na 5-10 lat, aby zapewnić ciągłość działania i dostępność usług online. Obecnie nasi klienci coraz częściej podkreślają, że aktualnie koncentrują się na konsolidacji procesów, podnoszeniu efektywności operacyjnej i jakości świadczonych usług, a także lepszym wykorzystaniu już zatrudnionych specjalistów. To naturalny etap rozwoju, w którym priorytetem staje się optymalizacja i skupienie się na realnej wartości biznesowej projektów, a nie dalsze skalowanie zespołów – zaznacza Nowakowska.

Sytuacja w polskim sektorze IT wpisuje się w globalny trend

Na tle globalnych danych sektor IT nadal utrzymuje relatywnie silną pozycję, choć nie tak dynamiczną, jak przed kilkoma laty. Wśród ośmiu analizowanych branż, IT osiąga najwyższy wskaźnik rekrutacyjny na świecie – prognoza netto zatrudnienia globalnie wynosi +36%.

Zdaniem Nowakowskiej, choć tempo wzrostu branży IT w naszym kraju jest niższe niż globalna średnia, Polska nadal wyróżnia się w Europie Środkowo-Wschodniej, wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na kompetencje w obszarze chmury, AI, cyberbezpieczeństwa i inżynierii oprogramowania. – Największy wzrost rekrutacji w całej gospodarce notują obecnie Zjednoczone Emiraty Arabskie, a zaraz po nich Indie, gdzie IT odgrywa kluczową rolę. To poziom, który Polsce trudno będzie osiągnąć, biorąc pod uwagę skalę rynku i dostępność talentów. Jednocześnie rynki takie jak Argentyna, Węgry czy Rumunia wykazują większą ostrożność inwestycyjną, co z drugiej strony podkreśla relatywną odporność polskiego sektora IT – komentuje ekspertka.

ManpowerGroup zapytał pracodawców o przyczyny rekrutacji nowych pracowników, redukcji etatów oraz braku zmian w liczbie zatrudnionych. Pracodawcy wskazując na powody zmian personalnych mogli wybrać maks. 3 odpowiedzi. Badanie zostało przeprowadzone globalnie, w terminie 1-30.04.2025. Na świecie wzięło w nim udział ponad 40 000 firm, z czego w Polsce było to 524.

Presja płacowa w IT słabnie. Liczy się jakość, nie ilość

Po okresie intensywnych przetasowań i kryzysu związanego z globalnymi zwolnieniami, sektor IT wchodzi w etap stabilizacji – zarówno pod względem liczby ofert pracy, jak i poziomu wynagrodzeń. Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT” opracowanego przez Grafton Recruitment wynika, że polski rynek IT dojrzewa i redefiniuje priorytety kompetencyjne.

AI i dane napędzają rynek

W centrum zainteresowania firm pozostają obszary sztucznej inteligencji, data science oraz rozwiązań chmurowych, co nie pozostaje bez wpływu na wysokość wynagrodzeń. Wśród najlepiej opłacanych ról dominują stanowiska związane z architekturą AI – przeciętne wynagrodzenie AI Architecta sięga do 40 000 zł brutto miesięcznie. Trochę mniej zarabiają MLOps Engineer i GenAI Engineer (23 000–28 000 zł), a także Data Architect (28 000-35 000 zł) i Data Scientist (21 000-28 000 zł). Wysokie stawki osiągają także Big Data Developer (26 000-32 000 zł), NLP Engineer (20 000-26 000 zł) i Computer Vision Engineer (19 000-25 000 zł).Tabele wynagrodzeń. Raport IT Grafton Recruitment

Presja płacowa słabnie

Raport pokazuje wyraźne wyhamowanie dynamiki wynagrodzeń. O ile w 2023 roku wzrost płac wyniósł ponad 14%, obecnie ustabilizował się na poziomie 10,1%. To efekt zarówno spadku inflacji (z 17% do 5,4%), jak i ostrożniejszego podejścia firm do polityki wynagrodzeń. Podwyżki wprowadzane z automatu przestają być normą – decyzje płacowe coraz częściej uzależnione są od konkretnych kompetencji.

Widoczna jest także większa elastyczność po stronie kandydatów. Po fali zwolnień w latach 2022–2024 wielu z nich skłonnych jest dziś zaakceptować wynagrodzenie zbliżone do dotychczasowego w zamian za większą stabilność zatrudnienia.

– Dojrzewający rynek premiuje elastyczność i kompetencje, które realnie wspierają realizację celów biznesowych. Dlatego w cenie są dziś specjaliści, którzy potrafią pracować na styku technologii i strategii – rozumieją potrzeby organizacji, potrafią przekładać je na rozwiązania IT i jednocześnie komunikować ich biznesową wartość interesariuszom – mówi Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Rynek pracy się odbudowuje

Dane z raportu Grafton Recruitment wskazują, że sektor IT, choć wciąż nie wrócił do poziomu sprzed spowolnienia, notuje wyraźne oznaki rozwoju. Wskaźnik popytu na role IT w I kwartale 2025 roku osiągnął poziom 0,90 względem analogicznego okresu w 2023 roku. Dla porównania, ogólny wynik dla rynku pracy w Polsce wynosi obecnie 1,04 – oznacza to, że dynamika rekrutacji w IT pozostaje poniżej średniej rynkowej.

Jednocześnie obserwujemy wyraźne przyspieszenie w obszarach strategicznych, takich jak AI, big data i rozwiązania chmurowe. W pierwszym kwartale 2025 roku zapotrzebowanie na specjalistów AI/ML było niemal dwukrotnie wyższe niż dwa lata temu. To efekt intensyfikacji wdrożeń rozwiązań opartych na AI w organizacjach, które coraz częściej przekształcają te technologie w kluczowe zasoby operacyjne.Popyt na role. Raport IT Grafton Recruitment

Dojrzałość rynku wymusza nowe strategie

Rosnąca dojrzałość polskiego rynku IT znajduje odzwierciedlenie w strategiach zatrudnienia. Firmy coraz częściej odchodzą od masowego skalowania zespołów na rzecz selektywnego pozyskiwania doświadczonych ekspertów. Maleje liczba ofert dla juniorów, co potwierdzają dane o spadającej liczbie aplikacji i niższych widełkach płacowych w tej grupie.

– Rynek rezygnuje z podejścia  „ilościowego” na rzecz jakości. Kompetencje AI, data i cloud to dziś nie tylko przewaga technologiczna, ale też fundament modelu biznesowego. Zdolność ich integracji z celami operacyjnymi firmy to realny miernik wartości pracownika IT – podkreśla Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.

O raporcie: W raporcie prezentowane są wyniki badania przeprowadzonego metodą CAWI w okresie od kwietnia do maja 2025 roku. Wzięło w nim udział 187 respondentów, wśród których 161 osób zadeklarowało aktualne zatrudnienie w sektorze IT.

Przedsiębiorcy zyskali oręż w sporach o zwrot VAT – ważny wyrok WSA

Termin zwrotu podatku VAT nie może zostać przedłużony w ramach postępowania odwoławczego. Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu może być wydane tylko w momencie prowadzenia postępowania w danej procedurze, a więc nie w sytuacji, gdy sprawa trafi do ponownego rozpatrzenia.

Tak, na korzyść przedsiębiorcy, orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi  w wyroku z 9 kwietnia 2025 r.

Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT może zostać zastosowane tylko przez organ I instancji, który prowadzi postępowanie w danej procedurze i to on decyduje o tym, czy zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania. Jeśli organ odwoławczy uchyli decyzję organu I instancji i przekaże mu sprawę do ponownego rozpoznania, to nie ma on już możliwości ponownego przedłużenia terminu zwrotu VAT.

Kontrole podatkowe

Nadal niezapełniona w poprzednich latach luka w VAT powoduje każdego roku intensywną aktywność organów podatkowych. W 2023 r. urzędy skarbowe wykryły w ramach kontroli podatkowych i czynności sprawdzających uszczuplenia na kwotę 9,5 mld zł, czyli więcej niż rok wcześniej (ok. 9 mld zł). Od 2023 r. rośnie również liczba kontroli VAT, podczas gdy przez osiem poprzednich lat dominowały kontrole w zakresie podatków dochodowych (PIT, CIT). Urzędy skarbowe zatrzymują też coraz więcej zwrotów VAT. Wracają również sprawy karuzeli podatkowych, szczególnie dotyczących usług budowlanych. Organy podatkowe interesują się także m.in. usługami niematerialnymi, ale nie tylko.

Karuzela VAT i fikcyjne faktury

Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził w jednej z firm kontrolę podatkową m.in. w zakresie rozliczeń z 2016 r., w wyniku której stwierdził, że faktury dokumentujące nabyte przez nią tekstylia są fikcyjne. Uznał, że firma uczestniczyła w karuzeli podatkowej, w której nabywała tkaniny od kontrahenta w Polsce, a dostawy kierowane były na Słowację. W 2019 r. wydał decyzję, w której określił przedsiębiorcy ponad 63 tys. zł zwrotu VAT zamiast wykazanych przez niego w deklaracji do zwrotu 432 tys. zł.

Trzykrotne przedłużenie terminu zwrotu VAT

W 2021 r. dyrektor izby administracji skarbowej podtrzymał decyzję naczelnika w mocy. Na początku 2022 r. uchylił ją sąd, a w listopadzie 2023 r. jego wyrok podtrzymał NSA. Pół roku później DIAS zastosował się do wyroku i uchylił w całości decyzję organu I instancji, zwracając mu sprawę do ponownego rozpatrzenia. Następnie, od sierpnia 2024 r. naczelnik urzędu skarbowego trzykrotnie przedłużał termin zwrotu VAT pozostałych 369 tys. zł, i trzykrotnie jego postanowienia w tej sprawie podtrzymywał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej.

Trzeba czasu na zgromadzenie dowodów

Dyrektor IAS tłumaczył, że tak długo prowadzone postępowanie w tej sprawie to „wina” Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w swoim wyrok zwrócił uwagę, że organy podatkowe nie zdołały jednoznacznie, zrozumiale i przekonująco, wyjaśnić, na czym polegało zarzucanie przez nie przedsiębiorcy oszustwo podatkowe. Dlatego też zasadnym było prowadzenie tego postepowania tak długo, aż urzędnicy zgromadzą dowody na rzeczywiste uszczuplenie przez przedsiębiorcę wpływów Skarbu Państwa.

Zasady zwrotu VAT

Na początku 2025 r. pełnomocnik przedsiębiorcy wniósł skargę do WSA w Łodzi, wnosząc o uchylenie decyzji organu II instancji i zasądzenie zwrotu kosztów postępowania. Sąd poddał pod analizę treść art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług. Przepis ten stanowi, że zwrot VAT następuje w zasadniczym terminie 60 dni liczonych od dnia złożenia przez podatnika rozliczenia w tym podatku, z którego wynika zwrot. Jeśli jego zasadność wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć ten termin do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanego w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego, albo postępowania kontrolnego. Po zakończeniu weryfikacji pozytywnym dla podatnika wynikiem, organ zobowiązany jest dokonać na jego konto zwrotu wraz z odsetkami.

Przesłanki przedłużenia terminu zwrotu VAT

W oparciu o ww. regulację sąd stwierdził, że aby mogło dojść do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu podatku, muszą zostać spełnione łączenie 3 przesłanki: termin do dokonania zwrotu jeszcze nie upłynął, weryfikacja odbywa się w toku czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego albo kontrolnego, oraz powzięcie przez organ przekonania o konieczności dodatkowej weryfikacji co najmniej z uprawdopodobnionych powodów. Co istotne, mając na uwadze treść wyroku NSA wydanego w składzie 7 sędziów z 23 kwietnia 2018 r. (sygn. I FSK 255/17), termin zwrotu VAT może zostać skutecznie przedłużony tylko gdy przed jego upływem podatnikowi doręczy się postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu. Po upływie tego terminu przedłużanie terminu zwrotu podatku jest niemożliwe, bo wraz z jego upływem podatnik nabiera prawa do zwrotu. Poza tym, skoro termin na zwrot VAT upłynął, to nie ma czego przedłużać. Jak orzekł łódzki sąd – w tym przypadku nie ma znaczenia, że istnieją uzasadnione wątpliwości co do prawidłowości rozliczenia podatku przez skarżącego.

Tylko organ I instancji może przedłużać zwrot VAT

WSA dodatkowo podzielił wyrażane w orzecznictwie stanowisko, że skoro weryfikacja rozliczenia podatnika ma być dokonywana w ramach określonych postępowań, to postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku może być wydane tylko w momencie prowadzenia tych postępowań, a więc nie może zostać wydane w trakcie postępowania odwoławczego. Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT może zostać zastosowane tylko przez organ I instancji, który prowadzi postępowanie w danej procedurze i to on decyduje o tym, czy zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania.

Po uchyleniu decyzji nie jest możliwe wydanie postanowienia o przedłużeniu

Sąd zauważył, że co prawda w tej sprawie zaskarżone postanowienie o przedłużeniu z grudnia 2024 r. zostało wydane w czasie trwania postępowania przed organem I instancji, jednak postępowanie to toczy się przed tym organem ponownie – po uchyleniu przez DIAS wcześniejszej decyzji naczelnika US z października 2019 r. A po uchyleniu decyzji nie jest możliwe wydanie postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, organ I instancji nie nabywa bowiem w skutek uchylenia takich uprawień (wyrok WSA w Łodzi, z 9 kwietnia 2025 r., sygn. akt I SA/Łd 100/25).

Kontrole podatkowe – jak się przygotować?

Jak przygotować firmę do kontroli podatkowej? Kluczowe jest uporządkowanie dokumentacji finansowo-księgowej. Warto stworzyć system archiwizacji i obiegu dokumentów, który ułatwi przebieg kontroli. Przeprowadzanie regularnych audytów wewnętrznych pozwala na wykrycie ewentualnych nieprawidłowości zanim zostaną one zauważone przez kontrolerów. Współpraca z doradcą podatkowym również może pomóc w rozwiązywaniu problemów podatkowych, a także w przygotowaniu się do ewentualnej kontroli. Warto pamiętać, że konsekwencje zakwestionowania rzeczywistego charakteru czynności opodatkowanych mogą być poważne, również w zakresie odpowiedzialności karnej i karnoskarbowej.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec, specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz reprezentacji przedsiębiorców w toku kontroli podatkowych i obronie przed urzędniczym bezprawiem

Dokąd zmierza ESG? Raport Pekao o przyszłości zielonej transformacji w Europie

0

Po latach szybkiego rozwoju polityka klimatyczna Unii Europejskiej znalazła się na rozdrożu. Spadek emisyjności europejskiej gospodarki został osiągnięty, ale towarzyszył temu znaczny wzrost kosztów energii i przegrana w rywalizacji z Chinami o prymat w zielonych technologiach. Wszystko to wymaga korekty kursu i zawężenia priorytetów. Komisja Europejska już zaczęła to robić liberalizując m.in. standardy emisji dla branży motoryzacyjnej oraz wymogi raportowania ESG. To jednak najpewniej nie koniec zmian. W swoim najnowszym raporcie: „Dokąd zmierza ESG?” ekonomiści Pekao analizują, jakie obszary polityki klimatycznej UE zyskają a jakie stracą na znaczeniu w najbliższej dekadzie.

Polityka ESG narodziła się w erze niskich stóp procentowych i spokoju w relacjach międzynarodowych. Teraz weszliśmy w erę rywalizacji pomiędzy krajami i drogiego kapitału. Stany Zjednoczone odwróciły się od ESG, aby poprawić konkurencyjność własnej gospodarki. Stwarza to presję na Unię Europejską by albo obniżyła koszty własnej polityki klimatycznej, albo dowiodła, że warto je ponosić w imię budowy przewag konkurencyjnych w zielonych technologiach. Czarnym koniem w tym wyścigu są Chiny  – zauważa dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Największym wyzwaniem polityki ESG jest transformacja energetyczna. Jej pierwszy etap, czyli budowę mocy OZE – jak zauważają autorzy raportu – mamy już jednak za sobą. Energetyka odnawialna w sprzyjających warunkach pogodowych w większości krajów UE jest już w stanie zaspokoić ponad 100 proc. zapotrzebowania na energię. Na dużo więcej OZE w obecnych warunkach nie ma miejsca w systemie. Pytanie co dalej. Zdaniem ekonomistów Pekao wysiłek regulatorów rynku i biznesu skieruje się ku magazynowaniu energii, zarówno elektrycznej, jak i ciepła. Sprzyjają temu zarówno względy biznesowe – rosnąca liczba okazji do arbitrażu na rynku energii – jak i logika transformacji energetycznej, w tym potrzeba stabilizacji systemów energetycznych opartych o OZE.

Magazynowanie energii nie doprowadzi jednak szybko do obniżenia cen energii – głównego wyzwania z punktu widzenia konkurencyjności. Być może koszty tej technologii docelowo spadną, tak jak to się stało z kosztami fotowoltaiki, ale zanim do tego dojdzie Unia Europejska zdecyduje się na obniżenie cen energii dla przemysłu doraźnymi metodami: zmniejszeniem jego opodatkowania i subsydiowaniem. Należy się też spodziewać działań na rzecz uelastycznienia popytu na energię, m.in. poprzez taryfy dynamiczne.

Jesteśmy sceptykami co do perspektyw wodoru jako nośnika energii. Aby wodór przynosił korzyść dla środowiska musi być wytwarzany z nadwyżek energii OZE. Tych zaś nie ma i jeszcze długo nie będzie wystarczająco dużo, by zaspokoić popyt wszystkich zainteresowanych. Sądzimy że magazyny energii wygrają konkurencję z producentami wodoru o ich zagospodarowanie, gdyż dysponują technologią o wyższej sprawności, niższej cenie i mniej skomplikowanej pod względem infrastruktury towarzyszącej. Zielony wodór ma największe perspektywy jako substytut wodoru szarego w procesach przemysłowych, na przykład w produkcji nawozów – argumentuje dr Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao S.A.

Unia Europejska z jednej strony chciałaby rozpocząć dekarbonizację przemysłu, ale w dobie napięć geopolitycznych nie może sobie pozwolić na utratę branż o strategicznym znaczeniu, np. przemysłu stalowego, chemicznego czy mineralnego. Dlatego do ich dekarbonizacji w większym stopniu zastosowane zostaną zachęty finansowe niż kary. Komisja Europejska zapewni im też większą ochronę przed konkurencyjnym importem, a być może zdecyduje się na subwencjonowanie eksportu. Nie wykluczamy przy tym nawet pewnego „rozmiękczenia” samej polityki klimatycznej względem strategicznych gałęzi przemysłu czy łagodzenia skutków wzrostu kosztów emisji, jeśli okaże się to konieczne dla zachowania ich stabilności.

Unia Europejska zainicjowała strategiczny zwrot w podejściu do regulacji zrównoważonego rozwoju, przechodząc od fazy intensywnego tworzenia nowych przepisów do etapu ich upraszczania i zwiększania spójności. Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności regulacyjnej, ale również poprawa konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw bez rezygnacji z ambicji klimatycznych i społecznych. Coraz więcej państw wprowadza obowiązek raportowania ESG, harmonizując swoje regulacje z międzynarodowymi standardami takimi jak ISSB czy GRI, aby poprawić interoperacyjność i zmniejszyć obciążenia administracyjne dla firm raportujących – dodaje Ewa Kurek, ekonomistka Banku Pekao S.A.

