Rynek kredytów mieszkaniowych w lipcu 2025: więcej chętnych, większe kwoty

O 45,2% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 45,2% w porównaniu do lipca 2024 r.

W lipcu 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 40,93 tys. osób w porównaniu do 30,62 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost o 33,7% r/r. O 9,3% wzrosła również liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w lipcu br. w porównaniu do czerwca br.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 2025 r. 473,44 tys. zł i była wyższa o 8,6% niż w lipcu 2024 r. W porównaniu do czerwca br. była niższa o 0,7%.

– W lipcu w porównaniu do czerwca br. o 10% wzrosła liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, a w ujęciu rocznym wzrosła o ponad 1/3. Pomimo wciąż wysokich stóp procentowych, jednych z najwyższych wśród krajów UE, wiele osób obecnie wnioskuje o kredyt mieszkaniowy – zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Lipcowy odczyt Indeksu popytu potwierdza rosnący popyt na kredyty mieszkaniowe, który rośnie zarówno w wyniku pierwszej obniżki stóp procentowych i oczekiwaniu na kolejne, jak i wzrostu wynagrodzeń także w ujęciu realnym. Czynniki te przyczyniają się do rosnącej dostępności kredytu mieszkaniowego i wpływają mobilizująco na kredytobiorców do większej aktywności na rynku kredytowym.

Na wysokość wartości BIK Indeksu Popytu wpływ ma średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która w lipcu br. była wyższa o 8,6% niż rok temu. W mojej opinii, w kolejnych miesiącach czerwcowy rekord średniej wnioskowanej kwoty kredytu zostanie pobity – dodaje prof. Rogowski.

StaffHealth pozyskuje 24 mln zł – inwestorem min. Maciej Zientara

Startup StaffHealth pozyskał 6,5 mln dolarów (ok. 24 mln zł) finansowania. Wśród inwestorów znaleźli się Rubicon Partners, Maciej Zientara i Wojciech Duda. Wspólnie wierzą, że spółka ma potencjał, by zdobyć znaczącą pozycję na wartym miliardy dolarów, ale wciąż rozdrobnionym rynku pracy tymczasowej w sektorze ochrony zdrowia w USA.

StaffHealth rozwiązuje realny problem kadrowy, z którym zmagają się szpitale i placówki medyczne w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie odpowiada na potrzeby personelu medycznego, który szuka większej elastyczności i kontroli nad grafikiem.

– Z naszego punktu widzenia to, co jest najważniejsze w StaffHealth, to rozwiązanie znaczącego problemu, jeżeli chodzi o dostęp do kadry medycznej przez profesjonalne placówki, czyli tak naprawdę bardzo dynamiczne zarządzanie zmianą. Z punktu widzenia pracownika to jest aplikacja, dzięki której personel medyczny może przeglądać lub wybierać dostępne dyżury i ustalać własny grafik. A jeżeli chodzi o placówkę – można szybko obsadzić i uzupełnić zmiany kadrowe – mówi Wojciech Duda, inwestor i wiceprezes Zarządu Duda Holding.

Sercem spółki jest zaawansowana technologicznie platforma opracowana w Polsce. Za rozwój operacyjny na rynku USA odpowiada doświadczony amerykański zespół.

– Bardzo spodobało nam się to, że jest podmiot technologicznie osadzony w Polsce, co jest zarówno skuteczne, jak i tańsze, ale produktowo i rynkowo jest osadzony na ogromnym rynku amerykańskim. Panowie, dzięki pracy Mariusza Nowaka (CTO – przyp. red.), stworzyli bardzo skalowalne rozwiązanie marketplace’owe, które pozwala w bardzo krótkim czasie obsłużyć dużą liczbę leadów w oparciu o gotową platformę informatyczną. To był podstawowy trigger mojej wiary w to, że na istniejącym, w sumie już dzisiaj mocno ułożonym rynku, można dać realną przewagę technologiczną i kosztową – komentuje Maciej Zientara, inwestor i założyciel Supernova Group.

Zaangażowany fundusz Rubicon Partners pełni w projekcie rolę venture buildera – nie tylko zapewnia kapitał, ale aktywnie uczestniczy w budowie firmy.

– W tej sytuacji Rubicon, a także ja jako prowadzący ten projekt, budowaliśmy polską część przedsięwzięcia. Z drugiej strony mamy naszych co-founderów, partnerów ze Stanów Zjednoczonych, którzy wywodzą się z branży pracy tymczasowej w sektorze ochrony zdrowia. Połączyliśmy więc siły: doświadczenie ludzi z branży, którzy działali w niej jeszcze, kiedy była ona analogowa, a do tego dołączyliśmy technologię z Polski. Ten miks wydaje się być bardzo obiecujący – mówi Grzegorz Golec, co-CEO StaffHealth i partner zarządzający w Rubicon Partners.

Rynek, na którym działa StaffHealth, jest wart około 20 mld dolarów. Najwięksi gracze mają zaledwie kilkanaście procent udziałów, co otwiera możliwości dla nowych, technologicznie zaawansowanych graczy.

– Ten rynek dopiero się tworzy, procesy konsolidacyjne będą trwały, i po prostu, jeżeli ktoś w nim uczestniczy dzisiaj, to ma bardzo dużą szansę na to, żeby załapać się na któreś z liderskich miejsc w ciągu najbliższych kilku lat. To jest też dodatkowy argument, który powoduje, że wydaje nam się, że ta inwestycja jest dosyć obiecująca – dodaje Grzegorz Golec.

Według Mariusza Nowaka, CTO StaffHealth, w modelu B2B w USA pracuje aż 5 mln pielęgniarek. Największy konkurent startupu pozyskał już finansowanie w wysokości 500 mln dolarów.

Obecnie trwa runda SAFE na 2,5 mln dolarów, która ma wspierać dalszy rozwój, w tym ewentualne akwizycje tradycyjnych agencji pracy. Środki zostaną przekształcone w udziały w kolejnej rundzie, planowanej na przełom 2025 i 2026 roku.

Wśród wyzwań inwestorzy wskazują m.in. utrzymanie tempa wzrostu oraz skalowanie działalności.

– Postrzegam ryzyko troszkę z innej perspektywy. Chodzi o utrzymanie tempa gry na rynku. Ponieważ firma rośnie w wysokim tempie, intensywnie będzie rosło zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Spółka potrzebuje kolejnych rund finansowania, żeby nadganiać potrzeby i konkurencję. Jeśli rynek chce od nas tego rozwiązania, to gońmy do przodu. Stąd też obecny SAFE i stąd też runda. Trzeba teraz dodawać paliwa – podkreśla Maciej Zientara.

Za bezpośredni nadzór nad spółką i bieżącą współpracę zespołów odpowiada Grzegorz Golec, co zapewnia inwestorom komfort działania mimo geograficznego rozproszenia.

W perspektywie kilku lat inwestorzy przewidują wzrost wartości StaffHealth od pięciu do siedmiu razy i wskazują na różne możliwe scenariusze wyjścia.

– Jeżeli spółka zrealizuje konsekwentnie ścieżkę wzrostu, to będzie łakomym kąskiem dla funduszy private equity. Wyobrażam sobie także inne scenariusze, na przykład IPO. To jest spółka, która może być dobrym podmiotem dywidendowym. Oczywiście istnieje także ścieżka wyjścia do inwestora branżowego, jeśli będziemy odpowiednio duzi, gdyż patrząc na obecny etap rozwoju rynku spodziewamy się apetytu na transakcje konsolidacyjne ze strony największych graczy – mówi Grzegorz Golec.

– Jestem przekonany, że skończymy typowym M&A. Amerykanie kochają wzrost i budowanie wartości przez M&A. Spodziewam się, że wchodząc między trzecim a czwartym rokiem od dzisiaj, wartość tej spółki wzrośnie między 5 a 7 razy i po prostu zostaniemy kupieni – podsumowuje Maciej Zientara.

Rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce rośnie w siłę – do 2029 roku przekroczy wartość 11 mld zł

Wartość rynku usług hotelarskich i SPA w Polsce wzrosła w 2024 roku o 16,7% r/r, osiągając poziom 7,8 mld zł. Trend ten wpisuje się w szersze, globalne ożywienie sektora turystycznego. W warunkach rosnących kosztów usług i zmieniających się preferencji klientów, sektor premium redefiniuje pojęcie luksusu. Prognozy wskazują, że do 2029 roku rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce przekroczy wartość 11 mld zł.

Branża hotelarska i SPA w Polsce rośnie

Według danych GUS do końca lipca ubiegłego roku liczba hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych w Polsce wzrosła o niemal 3% r/r – w kategorii obiektów pięciogwiazdkowych wzrost o 4,3%, a czterogwiazdkowych o 2,6%. Hotele cztero- i pięciogwiazdkowe stanowiły w 2024 roku 22% całej oferty w Polsce, czyli łącznie 571 obiektów (473 czterogwiazdkowych i 98 pięciogwiazdkowych). Hotele trzygwiazdkowe wciąż stanowiły największą grupę w ogólnej liczbie obiektów, jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym ich liczba zmniejszyła się o 6.

Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków hotelowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Potwierdza to również pozytywna ocena sektora przez inwestorów instytucjonalnych i transakcje obiektami hotelowymi z sektora premium na rynku inwestycyjnym. W 2024 roku zostało przeprowadzonych kilka transakcji sprzedaży hoteli 4 i 5-gwiazdkowych mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Liderka Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce

Rynek usług hotelarskich i SPA w 2024 roku odnotował ponowny wzrost wartości sprzedaży. Według szacunków Euromonitor International jego wartość osiągnęła rekordowe 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 16,7% r/r. W Polsce bez wątpienia trwa rozwój tej branży, który wpisuje się w globalne trendy wzrostowe. Prognozy wskazują, że do 2029 roku rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce przekroczy wartość 11 mld zł. Zjawisko to potwierdza wchodzenie na rynek nowych marek hotelowych z segmentu premium.

Najlepszym dowodem na to, że rynek hotelowy w klasie premium ma przed sobą pozytywne perspektywy jest nie tylko rosnąca baza hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych, ale przede wszystkim coraz lepsze wyniki operacyjne hoteli luksusowych. Kluczowe wskaźniki dotyczące sektora hotelowego, tj. RevPAR, ADR i wskaźnik obłożenia notują rosnące wartości zarówno w hotelach miejskich, jak i obiektach w nadmorskich czy górskich kurortach. Kluczowe czynniki napędzające wzrost to systematycznie rosnący popyt, szczególnie w turystyce biznesowej i turystyce międzynarodowej, oraz wyższe stawki za dobę hotelową (ADR) mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Liderka Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce

Luksusowe hotele w Polsce podnoszą ceny, oferując gościom nowe doświadczenia

Choć liczba turystów w Polsce wróciła do poziomu sprzed pandemii, hotele wciąż nadrabiają straty, co przekłada się na rosnące ceny – także w segmencie premium.

Aby zrekompensować gościom wyższe koszty, hotele luksusowe inwestują w coraz bardziej kreatywne rozwiązania: od unikalnego designu i spójnej architektury, przez oddziaływanie na różne zmysły gości: zapachy, smaki i widoki, które mają odzwierciedlać unikalne walory hotelu. Coraz częściej luksus powstaje na bazie tradycji – wiele hoteli mieści się w odrestaurowanych, zabytkowych budynkach, nadając im nową funkcję i charakter. W ten sposób luksusowe hotele nie są tylko przedłużeniem tradycji, ale bazując na niej, wytwarzają zupełnie nową, eklektyczną jakość. Coraz większe znaczenie mają także czynniki ekologiczne, zwłaszcza w segmencie hoteli o najwyższym standardzie, na co inwestorzy zwracają uwagę w obliczu zarówno przepisów legislacyjnych, jak i rosnących oczekiwań klientów.

Rynek luksusowych hoteli i SPA w Polsce dojrzewa – zarówno pod względem oferty, jak i oczekiwań konsumentów. Poszukują oni unikalnych przeżyć, co potwierdzają dane Euromonitora – aż 41% zamożnych klientów deklaruje zwiększenie wydatków na podróże i wellness. Dla inwestorów oznacza to konieczność dostarczania projektów z wyraźną tożsamością, silnym elementem lokalnym i długofalowym potencjałem. Luksus to dziś nie tylko metraż i materiały premium, ale przede wszystkim jakość doświadczenia. Dynamiczny wzrost wartości rynku oraz rosnące zainteresowanie turystyką wellness wskazują, że segment ten może być jednym z kluczowych motorów wzrostu całego sektora hotelarskiego w nadchodzących latach – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Europie Środkowo-Wschodniej.

****

O RAPORCIE:

Raport pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Czy sztuka jest luksusem”, opublikowany w grudniu 2024 roku, jest 15. edycją publikacji KPMG o rynku luksusu w Polsce. Na potrzeby raportu przyjęto, że dobrem luksusowym jest każde dobro opatrzone marką powszechnie uznawaną za luksusową na danym rynku lub takie, które ze względu na swoją specyfikę (unikalność, wysoką cenę itp.) nabiera luksusowego charakteru. Raport powstał m.in. w oparciu o dane: Ministerstwa Finansów, GUS, NBP, baz danych: Euromonitor International, cen transakcyjnych Cenatorium oraz innych źródeł, takich jak raporty i artykuły branżowe.

Trump nasila presję handlową na Indie i inne kraje wspierające Rosję

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nasila presję handlową na kluczowych partnerów gospodarczych, zapowiadając nowe, znacznie wyższe cła. Najostrzejsze działania mają dotknąć Indie, które – jak podkreślił Trump – kontynuują zakupy rosyjskiej ropy, wspierając tym samym machinę wojenną Kremla. Obecna stawka celna na towary z Indii wynosi 25%, jednak w ciągu 24 godzin ma zostać „bardzo znacznie” podniesiona.

Nowe taryfy obejmą również sektor farmaceutyczny i półprzewodników. Wstępne stawki mają zostać ogłoszone jeszcze w tym tygodniu, a w przypadku leków mają wzrosnąć do 150%, a następnie nawet do 250% w ciągu 12–18 miesięcy. Głównym celem tych działań jest wymuszenie relokacji produkcji z Azji do Stanów Zjednoczonych.

Trump zapowiedział również wprowadzenie tzw. ceł wtórnych, które mają objąć wszystkie kraje importujące rosyjską energię – jako element zwiększania presji na Rosję w kontekście wojny w Ukrainie. Według nieoficjalnych doniesień te groźby doprowadziły do rozważenia przez Kreml czasowego zawieszenia ataków powietrznych na Ukrainę.

Chiny, które pozostają w centrum amerykańskich napięć handlowych, wciąż prowadzą negocjacje z USA. Trump stwierdził, że strony są „bliskie porozumienia” w sprawie przedłużenia trwającego rozejmu handlowego, który ma wygasnąć 12 sierpnia. Obecna umowa przyniosła złagodzenie wzajemnych ceł i ograniczeń eksportowych – m.in. w zakresie magnesów ziem rzadkich. Prezydent USA zapowiedział, że spotka się z Xi Jinpingiem wyłącznie w przypadku finalizacji umowy. Ostatnia runda rozmów odbyła się w Sztokholmie i była trzecim spotkaniem na szczeblu negocjacyjnym w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Nowa strategia handlowa Trumpa wpisuje się w szerszą kampanię redefinicji globalnych zasad wymiany handlowej z korzyścią dla USA. W ubiegłym tygodniu Waszyngton zresetował obowiązujące cła, ustalając nowe stawki w przedziale od 10% do 41% wobec różnych partnerów handlowych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

E-commerce odbiera ruch galeriom i centrom handlowym

Jak wynika z obserwacji zachowań przeszło 1,4 miliona konsumentów, w pierwszej połowie br. w centrach i galeriach handlowych było o 6,9% mniej klientów niż w analogicznym okresie ub.r. Jednocześnie ubyło wizyt w ww. placówkach – 14,5% rdr. Spadki w omawianych zakresach odnotowano we wszystkich województwach. Do tego częstotliwość odwiedzin tych miejsc zmniejszyła się o blisko 8,5% rdr. Z kolei średni czas trwania wizyty uległ skróceniu o niespełna 4%.

Klienci lekko odpuszczają

Według raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i Grupy Blix, w I połowie 2025 roku liczba klientów w centrach i galeriach handlowych spadła o 6,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Dane zostały zgromadzone przy wykorzystaniu technologii opartej o geofencing. Wielkość próby wyniosła ponad 1,4 mln unikalnych konsumentów. Finalnie zbadano ruch w 719 placówkach.

– Spadek liczby klientów świadczy o rosnącej konkurencji ze strony e-commerce. Ten wynik to przejaw odchodzenia do mniejszych formatów handlu, takich jak parki handlowe i centra convenience store. Mamy też do czynienia ze zmieniającymi się zachowaniami konsumpcyjnymi, zwłaszcza młodych konsumentów – tzw. pokolenia Z. Handel coraz bardziej odczuwa spadek liczby klientów w centrach i galeriach handlowych, który jest obserwowany od czasu pandemii w 2020 roku – komentuje dr hab. Małgorzata Twardzik, prof. SGH z Instytutu Zarządzania ww. uczelni.

Z kolei zdaniem Mateusza Nowaka z Proxi.cloud, część spadku rdr. liczby klientów mogą tłumaczyć zeszłoroczne Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, które odbywały się w okresie objętym analizą. Ekspert dodaje, że takie wielkie imprezy sportowe powodują wzrost mobilności ludzi. To przekłada się na większy ruch w galeriach. Jednocześnie ze szczegółowego zestawienia wynika, że w I poł. 2025 roku liczba klientów w centrach i galeriach handlowych zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Największe spadki odnotowano w świętokrzyskim – o 11,1%, podkarpackim – o 9,3%, a także podlaskim – o 9,2%. Najmniej zaś ubyło konsumentów w mazowieckim – 4,4%, wielkopolskim – 4,5%, jak również pomorskim – 5%.

– Te dane pokazują, że nie mamy do czynienia z jednolitym trendem, a raczej z wielowątkowym zjawiskiem zależnym od lokalnych uwarunkowań. Największe spadki w świętokrzyskim, podkarpackim i podlaskim mogą być wynikiem niższego poziomu urbanizacji, mniejszej liczby nowoczesnych centrów handlowych oraz niższej siły nabywczej mieszkańców. W tych regionach dostępność alternatywnych form zakupów – np. e-commerce z szybką dostawą – także rośnie, co zwiększa migrację do kanałów online. Natomiast mniejsze spadki w mazowieckim, wielkopolskim czy pomorskim można łączyć z lepiej rozwiniętą infrastrukturą, większą konkurencją na rynku oraz bardziej zróżnicowaną ofertą centrów handlowych – zaznacza dr Karolina Małagocka z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Mniej odwiedzin

Jak wynika z raportu, w I połowie 2025 roku liczba wizyt w centrach i galeriach handlowych spadła o 14,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Zdaniem Weroniki Piekarskiej z Proxi.cloud, spadek liczby wizyt może być naturalną konsekwencją zmieniającego się modelu konsumpcji. Klienci odwiedzają galerie rzadziej, ale z większą intencją. To niekoniecznie oznacza, że zostawiają mniej pieniędzy. Wartość pojedynczego paragonu może być nawet wyższa. Sama liczba wizyt, choć istotna z punktu widzenia frekwencji, nie daje pełnego obrazu kondycji tego sektora.

– Zmienia się shopping experience, a liczba wizyt nie oddaje już w pełni wartości klienta. Wiele sieci detalicznych inwestuje obecnie w modele oparte na danych i personalizacji. Starają się przyciągać nie wszystkich, ale właściwych klientów, których wartość życiowa jest wysoka. Mimo to, tak wyraźny spadek odwiedzin może być ostrzeżeniem dla placówek, które wciąż funkcjonują według starych modeli – opartych na masowym ruchu i impulsowym zakupie – dodaje ekspertka Akademii Leona Koźmińskiego.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widzimy, że w I połowie 2025 roku były dwucyfrowe spadki rdr. liczby wizyt w centrach i galeriach handlowych we wszystkich województwach. Największe zaobserwowano w świętokrzyskim – o 27,2%, podkarpackim – o 20,4%, a także śląskim – o 18,3%. Najmniejsze zaś odnotowano w lubuskim – o 10,6%, mazowieckim – o 10,8%, jak również wielkopolskim – o 10,9%. W opinii dr. Krzysztofa Łuczaka z Grupy Blix, dwucyfrowe spadki liczby wizyt rdr. we wszystkich województwach to sygnał o skali ogólnopolskiej zmiany zachowań konsumenckich. Obserwujemy nie tylko problem lokalny, ale strukturalną zmianę w całym kraju. Według eksperta, to powinno skłonić branżę do głębszej analizy i wdrożenia działań zapobiegawczych nastawionych na zahamowanie obecnego trendu.

– Jednym z powodów spadku liczby wizyt może być coraz większa oferta sklepów postrzeganych jako tańsze, np. w parkach handlowych, dyskontach nieżywnościowych, które ostatnio rozwijają m.in. działy odzieżowe i przemysłowe. Ma to znaczenie w regionach o niższych dochodach, do których należą województwa, m.in. świętokrzyskie czy podkarpackie. W regionach przygranicznych, np. w lubuskim czy też śląskim, za część wizyt mogą odpowiadać zagraniczni klienci – analizuje dr hab. Małgorzata Twardzik.

Częstotliwość i czas pod lupą

Z raportu wynika również, że częstotliwość odwiedzania centrów i galerii handlowych spadła rdr. o 8,4%. Zdaniem eksperta z Grupy Blix, ten spadek można uznać za umiarkowany, ale wyraźny. Według dr. Łuczaka, konsumenci odwiedzają centra handlowe rzadziej, ale bardziej świadomie. Nie jest to gwałtowny odpływ, lecz raczej efekt utrwalających się nowych nawyków zakupowych. Klienci coraz częściej planują wizyty z wyprzedzeniem, korzystając z aplikacji zakupowych z listami zakupów czy gazetkami promocyjnymi. Ponadto ograniczają liczbę wyjść, a zakupy robią szybciej i konkretniej.

– Spadek częstotliwości odwiedzania centrów i galerii handlowych o 8,4% jest spory. Prawdopodobnie ma związek z coraz szerszą ofertą platform e-commerce, wygodą takich zakupów, możliwością płacenia z odroczonym terminem, np. do 30 dni lub więcej, opcją przymierz teraz, zapłać później. Ten wynik może być również konsekwencją zakazu handlu w niedziele, zmian w zwyczajach zakupowych konsumentów, a także rozwoju mniejszych formatów handlu, oferujących tańsze produkty – stwierdza ekspertka z SGH.

Z raportu wiemy też, że w I połowie br. średni czas trwania wizyty w ww. obiektach uległ skróceniu o 3,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 r. W opinii Mateusza Nowaka, tak niewielka zmiana może wynikać z mniejszych kolejek w poszczególnych sklepach czy bardziej celowego odwiedzania tych placówek przez konsumentów. Zmiany średniego czasu wizyty nie powinny być również intensywnie skorelowane z dynamiką ruchu czy liczby klientów. Według Weroniki Piekarskiej, nie można wykluczyć wpływu takich czynników, jak oferta handlowa czy jakość obsługi. Jeśli klienci nie znajdują w galerii wystarczająco szerokiego wyboru lub nie czują się zachęceni do pozostania dłużej, np. z braku rozrywki czy stref relaksu, naturalnie skracają swoją obecność. Długość wizyty może być też pośrednim miernikiem atrakcyjności danego obiektu.

– Centra handlowe przestają być tzw. destination places. Dla branży to impuls do zmiany – zwiększania wartości czasu spędzanego na miejscu, tworzenia bardziej angażujących przestrzeni, poprawy jakości obsługi oraz oferty usługowej. Konsumenci chcą dziś doświadczenia, nie tylko zakupów, więc ono musi być dobrze zaprojektowane. Placówki, które to zrozumieją, mogą nie tylko utrzymać lojalność klientów, ale wręcz ją zwiększyć – podsumowuje dr Karolina Małagocka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Cisco Talos odkrywa poważne podatności w ponad 100 modelach laptopów Dell

0

Cisco Talos ujawnił pięć poważnych podatności w oprogramowaniu układowym Dell ControlVault3 oraz w powiązanych z nim interfejsach API dla systemu Windows. Zbiorczo nazwane ReVault, luki te stanowią realne zagrożenie dla ponad 100 modeli laptopów Dell — często wykorzystywanych w środowiskach o podwyższonych wymaganiach bezpieczeństwa.

Czym jest Dell ControlVault?

Dell ControlVault3 (oraz nowsza wersja ControlVault3+) to rozwiązanie sprzętowe odpowiedzialne za przechowywanie wrażliwych danych logowania: haseł, odcisków palców, szablonów biometrycznych czy kodów zabezpieczających. Zamiast przechowywać je w systemie operacyjnym, dane te trafiają do wydzielonego układu na płytce zwanej Unified Security Hub (USH), połączonej z czytnikiem linii papilarnych, kartą inteligentną czy modułem NFC.

Rozwiązanie to stosowane jest w ponad 100 modelach laptopów Dell – głównie z serii Latitude, Precision oraz Rugged – często wykorzystywanych w takich sektorach jak administracja publiczna, sektor finansowy czy infrastruktura krytyczna.

Jak działa atak ReVault?

