Złoty traci mimo słabszego dolara. Kurs euro powyżej 4,22

Intensywne ostatnie dni przed świętami na rynku. Złoty w odwrocie. Zamiast atakować poziom 4,20 zł na euro, wycofał się powyżej poziomu 4,22 zł. Złoto bije kolejne rekordy wszechczasów i przekracza już 4500 dolarów za uncję. Dni wolne w Polsce to jednak nie wolne na rynkach – zobaczymy w jakiej rzeczywistości obudzimy się po świętach. 

Polska waluta w odwrocie

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej to niby tylko 1% różnicy względem prognoz. Jednak wielu inwestorów czekało na sygnał do realizacji zysków. W rezultacie wykorzystano moment i mimo tego, że dane w standardowych warunkach nie miałyby aż takiego potencjału, doszło do wzrostu kursu euro o około 1,5 grosza. 4,22 zł to nadal tanie euro, patrząc na ostatnie miesiące, ale to silny odwrót od odbywającego się w ostatnich dniach ataku na poziom 4,20 zł. Trzeba też zwrócić uwagę, że osłabienie złotego miało miejsce podczas osłabiania się dolara względem euro. Jest to sytuacja, która zwyczajowo sprzyjała polskiemu złotemu. Wraz ze złotym traci również forint, co pokazuje, że nie jest to tylko nasz lokalny problem.

Złoto przebiło 4500 dolarów

Słabnący dolar nie tylko wspiera polskiego złotego. To również pożywka dla alternatywnych – względem tych opartych o stopę procentową – inwestycji. Wczoraj w górę szły giełdy, ale to złoto skupia chyba obecnie najwięcej uwagi. Tym bardziej, że doszło do przebicia ważnego psychologicznie poziomu 4500 dolarów za uncję. W rezultacie znajdujemy się już wyraźnie powyżej 100 dolarów w porównaniu do ostatnich rekordów z października. Prognozy 5000 dolarów na koniec roku, które już wtedy padały, mają małe szanse się spełnić. Jednak do końca roku możemy zbliżyć się jeszcze bardziej do tej wartości. Nie można oczywiście wykluczyć, że któryś z silnie kupujących banków (np. chiński) ujawni skalę zakupów i rynek wystrzeli w górę. Wielu analityków uważa bowiem, że Chińczycy kupują dużo więcej złota niż w ostatnich kwartałach raportują.

Przerwa świąteczna na rynkach

W tym roku po raz pierwszy wolnym dniem jest Wigilia Bożego Narodzenia. Nadal jednak wiele państw, w tym USA, otwierają tego dnia notowania. W rezultacie, nawet jeżeli są to sesje skrócone, trzeba się nastawić, że na rynku może się dziać. Również drugi dzień świąt za oceanem jest teoretycznie dniem pracującym. Teoretycznie, gdyż kalendarz pokazuje, że będzie to bardzo popularny dzień urlopowy. Co z tego kalendarza wynika dla rynków walutowych? O ile Polska zamyka się już dzisiaj wieczorem, o tyle notowania złotego będą otwarte jeszcze dwa dni w tym tygodniu. W rezultacie poniedziałek może być ciekawym dniem na rynkach. Tym bardziej, że przy braku sporej części inwestorów i związanej z tym niższej płynności może dojść do sporych zmian, jeżeli wydarzy się coś ważnego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB,

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

TSUE: platforma ogłoszeniowa też odpowiada za dane osobowe w ogłoszeniach. Co to oznacza w praktyce dla operatorów serwisów?

0

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 2 grudnia 2025 r. w sprawie C-492/23 Russmedia Digital i Inform Media Press istotnie zmienia podejście do odpowiedzialności serwisów internetowych, które umożliwiają użytkownikom publikowanie ogłoszeń, reklam lub postów. TSUE potwierdził, że operator platformy – obok osoby zamieszczającej treść – może ponosić odpowiedzialność za przetwarzanie danych osobowych znajdujących się w ogłoszeniach, ponieważ w określonych sytuacjach sam jest administratorem danych (a praktycznie często także współodpowiedzialnym za przetwarzanie).

W konsekwencji operatorzy stron powinni jeszcze przed publikacją identyfikować treści zawierające dane wrażliwe i weryfikować, czy ogłoszeniodawca jest osobą, której dane dotyczą, albo czy dysponuje wyraźną zgodą tej osoby. Jeśli nie da się spełnić tych warunków – operator powinien uniemożliwić publikację.

Tło sprawy: ujawnienie danych bez zgody i późniejsze rozpowszechnianie treści w sieci

Sprawa dotyczyła ogłoszenia opublikowanego w rumuńskim serwisie ogłoszeniowym. Anonimowa osoba zamieściła informację sugerującą, że konkretna kobieta świadczy usługi seksualne. W ogłoszeniu znalazły się m.in. jej zdjęcia oraz numer telefonu, a całość została opublikowana bez jej zgody. Kobieta uznała treść za nieprawdziwą i krzywdzącą. Serwis – po zgłoszeniu – usunął ogłoszenie, jednak informacje zdążyły zostać skopiowane i powielone na innych stronach.

Kobieta dochodziła odszkodowania. Sąd pierwszej instancji przyznał jej 7 tys. euro, jednak sąd wyższej instancji uznał, że platforma nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ jest „jedynie” dostawcą usług hostingowych. W efekcie sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, który zwrócił się do TSUE o wykładnię prawa Unii Europejskiej.

Najważniejsza teza TSUE: operator platformy może być administratorem danych

TSUE wskazał, że operator platformy nie jest wyłącznie biernym „dostawcą usług”, skoro:

  • udostępnia narzędzia do publikacji,
  • organizuje sposób prezentacji ogłoszeń,
  • umożliwia ich publiczne udostępnienie w danej formie.

Nawet jeśli operator nie tworzy konkretnej treści ogłoszenia, to uczestniczy w określaniu celów i sposobów publikacji, a to może przesądzać o statusie administratora danych. W takim ujęciu zarówno operator, jak i ogłoszeniodawca muszą zapewnić zgodność z RODO i być w stanie wykazać legalność publikacji danych osobowych.

Dane wrażliwe: obowiązki „przed publikacją”

Wyrok kładzie nacisk na szczególną ostrożność przy danych szczególnych kategorii, czyli m.in. danych dotyczących zdrowia, seksualności/orientacji seksualnej, poglądów czy innych informacji objętych podwyższoną ochroną.

W praktyce TSUE wskazuje kierunek interpretacji przepisów tak, aby operatorzy wdrażali środki pozwalające:

  1. Zidentyfikować przed publikacją ogłoszenia, które zawierają dane wrażliwe.
  2. Zweryfikować tożsamość ogłoszeniodawcy – w szczególności ustalić, czy jest osobą, której dane znajdują się w ogłoszeniu. Z tego wynika postulat, że reklamodawca nie powinien pozostawać anonimowy w scenariuszach podwyższonego ryzyka.
  3. Jeśli dane dotyczą innej osoby – wymagać od publikującego wykazania, że ma wyraźną zgodę osoby, której dane dotyczą (albo inną podstawę legalizującą przetwarzanie danych wrażliwych).
  4. Jeśli warunki legalności nie są spełnione lub nie da się ich potwierdzić – operator powinien zablokować publikację.

To podejście ma zapobiegać sytuacjom, w których wrażliwe dane są ujawniane bez wiedzy i zgody osoby, której dotyczą – a szkoda powstaje zanim zadziałają mechanizmy „po fakcie”.

Koniec wygodnej wymówki: „to tylko hosting”

Jednym z praktycznych wniosków z wyroku jest ograniczenie możliwości zasłaniania się argumentem: „nie odpowiadamy, bo treści publikuje użytkownik”. Jeśli operator realnie umożliwia publikację i dostarcza narzędzia, a przez to wpływa na sposób udostępniania danych, to w obszarze RODO może mieć własne obowiązki wynikające ze statusu administratora.

Innymi słowy: w niektórych scenariuszach platforma nie jest wyłącznie „pośrednikiem”, lecz podmiotem, od którego oczekuje się aktywnych działań organizacyjnych i technicznych w celu ochrony danych.

Obowiązek przeciwdziałania kopiowaniu i dalszemu nielegalnemu rozpowszechnianiu

TSUE odniósł się również do problemu powielania treści – gdy ujawnione dane wrażliwe „wyciekają” poza platformę i są kopiowane na inne strony. Z perspektywy praktyki oznacza to konieczność wdrożenia rozwiązań, które ograniczają możliwość niezgodnego z prawem kopiowania i dalszej publikacji (w zakresie, w jakim jest to racjonalnie możliwe do osiągnięcia przy użyciu odpowiednich środków).

„Cios w celeb bait”: znaczenie dla social mediów i reklamy

Wyrok ma znaczenie nie tylko dla klasycznych portali ogłoszeniowych, ale szerzej – dla serwisów, które umożliwiają publikowanie treści i reklam przez użytkowników. W kontekście zjawiska „celeb bait” (wykorzystywania wizerunku i danych znanych osób do fałszywych reklam) rośnie oczekiwanie, że platforma będzie potrafiła:

  • wyłapywać treści wysokiego ryzyka,
  • wymagać potwierdzenia uprawnień do wykorzystania danych/wizerunku,
  • blokować publikacje, gdy brak zgody lub innej podstawy prawnej.

Efekt ochronny dotyczy zarówno osób, których dane są bezprawnie wykorzystywane, jak i użytkowników narażanych na oszustwa (np. wyłudzenia danych, fałszywe inwestycje).

Co powinni zrobić operatorzy platform: praktyczna lista działań

W świetle wyroku warto rozważyć wdrożenie i udokumentowanie m.in.:

  • mechanizmów identyfikacji ogłoszeń z danymi wrażliwymi przed publikacją (reguły, flagowanie, moderacja),
  • weryfikacji ogłoszeniodawców w obszarach podwyższonego ryzyka (ograniczenie anonimowości),
  • wymagania wykazania zgody osoby, której dane dotyczą, gdy publikujący nie jest tą osobą,
  • domyślnego blokowania publikacji, gdy legalności nie da się potwierdzić,
  • środków ograniczających masowe kopiowanie treści (rozwiązania anty-scrapingowe, monitoring nadużyć),
  • zasady rozliczalności (udokumentowane procedury, ślady audytowe, przeglądy skuteczności środków).

Fundusz inwestycyjny SKion przejmuje większość udziałów w BMZ Group

Fundusz inwestycyjny SKion objął większościowy pakiet udziałów w BMZ Group, jednym z największych producentów systemów bateryjnych na świecie. Transakcja wspiera jednocześnie stabilne finansowanie dalszego rozwoju polskiego oddziału Grupy.  BMZ Poland w Gliwicach wchodzi w 2026 r. z mocnym portfelem zamówień oraz gotowością do dalszego rozwoju i kolejnych wdrożeń dla klientów w Polsce i za granicą.

SKion GmbH (SKion) zawarł umowę przejęcia kluczowych jednostek biznesowych BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH (BMZ Group) w ramach prowadzonych postępowań w tzw. trybie „samoadministracji” (niemiecki odpowiednik restrukturyzacji). Przejęcie jest elementem uporządkowania struktury właścicielskiej BMZ Group i ma na celu długoterminowe wzmocnienie jej działalności. Nowy większościowy udziałowiec zapowiada dalsze inwestycje w rozwój technologii, produkcji oraz utrzymanie ciągłości kluczowych projektów realizowanych przez BMZ.

Zakład w Gliwicach rozwija i produkuje systemy bateryjne dla elektromobilności komercyjnej, lekkich pojazdów elektrycznych, elektronarzędzi i sprzętu medycznego. Wejście SKion jako większościowego udziałowca otwiera nowy etap w rozwoju Grupy BMZ, a dla BMZ Poland oznacza możliwosć kontynuacji dynamicznego rozwoju.

Restrukturyzacja BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH

W październiku b.r. BMZ Germany GmbH złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości w trybie samoadministracji. Wniosek ten był wynikiem kryzysu płynnościowego oraz potrzeby restrukturyzacji, m.in. w związku z utratą kluczowego klienta w segmencie systemów magazynowania energii, a także wynikających z tego sporów prawnych i kosztów. W konsekwencji sytuacja negatywnie wpłynęła również na  BMZ Holding GmbH, który był zmuszony do złożenia wniosku o upadłość. Pozostałe spółki w ramach Grupy, w tym BMZ Poland, są operacyjnie stabilne i nie zostały objęte postępowaniem upadłościowym.

Koncepcja restrukturyzacji opracowana przez zarząd BMZ we współpracy z doradcami zakłada wydzielenie działalności operacyjnej BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH do nowej struktury. W nadchodzących miesiącach zarząd Grupy ma zamiar położyć szczególny nacisk na stabilizację relacji z klientami i dostawcami, a także na dalszy jej rozwój. Szybkie utworzenie nowej struktury zapewni również stabilność finansową organizacji.

Popyt na kluczowe produkty Grupy rośnie, a trend rynkowy sprzyjający wysokowydajnym systemom bateryjnym nadal się umacnia. BMZ Group posiada znaczący portfel zamówień na rynkach międzynarodowych.

Boom na AI wysysa pamięci z rynku. Smartfony w 2026 r. mogą wyraźnie podrożeć, a producenci tną prognozy sprzedaży

Rosnące zapotrzebowanie centrów danych na układy pamięci zaczyna coraz mocniej uderzać w rynek elektroniki konsumenckiej. W 2026 roku kupujący smartfony mogą zapłacić zauważalnie więcej, a część producentów będzie zmuszona wybierać między podwyżkami cen a zubożeniem specyfikacji tańszych modeli.

Dlaczego pamięci brakuje właśnie teraz?

Kluczowy mechanizm jest prosty: wytwórcy pamięci przekierowują moce produkcyjne w stronę bardziej marżowych układów dla serwerów AI (m.in. HBM), co ogranicza dostępność „klasycznych” DRAM i NAND, wykorzystywanych masowo w smartfonach i laptopach. Napięcie obejmuje szerokie spektrum pamięci (od flash do rozwiązań serwerowych), a nowe moce dla „zwykłych” produktów konsumenckich nie pojawią się szybko – część inwestycji realnie materializuje się dopiero w horyzoncie 2027–2028.

Counterpoint: spadek wysyłek i presja na ceny

Według danych przytaczanych w analizach branżowych, Counterpoint prognozuje, że globalne dostawy smartfonów w 2026 r. spadną o 2,1% – w dużej mierze przez wzrost kosztów komponentów związany z niedoborem pamięci. Najbardziej wrażliwy ma być segment urządzeń poniżej 200 dolarów, gdzie koszty „koszyka części” wzrosły od początku 2025 r. o ok. 20–30%.

W szerszych materiałach Counterpoint wskazuje też, że ceny pamięci mogą wzrosnąć jeszcze o ok. 40% do II kwartału 2026 r., podbijając koszty wytworzenia smartfonów o ok. 8–15% ponad obecne poziomy, a średnie ceny sprzedaży urządzeń mogą w 2026 r. wzrosnąć o ok. 6,9% rok do roku.

Xiaomi już sygnalizuje podwyżki

Pierwsze zapowiedzi podwyżek pojawiają się u producentów z Chin. W wypowiedziach przedstawicieli Xiaomi podkreślano, że presja kosztowa pamięci będzie w 2026 r. większa niż w 2025 r., a same podwyżki cen detalicznych mogą nie wystarczyć, by w pełni zneutralizować rosnące koszty.

Równolegle TrendForce opisywał, że Xiaomi 17 Ultra (premiera 25 grudnia) ma wejść na rynek z „znaczącym” wzrostem ceny względem poprzednika, a część analiz wskazuje poziom startowy 6 999 juanów lub więcej (wobec 6 499 juanów w poprzedniej generacji).

Producenci mogą ciąć specyfikacje – szczególnie w tańszych modelach

Przy ograniczonej dostępności pamięci część marek może pójść drogą „odchudzania” konfiguracji. TrendForce wskazuje, że rosnące ceny pamięci wymuszają na producentach smartfonów i notebooków zarówno podnoszenie cen, jak i redukcję specyfikacji, a presja kosztowa ma się utrzymać także na początku 2026 r.

W praktyce może to oznaczać m.in. wolniejsze tempo podbijania RAM w popularnych modelach, a w skrajnym scenariuszu nawet powrót najtańszych konstrukcji do bazowych konfiguracji, jeśli presja cenowa się utrzyma.

Apple i Samsung w relatywnie lepszej pozycji

W ocenach rynkowych Apple i Samsung mają być najlepiej przygotowane do przetrwania najbliższych kwartałów, m.in. dzięki skali, zasobom finansowym i sile negocjacyjnej w łańcuchu dostaw.

Efekt domina: drożeją też PC i konsole

Napięcie na rynku pamięci nie dotyczy wyłącznie smartfonów. TrendForce informował, że Dell ma podnosić ceny komputerów nawet o 15–20%, a Lenovo sygnalizuje zmiany cenników od początku 2026 r. (m.in. z powodu nasilającego się niedoboru pamięci i szybkiej integracji funkcji AI). Wskazywano też rosnącą presję kosztową po stronie producentów konsol do gier, gdzie pamięci DRAM są kluczowym komponentem, a podwyżki mogą dodatkowo osłabić popyt już obciążony wcześniejszymi wzrostami cen.

Jak długo to potrwa?

Z perspektywy konsumentów najważniejsze pytanie brzmi: kiedy wróci równowaga podaży i popytu. Część prognoz branżowych zakłada utrzymanie niedoboru pamięci nawet do końcówki 2027 r., a nowa podaż „odczuwalna” dla elektroniki konsumenckiej może pojawić się dopiero wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji produkcyjnych.

Na tym tle IDC prognozuje spadek globalnej sprzedaży smartfonów w 2026 r. o 0,9% i wzrost średniej ceny sprzedaży do ok. 465 dolarów, co pokazuje, że nawet przy niższym wolumenie rynek może „rosnąć” wartościowo dzięki wyższym cenom.

BYD przyspiesza w Europie, Tesla traci. Najnowsze dane pokazują zmianę układu sił na rynku aut elektrycznych

Europejski rynek samochodów elektrycznych wszedł w końcówkę roku w wyraźnie lepszej formie. Z opublikowanych właśnie danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika, że sprzedaż aut w pełni elektrycznych (BEV) w listopadzie wzrosła rok do roku o 44%. Impuls miały dać m.in. nowe zachęty na kluczowych rynkach – zwłaszcza we Francji i we Włoszech – oraz coraz szersza dostępność modeli zarówno od producentów europejskich, jak i chińskich.

W tym otoczeniu szczególnie mocno wyróżnił się chiński BYD. W listopadzie 2025 r. firma zarejestrowała w Europie 21 133 pojazdy, co oznacza wzrost o 221,8% w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku (wtedy było to ok. 4,8 tys. sztuk). Jednocześnie Tesla, choć nadal sprzedała w listopadzie więcej niż BYD, odnotowała spadek: rejestracje zmniejszyły się o 11,8% do 22 801 aut.

Dane dotyczą rozszerzonego rynku europejskiego obejmującego Unię Europejską, Wielką Brytanię oraz państwa EFTA: Islandię, Liechtenstein, Norwegię i Szwajcarię. To istotne, bo zmienność popytu – w tym wpływ ulg podatkowych – bywa w tej grupie krajów szczególnie widoczna.

Listopadowy skok BYD był zauważalny zwłaszcza na największych rynkach. W Niemczech producent zarejestrował 4 026 pojazdów, co oznacza wzrost o 834% rok do roku i pozwoliło mu wyprzedzić Teslę w miesięcznej sprzedaży. W Hiszpanii rejestracje BYD również mocno wzrosły – firma potroiła wynik do 2 934 aut.

Tesla zanotowała natomiast spadki na większości kluczowych rynków Europy. We Francji rejestracje firmy obniżyły się o 58% do poziomu nieco poniżej 1 600 pojazdów, a w Szwecji spadły o 59% do 588 sztuk. W Niemczech Tesla sprzedała o 20% mniej niż rok wcześniej, a w Holandii spadek sięgnął 43,5%. Jasnym punktem pozostała Norwegia, gdzie popyt miał wesprzeć zestaw przejściowych zmian w zachętach podatkowych.

Z perspektywy całego roku Tesla wciąż utrzymuje przewagę wolumenową, ale tempo zmian jest coraz bardziej wymowne. Między styczniem a listopadem BYD sprzedał w Europie 159 869 pojazdów, podczas gdy Tesla 203 382. Różnica w dynamice jest jednak bardzo duża: BYD zwiększył sprzedaż o 276% rok do roku, a Tesla zaliczyła 28% spadek.

Szerszy trend widać również w wynikach całej grupy chińskich producentów. Według danych rynkowych ich łączny udział w europejskim rynku samochodów osobowych we wrześniu sięgnął rekordowych 7,4% – ponad dwukrotnie więcej niż 3,6% rok wcześniej. Wszystko to pokazuje, że konkurencja w segmencie aut elektrycznych w Europie szybko się zaostrza, a przewagi wypracowane w poprzednich latach nie są już tak trwałe jak dawniej.

Jen słabnie mimo podwyżki stóp BoJ. Tokio ostrzega: możliwa interwencja walutowa

Sytuacja na japońskim rynku walutowym ponownie znalazła się w centrum uwagi po wyraźnym osłabieniu jena, które nastąpiło mimo podwyżki stóp procentowych w piątek przez BoJ. Minister finansów Japonii – Satsuki Katayama – w wywiadzie dla Bloomberg podkreśliła, że władze mają pełną swobodę do podejmowania zdecydowanych działań wobec ruchów kursowych, które nie są uzasadnione fundamentami gospodarczymi i mają charakter spekulacyjny. Jej wypowiedź została odebrana jako jak dotąd najsilniejszy sygnał ostrzegawczy wobec rynków, zwłaszcza że jen osłabił się pomimo zacieśnienia polityki pieniężnej.

Katayama zasugerowała możliwość bezpośredniej interwencji walutowej, powołując się na wspólne stanowisko ministrów finansów Japonii i Stanów Zjednoczonych, które dopuszcza takie działania w okresach nadmiernej zmienności. Reakcja rynku była natychmiastowa – jen umocnił się poniżej poziomu 157 JPY za dolara, schodząc w okolice 156. Wcześniejsze osłabienie waluty nastąpiło po komunikacie Banku Japonii, który – mimo podwyżki stóp – został odebrany jako zbyt mało jastrzębi, szczególnie w interpretacji wypowiedzi prezesa Kazuo Ueda. W efekcie jen pozostaje najsłabszą walutą w grupie G-10 wobec dolara w 2025 roku, a Japonia tylko w ubiegłym roku wydała około 100 mld USD na jego obronę.

Równolegle rząd premier Sanae Takaichi prowadzi wyraźnie ekspansywną politykę fiskalną. Przyjęto dodatkowy budżet w wysokości 18.3 bln JPY, największy od czasu pandemii, a planowany budżet roczny może sięgnąć nawet 120 bln JPY, co stanowiłoby historyczny rekord. Zdaniem Katayamy pogorszenie stanu finansów publicznych będzie przejściowe, ponieważ w perspektywie jednego do dwóch lat wzrosną zarówno inwestycje, jak i wpływy podatkowe. Jednocześnie rząd przyspiesza wzrost wydatków obronnych do poziomu 2% PKB, co przy słabym jenie oznacza wyższe koszty importu uzbrojenia.

Narastają jednak także istotne ryzyka. Rentowności japońskich obligacji rosną, a dochodowość papierów dziesięcioletnich sięga około 2.1%, najwyżej od 27 lat, co zwiększa koszty obsługi długu w najbardziej zadłużonej gospodarce rozwiniętej świata. Popyt krajowych inwestorów na dług o dłuższym terminie zapadalności osłabł, choć wyższe rentowności przyciągają coraz większe zainteresowanie inwestorów zagranicznych.

Całość tych zjawisk pokazuje, że Tokio jednocześnie wysyła rynkom jasny sygnał gotowości do interwencji walutowej w przypadku nadmiernej zmienności oraz świadomie stawia na wzrost gospodarczy napędzany wydatkami fiskalnymi. Oznacza to akceptację krótkoterminowego pogorszenia wskaźników fiskalnych w zamian za ożywienie gospodarki, przy rosnącym napięciu pomiędzy stabilnością waluty, kosztami długu publicznego i ambitną polityką wydatkową państwa.

2025 r. był bardzo kiepski dla dolara. W 2026 r. może być jeszcze gorzej

Dolar był słaby wobec wielu walut w 2025 r. Wśród walut, które w Europie najbardziej zyskały do dolara jest złoty. Jest to także węgierski forint, są to również waluty skandynawskie. Euro też ma się całkiem nieźle.

– Patrząc od początku 2025 r. bardzo możliwe, że będzie to najgorszy rok w historii amerykańskiego dolara, a może być jeszcze gorzej, bo jest szansa, że aktualne trendy zostaną przedłużone, ale 2026 r. nie będzie już tak burzliwy dla tej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Bardzo ważne jest czy będą obniżać się różnice pomiędzy stopami procentowymi w USA i w innych krajach, ponieważ Fed będzie stopy obniżać.

Niepewność na rynkach walutowych jest duża. Choć Fed podjął decyzję o obniżce stóp procentowych, to nadal ważą się losy kontynuacji cyklu łagodzenia polityki pieniężnej w przyszłym roku. Jeśli dane nie okażą się tak złe, jak przedstawiał to na konferencji J. Powell, dolar może odrobić część niedawno zanotowanych strat. Co więcej, gospodarka europejska wysyła negatywne sygnały, co mogłoby doprowadzić do większej korekty na EURUSD, jeśli dane amerykańskie pokazałyby się od lepszej strony.