Autorzy raportu twierdzą ponadto, że Unia nie porzuci też ambicji co do elektromobilności, ale priorytet nada nie tyle subsydiowaniu popytu, ile budowie łańcucha dostaw akumulatorów w Europie i ochronie własnego rynku przed konkurencją z Chin. Dekarbonizacja innych sektorów przemysłu oraz rolnictwa będzie musiała natomiast ustąpić pola względom strategicznym – utrzymaniu własnych zdolności w kluczowych branżach, m.in. produkcji stali oraz nawozów. Sądzą też, że objęcie paliw dla gospodarstw domowych systemem handlu emisjami (ETS 2.0) zostanie odłożone w czasie.

Raport został przygotowany pod kierunkiem Ernesta Pytlarczyka przez zespół ekonomistów Banku Pekao S.A., w tym m.in. przez Karola Pogorzelskiego, Ewę Kurek, Pawła Kowalskiego, Grzegorza Rykaczewskiego, Wiktora Mrozowskiego, Kamila Łuczkowskiego i Marcina Gancarza.

NBP: Polacy trzymają niemal bilion złotych na ROR-ach. Eksperci ostrzegają: pieniądze bez pracy tracą wartość

Według najnowszych (opublikowanych dziś o g. 14) danych NBP, w maju 2025 r. podaż pieniądza M3 (gotówka w obiegu, jak i różne formy depozytów bankowych) wyniosła 2 569,9 mld zł i była o 22,8 mld zł wyższa niż na koniec kwietnia 2025. Na depozytach bieżących Polacy trzymali 978,8 mld zł, a na terminowych do dwóch lat włącznie – 396,5 mld zł.

Najnowsze dane banku centralnego i jak to się odnosi do oszczędności Polaków – komentuje ekspert z Finax, Przemysław Barankiewicz:

Według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec maja 2025 r. podaż pieniądza M3 wyniosła ok. 2,57 bln zł. Znaczącym źródłem wzrostu były depozyty bieżące gospodarstw domowych. Obecnie aż 978,8 mld zł to środki zgromadzone na ROR, mimo że dla Kowalskiego realne zyski z takich form oszczędzania są bliskie zeru.

Najnowsze dane NBP sprowadzają się do zasadniczego wniosku: w Polsce wciąż trzymamy w bankach oszałamiające sumy. Choć coraz chętniej gromadzimy oszczędności, to niestety w strukturze depozytów przeważają te o niskim oprocentowaniu. I o ile inflacja nie jest już dwucyfrowa (w maju wyniosła 4,2%) to wciąż istotnie oddziałuje na siłę nabywczą pieniądza, bo przecież ceny nadal rosną. Zmieniło się jedynie tempo tego wzrostu, ale cel inflacyjny NBP (2,5% ± 1 pkt proc.) na tę chwilę pozostaje poza zasięgiem. Przy inflacji na poziomie 4-5%, spadek wartości naszych pieniędzy może sięgnąć nawet 25% w ciągu zaledwie 6 lat, a połowę w 14. To sygnał ostrzegawczy dla oszczędzających – kapitał, który nie pracuje, po prostu topnieje.

Tak ponura perspektywa powinna skierować Polaków w stronę przemyślanego inwestowania. Najlepiej w sposób zdywersyfikowany i długoterminowy. Według naszego ostatniego badania Financial Wellness Index by Finax, najwięcej osób regularnie oszczędzających jest wśród respondentów w wieku 25-34 lata, co cieszy, bo wczesny start pozwala wykorzystać ogromną siłę procentu składanego. Przykład? 200 zł może wydawać się niewielką kwotą, ale jeśli zaczniemy systematycznie odkładać taką sumę co miesiąc przez 40 lat, to nawet bez inwestowania uzbieramy 96 tys. zł. A jeśli zainwestujemy te pieniądze ze średnią stopą zwrotu 8% rocznie, możemy zgromadzić nawet 700 tys. zł. Co istotne, większość tej kwoty to nie nasze wpłaty, a wypracowane zyski.

Jak zatem chronić kapitał i w co inwestować? Zamiast o gromadzeniu wszystkich pieniędzy na rachunku bieżącym, myślmy o obligacjach skarbowych indeksowanych inflacją, surowcach czy wreszcie produktach emerytalnych. Jednym z ciekawszych choć wciąż mało znanym jest OIPE (Ogólnoeuropejski Indywidualny Produkt Emerytalny) spod parasola trzeciego filaru. To narzędzie stworzone na poziomie unijnym z myślą o długoterminowym budowaniu kapitału odpornego na inflację. W Polsce funkcjonuje na podobnych zasadach jak IKE, a więc przy spełnieniu określonych warunków zwalnia z tzw. podatku Belki. Dobrym punktem wyjścia dla inwestorów są też robodoradcy, którzy automatycznie budują i zarządzają portfelem inwestycyjnym opartym m.in. o ETF-y. To wygodny i efektywny sposób, by wejść w świat inwestowania w sposób uporządkowany i zgodny z własnymi potrzebami.

W czasach, gdy inflacja pochłania nasze oszczędności, koniecznością staje się inwestowanie – niekoniecznie agresywne, ale przemyślane i długofalowe. Polacy mają dziś do dyspozycji więcej narzędzi niż kiedykolwiek wcześniej. Warto z nich korzystać, by skutecznie zabezpieczyć swoją przyszłość i spać spokojnie.

Nowelizacja Warunków Technicznych: projekt rozporządzenia już w konsultacjach publicznych

W połowie czerwca Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło projekt rozporządzenia określającego parametry techniczne, które muszą spełniać budynki w Polsce. Zbiór przepisów, nazywany potocznie Warunkami Technicznymi (WT), reguluje m.in. kwestie dostępności, bezpieczeństwa konstrukcji, efektywności energetycznej, akustyki czy bezpieczeństwa pożarowego. Przedstawione przez resort propozycje to krok w stronę poprawy bezpieczeństwa, nowoczesności  i komfortu użytkowników mieszkań.

Zaproponowane przez MRiT zmiany aktualizują rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Jest to podstawowy akt prawny regulujący wznoszenie budynków w Polsce. Zawarte w nim przepisy były wielokrotnie aktualizowane tak, aby dostosować regulacje do wyzwań związanych z rozwojem technologii i zmianami otoczenia. Do opracowania obecnej nowelizacji rozporządzenia MRiT powołało Zespół Doradczy do spraw przepisów techniczno-budowlanych. Zaproszono do niego interesariuszy i ekspertów w dziedzinie szeroko pojętego procesu budowlanego. Efektem prac zespołu są ogłoszone kilka dni temu propozycje przepisów, które obecnie zostały przekazane do konsultacji publicznych.

Jednym z obszarów regulowanych przez rozporządzenie jest akustyka. Warunki Techniczne określają, że zarówno budynek, jak i urządzenia z nim związane, powinny być zaprojektowane i wykonane w taki sposób, aby poziom hałasu, na który będą narażeni użytkownicy lub ludzie znajdujący się w sąsiedztwie, nie stanowił zagrożenia dla ich zdrowia. Co więcej, ma on umożliwiać im pracę, odpoczynek i sen w zadowalających warunkach. – Problem nadmiernego hałasu, zwłaszcza w środowisku zurbanizowanym, to zagadnienie, które narasta od lat. Według różnych szacunków, w budynkach spędzamy 80-90% czasu i środowisko akustyczne, które na nas wpływa, jest w głównej mierze kształtowane właśnie tam. Zapewnienie odpowiednich warunków akustycznych chroni przed negatywnym wpływem hałasu na nasze zdrowie – chronicznym zmęczeniem, chorobami układu krążenia i układu nerwowego, a także przed uszkodzeniami słuchu. Zaproponowanie przez resort m.in. obowiązkowych klas akustycznych dla budynków wielorodzinnych to krok w dobrą stronę – mówi Henryk Kwapisz, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia MIWO, skupiającego producentów wełny mineralnej.

Podobnie jest z regulacjami dotyczącymi efektywności energetycznej. Obecnie, zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, budynki odpowiadają za ok. 40% całkowitego zużycia energii  na terenie UE. Redukcja tego wskaźnika to prawdziwe wyzwanie dla wszystkich państw członkowskich, w tym Polski. Jednocześnie wdrożenie rozwiązań na rzecz ograniczenia zużycia energii w budynkach niesie ze sobą szereg długofalowych korzyści dla gospodarstw domowych, przedsiębiorców i całej gospodarki, takich jak niższe rachunki, wyższy komfort termiczny, czy też optymalizacja inwestycji w infrastrukturę energetyczną. Zaproponowany przez MRIT standard określający maksymalne zapotrzebowanie budynków na energię to zmiana, która przyczyni się do obniżenia kosztów ich użytkowania i tym samym do większych oszczędności dla obywateli. Co więcej, został już opublikowany projekt rozporządzenia w sprawie metodologii wyznaczania charakterystyki energetycznej budynku, czyli znamy też poziomy EP (energii pierwotnej) dla poszczególnych klas energetycznych. Np. klasa A+ dla budynku jednorodzinnego czy wielorodzinnego to EP=0. Zatem do inwestorów trafia konkretne narzędzie pomagające ocenić, czy budynek jest efektywny czy nie.

Projekt rozporządzenia WT obejmuje również zmiany w zakresie bezpieczeństwa przeciwpożarowego budynków. Celem nowych regulacji jest ograniczenie ryzyka rozwoju pożaru, dzięki czemu materialne i społeczne skutki pożarów staną się mniej dotkliwe. W tym kontekście, ważnymi zmianami w nowych WT,  są:

  • wprowadzenie obowiązkowych barier ogniowych w warstwie palnej izolacji cieplnej ścian zewnętrznych,
  • doprecyzowanie wymagań dotyczących ścian zewnętrznych na granicy stref pożarowych,
  • wprowadzenie regulacji odnoszących się do podziałów ogniowych na dachach i elewacjach budynków wielkopowierzchniowych (np. hal czy centrów handlowych).

To właśnie dzięki stosowaniu biernych zabezpieczeń przeciwpożarowych – w szczególności wykorzystaniu niepalnych materiałów, takich jak wełna mineralna – możliwe jest skuteczne ograniczenie rozprzestrzeniania się ognia. Przekłada się to bezpośrednio na poprawę bezpieczeństwa użytkowników budynków oraz zmniejszenie strat materialnych i środowiskowych. – Zmiany w wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa pożarowego to długo oczekiwany i potrzebny element nowelizacji. Pożary to nie tylko straty materialne – to także realne zagrożenie dla życia, zdrowia oraz funkcjonowania społeczności lokalnych. Każdy zapis, który może podnieść poziom bezpieczeństwa, ma ogromne znaczenie – podkreśla Monika Hyjek, ekspertka MIWO ds. bezpieczeństwa pożarowego.

W opinii ekspertów MIWO zaproponowane przez resort rozwiązania idą w dobrym kierunku, jednak w niektórych obszarach konieczne jest ich doprecyzowanie, a nawet rozszerzenie – szczególnie w kontekście stosowania nowoczesnych technologii i materiałów budowlanych.

Konsultacje publiczne warunków technicznych potrwają do 13 lipca br. Zgodnie z zapowiedziami MRiT, rozporządzenie wejdzie w życie 20 września 2026 r. Będzie ono kluczowe dla wielu branż: inwestorów, projektantów i producentów wyrobów budowlanych.

Jan Bloch – „król kolei” patronem głównego dworca w Radomiu

„Król kolei żelaznych”, finansista i filantrop, a także inicjator linii kolejowej, która stała się tzw. żelaznym oknem na świat dla Radomia – Jan Bloch – został patronem dworca Radom Główny. Dziś odbyła się uroczystość nadania imienia obiektowi.Jan Bloch patronem dworca Radom Główny_fot.PKPS.A.1

Uroczystość nadania imienia Jana Blocha dworcowi kolejowemu Radom Główny odbyła się przed budynkiem dworca, gdzie odsłonięto – umieszczoną na elewacji obiektu – pamiątkową tablicę poświęconą patronowi. W wydarzeniu wzięli udział m.in. Filip Chrzanowski, dyrektor pionu strategii​ PKP S.A., Łukasz Molenda, zastępca prezydenta Radomia, dr Adam Duszyk, radny miasta Radomia, inicjator nadania dworcowi kolejowemu Radom Główny imienia Jana Blocha oraz reprezentanci środowisk społecznych, kulturalnych i administracji publicznej.

Patron dworca Radom Główny, Jan Bloch – urodzony 24 czerwca 1836 r. w Radomiu (zm. 7 stycznia 1902 r. w Warszawie) – to polski finansista i przemysłowiec, kupiec i właściciel domu bankowego, zasłużony dla kolei m.in. jako twórca istotnej dla rozwoju Łodzi Drogi Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej – niewielkiego odcinka torów, który połączył Łódź z resztą kraju. To z jego inicjatywy powstała także bardzo ważna dla Radomia linia kolejowa łącząca Dęblin z Dąbrową Górniczą, która dla rozwoju miasta stała się tak zwanym żelaznym oknem na świat. Obecny zabytkowy dworzec kolejowy w Radomiu jest także częścią tej inwestycji. Jan Bloch odnosił sukcesy również w wielu różnych dziedzinach, takich jak: bankowość, przemysł cukierniczy, spożywczy, leśny czy też w rolnictwie. Był także zaangażowanym działaczem społecznym i filantropem, m.in. współtworzył struktury ubezpieczeniowe dla pracowników kolei oraz wspierał działalność instytucji charytatywnych.

Jan Bloch jest doskonałym przykładem pozytywistycznych działań, społecznika zaangażowanego w sprawy pracownicze oraz człowieka wielu talentów, który realizował się nie tylko w dziedzinie gospodarki i biznesu, ale przede wszystkim kolejnictwa. To wyjątkowa postać dla Radomia i nie jest przypadkiem, iż uroczystość nadania jego imienia dworcowi Radom Główny odbywa się dokładnie w 189. rocznicę urodzin patrona – mówi Dariusz Grajda, wiceprezes zarządu PKP S.A.

Dworzec kolejowy w Radomiu oddano do użytku 25 stycznia 1885 r. Gmach dworca został zaprojektowany przez Adolfa Schimmelpfenniga, warszawskiego architekta pochodzenia niemieckiego, projektanta dworców, pałaców i kościołów. Budynek powstał poza ówczesnymi granicami miasta na terenie wsi Prędocinek, a w 1899 r. teren ten został włączony do miasta. W lipcu 1915 r. dworzec został częściowo spalony przez wycofujące się wojska rosyjskie, a następnie ze zmianami odbudowany przez władze austriackie. W latach 1989-1992 przeprowadzono generalny remont dworca, podczas którego zmieniono układ wnętrza oraz dobudowano pawilon poczekalni. W latach 2011-2013 obiekt przeszedł kompleksową modernizację, dzięki której został dostosowany do nowoczesnych standardów obsługi podróżnych. Dworzec został dostosowany do potrzeb wszystkich pasażerów, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności.

Radom Główny to już 19. dworzec kolejowy, który otrzymał swojego patrona w ramach programu nadawania wybranym dworcom imion wybitnych Polaków, realizowanym przez Polskie Koleje Państwowe S.A. Swoich patronów mają także m.in. dworce: Kraków Główny, Warszawa Centralna, Gdańsk Główny oraz Tarnów, a wczoraj dworzec Olsztyn Główny został nazwany imieniem Mikołaja Kopernika.

Zawieszenie broni czy cisza przed burzą? Rynki finansowe wybierają optymizm

Dynamika sytuacji na Bliskim Wschodzie nie pozwala nawet na chwilę odwrócić wzroku. Wtorkowa sesja przebiega pod dyktando apetytu na ryzyko, co pompuje giełdy, ale też polskiego złotego. Spada natomiast cena złota, a ropa naftowa tąpnęła do poziomów sprzed dwóch tygodni. Premier Donald Tusk daje RPP kolejny powód do zwiększenia tempa obniżek stóp procentowych.

Dziwna wojna

Rakiety i pociski zdominowały niebo nad Bliskim Wschodem, zmuszając do coraz szerszego zawieszenia operacji lotniczych w tym regionie. Dziś rano można było założyć, że wreszcie doszło do realnej deeskalacji, a wszystkie strony potwierdziły zawieszenie broni. Taki rozwój sytuacji byłby oczywiście za prosty dla jednej z globalnych beczek prochu. Nie minęło nawet kilka godzin, gdy Izrael oskarżył Iran o złamanie zasad rozejmu poprzez kolejny atak rakietowy. Persowie zaprzeczają, a Żydzi bez niespodzianki grożą odwetem. W trakcie pisania tych słów jedną z ostatnich informacji jest wpis prezydenta Donalda Trumpa w social mediach. Amerykański przywódca ogłasza, że Izrael nie zaatakuje już Iranu. Na ten moment w trwałość tego kruchego zawieszenia broni najbardziej uwierzyli inwestorzy, którzy ruszyli na zakupy, równocześnie pozbywając się ze swoich portfeli tzw. bezpiecznych przystani.

Kruchy rozejm, trwały risk on?

Już w poniedziałek, kiedy konflikt wkraczał w nową fazę w związku z irańskim atakiem na amerykańską bazę w Katarze, rynki podchodziły do eskalacji z daleko posuniętą powściągliwością. Efekt zwiększonego ryzyka był zauważalny, ale w żadnym wypadku nie wyglądało to na nerwowe reakcje. Natomiast wraz z wtorkiem i szansą na zawieszenie broni inwestorów ogarnęła wręcz euforia. Indeksy giełdowe wystrzeliły, a na czele europejskiego peletonu odnajdziemy Warszawę, gdzie WIG20 zyskuje wyraźnie powyżej 2%. Rynek walutowy bez oporu dołączył do pozytywnego sentymentu. Kurs EUR/USD balansuje ponownie na 1,16 $, cały czas testując lokalne i zarazem kilkuletnie maksima. Odpływ kapitału z dolara klasycznie kieruje go w stronę walut EM. Jednak, podobnie jak z GPW w przypadku rynku kapitałowego, tak na forexie polski złoty jest jednym z liderów. Kurs EUR/PLN znowu zerka na 4,25 zł, znajdując się blisko czerwcowych minimów. Kurs USD/PLN próbuje naruszyć trwale od góry poziom 3,67 zł. Jeżeli to wsparcie pęknie, to technicznie kolejny ważny punkt odnajdziemy w rejonie 3,64 zł. W tym miejscu kurs dolara znajdował się ponad 4 lata temu. Dzisiejsza euforia okazuje się szczególnym obciążeniem dla dwóch aktywów. Cena uncji złota koryguje się do niewiele ponad 3300 $. Jeszcze mocniej obrywa najbardziej wrażliwa na bliskowschodnie wydarzenia ropa naftowa. W jej przypadku nastąpiło prawdziwe tąpnięcie i za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić już 68 $, widziane ostatnio dwa tygodnie temu. Inwestorzy wyraźnie nie chcą uwierzyć w ryzyka, zagrażające globalnemu wzrostowi. Czy rzeczywistość nie wystawi ceny za ten optymizm przekonamy się w kolejnych miesiącach.

