Rośnie konkurencja w segmencie eko-kosmetyków. Lavera rzuca rękawicę liderom

Segment kosmetyków naturalnych w Polsce rozwija się w naprawdę dynamicznym tempie, przyciągając uwagę zarówno lokalnych producentów, jak i globalnych marek. Jedną z nich jest Lavera, niemiecka firma z ponad 35-letnią historią, uznawana za jednego z pionierów rynku naturalnej pielęgnacji w Europie. Po sukcesach w zachodniej części kontynentu, marka uruchomiła sprzedaż w Polsce. Od kilku miesięcy produkty Lavera są dostępne w sprzedaży online, poprzez oficjalny sklep internetowy.

Rosnący potencjał rynku

Zgodnie z analizami PMR, wartość polskiego rynku kosmetycznego w 2024 roku przekroczyła 35 mld zł[1], a jego roczne tempo wzrostu sięga nawet 6%, czyli znacząco więcej niż średnia dla krajów UE[2]. Prognozy na lata 2024-2028 przewidują dalszy wzrost o około 16%[3]. Rosnąca siła nabywcza Polaków (PKB per capita w parytecie siły nabywczej wzrosło z 10,9 tys. euro w 2004 roku do 30,1 tys. euro w 2023 roku[4]) sprzyja świadomej konsumpcji i popytowi na produkty naturalne, transparentne oraz etyczne. Dla marek takich jak lavera, Polska staje się ważnym rynkiem w kierunku ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Europejska jakość i transparentny model produkcji

Marka Lavera została założona w 1987 roku w Hanowerze przez Thomasa Haase’a. Jego osobiste doświadczenia z atopowym zapaleniem skóry stały się impulsem do stworzenia kosmetyków delikatnych, skutecznych i w pełni naturalnych. Dziś w portfolio Lavery znajduje się ponad 230 produktów obejmujących pielęgnację twarzy, ciała i włosów. Wszystkie formuły oparte są na składnikach pochodzenia naturalnego – bez mikroplastiku, syntetycznych konserwantów czy silikonów. Kosmetyki produkowane są w Niemczech z wykorzystaniem surowców regionalnych, zgodnie z zasadami zrównoważonej, etycznej produkcji. Marka posiada certyfikaty NATRUE i COSMOS, a status cruelty-free potwierdza certyfikat PETA.

Innowacje napędzające konkurencyjność

Lavera inwestuje w rozwój nowoczesnych, skutecznych składników aktywnych, które pozostają zgodne z filozofią czystej pielęgnacji. W recepturach wykorzystywane są m.in. bakuchiol (roślinna alternatywa retinolu), naturalny koenzym Q10 oraz kwas hialuronowy pozyskiwany w procesie fermentacji. Takie podejście łączy skuteczność z delikatnością, zarówno dla skóry, jak i środowiska.

Strategia cyfrowa i ekspansja regionalna

Debiut Lavery w Polsce odbywa się w formule direct-to-consumer, z wykorzystaniem kanału e-commerce. Strategia ta umożliwia szybkie wejście na rynek, elastyczne testowanie oferty oraz bezpośrednie budowanie relacji z konsumentami. Polski rynek ma dla firmy strategiczne znaczenie, gdyż jest to pierwszy etap planowanej ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nowe rozdanie w eko-pielęgnacji

Obecność Lavery w Polsce może oznaczać zmianę układu sił w segmencie eko-kosmetyków. Marka łączy doświadczenie, jakość i innowacyjność, oferując przystępne cenowo produkty, które odpowiadają na realne potrzeby współczesnych konsumentów. Jej obecność może znacząco wpłynąć na dalszy rozwój kategorii i zmobilizować konkurencję do podniesienia standardów.

Polska staje się nie tylko chłonnym, ale także wymagającym rynkiem. Lavera udowadnia, że naturalna pielęgnacja może być nowoczesna, dostępna i odpowiedzialna, a to połączenie, które może na nowo zdefiniować oczekiwania wobec kosmetyków przyszłości.

[1]  https://bit.ly/3JWMoVN

[2]  https://bit.ly/3HIIJud

[3]  https://expo.gov.pl/wp-content/uploads/2024/11/Raport-branza-kosmetyczna.pdf

[4] https://kosmetyczni.pl/wp-content/uploads/2024/10/Kosmetyczni_Kosmetyczna_Polska_Raport_o_stanie_branzy_2024_4.pdf

Kreml zmienia warunki gry?

Inicjatywa dyplomatyczna Stanów Zjednoczonych na rzecz zakończenia wojny w Ukrainie, firmowana przez prezydenta USA Donalda Trumpa, napotkała nowe komplikacje po zapowiedzi rewizji stanowiska negocjacyjnego Rosji. Impulsem do zmiany narracji Kremla miały być zarzuty o rzekomy atak ukraińskich dronów na rezydencję Władimira Putina, które władze w Kijowie jednoznacznie odrzuciły jako nieprawdziwe.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił rosyjskie oskarżenia mianem „nowego kłamstwa”, ostrzegając, że mogą one posłużyć jako pretekst do eskalacji działań militarnych, w tym ataków na budynki rządowe w Kijowie. Jednocześnie Putin, w rozmowie telefonicznej z Trumpem, zadeklarował wolę dalszej współpracy z USA, sygnalizując jednak zamiar ponownego otwarcia kwestii, które wcześniej uznawano za wstępnie uzgodnione. Obaj przywódcy zgodzili się utrzymać bezpośredni kanał dialogu, choć bez przełomu w kluczowych sprawach.

Rozmowa Trump–Putin została przez Biały Dom określona jako „pozytywna”, jednak brak jest sygnałów realnego zbliżenia stanowisk. Sam Trump publicznie przyznał, że jest „bardzo zły” z powodu domniemanego ataku, co przez część obserwatorów zostało odebrane jako częściowe przyjęcie rosyjskiej narracji. Równolegle Moskwa zaostrzyła przekaz – szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow twierdził, że Ukraina użyła 91 dronów i zapowiedział odwet, podkreślając, że cele zostały już wybrane. Kijów uznał te zarzuty za fałszywe i służące wyłącznie przedłużaniu wojny.

Na poziomie negocjacyjnym impas pozostaje głęboki. Wstępny plan pokojowy, pierwotnie obejmujący 28 punktów, a obecnie zredukowany do 20, został zmodyfikowany przez stronę ukraińską, jednak Rosja już sygnalizuje brak zgody na kluczowe zapisy, w tym dotyczące wielkości ukraińskiej armii po wojnie. Najtrudniejsze kwestie obejmują kontrolę terytoriów, zwłaszcza Donbasu, rosyjskie żądania terytorialne, postulaty neutralności Ukrainy i sprzeciw wobec ekspansji NATO, a także przyszłość sankcji i zamrożonych rosyjskich aktywów na Zachodzie.

Stanowisko Ukrainy pozostaje konsekwentne. Zełenski wyklucza jednostronne ustępstwa terytorialne, podkreślając, że byłyby one sprzeczne z prawem krajowym. Referendum mogłoby być rozważane jedynie w kontekście symetrycznego wycofania wojsk oraz ewentualnego utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej. Równocześnie Kijów domaga się długoterminowych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA, nawet na okres 30–50 lat, podczas gdy obecne propozycje zakładają 15 lat z możliwością przedłużenia. Gwarancje te miałyby mieć charakter zbliżony do mechanizmów NATO, choć bez formalnego członkostwa.

W szerszym kontekście międzynarodowym na początku stycznia ma się odbyć spotkanie tzw. Koalicji Chętnych, poświęcone dalszemu wsparciu dla Ukrainy, co zapowiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. Ukraina planuje w styczniu konsultacje z partnerami europejskimi oraz z administracją Trumpa, a dopiero w dalszej kolejności ewentualne rozmowy z Rosją w nieokreślonej jeszcze formule.

Choć tempo działań dyplomatycznych wyraźnie przyspieszyło pod koniec roku, ostatnie wydarzenia zwiększają ryzyko politycznego impasu. Rosyjskie oskarżenia, eskalacja narracji oraz kontynuacja ataków na infrastrukturę Ukrainy istotnie obniżają krótkoterminowe szanse na zawieszenie broni, co przekłada się na utrzymanie podwyższonego ryzyka geopolitycznego, istotnego również z punktu widzenia globalnych rynków finansowych. Po wczorajszej przecenie przekraczającej 4% złoto odbija obecnie o 0,74% i jest kwotowane na poziomie 4364,5 USD za uncję trojańską. Przedłużający się impas negocjacyjny i utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą sprzyjać dalszemu wzrostowi notowań tego metalu szlachetnego.

Kolejna luka w cyfrowych fundamentach: podatność w MongoDB i realne konsekwencje dla użytkowników

MongoDB to jedna z najczęściej wykorzystywanych na świecie baz danych typu NoSQL. Korzystają z niej tysiące aplikacji i usług cyfrowych, od e-commerce i finansów, aż po gaming i administrację. Dlatego ujawnienie podatności w takim komponencie, to nie tylko „problem jednej firmy”, ale tak naprawdę kolejne, ogromne zagrożenie systemowe, ponieważ dotyczy technologii, na której opiera się duża część współczesnej infrastruktury cyfrowej.

MongoBleed (CVE-2025-14847), bo tak nazwana została luka, jest groźna głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, można ją aktywować zdalnie i to na dodatek bez uwierzytelnienia. Jeśli serwer MongoDB jest osiągalny z publicznej sieci albo jest udostępniony zbyt wielu systemom w sieci firmowej, ryzyko pojawia się natychmiastowo. Po drugie, to nie jest klasyczne „pobranie całej bazy”, tylko podebranie kawałków danych z pamięci serwera. W praktyce mogą tam wpadać fragmenty dokumentów, metadane albo inne „artefakty”, które ułatwiają atakującemu kolejny krok. Tego typu luka świetnie nadaje się do automatycznego skanowania Internetu na masową skalę, a potem łatwo powstaje narracja o „wielkim wycieku”, zanim organizacje zdążą ocenić faktyczny zakres incydentu.

Najważniejsze są jednak wnioski operacyjne. Po pierwsze: aktualizacje i szybkie wdrażanie łatek to nie ‘higiena’, tylko element ciągłości działania. Po drugie: bazy danych nie powinny być publicznie osiągalne. Segmentacja i dostęp tylko z zaufanych sieci to w 2026 roku absolutne minimum. Po trzecie: trzeba zakładać, że koszty incydentu to nie tylko pieniądze. To chaos operacyjny, przestoje, cofanie zmian, a przede wszystkim spadek zaufania, które odbudowuje się najdłużej.

I będę to powtarzał, nawet jeśli brzmi to jak oczywistość: dopóki organizacje będą odkładały aktualizacje, akceptowały ekspozycję krytycznych usług do Internetu i liczyły, że ‘u nas się nie zdarzy’, takie historie będą wracać. Cyberbezpieczeństwo to fundament współczesnego biznesu i całej infrastruktury biznesowej, która dziś opiera się głównie na zasobach cyfrowych.

To kolejny incydent, która dobitnie pokazuje, że cyberbezpieczeństwo musi stać się elementem infrastruktury, z realnym nadzorem 24/7 i pełną odpowiedzialnością operacyjną. To naturalny kierunek przy tej skali i złożoności zagrożeń. Exea pomaga organizacjom w praktyce: monitoring, schematy działań i szybkie ograniczanie skutków, zanim incydent zacznie żyć własnym życiem.

Najnowszy wyrok Sądu Najwyższego aprobujący nieważność umowy kredytu zawartej przez frankowicza-przedsiębiorcę

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia z 12 września 2025 r. (sygn. akt II CSKP 643/25) uchylił wcześniejsze orzeczenia sądów warszawskich i potwierdził, że przedsiębiorca może skutecznie domagać się unieważnienia umowy kredytu powiązanego z frankiem szwajcarskim. Sprawa dotyczyła kredytu udzielonego przez Getin Noble Bank (obecnie w upadłości) na rzecz przedsiębiorcy. To już kolejne orzeczenie SN potwierdzające możliwość kwestionowania tego typu umów kredytowych zawieranych przez tzw. frankowiczów-przedsiębiorców.

W sprawie tej uchylony został prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2022 r. oddalający apelację strony powodowej  od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 2018 r. Sądy niższych instancji uznały, że skoro kredytobiorca jest przedsiębiorcą, to nie może domagać się ustalenia nieważności umowy kredytowej, bowiem  nie korzysta z ochrony prawnej przysługującej konsumentom. Skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego wniósł w maju 2023 r. radca prawny Piotr Nazaruk, który nie reprezentował strony powodowej w postępowaniach przed sądami niższych instancji. Sąd Najwyższy podzielił w wyroku zarzuty skargi, a w szczególności dotyczące naruszenia przez Sąd Apelacyjny art. 58 § 2 k.c. w związku z art. 353¹ k.c.

Sąd Najwyższy wyraźnie zaznaczył, że status przedsiębiorcy nie przesądza jeszcze o ważności umowy. Kluczowe znaczenie ma to, jak dana umowa została skonstruowana. Nawet jeśli ochrona konsumencka nie znajduje zastosowania, niektóre konstrukcje zobowiązaniowe – zwłaszcza takie, które pozwalają jednej stronie na arbitralne, jednostronne kształtowanie sytuacji prawnej drugiej – pozostają sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa cywilnego. SN zwrócił też uwagę na nieograniczone ryzyko walutowe, które w takich umowach jest przerzucane wyłącznie na kredytobiorcę. Bank, jako silniejsza i lepiej poinformowana strona, zabezpieczał własne interesy, podczas gdy przedsiębiorca ponosił ryzyko nieograniczonego wzrostu zadłużenia. Sąd Najwyższy podkreślił, że status przedsiębiorcy nie ma charakteru absolutnego. Nawet w obrocie profesjonalnym obowiązki informacyjne banku muszą być wykonywane rzetelnie, a formalne pouczenie o ryzyku, oderwane od jego rzeczywistej skali, nie wystarcza. Brak rzetelnego przedstawienia przedsiębiorcy – kredytobiorcy zakresu ryzyka, jego nieograniczonej skali oraz wpływu na ekonomiczną równowagę umowy oznacza naruszenie standardu uczciwego obrotu.

Wyrok z 12 września 2025 r II CSKP 643/25 ugruntowuje linę orzeczniczą kwestionującą konstrukcje umowne pozostawiające bankom nieograniczoną swobodę w ustalaniu kursów walutowych, niezależnie od tego, czy po stronie kredytobiorcy znajduje się konsument czy przedsiębiorca. Przedsiębiorcy nie są automatycznie pozbawieni możliwości kwestionowania ważności takich umów. O ich ocenie nie decyduje sam status stron, lecz sposób skonstruowania umowy. Orzeczenie wzmacnia pozycję frankowiczów-przedsiębiorców i wpisuje się w utrwalającą się linię orzeczniczą ograniczającą stosowanie nieuczciwych konstrukcji walutowych w umowach kredytowych, niezależnie od statusu kredytobiorcy.

Autor: Piotr Nazaruk, radca prawny, szef Kancelarii Radców Prawnych Prof. ucz. dr Piotr Nazaruk, pełnomocnik przed SN w sprawie o sygn. akt: II CSKP 643/25

Prognozy na 2026 rok: Rynek mieszkaniowy przed falą wzrostów sprzedaży i rewolucją w gruntach

Mijający rok 2025 był dla polskiego rynku nieruchomości mieszkaniowych czasem istotnych przesunięć, zdominowanym przez wyraźne poluzowanie polityki pieniężnej oraz adaptację do nowych regulacji prawnych. Kluczowym impulsem pro-popytowym dla obu segmentów rynku okazała się seria obniżek stóp procentowych, które spadły z poziomu 5,75% do 4%, realnie odbudowując zdolność kredytową mieszkańców Polski. Na rynku deweloperskim obserwowaliśmy w tym czasie zjawisko wyraźnej nadpodaży. Liczba lokali wprowadzanych do sprzedaży przez deweloperów przewyższała liczbę zawieranych transakcji, przy czym jedynym istotnym wyjątkiem od tej reguły była Łódź. Jednocześnie ceny ofertowe nowych mieszkań rosły w tempie wyprzedzającym inflację. Z kolei rynek wtórny wykazał w 2025 roku zupełnie inną dynamikę, charakteryzując się spadającą liczbą ofert przy jednoczesnym wzroście zainteresowania kupujących lokalami z drugiej ręki. Przełożyło się to na relatywną stabilizację cenową w tym segmencie, ze wzrostami końcowymi pozostającymi poniżej wskaźnika inflacji. Rok 2025 zapisał się również jako czas ważnych zmian legislacyjnych, takich jak nowelizacja ustawy deweloperskiej w zakresie jawności cen oraz decyzja o przesunięciu obowiązku uchwalenia gminnych planów ogólnych na drugą połowę 2026 roku.

Perspektywy na 2026 rok zapowiadają dalsze ożywienie po stronie popytowej, napędzane systematycznym wzrostem wynagrodzeń oraz przewidywanym powrotem Rady Polityki Pieniężnej do obniżek stóp procentowych, co może nastąpić już w kwietniu. W segmencie deweloperskim spodziewamy się, że sprzedaż w 2026 roku będzie o około 10-15% wyższa niż w roku ubiegłym, a ceny nowych mieszkań będą rosły w tempie inflacyjnym, czyli o około 2-3%. Firmy deweloperskie będą w nadchodzących miesiącach uważnie dostosowywać liczbę nowych projektów do bieżących wyników sprzedaży, co doprowadzi do powolnego, ale systematycznego spadku oferty na rynku pierwotnym. Szczególnie optymistycznie wygląda sytuacja na kluczowym rynku warszawskim, gdzie ze względu na relatywnie niską podaż nowych mieszkań, spodziewamy się wyników lepszych niż w 2025 roku. Równolegle rynek wtórny w 2026 roku ma szansę na wzrost sprzedaży o około 5-10% przy umiarkowanym odbiciu liczby dostępnych ogłoszeń. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku mieszkań z drugiej ręki presja cenowa może być silniejsza niż na rynku pierwotnym, a dynamika wzrostu cen może tu przekroczyć wskaźnik inflacji.

Wspólnym mianownikiem i największym źródłem niepokoju dla całego sektora w 2026 roku będzie sytuacja na rynku gruntów, wynikająca z nadchodzącej rewolucji planistycznej. W związku z obowiązkiem uchwalenia planów ogólnych przez wszystkie gminy w drugiej połowie roku, w pierwszym półroczu spodziewamy się paraliżu i tak już uciążliwych procedur udzielania pozwoleń na budowę. Efektem tych utrudnień będzie zapewne wyraźny wzrost cen działek budowlanych w największych polskich miastach oraz jednoczesny spadek cen nieruchomości gruntowych zlokalizowanych poza głównymi ośrodkami, w tak zwanej Polsce lokalnej. Mimo tych wyzwań, rok 2026 powinien być dla obu segmentów branży okresem wzrostowym, w którym rosnąca dostępność kredytów i stabilna sytuacja finansowa gospodarstw domowych przełożą się na wyższe wolumeny sprzedażowe.

Creotech w konsorcjum NASK zbuduje transgraniczne łącze kwantowe

Creotech Instruments, notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, w ramach międzynarodowego konsorcjum pod przewodnictwem NASK, rozpoczyna realizację projektu budowy transgranicznego łącza kwantowego opartego o mobilną stację naziemną. Projekt umożliwi nawiązanie łączności z satelitą Eagle-1 i dzięki temu połączy Polskę z innymi krajami biorącymi udział w programie EuroQCI Komisji Europejskiej. Projekt PIONIER-Q-SAT realizowany jest na zlecenie European Health and Digital Executive Agency (HaDEA). Prace rozpoczną się 1 stycznia 2026 roku i planowo potrwają do połowy roku 2029. Całkowita wartość projektu wynosi ponad 9,9 mln euro. Łączna wartość prac zleconych Creotech Instruments wynosi ok. 0,4 mln euro.

Projekt PIONIER-Q-SAT to przełomowy krok w rozwoju technologii kwantowych w Polsce i kluczowy element flagowego programu wdrażania tych technologii w Unii Europejskiej. W ramach prac konsorcjum zbudujemy mobilną stację naziemną QKD, która pozwoli na połączenie z Eagle-1, pierwszym europejskim satelitą QKD, oraz docelowo z innymi satelitami stosującymi protokoły kwantowej dystrybucji klucza. Umożliwi to bezpieczną dystrybucję kluczy kryptograficznych między Polską i innymi państwami drogą satelitarną i zwiększy odporność infrastruktury krytycznej. To nie tylko inwestycja w infrastrukturę technologiczną, ale także w bezpieczeństwo cyfrowe Europy, rozwój badań naukowych, edukacji i przemysłu kwantowego. Dzięki współpracy w ramach międzynarodowego konsorcjum oraz wykorzystaniu europejskich komponentów stworzymy rozwiązanie, które wzmocni niezależność i suwerenność cyfrową naszego regionu, jednocześnie otwierając nowe możliwości w zakresie innowacji i transformacji cyfrowej komentuje dr Anna Kamińska, Dyrektor Pionu Quantum Systems w Creotech Instruments S.A. oraz Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Projekt PIONIER-Q-SAT ma na celu stworzenie odpornego na awarie transgranicznego łącza kwantowego między krajową Infrastrukturą Komunikacji Kwantowej (QCI) w Polsce a innymi naziemnymi i satelitarnymi sieciami QCI w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem Litwy. Celem projektu jest zapewnienie połączenia sieci PIONIER-Q z segmentem kosmicznym EuroQCI.

– Budowa mobilnej optycznej stacji naziemnej QKD to moment przełomowy dla polskiej infrastruktury cyfrowej. Jako lider konsorcjum jesteśmy dumni, że możemy współtworzyć projekt, który realnie wzmacnia europejską współpracę w obszarze technologii kwantowych – mówi dr inż. Radosław Nielek, Dyrektor NASK. PIONIER-Q-SAT łączy najwyższe kompetencje polskich zespołów badawczych i przemysłowych z ambitną wizją rozwoju EuroQCI. To krok, który umożliwi realizację zaawansowanych usług bezpieczeństwa kwantowego oraz otworzy drogę do nowych przedsięwzięć naukowych i przemysłowych. Projekt wzmacnia odporność naszej infrastruktury krytycznej, ale także potwierdza, że polskie instytucje i firmy są gotowe współtworzyć przyszłość europejskiej suwerenności cyfrowej.

Sieć PIONIER-Q to zaawansowana sieć badawcza w Polsce, która osiągnęła pełną operacyjność  w III kwartale 2024 r. i jest przeznaczona do zabezpieczania komunikacji z wykorzystaniem kluczy kwantowych. W 2022 r. zostało zbudowane w ramach projektu NLPQT pierwsze 350-kilometrowe połączenie kwantowe między głównym centrum danych PCSS w Poznaniu a Warszawą, umożliwiając rozwój nowych usług telekomunikacji kwantowej przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury światłowodowej. W latach 2023-2024 sieć PIONIER-Q została rozbudowana i obejmuje 1770 km, zapewniając możliwość kwantowego zabezpieczania transmisji między Warszawą, Gdańskiem, Poznaniem, Wrocławiem i Warszawą. PIONIER-Q jest najdłuższą siecią QKD w Europie.

Kolejnym etapem jest połączenie PIONIER-Q z sąsiednimi krajami poprzez światłowodowe łącza transgraniczne oraz inwestycja w mobilną optyczną stację naziemną (OGS), ponieważ w Polsce jeszcze nie istnieje infrastruktura umożliwiająca połączenie z satelitą QKD. OGS pozwoli na utworzenie transgranicznego satelitarnego połączenia QCI z innymi państwami członkowskimi – nie tylko z krajami sąsiednimi, ale w całej Unii Europejskiej. Stacja umożliwi połączenie z satelitą Eagle-1, zwiększając odporność infrastruktury EuroQCI na awarie sieci naziemnych, dzięki możliwości ustalenia klucza kryptograficznego z innymi europejskimi optycznymi stacjami naziemnymi na drodze satelitarnej.

Główne zadania projektu:

  • budowa mobilnej optycznej stacji naziemnej (OGS), umożliwiającej satelitarną kwantową dystrybucję klucza (QKD),
  • opracowanie interoperacyjnych komponentów wspierających przyszłe misje satelitarne EuroQCI, w tym misje w ramach programu SAGA ESA,
  • wdrożenie zabezpieczonego kwantowo kanału komunikacyjnego między aktualną siecią EuroQCI a NASK-CSIRT, będącego częścią europejskiej sieci Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CSIRT).

W ramach projektu powstanie m.in.: mobilna optyczna stacja naziemna QKD pozwalająca na połączenie z Eagle-1, integracja z siecią PIONIER-Q oraz czterema centrami danych w Warszawie i okolicach oraz usługa komunikacji chronionej kwantowo pomiędzy EuroQCI i NASK CSIRT.

Wszystkie komponenty infrastruktury będą pochodzić od europejskich dostawców. Po zakończeniu projektu infrastruktura pozostanie do dyspozycji NASK i PCSS, w tym odbiornik QKD zbudowany przez WAT i Creotech Instruments, niezbędny do dalszego utrzymania infrastruktury

Jednym z kluczowych komponentów stacji naziemnej będzie detektor pojedynczych fotonów zbudowany przez Creotech, co pozwoli zaprezentować i potwierdzić potencjał komercyjny docelowego produktu Spółki.

W ramach konsorcjum, oprócz Creotech Instruments S.A., projekt realizują: NASK (lider konsorcjum), Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe afiliowane przy Instytucie Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk (PCSS), Wojskowa Akademia Techniczna (WAT) oraz litewski Kauno Technologijos Universitetas (KTU).

Dzięki zaangażowaniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wkład krajowy dla polskich instytucji został zapewniony przez ten resort.

Po zakończeniu obecnie trwającego procesu podziału Creotech Instruments S.A. oraz uzyskaniu wszelkich niezbędnych zgód, projekt będzie realizowany przez spółkę Creotech Quantum S.A.