Choć dane NFP (raport Establishment Survey) w końcu zostaną opublikowane, to ich składowa jaką jest stopa bezrobocia (wynikająca z badania gospodarstw domowych) za październik nie będzie znana. Z tego względu listopadowy odczyt stopy bezrobocia nie będzie miał punktu odniesienia, co utrudni pełną ocenę sytuacji na rynku pracy. Niektóre prognozy wskazują na utrzymanie się stopy na poziomie 4,4%, natomiast sam Bloomberg Economics oraz konsensus Bloomberga mówi o odbiciu do 4,5%. Niekompletne dane z USA przyczyniają się do dużej zmienności dolara.

– Wiele zależeć będzie od tego, kto zostanie nowym szefem Fed i czy będzie uznawany za eksperta, czy jedynie za głos D.Trumpa, który chce obniżek stóp procentowych – komentuje ekspert XTB. – Jeżeli będzie to ten drugi wariant, to rynki finansowe będą odchodzić od amerykańskich obligacji i od dolara, co przyczyni się do jego dalszego osłabienia. To jednocześnie sprzyjałoby wzrostowi cen złota.

Analizując parę EURUSD, należy również wziąć pod uwagę presję wynikającą ze słabości euro. Wstępne wskaźniki PMI ze strefy euro są niepokojące: podczas gdy Francja odnotowała powrót do ekspansji w sektorze przemysłowym, sektor usług niemal osunął się w recesję. Co ważniejsze, w Niemczech obserwujemy powrót głębokiej słabości sektora przemysłowego, co w największym stopniu negatywnie rzutuje na perspektywy całej gospodarki europejskiej. EURUSD po danych oscyluje blisko poziomu 1,1750, który i tak okazał się najwyższym od września.

Z racji słabego dolara para USDPLN zameldowała się przed świętami na poziomie 3,60. Z drugiej strony, jeśli dane listopadowe z USA pokazałyby się dzisiaj od dobrej strony, będzie szansa na powrót pary do tego ważnego poziomu. Natomiast para EURUSD znajduje się na poziomach 1,18.

– Europa w 2026 r. będzie kusić inwestorów, a skutkiem będzie zwiększone zapotrzebowanie na europejską walutę. Inwestorzy będą też szukać możliwości dywersyfikacji kierując się na rynki walutowe Japonii i Chin – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Możliwe, że na parze EURUSD przetestowany zostanie poziom 1,20, a może nawet jeszcze wyższy.

5,85 zł za litr i dalej w dół? Co dalej z cenami benzyny

0

Ceny benzyny tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na stałe zameldowały się poniżej 6 zł za litr i najprawdopodobniej powinny pozostać na tych poziomach na dłużej. Jest też szansa, że ceny będą kontynuować spadki w końcówce samego roku. Z drugiej strony patrząc na warunki rynkowe wydaje się, że na polskich stacjach powinno być znacznie taniej. Czy jedna na pewno?

Baryłką ropy naftowej kosztuje obecnie w przeliczeniu na naszą walutę ok. 220 zł. Na początku tego roku było to niemal 340 zł za baryłkę w szczytowym momencie, co oznacza, że cena spadła o ok. 1/3. Z kolei średni poziom ceny benzyny w Polsce, pokazywany w statystykach Komisji Europejskiej, tuż przed świątecznym tygodniem to 5,85 zł. Należy jednak pamiętać, że jest to średnia z całego kraju, a ceny między miastami mogą się różnić. Dodatkowo ceny na trasach szybkiego ruchu czy przy granicach państwa są zazwyczaj wyższe. Średnia cena z początku roku to w szczytowym momencie 6,40 zł. Ceny w święta 2024 roku były nieco niższe przed styczniową zwyżką cenową. Jasno można stwierdzić, że w tym momencie jest taniej niż przed rokiem oraz taniej niż na początku tego roku, ale skala obniżki ceny ropy jest znacznie większa niż ceny benzyny. Co więcej, obecny poziom ceny baryłki jest podobny jak na początku 2021 roku, natomiast wtedy cena 1 litra benzyny 95 oscylowała bliżej 4,75! Obecnie płacimy ponad 1 zł więcej na litrze benzyny niż miało to miejsce przed 5 latami. Czy jest to uzasadnione?

Bardzo mocny wzrost cen ropy naftowej przez cały 2021 i początek 2022 roku przez rozpoczęcie pełnoskalowej wojny na Ukrainie przez Rosję doprowadziło do skokowego wzrostu cen benzyny. Wtedy ostatecznie wzrosty cen benzyny były ograniczone, aby nie doprowadzić do destrukcji popytu. Rząd wprowadził również tarcze antyinflacyjne, które zmniejszyły opodatkowanie benzyny. Marże rafineryjne i tak wyraźnie wzrosły i historycznie pozostają na bardzo wysokich poziomach. Sytuacja ta utrzymała się nawet po tym, jak ceny benzyny nie wzrosły po powrocie normalnej stawki VAT od 1 stycznia 2023 roku. Warto jednak pamiętać, że przed 2020 rokiem marże rafineryjne zazwyczaj oscylowały bliżej zera, a nie kilku czy kilkunastu dolarów na jednej baryłce. Wobec tego wysokie marże to jeden z powodów znacznie wyższych cen niż przed 5 latami. Kolejne czynniki to wzrost kosztów, przede wszystkim pracy, czy również „parapodatków” w postaci opłaty paliwowej. Przy obecnych niższych cenach ropy naftowej rośnie udział czynników pozasurowcowych w ostatecznej cenie paliwa.

Rafinerie i stacje zdecydowanie wolniej obniżają ceny detalicznej niż spada cena hurtowa, co jest związane z chęcią utrzymania marż oraz niepewności tego, co może przynieść najbliższa przyszłość. Niemniej przy obecnych warunkach, jeśli nie dojdzie do rozpoczęcia mocniejszych działań przeciwko Wenezueli ze strony USA, czy również Trump nie zdecyduje się na nałożenie nowych sankcji na Rosję, ceny ropy, jak i ceny benzyny powinny kontynuować spadki. Z drugiej strony początek przyszłego roku i tym samym podnoszenie różnego rodzaju kosztów w tym m.in. płacy minimalnej może doprowadzić do tego, że ceny benzyny ponownie będą reagować wolniej lub mogą nawet wzrosnąć.

Praca w 2026 roku. Wszyscy będziemy uczyć się AI

Era ciekawostek AI w środowisku pracy dobiega końca. W 2025 roku byliśmy świadkami, jak sztuczna inteligencja wchodzi do biur i hal produkcyjnych, wymuszając na nas ekspresową lekcję cyfrowej ewolucji. Jednak rok 2026 zapowiada jeszcze odważniejszy zwrot. Po fali fascynacji generowaniem tekstów i obrazów, rynek pracy dojrzewa do rozwiązań o znacznie wyższej wadze gatunkowej.

Choć nasycenie AI w firmach w Polsce jest jeszcze dość niskie, coraz więcej organizacji zaczyna widzieć w niej element szerszej strategii biznesowej, a nie tylko ciekawe narzędzie generujące treści i oszczędzające czas. Firmy zaczynają pytać „jakie procesy AI może przejąć?”. Przed nami rok, w którym LLM-y stają się jedynie wstępem do budowania znacznie bardziej zaawansowanych, zintegrowanych ekosystemów dla biznesu.

Wzrost znaczenia agentów AI

Obok ogólnodostępnych programów, obserwujemy wdrażanie rozwiązań AI do specjalistycznych programów i maszyn używanych w konkretnych profesjach. Programy te siłą rzeczy są trudniej dostępne i mniej znane, obwarowane abonamentami dla firm i zaporami bezpieczeństwa danych. Trendem staje się tworzenie agentów AI, ułatwiających obsługę, a przede wszystkim pobieranie i łączenie informacji z różnych źródeł. Agent AI, odpowiednio wytrenowany, może być cennym asystentem w pracy, pokazując przy tym prawdziwe możliwości sztucznej inteligencji w zakresie automatyzacji, analizy danych i wykrywania błędów. Agenci AI, przypisani do konkretnych systemów i programów informatycznych używanych w firmach, wprowadzą nową jakość zarządzania danymi. Ma to znaczenie wszędzie tam, gdzie spotykają się dane pochodzące z różnych źródeł i systemów. Takim miejscem jest np. HR, gdzie kumulują się dane statystyczne pracowników, dane dotyczące stanowisk pracy, wynagrodzeń, harmonogramów pracy i absencji itd. Dlatego HR i IT będą polegać na sobie nawzajem w silniejszym stopniu, a podobnie będzie się działo w wielu innych sektorach – np. w medycynie, naukach ścisłych, handlu, usługach.

AI – kompetencja przyszłości

Żeby w pełni korzystać z możliwości AI, należy umieć obsługiwać tę technologię. Umiejętność pracy ze sztuczną inteligencją będzie coraz bardziej potrzebna w wielu branżach i na różnych poziomach. Podobnie jak przed laty uczyliśmy się obsługiwać wyszukiwarki internetowe, media społecznościowe i pakiety programów biurowych, teraz, aby nie pozostać w tyle, będziemy nabywać biegłości w obsłudze AI. Od tego zależy nasza osobista zawodowa przyszłość i losy całych gospodarek narodowych. Firmy staną przed wyzwaniem:

– Praca człowieka z agentem AI będzie kluczowa dla realizacji działań z pogranicza IT i innych działów. Możemy przyjąć, że to nowy etap „obsługi komputera”, wymogu dawniej umieszczanego w ogłoszeniach o pracę. Dziś to wymóg na tyle oczywisty, że się go pomija. Umiejętność pracy z agentami AI jako bardziej zaawansowanym poziomem obsługi sztucznej inteligencji, już wkrótce może być wymogiem na wielu stanowiskach. Biorąc pod uwagę, że takich specjalistów obecnie jest niewielu na rynku, wiele firm będzie decydować się na wyszkolenie ich we własnym zakresie – mówi Marcin Mika, dyrektor ds. świadczenia usług w ADP Polska.

Jakie zmiany przyniesie rynkowi mieszkaniowemu 2026? Deweloperzy odpowiadają

0

Jakie trendy będą kształtowały polski rynek mieszkaniowy w 2026 roku? W jakim kierunku będzie ewoluował sektor? Z jakimi wyzwaniami będzie mierzyć się branża? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

W najbliższych miesiącach rynek mieszkaniowy będzie cechować się dużym wolumenem oferty, a w efekcie sytuacja na nim pozostanie stabilna. Z czasem jednak oferta będzie się kurczyć, gdyż deweloperzy znacznie zmniejszają dynamikę nowej produkcji. Popyt stymulować będą kluczowe czynniki z otoczenia makroekonomicznego, takie jak ogólnie dobra sytuacja w polskiej gospodarce i poziom wynagrodzeń, niska inflacja, a w związku z tym coraz atrakcyjniejsze warunki finansowania zakupu po obniżkach stóp. Ten cykl prawdopodobnie się nie skończył, więc spodziewamy się jeszcze polepszenia tego parametru. Również popyt, odkładany z powodu wysokich stóp lub w oczekiwaniu na program wsparcia nabywców, wpłynie pozytywnie na kontraktację, której zwiększenia spodziewamy się w 2026 roku.

W naszym przypadku będzie to skorelowane z zakończeniem wielu budów i dostępnością mieszkań gotowych, chętniej kupowanych teraz przez klientów. Wprowadzane na rynek projekty będą oferowane po zbliżonych lub coraz wyższych cenach, na co wpływ będą mieć koszty ich wytworzenia, długie procedowanie pozwoleń, wysokie ceny gruntów, a także regulacje i nowe wymogi techniczno-ekologiczne, oddziałujące na działalność deweloperów.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W 2026 roku spodziewamy się wzrostu sprzedaży na rynku mieszkaniowym na poziomie 5-15 procent, czemu sprzyjać będą, nie tylko niższe koszty finansowania, lecz także rosnący poziom wynagrodzeń oraz korzystne prognozy gospodarcze.

Posiadamy silne zaplecze kapitałowe oraz zdywersyfikowany bank gruntów w największych miastach, wynoszący ponad 15 tys. lokali, co pozwoli nam zachować elastyczność w dopasowywaniu podaży do struktury popytu.

Przewiduję także umiarkowany wzrost cen mieszkań – średnio o 1-2 proc. powyżej inflacji, przy czym tempo może przyspieszyć w momencie, gdy relacja popytu do podaży zacznie się wyrównywać.

Rynek pozostaje mocno rozdrobniony, dlatego branża będzie przechodzić dalszą konsolidację. Uczestniczymy w tym procesie, nie tylko poprzez akwizycje, ale też partnerstwa inwestycyjne, które wspierają nasz rozwój organiczny.

Wyzwaniami dla branży pozostaną m.in. ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów w największych miastach oraz długotrwałe procedury administracyjne.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W 2026 roku spodziewamy się rynku bardziej zrównoważonego niż w ostatnich latach, ale niepozbawionego wyzwań. Normalizacja warunków kredytowych i większa dostępność finansowania powinny sprzyjać popytowi na mieszkania „na własne potrzeby”, natomiast wejście w życie zmian podatkowych ograniczy część zakupów inwestycyjnych. To będzie przesuwało strukturę popytu i wymuszało bardziej selektywne podejście do projektowania oferty.

Wyzwania na najbliższy rok to przede wszystkim koszty realizacji inwestycji, procesy administracyjne oraz konkurencja o klientów w miastach takich jak Katowice, gdzie wybór mieszkań jest bardzo duży, a proces decyzyjny po stronie nabywców coraz dłuższy. Jednocześnie rynek nieuchronnie ewoluuje. Widzimy rosnące znaczenie funkcjonalności, efektywnego metrażu, dostępu do transportu oraz jakości przestrzeni wspólnych. Ten kierunek będzie się umacniał.

Przed nami raczej stopniowa przebudowa niż gwałtowna rewolucja. Bardziej świadomy klient, większe rozwarstwienie segmentów rynku, rosnący udział najmu instytucjonalnego i większa różnorodność projektów. W rezultacie deweloperzy będą musieli jeszcze precyzyjniej dopasowywać ofertę do lokalnych uwarunkowań i potrzeb różnych grup nabywców i właśnie w tym kierunku widzimy główny nurt zmian, który będzie kształtował rynek w najbliższych latach.

Edyta Kołodziej, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Dla rynku mieszkań w Polsce kluczowe będą są trzy siły – polityka pieniężna, dynamika popytu kredytowego oraz kondycja gospodarki krajowej. Każdy z tych czynników działa w tym roku na korzyść powrotu popytu i stabilizacji cen, choć ryzyka nie znikają.

Tegoroczna seria obniżek stóp procentowych zmieniła matematykę rat kredytowych i bezpośrednio przyczyniła się do wzrostu zdolności kredytowej nabywców mieszkań oraz większej aktywności kredytowej. W grudniu BIK odnotował także rekordowy miesięczny poziom kwoty udzielonego finansowania. Wskaźniki pokazują wzrosty, co może przełożyć się na wysoką sprzedaż mieszkań w roku 2026.

Duży wpływ na sektor w 2026 roku będzie miała też zmiana zasad liczenia scoringu przez BIK. Nowy model, który ma być wdrażany na początku przyszłego roku, zakłada m.in. że dane z wniosków kredytowych, które zakończyły się odmową nie będą brane pod uwagę przy ocenie zdolności kredytowej, co może stać się katalizatorem dodatkowego popytu na rynku mieszkaniowym.

Napływ popytu wspierać będzie też dobra kondycja gospodarcza Polski. Silny wskaźnik PKB w 2026 roku oznacza mocniejsze fundamenty konsumpcji, wzrost inwestycji, a także większe wykorzystanie środków unijnych.

W 2026 roku przewiduję wzrost cen mieszkań, ale co istotne, wzrost umiarkowany i stabilny, nie przypominający boomu z lat przesadnej ekspansji kredytowej. Biorąc pod uwagę siłę popytu, luzowanie stóp i niską inflację, spodziewam się podwyżki cen rzędu kilku procent rocznie na większości rynków lokalnych.

W 2026 rynek mieszkaniowy czeka, nie rewolucja, ale przyspieszona ewolucja. Sektor najmu instytucjonalnego nabierze jeszcze większego znaczenia. Wróci popyt na mieszkania o mniejszych metrażach w odpowiedzi na ograniczoną zdolność części kupujących. Ponadto, wzrastać będzie premia za energooszczędność i rozwiązania ESG. Widoczne jest, że kupujący i najemcy zaczynają liczyć koszty eksploatacji.

Jednocześnie branża stoi przed wyzwaniami związanymi z trybem i kosztami wydawania pozwoleń na budowę, zachowaniem marż deweloperskich oraz ryzykiem odwrócenia się trendu obniżki stóp procentowych z uwagi na inflację, co natychmiast ostudzi popyt.

Podsumowując, 2026 będzie rokiem powrotu popytu, konsolidacji rynku i umiarkowanego wzrostu cen. To moment, kiedy dojrzałe strategie (elastyczność produktu, kontrola kosztów, uwzględnienie ESG) będą premiowane.

Andrzej Gutowski, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Rok 2026 będzie dla rynku mieszkaniowego przede wszystkim okresem stabilizacji. Widzimy wyraźnie, że sektor funkcjonuje dziś na powolnej wyprzedaży zgromadzonej podaży z poprzedniego roku, a deweloperzy z dużą ostrożnością podchodzą do uruchamiania nowych projektów. Ożywienie, które obserwujemy, jest raczej umiarkowane i w najbliższych dwóch/trzech kwartałach nie spodziewamy się gwałtownego przyspieszenia. Tempo sprzedaży powinno pozostać zbliżone do wyników z czwartego kwartału 2025 roku.

Ceny mieszkań również pozostaną względnie stabilne. Wzrosty będą, ale nie powinny przekroczyć 4-5 proc. rocznie. W praktyce oznacza to poziom około 2-3 proc. powyżej inflacji, w zależności od jej faktycznego przebiegu.

Wyzwania stojące przed branżą pozostają niezmienne. Wciąż kluczowym aspektem jest tempo uzyskiwania decyzji administracyjnych, przede wszystkim pozwoleń na budowę, a także ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów. Dodatkową niewiadomą pozostaje tzw. ustawa schronowa. Na ten moment trudno przewidzieć jej realny wpływ na proces inwestycyjny.

Rynek czeka pewna transformacja, choć nie będzie ona skokowa. Coraz bardziej widoczna staje się rosnąca rola najmu instytucjonalnego (PRS). Ten segment rozwija się systematycznie i wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku jego znaczenie będzie nadal rosło. Sam rynek pozostanie przy tym konkurencyjny. Duża liczba aktywnych firm będzie wymuszała coraz ostrzejsze warunki działania, zarówno pod względem jakości produktów, jak i elastyczności ofert czy efektywności operacyjnej.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

Rok 2026 będzie okresem umiarkowanego, ale wyraźnego ożywienia na rynku mieszkaniowym. Prognozy wskazują, że po stabilizacji obserwowanej w 2025 roku możemy spodziewać się przyspieszenia dynamiki cen, z przewidywanym wzrostem na poziomie około 5 proc. r/r. Jest to konsekwencja, zarówno poprawy dostępności finansowania, w tym przewidywanego obniżenia stóp procentowych, jak i wciąż ograniczonej podaży nowych mieszkań, wynikającej z wysokich kosztów realizacji projektów deweloperskich.

W 2026 roku branża stanie jednak przed szeregiem istotnych wyzwań strukturalnych. Najpoważniejszym z nich pozostaje presja kosztowa: rosnące ceny materiałów, robocizny oraz zaostrzające się normy środowiskowe podnoszą koszty budowy i mogą zniechęcać część deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji. Coraz bardziej odczuwalne stają się bariery regulacyjne, w tym czasochłonne procedury administracyjne, które spowalniają przyrost podaży mieszkań. Rynek może również podlegać rosnącej segmentacji. Największe ośrodki miejskie będą wciąż przyciągały popyt, natomiast mniejsze miasta i regiony o słabszej dynamice gospodarczej mogą doświadczać stagnacji.

Jednocześnie rynek mieszkaniowy znajduje się u progu głębokiej transformacji, która zmieni strukturę popytu i modele korzystania z nieruchomości. Coraz większą rolę odgrywa segment najmu instytucjonalnego (PRS), odpowiadający na potrzeby młodych, mobilnych osób, które preferują elastyczność zamiast długoterminowego kredytu. Rośnie też znaczenie jakości – lokalizacji, standardu, efektywności energetycznej oraz zgodności z zasadami ESG. To właśnie te elementy będą decydowały o wartości mieszkań i odporności inwestycji na wahania koniunktury.

W rezultacie w najbliższych latach nie czeka nas jednolity trend, lecz równoległe modele funkcjonowania rynku zależne od regionu, standardu i formy użytkowania nieruchomości. To fundamentalna zmiana, która będzie kształtować sektor mieszkaniowy w Polsce aż po koniec dekady.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Cytując klasyka „przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przyszłość” a rzeczywistość, w której obecnie żyjemy lubi zaskakiwać nas w każdej sferze życia.

W mojej ocenie rynek nieruchomości we Wrocławiu wszedł w fazę stabilizacji, niemniej jednak da się zauważyć pewne trendy, które pozwalają na prognozowanie kierunków, w których będzie się rozwijał.

Szczególną uwagę zwróciłbym na rosnący udział projektów PRS i mieszkań przeznaczonych na wynajem, wzrost znaczenia rozwiązań proekologicznych i energooszczędnych, coraz mniejszą dostępność gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach oraz spadające stopy procentowe, a co za tym idzie niższe koszty kredytów hipotecznych. Powyższe czynniki będą miały charakter bilansujący, co oznacza, że możliwe, niewielkie podwyżki cen mieszkań będą mniej odczuwalne z uwagi na niższe raty kredytów hipotecznych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przewidujemy, że rok 2026 będzie początkiem ożywienia na rynku nowych mieszkań w związku z ostatnimi i planowanymi obniżkami stóp procentowych.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Rynek mieszkaniowy jest dość stabilny od wielu lat. Głównym wyzwaniem jest znalezienie gruntów w dobrych lokalizacjach. Jeśli chodzi o transformację sektora, podobnie jak w większości państw europejskich, obserwować będziemy rosnącą liczbę osób wynajmujących mieszkania, m.in. w ramach najmu instytucjonalnego, czyli w tzw. PRS-ach. Wierzymy, że ten trend będzie się wzmacniał.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Po okresie stabilizacji cenowej i samoregulacji rynku pierwotnego, polski sektor nieruchomości wkracza w 2026 rok, prezentując scenariusz umiarkowanego, ale trwałego wzrostu. Oczekujemy, że dynamika wzrostu cen mieszkań, uwolniona od silnych bodźców zewnętrznych w postaci masowych programów wsparcia wyniesie od 3 proc. do 5 proc. rocznie, z potencjalnie wyższą dynamiką w wybranych aglomeracjach o najsilniejszym fundamentalnie popycie, takich jak Warszawa czy Trójmiasto.

Wzrost popytu w 2026 roku będzie miał charakter solidnie rynkowy, oparty na istotnej poprawie zdolności kredytowej Polaków. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych, utrzymująca się niska inflacja i sprzyjające warunki makroekonomiczne utrwalą percepcję obecnych warunków finansowania jako trwałych trendów, a nie tymczasowych korekt. Taka stabilizacja ekonomiczna podnosi poziom bezpieczeństwa decyzji zakupowych, stymulując transakcje mieszkaniowe w sposób fundamentalny.

Niemniej jednak, branża deweloperska musi przygotować się na kluczowe wyzwania. Główną barierą pozostaną rosnące koszty realizacji inwestycji, które według naszych prognoz mogą wzrastać, napędzane przede wszystkim cenami materiałów wykończeniowych oraz kosztami pracy. W rezultacie tej presji kosztowej, zamiast trwałych obniżek cen ofertowych, rynek prawdopodobnie zaobserwuje wzrost liczby krótkoterminowych akcji promocyjnych.

Kierunek rozwoju nowych inwestycji będzie silnie determinowany przez parametry jakościowe. Znaczenie energooszczędności, strategicznej lokalizacji oraz całkowitych kosztów użytkowania nieruchomości będzie stale wzrastać, stanowiąc nowy standard rynkowy.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Rok 2026 przyniesie dalszy wzrost znaczenia gruntów dobrze przygotowanych do realizacji. Wpływ na rynek będą mieć rosnące wymogi techniczne, ograniczona dostępność terenów inwestycyjnych w dużych miastach oraz rozwój segmentu PRS. Trendem będzie poprawa funkcjonalności zabudowy, efektywności energetycznej oraz jakości przestrzennej.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

W 2026 roku rynek mieszkaniowy będzie kontynuował transformację w kierunku wyższej efektywności energetycznej i ESG, zgodnie z regulacjami UE, zrównoważonego budownictwa, z mniejszym śladem emisyjnym. Utrzyma się zapotrzebowanie na projekty premium w dobrych lokalizacjach, które będą najmniej podatne na wahania rynkowe.

Spodziewam się rozwoju w zakresie digitalizacji procesu sprzedaży i obsługi posprzedażowej klientów. Z kolei kluczowym wyzwaniem będzie rosnący koszt wykonawstwa i materiałów oraz dostosowanie projektów do nowych zasad technicznych.

Popyt na obligacje korporacyjne w 2025 roku przebił 2,5 mld zł. Emisji było na 1,35 mld zł

Emitenci obligacji korporacyjnych w 2025 przeprowadzili 19 publicznych, prospektowych emisji obligacji korporacyjnych o wartości 1,35 mld zł. To wszystko przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie ponad 2,5 mld zł. Tym samym średni poziom redukcji wyniósł 32,27 proc.

W tym czasie mieliśmy 6 emisji o wartości co najmniej 100  mln zł. Największa z nich to oferta dewelopera mieszkaniowego Victoria Dom o wartości 180 mln. Warto podkreślić, że nawet w tym przypadku konieczna okazała się ponad 30 proc. redukcja, a zapisy wyniosły 279 mln zł. W całym roku udział w emisjach publicznych wzięło 20304 Inwestorów, średnio ponad 1060 na emisję.