Elektryczny premier

Prawdopodobna deeskalacja na Bliskim Wschodzie nie tylko ogranicza ryzyko geopolityczne, ale koryguje również ceny kluczowych surowców. To kolejny z szeregu argumentów, który może przekonać Radę Polityki Pieniężnej do szybszego i odważniejszego cięcia stóp w naszym kraju. We wczorajszym komentarzu wspominałem o danych makro, głównie z rynku pracy, które także wytrącają z ręki decydentów powody dla dalszego prowadzenia restrykcyjnej polityki monetarnej. Najnowsze doniesienia z dziś tylko podgrzewają spekulacje wokół lipcowej decyzji RPP. Premier Donald Tusk ogłosił, że rząd przedłuży zamrożenie cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych (zamiast września osłona będzie działać do końca roku). Przy prognozowanych spadkach taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki rachunki nie powinny radykalnie wzrosnąć od stycznia. Ciężar przesłanek za obniżkami stóp może przełamać opór rodzimych decydentów przed szybszą ścieżką luzowania.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Nowe oblicze luksusu: Tomasz Osman o przyszłości jubilerstwa, technologii i zaufaniu

Jeszcze kilka lat temu nikt nie wierzył, że pierścionek zaręczynowy można kupić przez internet. Dziś Tomasz Osman, współtwórca sukcesu SAVICKI, opowiada o tym, jak technologia, emocje i autentyczność kształtują nowoczesny świat jubilerstwa. W rozmowie z Redakcją zdradza, dlaczego luksus nie zniknie przez automatyzację, jak buduje się zaufanie młodego pokolenia oraz dlaczego lider bez marki osobistej nie ma dziś racji bytu.

⁠Trendy i transformacja branży jubilerskiej

Jakie kluczowe zmiany zauważyłeś w branży jubilerskiej w ciągu ostatnich 5 lat?

Największą zmianą jest to, że biżuteria przestała być kupowana wyłącznie „na okazje”. Klient nie czeka już na ślub, zaręczyny czy rocznicę, szuka biżuterii, która wyraża jego styl na co dzień. To zatarcie granic między „luksusem” a „codziennością” zmieniło całą dynamikę branży. Kolejnym przełomem było wejście klientów do świata online, zaufanie do zakupów biżuterii w internecie rośnie z roku na rok.

Zmienia się też język marek: mniej patosu, więcej autentyczności. Mniej złotych literek, więcej realnych emocji.

Czy tradycyjny model sprzedaży w jubilerstwie ma jeszcze przyszłość, czy wszystko zmierza w stronę digital-first?

Salony nie znikną, ale ich rola się zmienia. Fizyczna obecność marki ma dziś znaczenie w budowaniu zaufania, ale doświadczenie klienta zaczyna się online. My nie patrzymy na to jako wybór: albo offline, albo online. My budujemy podejście phygital, integrację obu światów, w której klient może płynnie przechodzić z jednego do drugiego.

Digital-first to dziś sposób myślenia o całym biznesie, nie tylko o sprzedaży.

Jakie wyzwania stoją dziś przed markami jubilerskimi, które chcą zbudować lojalność młodszych pokoleń klientów?

Trzeba przestać mówić do klientów językiem reklamy z lat 90. Młode pokolenie kupuje sercem, ale też oczekuje spójności, uczciwości i emocji. Nie wystarczy opowiadać o miłości, trzeba ją pokazać w relacji z klientem, w obsłudze, w wartościach firmy.

Drugie wyzwanie to tempo, pokolenie Z nie będzie czekać dwa tygodnie na odpowiedź. Chcą przeżyć coś wyjątkowego, ale szybko, intuicyjnie i bez barier.

⁠Technologia i innowacje w świecie luksusu

Czy uważasz, że technologie typu TryOn staną się nowym standardem?

Zdecydowanie tak. W SAVICKI już od kilku lat rozwijamy autorską wersję TryOn i widzimy, jak przełamuje to największą barierę psychologiczną klienta: „czy będzie mi pasować”.

To nie tylko narzędzie sprzedażowe, to doświadczenie, które buduje zaufanie i zmienia sposób podejmowania decyzji.

Jakie inne technologie są Twoim zdaniem przyszłością dla branży jubilerskiej (AI, AR, blockchain)?

AI w personalizacji to gamechanger. Możliwość dopasowania rekomendacji biżuterii nie tylko do preferencji, ale i emocjonalnych sygnałów, jakie zostawia klient, to przyszłość.

Blockchain? Tak, ale nie jako moda, tylko jako sposób na autentyczność, certyfikaty, pochodzenie surowców, etyczny łańcuch dostaw.

AR to naturalne przedłużenie doświadczenia zakupowego, zwłaszcza w e-commerce.

Jak pogodzić luksusowy charakter marki z rosnącą automatyzacją procesów sprzedażowych?

Luksus nie znika przez automatyzację wręcz przeciwnie, automatyzacja pozwala zostawić ludziom czas na to, co najważniejsze: emocje, doradztwo, relację.

U nas np. obsługa klienta nie zaczyna się od bota, ale kończy dzięki niemu szybciej, bo bot przygotowuje informacje, zanim doradca podejmie rozmowę.

Automatyzacja powinna uwalniać zasoby, a nie zastępować człowieka tam, gdzie jest niezastąpiony.

⁠Przywództwo i zarządzanie zmianą

Jakie decyzje uważasz za przełomowe w swojej karierze?

Dołączenie do SAVICKI w 2017 roku w momencie, gdy nikt rozsądny nie wierzył, że da się sprzedawać pierścionki zaręczynowe przez internet.

Zmieniliśmy model biznesowy, zbudowaliśmy e-commerce, który działa w całej Europie, i przeszliśmy od „rodzinnej firmy jubilerskiej” do nowoczesnej marki z ambicją wejścia do mainstreamu modowego.

Ale najtrudniejsze decyzje to zawsze te kadrowe, odejścia, zmiany, zatrzymanie toksyczności, nawet jeśli chwilowo boli.

⁠Klient premium i emocje w e-commerce

Co dziś oznacza „doświadczenie klienta” w kontekście zakupu pierścionka zaręczynowego online?

To przede wszystkim bezpieczeństwo emocjonalne.

Klient nie kupuje produktu, kupuje odwagę, decyzję, symbol. I potrzebuje, żebyśmy go przez ten moment przeprowadzili, delikatnie, ale konkretnie.

Dla nas „doświadczenie” to nie tylko UX, to język, obsługa, sposób doradztwa, personalizacja opakowania, a nawet moment, w którym ktoś pyta: „czy na pewno jesteś gotowy, żeby oświadczyć się z tym pierścionkiem?”.

Jakie dane konsumenckie są najważniejsze w zarządzaniu marką jubilerską premium?
Dane pokazują zachowania, ale estetyka pokazuje intencje.

Najcenniejsze są dane jakościowe: które zdjęcia zatrzymują uwagę? Co zapisują na Pintereście? Jakie słowa wpisują w wyszukiwarkę nie szukając produktu, ale emocji?

My analizujemy też momenty zwątpienia klienta. Gdzie znika? Co go blokuje? To tam budujemy przewagę, nie na samym końcu koszyka, ale w połowie ścieżki.

⁠Marka osobista i rola lidera

Jaką rolę odgrywa osobisty wizerunek lidera w budowaniu zaufania do marki?

Ogromną. Ludzie nie ufają logotypom. Ufają twarzom, wartościom i autentyczności.

W świecie przesytu i braku zaufania, marka osobista lidera to nie dodatek, to tarcza, która chroni przed kryzysem i megafon, który pozwala pokazać kierunek.

Nie wierzę w marki bez lidera. Nawet jeśli stoi z tyłu, to jego decyzje decydują o wszystkim.

Jakie cechy są dziś kluczowe u liderów prowadzących transformację w tradycyjnych branżach?

Odporność psychiczna. Umiejętność słuchania danych, ale działanie wbrew schematom.

Zdolność podejmowania trudnych decyzji szybko, ale nie pochopnie.

I najważniejsze: zdolność zarządzania nie tylko ludźmi, ale też tempem, bo jeśli zespół nie nadąża, to nawet najlepszy pomysł się przewróci.

Henryka Bochniarz na czele Rady Nadzorczej Wirtualnej Polski Holding S.A.

24 czerwca Rada Nadzorcza WP Holding wybrała Henrykę Bochniarz do pełnienia funkcji Przewodniczącej Rady Nadzorczej. W poprzedniej kadencji tę funkcję sprawował Piotr Walter.

Henryka Bochniarz to uznana liderka polskiego biznesu, ekonomistka i wieloletnia orędowniczka dialogu społecznego oraz rozwoju gospodarki wolnorynkowej. Założycielka Konfederacji Lewiatan (organizacji zrzeszającej przedsiębiorców w Polsce) i jej wieloletnia Prezydentka; obecnie Przewodnicząca Rady Głównej. Twórczyni Akademii Przywództwa wspierającej rozwój liderek i liderów. Współzałożycielka Kongresu Kobiet. Była ministra przemysłu i handlu, filantropka, wspiera równość i różnorodność wśród kadry zarządzającej.

Obecnie w Radzie Nadzorczej Wirtualnej Polski Holding (powołanej na nową kadencję przez Walne Zgromadzenie w dniu 23 czerwca) zasiadają:

  • Henryka Bochniarz – Przewodnicząca
  • Beata Barwińska-Piotrowska – Wiceprzewodnicząca
  • Katarzyna Beuch
  • Mariusz Jarzębowski
  • Joanna Różycka-Iwan
  • Paweł Wujec

Zastosowania opasek zaciskowych w domu i ogrodzie – praktyczne porady

Opaski zaciskowe, a więc popularne trytytki, większości osób kojarzą się przede wszystkim z instalacjami elektrycznymi. Tymczasem przydać się mogą w każdym gospodarstwie domowym. To wbrew pozorom bardzo uniwersalne akcesoria, które warto mieć zawsze pod ręką. Wiedzą o tym doskonale majsterkowicze czy ogrodnicy.

Opaski zaciskowe – nieocenione przy porządkowaniu przewodów i w sytuacjach awaryjnych

O tym zastosowaniu wie chyba każdy. Opaski zaciskowe są powszechnie wykorzystywane do porządkowania kabli – od urządzeń różnego rodzaju. Dzięki temu przewody nie plączą się i prezentują się od razu znacznie lepiej. Aby odróżnić różne typy kabli od siebie, sięgnąć można po kolorowe trytytki lub opaski z etykietą.

Niepozorne opaski zaciskowe są przydatne także w tzw. sytuacjach awaryjnych. Gdy urwie się uchwyt w torbie, pęknie wieszak w szafie czy zepsuje zamek błyskawiczny – trytytka w tym pomoże. Oczywiście niekiedy rozwiązuje problem jedynie tymczasowo, ale to zawsze coś.

To dlatego trytytki kochają wszyscy majsterkowicze

Opaski zaciskowe są w stanie z powodzeniem zastąpić metalowe lub plastikowe haczyki. Wystarczy je przeciągnąć przez otwór i mocno zacisnąć, zostawiając odpowiedniej wielkości pętelkę. Potem można je powiesić np. na gwoździu. Taki haczyk sprawdzi się w garażu czy piwnicy.

Trytytki przychodzą z pomocą także wówczas, gdy trzeba zabezpieczyć szafki przed dziećmi. Można je także wykorzystać przy okazji podróży, aby dobrze zamknąć torbę lub walizkę.

Opaski zaciskowe niezawodne również w ogrodzie

Okazuje się, że trytytki bardzo dobrze sprawdzają się też w ogrodzie. Za ich pomocą można przywiązywać rośliny do podpór, zabezpieczyć siatkę ogrodzeniową czy zamontować folie tunelowe. Są lepszym rozwiązaniem niż standardowe druciki, bo nie rdzewieją i cechuje je większa elastyczność. Na zewnątrz warto wybierać opaski zaciskowe odporne na szkodliwe działanie promieniowania UV.

Jak widać, opaski zaciskowe to bardzo uniwersalne akcesoria, które mogą znacznie ułatwić życie. Są wytrzymałe, wszechstronne i banalnie proste w użyciu. Dobrze jest je więc mieć w swoim domu lub mieszkaniu. Przydać się mogą w garażu, piwnicy lub ogrodzie. Warto przy tym stawiać na trytytki naprawdę wysokiej jakości – wykonane z solidnych materiałów i odporne na promieniowanie słoneczne. Przy zakupie należy też wziąć pod uwagę ich długość – w końcu nie zawsze trzeba wykorzystywać najdłuższe dostępne w sklepach opaski zaciskowe.

Scenariusze i skutki eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Nie powtórzy się jednocześnie szok podażowy z lat 70-ych: nastąpiła poprawa efektywności energetycznej i ropy naftowa ma już mniejszy udział w globalnym PKB (w 1973 r. odpowiadała za prawie połowę globalnego zużycia energii; obecnie jest to około jednej trzeciej).

  • Eskalacja na linii Izrael-Iran wstrząsa rynkami ropy, zwiększając ryzyko stagflacji. Ceny ropy Brent wzrosły o około 20% powyżej poziomów z początku czerwca z powodu obaw o zakłócenia w przepływie ropy.
  • Utrzymuje się ryzyko szerszej regionalnej eskalacji: mimo iż eksport z Iranu był już wcześniej ograniczony przez sankcje, to nie można wykluczyć zakłóceń w dostawach ropy w odniesieniu do całego regionu – w postaci blokady cieśniny Ormuz, obsługującej 20% światowych dostaw ropy i gazu.
  • Przedłużająca się blokada mogłaby wywindować ceny ropy powyżej 100 USD/bbl. Obecnie w opinii Allianz Trade szacować można, iż cena ropy Brent pozostanie między 70 USD/bbl a 80 USD/bbl, co odzwierciedla umiarkowaną premię za ryzyko. Kraje konsumujące ropę mogą uwolnić rezerwy strategiczne, a producenci OPEC mogą dostosować moce produkcyjne w celu ustabilizowania rynków.
  • Rynki finansowe wykazały się ostrożnością, przy zmienności indeksów giełdowych, a główne rynki amerykańskie i europejskie odrobiły początkowe straty. Rynki obligacji były dość stabilne, ale nie można wykluczyć wzrostu ich rentowności w przypadku dalszej eskalacji napięć. Zauważalne były także wahania walutowe, szczególnie w przypadku izraelskiego szekla i irańskiego riala.
  • Harmonogram rozwiązania konfliktu jest niepewny, z podstawowym scenariuszem wymiany militarnych ciosów na ograniczona skalę i jednocześnie ciągłych wysiłków dyplomatycznych, chociaż nie można wykluczyć ryzyka eskalacji w kierunku poważniejszego konfliktu.

Długotrwałe napięcia między Izraelem a Iranem dramatycznie nasiliły się w ciągu ostatnich dni, co pociągnęło za sobą spodziewane wstrząsy na światowych rynkach energii.

Ceny ropy Brent wzrosły o+ 20% powyżej cen z początku czerwca, odzwierciedlając „premię za strach geopolityczny”, gdy inwestorzy przygotowywali się na potencjalne zakłócenia w przepływie ropy z Bliskiego Wschodu. Wzrost ten odzwierciedla wzorzec obserwowany w poprzednich okresach geopolitycznych obaw: podczas ataków na tankowce w pobliżu cieśniny Ormuz w czerwcu 2019 r. ceny ropy wzrosły o około +4% w ciągu jednego dnia; amerykański atak na irańskiego generała Soleimaniego w styczniu 2020 r. również spowodował wzrost cen ropy Brent o blisko +4%. W 2006 r. konflikt Izraela z Hezbollahem w Libanie wpłynął na podniesienie cen ropy Brent do rekordowego wówczas poziomu 80 USD za baryłkę. Porównania historyczne sugerują, że jeśli obecna konfrontacja pozostanie ograniczona – ograniczona do retoryki i starć zastępczych, czyli bez większych zakłóceń w dostawach – to ceny ropy mogą wzrosnąć o 5-10%, z dziennymi skokami w przypadku wystąpienia jakiegokolwiek incydentu, aby następnie ustabilizować się. Jednak w przypadku braku faktycznego wpływu konfliktu na podaż ropy, globalne wolne moce produkcyjne i wysokie bufory zapasów pomogą ograniczyć trwałe wzrosty cen, jak to miało miejsce na początku 2020 roku. Rzeczywiście – OPEC+ zapowiedział niedawno znaczny wzrost produkcji, a sam rynek ropy naftowej w 2025 roku doświadcza nadpodaży.

Wykres 1: Ceny ropy reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie

Ceny ropy reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie

Źródła: LSGE Datastream, Allianz Research

Mający jedynie lokalny zasięg irańsko-izraelski konflikt nie zmniejszyłby znacząco wydobycia ropy naftowej: Eksport Iranu był już dotychczas ograniczony przez sankcje, a Iran wydobywa „tylko” 5% światowej ropy

W opinii Allianz Trade ryzyko szerszej regionalnej eskalacji jest jednak niemałe. Iran mógłby zagrozić żegludze w Zatoce Perskiej lub zachęcać do ataków na infrastrukturę naftową Zatoki. Przykładem mogą być wcześniejsze, historyczne precedensy: embargo na ropę w wyniku wojny arabsko-izraelskiej w 1973 r. i rewolucja irańska w 1979 r. zmniejszyły światowe dostawy ropy o około 5-10% co spowodowało podwojenie cen ropy w ciągu kilku miesięcy. Nawet mniejszy szok związany z wojną w Zatoce Perskiej w 1990 r. spowodował podwojenie cen ropy z 18 USD/bbl do 36 USD/bbl w mniej niż trzy miesiące. Porównywalne do tamtych zakłócenia w podaży mogłyby w dzisiejszych czasach spowodować wzrost cen ropy Brent do poziomu trzycyfrowego.

Dlatego wszystkie oczy zwrócone są na cieśninę Ormuz: punkt przerzutowy dla 20% światowej ropy naftowej i gazu ziemnego

Zablokowanie cieśniny na dłuższy czas mogłoby spowodować wzrost cen ropy powyżej 100 USD za baryłkę. W takim scenariuszu ucierpiałyby również dostawy gazu, ponieważ tankowce LNG katarskie i państw Zatoki Perskiej przepływają przez cieśninę przed dotarciem do Azji, Europy i innych krajów. Na razie scenariusz bazowy jest jednak mniej apokaliptyczny – najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, iż kryzys wprowadzi do cen ropy i gazu trwałą, ale umiarkowaną premię za ryzyko. Ceny ropy Brent mogą wahać się w podwyższonym przedziale od 70 USD/bbl do 80 USD/bbl, dopóki utrzymują się napięcia. Odzwierciedla to zarówno zapobiegawcze gromadzenie zapasów, jak i spekulacyjne pozycjonowanie pod najgorsze scenariusze. Kraje konsumujące ropę mogą zareagować uwolnieniem rezerw strategicznych w celu uspokojenia rynków, podczas gdy producenci OPEC (zwłaszcza Arabia Saudyjska) mogą dalej wykorzystywać wolne moce produkcyjne. Reakcja OPEC może być jednak ostrożna: producenci z Bliskiego Wschodu cieszą się wyższymi przychodami z premii za ryzyka geopolityczne i mogą woleć utrzymać obecny status quo dopóki nie pojawi się prawdziwy niedobór w podaży.