CEVA Logistics przejmie Grupę Fagioli i wzmocni pozycję na rynku logistyki projektowej

Firma CEVA Logistics ogłosiła podpisanie umowy przejęcia 100% udziałów w Grupie Fagioli, znanej na świecie firmie specjalizującej się w logistyce projektowej. Uzupełniające się kompetencje obu firm pozwolą CEVA zapewnić obsługę całego łańcucha wartości w logistyce projektowej, od wczesnej fazy przygotowania po dostawę końcową. Transakcja wymaga zatwierdzenia przez organy regulacyjne.

Największym akcjonariuszem Grupy Fagioli jest fundusz private equity QuattroR, pozostałe udziały należą do rodziny jej wieloletniego prezesa, Alessandro Fagioliego. Przy przychodach w 2024 r. na poziomie 216 mln euro, spółka jest znana na całym świecie jako lider w zakresie projektowania, inżynierii oraz realizacji specjalistycznych usług transportowych, ciężkich podnoszeń i operacji dźwigowych, wymaganych w złożonych operacjach logistyki projektowej.

Know-how w zakresie inżynierii i aktywa niezbędne do realizacji

CEVA Logistics oferuje rozwiązania z zakresu logistyki projektowej, odgrywając kluczową rolę w operacjach spedycyjnych, dzięki ponad 1 000 ekspertów w oddziałach na całym świecie. W wyniku tego przejęcia, do zespołu CEVA dołączy ok. 450 wysoko wykwalifikowanych pracowników Grupy Fagioli, w tym ponad 40 wyspecjalizowanych inżynierów na stanowiskach technicznych i menedżerskich.

Dzięki dogłębnej znajomości branży i relacjom z klientami, wiedza ekspercka Grupy Fagioli w realizacji wielkoskalowych operacji project cargo oraz rozwiązań inżynieryjnych uzupełni operacje CEVA w ramach logistyki projektowej. Kompetencje Grupy Fagioli pozwolą CEVA na oferowanie kompleksowych rozwiązań end-to-end – od fazy projektowej, przez spedycję i transport, aż po złożone operacje dostawy i instalacji. Dzięki bezpośrednim relacjom z firmami EPC (Engineering, Procurement and Construction) i klientami z branży przemysłowej, globalne operacje specjalisty w logistyce projektowej będzie wsparciem dla działalności CEVA, szczególnie w Europie, Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej.

Grupa Fagioli dysponuje też tysiącami własnych oraz leasingowanych zasobów technicznych, które wspierają opracowywane na potrzeby projektów klientów rozwiązania inżynieryjne. Od żurawi gąsienicowych i bramowych, systemów wieżowych oraz podnośników linowych (strand jack), po samobieżne modułowe transportery (SPMT), samobieżne naczepy (SPT), barki oraz pompy balastowe – rozbudowana flota sprzętu Grupy Fagioli uzupełnia kompetencje jej inżynierów i techników.

Strategiczny wzrost trwa

Oczekuje się, że techniczne możliwości Fagioli wzmocnią także działalność CEVA z obszaru logistyki projektowej, która prowadzona jest w ramach joint venture CEVA Almajdouie Logistics. Spółka, powołana w październiku 2024 r. w Arabii Saudyjskiej, realizuje operacje w państwach zrzeszonych w Radzie Krajów Zatoki Perskiej (GCC). Dodatkowo transakcja ma być także wsparciem dla działalności CEVA w Afryce Wschodniej, rozwijanej po  przejęciu Spedag Interfreight w 2022 r.

Podpisanie umowy przejęcia Grupy Fagioli, po niedawnym połączeniu z Borusan Lojistik w Turcji, wpisuje się w realizację strategii fuzji i przejęć (M&A) CEVA Logistics, ukierunkowaną na wzmocnienie obecności w strategicznych regionach geograficznych i segmentach usług logistycznych o wysokiej wartości dodanej.

Od momentu przejęcia przez Grupę CMA CGM w 2019 r., CEVA jako pion logistyczny Grupy zintegrowała wielu wiodących graczy na rynku, w tym dywizję CLS Ingram Micro, GEFCO i Bolloré Logistics, równocześnie rozwijając kompetencje lokalne i branżowe przez akwizycje typu bolt-on i ukierunkowane joint venture.

Mathieu Friedberg, CEO CEVA Logistics, mówi: „Każdy, kto zajmuje się logistyką projektową, zna firmę Fagioli. Jej międzynarodowa reputacja i silne wartości korporacyjne miały decydujący wpływ na naszą decyzję. Połączenie eksperckiej wiedzy technicznej z zespołem CEVA, i szerzej Grupy CMA CGM, byłoby istotnym wsparciem dla naszej działalności w logistyce projektowej i oferowaniu naszym klientom najnowocześniejszych rozwiązań end-to-end”.

Fernando Bertoni, CEO Grupy Fagioli, powiedział: „Wejście CEVA Logistics zapewniłoby Fagioli doskonały dostęp do rynku, obecność w regionie i lokalne know-how na każdym z kluczowych rynków na całym świecie, a także niezbędne wsparcie finansowe, które przyspieszy długoterminowy rozwój Fagioli. Na zakończenie chciałbym wyrazić uznanie dla ciężkiej pracy zespołu QuattroR włożonej w budowanie silnej i wiarygodnej pozycji Fagioli na rynkach globalnych”.

Stefano Cassina, Senior Partner w QuattroR, powiedział: „Zainwestowaliśmy w Fagioli z ambicją rozwoju jej biznesu i wzmocnienia pozycji globalnego lidera logistyki projektowej. Przejęcie Fagioli przez CEVA byłoby świadectwem udanej współpracy z  zespołem zarządzającym w celu rozszerzenia portfela kompetencji, usprawnienia operacji handlowych i rozwoju oferty na rynkach strategicznych, i tym samym budowania solidnych fundamentów na przyszłość.

Fagioli jest przykładem zdolności QuattroR do identyfikowania włoskich doskonałości i przekształcania ich w prosperujących liderów rynku, dzięki naszemu podejściu money-in. Jesteśmy przekonani, że pod przewodnictwem CEVA Fagioli będzie mieć szanse dalszej ekspansji i osiągania doskonałych wyników.”

ORLEN zwiększa wydobycie. Nowe złoże w Różańsku włączone do produkcji

0

ORLEN rozpoczął eksploatację złoża Różańsko w województwie zachodniopomorskim, którego zasoby gazu ziemnego szacowane są na 1,2 mld m³. Inwestycja jest powiązana z rozbudową Kopalni Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Dębno, co pozwala również zwiększyć wydobycie z innych, już eksploatowanych złóż.ORLEN zwiększa wydobycie. Nowe złoże w Różańsku włączone do produkcji

– Krajowe wydobycie gazu i ropy to jeden z filarów naszego bezpieczeństwa energetycznego. Obecnie pozyskujemy w Polsce około jedną piątą potrzebnego nam gazu ziemnego – to blisko 3,5 mld m³ rocznie. W kolejnych latach, wraz ze wzrostem zapotrzebowania na ten surowiec, nasza produkcja będzie systematycznie rosła, aby osiągnąć 4 mld m³ w 2030 roku. Surowce, które wydobywamy, pracują na rzecz całej gospodarki – gaz zasila energetykę i ciepłownictwo, ropa trafia do krajowych instalacji petrochemicznych i rafineryjnych, będąc podstawą m.in. do produkcji paliw i tworzyw, a siarka stanowi istotny komponent w produkcji nawozów sztucznych czy opon – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Inwestycja w Różańsku przyczyni się do zwiększenia krajowego wydobycia gazu ziemnego nawet o 130 mln m³ rocznie. ORLEN będzie prowadził wydobycie z tego złoża przez najbliższe 20 lat, a więc w czasie, gdy zapotrzebowanie krajowej gospodarki na gaz ziemny będzie największe. Gaz z Różańska zasili przede wszystkim elektrociepłownie w Kostrzynie nad Odrą i Gorzowie Wielkopolskim. Ropa naftowa i płynna siarka, produkowana m.in. dzięki nowej instalacji odsiarczającej gaz, popłyną do polskiego przemysłu.

Zagospodarowanie złoża obejmowało modernizację trzech istniejących na nim otworów produkcyjnych z rozbudową instalacji, a także budowę nowego rurociągu, pozwalającego na połączenie złoża z jedną z największych instalacji wydobywczych w kraju – Kopalnią Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Dębno. Została ona rozbudowana o blok kogeneracyjny o mocy 8 MW, zasilany gazem z okolicznych złóż. Zapewni to kopalni pełne pokrycie zapotrzebowania na energię elektryczną i ciepło technologiczne, a nadwyżki będą trafiały na rynek. Rozbudowa umożliwiła również zwiększenie wydobycia ze znajdującego się w pobliżu złoża Cychry.

Wzmocnienie krajowego wydobycia wpisuje się w strategię ORLEN 2035, zakładającą wzrost produkcji gazu w Polsce do 4 mld m³ rocznie w perspektywie 2030 roku. Jednocześnie Grupa ORLEN rozwija projekty na Norweskim Szelfie Kontynentalnym i planuje kolejne inwestycje zagraniczne, aby osiągnąć poziom 12 mld m³ gazu z własnych złóż do końca dekady.

Zakup samochodu do firmy. Na co warto zwrócić uwagę?

Zakup samochodu do firmy wpływa na podatki, płynność finansową i przyszłe koszty eksploatacji. Najważniejsze decyzje dotyczą formy finansowania (gotówka, kredyt, leasing, wynajem), sposobu użytkowania auta (mieszane czy wyłącznie firmowe) oraz prawidłowego rozliczenia VAT, amortyzacji i kosztów eksploatacyjnych.

Gdy uwzględnisz limity 150 000 zł dla aut spalinowych i 225 000 zł dla elektrycznych, limit płatności gotówkowych 15 000 zł brutto oraz zasady 75%/100% kosztów i 50%/100% VAT, wtedy zakup samochodu firmowego staje się narzędziem realnej optymalizacji podatkowej zamiast ryzyka podatkowego.

Zakup samochodu do firmy. Na co warto zwrócić uwagę? Liczą się 3 elementy:

  1. forma finansowania dopasowana do przepływów pieniężnych,
  2. prawidłowa ewidencja i amortyzacja zgodna z limitami,
  3. odliczenia VAT i kosztów eksploatacyjnych powiązane z faktycznym sposobem użytkowania pojazdu.
    Jeżeli planujesz auto wykorzystywane w 80–90% służbowo, często najbardziej opłacalny okazuje się leasing operacyjny lub wynajem długoterminowy. Gdy dysponujesz dużą gotówką i zależy ci na własności, korzystny bywa zakup za gotówkę lub kredyt samochodowy z przyspieszoną amortyzacją przy aucie używanym.

Formy finansowania zakupu samochodu firmowego

Zakup za gotówkę – zalety i ograniczenia

Zakup za gotówkę eliminuje odsetki, prowizje i opłaty finansowe. Płacisz dokładnie cenę z faktury, a samochód od razu staje się środkiem trwałym firmy. Przy wartości powyżej 10 000 zł podatnik wprowadza pojazd do ewidencji środków trwałych i rozlicza go przez amortyzację. Ten wariant ogranicza formalności kredytowe i ułatwia negocjowanie rabatów cenowych.

Gotówka ma jednak istotny minus: jednorazowo obciąża płynność. Wydanie 120 000 zł na auto blokuje kapitał, który mógłby sfinansować np. zapasy lub marketing. Dodatkowo zakup od innej firmy powyżej 15 000 zł brutto wymaga zapłaty przelewem z rachunku firmowego, inaczej wydatek nie stanowi kosztu podatkowego. Przy aucie z segmentu premium taki jednorazowy wydatek bywa ryzykowny.

Przy zakupie za gotówkę od osoby prywatnej pojawia się obowiązek zapłaty PCC 2% od wartości pojazdu powyżej 1 000 zł. Nie powstaje jednak VAT naliczony, bo brak faktury VAT. W praktyce gotówka opłaca się najbardziej, gdy: masz nadwyżkę kapitału, kupujesz auto o umiarkowanej wartości i chcesz uniknąć zobowiązań kredytowych.

Kredyt samochodowy – warunki, odsetki i rozliczenie

Kredyt samochodowy rozkłada koszt zakupu na raty, co poprawia płynność. Bank finansuje zwykle 80–100% wartości auta, okres spłaty wynosi np. 36–72 miesiące. Oprocentowanie kredytu samochodowego bywa niższe niż kredytu gotówkowego, bo auto stanowi zabezpieczenie. W wielu ofertach wymagany jest wkład własny rzędu 10–20%.

W podatkach kluczowe są odsetki. Część kapitałowa raty nie stanowi kosztu, bo wartość samochodu rozlicza amortyzacja. Odsetki od kredytu przedsiębiorca ujmuje jako koszty finansowe, pod warunkiem że kredyt faktycznie finansuje auto używane w działalności. Jeżeli firma jest płatnikiem VAT, VAT od zakupu rozlicza jednorazowo z faktury, a kredyt wpływa już tylko na przepływy pieniężne.

Kredyt wymaga zdolności kredytowej i dodatkowych dokumentów (sprawozdania, KPiR, zaświadczenia z ZUS i US). Z perspektywy podatkowej kredyt przypomina zakup za gotówkę plus dodatkowy koszt w postaci odsetek. Sprawdza się wtedy, gdy chcesz zachować własność pojazdu i jednocześnie nie zamrażać całej kwoty na starcie.

Leasing operacyjny i finansowy – porównanie korzyści

Leasing operacyjny jest w Polsce najczęściej wybieraną formą finansowania aut firmowych. W tej konstrukcji właścicielem pojazdu pozostaje leasingodawca, a użytkownik płaci raty i opłatę wstępną.

Z perspektywy podatkowej:

  • opłata wstępna i raty leasingowe stanowią koszty uzyskania przychodu (do limitu 150 000/225 000 zł),
  • VAT od rat odliczasz w 50% lub 100% (w zależności od sposobu użytkowania).

Umowa na leasing operacyjny samochodu obejmuje co najmniej 40% standardowego okresu amortyzacji, czyli przy samochodzie osobowym minimum 2 lata. Po zakończeniu umowy przedsiębiorca zwykle decyduje, czy wykupuje auto, czy je zwraca. Ten model ułatwia częstą wymianę floty na nowsze pojazdy.

Leasing finansowy bardziej przypomina zakup na raty. Auto trafia do ewidencji środków trwałych leasingobiorcy, który dokonuje amortyzacji. Kosztem są odpisy amortyzacyjne i część odsetkowa raty leasingowej. VAT w leasingu finansowym najczęściej płacony jest jednorazowo z góry od całej wartości auta, co zwiększa wydatek początkowy, ale pozwala szybciej odliczyć VAT.

Leasing operacyjny bywa korzystniejszy, gdy zależy ci na wysokich kosztach bieżących i niższym zaangażowaniu kapitału własnego. Leasing finansowy ma sens wtedy, gdy chcesz mieć auto w majątku firmy od początku oraz korzystać z amortyzacji, np. przy samochodzie używanym z możliwością stawki 40%. Wszelkie wyliczenia zawsze warto sprawdzić przez kalkulator leasingowy

Wynajem długoterminowy – co obejmuje rata

Wynajem długoterminowy koncentruje się na płaceniu za utratę wartości auta oraz pakiet usług. W ratach pojawiają się zwykle:

  • serwis i przeglądy,
  • ubezpieczenie OC/AC/NNW,
  • wymiana i przechowywanie opon,
  • pomoc drogowa.

Firma otrzymuje jedną stałą ratę miesięczną, co ułatwia planowanie budżetu. Raty wynajmu stanowią koszt uzyskania przychodu (z limitem 150 000/225 000 zł), a VAT odlicza się na zasadach 50%/100%. Umowy przewidują limit kilometrów; jego przekroczenie generuje dopłaty.

Wynajem sprawdza się szczególnie w firmach, które cenią przewidywalność kosztów i nie traktują auta jako inwestycji kapitałowej. Po zakończeniu okresu najmu pojazd zazwyczaj wraca do finansującego, a przedsiębiorca wybiera nowy model, unikając problemu odsprzedaży.

Wymogi formalne przy nabyciu pojazdu

Ewidencja środków trwałych i ustalenie wartości początkowej

Samochód osobowy o wartości powyżej 10 000 zł podatnik zalicza do środków trwałych. Konieczne jest wpisanie go do ewidencji środków trwałych z datą przyjęcia do używania. Wartość początkowa stanowi podstawa amortyzacji i obejmuje nie tylko cenę z faktury, lecz także koszty dodatkowe.

Do wartości początkowej wlicza się m.in.:

  • transport i ubezpieczenie w drodze,
  • opłaty rejestracyjne, tablice, dowód rejestracyjny,
  • doposażenie i jego montaż (np. hak, zabudowy, systemy GPS).

Jeżeli auto pochodzi z darowizny, wartością początkową jest zazwyczaj wartość rynkowa z dnia nabycia. Prawidłowe ustalenie wartości początkowej decyduje o wysokości rocznych odpisów amortyzacyjnych i o tym, jaka część trafi w koszty podatkowe.

Rejestracja pojazdu na firmę i terminy zgłoszeń

Po zakupie podatnik rejestruje pojazd na firmę. Od 2024 r. standardowy termin na złożenie wniosku o rejestrację wynosi 30 dni od dnia nabycia lub sprowadzenia. Dla profesjonalnych sprzedawców pojazdów (dealerzy, komisy, leasingodawcy) termin sięga 90 dni.

W praktyce dla zwykłego przedsiębiorcy kluczowe jest:

  • zgłoszenie nabycia w wydziale komunikacji w ustawowym terminie,
  • zawarcie obowiązkowego ubezpieczenia OC,
  • dopilnowanie, aby w dokumentach jako właściciel widniała firma (lub przedsiębiorca prowadzący JDG).

Brak terminowej rejestracji może generować kary administracyjne. Dane z dowodu rejestracyjnego muszą odpowiadać danym w ewidencji księgowej i w zgłoszeniach VAT.

Transakcje gotówkowe powyżej 15 000 zł – konsekwencje podatkowe

Prawo przedsiębiorców wprowadza limit transakcji gotówkowych 15 000 zł brutto między firmami. Gdy łączna wartość transakcji (nie pojedynczej płatności) przekracza ten próg, zapłata wymaga przelewu z rachunku firmowego. Jeżeli przedsiębiorca mimo to płaci gotówką, część ponad limit nie stanowi kosztu uzyskania przychodu.

Przykład: cena auta 60 000 zł brutto, zapłata gotówką. Do kosztów podatkowych nie trafi część wydatku przekraczająca 15 000 zł, co realnie podnosi podstawę opodatkowania. Limit nie dotyczy zakupów od osób prywatnych, ale tam pojawia się PCC 2%.

Zakup od osoby prywatnej – umowa i podatek PCC

Przy zakupie auta od osoby fizycznej brak faktury VAT. Podstawą księgowania staje się umowa kupna-sprzedaży, w której wskazana jest cena pojazdu. Nabywca składa deklarację PCC-3 i płaci 2% podatku PCC od wartości auta przekraczającej 1 000 zł.

W takim modelu nie występuje odliczenie VAT od nabycia, bo sprzedawca nie rozlicza VAT. Samochód nadal można wprowadzić do środków trwałych i amortyzować, z zachowaniem limitów 150 000/225 000 zł. Ten wariant bywa korzystny przy zakupie tańszych aut używanych, zwłaszcza gdy zależy ci na przyspieszonej amortyzacji.

Amortyzacja samochodu firmowego

Metoda liniowa – pięcioletni okres amortyzacji i 20% stawka

Metoda liniowa to standard dla nowych samochodów osobowych. Stawka amortyzacji wynosi 20% rocznie, co oznacza okres 5 lat (60 miesięcy). Każdego roku w koszty trafia taka sama kwota odpisu, wyliczona od wartości początkowej, z uwzględnieniem limitów.

Jeżeli wartość auta spalinowego wynosi 200 000 zł, a limit amortyzacyjny to 150 000 zł, w koszty podatkowe trafi 20% od 150 000 zł, czyli 30 000 zł rocznie. Pozostała część odpisu ponad limit nie stanowi kosztu (wynika to z art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT). Metoda liniowa zapewnia przewidywalne koszty, ale oznacza dłuższy okres rozliczania.

Metoda liniowa sprawdza się, gdy planujesz dłuższe użytkowanie auta i nie zależy ci na maksymalnym obniżeniu dochodu w pierwszych latach. Dodatkową korzyścią jest prostota obliczeń i łatwe planowanie przyszłych obciążeń podatkowych.

Metoda indywidualna – skrócony okres 2,5 roku i 40% stawka

Metoda indywidualna dotyczy samochodów używanych, które były użytkowane co najmniej 6 miesięcy przed nabyciem. Wtedy przedsiębiorca może zastosować stawkę 40% rocznie, co skraca okres amortyzacji do 2,5 roku (30 miesięcy).

Przy aucie o wartości 120 000 zł (spalinowe, w limicie) roczny odpis wyniesie 48 000 zł, a miesięczny 4 000 zł. Taka konstrukcja silnie obniża dochód podatkowy w pierwszych latach używania. Z tego powodu wielu przedsiębiorców wybiera dobrze utrzymane auta poleasingowe z udokumentowaną historią.

W metodzie indywidualnej nadal obowiązują limity 150 000/225 000 zł. Jeżeli wartość auta przekracza limit, kosztem będzie tylko proporcjonalna część odpisów. Ta metoda pasuje do strategii szybkiego rozliczenia wydatku i częstszej wymiany auta.

Limity wartością – 150 000 zł dla spalinowych i 225 000 zł dla elektrycznych

Limity amortyzacyjne określają maksymalną wartość auta, od której odpisy trafiają do kosztów podatkowych:

  • 150 000 zł dla samochodów spalinowych i hybryd plug-in,
  • 225 000 zł dla samochodów elektrycznych.

Jeśli wartość początkowa samochodu spalinowego wynosi 300 000 zł, w koszty trafi połowa wyliczonych odpisów (150 000/300 000). Reszta pozostaje poza kosztami. Ten sam mechanizm dotyczy rat leasingowych i kosztów ubezpieczenia AC liczonych proporcjonalnie do limitu.

Przekroczenie limitu nie blokuje zakupu droższego auta, lecz ogranicza podatkową tarczę amortyzacji. W praktyce dla pojazdów za 120–150 tys. zł odpisy obejmują pełną wartość, natomiast samochody premium generują coraz większą część nieodliczonych kosztów.

Odliczenia podatkowe i VAT

Odliczenie kosztów eksploatacyjnych – 75% użytkowanie mieszane vs. 100% firmowe

Koszty eksploatacyjne obejmują paliwo, serwis, części, opony, myjnię i ubezpieczenia. Ustawy podatkowe wprowadzają dwa podstawowe poziomy rozliczeń:

  • 75% kosztów – gdy samochód służy zarówno do celów firmowych, jak i prywatnych (użytkowanie mieszane),
  • 100% kosztów – gdy pojazd wykorzystywany jest wyłącznie w działalności gospodarczej.

Przy użytku mieszanym przedsiębiorca automatycznie wyłącza 25% wydatków z kosztów. Jeżeli roczne wydatki eksploatacyjne wynoszą 20 000 zł netto, do kosztów trafi 15 000 zł. Ten model jest najczęstszy, bo nie wymaga dodatkowych formalności związanych z przebiegiem.

Pełne 100% kosztów eksploatacyjnych wymaga spełnienia rygorystycznych warunków: auto faktycznie nie służy celom prywatnym, funkcjonuje regulamin użytkowania, a ewidencja przebiegu potwierdza wyłącznie służbowe przejazdy. To rozwiązanie opłaca się przy intensywnie użytkowanych autach stricte firmowych, np. w handlu terenowym.

Odliczenie VAT – 50% vs. 100% i wymagane formalności

VAT od zakupu i eksploatacji samochodu osobowego rozlicza się według dwóch podstawowych wariantów:

  • 50% VAT – przy użytkowaniu mieszanym, bez dodatkowych formalności,
  • 100% VAT – przy wyłącznym użytkowaniu firmowym, po spełnieniu wymogów.

Dla pełnego odliczenia 100% VAT wymagane jest:

  1. zgłoszenie pojazdu na formularzu VAT-26 w urzędzie skarbowym,
  2. prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu dla celów VAT,
  3. sporządzenie regulaminu użytkowania pojazdu w firmie, który wyklucza cele prywatne.

Jeżeli przedsiębiorca kupuje auto za 123 000 zł brutto (100 000 zł netto + 23 000 zł VAT) i wykorzystuje je mieszanie, odliczy 11 500 zł VAT, a 11 500 zł VAT nieodliczonego podwyższy wartość początkową lub koszty. Przy użytkowaniu wyłącznie firmowym i spełnieniu formalności odliczy pełne 23 000 zł VAT.

W leasingu operacyjnym zasady są identyczne: 50% lub 100% VAT od rat leasingowych i opłaty wstępnej. W praktyce wiele firm wybiera wariant 50%, bo prowadzenie kilometrówki i kontrola użycia prywatnego bywa organizacyjnie trudna.

Raty leasingowe i odsetki kredytowe jako koszty uzyskania przychodu

W leasingu operacyjnym cała rata netto (w proporcji wynikającej z limitu wartości) oraz opłata wstępna stanowią koszty uzyskania przychodu. Wydatki te podlegają dodatkowo ograniczeniu 75%/100% przy uwzględnianiu kosztów eksploatacyjnych, ale sama rata leasingowa rozliczana jest odrębnie według limitu 150 000/225 000 zł.

W kredycie samochodowym kosztem są odsetki od rat kredytu. Część kapitałowa nie stanowi kosztu, bo wartość auta rozlicza amortyzacja. Wydatki finansowe z tytułu odsetek zmniejszają podstawę opodatkowania w okresie spłaty kredytu, co częściowo kompensuje koszt finansowania.

Przy wyborze finansowania warto porównać:

  • sumę odsetek kredytowych z łączną kwotą kosztów leasingu,
  • możliwość szybszego ujęcia wydatków w kosztach (leasing vs. amortyzacja),
  • wpływ na limity amortyzacyjne i limity kosztów eksploatacyjnych.

Ewidencja przebiegu pojazdu

Zasady prowadzenia kilometrówki dla pełnego odliczenia VAT

Ewidencja przebiegu pojazdu, potocznie kilometrówka, dokumentuje każdy przejazd samochodu wykorzystywanego wyłącznie w działalności. Zawiera m.in.:

  • datę i cel wyjazdu,
  • trasę (skąd-dokąd),
  • liczbę przejechanych kilometrów,
  • stan licznika na początku i na końcu okresu.