ControlVault scenario Cisco Talos (002)

ReVault to nie tylko zbiór luk w oprogramowaniu. To także potencjalny sposób na przejęcie pełnej kontroli nad komputerem – niezależnie od tego, czy napastnik działa zdalnie, czy ma fizyczny dostęp do urządzenia. Oto dwa możliwe scenariusze, które pokazują skalę ryzyka:

  1. Działania po przejęciu kontroli nad sprzętem

W systemie Windows, nawet użytkownik bez uprawnień administratora może — za pomocą dostępnych API — nawiązać komunikację z firmware’em ControlVault i uruchomić w nim dowolny kod. Pozwala to m.in. na wykradanie kluczy kryptograficznych i trwałą modyfikację firmware’u. W efekcie możliwe jest zainstalowanie tzw. implantu — złośliwego kodu ukrytego w firmware, który może pozostać niewidoczny i zostać wykorzystany później do ponownego ataku, nawet po reinstalacji systemu.

  1. Atak fizyczny na sprzęt

Wystarczy fizyczny dostęp do laptopa, by za pomocą złącza USB połączyć się z płytką USH (Unified Security Hub) i przeprowadzić atak — bez potrzeby znajomości hasła, PIN-u czy klucza szyfrowania dysku. Dodatkowo, jeśli system skonfigurowano do logowania odciskiem palca, zmodyfikowany firmware może zaakceptować dowolny odcisk, umożliwiając dostęp do systemu osobie nieuprawnionej.

Jak ograniczyć ryzyko?

  • Aktualizacja oprogramowania:
    Najskuteczniejszą metodą ochrony jest instalacja najnowszych wersji firmware’u. Dell udostępnia je najpierw na swojej stronie, a z czasem również przez Windows Update. Dell udostępnił już aktualizacje, których instalacja rozwiązuje wykryty przez Cisco Talos problem. 
  • Wyłączenie nieużywanych komponentów:
    Jeśli urządzenia biometryczne (czytnik linii papilarnych, karta NFC, smart card) nie są wykorzystywane, warto wyłączyć odpowiednie usługi w Menedżerze usług i urządzeniach w Windows.
  • Zmiana ustawień logowania:
    W środowiskach podwyższonego ryzyka, takich jak hotele, przestrzenie współdzielone czy podróże służbowe, zaleca się tymczasowe wyłączenie logowania biometrycznego. Można także rozważyć aktywację funkcji Enhanced Sign-in Security (ESS) dostępnej w systemie Windows.

Jak wykryć potencjalne naruszenie bezpieczeństwa?

  • Detekcja fizycznej ingerencji:
    W wielu modelach laptopów Dell można w BIOS-ie włączyć detekcję otwarcia obudowy. System poinformuje użytkownika o możliwym naruszeniu fizycznym.
  • Monitorowanie logów systemowych:
    Nieoczekiwane awarie usług, takich jak Windows Biometric Service czy Credential Vault, mogą sugerować próbę ataku lub nieprawidłowe działanie firmware’u.
  • Sygnatury w oprogramowaniu ochronnym:
    Użytkownicy Cisco Secure Endpoint powinni zwrócić uwagę na alert: „bcmbipdll.dll Loaded by Abnormal Process”, który może wskazywać na nieautoryzowaną aktywność.

Incydent ReVault po raz kolejny udowadnia, że cyberbezpieczeństwo nie kończy się na systemie operacyjnym. Sprzęt, na którym działa system, powinien być traktowany jako równie istotny element bezpieczeństwa co oprogramowanie czy jego konfiguracja.

Podatności w firmware’ach, takich jak Dell ControlVault, pokazują, że nawet najlepiej zabezpieczone środowiska mogą zostać przełamane, jeśli jeden z komponentów zostanie pominięty w ocenie ryzyka. Prawdziwe bezpieczeństwo wymaga pełnej widoczności – od aplikacji, przez system, aż po warstwę sprzętową.

Nowy prezydent, nowy układ sił. Karol Nawrocki zapowiada weta dla rządowych reform

6 sierpnia 2025 roku urząd prezydenta obejmie Karol Nawrocki. W kampanii wyborczej prezydent-elekt zapowiadał, że nie poprze rządowych projektów ustaw dotyczących reform wymiaru sprawiedliwości, w tym przepisów przywracających konstytucyjny ład w sądach i dotyczących tzw. neosędziów. Zapowiedział również, że przedstawi własne propozycje zmian w sądownictwie.

Nawrocki zapowiadał też sprzeciw wobec prywatyzacji oraz chęć wprowadzenia ulg podatkowych szacowanych na 19 mld zł rocznie, mimo że Polska pozostaje objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

Dla większości parlamentarnej oznacza to konieczność poszukiwania nowych ścieżek reform – takich, które można przeprowadzać bez zmiany ustaw lub z ograniczonym udziałem prezydenta.

Dotychczasowa praktyka prezydenckiego weta

W trakcie obecnej kadencji parlamentu prezydent Andrzej Duda zawetował sześć z 184 ustaw, a siedem skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że nie podpisał zaledwie 7 proc. ustaw. Choć sama groźba weta mogła wpływać na tempo prac legislacyjnych, nie blokowała ich całkowicie.

Eksperci podkreślają, że rząd powinien kontynuować prace nad reformami, nawet jeśli niektóre ustawy zostaną zawetowane. W razie braku podpisu prezydenta, odpowiedzialność polityczna za brak zmian spadnie na głowę państwa.

Reformy możliwe bez udziału prezydenta

W przypadku trwałej blokady legislacyjnej, rząd nadal ma do dyspozycji instrumenty zmian w rozporządzeniach i aktach wykonawczych. Nie mogą one nakładać nowych obowiązków na obywateli, ale mogą upraszczać procedury, łagodzić obowiązki lub poprawiać praktykę działania urzędów.

Przykładem są rozwiązania z ustawy o VAT, które pozwalają ministrowi finansów obniżać stawki podatkowe dla wybranych towarów w drodze rozporządzenia (art. 146ef w zw. z art. 146 ustawy o VAT). Minister może także – w wyjątkowych przypadkach – zawiesić pobór podatku w akcie wykonawczym.

Prywatyzacja jako możliwy kierunek zmian

Choć Karol Nawrocki zapowiedział blokadę prywatyzacji, część działań w tym obszarze nie wymaga zgody prezydenta ani zmian ustawowych.

Polska pozostaje krajem o najwyższym udziale własności państwowej w gospodarce w UE. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w 2016 roku przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo odpowiadały za ok. 17 proc. wartości dodanej w gospodarce i 13 proc. zatrudnienia.

Rząd może zbywać udziały w większości spółek państwowych za zgodą Rady Ministrów, z wyjątkiem 30 podmiotów wymienionych w ustawie o zarządzaniu mieniem państwowym z 2016 r. Na tej liście znajdują się m.in.:
KGHM, PKN Orlen, PZU, PKO BP, PGE, Lotos, Energa, Enea, PGNiG, Poczta Polska, Totalizator Sportowy czy Grupa Azoty.

W przypadku pozostałych spółek – w tym wielu zależnych podmiotów – sprzedaż udziałów jest możliwa bez konieczności nowelizacji ustaw. Przykładem jest sprzedaż spółki Polska Press przez Orlen, która wymaga jedynie zgody rady nadzorczej.

W sektorze finansowym zmniejszenie udziału państwa można byłoby przeprowadzić np. poprzez sprzedaż Alior Banku (kontrolowanego przez PZU) lub części akcji Pekao, nad którym kontrolę sprawuje konsorcjum PZU i PFR.

Znaczenie budżetu państwa

Jedyną ustawą, której prezydent nie może skutecznie zawetować, pozostaje ustawa budżetowa. Dla rządu Donalda Tuska będzie to kluczowe narzędzie polityki gospodarczej w warunkach drugiego najwyższego deficytu w UE oraz procedury nadmiernego deficytu prowadzonej przez Komisję Europejską.

Wnioski

Objęcie urzędu przez Karola Nawrockiego 6 sierpnia 2025 r. zapowiada nowy etap współistnienia władzy wykonawczej i ustawodawczej. Zapowiedzi prezydenta-elekta mogą utrudnić realizację części reform, zwłaszcza dotyczących sądownictwa i prywatyzacji.

Jednocześnie rząd zachowuje możliwość wprowadzania ograniczonych, ale realnych zmian – zarówno poprzez rozporządzenia, jak i decyzje dotyczące mienia państwowego. W przypadku kluczowych ustaw, w tym budżetu, inicjatywa pozostaje po stronie rządu i większości parlamentarnej.

W praktyce skuteczność rządzenia po 6 sierpnia będzie zależeć nie tylko od relacji między prezydentem a parlamentem, ale także od zdolności do wykorzystywania dostępnych narzędzi prawnych i administracyjnych, które nie wymagają podpisu głowy państwa.

Grupa Żabka z silnym wzrostem sprzedaży i EBITDA w I półroczu 2025 oraz programem skupu akcji

Grupa Żabka kontynuuje dynamiczny rozwój. Na koniec czerwca 2025 r. sieć liczyła już 11 793 sklepy, co oznacza wzrost o niemal 11% r/r. Grupa planuje przyspieszyć ekspansję i w roku 2025 uruchomić ponad 1 300 nowych placówek w Polsce i w Rumunii, wobec wcześniejszych planów zakładających 1 100 otwarć.

Pomimo wysokiej bazy z drugiego kwartału poprzedniego roku oraz niekorzystnych warunków pogodowych w maju, sprzedaż porównywalna (LfL) wzrosła w pierwszym półroczu 2025 r. o 6,1%. Rozwój kanałów cyfrowych oraz dalsze umacnianie pozycji w Rumunii wspierały wzrost sprzedaży. W efekcie skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego wyniosła 14,8 mld zł, rosnąc rok do roku o 14,4%, a przychody ze sprzedaży: 12,8 mld zł (+14,7%).

Rozbudowa sieci, poprawa LfL oraz dyscyplina kosztowa przyczyniły się do wzrostu skorygowanego wyniku EBITDA o 18,2%, do 1 654 mln zł na koniec pierwszego półrocza 2025 r. Marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła o 0,4 p.p., osiągając poziom 11,2%.

Zgodnie z sezonowym trendem, drugi kwartał przyniósł silne przepływy gotówkowe. W efekcie wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA obniżył się o 0,5x rdr, osiągając na koniec pierwszego półrocza poziom 1,2x.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Osiągnięte dobre wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2025 potwierdzają skuteczność zaprezentowanej inwestorom strategii rozwoju, opartej na nowoczesnym ekosystemie modern convenience. Systematycznie zwiększamy skalę działalności, zarówno poprzez rozwój sieci sklepów, jak i rozbudowę oferty cyfrowej, notując wzrost sprzedaży porównywalnej (LfL) oraz całkowitej sprzedaży do klienta końcowego. Przyspieszamy ekspansję – w ciągu sześciu miesięcy otworzyliśmy ponad 800 nowych placówek, co przybliża nas do realizacji nowego celu: ponad 1300 otwarć w całym 2025 r. Dynamiczny rozwój obserwujemy również na rynku rumuńskim, gdzie sieć Froo uruchomiła ponad 100 sklepów zaledwie rok po debiucie. W najbliższym czasie będziemy koncentrować się na zwiększaniu efektywności oraz realizacji strategicznego celu, jakim jest podwojenie wartości sprzedaży do klienta końcowego w latach 2023–2028.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, dodaje:

Pierwsze półrocze 2025 oraz II kwartał to dobry okres dla naszej firmy, w którym, według danych Nielsena, rozwijaliśmy się  ponad dwukrotnie szybciej niż rynek, zwiększając swój udział do 10,6% z 9,9% rok wcześniej. W czerwcu 2025 r. zakończyliśmy strategiczny projekt montażu pieców gastronomicznych we wszystkich sklepach, dzięki czemu możemy rozwijać menu posiłków na ciepło “Prosto z pieca” w skali całej Polski. Przyczyniło się to do dwucyfrowego wzrostu sprzedaży dań gotowych (QMS), co znacząco wsparło wzrost sprzedaży LfL w pierwszym półroczu o 6,1%. Systematycznie inwestujemy w rozwój oferty produktowej, która odpowiada na potrzeby naszych klientów. Rozszerzyliśmy ofertę śniadaniową o posiłki na ciepło  jak np. tosty z szynką czy panini z jajecznicą – i tylko w pierwszym miesiącu od ich wprowadzenia sprzedaliśmy milion produktów z tej kategorii. W obszarze cyfrowym rozwijamy ofertę Żabka Ads, dzięki czemu klienci mogą łatwiej poznawać nasze promocje i z nich korzystać. Równocześnie znacząco powiększyliśmy asortyment produktów dostępnych do szybkiego zakupu i dostawy online – teraz można zamówić już ponad 10 tysięcy różnych produktów przez naszą nową platformę delio+. W całym 2025 roku spodziewamy się solidnego wzrostu sprzedaży LfL (w przedziale od średnich do wysokich jednocyfrowych wartości  procentowych), który będzie wspierany innowacjami oraz rozwojem rozwiązań cyfrowych, co pozwoli nam dalej umacniać pozycję lidera w branży.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, powiedziała:

Rosnąca sprzedaż, przekładająca się na pozytywne efekty skali, korzystnie wpłynęła na zyskowność bezpośrednią. W połączeniu z dyscypliną kosztową przełożyło się to w II kwartale 2025r. na 20% wzrostu skorygowanego wyniku EBITDA oraz poprawę marży skorygowanego wyniku EBITDA o 0,6 p.p. do poziomu 13%. Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 15% dzięki skutecznej kontroli wydatków i efektywności kosztowej. Zgodnie z sezonowym trendem, drugi kwartał przyniósł silne przepływy gotówkowe. W efekcie wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA obniżył się o 0,5x rdr, osiągając na koniec pierwszego półrocza poziom 1,2x. Wypracowane  wyniki stanowią solidną podstawę do utrzymania marży skorygowanego wyniku EBITDA na poziomie 12–13% na koniec 2025 r. oraz dalszej poprawy rentowności skorygowanego zysku netto do około 3% w krótkim okresie.

Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po 1H 2025 roku:

  • Przychody ze sprzedaży w I półroczu 2025 r. wzrosły o 14,7%, do poziomu 12,8 mld zł. W samym drugim kwartale przychody wzrosły o 16,2%, do poziomu 7,1 mld zł. Ten rezultat to efekt solidnego wzrostu organicznego, napędzanego mocną sprzedażą LfL oraz rozbudową sieci sklepów i kanałów cyfrowych.
  • Sprzedaż do klienta końcowego w okresie 6 miesięcy tego roku sięgnęła 14,8 mld zł, czyli o 14,4% więcej niż przed rokiem. W drugim kwartale sprzedaż wzrosła o 14%, do 8,1 mld zł.
  • Sprzedaż LfL wzrosła o 6,1% zarówno w pierwszym półroczu, jak i w drugim kwartale, pomimo wysokiej bazy z drugiego kwartału 2024 r. oraz nietypowo chłodnej pogody w maju. Wzrost ten wynikał w dużej mierze z innowacji w obszarze komercyjnym oraz rozwoju nowej oferty produktowej, zwłaszcza w segmencie dań gotowych (QMS).
  • Poprawa marży bezpośredniej oraz utrzymywanie dyscypliny kosztowej pozwoliły zwiększyć skorygowaną EBITDA w drugim kwartale o 20,1% rok do roku, do poziomu 1 057 mln zł. W całym pierwszym półroczu wzrosła ona o 18,2%, do 1 654 mln zł. Marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła do 13% w drugim kwartale (wobec 12,4% rok wcześniej) oraz 11,2% w całym półroczu (wobec 10,9% rok wcześniej).
  • Na koniec czerwca 2025 r. sieć Grupy Żabka – największa convenience w Europie – liczyła 11 793 placówki w Polsce i Rumunii, co oznacza wzrost o 10,8% względem 10 640 rok wcześniej. Tylko w drugim kwartale otworzono 368 nowych sklepów. Według założeń z IPO, potencjał rynku to blisko 19 500 sklepów w Polsce oraz około 4 000 w Rumunii, co wskazuje na duże możliwości dalszej ekspansji.
  • Kanały cyfrowe (DCO) zanotowały w pierwszym półroczu 2025 r. wzrost sprzedaży do klienta końcowego o 26% (28% w II kwartale), co znacząco wpłynęło na wyniki Grupy i zbliżyło ją do realizacji celu z IPO zakładającego pięciokrotny wzrost przychodów DCO do 2028 r. Kluczowe inicjatywy to udoskonalenie Żabka Ads oraz rozszerzenie oferty q-commerce do ponad 10 tys. produktów na platformie delio+.
  • Skorygowany zysk netto w pierwszej połowie 2025 r. wyniósł 144 mln zł, co oznacza wzrost o 82,9% w porównaniu do poprzedniego roku. W drugim kwartale było to 221 mln zł wobec 176 mln zł rok wcześniej (+25,5%).
  • Wolne przepływy pieniężne w pierwszym półroczu sięgnęły 1 165 mln zł wobec 1,26 mld zł rok wcześniej. W drugim kwartale 2025 r. wzrosły o ponad 14%, do 1 074 mln zł, dzięki kontroli wydatków i efektywności kosztowej.
  • Nakłady inwestycyjne (CAPEX) w pierwszym półroczu 2025 r. wyniosły 740 mln zł, co oznacza wzrost o 14,7% rok do roku. Inwestycje objęły rozbudowę sieci oraz modernizację placówek, w tym montaż pieców gastronomicznych, umożliwiających wprowadzenie nowej oferty dań typu street food.
  • Zadłużenie Grupy Żabka systematycznie maleje. Na koniec drugiego kwartału 2025 r. wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA spadł do poziomu 1,2x, o 0,5x w ciągu ostatnich miesięcy. Grupa planuje dalszą redukcję zadłużenia.

 

Podsumowanie wyników za IH 2025 i 2Q 2025
 
W mln PLN 2Q 2025 2Q 2024 Zmiana IH 2025 IH 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 7 124 6 133 16,2% 12 791 11 148 14,7%
Zysk brutto ze sprzedaży 1 327 1 111 19,4% 2 141 1 829 17,0%
EBITDA 1 002 866 +15,7% 1 547 1 379 +12,2%
Skorygowany wynik EBITDA* 1 057 881 +20,1% 1 654 1 399 +18,2%
Wynik netto 192 157 22,4% 67 58 14,8%
Skorygowany wynik netto** 221 176 25,5% 144 79 82,9%

* Skorygowany wynik EBITDA obliczony jako EBITDA przed uwzględnieniem czynszów z tytułu najmu i marż obliczonych na podstawie sprzedaży do klienta końcowego

* Skorygowany wynik netto obejmuje zysk netto powiększony o korekty EBITDA, po uwzględnieniu efektu podatkowego

Wybrane KPI i mierniki efektywności

(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)

2Q 2025 2Q 2024 Zmiana IH 2025 IH 2024 Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN*** 8 133 7 126 14,1% 14 751 12 893 14,4%
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

      11 793

109

10 640

5

+10,8%
Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL) 6,1% 9,3% -3,2 p.p. 6,1% 10,3% -4,2 p.p.
Nowo uruchomione sklepy

w tym Rumunia

368

22

313

5

+17,6% 804

51

714

5

+12,6%
Marża EBITDA 12,3% 12,1% +0,2 p.p. 10,5% 10,7% -0,2 p.p.
Marża skorygowanego wyniku EBITDA* 13,0% 12,4% +0,6 p.p. 11,2% 10,9% +0,4 p.p

***Sprzedaż realizowana przez sklepy działające pod szyldem Żabka, a także przez tzw. Nowe Silniki Rozwoju. Wielkość ta nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży Spółki. 

Skup akcji własnych

Zgodnie z raportem bieżącym z dnia 31 lipca 2025, Rada Dyrektorów Grupy Żabka zatwierdziła program skupu akcji własnych w celu realizacji zobowiązań wynikających z długoterminowego planu motywacyjnego (LTIP) na lata 2025–2027, o którym Spółka informowała podczas IPO. Program ruszy w sierpniu i obejmie do 4,2 mln akcji.

Skup zostanie przeprowadzony na rynku regulowanym zgodnie z zasadami MAR, a jego realizację powierzono domowi maklerskiemu Trigon.

Celem programu LTIP jest wzmocnienie długoterminowego zaangażowania kluczowych pracowników poprzez powiązanie wynagrodzenia motywacyjnego z długoterminowym wzrostem wartości generowanym przez Spółkę, w tym wzrostem wyniku EBITDA i sprzedaży do klienta końcowego oraz poprawą wskaźników ESG.

Poważna luka bezpieczeństwa w Cursor IDE. Hakerzy mogli atakować programistów

Popularne narzędzie do programowania wspierane przez AI miało lukę. Podatność pozwalała na dostęp do komputerów deweloperów.

Cursor IDE, jedno z najpopularniejszych narzędzi programistycznych wspieranych przez sztuczną inteligencją, był podatny na ataki hakerskie. To efekt luki, która pozwalała na zdalne wykonanie dowolnego kodu bez wiedzy użytkownika. Sytuacja umożliwiała uzyskanie stałego dostępu do komputera dewelopera oraz modyfikowanie projektów nad którymi pracowano – ostrzegają eksperci firmy Check Point Research.

Narzędzia programistyczne oparte na sztucznej inteligencji zmieniają sposób tworzenia oprogramowania, ale jednocześnie tworzą nowe wektory ataków oparte na zaufaniu. MCPoison pokazuje, jak łatwo można wykorzystać automatyzację i wygodę do cichej, długotrwałej eksploatacji w środowiskach współdzielonego kodowania – powiedział Oded Vanunu, szef działu badań nad podatnościami w produktach w firmie Check Point Software.          

Autorzy badania zapewniają, że atak wykorzystujący lukę systemową CVE-2025-54136 (nazwaną MCPoison) nie jest czysto teoretyczny. W środowiskach zespołowych (gdzie projekty są współdzielone przez repozytoria) wystarczyło, żeby jedna osoba miała dostęp do zapisu, by zainfekować MCP i rozprzestrzenić zagrożenie. Mechanizm przypomina cybernetycznego konia trojańskiego, z tą różnicą, że użytkownik sam otwiera drzwi.              

– Atak mógł być całkowicie niewidoczny i powtarzany przy każdym uruchomieniu projektu – zaznaczają eksperci Check Point Research. Wszystko sprowadza się do tzw. MCP (Model Context Protocol) czyli plików konfiguracyjnych w Cursorze, które określają, jak AI ma działać w konkretnym projekcie. W normalnych warunkach użytkownik akceptuje MCP raz, przy pierwszym uruchomieniu. Problem w tym, że nikt już nie sprawdza, czy zawartość tego pliku się zmieniła.

Badacze bezpieczeństwa cybernetycznego odkryli, że po jednorazowej akceptacji pliku MCP, można go później dowolnie zmodyfikować, np. wstawiając złośliwy kod, który otwiera tylne drzwi (ang. backdoor), wysyła dane do zewnętrznego serwera lub uruchamia skrypty. Co najgorsze – za każdym razem, gdy ofiara otwiera projekt, kod uruchamia się automatycznie i bez ostrzeżeń.

Dla firm i zespołów deweloperskich oznacza to realne ryzyko:

  • Ciągły, niewidoczny dostęp do środowiska ofiary przez osoby postronne,
  • Ekspozycję haseł, tokenów API, kluczy chmurowych i innych wrażliwych danych,
  • Zagrożenie dla kodu źródłowego, własności intelektualnej oraz danych klientów,
  • Utratę zaufania do automatyzacji AI, która miała zwiększać bezpieczeństwo i efektywność.

Check Point poinformował twórców Cursor IDE o luce 16 lipca 2025 roku. Naprawa została udostępniona dwa tygodnie później, 30 lipca. To jednak nie koniec problemu – ekspertom zależy, by cała branża zaczęła inaczej podchodzić do zaufania w narzędziach opartych na AI.

Co powinni zrobić menedżerowie IT i zespoły programistyczne?

Przede wszystkim należy traktować pliki MCP jak kod źródłowy, przeglądać je, kontrolować wersje i ograniczyć do nich dostęp. Nie wolno ślepo ufać automatyzacji AI, nawet jeśli coś wygląda na nieszkodliwe, warto wiedzieć, co robi. Analitycy Check Pointa zalecają również ograniczanie uprawnień w repozytoriach, ponieważ dostęp do zapisu powinien być przemyślany.

Odkrycie podatności CVE-2025-54136 (in. MCPoison) pokazuje, że nawet narzędzia tworzone z myślą o zwiększeniu produktywności mogą stać się wektorem ataku. W dobie rosnącej integracji AI w środowiskach programistycznych – od IDE po CI/CD – kluczowe jest, by bezpieczeństwo szło w parze z innowacją.

Dane zza oceanu bez wpływu na rynki walutowe

Dane zza oceanu nie spowodowały zmian na rynkach. W Szwajcarii symbolicznie zwiększa się poziom wzrostu cen, aczkolwiek na razie wygląda na to, że nie grozi to podwyżkami stóp procentowych. W tle Turcja pokazuje coraz niższą inflację, co w końcu powinno zrobić przestrzeń do kolejnych cięć stóp.

Spokojny dzień na dolarze

Po wielu bardzo intensywnych dniach przyszedł w końcu moment uspokojenia. W poniedziałek aktywność na głównej parze walutowej była bardzo niska. Dzień wolny w Kanadzie raczej nie miał tutaj większego wpływu. Analitycy wskazują na neutralne dane na temat zamówień. Te w przemyśle miały spadać o 4,9%, a spadły 4,8% w czerwcu. Na dobra trwałego użytku spodziewano się aż 9,3% gorszego wyniku, a otrzymano 9,4%. Z kolei zamówienia na dobra bez środków transportu wzrosły o 0,2%. Pokazuje to, jak duży problem ma branża motoryzacyjna. Dane te jednak – jak już wspomniano – nie miały wpływu na waluty. Wydaje się, że rynek czeka przynajmniej na dzisiejszy odczyt bilansu handlu zagranicznego. Pokaże nam to, jak skuteczne są działania obecnej ekipy prezydenckiej. Gdybyśmy nie mieli kolejnej poprawy, jest ryzyko, że spirala celna może się rozszerzać.