Ostatnie wahania cen ropy naftowej mogą obniżyć wzrost gospodarczy w USA i Europie o mniej niż -0,1 punktu procentowego, pozostawiając bez zmian bazowy scenariusz Allianz Trade wzrostu gospodarczego

Trwały wzrost cen ropy naftowej działa jak klasyczny szok podażowy, zwiększając inflację przy jednoczesnym tłumieniu wzrostu (presja stagflacyjna). Jednak w porównaniu z latami 70-tymi XX wieku skala tego zjawiska jest dziś umiarkowana ze względu na poprawę efektywności energetycznej i mniejszy udział ropy naftowej w PKB. W 1973 r. ropa naftowa stanowiła prawie połowę globalnego zużycia energii; obecnie jest to około jednej trzeciej. W związku z tym obecny szok cenowy, choć bolesny, ma łagodniejszy wpływ na produkcję i inflację niż w przeszłości. Wzrost o +10 USD za baryłkę, jaki miał miejsce w pierwszym tygodniu wymiany ciosów, dodaje około +0,2 punktu procentowego do inflacji w USA i obniża wzrost PKB o około -0,1 punktu procentowego. Europa stoi w obliczu podobnego efektu: każdorazowy wzrost cen ropy o 10% (w euro) podnosi inflację w strefie euro o około 0,1-0,2 punktu procentowego, a europejski PKB również ulega wtedy zmniejszeniu o -0,1 punktu procentowego.

Rynki finansowe pozostają ostrożne, ale zmienność będzie się utrzymywać

Do zamknięcia w piątek 13 czerwca, indeks S&P 500 spadł o -1,1%, podczas gdy akcje europejskie również zniżkowały (Stoxx Europe 600: -0,9%). Regionalne rynki akcji zareagowały bardziej znacząco na wydarzenia, ponieważ indeks w Dubaju spadł o 5%, a Abu Zabi o 3,5%. Ruchom tym towarzyszyła dynamika „ucieczki do przystani” – rentowności zachodnich obligacji skarbowych spadały, a waluty typu „save haven”, takie jak frank szwajcarski, zyskiwały. Jednak do poniedziałku 16 czerwca, kiedy deeskalacja wydawała się prawdopodobna, początkowa reakcja rynku na ryzyko została w dużej mierze ponownie wyceniona. Główne amerykańskie i europejskie indeksy giełdowe odrobiły niemal wszystkie piątkowe straty. Zgodnie z obecnym Allianz Trade scenariuszem bazowym można przyjąć, że rynek obligacji, w tym rentowności 10-letnich obligacji USA i strefy euro, pozostanie na obecnych poziomach. Dalsza eskalacja, w tym atak na irańską infrastrukturę eksportującą ropę naftową lub zablokowanie cieśniny Ormuz prawdopodobnie pociągnie za sobą wzrost rentowności obligacji rządowych w USA i strefie euro o 30 do 50 pb, ponieważ wyższe ceny ropy i wynikające z nich obawy o inflację wywołają jastrzębie reakcje banków centralnych. Już po pierwszych atakach w regionie odnotowano znaczne ruchy walutowe, a nowy izraelski szekl stracił 3,5% na początkowych ruchach, ale od tego czasu odzyskał znaczną część spadku. Irański rial stracił około 10% po pierwszych uderzeniach, co zniweczyło wszystkie zyski z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce po rozpoczęciu rozmów między Iranem a USA.

Harmonogram rozwiązania obecnej sytuacji pozostaje niepewny

Allianz Trade scenariusz bazowy (o prawdopodobieństwie 55%) zakłada wymianę przez dłuższy czas ograniczonych militarnych ciosów, bez celowania w infrastrukturę eksportującą energię w Iranie, ani w inne siły wojskowe. Scenariusz negatywny jest jednak nadal realnie możliwy (30%), ponieważ izraelscy przywódcy sygnalizowali wolę kontynuowania obecnego kursu działań. Wiązałoby się to z aktywnym atakowaniem wszystkich rodzajów infrastruktury energetycznej, zaangażowaniem na większą skalę zewnętrznych sił wojskowych i z zamknięciem cieśniny Ormuz. W tle rozważać mozna również scenariusz pozytywny (10%), ponieważ nadal mają miejsce wysiłki dyplomatyczne w celu zatrzymania konfliktu. Teheran zasygnalizował 16 czerwca zamiar powrotu do stołu negocjacyjnego.

Tabela 1: Scenariusze eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Scenariusze eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Uwaga: 5% pozostawiono na scenariusz ryzyka skrajnego

Źródła: Allianz Trade Research

Skutki gospodarcze konfliktu w regionie są widoczne od początku eskalacji

W Izraelu normalizacja, jaką już można było obserwować po wojnie w Strefie Gazy rozpoczętej w październiku 2023 r., obecnie wyhamowała. Strajki zakłócają normalną działalność gospodarczą, a wydatki na obronę rosną. Przewidywano, że dług publiczny Izraela w stosunku do PKB spadnie nieznacznie w 2025 r. do 67,7%, ale konflikt wywraca te założenia a skala wzrostu będzie zależeć od tego, jak długo trwać będzie otwarty konflikt, ale doprowadzi to zapewne do pogorszenia ratingu kredytowego Izraela. W Egipcie ponownie mamy do czynienia z niedoborem energii, ponieważ zamknięcie izraelskiego pola gazowego Lewiatan odcięło kluczowe dostawy. W związku z wysokimi temperaturami latem, które napędzają szczytowe zapotrzebowanie na gaz, Egipt stoi teraz przed perspektywą wcześniejszego zakupu awaryjnych dostaw LNG. Dzieje się to w czasie, gdy ceny LNG wzrosły od razu po rozpoczęciu działań militarnych o +6,6%, co prowadzi do wzrostu kosztów zarówno dla sektora publicznego, jak i prywatnego, które już zmagały się z kryzysem w kosztach utrzymania i inflacją na poziomie 16,8% w maju 2025 r., co potęguje trudną sytuację fiskalną Egiptu. W Zatoce Perskiej wyższe ceny ropy naftowej (75 USD za baryłkę w Allianz Trade obecnym scenariuszu bazowym) przyniosą korzyści finansom publicznym, zwłaszcza w Bahrajnie, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej. Jednak jednocześnie wzrosły swapy ryzyka kredytowego od czasu rozpoczęcia nalotów 13 czerwca, co wskazuje na wyższe koszty zadłużenia zarówno w Zatoce Perskiej, jak i w Izraelu.

Zrównoważony rozwój pod presją zysków. Badanie EY ujawnia sceptycyzm inwestorów

0

W najnowszej edycji badania EY Institutional Investor Survey, po raz pierwszy w jego 10-letniej historii, przeprowadzono pogłębioną analizę, która wskazuje na wyraźny rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a rzeczywistymi działaniami przedsiębiorców na rzecz zrównoważonego rozwoju (ESG). Wyniki badania pokazują, że mimo iż prawie dziewięciu na dziesięciu ankietowanych (88 proc.) twierdzi, że ich firma zwiększyła wykorzystanie informacji związanych z ESG, aż dwie trzecie (66 proc.) respondentów uważa, że ich instytucja prawdopodobnie zmniejszy uwzględnianie czynników ESG w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Dlaczego tak się dzieje?

Decyzje inwestycyjne są obecnie w dużej mierze uzależnione od bieżącej sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej. Prawie dwie trzecie (63 proc.) ankietowanych wskazuje, że zmiany w cyklu koniunkturalnym mają największy wpływ na ich strategię inwestycyjną. Wzrost presji na osiąganie krótkoterminowych zysków, zauważony w poprzednich badaniach, nadal utrudnia długoterminowe inwestycje w zrównoważony rozwój.

Najbliższy czas pokaże, czy ustne deklaracje i realne działania inwestorów będą się do siebie zbliżać. Z jednej strony, inwestorzy wykazują pewne „zmęczenie zrównoważonym rozwojem”, z drugiej jednak, największe światowe gospodarki utrzymują ambitne cele z tym związane. Osiągnięcie tych założeń wymaga od firm opracowania nowych modeli biznesowych, które integrują wszystkie aspekty związane ze zrównoważonym rozwojem – mówi Rafał Hummel, lider zespołu ds. raportowania i atestacji ESG.

Greenwashing – poważny problem

Badanie ujawnia również, że greenwashing pozostaje poważnym problemem, który podważa zaufanie inwestorów. Aż 85 proc. badanych stwierdziło, że nierzetelne stwierdzenia dotyczące wyników w obszarze zrównoważonego rozwoju są dziś poważniejszym problemem niż pięć lat temu. Mimo to, 93 proc. inwestorów wierzy, że firmy osiągną swoje cele w zakresie zrównoważonego rozwoju i dekarbonizacji, co może świadczyć o braku głębokiego zaangażowania w monitorowanie postępów.

Jak należy raportować o ESG?

Niemal jedna trzecia (36 proc.) inwestorów jest niezadowolona z postępów firm w dostarczaniu raportów ESG. 80 proc. ankietowanych uważa, że miary istotności i porównywalność raportowania zrównoważonego rozwoju wymagają poprawy. Wdrożenie jednolitych ram regulacyjnych, takich jak CSRD, może znacząco zwiększyć użyteczność raportów dla inwestorów.

Metodologia badania
Badanie EY Institutional Investor Survey zawiera opinie 350 decydentów inwestycyjnych z instytucji finansowych na całym świecie. Dodatkowe informacje uzyskano poprzez wywiady z indywidualnymi inwestorami instytucjonalnymi oraz ekspertami EY.

Rozejm Izrael–Iran kruchy, ale rynki odetchnęły. Ropa spada poniżej 70 USD

We wtorek prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił zawieszenie broni między Izraelem a Iranem, jednak kilka godzin później Izrael oskarżył Teheran o naruszenie porozumienia, twierdząc, że wykrył wystrzelenie rakiet. W odpowiedzi izraelski minister obrony nakazał przeprowadzenie silnych uderzeń na cele w Teheranie. Choć Iran nie potwierdził oficjalnie zgody na rozejm, według anonimowych źródeł Trump zabiegał o pomoc emira Kataru w przekonaniu Iranu do zaakceptowania zawieszenia broni, co miało się ostatecznie udać.

Rozejm ogłoszono po symbolicznym ataku Iranu na amerykańską bazę wojskową Al Udeid w Katarze. Atak nie spowodował ofiar, a USA oraz Katar zostali o nim uprzedzeni. Donald Trump ocenił incydent jako „słaby” i podziękował Iranowi za wcześniejsze ostrzeżenie. Izrael, który wcześniej ogłosił osiągnięcie swoich celów wojennych, zgodził się na rozejm pod warunkiem zaprzestania dalszych działań ofensywnych przez Iran. Rynki finansowe zareagowały na informacje o deeskalacji konfliktu z wyraźną ulgą – ceny ropy Brent spadły poniżej 70 USD za baryłkę.

Wydarzenia te miały miejsce w kontekście amerykańskich ataków na kluczowe irańskie obiekty jądrowe – Fordow, Natanz i Isfahan – które, jak stwierdził Trump, zostały „całkowicie zniszczone”. Wiceprezydent JD Vance oświadczył, że Iran nie jest już w stanie zbudować broni atomowej, a zapasy wzbogaconego uranu zostały „zakopane”, choć nie jest jasne, gdzie obecnie się znajdują. Eksperci zgodnie oceniają, że irańska odpowiedź miała charakter przede wszystkim symboliczny, a atak na Katar był pokazem siły, który nie miał na celu dalszej eskalacji.

Donald Trump zapowiedział, że zawieszenie broni „będzie trwałe” i nie spodziewa się ponownej wymiany ognia między Izraelem a Iranem. Niemniej jednak, wciąż niepokój budzi przyszłość irańskiego programu nuklearnego oraz prawdziwe intencje Teheranu. Choć Iran twierdzi, że wzbogaca uran jedynie w celach cywilnych, państwa zachodnie oraz kraje arabskie obawiają się, że może on zostać wykorzystany w celach wojskowych. Izrael podkreśla, że jego działania miały na celu uniemożliwienie Iranowi zdobycia broni jądrowej oraz zniszczenie jego potencjału rakietowego.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Ewa Grzech dołącza do DHL eCommerce Polska jako PR Director

W czerwcu do zespołu DHL eCommerce Polska dołączyła Ewa Grzech, obejmując stanowisko PR Director.

Ewa Grzech to ekspertka w dziedzinie komunikacji z wieloletnim doświadczeniem, które zdobywała pracując w branży beauty, technologicznej i FMCG. Jest absolwentką Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, swoją karierę zaczynała w agencji Edelman Polska, a potem po stronie biznesu w Huawei Technologies.  Przed dołączeniem do DHL eCommerce Polska kierowała działem Integrated Communications w Avon Cosmetics Polska.

Specjalizuje się w prowadzeniu działań w obszarach komunikacji korporacyjnej i produktowej, media relations, zarządzania kryzysowego oraz społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

W DHL eCommerce Polska jako PR Director będzie odpowiadać za strategię komunikacji zewnętrznej, relacje z mediami – pełniąc funkcję rzecznika prasowego – a także za zarządzanie kryzysem.

Kraków liderem usług biznesowych. Już 108 tys. pracowników w 312 centrach

0

Dane z najnowszego raportu ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2025 potwierdzają znaczenie sektora dla polskiej gospodarki. Szacowany udział usług biznesowych w PKB wzrósł do 5,7%, a wartość eksportu w 2024 r. oscylowała wokół 42,3 miliardów USD.

Wzrost wartości sektora usług biznesowych w Polsce i rosnąca specjalizacja potwierdzają mocną pozycję Polski na globalnej mapie usług. Na koniec pierwszego kwartału 2025 r. nad Wisłą działało 2081 centrów usług biznesowych należących do 1 258 inwestorów z 50 państw. W okresie 1 stycznia 2024 – 31 marca 2025 w Polsce zostało otwartych 61 nowych centrów, zajmujących się głównie IT (42,6%) oraz badaniami i rozwojem (26,2%). Tylko w nowych centrach stworzono 5 400 miejsc pracy.

Specjalizacja polskiego sektora usług biznesowych wciąż przyspiesza, stabilizując naszą pozycję w czołówce lokalizacji wybieranych przez międzynarodowych inwestorów – zaznacza Janusz Dziurzyński, prezes ABSL – Nasze działania w kierunku transformacji polskiego sektora usług biznesowych od dostawcy usług do roli strategicznego partnera mają wyraźne odzwierciedlenie w liczbach. Udział usług wiedzochłonnych osiągnął już prawie 60%, a procesy mid-office obejmujące kompleksowe zadania, takie jak wielowymiarowe planowanie, procesy cyberbezpieczeństwa czy pogłębiona analityka przekroczyły 54%. Stajemy się prawdziwym zagłębiem specjalistycznych usług w skali globalnej.

Talent i technologia motorem transformacji

Pracownicy z wysokimi kwalifikacjami pozostają najważniejszym atutem polskiego sektora usług biznesowych. Na koniec pierwszego kwartału 2025 r. w centrach usług biznesowych w Polsce zatrudnionych było 488 700 osób, co oznacza wzrost o 6,2% r/r. Ponadto szacunki wskazują, że zatrudnienie obejmujące realizację usług biznesowych, zarówno w centrach usług biznesowych jak i poza nimi, wynosi 2,3 mln osób.

Pracownicy centrów są w coraz większym stopniu wspierani przez rozwój technologii. 78% firm w sektorze zwiększyło w ostatnim roku wydatki na szkolenia. AI jest wykorzystywana do zadań poznawczych już przez 90% firm, a ponad 74% centrów używa inteligentnej automatyzacji do przyspieszenia prostych procesów, odblokowując tym samym potencjał pracowników do bardziej rozwijających zadań. Specjalizację sektora widać również poprzez zmiany w strukturze zatrudnienia. Rośnie średnia wieku pracowników. Już 46% pracowników w centrach jest w wieku 35+, co odzwierciedla wzrost zapotrzebowania na doświadczone zespoły do obsługi coraz bardziej złożonych funkcji. Blisko 80% firm wdraża lub kontynuuje wdrażanie strategii transformacyjnych, przy czym ponad 55% firm rozszerzyło zakres świadczonych usług.

– Dane jednoznacznie wskazują, że w minionym roku utrzymał się trend związany ze stabilnym wzrostem zatrudnienia i wzrostem wartości eksportu coraz bardziej zaawansowanych usług. W przypadku informacji o zwolnieniach, w praktyce mieliśmy do czynienia z przepływami pracowników w ramach sektora – podkreśla Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych. – Warto zwrócić też uwagę, że wraz ze wzrostem specjalizacji sektora kształtuje się model biznesowy. Centra stają się wyspecjalizowane w obsłudze klientów z wybranych branż np. energetycznej czy ochrony zdrowia. Następuje też bardzo wyraźna zmiana – myślimy o pracownikach przez pryzmat kompetencji, a nie stanowisk pracy.

Mocna pozycja na globalnej mapie usług biznesowych

Jedną z głównych cech sektora usług biznesowych w Polsce jest umiędzynarodowienie. Ponad 84% miejsc pracy w centrach usług biznesowych tworzą firmy z kapitałem zagranicznym, pochodzące z 50 krajów. Tym samym systematycznie rośnie wartość eksportu usług biznesowych. W 2024 r. wyniosła 42,3 mld USD. Wzrasta również wartość eksportu na pracownika – na koniec 2024 r. wynosiła 64 300 USD, osiągając wzrost o 52,3% od 2016 r. Jednocześnie szacunki ABSL wskazują, że wartość eksportu na pracownika na koniec 2025 r. osiągnie 65 400 USD.

Janusz Dziurzyński podkreśla: – Aż pięć krajów importuje z polskich centrów usługi o wartości przekraczającej 2 miliardy USD każdy. Są to Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Holandia, Szwajcaria. Wartość eksportu do Niemiec – głównego rynku eksportowego dla polskich centrów usług biznesowych – zbliża się do 5 miliardów USD.

Kraków – centrum kompetencji i talentów

Kraków niezmiennie utrzymuje pozycję jednego z kluczowych ośrodków sektora usług biznesowych. W pierwszym kwartale 2025 r. w 312 krakowskich centrach usług zatrudnionych było blisko 108 tys. osób.  Krakowskie centra budują swoją pozycję poprzez innowacje i przejmowanie coraz bardziej wyspecjalizowanych procesów wymagających wysokich kompetencji i doświadczenia.

Kraków ugruntował swoją pozycję wśród inwestorów jako miasto wyspecjalizowane w procesach IT oraz ważny ośrodek innowacji, zaś sam sektor usług biznesowych pozostaje znaczącym katalizatorem rozwoju technologicznego miasta – podkreśla Aleksander Miszalski, Prezydent Krakowa Doskonałym przykładem jest współpraca sektora z krakowskimi uniwersytetami, która pozwala na lepsze przygotowanie studentów do wyzwań rynku pracy. Warto również wskazać na rozwój infrastruktury biznesowej niezbędnej do pozyskiwania międzynarodowych inwestorów.