Kilometrówka jest warunkiem uznania, że auto nie służy celom prywatnym, co umożliwia odliczenie 100% VAT od zakupu i eksploatacji oraz 100% kosztów eksploatacyjnych. Brak rzetelnej ewidencji naraża podatnika na zakwestionowanie pełnych odliczeń przez urząd skarbowy.

W praktyce prowadzenie kilometrówki ułatwiają systemy telematyczne i monitoring floty, np. Flotis. Automatyczne rejestrowanie tras i przebiegów ogranicza ryzyko błędów ręcznych i ułatwia przygotowanie raportów na potrzeby kontroli.

Zgłoszenie pojazdu na VAT-26 i przygotowanie regulaminu użytkowania

Zgłoszenie pojazdu na VAT-26 podatnik składa w urzędzie skarbowym w terminie przewidzianym przepisami, zwykle do końca miesiąca, w którym poniesiono pierwszy wydatek związany z pojazdem. Formularz wskazuje, że auto jest wykorzystywane wyłącznie do działalności gospodarczej.

Równolegle firma przygotowuje regulamin użytkowania pojazdu, który:

  • zakazuje użytku prywatnego,
  • określa zasady pobierania kluczyków, parkowania, tankowania,
  • wskazuje obowiązki pracowników w zakresie rozliczania przejazdów.

Połączenie VAT-26, regulaminu i kilometrówki tworzy spójny zestaw dowodów na wyłącznie służbowe wykorzystanie auta. Dzięki temu przedsiębiorca korzysta z pełnego odliczenia VAT i 100% kosztów eksploatacyjnych.

Rozliczenie wydatków eksploatacyjnych

Paliwo, serwis i ubezpieczenia jako koszty firmy

Wydatki eksploatacyjne stanowią istotną część kosztów związanych z samochodem firmowym. Należą do nich m.in.:

  • zakup paliwa i energii elektrycznej (przy autach elektrycznych),
  • przeglądy okresowe, naprawy, części zamienne,
  • ubezpieczenia OC, AC, NNW, assistance,
  • myjnie, wymiana opon, parkingi, opłaty autostradowe.

Przy użytkowaniu mieszanym 75% tych wydatków trafia do kosztów podatkowych, a 25% pozostaje nieodliczone. Jeżeli auto służy wyłącznie działalności i spełnione są warunki formalne, podatnik rozlicza 100% kosztów eksploatacyjnych.

W przypadku ubezpieczenia AC dodatkowo obowiązuje limit proporcjonalny do wartości auta i limitu 150 000/225 000 zł. Jeżeli samochód spalinowy wart jest 300 000 zł, a składka AC wynosi 6 000 zł, do kosztów trafi połowa składki (150 000/300 000). Ten mechanizm ogranicza ulgę podatkową przy drogich pojazdach.

Dokumentacja i limity wydatków

Każdy wydatek eksploatacyjny wymaga odpowiedniego udokumentowania: faktury VAT, rachunku lub biletu spełniającego wymogi dowodu księgowego. Dokument musi wskazywać nabywcę (firmę) oraz rodzaj usługi lub towaru. Brak właściwej dokumentacji eliminuje wydatek z kosztów.

Limity, które przedsiębiorca uwzględnia przy rozliczaniu wydatków na auto firmowe:

  • 75%/100% kosztów eksploatacyjnych,
  • 50%/100% VAT,
  • 150 000/225 000 zł limitu amortyzacji i leasingu,
  • 15 000 zł limitu transakcji gotówkowych między firmami.

Systemy księgowe, takie jak wFirma.pl, automatyzują stosowanie limitów i proporcji. Dzięki temu minimalizuje się ryzyko błędów i nieprawidłowego odliczenia VAT lub kosztów w razie kontroli.

Wybór optymalnej metody finansowania

Analiza wpływu na płynność finansową firmy

Optymalna metoda finansowania zależy od kondycji finansowej i modelu biznesowego. Zakup za gotówkę oznacza wysoki wydatek jednorazowy i brak odsetek. Kredyt i leasing rozkładają koszt w czasie, ale generują dodatkowe opłaty. Wynajem długoterminowy zapewnia najniższy próg wejścia kosztem braku własności.

Przed podjęciem decyzji warto odpowiedzieć na pytania:

  • jaką kwotę gotówki możesz wydać bez ryzyka utraty płynności,
  • jaki horyzont użytkowania auta planujesz (2–3 lata czy 5–7 lat),
  • czy priorytetem jest minimalizacja kosztu całkowitego, czy maksymalizacja bieżących kosztów podatkowych.

Jeżeli firma szybko rośnie i potrzebuje kapitału obrotowego, leasing operacyjny lub wynajem zwykle lepiej chronią przepływy pieniężne niż zakup za gotówkę. Gdy przedsiębiorstwo generuje stabilne nadwyżki, a celem jest ograniczenie zobowiązań, korzystna bywa gotówka lub kredyt z krótkim okresem spłaty.

Porównanie kosztów netto i korzyści podatkowych

Dobór formy finansowania warto oprzeć na porównaniu kosztu netto po podatkach. Dla każdego wariantu analizujesz:

  • łączną kwotę wydatków brutto (cena, odsetki, prowizje),
  • możliwe odliczenia VAT (50% lub 100%),
  • wartość kosztów uzyskania przychodu (amortyzacja, raty leasingowe, odsetki),
  • wpływ limitów 150 000/225 000 zł.

Przykładowo:

  • leasing operacyjny auta za 150 000 zł pozwala ująć w kosztach całą wartość rat i opłaty wstępnej w stosunkowo krótkim okresie,
  • zakup za gotówkę wymusza 5-letnią amortyzację (lub 2,5 roku przy aucie używanym),
  • wynajem długoterminowy daje wysokie bieżące koszty, ale nie generuje wartości rezydualnej auta po zakończeniu umowy.

Jeżeli chcesz zoptymalizować zakup konkretnego modelu pod kątem podatkowym i finansowym, pomocna bywa konsultacja z doradcą podatkowym lub księgowym. Analiza przygotowana na liczbach z twojej firmy pozwala zobaczyć, która kombinacja: typ auta + forma finansowania + sposób użytkowania (mieszane/firmowe) daje najniższy koszt netto i najlepszy wpływ na wynik finansowy.

W kolejnym kroku warto zestawić te wyliczenia z praktycznymi potrzebami: przebiegami rocznymi, liczbą użytkowników, planowanym okresem eksploatacji oraz wizerunkiem, jaki auto ma budować wokół twojej marki. Dzięki temu zakup samochodu do firmy staje się przemyślaną inwestycją, a nie jedynie wydatkiem.

Korekta na srebrze po rekordowych wzrostach

Srebro, po dynamicznym rajdzie i osiągnięciu historycznego maksimum na poziomie 84 USD za uncję, weszło w fazę gwałtownej korekty. Wraz z realizacją zysków przez inwestorów cena spot spadła o ponad 5%, spadając poniżej 75 USD za uncję, co dobrze oddaje skalę nerwowości rynku. Bieżąca sesja charakteryzuje się wyjątkowo wysoką zmiennością, z silnymi ruchami cen w obu kierunkach. Silne wzrosty notowań w poprzednich tygodniach miały solidne podstawy fundamentalne. Rynek srebra od dłuższego czasu zmaga się ze strukturalną nierównowagą pomiędzy podażą a popytem.

Zapotrzebowanie przemysłowe rośnie dynamicznie, szczególnie w obszarach takich jak energetyka słoneczna, elektromobilność oraz infrastruktura centrów danych opartych na sztucznej inteligencji, podczas gdy poziom globalnych zapasów pozostaje bardzo niski. Dodatkowo ceny były wzmacniane przez silny napływ kapitału spekulacyjnego, zarówno ze strony funduszy ETF, jak i inwestorów detalicznych, którzy korzystali z otoczenia niskich stóp procentowych oraz oczekiwań kolejnych obniżek stóp przez Fed w 2026 roku.

Wzrost atrakcyjności srebra był również wspierany przez czynniki makroekonomiczne i geopolityczne. Napięcia w krajach takich jak Wenezuela i Nigeria zwiększały popyt na metale szlachetne jako formę zabezpieczenia, natomiast słabszy dolar dodatkowo sprzyjał wzrostom cen surowców kwotowanych w amerykańskiej walucie. Euforię rynkową podsycił także komentarz Elona Muska, który zwrócił uwagę na kluczowe znaczenie srebra w wielu procesach przemysłowych.

Jednocześnie coraz wyraźniej pojawiają się sygnały przegrzania rynku. CME Group zdecydowała się na podniesienie wymagań depozytowych dla kontraktów terminowych na srebro, co stanowi klasyczną próbę ograniczenia nadmiernej spekulacji. Obecne tempo wzrostu cen sprawia wrażenie, jakby wyprzedzało fundamenty, zwiększając ryzyko głębszej korekty spadkowej.

Dodatkowym źródłem niepewności pozostaje ograniczona płynność rynku fizycznego. Zapasy srebra w magazynach powiązanych z Shanghai Futures Exchange spadły do najniższego poziomu od 2015 roku, a w Nowym Jorku część metalu została czasowo wstrzymana w oczekiwaniu na decyzje Stanów Zjednoczonych dotyczące ewentualnych ceł na import surowców strategicznych. W przeciwieństwie do złota rynek srebra nie dysponuje rezerwą strategiczną, co zwiększa jego podatność na nagłe i gwałtowne wahania cen.

W rezultacie, mimo że długoterminowe fundamenty popytowe pozostają silne, w krótkim terminie rynek srebra funkcjonuje w wyraźnie spekulacyjnym otoczeniu. Dalsze korekty cenowe są możliwe, zwłaszcza przy utrzymującej się wysokiej zmienności, jednak w średnim horyzoncie strukturalne niedobory podaży mogą ponownie sprzyjać wzrostowi notowań.

XTB głównym partnerem OKTAGON MMA

XTB zostało głównym partnerem najszybciej rozwijającej się organizacji MMA w Europie, OKTAGON. Dzięki tej współpracy oraz kontynuacji działań sponsorskich z KSW, polska marka umacnia swoją pozycję największego partnera MMA w Europie. To kolejny, istotny krok w budowaniu globalnej rozpoznawalności XTB poprzez marketing sportowy.

Ostatnie lata to bezsprzecznie najlepszy okres w historii organizacji OKTAGON. Dominacja na rodzimych rynkach Czech i Słowacji oraz spektakularne gale w Niemczech, które biły europejskie rekordy frekwencji, pokazują skalę i tempo rozwoju projektu. Szczególne wrażenie robią także ambitne plany dalszej ekspansji, w tym wejście na rynek polski.

W realizacji tych celów OKTAGON zyskuje silnego i doświadczonego partnera. Współpraca z XTB sprawia, że polska marka zostanie największym partnerem w historii czesko-słowackiej organizacji oraz pierwszą firmą, której logo pojawi się na oficjalnych koszulkach wszystkich zawodników. Dodatkowo XTB uzyska ekspozycję premium podczas każdej gali na żywo, w transmisjach oraz w kanałach cyfrowych.

XTB od lat rozwija się w imponującym tempie, dlatego naturalnie wspieramy organizacje, które, podobnie jak my, nie mają kompleksów i nieustannie podnoszą sobie poprzeczkę. OKTAGON w ostatnich latach udowodnił, że dysponuje ogromnym potencjałem i w niedalekiej przyszłości może stać się jednym z czołowych graczy na światowej scenie MMA. Cieszymy się, że możemy być częścią tej drogi i wspierać organizację także przy jej debiucie w Polsce – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.Oktagon XTB ogloszenie Materla

OKTAGON posiada ugruntowaną pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej oraz w Niemczech. Rok 2026 zapowiada się jednak jako najbardziej intensywny w historii organizacji – zaplanowano aż 18 gal, w tym jedną w Polsce. Główną gwiazdą wydarzenia w Szczecinie będzie legenda KSW, Michał Materla, a kibice zobaczą także inne uznane polskie nazwiska, m.in. Mateusza Legierskiego. Lokalizacja finałowej, jubileuszowej 100. gali pozostaje na razie tajemnicą, jednak organizatorzy zapowiadają, że ma to być największe wydarzenie MMA w historii Europy.

OKTAGON tworzą ludzie, którzy idą własną drogą i są gotowi włożyć w to ogrom pracy. Dlatego XTB jest dla nas naturalnym partnerem. Tak jak sportowcy nie wygrywają przypadkiem, tak i wyniki finansowe nie są dziełem szczęścia – liczą się dyscyplina, świadome decyzje i długofalowe podejście. To partnerstwo to coś więcej niż logo w klatce. To połączenie dwóch światów, które łączy ten sam sposób myślenia – komentuje Pavol Neruda, współzałożyciel OKTAGON.

Dzięki wcześniejszej współpracy tytularnej z KSW oraz nawiązaniu partnerstwa z OKTAGON, XTB stało się największym sponsorem MMA w Europie. To kolejny element konsekwentnej strategii budowania rozpoznawalności polskiej marki wśród kluczowych grup docelowych poprzez marketing sportowy. W ostatnich latach XTB było obecne również w piłce nożnej, boksie, tenisie oraz Formule 1. Aktualnie globalnym ambasadorem marki jest legenda futbolu Zlatan Ibrahimović, a w przeszłości byli nimi m.in. Conor McGregor, Joanna Jędrzejczyk, Iker Casillas, José Mourinho czy Jiří Procházka.

Spotkanie Zełenski–Trump w niedzielę

Wołodymyr Zełenski oficjalnie potwierdził, że w najbliższą niedzielę spotka się z Donaldem Trumpem w jego rezydencji na Florydzie. Prezydent Ukrainy poinformował, że prace nad planem porozumienia są na finiszu — według Kijowa projekt jest dopracowany „w około 90%”.

W drodze do Mar-a-Lago Zełenski zatrzymał się w Halifaxie, gdzie spotkał się z premierem Kanady Markiem Carneyem. Niedzielne rozmowy, zaplanowane na godz. 15:00 czasu lokalnego, mają dotyczyć przygotowanego przez stronę amerykańską dokumentu w formule 20 punktów.

Dyplomatycznym zapowiedziom towarzyszy eskalacja działań zbrojnych. W sobotni poranek Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków powietrznych ostatnich miesięcy, wykorzystując — według danych przekazywanych przez stronę ukraińską — blisko 500 dronów oraz około 40 pocisków, w tym hipersoniczne Kinżały. Są informacje o ofiarach śmiertelnych i dziesiątkach rannych. Władze w Kijowie informowały również o rozległych przerwach w dostawach prądu i ogrzewania przy temperaturach bliskich zera.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że Rosja zaczęła kierować drony uderzeniowe Shahed przez terytorium Białorusi — przy technicznym wsparciu ze strony Mińska — aby omijać ukraińskie systemy obrony powietrznej. Według Kijowa ma to świadczyć o dalszym pogłębianiu zaangażowania Białorusi po stronie Moskwy w wojnie trwającej od niemal trzech lat.

Zełenski komentował, że gdy trwają rozmowy o możliwym zakończeniu wojny, odpowiedzią Moskwy są kolejne naloty. Najtrudniejsze punkty negocjowanego planu mają dotyczyć twardych gwarancji bezpieczeństwa, kwestii terytorialnych w Donbasie oraz przyszłości okupowanej Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Ukraiński prezydent sygnalizował gotowość do poddania porozumienia pod referendum, ale uzależnia to od wcześniejszej zgody Rosji na 60-dniowe zawieszenie broni.

Donald Trump podtrzymuje twardą retorykę, podkreślając, że nie zaakceptuje żadnych ustaleń bez swojej wyraźnej aprobaty, choć publicznie deklaruje, że liczy na dobry przebieg rozmów. Moskwa natomiast — ustami wiceszefa MSZ Siergieja Riabkowa — oskarża Ukrainę i część europejskich partnerów o działania utrudniające uzgodnienia. W tle tych rozmów Rosja kontroluje niemal cały obwód ługański i znaczną część obwodu donieckiego, co dodatkowo komplikuje punkt wyjścia dla ewentualnych negocjacji.

Putin przestawił Rosję na tory wojenne. „Produkcja amunicji wzrosła 22-krotnie”

Władimir Putin wprost przyznaje, że Rosja całkowicie przestawiła swoją gospodarkę na tory wojenne. Podczas piątkowego spotkania na Kremlu prezydent Rosji chwalił się, że od początku inwazji na Ukrainę produkcja amunicji w jego kraju wzrosła aż 22-krotnie. Te ponure statystyki pokazują jasno: Moskwa nie szuka pokoju, lecz szykuje się na lata wyniszczającego konfliktu.

Podczas transmitowanej narady z przedstawicielami sektora obronnego Putin przedstawił wskaźniki wzrostu w poszczególnych kategoriach sprzętu. Jak przekonywał, produkcja czołgów wzrosła 2,2-krotnie, samolotów wojskowych – 4,6-krotnie, a urządzeń do walki elektronicznej – 12,5-krotnie. Największy skok dotyczy amunicji: według słów Putina jej wytwarzanie jest dziś ponad 22-krotnie większe niż w 2022 roku.

Władze Rosji wiążą te zmiany z przebudową gospodarki pod potrzeby wojny. Kreml utrzymuje, że zakłady zbrojeniowe pracują stabilnie i są w stanie dostarczać armii sprzęt odpowiadający zmieniającym się realiom pola walki. Putin wskazywał również na rolę państwowych instrumentów wsparcia, które – jak stwierdził – pozwoliły przedsiębiorstwom szybko rozbudować bazę produkcyjną i technologiczną. W tym kontekście wymienił m.in. 3,7-krotny wzrost produkcji opancerzonych transporterów oraz 9,6-krotny wzrost produkcji rakietowych systemów artyleryjskich.

Skala wydatków na obronę ma odzwierciedlenie w planach budżetowych. Z danych przytaczanych w analizach wynika, że rosyjski budżet federalny na 2025 rok przewiduje ok. 160 mld dolarów na obronę narodową, co odpowiada 7,2 proc. PKB i 37 proc. całkowitych wydatków federalnych. Sektor obronny ma zatrudniać ok. 3,8 mln osób, czyli blisko 5 proc. wszystkich pracujących.

Putin zapowiedział, że w kolejnych latach priorytetem ma być obniżanie kosztów produkcji i szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji. Nowy Państwowy Program Uzbrojenia na lata 2027–2036 ma koncentrować się na modernizacji triady nuklearnej, rozwoju wielowarstwowej obrony powietrznej oraz zwiększaniu możliwości wojsk lądowych. Rosyjski przywódca podkreślił, że program ma uwzględniać doświadczenia z działań bojowych na Ukrainie.

PKB USA zaskakuje na plus, dolar i tak traci. Rynek nie ufa jakości danych

Tak naprawdę dzisiejsza sesja jest ostatnią w pełni handlową przed przerwą świąteczną. W jej trakcie obserwujemy rzadko spotykane zachowanie kursów, gdy jednocześnie wyraźnie tracą zarówno dolar amerykański, jak i polski złoty. Trudności byków w poderwaniu indeksów giełdowych mogą wskazywać, że w tym specyficznym okresie inwestorzy postanowili przejść w tryb risk off.

Dolar w tarapatach, ale EUR/USD trzyma konsolidację

Lokalny sygnał w postaci dzisiejszego odczytu z rynku pracy nie miał większego wpływu na rodzime aktywa, ale mimo wszystko warto o nim wspomnieć. Tym bardziej że mowa o pozytywnym zaskoczeniu, ponieważ stopa rejestrowanego bezrobocia pozostała na poziomie 5,6%, pomimo prognoz wskazujących na delikatny wzrost wskaźnika. W teorii w dalszym ciągu wysokie zatrudnienie może oddalać perspektywę kolejnych obniżek stóp w Polsce. Niestety dla złotego, forex patrzy dziś w zupełnie innym kierunku i nie jest on przychylny dla PLN. W trakcie dzisiejszej sesji zaburzona została zwyczajowa korelacja, gdy słabszy na szerokim rynku USD wspomaga PLN. Dolar ma zdecydowanie trudniejsze dni, ale kurs EUR/USD nie był w stanie wybić górnego ograniczenia lokalnej konsolidacji i zawrócił przy 1,18 $. Tak słaby zielony sprawia, że złoty broni się jeszcze na parze USD/PLN, która utrzymuje się poniżej 3,59 zł. Na rynku dolara zamieszać mogły jeszcze dane makro, ale ich wpływ na aktywa bezpośrednio po publikacji nie jest jednoznaczny. Warto jednak zaznaczyć, że wstępny odczyt wzrostu gospodarczego (Amerykanie podają go w formie annualizowanej) za trzeci kwartał zaskoczył mocno pozytywnie. Zamiast oczekiwanego spadku tempa PKB w ujęciu kwartalnym z 3,8% do 3,3% otrzymaliśmy wzrost do 4,3%. Osobiście pozostaję sceptyczny co do jakości aktualnie otrzymywanych danych z USA, ponieważ zamknięcie rządu mogło negatywnie wpłynąć na poziom pomiarów. Warto poczekać na kolejne publikacje, które mogą jeszcze zweryfikować dotychczasowe odczyty.

PLN rozdaje prezenty

Obojętnie jak ten dzień skończy USD, to raczej marne szanse, aby dobrze skończył go PLN. Rodzima waluta pozostaje dziś pod silną presją, co pcha kursy głównych walut wyraźnie w górę. Przed godz. 15 kurs euro sięga 4,23 zł (najwyżej od dwóch tygodni), kurs franka dotarł do 4,55 zł (grudniowe maksimum), a kurs funta dobija do 4,85 zł. Trudno znaleźć poważne fundamenty za aktualnym osłabieniem złotego, dlatego osobiście skłaniam się ku tezie o rynkowym pozycjonowaniu przed dłuższą handlową przerwą. Taki tryb wymaga od globalnego kapitału zmniejszenia ekspozycji na ryzyko, co uderza także w waluty EM. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyć, że presja nie jest rozłożona po równo. Jeszcze mocniej od złotego obrywa dziś forint węgierski (kurs HUF/PLN schodzi do 0,108 zł), ale za to korona czeska się umacnia (kurs CZK/PLN rośnie do 0,174 zł). Najwidoczniej złoty przed świętami płaci cenę za ostatnie tygodnie swojego ponadprzeciętnie mocnego zachowania na rynku walutowym. PLN ma z czego oddawać, a ten tydzień wydaje się wręcz idealny do kalibracji walutowych portfeli inwestycyjnych.

Japonia grozi słowem, ale czy rynek uwierzy?

Koniec roku przynosi nam ciekawe wydarzenia wokół jena i całej japońskiej gospodarki. Najpierw nowy rząd z pierwszą w historii premierką na jego czele. Gabinet Sanae Takaichi ma bardzo ambitne plany ekspansji fiskalnej, która ma wreszcie przynieść długo wyczekiwane ożywienie gospodarcze. W grudniu Bank Japonii dokonał podwyżki stóp procentowych (doskonale pokazuje to, w jak innym miejscu jest Kraj Kwitnącej Wiśni w porównaniu do innych rozwiniętych gospodarek), ale rynek odebrał ten ruch jako tzw. gołębią podwyżkę. Oznacza to, że mimo takiej decyzji narracja prezesa Kazuo Uedy pozostała zbyt miękka dla inwestorów. Tym samym JPY pozostał pod presją, a najważniejszy dla niego kurs USD/JPY zbliżył się do poziomu 158 ¥, czyli szczytów z początku roku. Tego było już za dużo dla ministry finansów, która postanowiła wyręczyć szefa BoJ i mocno zainterweniowała ustnie na rynku. Satsuki Katayama w wywiadzie dla Bloomberga podkreśliła, że władze mają pełną swobodę do podejmowania zdecydowanych działań wobec ruchów kursowych, które nie są uzasadnione fundamentami gospodarczymi i mają charakter spekulacyjny. Inwestorzy rzeczywiście wystraszyli się tak wyraźnego ostrzeżenia i kurs USD/JPY błyskawicznie zanurkował do 156¥. Zobaczymy jak długo efektywna będzie sama narracja, ponieważ warto pamiętać, że tylko w ostatnich kwartałach japoński rząd przeznaczył już 100 mld USD na obronę swojej waluty. Może to być trudne przy ambitnych planach wydatkowych i rosnących rentownościach obligacji, przez które coraz większym obciążeniem staje się obsługa gigantycznego długu publicznego. Słaba waluta przy mocno importowym charakterze gospodarki nie ułatwia nawigowania na wzburzonym morzu globalnych finansów.

ORLEN podpisał umowę z Grupą WB. Bezzałogowce i monitoring dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej na morzu

0

ORLEN oraz Grupa WB podpisały umowę o współpracy, której celem jest wzmacnianie ochrony infrastruktury krytycznej, w szczególności infrastruktury morskiej o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Porozumienie dwóch polskich firm obejmuje rozwój i wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych oraz wymianę wiedzy eksperckiej pomiędzy spółkami.

– ORLEN ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale całego regionu. Naszym celem jest zapewnianie stabilnych dostaw energii. Abyśmy mogli to robić, ważne jest fizyczne i cyfrowe bezpieczeństwo naszych aktywów. To szczególnie istotne w dzisiejszych czasach. Współpraca dwóch polskich firm umożliwia wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych, które zwiększają odporność infrastruktury krytycznej. To przykład efektywnego łączenia kompetencji w obszarze bezpieczeństwa i technologii, a jednocześnie ważny krok w budowaniu siły polskiego przemysłu – podkreślił Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Współpraca koncentruje się na wyzwaniach związanych z bezpieczeństwem infrastruktury, szczególnie tej zlokalizowanej na morzu. Obejmuje m.in. wdrażanie innowacyjnych systemów bezzałogowych, testowanie zaawansowanych technologii monitoringu oraz wymianę wiedzy eksperckiej pomiędzy zespołami ORLEN i Grupy WB. Strony planują również realizację wspólnych projektów badawczo-rozwojowych oraz szkolenia podnoszące kompetencje zespołów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ORLEN.