EMISJE ZAKOŃCZONE W 2025
Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Victoria Dom 50 4,80% 3 Styczeń 155,93 67,93% 1811
Kruk 100 2,80% 6 Luty 413,136 75,80% 2169
Cavatina Holding 53,5 6,00% 4 Luty 49,877 0,00% 541
Best 83,04 3,60% 5,5 Marzec 128,1 34,90% 1533
Victoria Dom 180 4,30% 3,5 kwiecień 279,24 35,65% 938
PragmaGo 50 3,40% 4 kwiecień 63,8 21,64% 1314  
Olivia Fin 39,896 4,00% 4 kwiecień 57,4 30,50% 831  
Vindexus 21 4,30% 3 Maj 24,23 13,35% 292  
PragmaGo 50 4,25% 3 czerwiec 51,4 2,79% 1415  
Victoria Dom 81,4 4,30% 3 czerwiec 81,4 0,00% 679  
Kruk 100 2,70% 6 lipiec 299,57 66,62% 1724  
Cavatina Holding 50,39 6,00% 4 lipiec 50,39 0,00% 761  
Cavatina Holding 47,54 6,00% 4 wrzesień 11,135 0,00% 498 EUR
Victoria Dom 88,6 4,10% 3,75 wrzesień 256 65,40% 1004  
PCC Exol 25 2,20% 5 wrzesień 74,5 66,44% 575  
Marvipol 100 3,70% 4 październik 223,4 55,24% 1228 Emisja zwiększona z 50 mln, marża z przedziału 3,70-4,10%
PragmaGo 30 3,75% 3 październik 71,2 57,79% 981 Zwiększona z 25m
Vehis Finanse 100 4,45% 3 październik 114 12,41% 990 Zwiększona z 50, marża z przedziału 4,25-4,75%
Cavatina Holding 102,2 5,70% 4 Grudzień 117,64 6,59% 1020 Emisja zwiększona z 40 mln zł, , marża z przedziału 5,70-6,00%
SUMA 1352,563542 2522,35 32,27% 20304

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Ponadto wciąż aktywne prospekty mają między innymi: Dekpol (250 mln zł), Kruk (900 mln zł), PragmaGO (470 mln zł), Vehis Finanse (300 mln zł), PCC Exol (75 mln zł), PCC Rokita (200 mln zł), Marvipol (200 mln zł) czy Olivia Fin (150 mln zł). W ostatnim czasie prospekt na 500 mln zł do akceptacji KNF złożył także Best.

W kontekście zaakceptowanych prospektów instrumentów dłużnych (choć nie obligacji) warto wspomnieć o prospekcie PKO BH, który pozwala plasować listy zastawne tej instytucji o wartości do 10 mld zł. Dziewiątego października zakończyła się pierwsza emisja tych instrumentów w ramach zaakceptowanego prospektu o wartości 1,115 mld zł – pula zwiększona z początkowego miliarda. Zapisy zostały skrócone z 21.10 do 09.10 w wyniku dużego popytu inwestorów.

Dużo emisji odbywa się w trybie bezprospektowym. Tylko grudniu przeprowadzone zostały dwie bardzo duże emisje: Orlen uplasował obligacje warte 2 mld zł, a KGHM zamknął emisję na kwotę 1,6 mld zł. Warto wspomnieć także emisje Benefit System oraz Żabki (obie po 1 mld zł). Z kolei P4 (Play) pozyskał od inwestorów 700 mln zł, a windykacyjny KRUK zamknął emisję na 400 mln zł. Trzy spore oferty zamknął także Robyg (250, 150 i 75 mln zł) i magazynowe 7R (150 mln zł, 23 mln EUR, 83,9 mln). Ponad stumilionowe emisje zamykali również Dom Development, Murapol, Archicom, Best czy Atal.

Fundusze obligacji korporacyjnych przyciągają kapitał

Do końca listopada do funduszy obligacji korporacyjnych napłynęło netto 3,1 mld zł, przy całości napływów do funduszy dłużnych na poziomie ponad 36 mld zł. Średnioroczna stopa zwrotu tej klasy aktywów na koniec listopada wynosiła natomiast 6,70 proc. W wyniku napływów netto oraz dodatniej stopy zwrotu – aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły od początku roku z 16,6 mld zł do 20,3 mld na koniec listopada, czyli o 20 proc.

Dlaczego inwestorzy wracają?

Pieniędzy na rynku jest bardzo dużo, kolejne emisje kończą się redukcjami, zwiększaniem ich maksymalnej kwoty czy, jak w przypadku listów zastawnych, skracaniem czasu trwania. Rosną także aktywa funduszy obligacji korporacyjnych, a ich wyniki wciąż pozostają atrakcyjne. Brak materializacji ryzyka kredytowego (default-u emitenta), zadowalająca płynność oraz możliwość dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w oparciu o dostępne emisje i notowane papiery – to kolejne czynniki przyciągające inwestorów do tego rynku.

Biorąc pod uwagę wciąż aktywne prospekty emisyjne, kolejne oferty oczekujące na akceptację, a przede wszystkim popyt ze strony Inwestorów, z optymizmem możemy patrzeć na perspektywy 2026 roku.

Rekordy na metalach szlachetnych: szeroka fala wzrostów na rynku

Złoto znalazło się w centrum uwagi rynków finansowych, osiągając historyczne maksimum powyżej 4 400 USD za uncję i notując najlepszy rok od ponad czterech dekad. Tegoroczny wzrost przekraczający 68% jest efektem kumulacji kilku silnych czynników, które jednocześnie zwiększają popyt na aktywa postrzegane jako bezpieczna przystań. Kluczową rolę odgrywają napięcia geopolityczne, obejmujące nie tylko wojnę w Ukrainie, lecz także eskalację konfliktu na linii USA–Wenezuela.

Istotnym wsparciem dla rynku pozostają również oczekiwania dotyczące łagodniejszej polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, gdzie rynek dyskontuje dwie obniżki stóp procentowych w 2026 roku, co sprzyja wycenom złota. Dodatkowym impulsem popytowym są systematyczne napływy kapitału do funduszy ETF opartych na złocie, utrzymujące się już piąty tydzień z rzędu. Dane World Gold Council wskazują, że globalne zasoby tych funduszy rosły w każdym miesiącu roku z wyjątkiem maja, co potwierdza trwałe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Równolegle utrzymuje się wysoki popyt ze strony banków centralnych, a na rynku pojawiają się nowi uczestnicy, tacy jak emitenci stablecoinów oraz działy skarbowe dużych przedsiębiorstw, co dodatkowo zaostrza konkurencję o ograniczoną podaż fizycznego metalu. Hossa nie ogranicza się wyłącznie do złota. Srebro zbliżyło się do poziomu 70 USD za uncję, pallad zyskał około 5%, a platyna po raz pierwszy od 2008 roku przekroczyła 2 000 USD za uncję, co podkreśla szeroki charakter wzrostów na rynku metali szlachetnych.

Perspektywy na kolejne kwartały pozostają korzystne. W scenariuszu bazowym bank Goldman Sachs zakłada wzrost ceny złota do 4 900 USD za uncję w 2026 roku, podczas gdy inne surowce, w szczególności ropa naftowa, mogą pozostawać pod presją nadpodaży. W tle utrzymuje się również czynnik polityczny, ponieważ działania handlowe oraz naciski na politykę pieniężną ze strony Donalda Trumpa zwiększały zmienność rynkową i wzmacniały popyt na zabezpieczenie w postaci złota. Całość tych uwarunkowań sprawia, że rekordowe poziomy cen nie są jedynie efektem krótkoterminowej spekulacji, lecz opierają się na solidnych i wielowymiarowych fundamentach popytowych.

ORLEN kupuje udziały w dwóch złożach w Norwegii i rusza z ich zagospodarowaniem

0

Norweska spółka Grupy ORLEN kupiła udziały w złożach Albuskjell i Vest Ekofisk na Morzu Północnym. Transakcja zwiększy zasoby koncernu o ok. 8 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Równocześnie ORLEN Upstream Norway, wraz z pozostałymi udziałowcami, podjął decyzję inwestycyjną w sprawie zagospodarowania nowych zasobów. Projekt zakłada uruchomienie wydobycia łącznie z trzech złóż, zapewniając Grupie dodatkowe 420 mln m sześc. gazu rocznie.

ORLEN Upstream Norway kupił od DNO po 7,6 proc udziałów w złożach Albuskjell i Vest Ekofisk. Umowa została podpisana w listopadzie tego roku, ale jej realizacja była uzależniona od spełnienia szeregu warunków, które zostały spełnione w ostatnich dniach, co umożliwiło rozliczenie transakcji jeszcze w 2025 roku.Mapa Ekofisk

– Zamykamy ten rok dobrymi informacjami z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. Kupiliśmy udziały w dwóch złożach, umacniając naszą pozycję w rejonie Ekofisk, który jest kolebką norweskiego przemysłu naftowego. Własne wydobycie ORLEN na Szelfie, produkcja krajowa i dostawy LNG to kluczowe źródła gazu dla polskiej energetyki, przemysłu i gospodarstw domowych. To także fundamenty, na których chcemy budować bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Zakup udziałów w Albuskjell i Vest Ekofisk to już kolejna w tym roku akwizycja zrealizowana przez koncern w rejonie Ekofisk. W październiku ORLEN Upstream Norway kupił od TotalEnergies EP Norge 20,23 proc. udziałów w Tommeliten Gamma, zwiększając swój stan posiadania w złożu do 62,61 proc. W grudniu partnerzy koncesyjni podjęli decyzję o wspólnym zagospodarowaniu wszystkich trzech złóż.

– Łączne zasoby Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma przypadające na ORLEN to 25 mln baryłek ekwiwalentu ropy, w tym ponad 3 mld m sześc. gazu. Złoża te zostaną wkrótce zagospodarowane w ramach jednego projektu. Posiadanie udziałów we wszystkich trzech aktywach daje nam synergie finansowe i operacyjne. W ten sposób realizujemy cele Strategii ORLEN 2035, dostarczając gaz krajowej gospodarce, a patrząc szerzej pracujemy na rzecz całego regionu. Robimy to w sposób efektywny kosztowo, maksymalizując pozytywny wpływ Upstream na wyniki koncernu – mówi Wiesław Prugar, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Operatorem Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma jest ConocoPhillips Skandinavia AS a pozostałymi udziałowcami, obok ORLEN Upstream Norway, Vår Energi ASA oraz Petoro AS (w Albuskjell i Vest Ekofisk). Projekt zagospodarowania zakłada wykonanie 11 odwiertów produkcyjnych, które zostaną podłączone do infrastruktury złoża Ekofisk. Rozpoczęcie eksploatacji zaplanowano na IV kwartał 2028 rok. W szczytowym okresie wydobycia, ORLEN będzie pozyskiwał z Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma 3,4 mln baryłek ekwiwalentu ropy rocznie, w tym ponad 400 mln m sześc. gazu.

Dlaczego CMMS coraz częściej trafia na biurko CEO firmy produkcyjnej?

Jeszcze do niedawna utrzymanie ruchu było traktowane jako obszar stricte techniczny, przypisany kierownikowi UR lub zespołom odpowiedzialnym za infrastrukturę. Funkcjonowało raczej w tle działalności operacyjnej i rzadko pojawiało się w dyskusjach na poziomie zarządu.

Dziś to podejście wyraźnie się zmienia. W warunkach słabszej koniunktury i rosnącej presji kosztowej o konkurencyjności firm decydują często pojedyncze punkty procentowe rentowności. Coraz częściej są one bezpośrednio powiązane ze stabilnością produkcji, ograniczeniem przestojów oraz efektywnym wykorzystaniem majątku produkcyjnego.

W tym kontekście utrzymanie ruchu zaczyna pełnić rolę strategiczną. Odpowiada nie tylko za dostępność i niezawodność maszyn, lecz także za wydłużanie ich cyklu życia i przewidywalność pracy zakładu. Rosnące znaczenie tych obszarów sprawia, że temat wskaźników utrzymania ruchu oraz ich wpływu na wyniki firmy coraz częściej trafia na biurko CEO.

CMMS – czym jest i dlaczego to narzędzie strategiczne

CMMS (Computerized Maintenance Management System) to system do cyfrowego zarządzania utrzymaniem ruchu. Integruje informacje o maszynach, awariach, przeglądach, pracach konserwacyjnych oraz kosztach ich realizacji. W praktyce jest to podstawowe narzędzie pracy działu utrzymania ruchu, a jednocześnie centralne źródło danych o jego funkcjonowaniu dla zarządu.

Z perspektywy CEO CMMS ma znaczenie strategiczne, ponieważ:

  • gromadzi dane o pracy działu utrzymania ruchu i automatycznie wylicza kluczowe wskaźniki efektywności (KPI),
  • umożliwia łatwiejsze przejście z reagowania na awarie do planowania prewencji, co ogranicza nieplanowane przestoje,
  • pozwala identyfikować obszary generujące najwyższe koszty i straty produkcyjne, wspierając decyzje inwestycyjne dotyczące właściwych części parku maszynowego.

CMMS gromadzi daneKorzyści z wdrożenia CMMS

Szybsze usuwanie nieplanowanych awarii

Jednym z pierwszych efektów wdrożenia systemu dla utrzymania ruchu jest skrócenie czasu reakcji na awarie, co bezpośrednio przekłada się na krótsze przestoje produkcyjne. Operator maszyny może zgłosić awarię bezpośrednio ze swojego stanowiska, a system natychmiast przekazuje informację do odpowiedniego technika.

Podczas realizacji naprawy pracownik utrzymania ruchu ma mobilny dostęp do historii awarii, dokumentacji technicznej oraz wcześniejszych działań serwisowych. Ułatwia to diagnozę problemu i pozwala szybciej przywrócić maszynę do pracy.

Ograniczenie liczby nieplanowanych przestojów

CMMS wspiera również działania prewencyjne, których celem jest zmniejszenie liczby nieplanowanych awarii. W praktyce odbywa się to poprzez:

  • planowanie i harmonogramowanie prac prewencyjnych,
  • automatyczną kontrolę terminów realizacji, także na podstawie przepracowanych godzin lub cykli,
  • listy kontrolne, które ograniczają ryzyko pominięcia kluczowych kroków podczas prac konserwacyjnych,
  • raportowanie częstotliwości awarii w celu dopasowania zakresu i terminów przeglądów do rzeczywistej eksploatacji maszyn.

Dodatkową korzyścią jest możliwość porównywania awaryjności tych samych części w zależności od dostawcy. Tego typu dane pozwalają podejmować bardziej trafne decyzje zakupowe i wydłużać czas bezawaryjnej pracy maszyn.

Dokładniejsza kontrola kosztów utrzymania ruchu

CMMS umożliwia bieżące monitorowanie kosztów związanych z utrzymaniem maszyn. Obejmuje to zarówno zużycie części zamiennych, zlecone usługi, jak i roboczogodziny poświęcone na naprawy i przeglądy w rozbiciu na konkretne urządzenia.

Wydłużenie żywotności maszyn dzięki autonomous maintenance

Autonomous maintenance polega na włączeniu operatorów maszyn w proste, regularne działania prewencyjne, takie jak kontrole wizualne, sprawdzanie poziomów mediów czy usuwanie drobnych nieprawidłowości. Systematyczne wykonywanie tych czynności zmniejsza ryzyko poważnych awarii i wydłuża cykl życia urządzeń.

System CMMS lineMS wspiera wdrożenie autonomous maintenance poprzez:

  • Listy kontrolne – operatorzy otrzymują jasno zdefiniowane zadania do wykonania. Każdy krok musi zostać potwierdzony lub opatrzony uwagą, co zwiększa powtarzalność i jakość realizowanych czynności.
  • Automatyczne generowanie zadań – cykliczne działania, np. wykonywane co zmianę lub codziennie, mogą być tworzone automatycznie zgodnie z ustalonymi regułami.
  • Repozytorium instrukcji i dokumentów – operatorzy mają ciągły dostęp do aktualnej dokumentacji technicznej i instrukcji obsługi.
  • Mobilny dostęp – wszystkie działania mogą być realizowane z poziomu telefonu, tabletu lub komputera, w zależności od organizacji pracy na stanowisku.

Codzienne działania operatorów maszyn, na rzecz utrzymania dobrego stanu parku maszynowego, przynoszą wymierne korzyści. W praktyce jednak wdrożenie autonomous maintenance bez wsparcia odpowiedniego systemu cyfrowego jest trudne lub niemożliwe.

To właśnie CMMTo właśnie CMMS zapewnia kontrolę nad realizacją zadań oraz wgląd w to, czy wymagane czynności zostały wykonane zgodnie z założeniami. Dodatkowo możliwość udostępniania instrukcji bezpośrednio przy listach zadań ułatwia standaryzację pracy i przyspiesza wdrażanie nowych pracowników produkcji.

Przemysł 4.0 zaczyna się od CMMS

Dla wielu firm wdrażanie idei Przemysłu 4.0 stanowi wyzwanie organizacyjne i technologiczne. Rozsądnym pierwszym krokiem jest więc rozpoczęcie cyfryzacji od obszaru, który już dziś posiada wysokie kompetencje techniczne – działu utrzymania ruchu. To właśnie tam pracują osoby najbardziej zaznajomione z technologią, co ułatwia wdrożenie systemów cyfrowych.

Cyfryzacja utrzymania ruchu poprzez wdrożenie CMMS angażuje stosunkowo niewielką liczbę pracowników w relacji do skali korzyści. Co istotne, pełni również rolę pilotażu dla całej organizacji. Firma wypracowuje sprawdzone metodyki prowadzenia projektów cyfryzacyjnych, zarządzania zmianą oraz pracy z danymi. Te doświadczenia procentują przy kolejnych inicjatywach transformacyjnych, znacząco obniżając ryzyko mogące wystąpić przy następnych wdrożeniach.

Naturalnym kolejnym krokiem są obszary bezpośrednio powiązane z CMMS, które mogą być rozwijane w kolejnych etapach projektu, m.in. poprzez:

  • wdrożenie raportowania OEE, umożliwiającego ocenę rzeczywistej efektywności maszyn i linii produkcyjnych,
  • uruchomienie systemów planowania i kontroli produkcji, opartych na danych z maszyn i zintegrowanych z CMMS (np. moduł list kontrolnych dla operatorów),
  • stworzenie cyfrowych repozytoriów dokumentacji technicznej, zapewniających szybki dostęp do instrukcji, schematów i historii zmian.

W efekcie CMMS przestaje być wyłącznie systemem utrzymania ruchu i staje się punktem wyjścia do spójnej, etapowej transformacji cyfrowej całej firmy produkcyjnej.

Rola CEO we wdrożeniu CMMS

Choć system CMMS dotyka przede wszystkim obszaru utrzymania ruchu, jego skuteczne wdrożenie zaczyna się na poziomie zarządu. To właśnie CEO nadaje projektowi odpowiednią rangę i wysyła jasny sygnał do organizacji, że cyfryzacja utrzymania ruchu nie jest chwilowym eksperymentem ani inicjatywą jednego działu, lecz elementem strategii firmy.

W każdej organizacji naturalnym zjawiskiem jest opór przed zmianą, szczególnie wtedy, gdy dotyczy ona codziennych nawyków, sposobu raportowania, czy rozliczania pracy. Rola CEO polega na tym, aby ten opór przełamać, jasno komunikując, że sukces wdrożenia CMMS jest realnie ważny dla najwyższego szczebla zarządzania. Zaangażowanie zarządu buduje zaufanie do projektu i motywuje pracowników do aktywnego korzystania z systemu, zamiast jego biernego lub świadomego bojkotowania.

Jednocześnie CEO powinien zadbać o to, aby CMMS nie był traktowany wyłącznie jako narzędzie kontroli, lecz jako system wspierający pracę zespołów technicznych i produkcji. Wtedy CMMS staje się wspólnym narzędziem poprawy efektywności, a nie kolejnym „obowiązkiem narzuconym z góry”. Firmy, w których zarząd aktywnie wspiera wdrożenie i konsekwentnie korzysta z danych płynących z systemu, znacznie szybciej osiągają realne korzyści biznesowe.

W efekcie CMMS trafia na biurko CEO nie bez powodu, staje się źródłem wiedzy o kondycji parku maszynowego, kosztach, ryzykach i potencjale optymalizacji. A tam, gdzie decyzje są podejmowane w oparciu o dane, a nie intuicję, organizacja zyskuje trwałą przewagę konkurencyjną.

PZU i Bank Pekao kontynuują prace nad reorganizacją Grupy PZU

PZU SA i Bank Pekao SA uzgodniły zmiany w Term Sheet, czyli dokumencie ustalającym zasady współpracy obu spółek przy reorganizacji Grupy PZU. Zmieniony dokument zakłada wydłużenie, wobec pierwotnych założeń, czasu na przeprowadzenie procesu.

PZU SA i Bank Pekao SA podpisały Term Sheet 26 czerwca 2025 r. Wówczas wskazano, że intencją obu stron jest sfinalizowanie potencjalnej transakcji do 30 czerwca 2026 r., zaznaczając jednak, że jest to uzależnione od szeregu okoliczności, na które strony nie mają wpływu. Kluczowym czynnikiem jest wejście w życie zmian prawnych na poziomie ustawowym, które umożliwią przeprowadzenie projektowanych przekształceń w Grupie PZU.

Z uwagi na trwający proces legislacyjny, PZU i Pekao uzgodniły treść aneksu do Term Sheet. Ustalono, że intencją stron jest zrealizowanie potencjalnej transakcji do 31 grudnia 2027 r. Aneks przewiduje również, że porozumienie przestanie obowiązywać w szczególności, jeżeli publikacja w Dzienniku Ustaw określonych przez strony zmian legislacyjnych nie nastąpi do końca 2026 r., a ich wejście w życie nie nastąpi do końca kwietnia 2027 r.

Musimy dać sobie więcej czasu ze względu na trwający proces legislacyjny, od wyniku którego zależy możliwość wykonania kolejnych kroków. Naturalne w tej sytuacji było przedłużenie terminu obowiązywania Term Sheet – wskazuje Bogdan Benczak, p.o. prezes PZU.

Pozostajemy w stałym dialogu z naszymi partnerami z PZU i razem konsekwentnie pracujemy nad reorganizacją, która ma szanse przynieść wymierne korzyści wszystkim interesariuszom. Dostosowujemy ramy i harmonogram naszej współpracy – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

Planowana reorganizacja Grupy PZU zakłada w pierwszym etapie przekształcenia w PZU SA poprzez wyodrębnienie do spółki zależnej od PZU SA działalności operacyjnej w zakresie ubezpieczeń majątkowych i pozostałych osobowych. W drugim etapie PZU SA, prowadzący działalność holdingową, ma zostać połączony z Bankiem Pekao. Celem planowanej reorganizacji jest zwiększenie efektywności operacyjnej i biznesowej grupy oraz – dzięki stworzeniu najpierw struktury holdingowej, a następnie zastosowaniu mechanizmu tzw. kompromisu duńskiego – uwolnienie wielomiliardowej nadwyżki kapitałowej. Ostateczne decyzje będą należały do akcjonariuszy obu spółek.

Kraków i Wrocław liderami przestrzeni flex w regionach – 58% całego zasobu

Najnowszy raport Savills Workthere Flexmark 5.0, obejmujący badanie 149 operatorów flexible office z całego świata, potwierdza, że rynek przestrzeni elastycznych wchodzi w nową fazę dojrzałości. Choć raport koncentruje się na trendach globalnych, wiele z nich znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie również na polskim rynku, który rozwija się w tempie porównywalnym do wiodących rynków europejskich.

Jednym z najważniejszych wniosków raportu Flexmark 5.0 jest rosnąca rola dużych korporacji w strukturze popytu na przestrzenie flex. Tradycyjnie kojarzone ze startupami i małymi firmami, dziś flexible office stają się integralną częścią strategii real estate największych organizacji, które szukają elastyczności, efektywności kosztowej oraz możliwości przyciągania i zatrzymywania pracowników.

– Widzimy ten trend również w Polsce. Duże korporacje, szczególnie z sektora IT, usług finansowych i BPO/SSC, coraz częściej wykorzystują przestrzenie flex jako element strategii Core & Flex – łącząc stałe siedziby z elastycznymi lokalizacjami dostosowanymi do zmieniających się potrzeb zespołów. Rynek elastycznych powierzchni biurowych w Polsce notuje dynamiczny wzrost – w samym 2024 roku operatorzy flex w miastach regionalnych wynajęli 27 900 m kw. powierzchni, co oznacza wzrost o 42% rok do roku – mówi Thomas Jodar, Head of Workthere Savills Polska.

Raport potwierdza, że dla 86% respondentów kluczowym elementem przestrzeni flex są strefy współpracy – co idealnie wpisuje się w potrzeby firm realizujących model pracy hybrydowej.

Ewolucja modelu biznesowego – od operatorów do landlordów

Flexmark 5.0 wskazuje na istotną zmianę w krajobrazie rynku: 66% respondentów identyfikuje wzrost umów management agreement między operatorami a właścicielami nieruchomości jako najważniejszy trend do 2030 roku. Dodatkowo 47% wskazuje na wzrost produktów flex prowadzonych bezpośrednio przez landlordów, a 43% na rozwój modeli white-label.

To zjawisko jest już widoczne w Polsce. Właściciele biurowców, szczególnie w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, coraz częściej włączają do swoich projektów strefy flex zarządzane przez specjalistycznych operatorów lub rozwijają własne produkty. To odpowiedź na potrzeby najemców, którzy oczekują większej elastyczności najmu bez konieczności podpisywania długoterminowych umów na pełne piętra. W miastach regionalnych Polski obecnie funkcjonuje 110 lokalizacji flex o łącznej powierzchni ponad 193 200 m kw. i ponad 24 200 stanowiskach pracy – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

Model Core & Flex staje się nowym standardem nie tylko globalnie, ale także w Polsce. Firmy łączą tradycyjne biuro (core) z dostępem do elastycznych przestrzeni (flex) w różnych lokalizacjach, co pozwala im skalować zasoby w zależności od potrzeb bez ponoszenia kosztów nadmiernej powierzchni.