***

Raport ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2025 miał swoją premierę na ABSL Summit – jednym z najważniejszych wydarzeń sektora w Europie. Materiał powstał we współpracy z firmami Colliers, Mercer, Randstad oraz Randstad Enterprise. Patronem honorowym publikacji jest Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Uniwersytet Zielonogórski uruchamia własne venture studio. Partnerem The Heart

  • Uniwersytet Zielonogórski oraz venture builder The Heart, przy współpracy z przedstawicielami lokalnego i ogólnopolskiego biznesu, uruchamiają UZ Venture Studio. To pierwszy w Polsce wehikuł venture buildingowy działający przy uczelni wyższej. Inicjatywa łączy potencjał akademicki z praktyką biznesową, tworząc nowe możliwości dla krajowych startupów i ich founderów.
  • UZ Venture Studio powstało z myślą o wspieraniu efektywnego transferu technologii z uczelni do biznesu. Celem jest przede wszystkim budowa trwałych mostów między nauką a biznesem – na wzór sprawdzonych modeli popularnych w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej. Program łączy wsparcie merytoryczne, eksperckie i infrastrukturalne, oferując uczestnikom pełen proces walidacji, mentoringu i przygotowania do rozmów z inwestorami.
  • Rozpoczął się właśnie otwarty nabór do pierwszej edycji programu. Do współpracy zaproszeni są innowatorzy, badacze, przedsiębiorcy i startupowcy z całej Polski.

Uniwersytet Zielonogórski – jako pierwsza uczelnia w Polsce – uruchamia własne Venture Studio, które ma stać się akceleratorem innowacyjnych pomysłów i platformą komercjalizacji wiedzy akademickiej. Partnerem w realizacji projektu jest warszawski venture builder The Heart, specjalizujący się w tworzeniu startupów opartych na innowacjach cyfrowych i projektach badawczo-rozwojowych.

Projekt UZ Venture Studio łączy zasoby uczelni, know-how ekspertów i potrzeby realnego rynku. Powstała struktura umożliwia tworzenie nowych firm od podstaw – w ścisłej współpracy środowisk naukowych z biznesem. To miejsce, gdzie studencki pomysł, badania naukowe mogą zostać przekształcone w skalowalny startup, gotowy do pozyskania finansowania i wejścia na rynek. Venture Studio to nie inkubator, czy typowy program akceleracyjny. Działa w formule venture buildingu – procesie, w którym zespół ekspertów i mentorów aktywnie współtworzy spółkę od zera: od walidacji rynkowej, przez projektowanie modelu biznesowego, po przygotowanie pitch decku i strategii wejścia na rynek.

Program trwający do końca 2025 zakłada wybór minimum 3 projektów, które przejdą pełen proces walidacji i komercjalizacji. Równolegle budowany jest pipeline kolejnych inicjatyw, które mają potencjał technologiczny, społeczny lub naukowy. Udział w programie mogą zgłaszać nie tylko studenci, absolwenci i naukowcy Uniwersytetu Zielonogórskiego, ale także przedsiębiorcy i szeroko rozumiany biznes, jako potencjalny partner komercjalizujący. UZ Venture Studio wyróżnia się bowiem silnym modelem współpracy nauki z biznesem, opartym na stałym udziale partnerów rynkowych na każdym etapie projektu – od selekcji tematów po komercjalizację. Wybór konkretnych projektów opiera się na realnych potrzebach zgłaszanych przez partnerów biznesowych, którzy jednocześnie mogą być odbiorcami rozwijanych technologii.

Wierzymy, że uczelnia może być czymś więcej niż miejscem nauki – może być motorem rozwoju innowacyjnych firm. Naszym celem jest stworzenie trwałej platformy, która nie kończy się na pilotażu, ale buduje nowe pokolenie przedsiębiorców głęboko osadzonych w technologii i wiedzy – mówi kierujący projektem dr n. med. MBA Rafał Kieszek z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

UZ Venture Studio działa w oparciu o cykl warsztatów i program edukacyjny „Akademia Venture Building”, który przekazuje uczestnikom praktyczne kompetencje z zakresu projektowania modeli biznesowych, badań rynku, rozwoju produktu i przygotowania do rozmów z inwestorami. Projekt integruje zasoby oraz kompetencje Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii (CPiTT), Centrum Doskonałości Naukowej i Technologicznej, jak i partnerów biznesowych. – Ten projekt jest otwarty dla founderów z całej Polski – liczy się wartość pomysłu, gotowość do pracy i ambicja zbudowania czegoś realnego. UZ Venture Studio to przestrzeń, w której nie tylko testujemy pomysły, ale wspólnie je realizujemy. To ma być najszybsza możliwa, kompletna ścieżka wynajdywania, budowy i komercjalizacji pomysłów studentów przez biznes – podkreśla Zbigniew Leś Dyrektor ds. Partnerstw Naukowych i Transferu Technologii w The Heart.

Venture Studio skupia się na sektorach o dużym potencjale: inżynieria, technologie IT, zdrowie, zielona energia, technologie żywnościowe, kosmiczne oraz deep tech. Projekty rozwijane w ramach programu mają szansę nie tylko na rozwój, ale także wejście na rynek z pełnym zapleczem organizacyjnym, prawnym i inwestycyjnym.

Na zakończenie pierwszej edycji działania projektu planowana jest ogólnopolska konferencja UZ Startup Summit, podczas której zaprezentowane zostaną pierwsze efekty działalności studia, a także projekty gotowe do wejścia w fazę inwestycyjną.

***

Zadanie finansowane z środków Budżetu Państwa pt. „UZ Venture Studio – Proaktywna Edukacja w Stronę Przedsiębiorczości” Umowa nr MNiSW/2024/DAP/324 z dnia 20.11.2024 r. Kwota dofinansowania 1 600 000,00 zł

Rusza przebudowa wiaduktu przy ul. Kuzienniczej w Jaworze. Inwestycja za 6,8 mln zł

23 czerwca 2025 roku podpisana została umowa pomiędzy Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei a firmą BERGER Bau, obejmująca realizację kolejnej inwestycji drogowo-inżynieryjnej na Dolnym Śląsku. Jest to kompleksowa przebudowa wiaduktu w ciągu ulicy Kuzienniczej w Jaworze – obiekcie zlokalizowanym w kilometrze 2+117 dawnej drogi wojewódzkiej nr 374.

Inwestycja o wartości 6,8 mln zł netto stanowi odpowiedź na wyzwania wynikające z pogarszającego się stanu technicznego istniejącej infrastruktury oraz rosnącego natężenia ruchu, zarówno kołowego, jak i kolejowego. Obejmuje ona nie tylko rozbiórkę istniejącego, wyeksploatowanego wiaduktu, ale również budowę nowego obiektu o konstrukcji zespolonej stalowo-betonowej, przebudowę przyległego układu drogowego oraz pełne wyposażenie i zabezpieczenie inżynierskie. Główne cele realizacji to poprawa bezpieczeństwa i funkcjonalności drogi wojewódzkiej w tej części Jawora, usprawnienie układu komunikacyjnego w mieście oraz długofalowe wsparcie dla lokalnej infrastruktury transportowej. Zakończenie prac planowane jest na 31 grudnia 2026 roku.

Nowa konstrukcja nad torami i drogą

Nowy ustrój nośny wiaduktu będzie wykonany w technologii zespolonej, z wykorzystaniem elementów stalowych scalanych na placu budowy i uzupełnianych o żelbetowe płyty pomostowe betonowane na miejscu.

– Podpory obiektu zostaną przebudowane i wzmocnione – m.in. poprzez wykonanie nowych fundamentów i ciosów podłożyskowych oraz montaż nowych łożysk. Istotnym elementem będzie wykonanie hydroizolacji i skutecznego odwodnienia płyty pomostowej, zabezpieczenie antykorozyjne wszystkich stalowych komponentów, a także pełne wyposażenie w elementy bezpieczeństwa: dylatacje, gzymsy, balustrady i oznakowanie – mówi Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Przebudowa dojazdów i korekta niwelety

W ramach prac przewidziano również kompleksową przebudowę dojazdów do wiaduktu – na odcinku o długości 183,85 m, z jezdnią o zmiennej szerokości od 7,34 do 8,00 metrów. Zaplanowano korektę niwelety drogi w celu dopasowania jej do geometrii nowego obiektu, wykonanie nowej konstrukcji nawierzchni, wzmocnienie poboczy oraz instalację znaków pomiarowych do długofalowego monitoringu przemieszczeń.

Organizacja prac nad czynną linią kolejową

Jednym z istotnych aspektów tej inwestycji jest jej realizacja nad czynną, wielotorową linią kolejową oraz drogą powiatową. Ze względu na bezpieczeństwo i koordynację z zarządcą infrastruktury kolejowej, harmonogram prac uwzględnia wprowadzenie czasowych zamknięć torowych – w szczególności w fazie demontażu starego wiaduktu i usuwania materiałów budowlanych z torowiska. Montaż nowej konstrukcji stalowej odbędzie się sekcyjnie, z użyciem ciężkiego sprzętu dźwigowego, a elementy będą scalane bezpośrednio na placu budowy.

Wyzwania projektowe i planowane technologie

Choć konstrukcja wiaduktu jest uznawana za standardową, realizacja nad aktywną infrastrukturą kolejową wymaga przestrzegania procedur technologicznych i precyzyjnego harmonogramowania robót.

– BERGER Bau planuje wdrożenie szeregu rozwiązań technicznych, które umożliwią utrzymanie maksymalnego bezpieczeństwa na każdym etapie inwestycji, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego tempa realizacji. Zakres działań obejmie m.in. organizację placu budowy z zachowaniem ciągłości komunikacyjnej oraz przeprowadzenie niezbędnej wycinki drzew kolidujących z nową konstrukcją – mówi Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Korzyści dla regionu i lokalnej społeczności

W rezultacie przebudowy mieszkańcy Jawora zyskają nie tylko bezpieczniejszy i bardziej funkcjonalny wiadukt, ale także poprawę przepustowości drogi wojewódzkiej w tym newralgicznym punkcie komunikacyjnym.

– Zmodernizowany obiekt zapewni lepsze połączenie między dzielnicami miasta oraz poprawi dostępność do kluczowych tras regionalnych i krajowych. Inwestycja przełoży się również na ograniczenie obecnych utrudnień, wynikających ze złego stanu technicznego istniejącej infrastruktury – wylicza Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Nowy kontrakt wpisuje się w szerokie portfolio współpracy BERGER Bau z Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei. Obecnie spółka realizuje równolegle szereg inwestycji na zlecenie DSDiK, w tym remont drogi wojewódzkiej nr 340 na odcinku Bukowice–Rościsławice, przebudowę odcinka drogi wojewódzkiej nr 333 od węzła Legnica Północ do granicy miasta Legnica, modernizację drogi wojewódzkiej nr 396 pomiędzy miejscowościami Solniki Wielkie i Bierutów, remont DW 340 w rejonie Borkowic i S5 Trzebnica oraz przebudowę DW 319 między granicą województwa a miejscowością Kotla. Do tego dochodzą rozległe prace przy poprawie stanu technicznego drogi wojewódzkiej nr 324 Góra–Niechlów oraz budowa nowego mostu w miejscowości Jugowice w ciągu DW 383, jak również kompleksowa rozbiórka i budowa obiektów inżynieryjnych w miejscowości Jaroszówka na drodze wojewódzkiej nr 335.

Mocny złoty to tańsze wakacje. Euro i dolar najtańsze od lat

Mimo wzrostu napięcia międzynarodowego kurs złotego pozostaje stabilny. A wakacyjny wyjazd za granicę może w tym roku być tańszy niż przez ostatnie pięć lat. I to nie tylko dzięki promocjom biur podróży czy ograniczaniu wydatków, ale także za sprawą mocnego złotego. Po długim okresie, gdy kursy walut działały na naszą niekorzyść, wreszcie karta się odwraca.

Złoty jest dziś najsilniejszy wobec euro od 2018 roku, a wobec dolara – od 2021. W praktyce oznacza to konkretne oszczędności. Za 1000 euro, które wydamy podczas wakacji, zapłacimy dziś o 430 zł mniej niż trzy lata temu. To różnica, która może pokryć koszt dodatkowego noclegu czy rodzinnej kolacji.

Skąd ta zmiana? Stabilność naszej waluty to w dużej mierze zasługa wysokich stóp procentowych w Polsce, solidnych fundamentów gospodarczych i oczekiwań, że Europejski Bank Centralny będzie wkrótce luzował politykę monetarną. To wszystko działa na korzyść złotego, który umacnia się także wobec dolara. Amerykańska waluta jest obecnie najtańsza od pięciu lat, jeśli spojrzymy na kurs z początku wakacji.

Kurs złotego wobec euro i dolara w okresie początku wakacji

Data USD/PLN EUR/PLN
23.06.2025 3,73 4,27
23.06.2024 4,05 4,33
23.06.2023 4,07 4,45
23.06.2022 4,47 4,70
23.06.2021 3,80 4,53
23.06.2020 3,93 4,45

Źródło: eToro (dane z 23.06.2025 g 16:30 CET)

Dla turystów to świetna wiadomość. Tanieją nie tylko loty czy same wycieczki, ale też wszystkie wydatki na miejscu – noclegi, jedzenie, bilety wstępu czy transport lokalny. Zyskuje także branża turystyczna, która operuje w walutach obcych i dzięki lepszemu kursowi może bardziej elastycznie kształtować ofertę.

Oczywiście trzeba pamiętać, że mocny złoty nie oznacza automatycznie tanich wakacji. W grę wchodzi jeszcze lokalna inflacja. Jednak i tu są dobre wieści. W krajach takich jak Hiszpania, Grecja czy Włochy, czyli najpopularniejszych wakacyjnych kierunkach Polaków, wzrost cen jest niższy niż w Polsce. U nas inflacja w maju wyniosła 4 proc., a tam jest to znacznie mniej.

Główne ryzyko leży po stronie geopolityki, szczególnie na Bliskim Wschodzie. Wzrost cen ropy może potencjalnie podnieść koszty transportu i wywołać szerszą presję inflacyjną. Na razie jednak wszystko wskazuje na obiecujące lato – i to nie tylko pod względem pogody, ale także dla portfela.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zawieszenie broni między Iranem a Izraelem. Rynki reagują euforycznie

W nocy doszło do zawieszenia broni pomiędzy Iranem a Izraelem. Rynki bardzo wierzą w skuteczność tego porozumienia o czym świadczy gwałtowna reakcja rynków. W międzyczasie poznaliśmy słabsze dane z Polski.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie

W nocy Donald Trump oświadczył, że doszło do zawieszenia broni pomiędzy Iranem i Izraelem. Brzmi to na pierwszy rzut oka zaskakująco, ale działania wojenne naprawdę ustały. Nie znamy oczywiście szczegółów warunków pokojowych, ale znamy reakcję rynków. Widać dużą ulgę. Silnie zyskuje izraelska szekla, gdyż Izrael uchodzi za zwycięzcę tej wojny. Co ciekawe – traci amerykańska waluta. Powodem zmniejszenia wartości jest fakt, że w trakcie działań militarnych USA uchodziło za bezpieczną przystań. Teraz gdy ryzyka spadają, inwestorzy wracają do bardziej ryzykownych inwestycji. W rezultacie dolar znów jest blisko najniższych poziomów względem euro od końca 2021 roku.

Jak reagowały pozostałe rynki?

Pokój na Bliskim Wschodzie to oczywiście spadek cen ropy naftowej. Skoro nie będzie zamknięcia Cieśniny Ormuz ani blokady Kanału Sueskiego, to nagle z wyceny surowca zniknęło dużo ryzyk. O tym, jak dużo najlepiej świadczy fakt, że wczoraj w godzinach wieczornych w Londynie wyceniano baryłkę ropy na 76 USD. Dzisiaj rano jest już to 68 USD. Mamy zatem przeszło 10% przeceny w ciągu około 12 godzin. Koniec działań wojennych widać również na giełdach. Dzisiejsze otwarcia są bardzo optymistyczne. Zmiany nie są aż tak widoczne jak na ropie, ale większość parkietów europejskich otwierała się około 1% powyżej wczorajszych poziomów zamknięcia.

Dane z Polski

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych z Polski. Produkcja przemysłowa w skali rocznej wzrosła o 3,9%, co jest wynikiem nieco poniżej oczekiwań mówiących o 4,4%. Budowlano-montażowa spadła zgodnie z prognozami o 2,9%. Poznaliśmy również odczyty z rynku pracy. Zatrudnienie zmniejszyło się o 0,8% w skali roku, za to pensje rocznie rosną o 8,4%. Są to niestety w obydwu przypadkach dane delikatnie słabsze, niż przypuszczano. Na uwagę zasługuje średnie wynagrodzenie. Po dwóch miesiącach powyżej 9000 zł brutto spadło ono do 8670 zł brutto. Dlaczego wynagrodzenie zmalało, skoro pensje zwiększają się o 8,4%? Powodem jest fakt, że wzrost liczy się w ujęciu rocznym. Dane za marzec i kwiecień są zwyczajowo zawyżone, gdyż w tych miesiącach wypłaca się najczęściej premie roczne. W rezultacie mamy swoistą anomalię. Występuje ona jednak co roku i nie należy się nią przejmować. Rynek na grosze odczyty zareagował delikatnym osłabieniem złotego. Po zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie widać napływ inwestorów do złotego, a po osłabieniu nie ma już żadnego śladu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,

16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

CoolCryo w drodze na rynek USA. Medinice rozpoczyna procedurę dopuszczenia przez FDA

Medinice S.A. poinformowała w dzisiejszym komunikacie, że w dniu 23 czerwca 2025 r. złożyła do U.S. Food and Drug Administration (FDA) wniosek typu Premarket Notification 510(k) dla urządzenia CoolCryo do chirurgicznej ablacji serca, inaugurując tym samym formalną procedurę, związaną z dopuszczeniem produktu do sprzedaży na rynku Stanów Zjednoczonych. Nominalny czas oceny w trybie 510(k) przez FDA wynosi 90 dni, przy czym faktyczny termin uzyskania decyzji zależy od ewentualnych zapytań regulatora o dodatkowe dane. Zarząd będzie na bieżąco informował rynek o kolejnych etapach procesu oceny FDA.

– Złożenie 510(k) to kluczowy krok w kierunku komercjalizacji CoolCryo na największym rynku urządzeń medycznych na świecie. Pragniemy podkreślić wysoką jakość współpracy z zespołem FDA i podziękować za merytoryczne wsparcie podczas serii spotkań w trybie “Pre-Submission Review Process”. Jesteśmy przekonani, że ta współpraca doprowadzi do dopuszczenia naszej technologii do sprzedaży na rynku USA. – Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice

Dopuszczenie CoolCryo do obrotu w Stanach Zjednoczonych stanowi kluczowy element strategii Medinice, zakładającej globalne skalowanie innowacyjnych technologii kardiologicznych. Globalny rynek urządzeń do ablacji serca został wyceniony na ok. 8 mld dolarów w 2024 r. i prognozuje się, że osiągnie 18 mld dolarów do 2033 r.  (źródło: Business Research Insights )

– Adresowany przez CoolCryo segment krioablacji kardiochirurgicznej prezentuje wysoką dynamikę wzrostu w ciągu ostatnich lat. Dopuszczenie poprzez procedurę 510(k) zmniejsza ryzyko regulacyjne i koszty w porównaniu z procedurą PMA, co znacząco poprawia profil ROI projektu CoolCryo. – mówi Piotr Łoziński, Dyrektor Finansowy Medinice S.A.

