„Sąd w sprawie ‚nabitych w mBank’ poszedł na łatwiznę”

0

– Muszę przyznać, że jest to precedensowa sprawa z daleko idącymi konsekwencjami dla sposobu w jaki banki mogą prowadzić biznes – mówi w rozmowie z Money.pl Cezary Stypułkowski, prezes mBanku. – W moim odczuciu sprawa ta powinna być porządnie rozstrzygnięta, bo będzie miała znaczący wpływ na rynek i pozwy zbiorowe w ogóle.

Bank złożył kasację od wyroku w sprawie pozwu zbiorowego tak zwanych ‚nabitych w mBank’. Sąd uznał, że zapis pozwalający zmieniać oprocentowanie kredytu hipotecznego we frankach na podstawie decyzji zarządu był niedozwolony.

– Być może powiem coś, co wielu się nie spodoba, ale jednak uważam, że sąd poszedł w pewnym stopniu na łatwiznę, stwierdzając, że klauzula używana przez nas do 2006 roku jest abuzywna, czyli niedozwolona – komentuje Stypułkowski. Nie zgadza się też z tezą, że sytuacja uderza w wizerunek banku. – Prawdopodobnie w kategorii dzisiejszych ocen ten pogląd można nawet w jakimś stopniu bronić. Tyle, że banki nie miały wtedy żadnych instrumentów dostępu do franka szwajcarskiego, a jednak dały klientom dobry produkt, i to nawet na 30 lat. mBank nie mógł jednak zafiksować oprocentowania na 30 lat i przez ten czas drżeć, co się wydarzy. Dlatego ta klauzula została tak zapisana – tłumaczy.

Stypułkowski podkreśla, że jego zdaniem nie doszło w tej sprawie do wykorzystania pozycja banku. – mBank najprawdopodobniej był trochę zagubiony, jak stosować ten instrument w okolicznościach kompletnej zmiany dynamiki rynku – tłumaczy. – Liczę, że Sąd Najwyższy da w tym zakresie jasne wskazania. Proste unikające wejścia w istotę problemu orzeczenie, że zapis klauzuli w kilka lat po jej podpisaniu przez strony jest nieskuteczny i niedozwolony, w mojej ocenie nie wystarcza i nie pomaga obrotowi cywilno-prawnemu.

Prezes mBanku ujawnia też w rozmowie z Money.pl, że w tym roku – pomimo ostrej konkurencji na rynku – jego instytucja zbliża się do poziomów z lat 2006-2007, jeśli chodzi o sprzedaż kredytów.

Czytaj również:  Ekspansja zagraniczna jest warunkiem koniecznym rozwoju polskiego sektora FinTech

– Wpływ na to ma m.in. podjęta przez nas decyzji o finansowaniu produktów hipotecznych w oparciu o listy zastawne. Dzięki niej zyskujemy długofalowe źródło finansowania kredytów, a co za tym idzie możliwość zwiększenia akcji kredytowej – tłumaczy Stypułkowski.

Jego zdaniem listy zastawne będą teraz jedynym sposobem na finansowanie akcji kredytowej. – Ktoś, kto wierzy, że trzymiesięcznym depozytem można finansować 30-letnią hipotekę, moim zdaniem nie jest poważny – podkreśla w Money.pl. Przewiduje, że w tym roku mBank osiągnie zysk netto na poziomie 1,3 miliarda złotych.