Globalny wzrost i plany ekspansji operatorów

Według raportu Flexmark 5.0, 85% operatorów flex planuje ekspansję w najbliższych latach. Rosnące zainteresowanie tym segmentem widać zarówno ze strony międzynarodowych graczy, jak i lokalnych przedsiębiorców.

Polska jest na radarze zarówno globalnych operatorów, jak i nowych graczy regionalnych. Obok międzynarodowych marek jak WeWork, Regus czy Mindspace, dynamicznie rozwijają się polscy operatorzy – The Shire, BeIN Offices, Puzzle Office, Chilliflex, Ace of Space. Kraków i Wrocław pozostają liderami, łącznie odpowiadając za 58% całego zasobu flex w miastach regionalnych – odpowiednio 63 200 m kw. i 48 800 m kw. Największa pojedyncza lokalizacja, Fabryczna Flex w Krakowie, zajmuje aż 9000 m kw. – dodaje Thomas Jodar.

Według danych Savills, w najbliższych miesiącach w miastach regionalnych Polski pojawi się kolejnych 15 000 m kw. powierzchni flex, co potwierdza zaufanie operatorów do polskiego rynku. Średnia powierzchnia pojedynczej lokalizacji flex w regionach przekracza 1700 m kw., co świadczy o profesjonalizacji i skalowaniu segmentu.

Kluczowe trendy globalne a polska perspektywa

Raport Flexmark 5.0 identyfikuje kilka kluczowych trendów, które będą kształtować rynek flexible office w najbliższych latach:

  1. Elastyczność jako standard – firmy oczekują możliwości szybkiego skalowania powierzchni w odpowiedzi na zmiany rynkowe i organizacyjne
  2. Jakość i doświadczenie użytkownika – przestrzenie flex konkurują jakością designu, technologii i usług dodatkowych
  3. Zrównoważony rozwój – certyfikacje ESG i rozwiązania proekologiczne stają się standardem również w segmencie flex
  4. Technologia – IoT, smart meeting rooms i platformy zarządzania przestrzenią zwiększają efektywność
  5. Hybrydowość – flex nie zastępuje tradycyjnego biura, ale staje się jego uzupełnieniem

Mamy do czynienia z dynamicznym rozwojem rynku – w 2024 roku operatorzy flex wynajęli o 42% więcej powierzchni niż rok wcześniej – a popyt w miastach regionalnych w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku był zbliżony do rezultatów z całego 2023 roku i wyniósł blisko 20 000 m kw.,  co zwiastuje kolejny intensywny rok dla rynku flex. To pokazuje, że segment dojrzewa i profesjonalizuje się. Przewidujemy, że w 2026 roku rynek flex w Polsce utrzyma tempo wzrostu, szczególnie w modelu Core & Flex oraz w projektach boutique w najbardziej prestiżowych lokalizacjach – podsumowuje Wioleta Wojtczak.

Mieszkalnictwo pod lupą polityków – czy więcej regulacji przyniesie więcej mieszkań?

Największym zagrożeniem Europejskiego Planu Dostępnego Mieszkalnictwa jest przekonanie, że problem podaży można rozwiązać decyzjami administracyjnymi, a polityczne zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym bardzo często kończy się nadmierną regulacją, a nie realnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych, czyli wzrostem podaży – w ten sposób Kuba Karliński, założyciel firmy Magmillon, komentuje główne założenia zaprezentowanego właśnie Europejskiego Planu Dostępnego Mieszkalnictwa.

Zaprezentowany właśnie przez Komisję Europejską Plan Dostępnego Mieszkalnictwa, którego celem jest m.in. zwiększenie podaży mieszkań, ograniczenie spekulacji cenowych i zmianę zasady gry na rynku nieruchomości, zakłada np. oddanie ponad 2 mln nowych mieszkań rocznie, uproszczenie procedur budowlanych i planistycznych, czy przeznaczenie miliardów euro na mieszkania z programu InvestEU.

– Pokazuje on, że mieszkanie stało się jednym z kluczowych tematów politycznych w Europie. Problem w tym, że polityczne zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym bardzo często kończy się nadmierną regulacją, a nie realnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych, czyli wzrostem podaży. W zaprezentowanym planie widać ten mechanizm wyjątkowo wyraźnie – zauważa Kuba Karliński z firmy Magmillon.

Jak stwierdza, trudno stworzyć skoncentrowany i spójny plan dla 27 krajów i wielokrotnie większej liczby regionów, które mają inną specyfikę, potrzeby i potencjał. – Znamy doskonale efekty rządowych programów mieszkaniowych w Polsce, które w ostatnich latach rozregulowały rynek, wprowadziły chaos i spowodowały ogromny wzrost cen. Czy teraz będzie podobnie? – zastanawia się.

Według niego, Komisja Europejska trafnie diagnozuje niedobór mieszkań i rosnące ceny, jednak proponowane narzędzia w dużej mierze koncentrują się na regulowaniu istniejącego rynku, zamiast na usuwaniu barier inwestycyjnych. – Nowe obowiązki rejestracyjne, zapowiedzi ograniczeń najmu krótkoterminowego, analizy „nadmiernej spekulacji” czy rozszerzenie interwencji państwa w obszarze czynszów zwiększają niepewność regulacyjną. W praktyce oznacza to wyższe ryzyko dla inwestorów i deweloperów, a ryzyko zawsze przekłada się na wyższe koszty lub wycofanie kapitału – przyznaje Kuba Karliński.

Jak wskazuje, największym zagrożeniem planu jest przekonanie, że problem podaży można rozwiązać decyzjami administracyjnymi. – Budownictwo mieszkaniowe nie cierpi dziś na brak regulacji, lecz na ich nadmiar: długotrwałe procedury planistyczne, niejednoznaczne interpretacje przepisów, rosnące wymogi techniczne i środowiskowe oraz chroniczny niedobór pracowników. Dodanie kolejnych warstw kontroli i sprawozdawczości nie przyspieszy budów – przeciwnie, może je spowolnić. Trzeba też spojrzeć realnie na możliwości wypracowania i wdrożenia konkretnych inicjatyw, których efekty być może zobaczymy za kilka lat – postuluje założyciel Magmillon.

Zwraca on uwagę, że z perspektywy Polski szczególnie problematyczna rosnąca jest rola samorządów przy jednoczesnym braku kompetencji i zasobów do zarządzania tak złożonymi projektami. – Polityka mieszkaniowa wymaga wieloletniego planowania, profesjonalnego zarządzania i odporności na presję wyborczą. Tymczasem istnieje realne ryzyko, że inwestycje mieszkaniowe staną się narzędziem krótkoterminowej polityki, a nie stabilnej strategii rozwoju – ostrzega.

Zaznacza on, że plan zakłada również szerokie zaangażowanie kapitału prywatnego, jednak kapitał nie podąża za hasłami, lecz za przewidywalnością. – Jeżeli rynek mieszkaniowy będzie coraz mocniej regulowany, a zasady gry będą zmieniać się wraz z kolejnymi inicjatywami politycznymi, prywatni inwestorzy przeniosą środki do innych klas aktywów lub na inne rynki. Efektem może być paradoksalnie dalsze ograniczenie podaży mieszkań, zwłaszcza w segmencie najmu – prognozuje Kuba Karliński.

W efekcie – jak przestrzega – istnieje ryzyko, że Europejski Plan Dostępnego Mieszkalnictwa zwiększy kontrolę nad rynkiem, ale nie zwiększy liczby mieszkań. – Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest niestety dość wysokie. Historia pokazuje, że mieszkalnictwo rozwija się tam, gdzie państwo tworzy stabilne ramy prawne i usuwa bariery, a nie tam, gdzie próbuje zarządzać rynkiem poprzez kolejne regulacje. Bez realnego uproszczenia procedur, stabilnych zasad i poszanowania roli kapitału prywatnego, nawet miliardowe programy mogą zakończyć się rozczarowaniem. A rachunek za takie eksperymenty zapłacimy wszyscy – stwierdza współwłaściciel Magmillon.

Wskazuje on przy tym Zielony Ład jako jeden z wielu przykładów programów promowanych przez Komisję Europejską, opartych na szczytnych hasłach, które drastycznie zwiększyły koszty energii i przez to wpędziły w tarapaty finansowe miliony konsumentów i przedsiębiorców w Europie. – Oby z dostępnym mieszkalnictwem nie było tak samo – wyraża pragnienie Kuba Karliński.

Deweloperzy kończą stare inwestycje, hamują z nowymi. Listopadowy sygnał niepewności na rynku mieszkań

Opublikowane przez GUS listopadowe dane dotyczące  skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że po październikowym delikatnym powiewie optymizmu nastroje znów stały się bardziej ambiwalentne. We wszystkich kategoriach rejestrowanych przez GUS (mieszkania oddane, pozwolenia na budowę, rozpoczęte budowy) zagregowane dla wszystkich grup inwestorów wyniki okazały się gorsze niż w październiku. Jednak w stosunku do listopada 2024 roku dane nie kształtują się tak pesymistycznie. Liczba mieszkań oddanych do użytku w listopadzie jest o 19% wyższa niż przed rokiem, a w przypadku firm deweloperskich wzrost przekroczył 30%. Czy można ogłosić sukces? Niestety nie. Powodem są najsłabsze w tym roku statystyki mieszkań i domów, których budowy zostały rozpoczęte. Listopadowe dane przyniosły najniższą w 2025 roku liczbę rozpoczynanych budów. Firmy deweloperskie, które budują ok 65% substancji mieszkaniowej w Polsce  rozpoczęły w listopadzie mniej niż 8 tys. lokali, co jest wynikiem o 30% niższym niż rok temu i o 38% słabszym niż w październiku. Oznacza to, że deweloperzy finiszują z inwestycjami, których budowę rozpoczynali dwa lata temu, ale wstrzymują nowe projekty.

Opublikowane przez GUS listopadowe dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wzmocniły wrażenie, że na rynku mieszkaniowym króluje niepewność. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki gorsze niż miesiąc wcześniej. Wyjątek stanowią wyniki firm deweloperskich w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania, które zrealizowały o 3,5% więcej lokali niż w październiku. Warto podkreślić, że dotychczasowe efekty budownictwa mieszkaniowego w Polsce w 2025 roku są lepsze od wyników z jedenastu miesięcy 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku, przede wszystkim z powodu wyraźnego ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie są w stanie zmienić optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ skala ich działalności pozostaje wciąż niewielka. 

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w listopadzie była o 3% mniejsza w porównaniu do wyników z października. Z kolei w stosunku do listopada 2024 roku GUS odnotował w tej kategorii wyraźny wzrost, który sięgnął 19%. Wyniki z jedenastu miesięcy bieżącego roku wskazują, że tendencja spadkowa w budownictwie mieszkaniowym, która rysowała się w pierwszej połowie roku, wygasła. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania w trzech ostatnich miesiącach była stabilna i relatywnie wysoka na tle wyników z pierwszego półrocza. W efekcie wciąż jest prawdopodobne, że rok 2025 w budownictwie mieszkaniowym okaże się nieznacznie lepszy od 2024 r. (najsłabszego od 2018 r.). Od stycznia do listopada 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało ponad 184 tys. mieszkań i domów, co jest wynikiem o 3% lepszym od odnotowanego w 2024 roku. A to oznacza, że po trzech słabych kwartałach roku, w ostatnim kwartale na rynku mieszkaniowym delikatnie powiało optymizmem.

W listopadzie wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 19,3 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę ponad 13,6 tys. mieszkań, co oznacza wzrost zarówno w porównaniu do października o 3,5%, jak i w porównaniu do listopada ubiegłego roku o 31%. Warto zaznaczyć, że ten kilkuprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z września i października i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Jednak wiele wskazuje na to, że cały rok nie będzie należał do najlepszych w budownictwie mieszkaniowym. Na tle wyników z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddawanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku, który zapewne nie przekroczy 205 tys., to jedynie solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 70% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w listopadzie. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W listopadzie w porównaniu z październikiem gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 14% mniejszej liczby domów/mieszkań, a w stosunku do listopada 2024 roku ich wynik był o 2% gorszy. Spadek w stosunku do października pogłębił tendencję spadkową w budownictwie indywidualnym, którą obserwujemy od początku 2025 roku. W efekcie w listopadzie udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wyniósł zaledwie 27% (w październiku wyniósł 31%).

Dzięki działalności firm deweloperskich, które w listopadzie oddały do użytku kilka procent więcej lokali niż w październiku, skala budownictwa ogółem z jedenastu miesięcy bieżącego roku jest większa niż w poprzednim roku. Od stycznia do listopada 2025 roku firmy deweloperskie przekazały do użytkowania o 7% więcej, a gospodarstwa domowe o 4% mniej  mieszkań i domów niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w listopadzie przyniosły wyraźnie słabsze efekty niż w październiku. Warto zaznaczyć, że październikowe wyniki w tej kategorii były jednymi z lepszych miesięcznych wyników w 2025 roku.

Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy tzw. inwestorów w listopadzie 2025 roku wyniosła 20,7 tys. lokali. Z tego 13,8 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 6,3 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w listopadzie pozwoleń była niższa o 15% w porównaniu do października tego roku i o 9 % w stosunku do listopada 2024 roku.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od stycznia do listopada 2025 roku, wyniosła zaledwie 237,6 tys. lokali i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-11,4%). Sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów podobnie jak miesiąc temu pozostaje bardzo zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 151,5 tys. mieszkań i domów (o 16,6% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 78,9 tys. (o 7,6% więcej).

Statystyki GUS z poprzednich miesięcy dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazywały, że od kwietnia skala rozpoczynanych budów słabnie. Nadzieją na odwrócenie się tej tendencji były dane GUS z lipca, kiedy nastąpił wyraźny wzrost w ujęciu miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyników sprzed roku. Podobnie wyglądał wrzesień i październik za sprawą wyższej aktywności firm deweloperskich.

Listopadowe dane zmroziły nadzieje o ożywieniu w budownictwie mieszkaniowym.

Liczba budów rozpoczętych w listopadzie przez wszystkie grupy inwestorów była wyraźnie niższa niż w październiku (-36%) i listopadzie 2024 roku (-21%).

W listopadzie 2025 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę zaledwie 13 tys. lokali mieszkalnych, podczas gdy w październiku było to 20,3 tys., a rok temu – 16,4 tys. Ten kilkudziesięcioprocentowy spadek w rozpoczynanych budowach ogółem w stosunku do października to skumulowany efekt wyraźnie mniejszej, o ponad 30%, aktywności obu największych grup inwestorów (firm deweloperskich i gospodarstw domowych).

Analiza liczby rozpoczynanych przez firm deweloperskich budów z jedenastu miesięcy 2025 roku  jednoznacznie potwierdza, że w 2025 roku w całej Polsce skala budownictwa mieszkaniowego (rozpoczynane budowy) będzie o kilkanaście procent (14-15%) niższa niż w 2024 roku. Natomiast aktywność gospodarstw domowych jest stabilna z lekką tendencja do zwiększania skali budownictwa (+2,2% w stosunku do analogicznego okresu 2024 r.).

Zagregowane dla jedenastu miesięcy dane GUS dla wszystkich kategorii inwestorów pokazują, jak istotny wpływ na skalę budownictwa mieszkaniowego w Polsce mają firmy deweloperskie. W 2025 roku to redukcja o 16% liczby budów rozpoczynanych przez deweloperów stosunku do roku poprzedniego spowodowała, że liczba rozpoczynanych budów ogółem jest o 10% mniejsza. I to przy pozytywnym wkładzie – co warto podkreślić – w rozwój zasobu mieszkaniowego w Polsce budownictwa komunalnego.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach ogółem należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń a liczbą rozpoczynanych budów wynosi 36,2 tys., co oznacza, że 15% uzyskiwanych pozwoleń ogółem nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Wśród firm deweloperskich odsetek odkładanych pozwoleń jest większy i wynosi 19%, podczas gdy wśród gospodarstw domowych nieznacznie przekracza 5%.

Koszty rosną, rekrutacje hamują. Branże produkcji i logistyki skupiają się na stabilności zespołów

Sektory produkcji i logistyki kontynuują ostrożny kurs. Rosnące koszty i trudności w pozyskaniu kandydatów sprawiają, że firmy koncentrują się na utrzymaniu doświadczonych kadr i ograniczaniu rotacji. Wynagrodzenia rosną, choć w różnym tempie w zależności od stanowiska i regionu, jednocześnie coraz większą rolę odgrywa przejrzystość zasad płacowych oraz systemy benefitów, wynika z raportu Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce”. Stabilność zatrudnienia, przewidywalność dochodu i realna wartość świadczeń pozapłacowych stają się dziś kluczowymi elementami konkurencyjności ofert pracy.

Dalsza ostrożność firm w planowaniu zatrudnienia

Sytuacja w przemyśle i logistyce pozostaje relatywnie stabilna, wskaźniki koniunktury poprawiły się w porównaniu z ubiegłym rokiem – w listopadzie br. w przetwórstwie przemysłowym wzrosły do -7,9 (rok wcześniej było to -11,7), a w transporcie i magazynowaniu do -2,5 (-3,9 w listopadzie 2024).

Na kondycję branż wpływają rosnące koszty, niski popyt, zwłaszcza w przemyśle, oraz niepewność co do dalszego rozwoju gospodarczego. W efekcie przedsiębiorstwa koncentrują się na utrzymaniu ciągłości operacyjnej, dalszej optymalizacji procesów, ostrożnie podchodząc do decyzji rekrutacyjnych. Zatrudnienie w przetwórstwie przemysłowym wyniosło w październiku 2025 r. 2,31 mln etatów, co oznacza spadek o 0,4% r/r. W transporcie i gospodarce magazynowej pracowało w tym samym czasie 650 tys. osób, czyli o 1% mniej niż rok wcześniej. Wskaźnik dostępnych miejsc pracy w II kwartale 2025 r. wyniósł 0,78% i był niższy o 0,11 p.p. r/r. W praktyce oznacza to 95,7 tys. wakatów, o 15,1 tys. mniej niż rok wcześniej.

Ostrożność przedsiębiorstw wynika głównie z presji kosztowej i trudności w utrzymaniu rentowności. Wzrost płacy minimalnej, rosnące koszty energii oraz inflacja zmuszają firmy do dalszej optymalizacji procesów i poprawy efektywności przy niezmienionych zasobach. Wysokie koszty pracy ograniczają też możliwości dalszego zwiększania wynagrodzeń, co utrudnia konkurowanie o kandydatów na wielu rynkach lokalnych – podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Pensje w produkcji i logistyce rosną, ale nierównomiernie

Dane z raportu Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” pokazują, że ostrożność w podejmowaniu decyzji kadrowych nie przekłada się na stagnację płac, wynagrodzenia w sektorach produkcji i logistyki rosną. Z danych GUS wynika, że w październiku 2025 roku przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 8 865,12 zł brutto, co oznacza wzrost o 6,6% r/r. W przetwórstwie przemysłowym wynagrodzenia zwiększyły się o 8%, osiągając poziom 8 482,18 zł brutto, natomiast w transporcie i gospodarce magazynowej, mimo nieco wyższej średniej na poziomie 8 664,44 zł, dynamika wzrostu była znacznie niższa i wyniosła 2,4% r/r. Dane wskazują również, że mediana płac w sektorach produkcji i logistyki pozostaje poniżej poziomu krajowego. W maju 2025 roku wynosiła odpowiednio 6 834,99 zł w przetwórstwie i 6 914,88 zł w logistyce, podczas gdy w całym sektorze przedsiębiorstw kształtowała się na poziomie 7 082 zł.

Różnice między przeciętnymi wynagrodzeniami a medianą potwierdzają utrzymującą się dużą rozpiętość płac, najwyższe zarobki osiągają specjaliści i pracownicy techniczni, podczas gdy większość pracowników fizycznych otrzymuje wynagrodzenia poniżej średniej. Firmy produkcyjne i logistyczne próbują równoważyć rosnące koszty pracy z utrzymaniem konkurencyjności wynagrodzeń, co przekłada się na rozbudowaną siatkę płac.

Rosnące koszty pracy i trudności w pozyskaniu nowych kandydatów sprawiają, że firmy produkcyjne i logistyczne coraz większy nacisk kładą na stabilność zatrudnienia. Zamiast rozbudowywać zespoły, koncentrują się na utrzymaniu doświadczonych pracowników i ograniczaniu rotacji. Ponadto wysokie oczekiwania płacowe i rosnąca świadomość pracowników wymuszają większą przejrzystość zasad wynagradzania oraz rozwój systemów benefitowych i premiowych, które mają zwiększać lojalność i przewidywalność zatrudnienia – tłumaczy Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

Zróżnicowanie poziomów wynagrodzeń w produkcji i logistyce

W 2025 roku wynagrodzenia pracowników fizycznych w sektorach produkcji i logistyki pozostają silnie zróżnicowane, zarówno między poszczególnymi regionami kraju, jak i pomiędzy branżami czy poziomami kwalifikacji. Na wysokość płac wpływają przede wszystkim lokalne uwarunkowania rynku pracy, stopień deficytu kadrowego oraz charakter wykonywanych obowiązków.

Sektor produkcyjny

W branży produkcyjnej wynagrodzenia podstawowe pracowników niewykwalifikowanych mieszczą się w przedziale od 4 666 zł do 6 500 zł brutto. Najniższe poziomy wynagrodzeń odnotowano w województwach warmińsko-mazurskim oraz kujawsko-pomorskim, gdzie stawki nie przekraczają 5 200 zł. Najwyższe płace w tej grupie występują natomiast w województwach opolskim, dolnośląskim, mazowieckim i wielkopolskim, gdzie sięgają one 6 500 zł. Z raportu Gi Group wynika również, że w większych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Poznań czy Wrocław, stawki podstawowe są wyraźnie wyższe niż w pozostałych lokalizacjach tych samych województw.

Wynagrodzenia zasadnicze operatorów produkcji kształtują się w przedziale od 4 666 zł do 6 800 zł brutto. Najwyższe pensje odnotowano w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim, gdzie podstawowe wynagrodzenie wynosi od 5 000 zł do 6 800 zł, natomiast najniższe oferowane są w województwach pomorskim oraz łódzkim i wynoszą 4 666 zł. Także i w tym przypadku widać wyraźne różnice między stawkami w dużych miastach a mniejszymi lokalizacjami. Na przykład w województwie śląskim w Tychach górny pułap wynagrodzenia, nie wliczając premii, wynosi 6 450 zł, a w innych, mniejszych miejscowościach regionu – 5 500 zł.01. Tabela wynagrodzeń_pracownicy fizyczni_Gi Group

Sektor logistyczny

W 2025 roku sektor logistyczny również utrzymuje znaczną różnorodność poziomów wynagrodzeń w zależności od rodzaju stanowiska, województwa i wielkości miasta. Różnice pomiędzy najniższymi a najwyższymi stawkami mogą sięgać ok. 2 000 zł.

W grupie pracowników magazynowych niewykwalifikowanych pensje podstawowe mieszczą się w przedziale od 4 666 zł do 6 300 zł brutto. Najniższe wynagrodzenia notowane są w województwach świętokrzyskim i zachodniopomorskim, gdzie ich górny pułap nie przekracza 5 200 zł, natomiast najwyższe – w województwie mazowieckim, gdzie niewykwalifikowany pracownik magazynowy może liczyć na wynagrodzenie w przedziale od 5 500 do 6 300 zł.

Na stanowiskach pakowaczy i pickerów, odpowiedzialnych za kompletację zamówień płace zasadnicze są zbliżone i wynoszą od 4 666 zł do 6 500 zł. Najniższe wartości występują w województwie pomorskim, gdzie maksymalne wynagrodzenie podstawowe wynosi 4 900 zł. Na najwyższe zarobki mogą liczyć pracownicy z województwa dolnośląskiego, a konkretnie z Wrocławia, gdzie minimalna pensja zaczyna się od 5 100 zł, a kończy na 6 500 zł.

Najwyższe płace bazowe otrzymują pracownicy magazynowi z uprawnieniami UDT (operatorzy wózków widłowych), których wynagrodzenia mieszczą się w przedziale od 4 900 zł do 8 500 zł. Na wysokie zarobki mogą liczyć w województwie dolnośląskim, w którym pensje oscylują w przedziale między 5 100 zł a 7 500 zł. Natomiast najwyższe pensje odnotowano w województwie łódzkim ze stawkami zaczynającymi się od 5 200 zł i sięgającymi aż 8 500 zł. Pracownicy magazynowi z uprawnieniami UDT mają niższe stawki w województwach podkarpackim i świętokrzyskim, gdzie wyłączając Rzeszów i Kielce nie przekraczają 5 800 zł.02. Tabela wynagrodzeń_pracownicy fizyczni_Gi Group

Atrakcyjność ofert pracy – pieniądze to nie wszystko

Wysokość wynagrodzenia jest bardzo ważnym, choć nie jedynym czynnikiem, który decyduje o atrakcyjności ofert pracy. Kandydaci coraz częściej oceniają ją całościowo, biorąc pod uwagę nie tylko stawkę godzinową, ale też liczbę dostępnych godzin, możliwość nadgodzin, system zmianowy czy przewidywalność grafiku. Istotne są też kwestie praktyczne, dojazd, transport firmowy czy zakwaterowanie, szczególnie w przypadku osób z mniejszych miejscowości i cudzoziemców – komentuje Weronika Ziętara Branch Manager, Gi Group.

