RPP obniża stopy, a rynek czeka na odpowiedzi w sprawie finansowania SAFE

Rada Polityki Pieniężnej, mimo przeciwności geopolitycznych, zdecydowała się obniżyć stopy procentowe o 25 pkt bazowych. Przed nami konferencja prasowa profesora Glapińskiego. Czy padną na niej pytania o alternatywny plan dla SAFE? Wyższe poziomy inflacji w strefie euro zmieniają sytuację. Czy dalszy wzrost cen energii może sprawić, że EBC wyjdzie ze strefy komfortu?

Tniemy mimo wszystko

Wczorajsza decyzja RPP z pewnością była zaskoczeniem dla wielu analityków. Obniżka stóp procentowych, przy olbrzymich zawirowaniach geopolitycznych na Bliskim Wschodzie i możliwych wzrostach cen energii, mogła zdziwić. Wygląda jednak na to, że decydenci skupili się przede wszystkim na najnowszych projekcjach makro, które zostały przygotowane na bazie własnych modeli. Patrząc na dwucyfrowe wzrosty cen ropy naftowej czy gazu ziemnego, nieco szokująco brzmi opis modelu inflacyjnego wskazujący, że „przewiduje się niższą dynamikę cen w 2026 roku” (ma ona się znaleźć w przedziale 1,6 do 2,9%). Istotne jest to, że listopadowa projekcja wskazywała na poziomy 1,9 do 4%. Zmienność na krajowej walucie pozostaje duża, szczególnie na USD/PLN – kurs dość szybko na początku tygodnia wzrósł o 10 groszy do poziomu 3,7250, by w kolejnym dniu zejść do okolic 3,65. Dzisiaj, wraz ze spadkami na EUR/USD, kurs znów rośnie i zbliżył się do 3,70.

Wyjaśnienie decyzji RPP

Kulisy wczorajszej decyzji postara się wyjaśnić prezes RPP na dzisiejszej konferencji prasowej. Utrzymywanie się wyższych cen ropy naftowej i gazu ziemnego powinno wpłynąć na to, że inflacja wróci do górnego zakresu akceptowanych wahań przez naszych decydentów. W końcu mówimy o możliwym braku blisko 20% podaży surowca na rynku. Rynki będą bacznie wsłuchiwać się w każde słowo, szukając sygnałów mówiących o tym, czy jesteśmy blisko końca obniżek stóp procentowych. Jeśli takie sugestie padną, mogą korzystnie wpłynąć na krajową walutę. Nie powinno też zabraknąć pytań o wczorajszą konferencję profesora Glapińskiego z prezydentem Nawrockim i prezentację alternatywnego planu dla unijnego programu SAFE. Bank centralny nie może finansować rządu, nie ma też mowy o tym by zysk NBP wspierał rząd, bo po prostu w ostatnich latach, w związku z sytuacją na rynku FX i mocniejszym złotym, go nie ma. Na celowniku pojawił się więc temat rezerw złota i zysk ze wzrostu ich wartości. Jak to miałoby w praktyce działać, nadal nie wiemy. Być może podczas dzisiejszej konferencji poznamy więcej szczegółów.

Inflacja w strefie euro

W związku z ostatnimi wydarzeniami na rynkach i sporą dynamiką wzrostową cen surowców powraca temat inflacji w strefie euro. W tym tygodniu odczyty pokazały wzrost CPI za luty do poziomu 1,9% (z 1,7% publikowanych za miesiąc styczeń). Również inflacja bazowa wzrosła do poziomu 2,4%. Trzeba też tutaj dodać, że za zejście dynamiki cen poniżej celu na poziomie 2% odpowiadały właśnie spadające ceny energii, zarówno ropy naftowej, jak i gazu. Teraz sytuacja się odwraca, co może spowodować, że EBC będzie musiał wyjść ze swojej strefy komfortu. W 2022 decydenci polityki monetarnej ze strefy euro reagowali zdecydowanie za późno, co przyczyniło się do zahamowania wzrostu gospodarczego. Trzeba pamiętać, że zmiany stóp procentowych mają odzwierciedlenie w realnej gospodarce często dopiero po pół roku, a czasami nawet później. Tymczasem rosnące ceny paliw na stacjach uderzają w konsumenta niemalże z dnia na dzień. Kolejne zlekceważenie szoku energetycznego może więc mieć niebagatelne skutki w gospodarce. Sytuacja oczywiście nie jest tożsama z rokiem 2022. Konflikt, który trwa raptem kilka dni, może ciągle zostać rozwiązany na drodze dyplomatycznej, a wtedy ceny surowców wrócą na wcześniejsze poziomy. Niemniej jednak EBC musi trzymać rękę na pulsie.

Jawność cen mieszkań stała się faktem. Problem w tym, że działa różnie w każdym powiecie

Jawność cen transakcyjnych nieruchomości miała stanowić przełom w dostępie do wiedzy o rynku mieszkaniowym, polegający na uporządkowaniu jej i wyrównaniu dostępu do informacji. Zniesienie opłat oraz zapowiedź upowszechnienia publikowania danych rozbudziły oczekiwania kupujących, sprzedających i agentów. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej złożona: zamiast jednego, spójnego systemu pojawiła się mozaika lokalnych rozwiązań. Transparentność stała się faktem, ale jej praktyczny wymiar zależy obecnie od obszaru geograficznego oraz umiejętności interpretowania danych.

Nowelizacja przepisów wprowadzająca jawność cen transakcyjnych nieruchomości zniosła opłaty za udostępnianie danych z Rejestru Cen Nieruchomości (RCN), co formalnie otworzyło go dla wszystkich zainteresowanych. W debacie publicznej dominowało przekonanie, że oto kończy się era asymetrii informacyjnej. W praktyce jednak szybko okazało się, że sama zmiana przepisów nie oznacza automatycznie jednolitego standardu działania.

Rejestr Cen Nieruchomości nadal prowadzony jest przez starostów oraz prezydentów miast na prawach powiatu. To na poziomie lokalnym rozstrzyga się obecnie, w jaki sposób dane są publikowane i jak łatwo można z nich skorzystać.

Na poziomie centralnym funkcjonuje krajowy geoportal, prezentowany jako rozwiązanie obejmujące zdecydowaną większość powiatów – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Skala pokrycia robi wrażenie – mapa kraju wypełniona jest punktami transakcji, można tam również znaleźć szczegółowe dane dotyczące metrażu mieszkań i liczby pomieszczeń czy też kondygnacji, na której są ulokowane.  

Zdaniem eksperta SonarHome.pl, platformy umożliwiającej wycenę mieszkania i znalezienie agenta, to właśnie Geoportal ma szansę w praktyce zostać podstawowym źródłem informacji o danych transakcyjnych.

Cztery modele udostępniania danych

Na poziomie lokalnym część samorządów uruchomiła rozbudowane portale mapowe dostępne bez logowania, prezentujące szeroki zestaw atrybutów transakcji. Użytkownik może tam sprawdzić metraż, piętro, rodzaj rynku czy formę prawa do lokalu. W niektórych portalach publikowane są bardzo szczegółowe dane, w tym numery lokali, co budzi kontrowersje wśród mieszkańców, przyczynia się do stawiania pytań o granice jawności i rodzi dyskusję o prywatności. To napięcie pokazuje, że dostęp do informacji nie stanowi wyłącznie kwestii technicznej, lecz również pełni rolę społeczną i polityczną.

Obok portali w pełni otwartych funkcjonują – jako drugi stosowany model – rozwiązania pośrednie. Niektóre samorządy udostępniają dane częściowo, wymagając logowania lub ograniczając zakres widocznych informacji.

Inne publikują hurtowo pliki w formatach GML lub poprzez usługi WFS, przenosząc ciężar analizy na użytkownika. To jest trzeci model udostępniania danych. Formalnie obowiązek jest spełniony, lecz praktyczna użyteczność takiego repozytorium informacji zależy od kompetencji odbiorcy.

Czwartym modelem pozostaje klasyczna procedura wnioskowa. Opłaty nie są już pobierane, jednak konieczność składania formalnych wniosków i oczekiwania na odpowiedź wydłuża proces pozyskiwania informacji. W zależności od sprawności urzędu może to trwać dni, a nawet tygodnie. Tym samym tempo i komfort dostępu do danych stają się kolejnym czynnikiem różnicującym lokalne rynki.

Co realnie zmienia się dla kupujących i sprzedających?

W tym zróżnicowanym krajobrazie kluczowe pytanie brzmi: co realnie zmienia się dla uczestników rynku? Dla kupujących pojawia się możliwość skonfrontowania ceny ofertowej z cenami rzeczywistych transakcji w najbliższym otoczeniu. To potencjalnie silne narzędzie negocjacyjne, pozwalające oddzielić marketingowe oczekiwania od faktów. Jednak skuteczność tej konfrontacji zależy od jakości, kompletności i aktualności danych.

Ceny transakcyjne same w sobie nie opisują jednak standardu mieszkania ani kontekstu sprzedaży. Nie wiadomo, czy lokal był wykończony w wysokim standardzie, czy wymagał generalnego remontu ani czy sprzedaż odbywała się pod presją czasu. Nie widać też, czy transakcja była elementem większego pakietu inwestycyjnego. Bez tej wiedzy porównania mogą prowadzić do uproszczeń – zauważa Anton Bubiel.

Istotna jest także data transakcji oraz faza cyklu rynkowego. Rynek w okresie boomu, napędzanego łatwym kredytem lub programami wsparcia, funkcjonuje inaczej niż w fazie ochłodzenia. Porównywanie cen bez korekty czasowej prowadzi do efektu zakotwiczenia w historycznych szczytach. Transparentność nie eliminuje błędów poznawczych – może jedynie dostarczyć surowca do bardziej świadomej analizy.

Dla sprzedających jawność cen oznacza ograniczenie przestrzeni do arbitralnego ustalania zawyżonych oczekiwań. Dotąd częstą praktyką było bazowanie na cenach z ogłoszeń, które nie odzwierciedlały realnych transakcji. Teraz kupujący mogą szybciej zweryfikować te oczekiwania i użyć danych jako argumentu w negocjacjach.

Nie oznacza to jednak automatycznego spadku cen. W okresach ożywienia jawność może przyspieszyć wzrost oczekiwań, ponieważ sprzedający szybciej zobaczą, że w ich otoczeniu zawierane są droższe transakcje. Mechanizm transparentności działa więc symetrycznie – przyspiesza reagowanie rynku w obu kierunkach. Sam w sobie nie kształtuje poziomu cen, który nadal zależy od dostępności kredytu, podaży, dochodów i demografii.

Nowa rola agentów i analityki danych

Na nowej sytuacji zyskują podmioty potrafiące agregować i interpretować dane. Surowe rejestry stają się podstawą do budowy serwisów analitycznych, które łączą ceny transakcyjne z historią ofert, korektami czasowymi i atrybutami jakościowymi. Dane stają się punktem wyjścia, a nie gotową odpowiedzią. Zmienia się również rola agenta, gdyż dostęp do „tajnych” informacji przestaje być fundamentem przewagi konkurencyjnej i elementem narracji sprzedażowej.

Największe znaczenie na rynku zaczynają mieć podmioty o wysokich kompetencjach interpretacyjnych, które potrafią skutecznie filtrować dane, uwzględniać kontekst oraz prowadzić klienta przez złożony proces transakcyjny. Agent staje się bardziej analitykiem i menedżerem procesu niż wyłącznym dysponentem wiedzy – podsumowuje Anton Bubiel.

W długim okresie rynek powinien stać się bardziej spójny informacyjnie i szybciej reagować na zmiany koniunktury. Transparentność nie zastąpi jednak profesjonalnej analizy, doświadczenia ani sprawnego przeprowadzania transakcji. Może skrócić dystans między oczekiwaniami a rzeczywistością, ale ostatecznie to nie sama jawność, lecz sposób korzystania z niej zdecyduje o tym, jak głęboko zmieni ona mechanikę rynku mieszkaniowego.

Marcin Szyguła powołany na stanowisko wiceprezesa WITTCHEN SA

Rada Nadzorcza WITTCHEN SA powołała Marcina Szygułę do Zarządu Spółki, powierzając mu funkcję wiceprezesa. Będzie on nadzorować pion finansów i administracji, e-commerce, logistykę, IT, kwestie prawne oraz HR. Nadal będzie też odpowiadać za relacje inwestorskie Spółki. Prezes Jędrzej Wittchen pozostaje odpowiedzialny za realizację strategii, rozwój produktów oraz sprzedaż w kanale stacjonarnym.

– Dziękuję Radzie Nadzorczej WITTCHEN oraz Jędrzejowi Wittchenowi za zaufanie. Przed nami zadanie dalszego wzmacniania pozycji Grupy WITTCHEN na wymagającym rynku. Nasze plany obejmują m.in. modernizację i rozbudowę centrum logistycznego oraz nowe, strategiczne podejście do wykorzystania narzędzi cyfrowych i sztucznej inteligencji we wspieraniu sprzedaży. W pracy koncentruję się na usprawnianiu istniejących struktur i konsekwentnej realizacji celów biznesowych. Do tej roli zostałem powołany i dołożę wszelkich starań, aby osiągnąć zamierzone efekty w interesie wszystkich akcjonariuszy Spółki – mówi Marcin Szyguła, nowo powołany wiceprezes WITTCHEN.

Marcin Szyguła to menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorze sprzedaży detalicznej i e-commerce, w tym w spółkach notowanych na GPW. Specjalizuje się w zarządzaniu finansami, podatkami oraz obszarami wsparcia biznesu. Z Grupą WITTCHEN związany jest od września 2025 r., a od początku października pełni funkcję dyrektora finansowego (CFO) oraz odpowiada ze relacje inwestorskie Spółki.

Pod jego kierownictwem Grupa zainicjowała zmiany w strukturze asortymentu oferowanego przez WITTCHEN, zoptymalizowała współpracę z globalnymi markteplace’ami oraz przeprowadziła refinansowanie zadłużenia. W najbliższym czasie do jego kluczowych zadań będzie należeć realizacja planu inwestycyjnego, w tym rozbudowa centrum logistycznego w Palmirach, a także zaplanowanie i przeprowadzenie strategicznej transformacji cyfrowej Grupy WITTCHEN. Jej celem jest lepsze dopasowanie Spółki do obecnych i przyszłych realiów rynkowych.

Zanim dołączył do Grupy WITTCHEN był wiceprezesem zarządu ds. finansowych Gino Rossi S.A., gdzie odpowiadał za finanse spółki, nadzór nad działem prawnym oraz rozwój sprzedaży internetowej. W Grupie CCC pełnił funkcję szefa podatków, kształtując politykę podatkową w Polsce i za granicą, posiada tytuł doradcy podatkowego. Był również prezesem zarządu Shoe Express S.A. w Rumunii, gdzie rozwijał sieć detaliczną w ramach Grupy CCC. Pełnił także funkcję wiceprezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Ostatnio był związany z grupą kapitałową MKK3 – firmą inwestycyjną założoną przez twórcę eobuwie.pl – gdzie zarządzał portfelem spółek z branż retail, IT oraz stoczniowej.

Prywatnie pasjonuje się sportami walki, bieganiem i podróżami.

Geopolityka znów testuje rynek nieruchomości. Nowoczesne budynki z premią

Napięcia w regionie Zatoki Perskiej ponownie wywołują niepokój na rynkach surowców energetycznych. Rosnące ceny gazu są naturalną reakcją na ryzyko zakłóceń dostaw z Bliskiego Wschodu, w tym z Kataru – jednego z kluczowych eksporterów LNG. Dla właścicieli nieruchomości komercyjnych w Polsce to ważny sygnał ostrzegawczy, jednak rynek reaguje relatywnie spokojnie. Warto jednak podkreślić, że choć sezon grzewczy dobiega końca, co naturalnie obniża bieżące zużycie, sytuacja geopolityczna przypomina o konieczności stałego monitorowania kosztów mediów.

Doświadczenie zamiast nerwowych ruchów

Obecnie właściciele nieruchomości dysponują większym doświadczeniem w zarządzaniu kryzysowym oraz wypracowanymi procedurami zakupowymi. Rynek niejako przyzwyczaił się, że po gwałtownych wzrostach cen często następuje faza korekty i stabilizacji, czego dowodem był zeszłoroczny epizod tzw. „wojny 12-dniowej”.

Każdy obserwuje sytuację z dużą uwagą, ale nikt nie wykonuje nerwowych ruchów. Rynek przeszedł już testy odporności, m.in. podczas ubiegłorocznej, 12-dniowej eskalacji na Bliskim Wschodzie, kiedy ceny wystrzeliły, aby po chwili wrócić do stabilności. Na razie dane z rynku hurtowego pokazują, że kontrakt roczny z dostawą na 2027 rok w Polsce podrożał w ciągu dwóch dni o 16%. To stosunkowo niewiele, gdy zestawimy to ze zmianą wskaźnika TTF (Title Transfer Facility) w Holandii, który pełni rolę europejskiego benchmarku cen gazu i w tym samym czasie wzrósł o około 80%. Presja cenowa jest widoczna na kontraktach krótkoterminowych na rok 2026. Jednak na rynku komercyjnym standardem jest kontraktowanie energii z wyprzedzeniem – najczęściej na rok lub dwa lata. Dzięki temu większość właścicieli ma dziś zabezpieczone budżety operacyjne, a ewentualne skutki wzrostów cen są w dużej mierze odsunięte w czasie. Sprzyja nam również kalendarz, bo końcówka sezonu grzewczego oznacza mniejsze zużycie gazu. To daje przestrzeń na chłodną analizę i planowanie kolejnych zakupów energii, komentuje Zuzanna Paciorkiewicz, Head of Asset Services CEE w Cushman & Wakefield.

Gaz pozostaje barometrem ryzyka

Choć obecna sytuacja nie wywołuje paniki, rynek uważnie monitoruje poziom europejskich zapasów gazu oraz tempo ich odbudowy przed kolejną zimą. W przypadku przedłużającej się destabilizacji, presja kosztowa może powrócić wraz z nowym sezonem grzewczym. Scenariusz średnioterminowy będzie zależał od kilku czynników: rozwoju sytuacji geopolitycznej, zdolności do dywersyfikacji dostaw oraz reakcji rynków finansowych.
Obecna sytuacja ponownie uwypukla znaczenie efektywności energetycznej. Budynki, które w ostatnich latach zainwestowały w energię odnawialną, nowoczesne systemy zarządzania (BMS) oraz optymalizację zużycia mediów, realnie ograniczają dziś swoją ekspozycję na wahania cen energii. Efektywność energetyczna przestała być wyłącznie elementem strategii ESG. Dziś to twarde narzędzie zarządzania ryzykiem kosztowym. Właściciele, którzy postawili na zielone rozwiązania, widzą wyraźną różnicę w stabilności swoich budżetów operacyjnych, dodaje Zuzanna Paciorkiewicz.

Rosnące wymagania regulacyjne oraz oczekiwania najemców dodatkowo wzmacniają premię dla nowoczesnych, energooszczędnych budynków.

Zmienne oprocentowanie „hipotek” coraz popularniejsze. Obniżka stóp NBP może przyspieszyć trend

Wiosenna obniżka stóp NBP stała się faktem. Może ona przyspieszyć ważny trend. Mianowicie, rośnie popularność „hipotek” ze zmiennym oprocentowaniem.

Mimo zwiększonego ryzyka geopolitycznego, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwsze w tym roku cięcie stóp procentowych (o 0,25 p.p. – mniejsze od niektórych oczekiwań). Ta zmiana może przyspieszyć ważny trend na rynku kredytowym. Otóż, rośnie znaczenie nowych kredytów mieszkaniowych ze zmiennym oprocentowaniem. Potwierdzają to dane z najnowszego raportu AMRON SARFiN. Zgodnie z nimi, już w IV kw. 2025 r. udział kredytów mieszkaniowych o zmiennym oprocentowaniu wzrósł z 24,3% do 35,2% liczby nowych umów. Jednak wzrost udziału zmiennoprocentowych „hipotek” w wartości nowych umów był o wiele mniejszy. Sytuacji przyglądają się eksperci portalu RynekPierwotny.pl – na podstawie ciekawych danych z lutego.  

Banki kuszą klientów zmiennymi stawkami kredytów

Poniższy wykres przygotowany dzięki współpracy RM Kredyty Hipoteczne i BIG DATA RynekPierwotny.pl informuje, jak wyglądały zmiany oprocentowania nowych kredytów mieszkaniowych. Chodzi o kształtowanie się mediany oprocentowania „hipotek” z oferty dziewięciu wiodących banków. W lutym 2026 r. taka mediana dla propozycji z oprocentowaniem zmiennym (5,79%) i stałym (5,75%) była bardzo zbliżona, co oznaczało powtórzenie sytuacji ze stycznia.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl miesiąc temu zaznaczali jednak, że biorąc pod uwagę najtańszą, a nie przeciętną bankową ofertę ze stycznia, wygrywała już stawka zmienna (5,62% vs 5,73%). Luty przyniósł zwiększenie różnicy pomiędzy najbardziej atrakcyjną stawką zmienną (5,40%) i stawką stałą (5,64%). Sygnały z rynku potwierdzają, że kredyty mieszkaniowe ze zmiennym oprocentowaniem są dla konsumentów coraz bardziej atrakcyjne.

Stawka stała zachęca do zmiennej, czyli paradoks

Wspomniane wcześniej dane z nowego raportu AMRON SARFiN sugerują, iż na razie zmienna stawka jest chętniej wybierana w przypadku pożyczania mniejszych kwot na cele mieszkaniowe. Kredytobiorcy prawdopodobnie przyjmują bowiem, że przy niższym zadłużeniu, ewentualne wzrosty rat kredytowych będą mniej uciążliwe dla ich budżetu domowego. Obecnie zmienne oprocentowanie kredytów mogą preferować również osoby posiadające duży wkład własny oraz takie, które dysponują wysokimi dochodami względem pożyczanej kwoty i oczekują dalszych spadków stóp procentowych.

Niektóre osoby mogą też zakładać, że w razie ryzyka dużego wzrostu stóp procentowych NBP, po prostu zmienią oprocentowanie swojej „hipoteki” na okresowo stałe. Mamy zatem do czynienia z nieco paradoksalną sytuacją. Chodzi o to, że rynkowa obecność stałoprocentowych kredytów mieszkaniowych (wymagana przez KNF), może jednak zachęcać część klientów do pożyczania pieniędzy ze zmienną stawką. Rodzi się jednak pytanie na ile oczekiwania dotyczące obniżki stóp procentowych NBP i spadku zmiennego oprocentowania kredytów mieszkaniowych są uzasadnione w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Marcowa obniżka stóp procentowych – komentarz Głównego Ekonomisty portalu RynekPierwotny.pl.

– Decyzja Rady o obniżeniu stóp o kolejne 25 pb. była oczekiwana od grudnia, ale rynki dopuszczały nawet scenariusz obniżki o 50 pb. W obliczu skoku cen surowców energetycznych (surowej ropy i produktów naftowych, gazu ziemnego) w wyniku wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej, cała krzywa terminowa stopy procentowej uległa podniesieniu – wzrosły oprocentowania obligacji, spadły oczekiwania szybkich i mocnych cięć stóp procentowych. Oznacza to, że perspektywa dalszej poprawy warunków kredytowych może odsuwać się w czasie – zwłaszcza jeśli konflikt będzie stopniowo się zaogniał, a blokada Cieśniny Ormuz będzie utrzymywana – dodaje Jan Dziekoński, Główny Ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.Mediana oprocentowania kredytów mieszkaniowych z oferty 9 wiodących banków

Monika Constant ponownie na czele Związku Polskiego Leasingu

  • Rada ZPL jednogłośnie powołała Monikę Constant na drugą kadencję prezeski Związku Polskiego Leasingu
  • Nowa kadencja obejmie kolejne trzy lata
  • Monika Constant stoi na czele ZPL od początku 2023 r.

Rada Związku Polskiego Leasingu jednogłośnie powołała Monikę Constant na drugą, trzyletnią kadencję na stanowisku prezeski ZPL. Decyzja potwierdza zaufanie do dotychczasowego kierunku rozwoju organizacji oraz sposobu reprezentowania interesów branży leasingowej.

Monika Constant kieruje pracami ZPL od trzech lat. W tym czasie Związek wzmacniał pozycję leasingu jako jednego z kluczowych narzędzi finansowania inwestycji przedsiębiorstw, prowadził aktywny dialog regulacyjny z administracją publiczną oraz rozwijał swoją rolę ekspercką w debacie gospodarczej.

Decyzja Rady jest wyrazem uznania dla dotychczasowych działań Moniki Constant. ZPL stał się ważnym partnerem w dialogu z administracją publiczną, a działania podejmowane wewnątrz związku i w gronie jego członków – skutecznie wzmacniają potencjał organizacji. Kontynuacja tej strategii w kolejnej kadencji ma kluczowe znaczenie zarówno dla dalszego rozwoju organizacji jak i dla skutecznej komunikacji branży z otoczeniem – mówi Marcin Balicki, przewodniczący Rady ZPL oraz prezes Millennium Leasing.

Druga kadencja Moniki Constant obejmie lata 2026–2028.

Dziękuję Radzie za zaufanie i jednogłośne powołanie na kolejną kadencję. Leasing pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi finansowania rozwoju polskich firm. Przed nami dalsza praca nad stabilnym i przewidywalnym otoczeniem regulacyjnym oraz wspieraniem transformacji technologicznej i energetycznej przedsiębiorstw – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Przed objęciem funkcji w ZPL, w latach 2009–2023, Monika Constant była dyrektorką generalną Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP). W tym czasie organizacja stała się jedną z największych i najbardziej liczących się izb bilateralnych w Polsce, skupiającą ponad 400 firm z kapitałem polskim i francuskim. Z francuskim biznesem związana była przez 20 lat. W 2017 r. została odznaczona przez Ambasadora Francji w Polsce Narodowym Orderem Zasługi za wybitne osiągnięcia w umacnianiu polsko-francuskiego partnerstwa.

Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich (obecnie: Lingwistyka Stosowana) Uniwersytetu Warszawskiego oraz polsko-francuskich studiów z zakresu zarządzania gospodarką – Master de Management Economique Européen, prowadzonych przez HEC School of Management w Paryżu i SGH.

Związek Polskiego Leasingu to jedyna organizacja branżowa reprezentująca leasing w Polsce. Skupia ponad 90 proc. rynku leasingu w Polsce – 36 podmiotów, w tym 35 firm leasingowych oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w którym działa 19 podmiotów.

Branża leasingowa w Polsce pozostaje jednym z kluczowych źródeł finansowania inwestycji przedsiębiorstw. W 2025 roku firmy leasingowe sfinansowały inwestycje o łącznej wartości 119,5 mld zł, co oznacza wzrost rynku o 8,1 proc. rok do roku. ZPL szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową ponownie wzrośnie – do 129,7 mld zł. Leasing jest szczególnie ważny dla sektora MŚP, który odpowiada za ponad 70 proc. finansowanych inwestycji.

Polska należy także do europejskich liderów wykorzystania leasingu – 63 proc. małych i średnich firm wskazuje leasing jako jedno z kluczowych źródeł finansowania, co jest najwyższym wynikiem w Unii Europejskiej (badanie SAFE 2025).

Jen, ropa i Iran: co naprawdę zdecyduje o kolejnej podwyżce stóp w Japonii

W komunikacji płynącej z Banku Japonii widać konsekwentne podtrzymywanie scenariusza dalszej normalizacji polityki pieniężnej, choć krótkoterminowo bank pozostaje ostrożny. Najbliższe posiedzenie, kończące się 19 marca, jest przez rynek postrzegane jako mało prawdopodobny moment na podwyżkę stóp – wyceny z rynku OIS sugerują zaledwie około 5% szans na taki ruch. Jednocześnie „okno kwietniowe” pozostaje wyraźnie otwarte. Jeśli uwzględnić także posiedzenie w kwietniu, prawdopodobieństwo podwyżki rośnie do ok. 65%. Taki rozkład oczekiwań dobrze oddaje strategię BOJ, który sygnalizuje podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie, uzależniając tempo zmian od napływających danych i bilansu ryzyk.

W centrum uwagi banku znalazł się czynnik geopolityczny, który w klasyczny sposób może uderzyć w japońską gospodarkę przez kanał cen energii. BOJ analizuje wpływ napięć na Bliskim Wschodzie, w tym konfliktu z udziałem Iranu, na inflację i rynki finansowe, a kluczową niewiadomą pozostaje czas trwania eskalacji. Dla Japonii, będącej dużym importerem surowców energetycznych, trwały wzrost cen ropy działa jak podatek nakładany na konsumentów i firmy, osłabiając realne dochody i potencjalnie schładzając popyt. Z perspektywy banku centralnego równie istotny jest jednak inny efekt. Droższa energia podbija bieżącą inflację i – co ważniejsze – może w znaczący sposób wpłynąć na oczekiwania inflacyjne. To ryzyko jest dziś większe niż w przeszłości, ponieważ japońskie przedsiębiorstwa chętniej przerzucają wyższe koszty na klientów, co wzmacnia mechanizm przenoszenia szoków kosztowych na ceny finalne.