– Grupa WB jest polskim podmiotem o znaczeniu strategicznym, dokładnie tak samo jak ORLEN. Naturalna wydaje się współpraca między koncernem zapewniającym bezpieczeństwo energetyczne Polski, a sprawdzonym dostawcą zaawansowanych rozwiązań dla obronności, zwiększających też odporność kluczowych obiektów infrastruktury krytycznej. Grupa WB jest liderem w branży systemów bezzałogowych, bezpiecznej komunikacji oraz integracji systemowej, której propozycje mogą być wykorzystane przez spółki takie, jak ORLEN – powiedział podczas podpisywania Piotr Wojciechowski, Prezes Grupy WB.

Celem umowy jest długofalowa współpraca na rzecz poprawy bezpieczeństwa aktywów ORLEN oraz budowanie i rozwój kompetencji w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej. Partnerstwo obejmuje działania z zakresu profilaktyki, edukacji, przekazywania informacji, analiz eksperckich oraz inne inicjatywy służące podnoszeniu poziomu bezpieczeństwa infrastruktury należącej do Grupy ORLEN.

Wspólne działania mają na celu przeciwdziałanie czynom przestępczym, w tym aktom terrorystycznym, dywersji oraz sabotażom. Podpisana umowa stanowi kolejny krok w kierunku budowania nowoczesnych standardów ochrony kluczowych aktywów oraz wzmacniania potencjału polskich firm w obszarze bezpieczeństwa i innowacji.

Pierwsza w historii wolna Wigilia. Przedsiębiorcy: „Nie protestowaliśmy, ale będą koszty”

W roku 2025 pierwszy raz w historii Wigilia będzie dniem wolnym od pracy. Północna Izba Gospodarcza i przedsiębiorcy zrzeszeni w naszej instytucji nie protestowali przeciwko takiemu rozwiązaniu uznając, że jeżeli jest taka wola społeczna i polityczna to należy spróbować wdrożyć rozwiązania, które sprawią, że pracownicy będą mieć dodatkowy dzień wolny.

Nie możemy jednak zapominać o jednej rzeczy – każdy dzień wolny od pracy, każde skrócenie czasu pracy, każdy tego typu eksperyment wpływa na efektywność pracy przedsiębiorstwa i to, jak dana firma wypracowuje swój wynik. Wolna Wigilia nie załamie gospodarki, ale mało kto myśli o tym – poza przedsiębiorcami oczywiście – że w roku 2025 końcówka roku jest czasem, który przynosi nam trzy długie weekendy z rzędu, a to oznacza, że wiele procesów biznesowych, produkcyjnych, usługowych, przemysłowych, działa w ograniczonym wymiarze. Otrzymywałam sygnały, że wiele osób mówiło, że od 22 grudnia do 7 stycznia niektóre firmy, przedsiębiorstwa czy nawet urzędy działają w trybie ograniczonym, bo urlopy, święta, brak możliwości skompletowania składu na pełne działanie operacyjne.

Sytuacja w roku 2025 jest oczywiście kwestią kalendarza i uważam, że czas wolny należy wykorzystać efektywnie i tak, by w roku 2026 wrócić do pracy z energią do działania. Nie zapominajmy jednak, że to nie jest tak, że „politycy dali nam wolną Wigilię”, bo w tym przypadku też będziemy mieć do czynienia z konsekwencjami gospodarczymi i kosztami, które będzie ponosić gospodarka, szczególnie w sektorze handlowym i usługowym.

Złoty traci mimo słabszego dolara. Kurs euro powyżej 4,22

Intensywne ostatnie dni przed świętami na rynku. Złoty w odwrocie. Zamiast atakować poziom 4,20 zł na euro, wycofał się powyżej poziomu 4,22 zł. Złoto bije kolejne rekordy wszechczasów i przekracza już 4500 dolarów za uncję. Dni wolne w Polsce to jednak nie wolne na rynkach – zobaczymy w jakiej rzeczywistości obudzimy się po świętach. 

Polska waluta w odwrocie

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej to niby tylko 1% różnicy względem prognoz. Jednak wielu inwestorów czekało na sygnał do realizacji zysków. W rezultacie wykorzystano moment i mimo tego, że dane w standardowych warunkach nie miałyby aż takiego potencjału, doszło do wzrostu kursu euro o około 1,5 grosza. 4,22 zł to nadal tanie euro, patrząc na ostatnie miesiące, ale to silny odwrót od odbywającego się w ostatnich dniach ataku na poziom 4,20 zł. Trzeba też zwrócić uwagę, że osłabienie złotego miało miejsce podczas osłabiania się dolara względem euro. Jest to sytuacja, która zwyczajowo sprzyjała polskiemu złotemu. Wraz ze złotym traci również forint, co pokazuje, że nie jest to tylko nasz lokalny problem.

Złoto przebiło 4500 dolarów

Słabnący dolar nie tylko wspiera polskiego złotego. To również pożywka dla alternatywnych – względem tych opartych o stopę procentową – inwestycji. Wczoraj w górę szły giełdy, ale to złoto skupia chyba obecnie najwięcej uwagi. Tym bardziej, że doszło do przebicia ważnego psychologicznie poziomu 4500 dolarów za uncję. W rezultacie znajdujemy się już wyraźnie powyżej 100 dolarów w porównaniu do ostatnich rekordów z października. Prognozy 5000 dolarów na koniec roku, które już wtedy padały, mają małe szanse się spełnić. Jednak do końca roku możemy zbliżyć się jeszcze bardziej do tej wartości. Nie można oczywiście wykluczyć, że któryś z silnie kupujących banków (np. chiński) ujawni skalę zakupów i rynek wystrzeli w górę. Wielu analityków uważa bowiem, że Chińczycy kupują dużo więcej złota niż w ostatnich kwartałach raportują.

Przerwa świąteczna na rynkach

W tym roku po raz pierwszy wolnym dniem jest Wigilia Bożego Narodzenia. Nadal jednak wiele państw, w tym USA, otwierają tego dnia notowania. W rezultacie, nawet jeżeli są to sesje skrócone, trzeba się nastawić, że na rynku może się dziać. Również drugi dzień świąt za oceanem jest teoretycznie dniem pracującym. Teoretycznie, gdyż kalendarz pokazuje, że będzie to bardzo popularny dzień urlopowy. Co z tego kalendarza wynika dla rynków walutowych? O ile Polska zamyka się już dzisiaj wieczorem, o tyle notowania złotego będą otwarte jeszcze dwa dni w tym tygodniu. W rezultacie poniedziałek może być ciekawym dniem na rynkach. Tym bardziej, że przy braku sporej części inwestorów i związanej z tym niższej płynności może dojść do sporych zmian, jeżeli wydarzy się coś ważnego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB,

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

TSUE: platforma ogłoszeniowa też odpowiada za dane osobowe w ogłoszeniach. Co to oznacza w praktyce dla operatorów serwisów?

0

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 2 grudnia 2025 r. w sprawie C-492/23 Russmedia Digital i Inform Media Press istotnie zmienia podejście do odpowiedzialności serwisów internetowych, które umożliwiają użytkownikom publikowanie ogłoszeń, reklam lub postów. TSUE potwierdził, że operator platformy – obok osoby zamieszczającej treść – może ponosić odpowiedzialność za przetwarzanie danych osobowych znajdujących się w ogłoszeniach, ponieważ w określonych sytuacjach sam jest administratorem danych (a praktycznie często także współodpowiedzialnym za przetwarzanie).

W konsekwencji operatorzy stron powinni jeszcze przed publikacją identyfikować treści zawierające dane wrażliwe i weryfikować, czy ogłoszeniodawca jest osobą, której dane dotyczą, albo czy dysponuje wyraźną zgodą tej osoby. Jeśli nie da się spełnić tych warunków – operator powinien uniemożliwić publikację.

Tło sprawy: ujawnienie danych bez zgody i późniejsze rozpowszechnianie treści w sieci

Sprawa dotyczyła ogłoszenia opublikowanego w rumuńskim serwisie ogłoszeniowym. Anonimowa osoba zamieściła informację sugerującą, że konkretna kobieta świadczy usługi seksualne. W ogłoszeniu znalazły się m.in. jej zdjęcia oraz numer telefonu, a całość została opublikowana bez jej zgody. Kobieta uznała treść za nieprawdziwą i krzywdzącą. Serwis – po zgłoszeniu – usunął ogłoszenie, jednak informacje zdążyły zostać skopiowane i powielone na innych stronach.

Kobieta dochodziła odszkodowania. Sąd pierwszej instancji przyznał jej 7 tys. euro, jednak sąd wyższej instancji uznał, że platforma nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ jest „jedynie” dostawcą usług hostingowych. W efekcie sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, który zwrócił się do TSUE o wykładnię prawa Unii Europejskiej.

Najważniejsza teza TSUE: operator platformy może być administratorem danych

TSUE wskazał, że operator platformy nie jest wyłącznie biernym „dostawcą usług”, skoro:

  • udostępnia narzędzia do publikacji,
  • organizuje sposób prezentacji ogłoszeń,
  • umożliwia ich publiczne udostępnienie w danej formie.

Nawet jeśli operator nie tworzy konkretnej treści ogłoszenia, to uczestniczy w określaniu celów i sposobów publikacji, a to może przesądzać o statusie administratora danych. W takim ujęciu zarówno operator, jak i ogłoszeniodawca muszą zapewnić zgodność z RODO i być w stanie wykazać legalność publikacji danych osobowych.

Dane wrażliwe: obowiązki „przed publikacją”

Wyrok kładzie nacisk na szczególną ostrożność przy danych szczególnych kategorii, czyli m.in. danych dotyczących zdrowia, seksualności/orientacji seksualnej, poglądów czy innych informacji objętych podwyższoną ochroną.

W praktyce TSUE wskazuje kierunek interpretacji przepisów tak, aby operatorzy wdrażali środki pozwalające:

  1. Zidentyfikować przed publikacją ogłoszenia, które zawierają dane wrażliwe.
  2. Zweryfikować tożsamość ogłoszeniodawcy – w szczególności ustalić, czy jest osobą, której dane znajdują się w ogłoszeniu. Z tego wynika postulat, że reklamodawca nie powinien pozostawać anonimowy w scenariuszach podwyższonego ryzyka.
  3. Jeśli dane dotyczą innej osoby – wymagać od publikującego wykazania, że ma wyraźną zgodę osoby, której dane dotyczą (albo inną podstawę legalizującą przetwarzanie danych wrażliwych).
  4. Jeśli warunki legalności nie są spełnione lub nie da się ich potwierdzić – operator powinien zablokować publikację.

To podejście ma zapobiegać sytuacjom, w których wrażliwe dane są ujawniane bez wiedzy i zgody osoby, której dotyczą – a szkoda powstaje zanim zadziałają mechanizmy „po fakcie”.

Koniec wygodnej wymówki: „to tylko hosting”

Jednym z praktycznych wniosków z wyroku jest ograniczenie możliwości zasłaniania się argumentem: „nie odpowiadamy, bo treści publikuje użytkownik”. Jeśli operator realnie umożliwia publikację i dostarcza narzędzia, a przez to wpływa na sposób udostępniania danych, to w obszarze RODO może mieć własne obowiązki wynikające ze statusu administratora.

Innymi słowy: w niektórych scenariuszach platforma nie jest wyłącznie „pośrednikiem”, lecz podmiotem, od którego oczekuje się aktywnych działań organizacyjnych i technicznych w celu ochrony danych.

Obowiązek przeciwdziałania kopiowaniu i dalszemu nielegalnemu rozpowszechnianiu

TSUE odniósł się również do problemu powielania treści – gdy ujawnione dane wrażliwe „wyciekają” poza platformę i są kopiowane na inne strony. Z perspektywy praktyki oznacza to konieczność wdrożenia rozwiązań, które ograniczają możliwość niezgodnego z prawem kopiowania i dalszej publikacji (w zakresie, w jakim jest to racjonalnie możliwe do osiągnięcia przy użyciu odpowiednich środków).

„Cios w celeb bait”: znaczenie dla social mediów i reklamy

Wyrok ma znaczenie nie tylko dla klasycznych portali ogłoszeniowych, ale szerzej – dla serwisów, które umożliwiają publikowanie treści i reklam przez użytkowników. W kontekście zjawiska „celeb bait” (wykorzystywania wizerunku i danych znanych osób do fałszywych reklam) rośnie oczekiwanie, że platforma będzie potrafiła:

  • wyłapywać treści wysokiego ryzyka,
  • wymagać potwierdzenia uprawnień do wykorzystania danych/wizerunku,
  • blokować publikacje, gdy brak zgody lub innej podstawy prawnej.

Efekt ochronny dotyczy zarówno osób, których dane są bezprawnie wykorzystywane, jak i użytkowników narażanych na oszustwa (np. wyłudzenia danych, fałszywe inwestycje).

Co powinni zrobić operatorzy platform: praktyczna lista działań

W świetle wyroku warto rozważyć wdrożenie i udokumentowanie m.in.:

  • mechanizmów identyfikacji ogłoszeń z danymi wrażliwymi przed publikacją (reguły, flagowanie, moderacja),
  • weryfikacji ogłoszeniodawców w obszarach podwyższonego ryzyka (ograniczenie anonimowości),
  • wymagania wykazania zgody osoby, której dane dotyczą, gdy publikujący nie jest tą osobą,
  • domyślnego blokowania publikacji, gdy legalności nie da się potwierdzić,
  • środków ograniczających masowe kopiowanie treści (rozwiązania anty-scrapingowe, monitoring nadużyć),
  • zasady rozliczalności (udokumentowane procedury, ślady audytowe, przeglądy skuteczności środków).

Fundusz inwestycyjny SKion przejmuje większość udziałów w BMZ Group

Fundusz inwestycyjny SKion objął większościowy pakiet udziałów w BMZ Group, jednym z największych producentów systemów bateryjnych na świecie. Transakcja wspiera jednocześnie stabilne finansowanie dalszego rozwoju polskiego oddziału Grupy.  BMZ Poland w Gliwicach wchodzi w 2026 r. z mocnym portfelem zamówień oraz gotowością do dalszego rozwoju i kolejnych wdrożeń dla klientów w Polsce i za granicą.

SKion GmbH (SKion) zawarł umowę przejęcia kluczowych jednostek biznesowych BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH (BMZ Group) w ramach prowadzonych postępowań w tzw. trybie „samoadministracji” (niemiecki odpowiednik restrukturyzacji). Przejęcie jest elementem uporządkowania struktury właścicielskiej BMZ Group i ma na celu długoterminowe wzmocnienie jej działalności. Nowy większościowy udziałowiec zapowiada dalsze inwestycje w rozwój technologii, produkcji oraz utrzymanie ciągłości kluczowych projektów realizowanych przez BMZ.

Zakład w Gliwicach rozwija i produkuje systemy bateryjne dla elektromobilności komercyjnej, lekkich pojazdów elektrycznych, elektronarzędzi i sprzętu medycznego. Wejście SKion jako większościowego udziałowca otwiera nowy etap w rozwoju Grupy BMZ, a dla BMZ Poland oznacza możliwosć kontynuacji dynamicznego rozwoju.

Restrukturyzacja BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH

W październiku b.r. BMZ Germany GmbH złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości w trybie samoadministracji. Wniosek ten był wynikiem kryzysu płynnościowego oraz potrzeby restrukturyzacji, m.in. w związku z utratą kluczowego klienta w segmencie systemów magazynowania energii, a także wynikających z tego sporów prawnych i kosztów. W konsekwencji sytuacja negatywnie wpłynęła również na  BMZ Holding GmbH, który był zmuszony do złożenia wniosku o upadłość. Pozostałe spółki w ramach Grupy, w tym BMZ Poland, są operacyjnie stabilne i nie zostały objęte postępowaniem upadłościowym.

Koncepcja restrukturyzacji opracowana przez zarząd BMZ we współpracy z doradcami zakłada wydzielenie działalności operacyjnej BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH do nowej struktury. W nadchodzących miesiącach zarząd Grupy ma zamiar położyć szczególny nacisk na stabilizację relacji z klientami i dostawcami, a także na dalszy jej rozwój. Szybkie utworzenie nowej struktury zapewni również stabilność finansową organizacji.

Popyt na kluczowe produkty Grupy rośnie, a trend rynkowy sprzyjający wysokowydajnym systemom bateryjnym nadal się umacnia. BMZ Group posiada znaczący portfel zamówień na rynkach międzynarodowych.

Boom na AI wysysa pamięci z rynku. Smartfony w 2026 r. mogą wyraźnie podrożeć, a producenci tną prognozy sprzedaży

Rosnące zapotrzebowanie centrów danych na układy pamięci zaczyna coraz mocniej uderzać w rynek elektroniki konsumenckiej. W 2026 roku kupujący smartfony mogą zapłacić zauważalnie więcej, a część producentów będzie zmuszona wybierać między podwyżkami cen a zubożeniem specyfikacji tańszych modeli.

Dlaczego pamięci brakuje właśnie teraz?

Kluczowy mechanizm jest prosty: wytwórcy pamięci przekierowują moce produkcyjne w stronę bardziej marżowych układów dla serwerów AI (m.in. HBM), co ogranicza dostępność „klasycznych” DRAM i NAND, wykorzystywanych masowo w smartfonach i laptopach. Napięcie obejmuje szerokie spektrum pamięci (od flash do rozwiązań serwerowych), a nowe moce dla „zwykłych” produktów konsumenckich nie pojawią się szybko – część inwestycji realnie materializuje się dopiero w horyzoncie 2027–2028.

Counterpoint: spadek wysyłek i presja na ceny

Według danych przytaczanych w analizach branżowych, Counterpoint prognozuje, że globalne dostawy smartfonów w 2026 r. spadną o 2,1% – w dużej mierze przez wzrost kosztów komponentów związany z niedoborem pamięci. Najbardziej wrażliwy ma być segment urządzeń poniżej 200 dolarów, gdzie koszty „koszyka części” wzrosły od początku 2025 r. o ok. 20–30%.

W szerszych materiałach Counterpoint wskazuje też, że ceny pamięci mogą wzrosnąć jeszcze o ok. 40% do II kwartału 2026 r., podbijając koszty wytworzenia smartfonów o ok. 8–15% ponad obecne poziomy, a średnie ceny sprzedaży urządzeń mogą w 2026 r. wzrosnąć o ok. 6,9% rok do roku.

Xiaomi już sygnalizuje podwyżki

Pierwsze zapowiedzi podwyżek pojawiają się u producentów z Chin. W wypowiedziach przedstawicieli Xiaomi podkreślano, że presja kosztowa pamięci będzie w 2026 r. większa niż w 2025 r., a same podwyżki cen detalicznych mogą nie wystarczyć, by w pełni zneutralizować rosnące koszty.

Równolegle TrendForce opisywał, że Xiaomi 17 Ultra (premiera 25 grudnia) ma wejść na rynek z „znaczącym” wzrostem ceny względem poprzednika, a część analiz wskazuje poziom startowy 6 999 juanów lub więcej (wobec 6 499 juanów w poprzedniej generacji).

Producenci mogą ciąć specyfikacje – szczególnie w tańszych modelach

Przy ograniczonej dostępności pamięci część marek może pójść drogą „odchudzania” konfiguracji. TrendForce wskazuje, że rosnące ceny pamięci wymuszają na producentach smartfonów i notebooków zarówno podnoszenie cen, jak i redukcję specyfikacji, a presja kosztowa ma się utrzymać także na początku 2026 r.

W praktyce może to oznaczać m.in. wolniejsze tempo podbijania RAM w popularnych modelach, a w skrajnym scenariuszu nawet powrót najtańszych konstrukcji do bazowych konfiguracji, jeśli presja cenowa się utrzyma.

Apple i Samsung w relatywnie lepszej pozycji

W ocenach rynkowych Apple i Samsung mają być najlepiej przygotowane do przetrwania najbliższych kwartałów, m.in. dzięki skali, zasobom finansowym i sile negocjacyjnej w łańcuchu dostaw.

Efekt domina: drożeją też PC i konsole

Napięcie na rynku pamięci nie dotyczy wyłącznie smartfonów. TrendForce informował, że Dell ma podnosić ceny komputerów nawet o 15–20%, a Lenovo sygnalizuje zmiany cenników od początku 2026 r. (m.in. z powodu nasilającego się niedoboru pamięci i szybkiej integracji funkcji AI). Wskazywano też rosnącą presję kosztową po stronie producentów konsol do gier, gdzie pamięci DRAM są kluczowym komponentem, a podwyżki mogą dodatkowo osłabić popyt już obciążony wcześniejszymi wzrostami cen.

Jak długo to potrwa?

Z perspektywy konsumentów najważniejsze pytanie brzmi: kiedy wróci równowaga podaży i popytu. Część prognoz branżowych zakłada utrzymanie niedoboru pamięci nawet do końcówki 2027 r., a nowa podaż „odczuwalna” dla elektroniki konsumenckiej może pojawić się dopiero wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji produkcyjnych.

Na tym tle IDC prognozuje spadek globalnej sprzedaży smartfonów w 2026 r. o 0,9% i wzrost średniej ceny sprzedaży do ok. 465 dolarów, co pokazuje, że nawet przy niższym wolumenie rynek może „rosnąć” wartościowo dzięki wyższym cenom.

BYD przyspiesza w Europie, Tesla traci. Najnowsze dane pokazują zmianę układu sił na rynku aut elektrycznych

Europejski rynek samochodów elektrycznych wszedł w końcówkę roku w wyraźnie lepszej formie. Z opublikowanych właśnie danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika, że sprzedaż aut w pełni elektrycznych (BEV) w listopadzie wzrosła rok do roku o 44%. Impuls miały dać m.in. nowe zachęty na kluczowych rynkach – zwłaszcza we Francji i we Włoszech – oraz coraz szersza dostępność modeli zarówno od producentów europejskich, jak i chińskich.

W tym otoczeniu szczególnie mocno wyróżnił się chiński BYD. W listopadzie 2025 r. firma zarejestrowała w Europie 21 133 pojazdy, co oznacza wzrost o 221,8% w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku (wtedy było to ok. 4,8 tys. sztuk). Jednocześnie Tesla, choć nadal sprzedała w listopadzie więcej niż BYD, odnotowała spadek: rejestracje zmniejszyły się o 11,8% do 22 801 aut.

Dane dotyczą rozszerzonego rynku europejskiego obejmującego Unię Europejską, Wielką Brytanię oraz państwa EFTA: Islandię, Liechtenstein, Norwegię i Szwajcarię. To istotne, bo zmienność popytu – w tym wpływ ulg podatkowych – bywa w tej grupie krajów szczególnie widoczna.

Listopadowy skok BYD był zauważalny zwłaszcza na największych rynkach. W Niemczech producent zarejestrował 4 026 pojazdów, co oznacza wzrost o 834% rok do roku i pozwoliło mu wyprzedzić Teslę w miesięcznej sprzedaży. W Hiszpanii rejestracje BYD również mocno wzrosły – firma potroiła wynik do 2 934 aut.

Tesla zanotowała natomiast spadki na większości kluczowych rynków Europy. We Francji rejestracje firmy obniżyły się o 58% do poziomu nieco poniżej 1 600 pojazdów, a w Szwecji spadły o 59% do 588 sztuk. W Niemczech Tesla sprzedała o 20% mniej niż rok wcześniej, a w Holandii spadek sięgnął 43,5%. Jasnym punktem pozostała Norwegia, gdzie popyt miał wesprzeć zestaw przejściowych zmian w zachętach podatkowych.

Z perspektywy całego roku Tesla wciąż utrzymuje przewagę wolumenową, ale tempo zmian jest coraz bardziej wymowne. Między styczniem a listopadem BYD sprzedał w Europie 159 869 pojazdów, podczas gdy Tesla 203 382. Różnica w dynamice jest jednak bardzo duża: BYD zwiększył sprzedaż o 276% rok do roku, a Tesla zaliczyła 28% spadek.

Szerszy trend widać również w wynikach całej grupy chińskich producentów. Według danych rynkowych ich łączny udział w europejskim rynku samochodów osobowych we wrześniu sięgnął rekordowych 7,4% – ponad dwukrotnie więcej niż 3,6% rok wcześniej. Wszystko to pokazuje, że konkurencja w segmencie aut elektrycznych w Europie szybko się zaostrza, a przewagi wypracowane w poprzednich latach nie są już tak trwałe jak dawniej.

Jen słabnie mimo podwyżki stóp BoJ. Tokio ostrzega: możliwa interwencja walutowa

Sytuacja na japońskim rynku walutowym ponownie znalazła się w centrum uwagi po wyraźnym osłabieniu jena, które nastąpiło mimo podwyżki stóp procentowych w piątek przez BoJ. Minister finansów Japonii – Satsuki Katayama – w wywiadzie dla Bloomberg podkreśliła, że władze mają pełną swobodę do podejmowania zdecydowanych działań wobec ruchów kursowych, które nie są uzasadnione fundamentami gospodarczymi i mają charakter spekulacyjny. Jej wypowiedź została odebrana jako jak dotąd najsilniejszy sygnał ostrzegawczy wobec rynków, zwłaszcza że jen osłabił się pomimo zacieśnienia polityki pieniężnej.

Katayama zasugerowała możliwość bezpośredniej interwencji walutowej, powołując się na wspólne stanowisko ministrów finansów Japonii i Stanów Zjednoczonych, które dopuszcza takie działania w okresach nadmiernej zmienności. Reakcja rynku była natychmiastowa – jen umocnił się poniżej poziomu 157 JPY za dolara, schodząc w okolice 156. Wcześniejsze osłabienie waluty nastąpiło po komunikacie Banku Japonii, który – mimo podwyżki stóp – został odebrany jako zbyt mało jastrzębi, szczególnie w interpretacji wypowiedzi prezesa Kazuo Ueda. W efekcie jen pozostaje najsłabszą walutą w grupie G-10 wobec dolara w 2025 roku, a Japonia tylko w ubiegłym roku wydała około 100 mld USD na jego obronę.

