UOKiK: Oltens 1 narzucała minimalne ceny w sklepach internetowych. Są kary dla spółki i menedżerów

Prezes UOKiK wydał decyzję dotyczącą spółki Oltens 1, dystrybutora wyposażenia łazienkowego marki Oltens. Urząd uznał, że przez co najmniej kilkanaście miesięcy firma narzucała sklepom internetowym minimalne ceny odsprzedaży, co ograniczało konkurencję cenową. W efekcie konsumenci mieli mniejsze szanse, by znaleźć w sieci ten sam produkt taniej. Kary finansowe nałożono na spółkę oraz dwie osoby nią zarządzające.

Sprawa dotyczyła współpracy Oltens 1 z tzw. partnerami handlowymi, którzy sprzedawali produkty m.in. online. W cennikach firmy obok warunków zakupu pojawiała się rubryka „sugerowana cena sprzedaży detalicznej”, która – jak wynikało z korespondencji z kontrahentem – miała w praktyce oznaczać ceny minimalne dla e-commerce. To oznaczało, że sklepy nie mogły swobodnie ustalać stawek, nawet jeśli chciały konkurować ceną. Według UOKiK taki mechanizm działał jak odgórny „sufit” na promocje.

Urząd zwraca uwagę, że sama rekomendacja ceny nie jest zakazana. Problem zaczyna się wtedy, gdy „sugerowana” staje się obowiązkowym minimum, a zejście poniżej niego wiąże się z presją lub sankcjami. W ocenie UOKiK właśnie tak wyglądało to w tej sprawie. Firma miała dążyć do tego, by klient widział podobne ceny w salonach stacjonarnych i w internecie.

Kluczowym elementem był nadzór nad partnerami. Oltens 1 miała na bieżąco monitorować ceny w sieci, m.in. poprzez porównywarkę Ceneo. Gdy wykryto ofertę tańszą niż przewidywał cennik – nawet o symboliczny grosz – sprzedawca dostawał sygnał, by poprawić cenę w określonym czasie. Reakcje miały dotyczyć także darmowej dostawy, traktowanej jako forma obniżenia finalnego kosztu dla klienta.

Jeśli sklep nie dostosował się do oczekiwań, spółka miała stosować środki, które realnie utrudniały sprzedaż. W materiałach wskazano m.in. wstrzymywanie dostaw oraz blokowanie dostępu do platformy zakupowej, co uniemożliwiało składanie zamówień i sprawdzanie stanów magazynowych. Dostęp miał wracać dopiero po podniesieniu cen do poziomu wskazywanego przez dystrybutora. Z kolei partnerzy określani jako „zdyscyplinowani” mogli liczyć na udział w akcjach promocyjnych.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena sugerowana może być podpowiedzią, ale nie może działać jak mechanizm wymuszający jednolity poziom cen w sklepach. W ocenie urzędu, jeśli za obniżkę grozi blokada dostaw lub wykluczenie z promocji, nie ma mowy o swobodzie cenowej. UOKiK uznał, że porozumienie ograniczało konkurencję między niezależnymi sprzedawcami i uderzało w interes konsumentów.

W decyzji przypomniano też, że maksymalne kary za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję mogą wynosić do 10% rocznego obrotu firmy, a dla menedżerów do 2 mln zł. W tej sprawie urząd zastosował jednak program leniency (łagodzenia kar), bo spółka i osoby zarządzające miały współpracować i przekazać istotne dowody. Dzięki temu kary obniżono o 45%. Oltens 1 ma zapłacić 256 300 zł (zamiast 466 000 zł), Ewa Wojciechowska28 779 zł, a Mariusz Biegański37 001 zł.

97% firm zgłasza incydenty cyberbezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI

Z raportu Capgemini Research Institute „New defenses, new threats: What AI and Gen AI bring to cybersecurity” wynika, że około połowa firm w ciągu trzech lat poprzedzających badanie poniosła straty związane z naruszeniami bezpieczeństwa przekraczające 50 milionów dolarów. Organizacje mierzą się dziś z rosnącą częstotliwością ataków. Według danych ESET, Polska znajduje się na 3. miejscu na świecie pod względem wykrytej liczby ataków ransomware. Co więcej, ataki wciąż ewoluują – coraz częściej stosuje się taktykę double extortion (szyfrowanie danych połączone z groźbą ich upublicznienia), a generatywna sztuczna inteligencja stała się potężnym narzędziem w rękach cyberprzestępców – według Capgemini aż 97% organizacji zgłosiło incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI. W tej sytuacji budowanie cyfrowej odporności i strategicznej ochrony kluczowych danych staje się najwyższym priorytetem na rok 2026.

Ewolucja ataków przynosi nowe wyzwania

Dziś strategia cyberbezpieczeństwa musi uwzględniać nie tylko rosnącą częstotliwość ataków, lecz także ich dynamicznie zmieniający się charakter. Przestępcy korzystają z botnetów zdolnych do prowadzenia ataków maszynowych. Dobrym przykładem jest zeszłoroczny rekordowy atak DDoS na platformę Microsoft Azure. Microsoft poinformował, że pod koniec października 2025 r. jego infrastruktura została zaatakowana z wykorzystaniem ponad 500 000 unikatowych adresów IP.

Z kolei w przypadku ataków ransomware, przestępcy coraz częściej dążą nie tylko do zaszyfrowania danych, ale również do ich kradzieży i wykorzystania jako narzędzia nacisku, grożąc publikacją informacji poufnych lub sprzedażą ich konkurencji. Ta metoda znacząco zwiększa presję na ofiary ataków, ponieważ samo posiadanie kopii zapasowych nie chroni już organizacji przed ryzykiem wizerunkowym, prawnym i biznesowym.

Ważnym czynnikiem napędzającym eskalację cyberzagrożeń jest rozwój technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji i Gen AI. Jak wynika z raportu Capgemini, aż 97% organizacji zgłasza incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI, co pokazuje, że narzędzia te wymagają ścisłego nadzoru oraz jasno zdefiniowanych polityk bezpieczeństwa. Równolegle rośnie skala i skuteczność ataków socjotechnicznych. Deepfake’i stały się elementem rzeczywistych oszustw, a nie jedynie eksperymentem technologicznym – straty finansowe wynikające z ich użycia poniosło 43% organizacji. Tym bardziej niepokoi fakt, że świadomość tego zagrożenia wśród pracowników jest wciąż niewystarczająca. Z danych ESET i DAGMA wynika, że jedynie 42% polskich pracowników wie, czym są deepfake’i.

– Ewolucja krajobrazu zagrożeń napędzana jest przede wszystkim przez gwałtowny wzrost wykorzystania AI i Gen AI przez grupy cyberprzestępcze. Technologie te znacząco zwiększają skalę i efektywność ataków, a jednocześnie zmieniają charakter zagrożeń. Gen AI obniża próg wejścia dla osób atakujących, umożliwiając nawet mniej doświadczonym użytkownikom tworzenie złośliwego oprogramowania, prowadzenie wysoce przekonujących kampanii phishingowych oraz generowanie deepfake’ów wykorzystywanych w oszustwach finansowych – podkreśla Marko Mrđan, Strategy & Transformation Senior Consultant w Capgemini Invent.

Jak budować odporność w 2026 r.

Budowanie odporności organizacyjnej staje się kluczowym zadaniem w świecie, w którym ataki są coraz bardziej zautomatyzowane. Jedną z jej podstaw jest segmentacja sieci. W dobrze zaprojektowanej architekturze atak na jeden element nie oznacza zagrożenia dla całej infrastruktury.

– Segmentacja ogranicza możliwość przemieszczania się atakującego po sieci i utrudnia przejęcie kontroli nad kluczowymi systemami. W praktyce oznacza to oddzielenie systemów o różnym poziomie krytyczności, stosowanie odrębnych polityk dostępu dla poszczególnych segmentów oraz ciągłe monitorowanie ruchu między nimi. W środowisku, w którym botnety i automatyczne narzędzia atakujące potrafią rozszerzać infekcję z niespotykaną wcześniej szybkością, segmentacja staje się jednym z najważniejszych mechanizmów spowalniających i izolujących ataki – zauważa Michał Pakuła, Director, Head of Business Technology Advisory w Capgemini Invent.

Backup to za mało

Kolejnym elementem odporności są precyzyjnie opracowane procesy odzyskiwania danych i ciągłości działania. Backup stał się dziś jedynie punktem wyjścia – prawdziwym wyzwaniem jest możliwość szybkiego przywrócenia kluczowych systemów i danych w sposób zgodny z priorytetami biznesowymi. Organizacje potrzebują scenariuszy odtworzeniowych, które obejmują zarówno odzyskiwanie danych, jak i przywracanie operacyjnej sprawności aplikacji, usług i procesów. Testy odzyskiwania nie mogą być sporadycznym działaniem, lecz powinny stać się regularnym elementem funkcjonowania organizacji.

– Dopiero testy potwierdzają, czy kopie zapasowe działają, procedury są realistyczne, a zespół wie, jakie działania wykonać w przypadku kryzysu. W wielu firmach to właśnie brak pełnych testów odtworzeniowych powoduje, że backupy okazują się nieskuteczne, a szacowany czas przestoju drastycznie się wydłuża. Regularne symulacje, także te prowadzone z użyciem AI i narzędzi automatyzujących, pozwalają sprawdzić, jak organizacja radzi sobie w scenariuszu utraty danych, zaszyfrowania systemów czy zakłócenia usług – wyjaśnia Maciej Michta, Strategy & Transformation Managing Consultant w Capgemini Invent.

Najważniejszym ogniwem jest człowiek

Należy również pamiętać, że nawet najbardziej zaawansowana architektura bezpieczeństwa nie spełni swojej roli bez odpowiedniego przygotowania zespołu. Co ważne, szkolenia nie powinny ograniczać się do podstawowych zasad bezpieczeństwa, lecz muszą uwzględniać realne scenariusze ataków – od phishingu, przez deepfake, po incydenty związane z wykorzystaniem Gen AI. Kluczowe jest także budowanie kultury, w której pracownicy czują się bezpiecznie zadając pytania i nie wahają się zgłaszać incydentów lub podejrzanych zdarzeń. Otwarta komunikacja i wymiana informacji wewnątrz organizacji znacząco zmniejszają ryzyko powtarzalnych błędów i umożliwiają szybszą reakcję w sytuacji zagrożenia.

Całość tych działań uzupełnia dobrze skonstruowany plan reagowania na incydent (Incident Response Plan). To przede wszystkim zestaw praktyk opisujących, kto i w jaki sposób podejmuje decyzje w momencie kryzysu. Plan określa strukturę zespołów reagowania, kanały komunikacji, role biznesowe, sposób kontaktu z dostawcami usług IT, a nawet podejście do komunikacji zewnętrznej. W praktyce jego skuteczność zależy od tego, czy został przetestowany, zaktualizowany i czy wszyscy, których dotyczy, znają swoje obowiązki.

Odporność organizacyjna nie jest więc pojedynczym działaniem, lecz ciągłym procesem obejmującym m.in. tworzenie odpowiedniej architektury, regularne testy, rozwój kompetencji pracowników oraz przygotowanie realistycznych planów reagowania. Wszystkie te elementy muszą ze sobą współpracować, aby organizacja była zdolna nie tylko do powstrzymania ataku, ale także – w przypadku, gdy dojdzie do incydentu – szybkiego powrotu do normalnego działania i wyciągania wniosków na przyszłość.

Sapota popiera niezależnego zarządcę. Kolejny wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.

Michał Sapota popiera ideę niezależnego zarządcy w HREIT S.A., do sądu trafia kolejny wniosek wierzyciela o sanację Spółki. Sanacji domaga się już blisko 40% wierzycieli.

  • Kluczowy Wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.
  • Wniosek punktuje niespójności i braki w sprawozdaniu Zarządcy Przymusowego, który dąży do ogłoszenia upadłości.
  • Sanacja może zapewnić zdecydowanie wyższy poziom zaspokojenia wierzycieli niż upadłość.
  • Michał Sapota opowiada się za niezależnym zarządcą wyznaczonym przez Sąd.

Wniosek o sanację do Sądu Rejonowego w Warszawie złożył jeden z kluczowych wierzycieli HREIT S.A., którego wierzytelność przekracza 15 mln zł. Wierzyciel, reprezentowany przez kancelarię Tomczak & Partnerzy, domaga się otwarcia postępowania sanacyjnego wobec spółki. Złożył również wniosek o uzupełnienie sprawozdania Zarządcy Przymusowego o brakujące dane oraz o rozpoznanie sprawy na rozprawie z udziałem wszystkich stron. W sumie za sanacją HREIT opowiedzieli się już wierzyciele reprezentujący blisko 40% całej sumy wierzytelności.

Jednocześnie HREIT S.A. poinformowała o cofnięciu wniosku o pozostawienie dłużnikowi zarządu własnego oraz o złożeniu wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem zarządu niezależnemu zarządcy masy sanacyjnej. Oznacza to rezygnację Michała Sapoty z zarządzania procesem sanacji i przekazanie go w ręce osoby wyznaczonej przez sąd.

Niech o tym, kto to będzie, zdecyduje niezawisły sąd. Wniosek HREIT oznacza jednocześnie, że pan Michał Sapota jest gotów przekazać kierowanie procesem uzdrowienia spółki w ręce wyznaczonego przez sąd zarządcy i deklaruje pełną z nim współpracę. Niezależny nadzór najlepiej służy ochronie interesów wierzycieli i jest zgodny z ich oczekiwaniami – mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.

Sanacja pozwoli na zachowanie i rynkową monetyzację aktywów o potencjale ok. 4,3 mld zł, unikając sprzedaży likwidacyjnej i wynikającego z tego deprecjacji wartości aktywów.

W wariancie upadłościowym przerwanie inwestycji i utrata wynikających z tego przychodów oraz sprzedaż aktywów w trybie „fire sale”, czyli poniżej ich wartości rynkowej, a tkaże koszty postępowania, sprowadzą realne zaspokojenie wierzycieli do do śladowych wartości.

Sanacja przebiega w sposób uporządkowany i kontrolowany, umożliwia utrzymanie ciągłości operacyjnej, a tym samym dokończenie i zmonetyzowanie rozpoczętych i planowanych projektów, przez co istotnie lepiej chroni interesy wierzycieli niż upadłość.

Z tego względu – zarówno z perspektywy interesów wierzycieli, nabywców mieszkań, stabilności rynku, jak i racjonalności ekonomicznej – sanacja jest wariantem wyraźnie korzystniejszym, co zresztą w swoich pismach podkreślają kolejne grupy wierzycieli.  Upadłość HREIT S.A. oznaczałaby przerwanie wszystkich realizowanych inwestycji. Klienci, którzy kupili mieszkania, nie otrzymaliby lokali, a rozpoczęte budowy zostałyby zamrożone lub sprzedane w częściach. Jednocześnie majątek spółki byłby wyprzedawany w trybie likwidacyjnym, z dużymi stratami, co w praktyce przełożyłoby się na bardzo ograniczone środki na spłatę zobowiązań. W efekcie ani klienci, ani wierzyciele nie uzyskaliby realnego zaspokojenia swoich roszczeń.

W ostatnim takim wniosku popierającym sanację złożonym w grudniu przez Wierzyciela reprezentowanego przez kancelarię Tomczak&Partnerzy wskazano na niespójności w stanowisku Zarządcy Przymusowego (RMZK Restructuring). Zdaniem Wierzyciela, Zarządca z jednej strony twierdzi, że nie jest w stanie oszacować kosztów sanacji, a z drugiej – uznaje, że spółka dysponuje środkami wystarczającymi na przeprowadzenie upadłości, mimo że oba postępowania wymagają porównywalnych nakładów organizacyjnych i finansowych.

Stanowisko Zarządcy Przymusowego w kwestii zdolności do ponoszenia przez Dłużnika kosztów postępowania jest zupełnie niespójne (…) Takie stanowisko razi dowolnością – czytamy we wniosku Wierzyciela.

Zdaniem Wierzyciela sprawozdanie Zarządcy Przymusowego nie zawiera podstawowych informacji: struktury wierzytelności ani realnego poziomu ich zaspokojenia. Bez tych danych nie da się rzetelnie ocenić skutków ewentualnej upadłości ani porównać ich z potencjalnymi efektami sanacji.

We wniosku wskazano, że sanacja daje narzędzia pozwalające zwiększyć wartość majątku spółki, m.in. poprzez dokończenie projektów deweloperskich i ograniczenie narastania nowych zobowiązań. Podobne stanowisko – jak zaznaczono – prezentują inni wierzyciele reprezentujący blisko 40% łącznej kwoty wierzytelności HREIT S.A. W tej grupie są wierzyciele, którzy poparli wniosek o sanację złożony przez Spółkę, a także tacy, którzy sami takie wnioski o sancję złożyli do sądu.  – To pokazuje, że obecny zarządca przymusowy prezentuje narrację zupełnie odwrotną do woli wierzycieli, którzy m.in. złożyli oświadczenia, a także wniosek o sanację – mówi mecenas Jabłoński.

Co więcej, Wierzyciel we wniosku słusznie wskazał, że (…)  trudno przyjąć, aby Pan Marcin Kubiczek był otwarty na współpracę z Dłużnikiem, skoro w zasadzie co najmniej 1/3 przygotowanego przez niego sprawozdania nie jest nakierowana na rzetelne przedstawienie sytuacji finansowej i prawnej Dłużnika i merytoryczną jej ocenę, ale dyskredytowanie Dłużnika w oczach opinii publicznej.

Dlatego Wierzyciel zaproponował powołanie niezależnego zarządcy sanacyjnego – Pawła Andrzeja Głodka (nr wpisu 657).

HREIT S.A. podziela stanowisko Wierzyciela, że bez rzetelnych danych dotyczących kosztów i realnego poziomu zaspokojenia wierzycieli nie jest możliwe podjęcie odpowiedzialnej decyzji co do dalszego trybu postępowania. Spółka podkreśla, że sanacja prowadzona przez niezależnego zarządcę może lepiej zabezpieczyć interesy wierzycieli i pozwolić na maksymalizację wartości majątku.

Dlatego też spółka cofnęła wniosek o pozostawienie zarządu własnego, zgłoszony pierwotnie we wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego, i wniosła o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem wykonywania zarządu nad przedsiębiorstwem HREIT S.A. zarządcy masy sanacyjnej wyznaczonemu przez Sąd. Działanie to stanowi wyraz woli HREIT S.A. wyjścia naprzeciw oczekiwaniom wierzycieli oraz dążenia do odbudowy i umocnienia wzajemnego zaufania w toku postępowania. Spółka deklaruje przy tym pełną, transparentną i lojalną współpracę z tak powołanym zarządcą, w przekonaniu, że obiektywny i niezależny nadzór nad przedsiębiorstwem najlepiej zabezpieczy interesy wszystkich wierzycieli oraz stworzy realne podstawy do skutecznej restrukturyzacji.

Co oznacza oferta sprzedaży InPostu?

Sama informacja o otrzymaniu przez InPost wstępnej, niewiążącej propozycji przejęcia wystarczyła, by wyraźnie pobudzić kurs akcji i poprawić nastroje wokół spółki. Gwałtowny ruch cenowy przy podwyższonym obrocie pokazuje, że rynek zaczął wyceniać potencjalny scenariusz transakcji z premią. Na tym etapie jest to jednak bardziej reakcja na pojawienie się zainteresowania niż na jakiekolwiek konkretne ustalenia dotyczące warunków.

Na razie nie mówimy o formalnej ofercie, lecz jedynie o sygnale, że jakiś podmiot analizuje możliwość przejęcia. Brakuje informacji zarówno o potencjalnym kupującym, jak i o cenie, dlatego obecne zachowanie rynku opiera się głównie na spekulacjach i oczekiwaniach. Wzrost notowań wynika z nadziei na atrakcyjną propozycję w przyszłości, a nie z potwierdzonej decyzji. Utrzymanie wyższych poziomów kursu będzie zależeć od tego, czy pojawią się konkretne, wiążące komunikaty ze strony spółki.

InPost pozostaje dziś niekwestionowanym liderem rynku paczkomatów i dostaw typu out of home w Europie. Choć skala działalności nie dorównuje globalnym gigantom takim jak DHL czy UPS, spółka wyróżnia się zaawansowaną technologią, dużym zasięgiem i sprawdzonym modelem logistyki ostatniej mili. W gronie potencjalnych nabywców można wskazać międzynarodowych operatorów logistycznych – DHL, który mógłby wzmocnić swoją obecność w Europie Środkowo-Wschodniej, DPD lub GeoPost, dla których przejęcie oznaczałoby konsolidację rynku paczkomatów i poprawę efektywności operacyjnej. Naturalnym kandydatem pozostaje także Amazon, dla którego InPost byłby sposobem na szybkie rozwinięcie infrastruktury dostawczej w regionie bez wieloletnich inwestycji od podstaw. Nie można wykluczyć również zmian właścicielskich wśród obecnych inwestorów – największe pakiety posiadają PPF Group (ponad 28,75%), wehikuł Rafała Brzoski (12,49%), Advent International (10,98%) oraz GIC (5,05%). Mniejsi, krajowi inwestorzy z udziałami poniżej 5% mogliby skorzystać na wzroście wyceny, jednak kluczowym elementem ewentualnej transakcji pozostawałaby premia za kontrolę. Brak jakichkolwiek ruchów w akcjonariacie sugeruje jednak, że źródłem zainteresowania jest raczej podmiot z zewnątrz.

Dla Rafała Brzoski sprzedaż spółki oznaczałaby bardzo istotny zysk finansowy oraz zakończenie aktywnej roli menedżerskiej, co dodatkowo umocniłoby jego pozycję wśród najbogatszych polskich przedsiębiorców. Nie byłby to pierwszy przypadek realizacji wartości InPostu na rynku kapitałowym – spółka zadebiutowała na GPW w 2015 roku, a dwa lata później została z niej wycofana w celu restrukturyzacji i poprawy sytuacji finansowej. Tym razem sprzedaż większościowego lub pełnego pakietu akcji oznaczałaby definitywne zamknięcie etapu operacyjnego i symboliczne zwieńczenie drogi przedsiębiorcy, który zbudował firmę od podstaw do pozycji europejskiego lidera w logistyce paczkomatowej.

Z perspektywy polskiej gospodarki byłby to jednocześnie wyraźny dowód sukcesu firm rozwijających się poza granicami kraju oraz sygnał ryzyka utraty kontroli nad jedną z najcenniejszych spółek e-commerce wywodzących się z Polski. W dłuższym horyzoncie podobny scenariusz może dotyczyć także innych krajowych firm działających globalnie, takich jak CD Projekt, Asseco czy Ten Square Games, jeśli na stole pojawią się atrakcyjne propozycje ze strony zagranicznych inwestorów lub funduszy private equity.

Teoretycznie Orlen dysponuje kapitałem, który pozwalałby rozważać taką transakcję, jednak w praktyce scenariusz przejęcia InPostu przez koncern wydaje się mało realny i trudny do obrony ekonomicznie. Orlen od dłuższego czasu porządkuje swoją obecność w segmencie kurierskim i ogranicza bezpośrednie zaangażowanie w logistykę, stawiając raczej na współpracę z partnerami zewnętrznymi. Przykładem jest Orlen Paczka, której udziały zostały wydzielone, a projekt zmierza w kierunku konsolidacji z Pocztą Polską. W tym kontekście zakup InPostu nie wpisywałby się w aktualną strategię koncernu. Orlen skupia się na porządkowaniu i integracji lokalnych usług, a nie na ekspansji europejskiej poprzez dużą akwizycję, co czyni taki ruch mało prawdopodobnym i słabo uzasadnionym biznesowo.

Spór z Allegro nie musi być bezpośrednim impulsem do rozmów o sprzedaży, ale mógł odegrać rolę pośrednią. Allegro pozostaje kluczowym partnerem InPostu, a jednocześnie rozwija własne rozwiązania logistyczne, co w dłuższym terminie zwiększa niepewność relacji i presję na dywersyfikację bazy klientów. Wejście globalnego właściciela ograniczałoby ryzyko uzależnienia od jednego dużego kontrahenta i wzmacniało pozycję negocjacyjną spółki w relacjach z największymi platformami e-commerce.

Robotyka domowa hitem CES 2026. LG wchodzi z humanoidem CLOiD

Podczas targów w Las Vegas firma LG Electronics zaprezentowała domowego robota AI o nazwie CLOiD. Ten humanoidalny asystent stanowi fundament nowej strategii „Zero Labor Home”, której celem jest całkowite odciążenie domowników od codziennych obowiązków. Dzięki zaawansowanej technologii urządzenie ma stać się mobilnym centrum zarządzania nowoczesnym gospodarstwem domowym.