Inflacja w Szwajcarii

Szwajcaria gra w swoją własną grę. W lipcu inflacja się co prawda podwoiła, ale z poziomu 0,1% na 0,2%, co nie jest przesadnym problemem. Warto zwrócić uwagę, że stopy procentowe w Szwajcarii wynoszą już 0%. Szwajcaria jest zatem jednym z niewielu Państw Zachodu posiadającym ujemne realne stopy. Trzeba jednak pamiętać, że gospodarka tego kraju bardzo cierpi przez nadmiernie umacniającego się franka. Z tego też powodu trzymane są niższe, niż można by standardowo oczekiwać, stopy procentowe. W ten sposób ograniczane są dalsze umocnienia tej waluty. Patrząc na obecną sytuację, widać jak na dłoni wydarzenia, które doprowadziły do problemu z kredytami frankowymi. Frank jest bowiem oprocentowany dużo niżej niż inne waluty, a działania Szwajcarskiego Narodowego Banku dążą do jego osłabienia. Teoretycznie brzmi to, jak dobry moment, by się zadłużyć we frankach. Wiemy jednak z historii, jak się kończy taki pomysł.

14 miesiąc spadku inflacji z rzędu

Tym imponującym wynikiem może się obecnie pochwalić Turcja. Jest też oczywiście ciemna strona tego rekordu. Pomimo czternastu obniżek, inflacja nadal wynosi 33,5%. Tak, 33,5% – autorowi nie wcisnęła się „3” przez pomyłkę drugi raz. W tym czasie tamtejszy bank centralny wstrzymał nawet przez chwilę cykl obniżek stóp procentowych i podniósł je w kwietniu tego roku. W lipcu doszło jednak do cięć. Główna stopa wynosi teraz 43%. Jest to drugi najwyższy wynik na świecie, zaraz po Wenezueli. Warto jednak pamiętać, że jeszcze niedawno rekordzistą była Argentyna, która jeszcze pod koniec 2023 roku miała główny wskaźnik na poziomie 126%. Nie zmienia to faktu, że Argentyna obniża stopy procentowe na kredyt, bo inflacja jest tam zauważalnie wyższa niż w Turcji. Lira turecka w dalszym ciągu ma administracyjnie ustalany kurs względem dolara, by stabilizować sytuację. Im niższa będzie jednak inflacja, tym przeceny liry powinny być słabsze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA –  bilans handlowy.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Przemysł i logistyka liderami inwestycji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2025 r.

Od początku 2025 roku polski rynek inwestycji komercyjnych wykazywał symptomy stabilizacji. Z danych zawartych w raporcie BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce. II kw. 2025” wynika, że łączna wartość zawartych od początku roku umów osiągnęła 1,7 mld euro. Na szczególną uwagę zasługuje rosnąca obecność rodzimego kapitału, coraz aktywniej angażującego się w krajowe projekty.

Umiarkowana dynamika rynku

W drugim kwartale br. widoczne było ożywienie wśród inwestorów, choć skala zawieranych transakcji pozostała ograniczona. Na rynku dominowały mniejsze przedsięwzięcia, co odzwierciedla wpływ niestabilnej sytuacji geopolitycznej oraz wymagających warunków gospodarczych.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wykazywał oznaki stabilizacji choć nadal funkcjonuje w otoczeniu niepewności makroekonomicznej. Od początku roku zawarto transakcje o wartości 1,7 mld EUR, co stanowi około 45% rocznej średniej z ostatnich pięciu lat – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Przemysł i logistyka na czele inwestycji

Na podstawie analizy całkowitego wolumenu inwestycji od początku roku, liderem pozostaje sektor przemysłowo-logistyczny. Tego typu aktywa przyciągnęły 694 mln euro, co oznacza imponujący wzrost o aż 136% rok do roku. Największą transakcją w tym segmencie nieruchomości była sprzedaż i wynajem zwrotny portfela Eko Okna (264 tys. m kw.) zrealizowana przez Realty Income za 253 mln euro. Wśród istotnych inwestycji warto wymienić także zakup kompleksu AFI Home Metro Szwedzka (dawniej Bohema) w Warszawie. Obiekt ten o powierzchni 20 600 m kw. nabyty został przez AFI Europe za kwotę 76,2 mln euro. Z kolei wartość sprzedaży bydgoskiego centrum dystrybucyjnego LPP (103 tys. m kw.), spółce inwestycyjnej  Reico IS EAM, o wartości  75,8 mln euro.

Od początku roku sektor biurowy zanotował wolumen inwestycji na poziomie 411 mln euro, natomiast sektor handlowy – 322 mln euro. Oznacza to spadki odpowiednio o 49% i 36% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują jednak, że w drugiej połowie 2025 roku możliwe jest ożywienie segmentu handlu, m.in. dzięki planowanym dużym transakcjom, co może pozytywnie wpłynąć na całoroczny bilans.

Duże inwestycje wciąż rzadkością

Najatrakcyjniejsze aktywa typu core pozostają poza zasięgiem wielu zagranicznych inwestorów z uwagi na wciąż wysokie koszty finansowania i wynikową lukę cenową pomiędzy oczekiwaniami sprzedających  i kupujących w tej klasie aktywów. Część graczy rynkowych przyjmuje strategię „czekania na rozwój sytuacji”, skupiając się na obiektach o mniejszej skali i przewidywalnym profilu ryzyka. W pierwszym półroczu zanotowano tylko jedną dużą transakcję o wartości przekraczającej 250 mln euro.

W drugiej połowie roku oczekiwane jest stopniowe ożywienie rynku, wspierane przez przewidywaną obniżkę stóp procentowych przez banki centralne. Może to skutkować kompresją stóp kapitalizacji i zwiększeniem atrakcyjności nieruchomości jako klasy aktywów – komentuje Mateusz Skubiszewski.

Mniejsze transakcje wciąż na fali

Analiza wolumenu transakcji inwestycyjnych od początku roku pokazuje, że najwyższą aktywność odnotowano w segmencie transakcji o wartości od 40 do 100 mln euro. Łączna wartość tego typu umów wyniosła 769 mln euro, co oznacza wzrost o 137% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Z kolei transakcje do 20 mln euro osiągnęły wartość 293 mln euro, notując spadek o 16% r/r. W przypadku największych inwestycji, przekraczających 100 mln euro, całkowity wolumen wyniósł 254 mln euro,
co stanowi spadek o 65% r/r. Dane te odzwierciedlają preferencje inwestorów wobec projektów o mniejszym ryzyku i większej przewidywalności.

Krajowy kapitał na fali wznoszącej

Od początku roku największy udział w strukturze inwestycji miał kapitał pochodzący z Europy, odpowiadający za 59% łącznych nakładów. Na drugim miejscu znalazły się fundusze amerykańskie z udziałem wynoszącym 23%. Inwestorzy z Bliskiego Wschodu ulokowali 12% kapitału, natomiast środki z Afryki stanowiły 2% całkowitego wolumenu.

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, od początku roku wyraźnie wzrósł udział inwestorów krajowych. Polscy inwestorzy odgrywają coraz bardziej znaczącą rolę w całkowitym wolumenie inwestycji. Świadczy to o rosnącym zaufaniu do lokalnego rynku oraz większej gotowości do lokowania kapitału w krajowe nieruchomości komercyjne.

Stabilne stopy kapitalizacji

W pierwszym półroczu 2025 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce utrzymywały się na stabilnym poziomie: 6,25% dla biur i magazynów, 6,50% dla centrów handlowych oraz 5,25% dla obiektów logistycznych obsługujących e-commerce.

Brak dekompresji wskazuje na oczekiwanie dalszych obniżek kosztów finansowania. Obecne poziomy stóp są wciąż zbyt wysokie, by przyciągnąć globalny kapitał – rynek zdominowany jest przez inwestorów oportunistycznych z regionu CEE. Wysokie koszty kapitału ograniczają aktywność deweloperską, co przełoży się na mniejszą podaż nowych, wynajętych obiektów. Wsparciem dla rynku mogą być środki z KPO, stanowiące obecnie istotne paliwo wzrostu gospodarczego – podsumowuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland

Sztuczna inteligencja a rynek pracy – kto się boi, a kto widzi szanse?

Badanie „People at work 2025: A Global Workforce View” ujawnia szeroki wachlarz sprzecznych emocji pracowników związanych z wpływem AI na ich miejsce pracy. Wiele osób dostrzega pozytywne możliwości sztucznej inteligencji, innym towarzyszą obawy i niepewność związane z ryzykiem redukcji stanowiska pracy z powodu AI. Technologia, która już dziś zmienia rynek pracy, może stanowić też wyzwanie dla retencji pracowników. Obecnie 30 proc. osób, które uważają, że ich pracę można łatwo zastąpić, aktywnie poszukuje nowej pracy.

  • Tylko 9 polskich pracowników liczy na to, że sztuczna inteligencja będzie wsparciem dla ich pracy,
    a 7 proc. obawia się utraty pracy z tego powodu. Jednocześnie 10 proc. przyznaje, że nie ma pojęcia, w jaki sposób AI wpłynie na ich pracę w bliskiej przyszłości.
  • W przypadku polskich pracowników ich wiek w znikomym stopniu kształtuje opinie na temat znaczenia AI na ich pracę. Tylko 11 proc najmłodszych polskich pracowników (18-26 lat) wyraża optymizm, a 12 obawia się, że sztuczna inteligencja wkrótce wyprze ich z rynku. Za to 13 proc. nie wie, jak AI wpłynie na ich pracę. Najbezpieczniej czują się osoby w wieku +55 – tylko 5 proc. obawia się utraty pracy z powodu AI,
    a 9 proc. wyraża optymizm.
  • W Polsce to pracownicy umysłowi mają najbardziej wyklarowany pogląd, jak AI wpłynie na ich pracę (13 liczy na wsparcie, ale aż 10 proc. obawia się utraty pracy). Dla porównania, wśród robotników wykwalifikowanych 10 proc. wyraża optymizm, a zaledwie 6 proc obawia się wyparcia przez AI. Na świecie pracownicy umysłowi najczęściej wyrażali optymizm (średnio 24 proc., przy rekordowym wskazaniu
    w Egipcie – 36 proc.).

– Rozwój sztucznej inteligencji to nie tylko zmiana technologiczna, bowiem wiele dzieje się też w emocjach pracowników, niezależnie od kraju – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Część z nich widzi w AI narzędzie pozytywnych zmian, ale równie ważną emocją jest niepewność. Pracodawcy, którzy rozpoznają i odpowiednio zaopiekują się obawami zatrudnionych, wyjaśniając wpływ technologii i szkoląc ludzi w zakresie korzystania z nowych narzędzi, najlepiej wykorzystają prawdziwy potencjał sztucznej inteligencji i zbudują zespoły gotowe na przyszłość.

Kluczowe wnioski z raportu „People at work 2025: Sztuczna inteligencja”

Dominują mieszane uczucia: 17 proc. pracowników na świecie zdecydowanie zgadza się z twierdzeniem, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpłynie na ich pracę w ciągu najbliższego roku. Aż 33 proc. badanych ma mieszane uczucia w związku z AI. Co dziesiąty pracownik zdecydowanie wyraża obawę, że AI wyprze go z pracy.

Nadzieje i obawy: Co ciekawe, kraje o najbardziej optymistycznym spojrzeniu na sztuczną inteligencję, takie jak Egipt czy Indie, mają również najwyższy odsetek pracowników obawiających się zastąpienia. Wskazuje to, że potencjał AI budzi zarówno ekscytację, jak i obawy dotyczące jej ostatecznych efektów.

Niepewność = niepokój: 44 proc. badanych (suma odpowiedzi zgadzam się/zdecydowanie zgadzam się) nie wie, jak AI wpłynie na ich pracę. Ta niepewność może przyczyniać się do niepokoju, przy czym na niektórych rynkach wysoki odsetek pracowników obawiających się zastąpienia idzie w parze z dużą liczbą osób, które nie mają pojęcia, jak sztuczna inteligencja wpłynie na ich przyszłość zawodową.

Różnice w zależności od branży i rodzaju pracy

Pierwsi użytkownicy są bardziej optymistyczni: Pracownicy sektorów usług technologicznych, finansów, ubezpieczeń i technologii informacyjnych są bardziej skłonni do pozytywnego spojrzenia na AI, jednak częściej wyrażają obawy związane z zastąpieniem. Sektory te cenią sobie efektywność i przewagę konkurencyjną, które sztuczna inteligencja może wzmocnić. Widać jednak ogromne różnice regionalne. W Europie najczęściej pokładający nadzieję w AI pracownicy usług technologicznych (19 proc.) oraz sektora finansowego (18 proc.), wyrażają taką opinię dwukrotnie rzadziej niż w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki (odpowiednio 37 proc. i 42 proc.).

Pracownicy umysłowi są jednocześnie optymistyczni i pełni obaw: Programiści, pracownicy naukowi, inżynierowie są najbardziej skłonni wierzyć, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpłynie na ich pracę (24 proc.), ale są również najbardziej zaniepokojeni tym, że zostaną zastąpieni przez technologię (13 proc.). Oni także najczęściej przyznają, że nie wiedzą, co przyniesie przyszłość (14 proc).

Sektory skoncentrowane na człowieku wykazują ostrożność: Pracownicy branż w dużym stopniu polegających na interakcjach międzyludzkich, jak opieka zdrowotna i pomoc społeczna, częściej wyrażają obawy dotyczące wpływu AI na świat pracy.

Wiek: Pracownicy w przedziałach wiekowych 18-26 i 27-39 lat najczęściej wykazują zarówno optymizm (średnio 19 proc. i 21 proc.), jak i obawy wobec długoterminowego wpływu AI na ich karierę (14 proc i 12 proc). Osoby z długim stażem pracy (+55) najczęściej uważają, że sztuczna inteligencja wywrze niewielki wpływ na ich pracę zanim zdążą ukończyć karierę (5 proc.). W Polsce jednak wiek w znikomym stopniu wpływa na optymizm związany z AI. Zaledwie 11 proc. najmłodszych i 9 proc. pracowników liczy, że nowa technologia wesprze ich w pracy. Polacy w wieku przedemerytalnym najrzadziej obawiają się, że AI wyprze ich z pracy (5 proc.).

Region: Kraje Bliskiego Wschodu i Afryki mają najwyższy odsetek pracowników przekonanych, że AI pozytywnie wpłynie na ich pracę (27 proc.), a Europa najniższy (11 proc.). Do optymistycznych regionów należy także Ameryka Łacińska (19 proc.) podczas gdy Ameryka Północna (13 proc.) oraz region Azji i Pacyfiku (16 proc.) plasują się pośrodku. W Polsce jedynie 9 proc. pracowników liczy, że sztuczna wesprze ich w pracy – co stanowi mizerny wynik w porównaniu z Egiptem i Indiami (odpowiednio 36 proc. i 34 proc.). Najrzadziej jednak nadzieje w AI pokładają pracownicy w Japonii i Szwecji (odpowiednio 4 proc. i 6 proc.).

Stres związany z AI skłania do szukania pracy: Pracownicy obawiający się wyparcia ich z pracy przez technologię, dwukrotnie częściej twierdzą, że doświadczają wysokiego stresu w pracy. Strach przed byciem zastąpionym skłania do aktywnego poszukiwania nowego zatrudnienia (ponad 30 proc.), w porównaniu z 16 proc. osób niewyrażających niepokoju.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Deszczowe lato i zmieniające się nawyki konsumentów uderzają w branżę piwowarską

Deszczowe lato nie sprzyja sprzedaży piwa, zarówno w Polsce, jak i na świecie. W ostatnim tygodniu obserwowaliśmy znaczące spadki na giełdach, które dotknęły największych globalnych producentów tego trunku. Akcje Anheuser-Busch i Heinekena zanotowały korektę rzędu 13 proc. To reakcja na gorsze wyniki sprzedaży – w Europie w przypadku Heinekena, a w Brazylii i Chinach, jeśli chodzi o Anheuser-Busch.

Zmieniające się nawyki konsumenckie, szczególnie wśród młodszych pokoleń, stają się coraz większym wyzwaniem dla browarów. Globalne dane pokazują wyraźny trend spadku konsumpcji alkoholu – w ciągu ostatnich 20 lat globalny odsetek dorosłych poniżej 35. roku życia, którzy deklarują picie alkoholu, zmniejszył się z 72 do 62 proc. W Polsce trend ten także jest wyraźny i potwierdza go rosnąca popularność piwa bezalkoholowego, którego sprzedaż w pierwszym kwartale tego roku wzrosła aż o 18 proc. rok do roku.

W Polsce pogoda również nie sprzyja producentom piwa. Tegoroczne lato jest wyjątkowo deszczowe, co przekłada się na niższy popyt w szczycie sezonu. To może pogłębić problemy, z jakimi branża boryka się już od dłuższego czasu. Według danych Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, w pierwszym półroczu sprzedaż piwa spadła o 6 proc.

Widać to po przedstawionych w minionym tygodniu wynikach dwóch największych koncernów piwowarskich na świecie – Heineken i Anheuser-Busch. Obie spółki zanotowały spadek wolumenów sprzedaży piwa, przy jednoczesnym wzroście przychodów, co nastąpiło głównie dzięki podwyżkom cen piwa.

Heineken, który generuje około 35 proc. swojej sprzedaży w Europie, najbardziej odczuł spadki właśnie na tym rynku. Wolumen sprzedaży w regionie zmniejszył się aż o 4,8 proc., co przełożyło się na ogólny spadek globalny o 0,4 proc. rok do roku. To co prawda lepszy wynik niż w pierwszym kwartale, ale nadal poniżej oczekiwań rynku. Z powodu rozczarowujących wyników kurs akcji spółki spadł w ciągu ostatniego tygodnia o 12,8 proc., mimo że zysk operacyjny wzrósł o 7,4 proc.

Jeszcze bardziej ucierpiał Anheuser-Busch, którego akcje w ciągu tygodnia straciły 13,7 proc. W II kwartale wolumen sprzedaży spadł o 1,9 proc., co wyraźnie rozminęło się z oczekiwaniami analityków, którzy zakładali spadek jedynie o 0,3 proc. Problemy koncentrowały się głównie na rynkach w Chinach i Brazylii. Mimo trudnego otoczenia firma zwiększyła przychody o 3 proc., do 15 mld dolarów, a zysk operacyjny wzrósł o 6,5 proc. Wzrosty te wynikały jednak z podwyżek cen, a nie z poprawy popytu, co budzi obawy inwestorów o przyszłą rentowność. Dodatkowo, działalność spółki w USA obciążają 50-proc. cła na aluminium, które wpływają na marże i wycenę.

Obie spółki są obecnie wyceniane relatywnie nisko – prognozowany wskaźnik C/Z (forward P/E) wynosi 14,5 dla Heinekena i 15,5 dla Anheuser-Busch. Pomimo wzrostów przychodów, rynek wyraźnie nie wierzy w trwałość tego trendu, skoro za nim nie idzie realny wzrost sprzedaży. Coraz więcej wskazuje na to, że branża piwowarska wchodzi w okres stagnacji – z ograniczonym potencjałem wzrostu i presją na marże wynikającą z rosnących kosztów surowców oraz zmieniających się preferencji konsumentów. Warto jednak zauważyć, że na tle całego rynku bardziej odporne na spadki sprzedaży pozostają marki piwa premium takie jak Stella Artois czy Corona.

Sektor piwowarski, tradycyjnie uznawany za defensywny i stabilny, dziś zmaga się z istotnymi wyzwaniami strukturalnymi. Spadek spożycia alkoholu wśród młodych dorosłych, rosnące koszty operacyjne, silna zależność wyników od coraz bardziej zmiennej pogody oraz ograniczony wzrost wolumenów sprzedaży tworzą mieszankę, która zniechęca inwestorów. Dla poszukujących okazji inwestycyjnych może to oznaczać konieczność selektywnego podejścia – szczególnie w kontekście firm, które mają silną pozycję na rynkach rozwijających się lub potrafią skutecznie przestawić się na produkty bezalkoholowe.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jarosław Sołomacha nowym koordynatorem SEO w Polska Press Grupie

1 sierpnia 2025 roku stanowisko koordynatora SEO w Polska Press Grupie objął Jarosław Sołomacha. To doświadczony dziennikarz, redaktor i ekspert w zakresie optymalizacji treści. W ostatnich latach związany był z redakcją SpidersWeb.pl, gdzie odpowiadał za strategię SEO oraz pełnił funkcję redaktora prowadzącego serwisu.

Jarosław Sołomacha, Polska Press Grupa
Jarosław Sołomacha, Polska Press Grupa

Jarosław Sołomacha swoją karierę zawodową rozpoczął w 2005 roku jako zastępca redaktora naczelnego „Kuriera Siemiatyckiego”. W latach 2007–2021 był związany z Polska Press Grupą. W „Kurierze Porannym” pracował jako dziennikarz śledczy, kryminalny i społeczny, a od 2008 roku kierował działem online tego tytułu. Z czasem jego kompetencje obejmowały również inne redakcje, w tym „Gazetę Współczesną”, serwisy „Nasze Miasto” oraz inne portale należące do spółki.

Od 2021 roku pracował w SpidersWeb.pl jako szef wydawców online, odpowiadając za redakcyjne SEO i rozwój treści. W przeszłości prowadził także zajęcia z dziennikarstwa internetowego na Uniwersytecie w Białymstoku.

Nowy koordynator SEO będzie odpowiedzialny za rozwój strategii optymalizacji treści w serwisach należących do Polska Press Grupy, wspieranie redakcji regionalnych i tematycznych oraz wdrażanie najlepszych praktyk w zakresie widoczności treści w wyszukiwarkach.

Spektakularne wyniki Palantira w Q2 2025 – ponad 1 mld USD przychodów i wzrost o 48%

Palantir Technologies wyróżnia się na tle globalnych firm technologicznych nie tylko imponującym tempem wzrostu, lecz także unikalnym połączeniem kompetencji w zakresie zaawansowanego oprogramowania opartego na sztucznej inteligencji i silnej obecności w sektorze obronnym. Firma skutecznie łączy działalność komercyjną z długofalową współpracą z rządami i wojskiem, co zapewnia jej wyjątkową pozycję rynkową i wysoką odporność na zmienność koniunktury.

W drugim kwartale 2025 roku Palantir odnotował spektakularne wyniki finansowe, osiągając ponad 1 mld USD przychodów, co oznacza wzrost o 48% rok do roku i istotne przekroczenie rynkowych prognoz (939 mln USD). Skorygowany zysk na akcję wyniósł 0,16 USD, również powyżej oczekiwań. Szczególnie dynamiczny rozwój firma zanotowała na rynku amerykańskim, gdzie przychody wzrosły aż o 68% r/r i sięgnęły 733 mln USD. W segmencie komercyjnym w USA wzrost wyniósł 93%, natomiast w sektorze rządowym – 53%, co podkreśla zdolność firmy do skalowania oferty zarówno wśród klientów instytucjonalnych, jak i publicznych.

W kontekście prognoz całorocznych Palantir zrewidował swoje szacunki w górę, oczekując przychodów w przedziale 4,14–4,15 mld USD, czyli znacznie powyżej wcześniejszych prognoz analityków (ok. 3,91 mld USD). Kurs akcji spółki wzrósł po publikacji wyników o około 3,5%, osiągając 160,66 USD. Warto przy tym zaznaczyć, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy akcje Palantira zyskały ponad 500%, co czyni go jednym z liderów hossy napędzanej przez rosnący popyt na rozwiązania z zakresu AI.

Kluczowym motorem rozwoju spółki pozostaje sztuczna inteligencja, a w szczególności wdrożenia dużych modeli językowych (LLM) i infrastruktura związana z chipami. Prezes firmy, Alex Karp, określił wpływ AI na działalność Palantira jako „oszałamiający” i zapowiedział ambicję uczynienia z firmy „dominującego programisty przyszłości”. Palantir nie tylko szybko rozwija swoje produkty AI, ale także zdobywa strategiczne kontrakty – m.in. z Pentagonem, czy US Space Force. Jednym z najważniejszych osiągnięć kwartału było zawarcie 10-letniego kontraktu z Armią USA o wartości 10 mld USD, obejmującego konsolidację kilkudziesięciu wcześniejszych umów. Choć kontrakt ten ma charakter kosztowy i nie wpłynął bezpośrednio na zysk, stanowi on wzorzec dla przyszłych projektów federalnych i wzmacnia pozycję Palantira jako kluczowego partnera obronnego USA i ich sojuszników.

Na tle konkurencji Palantir wyróżnia się nie tylko dynamiką wzrostu, lecz także imponującą marżą brutto sięgającą około 80% oraz szeroką ekspozycją zarówno na rynek AI, jak i sektor obronny. Podczas gdy inne firmy z branży sztucznej inteligencji, takie jak Snowflake czy Salesforce, skupiają się głównie na kliencie komercyjnym, Palantir skutecznie łączy kompetencje technologiczne z głębokim zakorzenieniem w sektorze publicznym. W porównaniu z tradycyjnymi firmami zbrojeniowymi, jak BAE Systems czy Lockheed Martin, oferuje elastyczność i innowacyjność właściwe dla dynamicznego sektora nowych technologii.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Prime Batteries z nowym inwestorem – T2Y Capital dołącza do akcjonariatu spółki portfelowej InnoEnergy

Prime Batteries Technology – wiodący producent baterii litowo-jonowych i systemów magazynowania energii w Europie, pozyskał nowego inwestora. Do grona akcjonariuszy spółki dołączył fundusz T2Y Capital, specjalizujący się w inwestycjach w sektorze transformacji energetycznej. Prime Batteries od 2022 roku jest spółką portfelową InnoEnergy – europejskiego lidera innowacji w obszarze zielonej energii i czystych technologii.