Równolegle rząd premier Sanae Takaichi prowadzi wyraźnie ekspansywną politykę fiskalną. Przyjęto dodatkowy budżet w wysokości 18.3 bln JPY, największy od czasu pandemii, a planowany budżet roczny może sięgnąć nawet 120 bln JPY, co stanowiłoby historyczny rekord. Zdaniem Katayamy pogorszenie stanu finansów publicznych będzie przejściowe, ponieważ w perspektywie jednego do dwóch lat wzrosną zarówno inwestycje, jak i wpływy podatkowe. Jednocześnie rząd przyspiesza wzrost wydatków obronnych do poziomu 2% PKB, co przy słabym jenie oznacza wyższe koszty importu uzbrojenia.

Narastają jednak także istotne ryzyka. Rentowności japońskich obligacji rosną, a dochodowość papierów dziesięcioletnich sięga około 2.1%, najwyżej od 27 lat, co zwiększa koszty obsługi długu w najbardziej zadłużonej gospodarce rozwiniętej świata. Popyt krajowych inwestorów na dług o dłuższym terminie zapadalności osłabł, choć wyższe rentowności przyciągają coraz większe zainteresowanie inwestorów zagranicznych.

Całość tych zjawisk pokazuje, że Tokio jednocześnie wysyła rynkom jasny sygnał gotowości do interwencji walutowej w przypadku nadmiernej zmienności oraz świadomie stawia na wzrost gospodarczy napędzany wydatkami fiskalnymi. Oznacza to akceptację krótkoterminowego pogorszenia wskaźników fiskalnych w zamian za ożywienie gospodarki, przy rosnącym napięciu pomiędzy stabilnością waluty, kosztami długu publicznego i ambitną polityką wydatkową państwa.

2025 r. był bardzo kiepski dla dolara. W 2026 r. może być jeszcze gorzej

Dolar był słaby wobec wielu walut w 2025 r. Wśród walut, które w Europie najbardziej zyskały do dolara jest złoty. Jest to także węgierski forint, są to również waluty skandynawskie. Euro też ma się całkiem nieźle.

– Patrząc od początku 2025 r. bardzo możliwe, że będzie to najgorszy rok w historii amerykańskiego dolara, a może być jeszcze gorzej, bo jest szansa, że aktualne trendy zostaną przedłużone, ale 2026 r. nie będzie już tak burzliwy dla tej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Bardzo ważne jest czy będą obniżać się różnice pomiędzy stopami procentowymi w USA i w innych krajach, ponieważ Fed będzie stopy obniżać.

Niepewność na rynkach walutowych jest duża. Choć Fed podjął decyzję o obniżce stóp procentowych, to nadal ważą się losy kontynuacji cyklu łagodzenia polityki pieniężnej w przyszłym roku. Jeśli dane nie okażą się tak złe, jak przedstawiał to na konferencji J. Powell, dolar może odrobić część niedawno zanotowanych strat. Co więcej, gospodarka europejska wysyła negatywne sygnały, co mogłoby doprowadzić do większej korekty na EURUSD, jeśli dane amerykańskie pokazałyby się od lepszej strony.

Choć dane NFP (raport Establishment Survey) w końcu zostaną opublikowane, to ich składowa jaką jest stopa bezrobocia (wynikająca z badania gospodarstw domowych) za październik nie będzie znana. Z tego względu listopadowy odczyt stopy bezrobocia nie będzie miał punktu odniesienia, co utrudni pełną ocenę sytuacji na rynku pracy. Niektóre prognozy wskazują na utrzymanie się stopy na poziomie 4,4%, natomiast sam Bloomberg Economics oraz konsensus Bloomberga mówi o odbiciu do 4,5%. Niekompletne dane z USA przyczyniają się do dużej zmienności dolara.

– Wiele zależeć będzie od tego, kto zostanie nowym szefem Fed i czy będzie uznawany za eksperta, czy jedynie za głos D.Trumpa, który chce obniżek stóp procentowych – komentuje ekspert XTB. – Jeżeli będzie to ten drugi wariant, to rynki finansowe będą odchodzić od amerykańskich obligacji i od dolara, co przyczyni się do jego dalszego osłabienia. To jednocześnie sprzyjałoby wzrostowi cen złota.

Analizując parę EURUSD, należy również wziąć pod uwagę presję wynikającą ze słabości euro. Wstępne wskaźniki PMI ze strefy euro są niepokojące: podczas gdy Francja odnotowała powrót do ekspansji w sektorze przemysłowym, sektor usług niemal osunął się w recesję. Co ważniejsze, w Niemczech obserwujemy powrót głębokiej słabości sektora przemysłowego, co w największym stopniu negatywnie rzutuje na perspektywy całej gospodarki europejskiej. EURUSD po danych oscyluje blisko poziomu 1,1750, który i tak okazał się najwyższym od września.

Z racji słabego dolara para USDPLN zameldowała się przed świętami na poziomie 3,60. Z drugiej strony, jeśli dane listopadowe z USA pokazałyby się dzisiaj od dobrej strony, będzie szansa na powrót pary do tego ważnego poziomu. Natomiast para EURUSD znajduje się na poziomach 1,18.

– Europa w 2026 r. będzie kusić inwestorów, a skutkiem będzie zwiększone zapotrzebowanie na europejską walutę. Inwestorzy będą też szukać możliwości dywersyfikacji kierując się na rynki walutowe Japonii i Chin – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Możliwe, że na parze EURUSD przetestowany zostanie poziom 1,20, a może nawet jeszcze wyższy.

5,85 zł za litr i dalej w dół? Co dalej z cenami benzyny

0

Ceny benzyny tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na stałe zameldowały się poniżej 6 zł za litr i najprawdopodobniej powinny pozostać na tych poziomach na dłużej. Jest też szansa, że ceny będą kontynuować spadki w końcówce samego roku. Z drugiej strony patrząc na warunki rynkowe wydaje się, że na polskich stacjach powinno być znacznie taniej. Czy jedna na pewno?

Baryłką ropy naftowej kosztuje obecnie w przeliczeniu na naszą walutę ok. 220 zł. Na początku tego roku było to niemal 340 zł za baryłkę w szczytowym momencie, co oznacza, że cena spadła o ok. 1/3. Z kolei średni poziom ceny benzyny w Polsce, pokazywany w statystykach Komisji Europejskiej, tuż przed świątecznym tygodniem to 5,85 zł. Należy jednak pamiętać, że jest to średnia z całego kraju, a ceny między miastami mogą się różnić. Dodatkowo ceny na trasach szybkiego ruchu czy przy granicach państwa są zazwyczaj wyższe. Średnia cena z początku roku to w szczytowym momencie 6,40 zł. Ceny w święta 2024 roku były nieco niższe przed styczniową zwyżką cenową. Jasno można stwierdzić, że w tym momencie jest taniej niż przed rokiem oraz taniej niż na początku tego roku, ale skala obniżki ceny ropy jest znacznie większa niż ceny benzyny. Co więcej, obecny poziom ceny baryłki jest podobny jak na początku 2021 roku, natomiast wtedy cena 1 litra benzyny 95 oscylowała bliżej 4,75! Obecnie płacimy ponad 1 zł więcej na litrze benzyny niż miało to miejsce przed 5 latami. Czy jest to uzasadnione?

Bardzo mocny wzrost cen ropy naftowej przez cały 2021 i początek 2022 roku przez rozpoczęcie pełnoskalowej wojny na Ukrainie przez Rosję doprowadziło do skokowego wzrostu cen benzyny. Wtedy ostatecznie wzrosty cen benzyny były ograniczone, aby nie doprowadzić do destrukcji popytu. Rząd wprowadził również tarcze antyinflacyjne, które zmniejszyły opodatkowanie benzyny. Marże rafineryjne i tak wyraźnie wzrosły i historycznie pozostają na bardzo wysokich poziomach. Sytuacja ta utrzymała się nawet po tym, jak ceny benzyny nie wzrosły po powrocie normalnej stawki VAT od 1 stycznia 2023 roku. Warto jednak pamiętać, że przed 2020 rokiem marże rafineryjne zazwyczaj oscylowały bliżej zera, a nie kilku czy kilkunastu dolarów na jednej baryłce. Wobec tego wysokie marże to jeden z powodów znacznie wyższych cen niż przed 5 latami. Kolejne czynniki to wzrost kosztów, przede wszystkim pracy, czy również „parapodatków” w postaci opłaty paliwowej. Przy obecnych niższych cenach ropy naftowej rośnie udział czynników pozasurowcowych w ostatecznej cenie paliwa.

Rafinerie i stacje zdecydowanie wolniej obniżają ceny detalicznej niż spada cena hurtowa, co jest związane z chęcią utrzymania marż oraz niepewności tego, co może przynieść najbliższa przyszłość. Niemniej przy obecnych warunkach, jeśli nie dojdzie do rozpoczęcia mocniejszych działań przeciwko Wenezueli ze strony USA, czy również Trump nie zdecyduje się na nałożenie nowych sankcji na Rosję, ceny ropy, jak i ceny benzyny powinny kontynuować spadki. Z drugiej strony początek przyszłego roku i tym samym podnoszenie różnego rodzaju kosztów w tym m.in. płacy minimalnej może doprowadzić do tego, że ceny benzyny ponownie będą reagować wolniej lub mogą nawet wzrosnąć.

Praca w 2026 roku. Wszyscy będziemy uczyć się AI

Era ciekawostek AI w środowisku pracy dobiega końca. W 2025 roku byliśmy świadkami, jak sztuczna inteligencja wchodzi do biur i hal produkcyjnych, wymuszając na nas ekspresową lekcję cyfrowej ewolucji. Jednak rok 2026 zapowiada jeszcze odważniejszy zwrot. Po fali fascynacji generowaniem tekstów i obrazów, rynek pracy dojrzewa do rozwiązań o znacznie wyższej wadze gatunkowej.

Choć nasycenie AI w firmach w Polsce jest jeszcze dość niskie, coraz więcej organizacji zaczyna widzieć w niej element szerszej strategii biznesowej, a nie tylko ciekawe narzędzie generujące treści i oszczędzające czas. Firmy zaczynają pytać „jakie procesy AI może przejąć?”. Przed nami rok, w którym LLM-y stają się jedynie wstępem do budowania znacznie bardziej zaawansowanych, zintegrowanych ekosystemów dla biznesu.

Wzrost znaczenia agentów AI

Obok ogólnodostępnych programów, obserwujemy wdrażanie rozwiązań AI do specjalistycznych programów i maszyn używanych w konkretnych profesjach. Programy te siłą rzeczy są trudniej dostępne i mniej znane, obwarowane abonamentami dla firm i zaporami bezpieczeństwa danych. Trendem staje się tworzenie agentów AI, ułatwiających obsługę, a przede wszystkim pobieranie i łączenie informacji z różnych źródeł. Agent AI, odpowiednio wytrenowany, może być cennym asystentem w pracy, pokazując przy tym prawdziwe możliwości sztucznej inteligencji w zakresie automatyzacji, analizy danych i wykrywania błędów. Agenci AI, przypisani do konkretnych systemów i programów informatycznych używanych w firmach, wprowadzą nową jakość zarządzania danymi. Ma to znaczenie wszędzie tam, gdzie spotykają się dane pochodzące z różnych źródeł i systemów. Takim miejscem jest np. HR, gdzie kumulują się dane statystyczne pracowników, dane dotyczące stanowisk pracy, wynagrodzeń, harmonogramów pracy i absencji itd. Dlatego HR i IT będą polegać na sobie nawzajem w silniejszym stopniu, a podobnie będzie się działo w wielu innych sektorach – np. w medycynie, naukach ścisłych, handlu, usługach.

AI – kompetencja przyszłości

Żeby w pełni korzystać z możliwości AI, należy umieć obsługiwać tę technologię. Umiejętność pracy ze sztuczną inteligencją będzie coraz bardziej potrzebna w wielu branżach i na różnych poziomach. Podobnie jak przed laty uczyliśmy się obsługiwać wyszukiwarki internetowe, media społecznościowe i pakiety programów biurowych, teraz, aby nie pozostać w tyle, będziemy nabywać biegłości w obsłudze AI. Od tego zależy nasza osobista zawodowa przyszłość i losy całych gospodarek narodowych. Firmy staną przed wyzwaniem:

– Praca człowieka z agentem AI będzie kluczowa dla realizacji działań z pogranicza IT i innych działów. Możemy przyjąć, że to nowy etap „obsługi komputera”, wymogu dawniej umieszczanego w ogłoszeniach o pracę. Dziś to wymóg na tyle oczywisty, że się go pomija. Umiejętność pracy z agentami AI jako bardziej zaawansowanym poziomem obsługi sztucznej inteligencji, już wkrótce może być wymogiem na wielu stanowiskach. Biorąc pod uwagę, że takich specjalistów obecnie jest niewielu na rynku, wiele firm będzie decydować się na wyszkolenie ich we własnym zakresie – mówi Marcin Mika, dyrektor ds. świadczenia usług w ADP Polska.

Jakie zmiany przyniesie rynkowi mieszkaniowemu 2026? Deweloperzy odpowiadają

0

Jakie trendy będą kształtowały polski rynek mieszkaniowy w 2026 roku? W jakim kierunku będzie ewoluował sektor? Z jakimi wyzwaniami będzie mierzyć się branża? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

W najbliższych miesiącach rynek mieszkaniowy będzie cechować się dużym wolumenem oferty, a w efekcie sytuacja na nim pozostanie stabilna. Z czasem jednak oferta będzie się kurczyć, gdyż deweloperzy znacznie zmniejszają dynamikę nowej produkcji. Popyt stymulować będą kluczowe czynniki z otoczenia makroekonomicznego, takie jak ogólnie dobra sytuacja w polskiej gospodarce i poziom wynagrodzeń, niska inflacja, a w związku z tym coraz atrakcyjniejsze warunki finansowania zakupu po obniżkach stóp. Ten cykl prawdopodobnie się nie skończył, więc spodziewamy się jeszcze polepszenia tego parametru. Również popyt, odkładany z powodu wysokich stóp lub w oczekiwaniu na program wsparcia nabywców, wpłynie pozytywnie na kontraktację, której zwiększenia spodziewamy się w 2026 roku.

W naszym przypadku będzie to skorelowane z zakończeniem wielu budów i dostępnością mieszkań gotowych, chętniej kupowanych teraz przez klientów. Wprowadzane na rynek projekty będą oferowane po zbliżonych lub coraz wyższych cenach, na co wpływ będą mieć koszty ich wytworzenia, długie procedowanie pozwoleń, wysokie ceny gruntów, a także regulacje i nowe wymogi techniczno-ekologiczne, oddziałujące na działalność deweloperów.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W 2026 roku spodziewamy się wzrostu sprzedaży na rynku mieszkaniowym na poziomie 5-15 procent, czemu sprzyjać będą, nie tylko niższe koszty finansowania, lecz także rosnący poziom wynagrodzeń oraz korzystne prognozy gospodarcze.

Posiadamy silne zaplecze kapitałowe oraz zdywersyfikowany bank gruntów w największych miastach, wynoszący ponad 15 tys. lokali, co pozwoli nam zachować elastyczność w dopasowywaniu podaży do struktury popytu.

Przewiduję także umiarkowany wzrost cen mieszkań – średnio o 1-2 proc. powyżej inflacji, przy czym tempo może przyspieszyć w momencie, gdy relacja popytu do podaży zacznie się wyrównywać.

Rynek pozostaje mocno rozdrobniony, dlatego branża będzie przechodzić dalszą konsolidację. Uczestniczymy w tym procesie, nie tylko poprzez akwizycje, ale też partnerstwa inwestycyjne, które wspierają nasz rozwój organiczny.

Wyzwaniami dla branży pozostaną m.in. ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów w największych miastach oraz długotrwałe procedury administracyjne.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W 2026 roku spodziewamy się rynku bardziej zrównoważonego niż w ostatnich latach, ale niepozbawionego wyzwań. Normalizacja warunków kredytowych i większa dostępność finansowania powinny sprzyjać popytowi na mieszkania „na własne potrzeby”, natomiast wejście w życie zmian podatkowych ograniczy część zakupów inwestycyjnych. To będzie przesuwało strukturę popytu i wymuszało bardziej selektywne podejście do projektowania oferty.

Wyzwania na najbliższy rok to przede wszystkim koszty realizacji inwestycji, procesy administracyjne oraz konkurencja o klientów w miastach takich jak Katowice, gdzie wybór mieszkań jest bardzo duży, a proces decyzyjny po stronie nabywców coraz dłuższy. Jednocześnie rynek nieuchronnie ewoluuje. Widzimy rosnące znaczenie funkcjonalności, efektywnego metrażu, dostępu do transportu oraz jakości przestrzeni wspólnych. Ten kierunek będzie się umacniał.

Przed nami raczej stopniowa przebudowa niż gwałtowna rewolucja. Bardziej świadomy klient, większe rozwarstwienie segmentów rynku, rosnący udział najmu instytucjonalnego i większa różnorodność projektów. W rezultacie deweloperzy będą musieli jeszcze precyzyjniej dopasowywać ofertę do lokalnych uwarunkowań i potrzeb różnych grup nabywców i właśnie w tym kierunku widzimy główny nurt zmian, który będzie kształtował rynek w najbliższych latach.

Edyta Kołodziej, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Dla rynku mieszkań w Polsce kluczowe będą są trzy siły – polityka pieniężna, dynamika popytu kredytowego oraz kondycja gospodarki krajowej. Każdy z tych czynników działa w tym roku na korzyść powrotu popytu i stabilizacji cen, choć ryzyka nie znikają.

Tegoroczna seria obniżek stóp procentowych zmieniła matematykę rat kredytowych i bezpośrednio przyczyniła się do wzrostu zdolności kredytowej nabywców mieszkań oraz większej aktywności kredytowej. W grudniu BIK odnotował także rekordowy miesięczny poziom kwoty udzielonego finansowania. Wskaźniki pokazują wzrosty, co może przełożyć się na wysoką sprzedaż mieszkań w roku 2026.

Duży wpływ na sektor w 2026 roku będzie miała też zmiana zasad liczenia scoringu przez BIK. Nowy model, który ma być wdrażany na początku przyszłego roku, zakłada m.in. że dane z wniosków kredytowych, które zakończyły się odmową nie będą brane pod uwagę przy ocenie zdolności kredytowej, co może stać się katalizatorem dodatkowego popytu na rynku mieszkaniowym.

Napływ popytu wspierać będzie też dobra kondycja gospodarcza Polski. Silny wskaźnik PKB w 2026 roku oznacza mocniejsze fundamenty konsumpcji, wzrost inwestycji, a także większe wykorzystanie środków unijnych.

W 2026 roku przewiduję wzrost cen mieszkań, ale co istotne, wzrost umiarkowany i stabilny, nie przypominający boomu z lat przesadnej ekspansji kredytowej. Biorąc pod uwagę siłę popytu, luzowanie stóp i niską inflację, spodziewam się podwyżki cen rzędu kilku procent rocznie na większości rynków lokalnych.

W 2026 rynek mieszkaniowy czeka, nie rewolucja, ale przyspieszona ewolucja. Sektor najmu instytucjonalnego nabierze jeszcze większego znaczenia. Wróci popyt na mieszkania o mniejszych metrażach w odpowiedzi na ograniczoną zdolność części kupujących. Ponadto, wzrastać będzie premia za energooszczędność i rozwiązania ESG. Widoczne jest, że kupujący i najemcy zaczynają liczyć koszty eksploatacji.

Jednocześnie branża stoi przed wyzwaniami związanymi z trybem i kosztami wydawania pozwoleń na budowę, zachowaniem marż deweloperskich oraz ryzykiem odwrócenia się trendu obniżki stóp procentowych z uwagi na inflację, co natychmiast ostudzi popyt.

Podsumowując, 2026 będzie rokiem powrotu popytu, konsolidacji rynku i umiarkowanego wzrostu cen. To moment, kiedy dojrzałe strategie (elastyczność produktu, kontrola kosztów, uwzględnienie ESG) będą premiowane.

Andrzej Gutowski, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Rok 2026 będzie dla rynku mieszkaniowego przede wszystkim okresem stabilizacji. Widzimy wyraźnie, że sektor funkcjonuje dziś na powolnej wyprzedaży zgromadzonej podaży z poprzedniego roku, a deweloperzy z dużą ostrożnością podchodzą do uruchamiania nowych projektów. Ożywienie, które obserwujemy, jest raczej umiarkowane i w najbliższych dwóch/trzech kwartałach nie spodziewamy się gwałtownego przyspieszenia. Tempo sprzedaży powinno pozostać zbliżone do wyników z czwartego kwartału 2025 roku.

Ceny mieszkań również pozostaną względnie stabilne. Wzrosty będą, ale nie powinny przekroczyć 4-5 proc. rocznie. W praktyce oznacza to poziom około 2-3 proc. powyżej inflacji, w zależności od jej faktycznego przebiegu.

Wyzwania stojące przed branżą pozostają niezmienne. Wciąż kluczowym aspektem jest tempo uzyskiwania decyzji administracyjnych, przede wszystkim pozwoleń na budowę, a także ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów. Dodatkową niewiadomą pozostaje tzw. ustawa schronowa. Na ten moment trudno przewidzieć jej realny wpływ na proces inwestycyjny.

Rynek czeka pewna transformacja, choć nie będzie ona skokowa. Coraz bardziej widoczna staje się rosnąca rola najmu instytucjonalnego (PRS). Ten segment rozwija się systematycznie i wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku jego znaczenie będzie nadal rosło. Sam rynek pozostanie przy tym konkurencyjny. Duża liczba aktywnych firm będzie wymuszała coraz ostrzejsze warunki działania, zarówno pod względem jakości produktów, jak i elastyczności ofert czy efektywności operacyjnej.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

Rok 2026 będzie okresem umiarkowanego, ale wyraźnego ożywienia na rynku mieszkaniowym. Prognozy wskazują, że po stabilizacji obserwowanej w 2025 roku możemy spodziewać się przyspieszenia dynamiki cen, z przewidywanym wzrostem na poziomie około 5 proc. r/r. Jest to konsekwencja, zarówno poprawy dostępności finansowania, w tym przewidywanego obniżenia stóp procentowych, jak i wciąż ograniczonej podaży nowych mieszkań, wynikającej z wysokich kosztów realizacji projektów deweloperskich.

W 2026 roku branża stanie jednak przed szeregiem istotnych wyzwań strukturalnych. Najpoważniejszym z nich pozostaje presja kosztowa: rosnące ceny materiałów, robocizny oraz zaostrzające się normy środowiskowe podnoszą koszty budowy i mogą zniechęcać część deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji. Coraz bardziej odczuwalne stają się bariery regulacyjne, w tym czasochłonne procedury administracyjne, które spowalniają przyrost podaży mieszkań. Rynek może również podlegać rosnącej segmentacji. Największe ośrodki miejskie będą wciąż przyciągały popyt, natomiast mniejsze miasta i regiony o słabszej dynamice gospodarczej mogą doświadczać stagnacji.

Jednocześnie rynek mieszkaniowy znajduje się u progu głębokiej transformacji, która zmieni strukturę popytu i modele korzystania z nieruchomości. Coraz większą rolę odgrywa segment najmu instytucjonalnego (PRS), odpowiadający na potrzeby młodych, mobilnych osób, które preferują elastyczność zamiast długoterminowego kredytu. Rośnie też znaczenie jakości – lokalizacji, standardu, efektywności energetycznej oraz zgodności z zasadami ESG. To właśnie te elementy będą decydowały o wartości mieszkań i odporności inwestycji na wahania koniunktury.

W rezultacie w najbliższych latach nie czeka nas jednolity trend, lecz równoległe modele funkcjonowania rynku zależne od regionu, standardu i formy użytkowania nieruchomości. To fundamentalna zmiana, która będzie kształtować sektor mieszkaniowy w Polsce aż po koniec dekady.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Cytując klasyka „przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przyszłość” a rzeczywistość, w której obecnie żyjemy lubi zaskakiwać nas w każdej sferze życia.

W mojej ocenie rynek nieruchomości we Wrocławiu wszedł w fazę stabilizacji, niemniej jednak da się zauważyć pewne trendy, które pozwalają na prognozowanie kierunków, w których będzie się rozwijał.

Szczególną uwagę zwróciłbym na rosnący udział projektów PRS i mieszkań przeznaczonych na wynajem, wzrost znaczenia rozwiązań proekologicznych i energooszczędnych, coraz mniejszą dostępność gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach oraz spadające stopy procentowe, a co za tym idzie niższe koszty kredytów hipotecznych. Powyższe czynniki będą miały charakter bilansujący, co oznacza, że możliwe, niewielkie podwyżki cen mieszkań będą mniej odczuwalne z uwagi na niższe raty kredytów hipotecznych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przewidujemy, że rok 2026 będzie początkiem ożywienia na rynku nowych mieszkań w związku z ostatnimi i planowanymi obniżkami stóp procentowych.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Rynek mieszkaniowy jest dość stabilny od wielu lat. Głównym wyzwaniem jest znalezienie gruntów w dobrych lokalizacjach. Jeśli chodzi o transformację sektora, podobnie jak w większości państw europejskich, obserwować będziemy rosnącą liczbę osób wynajmujących mieszkania, m.in. w ramach najmu instytucjonalnego, czyli w tzw. PRS-ach. Wierzymy, że ten trend będzie się wzmacniał.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Po okresie stabilizacji cenowej i samoregulacji rynku pierwotnego, polski sektor nieruchomości wkracza w 2026 rok, prezentując scenariusz umiarkowanego, ale trwałego wzrostu. Oczekujemy, że dynamika wzrostu cen mieszkań, uwolniona od silnych bodźców zewnętrznych w postaci masowych programów wsparcia wyniesie od 3 proc. do 5 proc. rocznie, z potencjalnie wyższą dynamiką w wybranych aglomeracjach o najsilniejszym fundamentalnie popycie, takich jak Warszawa czy Trójmiasto.

Wzrost popytu w 2026 roku będzie miał charakter solidnie rynkowy, oparty na istotnej poprawie zdolności kredytowej Polaków. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych, utrzymująca się niska inflacja i sprzyjające warunki makroekonomiczne utrwalą percepcję obecnych warunków finansowania jako trwałych trendów, a nie tymczasowych korekt. Taka stabilizacja ekonomiczna podnosi poziom bezpieczeństwa decyzji zakupowych, stymulując transakcje mieszkaniowe w sposób fundamentalny.