CLOiD porusza się na kołach i został wyposażony w dwa ramiona o siedmiu stopniach swobody oraz dłonie z pięcioma ruchomymi palcami. Taka konstrukcja pozwala mu na wykonywanie precyzyjnych czynności, takich jak wyjmowanie produktów z lodówki czy składanie ubrań. Podczas oficjalnego pokazu robot demonstrował swoją sprawność, wchodząc w interakcje z publicznością oraz obsługując urządzenia ustawione na scenie.

Sercem maszyny jest autorska technologia Physical AI, która łączy zaawansowane modele wizyjne z systemami sterowania ruchem. System trenowano na dziesiątkach tysięcy godzin nagrań prac domowych, co pozwala robotowi rozumieć kontekst i intencje użytkownika. W efekcie CLOiD potrafi samodzielnie otwierać drzwi oraz bezpiecznie przenosić przedmioty o różnej delikatności.

Głowa robota pełni funkcję centrum dowodzenia, mieszcząc wydajny chipset, czujniki komunikacji głosowej oraz wyświetlacz imitujący ludzką mimikę. Podstawa jezdna wykorzystuje sprawdzoną nawigację z odkurzaczy LG, co gwarantuje płynne omijanie przeszkód w mieszkaniu. Projektanci zadbali o niski środek ciężkości, aby zminimalizować ryzyko przewrócenia robota przez dzieci lub zwierzęta domowe.

Przy okazji premiery LG ogłosiło powstanie nowej marki podzespołów Actuator AXIUM, które napędzają stawy ich najnowszego robota. Firma planuje wykorzystać swoją ogromną skalę produkcji, wynoszącą 40 mln silników rocznie, by stać się głównym dostawcą komponentów dla sektora robotyki usługowej. Celem marki jest ustanowienie nowych standardów dla lekkich siłowników o bardzo wysokim momencie obrotowym.

Debiut CLOiD to element szerszego trendu na targach CES 2026, gdzie robotyka domowa stała się głównym tematem. Mocną konkurencję zaprezentowała m.in. chińska firma SwitchBot z modelem Onero H1, który potrafi nawet samodzielnie myć okna. Eksperci zauważają, że tegoroczne targi stały się polem bitwy między koreańską a chińską wizją „fizycznej” sztucznej inteligencji.

Nowy robot LG ma w pełni integrować się z ekosystemem ThinQ oraz inteligentnym hubem ThinQ ON, koordynując pracę wszystkich domowych urządzeń. Prezes Lyu podczas prezentacji podkreślał, że nadszedł czas, aby sztuczna inteligencja „wyszła z ekranów” i zaczęła realnie pracować w świecie fizycznym. LG stawia na spójny ekosystem, który przenosi usługi cyfrowe w wymiar praktycznej, domowej pomocy.

Goldman Sachs: 2026 będzie rokiem przyspieszonej automatyzacji i redukcji etatów

Według nowej analizy opublikowanej przez Goldman Sachs, firmy są gotowe przyspieszyć redukcję etatów w 2026 roku. Bank inwestycyjny ostrzega, że w miarę jak sztuczna inteligencja przechodzi z fazy eksperymentalnej do etapu masowego zastosowania w procesach operacyjnych i decyzyjnych, korporacje będą coraz chętniej zastępować ludzi algorytmami. Pomimo stabilnych prognoz makroekonomicznych, zarządy decydują się na cięcia w celu ochrony marż oraz finansowania kosztownych inwestycji w infrastrukturę cyfrową.

Ostrzeżenie to pada w momencie, gdy sektor technologiczny ma za sobą trudny rok 2025, w którym zlikwidowano ponad 122 tysiące miejsc pracy. Sztuczna inteligencja została oficjalnie wskazana jako bezpośrednia przyczyna prawie 55 tysięcy tych zwolnień w samych Stanach Zjednoczonych. Starszy ekonomista banku, Ronnie Walker, zauważył na podstawie analizy wyników spółek z S&P 500, że firmy dyskutujące o AI w kontekście kadr ograniczały oferty pracy znacznie gwałtowniej niż ich konkurenci.

W znaczącym odwróceniu trendu z lat ubiegłych, rynki finansowe przestały nagradzać firmy ogłaszające redukcję zatrudnienia wzrostem kursu akcji. Analitycy Goldman Sachs wyliczyli, że notowania spadały średnio o 2% po ostatnich komunikatach o zwolnieniach, nawet gdy tłumaczono je postępem technologicznym. Inwestorzy jeszcze surowiej karali przedsiębiorstwa, które wprost uzasadniały cięcia koniecznością „restrukturyzacji”.

Badania wskazują, że rynek odbiera obecnie redukcje jako negatywny sygnał dotyczący kondycji i perspektyw danej spółki. Firmy decydujące się na zwolnienia często charakteryzują się wyższymi wydatkami kapitałowymi i zadłużeniem przy jednocześnie niższym wzroście zysków w porównaniu do liderów branży. Mimo sceptycyzmu inwestorów, Goldman Sachs przewiduje dalszą falę zwolnień, napędzaną dążeniem zarządów do wykorzystania AI jako narzędzia radykalnej obniżki kosztów pracy.

Choć w 2025 roku fala zwolnień dotknęła głównie gigantów technologicznych takich jak Amazon, Microsoft czy Intel, prognozy na 2026 rok sugerują głębszą penetrację tradycyjnych sektorów gospodarki. Sam Goldman Sachs wdrożył w październiku inicjatywę „OneGS 3.0”, która obejmuje zamrożenie zatrudnienia i redukcje w działach operacyjnych. Zmiany te dotykają przede wszystkim obszarów takich jak onboarding klientów czy raportowanie regulacyjne, które łatwo poddają się automatyzacji.

Szczególnie narażona na zmiany jest branża usług finansowych, gdzie algorytmy coraz skuteczniej przejmują funkcje back-office. Morgan Stanley szacuje, że do 2030 roku w europejskim sektorze bankowym może zniknąć nawet 200 tysięcy etatów, zastąpionych przez systemy AI. Prezes Wells Fargo, Charlie Scharf, określił potencjał technologii jako „niezwykle realny” i zasygnalizował dalsze cięcia oraz zwiększone wydatki na odprawy pracownicze.

Analiza Walkera pokazuje, że większość wskaźników śledzących zwolnienia znacząco wzrosła w ostatnich miesiącach. Firmy zaczynają postrzegać sztuczną inteligencję nie tylko jako narzędzie poprawy efektywności, ale jako fundamentalny element nowej strategii zarządzania kapitałem ludzkim. Najbardziej zagrożone są role obejmujące zadania powtarzalne i procesowe, w tym stanowiska administracyjne oraz szeroko rozumiana obsługa klienta.

Trump grozi Indiom cłami, jeśli nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy

Prezydent Donald Trump ostrzegł w niedzielę, że Stany Zjednoczone są gotowe „bardzo szybko” podnieść cła na towary z Indii, jeśli te nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One nazwał premiera Narendrę Modiego „dobrym facetem”, zaznaczając jednak, że kluczowe jest, aby „go uszczęśliwić” poprzez zmianę polityki handlowej. Oświadczenie to drastycznie eskaluje napięcie między mocarstwami, zwłaszcza że trwające negocjacje dyplomatyczne utknęły w martwym punkcie.

Reakcja rynków w Bombaju była natychmiastowa; w poniedziałek indeks spółek technologicznych spadł o około 2,5%, osiągając najniższy poziom od ponad miesiąca, w obawie o przyszłość umowy handlowej z USA. Oliwy do ognia dolewa senator Lindsey Graham, bliski sojusznik Trumpa, który promuje ustawę grożącą cłami w wysokości nawet 500% dla krajów finansujących machinę wojenną Kremla. Graham argumentuje, że kupowanie taniej rosyjskiej ropy jest niedopuszczalne, a twarda postawa Trumpa ma dać mu „maksymalną elastyczność” w wymuszaniu posłuszeństwa na arenie międzynarodowej.

Indie znajdują się obecnie w trudnej sytuacji, stojąc w obliczu groźby 50-procentowych ceł na eksport do USA, z czego połowa jest bezpośrednio powiązana z kwestią surowców energetycznych. Szacunki branżowe wskazują, że presja Waszyngtonu przynosi efekty, gdyż import rosyjskiej ropy spadł w grudniu do poziomu około 1,2 miliona baryłek dziennie. Stanowi to znaczącą, bo aż 40-procentową redukcję w porównaniu ze szczytem obserwowanym w połowie 2025 roku, jednak zakupy te nie zostały całkowicie wstrzymane.

Eksperci ostrzegają, że New Delhi utknęło w „strategicznej strefie szarości”, a Ajay Srivastava z Global Trade Research Initiative podkreśla, że dotychczasowa polityczna dwuznaczność przestała przynosić korzyści. Mimo że indyjski eksport do USA wzrósł w listopadzie, w szerszej perspektywie od maja do listopada 2025 roku odnotowano spadek przesyłek towarowych o ponad 20%. Premier Modi rozmawiał z Trumpem już trzykrotnie od wprowadzenia restrykcji, a urzędnicy obu stron spotykali się w zeszłym miesiącu, lecz intensywne zabiegi dyplomatyczne nie przyniosły dotąd żadnego przełomu.

Szwajcaria blokuje majątek Maduro

Szwajcaria ogłosiła w poniedziałek decyzję o natychmiastowym zamrożeniu aktywów należących do Nicolása Maduro i jego najbliższych współpracowników. Krok ten został podjęty zaledwie dwa dni po brawurowej akcji amerykańskich sił specjalnych, które w wyniku nalotu na Caracas schwytały wenezuelskiego przywódcę. Rada Federalna poinformowała, że blokada środków będzie obowiązywać przez cztery lata, a jej głównym celem jest zapobieżenie wypływowi kapitału, który mógł zostać zdobyty w sposób nielegalny.

Decyzja Berna zbiega się w czasie z planowanym na poniedziałek wystąpieniem Maduro przed sądem federalnym w Nowym Jorku, gdzie ma on odpowiedzieć na zarzuty narkoterroryzmu i handlu bronią. Wenezuelski dyktator wraz z żoną Cilią Flores został schwytany 3 stycznia przez Delta Force w ramach akcji, którą prezydent Donald Trump określił mianem „Operacji Absolutnego Postanowienia”. Para została natychmiast przetransportowana do USA i obecnie przebywa w Metropolitan Detention Center na Brooklynie, oczekując na proces.

Władze szwajcarskie wyraźnie zaznaczyły, że sankcje nie są wymierzone w obecny rząd Wenezueli, lecz koncentrują się na zabezpieczeniu środków na poczet ich ewentualnego zwrotu narodowi wenezuelskiemu. Nowe restrykcje stanowią uzupełnienie dotychczasowych działań, jakie Szwajcaria prowadzi od marca 2018 roku w ślad za polityką Unii Europejskiej. Wówczas to po raz pierwszy nałożono obostrzenia na wysokich rangą urzędników reżimu w celu wywarcia presji na przestrzeganie praw człowieka.

Zatrzymanie Maduro wywołało polityczne trzęsienie ziemi w Caracas, gdzie Sąd Najwyższy zaprzysiągł wiceprezydent Delcy Rodríguez na pełniącą obowiązki głowy państwa. Prawo do władzy rości sobie jednak również lider opozycji Edmundo González Urrutia, powołując się na swoje zwycięstwo w wyborach z lipca 2024 roku. Tymczasem na arenie międzynarodowej Rada Bezpieczeństwa ONZ zwołała nadzwyczajne posiedzenie w sprawie amerykańskiej operacji, o co wnioskowała Kolumbia przy wsparciu politycznym Chin i Rosji.

Departament Sprawiedliwości USA oskarża byłego prezydenta o kierowanie spiskiem narkoterrorystycznym oraz organizację masowego przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych. Uzupełniający akt oskarżenia rozwija zarzuty postawione pierwotnie jeszcze w 2020 roku, dodając do nich przestępstwa związane z nielegalnym posiadaniem broni maszynowej. Pierwsze przesłuchanie przed sędzią Alvinem K. Hellersteinem wyznaczono na poniedziałkowe południe w gmachu sądu federalnego na Manhattanie.

Szef Hyundaia ostrzega: 2026 będzie „rokiem kryzysu” dla motoryzacji. Koncern przyspiesza z AI i robotyką

Prezes Hyundai Motor Group Euisun Chung w swoim noworocznym wystąpieniu ostrzegł, że rok 2026 może okazać się jednym z najtrudniejszych okresów dla globalnego przemysłu motoryzacyjnego. Wskazał on na kumulację ryzyk, takich jak narastające napięcia handlowe i konflikty geopolityczne, które mogą realnie uderzyć w rentowność producentów. Chung podkreślił, że czynniki kryzysowe, o które martwiono się od dawna, teraz stają się rzeczywistością, co w skrajnych przypadkach może wymusić czasowe wstrzymanie operacji w niektórych regionach.

Kluczowym elementem strategii przetrwania ma być budowa silnych, wewnętrznych kompetencji w obszarze sztucznej inteligencji, zamiast polegania na zewnętrznych dostawcach. Prezes wezwał do szybszego „internalizowania” technologii AI, ostrzegając, że firmy, które zaniedbają ten obszar, szybko zostaną w tyle za konkurencją. Hyundai zamierza wykorzystać swoją przewagę w dziedzinie „physical AI”, łącząc algorytmy z flotą pojazdów i robotów, co daje dostęp do unikalnych danych z procesów produkcyjnych.

Sytuację finansową koreańskiego giganta komplikują bariery handlowe w USA, gdzie cła na auta produkowane w Korei Południowej wynoszą obecnie 15%. Producent wyliczył, że tylko w trzecim kwartale 2025 roku taryfy te kosztowały go około 1,8 bln wonów, co stanowi poważne obciążenie budżetowe. Choć porozumienie handlowe z listopada 2025 roku obniżyło stawkę z wcześniejszych 25%, koszty te nadal stanowią istotne wyzwanie dla konkurencyjności marki na rynku amerykańskim.

Dodatkowym problemem są zawirowania wokół kluczowych inwestycji w Stanach Zjednoczonych, w tym fabryk związanych z projektem Hyundai–LG w Georgii. We wrześniu 2025 roku amerykańskie służby przeprowadziły tam masową akcję imigracyjną, w wyniku której zatrzymano 475 osób, co agencja AP określiła mianem największej tego typu operacji w historii. Te wydarzenia wpłynęły na harmonogram prac, a opóźnienia przy powiązanym projekcie szacowane są obecnie na co najmniej 2–3 miesiące.

W odpowiedzi na te wyzwania Hyundai zapowiedział gigantyczne inwestycje rzędu 125 bln wonów w perspektywie pięciu lat, koncentrując się na robotyce i nowych technologiach. Równocześnie firma przyjęła bardzo ostrożne cele sprzedażowe, planując zbycie 4,16 mln pojazdów w 2026 roku, co stanowi jedynie minimalny wzrost względem ubiegłorocznego wyniku 4,14 mln sztuk. Taka wstrzemięźliwość w prognozach jest przez rynek odczytywana jako jasny sygnał wysokiej niepewności co do globalnej koniunktury.

Trump daje dwa miesiące na rozstrzygnięcie ws. Grenlandii

Prezydent USA Donald Trump w niedzielę ponownie zaostrzył retorykę w sprawie Grenlandii, oświadczając na pokładzie Air Force One, że Ameryka „potrzebuje” tego terytorium ze względów bezpieczeństwa. Zasugerował przy tym, że kwestia ta powinna zostać rozstrzygnięta w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, co odebrano jako polityczne ultimatum. Wypowiedź ta nastąpiła zaledwie dzień po wywiadzie dla „The Atlantic”, w którym Trump stwierdził, że „absolutnie” potrzebuje Grenlandii.

Atmosferę podgrzała grafika opublikowana przez Katie Miller, przedstawiająca Grenlandię w barwach USA z podpisem „WKRÓTCE”, co w Danii odczytano jako demonstrację siły. Ostrzeżenia płyną również od ekonomisty Jeffreya Sachsa, który uważa, że Waszyngton może spróbować zająć wyspę pod hasłem „stanu wyjątkowego”. W rozmowie z Glennem Diesenem ocenił on, że w obecnych realiach normy międzynarodowe schodzą na dalszy plan, a reakcja Europy na takie działania byłaby prawdopodobnie ograniczona.

Premier Danii Mette Frederiksen zareagowała zdecydowanie, podkreślając, że USA nie mają żadnego prawa do aneksji terytoriów należących do Królestwa Danii. Wezwała Waszyngton do zaprzestania gróźb, ostrzegając jednocześnie, że uderzenie w sojusznika podważałoby fundamenty samego NATO. W podobnym tonie wypowiedział się duński ambasador w USA, zaznaczając, że Kopenhaga oczekuje pełnego poszanowania swojej integralności terytorialnej.

W obronie Danii natychmiast stanęli przywódcy państw nordyckich, w tym premierzy Szwecji i Norwegii, deklarując, że o losach wyspy mogą decydować wyłącznie Kopenhaga i Nuuk. Poparcie wyraził także premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oraz przedstawiciele Unii Europejskiej, akcentując przywiązanie do zasad suwerenności państw. Trump zignorował te głosy, kpiąc z wkładu Danii w bezpieczeństwo regionu i twierdząc, że przejęcie wyspy przez USA jest konieczne dla ochrony Europy.

Znaczenie Grenlandii wynika z jej kluczowej roli geostrategicznej, w tym obecności Bazy Kosmicznej Pituffik, która jest nieodzownym elementem systemu wczesnego ostrzegania USA. Położenie wyspy jest istotne dla kontroli tzw. przesmyku GIUK, będącego strategicznym korytarzem między Arktyką a Atlantykiem w rywalizacji z Rosją. Napięcia te były sygnalizowane już w grudniu 2025 roku przez duński wywiad, który przewidywał wzrost presji ze strony amerykańskiego sojusznika.

Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wezwał do zakończenia amerykańskich „fantazji o aneksji”, stawiając sprawę jasno: decyzje dotyczące przyszłości należą do Grenlandczyków. Jeffrey Sachs, komentując sytuację w mediach, określił działania USA jako sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i oskarżył Waszyngton o coraz bardziej „wojenną” postawę. Konflikt ten pokazuje, jak kwestie bezpieczeństwa w Arktyce stają się nowym, niebezpiecznym polem sporu wewnątrz sojuszu transatlantyckiego.

Za atak na ratownika lub policjanta grozi nawet do 5 lat więzienia. Nowe przepisy już obowiązują

Atak na ratownika medycznego, policjanta, strażaka, strażnika miejskiego oraz inne osoby niosące pomoc może zakończyć się karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nowe regulacje właśnie weszły w życie i mają wzmocnić ochronę tych, którzy interweniują w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia.

Zmiany wynikają z ustawy nowelizującej Kodeks karny, Kodeks wykroczeń oraz przepisy postępowania w sprawach o wykroczenia. Projekt przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Jak podkreśla minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, celem jest ograniczenie bezkarności sprawców przemocy wobec osób udzielających pomocy i zwiększenie poczucia bezpieczeństwa w miejscach takich jak szpitale, przychodnie czy urzędy.

Surowsze kary za przemoc wobec interweniujących

Najważniejsza zmiana dotyczy odpowiedzialności za naruszenie nietykalności osób podejmujących interwencję. Za atak na funkcjonariuszy (m.in. policjanta, strażaka czy ratownika medycznego), ale też na osobę ratującą innych — np. rozdzielającą bójkę, powstrzymującą napastnika albo pomagającą podczas pożaru — grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Nowością jest objęcie taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni również obywateli, którzy interweniują, by ratować innych. W uzasadnieniu zmian wskazano, że dotąd maksymalna kara za naruszenie nietykalności funkcjonariusza wynosiła 3 lata, a w przypadku obywatela podejmującego interwencję — 2 lata.

Ochrona także przed agresją słowną i awanturami w miejscach publicznych

Nowe przepisy rozszerzają też ochronę w sytuacjach znieważenia podczas interwencji. Osoba, która zostanie znieważona (np. wyzwiskami), ma być traktowana jak funkcjonariusz publiczny, a postępowanie ma prowadzić prokuratura — po złożeniu wniosku przez pokrzywdzonego.

Za agresywne zachowanie w miejscu publicznym, np. w szpitalu lub urzędzie, przewidziano kary: areszt, ograniczenie wolności albo grzywnę od 1000 do 5000 zł. Alternatywnie możliwy ma być mandat w wysokości 1000 zł. Taka sama odpowiedzialność ma grozić za zakłócanie spokoju i porządku publicznego pod wpływem alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających.

Wyrok do opublikowania na wniosek pokrzywdzonego

Ustawa wprowadza również rozwiązanie dotyczące jawności skazań w takich sprawach. Na wniosek pokrzywdzonego sąd będzie musiał opublikować wyrok — w praktyce oznacza to możliwość ujawnienia danych skazanego, np. poprzez publikację na stronie internetowej.

Tryb przyspieszony i obowiązkowe zatrzymanie sprawcy

Zmiany obejmują także tryb postępowania w określonych sytuacjach. Jeśli sprawca zostanie przyłapany na gorącym uczynku, policja ma obowiązek — a nie tylko możliwość — zatrzymać go i doprowadzić do sądu, który ma rozpoznać sprawę w trybie przyspieszonym.

Ten mechanizm ma dotyczyć przypadków, gdy do ataku dojdzie m.in. w szpitalu, przychodni, urzędzie albo w trakcie akcji medycznej. Intencją ustawodawcy jest szybsza reakcja państwa i ograniczenie sytuacji, w których agresja wobec personelu i osób interweniujących pozostaje bez realnych konsekwencji.

Grupa WITTCHEN zwiększyła sprzedaż w IV kwartale 2025 roku o 13% r/r

Według wstępnych szacunków, w czwartym kwartale 2025 roku Grupa WITTCHEN zrealizowała sprzedaż na poziomie 150,2 mln zł, co oznacza wzrost o 13% w porównaniu do ostatniego kwartału 2024 roku. Sprzedaż zwiększyła się głównie za sprawą wyprzedaży starszych kolekcji, co Spółka zapowiadała wcześniej. W ciągu całego 2025 roku skonsolidowane przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż do klientów detalicznych w ostatnim kwartale 2025 r. wyniosła 131,7 mln zł i była o 15% wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Przychody w segmencie B2B wyniosły zaś 18,5 mln zł, czyli o 3% mniej r/r.

– W ostatnim kwartale roku, obejmującym m.in. tak zwany black week oraz intensywny okres przedświąteczny, Grupa WITTCHEN odnotowała wyraźny wzrost wolumenu sprzedaży. Był to w dużej mierze efekt zaplanowanych wyprzedaży starszych kolekcji i związanych z tym wzmożonych promocji, realizowanych zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami. Choć działania te mogły wpłynąć negatywnie na poziom marż w omawianym okresie, pozwoliły nam jednocześnie uwolnić miejsce na nowe produkty, poprawić przepływy pieniężne oraz zredukować stan zapasów, co w kolejnych okresach powinno przynieść oszczędności w kosztach magazynowania – informuje Marcin Szyguła, dyrektor finansowy Grupy WITTCHEN.

Narastająco, w ciągu całego 2025 roku Grupa WITTCHEN sprzedała do klientów detalicznych produkty za kwotę 424,4 mln zł (+6% r/r), z kolei sprzedaż w segmencie B2B wyniosła 51,5 mln zł (-7% r/r). Łączne przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż realizowana przez Grupę WITTCHEN za pośrednictwem platform marketplace klasyfikowana jest najczęściej jako sprzedaż detaliczna (w sytuacji, gdy produkty dostarczane są do klientów końcowych bezpośrednio przez Spółkę), a niekiedy jako sprzedaż B2B (w przypadku zamówień hurtowych składanych przez daną platformę).

***

Szacunkowe przychody Grupy Wittchen za czwarty kwartał i 12 miesięcy 2025 roku

(mln zł) 4Q 2025 4Q 2024 Zmiana r/r 2025 2024 Zmiana r/r
Segment detaliczny * 131,7 114,1 15% 424,4 398,7 6%
Segment B2B ** 18,5 19,0 -3% 51,5 55,5 -7%
Przychody razem *** 150,2 133,1 13% 475,8 454,2 5%

*Segment detaliczny obejmuje sprzedaż salonów detalicznych, sprzedaż internetową oraz pozostałą sprzedaż detaliczną.