Prime Batteries, z siedzibą w Bukareszcie, to jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie dostawców rozwiązań do magazynowania energii opartych na technologii litowo-jonowej.  Spółka dysponuje w pełni zintegrowanym łańcuchem wartości – od produkcji ogniw bateryjnych, przez montaż kompletnych systemów, aż po rozwój własnego oprogramowania do zarządzania bateriami (Battery Management System). Prime Batteries dostarcza rozwiązania dla klientów z sektora energetyki, przemysłu, motoryzacji i logistyki, a jej systemy magazynowania energii są wykorzystywane m.in. przez Hidroelectrica – największego producenta energii odnawialnej w Rumunii.

InnoEnergy wspiera Prime Batteries od 2022 roku. Współpraca umożliwiła firmie rozpoczęcie dynamicznej ekspansji na rynki europejskie oraz skalowanie działalności do poziomu przemysłowego. Obecnie Prime Batteries dysponuje zakładem produkcyjnym o mocy 2,3 GWh rocznie, a do 2030 roku planuje zwiększyć produkcję do ponad 8 GWh. Kluczowym elementem tej strategii jest budowa nowej fabryki w Fundulea, której planowana moc wyniesie 6 GWh. Wartość inwestycji szacowana jest na 700 mln euro. Dzięki współpracy z InnoEnergy, Prime Batteries zyskała dostęp do europejskiej sieci partnerów technologicznych i inwestorów, co umożliwiło jej realizację zamówień dla klientów z Niemiec, Polski, Norwegii, Hiszpanii i Włoch.

Partnerstwo z T2Y Capital to dla Prime Batteries kolejny ważny kamień milowy w rozwoju firmy. Nowy inwestor wnosi nie tylko kapitał, ale również komplementarną wiedzę i dostęp do nowych rynków. T2Y Capital to partner, który pomoże spółce rozszerzyć ofertę, m.in. o model Battery-as-a-Service, oraz dynamicznie zwiększyć zasięg sprzedaży międzynarodowej, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie.

– Z radością witamy T2Y Capital jako nowego akcjonariusza i silnego partnera na kolejnym etapie naszego rozwoju. Dzięki ich wsparciu możemy dalej zwiększać nasze moce produkcyjne. Obecność T2Y Capital wzmacnia pozycję Prime Batteries jako wiodącego dostawcy technologii litowo-jonowej w Europie, oferującego innowacyjne rozwiązania dla rynku – dodaje Vicentiu Ciobanu, prezes Prime Batteries.

T2Y Capital to fundusz inwestycyjny typu growth equity, skoncentrowany na sektorze energetycznym oraz branżach pokrewnych. Celem funduszu jest skalowanie innowacyjnych firm z ugruntowanym modelem biznesowym poprzez dostarczanie kapitału oraz wiedzy strategicznej i operacyjnej. T2Y Capital inwestuje w całym łańcuchu wartości, wspierając budowę europejskich liderów transformacji energetycznej. Firma działa zgodnie z najwyższymi standardami zrównoważonego inwestowania jako fundusz sklasyfikowany zgodnie z artykułem 9 rozporządzenia SFDR, co czyni go wiarygodnym partnerem dla podmiotów z sektora zielonej transformacji.

– Prime Batteries to europejski „ukryty czempion” sektora energetycznego. Firma jest liderem technologicznym, posiada ugruntowaną pozycję na rynku UE i działa w oparciu o rentowny model biznesowy. Jako partner strategiczny, T2Y Capital będzie wspierać jej ekspansję międzynarodową i pomoże skalować sukces Prime Batteries do poziomu gigawatowego – podkreśla Benedikt Friedrich, Dyrektor Zarządzający ds. Inwestycji w T2Y Capital.

Inwestycja T2Y Capital to kolejny dowód na rosnące znaczenie Prime Batteries w europejskim ekosystemie zrównoważonej energii. Dzięki wsparciu dwóch silnych partnerów – InnoEnergy i T2Y Capital – firma jest gotowa, by odegrać kluczową rolę w budowie niezależnego, innowacyjnego i konkurencyjnego łańcucha wartości baterii w Europie.

Nowy prezydent, nowe perspektywy dla rynku pracy?

Od 6 sierpnia na rynku pracy mogą zacząć zachodzić zmiany. Wszystko za sprawą nowego prezydenta, Karola Nawrockiego, zapowiadającego, że już w pierwszym dniu urzędowania skieruje do Sejmu projekty ustaw realizujące najważniejsze elementy jego programu wyborczego. Nowy prezydent zapowiedział politykę nastawioną na wzmocnienie sytuacji ekonomicznej rodzin, wsparcie przedsiębiorczości oraz rozwój lokalnej infrastruktury. Dla pracodawców i pracowników oznacza to potencjalne zmiany w otoczeniu prawnym i finansowym, które mogą wpłynąć na decyzje kadrowe, inwestycyjne i płacowe.

Kierunek, jaki obrał Karol Nawrocki, wskazuje na próbę przełamania barier rozwoju gospodarczego poprzez uproszczenie systemu podatkowego, zwiększenie dochodów rozporządzalnych obywateli oraz pobudzenie inwestycji lokalnych. W teorii otwiera to nowe perspektywy na rynku pracy oraz stwarza szanse dla przedsiębiorców i pracowników. Kluczowe jednak będzie, jak te założenia zostaną wdrożone w praktyce.

Podatkowy kontrakt – uproszczenia i ulgi

Jednym z pierwszych działań prezydenta ma być złożenie projektu ustawy obniżającej podstawową stawkę VAT z 23% do 22%. Według założeń nowej głowy państwa, zmniejszenie tej stawki ma przynieść realne oszczędności dla konsumentów i ograniczyć presję inflacyjną. Równocześnie do Sejmu trafił pakiet ustaw podatkowych, przewidujący między innymi wprowadzenie zerowego PIT-u dla rodzin wychowujących co najmniej dwoje dzieci – do 140 tysięcy złotych rocznego dochodu dla każdego z rodziców. Prezydent zapowiada również podwyższenie drugiego progu podatkowego do tego samego poziomu oraz likwidację podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki) do granicy 140 tysięcy złotych rocznie. Ulgi podatkowe mają objąć także prorodzinnych przedsiębiorców niezależnie od formy opodatkowania – zarówno liniowego, jak i ryczałtowego. Uproszczeniu ulec ma także system rozliczeń: składki zdrowotne, ZUS i PIT będą płacone jednym przelewem. Karol Nawrocki zapowiadał też, że nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki dla obywateli.

– To sygnał dla rynku, że otoczenie fiskalne ma być przewidywalne, a system podatkowy prostszy i bardziej przyjazny dla pracujących i przedsiębiorców. Przejrzystość i stabilność to kluczowe wartości w gospodarce, szczególnie w czasie globalnej zmienności – mówi Cezary Maciołek, ekspert rynku pracy i prezes Grupy Progres. – Z perspektywy pracowników uproszczenie systemu podatkowego może poprawić motywację i poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie istnieje ryzyko, że zmiany nie przełożą się na realny wzrost wynagrodzeń czy stabilność zatrudnienia. Dla przedsiębiorców to z kolei szansa na łatwiejsze planowanie i rozwój, ale także wyzwanie związane z koniecznością szybkiego dostosowania się do nowych regulacji oraz złożonością korzystania z ulg, które nie zawsze gwarantują automatyczny wzrost zatrudnienia czy inwestycji. W dodatku nie każda firma będzie mogła sobie pozwolić na podwyżki wynagrodzeń, co może ograniczyć pozytywne efekty tych zmian na rynku pracy – dodaje Cezary Maciołek.

Emerytury mają rosnąć

Najnowsze dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pokazują, że liczba emerytów w Polsce systematycznie rośnie – w ciągu roku, od grudnia 2023 do grudnia 2024, przybyło ich 100 tys., a w maju 2025 roku świadczenia pobierało już 6,366 mln osób. Średnia emerytura brutto również rośnie – w całym 2024 roku wynosiła 3862,61 zł, a w maju 2025 osiągnęła 4189,54 zł, mimo sezonowych wahań po marcowej waloryzacji podnoszącej świadczenia o około 250 zł. Prezydent zapowiedział, że za jego kadencji waloryzacja świadczeń emerytalnych będzie realizowana tak, aby podwyżki wynosiły co najmniej 150 zł rocznie i zawsze przewyższały tempo wzrostu cen.

Wielka Czwórka Rozwoju i inwestycje lokalne

W zakresie rozwoju gospodarczego Karol Nawrocki zapowiedział realizację tzw. Wielkiej Czwórki Rozwoju: Centralnego Portu Komunikacyjnego, energetyki jądrowej, rozbudowy portów oraz tworzenia nowych stref inwestycyjnych. Równolegle uruchomiony ma zostać program inwestycji lokalnych – obejmujący modernizację dróg, szkół, sieci kanalizacyjnych i cyfrowych oraz budowę ścieżek rowerowych we wszystkich gminach w Polsce. Według nowego prezydenta inwestycje lokalne to zlecenia dla polskich firm i praca dla Polaków z każdej gminy w Polsce. Niskie, proste i prorodzinne podatki – podatkowy kontrakt – mają dodatkowo wspierać ten rozwój.

Realizacja tak ambitnych planów nie jest pozbawiona wyzwań. Koordynacja działań na różnych szczeblach administracji może napotkać na biurokratyczne przeszkody, a niedobory wykwalifikowanej siły roboczej w sektorach takich jak budownictwo czy energetyka mogą spowolnić tempo inwestycji – zaznacza Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. –  Ponadto, globalne wahania gospodarcze i niepewność na rynkach mogą wpłynąć na koszty i dostępność materiałów, co z kolei może podnieść koszty realizacji projektów lub opóźnić ich wykonanie. Dlatego kluczowe będzie nie tylko uruchomienie programów, ale także skuteczne zarządzanie ryzykiem oraz elastyczne dostosowywanie strategii do zmieniających się warunków – mówi ekspert ds. rynku pracy.

Polityka migracyjna tak, ale…

Zapowiadane zmiany to także wypowiedzenie przez Polskę unijnego Paktu Migracyjnego oraz działania na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa granic w kontekście nielegalnej migracji.

Polityka migracyjna jest dziś kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje kadrowe wielu polskich firm. Oczywiście musi być dobrze regulowana i skutecznie walczyć z nielegalną migracją oraz szarą strefą pracy, jednak ignorowanie wpływu, jaki mają na rynek pracy przepisy i postawa polityków, może poważnie ograniczyć dostęp do wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza w branżach z niedoborem kadrowym. Dlatego tak ważne jest, aby nie tylko rządzący, ale także przedsiębiorcy mieli realny głos w kształtowaniu tych polityk oraz aby państwo zapewniło im wsparcie w uproszczeniu procedur i integracji cudzoziemcówpodkreśla Cezary Maciołek.

Z najnowszego badania Grupy Progres wynika, że aż 28% firm w Polsce przyznaje, że decyzje o zatrudnianiu cudzoziemców w ich zespole zależą właśnie od polityki migracyjnej i postawy polityków. Jednocześnie 55% pracodawców planuje zwiększenie zatrudnienia obcokrajowców, ale ponad 70% firm dostrzega pilną potrzebę wsparcia ze strony państwa.

Przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim skrócenia procedur (55%) i uproszczenia przepisów (43%), a także dofinansowań dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców (45%). Ponadto, 38% wskazuje na konieczność uruchomienia programów integracyjnych, takich jak dofinansowanie nauki języka polskiego, kursy obywatelskie czy wydłużenie okresów zatrudnienia na 18 lub 36 miesięcy. Co więcej, mimo rosnącego zainteresowania zatrudnianiem cudzoziemców, tylko 43% firm zna założenia nowej polityki migracyjnej na lata 2025–2030, co oznacza, że aż 57% przedsiębiorstw pozostaje w tej kwestii nieświadomych. Co więcej, zdecydowana większość pracodawców (72%) uważa, że powinni oni mieć realny wpływ na tworzenie polityki migracyjnej.

Zmiany zapowiadane przez nowego prezydenta tworzą realną szansę na ożywienie gospodarcze i poprawę warunków na rynku pracy, zwłaszcza dzięki uproszczeniu systemu podatkowego, wsparciu rodzin oraz inwestycjom lokalnym. Jednak sukces tych reform będzie w dużej mierze zależał od sprawnej i konsekwentnej realizacji planów, otwartości na dialog z przedsiębiorcami oraz elastycznego dostosowywania strategii do zmieniających się warunków gospodarczych. Nie mniej ważne będzie uwzględnienie potrzeb rynku pracy, szczególnie w obszarze migracji i zatrudniania wykwalifikowanych pracowników. Tylko kompleksowe podejście, łączące stabilność fiskalną, wsparcie inwestycji i efektywne regulacje migracyjne, może przynieść trwały rozwój i zwiększyć konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej.

***

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę Progres w czerwcu i lipcu 2025 roku wśród 600 przedstawicieli firm działających na terenie Polski. Respondentami były osoby decyzyjne w zakresie zatrudnienia – właściciele, członkowie zarządów, dyrektorzy HR i menedżerowie odpowiedzialni za politykę personalną. Celem badania było zidentyfikowanie barier i potrzeb pracodawców związanych z zatrudnianiem cudzoziemców, ocena ich gotowości do integracji pracowników zagranicznych oraz zbadanie poziomu wiedzy na temat polityki migracyjnej państwa. Firmy objęte badaniem reprezentowały sektory, które najczęściej korzystają z pracy cudzoziemców – m.in. przemysł, logistyka, produkcja, budownictwo, rolnictwo, HoReCa i usługi. W próbie znalazły się zarówno mikro-, małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa, z różnych regionów Polski. Dzięki temu możliwe było uchwycenie zróżnicowanych perspektyw i doświadczeń. Badanie zrealizowano metodą ilościową – głównie w formie ankiety

Fatalne dane z rynku pracy kończą spektakularny rajd dolara?

Ostatnie dni przyniosły jeden z silniejszych zwrotów w sile dolara. Doświadczył on największej tygodniowej aprecjacji od października 2022 r., a następnie bardzo dynamicznej wyprzedaży po publikacji piątkowego raportu NFP. Amerykańska waluta istotnie umocniła się także względem złotego. Kurs USD/PLN powrócił do poziomów notowanych ostatnio w pierwszych dniach czerwca.

Kluczowe punkty:

  • USD w górę najmocniej od października 2022 r.
  • Raport NFP doprowadza do wyprzedaży USD.
  • Fed jastrzębi, oczekuje się jednak cięcia we wrześniu.
  • Nowe cła Trumpa wchodzą w życie.
  • EUR w dół, inwestorzy trawią porozumienie handlowe USA–EU.
  • BoE powinien obniżyć stopy, możliwe trzy rodzaje głosów.

W ciągu pierwszych czterech dni ubiegłego tygodnia dolar bardzo dynamicznie się umacniał. Kurs kluczowej z perspektywy globalnego handlu pary EUR/USD spadł w ciągu zaledwie kilku dni z okolic 1,18 do 1,14, co stanowi jego najbardziej gwałtowne osłabienie od 2022 r. Amerykańska waluta wspierana była przez wysoce asymetryczne porozumienie Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską, solidny raport dotyczący PKB oraz dość jastrzębią pauzę Fedu. Jerome Powell odwiódł jednak inwestorów od wyceniania kolejnego cięcia stóp procentowych na wrzesień jedynie na chwilę. Piątkowy raport NFP (non-farm payrolls) całkowicie zmienił bowiem pogląd rynku na kondycję amerykańskiego rynku pracy, a tym samym na stopy procentowe Fedu, co wywołało momentalną wyprzedaż amerykańskiej waluty.

Minął termin na negocjacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi, w życie weszły więc znacznie wyższe cła dla wielu krajów. W nocy z czwartku na piątek zmienność pozostała jednak dość ograniczona, co łączymy w dużej mierze z faktem, że zawarto wcześniej większość najważniejszych porozumień, a wyższe stawki względem Szwajcarii (39%) czy Kanady (35%) będą obowiązywać tylko przez jakiś czas. W przyszłym tygodniu dobiega końca rozejm w wojnie handlowej między USA i Chinami, ale jego przedłużenie wydaje się niemal pewne.

Istotne dla rynków będzie czwartkowe (07.08) posiedzenie Banku Anglii. Kolejna obniżka stóp procentowych o 25 pb. wydaje się bardzo prawdopodobna, możliwe jednak, że głosujący podzielą się na trzy grupy (ruch w dół o 25 lub 50 pb. albo pauza), a komentarze będą sugerować, że w przyszłości do cięć będzie dochodzić co najwyżej raz na kwartał.

PLN

Ostatnie dni lipca przyniosły najsilniejszy wzrost kursu USD/PLN od kwietnia 2024 r., co wiążemy przede wszystkim z wysoce asymetrycznym porozumieniem handlowym między USA i Unią Europejską, niezłą dynamiką PKB USA w II kwartale oraz dość jastrzębimi komunikatami Fedu. Zyski dolara ograniczone zostały jednak przez fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy.

Względem referencyjnego euro złoty utrzymuje się wciąż w bardzo ciasnym przedziale. Od kwietniowego „dnia wyzwolenia” zmienność pary EUR/PLN nie przekracza 6 groszy (4,23–4,29). Choć globalna niepewność istotnie spadła, to czynniki zewnętrzne – w tym dalsza wycena ekonomicznych implikacji transatlantyckiego porozumienia handlowego oraz kolejne wieści z Białego Domu – powinny pozostać w sierpniu dla polskiej waluty kluczowe.

Ubiegłotygodniowe dane z kraju nie miały większego wpływu na złotego. Lipcowa inflacja nieznacznie przekroczyła oczekiwania, spadła jednak poniżej górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pp.). Odczyt utwierdził nas w przekonaniu, że RPP będzie kontynuować w tym roku cięcia stóp procentowych, niepewne są tylko ich skala i termin. Wciąż oczekujemy kolejnej obniżki na najbliższym posiedzeniu decyzyjnym we wrześniu. Dalszą ścieżkę stóp, poza czynnikami zewnętrznymi, warunkować powinny regulacje cen energii oraz – przede wszystkim – jesienny budżet.

Głosowanie Sejmu dotyczące dalszego zamrożenia cen prądu odbędzie się we wtorek (05.08). Ustawa zawiera jednak zapisy dotyczące odblokowania inwestycji w farmy wiatrowe na lądzie i prawdopodobnie zostanie zawetowana przez Karola Nawrockiego, który w środę (06.08) zostanie zaprzysiężony na Prezydenta RP. Choć decyzja raczej nie zostanie podjęta w tym tygodniu, spodziewamy się, że ostatecznie ceny zostaną zamrożone co najmniej do końca roku. Nieco większa niepewność spowija kwestie związane z budżetem. W obliczu luźniejszej polityki fiskalnej RPP może zdecydować się na bardziej konserwatywne działania w polityce monetarnej, co zmniejszyłoby przestrzeń na dalsze cięcia stóp. Więcej w tym kontekście będziemy wiedzieć jednak dopiero we wrześniu.

EUR

Rynki w dalszym ciągu patrzą krytycznym okiem na szczegóły porozumienia handlowego między USA i Unią Europejską, w wyniku czego w ubiegłym tygodniu euro na krótko spadło poniżej poziomu 1,14 względem dolara, nim w piątek doświadczyło odbicia. Cła wynoszące 15% są znacznie niższe niż 30–50%, którymi w ostatnich miesiącach groził Trump. Mimo to rynki i kraje europejskie wyraźnie liczyły na lepsze warunki, obejmujące większe ustępstwa i bazowe cła bliższe 10%, o które oficjele walczyli podczas negocjacji.

Uczestnicy rynku będą teraz obserwować skalę wpływu ceł na gospodarkę strefy euro. Na sierpniowe wskaźniki PMI, które będą pierwszym realnym odczytem w tym kontekście, przyjdzie nam jednak poczekać do 23.08. Jak na razie gospodarka radzi sobie dość dobrze – ubiegłotygodniowe publikacje PKB w II kwartale (1,4%) i dynamiki cen w lipcu (2%) zaskoczyły w górę. Powinno to zmniejszyć presję na Europejski Bank Centralny, by ponownie ciąć stopy procentowe. Rynki wyceniają obecnie prawdopodobieństwo kolejnej obniżki przed końcem roku na ok. 50%.

USD

Ostatnie dni były dla dolara wyjątkowo burzliwe. Amerykańska waluta przez większą część tygodnia doświadczała silnej aprecjacji, nim w piątek wstrząsnęła nią publikacja raportu NFP. Komunikaty Fedu po środowym posiedzeniu były jastrzębie. Prezes Jerome Powell pozytywnie wypowiadał się o sile rynku pracy i sugerował, że nie ma pośpiechu, by ponownie rozluźniać politykę monetarną. Co nie zdarza się często, dwoje członków FOMC (Michelle Bowman i Christopher Waller) zagłosowało za obniżką stóp procentowych – po raz pierwszy od ponad 30 lat podczas jednego posiedzenia wyłamało się dwoje prezesów regionalnych oddziałów Fedu, a nie tylko uprawnionych do głosowania członków.

Jak się okazało, ten gołębi sprzeciw nie był bezpodstawny. Choć sam odczyt NFP za lipiec – mimo zaskoczenia w dół – nie stanowi poważnego powodu do obaw, to niespotykanie duża rewizja w dół danych za maj i czerwiec o w sumie 258 tys. miejsc pracy zdecydowanie budzi niepokój. Silnie wpłynęło to na zmianę naszej percepcji amerykańskiego rynku pracy, powinno także całkowicie odmienić narrację Fedu, który raczej nie ma wyboru i będzie musiał zdecydować się we wrześniu na cięcie stóp procentowych.

GBP

Ostatni tydzień był w Wielkiej Brytanii niezwykle spokojny, niemal całkowicie pozbawiony znaczących odczytów oraz informacji istotnych z perspektywy polityki fiskalnej i monetarnej. Handel funtem był w dużej mierze zależny od ruchów dolara, w wyniku czego kurs GBP/USD spadł do najniższego poziomu od połowy maja, nim po piątkowej publikacji słabego raportu NFP wzrósł do ok. 1,33. Obawy dotyczące kruchych perspektyw fiskalnych Wysp są wciąż żywe, biorąc jednak pod uwagę skalę lipcowej wyprzedaży funta, istnieje zapewne przestrzeń na jego lekką aprecjację.

Uwaga skupi się w tym tygodniu na czwartkowym (07.08) oświadczeniu Banku Anglii. Rosnąca inflacja i wysoce niepokojąca sytuacja na rynku pracy stawiają Komitet w trudnej sytuacji. Choć spodziewamy się, że większość decydentów zagłosuje za obniżeniem stóp procentowych, nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby podzielili się oni na trzy grupy: większość zagłosowałaby za cięciem o 25 pb., kilka osób za większym, o 50 pb., a jedna lub dwie za brakiem zmian. Poza rozkładem głosów interesujące będzie, czy BoE podtrzyma retorykę o „stopniowych i ostrożnych” obniżkach w przyszłości. Podejrzewamy, że tak – jeśli jednak dojdzie pod tym względem do zmiany, funt niemal na pewno doświadczy wyprzedaży.

Autorzy: Matthew Ryan i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

OPEC zwiększa wydobycie ropy, a rynek obawia się nadpodaży. Trump zwalnia komisarz ds. statystyk pracy

Nie milkną echa piątkowego odczytu z amerykańskiego rynku pracy. Rośnie presja na FED, by we wrześniu obniżyć stopy procentowe. OPEC chce wydobywać więcej ropy, rynek obawia się nadpodaży. Kalendarz makro pozwala spokojnie wejść w tydzień.

Czas na „dobrego księgowego”?

Stara anegdota mówi, że gdy zapytasz dobrego księgowego, ile to jest 2+2. to wcale nie odpowie, że 4, tylko zapyta „a ile ma wyjść?”. Najwyraźniej podobnej refleksji zabrakło pani Erice McEntarfer, komisarz ds. statystyk pracy, która w weekend pożegnała się z urzędem. Zapalnikiem do tej decyzji był kolejny już słaby odczyt z amerykańskiego rynku pracy, co ewidentnie nie spodobało się prezydentowi USA. Donald Trump nie tylko ją zwolnił, ale oskarżył również o fałszerstwa w okresie przedwyborczym. Teraz można się spodziewać, że następca pani Eriki wejdzie w rolę „dobrego księgowego”. Jeśli tak się stanie, do amerykańskich odczytów trzeba będzie pochodzić z pewnym dystansem. Tak jak do odczytów makroekonomicznych z Chin.

Abstrahując już od personalnego zamieszania, to piątkowe dane są zdecydowanie dobre dla… Donalda Trumpa. Oczywiście podważają narrację o tym, że wojny celne nie wpływają na amerykański rynek pracy. Za to dość znacząco zwiększają szanse na cięcie stóp procentowych już na wrześniowym posiedzeniu. A przecież właśnie na tym zależało prezydentowi USA. Do tej pory rynek bardziej skłaniał się ku opcji pozostawienia kosztu pieniądza na niezmienionym poziomie, teraz szala przechyliła się w kierunku obniżki. I właśnie ta zmiana percepcji stała za piątkowym drastycznym osłabieniem dolara.