Ten kontekst ma szczególne znaczenie, bo Japonia ma za sobą okres inflacji utrzymującej się powyżej celu 2% przez cztery kolejne lata do 2025 r. W normalnych warunkach taki przebieg CPI wzmacniałby argumenty za kontynuacją podwyżek, ale BOJ musi równoważyć dwie przeciwne siły. Z jednej strony część czynników dezinflacyjnych – takich jak działania rządu czy wolniejszy wzrost cen żywności – może sprzyjać schodzeniu inflacji w stronę, a nawet poniżej 2%, co uzasadniałoby większą cierpliwość. Z drugiej strony, jeśli napięcia geopolityczne utrzymają ceny ropy na podwyższonych poziomach, inflacja może ponownie przyspieszyć, a wtedy presja na podwyżkę paradoksalnie rośnie, mimo że jednocześnie pogarszają się perspektywy wzrostu gospodarczego. W praktyce oznacza to, że ten sam szok – droższa ropa – może jednocześnie osłabiać aktywność i wzmacniać argumenty stricte inflacyjne, a BOJ będzie musiał rozstrzygnąć, który element mandatu i szeroko rozumianej stabilności makroekonomicznej w danym momencie przeważa.

Reakcja rynku pokazuje, jak wrażliwa jest wycena jena i japońskich aktywów na najmniejsze sygnały dotyczące ścieżki stóp. Po napływie informacji jen chwilowo się umocnił, a indeks Nikkei 225 mocno odbił po wcześniejszej wyprzedaży, wyznaczając intradayowe szczyty sięgające +4,3%. Jednocześnie kurs jena pozostaje blisko poziomu 160 za dolara, który wielu analityków postrzega jako strefę podwyższonego ryzyka interwencji walutowej, co dokłada kolejną warstwę niepewności. W scenariuszu utrzymywania się słabego jena rośnie importowana inflacja, co może wzmacniać argumenty za podwyżkami, ale równolegle zwiększa się wrażliwość rynku na potencjalne działania władz, które mogłyby próbować ograniczać nadmierną zmienność kursu.

BOJ nie chce „zamrażać” procesu normalizacji, ale też nie zamierza działać mechanicznie. Marzec pozostaje mało prawdopodobny, natomiast kwiecień jest realną opcją, o ile inflacja i oczekiwania inflacyjne nie zaczną wyraźnie słabnąć, a jednocześnie ryzyko z kanału ropy nie będzie na tyle silne, by wymusić przejście w tryb pełnej ostrożności. Dla inwestorów oznacza to środowisko podwyższonej zmienności na jenie i japońskich stopach, w którym kluczowe będą dwa punkty kontrolne: trajektoria cen ropy wynikająca z rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz reakcja krajowych firm i konsumentów na wzrost kosztów, czyli to, czy mechanizm przerzucania kosztów na ceny utrwali presję inflacyjną.

Rynek najmu zwrotnego z nowymi rekordami w 2025 r. 3,5 mld zł wartości i 30-proc. wzrost liczby transakcji rdr.

Rok 2025 był przełomowy dla polskiego najmu zwrotnego. Po raz pierwszy przekroczono 800 tys. m² aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji jest szacowana na poziomie ok. 3,5 mld złotych. Oznacza to kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024. Z kolei liczba transakcji wzrosła w ub.r. o ok. 25-30% rdr. Było to m.in. efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych oraz większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania i uwalniania zamrożonego kapitału. Do tego trzeba dodać, że wartość rekordowej w skali całej Europy Środkowo Wschodniej transakcji przekroczyła 250 mln EUR. Jednak, mimo dynamicznego rozwoju, rynek w Polsce w 2025 roku mierzył się z kilkoma istotnymi wyzwaniami, m.in. z brakiem jednolitych standardów kontraktowych.

Przełomowy rok

Rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku można ocenić jako przełomowy i transformacyjny, zarówno pod względem skali zawieranych transakcji, jak i ewolucji struktury portfeli nieruchomości oraz dynamiki inwestycyjnej. Widać było istotne zmiany w zainteresowaniu inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i prywatnych. To w konsekwencji wpłynęło na zwiększenie płynności i profesjonalizację rynku.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na rekordową liczbę i wartość transakcji. Po raz pierwszy w historii polskiego rynku najmu zwrotnego przekroczono 800 tys. m² aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji szacowana jest na poziomie ok. 3,5 mld złotych, co oznacza kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024 i wyraźnie pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania.

Szacuje się, że w ub.r. liczba transakcji wzrosła o ok. 25-30% w stosunku do 2024 roku. To było efektem zarówno rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych, jak i większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania. Głównym czynnikiem napędzającym rozwój rynku była popularyzacja najmu zwrotnego jako narzędzia umożliwiającego firmom uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach.

Sprzyjające warunki

W 2025 roku wyraźnie zwiększył się udział funduszy private equity i real estate, a także zagranicznych inwestorów instytucjonalnych działających w strukturach REIT (Real Estate Investment Trust), AIF (Alternative Investment Funds), a także RAIF (Reserved Alternative Investment Fund). Obecność tych podmiotów przyczyniła się do wzrostu profesjonalizacji transakcji, większej przejrzystości i konkurencyjności ofert na rynku. Świadomość rynku w zakresie najmu zwrotnego tak wzrosła, że mechanizm ten przestał być niszową formą finansowania. Stał się pełnoprawnym, rozpoznawalnym narzędziem, klasyfikowanym w politykach inwestycyjnych przedsiębiorców, analizowanym w procesach due diligence przez banki i traktowanym jako alternatywa dla kredytu czy emisji obligacji.

Rok 2025 przyniósł również znaczącą dywersyfikację klas aktywów objętych najmem zwrotnym. Mechanizm ten przestał być domeną jedynie rynku magazynowego i logistycznego. Wzrosło zainteresowanie obiektami handlowymi, takimi jak retail parki czy centra convenience oraz nieruchomościami przemysłowo-produkcyjnymi. Ta ewolucja świadczy o dojrzałości rynku i coraz szerszym zrozumieniu korzyści płynących z najmu zwrotnego jako narzędzia finansowania.

Patrząc na czynniki makroekonomiczne, wzrosty były napędzane też przez spadek inflacji. To pozwoliło firmom lepiej planować przepływy finansowe i zwiększyć apetyt na wykorzystanie aktywów nieruchomościowych do refinansowania działalności operacyjnej. Przedsiębiorstwa mogły rozważać dłuższe umowy najmu oparte na bardziej przewidywalnym koszcie pieniądza, a inwestorzy lepiej modelowali realne stopy zwrotu i wartość przyszłych przepływów. Najem zwrotny pomagał firmom uwalniać kapitał z nieruchomości bez konieczności zaciągania drogich zobowiązań kredytowych.

Gospodarka polska w 2025 roku nadal rozwijała się w umiarkowanym tempie, a popyt na powierzchnie magazynowe i handlowe utrzymywał się na relatywnie wysokim poziomie. To sprzyjało transakcjom sale and leaseback w segmentach o stabilnym popycie najemców – szczególnie tam, gdzie chcieli oni zabezpieczyć ciągłość operacyjną bez konieczności reinwestowania w aktywa nieruchomościowe.

Największe transakcje

W 2025 roku polski rynek najmu zwrotnego odnotował kilka wyjątkowo dużych i strategicznych transakcji, które jednoznacznie potwierdziły jego dojrzałość i rosnącą atrakcyjność dla firm operacyjnych. Najbardziej spektakularna była sprzedaż dwóch nowoczesnych obiektów należących do producenta Eko Okna o łącznej wartości przekraczającej 250 mln EUR.

Sprzedano dwie nowoczesne hale o łącznej powierzchni 264 tys. m² za kwotę przekraczającą 1 mld PLN. Była to rekordowa transakcja w skali Europy Środkowo Wschodniej. To jednocześnie największy sale-and-leaseback w historii całego regionu i to z udziałem polskiego przedsiębiorstwa. Świadczy on o rosnącym prestiżu i dojrzałości naszego rynku wobec globalnego kapitału.

Kolejna transakcja to sprzedaż Volvo we Wrocławiu 75 tys. m2, które wynajmuje AIRA, szwedzki producent. Równolegle przejęto centrum dystrybucyjne LPP w Bydgoszczy o powierzchni ponad 100 tys. m², a także portfel nieruchomości przemysłowych firmy Tenneco na Górnym Śląsku, obejmujący około 180 tys. m² powierzchni, sprzedany w formule najmu zwrotnego.

Te transakcje pokazują, że Polska stała się istotnym punktem na mapie globalnych inwestycji sale-and-leaseback, przyciągając kapitał funduszy zagranicznych, co jeszcze kilka lat temu było domeną tylko rynków Europy Zachodniej. Widać też, że do największych transakcji dochodzi w sektorze przemysłowym i logistycznym. To potwierdza rolę tych segmentów jako fundamentów polskiej gospodarki oraz jako najpewniejszych aktywów generujących stabilny dochód czynszowy.

Jednocześnie różnorodność dużych transakcji – od dystrybucji po centra przemysłowe – pokazuje, że najem zwrotny jest elastycznym narzędziem finansowym, które można stosować w wielu sektorach, w zależności od strategii korporacyjnej i cyklu życia aktywów. Natomiast skala i regularność takich transakcji potwierdzają wysokie zaufanie do stabilności najemców oraz przewidywalności przepływów pieniężnych, co umacnia najem zwrotny jako stałe narzędzie finansowania aktywów korporacyjnych.

W obliczu wyzwań

Jednak, pomimo rekordowych wyników i dynamicznego rozwoju, rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku mierzył się również z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Brak jednolitych standardów kontraktowych komplikował procesy transakcyjne, zarówno po stronie najemców, jak i inwestorów. Prowadziło to do wydłużenia procesów decyzyjnych oraz negocjacyjnych i wymagało wsparcia doradczego na każdym etapie transakcji.

Z kolei brak dedykowanych regulacji lub preferencji podatkowych dla najmu zwrotnego, np. w porównaniu z leasingiem czy finansowaniem kredytowym, ograniczał pełny potencjał rozwoju tego segmentu. Choć rynek transakcji najmu zwrotnego bił rekordy, to przedsiębiorcy wciąż wykazywali duże przywiązanie do posiadania nieruchomości operacyjnych na własność. Jednakże zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych w tego typu transakcje na polskim rynku przyczyniły się do wzrostu zaufania oraz zrozumienia korzyści finansowania przedsiębiorstwa w tej strukturze.

Największym wyzwaniem w 2025 roku pozostawały czynniki makroekonomiczne, takie jak koszt kapitału i dostępność finansowania bankowego, które miały większy wpływ na tempo wzrostu rynku niż kwestie regulacyjne. Stabilne otoczenie prawne i podatkowe pozwoliło rynkowi najmu zwrotnego w 2025 roku osiągnąć rekordowe wolumeny zarówno pod względem powierzchni, jak i wartości transakcji, wielokrotnie przewyższając poziom z roku poprzedniego i podkreślając rosnącą rolę tego mechanizmu finansowania w Polsce.

Autorką ww. opracowania jest Agnieszka Radkiewicz,
ekspertka rynku nieruchomości komercyjnych, Business Development Manager w firmie INWI

Sprzedaż trzykrotnie wyższa niż nowa podaż: co dzieje się na rynku deweloperskim

Po dwóch miesiącach względnej równowagi popytowo-podażowej luty przyniósł wyraźne zaskoczenie. Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przez firmy deweloperskie w siedmiu największych miastach Polski wyniosła zaledwie 1,5 tys. lokali – aż o 58% mniej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie, według wstępnego odczytu, sprzedano 4,3 tys. mieszkań. W efekcie po raz pierwszy od roku oferta spadła poniżej 60 tys. lokali. Co to oznacza dla rynku?

– Dane za ostatni miesiąc pokazują wyraźną zmianę rynkowej dynamiki. W lutym 2025 roku, według wstępnego odczytu, liczba mieszkań sprzedanych była o 12% większa od liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży. W lutym tego roku analogiczna przewaga sięgnęła niemal 190%. W praktyce oznacza to, że lokali wprowadzonych do sprzedaży było niemal trzy razy mniej niż sprzedanych. Co za tym idzie, liczba mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach okazała się o 4% mniejsza od wstępnych wyników ze stycznia i wyniosła zaledwie 59,5 tys. lokali – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

W lutym w siedmiu największych miastach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) firmy deweloperskie rozpoczęły sprzedaż 60 nowych inwestycji, oferując zaledwie 1,5 tys. mieszkań. To o 58% mniej w ujęciu miesięcznym i o 52% mniej niż rok temu. Popyt odpowiedział na to wzmożoną aktywnością zakupową. Według wstępnego odczytu w lutym deweloperzy sprzedali 4,3 tys. mieszkań, czyli o 13% więcej niż miesiąc wcześniej (porównując ze wstępnymi danymi) i o 21% więcej rok do roku. Jeśli ostateczne dane potwierdzą sprzedaż na poziomie około 4,1 tys. lokali na siedmiu największych rynkach, będzie to wynik o kilkanaście procent wyższy niż przed rokiem.

Liczba oferowanych mieszkań maleje

Jak wskazuje Katarzyna Kuniewicz efektem bieżącej relacji popytu i podaży jest liczba mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec miesiąca.

– W poprzednich miesiącach, mimo utrzymującej się przewagi bieżącego popytu nad bieżącą podażą, liczba mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach pozostawała względnie stała i oscylowała wokół rekordowego poziomu. Jednak na koniec lutego oferta firm deweloperskich spadła poniżej 60 tys. lokali, co było naturalną konsekwencją wyraźnej przewagi mieszkań sprzedanych nad wprowadzonymi. Po wielu miesiącach stabilizacji z pewnością można więc mówić o przełomowej redukcji oferty. Co więcej, jeśli w analizie uwzględnimy również mieszkania zarezerwowane w siedmiu największych miastach, okaże się, że liczba lokali oferowanych przez firmy deweloperskie także spadła w stosunku do stycznia i na koniec lutego wyniosła 65,7 tys. mieszkań – dodaje dyrektorka badań rynku Otodom.

Co pokazuje czas wyprzedaży oferty na największych rynkach?

Na koniec lutego pula zarezerwowanych mieszkań wynosiła prawie 6,2 tys. lokali, co oznacza, że była nieznacznie większa niż miesiąc wcześniej. W efekcie łączna liczba mieszkań pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest o 2,6 tys. niższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec stycznia 2026 roku.

– Mimo że na koniec lutego zagregowany poziom oferty uległ redukcji, dużym błędem byłoby ogłaszanie długo wyczekiwanego przez wiele firm deweloperskich przełomu. Relacja liczby mieszkań oferowanych i sprzedanych na największych rynkach, wyrażona w kwartałach potrzebnych do wyprzedania całej oferty, od trzech miesięcy pozostaje bardzo stabilna i utrzymuje się na poziomie wskazującym na równowagę popytowo-podażową – komentuje Katarzyna Kuniewicz.

Na których rynkach brak równowagi?

Sytuacja w poszczególnych miastach pozostaje jednak zróżnicowana, o czym świadczą odmienne kierunki zmian, jakie odnotowano w czasie wyprzedaży oferty dla każdego z analizowanych rynków. Na koniec lutego w Katowicach, Poznaniu i Trójmieście czas wyprzedaży wydłużył się w porównaniu z wynikami ze stycznia. Na kolejnych trzech rynkach: warszawskim, krakowskim i łódzkim – uległ skróceniu. Jedynie we Wrocławiu pozostał na tym samym poziomie w ujęciu miesięcznym.

Należy przy tym podkreślić, że w lutym w żadnym z analizowanych miast liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nie była większa niż liczba mieszkań sprzedanych. Tym samym wzrost czasu wyprzedaży na kilku rynkach jest przede wszystkim efektem przyjętej metody obliczania tego wskaźnika. W praktyce wskazuje on, że w Katowicach, Poznaniu i Trójmieście liczba mieszkań sprzedanych w lutym tego roku była niższa niż w listopadzie 2025 (wskaźnik oparty jest na sprzedaży z trzech miesięcy poprzedzających analizę).

Jak kształtują się średnie ceny nowych mieszkań?

W lutym miesięczne zmiany średnich cen mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach były bardziej dynamiczne niż w styczniu, kiedy pozostawały minimalne (z wyjątkiem Trójmiasta – +1%). W ujęciu miesięcznym ceny odnotowane w lutym zmieniały się od -1,3% w Katowicach do +0,8% w Poznaniu i Warszawie. Jedynie w Krakowie zarejestrowano, rzadką na polskim rynku, całkowitą stabilizację cen w puli około 10 tys. mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie.

Analiza zmian cen w ujęciu rocznym jednoznacznie wskazuje, że do dwóch styczniowych liderów wzrostów (Trójmiasta i Warszawy) w lutym dołączył Poznań. O ile wzrost średnich cen mieszkań oferowanych na rynkach warszawskim i poznańskim o ok. 6–7% w skali roku nie zaskakuje (w Warszawie przy dobrej sprzedaży, a w Poznaniu przy spadającej ofercie), o tyle kilkunastoprocentowy skok w Trójmieście może zastanawiać.

– Źródłem tak dynamicznych, na tle innych rynków, zmian były z jednej strony wysokie ceny mieszkań wprowadzanych do sprzedaży od kwietnia do września 2025 roku, a z drugiej wyraźnie niższe (od nowo wprowadzanych) ceny lokali kupowanych w tym samym czasie. Wiele wskazuje na to, że nawet przy stabilizacji średnich stawek oferowanych aktualnie mieszkań na obecnym poziomie, aż do maja w Trójmieście będziemy obserwować wysokie wskaźniki wzrostu cen rok do roku – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

SENT wchodzi w modę: od 17 marca 2026 branża fashion i e-commerce z nowymi obowiązkami

17 marca 2026 r. wchodzą w życie przepisy rozszerzające zakres Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu (SENT) na odzież i obuwie. Zmiany szczególnie odczują podmioty z branży odzieżowej, e-commerce, sieci handlowe oraz sektor transportowo-logistyczny. Za brak zgłoszenia lub błędy grożą surowe sankcje finansowe – do 46% wartości towaru brutto i nie mniej niż 20 tys. złotych. Skala zmian oraz potencjalne konsekwencje powodują, że to ostatni moment na bezpieczne przygotowanie organizacji do nowych obowiązków. Dla wielu podmiotów będzie to pierwsze zetknięcie z systemem monitorowania przewozu towarów i jednocześnie nowy element codziennej działalności operacyjnej.

Nowa kategoria towarów w systemie SENT

System SENT, funkcjonujący od 2017 r. i służący do monitorowania drogowego i kolejowego przewozu określonych towarów, których obrót z perspektywy ustawodawcy wiąże się podwyższonym ryzykiem nadużyć podatkowych, zostaje rozszerzony o kolejną grupę towarów. Od 17 marca 2026 r. obowiązkiem zgłoszeniowym objęte zostaną wybrane kategorie odzieży i obuwia.

Dotychczas system obejmował przede wszystkim paliwa, alkohol, wybrane odpady oraz określone produkty rolne. Rozszerzenie katalogu towarów oznacza objęcie nadzorem szerokiego segmentu rynku tekstylnego i obuwniczego. W praktyce znaczna część standardowych dostaw magazynowych (zarówno krajowych, jak i importowych) w realiach branży retail i e-commerce  może podlegać obowiązkowi zgłoszenia. Celem zmian jest ograniczenie nadużyć w zakresie podatku VAT oraz zwiększenie transparentności łańcuchów dostaw.

Choć formalnie przepisy wchodzą w życie 17 marca 2026 r., w praktyce przedsiębiorcy powinni być gotowi operacyjnie z odpowiednim wyprzedzeniem. Proces analizy, wdrożenia i przeszkolenia zespołów wymaga czasu. Odkładanie działań na ostatni moment przed wejściem w życie przepisów znacząco zwiększa ryzyko błędów, które w przypadku SENT mogą być bardzo kosztowne. Wdrożenie SENT w organizacji nie ogranicza się do technicznej rejestracji w systemie PUESC – w praktyce oznacza kompleksowy przegląd łańcuchów dostaw, identyfikację transportów podlegających zgłoszeniu oraz weryfikację klasyfikacji CN towarów i zakresu odpowiedzialności za raportowanie. Niezbędne jest również opracowanie procedur aktualizacji i kontroli poprawności danych – w tym w zakresie masy, ilości i miejsca dostawy – przygotowanie scenariuszy awaryjnych na wypadek niedostępności systemu oraz przeszkolenie zespołów logistyki, księgowości i podatków – mówi Tomasz Bełdyga, Partner w Zespole ds. Podatków Pośrednich, Szef Zespołu ds. cła i handlu międzynarodowego w KPMG w Polsce.

Obowiązki nie tylko dla przewoźników

Nowe regulacje nie dotyczą wyłącznie firm transportowych. Zakres odpowiedzialności zależy od rodzaju przemieszczenia – w przypadku przewozu rozpoczynającego się w Polsce (obowiązek ciąży na podmiocie wysyłającym), w przypadku przewozu z innego państwa UE lub państwa trzeciego do Polski (obowiązek spoczywa na podmiocie odbierającym), w przypadku tranzytu przez Polskę (zgłoszenia dokonuje przewoźnik).

W systemie SENT przypisanie podstawowego obowiązku zgłoszeniowego jednemu z uczestników transakcji nie zwalnia pozostałych podmiotów z realizacji ich własnych, niezależnych obowiązków. Jednocześnie obowiązek zgłoszenia powstaje wyłącznie wtedy, gdy transport pozostaje w bezpośrednim związku z czynnością podlegającą opodatkowaniu VAT, co w praktyce oznacza konieczność prawidłowej identyfikacji transakcji gospodarczej powiązanej z danym przewozem – mówi Maciej Przybył, Menedżer w Zespole ds. Podatków Pośrednich w KPMG w Polsce.

Surowe sankcje i ryzyko operacyjne

Ustawa o SENT przewiduje karę pieniężną w wysokości 46% wartości brutto towaru, nie mniej niż 20 000 zł, za brak zgłoszenia lub podanie nieprawidłowych danych. Dodatkowo przedsiębiorcy muszą liczyć się z ryzykiem operacyjnym tzn. zatrzymaniem środka transportu, wstrzymaniem dostawy, opóźnieniami w realizacji kontraktów czy konsekwencjami reputacyjnymi.

W branży odzieżowej, gdzie sezonowość i terminowość dostaw mają kluczowe znaczenie, co oznacza, że skutki operacyjne mogą być bardziej dotkliwe niż sama kara administracyjna. Rozporządzenie SENT przewiduje również określone wyłączenia i wyjątki np. dla operatorów pocztowych w zakresie przesyłek spełniających definicję paczki pocztowej, natomiast w praktyce większość podmiotów z branży retail nie spełnia przesłanek, aby skorzystać z wyłączeń – mówi Maciej Przybył, Menedżer w Zespole ds. Podatków Pośrednich w KPMG w Polsce.

Dodatkowe obciążenia dla branży TSL

Firmy transportowe powinny szczególnie zwrócić uwagę na konieczność weryfikacji numeru referencyjnego przed rozpoczęciem przewozu. Numer ten jest ważny przez 10 dni, a jego brak może skutkować natychmiastowym wstrzymaniem transportu.

W praktyce będzie wymagało to integracji procesów z klientami, aktualizacji instrukcji dla kierowców, a także wprowadzenia systemów kontroli formalnej dokumentacji przewozowej. Brak odpowiednich procedur będzie mógł prowadzić do sporów pomiędzy przewoźnikiem a zleceniodawcą transportu w zakresie odpowiedzialności za sankcje.

Eksport towarów polskich firm: co różni tych, którym się udało, od tych, którzy wrócili po roku

Każdego roku polskie firmy decydują się wyjść ze swoim produktem za granicę. Część wraca po roku lub dwóch z pustymi rękami. Część zostaje i skaluje sprzedaż na kilku rynkach jednocześnie. Różnica między nimi rzadko leży w jakości produktu. Znacznie częściej tkwi w tym, jak dokładnie sprawdziły rynek, zanim zaczęły działać.

Zanim wybierzesz kraj docelowy

Intuicja, znajomość języka albo fakt, że konkurent gdzieś już jest, to za słabe podstawy, żeby budować na nich decyzję o ekspansji. Każdy rynek ma swoją strukturę procesu zakupowego, inne bariery wejścia i inny profil klienta, który faktycznie podejmuje decyzje. To, co działa w Polsce, nie musi działać w Niemczech ani na rynkach skandynawskich, nawet jeśli produkt jest dokładnie ten sam.

Firmy, którym ekspansja wychodzi, zwykle robią to samo przed startem: tworzą ranking potencjalnych rynków, weryfikują go danymi, a nie odczuciami, i dopiero wtedy wybierają jeden. To wydłuża fazę przygotowań o kilka tygodni, ale skraca o wiele miesięcy czas, który inne firmy tracą na skorygowanie błędnego wyboru w trakcie działań.

Co warto sprawdzić przed wystawieniem pierwszej faktury zagranicznej

Rzetelne planowanie eksportu zaczyna się od kilku konkretnych pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedź przed jakimkolwiek działaniem sprzedażowym:

  • Czy na tym rynku jest rzeczywiste zapotrzebowanie na mój produkt w tej formie, w jakiej go oferuję
  • Kto podejmuje decyzję zakupową u potencjalnego klienta i ile osób bierze w tym udział
  • Jak wygląda lokalna konkurencja i jak jest ustawiona cenowo
  • Jakie bariery regulacyjne lub kulturowe mogą pojawić się przy wejściu

Każde z tych pytań może zmienić decyzję o kolejności działań albo o wyborze rynku. Firmy, które je zadały przed startem, rzadziej musiały wracać do fazy planowania po kilku miesiącach działań w terenie.

Cztery etapy, które wyróżniają skuteczne ekspansje

Doświadczenia polskich eksporterów wskazują na powtarzający się układ: wybór i weryfikacja rynku, przygotowanie operacyjne z rekrutacją lokalnych zasobów, uruchomienie działań i weryfikacja założeń w kontakcie z rynkiem, a następnie skalowanie po potwierdzeniu modelu. Firmy, które pominęły pierwszy etap lub przeprowadziły go powierzchownie, trafiają na poważny kryzys w etapie trzecim.

Problem w tym, że wtedy naprawianie błędu kosztuje wielokrotnie więcej niż rzetelne sprawdzenie na początku. To wniosek, który pojawia się w relacjach przedsiębiorców biorących udział w badaniu IRSM poświęconym ekspansji zagranicznej polskich firm.

Gdzie szukać danych opartych na polskim doświadczeniu eksportowym

IRSM opublikował bezpłatny raport z badania przeprowadzonego wspólnie z Openfield na grupie polskich firm eksportujących towary. Badanie łączyło metodę ilościową z pogłębionymi wywiadami z CEO i dyrektorami, którzy przeszli przez cały proces i powiedzieli wprost, co zrobiliby dziś inaczej. Raport zawiera ranking krajów, najczęstsze bariery, opis każdego etapu ekspansji i listę praktycznych wniosków.

Dla firm, które stoją przed decyzją o pierwszym wyjściu za granicę albo chcą poprawić swój obecny proces, to jeden z nielicznych materiałów opartych na danych z polskiego rynku, nie na zagranicznych benchmarkach.

Magazyny w Polsce rosną mimo spowolnienia – stabilne pustostany i wysoki popyt

Jak wynika z najnowszego raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO pt.: „Rynek magazynowy w Polsce 2025”, sektor magazynowo-produkcyjny utrzymał silną pozycję pomimo umiarkowanego spowolnienia w pierwszej połowie roku. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni osiągnęły na koniec 2025 r. 36,58 mln mkw., przy spadku nowej podaży do 1,68 mln mkw. Popyt brutto wzrósł do 6,64 mln mkw., co stanowi trzeci najwyższy wynik w historii rynku, a współczynnik pustostanów utrzymał się na stabilnym poziomie 7,4%. Na rynku inwestycyjnym natomiast sektor magazynowy uzyskał drugi co do wielkości wynik wyrażony zamknięciem transakcji na poziomie 1,5 mld EUR.