CoolCryo to przełomowy system w chirurgicznej krioablacji serca, wykorzystujący ciekły azot o wyjątkowo wysokiej sile mrożenia. Dodatkowym atutem jest elastyczna, podgrzewana końcówka aplikatora. Takie rozwiązanie pozwala na skrócenie czasu zabiegu i poprawia efektywność leczenia różnych arytmii serca. W maju tego roku system CoolCryo został zaprezentowany środowisku kardiochirurgicznemu podczas Konferencji ISMICS (International Society for Minimally Invasive Cardiothoracic Surgery) 25th Annual Scientific Meeting w Stambule, gdzie spotkał się z dużym zainteresowaniem specjalistów i potencjalnych partnerów.

Jak przygotować operat nieruchomości i uzyskać rzetelną wycenę?

Wycena nieruchomości to kluczowy element wielu procesów gospodarczych i prawnych. Niezależnie od tego, czy planujesz sprzedać działkę, zaciągnąć kredyt hipoteczny, czy potrzebujesz dokumentacji do celów podatkowych lub sądowych – niezbędny będzie operat szacunkowy nieruchomości. W poniższym artykule wyjaśniamy, czym jest operat nieruchomości, kto może go wykonać i jak zapewnić sobie rzetelną wycenę.

Czym jest operat szacunkowy nieruchomości?

Operat szacunkowy to oficjalny dokument opracowany przez rzeczoznawcę majątkowego, zawierający szczegółową analizę i wycenę wartości nieruchomości. Dokument ten może być wykorzystywany m.in. w:

  • transakcjach kupna-sprzedaży,
  • postępowaniach sądowych,
  • ustalaniu wartości zabezpieczenia kredytu,
  • celach podatkowych i spadkowych,
  • wycenie aktywów spółki (np. wycena spółki posiadającej majątek nieruchomościowy).

Kto może sporządzić operat nieruchomości?

Wycena przedsiębiorstwOperat może być przygotowany wyłącznie przez osobę posiadającą uprawnienia zawodowe w zakresie szacowania nieruchomości – czyli rzeczoznawcę majątkowego. W niektórych przypadkach wymagany jest dodatkowo biegły rzeczoznawca, np. w sprawach sądowych.

Wybierając specjalistę, warto zwrócić uwagę na jego doświadczenie, zakres dotychczasowych wycen oraz opinie klientów. Dobry wyceniacz nieruchomości to gwarancja profesjonalizmu i zgodności operatu z obowiązującymi przepisami prawa.

Jak przebiega przygotowanie operatu szacunkowego?

  1. Zlecenie wyceny: kontaktujesz się z rzeczoznawcą majątkowym, określasz cel wyceny i przedstawiasz niezbędne dokumenty (np. akt własności, wypis z rejestru gruntów, mapy geodezyjne).
  2. Analiza stanu prawnego i technicznego nieruchomości: rzeczoznawca bada dokumentację i przeprowadza oględziny.
  3. Wybór podejścia wyceny: w zależności od rodzaju nieruchomości i celu wyceny, stosuje się podejście porównawcze, dochodowe, kosztowe lub mieszane.
  4. Sporządzenie operatu szacunkowego: dokument zawiera m.in. opis nieruchomości, analizę rynku, metodykę wyceny oraz ostateczne oszacowanie wartości.
  5. Wydanie operatu: otrzymujesz dokument w formie papierowej lub elektronicznej, który może zostać wykorzystany w procesie prawnym lub gospodarczym.

Jak uzyskać rzetelną wycenę nieruchomości?

Aby operat był wiarygodny i uznawany przez instytucje, należy:

  • wybrać doświadczonego rzeczoznawcę,
  • przekazać komplet dokumentów,
  • zapewnić dostęp do nieruchomości,
  • określić cel wyceny, co wpływa na dobór metod i danych rynkowych,
  • unikać wpływania na wartość wyceny (np. narzucania oczekiwanej kwoty).

Pamiętaj, że operat to dokument urzędowy, który musi być zgodny z przepisami i standardami zawodowymi. Fałszywa lub nierzetelna wycena może być zakwestionowana przez bank, sąd czy urząd skarbowy.

Dlaczego warto zadbać o profesjonalny operat nieruchomości sporządzony przez biegłego rzeczoznawcę?

Przygotowanie profesjonalnego operatu szacunkowego to proces wymagający wiedzy, doświadczenia i rzetelnej analizy rynku. Współpraca z kompetentnym rzeczoznawcą nieruchomości pozwala nie tylko uzyskać wiarygodną wartość nieruchomości, ale także zabezpieczyć się przed błędami, które mogłyby kosztować Cię czas, pieniądze i nerwy. Niezależnie czy chodzi o wycenę spółki, działki czy mieszkania – warto zadbać o solidny operat nieruchomości sporządzony przez uznanego biegłego rzeczoznawcę.

Przegląd najciekawszych ulg i dotacji dla firm w drugiej połowie 2025 r.

0

Najbliższe miesiące przyniosą przedsiębiorstwom nowe możliwości w zakresie pozyskiwania finansowania ze środków unijnych. Eksperci KPMG przygotowali zestawienie najważniejszych form wsparcia finansowego dostępnych dla przedsiębiorców – nie tylko dużych korporacji, ale także małych i średnich firm, a nawet startupów i jednostek samorządu terytorialnego. Wśród propozycji wyróżniają się programy skierowane do średnich i dużych firm z takich branż jak nowoczesne technologie, przemysł, energetyka, medycyna, infrastruktura czy bezpieczeństwo i obronność. Najwięcej możliwości otwiera się w trzech obszarach: innowacji, transformacji energetycznej oraz ekspansji zagranicznej.

Lata 2025-27 powinny upłynąć pod znakiem intensyfikacji wydatkowanych środków z funduszy unijnych na dofinansowanie projektów realizowanych przez przedsiębiorstwa.

Komisja Europejska kładzie coraz większy nacisk na zwiększanie konkurencyjności europejskiej gospodarki, co przekłada się na intensyfikację wsparcia dla firm inwestujących w innowacje, zieloną transformację i ekspansję zagraniczną. W latach 2025–2027 przedsiębiorcy – niezależnie od wielkości – mają wyjątkową szansę na pozyskanie finansowania unijnego wspierającego rozwój i wzrost ich pozycji rynkowej. To idealny moment, by aktywnie korzystać z dostępnych ulg i dotacji – mówi Kiejstut Żagun, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Innowacji, Ulg i Dotacji, KPMG w Polsce.

Od B+R po elektromobilność – szeroki katalog możliwości

W tym roku przedsiębiorcy mogą skorzystać z dotacji sięgających nawet 90% kosztów kwalifikowanych. Zakres wsparcia obejmuje m.in. prace B+R i wdrożenia innowacji (do 80% lub 70% kosztów), inwestycje w infrastrukturę B+R, cyfryzację i „zazielenienie działalności”, rozwój kompetencji i ekspansję zagraniczną, budowę stacji ładowania i magazynów energii (do 100% i 65% kosztów), modernizację procesów produkcyjnych i termomodernizację budynków (do 80% kosztów).

Ścieżka SMART to jeden z najpopularniejszych i jednocześnie największy program unijny, który pozwala pozyskać dotacje na prace badawcze, zakup maszyn, automatyzację procesów, certyfikację, rozwój eksportu, a nawet szkolenia. Minimalna wartość projektu to 1 mln zł (dla MŚP). Łączny budżet na 2025 rok wynosi 2,1 mld zł. Firmy, które chcą zakwalifikować się do konkursu muszą być innowacyjne co najmniej na skali krajowej.

Nowością jest uruchomiony w 2024 roku program STEP, dedykowana zarówno MŚP, jak i dużym przedsiębiorstwom platforma na rzecz technologii strategicznych dla Europy – inicjatywa unijna, która ma na celu wzmocnienie konkurencyjności przemysłu rynku wewnętrznego UE. Inicjatywa integruje fundusze z 11 różnych programów unijnych. Wspiera projekty z zakresu technologii cyfrowych i deep tech (AI, cyberbezpieczeństwo, obliczenia kwantowe, robotyka, 5G) oraz biotechnologii. Przewidziano też istotne środki na projekty związane z „czystymi” technologiami, w tym magazynowaniem energii, wodorowymi źródłami zasilania czy materiałami przyszłości. O wsparcie mogą ubiegać się projekty badawczo-rozwojowe oraz projekty inwestycyjne, dotyczące wytwarzania technologii krytycznych dla UE lub wzmacniania ich łańcuchów wartości.

Dodatkowe środki będą dostępne w ramach programu MEZOInwestycje (dla MŚP z województwa śląskiego) oraz w ramach inicjatyw transformacji energetycznej i GOZ, skierowanych także do dużych firm i konsorcjów. Przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o dofinansowanie inwestycji w wysokości od 2 do 5 mln zł, przy intensywności wsparcia do 60%.

Transformacja energetyczna w praktyce – inwestycje z potencjałem wsparcia

W drugiej połowie 2025 roku szerokie wsparcie przewidziano także dla projektów związanych z poprawą efektywności energetycznej i wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii. Dotacje obejmują m.in. modernizację systemów grzewczych, instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła czy inteligentne systemy zarządzania energią – zarówno w przemyśle, jak i w sektorze użyteczności publicznej. Z tego typu finansowania mogą skorzystać także przedsiębiorstwa zajmujące się dostarczaniem wody i odbiorem ścieków – na przykład w ramach inwestycji w automatyzację procesów, zmniejszanie energochłonności obiektów technicznych czy wdrażanie systemów monitorowania strat wody. Dofinansowania będą dostępne m.in. z programów FEnIKS oraz oferty NFOŚiGW.

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych priorytetów Polski oraz całej UE. Realizacja tego celu wspierana jest i będzie za pomocą wielu instrumentów wsparcia. Warto mieć na względzie, że trwają intensywne prace nad uruchomieniem nowych naborów w tym zakresie. Warto trzymać rękę na pulsie i obserwować nowe możliwości wsparcia dla przedsiębiorstw jakie pojawiają się w tym obszarze – mówi Marcin Mańkowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Innowacji, Ulg i Dotacji, KPMG w Polsce.

Przegląd najciekawszych ulg i dotacji dla firm w drugiej połowie 2025

Branża obronna z rekordowym budżetem PERUN i EDF

Firmy działające na rzecz obronności i bezpieczeństwa mogą wziąć udział w programach o najwyższej alokacji środków – PERUN oraz Europejskim Funduszu Obronnym (EDF). W ich ramach możliwe jest uzyskanie do 90%, a nawet 100% finansowania projektów badawczo-rozwojowych, realizowanych zarówno samodzielnie, jak i w konsorcjach europejskich. Łączna pula środków do rozdysponowania w ramach programu PERUN to 3 mld zł, zaś dla EDF 8 mld zł.

Szansa na dofinansowanie dla szpitali i sektora zdrowia

Także instytucje ochrony zdrowia mogą skorzystać ze wsparcia finansowego, obejmującego m.in. wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, integrację systemów z platformą e-zdrowie, zwiększenie cyberbezpieczeństwa oraz cyfryzację dokumentacji medycznej. Poziom wsparcia może sięgać nawet 100% kosztów.

Co istotne, wiele programów przewiduje zwrot kosztów poniesionych nawet kilka miesięcy przed złożeniem wniosku – pod warunkiem spełnienia określonych warunków formalnych. Eksperci KPMG rekomendują przegląd poszczególnych konkursów na stronach internetowych Funduszy Europejskich zarówno ogólnokrajowych, jak i dla poszczególnych województw, a także wcześniejsze zaplanowanie inwestycji i przygotowanie dokumentacji, by nie stracić możliwości aplikowania, gdy ruszy nabór.

Kandydaci oczekują konkretów. Brak informacji o wynagrodzeniu zniechęca do aplikowania

Pomimo wciąż niejednoznacznej sytuacji na rynku pracy, wielu profesjonalistów deklaruje otwartość na atrakcyjne propozycje zawodowe. Zarówno po stronie firm, jak i kandydatów dominuje jednak ostrożność. Pracodawcy dokładnie analizują  swoje potrzeby, zanim uruchomią rekrutację, a kandydaci mają precyzyjne oczekiwania wobec elementów oferty, które miałyby im zrekompensować potencjalne ryzyko towarzyszące zmianie pracy. Okazuje się jednak, że już na etapie zapoznawania się z ogłoszeniem rekrutacyjnym pojawia się wyzwanie – brak kluczowych informacji, który powstrzymuje ich przed aplikowaniem.

  • 38 proc. specjalistów i menedżerów przyznaje, że w ogłoszeniach pracodawców najbardziej brakuje im informacji o wynagrodzeniu.

  • Dla 94 proc. kandydatów czasem jest to jednoznaczne z rezygnacją z aplikowania i udziału w procesie rekrutacyjnym.

  • Jednocześnie, większość z nich teraz bardziej niż w przeszłości jest skłonna zaaplikować na ofertę pracy, w której nie ma wszystkich informacji.

Zarówno profesjonaliści, jak i firmy mają precyzyjne oczekiwania względem drugiej strony. Firmy nie zawsze jednak mówią wprost o elementach swojej oferty, na co zwracają uwagę kandydaci.

Profesjonaliści chcą wiedzieć, czy warto zaangażować się w rekrutację

Badania i obserwacje Hays od lat pokazują, że głównym powodem zmiany pracy niezmiennie jest wysokość wynagrodzenia. Tymczasem na rynku wciąż pozostaje to tematem tabu. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays przeprowadzonego w okresie od maja do czerwca 2025 roku wśród ponad 900 specjalistów i menedżerów. Elementem, którego najczęściej brakuje kandydatom w ofertach pracy, jest bowiem wysokość wynagrodzenia.

Pomimo zmian zachodzących na rynku oraz w świadomości pracodawców, firmy wciąż mają obawy, aby w swoich ofertach pracy ujawniać informację o wynagrodzeniu. Najczęściej argumentują to tym, że nie chcą, by na ogłoszenie aplikowały osoby motywowane przede wszystkim pieniędzmi. Tymczasem jest to naturalny impuls do pracy. Decyzja o pominięciu tej informacji nierzadko skutkuje wydłużeniem procesu i negatywnymi doświadczeniami rekrutacyjnymi kandydatów – zauważa Justyna Chmielewska, Director w Hays Poland.

To jednak nie jedyna bolączka kandydatów. Wielu z nich w ofertach pracy brakuje też informacji o etapach procesu rekrutacyjnego (12 proc.), co może pokazywać, że mają negatywne doświadczenia związane z wieloetapowymi i wydłużającymi się rekrutacjami. Te z kolei zazwyczaj wynikają z nadmiernej powściągliwości firm przed podjęciem ostatecznej decyzji, zbyt rozbudowanych procesów decyzyjnych lub chęci zatrudnienia tzw. fioletowej wiewiórki, czyli osoby z różnorodnymi umiejętnościami, które praktycznie nie występują w takim połączeniu.

Jakich informacji najbardziej brakuje Ci w ofertach pracy?

Wynagrodzenie 38%
Etapy rekrutacji 12%
Możliwości rozwoju 9%
Model pracy 9%
Forma zatrudnienia 7%
Nazwa firmy 7%
Benefity 6%
Bezpośredni przełożony 5%
Działalność firmy 5%
Inne 2%

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2025

Profesjonaliści aplikujący na oferty pracy wskazują też, że przed wysłaniem CV chcieliby wiedzieć o możliwościach rozwoju przewidzianych na danym stanowisku i modelu pracy, w którym mieliby funkcjonować (po 9 proc.), a także formie zatrudnienia i nazwie rekrutującej firmy (po 7 proc.).

Jak dodaje Justyna Chmielewska, wątpliwości kandydatów nie budzi wyłącznie pominięcie określonych informacji, ale czasem też sposób, w jaki zostały przedstawione. – Wystarczy, że są opisane zbyt ogólnie bądź językiem wewnętrznym firmy, który nie jest zrozumiały dla każdego. Zauważamy to szczególnie na przykładzie wzmianki o pracy hybrydowej. Dla kandydatów nie jest to wystarczająca informacja. Brakuje im dokładnej liczby dni, w które powinni pojawić się w biurze. Aby uniknąć takich problematycznych sytuacji i zadbać o swój dobry wizerunek, pracodawcy powinni spróbować postawić się w roli kandydata i szczegółowo opisać to, na czym może mu najbardziej zależeć. Kluczem do przyciągania właściwych talentów jest transparentna komunikacja – podkreśla ekspertka Hays Poland.

„Brak informacji? Nie ryzykuję”

Frustracja i niepewność wynikające z braku najważniejszych informacji w ogłoszeniach prowadzą do rezygnacji z aplikowania na ofertę pracy. Potwierdzają to wyniki badania – najwięcej, bo 36 proc. specjalistów i menedżerów szukających pracy przyznaje, że często podejmuje wówczas taką decyzję. Kolejne 30 proc. profesjonalistów robi to sporadycznie, ale 13 proc. zawsze rezygnuje z aplikowania, jeśli w ofercie pracy brakuje ważnych dla nich informacji. To pokazuje, jak łatwo jest stracić kandydata w pierwszym, kluczowym etapie rekrutacji.

Jak często rezygnujesz z aplikowania na ofertę, w której brakuje ważnych dla Ciebie informacji?

Zawsze 13%
Często 36%
Sporadycznie 30%
Rzadko 15%
Nigdy 6%

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2025

Wielu kandydatów ma poczucie zagubienia na rynku pracy. Dostrzegają, że w wielu rekrutacjach mierzą się z większą konkurencją i obserwują, jak procesy się wydłużają. To powoduje, że czują się zniechęceni w obliczu kolejnego wyzwania, jakim jest aplikowanie „w ciemno” na ofertę, która nie dostarcza odpowiedzi na wszystkie pytania. Argument ten nie powinien jednak zawsze przesądzać o rezygnacji z udziału w takim procesie. Czasem warto bowiem zaryzykować i spróbować swoich sił także w tej rekrutacji – szczególnie, jeśli brakujące informacje to jedynie skrawek tego, co zawiera ogłoszenie – tłumaczy Justyna Chmielewska.

Potrzeba większej transparentności

Mimo że 94 proc. profesjonalistów przynajmniej czasami rezygnuje z aplikowania na niepełne ogłoszenia, to dzisiaj ich podejście do tej kwestii jest nieco mniej radykalne niż w przeszłości. Aż 62 proc. respondentów przyznaje, że dzisiaj są bardziej skłonni zaaplikować na ofertę, w której brakuje informacji, niż jeszcze kilka lat temu. Wynika to przede wszystkim z niepewności rynkowej i potrzeby zabezpieczenia swojej kariery na różne sposoby. Wciąż jednak pozostaje 38 proc. kandydatów, którzy są równie sceptyczni wobec „wybrakowanych” ofert pracy, co kiedyś.