Więcej paliwa

Weekend był ciekawy także dla handlujących ropą. Podczas zdalnego posiedzenia kartelu OPEC ustalono kolejne zwiększenie wydobycia czarnego złota o ponad 500 tysięcy baryłek dziennie już od września. Tym samym organizacja potwierdza, że rezygnuje z polityki podbijania cen ropy, na rzecz zwiększania udziałów w rynku. A wszystko to dzieje się w otoczeniu dużej niepewności co do stanu światowej gospodarki, w którą co chwilę uderzają cła Trumpa. Budzi to (słuszne) obawy o nadpodaż tego surowca i wprowadzanie sporych dysproporcji na tym rynku. Kolejne think tanki obniżają cenę ropy w swoich predykcjach i coraz częściej możemy przeczytać o zejściu nawet do 50 dolarów za baryłkę. Co ciekawe powinno to pozytywnie wpłynąć zarówno na tempo globalnego PKB, jak i ma szansę zakotwiczyć inflację na niższych poziomach.

W kalendarzu makro hula wiatr

Poniedziałkowy kalendarz makro nie zarzuca inwestorów nadmiarem odczytów. Tym samym pozwala na skupienie się na weekendowych wydarzeniach i pewne „przeżucie” wyżej opisanych impulsów. Z rynkowego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji w Szwajcarii. Tamtejsza dynamika cen zaskoczyła delikatnie w górę, jednak i tak pozostaje na poziomach bliskich zera i daje przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Jest to o tyle istotne, że Szwajcarzy mocno obrywają od Trumpa w wojnie celnej i wiele wskazuje na to, że lokalna gospodarka znów będzie potrzebować dopingu w postaci ujemnych stóp. Po południu dostaniemy jeszcze odczyty o zamówieniach w przemyśle w USA i w sumie to by było na tyle. Złoty w tych warunkach traci na wartości, jest to jednak bardziej odreagowanie piątkowego umocnienia niż reakcja na jakiejś nowe impulsy. Dolar znowu dobija do 3,70 zł, podczas gdy euro kosztuje 4,275 zł i pozostaje w czteromiesięcznej konsolidacji.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Inwestycje w nieruchomości komercyjne 2025: wzrost w segmencie magazynowym i living

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji, utrzymując wysoki poziom wolumenu pomimo ograniczonej liczby dużych transakcji. W pierwszej połowie 2025 roku całkowity wolumen inwestycji wyniósł 1,67 mld EUR, co jest wynikiem o 7% niższym niż przed rokiem, ale aż o 70% wyższym w porównaniu do analogicznego okresu
w 2023 roku.

„Na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce widać wyraźny wzrost aktywności inwestorów, szczególnie w segmencie biur w Warszawie, aktywach z długimi umowami najmu oraz wybranych projektach magazynowych. Procesy sprzedażowe stają się coraz bardziej konkurencyjne. Wysoka aktywność najemców i ograniczona podaż wolnych powierzchni w centrum Warszawy przekładają się na rosnące zainteresowanie inwestorów prywatnych zarówno polskich, jak i zagranicznych,” – komentuje Krzysztof Cipiur, dyrektor zarządzający i szef działu rynków kapitałowych w Knight Frank.

W pierwszym półroczu największy udział w wolumenie transakcji miały nieruchomości magazynowe (42%), biura utrzymały silną pozycję (25%), a sektor living – obejmujący najem instytucjonalny (BTR) i prywatne akademiki (PBSA) – odpowiadał już za 13% rynku. Udział sektora handlowego spadł do 19%, a hotelowego – do zaledwie 1%.

Kapitał europejski nadal dominuje, stanowiąc ponad 60% wolumenu inwestycyjnego, z silną reprezentacją inwestorów z Polski i regionu CEE. Inwestorzy krajowi odpowiadali za 15% całkowitego wolumenu. Rośnie także aktywność funduszy z USA, czego przykładem jest transakcja najmu zwrotnego (sale & leaseback – SLB) między Realty Income a Eko-Okna (zakup dwóch zakładów za pond 250 mln euro), dzięki której zwiększył się udział kapitału amerykańskiego do 23%.

Magazyny: rekordowy wzrost i największa transakcja SLB w regionie

Rynek magazynowy wygenerował niemal 694 mln euro, co oznacza wzrost o 136% r/r. Duży wpływ na ten wynik miała rekordowa transakcja SLB – firma Eko-Okna sprzedała dwa zakłady o powierzchni 264 000 m kw. za 253 mln euro. Była to największa transakcja typy SLB w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Segment magazynowy pozostaje atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych. Wysokie zainteresowanie aktywami logistycznymi wynika z silnych fundamentów i relatywnie niskiego ryzyka. Stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów uległy lekkiej kompresji i wynoszą 6,25%,”  – podkreśla Krzysztof Cipiur.

Biura: mniejszy wolumen, ale aktywność nie słabnie

Transakcje biurowe osiągnęły wartość 411 mln euro. Choć liczba transakcji pozostała stabilna, dominowały mniejsze obiekty z cenami poniżej 15 mln euro. W ramach 23 zrealizowanych w pierwszym półroczu transakcji, 10 dotyczyło obiektów w Warszawie. Odpowiadały one za ponad połowę całkowitego wolumenu.

„Na rynkach regionalnych obserwujemy wyraźne ożywienie po stronie kapitału lokalnego
i regionalnego, który coraz skuteczniej konkuruje z inwestorami zagranicznymi. Skupiają się oni na mniejszych, atrakcyjnie wycenionych obiektach z dobrym potencjałem wynajmu,”
– wskazuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Stopy kapitalizacji w tym segmencie pozostają stabilne i dla najlepszych obiektów pozostają na poziomie lekko powyżej 6%.

Handlowe: więcej transakcji, ale mniejszy wolumen

W sektorze handlowym zawarto 20 transakcji o łącznej wartości 322 mln euro, co oznacza spadek wolumenu o 36% r/r, mimo wzrostu liczby transakcji (z 14 rok wcześniej). Dominowały małe parki handlowe i obiekty typu convenience w miastach do 100 tys. mieszkańców.

Rynek handlowy niezmiennie przyciąga inwestorów prywatnych i regionalnych, którzy koncentrują swoje zainteresowanie na małych, atrakcyjnie wycenionych obiektach w miastach do 100 tys. mieszkańców. Równocześnie nie zawarto ani jednej transakcji czołową galerią handlową o zasięgu regionalnym.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych szacowane są na stabilnym poziomie ok. 6%.

Living: sektor na fali wzrostu

Wolumen inwestycji w sektorze living przekroczył 227 mln euro, czyli aż o 172% więcej niż rok wcześniej. Największą transakcją był zakup przez AFI Europe projektu BTR w Warszawie za 61,8 mln euro. Xior Student Housing natomiast nabył prywatny akademik BaseCamp we Wrocławiu za 55 mln euro.

„Living to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów rynku. Inwestorzy zagraniczni traktują Polskę jako rynek wzrostowy z atrakcyjnymi stopami kapitalizacji, wyższymi niż w Europie Zachodniej,” – dodaje Sylwia Jankowska, ekspert w sektorze BTR i PBSA w Knight Frank.

Stopy kapitalizacji wynoszą 5,5% dla BTR i 6% dla prywatnych akademików.

Silne fundamenty makroekonomiczne sprzyjają inwestycjom

Polska pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek UE, a wzrost PKB ma osiągnąć 3,4% w 2025 roku. Stabilizacja inflacji wpłynęła na obniżenie przez NBP stóp procentowych do 5%. Europejski Bank Centralny również kontynuuje łagodzenie polityki monetarnej obniżając stopę referencyjną do poziomu 2,15%.

PMI polskiego przemysłu rośnie, ale kondycja sektora pozostaje słaba

0

Po dwóch zaskakujących i silnych spadkach w maju i w czerwcu, w lipcu br., zgodnie z oczekiwaniami, wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł o 1,1 pkt m/m – do 45,9 pkt. Mimo poprawy, poziom indeksu koniunktury pozostaje wyraźnie poniżej neutralnego progu 50 pkt. Sugeruje to, że warunki gospodarcze w krajowym przetwórstwie pogarszają się, choć w lipcu w wolniejszym tempie niż w czerwcu.

Czynniki zewnętrzne hamują popyt

W lipcu zwolniły nieco dynamiki spadków wszystkich kluczowych składowych wskaźnika PMI, choć wciąż były one stosunkowo szybkie. Badanie pokazuje, że na perspektywach sektora przemysłowego ciąży sytuacja u naszych partnerów handlowych. Nowe zamówienia eksportowe spadły w największym stopniu od sierpnia 2023 r., przy czym jako źródło osłabienia firmy często wymieniały Niemcy. Jednocześnie, ankietowani menadżerowie byli nieco bardziej optymistyczni jeżeli chodzi o przyszłą produkcję. Nadzieje wiązano z nowymi rynkami i inwestycjami, a jako zagrożenie dla sprzedaży wymieniano konkurencję z Azji. Firmy w Polsce podtrzymały też obawy o skutki zaostrzenia taryf celnych i napięć handlowych.

Odczyt PMI w polskim przemyśle wpisał się w opublikowany wcześniej wynik badania koniunktury gospodarczej GUS. Wyrównany sezonowo wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym wzrósł w lipcu do -8,6 z -9,1 w czerwcu. Z kolei w badaniu ESI (Economic Sentiment Indicator) Komisji Europejskiej nastroje w polskim przetwórstwie pogorszyły się (z -15,4 do -15,9, przy długookresowej średniej -13,7). Wyniki tzw. miękkich wskaźników nie zawsze przekładają się na rzeczywiste twarde dane napływające z gospodarki, więc należy je intepretować z ostrożnością. Niemniej, mimo pewnych rozbieżności, wszystkie trzy badania zwracają uwagę na słabość po stronie nowych zamówień. Naszym zdaniem, te nieco odmienne wyniki poszczególnych badań świadczą też o zróżnicowanej sytuacji poszczególnych firm i branż wytwórczych w Polsce i pozwalają wskazać, że na szerokie, trwałe ożywienie w sektorze przemysłowym musimy jeszcze chwilę poczekać.

Nadzieją lepsze nastroje w Niemczech i strefie euro

Szansą dla mocniejszego odbicia aktywności wytwórczej w Polsce jest poprawiająca się ostatnio koniunktura u naszych kluczowych partnerów handlowych, tj. w strefie euro, w tym u naszego zachodniego sąsiada. W ostatecznym odczycie wskaźnik PMI dla niemieckiego przetwórstwa wzrósł w lipcu do 49,1 pkt i był to poziom najwyższy od niemal 3 lat. Jak zauważają autorzy badania PMI, choć produkcja przemysłowa w Niemczech rośnie ostrożnie, to wzrost ten utrzymuje się mimo wygaśnięcia efektów z wiosny związanych ze zwiększonym eksportem do USA. O tym, że firmy nie przestawiły się jeszcze na tryb trwałego ożywienia, świadczy jednak postępująca redukcja zapasów. Eksperci S&P Global podkreślają, że ostrożne odzyskiwanie dynamiki sektora wytwórczego w eurozonie obejmuje coraz więcej krajów. Hamulcowym jest słabiej radzącą sobie ostatnio Francja, która mierzy się z problemami fiskalnymi i ryzykiem ustąpienia obecnego rządu. Nowe porozumienie handlowe między UE a USA może wesprzeć korzystne tendencje przez zmniejszenie niepewności w otoczeniu zewnętrznym.

wskaźnik PMI

Autor: Monika Siergiejuk, Biuro Analiz Makroekonomicznych PZU

Krótkoterminowa stabilność cen ropy, długoterminowe ryzyka geopolityczne

Decyzja OPEC+ o zwiększeniu produkcji ropy naftowej o 547 tys. baryłek dziennie od września 2025 roku nie wpłynęła znacząco na ceny surowca, ponieważ rynek wcześniej uwzględnił ten ruch w swoich oczekiwaniach. Zmiana ta jest częścią szerszego planu stopniowego wycofywania się z wcześniejszych cięć produkcyjnych, a organizacja uzasadniła ją pozytywnym stanem globalnej gospodarki oraz niskim poziomem zapasów ropy.

Notowania surowca pozostały stabilne: cena ropy Brent wzrosła jedynie o 0.16%, osiągając poziom 69.78 USD za baryłkę, natomiast WTI zyskała 0.28%, dochodząc do 67.52 USD. Spokojna reakcja rynków potwierdza, że decyzja OPEC+ była zgodna z wcześniejszymi sygnałami i nie stanowiła zaskoczenia.

Jednocześnie pojawiły się nowe czynniki ryzyka związane z napięciami geopolitycznymi. Stany Zjednoczone zagroziły wprowadzeniem 100-procentowych taryf wtórnych wobec podmiotów kupujących rosyjską ropę, co ma na celu zwiększenie presji na Moskwę. Część tankowców zmieniła trasę po ogłoszeniu tych sankcji, jednak Indie — jeden z głównych odbiorców rosyjskiego surowca — zapowiedziały kontynuację zakupów, mimo gróźb ze strony administracji Trumpa.

W przypadku, gdyby Indie jednak ograniczyły import rosyjskiej ropy, rynek mógłby utracić nawet 1.7 mln baryłek dziennie. Taki scenariusz mógłby zrównoważyć prognozowaną nadwyżkę podaży w czwartym kwartale 2025 roku oraz w 2026 roku, dając OPEC+ większą swobodę w dalszym luzowaniu cięć na poziomie 1.66 mln baryłek dziennie.

Zgodnie z szacunkami Goldman Sachs, rzeczywisty wzrost podaży ze strony ośmiu krajów OPEC+ może wynieść nawet 1.7 mln baryłek dziennie, ponieważ inni członkowie kartelu ograniczyli swoją produkcję po wcześniejszych przekroczeniach ustalonych limitów.

Na rynku utrzymują się jednak obawy o wpływ polityki celnej Trumpa na globalny wzrost gospodarczy oraz popyt na paliwa, zwłaszcza w kontekście słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy. Choć decyzja OPEC+ była neutralna dla cen, to właśnie czynniki geopolityczne mogą w najbliższych miesiącach zaważyć na równowadze podaży i popytu na globalnym rynku ropy.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Ewelina Rolak dołącza do Avison Young

Do zespołu Valuation and Advisory w Avison Young w Polsce dołącza Ewelina Rolak i obejmuje stanowisko Valuer.

Ewelina jest akredytowanym rzeczoznawcą majątkowym z doświadczeniem w wycenie nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Na początku swojej ścieżki zawodowej była związana z segmentem nieruchomości handlowych, pracując u właściciela i zarządcy centrów handlowych. W kolejnych latach Ewelina była aktywna również w innych sektorach rynku, sporządzając operaty szacunkowe m.in. parków handlowych, magazynów, inwestycji deweloperskich, lokali użytkowych, budynków biurowych, gruntów inwestycyjnych oraz nieruchomości mniej typowych, np. budowanych w systemie BTS.

Ewelina zdobywała również doświadczenie działając po stronie kredytodawcy, gdzie m.in. weryfikowała wartości nieruchomości mających stanowić zabezpieczenie ekspozycji kredytowych a także analizowała kosztorysy budowlane w celu wypłaty kolejnych transz kredytu.

Przed dołączeniem do Avison Young Ewelina pracowała w takich firmach jak CEETRUS, Bank Pekao S.A. czy Emmerson Evaluation.

Polski rynek biurowy H1 2025: stagnacja podaży i rekordowy popyt w regionach

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na największych rynkach biurowych w Polsce na koniec pierwszej połowy 2025 roku. W Warszawie aktywność najemców do końca czerwca 2025 roku zanotowała delikatny spadek. Z kolei dla rynków regionalnych pierwsze półrocze było bardzo owocne pod względem poziomu popytu, bo wyższe aż o 37% r/r. Jednocześnie nową podaż i aktywność deweloperską można niezmiennie określić jednym słowem – „stagnacja”. Ożywienia w podaży i co za tym idzie wyższych wolumenów powierzchni oddawanej do użytku można spodziewać się dopiero po 2027 roku.

PODAŻ: nowa podaż najniższa od 14 lat

Na koniec II kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce wyniosły około 13,1 mln mkw.

Do końca czerwca do użytku oddano przede wszystkim budynki biurowe zlokalizowane w Warszawie. W regionach ukończono bowiem budowę zaledwie jednego biurowca. Tym samym poziom nowej podaży w pierwszej połowie tego roku wynoszący niecałe 88 000 mkw. był zbliżony do rezultatu z analogicznego okresu w roku 2011, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największe oddane do użytku w Warszawie biurowce do końca II kwartału to The Bridge (47 000 mkw. – Ghelamco) oraz Office House (27 800 mkw. – Echo Investment). W miastach regionalnych ukończono z kolei budynek Dymka 188 w Poznaniu (2400 mkw. – Dom Medialny Św. Wojciech).

W budowie znajduje się obecnie 325 000 mkw., z czego 135 000 mkw. przypada na rynek warszawski a 190 000 mkw. na regiony. Według szacunków Cushman & Wakefield polski rynek biurowy powiększy się w 2025 roku o ok. 210 000 mkw. (wliczając już oddane projekty w 1 półroczu), natomiast w 2026 roku jedynie o 100 000 mkw. Większy poziom nowej powierzchni możliwy jest dopiero po 2027 roku, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

POPYT: regiony poszły na rekord

W pierwszym półroczu całkowita aktywność najemców w Warszawie wyniosła ponad 301 000 mkw., co oznacza delikatny spadek, bo o ok. 5% r/r. W okresie od stycznia do czerwca w strukturze transakcji nieznacznie przeważały renegocjacje, których udział wyniósł 43%, nowe umowy odpowiadały za 40% wynajętej powierzchni, odnotowano także podwyższoną wielkość powierzchni zajętej przez właściciela – 9%. Udział ekspansji z kolei wyniósł 8%.

Na rynkach regionalnych sumaryczny popyt był wyższy niż w stolicy i rekordowy dla rynku regionalnego. Całkowity wolumen transakcji przekroczył 387 000 mkw., co stanowi wzrost o 37% względem analogicznego okresu 2024 roku. Do osiągnięcia tak świetnego wyniku przyczynił się przede wszystkim wysoki poziom popytu w Krakowie, który w samym drugim kwartale wyniósł ponad 122 000 mkw. W strukturze transakcji w miastach regionalnych dominowały renegocjacje, które odpowiadały za 58% wolumenu, nowe umowy zaś za 34% najmu, a ekspansje – za około 6%. Powierzchnie zajęte przez właściciela dotyczyły około 1% całego wolumenu umów, tłumaczy Michał Galimski, Partner, Head of Office Sector, Cushman & Wakefield.

Prognozy dotyczące popytu mogą z czasem być coraz bardziej optymistyczne. Jak wskazuje raport Cushman & Wakefield „What occupiers want”, po kilku latach ograniczania wielkości wynajmowanej powierzchni te czasy dobiegają końca. Co prawda jeszcze 32% firm, w skali globalnej, planuje, bowiem redukcje powierzchni, natomiast już co ósmy najemca deklaruje zamiar wynajęcia dodatkowej przestrzeni biurowej. Jednocześnie średnia wielkość nowo podpisywanych umów najmu wzrosła od 2023 roku o 13%.

Według wyników nadchodzącej nowej edycji raportu Business Environment Assessment Study (BEAS), opracowywanego od kilku lat przez Cushman & Wakefield i Antal, wskazują, że firmy działające w Polsce prezentują bardziej optymistyczne podejście do planowania przestrzeni niż średnia globalna. 18,2% organizacji planuje bowiem zwiększenie zajmowanej powierzchni, co stanowi o około 43% wyższy odsetek, aniżeli firm planujące jej redukcję (12,7%). Przeważająca część ankietowanych – średnio aż 45% – deklaruje z kolei chęć utrzymania dotychczasowej powierzchni biurowej, komentuje Ewa Derlatka Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: poziom powierzchni niewynajętej z delikatnymi wahnięciami

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec II kw. 2025 roku wyniósł 14,2%, co stanowi wzrost o 0,1 pp. względem I kw. 2025 roku, ale spadek o 0,2 pp. względem czerwca 2024 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,3 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 10,8%. W miastach regionalnych zaobserwowano nieznaczne spadki w Łodzi, Lublinie i Szczecinie, natomiast wzrost dostępności zaobserwowano w Katowicach. – o 1,6 pp. Wskaźnik niewynajęcia dla miast regionalnych pozostaje podwyższony i wynosi średnio 17,5%. Na wszystkich rynkach biurowych objętych analizą dostępna powierzchnia wyniosła 1,86 mln mkw., co jest zbliżonym poziomem względem II kwartału ubiegłego roku, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

CZYNSZE: drożej głównie w centrum

W czerwcu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych.

W Warszawie wzrosty czynszu zaobserwowano przede wszystkim w nowo oddawanych budynkach w Centrum. Z kolei w budynkach istniejących, zarówno w strefach centralnych i poza centralnych o wysokim poziomie obłożenia, czynsze rosły na poziomie zbliżonym do wskaźnika inflacji, poprzez indeksację czynszu ofertowego. W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-17,00 EUR/ mkw./ miesiąc. Jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w dobrych lokalizacjach, podsumowuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Tomasz Chojnacki dołącza do Newmark Polska jako Dyrektor Regionalny na Południową Polskę

0

Z dniem 1 sierpnia br. Tomasz Chojnacki, ekspert z blisko 20-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych, dołączył do międzynarodowej firmy doradczej Newmark Polska, obejmując stanowisko Dyrektora Regionalnego na Południową Polskę w Dziale Powierzchni Biurowych. Do jego głównych obowiązków należy reprezentowanie najemców powierzchni biurowych w procesach relokacji oraz renegocjacji umów najmu.

– Intensywny rozwój rynków regionalnych w obszarze nieruchomości biurowych wymaga nie tylko dogłębnej znajomości branży, ale również umiejętności elastycznego reagowania na potrzeby klientów. Właśnie dlatego funkcję Dyrektora Regionalnego powierzyliśmy Tomaszowi Chojnackiemu – osobie, która łączy wieloletnie doświadczenie z prawdziwym zaangażowaniem w budowanie i utrzymywanie trwałych relacji z klientami – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

– Z ogromną radością dołączam do zespołu Karola w Newmark Polska, aby wspólnie realizować ambitne plany firmy związane z rozwojem naszej obecności na południu Polski. Sektor biurowy oferuje nowoczesne powierzchnie i przyciąga inwestorów innowacyjnymi budynkami, które spełniają najwyższe standardy środowiskowe. Specjalizuję się w kompleksowym wspieraniu najemców na każdym etapie procesu poszukiwania i wynajmu biur, dlatego jestem przekonany, że razem osiągniemy kolejne sukcesy i znacząco wzmocnimy pozycję firmy w tym dynamicznie rozwijającym się regionie – mówi Tomasz Chojnacki, Dyrektor Regionalny w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Przed dołączeniem do Newmark Polska Tomasz Chojnacki pełnił funkcję dyrektora w zespole reprezentacji najemcy biurowego w Katowicach, szefa regionu śląskiego oraz zastępcy szefa sektora biurowego w firmie doradczej CBRE w Polsce, zapewniając pełną obsługę lokalnych oraz międzynarodowych klientów. Wcześniej odpowiadał za zarządzanie portfelem nieruchomości komercyjnych zlokalizowanych na terenie Górnego Śląska. W trakcie swojej kariery zawodowej współpracował z wieloma renomowanymi firmami, m.in. AT&T, Orange, Softserve, Jamf Software, Play czy Rockwell Automation. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Słabe dane z USA wywołują korektę na rynku walutowym i surowcowym

Rynki czekały na korektę na głównej parze walutowej i się doczekały. Powodem były słabe dane z tamtejszego sektora pracy. Indeksy koniunktury nie zatrzęsły giełdą, a waluty i surowce reagowały głównie na odczyty ze Stanów Zjednoczonych.

Rynek pracy w USA

Miało być tak dobrze. Miejsca pracy miały wracać za ocean, a dane miały się poprawiać. Niestety jak pokazały odczyty makroekonomiczne z piątku, nie dzieje się to od razu. W Stanach Zjednoczonych pokazano wzrost stopy bezrobocia w lipcu – z 4,1% na 4,2%. Ten element był zgodny z przypuszczeniami. To, co zaskoczyło analityków to zmiana zatrudnienia. Oczekiwali oni większej, zarówno w sektorze pozarolniczym, jak i prywatnym. Rynek zareagował bardzo intensywnie. W rezultacie, tuż po publikacji euro odrobiło połowę strat względem dolara, które poniosło w minionym, bardzo słabym tygodniu. Dane te również przełożyły się na kurs względem złotego. Po samych odczytach dolar odbił się od poziomu 3,75 zł i zanurkował poniżej 3,70 zł.

Indeksy koniunktury w tle

Piątek miał upłynąć pod dyktando danych z indeksów koniunktury. Problem w tym, że wskaźniki PMI okazały się bardzo zgodne z prognozami analityków, co powodowało, że nie wpływały na rynki. Strefa euro pokazała 49,8 pkt. Niby poniżej granicy oddzielającej przewagę odpowiedzi negatywnych od pozytywnych, ale zaledwie 0,2 pkt. Do tego była to najlepsza wartość od lat. Polska nie miała najlepszego wyniku od dwóch miesięcy, ale za to symbolicznie o 0,1 pkt powyżej oczekiwań. Odczyty z USA były niejednoznaczne. Indeks PMI pokazał delikatną poprawę, za to raport ISM wyraźne pogorszenie. Potwierdziło to tylko ruch zapoczątkowany danymi z rynku pracy.