Monika Rykowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Sektor magazynowy wchodzi w fazę większej selektywności. Obserwujemy utrzymanie wysokiego udziału renegocjacji w strukturze popytu, kontrolę podaży spekulacyjnej oraz koncentrację inwestycji na najbardziej płynnych rynkach, czyli na Mazowszu, Śląsku i w regionie łódzkim. Jednocześnie rośnie znaczenie hubów transgranicznych i portów takich jak Trójmiasto i Szczecin wspieranych przez rozwój infrastruktury transportowej. W 2026 roku kluczowe dla wzrostu sektora będą: poprawa koniunktury w przemyśle europejskim i konsumpcja wewnętrzna”. 

Popyt: trzeci co do wielkości wynik w historii

W 2025 r. na rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych wynajęto 6,64 mln mkw. (+14% r/r). Rekordowy poziom osiągnęły renegocjacje – 3,46 mln mkw. – które stanowiły 52% całkowitego popytu (+10 p.p. r/r). Najwyższą aktywność najemców odnotowano w woj. mazowieckim (1,41 mln mkw.), łódzkim (1,17 mln mkw.) i śląskim (1,07 mln mkw.). Z kolei popyt netto wyniósł 3,18 mln mkw. (-6% r/r), a wśród dominujących rynków znalazły się: woj. mazowieckie (729 tys. mkw.), woj. łódzkie (475 tys. mkw.) i woj. dolnośląskie (464 tys. mkw.). Wśród wybranych największych transakcji najmu w całym 2025 r. można wskazać m.in. przedłużenie i ekspansję sieci Agata Meble w Mapletree Piotrków II (łącznie 128 200 mkw.), przedłużenie umowy na 78 100 mkw. przez operatora logistycznego ID Logistics w P3 Wrocław II, a także dwie nowe umowy, z których pierwsza dot. najmu 67 800 mkw. przez firmę z sektora 3PL w 7R Park Gdańsk III, z kolei najemca z branży motoryzacyjnej Schaeffler zdecydował o podpisaniu nowej umowy w Prologis Park Ujazd (63 400 mkw.).

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, komentuje: „Struktura popytu w 2025 roku potwierdza coraz większą dojrzałość rynku w Polsce. Renegocjacje pięcioletnich umów zawieranych w latach 2021–2022 stały się dominującym komponentem aktywności najemców. W 2026 r. nowy popyt będzie efektem zarówno ekspansji w wybranych branżach, jak i potrzeby konsolidacji powierzchni lub relokacji celem optymalizacji kosztów operacyjnych. Widzimy większą aktywność firm z sektora handlu, e-commerce i dystrybucji, przy umiarkowanej odbudowie popytu w segmencie operatorów logistycznych”.

Podaż: najniższy poziom od 2016 roku

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec grudnia 2025 r. osiągnęły poziom 36,58 mln mkw. (+6% r/r), przy czym analitycy AXI IMMO wskazują, że nowa podaż w 2025 r. spadła do 1,68 mln mkw. (-35% r/r), co oznacza najniższy wynik od 2016 r. Wśród największych wybranych nowych inwestycji znalazły się m.in. P3 Wrocław 95 000 mkw. w woj. dolnośląskim czy Hillwood Poznań-Czempiń (53 700 mkw.) w woj. wielkopolskim. Z kolei na rynkach spoza tzw. wielkiej piątki należy wyróżnić 7R Park Lublin (57 500 mkw.) w woj. lubelskim czy Panattoni Park Szczecin-Dunikowo (54 400 mkw.) w woj. zachodniopomorskim. W budowie pozostaje 1,79 mln mkw. (+2% r/r) przy wyraźnym ograniczeniu projektów spekulacyjnych do poziomu 38,6% (690 tys. mkw. -8,6 p.p. r/r). Najwięcej inwestycji realizowanych jest w woj. mazowieckim (648 tys. mkw.), pomorskim (221 tys. mkw.) i śląskim (192 tys. mkw.). Deweloperzy warunkują rozpoczęcie nowych projektów umowami przednajmu na poziomie 40–50%.

Współczynnik pustostanów na koniec 2025 r. wyniósł 7,4% (-0,1 p.p. r/r). Najniższy poziom dostępności odnotowano m.in. w woj. zachodniopomorskim (1,2%) i małopolskim (2,6%), a jednocześnie najwyższy wzrost pustostanów w woj. śląskim (+2,3 p.p. r/r). Stawki bazowe w projektach typu big-box utrzymywały się w przedziale 3,6–6,0 EUR/mkw./mies. przy czynszach efektywnych 3,0–4,5 EUR/mkw./mies. Konkurencja przeniosła się na poziom pakietów zachęt obejmujących 1 lub 2 miesiące wakacji czynszowych za każdy rok umowy.

Rynek inwestycyjny: 1,5 mld EUR i silna pozycja sale & leaseback

Wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowo-produkcyjnym wyniósł 1,5 mld EUR (+15% r/r), co stanowiło 34% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce i drugi pod względem wielkości udział wśród sektorów nieruchomości komercyjnych. Dominowały transakcje pojedynczych aktywów oraz sale & leaseback. W 2025 r. istotną rolę odgrywali inwestorzy z USA oraz z Czech.

Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, AXI IMMO, mówi: „Sektor magazynowy utrzymuje pozycję jednego z najbardziej stabilnych segmentów rynku inwestycyjnego. W 2025 roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności w transakcjach typu sale & leaseback, co odzwierciedla potrzebę uwalniania kapitału przez firmy produkcyjne. W 2026 roku spodziewamy się dalszej poprawy płynności oraz delikatnej kompresji stóp kapitalizacji dla aktywów prime z długimi umowami najmu”.

Prognoza na 2026 rok

Analitycy AXI IMMO zakładają utrzymanie stabilnego poziomu nowej podaży, stopniowy spadek pustostanów oraz selektywny wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach. Renegocjacje pozostaną dominującym elementem struktury popytu, a nowe projekty będą w dużej mierze powiązane z ekspansjami i konsolidacją powierzchni.

Renata Osiecka, Właścicielka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „Rynek magazynowy w Polsce potwierdził w 2025 roku swoją dojrzałość i odporność na wahania koniunktury. Wysoki poziom popytu, kontrolowana podaż oraz rosnąca aktywność inwestorów tworzą stabilne fundamenty pod dalszy rozwój sektora. Spodziewamy się kontynuacji pozytywnego trendu związanego ze wzrostem wolumenu transakcji na rynku inwestycyjnym, w tym transakcji portfelowych. W 2026 r. kluczowe będą inwestycje infrastrukturalne, nearshoring oraz rosnące znaczenie jakości technicznej i standardów ESG. Polska pozostaje jednym z najbardziej perspektywicznych rynków magazynowych w Europie”.

ABB: AI nie zastąpi inżynierów, ale zmieni sposób ich pracy

Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB
Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB

Światowy Dzień Inżyniera to dobry moment, aby spojrzeć szerzej na rolę tego zawodu we współczesnej gospodarce. To właśnie inżynierowie od dekad kształtują świat, w którym żyjemy, tworząc systemy napędzające przemysł, energetykę, transport i infrastrukturę. Zmieniały się narzędzia i technologie, zmieniał się sposób pracy zespołów, lecz nie zmieniła się istota tej profesji. Wciąż chodzi o to samo: o przekuwanie wiedzy technicznej w rozwiązania, które realnie działają i przynoszą konkretną wartość.

Jeszcze kilkanaście lat temu codzienność inżyniera w dużej mierze wypełniały deski kreślarskie, papierowe dokumentacje, obszerne tomy schematów oraz opisy techniczne zabierane w teren, do klienta. Dziś dokumentacja jest cyfrowa, projekty tworzone są w środowiskach chmurowych, a nad jednym plikiem jednocześnie pracują zespoły z różnych lokalizacji. Zamiast desek kreślarskich pojawiły się systemy CAD/CAM. W miejsce segregatorów – współdzielone platformy projektowe, szybki dostęp do danych oraz możliwość natychmiastowej konsultacji z ekspertami. Narzędzia stały się szybsze i bardziej dostępne, lecz odpowiedzialność za decyzje projektowe pozostała taka sama.

Współczesna inżynieria coraz częściej korzysta także z technologii, które jeszcze niedawno wydawały się odległą przyszłością. Rozszerzona rzeczywistość wspiera dziś szkolenia i serwis, pozwalając w jednym polu widzenia łączyć obraz rzeczywistego urządzenia z dokumentacją techniczną czy zdalnym wsparciem eksperta. Z kolei sztuczna inteligencja analizuje ogromne zbiory danych i pomaga przewidywać potencjalne awarie, zwiększając niezawodność instalacji oraz ograniczając przestoje w zakładach przemysłowych. Coraz częściej to algorytmy wskazują możliwe scenariusze działania, a inżynier decyduje, który z nich jest właściwy. Nowe narzędzia pozwalają również szybciej eksperymentować i prototypować rozwiązania.

Mimo tej technologicznej rewolucji jedno pozostaje niezmienne. Ostateczna odpowiedzialność za interpretację danych, kierunek działania i podejmowane decyzje nadal spoczywa na człowieku. To inżynier łączy wiedzę techniczną z doświadczeniem i intuicją, potrafi dostrzec zależności, których nie widać w tabelach ani w modelach obliczeniowych. Zmieniał się warsztat pracy, lecz nie zmienił się zmysł inżynierski, który pozwala znaleźć rozwiązanie tam, gdzie inni widzą jedynie problem.

Największą satysfakcję przynosi moment, w którym efekt pracy staje się widoczny. Gdy urządzenie, które wcześniej nie działało, zostaje uruchomione. Gdy linia produkcyjna zwiększa swoją wydajność i efektywność energetyczną, albo gdy projekt istniejący dotąd tylko w wyobraźni zaczyna funkcjonować w rzeczywistości i ułatwia życie ludziom. Właśnie w takich chwilach najpełniej widać sens i misję tej profesji.

W pracy inżyniera napędza mnie przede wszystkim ciekawość, czyli chęć dotarcia do źródła problemu i jego rozwiązania. Jeśli wiem, że mam zaprojektować i stworzyć jakieś urządzenie, satysfakcję daje pokonanie wszystkich trudności po drodze. Najciekawszy jest jednak moment, w którym coś, co najpierw istnieje tylko w wyobraźni, trafia do systemu do projektowania, później do testowania, aż powstaje gotowy produkt, który zaczyna rozwiązywać konkretny problem. Inżynierowie mają wspólną cechę – lubimy działać.

Autor: Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB

RPP obniża stopy do 3,75 proc. Rynek ogranicza oczekiwania na kolejne cięcia

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w marcu stopy procentowe o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 3,75 proc.

Jeszcze tydzień temu taka decyzja wydawała się praktycznie przesądzona. Wspierały ją zarówno dane makroekonomiczne – w szczególności niskie odczyty inflacji oraz słabsza dynamika wynagrodzeń – jak i dość jednoznaczne sygnały płynące od części członków RPP, zapowiadające gotowość do luzowania polityki pieniężnej.

Sytuację skomplikowały jednak weekendowe wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego zwiększył ryzyko presji kosztowej w kolejnych miesiącach. Dodatkowo osłabienie złotego wobec głównych walut podnosi niepewność, co do przyszłej ścieżki inflacji. W takich warunkach przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych staje się mniej oczywista.

Na obecnym etapie, przy dynamicznie zmieniającym się otoczeniu zewnętrznym, przedwczesne jest jednoznaczne prognozowanie dalszych decyzji Rady. Widać to również w wycenach rynkowych – kontrakty na stopę procentową zaczęły dyskontować jedynie marcową obniżkę, ograniczając oczekiwania na kolejne ruchy w krótkim terminie.

Kluczowe będą najbliższe dni. Przed nami rewizja koszyka inflacyjnego przez GUS, marcowa projekcja inflacji NBP oraz konferencja prezesa Glapińskiego, które mogą istotnie doprecyzować scenariusz dla polityki pieniężnej w kolejnych miesiącach.

Geopolityka nie zatrzymała RPP. Pierwsze cięcie stóp w tym roku

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwsze w tym roku cięcie stóp procentowych. O ile jeszcze kilka dni temu obniżka nie stanowiłaby najmniejszego zaskoczenia, rynki dynamicznie wycofywały się z zakładów za cięciem na dzień przed posiedzeniem z racji na eskalację sytuacji na Bliskim Wschodzie. W obliczu wzrostu cen surowców energetycznych pojawiły się obawy o sytuację inflacyjną.

Za cięciem przemawiać mogło styczniowe pogorszenie danych makroekonomicznych, choć szczególnie w zakresie sektora przemysłowego wynikało ono po części z dużo gorszych niż rok wcześniej warunków pogodowych. Uwagę zwrócił także istotnie niższy niż w grudniu wzrost płac, jeden z czynników jeszcze jakiś czas temu postrzeganych jako kluczowe ryzyko proinflacyjne. Sama inflacja pozostaje w ostatnim czasie pod kontrolą – bardzo blisko środka celu znajduje się zarówno jej miara główna, jak i bazowa.

Pomimo skromnej wyprzedaży złotego po decyzji para EUR/PLN znajduje się o blisko 0,5% niżej względem otwarcia europejskiego rynku. Polska waluta podąża śladem innych walut rynków wschodzących, które korzystają z środowej poprawy globalnego sentymentu względem ryzyka. Niemały udział miały w tym doniesienia, jakoby irańscy agenci mieli oferować negocjacje ws. zawieszenia broni.

Po decyzji ukazuje się pełne oświadczenie banku wraz z najnowszymi prognozami makroekonomicznymi, które zostaną opublikowane o godz. 16:00.

To jednak czwartkowa konferencja prasowa prezesa Glapińskiego ma największy potencjał na wywołanie dodatkowej zmienności. Ponieważ spodziewamy się, że dalsze rozluźnianie polityki pieniężnej będzie bardzo ograniczone – prawdopodobnie jeszcze jedna obniżka w tym roku – nie oczekujemy, aby sygnały były nadmiernie gołębie. Ostatnie obawy rynku związane z rozwojem sytuacji w Iranie również mogą przyczynić się do powściągliwości prezesa.

Dom Development pozyskał 250 mln zł z emisji obligacji przy rekordowo niskiej marży

Dom Development z sukcesem przeprowadził publiczną ofertę obligacji skierowaną do inwestorów kwalifikowanych. Ze względu na bardzo duże zainteresowanie papierami dłużnymi lidera rynku mieszkaniowego w Polsce, wartość emisji została zwiększona do 250 mln zł. Oprocentowanie obligacji ustalono w oparciu o stawkę WIBOR 6M oraz rekordowo niską marżę wynoszącą 1,2 pkt proc. Emisja zakończyła się znaczącą nadsubskrypcją, a cały proces został zorganizowany i przeprowadzony przez mBank.

– Początkowym założeniem było pozyskanie z tej emisji około 150 mln zł. W związku z bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów obligacjami naszej Spółki oraz możliwością uzyskania bardzo korzystnych warunków cenowych, Zarząd Dom Development zdecydował o zwiększeniu wartości emisji do 250 mln zł. Zakończyła się ona znaczącą nadsubskrypcją – redukcja zapisów wyniosła 35%. Olbrzymie zainteresowanie ofertą odbieramy jako wyraz uznania dla modelu biznesowego i wyników finansowych osiąganych przez Grupę Dom Development. Chcielibyśmy podziękować inwestorom za okazane zaufanie, a zespołowi mBanku za organizację i przeprowadzenie jednej z największych emisji obligacji naszej Spółki – powiedziała Monika Dobosz, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Dom Development S.A.

Dom Development wyemitował ostatecznie 250 tys. niezabezpieczonych obligacji serii DOMDEM2040331 o wartości nominalnej 1000 zł każda. Są to 5-letnie papiery dłużne z terminem zapadalności przypadającym na 4 marca 2031 r. Oprocentowanie obligacji jest zmienne i jest równe stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 1,2 pkt proc. Dom Development będzie ubiegał się o wprowadzenie obligacji do alternatywnego systemu obrotu organizowanego przez GPW w ramach rynku Catalyst. Wpływy z emisji zostaną przeznaczone na rozwój bieżącej działalności Spółki.

Rynek magazynowy w Polsce – popyt rośnie, czynsze stabilne, a wolna powierzchnia znika

Polski rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych pozostaje stabilny, a jego fundamenty wspierane są zarówno przez sprzyjające warunki makroekonomiczne, jak i utrzymującą się aktywność najemców. Z najnowszego raportu „Warehouse and industrial market in Poland” firmy doradczej Savills wynika, że sektor wchodzi w 2026 r. z wysokim poziomem wynajętej powierzchni, ograniczoną nową podażą oraz stabilnymi stawkami czynszowymi.

Polska gospodarka utrzymuje jedną z najwyższych dynamik wzrostu w Unii Europejskiej, a prognozy wskazują na dalsze przyspieszenie aktywności inwestycyjnej oraz stabilizację inflacji i kosztów finansowania. Takie otoczenie sprzyja planowaniu długoterminowych projektów logistycznych i produkcyjnych oraz wzmacnia decyzje najemców dotyczące rozwoju operacji.

– Na tle Europy otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje korzystne, co przekłada się na stabilne decyzje biznesowe firm produkcyjnych i logistycznych. Widzimy wyraźnie, że najemcy koncentrują się dziś na długoterminowym zabezpieczeniu powierzchni i efektywności operacyjnej, a ograniczona liczba nowych inwestycji dodatkowo wzmacnia pozycję najlepszych lokalizacji i stabilizuje warunki najmu – mówi Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research, Savills.

OGRANICZONA PODAŻ NOWYCH PROJEKTÓW

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły 36,58 mln m kw. Na największych rynkach – Warszawie, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Wrocławiu i Poznaniu – skoncentrowana jest ponad połowa krajowej podaży.

W 2025 r. deweloperzy oddali do użytkowania ok. 1,68 mln m kw. nowej powierzchni, co oznacza spadek o 35% rok do roku. Jednocześnie wzrósł poziom wynajęcia powierzchni w momencie ukończenia inwestycji, a projekty w budowie są w dużej mierze zabezpieczone umowami pre-let. Ograniczona aktywność deweloperska wpływa na stabilizację rynku i stopniowe zmniejszanie wolumenu dostępnej powierzchni.

POPYT NA WYSOKIM BIEGU – TRZECI NAJLEPSZY WYNIK W HISTORII

Łączny popyt brutto w 2025 r. wyniósł 6,64 mln m kw., co oznacza wzrost o 14% rok do roku i jeden z najwyższych wyników w historii sektora. Transakcje obejmujące nowe umowy oraz ekspansje utrzymały poziom wyższy niż przed pandemią, co potwierdza trwałą bazę popytu.

Największą aktywność odnotowano w kluczowych regionach logistycznych, takich jak Warszawa, Polska Centralna i Wrocław. Coraz większe znaczenie zyskują również rynki regionalne, które przyciągają firmy produkcyjne i dystrybucyjne.

PUSTOSTANY W DÓŁ, CZYNSZE USTABILIZOWANE

Na koniec 2025 r. wskaźnik pustostanów wyniósł 7,1% i wykazywał tendencję spadkową, co wskazuje na zrównoważoną relację między podażą a zapotrzebowaniem. Występuje jednak relatywnie wyraźne zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi regionami magazynowymi, a nawet mikrolokalizacjami w ramach jednego regionu. Największe wolumeny dostępnej powierzchni odnotowano w regionach o wysokiej aktywności deweloperskiej ze znaczącym udziałem projektów o charakterze spekulacyjnym, których absorpcja wymaga więcej czasu. Natomiast w klastrach magazynowych o najlepiej ocenianych i pożądanych przez najemców parametrach rynkowych, dostępność modułów magazynowych, zwłaszcza o większym metrażu, pozostaje ograniczona.

Od końca 2024 r. czynsze bazowe utrzymują się na stabilnym poziomie, z niewielkimi wahaniami w przypadku topowych lokalizacji i powierzchni o najwyższej jakości. W standardowych obiektach typu big-box stawki mieszczą się w przedziale ok. 3,60-6,75 EUR/m kw./miesiąc, przy czym najwyższe dotyczą projektów miejskich o wysokim standardzie technicznym usytuowanych na rynkach wiodących.

W tym roku prognozujemy utrzymanie stabilnych warunków najmu przy nadal ograniczonej podaży nowych projektów i wysokiej aktywności najemców. Kluczowe znaczenie będą mieć przedłużenia umów, projekty typu build-to-suit oraz rozwój produkcji w ramach nearshoringu. Polska pozostaje istotnym ogniwem europejskich łańcuchów dostaw, a napływ nowych inwestorów wzmacnia długoterminowe fundamenty rynku – komentuje Wioleta Wojtczak, Associate Director, Head of Research, Savills.

37 proc. Polaków korzysta z ChatGPT i asystentów AI. Kolejne 49 proc. jest na to gotowe [badanie]

Sztuczna inteligencja coraz wyraźniej wpływa na codzienne decyzje zakupowe. Już 37 proc. Polaków korzysta z ChatGPT lub innych asystentów AI, a kolejne 49 proc. rozważa takie wsparcie w tym zakresie. Ponad połowa chce dzięki sztucznej inteligencji odkrywać unikalne marki i nowe doświadczenia zakupowe. Jakie jeszcze wnioski płyną z badania „Adyen Index: Retail Report 2025”?

Tempo korzystania ze sztucznej inteligencji przez konsumentów zdaje się wyprzedzać gotowość firm w tym obszarze. Prawie 2 na 5 badanych (37 proc.) deklaruje, że już używa sztucznej inteligencji (ChatGPT i inni asystenci AI), a prawie połowa (49 proc.) ma to w planach. Tymczasem jedynie 28 proc. firm w ubiegłym roku planowało inwestycje w AI wspierające sprzedaż i marketing. To tylko niektóre z wniosków badania „Adyen Index: Retail Report 2025”, które pokazują nastroje rynku u progu ery agentic commerce.

Co warto dodać, ponad połowie polskich konsumentów (52 proc.) sztuczna inteligencja pomaga odkrywać mniej znane marki, szybciej znajdować inspiracje oraz sprawniej poruszać się w natłoku ofert online. Jednocześnie 58 proc. respondentów jest świadomych, że sprzedawcy wykorzystują AI do rekomendowania produktów dopasowanych do ich preferencji.

AI jako nowy kanał discovery – komentarz eksperta Adyen

Platformy konwersacyjne oparte na AI pełnią dziś rolę nowego kanału discovery, czyli miejsca, w którym rodzi się intencja zakupowa. Konsumenci trafiają do sprzedawców z bardziej sprecyzowaną potrzebą i wyższą gotowością do zakupu, bo część wysiłku związanego z porównywaniem, selekcją i weryfikacją informacji przejmuje algorytm – tłumaczy Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.

Jak dodaje Matouš Michněvič Rynek znajduje się dziś w fazie przejściowej między conversational commerce, gdzie AI wspiera decyzje podejmowane przez ludzi, a przyszłością autonomicznych agentów realizujących zakupy w imieniu konsumentów. Dla sprzedawców oznacza to konieczność równoległego przygotowania się na oba scenariusze: budowania doświadczeń zakupowych opartych na zaufaniu, redukcji tarć na etapie płatności oraz inwestycji w dane i infrastrukturę, które pozwolą przechwytywać nową falę popytu generowaną przez AI.

Obawy o kontrolę nad relacją z klientem

Aż 40 proc. Polaków oczekuje, że będzie dokonywać zakupów w wielu punktach styczności z marką. Ekspert Adyen zwraca uwagę, że wraz z rozwojem agentic commerce wśród części przedsiębiorców pojawia się obawa o osłabienie emocjonalnej więzi z konsumentem.

– W tradycyjnym modelu (sklep, strona internetowa czy aplikacja) kontakt z marką buduje skojarzenia i emocje. W momencie, gdy etap odkrywania produktów przenosi się do neutralnych interfejsów konwersacyjnych, część tego doświadczenia może ulegać „spłaszczeniu”. W efekcie kluczowe pytanie coraz częściej nie brzmi, czy AI wygeneruje nowy popyt, ale kto będzie właścicielem relacji z klientem, danych i ryzyka, gdy ten popyt się pojawi – wyjaśnia Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.

Bezpieczeństwo i zaufanie jako warunek skali

Choć sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera proces zakupowy, część użytkowników podchodzi do niej z ostrożnością – szczególnie w kontekście bezpieczeństwa danych i ryzyka nadużyć. Prawie co czwarty badany (23 proc.) przyznaje, że AI zwiększa ich obawy dotyczące możliwości oszustw. To pokazuje, że rozwój nowych modeli zakupowych musi iść w parze z budowaniem zaufania konsumentów.

Wraz z rozwojem agentic commerce kluczowe staje się połączenie innowacji z bezpieczeństwem i pełną kontrolą nad procesem płatności. Zaufanie, bezpieczeństwo i integralność marki pozostają fundamentem rozwoju agentic commerce, nawet w fazie eksperymentów i szybkiego wzrostu technologii.

Szansa dla marek i nowy kanał sprzedaży

Agentic commerce nie oznacza końca roli człowieka w procesie zakupowym, lecz zmianę sposobu podejmowania decyzji – z samodzielnego wyszukiwania na świadome zatwierdzanie rekomendacji generowanych przez AI. Dla marek to szansa na rozwój nowego kanału sprzedaży i wyzwanie związane z projektowaniem doświadczeń, które łączą automatyzację z zaufaniem, transparentnością i poczuciem kontroli po stronie konsumenta.

O badaniu

Badanie Adyen Index: Retail Report 2025 przeprowadzono w dn. 26.02-12.03.2025 r. na grupie 41 000 konsumentów i 14 000 przedsiębiorstw handlowych. Ankietowani pochodzili m.in.: z Polski, Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Brazylii, Meksyku, Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Portugalii, Holandii, Belgii, Danii, Norwegii, Szwecji, Estonii, Łotwy, Litwy, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Singapuru, Malezji, Hongkongu, Japonii i Australii, Indii oraz Chin. W Polsce badaniem objętych zostało 1 001 konsumentów oraz 500 przedsiębiorstw.

Polacy stopniowo wychodzą z długów. Najszybciej poprawiają swoją sytuację młodsi dorośli i mieszkańcy części regionów wschodniej Polski

Rok 2025 przyniósł wyraźną poprawę w zakresie terminowego regulowania zobowiązań finansowych przez Polaków. Z najnowszych danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie kredytowej BIK wynika, że liczba osób z zaległościami ponownie spadła, a wraz z nią zmniejszyła się również łączna wartość niespłaconych zobowiązań. Mimo pozytywnych zmian skala zadłużenia pozostaje znacząca – na koniec grudnia 2025 roku zaległe długi Polaków wynosiły łącznie 81,3 mld zł.

Mniej dłużników i niższa wartość zaległości

Na koniec 2025 roku prawie 2,4 mln osób w Polsce posiadało przeterminowane zobowiązania finansowe. W porównaniu z rokiem poprzednim oznacza to spadek o ponad 140 tys. osób, czyli o 5,5%. Rok wcześniej liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się o 129 tys. osób, natomiast w 2023 roku redukcja była znacznie mniejsza i wyniosła zaledwie 15,5 tys. osób.

Po raz pierwszy od kilku lat równolegle spadła również łączna wartość zaległych zobowiązań. W 2025 roku zmniejszyła się ona o blisko 3,5 mld zł, czyli o około 4%. To istotna zmiana w stosunku do wcześniejszych lat, kiedy wartość zadłużenia systematycznie rosła mimo stabilizacji liczby dłużników.

W strukturze zaległości dominują zobowiązania pozakredytowe, które stanowią około 54% całkowitego zadłużenia. Obejmują one m.in. nieopłacone rachunki za media, usługi telekomunikacyjne, czynsze, alimenty czy mandaty.

Poprawa sytuacji finansowej dzięki lepszym warunkom gospodarczym

Zdaniem analityków głównym czynnikiem poprawy sytuacji finansowej gospodarstw domowych była korzystniejsza sytuacja makroekonomiczna. Spadająca inflacja, obniżki stóp procentowych oraz wzrost wynagrodzeń zwiększyły realną siłę nabywczą Polaków. Dzięki temu więcej osób jest w stanie regulować swoje zobowiązania w terminie.

Jednocześnie struktura płci wśród niesolidnych dłużników pozostaje od lat stabilna. Około 63% osób z zaległościami stanowią mężczyźni, a 37% kobiety.

Jak podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, pomimo ogólnej poprawy pojawiają się również nowe wyzwania. Choć liczba dłużników spada, to rośnie średnia wartość zaległości przypadająca na jedną osobę.

Rosnąca średnia wartość długu

Obecnie przeciętne zaległe zadłużenie przypadające na jednego dłużnika wynosi niemal 34 tys. zł. Rok wcześniej było to 33,4 tys. zł, a dwa lata temu około 31,3 tys. zł. Oznacza to, że osoby pozostające w bazach dłużników mają coraz większe trudności z regulowaniem swoich zobowiązań.