**Segment B2B obejmuje sprzedaż krajową oraz sprzedaż eksportową do firm i klientów korporacyjnych.

*** Pozycja „razem” oraz „zmiana” przeliczona bez zaokrągleń, stąd ewentualne różnice.

UODO o kontroli trzeźwości w Sejmie: konieczne zmiany w projekcie ustawy

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do poselskiego projektu nowelizacji ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz ustawy o Straży Marszałkowskiej. Projekt zakłada możliwość przeprowadzania badań trzeźwości parlamentarzystów przy użyciu elektronicznych urządzeń mierzących stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu. Celem regulacji jest ustalenie, czy poseł lub senator znajduje się pod wpływem alkoholu.

Prezes UODO podkreślił, że informacje o obecności alkoholu w organizmie stanowią dane osobowe dotyczące zdrowia w rozumieniu RODO. Oznacza to, że są to dane szczególnych kategorii, których przetwarzanie podlega zaostrzonym wymogom prawnym. Każde działanie na takich danych musi spełniać warunki określone w art. 9 ust. 2 RODO oraz respektować zasady przetwarzania danych osobowych.

Organ nadzorczy zwrócił uwagę na podwyższony standard ochrony danych o stanie zdrowia ze względu na ryzyko naruszenia praw i wolności osób, których dane dotyczą. Przetwarzanie tych informacji jest dopuszczalne wyłącznie w ściśle określonych przypadkach i tylko w zakresie niezbędnym do realizacji jasno wskazanych celów. Musi się ono również odbywać zgodnie z zasadami legalności, minimalizacji i ograniczenia celu.

W opinii Prezesa UODO projekt powinien zostać poddany tzw. testowi prywatności oraz ocenie skutków dla ochrony danych. Taka analiza pozwoliłaby ocenić ryzyka związane z przetwarzaniem danych parlamentarzystów, w tym informacji o ich zdrowiu, stanie fizycznym czy ewentualnych nałogach. Ułatwiłoby to także weryfikację, czy planowane rozwiązania są rzeczywiście niezbędne.

Prezes UODO wskazał, że obecna wersja projektu narusza szereg zasad wynikających z art. 5 RODO. W związku z tym konieczne jest m.in. doprecyzowanie celu badań, zakresu przetwarzanych danych, zasad dokumentowania i przechowywania wyników oraz procedury samego badania. Niezbędne jest także określenie wymagań technicznych dla urządzeń oraz zapewnienie poszanowania godności i intymności osób badanych.

Trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić szczególną uwagę w 2026 roku

Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, patrząc na trendy strukturalne, wskazuje trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę w 2026 r. Zaznacza, że nie są to rekomendacje inwestycyjne, a raczej przykłady pokazujące, jak myśleć o megatrendach przy doborze spółek do portfela.

Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), Eli Lilly oraz GE Vernova – te trzy spółki charakteryzują się silną dynamiką i zdaniem Charu Chanana nadal będą osiągać dobre wyniki w tym roku. Mają potencjał dostarczyć stopy zwrotu wyższe niż historyczna średnia 8,3%, jaką – według danych Bloomberga – globalne akcje (reprezentowane przez indeks MSCI ACWI) generowały od 1988 roku.

Silny impuls ze strony AI

Pierwszym obszarem jest rozwój technologiczny, w którym sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę, ale stanowi też istotne źródło ryzyka: czy spółki i inwestorzy osiągną atrakcyjne zwroty, czy poniosą straty wskutek nietrafionych nakładów inwestycyjnych.

TSMC jest światowym liderem w produkcji najbardziej zaawansowanych układów scalonych. Uważam, że spółka może utrzymać pozycję w centrum globalnej ekspansji sprzętu dla AI. Technologie procesowe 3 nm oraz przyszłe technologie 2 nm są dokładnie tym, co powinno zapewnić TSMC pozycję jednej z firm, która może skorzystać z dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, ponieważ obecnie istnieje duże zapotrzebowanie na wysokowydajne przetwarzanie danych – mówi Charu Chanana.

TSMC rozwija obecnie moce produkcyjne w USA, Japonii i Niemczech, co zwiększa odporność spółki zarówno na napięcia geopolityczne wokół Tajwanu i Chin, jak i na ryzyka związane z polityką handlową oraz bezpieczeństwem dostaw.

Największym ryzykiem są napięcia geopolityczne wokół Tajwanu, ale istnieje też ryzyko istotnego spowolnienia inwestycji w AI lub chmurę obliczeniową, co mogłoby szybko uderzyć w spółkę taką jak TSMC – zaznacza Chanana.

Postrzega przy tym nakłady na AI jako ryzyko cykliczne, a więc potencjalnie przejściowe. W jej ocenie konsensus prognoz dla TSMC wygląda obiecująco: rynek oczekuje 15–20% wzrostu zysków w 2026 r., a następnie 18–22% w 2027 r.

To odzwierciedla kontynuację wzrostu zamówień związanych z AI i daje TSMC wycenę, która nadal wydaje się rozsądna pod względem profilu wzrostu i dominującej pozycji w branży – dodaje.

TSMC jest wyceniane przy wskaźniku P/E 23,7, natomiast forward P/E – oparty o prognozowany zysk na akcję w kolejnych 12 miesiącach – wynosi 19,9.

Healthcare bez Novo

Drugim obszarem jest zdrowie. W tym temacie Charu Chanana pomija Novo Nordisk i wybiera największego konkurenta spółki.

Eli Lilly znajduje się w centrum globalnego boomu na zdrowie metaboliczne, przy ekstremalnym popycie na leki na cukrzycę i redukujące masę ciała. Eli Lilly ma po prostu szerszą ofertę produktową niż Novo Nordisk – komentuje. Patrząc na wskaźniki P/E i forward P/E, przyznaje, że Novo Nordisk jest tańsze niż Eli Lilly. Z kolei Eli Lilly wypada „taniej” według wskaźnika PEG, który uwzględnia jednocześnie cenę, zyski oraz prognozowane tempo wzrostu.

Prognozowany wzrost zysków Eli Lilly jest wyższy niż wzrost całego sektora farmaceutycznego. Wiele dużych firm rośnie w niskim lub średnim jednocyfrowym tempie, co oznacza, że inwestorzy płacą premię za połączenie wzrostu przychodów, ekspansji marż oraz relatywnie długiego horyzontu zysków związanych z lekami zawierającymi analogi hormonu GLP-1 i innymi produktami odchudzającymi – wyjaśnia Chanana.

Konsensus analityków wskazuje na wzrost zysku na akcję o ok. 35% w 2026 r. oraz 23% w 2027 r. Według Chanany akcje są już i tak wysoko wyceniane na P/E 43, co odzwierciedla potencjał i długoterminowy popyt na leki zawierające analogi hormonu GLP-1. Z kolei największymi czynnikami ryzyka są regulacje cenowe, które doprowadziłyby do obniżenia cen i wymagałyby wyższych przychodów, nasilenie konkurencji oraz znaczna zależność firmy Eli Lilly od jej superpopularnych leków. Dlatego każde potknięcie polityczne, konkurencyjne lub kliniczne może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na zyski i nastawienie inwestorów do akcji.

Zielona transformacja

Trzecim tematem jest transformacja w kierunku odnawialnych źródeł energii. W tym obszarze Chanana zwraca uwagę na firmę GE Vernova.

Spółka rozwija urządzenia i usługi dla sektora elektroenergetycznego. Kurs akcji mocno wzrósł w 2025 roku, co wyraźnie podbiło wycenę. Dlatego – podobnie jak w przypadku Eli Lilly – kluczowe jest uważne monitorowanie ryzyka.

Aby uzasadnić wysoką wycenę, firma musi nadal osiągać bardzo dobre wyniki. GE Vernova znajduje się na styku elektryfikacji, zapotrzebowania na energię centrów danych oraz globalnej transformacji energetycznej. Znaczna część portfela zamówień firmy jest związana z długoterminowymi umowami serwisowymi o wysokich marżach, co zapewnia jej bardziej strukturalną podstawę zysków niż w przypadku wielu innych tradycyjnych przedsiębiorstw przemysłowych – mówi Chanana.

Szacunki wzrostu są bardzo wysokie: nawet 82% w 2026 r. i 53% w 2027 r.

Wskaźnik forward P/E na poziomie ok. 59,5 sugeruje, że rynek już uwzględnia w cenie akcji bardzo silny wzrost. Potwierdza to duże zapotrzebowanie na modernizację sieci energetycznej, ogromny popyt na energię oraz znaczne inwestycje w odnawialne źródła energii – komentuje.

W grudniu 2025 r. spółka zorganizowała dzień rynków kapitałowych, podczas którego zintensyfikowała swoje cele finansowe, podwoiła kwartalną dywidendę i zwiększyła program skupu akcji z 6 mld do 10 mld USD. Z uwagi na wysoką wycenę akcji, będą one bardzo wrażliwe na opóźnienia w realizacji projektów, przekroczenia budżetu, które osłabiają marże, a także na ogłoszenia polityczne i dotacje. Dodatkowo wszelkie spowolnienie globalnego wzrostu gospodarczego lub zmiany regulacyjne mogą również osłabić popyt.

Złoto a Wenezuela. Jak na interwencję USA zareagowały metale szlachetne?

Weekendowa interwencja USA w Wenezueli i pojmanie Nicolása Maduro wywołały wyraźną reakcję rynków finansowych, a szczególnie rynku metali szlachetnych. W poniedziałek złoto ponownie zyskało na wartości i osiągnęło poziomy powyżej 4420-4430 USD za uncję, odbijając się o kilka procent w sesji azjatyckiej jako efekt zwiększonego popytu na bezpieczne aktywa.

To typowa reakcja inwestorów w obliczu nagłej eskalacji ryzyka geopolitycznego – gdy apetyty na ryzyko maleją, kapitał ucieka do instrumentów uważanych za stabilne, a złoto przez wieki pełniło taką funkcję. Pierwszy kwartał każdego roku jest tradycyjnie dobry dla kursu złota, a 2026 zaczyna się naprawdę z bardzo mocnym akcentem.

Sam fakt interwencji w kraju o ogromnych zasobach ropy naftowej i bogatych złożach surowców dodatkowo podnosi niepewność w kontekście globalnej równowagi energetycznej. Choć bezpośredni wpływ na rynek ropy może być ograniczony przez obecny stan infrastruktury Wenezueli, to już teraz rynki surowcowe odnotowują zmienność – złoto i srebro rosną, a ropa delikatnie spada. Takie zachowanie wskazuje, że inwestorzy traktują złoto jako realną ochronę kapitału w obliczu nieprzewidywalnych wydarzeń politycznych.

Na krótszą metę może to oznaczać większą zmienność cen złota, ale z punktu widzenia fundamentów to wydarzenie tylko potwierdza, że metal pozostaje jedną z najbardziej wiarygodnych „bezpiecznych przystani”. W dłuższej perspektywie dalsze geopolityczne niepokoje i niejasność co do przyszłości podaży surowców mogą dodatkowo wzmacniać popyt na złoto jako instrument o charakterze ochronnym.

Rekordowy rok dla złota i srebra

Warto przy tym pamiętać, że obecna reakcja rynku wpisuje się w bardzo silny trend, który obserwowaliśmy przez cały 2025 rok. Złoto zyskało w minionym roku około 64%, notując najlepszy wynik roczny od 1979 r. Impulsem były przede wszystkim obniżki stóp procentowych przez Fed, napięcia geopolityczne, rekordowe zakupy banków centralnych oraz rosnące zainteresowanie funduszy ETF opartych na złocie.

Rynek wciąż liczy na kolejne sygnały luzowania polityki monetarnej w USA, a inwestorzy zakładają co najmniej dwie dalsze obniżki stóp procentowych w tym roku, co sprzyja utrzymaniu popytu na metale szlachetne.

Równie imponująco wyglądał 2025 rok w przypadku innych metali. Srebro wzrosło aż o 147%, korzystając z nadania mu statusu minerału krytycznego w USA, utrzymujących się deficytów podaży oraz rosnącego popytu inwestycyjnego i przemysłowego. Pod koniec grudnia ceny sięgały rekordowych poziomów, a początek nowego roku przyniósł kolejną falę dynamicznych wzrostów.

Na tym tle dobrze zachowywały się również platyna i pallad, które także ustanawiały historyczne maksima. To pokazuje, że mamy do czynienia nie z jednorazowym zrywem, lecz z szerokim, strukturalnym ruchem na rynku metali szlachetnych.

CGI finalizuje przejęcie Comarch Polska SA

CGI Inc. (NYSE: GIB) (TSX: GIB.A), jedna z największych niezależnych firm świadczących usługi konsultingowe w zakresie IT i biznesu na świecie, finalizuje ogłoszony wcześniej proces nabycia Comarch Polska S.A., spółki zależnej Comarch S.A., przez swoją polską spółkę CGI Information Systems and Management Consultants (Polska) sp. z o.o.

Wraz z połączeniem, do zespołu CGI dołączy blisko 460 specjalistów z branży IT i doradztwa biznesowego, co zwiększy liczbę ekspertów w Polsce i krajach bałtyckich do ponad 1500. Dzięki przejęciu, CGI będzie obecne w kilku największych miastach Polski.

„CGI kontynuuje rozwój w regionie zarówno w sposób organiczny, jak i poprzez strategiczne przejęcia, zgodnie z naszymi długoterminowymi celami biznesowymi. Wzmacniamy obecność w Polsce i krajach bałtyckich, wykorzystując nasze bogate doświadczenie w sektorze publicznym, transferując sprawdzone kompetencje nabyte w ramach naszych działań w całej Europie” – powiedział Niraj Sood, prezes CGI w Finlandii, Polsce i krajach bałtyckich.

„Dostrzegamy znaczące możliwości rozwoju w sektorze publicznym, nie tylko poprzez transfer wiedzy i najlepszych praktyk oraz rozwiązań wypracowanych wspólnie z naszymi klientami w całej Europie, lecz także poprzez wzmocnienie potencjału zespołu, który do nas dołącza” – powiedział Bartłomiej Nieścierowicz, Senior Vice-President i Członek Zarządu CGI w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. „Łącząc lokalne doświadczenie Comarch z niezależną ofertą CGI, poszerzamy portfolio sprawdzonych rozwiązań dostępnych dla sektora publicznego w Polsce. Nasze zobowiązanie do terminowej i zgodnej z budżetem realizacji 95% prowadzonych projektów wyznacza nowy standard wydajności i niezawodności na polskim rynku”.

Comarch dostarcza rozwiązania w zakresie oprogramowania i usług informatycznych dla sektora administracji publicznej od 1993 roku. W swojej ofercie firma posiada rozwiązania ERP, narzędzia do cyfrowego zarządzania procesami i dokumentacją, a także usługi konsultingowe i programy do zarządzania firmą. Jako europejski lider w dziedzinie rozwiązań programistycznych, firma realizuje projekty dla czołowych polskich i globalnych marek w kluczowych sektorach gospodarki. Dziesiątki tysięcy znanych organizacji w ponad 100 krajach na sześciu kontynentach korzystały z rozwiązań Comarch.

„Mając ponad 30 lat doświadczenia w świadczeniu usług IT w Polsce, jesteśmy przekonani, że dzięki wsparciu CGI będziemy mogli dalej rozszerzać naszą obecność w sektorze publicznym, wprowadzając tworzone globalnie i sprawdzone rynkowo rozwiązania oparte na własności intelektualnej, dostosowane do lokalnych uwarunkowań.” – powiedział Tomasz Matysik, prezes Comarch Polska.

„Sfinalizowanie transakcji z CGI potwierdza dojrzałość oraz międzynarodową konkurencyjność rozwiązań opracowanych przez Comarch, a także wysoką jakość pracy realizowanej przez nasze zespoły” – powiedział Jarosław Mikos, Prezes Zarządu Comarch S.A.

Interwencja USA w Wenezueli podbija niepewność. Co wybierają inwestorzy?

W miniony weekend wojsko Stanów Zjednoczonych przeprowadziło interwencję zbrojną na terytorium Wenezueli i dokonało uprowadzenia prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żony, którzy zostali przewiezieni do USA i objęci amerykańskim aresztem.

Podczas konferencji prasowej prezydent Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone tymczasowo przejmą zarządzanie Wenezuelą. Priorytetami mają być odbudowa państwa oraz ponowne uruchomienie sektora naftowego, w tym zaangażowanie największych amerykańskich spółek energetycznych w modernizację zaniedbanej przez wiele lat infrastruktury.

W samej Wenezueli wiceprezydent Delcy Rodríguez wyłoniła się jako tymczasowa liderka, uzyskując poparcie Sądu Najwyższego. Jednocześnie kwestionuje ona amerykańską narrację dotyczącą władzy i suwerenności państwa. Tworzy to w krótkim terminie wysoce niestabilne połączenie ryzyka geopolitycznego i zakłóceń na rynku ropy.

Jak reaguje rynek?

Jak tłumaczy Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, rynki akcji stopniowo ignorują początkowy szok, ceny ropy reagują głównie na napływające informacje bez wyraźnego kierunku, natomiast aktywa uznawane za bezpieczne notują zwiększony popyt.

Ropa naftowa i sektor energetyczny

Jak wskazuje analityczka Saxo Bank, najbardziej błędne założenie dotyczy tego, że sytuacja w Wenezueli przyczyni się do zwiększenia podaży ropy i to w krótkim okresie. Nawet jeśli sytuacja polityczna ulegnie poprawie, znacząca produkcja nie odbije szybko. Sektor ten potrzebuje kapitału, sprzętu, ludzi i sprawnej infrastruktury, a to oznacza wieloletnią odbudowę. Dodatkowo podkreśla, że brak gwałtownego wzrostu cen ropy wcale nie jest irracjonalny: aby ceny tego surowca uległy trwałej zmianie, sytuacja geopolityczna musi spowodować rzeczywiste zakłócenia w łańcuchach dostaw lub szerszy wstrząs regionalny. W perspektywie krótkoterminowej Wenezuela nie jest tego rodzaju wstrząsem, który automatycznie ogranicza globalną podaż w sposób wymuszający znaczną zmianę cen ropy naftowej.

Scenariusz bazowy

Krótkoterminowo: Ceny ropy prawdopodobnie pozostaną zmienne i poruszać się będą w szerokim przedziale. Wenezuela odpowiada obecnie za mniej niż 1% światowej podaży, dlatego wpływ wydarzeń na globalny rynek jest ograniczony.

Średnioterminowo: Rynek może zacząć uwzględniać możliwość powrotu wenezuelskiej produkcji w przyszłości. Nawet w sprzyjającym scenariuszu politycznym proces ten będzie jednak powolny. Odbudowa wydobycia wymaga dużych nakładów finansowych, dostępu do technologii oraz stabilnej sytuacji politycznej przez wiele lat.

Główne ryzyka

Największym ryzykiem jest zbyt szybkie wycenienie powrotu wenezuelskiej produkcji. Wieloletnie zaniedbania oraz bardzo ciężki charakter tamtejszej ropy sprawiają, że szybkie zwiększenie wydobycia jest mało realne, nawet przy zmianie władzy.

Instrumenty

Ropa: WTI Light Sweet Crude, Brent Crude

Gaz: Henry Hub Natural Gas, E-mini Natural Gas

Akcje energetyczne (przykładowe ekspozycje): ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips, SLB. Chevron jest jedyną dużą amerykańską spółką naftową, która nadal prowadzi działalność w Wenezueli na podstawie specjalnej licencji Departamentu Skarbu USA. Firma posiada wieloletnie projekty joint venture w tym kraju. W przypadku złagodzenia restrykcji, Chevron mógłby zwiększyć dostęp do wenezuelskiej ciężkiej ropy i kierować większe wolumeny do rafinerii na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej.

Jeżeli dostawy ciężkiej ropy z Wenezueli ulegną normalizacji, największymi beneficjentami będą amerykańskie rafinerie przystosowane do jej przerobu – zwłaszcza zakłady na Wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Spółki takie jak Valero Energy, PBF Energy czy Phillips 66 historycznie korzystały na tego typu sytuacjach. (Wzmianki mają charakter informacyjny, nie stanowią rekomendacji).

ETF-y: State Street Energy Select Sector SPDR ETF, Vanguard Energy ETF, State Street SPDR S&P Oil & Gas Exploration & Production ETF, VanEck Vectors Oil Services ETF

Złoto i srebro

Scenariusz bazowy

Złoto, zdaniem analityków Saxo, jest prostszym i bardziej bezpośrednim sposobem ekspozycji na to wydarzenie niż ropa, ponieważ mamy do czynienia głównie z szokiem geopolitycznym, a złoto tradycyjnie reaguje na niepewność i wzrost ryzyka. Srebro i platyna mogą uczestniczyć we wzrostach, jednak cechują się wyższą zmiennością i mają tendencję do szybszego cofania się, jeśli napięcia ulegną deeskalacji.

Kluczowe ryzyka

W przypadku srebra i platyny głównym zagrożeniem jest nadmierne nagromadzenie pozycji po gwałtownych wzrostach, co zwiększa ryzyko ostrych korekt.

Instrumenty

Spot: XAUUSD, XAGUSD

Kontrakty typu futures: Micro Gold, Micro Silver, Gold, Silver

Platyna / pallad: Platinum, Palladium

ETF-y: SPDR Gold ETF, iShares Silver Trust ETF, Abrdn Physical Platinum Shares ETF

Spółki wydobywcze: VanEck Vectors Gold Miners ETF, VanEck Vectors Junior Gold Miners ETF

Globalne rynki akcji

Scenariusz bazowy

Globalne rynki akcji najprawdopodobniej będą nadal ignorować sytuację w Wenezueli, o ile nie doprowadzi ona do realnych zakłóceń w łańcuchach dostaw lub do wyraźnego zaostrzenia warunków finansowych. Geopolityka stała się trwałym elementem otoczenia rynkowego, a nie jednorazowym czynnikiem zaskoczenia.

W takim otoczeniu indeksy mogą kontynuować stopniowy wzrost, jeżeli oczekiwania dotyczące wyników spółek, płynności oraz stóp procentowych pozostaną korzystne, szczególnie w sektorze technologicznym. Jednocześnie ryzyko związane z nagłówkami w mediach sprzyja rotacji sektorowej i zwiększonej dyspersji stóp zwrotu.

Sygnały ostrzegawcze

Jeżeli jednocześnie nastąpi rozszerzenie spreadów kredytowych, silny wzrost cen ropy w reakcji na dalsze zakłócenia oraz wyraźne spadki na rynkach akcji, będzie to sygnał, że rynek zaczyna traktować sytuację jako problem systemowy.

Instrumenty

Futures: E-mini S&P 500, E-mini Nasdaq-100, Nikkei 225, Hang Seng Index, Hang Seng TECH Index
CFD: US 500, US Tech 100 NAS, Hong Kong 50, US 30 Wall Street, Germany 40, EU Stocks 50

Rynek walutowy (FX)

Scenariusz bazowy

Administracja Trumpa wprost sygnalizowała, że Kolumbia i Meksyk mogą być kolejnymi krajami objętymi presją w związku z handlem narkotykami. Utrzymuje to podwyższone, strukturalne ryzyko geopolityczne dla peso meksykańskiego (MXN).

Peso może tracić na wartości nawet przy stabilnym globalnym sentymencie, jeśli rynek zacznie wyceniać bardziej konfrontacyjną postawę USA wobec Meksyku. Tego typu narracja szybko przekłada się na ryzyko ceł, napięć granicznych oraz wzrost premii za ryzyko.

Euro może pozostawać pod presją, jeżeli inwestorzy będą utrzymywać pozycjonowanie pod silniejszy reżim polityczny USA i umacniającego się dolara.

Instrumenty

  • USD/MXN (spot lub opcje)
  • MXN/JPY
  • EUR/USD (spot lub opcje)
  • EUR/JPY, EUR/GBP, EUR/CHF

Sektor obronny

Scenariusz bazowy

Sektor obronny pozostaje relatywnie stabilną ekspozycją na utrzymujące się napięcia geopolityczne. Kluczowym czynnikiem jest strukturalnie wyższy poziom wydatków na bezpieczeństwo i uzbrojenie, a nie bieżące wahania cen surowców.

Spółki obronne mogą zachowywać się relatywnie dobrze nawet w otoczeniu, w którym rynek stopniowo wygasza ryzyko. Jednocześnie po silnych wzrostach sektor ten bywa podatny na szybkie korekty, jeśli pojawi się przekonanie o deeskalacji napięć.

Instrumenty

  • ETF-y (USA): iShares U.S. Aerospace & Defense ETF, State Street SPDR S&P Aerospace & Defense ETF, Invesco Aerospace & Defense ETF
  • Akcje (USA): Lockheed Martin, Northrop Grumman, RTX, General Dynamics
  • Europa: Rheinmetall, Leonardo, Germany Mid-Cap 50

Instrumenty rynku walutowego (FX) oraz kontrakty CFD są złożonymi produktami finansowymi i wiążą się z wysokim ryzykiem szybkiej utraty kapitału ze względu na zastosowanie dźwigni finansowej. 61% rachunków inwestorów detalicznych traci środki podczas handlu kontraktami CFD i instrumentami FX u tego dostawcy. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej upewnij się, że w pełni rozumiesz mechanizm działania tych instrumentów oraz poziom ryzyka, który jesteś w stanie zaakceptować.

