Rządowa nowelizacja Ordynacji podatkowej sprzeczna z expose premier Ewy Kopacz

Zmiany w Ordynacji wprowadzają narzędzia, które posłużą do ścigania podatników oraz wpłyną na zwiększenie obciążeń podatkowych. To najgorsze przepisy ostatnich lat, bowiem z jednej strony wprowadzają bardzo groźną dla podatników klauzulę obejścia prawa oraz ograniczają prawo do uzyskiwania interpretacji indywidualnych, z drugiej natomiast charakteryzują się ogólnikowością, brakiem precyzji i wyjątkową restrykcyjnością. Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, mogą mieć one negatywny wpływ na finanse przedsiębiorstw i gospodarkę.

Klauzula Obejścia Prawa

Projektodawca zaproponował ponowne wprowadzenie do polskiego porządku prawnego klauzuli obejścia prawa podatkowego, tym razem w wersji rozbudowanej, choć niepozbawionej wielu wad legislacyjnych i jednocześnie nastawionej represyjnie wobec podatników.

Kluczową kwestią dla stosowania klauzuli ma być stwierdzenie, że doszło do sytuacji, zwanej „unikaniem opodatkowania”.

Zgodnie z projektem za unikanie opodatkowania uważa się:
1) zastosowanie w sposób zamierzony sztucznej konstrukcji prawnej
2) gdzie głównym celem tego działania jest uzyskanie znacznej korzyści majątkowej
3) a efekt uzyskania znacznej korzyści majątkowej nie był przewidziany w przepisach prawa podatkowego oraz jest on sprzeczny z celem i istotą tych przepisów.
W przypadku stwierdzenia, że doszło do unikania opodatkowania wtedy opodatkowanie ma zastosowanie nie do czynności zastosowanej przez podatnika, ale do „rzeczywistego zdarzenia gospodarczego i typowej konstrukcji prawnej”.

Niekonstytucyjność

Projektowana regulacja jest niekonstytucyjna. Po pierwsze, przy ocenie czy doszło do unikania opodatkowania należy się odwoływać „do celów i istoty przepisów”. Nie ważne jest, zatem że podatnik zastosuje prawidłowo przepis (stosując np. wykładnię literalną, – jako metodę dopuszczalną i mającą pierwszeństwo przed innym metodami interpretacji), ale musi poszukiwać ponadto „celów i istoty przepisów”. Tymczasem „cel i istota” przepisów nie są zawarte w ustawie podatkowej. Ustawa podatkowa zawiera, bowiem tylko przepisy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy obowiązek podatkowy (zobowiązanie podatkowe) jest konstruowane w oparciu o elementy pozaustawowe. Ponadto regulacja jest dotknięta wadami, na które już wskazywał Trybunał Konstytucyjny wyroku z dnia 11 maja 2004 r. (K 4/03).

Definicja sztucznej konstrukcji prawnej

W praktyce kluczowe dla ustalenia czy doszło do „unikania opodatkowania” będzie ustalenie w toku postępowania, czy miała miejsce „sztuczna konstrukcja prawna”. Na definicję „sztucznej konstrukcji prawnej” składają się dwa elementy: nadmierna zawiłość konstrukcji oraz brak treści ekonomicznej.

„Nadmierna zawiłość” nie została zdefiniowana w projekcie, co powoduje, że istnieje w tym zakresie duży obszar swobody interpretacyjnej, czym jest owa „zawiłość”. Projektodawca wymienia tu przykładowo niektóre postaci zawiłości jak np. „realizowanie konstrukcji przez podmioty pośredniczące”, niemniej jednak definicja ta nie jest zamknięta.
Brak treści ekonomicznej posiada natomiast zamkniętą definicję poprzez wskazanie trzech typów „braku treści ekonomicznej”. Jedną z postaci „braku treści ekonomicznej” jest „brak adekwatności konstrukcji lub jej zbędność dla realizacji zdarzenia gospodarczego”.
Zestawiając, zatem przesłankę niedookreślonej „nadmiernej zawiłości” oraz „braku adekwatności do zdarzenia gospodarczego” stawiamy podatnika w bardzo ryzykownej sytuacji, w której niemalże każda transakcja przeprowadzona zgodnie z prawem, jednakże niecharakteryzująca się oczywistą prostotą (np. „kupno-sprzedaż towaru z terminem zapłaty 14 dni), może być uznana za „sztuczną konstrukcję prawną”.

Definicja znacznej korzyści majątkowej

Wbrew zapowiedziom nie będzie to instrument, który ma mieć zastosowanie do dużych podatników dokonujących optymalizacji na wielką skalę. Zgodnie z definicją zawartą w projekcie: znaczna korzyść podatkowa to korzyść przekraczająca 50 tys., zł. za rok podatkowy lub inny okres rozliczeniowy. Oznacza to, że podmiotowy zakres klauzuli dotyczy nie tylko dużych, ale także średnich jak i małych przedsiębiorców. Ewentualnie poza zakresem klauzuli pozostanie część mikro przedsiębiorców.

Działanie prawa wstecz

Zgodnie z projektem wprowadzane przepisy stosuje się do zobowiązań podatkowych powstałych od dnia 1 stycznia 2016 r. Taki zapis jest niewystarczający. Przepis przejściowy powinien stanowić gwarancję, że nowowprowadzane sankcyjne przepisy nie będą mieć zastosowanie do czynności wykonywanych w okresie 5 lat wstecz.

Podatnik, bowiem mógł dokonać pewnej czynności, kilka lat wcześniej, której skutki podatkowe mogą się pojawić również po 1.01.2016. Dla przykładu dotyczyć to może:
1) odpisów amortyzacyjnych dokonywanych po 1 stycznia 2016 r. od środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych nabytych przed dniem 1 stycznia 2016 r.
2) kosztów uzyskania przychodów od wydatków na nabycie towarów i usług poniesionych przed 1 stycznia 2016 r., których zaliczenie w koszty uzyskania przychodu nastąpi zgodnie
z przepisami Ustawy PIT i Ustawy CIT po 1 stycznia 2016 r.
3) odliczenia podatku naliczonego związanego z dostawą towarów i świadczeniem usług dokonanymi na rzecz podatnika przed 1 stycznia 2016 r. w związku, z którymi odliczenie podatku naliczonego może nastąpić na podstawie przepisów Ustawy o VAT po 1 stycznia 2016 r.
4) 4) zaliczenia po dniu 1 stycznia 2016 r. do kosztów uzyskania przychodu wydatków po ich uregulowaniu w związku z korektą kosztów uzyskania przychodu dokonaną przed 1 stycznia 2016 r. na podstawie art. 24d Ustawy PIT i art. 15b Ustawy CIT.
Zapis obecny nie realizuje zasady ochrony praw nabytych oraz związanej z nią zasady dotrzymywania umów i zasady ochrony interesów w toku.

Zmiany dotyczące interpretacji

Interpretacje prawa podatkowego – indywidualne i ogólne – stanowią obecnie obok orzecznictwa sądów administracyjnych jeden z filarów wiedzy dla podatników o sposobie stosowania i interpretowania prawa podatkowego. Przy ciągłej złożoności i niewielkiej przyjazności systemu podatkowego w naszym kraju (zgodnie z rankingiem Paying Taxes 2014 jesteśmy dopiero na 113 miejscu w świecie) mechanizm interpretacji, zwłaszcza indywidualnych, jest obecnie jednym z chwalonych i dających poczucie ochrony i pewności prawa podatkowego.

Tymczasem procedowana nowelizacja ustawy – Ordynacja podatkowa zakłada bardzo głęboką ingerencję w dzisiejsze mechanizmy i może gruntownie zdemontować system interpretacji indywidulanych. Proponowane zmiany obejmą:
1. Odmowę wydawania interpretacji indywidualnych, których stan faktyczny odpowiada wydanej interpretacji ogólnej. Wprowadzenie tej regulacji spowoduje:
-  pozbawienie podatników możliwości skargi do sądu administracyjnego, tym samym faktyczne związanie jednostronną niezaskarżalną decyzją Ministra Finansów;
-  istotne zmniejszenie stałości otrzymanej interpretacji w razie zmiany zdania Ministra Finansów – zmiana interpretacji ogólnej spowoduje także utratę ochrony podatników, przy braku weryfikacji tych decyzji przez sądy administracyjne, podnosząc tym samym ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej w wybranym modelu biznesowym. Dziś zmiana interpretacji indywidulanej jest możliwa jedynie w drodze zmiany prawa lub decyzją Ministra, która jednak podlega merytorycznej weryfikacji przez niezawisły sąd;
-  wygaszenie orzecznictwa sądowego w sprawach interpretacyjnych – brak możliwości skarg na rozstrzygnięcia interpretacyjne (gdzie wydane zostaną interpretacje ogólne) spowoduje w sprawach systemowych likwidację tego źródła wiedzy podatkowej;
 – znaczące podniesienie ryzyka sporu merytorycznego z organami skarbowymi poprzez jego przeniesienie na etap postępowań podatkowych z potencjalnymi sankcjami odsetkowymi i karnoskarbowymi;
- możliwość faktycznego wprowadzenia „ministerialnego” systemu podatkowego – istotny brak orzecznictwa sądowego, przy nieuchronnej obawie podatników, aby działać inaczej niż w interpretacji ogólnej sprawi, iż sposób interpretacji przepisu przez Ministra Finansów (w drodze interpretacji ogólnej) będzie powszechnie obowiązującym prawem, a ochronę da jedynie przyjmowanie podejścia zgodnego z oczekiwaniem organu.
2. Wygaszanie interpretacji indywidualnych niezgodnych z interpretacją ogólną – rozwiązanie jest konsekwencją powyższego, a spowoduje:
- pozbawianie podatników jednostronnymi, merytorycznie niezaskarżalnymi sądowo decyzjami Ministra Finansów już nabytej ochrony prawnej;
- potencjalne nadanie decyzjom Ministra mocy faktycznego uchylania skutków prawomocnych wyroków sądów administracyjnych (w tym NSA), poprzez następcze wydanie interpretacji ogólnej i wygaszanie przegranych rozstrzygnięć;
- istotne zmniejszenie ochrony i pewności rozstrzygnięć wydawanych podatnikom – otrzymana, prawomocna interpretacja na bazie, której przedsiębiorcy konstruują i prowadzą biznes będzie nieodwracalnie uchylana z dnia na dzień (formalnie ochrona interpretacją wprawdzie będzie nadal trwała do końca okresu – w VAT/akcyzie do końca miesiąca, jednak na zmianę modelu prowadzenia działalności potrzeba znacznie więcej czasu), zaś dzisiejsza zmiana interpretacji podlega kontroli sądowej;

- dodatkowo – przepis przejściowy zezwala na wygaszanie interpretacji wydanych w obecnym stanie prawnym, co stanowi swoiste naruszenie praw nabytych, gdyż podatnicy dostali dziś zaskarżalne rozstrzygnięcia (nierzadko po wyrokach) wchodząc w procedurę dzisiejszej Ordynacji podatkowej, zaś nowelizacja wprowadza nowe restrykcyjne narzędzie do stosowania wobec już obowiązujących aktów. Minister będzie mógł nie tylko odebrać ochronę w sprawach, gdzie sądy nie podzielają jego stanowiska, ale także nie dopuścić do wydania kolejnych, niekorzystnych dla siebie orzeczeń wydając interpretację ogólną.

Wskazane wyżej zmiany motywowane są przez projektodawców:
1) koniecznością wzmocnienia jednolitości prawa, tymczasem nie pozbawiając podatników dzisiejszych rozwiązań można to osiągnąć w większym stopniu integrując/specjalizując ośrodki wydające interpretacje (co przecież jest planowane), a także zwiększając ilość interpretacji ogólnych;

2) zasadnością zmniejszenia obłożenia organów interpretacyjnych – to również jest możliwe do uzyskania poprzez szersze stosowanie instytucji interpretacji ogólnych przez Ministra Finansów, podatnicy widząc rozstrzygnięcie ogólne uwzględniające dorobek sądowy i niemające charakteru profiskalnego nie składaliby kolejnych wniosków indywidualnych; dodatkowo dynamika wzrostu ilości interpretacji wyraźnie się osłabiła; warto także zwrócić uwagę, iż wydawanie postanowień o odmowie wydania interpretacji i wygaszanie już wydanych będzie wymagało tożsamego nakładu czynności (analizy stanu faktycznego), jaki dziś jest wkładany w procedurę zmiany interpretacji indywidulanej, a tam, gdzie podatnicy po zażaleniu potwierdzą/wygrają w sądzie swoje różnice w stanie faktycznym i Minister będzie musiał wydać interpretację indywidualną – ten nakład wręcz się zwiększy;

3) poprzez wskazanie, że podatnicy wciąż będą mogli się zapoznać ze stanowiskiem Ministra otrzymując ochronę – sytuacja w której ponad połowa interpretacji indywidualnych jest uchylana przez sądy wyraźnie wskazuje na ich częstą niezgodność z prawem i profiskalność. Poleganie zatem przez przedsiębiorców na wyłącznych rozstrzygnięciach organu, przy jednoczesnym odcięciu wyroków sądowych, z dużą dozą prawdopodobieństwa pogorszy sytuację podatników.
Oczywiście dostrzegamy także pozytywne zmiany w systemie interpretacji (możliwość wystąpienia z wnioskiem dwóch lub więcej stron, zamieszczanie szerszych informacji w BIP, wprowadzenie możliwości zmiany interpretacji na etapie wezwania do usunięcia naruszenia prawa) – nie są one znaczące w obliczu tak istotnej próby demontażu systemu interpretacji indywidualnych.

Zdecydowanie zatem postulujemy zaniechanie tak niekorzystnej z punktu widzenia przedsiębiorców modyfikacji systemu i w tej części zachowanie jego dzisiejszej ochronnej i dającej pewność prawa funkcji, także w oparciu o gwarancję sądowej weryfikacji niezgodnych z prawem rozstrzygnięć.

Odsetki od zaległości podatkowych

Proponowana nowelizacja Ordynacji podatkowej wprowadza nowy system naliczania odsetek od zaległości podatkowych powstałych po dniu 1 stycznia 2015 r.:

1) Podatnicy, którzy skorygują, w sposób nieprzymuszony działaniami organów skarbowych (kontrolą lub czynnościami sprawdzającymi), deklarację podatkową w ciągu pierwszych 6 miesięcy od jej złożenia i wpłacą zaległości w ciągu 7 dni od korekty mają skorzystać z obniżonej stawki odsetek w wysokości połowy standardowej stawki (czyli 5% – połowę z obecnie obowiązującej stawki standardowej – 10% rocznie).

2) W przypadku danin pośrednich (VAT, akcyza, cła) ma obowiązywać stawka podwyższona – 20% rocznie (obliczona jako 200% standardowej stawki odsetek), jeżeli zaległość w tych podatkach zostanie:
 – stwierdzona przez organy w trakcie postępowania podatkowego,
 – gdy podatnik nigdy nie złożył odpowiedniej deklaracji ani nie wpłacił podatku, albo
  – gdy deklaracja została skorygowana przez podatnika w wyniku kontroli lub czynności sprawdzających organów skarbowych (w ostatnim przypadku jedynie gdy kwota zaniżenia przekraczała 25% kwoty należnej).
3) W pozostałych przypadkach będzie stosowana standardowa stawka odsetek (obecnie 10%).

W zamierzeniu Ministerstwa Finansów obniżone odsetki (5%) mają promować szybkie (w ciągu 6 miesięcy) korygowanie błędów przez podatników, zaś odsetki podwyższone (20%) mają stanowić dodatkowy bat na nieuczciwych podatników. W efekcie jednak podatnicy, którzy nie zdążą z korektą w ciągu 6 miesięcy zapłacą 10% odsetki, jeśli nie 20% w przypadku zaległości w VAT lub akcyzie.

Proponowane rozwiązanie dotyczące obniżonych odsetek jest ewidentnie niekorzystne dla uczciwych podatników w porównaniu do obecnego systemu. Propozycja stosowania obniżonych odsetek (50% stawki podstawowej) wyłącznie przez 6 miesięcy od daty deklaracji podlegającej samokorekcie przez podatnika odbiera dotychczasowe uprawnienie stosowania obniżonych odsetek (75% stawki podstawowej, czyli 7,5%) przez cały okres (tj. 5-6 lat) do przedawnienia zobowiązania podatkowego. Niewymuszone autokorekty deklaracji pozwalają administracji podatkowej na zmniejszenie kosztów związanych z prowadzeniem kontroli i sporów podatkowych oraz są przejawem woli podatników do rozliczania się zgodnie z przepisami.

Postulujemy zatem utrzymanie dotychczasowego uprawnienia podatników do obniżonych odsetek (75% stawki podstawowej) przez cały okres do przedawnienia zobowiązania podatkowego. Stawka 50% stawki podstawowej w pierwszych 6 miesiącach może stanowić uzupełnienie stanu dotychczasowego a nie jego zastąpienie.

Rozwiązanie dot. podwyższonej stawki (200% stawki podstawowej) powinno być znacząco ograniczone jako dodatkowa sankcja finansowa dla nieuczciwych podatników VAT i akcyzy. Obawiamy się jednak, że okaże się ono batem na uczciwych podatników, którzy popełnili błędy w rozliczeniach, często spowodowane zmieniającymi się interpretacjami prawa podatkowego. W praktyce to uczciwi podatnicy poniosą ciężar takich odsetek, gdyż takich odsetek nie będzie można wyegzekwować od przestępców podatkowych (działających często przez firmy-słupy).

W szczególności podwyższona stawka odsetek (200% stawki podstawowej) nie powinna być stosowana w przypadku autokorekt dotyczących pomyłek, co do rozpoznania we właściwym okresie rozliczeniowym (tj. gdzie podatnik zapłacił już wcześniej podatek, choć za błędny okres). Należy bowiem odróżnić takie przypadki, gdzie podatnik zapłacił podatek, od sytuacji nieuczciwych podmiotów, które w ogóle nie wykazały, ani nie zapłaciły należnego podatku.

Konfederacja Lewiatan

Nowa minister infrastruktury i rozwoju musi przygotować strategię na kolejnych 7 lat. Wśród priorytetów elektroniczny pobór opłat

CEO Magazyn Polska

Nowa minister infrastruktury i rozwoju obejmuje stanowisko w trudnym okresie przejściowym pomiędzy dwiema unijnymi perspektywami budżetowymi. Wśród najpilniejszych zadań jest rozliczenie wydatków z perspektywy 2007-2013 i strategia inwestycji na kolejnych 7 lat. Jedną z pierwszych powinno być przejście na elektroniczny system poboru opłat na autostradach.

 To jest bardzo krytyczny okres dla rozwoju całego systemu transportowego w Polsce. Po pierwsze, przełom kolejnych okresów budżetowych, więc ogromne wzywania. Po drugie, dostosowanie istniejących systemów do tego, jaki jest popyt, oraz do tego, w jaki sposób zarządzać popytem na transport, w jaki sposób robić to inteligentnie, nowocześnie i innowacyjnie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Dąbrowska, prezes Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych.

Czas na rozliczenie projektów z lat 2007-2013 upływa z końcem 2015 r., z kolei kumulacja nowych przetargów wystąpi najprawdopodobniej w latach 2016-2017. Dąbrowska ocenia, że Maria Wasiak będzie kontynuowała politykę swojej poprzedniczki Elżbiety Bieńkowskiej, która odchodzi do Brukseli na stanowisko komisarz europejskiej ds. przedsiębiorczości i rynku wewnętrznego.