Jaki płynie z tego wniosek dla pracodawców? Potrzeba większej transparentności – szczególnie w zakresie oferowanej płacy, na co szczególną uwagę zwrócili respondenci badania Hays. Tę w pewnym stopniu może zagwarantować nadchodząca ustawa o jawności wynagrodzeń. Niezbędna jest też elastyczność. Organizacje powinny zidentyfikować te oczekiwania wobec kandydatów, które są dla nich nienegocjowane, oraz takie, w ramach których są gotowe na ustępstwa, a następnie podkreślić to w ogłoszeniu. Świadomość tego, kogo dokładnie szuka firma i co takiej osobie może zaoferować, będzie też kluczowa dla aplikujących.

Daniel Kędzierski: „Zbudowaliśmy AI, która rozumie, dlaczego ludzie kupują”

Wielkie korporacje dysponują nieograniczonymi budżetami reklamowymi, zespołami specjalistów i zaawansowanymi technologiami, co pozwala im dominować na rynku. Tymczasem dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw skuteczny marketing online nie jest czymś oczywistym. Odpowiedzią na ten problem ma być narzędzie FastTony z autorskim modelem językowym, stworzonym na bazie wiedzy z psychologii behawioralnej. „Dzięki naszej technologii najmniejsi przedsiębiorcy mogą korzystać z mechanizmów, którymi dotąd posługiwali się tylko najwięksi gracze” – mówi założyciel firmy Daniel Kędzierski. 

FastTony działa na polskim rynku już od ponad dekady. Początkowo marka kojarzona była z zaawansowanymi narzędziami do automatyzacji reklam, tworzonymi z myślą o dużych agencjach i domach mediowych. Po odejściu współzałożyciela w 2022 r., zarząd obrał nowy kierunek – rozpoczęto prace nad zupełnie nowym produktem dla małych i średnich firm, który właśnie doczekał się przełomowego momentu w swoim rozwoju. Flagowe narzędzie POST jako pierwsze zyskało własny model językowy – zaprojektowany na bazie setek badań z zakresu psychologii behawioralnej. Teraz nawet najmniejsze przedsiębiorstwa mogą tworzyć kampanie i prowadzić komunikację na podstawie wiedzy, z której dotąd korzystały wyłącznie duże domy mediowe zatrudniające ekspertów od psychologii sprzedaży. 

Behawiorysta zawsze pod ręką

Za całym przedsięwzięciem stoi Daniel Kędzierski, doświadczony przedsiębiorca, który od lat wspiera firmy w reklamie i komunikacji marketingowej. Kędzierski zasłynął z tego, że ukończył szkołę średnią w 11 dni, a jako nastoletni hacker dla zabawy włamał się do jednego z polskich banków. Swego czasu gazeta Rzeczpospolita nazwała go polskim Elonem Muskiem. Jego misją jest demokratyzacja narzędzi marketingowych. Wierzy, że technologia powinna wyrównywać szanse, a nie pogłębiać różnice. – Wszyscy mówią o rewolucji AI, ale niewielu potrafi pokazać konkretne, działające narzędzia, które faktycznie zmieniają ich firmę. My stworzyliśmy właśnie takie rozwiązanie. Włożyliśmy w nie trzy lata ciężkiej pracy i ponad dziesięć mln zł. To pierwszy na świecie system do projektowania kampanii oparty o psychografię i heurystyki decyzyjne. To, co udało się nam zbudować, nie ma odpowiednika na globalnym rynku mówi Kędzierski.  W budowie autorskiego modelu językowego wspierał go m.in. dr Maciej Chrzanowski – naukowiec związany z Politechniką Rzeszowską, specjalizujący się w badaniach nad sztuczną inteligencją. Od lat interesuje się również informatyką afektywną oraz zagadnieniami z pogranicza inżynierii społecznej.

Jak działa SI od FastTony?

FastTony został zaprojektowany tak, aby maksymalnie uprościć proces tworzenia treści i umożliwić korzystanie z narzędzia osobom bez żadnego doświadczenia w marketingu. Użytkownik wybiera jedną z dostępnych strategii, a system automatycznie dostosowuje ją do jego firmy. Następnie odpowiada na 27 pytań, które pozwalają ustalić, jak postrzega własny biznes i kim są jego klienci. To wystarczy, by FastTony stworzył kompletną kampanię z gotowymi tekstami, grafikami i rekomendacjami dotyczącymi publikacji i promocji. 

Sam proces tworzenia kampanii z wykorzystaniem nowego modelu językowego FastTony opiera się na zaawansowanej sekwencji składającej się z 25 etapów. Wszystko dzieje się w tle i przypomina pracę sztabu doradców, z tą różnicą, że kampania gotowa jest w mniej niż minutę. 

Na początku system sięga po informacje dostępne w płatnych bazach danych, aby lepiej poznać działalność użytkownika i jego klientów. Segmentuje ich psychograficznie (czyli na podstawie stylu życia, wartości i postaw), mapuje ich potrzeby i analizuje tzw. mikromomenty — krótkie chwile, w których podejmowane są decyzje zakupowe. Sprawdza też, gdzie znajdują się „kotwice nawyków” – czyli co sprawia, że klienci wracają do pewnych zachowań lub marek. Na podstawie zebranych danych FastTony tworzy wiele równoległych profili klientów, wykorzystując zaawansowane modele analityczne. System buduje nawet dziesiątki wariantów, by jak najprecyzyjniej uchwycić rzeczywiste motywacje, intencje zakupowe oraz emocje, które towarzyszą użytkownikowi w kontakcie z marką. Aby je zwizualizować, narzędzie generuje również klasyczne persony zakupowe. – Persona zakupowa, choć powszechnie stosowana w marketingu, to dla nas najuboższy i najmniej precyzyjny sposób opisywania klienta. Traktujemy ją raczej jako uproszczoną wizualizację niż rzeczywiste narzędzie analityczne. Wierzymy, że nasza technologia pozwoli wypracować nowy standard, oparty nie na intuicji i uogólnieniach, lecz na twardych danych, dynamicznych wzorcach zachowań i rzeczywistym zrozumieniu emocji oraz intencji zakupowych klientówmówi Kędzierski.

W kolejnym etapie FastTony analizuje trendy rynkowe w oparciu o dane z wielu źródeł (big data mining), obserwuje działania konkurentów, ich komunikację i to, jak reagują na nią odbiorcy. To nie tylko śledzenie treści – system bada, które reklamy wywołują emocje, kliknięcia i decyzje zakupowe. Następnie system dobiera odpowiedni język perswazji, czyli sposób mówienia, który będzie najlepiej trafiał do konkretnej grupy. Wybiera też tzw. „triggery” – bodźce, które zwiększają szansę na zakup. Następnie SI planuje kolejność i intensywność działań, dobiera właściwą sekwencję komunikatów, przewiduje reakcje i personalizuje opowieść o marce lub produkcie. Co ważne, robi to w oparciu o wiedzę z zakresu neuroplastyczności – czyli tego, jak mózg reaguje na różne typy bodźców. Na koniec FastTony tworzy mapę punktów styku klienta z marką – od pierwszego kontaktu po finalizację zakupu. W tej fazie system uwzględnia dziesiątki strategii, taktyk oraz zbadanych naukowo efektów, w tym popularny w marketingowej popkulturze efekt FOMO (strach przed przegapieniem okazji). 

Sztuczna inteligencja w liczbie mnogiej

Ważnym elementem FastTony jest pixel kod, który użytkownicy umieszczają na swoich stronach internetowych. To coś więcej niż kod śledzący. To cyfrowy obserwator, który z niezwykłą dokładnością analizuje, jak ludzie poruszają się po stronie, w co klikają, ile czasu poświęcają konkretnym treściom, a kiedy tracą zainteresowanie. W czasie rzeczywistym algorytmy wychwytują wzorce i zależności, których nawet najbardziej doświadczony analityk nie jest w stanie dostrzec. I choć wiemy, jak zaprogramowaliśmy nasz model językowy, to nie zawsze potrafimy wytłumaczyć, w jaki sposób dochodzi on do swoich wniosków. Widzimy natomiast, że trafia w punkt, co przekłada się na spektakularne wynikitłumaczy Kędzierski.

Budowanie własnego modelu językowego brzmi dumnie, ale dla większości firm – również w Polsce – to po prostu nieopłacalne i niepotrzebne. Wbrew medialnym nagłówkom, takie projekty jak Bielik nie są tworzone od zera, tylko bazują na istniejących, otwartych rozwiązaniach. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku FastTony. – Od początku wiedzieliśmy, że kluczem nie jest stworzenie własnego modelu na pokaz, ale mądre dostosowanie istniejących technologii do konkretnych zastosowań. Zamiast budować własny model od podstaw, zdecydowaliśmy się na adaptację istniejącej architektury i przeprowadzenie fine-tuningu na danych specyficznych dla naszego zastosowania. Tego typu podejście jest nie tylko bardziej efektywne kosztowo, ale również szybsze we wdrożeniu,  pozwala uzyskać wyższą jakość predykcji. Jest to zdecydowanie lepsze podejście niż budowanie sztucznej inteligencji od zera tłumaczy Kędzierski.

FastTony nie polega wyłącznie na własnym modelu językowym. Aplikacja wykorzystuje także możliwości  ChatGPT, Claude, Gemini i LLaMA, a także kilkanaście mniej znanych, wyspecjalizowanych modeli, które – choć nieobecne w mainstreamie – są powszechnie wykorzystywane w środowiskach badawczych i naukowych. Dzięki temu system łączy elastyczność dużych modeli językowych z precyzją narzędzi eksperckich, tworząc wyjątkowo skuteczne zaplecze analityczno-kreatywne. Każdy komunikat generowany przez FastTony jest weryfikowany przy pomocy wskaźnika Persuasive Fit Index (PFI), który ocenia go pod względem zdolności do zmiany percepcji odbiorcy. Posty tworzone przez system nie schodzą poniżej poziomu 90 proc. skuteczności, a najczęściej osiągają wyniki zbliżone do 100 proc. Dla porównania, standardowe modele, takie jak GPT, osiągają wyniki na poziomie 50–80 proc., choć wyższe rezultaty zdarzają się w przypadku osób, które potrafią je odpowiednio poprowadzić – zwłaszcza jeśli są specjalistami w zakresie marketingu i perswazji.

Trzy lata przed konkurencją

Za powstaniem FastTony stało przekonanie, że prawdziwe innowacje powstają z wyprzedzeniem – zanim pojawi się popyt i zanim inni zrozumieją, dokąd zmierza rynek. – Gdy trzy lata temu zaczynałem pracę nad tym rozwiązaniem, wiedziałem, że technologia, która pozwoli mi osiągnąć zamierzony cel, jeszcze nie istnieje. Wiedziałem jednak, że jesteśmy coraz bliżej i trzeba być na nią przygotowanym. Stało się tak, jak przewidywałem. Dzięki temu udało się nam osiągnąć własną osobliwość technologiczną, czyli moment, w którym możliwości systemu wyraźnie wykraczają poza wszystko, co było dostępne wcześniej mówi Kędzierski i dodaje, że kolejnym istotnym wyróżnikiem FastTony jest ciągłe gromadzenie danych o cyklach i fluktuacjach rynkowych. – Takich informacji nie da się pozyskać poprzez symulację. Muszą być gromadzone metodycznie, w długim horyzoncie czasowym, aby model AI mógł wiarygodnie odwzorowywać rzeczywiste mechanizmy rynkowe. Wszystko to sprawia, że znajdujemy się dziś tam, gdzie inni będą próbowali dojść jeszcze przez długie lata

O prawdziwości tej opinii świadczyć może fakt, że Daniel Kędzierski został laureatem prestiżowej nagrody Kotler Awards 2024 w kategorii technologia marketing automation, a stworzona przez niego firma – jako jedna z nielicznych w Polsce – uzyskała status oficjalnego partnera technologicznego Meta. –  Wierzę, że sukces FastTony to dopiero początek jeszcze większych osiągnięć na arenie międzynarodowej. Cieszy mnie, że mogliśmy wyróżnić firmę, która stanowi przykład doskonałości i innowacyjności, zgodnie z wartościami prof. Philipa Kotlera  – powiedział dr inż. Jacek Kotarbiński, członek Rady Doradczej Kotler Impact Europe i juror Kotler Awards Poland.

Automatyzacja marketingu oznacza realne oszczędności dla małych przedsiębiorców – zarówno czasu, jak i pieniędzy. W porównaniu do usług agencji marketingowych, których koszty są zazwyczaj bardzo wysokie, Kędzierski oferuje swoje rozwiązanie już za 197 zł miesięcznie.  

Prorosyjscy hakerzy z Noname057(16) przyznają się do ataków DDoS przed szczytem NATO

Oczy całego świata skupione są na Hadze, w której odbywa się, pierwszy po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa, szczyt Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Dwudniowe spotkanie wykorzystują prorosyjscy cyberprzestępcy, którzy dokonali ataku DDoS na wybrane portale administracji i biur NATO – informuje Check Point Research. Wg ekspertów atak mógł poprzedzać bardziej zaawansowane kampanie cybernetyczne wymierzone w Sojusz.

Zespół Check Point Research odnotował wstępne sygnały aktywności typu DDoS (rozproszony atak odmowy usługi), które można powiązać z prorosyjską grupą Noname057(16). Grupa publicznie przyznała się do przeprowadzenia ataków na biuro NATO w Holandii oraz na wybrane portale cyfrowe powiązane z administracją Hagi.

Noname057(16) przyznaje się do ataków DDoS przed szczytem NATOZgodnie z informacjami z darkwebowych forów oraz prorosyjskich kanałów komunikacji, Noname057(16) zakłóciło działanie usług internetowych powiązanych z infrastrukturą koordynacyjną NATO w Holandii. Działania te odpowiadają charakterystyce wolumetrycznych ataków DDoS, polegających na przeciążaniu wybranych punktów końcowych, co prowadzi do czasowego braku dostępności usług lub spadku ich wydajności.      

Choć obecne skutki wydają się ograniczone, kampanie DDoS mogą poprzedzać szersze działania z zakresu cyberzagrożeń. Zdarzenia tego typu pokazują, że motywowani politycznie „aktorzy zagrożeń” częściej dążą do zakłócenia działania systemów i wywołania szumu medialnego, niż do bezpośredniego włamania. – uważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.  

Wg Check Point Research organizacje powiązane z wojskiem, NATO i dyplomacją powinny zachować czujność, monitorować ewentualne anomalie w infrastrukturze oraz zrewidować swoje procedury obrony przed atakami DDoS.   

Noname057(16) jest znana z oportunistycznych działań zakłócających, powiązanych z wydarzeniami geopolitycznymi w Europie. Ich celem jest przede wszystkim wywołanie uciążliwych przerw w działaniu usług publicznych podczas ważnych wydarzeń politycznych. Prorosyjska grupa znana jest ze swojej działalności w Polsce – w połowie maja cyberprzestępcy zaatakowali m.in. Polską Wytwórnia Papierów Wartościowych, portal operatora komórkowego PLAY, a także należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej ośrodek badawczo-rozwojowy OBRUM. W zeszłym roku NoName057(16) usiłował z kolei zablokować strony Profilu Zaufanego, systemu autoryzacyjnego portalu klienta autostrad A4 (a4go.pl), obywatel.gov.pl, wrocławskiej karty miejskiej URBANCARD, NeoBus Polska, a także zaatakować stronę Senatu RP.

ORLEN jako pierwszy na świecie komercjalizuje technologię Multifuel do produkcji energii z wodoru i gazu

0

Grupa ORLEN, jako pierwsza na świecie, komercjalizuje technologię Multifuel, która umożliwia produkcję energii elektrycznej i ciepła z wykorzystaniem wodoru, gazu ziemnego lub ich mieszanki w dowolnych proporcjach i w pełni zautomatyzowanym procesie.

Multifuel to innowacyjne rozwiązanie opracowane przez koncern, we współpracy ze spółką Horus Energia, które przyspieszy wykorzystanie paliw alternatywnych w przemyśle, przyczyniając się do redukcji emisji CO2 w tym sektorze. Jego biznesowe zastosowanie sprzyja łagodnej transformacji energetycznej, pozostawiając użytkownikom elastyczność w doborze wykorzystywanych źródeł energii. System wielopaliwowy Multifuel może być stosowany w nowych oraz już pracujących jednostkach wytwórczych, zwiększając sprawność produkcji energii elektrycznej nawet o 5 procent. ORLEN, wraz ze swoim partnerem, wystąpił o ochronę patentową swojego wynalazku.

– Skutecznie przekuwamy pomysły w konkretne rozwiązania rynkowe. Opracowaliśmy, przetestowaliśmy, a teraz rozpoczynamy wdrażanie i komercjalizację unikalnego na skalę światową systemu wielopaliwowego Multifuel. Jego zastosowanie umożliwia produkcję energii z nisko- i zeroemisyjnych źródeł, takich jak gaz ziemny i wodór, w zależności od ich dostępności. Nasze rozwiązanie to ważny krok w transformacji energetycznej, przybliżający nas do osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Multifuel od początku rozwijaliśmy z myślą o szerokim zastosowaniu w przemyśle, by wspierać w ten sposób dekarbonizację polskiej gospodarki – mówi Tomasz Jarmicki, Dyrektor Biura Rozwoju i Wdrożeń Technologii Gazowych ORLEN.

System Multifuel to unikalna nakładka na silnik gazowy dużej mocy, od 300 kWel do 2 MWel, która może być stosowana w wielu gałęziach przemysłu, m.in. w energetyce, w tym w hubach energetycznych, klastrach energii, czy jako stabilizacja Krajowego Systemu Energetycznego. Innowacyjna technologia stworzona przez ORLEN znajduje zastosowanie także w procesach ładowania samochodów elektrycznych na stacjach. Ponadto może być wykorzystywana w wielkoskalowym budownictwie wielorodzinnym, w galeriach handlowych, czy obiektach użyteczności publicznej, wymagających zapewnienia stałych dostaw energii elektrycznej lub rezerwowego źródła prądu.

W technologii Multifuel gaz ziemny, wodór i ich dowolne mieszanki są dostarczane do silnika gazowego poprzez dwa niezależne układy zintegrowane z systemem sterowania i kontroli. Dzięki nim można dowolnie, w czasie pracy jednostki, zmienić proporcje składu mieszanki, czego nie oferuje żadne inne rozwiązanie dostępne na rynku. Dawki paliwa są regulowane automatycznie, bez konieczności redukcji mocy, a zmiana parametrów może nastąpić w ciągu jednego cyklu pracy silnika.

Wysoką efektywność i niezawodność autorskiej technologii ORLEN potwierdziły pomiary kluczowych parametrów operacyjnych prototypowego urządzenia. Podczas testów z wykorzystaniem ponad pół tony wodoru w różnych mieszaninach z gazem ziemnym maksymalna sprawność produkcji energii elektrycznej wzrosła o ponad 5 procent w odniesieniu do parametrów fabrycznych silnika gazowego bez nakładki Multifuel. Testy wykazały także bezpieczeństwo zastosowania mieszaniny wodoru oraz gazu ziemnego w procesach energetycznych.