Interwencja USA w Wenezueli: risk-off na rynkach, złoto i dolar zyskują, ropa spokojna

Interwencja USA w Wenezueli powoduje odwrót od ryzyka wraz z początkiem roku, ale na notowaniach ropy naftowej jest spokojnie. Ten tydzień będzie stał pod znakiem odczytów makro zza oceanu – tym razem dane z rynku pracy otrzymamy według bazowego harmonogramu. 

„Szybka akcja”

Początek tygodnia to dla inwestorów moment zderzenia z tym, co działo się w weekend, a więc zbrojną interwencję USA w Wenezueli. Akcja od dłuższego czasu „wisiała” w powietrzu, ale sposób jej przeprowadzenia – błyskawiczne ujęcie prezydenta Maduro – mógł zaskoczyć niejednego obserwatora. W końcu mówimy o kraju, którego obronność była dotychczas uważana za topową w Ameryce Łacińskiej. Interwencja w wielu częściach świata (na czele z Chinami) wywołała głosy potępienia, a dla inwestorów przynosi zmianę sentymentu na negatywny. Korzysta przede wszystkim złoto, które umacnia się dzisiaj o blisko 2,5%, ale także dolar amerykański, jako save haven – w relacji do euro widzimy ruch o 0,3%.

To mogła być druga Norwegia

Warto przypomnieć, że Wenezuela to kraj pogrążony w permanentnym kryzysie od lat 90., a szczególnie trudny okres w tym państwie to właśnie rządy ostatnich dwóch prezydentów, czyli Maduro i wcześniej Chaveza. To może zaskakiwać, skoro mówimy o państwie, gdzie są największe potwierdzone złoża ropy naftowej, ale też duże zasoby złota (często pojawiało się hasło legendarnego El Dorado). Ale posiadać zasoby, a je wykorzystywać to dwie różne sprawy – i to właśnie smutna domena Wenezueli. Obecne wydobycie to raptem 1 mln baryłek dziennie (na świecie dziennie to 100 mln), a w latach 90. było to ponad 3 razy tyle. Po weekendowych wydarzeniach nie ma niemal śladu na notowaniach ropy naftowej. Dlaczego? Bo tak naprawdę interwencja jak na razie nie ma znaczenia. Jeśli USA rzeczywiście wzmocni swoją rolę importera ropy naftowej z Wenezueli, to minie sporo czasu zanim ten cel uda się osiągnąć. Proces ten zajmie lata i będzie bardzo kosztowny, bo potrzebne są ogromne inwestycje po okresie zaniedbań.

Kluczowa stopa bezrobocia

Rozpoczynający się tydzień przyniesie odczyty wielu ważnych danych makro z USA. Będą one kluczowe dla dalszych ruchów Fed w polityce monetarnej. Przede wszystkim publikacja raportu z rynku pracy w piątek może przynieść dużą zmienność. W końcu oficjalny rządowy odczyt nastąpi zgodnie z harmonogramem, a będą to dane za grudzień. Najważniejsza może się okazać stopa bezrobocia, o której wspominał Powell na ostatniej konferencji, jako barometrze sytuacji w gospodarce. Tym bardziej, że po shutdownie trudno interpretować liczbę nowych miejsc pracy, gdyż nastąpiło sporo przesunięć w czasie. Tyle tylko, że przy obecnym risk off na rynkach reakcja na dolarze amerykańskim może nie być oczywista. Tym bardziej, że już i tak gorącą atmosferę podgrzewają jeszcze wypowiedzi członków administracji Trumpa – choćby na temat kolejnej interwencji na Kubie bądź na Grenlandii. Sytuacja na krajowej walucie jest dość spokojna, a – w związku z umocnieniem USA na rynku FX – nie może dziwić ruch w górę na USD/PLN.

Inspekcja Pracy nie jest gotowa na bycie super-urzędem. Hamulec premiera Tuska był oczekiwany przez biznes

– Inspekcja Pracy jest jedną z tych instytucji, która nie spełnia obecnie oczekiwań ani przedsiębiorców, ani pracowników. Nic więc dziwnego, że zaplanowano jej reformę. Sam w sobie pomysł zmian nie budzi w nas protestu, bo instytucja tego typu musi nadążać za trendami, zmianami na rynku pracy i tym, jak zmienia się rynek. Problem jest jednak inny. Zaplanowano rewolucję, przewrót kopernikański i z nieprzygotowanej do tego instytucji planowano zrobić „super-urząd” z kompetencjami, które w pierwszej wersji projektu ustawy byłyby momentami analogiczne do tego, co może robić sąd pracy. To nie mogło się udać – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  

Inspekcja pracy musi się zmienić, ale jednocześnie działać w granicach akceptowalnych gospodarczo

Na początku roku w mediach pojawiła się informacja o tym, że premier Donald Tusk osobiście podjął decyzję o zawieszeniu reformy inspekcji pracy. Najwięcej kontrowersji miał wzbudzić postulat dotyczący zmian umów B2B na umowy o pracę decyzją administracyjną urzędników.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej już od miesięcy zwracali uwagę na to, że reforma inspekcji pracy jest robiona w pośpiechu i zawiera wiele elementów, które w starciu ze zwykłym życiem firm i przedsiębiorstw będzie powodować wielkie konflikty i generować nawet postępowania sądowe.

Co budziło nasze największe obawy? Że arbitralne decyzje dotyczące umów pracowników będą mieć konsekwencje dla firm. Przykładowo – pracownik może z własnej woli wykonywać usługi dla kilku firm w formule B2B, a inspekcja pracy będzie postulować, by zmienić formułę zatrudnienia na etat. Taki pracownik zostaje skrzywdzony, pracodawca zostaje skrzywdzony, a urzędnik nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, że dokonał nie oczekiwanej przez nikogo korekty.

W kolejnych formułach projektu nieco złagodzono np. tryb odwoławczy od decyzji administracyjnej, ale istota ustawy pozostała bez zmian.

Północna Izba Gospodarcza docenia i pozytywnie ocenia decyzje premiera Tuska, by Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  jeszcze raz przygotowało projekt rewolucji w Inspekcji Pracy. Może tym razem w konsultacji z przedsiębiorcami? Zaznaczamy: reforma inspekcji jest potrzebna, a eliminacja sytuacji patologicznych z rynku pracy leży także w interesie firm działających uczciwie i dbających o swoich pracowników. Nie można jednak pozwolić na to, by idea zmiany, była jednocześnie czymś, co będzie działać na niekorzyść przedsiębiorców i pracowników.

Jaka jest propozycja Północnej Izby Gospodarczej?

Inspekcja Pracy powinna zająć się swoją funkcją kontrolną – być może nawet w formie bardziej reaktywnej i intensywnej, ale decyzje, jakie będą podejmowane powinny mieć możliwość odpowiedzi ze strony pracodawcy. Jesteśmy zwolennikami rozsądnego podejścia do procedur kontrolnych i efektów naprawczych.

 Projekt nowelizacji ustawy o PIP nie był wystarczająco konsultowany ze środowiskiem biznesu, a uwagi przedsiębiorców nie zostały uwzględnione. Koszty potencjalnych błędnych decyzji urzędniczych nie mogą być zrzucane na przedsiębiorców. Jesteśmy więc za tym, by w nowych przepisach uwzględnić odpowiedzialność finansową urzędu za źle podjęte decyzje.

Jako Północna Izba Gospodarcza zapowiadamy gotowość do rozmowy z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – radząc jednocześnie zespołowi Pani Minister więcej otwartości na głos przedsiębiorców. Będzie wtedy rozsądniej, poważniej i bez chaosu.

Premierowi Donaldowi Tuskowi za interwencję dziękujemy.

Komentarz ekspertki rynku pracy, dyrektor zarządzającej LSJ HR Group Katarzyny Opiekulskiej

Nie możemy wychodzić z założenia, że jedyną społecznie i gospodarczo właściwą formą relacji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą jest umowa o pracę. Współczesna gospodarka opiera się w dużej mierze na elastyczności, a potrzeby rynku pracy są dziś znacznie bardziej zróżnicowane niż jeszcze kilkanaście lat temu. Są branże, w których model B2B, możliwość dynamicznej zmiany projektów czy równoległa współpraca z kilkoma podmiotami są dla obu stron rozwiązaniem bardziej efektywnym i pożądanym niż klasyczny etat i osiem godzin spędzanych w jednym miejscu. Oczywiście umowa o pracę pozostaje ważną i potrzebną formą zatrudnienia – szczególnie w takich sektorach jak przemysł, budownictwo, transport, handel czy administracja. Tam stabilność i przewidywalność mają kluczowe znaczenie. Jednak próba narzucenia tego samego modelu wszystkim branżom ignoruje realia rynku. W obszarach takich jak sektor IT, prace kreatywne czy ochrona zdrowia sztywne ramy zatrudnienia i stacjonarny tryb pracy często stają się dla pracowników barierą rozwoju, a nie jego wsparciem.

Każda sytuacja powinna być oceniana indywidualnie, z uwzględnieniem specyfiki branży, charakteru pracy i realnych potrzeb obu stron. Stosowanie jednego, odgórnie narzuconego schematu w całej gospodarce nie tylko nie rozwiąże problemów rynku pracy, ale może wręcz prowadzić do ich pogłębienia. Żyjemy w wolnym kraju, w którym zarówno pracownik, jak i pracodawca powinni mieć prawo świadomie decydować o formie współpracy – także w modelu B2B – baz nadmiernej ingerencji państwa, o ile obie strony wyrażają na to zgodę i działają w granicach prawa.

Brown-Forman laureatem nagrody ‘’Równa Firma’’ 2025

Brown‑Forman Polska, międzynarodowa firma branży dystrybucji alkoholu, znalazła się w gronie laureatów nagrody ‘’Równa Firma’’ magazynu Forbes Women 2025. To uznanie zasad wprowadzanych w firmie na rzecz równości kobiet i mężczyzn w biznesie.

Uznanie i tytuł ‘’Równa Firma 2025’’ to kolejne potwierdzenie realizacji zdecydowanej polityki firmy Brown‑Forman Polska w ramach wyrównywania szans kobiet w środowisku biznesu. Akcja Równa Firma to program zainicjowany w 2019 roku przez redakcję Forbes Women Polska, którego partnerem jest United Nations Global Compact Network Poland. UN Global Compact to największa na świecie inicjatywa skupiająca zrównoważony biznes.

Według Women in Work Index 2025 przygotowanego przez PwC, Polska zajęła 7. miejsce spośród 33 krajów OECD pod względem sytuacji kobiet na rynku pracy. To znacznie wyższa pozycja niż w wielu krajach Europy Środkowej, takich jak Czechy, Węgry czy Słowacja, co sugeruje, że Polska radzi sobie stosunkowo dobrze w obszarze zatrudnienia kobiet, ich udziału w rynku pracy i relatywnej płacy. Zmiany są widoczne w wielu branżach. Z wypowiedzi ekspertów wynika, że kobiety stanowią 46 proc. siły roboczej w Unii Europejskiej, a organizacjach łańcucha dostaw to już blisko 40 proc. W Polsce, udział kobiet pracujących w stereotypowo męskich branżach rośnie. Ważnym bodźcem do zmiany sytuacji kobiet na rynku pracy wydaje się być przechodzenie od modelu tradycyjnego do partnerskiego, w którym mężczyźni na równi z kobietami zajmują się opieką nad dziećmi oraz angażują się w obowiązki domowe. Pomogą w tym zmiany legislacyjne, w tym wprowadzenie europejskiej dyrektywy dotyczącej równości i przejrzystości wynagrodzeń. Duże znaczenie ma też dyrektywa o udziale kobiet we władzach spółek giełdowych. Do końca czerwca 2026 r. ma on wzrosnąć do co najmniej 40 proc. w radach nadzorczych lub przynajmniej 33 proc. we władzach spółek, czyli łącznie w zarządach i radach nadzorczych.

Pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa liczba fundacji i inicjatyw, które wspierają kobiety w aktywizacji zawodowej. – Nie tylko umożliwiają kobietom przekwalifikowanie się, ale także budują świadomość znaczenia kobiet na rynku pracy – podkreśla Karolina Szkaradnik, menedżer ds. relacji z klientem w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Grafton Recruitment.

Rosnąca reprezentacja kobiet jest widoczna na poziomie stanowisk specjalistycznych. – W Brown-Forman dbamy o to, aby dla każdego pracownika firma była naturalnym środowiskiem, które stwarza poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Cieszy nas, że na krajowym rynku jesteśmy świadkami coraz bardziej widocznego trendu udziału kobiet w strukturach organizacyjnych, prezentujących szeroki zakres kompetencji i specjalizacji – powiedziała Beata Mirowska, Head of Finance w Brown-Forman Polska, która odbierała wyróżnienie.

UN Global Compact wspiera merytorycznie polskich członków w wypełnianiu rocznego obowiązku raportowania podejmowanych przez firmy działań i osiągniętych rezultatów. Wszystkie inicjatywy UN Global Compact Network Poland są podejmowane we współpracy ze światem biznesu, administracją rządową, ekspertami oraz społeczeństwem obywatelskim.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – grudzień 2025 (wstępne dane)

W grudniu deweloperzy wprowadzali do sprzedaży bardzo drogie mieszkania. W efekcie – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – średnia cena metra kwadratowego wszystkich oferowanych lokali wzrosła w Warszawie, Trójmieście, Łodzi i Poznaniu. Z kolei w Krakowie, Wrocławiu oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii praktycznie się nie zmieniła.

– W miesięcznych analizach wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że zmiany średniej ceny metra kwadratowego zależą w głównej mierze od przesunięć w strukturze cenowej oferty. Gdy na rynku pojawia się duża pula mieszkań znacznie droższych od rynkowej średniej, na ogół podwyższa to wskaźnik. I na odwrót – jego spadek lub stabilizacja jest najczęściej efektem pojawienia się na rynku tańszych lokali – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dodaje on, że z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia także w grudniu 2025 r. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście wzrosła w tym okresie aż o 3%, do blisko 17,5 tys. zł. Tak silny wzrost – nie pierwszy w minionym roku – był efektem wprowadzenia przez deweloperów do sprzedaży bardzo drogich lokali (średnio po 23,9 tys. zł/m kw.).

Z tego samego powodu średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań wzrosła o 2% w Poznaniu (do ponad 13,9 tys. zł/m kw.) oraz o 1% w Warszawie (do blisko 18,4 tys. zł/m kw.) i w Łodzi (do blisko 11,5 tys. zł/m kw.). Warto zaznaczyć, że w Poznaniu była to już trzecia z rzędu podwyżka. W całym czwartym kwartale średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się tam o 4%, podczas gdy w trzech poprzednich kwartałach łącznie tylko o 1%.

Także w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, a ściślej w Katowicach, na rynku pojawiły się stosunkowo drogie – jak na lokalne warunki – mieszkania. Było ich jednak niewiele, dlatego nie przełożyło się to na wzrost średniej ceny metra kwadratowego wszystkich lokali pozostających w ofercie (ok. 11,2 tys. zł/m kw.).

Natomiast w Krakowie i we Wrocławiu w tzw. wprowadzeniach dominował popularny segment rynku. W efekcie średnia cena metra kwadratowego mieszkań utrzymała tam poziom z listopada: w Krakowie – ok. 16,7 tys. zł, a we Wrocławiu – ok. 15,3 tys. zł.Ceny mieszkań-grudzień 2025-wstępne dane-cena m kw

– W statystykach nie zobaczyliśmy spadków cen ofertowych, ale to nie oznacza, że przecen nie było. Deweloperzy najczęściej kamuflują je za pomocą promocji – przypomina Marek Wielgo.

Interesująco prezentują się również dane roczne. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że najbardziej stabilnymi cenowo metropoliami w 2025 r. były Łódź oraz Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, gdzie średnia cena metra kwadratowego w grudniu była niemal taka sama jak rok wcześniej. Na drugim stopniu podium uplasował się Kraków (+1%), a na trzecim – ex aequo – Warszawa i Wrocław (+4%). Dodajmy, że w Poznaniu zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w ujęciu 12-miesięcznym wynosiła w grudniu 5%, natomiast w zamykającym stawkę Trójmieście – aż 10%.

– O tej metropolii od dawna piszemy, że jest specyficzna ze względu na bliskość morza. Powstaje tam dużo bardzo drogich mieszkań przy Zatoce Gdańskiej i w Śródmieściu, co sprawiło, że wieloletni wicelider rankingu najdroższych metropolii w Polsce – Kraków – został w 2025 r. zepchnięty przez Trójmiasto na trzecie miejsce. Ba, Gdańsk zaczął deptać po piętach stolicy – komentuje Marek Wielgo. Ceny mieszkań-grudzień 2025-wstępne dane-cena m kw.-R

Prace nad nowymi uprawnieniami inspekcji pracy wstrzymane. Komentarz BCC

Decyzja premiera Donalda Tuska o zatrzymaniu prac nad ustawą rozszerzającą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy to zdecydowanie krok w dobrą stronę i sygnał, że głos przedsiębiorców został wreszcie usłyszany.

Tak jak wielokrotnie podkreślaliśmy projekt w kształcie zaproponowanym przez ministerstwo budził poważne wątpliwości – zarówno konstytucyjne, jak i praktyczne.

BCC negowało m.in zapis dający inspektorom realną możliwość ingerowania w relacje cywilnoprawne bez kontroli sądu.

Państwo oczywiście powinno zwalczać wszelkie patologie na rynku pracy, ale nie kosztem utrudniania, i tak już trudnej, sytuacji przedsiębiorców czy naginania fundamentalnych zasad prawa. Rozszerzanie kompetencji organów kontrolnych nie może oznaczać domniemania winy przedsiębiorcy ani zastępowania sądów administracyjną decyzją urzędnika.

Liczymy, że dalsze prace nad reformą PIP będą prowadzone w przemyślanym dialogu społecznym, z udziałem organizacji pracodawców, i doprowadzą do rozwiązań, które rzeczywiście będą chronić pracowników, jednocześnie nie paraliżując legalnej działalności gospodarczej. – Łukasz Bernatowicz

Ofensywa dolara i historyczna zmiana w Bułgarii. EBC planuje cyfrowe euro

W piątek na forex obserwujemy ofensywę amerykańskiego dolara. Waluta zza oceanu wykorzystuje gorsze od oczekiwań dane indeksów PMI z Europy i umacnia się do EUR, GBP, a także CHF. Do „zielonego” traci również złoty – kurs USD/PLN wrócił o poranku do 3,60 PLN. Przed nami rok 2026, który rozpoczyna się przyjęciem unijnej waluty przez Bułgarię i co ciekawe, nie jest to jedyne planowane rozszerzenie działalności EBC.

Ostatnie dane 2025 z USA

Na chwilę wróćmy jeszcze do starego roku. Środowego popołudnia amerykański rynek otrzymał dobrą informację. Liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 199 tys. Jest to o 20 tys. mniej od zwyżkowej prognozy. Spadek podań ocieplił wizerunek dolara, który tuż po odczycie umocnił się na rynku. Kurs USD/PLN wzrósł powyżej 3,60 PLN, natomiast notowania EUR/USD zeszły do 1,172 USD. Ruch był jednak chwilowy, gdyż w oczekiwaniu na Nowy Rok obserwowaliśmy jego odreagowanie. W ostatnich godzinach starego roku wcześniej wymienione wykresy wróciły do poziomów sprzed piątkowej publikacji.

Kolejna próba dolara

Drugiego dnia stycznia amerykański dolar postanowił zaatakować po raz drugi. Pretekstem stały się słabe odczyty indeksów PMI dla przemysłu ze Starego Kontynentu. Wskaźnik przyjmuje wartości od zera do stu. Poziom 50 pkt. uznawany jest za neutralny. Wszystko co powyżej sugeruje rozwój, poniżej dekoniunkturę. Zacznijmy od rozczarowania w strefie euro. PMI zniżkował z 49,6 pkt do 48,8 pkt. Spadek jest głębszy od prognozy 49,2 pkt. Na słaby wynik składają się niskie rezultaty z poszczególnych państw, na czele z Niemcami (47 pkt. przy konsensusie 47,7 pkt.). Niestety źle wypadła także Polska ze spadkiem z 49,1 pkt. do 48,5 pkt. Złe dane osłabiły polską i wspólną walutę, co wykorzystał dolar. W piątek o poranku notowania głównej pary walutowej świata wróciły z 1,176 USD do 1,172 USD. Podobnie wygląda wykres USD/PLN, gdzie wróciliśmy z 3,58 PLN na 3,60 PLN. USD umacnia się dziś także do GBP i CHF. Funt, podobnie jak euro, cierpi z powodu słabego odczytu PMI. Wynik 50,6 pkt. okazał się gorszy od prognozy 51,2 pkt. Frankowi, oprócz ogólnego umocnienia dolara, ciąży także dzień wolny w Szwajcarii, który powoduje brak Helwetów na rynku.

Zmiany w strefie euro

Wraz z rozpoczęciem roku 2026 strefa euro powiększyła się o kolejny kraj. Jest nim Bułgaria. Choć w kraju od wielu lat można było płacić w euro, to od 1 stycznia 2026 r. do obiegu oficjalnie trafiły banknoty i monety. Jak zmiana wygląda w praktyce? Jeszcze przez miesiąc w Bułgarii można płacić zarówno EUR, jak i BGN. W tym czasie rachunki bankowe są automatycznie przeliczane na wspólną walutę. Banknoty i monety BGN można bezpłatnie wymieniać w bankach komercyjnych, niektórych urzędach pocztowych oraz w Narodowym Banku Bułgarii. Natomiast od 1 lutego 2026 r. banknoty i monety euro stają się jedynym prawnym środkiem płatniczym. Później wymiana starej waluty w Banku Narodowym będzie wciąż możliwa bez limitów kwotowych i czasowych po z góry ustalonym kursie EUR 1=1.95583 BGN. Co ciekawe, to nie jedyna nowość w strefie euro na ten rok. Jeszcze w święta od prezeski EBC dowiedzieliśmy się, że faza przygotowawcza cyfrowego euro została zakończona. Oznacza to, że na 2026 planowana jest faza pilotażowa. Jeżeli zakończy się powodzeniem, powinno nastąpić wprowadzenie nowej formy płatności, co oznacza uruchomienie CBDC w strefie euro.

51 proc. firm ocenia 2025 pozytywnie. W 2026 na celowniku koszty i nieterminowe płatności

Ponad połowa polskich przedsiębiorców ocenia, że rok 2025 był dla nich dobrym okresem, a aż trzech na czterech z sukcesem zrealizowało swoje cele rozwojowe. Choć fundamenty pod przyszły wzrost zostały już położone (inwestycje w produkty czy kompetencje pracowników), to u progu 2026 roku entuzjazm miesza się z twardą kalkulacją. Największym wyzwaniem staje się walka z rosnącymi kosztami prowadzenia biznesu oraz narastająca determinacja w dbaniu o płynność finansową. Jak wynika z badania Keralla Research dla BIG InfoMonitor, aż 76 proc. firm planuje wdrożyć radykalne kroki niwelujące zatory płatnicze, by nieopłacone faktury nie zablokowały ich planów rozwojowych na nadchodzące dwanaście miesięcy.

Najważniejsze dane:

  • 76 proc. firm z sektora MŚP deklaruje, że zrealizowało zaplanowane cele na 2025 rok;
  • Ponad połowa (51 proc.) przedsiębiorców pozytywnie ocenia 2025 rok z perspektywy prowadzenia biznesu w Polsce;
  • W 2026 roku aż 76 proc. przedsiębiorców planuje podjąć działania niwelujące zatory płatnicze;
  • Najczęściej wskazywane przez firmy wyzwanie (37 proc.) na 2026 rok to wzrost kosztów prowadzenia działalności;
  • Na koniec listopada 2025 roku łączna kwota zaległości różnych sektorów gospodarki z tytułu kredytowych i pozakredytowych zobowiązań przekroczyła 46 mld zł.

Bilans 2025 – rozwój w cieniu niepewności

Dla większości przedsiębiorców mijający rok był czasem efektywnej walki o rynek. Okres ten pozytywnie ocenia 51 proc. badanych przedsiębiorstw, przy czym co szósty właściciel firmy mówi, że był to czas „zdecydowanie dobry”. Sukces ten nie wziął się znikąd – firmy postawiły na rozwój swoich produktów i usług (35 proc.), ale też zainwestowały w kompetencje pracowników (29 proc.).