Wyzwaniem jest takie zaplanowanie inwestycji, by uniknąć problemów z poprzednich lat. Choć w Polsce budowało się najwięcej w historii, wielu wykonawców z sektora budowlanego miało poważne problemy. Wiele inwestycji przebiegało też z opóźnieniami, zarówno w drogownictwie, jak i kolejach.

‒ Ważnym elementem jest kwestia powiązania programu innowacji i ich wdrażania, również w transporcie, infrastrukturze, z programem inwestycyjnym – podkreśla Dąbrowska. ‒ Mamy jeszcze dużo do zrobienia – kolejne odcinki autostrad, linii kolejowych, inwestycje punktowe na kolei, które powinny usprawnić przepływ towarów, zwłaszcza z i do polskich portów morskich, więc wszystkie elementy związane z transportem kolejowym i intermodalnym.

W drogownictwie ważnym projektem, łączącym inwestycje infrastrukturalne z innowacją, jest odejście od manualnego systemu poboru opłat. Zaproponowała to poprzednia minister, a według Dąbrowskiej Wasiak nie powinna zmienić tych planów, zwłaszcza że elektroniczny pobór opłat został już przetestowany w przypadku samochodów ciężarowych i sprawdził się. Pilotażowe wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat od samochodów osobowych możliwe jest już w 2015 r.

‒ Udrożnienie tych wąskich gardeł, jakimi są bramki na autostradach, będzie także bardzo istotnym elementem rozwoju gospodarczego. Zwiększenie liczby wjazdów na autostrady pozwoli przyłączyć do całego systemu transportowego gminy, samorządy, które mogą się rozwijać, stworzyć kolejne miejsca pracy, przyciągać inwestorów – uważa Dąbrowska.

Dodaje, że wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat dla aut osobowych na autostradach to oszczędność nawet kilkunastu miliardów złotych dzięki zmniejszeniu korków, poprawie przepustowości oraz redukcji kosztów związanych z manualnym poborem opłat.

Na likwidacji bramek i szlabanów na autostradach skorzystają nie tylko turyści – choć letnie korki zwłaszcza na autostradzie A1 są mocno nagłaśniane – lecz przede wszystkim osoby na co dzień korzystające z sieci szybkich dróg.

‒ Problem zaczyna się pojawiać nie tylko w czasie wakacyjnym, lecz także w czasie codziennych biznesowych relacji i podróży, które są realizowane przez mieszkańców Śląska, Mazowsza czy Wielkopolski. To jest problem gospodarczy, który będzie narastał, bo z roku na rok nie maleje, tylko dynamicznie rośnie liczba pojazdów, które poruszają się po naszych drogach – zapowiada Dąbrowska.

Według niej wykorzystanie technologicznych innowacji i opracowanie dobrej strategii inwestycji na kolejne lata pozwoli lepiej wykorzystać unijne środki. Celem musi być przede wszystkim uniknięcie powtórki kryzysu w branży budowlanej, spowodowanej walką o jak najtańszą realizację kontraktów z poprzedniej perspektywy budżetowej.

ARiMR: Zmieniają się zasady przyznawania płatności bezpośrednich. Szacowana stawka wyniesie około 110 euro za hektar

W przyszłym roku zmieniają się niektóre zasady przyznawania płatności w ramach systemu dopłat bezpośrednich dla rolników. Producenci żywności będą mogli ubiegać się o nie do mniejszej niż w tym roku powierzchni. Właścicielom gospodarstw rolnych będzie przysługiwały także dopłaty do produkcji zwierzęcej, upraw niektórych roślin, za zazielenianie i produkcję tytoniu. Na wsparcie mogą liczyć także młodzi rolnicy.

W nowej perspektywie finansowej 2015-2020 na płatności bezpośrednie będzie przeznaczonych 20 mld 129 mln euro. Rolnicy będą mogli ubiegać się o jednolitą płatność obszarową (do ha kwalifikujących się gruntów ornych), na zazielenienie, płatność dodatkową (w przedziale od 3 do 30 ha), do sektorów produkcji zwierzęcej i upraw roślin.

O płatność dodatkowa będą mogli ubiegać się także młodzi rolnicy. Przewidywane jest również wdrożenie wsparcia krajowego w zakresie płatności dla plantatorów tytoniu, która ma być realizowana na zasadach mijającej perspektywy finansowej – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Renata Mantur, dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR),

Dodatkowo rolnicy będą mogli wstąpić do tzw. systemu małych gospodarstw.

Może do niego zgłosić akcesję każdy rolnik, z tym że kwota maksymalna, jaką będzie mógł otrzymać, wyniesie maksymalnie 1250 euro – mówi Mantur. – Osoby uczestniczące w systemie, będą zwolnione z obowiązku realizacji trzech praktyk dotyczących zazielenienia. Nie będą również objęte kontrolami w zakresie wzajemnej zgodności, a dane o kwotach, które otrzymali nie będą publikowane na stronach internetowych.

Zmieniają się jednak zasady przyznawania płatności oraz schematów pomocowych.

Tak jak w latach ubiegłych będzie realizowany uproszczony system płatności bezpośrednich, czyli jednolita płatność obszarowa – zapewnia dyrektor Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – Będzie ona przysługiwała do kwalifikującego się hektara rolnikowi, który posiada co najmniej jeden hektar gruntów rolnych. Jednak osoby, które ubiegają się jednocześnie o wsparcie związane z produkcją, będą mogły starać się o płatności bezpośrednie do mniejszej powierzchni. Ale tylko wówczas zostanie ona przyznana, gdy minimalna kwota płatności bezpośrednich za dany rok będzie większa niż 200 euro.

Na jednolitą płatność bezpośrednią zostanie przeznaczone ponad 3 mld 300 mln euro, a szacowana stawka będzie wynosiła ok. 110 euro.

Następną dotacją, o którą będą mogli ubiegać się rolnicy, jest tzw. płatność na zazielenienie. Ona będzie przysługiwała do hektara zakwalifikowanego do jednolitej płatności obszarowej, ale tylko gdy rolnik spełni obowiązkowe praktyki zazielenienia.

Dotyczy to rolników, którzy posiadają powyżej 10 ha gruntów ornych i którzy mają trwałe użytki zielone – mówi Mantur. – Rolnicy, którzy posiadają więcej niż 10 ha, będą musieli mieć dwie uprawy, jeżeli powierzchnia gruntów ornych w gospodarstwie będzie większa niż 30 ha, będą musieli mieć trzy uprawy. Uprawa główna nie może przy tym zajmować więcej niż 75 proc. powierzchni gruntów ornych. To istotna informacja dla osób, które jesienią będą siać rośliny ozime. Zasiewy będą już miały znaczenie dla realizacji zazielenienia.

Kolejnym obowiązkiem w zakresie dywersyfikacji jest posiadanie trzech upraw (gdy rolnik ma powyżej 30 ha gruntów ornych).

Taka osoba musi prowadzić trzy uprawy, z tymże główna nie może zajmować więcej niż 75 proc. gruntów ornych, a dwie główne – nie więcej niż 95 proc. – precyzuje Mantur.

Istotną praktyką jest obowiązek posiadania tzw. obszarów proekologicznych.

To np. obszary zalesione, rowy do sześciu metrów, uprawy zagajników o krótkiej rotacji, strefy buforowe, miedze i szereg innych elementów – tłumaczy Renata Mantur.

Średnia szacowana stawka płatności na jeden hektar z tytułu realizacji praktyk za zazielenienie, jak informuje dyrektor ARiMR, wynosi około 74 euro. Rolnicy którzy będą ubiegać się o jednolita płatność obszarową, otrzymają 184 euro. Poza tym rolnikom będzie przysługiwała tzw. płatność dodatkowa do gruntów kwalifikujących się do jednolitej płatności obszarowej. Osoby posiadające gospodarstwo o powierzchni od 3 do 30 ha otrzymają około 41 euro.

Provident wprowadza darmowe ubezpieczenie medyczne do pożyczek, w tym wizytę lekarza w domu i zwrot za leki

CEO Magazyn Polska

Każdy nowy klient, który pożyczy w Providencie co najmniej 1 tys. zł, będzie mógł skorzystać z pakietu medycznego AXA. Oferta nie ma ograniczeń wiekowych. Pakiet zapewnia pomoc w razie wypadku lub nagłej choroby.

– Jest możliwość zamówienia lekarza do domu, lekarskiej wizyty domowej, także wizyty specjalisty, pielęgniarki, fizjoterapeuty oraz transportu medycznego. Najważniejsza jest chyba jednak możliwość refundacji leków do 200 złotych na podstawie recepty – wylicza w rozmowie z Newseria Biznes Tomasz Pietruszewski, kierownik ds. rozwoju produktu i rynku w Providencie. – Drugą częścią tego ubezpieczenia są świadczenia hospitalizacyjne. Klient, jeżeli trafi do szpitala, może dostać 50 zł za każdy dzień pobytu w szpitalu, licząc od trzeciego dnia. Jest to świadczenie maksymalnie do 9 tys. złotych.

Ubezpieczenie medyczne dla kredytobiorcy jest dodatkową korzyścią z zaciągnięcia pożyczki. Faktycznie obniża jej koszt, bo pozwala oszczędzać na wydatkach zdrowotnych.

– Pakiet medyczny traktujemy jako coś, co jest realną korzyścią dla klienta, a z naszej strony możliwością budowania długotrwałej relacji z klientem – zaznacza Tomasz Pietruszewski. – Pakiet medyczny trwa rok, bez względu na to, na ile została wzięta pożyczka. Liczymy, że to jest główny benefit od nas, a nie tylko narzędzie sprzedażowe.

Jak każdy produkt ubezpieczeniowy pakiet medyczny dla klientów Providenta obejmuje ochroną wiele przypadków, pewnych jednak nie obejmuje. Obie firmy starają się, by ubezpieczeni zdawali sobie z tego sprawę.

– Przygotowaliśmy materiały, w których pokazujemy, jaki jest zakres ubezpieczenia, kiedy mówimy o korzyściach ubezpieczenia. Ale mówimy też o tych elementach, które nie są objęte ochrona ubezpieczeniową – mówi Mariusz Wójcik, członek zarządu AXA Życie. Zależy nam na tym, by klient otrzymał pełną informację o tym, w jakim zakresie jest ubezpieczony, a w jakim nie jest ubezpieczony.

Bezpłatny pakiet medyczny ma być elementem promocji, która nie tylko przyciągnie do obu firm nowych klientów, lecz także zwiążę ich z nimi na dłużej.

– Ważne dla nas jest to, żebyśmy byli w stanie wspólnie zweryfikować proces sprzedaży ubezpieczenia – podkreśla Mariusz Wójcik. – Żebyśmy byli wspólnie z naszym partnerem pewni co do tego, że wszelkie informacje kluczowe są przekazywane klientowi. Oprócz sprzedaży bardzo ważne dla nas jest również utrzymanie tego klienta, czyli odpowiedni sposób obsługi.

Łączenie produktów ubezpieczeniowych z produktami innych firm to perspektywiczna część rynku. Pozwala zdobywać nowych klientów i rozszerzać działalność. Choć na razie to nisza rynkowa, z czasem może stać się ważną częścią sektora ubezpieczeniowego.

– Widzimy, że krok po kroku zaczynają pojawiać się na rynku nowe programy ubezpieczeniowe, które tworzone są wspólnie z rożnego rodzaju firmami – zauważa Mariusz Wójcik z AXA. – Chcemy wejść mocniej w ten segment, widzimy tutaj duży potencjał, dlatego chcielibyśmy bardziej rozwijać nowe produkty dla tego segmentu.

Polskie firmy szukają nowych rynków zbytu

Trudna sytuacja na Wschodzie powoduje, że eksporterzy szukają nowych rynków zbytu, również tak egzotycznych, jak Malediwy czy Belize. Prawie co piąta firma deklaruje, że w decyzji o podjęciu współpracy z zagranicznym partnerem mogłoby pomóc sprawdzenie jego wiarygodności i wypłacalności.

Polscy przedsiębiorcy próbują zrekompensować straty wynikające z sytuacji panującej na wschodzie Europy oraz trudności we współpracą z krajami Unii Europejskiej. Wszystko to powoduje, że coraz intensywniej szukają alternatywnych rynków zbytu. Widać to szczególnie po liczbie pytań, które otrzymuje nasza wywiadownia handlowa – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Wiliński, dyrektor ds. rozwoju usług informacji i windykacji w Coface.

Dane Ministerstwa Gospodarki wskazują, że w związku z trudną sytuacją w regionie w I półroczu znacząco zmniejszył się eksport na rynki wschodnie. Sprzedaż towarów na Ukrainę spadła o ponad 26 proc., a do Rosji o blisko 11 proc. Dynamiczny wzrost odnotowano natomiast w eksporcie do krajów rozwijających się – dwukrotnie wzrósł eksport do Algierii, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich o 64 proc., a do Arabii Saudyjskiej o ponad 45 proc. Przedsiębiorcy interesują się również krajami dalekowschodnimi, nie tylko Chinami i Indiami, lecz także Japonią.

Otrzymujemy pytania dotyczącego całego świata, w ostatnim czasie m.in. z Malediwów, Kataru, Belize, czyli rajów podatkowych – przyznaje Wiliński.

Jak wynika z badań przeprowadzonych wśród małych i średnich przedsiębiorstw przez Bibby Financial Services, 20 proc. badanych przyznaje, że pomoc w sprawdzeniu wiarygodności kontrahenta mogłaby ich skłonić do nawiązania współpracy handlowej. 15 proc. deklaruje, że do wejścia na inne rynki brakuje im większej wiedzy na ich temat. Przedsiębiorcy, którzy zwracają się do Coface z prośbą o stworzenie raportu handlowego, szukają informacji, na bazie których będą mogli podjąć decyzję odnośnie nawiązania bądź kontynuowania współpracy.

Informacje, które dostarczamy, zawierają w szczególności wszystkie dane dotyczące rejestracji danego podmiotu. Są to również informacje finansowe i te oparte na naszych doświadczeniach, jako ubezpieczyciela należności, firmy faktoringowej i windykacyjnej – podkreśla ekspert Coface.

Raporty handlowe wspomagają procesy decyzyjne oraz zwiększają bezpieczeństwo handlowe. Choć większość podanych informacji znajduje się w powszechnie dostępnych publikacjach sądowych i gospodarczych, to dotarcie do nich często wiąże się z dodatkowymi kosztami i jest czasochłonne.

W raportach są też informacje oparte na naszych doświadczeniach. Wskaźnikiem, który pokazuje poziom wiarygodności klienta, jest limit rekomendowany przez Coface – tłumaczy Wiliński.

Raport podaje też ocenę ryzyka nawiązania współpracy z danym podmiotem, a dzięki stosowanemu systemowi również prawdopodobieństwo niewypłacalności w ciągu najbliższego roku. Jak podkreśla Wiliński, Coface jest w stanie dostarczyć raporty o firmach zagranicznych z każdego zakątka świata.

Dla przedsiębiorców istotna jest  szybkość dostarczenia danych, dlatego oferujemy możliwość pobierania informacji online. W danym momencie można pobrać informację o firmie funkcjonującej np. we Francji czy w innych krajach, z którymi dany przedsiębiorca chce współpracować – mówi Szymon Wiliński.

Łatwiejsze inwestycje w specjalnych strefach ekonomicznych, ale z niższym wsparciem publicznym. Rząd przyjął nowe przepisy

CEO Magazyn Polska

Dzięki przyjętym wczoraj przez rząd zmianom w przepisach o specjalnych strefach ekonomicznych mają się poprawić warunki dla małych i nowych inwestorów. Choć z uwagi na wdrożenie unijnego prawa maksymalna wysokość pomocy publicznej będzie maleć, w ciągu najbliższych lat inwestorzy mogą liczyć na nawet 500 mln euro rocznie. SSE stają się coraz ważniejszym czynnikiem, bo maleje dostępność innych sposobów wsparcia.

W tym momencie specjalne strefy ekonomiczne nabierają zupełnie innej atrakcyjności. One w wielu przypadkach są jedyną możliwością przyciągnięcia inwestora, jedyną możliwością dania mu tej zachęty do inwestowania. Z tej perspektywy to bardzo duży motywator, a dla niektórych inwestorów nawet jedyny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej PwC Polska.

Rada Ministrów na wczorajszym posiedzeniu przyjęła trzy nowe projekty związane z SSE. Nowelizacja ustawy o strefach ma ułatwić składanie wniosków o przyznanie pomocy publicznej. Pomoc publiczna dla inwestorów w SSE została w projekcie nowelizacji dokładnie sprecyzowana, pojawiły się także zasady dotyczące zwrotu wsparcia. Projekt resortu gospodarki ma też na celu ujednolicenie zasad zmiany zezwolenia na działalność w strefie, przede wszystkim w zakresie obniżenia warunku zatrudnienia.

Przyjęte rozporządzenia zmieniają kryteria dotyczące obejmowania nowych gruntów specjalną strefą ekonomiczną oraz wprowadzają unijne wymogi związane z obniżeniem maksymalnej wysokości wsparcia publicznego.

Przede wszystkim główna zmiana to wprowadzenie nowej mapy pomocy regionalnej, bo jednak Polska już jest trochę bogatszym krajem, niż była 7 lat temu. Właściwie bez zmian pozostaną tylko województwa wschodnie. Ta mapa pomocy regionalnej w tym kształcie będzie obowiązywała tylko do końca 2016 roku. A od początku 2017 roku będziemy mieli jeszcze mniejsze progi – tłumaczy Tylman.

Zgodnie z rozporządzeniem maksymalna wysokość wsparcia dla województw wschodnich wyniesie 50 proc. kosztów kwalifikowanych, 25 proc. w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i śląskim, 20 proc. w regionie warszawskim zachodnim, 15 proc. w samej Warszawie i 35 proc. w pozostałych regionach kraju. Na maksymalną intensywność pomocy publicznej mogą liczyć jedynie mali przedsiębiorcy – dla średnich i dużych inwestorów progi są proporcjonalnie niższe.

Kolejna zmiana jest dosyć istotna dla tych, którzy szykują w tej chwili do rozszerzenie strefy o grunty. Zmiany wprowadzają kryteria wejścia. Dla niektórych województw te standardowe kryteria wejścia będą obniżone o 20 i o 30 proc., ale tylko do końca 2016 roku, a od 2017 roku będą one o wiele bardziej ostre – podkreśla Tylman.

Zgodnie z rozporządzeniem dla powiatów o niskiej stopie bezrobocia chcący rozszerzyć SSE inwestor musi zadeklarować stworzenie co najmniej 400 nowych miejsc pracy lub zainwestować co najmniej 280 mln zł, czyli o 20 proc. mniej niż obecnie. Jednak dla powiatów o stopie bezrobocia przekraczającej średnią krajową wymogi te zostały obniżone aż o 30 proc. i wynoszą odpowiednio od 140 do zaledwie 35 miejsc pracy (w zależności od stopy bezrobocia) lub od 97 do 12 mln zł.

Tylman dodaje, że choć po 2016 r. można spodziewać się zaostrzenia warunków pomocy publicznej w SSE, to instrument ten pozostanie atrakcyjny. Unijna perspektywa budżetowa na lata 2014-2020 zakłada niemal całkowitą rezygnację z pomocy publicznej dla dużych inwestorów poza SSE, trudniej o środki będzie też małym i średnim przedsiębiorcom. Dlatego SSE pozostaną jedynym tak dużym i dostępnym sposobem uzyskania wsparcia.