Spadek cen ropy

Piątek przyniósł nam również przecenę ropy naftowej. Część tego ruchu to oczywiście wpływ słabszych danych z USA, które stawiają pod znakiem zapytania ilość surowca na rynku. To właśnie jego możliwy nadmiar jest powodem tej sytuacji. Teoretycznie w tym tygodniu mija ultimatum, jakie Donald Trump postawił Rosji. Jednak wielu analityków wskazuje na to, że Rosjanie reeksportują ropę przez bardzo poważne gospodarki, takie jak Chiny, Indie czy Turcja. Wątpliwe jest zatem, by doszło do spełnienia gróźb obłożenia wszystkich towarów z tych państw drakońskimi sankcjami. Do 8 sierpnia pozostało mało czasu, by formalnie wszystko przygotować. Nie zmienia to faktu, że obecna administracja jest bardzo zdeterminowana w takich tematach i może chcieć zapowiedzi zrealizować. W rezultacie może nas czekać bardzo ciekawy tydzień na rynku ropy, gdzie piątkowa przecena o 2,5 dolara na baryłce nie będzie uchodzić za dużą zmianę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Wpływ geopolityki na rynek IPO – analiza pierwszych 6 miesięcy 2025 r.

Pierwsza połowa 2025 roku na globalnym rynku pierwszych ofert publicznych akcji (IPO) była okresem pełnym wyzwań i zmian, które wpłynęły na dynamikę debiutów giełdowych na całym świecie. Według najnowszego raportu EY Global IPO Trends, w tym czasie na światowych giełdach miało miejsce 539 debiutów, które łącznie wygenerowały przychody o wartości 61,4 miliarda USD. Pomimo utrzymania się liczby ofert na poziomie roku poprzedniego, wartość pozyskanych środków wzrosła, co świadczy o rosnącym znaczeniu wybranych transakcji.

Geopolityka i rynek – jak niepewność wpłynęła na IPO?

Pierwsze sześć miesięcy 2025 r. upłynęło pod znakiem zwiększonej zmienności i niepewności na rynkach finansowych. Główne źródła napięć to protekcjonistyczna polityka handlowa USA, wojna w Ukrainie oraz konflikt na Bliskim Wschodzie. Te czynniki sprawiły, że inwestorzy zaczęli traktować wyższe premie za ryzyko jako nową normę, co jest sygnałem rosnącej odporności na zewnętrzne wstrząsy, ale jednocześnie wpłynęło na selektywność i ostrożność wobec nowych ofert.

Anna Zaremba, Partnerka EY, podkreśla, że europejski rynek IPO odczuł mocno skutki zapowiedzi podwyżek ceł przez administrację USA, co skutkowało koniecznością stosowania wyższych dyskont i większym naciskiem inwestorów na rentowność oraz stabilność firm. Dodatkowo, konflikty zbrojne w regionie zwiększyły presję na rynki energii i oczekiwania inflacyjne.

Dominacja trzech potęg: USA, Indie i Chiny

Na globalnym tle trzy rynki – Stany Zjednoczone, Indie i Chiny – przeprowadziły ponad 100 IPO każdy, dominując światowy krajobraz debiutów. Stany Zjednoczone z 109 debiutami pozostają liderem pod względem liczby i wartości ofert. W Chinach odnotowano wzrost udziału w światowych przychodach z IPO do jednej trzeciej całego rynku, co oznacza znaczny wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem.

W Europie, mimo że ogólna liczba IPO spadła i wyniosła zaledwie 50 ofert, co stanowiło 9 proc. globalnych transakcji, region Centralnej i Południowo-Wschodniej Europy wyróżnił się 22 debiutami, stanowiąc aż 44 proc. wszystkich europejskich ofert. Wśród najbardziej spektakularnych europejskich debiutów znalazły się m.in. spółki z Sztokholmu – Asker Healthcare oraz fundusz PE Röko, a także hiszpańska grupa HBX z branży turystycznej. Polski debiut Diagnostyki na GPW, wyceniony na ponad 421 milionów USD, jest jednym z największych IPO ostatnich lat w Warszawie.

Struktura branżowa IPO i trendy inwestycyjne

Analiza branżowa pokazuje, że największy udział w pierwszych ofertach miały firmy z sektora przemysłowego – aż 24 proc. wszystkich IPO. Na kolejnych miejscach uplasowały się produkty konsumpcyjne i handel (18 proc.) oraz sektor technologii, mediów, rozrywki i telekomunikacji – 17 proc. Napięcia geopolityczne oraz ryzyko związane z łańcuchami dostaw skłaniają firmy do przenoszenia produkcji i inwestycji w zaawansowane technologie oraz infrastrukturę przemysłową, co widać w rosnącej wartości ofert technologicznych – wzrost o 19 proc. rok do roku.

Warto także zauważyć rosnącą dojrzałość spółek debiutujących na giełdzie – mediana wieku firm w Europie wzrosła do 29 lat, co wskazuje na większą stabilność i dostęp do dojrzałych biznesów, choć często z dłuższym okresem rozwoju poza rynkiem publicznym.

Wzrost znaczenia transgranicznych IPO

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła rekordowy udział ofert transgranicznych, stanowiących 14 proc. wszystkich IPO na świecie. Choć ich wartość była niższa niż w rekordowych latach 2020–2021, a wyniki tych ofert często ustępowały krajowym, USA pozostają głównym rynkiem docelowym, przyciągając 93 proc. takich transakcji. Na giełdach amerykańskich notowanych jest obecnie aż 62 proc. zagranicznych emitentów, zwłaszcza z Chin i Singapuru.

Anna Zaremba wskazuje, że osłabienie dolara i cykl obniżek stóp mogą zachęcić inwestorów do poszukiwania okazji inwestycyjnych także w Azji i Europie, gdzie giełdy inwestują w uproszczenie regulacji i rozwój infrastruktury, aby zwiększyć swoją atrakcyjność dla międzynarodowych emitentów.

Prognozy na drugą połowę 2025 roku

Eksperci EY przewidują, że światowe rynki kapitałowe będą stopniowo wchłaniać efekty napięć politycznych i geopolitycznych, które coraz silniej są wliczane w wyceny aktywów. Dla Europy nadchodząca jesień może okazać się czasem kluczowych debiutów, które zweryfikują pozycję kontynentu w globalnym wyścigu IPO.

Niedokończony projekt wielkiej galerii. Upadłość Color Parku i wyrok dla inwestora

Jeszcze kilka lat temu Color Park w Nowym Targu miał być jednym z najbardziej imponujących projektów handlowych na południu Polski – regionalnym centrum handlowo-rozrywkowym, które miało odmienić oblicze miasta. Mówiono o „podhalańskim San Francisco”, o setkach miejsc pracy, multipleksie kinowym i pasażu z luksusowymi butikami. Dziś miejsce to przypomina raczej opuszczony plac budowy – z betonowym szkieletem niedokończonego obiektu, zarastającym chaszczami terenem i atmosferą niejasności, podejrzeń i konfliktów. To historia nietrafionej inwestycji, gdzie brak pieniędzy, niegospodarność i wyrok skazując prezesa pogrzebały ambitne plany i wizje budowy pięknego obiektu handlowego.

Ambitny początek i wielkie plany

W 2017 roku projekt galerii handlowej Color Park został oficjalnie zaprezentowany przez Zbigniewa Głowackiego, lokalnego przedsiębiorcę i prezesa spółki Nowotarska sp. z o.o. Na sześciu hektarach gruntów, tuż przy trasie Zakopianka na granicy Nowego Targu i Szaflar, miało powstać nowoczesne centrum handlowe z pasażem butików, hipermarketem, marketem budowlanym i pierwszym pod Tatrami multipleksem kinowym. Do realizacji inwestycji zaangażowano uznane firmy z branży: Tech-Bud miała odpowiadać za wykonawstwo, Mallson Polska za komercjalizację projektu, a firma Mayland Real Estate – znana z realizacji takich obiektów jak krakowska Serenada, opolska Karolinka czy gdyńska Riviera – została wybrana jako inwestor zastępczy. Wizja była imponująca, a mieszkańcy regionu patrzyli z nadzieją na nadchodzące zmiany.

Problemy finansowe i pierwsze oznaki kryzysu

Entuzjazm zaczął wygasać już w 2018 roku. Choć Głowacki publicznie deklarował, że jego spółka dysponuje „kilkudziesięcioma milionami złotych”, faktyczny stan finansów Nowotarskiej był daleki od tak optymistycznych zapewnień. Jak wynika z późniejszych oświadczeń inwestorów, którzy udzieli przedsiębiorcy pozyczki (finansowanie pomostowe) – Artura Kawy i Dariusza Kalinowskiego – do ukończenia całej inwestycji potrzebne było ponad 100 mln zł, a w grudniu 2018 r. spółce brakowało płynności finansowej.

Wtedy też Głowacki zaoferował inwestorom finansowym objęcie obligacji o wartości ok. 6 mln zł. Fundusze te miały pozwolić na pokrycie zobowiązań wobec wykonawców i kontynuowanie inwestycji. Niestety, mimo zastrzyku gotówki – inwestycja w praktyce stanęła. Prace wykonano jedynie w podstawowym zakresie: część robót murowo-żelbetowych została zakończona, ale dalsze etapy – w tym montaż konstrukcji stalowej dachu – nie zostały rozpoczęte. Środki się wyczerpały, a spółka zaczęła pogrążać się w zadłużeniu.

W miarę jak sytuacja finansowa spółki pogarszała się, coraz więcej podmiotów zaczęło kierować wobec niej roszczenia. Największe z nich – Tech-Bud sp. z o.o. – dochodzi należności w wysokości ponad 4,19 mln zł tytułem wykonanych usług projektowych i budowlanych. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez kancelarię reprezentującą Tech-Bud, dochodzona kwota obejmuje wyłącznie należność główną, bez odsetek i kosztów procesowych. Inne firmy oraz osoby prywatne – wykonujące usługi dla inwestora – również zgłosiły swoje wierzytelności. W ciągu zaledwie miesiąca od ogłoszenia upadłości spółki w Krajowym Rejestrze Zadłużonych (wrzesień 2024 r.) swoje roszczenia zgłosiło łącznie 14 wierzycieli.

Postępowanie upadłościowe i działania syndyka

W połowie 2024 roku sąd ogłosił upadłość spółki Nowotarska sp. z o.o. Syndyk masy upadłościowej – Paweł Głodek – złożył listę wierzytelności oraz operat szacunkowy dotyczący majątku spółki. Dokument ten obejmuje opis i wycenę nieruchomości położonych przy ul. Krakowskiej w Nowym Targu – miejsca, gdzie powstać miał Color Park.

Zbigniew Głowacki i jeden z wierzycieli złożyli zastrzeżenia do wyceny, ale Sędzia-Komisarz uznał je za bezzasadne. Tym samym syndyk może kontynuować procedury zmierzające do sprzedaży majątku. Proces ten nadzoruje Rada Wierzycieli, która zgodnie z przepisami ustawy Prawo upadłościowe kontroluje działania syndyka, bada stan funduszy masy upadłości i opiniuje kluczowe decyzje.

Spór o własność i oskarżenia

Głowacki nie zgadza się z decyzją o upadłości. Publicznie twierdzi, że jego projekt został „przejęty dzięki pozornemu zadłużeniu w wysokości 13,5 mln zł, mimo że wartość majątku sięgała – według jego wyceny – 240 mln zł”. Z kolei inwestorzy finansowi, którzy udzielali pożyczki w 2018 roku (Artur Kawa i Dariusz Kalinowski) – podkreslaja, ze nie przejęli oni żadnego majątku, a właścicielem nieruchomości nadal jest Głowacki.

W przesłanym 29 lipca 2025 roku oświadczeniu inwestorzy informują: – ‘’Należy stanowczo podkreślić, iż nikt nie przejął majątku Zbigniewa Głowackiego, jest on nadal właścicielem spółki posiadającej nieruchomości w Nowym Targu. Zgodnie z Ustawą Prawo upadłościowe z 28 lutego 2003 r., majątkiem spółki w procesie upadłości zarządza Syndyk, a jego działania nadzoruje Sąd upadłościowy oraz Rada wierzycieli. Głównym celem jest zaspokojenie niespłaconych przez spółkę wierzycieli, nie przejęcie spółki. Cały proces jest ściśle uregulowany przepisami prawa. Główną osobą zarządzająca masą upadłości (czyli całym majątkiem spółki po ogłoszeniu upadłości) jest Syndyk, którego zadaniem jest zabezpieczenie majątku, spieniężenie go oraz podział uzyskanych środków między wierzycieli. Syndyk nie działa dowolnie – jego decyzje muszą być zgodne z celem postępowania i często wymagają zgody Sądu. To Sąd upadłościowy nadzoruje pracę syndyka i zatwierdza kluczowe decyzje, np. sprzedaż ważnych składników majątku. Rozpatruje również spory wierzycieli, zatwierdza listę wierzytelności oraz zatwierdza plan podziału środków. Po zakończeniu postepowania upadłościowego, zarządzanie spółką wraz z majątkiem pozostałym po zaspokojeniu wszystkich wierzycieli i pokryciu kosztów postępowania upadłościowego wraca do inwestora – Zbigniewa Głowackiego.’’ Postępowanie upadłościowe trwa, aby zabezpieczyć interes wierzycieli.

W oświadczeniu wskazują, że pierwotnym źródłem problemów była decyzja Głowackiego o rozpoczęciu budowy bez zapewnienia pełnego finansowania. W ich ocenie, działania inwestora już w 2018 roku były ryzykowne, a medialne wypowiedzi o posiadaniu wielomilionowych środków nie miały pokrycia w faktach.

Wysokość kwoty szacunkowej wartości majątku spółki, publicznie wycenianej przez jej prezesa Głowackiego, również budzi zdumienie nie tylko inwestorów lecz również wierzycieli… Według opinii ekspertów rynkowych podawanie takich wycen nie ma pokrycia w rzeczywistości, może wprowadzić w błąd wierzycieli i być forma nacisku na syndyka, który (wraz z sadem) wyceni majątek nieruchomości i całej inwestycji przez procesem sprzedaży.

Wyrok sądowy skazujący prezesa Głowackiego za próbę wpływu na postępowanie upadłościowe

Dodatkowym ciosem dla Głowackiego był ( według informacji Gazety Wyborczej, GW, 25.07.2025, ‘’Kulisy upadku galerii handlowej przy zakopiance. Jest pierwszy wyrok w tej sprawie’’), wyrok z 24 lipca 2025 roku. Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał go winnym złożenia propozycji przekupstwa syndyka  i wymierzył karę jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na jeden rok. Sąd uznał, że Głowacki obiecał przekazanie 200 tys. zł w zamian za korzystne sprawozdanie o stanie finansów spółki. Uznano, że działał w silnych emocjach po utracie władzy nad firmą, a jego niekaralność złagodziła wyrok. Sprawa nie jest jeszcze prawomocna.

Równolegle toczy się śledztwo w Nowym Targu, prowadzone przez lokalną prokuraturę. Dotyczy ono domniemanego oszustwa na szkodę spółki Nowotarska, którego miały dopuścić się fundusze finansujące projekt. Jak zaznacza prokurator Janusz Tętniowski, sprawa prowadzona jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnej osobie – nikt nie usłyszał zarzutów. Śledczy próbują ustalić, czy którakolwiek ze stron została celowo wprowadzona w błąd.

Czy projekt można jeszcze uratować?

Pomimo upadłości i licznych kontrowersji, pojawia się nadzieja, że inwestycja może jeszcze zostać dokończona – choć już nie przez Głowackiego. Inwestorzy finansowi oraz przedstawiciele władz lokalnych liczą, że sprzedaż nieruchomości przez syndyka pozwoli nowemu właścicielowi wznowić realizację projektu. Władze miasta deklarują otwartość na współpracę w tym zakresie.

Dziś inwestorzy finansowi mówią wprost: Obecnie najważniejszym celem, zarówno dla władz miasta jaki i wierzycieli Nowotarska, powinno być jak najszybsze dokończenie przez Syndyka spółki Nowotarska procesu sprzedaży nieruchomości. Nowy właściciel nieruchomości współpracując z samorządem lokalnym, mógłby przejąć realizację inwestycji, kontynuując ją zgodnie z koncepcją władz miejskich oraz odpowiadając na potrzeby i oczekiwania mieszkańców Nowego Targu.

USA uderzają w szwajcarski eksport. SNB rozważa powrót do ujemnych stóp procentowych

Trump ogłosił szereg „podatków importowych”. Cel ten sam – „ochrona amerykańskiego rynku”. Szwajcaria objęta 39% stawką, czy to może oznaczać powrót do ujemnych stóp procentowych? Uspokojenie sytuacji na notowaniach PLN.

Nie ma lekko

Prezydent USA nie próżnuje i robi wszystko, by wrócił pełnoskalowy protekcjonizm w handlu. Nowe taryfy wejdą w życie 7 sierpnia i obejmują szereg produktów importowanych z wielu krajów. Stawki w większości przypadków są niższe niż te zapowiedziane w kwietniu. Jednak w gronie „szczęściarzy”, którym udało się wynegocjować, nie ma np. Kanady i Szwajcarii z większych gospodarek. Choćby Unia Europejska czy Japonia mogły liczyć na gest Trumpa, a finalne cła wyniosą 15%. Nadal jednak mowa o pyrrusowym zwycięstwie, a patrząc choćby na głosy z sektora motoryzacyjnego już widać obawy o dalsze funkcjonowanie. Choćby Volkswagen już zapowiada mld euro kosztów z tym związane, nie mówiąc o planowanych zwolnieniach w związku z dostosowaniem się do nowej sytuacji w handlu. Dodajmy też, że czy UE, czy Japonia zobowiązała się do dużych inwestycji w USA, co może być trudne do spełnienia, a z pewnością administracja Trumpa tego tematu nie odpuści, więc raczej mówimy tu o tymczasowej stawce celnej 15%. Oberwało się też Kanadzie, a widzimy tutaj zdecydowany wątek polityczny, gdyż prezydent USA nie był zadowolony z progresu w walce z narkobiznesem.

Kolejne uderzenie w szwajcarski eksport

Spory kłopot gospodarczy może mieć wspomniana Szwajcaria, gdzie stawka ceł na eksport do USA wyniesie aż 39%. Dla kraju, który opiera się na wywozie towarów to wręcz tragedia. Tym bardziej że poza głównym partnerem handlowym Niemcami, właśnie z USA handel jest największy, a jak można się domyślić właśnie deficyt handlowy ze Szwajcarią w kwocie blisko 40 mld USD, skłonił Trumpa do takich działań. W takiej sytuacji nie jest wykluczone, że Bank Szwajcarii zdecyduje się obniżyć koszt pieniądza poniżej 0 i wejść w wartości ujemne. Z jednej strony kwestia ceł, ale z drugiej utrudniającym eksport jest mocny CHF. SNB ma przestrzeń, by wykonać ruch na stopach, biorąc pod uwagę niską inflację bliską 0. Taka decyzja mogłaby osłabić franka szwajcarskiego. Rząd tego neutralnego kraju ma czas do 7 sierpnia, by spróbować negocjować umowę handlową z USA.

„Spuchnięty” piątkowy kalendarz

Dzisiejsza sesja przebiega dość spokojnie na notowaniach PLN, mimo to jednak ten tydzień PLN nie może zaliczyć do udanych, a największe straty poniósł do USD (blisko 15 groszy). Niemniej jednak patrząc na piątkowy kalendarz zawierający dość sporo potencjalnych impulsów do handlu, może się okazać, że to cisza przed burzą na rynku walutowym. Pojawił się już odczyty PMI dla przemysłu z Europy. In plus wypadł ten z Hiszpanii (51,9 pkt), in minus z kolei z Niemiec i Francji – odpowiednio 49,1 i 48,2 pkt, czyli w rejonach recesyjnych poniżej 50 pkt. Idealnie w celu EBC wypadła inflacja CPI, wyniosła 2% w lipcu w relacji r/r.  Wszystko to jednak przystawki, a daniem głównym będą dane z amerykańskiego rynku pracy. W ostatnim czasie niemal wszystko działa na korzyść USD – perspektywa utrzymania stóp w USA we wrześniu, PKB za II kwartał, czy również będzie tak z rynkiem pracy? Nisko ustawiona jest poprzeczka w przypadku liczby nowych miejsc pracy poza rolnictwem raptem 106 tys., nieco wyższe ma być bezrobocie 4,2% vs 4,1% w czerwcu. EUR/USD zatrzymał się, póki co w pobliżu wsparcia na 1,14. Lepsze dane mogą skutkować testem tego poziomu. To nie koniec danych na dzisiaj, o 16.00 poznamy jeszcze indeks ISM dla przemysłu z USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Ice Code Games jako pierwsza spółka giełdowa w Polsce wdraża strategię skarbcową opartą na Bitcoinie

Ice Code Games S.A., notowana na rynku NewConnect, ogłasza porozumienie z grupą inwestorów w sprawie rozpoczęcia realizacji strategii skarbcowej opartej na Bitcoinie. Spółka pozyska 1mln EUR już w ramach podwyższenia kapitału pierwszej inwestycji od grupy inwestorów, mających już doświadczenie związane z wprowadzaniem strategii skarbcowej opartej na Bitcoinie.

To pierwsza tego typu inicjatywa wśród publicznych firm w Polsce. Celem jest dywersyfikacja rezerw gotówkowych oraz długoterminowe zabezpieczenie wartości aktywów spółki w oparciu o najbardziej rozpoznawalne aktywo cyfrowe świata – Bitcoin.

Bitcoin jako aktywo strategiczne – przechowywanie wartości i pozycjonowanie na przyszłość

Zarząd spółki podjął decyzję o ustanowieniu nowej długoterminowej strategii zarządzania zyskami i przepływami pieniężnymi, koncentrującej się na akumulacji Bitcoina. Spółka postrzega Bitcoina nie tylko jako zabezpieczenie przed inflacją, lecz także jako globalną sieć monetarną, która może radykalnie zmienić sposób, w jaki firmy przechowują wartość. Zgodnie z podejściem międzynarodowych liderów, ICG zamierza przeprowadzać inteligentne pozyskiwanie kapitału poprzez instrumenty finansowe, aby zbudować rezerwę w Bitcoinie, która będzie rosła w czasie.

Pierwsza faza realizacji strategii Bitcoin Treasury

ICG prowadzi negocjacje dotyczące emisji akcji z wyłączeniem prawa poboru z konsorcjum inwestorów międzynarodowych, którzy wnoszą także specjalistyczne kompetencje w zakresie traktowania Bitcoina jako strategicznego aktywa korporacyjnego. Inwestorzy deklarują pozyskanie 1 000 000 EUR, a akcje będą obejmowane przez inwestorów po cenie 0,11 zł. Część dotychczasowych akcjonariuszy zadeklarowała też wsparcie poprzez udzielenie pożyczki konwertowalnej oraz drugi co do wielkości akcjonariusz ICG zobowiązał się do wzmocnienia bilansu Spółki poprzez konwersję wszystkich swoich niespłaconych pożyczek, wynoszących około 1,6 mln zł, po tej samej cenie emisyjnej.

Wzorowane na globalnych liderach

Strategia skarbcowa (ang. Bitcoin treasury strategy) polega na wykorzystaniu nadwyżek gotówkowych spółki do budowy rezerwy wartości w postaci Bitcoina. W praktyce oznacza to, że spółka przeznacza część środków własnych lub pozyskanych z emisji na zakup BTC, traktując go jako długoterminowe aktywo zabezpieczające.

Koncepcja ta została już z powodzeniem wdrożona przez wiele notowanych na giełdzie spółek na całym świecie. W szczególności amerykańskie firmy notowane na giełdzie – takie jak Strategy Inc. (dawniej MicroStrategy), która od 2020 r. zgromadziła ponad 200 000 BTC – znacząco zwiększyły swoją widoczność rynkową, zaangażowanie inwestorów oraz wartość długoterminową. Przedsiębiorstwa te dowiodły, że przeznaczenie części skarbu korporacyjnego na bitcoina może służyć jako długoterminowy magazyn wartości, przyciągnąć nowych – technologicznie świadomych – inwestorów i działać jako zabezpieczenie przed utratą wartości walut fiducjarnych.

Stając się pierwszą spółką giełdową w Polsce, która przyjmie podobną strategię, ICG plasuje się w czołówce innowacji finansowych, wpisując się w cyfrową transformację rynków kapitałowych i systemów monetarnych na całym świecie.

„Dzięki pozyskanemu kapitałowi, a przede wszystkim dzięki doświadczeniu naszych szwedzkich partnerów inwestycyjnych, którzy z sukcesem uczestniczyli już we wdrażaniu strategii Bitcoin treasury w spółkach notowanych, możemy dziś wypracować i zaimplementować optymalny model funkcjonowania tej części Ice Code Games. Wierzę, że połączenie ich know-how z naszym potencjałem operacyjnym przełoży się na wymierne, długoterminowe korzyści dla wszystkich interesariuszy” – powiedział Mateusz Pilski, Prezes Zarządu Ice Code Games.