W minionym roku ponad jedna czwarta przedsiębiorców zdołała skutecznie powiększyć skalę swojej działalności – 27 proc. z nich pozyskało nowych klientów lub kontrahentów, a 26 proc. odnotowało realną poprawę wyników finansowych. Co istotne, rozwój ten wprost przełożył się również na sytuację rynku pracy – 24 proc. firm zwiększyło w tym czasie zatrudnienie, co dowodzi, że mimo trudnego otoczenia gospodarczego, stabilne podmioty wciąż widzą przestrzeń do budowania większych zespołów. Jednakże statystyka ta skrywa drugie oblicze. Co piąty przedsiębiorca (20 proc.) ocenia rok 2025 negatywnie z perspektywy prowadzenia biznesu.

– To, co obecnie widzimy w deklaracjach przedsiębiorców, to przejście z trybu przetrwania do trybu selektywnej ekspansji. Właściciele firm mają świadomość, że przy obecnej strukturze kosztów w Polsce, jednym z kluczowych warunków rozwoju jest postawienie na wyższą jakość i marżowość produktów, co już znajduje odzwierciedlenie w ich działaniach w zakresie intensywnego rozwoju oferty oraz podnoszenie kwalifikacji zespołów w obszarze kompetencji technologicznych. Strategia ta przynosi wymierne efekty, gdyż znaczna część sektora MŚP już w 2025 roku potwierdziła pozyskanie nowych klientów i wzrost przychodów. Należy jednak pamiętać, że ten optymizm jest warunkowy – opiera się on bardziej na nadziei, że tempo wzrostu płac czy cen energii w końcu wyhamuje, co w perspektywie najbliższych kwartałów wcale nie jest pewne, szczególnie w zakresie wynagrodzeń, których co prawda dynamika się wypłaszcza, ale nadal jest dodatnia – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Rok 2026 – wielkie uszczelnianie finansów

Plany na nadchodzący rok są ambitne, ale naznaczone dużą ostrożnością. Firmy chcą przede wszystkim rozwijać produkty i usługi (29 proc.) – stawiając na innowację jako motor wzrostu, a także intensyfikować pozyskiwanie nowych klientów (26 proc.) – walcząc o udziały w coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Co istotne, fundamentem tych zmian ma być nowoczesna infrastruktura – istotnym obszarem planowanych działań są inwestycje technologiczne, na które wskazuje co piąte przedsiębiorstwo (19 proc.). Firmy zamierzają wdrażać rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, co ma stać się jednym z elementów budowania przewagi konkurencyjnej w 2026 roku. Trend ten znajduje potwierdzenie w szerszych analizach rynkowych – według badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”, już jedna trzecia przedsiębiorstw w Polsce przeprowadziła pilotażowe wdrożenia lub zaimplementowała pierwsze rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w wybranych obszarach swojej działalności.[1] To pokazuje, że plany sektora MŚP na nadchodzący rok nie są jedynie teoretycznym założeniem, lecz wpisują się w realny proces cyfrowej transformacji, który w polskim biznesie nabiera coraz większego tempa i znaczenia.

Szczególną uwagę zwraca determinacja w walce z zatorami płatniczymi. Aż 76 proc. przedsiębiorców planuje wdrożyć konkretne mechanizmy obronne, które mają uszczelnić ich systemy finansowe. – Strategia ta opiera się przede wszystkim na skróceniu czasu pomiędzy wystawieniem faktury a realnym wpływem gotówki na konto – co czwarta firma (24 proc.) zamierza szybciej reagować na opóźnienia i podejmować samodzielne działania windykacyjne już przy pierwszych sygnałach problemów. Niepokoi jednak fakt, że zaufanie w biznesie, będące fundamentem płynności finansowej, uległo wyraźnemu nadszarpnięciu, co wymusza na małych i średnich firmach radykalne kroki. Przedsiębiorcy coraz częściej stawiają na prewencję – co piąty (19 proc.) planuje wprowadzić system przedpłat, a tyle samo badanych zamierza uważniej niż dotychczas sprawdzać wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów oraz potencjalnych partnerów biznesowych jeszcze przed podpisaniem umowy – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy będą dyktować twardsze warunki

Znamienny jest wzrost znaczenia strategii polegających na skracaniu terminów płatności oraz ubezpieczaniu należności, co deklaruje odpowiednio 19 proc. i 17 proc. firm. Stanowi to wyraźny skok w porównaniu z 2022 rokiem, kiedy na te rozwiązania decydowało się odpowiednio jedynie 6 proc. i 2,6 proc. podmiotów. Te dane to jasny sygnał, że przedsiębiorcy wolą działać zachowawczo i dyktować twardsze warunki, niż ryzykować zamrożenie kapitału w niespłaconych fakturach, co w dobie rosnących kosztów mogłoby zachwiać ich stabilnością finansową

Największym cieniem na planach na 2026 rok kładą się koszty stałe. Podwyżka składek ZUS jest wskazywana jako największa obawa przez 29 proc. przedsiębiorców. W połączeniu z wysokimi cenami energii i gazu oraz niekorzystnymi zmianami podatkowymi (22 proc.) tworzy to mieszankę, która może zdusić inwestycje. Lista rodzajów ryzyka jest jednak znacznie dłuższa i mocno osadzona w aktualnej sytuacji rynkowej. Przedsiębiorcy z niepokojem patrzą na dalszy wzrost płacy minimalnej (19 proc.) oraz utrzymującą się niepewność geopolityczną (18 proc.). Co szczególnie alarmujące, lawinowo narasta problem nieterminowych wpłat – obawy o opóźnienia płatności od kontrahentów zgłasza już co piąta firma (19 proc.), co stanowi drastyczny wzrost o 13,8 pkt. proc. w stosunku do poprzednich lat. Według prognoz rok 2026 będzie stał pod znakiem walki o marżę w warunkach „drożyzny systemowej” i coraz trudniejszej do przewidzenia dyscypliny płatniczej partnerów biznesowych.

– Powszechne wdrażanie mechanizmów chroniących płynność finansową, takich jak system przedpłat czy skracanie terminów płatności, stanowi naturalną odpowiedź przedsiębiorstw na zmieniające się warunki rynkowe. W obliczu rosnącej presji kosztowej firmy koncentrują swoje wysiłki na maksymalizacji efektywności zarządzania kapitałem. Polski przedsiębiorca u progu 2026 roku z jednej strony inwestuje w to, co przynosi zysk, z drugiej konsekwentnie minimalizuje ryzyko destabilizacji płynności finansowej wynikające z nieprzewidywalności kontrahentów. Kluczem do sukcesu w nadchodzącym roku nie będzie już tylko wysoka sprzedaż, ale przede wszystkim żelazna dyscyplina kosztowa i umiejętność nawigowania w gąszczu zmiennych obciążeń finansowych – wskazuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Koncentracja problemów z nieterminowymi płatnościami

Wg danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK, na koniec listopada 2025 roku łączna kwota zaległości różnych sektorów gospodarki z tytułu kredytowych i pozakredytowych zobowiązań, opóźnionych o 30 dni i na co najmniej 500 zł zbliżyły się do 46,2 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego to wzrost o ponad 1,9 mld zł i o ponad 3,7 mld zł w odniesieniu do listopada 2023 roku. – Zaległości firm rosną, choć wolniej w ostatnim analizowanym okresie. Ubywa też firm niepłacących zobowiązań, ale problemy kumulują się. Średnio na jednego niesolidnego przedsiębiorcę przypada aktualnie około 152 tys. zł zaległych zobowiązań względem banków i kontrahentów, przed rokiem było to 134,2 tys. zł. To oznacza, że trafienie na taką firmę może przysporzyć sporo problemów. Skoro już nie zapłaciła kilku faktur innym swoim partnerom, jest duże prawdopodobieństwo, że kolejnych również za zapłaci. To sygnał ostrzegawczy, by szczególnie uważnie dobierać partnerów biznesowych. Na szczęście można to ryzyko zminimalizować, a co za tym idzie – ograniczyć problemy i koszty związane z windykacją nieuregulowanych faktur. Przedsiębiorcy mogą skorzystać z tej możliwości, np. dokładnie sprawdzając wiarygodność kontrahenta w rejestrze BIG InfoMonitor przed podpisaniem kontraktu – przypomina Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Prognozy analityka BIG InfoMonitor

– Trudno jeszcze powiedzieć jak ostatecznie zakończy się ten rok pod względem spłacalności zobowiązań wśród firm, ale już dziś mogę wskazań główne czynniki, które przedsiębiorcy powinni wziąć pod uwagę w nadchodzącym 2026 r, aby umocnić swoją kondycję finansową. Dla ekspansji zagranicznej wykorzystaj wsparcie unijne, unikając zależności od jednego rynku. Regularnie audytuj i monitoruj główne rodzaje ryzyka. Dostosowuj się do trendów takich jak AI, robotyzacja i automatyzacja, transformacja cyfrowa i energetyczna. Staraj się, aby twoje zasoby, procesy i działania były elastyczne, adaptacyjne, zwinne oraz innowacyjne, co umożliwi osiągnięcie sukcesu w turbo zmiennym i dynamicznym otoczeniu polityczno-gospodarczo- regulacyjno-fiskalnym – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/newsroom/2025/12/badanie-ey-8-na-10-polskich-firm-zwiekszy-inwestycje-w-sztuczna-inteligencje

Badanie „Podsumowanie roku 2025 i prognozy firm na 2026” wykonane dla BIG InfoMonitor przez Keralla Research, badanie omnibusowe, ilościowe CATI wykonane wśród 500 firm, grudzień 2025.

Cyfrowa Polska: 2026 będzie rokiem sprawdzianu cyfrowej odporności, konkurencyjności i adopcji AI

Cyberbezpieczeństwo, uproszczenie regulacji, sztuczna inteligencja, cyfrowa edukacja i chmura obliczeniowa – to obszary, które w 2026 roku, zdaniem Związku Cyfrowa Polska, w największym stopniu zadecydują o odporności państwa, konkurencyjności gospodarki oraz tempie cyfrowej transformacji w Polsce i Europie. Przedstawiciele branży cyfrowej oceniają, że nadchodzące 12 miesięcy będzie okresem kluczowych decyzji regulacyjnych i inwestycyjnych, których skutki odczujemy przez kolejne lata.

W swoich prognozach na 2026 rok Cyfrowa Polska wskazuje, że jednym z najważniejszych wyzwań w nowym roku pozostanie kwestia bezpieczeństwa cyfrowego, które – wobec rosnącej skali i złożoności zagrożeń – coraz wyraźniej przesuwa się na szczyt listy priorytetów zarówno administracji publicznej, jak i firm prywatnych. Branżowi eksperci nie mają wątpliwości, że liczba ataków cybernetycznych nie będzie maleć, a przeciwnie – ataki te staną się coraz bardziej zautomatyzowane, precyzyjne i kosztowne. Za kluczowy projekt legislacyjny w tym kontekście uznają nowelizację ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, którą w ich ocenie należy możliwie szybko sfinalizować. – Projekt ten może stać się realnym przełomem dla bezpieczeństwa narodowego Polski. Nie możemy dłużej zwlekać w obliczu narastających zagrożeń cyfrowych. Jak najszybciej potrzebujemy nowoczesnych, skutecznych rozwiązań, które wzmocnią odporność państwa, administracji i biznesu – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Ekspert wskazuje, że 2026 rok powinien przynieść nie tylko nowe przepisy, ale także ich realne wdrażanie oraz zwiększone inwestycje w kompetencje, technologie i współpracę publiczno-prywatną w obszarze cyberbezpieczeństwa.

Regulacje cyfrowe: między ambicją a praktyką

Nowy rok może okazać się także momentem prawdy dla europejskiej filozofii regulacyjnej – uważa organizacja reprezentująca firmy technologiczne. Branża cyfrowa przyznaje, że zaprezentowany przez Komisję Europejską pakiet Digital Omnibus to ważny sygnał zwrotu w kierunku uproszczenia i racjonalizacji cyfrowego otoczenia prawnego, które w ostatnich latach stało się jednym z głównych wyzwań dla innowacyjności i konkurencyjności europejskich firm. – Cyfrowy Omnibus to krok w dobrą stronę i wyraźna deklaracja odejścia od nadmiernie złożonego, fragmentarycznego podejścia do regulacji cyfrowych. To jednak wciąż za mało, by realnie odciążyć przedsiębiorców i skutecznie stymulować innowacje – ocenia Michał Kanownik. Zdaniem ekspertów Cyfrowej Polski, pomimo ambitnych deklaracji, nadal istnieje znacząca luka między celami politycznymi a rzeczywistością operacyjną. Co więcej, wątpliwości budzi fakt, że równolegle do deklarowanych działań deregulacyjnych pojawiają się propozycje nowych aktów prawnych, takich jak Digital Fairness Act, które mogą stać w sprzeczności z zapowiadaną symplifikacją. – Rok 2026 pokaże, czy Europa rzeczywiście zdecydowała się postawić konkurencyjność i innowacje w centrum swojej polityki cyfrowej, czy pozostanie przy dotychczasowym, nastawionym na mnożenie barier modelu – dodaje prezes Cyfrowej Polski.

AI w Polsce: regulacje jako katalizator adopcji

Ponadto Związek uważa, że sztuczna inteligencja pozostanie jedną z najważniejszych technologii nadchodzącej dekady, a 2026 rok może być przełomowy dla jej rozwoju i wdrożeń w Polsce. Duże nadzieje branża wiąże z wejściem w życie ustawy o systemach sztucznej inteligencji, a w szczególności z zawartym w niej mechanizmem piaskownic regulacyjnych. Związek Cyfrowa Polska pozytywnie ocenia zaproponowane przez Ministerstwo Cyfryzacji, spójne z potrzebami rynku rozwiązanie dotyczące tworzenia bezpiecznej przestrzeni do testowania i wdrażania innowacyjnych rozwiązań AI. – Między innymi ta ustawa w dużej mierze zdecyduje o tempie i skali adopcji sztucznej inteligencji przez sektor prywatny. Maksymalizacja wykorzystania AI w gospodarce powinna być jednym z kluczowych priorytetów Polski w nadchodzącym roku – wskazuje Michał Kanownik.

Eksperci odwołują się również do Polityki rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku, licząc, że strategia oraz nowe ramy prawne staną się realnym impulsem dla przyspieszenia wdrożeń AI zarówno w biznesie, jak i administracji publicznej. Jednocześnie jako jedno z głównych wyzwań na 2026 rok wskazują konieczność intensywnego rozwoju kompetencji, szczególnie w sektorze publicznym, który bez odpowiedniego zaplecza kadrowego nie będzie w stanie w pełni wykorzystać potencjału nowych technologii.

Cyfrowa edukacja: pozytywne sygnały i potrzeba ciągłości inwestycji

W ocenie Cyfrowej Polski budowanie kompetencji cyfrowych pozostanie długofalowym wyzwaniem, jednak ostatnie dane pokazują, że kierunek obrany w ostatnich latach przynosi efekty. W ostatniej edycji ogólnopolskiego badania kompetencji cyfrowych IT Fitness Test, realizowanego w polskich szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, uczniowie osiągnęli najlepsze wyniki w czteroletniej historii badania. Wyraźną poprawę odnotowano w obszarach związanych z rozpoznawaniem cyberzagrożeń oraz bezpiecznym i świadomym korzystaniem z internetu. Zdaniem Cyfrowej Polski poprawa wyników jest w dużej mierze efektem centralnych i samorządowych inwestycji w cyfryzację edukacji oraz transformację szkół. – W 2026 roku istotną rolę odegrają również pracownie STEM i AI, które trafią do placówek edukacyjnych i mogą stać się fundamentem nowoczesnego kształcenia kompetencji przyszłości. Najbliższy rok powinien być czasem konsekwentnej kontynuacji inwestycji w cyfrową edukację. Tylko w ten sposób możemy zapewnić trwały rozwój kompetencji niezbędnych w cyfrowej gospodarce – podkreśla Michał Kanownik.

Chmura obliczeniowa: od deklaracji do wdrożeń

W prognozach na 2026 rok branża cyfrowa zwraca uwagę także na rosnącą rolę chmury obliczeniowej, która będzie jednym z filarów rozwoju nowoczesnej administracji i cyfrowej gospodarki. Zgodnie z raportem Związku Cyfrowa Polska opublikowanym w 2025 roku, już 70 proc. jednostek administracji publicznej w Polsce korzysta z rozwiązań chmurowych. Jednocześnie widoczna jest wyraźna dysproporcja pomiędzy poziomem wdrożeń w administracji centralnej a samorządach. W 2026 roku kluczowe będzie upowszechnienie technologii cloud zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym – twierdzą eksperci. Istotną rolę może odegrać zapowiadana przez Ministerstwo Cyfryzacji ustawa chmurowa, która – zdaniem Cyfrowej Polski – może umożliwić przejście od deklaracji do realnych działań w zakresie polityki „cloud first”. – Jeśli właściwie wykorzystamy ten moment, 2026 rok może stać się początkiem realnych zmian w sposobie świadczenia e-usług publicznych, zwiększenia bezpieczeństwa danych i sprawności działania aparatu państwa dzięki upowszechnieniu się rozwiązań chmurowych – mówi Michał Kanownik.

Ekspert podkreśla także, że nowy rok będzie czasem, w którym ambicje cyfrowe zostaną bezpośrednio skonfrontowane z rzeczywistością wdrożeniową. – To, czy Polska i Europa wykorzystają szansę na wzmocnienie swojej cyfrowej odporności i konkurencyjności, zależeć będzie w ich ocenie od realizacji deklaracji z zakresu uproszczenia środowiska regulacyjnego, sprawnej pracy legislacyjnej nad kluczowymi przepisami oraz konsekwencji w realizacji przyjętych strategii i inwestycji – podsumowuje prezes Cyfrowej Polski.

DarkSpectre celował w firmy: przez 7 lat „legalne” dodatki do przeglądarek służyły do szpiegostwa korporacyjnego

Przez siedem lat nieświadomi użytkownicy przeglądarek instalowali rozszerzenia, które zamieniały ich komputery w narzędzia szpiegowskie. Eksperci z Koi Security ujawnili kulisy operacji DarkSpectre – skoordynowanego ataku przypisywanego chińskim hakerom, który objął blisko 9 milionów osób i firm.

Raport opublikowany 29 grudnia rzuca nowe światło na zagrożenia czyhające w oficjalnych sklepach z dodatkami. Śledczy z Koi Security opisali rozbudowaną sieć złośliwego oprogramowania, celującą w użytkowników przeglądarek Chrome, Edge oraz Firefox. Głównym celem trwającej od lat kampanii było szpiegostwo korporacyjne, a narzędziem – pozornie niewinne, a w rzeczywistości „uzbrojone” rozszerzenia.

Trzy macki tej samej ośmiornicy

Według ustaleń badaczy, za operacją DarkSpectre stoi jeden podmiot, który zarządzał trzema powiązanymi kampaniami: ShadyPanda, Zoom Stealer oraz GhostPoster. Choć każda z nich miała inną specyfikę, łączyła je wspólna infrastruktura dowodzenia i kontroli (C2), oparta m.in. na domenach infinitynewtab.com i infinitytab.com.

Skala ataku jest imponująca. Kampania ShadyPanda dotknęła około 5,6 mln użytkowników, Zoom Stealer – 2,2 mln, a GhostPoster – ponad milion. To nie były działania niezależnych grup, lecz spójna strategia jednego operatora.

Cierpliwość kluczem do sukcesu

Tym, co wyróżniało DarkSpectre, była strategia długofalowego budowania zaufania. Część dodatków funkcjonowała jako w pełni bezpieczne narzędzia nawet przez pięć lat, zanim aktywowano w nich złośliwy kod.

Hakerzy stosowali mechanizm tzw. bomby zegarowej. Przykładowo, rozszerzenie „New Tab – Customized Dashboard” nawiązywało kontakt z serwerami operatorów dopiero trzy dni po instalacji. Co więcej, złośliwe funkcje uruchamiały się losowo – tylko przy co dziesiątym ładowaniu strony. Taka taktyka skutecznie usypiała czujność automatycznych systemów bezpieczeństwa.

W raporcie zidentyfikowano 9 aktywnie szkodliwych rozszerzeń oraz aż 85 tzw. „uśpionych agentów”. Te ostatnie w momencie analizy jedynie budowały bazę użytkowników, ale – jak ostrzega Koi Security – mogły zostać przekształcone w narzędzia inwigilacji w dowolnym momencie, poprzez jedną, niewidoczną dla użytkownika aktualizację.

Zoom Stealer: Szpieg na wideokonferencji

Szczególne zagrożenie dla sektora biznesowego stanowiła kampania Zoom Stealer. Aż 18 rozszerzeń podszywało się pod narzędzia usprawniające wideokonferencje. Ich celem było wykradanie wrażliwych danych z 28 platform, w tym z Zooma, Microsoft Teams czy Google Meet.

Oprogramowanie przechwytywało linki do spotkań, listy uczestników, dane prelegentów, a nawet informacje logowania. Skradzione dane były przesyłane w czasie rzeczywistym do zewnętrznych baz danych.

Steganografia, czyli kod ukryty w obrazku

W kampanii GhostPoster hakerzy sięgnęli po wyrafinowane techniki maskowania, w tym steganografię. Złośliwy kod JavaScript ukrywano wewnątrz plików graficznych PNG (np. w logotypach rozszerzeń), oddzielając go od właściwego obrazu specjalnymi znacznikami. Dla ludzkiego oka ikona wyglądała normalnie, a skanery antywirusowe często pomijały tak spreparowane pliki, traktując je jako nieszkodliwe grafiki.

Amortyzacja w firmie w 2026 r. – więcej przedsiębiorców może skorzystać z preferencyjnych stawek

Z dniem 1 stycznia 2026 r. przed mikro-, małymi i średnimi przedsiębiorcami, otwiera się nowa okazja. Prezydent RP podpisał 15 grudnia nowelizację przepisów o podatku dochodowym, która wprowadza kluczowe uproszczenia w zasadach amortyzacji w firmie.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą lub planują inwestycje w budynki niemieszkalne i budowle zlokalizowane w gminach zagrożonych wysokim bezrobociem, muszą poznać szczegóły tych zmian, aby dostosować swoją strategię podatkową. Konieczność adaptacji do nowych regulacji jest nie tylko kwestią optymalizacji finansowej – jest powinnością każdego podatnika, który chce poprawnie interpretować i wdrażać przepisy prawa podatkowego, unikając w ten sposób negatywnych konsekwencji błędów w dokumentacji i rozliczeniach.

Obecne zasady amortyzacji w firmie

Dotychczasowe regulacje, zawarte w artykułach 22j ust. 7 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 16j ust. 7 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, umożliwiały podatnikom będącym mikro-, małymi i średnimi przedsiębiorcami, stosowanie indywidualnych stawek amortyzacyjnych dla własnych środków trwałych – budynków i budowli zaliczonych do grup 1 i 2 Klasyfikacji Środków Trwałych (KŚT). Jednakże to prawo obwarowane było dwiema wymaganymi jednocześnie przesłankami.

Pierwszą przesłanką była konieczność lokalizacji nieruchomości na terenie gminy lub miasta na prawach powiatu, gdzie przeciętna stopa bezrobocia osiągała co najmniej 120% przeciętnej stopy bezrobocia notowanej w kraju. Drugą – znacznie bardziej restrykcyjną – była konieczność spełnienia warunku dotyczącego indywidualnego wskaźnika zamożności gminy (bądź miasta na prawach powiatu), który musiał być niższy niż 100% wskaźnika zamożności ogółu gmin (miast na prawach powiatu). Ta druga przesłanka stanowiła zauważalne ograniczenie, zawężając możliwość korzystania z preferencji do relatywnie niewielkiego grona inwestorów i utrudniając dostęp do korzystniejszych stawek amortyzacyjnych nawet w obszarach rzeczywiście zagrożonych wysokim bezrobociem.

Indywidualna amortyzacja w firmie od 2026 r. – rewolucyjne uproszczenia

Nowelizacja przepisów przynosi znaczące uproszczenie dla podatników prowadzących działalność w obszarach o wysokim bezrobociu. Od 1 stycznia 2026 r. więcej przedsiębiorców z sektora MŚP zyskują możliwość ustalania indywidualnych stawek amortyzacyjnych dla nowo wybudowanych budynków, lokali niemieszkalnych oraz budowli zaliczonych do grup 1 i 2 KŚT.