Niemniej jednak, branża deweloperska musi przygotować się na kluczowe wyzwania. Główną barierą pozostaną rosnące koszty realizacji inwestycji, które według naszych prognoz mogą wzrastać, napędzane przede wszystkim cenami materiałów wykończeniowych oraz kosztami pracy. W rezultacie tej presji kosztowej, zamiast trwałych obniżek cen ofertowych, rynek prawdopodobnie zaobserwuje wzrost liczby krótkoterminowych akcji promocyjnych.

Kierunek rozwoju nowych inwestycji będzie silnie determinowany przez parametry jakościowe. Znaczenie energooszczędności, strategicznej lokalizacji oraz całkowitych kosztów użytkowania nieruchomości będzie stale wzrastać, stanowiąc nowy standard rynkowy.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Rok 2026 przyniesie dalszy wzrost znaczenia gruntów dobrze przygotowanych do realizacji. Wpływ na rynek będą mieć rosnące wymogi techniczne, ograniczona dostępność terenów inwestycyjnych w dużych miastach oraz rozwój segmentu PRS. Trendem będzie poprawa funkcjonalności zabudowy, efektywności energetycznej oraz jakości przestrzennej.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

W 2026 roku rynek mieszkaniowy będzie kontynuował transformację w kierunku wyższej efektywności energetycznej i ESG, zgodnie z regulacjami UE, zrównoważonego budownictwa, z mniejszym śladem emisyjnym. Utrzyma się zapotrzebowanie na projekty premium w dobrych lokalizacjach, które będą najmniej podatne na wahania rynkowe.

Spodziewam się rozwoju w zakresie digitalizacji procesu sprzedaży i obsługi posprzedażowej klientów. Z kolei kluczowym wyzwaniem będzie rosnący koszt wykonawstwa i materiałów oraz dostosowanie projektów do nowych zasad technicznych.

Popyt na obligacje korporacyjne w 2025 roku przebił 2,5 mld zł. Emisji było na 1,35 mld zł

Emitenci obligacji korporacyjnych w 2025 przeprowadzili 19 publicznych, prospektowych emisji obligacji korporacyjnych o wartości 1,35 mld zł. To wszystko przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie ponad 2,5 mld zł. Tym samym średni poziom redukcji wyniósł 32,27 proc.

W tym czasie mieliśmy 6 emisji o wartości co najmniej 100  mln zł. Największa z nich to oferta dewelopera mieszkaniowego Victoria Dom o wartości 180 mln. Warto podkreślić, że nawet w tym przypadku konieczna okazała się ponad 30 proc. redukcja, a zapisy wyniosły 279 mln zł. W całym roku udział w emisjach publicznych wzięło 20304 Inwestorów, średnio ponad 1060 na emisję.

EMISJE ZAKOŃCZONE W 2025
Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Victoria Dom 50 4,80% 3 Styczeń 155,93 67,93% 1811
Kruk 100 2,80% 6 Luty 413,136 75,80% 2169
Cavatina Holding 53,5 6,00% 4 Luty 49,877 0,00% 541
Best 83,04 3,60% 5,5 Marzec 128,1 34,90% 1533
Victoria Dom 180 4,30% 3,5 kwiecień 279,24 35,65% 938
PragmaGo 50 3,40% 4 kwiecień 63,8 21,64% 1314  
Olivia Fin 39,896 4,00% 4 kwiecień 57,4 30,50% 831  
Vindexus 21 4,30% 3 Maj 24,23 13,35% 292  
PragmaGo 50 4,25% 3 czerwiec 51,4 2,79% 1415  
Victoria Dom 81,4 4,30% 3 czerwiec 81,4 0,00% 679  
Kruk 100 2,70% 6 lipiec 299,57 66,62% 1724  
Cavatina Holding 50,39 6,00% 4 lipiec 50,39 0,00% 761  
Cavatina Holding 47,54 6,00% 4 wrzesień 11,135 0,00% 498 EUR
Victoria Dom 88,6 4,10% 3,75 wrzesień 256 65,40% 1004  
PCC Exol 25 2,20% 5 wrzesień 74,5 66,44% 575  
Marvipol 100 3,70% 4 październik 223,4 55,24% 1228 Emisja zwiększona z 50 mln, marża z przedziału 3,70-4,10%
PragmaGo 30 3,75% 3 październik 71,2 57,79% 981 Zwiększona z 25m
Vehis Finanse 100 4,45% 3 październik 114 12,41% 990 Zwiększona z 50, marża z przedziału 4,25-4,75%
Cavatina Holding 102,2 5,70% 4 Grudzień 117,64 6,59% 1020 Emisja zwiększona z 40 mln zł, , marża z przedziału 5,70-6,00%
SUMA 1352,563542 2522,35 32,27% 20304

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Ponadto wciąż aktywne prospekty mają między innymi: Dekpol (250 mln zł), Kruk (900 mln zł), PragmaGO (470 mln zł), Vehis Finanse (300 mln zł), PCC Exol (75 mln zł), PCC Rokita (200 mln zł), Marvipol (200 mln zł) czy Olivia Fin (150 mln zł). W ostatnim czasie prospekt na 500 mln zł do akceptacji KNF złożył także Best.

W kontekście zaakceptowanych prospektów instrumentów dłużnych (choć nie obligacji) warto wspomnieć o prospekcie PKO BH, który pozwala plasować listy zastawne tej instytucji o wartości do 10 mld zł. Dziewiątego października zakończyła się pierwsza emisja tych instrumentów w ramach zaakceptowanego prospektu o wartości 1,115 mld zł – pula zwiększona z początkowego miliarda. Zapisy zostały skrócone z 21.10 do 09.10 w wyniku dużego popytu inwestorów.

Dużo emisji odbywa się w trybie bezprospektowym. Tylko grudniu przeprowadzone zostały dwie bardzo duże emisje: Orlen uplasował obligacje warte 2 mld zł, a KGHM zamknął emisję na kwotę 1,6 mld zł. Warto wspomnieć także emisje Benefit System oraz Żabki (obie po 1 mld zł). Z kolei P4 (Play) pozyskał od inwestorów 700 mln zł, a windykacyjny KRUK zamknął emisję na 400 mln zł. Trzy spore oferty zamknął także Robyg (250, 150 i 75 mln zł) i magazynowe 7R (150 mln zł, 23 mln EUR, 83,9 mln). Ponad stumilionowe emisje zamykali również Dom Development, Murapol, Archicom, Best czy Atal.

Fundusze obligacji korporacyjnych przyciągają kapitał

Do końca listopada do funduszy obligacji korporacyjnych napłynęło netto 3,1 mld zł, przy całości napływów do funduszy dłużnych na poziomie ponad 36 mld zł. Średnioroczna stopa zwrotu tej klasy aktywów na koniec listopada wynosiła natomiast 6,70 proc. W wyniku napływów netto oraz dodatniej stopy zwrotu – aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły od początku roku z 16,6 mld zł do 20,3 mld na koniec listopada, czyli o 20 proc.

Dlaczego inwestorzy wracają?

Pieniędzy na rynku jest bardzo dużo, kolejne emisje kończą się redukcjami, zwiększaniem ich maksymalnej kwoty czy, jak w przypadku listów zastawnych, skracaniem czasu trwania. Rosną także aktywa funduszy obligacji korporacyjnych, a ich wyniki wciąż pozostają atrakcyjne. Brak materializacji ryzyka kredytowego (default-u emitenta), zadowalająca płynność oraz możliwość dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w oparciu o dostępne emisje i notowane papiery – to kolejne czynniki przyciągające inwestorów do tego rynku.

Biorąc pod uwagę wciąż aktywne prospekty emisyjne, kolejne oferty oczekujące na akceptację, a przede wszystkim popyt ze strony Inwestorów, z optymizmem możemy patrzeć na perspektywy 2026 roku.

Rekordy na metalach szlachetnych: szeroka fala wzrostów na rynku

Złoto znalazło się w centrum uwagi rynków finansowych, osiągając historyczne maksimum powyżej 4 400 USD za uncję i notując najlepszy rok od ponad czterech dekad. Tegoroczny wzrost przekraczający 68% jest efektem kumulacji kilku silnych czynników, które jednocześnie zwiększają popyt na aktywa postrzegane jako bezpieczna przystań. Kluczową rolę odgrywają napięcia geopolityczne, obejmujące nie tylko wojnę w Ukrainie, lecz także eskalację konfliktu na linii USA–Wenezuela.

Istotnym wsparciem dla rynku pozostają również oczekiwania dotyczące łagodniejszej polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, gdzie rynek dyskontuje dwie obniżki stóp procentowych w 2026 roku, co sprzyja wycenom złota. Dodatkowym impulsem popytowym są systematyczne napływy kapitału do funduszy ETF opartych na złocie, utrzymujące się już piąty tydzień z rzędu. Dane World Gold Council wskazują, że globalne zasoby tych funduszy rosły w każdym miesiącu roku z wyjątkiem maja, co potwierdza trwałe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Równolegle utrzymuje się wysoki popyt ze strony banków centralnych, a na rynku pojawiają się nowi uczestnicy, tacy jak emitenci stablecoinów oraz działy skarbowe dużych przedsiębiorstw, co dodatkowo zaostrza konkurencję o ograniczoną podaż fizycznego metalu. Hossa nie ogranicza się wyłącznie do złota. Srebro zbliżyło się do poziomu 70 USD za uncję, pallad zyskał około 5%, a platyna po raz pierwszy od 2008 roku przekroczyła 2 000 USD za uncję, co podkreśla szeroki charakter wzrostów na rynku metali szlachetnych.

Perspektywy na kolejne kwartały pozostają korzystne. W scenariuszu bazowym bank Goldman Sachs zakłada wzrost ceny złota do 4 900 USD za uncję w 2026 roku, podczas gdy inne surowce, w szczególności ropa naftowa, mogą pozostawać pod presją nadpodaży. W tle utrzymuje się również czynnik polityczny, ponieważ działania handlowe oraz naciski na politykę pieniężną ze strony Donalda Trumpa zwiększały zmienność rynkową i wzmacniały popyt na zabezpieczenie w postaci złota. Całość tych uwarunkowań sprawia, że rekordowe poziomy cen nie są jedynie efektem krótkoterminowej spekulacji, lecz opierają się na solidnych i wielowymiarowych fundamentach popytowych.

ORLEN kupuje udziały w dwóch złożach w Norwegii i rusza z ich zagospodarowaniem

0

Norweska spółka Grupy ORLEN kupiła udziały w złożach Albuskjell i Vest Ekofisk na Morzu Północnym. Transakcja zwiększy zasoby koncernu o ok. 8 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Równocześnie ORLEN Upstream Norway, wraz z pozostałymi udziałowcami, podjął decyzję inwestycyjną w sprawie zagospodarowania nowych zasobów. Projekt zakłada uruchomienie wydobycia łącznie z trzech złóż, zapewniając Grupie dodatkowe 420 mln m sześc. gazu rocznie.

ORLEN Upstream Norway kupił od DNO po 7,6 proc udziałów w złożach Albuskjell i Vest Ekofisk. Umowa została podpisana w listopadzie tego roku, ale jej realizacja była uzależniona od spełnienia szeregu warunków, które zostały spełnione w ostatnich dniach, co umożliwiło rozliczenie transakcji jeszcze w 2025 roku.Mapa Ekofisk

– Zamykamy ten rok dobrymi informacjami z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. Kupiliśmy udziały w dwóch złożach, umacniając naszą pozycję w rejonie Ekofisk, który jest kolebką norweskiego przemysłu naftowego. Własne wydobycie ORLEN na Szelfie, produkcja krajowa i dostawy LNG to kluczowe źródła gazu dla polskiej energetyki, przemysłu i gospodarstw domowych. To także fundamenty, na których chcemy budować bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Zakup udziałów w Albuskjell i Vest Ekofisk to już kolejna w tym roku akwizycja zrealizowana przez koncern w rejonie Ekofisk. W październiku ORLEN Upstream Norway kupił od TotalEnergies EP Norge 20,23 proc. udziałów w Tommeliten Gamma, zwiększając swój stan posiadania w złożu do 62,61 proc. W grudniu partnerzy koncesyjni podjęli decyzję o wspólnym zagospodarowaniu wszystkich trzech złóż.

– Łączne zasoby Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma przypadające na ORLEN to 25 mln baryłek ekwiwalentu ropy, w tym ponad 3 mld m sześc. gazu. Złoża te zostaną wkrótce zagospodarowane w ramach jednego projektu. Posiadanie udziałów we wszystkich trzech aktywach daje nam synergie finansowe i operacyjne. W ten sposób realizujemy cele Strategii ORLEN 2035, dostarczając gaz krajowej gospodarce, a patrząc szerzej pracujemy na rzecz całego regionu. Robimy to w sposób efektywny kosztowo, maksymalizując pozytywny wpływ Upstream na wyniki koncernu – mówi Wiesław Prugar, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Operatorem Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma jest ConocoPhillips Skandinavia AS a pozostałymi udziałowcami, obok ORLEN Upstream Norway, Vår Energi ASA oraz Petoro AS (w Albuskjell i Vest Ekofisk). Projekt zagospodarowania zakłada wykonanie 11 odwiertów produkcyjnych, które zostaną podłączone do infrastruktury złoża Ekofisk. Rozpoczęcie eksploatacji zaplanowano na IV kwartał 2028 rok. W szczytowym okresie wydobycia, ORLEN będzie pozyskiwał z Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma 3,4 mln baryłek ekwiwalentu ropy rocznie, w tym ponad 400 mln m sześc. gazu.

Dlaczego CMMS coraz częściej trafia na biurko CEO firmy produkcyjnej?

Jeszcze do niedawna utrzymanie ruchu było traktowane jako obszar stricte techniczny, przypisany kierownikowi UR lub zespołom odpowiedzialnym za infrastrukturę. Funkcjonowało raczej w tle działalności operacyjnej i rzadko pojawiało się w dyskusjach na poziomie zarządu.

Dziś to podejście wyraźnie się zmienia. W warunkach słabszej koniunktury i rosnącej presji kosztowej o konkurencyjności firm decydują często pojedyncze punkty procentowe rentowności. Coraz częściej są one bezpośrednio powiązane ze stabilnością produkcji, ograniczeniem przestojów oraz efektywnym wykorzystaniem majątku produkcyjnego.

W tym kontekście utrzymanie ruchu zaczyna pełnić rolę strategiczną. Odpowiada nie tylko za dostępność i niezawodność maszyn, lecz także za wydłużanie ich cyklu życia i przewidywalność pracy zakładu. Rosnące znaczenie tych obszarów sprawia, że temat wskaźników utrzymania ruchu oraz ich wpływu na wyniki firmy coraz częściej trafia na biurko CEO.

CMMS – czym jest i dlaczego to narzędzie strategiczne

CMMS (Computerized Maintenance Management System) to system do cyfrowego zarządzania utrzymaniem ruchu. Integruje informacje o maszynach, awariach, przeglądach, pracach konserwacyjnych oraz kosztach ich realizacji. W praktyce jest to podstawowe narzędzie pracy działu utrzymania ruchu, a jednocześnie centralne źródło danych o jego funkcjonowaniu dla zarządu.

Z perspektywy CEO CMMS ma znaczenie strategiczne, ponieważ:

  • gromadzi dane o pracy działu utrzymania ruchu i automatycznie wylicza kluczowe wskaźniki efektywności (KPI),
  • umożliwia łatwiejsze przejście z reagowania na awarie do planowania prewencji, co ogranicza nieplanowane przestoje,
  • pozwala identyfikować obszary generujące najwyższe koszty i straty produkcyjne, wspierając decyzje inwestycyjne dotyczące właściwych części parku maszynowego.

CMMS gromadzi daneKorzyści z wdrożenia CMMS

Szybsze usuwanie nieplanowanych awarii

Jednym z pierwszych efektów wdrożenia systemu dla utrzymania ruchu jest skrócenie czasu reakcji na awarie, co bezpośrednio przekłada się na krótsze przestoje produkcyjne. Operator maszyny może zgłosić awarię bezpośrednio ze swojego stanowiska, a system natychmiast przekazuje informację do odpowiedniego technika.

Podczas realizacji naprawy pracownik utrzymania ruchu ma mobilny dostęp do historii awarii, dokumentacji technicznej oraz wcześniejszych działań serwisowych. Ułatwia to diagnozę problemu i pozwala szybciej przywrócić maszynę do pracy.

Ograniczenie liczby nieplanowanych przestojów

CMMS wspiera również działania prewencyjne, których celem jest zmniejszenie liczby nieplanowanych awarii. W praktyce odbywa się to poprzez:

  • planowanie i harmonogramowanie prac prewencyjnych,
  • automatyczną kontrolę terminów realizacji, także na podstawie przepracowanych godzin lub cykli,
  • listy kontrolne, które ograniczają ryzyko pominięcia kluczowych kroków podczas prac konserwacyjnych,
  • raportowanie częstotliwości awarii w celu dopasowania zakresu i terminów przeglądów do rzeczywistej eksploatacji maszyn.

Dodatkową korzyścią jest możliwość porównywania awaryjności tych samych części w zależności od dostawcy. Tego typu dane pozwalają podejmować bardziej trafne decyzje zakupowe i wydłużać czas bezawaryjnej pracy maszyn.

Dokładniejsza kontrola kosztów utrzymania ruchu

CMMS umożliwia bieżące monitorowanie kosztów związanych z utrzymaniem maszyn. Obejmuje to zarówno zużycie części zamiennych, zlecone usługi, jak i roboczogodziny poświęcone na naprawy i przeglądy w rozbiciu na konkretne urządzenia.

Wydłużenie żywotności maszyn dzięki autonomous maintenance

Autonomous maintenance polega na włączeniu operatorów maszyn w proste, regularne działania prewencyjne, takie jak kontrole wizualne, sprawdzanie poziomów mediów czy usuwanie drobnych nieprawidłowości. Systematyczne wykonywanie tych czynności zmniejsza ryzyko poważnych awarii i wydłuża cykl życia urządzeń.

System CMMS lineMS wspiera wdrożenie autonomous maintenance poprzez:

  • Listy kontrolne – operatorzy otrzymują jasno zdefiniowane zadania do wykonania. Każdy krok musi zostać potwierdzony lub opatrzony uwagą, co zwiększa powtarzalność i jakość realizowanych czynności.
  • Automatyczne generowanie zadań – cykliczne działania, np. wykonywane co zmianę lub codziennie, mogą być tworzone automatycznie zgodnie z ustalonymi regułami.
  • Repozytorium instrukcji i dokumentów – operatorzy mają ciągły dostęp do aktualnej dokumentacji technicznej i instrukcji obsługi.
  • Mobilny dostęp – wszystkie działania mogą być realizowane z poziomu telefonu, tabletu lub komputera, w zależności od organizacji pracy na stanowisku.

Codzienne działania operatorów maszyn, na rzecz utrzymania dobrego stanu parku maszynowego, przynoszą wymierne korzyści. W praktyce jednak wdrożenie autonomous maintenance bez wsparcia odpowiedniego systemu cyfrowego jest trudne lub niemożliwe.

To właśnie CMMTo właśnie CMMS zapewnia kontrolę nad realizacją zadań oraz wgląd w to, czy wymagane czynności zostały wykonane zgodnie z założeniami. Dodatkowo możliwość udostępniania instrukcji bezpośrednio przy listach zadań ułatwia standaryzację pracy i przyspiesza wdrażanie nowych pracowników produkcji.

Przemysł 4.0 zaczyna się od CMMS

Dla wielu firm wdrażanie idei Przemysłu 4.0 stanowi wyzwanie organizacyjne i technologiczne. Rozsądnym pierwszym krokiem jest więc rozpoczęcie cyfryzacji od obszaru, który już dziś posiada wysokie kompetencje techniczne – działu utrzymania ruchu. To właśnie tam pracują osoby najbardziej zaznajomione z technologią, co ułatwia wdrożenie systemów cyfrowych.

Cyfryzacja utrzymania ruchu poprzez wdrożenie CMMS angażuje stosunkowo niewielką liczbę pracowników w relacji do skali korzyści. Co istotne, pełni również rolę pilotażu dla całej organizacji. Firma wypracowuje sprawdzone metodyki prowadzenia projektów cyfryzacyjnych, zarządzania zmianą oraz pracy z danymi. Te doświadczenia procentują przy kolejnych inicjatywach transformacyjnych, znacząco obniżając ryzyko mogące wystąpić przy następnych wdrożeniach.

Naturalnym kolejnym krokiem są obszary bezpośrednio powiązane z CMMS, które mogą być rozwijane w kolejnych etapach projektu, m.in. poprzez:

  • wdrożenie raportowania OEE, umożliwiającego ocenę rzeczywistej efektywności maszyn i linii produkcyjnych,
  • uruchomienie systemów planowania i kontroli produkcji, opartych na danych z maszyn i zintegrowanych z CMMS (np. moduł list kontrolnych dla operatorów),
  • stworzenie cyfrowych repozytoriów dokumentacji technicznej, zapewniających szybki dostęp do instrukcji, schematów i historii zmian.

W efekcie CMMS przestaje być wyłącznie systemem utrzymania ruchu i staje się punktem wyjścia do spójnej, etapowej transformacji cyfrowej całej firmy produkcyjnej.

Rola CEO we wdrożeniu CMMS

Choć system CMMS dotyka przede wszystkim obszaru utrzymania ruchu, jego skuteczne wdrożenie zaczyna się na poziomie zarządu. To właśnie CEO nadaje projektowi odpowiednią rangę i wysyła jasny sygnał do organizacji, że cyfryzacja utrzymania ruchu nie jest chwilowym eksperymentem ani inicjatywą jednego działu, lecz elementem strategii firmy.

W każdej organizacji naturalnym zjawiskiem jest opór przed zmianą, szczególnie wtedy, gdy dotyczy ona codziennych nawyków, sposobu raportowania, czy rozliczania pracy. Rola CEO polega na tym, aby ten opór przełamać, jasno komunikując, że sukces wdrożenia CMMS jest realnie ważny dla najwyższego szczebla zarządzania. Zaangażowanie zarządu buduje zaufanie do projektu i motywuje pracowników do aktywnego korzystania z systemu, zamiast jego biernego lub świadomego bojkotowania.

Jednocześnie CEO powinien zadbać o to, aby CMMS nie był traktowany wyłącznie jako narzędzie kontroli, lecz jako system wspierający pracę zespołów technicznych i produkcji. Wtedy CMMS staje się wspólnym narzędziem poprawy efektywności, a nie kolejnym „obowiązkiem narzuconym z góry”. Firmy, w których zarząd aktywnie wspiera wdrożenie i konsekwentnie korzysta z danych płynących z systemu, znacznie szybciej osiągają realne korzyści biznesowe.

W efekcie CMMS trafia na biurko CEO nie bez powodu, staje się źródłem wiedzy o kondycji parku maszynowego, kosztach, ryzykach i potencjale optymalizacji. A tam, gdzie decyzje są podejmowane w oparciu o dane, a nie intuicję, organizacja zyskuje trwałą przewagę konkurencyjną.

PZU i Bank Pekao kontynuują prace nad reorganizacją Grupy PZU

PZU SA i Bank Pekao SA uzgodniły zmiany w Term Sheet, czyli dokumencie ustalającym zasady współpracy obu spółek przy reorganizacji Grupy PZU. Zmieniony dokument zakłada wydłużenie, wobec pierwotnych założeń, czasu na przeprowadzenie procesu.

PZU SA i Bank Pekao SA podpisały Term Sheet 26 czerwca 2025 r. Wówczas wskazano, że intencją obu stron jest sfinalizowanie potencjalnej transakcji do 30 czerwca 2026 r., zaznaczając jednak, że jest to uzależnione od szeregu okoliczności, na które strony nie mają wpływu. Kluczowym czynnikiem jest wejście w życie zmian prawnych na poziomie ustawowym, które umożliwią przeprowadzenie projektowanych przekształceń w Grupie PZU.

Z uwagi na trwający proces legislacyjny, PZU i Pekao uzgodniły treść aneksu do Term Sheet. Ustalono, że intencją stron jest zrealizowanie potencjalnej transakcji do 31 grudnia 2027 r. Aneks przewiduje również, że porozumienie przestanie obowiązywać w szczególności, jeżeli publikacja w Dzienniku Ustaw określonych przez strony zmian legislacyjnych nie nastąpi do końca 2026 r., a ich wejście w życie nie nastąpi do końca kwietnia 2027 r.

Musimy dać sobie więcej czasu ze względu na trwający proces legislacyjny, od wyniku którego zależy możliwość wykonania kolejnych kroków. Naturalne w tej sytuacji było przedłużenie terminu obowiązywania Term Sheet – wskazuje Bogdan Benczak, p.o. prezes PZU.

Pozostajemy w stałym dialogu z naszymi partnerami z PZU i razem konsekwentnie pracujemy nad reorganizacją, która ma szanse przynieść wymierne korzyści wszystkim interesariuszom. Dostosowujemy ramy i harmonogram naszej współpracy – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

Planowana reorganizacja Grupy PZU zakłada w pierwszym etapie przekształcenia w PZU SA poprzez wyodrębnienie do spółki zależnej od PZU SA działalności operacyjnej w zakresie ubezpieczeń majątkowych i pozostałych osobowych. W drugim etapie PZU SA, prowadzący działalność holdingową, ma zostać połączony z Bankiem Pekao. Celem planowanej reorganizacji jest zwiększenie efektywności operacyjnej i biznesowej grupy oraz – dzięki stworzeniu najpierw struktury holdingowej, a następnie zastosowaniu mechanizmu tzw. kompromisu duńskiego – uwolnienie wielomiliardowej nadwyżki kapitałowej. Ostateczne decyzje będą należały do akcjonariuszy obu spółek.

Kraków i Wrocław liderami przestrzeni flex w regionach – 58% całego zasobu

Najnowszy raport Savills Workthere Flexmark 5.0, obejmujący badanie 149 operatorów flexible office z całego świata, potwierdza, że rynek przestrzeni elastycznych wchodzi w nową fazę dojrzałości. Choć raport koncentruje się na trendach globalnych, wiele z nich znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie również na polskim rynku, który rozwija się w tempie porównywalnym do wiodących rynków europejskich.

Jednym z najważniejszych wniosków raportu Flexmark 5.0 jest rosnąca rola dużych korporacji w strukturze popytu na przestrzenie flex. Tradycyjnie kojarzone ze startupami i małymi firmami, dziś flexible office stają się integralną częścią strategii real estate największych organizacji, które szukają elastyczności, efektywności kosztowej oraz możliwości przyciągania i zatrzymywania pracowników.

– Widzimy ten trend również w Polsce. Duże korporacje, szczególnie z sektora IT, usług finansowych i BPO/SSC, coraz częściej wykorzystują przestrzenie flex jako element strategii Core & Flex – łącząc stałe siedziby z elastycznymi lokalizacjami dostosowanymi do zmieniających się potrzeb zespołów. Rynek elastycznych powierzchni biurowych w Polsce notuje dynamiczny wzrost – w samym 2024 roku operatorzy flex w miastach regionalnych wynajęli 27 900 m kw. powierzchni, co oznacza wzrost o 42% rok do roku – mówi Thomas Jodar, Head of Workthere Savills Polska.

Raport potwierdza, że dla 86% respondentów kluczowym elementem przestrzeni flex są strefy współpracy – co idealnie wpisuje się w potrzeby firm realizujących model pracy hybrydowej.

Ewolucja modelu biznesowego – od operatorów do landlordów

Flexmark 5.0 wskazuje na istotną zmianę w krajobrazie rynku: 66% respondentów identyfikuje wzrost umów management agreement między operatorami a właścicielami nieruchomości jako najważniejszy trend do 2030 roku. Dodatkowo 47% wskazuje na wzrost produktów flex prowadzonych bezpośrednio przez landlordów, a 43% na rozwój modeli white-label.

To zjawisko jest już widoczne w Polsce. Właściciele biurowców, szczególnie w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, coraz częściej włączają do swoich projektów strefy flex zarządzane przez specjalistycznych operatorów lub rozwijają własne produkty. To odpowiedź na potrzeby najemców, którzy oczekują większej elastyczności najmu bez konieczności podpisywania długoterminowych umów na pełne piętra. W miastach regionalnych Polski obecnie funkcjonuje 110 lokalizacji flex o łącznej powierzchni ponad 193 200 m kw. i ponad 24 200 stanowiskach pracy – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

Model Core & Flex staje się nowym standardem nie tylko globalnie, ale także w Polsce. Firmy łączą tradycyjne biuro (core) z dostępem do elastycznych przestrzeni (flex) w różnych lokalizacjach, co pozwala im skalować zasoby w zależności od potrzeb bez ponoszenia kosztów nadmiernej powierzchni.

Globalny wzrost i plany ekspansji operatorów

Według raportu Flexmark 5.0, 85% operatorów flex planuje ekspansję w najbliższych latach. Rosnące zainteresowanie tym segmentem widać zarówno ze strony międzynarodowych graczy, jak i lokalnych przedsiębiorców.

Polska jest na radarze zarówno globalnych operatorów, jak i nowych graczy regionalnych. Obok międzynarodowych marek jak WeWork, Regus czy Mindspace, dynamicznie rozwijają się polscy operatorzy – The Shire, BeIN Offices, Puzzle Office, Chilliflex, Ace of Space. Kraków i Wrocław pozostają liderami, łącznie odpowiadając za 58% całego zasobu flex w miastach regionalnych – odpowiednio 63 200 m kw. i 48 800 m kw. Największa pojedyncza lokalizacja, Fabryczna Flex w Krakowie, zajmuje aż 9000 m kw. – dodaje Thomas Jodar.

Według danych Savills, w najbliższych miesiącach w miastach regionalnych Polski pojawi się kolejnych 15 000 m kw. powierzchni flex, co potwierdza zaufanie operatorów do polskiego rynku. Średnia powierzchnia pojedynczej lokalizacji flex w regionach przekracza 1700 m kw., co świadczy o profesjonalizacji i skalowaniu segmentu.

Kluczowe trendy globalne a polska perspektywa

Raport Flexmark 5.0 identyfikuje kilka kluczowych trendów, które będą kształtować rynek flexible office w najbliższych latach:

  1. Elastyczność jako standard – firmy oczekują możliwości szybkiego skalowania powierzchni w odpowiedzi na zmiany rynkowe i organizacyjne
  2. Jakość i doświadczenie użytkownika – przestrzenie flex konkurują jakością designu, technologii i usług dodatkowych
  3. Zrównoważony rozwój – certyfikacje ESG i rozwiązania proekologiczne stają się standardem również w segmencie flex
  4. Technologia – IoT, smart meeting rooms i platformy zarządzania przestrzenią zwiększają efektywność
  5. Hybrydowość – flex nie zastępuje tradycyjnego biura, ale staje się jego uzupełnieniem

Mamy do czynienia z dynamicznym rozwojem rynku – w 2024 roku operatorzy flex wynajęli o 42% więcej powierzchni niż rok wcześniej – a popyt w miastach regionalnych w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku był zbliżony do rezultatów z całego 2023 roku i wyniósł blisko 20 000 m kw.,  co zwiastuje kolejny intensywny rok dla rynku flex. To pokazuje, że segment dojrzewa i profesjonalizuje się. Przewidujemy, że w 2026 roku rynek flex w Polsce utrzyma tempo wzrostu, szczególnie w modelu Core & Flex oraz w projektach boutique w najbardziej prestiżowych lokalizacjach – podsumowuje Wioleta Wojtczak.

Mieszkalnictwo pod lupą polityków – czy więcej regulacji przyniesie więcej mieszkań?

Największym zagrożeniem Europejskiego Planu Dostępnego Mieszkalnictwa jest przekonanie, że problem podaży można rozwiązać decyzjami administracyjnymi, a polityczne zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym bardzo często kończy się nadmierną regulacją, a nie realnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych, czyli wzrostem podaży – w ten sposób Kuba Karliński, założyciel firmy Magmillon, komentuje główne założenia zaprezentowanego właśnie Europejskiego Planu Dostępnego Mieszkalnictwa.

Zaprezentowany właśnie przez Komisję Europejską Plan Dostępnego Mieszkalnictwa, którego celem jest m.in. zwiększenie podaży mieszkań, ograniczenie spekulacji cenowych i zmianę zasady gry na rynku nieruchomości, zakłada np. oddanie ponad 2 mln nowych mieszkań rocznie, uproszczenie procedur budowlanych i planistycznych, czy przeznaczenie miliardów euro na mieszkania z programu InvestEU.

– Pokazuje on, że mieszkanie stało się jednym z kluczowych tematów politycznych w Europie. Problem w tym, że polityczne zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym bardzo często kończy się nadmierną regulacją, a nie realnym rozwiązaniem problemów mieszkaniowych, czyli wzrostem podaży. W zaprezentowanym planie widać ten mechanizm wyjątkowo wyraźnie – zauważa Kuba Karliński z firmy Magmillon.

Jak stwierdza, trudno stworzyć skoncentrowany i spójny plan dla 27 krajów i wielokrotnie większej liczby regionów, które mają inną specyfikę, potrzeby i potencjał. – Znamy doskonale efekty rządowych programów mieszkaniowych w Polsce, które w ostatnich latach rozregulowały rynek, wprowadziły chaos i spowodowały ogromny wzrost cen. Czy teraz będzie podobnie? – zastanawia się.

Według niego, Komisja Europejska trafnie diagnozuje niedobór mieszkań i rosnące ceny, jednak proponowane narzędzia w dużej mierze koncentrują się na regulowaniu istniejącego rynku, zamiast na usuwaniu barier inwestycyjnych. – Nowe obowiązki rejestracyjne, zapowiedzi ograniczeń najmu krótkoterminowego, analizy „nadmiernej spekulacji” czy rozszerzenie interwencji państwa w obszarze czynszów zwiększają niepewność regulacyjną. W praktyce oznacza to wyższe ryzyko dla inwestorów i deweloperów, a ryzyko zawsze przekłada się na wyższe koszty lub wycofanie kapitału – przyznaje Kuba Karliński.

Jak wskazuje, największym zagrożeniem planu jest przekonanie, że problem podaży można rozwiązać decyzjami administracyjnymi. – Budownictwo mieszkaniowe nie cierpi dziś na brak regulacji, lecz na ich nadmiar: długotrwałe procedury planistyczne, niejednoznaczne interpretacje przepisów, rosnące wymogi techniczne i środowiskowe oraz chroniczny niedobór pracowników. Dodanie kolejnych warstw kontroli i sprawozdawczości nie przyspieszy budów – przeciwnie, może je spowolnić. Trzeba też spojrzeć realnie na możliwości wypracowania i wdrożenia konkretnych inicjatyw, których efekty być może zobaczymy za kilka lat – postuluje założyciel Magmillon.

Zwraca on uwagę, że z perspektywy Polski szczególnie problematyczna rosnąca jest rola samorządów przy jednoczesnym braku kompetencji i zasobów do zarządzania tak złożonymi projektami. – Polityka mieszkaniowa wymaga wieloletniego planowania, profesjonalnego zarządzania i odporności na presję wyborczą. Tymczasem istnieje realne ryzyko, że inwestycje mieszkaniowe staną się narzędziem krótkoterminowej polityki, a nie stabilnej strategii rozwoju – ostrzega.

Zaznacza on, że plan zakłada również szerokie zaangażowanie kapitału prywatnego, jednak kapitał nie podąża za hasłami, lecz za przewidywalnością. – Jeżeli rynek mieszkaniowy będzie coraz mocniej regulowany, a zasady gry będą zmieniać się wraz z kolejnymi inicjatywami politycznymi, prywatni inwestorzy przeniosą środki do innych klas aktywów lub na inne rynki. Efektem może być paradoksalnie dalsze ograniczenie podaży mieszkań, zwłaszcza w segmencie najmu – prognozuje Kuba Karliński.

W efekcie – jak przestrzega – istnieje ryzyko, że Europejski Plan Dostępnego Mieszkalnictwa zwiększy kontrolę nad rynkiem, ale nie zwiększy liczby mieszkań. – Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest niestety dość wysokie. Historia pokazuje, że mieszkalnictwo rozwija się tam, gdzie państwo tworzy stabilne ramy prawne i usuwa bariery, a nie tam, gdzie próbuje zarządzać rynkiem poprzez kolejne regulacje. Bez realnego uproszczenia procedur, stabilnych zasad i poszanowania roli kapitału prywatnego, nawet miliardowe programy mogą zakończyć się rozczarowaniem. A rachunek za takie eksperymenty zapłacimy wszyscy – stwierdza współwłaściciel Magmillon.

Wskazuje on przy tym Zielony Ład jako jeden z wielu przykładów programów promowanych przez Komisję Europejską, opartych na szczytnych hasłach, które drastycznie zwiększyły koszty energii i przez to wpędziły w tarapaty finansowe miliony konsumentów i przedsiębiorców w Europie. – Oby z dostępnym mieszkalnictwem nie było tak samo – wyraża pragnienie Kuba Karliński.

Deweloperzy kończą stare inwestycje, hamują z nowymi. Listopadowy sygnał niepewności na rynku mieszkań

Opublikowane przez GUS listopadowe dane dotyczące  skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że po październikowym delikatnym powiewie optymizmu nastroje znów stały się bardziej ambiwalentne. We wszystkich kategoriach rejestrowanych przez GUS (mieszkania oddane, pozwolenia na budowę, rozpoczęte budowy) zagregowane dla wszystkich grup inwestorów wyniki okazały się gorsze niż w październiku. Jednak w stosunku do listopada 2024 roku dane nie kształtują się tak pesymistycznie. Liczba mieszkań oddanych do użytku w listopadzie jest o 19% wyższa niż przed rokiem, a w przypadku firm deweloperskich wzrost przekroczył 30%. Czy można ogłosić sukces? Niestety nie. Powodem są najsłabsze w tym roku statystyki mieszkań i domów, których budowy zostały rozpoczęte. Listopadowe dane przyniosły najniższą w 2025 roku liczbę rozpoczynanych budów. Firmy deweloperskie, które budują ok 65% substancji mieszkaniowej w Polsce  rozpoczęły w listopadzie mniej niż 8 tys. lokali, co jest wynikiem o 30% niższym niż rok temu i o 38% słabszym niż w październiku. Oznacza to, że deweloperzy finiszują z inwestycjami, których budowę rozpoczynali dwa lata temu, ale wstrzymują nowe projekty.

Opublikowane przez GUS listopadowe dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wzmocniły wrażenie, że na rynku mieszkaniowym króluje niepewność. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki gorsze niż miesiąc wcześniej. Wyjątek stanowią wyniki firm deweloperskich w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania, które zrealizowały o 3,5% więcej lokali niż w październiku. Warto podkreślić, że dotychczasowe efekty budownictwa mieszkaniowego w Polsce w 2025 roku są lepsze od wyników z jedenastu miesięcy 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku, przede wszystkim z powodu wyraźnego ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie są w stanie zmienić optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ skala ich działalności pozostaje wciąż niewielka. 

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w listopadzie była o 3% mniejsza w porównaniu do wyników z października. Z kolei w stosunku do listopada 2024 roku GUS odnotował w tej kategorii wyraźny wzrost, który sięgnął 19%. Wyniki z jedenastu miesięcy bieżącego roku wskazują, że tendencja spadkowa w budownictwie mieszkaniowym, która rysowała się w pierwszej połowie roku, wygasła. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania w trzech ostatnich miesiącach była stabilna i relatywnie wysoka na tle wyników z pierwszego półrocza. W efekcie wciąż jest prawdopodobne, że rok 2025 w budownictwie mieszkaniowym okaże się nieznacznie lepszy od 2024 r. (najsłabszego od 2018 r.). Od stycznia do listopada 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało ponad 184 tys. mieszkań i domów, co jest wynikiem o 3% lepszym od odnotowanego w 2024 roku. A to oznacza, że po trzech słabych kwartałach roku, w ostatnim kwartale na rynku mieszkaniowym delikatnie powiało optymizmem.

W listopadzie wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 19,3 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę ponad 13,6 tys. mieszkań, co oznacza wzrost zarówno w porównaniu do października o 3,5%, jak i w porównaniu do listopada ubiegłego roku o 31%. Warto zaznaczyć, że ten kilkuprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z września i października i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Jednak wiele wskazuje na to, że cały rok nie będzie należał do najlepszych w budownictwie mieszkaniowym. Na tle wyników z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddawanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku, który zapewne nie przekroczy 205 tys., to jedynie solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 70% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w listopadzie. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W listopadzie w porównaniu z październikiem gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 14% mniejszej liczby domów/mieszkań, a w stosunku do listopada 2024 roku ich wynik był o 2% gorszy. Spadek w stosunku do października pogłębił tendencję spadkową w budownictwie indywidualnym, którą obserwujemy od początku 2025 roku. W efekcie w listopadzie udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wyniósł zaledwie 27% (w październiku wyniósł 31%).

Dzięki działalności firm deweloperskich, które w listopadzie oddały do użytku kilka procent więcej lokali niż w październiku, skala budownictwa ogółem z jedenastu miesięcy bieżącego roku jest większa niż w poprzednim roku. Od stycznia do listopada 2025 roku firmy deweloperskie przekazały do użytkowania o 7% więcej, a gospodarstwa domowe o 4% mniej  mieszkań i domów niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w listopadzie przyniosły wyraźnie słabsze efekty niż w październiku. Warto zaznaczyć, że październikowe wyniki w tej kategorii były jednymi z lepszych miesięcznych wyników w 2025 roku.

Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy tzw. inwestorów w listopadzie 2025 roku wyniosła 20,7 tys. lokali. Z tego 13,8 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 6,3 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w listopadzie pozwoleń była niższa o 15% w porównaniu do października tego roku i o 9 % w stosunku do listopada 2024 roku.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od stycznia do listopada 2025 roku, wyniosła zaledwie 237,6 tys. lokali i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-11,4%). Sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów podobnie jak miesiąc temu pozostaje bardzo zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 151,5 tys. mieszkań i domów (o 16,6% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 78,9 tys. (o 7,6% więcej).

Statystyki GUS z poprzednich miesięcy dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazywały, że od kwietnia skala rozpoczynanych budów słabnie. Nadzieją na odwrócenie się tej tendencji były dane GUS z lipca, kiedy nastąpił wyraźny wzrost w ujęciu miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyników sprzed roku. Podobnie wyglądał wrzesień i październik za sprawą wyższej aktywności firm deweloperskich.

Listopadowe dane zmroziły nadzieje o ożywieniu w budownictwie mieszkaniowym.

Liczba budów rozpoczętych w listopadzie przez wszystkie grupy inwestorów była wyraźnie niższa niż w październiku (-36%) i listopadzie 2024 roku (-21%).

W listopadzie 2025 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę zaledwie 13 tys. lokali mieszkalnych, podczas gdy w październiku było to 20,3 tys., a rok temu – 16,4 tys. Ten kilkudziesięcioprocentowy spadek w rozpoczynanych budowach ogółem w stosunku do października to skumulowany efekt wyraźnie mniejszej, o ponad 30%, aktywności obu największych grup inwestorów (firm deweloperskich i gospodarstw domowych).

Analiza liczby rozpoczynanych przez firm deweloperskich budów z jedenastu miesięcy 2025 roku  jednoznacznie potwierdza, że w 2025 roku w całej Polsce skala budownictwa mieszkaniowego (rozpoczynane budowy) będzie o kilkanaście procent (14-15%) niższa niż w 2024 roku. Natomiast aktywność gospodarstw domowych jest stabilna z lekką tendencja do zwiększania skali budownictwa (+2,2% w stosunku do analogicznego okresu 2024 r.).

Zagregowane dla jedenastu miesięcy dane GUS dla wszystkich kategorii inwestorów pokazują, jak istotny wpływ na skalę budownictwa mieszkaniowego w Polsce mają firmy deweloperskie. W 2025 roku to redukcja o 16% liczby budów rozpoczynanych przez deweloperów stosunku do roku poprzedniego spowodowała, że liczba rozpoczynanych budów ogółem jest o 10% mniejsza. I to przy pozytywnym wkładzie – co warto podkreślić – w rozwój zasobu mieszkaniowego w Polsce budownictwa komunalnego.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach ogółem należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń a liczbą rozpoczynanych budów wynosi 36,2 tys., co oznacza, że 15% uzyskiwanych pozwoleń ogółem nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Wśród firm deweloperskich odsetek odkładanych pozwoleń jest większy i wynosi 19%, podczas gdy wśród gospodarstw domowych nieznacznie przekracza 5%.

Koszty rosną, rekrutacje hamują. Branże produkcji i logistyki skupiają się na stabilności zespołów

Sektory produkcji i logistyki kontynuują ostrożny kurs. Rosnące koszty i trudności w pozyskaniu kandydatów sprawiają, że firmy koncentrują się na utrzymaniu doświadczonych kadr i ograniczaniu rotacji. Wynagrodzenia rosną, choć w różnym tempie w zależności od stanowiska i regionu, jednocześnie coraz większą rolę odgrywa przejrzystość zasad płacowych oraz systemy benefitów, wynika z raportu Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce”. Stabilność zatrudnienia, przewidywalność dochodu i realna wartość świadczeń pozapłacowych stają się dziś kluczowymi elementami konkurencyjności ofert pracy.

Dalsza ostrożność firm w planowaniu zatrudnienia

Sytuacja w przemyśle i logistyce pozostaje relatywnie stabilna, wskaźniki koniunktury poprawiły się w porównaniu z ubiegłym rokiem – w listopadzie br. w przetwórstwie przemysłowym wzrosły do -7,9 (rok wcześniej było to -11,7), a w transporcie i magazynowaniu do -2,5 (-3,9 w listopadzie 2024).

Na kondycję branż wpływają rosnące koszty, niski popyt, zwłaszcza w przemyśle, oraz niepewność co do dalszego rozwoju gospodarczego. W efekcie przedsiębiorstwa koncentrują się na utrzymaniu ciągłości operacyjnej, dalszej optymalizacji procesów, ostrożnie podchodząc do decyzji rekrutacyjnych. Zatrudnienie w przetwórstwie przemysłowym wyniosło w październiku 2025 r. 2,31 mln etatów, co oznacza spadek o 0,4% r/r. W transporcie i gospodarce magazynowej pracowało w tym samym czasie 650 tys. osób, czyli o 1% mniej niż rok wcześniej. Wskaźnik dostępnych miejsc pracy w II kwartale 2025 r. wyniósł 0,78% i był niższy o 0,11 p.p. r/r. W praktyce oznacza to 95,7 tys. wakatów, o 15,1 tys. mniej niż rok wcześniej.

Ostrożność przedsiębiorstw wynika głównie z presji kosztowej i trudności w utrzymaniu rentowności. Wzrost płacy minimalnej, rosnące koszty energii oraz inflacja zmuszają firmy do dalszej optymalizacji procesów i poprawy efektywności przy niezmienionych zasobach. Wysokie koszty pracy ograniczają też możliwości dalszego zwiększania wynagrodzeń, co utrudnia konkurowanie o kandydatów na wielu rynkach lokalnych – podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Pensje w produkcji i logistyce rosną, ale nierównomiernie

Dane z raportu Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” pokazują, że ostrożność w podejmowaniu decyzji kadrowych nie przekłada się na stagnację płac, wynagrodzenia w sektorach produkcji i logistyki rosną. Z danych GUS wynika, że w październiku 2025 roku przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 8 865,12 zł brutto, co oznacza wzrost o 6,6% r/r. W przetwórstwie przemysłowym wynagrodzenia zwiększyły się o 8%, osiągając poziom 8 482,18 zł brutto, natomiast w transporcie i gospodarce magazynowej, mimo nieco wyższej średniej na poziomie 8 664,44 zł, dynamika wzrostu była znacznie niższa i wyniosła 2,4% r/r. Dane wskazują również, że mediana płac w sektorach produkcji i logistyki pozostaje poniżej poziomu krajowego. W maju 2025 roku wynosiła odpowiednio 6 834,99 zł w przetwórstwie i 6 914,88 zł w logistyce, podczas gdy w całym sektorze przedsiębiorstw kształtowała się na poziomie 7 082 zł.

Różnice między przeciętnymi wynagrodzeniami a medianą potwierdzają utrzymującą się dużą rozpiętość płac, najwyższe zarobki osiągają specjaliści i pracownicy techniczni, podczas gdy większość pracowników fizycznych otrzymuje wynagrodzenia poniżej średniej. Firmy produkcyjne i logistyczne próbują równoważyć rosnące koszty pracy z utrzymaniem konkurencyjności wynagrodzeń, co przekłada się na rozbudowaną siatkę płac.

Rosnące koszty pracy i trudności w pozyskaniu nowych kandydatów sprawiają, że firmy produkcyjne i logistyczne coraz większy nacisk kładą na stabilność zatrudnienia. Zamiast rozbudowywać zespoły, koncentrują się na utrzymaniu doświadczonych pracowników i ograniczaniu rotacji. Ponadto wysokie oczekiwania płacowe i rosnąca świadomość pracowników wymuszają większą przejrzystość zasad wynagradzania oraz rozwój systemów benefitowych i premiowych, które mają zwiększać lojalność i przewidywalność zatrudnienia – tłumaczy Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

Zróżnicowanie poziomów wynagrodzeń w produkcji i logistyce

W 2025 roku wynagrodzenia pracowników fizycznych w sektorach produkcji i logistyki pozostają silnie zróżnicowane, zarówno między poszczególnymi regionami kraju, jak i pomiędzy branżami czy poziomami kwalifikacji. Na wysokość płac wpływają przede wszystkim lokalne uwarunkowania rynku pracy, stopień deficytu kadrowego oraz charakter wykonywanych obowiązków.

Sektor produkcyjny

W branży produkcyjnej wynagrodzenia podstawowe pracowników niewykwalifikowanych mieszczą się w przedziale od 4 666 zł do 6 500 zł brutto. Najniższe poziomy wynagrodzeń odnotowano w województwach warmińsko-mazurskim oraz kujawsko-pomorskim, gdzie stawki nie przekraczają 5 200 zł. Najwyższe płace w tej grupie występują natomiast w województwach opolskim, dolnośląskim, mazowieckim i wielkopolskim, gdzie sięgają one 6 500 zł. Z raportu Gi Group wynika również, że w większych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Poznań czy Wrocław, stawki podstawowe są wyraźnie wyższe niż w pozostałych lokalizacjach tych samych województw.

Wynagrodzenia zasadnicze operatorów produkcji kształtują się w przedziale od 4 666 zł do 6 800 zł brutto. Najwyższe pensje odnotowano w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim, gdzie podstawowe wynagrodzenie wynosi od 5 000 zł do 6 800 zł, natomiast najniższe oferowane są w województwach pomorskim oraz łódzkim i wynoszą 4 666 zł. Także i w tym przypadku widać wyraźne różnice między stawkami w dużych miastach a mniejszymi lokalizacjami. Na przykład w województwie śląskim w Tychach górny pułap wynagrodzenia, nie wliczając premii, wynosi 6 450 zł, a w innych, mniejszych miejscowościach regionu – 5 500 zł.01. Tabela wynagrodzeń_pracownicy fizyczni_Gi Group

Sektor logistyczny

W 2025 roku sektor logistyczny również utrzymuje znaczną różnorodność poziomów wynagrodzeń w zależności od rodzaju stanowiska, województwa i wielkości miasta. Różnice pomiędzy najniższymi a najwyższymi stawkami mogą sięgać ok. 2 000 zł.

W grupie pracowników magazynowych niewykwalifikowanych pensje podstawowe mieszczą się w przedziale od 4 666 zł do 6 300 zł brutto. Najniższe wynagrodzenia notowane są w województwach świętokrzyskim i zachodniopomorskim, gdzie ich górny pułap nie przekracza 5 200 zł, natomiast najwyższe – w województwie mazowieckim, gdzie niewykwalifikowany pracownik magazynowy może liczyć na wynagrodzenie w przedziale od 5 500 do 6 300 zł.

Na stanowiskach pakowaczy i pickerów, odpowiedzialnych za kompletację zamówień płace zasadnicze są zbliżone i wynoszą od 4 666 zł do 6 500 zł. Najniższe wartości występują w województwie pomorskim, gdzie maksymalne wynagrodzenie podstawowe wynosi 4 900 zł. Na najwyższe zarobki mogą liczyć pracownicy z województwa dolnośląskiego, a konkretnie z Wrocławia, gdzie minimalna pensja zaczyna się od 5 100 zł, a kończy na 6 500 zł.

Najwyższe płace bazowe otrzymują pracownicy magazynowi z uprawnieniami UDT (operatorzy wózków widłowych), których wynagrodzenia mieszczą się w przedziale od 4 900 zł do 8 500 zł. Na wysokie zarobki mogą liczyć w województwie dolnośląskim, w którym pensje oscylują w przedziale między 5 100 zł a 7 500 zł. Natomiast najwyższe pensje odnotowano w województwie łódzkim ze stawkami zaczynającymi się od 5 200 zł i sięgającymi aż 8 500 zł. Pracownicy magazynowi z uprawnieniami UDT mają niższe stawki w województwach podkarpackim i świętokrzyskim, gdzie wyłączając Rzeszów i Kielce nie przekraczają 5 800 zł.02. Tabela wynagrodzeń_pracownicy fizyczni_Gi Group

Atrakcyjność ofert pracy – pieniądze to nie wszystko

Wysokość wynagrodzenia jest bardzo ważnym, choć nie jedynym czynnikiem, który decyduje o atrakcyjności ofert pracy. Kandydaci coraz częściej oceniają ją całościowo, biorąc pod uwagę nie tylko stawkę godzinową, ale też liczbę dostępnych godzin, możliwość nadgodzin, system zmianowy czy przewidywalność grafiku. Istotne są też kwestie praktyczne, dojazd, transport firmowy czy zakwaterowanie, szczególnie w przypadku osób z mniejszych miejscowości i cudzoziemców – komentuje Weronika Ziętara Branch Manager, Gi Group.

Hierarchia tych czynników różni się jednak w zależności od regionu. W miejscowościach, gdzie liczba ofert pracy jest ograniczona, większe znaczenie mają stabilność zatrudnienia, stała liczba godzin oraz bliskość zakładu. Często to właśnie te elementy, wraz z atmosferą w zespole i relacjami z przełożonymi, przeważają nad wyższymi stawkami oferowanymi w dalszej okolicy. Natomiast w regionach o niskim bezrobociu i dużej koncentracji przedsiębiorstw, gdzie konkurencja o pracowników jest silniejsza, kandydaci zwracają większą uwagę na benefity, możliwości rozwoju, stabilność zakładu czy komfort dojazdu.

Struktura wynagrodzeń – stabilność ważniejsza niż potencjalne premie

Na tle zróżnicowanych stawek płacowych w branżach produkcyjnej i logistycznej, raport Gi Group „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” pokazuje, że równie istotne jak wysokość zarobków jest to, w jaki sposób wynagrodzenie jest skonstruowane. W większości przypadków składa się ono z podstawy oraz premii, przy czym pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na proporcje między tymi elementami.03. Wykres_struktura wynagrodzenia_Gi Group

Z badania wynika, że ponad 79% ankietowanych preferuje wyższą podstawę wynagrodzenia przy mniejszej liczbie dodatków, uznając takie rozwiązanie za bardziej przewidywalne i dające stabilizację finansową. Jedynie 13,1% respondentów skłonnych jest zaakceptować niższą podstawę w zamian za możliwość uzyskania wyższych premii. Preferencje te są podobne wśród kobiet i mężczyzn, choć nieco częściej na model wynagrodzenia z niższą podstawą i wyższymi premiami decydują się mężczyźni (14,4%) niż kobiety (11,1%). Największą otwartość na takie rozwiązanie wykazują osoby w wieku 41–50 lat (17,2%) oraz pracownicy z wynagrodzeniem w przedziale 6 000–8 000 zł netto miesięcznie.

Coraz większy nacisk na stały, przewidywalny element wynagrodzenia to sygnał, że pracownicy fizyczni oczekują większego bezpieczeństwa finansowego. Premie pozostają ważne, ale nie są głównym czynnikiem decydującym o atrakcyjności oferty pracy. Dla firm to wyraźna wskazówka, by konstruując systemy płac, zwracać uwagę nie tylko na motywacyjny charakter dodatków, ale przede wszystkim na przewidywalność dochodu, której dziś oczekują zatrudnieni – wyjaśnia Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna, Gi Group.

Benefity jako uzupełnienie systemu wynagrodzeń

Poza poziomem płac duży wpływ na atrakcyjność ofert pracy w produkcji i logistyce mają benefity pozapłacowe, które w większości przedsiębiorstw stały się stałym elementem systemu wynagradzania. Pracodawcy coraz częściej traktują je nie jako dodatek wizerunkowy, ale jako realne narzędzie wspierające rekrutację i utrzymanie pracowników w warunkach rosnącej konkurencji kadrowej.

Najbardziej popularne świadczenia obejmują pakiety medyczne i grupowe ubezpieczenia na życie, które pojawiają się w niemal 100% analizowanych ofert. Wysoki odsetek pracodawców (60%) zapewnia również transport pracowniczy lub dopłaty do dojazdów, co ma szczególne znaczenie w przypadku zakładów zlokalizowanych poza dużymi miastami. Co druga oferta zawiera także posiłki pracownicze, a około 40% firm oferuje programy poleceń pracowniczych. Rzadziej pojawiają się benefity o charakterze sezonowym, takie jak paczki świąteczne, dodatkowe dni wolne czy karty przedpłacone – 30%.

W branżach produkcyjnej i logistycznej firmy koncentrują się przede wszystkim na świadczeniach o charakterze użytkowym, które mają realną wartość dla pracowników. Dominują benefity ułatwiające codzienne funkcjonowanie i zwiększające bezpieczeństwo pracy, takie jak transport, posiłki czy opieka medyczna. W warunkach pracy zmianowej tego typu wsparcie staje się nie tylko dodatkiem, ale elementem wpływającym na stabilność zatrudnienia i zaangażowanie zespołów – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca, Gi Group.

Warto również zauważyć, że oczekiwania wobec benefitów są zróżnicowane w zależności od wieku i doświadczenia zawodowego. Dla starszych pracowników priorytetem pozostaje stabilność i ochrona zdrowia, natomiast młodsze pokolenia częściej poszukują rozwiązań wspierających rozwój zawodowy, elastyczność i równowagę między pracą a życiem prywatnym. Niezależnie jednak od wieku, pracownicy coraz częściej postrzegają benefity jako nieodłączną część wynagrodzenia, a nie dodatkowy przywilej.

Raport „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” jest dostępny do pobrania na stronie: https://pl.gigroup.com/dla-pracodawcow/raporty-rynkowe/wynagrodzenia_pracownikow_fizycznych_produkcja_logistyka_2025/?utm_source=press&utm_medium=komunikat&utm_campaign=gi_placowy_2025

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia pracowników fizycznych w produkcji i logistyce” Gi Group został opracowany na podstawie danych GUS, informacji z ponad 60 firm o zróżnicowanym profilu działalności oraz danych z portali rekrutacyjnych i deklaracji kandydatów. W analizie wykorzystano aktualne dane dotyczące ofert pracy zebrane w październiku 2025 roku, odzwierciedlające bieżącą sytuację na rynku i oczekiwania pracodawców. Raport prezentuje miesięczne wynagrodzenia zasadnicze w kwotach brutto, z podziałem na wartości minimalne i maksymalne oraz zakresy premii charakterystycznych dla poszczególnych stanowisk. Dodatkowo uwzględniono wyniki badania SW Research, przeprowadzonego metodą CAWI w dniach 9–14 października 2025 roku wśród 206 pracowników sektora produkcji i logistyki wynagradzanych w systemie „podstawa + premia”.

Jet Investment sprzedaje Rockfin na rzecz Capmont i RIO ASI

Jet Investment, jedna z największych czeskich firm zarządzających funduszami private equity, venture capital i real estate, podpisała umowę sprzedaży całego posiadanego pakietu udziałów w polskiej spółce z sektora energetycznego Rockfin. Nabywcą jest konsorcjum złożone z grupy inwestycyjnej Capmont Private Equity oraz funduszu RIO ASI należącego do Rafała Brzoski. Transakcja ta zamyka niezwykle udany, czteroletni okres inwestycyjny Jet Investment w polskiej spółce.

Umowa sprzedaży udziałów została podpisana 17 grudnia 2025 roku, a finalizacja transakcji, po uzyskaniu wymaganych zgód regulacyjnych, planowana jest do końca stycznia 2026 roku. Strony uzgodniły, że nie będą ujawniać szczegółów transakcji, w tym jej wartości. Pakiet mniejszościowy należy do trzech kluczowych menedżerów spółki, którzy pozostaną w zarządzie Rockfin.

Sprzedaż Rockfin jest drugim istotnym wyjściem z inwestycji zrealizowanym przez Jet Investment w ostatnim roku. W październiku 2024 roku Jet podpisał umowę sprzedaży grupy energetyczno-inżynieryjnej TEDOM na rzecz Yanmar Group.

Udało nam się zbudować spółkę, która dziś jest światowym liderem w swojej branży. W ciągu czterech lat naszej obecności przychody Rockfin wzrosły trzykrotnie – mówi Jiří Kroc, Project Director w Jet Investment. – Sprzedajemy spółkę w doskonałej kondycji – rok 2025 był rekordowy pod każdym względem. Portfel zamówień Rockfin osiągnął najwyższy poziom w historii firmy, a trend dynamicznego wzrostu będzie kontynuowany w kolejnym roku.

Rockfin to jeden z wiodących na świecie bezpośrednich dostawców systemów krytycznych (Tier 1) dla infrastruktury energetycznej. Spółka specjalizuje się w systemach olejowych, paliwowych i energetycznych dla sektora energetycznego, w tym dla sprężarek, turbin, generatorów oraz odnawialnych źródeł energii. Zatrudnia ponad 1 400 pracowników i posiada zakłady produkcyjne oraz oddziały w Polsce, USA, Włoszech, Szwajcarii i Arabii Saudyjskiej. W 2025 roku spółka osiągnie rekordowe przychody na poziomie około 235 mln euro. Inwestycja w spółkę Rockfin jest obecnie najbardziej zyskownym projektem w portfelu funduszy zarządzanych przez Jet Investment.

– Zrealizowaliśmy nasze cele inwestycyjne, a wraz z końcem horyzontu inwestycyjnego funduszu Jet 2 stopniowo sprzedajemy spółki z tego portfela – mówi Marek Malík, Partner Zarządzający Jet Investment. – Po udanej sprzedaży TEDOM do Yanmar Group kolejnym logicznym krokiem była sprzedaż Rockfin. Transakcja ta potwierdza, że aktywna strategia inwestycyjna funduszu Jet 2 skoncentrowana na przemyśle i energetyce Europy Środkowej przynosi zamierzone rezultaty. Dwa tak udane wyjścia z inwestycji dowodzą również zdolności Jet Investment do skutecznej realizacji zysków w długim horyzoncie i regularnego zwrotu kapitału inwestorom.

Konsorcjum, którego liderem jest Capmont, będzie wspierać dalszy wzrost Rockfin oraz kontynuować międzynarodową ekspansję spółki zapoczątkowaną przez Jet Investment. Główny nacisk położony będzie na zdobywanie nowych rynków w USA, przy jednoczesnej ocenie potencjału innych regionów, w szczególności Azji. Nowi właściciele planują również rozszerzenie zakresu działalności Rockfin o własne linie produktowe oraz rozwój segmentu usług.

W ostatnich latach Rockfin przeszedł transformację z odnoszącej sukcesy firmy lokalnej w kluczowego globalnego gracza w sektorze energetycznym. Z nowymi właścicielami będziemy dalej wzmacniać naszą pozycję rynkową – mówi Michał Wróblewski, Prezes Rockfin.

Podczas transakcji Jet Investment korzystał ze wsparcia wiodących firm doradczych. Głównym doradcą strony sprzedającej była firma PwC Polska, doradztwo komercyjne zapewniła firma Arthur D. Little, natomiast rolę doradców prawnych pełniły kancelarie DLA Piper oraz DRV Legal. Doradcą konsorcjum Capmont była firma Kearney oraz Arthur D. Little; EY pełnił rolę doradcy finansowego i podatkowego, a kancelaria CMS — doradcy prawnego.

W portfelu funduszu Jet 2 pozostaje jeszcze spółka 2JCP działająca w sektorze energetycznym oraz grupa poligraficzna EDS. Obecnie Jet Investment finalizuje inwestycje realizowane w ramach funduszu Jet 3 oraz uruchamia fundusz Jet 4, który docelowo zainwestuje do 350 mln euro w przejęcia spółek przemysłowych.

Creotech Instruments liderem europejskiej misji na Księżyc

Creotech Instruments, notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) umowę na realizację fazy A misji Twardowski, pierwszej od ponad 20 lat w pełni europejskiej misji księżycowej. Creotech Instruments pełni w niej rolę głównego wykonawcy (prime contractor) i lidera całego przedsięwzięcia. Projekt zakłada umieszczenie satelity, opartego na platformie HyperSat na niskiej orbicie Księżyca oraz wykonanie mapowania jego powierzchni w celu identyfikacji zasobów i wsparcia przyszłych misji lądowania. Wartość fazy A projektu wynosi 500 tys. EUR. Prace rozpoczną się w styczniu 2026 roku i potrwają 9 miesięcy. Projekt jest kontynuacją fazy 0 zrealizowanej przez Spółkę w 2025 roku. 

– Misja Twardowski to wyjątkowe przedsięwzięcie, które stawia Polskę w centrum europejskiej eksploracji kosmosu i daje naszemu krajowi realną szansę na istotny wkład w międzynarodowe programy badawcze. Jest to jednocześnie pierwsza od czasów misji SMART-1, w pełni europejska misja księżycowa, umożliwiająca Polsce aktywy udział w kształtowaniu europejskiej strategii badawczej na Księżycu oraz realizacji kluczowych projektów eksploracyjnych. W ramach fazy A sformalizujemy wymagania misji i przygotujemy ją do kolejnych etapów rozwoju, osiągając kamień milowy
w europejskiej eksploracji Srebrnego Globu – komentuje
dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Misja Twardowski planowana jest jako księżycowa misja klasy „Small Mission to the Moon”. W 2029 roku satelita oparty na platformie HyperSat ma trafić na niską orbitę Księżyca i wykonać globalne zobrazowanie jego powierzchni w zakresie widzialnym i podczerwieni (VIS–MIR), z wysoką rozdzielczością przestrzenną i spektralną. Pozyskane dane umożliwią szczegółowe mapowanie zasobów surowcowych Księżyca oraz analizę potencjalnych miejsc lądowań dla międzynarodowych programów eksploracyjnych, w tym programu Artemis.

Zakres planowanych badań bezpośrednio wpisuje się w długoterminowe międzynarodowe plany eksploracji Księżyca, w tym budowy stałych baz badawczych na jego powierzchni. Funkcjonowanie takich obiektów będzie wymagało dostępu do kluczowych zasobów, tj. tlenu, wody, energii (w tym pozyskiwanej z wodoru) oraz materiałów budulcowych, których transport z Ziemi jest kosztowny i nieefektywny. Szczególne znaczenie ma w tym kontekście odkrycie wody na Księżycu w 2009 r., które otworzyło nowe możliwości dla przyszłych misji załogowych i wykorzystania lokalnych zasobów. Z tego powodu niezbędny jest rozwój zdolności do identyfikacji i wykorzystania naturalnych zasobów Księżyca. Misja Twardowski dostarczy kluczowych danych do realizacji tych celów, wzmacniając europejskie kompetencje w globalnej eksploracji kosmosu.

Creotech Instruments pełni rolę głównego wykonawcy całego przedsięwzięcia i lidera konsorcjum, odpowiadając za platformę satelitarną satelity, architekturę systemową oraz integrację misji. Projekt będzie realizowany we współpracy z polskimi i europejskimi partnerami przemysłowymi i naukowymi, co dodatkowo podkreśla europejski charakter misji i wzmacnia współpracę przemysłową w regionie.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Creotech Instruments zrealizował wspólnie z ESA wiele projektów kosmicznych, stając się jednym z największych polskich kontrahentów Agencji oraz jednym z kluczowych Partnerów ESA w Europie Środkowej, w tym w obszarze misji eksploracyjnych.

Polska od kilku lat aktywnie angażuje się w międzynarodowe inicjatywy eksploracyjne, m.in. poprzez udział w porozumieniach Artemis Accords oraz programach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Misja Twardowski stanowiłaby pierwszy tak znaczący i konkretny polski wkład w globalne plany eksploracji Księżyca, jednocześnie wzmacniając europejskie kompetencje w obszarze niskokosztowych misji planetarnych. Działania podejmowane na arenie międzynarodowej przekładają się także na decyzje wzmacniające pozycję Polski w europejskim sektorze kosmicznym.

Pod koniec listopada br. Polska podjęła strategiczną decyzję o zwiększeniu krajowego zaangażowania w budżet ESA. Z 731 mln EUR przeznaczonej na lata 2026 – 2028, blisko 550 mln EUR trafi na realizację programów opcjonalnych Agencji, w tym na projekty związane z eksploracją Księżyca, obserwacją Ziemi, bezpieczną łącznością, transportem kosmicznym, serwisowaniem na orbicie oraz rozwojem technologii dla przyszłych misji.

UODO: pracodawca może przekazać związkowi zawodowemu dane pracowników na potrzeby referendum strajkowego

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wskazał, że obowiązujące przepisy dają pracodawcy podstawę prawną do udostępnienia zakładowej organizacji związkowej informacji – w tym danych osobowych pracowników – jeżeli jest to niezbędne do przeprowadzenia referendum strajkowego. Stanowisko jest odpowiedzią na pytanie ministry rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.

Referendum strajkowe wymaga weryfikacji uprawnionych

Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych strajk w zakładzie pracy może zostać ogłoszony po uzyskaniu zgody większości głosujących pracowników, pod warunkiem że w głosowaniu (referendum strajkowym) wzięło udział co najmniej 50% pracowników. Oznacza to, że organizacja związkowa musi nie tylko zebrać głosy, ale też wykazać spełnienie wymogów frekwencyjnych i większościowych.

W praktyce rodzi to problem organizacyjny: aby referendum miało wiarygodny charakter, związek powinien zapewnić, że głosują wyłącznie osoby uprawnione, oraz móc udowodnić, ilu pracowników realnie wzięło udział w głosowaniu. Bez listy zatrudnionych rzetelna weryfikacja staje się bardzo utrudniona.

Obowiązek informacyjny pracodawcy wobec związku

Prezes UODO odwołuje się również do przepisów ustawy o związkach zawodowych, które nakładają na pracodawcę obowiązek udzielenia – na wniosek zakładowej organizacji związkowej – informacji niezbędnych do prowadzenia działalności związkowej. W ocenie Urzędu, działalność ta obejmuje także działania związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem referendum strajkowego.

Jakie dane mogą być przekazane i na jakiej podstawie RODO?

UODO wskazuje, że przekazanie danych pracowników może być legalne, jeśli dotyczy informacji niezbędnych do osiągnięcia celu, jakim jest przeprowadzenie referendum strajkowego. Jako przykład wymieniane są: imię, nazwisko oraz służbowe dane kontaktowe (np. firmowy e-mail lub numer służbowy), czyli dane związane z zatrudnieniem, co do zasady niewkraczające w sferę prywatności.

Kluczowa jest podstawa przetwarzania: w takim przypadku ma nią być niezbędność do wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na pracodawcy jako administratorze danych (art. 6 ust. 1 lit. c RODO). Innymi słowy – nie chodzi o „zgodę pracowników”, lecz o realizację obowiązku wynikającego z przepisów regulujących spory zbiorowe i relacje ze związkami zawodowymi.

Minimalizacja i ocena wniosku – co powinien zrobić pracodawca?

Według stanowiska UODO pracodawca, rozpatrując wniosek związku, powinien w pierwszej kolejności ocenić, czy jest on należycie uzasadniony, a następnie udostępnić wyłącznie taki zakres danych, który jest konieczny do realizacji celu. To odwołanie do zasady minimalizacji danych (art. 5 ust. 1 lit. c RODO): tyle, ile trzeba – i ani informacji więcej.

W praktyce oznacza to, że nawet jeżeli pracodawca ma podstawę do przekazania listy pracowników, nie powinien automatycznie udostępniać danych nadmiarowych (np. prywatnych numerów telefonów czy prywatnych adresów e-mail), jeśli do organizacji referendum wystarczą kanały służbowe.

Spór o to, czy i w jakim zakresie związki zawodowe mogą pozyskiwać dane pracowników w kontekście referendum strajkowego, od lat wracał w praktyce zakładów pracy – zwłaszcza przy pracy zdalnej i rozproszonych zespołach. Stanowisko UODO porządkuje kluczową kwestię: jeżeli wniosek jest uzasadniony, a zakres danych minimalny i celowy, przekazanie informacji może być zgodne z prawem.

Jen słaby mimo podwyżki stóp

Podniesienie przez Bank Japonii głównej stopy procentowej do 0,75% – najwyższego poziomu od 1995 roku – stanowi istotny symbol odejścia od wieloletniej polityki ultrałagodnej i epoki deflacji. Nie jest to jednak finał procesu normalizacji, lecz kolejny etap w długofalowej transformacji japońskiej polityki pieniężnej. Gubernator Kazuo Ueda, konsekwentnie unikający pojęcia „zacieśnianie”, podkreśla, że obecna polityka nadal pozostaje łagodna, a dalsze działania będą zależne od danych makroekonomicznych, zwłaszcza dynamiki inflacji i wzrostu płac.

Mimo że od początku 2024 roku BoJ dokonał już czterech podwyżek, poziom stóp procentowych w Japonii wciąż pozostaje niski na tle innych rozwiniętych gospodarek. Bank przyjmuje strategię stopniowego i przewidywalnego działania – odmiennego od stylu poprzedniego prezesa Haruhiko Kurody – unikając gwałtownych zmian, które mogłyby zaskoczyć rynki.

Inwestorzy liczyli na to, że Ueda zarysuje jasną mapę drogową dojścia do tzw. stopy neutralnej – poziomu, przy którym polityka pieniężna nie stymuluje ani nie hamuje gospodarki. Tymczasem Gubernator przyjął postawę wyczekującą i pełną niedomówień. Stwierdził on, że szacunki dotyczące stopy neutralnej mieszczą się w „dość szerokim przedziale” i trudno jest wskazać konkretny punkt docelowy. Dodał również, że Bank będzie musiał obserwować reakcję gospodarki na każdą kolejną zmianę, zanim podejmie decyzję o następnych krokach. Taka retoryka została odebrana przez rynek jako „gołębia”. Sugerowała ona, że BoJ nie spieszy się z kolejnymi podwyżkami i będzie działał bardzo ostrożnie. Brak agresywnego zobowiązania do walki z inflacją poprzez szybkie podwyżki stóp oznaczał, że różnica w stopach procentowych między USA a Japonią nie będzie się zawężała tak szybko, jak spekulowano.

W jednym z kluczowych momentów konferencji, Ueda stwierdził, że „nie ma specjalnego znaczenia” w fakcie, iż stopy osiągnęły poziom najwyższy od 30 lat. To zdanie miało potężny wydźwięk psychologiczny. Inwestorzy, którzy budowali narrację o „historycznym zwrocie” i „nowej erze dla jena”, otrzymali od szefa banku centralnego sygnał, że dla decydentów jest to jedynie techniczne dostosowanie, a nie rewolucja. Skutkiem tych działań, paradoksalnie jen japoński osłabił się, co pokazuje że inwestorzy oczekiwali bardziej jednoznacznych sygnałów co do przyszłych działań BoJ. Para USDJPY wyznaczyła nowe grudniowe maksimum na 157,15. Rentowność 10-letnich obligacji Japonii osiągnęła najwyższy poziom od początku XXI wieku, a indeks Nikkei 225 zakończył dzień wzrostem ponad 1%, co może świadczyć o pozytywnej ocenie kierunku polityki pieniężnej przez inwestorów akcji.

Handel kryptoaktywami w XTB coraz bliżej

XTB przybliża się do rozszerzenia oferty o handel kryptoaktywami na rynku spot. Spółka z grupy XTB uzyskała zgodę regulacyjną na Cyprze, dzięki czemu będzie mogła świadczyć usługi zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA. To kolejny etap rozwoju oferty XTB.

Rozszerzenie działalności o kryptoaktywa na rynku spot jest jednym z priorytetów rozwoju platformy XTB. Plany te będzie można już niedługo zrealizować dzięki zezwoleniu uzyskanemu przez cypryjską spółkę z Grupy XTB, działającą pod nadzorem Cypryjskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (CySEC) jako regulowany dostawca usług w zakresie kryptoaktywów. Działalność będzie prowadzona zgodnie z wymogami MiCA. W ramach zezwolenia klienci będą mogli uzyskać dostęp do handlu kryptoaktywami na rynku spot za pośrednictwem aplikacji inwestycyjnej XTB.

Uzyskanie zezwolenia na Cyprze to dla nas istotny krok. W kolejnych tygodniach będziemy kontynuować prace wdrożeniowe, aby uruchomić ofertę handlu kryptoaktywami na rynku spot dla lokalnych klientów w 2026 roku – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB. – Cieszymy się, że będziemy mogli odpowiedzieć na rosnące zainteresowanie klientów tą klasą aktywów. Start produktu na Cyprze będzie dla nas ważnym etapem. Pozwoli on nam przetestować rozwiązanie w praktyce i przygotować się do ewentualnego rozszerzania oferty w kolejnych jurysdykcjach, po uzyskaniu wymaganych zgód regulacyjnych – podsumował Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Spółka nie podaje na tym etapie harmonogramu ewentualnej ekspansji geograficznej nowego produktu. Jednocześnie XTB podtrzymuje stanowisko, że pozostaje zainteresowana ubieganiem się o zezwolenie w Polsce, jeśli będzie to możliwe. Z uwagi na opóźnienia we wdrażaniu regulacji MiCA na polskim rynku, spółka, kierując się odpowiedzialnością biznesową oraz potrzebą zapewnienia przejrzystych ram nadzorczych, zdecydowała się równolegle pozyskać licencję w uznanej europejskiej jurysdykcji, jaką jest Cypr.