Notowana brama do ekspozycji na bitcoina

Dzięki utworzeniu skarbca w Bitcoinie, ICG stwarza unikalne i regulowane narzędzie dla inwestorów – w szczególności indywidualnych akcjonariuszy – do uzyskania pośredniej ekspozycji na Bitcoina poprzez rynek akcji. Dla wielu inwestorów bezpośredni dostęp do Bitcoina może być ograniczony z uwagi na złożoność techniczną, kwestie bezpieczeństwa lub niepewność regulacyjną. Strategia ICG oferuje dostępną, przejrzystą i profesjonalnie zarządzaną alternatywę – notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dzięki temu ICG staje się nie tylko innowatorem korporacyjnym, ale także bramą dla tradycyjnych inwestorów do udziału we wzroście Bitcoina w znanym im formacie – publicznie notowanej akcji. Firma zwiększa jednocześnie swoją rozpoznawalność jako innowator finansowy w sektorze gier i umacnia długoterminowy charakter swojej strategii kapitałowej.

„Jestem niesamowicie podekscytowany, że jesteśmy na drodze do zostania pierwszą notowaną spółką w Polsce, która wdraża i realizuje strategię skarbcową opartą na Bitcoinie w ramach naszego nowego obszaru działalności. To prawdopodobnie zwiększy również naszą widoczność jako spółki publicznej” – dodaje Mateusz Pilski.

Aktywność IPO w regionie EMEA ponownie nabiera tempa

Pomimo gwałtownego wzrostu zmienności i spadków na rynkach akcji na początku drugiego kwartału 2025 roku wywołanych ogłoszeniem ceł przez Stany Zjednoczone, europejskie indeksy zdołały się odbudować. Choć liczba debiutów giełdowych w pierwszym półroczu była niższa niż rok wcześniej, pozytywne sygnały z europejskich parkietów oraz udane emisje wskazują na rosnącą gotowość emitentów do powrotu na rynek. Dalsze ożywienie aktywności IPO w drugiej połowie roku będzie jednak w dużej mierze uzależnione od stabilizacji sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej. Na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie kolejny udany debiut.

Pierwsze półrocze 2025 r. na europejskim rynku IPO upłynęło pod znakiem ograniczonej aktywności, mimo poprawy warunków rynkowych w II kwartale. Wartość pierwotnych ofert publicznych (IPO) przeprowadzonych na europejskich rynkach w pierwszym półroczu 2025 r. wyniosła 4,1 mld euro, co oznacza spadek względem analogicznego okresu 2024 r. o 64proc., podczas którego pozyskano 11,4 mld euro. Liczba debiutów również zmalała do 28 w trakcie pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku w porównaniu z 36 debiutami w analogicznym okresie roku poprzedniego. W drugim kwartale 2025 r. przeprowadzono 12 IPO o łącznej wartości 1,0 mld euro. Zgodnie z raportem PwC, IPO Watch EMEA, dalsze ożywienie rynku IPO w Europie będzie zależne od utrzymania stabilności makroekonomicznej i geopolitycznej.

Podsumowanie I półrocza 2025 r. na GPW w Warszawie

Pierwsze półrocze roku 2025 Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) może zaliczyć do udanych. Łączna wartość IPO na GPW osiągnęła prawie 2 mld zł. Dobry rezultat pierwszego półrocza br. zawdzięczamy przede wszystkim dwóm debiutom na rynku głównym GPW tj. Diagnostyki oraz Arlen. Biorąc także pod uwagę debiut Żabki z października 2024 r., można mówić o pozytywnym trendzie, który wskazuje na rosnące zaufanie inwestorów do udziału w ofertach na rodzimym rynku. Najważniejszym debiutem pierwszego półrocza była oferta Diagnostyki, która miała miejsce w pierwszym kwartale 2025 r., i której wartość wyniosła 1,7 mld zł i odpowiadała za 85 proc. wszystkich debiutów podczas całego półrocza. Drugim debiutem na głównym parkiecie GPW było czerwcowe IPO spółki Arlen S.A. Spółka uplasowała ofertę w wysokości 270,9 mln zł, co w połączeniu z silnym zainteresowaniem inwestorów sektorem specjalistycznej odzieży ochronnej, wywindowało ceny akcji o 10 proc. na otwarciu podczas pierwszego dnia notowań. W drugim kwartale 2025 r. na alternatywnym rynku NewConnect zadebiutowały 4 spółki, które łącznie pozyskały blisko 30 mln zł. Największą ofertę (23,4 mln zł) uplasowała spółka Green Lanes specjalizująca się w tworzeniu zaawansowanych technologicznie materiałów opartych na roślinach jednorocznych.

„Pierwsze półrocze 2025 roku było dla GPW okresem wyraźnego ożywienia i silnego wzrostu. Od początku roku indeksy WIG, WIG20 i mWIG40 odnotowały stopy zwrotu bliskie 30 proc., osiągając wyniki lepsze niż inne główne indeksy europejskie. Pomimo wzrostu zmienności i niepewności na rynkach globalnych, polska giełda wykazała się dużą odpornością, a po kwietniowych zawirowaniach związanych z nałożeniem ceł przez USA, szybko odreagowała. Na rynku pierwotnym uwagę inwestorów zwróciły przede wszystkim oferty Diagnostyki oraz Arlen, których łączna wartość osiągnęła blisko 2 mld złotych. W obecnym otoczeniu rynkowym oraz powracającej co jakiś czas niepewności, wczesna ocena gotowości do IPO oraz możliwość podjęcia szybkich działań będą kluczowe w celu uplasowania oferty w najbardziej odpowiednim momencie” – mówi Kamil Wardzyński, Dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I półroczy 2025 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC „IPO Watch EMEA”, pierwsze półrocze 2025 roku na europejskich rynkach kapitałowych rozpoczęło się z dużymi nadziejami, które jednak zostały wystawione na próbę przez gwałtowne zmiany geopolityczne i makroekonomiczne. Po obiecującym początku roku, w którym indeksy giełdowe notowały wzrosty, kwiecień przyniósł silne załamanie nastrojów w związku z ogłoszeniem przez administrację USA nowych ceł. W efekcie wiele indeksów spadło nawet o 10 proc., a zmienność osiągnęła poziomy niewidziane od czasów pandemii. Mimo tych zawirowań, rynki kapitałowe zdołały się ustabilizować w maju i czerwcu, głównie dzięki 90-dniowemu zawieszeniu ceł, co wywołało tzw. „relief rally”. Indeksy takie jak Stoxx600 i DAX30 zakończyły półrocze na plusie – rosnąc odpowiednio o 7 proc. i 20 proc..

Największym debiutem giełdowym w Europie w pierwszym półroczu 2025 roku była oferta Asker Healthcare, która pozyskała 823 mln euro na giełdzie Nasdaq w Sztokholmie. Tuż za nią uplasowały się HBX Group International z ofertą o wartości blisko 750 mln euro na hiszpańskiej BME oraz Röko, również notowane w Sztokholmie, z ofertą wartą 482 mln euro. Na kolejnym miejscu znalazł się debiut Diagnostyki na GPW z ofertą o wartości 404 mln euro. Diagnostyka była nie tylko jednym z największych debiutów w Europie, ale też jednym z najlepiej przyjętych – kurs akcji wzrósł o prawie 60 proc. od momentu debiutu (stan na 30 czerwca 2025). Perspektywy na drugą połowę 2025 roku pozostają niepewne, ponieważ dalszy rozwój rynku IPO będzie uzależniony od politycznej i makroekonomicznej stabilności.

„Pierwsze półrocze 2025 roku ukazało złożoną rzeczywistość europejskich rynków kapitałowych, które stawiały czoła różnorodnym wyzwaniom, od napięć makroekonomicznych po niepewność geopolityczną. Choć w I kwartale rynki pokazywały stabilizujące tendencje, nagły spadek w kwietniu naruszył zaufanie inwestorów. Patrząc w przyszłość, kluczowe dla ożywienia rynku będzie zapewnienie stabilności makroekonomicznej oraz staranne przygotowanie spółek do IPO. Oczekujemy wzrostu liczby debiutów, zwłaszcza wśród firm, traktują IPO jako istotny element długofalowej strategii rozwoju i które utrzymają gotowość do wykorzystania korzystnych okien transakcyjnych w drugiej połowie roku oraz w pierwszych miesiącach 2026 r.” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2021* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2021
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2021*

Aktywność na europejskim rynku IPO * Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Value4Capital inwestuje w Univio. W planach ekspansja w Europie i intensyfikacja działań M&A

  • Value4Capital (V4C), jeden z wiodących w regionie CEE funduszy private equity, po spełnieniu się warunków zawieszających transakcję, w tym po uzyskaniu zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), sfinalizował nabycie większościowego pakietu w kapitale Univio.
  • Przy wsparciu silnego inwestora finansowego Univio zamierza kontynuować dynamiczny rozwój i postawić na pozyskiwanie nowych klientów oraz inwestycje w kolejne partnerstwa i technologie. W kolejnym kroku model rozwoju sprawdzony w Polsce zamierza przenieść na grunt międzynarodowy.
  • Współpraca obu firm skoncentruje się między innymi na dynamicznym rozwoju działań M&A. Na celowniku są firmy o komplementarnej ofercie produktowej, również za granicą. Partnerstwo obejmie także wsparcie w rozwoju nowych usług skierowanych do nowych segmentów rynku.

Realizowana przez ponad 25 lat strategia wzrostu Univio opierała się na trzech filarach: skalowaniu działalności organicznej, aktywnej polityce M&A oraz ekspansji zagranicznej. Pozyskanie inwestora finansowego w postaci V4C otwiera nowe możliwości rozwoju.

– Naszym celem jest budowa firmy o międzynarodowym zasięgu i silnej pozycji na rynkach zagranicznych. To wymaga kapitału, doświadczenia transakcyjnego oraz dostępu do międzynarodowej sieci kontaktów biznesowych. Kompleksowe wsparcie w tym obszarze zapewni nam V4C. Fundusz nie tylko dostarczy niezbędne dla rozwoju finansowanie, ale wniesie również potrzebne know-how w zakresie akwizycji i skalowania działalności w Polsce i za granicą – skomentował Grzegorz Kuczyński, CEO Univio.

– Zgodnie z naszą strategią inwestycyjną postawiliśmy na Univio, bo to firma o sprawdzonym modelu biznesowym, stabilnej historii rentowności i dużym potencjale wzrostu. Po finalizacji transakcji intensywnie pracujemy z zarządem spółki nad opracowaniem aktualizacji strategii Univio, by w pełni wykorzystać drzemiący w niej potencjał – powiedział Rafał Ałasa, partner funduszu Value4Capital.

Value4Capital to doświadczony inwestor private equity, działający w formule “buy and build” poprzez wspieranie rozwoju organicznego oraz akwizycji. Ceniony jest za efektywne budowanie wartości swoich spółek portfelowych – w przeszłości wsparł takie firmy jak home.pl czy Shoper.

Zintegrowane rozwiązania wspierają rosnące oczekiwania klientów

Szybkie tempo rozwoju rynku sprawia, że klienci stawiają firmom IT coraz wyższe wymagania. Aby sprostać rosnącej złożoności projektów, niezbędne są nowe zasoby oraz specjalistyczna wiedza. Univio dynamicznie odpowiada na te zmiany, systematycznie rozbudowując ofertę usług omnichannel, także przy wsparciu sztucznej inteligencji.

Klienci oczekują dziś doradztwa i optymalizacji całego procesu sprzedaży oraz obsługi klienta offline-online wykorzystując wydajne technologie i sztuczną inteligencję. Dlatego systematycznie poszerzamy ofertę usług wspierających cyfrową transformację operacyjną i sprzedażową firm handlowych. Obejmuje ona m.in. wdrożenia e-commerce, rozwiązania z zakresu AI, zaawansowaną analitykę danych, strategie dynamicznego zarządzania ceną (Pricing Omnichannel 360°), rozwiązania łączące systemy PIM z narzędziami AI, oraz integrację kanałów online i offline – zaznacza Tomasz Gutkowski, Head of Business Development w Univio.

Ekspansja zagraniczna na pierwszym planie

Univio wspiera swoich partnerów w przekształcaniu modelu handlu w kierunku większej automatyzacji i skalowalności. Firma aktywnie rozwija działalność również poza granicami Polski.

Od dłuższego czasu skutecznie wykorzystujemy potencjał rynków międzynarodowych – współpracujemy z klientami z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Skandynawii. Wierzymy, że w najbliższych latach europejski rynek znacząco przyspieszy. Dlatego stawiamy na dalszy rozwój poza Polską, w pierwszej kolejności koncentrując się na regionie DACH, a w kolejnym etapie także na innych częściach Europy. Jesteśmy na to dobrze przygotowani – pozyskanie inwestora to kolejny znaczący krok na drodze do realizacji naszej strategii – mówi Dominik Janes,  Managing Partner w Univio Europe GmbH.

Univio od lat jest aktywne na rynku M&A’s w Polsce (przejęło m.in. Empathy Interactive czy Global4Net). Z pomocą nowego inwestora to doświadczenie będzie teraz wykorzystywać poza krajem.

– Dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz rosnące znaczenie procesów konsolidacyjnych sprawiają, że obszar fuzji i przejęć, zwłaszcza za granicą, staje się dla nas strategicznie ważny. Univio planuje w pełni wykorzystać swoje możliwości w tym zakresie, a wsparcie silnego partnera, jakim jest Value4Capital, będzie tu dodatkowym atutem – zaznacza Marek Lose, CFO Univio.

Jeszcze bardziej kompleksowa oferta

Wg analizy IDC Poland rynek ICT w Polsce w roku 2024 wart był 25,73 mld USD. Sam rynek IT w przeliczeniu na złotówki miał wartość 76,15 mld zł. To wciąż olbrzymi potencjał do zagospodarowania. W odpowiedzi na zmieniające się potrzeby klientów Univio zamierza rozszerzać swoją ofertę, wchodząc w innowacyjne rozwiązania oraz nowe wertykały. Natomiast za granicą firma planuje dostarczać różnorodne usługi z obszaru omnichannel, dostosowane do lokalnych preferencji technologicznych.

Banki CEE w dobrej formie mimo rosnących napięć geopolitycznych – raport Forvis Mazars

Banki regionu CEE w dobrej kondycji finansowej wobec wzrostu ryzyka geopolitycznego w 2025 roku – najnowszy raport poświęcony sektorowi bankowemu przygotowany przez Forvis Mazars.

Forvis Mazars, międzynarodowa firma świadcząca usługi audytorskie, podatkowe i doradcze, opublikowała dziewiątą edycję badania raportowania finansowego 26 grup bankowych z Europy Zachodniej. Analiza, oparta na danych dotyczących oczekiwanych strat kredytowych zawartych w raportach rocznych za 2024 rok, wskazuje na dobrą sytuację sektora pomimo rosnących napięć gospodarczych. Dodatkowo, Forvis Mazars w Polsce opublikował suplement do raportu, koncentrujący się na analizie 18 banków z regionu CEE, w tym 10 z Polski. Dokument ten potwierdza solidną kondycję banków z regionu, a także poprawę wskaźników związanych z portfelami kredytów niepracujących (NPL).

  • W 2024 r. banki z regionu CEE odnotowały 4,9% spadek netto wpływu oczekiwanych strat kredytowych (ECL) na wynik – mniej niż 8% spadek obserwowany w Europie Zachodniej (WE).
  • Wskaźnik pokrycia portfela kredytowego odpisami na oczekiwane straty kredytowe znacząco się obniżył – o 0,37 pkt proc. – z 3,89% na koniec 2023 roku do 3,52% na koniec 2024 roku. Tempo spadku w regionie CEE było wyższe niż w Europie Zachodniej, gdzie analogiczny wskaźnik zmniejszył się jedynie o 0,10 pkt proc.
  • Istotnym czynnikiem spadku ogólnego poziomu pokrycia była redukcja wskaźnika pokrycia dla ekspozycji zaklasyfikowanych do Fazy 3. Wskaźnik pokrycia dla Fazy 3 obniżył się o 4,4 pkt proc., z 61,4% na koniec 2023 roku do 57,0% na koniec 2024 roku. Również w tym przypadku spadek okazał się głębszy niż w Europie Zachodniej, gdzie wyniósł jedynie 0,8 pkt proc.

Oczekuje się, że zmiany w polityce handlowej Stanów Zjednoczonych będą miały wpływ na jakość aktywów i poziom inwestycji w przyszłych okresach sprawozdawczych. Jednak dane za 2024 rok wskazują na historycznie niski poziom ryzyka kredytowego, co wzmacnia odporność banków na potencjalne zagrożenia w 2025 roku.

Na podstawie danych ujawnionych w rocznych sprawozdaniach finansowych 18 banków z regionu CEE, suplement wykazuje, że:

  • Tendencje obserwowane w bankach CEE są zgodne z trendami zaobserwowanymi wśród banków WE.
  • Średni wskaźnik pokrycia portfela kredytowego odpisami (dla aktywów wycenianych według zamortyzowanego kosztu) spadł z 3,89% w 2023 r. do 3,52% w 2024 r. Spadek o 37 punktów bazowych był większy niż 10 p.b. odnotowany w grupie WE.
  • Udział kosztów ryzyka w zyskach operacyjnych banków CEE obniżył się z 9,8% do 8,5%, na skutek spadku odpisów z tytułu ECL i wzrostu zysków operacyjnych o średnio 13%. Podobny trend zaobserwowano w grupie WE – tam przy 20% wzroście zysku operacyjnego udział kosztów ryzyka spadł z 16% w 2023 r. do 12%
    w 2024 r.
  • Banki CEE zwiększyły średnią wartość ekspozycji kredytowych brutto o 6,24%, przy jednoczesnym spadku poziomu odpisów ECL o 3,5%.
  • Struktura klasyfikacji ekspozycji kredytowych według ryzyka kredytowego pozostała stabilna: 83,7% ekspozycji znajdowało się w Fazie 1, a 4,4% w Fazie 3 (w 2023 r. było to odpowiednio 84,3% i 4,5%). Udział Fazy 2 wzrósł z 11,2% do 11,9%.
  • Wskaźnik pokrycia ekspozycji w Fazie 3 spadł znacząco – z 61,4% do 57% (spadek o 440 p.b.).
  • W porównaniu do banków WE, banki z regionu CEE charakteryzują się wyższym udziałem ekspozycji w Fazie 3 (4,4% vs 2,1%) oraz niższym udziałem ekspozycji w Fazie 1 (83,7% vs 89,2%) na koniec 2024 r.

Szymon Turkowski, Partner w Dziale Audytu i Doradztwa dla Instytucji Finansowych Forvis Mazars w Polsce, który nadzorował przygotowanie suplementu dla banków CEE, komentuje:

„Portfele kredytowe banków CEE pozostają bardziej ryzykowne niż w przypadku banków Europy Zachodniej, jednak także w ich przypadku odnotowaliśmy spadek ryzyka kredytowego w 2024 roku. Szczególnie istotny był spadek wskaźnika pokrycia dla ekspozycji niepracujących – o 440 punktów bazowych, co przełożyło się na ogólny spadek pokrycia portfela kredytowego o 37 p.b. Oba te spadki były wyraźnie większe niż w przypadku banków zachodnich (odpowiednio 80 p.b. i 10 p.b.). Poprawa ta potwierdza dobrą odporność banków CEE na potencjalne szoki, szczególnie w kontekście nasilających się napięć geopolitycznych. Spodziewamy się, że zmiany w amerykańskiej polityce handlowej – jeszcze nieuwzględnione w wynikach za 2024 r. – mogą mieć wpływ na wyniki finansowe w roku 2025.”

O badaniu

Pierwotne badanie Forvis Mazars zostało oparte na danych ujawnionych w raportach rocznych 26 europejskich banków, opublikowanych przed 1 kwietnia 2025 r. Suplement dotyczący regionu CEE został przygotowany na podstawie danych 18 banków, których raporty roczne ukazały się przed 1 lipca 2025 r. Żadne z badań nie uwzględniało komunikatów prasowych, prezentacji inwestorskich ani innych publikacji zewnętrznych. Szczegółowa metodologia została opisana w treści raportu i suplementu.

Ceny materiałów budowlanych w 1H 2025: utrwalony, ale umiarkowany spadek

Pierwsze półrocze br. upłynęło pod znakiem stabilizacji dynamiki cen materiałów budowlanych w wąskim przedziale wartości ujemnych nie przekraczających poziomu -1 proc. Sęk w tym, że taka sytuacja utrzymuje się już od ponad roku i zdaje się nie mieć końca. Niezmiennie także w czerwcu spadkowy trend na poziomie ułamka procenta w relacji rok do roku został zachowany.

Komunikowana co miesiąc przez Grupę PSB średnia dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w czerwcu zanotowała kolejny raz kosmetyczny, typowy dla ostatnich okresów, spadek wartości, tym razem o 0,8%. W ujęciu detalicznym zniżka wyniosła 0,4%, z kolei w kanale hurtowym 1,1%. Tym sposobem średnie zmiany stawek w relacji miesiąc do miesiąca pozostają wciąż bardzo mało znaczące dla rynkowej koniunktury.Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - VI 2023 - 2025

Wzrost cen w czerwcu 2025 r. w porównaniu do analogicznego miesiąca 2024 r. odnotowano zaledwie w 3 grupach towarowych, bez zmian pozostały ceny w 5 kategoriach, natomiast spadki wystąpiły w 12 podgrupach. Takie proporcje w dalszym ciągu wskazują na silnie utrwalony trend spadkowy o zdecydowanie umiarkowanym charakterze.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji termicznych (-4,5%), oświetlenia, elektryki (-3,8%) oraz izolacji wodochronnych (-3,5%). Z kolei największe podwyżki dotyczyły kategorii: płyty OSB, drewno (+3,4%) oraz farby, lakiery (+1,9%). Widoczny jest trend malejący pozycji drożejących, a tym samym rosnącej przewagi grup pozostających w trendach spadkowych.

Koniunktura na rynku materiałów budowlanych pozostaje – co oczywiste – bezpośrednio zależna od sytuacji w krajowej budowlance. A ta, jak niedawno zakomunikował Polski Związek Pracodawców Budownictwa, właśnie mierzy się z najpoważniejszym kryzysem od 2016 roku.

Teraz potwierdzenie tezy o rekordowo słabej koniunkturze rodzimego sektora budowalnego zostało zakomunikowane przez warszawską giełdę. Indeks WIG-Budownictwo zanurkował w zaledwie kilka sesji o jedną dziesiątą wartości, co w głównej mierze było następstwem podobnej przeceny akcji Budimex SA, jednego z głównych branżowych tuzów.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl dotychczas giełdowy wskaźnik koniunktury spółek budowlanych prezentował się relatywnie mocno, zwłaszcza na tle zdecydowanie pogarszającego się ich środowiska gospodarczego. Było to zapewne spowodowane mocno nagłaśnianymi w mediach prognozami zbliżającego się boomu inwestycyjnego w ramach krajowej gospodarki w segmentach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego, wojskowego czy mieszkaniowego finansowanych ze środków unijnych. Tymczasem w przedmiotowej kwestii wciąż nic albo bardzo niewiele się dzieje, co może wpływać deprymująco nie tylko na inwestorów giełdowych, ale wszystkich innych uczestników rynku budowlanego, nie wyłączając producentów materiałów budowlanych.

Szumnie zapowiadane ożywienie w segmencie infrastrukturalnym opóźnia się już o kilkanaście miesięcy, co powinno powodować presję na struktury decyzyjne państwa, które zdaniem ekspertów rynkowych jak dotąd zawodzą systemowo na całej linii nie tylko w ostatnich miesiącach. Ostatnie załamanie notowań Budimexu może być wyraźnym sygnałem zbliżającej się dużymi krokami trwałej zapaści koniunkturalnej w rodzimej budowlance, o ile gremia rządowe nie podejmą stosownych działań już w najbliższej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

USA uderzają cłami w Kanadę, Szwajcarię i Indie – rynki reagują spadkami

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, ogłosił wprowadzenie nowej fali taryf celnych, które mają na celu ochronę amerykańskiego rynku, a jednocześnie stanowią istotną zmianę w polityce handlowej kraju. Zgodnie z ogłoszeniem, średnia stawka celna wzrośnie z obecnych 13.3% do 15.2%. To znaczący wzrost, biorąc pod uwagę, że jeszcze przed powrotem Trumpa do Białego Domu w 2024 roku, średni poziom ceł wynosił zaledwie 2.3%. Taki skok oznacza powrót do bardziej protekcjonistycznej polityki handlowej, która może mieć dalekosiężne konsekwencje dla globalnych łańcuchów dostaw i równowagi handlowej.

Nowe taryfy mają wejść w życie po północy 7 sierpnia, a ich zakres obejmie szeroki wachlarz produktów importowanych z różnych krajów. Cła na towary pochodzące z Kanady wzrosną nawet do 35%, co może doprowadzić do pogorszenia stosunków handlowych między Ottawą a Waszyngtonem. Wysokie stawki objęły także inne rozwinięte gospodarki, takie jak Szwajcaria, której produkty obłożono cłem w wysokości 39%. Mimo pewnych ustępstw, Unia Europejska, Japonia oraz Korea Południowa zgodziły się na ujednoliconą stawkę 15%, co może świadczyć o chęci utrzymania stabilnych relacji handlowych z USA.

Administracja Trumpa zapowiedziała również, że to nie koniec zmian. W najbliższym czasie planowane jest rozszerzenie ceł na kolejne sektory, w tym przemysł farmaceutyczny, branżę półprzewodników oraz towary uznawane za strategiczne surowce, co może jeszcze bardziej zaostrzyć relacje z kluczowymi partnerami gospodarczymi i pogłębić napięcia na rynkach międzynarodowych. Decyzje prezydenta szybko wywołały reakcje na światowych rynkach finansowych. Globalne indeksy giełdowe odnotowały spadki – indeks DAX notuje stratę rzędu 1,63% w pierwszych godzinach piątkowego handlu. Kontrakty terminowe na indeks SP500 są obecnie 1% na minusie względem wczorajszego zamknięcia. Nasz rodzimy WIG20 również traci – jest ponad 2% poniżej kreski.