Według szacunków przeciętnie zarabiająca osoba potrzebowałaby aż pięciu średnich wynagrodzeń netto, aby spłacić taki dług. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że część dłużników posiada jednocześnie kilka różnych rodzajów zaległości.

Blisko 380 tys. osób zarejestrowanych w bazach BIG InfoMonitor i BIK ma problemy zarówno ze spłatą zobowiązań kredytowych, jak i pozakredytowych. Taka kumulacja zaległości zwiększa ryzyko pogłębiania się problemów finansowych w przyszłości.

Indeks zaległych płatności najniższy od lat

Pozytywny trend potwierdza również Indeks Zaległych Płatności Polaków (IZPP), który pokazuje liczbę niesolidnych dłużników przypadających na 1000 dorosłych mieszkańców. Na koniec 2025 roku wskaźnik ten wyniósł 77,9 punktu, osiągając najniższy poziom od 2017 roku.

Jednocześnie różnice między regionami Polski pozostają znaczące. Wskaźnik ten waha się od 43 do 104 dłużników na 1000 mieszkańców w zależności od województwa.

Wschodnia Polska radzi sobie najlepiej

Najmniej niesolidnych dłużników w przeliczeniu na 1000 dorosłych mieszkańców odnotowano na Podkarpaciu – jedynie 43 osoby. Najwięcej takich przypadków występuje natomiast w zachodniej części kraju. Niekorzystny wynik ponownie osiągnęło województwo lubuskie, gdzie wskaźnik wyniósł 104 osoby na 1000 mieszkańców. Na kolejnych miejscach znalazły się województwa zachodniopomorskie (101 osób) oraz dolnośląskie (97 osób).

W ujęciu rocznym największy spadek liczby niesolidnych dłużników na 1000 mieszkańców odnotowano w województwach dolnośląskim i pomorskim – po sześć osób mniej. O cztery osoby mniej na 1000 mieszkańców odnotowano w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim.

Pod względem spadku łącznej wartości zadłużenia najlepiej wypadły województwa kujawsko-pomorskie, lubelskie oraz świętokrzyskie. W tych regionach zaległości zmniejszyły się odpowiednio o 8,2%, 8% oraz 7%.

Największe długi nadal w największych regionach

Najwyższą łączną kwotę zaległych zobowiązań nadal odnotowano na Mazowszu – blisko 16,3 mld zł. Na kolejnych miejscach znalazły się województwa śląskie z zadłużeniem na poziomie 9,2 mld zł oraz dolnośląskie z kwotą 7,3 mld zł.

Największy spadek wartości zadłużenia odnotowano na Śląsku, gdzie zmniejszyło się ono o ponad 0,5 mld zł. Najniższe sumy zaległości przypadają natomiast na województwa świętokrzyskie, opolskie i podlaskie – w każdym z nich niespłacone zobowiązania nie przekraczają obecnie 1,7 mld zł.

Najwięcej dłużników wśród osób w średnim wieku

Choć poprawa sytuacji finansowej widoczna jest we wszystkich grupach wiekowych, największa liczba niesolidnych dłużników nadal przypada na osoby w wieku 35–44 lata. W tej grupie znajduje się blisko 610 tys. osób z zaległościami o łącznej wartości 19,1 mld zł.

Drugą największą grupę stanowią osoby w wieku 45–54 lata – około 552 tys. dłużników. To jednak właśnie w tej grupie znajduje się najwyższa łączna wartość zaległego zadłużenia, wynosząca 26,3 mld zł.

Pod względem tempa poprawy najlepiej radzą sobie osoby w wieku 25–34 lata – liczba dłużników w tej grupie spadła o 7,4%, czyli o około 34 tys. osób. W przypadku najmłodszych dorosłych w wieku 18–24 lata spadek był znacznie mniejszy i wyniósł około 1,2%.

Młodzi spłacają szybciej, seniorzy mają rosnące problemy

Analiza zmian w strukturze zadłużenia wskazuje na wyraźne różnice pokoleniowe. Wśród najmłodszych dorosłych oraz osób w wieku 34–44 lata średnia wartość zaległych zobowiązań w ostatnim roku nieznacznie spadła. Może to być m.in. efekt większej świadomości finansowej oraz edukacji ekonomicznej młodszego pokolenia.

Odwrotny trend widoczny jest wśród osób starszych. W grupie 55–64 lata średnie zadłużenie wzrosło o ponad 2,3 tys. zł i wynosi obecnie 46,7 tys. zł. Wśród seniorów powyżej 65 roku życia wzrosło o około 1,8 tys. zł, osiągając poziom ponad 34 tys. zł.

Jak wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, starsze pokolenia częściej zmagają się z większymi zobowiązaniami finansowymi, takimi jak kredyty mieszkaniowe czy koszty utrzymania rodziny, co wpływa na poziom ich zadłużenia.

Najwięksi dłużnicy z ogromnymi zobowiązaniami

Mimo ogólnej poprawy sytuacji finansowej w kraju wciąż istnieją przypadki bardzo wysokiego zadłużenia. Dziesięciu największych dłużników w Polsce posiada łącznie ponad 560 mln zł niespłaconych zobowiązań.

Liderem tego niechlubnego zestawienia pozostaje od wielu lat 69-letni mężczyzna z województwa lubelskiego, którego zaległości wobec wierzycieli przekraczają obecnie 98,4 mln zł.

Ostrożny optymizm

Dane z BIG InfoMonitor i BIK wskazują, że Polska wchodzi w okres stopniowej poprawy kondycji finansowej gospodarstw domowych. Spada liczba niesolidnych dłużników, a wartość zaległych zobowiązań zaczyna się zmniejszać.

Jednocześnie rosnąca średnia wartość zadłużenia oraz trudności części osób starszych pokazują, że problem nadmiernego zadłużenia wciąż pozostaje poważnym wyzwaniem dla polskiej gospodarki i systemu finansowego.

Fizjoterapia w Polsce: rosnąca liczba pacjentów przyspiesza specjalizację i rozwój gabinetów

Zmiany demograficzne, narastające dolegliwości zdrowotne wynikające ze współczesnego trybu i tempa życia oraz coraz większa świadomość pacjentów w zakresie profilaktyki i dbałości o sprawność sprawiają, że branża fizjoterapeutyczna w Polsce przechodzi istotne zmiany. 30 proc. respondentów w badaniu przeprowadzonym wśród fizjoterapeutów i właścicieli gabinetów wskazuje, że najbliższe dwa lata przyniosą dalszy wzrost liczby pacjentów. Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, branża będzie rozwijać się też w kierunku coraz większej specjalizacji usług, na co wskazuje 26 proc. badanych. Rosnąć będzie także liczba wizyt prywatnych (29 proc.).

Trend ten jest szczególnie widoczny w mniejszych gabinetach zatrudniających 1–9 osób, które częściej niż duże placówki wskazują na rosnącą liczbę prywatnych wizyt. Dla wielu z nich oznacza to potrzebę szybkiego dostosowania skali działania do rosnącego popytu. W konsekwencji kluczowe staje się pozyskiwanie i rozwój wysoko wykwalifikowanych fizjoterapeutów, poprzez ciągłe szkolenia i rozwój kompetencji, a także inwestowanie w nowoczesny sprzęt rehabilitacyjny.

Na popyt na usługi fizjoterapeutyczne, jak i kierunek rozwoju branży wpływają m.in. czynniki demograficzne – starzejące się społeczeństwo (24 proc.) oraz rosnąca skala problemów zdrowotnych dotykających dzieci (25 proc.). Przekłada się to bezpośrednio na rosnące zapotrzebowanie na fizjoterapię funkcjonalną oraz pediatryczną. Nie bez znaczenia jest też zmiana podejścia samych pacjentów, co zauważa 23 proc. fizjoterapeutów ankietowanych w badaniu. Podkreślają oni, że pacjenci są coraz bardziej świadomi potrzeby aktywnego dbania o zdrowie i roli fizjoterapii w jego utrzymaniu. Fizjoterapia przestaje być reakcją na uraz, a staje się elementem profilaktyki i inwestycją w jakość życia.

Specjalizacja i dywersyfikacja

Wraz ze wzrostem rynku rośnie konkurencja – zarówno o pacjenta, jak i o wykwalifikowany personel.

– W tej sytuacji coraz więcej gabinetów decyduje o wyróżnieniu się na rynku poprzez specjalizację, aby zwiększyć swoją konkurencyjność. Ponad jedna czwarta respondentów – 26 proc. w naszym badaniu wskazuje, że koncentracja na wąskich dziedzinach, takich jak fizjoterapia dziecięca, sportowa czy uroginekologiczna, staje się jednym z głównych kierunków rozwoju. Jednocześnie część placówek wybiera strategię dywersyfikacji – poszerzania oferty usług w ramach jednego gabinetu – zwraca uwagę Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Rosnącym segmentem rynku są też usługi mobilne. Co piąty ankietowany fizjoterapeuta wskazuje właśnie na wizyty realizowane w domu czy biurze. Trend ten jest wspierany dodatkowo przez popularność benefitów zdrowotnych oferowanych przez pracodawców (18 proc.).

Wyzwania na najbliższy rok

Rosnący rynek usług fizjoterapeutycznych to także większe zapotrzebowanie na pozyskanie wykwalifikowanego personelu oraz inwestycje w nowoczesny sprzęt.  Badanie Siemens Financial Services w Polsce pokazuje nie tylko kierunki rozwoju branży, ale także aktualne wyzwania, z jakimi w ciągu najbliższych miesięcy mierzyć się będą fizjoterapeuci oraz właściciele gabinetów.

Jednym z najważniejszych wyzwań, wskazywanym przez 20 proc. ankietowanych, jest właśnie potrzeba powiększenia zespołu. Wiąże się to z koniecznością ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest naturalną konsekwencją coraz większej specjalizacji w branży oraz indywidualnych potrzeb pacjentów.

– Zmiany w branży fizjoterapeutycznej wymagają inwestycji w nowy sprzęt. To wyzwanie, które fizjoterapeuci i właściciele gabinetów wskazują jako czwarte najważniejsze, z jakim zmierzą się w najbliższych miesiącach. Co więcej, 14 proc. z nich podkreśla, że kluczowe będzie dla nich utrzymanie stabilności finansowej – podkreśla Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. W tej sytuacji zewnętrzne finansowanie staje się istotne nie tylko jako narzędzie rozwoju, ale także jako sposób na bezpieczne i stopniowe dostosowanie się do zmieniających się warunków rynkowych – dodaje.

Finansowanie SimplyLoan na zakup sprzętu medycznego czy wyposażenia gabinetu pozwala rozłożyć w czasie koszty inwestycji, zachować płynność finansową, dzięki czemu można szybciej reagować na zmieniające się potrzeby pacjentów – szczególnie w sytuacji, gdy technologia i standardy terapeutyczne rozwijają się coraz szybciej.

W porównaniu do tradycyjnego kredytu SimplyLoan wyróżnia się szybką procedurą i minimalnymi formalnościami, co oznacza, że środki można pozyskać znacznie sprawniej. Co więcej, pożyczka oferuje dużą elastyczność – pozwala sfinansować całą inwestycję, włącznie z 8-procentowym podatkiem VAT, nawet bez wkładu własnego. Cały proces jest również dostępny w pełni online.

Dla wielu placówek oznacza to możliwość wdrażania nowoczesnych, bardziej energooszczędnych rozwiązań czy sprzętu wyższej generacji, co wpisuje się także w rosnące znaczenie działań proekologicznych, już dziś wskazywanych przez część branży (12 proc.) jako kierunek rozwoju na najbliższe dwa lata.

Z danych badania Siemens Financial Services w Polsce wynika, że branża fizjoterapeutyczna będzie się rozwijać głównie dzięki rosnącemu popytowi na usługi, specjalistycznej wiedzy i wysokiej jakości usług. Kluczowym czynnikiem sukcesu dla gabinetów stanie się umiejętność połączenia wysoko wykwalifikowanego zespołu z nowoczesnym sprzętem i stabilnym finansowaniem. To właśnie ta równowaga – pomiędzy jakością leczenia, sprawną organizacją a pewnymi finansami – zadecyduje o tym, jak branża poradzi sobie z presją kosztową i konkurencją w nadchodzących latach.

Nota metodologiczna:

Badanie z przedstawicielami 100 firm (jednoosobowych działalności i spółek handlowych) zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research w sierpniu 2025 r. Uczestnikami badania byli właściciele i menedżerowie z branży fizjoterapeutycznej z całej Polski, Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Marża deweloperska ponad 31%: ROBYG poprawia wyniki i wzmacnia finansowanie

W 2025 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien zanotował przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 1,5 mld zł (w 2024 roku 1,3 mld zł, co oznacza wzrost o +15%), podczas gdy marża brutto ze sprzedaży wyniosła blisko 378 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży deweloperskiej przekroczyła 31%. EBIT Grupy ROBYG wyniósł ponad 411 mln zł (w 2024 roku 291 mln zł, wzrost o +41% rdr), a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej blisko 318 mln zł (w 2024 roku 259 mln zł, wzrost o 23% rdr).

W 2025 roku ROBYG zakontraktował ponad 2 570 lokali oraz zrealizował i przekazał klientom około 1 700 lokali. ROBYG konsekwentnie rozbudowuje swój bank ziemi, który na koniec 2025 roku umożliwiał realizację ponad 21 000 lokali (łącznie z ofertą) położonych w atrakcyjnych obszarach miejskich, zwłaszcza w Warszawie i Trójmieście. ROBYG aktywnie poszukuje również nowych terenów inwestycyjnych. W całym 2025 roku ROBYG podpisał nowe umowy zakupu gruntów o łącznej wartości około 320 mln zł.

W 2025 roku Grupa ROBYG wzmocniła także dotychczasowe źródła finansowania poprzez emisje trzech serii obligacji – PF, PG oraz PH – o łącznej wartości nominalnej 475 mln zł oraz w efekcie przedłużenia istniejących umów kredytów rewolwingowych, jednocześnie zwiększając ich łączny limit o 110 mln zł oraz zawarcie nowych umów kredytowych o łącznej wartości 150 mln zł.

W celu wykorzystania możliwości oferowanych przez polski rynek mieszkaniowy i przyspieszenia dalszego wzrostu, ROBYG wraz ze swoim akcjonariuszem, rozważa obecnie potencjalne alternatywy strategiczne – w tym transakcje na rynkach kapitałowych, takie jak ewentualną ofertę publiczną i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Grupa TAG zobowiązuje się do pozostania większościowym akcjonariuszem ROBYG.

„Wyniki ROBYG w 2025 roku pokazują, że rynek mieszkaniowy w Polsce wszedł w fazę stabilizacji i jest gotowy do dalszego rozwoju – po okresie silnych wahań popytu wywołanych zmianami stóp procentowych i programami wsparcia kredytobiorców. W takich warunkach kluczowe znaczenie ma kontrola kosztów, jakość banku ziemi oraz dostęp do finansowania – i właśnie w tych obszarach ROBYG konsekwentnie buduje swoją przewagę. Rozbudowa banku ziemi do ponad 21 tys. lokali to strategiczny ruch, który daje elastyczność w planowaniu podaży w kolejnych latach. Przy ograniczonej dostępności atrakcyjnych gruntów w największych miastach, wcześniejsze zabezpieczenie terenów pozwala lepiej chronić marże, nawet przy rosnących kosztach realizacji inwestycji. Jednocześnie pozyskanie znaczącego finansowania w 2025 roku świadczy o silnej pozycji bilansowej i zaufaniu instytucji finansowych. Patrząc na 2026 rok, wiele będzie zależeć od dalszego kierunku polityki pieniężnej i dostępności kredytów hipotecznych. Jeśli nastąpi stopniowe obniżanie kosztu finansowania, możemy zobaczyć umiarkowany dalszy popyt. W takiej sytuacji deweloperzy z silnym bankiem ziemi i zdywersyfikowanym modelem działalności – jak ROBYG – będą w uprzywilejowanej pozycji, aby wykorzystać kolejną fazę cyklu rynkowego” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG.

ROBYG konsekwentnie wyznacza nowe standardy w branży nieruchomości, stawiając na jakość obsługi i realne wsparcie klientów. Jako pierwszy deweloper w Polsce powołał instytucję Rzecznika Klienta – niezależną ekspertkę, która towarzyszy nabywcom na każdym etapie kontaktu z ROBYG. To rozwiązanie nie tylko wzmacnia zaufanie, ale także zapewnia dodatkowe wyjaśnienia, wsparcie merytoryczne i poczucie bezpieczeństwa w całym procesie zakupu mieszkania. Inicjatywa ta jest ukierunkowana na podnoszenie jakości doświadczeń klientów oraz budowanie nowoczesnych, transparentnych standardów rynkowych. Jednocześnie ROBYG rozwija ofertę w segmencie premium, wprowadzając linię Grand Selection. To starannie wyselekcjonowane apartamenty w najbardziej prestiżowych lokalizacjach – w Warszawie w inwestycji Royal Residence w Trójmieście w projektach Nowa Wałowa, Nadmotławie i Wendy oraz najnowsza w Poznaniu – projekt Elektrovnia Garbary. Ponadto ROBYG rozpoczął inwestycje w Łodzi – to kolejny, ważny rynek działalności. Dzięki tym działaniom ROBYG nie tylko odpowiada na rosnące oczekiwania rynku, ale także aktywnie kształtuje jego przyszłość, łącząc wysoką jakość inwestycji z nowoczesnym podejściem do relacji z klientem. W 2026 roku planujemy ekspansję w Krakowie i w kolejnych miastach w Polsce. Bardzo ważne jest dla nas odpowiadanie na potrzeby naszych klientów jest dla nas bardzo ważne – cenią oni oferowane przez nas mieszkania ze względu na wysoki standard wykończenia i bardzo dobre lokalizacje” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG.

„Z perspektywy finansowej 2025 rok był dla ROBYG okresem bardzo dobrej operacyjnej realizacji projektów mieszkaniowych oraz dalszego wzmacniania struktury kapitałowej. Wypracowane wyniki – zarówno na poziomie marży brutto ze sprzedaży mieszkań, która w 2025 roku przekroczyła 31%, jak i EBIT – potwierdzają skuteczność przyjętego modelu biznesowego, opartego na konsekwentnej realizacji naszych projektów, wysokiej dyscyplinie kosztowej oraz selektywnym podejściu do nowych inwestycji. Równolegle koncentrowaliśmy się na zapewnieniu stabilnego i długoterminowego finansowania działalności. Emisje obligacji oraz poszerzenie finansowania bankowego pozwalają nam utrzymać bezpieczny poziom płynności, a jednocześnie tworzą przestrzeń do dalszej realizacji projektów. Dziękujemy naszym inwestorom i partnerom finansowym za okazane zaufanie, które pozwala nam konsekwentnie realizować ambitne plany rozwoju. W 2026 roku będziemy kontynuować działania wzmacniające przejrzystość finansową, standardy ładu korporacyjnego oraz elastyczność w dostępie do różnych źródeł kapitału, co w długim horyzoncie zwiększa nasze możliwości realizacji strategicznych kierunków rozwoju, takich jak zwiększanie poziomu sprzedaży, utrzymywanie satysfakcjonujących marż, uruchamianie nowych projektów, ekspansja do nowych miast działalności oraz utrzymywanie stabilnego, dobrze zdywersyfikowanego banku ziemi. Naszym celem pozostaje utrzymanie silnego bilansu oraz gotowości do wykorzystania sprzyjających warunków rynkowych, przy zachowaniu konserwatywnego podejścia do zarządzania ryzykiem i finansowaniem” – podsumowała Marta Hejak, CFO oraz wiceprezes zarządu ROBYG.

W 2025 i 2024 roku ROBYG zrealizował szereg działań, mających na celu zminimalizowanie negatywnego wpływu na środowisko. Wszędzie tam, gdzie to możliwe osiedla są zgodne z Zielonym Standardem – wewnętrzną regulacją oficjalnie przyjętą przez Zarząd, która określa katalog rozwiązań niskoemisyjnych, chroniących bioróżnorodność, zasoby wodne i poprawiających jakość życia mieszańców. Tam, gdzie to jest możliwe już 100% energii elektrycznej na budowie jest zeroemisyjna zgodnie zakupionymi gwarancjami pochodzenia, a 96% powierzchni użytkowej zbudowanych na sprzedaż budynków mieszkaniowych wielorodzinnych w 2025 roku miało zapotrzebowanie na energię pierwotną (EP) o 10% niższe od wymaganego. Ponadto ROBYG w Polsce dba o różnorodność w miejscu pracy – w 2025 roku kobiety stanowiły 72% wszystkich pracowników oraz 53% wyższej kadry zarządzającej.

Ponadto Grupa ROBYG realizuje działania Grupy ROBYG na rzecz poprawy doświadczenia klienta i budowania nowoczesnych standardów w branży nieruchomości. ROBYG wprowadził także nowy segment sprzedaży – ofertę premium Grand Selection. Dostępne są najwyższej klasy apartamenty w wyjątkowych, prestiżowych lokalizacjach: w Warszawie w inwestycji Royal Residence, w Trójmieście w projektach Nowa Wałowa, Nadmotławie i Wendy oraz w Poznaniu w projekcie Elektrovnia Garbary. ROBYG już planuje kolejne propozycje należące do tej linii – w innych miastach, gdzie prowadzi działalność.

ROBYG to 6 miast w Polsce, 25 lat doświadczenia, ponad 100 000 zadowolonych klientów i ponad 37 000 sprzedanych lokali.

Konieczna kolejna nowelizacja ustawy deweloperskiej. Art. 5a ustawy zamiast porządku wprowadził chaos

Nowy art. 5a ustawy deweloperskiej, który miał raz na zawsze rozstrzygnąć spór o sposób liczenia powierzchni użytkowej lokali, w praktyce doprowadził do sytuacji odwrotnej, czyli podwójnej interpretacji przepisów. Wszystko wskazuje na to, że ustawa, która obowiązuje od 13 lutego br., powinna zostać pilnie znowelizowana, a feralny art. 5a powinien zostać jak najszybciej doprecyzowany.

Literalne brzmienie ustawy odsyła wyłącznie do normy PN-ISO 9836, a właściwie do jej wersji obowiązującej na dzień złożenia wniosku o pozwolenie na budowę. Taka wykładnia może prowadzić do wliczania do powierzchni użytkowej lokalu m.in. balkonów, loggii, tarasów czy schodów wewnętrznych. Oznacza to potencjalne zwiększenie formalnego metrażu lokali, a w konsekwencji zmianę ceny, udziałów w nieruchomości wspólnej oraz danych ujawnianych w księgach wieczystych.

Jednocześnie kilka dni po wejściu w życie przepisów UOKiK, w stanowisku uzgodnionym z Ministerstwem Rozwoju i Technologii (MRiT), zaprezentował interpretację odmienną. Organ uznał, że art. 5a należy czytać łącznie z przepisami techniczno-budowlanymi, a elementy takie jak balkony czy schody nie powinny być wliczane do powierzchni użytkowej. Stanowisko to, choć spójne z dotychczasową praktyką rynku i ukierunkowane na ochronę konsumentów, ma jedną niezaprzeczalną wadę – nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego i nie wiąże sądów.

„W efekcie powstały dwa równoległe standardy liczenia metrażu, czyli ustawowy i drugi, który można nazwać systemowym. Taka sytuacja jest nie do utrzymania z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu. Różnice w sposobie pomiaru mogą prowadzić do sporów cywilnych, rozbieżnych orzeczeń sądowych oraz destabilizacji zasad ustalania cen mieszkań. W skali rynku oznacza to wzrost ryzyka prawnego zarówno po stronie deweloperów, jak i nabywców”, podkreśla Maciej Boryczko, Partner i radca prawny w kancelarii GESSEL.

Doświadczenia z wcześniejszych postępowań UOKiK pokazują, jak istotna jest pełna i jednoznaczna informacja o rzeczywistym metrażu lokalu już na etapie przedkontraktowym. Jednak nawet najbardziej racjonalna wykładnia organu nie zastąpi jasnego i precyzyjnego przepisu ustawowego.

„Powstałe w latach 2024/2025 orzecznictwo UOKiK dotyczyło rzetelnego i uczciwego prezentowania metrażu oferowanych przez deweloperów mieszkań. Wątpliwości Urzędu wzbudził sposób ustalania powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego oraz nienależyte informowanie konsumentów o wielkości powierzchni pod nienośnymi ściankami działowymi, która była wliczana do powierzchni lokalu mieszkalnego”, dodaje Karolina Olszewska, Senior Associate w kancelarii GESSEL.

Przykładem może być decyzja RLU-1/2025, w której UOKiK zakwestionował fakt, że deweloper nie wliczył powierzchni pod nienośnymi ściankami działowymi do powierzchni użytkowej mieszkania. Problem pojawił się w chwili zawierania umowy przenoszącej własność takiego mieszkania. Okazywało się wtedy, że powierzchnia jest faktycznie większa, a tym samym konsumenci byli zobligowani do dopłacenia ceny za powierzchnię pod ściankami nadającymi się do demontażu.

„Jedynym realnym rozwiązaniem obecnego impasu jest pilna nowelizacja art. 5a, która jednoznacznie określi relację między normą PN-ISO a przepisami techniczno-budowlanymi oraz wprost wskaże, które elementy lokalu podlegają wliczeniu do powierzchni użytkowej. Bez takiego doprecyzowania rynek mieszkaniowy pozostanie w stanie permanentnej niepewności interpretacyjnej, a jej koszty – finansowe i prawne – poniosą wszystkie strony obrotu”, podsumowuje Maciej Boryczko.

Specjaliści podkreślają, że art. 87 Konstytucji RP jasno wskazuje zamknięty katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego. Należą do nich Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Stanowiska organów administracyjnych, nawet uzgodnione z ministerstwem, nie mieszczą się w tym katalogu.

KPMG: firmy szykują się na „czarne łabędzie” – utrata chmury, blackout i wojna hybrydowa w analizach ryzyka

Geopolityka coraz mocniej wpływa na strategie technologiczne firm i podejście do budowania cyberodporności. W obliczu globalnych napięć przedsiębiorstwa analizują ryzyka, które jeszcze kilka lat temu uznawano za skrajne. Z najnowszej edycji raportu KPMG w Polsce pt. „Barometr cyberbezpieczeństwa 2026. Cyberodporność w erze zmian” wynika, że 37% firm bierze pod uwagę zagrożenie utratą kluczowego dostawcy chmury, 36% – długotrwały brak energii, a 26% – wojnę hybrydową i sabotaż. Skala przygotowań wciąż nie nadąża za tempem zmian w środowisku bezpieczeństwa, w którym infrastruktura cyfrowa staje się jednym z pierwszych celów destabilizacji. Raport wskazuje również na dwukrotny wzrost liczby organizacji posiadających dedykowanego CISO (Chief Information Security Officer), natomiast na pierwsze miejsce wśród barier budowania skutecznego cyberbezpieczeństwa wysunął się brak zaangażowania najwyższego kierownictwa.

Rosnąca złożoność incydentów cyberbezpieczeństwa, ich powiązanie z niestabilną sytuacją geopolityczną, a także ewolucja technologii stosowanej zarówno w atakach, jak i w narzędziach ochrony sprawiają, że badane firmy coraz częściej identyfikują nieadekwatność dotychczasowych rozwiązań.

Deklarowane przez ankietowanych mechanizmy zapewnienia cyberodporności koncentrują się przede wszystkim na rozwiązaniach o charakterze organizacyjnym i procesowym. 46% respondentów deklaruje wdrożenie programu zarządzania bezpieczeństwem łańcucha dostaw w postaci audytu dostawców, 35% firm przygotowuje kompleksowe plany zapewnienia ciągłości działania (BCP), a 30% prowadzi regularne analizy ryzyka w obszarze cyberbezpieczeństwa i ciągłości działania.

Zakres scenariuszy zagrożeń uwzględnianych w analizach ryzyka w ramach zarządzania ciągłością działania pokazuje, na ile organizacje przygotowują się na zdarzenia o charakterze systemowym i długotrwałym. Scenariuszami zagrożeń najczęściej wskazywanymi w analizie ryzyka są: utrata kluczowego dostawcy usług chmurowych (37%) oraz długotrwały brak energii elektrycznej (36%). 29% ankietowanych firm wśród scenariuszy zagrożeń uwzględnia długotrwały brak dostępu do Internetu. Jednocześnie już co czwarty ankietowany (26%) zwraca uwagę na wojnę hybrydową i sabotaż. Kolejnymi zagrożeniami uwzględnianymi w firmowych analizach ryzyka są awarie technologicznego łańcucha dostaw, np. zainfekowane aktualizacje (23%), rozległy atak ransomware (21%), a 16% ankietowanych bierze pod uwagę również ryzyko pełnoskalowego konfliktu zbrojnego.

Niestabilna sytuacja geopolityczna sprawia, że polskie przedsiębiorstwa aktualizują swoje strategie bezpieczeństwa. W analizach ryzyka pojawia się scenariusz wojny pełnoskalowej. Co czwarta organizacja przygotowuje się na ryzyka związane z wojną hybrydową i sabotażem. Jednoczesna utrata wszystkich centrów przetwarzania danych w wyniku działań dywersyjnych staje się realnym zagrożeniem. Dlatego obserwujemy m.in. przyspieszoną adopcję chmury publicznej, również dla celów zapewnienia bezpieczeństwa – mówi Michał Kurek, Partner, Advisory, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.Barometr cyberbezpieczeństwa 2026 2

Cyberbezpieczeństwo coraz częściej poza IT

Wyniki raportu KPMG potwierdzają postępującą profesjonalizację i specjalizację zarządzania bezpieczeństwem informacji w polskich przedsiębiorstwach. Choć za cyberbezpieczeństwo nadal najczęściej odpowiada CIO (Chief Information Officer) lub inny przedstawiciel działu IT, odsetek takich wskazań spadł do 36% (z 47% w 2023 roku). Równocześnie ponad jedna czwarta firm posiada już dedykowaną rolę CISO (Chief Information Security Officer) co jest podwojeniem zeszłorocznego wyniku, a liczba organizacji, które nie przypisały odpowiedzialności za ten obszar, zmniejszyła się z 11% do 2%.

Zmianie ulega także postrzeganie barier. Na pierwszym miejscu wśród wyzwań znalazł się brak wsparcia najwyższego kierownictwa (29% wskazań). Następne w kolejności uplasowały się ex aequo – trudności w rekrutacji i retencji pracowników oraz brak zaangażowania biznesu (26% firm).

Phishing i ataki indywidualnych hakerów na czele zagrożeń

Największym zagrożeniem dla firm pozostają hakerzy działający w pojedynkę – wskazało ich 46% respondentów. Na drugim miejscu znaleźli się cyberterroryści (35%), zaś na trzecim haktywiści (24%). W tegorocznej edycji badania phishing ponownie został uznany za cyberzagrożenie generujące najpoważniejsze ryzyko operacyjne – wyprzedzając m.in. ataki wykorzystujące błędy w aplikacjach oraz kradzież danych przez pracowników.

Rekordowy odsetek firm dotkniętych incydentami bezpieczeństwa nie jest przypadkowy. Wchodzimy w erę, w której sztuczna inteligencja fundamentalnie zmienia charakter cyberataków. Obserwujemy już kampanie phishingowe wykorzystujące modele językowe do generowania spersonalizowanych, bezbłędnych językowo wiadomości, które omijają tradycyjne filtry. Deepfake audio i wideo umożliwiają coraz bardziej przekonujące ataki socjotechniczne, a automatyzacja pozwala przestępcom przeprowadzać jednocześnie tysiące ukierunkowanych ataków. W najbliższych latach złożoność ataków będzie rosła wykładniczo – AI nauczy się identyfikować podatności szybciej niż zespoły bezpieczeństwa zdążą je łatać, a ataki staną się bardziej adaptacyjne i inteligentne. Kluczowe pytanie brzmi czy organizacje zdążą zbudować cyberodporność w tempie dorównującym ewolucji zagrożeń? – mówi Michał Kurek, Partner, Advisory, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Barometr cyberbezpieczeństwa 2026

Spada deklarowana dojrzałość zabezpieczeń

Respondenci badania KPMG ocenili poziom dojrzałości zabezpieczeń niżej niż rok wcześniej w 11 z 14 analizowanych kategorii. Drugi rok z rzędu żadna z badanych organizacji nie zadeklarowała pełnej dojrzałości we wszystkich obszarach. Jedynie 3% firm oceniło swoje cyberzabezpieczenia jako w pełni dojrzałe w większości badanych obszarów.

Najwyżej oceniono reagowanie na incydenty bezpieczeństwa, natomiast jedyną kategorią, w której odnotowano bezwzględną poprawę rok do roku, było zarządzanie tożsamością i dostępem. Jednocześnie jedynie jedna trzecia firm uznaje swój poziom cyberodporności za adekwatny do aktualnego krajobrazu zagrożeń, a 58% wskazuje na konieczność usprawnień w wybranych obszarach.

Najbardziej dofinansowane obszary cyberbezpieczeństwa w 2026 roku

W 2026 roku firmy planują koncentrować swoje budżety przede wszystkim na ochronie przed złośliwym oprogramowaniem, programach podnoszenia świadomości pracowników oraz bezpieczeństwie sieci wewnętrznej. Wyraźnie wzrosło także znaczenie inwestycji w zarządzanie bezpieczeństwem partnerów biznesowych, co odzwierciedla rosnącą presję regulacyjną.

Aż 94% organizacji zleca na zewnątrz co najmniej jedną funkcję z obszaru cyberbezpieczeństwa, jednak większość robi to selektywnie – 51% firm powierza dostawcom tylko jeden wybrany obszar.

Wdrożenie dyrektywy NIS2 oraz postępująca implementacja Rozporządzenia AI Act stawiają przed firmami nowe wyzwania, ale także tworzą szansę na uporządkowanie i wzmocnienie fundamentów cyberbezpieczeństwa. Jak pokazują wyniki badania, największą barierą nie jest już brak budżetu czy technologii, lecz niewystarczające wsparcie najwyższego kierownictwa i zaangażowanie biznesu. To wyraźny sygnał, że cyberbezpieczeństwo musi przestać być domeną wyłącznie działów IT i stać się strategicznym priorytetem całej organizacji – mówi Marcin Kieszkowski, Dyrektor, Advisory, Zespół Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

O raporcie:

Raport „Barometr cyberbezpieczeństwa 2026. Cyberodporność w erze zmian” został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego metodą CATI w grudniu 2025 roku wśród 100 osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT w organizacjach działających w Polsce. Próba objęła małe (30%), średnie (50%) i duże (20%) przedsiębiorstwa reprezentujące 16 branż.

Co to jest Google Workspace i czy warto za niego płacić?

Szukasz narzędzi, które usprawnią pracę Twojego zespołu, ale gubisz się w gąszczu ofert chmurowych? Google Workspace to jeden z najpopularniejszych ekosystemów biznesowych na świecie, który ewoluował daleko poza zwykłego Gmaila. W tym artykule rozkładamy na czynniki pierwsze funkcje, koszty i kwestie bezpieczeństwa tego pakietu. Sprawdzamy czy inwestycja w rozwiązania Google faktycznie się opłaca i dla kogo będzie to strzał w dziesiątkę.

1. Czym jest Google Workspace

Google Workspace to kompleksowy pakiet narzędzi do pracy zespołowej w chmurze, który w 2020 roku zastąpił usługę G Suite.

Decydując się na ten ekosystem, zyskujesz dostęp do zaawansowanych rozwiązań, takich jak aplikacje biznesowe Google Workspace, które realnie wspierają codzienną efektywność pracowników.

Model chmury publicznej

Google stosuje model chmury publicznej, co oznacza rewolucję w podejściu do infrastruktury IT:

  • Brak własnych serwerów: Nie kupujesz sprzętu, płacisz za dostęp.
  • Dane w centrach Google: Bezpieczne przechowywanie bez zajmowania miejsca w biurze.
  • Dostępność: Idealne rozwiązanie dla pracy zdalnej i hybrydowej.

W Polsce wiele firm wciąż polega na modelu on-premise (serwery w biurze), jednak Google Workspace wygrywa tam, gdzie liczy się mobilność, praca w czasie rzeczywistym i skalowalność bez inwestycji w hardware.

2. Dla kogo jest Google Workspace w Polsce

Mikroprzedsiębiorstwa (1-10 pracowników)

Najczęstszym wyborem jest wersja Business Starter (ok. 31,5 zł netto/os.). Pakiet ten w zupełności wystarcza do obsługi profesjonalnego e-maila we własnej domenie, korzystania ze wspólnego Dysku i prowadzenia spotkań online.

Zanim podejmiesz decyzję, warto porównać tę ofertę z konkurencją, przeglądając najlepsza poczta e-mail ranking, co pozwoli precyzyjniej dopasować usługę do budżetu małej firmy.

Małe i średnie firmy (10-250 pracowników)

Ten segment najczęściej wybiera plany Business Standard lub Business Plus. Kluczowe potrzeby tej grupy to:

  • Rejestrowanie spotkań w Google Meet.
  • Zaawansowane funkcje bezpieczeństwa.
  • Obsługa dużej liczby dokumentów i większe przestrzenie dyskowe.

Duże organizacje (250+ pracowników)

Korporacje wdrażają plan Enterprise. Wymagają one niestandardowych warunków umowy, zaawansowanej ochrony przed wyciekiem danych (DLP), ścisłego monitoringu oraz rozbudowanych polityk retencji danych.

Sektor edukacyjny i NGO

Google przygotowało specjalne oferty dla szkół i organizacji non-profit – często darmowe lub mocno zrabatowane. Należy jednak pamiętać, że polskie uczelnie muszą podpisać dodatkowe aneksy dotyczące przetwarzania danych, aby spełnić wymogi prawne.

Resellerzy i partnerzy technologiczni

W Polsce funkcjonuje sieć autoryzowanych partnerów Google, takich jak https://fotc.com/pl/. Zakup licencji przez partnera to często lepszy wybór niż zakup bezpośredni u Google ze względu na:

  • Polską fakturę VAT.
  • Wsparcie techniczne w języku polskim.
  • Pomoc w migracji danych.

3. Co oferuje Google Workspace – szczegółowy przegląd funkcji

Narzędzia komunikacyjne i biurowe

  • Gmail w domenie własnej: Profesjonalny adres (np. [email protected]) zamiast darmowego gmail.com.
  • Biuro w chmurze: Dysk, Dokumenty, Arkusze, Prezentacje pozwalają na edycję plików w przeglądarce bez instalowania oprogramowania. Kluczową cechą jest praca wielu osób na jednym pliku jednocześnie.
  • Komunikacja:
  • Meet: Wideokonferencje (limit uczestników zależy od planu).
  • Chat: Komunikator zespołowy.

Funkcje zaawansowane

  • Google Vault: Narzędzie do eDiscovery (dostępne w planach Business i Enterprise).
  • AppSheet: Platforma low-code do tworzenia prostych aplikacji biznesowych.
  • Gemini AI: Asystent sztucznej inteligencji zintegrowany z pakietem biurowym (dostępny w najwyższych planach lub jako dodatek).

Tabela: Porównanie funkcji w zależności od planu

Funkcja Starter (31,5 zł) Standard (63 zł) Plus (99 zł) Enterprise (cena indyw.)
Pojemność Dysku 30 GB 2 TB 5 TB Nieograniczona
Liczba uczestników Meet 100 150 500 1000
Nagrywanie spotkań Nie Tak Tak Tak
Google Vault Nie Nie Tak Tak
AppSheet Core Nie Nie Tak Tak
Gemini AI Nie Nie Nie Tak
Szyfrowanie S/MIME Nie Nie Tak Tak

Ukryte i dodatkowe koszty

Wdrażając system, warto uwzględnić wydatki, o których często się zapomina:

  1. Migracja danych: Jeśli zlecasz ją partnerowi, koszt to ok. 500-5000 PLN (zależnie od wielkości firmy).
  2. Szkolenia: 100-200 PLN za godzinę szkolenia pracowników.
  3. Dodatki z Marketplace: Płatne rozszerzenia (5-50 PLN miesięcznie).
  4. Łącze internetowe: Praca w chmurze wymaga stabilnego i szybkiego internetu.

5. Kwestie bezpieczeństwa i zgodności z polskim prawem

Certyfikaty i RODO

Google posiada kluczowe certyfikaty bezpieczeństwa: ISO 27001, SOC 2, SOC 3. Dane klientów europejskich są przechowywane w UE (Irlandia, Holandia, Finlandia, Belgia), co spełnia wymogi RODO dotyczące lokalizacji danych. Pamiętaj jednak o podpisaniu umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych (DPA) – z partnerem w Polsce lub bezpośrednio z Google.

Specyficzne polskie regulacje

Dla niektórych sektorów standardowe rozwiązania mogą być niewystarczające:

  • Administracja publiczna: Google Workspace nie jest w pełni zgodny z wymogami Krajowego Systemu Przetwarzania Danych.
  • Służba zdrowia: Przed wdrożeniem wymagana jest szczegółowa analiza ryzyka.

Backup vs Archiwum

To kluczowe rozróżnienie: Google Vault to archiwum, a nie backup. Chroni przed usunięciem dowodów prawnych, ale nie przed przypadkowym skasowaniem danych przez użytkownika czy atakiem ransomware. Dla pełnego bezpieczeństwa warto zainwestować w zewnętrzne narzędzia backupu (np. SysCloud), co kosztuje dodatkowe 5-10 PLN na użytkownika.

6. Implementacja i wsparcie w Polsce

Wsparcie przez Partnera vs Google

Zakup przez polskiego partnera (np. Grupa ID, Squalio, ITL, Comarch) daje wymierne korzyści operacyjne w porównaniu do bezpośredniego suportu Google:

  • Język: Pomoc techniczna po polsku (telefon, e-mail) vs angielski czat Google.
  • Czas reakcji: Partnerzy często oferują lepsze SLA (np. 4h w dni robocze) niż standardowe 24-48h supportu globalnego.
  • Formalności: Polska faktura VAT ułatwia księgowość.

Proces migracji i szkolenia

Migracja małej firmy (ok. 50 osób) trwa zazwyczaj krótko, ale wymaga przygotowania. Narzędzia takie jak CloudM czy BitTitan pomagają przenieść dane bez strat. Koszt takiej usługi u partnera waha się między 2000 a 5000 PLN. Dodatkowo warto przeszkolić zespół – podstawowe szkolenie z funkcji pakietu to koszt rzędu 500-1500 PLN za grupę.

7. Wady i zalety z perspektywy polskiego użytkownika

Proste zestawienie plusów i minusów pomoże Ci podjąć świadomą decyzję.

Zalety Wady
Szybka implementacja (nawet 1 dzień) Uzależnienie technologiczne od Google
Eliminacja kosztów serwerów i ich serwisu Problematyczna praca offline
Doskonała praca zespołowa w czasie rzeczywistym Automatyczne blokady kont przez algorytmy Google
Cena konkurencyjna wobec Microsoft 365 Ograniczona personalizacja interfejsu
Gwarancja dostępności (SLA 99,9%) Dane fizycznie poza Polską (choć w UE)
Ogromna baza integracji z innymi aplikacjami Wymagane bardzo dobre łącze internetowe

8. Kiedy się opłaca – czynniki decyzyjne

Próg opłacalności

  • < 5 osób: Warto dla wizerunku (e-mail w domenie) i bezpieczeństwa chmury.
  • 5-50 osób: Najbardziej opłacalny segment. Koszty własnego serwera i administratora znacznie przewyższają cenę subskrypcji.
  • > 250 osób: Wymaga dokładnej kalkulacji. Microsoft 365 może być tańszy przy masowych licencjach wolumenowych.

Zwrot z inwestycji (ROI)

Przykładowa kalkulacja dla firmy 30-osobowej:

  • Model własny: Admin IT (5000-8000 zł) + amortyzacja serwera + licencje = ok. 8000 zł miesięcznie.
  • Google Workspace: 30 licencji x 50 zł = 1500 zł miesięcznie.
  • Oszczędność: Ok. 6500 zł miesięcznie na korzyść chmury.

Dodatkowym atutem jest elastyczność – dodanie nowego konta zajmuje 5 minut, a po zwolnieniu pracownika po prostu wyłączasz subskrypcję, nie ponosząc dalszych kosztów.

Krótki przegląd konkurencji

  • Microsoft 365: Naturalny wybór dla środowisk mocno przywiązanych do Outlooka, Worda i Excela w wersji desktopowej.
  • OVHcloud: Dobra opcja, jeśli priorytetem jest polska lokalizacja danych (Data Center w Warszawie) i niższa cena, a zaawansowana kooperacja jest drugoplanowa.
  • Zoho: Budżetowa alternatywa, która pozwala na znaczące oszczędności finansowe, choć oferuje słabszą integrację z polskim rynkiem.
  • Nextcloud: Dla świadomych firm z własnym działem IT, które chcą mieć pełną kontrolę nad danymi na własnym serwerze.

9. Podsumowanie decyzyjne – checklista

Zanim dokonasz zakupu, sprawdź poniższe punkty:

  1. Zgodność prawna: Czy Twój sektor (np. finanse, zdrowie) pozwala na chmurę publiczną? Czy masz podpisaną umowę powierzenia danych?
  2. Analiza kosztów: Czy stać Cię na stały koszt 25-75 zł netto miesięcznie za pracownika?
  3. Gotowość techniczna: Czy firma posiada łącze min. 10 Mb/s na osobę? Czy pracownicy zaakceptują pracę w przeglądarce?
  4. Kanał zakupu: Czy wolisz fakturę w EUR i support po angielsku (Google), czy fakturę PL i wsparcie po polsku (Partner)?

Werdykt: Dla 90% polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw Google Workspace jest rozwiązaniem opłacalnym i bezpiecznym. Szczególnie zyskują na nim firmy pracujące zdalnie lub hybrydowo. Kluczem do sukcesu jest jednak przeprowadzenie pilotażu, rzetelne policzenie ROI i unikanie pułapek, takich jak brak backupu czy migracja bez planu.

Przeniesienie numeru dla firm w Orange: co zyskują przedsiębiorcy przy zmianie operatora?

Dla wielu firm numer telefonu to coś więcej niż techniczny detal. To kontakt zapisany w telefonach klientów, numer widoczny na stronie, w stopkach maili, w ofertach i na wizytówkach. Nic dziwnego, że zmiana operatora bywa odkładana miesiącami, a czasem latami. Obawa jest prosta: co jeśli klienci nie będą mogli się dodzwonić? Tymczasem coraz więcej przedsiębiorców przekonuje się, że przeniesienie numerów nie musi oznaczać zamieszania. Przeciwnie, bywa momentem, w którym firma po raz pierwszy porządkuje sposób, w jaki komunikuje się z rynkiem. Właśnie w tym kontekście coraz częściej pojawiają się rozwiązania Orange dla Firm.

Ciągłość komunikacji jako fundament relacji biznesowych

W relacjach B2B stabilność kontaktu ma znaczenie strategiczne. Klienci, kontrahenci i partnerzy przyzwyczajają się do konkretnych numerów. Dla działów sprzedaży i obsługi klienta numer telefonu bywa tak samo istotny, jak adres e-mail czy domena internetowa.

Dlatego możliwość zachowania dotychczasowych numerów przy zmianie operatora ma dla firm bardzo konkretny wymiar. Dzięki usłudze przeniesienie numeru dla firm w Orange nie trzeba informować setek klientów o nowym kontakcie ani martwić się, że ktoś trafi pod nieaktualny numer. Opiekunowie handlowi pozostają dostępni pod tymi samymi numerami, dział wsparcia działa bez przerw, a właściciel firmy nie traci ciągłości kontaktu z kluczowymi partnerami.

Z punktu widzenia organizacji to duża różnica. Można uporządkować zaplecze technologiczne i zmienić sposób działania usług, nie burząc przy tym relacji z klientami, które często były budowane latami.

Przeniesienie jednego numeru to często za mało

W praktyce zmiana operatora rzadko dotyczy dziś pojedynczego telefonu. Coraz więcej firm operuje na pulach numerów przypisanych do zespołów, działów, handlowców, konsultantów czy managerów. W takich przypadkach kluczowe staje się to, czy proces obejmuje możliwość przeniesienia całej struktury numerów, a nie tylko pojedynczych kart SIM.

Dla rozwijających się organizacji jest to szczególnie istotne. Zespół sprzedaży, dział obsługi klienta, administracja, zarząd. Każda z tych grup korzysta z telefonii w inny sposób, ale wszystkie potrzebują spójnego systemu komunikacji. Możliwość przeniesienia wielu numerów wobec skalowalności biznesu jednocześnie pozwala zachować porządek organizacyjny i uniknąć sytuacji, w której część zespołu działa na nowych zasadach, a część na starych.

Telefonia a skalowanie biznesu

Do zmiany operatora często dochodzi, kiedy zespół się powiększa, pojawiają się nowe projekty albo firma wchodzi na nowe obszary działalności. Z rozwiązania nowy numer dla firm w Orange korzystają firmy, które chcą mieć większą kontrolę nad tym, jak komunikują się z rynkiem. Zamiast jednego ogólnego numeru dla wszystkich, pojawiają się osobne kontakty dla działów, specjalne linie dla kluczowych klientów czy oddzielne numery dla zespołów projektowych.

Postaw na ciągłość operacyjną

Dziś rzadko kto pracuje wyłącznie zza biurka. Handlowcy są w ciągłym ruchu, menedżerowie odbierają telefony między spotkaniami, a zespoły coraz częściej działają w trybie hybrydowym. W takiej rzeczywistości telefon przestaje być dodatkiem, a staje się jednym z podstawowych narzędzi pracy.

Przeniesienie numerów przestaje być wtedy wyłącznie operacją techniczną. Dla wielu przedsiębiorców to moment, w którym zaczynają porządkować sposób komunikacji w całej organizacji i zastanawiają się, czy obecne rozwiązania faktycznie wspierają rozwój firmy.

Spójność technologiczna i elastyczność sprzętowa

Gdy firma porządkuje numery i sposób komunikacji, bardzo szybko pojawia się też temat sprzętu. Bo trudno dziś udawać, że wszyscy w organizacji pracują tak samo. Handlowiec, który większość czasu spędza w terenie, potrzebuje innego telefonu niż osoba obsługująca klientów przy biurku. Właściciel firmy ma jeszcze inne oczekiwania, a menedżer zespołu inne narzędzia do pracy na co dzień.

W modelu SimFree stosowanym w rozwiązaniach Orange dla Firm, urządzenie nie jest przypięte na stałe do usługi. Dla przedsiębiorcy oznacza to prostą rzecz: można dobierać sprzęt do roli w firmie, zamiast zmuszać ludzi do pracy na tym, co akurat „pasuje do umowy”. Jedni mogą korzystać z telefonów kupionych niezależnie, inni z urządzeń firmowych, a jakość usług pozostaje spójna. To daje swobodę, która w praktyce bardzo ułatwia zarządzanie zespołem. Więcej informacji o rozwiązaniach dla biznesu można znaleźć na stronie orange.pl

Decyzja, która wykracza poza technikę

Coraz więcej właścicieli firm i członków zarządów widzi dziś, że komunikacja to nie jest już tylko „sprawa działu IT”. To element, który realnie wpływa na tempo pracy, dostępność zespołu, jakość obsługi klienta i sposób, w jaki firma funkcjonuje na co dzień.

Moment przeniesienia numerów do nowego operatora często staje się więc czymś więcej niż tylko zmianą dostawcy. To chwila, w której firma zaczyna przyglądać się temu, jak naprawdę działa jej komunikacja. Czy jest spójna. Czy wspiera rozwój. Czy ułatwia pracę ludziom.

Dla wielu przedsiębiorców zmiana operatora przestała być już decyzją czysto techniczną. Coraz częściej staje się wyborem dotyczącym tego, jak firma chce komunikować się z klientami, jak ma wyglądać codzienna praca zespołów i jaką rolę komunikacja ma odgrywać w rozwoju biznesu w kolejnych latach.

MNKD S.A. planuje emisję akcji. Środki trafią na rozwój sieci sklepów, e-commerce i współpracę z influencerami

MNKD S.A., twórca odzieżowej marki premium MINIKID oraz większościowy udziałowiec projektu ONE CREW i spółki będącej wyłącznym dystrybutorem hiszpańskiej biżuterii Miramira w Polsce, w pierwszej połowie roku przeprowadzi ofertę publiczną akcji na platformie ofert publicznych Domu Maklerskiego INC. Kolejnym krokiem będzie debiut spółki na rynku NewConnect planowany jeszcze w tym roku.

Pozyskany kapitał ma zostać przeznaczony na dalszy rozwój sieci sklepów w ramach grupy, ekspansję w kanale e-commerce oraz skalowanie projektów tworzonych we współpracy z influencerami. Spółka buduje zdywersyfikowany, hybrydowy model biznesowy łączący retail stacjonarny, sprzedaż online, live commerce oraz limitowane kolekcje rozwijane w oparciu o społeczności marek.

Od początku rozwijamy MNKD jako biznes oparty na silnych brandach i bezpośredniej relacji ze społecznością. Łączymy sprzedaż stacjonarną, e-commerce i kanały social w jeden spójny model, który można skalować. Dziś chcemy zaprosić do tego projektu również inwestorów – mówi Maciej Szachta, założyciel i prezes MNKD S.A. & Mira Mira PL.

Największą dynamikę wzrostu w najbliższych latach spółka wiąże z marką Miramira. Podmiot zależny MNKD został jej wyłącznym operatorem w Polsce w ubiegłym roku. W krótkim czasie otwarto cztery butiki w największych galeriach handlowych – w warszawskiej Arkadii, poznańskiej Posnanii, łódzkiej Manufakturze oraz we wrocławskiej Wroclavii. W marcu rusza sklep internetowy, który domknie model omnichannel i ma wzmocnić sprzedaż zarówno online, jak i w sklepach stacjonarnych. W tym roku planowane są trzy kolejne sklepy własne w dużych centrach handlowych i przy ulicach o wysokim ruchu turystycznym, a w drugiej połowie roku wystartuje model franczyzowy. Do 2030 r. sieć ma liczyć 40 lokalizacji – 14 własnych i 26 franczyzowych. W 2025 r. biżuteria wygenerowała 1,5 mln zł przychodów. W 2026 r. spółka zakłada kilkukrotny wzrost obrotów Miramira.

– Segment fashion jewellery daje nam wysoką marżowość i dużą skalowalność. Miramira ma być głównym motorem dynamiki wzrostu grupy. Wierzymy, że połączenie retailu z mocną promocją online i sprzedażą społecznościową przełoży się na wyraźny efekt skali  – podkreśla Maciej Szachta.

Równolegle MNKD rozwija projekt ONE CREW, realizowany we współpracy z grupą influencerską TEENZ oraz Head Start Agency. Marka nie będzie klasycznym merchem, lecz pełnoprawnym brandem streetwear premium dla pokolenia Gen Z. Model opiera się na limitowanych dropach oraz sprzedaży w formule preorder, wspieranej live commerce i bezpośrednią komunikacją z odbiorcami.

Nie budujemy jednorazowych kolekcji pod konkretne nazwiska. ONE CREW ma funkcjonować jako niezależna marka. Twórcy współtworzą projekty i pokazują cały proces powstawania produktu – od koncepcji po gotową kolekcję. To pozwala nam skracać dystans do klienta i obniżać koszty jego pozyskania  – mówi Maciej Szachta.

Fundamentem działalności pozostaje rozwijana od 2017 r. marka MINIKID – premium brand odzieży dziecięcej i młodzieżowej. Produkcja realizowana jest w Polsce w modelu limitowanych kolekcji i kontrolowanej podaży, co ogranicza ryzyko nadprodukcji i zamrażania kapitału w magazynie. W szczytowym okresie ponad 60 proc. produkcji trafiało do ponad 30 krajów.

MINIKID dał nam know-how, społeczność i zaplecze operacyjne. Dziś wykorzystujemy te kompetencje do budowy większej, zdywersyfikowanej grupy, w której retail, online i sprzedaż społecznościowa wzajemnie się wzmacniają  – dodaje Maciej Szachta.

Oferta publiczna ma stanowić kolejny etap realizacji długoterminowej strategii wzrostu, opartej na skalowaniu wysokomarżowych segmentów oraz konsekwentnej dywersyfikacji przychodów. Spółka zakłada, że po zakończeniu procesu inwestycyjnego i wejściu na NewConnect zyska dodatkowe narzędzia do finansowania ekspansji oraz zwiększenia transparentności wobec rynku.

Inflacja znów pod presją: droższa energia komplikuje decyzje banków centralnych

Eskalacja konfliktu USA i Izraela z Iranem tworzy warunki do klasycznego szoku energetycznego, ponieważ ryzyko przestaje dotyczyć wyłącznie premii geopolitycznej w cenach ropy, a zaczyna obejmować realne ograniczenia logistyki, ubezpieczeń i bezpieczeństwa transportu w rejonie Cieśniny Ormuz. To kluczowe wąskie gardło światowego handlu energią, przez które przepływa około jedna piąta globalnych dostaw ropy, a więc każde trwałe utrudnienie żeglugi natychmiast przekłada się na skok cen i efekt inflacyjny w wielu gospodarkach.

Administracja USA próbuje ten kanał ryzyka osłabić instrumentami quasi-rynkowymi i militarnymi. Jak podał Reuters, prezydent Donald Trump zapowiedział gotowość eskortowania tankowców przez Cieśninę Ormuz, jeśli zajdzie taka potrzeba, a jednocześnie polecił U.S. Development Finance Corporation uruchomienie ubezpieczenia od ryzyka politycznego oraz gwarancji finansowych dla handlu morskiego w regionie, w szczególności dla ładunków energetycznych, deklarując dostępność programu dla wszystkich armatorów na rozsądnych stawkach. Tego typu działania mają ograniczać wzrost kosztów frachtu i ubezpieczeń oraz zmniejszać ryzyko przerw w dostawach, ale sama konieczność rozważania eskort pokazuje, że rynek traktuje zagrożenie jako poważne i potencjalnie długotrwałe.

Makroekonomicznie stawką jest to, czy zakłócenia pozostaną krótkim epizodem, czy przerodzą się w trwały ubytek „efektywnej podaży” ropy i gazu wynikający z ograniczeń transportu oraz ryzyka ataków na infrastrukturę. Scenariusze Bloomberga sugerują, że przy głębokich zaburzeniach przepływu i uderzeniach w infrastrukturę regionu ropa WTI mogłaby wzrosnąć nawet do 108 dolarów za baryłkę i utrzymać się wysoko przez kolejne miesiące, co w przedstawionym modelu oznaczałoby istotny impuls inflacyjny i jednoczesne pogorszenie dynamiki wzrostu. W takim układzie inflacja w USA mogłaby wzrosnąć o około 0,8 pkt proc. i wyjść powyżej 3%, a w strefie euro i w Wielkiej Brytanii impuls byłby jeszcze silniejszy, rzędu około 1,1 pkt proc. Europa jest tu wrażliwa nie tylko przez ropę, ale i przez gaz oraz LNG, a więc przez ceny energii przenikające szybciej do kosztów przemysłu i rachunków gospodarstw domowych.

Stany Zjednoczone mają bardziej mieszany obraz realny, ponieważ droższa benzyna obniża dochód rozporządzalny konsumentów, ale wysoka cena surowca poprawia warunki sektora wydobywczego, w tym producentów łupkowych, co częściowo amortyzuje uderzenie w PKB. Kluczowy problem pozostaje jednak monetarny, ponieważ droższa energia podbija inflację i komplikuje decyzje Fed, a o kierunku reakcji przesądza to, czy oczekiwania inflacyjne pozostaną zakotwiczone i czy zaczną się przenosić na ceny oraz płace.

Ryzyko dla gospodarki światowej rośnie wraz z dynamiką militarną, bo to ona determinuje prawdopodobieństwo trwałych zakłóceń. Konflikt wszedł w piąty dzień, a uderzenia USA i Izraela na Iran trwają, podczas gdy Iran odpowiada atakami rakietowymi i dronowymi w regionie, co zwiększa zagrożenie dla infrastruktury i płynności przepływów energetycznych. Im dłużej utrzymuje się ta niepewność, tym większa szansa, że koszty ubezpieczeniowe i logistyczne staną się trwałym składnikiem ceny ropy, a to przesuwa szok z poziomu rynkowej paniki do poziomu uporczywego impulsu inflacyjnego.

W tym środowisku szczególnie narażone są gospodarki importujące energię, w tym Chiny, które jako duży importer ropy odczuwają pogorszenie warunków handlowych i dostają proinflacyjny impuls z zewnątrz w momencie podwyższonej wrażliwości koniunktury. Bloomberg zwraca uwagę, że w wariancie wysokich cen ropy presja inflacyjna w Chinach rośnie, a wzrost dodatkowo słabnie, co wzmacnia globalny efekt hamujący.

Najważniejszy wniosek dla polityki gospodarczej jest prosty – jeżeli działania osłonowe USA, w tym zapowiadana eskorta i wsparcie ubezpieczeniowe opisane przez Reuters, utrzymają drożność cieśniny Ormuz i ograniczą eskalację kosztów transportu, szok może pozostać przejściowy. Jeżeli jednak dojdzie do trwałych ograniczeń przepływu lub dalszych uderzeń w infrastrukturę, scenariusz przechodzi w stagflacyjną kombinację wyższej inflacji i słabszego wzrostu, a banki centralne mogą zostać zmuszone do wstrzymania obniżek stóp lub utrzymania bardziej jastrzębiego nastawienia mimo hamującej gospodarki.

Coface podnosi ocenę Polski do A3: mocny wzrost gospodarczy i stabilne fundamenty

Polska gospodarka w ostatnich kwartałach zanotowała najszybszy wzrost gospodarczy wśród większych gospodarek UE. W 2025 roku wyniósł on 3,6% wzrostu PKB. Efekty tej kondycji znalazły odzwierciedlenie w najnowszym globalnym przeglądzie ryzyka, którego autorem jest firma Coface. Polska uzyskała jedną z najwyższych ocen w regionie awansując z A4 do A3. Decyzja ta potwierdza solidne fundamenty makroekonomiczne kraju oraz relatywnie stabilną sytuację sektora przedsiębiorstw. Co stoi za podwyższeniem oceny ryzyka do A3 i jakie czynniki będą napędzać koniunkturę w kolejnych miesiącach 2026 roku?

„Risk Review” to cykliczna analiza przeprowadzana przez firmę Coface, w której ekonomiści oceniają sytuację makroekonomiczną w 160 krajach świata. Ocena ryzyka Coface określa ryzyko działalności sektora przedsiębiorstw w danym państwie – w oparciu o otoczenie gospodarcze i czynniki wpływające na kondycję firm. Ocena jest połączeniem modelu ekonometrycznego, który uwzględnia m.in. dane gospodarcze i finansowe, jakość instytucji oraz analizy eksperckiej i znajomości regionalnego ekonomisty. W najnowszej edycji „Risk Review” podwyższenie oceny dla Polski jest jedną z zaledwie siedmiu zmian w skali globalnej – obok tych dotyczących Szwecji, Cypru, Chile, Ekwadoru, Senegalu czy Barbadosu. Awans Polski do A3 nie jest przypadkowy – co o nim przesądziło?

Silny wzrost i optymistyczne perspektywy na 2026 rok

Na decyzję Coface o podwyższeniu oceny ryzyka Polski z A4 do A3 wpłynęły przede wszystkim wzrost gospodarczy i prognozy na kolejne kwartały bieżącego roku.

Podwyższenie oceny ryzyka z A4 do A3 jest potwierdzeniem, że Polska utrzymuje solidne fundamenty gospodarcze mimo mniej sprzyjającego otoczenia w Europie – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Wzrost gospodarczy nie tylko był wyjątkowo dynamiczny na tle słabszej koniunktury Europy Zachodniej, ale także cechował się dużą szybkością w porównaniu z gospodarkami Europy Środkowo‑Wschodniej znajdującymi się na podobnym etapie rozwoju i produktywności. Jednocześnie niska inflacja wskazuje, że gospodarka nie jest przegrzana – dodaje ekspert.

Warto podkreślić, że aktualna ocena ryzyka dla Polski jest jedną z najwyższych w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej i znajduje się na tym samym poziomie co ocena dla głównego partnera handlowego naszego kraju – Niemiec.

Coface podtrzymuje również oczekiwania dotyczące napływu funduszy unijnych oraz pozytywnego wpływu obniżek stóp procentowych na polską gospodarkę w 2026 roku. W rezultacie wzrost PKB w 2026 roku prognozowany jest na poziomie 3,8% – w dużej mierze dzięki rosnącym inwestycjom publicznym.

Czy to oznacza lepsze warunki dla firm w 2026 roku?

– Choć w ostatnich kwartałach wzrost gospodarczy Polski był dynamiczny, to dotychczasowa kondycja sektora przedsiębiorstw nie zawsze nadążała za korzystnymi wskaźnikami makroekonomicznymi. Obecne spowolnienie dynamiki wynagrodzeń zaczyna jednak zmniejszać presję kosztową, co powinno stopniowo poprawiać rentowność firm – wyjaśnia dr Mateusz Dadej.Coface_Country_Risk_Assessment_Map

Geopost rośnie wolumenowo mimo presji kosztowej: 2,24 mld paczek i +5% r/r w 2025

W 2025 roku Geopost, do której należy DPD Polska, odnotowała 5% wzrost wolumenu. W ubiegłym roku Geopost kontynuowała poprawę wyników w kluczowych obszarach wzrostu, stawiając przy tym czoła trudnym warunkom rynkowym, z jakimi sektor logistyczny ma do czynienia w ostatnich latach.

W 2025 roku Geopost odnotowała łączne przychody w wysokości 15,8 mld euro, co stanowi wzrost o 0,3% w porównaniu z 2024 rokiem. Popyt w poszczególnych segmentach pozostawał silny, co przełożyło się na utrzymanie wzrostu wolumenów, szczególnie w Europie. Jednakże konkurencja, gwałtowna inflacja kosztowa i strukturalna presja znacząco obciążyły ogólne wyniki sektora.

Przychody w segmencie paczek wyniosły 13,601 mld euro, co dało wzrost o 2,7%. Geopost obsłużyła łącznie 2 244 mln paczek (wzrost o 5% w stosunku do 2024 r.), co odpowiada ponad 8 mln przesyłek dostarczanych każdego dnia.

Szczyt sezonu 2025 był wyjątkowo udany. W Europie firma dostarczyła aż 392 mln paczek, co oznacza wzrost o 9,1% w porównaniu z 2024 rokiem. Rekordowy dzień przypadł na 1 grudnia ub.r., kiedy to przeprocesowano łącznie 12,2 mln paczek (+4,8% r/r). W tym kontekście wyróżniają się też szczególnie wysokie wolumeny przesyłek w obszarze B2C, z 9% wzrostem w stosunku do 2024 roku.

Pięć głównych rynków europejskich tj. Polska, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy, odpowiadały za 63% łącznych przychodów w 2025 roku. Zysk operacyjny (EBIT) Geopost w 2025 r. wyniósł 466 mln euro, tj. o 158 mln euro mniej niż rok wcześniej, co odzwierciedla znaczącą presję na marże w całym sektorze paczek.

W minionym roku łączne inwestycje własne Geopost wzrosły, osiągając 443 mln euro i skupiały się na zdolności sortowania, IT, automatach paczkowych i infrastrukturze obsługi floty, wspierając zarówno efektywność operacyjną, jak i długoterminowe priorytety wzrostu.

Poszerzanie sieci out of home i przyspieszenie wzrostu w segmencie dostaw specjalistycznych i międzynarodowych

Strategicznym motorem wzrostu Geopost w 2025 roku pozostawały dostawy poza domem, bo   wolumen w tym segmencie wzrósł o 31%. Firma kontynuowała rozszerzanie swoich możliwości i skalowanie rozwiązań stanowiących odpowiedź na oczekiwania nadawców i konsumentów w zakresie elastyczności i wygody dostawy. Ogólnoeuropejska sieć OOH firmy dalej rosła i obecnie oferuje konsumentom oraz klientom ponad 150 tys. punktów odbioru w całej Europie, w tym ponad 100 tys. punktów obsługi przesyłek i 50 tys. automatów paczkowych. W 2026 roku Geopost planuje kontynuację rozbudowy sieci zarówno przyrostowo, jak i poprzez partnerstwa.

W ubiegłym roku Geopost przyspieszyła również w kluczowych segmentach wzrostu, odpowiadając na zmieniające się zachowania konsumentów i przepływy e-commerce. Sprzedaż transgraniczna, wspierana przez zintegrowaną sieć międzynarodową Geopost, wzrosła o 6,5%. Jednocześnie Geopost wzmocniła swoją pozycję w segmencie C2C, wychodząc naprzeciw rosnącym oczekiwaniom w zakresie elastyczności, niezawodności i zrównoważonego rozwoju, a także w dostawach specjalistycznych. W tych ostatnich wolumeny dostaw żywności wzrosły o 7%, a liczba przesyłek w łańcuchu chłodniczym zwiększyła się o 11%. W 2025 roku dostawy w kontrolowanej temperaturze do restauracji, przetwórców, sprzedawców detalicznych, profesjonalistów z branży spożywczej oraz konsumentów w ramach sieci Geopost oferowane były w 8 krajach.

– Pomimo wyjątkowo wymagającego otoczenia rynkowego w 2025 roku, naznaczonego konkurencją i trwałą inflacją kosztową, Geopost osiągnęła solidny wzrost wolumenu. W tym kontekście wzmocniliśmy nasz hybrydowy model dostaw oraz sieć dostawczą, zarówno dla klientów B2B, jak i B2C, oferując dostawy pod drzwi, jak i sieć OOH na poziomie krajowym i międzynarodowym. Choć rentowność w całym sektorze była pod wpływem zewnętrznych nacisków, my koncentrowaliśmy się na konsekwentnej realizacji strategii i dostosowywaniu operacji do szybko zmieniającego się rynku. Geopost od wielu lat inwestuje w elementy decydujące o jej odporności, w tym rozwój rozwiązań OOH, sieci połączeń międzynarodowych i usług specjalistycznych. Zrównoważony rozwój i innowacje są w centrum naszej długoterminowej strategii i jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowani, by inwestować w transformację naszej sieci i wspierać jej przyszły wzrost – komentuje Yves Delmas, Prezes Zarządu Geopost.

Innowacje oparte na danych

W 2025 roku Geopost kontynuowała inwestycję w rozwój swojej działalności i budowanie nowych kompetencji. W 11 krajach europejskich firma uruchomiła Geopost Vision – nowe przedsięwzięcie odzwierciedlające ambicję Grupy, aby wspierać rozwój odpornej, opartej na danych infrastruktury i usług w Europie. Dzięki wykorzystaniu sieci dostawczej do dostarczania aktualnych i szczegółowych zdjęć ulic na dużą skalę, Geopost Vision ma przyczyniać się do poprawy jakości usług mobilnych dla szerokiego grona interesariuszy, w tym miast i ich mieszkańców.

Męskie zawody? Już nie. Kobiety wchodzą tam bez pukania

Ponad 8 mln kobiet pracowało w Polsce w 2025 roku. Wiele z nich coraz liczniej zatrudnionych jest w sektorach i zawodach do tej pory uznawanych za domenę mężczyzn – wynika z analiz Grupy Progres przeprowadzonych na jej danych wewnętrznych oraz statystykach GUS. Niemal 200 tys. pań to operatorki i monterki maszyn, 149 tys. z nich zajmuje stanowiska rzemieślnicze i te związane z pracami przemysłowymi. Przybywa też elektryczek, programistek, kobiet zajmujących się obróbką metali czy mechaniką maszyn.

Kobiety coraz śmielej biorą sprawy w swoje ręce. Bez kompleksów starają się o etaty w profesjach stereotypowo postrzeganych jako męskie i coraz częściej są w nich zatrudniane. Nie ograniczają się już do tradycyjnie sfeminizowanych branż, lecz konsekwentnie budują swoją pozycję w przemyśle, TSL, technologiach, elektronice czy sektorze technicznym. Rynek pracy stopniowo odpowiada na tę zmianę, a pracodawcy otwierają się na różnorodność zespołów.

Rynek pracy tymczasowej z kobiecą twarzą

Jak wynika z danych Grupy Progres dotyczących rynku pracy tymczasowej w tej formie zatrudnienia panie najczęściej pracowały m.in. jako magazynierki, monterki, operatorki produkcji i operatorki maszyn, inwentaryzatorki, brygadzistki czy osoby zajmujące etaty produkcyjne, w tym nadzorujące ten proces i jego jakość.

Skala obecności kobiet w zawodach do tej pory postrzeganych jako męskie i tradycyjnie obsadzanych przez pracowników tej płci pokazuje, że nie mamy do czynienia z chwilową reakcją rynku na niedobór kandydatów, lecz z trwałą zmianą strukturalną. To efekt rosnących kompetencji i odwagi pań w podejmowaniu nowych wyzwań. Kobiety nie trafiają do tych branż przypadkowo ani tylko tymczasowo – budują w nich swoje kariery, zdobywają doświadczenie, awansują i wiążą z nimi długoterminowe plany zawodowe. Z perspektywy rynku pracy oznacza to wyraźne przesunięcie granic stereotypów oraz redefinicję tego, kto i w jakich sektorach może się realizować zawodowo. Ta zmiana powinna nastąpić już dawno podkreśla Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Kobiety wychodzą zza biurek

To, że kobiety już nie boją się konkurencji z mężczyznami potwierdzają też dane GUS. Jak wynika ze statystyk urzędu, już w 2024 r. aż 123,9 tys. pracowało jako operatorki maszyn i urządzeń wydobywczych i przetwórczych. Specjalistkami nauk fizycznych, matematycznych i technicznych było 106,6 tys. pań, a 103,1 tys. zajmowało etaty w przetwórstwie spożywczym, obróbce drewna i produkcji wyrobów tekstylnych.

Proste prace w górnictwie, przemyśle, budownictwie i transporcie wykonywało 73,6 tys. kobiet, a 58,9 tys. pracowało na stanowiskach do spraw ewidencji materiałowej i transportu. W grupie zawodów technicznych monterki stanowiły 54,8 tys. pracowników, a jako inżynierki (z wyłączeniem elektrotechnologii) aktywnych było 53,9 tys. kobiet.

Siłaczki na etacie – od ochrony po IT i budownictwo

40,4 tys. kobiet zajmowało się ładowaniem nieczystości i innymi prostymi pracami fizycznymi. 37,6 tys. pracowało w przetwórstwie spożywczym i branżach pokrewnych. W sektorze informatycznym 37,4 tys. pełniło role analityczek systemów komputerowych i programistek.

W przemyśle tekstylnym i futrzarskim 36,3 tys. obsługiwało maszyny do produkcji wyrobów włókienniczych, futrzarskich i skórzanych, a 32,7 tys. pełniło funkcje kierownicze w górnictwie, przemyśle, budownictwie i dystrybucji.

26,6 tys. kobiet obsługiwało maszyny do produkcji wyrobów gumowych, z tworzyw sztucznych i papierniczych. W sektorze odzieżowym 24,5 tys. pracowało przy produkcji odzieży. 22 tys. stanowiły operatorki maszyn i urządzeń do produkcji wyrobów spożywczych. W usługach ochrony zatrudnionych było 19,8 tys. kobiet, a 19,3 tys. pracowało w transporcie jako osoby prowadzące pojazdy. W obróbce metali i mechanice maszyn – 18,4 tys., przy projektowaniu i planowaniu – 16,7 tys.

Specjalistki ds. baz danych i sieci komputerowych liczyły 13,7 tys., w poligrafii i rzemiośle pracowało 13,3 tys. kobiet, a w obróbce metali i ślusarstwie – 13,2 tys.

Kobiety obecne na każdym szczeblu

W sektorze kolejowym 7,9 tys. kobiet obsługiwało ruch kolejowy, a 7,7 tys. pracowało przy produkcji wyrobów chemicznych i fotograficznych. W budownictwie ogólnym i wykończeniowym zatrudnionych było 7,3 tys., w przemyśle przetwórczym i dozorze w górnictwie – 7,2 tys. W elektryce i elektronice pracowało 6,9 tys. kobiet, w transporcie ciężarowym – 6,7 tys., w teleinformatyce – 5,6 tys., a jako kontrolerki procesów przemysłowych – 5,5 tys.

3,9 tys. kierowało technologiami informatycznymi i telekomunikacyjnymi, 3,7 tys. pracowało przy formowaniu, spawaniu i obróbce metali, a 3,6 tys. w elektryce i pracach elektromechanicznych. W najbardziej zmaskulinizowanych sektorach liczby są niższe, ale obecność kobiet widoczna: 0,7 tys. w transporcie morskim i lotnictwie, 0,6 tys. w produkcji rolniczej, 0,5 tys. jako techniczki telekomunikacji, a 0,2 tys. w leśnictwie i rybactwie.

Nie tylko nasze dane, ale również przenalizowane przez nas statystyki GUS jasno pokazują, że obecność kobiet w zawodach technicznych, przemysłowych i fizycznych przestaje być wyjątkiem, a staje się stałym elementem struktury rynku pracy. Mówimy o dziesiątkach tysięcy osób w każdej z tych grup, co oznacza realne przesunięcie proporcji w branżach dotąd silnie zmaskulinizowanych. To nie symboliczna reprezentacja, lecz konkretna, mierzalna siła, która współtworzy dziś przemysł, transport, budownictwo czy nowe technologii. Co więcej, liczby mówią same za siebie – wbrew stereotypom, kobiety pracują niemal tyle samo godzin co mężczyźni komentuje Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Kobiety pracują dużo i chcą jasnych zasad

Zgodnie z danymi GUS w IV kwartale 2025 roku przeciętny tygodniowy czas pracy kobiet wyniósł 36,8 godziny, podczas gdy mężczyzn 39,5 godziny. W ujęciu miesięcznym, według danych Grupy Progres, kobiety przepracowywały średnio 136 godzin, a mężczyźni 142 godziny.

Według Joanny Dargiewicz, różnica w liczbie przepracowanych godzin nie oznacza mniejszego zaangażowania kobiet w życie zawodowe. W praktyce bardzo często to one elastycznie dopasowują grafik do potrzeb rodziny, a nie odwrotnie. Gdy pojawia się możliwość pracy w stabilnym systemie zmianowym, z przewidywalnym harmonogramem i realnym wsparciem pracodawcy, kobiety zwiększają swoją dyspozycyjność i długoterminowo wiążą się z firmą.

Ekspertka podkreśla też inne coraz bardziej widoczne zjawisko.Kobiety mają dziś jasno określone oczekiwania wobec pracy – zależy im nie tylko na stabilnym zatrudnieniu, ale również na przejrzystych zasadach, elastycznym grafiku i partnerskim podejściu pracodawcy. Coraz częściej zwracają uwagę na transparentność wynagrodzeń i jasne reguły dotyczące premii czy dodatków – mówi Joanna Dargiewicz.Podobny poziom przejrzystości widać także w życiu prywatnym – 78 proc. pań badanych przez Grupę Progres deklaruje, że w ich związku zarobki są całkowicie jawne, 17 proc. informuje o podstawowej pensji, choć nie zawsze o dodatkach, a tylko 5 proc. traktuje wynagrodzenie jako wyłącznie prywatną sprawę. Jasne reguły i transparentność stają się więc nie tylko standardem zawodowym, ale też społecznym, pokazując, że kwestia pieniędzy przestaje być tematem tabu i coraz bardziej wpisuje się w codzienną kulturę pracy i życia – podsumowuje dyrektorka regionu w Grupie Progres.

***

W artykule wykorzystano analizy danych GUS opublikowanych 10.02.2026 r. (Struktura wynagrodzeń według zawodów za październik 2024) oraz statystyk Urzędu dotyczących pracujących, bezrobotnych i biernych zawodowo za 2025 r. Przenalizował je zespół Grupy Progres. Na potrzeby komunikatu przeanalizowano też dane Grupy Progres dotyczące 15 655 pracowników tymczasowych, w tym ponad 8 tys. kobiet zatrudnionych na stanowiskach „męskich”.

Docenianie działa, ale go brakuje: połowa pracowników nie czuje, że ich wysiłek jest zauważany

Choć pozytywne skutki doceniania są oczywiste, aż połowa pracujących nie widzi, by ich zaangażowanie było zauważane, wynika z ankiet Gi Group Holding. Także regularny feedback nadal nie jest oczywistą praktyką – połowa pracowników otrzymuje go tylko raz lub dwa razy w roku. Luka między siłą uznania a realiami codziennej pracy pozostaje wyraźna.

Moc doceniania

Docenianie radykalnie zmienia sposób, w jaki funkcjonuje cały zespół, wpływa na atmosferę, relacje i kulturę pracy. Zauważenie dobrze wykonanego zadania czy postępów w realizacji projektu pokazuje, że wysiłek ma znaczenie, nie znika w natłoku codziennych obowiązków. Regularne docenianie wzmacnia tym samym motywację, szczególnie w okresach intensywnego tempa pracy. Jest także jednym z najskuteczniejszych sposobów przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu, które często wynika z długotrwałego stresu, przemęczenia czy poczucia braku wpływu.

Tymczasem, jak wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment ponad połowa (52%) zatrudnionych uważa, że ich wysiłki nie są dostrzegane i nagradzane, przy czym opinie te nie zależą od wielkości organizacji. Różnice widać natomiast w opiniach zespołów poszczególnych działów. Najbardziej doceniani czują się pracownicy marketingu i PR (aż 74% z nich), a w najmniejszym stopniu zespoły finansowe oraz obsługi klienta i operacji.

– Docenianie jest jednym z najprostszych a jednocześnie najbardziej wartościowych sposobów budowania kultury organizacyjnej, opartej na wzajemnym szacunku i otwartości. Nie musi to być uznanie za spektakularne sukcesy, to także dostrzeganie mniejszych osiągnięć czy postawy. Równie ważne jest to, by nie ograniczało się ono do okazjonalnej pochwały, ale było naturalną częścią zawodowej codzienności. I to nie tylko w relacjach szef – pracownik – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Docenianie na co dzień. Co myślą pracownicy?

Ankieta przeprowadzona przez Gi Group Holding w lutym br. potwierdza, że uznanie ma bezpośredni wpływ na satysfakcję, motywację i jakość wykonywania obowiązków zaledwie 3,7% respondentów jest przeciwnego zdania.Docenianie działa, ale go brakuje: połowa pracowników nie czuje, że ich wysiłek jest zauważany 1

Podobnie jak w ub. roku najliczniejsza grupa ankietowanych (49%, ub. rok – 46%) zaznacza, że docenianie zwiększa ich zadowolenie z pracy, a 31,8% jako główny efekt wskazuje większą proaktywność – odpowiednia motywacja skłania ich do przejmowania inicjatywy i większego zaangażowania. Z kolei według 15,5% pracowników docenianie podnosi jakość wykonywanych obowiązków.

Psychologowie zwracają uwagę, że uznanie wpływa na decyzje zawodowe – ludzie często odchodzą z organizacji nie z powodu niesatysfakcjonującego wynagrodzenia, lecz dlatego, że ich dokonania były niedostrzegane. Docenianie ma więc realny wymiar. To sygnał, że wysiłek danej osoby nie jest anonimowy, że jest ważny. Wbrew częstym przekonaniom dużą wartość mają wydawałoby się niewielkie gesty – krótkie „dziękuję” i szczera informacja, co zostało zrobione dobrze. Takie słowa przynoszą satysfakcję, dają też coś jeszcze – poczucie sensu wykonywanej pracy. Tworzą atmosferę, w której ludzie czują się lepiej i pewniej – komentuje Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.

Warto doceniać, ale jak? Pozafinansowe formy uznania

Eksperci często podkreślają znaczenie dopasowania – różni pracownicy potrzebują różnych form uznania: jedni słów, inni większej swobody działania lub możliwości rozwoju, kolejni natomiast dodatkowych benefitów.

Autonomia i swoboda działania, które rok temu otwierały zestawienie pozafinansowych form uznania (37% wskazań), obecnie zajmują drugie miejsce (28,5%). Na pierwszą pozycję wysunęła się możliwość otrzymania dodatkowych benefitów, wskazana jako najbardziej motywująca przez 42,3% ankietowanych (wzrost z 31%). Istotnym czynnikiem pozostaje także rozwój zawodowy, który preferuje co piąty ankietowany (21% vs. 19% w ub. roku). Podobnie jak rok wcześniej, najmniejszą wagę pracujący przywiązują do publicznego wyróżnienia – taki gest jest ważny dla zaledwie 8% ankietowanych (13% w 2025 r.).Jaka pozafinansowa forma uznania byłaby dla Ciebie najbardziej motywująca_Ankieta_Gi Group Holding

Feedback raz w roku to za mało

Przekazywanie informacji zwrotnej schodzi często na dalszy plan, a to właśnie ona pozwala ocenić postępy w realizowanych projektach czy określić obszary do modyfikacji lub poprawy. To podstawowy element codziennej komunikacji, który pomaga uniknąć nieporozumień i sprawia, że oczekiwania są jasne i czytelne.

Bez regularnych informacji zwrotnych i otwartej komunikacji trudno mówić o jasnych oczekiwaniach, świadomym rozwoju pracowników czy skutecznej współpracy. Feedback nie tylko pozwala śledzić postępy, korygować sposób realizacji działań, ale też budować zaangażowanie, relacje i zaufanie – podkreśla Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

Tymczasem połowa (49,6%) ankietowanych nadal otrzymuje informację zwrotną rzadko – raz lub dwa razy w roku, choć warto zwrócić uwagę, że odsetek ten zmalał w porównaniu z ub. rokiem (56%). Jednocześnie wyraźnie zwiększyło się grono otrzymujących feedback raz w miesiącu – obecnie może na to liczyć co piąty pracujący (21,2%, w ub. roku 13%), a 15,2% raz w tygodniu. Z kolei feedback od przełożonego raz na kwartał otrzymuje 14%.Jak często otrzymujesz feedback o swojej pracy od przełożonego_Ankieta_Gi Group Holding

– Docenianie i otwarta komunikacja tworzą fundament odpowiedzialnego zarządzania. Wzmacniają motywację i zaufanie i pozwalają budować relacje oparte na szacunku i partnerstwie, a nie na domysłach. W organizacjach, które działają w dynamicznym otoczeniu i muszą podejmować decyzje w krótkim czasie, jasna informacja zwrotna porządkuje sposób pracy i usuwa niepewność. Docenianie wzmacnia ten proces, kieruje uwagę na konkretne cele, osiągnięcia i zachowania, które realnie wpływają na wyniki. Daje to pracownikom poczucie realnego wpływu i przekonanie, że ich praca ma sens – podkreśla Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser Executive Search.

Klepsydra zamyka 2025 r. mocnym akcentem: 58,2 mln zł przychodów, 10 mln zł EBITDA, 5,5 mln zł zysku skorygowanego

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra za rok 2025 wykazują silną dynamikę wzrostu, co stanowi wyraźne potwierdzenie słuszności obranej strategii. Konsekwentna konsolidacja rynku pogrzebowego w Polsce przynosi wymierne efekty.

Na wyniki finansowe w IV kwartale ubiegłego roku wpływ miało zdarzenie jednorazowe, jakim było oddanie w grudniu 2024 r. III etapu cmentarza komunalnego w Podgórkach Tynieckich, którym Grupa zarządza. Dlatego dla zachowania porównywalności wyników, zdarzenie to zostało wyjęte z poniższych danych. Przychody w okresie I-IV kw. 2025 r. wyniosły 58,2 mln zł i były o 28% wyższe od wypracowanych w tym samym okresie ubiegłego roku. EBITDA wzrosła o 45% i wyniosła 10 mln zł. Zysk netto skorygowany, czyli nieuwzględniający odpisów wartości przejmowanych spółek oraz bez uwzględnienia zdarzenia jednorazowego z 2024 r. wzrósł o 43% względem zanotowanego w okresie I-IV kw. 2024 r. i wyniósł 5,5 mln zł.

Grupa obsłużyła w omawianym okresie łącznie 13 242 pogrzebów (B2C oraz B2B), czyli o 15% więcej niż przed rokiem:

  • 4 871 pochówków (3 389 w 2024 r.; wzrost o 44%),
  • 9 210 kremacji B2C i B2B (8 827 w 2024 r.; wzrost o 4%)
  • sprzedała 311 miejsc na zarządzanych przez siebie cmentarzach (268 w 2024 r., wzrost o 16%),

oraz

  • obsłużyła 621 zleceń międzynarodowego transportu zmarłych (614 w 2024 r., wzrost o 1%)
  • eKlepsydra wygenerowała 43,9 tys. powiadomień (wzrost o ponad 200% względem 2024 r.) i miała 6,7 mln wyświetleń (wzrost o 97% względem 2024 r.).

W tym samym czasie, czyli w okresie I-IV kw. tego roku, liczba zgonów w Polsce kształtowała się na zbliżonym do ubiegłego roku poziomie. Zgodnie z prognozami długoterminowymi prezentowanymi przez GUS, w ciągu najbliższych 20 lat śmiertelność w Polsce będzie systematycznie rosła. Tym samym rynek będzie sprzyjał dalszemu rozwojowi spółki.

„2025 rok był kolejnym rokiem naszego dynamicznego wzrostu. Dzięki przejęciom, ale też wzrostowi organicznemu, rośniemy w tempie dwucyfrowym. Rośniemy szybciej od rynku, który jest dość stabilny. Konsekwentna konsolidacja rynku przynosi spodziewane efekty. Rok zamykamy z 10 spółkami w grupie kapitałowej, w tym z 3 krematoriami, ale wciąż jesteśmy w procesie poszukiwania mocnych spółek na lokalnych rynkach, które chciałyby się rozwijać w ramach naszej grupy kapitałowej. W tym roku z pewnością dołączą do nas kolejne spółki” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce oraz integracji przejętych spółek z grupą kapitałową.

Spółka systematycznie wypracowuje bardzo dobre wyniki finansowe. Nowoczesny model biznesowy – kompleksowość usług, nowoczesne własne zaplecze infrastrukturalne, wysoka jakość obsługi klienta oraz dalsza rozbudowa grupy kapitałowej pozwolą na dalszy wzrost wyników w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra, bez uwzględnienia one-off w 2024 r.

WYNIKI PORÓWNYWALNE

mln PLN I-IV kw. 2025 I-IV kw. 2024 zmiana
Przychody 58,2 45,9 +28%
EBITDA 10,0 6,9 +45%
Zysk netto skorygowany* 5,5 3,8 +43%

Wyniki finansowe prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

Zysk netto skorygowany oraz one-off opisane są w tekście poniżej oraz w raporcie finansowym na 4 kw. 2025 r.

Analizując skonsolidowane wyniki finansowe należy wziąć pod uwagę dwa czynniki, które na nie wpłynęły:

  1. AMORTYZACJA GOOD WILL – STANDARD RACHUNKOWOŚCI PSR

Zgodnie z Polskimi Standardami Rachunkowości Grupa Klepsydra jest zobowiązana w swoich wynikach finansowych do amortyzacji[1] wartości zakupionych firm przez kolejne 20 lat. Amortyzacja wartości firmy jest zabiegiem księgowym, który nie wpływa bezpośrednio na przepływy pieniężne firmy. Jest to rozliczenie kosztów związanych z nabyciem wartości niematerialnej w czasie, a nie jest to rzeczywisty wydatek gotówkowy. Amortyzacja obniża zysk netto i zysk operacyjny w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym, jednak nie zmniejsza faktycznej gotówki dostępnej w firmie, co jest kluczowe dla oceny kondycji finansowej Grupy Klepsydra i jej planów strategicznych (konsolidacja rynku pogrzebowego).

W 2025 r. wysokość amortyzacji zakupionych firm wyniosła 2,27 mln zł i będzie ulegała zwiększeniu przy zakupie każdej nowej spółki, zgodnie ze strategią budowy grupy kapitałowej opartej na konsolidacji branży funeralnej.

  1. ZDARZENIE JEDNORAZOWE (ONE-OFF)

W grudniu 2024 roku miało miejsce zdarzenie o charakterze jednorazowym (one-off) – oddanie do użytku III etapu cmentarza komunalnego w Podgórkach Tynieckich, którym Grupa zarządza. W wyniku tego zdarzenia raportowane wyniki firmy wzrosły w IV kw. ubiegłego roku o 4 011 098 zł. Zdarzenie było ujęte po przeprowadzeniu badania przez biegłego rewidenta. W celu zapewnienia porównywalności wyników rok do roku należy uwzględnić to zdarzenie w wynikach Grupy.

KONSEKWENTNA REALIZACJA STRATEGII – W 2025 R. DWIE NOWE SPÓŁKI DOŁĄCZYŁY DO GRUPY KAPITAŁOWEJ

Grupa Klepsydra konsekwentnie realizuje strategię konsolidacji rynku pogrzebowego poprzez przejęcia spółek pogrzebowych w Polsce. Od momentu debiutu na GPW w czerwcu 2023 r., spółka przejęła już 6 spółek pogrzebowych, zwiększając swoje pokrycie terytorialne w Polsce o ponad 100%.

W 2025 r. Grupa Klepsydra:

  • kupiła za 3,7 mln zł zorganizowaną część przedsiębiorstwa pogrzebowego od spółki Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Lublinie – PUK Lublin, który działa przy największej nekropolii w regionie – cmentarzu komunalnym Majdanek.
  • wygrała przetarg na zakup zorganizowanej części przedsiębiorstwa spółki Zieleń Miejska w Bielsku-Białej. Cena nabycia wyniosła 4,8 mln zł. Umowa została podpisana 31 grudnia 2025 r.

W grupie kapitałowej znajduje się obecnie 10 spółek pogrzebowych, w tym 3 krematoria.

[1] Amortyzacja nadwyżki ceny zakupu nad wartością księgową kupionej spółki

*Zysk netto skorygowany oznacza zysk netto powiększony o amortyzację wartości zakupionych firm (tzw. goodwill).

Rynek aut używanych w Polsce pod lupą: 44% kupujących doświadczyło oszustwa lub manipulacji

0

Chociaż 56 proc. osób kupujących auta z drugiej ręki deklaruje, że nigdy nie zetknęło się przy tej okazji z nieuczciwymi praktykami, skala problemu na rynku wtórnym pozostaje znacząca. Według danych CARFAX już 16 proc. badanych przyznaje, że padło ofiarą poważnego oszustwa, a kolejne 28 proc. doświadczyło drobniejszych manipulacji. Jednocześnie aż 8 proc. respondentów nie zamierza w przyszłości weryfikować żadnych dokumentów ani raportów historii pojazdu.

Polski rynek samochodów używanych nie budzi zaufania rodzimych konsumentów – aż 65 proc. kupujących bardzo obawia się potencjalnie związanych z taką transakcją oszustw, jak wynika z najnowszego badania CARFAX, firmy dostarczającej użytkownikom raporty o historii używanych samochodów z wiarygodnych oraz certyfikowanych źródeł. Tylko trochę obaw ma 29 proc. badanych, a żadnych – tylko 6 proc. W badaniu wzięły udział osoby, które w ostatnich 12 miesiącach kupiły auto z drugiej ręki, albo zamierzają to zrobić w ciągu roku. 

44 proc. badanych padło ofiarą oszustwa przy zakupie używanego auta

16 proc. badanych przyznaje, że padli już kiedyś ofiarą poważnego oszustwa przy zakupie używanego samochodu, takiego jak np. fałszywe ogłoszenie, nieujawnione zastawy lub obciążenia dotyczące danego auta, mocno zmanipulowany przebieg czy nieujawnione poważne uszkodzenia, a nawet próba sprzedaży pojazdu kradzionego lub ze sklonowanym numerem VIN. 

Klonowania polega na przygotowaniu legalnie wyglądającej dokumentacji kradzionego auta, dzięki czemu pod względem formalnym łudząco przypomina ono inny pojazd. Sprzedaż czy zakup takiego samochodu może się potencjalnie wiązać z poważnymi konsekwencjami, od oskarżenia o współudział w oszustwie po problemy prawne związane z paserstwem – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Przestępcy coraz częściej próbują wyłudzić od osób sprzedających używane pojazdy np. skany dowodu rejestracyjnego, zdjęcia książki serwisowej czy innych dokumentów, które mogą posłużyć do klonowania.

Z kolei 28 proc. respondentów przyznaje, że spotkało się z drobniejszymi oszustwami, jak np. niewielkie manipulacje przy przebiegu wystawionego na sprzedaż pojazdu czy nieujawnione drobne uszkodzenia. Z żadnymi nieuczciwymi praktykami podczas kupowania używanego auta nigdy nie spotkało się 56 proc. badanych.  

Niemal co 10. kupujący nie zamierza sprawdzać historii pojazdu

Ponad 70 proc. badanych deklaruje, że z dużym prawdopodobieństwem przed zakupem używanego samochodu w przyszłości sprawdzi raport jego historii, zapozna się dokumentami rejestracyjnymi, dowodem własności dotychczasowego właściciela itd. Zdaniem co 5. ankietowanego przez CARFAX jest to tylko trochę prawdopodobne, natomiast aż 8 proc. wcale nie zamierza sprawdzać tego typu informacji

Zdecydowana większość pojazdów na polskich drogach pochodzi z drugiej ręki. Rynek wtórny oferuje bardzo szeroki wybór aut w różnych cenach, gdzie każdy może znaleźć ofertę przystającą do jego możliwości finansowych, ale kryje również liczne pułapki – od ukrytych wad technicznych samochodu po potencjalne problemy prawne. Szczególnie dotyczy to popularnych wśród polskich konsumentów używanych aut importowanych z zagranicy, w przypadku których dostęp do pełnej dokumentacji może być utrudniony – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Dlatego weryfikacja historii pojazdu w bazach danych, jak np. CARFAX, jest kluczowa do skutecznej ochrony przed oszustwami i nieprzyjemnymi niespodziankami. 

Czym jest anodowanie aluminium i co daje?

Aluminium jest lekkie, odporne i wdzięczne w obróbce, ale jego powierzchnia bywa kapryśna: potrafi matowieć, rysować się i tracić „świeży” wygląd szybciej, niż byś chciał. Jeśli element pracuje na zewnątrz, w wilgoci, w kontakcie z chemią albo pod stałym tarciem, samo „gołe” aluminium często nie daje stabilności na lata. Właśnie dlatego w przemyśle tak często wraca temat anodowania, bo to metoda, która wzmacnia powierzchnię i porządkuje jej zachowanie w czasie.

W praktyce równie ważne jak sam proces jest to, kto go prowadzi i jak pilnuje parametrów. ZOBAL to marka, którą warto tu znać: firma komunikuje się jako lider w obróbce aluminium, w tym w anodowaniu, z 30-letnim doświadczeniem, a jednocześnie rozwija anodowanie jako uzupełnienie usług obróbki, tak aby detale mogły być od razu zabezpieczone i przygotowane do montażu. Jeśli zależy Ci na powtarzalności efektu i przewidywalnych parametrach powłoki, taki profil wykonawcy ma realne znaczenie.

Na czym polega anodowanie aluminium i co dzieje się z powierzchnią

Anodowanie aluminium to proces elektrochemiczny, którego celem jest wytworzenie trwałej, kontrolowanej warstwy tlenkowej na powierzchni metalu. Kluczowa różnica względem wielu powłok „nakładanych” polega na tym, że warstwa nie jest tylko zewnętrzną skorupą, ale powstaje w wyniku kontrolowanego utleniania materiału, czyli jest budowana w strukturze powierzchni. Dzięki temu nie zachowuje się jak farba, która może się łuszczyć, tylko jak naturalna, wzmocniona osłona aluminium.

W opisach procesu zwraca uwagę fakt, że element zanurza się w kąpieli elektrolitycznej, a w praktyce ZOBAL wskazuje kwas siarkowy jako medium procesu. W wyniku działania prądu na powierzchni tworzy się tlenek glinu (Al₂O₃). Ta warstwa jest jednocześnie zwarta i porowata, co ma ogromne znaczenie dla dalszych etapów: porowatość umożliwia uzyskanie barwy i pewnych efektów estetycznych, a późniejsze uszczelnienie zwiększa odporność na czynniki zewnętrzne.

Jeżeli myślisz o anodowaniu jako o „zrobieniu ładnej powłoki”, warto przestawić perspektywę: to raczej precyzyjna inżynieria powierzchni. Wpływ mają parametry technologiczne, takie jak czas, temperatura czy skład kąpieli, a nawet dobór stopu aluminium, bo różne stopy mają własne ograniczenia i potrafią wymagać indywidualnego strojenia procesu. Właśnie tu rodzą się różnice jakościowe między realizacjami, które są tylko wizualnie akceptowalne, a tymi, które trzymają parametry w seryjnej produkcji.

Co daje anodowanie aluminium w praktyce (korzyści, które zauważysz)

Najbardziej odczuwalna zmiana to wzrost odporności powierzchni na korozję i czynniki atmosferyczne. Opisy ZOBAL podkreślają, że powłoka Al₂O₃ zwiększa odporność na korozję, promieniowanie UV i działanie środków chemicznych, co w praktyce przekłada się na wolniejsze starzenie detalu, mniejszą podatność na przebarwienia i stabilniejszy wygląd przy ekspozycji na zewnątrz.

Drugi obszar, który szybko docenisz, to odporność na ścieranie i „zużywanie się” powierzchni. Anodowana warstwa jest twardsza niż samo aluminium, a po uszczelnieniu staje się bardziej odporna na codzienną eksploatację. W kontekście elementów użytkowych oznacza to mniej widocznych mikrorys, mniejsze ryzyko „wycierania” się powierzchni na krawędziach i dłuższe utrzymanie jakości wykończenia.

Trzecią korzyścią jest to, że anodowanie potrafi poprawić zarówno walory estetyczne, jak i techniczne jednocześnie. Z jednej strony możesz uzyskać uporządkowaną, jednolitą powierzchnię, z drugiej zyskujesz parametry ważne w zastosowaniach przemysłowych, w tym większą twardość i lepszą odporność w warunkach środowiskowych. Dodatkowo porowata struktura powłoki poprawia „przyjęcie” barwy, co pozwala uzyskać trwałe efekty kolorystyczne bez typowego ryzyka odprysków.

Warto też pamiętać o wymiarach i grubościach, bo to często realny temat przy częściach pasowanych. ZOBAL wskazuje możliwość uzyskania kontrolowanej powłoki w praktycznych zakresach, a w tekstach edukacyjnych pojawia się typowy przedział grubości powłoki anodowej rzędu 10–25 mikrometrów dla standardowego anodowania. To pomaga planować proces już na etapie projektu i uniknąć sytuacji, w której po obróbce i anodowaniu element przestaje „siadać” tak, jak powinien.

Rodzaje anodowania: dekoracyjne, barwione, techniczne i twarde

Jeśli zależy Ci przede wszystkim na wyglądzie, zwykle rozważa się anodowanie dekoracyjne. ZOBAL opisuje je jako proces wytwarzający cienką powłokę tlenkową o charakterystycznym, gładkim, satynowym wykończeniu, które potrafi zniwelować mikrorysy materiału i ujednolicić powierzchnię. Standardowo otrzymujesz naturalny srebrny kolor, a później możesz iść w barwienie, jeśli detal ma mieć konkretną estetykę.

Gdy chcesz kolor, naturalnym krokiem jest anodowanie barwione, czyli połączenie anodowania z etapem barwienia. ZOBAL opisuje między innymi: barwienie elektrolityczne (elektrochemiczne), w którym w porach warstwy tlenkowej osadzają się związki metali, co daje trwały, głęboki kolor o wysokiej odporności na warunki atmosferyczne i długotrwałe nasłonecznienie. W ich materiałach pojawia się też barwienie interferencyjne, które opiera się na modyfikacji struktury porów i daje efekt zmiany odbioru koloru zależnie od kąta patrzenia. Jeśli myślisz o detalach widocznych, reprezentacyjnych albo identyfikacji kolorystycznej produktu, to właśnie tu robi się największa różnica.

Z kolei anodowanie techniczne wybierasz wtedy, gdy wygląd jest drugorzędny, a liczy się precyzyjne dopasowanie właściwości powierzchni do zastosowania. ZOBAL podkreśla, że celem jest dopasowanie parametrów chemicznych, elektrycznych i termicznych pod konkretne wymagania użytkowe i środowiskowe. W praktyce oznacza to, że możesz traktować anodę jako element funkcjonalny, na przykład gdy zależy Ci na izolacyjności albo odporności w trudniejszej chemii procesowej.

Najbardziej „wyczynową” odmianą jest anodowanie twarde, które stosuje się wtedy, gdy zwykła warstwa anodowa nie wystarcza, bo element pracuje w intensywnym tarciu, pod obciążeniem, w wysokiej temperaturze albo przy agresywnych mediach. ZOBAL opisuje je jako proces wytwarzający wyjątkowo odporną, twardą powłokę, wyraźnie przewyższającą standardowe powłoki pod względem grubości i wytrzymałości. Jeśli więc masz część, która ma działać jak „pancerz” powierzchniowy, to jest właśnie ten kierunek.

Jak dobrać anodowanie do Twojego zastosowania, żeby efekt był przewidywalny

Dobór rodzaju anodowania warto zacząć od prostego pytania: w jakim środowisku pracuje detal i co realnie ma przetrwać. Jeżeli element ma wyglądać dobrze, być przyjemny w dotyku, równy i bez widocznych mikrorys, dekoracyjne anodowanie często jest najbardziej sensownym punktem wyjścia. Jeśli dodatkowo potrzebujesz spójnej barwy i odporności na długotrwałe światło dzienne, wtedy wchodzisz w anodowanie barwione, gdzie metoda barwienia ma znaczenie dla trwałości i powtarzalności efektu.

Jeżeli natomiast masz zastosowanie stricte techniczne, kluczowe będzie to, czy liczy się izolacyjność, odporność chemiczna albo zachowanie w temperaturze. W materiałach ZOBAL podkreślono, że anodowanie techniczne pozwala precyzyjnie dopasować cechy powierzchni do wyśrubowanych wymagań, co jest istotne w branżach, gdzie detal ma spełniać funkcję, a nie tylko wyglądać. Branże, w których anodowanie aluminium jest najczęściej wykorzystywane to chociażby branża oświetleniowa, medyczna, elektrotechinczna, automotive czy klimatyzacja.

W praktyce najbardziej kosztowne błędy w anodowaniu biorą się z niedopowiedzeń na etapie zlecenia. Jeżeli masz element z pasowaniem, krytyczną geometrią albo powierzchniami współpracującymi, już na starcie określ, które wymiary są „święte” i jakich efektów oczekujesz. Jeśli detal ma być mocno eksploatowany mechanicznie, rozważ anodowanie twarde, bo to właśnie ono jest projektowane pod intensywne zużycie. A jeśli robisz serię lub produkt, który ma wracać w powtarzalnych partiach, rozsądnym ruchem bywa partia próbna albo ustalenie referencji wykończenia, bo anodowanie jest procesem, w którym kontrola parametrów przekłada się na powtarzalność.

Podsumowanie

Anodowanie aluminium to kontrolowany proces elektrochemiczny, który wytwarza na powierzchni warstwę tlenku glinu i w ten sposób wzmacnia aluminium od strony, która w praktyce najszybciej się „zużywa”, czyli od powierzchni. Daje Ci odporność na korozję, ścieranie, promieniowanie UV i chemię, a w zależności od wariantu pozwala też uzyskać estetyczne wykończenie albo konkretną funkcję techniczną. Jeśli potrzebujesz wyglądu, idziesz w dekoracyjne; jeśli liczy się kolor i trwałość barwy, wybierasz barwione; jeśli priorytetem są parametry pracy, kierujesz się w techniczne; a gdy warunki są naprawdę wymagające, wchodzisz w anodowanie twarde.

Jeżeli chcesz zrobić to „raz, a dobrze”, traktuj anodowanie jak decyzję projektową: opisz warunki pracy, stop aluminium i wymagania dla powierzchni. A gdy zależy Ci na wykonawcy, który łączy anodowanie z praktyką obróbki i nastawia się na powtarzalność, ZOBAL jest naturalnym wyborem do rozważenia, zwłaszcza że firma komunikuje 30-letnie doświadczenie w obróbce aluminium i rozwiniętą ofertę anodowania dla różnych zastosowań.

Wyniki SD Worx za 2025: dwucyfrowy wzrost i dalsze inwestycje w platformy cyfrowe oraz AI

0

SD Worx, europejski dostawca rozwiązań HR i płacowych, ogłosił wyniki finansowe za 2025 rok. Skonsolidowane przychody wzrosły o 10,7%, osiągając 1,307 mld euro. Skonsolidowany skorygowany EBITDA zwiększył się do 271,2 mln euro (+16,5%). Skonsolidowany wynik netto po raz pierwszy przekroczył 100 mln euro, osiągając 101,4 mln euro (+6,9%). Ta solidna kondycja finansowa pozwala SD Worx kontynuować inwestycje w skalowalne platformy cyfrowe i AI oraz w zgodne z przepisami, wysokiej jakości rozwiązania dla klientów w całej Europie.

Wspierając wzrost organiczny, SD Worx rozbudował swoje portfolio produktowe dzięki kluczowym innowacjom technologicznym: firma wprowadziła ciągłą, działającą w czasie rzeczywistym technologię payroll dla pracodawców w Niemczech oraz rozszerzyła SD Worx Buddy – swoje kompleksowe rozwiązanie HR i payroll dla sektora MŚP. W segmencie dużych przedsiębiorstw SD Worx wzmocnił rozwiązanie InnovaPay, krajowy framework payroll zintegrowany z SAP. Wykorzystanie cyfrowych i opartych na AI rozwiązań SD Worx nadal dynamicznie rosło – niemal 1,7 mln unikalnych użytkowników korzystało z mysdworx do codziennych zadań HR i płacowych. Narzędzia oparte na AI – od chatbotów obsługi klienta, przez wsparcie kodowania i monitorowanie zgodności, aż po automatycznych asystentów raportowania – dodatkowo zwiększyły efektywność i poprawiły doświadczenie klientów.

SD Worx wzmocnił także swoją obecność w Europie poprzez akwizycje. Transakcja zakupu Socialea umocniła pozycję firmy we Francji, trzecim co do wielkości rynku payroll w Europie, jednocześnie zwiększając dostęp do szybko rosnącego segmentu MŚP. We Włoszech SD Worx przejął firmę Labour Consulting, posiadającą rozbudowaną lokalną ekspertyzę w obszarze payroll i doradztwa kadrowo‑płacowego w regionie Emilia-Romania.

Kobe Verdonck, CEO SD Worx: „2025 był przełomowym rokiem, w którym skalowaliśmy działalność w całej Europie i przyspieszyliśmy innowacje dla naszych klientów. Dzięki ukierunkowanym przejęciom, silnym lokalnym zespołom oraz szybko rozwijającemu się ekosystemowi cyfrowemu i AI wzmacniamy naszą pozycję jako wiodącego w Europie dostawcy rozwiązań HR i payroll. Nasza misja pozostaje niezmienna: dostarczanie zgodnych z przepisami, intuicyjnych i przyjaznych użytkownikowi rozwiązań HR i płacowych, napędzanych technologią i wspieranych przez ludzi.”

Filip Dierckx, przewodniczący Rady Dyrektorów SD Worx: „Pomimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego, charakteryzującego się wolniejszym wzrostem i bardziej ostrożnym podejmowaniem decyzji przez klientów, osiągnęliśmy bardzo dobry rok. Nasza podstawowa działalność okazała się odporna na zawirowania rynku, a zdyscyplinowane zarządzanie kosztami, automatyzacja i standaryzacja procesów – coraz bardziej wspierane przez AI – pozwoliły nam chronić marże i zwiększyć rentowność. Wyniki te potwierdzają siłę naszej strategii i dają nam pewność na przyszłość.”

Nowa dyrektywa UE o odpowiedzialności za produkty wadliwe – co zmieni się od 2026 r.?

Szczególnego znaczenia nabiera nowa unijna regulacja dotycząca odpowiedzialności za produkty wadliwe, która w praktyce redefiniuje katalog podmiotów ponoszących ryzyko finansowe za szkody wyrządzone przez niebezpieczne towary. Przyjęta 23 października 2024 r. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/2853 zastąpi dotychczasowe regulacje i ma zostać wdrożona do 9 grudnia 2026 r. Państwa członkowskie nie będą mogły wprowadzać przepisów ani łagodniejszych, ani surowszych. W praktyce oznacza to jednolite zasady odpowiedzialności w całej Unii i koniec krajowych modyfikacji poziomu ochrony.

Dyrektywa ma istotne znaczenie dla producentów, importerów, dystrybutorów, operatorów logistycznych i platform sprzedażowych, ponieważ dotyczy bezpośrednio ich ekspozycji na roszczenia oraz konieczności przebudowy relacji kontraktowych i systemów zarządzania ryzykiem.

Nowe przepisy wprowadzają szeroką kategorię „podmiotów gospodarczych”. Odpowiedzialność ponosi nie tylko producent, ale również dostawca usługi cyfrowej powiązanej z produktem, upoważniony przedstawiciel w UE, importer, dostawca usług realizacji zamówień oraz dystrybutor. Oznacza to, że ryzyko może objąć niemal każdy podmiot uczestniczący w obrocie.

W pierwszej kolejności zmiany dotkną producentów, także tych spoza Unii. Jeżeli dochodzenie roszczeń wobec nich okaże się utrudnione, odpowiedzialność może zostać przeniesiona na przedstawiciela, importera, a nawet operatora logistycznego. Tym samym podmioty dotychczas postrzegane jako techniczne ogniwo łańcucha dostaw stają się realnym adresatem roszczeń.

Istotną nowością jest objęcie odpowiedzialnością dostawców usług cyfrowych zintegrowanych z produktem. W gospodarce opartej na oprogramowaniu wada aktualizacji może wywołać skutki porównywalne z wadą fizycznego komponentu. Producent odpowiada za wadliwą część zintegrowaną pod jego kontrolą, ale odpowiedzialność ponosi również wytwórca tej części. To zapowiedź sporów regresowych i konieczność precyzyjnych klauzul w umowach B2B.

Ryzyko dotyczy także dystrybutorów. Jeżeli w ciągu miesiąca od żądania poszkodowanego nie wskażą właściwego podmiotu z siedzibą w UE, sami mogą zostać uznani za odpowiedzialnych. Wymusi to procedury identyfikacji dostawców i archiwizacji danych.

Za producenta uznany zostanie również podmiot dokonujący znaczącej modyfikacji produktu poza kontrolą pierwotnego wytwórcy i ponownie wprowadzający go na rynek. Dotyczy to firm modernizujących urządzenia lub instalujących nowe oprogramowanie, jeżeli zmiana wpływa na sposób działania produktu lub poziom ryzyka.

Nowe regulacje nie pozostawiają wątpliwości: odpowiedzialność za produkt przestaje być wyłącznie problemem działu jakości. Przedsiębiorcy będą musieli przeanalizować swoją rolę w łańcuchu dostaw, zweryfikować umowy z partnerami i podwykonawcami, przygotować wewnętrzne procedury reagowania na roszczenia oraz dostosować systemy monitorowania i dokumentowania zmian w produktach, w tym aktualizacji cyfrowych. Konieczna będzie także identyfikacja obszarów realnego ryzyka odpowiedzialności i decyzja o adekwatnym zabezpieczeniu finansowym. Bez takiego przygotowania organizacyjnego i decyzyjnego wejście w życie nowych przepisów może oznaczać dla wielu firm istotne, trudne do przewidzenia obciążenia.

Ignorowanie zmian regulacyjnych może szybko przekształcić się w kosztowny kryzys prawny i finansowy. W nowym modelu odpowiedzialności pojedyncze zaniedbanie może mieć konsekwencje odczuwalne w całym bilansie spółki. Wystarczy, że nie będzie systematycznie przeprowadzany audyt bezpieczeństwa produktu, a będzie możliwe przyjęcie, iż wyrządził on szkodę, za którą zasądzone zostanie wysokie odszkodowanie.

Autor: Mecenas Zbigniew Cieślak, Radca prawny, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Koniec „sztywnego” podejścia fiskusa? WSA o alokacji kosztów finansowania dłużnego

Klucz przychodowy rozliczania kosztów ma fundamentalne znaczenie dla działalności firm. Odzwierciedla bowiem rzeczywistą strukturę prowadzonego biznesu. Pozwala przypisać wydatki do rzeczywistej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstwa, a tym samym realnie zaoszczędzić tysiące, a w przypadku większych firm – nawet miliony złotych. Niedawny wyrok sądu administracyjnego powinien wpłynąć na nieprzychylne podejście organów podatkowych do tej kwestii, jednocześnie pozwolić spółkom na polepszenie płynności finansowej i wspomniane milionowe oszczędności.

Klucz przychodowy a klucz przeznaczenia rozliczania kosztów

Jaka jest różnica między kluczem przychodowym a „przeznaczeniowym” rozliczania kosztów? Gigantyczna. Klucz przychodowy jest dynamiczny i odzwierciedla rzeczywistą strukturę działalności firmy. Przeanalizujmy to na przykładzie. Spółka zaciąga kredyt z przeznaczeniem przypisania 65% kosztów kredytu do przychodów z zysków kapitałowych (np. na zakup akcji) i 35% do przychodów z innych niż zyski kapitałowe źródeł (np. w ramach działalności operacyjnej). Załóżmy, że w danym roku spółka osiągnęła przychody z działalności operacyjnej: 98 mln zł, a z zysków kapitałowych (obligacje, dywidendy) tylko 2 mln zł.

Wg prezentowanego przez organy podatkowe podejścia „przeznaczeniowego”, zgodnie z pierwotną deklaracją spółki, może ona w tym danym roku przypisać 65% kosztów kredytu do 2 mln zł przychodu z zysków kapitałowych i tylko 35% do 98 mln zł przychodów z działalności operacyjnej.

Jeśli koszty zaciągniętego przez spółkę kredytu wynoszą 10 mln zł rocznie, to zgodnie z linią interpretacyjną skarbówki, w źródle przychodów z zysków kapitałowych spółka będzie musiała wykazać stratę –4,5 mln zł (2 mln przychodu – 6,5 mln kosztów). I tej straty spółka nie może rozliczyć z dochodem z działalności operacyjnej w tym samym roku. Z działalności, z której osiągnięty 98 mln zł przychód obniży tylko o 3,5 mln zł kosztów kredytu.

Miliony oszczędności

A jak to wygląda przy zastosowaniu klucza przychodowego? Po stronie przychodów z zysków kapitałowych spółka zapisze 1,8 mln zł dochód (2 mln przychodu – 0,2 mln zł kosztów kredytu), a po stronie przychodów innych niż z zysków kapitałowych: 88,2 mln zł dochodu do podatkowania (98 mln zł przychodu – 9,8 mln zł kosztów kredytu). W pierwszym podejściu, przeznaczeniowym, spółka będzie musiała zapłacić podatek od 94,5 mln zł dochodu (98 mln zł przychodu – 3,5 mln zł kosztów), w drugim – tylko od 90 mln zł.

Straty z powodu niemożności rozliczenia straty

Co równie ważne dla działalności firm, szczególnie dla ich płynności finansowej, rozliczając koszty wg klucza przychodowego, unika się „zamrożenia” milionowych kosztów jako straty, której nie można od razu wykorzystać. Zgodnie z art. 7 ust. 5 ustawy o CIT, strata z danego źródła przychodów może być bowiem odliczana wyłącznie od dochodów z tego samego źródła w kolejnych latach (maksymalnie przez 5 lat).

Co to oznacza dla firmy? Jeśli spółka ma stratę z zysków kapitałowych, musi czekać, aż w przyszłych latach osiągnie dochód z tego źródła, aby móc tę stratę rozliczyć. W międzyczasie nie może obniżyć o tę stratę wysokiego dochodu z działalności operacyjnej. To efektywnie opóźnia korzyść podatkową, a w skrajnym przypadku (brak dochodów kapitałowych w ciągu 5 lat) może doprowadzić do jej całkowitej utraty.

Obniżenie płynności finansowej

Dla spółki produkcyjnej, której głównym źródłem przychodów jest działalność operacyjna, a inwestycje kapitałowe mają charakter pomocniczy lub strategiczny (np. zarządzanie płynnością w grupie spółek), istnieje realne ryzyko, że przychody z zysków kapitałowych będą nieregularne lub niskie, obligacje mogą zostać przedłużone (prolongata), nastąpi odsunięcie wykupu w czasie, pożyczki mogą być długoterminowe, bez regularnych płatności odsetkowych, spółka może nie osiągnąć w najbliższych latach wystarczających dochodów z zysków kapitałowych, aby rozliczyć stratę.

W takiej sytuacji klucz przeznaczeniowy sprawia, że znaczną część kosztów kredytu alokuje się do źródła, które nie generuje wystarczających przychodów, Koszty te „zamrażają się” jako strata, której nie można wykorzystać. Spółka ponosi wyższe obciążenia podatkowe w bieżącym roku i obniża swoją płynność finansową.

Elastyczność klucza przychodowego

Klucz przychodowy natomiast ma fundamentalną zaletę: jest dynamiczny i odzwierciedla rzeczywistą strukturę działalności spółki. Jeśli w jednym roku spółka osiąga 90% przychodów z działalności operacyjnej – to 90% kosztów idzie tam, gdzie są realne przychody do pomniejszenia. Jeśli w kolejnym roku proporcje się zmienią (np. obligacje zostaną wykupione, wypłacone zostają odsetki) – klucz automatycznie się dostosuje.

Ta interpretacja przypisania wydatków pozwala na: optymalne wykorzystanie kosztów uzyskania przychodów, unikanie „zamrażania” kosztów w źródle o niskich przychodach, a przede wszystkim zgodność z zasadą, że koszty powinny być rozliczane tam, gdzie faktycznie przyczyniają się do generowania zysków.

Sprzeczność interesów fiskusa i firm

Ale mając na uwadze sprzeczność interesu przedsiębiorcy dążącego do minimalizacji obciążań podatkowych z interesem Skarbu Państwa zmierzającego do ich maksymalizacji i zwiększenia wpływów budżetowych, na tle interpretacji przepisów w zakresie metod przypisywania i rozliczania wydatków firmowych dochodzi do kluczowej rozbieżności.

Koszty kredytu zaciągniętego na dwa cele

W 2018 r. jedna ze spółek, należąca do grupy kapitałowej, zaciągnęła w banku kredyt, z którego większość środków (65%) planowała przeznaczyć na zakup obligacji wyemitowanych przez podmiot powiązany, a pozostałą część na refinansowanie wcześniejszego kredytu długoterminowego, który był przeznaczony na udzielenie pożyczki innemu podmiotowi z grupy.

Z tytułu kredytu spółka ponosiła szereg kosztów: odsetki, prowizje, opłatę aranżacyjną (jednorazową), opłaty za administrowanie oraz inne wydatki. Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o indywidualną interpretację podatkową: czy koszty kredytu powinny być dzielone według klucza przychodowego, czy „przeznaczeniowego” (ustalającego proporcję raz na zawsze według tego, na co kredyt został przeznaczony w momencie jego zaciągnięcia). Firma stała na stanowisku, że koszty kredytu stanowią koszty pośrednie, które nie są bezpośrednio związane z konkretnymi przychodami. Jak podkreślała, koszty te mają charakter ogólny i są związane z całokształtem działalności gospodarczej spółki, a nie wyłącznie z jednym, konkretnym strumieniem przychodów.

Nawet jeśli jest w stanie wskazać proporcję przeznaczenia środków (65%/35%), to nie oznacza to, że może obiektywnie wyodrębnić, jaka część kosztów kredytu dotyczy każdego ze źródeł przychodów. Spłacając ratę kredytu, spółka spłaca całość zobowiązania, a nie jego „część przeznaczoną na obligacje” i „część przeznaczoną na pożyczkę”. Rat nie dzieli się na „raty od obligacji” i „raty od pożyczki” – spłaca się całość zadłużenia. W konsekwencji nie istnieje obiektywne kryterium, które pozwoliłoby na miarodajne i precyzyjne przypisanie konkretnych kosztów do konkretnych źródeł przychodów. W takiej sytuacji należy zastosować klucz przychodowy, czyli dokonać proporcjonalnego podziału kosztów według faktycznie osiągniętych przychodów w danym roku podatkowym z obu źródeł (zysków kapitałowych i innych źródeł).

Spółka podkreślała, że zarówno nabycie obligacji, jak i refinansowanie kredytu służyły ogólnemu rozwojowi działalności gospodarczej, zwiększeniu wartości aktywów oraz uzyskaniu potencjalnych dodatkowych środków pieniężnych. Nie można uznać, że wydatki te służyły wyłącznie generowaniu przychodów z zysków kapitałowych, gdyż miały także wpływ na działalność operacyjną spółki (np. poprzez poprawę płynności finansowej grupy kapitałowej, dostęp do finansowania projektów, zwiększenie kontroli nad podmiotami powiązanymi).

Stanowisko Dyrektora KIS – sztywny klucz przeznaczeniowy

Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 23 września 2025 r. (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.450.2021.10.BJ) zgodził się, że koszty związane z obsługą kredytu stanowią koszty pośrednie. Zajął jednak odmienne stanowisko w pozostałym zakresie. Stwierdził, że spółka jest w stanie ustalić, jaka część kosztów dotyczy poszczególnych celów (65% kredytu na zakup obligacji, a 35% na refinansowanie pożyczki), to jest również w stanie ustalić, jaka część kosztów obsługi kredytu przypada na dany cel.  W ocenie organu, wystarczyło zatem przyjąć podział kosztów według tej proporcji.

Nie ma więc podstaw do zastosowania klucza alokacji przewidzianego w art. 15 ust. 2, 2a i 2b ustawy o CIT. Klucz przychodowy – w ocenie organu – ma charakter subsydiarny i znajduje zastosowanie dopiero wtedy, gdy podatnik nie jest w stanie w żaden sposób obiektywnie i miarodajnie przypisać kosztów do źródeł przychodów. Skoro zaś spółka wskazała konkretne proporcje (65%/35%), to w ocenie organu podatnik posiada obiektywne kryterium alokacji.

Wyrok sądu – sąd po stronie spółki

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie nie zgodził się z organem. Sąd dokonał dogłębionej analizy art. 15 ust. 2, 2a i 2b ustawy o CIT, powołując się na ugruntowane orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyroki z 14 lutego 2023 r., sygn. akt II FSK 1969/20, z 20 sierpnia 2024 r., sygn. akt II FSK 608/24, uchwała z 24 stycznia 2011r., sygn. II FPS 6/10, wyroki z 29 lipca 2021 r., sygn. II FSK 37/19; z 20 lipca 2021 r., sygn. II FSK 2627/20; z 24 marca 2022r., sygn. II FSK 1695/20, z 16 kwietnia 2025 r., sygn. akt II FSK 639/23).

Z przepisów tych wynikają kluczowe zasady: każdy koszt powinien być najpierw oceniony pod kątem celu jego poniesienia (osiągnięcia przychodu, zabezpieczenia lub zachowania źródła przychodów). Jeżeli możliwe jest ustalenie jednego źródła przychodów, które mają być osiągnięte poprzez poniesienie danego kosztu, koszt ten należy przypisać wyłącznie do tego źródła. Jeżeli kosztu nie można przypisać do konkretnego źródła przychodów, podatnik powinien dokonać alokacji kosztu zgodnie z zasadami wskazanymi w art. 15 ust. 2, 2a i 2b ustawy o CIT. W przypadku braku możliwości zastosowania miarodajnych i obiektywnych kryteriów alokacji, podatnik powinien przypisywać koszty pośrednie do źródeł przychodów w takim stosunku, w jakim pozostają osiągnięte w roku podatkowym przychody z tych źródeł w ogólnej kwocie przychodów (tzw. klucz przychodowy).

Co innego przeznaczenie a co innego zaliczenie kosztu

Sąd podkreślił, że proporcja 65%/35% odnosi się do przeznaczenia zaciągniętego kredytu, a nie do celów ponoszonych z tytułu tego kredytu wydatków z punktu widzenia przepisów dotyczących kosztów uzyskania przychodów na gruncie ustawy o CIT. Innymi słowy, to, że kredyt został przeznaczony w określonej proporcji na dwa cele, nie oznacza automatycznie, że koszty jego obsługi powinny być dzielone według tej samej proporcji. To dwie różne kategorie.

WSA zwrócił uwagę, że nawet w sytuacji, gdyby całość kredytu (100%) została przeznaczona na zakup obligacji, nie oznaczałoby to od razu, że wszystkie koszty kredytu należy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów z zysków kapitałowych. O kwalifikacji tej nie może bowiem przesądzać wyłącznie to, że wydatki te w przyszłości mogą przynieść przychody zaliczane do zysków kapitałowych. Nabycie obligacji może bowiem służyć również innym celom – np. zarządzaniu płynnością finansową w grupie kapitałowej, finansowaniu konkretnych projektów operacyjnych, zwiększeniu kontroli nad podmiotami powiązanymi, co przekłada się na przychody z działalności operacyjnej.

Sąd zgodził się ze spółką, że spłacając ratę kredytu, spółka spłaca całość zobowiązania, a nie jego część „przeznaczoną na obligacje” i część „przeznaczoną na pożyczkę”. Nie można zatem obiektywnie stwierdzić, że dochodzi do spłaty kredytu w takiej proporcji, w jakiej kredyt został zaciągnięty na oba cele. Przyjęcie założenia, że koszty finansowania dłużnego są spłacane według proporcji określającej początkowy sposób wykorzystania kredytu, stanowi daleko idące uproszczenie, które nie znajduje uzasadnienia na gruncie przepisów prawa (Wyrok WSA w Olsztynie z 21 stycznia 2026 r., sygn. I SA/Ol 517/25, nieprawomocny).

Dlaczego warto walczyć o swoje racje

Przywołany wyrok przynosi ważne rozstrzygnięcie dla wszystkich przedsiębiorców. Dla spółek kapitałowych, które zaciągają kredyty na różne cele (np. inwestycje kapitałowe, refinansowanie zadłużenia, pożyczki dla podmiotów powiązanych) i muszą rozliczać koszty ich obsługi. Dla grup kapitałowych, w których podmioty powiązane udzielają sobie nawzajem finansowania poprzez obligacje, pożyczki, kredyty – i muszą ustalać, w jaki sposób alokować koszty tego finansowania. Dla wszystkich prowadzących działalność gospodarczą w Polsce, którzy osiągają przychody z różnych źródeł i chcą prawidłowo – i możliwie jak najkorzystniej dla siebie – rozliczać ponoszone wydatki.

Opisana sprawa to doskonały przykład tego, jak skomplikowane i zawiłe mogą być relacje przedsiębiorców z organami podatkowymi. Interpretacja przepisów podatkowych – nawet tych, które wydają się jasne – bywa źródłem sporów z fiskusem, w których stawką jest nie tylko prawidłowość rozliczeń, ale również stabilność finansowa przedsiębiorstwa.

Dolar i frank jako bezpieczne przystanie: reakcja walut umiarkowana mimo wysokiego ryzyka

USA i Izrael wyeliminowały irańskiego przywódcę, a wstrzymanie żeglugi przez cieśninę Ormuz może mieć daleko idące konsekwencje gospodarcze. Na rynku obserwujemy ucieczkę do bezpiecznych przystani – korzysta na niej dolar amerykański, który umacnia się do euro o blisko 1%. 

Droga administracyjna znów na bok

Początek nowego tygodnia przebiega pod dyktando dyskontowania gwałtownej eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie. Weekendowy atak USA i Izraela na cele w Iranie, wprowadza nowy czynnik ryzyka na globalnych rynkach. Samo uderzenie nie było może zaskoczeniem, bo tak naprawdę od paru tygodni inwestorzy bardziej zastanawiali się nie „czy” tylko „kiedy” ono nastąpi. Jednak odpowiedź Iranu i wysłanie rakiet w stronę wielu państw regionu, z Katarem, Bahrajnem czy Arabią Saudyjską na czele, sprawiło, że na nowo trzeba wyceniać konsekwencje przede wszystkim gospodarcze. Nie może więc dziwić fakt, że na rynkach panuje risk off, choć trzeba przyznać, że skala jest umiarkowana, biorąc pod uwagę czyhające ryzyko dalszej eskalacji.

Obawa przed brakiem surowca

Największe zamieszanie jest na rynku ropy naftowej (WTI rośnie ponad 8%), bo właśnie w tym regionie znajduje się Cieśnina Ormuz, kluczowa droga tranzytowa dla tego surowca, ale również gazu LNG. Próby jej wyłączenia z użytkowania przez Iran mogą spowodować  istotne szoki podażowe (mówimy o blisko 25% udziale światowego morskiego handlu ropą naftową). Kluczowe jest teraz to, czy wzrost notowań czarnego złota będzie długotrwały i wpłynie na presję inflacyjną. Wiele oczywiście będzie zależeć od czasu trwania konfliktu. Jego szybkie zakończenie może spowodować, że ceny ropy naftowej wrócą na wcześniejsze poziomy. Jeśli tak się nie stanie, a sytuacja nadal będzie „gorąca” w tym regionie, to ryzyko wzrostu dynamiki cen stanie się mocno realne, a wtedy wiele gospodarek będzie musiało nieco przemodelować swoje polityki monetarne, w tym choćby RPP, która już niebawem miała obniżyć stopy procentowe.

Dolar beneficjentem sytuacji

Sentyment na rynkach pozostaje nadal słaby, a największa zmienność, poza ropą naftową, jest na notowaniach gazu LNG, gdzie widzimy ruch rzędu 20%. Jest to konsekwencja tego, że Katar jest jednym z głównych eksporterów tego surowca, ale właśnie przez cieśninę Ormuz. Sporo wyżej jest też złoto, które w przypadku dalszych działań wojskowych na Bliskim Wschodzie może się zbliżyć do intraday-owego maksimum na poziomie 5595 USD za uncję. Na rynku walutowym, co nie może dziwić, popyt jest obecny na bezpiecznych przystaniach, a więc dolarze amerykańskim i franku szwajcarskim, ale choćby na głównej parze walutowej świata nie przekracza poziomu 1%. Obrywa się też krajowej walucie, która traci do EUR i USD odpowiednio 0,3% i 1,1%, ale trzeba przyznać, że szczególnie na parze EUR/PLN nie ma oznak panicznej wyprzedaży.

Ceny mieszkań na rynku pierwotnym w lutym: Warszawa i Poznań w górę, reszta stabilna lub w dół

Warszawa i Poznań były w lutym jedynymi metropoliami, w których poszła w górę średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów. W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia spadła, natomiast w pozostałych metropoliach utrzymała poziom ze stycznia – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

20 tys. zł za metr kwadratowy w Warszawie to już nie science fiction. Jeśli deweloperzy nadal będą wprowadzali do sprzedaży ekstremalnie drogie mieszkania, równocześnie zmniejszając podaż relatywnie tanich, to ten pułap może zostać przekroczony jeszcze w tym półroczu – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Przypomina, że w styczniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie wzrosła o 4%, przekraczając poziom 19 tys. zł. Na rynek trafiły wówczas m.in. mieszkania w wieżowcu Liberty Tower z cenami od 29,9 tys. do 45 tys. zł za metr. W lutym w sprzedaży pojawiły się dwie jeszcze droższe inwestycje, choć z dużo mniejszą pulą mieszkań. W pierwszej deweloper wycenił je od 28 tys. do 54 tys. zł za metr, a w drugiej, która ma być ikoną luksusu – od 54,6 tys. do 80,4 tys. zł. Realizuje ją na warszawskiej Woli firma Monting Development, której współwłaścicielem jest Robert Lewandowski.

W efekcie, jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań oferowanych przez warszawskich deweloperów zwiększyła się w lutym o 1%, zbliżając się do poziomu 19,4 tys. zł.

Marek Wielgo zwraca uwagę, że z analogicznego powodu – napływu droższych inwestycji – również o 1% podrożały nowe mieszkania w Poznaniu. Do przekroczenia pułapu 14 tys. zł za metr kwadratowy przyczyniła się w tym mieście inwestycja, w której ceny mieszkań mieszczą się w przedziale 15,3-24,5 tys. zł za metr.

Nie wszędzie jednak deweloperzy postawili na inwestycje w kategorii premium dla bardzo zamożnych klientów. W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w sprzedaży pojawiły się relatywnie tanie mieszkania. Było ich na tyle dużo, że średnia cena metra kwadratowego w całej ofercie spadła o 1%, do niespełna 11,3 tys. zł.

W pozostałych metropoliach luty przyniósł cenową stabilizację. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego utrzymała się na poziomie 17,7 tys. zł, w Krakowie – 16,9 tys. zł, we Wrocławiu – niespełna 15,3 tys. zł, a w Łodzi – 11,5 tys. zł.Ceny mieszkań-luty 2026-cena m kw-wstepne

W ujęciu rocznym Łódź była w lutym jedyną metropolią, której średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań nie zmieniła się. Z kolei w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii wzrost wyniósł tylko 1%.

Ekspert portalu RynekPierwotny.pl podkreśla, że w obu tych metropoliach występuje nadpodaż mieszkań. To oznacza, że upłynnienie całej oferty przy obecnym tempie sprzedaży trwałoby ponad dwa lata.

W pozostałych metropoliach średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań była w lutym wyższa niż rok temu: o 3% w Krakowie i Wrocławiu, o 4% w Poznaniu, o 8% w Trójmieście i o 9% w Warszawie.

Marek Wielgo zwraca uwagę, że w ofercie warszawskich deweloperów było w lutym niemal 5 tys.  mieszkań z ceną przekraczającą 20 tys. zł za metr kwadratowy. Ich liczba zwiększyła się w ciągu dwóch miesięcy tego roku o ponad 20%, a ich udział w łącznej ofercie – z 24% do 29%.

Problem w tym, że jednocześnie pogorszyła się w tym roku dostępność lokali w bardziej przystępnych cenach, czyli do 15 tys. zł za metr kwadratowy. Według BIG DATA RynekPierwotny.pl oferta takich mieszkań – niespełna 5,1 tys. na koniec lutego – skurczyła się o 8%, a ich udział w ofercie – z 33% do niespełna 30%.

Sytuacja na rynku mieszkaniowym jest dynamiczna. Warto obserwować trendy cenowe, żeby podejmować decyzje zakupowe w oparciu o dane, a nie emocje, które podgrzało w lutym „uwolnienie” cen transakcyjnych z państwowego Rejestru Cen Nieruchomości – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ostatni dzień, by złożyć wniosek na wymianę tachografów

Dzisiaj ostatni dzień przyjmowania wniosków od przewoźników drogowych świadczących usługi międzynarodowe na dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy do tachografów. Na dofinansowanie przeznaczano określoną pulę środków z zaznaczeniem, że jeżeli nie zostaną one wykorzystane po pierwszym naborze  to należy spodziewać się, że w niedługim czasie odbywać się będzie kolejny nabór. – Potrzeba jest duża, ale wielu przewoźników nie decyduje się na korzystanie dofinansowania ze względu na obawy związane z regulaminem wsparcia. Jeszcze kilka miesięcy temu nazwalibyśmy go wprost pułapką. Obecnie sytuacja nieco się zmieniła, ale wielu przewoźników z różnych przyczyn wciąż nie zgłosiło wymian tachografów – informuje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Kończy się ważny nabór. Zainteresowanie duże, ale wsparcie mogłoby być większe

Przewoźnicy świadczący usługi transportu międzynarodowego mogą do 2 marca 2026 r. starać się o zwrot części kosztów zakupu inteligentnych tachografów. Wnioski o wsparcie, pochodzące z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, należy składać za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych ARiMR.

Według informacji z połowy lutego zgłoszono już kilkadziesiąt tysięcy samochodów, co może oznaczać, że pula środków przewidzianych na projekt wymiany tachografów może zostać wykorzystana. Warto jednak, by Ministerstwo Infrastruktury wzięło pod uwagę stanowisko przewoźników drogowych, którzy wykazują zainteresowanie programem, a jednocześnie mają wątpliwości czy regulaminy, które obwarowują wsparcie nie są zbyt restrykcyjne.

– Obowiązek wymiany tachografów przez przewoźników drogowych został już przez firmy zaakceptowany jako konieczność. Trudno im jednak zrozumieć kilka zasad związanych z regulaminem dofinansowania. Wiele firm ma we flocie więcej niż 10 pojazdów, a tylko na taką liczbę można starać się o dofinansowanie w pierwszym etapie. Inna sprawa to kwestia okresu przez jaki pojazd z wymienionym tachografem musi pozostać w posiadaniu przewoźnika. Dla wielu przewoźników to wręcz kuriozalna sytuacja, że tachograf, którego wartość dofinansowania oceniono na maksymalnie 5 tysięcy złotych netto powoduje, że samochód nie będzie mógł zostać sprzedany. Taka sytuacja może powodować, że starsze ciężarówki będą zostawać w firmach transportowych na dłużej więc przewoźnicy rezygnują z takiego wsparcia – mówi Dariusz Matulewicz.

Zmiana w regulaminie cenna, ale zbyt późna

Na początku lutego 2026 roku w regulaminie naboru wprowadzono istotną zmianę – zniesiony został wymóg uzyskania specjalnej zgody na sprzedaż pojazdu wyposażonego w dofinansowany tachograf. Przewoźnik będzie zobowiązany do zapewnienia, że pojazdy na które zostanie wypłacone dofinansowanie, będą objęte zgłoszeniem do licencji wspólnotowej do 31 sierpnia 2026 r. oraz do przechowywania tylko i wyłącznie dokumentów związanych z udzielonym wsparciem np. faktur czy wydruków z urządzenia przez 36 miesięcy od zainstalowania tachografu w pojeździe.

– Nie dla wszystkich ta zmiana jest przejrzysta. To znaczy, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, to samochód będzie mógł zostać sprzedany? Jeżeli tak, to czy firma uzyskująca wsparcie z KPO nadal będzie współodpowiedzialna za to, czy kolejny właściciel pojazdu będzie korzystać z licencji wspólnotowej czy będzie działać inaczej? Jest tutaj sporo pytań, a zmiana wprowadzona została relatywnie późno, bo niespełna miesiąc przed zakończeniem naboru – mówi Dariusz Matulewicz.

W opinii Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych jeżeli okaże się, że zainteresowanych wsparciem będzie więcej niż środków przeznaczonych na to z KPO to należy przeznaczyć większe wsparcie na wymianę tachografów.

– Jeżeli regulamin i zasady konkursu będą od początku byłyby przejrzyste to zainteresowanych na pewno byłoby więcej – mówi Dariusz Matulewicz.

Nabór kończy się 2 marca, a w pierwszym etapie przewidziano 320 milinów złotych wsparcia dla przedsiębiorców sektora TSL.