Hierarchia tych czynników różni się jednak w zależności od regionu. W miejscowościach, gdzie liczba ofert pracy jest ograniczona, większe znaczenie mają stabilność zatrudnienia, stała liczba godzin oraz bliskość zakładu. Często to właśnie te elementy, wraz z atmosferą w zespole i relacjami z przełożonymi, przeważają nad wyższymi stawkami oferowanymi w dalszej okolicy. Natomiast w regionach o niskim bezrobociu i dużej koncentracji przedsiębiorstw, gdzie konkurencja o pracowników jest silniejsza, kandydaci zwracają większą uwagę na benefity, możliwości rozwoju, stabilność zakładu czy komfort dojazdu.

Struktura wynagrodzeń – stabilność ważniejsza niż potencjalne premie

Na tle zróżnicowanych stawek płacowych w branżach produkcyjnej i logistycznej, raport Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” pokazuje, że równie istotne jak wysokość zarobków jest to, w jaki sposób wynagrodzenie jest skonstruowane. W większości przypadków składa się ono z podstawy oraz premii, przy czym pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na proporcje między tymi elementami.03. Wykres_struktura wynagrodzenia_Gi Group

Z badania wynika, że ponad 79% ankietowanych preferuje wyższą podstawę wynagrodzenia przy mniejszej liczbie dodatków, uznając takie rozwiązanie za bardziej przewidywalne i dające stabilizację finansową. Jedynie 13,1% respondentów skłonnych jest zaakceptować niższą podstawę w zamian za możliwość uzyskania wyższych premii. Preferencje te są podobne wśród kobiet i mężczyzn, choć nieco częściej na model wynagrodzenia z niższą podstawą i wyższymi premiami decydują się mężczyźni (14,4%) niż kobiety (11,1%). Największą otwartość na takie rozwiązanie wykazują osoby w wieku 41–50 lat (17,2%) oraz pracownicy z wynagrodzeniem w przedziale 6 000–8 000 zł netto miesięcznie.

Coraz większy nacisk na stały, przewidywalny element wynagrodzenia to sygnał, że pracownicy fizyczni oczekują większego bezpieczeństwa finansowego. Premie pozostają ważne, ale nie są głównym czynnikiem decydującym o atrakcyjności oferty pracy. Dla firm to wyraźna wskazówka, by konstruując systemy płac, zwracać uwagę nie tylko na motywacyjny charakter dodatków, ale przede wszystkim na przewidywalność dochodu, której dziś oczekują zatrudnieni – wyjaśnia Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna, Gi Group.

Benefity jako uzupełnienie systemu wynagrodzeń

Poza poziomem płac duży wpływ na atrakcyjność ofert pracy w produkcji i logistyce mają benefity pozapłacowe, które w większości przedsiębiorstw stały się stałym elementem systemu wynagradzania. Pracodawcy coraz częściej traktują je nie jako dodatek wizerunkowy, ale jako realne narzędzie wspierające rekrutację i utrzymanie pracowników w warunkach rosnącej konkurencji kadrowej.

Najbardziej popularne świadczenia obejmują pakiety medyczne i grupowe ubezpieczenia na życie, które pojawiają się w niemal 100% analizowanych ofert. Wysoki odsetek pracodawców (60%) zapewnia również transport pracowniczy lub dopłaty do dojazdów, co ma szczególne znaczenie w przypadku zakładów zlokalizowanych poza dużymi miastami. Co druga oferta zawiera także posiłki pracownicze, a około 40% firm oferuje programy poleceń pracowniczych. Rzadziej pojawiają się benefity o charakterze sezonowym, takie jak paczki świąteczne, dodatkowe dni wolne czy karty przedpłacone – 30%.

W branżach produkcyjnej i logistycznej firmy koncentrują się przede wszystkim na świadczeniach o charakterze użytkowym, które mają realną wartość dla pracowników. Dominują benefity ułatwiające codzienne funkcjonowanie i zwiększające bezpieczeństwo pracy, takie jak transport, posiłki czy opieka medyczna. W warunkach pracy zmianowej tego typu wsparcie staje się nie tylko dodatkiem, ale elementem wpływającym na stabilność zatrudnienia i zaangażowanie zespołów – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca, Gi Group.

Warto również zauważyć, że oczekiwania wobec benefitów są zróżnicowane w zależności od wieku i doświadczenia zawodowego. Dla starszych pracowników priorytetem pozostaje stabilność i ochrona zdrowia, natomiast młodsze pokolenia częściej poszukują rozwiązań wspierających rozwój zawodowy, elastyczność i równowagę między pracą a życiem prywatnym. Niezależnie jednak od wieku, pracownicy coraz częściej postrzegają benefity jako nieodłączną część wynagrodzenia, a nie dodatkowy przywilej.

Raport „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” jest dostępny do pobrania na stronie: https://pl.gigroup.com/dla-pracodawcow/raporty-rynkowe/wynagrodzenia_pracownikow_fizycznych_produkcja_logistyka_2025/?utm_source=press&utm_medium=komunikat&utm_campaign=gi_placowy_2025

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” Gi Group został opracowany na podstawie danych GUS, informacji z ponad 60 firm o zróżnicowanym profilu działalności oraz danych z portali rekrutacyjnych i deklaracji kandydatów. W analizie wykorzystano aktualne dane dotyczące ofert pracy zebrane w październiku 2025 roku, odzwierciedlające bieżącą sytuację na rynku i oczekiwania pracodawców. Raport prezentuje miesięczne wynagrodzenia zasadnicze w kwotach brutto, z podziałem na wartości minimalne i maksymalne oraz zakresy premii charakterystycznych dla poszczególnych stanowisk. Dodatkowo uwzględniono wyniki badania SW Research, przeprowadzonego metodą CAWI w dniach 9–14 października 2025 roku wśród 206 pracowników sektora produkcji i logistyki wynagradzanych w systemie „podstawa + premia”.

Jet Investment sprzedaje Rockfin na rzecz Capmont i RIO ASI

Jet Investment, jedna z największych czeskich firm zarządzających funduszami private equity, venture capital i real estate, podpisała umowę sprzedaży całego posiadanego pakietu udziałów w polskiej spółce z sektora energetycznego Rockfin. Nabywcą jest konsorcjum złożone z grupy inwestycyjnej Capmont Private Equity oraz funduszu RIO ASI należącego do Rafała Brzoski. Transakcja ta zamyka niezwykle udany, czteroletni okres inwestycyjny Jet Investment w polskiej spółce.

Umowa sprzedaży udziałów została podpisana 17 grudnia 2025 roku, a finalizacja transakcji, po uzyskaniu wymaganych zgód regulacyjnych, planowana jest do końca stycznia 2026 roku. Strony uzgodniły, że nie będą ujawniać szczegółów transakcji, w tym jej wartości. Pakiet mniejszościowy należy do trzech kluczowych menedżerów spółki, którzy pozostaną w zarządzie Rockfin.

Sprzedaż Rockfin jest drugim istotnym wyjściem z inwestycji zrealizowanym przez Jet Investment w ostatnim roku. W październiku 2024 roku Jet podpisał umowę sprzedaży grupy energetyczno-inżynieryjnej TEDOM na rzecz Yanmar Group.

Udało nam się zbudować spółkę, która dziś jest światowym liderem w swojej branży. W ciągu czterech lat naszej obecności przychody Rockfin wzrosły trzykrotnie – mówi Jiří Kroc, Project Director w Jet Investment. – Sprzedajemy spółkę w doskonałej kondycji – rok 2025 był rekordowy pod każdym względem. Portfel zamówień Rockfin osiągnął najwyższy poziom w historii firmy, a trend dynamicznego wzrostu będzie kontynuowany w kolejnym roku.

Rockfin to jeden z wiodących na świecie bezpośrednich dostawców systemów krytycznych (Tier 1) dla infrastruktury energetycznej. Spółka specjalizuje się w systemach olejowych, paliwowych i energetycznych dla sektora energetycznego, w tym dla sprężarek, turbin, generatorów oraz odnawialnych źródeł energii. Zatrudnia ponad 1 400 pracowników i posiada zakłady produkcyjne oraz oddziały w Polsce, USA, Włoszech, Szwajcarii i Arabii Saudyjskiej. W 2025 roku spółka osiągnie rekordowe przychody na poziomie około 235 mln euro. Inwestycja w spółkę Rockfin jest obecnie najbardziej zyskownym projektem w portfelu funduszy zarządzanych przez Jet Investment.

– Zrealizowaliśmy nasze cele inwestycyjne, a wraz z końcem horyzontu inwestycyjnego funduszu Jet 2 stopniowo sprzedajemy spółki z tego portfela – mówi Marek Malík, Partner Zarządzający Jet Investment. – Po udanej sprzedaży TEDOM do Yanmar Group kolejnym logicznym krokiem była sprzedaż Rockfin. Transakcja ta potwierdza, że aktywna strategia inwestycyjna funduszu Jet 2 skoncentrowana na przemyśle i energetyce Europy Środkowej przynosi zamierzone rezultaty. Dwa tak udane wyjścia z inwestycji dowodzą również zdolności Jet Investment do skutecznej realizacji zysków w długim horyzoncie i regularnego zwrotu kapitału inwestorom.

Konsorcjum, którego liderem jest Capmont, będzie wspierać dalszy wzrost Rockfin oraz kontynuować międzynarodową ekspansję spółki zapoczątkowaną przez Jet Investment. Główny nacisk położony będzie na zdobywanie nowych rynków w USA, przy jednoczesnej ocenie potencjału innych regionów, w szczególności Azji. Nowi właściciele planują również rozszerzenie zakresu działalności Rockfin o własne linie produktowe oraz rozwój segmentu usług.

W ostatnich latach Rockfin przeszedł transformację z odnoszącej sukcesy firmy lokalnej w kluczowego globalnego gracza w sektorze energetycznym. Z nowymi właścicielami będziemy dalej wzmacniać naszą pozycję rynkową – mówi Michał Wróblewski, Prezes Rockfin.

Podczas transakcji Jet Investment korzystał ze wsparcia wiodących firm doradczych. Głównym doradcą strony sprzedającej była firma PwC Polska, doradztwo komercyjne zapewniła firma Arthur D. Little, natomiast rolę doradców prawnych pełniły kancelarie DLA Piper oraz DRV Legal. Doradcą konsorcjum Capmont była firma Kearney oraz Arthur D. Little; EY pełnił rolę doradcy finansowego i podatkowego, a kancelaria CMS — doradcy prawnego.

W portfelu funduszu Jet 2 pozostaje jeszcze spółka 2JCP działająca w sektorze energetycznym oraz grupa poligraficzna EDS. Obecnie Jet Investment finalizuje inwestycje realizowane w ramach funduszu Jet 3 oraz uruchamia fundusz Jet 4, który docelowo zainwestuje do 350 mln euro w przejęcia spółek przemysłowych.

Creotech Instruments liderem europejskiej misji na Księżyc

Creotech Instruments, notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) umowę na realizację fazy A misji Twardowski, pierwszej od ponad 20 lat w pełni europejskiej misji księżycowej. Creotech Instruments pełni w niej rolę głównego wykonawcy (prime contractor) i lidera całego przedsięwzięcia. Projekt zakłada umieszczenie satelity, opartego na platformie HyperSat na niskiej orbicie Księżyca oraz wykonanie mapowania jego powierzchni w celu identyfikacji zasobów i wsparcia przyszłych misji lądowania. Wartość fazy A projektu wynosi 500 tys. EUR. Prace rozpoczną się w styczniu 2026 roku i potrwają 9 miesięcy. Projekt jest kontynuacją fazy 0 zrealizowanej przez Spółkę w 2025 roku. 

– Misja Twardowski to wyjątkowe przedsięwzięcie, które stawia Polskę w centrum europejskiej eksploracji kosmosu i daje naszemu krajowi realną szansę na istotny wkład w międzynarodowe programy badawcze. Jest to jednocześnie pierwsza od czasów misji SMART-1, w pełni europejska misja księżycowa, umożliwiająca Polsce aktywy udział w kształtowaniu europejskiej strategii badawczej na Księżycu oraz realizacji kluczowych projektów eksploracyjnych. W ramach fazy A sformalizujemy wymagania misji i przygotujemy ją do kolejnych etapów rozwoju, osiągając kamień milowy
w europejskiej eksploracji Srebrnego Globu – komentuje
dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Misja Twardowski planowana jest jako księżycowa misja klasy „Small Mission to the Moon”. W 2029 roku satelita oparty na platformie HyperSat ma trafić na niską orbitę Księżyca i wykonać globalne zobrazowanie jego powierzchni w zakresie widzialnym i podczerwieni (VIS–MIR), z wysoką rozdzielczością przestrzenną i spektralną. Pozyskane dane umożliwią szczegółowe mapowanie zasobów surowcowych Księżyca oraz analizę potencjalnych miejsc lądowań dla międzynarodowych programów eksploracyjnych, w tym programu Artemis.

Zakres planowanych badań bezpośrednio wpisuje się w długoterminowe międzynarodowe plany eksploracji Księżyca, w tym budowy stałych baz badawczych na jego powierzchni. Funkcjonowanie takich obiektów będzie wymagało dostępu do kluczowych zasobów, tj. tlenu, wody, energii (w tym pozyskiwanej z wodoru) oraz materiałów budulcowych, których transport z Ziemi jest kosztowny i nieefektywny. Szczególne znaczenie ma w tym kontekście odkrycie wody na Księżycu w 2009 r., które otworzyło nowe możliwości dla przyszłych misji załogowych i wykorzystania lokalnych zasobów. Z tego powodu niezbędny jest rozwój zdolności do identyfikacji i wykorzystania naturalnych zasobów Księżyca. Misja Twardowski dostarczy kluczowych danych do realizacji tych celów, wzmacniając europejskie kompetencje w globalnej eksploracji kosmosu.

Creotech Instruments pełni rolę głównego wykonawcy całego przedsięwzięcia i lidera konsorcjum, odpowiadając za platformę satelitarną satelity, architekturę systemową oraz integrację misji. Projekt będzie realizowany we współpracy z polskimi i europejskimi partnerami przemysłowymi i naukowymi, co dodatkowo podkreśla europejski charakter misji i wzmacnia współpracę przemysłową w regionie.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Creotech Instruments zrealizował wspólnie z ESA wiele projektów kosmicznych, stając się jednym z największych polskich kontrahentów Agencji oraz jednym z kluczowych Partnerów ESA w Europie Środkowej, w tym w obszarze misji eksploracyjnych.

Polska od kilku lat aktywnie angażuje się w międzynarodowe inicjatywy eksploracyjne, m.in. poprzez udział w porozumieniach Artemis Accords oraz programach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Misja Twardowski stanowiłaby pierwszy tak znaczący i konkretny polski wkład w globalne plany eksploracji Księżyca, jednocześnie wzmacniając europejskie kompetencje w obszarze niskokosztowych misji planetarnych. Działania podejmowane na arenie międzynarodowej przekładają się także na decyzje wzmacniające pozycję Polski w europejskim sektorze kosmicznym.

Pod koniec listopada br. Polska podjęła strategiczną decyzję o zwiększeniu krajowego zaangażowania w budżet ESA. Z 731 mln EUR przeznaczonej na lata 2026 – 2028, blisko 550 mln EUR trafi na realizację programów opcjonalnych Agencji, w tym na projekty związane z eksploracją Księżyca, obserwacją Ziemi, bezpieczną łącznością, transportem kosmicznym, serwisowaniem na orbicie oraz rozwojem technologii dla przyszłych misji.

UODO: pracodawca może przekazać związkowi zawodowemu dane pracowników na potrzeby referendum strajkowego

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wskazał, że obowiązujące przepisy dają pracodawcy podstawę prawną do udostępnienia zakładowej organizacji związkowej informacji – w tym danych osobowych pracowników – jeżeli jest to niezbędne do przeprowadzenia referendum strajkowego. Stanowisko jest odpowiedzią na pytanie ministry rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.

Referendum strajkowe wymaga weryfikacji uprawnionych

Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych strajk w zakładzie pracy może zostać ogłoszony po uzyskaniu zgody większości głosujących pracowników, pod warunkiem że w głosowaniu (referendum strajkowym) wzięło udział co najmniej 50% pracowników. Oznacza to, że organizacja związkowa musi nie tylko zebrać głosy, ale też wykazać spełnienie wymogów frekwencyjnych i większościowych.

W praktyce rodzi to problem organizacyjny: aby referendum miało wiarygodny charakter, związek powinien zapewnić, że głosują wyłącznie osoby uprawnione, oraz móc udowodnić, ilu pracowników realnie wzięło udział w głosowaniu. Bez listy zatrudnionych rzetelna weryfikacja staje się bardzo utrudniona.

Obowiązek informacyjny pracodawcy wobec związku

Prezes UODO odwołuje się również do przepisów ustawy o związkach zawodowych, które nakładają na pracodawcę obowiązek udzielenia – na wniosek zakładowej organizacji związkowej – informacji niezbędnych do prowadzenia działalności związkowej. W ocenie Urzędu, działalność ta obejmuje także działania związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem referendum strajkowego.

Jakie dane mogą być przekazane i na jakiej podstawie RODO?

UODO wskazuje, że przekazanie danych pracowników może być legalne, jeśli dotyczy informacji niezbędnych do osiągnięcia celu, jakim jest przeprowadzenie referendum strajkowego. Jako przykład wymieniane są: imię, nazwisko oraz służbowe dane kontaktowe (np. firmowy e-mail lub numer służbowy), czyli dane związane z zatrudnieniem, co do zasady niewkraczające w sferę prywatności.

Kluczowa jest podstawa przetwarzania: w takim przypadku ma nią być niezbędność do wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na pracodawcy jako administratorze danych (art. 6 ust. 1 lit. c RODO). Innymi słowy – nie chodzi o „zgodę pracowników”, lecz o realizację obowiązku wynikającego z przepisów regulujących spory zbiorowe i relacje ze związkami zawodowymi.

Minimalizacja i ocena wniosku – co powinien zrobić pracodawca?

Według stanowiska UODO pracodawca, rozpatrując wniosek związku, powinien w pierwszej kolejności ocenić, czy jest on należycie uzasadniony, a następnie udostępnić wyłącznie taki zakres danych, który jest konieczny do realizacji celu. To odwołanie do zasady minimalizacji danych (art. 5 ust. 1 lit. c RODO): tyle, ile trzeba – i ani informacji więcej.

W praktyce oznacza to, że nawet jeżeli pracodawca ma podstawę do przekazania listy pracowników, nie powinien automatycznie udostępniać danych nadmiarowych (np. prywatnych numerów telefonów czy prywatnych adresów e-mail), jeśli do organizacji referendum wystarczą kanały służbowe.

Spór o to, czy i w jakim zakresie związki zawodowe mogą pozyskiwać dane pracowników w kontekście referendum strajkowego, od lat wracał w praktyce zakładów pracy – zwłaszcza przy pracy zdalnej i rozproszonych zespołach. Stanowisko UODO porządkuje kluczową kwestię: jeżeli wniosek jest uzasadniony, a zakres danych minimalny i celowy, przekazanie informacji może być zgodne z prawem.

Jen słaby mimo podwyżki stóp

Podniesienie przez Bank Japonii głównej stopy procentowej do 0,75% – najwyższego poziomu od 1995 roku – stanowi istotny symbol odejścia od wieloletniej polityki ultrałagodnej i epoki deflacji. Nie jest to jednak finał procesu normalizacji, lecz kolejny etap w długofalowej transformacji japońskiej polityki pieniężnej. Gubernator Kazuo Ueda, konsekwentnie unikający pojęcia „zacieśnianie”, podkreśla, że obecna polityka nadal pozostaje łagodna, a dalsze działania będą zależne od danych makroekonomicznych, zwłaszcza dynamiki inflacji i wzrostu płac.

Mimo że od początku 2024 roku BoJ dokonał już czterech podwyżek, poziom stóp procentowych w Japonii wciąż pozostaje niski na tle innych rozwiniętych gospodarek. Bank przyjmuje strategię stopniowego i przewidywalnego działania – odmiennego od stylu poprzedniego prezesa Haruhiko Kurody – unikając gwałtownych zmian, które mogłyby zaskoczyć rynki.

Inwestorzy liczyli na to, że Ueda zarysuje jasną mapę drogową dojścia do tzw. stopy neutralnej – poziomu, przy którym polityka pieniężna nie stymuluje ani nie hamuje gospodarki. Tymczasem Gubernator przyjął postawę wyczekującą i pełną niedomówień. Stwierdził on, że szacunki dotyczące stopy neutralnej mieszczą się w „dość szerokim przedziale” i trudno jest wskazać konkretny punkt docelowy. Dodał również, że Bank będzie musiał obserwować reakcję gospodarki na każdą kolejną zmianę, zanim podejmie decyzję o następnych krokach. Taka retoryka została odebrana przez rynek jako „gołębia”. Sugerowała ona, że BoJ nie spieszy się z kolejnymi podwyżkami i będzie działał bardzo ostrożnie. Brak agresywnego zobowiązania do walki z inflacją poprzez szybkie podwyżki stóp oznaczał, że różnica w stopach procentowych między USA a Japonią nie będzie się zawężała tak szybko, jak spekulowano.

W jednym z kluczowych momentów konferencji, Ueda stwierdził, że „nie ma specjalnego znaczenia” w fakcie, iż stopy osiągnęły poziom najwyższy od 30 lat. To zdanie miało potężny wydźwięk psychologiczny. Inwestorzy, którzy budowali narrację o „historycznym zwrocie” i „nowej erze dla jena”, otrzymali od szefa banku centralnego sygnał, że dla decydentów jest to jedynie techniczne dostosowanie, a nie rewolucja. Skutkiem tych działań, paradoksalnie jen japoński osłabił się, co pokazuje że inwestorzy oczekiwali bardziej jednoznacznych sygnałów co do przyszłych działań BoJ. Para USDJPY wyznaczyła nowe grudniowe maksimum na 157,15. Rentowność 10-letnich obligacji Japonii osiągnęła najwyższy poziom od początku XXI wieku, a indeks Nikkei 225 zakończył dzień wzrostem ponad 1%, co może świadczyć o pozytywnej ocenie kierunku polityki pieniężnej przez inwestorów akcji.

Handel kryptoaktywami w XTB coraz bliżej

XTB przybliża się do rozszerzenia oferty o handel kryptoaktywami na rynku spot. Spółka z grupy XTB uzyskała zgodę regulacyjną na Cyprze, dzięki czemu będzie mogła świadczyć usługi zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA. To kolejny etap rozwoju oferty XTB.

Rozszerzenie działalności o kryptoaktywa na rynku spot jest jednym z priorytetów rozwoju platformy XTB. Plany te będzie można już niedługo zrealizować dzięki zezwoleniu uzyskanemu przez cypryjską spółkę z Grupy XTB, działającą pod nadzorem Cypryjskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (CySEC) jako regulowany dostawca usług w zakresie kryptoaktywów. Działalność będzie prowadzona zgodnie z wymogami MiCA. W ramach zezwolenia klienci będą mogli uzyskać dostęp do handlu kryptoaktywami na rynku spot za pośrednictwem aplikacji inwestycyjnej XTB.

Uzyskanie zezwolenia na Cyprze to dla nas istotny krok. W kolejnych tygodniach będziemy kontynuować prace wdrożeniowe, aby uruchomić ofertę handlu kryptoaktywami na rynku spot dla lokalnych klientów w 2026 roku – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB. – Cieszymy się, że będziemy mogli odpowiedzieć na rosnące zainteresowanie klientów tą klasą aktywów. Start produktu na Cyprze będzie dla nas ważnym etapem. Pozwoli on nam przetestować rozwiązanie w praktyce i przygotować się do ewentualnego rozszerzania oferty w kolejnych jurysdykcjach, po uzyskaniu wymaganych zgód regulacyjnych – podsumował Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Spółka nie podaje na tym etapie harmonogramu ewentualnej ekspansji geograficznej nowego produktu. Jednocześnie XTB podtrzymuje stanowisko, że pozostaje zainteresowana ubieganiem się o zezwolenie w Polsce, jeśli będzie to możliwe. Z uwagi na opóźnienia we wdrażaniu regulacji MiCA na polskim rynku, spółka, kierując się odpowiedzialnością biznesową oraz potrzebą zapewnienia przejrzystych ram nadzorczych, zdecydowała się równolegle pozyskać licencję w uznanej europejskiej jurysdykcji, jaką jest Cypr.

Pomet – kompleksowy partner w odlewnictwie aluminium. Od projektu po realizację

Współczesny przemysł potrzebuje czegoś więcej niż samego odlewu. Firmy chcą partnera, który poprowadzi cały proces od pierwszego szkicu, przez zaprojektowanie formy, aż po gotową, obrobioną i sprawdzoną część. Tym właśnie zajmuje się Pomet. To polska firma z ponad 25-letnim doświadczeniem, która łączy odlewnictwo aluminium z pełnym zapleczem projektowym i produkcyjnym.

Czym jest Pomet? Solidny partner od technologii i produkcji

Pomet jest jedną z najdłużej działających polskich odlewni lekkich stopów, specjalizującą się w odlewach aluminium i stopów aluminium w technologii odlewania grawitacyjnego w kokilach i formach piaskowych. Firma posiada własne biuro konstrukcyjno-technologiczne, więc może przejąć projekt już na etapie koncepcji.

Odlewnictwo aluminium, czyli serce działalności

Proces odlewania obejmuje pełną kontrolę nad materiałem, topieniem, temperaturą, wypełnieniem formy. W praktyce oznacza to powtarzalność, stabilność parametrów i wysoką jakość odlewów.

Firma pracuje zarówno w krótkich, jednostkowych seriach, jak i produkcji wielkoseryjnej. Dzięki temu Pomet obsługuje tak różne branże, jak np.:

  • maszyny przemysłowe,
  • motoryzacja,
  • energetyka i elektrotechnika.

Ambicją firmy jest stałe zwiększanie kompetencji technologicznych i poszerzanie współpracy z nowymi sektorami, zwłaszcza tymi, które potrzebują dużej precyzji i żywotności komponentów.