Najistotniejszą zmianą jest zupełne wyeliminowanie kryterium zamożności gminy z listy warunków koniecznych do spełnienia. Oznacza to, że amortyzacja w firmie będzie mogła się odbywać bez względu na wskaźnik zamożności konkretnej gminy. Jedynym  wymogiem będzie obecności inwestycji na terenie powiatu lub miasta na prawach powiatu, w którym przeciętna stopa bezrobocia wynosi co najmniej 120% przeciętnej stopy bezrobocia w kraju. Ta zmiana otwiera drzwi dla znacznie większego grona przedsiębiorców, którzy mogą teraz efektywniej planować swoje inwestycje i dostosowywać stawki amortyzacyjne do rzeczywistego tempa zużycia swoich aktywów.

Do jakich środków trwałych znajdą zastosowanie znowelizowane przepisy?

Nowe regulacje obejmują wyłącznie środki trwałe będące budynkami (lokalami) niemieszkalnymi i budowlami, które spełniają jedną z trzech czasowych przesłanek związanych z formalizacją budowy. Po pierwsze, zastosowanie nowych zasad amortyzacji w firmie dotyczy sytuacji, gdy po dniu 31 grudnia 2025 r. nastąpiło uprawomocnienie decyzji o pozwoleniu na budowę. Po drugie – przypadków, gdy upłynął termin na wniesienie sprzeciwu wobec dokonanego zgłoszenia budowy, bądź wydano zaświadczenie o braku podstaw do wniesienia takiego sprzeciwu. Po trzecie – gdy środek trwały został po raz pierwszy wprowadzony do ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, jeżeli budowa tego środka nie wymagała uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę lub dokonania zgłoszenia budowy, bądź z innych przyczyn takie decyzje i zgłoszenia nie zostały wydane i dokonane. Precyzyjne ustalenie, która z tych przesłanek ma zastosowanie w konkretnym przypadku, jest kluczowe dla prawidłowego zastosowania preferencyjnych stawek amortyzacyjnych.

Nowe zasady amortyzacji w firmie – korzyści dla przedsiębiorców i nie tylko

Obowiązujące od 1 stycznia 2026 r. zmiany stanowią wyraźny sygnał wsparcia dla przedsiębiorstw inwestujących w infrastrukturę w regionach o wysokim bezrobociu. Uproszczona procedura dotycząca amortyzacji w firmie – bez kryterium zamożności – powinna zachęcić przedsiębiorców do podejmowania decyzji inwestycyjnych, które będą korzystne zarówno dla ich własnego biznesu, jak i dla lokalnych społeczności.

Jednak kompleksowość przepisów i związane z nimi obowiązki dokumentacyjne sprawiają, że właściwe zrozumienie i wdrożenie tych zmian może wymagać profesjonalnego wsparcia – ale te oferują biura rachunkowe i doradcy podatkowi. Firmy muszą potrafić wykazać, że ich inwestycja rzeczywiście znajduje się na terenie powiatu (lub miasta na prawach powiatu) spełniającego kryterium bezrobocia, dysponować kopią decyzji o pozwoleniu na budowę lub zaświadczenia o braku sprzeciwu, oraz prowadzić prawidłową ewidencję środków trwałych. Jakiekolwiek błędy w dokumentacji mogą skutkować kwestionowaniem przez organy podatkowe zastosowanych stawek i naliczeniem zaległości podatkowych.

Nowy zarząd Pfeifer & Langen Polska

Od 1 stycznia 2026 roku stanowisko prezesa zarządu spółek Pfeifer & Langen Polska obejmuje Marcin Lechowski, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży spożywczej, od lat związany z branżą cukrowniczą. Wraz z nim zarząd będą tworzyć Tamara Nosarzewska jako wiceprezes oraz Mirosław Paluch.

Pfeifer & Langen to drugi co do wielkości producent cukru w Polsce. Firma prowadzi cztery cukrownie – trzy w Wielkopolsce i jedną na Mazowszu, kupuje surowiec od ponad siedmiu tysięcy polskich plantatorów, a produkty sprzedaje pod markami Diamant i Tofi.

Firma buduje swoją pozycję na wielopokoleniowych relacjach z plantatorami buraka cukrowego, zaangażowaniu pracowników i podejściu do zrównoważonego rozwoju. Pracownicy znają produkcję od strony pola i zakładu, co pozwala łączyć tradycyjną wiedzę o uprawie z nowoczesnymi technologiami. Z buraka firma produkuje nie tylko cukier, ale także pasze i produkty dla pszczelarzy.

Nowy zarząd będzie kontynuować strategię transformacji w kluczowych obszarach. Pierwszy to partnerstwo z plantatorami – firma dzieli się wiedzą i doświadczeniem, promując metody uprawy, które obniżają koszty produkcji i poprawiają jakość surowca. Drugi to transformacja środowiskowa, w tym energetyczna – budowa własnych mocy w odnawialnych źródłach energii, elektryfikacja transportu, projektowanie opakowań nadających się do recyklingu. Kolejny to automatyzacja i cyfryzacja – wdrażanie autonomicznych rozwiązań dla przemysłu i rolnictwa, które pomagają optymalizować procesy i zapewniają pracownikom bezpieczne i komfortowe warunki pracy.

Przemysł cukrowniczy mierzy się dziś z dużymi wyzwaniami, ale i szansami. Musimy zmieniać się razem ze zmieniającym się otoczeniem. Tylko w oparciu o silne partnerstwo z klientami i plantatorami możemy budować firmę nowoczesną i odpowiedzialną – Marcin Lechowski, prezes Pfeifer & Langen Polska

Firma ma wdrożone certyfikowane systemy bezpieczeństwa żywności ISO 22000 i FSSC 22000, które kontrolują każdy etap produkcji. Prowadzi też badania we współpracy z polskimi i zagranicznymi jednostkami rozwojowymi – obserwuje rynek i analizuje trendy, żeby nie tylko za nimi nadążać, ale także je współtworzyć.

Za realizację strategii będą odpowiadali menedżerowie z wieloletnim doświadczeniem w branży. Tamara Nosarzewska od 2021 roku w zarządzie odpowiada za transformację cyfrową i energetyczną zakładów. Wcześniej przez 20 lat budowała swoją karierę w spółce – od kierownika produkcji po dyrektora cukrowni w Glinojecku. Do zarządu dołącza Mirosław Paluch, który od trzech lat jako dyrektor ds. surowcowych odpowiada za współpracę z plantatorami buraka cukrowego.

Marcin Lechowski zastępuje Romana Kubiaka, który kierował polskimi spółkami Pfeifer & Langen od 2017 roku.

Dzięki Romanowi Kubiakowi firma jest dziś jednym z liderów polskiego rynku cukru. Nasza rola to rozwijać spółki tak, żeby odpowiadały na potrzeby klientów, plantatorów i rynku – Marcin Lechowski, prezes Pfeifer & Langen Polska

UODO nie odpuszcza ws. wpisu posła PiS na X. Kolejne zażalenie do prokuratury

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski złożył kolejne zażalenie na postanowienie Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście, która ponownie odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie publikacji w serwisie X zdjęcia osoby prywatnej. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia bezprawnego przetwarzania danych osobowych, które – zdaniem UODO – mogło wypełniać znamiona czynu z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych z 2018 r.

Sprawa zaczęła się w marcu 2025 r., gdy Prezes UODO skierował do prokuratury zawiadomienie dotyczące wpisu opublikowanego na platformie X przez posła Artura Szałabawkę. Według UODO poseł miał zamieścić bez podstawy prawnej zdjęcie osoby prywatnej, a jej kolor skóry wskazywał na pochodzenie inne niż europejskie. We wpisie opublikowano także treść wiadomości przekazanej posłowi przez niezidentyfikowaną osobę.

Wiadomość zawierała informacje o trasie autobusu w Szczecinie, którym poruszał się mężczyzna widoczny na zdjęciu, oraz szczegół o bliźnie na jego policzku. Po publikacji internautom udało się zidentyfikować osobę ze zdjęcia. W konsekwencji w mediach zaczęły pojawiać się kolejne informacje na jej temat, m.in. o kraju pochodzenia i wykonywanym zawodzie.

W kwietniu 2025 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia dochodzenia, uznając, że choć doszło do publikacji wizerunku mężczyzny o śniadej karnacji, czyn cechował się znikomym stopniem społecznej szkodliwości. Prokuratura wskazała, że działanie nie wywołało realnych negatywnych konsekwencji ani dla osoby sfotografowanej, ani dla innych osób. Podkreślono też, że wpis został usunięty w krótkim czasie od publikacji.

W maju 2025 r. Prezes UODO zaskarżył to postanowienie, argumentując, że bezprawne przetwarzanie danych osobowych ma charakter formalny, czyli do jego popełnienia nie jest konieczne wystąpienie skutku. Zakwestionował również tezę o braku negatywnych konsekwencji, wskazując, że pejoratywny wydźwięk wpisu oraz zainteresowanie mediów mogły wywołać u osoby, której dotyczył wpis, co najmniej dyskomfort psychiczny. UODO zaznaczył, że usunięcie wpisu nie usuwa skutków, skoro identyfikacja już nastąpiła.

Organ nadzorczy zwrócił uwagę, że zgodnie z definicją danych osobowych w RODO (art. 4 pkt 1) są nimi wszelkie informacje o osobie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania, także pośrednio. Według UODO do identyfikacji wystarczał wizerunek, informacja o bliźnie na policzku oraz wskazanie trasy autobusu, którym poruszał się mężczyzna. Podkreślono, że bez znaczenia jest fakt, iż część dalszych informacji miała pojawić się później z udziałem osób trzecich.

Po nieuwzględnieniu pierwszego zażalenia przez prokuraturę sprawa trafiła do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. W październiku 2025 r. sąd uchylił zaskarżone postanowienie i podzielił argumentację Prezesa UODO. Mimo tego w listopadzie 2025 r. prokuratura ponownie odmówiła wszczęcia postępowania.

W uzasadnieniu drugiej odmowy prokuratura wskazała m.in., że sąd nie był uprawniony do nakazania wszczęcia postępowania i nie określił, jakie czynności dowodowe należałoby przeprowadzić. Dodatkowo uznała, że nie doszło do przetwarzania danych pozwalających na identyfikację osoby „bez nadmiernych wysiłków”. Prezes UODO ocenił to stanowisko jako sprzeczne z przepisami i dorobkiem doktryny, podkreślając, że kluczowa jest sama możliwość identyfikacji, a nie to, czy faktycznie do niej doszło.

UODO przypomniał również, że dane dotyczące pochodzenia etnicznego stanowią szczególną kategorię danych (art. 9 ust. 1 RODO) i podlegają podwyższonej ochronie. W ocenie organu nie można więc mówić o „znikomej” szkodliwości, zwłaszcza w kontekście wpisu, który mógł budować atmosferę zagrożenia wobec osób o obcym pochodzeniu. W konsekwencji Prezes UODO wniósł kolejne zażalenie, wskazując na podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

Koniec roku na rynkach: przecena złotego, korekta na złocie

Koniec roku przyniósł nam silne przeceny niektórych aktywów. Polski złoty również złapał zadyszkę, jednak – patrząc z większego dystansu – nadal może być uważany za silnego. Na rynku złota końcoworoczna wyprzedaż.

Poświąteczna przecena złotego

Jeszcze tydzień przed świętami za jedno euro płaciliśmy niewiele powyżej 4,20 zł. Jednak już w tygodniu świątecznym po poniedziałkowej i wtorkowej przecenie kurs dotarł do 4,23 zł. Podobnego ruchu nie było widać na czeskiej koronie. Forint również tracił w tych dniach. Jest jednak kluczowa różnica w kondycji tych walut. Polski złoty wciąż jest relatywnie słaby, na moment pisania tego tekstu jedno euro kosztuje ponad 4,2250. Z kolei zarówno czeska korona, jak i forint są po poświątecznych umocnieniach silniejsze. Warto jednak zwrócić uwagę, że wszystkie te trzy waluty w grudniu wyznaczały swoje najsilniejsze poziomy względem euro od wielu kwartałów. Po prostu złoty wyznaczył swój około 2 tygodni później. Trochę wygląda to tak, jakby pod koniec roku zmiany na polskim złotym były opóźnione względem zmian na koronie czeskiej i forincie. Jeżeli ta sytuacja się utrzyma, może nas czekać mocny początek roku w wykonaniu polskiej waluty.

Dolar kończy rok odrabiając część strat

Pomimo umocnienia w ostatnich dniach, dolar kończy ten rok przeszło 13% osłabieniem względem euro. Początek prezydentury Donalda Trumpa charakteryzował się dużą liczbą prognoz mówiących o umacnianiu się tej waluty. Okazało się jednak, że od silnego pieniądza ważniejsze jest zrównoważenie wymiany handlowej, a osłabienie waluty mocno pomaga osiągnąć ten cel. Przez zamknięcie rządu nie poznaliśmy jeszcze danych za ostatnie miesiące 2025 roku, ale już we wrześniowych widać, że udało się zdusić ponad połowę deficytu z pierwszych miesięcy prezydentury Trumpa. To właśnie ucieczka kapitału z USA połączona z silnie obniżanymi stopami procentowymi powoduje, że na rynku pojawia się dużo kapitału szukającego korzystnych stóp zwrotu. Wzrosty polskiego złotego są tylko jednym z elementów tej układanki. Surowce takie jak złoto czy srebro – kolejnym.

Rzeź na rynku złota

Koniec roku przyniósł nam kilka niespodzianek. Przez całe święta inwestorzy cieszyli się ze złota powyżej 4 500 dolarów za uncję. Po świętach doszło do jeszcze jednej próby i wyznaczenia rekordu cenowego wszechczasów na poziomie niemal 4 550 dolarów. Potem przyszedł jednak sądny 29 grudnia. Doszło wówczas do realizacji zysków na rynku złota. Część analityków jako powód wskazuje umocnienie się dolara. Patrząc jednak na spadki cen kruszcu, nastąpiły one jeszcze przed głównymi ruchami na walutach. Jest też grupa ekspertów wskazująca na inny powód – część funduszy chciała domknąć pozycję przed końcem roku, by pochwalić się odpowiednim zyskiem. Patrząc na kalendarz, hipoteza ta wydaje się dość wiarygodna. Nie tłumaczy ona jednak siły spadków, które zatrzymały się niewiele powyżej 4300 dolarów. Tutaj jednak prawdopodobnie zadziałały zlecenia automatyczne, które – zrealizowane na rynku pod nieobecność części inwestorów w przerwie między świętami a nowym rokiem – przesunęły cenę mocniej niż miałoby to miejsce w standardowej sytuacji. O tym, czy można mówić o pęknięciu bańki na złocie, czy tylko o szokowej korekcie, powiedzą nam pierwsze sesje w styczniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Roboty w gabinetach dentystycznych. Polacy na razie mówią „nie”, ale rewolucja jest nie do zatrzymania

8,9% Polaków byłoby skłonnych poddać się zabiegowi stomatologicznemu wykonanemu przez robota. 65,2% odrzuca taką możliwość, a 26% rodaków nie ma zdania w tej kwestii. W ocenie ekspertów, właśnie tych ostatnich najłatwiej będzie przekonać do skorzystania z takiej formy zabiegów. Na świecie testowane są już roboty mogące przeprowadzać tego typu zabiegi. Jednak, zdaniem znawców tematu, nie zastąpią one całkowicie lekarzy. Znajdą natomiast zastosowanie tam, gdzie wymagana jest duża precyzja. Zanim jednak zostaną dopuszczone do pracy z pacjentami, ich twórcy muszą mieć pewność, że działają poprawnie i bezpiecznie. Do tego eksperci dodają, że w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, ale z wyraźnym udziałem człowieka.

Z niedawno opublikowanego badania współautorstwa Implant Medical wynika, że tylko 8,9% Polaków byłoby gotowych poddać się zabiegowi stomatologicznemu przeprowadzonemu przez robota. 65,2% ankietowanych odrzuca taką możliwość. Wśród nich 36,5% raczej by się na to nie zdecydowało, a 28,7% zdecydowanie nie zrobiłoby tego. Dr n. med. Maciej Stagraczyński z Klinicznego Oddziału Chirurgii Szczękowo-Twarzowej, Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu nie jest zaskoczony wynikiem. Jak zauważa, wielu pacjentów boi się leczenia stomatologicznego niezależnie od okoliczności.

– W mojej ocenie, odrzucenie możliwości wykonania zabiegu przez robota wynika z pewnej niewiedzy. Pacjenci boją się także, że maszyna okaże się nieempatyczna i nie będzie reagowała na dolegliwości bólowe pacjenta. Wielu ludzi wie o istnieniu robotów da Vinci, które biorą udział w zabiegach chirurgicznych, ale operują w nich chirurdzy za pomocą konsoli. Pacjenci nie dopuszczają jeszcze do siebie myśli, że podobne urządzenie mogłoby być zaangażowane do leczenia zębów – dodaje dr Stagraczyński.

Z kolei dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie dodaje, że pacjenci surowiej oceniają maszyny niż ludzi. Gdy człowiek popełni błąd, jesteśmy w stanie to zrozumieć, ale jeśli pomyli się algorytm, reakcja emocjonalna jest znacznie silniejsza. Do tego dochodzi brak realnych doświadczeń. Nikt w Polsce jeszcze nie widział „robota dentysty” w akcji, więc trudno oczekiwać zaufania. Niechęć 65% badanych do doświadczenia takiego rodzaju leczenia jest dla eksperta również dowodem na przywiązanie pacjentów do ludzkiego lekarza. Wskazuje też na brak wiedzy o tym, co w gruncie rzeczy oznacza udział robota w leczeniu.

– W większości przypadków pacjenci wyobrażają sobie, że robot samodzielnie wykona cały zabieg bez udziału dentysty. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Dziś istnieją tzw. roboty asystujące – czyli urządzenia, które działają pod pełną kontrolą lekarza i pomagają mu w precyzyjnym prowadzeniu narzędzia. Najlepszym przykładem jest system Yomi, który od kilku lat ma certyfikat amerykańskiej FDA. W praktyce wygląda to tak, że chirurg planuje zabieg w systemie 3D, a robot pilnuje, by wiertło poruszało się dokładnie po zaplanowanej trajektorii. Lekarz cały czas trzyma rękę na narzędziu. To nie jest więc „robot dentysta”, tylko robotyczny asystent chirurga – wyjaśnia dr n. med. Przybylski.

Do tego z badania wynika, że 25,9% ankietowanych nie ma wyrobionego zdania na temat poddania się zabiegowi wykonanemu przez robota. Ekspert z Implant Medical podejrzewa, że niezdecydowanych ludzi najłatwiej będzie przekonać do otwarcia się na nowe możliwości leczenia. Kluczem będzie edukacja i przejrzysta komunikacja. Jeśli pacjent zobaczy, że to lekarz steruje robotem, a system działa jak precyzyjny GPS, a nie jak autonomiczny chirurg, to jego postawa szybko się zmieni. Robotykę warto prezentować w praktyce, na przykład podczas pokazowych zabiegów czy kampanii edukacyjnych.

– W 2024 roku firma Perceptive przeprowadziła pierwszy zabieg z wykorzystaniem robota, ale odbył się on w bardzo kontrolowanych warunkach. Robot wykonał ściśle zaplanowaną czynność pod stałym nadzorem ludzi. To nie był przypadek kliniczny z pełnym zestawem zmiennych, jak krwawienie, ślina czy ruch pacjenta. Fakt, że technicznie potrafimy wykonać dany zabieg, nie znaczy, iż jesteśmy gotowi klinicznie czy prawnie. W Polsce obowiązuje surowe prawo medyczne. Tego typu systemy muszą uzyskać certyfikację MDR, której roboty implantologiczne jeszcze nie mają. Dlatego pierwsze tego typu rozwiązania zobaczymy raczej w prywatnych klinikach i ośrodkach akademickich, w formie asystujących systemów, a nie w pełni autonomicznych robotów – stwierdza dr n. med. Przybylski.

Natomiast dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, zastrzega, że udział robotów w zabiegach stomatologicznych jest na etapie prób i badań. Przekonanie pacjentów do tego, że takie zabiegi są bezpieczne i odbywają się z poszanowaniem ich praw to nie wszystko. Twórcy oprogramowania muszą też zagwarantować, że wdrożenie robotów respektuje tak zwane evidence-based medicine, czyli podstawowe zasady nauki.

– Jeszcze kilka lat temu panował duży strach przed udziałem maszyn w zabiegach medycznych, a  dziś użycie robota da Vinci jest przyjmowane jako coś naturalnego. Podobnie będzie w przypadku stomatologii, tj. w pierwszej kolejności szybciej zostanie zrobotyzowana diagnostyka, a zabiegi jeszcze długo będą wymagały udziału lekarza stomatologa – ocenia dr n. med. Paluszek.

Ponadto zdaniem eksperta z Implant Medical, w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, ale z udziałem człowieka. W jego ocenie, już teraz widać, że roboty najlepiej radzą sobie z procedurami wymagającymi maksymalnej precyzji i powtarzalności – jak wszczepianie implantów czy nawigowana osteotomia.

– Robotyka wymusi zmianę całego modelu leczenia. Przechodzimy z etapu reaktywnego leczenia do zintegrowanego procesu cyfrowego – od skanu 3D, przez planowanie protetyczne, po precyzyjnie wykonany zabieg. Lekarz staje się projektantem, planistą, kontrolerem jakości, a nie tylko ręką wykonującą procedurę. To nie znaczy, że robot zastąpi dentystę. Wręcz przeciwnie, podniesie mu poprzeczkę. Lekarz, który umie pracować w cyfrowym protokole, z nawigacją i robotyką, będzie po prostu lepszy i bezpieczniejszy – prognozuje dr n. med. Piotr Przybylski.

Dr Maciej Stagraczyński nie spodziewa się, aby w najbliższym czasie roboty miały znaleźć się w gabinetach publicznych w ramach usług refundowanych. Nie ma wyceny kosztów robota w stomatologii i NFZ na razie ich nie uwzględnia. Ekspert zastrzega także, że roboty nie przejmą całego procesu leczenia. Lekarze stomatolodzy wciąż będą odgrywali dużą rolę. – Scedowanie na maszynę całego leczenia stałoby się niebezpieczne, bo zatracilibyśmy myślenie. Wprawdzie przykłady chociażby z lotnictwa cywilnego dowodzą, że niekiedy należy bardziej zaufać urządzeniom niż człowiekowi, ale ostatecznie najważniejsze jest to, jak technika będzie wykorzystywana – podsumowuje ekspert z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025 r.

Rok 2025 przyniósł serię zdarzeń, które zaskoczyły nawet doświadczonych obserwatorów rynków: od rekordów na metalach szlachetnych, przez gwałtowne zwroty na Wall Street, po nieoczywiste zachowanie części walut. Walutomat publikuje subiektywny ranking „10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025”.

W ostatnich miesiącach rynki wielokrotnie pokazały, że „oczywiste” scenariusze nie muszą się realizować. Metale szlachetne biły historyczne rekordy, mimo braku klasycznego kryzysu finansowego, a dolar – zamiast zyskiwać na niepewności – notował wyraźne osłabienie w kluczowym momencie roku. Ranking Walutomatu to przegląd tego, co w ostatnich miesiącach najbardziej odstawało od „podręcznikowych” narracji.

Rok 2025 dobitnie pokazał, że rynki potrafią zaskakiwać w najmniej oczekiwanych momentach. W naszym rankingu zbieramy wydarzenia, które najmocniej „wybiły” uczestników rynku z utartych schematów – i wyjaśniamy, dlaczego te zaskoczenia miały tak duże znaczenie – mówi Krzysztof Adamczak, analityk Walutomatu.

W zestawieniu znalazły się zarówno wydarzenia globalne, jak i regionalne, istotne z perspektywy polskiego rynku – w tym obraz polskiej gospodarki na tle stagnacji części Europy oraz polityka monetarna NBP i jej rynkowe konsekwencje.

10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025

#10 Polska gospodarka konsekwentnie powyżej 3%

Polska przez cały rok 2025 trzymała tempo wzrostu powyżej 3% PKB – i to przez cztery kwartały z rzędu. To może nie brzmi jak rewolucja, ale w kontekście stagnacji w Niemczech i Francji polska konsekwencja wyglądała jak ekonomiczny sprint na tle spacerowiczów. Kraj nad Wisłą wyprzedzał średnią unijną kwartał po kwartale, co nie uszło uwadze inwestorów – złoty umacniał się, a warszawska giełda cieszyła się stabilnością na tle europejskiego chaosu. W roku pełnym gospodarczych turbulencji polski rosnący wykres PKB wyglądał niemal podejrzanie spokojnie.

#9 NBP z „niecyklem” 6 cięć stóp procentowych

Adam Glapiński i jego ekipa w Narodowym Banku Polskim wcisnęli pedał cięć do dechy – sześciokrotnie w ciągu roku obniżali stopy procentowe, aż dotarły do poziomu 4,00%. Samo to, że bank centralny obniża stopy, nie jest sensacją. Problem w tym, że skala zaskoczyła rynek – jest to wyjątkowo agresywna seria, szczególnie w kontekście upartych zapewnień, że wciąż nie rozpoczęliśmy cyklu obniżek. Co ciekawe złoty wyjątkowo dobrze sobie poradził w tym otoczeniu, umacniając się na szerokim rynku.

#8 Niemiecki bodziec fiskalny – koniec ery oszczędności

Niemcy i schwarze Null – zrównoważony budżet – to był związek niemal religijny. Dlatego, gdy Berlin zdecydował się na niespodziewane zwiększenie wydatków budżetowych, rynki finansowe zamrugały ze zdziwienia. W kontekście rozpadu koalicji rządowej i politycznego chaosu ten ruch wyglądał jeszcze bardziej nieoczekiwanie. Inwestorzy próbowali zrozumieć: czy to jednorazowy wyskok, czy fundamentalna zmiana podejścia największej gospodarki Europy? Bodziec fiskalny z Niemiec to było jak zobaczenie, że najbardziej oszczędny sąsiad nagle kupuje sportowe auto – technicznie możliwe, ale wciąż szokujące.

#7 Rubel najmocniejszą walutą roku, a lira turecka najsłabszą

W kategorii „rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć w 2025” rubel rosyjski jako najmocniejsza waluta roku plasuje się wysoko. Waluta agresora zyskała oszałamiające 40% wobec dolara, wspierana gargantuiczną stopą procentową 21% i widocznym ociepleniem relacji z USA. Oczywiście efekt bazy zrobił tu swoje, jednak skala umocnienia i tak szokuje. Po drugiej stronie spektrum lira turecka dalej tonęła jak kamień, tracąc ponad 20% i osiągając rekordowe 42 liry za dolara. To był najgorszy wynik wśród głównych walut rynków wschodzących.

#6 Szlachetny wyścig metali – złoto i srebro na rekordach

Paradoks roku 2025: nie było klasycznego kryzysu finansowego – banki nie padały, gospodarka rosła, rynki akcji kończyły rok na plusie – a jednak złoto i srebro poszybowały jak podczas prawdziwej paniki. Złoto przebiło 4 300$ za uncję, a srebro po raz pierwszy w historii przekroczyło 70$. Wcześniej dwukrotnie przebijało pułap 50$ w 1980 i 2011 roku, i były to momenty prawdziwego finansowego chaosu. Metale szlachetne okazały się nie tyle bezpieczną przystanią podczas burzy, co popularnym miejscem parkowania dla tych, którzy widzieli na horyzoncie ciemne chmury. I jak się okazało – na parkingu było całkiem tłoczno.

#5 Japońskie trzęsienie ziemi: carry trade unwinding

Przez dekady jen był walutą, którą pożyczało się za grosze i inwestowało wszędzie tam, gdzie stopy były wyższe. Tzw. carry trade na jenach to była maszyna do robienia pieniędzy, przynajmniej dopóki Bank Japonii trzymał stopy procentowe blisko zera. W styczniu 2025 BoJ wysłał na rynki sygnał ostrzegawczy, podnosząc stopy procentowe. Efekt? Jen umocnił się o 14% do kwietnia, a fundusze hedgingowe na całym świecie nerwowo zamykały pozycje. Wyglądało na początek realnego unwindingu (odkręcania) carry trade. Ale potem stało się coś jeszcze bardziej niepokojącego – inwestorzy najwyraźniej nie wyciągnęli wniosków. Do końca roku wycena jena wróciła do poziomów z początku stycznia, jakby ta lekcja z pierwszego kwartału nigdy się nie wydarzyła.

#4 Pierwsze 100 dni Trumpa 2.0 – dolar w odwrocie

Kiedy Donald Trump wracał do Białego Domu, analitycy niemal jednogłośnie przewidywali wyraźne umocnienie dolara. America First, agresywna polityka handlowa, taryfy – wszystko to teoretycznie powinno wzmocnić amerykańską walutę. Rzeczywistość okazała się brutalna: dolar spadł o blisko 10% w pierwszych 100 dniach drugiej prezydentury Trumpa. To najgorszy wynik w historii ery płynnych kursów walutowych. Paradoks był jeszcze głębszy: średnia stawka taryfowa wystrzeliła do 27% – najwyższej od stulecia – a dolar zamiast rosnąć jak na safe haven przystało, poleciał w dół.

#3 Francuski chaos polityczny – 4 premierów w rok

Francja w 2025 roku urządziła sobie karnawał obalania rządu. Cztery rządy w ciągu roku – to brzmi jak statystyki z republiki bananowej, a nie z piątej gospodarki świata. Prawdziwym rekordzistą okazał się Sebastien Lecornu. Objął urząd 9 września, podał się do dymisji 6 października. Najkrótszy rząd w historii V Republiki trwał krócej niż przeciętne wakacje. Rynki finansowe reagowały nerwowo: CAC40 tracił po 2% przy każdej wiadomości o kolejnym wotum nieufności, rentowności francuskich obligacji wystrzeliły do 3.6% – niczym w Grecji podczas kryzysu zadłużeniowego.

#2 Bliskowschodni kocioł: „12-Day War”

Kiedy 13 czerwca Izrael rozpoczął operację „Rising Lion” i uderzył w irańskie instalacje nuklearne, świat zamarł w oczekiwaniu na eskalację. Iran odpowiedział salwą ponad 550 rakiet balistycznych. 21 czerwca do konfliktu dołączyły Stany Zjednoczone, bombardując trzy obiekty nuklearne w Iranie. Scenariusz III wojny światowej wisiał w powietrzu przez dwanaście dni, zanim 24 czerwca ogłoszono zawieszenie broni. Paradoks? Ceny ropy od razu po zakończeniu konfliktu uznały go za zeszłoroczny śnieg, a rynek wrócił do handlu as usual.

#1 „Liberation Day” – największa huśtawka w historii Wall Street

2 kwietnia miał być dniem wyzwolenia – „Liberation Day” – Trump ogłaszał taryfową rewolucję, która miała uwolnić Amerykę od niesprawiedliwego handlu. Zamiast tego uwolnił piekło na Wall Street. Przez dwa dni Dow Jones stracił 4,000 punktów, S&P 500 spadł o 10%, Nasdaq o 11%. Z rynków wyparowało 6,6 biliona dolarów – większe pieniądze niż PKB Japonii. Indeks strachu VIX podskoczył do 45.3 – poziomu niewidzianego od pandemii. Panika była totalna. Ale potem przyszedł 9 kwietnia – dzień, który również przejdzie do historii. Trump ogłosił 90-dniową pauzę w taryfach. S&P 500 wzrósł o 9.52% (trzeci największy wzrost w historii!), Nasdaq o 12.16% (drugi największy!). W ciągu tygodnia Wall Street przeszło od apokalipsy do euforii. „Liberation Day” okazał się wyzwoleniem emocji i dowodem na to, że w 2025 roku niemożliwe stało się codziennością.

Minutki FOMC zapowiadają okres podwyższonej niepewności

Minutki z grudniowego posiedzenia FOMC pokazują, że decyzja o obniżce stóp procentowych była jedną z najbardziej wyważonych w ostatnich latach i dobrze oddaje rosnące podziały wewnątrz Rezerwy Federalnej. Komitet zdecydował się obniżyć docelowy przedział stopy funduszy federalnych o 0.25 pkt proc., do poziomu 3.5–3.75%, jednak głosowanie 9–3 jasno pokazało brak konsensusu co do dalszego kierunku polityki pieniężnej. Część decydentów opowiadała się za silniejszym ruchem w dół, argumentując go narastającymi ryzykami dla rynku pracy, podczas gdy inni woleli utrzymanie stóp bez zmian, obawiając się utrwalenia inflacji powyżej celu 2% .

Z dokumentu wynika, że większość członków FOMC nadal zakłada możliwość dalszych obniżek stóp, o ile proces dezinflacji będzie postępował zgodnie z oczekiwaniami. Jednocześnie wielokrotnie podkreślano, że tempo i skala luzowania pozostają otwartą kwestią i będą silnie uzależnione od napływających danych. Decyzję określano jako „subtelnie wyważoną”, a nawet wśród zwolenników cięcia pojawiały się opinie, że przy braku pełnych danych makroekonomicznych – m.in. z powodu wcześniejszego paraliżu administracji – możliwe było także pozostawienie stóp bez zmian. Szczególnie dużo uwagi poświęcono ryzykom związanym z inflacją, która wprawdzie zaczęła słabnąć, ale wciąż pozostaje powyżej celu oraz z rynkiem pracy, gdzie coraz wyraźniej widoczne są oznaki schłodzenia.

Minutki ujawniają również istotne rozbieżności w prognozach na kolejne lata. Część członków Komitetu zakłada, że stopy procentowe powinny pozostać na relatywnie podwyższonym poziomie w najbliższym czasie, podczas gdy rynki finansowe wyceniają bardziej zdecydowany cykl obniżek, obejmujący co najmniej dwa ruchy w dół w 2026 roku. Ta różnica między narracją Fed a oczekiwaniami inwestorów zwiększa niepewność i podnosi wrażliwość rynków na kolejne dane inflacyjne i z rynku pracy.

Dla rynków finansowych przekaz płynący z minutek ma charakter mieszany. Z jednej strony potwierdza on, że Fed rozpoczął proces łagodzenia polityki pieniężnej i dostrzega rosnące ryzyka po stronie zatrudnienia, co w średnim terminie sprzyja wycenom akcji oraz obligacji. Z drugiej strony silne akcentowanie zagrożeń dla wiarygodności celu inflacyjnego oraz brak jasnej ścieżki dalszych obniżek ograniczają potencjał do gwałtownego spadku rentowności i mogą prowadzić do podwyższonej zmienności na rynkach. Inwestorzy otrzymali sygnał, że polityka monetarna nie znajduje się na „autopilocie”, a każde kolejne posiedzenie może przynieść zmianę tonu w zależności od danych.

W krótkim okresie taki przekaz sprzyja ostrożnemu podejściu do ryzyka, szczególnie na rynku akcji, gdzie wysokie wyceny wymagają potwierdzenia w postaci wyraźniejszego spowolnienia inflacji. Jednocześnie rynek obligacji pozostaje rozdarty między wizją dalszego luzowania a obawą, że Fed może być zmuszony utrzymywać restrykcyjną politykę dłużej, niż obecnie zakładają inwestorzy. W efekcie minutki z grudniowego posiedzenia wzmacniają narrację o przejściowej fazie niepewności, w której rynki będą silnie reagować na każde nowe dane makroekonomiczne oraz sygnały płynące z kolejnych wystąpień przedstawicieli Rezerwy Federalnej.

Audyt informatyczny dla firm z sektora MŚP, czyli dlaczego warto spojrzeć na IT z boku

W wielu małych i średnich firmach informatyka rozwija się stopniowo, często bez jednego, spójnego planu. Najpierw pojawia się podstawowa infrastruktura, potem kolejne systemy, nowe komputery, dostęp do chmury, narzędzia do pracy zdalnej. Każdy element z osobna ma sens, ale z czasem całość zaczyna być coraz trudniejsza do ogarnięcia. Nie dlatego, że ktoś popełnił błąd, tylko dlatego, że firma po prostu rosła.

Audyt informatyczny pozwala na chwilę się zatrzymać i sprawdzić, jak to wszystko faktycznie działa razem. Nie w teorii, nie w dokumentacji sprzed kilku lat, tylko w realnym środowisku produkcyjnym.

Dla właścicieli MŚP i dyrektorów IT to często pierwszy moment, w którym widać pełny obraz: zależności między systemami, rzeczywiste ryzyka i miejsca, które wymagają uporządkowania, zanim staną się problemem.

Audyt infrastruktury IT – jak naprawdę działa środowisko firmy

Infrastruktura IT w MŚP rzadko jest projektowana od zera. Najczęściej jest efektem decyzji podejmowanych na przestrzeni lat: zmiany dostawców, nowych potrzeb biznesowych, migracji do chmury albo prób optymalizacji kosztów. W efekcie powstaje środowisko, które „działa”, ale nie zawsze jest czytelne.

Podczas audytu infrastruktury analizuje się m.in. architekturę sieci, serwery (lokalne i chmurowe), sposób zarządzania danymi, kopie zapasowe oraz zależności pomiędzy systemami. Bardzo często wychodzą na jaw sytuacje, w których kluczowe usługi są oparte na pojedynczym elemencie – jednym serwerze, jednym łączu albo jednym koncie administracyjnym. Na co dzień nikt o tym nie myśli, dopóki nie wydarzy się awaria.

W praktyce audyt pokazuje też, czy infrastruktura jest dopasowana do obecnej skali firmy. Zdarza się, że systemy zaprojektowane dla 20 osób obsługują dziś 80 użytkowników, co tłumaczy spadki wydajności i rosnącą liczbę drobnych problemów, które „same się naprawiają po restarcie”.

Sprzęt IT i licencje – obszar, który rzadko jest pod kontrolą

Sprzęt komputerowy i licencje to temat, który w MŚP często schodzi na dalszy plan. Komputery są wymieniane, gdy „już naprawdę trzeba”, a licencje kupowane wtedy, gdy system przestaje działać bez nich. Rzadko kto patrzy na ten obszar całościowo.

Audyt sprzętu i licencji pozwala odpowiedzieć na bardzo przyziemne pytania: jaki sprzęt faktycznie jest używany, kto z niego korzysta i czy oprogramowanie jest legalne oraz adekwatne do potrzeb. W wielu firmach okazuje się, że część licencji nie jest wykorzystywana, inne są dublowane, a jeszcze inne nie obejmują wszystkich użytkowników, którzy z danego narzędzia korzystają na co dzień.

Zdarzają się też sytuacje odwrotne – firma pracuje na przestarzałym sprzęcie, który generuje koszty pośrednie: dłuższy czas pracy, frustrację pracowników i większe ryzyko awarii. Audyt nie polega wtedy na wskazaniu „co kupić”, ale na pokazaniu realnych konsekwencji obecnego stanu.

Audyt bezpieczeństwa IT – realne ryzyka zamiast teorii

Bezpieczeństwo IT w MŚP bywa traktowane bardzo nierówno. Z jednej strony są firmy, które inwestują w zaawansowane rozwiązania, z drugiej – takie, które opierają się na założeniu, że „nikt się nami nie zainteresuje”. Prawda leży zwykle gdzieś pośrodku.

Audyt bezpieczeństwa IT nie polega na straszeniu atakami. Jego celem jest sprawdzenie, jak łatwo można popełnić błąd – świadomie lub nieświadomie. Najczęstsze problemy to zbyt szerokie uprawnienia użytkowników, brak rozdzielenia środowisk, nieaktualne systemy albo brak realnej kontroli nad tym, kto i skąd loguje się do firmowych zasobów.

W wielu firmach procedury bezpieczeństwa istnieją, ale nie są stosowane, bo nikt nie miał czasu ich zweryfikować w praktyce. Audyt pozwala odróżnić elementy krytyczne od tych, które są jedynie „ładnie opisane”.

Audyt IT pod Dyrektywę NIS2 – obowiązki, które dotyczą także MŚP

Dyrektywa NIS2 zmieniła sposób patrzenia na bezpieczeństwo IT w Unii Europejskiej. Co istotne, nie dotyczy już wyłącznie największych podmiotów. Coraz więcej małych i średnich firm, szczególnie działających w określonych sektorach lub jako element łańcucha dostaw, podlega nowym wymaganiom.

Audyt IT w kontekście NIS2 pozwala sprawdzić, czy firma:

  • zna swoje systemy krytyczne i zależności między nimi,

  • ma jasno określone role i odpowiedzialności,

  • potrafi reagować na incydenty, a nie tylko je zgłaszać,

  • posiada dokumentację, która odzwierciedla rzeczywisty stan IT.

W praktyce największym wyzwaniem nie jest technologia, lecz organizacja. Firmy często mają narzędzia, ale brakuje im spójnego podejścia do zarządzania bezpieczeństwem.

Audyt zgodności z ISO 9001 i ISO 27001 – sensowna zgodność zamiast papierologii

Normy ISO w wielu organizacjach kojarzą się z dokumentacją tworzoną „na audyt”. Problem pojawia się wtedy, gdy dokumenty zaczynają żyć własnym życiem, a rzeczywiste procesy idą zupełnie inną drogą.

Audyt IT w kontekście ISO 9001 i ISO 27001 skupia się na tym, czy system zarządzania jakością i bezpieczeństwem informacji faktycznie działa. Czy procedury są zrozumiałe, czy pracownicy wiedzą, jak z nich korzystać i czy IT wspiera procesy biznesowe, zamiast je komplikować.

Często okazuje się, że uproszczenie i uporządkowanie systemu daje lepszy efekt niż dokładanie kolejnych dokumentów.

Dlaczego audyt IT ma sens właśnie teraz?

Audyt informatyczny nie jest narzędziem „na kryzys”. Najwięcej wartości przynosi wtedy, gdy firma jeszcze działa stabilnie, ale czuje, że IT zaczyna być coraz bardziej złożone. Daje wiedzę, na podstawie której można podejmować świadome decyzje: co poprawić od razu, co zaplanować na później, a czego nie ruszać, bo działa dobrze.

Dla właścicieli MŚP i dyrektorów IT audyt to przede wszystkim jasny obraz sytuacji, bez domysłów i bez opierania się na jednym źródle wiedzy.

Jeżeli celem jest spokojny rozwój firmy, zgodność z regulacjami i mniejsze ryzyko nieprzewidzianych problemów, audyt IT jest rozsądnym punktem wyjścia.
Czasem wystarczy jedno takie spojrzenie z boku, żeby uporządkować kilka lat decyzji technologicznych.

Klucz do satysfakcji pacjenta: Jak oprogramowanie medyczne zmienia doświadczenia od pierwszej rejestracji?

Współczesna opieka zdrowotna to już nie tylko kwestia skuteczności leczenia, ale także jakości obsługi i komfortu pacjenta. W dobie cyfryzacji doświadczenia pacjenta stają się kluczowym elementem budowania przewagi konkurencyjnej i długotrwałej lojalności. W tym kontekście innowacyjne systemy, takie jak oprogramowanie medyczne, rewolucjonizują interakcję pacjenta z placówką, zaczynając od pierwszego kontaktu – rejestracji.

Oprogramowanie medyczne – cyfrowa rewolucja w opiece zdrowotnej

Tradycyjny model rejestracji, często obarczony długim oczekiwaniem na linii telefonicznej lub kolejkami, jest coraz mniej akceptowalny dla pacjentów przyzwyczajonych do wygody usług online. Wdrożenie nowoczesnego oprogramowania medycznego to strategiczna decyzja, która pozwala placówkom medycznym znacząco poprawić wydajność i przede wszystkim podnieść satysfakcję pacjentów.

Sprawna i bezproblemowa rejestracja ma bezpośredni wpływ na ogólne zadowolenie z usług medycznych. Nowoczesne systemy umożliwiają automatyzację procesów, co z kolei przekłada się na oszczędność czasu zarówno dla pacjenta, jak i personelu medycznego.

Niezawodny Portal Pacjenta: serce cyfrowej komunikacji

Centralnym punktem, który całkowicie odmienia doświadczenia pacjentów, jest Portal Pacjenta. Stanowi on bramę do świata cyfrowych usług medycznych, oferując pacjentom pełną kontrolę nad ich ścieżką leczenia – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Sprawna rejestracja i zarządzanie wizytami

Możliwość rejestracji online to fundament, który niweluje frustrację związaną z próbami dodzwonienia się do placówki. Pacjent samodzielnie wybiera dogodny termin, lekarza i rodzaj wizyty, bazując na aktualnym grafiku widocznym w systemie, takim jak np. Medyc. Portal Pacjenta oferuje jednak znacznie więcej:

  • Automatyczne przypomnienia: system wysyła powiadomienia SMS i e-mail o zbliżających się wizytach. Taka funkcja, jak ta oferowana przez oprogramowanie medyczne Medyc, przyczynia się do redukcji liczby nieodwołanych wizyt, co bezpośrednio optymalizuje pracę gabinetów i zwiększa dostępność terminów dla innych potrzebujących. Co istotne, system oferuje także komunikację dwustronną, gdzie pacjent może prosto potwierdzić lub anulować wizytę, automatycznie zwalniając termin w kalendarzu lekarza.
  • Łatwe zarządzanie: w Portalu Pacjenta można bez trudu przekładać lub odwoływać wizyty, eliminując konieczność kontaktu telefonicznego, co znacznie odciąża personel rejestracji.

oprogramowanie medyczne medyc.pl

Oprogramowanie medyczne zapewnia bezpieczny dostęp do Elektronicznej Dokumentacji Medycznej (EDM)

Jednym z najważniejszych aspektów budujących zaufanie i poczucie sprawczości u pacjenta jest dostęp do własnej dokumentacji medycznej. Portal Pacjenta Medyc zapewnia pacjentom wgląd do:

  • Wyników badań: odbiór wyników badań laboratoryjnych lub diagnostycznych online, bez konieczności osobistej wizyty.
  • Historii leczenia: pełna historia konsultacji, diagnoz i zaleceń lekarskich, dostępna w jednym, bezpiecznym miejscu.
  • e-recept i e-skierowań: pacjenci mają stały dostęp do wystawionych dokumentów, co ułatwia realizację leczenia.

Ten cyfrowy dostęp do danych medycznych nie tylko wzmacnia zaangażowanie pacjenta w proces leczenia, ale także podnosi jego lojalność wobec placówki, która traktuje go jako partnera w dbaniu o zdrowie. Pełna i czytelna dokumentacja medyczna pozwala pacjentom na bardziej świadome podejmowanie decyzji.

Dostęp do dokumentacji w systemie Medyc odbywa się w sposób zgodny z RODO i krajowymi przepisami dotyczącymi ochrony danych medycznych. Informacje pacjentów są szyfrowane, a kontrola dostępu uniemożliwia wgląd osobom nieuprawnionym. To szczególnie ważne w kontekście bezpieczeństwa danych wrażliwych i buduje zaufanie pacjenta do placówki.

Poprawa komunikacji – fundament lojalności

Nowoczesne oprogramowanie medyczne jest również potężnym narzędziem do poprawy wielokanałowej komunikacji między pacjentem a placówką.

Komunikacja bezpośrednia i powiadomienia

Oprócz automatycznych przypomnień o wizytach, oprogramowanie medyczne Medyc oferuje także czat z lekarzem. Ta funkcjonalność pozwala pacjentom na szybkie zadanie pytań uzupełniających po wizycie, skonsultowanie wątpliwości czy uzyskanie teleporady. W ten sposób placówka utrzymuje stały kontakt z pacjentem, budując relację opartą na zaufaniu i dostępności.

Szybkie i skuteczne powiadomienia dotyczące na przykład zmiany terminu wizyty, czy konieczności wykonania badań kontrolnych, sprawiają, że pacjent czuje się zaopiekowany i jest na bieżąco informowany o wszelkich istotnych kwestiach związanych z jego zdrowiem i leczeniem.

system dla lekarzy medyc.pl

Jak Medyc wspiera lekarzy w budowaniu satysfakcji pacjenta?

Satysfakcja pacjenta to w dużej mierze następstwo efektywności i komfortu pracy personelu medycznego. Oprogramowanie medyczne Medyc koncentruje się na wspieraniu lekarzy i pracowników placówek w ich codziennej pracy, aby mogli poświęcić więcej czasu pacjentowi, a mniej administracji, oferując szereg funkcjonalności:

  • intuicyjny interfejs dla pacjenta – łatwe logowanie, wygodna nawigacja;
  • rejestracja online – pacjent sam wybiera specjalistę i termin;
  • przypomnienia SMS/ e-mail;
  • dostęp do wyników badań, historii wizyt, dokumentów medycznych;
  • możliwość komunikacji z zespołem medycznym (wiadomości wewnętrzne);
  • ankiety satysfakcji po wizycie;
  • obsługa zgód, dokumentów i formularzy online.

Jak oprogramowanie medyczne wspiera satysfakcję pacjenta?

Inwestycja w nowoczesne oprogramowanie medyczne, takie jak Medyc, to inwestycja w przyszłość placówki. Od sprawnie działającej rejestracji online, przez dostęp do Portalu Pacjenta, po efektywną komunikację za pomocą automatycznych powiadomień – każdy z tych elementów przyczynia się do zadowolenia pacjentów.

Umożliwiając pacjentom łatwy dostęp do informacji i samodzielne zarządzanie swoją opieką zdrowotną, placówka nie tylko ułatwia im życie, ale przede wszystkim buduje lojalność, zaufanie i generuje pozytywne opinie. W dobie rosnącej świadomości zdrowotnej to właśnie nowoczesne, zorientowane na pacjenta technologie stają się decydującym czynnikiem wyboru placówki medycznej. Medyc udowadnia, że klucz do satysfakcji pacjenta leży w synergii innowacji technologicznej i opiece, jaką zostanie objęty.