W ramach umowy zawartej przez ORLEN z Horus Energia spółka ta wprowadziła do swojej oferty produkty wyposażone w technologię Multifuel, które mają zastosowanie w nowych i już istniejących instalacjach energetyki rozproszonej. Dzięki temu możliwa jest ich dekarbonizacja poprzez stopniowe przestawienie na zasilanie gazami alternatywnymi. ORLEN zgłosił system Multifuel do Urzędu Patentowego Rzeczpospolitej Polskiej, a także do europejskiego odpowiednika – EPO.

Ekspresowa przesyłka tego samego dnia – czy to możliwe i kiedy się opłaca?

Żyjemy w czasach, gdy wszystko dzieje się „na już”. Kawa na wynos gotowa w minutę, wiadomość obiegająca świat w sekundę. A co z paczką? Czy można wysłać coś rano i oczekiwać, że odbiorca dostanie to jeszcze przed wieczorem? Ekspresowa przesyłka tego samego dnia brzmi jak marzenie ściętej głowy dla wielu, ale czy faktycznie jest to tylko pobożne życzenie? Okazuje się, że niekoniecznie. Rynek usług kurierskich dynamicznie odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na błyskawiczne dostawy.

Realia dostawy tego samego dnia

Dostarczenie przesyłki w dniu jej nadania jest jak najbardziej realne, szczególnie na terenie dużych miast i aglomeracji. Wyobraź sobie sytuację: pilny dokument musi trafić na drugi koniec miasta przed ważnym spotkaniem. Albo zapomniany prezent urodzinowy dla bliskiej osoby. W takich chwilach standardowa wysyłka, nawet ta najszybsza, po prostu nie wchodzi w grę.

Rozwój technologii, zaawansowane systemy logistyczne i specjalnie dedykowane floty kurierskie sprawiły, że to, co kiedyś było luksusem dostępnym dla nielicznych, dziś staje się coraz bardziej powszechną opcją. Oczywiście, istnieją pewne ograniczenia. Nie każdą paczkę da się tak wysłać, a zasięg geograficzny usługi bywa limitowany. To nie jest żadna magia, choć efekt potrafi być magiczny. Za kulisami działa precyzyjnie naoliwiona maszyna logistyczna, gdzie każda minuta ma znaczenie.

Kiedy portfel mówi „tak” – opłacalność ekspresowej wysyłki

Zastanawiasz się pewnie, kiedy warto sięgnąć po taką usługę? Przecież szybkość często idzie w parze z wyższą ceną. Są jednak sytuacje, w których koszt ekspresowej dostawy jest w pełni uzasadniony, a nawet okazuje się inwestycją.

Kiedy więc warto rozważyć przesyłkę tego samego dnia?

  • Gdy liczy się każda chwila: zgubione klucze dostarczone tuż przed wyjazdem, umowa wymagająca natychmiastowego podpisu, czy część zamienna, od której zależy ciągłość pracy w firmie.
  • W sytuacjach kryzysowych: dostarczenie leków, ważnych dokumentów medycznych.
  • Dla biznesu: zaoferowanie klientom dostawy tego samego dnia może być asem w rękawie, znacząco podnosząc atrakcyjność oferty i budując lojalność. W branży e-commerce to coraz częściej spotykany standard, który pozwala wyróżnić się na tle konkurencji.
  • Niespodzianki i prezenty „last minute”: bo czasem najlepsze pomysły przychodzą na ostatnią chwilę, a radość obdarowanej osoby jest bezcenna.

Czasami spokój ducha, pewność, że przesyłka dotrze na czas, jest warta więcej niż pieniądze. To trochę jak z ubezpieczeniem – płacimy za poczucie bezpieczeństwa.

Blaski i cienie ekspresowej dostawy

Jak każda usługa, również przesyłki ekspresowe tego samego dnia mają swoje jasne i nieco ciemniejsze strony. Zacznijmy od zalet, bo tych jest całkiem sporo. Przede wszystkim, to niezwykła szybkość. Możliwość niemal natychmiastowego przekazania przedmiotu z punktu A do punktu B to komfort, który trudno przecenić. Dla firm oznacza to zadowolonych klientów i sprawniejsze procesy. Dla osób prywatnych – rozwiązanie naglących problemów.

Jednak nie ma róży bez kolców. Głównym wyzwaniem jest oczywiście koszt, zazwyczaj wyższy niż w przypadku standardowych opcji wysyłki. Trzeba też pamiętać o ograniczonym zasięgu – usługa ta jest najczęściej dostępna w obrębie jednego miasta lub aglomeracji. Kolejna kwestia to konieczność precyzyjnego zaplanowania wszystkiego. Zarówno nadawca, jak i odbiorca muszą być dostępni w określonym, często wąskim, przedziale czasowym. Czasem logistyka może napotkać też prozaiczne przeszkody, jak korek w godzinach szczytu czy nagłe załamanie pogody. To trochę jak próba złapania ostatniego pociągu – ekscytujące, ale i nieco stresujące.

Jak to działa od kuchni? Logistyka przesyłek „na już”

Może się wydawać, że to proste – kurier odbiera paczkę i wiezie prosto do adresata. W rzeczywistości za sprawnym działaniem przesyłek tego samego dnia stoi złożony system. Kluczową rolę odgrywają tu kurierzy miejscy, często poruszający się na skuterach czy rowerach, aby ominąć miejskie zatory. Coraz częściej wykorzystywane są specjalne algorytmy optymalizujące trasy przejazdu w czasie rzeczywistym.

Firmy kurierskie inwestują w rozbudowane centra logistyczne i punkty przeładunkowe zlokalizowane strategicznie w różnych częściach miasta. To pozwala na szybkie sortowanie i przekazywanie paczek kolejnym kurierom. Niezbędne są także zaawansowane systemy informatyczne do zarządzania zleceniami, śledzenia przesyłek i komunikacji z klientami. Znalezienie odpowiedniego przewoźnika oferującego takie usługi może ułatwić broker kurierski, który agreguje oferty wielu firm. Cały ten mechanizm musi działać z precyzją szwajcarskiego zegarka, by paczka dotarła na czas.

Co najczęściej podróżuje ekspresem?

Zastanawiasz się, jakie przedmioty są najczęściej wysyłane w trybie ekspresowym? Lista jest całkiem długa i różnorodna. Na czele znajdują się oczywiście dokumenty – umowy, faktury, pisma urzędowe, projekty. Szybkość ich dostarczenia bywa kluczowa dla powodzenia wielu przedsięwzięć biznesowych.

Często wysyłana jest także drobna elektronika i akcesoria – zapomniana ładowarka, pilnie potrzebny kabel czy nowy gadżet, który ma być prezentem. Wiele aptek i firm farmaceutycznych korzysta z tej formy dostawy dla leków i środków medycznych, zwłaszcza tych wymagających szybkiego transportu. Nie można zapomnieć o kwiatach i drobnych upominkach, które dzięki ekspresowej dostawie mogą sprawić radość dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Próbki towarów, materiały reklamowe, a nawet ciepłe posiłki z restauracji (choć to już bardziej wyspecjalizowany segment) – wszystko to może być przedmiotem przesyłki tego samego dnia. Raczej nie wyślemy w ten sposób kompletu mebli ogrodowych, ale dla mniejszych, pilnych przesyłek jest to idealne rozwiązanie.

Ile to kosztuje? Czynniki wpływające na cenę

Cena ekspresowej przesyłki tego samego dnia jest wypadkową kilku czynników. Podstawowym jest oczywiście odległość – im dalej paczka ma podróżować, tym koszt będzie wyższy. Znaczenie ma również waga i gabaryty przesyłki; większe i cięższe paczki generują wyższe opłaty.

Nie bez znaczenia jest pora dnia. Zlecenia składane późnym popołudniem lub wieczorem, wymagające nocnej logistyki, mogą być droższe. Podobnie w weekendy czy święta – dostępność kurierów bywa wtedy ograniczona, co wpływa na cenę. Rodzaj przewożonego towaru również może mieć znaczenie, szczególnie jeśli wymaga specjalnych warunków transportu, na przykład chłodniczych. Warto sprawdzić cenniki i opcje dostępne u różnych przewoźników lub poprzez platformy brokerskie, które często oferują konkurencyjne stawki na przesyłki ekspresowe tego samego dnia. Pamiętajmy, że płacimy za wyjątkową szybkość i złożoność operacji logistycznej.

A co jeśli paczka musi jechać dalej?

Ten artykuł koncentruje się na dostawach realizowanych w ciągu jednego dnia, które z natury rzeczy dotyczą raczej krótszych, lokalnych lub krajowych dystansów. Co jednak, gdy nasza przesyłka musi pokonać znacznie większą odległość, na przykład trafić do innego kraju? Chociaż dostawa tego samego dnia na trasach międzynarodowych jest zjawiskiem rzadkim i niezwykle kosztownym (zarezerwowanym głównie dla bardzo pilnych przesyłek dyplomatycznych czy medycznych), to istnieją bardzo szybkie opcje wysyłki zagranicznej. Jeśli więc stoisz przed wyzwaniem wysłania czegoś poza granice Polski i czas odgrywa istotną rolę, warto zainteresować się ofertami na przesyłki międzynarodowe kurierem. Choć nie będzie to ten sam dzień, to często można liczyć na dostawę już następnego dnia roboczego do wielu europejskich krajów.

Podsumowując

Ekspresowa przesyłka tego samego dnia to już nie futurystyczna wizja, a całkiem realna i coraz częściej wybierana usługa. Jest niezwykle przydatna w sytuacjach podbramkowych, gdy czas to pieniądz, a nawet więcej – spokój ducha. Choć wiąże się z wyższymi kosztami i pewnymi ograniczeniami, jej zalety w wielu przypadkach przeważają nad wadami. Czy warto? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, analizując konkretną potrzebę i sytuację. Jedno jest pewne: dobrze wiedzieć, że gdy zegar tyka nieubłaganie, istnieje opcja, by wygrać ten wyścig z czasem.

Rynek wtórny wyraźnie zwalnia. Sprzedający czekają na nabywcę coraz dłużej

Sprzedaż mieszkań z drugiej ręki wyraźnie zwolniła. W niektórych miastach takich jak Opole na kupującego trzeba dziś czekać nawet 76 dni, czyli o blisko 30% dłużej niż rok temu. Najszybciej znikają z rynku niewielkie mieszkania, zwłaszcza te w dużych miastach i… do remontu. Najnowsze dane Otodom pokazują, że dziś liczy się nie tylko lokalizacja, ale też metraż i potencjał inwestycyjny.

Sprzedający na rynku wtórnym nie mają dziś zbyt wiele powodów do optymizmu. Choć liczba ofert sprzedaży mieszkań wciąż utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, rotacja ogłoszeń wyraźnie spowalnia. Mniej transakcji oznacza, że mieszkania dłużej pozostają na rynku, a proces sprzedaży staje się bardziej wymagający. Zmniejsza się również aktywność kupujących – w maju liczba odpowiedzi na ogłoszenia była niższa niż miesiąc wcześniej, co potwierdza ostrożniejsze podejście po stronie popytu.

Jak w tym kontekście kształtuje się realny czas sprzedaży mieszkań? Które lokalizacje i typy nieruchomości cieszą się największym zainteresowaniem, a które wymagają od sprzedających większej cierpliwości? Odpowiedzi dostarczają najnowsze dane Otodom.

Sprzedający muszą uzbroić się w cierpliwość

W II kwartale 2025 roku najdłużej na nabywcę czekali właściciele mieszkań w Opolu – mediana czasu trwania ogłoszenia w tym mieście wyniosła aż 76 dni. To o niemal trzy tygodnie więcej niż w Rzeszowie (59 dni) i w Szczecinie (56 dni), które uzupełniają trójkę miast z najdłuższym czasem sprzedaży mieszkań z drugiej ręki. Po przeciwnej stronie zestawienia znajduje się Poznań, gdzie mieszkania z rynku wtórnego sprzedają się najszybciej – mediana to tylko 38 dni. W Katowicach (39 dni) i Warszawie (40 dni) również nie trzeba długo czekać na nabywcę.

W ciągu ostatniego roku w niemal wszystkich miastach wojewódzkich mediana czasu trwania ogłoszeń w kategorii „mieszkania na sprzedaż” na rynku wtórnym wzrosła, a sprzedający muszą dziś dłużej czekać na kupujących niż przed rokiem – komentuje Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego OtodomCo jednak istotne, w szerszym ujęciu czas publikacji ogłoszeń zmienia się powoli. W ostatnich sześciu latach tempo wzrostu tego wskaźnika nie przekraczało 1% z kwartału na kwartał, co pokazuje, że rynek wtórny mimo wszystko pozostaje stabilny – dodaje.

O ile dłużej niż rok temu muszą dziś czekać sprzedający na rynku wtórnym? W Gdańsku, Kielcach, Opolu, Rzeszowie i Wrocławiu  mediana czasu sprzedaży mieszkań wydłużyła się aż o około 30% w porównaniu z II kwartałem 2024 roku. W Białymstoku, Krakowie i Warszawie wzrost ten sięga 20–25%. Wyjątek stanowi Szczecin, gdzie czas oczekiwania na nabywcę pozostał bez zmian, oraz Bydgoszcz – jedyne miasto wojewódzkie, w którym mieszkania sprzedają się dziś szybciej niż przed rokiem (spadek mediany o 5% r/r).

Lokalizacja i metraż mają znaczenie

Sprzedaż mieszkania z drugiej ręki w najmniejszych ośrodkach miejskich to większe wyzwanie. W miastach do 50 tys. mieszkańców ogłoszenia pozostają aktywne średnio przez 65 dni. Dla porównania  w średnich miastach (od 50 do 100 tys. mieszkańców) czas ten skraca się do 44 dni, a w największych aglomeracjach nabywcę można znaleźć już po około 41 dniach.

Również metraż mieszkania ma wpływ na tempo sprzedaży, a im większa powierzchnia, tym dłużej trwa znalezienie kupca. W maju 2025 roku mediana czasu publikacji ogłoszenia dla mieszkań o powierzchni powyżej 90 m² wyniosła 69 dni. Tymczasem lokale o metrażu poniżej 40 m² znajdowały nabywców znacznie szybciej, bo po zaledwie 46 dniach.

Na rynku wtórnym doskonale widać, że mniejsze mieszkania sprzedają się szybciej. Wynika to z faktu, że są bardziej dostępne pod względem ceny całkowitej, a tym samym atrakcyjniejsze dla szerokiej grupy kupujących, zarówno inwestorów, jak i osób szukających własnego M. Co ciekawe, na rynku deweloperskim sytuacja wygląda nieco inaczej: choć kawalerki i małe mieszkania rzeczywiście znikają najszybciej, to zaraz po nich kupowane są także te największe. Najdłużej natomiast czekają na nabywców mieszkania średnie o powierzchni od 60 do 90 m². Jednocześnie warto zauważyć, że to właśnie rynek wtórny charakteryzuje się dziś wyraźnie szybszą rotacją ogłoszeń niż rynek deweloperski – komentuje Milena Chełchowska.

Mieszkania do remontu znikają szybciej

Choć mogłoby się wydawać, że lokale wymagające nakładów finansowych będą czekać na nabywcę dłużej, dane Otodom pokazują coś zupełnie odwrotnego. W ostatnim kwartale mieszkania z rynku wtórnego oznaczone w ogłoszeniu jako „do remontu” znikały z portalu średnio po 50 dniach. Dla porównania, lokale bez takiej adnotacji potrzebowały o 2 dni więcej, a ich mediana czasu publikacji wyniosła 52 dni.

Co ciekawe, przewaga tej pierwszej grupy nie jest chwilowym zjawiskiem. W ciągu ostatnich sześciu lat tylko raz zdarzyło się, by to mieszkania do remontu czekały na nabywcę dłużej – i to zaledwie o jeden dzień. Średnio ogłoszenia z tej kategorii znikają z rynku o 5 dni szybciej niż te w lepszym stanie technicznym. Dlaczego? Tego typu nieruchomości często postrzegane są jako okazje inwestycyjne lub dają większą swobodę w aranżacji,  a to przemawia zarówno do inwestorów, jak i osób planujących zakup „na własnych warunkach”.2025_06_23_Mediana czasu publikacji ogłoszen

Mieszkania do remontu bywają postrzegane jako te z dużym  potencjałem. To często lokale w atrakcyjnych lokalizacjach, które wymagają modernizacji, ale dają możliwość podniesienia wartości nieruchomości. Dlatego interesują się nimi nie tylko osoby szukające mieszkania dla siebie, lecz także inwestorzy oraz tzw. flipperzy, którzy zawodowo zajmują się zakupem, remontem i odsprzedażą nieruchomości z zyskiem – podsumowuje Milena Chełchowska.

Ropa rośnie, ale bez paniki. Cieśnina Ormuz wciąż otwarta

0

Rynek ropy zareagował w ograniczony sposób po weekendowej ostrej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Najpierw Stany Zjednoczone dokonały nalotów bombowych na infrastrukturę nuklearną w Iranie, natomiast później parlament Iranu zatwierdził blokadę Cieśniny Ormuz. Ceny ropy naftowej Brent i WTI otworzyły się 5% wyżej po weekendzie, znajdując się najwyżej od początku stycznia bieżącego roku, ale obecnie duża część wzrostów została już zneutralizowana. Na nieco ponad godzinę przed otwarciem europejskich rynków ropa Brent kosztuje niecałe 78 USD, natomiast ropa WTI poniżej 75 USD za baryłkę. Wzrost cen ropy spadł z 5% do zaledwie 1%. Ograniczone ruchy na rynku ropy naftowej są związane z brakiem faktycznych działań w cieśninie Ormuz. Iran nie dokonał fizycznej blokady, ani nie zdecydował się na atak żadnej jednostki, a co więcej, nie doszło do żadnego ataku na pozycje Amerykanów w bliskich okolicach Iranu.

W tym momencie cały czas normalnie przebiega przepływ tankowców przez cieśninę, wykorzystując wody terytorialne Omanu oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niemniej nie można wykluczyć dalszej eskalacji sytuacji. Stany Zjednoczone nawołują obecnie do szybkich rozmów pokojowych, co wydaje się jednak mało prawdopodobne. Stany Zjednoczone poprosiły również Chiny o słowną interwencję, aby Iran nie decydował się na faktyczne działania w cieśninie Ormuz. Przez cieśninę Ormuz przepływa ok. 20% podaży ropy, głównie z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale również Iranu. Co równie ważne, większość tej ropy trafia do krajów azjatyckich, w głównej mierze Chin.

Cieśnina Ormuz

Statki w dalszym ciągu przepływają przez cieśninę, choć wiele znajduje się na redzie. Źródło: VesselFinder.Com

Po silnej eskalacji konfliktu nie widać również dużych ruchów na pozostałych rynkach. Złoto zyskało niecały 1% na otwarciu, ale obecnie traci ok. 0,3%, a EURUSD powraca powyżej 1,1500. Ograniczony wzrost cen ropy nie oznacza jednak braku wzrostu na stacjach paliw. Ceny paliw będą reagować na wcześniejszą eskalację konfliktu, dlatego średnia krajowa może powrócić w okolice 6 zł za litr, za benzynę 95.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB