Jednolity Plik Kontrolny oczami księgowych

Obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego to nie tylko nowe wyzwanie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ale także dla obsługujących ich księgowych. Według badania przeprowadzonego przez inFakt ich postawy wobec JPK są mocno spolaryzowane: 44% ankietowanych księgowych ocenia ten obowiązek zdecydowanie pozytywnie, a 35% – zdecydowanie źle.

Jak księgowi oceniają obowiązek JPKWarto podkreślić, że księgowi są nastawieni do obowiązkowego składania JPK o wiele lepiej niż ankietowani przez inFakt przedsiębiorcy. Wśród księgowych jest też bardzo niewiele osób, które do tej pory nie miały styczności z tym tematem.

JAKIE KORZYŚCI WE WPROWADZENIU JPK WIDZĄ KSIĘGOWI?

Księgowi przepytani przez inFakt, firmę oferującą nowoczesne rozwiązania księgowe, którzy oceniali JPK zdecydowanie pozytywnie, najczęściej postrzegają nowy obowiązek jako „przydatne narzędzie do przeprowadzenia kontroli”. Wielu księgowych postrzega JPK jako narzędzie, które skłoni ich klientów do większej regularności w dostarczaniu im faktur.

“Rozumiem cel wprowadzenia JPK i doceniam założenia polepszenia komunikacji między podatnikiem a skarbówką, a także uszczelnienie systemu podatkowego.”

“Wysyłam już pliki dla dwóch firm, nie jest to uciążliwe  i jeśli ma to pomóc gospodarce, to jestem za.”

“Uważam, że jest to bardzo dobre narzędzie mające zapewnić prawidłowość w zakresie rozliczania podatku VAT oraz utrudnić procesy wyłudzania tego podatku.”

“JPK to przede wszystkim duże ułatwienie dla organów podatkowych. Szybsze, sprawniejsze kontrolowanie i wyłapywanie błędów. Dla księgowych i działów IT to co prawda więcej pracy, ale również można tu dostrzec korzyści. Kontrole powinny być mniej uciążliwe.”

„JPK JEST W PORZĄDKU, ALE…”

Spośród przebadanych przez inFakt księgowych 8% wskazało, że JPK to dobre rozwiązanie, ale jednak ma związane z nim pewne obawy, głównie z tempem wprowadzonych zmian. Stwierdzają też, że będzie to trudny obowiązek, ale pozwoli na obniżenie liczby kontroli w firmach. Podobnie 8% badanych ocenia nowe obowiązki neutralnie lub nie ma jeszcze o nich zdania:

“Dobre rozwiązanie, ale wprowadzone na szybko bez odpowiedniego przygotowania i uściślenia przepisów.”

Z kolei dla 5% badanych JPK to po prostu kolejny obowiązek, z którym nie ma co dyskutować – skoro jest, należy się z niego wywiązywać.

CZEGO OBAWIAJĄ SIĘ KSIĘGOWI?

Wśród księgowych, którzy oceniają obowiązek JPK zdecydowanie negatywnie, pojawiają się podobne głosy, jak wśród przedsiębiorców. Księgowi widzą JPK przede wszystkim jako dodatkowy obowiązek, który dotknie przede wszystkim ich samych. Podkreślają również, że ich zdaniem JPK nie jest potrzebne dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą:

“Dla firm rozliczających się kwartalnie jest to zły pomysł, ponieważ są przyzwyczajone do przynoszenia faktur do biura rachunkowego z opóźnieniem.”

“Myślę, że w przypadku małych firm jest to niepotrzebne. Dodatkowy obowiązek dla firm, które same prowadzą księgowość a korzystały tylko z porad biur.”

“Jest uciążliwy zwłaszcza dla działalności jednoosobowej, dla której księgowość prowadzą właściciele.”

Księgowi zwracają także uwagę na kwestie związane z kontrolą państwa i obawiają się inwigilacji, mają również wątpliwości, czy Urzędy Skarbowe są odpowiednio przygotowane do całej procedury. Podobnie jak przedsiębiorcy wyrażają obawy związane z procedurą wysyłki pliku.

Niepokój księgowych budzi też poziom przygotowania ich klientów do obowiązku JPK. Według nich mogą się tutaj pojawić pewne problemy związane z terminowością w dostarczaniu dokumentacji:

„Mikroprzedsiębiorca przeważnie sam opiekuje się swoimi dokumentami i nie ma czasu na systematyczne archiwizowanie i przekazywanie do księgowości na bieżąco.” 

“Obawiam się braku rzetelności ze strony klientów w dostarczanych danych ich odbiorców oraz dostawców, co może blokować prawidłowe i sprawne funkcjonowanie systemu JPK.“

Komentarz eksperta. Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy inFakt

Przychody Trans Polonii w 2017 r. wzrosły o 28 proc. do 226 mln zł

Trans Polonia S.A, wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, osiągnął w grudniu 2017 r. 16,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+ 6 proc. r/r). Jednocześnie Spółka zaprezentowała orientacyjne dane przychodowe za cały ubiegły rok: 225,5 mln zł oznacza roczną dynamikę na poziomie 28 proc.  Nawiązanie nowych relacji handlowych, start realizacji Programu Inwestycyjnego na lata 2018-20, zakończona sukcesem oferta publiczna akcji  i otwarcie Szkoły Kierowców to najważniejsze wydarzenia operacyjne ub. roku.

Osiągnięcie lepszych wyników było możliwe m.in dzięki rozwojowi sektora chemicznego w Europie – dane organizacji branżowej CEFIC (The European Chemical Industry Council) wskazują na wzrost produkcji (+3,7 proc. r/r) i zużycia chemikaliów (+7,9 proc r/r.). Analogicznie korzystne dane z krajowego rynku paliw prezentuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (wzrost konsumpcji oleju napędowego 0 16,6 proc. i benzynyo 6,2 proc.). Trzecim sprzyjającym obszarem było silne odbicie w drogowych inwestycjach infrastrukturalnych.

– Trans Polonia S.A. ma za sobą dobry i udany rok: spółka zanotowała wzrost przychodów we wszystkich obszarach. Spodziewamy się, że trendy rynkowe w 2018 r., zarówno w Polsce jak i Europie będą nadal korzystne, co w połączeniu z jakością oferowanych usług i rosnącą pozycją konkurencyjną TPG może pozwolić nam na wypracowanie dalszych dwucyfrowych wzrostów. Tego życzymy spółce i naszym akcjonariuszom – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Głównym projektem Grupy w 2018 r. będzie kontynuacja programu rozbudowy floty przewozowej – według pierwotnych założeń dysponowalna flota zwiększy się w 2020 r. o ponad 140 jednostek. Przedsięwzięcie jest odpowiedzią TPG na rosnące zapotrzebowanie Klientów na usługi transportowe. Program został ogłoszony w marcu 2017 r., a na przestrzeni II-IV kw. już zrealizowano harmonogram planowany na 2018 rok.

– W II połowie 2017 roku istotnie przyspieszyliśmy realizację ogłaszanych wiosną br. inwestycji flotowych. Nowo kupowane cysterny w bieżącym kwartale rozpoczynają prace. Widąc silne zapotrzebowanie na naszą ofertę przewozów, w dalszym ciągu będziemy nabywać kolejne jednostki – uzupełnił Dariusz Cegielski.

Co zmieni nowa ustawa o jawności życia publicznego?

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoszech czy Francji od lat istnieje prawo w kompleksowy sposób regulujące normy antykorupcyjne. W praktyce przepisy te funkcjonują bardzo dobrze. Niebawem w ślady wspomnianych państw może pójść Polska: już niedługo wejdzie w życie nowa ustawa o jawności życia publicznego.

„Nowa ustawa ma stanowić kompleks regulacji dotyczących transparentności życia publicznego oraz powiązanej z nią kwestii zwalczania korupcji, zarówno w ujęciu urzędniczym, jak i prywatnym, gdy pojawia się ona bezpośrednio w przedsiębiorstwach” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Bartłomiej Jankowski z kancelarii JSLegal. W zamyśle ustawa ma mieć zastosowanie przede wszystkim w stosunku do średnich przedsiębiorców – zatrudniających od 50 do 250 osób. Wydaje się jednak, że wpłynie na praktykę funkcjonowania właściwie wszystkich firm.

Ustawa spowoduje m.in. konieczność stosowania kodeksów etyki biznesowej w przedsiębiorstwach o określonej wielkości. Z kolei przedstawiciele władzy państwowej będą musieli składać oświadczenia majątkowe – zostanie wprowadzony ich nowy wzór. Kolejną konsekwencją przyjęcia ustawy będzie obowiązek prowadzenia przez przedsiębiorstwa państwowe i firmy mające udziały Skarbu Państwa rejestru umów cywilnoprawnych, do którego będą mieli dostęp wszyscy uczestnicy obrotu prawnego. Ponadto zostanie uregulowana kwestia lobbingu.

Jakie kary przewiduje się za nieprzestrzeganie przepisów nowej ustawy? Urzędnikom za podawanie fałszywych informacji w oświadczeniach majątkowych lub zatajanie w nich prawdy będzie groziło pięć lat pozbawienia wolności. Jeśli chodzi o przedsiębiorców, już samo wydanie przez prokuratora postanowienia o przedstawieniu zarzutów może skutkować poważnymi sankcjami finansowymi dla firmy. Poza tym w przypadku nałożenia kary na przedsiębiorstwo przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest możliwość, że zostanie ono na pięć lat wykluczone z uczestnictwa w procesach udzielania zamówień publicznych.

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna 1

O połowę krótszy czas przejazdu i dwu- lub nawet czterokrotnie mniejszy koszt podróży obiecują właściciele wypożyczalni JedenŚlad swoim klientom, którzy przesiądą się z samochodów na skutery elektryczne. Do skorzystania wystarczy smartfon i ukończone 23 lata. Usługa dostępna jest już w Warszawie, a niebawem ma się pojawić również w innych miastach Polski. Trend współdzielenia środków transportu dynamicznie się rozwija.

Warszawa jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, a nawet w Europie. Ze statystyk udostępnionych przez stołeczny Zarząd Dróg Miejskich wynika, że w godzinach porannego szczytu w kierunku centrum Alejami Jerozolimskimi przemieszcza się niemal 4 tys. aut. Na Wybrzeżu Gdyńskim jest to wynik sięgający nawet ponad 4,5 tys. Na obu tych arteriach ruch dobowy oscyluje wokół 100 tys. aut.

Proporcjonalnie do natężenia ruchu wzrasta także czas przejazdu przez miasto. Z raportu „Użytkownicy współdzielonego transportu w Polsce. Luty 2017”, wynika, że dojazd do pracy ok. 10 km samochodem zajmuje średnio 40 minut. JedenŚlad proponuje rozwiązanie, które aż o połowę ma ten czas skrócić.

– Operujemy jako sieć skuter-sharingu, czyli miejska sieć skuterów elektrycznych. Na razie na terenie Warszawy, ale niedługo również w innych miastach. Za pomocą smartfona można znaleźć nasz skuter stojący w różnych miejscach na terenie miasta, można wynająć go w pełni bezkluczykowo, jechać w dowolne miejsce, zaparkować i oddać – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Banach, współzałożyciel firmy JedenŚlad.

Zasada działania wypożyczalni skuterów jest podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku miejskich wypożyczalni rowerowych. Aby dotrzeć skuterem z punktu A do punktu B, potrzebujemy smartfona. Jednym z warunków skorzystania z usługi jest ukończenie 23 roku życia.

– Skuter elektryczny rozwija maksymalną prędkość 45 km/h. Jest to ograniczone wymogami ustawy. Dzięki temu osoby powyżej 23 lat nie muszą legitymować się prawem jazdy, tylko mogą jeździć na dowód osobisty – wyjaśnia Łukasz Banach.

Zdaniem przedstawicieli firmy JedenŚlad jest kilka powodów, dla których kierowcy poruszający się po polskich miastach powinni rozważyć korzystanie ze skuterów. Te najważniejsze to przede wszystkim oszczędność czasu i pieniędzy.

– Po pierwsze, dzięki nim można ominąć korki, a polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie i na świecie. Po drugie, nie musimy się martwić o parkowanie, o to, czy znajdziemy miejsce. Nie interesuje nas również opłata parkingowa, bo nie dotyczy ona takich skuterów – twierdzi ekspert.

Użytkownicy indywidualni zapłacą 69 gr za minutę korzystania ze skutera JedenŚlad. Można też zdecydować się na jeden z planów abonenckich. W planie codziennym o wartości 89 zł miesięcznie jest pakiet 20 minut dziennie, po których przekroczeniu dopłacić należy 45 gr za minutę. Dla okazjonalnie korzystających jest plan miejski. Za 59 zł miesięcznie otrzymuje się pakiet 100 minut, po których przekroczeniu dopłacić trzeba 39 groszy za każdą kolejną. Wypożyczalnia działa przez cały rok.

Trend „sharingu” dynamicznie rośnie, zwłaszcza w dużych miastach. W wielu polskich miastach działają wypożyczalnie rowerów. Pod koniec 2017 roku we Wrocławiu rozpoczęła działalność pierwsza w Polsce wypożyczalnia samochodów elektrycznych.

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy 2

Komisja Europejska wspólnie z państwami członkowskimi planuje przeznaczyć miliard euro na stworzenie infrastruktury superkomputerów najwyższej klasy w ramach programu EuroHPC. Maszyny mają powstać do 2023 roku i pomóc w rozpoznawaniu poważnych wyzwań naukowych i społecznych i zapobieganiu im. Wśród nich ma znaleźć się pierwszy superkomputer na świecie o mocy 1 exaflopsa. Obecnie blisko 70 proc. najszybszych superkomputerów na świecie znajduje się w Chinach i Stanach Zjednoczonych.

W ramach programu EuroHPC do 2023 roku zostaną zakupione dwa superkomputery o mocy obliczeniowej co najmniej 100 petaflopsów, które jednocześnie byłyby najszybszymi superkomputerami na świecie, oraz dwa superkomputery średniej klasy. W dalszej perspektywie jest przygotowanie superkomputera o mocy 1 exaflopsa, czyli 1000 petaflopsów. Maszyna byłaby więc dziesięciokrotnie szybsza od obecnie najszybszego superkomputera świata.

– W dzisiejszej gospodarce innowacyjnej w Europie brakuje superkomputerów. W pierwszej dziesiątce światowych superkomputerów nie ma żadnego komputera, który znajduje się w UE, a że chcemy rozwijać naszą gospodarkę, innowacje, prowadzić badania na najwyższym światowym poziomie, postanowiono wraz z państwami członkowskimi, aby takie superkomputery zbudować – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Liderami rankingu najszybszych superkomputerów są chińskie Sunway TihuLoght z mocą 93 petaflopsów oraz Tianhe-2 (blisko 34 petaflopsy). W czołówce listy znajdują się też superkomputery ze Szwajcarii, USA i Japonii. Dopiero na 14. miejscu jest włoski Marconi Intel Xeon Phi. W 2018 roku ranking superkomputerów może zostać przewrócony do góry nogami przez dwie amerykańskie maszyny – Summit i Sierra. Obie mają oferować moc obliczeniową znacznie powyżej 100 petaflopsów, a koszt każdej z nich ma wynieść ok. 250 mln dol.

Unia Europejska oraz kraje członkowskie łącznie na budowę infrastruktury mają przeznaczyć miliard euro, z czego blisko połowę (486 mln) zainwestuje UE. Pozostałą część wpłacą kraje członkowskie, choć nie wiadomo w jakich proporcjach. Skorzystać z mocy obliczeniowej nowych superkomputerów będą mogli zarówno europejscy naukowcy, jak i przedsiębiorcy.

– Superkomputer to nie jedno pudełko, jak wyobrażamy sobie domowy komputer, ale infrastruktura, zarówno sprzętu, jak i oprogramowania, która będzie się mieścić w całej UE. Nie będzie to skondensowane i scentralizowane w jednym kraju, a korzystać z tego będą mogli wszyscy naukowcy, przedsiębiorcy czy projekty, które znajdują się w UE – tłumaczy Świtalski.

Superkomputery zwiększą konkurencyjność Unii w gospodarce opartej na danych. Dotychczas naukowcy i przedsiębiorcy korzystali z komputerów spoza Europy, bo tempo obliczeń maszyn unijnych było zbyt wolne. To zaś może oznaczać zagrożenie dla ochrony danych i prywatności. Nowe superkomputery mają pomóc we wdrażaniu różnych projektów, m.in. w walce ze zmianami klimatycznymi czy medycynie.

Wśród zastosowań superkomputerów można wymienić tematy społeczne, takie jak zmiany klimatyczne czy energia odnawialna. Maszyny mogą służyć do modelowania danych z całego globu. Superkomputery mogą nam pomóc rozwiązać także problem bezpieczeństwa, np. szlaków migracyjnych. Zastosowanie znajdą także w kosmologii i astrofizyce.

– Przy pomocy badań europejskich naukowców zostały odkryte pierwsze planety poza naszym systemem planetarnym czy fale grawitacyjne. Dzięki superkomputerom takie badania będzie można wrzucić w kolejny bieg i przyspieszyć – przekonuje Piotr Świtalski.

Kryptozłotówka ofiarą rekonstrukcji rządu? Polacy nie tak szybko doczekają się rewolucji

Polski startup właśnie kończy pracę nad prototypem kryptozłotówki. Projekt Digital PLN, czyli dPLN, nie zostanie wstrzymany po nieoczekiwanej burzy w mediach, czego wynikiem była utrata patronatu Ministerstwa Cyfryzacji. Zdaniem prof. Krzysztofa Piecha, kierownika PATB, decyzja resortu ma związek ze zmianami w rządzie. I dodaje, że najbardziej straci na tym wizerunek kraju, bo to pionierski projekt na skalę światową. Zapewne opóźni to też emisję kryptowaluty opartej na złotym. Tymczasem, wprowadzenie tego systemu doprowadziłoby do wzrostu konkurencji na rynku finansowym. Spadłyby ceny usług płatniczych. Polacy mogliby też zyskać wyższe oprocentowanie lokat. Sam pieniądz kryptograficzny jest także tańszy, niż elektroniczny, bo wymaga mniej zabezpieczeń. Jednak nad projektem zawisły czarne chmury, bo jak mówią eksperci, wciąż jest widoczny duży opór ze strony władzy i lobby finansowego, aby nie wdrażać tego typu aktywności, szczególnie związanej z cyfrowalutami.

Fakt pozbawienia projektu patronatu Ministerstwa Cyfryzacji szybko skomentowała w mediach społecznościowych była już minister Anna Streżyńska. Wyraziła swoje zaskoczenie, jednocześnie podkreślając, że produkty akceleratora to tzw. proof of concept, czyli badanie potwierdzające słuszność danej koncepcji, a nie pełne wdrożenie. Dodała także, że tego typu działania miały zwyczajnie sprawdzić zdolność do wytworzenia przydatnych rozwiązań i ich działanie w poszczególnych dziedzinach.

– Sam dowiedziałem się o utracie patronatu z mediów. Próbuję zrozumieć tę sytuację, niemniej wciąż trudno mi to skomentować, skoro nikt w Ministerstwie Cyfryzacji nie potrafił mi tego wyjaśnić. Zapewne to wzajemne niezrozumienie ma związek ze zmianami, wprowadzanymi w całym resorcie, włącznie ze stanowiskiem rzecznika prasowego. To bardzo przykre zakończenie intensywnej współpracy, która z mojej strony trwała przez półtora roku. Zakładam, że gdyby nie te zawirowania, to dPLN wciąż miałby poparcie – mówi prof. Krzysztof Piech, kierownik Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Ekspert zaznacza, że projekt jest w całości finansowany ze środków własnych, nie zaś z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Patronat miał głównie znaczenie wizerunkowe. Bez tego np. trudniej będzie twórcom rozmawiać z sektorem finansowym o wprowadzeniu kryptowaluty opartej na złotym. Za dwa tygodnie jej prototyp ma już wejść w fazę poważnych testów. Jednak zanim Polacy zaczną korzystać z kryptozłotówki, może minąć nawet kilkanaście lat, gdyż tak duży opór ze strony władzy dostrzega branża.

– Samo tworzenie narodowej kryptowaluty jest niezwykle pozytywnie odbierane za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. To jest pionierski projekt na skalę światową. Jesteśmy więc postrzegani jako kraj coraz bardziej postępowy, zaawansowany technologicznie i otwarty na innowacje. Dzięki temu np. nasi rodacy mogą zacząć myśleć o powrocie z emigracji. Z ekonomicznego punktu widzenia, na późniejszym wprowadzeniu kryptozłotówki stracą wszyscy Polacy – przewiduje prof. Piech.

Pieniądz elektroniczny jest bardzo drogi w utrzymaniu, bo wymaga olbrzymich nakładów finansowych ze strony banków centralnych i komercyjnych. Chroni go wiele systemów technologicznych i prawnych. Tysiące informatyków pracują nad jego zabezpieczeniem. Jednak zwolennicy kryptowalut twierdzą, że są one bardziej efektywne, ponieważ samo ich funkcjonowanie nie jest uzależnione od pracy tak wielu osób. A to wynika bezpośrednio z tego, że są lepiej zabezpieczone przed atakami hackerskimi, właśnie dzięki kryptografii. Jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie złamał tego typu kodowania, a kradzieże z kont bankowych przecież się zdarzają i to bardzo często w skali całego globu.

– Dla przykładu, nie da się wysłać pieniędzy z Polski do Argentyny w nocy, z soboty na niedzielę, za 1 grosz. Takiej możliwości nie da nam żaden bank na świecie. Natomiast technologia i niski koszt utrzymania kryptowalut pozwala wręcz na ich darmowe przelewy. Oczywiście dla użytkowników oznacza to zarówno wygodę, jak i oszczędność. W szczególności mogłyby na tym zyskać firmy, które miesięcznie dokonują licznych międzynarodowych transakcji. I tak np. wysłanie 10 zł do Chin nie będzie już kosztowało 50 zł – wyjaśnia prof. Krzysztof Piech.

Tańszy pieniądz obniżyłby również koszty transakcji w skali całej gospodarki. W ocenie eksperta, kryptozłotówka, oprócz zysku dla firm wygenerowałby widoczne oszczędności także dla naszych domowych budżetów. Polacy mogliby zyskać wyższe oprocentowanie swoich lokat i wkładów w bankach, ponieważ obniżyłby się koszty funkcjonowania instytucji finansowych. Nie musiałyby one wydawać części swoich środków na prowizje, płacone zagranicznym systemom płatniczym. Można byłoby wprowadzić darmowe rozliczanie się banków między sobą. Tego typu rozwiązania są już testowane pomiędzy bankami w USA i w Azji, głównie w Japonii.

– Wiele razy zdarza się, że ktoś chce szybko przelać pieniądze na terenie samej Polski i musi sprawdzać, jaką sesją elixiru bank do banku wysłał pieniądze. To zwykle dość długo trwa. Dzięki kryptozłotówce można byłoby wprowadzić szybkie i tanie przelewy, dokonywane za pomocą aplikacji mobilnej. Wówczas użytkownicy oszczędzaliby nie tylko pieniądze, ale również czas – podkreśla ekspert z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Z kolei, mając pieniądz programowalny, czyli bardziej zaawansowaną wersję kryptowaluty, już można zaprogramować w transakcji datę zwrotu pożyczki bądź opłaty za usługę. To szybko rozwiązałoby problemy wielu polskich firm z nieuczciwymi kontrahentami, ponieważ zapisane w kontrakcie środki automatycznie i punktualnie, co do sekundy trafiałyby do pożyczkodawcy czy usługodawcy. Jedyną przeszkodą mogłoby być wyzerowane konto partnera biznesowego, co faktycznie oznaczałoby jego niewypłacalność.

– W Polsce były już co najmniej 3 próby wprowadzenia kryptozłotówki. Natomiast żaden z pomysłów nie przyjął się i nie był na sztywno związany z polskim złotym. Obecnie polskie startupy muszą jeszcze pokonać pewne ograniczenia techniczne, związane z zagwarantowaniem stabilności kursu walutowego. Ale już pod koniec stycznia, kolejny eksperyment, prowadzony pod moim kierunkiem, powinien zakończyć się sukcesem. Wówczas pierwsze rozwiązanie będzie gotowe do testowania przez polskie banki. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji nasze rozmowy mogą być dość trudne – informuje prof. Piech.

Utworzona wkrótce kryptozłotówka miałaby szansę na dość szybkie upowszechnienie, gdyby inicjatywę poparł np. Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu bakowego w Polsce. Ale, jak zaznacza ekspert, ta instytucja wspiera gotówkę, a nie pieniądz elektroniczny, nie mówiąc już o kryptograficznym. Według prof. Piecha, w szeregach NBP brakuje zrozumienia dla skali korzyści, jakie wiążą się z zastosowaniem tego typu rozwiązań.

– Z moich obserwacji wynika, że wiele instytucji obawia się zbytniej niezależności nowego sektora. Podobnie jest w przypadku bardzo silnego lobby finansowego, choć ten sektor powoli zaczyna rozumieć, że proponowane rozwiązania przyniosą mu wiele korzyści oraz zwiększą bezpieczeństwo. Banki zrozumiały, że jeśli same się nie unowocześnią, to prędzej czy później odejdą do lamusa. Ze względu na przestarzałość ograniczą swoje znaczenie tak, jak np. papierowe gazety bez wydań internetowych. Poza tym, polski system bankowy jest coraz droższy, m.in. z uwagi na rosnące opodatkowanie. A dzięki kryptowalucie, instytucje finansowe odnotowałyby oszczędności, które pozwoliłyby im na zwiększenie skali działalności – przewiduje ekspert.

Poważnym hamulcem do upowszechniania się kryptozłotówki może być brak zaufania i wiedzy na temat nowego rozwiązania wśród samych obywateli. Strach spotęgują np. „ostrzegające” przed kryptowalutami kampanie informacyjne, prężnie prowadzone przez najważniejsze w państwie instytucje finansowe. Warto przypomnieć, że w lipcu ub. roku KNF i NBP wydały już wspólne oświadczenie na wskazany temat. Brzmiało ono zniechęcająco wobec nowego sektora, żeby nie powiedzieć odstraszająco. Wskazane instytucje z pewnością miały sporo racji, ostrzegając przed niepewnością w kwestiach inwestycyjnych. Ale kilku rzeczy nie wzięły pod uwagę, a te z kolei mogłyby nieco zmienić całą otoczkę wokół kryptowalut.

– Brak licznych zabezpieczeń bankowych i instytucji gwarantującej bezpieczeństwo transakcji opartych na kryptowalutach oczywiście buduje wśród ludzi uzasadniony lęk. Oficjalnie mówi się o wielu zagrożeniach, np. że jest to technologia dobra dla przestępców. Ale prywatnie bankowcy inwestują własne środki np. w Bitcoiny. Szybko i sporo na nich również zyskują. A trzeba zaznaczyć, że dla osób przyzwyczajonych do liczenia pieniędzy istotne są konkretne zyski o względnie niskim ryzyku – stwierdza pracownik jednego z banków, który zastrzega swoją anonimowość.

Zdaniem prof. Piecha, kryptografia sama w sobie jest najlepszym, technicznym zabezpieczeniem pieniądza. Ale potrzebne są jeszcze inne elementy zwiększające zaufanie społeczne. I nad tym pracuje się już na świecie. Stąd niedawno pojawił się pomysł Wenezueli, żeby stworzyć narodową kryptowalutę, która byłaby zabezpieczona ropą naftową i innymi surowcami naturalnymi. Jeszcze nie są znane szczegóły techniczne dotyczące tego projektu, które miały być ujawnione na początku roku. Nad podobnymi koncepcjami pracuje też kilka rządów na świecie.

– W tym roku należy się spodziewać wielu projektów z tej dziedziny w różnych krajach. Dla przykładu, Rosja próbuje wprowadzić kryptorubla w celu poprawy wyników gospodarczych i usprawnienia działania sektora finansowego. Warto to obserwować i wyciągać wnioski. Obecnie najbliżej wprowadzenia narodowej kryptowaluty jest Dubaj, ponieważ tamtejsza władza bardzo szybko podejmuje decyzje, sprawniej niż rosyjska. W krajach UE ten proces jest zdecydowanie dłuższy, szczególnie w Polsce – podsumowuje prof. Krzysztof Piech.

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska 3

Prawie 60 proc. Polek nie poradziłoby sobie z utrzymaniem rodziny w razie utraty pensji partnera. Zdecydowana większość ankietowanych przez organizację „Kobieta i pieniądze” pań stwierdziła, że do sprostania kosztom utrzymania potrzebuje zarobków wyższych o 1–2 tys. zł. Dla co czwartej Polki gwarancję samodzielnego utrzymania bliskich stanowi pensja w wysokości 4–5 tys. zł.

W Polsce stale rośnie liczba rozwodów. Według danych demograficznych rocznie rozpada się 60–70 tys. małżeństw. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast, gdzie rozwodzi się ok. 40 proc. par. Z obowiązku alimentacyjnego wywiązuje się wprawdzie coraz większa liczba ojców, liczba niepłaconych świadczeń na dzieci wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że dla coraz większej liczby rodzin jedynym źródłem dochodu pozostaje pensja kobiety. Tymczasem jak wynika z badań organizacji „Kobieta i pieniądze”, Polki zarabiają zbyt mało, aby samodzielnie utrzymać rodzinę w przypadku nagłej utraty drugiego źródła dochodów.

– Pracujemy, zarabiamy, a okazuje się, że gdyby nie było tej drugiej pensji albo innych źródeł przychodów, to nie byłybyśmy w stanie samodzielnie utrzymać rodzin na tym samym poziomie, co dzieje się, jeżeli są np. dwie pensje lub różne źródła przychodu w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Nawrocka, założycielka organizacji „Kobieta i pieniądze”.

Raport „Czy Polki zarabiają wystarczająco dużo, by samodzielnie utrzymać rodzinę?” pokazuje, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie nagłej utraty dochodu przez męża lub partnera, jego odejścia lub śmierci. 20 proc. ankietowanych pań zadeklarowała, że gwarancję utrzymania bliskich zapewniłaby im pensja wyższa o 1–2 tys. zł. Taka kwota niezbędna jest 30 proc. kobiet zarabiających poniżej 2 tys. zł, 31 proc. pań o pensji w przedziale 2–3 tys. zł, ale także 27 proc. kobiet zarabiającym 5–6 tys. miesięcznie.

– Większość z pań wskazała dodatkowe 1–2 tys. zł, a bardzo dobrze czułyby się, gdyby te przychody były na poziomie 6 tys. miesięcznie, wtedy one utrzymałyby komfort życia na poziomie, który je satysfakcjonuje, i nie martwiłyby się o byt dnia codziennego – mówi Dominika Nawrocka.

Zdolność sprostania miesięcznym kosztom utrzymania rodziny przy zarobkach 4–5 tys. zł zadeklarowała co czwarta respondentka. Jednocześnie 18 proc. pań przyznało, że poczucie całkowitego bezpieczeństwa finansowego daje im dopiero dochód w kwocie 6 tys. zł.

– To, co nam przyświecało w tym badaniu, to żeby zbadać sytuację, po drugie zwrócić uwagę samych kobiet na to, żebyśmy jednak trochę przewidywały, żebyśmy patrzyły w przyszłość, nie myślały tylko o emeryturze, która jest oczywiście bardzo ważna, ale popatrzmy, sytuacja może się zmienić z dnia na dzień i co wtedy? – mówi Dominika Nawrocka.

Ponad 80 proc. ankietowanych pań chce zwiększyć swoje miesięczne dochody. 44 proc. z nich chce w tym celu podjąć naukę na kursach językowych lub szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe, 36 proc. szuka nowej pracy, 25 proc. jest gotowych na zmianę miejsca zatrudnienia, a 29 proc. stawia na własną działalność. Zdaniem Dominiki Nawrockiej deklaracje te nie zawsze pokrywają się jednak z rzeczywistością, dla wielu Polek charakterystyczna jest bowiem koncentracja na obecnej sytuacji, a nie ewentualnej przyszłości.

– Deklaracja jest, na pewno dzieje się trochę w tym zakresie, aczkolwiek powiedziałabym, że dużo jest w teorii, mało w czynach i praktyce, niestety jesteśmy trochę leniwe i liczymy na to, że zawsze będzie dobrze, takie hasło: „jakoś to będzie” jest nam kobietom bardzo bliskie – mówi ekspertka.

Raport jest częścią kampanii „Pieniądze się mnie trzymają!”, a jego celem jest wywołanie dyskusji nad świadomością finansową kobiet, kondycją ich zarobków oraz perspektyw finansowych. Odpowiedzialna za jego powstanie organizacja „Kobieta i pieniądze”, która od kilku lat prowadzi działania edukacyjne rozwijające kompetencje finansowe, biznesowe i marketingowe kobiet w Polsce.

Wyzwania dla rządu Morawieckiego

Wyzwania, jakie stoją przed nowym rządem premiera Mateusza Morawieckiego, są ogromne. Należy do nich zmiana akcentu i podejścia oraz intensyfikacja w zakresie przedsiębiorczości, inwestycji i mieszkalnictwa – w tym także rządowy program Mieszkanie Plus. To również zapewnienie Polakom bezpieczeństwa finansowego i ekonomicznego. W expose premiera padały też kwestie dotyczące służby zdrowia i narodowych programów zdrowotnych. Bardzo ważne są nowe regulacje w zakresie podatkowym. Prawdopodobnie zmienione zostaną pewne zapisy dotyczące podatku PiT i CiT. Nowa wizja rozwoju gospodarczego ma polegać na zwiększeniu nakładów na inwestycje, nie tylko państwowe, ale także prywatne i samorządowe.

 Jest cały szereg ważnych kwestii do rozwiązania. Ważne jest także dalsze uszczelnianie systemu podatkowego. Bez tego nie mogą być realizowane programy socjalne – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP  W tym roku zapowiadane są rekordowe dochody podatkowe – ponad 166 mld złotych z VAT-u. Przesuwamy nieco uwagę na sprawy związane z gospodarką, finansami, budżetem i inwestycjami. Kładziemy też nacisk na mieszkania i budownictwo. Rządowy program mieszkaniowy przechodzi pod bezpośrednie zwierzchnictwo premiera. To pokazuje jak wysoką rangę rząd przypisuje kwestiom społecznym. Wyzwań nie brakuje także w polityce zagranicznej. Chodzi przede wszystkim o relacje z Unią Europejską, niesprawiedliwe oskarżenia ze strony urzędników Komisji Europejskiej. To także sprawa reparacji będących istotnym problemem podnoszonym już w ubiegłym roku. Kolejną kwestią jest szansa na wprowadzenie w życie zmian w ramach Konstytucji BiznesuW 2018 roku budżet będzie stabilny i bezpieczny, tak jak dotychczas. Wskaźniki makroekonomiczne zapowiadają się bardzo dobrze. To, na czym skupi się rząd, to kwestie gospodarcze, inwestycyjne, sprawy przedsiębiorców oraz budownictwo i mieszkalnictwo – podsumował Szewczak.

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne 4

Nieco połowa Polaków oszczędza, a 16 proc. robi to regularnie co miesiąc. Na tle innych krajów to niewiele. Jak wynika z danych Analiz Online, na koniec III kwartału 2017 roku łączna wartość oszczędności Polaków przekroczyła 1,35 bln zł. Najczęściej odkładamy pieniądze na depozytach w bankach i SKOK-ach, ale – co ciekawe – częściej niż inni Europejczycy inwestujemy je w produkty ryzykowne. Bardzo często lokujemy też oszczędności w nieruchomościach.

– Polacy przeznaczają zbyt mało pieniędzy na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej, ufamy bowiem, że państwo zrobi to za nas. Każdy powinien jednak samodzielnie pracować na to, żeby kolejne lata życia były spokojne i przebiegły w dostatku. Należy więc budować odpowiedzialną świadomość, że to w dużej mierze zależy od nas samych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Badanie Fundacji Kronenberga „Postawy Polaków wobec finansów” wskazuje, że 47 proc. Polaków sporadycznie odkłada pieniądze, a tylko 16 proc. oszczędza co miesiąc. Raport BGŻ Optima („Polak oszczędny 2017”) wskazuje z kolei, że co piąta osoba oszczędzająca myśli o tym w horyzoncie długoterminowym (dłuższym niż 3 lata). 40 proc. respondentów w ogóle nie odkłada środków na emeryturę. Bierne podejście do tego tematu charakteryzuje każdą z badanych grup wiekowych.

Namawiam wszystkich do oszczędzania, do szukania metod, które pozwalają w sposób świadomy i dopasowany do własnych potrzeb zadbać o przyszłość. Musimy coraz więcej odkładać, bo pod względem zabezpieczenia naszego bytu przez państwo rysuje się ona szaro – ocenia Paweł Ziemba.

Obecnie relacja wysokości ostatniej wypłaty do wysokości emerytury wynosi niecałe 50 proc. W 2050 będzie to już 20–30 proc.

Choć regularnie odkłada pieniądze tylko połowa Polaków, to łącznie nasze oszczędności rosną. Raport Analiz Online „Struktura oszczędności Polaków” wskazuje, że na koniec III kwartału 2017 roku wartość oszczędności przekroczyła 1,3 bln zł. Jak wynika z sondażu Deutsche Banku, w tym roku 18 proc. Polaków zamierza samodzielnie oszczędzać na emeryturę np. w ramach planów regularnego oszczędzania. 16,2 proc. ankietowanych ulokuje odkładane pieniądze na lokatach terminowych. Połowa mniej wybierze inwestycje alternatywne. Jednostki funduszy inwestycyjnych chce w tym roku zakupić 7,1 proc. badanych, a akcje – 4,1 proc.

W 2017 roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań, najwięcej za gotówkę, co pokazuje, że Polacy traktują rynek mieszkaniowy jako pewny i gwarantowany. Z drugiej strony nadal trzymamy bardzo dużo pieniędzy na depozytach w bankach. Wolimy coś mieć fizycznie niż lokować środki finansowe w produktach o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym i wyczekiwać na hossę – mówi prezes Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Z szacunków Open Finance opartych o dane NBP wynika, że w 2017 roku w siedmiu największych miastach w Polsce za gotówkę kupiono 50 tys. mieszkań. Zakupy gotówkowe stanowiły dwie trzecie zawartych transakcji, pozostała to te zawarte z udziałem finansowania kredytowego. Podobnie było w 2016 roku, kiedy udział gotówki w wartości transakcji w największych miastach sięgnął 70 proc.

Największy udział w oszczędnościach mają depozyty. Według Analiz Online Polacy zgromadzili na nich 735 mld zł, mimo że nie mogą liczyć na żadne zyski z tego tytułu. Raport Fundacji Kronenberga wskazuje, że 8 proc. Polaków lokuje pieniądze z myślą o zysku w przyszłości. Takie statystyki znajdują odzwierciedlenie także w danych pokazujących naszą wiedzę o inwestowaniu. Blisko połowa respondentów w 2017 roku stwierdziła, że sukces w inwestowaniu to głównie kwestia przypadku lub szczęścia.

– Polacy, o dziwo, kupują też bardzo dużo produktów ryzykownych. Patrząc na naszą spółkę, 50 proc. aktywów jest zgromadzonych w produktach opartych o inwestycje na rynku akcji, co dziwi, bo rynek zachodni znacznie bezpieczniej podchodzi do tego obszaru. Polacy oczekują produktów pewnych, gwarantowanych, natomiast oferują one znacznie niższe stopy zwrotu. Chcąc osiągnąć wyższe zyski, częściej podejmujemy więc ryzyko, nawet przy braku świadomości – analizuje Paweł Ziemba.

Coraz częściej produkty inwestycyjne kupujemy przez internet. Dotyczy to jednak głównie tych prostszych produktów. Zdaniem prezesa Vienna Life w tym obszarze trudno oczekiwać, aby kanał internetowy całkowicie wyparł tradycyjne spotkanie z doradcą.

– Nowe technologie są potrzebne, ale byłbym zbytnim optymistą, gdybym powiedział, że wyeliminują zupełnie funkcjonowanie doradcy na rynku finansowym. Obserwujemy, że polski klient trochę odbiega od klienta zachodniego ze swoimi przyzwyczajeniami i nawykami. Ma potrzebę spotkania się i porozmawiania z doradcą. Potrzebujemy jeszcze wielu lat, żeby można było powiedzieć, że internet zastąpi doradcę i będziemy nabywali wszystkie produkty inwestycyjne tylko w sieci – przekonuje Paweł Ziemba.

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku 5

Podczas ferii zimowych wzrasta zainteresowanie ubezpieczeniami. W tym czasie sprzedaje się nawet 2,5-krotnie więcej ubezpieczeń turystycznych niż latem – wynika z danych AXA Ubezpieczenia. Średnio suma ubezpieczenia wynosi 30–60 tys. euro, ale częściej decydujemy się na polisy z wyższymi kwotami, po 100–200 tys. euro, lub nawet na te bez limitu.

– W naszym towarzystwie obserwujemy teraz ponad 2,5-krotny wzrost sprzedaży polis. W okresie ferii popyt na ubezpieczenia turystyczne bardzo wzrasta, również w stosunku do polis letnich. Polacy kupują ubezpieczenia na zimę, ponieważ wypadków narciarskich jest dużo i każdy już zazwyczaj pamięta o ubezpieczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Oszczak, menadżer ds. produktów i oceny ryzyka w  AXA Ubezpieczenia.

Polska Izba Ubezpieczeń podaje w raporcie „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” przygotowanym przez Deloitte, że w 2017 roku około 4,2 mln Polaków wyjechało na urlop za granicę. Mimo że większość wybrała kraje Unii Europejskiej, to na ich terenie nie wszystkie usługi zapewni publiczne ubezpieczenie zdrowotne. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKZU) upoważnia do opieki wyłącznie w placówkach publicznych. Nie pokrywa też kosztów ewentualnego transportu do Polski. W niemal wszystkich krajach Europy trzeba samemu zapłacić za koszty ratownictwa górskiego. We Francji, jednym z najbardziej popularnych kierunków podróży narciarzy, występuje z kolei współudział w płatności za usługi medyczne.

– Ubezpieczenia podróżne są spakietowane i obejmują ubezpieczenie kosztów leczenia z assistance, NNW, ubezpieczenie bagażu podróżnego, odpowiedzialności cywilnej, kosztów ratownictwa na stoku w przypadku polis narciarskich, ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenie sprzętu sportowego, zwrot za niewykorzystany karnet, wynajęty sprzęt sportowy – mówi ekspertka AXA.

Przy wyborze polisy turystycznej trzeba jednak rozważyć różne ryzyka, na jakie będziemy narażeni podczas wyjazdu. Nie wszystkie ubezpieczenia obejmują sporty amatorskie, a najtańsza polisa może nie wystarczyć na pokrycie w całości leczenia ambulatoryjnego.

AXA policzyła koszty, z jakimi trzeba się liczyć, gdy ulegniemy lub spowodujemy wypadek na stoku narciarskim za granicą: koszty ratownictwa, ambulatorium, np. diagnostyka, RTG , rezonans, usztywnienie nogi kosztuje nawet do 2 tys. euro. Jeśli jest poważny uraz ortopedyczny, konieczny jest transport karetką do Polski (często osoby z usztywnionymi nogami nie są wpuszczane do samolotu) to kolejne 1 tys. euro. Ratownictwo ze stoku i przelot do szpitala helikopterem to koszt do 5 tys. euro. W przypadku poważnych urazów, kiedy lekarz zdecyduje, że niezbędna jest natychmiastowa operacja na miejscu, trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami rzędu nawet do 1 tys. euro za dzień pobytu w szpitalu.

Aby pokryć tego rodzaju koszty, według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń i Deloitte, ubezpieczyciele wypłacili w 2016 roku świadczenia o wartości 170 mln zł.

– Obserwujemy zdecydowanie trend związany ze zwiększeniem sumy ubezpieczenia na koszty leczenia, Polacy są zainteresowani wyższą ochroną. Sumy ubezpieczenia w tej chwili wahają się między 50–60 a 100 tys. euro, są nawet polisy bezlimitowe. Jeszcze niedawno te kwoty były zdecydowanie niższe. Ubezpieczaliśmy Polaków na 10–20 tys. euro, w tej chwili te polisy są już w mniejszości – przekonuje Oszczak.

Choć rośnie świadomość Polaków, że trzeba mieć polisę na wyjazd zagraniczny, to wciąż nie wiedzą, co robić po wypadku. Jak przypomina ekspertka AXA, podczas wyjazdu należy przede wszystkim mieć przy sobie numer centrali alarmowej, który zapisany jest na polisie i w razie wypadku od razu skontaktować się z ubezpieczycielem.

– Kiedy zgłosimy szkodę, centrala alarmowa może przejąć koszty pokrycia wizyty lekarskiej, może tę wizytę zorganizować, np. w hotelu, gdzie przebywamy. Przejmuje też koszty leczenia szpitalnego, organizuje transport do placówki, transport powrotny, dolot i pobyt osoby towarzyszącej – wymienia Magdalena Oszczak. – Jest bardzo dużo takich czynności, które ułatwiają życie i funkcjonowanie w momencie, kiedy mamy nieprzyjemne zdarzenie w postaci nagłego zachorowania bądź nieszczęśliwego wypadku.

Ekspertka AXA radzi też, żeby w razie spowodowania wypadku na stoku podać poszkodowanemu numer swojej polisy, a jeśli samemu jest się poszkodowanym, należy spisać numer polisy oraz dane sprawcy, a następnie niezwłocznie powiadomić centralę alarmową (nie później niż w ciągu siedmiu dni od dnia zdarzenia). Gdy podróżujący sam pokryje koszty leczenia za granicą, musi uzyskać dokumentację medyczną i zachować faktury oraz rachunki za udzieloną pomoc czy zakup lekarstw, a następnie przesłać do ubezpieczyciela w ciągu siedmiu dni od powrotu do Polski wraz z wypełnionym formularzem zgłoszenia szkody.

Magdalena Oszczak sugeruje, aby pokrywać samodzielnie tylko drobne wydatki, aby nie narażać się na ryzyko, że koszt skomplikowanych usług medycznych przekroczy zakres ubezpieczenia. Wtedy rachunki za lekarstwa, wizytę u internisty i zalecenia lekarza należy po powrocie do Polski przesłać ubezpieczycielowi do refundacji. Niezwłocznie z kolei trzeba zgłosić zaginięcie lub zniszczenie bagażu, opóźnienie lotu albo rezygnację z podróży. W przypadku opóźnienia bagażu podróżnego lub opóźnienia lotu potrzebne będzie zaświadczenie z linii lotniczych o niedostarczeniu bagażu lub opóźnieniu lotu.

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość 6

Dzięki start-upom świat staje się lepszy: jesteśmy zdrowsi i oddychamy czystszym powietrzem – ocenia Javier Bardem, aktor i globalny ambasador konkursu dla start-upów Chivas Venture, który wspiera młode innowacyjne firmy. Zdobywca Oscara podkreśla, że sam nie ma talentu do biznesu. Start-upowcy mają coś, czego ja nie mam – umiejętność przekuwania marzeń w rzeczywistość – podkreśla Bardem.

Jestem kiepski w biznesie. Jestem aktorem, a aktorzy zazwyczaj nie są dobrymi biznesmenami, ale za to jestem człowiekiem, który potrafi współodczuwać. Podziwiam to, co inni dla nas robią – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Javier Bardem, aktor i globalny ambasador Chivas Regal, marki whisky.

Aktor gościł w Polsce z okazji krajowego finału konkursu Chivas Venture dla start-upów. To już trzecia edycja programu, którego celem jest wspieranie i promowanie innowacyjnych start-upów proponujących rozwiązania istotnych problemów społecznych. Tym razem zwyciężyła firma Neuro Device, która pracuje nad pierwszym na świecie systemem do efektywnej rehabilitacji zaburzeń mowy (afazji).

– Start-upy sprawiają, że nasze życie staje się lepsze, jesteśmy zdrowsi, marnujemy mniej żywności, oddychamy czystszym powietrzem. Pomagają one normalnie funkcjonować ludziom z uszkodzeniami mózgu, dysleksją i zaburzeniami mowy. To naprawdę ważne kwestie. Fakt, że takie firmy dostają wsparcie finansowej i szansę rozwoju swoich projektów, jest bardzo pozytywny – mówi Javier Bardem.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. Większość finansuje swoje biznesy z własnych oszczędności. Problemem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój i brak kontaktów, które mogą umożliwić międzynarodowy rozwój.

Taką możliwość daje konkurs Chivas Venture, globalna inicjatywa marki Chivas Regal, skierowana do przedsiębiorców, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w biznesie, oraz tych, którzy już działają na rynku, ale nie więcej niż trzy lata. Zwycięzca będzie rywalizował w globalnym finale wiosną 2018 roku o dofinansowanie z puli nagród, która wynosi milion dolarów.

W krajowym finale, oprócz Neuro Device, znaleźli się także Outlet spożywczy, czyli platforma internetowa, która automatyzuje dystrybucję produktów spożywczych, Andervision – firma opracowująca proekologiczne rozwiązania, Biolumo – zajmujący się precyzyjnym dopasowaniem antybiotyku, oraz AppiCare, który opracowuje dziennik choroby online dla pacjentów onkologicznych. Jak zapewniają przedstawiciele Chivas Regal, wszystkie start-upy mogą liczyć na dalsze wsparcie mentorskie.

W poprzednich dwóch edycjach laureatami zostały firma Migam (I edycja) z innowacyjnym systemem tłumaczącym dla osób głuchych oraz Nexbio, który zajmuje się tworzeniem przenośnego modułu analiz DNA roślin.

– W start-upach istotne jest przekuwanie marzeń w rzeczywistość i wiedza, jak to zrobić. Poruszanie się w świecie marzeń to mój zawód. Ale oni przekuwają marzenia w rzeczywistość, czego nie potrafię. Podziwiam ludzi, którzy mają takie zdolności – przyznaje Javier Bardem. – Nie sądzę, żebym sam inwestował w start-upy. Znam się tylko na robieniu filmów.

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców 7

W edukację zawodową i branżową mają się w większym stopniu angażować przedsiębiorcy, którzy będą sami układać program i przygotowywać egzaminy. Większy nacisk ma być położony na zajęcia praktyczne, a młodzi pracownicy będą zarabiać znacznie więcej niż obecnie – to najważniejsze założenia reformy szkół zawodowych resortu edukacji narodowej. Zmiany mają zachęcić do uczniów do wybierania szkół zawodowych i techników. Dziś na ten rodzaj nauki decyduje się co drugi uczeń.

Szkoła musi być elastyczna i związana z pracodawcą. Jednocześnie uczniowie, którzy do niej uczęszczają i stają się młodocianymi pracownikami, muszą więcej zarabiać – obecnie jest to na poziomie 200 zł, w Niemczech – 840 euro. To jest zadanie moje i premiera Morawieckiego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

Młodociani pracownicy podczas nauki otrzymują wynagrodzenie wynoszące 4–6 proc. średniego wynagrodzenia w Polsce w kolejnych latach nauki. To oznacza, że średnio otrzymują ok. 200 zł. Słabe zarobki zniechęcają do podjęcia nauki w szkołach zawodowych, zwłaszcza że nawet po jej ukończeniu nie ma gwarancji dobrze płatnej pracy. Wypowiedzi minister edukacji wskazują, że nawet 40 proc. absolwentów dotychczasowych szkół zawodowych rejestrowało się jako bezrobotni. Dlatego resort edukacji pracuje nad zmianą w systemie edukacji branżowej, tak by szkoły rzeczywiście kształciły do zawodu w sposób, który będzie odpowiadał potrzebom pracodawców.

– Musimy być wiarygodni, a młody człowiek musi wiedzieć, że uzyska zawód, z którego będzie miał satysfakcję i pieniądze, ale oprócz tego będzie mieć do dyspozycji system, w którym będzie mógł się realizować i kontynuować naukę. Nowy system jest tak przygotowany. Mamy już gotowość pracodawców, by dołożyli się do tego systemu. Zdali sobie sprawę z tego, że tak to wygląda na całym świecie. Do tego dochodzi promocja – pokazywanie w pozytywnym świetle szkoły branżowej i technikum – wymienia Zalewska.

Przedstawiciele resortu edukacji spotykają się z przedsiębiorcami, którzy pomagają w pisaniu podstawy programowej tak, by odpowiadała ona potrzebom rynku pracy. Zmianie mają ulec egzaminy – w poszczególnych branżach będą miały w 90 proc. charakter praktyczny, a nie teoretyczny, jak dotychczas. Nowy system edukacji ma też kłaść większy nacisk na zdobywanie umiejętności praktycznych, m.in. poprzez staże czy zagraniczne wyjazdy, np. w programie Erasmus+. Już teraz w zakresie edukacji zawodowej w ramach programu wyjeżdża ponad 15 proc. młodych Polaków. Ministerstwo, przygotowując reformę, w dużej mierze czerpie z modelowych rozwiązań z innych krajów, m.in. Niemiec, Szwajcarii i Austrii, gdzie szkolnictwo zawodowe jest na wysokim poziomie.

Została stworzona już Rada Dyrektorów, która będzie kończyć zmiany przepisów. W marcu chcemy pokazać to na kongresie „Dobry zawód”, w którym spotkamy się z powiatami i pracodawcami. Niebawem także spotkanie ze spółkami i korporacjami, by zaangażowały się w promocję edukacji zawodowej i branżowej, by przypominały rodzicom – bo aż 80 proc. rodziców podejmuje za swoje dzieci decyzje, gdzie mają pójść do szkoły – że mamy rewolucję 4.0 i zakład przemysłowy czy miejsce pracy jest już zupełnie inne niż to sprzed 20 lat – przekonuje minister edukacji.

Zmiany mają przywrócić boom na szkoły zawodowe. W latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na tego rodzaju naukę. Odwrót nastąpił w latach 90., kiedy do szkół bezpośrednio przygotowujących do zawodu trafiało tylko czterech na dziesięciu uczniów. Trend powoli się odwraca, obecnie blisko połowa młodych ludzi decyduje się na szkoły zawodowe i technika. Do wzrostu zainteresowania kształceniem zawodowym przyczynił się program Erasmus+. Możliwość wyjazdu na zagraniczny staż często jest czynnikiem decydującym o wyborze szkoły.

Większość zmian została już dokonana. Obecnie najważniejsze jest przekonywanie rodziców – poprzez promocję i różne działania, jak te inicjowane przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji, że to dobra decyzja, by dziecko uczyło się w technikum – podkreśla Anna Zalewska.

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 8– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 9-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Gold

Przez ostatnie pięć tygodni zarządzający powiększają pozycje długą na rynku złota, co jest zgodne z e zjawiskiem sezonowości. Przez ostatnie dziesięć lat notowania złota w styczniu oraz lutym charakteryzowały się mocnymi wzrostami, co przedstawia poniższa grafika.

sezonowosc na zlocie

Źródło: Bloomberg

Przerywana linia przedstawia 10 letnią średnią na rynku złota. Z kolei linia zielona odpowiada za obecny rok kalendarzowy. Jeżeli sezonowość się sprawdzi, to możemy liczyć na jeszcze kilkuprocentową aprecjację złota.

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony – pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony - pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu zarządzający dodali do swojego portfela 11 tysięcy długich oraz 5 tysięcy krótkich pozycji. Ostatni wzrost długich pozycji potwierdza zjawisko sezonowości oraz daje większe prawdopodobieństwo kontynuacji obecnego trendu wzrostowego.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowy notowania złota znajdują się nad linią trendu wzrostowego. Zagrożeniem dla dalszych wzrostów może być strefa podaży 1355-1375. Jest to także szczyt z 2016 roku, zatem korekta w tym miejscu jest jak najbardziej możliwa.

AUDUSD

Przez ostatnie kilka tygodni dolar australijski znalazł się w bardzo silnym impulsie wzrostowym. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za rajd był napływ dużego kapitału na rynek metali przemysłowych.

AUDUSD i korelacje

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia notowania AUDUSD na tle indeksu metali przemysłowych (linia żółta) oraz notowaniach rudy żelaza (linia zielona). Jak widać ruda żelaza nie podążyła za szerokim rynkiem i nie zdołała wybić się ponad swoje maksimum z 2017 roku.

Po tak mocnej aprecjacji AUD względem USD moglibyśmy spodziewać się dużego zaangażowania funduszy lewarowanych po długiej stronie rynku, aczkolwiek tak się nie stało.

Według ostatniego raportu COT w poprzednim tygodniu fundusze lewarowane uszczupliły swoje pozycje długie o 887 kontrakty terminowe, natomiast pozycji długich zostało zamknięte ponad 5 tysięcy.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Od trzech tygodni fundusze lewarowane zamykają pozycje krótkie, co było też odpowiedzialne za ostatnie wzrosty. Aczkolwiek najbardziej zaskakującym czynnikiem jest mała ilość nowo otwartych długich pozycji, zatem fundusze lewarowane nie zarobiły na ostatni wzroście AUDUSD.

Co dalej? Mała ilość pozycji długich sprzyja długoterminowej aprecjacji dolara australijskiego. Z drugiej strony może to też świadczyć o fałszywym ruchu wzrostowym, który na przestrzeni następnych tygodni zostanie zniwelowany. Niemniej jednak przy drugi scenariuszu fundusze lewarowane musiałyby zacząć powiększać krótką pozycję, będzie to czynnik, który warto obserwować w nadchodzących tygodniach. Oprócz tego warto obserwować notowania metali przemysłowych, w szczególności rudy żelaza.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Po ostatniej aprecjacji dolara australijskiego notowania AUDUSD dotarły w okolicę mocnego oporu. Z jednej strony fundusze lewarowane posiadają w portfelu małą ilość długich pozycji, co zwiększa prawdopodobieństwo pokonania wsparcia. Z drugiej strony korekta na rynku surowców oraz brak chęci powiększenia długiej pozycji na rynku kontraktów terminowych przez fundusze lewarowane może doprowadzić do zniwelowania całych poprzednich wzrostów.

Reasumując, w nadchodzących tygodniach należy obserwować pozycjonowanie się funduszy lewarowanych na AUDUSD. Jeżeli zaczną skupywać AUDUSD, to pokonanie oporu będzie bardzo prawdopodobne.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nadchodzący tydzień będzie stopniowo dawkował emocje, które mogą przyczynić się do wyraźnego przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Główna uwaga będzie na posiedzeniu EBC, gdzie można oczekiwać prób stonowania jastrzębich oczekiwań rynku. Podobne plany może też mieć Bank Japonii. Wśród danych największe zainteresowanie będzie dotyczyć indeksów PMI z Eurolandu i PKB z Wielkiej Brytanii i USA.

Przyszły tydzień: PKB/zamówienia na dobra trwałe z USA, EBC, PMI/Ifo, rynek pracy/PKB z Wlk. Brytanii, BoJ, CPI z Nowej Zelandii/Kanady

W USA główna uwaga będzie wstępnym szacunku PKB za IV kw. (pt), przy mniejszej uwadze na zamówieniach na dobra trwałe (pt) i danych o sprzedaży domów (śr, czw). Tempo wzrostu gospodarczego ma zwolnić do 2,9 proc. z 3,2 proc. Pomimo solidnych wyników sprzedaży detalicznej i inwestycji, nagromadzone w III kw. zapasy stanowią wysoki punkt odniesienia i źródło negatywnego wkładu do PKB. Dodatkowo w poprzednim kwartale odnotowano silny wzrost importu przewyższający dynamikę eksportu. Ogólnie dane powinny budować obraz kontynuowanego ożywienia. Wcześniej rynek USD będzie się musiał zmierzyć z konsekwencjami batalii w Kongresie USA o uniknięcie government shutdown. Na moment przygotowywania tego raportu nie jest jeszcze wiadomo, czy Senat zdąży przed północą 19 stycznia zatwierdzić dalsze finansowanie. Jeśli do poniedziałku się to nie uda, będzie to dodatkowy ciężar u szyi dolara.

Wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC zdecydował się na jastrzębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Rady Prezesów (czw), gdyż podsycanie aprecjacji EUR to ostatnia rzecz, jakiej bank centralny by sobie życzył. Pytaniem jest, czy prezes Draghi będzie potrafił podkreślić gołębi przekaz, by wystraszyć kupujących euro? Odroczenie zmiany języka odnośnie programu QE (sugestia zakończenia skupu we wrześniu) może się okazać niewystarczające. Mimo to Super Mario znany jest ze swojego talentu wpływania na oczekiwania rynkowe. Na tej podstawie ryzyka dla EUR wokół posiedzenia przeważają po negatywnej stronie. Dla kontraktu indeksy PMI i Ifo powinny potwierdzić solidne tempo ekspansji gospodarczej.

Kalendarz w Wielkiej Brytanii oferuje raport z rynku pracy (śr) i PKB (pt). Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń. Pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw. ma wskazać podrzynanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k – dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii. Naszym zdaniem dane nie zaoferują impulsów do wzmocnienia GBP, ale waluta wciąż może być głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD.

W Polsce zapowiada się mało emocjonujący tydzień z podażą pieniądza (wt) i stopą bezrobocia (śr). Sentyment globalny w dalszym ciągu odgrywa główną rolę, choć nie widać zmasowanego skoku popytu, który pozwoliłby na zejście EUR/PLN pod 4,16. W efekcie zapowiada się kontynuacja dryfu 4,16-4,19.

Posiedzenie Banku Japonii zyskało na znaczeniu w związku z narastającymi spekulacjami o możliwym zacieśnianiu polityki pieniężnej po tym, jak bank zmniejszył pulę skupowanych obligacji. Sądzimy jednak, że BoJ pozostanie gołębi, a prezes Kuroda podkreśli, że głównym narzędziem polityki pozostaje kontrola krzywej dochodowości (utrzymywanie rentowności 10-letnich obligacji blisko 0 proc.). Jeśli przekaz zostanie wsparty przez brak podwyższenia prognoz inflacji bazowej (z powodu silnego JPY), może to odwrócić ostatnie spadki USD/JPY.

W Nowej Zelandii mamy odczyt CPI za IV kw. (śr), a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. Z Australii mamy jedynie indeks wskaźników wyprzedzających Westpac (śr), który ma drugorzędne znaczenie. Ogólnie AUD i NZD pozostają pod wpływem zmienności USD i globalnego apetytu na ryzyko, co utrzymuje te waluty wysoko, choć na rynku widać pierwsze oznaki wyczerpania i podstawy do korekty.

W Kanadzie mamy sprzedaż detaliczną (czw) oraz CPI (pt), choć w tygodniu po decyzji Banku Kanady o podwyżce możemy obserwować obniżoną wrażliwość rynku na dane. Jest mało realne, że BoC zdecyduje się kolejną podwyżkę na następnym posiedzeniu w marcu, a kwiecień wyceniony jest już na 81 proc. W efekcie poprzeczka ustawiona jest dość wysoko, aby pozytywne zaskoczenia w danych miały dać impuls do umocnienia CAD. We wtorek startuje szósta runda negocjacji NAFTA i sygnały sugerujące zerwanie porozumienia stanowią największe ryzyko dla CAD w najbliższych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Poszli Polacy na zakupy – nowe dane o sprzedaży detalicznej

Poprawiającą się kondycja polskiej gospodarki i zwiększające się wynagrodzenia powodują znaczny wzrost sprzedaży detalicznej w ostatnich miesiącach. W grudniu wzrosła ona 13. miesiąc z rzędu o więcej niż 6 proc. Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na dobra, które najszybciej tracą na wartości – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

6 proc. – o tyle zwiększyła sprzedaż detaliczna w grudniu w porównaniu z grudniem ub.r., wg najnowszych danych GUS. Ekonomiści oczekiwali, że wzrost wykroczy nawet nieco ponad 8 proc. Do tego nie doszło, jednak trend utrzymuje się jednoznaczny – wzrost (w skali roku) od października 2016 r. nie spadł poniżej 6 proc., co nie dziwi o tyle, że konsumpcja w 2017 r. była głównym motorem napędowym polskiej gospodarki.

Zarabiamy coraz więcej i wydajemy coraz więcej. Przeciętne wynagrodzenie (w sektorze przedsiębiorstw) ostatni raz wzrosło o mniej niż 4 proc. w grudniu 2016 r. Z kolei wzrost sprzedaży detalicznej poniżej 4-procentowego poziomu ostatni raz odnotowaliśmy w październiku 2016 r.

Po raz kolejny silnie wzrosła sprzedaż odzieży i obuwia – o  18,6 proc. w skali roku, a także sprzętu RTV oraz AGD (i mebli) – o 7,6 proc. Wydatki na odzież rosły dwukrotnie szybciej niż te na żywność czy na na książki i prasę.

Wysoka konsumpcja prywatna może cieszyć, gdyż przyczynia się do ogólnej poprawy kondycji gospodarki. Należy jednak zauważyć, że rosną zakupy dóbr szybko tracących na wartości. W efekcie, wyższe dochody, wydawane przede wszystkim na tego typu produkty, przyczyniają się tylko w niewielkim stopniu do wzbogacenia majątku konsumentów.

Raczej nie wpłynie to jednak negatywnie na konsumentów w okresie wysokiego tempa podwyżek płac i rozwoju gospodarczego. Trend ten najprawdopodobniej utrzyma się również przez najbliższy rok – płace w 2018 r. mogą wzrosnąć o ok. 7 proc. W rezultacie, wydatki konsumpcyjne na najmniej trwałe dobra będą dalej notować wysokie tempo wzrostu.

82% firm w Polsce było celem cyberataku w 2017 roku

Cyberataki są zjawiskiem powszechnym wśród firm działających w Polsce. W 2017 roku 82% przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu KPMG, odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent. Firmy zaobserwowały wzrost liczby cyberataków w przeciągu ostatniego roku. Pomimo rosnącej skali cyberzagrożeń zaledwie tylko co 10 firma o rocznych przychodach przekraczających 50 mln zł zatrudnia dedykowanego eksperta ds. bezpieczeństwa informacji. Blisko połowa przedsiębiorstw sygnalizuje, że największym wyzwaniem w zapewnieniu bezpieczeństwa informacji jest zatrudnienie i utrzymanie wykwalifikowanych pracowników.

Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczych

Blisko co czwarta firma, która wzięła udział w badaniu KPMG przyznała, że w 2017 roku zarejestrowała 10 lub więcej incydentów bezpieczeństwa. Badane organizacje zauważają rosnącą skalę cyberzagrożeń ¬– ponad 1/3 przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu, odnotowało w zeszłym roku wzrost liczby cyberataków. Połowa ankietowanych uznała, że liczba cyberzagrożeń pozostała na podobnym poziomie w porównaniu z 2016 rokiem. Spadek cyberincydentów zauważyło zaledwie 5% firm.Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczychZ badania, które przeprowadziliśmy wynika, że przedsiębiorstwa działające w Polsce najbardziej obawiają się zorganizowanej cyberprzestępczości. W szczególności trudnych do zidentyfikowania i odparcia ataków ukierunkowanych, cyberprzestępstw realizowanych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania oraz wspieranych przez socjotechnikę. Własny pracownik, który historycznie stanowił dla firm najczęstsze źródło naruszeń bezpieczeństwa, zszedł na drugi plan – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Osoby odpowiadające za bezpieczeństwo IT w firmach, które wzięły udział w badaniu KPMG najbardziej obawiają się złośliwego oprogramowania (malware), słabości czynnika ludzkiego oraz ataków na aplikacje. Złośliwe oprogramowanie najczęściej jest wykorzystywane przez cyberprzestępców do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (ang. Advanced Persistent Threat), kradzieży danych lub wymuszenia okupu. Zagrożenia związane z czynnikiem ludzkim mogą doprowadzić do wyłudzenia danych uwierzytelniających (tzw. phishing) lub do kradzieży wrażliwych danych przez pracowników. W opinii respondentów ataki typu odmowa usługi (DoS/DDoS) czy kradzież danych na skutek naruszenia bezpieczeństwa stanowią stosunkowo najmniejsze ryzyko dla organizacji.Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Firmy planują podnosić świadomość pracowników

Większość firm bardzo optymistycznie oceniło poziom swoich zabezpieczeń. Najbardziej rozwiniętymi obszarami w opinii przedsiębiorców są ochrona przed złośliwym oprogramowaniem (98% wskazań) oraz bezpieczeństwo styku z siecią internetową (95% wskazań). Klasyfikacja i kontrola aktywów, zarządzanie bezpieczeństwem partnerów biznesowych oraz bezpieczeństwo w procesach wytwarzania oprogramowania – to przykłady najmniej dojrzałych obszarów, które dodatkowo są zagrożone ryzykiem braku wymaganych inwestycji przez ankietowane firmy. Optymistycznym trendem, który przejawia się w odpowiedziach udzielonych przez ponad połowę firm, jest chęć do inwestycji w programy podnoszenia świadomości pracowników w zakresie bezpieczeństwa, reagowanie na incydenty bezpieczeństwa oraz samo monitorowanie bezpieczeństwa informacji w organizacji.

Ciekawym wynikiem badania jest wysoki optymizm polskich przedsiębiorstw w kwestii oceny dojrzałości wdrożonych zabezpieczeń. Z perspektywy realizowanych audytów bezpieczeństwa, wydaje się, że tak wysoka samoocena, może niestety po części wynikać z wciąż niedostatecznej świadomości polskich firm w zakresie skali i złożoności dzisiejszych cyberzagrożeń. Pozytywnym sygnałem jest natomiast fakt, że firmy inwestują dziś w mechanizmy bezpieczeństwa pozwalające na wczesną identyfikację i reakcję na cyberatak, co jest zgodne z globalnym podejściem w zakresie cyberbezpieczeństwa, zakładającym, że cyberatak jest dziś zjawiskiem nieuchronnym i należy się na niego przygotować – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

Odpowiedzialność za obszar bezpieczeństwa informacji przypisana jest w blisko połowie badanych firm do dyrektora IT lub dedykowanego pracownika działu IT. Zaledwie co dziesiąta organizacja biorąca udział w badaniu przyznała, że funkcja ta spoczywa na dedykowanej osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo informacji (CSO/CISO). W 7% przedsiębiorstw odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa przypisana jest strukturom globalnym poza Polską. Niepokój budzą odpowiedzi udzielone przez 13% firm, które przyznały, że w ramach ich struktur organizacyjnych brak jest formalnego przypisania odpowiedzialności kwestii bezpieczeństwa informacji.Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

 

Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Najważniejszym problemem, który uniemożliwia budowę systemów cyberbezpieczeństwa w blisko połowie badanych firm, jest brak wykwalifikowanych pracowników. Czynnik ten był bardziej istotny niż brak wystarczających budżetów, na które wskazało 47% organizacji. Z kolei ponad połowa małych firm (55% wskazań), które zatrudniają mniej niż 50 osób, uważa, że główne ograniczenie w zakresie uzyskania oczekiwanego poziomu zabezpieczeń stanowi brak właściwego przypisania odpowiedzialności w zakresie bezpieczeństwa.

Odpowiedzią na tego typu wyzwania może być outsourcing usług utrzymania bezpieczeństwa IT. Z takiego rozwiązania korzysta 71% firm, które wzięły udział w badaniu. Częściej z usług zewnętrznego dostawcy korzystają organizacje posiadające zagraniczny kapitał (86%) niż polski (66%). Blisko połowa firm wykorzystuje outsourcing usług bezpieczeństwa w zakresie wsparcia w reakcji na wystąpienie cyberataku.Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODO

Dla większości polskich firm (76%) istnieje potencjalne ryzyko wystąpienia braku pełnej zgodności z wymogami nałożonymi przez nowe unijne rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Przepisy RODO zaczną obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedynie 9% firm, które wzięły udział w badaniu odpowiedziało, że osiągnęło pełną zgodność z wymogami RODO, która została potwierdzona niezależnym audytem. Całkowitą zgodność z wchodzącymi w życie przepisami rozporządzenia o ochronie danych osobowych na podstawie własnej oceny wewnętrznej potwierdziło 15% ankietowanych przedsiębiorców. Aż 12% organizacji biorących udział badaniu, potwierdziło, że nie prowadzi żadnych działań w celu stwierdzenia zgodności własnych procesów z przepisami nałożonymi wymogami RODO.Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODOPrzygotowanie się do zmian wynikających z rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) jest jednym z większych wyzwań regulacyjnych przed jakim stanęły firmy w 2017 roku. Jak wynika z badania, znaczna większość firm ciągle zmaga się z wdrożeniem rozwiązań wynikających z tej regulacji. Dominującą grupę przedsiębiorstw deklarujących pełną zgodność stanowią organizacje zatrudniające do 250 pracowników. Co nie powinno dziwić – wdrożenie wymagań wynikających z RODO jest wyzwaniem przede wszystkim dla przedsiębiorstw relatywnie bardziej złożonych, gdzie dane osobowe mogą być wykorzystywane w wielu obszarach ich działalności. Dziwić może, że aż 70% respondentów zadeklarowało wdrożenie rozwiązań ograniczających przetwarzanie danych osobowych wyłącznie do minimum wynikającego z celów do jakich zostały zgromadzone. Jest to ciekawe ze względu na fakt, że często wdrożenie akurat tego wymogu może powodować zamiany w procesach wewnętrznych firm lub oznaczać konieczność uzyskania zgody na przetwarzanie już zebranych danych w innych celach – mówi Krzysztof Radziwon, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

W Islandii luka płacowa jest przestępstwem. Odpowiednie regulacje czekają też Unię Europejską

Z danych Eurostatu wynika, że różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej wynosi aż 16,7%[1]. I choć na razie brakuje ogólnych regulacji w tym zakresie, niektóre kraje wprowadzają własne rozwiązania. Niemcy pracują nad prawem, które zobowiąże firmy do ujawniania różnic płacowych. Natomiast Islandia jako pierwszy kraj na świecie lukę w wynagrodzeniach uznaje za przestępstwo. Eksperci Personnel Service wskazują, że w Polsce wyrównywaniu wynagrodzeń kobiet i mężczyzn sprzyja deficyt kadrowy, a w dłuższej perspektywie automatyzacja i robotyzacja pracy.

Różnice w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn to problem, na który Unia Europejska zwraca uwagę już od dłuższego czasu. Znane są wytyczne dotyczące niwelowania luki płacowej, ale nadal brakuje odpowiednich rozwiązań prawnych w tym zakresie. Można się jednak spodziewać, że niedługo się to zmieni. Islandia dała fantastyczny przykład tego, jak skutecznie poradzić sobie z luką płacową. Od początku roku obowiązuje tam prawo, które nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn za analogiczną pracę, traktuje jak przestępstwo. Firmy, które stosują dyskryminację płacową narażają się na karę wynoszącą nawet do 500 dolarów dziennie – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Islandia przeciera szlaki do równości płacowej

Z danych Statistics Iceland wynika, że w Islandii w 2016 roku kobiety zarabiały średnio 16,1% mniej niż mężczyźni pracujący na analogicznych stanowiskach. Tak wysoki wskaźnik nierówności w wynagrodzeniach, który jest zbliżony do średniej w krajach Unii Europejskiej, zmobilizował lokalny rząd do wypracowania odpowiedniego rozwiązania systemowego, które ma rozwiązać problem. Od początku tego roku w Islandii obowiązuje prawo zobowiązujące firmy zatrudniające więcej niż 25 osób do uzyskania specjalnego certyfikatu, który potwierdza sprawiedliwą politykę płacową wśród kobiet i mężczyzn. Przedsiębiorstwa, które nie uzyskają takiego zaświadczenia, w świetle prawa popełnią przestępstwo i narażą się na kary finansowe.

Nad rozwiązaniem dotyczącym niwelowania luki płacowej pracują również Niemcy. Nie jest to zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że z danych Federal Statistical Office (DeStatis) wynika, że luka płacowa w Niemczech w 2016 roku wyniosła aż 21% i była jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z nowym prawem, pracodawcy w Niemczech będą zmuszeni do ujawniania różnic płacowych w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Jednak inaczej niż w przypadku Islandii to prawo będzie obowiązywało tylko w firmach, które zatrudniają więcej niż 200 pracowników[2].

Rynek pracy w Polsce sprzyja kobietom

Nierówności w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn na polskim rynku pracy są stosunkowo niewielkie. Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że luka płacowa wynosi 7,7%[3], jest zatem zdecydowanie niższa niż średnia w Unii Europejskiej (16,7%). Jak wskazuje Krzysztof Inglot, obecnie kobietom na rynku pracy sprzyja deficyt kadrowy, z którym mamy do czynienia już od jakiegoś czasu.

Duże zapotrzebowanie na pracowników powoduje, że kobiety i mężczyźni mają zapewniony równy start. Dodatkowo, nasz rynek pracy pod względem równości płac jest dosyć dojrzały. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że nie liczy się płeć pracownika, tylko jego kompetencje – mówi Krzysztof Inglot.

W dłuższej perspektywie na wyrównywanie płac kobiet i mężczyzn wpłynie również większa automatyzacja i robotyzacja pracy.

  • [1] Dane za 2014 rok
  • [2] https://www.ft.com/content/e9f618c0-f210-11e7-ac08-07c3086a2625
  • [3] Dane za 2014 rok

Herkules pozyskał kontrakt o wartości 0,3 mld zł na budowę systemu GSM-R

Konsorcjum Nokii, Herkulesa (notowanego na GPW lidera wynajmu żurawi) oraz Wasko i Pozbudu otrzymało ostateczną, pozytywną decyzję Krajowej Izby Odwoławczej, dotyczącą wyboru spółek w przetargu na budowę sieci GSM-R dla PKP PLK. Herkules planuje rozpoczęcie prac w drugim kwartale br. i oczekuje znaczącego wpływu na przychody i wyniki już w końcu 2018 r.

Konsorcjum z udziałem Herkules S.A. (pod przewodnictwem Nokia Solutions and Networks) złożyło jesienią ub. roku najkorzystniejszą ofertę (2,3 mld zł netto) w największym ówcześnie postępowaniu publicznym w projekcie budowy systemu bezprzewodowej łączności cyfrowej na 13,6 tys. km linii kolejowych. Rolą Herkulesa będzie produkcja oraz montaż słupów wraz z kontenerami telekomunikacyjnymi do rozlokowania infrastruktury IT. Montaż będzie realizowany przy zastosowaniu żurawi kołowych spółki.

– Z radością przyjmujemy wyrok korzystny dla naszego konsorcjum. Decyzja Krajowej Izby Odwoławczej potwierdza, iż posiada ono odpowiednie doświadczenia i kompetencje potrzebne do wykonania projektu o takiej skali, a nasza spółka dysponuje znacznym know how zdobytym m.in. przy budowie sieci telekomunikacyjnych. Dzięki nowoczesnym metodom produkcji, solidnym zasobom sprzętowym oraz fachowej kadrze jesteśmy przekonani o realizacji z sukcesem wszystkich zakładanych prac – powiedział Tomasz Kwieciński, Wiceprezes Zarządu Herkules S.A.

Decyzja zamawiającego z 22 września 2017 r. o przyjęciu oferty została zaskarżona przez konsorcjum firm Kapsch i Porr. Ofercie Nokii i współpracujących firm zarzucano „rażąco niską cenę”, błędy
w studium wykonalności oraz brak doświadczenia budowlanego. KIO nie podzieliła tej argumentacji.

– Realizacja największego kontraktu w historii Grupy Kapitałowej Herkules bez wątpienia istotnie wpłynie na naszą działalność, w tym wyniki, zapewne już pod koniec 2018 r. Umocni także nasze know how w potencjalnej realizacji mniejszych zamówień, ale o podobnym profilu w przyszłości – dodaje Tomasz Kwieciński.

Zarząd spółki planuje wyprodukowanie i montaż ok. 1,2 tys. słupów. Szacowane przychody z tego tytułu wyniosą ok. 300 mln zł netto przy orientacyjnej marży ok. 8-10 proc.

Zamówienie PKP PLK dotyczy wybudowania w okresie 5 lat infrastruktury GSM-R, jednego z dwóch kluczowych elementów wdrożenia Europejskiego Systemu Sterowania ruchem Kolejowym, a przede wszystkim zapewni on łączność głosową między pracownikami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo
i płynność ruchu.

1/3 Polaków rozważa zmianę pracy

Co piąty Polak w ostatnim półroczu zmienił pracę, co czwarty – zmienił stanowisko. Rotacji pracowników może być więcej, bo ponad 1/3 Polaków rozważa zmianę pracy w ciągu pół roku. Co ciekawe pracodawcę częściej zmieniały kobiety (24%), niż mężczyźni (17%). Zmiana stanowiska częściej obejmowała natomiast mężczyzn (26%) niż kobiety (24%).

Nowego pracodawcę i nowe stanowisko w ciągu ostatnich 6 miesięcy najczęściej mieli inżynierowie (odpowiednio: 38% i 49%). Firmy zmieniają też często robotnicy niewykwalifikowani (31%) i pracownicy administracyjni (22%). Najrzadziej na nowego pracodawcę decydowali się kierownicy (12%). Stanowisko w obecnej firmie najrzadziej zmieniali natomiast kasjerzy, sprzedawcy i pracownicy obsługi klienta (6%). Na pracę u nowego pracodawcy w ciągu ostatniego półrocza najczęściej decydowały się osoby zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych.

Lepsze warunki pracy głównym motorem rotacji

Gdy pytamy pracowników o powody zmiany pracodawcy, to najczęściej wskazują oni na chęć rozwoju zawodowego (48%) oraz wyższe wynagrodzenie w nowym miejscu zatrudnienia (47%). Na ich decyzje wpływ ma także korzystniejsza forma umowy w nowej firmie (30%) oraz niezadowolenie z dotychczasowego pracodawcy (30%).

Wszystkie czynniki, które składają się na lepsze warunki pracy (wynagrodzenie, forma zatrudnienia, bonusy), są nadal najważniejszym powodem zmiany pracodawcy (64%). Udział tych aspektów w odpowiedziach respondentów od lat systematycznie rośnie. Dla porównania jeszcze 5 lat temu w 2013 roku te czynniki wskazywał co piąty ankietowany.

– Zauważalna jest także zmiana postaw pracowników, dla których coraz ważniejsza, obok wzrostu wynagrodzenia, jest poprawa warunków pracy, często związana z niezadowoleniem z obecnego pracodawcy. Jest to symptomatyczne dla rynku pracownika, na którym to firmy poddawane są presji sprostania rosnącym oczekiwaniom zatrudnianych. W tym kontekście powinna cieszyć oczekiwana przez pracowników możliwość rozwoju, której brak jest główną przyczyną zmiany pracy. Dlatego kluczowymi zadaniami dla zarządzających są: tworzenie warunków umożliwiających podnoszenie kwalifikacji oraz taka organizacja procesów, która umożliwi pracownikowi rozwój. To oznacza wyższą produktywność, za która powinien iść oczekiwany przez pracowników wzrost wynagrodzenia – zauważa Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Co piąty ankietowany w obecnym miejscu pracuje krócej niż pół roku. To największa grupa wśród badanych, ale liczna jest również grupa pracowników, którzy ze swoim pracodawcą są związani od ponad 15 lat (16%).

Uczestnicy najnowszej edycji badania raczej nie obawiają się utraty pracy. Takie duże ryzyko dostrzega zaledwie 7% ankietowanych (podobnie jak w poprzedniej edycji). Zdaniem 21% to ryzyko nie jest ani duże, ani małe – podobny był poziom odpowiedzi w poprzednich kilku kwartałach.

Największe ryzyko utraty pracy odczuwają robotnicy niewykwalifikowani (15%), pracownicy handlu i obsługi klienta (14%) oraz wyższa kadra zarządzająca (12%). Częściej pojawia się ono wśród respondentów z grupy wiekowej 30-44 lata (9%).

Na optymizm badanych Polaków nakłada się także postrzeganie szansy na znalezienie nowej pracy. 84% respondentów uważa, że w ciągu pół roku jest w stanie znaleźć jakiekolwiek zajęcie (tylko raz w historii badania notowaliśmy wyższy wynik – w połowie zeszłego roku deklarowało tak o 2 p.p. więcej badanych). 2/3 uczestników najnowszej edycji badania uważa, że przez 6 miesięcy jest w stanie znaleźć pracę co najmniej tak samo dobrą, jak dotychczasowa.

– Może to sygnalizować, że w odczuciu Polaków pula lepszych ofert pracy powoli wyczerpuje się. – tłumaczy Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i Członek Zarządu Randstad Polska. Dla pracodawców, którzy wciąż zmagają się z niedoborem pracowników, oznacza to konieczność podnoszenia atrakcyjności swoich ofert. Niewykluczone natomiast, że pracownicy w obliczu słabszych propozycji pracy będą skłonni do większej lojalności wobec aktualnego pracodawcy – dodaje Monika Hryniszyn.

Na tle tego optymizmu odstają nieco respondenci ze wschodnich województw – tam 80% ankietowanych uważa, że znajdzie szybko jakąkolwiek pracę. W regionie centralnym twierdzi tak 81% badanych. Dla porównania na południu, zachodzie i północy – od 87 do 88%. Z większym entuzjazmem na swoje szanse zawodowe spoglądają ankietowani ze wsi w obrębie aglomeracji (89%), najmniejszych miast (87%) oraz miast z przedziału od 50 do 200 tysięcy mieszkańców (87%).

Patrząc na pracowników pod kątem płci większymi optymistami są mężczyźni (88%) niż kobiety (80%), natomiast pod kątem wieku to zdecydowanie osoby młode (93%). Najlepiej swoje szanse postrzegają mistrzowie i brygadziści (93%), inżynierowie (90%) i kadra kierownicza średniego szczebla (90%).

Mieszane dane z USA dołują kurs dolara. Wzrosty na chińskiej giełdzie.

Pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, reszta odczytów ciągnie dolara w dół. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii poniżej oczekiwań. Po dobrych danych makro wzrosty na chińskim parkiecie.

Dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy pakiet danych z USA. Bardzo dobrze wypadły dane z rynku pracy. Nowo Zarejestrowanych bezrobotnych było w tym tygodniu zaledwie 220 tysięcy. To aż o 30 tysięcy mniej niż oczekiwano. Trochę gorzej przedstawiają się dane z rynku nieruchomości. Co prawda wydano mniej więcej tyle samo pozwoleń na budowę domów co oczekiwano to rozpoczęto budowę zaledwie 1,19 miliona zamiast oczekiwanych 1,28 miliona. Słabiej wypadł też indeks FED z Filadelfii. W rezultacie inwestorzy postanowili po raz kolejny sprzedawać dolara i przenosić się na inne waluty. W rezultacie dolar kolejny już raz w ostatnich dniach znalazł się w okolicach 3,40 zł.

Słabsze dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna 1 ciągu roku rośnie o zaledwie 1,4% wobec oczekiwanych 3,1%. Dane te spowodowały wyprzedaż funta względem innych walut. Szczególnie widać to było względem euro. Ruch względem złotego był mniej widoczny, gdyż polska waluta od rana stopniowo traciła na wartości.

Wzrosty w Chinach

Po ostatnich dobrych danych z państwa środka w górę poszła również tamtejsza giełda. Osiągnęła ona najwyższy poziom od 2 lat. Warto zwrócić uwagę, że 3487 pkt to wciąż ponad 30% poniżej szczytów z połowy 2015 roku. Od tego czasu Chiny wprowadziły bardziej zdecydowaną kontrolę rynków a giełda powoli, aczkolwiek stabilnie odrabia straty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Początek przyszłego tygodnia może przynieść zmiany na parze EUR/USD

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Pod koniec tygodnia uwagę inwestorów po obu stronach Atlantyku przyciąga przede wszystkim polityka. Inwestorzy czekają na decyzje z Waszyngonu i Bonn. Przyszły tydzień również przyniesie istotne informacje dotyczące polityki, tym razem jednak monetarnej.

Izba Reprezentantów w czwartek przegłosowała prowizorium pozwalające uniknąć tzw. government shutdown (zamknięcia rządu), czyli przerwy w działaniu większości instytucji rządowych. Dziś wieczorem odbędzie się głosowanie w Senacie, gdzie przyszłość ustawy jest dużo bardziej niepewna. Republikanie, którzy nie chcą dopuścić do zamknięcia rządu nie mają bowiem wystarczającej liczby głosów, tym samym muszą liczyć na to, że dołączy do nich część Demokratów, którzy są raczej przeciwni propozycji. To właśnie m.in. obawy o government shutdown osłabiały ostatnio USD. Ryzyko, że dojdzie do “zamknięcia” oceniane jest jako realne.

Przenieśmy się teraz na Stary Kontynent: niedzielne głosowanie delegatów partii SPD nad utworzeniem koalicji z CDU/CSU stanowi z kolei czynnik ryzyka dla EUR. Jeśli niekorzystny scenariusz ulegnie materializacji i nie będzie zgody na utworzenie Wielkiej Koalicji, euro w poniedziałek powinno zareagować osłabieniem, ciągnąc w dół również złotego. W obecnej chwili, pomimo tego, iż widać wyraźne podziały w partii SPD, rynek spodziewa się, że koalicja mimo wszystko zostanie utworzona. W związku z tym, iż jest to raczej oczekiwane, w przypadku korzystnego rozwoju wydarzeń w Niemczech, potencjalne, poniedziałkowe umocnienie euro powinno być ograniczone.

Przyszły tydzień przyniesie również spotkanie EBC, podczas którego (jak rozważają niektórzy obserwatorzy) może dojść do zmiany tonu banku centralnego. Zgodnie z ostatnimi „plotkami” z EBC jest jednak na to zbyt wcześnie. W kontekście czwartkowego spotkania oprócz samego tonu istotne będzie, czy Mario Draghi odniesie się do ostatniej siły euro. Wzrosty na wspólnej walucie nie sprzyjają bowiem zamierzeniom Banku, z uwagi na fakt, iż stanowią zagrożenie dla wzrostu dynamiki cen, a to właśnie jej niski poziom jest główną bolączką EBC i wstrzymuje Bank przed rychłą normalizacją polityki pieniężnej. Niewykluczone, że inwestorzy przed spotkaniem zaczną redukować pozycje, ograniczając ryzyko, co może przełożyć się na słabość wspólnej waluty w środku tygodnia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,17. Wspólna waluta w relacji do koszyka walut zyskiwała, na co pozwoliła m.in. słabość dolara amerykańskiego. Brak istotnych informacji ze strefy euro sprawił jednak, że aprecjacja waluty była bardzo ograniczona, a zmienność na EUR dużo niższa niż choćby w środę.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,71 – 4,73.

Dzisiejsze dane z Wielkiej Brytanii dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu mocno rozczarowały, potwierdzając, iż utrzymująca się ujemna dynamika płac realnych ma wyraźnie negatywny wpływ na zachowanie konsumentów. Wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym wyniósł 1,4% wobec oczekiwanych 3% – jest to najgorszy grudniowy odczyt od 2010 r.  W dół zaktualizowano również szacunki z listopada. Reakcja waluty na dane była jednak ograniczona.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42.

Kolejne przemówienia członków FOMC zdają się być dosyć zbieżne z grudniowym “dot plot” sugerującym, że w tym roku czekają nas prawdopodobnie trzy podwyżki stóp procentowych. We wczorajszej wypowiedzi, Loretta Mester z FOMC stwierdziła, iż jest zwolennikiem raczej trzech, niż czterech podwyżek kosztów pieniądza.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości były mieszane, nie miały jednak przesądzającego wpływu na handel. Na uwagę zasługuje bardzo duży spadek tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych (z 261 tys. do 220 tys. przy oczekiwaniach rzędu 250 tys.). Tygodniowy odczyt znalazł się tym samym na najniższym poziomie od lutego 1973 r, co potwierdza siłę amerykańskiego rynku pracy.

W dniu dzisiejszym poznamy odczyt indeksu Michigan w styczniu, opisujący nastroje konsumentów, uwaga inwestorów powinna skupić się jednak przede wszystkim na wspomnianym głosowaniu w Senacie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – produkcja przemysłowa, inflacja PPI, sprzedaż detaliczna w grudniu
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów Michigan w USA w styczniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polacy mistrzami w eksporcie usług

Sprzedaż polskich usług za granicę spektakularnie rośnie i przyczynia się do znacznej poprawy PKB. W kilku kategoriach bilansu handlu usługami opartymi o wiedzę wspięliśmy się na pierwsze miejsce w Unii Europejskiej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zagraniczny handel usługami jest zdecydowanie rzadziej analizowany niż wymiana towarowa pomiędzy krajami. Jednak szybki rozwój nowoczesnych technologii, otwarte granice czy coraz głębsza specjalizacja Polski w poszczególnych branżach pokazują, że właśnie ten sektor gospodarki zasługuje na szczególną uwagę.

Prawdziwy przełom

Opublikowane na początku roku dane NBP o wymianie handlowej Polski z resztą świata pokazują bardzo optymistyczne tendencje. Za minione 12 miesięcy (grudzień 2016 – listopad 2017 r.) Polska wyeksportowała usługi o wartości blisko 220 mld zł. To o połowę więcej niż wynosił import tego sektora, co oznacza, że mieliśmy ok. 75 mld zł nadwyżki w wymianie usług z pozostałymi krajami, czyli mniej więcej 4 proc. PKB.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat dodatnie saldo w handlu usługami wzrosło dwukrotnie, a od 2010 r. zwiększyło się sześciokrotnie. Warto także zauważyć, że nadwyżka w handlu usługami jest o ok. 10 razy większa niż w przypadku wymiany towarowej, chociaż ta druga również rozwija się w bardzo przyzwoitym tempie.

Coraz lepiej w transporcie i turystyce

Od lat bardzo dobrze radzimy sobie w branży transportowej. Odpowiada ona mniej więcej za 30 proc. nadwyżki w saldzie usług. Mamy także najwyższy w całej Unii zagraniczny bilans towarowego transportu samochodowego, który według danych Eurostatu za 2016 r. wynosił 4,2 mld euro.

Ważny jest jednak fakt, że usługi transportowe w 2010 r. stanowiły praktycznie całość nadwyżki. Teraz natomiast pozostałe 70 proc. to efekt coraz wyższej konkurencyjności Polski w innych branżach. Należy do nich np. turystyka, gdzie dodatnie saldo w ciągu ostatnich sześciu lat zwiększyło się czterokrotnie.

Wygrywamy w usługach opartych o wiedzę

Największa poprawa nastąpiła jednak w kategorii „usługi telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne”. W 2010 r. Polska miała deficyt w handlu tymi usługami na poziomie przekraczającym pół miliarda złotych. Według ostatnich szczegółowych danych NBP za 2016 r. teraz mamy nadwyżkę na poziomie 8,7 mld zł, do czego przyczyniły się przede wszystkim usługi informatyczne (8 mld zł). Daje nam to także piąte miejsce w Unii, podczas gdy w 2010 r. było to czwarte, ale… od końca.

Poza usługami informatycznymi nasza konkurencyjna pozycja poprawiła się zauważalnie w szeroko pojętych usługach biznesowych, a zwłaszcza księgowych, audytowych oraz konsultacji podatkowej. Nadwyżka na poziomie 5 mld zł daje nam unijne zwycięstwo w tej kategorii.

Inną branżą, gdzie liderujemy we Wspólnocie i osiągnęliśmy olbrzymi wzrost dodatniego salda, są usługi uszlachetniania, czyli zgodnie z definicją NBP „przetwarzania, montażu, etykietowania, pakowania”. Nasza nadwyżka za 2016 r. wynosiła ponad 13 mld zł, zwiększając się przy tym trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Zapewnia nam to także pierwsze miejsce w Unii w tej kategorii.

Same dobre skutki dla gospodarki

Spektakularny wzrost konkurencyjności polskich usług na świecie niesie same pozytywne następstwa. Przede wszystkim pokazuje, że zarówno krajowi przedsiębiorcy wygrywają kontrakty na światowym rynku, jak i rodzimi pracownicy w centrach usług wspólnych są bardziej produktywni niż zatrudnieni w branżach informatycznych czy biznesowych za granicą.

Ten sukces powinien być widoczny także w najważniejszej publikacji dotyczącej gospodarki, czyli PKB. Ponieważ do wzrostu gospodarczego wlicza się zmiana salda obrotów z zagranicą, to poprawa bilansu usług w okolicach 16 mld zł w porównaniu z 2016 r. podniosła prawdopodobnie wzrost gospodarczy o ok. 0,8 pkt proc. w ub.r.

Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Czwartkową sesję na rynku walutowym cechowało umocnienie euro do dolara. Nominalnie kurs EURUSD po spadku do 1,216 wczoraj powrócił do 1,227. Złoty zaś podczas sesji europejskiej nadal stabilizował się w okolicach 4,16-4,17 wobec euro i dopiero podczas handlu w USA lekko zszedł poniżej dolnego ograniczenia tego przedziału. W czwartek podczas sesji europejskiej zmienność na rynku była więc niska, do czego dodatkowo skłaniało zapowiedziane na popołudnie wystąpienia członka zarządu ECB B. Coeuré i prezesa Bundesbanku J. Weidmann, po których spodziewano się komentarzy dot. wyjścia banku z ultraluźnej polityki pieniężnej. Po wyrażanych w ostatnich dniach, przez niektórych członków EBC, obawach o negatywny wpływ silnego euro na europejską inflację inwestorzy najprawdopodobniej już koncentrują się na przyszłotygodniowym posiedzeniu banku centralnego strefy euro. Mając na uwadze obecne notowania euro EBC powinien pozostać gołębi, aby dodatkowo nie nasilić wzrostowego trendu eurodolara. Wynik styczniowego posiedzenia EBC może być wręcz negatywny dla euro, co powinno znaleźć przełożenie w rosnących notowaniach kursu EURPLN. Piątkowa publikacja danych dot. produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej za grudzień powinna zostać przez złotego przyjęta neutralnie.

Patrząc na kurs EURUSD dopiero zejście euro poniżej 1,212 może oznaczać powrót do silniejszego dolara w dłuższym terminie. Z kolei ewentualne wzrosty pary wydają się już ograniczone. Opór na 1,23 powinien się wybronić, jeśli doszłoby do jego ataku, oczywiście przy założeniu, że EBC nic w styczniu nie zrobi i niczym jastrzębim nie zaskoczy inwestorów, zaś w USA dojdzie do porozumienia w sprawie finansowania operacji rządowych.

W czwartek, jeszcze przed otwarciem handlu w Europie inwestorzy poznali kluczowe dla chińskiej gospodarki odczyty, które jednak nie znalazły większego przełożenia na nastroje rynkowe. Po danych z ostatnich miesięcy 2017 roku wzrost gospodarczy w IV kw., który okazał się wyższy od oczekiwań i wyniósł tak jak kwartał wcześniej 6,8% r/r nie zrobił na inwestorach wrażenia. Brak dalszego hamowania chińskiej gospodarki to jednak dobry sygnał dla rynku EM.

Na rynku stopy procentowej w czwartek dominowały wzrosty rentowności papierów skarbowych, które na środku i dłuższym końcu polskiej krzywej dochodowości sięgały 4pb. Taki ruch przy stabilnych notowaniach obligacji krótkoterminowych przyniósł oczekiwane przez nas stromienie krzywej. Obecnie krótki koniec jest trzymany nisko przez gołębią RPP, a dłuższy koniec bardziej reaguje na wydarzenia zagraniczne. Wspomniane wystąpienia członków EBC, wskazywały na to, że strefa euro (wg. Coeure) znajduje się już nie na etapie odbicia gospodarczego, ale ekspansji w związku z czym nie jest potrzebny tak wysoki stopień akomodacji. Szef Bundesbanku J. Weidmann chciałby zaś wyznaczenia konkretnej daty końca skupu aktywów. W takim otoczeniu notowania 10-letnich bundów znajdowały się blisko ostatnich szczytów przy 0,60%.

W USA również obserwowane były wzrosty rentowności, gdzie papiery 10-letnie przebiły poziom 2,60%. W USA wciąż optymizmem napawają dane z rynku pracy, gdzie liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych spadła bardziej niż oczekiwano (220 tys. vs 250 tys.), co również wpływa na pozytywne nastroje na amerykańskim rynku akcyjnym, gdzie indeks S&P 500 znajduje się powyżej 2800 pkt. Niskie ceny z kolei osiągają 2-letnie obligacje, których rentowności wzrosły do 2,05% na co oprócz perspektyw na dalsze podwyżki stóp w USA (marcowa podwyżka wyceniona w blisko 70%) może też mieć wygasający 19 stycznia termin tymczasowego podniesienia limitu zadłużenia. Kongres musi w piątek uchwalić przynajmniej tymczasowe przedłużenie finansowania, aby uniknąć paraliżu prac administracji USA (tzw. government shutdown).Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

7 trendów technologicznych, czyli co nas czeka w 2018 roku w IT

Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.
Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.

Rozwój innowacyjnych technologii stał się potężną gałęzią gospodarki. Obecnie rynek IT rośnie w bardzo szybkim tempie, a jego wartość przekroczy w 2018 r. 3,65 miliarda dolarów, co stanowi wzrost rok do roku o ponad 4,3%.1 Jakie technologie będą rozwijane w najbliższych latach i co w 2018 roku będzie najbardziej znaczące na rynku? O najnowszych trendach w IT mówi ekspert branży – Robert Strzelecki, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej TenderHut.

Internet Rzeczy

Rozwój elektroniki użytkowej w kierunku Internetu Rzeczy – IoT (z ang. Internet of Things) to wyraźny trend na ten rok i następne lata. Do 2020 roku 95% nowej elektroniki użytkowej będzie posiadało moduł umożliwiający wymianę danych.2 – Co ciekawe, nadchodzący rok może zaowocować rozwojem Internetu Rzeczy na wyższym poziomie, gdzie urządzenia nie tylko będą wysyłały dane, ale także komunikowały się ze sobą nawzajem. Wszystko to dzięki technologii Bluetooth 5.0 i wyższych oraz funkcji mesh pozwalającej właśnie na łączenie w sieci urządzeń posiadających taki moduł. W dodatku technologia oprócz elektroniki użytkowej będzie coraz częściej wykorzystywana w handlu detalicznym, opiece zdrowotnej czy logistyce. Jednym z przykładów wykorzystania inteligentnych urządzeń jest ich popularyzacja w marketingu, który do tej pory rozwijał się w sieci. Dziś już widzimy, jak z online’u marketing przenosi się na platformy mobilne. Firmy pracują nad najlepszą, komercyjną personalizacją rozwiązań, a IoT może być kluczem do wygranej – mówi Robert Strzelecki. IoT ponadto generuje bardzo duże ilości danych, więc stwarza nowe wyzwania dla analityków, którzy zastępowani są pomału rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które są wstanie sprostać tak olbrzymim zbiorom informacji.

Sztuczna Inteligencja (SI)

Ubiegły rok był bardzo interesujący pod względem informacji na temat sztucznej inteligencji – dwa fronty przeciwników i zwolenników ścierały się w dyskursie publicznym. Sam rynek rozwiązań z zakresu SI będzie wart około 5,05 mld dolarów w 2020 roku.3 Na świecie pojawił się pierwszy cyfrowy obywatel, czyli Sophia – cyborg, któremu Arabia Saudyjska nadała obywatelstwo. – Rzeczywiście, coraz głośniej mówi się o zaletach, ale i zagrożeniach płynących z niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji. Jednak 2018 rok to jeszcze nie moment, w którym będziemy mogli się tego obawiać. To, co przyniesie nam ten rok w tym obszarze to coraz większa popularyzacja algorytmów SI w codziennym życiu. Dobrym przykładem jest chociażby oddanie w ręce programów wykorzystujących uczenie maszynowe zarządzania portfelami inwestycyjnymi, których obecnie 20% jest nadzorowanych właśnie przez sztuczną inteligencję. To tylko jeden z elementów wykorzystania w branży FinTech tego typu rozwiązań – tłumaczy Strzelecki.

Blockchain

Market Reports Hub donosi, że światowy rynek technologii blockchain wzrośnie do 2023 roku z obecnych 210,2 mln dolarów do 2,3 mld dolarów. Technologia ta, która powstała jako element łączący finanse i wirtualny świat doskonale się rozwija. – Blockchain to przykład rozwiązania, które de facto prześcignęło sam produkt na potrzeby, którego został stworzony czyli bitcoinów. Płatności w technologii blockchain są czymś w rodzaju certyfikacji zasad uczciwego handlu. Jest on wolny od nierzetelnych transakcji i przejrzysty. Rozwiązanie posiada imponujące osiągnięcia w bezpieczeństwie szyfrowania danych. To wciąż nowa technologia, co oznacza, że nie ma koniecznych regulacji prawnych. W 2018 roku pojawią się pierwsze próby rozwiązań legislacyjnych starające się poradzić sobie z tym zagadnieniem. Co ciekawe, Polska pracuje także nad swoją cyfrową walutą opartą o technologię Blockchain, czyli Digital PLN (dPLN) – mówi Robert Strzelecki.

Intelligent app

Od kilku lat można zaobserwować trend w tworzeniu aplikacji, który zakłada coraz większą personalizację rozwiązań, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom użytkownika. – W 2018 r. będzie tak samo, ale znane rozwiązania zostaną wzbogacone o algorytmy SI. Aplikacje staną się coraz bardziej inteligentne. Na rynku pojawią się aplikacje uczące się zachowań użytkownika, jego przyzwyczajeń czy sposobów spędzania wolnego czasu. Dzięki temu my, jako użytkownicy dostaniemy to, czego szukamy. Takie rozwiązania mają jednak swoją cenę. Tą wirtualną walutą są informacje o nas, które w postaci dużych zbiorów danych (nie personalnych) są wykorzystywane przez firmy, a te z kolei wykorzystują je do tworzenia nowych produktów czy usług. Dlatego tak ważne jest zadbanie przez twórców danych o bezpieczeństwo – mówi ekspert z TenderHut.

Cyberbezpieczeństwo

Otoczymy się technologią, która ma wiele zalet, ale także stawia przed nami zagrożenia dla naszego prywatnego bezpieczeństwa. Od 25 maja 2018 roku Unia Europejska wprowadziła ogólne rozporządzenie w sprawie ochrony danych (GDPR), które określa, w jaki sposób firmy powinny przechowywać, przetwarzać i zabezpieczać dane osobowe. – Tu, jak praktycznie we wszystkich dziedzinach, wykorzystywana będzie sztuczna inteligencja. Jej algorytmy będą przewidywać zagrożenia i identyfikować ataki. Co jeszcze będzie ważne w 2018 roku w kontekście cyberbezpieczeństwa? Nowe wyzwania, takie jak rozwój IoT i zabezpieczenie płynących z nich danych. Ochrona własnych sieci i udoskonalanie zabezpieczeń to z pewnością wyzwanie dla wielu organizacji, które będą musiały poradzić sobie z tym zagadnieniem – dodaje Strzelecki.

Boty – zawsze z pomocą

Chat-boty zyskują z roku na rok coraz większą popularność. Na podstawie ankiety Oracle ponad 80% marketerów planuje używać chat-botów w ciągu najbliższych 36 miesięcy. Obecnie deklarowany poziom wynosi około 36%. Starsze pokolenie nadal woli kontakt z człowiekiem, ale milenialsi czy wchodzące na rynek pokolenie Z, codziennie rozmawia z chat-botami w poszukiwaniu informacji czy rozrywki. – Dlatego w 2018 roku marki będą pracować nad tym, aby chat-boty stały się bardziej ludzkie. W jaki sposób? Ponownie używając algorytmów sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Aby boty były bardziej ludzkie ważnym elementem będzie doskonalenie syntezatorów mowy, takich jak chociażby polska Ivona z firmy Ivo Software, która przejęta została przez amerykańskiego giganta Amazon, wdrażającego do swoich usług rozwiązanie Text-to-Speech, czyli Amazon Polly. To pokazuje potencjał tego rynku oraz wyraźny trend w kierunku humanizacji botów. Nasze SoftwareHut opracowało TravelBota, który robi za podróżującego samolotem check-iny i komunikuje się z nim przez Skypa. Jest to aplikacja do automatycznej odprawy lotniczej w ramach projektu R&D dla podróży służbowych i wypoczynkowych, wykorzystująca usługi Machine Learning skierowane na komunikację z podróżującym – opowiada Robert Strzelecki.

Wirtualna i Rozszerzona Rzeczywistość

O przyszłości tej technologii mówią liczby. IDC wskazuje, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości wzrośnie do ponad 162 mld dolarów do 2020 roku. Nad rozwojem technologii pracują także Polacy. Jednym z przykładów jest firma Solution4Labs, która adaptuje HoloLens – gogle AR firmy Microsoft do wspomagania pracy w nowoczesnych laboratoriach. – Ta fantastyczna technologia jest nadal droga dla przeciętnego użytkownika, dlatego w 2018 roku rozpocznie się trend na wynajem urządzeń AR/VR. Dzięki temu coraz więcej osób będzie miało do niej dostęp. Jestem przekonany, że w tym roku pojawią się pierwsze kina czy sale, w których będziemy mogli doświadczyć tej technologii. Dane z takiego komercyjnego rozwiązania zostaną wykorzystane do rozwoju kolejnych usług. Obecnie Facebook, Samsung, Microsoft i HTC (Google i Apple są nieco z tyłu) posiadają zaawansowane projekty z tego zakresu, ale technologia staje się coraz bardziej popularna także wśród średnich firm z różnych branż. Co to znaczy? W 2018 roku poznamy nowe sposoby wykorzystania tego, co naprawdę może ułatwić nam życie. Może to być fantastyczna przyszłość dla AR/VR w branży silników, druku 3D i branży fitness czy w laboratoriach – mówi Strzelecki.

1 Źródło: Gartner

2 https://www.gartner.com/smarterwithgartner/gartner-top-strategic-predictions-for-2018-and-beyond/

3 Źródło: Gartner

Polityka miesza, znowu

Przed weekendem polityka odzywa się po obu stronach Atlantyku, mieszając na rynku walutowym. W USA trwa denna saga wokół „government shutdown”, a w Niemczech niepewna jest przyszłość „Wielkiej Koalicji”. W efekcie braku konkretów zmienność na EUR/USD może przygasnąć.

Dolar odczuwa ciężar sporu w Kongresie USA na kilkanaście godzin przed ostatecznym terminem, do którego musi zostać ustalone finansowanie dla działań administracji publicznej, w przeciwnym razie od jutra pracownicy publiczni mogą pozostać w domu. Izba Reprezentantów zatwierdziła wczoraj ustawę przedłużającą finansowanie do 16 lutego, jednak pozostało jeszcze głosowanie w Senacie, gdzie Demokraci straszą zablokowaniem przepisów. Ryzyko tzw. „government shutdown” wyraźnie wzrosło w ostatnich dniach, ale presja na dolarze nie jest duża. Jak pokazują poprzednie doświadczenia z zamrożeniem prac administracji, nie trwa to długo, a wpływ na gospodarkę jest umiarkowanie negatywny, zatem inwestorzy nie widzą powodu, by robić z tego większą sprawę. Generalnie sentyment wobec USD jest na rynku negatywny i kłótnia w Kongresie tylko dokłada argumentów, ale nic ponadto. Wyprzedaż USD nie jest też łatwa, kiedy rentowności długu USA szybują do góry – oprocentowanie 10-latek podchodzi pod 2,64 i tako wysoko nie było do 2016 r.

Ale czy ryzyko polityczne z USA wystarczy, by wreszcie wyrwać EUR/USD ponad 1,23? Niekoniecznie, gdyż EUR ma swoje zamieszanie polityczne. W niedzielę odbędzie się kongres niemieckiej partii SPD, na którym niezerowe są szanse na odrzucenie pomysłu zawiązania Wielkiej Koalicji z CDU Angeli Merkel. W takim wypadku Niemcy mogą czekać powtórzone wybory lub CDU zdecyduje się na rząd mniejszościowy, czego jednak Merkel bardzo nie chce. Dla EUR, tak samo jak dla USD, rezultat politycznych przepychanek może być pozytywny lub negatywny. Na ile jednak stabilność polityczna w Niemczech jest istotnym czynnikiem budującym siłę EUR? Na pewno przegrywa na znaczeniu z oczekiwaniami rynku wobec jastrzębiego zwrotu EBC, jednak w okresie martwego wyczekiwania na komunikat po posiedzeniu w najbliższy czwartek, odrzucenie koalicji przez SPD może łatwo przerodzić się w powód do zepchnięcia EUR. Na razie jednak pozostaje czekać do poniedziałku.

W kalendarzu niewiele jest pozycji mogących urozmaicić nam odliczanie czasu do weekendu. Grudniowa sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii może odczuć skutki silnego wzrostu w poprzednim miesiącu (1,1 proc. m/m). Badania handlu nie są jednoznaczne, ale podnoszą ryzyko, że przedświąteczne zakupy zostały dokonane z wyprzedzeniem, w rezultacie grudniowe wartości mogą rozczarować (prog. -1 proc.) i ostudzić popyt na funta. Po południu mamy paczkę danych z Polski, gdzie efekty sezonowe osłabią produkcję przemysłową, ale podbiją sprzedaż detaliczną. Dane nie powinny nadać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN pod 4,17. Z USA otrzymamy indeks Uniwersytetu Michigan, który ostatnio nie cieszy się dużym zainteresowaniem rynku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cykl Kolba: 4 kroki do zdobycia wiedzy i nowych umiejętności

Zaproponowanie pracownikowi atrakcyjnej formy rozwoju to trudne wyzwanie dla menedżera. Osoba dorosła zachowuje skupienie zaledwie 20 minut, jeśli temat nie wzbudzi jej zainteresowania. Jak podaje portal Southtree, to o 12 minut mniej niż jeszcze dekadę temu. Aby zmierzyć się z tym problemem, warto znać cykl Kolba – metodę efektywnej nauki dla dorosłych, którą poleca Jarosław Pudełek, ekspert zarządzania doświadczeniem pracowników z firmy CzteryP.

„Nauka to proces, podczas którego wiedza tworzy się poprzez transformację doświadczenia” – twierdzi David Kolb, amerykański teoretyk rozwoju nauczania. Innymi słowy: najlepiej uczymy się, wykonując praktyczne zadania. Ilustruje to tzw. cykl Kolba, składający się z czterech elementów: doświadczenia, refleksji, generalizacji i zastosowania. Jeśli chcesz, żeby pracownik pozyskał nową wiedzę, powinien przejść przez wszystkie wspomniane fazy cyklu.

Doświadczenie: zrób to sam

Dorośli najlepiej uczą się przez doświadczenie. Podczas szkoleń można wykorzystać to na dwa sposoby. Jeśli temat spotkania dotyczy sytuacji znanych uczestnikom (np. doskonalenie kompetencji sprzedażowych dla zespołu odpowiedzialnego za ten obszar), odwołaj się do ich wcześniejszych doświadczeń. Możesz także poprosić ich o odegranie krótkich scenek, w których wczują się w sytuację rozmówcy – tak, by uświadomić sobie oczekiwania drugiej strony. Na tym etapie najbardziej efektywne będzie, gdy uczestnicy zmierzą się ze środowiskiem niezwiązanym bezpośrednio z ich środowiskiem biznesowym – np. będą sprzedawać inny produkt niż na co dzień. Dzięki temu skoncentrują się na umiejętnościach a nie na wiedzy produktowej.

Zdarza się również, że chcesz, by Twoi pracownicy doświadczyli czegoś nowego. Może to być na przykład trening negocjacyjny dla osób, które dopiero zaczynają pracę jako handlowcy. W tym przypadku zajęcia aktywizujące będą wręcz niezbędne. „Uczestnicy muszą doświadczyć na własnej skórze, z jakimi wyzwaniami będą się mierzyć – dzięki temu zyskają świadomość, czego oczekują od szkolenia i do jakich efektów chcą dążyć” – radzi Jarosław Pudełek z CzteryP.

Refleksja: myślenie jest złotem

Po części praktycznej nadchodzi czas na dyskusję. Tu istotną rolę pełni moderator – najlepiej, by był to doświadczony konsultant biznesowy, który odpowiednio poprowadzi rozmowę. Dzięki temu wsparciu grupa będzie mogła przeanalizować swoje doświadczenia i odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikały zaistniałe trudności – na przykład negocjacyjna porażka podczas symulacji. Uczestnicy szkolenia powinni dostać szansę, by wyrazić wszystkie swoje przemyślenia i wątpliwości.

Na koniec tej części następuje czas na wypowiedź moderatora, który dzieli się swoimi przemyśleniami jako zewnętrzny obserwator. To czas na autorefleksję: uczestnicy szkolenia mogą ocenić swoje mocne i słabe strony na bazie wcześniejszych doświadczeń. Jak podkreśla Jarosław Pudełek, ważne jest także, by grupa podsumowała wnioski płynące z symulacji oraz ze wspólnej dyskusji.

Generalizacja: więcej niż teoria

Kiedy uczestnicy spotkania zaprezentują już swoje przemyślenia, nadchodzi czas, by poznali także teoretyczne podejście do omawianej kwestii. Przekazanie tej wiedzy leży w kompetencjach trenera, który pełnił wcześniej funkcję moderatora. W przypadku treningu negocjacyjnego powinien on zapoznać grupę z konkretnymi technikami, które mogą pomóc im w prowadzeniu rozmów biznesowych.

Ekspert z CzteryP podkreśla, że spotkanie nie może być jedynie suchym wykładem. Mimo że głos należy do trenera, powinien on dążyć do zaangażowania grupy poprzez zadawanie pytań czy wspólne zapisywanie najważniejszych punktów szkolenia. Istotne jest, by jego wypowiedź nawiązywała do praktycznych przykładów z pierwszej części spotkania.

Stosowanie: rozwój w praktyce

Jeśli dyskusje i podsumowania mają przynieść wymierny efekt, zdobyta wiedza musi być jak najszybciej zastosowana w praktyce. Może to być osiągnięte np. poprzez powtórzenie ćwiczeń z początku szkolenia w zmodyfikowanej formie. Podobny scenariusz zadania przyniesie odmienne efekty, kiedy uczestnicy będą wykorzystywać właśnie poznane techniki negocjacji. „Ostatni etap cyklu Kolba to także czas, by zauważyć ewentualne błędy i wprowadzić korekty. To przede wszystkim zadanie trenera, ale wspólne doskonalenie powinno być pracą zespołową” – opisuje Jarosław Pudełek z CzteryP.

Cykl Kolba można zastosować w wielu sytuacjach. Istotne jest jednak to, by żaden krok nie został pominięty. Jeśli szkolenie ma przynieść długofalowy efekt, podczas nauki nie należy wybierać drogi na skróty.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Jak wynika z raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017”, już co piąta firma w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy. W większości przypadków uzupełniają oni luki, których nie da się wypełnić Polakami. Z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że napływ Ukraińców spowodował wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń w Polsce.

Głównie w dużych firmach

„Najwięcej pracowników z Ukrainy jest oczywiście w dużych firmach. Już nawet co druga z nich deklaruje, że zatrudnia Ukraińców. Nie ma się co dziwić, po prostu duże przedsiębiorstwa mają największe trudności, jeżeli chodzi o rekrutację pracowników. Najmniej Ukraińców znajdziemy w małych firmach. Zatrudnia ich tylko 13% tych firm” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Monika Banyś z biura prasowego firmy Personnel Service.

Pracownicy niewysokiego szczebla

Ukraińcy pracują w Polsce głównie na stanowiskach niskiego i średniego szczebla. W dużym stopniu wynika to z tego, że najczęściej są oni zatrudniani na podstawie uproszczonej procedury zatrudniania, co powoduje, że mogą pracować w naszym kraju jedynie przez sześć miesięcy w ciągu roku. To za krótko jak na pracę na wyższym stanowisku.

Tyle, ile Polacy

Wbrew pozorom w tej chwili Ukraińcy wcale nie zarabiają mniej niż Polacy. Jest to spowodowane tym, że polscy pracodawcy zaczęli konkurować o pracowników z Ukrainy, ponieważ jest na nich bardzo duże zapotrzebowanie. Żeby więc pozyskać Ukraińców, muszą im płacić tyle, ile Polakom.

Nie tylko pieniądze przekonują

Pracownicy z Ukrainy nie są jednak przyciągani wyłącznie wysokością wynagrodzenia. Pracodawcy czasami oferują im również różne świadczenia pozapłacowe. Zapewniają m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, dojazd do miejsca pracy czy dostęp do internetu.

Z korzyścią dla pracodawców

Jak zauważa ekspertka: „Napływ Ukraińców na polski rynek pracy powstrzymał w pewnym stopniu presję płacową, z którą zmagali się pracodawcy w 2017 r. […]. Gdyby nie Ukraińcy, wzrosty płac prawdopodobnie byłyby wyższe. Ale z drugiej strony – pytanie, czy pracodawcy byliby w stanie sobie poradzić z tak dużymi wymaganiami finansowymi”.

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

A jak podchodzą polscy pracownicy do swoich ukraińskich kolegów? 41% z nas ma do nich stosunek pozytywny. 52% – jest nastawionych neutralnie. Natomiast u 7% – Ukraińcy wzbudzają emocje negatywne, najczęściej dotyczy to tych Polaków, którzy mają najniższe wykształcenie i zarabiają najmniej. Obawiają się oni, że pracownicy z Ukrainy mogą ich pozbawić pracy.

BGK: Wzrost gospodarczy i tempo wzrostu inwestycji w 2018 r.

Wzrost gospodarczy w 2018 r. pozostanie stabilny, choć nieco niższy niż w 2017 roku, a tempo wzrostu inwestycji w 2018 roku powinno być szybsze – podał Narodowy Bank Polski w „Założeniach polityki pieniężnej na rok 2018”. Biorąc pod uwagę to, jak rozwiną się gospodarki głównych partnerów handlowych, jak rozwinie się konsumpcja prywatna w kraju oraz inne niż inwestycje elementy popytu krajowego – 2018 rok zapewne będzie dobry, niezależnie od tego, jak bardzo inwestycje odbiją się w górę. W obszarze inwestycji należy mówić o długookresowych perspektywach wzrostu gospodarczego. I to jest właściwy kontekst, w którym należy analizować inwestycje.

– Poważnym czynnikiem ograniczającym perspektywę wzrostu polskiej gospodarki jest demografia. Z roku na rok ubywa rąk do pracy, mimo napływu imigrantów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – Oczywiście, poważnym czynnikiem może być również coraz mniejsza siła, z jaką ciągną nas gospodarki bardziej rozwiniętych partnerów – czy wreszcie mniejsze przyrosty efektywności, które nie jest tak łatwo dogonić. To one powodują, że musimy ten dystans nadrabiać innymi siłami. Inwestycje są potrzebne, by pozwolić rosnąć gospodarce szybciej niż 2-3% w kolejnych latach. W 2018 roku szybki wzrost inwestycji może nas pchnąć w kierunku wyniku dobrze powyżej 4% wzrostu PKB, bez inwestycji dynamika PKB na poziomie 4% też jest osiągalna. Nawet jeśli inwestycje pojawią się w tym roku, to efekt będzie widoczny za trzy, cztery lata, a nie w bieżącym roku. Sektor publiczny jest głównym czynnikiem kreującym wzrost, stanowi też ogromne źródło popytu i kładzie podwaliny pod zwiększenie inwestycji prywatnych. Badania i doświadczenia z poprzednich perspektyw – np. wydatkowania środków unijnych – wyraźnie wskazują, że w ślad za inwestycjami publicznymi, np. budową autostrad, dróg czy rewitalizacjami w miastach idą inwestycje prywatne. To są te inwestycje, które przekładają się długookresowo na wzrost gospodarczy. Następnym bardzo ważnym czynnikiem jest prawo, które zapewnia stabilność otoczenia instytucjonalnego, co pozwala inwestorom kierować się czysto ekonomicznymi przesłankami, a nie obawami o zmianę, obawami o niekorzystne regulacje, które mogą zniszczyć dowolny biznes. Rząd powinien inwestować i zachęcać do inwestycji sektor prywatny, natomiast w warstwie instytucjonalnej przede wszystkim nie powinien przeszkadzać – ocenił Tomasz Kaczor.

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych 10

Jednostki powołane do działania w cyberprzestrzeni powstają na całym świecie. Takimi strukturami dysponują chociażby Stany Zjednoczone, Niemcy czy Rosja. Do grona tych państw chce dołączyć także Polska. W ramach Ministerstwa Obrony Narodowej powstaje komórka, która ma reagować na zagrożenia dla obronności kraju i cyberbezpieczeństwa, związane m.in. z cyberatakami. Eksperci podkreślają, że tworzenie tego typu jednostek jest kluczowe dla bezpieczeństwa kraju.

– Obecnie tworzone jednostki do spraw działalności w cyberprzestrzeni w Polsce mogą wyróżniać się tym, że jest tam zachowany komponent operacji informacyjnych, czyli infoopsowych, oprócz tego standardowego, który wyraża się w typowych zagrożeniach teleinformatycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

W skład nowych wojsk cybernetycznych wchodzić będzie jednostka CYBEROPS, która zajmie się obroną przed cyberatakami, oraz jednostka INFOOPS, chroniąca państwo przed operacjami informacyjnymi. MON powołał także nową spółkę Qbit, która ma koordynować działania wszystkich spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej działających w cyberprzestrzeni.

– Takie jednostki są potrzebne ze względu na dzisiejsze wyzwania w cyberprzestrzeni. Cyberatak może np. doprowadzić do awarii infrastruktury krytycznej dla państwa. Tworzenie tego typu jednostek i rozwijanie ich zdolności, zarówno w tym znaczeniu defensywnym, jak i aktywnym, jest dziś kluczowe dla obronności państwa i cyberbezpieczeństwa – podkreśla Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Pierwsza tego typu jednostka powstała w Stanach Zjednoczonych, gdzie działa w ramach nie tylko tamtejszego departamentu obrony, lecz także służb specjalnych, takich jak agencja wywiadowczych National Security Agency (NSA) czy Central Intelligence Agency (CIA). Polska struktura będzie działać w formie specjalnej jednostki wojskowej. Będzie docelowo liczyć tysiąc osób. W jej skład wejdą nie tylko żołnierze, lecz także cywilni eksperci, do tej pory związani np. z rynkiem komercyjnym. Organizacja nowej struktury ma zająć około dwóch lat.

– Zadania czy zdolności, które ma rozwijać taka jednostka ds. działania w cyberprzestrzeni, ze strony procesów ogniskują się wokół reagowania na incydenty komputerowe czy zarządzania ryzykiem, zaś ze strony technicznej wokół analizy zagrożeń, analizy złośliwego oprogramowania czy informatyki śledczej. Spektrum zadań i zdolności jest naprawdę szerokie, dotyka wielu dziedzin cyberbezpieczeństwa, również kryptologii – tłumaczy ekspert.

Na przestrzeni ostatnich lat obserwuje się wzrost świadomości, ale również wydatków na rozwiązania związane z cyberbezpieczeństwem, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym. W 2016 roku amerykański rząd przeznaczył na ten cel 28 mld dol., w kolejnych latach ta kwota ma być jeszcze wyższa. Polski rząd na powstanie armii cybernetycznej przeznaczy dwa mld zł.

Jak wynika z informacji firmy Zecurion, Rosja wydaje na funkcjonowanie swoich wojsk cybernetycznych 300 mln dol. rocznie. Jej cyberarmia składa się z ponad tysiąca osób, a ich wyszkolenie i poziom zaawansowania zaliczany jest do pierwszej piątki na świecie.

– Jednostki, które są powołane do działania w cyberprzestrzeni, czy to w strukturach cywilnych czy wojskowych, powstają na całym świecie. Takie jednostki są już zarówno w USA, Niemczech czy Rosji. W tych dwóch ostatnich krajach są również poszerzone komponenty informacji operacyjnych – mówi Kamil Gapiński.

Jednocześnie wzrasta liczba zagrożeń. Z danych firmy Symantec wynika, że w ubiegłym roku liczba ataków ransomware (blokowanie dostępu do komputera i wymuszenie okupu) wzrosła o 36 proc. Najbardziej narażone są małe firmy, które są celem 43 proc. cyberataków.

Przedsiębiorcom rodzinnym ufa ponad 50 proc. Polaków. Wysokie zaufanie przekłada się na decyzje zakupowe

Przedsiębiorcom rodzinnym ufa ponad 50 proc. Polaków. Wysokie zaufanie przekłada się na decyzje zakupowe 11

Ponad 50 proc. Polaków deklaruje wysokie lub bardzo wysokie zaufanie do przedsiębiorców rodzinnych. To zaś przekłada się na chęć zakupu oferowanych przez nich produktów lub usług – wynika z raportu Fundacji Firmy Rodzinne. Ponad 40 proc. osób jest skłonnych kupić droższy z dwóch podobnych produktów, jeśli będzie on pochodził z przedsiębiorstwa rodzinnego. Takie firmy to także atrakcyjni pracodawcy. Cieszą się dobrą reputacją, są postrzegane jako stabilne oraz lojalne wobec pracowników.

– Obecnie firmy rodzinne stanowią około 60 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. To dobra wiadomość, bo zbliżamy się do średniej europejskiej i światowej, która wynosi ok. 66 proc. Firmy rodzinne mają pozytywny wizerunek w Polsce, również dosyć przyjazną atmosferę, tworzy się dobre otoczenie dla nich i ich funkcjonowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes Eleni Tzoka-Stecka z Fundacji Firmy Rodzinne.

Polska gospodarka w dużej mierze opiera się na firmach rodzinnych. Ich wyjątkowość polega przede wszystkim na wizji, charyzmie i pracowitości właściciela, które udzielają się również pracownikom. Takie przedsiębiorstwa są również bardziej elastyczne i szybciej reagują na zmiany w otoczeniu gospodarczym.

Jednocześnie, jak wynika z raportu „Polacy o firmach rodzinnych. Firmy zbudowane na zaufaniu”, przygotowanego przez Fundację Firmy Rodzinne, rodzinne przedsiębiorstwa są też pozytywnie postrzegane przez konsumentów, którzy są w stanie zapłacić więcej właśnie za produkt takiej firmy.

– Firmy rodzinne znajdują się w bardzo dobrym miejscu. Coraz więcej z nich deklaruje swoją rodzinność i komunikuje ją na zewnątrz. Od czterech lat co roku zwiększa się liczba konsumentów, którzy chętniej wybierają produkt pochodzący z firmy rodzinnej. Co trzeci Polak wybrałby produkt firmy rodzinnej i byłby gotów więcej za niego zapłacić, nawet o 5–10 proc. więcej, co jest znaczącą sumą – wskazuje Eleni Tzoka-Stecka.

Sklep prowadzony przez rodzinę jest zachętą do częstszych zakupów w takim miejscu. Z takim stwierdzeniem zgadza się połowa Polaków. Rodzinność producenta ma też duże znaczenie przy polecaniu produktów znajomym.

– Wizerunek firmy rodzinnej jest bardzo pozytywny. Po pierwsze, właściciel jest postrzegany jako osoba zaradna, kreatywna, przedsiębiorcza – podkreśla ekspertka Fundacji Firmy Rodzinne.

Przedsiębiorca rodzinny jest postrzegany jako profesja, która cieszy się zaufaniem ponad połowy badanych. To ponad dwukrotnie więcej niż ufających księdzu (25,2 proc.), urzędnikowi (22 proc.) czy bankierowi (23,6 proc.). Wysoki poziom zaufania sprawia, że firmy rodzinne są postrzegane jako atrakcyjni pracodawcy. Cieszą się dobrą reputacją jako stabilne oraz lojalne wobec pracowników. Polacy chętniej podjęliby następną pracę w firmie rodzinnej (24 proc.) niż w dużej korporacji (20 proc.).

– Pracodawca, jakim jest przedsiębiorca rodzinny, kojarzy się ze sprawiedliwym traktowaniem pracowników. To główna przyczyna wyboru osób poszukujących pracy, ale jest to również związane z zaufaniem, jakim cieszy się przedsiębiorca – podkreśla Eleni Tzoka-Stecka. – Firmy rodzinne kojarzą się z jakością, rzetelnością i uczciwością, to przymiotniki, na których nam najbardziej zależy 

Jak wskazuje ekspertka, największą siłą firm rodzinnych jest planowanie z dużym wyprzedzeniem, w długiej perspektywie. Celem jest przekazanie firmy następnym pokoleniom.

– Właściciele takich firm są bardziej ostrożni, co bywa czasami postrzegane jako wada, ale tak naprawdę są bardziej odporni na zmiany otoczenia zewnętrznego. Ale oczywiście nie są niezniszczalni, więc podejmują decyzje z dużą uważnością – zauważa Tzoka-Stecka.

Firmy rodzinne często ostrożnie podchodzą do nowych technologii i inteligentnych rozwiązań. Bez wsłuchania się w potrzeby klientów, mimo dobrej reputacji, mogą nie poradzić sobie z konkurencją.

– Firmy rodzinne tym różnią się od dużych korporacji, że traktują swoich klientów w sposób indywidualny. To waluta tych przedsiębiorstw. Niezależnie od tego, muszą reagować na to, co dzieje się dookoła. Żyjemy w otoczeniu, w którym na wartości zyskują kompetencje cyfrowe, więc firmy muszą się digitalizować. Dobrze, żeby uczyły się korzystania z możliwości big data – wymienia Eleni Tzoka-Stecka.

Rynek chemii gospodarczej wart jest 9 mld zł i będzie rósł. Zmieniają się potrzeby konsumentów

Rynek chemii gospodarczej wart jest 9 mld zł i będzie rósł. Zmieniają się potrzeby konsumentów 12

Wartość rynku artykułów chemii gospodarczej szacowana jest na około 9 mld zł. Jak wynika z raportu PMR, do 2021 roku będzie on systematycznie rósł w tempie około 2 proc. rocznie. Wraz ze wzrostem sprzedaży produktów chemicznych zmieniają się też oczekiwania klientów wobec nich. Od prostych potrzeb przez pęd do perfekcji konsumenci doszli do momentu, w którym oczekują maksymalnego efektu w szybkim czasie. Producenci starają się podążać za trendami i walczą o rynek.

30 lat temu potrzeby konsumentów były dosyć proste. Ograniczały się w zasadzie do wykonywania drobnych napraw czy nadania przedmiotom połysku. Potrzebne były trwałe produkty, które zapewnią konkretny efekt. Na przestrzeni kolejnych 15–20 lat nastała era perfekcyjnych pań domu. Kobiety chciały dbać o wygląd, karierę, ale i dom, który miał wyglądać jak z katalogu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Kiełkowska, marketing menadżer w firmie Lakma Strefa, zajmującej się produkcją między innymi w sektorze chemii gospodarczej i budowlanej.

Jak wynika z raportu PMR „Handel detaliczny artykułami chemii gospodarczej w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016–2021”, rynek artykułów chemii gospodarczej jest wyceniany na około 9 mld zł. Głównymi czynnikami wspierającymi wzrost tego rynku są rosnąca zamożność Polaków, wzrost wydatków na droższe i lepsze jakościowo produkty, pojawianie się na rynku innowacyjnych produktów oraz rosnący poziom wyposażenia gospodarstw domowych w nowoczesny sprzęt AGD. Według autorów raportu wszystkie te czynniki w najbliższych latach wpłyną pozytywnie na rynek, który będzie rósł ok. 2 proc. rocznie.

Zdaniem Justyny Kiełkowskiej dziś konsumenci przy zakupach chemii gospodarczej pozwalają sobie na nieco więcej luzu. Szukają takich produktów, które ułatwią życie i pozwolą osiągnąć maksymalny efekt. Jak dodaje, w konsumenckich wyborach warto stawiać na towary polskich producentów, bo zapewniają oni wysokiej jakości produkty.

– Z powodzeniem konkurują one z globalnymi koncernami. Rodzime towary wypadają w testach wykonywanych przez niezależne instytuty bardzo dobrze, a czasem wręcz najlepiej. Badania jakościowe przeprowadza między innymi warszawski Instytut Chemii Przemysłowej. Wykonuje on niezależne testy, przygotowywane w procedurze zgodnej z procesem standaryzacji określającym, jak dany produkt ma być badany – informuje Justyna Kiełkowska.

W wyborach konsumenckich najważniejszą cechą poszukiwanego produktu okazuje się być jego skuteczność. Stawiało na nią 94 procent badanych. Na dalszych miejscach wymieniano wydajność i atrakcyjną cenę.

Zdaniem ekspertki to właśnie wyróżniająca się na tle konkurencji jakość, a nie na przykład reklama, jest przewagą konkurencyjną polskich produktów i pomaga w dotarciu do jak najszerszej rzeszy odbiorców.

Nie możemy sobie pozwolić na takie budżety marketingowe, jakimi dysponują zagraniczne koncerny. Powinniśmy przede wszystkim położyć nacisk na wszelkie atuty naszych produktów i głośno o nich komunikować. Można to osiągnąć, wyszczególniając je na opakowaniu lub organizując akcje edukacyjne, na przykład w sieciach handlowych – sugeruje Justyna Kiełkowska.

Hipermarkety i sieci drogeryjne mają największy udział w detalicznej sprzedaży produktów chemii gospodarczej. Według ekspertów PMR w najbliższych latach na pozycję lidera sprzedaży wyjdą sieci dyskontowe.

2018 rok może przynieść lekki wzrost cen nowych mieszkań. Deweloperzy mają coraz większy problem ze znalezieniem atrakcyjnych gruntów

2018 rok może przynieść lekki wzrost cen nowych mieszkań. Deweloperzy mają coraz większy problem ze znalezieniem atrakcyjnych gruntów 13

Ceny mieszkań z rynku pierwotnego w dużych miastach mogą nieznacznie wzrosnąć w 2018 roku głównie za sprawą rosnących cen gruntów – prognozują analitycy Urban.one. Deweloperom coraz trudniej znaleźć atrakcyjne lokalizacje pod budowę, a te najlepsze są znacznie droższe. Drugim czynnikiem, który może się przyczynić do wzrostów cen lokali są rosnące koszty wykonawstwa. Podwyżek za to nie powinny się obawiać osoby szukające nieruchomości w mniejszych miejscowościach, gdzie ceny gruntów są bardziej stabilne.

– Przy utrzymującym się popycie i dobrych warunkach makroekonomicznych prognozujemy, że rynek nieruchomości będzie na pewno stabilny, o ile nieco nie wzrośnie. Ceny nieruchomości mogą też lekko wzrastać, szczególnie jeśli chodzi o ceny lokali mieszkalnych na rynku pierwotnym. Na to składa się kilka czynników. Pierwszym są drogie grunty, szczególnie w dużych miastach – ich ceny rosły, co może wpływać na marżowość projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Bugaj, starszy analityk rynku nieruchomości w Urban.one.

Ta tendencja nie powinna raczej dotyczyć mniejszych miejscowości, w których działają lokalni deweloperzy i gdzie ceny gruntów są raczej stabilne. W dobrej sytuacji są ci deweloperzy, którzy dysponują bankiem ziemi zakupionej wcześniej, w gorszej natomiast firmy małe, które na bieżąco poszukują gruntów.

Ponadto nadal niesprzyjającym czynnikiem wpływającym na wzrost cen lokali mieszkalnych są rosnące koszty wykonawstwa.

 Eksperci ankietowani przez Cenatorium uważają, że ciągu ostatnich kilku lat ceny wykonawstwa wzrosły o 30 proc. Co więcej, sygnalizują również, że wykonawcy, czyli firmy wynajęte przez spółki deweloperskie, próbują zmieniać kontrakty w czasie ich trwania, co może się przyczynić albo do problemów z dotychczasowymi wysokimi marżami, albo przełożyć się na lekkie wzrosty cen lokali mieszkalnych – mówi Barbara Bugaj.

W końcówce 2017 roku ceny gruntów osiągnęły wartości z lat 2006–2008, a nawet niekiedy je przerosły, a ceny wykonawstwa wzrosły jeszcze mocniej. W wielu przypadkach projektów rozpoczynanych pod koniec 2016 roku i w I połowie 2017 roku generalni wykonawcy zaczęli występować do inwestorów z wnioskami o dopłaty do kontraktów w ramach nadzwyczajnej zmiany okoliczności, której nie dało się przewidzieć w momencie podpisywania kontraktu. Wzrost kosztów może doprowadzić nie tylko do wzrostu cen, lecz także do ograniczenia podaż lokali w bieżącym roku, ponieważ spora część budów nie rozpoczęła się w terminie, tj. w III i IV kwartale 2017 roku.

 Nie wiemy jeszcze, jaki może być wzrost cen. Eksperci rynkowi i przedstawiciele firm deweloperskich już sygnalizowali nam, że niektóre działki zdrożały nawet o 100 proc., ale są to sytuacje jednostkowe w centrach miast czy w dobrych lokalizacjach, gdzie wiadomo, że sprzedaż będzie na wysokim poziomie – podkreśla Bugaj.

Koniunktura na rynku w 2017 roku sprzyjała kupowaniu mieszkań, a wyniki sprzedażowe deweloperów przekroczyły znacznie te z okresu boomu w 2007 roku. Zgodnie z ich raportami wzrost sprzedanych mieszkań wyniósł przeciętnie około 25–30 proc. Zakupom na rynku nieruchomości sprzyjały małe wahania w cenach mieszkań. Indeks urban.one w listopadzie 2017 roku wyniósł 95,15 pkt., co oznacza, że w porównaniu z poprzednim miesiącem wzrósł o zaledwie 0,1 pkt. W listopadzie 2016 roku indeks wskazał poziom 95,53 pkt, co rok do roku pokazuje niewielką zmianę (o -0,38 pkt.) i oznacza, że zachowany został lekki, spadkowy trend z ostatnich lat. Zmiana poniżej 1 pkt nie oznacza jednak zmian poziomów cenowych na rynku mieszkań. Korzystne dla sytuacji kupców na rynku nieruchomości są rekordowo niskie stopy procentowe i spadające bezrobocie.

Ostatnie dni dla części podatników na rozliczenie się z fiskusem. W tym roku pojawi się nowa stawka podatku

Ostatnie dni dla części podatników na rozliczenie się z fiskusem. W tym roku pojawi się nowa stawka podatku 14

Do końca stycznia na rozliczenie się z fiskusem mają czas osoby, które osiągają dochody z najmu opodatkowane ryczałtem, oraz podatnicy, którzy korzystają z uproszczonych form opodatkowania działalności gospodarczej. Z kolei mali płatnicy, zatrudniający do pięciu osób, muszą do końca miesiąca przekazać swoim pracownikom i fiskusowi PIT-11, jeśli nie zdecydowali się na wybór formy elektronicznej i nie korzystają z biura rachunkowego. Przedsiębiorcy, którzy chcą zmienić sposób opodatkowania, mają czas na złożenie oświadczenia tylko do 22 stycznia.

– Do końca stycznia powstaje obowiązek złożenia zeznania rocznego dla podatników, którzy korzystają z uproszczonych form opodatkowania działalności gospodarczej. Osoby, które rozliczały się na karcie podatkowej, muszą złożyć specjalne zeznanie PIT-16A, który dotyka rozliczenia składek na ubezpieczenie zdrowotne – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP.

W formie karty podatkowej mogą się rozliczać osoby, które prowadzą usługi zegarmistrzowskie, tapicerskie czy krawieckie, handel detaliczny, działalność gastronomiczną (z wyłączeniem sprzedaży napojów o zawartości alkoholu powyżej 1,5 proc.), rozrywkową czy usługi transportowe (prowadzenie taksówki). Tacy podatnicy nie mają prawa do żadnych ulg, oprócz odliczenia od podatku zapłaconej składki na ubezpieczenie zdrowotne.

– Do końca miesiąca czas na złożenie zeznania mają też podatnicy, którzy opodatkowali przychody z działalności gospodarczej zryczałtowanym podatkiem. Także osoby, które osiągały dochody z najmu opodatkowane zryczałtowanym podatkiem, są zobowiązane złożyć PIT-28 do końca stycznia – wskazuje Anna Misiak.

Podatnicy, którzy rozliczają przychody z najmu, mogą się rozliczać wedle zasad ogólnych, czyli skali podatkowej 18 proc. i 32 proc., albo wybrać znacznie niższą stawkę ryczałtową (8,5 proc.). Ten drugi sposób jest znacznie prostszy, bo nie wymaga prowadzenia ewidencji przychodów i kosztów. Rozliczenie według skali podatkowej umożliwia za to właścicielowi odliczenie poniesionych wydatków na wynajmowany lokal, np. kosztów remontu.

– W zakresie dochodów z najmu od 2018 roku zaszła bardzo istotna zmiana dotycząca wprowadzenia nowej stawki podatkowej w podatku zryczałtowanym. W przypadku osiągania przychodów przekraczających kwotę 100 tys. zł rocznie podatnicy, którzy wybrali zryczałtowaną formę opodatkowania, będą musieli zapłacić podatek w wysokości 12,5 proc. od nadwyżki osiąganych przychodów. Nadal mamy stawkę 8,5 proc. z tym, że po przekroczeniu limitu 100 tys. zł przychodów z najmu, znajdzie zastosowanie wyższa stawka, czyli 12,5 proc. – tłumaczy doradca podatkowy MDDP.

PIT-28 do końca stycznia składają też podatnicy uzyskujący przychody z działalności prowadzonej na własne nazwisko, działalności prowadzonej w formie spółki osób fizycznych, w której dany podatnik jest wspólnikiem.

 Pojawiają się także obowiązki dla samych płatników podatku dochodowego od osób fizycznych, ponieważ muszą oni do końca stycznia złożyć deklarację PIT-8AR i PIT-4R. To deklaracje, które ewidencjonują i potwierdzają, jakiego rodzaju zaliczki na podatek albo podatek zryczałtowany, choćby od konkursów czy drobnych umów-zleceń, płatnicy wpłacili w trakcie roku do urzędu skarbowego – mówi Anna Misiak.

W przypadku PIT-4R deklarację trzeba złożyć także wtedy, gdy zaliczki na podatek od ich wynagrodzenia mają zerową wartość.

 Mali płatnicy, zatrudniający do pięciu osób, jeśli nie zdecydowali się na wybór formy elektronicznej ani nie korzystają z biura rachunkowego, muszą do końca stycznia przygotować PIT-11 dla pracowników i złożyć go do urzędu skarbowego. Nadal bez zmian pozostaje obowiązek złożenia PIT-11 dla dużych podmiotów i tych, które zatrudniają powyżej 6 pracowników. Dla nich obowiązek złożenia PIT-11 dla swoich pracowników – i to w formule elektronicznej – pozostaje bez zmian, czyli jest do końca lutego – podkreśla Misiak.

Mniej czasu na złożenie oświadczenia, bo do 20 stycznia (ze względu na to, że w tym roku przypada w sobotę termin upływa 22 stycznia), mają przedsiębiorcy, którzy chcą zmienić formę opodatkowania. Także osoby już wynajmujące swoje lokale w tym terminie muszą złożyć do urzędu skarbowego oświadczenie o wyborze formy opodatkowania, jeśli chcą ją zmienić.

70 proc. Polaków spędzi ferie na nartach. GOPR w specjalnie przygotowanych zimowych miasteczkach będzie uczył zasad bezpieczeństwa na stoku

70 proc. Polaków spędzi ferie na nartach. GOPR w specjalnie przygotowanych zimowych miasteczkach będzie uczył zasad bezpieczeństwa na stoku 15

Co trzeci Polak jeździ na nartach. W ciągu ostatnich trzech lat polskie góry wybrało 70 proc. z nich. Ferie zimowe to szczyt sezonu narciarskiego. Tłok na stokach sprzyja zaś wypadkom. O zasadach bezpieczeństwa na stokach przypomną Zimowe Miasteczka Milki. Przez sześć weekendów w sześciu górskich kurortach odbędą się m.in. spotkania z ratownikami GOPR, a na miłośników białego szaleństwa czeka mnóstwo atrakcji.

Mamy szczyt sezonu narciarskiego. Mnóstwo ludzi wyjeżdża w tym okresie na narty w polskie góry. Dlatego szczególnie ważne w tym czasie jest bezpieczeństwo na stokach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patryk Siuta, junior brand manager w Mondelēz International.

Z badania Polskich Kolei Linowych przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS wynika, że na nartach jeździ co trzeci Polak. Większość na zimowe ferie wybiera polskie góry. W ciągu ostatnich trzech lat wybrało je 70 proc. osób, a tylko 6 proc. wyjeżdża na zagraniczne stoki. W tym sezonie wyjazd w polskie góry deklarowała ponad połowa Polaków. Tłok na stokach sprzyja zaś wypadkom.

 Wraz z Milką przygotowaliśmy akcję pod nazwą Zimowe Miasteczka Milki, na której prezentujemy zasady bezpiecznego zachowywania się na stoku. To zasady oparte na dekalogu Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Wraz z GOPR prezentujemy je wszystkim uczestnikom zimowego szaleństwa podczas organizowanych przez nas wydarzeń – mówi Patryk Siuta.

Międzynarodowy Dekalog Narciarza przygotowany przez FIS to zbiór reguł, który obowiązuje na stokach całego świata. Bez jego znajomości nie powinno się wybierać na stok. Wśród nich są m.in. panowanie nad szybkością, wzgląd na inne osoby, stosowanie się do zasad wyprzedzania i znaków narciarskich.

W Zimowym Miasteczku Milki w Istebnej ratownicy GOPR organizują zabawy i szkolenia – pokażą uczestnikom, jak bezpiecznie zachowywać się na stoku. Ponadto przygotowaliśmy specjalne naklejki na czekolady, które będą informować o dziesięciu zasadach bezpiecznego zachowywania się na stoku –wskazuje przedstawiciel Mondelēz International.

Zimowe Miasteczka Milki to także liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych. Narciarze i snowboardziści będą mogli wypożyczyć kamerę sportową Go Pro Hero, by uwiecznić swoje zjazdy. Fani skoków narciarskich dzięki goglom wirtualnej rzeczywistości będą mogli się poczuć jak Kamil Stoch. Na najmłodszych czekają instruktorzy, którzy pomogą stawiać pierwsze kroki na nartach. Dodatkowo do dyspozycji gości będą strefy relaksu i bary.

 Zimowe Miasteczka Milki rozpoczynają się w najbliższy weekend w Jaworzynie Krynickiej. Będą trwać przez najbliższe sześć weekendów w trakcie ferii. Będzie można nas spotkać także w Zieleńcu, Czarnej Górze, Szczyrku na Beskid Sport Arena, w Istebnej na Złotym Groniu, a całość zakończymy w Białce na stoku Kotelnica – wymienia Patryk Siuta.

Sieć Li-Fi za pomocą żarówek LED przesyła dane nawet stokrotnie szybciej od Wi-Fi. Nowa technologia jest też odporna na ataki hakerskie

Sieć Li-Fi za pomocą żarówek LED przesyła dane nawet stokrotnie szybciej od Wi-Fi. Nowa technologia jest też odporna na ataki hakerskie 16

Technologia Li-Fi, wykorzystująca działanie światła widzialnego, pozwala przesyłać dane z prędkością ponad 200 gigabitów na sekundę, czyli niemal stokrotnie większą niż w przypadku Wi-Fi. Sygnał przekazywany jest za pomocą np. żarówek LED. Sieci Li-Fi są odporne na ataki hakerów i zakłócenia elektroenergetyczne. Nowa technologia może znaleźć zastosowanie między innymi w szpitalach, kopalniach i  służbach specjalnych.

Obecnie w przesyłaniu danych wykorzystuje się fale radiowe. Technologia Li-Fi działa podobnie jak sieć Wi-Fi, ale zamiast na falach radiowych, opiera się na świetle widzialnym. Dzięki temu oferuje rewolucyjnie dużą szybkość przesyłu danych. Podczas gdy w powszechnym dziś standardzie Wi-Fi możemy przesyłać dane z prędkością 300 megabitów na sekundę, Li-Fi może osiągać wartość sięgającą nawet 224 gigabitów na sekundę. Jedynym ograniczeniem nowej technologii może się okazać jej zasięg.

– Komunikacja światła białego to nic innego jak transmitowanie i odbieranie sygnału pochodzącego ze źródła światła odpowiednio zmodulowanego przez dowolnie wybrane urządzenie modulujące. Możemy to sobie wyobrazić na przykładzie inteligentnego domu, gdzie zastosowalibyśmy oświetlenie z funkcjonalnością sieci bezprzewodowej. Taka modulacja nie jest szkodliwa dla zdrowia i nie jest odbierana przez ludzkie oko. Pamiętać jednak musimy, że jest ona silnie ograniczona do pomieszczenia, w którym się znajduje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Podniesiński z Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME w Warszawie.

Do wykorzystania technologii Li-Fi niezbędny jest punkt dostępowy, który pełni rolę nadajnika sygnału. Za pomocą kabla ethernetowego sygnał przekazywany jest do żarówki LED, wyposażonej w kontroler odpowiedzialny za bezprzewodową komunikację. Sygnał wysyłany przez żarówkę będzie odbierany i dekodowany przez  fotodetektor w urządzeniu – komputerze, laptopie czy smartfonie.

Oprócz prędkości ogromną zaletą sieci Li-Fi jest jej odporność na zakłócenia elektromagnetyczne. To znaczący problem, z jakim mierzą się użytkownicy sieci Wi-Fi. Dzięki temu nowa technologia może znaleźć zastosowanie w szpitalach, kopalniach, samolotach – pomieszczeniach o silnych zakłóceniach elektroenergetycznych, a także w służbach specjalnych.

– Sieć Li-Fi ma ograniczenia dotyczące zakresu przestrzeni oddziaływania do pomieszczenia, w którym jest realizowana, ale też dzięki temu, że możemy stosować komunikację między urządzeniami nadawczo-odbiorczymi za pomocą bezpośredniej transmisji albo transmisji odbitej od ścian, ma dodatkową zaletę, jest bardziej odporna na zakłócenia hakerskie, dlatego możemy ją stosować w różnych pomieszczeniach mieszkalnych i specjalnych – twierdzi Dariusz Podniesiński.

Technologia Li-Fi przesyła sygnał za pomocą nadajników, którymi mogą być żarówki LED. Nie są one jednak odbiornikami, więc komunikacja zwrotna, która mogłaby posłużyć np. do ataków hakerskich, nie jest możliwa. Z badań przeprowadzonych przez amerykańską firmę We Are Social wynika, że w 2017 roku z internetu korzystało na świecie 3,77 mld użytkowników, czyli niemal połowa ludzkości. Znaczna część użytkowników dostęp do sieci osiągała z wykorzystaniem sieci Wi-Fi. Niestety, bardzo często były one celem ataków hakerskich.

Technologia Li-Fi jest aktywnie rozwijana przez kilka firm i organizacji na całym świecie. Pionierem jest estońska firma Velmenni. Według prognoz firmy badawczej Research and Markets globalny rynek Li-Fi w 2021 roku ma być warty 80 mld dol.

Jak chronić siebie i majątek firmy przed przyszłymi wierzycielami

Własna firma to szansa na pracę na własny rachunek, a co za tym idzie, na nieograniczone widełkami wynagrodzeń przychody. Gromadzony przez przedsiębiorców majątek firmy jest jednak narażony na ryzyko, wpisane w codzienność obrotu gospodarczego.

Kierowanie własną firmą to duża odpowiedzialność, często nie tylko za siebie, ale i za rodzinę czy pracowników. Niektórzy twierdzą, że prowadzenie biznesu to praca dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bo trzeba być czujnym, a mimo wysiłków, wielu zagrożeń nie da się uniknąć.

Po podjęciu działalności trzeba podjąć szereg decyzji: inwestycja w mienie firmy, zatrudnienie pracowników, przystąpienie do dużego kontraktu… A obrót gospodarczy rządzi się swoimi prawami. Pracownicy narażą firmę na straty, firma nie dotrzyma terminu, przez co zostanie obarczona wysoką karą finansową, lub sam kontrahent nie wywiąże się z umowy. Wstrzymana płatność może skutkować brakiem płynności finansowej. W jednej chwili rozwijająca się firma staje się upadła, a próbujący ją ratować przedsiębiorca traci dorobek całego życia.

Odpowiedzialność całym majątkiem

Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą odpowiada za zobowiązania firmy całym swoim majątkiem. Co więcej, odpowiedzialność ta obejmuje również jego małżonka, jeżeli łączy go z przedsiębiorcą wspólność majątkowa. Dlatego coraz częściej wybieraną formą prowadzenia działalności jest spółka z o.o., także w formie jednoosobowej. Z uwagi na to, że posiada ona osobowość prawną, za swoje zobowiązania odpowiedzialność ponosi tylko spółka. Gdy jednak zobowiązania podatkowe nie zostaną zaspokojone z majątku spółki, a w porę nie zostanie złożony wniosek o upadłość lub nie zostanie wszczęte postępowanie układowe, to zgodnie z art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej odpowiedzialność obejmie cały majątek członka jej zarządu.

Przyszli wierzyciele

Gdy firma staje na krawędzi, a szansę na jej ocalenie są małe, przedsiębiorcy starają się ratować majątek – zarówno jej, jak i własny. Często jest już jednak za późno. Wszelkie czynności dotyczące rozporządzania posiadanym mieniem, przy podejrzeniu dokonania ich z pokrzywdzeniem wierzycieli, mogą zostać uznane za bezskuteczne, jeśli tylko wierzyciele tego zażądają.

Wedle znanej już prawu rzymskiemu instytucji skargi pauliańskiej, uregulowanej w art. 527–534 Kodeksu cywilnego, wierzyciel może żądać, by w stosunku do niego czynność dłużnika dokonana na rzecz osoby trzeciej była bezskuteczna. Musi tylko wykazać, że dłużnik świadomie działał z jego pokrzywdzeniem, a osoba uzyskująca w ten sposób korzyść majątkową o tym wiedziała lub powinna była wiedzieć. Zgodnie z art. 527 § 2 k.c. czynność prawna dłużnika jest dokonana z pokrzywdzeniem wierzycieli, jeżeli wskutek tej czynności dłużnik stał się niewypłacalny albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności. Tę samą ochronę art. 530 k.c. nadaje tym, którzy nie byli jeszcze wierzycielami dłużnika w chwili dokonywania przez niego czynności, ale uszczuplenie przez niego majątku uderzyło również w nich (tzw. wierzycielom przyszłym).

Do 5 lat wstecz

Wierzyciel może żądać uznania czynności prawnej dokonanej przez dłużnika za bezskuteczną do 5 lat od jej dokonania. Oznacza to, że nawet gdy przedsiębiorca wyjdzie na prostą i będzie myślał, że kryzys jest już za nim, wytoczone przeciw niemu powództwo przywróci dawne problemy. I to na długie lata, gdy w postępowaniu cywilnym toczyć się będzie sprawa, niosąc ze sobą stres i ryzyko ponownej utraty majątku, a poza tym kradnąc bezcenny czas. Zwłaszcza gdy wierzycielem jest organ skarbowy lub inny organ państwa, który zdecydował się skorzystać z drogi cywilnej do ścigania podatnika. Zajęcia majątku firmy, wstrzymywanie zwrotu VAT, mimo braku prawomocnego wyroku, a nawet przy korzystnym rozstrzygnięciu sądu – to tylko niektóre z przykładów stosowanych przez urzędników nadużyć.

Bardzo ważna jest szybka reakcja i zdolność odnalezienia się w sytuacji kryzysowej. Umiejętność zarządzania nią może uratować zarówno majątek firmy, jak i dorobek całego życia przedsiębiorcy.

Przypadki, gdy konieczne jest zarządzanie sytuacjami kryzysowymi w firmie:

  • – kontrole skarbowe i celno-skarbowe, w tym akty bezprawia urzędniczego,
  • – niesłuszne postawienie zarzutów karnych,
  • – przeprowadzenie restrukturyzacji i/lub upadłości firmy,
  • – wrogie przejęcie lub konflikt rodzinny, który rzutuje na działalność przedsiębiorstwa.

Jak chronić majątek

Działać trzeba szybko, bo podniesienie przez wierzyciela skargi pauliańskiej nie oznacza, że nie można się przed nią bronić. Zgodnie z art. 533 k.c. osoba trzecia, która uzyskała korzyść wskutek skarżonej czynności, może się uwolnić od roszczenia wierzyciela, jeśli zaspokoi tego wierzyciela w inny sposób albo wskaże mu wystarczające do jego zaspokojenia mienie dłużnika. Uprawnienie do wystąpienia z powództwem przeciwegzekucyjnym przysługuje również samemu dłużnikowi. Dzięki zawartej w art. 840 k.c. instytucji może on w drodze powództwa żądać pozbawienia tytułu wykonawczego wykonalności w całości lub części albo objęcia go ograniczeniami. Jeśli wraz z powództwem przeciwegzekucyjnym dołączy się wniosek o jego zabezpieczenie poprzez zawieszenie postepowania egzekucyjnego, to uzyskać można dość mocną ochronę majątku. Zwłaszcza przed komornikiem, który często dopuszcza się naruszeń – na te z kolei przysługuje skarga na czynności komornika.

Zanim dojdzie do egzekucji

Wymienione wyżej instytucje powództwa przeciwegzekucyjnego i skargi na działanie komornika pozwalają na ochronę majątku już po wszczęciu postępowania egzekucyjnego przez wierzycieli. Są jednak sposoby zabezpieczenia mienia jeszcze zanim do tego dojdzie.

Jednym z nich jest prowadzenie działalności w formie wspomnianej już spółki z o.o. lub spółki akcyjnej. Obie są posiadającymi osobowość prawną spółkami kapitałowymi i charakteryzują się tym, że ewentualna egzekucja może być prowadzona, co do zasady, tylko z posiadanego przez nie majątku.

Najwyższy stopień bezpieczeństwa

Jeśli ktoś chce uzyskać jeszcze większy stopień bezpieczeństwa majątku swojej firmy, to powinien zdecydować się na prowadzenie jej pod zapewniającą to zagraniczną jurysdykcją. Bardzo popularną formą ochrony majątku – zarówno prywatnego, jak i samego przedsiębiorstwa – jest zawarcie umowy trustu. Na jej mocy donator, czyli przekazujący swój majątek na określony cel, powierza zarządzanie nim zagranicznemu powiernikowi, zwanemu trustee. To donator decyduje, kiedy beneficjenci (do których sam może należeć) będą pobierać z trustu zyski. Dzięki tej konstrukcji windykacja wierzytelności z zagranicznego trustu przez polskie organy egzekucyjne jest niemożliwa.

Na podobnym schemacie opiera się działanie fundacji prywatnych prowadzonych za granicą. Utworzona fundacja zarządza finansami jej członków tylko na ich korzyść. Z uwagi na to, że informacje o pochodzeniu środków zgromadzonych na koncie fundacji oraz dane fundatorów są poufne, dochodzenie zaspokojenia roszczeń z jej majątku jest w praktyce niewykonalne.

Ochrona z górnej półki

Położony na Półwyspie Iberyjskim Gibraltar jest terytorium europejskim, za którego stosunki zewnętrzne odpowiedzialna jest Wielka Brytania. Należy do Unii Europejskiej, dzięki czemu może korzystać z jej przywilejów. Jednocześnie nie nakłada się tam niepotrzebnych obciążeń. Na terytorium Gibraltaru nie mają zastosowania unijne przepisy o podatku VAT. Mimo terytorialnej przynależności Gibraltar nie wchodzi w skład unii celnej wewnątrzwspólnotowej odpłatnej wymiany towarów i usług. Jego jurysdykcja oferuje wiele korzyści dla prowadzących działalność gospodarczą, takich jak niski lub zerowy podatek dochodowy, brak podatku od zysków kapitałowych, spadków i darowizn oraz od zysków z rachunków oszczędnościowych. Jednak z punktu widzenia ochrony majątku to nie te walory Gibraltaru są najważniejsze.

Non-resident  company, czyli pełna swoboda działania przy maksimum poufności

Doskonałym rozwiązaniem, przeznaczonym głównie dla długo działających i dobrze prosperujących przedsiębiorstw, także w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, jest spółka non-resident company. Przepisy o spółkach obowiązujące na Gibraltarze zostały oparte na rozwiązaniach brytyjskich i w dużej mierze są zbliżone do tych regulujących działalność spółek kapitałowych w Polsce. Dlatego też spółka typu non-resident company może być np. spółką jednoosobową, w której jedyny udziałowiec jest jednocześnie członkiem zarządu. Różnica jest taka, że spółki gibraltarskie cechuje niezwykle wysoki poziom poufności, nie tylko gwarantowany prawem, ale także zapewniany przez lokalne władze. Zarówno udziałowcy, jak i członkowie zarządu nie są zobligowani do ujawniania informacji o tym, kto jest rzeczywistym beneficjentem. Mogą więc swobodnie działać we własnym imieniu lub na rzecz osób trzecich (zlecenie powiernicze).

Poczucie bezpieczeństwa daje również fakt, że władze Gibraltaru oferują przedsiębiorcom wiążące interpretacje przepisów podatkowych. W takim stanie prawnym nie ma obawy bezprawia i nadużyć urzędniczych.

Prawo do ochrony

Sens prawa własności danej osoby do rzeczy polega na wyłączności posiadania, użytkowania i rozporządzania rzeczą przez tę osobę, a zgodnie z art. 1 Protokołu dodatkowego do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Podobne gwarancje zawarte są w polskiej konstytucji czy kodeksie cywilnym. Na gruncie tych regulacji legitymacja do ochrony własnego majątku wydaje się bezdyskusyjna.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty straci na sile

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają przede wszystkim czynniki zewnętrzne. I właśnie one mogą już niebawem spowodować odwrócenie sytuacji – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dolar spadł poniżej 3,40 zł i był najtańszy od grudnia 2014 r., euro kosztowało 4,14 zł, czyli najmniej od połowy 2015 r., frank spadł do 3,52 zł, najniższego poziomu od stycznia 2015 r. Ostatnie dni były pełne dobrych informacji o sile złotego oraz korzystnych danych z krajowej gospodarki. I choć sytuacja w Polsce rzeczywiście ulegała poprawie, co w teorii mogłoby wspierać wysoką wycenę polskiej waluty, to jednak nie od niej głównie zależała kondycja złotego.

Apetyt na wyższą stopę wzrostu

Sytuacja w większości gospodarek Europy, przede wszystkim strefy euro, również wyraźnie się poprawiła. A lepsze warunki w Europie, a także większa stabilizacja polityczna, spowodowały istotne zwiększenie zainteresowania inwestorów, prowadząc do wzrostu napływu kapitału do tego regionu. Z samych funduszy obligacji z USA do rozwiniętych krajów Europy w 2017 r. napłynęło 15 mld dolarów, najwięcej od czterech lat (dane EPFR).

Z kolei na rynki obligacji krajów rozwijających się w minionym roku wpłynęło 70 mld dolarów, najwięcej od 13 lat, i o co najmniej 75 proc. więcej niż w poprzednich latach. W naturalny sposób zwiększyło to także popyt na złotego, walutę charakteryzującą się nieco większym ryzykiem i przez to większą stopą zwrotu dla inwestorów.

Kolejnym czynnikiem sprzyjającym walutom krajów rozwijających się, w tym złotemu, było osłabienie dolara. Przez ostatni rok euro zyskało do dolara ok. 16 proc. (złoty ok. 17 proc.). Spadek wartości dolara wywołał odpływ części kapitału z USA, który w dużej mierze napłynął do krajów wschodzących, znacznie wzmacniając tym samym złotego.

Ameryka dźwignie dolara

Możemy jednak być świadkami końcówki okresu słabości dolara. W USA w tym roku scenariuszem bazowym są trzy podwyżki stóp procentowych, co z założenia powinno wspierać amerykańską walutę. Dodatkowo, obniżenie podatków już od początku tego roku najprawdopodobniej wywoła szybszy wzrost cen przez pryzmat m.in. zwiększonej konsumpcji i inwestycji, co być może spowoduje konieczność nawet czterech podwyżek stóp procentowych.

Z tego też względu prognozy zysków amerykańskich firm znacznie wzrosły, co już teraz pomogło osiągnąć historyczne rekordy głównych indeksów giełdowych w USA. Tylko w styczniu indeks największych 30 spółek zyskał blisko 6 proc.

EBC osłabi euro?

Ostatni gwałtowny spadek wartości dolara wywołał także istotne wzrosty euro. Zaniepokoiło to członków Europejskiego Banku Centralnego (EBC), którzy w bieżącym tygodniu wyrażali troskę w związku z oderwaniem wyceny euro od fundamentów. Silne euro może być przeszkodą w zwiększeniu tempa wzrostu cen w strefie euro, do czego EBC skrupulatnie dąży w ostatnich latach, a które w dalszym ciągu jest jednak przytłumione.

Za tydzień (w czwartek) zakończy się dwudniowe posiedzenie EBC. Biorąc pod uwagę obawy jego członków, prawdopodobnie przekaz płynący z Banku może znacznie osłabić euro, gdyż silna pozycja europejskiej waluty w obecnych warunkach jest EBC bardzo nie na rękę. Na osłabieniu euro skorzystać może dolar, co w efekcie prawdopodobnie zadziała na niekorzyść złotego.

W Polsce stopy ani drgną

Wzmacniający się dolar i zastopowanie silnego napływu kapitału do krajów wchodzących – to scenariusz, w którym złoty najprawdopodobniej będzie tracił i stopniowo oddalał się od obecnych wartości. Pomocy próżno też szukać w Polsce. Rada Polityki Pieniężnej nie jest skłonna podnosić stopy procentowe przed końcem bieżącego roku. Na ostatniej konferencji prasowej jej prezes, Adam Glapiński, zasugerował nawet, że mogą one również nie zostać podniesione na początku 2019 r. Brak wsparcia czynników zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych może zatem w coraz większym stopniu uprawdopodobniać osłabienie złotego w najbliższym czasie.

Digital PLN (dPLN) odpowiedzią na globalną krypto-rewolucję?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Tak, jak koniec lat 90. XX wieku oraz początek lat dwutysięcznych wywołał
na giełdach całego świata euforię związaną z firmami technologicznymi (tzw. dot-com boom), tak w ciągu ostatniego roku jesteśmy uczestnikami rewolucyjnych zmian w systemach rozliczeniowych, opartych na kryptowalutach i technologii blockchain. Po spektakularnym sukcesie bitcoina – okupionym równie efektownymi, choć znaczącymi spadkami – koncept stworzenia i wdrożenia polskiej waluty cyfrowej był tylko kwestią czasu.

Zanim jednak Digital PLN (dPLN) potencjalnie zrewolucjonizuje polski rynek finansowy, konieczne jest wykluczenie ryzyka wynikającego z braku nadzoru nad przepływem waluty cyfrowej. Aktualnie – mimo, że na rynek trafiają kolejne kryptowaluty – brakuje regulacji zapewniających bezpieczeństwo obrotów tego typu instrumentami, a przede wszystkim właściwej instytucji, która zapewni nadzór nad obiegiem cyfrowego ‘pieniądza’. To stawia dPLN w niełatwej sytuacji, ale jednocześnie – co widać na przykładzie chociażby bitcoina – nie uniemożliwia spopularyzowania dPLN w sposób pozwalający na jego powszechne wykorzystanie w przyszłości.

Czy powstanie kryptozłotego będzie miało wpływ na wycenę złotówki? W dłużej perspektywie na pewno tak, gdyż znaczenie tradycyjnej waluty narodowej będzie równocześnie maleć. Oczywiście pod warunkiem, że wprowadzenie nowego systemu rozliczeniowego okaże się rynkowym sukcesem.

Co ważne – od wielu lat słyszymy również o planach wprowadzenia do powszechnego użytku tzw. SDR, czyli wspólnej, międzynarodowej jednostki walutowej. Być może – choć byłoby to niezwykle przewrotne – to właśnie jej początek, który będzie bazował na systemie wykorzystywanym obecnie do obrotu kryptowalutami, najbardziej znacząco wpłynie na globalny rynek finansowy, zastępując wszystkie dotychczasowe, jak też nowo powstające waluty cyfrowe.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Za 3 lata globalny rynek chmurowych rozwiązań dla contact center będzie wart 15,67 mld dolarów

Za trzy lata globalny rynek chmurowych rozwiązań dla contact center będzie wart 15,67 mld dolarów, a tempo wzrostu do 2021 r. wyniesie 23,6% rok do roku – prognozuje Markets&Markets. Polskie firmy z branży call i contact center również będą inwestowały w chmurowe rozwiązania. Coraz częściej będą to firmy z sektora MŚP.

Do końca 2021 roku globalne inwestycje na rozwiązania IT w chmurze obliczeniowej dla biznesu wyniosą ponad 530 mld dolarów, podają analitycy IDC. – Rynek chmury obliczeniowej rośnie. Ostanie analizy pokazują, że już ponad 90% przedsiębiorstw w 2018 roku będzie korzystać z usług w chmurze. Można powiedzieć, że przekroczyliśmy Rubikon jeśli chodzi o świadomość korzyści wynikających z cloud computingu – wyjaśnia Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która jest dostawcą rozwiązań w chmurze dla firm z branży call i contact center. A to właśnie branża telemarketingowa będzie jedną z tych, które najwięcej będą inwestować w chmurowe rozwiązania w najbliższym latach. Jak prognozuje Markets&Markets, rynek rozwiązań chmurowych dla centrów kontaktu będzie rozwijał się szybciej niż rynek systemów „cloudowych” dla opieki medycznej. Chmura i rozwiązania w niej dedykowane call i contact center będą rosły rok do roku w tempie 23,6%, podczas gdy te dla medycyny o 18,9% rdr.

Tempo, które rok do roku znacząco przekraczać będzie 20%, spowoduje, że za 3 lata rynek chmurowych rozwiązań dla contact center na całym świecie będzie wart 15,67 mld dolarów. Patrząc na rok 2016 będzie to oznaczało aż trzykrotny wzrost. Inwestycje w usługi oparte na modelu cloudowym dla centrów kontaktu w 2021 mają stanowić 3,1% wszystkich wydatków na chmurę na świecie. Dwa lata temu było to 2,5%.

W Polsce w 2018 będziemy świadkami transformacji małego rodzimego biznesu, który coraz chętniej będzie korzystał z chmurowych aplikacji, bo cały świat idzie w tym kierunku. Potwierdzają to prognozy IDC na ten rok, według których tempo wzrostu polskiego rynku chmurowego wyniesie 20%. – mówi Paweł Pierścionek z Cludo. Firma ta szacuje, że w 2018 roku sprzedaż chmurowego systemu wspierającego zarządzanie contact center wzrośnie o blisko 15%. Będzie to wywołane zmianą w postrzeganiu usług w chmurze, szczególnie przez firmy z sektora MŚP jakie wytwarzają 20% polskiego PKB. – Od kilku lat obserwujemy, że podejście do rozwiązań dla call center w chmurze się zmienia. Wynika to w dużej mierze z rosnącego zapotrzebowania na cloudowe rozwiązania ze strony mniejszych firm, której do tej pory do chmury podchodziły sceptycznie – kończy Paweł Pierścionek z Cludo.

To był wyjątkowy rok w branży IT – podsumowanie rynku 2017

W ubiegłym roku  zawirowań na rynku IT było wiele. Stagnacja w przetargach na informatyzację instytucji publicznych wyraźnie odbiła się na kondycji wielu, działających na polskim rynku firm. Nadchodzi jednak ożywienie, a niektórzy prognozują nawet całkowitą reorientację rynku. Według danych firmy Gartner, przyszły rok ma cechować wyraźnie większa dynamika – 4,5 proc. w skali roku. Oznacza to, że światowe wydatki na IT w 2018 roku wzrosną  do 3,65 bln USD – komentuje prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Rynek IT znajduje się obecnie w stanie rewolucyjnych zmian. Na krajowym podwórku szczególnie należy spodziewać się dużych przetasowań dotykających zarówno małe firmy jak i krajowych gigantów informatycznych. Na ten moment w branży nakłada się na siebie szereg procesów globalnych i lokalnych, a efektem tego procesu będzie kompletna zmiana modeli biznesowych sektora.

To będzie rok wyzwań i innowacji  

Kolejne trendy technologiczne jak Industry 4.0, IoT czy Sztuczna Inteligencja w przemyśle – zmieniają sektor wytwórczy, a nowy sposób przekazywania i analizy informacji zmieni nie tylko kanały przekazu, ale również funkcjonowanie całych działów sprzedaży, bankowości czy telekomunikacji. Nie bez znaczenia wydają się też idące w parze z transformacją technologiczną zmiany społeczne oraz sposób interakcji rząd-obywatel. Postępująca informatyzacja oraz przenoszenie wielu kluczowych procesów do chmury rodzi zasadne zapytania o cyberbezpieczeństwo.

Sektor IT ewoluuje więc dalej i w ciągu kilku najbliższych lat stare systemy informatyczne  będą musiały uwzględnić rewolucję technologiczną i społeczną lub zastąpi je coś zupełnie innego. W praktyce, transformacja dotyka nie tylko klientów, ale i firmy informatyczne, odpowiadające na ich potrzeby. Te, które nie przestawią się na nowe produkty, technologie i przede wszystkim model działania – szybciej czy wolniej odejdą z rynku, zostawiając miejsce dla nowych graczy.

Managed Services – tędy idziemy

Rynek światowy wymaga dziś nie tylko większej liczby programistów, ale również programistów nowej generacji. Nowe technologie produkcji i testowania oprogramowania eliminują potrzebę dostaw dużej liczby godzin „prostych prac programistycznych”, jednocześnie przynosząc zapotrzebowanie na wysokospecjalizowane usługi i specjalistów IT o unikatowych kompetencjach. W dalszym ciągu dynamicznie rozwija się outsourcing i tworzenie światowych centrów rozwoju oprogramowania, ale jeszcze bardziej rozpowszechnia się tzw. model Managed Services. Polega on na dostarczaniu do zleceniodawcy nie tylko specjalistów w zakresie IT, ale całych zespołów kompetencyjnych odpowiedzialnych za całkowite zarządzanie projektem. Na światowym rynku wytwórczym i outsorcingowym postępuje konsolidacja, napędzana ciągle utrzymującym się  popytem na specjalistów. W tej sytuacji wciąż poszukiwane są kraje o dużym potencjale programistów, warto podkreślić, że Polska dalej jest jednym z najbardziej interesujących rynków, na który   zamówienia na dostawy usług napływają z coraz większych centrów developerskich i coraz bardziej zaawansowanych technologicznie firm.

Polski rynek IT odbiera z kolei dwa sprzeczne sygnały. Z jednej strony dynamicznie rośnie popyt na usługi outsourcingowe i Managed Services, determinowany głównie zamówieniami z rynku światowego. Z drugiej zaś wciąż doświadcza stagnacji w zamówieniach wielkich inwestycji informatycznych sektora publicznego lub spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Polski rynek IT rośnie więc, ale jednocześnie rosną też koszty pracy oraz konkurencja na rynku pracowników. Na tych zmianach zyskują firmy posiadające własne zasoby, własne centra kształcenia oraz silne zespoły rekrutacyjne. W efekcie na rynku zostaną małe wyspecjalizowane organizacje, a osłabną te o starej, scentralizowanej strukturze i modelu działania opartym o wielomilionowe kontrakty. Na taki stan rzeczy nakłada się zarówno zmiana perspektywy finansowania, zmiana technologiczna, mniejsza rola sprzętu i infrastruktury, a w wielu przypadkach także realizacja projektów przez firmy tzw. „własnymi siłami”. Przykład nowego CEPIK 2.0 realizowanego bezpośrednio przez COI to trend, który może utrzymać się przez kolejne lata, a poprzez Ministerstwo Cyfryzacji sektor publiczny może realizować większość dużych projektów samodzielnie, opierając się o model outsourcingu (przetarg COI o wartości 116 mln w 2017 to najlepszy przykład).

Nie zapowiada się też, by kolejne lata przyniosły zmiany, choć jeśli chcemy nowoczesnej, cyfrowej gospodarki, to informatyzacja musi być kluczowym zagadnieniem realizowanym przez nasz nowy rząd. Skończył się jednak czas wielkich budżetów i niekończących się, przedłużanych projektów, a także prostych dostaw sprzętu i licencji. Nowe zamówienia klientów będą musiały być kreowane poprzez nową funkcjonalność, nowe produkty i unikatowe umiejętności firm IT. Już teraz w przetargach dotyczących utrzymania obsługi widać dużą konkurencję rynkową. Wiele wskazuje na to, że w przyszłości wobec dalszego wzmacniania trendu outsourcingu i chmury, rywalizacja ta będzie jeszcze bardziej zacięta.