Od projektu po gotowy element

To, co wyróżnia firmę, to fakt, że nie kończy pracy na etapie odlewu. Oferuje kompletną ścieżkę produkcyjną, na którą składają się:

✔ Projektowanie odlewów i oprzyrządowania

Biuro konstrukcyjno-technologiczne przygotowuje modele oraz projektuje oprzyrządowanie do produkcji. To na tym etapie optymalizuje się grubości ścianek, układ zasilania i nadlewy, minimalizując ryzyko wad odlewniczych.

✔ Obróbka cieplna aluminium

Pomet stosuje m.in. przesycanie i starzenie, co pozwala poprawić strukturę odlewu, zwiększyć jego wytrzymałość oraz odporność na obciążenia dynamiczne.

✔ Obróbka mechaniczna CNC

Dysponując wsparciem partnerów biznesowych, mamy możliwość wykonania obróbki CNC w dowolnym zakresie. Firma realizuje zarówno pojedyncze operacje, jak i pełną obróbkę mechaniczną wg potrzeb klienta.

✔ Malowanie i anodowanie

Wykończenie powierzchni jest jednym z zasadniczych elementów estetyki i trwałości. Firma oferuje powłoki ochronne zgodne ze specyfikacją klienta i normami branżowymi.

✔ Kontrola jakości i testy końcowe

Każdy element przechodzi kontrolę wymiarową, wizualną i, jeśli wymaga tego projekt, również testy wytrzymałościowe lub nieniszczące.

„Klient często przychodzi z gotową wizją elementu. Naszym zadaniem jest sprawdzić, czy ten odlew będzie się dało wykonać bez wad, zanim ktokolwiek zainwestuje w formę. Jesteśmy w stanie na etapie projektu wykryć miejsca ryzyka, np. zapadnięcia, niedolewy czy zbyt cienkie ścianki. Na końcu klient dostaje odlew, który po prostu działa i daje się powtarzalnie produkować.”

— mówi Główny Technolog odlewni Pomet

Dlaczego firmy wybierają Pomet?

Połączenie technologii, doświadczenia i odpowiedzialności za cały proces sprawia, że współpraca z tą odlewnią jest dla wielu firm po prostu wygodniejsza. Klient nie musi już koordynować kilku podwykonawców — jednej firmy od odlewów, drugiej od obróbki, trzeciej od anodowania. To daje poczucie kontroli, skraca czas realizacji i znacząco zmniejsza liczbę potencjalnych błędów po drodze.

Korzyści dla klienta:

  • mniejsze ryzyko błędów i pomyłek na etapie przekazywania dokumentacji,
  • szybsze wdrożenie do produkcji,
  • pełna odpowiedzialność po jednej stronie,
  • powtarzalność i stabilność parametrów w długich seriach,
  • możliwość skalowania zamówień wraz z rozwojem projektu.

Pomet jako partner

W przemyśle liczy się dziś przede wszystkim pewność procesu, a nie tylko cena pojedynczego detalu. Dzięki połączeniu odlewnictwa aluminium, zaplecza konstrukcyjnego i dodatkowych usług jak malowanie, obróbka mechaniczna i inne, Pomet przejmuje odpowiedzialność za cały cykl życia produktu. W efekcie klienci otrzymują produkt nie tylko wykonany, ale opracowany i doprowadzony do końcowego etapu przez jednego, odpowiedzialnego partnera.

Pełna oferta firmy dostępna jest na https://pomet.com/.

Rynek pracy w Polsce hamuje. Mniej etatów i mniej rekrutacji, ale bez wyraźnych sygnałów paniki

Rynek pracy wyraźnie hamuje. Najnowsze odczyty sugerują, że czas wysokiej aktywności firm mamy już za sobą. W listopadzie 2025 r. zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw skurczyło się o 0,8% (ok. 50 tys. etatów) w relacji rocznej. Słabnie też popyt na nowych pracowników: 209 tys. ofert na czołowych portalach to wynik o 9% gorszy niż rok temu. Trend spadkowy utrzymuje się już od półrocza, sprowadzając liczbę ogłoszeń do poziomów z pandemicznego 2020 roku.

Listopadowe „odbicie” może być tylko sezonowe

Tendencja spadkowa nie jest jednorazowa. W praktyce trwa od połowy 2023 r. i – mimo pojedynczych miesięcznych wahań – utrzymuje się już ponad dwa lata. W listopadzie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 6413,8 tys. etatów. W porównaniu z październikiem liczba etatów wzrosła o 9,3 tys., jednak ekonomiści zwracają uwagę, że taki przyrost może wynikać głównie z czynników sezonowych (m.in. wzmożonej aktywności handlu i logistyki w końcówce roku), a nie z trwałej poprawy sytuacji.

Mniej ofert pracy: firmy rekrutują ostrożniej

Spadek liczby ogłoszeń rekrutacyjnych wzmacnia obraz ostrożności po stronie pracodawców. Wynik około 209 tys. nowych ofert w listopadzie nie tylko jest wyraźnie niższy niż przed rokiem, ale też potwierdza konsekwentne ograniczanie naborów. Dla kandydatów oznacza to trudniejsze warunki szczególnie w branżach wrażliwych na koszty i niepewność popytu, gdzie rekrutacje są zwykle „przykręcane” jako pierwsze, gdy firmy ostrożniej planują kolejne kwartały.

Demografia zmienia punkt odniesienia: szybciej ubywa pracowników niż miejsc pracy

Kluczowym tłem dla tych danych jest demografia. W 2025 r. liczba osób w wieku produkcyjnym (20–64 lata) miała zmniejszyć się o 277 tys., czyli o 1,2% populacji w tej grupie. Rok wcześniej spadek wynosił około 0,8%, a prognozy wskazują na dalsze kurczenie się tej grupy również w kolejnym roku. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli zatrudnienie w firmach maleje, rynek pracy nie musi od razu gwałtownie się pogarszać, bo równolegle zmniejsza się pula potencjalnych pracowników. To jeden z powodów, dla których nastroje społeczne mogą pozostawać względnie spokojne.

Bezrobocie rośnie, ale nadal jest niskie na tle UE

Listopadowe dane pokazują też lekkie pogorszenie w statystykach bezrobocia rejestrowanego. Stopa bezrobocia wzrosła do 5,7% z 5,6% miesiąc wcześniej, a w urzędach pracy zarejestrowanych było 875,3 tys. bezrobotnych – o 100,8 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie w ujęciu porównawczym Polska nadal jest w unijnej czołówce krajów o najniższym bezrobociu według metodologii Eurostatu: w październiku wskaźnik dla Polski wyniósł 3,2%, co dawało drugie miejsce w UE po Malcie.

Dlaczego sytuacja nie wygląda jak kryzys?

Mimo pogorszenia części wskaźników, nie widać sygnałów gwałtownego wzrostu obaw o utratę pracy. Eksperci tłumaczą to m.in. tym, że spadki zatrudnienia są rozłożone w czasie, a demografia działa jak „amortyzator” – mniej osób w wieku produkcyjnym oznacza mniejszą presję na rynku. Równocześnie firmy, zamiast przeprowadzać masowe redukcje, częściej ograniczają rekrutacje, nie zastępują części odchodzących pracowników i ostrożniej planują tworzenie nowych etatów.

Co dalej: rynek bardziej selektywny, większa rola wydajności pracy

Jeżeli spadek liczby ofert utrzyma się dłużej, rynek pracy może stać się bardziej wymagający dla osób szukających zatrudnienia lub zmiany pracy – szczególnie w zawodach, w których nie występują duże braki kadrowe. Z perspektywy gospodarki rosnąć będzie znaczenie poprawy wydajności i automatyzacji, bo kurczących się zasobów pracy nie da się łatwo „nadrobić” samym zatrudnianiem. Krótkoterminowo kluczowe będzie to, czy końcówka roku okaże się głównie sezonowym odchyleniem, czy też sygnałem, że firmy na dłużej przechodzą w tryb ostrożnego planowania i ograniczania rekrutacji.

EBC bez zmian, BoE tnie stopy, USA zaskakuje inflacją: rynki łapią oddech

Polityka monetarna strefy euro zdaniem prezes Lagarde w „dobrym miejscu”. Bank Anglii obniża stopy, ale decyzja była trudna i wcale nie taka oczywista. Pozytywne zaskoczenie z USA na temat inflacji CPI za listopad.

Stopy po raz czwarty bez zmian

Nie mogło być niespodzianki, a analitycy w komplecie, prognozowali, że wczorajsze posiedzenie EBC nie przyniesie żadnych zmian w polityce monetarnej. To już więc czwarte kolejne „decyzyjne spotkanie”, które utrzymuje stopę depozytową na poziomie 2%. Patrząc na nowe projekcje makro i przede wszystkim założenia inflacyjne (1,9% w 2026 roku, 1,8% w 2027 roku), można wysnuć tezę, że jeszcze długo posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego będą zgoła przewidywalne, a żadnych zmian nie będzie. Podniesiono też prognozy PKB na ten rok z poziomu 1,2% do 1,4%, w 2026 roku ma to być poziom 1,2%. Na konferencji prasowej usłyszeliśmy wyważony ton prezes EBC, która podkreślała, że obecny poziom stóp procentowych jest w „dobrym miejscu”.  Większej reakcji na wspólnej walucie nie obserwowaliśmy, ale też trzeba pamiętać o tym, że „wszystkie karty” były już wcześniej na stole, więc większej reakcji się nie spodziewaliśmy.

Jastrzębie cięcie

W dużo trudniejszej sytuacji znalazł się Bank Anglii, gdzie obecna sytuacja tylko pokazuje jakie podziały występują w samym gremium decyzyjnym. Decyzja odnośnie do cięcia stóp odbyła się stosunkiem głosów 5-4, a warto dodać, że tydzień temu spodziewano się, że 5 członków zagłosuje za utrzymaniem kosztu pieniądza. Wygląda więc na to, że jeden z uczestników tuż przed posiedzeniem zmienił zdanie, a mogło tak się stać po dużo niższym odczycie inflacji CPI z tego tygodnia. Problemem BoE pozostaje wysoka inflacja w sektorze usług sięgająca 4,4% i właśnie o tym fakcie wspominał prezes Bailey, twierdząc, że przestrzeń do dalszych cięć jest ograniczona. Był to ratunek dla GBP, który ten tydzień miał dość mizerny, ale po posiedzeniu – które miało jastrzębie sygnały – udało się nieco odrobić strat.

Spory rozjazd

Dużym zaskoczeniem dla rynków był też odczyt inflacji CPI za listopad z USA. Dynamika osiągnęła poziom 2,7% r/r i nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że analitycy spodziewali się aż 3,1%. Również w przypadku bazowego odczytu wynik okazał się znacznie niższy – 2,6% vs 3,0% oczekiwanych. Patrząc stricte na liczby, widzimy dobitny sygnał zmniejszania się presji cenowej w USA. Tyle tylko, że zapala się lampka ostrzegawcza w postaci okresu jaki miał wtedy miejsce w Stanach, a mowa o trwającym shutdownie, który mógł wpłynąć na wyniki. Czy rynki przejęły się tym faktem? Absolutnie nie, a po publikacji, wzrosło prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych przez Fed, ale trzeba przyznać, jest to poziom 55%, co niczego nie przesądza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14.30 – USA – bazowy indeks cen PCE,

14.30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

PTWP sfinalizowała transakcję z Pluralis B.V. i obejmuje większościowy pakiet akcji Gremi Media

Grupa PTWP poinformowała o podpisaniu umowy objęcia akcji z funduszem Pluralis B.V. z siedzibą w Amsterdamie. W wyniku podpisania ww. umowy oraz podjęcia stosownych uchwał przez walne zgromadzenie, Pluralis B.V. wnosi do PTWP większościowy pakiet akcji Gremi Media – wydawcy dzienników „Rzeczpospolita” i „Parkiet” – wynoszący 56,82%. Fundusz Pluralis B.V. objął 369 590 nowych akcji serii C PTWP, które po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego będą stanowić 23% akcji PTWP. Wojciech Kuśpik, po rejestracji podwyższenia, zachowa pozycję większościowego akcjonariusza z udziałem wynoszącym 55,14% akcji PTWP. Konsekwencją procesu transakcyjnego są również istotne zmiany w składach organów nadzorczych oraz zarządczych ładu korporacyjnego obu grup medialnych. Transakcja potwierdza długoterminową strategię wzrostu Grupy PTWP, a także ustanawia stabilne fundamenty właścicielskie i organizacyjne dla dalszej integracji operacyjnej, wykorzystania synergii oraz wzmacniania pozycji najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce.

Tym samym zakończony został istotny etap procesu zapoczątkowany podpisaniem umowy inwestycyjnej 21 listopada 2025 r., otwierający nowy etap rozwoju Grupy PTWP oraz jeden z najważniejszych projektów konsolidacyjnych na polskim rynku medialnym ostatnich lat.

W ramach transakcji nadzwyczajne walne zgromadzenie PTWP podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję 369 590 nowych akcji zwykłych na okaziciela serii C o wartości nominalnej 0,50 zł każda. Kapitał zakładowy spółki został podwyższony z kwoty 618 660 zł do 803 455 zł. Emisja została przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy, co uznano za działanie leżące w interesie spółki i sprzyjające sprawnej realizacji jej celów strategicznych.

Akcje serii C zostały objęte przez Pluralis B.V. w zamian za wkład niepieniężny w postaci akcji Gremi Media o łącznej wartości 45,25 mln zł. Cena emisyjna jednej akcji serii C wyniosła 122,43 zł, co pokrywa łączną wartość emisji 45,25 mln zł. Walne zgromadzenie PTWP zaakceptowało zarówno wartość aportu, jak i warunki emisji. Akcje serii C PTWP są akcjami zwykłymi na okaziciela i uczestniczą w dywidendzie na równych zasadach z dotychczasowymi akcjami spółki. Akcje Gremi Media zostaną przeksięgowane na rachunek PTWP w następnym dniu roboczym, po podpisaniu umowy objęcia akcji.

Jednocześnie walne zgromadzenie podjęło uchwałę o zmianie statutu spółki oraz upoważniło zarząd PTWP do dokonania wszelkich czynności niezbędnych do przeprowadzenia emisji, dematerializacji akcji serii C oraz ubiegania się o ich dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Zmiany w statucie oraz podwyższenie kapitału zakładowego wymagać będą rejestracji w rejestrze przedsiębiorców KRS.

Finalizacja tej transakcji to moment przełomowy – zarówno dla Grupy PTWP, jak i dla całego rynku mediów biznesowych w Polsce. Konsekwentnie realizujemy strategię wzrostu – organicznie jak i poprzez akwizycje – a tytuły „Rzeczpospolita” i „Parkiet” stanowią jej kluczowy element. Wspólnie budujemy silny, wiarygodny i długoterminowy projekt, oparty na jakości, niezależności i synergii kompetencji – mówi Wojciech Kuśpik, prezes i założyciel Grupy PTWP.

W konsekwencji transakcji, po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego w PTWP, zmianie ulegnie również struktura akcjonariatu PTWP. Fundusz Pluralis B.V. objął 369 590 nowych akcji serii C PTWP, które po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego będą stanowić 23% akcji PTWP. Wojciech Kuśpik, po rejestracji podwyższenia, zachowa pozycję większościowego akcjonariusza z udziałem wynoszącym 55,14%.

Równolegle z finalizacją transakcji nastąpiły zmiany w organach spółek wchodzących w skład nowej struktury właścicielskiej. 11 grudnia br. rada nadzorcza Gremi Media podjęła uchwały dotyczące zmian w składzie zarządu – nowym członkiem zarządu został Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Zmiany personalne w organach zarówno Gremi Media, jak i PTWP, mają kluczowe znaczenie z punktu widzenia kontroli właścicielskiej oraz skutecznej realizacji założonej długoterminowej strategii rozwoju całej grupy. Uporządkowanie struktury właścicielskiej pozwala nam przejść do etapu integracji operacyjnej i konsekwentnego budowania oferty medialnej opartej na jakości, wiarygodności i skali działania. Równolegle porządkujemy ład korporacyjny w spółkach grupy – po zmianach w zarządzie Gremi Media, jutro walne zgromadzenie tej spółki podejmie uchwały dotyczące powołania do rady nadzorczej przedstawicieli PTWP, co zapewni spójność nadzoru i efektywne wdrażanie wspólnych celów strategicznych – podkreśla Wojciech Kuśpik.

Walne zgromadzenie PTWP powołało również nowych członków rady nadzorczej. Do jej składu dołączyli Grzegorz Kossakowski oraz Joanna Różycka-Iwan – dotychczas członkowie rady nadzorczej Gremi Media.

Joanna Różycka-Iwan wnosi blisko 20-letnie doświadczenie w inwestowaniu, doradztwie i zarządzaniu finansami, zdobyte m.in. jako Chief Investment Officer w Media Development Investment Fund oraz członkini rad nadzorczych spółek medialnych w Polsce i Europie. Grzegorz Kossakowski posiada wieloletnie doświadczenie w działalności inwestycyjnej, fuzjach i przejęciach oraz zarządzaniu organizacjami medialnymi, które zdobywał m.in. w grupach Agory i Eurozetu; obecnie pełni funkcję dyrektora ds. inwestycji na Europę w Media Development Investment Fund.

Finalizacja transakcji umożliwia integrację aktywów i kompetencji Grupy PTWP – obejmujących media internetowe, wydarzenia, rankingi, raporty branżowe oraz infrastrukturę eventową – z takimi tytułami jak „Rzeczpospolita”, „Parkiet” czy rp.pl. W efekcie powstaje największy w Polsce ekosystem informacji, analiz, wiedzy i wydarzeń dla biznesu, finansów oraz administracji publicznej.

Zamknięcie transakcji formalnie rozpoczyna nowy etap współpracy Grupy PTWP, Gremi Media oraz funduszu Pluralis B.V., ukierunkowany na długofalowy rozwój, wykorzystanie synergii oraz dalsze wzmacnianie pozycji najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce.

Walne zgromadzenie PTWP podjęło również uchwałę uruchamiającą program motywacyjny na lata 2026-2027, zakładającego emisję do 5% akcji, jako dodatkowego systemu wynagradzania i premiowania pracowników oraz współpracowników spółki i jej spółek zależnych. Program ma charakter długoterminowego systemu wynagradzania opartego na akcjach i jego celem jest zwiększenie zaangażowania uczestników w budowanie wartości oraz wyników finansowych spółki, a także zatrzymanie kluczowych osób w grupie kapitałowej. Program będzie realizowany poprzez emisję nowych akcji obejmowanych przez uczestników na preferencyjnych warunkach.

Projekt Baltic East Grupy ORLEN zwyciężył w aukcji URE

0

Grupa ORLEN umacnia pozycję w sektorze offshore wind – projekt Baltic East wygrał aukcję dla morskich farm wiatrowych przeprowadzoną przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. To istotny krok w kierunku rozwoju odnawialnych źródeł energii i budowy bezpiecznego, stabilnego systemu energetycznego w Polsce.

Projekt Baltic East przedstawił konkurencyjną ofertę z ceną 476,88 zł/MWh, której wartość jest niższa od ceny maksymalnej określonej rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska.

– Wygrana Baltic East w aukcji to przełomowy moment dla Grupy ORLEN i całego sektora offshore w Polsce. Ten sukces potwierdza naszą determinację w realizacji projektów, które zwiększają bezpieczeństwo energetyczne kraju i wspierają transformację w kierunku zeroemisyjnej gospodarki. Dzięki stabilnym warunkom finansowym możemy przejść do kolejnych etapów inwestycji, tworząc nowe możliwości dla polskiego przemysłu i maksymalizując udział polskich dostawców w budowie farmy oraz całym łańcuchu wartości – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

– Sukces, który dziś ogłaszamy nie wydarzyłby się bez pracy dziesiątek osób i firm działających pod presją czasu, ze świadomością istotności aukcji zarówno dla projektu, jak i całej branży. Odpowiednie przygotowanie oferty aukcyjnej to rezultat wielomiesięcznych prac, analiz techniczno-ekonomicznych, modelowania finansowego, dobrego rozpoznania rynku i dialogu z dostawcami. Jesteśmy dumni, że możemy realizować projekt, który ma tak strategiczne znaczenie dla transformacji energetycznej – podkreśla Janusz Bil, Prezes Zarządu ORLEN Neptun.

Wygrana w aukcji oznacza objęcie systemem wsparcia w postaci dwustronnego kontraktu różnicowego, który przez okres do 25 lat zapewni przewidywalny strumień przychodów i stabilne warunki dla inwestycji. Mechanizm ten gwarantuje pokrycie tzw. ujemnego salda, czyli różnicy między rynkową ceną energii a ceną aukcyjną.

Projektowi Baltic East przyznano finansowanie dłużne na preferencyjnych warunkach z KPO na realizację prac w części morskiej. Ostateczna decyzja inwestycyjna zostanie podjęta w latach 2029-2030. Zgodnie z harmonogramem pierwsza energia z farmy Baltic East popłynie w 2032 roku.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej jest fundamentem bezpieczeństwa energetycznego Polski i zapewnienia dostaw możliwie taniej energii. Baltic East to morski projekt koncernu, realizowany w ramach jednej z sześciu posiadanych koncesji Grupy ORLEN. Pierwszy prąd z offshore popłynie do odbiorców już w przyszłym roku z farmy Baltic Power, realizowanej przez ORLEN wspólnie z partnerem, firmą Northland Power. Równolegle rozwijany jest projekt Baltic West, obejmujący cztery koncesje w rejonie Ławicy Odrzańskiej. Wszystkie projekty są przygotowywane do udziału w polskim systemie wsparcia dla morskich farm wiatrowych. Pełna realizacja projektów nastąpi do 2040 roku.

HR na cyfrowym rozdrożu. Nowy raport HR TECH CHANGER 2025 pokazuje, kto wygrywa na technologicznej transformacji

Polski HR stoi dziś na wyraźnym zakręcie. Najnowszy raport „HR TECH CHANGER 2025”, opublikowany przez Polskie Forum HR, pokazuje, że sektor coraz mocniej dzieli się na dwa światy. Pierwszy tworzą agencje i firmy rekrutacyjne, które masowo wdrażają rozwiązania oparte na automatyzacji i sztucznej inteligencji. Drugi to małe organizacje, w których HR nadal często funkcjonuje w modelu „analogowym”, a z narzędzi HR Tech korzysta jedynie 62% firm zatrudniających do 10 pracowników. Eksperci podkreślają, że taka technologiczna przepaść może bezpośrednio wpływać na konkurencyjność przedsiębiorstw w najbliższych latach.

Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR
Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR

HR TECH CHANGER 2025 to już kolejna odsłona, opracowywanego przez Polskie Forum HR raportu, który kompleksowo opisuje kondycję i cyfrową dojrzałość polskiej branży HR. Tegoroczna edycja badania została zrealizowana we współpracy z Agencją Badawczą Openfield. – W ciągu kilku ostatnich lat technologia nie tylko zmieniła HR, ona całkowicie przeformułowała sposób, w jaki myślimy o pracy z ludźmi. Nasze badanie kolejny raz pokazuje tempo tej transformacji oraz to, jak różnie radzą sobie z nią organizacje w Polsce – mówi Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR.

Jak dodaje, tegoroczna edycja raportu wyjątkowo wyraźnie podkreśla rosnące dysproporcje rynkowe. – Dziś w agencjach rekrutacyjnych odsetek specjalistów wykorzystujących narzędzia HR Tech przekracza 98%. To, co jeszcze niedawno było ciekawostką, stało się absolutnym standardem. Tymczasem w najmniejszych organizacjach aż 38% działów HR deklaruje, że w ogóle nie używa technologii. To realna przepaść, która wpływa na efektywność procesów i konkurencyjność firm. – podkreśla Anna Wicha.

W rekrutacji rządzi AI

Podobnie jak w ubiegłych latach, także tym razem respondenci wskazali obszary związane z rekrutacją jako te, które są najintensywniej wspierane technologicznie. Na podium znalazły się selekcja kandydatów (32%), ich pozyskiwanie (25%) oraz systemy ATS i zarządzanie bazą kandydatów (19%). To potwierdza, że to właśnie rekrutacja jest obszarem, w którym HR Tech rozwija się najszybciej i gdzie AI faktycznie widać w działaniu.

Choć to rekrutacja pozostaje głównym beneficjentem narzędzi HR Tech, raport pokazuje, że im większa organizacja, tym szersze zastosowanie technologii. W firmach zatrudniających powyżej 250 osób rozwiązania cyfrowe wspierają już niemal każdy etap cyklu życia pracownika – od selekcji i oceny kompetencji, przez digitalizację dokumentacji i zarządzanie czasem pracy, aż po wellbeing i benefity.

AI w odcieniach szarości

Dla organizacji, które wykorzystują automatyzację i narzędzia oparte na AI korzyści z nich płynące są oczywiste. Jednak wraz ze wzrostem automatyzacji w procesach HR, rośnie świadomość, że nie jest to technologia pozbawiona wad, czy zagrożeń. O ile jeszcze w ubiegłym roku branża wskazywała, że największe wyzwania w stosowaniu HR Tech to 1. koszt narzędzi, 2. zachowanie prywatności i bezpieczeństwa danych oraz 3. trudności z wdrożeniem rozwiązań, to już tegoroczne badanie przesuwa punkt ciężkości w stronę (1.) kwestii zachowania prywatności i bezpieczeństwa danych oraz (2.) błędów algorytmicznych i stronniczość AI. Koszt narzędzie zajmuje obecnie ostatnie miejsce na podium. Co ciekawe, są to dokładnie te obszary, które w unijnym rozporządzeniu AI Act kwalifikują rozwiązania HR do kategorii systemów wysokiego ryzyka. To dowód, że polskie środowisko HR trafnie identyfikuje zagrożenia związane z wykorzystywaniem AI w procesach dotyczących ludzi.

Luka kompetencyjna

Wspomniany AI Act precyzyjnie określa, w jakich obszarach HR można wykorzystywać sztuczną inteligencję oraz jakie obowiązki spoczywają na organizacjach. Jednocześnie jasno podkreśla, że żadna decyzja dotycząca pracownika lub kandydata nie może być w pełni zautomatyzowana i pozostawiona wyłącznie algorytmowi. – Unijne rozporządzenie nakłada na firmy obowiązki, które wymagają między innymi rozumienia algorytmów i stałego nadzoru człowieka nad decyzjami AI. W tym kontekście ujawniona w raporcie luka kompetencyjna staje się jeszcze poważniejszym ryzykiem – wyjaśnia Przemysław Kadula, vice-prezes Polskiego Forum HR. Tym bardziej niepokoi fakt, że odsetek firm, w których pracodawca zapewnia dostęp do szkoleń rozwijających kompetencje technologiczne wynosi zaledwie 34%. Rośnie za to świadomość przedstawicieli środowiska HR, gdzie 46% kształci  się w tym obszarze na własną rękę.

Przyszłość HR Tech – inwestycje

Wyniki raportu pokazują nie tylko, gdzie dziś znajduje się polski HR, ale też dokąd zmierza. Najbliższe 12 miesięcy zapowiadają się dla większości uczestników rynku jako czas inwestycji w rozwiązania oparte na AI, przede wszystkim w obszarach selekcji (19%), oceny kompetencji (21%) i zarządzania bazą kandydatów (17%).

Jednocześnie aż jedna trzecia organizacji deklaruje, że nie planuje żadnych inwestycji. W praktyce oznacza to, że rynkowa polaryzacja będzie dalej narastać. Jedne firmy wejdą w erę inteligentnej automatyzacji, inne pozostając przy manualnych procesach będą stopniowo tracić przewagę konkurencyjną. – Coraz wyraźniej widać, że inwestycje w HR Tech nie są już kwestią wyboru, lecz warunkiem utrzymania efektywności i zdolności konkurencyjnej – komentuje Agnieszka Zielińska, Dyrektorka Polskiego Forum HR. – Firmy, które decydują się na wdrażanie rozwiązań opartych na AI, szybciej optymalizują procesy i podejmują trafniejsze decyzje biznesowe. Z kolei podmioty odkładające inwestycje na później ryzykują pozostanie w tyle, szczególnie w obliczu dynamicznych zmian regulacyjnych i rosnących oczekiwań pracowników oraz kandydatów. – dodaje.

Raport „HR TECH CHANGER 2025”, zawierający pełne wyniki badania zrealizowanego przez Openfield na zlecenie Polskiego Forum HR, komentarze ekspertów i analizy trendów, dostępny jest bezpłatnie na stronie Polskiego Forum HR.

Niepewna przyszłość kształcenia dualnego. Rzecznik MŚP interweniuje

Według sygnałów od przedstawicieli rzemieślników realizujących dualny model kształcenia Ochotnicze Hufce Pracy wstrzymują bądź też istotnie ograniczają zawieranie nowych umów o refundację wynagrodzeń wypłacanych młodocianym pracownikom. Jak wskazuje w swoim wystąpieniu do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk Rzecznik MŚP, może to mieć związek z wyczerpaniem środków przeznaczonych w obecnym roku na te zadania. Co więcej, ustawa budżetowa na rok 2026 przewiduje istotne zmniejszenie kwoty na refundację wynagrodzeń.

W związku tym – jak pisze Minister Agnieszka Majewska – w środowisku przedsiębiorców pojawiają się uzasadnione obawy o przyszłość dualnego kształcenia zawodowego. Mechanizm refundacji wynagrodzeń pracowników młodocianych z Funduszu Pracy jest nie tylko korzystny dla nich samych i dla zatrudniających ich pracodawców, ale pobudza rozwój całej gospodarki. Dlatego Rzecznik zwraca się do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wnikliwą refleksję nad powstałą sytuacją i udzielenie wyjaśnień w zakresie planowanych działań co do zaspokojenia faktycznych potrzeb zainteresowanych dualnym modelem kształcenia osób młodocianych.

Rynek nieruchomości: po mocnym październiku sezonowe hamowanie budów, pozwolenia stabilne

Najnowsze dane GUS pokazują wyraźny spadek liczby rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych, po wyjątkowo mocnym październiku. To przede wszystkim efekt sezonowych uwarunkowań, a nie sygnał trwałego osłabienia koniunktury.

Stabilny poziom pozwoleń na budowę oraz wysoka liczba mieszkań oddawanych do użytkowania potwierdzają, że rynek pozostaje w fazie równoważenia podaży i popytu.

Rozpoczęte budowy

Po bardzo dobrych wynikach dla sektora deweloperskiego w październiku, listopad przyniósł znaczne spowolnienie w zakresie nowych budów. Aby nie być gołosłownym, wynik 7966 mieszkań, których budowę rozpoczęto w listopadzie, był najsłabszym rezultatem dla pojedynczego miesiąca od przeszło 2,5 roku, czyli od kwietnia 2023.

Spadek względem października (m/m) wyniósł przeszło 37 proc. – Nie uważamy jednak, aby było to zwiastunem ogólnego osłabienia koniunktury, a raczej sezonowym wahnięciem. Słabsza miesięczna dynamika widoczna była choćby w czerwcu czy w sierpniu tego roku, a w kolejnych miesiącach wynik odbijał do pułapu ponad 11 tys. rozpoczynanych lokali – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Do listopada deweloperzy rozpoczęli łącznie budowę 120,8 tys. lokali. – Ponieważ historycznie, z powody aury czy okresu świątecznego, grudzień jest jednym z miesięcy, w których obserwuje się najmniej startów nowych inwestycji, zakładamy, że łączna liczba zainicjowanych budów mieszkań w 2025 r. wyniesie w sektorze deweloperskim nie więcej niż 130 tys. lokali – dodaje ekspert PZFD.

W prognozach na 2026 rok PZFD zakłada, że utrzymana zostanie podobna dynamika wprowadzeń do tej z 2025. – Na rynku będą się bowiem równoważyć pozytywne czynniki popytowe, w tym ostatni cykl obniżek stóp procentowych oraz podażowe w postaci najwyższej oferty dostępnych mieszkań w historii. Pierwsze odpowiedzi co do prawidłowości tej tezy poznamy jednak pod koniec pierwszego kwartału, gdy znane będą wyniki sektora w styczniu i lutym – podkreśla Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na budowę

Jeśli chodzi o pozwolenia na budowę deweloperzy uzyskali w listopadzie zgodę na budowę 13 818 lokali. W przeciwieństwie do danych dotyczących rozpoczynanych inwestycji, wynik ten jest zbliżony do miesięcznej średniej dla 2025 roku, a więc możemy mówić o pewnej stabilizacji.

Niemniej, w porównaniu z 2025 rokiem, liczba uzyskanych pozwoleń spadła o prawie 20 proc., co świadczy o mniejszych możliwościach inwestorów, którzy borykali się z wyprzedażą istniejącej oferty i oczekiwali na poprawę sytuacji popytowej.

O ile dane na temat rozpoczętych budów stanowią najbardziej aktualną informację o rynkowej koniunkturze, to liczba pozwoleń jest często wypadkową nastrojów panujących około 6-12 miesięcy wcześniej, gdyż zwyczajowo właśnie wtedy składany był wniosek o pozwolenia na budowę. – To właśnie dlatego w 2024 obserwowaliśmy bardzo dobry wynik w zakresie pozwoleń. Był on bowiem częściowo napędzany programem BK2 proc. oraz wiarą w utrzymanie podobnego mechanizmu wsparcia rynkowego. Tegoroczny, niemal 20 proc. spadek jest natomiast rezultatem upadku tych oczekiwań i osłabienia rynkowej koniunktury w 2024 roku, co skutkowało spadkiem popytu i w świetle wysokiej podaży mieszkań zahamowało starania inwestorów o nowe pozwolenia – podsumowuje Patryk Kozierkiewicz.

Lokale oddane do użytkowania

Deweloperzy w listopadzie oddali do użytkowania ponad 13,6 tys. nowych mieszkań. Łączny wynik do listopada wynosi natomiast 117,7 tys. mieszkań.

Porównując rok do roku jest to rezultat o 6,9 proc. lepszy niż w pierwszych jedenastu miesiącach 2024. Jednakże, gdy zestawimy ze sobą wyniki wyłącznie za listopad, w tym roku oddano aż o ponad 30 proc. mieszkań więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. Wynika to z faktu, że średni czas trwania budowy budynku wielorodzinnego to około 22 miesiące. – Budowa oddawanych dziś mieszkań rozpoczynała się w okresie boomu inwestycyjnego z przełomu końca 2023 roku i początku 2024 roku, gdy inwestorzy zwiększali podaż w odpowiedzi na zapotrzebowanie wywołane programem BK2 proc. Stąd zauważalna poprawa danych, która skądinąd – z tych samych powodów o których mowa wcześniej – będzie utrzymywać się przez cały 202c rok – uważa ekspert PZFD.

Złoty rok na rynkach. Co dalej z cenami kruszcu?

Złoto było inwestycyjnym hitem mijającego roku. Od początku stycznia jego cena wyrażona w dolarach wzrosła o 65,3 proc. W złotych, ze względu na umocnienie się polskiej waluty, wzrost wyniósł 43,4 proc. Z surowców lepszy wynik na globalnych rynkach miały jedynie srebro i platyna. Rosnąca wycena kruszcu idzie w parze z jego rekordową popularnością – obecnie posiada go w portfelu aż 61% polskich inwestorów indywidualnych. Perspektywy dla złota na przyszły rok także wyglądają pozytywnie. Większość czynników, które wspierały wzrost cen złota w mijających miesiącach, nie zniknie. Wielu inwestorów liczy wręcz na to, że w 2026 roku cena przekroczy granicę 5000 dolarów za uncję.

To najlepszy rok dla złota od 1979 roku, a skala wzrostów wyraźnie wyróżnia kruszec na tle innych klas aktywów. Rekordową cenę 4381,5 dolara za uncję złoto osiągnęło 20 października. Później nastąpiła korekta, ale obecnie notowania znów zbliżają się do historycznego maksimum. Za odbiciem stoją oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych oraz narastające napięcia geopolityczne. Choć część inwestorów wiąże nadzieje z możliwym rozejmem w wojnie w Ukrainie, w tle wyraźnie zaognia się sytuacja w Wenezueli. Rosnąca presja ze strony USA, w tym blokada tankowców objętych sankcjami oraz zwiększona obecność militarna w regionie, wzmacnia popyt na bezpieczne aktywa, do których złoto tradycyjnie należy.

Dodatkowym wsparciem dla ceny pozostaje polityka pieniężna i inflacja. W 2025 roku Fed trzykrotnie obniżał stopy procentowe, choć tempo dalszego luzowania wciąż jest niewiadomą. Inflacja w USA utrzymuje się na podwyższonym poziomie i może znów zaskoczyć w górę, co przekłada się na niższe realne stopy procentowe i sprzyja złotu. Dla porównania w Polsce inflacja wyraźnie hamuje, a Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w tym roku stopy procentowe o łącznie 175 punktów bazowych. W takim otoczeniu złoto nie tylko pełni funkcję zabezpieczenia przed inflacją, ale zyskuje na znaczeniu jako kluczowy stabilizator portfeli inwestycyjnych.

Silnym fundamentem tegorocznego wzrostu cen pozostają intensywne zakupy banków centralnych. Już trzeci rok z rzędu utrzymują one rekordowe tempo akumulacji rezerw w kruszcu. W obliczu napięć geopolitycznych i niepewności co do przyszłości dolara jako waluty rezerwowej, wiele krajów zwiększa udział złota w swoich bilansach. Jednym z najbardziej aktywnych nabywców jest Narodowy Bank Polski, który w 2025 roku dodał do swoich rezerw niemal 100 ton kruszcu. Tym samym NBP zbliża się do celu wyznaczonego przez prezesa Adama Glapińskiego, czyli 30-procentowego udziału złota w całkowitych rezerwach walutowych. Obecnie wskaźnik ten wynosi już 27,5 proc.

Rosnące ceny i niepewność gospodarcza wpływają na popularność złota wśród polskich inwestorów. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego obecnie złoto posiada w portfelach 61 proc. z nich. Zdecydowana większość z nich nabyła kruszec w ciągu ostatnich dwóch lat. Dotyczy to 39 proc. ogółu inwestorów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy złoto kupiło 21 proc. inwestorów. Złoto częściej posiadają mężczyźni. 66 proc. z nich ma je w portfelu, w porównaniu do 56 proc. wśród kobiet.

Wbrew obiegowej opinii to nie najstarsi inwestorzy są największymi entuzjastami złota. Najwięcej zwolenników kruszcu znajdziemy wśród Millenialsów. Aż 69 proc. osób w wieku 28–43 lat deklaruje jego posiadanie. Niewiele mniej, bo 65 proc., to przedstawiciele pokolenia X, czyli osoby w wieku 44–59 lat. Złoto jest najmniej popularne właśnie wśród osób powyżej 60. roku życia. Tylko 42 proc. deklaruje jego posiadanie. Także 53 proc. inwestorów z pokolenia Z, czyli w wieku 18–27 lat, inwestuje w złoto. Wyniki te pokazują, że złoto przestaje być postrzegane jako aktywo wyłącznie dla najbardziej konserwatywnych inwestorów. Jego rosnąca popularność wśród młodszych pokoleń odzwierciedla zmieniające się preferencje inwestycyjne.

Pod koniec 2025 roku złoto może ponownie przetestować historyczne szczyty. Nie jest też wykluczone, że zobaczymy nowe rekordy cenowe. Wraz ze zbliżającym się końcem roku inwestorzy coraz mocniej pozycjonują się pod możliwe dalsze wzrosty. To wzmacnia krótkoterminowy sentyment wokół metali szlachetnych.

Jeśli chodzi o 2026 rok, prognozy pozostają umiarkowanie optymistyczne. Część analityków przewiduje, że cena złota może sięgnąć nawet 5000 dolarów za uncję. Takie scenariusze zakładają kontynuację spadków stóp procentowych w USA, utrzymującą się presję inflacyjną oraz dalsze zakupy złota przez banki centralne. Na rynku dominuje przekonanie, że strukturalne otoczenie makroekonomiczne nadal sprzyja wzrostowi. Warto jednak mieć na uwadze możliwe czynniki ryzyka, takie jak spowolnienie gospodarcze, chwilowa stabilizacja geopolityczna czy realizacja zysków po dynamicznych wzrostach.

Cyberbezpieczeństwo 2026: ransomware, deepfake’i i wojna agentów AI

Rok 2025 był dla Polski wyjątkowo trudny pod względem cyberbezpieczeństwa. Znaleźliśmy się w absolutnej czołówce światowej, jeśli chodzi o liczbę wykrytych ataków ransomware. Raport firmy Eset pokazuje niepokojące dane, bo aż 6 procent wszystkich ataków ransomware wykrytych na świecie dotyczyło naszego kraju. To nie jest statystyka, którą można zbagatelizować. To wyraźny sygnał, że Polska stała się jednym z głównych celów międzynarodowych grup cyberprzestępczych. I właśnie ten kontekst jest kluczowy, gdy zastanawiam się, co przyniesie nam rok 2026.

Patrząc na nadchodzące dwanaście miesięcy, nie widzę powodów do optymizmu, jeśli chodzi o skalę zagrożenia ransomware. Wręcz przeciwnie – jestem przekonana, że ten trend się utrzyma, a być może nawet nasili. Dlaczego? Powodów jest kilka, ale najważniejszy to prosty rachunek ekonomiczny przestępców. Ransomware to dla nich niezwykle opłacalny model biznesowy. Koszty ataku są relatywnie niskie, a potencjalne zyski ogromne. Dodatkowo Polska jest rynkiem dynamicznie rozwijającym się, coraz zamożniejszym, z rosnącą liczbą średnich i dużych przedsiębiorstw, które są w stanie zapłacić okup. To naturalnie przyciąga grupy cyberprzestępcze, które dokładnie obserwują, gdzie pieniądze są, a gdzie niestety wciąż oszczędza się na zabezpieczeniach.

Sztuczna inteligencja zmienia zasady gry

Mówiąc o perspektywach na rok 2026, nie można pominąć sztucznej inteligencji. Spodziewam się, że nastąpi dalszy, dynamiczny wzrost wykorzystania AI zarówno po stronie atakujących, jak i broniących się. To wyścig zbrojeń nowej ery, gdzie przewaga technologiczna może zadecydować o wszystkim.

Po stronie cyberprzestępców widzę dwa najistotniejsze trendy związane z AI. Po pierwsze, generowanie phishingu najwyższej jakości. Nie mówimy tu już o niezdarnych wiadomościach z błędami ortograficznymi i dziwną składnią. AI potrafi teraz tworzyć perfekcyjne emaile, dostosowane do kontekstu, kultury organizacyjnej, a nawet stylu komunikacji konkretnych osób. Spearphishing – czyli phisihng, który jest wymierzony precyzyjnie w konkretne osoby – osiągnie nowy poziom zaawansowania. Prezesi, dyrektorzy finansowi, księgowe dużych firm staną się celami ataków tak spersonalizowanych, że odróżnienie ich od prawdziwej korespondencji będzie graniczyło z cudem.

Po drugie, a może nawet przede wszystkim, widzę gwałtowny wzrost znaczenia voice phishingu oraz pełnego video cloningu z obrazem i dźwiękiem. Technologia deepfake’ów przestaje być ciekawostką z konferencji technologicznych, a staje się codziennym narzędziem w rękach przestępców. Wyobraźmy sobie sytuację: księgowa otrzymuje telefon od prezesa firmy, którego głos brzmi identycznie jak w rzeczywistości, albo wideopolączenie, na którym widzi jego twarz i mimikę. Prosi o pilny przelew w związku z nową inwestycją. Jak się bronić przed czymś takim? Te ataki będą trudne do wykrycia nawet dla doświadczonych specjalistów, którzy teoretycznie wiedzą, że coś takiego jest możliwe.

Autonomiczni agenci AI pracujący dla przestępców

Jest jednak coś jeszcze bardziej niepokojącego. W roku 2025 pojawiły się pierwsze platformy pozwalające agentom AI samodzielnie wybierać ofiary, oceniać ich potencjał finansowy, wyszukiwać proste podatności w infrastrukturze, pisać exploity lub korzystać z gotowych bibliotek, a następnie autonomicznie prowadzić pełny atak. To nie jest science fiction – to rzeczywistość, która już się dzieje. I ten trend będzie niewątpliwie rósł w roku 2026.

Oznacza to demokratyzację cyberprzestępczości na niespotykaną dotąd skalę. Do przeprowadzenia skutecznego ataku nie będzie już potrzebna głęboka wiedza techniczna ani doświadczenie. Wystarczy dostęp do odpowiedniej platformy AI, która zrobi wszystko za ciebie. Bariera wejścia obniża się drastycznie, nie tylko pod względem finansowym, ale również wiedzy dotyczącej informatyki czy cyberbezpeiczenstwa, co oznacza, że liczba potencjalnych atakujących może wzrosnąć wielokrotnie i znani z przeszłości „script kiddies” będę expertami na tle innych amatorów.

AI jako tarcza, nie tylko miecz

Na szczęście sztuczna inteligencja to broń obosieczna. Producenci rozwiązań bezpieczeństwa doskonale zdają sobie sprawę z potencjału AI i będą masywnie inwestować w wykorzystanie tej technologii po stronie obrony. Kluczowym trendem będzie konsolidacja narzędzi – łączenie jak największej liczby źródeł danych z różnych systemów, sensorów, logów i analizowanie ich przez zaawansowane modele AI w czasie rzeczywistym.

To może dać obrońcom realną przewagę. AI potrafi wykrywać anomalie i wzorce, które dla człowieka byłyby niewidoczne w morzu danych. Nowoczesne systemy, będą mogły korelować zdarzenia z różnych systemów, przewidywać ataki zanim staną się one oczywiste, automatycznie reagować na incydenty. Organizacje, które zainwestują w takie rozwiązania i nauczą się je efektywnie wykorzystywać, będą miały szansę utrzymać krok z rosnącym zagrożeniem.

Nowe ryzyka związane z LLM-ami

Jest jednak jeszcze jeden obszar, o którym musimy mówić, gdy rozmawiamy o AI i cyberbezpieczeństwie w roku 2026. Chodzi o rosnące ryzyka związane z wykorzystaniem dużych modeli językowych, czyli LLM-ów. Użytkownicy – zarówno zwykli ludzie, jak i specjaliści – odkrywają coraz więcej technik oszukiwania tych modeli. Jailbreaki, czyli metody omijania wbudowanych zabezpieczeń, stają się coraz bardziej wyrafinowane. Coraz częściej pojawia się prompt injection umieszczane na stronach internetowych czy techniki wstawiania ukrytych poleceń białą czcionką, które są niewidoczne dla człowieka, ale model je odczytuje i wykonuje.

Co ważne, nawet komercyjne i korporacyjne modele językowe można próbować manipulować. Nie mówimy tu tylko o eksperymentach hakerów pojawiających się w darknecie. To realne zagrożenie dla firm, które integrują LLM-y ze swoimi systemami, bazami danych, procesami biznesowymi. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy ktoś poprzez sprytnie skonstruowane zapytanie zmusza model do ujawnienia wrażliwych danych lub wykonania nieautoryzowanych operacji.

Widzę w tym zarówno potencjał dla firm tworzących rozwiązania zabezpieczające przed takim nadużyciem – to będzie rosnący rynek z dużym popytem – jak i nowe, poważne źródło ryzyka, które staje się coraz ważniejsze dla działów cyberbezpieczeństwa. Organizacje będą musiały opracować nowe polityki, procedury i narzędzia techniczne, aby bezpiecznie korzystać z potencjału LLM-ów, nie narażając się jednocześnie na nowe typy ataków.

Odważna prognoza na koniec

A na koniec pozwolę sobie na jedną bardzo odważną prognozę. Uważam, że w roku 2026 zobaczymy pierwszy poważny, nagłośniony medialnie incydent, w którym systemy AI dwóch stron konfliktu – atakującej i broniącej się – będą ze sobą walczyć w czasie rzeczywistym, bez bezpośredniej interwencji człowieka. AI atakującego będzie próbowało adaptować swoje metody w odpowiedzi na działania AI obrońcy, a ten z kolei będzie dynamicznie modyfikował strategie obronne. Będzie to coś w rodzaju szachowej partii, tylko rozgrywanej z prędkością maszyn, gdzie stawką będą prawdziwe pieniądze i dane.

To może zabrzmieć futurystycznie, ale wszystkie elementy technologiczne są już na miejscu. Kwestia czasu, kiedy ktoś je połączy w praktyce. I wtedy będziemy musieli na nowo przemyśleć, czym w ogóle jest cyberbezpieczeństwo w erze autonomicznej sztucznej inteligencji.

Regulacje pracy i biznesu – na co się przygotować w 2026 roku?

W nadchodzącym roku polski rynek pracy i środowisko biznesowe czekają istotne zmiany regulacyjne, które będą miały dalekosiężne skutki zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób zatrudnionych. Do najważniejszych z nich należy wejście w życie ustawy wdrażającej postanowienia dyrektywy o transparentności płac. Projekt ustawy, która ma zmniejszyć luki wynagrodzeniowe i promować równe traktowanie, został właśnie ogłoszony.  Inna ważna zmiana to zmodyfikowane zasady naliczania stażu pracy, co wpłynie na uprawnienia pracowników. Z kolei rozszerzone kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy wzmocnią nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy. Kontynuowana będzie także cyfryzacja dokumentacji w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. – Część z nadchodzących zmian, jak transparentność płac czy eliminowanie z rynku pracy zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych bądź umów B2B, będzie miała głębszy wpływ na struktury firmowe oraz ogólne polityki dotyczące wynagrodzeń i zatrudniania nowych pracowników. Inne z kolei będą miały bardziej doraźne, ale skumulowane konsekwencje, co nadal oznacza konieczność przygotowania się na zmiany, okres bardziej natężonej pracy, szkolenia z nowych technologii i digitalizacji dokumentów kadrowo – płacowych – twierdzi Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska.

Jawność wynagrodzeń

Nie ma wątpliwości – transparentne płace zdominują debatę dotyczącą pracy w pierwszej połowie 2026 roku. Już od 24 grudnia wchodzą nowe przepisy dotyczące informowania o wynagrodzeniu kandydatów do pracy. W przygotowaniu są kolejne, które będą wdrażać zasady dyrektywy, dotyczące struktury wynagrodzeń w firmach oraz raportowania o różnicach płacowych. Organizacje będą musiały się przyjrzeć swojej strukturze stanowisk i przypisanych do nich zarobków. To wywoła dyskusje na temat – uzasadnionych lub nie – różnic w wynagrodzeniach na poziomie konkretnych stanowisk i działów. Zbyt duża luka płacowa, przekraczająca 5%, będzie wymagała szczególnej uwagi i podejmowania działań mających na celu minimalizację rozbieżności.

Naliczanie stażu pracy po nowemu

Wiele osób pracowało w przeszłości na umowach zlecenia lub działalności gospodarczej, a teraz mają etat, podczas gdy ich organizacja ma wewnętrzne zasady dotyczące dodatków stażowych i nagród. Wliczenie do stażu lat przepracowanych na innych rodzajach umowy może być dla nich opłacalne. Tylko jak się do tego zabrać? Nowe naliczanie stażu odbywa się na wniosek pracownika, a ten musi być udokumentowany. Dla działów kadr i płac oznacza to konkretną dodatkową pracę związaną z rozpatrywaniem wniosków praktycznie przez cały rok, bo ustawa nie wyznacza limitów czasowych. Od stycznia lub maja 2026 r. (w zależności od tego czy pracodawca należy do jednostek sektora finansów publicznych) kadry muszą ustalić zasady rozpatrywania wniosków i komunikacji z pracownikami w tym zakresie, by cały proces był możliwie efektywny i sprawny.