Kredyty mieszkaniowe +22,3% r/r, gotówkowe +8% r/r. Spada liczba kart kredytowych

Banki i SKOK-i zwiększyły akcję kredytową w listopadzie 2025 r. W ujęciu rocznym wzrosła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych (+22,3%), ratalnych (+21,5%) i gotówkowych (+8,0%), a spadła liczba wydanych kart kredytowych (-9,2%). Wartościowo wszystkie cztery kategorie były na plusie: kredyty mieszkaniowe +30,7% r/r, gotówkowe +17,6% r/r, ratalne +5,9% r/r oraz limity w kartach +2,6% r/r.

W okresie styczeń–listopad 2025 r. (w porównaniu z tym samym okresem 2024 r.) banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+18,6%) oraz mieszkaniowych (+11,5%). Ujemne dynamiki dotyczyły kredytów ratalnych (-13,8%) i kart kredytowych (-2,4%). W ujęciu wartościowym wzrosła akcja kredytowa w kredytach gotówkowych (+27,1%), mieszkaniowych (+18,1%) i w limitach kart kredytowych (+8,7%), a spadek odnotowały tylko kredyty ratalne (-4,5%).

Kredyty ratalne: listopad na plusie, ale rok wciąż pod kreską

Listopad 2025 r. przyniósł wyraźne odbicie w kredytach ratalnych: liczba umów wzrosła o 21,5% r/r oraz o 14,6% m/m. Wartość sprzedaży była wyższa o 5,9% r/r i o 21,2% m/m. Jednocześnie narastająco po 11 miesiącach 2025 r. segment pozostawał słabszy niż rok wcześniej: liczba spadła o 13,8%, a wartość o 4,5% – jako jedyna kategoria z ujemną dynamiką wartościową w tym okresie.

Według dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka Grupy BIK, listopad jest drugim – po październiku – miesiącem, który przerwał spadkowy trend utrzymujący się od stycznia. Analityk łączy możliwą poprawę w 2026 r. m.in. z rosnącymi wynagrodzeniami, spadającymi stopami procentowymi oraz ożywieniem na rynku kredytów mieszkaniowych, które często pociąga za sobą finansowanie zakupów RTV/AGD w formie rat. Średnia kwota kredytu ratalnego w listopadzie wyniosła 2 289 zł i była o 12,9% niższa niż przed rokiem.

Kredyty gotówkowe: rosną kwoty i wartość, napędzają je wysokie przedziały

W segmencie kredytów gotówkowych utrzymał się trend wzrostowy. W listopadzie liczba udzielonych kredytów wzrosła o 8,0% r/r, a ich wartość o 17,6% r/r. Z danych wynika też wzrost przeciętnej kwoty – średnio 26 594 zł, czyli o 8,9% więcej niż w listopadzie 2024 r.

BIK wskazuje, że coraz większy udział mają kredyty wysokokwotowe, szczególnie powyżej 50 tys. zł. Według analityków sprzyjają temu trzy czynniki poprawiające zdolność kredytową: wydłużanie okresów spłaty, niższe oprocentowanie nowych kredytów po obniżkach stóp oraz realny wzrost wynagrodzeń. Narastająco po 11 miesiącach wartość udzielonych kredytów gotówkowych przekroczyła 110 mld zł, a BIK ocenia, że wynik całoroczny będzie rekordowy.

Kredyty mieszkaniowe: wysoka sprzedaż, średnia kwota blisko 456 tys. zł

W listopadzie banki udzieliły o 22,3% więcej kredytów mieszkaniowych niż rok wcześniej, ale w porównaniu z październikiem liczba spadła o 17,8%. Wartość sprzedaży była wyższa o 30,7% r/r i niższa o 17,0% m/m. Mimo miesięcznego spadku listopadowa sprzedaż kredytów mieszkaniowych sięgnęła prawie 9 mld zł.

Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 455,92 tys. zł, czyli o 6,9% więcej r/r i była drugim najwyższym odczytem w 2025 r. po sierpniu. BIK wskazuje, że popyt wspierają spadające stopy procentowe i rosnące dochody, a także sytuacja na rynku mieszkaniowym. Po 11 miesiącach 2025 r. wartość udzielonego finansowania mieszkaniowego sięgnęła prawie 96 mld zł, co przybliża rynek do historycznego rekordu.

Analitycy zwracają też uwagę na efekt bazy z 2024 r., gdy część sprzedaży wynikała z Programu Bezpieczny Kredyt 2% (14,36 mld zł po 11 miesiącach). Po korekcie o ten komponent roczna dynamika wartości kredytów mieszkaniowych po 11 miesiącach 2025 r. wyniosłaby +31,4%, a nie +18,1%.

Jakość spłat: stabilnie w głównych produktach, sygnał ostrzegawczy w kartach

BIK informuje, że listopadowe odczyty Indeksów Jakości dla trzech głównych produktów kredytowych poprawiły się zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku, co wskazuje na utrzymanie niskiego ryzyka kredytowego. Szczególnie w kredytach gotówkowych i mieszkaniowych indeksy mają systematycznie poprawiać się także w ujęciu rocznym. Zastrzeżenia dotyczą segmentu kart kredytowych, gdzie rośnie szkodowość.

Według BIK szkodowość kart kredytowych jest obecnie wyższa o 0,23 pkt proc. niż w kredytach gotówkowych, co oznacza zmianę w strukturze ryzyka – to karty, a nie kredyty gotówkowe, mają dziś najwyższy poziom ryzyka. Analitycy podkreślają jednak, że obecny Indeks Jakości kart pozostaje niższy niż pod koniec 2023 r., ale wymaga stałej obserwacji, bo historycznie pogorszenie jakości kart bywało jednym z pierwszych sygnałów osłabienia kondycji finansowej gospodarstw domowych.

Diagnoza, dialog i szanse na zmiany: 2025 i 2026 rok okiem KRASP

Rok 2025 w polskim szkolnictwie wyższym upłynął pod znakiem intensywnej debaty o jakości badań naukowych, finansowaniu nauki i szkolnictwa wyższego oraz roli tego sektora w strategii rozwoju państwa. Grudniowe spotkanie z premierem i zaawansowane prace nad nowym modelem ewaluacji dają nadzieję, że nowy rok przyniesie konkretne decyzje i poprawę warunków funkcjonowania uczelni.

Początek 2025 roku zdominowała krytyka dotychczasowego systemu ewaluacji działalności naukowej. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich konsekwentnie wskazywała na negatywne skutki nadmiernej parametryzacji: presję ilościową, punktomanię oraz osłabienie jakości badań.

Powołanie przez resort nauki i szkolnictwa wyższego zespołu ds. ewaluacji oraz stopniowe modyfikacje planowanej reformy były odbierane jako krok w stronę dialogu. W skład zespołu ds. ewaluacji weszło 31 ekspertek i ekspertów, reprezentujących środowisko akademickie i naukowe, w tym przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Polskiej Akademii Nauk czy Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Ewaluacja po nowemu

Wyraźne domknięcie całorocznej debaty nastąpiło podczas grudniowego posiedzenia Prezydium KRASP, podczas którego wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego dr Karolina Zioło-Pużuk przedstawiła założenia nowego, dwufilarowego modelu ewaluacji. Zakłada on: ocenę jakości działalności naukowej w dyscyplinach oraz ocenę potencjału działalności naukowej podmiotu.

To istotna zmiana kierunkowa. Ewaluacja ma obejmować nie tylko dorobek publikacyjny, ale też warunki instytucjonalne prowadzenia badań, kulturę transparentności, zarządzanie nauką oraz odpowiedzialność społeczną uczelni i instytutów. Członkowie Prezydium KRASP odnieśli się do propozycji, zgłaszając uwagi i rekomendacje. W 2026 roku projekt ma trafić do Zespołu ds. Programowania Prac Rządu, a następnie – do szerszych konsultacji społecznych.

To krok w dobrą stronę. Ewaluacja nie może sprowadzać się wyłącznie do zliczania punktów. Powinna uwzględniać m.in. warunki prowadzenia badań – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

O finansowaniu uczelni na spotkaniu z premierem

2025 rok to także czas, w którym środowisko akademickie apelowało o zapewnienie adekwatnego poziomu finansowania nauki i szkolnictwa wyższego. Znalazło to wyraz w licznych wystąpieniach, jak i stanowisku Zgromadzenia Plenarnego KRASP, w którym czytamy m.in.:

Z zaniepokojeniem przyjmujemy projekt budżetu państwa na 2026 rok, w którym wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe zostały zaplanowane na poziomie nieco ponad 1% PKB (…). Tak niski poziom finansowania utrwala również długotrwałą tendencję obniżania wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe.

Rektorzy alarmowali wtedy, że zaprojektowane nakłady są kilkakrotnie niższe od średnich wydatków w państwach należących do OECD.

Wpływa to na spadek konkurencyjności nie tylko samych uczelni, ale i całej gospodarki. Tak niskie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe grożą utratą przewag konkurencyjnych Polski. Uczelnie odgrywają kluczową rolę we wczesnych etapach tworzenia innowacji, a ich potencjał badawczy bezpośrednio oddziałuje na bezpieczeństwo technologiczne i gospodarcze – zaznaczyła szefowa KRASP.

Niedługo po ogłoszeniu stanowiska doszło do spotkania środowiska naukowego i akademickiego z premierem Donaldem Tuskiem, marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Marcinem Kulaskiem.

Poza członkami Prezydium KRASP w spotkaniu z władzami uczestniczyli też przedstawiciele: Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Akademii Nauk oraz Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wszyscy mówili jednym głosem: sektor jest niedofinansowany, a traci na tym cała gospodarka.

Doceniamy fakt bezpośrednich rozmów z premierem. Dialog na tym poziomie jest niezbędny, jeśli nauka ma być realnym elementem strategii rozwoju państwa – mówiła bezpośrednio po spotkaniu z premierem prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Szef rządu zapowiedział powołanie zespołu, któremu będzie osobiście przewodniczył. W skład tego gremium mają wejść minister nauki i szkolnictwa wyższego, minister finansów oraz przedstawiciele środowiska naukowego i akademickiego. Pierwsze spotkanie zespołu zostało zaplanowane na początek 2026 roku.

Umiędzynarodowienie, etyka i nowe wyzwania

Rok 2025 przyniósł także dyskusję o umiędzynarodowieniu badań i kształcenia, w tym o idei dyplomu europejskiego oraz o konieczności zwiększenia unijnych nakładów na badania. Rektorzy z Polski, Niemiec i Francji wspólnie apelowali o wzmocnienie finansowania nauki na poziomie UE. Równocześnie KRASP zwracała uwagę na kwestie etyczne, zagrożenia związane z działalnością tzw. „paper mills” oraz odpowiedzialne wykorzystanie sztucznej inteligencji w nauce. Coraz wyraźniej wybrzmiewał również dobrostan studentów, który wymaga systemowych rozwiązań i wsparcia ze strony państwa.

2026: czas decyzji

Decyzje, które zapadną w nadchodzącym roku, mogą okazać się kluczowe dla przyszłości sektora akademickiego.

Rok 2026 pokaże, czy zwrot ku dialogowi, jakości i instytucjonalnej odpowiedzialności przełoży się na trwałe rozwiązania prawne i finansowe, od których zależy los nie tylko uczelni, ale i całej gospodarki – podsumowuje Wojciech Dąbrówka, rzecznik KRASP. – KRASP deklaruje gotowość do dalszej współpracy
z rządem na rzecz wzmocnienia nauki i szkolnictwa wyższego jako jednego z filarów rozwoju państwa
– dodaje rzecznik KRASP.

Ceny mieszkań w Zakopanem dosłownie zwalają z nóg. W innych górskich kurortach też nie jest tanio

W porównaniu z cenami nowych M zlokalizowanych w popularnych miejscowościach górskich, mieszkania w drogim Krakowie, wydają się być cenową okazją… Niemożliwe? A jednak! Ile zatem trzeba zapłacić za lokum z rynku pierwotnego w górach? Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili to sprawdzić.

Zakopane nie ma sobie równych. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w listopadzie tego roku średnia cena metra kwadratowego 100 dostępnych w tej najpopularniejszej miejscowości górskiej mieszkań deweloperskich przekroczyła 34,5 tys. zł. Jest ona wyższa aż o 36% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku!

Pamiętajmy jednak o tym, że na tak małych rynkach może wywołać wrażenie gwałtownego wzrostu cen jedna bardzo droga inwestycja lub wyprzedanie najtańszych lokali w już realizowanych – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Bardzo drogo jest także w Kościelisku. Średnia cena mieszkania w ofercie lokalnych firm deweloperskich w przeliczeniu na metr kwadratowy sięga 23,7 tys. zł. Przy czym w ciągu ostatnich 12 miesięcy średnia skurczyła się o 20%, dzięki pojawieniu się w ofercie stosunkowo tanich – jak na ten rynek – lokali.

Trzecie miejsce na podium drożyzny zajmuje obecnie Szczyrk – średnio ponad 22 tys. zł za metr kwadratowy, czyli aż o 45% więcej niż rok temu. Odrobinę taniej jest w Szklarskiej Porębie. Także i tam na rynek trafiła spora pula stosunkowo tanich – jak na ten kurort – mieszkań. Ich średnia cena skurczyła się o 3%, choć wciąż jest bardzo wysoka – ok. 20,2 tys. zł za metr kwadratowy.

Sporo za mieszkanie zapłacimy także w Białce Tatrzańskiej. Obecnie lokalni deweloperzy oferują tu tylko 20 lokali, a ich średnia cena za metr kwadratowy wynosi ponad 19,4 tys. zł.

Na szóstym miejscu znalazła się Szczawnica (18,9 tys. zł/m kw.). Do pierwszej dziesiątki najdroższych lokalizacji trafił także Karpacz (18,3 tys. zł/m kw.), Świeradów-Zdrój (18,1 tys. zł/m kw.) i Wisła (17,3 tys. zł/m kw.).

Nawet Kraków ze średnią ceną metra kwadratowego na poziomie 16,7 tys. zł, nie wydaje taki drogi – komentuje Marek Wielgo.

Zestawienie dziesięciu najdroższych miejscowości wypoczynkowych zamyka Krynica-Zdrój (14,9 tys. zł/m kw.).

Odrobinę taniej jest w pozostałych popularnych górskich kurortach. W Polanicy-Zdrój za m kw. nowego M zapłacimy średnio 13,9 tys. zł a w Dusznikach-Zdrój – 13,1 tys. zł. Natomiast aby kupić mieszkanie w Kudowie-Zdroju trzeba wyłożyć średnio „tylko” niespełna 10 tys. zł za metr kwadratowy.Średnia cena m kw. w kurortach górskich

–  Mieszkania i domy w znanych kurortach stały się luksusem, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. Wysokie ceny wynikają w dużej mierze z ograniczeń podażowych na tych rynkach, a także z faktu, że nabywcy są skłonni zapłacić bajońskie sumy, jeśli mają bajeczny widok z okna – wyjaśnia ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

I dodaje, że mimo zapierających dech w piersiach cen w miejscowościach i wsiach położonych w powiecie tatrzańskim (m.in. Zakopane, Kościelisko, Białka Tatrzańska), wciąż nie brakuje chętnych na mieszkania budowane tam przez deweloperów. Może o tym świadczyć olbrzymi wzrost ich aktywności inwestycyjnej. Z danych GUS wynika, że w ciągu 10 miesięcy tego roku tamtejsi deweloperzy rozpoczęli budowę 327 mieszkań, czyli aż o 82% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wzrosła też w tym roku aktywność budowlana deweloperów w powiatach: cieszyńskim (m.in. Wisła) i kłodzkim (m.in. Polanica-Zdrój, Duszniki-Zdrój i Kudowa-Zdrój). Spadek inwestycji mieszkaniowych GUS odnotował natomiast w powiatach: karkonoskim (m.in. Karpacz, Szklarska Poręba), lubańskim (m.in. Świeradów-Zdrój), bielskim (m.in. Szczyrk), nowosądeckim (m.in. Krynica-Zdrój) i nowotarskim (m.in. Szczawnica).

Rośnie konkurencja w segmencie eko-kosmetyków. Lavera rzuca rękawicę liderom

Segment kosmetyków naturalnych w Polsce rozwija się w naprawdę dynamicznym tempie, przyciągając uwagę zarówno lokalnych producentów, jak i globalnych marek. Jedną z nich jest Lavera, niemiecka firma z ponad 35-letnią historią, uznawana za jednego z pionierów rynku naturalnej pielęgnacji w Europie. Po sukcesach w zachodniej części kontynentu, marka uruchomiła sprzedaż w Polsce. Od kilku miesięcy produkty Lavera są dostępne w sprzedaży online, poprzez oficjalny sklep internetowy.

Rosnący potencjał rynku

Zgodnie z analizami PMR, wartość polskiego rynku kosmetycznego w 2024 roku przekroczyła 35 mld zł[1], a jego roczne tempo wzrostu sięga nawet 6%, czyli znacząco więcej niż średnia dla krajów UE[2]. Prognozy na lata 2024-2028 przewidują dalszy wzrost o około 16%[3]. Rosnąca siła nabywcza Polaków (PKB per capita w parytecie siły nabywczej wzrosło z 10,9 tys. euro w 2004 roku do 30,1 tys. euro w 2023 roku[4]) sprzyja świadomej konsumpcji i popytowi na produkty naturalne, transparentne oraz etyczne. Dla marek takich jak lavera, Polska staje się ważnym rynkiem w kierunku ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Europejska jakość i transparentny model produkcji

Marka Lavera została założona w 1987 roku w Hanowerze przez Thomasa Haase’a. Jego osobiste doświadczenia z atopowym zapaleniem skóry stały się impulsem do stworzenia kosmetyków delikatnych, skutecznych i w pełni naturalnych. Dziś w portfolio Lavery znajduje się ponad 230 produktów obejmujących pielęgnację twarzy, ciała i włosów. Wszystkie formuły oparte są na składnikach pochodzenia naturalnego – bez mikroplastiku, syntetycznych konserwantów czy silikonów. Kosmetyki produkowane są w Niemczech z wykorzystaniem surowców regionalnych, zgodnie z zasadami zrównoważonej, etycznej produkcji. Marka posiada certyfikaty NATRUE i COSMOS, a status cruelty-free potwierdza certyfikat PETA.

Innowacje napędzające konkurencyjność

Lavera inwestuje w rozwój nowoczesnych, skutecznych składników aktywnych, które pozostają zgodne z filozofią czystej pielęgnacji. W recepturach wykorzystywane są m.in. bakuchiol (roślinna alternatywa retinolu), naturalny koenzym Q10 oraz kwas hialuronowy pozyskiwany w procesie fermentacji. Takie podejście łączy skuteczność z delikatnością, zarówno dla skóry, jak i środowiska.

Strategia cyfrowa i ekspansja regionalna

Debiut Lavery w Polsce odbywa się w formule direct-to-consumer, z wykorzystaniem kanału e-commerce. Strategia ta umożliwia szybkie wejście na rynek, elastyczne testowanie oferty oraz bezpośrednie budowanie relacji z konsumentami. Polski rynek ma dla firmy strategiczne znaczenie, gdyż jest to pierwszy etap planowanej ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nowe rozdanie w eko-pielęgnacji

Obecność Lavery w Polsce może oznaczać zmianę układu sił w segmencie eko-kosmetyków. Marka łączy doświadczenie, jakość i innowacyjność, oferując przystępne cenowo produkty, które odpowiadają na realne potrzeby współczesnych konsumentów. Jej obecność może znacząco wpłynąć na dalszy rozwój kategorii i zmobilizować konkurencję do podniesienia standardów.

Polska staje się nie tylko chłonnym, ale także wymagającym rynkiem. Lavera udowadnia, że naturalna pielęgnacja może być nowoczesna, dostępna i odpowiedzialna, a to połączenie, które może na nowo zdefiniować oczekiwania wobec kosmetyków przyszłości.

[1]  https://bit.ly/3JWMoVN

[2]  https://bit.ly/3HIIJud

[3]  https://expo.gov.pl/wp-content/uploads/2024/11/Raport-branza-kosmetyczna.pdf

[4] https://kosmetyczni.pl/wp-content/uploads/2024/10/Kosmetyczni_Kosmetyczna_Polska_Raport_o_stanie_branzy_2024_4.pdf

Kreml zmienia warunki gry?

Inicjatywa dyplomatyczna Stanów Zjednoczonych na rzecz zakończenia wojny w Ukrainie, firmowana przez prezydenta USA Donalda Trumpa, napotkała nowe komplikacje po zapowiedzi rewizji stanowiska negocjacyjnego Rosji. Impulsem do zmiany narracji Kremla miały być zarzuty o rzekomy atak ukraińskich dronów na rezydencję Władimira Putina, które władze w Kijowie jednoznacznie odrzuciły jako nieprawdziwe.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił rosyjskie oskarżenia mianem „nowego kłamstwa”, ostrzegając, że mogą one posłużyć jako pretekst do eskalacji działań militarnych, w tym ataków na budynki rządowe w Kijowie. Jednocześnie Putin, w rozmowie telefonicznej z Trumpem, zadeklarował wolę dalszej współpracy z USA, sygnalizując jednak zamiar ponownego otwarcia kwestii, które wcześniej uznawano za wstępnie uzgodnione. Obaj przywódcy zgodzili się utrzymać bezpośredni kanał dialogu, choć bez przełomu w kluczowych sprawach.

Rozmowa Trump–Putin została przez Biały Dom określona jako „pozytywna”, jednak brak jest sygnałów realnego zbliżenia stanowisk. Sam Trump publicznie przyznał, że jest „bardzo zły” z powodu domniemanego ataku, co przez część obserwatorów zostało odebrane jako częściowe przyjęcie rosyjskiej narracji. Równolegle Moskwa zaostrzyła przekaz – szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow twierdził, że Ukraina użyła 91 dronów i zapowiedział odwet, podkreślając, że cele zostały już wybrane. Kijów uznał te zarzuty za fałszywe i służące wyłącznie przedłużaniu wojny.

Na poziomie negocjacyjnym impas pozostaje głęboki. Wstępny plan pokojowy, pierwotnie obejmujący 28 punktów, a obecnie zredukowany do 20, został zmodyfikowany przez stronę ukraińską, jednak Rosja już sygnalizuje brak zgody na kluczowe zapisy, w tym dotyczące wielkości ukraińskiej armii po wojnie. Najtrudniejsze kwestie obejmują kontrolę terytoriów, zwłaszcza Donbasu, rosyjskie żądania terytorialne, postulaty neutralności Ukrainy i sprzeciw wobec ekspansji NATO, a także przyszłość sankcji i zamrożonych rosyjskich aktywów na Zachodzie.

Stanowisko Ukrainy pozostaje konsekwentne. Zełenski wyklucza jednostronne ustępstwa terytorialne, podkreślając, że byłyby one sprzeczne z prawem krajowym. Referendum mogłoby być rozważane jedynie w kontekście symetrycznego wycofania wojsk oraz ewentualnego utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej. Równocześnie Kijów domaga się długoterminowych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA, nawet na okres 30–50 lat, podczas gdy obecne propozycje zakładają 15 lat z możliwością przedłużenia. Gwarancje te miałyby mieć charakter zbliżony do mechanizmów NATO, choć bez formalnego członkostwa.

W szerszym kontekście międzynarodowym na początku stycznia ma się odbyć spotkanie tzw. Koalicji Chętnych, poświęcone dalszemu wsparciu dla Ukrainy, co zapowiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. Ukraina planuje w styczniu konsultacje z partnerami europejskimi oraz z administracją Trumpa, a dopiero w dalszej kolejności ewentualne rozmowy z Rosją w nieokreślonej jeszcze formule.

Choć tempo działań dyplomatycznych wyraźnie przyspieszyło pod koniec roku, ostatnie wydarzenia zwiększają ryzyko politycznego impasu. Rosyjskie oskarżenia, eskalacja narracji oraz kontynuacja ataków na infrastrukturę Ukrainy istotnie obniżają krótkoterminowe szanse na zawieszenie broni, co przekłada się na utrzymanie podwyższonego ryzyka geopolitycznego, istotnego również z punktu widzenia globalnych rynków finansowych. Po wczorajszej przecenie przekraczającej 4% złoto odbija obecnie o 0,74% i jest kwotowane na poziomie 4364,5 USD za uncję trojańską. Przedłużający się impas negocjacyjny i utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą sprzyjać dalszemu wzrostowi notowań tego metalu szlachetnego.