Ministerstwo Gospodarki przypomina, że średnia roczna wartość inwestycji w SSE, na które zezwolenia wydano w ciągu ostatnich trzech lat, wyniosła 6,5 mld zł. Resort szacuje, że w kolejnych latach średnioroczne koszty powinny wynieść ok. 6 mld zł, co przy założeniu średnio 35-proc. wsparcia publicznego przełoży się na ok. 500 mln euro (ponad 2 mld zł) dotacji rocznie.

Spada konsumpcja chleba w Polsce. Na rynku coraz więcej produktów chlebopodobnych

CEO Magazyn Polska

Polacy jedzą coraz mniej chleba. Przeciętny Polak kupuje rocznie ok. 50 kg pieczywa. To dwukrotnie mniej niż na początku przemian w naszym kraju. Na rynku przybywa też wypieków niższej jakości, które kwalifikuje się jako produkty chlebopodobne.

– Konsumpcja chleba spadła znacząco w porównaniu z latami 90. czy jeszcze wcześniejszym okresem – ocenia dr Robert Księżopolski, prezes Fundacji Chleb to Zdrowie. – Wiąże się to między innymi z bogaceniem się społeczeństwa, zastępowaniem produktów zbożowych przez inne produkty, które są bardziej przetworzone. Jeżeli chodzi o dane liczbowe, to tutaj możemy mówić o nawet takim dwukrotnym spadku spożycia chleba w porównaniu z początkiem lat 90.

Problemem rynku chleba w Polsce jest jego jakość. W sklepach można znaleźć zarówno wypieki najwyższej jakości, jak i wyroby chlebopodobne. Wiele osób kupując wypieki, które pięknie wyglądają na półce, ale smakują dużo gorzej, zraża się i ogranicza spożycie chleba. Dlatego promując pieczywo, trzeba dać konsumentowi gwarancję, że to, za co płaci i co będzie jadł, ma wysoką jakość.

– Chcielibyśmy mieć informacje o tym, w jaki sposób jest ono produkowane, z jakich składników, z jakiej mąki, z jakich ziaren – podkreśla dr Księżopolski. – Informacja ze strony producentów, jest niezbędna do tego, żeby uzyskać produkt najwyższej jakości, żeby konsument wiedział o tym, że to jest taki produkt, żeby tworzył się rodzaj kontraktu społecznego pomiędzy producentem a konsumentem, rodzaj zaufania opierającego się na obietnicy producentów dotyczącej dobrej jakości produktów.

O większą konsumpcję apelują też dietetycy i lekarze. Chleb występuje w większości rekomendacji dietetycznych, żywieniowych i medycznych jako niezbędny składnik codziennej diety. Instytut Żywności i Żywienia uznał chleb za podstawę piramidy żywieniowej.

– Chleb jest źródłem energii, witamin i soli mineralnych, dlatego powinniśmy go codziennie spożywać – powiedział agencji informacyjnej Newseria prezes Fundacji Chleb to Zdrowie.

Fundacja Chleb to Zdrowie powołana przez właścicieli kilku znanych piekarni oraz specjalistów od zdrowego żywienia ma za zadanie uświadomić Polakom, że chleb należy jeść kilka razy dziennie. Nie tylko dla smaku, lecz także dla zdrowia.

– Staram się zebrać jak największą grupę entuzjastów i pasjonatów pieczywa, którzy będą jednocześnie specjalistami branżowymi. To oznacza zarówno technologów, dietetyków, jak i przedstawicieli branży piekarskiej – mówi dr Robert Księżopolski.

Festiwale muzyczne napędzają sprzedaż biletów w internecie. Kwota jednej transakcji to średnio 350 zł

CEO Magazyn Polska

Średnio 350 zł wydaje jednorazowo na bilet na wydarzenie sportowe, kulturalne lub muzyczne użytkownik internetowej platformy eBilet.pl. Kupują je przede wszystkim kobiety w wieku 27-45 lat. W sezonie letnim największym zainteresowaniem cieszyły się festiwale, które coraz częściej poza muzyką oferują inne wydarzenia kulturalne.

Średnio każdy z naszych klientów wydał 350 zł, a to oznacza w sumie wydatki rzędu kilkudziesięciu milionów złotych – zdradza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Matuszewski, prezes eBilet.pl. ‒ To wszystko zależy od eventu. Na przykład Super Mecz, w którym bilety zaczynały się od 200 zł, dawał oczywiście dużo większy koszyk niż w przypadku lekkoatletycznego memoriału Skolimowskiej.

Jak wynika z danych eBilet.pl za ubiegły kwartał, aż 70 proc. kupujących bilety to kobiety. Choć bilety są coraz droższe, zainteresowanie nimi nie maleje. Coraz więcej transakcji odbywa się też za pośrednictwem urządzeń mobilnych – wzrost rok do roku sięga 100 proc., a eBilet.pl wkrótce chce zaprezentować aplikację mobilną, która ma pozwolić na dalszy rozwój tego kanału sprzedaży.

W ubiegłych miesiącach spółka notowała dobrą sprzedaż m.in. w związku z przyciągającymi kilkudziesięciotysięczne widownie wydarzeniami sportowymi. Hitami były mecze piłkarskie Fiorentina-Real Madryt w Warszawie czy Borussia Dortmund-Śląsk we Wrocławiu oraz memoriał Kamili Skolimowskiej, w którym wystąpił rekordzista świata w sprincie Usain Bolt. Najważniejszym rynkiem internetowej sprzedaży biletów pozostają jednak festiwale.

Latem Polacy mają di wyboru wiele wydarzeń muzycznych, spośród których największy jest Open’er Festival w Gdyni. Przybywa jednak także festiwali organizowanych dla fanów poszczególnych gatunków muzyki. W Ostródzie odbywają się coraz popularniejsze festiwale muzyki disco polo oraz reggae, w Płocku – elektronicznej, a w Mrągowie – country.

Muzyka już nie wystarcza jako sam content. Wiele festiwali dodatkowo daje ofertę kulturalną i próbuje zatrzymać swoich klientów, czyli uczestników festiwalu, jak najdłużej, oferując im teatr, różnego rodzaju rozrywki organizowane w ramach tych wydarzeń, w tym modę – podkreśla Matuszewski.

Dużym zainteresowaniem wśród wydarzeń muzycznych cieszą się także pojedyncze koncerty. Hitem tego sezonu był sierpniowy koncert Justina Timberlake&HASH39;a w Gdańsku, na którym bawiło się ok. 42 tysięcy fanów.

Matuszewski przypomina, że eBilet.pl poza sprzedażą wejściówek zaangażował się także w promocję tego wydarzenia poprzez przygotowanie plakatów z wizerunkiem serca dla fanów. Spółka stara się również aktywnie reklamować również inne wydarzenia, na które sprzedaje bilety.

Event to nie jest tylko muzyka. To jest też samo poczucie i odbiór całości – i miejsca, i muzyki, i tego, w jaki sposób osoba przeżywa to wydarzenie. W tym kierunku idzie cała branża – podkreśla Matuszewski.

Na polskim rynku pracy brakuje specjalistów z branży IT. Przybywa za to cudzoziemców

CEO Magazyn Polska

Rynek pracy w sektorze IT w Polsce dynamicznie się rozwija. Zapotrzebowanie na informatyków jest coraz większe, zwłaszcza na wysoko wykwalifikowanych pracowników i doświadczonych programistów. Polscy informatycy są coraz bardziej doceniani w świecie, a polski rynek pracy w branży IT staje się coraz bardziej atrakcyjny dla specjalistów z innych krajów.

– Polskim informatykom powierza się coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Mamy nie tylko ludzi pracujących nad technologiami, programistów czy testerów, lecz także osoby zajmujące się wdrożeniem produktu u klienta – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Ciepluch, dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia.

Dobra znajomość języka angielskiego, z akcentem zrozumiałym dla innych, chęć współuczestnictwa i ambicja sprawiają, że polscy informatycy cieszą się dużym powodzeniem u pracodawców. Powoli rośnie też ich mobilność – dla atrakcyjnej pracy są gotowi na zmianę nie tylko miasta, lecz także państwa.

Branża IT jest jedną z najszybciej rozwijających się w Polsce. Jej wartość w 2013 roku Ministerstwo Gospodarki oceniło na 30 mld zł, obecnie działa blisko 9 tys. firm, które zatrudniają ponad 400 tys. osób. Szybki rozwój oznacza, że wzrasta też zapotrzebowanie na informatyków. Już dziś w Polsce brakuje ok. 50 tys. wykwalifikowanych pracowników (w Europie – ponad 270 tys.), przede wszystkim w dużych miastach, gdzie działają największe międzynarodowe firmy. Tam też działają centra badawczo-rozwojowe większości z nich.

Na rynku wrocławskim brakuje około 3 tys. informatyków programistów, deweloperów oraz testerów, którzy będą testowali oprogramowanie. Potrzebujemy osób z dużym doświadczeniem w programowaniu w języku C, C++ czy Java i znających telekomunikację – ocenia Ciepluch.

We wrocławskim centrum badawczo-rozwojowym Nokii trwa trzecia edycja projektu Nokia Academy, program skierowany jest do osób, które chcą pogłębiać wiedzę związaną z programowaniem. Jak podkreśla Bartosz Ciepluch, w ten sposób firma znajduje nowych pracowników – po miesięcznym szkoleniu części osób podczas poprzednich edycji zaproponowano zatrudnienie.

Branża IT należy do dobrze płatnych. Średnie wynagrodzenie zależy od doświadczenia i umiejętności, przeważnie jest jednak wyższe od średniej krajowej. Najlepsi zarabiają kilkanaście razy więcej. Dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia podkreśla, że również z tego powodu rynek pracy IT w Polsce staje się coraz bardziej atrakcyjny dla obcokrajowców.

Pracuje u nas dużo osób z Ukrainy, Włoch czy Hiszpanii. Płaca idzie w górę, co przyciąga inne nacje – podsumowuje Bartosz Ciepluch.

PZPB: Nowa ustawa o zamówieniach publicznych nie pomoże rozwiązać problemu roszczeń wykonawców

CEO Magazyn Polska

Nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych, która wchodzi w życie 19 października, wymusza na zamawiających bardziej świadomy wybór. Może to spowodować większą efektywność finansową i lepsze wykorzystywanie dotacji unijnych. Nowa ustawa nie wpłynie jednak znacząco na mniejsze roszczenia wykonawców. Obecnie według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa ich wartość wynosi ponad 11 mld zł, szacuje się jednak, że do końca 2015 roku będzie to już ok. 16 mld zł.

Nowelizację postrzegamy pozytywnie, wymusza ona na zamawiających bardziej świadome wybieranie. Jeśli cena jest niższa o 30 proc. od kosztorysu bądź od średniej ofert złożonych na  przetargu, zamawiający musi przebadać oferty poniżej tego progu, czy nie zawierają rażąco niskiej cen – mówi agencji Newseria Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Zgodnie z nowymi przepisami kryterium najniższej ceny będzie mogło być stosowane jedynie w przypadku przedmiotów zamówienia publicznego, które są powszechnie dostępne na rynku, a ich standardy jakościowe są ustalone. Ponadto zamawiający będzie musiał wykazać, że z tytułu wyboru najtańszej oferty nie będzie musiał nic dopłacać.

Oprócz kryterium ceny zamawiający powinien także wprowadzić inne kryteria, ustawa nie precyzuje jednak, w ilu procentach o wygranej ma zadecydować określone kryterium. Jak zaznacza Rafał Bałdys, dotychczasowe przepisy również pozwalały na stosowanie przez zamawiających innych kryteriów niż niskiej ceny, przedsiębiorcy decydowali się na to jednak rzadko, nie mieli odpowiedniej motywacji, często też bali się posądzenia o korupcję. Jak podkreśla Bałdys, miało to opłakane skutki.

Zatrudnialiśmy projektantów, którzy angażowali minimum wysiłku, aby opracować dobry projekt. Następnie na podstawie takiego projektu wybieraliśmy najtańszego wykonawcę. W związku z tym w efekcie mieliśmy opóźnienia, ogromne roszczenia wykonawców związane z niedokładnościami w projektach czy z niepełną inwentaryzacją – wyjaśnia wiceprezes PZPB.

Nowe przepisy pozwalają renegocjować wykonywane umowy w przypadku zmiany podatku VAT, wysokości płacy minimalnej i składek na ubezpieczenia. Mimo korzystnych zmian nie będą one miały jednak większego wpływu na roszczenia wykonawców. Poprawę mogłoby przynieść stosowanie uczciwych warunków kontraktu.

Dotychczasowa polityka polegała na tym, że wykonawca rościł sobie dodatkowe kwoty za wykonanie robót, które nie były ujęte w projekcie, a miało to taki finał, że  co do zasady zamawiający tych roszczeń odmawiał. Uznawał je tylko w przypadku spraw oczywistych – zaznacza Bałdys.

Odbiło się to na kondycji wykonawców, którzy aby dochodzić swoich praw, musieli złożyć sprawę do sądu. Trwa to kilka lat, w związku z tym nie zawsze firmy się na to decydowały.

Szacujemy, że wartość roszczeń, nie pozwów sądowych, na chwilę obecną wynosi ponad 11 mld zł. Spodziewamy się również, że do końca 2015 roku, czyli do zamknięcia perspektywy finansowej 2007-2013, będzie to około 16 mld złotych – podsumowuje Rafał Bałdys.

MCI Management: Zmiany w Zarządzie ABC Data S.A.

Decyzją Rady Nadzorczej, Ilona Weiss, dotychczasowa Wiceprezes Zarządu zostanie nowym Prezesem Zarządu ABC Data S.A. („Spółka”). Do Zarządu, na stanowisku Wiceprezesa, dołączy Juliusz Niemotko. Obecny Prezes Zarządu, Norbert Biedrzycki, zakończy współpracę z dniem 31 grudnia 2014 w związku z wygaśnięciem Jego kontraktu.

W dniu 7 października 2014 r. Rada Nadzorcza Spółki powołała na stanowisko Prezesa Zarządu Ilonę Weiss, dotychczasową Wiceprezes Zarządu, ze skutkiem na dzień 1 stycznia 2015 r. Jednocześnie, w dniu 6 października Rada Nadzorcza Spółki podjęła decyzję o powołaniu Juliusza Niemotko do pełnienia funkcji Wiceprezesa Zarządu na okres trzyletniej kadencji, poczynając od dnia 1 stycznia
2015 r.

– Gratuluję Pani Ilonie Weiss przejęcia bezpośredniego zarządzania Spółką, a Pana Juliusza Niemotko witam w Zarządzie Spółki. Jesteśmy przekonani, że Zarząd w nowym składzie umocni dotychczasową pozycję rynkową Spółki i zapewni jeszcze lepsze wyniki finansowe w kolejnych kwartałach – skomentował Ulrich Kottmann, Przewodniczący Rady Nadzorczej ABC Data S.A. – Jednocześnie pragnę złożyć serdeczne podziękowania na ręce Pana Norberta Biedrzyckiego za pracę i zaangażowanie w prowadzenie spraw Spółki.

– Nasza strategia na najbliższy czas będzie zakładała budowę pozycji lidera rynku B2B e-commerce w segmencie ICT w Europie Centralno-Wschodniej. Będziemy rozwijać platformę elektroniczną (marketplace) w oparciu o autorski system Interlink ABC Data. – powiedziała Ilona Weiss, nowo powołana Prezes Zarządu ABC Data. Akcjonariusze również mogą być spokojni, gdyż dotychczasowa polityka dywidendowa i stabilny proces budowy wartości Spółki pozostaną bez zmian.

Pani Ilona Weiss karierę zawodową rozpoczęła w 1992 roku w Banku Handlowym w Warszawie. W latach 1993 – 1996 pracowała w Telekomunikacji Polskiej S.A. jako ekonomista przy tworzeniu planów rozwojowych i inwestycyjnych tej spółki. W 1996 roku dołączyła do grupy Alcatel, gdzie zajmowała kierownicze stanowiska w dziale finansowym. Po globalnej fuzji Alcatel-Lucent, w 2006 roku objęła stanowisko menedżera finansowego odpowiedzialnego za unifikację zasad sprawozdawczości finansowej połączonych firm w Polsce oraz konsolidację. W latach 2008-2010 była Dyrektorem Finansowym w spółce Sage, gdzie odpowiadała za strategiczne i operacyjne zarządzanie finansami tej grupy w Polsce. W latach 2010 – 2012 była Wiceprezesem Zarządu ds. Finansowych w spółce Sygnity. Od dnia 1 grudnia 2012 roku pełniła funkcję Wiceprezesa Spółki ABC Data S.A. Od listopada 2012 roku, Pani Ilona Weiss pełni również funkcję Partnera ds. Inwestycji w Grupie MCI.

Pani Ilona Weiss jest absolwentem Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, specjalności Zarządzanie Finansami. Posiada również międzynarodowe kwalifikacje finansowe ACCA (Association of Chartered Certified Accountants). W latach 2010-2013 pełniła funkcję Prezydenta ACCA Poland oraz była członkiem Globalnego Forum ds. Sprawozdawczości Finansowej (Corporate Reporting Global Forum). Pełniła funkcję lidera projektu, będąc jednocześnie współautorem „Dobrych Praktyk Komitetów Audytu w Polsce”.

Pan Juliusz Niemotko od 2008 był Dyrektorem Generalnym polskiego biura Acer. W latach 2001 – 2007 pracował w Compaqu i HP, gdzie prowadził projekty lokalnej produkcji komputerów PC na wybranych rynkach wschodzących (m.in. RPA, Arabia Saudyjska). W latach 1994 – 2001 pracował w firmie Profi-Data sp. z o.o. w Szczecinie, gdzie współtworzył dział produkcji oprogramowania zajmujący się tworzeniem dedykowanych aplikacji dla bankowości i ubezpieczeń.

Pan Juliusz Niemotko ukończył Wydział Elektryczny Politechniki Szczecińskiej. Posiada dyplom MBA Uniwersytetu Warszawskiego i University of Illinois at Urbana-Champaign.

Google radzi jak oprzeć na protokole HTTPS bloga, e-sklep lub portal

Po oficjalnym potwierdzeniu, że serwisy oparte na HTTPS będą premiowane w rankingu wyszukiwania, Google zapowiedział wsparcie dla właścicieli e-biznesów w przygotowaniu się na zmiany. Wskazówek udziela na swoim oficjalnym blogu.

HTTPS z myślą o bezpieczeństwie użytkowników internetu

W sierpniowym wpisie (HTTPS as a ranking signal) specjaliści Google’a potwierdzili, że HTTPS będzieparametrem uwzględnianym w rankingu wyszukiwania. Podkreślili, że internetowemu gigantowi zależy na tworzeniu bezpiecznego internetu.

Dzięki premiowaniu w wynikach wyszukiwania stron i serwisów działającychw oparciu o protokół HTTPS świadomość, co do konieczności dbania o zachowanie poufności informacji osobowych będzie rosła jeszcze szybciej, zarówno wśród klientów, jak i właścicieli e-biznesów – mówi Mariusz Janczak z Unizeto Technologies.

Eksperci Google’a w poście zamieścili podstawowe wskazówki, pomocnew  przygotowaniu witryny do korzystania z bezpieczniejszego protokołu HTTPS, w tym dotyczące certyfikatów SSL.

Już niedługo posiadanie certyfikatu SSL stanie się koniecznością dla wszystkich, którzy będą chcieli, aby ich strona WWW była brana pod uwagę w rankingu Google – podkreśla Krzysztof Lebdowicz, właściciel firmy AdHelp.

Za pomocą certyfikatu SSL odbywa się uwierzytelnienie protokołu HTTPS.
W przeglądarce certyfikat SSL aktywuje HTTPS, w związku z czym w pasku adresu pojawia się „https:” i wyświetla się symbol kłódki. SSL to informacja dla użytkowników, że ich dane są chronione, a każda transakcja szyfrowana i poufna.

We wpisie specjaliści Google’a radzą, aby – po pierwsze – dokonać prawidłowego wyboru wariantu certyfikatu SSL. Powinien być on podyktowany liczbą domen, które właściciel serwisu chce zabezpieczyć.

Każda z klas certyfikatów SSL:

– DV (Domain Validation) – grupa najszybciej przyznawanych certyfikatów

– OV (Organization Validation) – certyfikaty o rozszerzonym sposobie weryfikacji

– EV (Extended Validation) – certyfikaty o najwyższym poziomie zabezpieczeń

występuje w kilku wariantach, w zależności od liczby domen, które mają być zabezpieczone jednym certyfikatem. Google radzi, aby wybrać je zgodnie z potrzebami naszego serwisu:

– Single – jeden certyfikat szyfruje jedną domenę (DV, OV, EV)

– MultiDomain – jeden certyfikat szyfruje 4-10 domen (DV, OV, EV)

– WildCard – jeden certyfikat szyfruje dowolną liczbę subdomen w domenie  (DV, OV).

Druga wskazówka Google dotyczy długości używanych kluczy szyfrowania certyfikatu. Specjaliści radzą, aby wynosiła ona 2048 bit (im klucz jest dłuższy, tym lepiej chroni transmitowane dane).

Internetowy gigant na swoim blogu zapowiedział także, że w najbliższych tygodniach przedstawi szczegóły kolejnych praktyk, przygotowujących serwisy do przejścia na bezpieczniejszy protokół.

Koncentracja: cedrob i PKM DUDA

UOKiK wydał zgodę na koncentrację w branży mięsnej. Spółka Cedrob może przejąć kontrolę nad Polskim Koncernem Mięsnym Duda. Przeprowadzone postępowanie wykazało, że transakcja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji

Cedrob działa m.in. na rynku produkcji i wprowadzania do obrotu mięsa i wędlin drobiowych. Polski Koncern Mięsny Duda stoi na czele grupy kapitałowej, zajmującej się m.in. produkcją mięsa czerwonego i wędlin, a także handlem nimi oraz hodowlą trzody chlewnej. W wyniku koncentracji Cedrob stanie się największym akcjonariuszem PKM Duda.

Przeprowadzone postępowanie wykazało, że koncentracja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji. Cedrob specjalizuje się w mięsie drobiowym, natomiast PKM Duda wieprzowym. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem komisji Europejskiej oraz UOKiK poszczególne rodzaje mięsa stanowią osobne rynki produktowe. Wynika to przede wszystkim z powodu różnic cen pomiędzy nimi, ich właściwości smakowych i zdrowotnych, a w niektórych przypadkach także czynników kulturowych i religijnych. Uczestnicy koncentracji nie konkurują ze sobą również na rynku detalicznej sprzedaży. Obaj posiadają wprawdzie własne sklepy, położone są one jednak w innych rejonach Polski.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

Podwyżka bez tabu – wyniki badania

Dlaczego prawie połowa Polaków nie uczestniczyła nigdy w rozmowie o podwyżce? Aż 25% nie wie, czy na ich obecnym stanowisku pracy możliwe są wyższe zarobki. Z własnej inicjatywy, z racjonalnych powodów i ostrożnie   tak Polacy rozmawiają o podwyżce, wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” na podstawie badania TNS.

Wzrost wynagrodzenia nie należy do często podejmowanych tematów zarówno przez pracowników, jak i ich przełożonych. Prawie połowa pracujących Polaków (48%) nigdy nie uczestniczyła w rozmowie o podwyżce – czytamy w raporcie Pracuj.pl na podstawie badania TNS. Jedynie 38% respondentów zainicjowało taką rozmowę samodzielnie. Mimo że ponad 75% badanych uważa, że to pracodawca powinien zaproponować podwyżkę, jeśli pracownik na nią zasługuje, tylko 19% Polaków uczestniczyło w rozmowie o wzroście wynagrodzenia nie z własnej inicjatywy.

Wśród pracujących Polaków, 12% ubiegało się o wzrost wynagrodzenia w ciągu tego roku, a co dziesiąty prosił o podwyżkę ponad 3 lata temu. Jedną z głównych barier w podjęciu tematu jest brak wiedzy i punktu odniesienia. Jedna czwarta badanych odkłada rozmowę o podwyżce, ponieważ nie wie, czy na swoim stanowisku mogłaby zarabiać więcej, a 17% nie ma pewności, czy na nią zasługuje.

W ślad za sukcesem zawodowym

Do rozmowy o podwyżce Polaków motywują aspekty racjonalne, bezpośrednio związane z pracą zawodową. Najczęstszym impulsem do poruszenia tematu wynagrodzenia jest wzrost zakresu obowiązków – deklaruje tak 54% badanych. Ponad ¼ respondentów wskazała także, że prosi o podwyżkę, kiedy dowie się, że osoby na podobnym stanowisku zarabiają więcej (27%). Motywacją do podjęcia tematu bywa też odniesienie sukcesu zawodowego (16%) i związane z nim poczucie, że zasługuje się na więcej. Potrzeby związane z życiem prywatnym i rozwojem osobistym rzadziej są motywatorem do rozmowy. Tylko 3% prosi o nią w sytuacji, gdy rodzi się dziecko lub kiedy zamierza wziąć kredyt.

Jeśli o kwotach, to ostrożnie

Podobnie jak w przypadku inicjowania rozmowy, pracujący Polacy przyjmują bierną postawę w deklarowaniu kwoty, jaką chcieliby zarabiać, twierdząc, że brakuje im argumentów. Spośród osób, które rozmawiały kiedykolwiek o podwyżce, prawie 53% mówi wprost o swoich oczekiwaniach finansowych, a 37% woli poczekać na propozycję szefa. Mężczyźni częściej niż kobiety (58% wobec 47%) mówią o bezpośrednio o kwotach. Gotowi do mówienia wprost o tym, ile chcieliby zarabiać, są także młodsi pracownicy (18-29 lat – 63% oraz 30-39 lat – 60%).

W odpowiedzi na potrzeby wskazywane przez pracowników Pracuj.pl stworzył narzędzie, które ułatwi rozmowę z przełożonym o wynagrodzeniu. Serwis zarobki.pracuj.pl umożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest odpowiednia do naszego doświadczenia i stanowiska.

Cytowanie danych za podaniem źródła: Raport Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” na podstawie badania TNS Polska.

Raport Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” został opracowany na podstawie badania przeprowadzonego przez TNS w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000). Metodologia: wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo (CATI).

Wideorejestratory popularne wśród polskich kierowców

Obecnie w Polsce w użyciu jest ok. 150 tys. wideorejestratorów, czyli urządzeń służących do nagrywania obrazu podczas jazdy samochodem. Dlaczego właściciele aut po nie sięgają?

Moda na wideorejestratory przyszła do nas z Rosji, gdzie posiadanie kamer samochodowych jest na porządku dziennym. Dzięki nim kierowcy, którzy brali udział w kolizjach, ale nie byli ich sprawcami, mogą bez trudu wykazać brak swojej winy przed sądem, policją lub ubezpieczycielem.

Według Mariusza Manowskiego z MiTAC Europe jest to główny powód kupowania urządzeń, ale nie jedyny. Wykorzystywane są one również do rejestrowania ciekawych, nietypowych i śmiesznych zdarzeń, które spotykają nas na drodze. „Czasami ludzie kupują wideorejestratory tylko po to, by pokazać, że gdzieś byli, jak piękna jest okolica, w której mieszkają, albo jak świetnie było na wyjeździe” – mówi serwisowi infoWire.pl ekspert.

Przy zakupie wideorejestratora przede wszystkim warto zwracać uwagę na jakość nagrywanego obrazu. Urządzenia tego typu wyposażone są w wiele funkcji dodatkowych, jak np. czujnik ruchu – przydatny, gdy samochód stoi na parkingu – czy tzw. G-sensor, który w razie kolizji zabezpiecza zarejestrowany materiał przed usunięciem oraz pozawala dokładnie ustalić kierunek i siłę uderzenia.

Wideorejestrator montuje się na przedniej szybie samochodu, możliwie jak najwyżej, tak by nie przesłaniał drogi. Z podobnych urządzeń korzystają również motocykliści i rowerzyści. Mogą je mocować np. na kasku lub kierownicy.

Wyniki sprzedaży Grupy Inpro w III kwartale 2014 r.

0

Grupa Inpro w III kwartale 2014 r. odnotowała taki sam wynik, jak w analogicznym okresie roku poprzedniego, podpisując 107 umów netto. Również Spółka Inpro osiągnęła podobny wynik sprzedaży mieszkań podpisując 91 umów netto, czyli o 3% mniej niż w tym samym okresie 2013 r., kiedy suma ta wynosiła 94 umowy.

Od początku stycznia do końca września br. Grupa Inpro podpisała łącznie 323 umowy netto, czyli o prawie 24% więcej, niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, kiedy podpisała 261 umów. Również Spółka Inpro odnotowała bardzo dobry wynik podpisując w ciągu dziewięciu miesięcy br. 267 umów netto, czyli o blisko 16% więcej, niż w okresie od stycznia do września 2013 r.

Narastająco od stycznia do września 2014 roku Grupa Inpro przekazała 176 mieszkań.

„Sąd w sprawie 'nabitych w mBank’ poszedł na łatwiznę”

– Muszę przyznać, że jest to precedensowa sprawa z daleko idącymi konsekwencjami dla sposobu w jaki banki mogą prowadzić biznes – mówi w rozmowie z Money.pl Cezary Stypułkowski, prezes mBanku. – W moim odczuciu sprawa ta powinna być porządnie rozstrzygnięta, bo będzie miała znaczący wpływ na rynek i pozwy zbiorowe w ogóle.

Bank złożył kasację od wyroku w sprawie pozwu zbiorowego tak zwanych 'nabitych w mBank’. Sąd uznał, że zapis pozwalający zmieniać oprocentowanie kredytu hipotecznego we frankach na podstawie decyzji zarządu był niedozwolony.

– Być może powiem coś, co wielu się nie spodoba, ale jednak uważam, że sąd poszedł w pewnym stopniu na łatwiznę, stwierdzając, że klauzula używana przez nas do 2006 roku jest abuzywna, czyli niedozwolona – komentuje Stypułkowski. Nie zgadza się też z tezą, że sytuacja uderza w wizerunek banku. – Prawdopodobnie w kategorii dzisiejszych ocen ten pogląd można nawet w jakimś stopniu bronić. Tyle, że banki nie miały wtedy żadnych instrumentów dostępu do franka szwajcarskiego, a jednak dały klientom dobry produkt, i to nawet na 30 lat. mBank nie mógł jednak zafiksować oprocentowania na 30 lat i przez ten czas drżeć, co się wydarzy. Dlatego ta klauzula została tak zapisana – tłumaczy.

Stypułkowski podkreśla, że jego zdaniem nie doszło w tej sprawie do wykorzystania pozycja banku. – mBank najprawdopodobniej był trochę zagubiony, jak stosować ten instrument w okolicznościach kompletnej zmiany dynamiki rynku – tłumaczy. – Liczę, że Sąd Najwyższy da w tym zakresie jasne wskazania. Proste unikające wejścia w istotę problemu orzeczenie, że zapis klauzuli w kilka lat po jej podpisaniu przez strony jest nieskuteczny i niedozwolony, w mojej ocenie nie wystarcza i nie pomaga obrotowi cywilno-prawnemu.

Prezes mBanku ujawnia też w rozmowie z Money.pl, że w tym roku – pomimo ostrej konkurencji na rynku – jego instytucja zbliża się do poziomów z lat 2006-2007, jeśli chodzi o sprzedaż kredytów.

– Wpływ na to ma m.in. podjęta przez nas decyzji o finansowaniu produktów hipotecznych w oparciu o listy zastawne. Dzięki niej zyskujemy długofalowe źródło finansowania kredytów, a co za tym idzie możliwość zwiększenia akcji kredytowej – tłumaczy Stypułkowski.

Jego zdaniem listy zastawne będą teraz jedynym sposobem na finansowanie akcji kredytowej. – Ktoś, kto wierzy, że trzymiesięcznym depozytem można finansować 30-letnią hipotekę, moim zdaniem nie jest poważny – podkreśla w Money.pl. Przewiduje, że w tym roku mBank osiągnie zysk netto na poziomie 1,3 miliarda złotych.

Kontrola w Ministerstwie Finansów i RCL

Najwyższa Izba Kontroli zbada sprawę opóźnienia publikacji ustawy z dnia 29 sierpnia 2014 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw. Po rekomendacjach ze strony analityków Izby Prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski, podjął decyzję o rozszerzeniu programu kontroli nadzoru organów podatkowych, prowadzonej właśnie w Ministerstwie Finansów o zbadanie sprawy opóźnienia w procesie publikacji ustawy.

Departament Budżetu i Finansów NIK prowadzi od 1 września 2014 roku kontrolę nadzoru organów podatkowych i organów kontroli skarbowej nad prawidłowością rozliczeń z budżetem państwa podmiotów z udziałem kapitału zagranicznego. 3 października Prezes NIK zlecił analitykom Izby sprawdzenie czy sprawę opóźnienia publikacji  ustawy  z dnia 29 sierpnia 2014 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnym, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw należy zbadać w odrębnej kontroli doraźnej czy też należy włączyć to badanie do innej, szerszej kontroli.

Eksperci wewnętrzni zarekomendowali Prezesowi włączenie badania do trwającej właśnie kontroli w Ministerstwie Finansów, która dotyczy m.in. aktywności administracji podatkowej w zakresie przeciwdziałania uchylaniu się od opodatkowania podmiotów funkcjonujących w skali międzynarodowej, w tym w tzw. rajach podatkowych. Prezes NIK zdecydował o rozszerzeniu programu tej kontroli o zbadanie procesu publikacji ustawy  z dnia 29 sierpnia 2014 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnym, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw zarówno w Ministerstwie Finansów jak i Rządowym Centrum Legislacji.

Grupa Muszkieterów: Sieć Bricomarché będzie się rozwijać w Polsce. Planowane są kolejne akwizycje i uruchomienie pięciu nowych placówek

0

CEO Magazyn Polska

Po przejęciu czternastu lokalizacji po placówkach Nomi SA Grupa Muszkieterów, właściciel marki Bricomarché, planuje kolejne otwarcia. Niebawem zostanie uruchomiony setny sklep pod tym szyldem. Kolejne placówki powstawać będą w województwie świętokrzyskim i regionach wschodnich. Potencjał polskiego rynku według zarządu Grupy Muszkieterów wciąż jest ogromny.

Jak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor zauważa Marian Słomiak, pełnomocnik zarządu Grupy Muszkieterów ds. sieci Bricomarché, przejęcie lokalizacji po placówkach Nomi daje w tej chwili reprezentowanej przez niego organizacji czwartą pozycję na rynku sklepów DIY (z ang. Do It Yourself, czyli ogrodniczo-budowlanym – przyp. red.).

Umacniamy się, mamy obecnie do czynienia z ogromnym przyspieszeniem, jeśli chodzi o pozycjonowanie naszych placówek – przekonuje Marian Słomiak.

Jak mówi, branża DIY w Polsce przechodzi właśnie proces konsolidacji.

Potencjał rynku nadal jest ogromny – uważa Słomiak. – Potwierdzeniem tego są nasze obroty, które w pierwszym półroczu bieżącego roku wzrosły o prawie 22 proc. Przejecie nowych lokalizacji przyspiesza nasz rozwój jeszcze bardziej.

Grupa Muszkieterów będzie kontynuowała akwizycje. Jak informuje Marian Słomiak, planowane jest kupno kilkunastu nowych lokalizacji.

Jeszcze w tym roku otworzymy pięć własnych punktów sprzedaży – zapowiada Słomiak. – W przyszłym planujemy kolejne przejęcia. Chcemy rozwijać się przede wszystkim w kierunku wschodnim.

Niebawem, jak informuje pełnomocnik zarządu ds. sieci Bricomarché w Grupie Muszkieterów, zostanie uruchomiona placówka w Sandomierzu. Będzie to setny sklep w Polsce pod tym szyldem. Kolejne mają pojawiać się także w województwie świętokrzyskim.

Na pytanie, co jest naszą najmocniejszą stroną, mogę odpowiedzieć, że różnorodność – mówi Marian Słomiak. – Mamy cztery główne segmenty. Naszym wyróżnikiem zdecydowanie jest ogród, ale staramy się dbać także o szeroką ofertę, by to także było naszą mocną stroną. Jednocześnie rozwijamy więc pozostałe trzy segmenty: dekorację, majsterkowanie i budowlankę.

Nomi SA złożyło wniosek o możliwość zawarcia układu z wierzycielami w ramach upadłości układowej 15 listopada ubiegłego roku. Spółka znalazła się w trudnej sytuacji z powodu załamania koniunktury na rynku materiałów budowlanych w 2012 i 2013 roku. Sieć miała w Polsce 18 placówek: cztery zostały zamknięte, a czternaście przejęła Grupa Muszkieterów.

Komentarz indeksowy BossaFX 7 października 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 7 października 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Dziś początek posiedzenia RPP. Ekonomiści oczekują obniżki stóp

CEO Magazyn Polska

Ceny w Polsce nie rosną, a gospodarka słabnie. Większość ekonomistów spodziewa się więc, że na rozpoczętym 7 października posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na obniżenie stóp procentowych. Niewielu jednak oczekuje, by skala tej obniżki przekroczyła 25 punktów bazowych.

– Część analityków spodziewa się głębszego cięcia, ale wydaje się, że w tej chwili nie ma takiego konsensusu, aby głębiej i silniej od razu luzować parametry polityki pieniężnej – powiedział Newseria Inwestor Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ. – Następnych kroków należy oczekiwać w kolejnym miesiącu, czyli w listopadzie, a zatem łącznie do końca roku spodziewam się, że stopy procentowe mogą zostać obniżone o 0,5 punktu procentowego.

Prawdopodobieństwo, że obniżka będzie skromna. zwiększa fakt, że podczas podejmowania kolejnej, listopadowej decyzji, RPP będzie już znała nową projekcję inflacji i PKB. Kolejne obniżki stóp zależne będą od koniunktury w polskiej gospodarce. Tymczasem z jednej strony nowe zamówienia w przemyśle spadają, z drugiej zamówienia eksportowe się stabilizują. Wydaje się też, że słabnie efekt Ukrainy, czyli polska gospodarka coraz słabiej odczuwa skutki wojny na Wschodzie. W rezultacie, choć opublikowane na początku października dane o PMI wskazują na symptomy stabilizacji, to nadal wskaźnik ten jest na poziomie poniżej 50 punktów. De facto oznacza to, że wśród przedsiębiorców lekko przeważają pesymiści.

– Zatem wydaje się, że w perspektywie najbliższych kwartałów ciągle nas czeka spowolnienie gospodarcze i prawdopodobnie najgorszy będzie I kwartał 2015 r. – mówi Dariusz Winek. – Jeśli chodzi o inflację, to tutaj najbliższe miesiące najprawdopodobniej wskażą jeszcze utrzymywanie się deflacji, czyli zarówno we wrześniu, jak i w październiku, być może nawet jeszcze w listopadzie.

Dopiero grudzień, związane z nim wydatki na ogrzewanie i zakupy świąteczne, oraz początek przyszłego roku być mogą przynieść stopniowy wzrost inflacji.

– Jeżeli chodzi o produkcję przemysłową, to wydaje się, że w najbliższym czasie czekają nas nadal bardzo słabe odczyty i one mogą się utrzymywać na niskim, nawet ujemnym poziomie w najbliższych miesiącach łącznie do I kwartału przyszłego roku. Wydaje się, że właśnie ten w I kwartale wyniki mogą być najgorsze i tamte spadki produkcji mogą sięgać kilku procent –  ocenia Dariusz Winek.

W tej sytuacji nie należy oczekiwać też szybkiego wzrostu płac. Po czasie dość dobrej koniunktury na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń przy bardzo niskiej inflacji, teraz  – w ocenie ekonomistów – to tempo raczej spadnie.

Indeksy koniunktury wskazują na to, że popyt na pracę nieco słabnie i ten optymizm przedsiębiorstw co do zatrudniania po prostu gaśnie – zauważa główny ekonomista Banku BGŻ. – Dlatego wydaje się, że pod koniec tego roku i na początku przyszłego średnio kwartalnie skala wzrostu wynagrodzeń powinna utrzymać się w okolicach 3-3,5 proc.

Tańszy kredyt może powstrzymać spadające tempo wzrostu gospodarczego, a z drugiej strony niski pozom płac nie będzie sprzyjał wzrostom cen. To oznacza, że na oczekiwanych w tym roku dwóch obniżkach stóp raczej się nie skończy.

Jeżeli koniunktura gospodarcza będzie się nadal pogarszać, a inflacja nie będzie szybko rosła, to może być tak, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na kolejne obniżki stóp procentowych na początku nowego roku. Zakładamy, że łącznie skala obniżek w Polsce w tym cyklu wyniesie 0,75 punktów bazowych – mówi Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ

Prywatne placówki medyczne na cenzurowanym

Z rosnącym niepokojem obserwujemy zapisy części Regionalnych Programów Operacyjnych (RPO) 2014-2020 wyraźnie dyskryminujące prywatnych świadczeniodawców – podmioty lecznicze, dla których organem założycielskim nie jest jednostka samorządu terytorialnego – napisała Konfederacja Lewiatan w liście do marszałków województw.

– Zawężenie grona beneficjentów w części RPO do podmiotów należących do jednostek samorządu terytorialnego (JST) jest niedopuszczalne. Przede wszystkim polskie rozwiązania systemowe nie wprowadzają rozróżnienia pomiędzy prywatnymi i publicznymi placówkami ochrony zdrowia, które ubiegają się lub posiadają kontrakt z publicznym płatnikiem (NFZ), co oznacza, że do konkursu na takich samych prawach przystępują zarówno placówki należące do JST, jak i te z kapitałem prywatnym – mówi dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Ustawa z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zdefiniowała świadczeniodawcę następująco: podmiot wykonujący działalność leczniczą w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej (tu wchodzą zarówno przedsiębiorcy, jednostki budżetowe czy samodzielne zakłady opieki zdrowotnej należące do JST).

Również Policy paper dla ochrony zdrowia na lata 2014-2020, opracowany przez Ministerstwo Zdrowia w 2014 r., opisując strategię inwestycji w ochronę zdrowia na poziomie regionalnym konsekwentnie odwołuje się do ogółu podmiotów leczniczych, bez wprowadzania rozróżnienia na podmioty prywatne i publiczne – obie kategorie podmiotów leczniczych traktowane są jednakowo, a kwestia pochodzenia kapitału założycielskiego jest z punktu widzenia celów strategii i narzędzi w niej zaproponowanych obojętna. Nie ma więc żadnego uzasadnienia dla uprzywilejowania podmiotów należących do JST w RPO. Rozwiązania przyjęte w RPO, zgodnie z którymi głównym kryterium decyzji o udzieleniu wsparcia danemu podmiotowi leczniczemu nie będzie poprawa dostępności usług zdrowotnych dla społeczeństwa (kryterium merytoryczne, przedmiotowe), ale publiczny charakter podmiotu wynikający z faktu, że jego organem założycielskim jest JST (kryterium formalne, podmiotowe), powinny być uznane za niezgodne ze strategią ministerstwa zdrowia.

Ograniczenie katalogu beneficjentów RPO do podmiotów publicznych stoi w wyraźnej sprzeczności z sytuacją w publicznej służbie zdrowia, w której rośnie liczba prywatnych podmiotów realizujących zadania publiczne, związane z dostępem do usług zdrowotnych. Jest to zarówno związane z poszerzeniem oferty przez przedsiębiorców prowadzących podmioty lecznicze, jak i z komercjalizacją placówek należących do JST czy organów centralnych.

Zagwarantowanie większej dostępności usług zdrowotnych przy jednoczesnym wykluczeniu podmiotów prywatnych ze wsparcia w RPO 2014-2020 nie jest możliwe do zrealizowania. Tylko równe traktowanie wszystkich podmiotów działających w systemie ochrony zdrowia  da gwarancję efektywnego wydatkowania środków unijnych.

Konfederacja Lewiatan

Getin Noble Bank: Topnieją oszczędności Polaków, a liczba oszczędzających się nie zmniejsza. Najbardziej poszukiwane są depozyty oprocentowane na ok. 4 proc. w skali roku

0

CEO Magazyn Polska

Znacząco spada ilość wolnych środków pozostających do dyspozycji Polaków. Nie zmniejsza się natomiast liczba osób posiadających oszczędności. Na rynku wciąż najbardziej poszukiwane są bezpieczne lokaty oprocentowane na ok. 4 proc. w skali roku. Takie oprocentowanie oferuje już niewiele banków, dlatego coraz większą popularnością cieszą się fundusze inwestycyjne, za wyjątkiem agresywnie lokujących w akcje. Spadają opłaty pobierane przez instytucje finansowe, a cenniki i umowy są bardziej transparentne.

W naszym ostatnim badaniu zaobserwowaliśmy znaczący spadek ilości wolnych środków posiadanych przez klientów, mimo że liczba osób deklarujących chęć lokowania w bankach pozostaje bez zmian – zauważa Norbert Duczkowski, dyrektor biura produktów inwestycyjnych Getin Noble Bank. – Klienci, którzy przychodzą do instytucji finansowych, nadal szukają wysoko oprocentowanego depozytu. Mimo że rynek oczekuje obniżki stóp procentowych, to klienci przyzwyczaili się do stóp na poziomie ok. 4 proc. Depozytów z takim oprocentowaniem jednak praktycznie już nie ma.

Według Narodowego Banku Polskiego przeciętne oprocentowanie nowych umów złotowych w ofertach dla gospodarstw domowych i instytucji niekomercyjnych działających na ich rzecz w ostatnich miesiącach minimalnie wzrosło (o 0,1 proc.) i w sierpniu wyniosło 2,5 proc. Dla rachunków bieżących prowadzonych przez firmy było ono nieco wyższe i kształtowało się na poziomie 2,7 proc.

Według naszych badań klienci, którzy chcą ulokować pieniądze, oczekują mniej więcej 4 proc. w skali roku – informuje Duczkowski. – Dlatego coraz częściej są w stanie podjąć ryzyko, ale nie może ono jednak być duże. W związku z tym najchętniej wybierają produkty inwestycyjne o charakterze dłużnym.

Zdaniem Norberta Duczkowskiego popularnością cieszą się fundusze pieniężne, obligacji, przede wszystkim obligacji korporacyjnych, głównie europejskich przedsiębiorstw.

Wynika to z tego, że w zamian za nieco wyższe ryzyko stopy zwrotu są większe niż te, które otrzymują na produktach depozytowych w bankach – przekonuje Duczkowski.

Fundusze obligacji Year To Date, których zyski liczone są od początku roku kalendarzowego do chwili obecnej, zarobiły przeciętnie, jak twierdzi Duczkowski, mniej więcej 5 proc. Fundusze rynku pieniężnego natomiast ok. 2,5 proc.

W kontekście obecnych stawek za depozyty bankowe to znacznie więcej niż oferują banki – wskazuje dyrektor biura produktów inwestycyjnych Getin Noble Bank.

Ale osoby posiadające oszczędności poszukują na rynku również produktów, które pozwalałyby im na dostęp do środków w razie potrzeby.

Odpowiedzią na to są również fundusze, bo w ich przypadku klienci w każdej chwili mogą skorzystać ze swoich środków – mówi Duczkowski. – Dużą popularnością cieszą się także te, które nie są skorelowane bezpośrednio z rynkiem akcyjnym. Przykładem są fundusze wierzytelności, ale są to rozwiązania dla osób, których skłonność do ryzyka jest jednak większa.

Analitycy Getin Noble Banku liczą, że w najbliższym czasie większą popularnością cieszyć się będą bardziej agresywne, a więc i ryzykowne, fundusze akcyjne.

Obecnie dużego zapotrzebowania na ich produkty raczej nie widać – wskazuje Norbert Duczkowski. – Ale oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych spowodują, jak w przeszłości już to miało miejsce, że napływy do funduszy akcyjnych powinny być zdecydowanie większe.

Do struktury popytu banki próbują dostosować podaż, jak informuje Duczkowski, głównie  poprzez zmniejszanie opłat obciążeniowych.

Obserwujemy zdecydowanie spadek opłat i przygotowanie produktów bardziej transparentnych dla klientów, takich, które będą oni w stanie zrozumieć – mówi Norbert Duczkowski. – Jest to bowiem główny warunek tego, by klienci chcieli w ogóle inwestować.

Wprowadzane są także nowe, innowacyjne platformy, które ułatwiają korzystanie z usług finansowych, takie jak karty płatnicze połączone z możliwością podglądu stanu konta, bądź bezpośrednie rozwiązania mobilne, dające łatwiejszy dostęp do rachunków.

W zakresie produktów oszczędnościowych i inwestycyjnych banki wracają do tego, od czego zaczynały, czyli do funduszy inwestycyjnych – twierdzi Norbert Duczkowski. – Natomiast inaczej wygląda proces ich oferowania. Banki stawiają na jakość i informowanie klienta, co może się stać z jego środkami. Żeby nie było takich rozczarowań jak w 2007 roku.

Koszty kredytu hipotecznego – Polska daleko za Europą

0

Mimo rekordowo niskich stóp procentowych, koszt kredytu mieszkaniowego w Polsce wciąż jest zadecydowanie wyższy niż w wielu krajach europejskich. Bankier.pl obliczył, że gdyby stopy procentowe w naszym kraju były takie jak w strefie euro, rata kredytu przeciętnego Polaka byłaby niższa o niemal 12%.

– Stopy procentowe w Polsce są znacznie wyższe niż w strefie euro i krajach nordyckich, pozostających poza unią walutową. Trzymiesięczny Wibor, stanowiący podstawę oprocentowania kredytów mieszkaniowych w Polsce, spadł do 2,28%. To jednak blednie przy stawce Libor 3M dla euro, która spadła do 0,0471% – tłumaczy Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Referencyjna stopa NBP wynosi obecnie 2,5%. Dla porównania w Riksbanku (szwedzki bank centralny) jest to 0,25%, a w EBC od niedawna 0,05%. Różnica ta przekłada się na koszt kredytu. Według danych Europejskiej Federacji Kredytu Hipotecznego, średnie oprocentowanie kredytu mieszkaniowego w Polsce jest o 68% wyższe, niż w Niemczech i przeszło dwukrotnie wyższe niż w Szwecji.

oprocentowanietab.png

W nakreślonym przez Bankier.pl scenariuszu spłaty 15-letniego kredytu w wysokości 200 tys. zł (uwzględniając prowizję za udzielenie kredytu w wysokości 1,5%), przy obowiązującym w Polsce poziomie oprocentowania, rata wynosi 1539 zł, podczas gdy w Niemczech byłoby to 1355 zł, a w Szwecji 1307 zł. Gorszy los czeka natomiast kredytobiorców na Węgrzech i w Rumunii.

Komunikat MF ws. ustawy wprowadzającej przepisy o zagranicznych spółkach kontrolowanych (CFC)

W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat skutków budżetowych wynikających z nieopublikowania ustawy wprowadzającej przepisy o zagranicznych spółkach kontrolowanych (CFC) do końca września br. Ministerstwo Finansów informuje, że:

Nieprawdziwa jest informacja, że w wyniku nieopublikowania ustawy do końca września budżet państwa straci 3,3 mld zł.

W toku prac nad regulacją przewidującą opodatkowanie dochodów osiąganych za pośrednictwem tzw. zagranicznej spółki kontrolowanej (CFC) nie wskazywano żadnej kwoty po stronie podatkowej. Jak podkreślono w uzasadnieniu do tego projektu, w związku z wejściem w życie tych przepisów „należy liczyć się z pozytywnym wpływem przedmiotowego rozwiązania na dochody sektora finansów publicznych”. Wyrażone w uzasadnieniu ustawy wprowadzającej CFC przekonanie o pozytywnych skutkach tej regulacji na dochody sektora finansów publicznych wynika głównie z prewencyjnego oddziaływania.

Należy jeszcze raz podkreślić, że w żadnym dokumencie (uzasadnienie ustawy, Action Plan, projekt ustawy budżetowej na 2015 r.) nie wskazano – z uwagi na brak wiarygodnych danych źródłowych – choćby przybliżonych szacunków dotyczących wpływu tej regulacji na poziom dochodów budżetowych, a w konsekwencji w żadnych z tych dokumentów nie uwzględniono skutków wpływu przedmiotowej regulacji na dochody sektora finansów publicznych.

Nieprawdą jest również, że wskazane w mediach dochody w wysokości 31,9 mld zł są wyłącznie dochodami spółek sklasyfikowanych jako CFC. Przytoczona wysokość dochodów dotyczy dochodów wszystkich nierezydentów za 2012 rok z tytułu odsetek i opłat licencyjnych, które w Polsce podlegają opodatkowaniu podatkiem u źródła. Natomiast zakres przepisów o  zagranicznych spółkach kontrolowanych odnosi się wyłącznie do wąskiej grupy polskich podatników posiadających pakiet kontrolny udziałów w podmiotach zagranicznych zlokalizowanych w krajach o niskim lub zerowym poziomie opodatkowania. Zatem wskazana kwota nie może stanowić podstawy do wyliczenia skutków omawianej regulacji.

Dlatego też nieuzasadnione są spekulacje jakimikolwiek kwotami strat dla budżetu państwa z tego tytułu.

Utrzymują się opóźnienia w płatnościach od kontrahentów z Ukrainy i Rosji wobec polskich partnerów

CEO Magazyn Polska

Utrzymują się opóźnienia w płatnościach od kontrahentów z Ukrainy i Rosji wobec polskich firm – wynika z obserwacji Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Wzrost ryzyka działalności na wschodnich rynkach widać również po rosnących kwotach odszkodowań wypłacanych polskim firmom w związku z fakturami nieregulowanymi przez importerów zza wschodniej granicy. Firmy eksportujące na Wschód mimo to mogą w dalszym ciągu liczyć na wsparcie KUKE. 

Na pewno ryzyko wzrosło. Obserwujemy to w zakresie narastających opóźnień w płatnościach zarówno ze strony kontrahentów z Ukrainy, jak i Rosji. Zwiększyły się także kwoty odszkodowań, jakie wypłacamy w związku z nieuregulowanymi fakturami przez importerów. W odróżnieniu od wielu komercyjnych firm ubezpieczeniowych KUKE nadal chroni transakcje na tamtych rynkach – zapewnia w rozmowie z agencją Newseria Dariusz Poniewierka, prezes zarządu Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.

Na rynkach wschodnich eksporterzy mogą wciąż korzystać z ochrony w systemie ubezpieczeń gwarantowanych przez Skarb Państwa. Nie dotyczy to sprzedaży towarów i usług, które znalazły się w unijnym rozporządzeniu z 12 września, rozszerzającym katalog sankcji nałożonych przez UE na Rosję.

Jak podkreśla Dariusz Poniewierka, KUKE wraz z Komitetem Polityki Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych na bieżąco monitorują ryzyko.

Ustalamy zasady prowadzenia dalszej działalności w tym regionie, tak aby z jednej strony chronić, a z drugiej żeby nasza usługa była jednak jak najbardziej racjonalna. Cały czas liczymy na pytania eksporterów dotyczące warunków i możliwości ubezpieczenia poszczególnych transakcji – podkreśla prezes KUKE.

W związku z embargiem nałożonym przez Federację Rosyjską na niektóre towary w sierpniu KUKE podjęła decyzję o 20-proc. obniżeniu stawek za ubezpieczenia należności krótkoterminowych oraz gwarancje pod akredytywy dla 26 krajów objętych ubezpieczeniami gwarantowanymi.

Tym samym firmy, którym uda się znaleźć odbiorców na towary objęte embargiem w innych, wytypowanych przez Ministra Gospodarki krajach, poniosą mniejsze koszty związane z zabezpieczeniem swoich transakcji – informuje prezes Poniewierka.

KUKE jest firmą ubezpieczającą transakcje handlowe polskich przedsiębiorców. Jej działalność skupia się na ubezpieczaniu należności z tytułu sprzedaży towarów i usług z odroczonym terminem płatności, a także na udzielaniu gwarancji. Jako jedyna w Polsce prowadzi gwarantowane przez Skarb Państwa ubezpieczenia eksportowe, zapewniając bezpieczeństwo handlu na rynkach podwyższonego ryzyka. Na rynkach mniej ryzykownych korporacja działa na swój własny rachunek.

Polska energetyka pod ścianą. Przyszłość to węgiel, atom, łupki i elektownie domowe

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Gospodarki do końca roku chce zakończyć prace nad „Polityką energetyczną Polski do roku 2050”. Zakłada ona m.in. rozwój energetyki jądrowej oraz pozyskiwanie prądu z gazu łupkowego. Podstawowym polskim surowcem energetyczny do 2050 roku ma jednak pozostać węgiel.

Strategicznym celem Polski ma być bezpieczeństwo energetyczne oparte na produkcji prądu z krajowych surowców. Polską energetykę czekają jednak spore zmiany, działanie na dotychczasowych zasadach jest już bowiem niemożliwe.

– To wszystko funkcjonowało w formule odziedziczonej po PRL-u i dopóki funkcjonowało, wszyscy byli bardzo zadowoleni, bo skoro działa dobrze, to po co się tym zajmować, a zawsze znajdą się inne powody do wydawania pieniędzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Nierada ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego.

Realizacja tej strategii oznaczać będzie gigantyczne inwestycje. Według szacunków takich firm doradczych jak Deloitte czy EY w ciągu najbliższych lat polska energetyka wymaga zainwestowania w nią 170-180 mld zł.

– Teraz faktycznie jesteśmy w pewnym sensie pod ścianą – ocenia Paweł Nierada. – Wygląda na to, że już nie uda się odkładać dużych decyzji kierunkowych. Bardzo duża część aktywów wytwórczych jest bardzo wyeksploatowana i będzie musiała zostać zastąpiona czymś nowym.

Tymczasem w Polsce nadal nie ma spójnej wizji rozwoju energetyki. Brakuje pomysłu na zapewnienie krajowi bezpieczeństwa z wykorzystaniem najważniejszych rodzimych zasobów, czyli głównie węgla. Brakuje też konsekwencji we wspieraniu alternatywnych form wytwarzania energii bezpośrednio w gospodarstwach domowych.

Jest to kierunek bardzo ciekawy, coraz powszechniejszy w krajach zachodnich Unii Europejskiej, pozwalający obniżyć rachunki za prąd – tłumaczy ekspert z Instytutu Sobieskiego. – Montując niewielką turbinę czy jakieś ogniwo we własnym domu, w ciągu dnia uzupełniamy część własnych potrzeb. Natomiast, kiedy idziemy spać, kiedy tego prądu nie zużywamy, to ogniwo działa dalej i prąd jest przesyłany do sieci, a nasz licznik prądu zaczyna się cofać.

Przy gigantycznych inwestycjach w elektrownie domowe generatory wyglądają skromnie, w wielu krajach prywatnie wytwarzany prąd powstaje na skalę masową. Dzięki temu, że uczestniczy w tym wiele gospodarstw domowych, stają się one istotnym źródłem energii.

– Otrzymujemy spore źródło energii jak najbardziej ekologicznej, jak najbardziej zielonej – podkreśla Paweł Nierada z Instytutu Sobieskiego. – Takie zjawiska na dużą skalę rozwijane są w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Natomiast u nas nie ma jeszcze nawet spójnych regulacji prawnych, które pozwalałyby upowszechnić podobny model gospodarczy.

Komisja Europejska chce, by w roku 2050 co najmniej 40 proc. energii wytwarzanej w państwach Unii pochodziło ze źródeł odnawialnych.

Hongkong zachęca polskich przedsiębiorców. Szansa m.in. dla przemysłu spożywczego i producentów biżuterii

Hong Kong chce przyciągnąć polskich przedsiębiorców. Inwestycja w tym wydzielonym regionie pozwala zminimalizować ryzyko związane z wejściem na rynki w Chinach i innych krajach Azji. To szansa m.in. dla polskich firm z sektora przemysłu spożywczego oraz producentów dóbr luksusowych, takich jak biżuteria bursztynowa.

Musimy lepiej tłumaczyć polskim firmom, że jeśli chcą działać w Chinach, to Hong Kong jest platformą niskiego ryzyka, która daje duże możliwości. W porównaniu z innymi gospodarkami europejskimi o podobnej skali, Polska jest nieco niedoreprezentowana w Hong Kongu. Ale jest wielki potencjał, by zwiększyć liczbę inwestycji i zachęcić większą liczbę przedsiębiorców do rozpoczęcia działalności w naszym mieście – przekonuje Simon Galpin, dyrektor generalny Invest Hong Kong.

Zgodnie z danymi Konferencji ONZ ds. Handlu i Rozwoju, wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które napłynęły do Hong Kongu w 2013 r. wyniosła 77 mld dolarów, co było czwartym wynikiem na świecie. Już w 2012 r., według danych Departamentu Cenzusu i Statystyk Specjalnego Regionu Administracyjnego Hong Kongu, skumulowana wartość inwestycji zagranicznych w tym mieście przekroczyła 10,5 bln dolarów.

Jednak polskie inwestycje w Hong Kongu mają minimalny udział. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego za 2012 r. łączny stan należności związany z bezpośrednimi inwestycjami polskimi wynosił jedynie 77 mln zł.

Invest Hong Kong chce to zmienić poprzez udzielanie polskim przedsiębiorcom porad, wsparcia i przez promowanie miasta. Jak przekonuje Galpin, możliwości są bardzo duże.

Chcemy, by polskie firmy wykorzystywały Hong Kong jako platformę do ekspansji w Azji – zapowiada Galpin. ‒ Sądzę, że na tych rynkach jest wielka szansa dla produktów niszowych w segmencie spożywczym, biżuterii z bursztynu i wielu innych produktów business-to-consumer. Firmy mogą wykorzystać Hong Kong jako pewnego rodzaju witrynę sklepową, by promować swoje produkty w całej Azji.

Galpin podkreśla, że choć sam Hong Kong ma jedynie 7,2 mln mieszkańców, rocznie miasto odwiedzają 54 miliony gości. Wielu z nich to zamożni Chińczycy z właściwego terytorium tego państwa. To generuje wielki rynek konsumencki, który polscy przedsiębiorcy mogliby wykorzystać. Istotny jest też rynek krajowy, bo PKB na głowę mieszkańca Hong Kongu to zgodnie z danymi MFW ponad 37 tys. dolarów rocznie. Zgodnie ze światowym Indeksem Wolności Gospodarczej, Hong Kong jest najbardziej przyjazną inwestorom gospodarką.

Hong Kong daje też możliwość łatwego wejścia na rynek azjatycki. Jak podkreśla Galpin, procedury i prawo w tym kraju są bardzo przyjazne, a firmę można zarejestrować w ciągu godziny z kapitałem zaledwie 1 dolara hongkońskiego. Niskie są też podatki, a wielu konsumentów głównie z Chin przyjeżdża do Hong Kongu za zakupy w funkcjonujących tam sklepach wolnocłowych.

W Invest Hong Kong bardzo chętnie pomagamy nie tylko dużym korporacjom. Coraz częściej pracujemy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami, które nigdy wcześniej nie działały na rynkach azjatyckich – podkreśla Galpin. ‒ Mamy wielu ekspertów z różnych sektorów, którzy zapewniają darmowe porady, informacje i wsparcie.

W Polsce brakuje pracowników ze specjalistycznymi umiejętnościami

CEO Magazyn Polska

Choć bezrobocie wśród młodych utrzymuje się na wysokim poziomie, to są branże, w których brakuje wykwalifikowanych pracowników. Oprócz IT, także firmom technicznym trudno jest pozyskać odpowiednie osoby. Zapotrzebowanie jest także na pracowników do centrów usług wspólnych. Polski system edukacyjny nie nadąża za tak szybko rosnącym sektorem. Sytuację może zmienić ściślejsza współpraca między uczelniami, samorządami i pracodawcami. Ważna jest również aktywizacja młodzieży.

W Polsce obserwujemy taki sam trend, jak w Europie Zachodniej, wszędzie najbardziej brakuje pracowników z umiejętnościami technicznymi. Jesteśmy globalnym rynkiem w Unii Europejskiej i o informatyczne stanowiska konkurujemy z innymi gospodarkami – mówi agencji Newseria Biznes Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający Hays Recruiting.

Na niedobór pracowników narzekają firmy z branży IT, związane z przemysłem czy farmaceutyką. W związku z szybkim rozwojem centrów usług wspólnych, brakuje też osób ze znajomością kilku języków obcych. Obecnie na rynku działa ich ponad 470 (badania Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych), zatrudniają blisko 130 tys. osób. Rynek ten będzie się wciąż rozwijał, a to oznacza, że zapotrzebowanie na pracowników z odpowiednimi umiejętnościami będzie coraz większe.

Jak pokazuje raport Hays Global Skills Index 2014, w Polsce można mówić o równowadze na rynku pracy (wskaźnik 5,0). Podobnie jednak jak w innych krajach Europy Zachodniej brakuje wykwalifikowanej kadry, przede wszystkim w branżach technicznych i IT ( wskaźnik 4,2). Wymusza to większą kreatywność pracodawcy, wysokie zarobki nie są już bowiem jednym czynnikiem przyciągającym najlepszych.

Ogłoszenie o pracę powinno być bardziej lifestylowe, takie, które pokazuje wartości firmy i to, że wspiera ona rozwój pracowników i ich pasje. Z jednej strony to pracodawcy mają pracę do wykonania, z drugiej to uniwersytety muszą ściślej pracować z pracodawcami. Myśleć nie o tym, co teraz, ale co za 5 lat będzie popularne i wypuszczać osoby, które rzeczywiście odpowiedzą na potrzeby pracodawców – tłumaczy Młynarczyk.

Uczelnie coraz częściej współpracują z firmami, tworzą kierunki, których absolwenci będą mogli szybko znaleźć dobrze płatną pracę. Wciąż jednak rzadkością jest dualny system nauki, stosowany w USA czy krajach zachodnich, gdzie praktyki w firmach trwają tyle, ile zajęcia teoretyczne. Jak podkreśla ekspert w Polsce działa obecnie ponad 100 programów skierowanych do młodych ludzi. Efekty są pozytywne. Z badań GUS wynika, że w II kw. tego roku bezrobocie wśród osób poniżej 24. roku życia wynosi 23,1 proc. przy 26 proc. w analogicznym okresie 2013 roku. Nieznacznie spadło bezrobocie wśród absolwentów (29,3 proc. przy 30,1 w ubiegłym roku).

Uczelnie coraz częściej rozmawiają na poziomie lokalnym z pracodawcami, są trójstronne stowarzyszenia, które gromadzą stronę rządową, pracodawców oraz uczelnie i starają się wspólnie wypracowywać ten program – zaznacza Młynarczyk.

Absolwenci mają często zawyżone wymagania, oczekują wysokich stanowisk i atrakcyjnego wynagrodzenia. Pomocne mogą okazać się praktyki, warto też wcześniej nauczyć się kilku języków obcych i zdobyć zagraniczne doświadczenie. Firmy coraz częściej tworzą jednak programy skierowane do młodych, ułatwiają praktyki, najlepszym oferują zatrudnienie. Jak zaznacza Młynarczyk, większe zaangażowanie i ciągłe kształcenie się mogą znacznie zwiększyć szansę na rynku pracy, dlatego warto korzystać z programów, które oferują duże firmy.

Jako Hays również organizujemy wiele programów razem z uczelniami. Zapraszamy młode osoby, które u nas uczą się zawodu rekrutera, headhuntera. Część z nich zostaje, ale część ma po prostu szersze podejście do rynku, później trafia do działów HR firm, mają też lepszą świadomość tego, jak funkcjonuje rynek – przekonuje Michał Młynarczyk.

Rynek nieruchomości: Wiele ofert sprzedaży ma cenę niedopasowaną do możliwości rynku. To wydłuża proces sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Dobrze skalkulowana cena ofertowa nieruchomości względem możliwości rynku daje szanse na sprzedaż w ciągu miesiąca od wystawienia oferty. Przeszacowanie już na starcie powoduje, że czas poszukiwania nabywcy się wydłuża. Eksperci podkreślają, że brakuje narzędzi, które pozwoliłyby sprzedającym porównywać ceny transakcyjne i określać tendencje rynkowe, a tym samym odpowiednio wyznaczać cenę za posiadaną nieruchomość.

Rynek nieruchomości w Polsce, a w Warszawie w szczególności, charakteryzuje się tym, że ceny ofertowe nie są adekwatne do możliwości rynku. Różnica między ceną ofertową a ceną transakcyjną musi być zweryfikowana przez rynek – mówi Sebastian Janicki, prezes zarządu spółki Inwestycje MSW.

Zdaniem Janickiego cena skalkulowana odpowiednio do możliwości rynkowych pozwala znaleźć nabywcę w ciągu miesiąca od momentu wystawienia oferty. Przeszacowanie ceny na początku może znacząco wydłużyć ten proces.

W zależności od tego, jak szybko uda się zweryfikować przez właściciela jego aspiracje co do ceny, ten proces trwa co najmniej trzy miesiące, nierzadko i pół roku. Jeżeli właściciel jest nieugięty, ten czas ciągnie się w nieskończoność – mówi Sebastian Janicki. – Miesiąc to jest taki odpowiedni czas na rozeznanie się na rynku, znalezienie przynajmniej kilku potencjalnych klientów, oszacowanie możliwości rynku i wybranie najkorzystniejszej oferty.

Zbyt wysokie ceny ofertowe mogą wynikać z niewiedzy na temat rynku samych klientów i braku zaufania do pośredników. W ocenie Janickiego pośrednicy również mają problem z pozyskiwaniem informacji na temat cen transakcyjnych na rynku. Dostępne systemy, jak podkreśla ekspert, obejmują niewielki procent rynku.

Jeżeli chcielibyśmy poznać dokładną sytuację odnośnie cen transakcji i wysokości czynszów na rynku, bo to też w jakiś sposób definiuje nam możliwość uzyskiwania dochodów z nieruchomości i oszacowania jej właściwej ceny, to nie ma na rynku takich systemów, z których pośrednicy mogliby korzystać. Dlatego też w najbliższym czasie powstaną takie systemy, my staramy się taki program wprowadzić. Umożliwi on zbieranie takich danych, ich przetwarzanie i wykorzystywanie przez rynek – wyjaśnia Janicki.

Mimo to zarówno kupujący, jak i sprzedający zdaniem Sebastiana Janickiego są coraz bardziej świadomi sytuacji na rynku.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że ich wiedza koncentruje się wokół bodźców zewnętrznych, czyli cech nieruchomości, natomiast rolą profesjonalisty jest dostarczenie innych, niedostępnych dla przeciętnego Kowalskiego, informacji – twierdzi Janicki. – Są to na przykład ewentualne dochody, które można uzyskiwać z nieruchomości, i koszty, które trzeba ponosić w związku z jej utrzymaniem.

Niedoceniana przez Polki biżuteria z bursztynu wzbudza zachwyt w Chinach

CEO Magazyn Polska

Polki nie doceniają biżuterii z bursztynu. Zwłaszcza młode kobiety uznają jantar za odpowiedni raczej dla starszych pań bądź kojarzą go z tandetnymi pamiątkami z wakacji. Biżuterię z bursztynu pokochały natomiast Chinki.

Biżuteria z bursztynu jest niezwykle popularna na świecie. Znacznie mniejszym uznaniem cieszy się natomiast w Polsce. Wiele kobiet wciąż kojarzy bursztyn bardziej z tandetnymi pamiątkami z wakacji nad morzem lub barokowymi ozdobami dla starszych pań niż z elegancką, nowoczesną biżuterią.

– To jest paradoks. Z jednej strony uważamy bursztyn za nasze bałtyckie, polskie złoto, a z drugiej tak naprawdę wcale go nie cenimy. Doceniają tę biżuterię ambasadorki bursztynu, osoby związane ze światem mody, show-biznesu, które próbowały pokazać, że bursztyn jest modny, jest fajny. Mam nadzieję, że to się uda. W ostatnich latach ceny bursztynu bardzo wzrosły i nie spodziewajmy się już, że ta biżuteria będzie tania, ale może to się przyczynić do większego jej prestiżu mówi Anna Sado, dziennikarka branżowa specjalizująca się w tematyce jubilerskiej.

Polska biżuteria z bursztynu cieszy się ogromną popularnością m.in. w Chinach. Według ekspertów kraj ten stał się jednym z głównych importerów bursztynu i wyrabianej z niego biżuterii, a do Azji Polska eksportuje prawie 40 proc. biżuterii.

– Chińczycy wymusili bardzo duży wzrost jakości i estetyki. Obserwuje w ostatnich trzech, czterech latach, że biżuteria bardzo się zmieniała, zrobiła się piękniejsza, oprawy są bardziej estetyczne, choć są dostosowane do potrzeb rynku chińskiego – mówi Anna Sado.

Biżuteria z bursztynu jest niezwykle elegancka i ponadczasowa. Z powodzeniem mogą ją nosić zarówno kobiety dojrzałe, jak i nastolatki. Młode dziewczyny mogą wybrać delikatne bransoletki z małymi bryłkami jantaru, dla starszych pań idealna będzie biżuteria bardziej okazała, z większymi bryłami bursztynu. Jantar najczęściej oprawiany jest w srebro, coraz bardziej popularne staje się jednak także połączenie bursztynu ze złotem. Oprawy są zazwyczaj delikatne, tak aby jak najpełniej wyeksponować urodę bursztynu. Połączenie jantaru z lnianym sznurkiem lub rzemieniem nadaje biżuterii nowoczesnego i młodzieżowego charakteru.

– Bursztyn fascynuje tym, że ma mnóstwo odmian barwnych. Nam się kojarzy przede wszystkim z brązowawym kolorem, przez fachowców zwanym koniakowym. Ale jest ich dużo więcej: mamy więc odcienie jasne, mleczne, które są najbardziej poszukiwane, mamy odcienie żółtawe i tutaj też jest cała gama tych żółtych odcieni. Mamy też takie brązowe odcienie, a nawet czarne mówi Sado.

BNP Paribas Real Estate: Henrik Favari przejmuje funkcję Chief Executive Officer węgierskiego oddziału firmy

0

Csongor Csukas, który dotychczas odpowiadał za węgierski oddział awansował na stanowisko International Director.

Henrik Favari został mianowany Chief Executive Officer BNP Paribas Real Estate Hungary. Pracę na nowym stanowisku rozpoczął 1 października 2014 roku. Henrik będzie odpowiedzialny za rozwój węgierskiego oddziału firmy stanowiącego część platformy usług tworzonej dla Europy Środkowo-Wschodniej. Powołanie Henrika Favari na stanowisko CEO to kolejny krok w budowie silnej pozycji BNP Paribas Real Estate w tej części Europy, porównywalnej do wiodącej pozycji organizacji na kluczowych rynkach Europy Zachodniej.

Jestem wdzięczny za pracę, którą wykonał dotychczasowy CEO węgierskiego oddziału, Csongor Csukas. Dzięki jego zaangażowaniu i wysiłkom BNP Paribas Real Estate Hungary znajduje się w pierwszej trójce firm świadczących usługi property management w sektorze powierzchni biurowych klasy A w Budapeszcie – mówi Lauric Leclerc, Deputy Chief Executive of BNP Paribas Real Estate, który odpowiada za Property Management. Csongor obecnie zajmuje stanowisko International Director i koordynuje prace Działów Property Management w 14 krajach Europy, gdzie są świadczone usługi Property Management. Nie odpowiada jedynie za koordynację pracy Działów zlokalizowanych we Francji, Niemczech i w Wielkiej Brytanii.

Henrik Favari od ponad 12 lat pracuje na rynku nieruchomości komercyjnych. W czasie swojej kariery zajmował wiele zarządczych stanowisk w międzynarodowych firmach działających w obszarach property development, facility management oraz property management na rynkach węgierskim, czeskim oraz w Wielkiej Brytanii. Do BNP Paribas Real Estate Henrik dołączył w 2011 roku jako Business Development Director i znacząco wpłynął na rozwój firmy.

Cieszymy się, że Henrik jest w naszym Zespole jako CEO BNP Paribas Real Estate Hungary. Nie mam wątpliwości, że jego wiedza oraz doświadczenie zaowocują umocnieniem pozycji naszej firmy na węgierskim rynku oraz rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki najwyższej klasy profesjonalistom posiadającym głęboką wiedzę na temat lokalnych uwarunkowań klienci BNP Paribas Real Estate mają dostęp do najwyższej jakości usług doradczych – mówi Patrick Delcol, Chief Executive Officer, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo-Wschodnia.

Na terenie Europy Środkowo-Wschodniej BNP Paribas Real Estate świadczy usługi w zakresie: Rynków Kapitałowych, Zarządzania Nieruchomościami, Transakcji (w tym doradztwie i pośrednictwie przy zakupie, sprzedaży i wynajmie nieruchomości biurowych, handlowych i magazynowych), Konsultingu oraz Wycen nieruchomości. Wszystkie Działy firmy wspierane są przez Dział Badań, który dostarcza informacji na temat rynku i wspiera klientów BNP Paribas Real Estate w podejmowaniu najlepszych długoterminowych biznesowych decyzji.

Prowadzenie domu to praca, która powinna być odpłatna

Coraz częściej mówi się o tym, że kobieta, która rezygnuje z pracy zawodowej na rzecz prowadzenia domu, powinna mieć zagwarantowane zabezpieczenie finansowe.

Spośród Polek, które zajmują się wychowywaniem dzieci, tylko połowa spełnia się zawodowo. „Polskie państwo nie traktuje poważnie pracy domowej wykonywanej przez matki. Uważa, że nie wymaga ona wynagrodzenia pieniężnego. Zajęcia domowe traktowane są jako obowiązek związany z miłością, przyjaźnią, partnerstwem w rodzinie” – mówi serwisowi infoWire.pl Justyna Szachowicz-Sempruch ze Studia (S)praw Kobiet.

Potrzeba zmian. Należy uświadamiać społeczeństwu, że zarządzanie gospodarstwem domowym to praca wymagająca wysiłku, odpowiedzialności i umiejętności. „Rozwożenie i odbieranie dzieci z przedszkola, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, organizowanie popołudnia dzieciom – to tylko niektóre elementy codziennej pracy w domu […]. Dlatego porównywanie cennika obowiązującego w trzecim sektorze z pracami domowymi wydaje się rozsądnym rozwiązaniem” – mówi specjalistka.

Wzorem do naśladowania może być Szwajcaria, w której również dominuje podział ról na kobiece i męskie: gdy małżeństwo lub związek partnerski się rozpada, zabezpieczenia emerytalne, które przyjmował pracujący mężczyzna, dzielone są na pół. W związku z tym praca domowa staje się odpłatna.

Ułatwienia kredytowe dla osób wykonujących wolne zawody

W Polsce przybywa osób wykonujących wolne zawody. Duże wymagania stawiane specjalistom wykształciły sporą grupę osób posiadających zarówno wysokie kwalifikacje zawodowe, imponujące dochody, jak też wygórowane aspiracje. Jednocześnie w dobie dynamicznie zmieniającego się otoczenia konkurencyjnego rośnie presja na ograniczanie kosztów działalności firm. To sprawia, że klasyczne umowy na tzw. „etat” są zastępowane umowami o dzieło, zlecenia czy innymi kontraktami czasowymi. Z tych form zatrudnienia bardzo często korzystają ludzie wykonujący tzw. wolne zawody lub zawody zaufania publicznego. Możliwość swobodnego wykonywania zawodu jest w ich przypadku niewątpliwym plusem, ale pojawia się pytanie: jak taką nieskrępowaną formę uzyskiwania dochodów oceniają banki udzielające kredytów?

Wolny zawód a zawód zaufania publicznego, na czym polega różnica?

Oba te pojęcia są sobie znaczeniowo bliskie, jednak tylko definicja zawodu zaufania publicznego znalazła się w Konstytucji RP, która wiąże wykonywanie zawodu zaufania publicznego z istnieniem samorządu zawodowego. Do zawodów zaufania publicznego zalicza się profesje, które mają szczególne znaczenie z punktu widzenia zadań publicznych i które wspierają realizację interesu publicznego. Należy tu wymienić przede wszystkim zawody prawnicze takie jak adwokat, radca prawny czy notariusz, lekarzy medycyny oraz weterynarii, rzeczoznawców majątkowych, komorników, biegłych rewidentów, inżynierów, rehabilitantów lub fizjoterapeutów, farmaceutów, pracowników naukowych, nauczycieli, sędziów czy doradców podatkowych. Warto pamiętać, że zawód zaufania publicznego nie jest tożsamy z wolnym zawodem, tak jak nie wszyscy przedstawiciele wolnych zawodów to ludzie wykonujący zawody zaufania publicznego, zrzeszeni w samorządach zawodowych.

Z kolei wolny zawód jest to zawód wykonywany na podstawie odpowiedniego wykształcenia, ale bez konieczności uprzedniego uzyskania zezwolenia, które można zdobyć tylko po spełnieniu wymogów określonych przepisami prawnymi (np. zdanie egzaminu państwowego, ukończenie wymaganej praktyki zawodowej, uzyskanie wpisu na listę, ukończenie właściwego szkolenia). Osoba, która wykonuje wolny zawód działa w sposób niezależny zawodowo, samodzielnie (zwykle w oparciu o jednoosobową działalność gospodarczą), w celu oferowania usług intelektualnych lub koncepcyjnych na rzecz klienta lub w interesie publicznym. W tej grupie znajdziemy przede wszystkich specjalistów np. tłumaczy, grafików, artystów czy dziennikarzy.

Wizerunek osób wykonujących wolny zawód lub zawód zaufania publicznego na rynku kredytów

Zmiany zachodzące na rynku pracy na przestrzeni ostatnich kilku lat bezpośrednio przekładają się na podejście banków do udzielania kredytów osobom fizycznym. Jeszcze nie tak dawno człowiek bez zaświadczenia o zatrudnieniu i wysokości dochodów mógł jedynie pomarzyć o otrzymaniu kredytu.

A dziś, kiedy prawie 10 proc. wszystkich mikrofirm należących do sektorach małych i średnich przedsiębiorstw to firmy, które działają w ramach oficjalnych list wolnych zawodów sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Banki nie tylko darzą takich klientów uznaniem, ale wręcz postrzegają ich, jako bardzo obiecującą grupę potencjalnych kredytobiorców. W przypadku zawodów zaufania publicznego sytuacja wygląda jeszcze lepiej. Banki uznają, że przedstawiciele tych zawodów są jeszcze bardziej godni zaufania i w związku z tym tworzą dla nich specjalne oferty oparte o korzystniejsze warunki i uproszczone procedury, w porównaniu do ofert proponowanych pozostałym klientom.

Co i komu konkretnie proponują banki?

Tak jak oferty poszczególnych banków są różne, tak samo różne są listy wolnych zawodów czy zawodów zaufania publicznego sporządzane przez daną instytucję. Z tego powodu już na początku procesu poszukiwania kredytu warto skorzystać z wiedzy doradcy finansowego np. Idea Expert, który pomoże wybrać najbardziej obiecujące banki. Natomiast, w momencie rozpoczęcia rozmów z wybranym bankiem warto upewnić się, jakie konkretnie zawody są w nim uprzywilejowane i traktowane na specjalnych warunkach.

Ułatwienia, na jakie mogą liczyć osoby wykonujące wolne zawody lub zawody zaufania publicznego sprowadzają się właściwie do dwóch podstawowych obszarów tj. uproszczonej procedury przy ubieganiu się o kredyt lub korzystniejszych warunków cenowych. Do pierwszej grupy należą przede wszystkim uproszczone procedury kredytowe np. skrócenie okresu, z którego brane są dochody do wyliczenia zdolności kredytowej lub szacowanie dochodów jedynie na podstawie oświadczenia klienta, zwiększenie limitu pożyczanego kapitału lub kwoty, która jest dostępna bez dodatkowych zabezpieczeń, wydłużenie okresu kredytowania. Do drugiej grupy z kolei należy obniżenie marży kredytu lub prowizji przygotowawczej.

Kredyt obrotowy

Przedstawiciele wolnych zawodów lub zawodów zaufania publicznego bardzo często korzystają ze wsparcia banków na początku swojej działalności, korzystając z kredytów na zakup sprzętów, wyposażenie biura czy zakup samochodu, etc. Banki zdają sobie sprawę z tego, że przedstawiciele wolnych zawodów to ludzie o dużych dochodach i dużej zdolności kredytowej, dlatego bardzo chętnie kredytują ich dalszy rozwój. Dziś są one gotowe do tego, aby udzielić takiej osobie kredytu obrotowego na preferencyjnych warunkach w wysokości nawet kilkuset tysięcy złotych. Co ważne, taki kredyt może zostać przyznany w ramach uproszonej procedury, co z reguły oznacza, że osoba wnioskująca o kredyt otrzyma go szybko i bez zbędnych formalności. Z uwagi na ograniczone wymogi formalne kredytobiorca będzie mógł złożyć wniosek bez konieczności przedstawiania sprawozdań finansowych oraz zaświadczeń o niezaleganiu wobec ZUS i US.

Kredyt gotówkowy

Jest to interesująca propozycja dla osób, którym zależy bądź zmuszone są do jednorazowych, dużych wydatków. W porównaniu z innymi produktami finansowymi podstawową zaletą kredytu gotówkowego jest to, że pozwala on na zastrzyk dużej gotówki na dowolny cel. Dodatkowo spłata takiego kredytu rozłożona jest na długi okres czasu, od 6 do 120 miesięcy. Jest to o tyle istotne, gdyż pozwala na elastyczne i przyjazne dopasowanie spłat rat kredytowych w stosunku do możliwości budżetowych.

Kredyt hipoteczny

W tym przypadku ilość banków oferujących preferencje w uzyskaniu kredytu hipotecznego od wielu lat się zmniejsza i obecnie na rynku dostępnych jest dosłownie kilka propozycji. Sprowadzają się one praktycznie do uproszczonej procedury przy ubieganiu się o kredyt. Banki nie są już skore do obniżania ceny tego kredytu dla przedstawicieli wolnych zawodów. Niestety, bywa wręcz przeciwnie.  Z uwagi na mniejszy zakres formalności, a więc i większe ryzyko dla banku, jego cena często jest wyższa niż w przypadku kredytu standardowego bądź wymagany jest większy wkład własny. Dlatego jeśli kredytobiorca spełnia warunki ubiegania się o kredyt w standardowej ofercie, warto by z niej skorzystał, tak, aby ostateczny koszt jego kredytu był jak najniższy.

Podsumowując, pamiętajmy, że:

  • Osoby wykonujące wolny zawód lub zawód zaufania publicznego cieszą się uznaniem banków, które przygotowują dla nich elastyczne oferty specjalne. W związku z tym poszukując kredytu dla siebie warto sprawdzić dostępne opcje
  • Najwięcej korzyści kryje się w kredytach obrotowych i gotówkowych dedykowanych dla przedstawicieli wolnych zawodów. Starając się o taki kredyt warto zaznaczyć swoją przynależność do tej grupy zawodowej i korzystać z uproszczonych procedur
  • Poszukując kredytu hipotecznego warto porównać oferty z uproszczoną procedurą przewidzianą dla przedstawicieli wolnych zawodów z ofertami standardowymi. Może się, okazać, że mniejsza liczba formalności sprawi, że kredyt będzie droższy
  • Zawsze warto negocjować z bankiem nie tylko opłaty czy prowizje, ale także konieczne formalności czy inne zapisy w umowie kredytowej
  • Jeśli mamy wątpliwości jak wybrać ofertę najlepszą dla siebie, korzystajmy z usług doradców finansowych (np. Idea Expert), którzy mając wiedzę i doświadczenie będą w stanie zaproponować najlepsze rozwiązanie

 

Elżbieta Micigolska-Turczyk, ekspert Idea Expert

Rynek telekomunikacyjny w Polsce – w 2014 r. blisko wyhamowania spadku

Według raportu „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018”, w 2013 r. wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce wyniosła 44,7 mld zł. W porównaniu do roku poprzedniego rynek spadł o blisko 4%. Przekładało się to na strategie głównych graczy. W bieżącym roku rynek również straci, choć skala spadku będzie mniej dotkliwa.

Na ogólny spadek rynku mocno wpłynęły wyniki na rynku telefonii komórkowej. Jeśli dodać do tego kolejny rok dwucyfrowych spadków w sektorze telefonii stacjonarnej, gdzie usługi na bazie VoIP i WLL nie są w stanie zrównoważyć erozji przychodów z tradycyjnych usług głosowych na bazie sieci PSTN, kurczenie się całego rynku jest nieuniknione. Wprawdzie na sytuację w branży pozytywnie wpłynął wzrost wydatków operatorów na infrastrukturę i sprzęt telekomunikacyjny, lecz nie jest to czynnik mogący zupełnie odwrócić negatywne trendy. Nie jest tego w stanie zrobić również segment transmisji danych, dostępu do internetu i łączy dzierżawionych (DLISP), który w ostatnim czasie balansuje na granicy wzrostu. Poziom nasycenia usługami internetowymi nie pozwala na znaczącą poprawę przychodów dostawców stacjonarnych, którzy zmuszeni są do konkurencji między sobą i operatorami komórkowymi o istniejącą bazę abonencką. O wzrost organiczny jest trudno; wynika on przede wszystkim z budowy nowych mieszkań i jedynie w niewielkim stopniu z dodawania nowych abonentów już będących w zasięgu sieci.

Struktura rynku telekomunikacyjnego w Polsce jest stabilna. Jak co roku, rozstrzygające znaczenie dla sytuacji na rynku mają wyniki operatorów telefonii komórkowej i od tego w największym stopniu zależy skala wzrostu bądź spadku rynku. Utrzymywanie kluczowego znaczenia operatorów komórkowych dla całego rynku telekomunikacyjnego, oprócz wzrostu intensywności korzystania z usług telefonii komórkowej w Polsce, wynika również z konsekwentnego rozszerzania przez nich działalności poza obszar usług telefonii komórkowej. Rzeczywiste wpływy operatorów wyłącznie z usług telefonii komórkowej (usługi głosowe na rynku detalicznym i hurtowym oraz usługi dodane bez internetu) w praktyce maleją, choćby z uwagi na obniżki stawek za zakańczanie połączeń.

Dotychczas najbardziej dynamiczny z segmentów rynku telekomunikacyjnego w Polsce – DLISP – zyskał również w 2013 r., ale wzrost po raz kolejny był niższy niż rok wcześniej, zmierzając w kierunku zupełnej stagnacji. Rynek ISP, będący głównym komponentem segmentu DLISP, ewidentnie się nasycił i trudno się spodziewać dynamicznych wzrostów w kolejnych latach, choć ostatnie inwestycje w regionalne sieci szerokopasmowe pozwalają na zwiększony optymizm dzięki dotarciu do bazy nowych abonentów z usługami o wyraźnie lepszej jakości. Wciąż obecne jest na rynku zjawisko substytucji telefonii stacjonarnej przez komórkową. Szczególnie bolesnych spadków doświadcza segment usług bazujących na tradycyjnych sieciach PSTN.

W strategii operatorów, widać jeden wspólny mianownik, a więc konwergencję i sprzedaż usług w pakietach, i trudno odmówić takim założeniom logiki. W kolejnych latach w zasadzie wszyscy więksi operatorzy będą próbowali sprzedaży usług w pakietach. Sposobem na utrzymanie klientów i wpływów są też dodatkowe usługi. Sieci komórkowe będą wchodzić na szerszą skalę w usługi bankowe. W przypadku największych operatorów telekomunikacyjnych kluczem będzie jednak rozwój oferty telewizyjnej w oparciu o własną infrastrukturę, a tym samym włączenie się do rywalizacji o klienta w większych miastach z sieciami telewizji kablowej. Model biznesowy tych ostatnich bazuje na pakietach i kablówki będą tę strategię kontynuować, starając się podnieść średnią liczbę usług na abonenta. Niewykluczone jest też dalsze zainteresowanie operatorów rynkiem dystrybucji energii, choć bardziej perspektywiczny segment to rozwiązania ICT dla firm, w tym przede wszystkim dla MŚP, usługi data centrowe i chmura.

Targi nieruchomości EXPO REAL w Monachium pokażą zmiany na rynku Europy Środkowo-Wschodniej

Według danych CBRE, opublikowanych przed rozpoczęciem 17. Międzynarodowych Targów Nieruchomości EXPO REAL w Monachium, widoczne są pierwsze skutki zmiany sytuacji politycznej związanej z rynkiem rosyjskim i ukraińskim. W pierwszej połowie 2014 r. wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Rosji spadła o 58% w porównaniu z analogicznym okresem 2013 r., rzutując na wyniki (-26%) całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Obecnie wartość transakcji na rynku rosyjskim jest porównywalna z danymi dotyczącymi Polski. W kontekście aktywności inwestorów Polska pozostaje liderem w regionie CEE – w pierwszym półroczu 2014 r. wolumen transakcji inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne wyniósł 1,1 miliarda euro (wzrost o 3% w porównaniu z analogicznym okresem 2013 r.). Największa dynamika wzrostu skumulowanej wartości transakcji widoczna jest jednakże w Rumunii (+295%), Czechach (+36%) oraz na Węgrzech (+35%).

„W kontekście działalności polskiego oddziału CBRE dostrzegamy znaczący rozwój naszych linii biznesowych. Skutki europejskich i amerykańskich sankcji nałożonych na rynek rosyjski, w połączeniu z brakiem stabilizacji na Ukrainie, nie odbijają się na ogólnej sytuacji biznesowej. Jesteśmy optymistami jeśli chodzi o koniec tego roku i początek 2015, jednak jeśli sytuacja na Wschodzie dalej się pogorszy, wówczas nie będzie bezpodstawne, aby założyć, że może pojawić się negatywny nastrój rzutujący nie tylko na rynek polski, ale na całą Europę Środkowo-Wschodnią. Rynek nieruchomości komercyjnych obejmuje duże transakcje pod względem wartościowym, w których zawieraniu uczestniczą międzynarodowe firmy i banki, co z kolei otwiera rynki na oddziaływanie innych, niepowiązanych bezpośrednio sytuacji i czynników. CBRE zamierza kontynuować świadczenie takiego poziomu usług, dzięki któremu odnosimy sukces, mając nadzieję na powrót stabilnej sytuacji w regionie – powiedział Colin Waddell, dyrektor zarządzający CBRE Polska.

Ograniczenie możliwości nabywania najlepszych produktów inwestycyjnych w stolicach europejskich, coraz bardziej przesuwa zainteresowanie inwestorów w kierunku pierwszorzędnych nieruchomości zlokalizowanych poza stolicami pod warunkiem, że istnieją tam stabilne rynki najemców, a nieruchomości są wyjmowane w oparciu o długoterminowe, międzynarodowe umowy najmu. To przesunięcie jest także widoczne w Polsce, gdzie popyt na warszawskim rynku nieruchomości komercyjnych, z uwagi na takie czynniki jak nadwyżki kapitału własnego, w szczególności z Europy Zachodniej, Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz USA, przewyższa podaż ciekawych ofert inwestycyjnych.

Jednocześnie na wielu rynkach można zaobserwować, że popyt ze strony najemców nieproporcjonalnie koncentruje się na wysokiej jakości budynkach zlokalizowanych w centrum miasta (lub jego pobliżu), które są atrakcyjne dla pracowników i w lepszy sposób umożliwiają dostosowanie nowych strategii środowiska pracy. Wzrost liczby kontraktowanych na zewnątrz centrów usług wspólnych i samego sektora BPO w Polsce jest znaczący, w którym to coraz więcej produktów inwestycyjnych pojawia się na rynku, w szczególności w miastach takich jak: Wrocław, Kraków i Poznań.

Interesujące będzie oczywiście otwarcie drugiej linii metra w Warszawie i już obecnie widzimy, że większość nowych projektów w Śródmieściu koncentrowanych jest wzdłuż powstającej linii metra. Dzięki dalszym inwestycjom w infrastrukturę transportową w całej Polsce, jak np. ukończenie pełnego przebiegu autostrady A2 do Berlina w 2012, jak i ostatnio autostrady A1 do Gdańska, będziemy obserwować dalszy wzrost na peryferiach miast i rynkach lokalnych. Wszystkie te czynniki będą tematem dyskusji podczas panelu Investor Locations Forum – Poland, który odbędzie się na targach EXPO REAL we wtorek 7 października – powiedział Mike Atwell, starszy dyrektor działu rynków kapitałowych CEE CBRE.

Zahamowanie dynamiki rozwoju rynku biurowego w CEE  

Rynek biurowy w Europie odnotował ponad 12% wzrost w II kwartale 2014 r. wobec analogicznego okresu w 2013 r. Biorąc jednakże pod uwagę wynik za całe półrocze, jest on nadal o 2% gorszy niż w I półroczu ubiegłego roku. Wskutek napięć politycznych sytuacja na moskiewskim rynku biurowym pogorszyła się na tyle, że wpłynęło to negatywnie na ogólny wynik regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Mając na względzie potencjał rynku, skumulowana wartość transakcji w CEE wzrosła zaledwie o 3%.

W regionie CEE największy wzrost odnotował rynek powierzchni biurowych w Budapeszcie – +40% w pierwszym półroczu 2014 r. w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku. W Polsce najbardziej dynamicznym rynkiem biurowym pozostaje Warszawa, gdzie w I połowie 2014 r. w budowie znajdowały się 43 obiekty biurowe o łącznej powierzchni 633 tys. mkw.

Potencjał rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych

W I półroczu 2014 r. rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych odnotował ponad 30% wzrost wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Najbardziej rozwinęły się główne rynki, w tym takie miasta jak: Paryż, Mediolan, Budapeszt, Dublin i Amsterdam. Przyczyniło się do tego zakończenie transakcji zawieszonych w 2013 r. oraz ekspansywna aktywność firm 3PL (Third Party Logistic Provider) i sieci handlowych poszukujących obiektów logistycznych i centrów dystrybucyjnych w miastach oraz dużych magazynów w strategicznych lokalizacjach. Również dla Polski 2014 rok jest rekordowy na tle ostatnich lat jeśli chodzi o liczbę realizowanej powierzchni logistycznej. W I połowie roku znajdowało się w budowie aż 853 tys. mkw., co stanowiło najwyższą wartość od 2008 r.

Eksperci CBRE przewidują, że w 2014 r. popyt na powierzchnię przemysłowo-logistyczną w całym regionie EMEA będzie wyższy niż w roku 2013. Mimo to ten segment rynku wykazuje cały czas pewne niedopasowanie pomiędzy podażą i popytem. Ograniczona podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w wielu ważnych lokalizacjach skutkuje potrzebą budowy nowych obiektów w systemie BTS (Build-to-suit). W Polsce takim przykładem częściowej rozbieżności w strukturze podaży i popytu zgłaszanego przez najemców jest Wrocław.

Dominacja regionu CEE w segmencie powierzchni handlowych

W Europie w budowie jest aktualnie ponad 13 milionów mkw. powierzchni handlowej, z czego ponad 70% w Europie Środkowo-Wschodniej – najwięcej w Rosji: 5,4 mln i Turcji: 2,7 mln mkw. Polska zajmuje piątą pozycję w Europie z realizacją ok. 560 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej. Średnie nasycenie powierzchnią handlową w warszawskiej aglomeracji wynosi obecnie 430 mkw. na 1000 mieszkańców, plasując Warszawę, pod tym względem, na pierwszym miejscu wśród stolic państw regionu CEE.

W państwach Europy Zachodniej, spośród których najwięcej nowych obiektów handlowych buduje się we Francji, w Niemczech i Włoszech, właściciele koncentrują się na rozbudowie istniejących oraz modernizacji starszych obiektów. Trend przystosowywania do rosnących oczekiwań najemców oraz klientów i odświeżania obiektów handlowych kontynuowany jest od poprzedniego roku.

EXPO REAL to największe w Europie targi branży nieruchomości komercyjnych organizowane od 1998 r. W ubiegłym roku w wydarzeniu uczestniczyło ponad 36 tys. osób z 68 krajów. Wystawcy z Polski w liczbie 42 stanowili drugą najliczniejszą reprezentację po Austriakach (72 wystawców).

W tym roku w targach weźmie udział ponad 200 specjalistów CBRE z 23 krajów, w tym siedem osób z polskiego oddziału firmy.

Raport o podatkach Kościoła. Duchowny płaci średnio 236 złotych podatku rocznie

W ubiegłym roku Polacy zapłacili fiskusowi w postaci podatku dochodowego (PIT) blisko 53,2 mld złotych. Na tę kwotę złożyli się też księża, ale w sposób bardzo symboliczny. W ramach zryczałtowanego podatku dochodowego zapłacili jedynie 13,3 mln złotych.

Płacone przez duchownych podatki z roku na rok topnieją, jeszcze w 2010 roku było to o 200 tysięcy złotych więcej. Podatników mamy w Polsce blisko 24,4 mln, a duchownych i alumnów katolickich ponad 56,3 tysięcy.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że średni podatek dochodowy za ubiegły rok to 2184 złote. Tymczasem każdy duchowny katolicki podzielił się z państwem kwotą niewiele ponad 236 złotych. Statystyczny ksiądz, siostra, a nawet biskup zapłacili więc w 2013 roku podatek ponad dziewięciokrotnie niższy niż podatnik nie będący duchownym.

Porównanie liczby podatników i kwot podatku dochodowego (PIT) odprowadzonego w 2013 roku

Liczba podatników w Polsce odprowadzających podatek dochodowy (PIT) Liczba duchownych Kościoła katolickiego w Polsce Suma podatku dochodowego (PIT) jak w 2013 roku wpłynęła do kasy państwa. Suma podatku dochodowego (PIT) jaką w 2013 roku zapłacili duchowni Średni podatek dochodowy (PIT) odprowadzony przez podatnika w 2013 roku Średnia kwota zryczałtowanego podatku dochodowego odprowadzona przez duchownego w 2013 roku
24,4 mln 56,3 tys. 53,2 mld zł 13,3 mln zł 2 184 zł 236 zł
Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów i Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Duchowni, którzy osiągają przychody z działalności duszpasterskiej, czyli zbierają na tacę lub co łaska za posługę, są płatnikami podatku zryczałtowanego. Wysokość ryczałtu ustalana jest odrębnie na każdy rok podatkowy przez urząd skarbowy właściwy dla miejsca wykonywania funkcji o charakterze duszpasterskim. Liczy się liczba mieszkańców parafii, (a nie tylko parafian) i miejsce zamieszkania. Oczywiście, te przywileje nie dotyczą duchownych pracujących w szkołach jako katecheci. Oni rozliczają się według powszechnie obowiązujących składek.

W Polsce w ubiegłym roku było 400 tysięcy podatników CIT, czyli osób prawnych prowadzących działalność gospodarczą. W sumie wszyscy odprowadzili do budżetu państwa blisko 28 mld złotych. Natomiast kościelne firmy zapłaciły zaledwie… 78 tysięcy złotych podatku CIT. Księża płaca symboliczne podatki od działalności gospodarczej dlatego, że zapewnia im to ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz ustawie o CIT.

Do tego trzeba jednak dodać podatek, jaki duchowni płacą od posiadanych gruntów i lasów. Tutaj – poza obiektami sakralnymi i przeznaczonymi na działalność duszpasterską – nie ma przywilejów. Strona kościelna ujawnia, że jest to teraz około 110 tys. hektarów, tak więc odprowadzane podatki od tych nieruchomości przekraczają rocznie około 20 mln zł.

Roczne przychody parafii są bardzo zróżnicowane i wynoszą od 30 tys. zł do 300-400 tys. zł – tak wynika z raportu KAI dotyczącego finansów Kościoła. Księża zarabiają od 800 do 5,5 tys. zł. Średnia to – jak twierdzą duchowni – to 2,5-3 tys. zł.

Dochody z tacy, za udzielanie ślubów, chrztów, za pogrzeby, stanowią dochody z niegospodarczej działalności Kościołów. Są one zwolnione od podatku dochodowego od osób prawnych i w tym zakresie kościelne osoby prawne nie mają obowiązku prowadzenia ewidencji wymaganej przez przepisy podatkowe. To jednak nie koniec przywilejów. Usługi świadczone przez Kościoły, m.in.: śluby, pogrzeby, bierzmowanie, chrzty, nie podlegają opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług. VAT-u nie płaci się też od pieniędzy z tacy.

Spór o pieniądze między rządem i duchownymi trwa już dwa lata. Celem rozpoczętych w 2012 roku negocjacji było zastąpienie utworzonego w 1950 r. Funduszu Kościelnego – na mocy ustawy o dobrach martwej ręki – stosowanym w innych krajach europejskich rozwiązaniem w formie dobrowolnego odpisu podatkowego na dowolnie wskazany kościół lub związek wyznaniowy.

Duchownym nie odpowiadają jednak propozycje odpisu na poziomie 0,5 procent z PIT, mimo że z szacunków MAC wynika, że zyskaliby na zmianie prawa. Obecnie Fundusz Kościelny to ponad 118 mln złotych rocznie. Gdyby zmiany wprowadzono jeszcze w 2012 roku, to w tym roku kościoły i związki wyznaniowe dostałyby ponad 200 mln złotych.

Szacunkowa wysokość odpisu podatkowego na rzecz kościołów i związków wyznaniowych, przy założeniu, że odpis sięgnąłby 0,5 procenta należnego podatku dochodowego (PIT)

Rok 2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 2021 2022
wysokość należnego podatku (w mld zł) 75,8 80,8 87,4 93,3 99,5 105,8 111,9 118,2 124, 8
stopa wzrostu wpływów z PIT 1,04% 6,60% 8,17% 6,81% 6,60% 6,29% 5,78% 5,68% 5,57%
udział odpisu we wpływach z PIT 0,23% 0,28% 0,28% 0,28% 0,28% 0,28% 0,28% 0,28% 0,28%
wysokość odpisu (w mln zł) 208,9 222,7 240,9 257,3 274,2 291,5 308,4 325,9 344
Źródło: Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji

Nie ma się co dziwić, że duchowni zaciekle walczą o finansowe przywileje. Od lat liczba praktykujących katolików, a co za tym idzie łożących na tacę, topnieje. W ubiegłym roku po raz pierwszy odsetek spadł poniżej 40 procent. Kolejne badanie uczestnictwa w mszach zostanie przeprowadzone przez kościelnych ankieterów (dominicantes i communicantes) 19 października.

Dyskusja wokół raportu „Wpływ ustawy o refundacji leków na dostęp pacjenta do farmakoterapii”

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA opublikował pierwszy, kompleksowy raport podsumowujący dwa lata funkcjonowania ustawy o refundacji leków. Wnioski z opracowanego przez niezależne instytucje dokumentu stanowiły punkt wyjścia do debaty z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, środowisk pacjentów i lekarzy oraz ekspertów z zakresu ochrony zdrowia. W trakcie dyskusji wskazali na społeczne i ekonomiczne implikacje wejścia w życie legislacji – wzrost indywidualnych wydatków na leczenie oraz ograniczenie dostępu pacjentów do farmakoterapii. Organizatorami wydarzenia były Ministerstwo Gospodarki oraz Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Wśród regulacji odnoszących się do polityki zdrowotnej państwa ustawa o refundacji leków stanowi ważny akt prawny. Zawiera ona przepisy o wyjątkowej sile oddziaływania na cały system ochrony zdrowia – zasady, na podstawie których pacjenci mogą korzystać z finansowania leczenia ze środków publicznych, kryteria włączania produktów leczniczych w system finansowania, metodykę ustalania cen i marż oraz oceny technologii medycznych. Opracowany przez niezależnych ekspertów z kancelarii prawnej Domański Zakrzewski Palinka oraz firmy Sequence raport podsumowujący dwa lata funkcjonowania ustawy stanowi pierwszą kompleksową ocenę jej wpływu na system ochrony zdrowia.

Dokument koncentruje się na analizie sytuacji pacjentów, ich dostępu do szeroko rozumianej farmakoterapii – od wizyty u lekarza i jego ordynacji, przez dostępności produktu w dystrybucji aż po odpłatność za leki. Drugim filarem raportu jest prezentacja perspektywy płatnika publicznego uwzględniająca konstrukcję budżetu lekowego oraz strategię wydatków NFZ na refundację. Dopełnienie stanowi ocena społeczno-ekonomicznych skutków wprowadzenia ustawy dla podmiotów biznesowych: aptek, hurtowni oraz firm farmaceutycznych.

Celem raportu jest skonfrontowanie projektowanych założeń z rzeczywistym wpływem ustawy na system ochrony zdrowia. Analiza ta stanowić będzie punkt wyjścia do merytorycznej, opartej na danych, dyskusji wokół realizacji podstawowego celu tej regulacji – zapewnienia dostępu do nowoczesnych, skutecznych i bezpiecznych leków dla polskich pacjentów.

„INFARMA bardzo poważnie traktuje dialog między wszystkimi uczestnikami systemu ochrony zdrowia. Ta debata stanowi istotny wkład w jego rozwój. Zaprezentowany dzisiaj raport tworzy merytoryczne podstawy dla wypracowania rozwiązań, które w bezpośredni sposób przełożą się na korzyści dla pacjentów. Przygotowana przez nas analiza pozwala posługiwać się konkretnymi danymi, dyskutować o faktach co stanowi wartościowy punkt wyjścia dla zrozumienia potrzeb systemu i efektywnej współpracy w celu jego kształtowania.” – podsumował debatę Paweł Sztwiertnia Dyrektor Generalny INFARMY.

Dyskusja nad wnioskami z raportu rozpoczęła analiza trwałego zmniejszenia wydatków płatnika publicznego na refundację leków. Jak wskazują autorzy raportu zaplanowany udział wydatków na refundację w budżecie NFZ wynoszący 17% jest co roku zdecydowanie niższy. W 2012 roku wyniósł 15,1 % a rok później 15 %. W ciągu dwóch lat spadek ten wyniósł w sumie aż 3,2 mld złotych, które wbrew wymogom ustawy nie zostały przeznaczone na nowe terapie. Na ten cel przeznaczano bowiem odpowiednio 0,014 mld zł w 2012 i 0,112 mld zł w 2013 roku.

Problem ten zauważył również minister Igor Radziewicz-Winnicki, który w trakcie debaty stwierdził – „W 2012 roku różnica miedzy wydatkami a zaplanowanym budżetem faktycznie była znacząca. Jednak w 2014 proces refundacji w wyraźny sposób przyspieszył, co spowoduje zmniejszenie w kolejnych latach poziomu niewykorzystanego budżetu na refundację nowych leków”.

W opinii uczestników debaty Ministerstwo Zdrowia słusznie wskazuje na postęp w tym zakresie. Jednocześnie nie może ono ignorować ogromnej dysproporcji między poziomem dostępności innowacji w Polsce oraz innych krajach Unii Europejskiej, w tym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Przygotowany na zlecenie INFARMY raportu wskazuje, że w okresie obowiązywania ustawy wprowadzono do systemu refundacyjnego zaledwie 28 nowych substancji leczniczych.

Na ekonomiczne aspekty ograniczenia dostępu do farmakoterapii wskazywali przede wszystkim prof. Janusz Czapiński oraz Stanisław Maćkowiak, Prezes Federacji Pacjentów Polskich. Według przytoczonych w trakcie debaty badań realizowanych w ramach projektu „Diagnoza Społeczna” wydatki Polaków na zakup środków farmaceutycznych w okresie obowiązywania ustawy wzrosły o 2 mld złotych. Dane te potwierdza raport wskazując na wzrost średniej odpłatności za leki na receptę o około 90 groszy za opakowanie. Problem ten częściowo wynika z większej liczby recept pełnopłatnych oraz nierefundowanych. Ich wypisywanie przez lekarzy jest w dużej mierze pokłosiem obaw środowiska medycznego przed finansowymi konsekwencjami błędnie wypisanych recept – na co zgodnie wskazywali Andrzej Włodarczyk z Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Marek Balicki, Dyrektor Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego, Minister Zdrowia w latach 2005-07.

Gospodarcze konsekwencje regulacji, które stanowiły jeden z filarów raportu, przedstawił współorganizator debaty, reprezentujący Ministerstwo Gospodarki, Jerzy Majchrzak. Podkreślał on ogromne znaczenie wprowadzonej przez nią transparentności oraz obniżenie kosztów leczenia. Jednocześnie wskazał na negatywne skutki presji cenowej jaka wywierana jest na firmy – „Ustawa w dużym stopniu wpłynęła na branżę farmaceutyczną, m.in. poprzez radykalną obniżkę cen. W efekcie zauważyliśmy nasilenie się kilku negatywnych trendów takich jak wzrost nielegalnego wywozu leków. Poza kontrolą z polskiego rynku wycieka ich mnóstwo. Dodatkowo, z uwagi na rolę kryterium ceny, firmy farmaceutyczne zmuszone są oferować nie najskuteczniejsze terapie lecz te, które mają szansę zostać refundowane.”

Podsumowując raport dotyczący funkcjonowania ustawy refundacyjnej jego autorzy wskazują, iż polityka racjonalizacji wydatków budżetowych NFZ, choć jest cenną inicjatywą, przekłada się na szereg zjawisk niekorzystnie wpływających zarówno na pacjenta jak i na pozostałych interesariuszy systemu ochrony zdrowia. Publiczny płatnik zapłacił za leki istotnie mniej niż przed wejściem w życie ustawy, lecz część z tych kosztów z własnych portfeli ponieść musiały osoby chore. Pogorszeniu uległa zarówno sytuacja ekonomiczna producentów, jaki i detalicznych oraz hurtowych dystrybutorów środków farmaceutycznych.

Przyczynę rozminięcia się skutków ustawy z jej podstawowymi celami wskazał Marek Balicki – „Cele administracyjne ustawy zostały spełnione: dostosowano obowiązujące prawo do dyrektywy przejrzystości a przede wszystkim ograniczono wydatki. Ale czy celem ustawodawcy nie powinien być zwiększony dostęp do leków? Powinniśmy myśleć o racjonalizacji terapii nie budżetu. Porządek został tutaj odwrócony, gdyż rząd patrzy z perspektywy refundacji a nie pacjentów.”

O prawach konsumentów z komisarz UE

1

Jak zapewnić, by przepisy chroniące słabszych uczestników rynku były jak najlepiej egzekwowane i ułatwić przedsiębiorcom dostosowanie się do nowego prawa? O tym rozmawiały Martine Reicherts, komisarz UE do spraw sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelstwa oraz Dorota Karczewska, Wiceprezes UOKiK podczas dzisiejszej wizyty komisarz w UOKiK

 

CEO Magazyn Polska25 grudnia br. wchodzi w życie nowa ustawa o prawach konsumenta wdrażająca do polskiego prawa dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady. Już 21 października Urząd rozpoczyna ogólnopolską kampanię edukacyjną poświęconą nowym przepisom. -Sensem nowych przepisów jest zapewnienie konsumentom praw, na które zasługują i otwarcie globalnego rynku dla przedsiębiorców. Szczególnie istotne są działania  edukacyjne skierowane do wszystkich uczestników rynku  – powiedziała Martine Reicherts, komisarz UE podczas dzisiejszego spotkania z Dorotą Karczewską, Wiceprezes UOKiK. Europę czeka konkurencja na globalnym rynku. Musimy stanąć do niej wspólnie  dodała.

Komisarz zgodziła się z Wiceprezes, że działania edukacyjne powinny być w pierwszej kolejności skierowane do przedsiębiorców – głównie tych działających w sektorze MSP, zwłaszcza w branży e-commerce. – Wierzę, że nasze inicjatywy na rzecz skutecznego egzekwowania prawa, zapewnienia konsumentom możliwości efektywnego dochodzenia ich praw i dostosowania przepisów do zmian zachodzących w społeczeństwie będą odpowiednio uzupełniać działania Komisji Europejskiej i przyczynią się do lepszej ochrony konsumentów – powiedziała Wiceprezes Urzędu Dorota Karczewska.

Martine Reicherts od 16 lipca jest Komisarzem Europejskim ds. sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelstwa (do zakończenia kadencji Komisji Europejskiej José Barroso).