B2B czy UOP?

W kraju, gdzie ok. 2,5 mln osób pracuje w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej i ok. 1,5 mln na umowie zalecenia, widmo kontroli Państwowej Inspekcji Pracy pod kątem prawidłowości tej formy współpracy może budzić grozę. Czy czeka nas masowe przekształcanie umów? Prawdopodobnie nie, jednak w przypadku zawierania nowych umów pracodawcy będą częściej decydować się na umowy o pracę. Dla pracownika to oznacza lepszą ochronę pracy, natomiast dla pracodawcy – więcej zadań związanych z obsługą listy płac. W wielu wypadkach firmy będą więc profesjonalizować proces payrollu, stawiając na sprawdzone oprogramowanie, automatyzujące naliczanie płac i eliminujące ludzkie pomyłki.

Dalsza cyfryzacja dokumentów firmowych

Już od stycznia 2026 wiele firm zapozna się z terminem e-Doręczenie. Cała korespondencja urzędowa stanie się elektroniczna (zamiast np. pism poleconych dostarczanych przez pocztę). Będzie bezpłatna i błyskawiczna, niemniej dla firm często będzie oznaczać to naukę obsługi nowego systemu i nowy sposób przechowywania takiej korespondencji. Wkrótce też wszyscy będziemy mieć częściej do czynienia z podpisami elektronicznymi. Instytucje publiczne będą np. podpisywać nowe umowy o pracę tylko w formie elektronicznej. Każdy z nas otrzyma pakiet e-podpisów do wykorzystania za pośrednictwem profilu zaufanego, prostszych w obsłudze niż kwalifikowany podpis elektroniczny. I dla pracodawców, i dla pracowników oznacza to jedno: dalsze oswajanie się z cyfryzacją, zmianę procesów związanych z obiegiem dokumentów i mniej papieru.

Autor komentarza: Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska

Popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne szybuje w górę

Jak wynika z raportu za trzeci kwartał 2025 roku „Review. Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych” od BNP Paribas Real Estate Poland, sektor wskazuje wzrost aktywności najemców – kwartalny wolumen transakcji wzrósł o ponad 42% rok do roku. Przez ostatnie 12 miesięcy obserwujemy konsekwentnie utrzymujący się trend zwyżkowy tego wskaźnika, napędzany przede wszystkim przez renegocjacje istniejących kontraktów.

Wzrost zapotrzebowania na magazyny

W trzecim kwartale 2025 roku wolumen transakcji brutto na rynku magazynowym osiągnął 1,6 mln m kw., co oznacza wzrost o 42% rok do roku. W ujęciu rocznym (suma z 4 ostatnich kwartałów) wartość ta wyniosła 6,6 mln m kw., czyli o 13% więcej niż rok wcześniej. Największy udział w wolumenie transakcji miały trzy regiony: Warszawa II (26%), Dolny Śląsk (18%) oraz Polska Centralna (16%), potwierdzając ich kluczową pozycję w strukturze popytu.

Struktura transakcji pokazuje zauważalny udział renegocjacji. W trzecim kwartale 2025 roku przedłużenia umów to 46% zawieranych kontraktów, nowe umowy najmu stanowiły zaś 43%. Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate, Poland ostrożna postawa najemców nieprzerwanie trwa od połowy 2022 roku, co stanowi sygnał, że niepewność gospodarcza wciąż determinuje strategie najemców i zmusza ich do przemyślanych decyzji.

Liderem największych transakcji najmu w trzecim kwartale 2025 roku została firma Agata S.A., która wynajęła 128 tys. m kw. w Mapletree Piotrków III w Polsce Centralnej (renegocjacja z ekspansją). Kolejne duże umowy zawarli: ID Logistics w P3 Wrocław II (78 tys. m kw., renegocjacja), Pepco w 7R Park Gdańsk V (50 tys. m kw., nowa umowa) oraz najemca poufny w Panattoni Park Grodzisk VI (47 tys. m kw.).

Tym samym w okresie od początku lipca do końca września największy udział w popycie brutto miały firmy z sektora 3PL, które odpowiadały za 29% wszystkich transakcji najmu. Na kolejnych miejscach znalazły się firmy oferujące meble, artykuły do domu & DIY (18%) oraz firmy z sektora FMCG (14%).

Koncentracja zasobów w kluczowych regionach

W okresie lipiec-wrzesień 2025 roku zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznej powiększyły się o około 400 tys. m kw., co oznacza, że nowa podaż była mniejsza o 15% względem poprzedniego kwartału. Tym samym całkowite zasoby rynku uplasowały się na poziomie 36,45 mln m kw.

Analiza struktury geograficznej pokazuje silną koncentrację obiektów magazynowych w trzech kluczowych strefach: Warszawa I & II (7,1 mln m kw. – 20% całkowitych zasobów), Górny Śląsk (6,2 mln m kw. – 16%) oraz Dolny Śląsk (4,6 mln m kw. – 13%). Dominacja tych lokalizacji wynika z ich strategicznego położenia, rozwiniętej infrastruktury transportowej oraz wysokiej atrakcyjności dla operatorów logistycznych i inwestorów.

Największe zrealizowane w trzecim kwartale 2025 roku projekty przemysłowo-logistyczne obejmowały inwestycje o powierzchni od ponad 30 do blisko 60 tys. m kw. Największym oddanym obiektem był 7R Park Lublin we wschodniej strefie, liczący 57 tys. m kw. W Polsce Centralnej oddano projekty takie jak: Panattoni Park Zgierz II (42 tys. m kw.), Prologis Park Łódź (41 tys. m kw.) oraz Hillwood Zelgoszcz (blisko 32 tys. m kw.).

Stopniowe ożywienie aktywności deweloperów

Na koniec września 2025 roku w budowie znajdowało się 1,56 mln m kw. powierzchni. To niewielkie odbicie względem poprzedniego kwartału (wzrost o 6,1%), które jednak nadal wpisuje się w utrzymujący się trend spadkowy.

– Udział projektów realizowanych w formule spekulacyjnej utrzymuje się na poziomie 45%, co wskazuje na umiarkowany optymizm deweloperów w kontekście przyszłego popytu. Największą aktywność deweloperską odnotowano w strefie Warszawa II, która odpowiada za około jedną trzecią całkowitego wolumenu powierzchni w budowie na koniec września – podkreśla Ludwika Korzeniowska, Dyrektorka Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wśród największych projektów przemysłowo-logistycznych aktualnie w budowie dominują inwestycje realizowane przez deweloperów: 7R, Panattoni i Prologis. Największym powstającym obiektem jest 7R Park Gdańsk III w Trójmieście o powierzchni 80 tys. m kw. Niewiele mniejszy jest Panattoni Wrocław Campus 2 na Dolnym Śląsku (78 tys. m kw.), a tuż za nim plasuje się Panattoni Park Rzeszów West z 73 tys. m kw. W centralnej części kraju realizowane są projekty Prologis – m.in. Park Nadarzyn II (72 tys. m kw.) oraz Park Ujazd w Opolu (63 tys. m kw.).

Jak wygląda poziom pustostanów i czynszów?

Pod względem dostępności powierzchni w trzecim kwartale 2025 roku na rynku oferowano 2,98 mln m kw. magazynów do wynajęcia, co oznacza wzrost o 9,1% rok do roku. Przełożyło się to na wskaźnik pustostanów na poziomie 8,2%, stabilny w porównaniu z poprzednim kwartałem i jednocześnie o 0,1 pkt proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Najwyższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano kolejno w strefie Zachód (16,8%), Trójmiasto (10,3%) oraz Dolny Śląsk (9,9%).

Czynsze w sektorze przemysłowo-logistycznym utrzymują się na stabilnym poziomie.

W trzecim kwartale 2025 roku poziom czynszów wywoławczych pozostał niezmienny, a rynek nie wykazał istotnych wahań. Zwiększone możliwości negocjacyjne, obejmujące korzystniejsze zachęty pozaczynszowe, obserwowane są przede wszystkim na rynkach charakteryzujących się wyższym poziomem pustostanów – wskazuje Alicja Przychodzeń, Dyrektorka, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku stawki plasowały się na średnim poziomie 4,8 EUR/m kw./miesiąc w zakresie logistyki i dystrybucji.

Axpo kupuje elektrociepłownię gazową Nowa Sarzyna od Polenergii

Axpo zawarło umowę z Polenergia S.A. na zakup Elektrociepłowni Nowa Sarzyna S.A. wraz z towarzysząca infrastrukturą. Jednostka o mocy 116 MW zlokalizowana jest w Nowej Sarzynie, w południowowschodniej Polsce. Transakcja poszerza i dywersyfikuje portfolio Axpo w Polsce i jest częścią dalszych inwestycji firmy w strategiczne aktywa energetyczne w całej Europie, by w znaczący sposób przyczynić się do zapewnienia bezpiecznego systemu dostaw energii.

Transakcja podlega standardowej kontroli antymonopolowej, a jej finalizacja spodziewana jest na początku 2026 r. Na mocy umowy sprzedaży Axpo przejmie w pełni funkcjonującą elektrociepłownię gazową w technologii CCGT (ang. combined‑cycle gas turbine), która w nadchodzących miesiącach zostanie w pełni zintegrowana ze spółką zależną Axpo Polska. Wszyscy obecni pracownicy elektrowni pozostaną na swoich stanowiskach, co zapewni ciągłość działania i wykorzystanie lokalnych kompetencji, a im samym stworzy solidną platformę rozwoju i ścieżkę kariery w ramach Grupy Axpo.

Będąc jedną z wiodących niezależnych spółek obrotu energią w Polsce, dzięki tej akwizycji dodatkowo wzmacniamy naszą zdolność do dostarczania zintegrowanych i niezawodnych rozwiązań energetycznych na szybko zmieniającym się rynku. Elektrociepłownia w Nowej Sarzynie wprowadza do polskiego portfolio Axpo strategiczne, elastyczne źródło wytwórcze, które wspiera integrację OZE i zwiększa bezpieczeństwo dostaw. Po przejęciu przez Axpo nadal będzie ono zapewniać efektywną i responsywną moc, przyczyniając się do budowy zrównoważonego, nowoczesnego systemu energetycznego. Krok ten odzwierciedla nasze długoterminowe zaangażowanie w Polsce oraz koncentrację na rozwiązaniach wspierających transformację energetyczną kraju – powiedział Mateusz Marczewski, p.o. dyrektora zarządzającego Axpo Polska.

Elektrociepłownia gazowa Nowa Sarzyna była częścią portfela Polenergii przez ponad dekadę, sięgając czasów naszej działalności w obszarze energetyki konwencjonalnej. Jej sprzedaż to istotny kamień milowy, który sygnalizuje konsekwentną realizację naszej strategii, skoncentrowanej na dużych, strategicznych projektach odnawialnych źródeł energii w ramach zielonej transformacji. To dowód efektywnego i odpowiedzialnego zarządzania kapitałem, pozwalającego na realokację zasobów w rozwój OZE, budujących długoterminową wartość dla akcjonariuszy i wzmacniających przyszły miks energetyczny Polski. Dzisiejsza decyzja jest kluczowym krokiem w konsekwentnie realizowanym procesie przeglądu opcji strategicznych, pozwalającym Polenergii skoncentrować się na działalności podstawowej oraz dalszym wzmacnianiu pozycji finansowej w obliczu ambitnych planów dotyczących lądowej oraz morskiej energetyki wiatrowej – powiedział Adam Purwin, prezes zarządu Polenergii.

Strategia Polski dotycząca udziału gazu w krajowym miksie energetycznym koncentruje się na dywersyfikacji dostaw oraz wykorzystaniu gazu jako paliwa przejściowego przy jednoczesnym zwiększaniu udziału odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej. W tym kontekście sprawne jednostki CCGT zapewniają elastyczną produkcję energii elektrycznej i wspierają odchodzenie od węgla na rzecz OZE. CCGT odgrywają również kluczową rolę w bezpieczeństwie dostaw energii elektrycznej w Europie, zapewniając moc rezerwową w okresach wysokiego zapotrzebowania i jednoczesnej niskiej produkcji energii z wiatru i słońca.

Handel gazem ziemnym i LNG stanowi istotną część międzynarodowej działalności Axpo. Na znaczeniu zyskują również biogaz i inne niskoemisyjne gazy, zwłaszcza w kontekście dążenia do neutralności klimatycznej.

Na polskim rynku Axpo jest obecne od niemal 25 lat. Firma stała się jednym z największych w kraju niezależnych sprzedawców energii oraz odbiorców energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł. Axpo Polska świadczy usługi dla około 35 tysięcy przedsiębiorstw, zarządza portfelem OZE o wielkości około 18 TWh, realizuje wielkoskalowe projekty fotowoltaiczne oraz rozwija magazyny energii i biogazownie.

Rynek mieszkaniowy w fazie stabilizacji. Co przyniesie 2026 rok?

Rok 2025 na rynku mieszkaniowym w Polsce przebiegał pod znakiem dążenia do stabilizacji i równowagi po ostatnich burzliwych latach. Deweloperzy systematycznie wprowadzali nowe mieszkania, co pozwoliło na odbudowę oferty. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której nabywcy mają spory wybór mieszkań przy stabilnych cenach, bez istotnych skoków. Optymistyczny scenariusz na 2026 rok wskazuje na utrzymanie się tej tendencji. Z drugiej strony na rynku pojawią się czynniki, które będą generować wyzwania i wpływać na wzrost kosztów mieszkań.

W mijającym roku mieliśmy do czynienia ze stabilizacją cen i systematycznym powrotem popytu. Wpływ na to miało kilka czynników. Po pierwsze, w połowie roku okazało się, że zapowiadany program rządowy wspierający zakupy mieszkań nie zostanie wprowadzony. W efekcie osoby, które czekały na jego wdrożenie i miały środki finansowe, wróciły na rynek. W międzyczasie deweloperzy wprowadzali nowe projekty, co pozwoliło na odbudowę oferty. Po drugie, rozpoczął się cykl obniżek stóp procentowych, co jest pozytywne zarówno dla klientów, jak i deweloperów. Po trzecie, ustawa o jawności cen zwiększyła transparentność rynku i poprawiła pozycję kupujących.

Jednak nabywcy, którzy liczyli na duże, powszechne obniżki cen, muszą zmierzyć się z rzeczywistością – są one coraz mniej prawdopodobne. Warto jednak przyjrzeć się szerokiej ofercie, szczególnie pod koniec roku, gdy deweloperzy zamykają bilanse i oferują liczne promocje. Jest szansa na „upolowanie” dobrej okazji.

Zróżnicowany popyt

Na rynek wracają nabywcy ze średniego segmentu cenowego, co zadziała stabilizująco na popyt. Są to w dużej mierze klienci kupujący mieszkania na kredyt. Wskazują na to dane NBP, zgodnie z którymi spadek środków własnych wykorzystywanych przy zakupie mieszkania widać było już od połowy 2024 r. Zwiększa się także liczba wniosków kredytowych notowanych w BIK.

Pod względem sprzedaży, Warszawa ma się najlepiej spośród wszystkich rynków. Tu popyt już się obudził i rynek jest najbardziej zbliżony do równowagi. Oferta stopniowo rośnie, ceny, pomimo wahań wskaźników związanych z ustawą o jawności cen, wydają się stabilizować, a popyt wzrósł w ostatnich miesiącach roku. Nie ma jednak potencjału do skokowych zmian, bodźców, które zmusiłyby nabywców do szybkiej ucieczki w aktywa lub skorzystania z wyjątkowej okazji. Blisko stanu równowagi znajduje się także Gdańsk. W innych dużych miastach jesteśmy nadal bliżej przewagi podaży nad popytem, choć jedynie w Łodzi i Katowicach nadpodaż jest znacząca.

Wyzwania dla deweloperów

W nadchodzących miesiącach deweloperzy na rynku mieszkaniowym będą musieli zmierzyć się z wyzwaniami, które mogą wpłynąć zarówno na podaż, jak i ceny nieruchomości. Jednym z nich jest reforma planistyczna wdrażana przez gminy, obejmująca plany ogólne. Gminy mają czas na uchwalenie planów ogólnych do 30 czerwca 2026, przy czym dla większości z nich jest to nieosiągalne. Jest wysoce prawdopodobne, że termin zostanie wydłużony o kolejne dwa miesiące. Jeśli planów ogólnych nie będzie na czas i jeśli nie pojawią się dodatkowe rozwiązania prawne, może to znacząco utrudnić uzyskiwanie pozwoleń na budowę. Ten element niepewności dotyczy całej nowej podaży. Mimo to spodziewamy się  jedynie ewentualnego zwolnienia tempa pojawiania się nowych inwestycji, a nie ich zupełnego zatrzymania.

Kolejnym czynnikiem jest ustawa schronowa, która może podnieść ceny nieruchomości o nawet kilkaset złotych za metr kwadratowy. Oprócz tego na rynek będą wpływać rosnące koszty budowy, w tym materiałów budowlanych, energii czy pracy, a także nowe warunki techniczne, dotyczące m.in. bezpieczeństwa, komfortu akustycznego czy wyposażenia budynków.

Umiarkowany optymizm

Na 2026 rok należy patrzeć z umiarkowanym optymizmem. Popyt prawdopodobnie utrzyma się na obecnym poziomie lub lekko wzrośnie, szczególnie w stolicy. Podaż może być wyzwaniem z uwagi na nowe regulacje i reformę planistyczną. Ceny raczej nie spadną, zwłaszcza w popularnych lokalizacjach. Optymistycznym scenariuszem jest stabilizacja lub lekki wzrost. Dla nabywców to dobry moment na poszukiwanie mieszkania w szerokiej ofercie, szczególnie z wykorzystaniem promocji końca roku. Dla deweloperów natomiast nadchodzą miesiące pełne wyzwań związanych z nowymi wymogami
i niepewnością regulacyjną.

Płace rosną szybciej od prognoz. Średnie wynagrodzenie przekroczyło 9 tys. zł

W listopadzie 2025 roku przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,10 proc. rok do roku, wyraźnie przewyższając rynkowe oczekiwania, które kształtowały się na poziomie 6,30 proc. Średnia płaca brutto w przedsiębiorcach zatrudniających co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego (administracja, edukacja, ochrona zdrowia, pomoc społeczna) wyraźnie przekroczyła 9 tysięcy złotych i wyniosła 9 078,16 zł.

Zarówno komunikacja Prezesa NBP Adama Glapińskiego, jak i wypowiedzi poszczególnych członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują, że utrzymująca się podwyższona dynamika płac nadal stanowi pewne źródło presji inflacyjnej, szczególnie w obszarze cen usług, pomimo osiągniecia w listopadzie celu inflacyjnego NBP 2,50 proc.

Badanie EY: 8 na 10 polskich firm zwiększy inwestycje w sztuczną inteligencję

Ponad jedna trzecia (34%) firm w Polsce zaimplementowała już pierwsze rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, w porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to wzrost o 9 p.p. – wynika z trzeciej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana głównie w obszarze IT (wzrost z 33% w 2024 r. do 51% obecnie) oraz obsłudze klienta (z 41% do 48%). Aż 77% badanych organizacji planuje zwiększyć wydatki na tę technologię w najbliższych 18 miesiącach – to o 14 p.p. więcej niż jeszcze dwa lata temu.

Z tegorocznej – trzeciej – edycji badania wynika, że polskie firmy coraz dynamiczniej przechodzą z fazy testów do wdrożeń w tych obszarach organizacji, które wykazały największy potencjał. Obecnie 34% średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce zakończyło pierwsze implementacje AI – to o 9 p.p. więcej niż w 2024 r. (25%) i 14 p.p. w porównaniu do 2023 r. (20%). Dodatkowo 43% jest w trakcie procesu wdrożeniowego, to wyniki niemal identyczny w porównaniu z poprzednimi latami. Wyraźna różnica w przypadku zakończania pierwszych wdrożeń wynika z przepływu z grona przedsiębiorstw, które dopiero analizują możliwe opcje. W tym obszarze odsetek firm spadł z 22% w 2023r., przez 18% w 2024 r. do 9% obecnie. Maleje też grupa organizacji, które nie planują implementacji AI. W roku 2025 r. stanowiły one zaledwie 1%, rok wcześniej – 5%, a przed dwoma laty – 9%. Odsetek firm, które przerywają wdrożenia, od 3 lat utrzymuje się na stałym poziomie (8–10%).

– Widzimy wyraźne przejście z fazy deklaracji i analiz do podejmowania faktycznych działań biznesowych. AI przestaje być projektem eksperymentalnym, a staje się częścią standardowych planów rozwojowych przedsiębiorstw. Firmy coraz śmielej przechodzą do realizacji, co świadczy o rosnącej dojrzałości rynku i postrzeganiu AI jako niezbędnego elementu efektywności i szybkiego wyciągania wniosków ze złożonych informacji – mówi Bartosz Pacuszka, Partner w EY Polska, AI Technology Leader.

Gdzie AI przydaje się najbardziej?

Sztuczna inteligencja trafia głównie do działów, w których przetwarzane są duże ilości danych: IT (wzrost z 33% w 2024 r. do 51% w 2025 r.), obsługi klienta (z 41% do 48%), marketingu (z 41% do 47%), sprzedaży (z 38% do 42%) oraz cyberbezpieczeństwa (z 28% do 40%). Wyraźne wzrosty widać we wszystkich badanych obszarach, co wskazuje na wejście AI do głównego nurtu działalności całych organizacji, a nie pojedynczych zespołów.

– W wynikach tegorocznego badania widzimy, że największy wzrost wykorzystania AI odnotowały obszary IT i cyberbezpieczeństwo. To pokazuje, że wśród polskich firm rośnie świadomość na temat możliwych zagrożeń. Jednocześnie obserwowane są wyraźne wzrosty implementacji w obszarach biznesowych. Wskazuje to, że przedsiębiorstwa analizują dotychczasowe rozwiązania i wprowadzają je tam, gdzie istnieje perspektywa osiągnięcia realnych wartości biznesowych – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY Polska, Lider zespołu Technology Consulting.

Najczęściej wskazywanymi motywacjami do wdrożenia AI pozostają automatyzacja procesów wewnętrznych (wzrost z 41% w 2024 r. do 59% w 2025 r.), lepsze dotarcie do klientów (wzrost z 35% do 56%) oraz wprowadzenie nowych usług lub produktów (wzrost z 15% do 48%). Co szczególnie ciekawe, aż jedna trzecia firm (33%, w 2024 r. – zaledwie 6%) chce wyprzedzić konkurencję.

Wyniki pokazują, że firmy traktują AI przede wszystkim jako dźwignię optymalizacji operacyjnej i budowania przewagi konkurencyjnej, coraz częściej wykorzystując ją także do kreowania wartości biznesowej skoncentrowanej na kliencie. Na obecnym etapie rozwoju rynku presja związana z deficytem talentów nie stanowi jeszcze kluczowego impulsu do adopcji tej technologii – taką obawę wyraża jedynie 14% ankietowanych przedsiębiorstw.

Inwestycje w AI nabierają tempa

Ponad trzy czwarte firm (77%, w tym 33% znacząco) planuje zwiększyć wydatki na narzędzia AI w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Względem 2024 roku grupa ta wzrosła o 5 p.p. (z 72%). Kolejne 17% chce utrzymać wydatki na niezmienionym poziomie (spadek z 20%). Jedynie 3% firm – podobnie jak rok wcześniej – planuje niewielkie ograniczenia. Grupa niepewnych inwestycji skurczyła się w ostatnich latach z 6% do 1%.

Rozkład odpowiedzi sugeruje, że organizacje dostrzegają realną wartość biznesową sztucznej inteligencji, co znajduje odzwierciedlenie w planach zwiększania budżetów na te rozwiązania i przygotowaniach do ich szerszej adopcji. Marginalny odsetek deklaracji o redukcji wydatków potwierdza, że AI traktowana jest jako strategiczna inwestycja rozwojowa, a nie obszar do cięcia kosztów.

– Polskie firmy coraz pewniej wchodzą w inwestycje AI. Jednak, aby wdrożenie było skuteczne, niezbędne są odpowiednie przygotowania i infrastruktura. Przez ostatnie lata przedsiębiorstwa konsekwentnie budowały kolejne elementy ekosystemu technologicznego, dzięki czemu obecnie mogą przyspieszyć procesy związane z implementacją AI. To pokazuje, że sztuczna inteligencja nie jest już testem technologicznym, a projektem planowym, przewidywalnym i odpowiednio osadzonym w budżetach – dodaje Bartosz Pacuszka.

Największe obawy

W ramach implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji rodzime organizacje obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo danych i cyberbezpieczeństwo (39%). Ponad jedna trzecia wskazuje na trudności technologiczne (34%) oraz niepewność regulacyjną i problemy organizacyjne (po 32%). Dodatkowo 26% obawia się wysokich kosztów wdrożenia, 23% – jakości rezultatów. Rzadziej pojawiają się obawy dotyczące zasadności inwestycji (15%) i wykorzystania danych (11%).

– Firmy nie kwestionują samej technologii, ale martwią się o to, co stanie się z ich danymi. Wspólnym mianownikiem obaw jest infrastruktura towarzysząca modelom AI. Koszty i brak umiejętności nie są dziś główną barierą – ważniejsze są kwestie fundamentalne: bezpieczeństwo, jasne zasady i przewidywalność działania technologii. Wyniki pokazują, że niezbędne jest zwiększenie inwestycji w cyberbezpieczeństwo, edukowanie pracowników na temat kosztów incydentów bezpieczeństwa i rozbudowa zespołów zajmujących się zapobieganiem takim zdarzeniom – dodaje Piotr Ciepiela.

O badaniu
Badanie „Rozwiązania AI w firmach” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.