Nowa struktura taryf obejmie import z około 40 państw, z których część otrzymała indywidualnie ustalone stawki. Indie zostały objęte cłem w wysokości 25%, Tajwan 20%, a Republika Południowej Afryki 30%. W przypadku Meksyku zastosowano 90-dniowy okres przejściowy, który ma umożliwić kontynuację negocjacji i ewentualne dostosowanie warunków handlu do nowych realiów. Jednocześnie warto zaznaczyć, że towary objęte porozumieniem USMCA między Kanadą, Meksykiem i Stanami Zjednoczonymi, nie zostaną na razie objęte dodatkowymi opłatami, co ma zapobiec natychmiastowym zakłóceniom w handlu regionalnym.

Trwają również prace nad zaostrzeniem przepisów dotyczących tzw. zasad pochodzenia, które mają uniemożliwić firmom przekierowywanie towarów przez państwa trzecie w celu ominięcia amerykańskich ceł. Nowe regulacje mogą podnieść taryfy na takie towary nawet do poziomu 40%, jeśli zostaną uznane za próbę obejścia systemu. Wdrożenie tych przepisów może być wyjątkowo skomplikowane, zwłaszcza dla służb celnych, które będą musiały w krótkim czasie przystosować się do nowych obowiązków i zwiększonej kontroli nad przepływem towarów. Obecna sytuacja wprowadza znaczny poziom niepewności. W Stanach Zjednoczonych zarówno przedsiębiorcy, jak i inwestorzy muszą liczyć się z możliwością dalszych zawirowań, zarówno w zakresie kosztów importu, jak i ryzyka zakłóceń w dostawach.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Czarter widmo i ataki na krytyczną infrastrukturę – konflikt na Bliskim Wschodzie także w sieci

Kiedy świat wstrzymywał oddech w związku z eskalacją konfliktu izraelsko-irańskiego, cyberprzestępcy i sponsorowane przez struktury państwowe grupy APT intensyfikowały działania. Analitycy FortiGuard Labs zaobserwowali zarówno wyrafinowane ataki na krytyczną infrastrukturę, jak i próby wyłudzeń funduszy od ludności cywilnej na fałszywą ewakuację. W jaki sposób toczy się współczesna wojna hybrydowa?

13 czerwca 2025 r. Izrael rozpoczął operację Rising Lion – ofensywę wymierzoną w strategiczne cele militarne Iranu. Przez kolejnych dwanaście dni trwała wymiana ataków, a sytuacja była na tyle poważna, że w wyciszenie konfliktu zaangażowały się również Stany Zjednoczone, co ostatecznie doprowadziło do zawieszenia broni. Ale w cieniu tych geopolitycznych wydarzeń rozgrywał się też front cyfrowy, a cyberprzestępcy wykorzystywali kryzys na Bliskim Wschodzie w swoich działaniach.

Fałszywa ewakuacja i samolot widmo

Cyberprzestępcy prowadzili ukierunkowaną kampanię phishingową, oferując „czarter luksusowego odrzutowca” z Tel Awiwu do USA. Pod fałszywą domeną „lineageembraer[.]online” informowano o fikcyjnym locie 26 czerwca 2025 r. z lotniska Ben Guriona do Teterboro (New Jersey) i oferowano miejsce w ekskluzywnym samolocie za 2166 dolarów. Jak wskazują analitycy Fortinet, już sama kwota budziła wątpliwości – była podejrzanie niska, zważywszy, że realne koszty czarteru Embraera Lineage 1000E na takiej trasie to ponad 10 tys. dolarów za osobę. Ofiary proszono o podanie danych osobowych (w tym numeru paszportu) oraz instruowano o płatności w zależności od tego, czy operatorzy stwierdzą, że osoba składająca wniosek jest „poważna”. Prawdopodobnie miało to tworzyć fałszywe poczucie legitymizacji podczas selektywnego zbierania danych o wysokiej wartości.

Wszystko wskazuje na precyzyjnie zaplanowane oszustwo mające na celu kradzież tożsamości, danych finansowych i środków osób próbujących uciec z objętego konfliktem regionu. Niestety, nawet w takiej sytuacji zawsze znajdą się oszuści gotowi wykorzystać strach czy desperację innych – w tym przypadku obawy przed wznowieniem działań militarnych – wskazuje Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów w firmie Fortinet.

Kulisy jednego z najdłuższych cyberataków ostatnich lat

Równolegle eksperci z FortiGuard Labs prowadzili dochodzenie w sprawie trwającego dwa lata ataku na krajową infrastrukturę krytyczną w jednym z państw Bliskiego Wschodu. Incydent trwał co najmniej od maja 2023 r. do lutego 2025 r., a pierwsze oznaki naruszenia mogły sięgać nawet maja 2021 r. To jeden z najdłuższych i najbardziej zaawansowanych incydentów cyberszpiegostwa wymierzonych w krytyczną infrastrukturę państwową w tym regionie.

Za atak odpowiada prawdopodobnie irańska grupa APT znana jako Lemon Sandstorm (alias Rubidium, Pioneer Kitten). Rozpoczął się on od kradzieży danych uwierzytelniających VPN i umieszczenia w systemie tzw. backdoorów umożliwiających m.in. wykonywanie poleceń i operacji na plikach. Hakerzy posługiwali się także narzędziami umożliwiającymi przenikanie do głębszych warstw infrastruktury IT i OT oraz unikanie wykrycia.

Cyberprzestępcy mogli przy tym zbierać informacje z naruszonego serwera obejmujące nazwę, adres IP, port, nazwę systemu operacyjnego i komputera, nazwę użytkownika, wersję środowiska. Mogli również tworzyć i usuwać pliki oraz katalogi, przenosić je lub kopiować. Pod koniec 2024 roku (listopad-grudzień) ofiara ataku podjęła kroki, aby go powstrzymać, co spowodowało gwałtowny wzrost aktywności przestępców. Podjęte zostały nasilone próby odzyskania dostępu, realizowane m.in. z pomocą kampanii phishingowych (często z użyciem skompromitowanych skrzynek poczty elektronicznej stron trzecich z regionu Bliskiego Wschodu), które miały ułatwić kradzież danych uwierzytelniających. Analitycy FortiGuard Lab nie znaleźli żadnych potwierdzonych zakłóceń w działaniu systemów OT, jednak zaobserwowali prowadzenie ukierunkowanego rekonesansu i proces zbierania danych uwierzytelniających, wskazujące na duże zainteresowanie przestępców tymi systemami.

Cyberzagrożenia w cieniu geopolityki

Atak na infrastrukturę krytyczną oraz oszustwo z czarterem obrazują dwa oblicza współczesnych zagrożeń – sponsorowane przez państwo oraz napędzane oportunizmem. Oba wykorzystują luki w systemach i ludzkiej psychice w momentach kryzysu.

Eksperci Fortinet wskazują, że incydenty te są ważnym ostrzeżeniem dla przedsiębiorstw i instytucji na całym świecie – nawet segmentacja sieci, monitoring i działania prewencyjne nie gwarantują bezpieczeństwa bez pozyskania świadomości co do nowych technik stosowanych przez przeciwników. W epoce cyfrowych konfliktów ofiarami ataków są nie tylko cele wojskowe – coraz częściej stają się nimi zwykli ludzie, z których desperacji przestępcy czerpią zyski.

Już 73% podmiotów z całego świata korzystających z infrastruktury OT doświadczyło cyberataku, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu z 49% w 2023 roku[1]. Dla instytucji zarządzających infrastrukturą krytyczną najważniejsze jest wdrożenie wieloskładnikowego uwierzytelniania (MFA) i regularnego zmieniania danych uwierzytelniających, a także wzmocnienie segmentacji sieci oraz przestrzeganie zasad braku zaufania, tzw. zero‑trust. Zalecane jest również wdrożenie mechanizmów analizujących zachowanie użytkowników oraz prowadzenie regularnych testów penetracyjnych i zewnętrznych audytów bezpieczeństwa. Koniecznie należy też przygotować i ćwiczyć plany reagowania na wypadek incydentów – podkreśla Robert Dąbrowski.

[1] Raport Fortinet „2024 State of Operational Technology and Cybersecurity Report”

Jak wykorzystać bramy pneumatyczne w skutecznej promocji eventów plenerowych?

W dobie rosnącej konkurencji o uwagę odbiorcy podczas eventów nie wystarczy już zwykłe logo na banerze. Marka, która chce się wyróżnić i zostać zapamiętana, musi zadbać o odpowiednią obecność w przestrzeni. Bramy pneumatyczne to jedno z najbardziej efektownych i funkcjonalnych narzędzi promocji podczas wydarzeń plenerowych. Sprawdź, jak je wykorzystać, by naprawdę działały.

1. Punkt wejścia, który buduje pierwsze wrażenie

Bramy reklamowe często są pierwszym elementem wizualnym, z jakim uczestnik eventu ma kontakt. Ich duży format, wyrazisty nadruk i centralne umiejscowienie tworzą naturalną „bramę do wydarzenia”. To moment, w którym marka może nie tylko przywitać uczestników, ale też zapisać się w ich pamięci. Dobrze zaprojektowana brama jest jak efektowny front sklepu – prowadzi do środka i ustawia ton całości.

2. Maksymalna widoczność, nawet z dużej odległości

Dzięki wysokości i konstrukcji, bramy pneumatyczne działają jak ruchomy billboard. Nadrukowane na nich logo, hasło reklamowe czy identyfikacja wizualna są widoczne z daleka – niezależnie od otoczenia. W przestrzeni plenerowej, gdzie trudno o precyzyjną kontrolę nad layoutem wizualnym, brama daje gwarancję, że marka nie zniknie w tłumie.

3. Funkcjonalność organizacyjna + reklama w jednym

Bramy pneumatyczne nie są tylko dekoracją. Ich konstrukcja pozwala wykorzystać je jako punkty informacyjne: do oznaczenia wejść, startu lub mety (np. w biegach), stref sponsorskich, rejestracji czy VIP. W ten sposób łączą funkcję użytkową z promocyjną – co czyni je wyjątkowo efektywnym narzędziem marketingowym.

4. Szybki montaż i mobilność, która robi różnicę

Czas i logistyka to dwa największe wyzwania organizatorów wydarzeń. Bramy pneumatyczne są lekkie, szybkie w montażu (często w mniej niż 10 minut) i łatwe do transportu – mieszczą się w kompaktowej torbie. Nie wymagają stałej konstrukcji ani ciężkiego sprzętu – wystarczy dmuchawa lub wentylator. Dzięki temu są idealnym rozwiązaniem również w sytuacjach awaryjnych lub „na ostatnią chwilę”.

5. Wielorazowe wykorzystanie = oszczędność

Dobrze wykonana brama z materiałów wysokiej jakości może być wykorzystywana wielokrotnie – bez utraty efektu wizualnego. Przy odpowiedniej konserwacji, nadruk zachowuje świeżość, a sama konstrukcja szczelność. Dla marek, które cyklicznie uczestniczą w eventach, to inwestycja, która realnie się zwraca.

Dlaczego warto postawić na bramy pneumatyczne?

Bramy pneumatyczne to nie tylko efektowna forma reklamy – to kompleksowe narzędzie wspierające widoczność, logistykę i wizerunek marki. Ich siła tkwi w połączeniu prostoty, funkcjonalności i ogromnego potencjału brandingowego. W przestrzeni plenerowej są jednym z niewielu formatów, które łączą komunikację wizualną z praktycznym zastosowaniem. Dla firm, które planują aktywną obecność na targach, festiwalach, zawodach czy wydarzeniach miejskich, to rozwiązanie, które zdecydowanie warto mieć w swoim arsenale promocyjnym. Jeśli poszukujesz sprawdzonego producenta reklamy pnematycznejna polskim rynku, sprawdź ofertę Luxpol. 

Automat na butelki plastikowe Splask Collect PET – odpowiedź na wyzwania systemu kaucyjnego

W obliczu nadchodzącego systemu kaucyjnego, który wejdzie w życie w Polsce pod koniec 2025 roku, właściciele sklepów stoją przed wyzwaniem wdrożenia sprawnego i bezpiecznego rozwiązania do odbioru plastikowych opakowań. Na ratunek przychodzi Splask Collect PET – automatyczny automat na butelki plastikowe, który dzięki zaawansowanej technologii i eleganckiemu wzornictwu idealnie wpisuje się w potrzeby nowoczesnych placówek handlowych.

Europejska produkcja i technologia kontroli jakości

Splask Collect PET powstaje w całości na terenie Unii Europejskiej. Produkcja oparta jest na komponentach klasy przemysłowej, a projekt urządzenia zakłada jego bezproblemowe działanie w trybie ciągłym. Wsparcie serwisowe dostępne jest całodobowo, co przekłada się na wysoki poziom operacyjności, również w przypadku intensywnego użytkowania.

Urządzenie zostało wyposażone w system wielopoziomowej weryfikacji przyjmowanych opakowań. Odczyt kodów kreskowych i QR realizowany jest za pomocą skanera 360°, a dodatkowa kontrola parametrów fizycznych (takich jak kształt, masa czy obecność hologramów) pozwala na skuteczne eliminowanie opakowań niezgodnych z regulaminem systemu. Takie podejście zwiększa poziom bezpieczeństwa operacyjnego i ogranicza ryzyko nadużyć.

Wydajność i zarządzanie przestrzenią

W codziennej pracy sklepu szczególne znaczenie ma wydajność rozwiązania oraz jego wpływ na organizację zaplecza. Splask Collect PET przetwarza do 40 butelek na minutę, a zintegrowany pojemnik o objętości 500 litrów pozwala na dłuższą pracę bez potrzeby opróżniania. Zastosowany system dwuetapowej kompresji znacząco zmniejsza objętość zgromadzonych odpadów, co przekłada się na rzadsze kursy odbioru i mniejsze zużycie materiałów eksploatacyjnych, takich jak worki czy pojemniki.

Z punktu widzenia zarządzania przestrzenią, jest to rozwiązanie korzystne – pozwala ograniczyć konieczność przechowywania dużych ilości odpadów, jednocześnie nie ingerując znacząco w dostępną przestrzeń handlową.

Estetyka, higiena i komunikacja wizualna

Zaprojektowane z myślą o nowoczesnych wnętrzach, urządzenie może być indywidualnie dopasowane do identyfikacji wizualnej danego punktu handlowego. Boczne panele o łącznej powierzchni 3 m² mogą pełnić funkcję reklamową lub informacyjną, a ekran dotykowy umożliwia integrację z kampaniami promocyjnymi lub edukacyjnymi.

Warto wspomnieć także o aspektach higienicznych. Splask Collect PET jest wyposażony w system neutralizacji zapachów oraz automatyczną dezynfekcję, co podnosi komfort użytkowania – zarówno dla osób dokonujących zwrotu opakowań, jak i dla pracowników sklepu.

Integracja i obsługa techniczna

Proces instalacji urządzenia został uproszczony do minimum – zazwyczaj trwa nie dłużej niż godzinę i nie wymaga żadnych specjalistycznych prac poza podłączeniem do standardowego zasilania 220 V. Urządzenie można zintegrować z systemami kasowymi i lojalnościowymi, co umożliwia automatyczne naliczanie kaucji i punktów.

Zdalna obsługa obejmuje monitoring, diagnostykę oraz aktualizacje oprogramowania – dostępne z poziomu komputera lub aplikacji mobilnej. Dzięki temu zarządzanie urządzeniem nie wymaga stałej ingerencji technicznej na miejscu.

Wartość dodana w praktyce

Chociaż podstawową funkcją urządzenia jest przyjmowanie opakowań zgodnie z przepisami systemu kaucyjnego, jego obecność może mieć szersze konsekwencje operacyjne. Automatyzacja procesu wpływa na organizację pracy w sklepie – ograniczając konieczność ręcznego odbioru i przeliczania opakowań. W placówkach o dużym ruchu pozwala to lepiej rozłożyć obowiązki personelu i uniknąć zatorów przy kasach czy punktach serwisowych.

Z kolei zmniejszenie objętości odpadów oznacza mniej kursów odbioru i bardziej przewidywalne koszty operacyjne związane z zarządzaniem zapleczem. Tego typu usprawnienia – choć na pierwszy rzut oka niewidoczne – odgrywają istotną rolę w utrzymaniu ciągłości pracy i porządku organizacyjnego.

Dla kogo przeznaczone jest to rozwiązanie?

Splask Collect PET adresowany jest przede wszystkim do:

  • sklepów o powierzchni powyżej 200 m², które zostaną objęte obowiązkiem uczestnictwa w systemie kaucyjnym,
  • punktów detalicznych poszukujących kompaktowych i estetycznych rozwiązań w obszarze zbiórki opakowań zwrotnych,
  • sieci handlowych zainteresowanych wdrożeniem standaryzowanego systemu, z możliwością wyboru formy finansowania (zakup, leasing lub dzierżawa).

Technologia wspierająca system kaucyjny w praktyce

System kaucyjny to nie tylko nowy obowiązek regulacyjny, ale także okazja do wprowadzenia trwałych, praktycznych usprawnień w funkcjonowaniu placówek handlowych. Splask Collect PET odpowiada na realne potrzeby sklepów – od prostoty instalacji, przez wydajność, aż po spójność wizualną z otoczeniem. To narzędzie, które może stać się trwałym elementem codziennej logistyki w nowoczesnym punkcie sprzedaży – wspierając zarówno zgodność z przepisami, jak i sprawność operacyjną.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: automat na butelki plastikowe

XTB z rekordową liczbą klientów i spadającym zyskiem. Rośnie presja kosztowa

W pierwszym półroczu 2025 roku XTB odnotowało dynamiczny wzrost liczby klientów i rekordowe przychody. Jednak pod tymi pozytywnymi wynikami kryje się spadek rentowności i wyraźnie rosnące koszty operacyjne.

XTB chwali się rekordowym napływem klientów – w ciągu sześciu miesięcy do platformy dołączyło ponad 361,6 tys. nowych użytkowników, co stanowi wzrost o blisko 56% rok do roku. Łączna liczba aktywnych klientów osiągnęła poziom 853,9 tys., o prawie 70% więcej niż rok wcześniej.

W ślad za tym wzrosły również przychody – do 1,16 mld zł, czyli o 23,8% r/r. Jednak mimo dynamicznego wzrostu bazy użytkowników, zysk netto spadł o 11,4%, do poziomu 410,1 mln zł. To pierwszy spadek zyskowności od czasu pandemii i sygnał, że szybka ekspansja nie pozostaje bez kosztów.

Koszty rosną szybciej niż marża

Spółka tłumaczy spadek rentowności rosnącymi kosztami działalności operacyjnej, które sięgnęły 608,7 mln zł – o niemal 30% więcej niż rok wcześniej. Przyczyną były głównie wyższe nakłady na marketing (także offline), wzrost zatrudnienia, świadczenia pracownicze oraz większe prowizje płacone operatorom płatności.

O ile średni koszt pozyskania klienta – według XTB – pozostaje stabilny, to sam model ekspansji oparty na agresywnym marketingu i rosnących kosztach może rodzić pytania o trwałość przewagi konkurencyjnej, zwłaszcza w warunkach niestabilnego otoczenia rynkowego.

Struktura przychodów: mniejsza rola towarów, większa walut i akcji

Największy udział w strukturze przychodów XTB miały nadal instrumenty CFD oparte na indeksach (46,3%), jednak zauważalny jest spadek udziału CFD na towary (do 33,1% z 48,2% rok wcześniej). Wzrosło natomiast znaczenie instrumentów walutowych (do 15,6%) oraz akcji i funduszy ETP.

Wartość obrotów akcjami i funduszami ETF osiągnęła 8,85 mld USD (+118,6% r/r), co może być wynikiem aktywnych kampanii promujących inwestycje długoterminowe. Jednocześnie te źródła odpowiadały już za ponad 5% przychodów grupy.

Rośnie baza depozytowa, ale czy nadąża za ryzykiem?

Na koniec czerwca 2025 roku aktywa klientów wyniosły ponad 36 mld zł, z czego tylko 4,6 mld zł stanowiły środki pieniężne. Dużą część portfela zajmują więc instrumenty o podwyższonym ryzyku, co może rodzić pytania o stabilność bazy klientów w przypadku silniejszego spadku nastrojów na rynkach.

Wzrost depozytów netto (+117,6% r/r do 7,2 mld zł) świadczy o atrakcyjności oferty oprocentowania wolnych środków, ale to rozwiązanie kosztowne z punktu widzenia marż i długofalowego bilansu.

Strategia ekspansji i produktowa ofensywa

XTB intensywnie rozszerza ofertę – m.in. o rachunki IKZE, IKE, PEA, opcje oraz (planowane) kryptowaluty. Firma zaznacza, że dalsze plany uzależnione są od zgód regulatorów, zwłaszcza w związku z wejściem w życie rozporządzenia MiCA.

Na rynkach zagranicznych firma wykorzystuje silny budżet promocyjny, w tym kampanie z udziałem Tysona Fury’ego. Jednak tak silna zależność od rozpoznawalnych twarzy i intensywnego marketingu może okazać się mniej skuteczna w dojrzałych segmentach inwestorów.

Wnioski: dużo szumu, mniej zysku

XTB zbudowało wizerunek dynamicznie rosnącej platformy inwestycyjnej, ale kosztem malejącej rentowności i presji kosztowej. W kolejnych kwartałach kluczowe będzie nie tylko dalsze pozyskiwanie klientów, ale przede wszystkim utrzymanie ich aktywności i kontrola kosztów stałych.

Nie jest jasne, czy obecny model ekspansji będzie zrównoważony bez ciągłego zwiększania budżetu marketingowego i poszerzania oferty. Pytanie o długoterminową jakość pozyskiwanych klientów i realny zwrot z inwestycji pozostaje otwarte – zwłaszcza jeśli sentyment na rynkach ulegnie pogorszeniu.

Powell mówi jasno: stopy zostają, dług publiczny to nie problem banków centralnych

Czwartkowe ruchy na forex determinowane są decyzją w sprawie kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych i postawą prezesa FED podczas wczorajszej konferencji prasowej. Wynikiem jest dalsze umocnienie dolara. Mniejsze waluty, takie jak japoński jen czy kanadyjski dolar, nie zareagowały na decyzje monetarne swoich banków centralnych. W Polsce spada inflacja!

Powell pełni obowiązki

Wczorajsza decyzja Komitetu Otwartego Rynku była zgodna z prognozami. Koszt pieniądza w USA pozostał na niezmienionym przedziale 4,25%-4,5%. Głosowanie nie było jednomyślne. Dwóch członków FOMC opowiadało się za cięciem stóp o ćwierć punktu procentowego. Jak można się domyślać, byli to przedstawiciele mianowani przez Trumpa. Następnie odbyła się konferencja prasowa prezesa FED. Wydźwięk przemówienia pozostaje jastrzębi. Powell twierdzi, że polityka monetarna jest umiarkowanie restrykcyjna. Stopy procentowe są na właściwym poziomie, aby zarządzać utrzymującą się niepewnością dotyczącą ceł i inflacji. Zapytany, czy podczas podejmowania decyzji uwzględnia fakt, że wysoki koszt pieniądza zwiększa obciążenia związane z obsługą zadłużenia, zaprzeczył i dodał, że żaden bank centralny nie powinien tego robić. Konsekwencją decyzji oraz wydźwięku konferencji była kolejna fala umocnienia dolara. Wczoraj wieczorem kurs EUR/USD osunął się do 1,14 USD.

Bez zmian w Kanadzie i Japonii

Decyzje monetarne zapadły także w innych dużych gospodarkach. W Kraju Liścia Klonowego koszt pieniądza pozostawiono na poziomie 2,75%. Decyzja była zgodna z rynkowymi oczekiwaniami i nie wpłynęła znacznie na notowania dolara kanadyjskiego. Loonie w tym tygodniu pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznych. Osłabia się względem umacniającego się USD i zyskuje do słabego EUR. Scenariusz braku zmian stóp procentowych zrealizował się także w Kraju Kwitnącej Wiśni. Koszt pieniądza wynosi tam 0,5%. Mimo braku zmian, decydenci z Japonii pozostają ostrożni, ze względu na ostatnie wzrosty inflacji konsumenckiej i płac. Jen wypada dziś gorzej niż loonie. Słabnie zarówno do dolara amerykańskiego, jak i do euro. Kurs USD/JPY wraca dziś na poziom 150 JPY, gdzie ostatni raz byliśmy na początku kwietnia.

Inflacja u celu

W czwartek rano poznaliśmy wstępny odczyt tempa wzrostu cen konsumenckich za lipiec w Polsce. Prognozy mówiły o zniżce z 4,1% r/r do 2,85% r/r. Znaczny spadek argumentowano efektem bazy, niższymi cenami paliw czy umocnieniem krajowej waluty. Ostateczny rezultat to 3,1% r/r, czyli poziom wyższy od spodziewanego. Mimo to oznacza zejście do celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5% z przedziałem odchyleń o +/- 1 punktu procentowego. Wyższy od konsensusu był także odczyt w ujęciu miesięcznym. Wzrost o 0,3% m/m był dwa razy wyższy od spodziewanego 0,15% m/m. Dzisiejsze publikacje z kraju nie miały istotnego wpływu na notowania złotego. Kurs EUR/PLN oscyluje dziś przy 4,27 PLN, USD/PLN to 3,73 PLN, GBP/PLN zszedł poniżej 4,94, natomiast CHF/PLN przebija 4,59 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl