Pomet – kompleksowy partner w odlewnictwie aluminium. Od projektu po realizację

Współczesny przemysł potrzebuje czegoś więcej niż samego odlewu. Firmy chcą partnera, który poprowadzi cały proces od pierwszego szkicu, przez zaprojektowanie formy, aż po gotową, obrobioną i sprawdzoną część. Tym właśnie zajmuje się Pomet. To polska firma z ponad 25-letnim doświadczeniem, która łączy odlewnictwo aluminium z pełnym zapleczem projektowym i produkcyjnym.

Czym jest Pomet? Solidny partner od technologii i produkcji

Pomet jest jedną z najdłużej działających polskich odlewni lekkich stopów, specjalizującą się w odlewach aluminium i stopów aluminium w technologii odlewania grawitacyjnego w kokilach i formach piaskowych. Firma posiada własne biuro konstrukcyjno-technologiczne, więc może przejąć projekt już na etapie koncepcji.

Odlewnictwo aluminium, czyli serce działalności

Proces odlewania obejmuje pełną kontrolę nad materiałem, topieniem, temperaturą, wypełnieniem formy. W praktyce oznacza to powtarzalność, stabilność parametrów i wysoką jakość odlewów.

Firma pracuje zarówno w krótkich, jednostkowych seriach, jak i produkcji wielkoseryjnej. Dzięki temu Pomet obsługuje tak różne branże, jak np.:

  • maszyny przemysłowe,
  • motoryzacja,
  • energetyka i elektrotechnika.

Ambicją firmy jest stałe zwiększanie kompetencji technologicznych i poszerzanie współpracy z nowymi sektorami, zwłaszcza tymi, które potrzebują dużej precyzji i żywotności komponentów.

Od projektu po gotowy element

To, co wyróżnia firmę, to fakt, że nie kończy pracy na etapie odlewu. Oferuje kompletną ścieżkę produkcyjną, na którą składają się:

✔ Projektowanie odlewów i oprzyrządowania

Biuro konstrukcyjno-technologiczne przygotowuje modele oraz projektuje oprzyrządowanie do produkcji. To na tym etapie optymalizuje się grubości ścianek, układ zasilania i nadlewy, minimalizując ryzyko wad odlewniczych.

✔ Obróbka cieplna aluminium

Pomet stosuje m.in. przesycanie i starzenie, co pozwala poprawić strukturę odlewu, zwiększyć jego wytrzymałość oraz odporność na obciążenia dynamiczne.

✔ Obróbka mechaniczna CNC

Dysponując wsparciem partnerów biznesowych, mamy możliwość wykonania obróbki CNC w dowolnym zakresie. Firma realizuje zarówno pojedyncze operacje, jak i pełną obróbkę mechaniczną wg potrzeb klienta.

✔ Malowanie i anodowanie

Wykończenie powierzchni jest jednym z zasadniczych elementów estetyki i trwałości. Firma oferuje powłoki ochronne zgodne ze specyfikacją klienta i normami branżowymi.

✔ Kontrola jakości i testy końcowe

Każdy element przechodzi kontrolę wymiarową, wizualną i, jeśli wymaga tego projekt, również testy wytrzymałościowe lub nieniszczące.

„Klient często przychodzi z gotową wizją elementu. Naszym zadaniem jest sprawdzić, czy ten odlew będzie się dało wykonać bez wad, zanim ktokolwiek zainwestuje w formę. Jesteśmy w stanie na etapie projektu wykryć miejsca ryzyka, np. zapadnięcia, niedolewy czy zbyt cienkie ścianki. Na końcu klient dostaje odlew, który po prostu działa i daje się powtarzalnie produkować.”

— mówi Główny Technolog odlewni Pomet

Dlaczego firmy wybierają Pomet?

Połączenie technologii, doświadczenia i odpowiedzialności za cały proces sprawia, że współpraca z tą odlewnią jest dla wielu firm po prostu wygodniejsza. Klient nie musi już koordynować kilku podwykonawców — jednej firmy od odlewów, drugiej od obróbki, trzeciej od anodowania. To daje poczucie kontroli, skraca czas realizacji i znacząco zmniejsza liczbę potencjalnych błędów po drodze.

Korzyści dla klienta:

  • mniejsze ryzyko błędów i pomyłek na etapie przekazywania dokumentacji,
  • szybsze wdrożenie do produkcji,
  • pełna odpowiedzialność po jednej stronie,
  • powtarzalność i stabilność parametrów w długich seriach,
  • możliwość skalowania zamówień wraz z rozwojem projektu.

Pomet jako partner

W przemyśle liczy się dziś przede wszystkim pewność procesu, a nie tylko cena pojedynczego detalu. Dzięki połączeniu odlewnictwa aluminium, zaplecza konstrukcyjnego i dodatkowych usług jak malowanie, obróbka mechaniczna i inne, Pomet przejmuje odpowiedzialność za cały cykl życia produktu. W efekcie klienci otrzymują produkt nie tylko wykonany, ale opracowany i doprowadzony do końcowego etapu przez jednego, odpowiedzialnego partnera.

Pełna oferta firmy dostępna jest na https://pomet.com/.

Rynek pracy w Polsce hamuje. Mniej etatów i mniej rekrutacji, ale bez wyraźnych sygnałów paniki

Rynek pracy wyraźnie hamuje. Najnowsze odczyty sugerują, że czas wysokiej aktywności firm mamy już za sobą. W listopadzie 2025 r. zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw skurczyło się o 0,8% (ok. 50 tys. etatów) w relacji rocznej. Słabnie też popyt na nowych pracowników: 209 tys. ofert na czołowych portalach to wynik o 9% gorszy niż rok temu. Trend spadkowy utrzymuje się już od półrocza, sprowadzając liczbę ogłoszeń do poziomów z pandemicznego 2020 roku.

Listopadowe „odbicie” może być tylko sezonowe

Tendencja spadkowa nie jest jednorazowa. W praktyce trwa od połowy 2023 r. i – mimo pojedynczych miesięcznych wahań – utrzymuje się już ponad dwa lata. W listopadzie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 6413,8 tys. etatów. W porównaniu z październikiem liczba etatów wzrosła o 9,3 tys., jednak ekonomiści zwracają uwagę, że taki przyrost może wynikać głównie z czynników sezonowych (m.in. wzmożonej aktywności handlu i logistyki w końcówce roku), a nie z trwałej poprawy sytuacji.

Mniej ofert pracy: firmy rekrutują ostrożniej

Spadek liczby ogłoszeń rekrutacyjnych wzmacnia obraz ostrożności po stronie pracodawców. Wynik około 209 tys. nowych ofert w listopadzie nie tylko jest wyraźnie niższy niż przed rokiem, ale też potwierdza konsekwentne ograniczanie naborów. Dla kandydatów oznacza to trudniejsze warunki szczególnie w branżach wrażliwych na koszty i niepewność popytu, gdzie rekrutacje są zwykle „przykręcane” jako pierwsze, gdy firmy ostrożniej planują kolejne kwartały.

Demografia zmienia punkt odniesienia: szybciej ubywa pracowników niż miejsc pracy

Kluczowym tłem dla tych danych jest demografia. W 2025 r. liczba osób w wieku produkcyjnym (20–64 lata) miała zmniejszyć się o 277 tys., czyli o 1,2% populacji w tej grupie. Rok wcześniej spadek wynosił około 0,8%, a prognozy wskazują na dalsze kurczenie się tej grupy również w kolejnym roku. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli zatrudnienie w firmach maleje, rynek pracy nie musi od razu gwałtownie się pogarszać, bo równolegle zmniejsza się pula potencjalnych pracowników. To jeden z powodów, dla których nastroje społeczne mogą pozostawać względnie spokojne.

Bezrobocie rośnie, ale nadal jest niskie na tle UE

Listopadowe dane pokazują też lekkie pogorszenie w statystykach bezrobocia rejestrowanego. Stopa bezrobocia wzrosła do 5,7% z 5,6% miesiąc wcześniej, a w urzędach pracy zarejestrowanych było 875,3 tys. bezrobotnych – o 100,8 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie w ujęciu porównawczym Polska nadal jest w unijnej czołówce krajów o najniższym bezrobociu według metodologii Eurostatu: w październiku wskaźnik dla Polski wyniósł 3,2%, co dawało drugie miejsce w UE po Malcie.

Dlaczego sytuacja nie wygląda jak kryzys?

Mimo pogorszenia części wskaźników, nie widać sygnałów gwałtownego wzrostu obaw o utratę pracy. Eksperci tłumaczą to m.in. tym, że spadki zatrudnienia są rozłożone w czasie, a demografia działa jak „amortyzator” – mniej osób w wieku produkcyjnym oznacza mniejszą presję na rynku. Równocześnie firmy, zamiast przeprowadzać masowe redukcje, częściej ograniczają rekrutacje, nie zastępują części odchodzących pracowników i ostrożniej planują tworzenie nowych etatów.

Co dalej: rynek bardziej selektywny, większa rola wydajności pracy

Jeżeli spadek liczby ofert utrzyma się dłużej, rynek pracy może stać się bardziej wymagający dla osób szukających zatrudnienia lub zmiany pracy – szczególnie w zawodach, w których nie występują duże braki kadrowe. Z perspektywy gospodarki rosnąć będzie znaczenie poprawy wydajności i automatyzacji, bo kurczących się zasobów pracy nie da się łatwo „nadrobić” samym zatrudnianiem. Krótkoterminowo kluczowe będzie to, czy końcówka roku okaże się głównie sezonowym odchyleniem, czy też sygnałem, że firmy na dłużej przechodzą w tryb ostrożnego planowania i ograniczania rekrutacji.

EBC bez zmian, BoE tnie stopy, USA zaskakuje inflacją: rynki łapią oddech

Polityka monetarna strefy euro zdaniem prezes Lagarde w „dobrym miejscu”. Bank Anglii obniża stopy, ale decyzja była trudna i wcale nie taka oczywista. Pozytywne zaskoczenie z USA na temat inflacji CPI za listopad.

Stopy po raz czwarty bez zmian

Nie mogło być niespodzianki, a analitycy w komplecie, prognozowali, że wczorajsze posiedzenie EBC nie przyniesie żadnych zmian w polityce monetarnej. To już więc czwarte kolejne „decyzyjne spotkanie”, które utrzymuje stopę depozytową na poziomie 2%. Patrząc na nowe projekcje makro i przede wszystkim założenia inflacyjne (1,9% w 2026 roku, 1,8% w 2027 roku), można wysnuć tezę, że jeszcze długo posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego będą zgoła przewidywalne, a żadnych zmian nie będzie. Podniesiono też prognozy PKB na ten rok z poziomu 1,2% do 1,4%, w 2026 roku ma to być poziom 1,2%. Na konferencji prasowej usłyszeliśmy wyważony ton prezes EBC, która podkreślała, że obecny poziom stóp procentowych jest w „dobrym miejscu”.  Większej reakcji na wspólnej walucie nie obserwowaliśmy, ale też trzeba pamiętać o tym, że „wszystkie karty” były już wcześniej na stole, więc większej reakcji się nie spodziewaliśmy.

Jastrzębie cięcie

W dużo trudniejszej sytuacji znalazł się Bank Anglii, gdzie obecna sytuacja tylko pokazuje jakie podziały występują w samym gremium decyzyjnym. Decyzja odnośnie do cięcia stóp odbyła się stosunkiem głosów 5-4, a warto dodać, że tydzień temu spodziewano się, że 5 członków zagłosuje za utrzymaniem kosztu pieniądza. Wygląda więc na to, że jeden z uczestników tuż przed posiedzeniem zmienił zdanie, a mogło tak się stać po dużo niższym odczycie inflacji CPI z tego tygodnia. Problemem BoE pozostaje wysoka inflacja w sektorze usług sięgająca 4,4% i właśnie o tym fakcie wspominał prezes Bailey, twierdząc, że przestrzeń do dalszych cięć jest ograniczona. Był to ratunek dla GBP, który ten tydzień miał dość mizerny, ale po posiedzeniu – które miało jastrzębie sygnały – udało się nieco odrobić strat.

Spory rozjazd

Dużym zaskoczeniem dla rynków był też odczyt inflacji CPI za listopad z USA. Dynamika osiągnęła poziom 2,7% r/r i nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że analitycy spodziewali się aż 3,1%. Również w przypadku bazowego odczytu wynik okazał się znacznie niższy – 2,6% vs 3,0% oczekiwanych. Patrząc stricte na liczby, widzimy dobitny sygnał zmniejszania się presji cenowej w USA. Tyle tylko, że zapala się lampka ostrzegawcza w postaci okresu jaki miał wtedy miejsce w Stanach, a mowa o trwającym shutdownie, który mógł wpłynąć na wyniki. Czy rynki przejęły się tym faktem? Absolutnie nie, a po publikacji, wzrosło prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych przez Fed, ale trzeba przyznać, jest to poziom 55%, co niczego nie przesądza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14.30 – USA – bazowy indeks cen PCE,

14.30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

PTWP sfinalizowała transakcję z Pluralis B.V. i obejmuje większościowy pakiet akcji Gremi Media

Grupa PTWP poinformowała o podpisaniu umowy objęcia akcji z funduszem Pluralis B.V. z siedzibą w Amsterdamie. W wyniku podpisania ww. umowy oraz podjęcia stosownych uchwał przez walne zgromadzenie, Pluralis B.V. wnosi do PTWP większościowy pakiet akcji Gremi Media – wydawcy dzienników „Rzeczpospolita” i „Parkiet” – wynoszący 56,82%. Fundusz Pluralis B.V. objął 369 590 nowych akcji serii C PTWP, które po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego będą stanowić 23% akcji PTWP. Wojciech Kuśpik, po rejestracji podwyższenia, zachowa pozycję większościowego akcjonariusza z udziałem wynoszącym 55,14% akcji PTWP. Konsekwencją procesu transakcyjnego są również istotne zmiany w składach organów nadzorczych oraz zarządczych ładu korporacyjnego obu grup medialnych. Transakcja potwierdza długoterminową strategię wzrostu Grupy PTWP, a także ustanawia stabilne fundamenty właścicielskie i organizacyjne dla dalszej integracji operacyjnej, wykorzystania synergii oraz wzmacniania pozycji najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce.

Tym samym zakończony został istotny etap procesu zapoczątkowany podpisaniem umowy inwestycyjnej 21 listopada 2025 r., otwierający nowy etap rozwoju Grupy PTWP oraz jeden z najważniejszych projektów konsolidacyjnych na polskim rynku medialnym ostatnich lat.

W ramach transakcji nadzwyczajne walne zgromadzenie PTWP podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję 369 590 nowych akcji zwykłych na okaziciela serii C o wartości nominalnej 0,50 zł każda. Kapitał zakładowy spółki został podwyższony z kwoty 618 660 zł do 803 455 zł. Emisja została przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy, co uznano za działanie leżące w interesie spółki i sprzyjające sprawnej realizacji jej celów strategicznych.

Akcje serii C zostały objęte przez Pluralis B.V. w zamian za wkład niepieniężny w postaci akcji Gremi Media o łącznej wartości 45,25 mln zł. Cena emisyjna jednej akcji serii C wyniosła 122,43 zł, co pokrywa łączną wartość emisji 45,25 mln zł. Walne zgromadzenie PTWP zaakceptowało zarówno wartość aportu, jak i warunki emisji. Akcje serii C PTWP są akcjami zwykłymi na okaziciela i uczestniczą w dywidendzie na równych zasadach z dotychczasowymi akcjami spółki. Akcje Gremi Media zostaną przeksięgowane na rachunek PTWP w następnym dniu roboczym, po podpisaniu umowy objęcia akcji.

Jednocześnie walne zgromadzenie podjęło uchwałę o zmianie statutu spółki oraz upoważniło zarząd PTWP do dokonania wszelkich czynności niezbędnych do przeprowadzenia emisji, dematerializacji akcji serii C oraz ubiegania się o ich dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Zmiany w statucie oraz podwyższenie kapitału zakładowego wymagać będą rejestracji w rejestrze przedsiębiorców KRS.

Finalizacja tej transakcji to moment przełomowy – zarówno dla Grupy PTWP, jak i dla całego rynku mediów biznesowych w Polsce. Konsekwentnie realizujemy strategię wzrostu – organicznie jak i poprzez akwizycje – a tytuły „Rzeczpospolita” i „Parkiet” stanowią jej kluczowy element. Wspólnie budujemy silny, wiarygodny i długoterminowy projekt, oparty na jakości, niezależności i synergii kompetencji – mówi Wojciech Kuśpik, prezes i założyciel Grupy PTWP.

W konsekwencji transakcji, po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego w PTWP, zmianie ulegnie również struktura akcjonariatu PTWP. Fundusz Pluralis B.V. objął 369 590 nowych akcji serii C PTWP, które po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego będą stanowić 23% akcji PTWP. Wojciech Kuśpik, po rejestracji podwyższenia, zachowa pozycję większościowego akcjonariusza z udziałem wynoszącym 55,14%.

Równolegle z finalizacją transakcji nastąpiły zmiany w organach spółek wchodzących w skład nowej struktury właścicielskiej. 11 grudnia br. rada nadzorcza Gremi Media podjęła uchwały dotyczące zmian w składzie zarządu – nowym członkiem zarządu został Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Zmiany personalne w organach zarówno Gremi Media, jak i PTWP, mają kluczowe znaczenie z punktu widzenia kontroli właścicielskiej oraz skutecznej realizacji założonej długoterminowej strategii rozwoju całej grupy. Uporządkowanie struktury właścicielskiej pozwala nam przejść do etapu integracji operacyjnej i konsekwentnego budowania oferty medialnej opartej na jakości, wiarygodności i skali działania. Równolegle porządkujemy ład korporacyjny w spółkach grupy – po zmianach w zarządzie Gremi Media, jutro walne zgromadzenie tej spółki podejmie uchwały dotyczące powołania do rady nadzorczej przedstawicieli PTWP, co zapewni spójność nadzoru i efektywne wdrażanie wspólnych celów strategicznych – podkreśla Wojciech Kuśpik.

Walne zgromadzenie PTWP powołało również nowych członków rady nadzorczej. Do jej składu dołączyli Grzegorz Kossakowski oraz Joanna Różycka-Iwan – dotychczas członkowie rady nadzorczej Gremi Media.

Joanna Różycka-Iwan wnosi blisko 20-letnie doświadczenie w inwestowaniu, doradztwie i zarządzaniu finansami, zdobyte m.in. jako Chief Investment Officer w Media Development Investment Fund oraz członkini rad nadzorczych spółek medialnych w Polsce i Europie. Grzegorz Kossakowski posiada wieloletnie doświadczenie w działalności inwestycyjnej, fuzjach i przejęciach oraz zarządzaniu organizacjami medialnymi, które zdobywał m.in. w grupach Agory i Eurozetu; obecnie pełni funkcję dyrektora ds. inwestycji na Europę w Media Development Investment Fund.

Finalizacja transakcji umożliwia integrację aktywów i kompetencji Grupy PTWP – obejmujących media internetowe, wydarzenia, rankingi, raporty branżowe oraz infrastrukturę eventową – z takimi tytułami jak „Rzeczpospolita”, „Parkiet” czy rp.pl. W efekcie powstaje największy w Polsce ekosystem informacji, analiz, wiedzy i wydarzeń dla biznesu, finansów oraz administracji publicznej.

Zamknięcie transakcji formalnie rozpoczyna nowy etap współpracy Grupy PTWP, Gremi Media oraz funduszu Pluralis B.V., ukierunkowany na długofalowy rozwój, wykorzystanie synergii oraz dalsze wzmacnianie pozycji najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce.

Walne zgromadzenie PTWP podjęło również uchwałę uruchamiającą program motywacyjny na lata 2026-2027, zakładającego emisję do 5% akcji, jako dodatkowego systemu wynagradzania i premiowania pracowników oraz współpracowników spółki i jej spółek zależnych. Program ma charakter długoterminowego systemu wynagradzania opartego na akcjach i jego celem jest zwiększenie zaangażowania uczestników w budowanie wartości oraz wyników finansowych spółki, a także zatrzymanie kluczowych osób w grupie kapitałowej. Program będzie realizowany poprzez emisję nowych akcji obejmowanych przez uczestników na preferencyjnych warunkach.

Projekt Baltic East Grupy ORLEN zwyciężył w aukcji URE

0

Grupa ORLEN umacnia pozycję w sektorze offshore wind – projekt Baltic East wygrał aukcję dla morskich farm wiatrowych przeprowadzoną przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. To istotny krok w kierunku rozwoju odnawialnych źródeł energii i budowy bezpiecznego, stabilnego systemu energetycznego w Polsce.

Projekt Baltic East przedstawił konkurencyjną ofertę z ceną 476,88 zł/MWh, której wartość jest niższa od ceny maksymalnej określonej rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska.

– Wygrana Baltic East w aukcji to przełomowy moment dla Grupy ORLEN i całego sektora offshore w Polsce. Ten sukces potwierdza naszą determinację w realizacji projektów, które zwiększają bezpieczeństwo energetyczne kraju i wspierają transformację w kierunku zeroemisyjnej gospodarki. Dzięki stabilnym warunkom finansowym możemy przejść do kolejnych etapów inwestycji, tworząc nowe możliwości dla polskiego przemysłu i maksymalizując udział polskich dostawców w budowie farmy oraz całym łańcuchu wartości – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

– Sukces, który dziś ogłaszamy nie wydarzyłby się bez pracy dziesiątek osób i firm działających pod presją czasu, ze świadomością istotności aukcji zarówno dla projektu, jak i całej branży. Odpowiednie przygotowanie oferty aukcyjnej to rezultat wielomiesięcznych prac, analiz techniczno-ekonomicznych, modelowania finansowego, dobrego rozpoznania rynku i dialogu z dostawcami. Jesteśmy dumni, że możemy realizować projekt, który ma tak strategiczne znaczenie dla transformacji energetycznej – podkreśla Janusz Bil, Prezes Zarządu ORLEN Neptun.

Wygrana w aukcji oznacza objęcie systemem wsparcia w postaci dwustronnego kontraktu różnicowego, który przez okres do 25 lat zapewni przewidywalny strumień przychodów i stabilne warunki dla inwestycji. Mechanizm ten gwarantuje pokrycie tzw. ujemnego salda, czyli różnicy między rynkową ceną energii a ceną aukcyjną.

Projektowi Baltic East przyznano finansowanie dłużne na preferencyjnych warunkach z KPO na realizację prac w części morskiej. Ostateczna decyzja inwestycyjna zostanie podjęta w latach 2029-2030. Zgodnie z harmonogramem pierwsza energia z farmy Baltic East popłynie w 2032 roku.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej jest fundamentem bezpieczeństwa energetycznego Polski i zapewnienia dostaw możliwie taniej energii. Baltic East to morski projekt koncernu, realizowany w ramach jednej z sześciu posiadanych koncesji Grupy ORLEN. Pierwszy prąd z offshore popłynie do odbiorców już w przyszłym roku z farmy Baltic Power, realizowanej przez ORLEN wspólnie z partnerem, firmą Northland Power. Równolegle rozwijany jest projekt Baltic West, obejmujący cztery koncesje w rejonie Ławicy Odrzańskiej. Wszystkie projekty są przygotowywane do udziału w polskim systemie wsparcia dla morskich farm wiatrowych. Pełna realizacja projektów nastąpi do 2040 roku.

HR na cyfrowym rozdrożu. Nowy raport HR TECH CHANGER 2025 pokazuje, kto wygrywa na technologicznej transformacji

Polski HR stoi dziś na wyraźnym zakręcie. Najnowszy raport „HR TECH CHANGER 2025”, opublikowany przez Polskie Forum HR, pokazuje, że sektor coraz mocniej dzieli się na dwa światy. Pierwszy tworzą agencje i firmy rekrutacyjne, które masowo wdrażają rozwiązania oparte na automatyzacji i sztucznej inteligencji. Drugi to małe organizacje, w których HR nadal często funkcjonuje w modelu „analogowym”, a z narzędzi HR Tech korzysta jedynie 62% firm zatrudniających do 10 pracowników. Eksperci podkreślają, że taka technologiczna przepaść może bezpośrednio wpływać na konkurencyjność przedsiębiorstw w najbliższych latach.

Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR
Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR

HR TECH CHANGER 2025 to już kolejna odsłona, opracowywanego przez Polskie Forum HR raportu, który kompleksowo opisuje kondycję i cyfrową dojrzałość polskiej branży HR. Tegoroczna edycja badania została zrealizowana we współpracy z Agencją Badawczą Openfield. – W ciągu kilku ostatnich lat technologia nie tylko zmieniła HR, ona całkowicie przeformułowała sposób, w jaki myślimy o pracy z ludźmi. Nasze badanie kolejny raz pokazuje tempo tej transformacji oraz to, jak różnie radzą sobie z nią organizacje w Polsce – mówi Anna Wicha, Prezes Zarządu Polskiego Forum HR.

Jak dodaje, tegoroczna edycja raportu wyjątkowo wyraźnie podkreśla rosnące dysproporcje rynkowe. – Dziś w agencjach rekrutacyjnych odsetek specjalistów wykorzystujących narzędzia HR Tech przekracza 98%. To, co jeszcze niedawno było ciekawostką, stało się absolutnym standardem. Tymczasem w najmniejszych organizacjach aż 38% działów HR deklaruje, że w ogóle nie używa technologii. To realna przepaść, która wpływa na efektywność procesów i konkurencyjność firm. – podkreśla Anna Wicha.

W rekrutacji rządzi AI

Podobnie jak w ubiegłych latach, także tym razem respondenci wskazali obszary związane z rekrutacją jako te, które są najintensywniej wspierane technologicznie. Na podium znalazły się selekcja kandydatów (32%), ich pozyskiwanie (25%) oraz systemy ATS i zarządzanie bazą kandydatów (19%). To potwierdza, że to właśnie rekrutacja jest obszarem, w którym HR Tech rozwija się najszybciej i gdzie AI faktycznie widać w działaniu.

Choć to rekrutacja pozostaje głównym beneficjentem narzędzi HR Tech, raport pokazuje, że im większa organizacja, tym szersze zastosowanie technologii. W firmach zatrudniających powyżej 250 osób rozwiązania cyfrowe wspierają już niemal każdy etap cyklu życia pracownika – od selekcji i oceny kompetencji, przez digitalizację dokumentacji i zarządzanie czasem pracy, aż po wellbeing i benefity.

AI w odcieniach szarości

Dla organizacji, które wykorzystują automatyzację i narzędzia oparte na AI korzyści z nich płynące są oczywiste. Jednak wraz ze wzrostem automatyzacji w procesach HR, rośnie świadomość, że nie jest to technologia pozbawiona wad, czy zagrożeń. O ile jeszcze w ubiegłym roku branża wskazywała, że największe wyzwania w stosowaniu HR Tech to 1. koszt narzędzi, 2. zachowanie prywatności i bezpieczeństwa danych oraz 3. trudności z wdrożeniem rozwiązań, to już tegoroczne badanie przesuwa punkt ciężkości w stronę (1.) kwestii zachowania prywatności i bezpieczeństwa danych oraz (2.) błędów algorytmicznych i stronniczość AI. Koszt narzędzie zajmuje obecnie ostatnie miejsce na podium. Co ciekawe, są to dokładnie te obszary, które w unijnym rozporządzeniu AI Act kwalifikują rozwiązania HR do kategorii systemów wysokiego ryzyka. To dowód, że polskie środowisko HR trafnie identyfikuje zagrożenia związane z wykorzystywaniem AI w procesach dotyczących ludzi.

Luka kompetencyjna

Wspomniany AI Act precyzyjnie określa, w jakich obszarach HR można wykorzystywać sztuczną inteligencję oraz jakie obowiązki spoczywają na organizacjach. Jednocześnie jasno podkreśla, że żadna decyzja dotycząca pracownika lub kandydata nie może być w pełni zautomatyzowana i pozostawiona wyłącznie algorytmowi. – Unijne rozporządzenie nakłada na firmy obowiązki, które wymagają między innymi rozumienia algorytmów i stałego nadzoru człowieka nad decyzjami AI. W tym kontekście ujawniona w raporcie luka kompetencyjna staje się jeszcze poważniejszym ryzykiem – wyjaśnia Przemysław Kadula, vice-prezes Polskiego Forum HR. Tym bardziej niepokoi fakt, że odsetek firm, w których pracodawca zapewnia dostęp do szkoleń rozwijających kompetencje technologiczne wynosi zaledwie 34%. Rośnie za to świadomość przedstawicieli środowiska HR, gdzie 46% kształci  się w tym obszarze na własną rękę.

Przyszłość HR Tech – inwestycje

Wyniki raportu pokazują nie tylko, gdzie dziś znajduje się polski HR, ale też dokąd zmierza. Najbliższe 12 miesięcy zapowiadają się dla większości uczestników rynku jako czas inwestycji w rozwiązania oparte na AI, przede wszystkim w obszarach selekcji (19%), oceny kompetencji (21%) i zarządzania bazą kandydatów (17%).

Jednocześnie aż jedna trzecia organizacji deklaruje, że nie planuje żadnych inwestycji. W praktyce oznacza to, że rynkowa polaryzacja będzie dalej narastać. Jedne firmy wejdą w erę inteligentnej automatyzacji, inne pozostając przy manualnych procesach będą stopniowo tracić przewagę konkurencyjną. – Coraz wyraźniej widać, że inwestycje w HR Tech nie są już kwestią wyboru, lecz warunkiem utrzymania efektywności i zdolności konkurencyjnej – komentuje Agnieszka Zielińska, Dyrektorka Polskiego Forum HR. – Firmy, które decydują się na wdrażanie rozwiązań opartych na AI, szybciej optymalizują procesy i podejmują trafniejsze decyzje biznesowe. Z kolei podmioty odkładające inwestycje na później ryzykują pozostanie w tyle, szczególnie w obliczu dynamicznych zmian regulacyjnych i rosnących oczekiwań pracowników oraz kandydatów. – dodaje.

Raport „HR TECH CHANGER 2025”, zawierający pełne wyniki badania zrealizowanego przez Openfield na zlecenie Polskiego Forum HR, komentarze ekspertów i analizy trendów, dostępny jest bezpłatnie na stronie Polskiego Forum HR.

Niepewna przyszłość kształcenia dualnego. Rzecznik MŚP interweniuje

Według sygnałów od przedstawicieli rzemieślników realizujących dualny model kształcenia Ochotnicze Hufce Pracy wstrzymują bądź też istotnie ograniczają zawieranie nowych umów o refundację wynagrodzeń wypłacanych młodocianym pracownikom. Jak wskazuje w swoim wystąpieniu do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk Rzecznik MŚP, może to mieć związek z wyczerpaniem środków przeznaczonych w obecnym roku na te zadania. Co więcej, ustawa budżetowa na rok 2026 przewiduje istotne zmniejszenie kwoty na refundację wynagrodzeń.

W związku tym – jak pisze Minister Agnieszka Majewska – w środowisku przedsiębiorców pojawiają się uzasadnione obawy o przyszłość dualnego kształcenia zawodowego. Mechanizm refundacji wynagrodzeń pracowników młodocianych z Funduszu Pracy jest nie tylko korzystny dla nich samych i dla zatrudniających ich pracodawców, ale pobudza rozwój całej gospodarki. Dlatego Rzecznik zwraca się do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wnikliwą refleksję nad powstałą sytuacją i udzielenie wyjaśnień w zakresie planowanych działań co do zaspokojenia faktycznych potrzeb zainteresowanych dualnym modelem kształcenia osób młodocianych.

Rynek nieruchomości: po mocnym październiku sezonowe hamowanie budów, pozwolenia stabilne

Najnowsze dane GUS pokazują wyraźny spadek liczby rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych, po wyjątkowo mocnym październiku. To przede wszystkim efekt sezonowych uwarunkowań, a nie sygnał trwałego osłabienia koniunktury.

Stabilny poziom pozwoleń na budowę oraz wysoka liczba mieszkań oddawanych do użytkowania potwierdzają, że rynek pozostaje w fazie równoważenia podaży i popytu.

Rozpoczęte budowy

Po bardzo dobrych wynikach dla sektora deweloperskiego w październiku, listopad przyniósł znaczne spowolnienie w zakresie nowych budów. Aby nie być gołosłownym, wynik 7966 mieszkań, których budowę rozpoczęto w listopadzie, był najsłabszym rezultatem dla pojedynczego miesiąca od przeszło 2,5 roku, czyli od kwietnia 2023.

Spadek względem października (m/m) wyniósł przeszło 37 proc. – Nie uważamy jednak, aby było to zwiastunem ogólnego osłabienia koniunktury, a raczej sezonowym wahnięciem. Słabsza miesięczna dynamika widoczna była choćby w czerwcu czy w sierpniu tego roku, a w kolejnych miesiącach wynik odbijał do pułapu ponad 11 tys. rozpoczynanych lokali – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Do listopada deweloperzy rozpoczęli łącznie budowę 120,8 tys. lokali. – Ponieważ historycznie, z powody aury czy okresu świątecznego, grudzień jest jednym z miesięcy, w których obserwuje się najmniej startów nowych inwestycji, zakładamy, że łączna liczba zainicjowanych budów mieszkań w 2025 r. wyniesie w sektorze deweloperskim nie więcej niż 130 tys. lokali – dodaje ekspert PZFD.

W prognozach na 2026 rok PZFD zakłada, że utrzymana zostanie podobna dynamika wprowadzeń do tej z 2025. – Na rynku będą się bowiem równoważyć pozytywne czynniki popytowe, w tym ostatni cykl obniżek stóp procentowych oraz podażowe w postaci najwyższej oferty dostępnych mieszkań w historii. Pierwsze odpowiedzi co do prawidłowości tej tezy poznamy jednak pod koniec pierwszego kwartału, gdy znane będą wyniki sektora w styczniu i lutym – podkreśla Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na budowę

Jeśli chodzi o pozwolenia na budowę deweloperzy uzyskali w listopadzie zgodę na budowę 13 818 lokali. W przeciwieństwie do danych dotyczących rozpoczynanych inwestycji, wynik ten jest zbliżony do miesięcznej średniej dla 2025 roku, a więc możemy mówić o pewnej stabilizacji.

Niemniej, w porównaniu z 2025 rokiem, liczba uzyskanych pozwoleń spadła o prawie 20 proc., co świadczy o mniejszych możliwościach inwestorów, którzy borykali się z wyprzedażą istniejącej oferty i oczekiwali na poprawę sytuacji popytowej.

O ile dane na temat rozpoczętych budów stanowią najbardziej aktualną informację o rynkowej koniunkturze, to liczba pozwoleń jest często wypadkową nastrojów panujących około 6-12 miesięcy wcześniej, gdyż zwyczajowo właśnie wtedy składany był wniosek o pozwolenia na budowę. – To właśnie dlatego w 2024 obserwowaliśmy bardzo dobry wynik w zakresie pozwoleń. Był on bowiem częściowo napędzany programem BK2 proc. oraz wiarą w utrzymanie podobnego mechanizmu wsparcia rynkowego. Tegoroczny, niemal 20 proc. spadek jest natomiast rezultatem upadku tych oczekiwań i osłabienia rynkowej koniunktury w 2024 roku, co skutkowało spadkiem popytu i w świetle wysokiej podaży mieszkań zahamowało starania inwestorów o nowe pozwolenia – podsumowuje Patryk Kozierkiewicz.

Lokale oddane do użytkowania

Deweloperzy w listopadzie oddali do użytkowania ponad 13,6 tys. nowych mieszkań. Łączny wynik do listopada wynosi natomiast 117,7 tys. mieszkań.

Porównując rok do roku jest to rezultat o 6,9 proc. lepszy niż w pierwszych jedenastu miesiącach 2024. Jednakże, gdy zestawimy ze sobą wyniki wyłącznie za listopad, w tym roku oddano aż o ponad 30 proc. mieszkań więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. Wynika to z faktu, że średni czas trwania budowy budynku wielorodzinnego to około 22 miesiące. – Budowa oddawanych dziś mieszkań rozpoczynała się w okresie boomu inwestycyjnego z przełomu końca 2023 roku i początku 2024 roku, gdy inwestorzy zwiększali podaż w odpowiedzi na zapotrzebowanie wywołane programem BK2 proc. Stąd zauważalna poprawa danych, która skądinąd – z tych samych powodów o których mowa wcześniej – będzie utrzymywać się przez cały 202c rok – uważa ekspert PZFD.

Złoty rok na rynkach. Co dalej z cenami kruszcu?

Złoto było inwestycyjnym hitem mijającego roku. Od początku stycznia jego cena wyrażona w dolarach wzrosła o 65,3 proc. W złotych, ze względu na umocnienie się polskiej waluty, wzrost wyniósł 43,4 proc. Z surowców lepszy wynik na globalnych rynkach miały jedynie srebro i platyna. Rosnąca wycena kruszcu idzie w parze z jego rekordową popularnością – obecnie posiada go w portfelu aż 61% polskich inwestorów indywidualnych. Perspektywy dla złota na przyszły rok także wyglądają pozytywnie. Większość czynników, które wspierały wzrost cen złota w mijających miesiącach, nie zniknie. Wielu inwestorów liczy wręcz na to, że w 2026 roku cena przekroczy granicę 5000 dolarów za uncję.

To najlepszy rok dla złota od 1979 roku, a skala wzrostów wyraźnie wyróżnia kruszec na tle innych klas aktywów. Rekordową cenę 4381,5 dolara za uncję złoto osiągnęło 20 października. Później nastąpiła korekta, ale obecnie notowania znów zbliżają się do historycznego maksimum. Za odbiciem stoją oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych oraz narastające napięcia geopolityczne. Choć część inwestorów wiąże nadzieje z możliwym rozejmem w wojnie w Ukrainie, w tle wyraźnie zaognia się sytuacja w Wenezueli. Rosnąca presja ze strony USA, w tym blokada tankowców objętych sankcjami oraz zwiększona obecność militarna w regionie, wzmacnia popyt na bezpieczne aktywa, do których złoto tradycyjnie należy.

Dodatkowym wsparciem dla ceny pozostaje polityka pieniężna i inflacja. W 2025 roku Fed trzykrotnie obniżał stopy procentowe, choć tempo dalszego luzowania wciąż jest niewiadomą. Inflacja w USA utrzymuje się na podwyższonym poziomie i może znów zaskoczyć w górę, co przekłada się na niższe realne stopy procentowe i sprzyja złotu. Dla porównania w Polsce inflacja wyraźnie hamuje, a Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w tym roku stopy procentowe o łącznie 175 punktów bazowych. W takim otoczeniu złoto nie tylko pełni funkcję zabezpieczenia przed inflacją, ale zyskuje na znaczeniu jako kluczowy stabilizator portfeli inwestycyjnych.

Silnym fundamentem tegorocznego wzrostu cen pozostają intensywne zakupy banków centralnych. Już trzeci rok z rzędu utrzymują one rekordowe tempo akumulacji rezerw w kruszcu. W obliczu napięć geopolitycznych i niepewności co do przyszłości dolara jako waluty rezerwowej, wiele krajów zwiększa udział złota w swoich bilansach. Jednym z najbardziej aktywnych nabywców jest Narodowy Bank Polski, który w 2025 roku dodał do swoich rezerw niemal 100 ton kruszcu. Tym samym NBP zbliża się do celu wyznaczonego przez prezesa Adama Glapińskiego, czyli 30-procentowego udziału złota w całkowitych rezerwach walutowych. Obecnie wskaźnik ten wynosi już 27,5 proc.

Rosnące ceny i niepewność gospodarcza wpływają na popularność złota wśród polskich inwestorów. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego obecnie złoto posiada w portfelach 61 proc. z nich. Zdecydowana większość z nich nabyła kruszec w ciągu ostatnich dwóch lat. Dotyczy to 39 proc. ogółu inwestorów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy złoto kupiło 21 proc. inwestorów. Złoto częściej posiadają mężczyźni. 66 proc. z nich ma je w portfelu, w porównaniu do 56 proc. wśród kobiet.

Wbrew obiegowej opinii to nie najstarsi inwestorzy są największymi entuzjastami złota. Najwięcej zwolenników kruszcu znajdziemy wśród Millenialsów. Aż 69 proc. osób w wieku 28–43 lat deklaruje jego posiadanie. Niewiele mniej, bo 65 proc., to przedstawiciele pokolenia X, czyli osoby w wieku 44–59 lat. Złoto jest najmniej popularne właśnie wśród osób powyżej 60. roku życia. Tylko 42 proc. deklaruje jego posiadanie. Także 53 proc. inwestorów z pokolenia Z, czyli w wieku 18–27 lat, inwestuje w złoto. Wyniki te pokazują, że złoto przestaje być postrzegane jako aktywo wyłącznie dla najbardziej konserwatywnych inwestorów. Jego rosnąca popularność wśród młodszych pokoleń odzwierciedla zmieniające się preferencje inwestycyjne.

Pod koniec 2025 roku złoto może ponownie przetestować historyczne szczyty. Nie jest też wykluczone, że zobaczymy nowe rekordy cenowe. Wraz ze zbliżającym się końcem roku inwestorzy coraz mocniej pozycjonują się pod możliwe dalsze wzrosty. To wzmacnia krótkoterminowy sentyment wokół metali szlachetnych.

Jeśli chodzi o 2026 rok, prognozy pozostają umiarkowanie optymistyczne. Część analityków przewiduje, że cena złota może sięgnąć nawet 5000 dolarów za uncję. Takie scenariusze zakładają kontynuację spadków stóp procentowych w USA, utrzymującą się presję inflacyjną oraz dalsze zakupy złota przez banki centralne. Na rynku dominuje przekonanie, że strukturalne otoczenie makroekonomiczne nadal sprzyja wzrostowi. Warto jednak mieć na uwadze możliwe czynniki ryzyka, takie jak spowolnienie gospodarcze, chwilowa stabilizacja geopolityczna czy realizacja zysków po dynamicznych wzrostach.

Cyberbezpieczeństwo 2026: ransomware, deepfake’i i wojna agentów AI

Rok 2025 był dla Polski wyjątkowo trudny pod względem cyberbezpieczeństwa. Znaleźliśmy się w absolutnej czołówce światowej, jeśli chodzi o liczbę wykrytych ataków ransomware. Raport firmy Eset pokazuje niepokojące dane, bo aż 6 procent wszystkich ataków ransomware wykrytych na świecie dotyczyło naszego kraju. To nie jest statystyka, którą można zbagatelizować. To wyraźny sygnał, że Polska stała się jednym z głównych celów międzynarodowych grup cyberprzestępczych. I właśnie ten kontekst jest kluczowy, gdy zastanawiam się, co przyniesie nam rok 2026.

Patrząc na nadchodzące dwanaście miesięcy, nie widzę powodów do optymizmu, jeśli chodzi o skalę zagrożenia ransomware. Wręcz przeciwnie – jestem przekonana, że ten trend się utrzyma, a być może nawet nasili. Dlaczego? Powodów jest kilka, ale najważniejszy to prosty rachunek ekonomiczny przestępców. Ransomware to dla nich niezwykle opłacalny model biznesowy. Koszty ataku są relatywnie niskie, a potencjalne zyski ogromne. Dodatkowo Polska jest rynkiem dynamicznie rozwijającym się, coraz zamożniejszym, z rosnącą liczbą średnich i dużych przedsiębiorstw, które są w stanie zapłacić okup. To naturalnie przyciąga grupy cyberprzestępcze, które dokładnie obserwują, gdzie pieniądze są, a gdzie niestety wciąż oszczędza się na zabezpieczeniach.

Sztuczna inteligencja zmienia zasady gry

Mówiąc o perspektywach na rok 2026, nie można pominąć sztucznej inteligencji. Spodziewam się, że nastąpi dalszy, dynamiczny wzrost wykorzystania AI zarówno po stronie atakujących, jak i broniących się. To wyścig zbrojeń nowej ery, gdzie przewaga technologiczna może zadecydować o wszystkim.

Po stronie cyberprzestępców widzę dwa najistotniejsze trendy związane z AI. Po pierwsze, generowanie phishingu najwyższej jakości. Nie mówimy tu już o niezdarnych wiadomościach z błędami ortograficznymi i dziwną składnią. AI potrafi teraz tworzyć perfekcyjne emaile, dostosowane do kontekstu, kultury organizacyjnej, a nawet stylu komunikacji konkretnych osób. Spearphishing – czyli phisihng, który jest wymierzony precyzyjnie w konkretne osoby – osiągnie nowy poziom zaawansowania. Prezesi, dyrektorzy finansowi, księgowe dużych firm staną się celami ataków tak spersonalizowanych, że odróżnienie ich od prawdziwej korespondencji będzie graniczyło z cudem.

Po drugie, a może nawet przede wszystkim, widzę gwałtowny wzrost znaczenia voice phishingu oraz pełnego video cloningu z obrazem i dźwiękiem. Technologia deepfake’ów przestaje być ciekawostką z konferencji technologicznych, a staje się codziennym narzędziem w rękach przestępców. Wyobraźmy sobie sytuację: księgowa otrzymuje telefon od prezesa firmy, którego głos brzmi identycznie jak w rzeczywistości, albo wideopolączenie, na którym widzi jego twarz i mimikę. Prosi o pilny przelew w związku z nową inwestycją. Jak się bronić przed czymś takim? Te ataki będą trudne do wykrycia nawet dla doświadczonych specjalistów, którzy teoretycznie wiedzą, że coś takiego jest możliwe.

Autonomiczni agenci AI pracujący dla przestępców

Jest jednak coś jeszcze bardziej niepokojącego. W roku 2025 pojawiły się pierwsze platformy pozwalające agentom AI samodzielnie wybierać ofiary, oceniać ich potencjał finansowy, wyszukiwać proste podatności w infrastrukturze, pisać exploity lub korzystać z gotowych bibliotek, a następnie autonomicznie prowadzić pełny atak. To nie jest science fiction – to rzeczywistość, która już się dzieje. I ten trend będzie niewątpliwie rósł w roku 2026.

Oznacza to demokratyzację cyberprzestępczości na niespotykaną dotąd skalę. Do przeprowadzenia skutecznego ataku nie będzie już potrzebna głęboka wiedza techniczna ani doświadczenie. Wystarczy dostęp do odpowiedniej platformy AI, która zrobi wszystko za ciebie. Bariera wejścia obniża się drastycznie, nie tylko pod względem finansowym, ale również wiedzy dotyczącej informatyki czy cyberbezpeiczenstwa, co oznacza, że liczba potencjalnych atakujących może wzrosnąć wielokrotnie i znani z przeszłości „script kiddies” będę expertami na tle innych amatorów.

AI jako tarcza, nie tylko miecz

Na szczęście sztuczna inteligencja to broń obosieczna. Producenci rozwiązań bezpieczeństwa doskonale zdają sobie sprawę z potencjału AI i będą masywnie inwestować w wykorzystanie tej technologii po stronie obrony. Kluczowym trendem będzie konsolidacja narzędzi – łączenie jak największej liczby źródeł danych z różnych systemów, sensorów, logów i analizowanie ich przez zaawansowane modele AI w czasie rzeczywistym.

To może dać obrońcom realną przewagę. AI potrafi wykrywać anomalie i wzorce, które dla człowieka byłyby niewidoczne w morzu danych. Nowoczesne systemy, będą mogły korelować zdarzenia z różnych systemów, przewidywać ataki zanim staną się one oczywiste, automatycznie reagować na incydenty. Organizacje, które zainwestują w takie rozwiązania i nauczą się je efektywnie wykorzystywać, będą miały szansę utrzymać krok z rosnącym zagrożeniem.

Nowe ryzyka związane z LLM-ami

Jest jednak jeszcze jeden obszar, o którym musimy mówić, gdy rozmawiamy o AI i cyberbezpieczeństwie w roku 2026. Chodzi o rosnące ryzyka związane z wykorzystaniem dużych modeli językowych, czyli LLM-ów. Użytkownicy – zarówno zwykli ludzie, jak i specjaliści – odkrywają coraz więcej technik oszukiwania tych modeli. Jailbreaki, czyli metody omijania wbudowanych zabezpieczeń, stają się coraz bardziej wyrafinowane. Coraz częściej pojawia się prompt injection umieszczane na stronach internetowych czy techniki wstawiania ukrytych poleceń białą czcionką, które są niewidoczne dla człowieka, ale model je odczytuje i wykonuje.

Co ważne, nawet komercyjne i korporacyjne modele językowe można próbować manipulować. Nie mówimy tu tylko o eksperymentach hakerów pojawiających się w darknecie. To realne zagrożenie dla firm, które integrują LLM-y ze swoimi systemami, bazami danych, procesami biznesowymi. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy ktoś poprzez sprytnie skonstruowane zapytanie zmusza model do ujawnienia wrażliwych danych lub wykonania nieautoryzowanych operacji.

Widzę w tym zarówno potencjał dla firm tworzących rozwiązania zabezpieczające przed takim nadużyciem – to będzie rosnący rynek z dużym popytem – jak i nowe, poważne źródło ryzyka, które staje się coraz ważniejsze dla działów cyberbezpieczeństwa. Organizacje będą musiały opracować nowe polityki, procedury i narzędzia techniczne, aby bezpiecznie korzystać z potencjału LLM-ów, nie narażając się jednocześnie na nowe typy ataków.

Odważna prognoza na koniec

A na koniec pozwolę sobie na jedną bardzo odważną prognozę. Uważam, że w roku 2026 zobaczymy pierwszy poważny, nagłośniony medialnie incydent, w którym systemy AI dwóch stron konfliktu – atakującej i broniącej się – będą ze sobą walczyć w czasie rzeczywistym, bez bezpośredniej interwencji człowieka. AI atakującego będzie próbowało adaptować swoje metody w odpowiedzi na działania AI obrońcy, a ten z kolei będzie dynamicznie modyfikował strategie obronne. Będzie to coś w rodzaju szachowej partii, tylko rozgrywanej z prędkością maszyn, gdzie stawką będą prawdziwe pieniądze i dane.

To może zabrzmieć futurystycznie, ale wszystkie elementy technologiczne są już na miejscu. Kwestia czasu, kiedy ktoś je połączy w praktyce. I wtedy będziemy musieli na nowo przemyśleć, czym w ogóle jest cyberbezpieczeństwo w erze autonomicznej sztucznej inteligencji.

Regulacje pracy i biznesu – na co się przygotować w 2026 roku?

W nadchodzącym roku polski rynek pracy i środowisko biznesowe czekają istotne zmiany regulacyjne, które będą miały dalekosiężne skutki zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób zatrudnionych. Do najważniejszych z nich należy wejście w życie ustawy wdrażającej postanowienia dyrektywy o transparentności płac. Projekt ustawy, która ma zmniejszyć luki wynagrodzeniowe i promować równe traktowanie, został właśnie ogłoszony.  Inna ważna zmiana to zmodyfikowane zasady naliczania stażu pracy, co wpłynie na uprawnienia pracowników. Z kolei rozszerzone kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy wzmocnią nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy. Kontynuowana będzie także cyfryzacja dokumentacji w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. – Część z nadchodzących zmian, jak transparentność płac czy eliminowanie z rynku pracy zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych bądź umów B2B, będzie miała głębszy wpływ na struktury firmowe oraz ogólne polityki dotyczące wynagrodzeń i zatrudniania nowych pracowników. Inne z kolei będą miały bardziej doraźne, ale skumulowane konsekwencje, co nadal oznacza konieczność przygotowania się na zmiany, okres bardziej natężonej pracy, szkolenia z nowych technologii i digitalizacji dokumentów kadrowo – płacowych – twierdzi Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska.

Jawność wynagrodzeń

Nie ma wątpliwości – transparentne płace zdominują debatę dotyczącą pracy w pierwszej połowie 2026 roku. Już od 24 grudnia wchodzą nowe przepisy dotyczące informowania o wynagrodzeniu kandydatów do pracy. W przygotowaniu są kolejne, które będą wdrażać zasady dyrektywy, dotyczące struktury wynagrodzeń w firmach oraz raportowania o różnicach płacowych. Organizacje będą musiały się przyjrzeć swojej strukturze stanowisk i przypisanych do nich zarobków. To wywoła dyskusje na temat – uzasadnionych lub nie – różnic w wynagrodzeniach na poziomie konkretnych stanowisk i działów. Zbyt duża luka płacowa, przekraczająca 5%, będzie wymagała szczególnej uwagi i podejmowania działań mających na celu minimalizację rozbieżności.

Naliczanie stażu pracy po nowemu

Wiele osób pracowało w przeszłości na umowach zlecenia lub działalności gospodarczej, a teraz mają etat, podczas gdy ich organizacja ma wewnętrzne zasady dotyczące dodatków stażowych i nagród. Wliczenie do stażu lat przepracowanych na innych rodzajach umowy może być dla nich opłacalne. Tylko jak się do tego zabrać? Nowe naliczanie stażu odbywa się na wniosek pracownika, a ten musi być udokumentowany. Dla działów kadr i płac oznacza to konkretną dodatkową pracę związaną z rozpatrywaniem wniosków praktycznie przez cały rok, bo ustawa nie wyznacza limitów czasowych. Od stycznia lub maja 2026 r. (w zależności od tego czy pracodawca należy do jednostek sektora finansów publicznych) kadry muszą ustalić zasady rozpatrywania wniosków i komunikacji z pracownikami w tym zakresie, by cały proces był możliwie efektywny i sprawny.

B2B czy UOP?

W kraju, gdzie ok. 2,5 mln osób pracuje w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej i ok. 1,5 mln na umowie zalecenia, widmo kontroli Państwowej Inspekcji Pracy pod kątem prawidłowości tej formy współpracy może budzić grozę. Czy czeka nas masowe przekształcanie umów? Prawdopodobnie nie, jednak w przypadku zawierania nowych umów pracodawcy będą częściej decydować się na umowy o pracę. Dla pracownika to oznacza lepszą ochronę pracy, natomiast dla pracodawcy – więcej zadań związanych z obsługą listy płac. W wielu wypadkach firmy będą więc profesjonalizować proces payrollu, stawiając na sprawdzone oprogramowanie, automatyzujące naliczanie płac i eliminujące ludzkie pomyłki.

Dalsza cyfryzacja dokumentów firmowych

Już od stycznia 2026 wiele firm zapozna się z terminem e-Doręczenie. Cała korespondencja urzędowa stanie się elektroniczna (zamiast np. pism poleconych dostarczanych przez pocztę). Będzie bezpłatna i błyskawiczna, niemniej dla firm często będzie oznaczać to naukę obsługi nowego systemu i nowy sposób przechowywania takiej korespondencji. Wkrótce też wszyscy będziemy mieć częściej do czynienia z podpisami elektronicznymi. Instytucje publiczne będą np. podpisywać nowe umowy o pracę tylko w formie elektronicznej. Każdy z nas otrzyma pakiet e-podpisów do wykorzystania za pośrednictwem profilu zaufanego, prostszych w obsłudze niż kwalifikowany podpis elektroniczny. I dla pracodawców, i dla pracowników oznacza to jedno: dalsze oswajanie się z cyfryzacją, zmianę procesów związanych z obiegiem dokumentów i mniej papieru.

Autor komentarza: Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska

Popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne szybuje w górę

Jak wynika z raportu za trzeci kwartał 2025 roku „Review. Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych” od BNP Paribas Real Estate Poland, sektor wskazuje wzrost aktywności najemców – kwartalny wolumen transakcji wzrósł o ponad 42% rok do roku. Przez ostatnie 12 miesięcy obserwujemy konsekwentnie utrzymujący się trend zwyżkowy tego wskaźnika, napędzany przede wszystkim przez renegocjacje istniejących kontraktów.

Wzrost zapotrzebowania na magazyny

W trzecim kwartale 2025 roku wolumen transakcji brutto na rynku magazynowym osiągnął 1,6 mln m kw., co oznacza wzrost o 42% rok do roku. W ujęciu rocznym (suma z 4 ostatnich kwartałów) wartość ta wyniosła 6,6 mln m kw., czyli o 13% więcej niż rok wcześniej. Największy udział w wolumenie transakcji miały trzy regiony: Warszawa II (26%), Dolny Śląsk (18%) oraz Polska Centralna (16%), potwierdzając ich kluczową pozycję w strukturze popytu.

Struktura transakcji pokazuje zauważalny udział renegocjacji. W trzecim kwartale 2025 roku przedłużenia umów to 46% zawieranych kontraktów, nowe umowy najmu stanowiły zaś 43%. Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate, Poland ostrożna postawa najemców nieprzerwanie trwa od połowy 2022 roku, co stanowi sygnał, że niepewność gospodarcza wciąż determinuje strategie najemców i zmusza ich do przemyślanych decyzji.

Liderem największych transakcji najmu w trzecim kwartale 2025 roku została firma Agata S.A., która wynajęła 128 tys. m kw. w Mapletree Piotrków III w Polsce Centralnej (renegocjacja z ekspansją). Kolejne duże umowy zawarli: ID Logistics w P3 Wrocław II (78 tys. m kw., renegocjacja), Pepco w 7R Park Gdańsk V (50 tys. m kw., nowa umowa) oraz najemca poufny w Panattoni Park Grodzisk VI (47 tys. m kw.).

Tym samym w okresie od początku lipca do końca września największy udział w popycie brutto miały firmy z sektora 3PL, które odpowiadały za 29% wszystkich transakcji najmu. Na kolejnych miejscach znalazły się firmy oferujące meble, artykuły do domu & DIY (18%) oraz firmy z sektora FMCG (14%).

Koncentracja zasobów w kluczowych regionach

W okresie lipiec-wrzesień 2025 roku zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznej powiększyły się o około 400 tys. m kw., co oznacza, że nowa podaż była mniejsza o 15% względem poprzedniego kwartału. Tym samym całkowite zasoby rynku uplasowały się na poziomie 36,45 mln m kw.

Analiza struktury geograficznej pokazuje silną koncentrację obiektów magazynowych w trzech kluczowych strefach: Warszawa I & II (7,1 mln m kw. – 20% całkowitych zasobów), Górny Śląsk (6,2 mln m kw. – 16%) oraz Dolny Śląsk (4,6 mln m kw. – 13%). Dominacja tych lokalizacji wynika z ich strategicznego położenia, rozwiniętej infrastruktury transportowej oraz wysokiej atrakcyjności dla operatorów logistycznych i inwestorów.

Największe zrealizowane w trzecim kwartale 2025 roku projekty przemysłowo-logistyczne obejmowały inwestycje o powierzchni od ponad 30 do blisko 60 tys. m kw. Największym oddanym obiektem był 7R Park Lublin we wschodniej strefie, liczący 57 tys. m kw. W Polsce Centralnej oddano projekty takie jak: Panattoni Park Zgierz II (42 tys. m kw.), Prologis Park Łódź (41 tys. m kw.) oraz Hillwood Zelgoszcz (blisko 32 tys. m kw.).

Stopniowe ożywienie aktywności deweloperów

Na koniec września 2025 roku w budowie znajdowało się 1,56 mln m kw. powierzchni. To niewielkie odbicie względem poprzedniego kwartału (wzrost o 6,1%), które jednak nadal wpisuje się w utrzymujący się trend spadkowy.

– Udział projektów realizowanych w formule spekulacyjnej utrzymuje się na poziomie 45%, co wskazuje na umiarkowany optymizm deweloperów w kontekście przyszłego popytu. Największą aktywność deweloperską odnotowano w strefie Warszawa II, która odpowiada za około jedną trzecią całkowitego wolumenu powierzchni w budowie na koniec września – podkreśla Ludwika Korzeniowska, Dyrektorka Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wśród największych projektów przemysłowo-logistycznych aktualnie w budowie dominują inwestycje realizowane przez deweloperów: 7R, Panattoni i Prologis. Największym powstającym obiektem jest 7R Park Gdańsk III w Trójmieście o powierzchni 80 tys. m kw. Niewiele mniejszy jest Panattoni Wrocław Campus 2 na Dolnym Śląsku (78 tys. m kw.), a tuż za nim plasuje się Panattoni Park Rzeszów West z 73 tys. m kw. W centralnej części kraju realizowane są projekty Prologis – m.in. Park Nadarzyn II (72 tys. m kw.) oraz Park Ujazd w Opolu (63 tys. m kw.).

Jak wygląda poziom pustostanów i czynszów?

Pod względem dostępności powierzchni w trzecim kwartale 2025 roku na rynku oferowano 2,98 mln m kw. magazynów do wynajęcia, co oznacza wzrost o 9,1% rok do roku. Przełożyło się to na wskaźnik pustostanów na poziomie 8,2%, stabilny w porównaniu z poprzednim kwartałem i jednocześnie o 0,1 pkt proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Najwyższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano kolejno w strefie Zachód (16,8%), Trójmiasto (10,3%) oraz Dolny Śląsk (9,9%).

Czynsze w sektorze przemysłowo-logistycznym utrzymują się na stabilnym poziomie.

W trzecim kwartale 2025 roku poziom czynszów wywoławczych pozostał niezmienny, a rynek nie wykazał istotnych wahań. Zwiększone możliwości negocjacyjne, obejmujące korzystniejsze zachęty pozaczynszowe, obserwowane są przede wszystkim na rynkach charakteryzujących się wyższym poziomem pustostanów – wskazuje Alicja Przychodzeń, Dyrektorka, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku stawki plasowały się na średnim poziomie 4,8 EUR/m kw./miesiąc w zakresie logistyki i dystrybucji.

Axpo kupuje elektrociepłownię gazową Nowa Sarzyna od Polenergii

Axpo zawarło umowę z Polenergia S.A. na zakup Elektrociepłowni Nowa Sarzyna S.A. wraz z towarzysząca infrastrukturą. Jednostka o mocy 116 MW zlokalizowana jest w Nowej Sarzynie, w południowowschodniej Polsce. Transakcja poszerza i dywersyfikuje portfolio Axpo w Polsce i jest częścią dalszych inwestycji firmy w strategiczne aktywa energetyczne w całej Europie, by w znaczący sposób przyczynić się do zapewnienia bezpiecznego systemu dostaw energii.

Transakcja podlega standardowej kontroli antymonopolowej, a jej finalizacja spodziewana jest na początku 2026 r. Na mocy umowy sprzedaży Axpo przejmie w pełni funkcjonującą elektrociepłownię gazową w technologii CCGT (ang. combined‑cycle gas turbine), która w nadchodzących miesiącach zostanie w pełni zintegrowana ze spółką zależną Axpo Polska. Wszyscy obecni pracownicy elektrowni pozostaną na swoich stanowiskach, co zapewni ciągłość działania i wykorzystanie lokalnych kompetencji, a im samym stworzy solidną platformę rozwoju i ścieżkę kariery w ramach Grupy Axpo.

Będąc jedną z wiodących niezależnych spółek obrotu energią w Polsce, dzięki tej akwizycji dodatkowo wzmacniamy naszą zdolność do dostarczania zintegrowanych i niezawodnych rozwiązań energetycznych na szybko zmieniającym się rynku. Elektrociepłownia w Nowej Sarzynie wprowadza do polskiego portfolio Axpo strategiczne, elastyczne źródło wytwórcze, które wspiera integrację OZE i zwiększa bezpieczeństwo dostaw. Po przejęciu przez Axpo nadal będzie ono zapewniać efektywną i responsywną moc, przyczyniając się do budowy zrównoważonego, nowoczesnego systemu energetycznego. Krok ten odzwierciedla nasze długoterminowe zaangażowanie w Polsce oraz koncentrację na rozwiązaniach wspierających transformację energetyczną kraju – powiedział Mateusz Marczewski, p.o. dyrektora zarządzającego Axpo Polska.

Elektrociepłownia gazowa Nowa Sarzyna była częścią portfela Polenergii przez ponad dekadę, sięgając czasów naszej działalności w obszarze energetyki konwencjonalnej. Jej sprzedaż to istotny kamień milowy, który sygnalizuje konsekwentną realizację naszej strategii, skoncentrowanej na dużych, strategicznych projektach odnawialnych źródeł energii w ramach zielonej transformacji. To dowód efektywnego i odpowiedzialnego zarządzania kapitałem, pozwalającego na realokację zasobów w rozwój OZE, budujących długoterminową wartość dla akcjonariuszy i wzmacniających przyszły miks energetyczny Polski. Dzisiejsza decyzja jest kluczowym krokiem w konsekwentnie realizowanym procesie przeglądu opcji strategicznych, pozwalającym Polenergii skoncentrować się na działalności podstawowej oraz dalszym wzmacnianiu pozycji finansowej w obliczu ambitnych planów dotyczących lądowej oraz morskiej energetyki wiatrowej – powiedział Adam Purwin, prezes zarządu Polenergii.

Strategia Polski dotycząca udziału gazu w krajowym miksie energetycznym koncentruje się na dywersyfikacji dostaw oraz wykorzystaniu gazu jako paliwa przejściowego przy jednoczesnym zwiększaniu udziału odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej. W tym kontekście sprawne jednostki CCGT zapewniają elastyczną produkcję energii elektrycznej i wspierają odchodzenie od węgla na rzecz OZE. CCGT odgrywają również kluczową rolę w bezpieczeństwie dostaw energii elektrycznej w Europie, zapewniając moc rezerwową w okresach wysokiego zapotrzebowania i jednoczesnej niskiej produkcji energii z wiatru i słońca.

Handel gazem ziemnym i LNG stanowi istotną część międzynarodowej działalności Axpo. Na znaczeniu zyskują również biogaz i inne niskoemisyjne gazy, zwłaszcza w kontekście dążenia do neutralności klimatycznej.

Na polskim rynku Axpo jest obecne od niemal 25 lat. Firma stała się jednym z największych w kraju niezależnych sprzedawców energii oraz odbiorców energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł. Axpo Polska świadczy usługi dla około 35 tysięcy przedsiębiorstw, zarządza portfelem OZE o wielkości około 18 TWh, realizuje wielkoskalowe projekty fotowoltaiczne oraz rozwija magazyny energii i biogazownie.

Rynek mieszkaniowy w fazie stabilizacji. Co przyniesie 2026 rok?

Rok 2025 na rynku mieszkaniowym w Polsce przebiegał pod znakiem dążenia do stabilizacji i równowagi po ostatnich burzliwych latach. Deweloperzy systematycznie wprowadzali nowe mieszkania, co pozwoliło na odbudowę oferty. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której nabywcy mają spory wybór mieszkań przy stabilnych cenach, bez istotnych skoków. Optymistyczny scenariusz na 2026 rok wskazuje na utrzymanie się tej tendencji. Z drugiej strony na rynku pojawią się czynniki, które będą generować wyzwania i wpływać na wzrost kosztów mieszkań.

W mijającym roku mieliśmy do czynienia ze stabilizacją cen i systematycznym powrotem popytu. Wpływ na to miało kilka czynników. Po pierwsze, w połowie roku okazało się, że zapowiadany program rządowy wspierający zakupy mieszkań nie zostanie wprowadzony. W efekcie osoby, które czekały na jego wdrożenie i miały środki finansowe, wróciły na rynek. W międzyczasie deweloperzy wprowadzali nowe projekty, co pozwoliło na odbudowę oferty. Po drugie, rozpoczął się cykl obniżek stóp procentowych, co jest pozytywne zarówno dla klientów, jak i deweloperów. Po trzecie, ustawa o jawności cen zwiększyła transparentność rynku i poprawiła pozycję kupujących.

Jednak nabywcy, którzy liczyli na duże, powszechne obniżki cen, muszą zmierzyć się z rzeczywistością – są one coraz mniej prawdopodobne. Warto jednak przyjrzeć się szerokiej ofercie, szczególnie pod koniec roku, gdy deweloperzy zamykają bilanse i oferują liczne promocje. Jest szansa na „upolowanie” dobrej okazji.

Zróżnicowany popyt

Na rynek wracają nabywcy ze średniego segmentu cenowego, co zadziała stabilizująco na popyt. Są to w dużej mierze klienci kupujący mieszkania na kredyt. Wskazują na to dane NBP, zgodnie z którymi spadek środków własnych wykorzystywanych przy zakupie mieszkania widać było już od połowy 2024 r. Zwiększa się także liczba wniosków kredytowych notowanych w BIK.

Pod względem sprzedaży, Warszawa ma się najlepiej spośród wszystkich rynków. Tu popyt już się obudził i rynek jest najbardziej zbliżony do równowagi. Oferta stopniowo rośnie, ceny, pomimo wahań wskaźników związanych z ustawą o jawności cen, wydają się stabilizować, a popyt wzrósł w ostatnich miesiącach roku. Nie ma jednak potencjału do skokowych zmian, bodźców, które zmusiłyby nabywców do szybkiej ucieczki w aktywa lub skorzystania z wyjątkowej okazji. Blisko stanu równowagi znajduje się także Gdańsk. W innych dużych miastach jesteśmy nadal bliżej przewagi podaży nad popytem, choć jedynie w Łodzi i Katowicach nadpodaż jest znacząca.

Wyzwania dla deweloperów

W nadchodzących miesiącach deweloperzy na rynku mieszkaniowym będą musieli zmierzyć się z wyzwaniami, które mogą wpłynąć zarówno na podaż, jak i ceny nieruchomości. Jednym z nich jest reforma planistyczna wdrażana przez gminy, obejmująca plany ogólne. Gminy mają czas na uchwalenie planów ogólnych do 30 czerwca 2026, przy czym dla większości z nich jest to nieosiągalne. Jest wysoce prawdopodobne, że termin zostanie wydłużony o kolejne dwa miesiące. Jeśli planów ogólnych nie będzie na czas i jeśli nie pojawią się dodatkowe rozwiązania prawne, może to znacząco utrudnić uzyskiwanie pozwoleń na budowę. Ten element niepewności dotyczy całej nowej podaży. Mimo to spodziewamy się  jedynie ewentualnego zwolnienia tempa pojawiania się nowych inwestycji, a nie ich zupełnego zatrzymania.

Kolejnym czynnikiem jest ustawa schronowa, która może podnieść ceny nieruchomości o nawet kilkaset złotych za metr kwadratowy. Oprócz tego na rynek będą wpływać rosnące koszty budowy, w tym materiałów budowlanych, energii czy pracy, a także nowe warunki techniczne, dotyczące m.in. bezpieczeństwa, komfortu akustycznego czy wyposażenia budynków.

Umiarkowany optymizm

Na 2026 rok należy patrzeć z umiarkowanym optymizmem. Popyt prawdopodobnie utrzyma się na obecnym poziomie lub lekko wzrośnie, szczególnie w stolicy. Podaż może być wyzwaniem z uwagi na nowe regulacje i reformę planistyczną. Ceny raczej nie spadną, zwłaszcza w popularnych lokalizacjach. Optymistycznym scenariuszem jest stabilizacja lub lekki wzrost. Dla nabywców to dobry moment na poszukiwanie mieszkania w szerokiej ofercie, szczególnie z wykorzystaniem promocji końca roku. Dla deweloperów natomiast nadchodzą miesiące pełne wyzwań związanych z nowymi wymogami
i niepewnością regulacyjną.

Płace rosną szybciej od prognoz. Średnie wynagrodzenie przekroczyło 9 tys. zł

W listopadzie 2025 roku przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,10 proc. rok do roku, wyraźnie przewyższając rynkowe oczekiwania, które kształtowały się na poziomie 6,30 proc. Średnia płaca brutto w przedsiębiorcach zatrudniających co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego (administracja, edukacja, ochrona zdrowia, pomoc społeczna) wyraźnie przekroczyła 9 tysięcy złotych i wyniosła 9 078,16 zł.

Zarówno komunikacja Prezesa NBP Adama Glapińskiego, jak i wypowiedzi poszczególnych członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują, że utrzymująca się podwyższona dynamika płac nadal stanowi pewne źródło presji inflacyjnej, szczególnie w obszarze cen usług, pomimo osiągniecia w listopadzie celu inflacyjnego NBP 2,50 proc.

Badanie EY: 8 na 10 polskich firm zwiększy inwestycje w sztuczną inteligencję

Ponad jedna trzecia (34%) firm w Polsce zaimplementowała już pierwsze rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, w porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to wzrost o 9 p.p. – wynika z trzeciej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana głównie w obszarze IT (wzrost z 33% w 2024 r. do 51% obecnie) oraz obsłudze klienta (z 41% do 48%). Aż 77% badanych organizacji planuje zwiększyć wydatki na tę technologię w najbliższych 18 miesiącach – to o 14 p.p. więcej niż jeszcze dwa lata temu.

Z tegorocznej – trzeciej – edycji badania wynika, że polskie firmy coraz dynamiczniej przechodzą z fazy testów do wdrożeń w tych obszarach organizacji, które wykazały największy potencjał. Obecnie 34% średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce zakończyło pierwsze implementacje AI – to o 9 p.p. więcej niż w 2024 r. (25%) i 14 p.p. w porównaniu do 2023 r. (20%). Dodatkowo 43% jest w trakcie procesu wdrożeniowego, to wyniki niemal identyczny w porównaniu z poprzednimi latami. Wyraźna różnica w przypadku zakończania pierwszych wdrożeń wynika z przepływu z grona przedsiębiorstw, które dopiero analizują możliwe opcje. W tym obszarze odsetek firm spadł z 22% w 2023r., przez 18% w 2024 r. do 9% obecnie. Maleje też grupa organizacji, które nie planują implementacji AI. W roku 2025 r. stanowiły one zaledwie 1%, rok wcześniej – 5%, a przed dwoma laty – 9%. Odsetek firm, które przerywają wdrożenia, od 3 lat utrzymuje się na stałym poziomie (8–10%).

– Widzimy wyraźne przejście z fazy deklaracji i analiz do podejmowania faktycznych działań biznesowych. AI przestaje być projektem eksperymentalnym, a staje się częścią standardowych planów rozwojowych przedsiębiorstw. Firmy coraz śmielej przechodzą do realizacji, co świadczy o rosnącej dojrzałości rynku i postrzeganiu AI jako niezbędnego elementu efektywności i szybkiego wyciągania wniosków ze złożonych informacji – mówi Bartosz Pacuszka, Partner w EY Polska, AI Technology Leader.

Gdzie AI przydaje się najbardziej?

Sztuczna inteligencja trafia głównie do działów, w których przetwarzane są duże ilości danych: IT (wzrost z 33% w 2024 r. do 51% w 2025 r.), obsługi klienta (z 41% do 48%), marketingu (z 41% do 47%), sprzedaży (z 38% do 42%) oraz cyberbezpieczeństwa (z 28% do 40%). Wyraźne wzrosty widać we wszystkich badanych obszarach, co wskazuje na wejście AI do głównego nurtu działalności całych organizacji, a nie pojedynczych zespołów.

– W wynikach tegorocznego badania widzimy, że największy wzrost wykorzystania AI odnotowały obszary IT i cyberbezpieczeństwo. To pokazuje, że wśród polskich firm rośnie świadomość na temat możliwych zagrożeń. Jednocześnie obserwowane są wyraźne wzrosty implementacji w obszarach biznesowych. Wskazuje to, że przedsiębiorstwa analizują dotychczasowe rozwiązania i wprowadzają je tam, gdzie istnieje perspektywa osiągnięcia realnych wartości biznesowych – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY Polska, Lider zespołu Technology Consulting.

Najczęściej wskazywanymi motywacjami do wdrożenia AI pozostają automatyzacja procesów wewnętrznych (wzrost z 41% w 2024 r. do 59% w 2025 r.), lepsze dotarcie do klientów (wzrost z 35% do 56%) oraz wprowadzenie nowych usług lub produktów (wzrost z 15% do 48%). Co szczególnie ciekawe, aż jedna trzecia firm (33%, w 2024 r. – zaledwie 6%) chce wyprzedzić konkurencję.

Wyniki pokazują, że firmy traktują AI przede wszystkim jako dźwignię optymalizacji operacyjnej i budowania przewagi konkurencyjnej, coraz częściej wykorzystując ją także do kreowania wartości biznesowej skoncentrowanej na kliencie. Na obecnym etapie rozwoju rynku presja związana z deficytem talentów nie stanowi jeszcze kluczowego impulsu do adopcji tej technologii – taką obawę wyraża jedynie 14% ankietowanych przedsiębiorstw.

Inwestycje w AI nabierają tempa

Ponad trzy czwarte firm (77%, w tym 33% znacząco) planuje zwiększyć wydatki na narzędzia AI w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Względem 2024 roku grupa ta wzrosła o 5 p.p. (z 72%). Kolejne 17% chce utrzymać wydatki na niezmienionym poziomie (spadek z 20%). Jedynie 3% firm – podobnie jak rok wcześniej – planuje niewielkie ograniczenia. Grupa niepewnych inwestycji skurczyła się w ostatnich latach z 6% do 1%.

Rozkład odpowiedzi sugeruje, że organizacje dostrzegają realną wartość biznesową sztucznej inteligencji, co znajduje odzwierciedlenie w planach zwiększania budżetów na te rozwiązania i przygotowaniach do ich szerszej adopcji. Marginalny odsetek deklaracji o redukcji wydatków potwierdza, że AI traktowana jest jako strategiczna inwestycja rozwojowa, a nie obszar do cięcia kosztów.

– Polskie firmy coraz pewniej wchodzą w inwestycje AI. Jednak, aby wdrożenie było skuteczne, niezbędne są odpowiednie przygotowania i infrastruktura. Przez ostatnie lata przedsiębiorstwa konsekwentnie budowały kolejne elementy ekosystemu technologicznego, dzięki czemu obecnie mogą przyspieszyć procesy związane z implementacją AI. To pokazuje, że sztuczna inteligencja nie jest już testem technologicznym, a projektem planowym, przewidywalnym i odpowiednio osadzonym w budżetach – dodaje Bartosz Pacuszka.

Największe obawy

W ramach implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji rodzime organizacje obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo danych i cyberbezpieczeństwo (39%). Ponad jedna trzecia wskazuje na trudności technologiczne (34%) oraz niepewność regulacyjną i problemy organizacyjne (po 32%). Dodatkowo 26% obawia się wysokich kosztów wdrożenia, 23% – jakości rezultatów. Rzadziej pojawiają się obawy dotyczące zasadności inwestycji (15%) i wykorzystania danych (11%).

– Firmy nie kwestionują samej technologii, ale martwią się o to, co stanie się z ich danymi. Wspólnym mianownikiem obaw jest infrastruktura towarzysząca modelom AI. Koszty i brak umiejętności nie są dziś główną barierą – ważniejsze są kwestie fundamentalne: bezpieczeństwo, jasne zasady i przewidywalność działania technologii. Wyniki pokazują, że niezbędne jest zwiększenie inwestycji w cyberbezpieczeństwo, edukowanie pracowników na temat kosztów incydentów bezpieczeństwa i rozbudowa zespołów zajmujących się zapobieganiem takim zdarzeniom – dodaje Piotr Ciepiela.

O badaniu
Badanie „Rozwiązania AI w firmach” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Branża IT: jedynie 3 na 10 firm planuje rekrutacje w I kwartale 2026

Co trzecia firma IT planuje rekrutacje w pierwszym kwartale nowego roku, niemal połowa prognozuje utrzymanie obecnych zespołów, a tylko 17% rozważa redukcje. Rynek w 2026 roku będzie premiował znajomość AI, chmury i cyberbezpieczeństwa. Pracodawcy będą szukać specjalistycznych umiejętności, zatrudniać pojedynczych ekspertów, zamiast rekrutować całe zespoły. Tak wynika z danych Experis.

Prognoza netto zatrudnienia na I kwartał 2026 roku w branży technologii i usług IT wynosi +13%. To o 1 punkt procentowy więcej niż w poprzednim kwartale, ale o 10 punktów mniej niż rok temu. 32% organizacji będzie szukać nowych talentów, a tylko 17% myśli o zmniejszeniu liczby etatów. Niemal połowa przedsiębiorstw (49%) nie przewiduje zmian kadrowych.

– Początek roku rzeczywiście sprzyja rekrutacjom. Firmy dysponują nowymi budżetami i mogą planować zatrudnienie w perspektywie kolejnych miesięcy. Jednak w 2026 roku to nie sam budżet będzie głównym impulsem, lecz potrzeba pozyskania kompetencji, które są kluczowe dla realizacji strategii technologicznych, szczególnie w obszarach AI, chmury, cyberbezpieczeństwa i danych. Spadek prognozy rok do roku o 10 punktów procentowych nie oznacza wyhamowania rynku, lecz raczej stabilizację po okresie bardziej intensywnych rekrutacji. Organizacje odzyskują równowagę, selektywnie podchodzą do budowania zespołów i bardziej świadomie inwestują w talenty o najwyższej wartości dla biznesu. Jednocześnie fakt, że aż 32% organizacji planuje rekrutacje, wskazuje na reorientację rynku z masowego zwiększania zatrudnienia na pozyskiwanie bardzo konkretnych kompetencji. Firmy nie rekrutują obecnie na dużą skalę, lecz poszukują pracowników o wyspecjalizowanych umiejętnościach, które bezpośrednio wspierają rozwój technologiczny przedsiębiorstwa – komentuje Dominik Malec, ekspert rynku pracy, Head of Experis IT Resourcing.

Rozwój firm impulsem do rekrutacji

W pierwszym kwartale 2026 roku w przypadku 47% firm to rozwój organizacji będzie napędzał nowe rekrutacje. Postęp technologiczny, który wymaga nowych kompetencji został z kolei wskazany przez 33% firm. Przedsiębiorcy podkreślają również znaczenie ekspansji na kolejne rynki, obszary działania, która wiąże się z koniecznością obsadzenia dodatkowych stanowisk (27%). Taki sam odsetek firm inwestuje w różnorodność zespołów, tworząc nowe role (27%). Projekty tymczasowe skutkują powiększeniem zespołów w co piątej firmie (20%).

– Polskie firmy coraz mocniej inwestują w nowe produkty i usługi cyfrowe, rozwijają działy R&D oraz rozbudowują kompetencje związane z kluczowymi technologiami. Transformacja technologiczna w praktyce wymusza tworzenie zupełnie nowych ról, ale również głęboką specjalizację istniejących zespołów IT. Największe zapotrzebowanie widzimy obecnie w obszarach takich jak rozwój i wdrożenia AI, automatyzacja procesów, architektura i inżynieria chmury, cyberbezpieczeństwo oraz analityka danych. Rosną także kompetencje kluczowe dla tworzenia nowych produktów, w tym role takie jak programiści, inżynierowie DevOps, specjaliści MLOps, testerzy automatyzujący procesy oraz eksperci UX i Customer Experience. Sektory finansowy, e-commerce, produkcja i usługi profesjonalne szczególnie intensywnie rozbudowują zespoły w tych obszarach – wskazuje Dominik Malec.

Ekspert podkreśla, że firmy szukają nie tylko specjalistycznej wiedzy technicznej, ale także kompetencji miękkich, które pozwalają skutecznie realizować projekty w zmiennym środowisku. – Najbardziej cenione są umiejętność pracy w zespołach interdyscyplinarnych, zarządzanie projektami, komunikacja, orientacja na klienta oraz zdolność szybkiego uczenia się i adaptacji. Z punktu widzenia organizacji to właśnie połączenie ekspertyzy technologicznej i kompetencji biznesowych staje się dziś kluczowym czynnikiem przewagi konkurencyjnej. Rynek jednoznacznie przechodzi od masowego zatrudniania do poszukiwania specjalistów o najwyższym poziomie kompetencji, którzy mogą realnie wpłynąć na rozwój i innowacyjność organizacji – zauważa przedstawiciel Experis.

Dlaczego firmy technologiczne wybierają stabilność?

Co drugi pracodawca deklaruje, że obecny stan zatrudnienia jest wystarczający do realizacji celów firmy, dlatego nie planuje zmian kadrowych (50%). Niemal tyle samo organizacji (45%) wskazuje, że ich strategia koncentruje się na utrzymaniu istniejącej kadry. Co czwarta firma (23%) mówi, że większa efektywność operacyjna pozwala realizować zadania bez konieczności rozbudowy zespołu. Część przedsiębiorstw wstrzymuje się z decyzjami kadrowymi, oczekując stabilizacji sytuacji gospodarczej (18%), a w niektórych przypadkach ograniczenia finansowe uniemożliwiają zwiększenie zatrudnienia (14%).

– Dla wielu firm brak zmian w zatrudnieniu to sygnał stabilizacji operacyjnej. Równocześnie jest to świadoma strategia ostrożności w niepewnym otoczeniu ekonomicznym. Firmy wolą zachować elastyczność kosztową i w praktyce sprawdzać, kiedy naprawdę potrzebują zwiększyć zatrudnienie. Przedsiębiorstwa łączą stabilność z potrzebą rozwijania nowoczesnych kompetencji. Z jednej strony inwestują w pracowników, rozwijając ich poprzez upskilling i reskilling, a z drugiej, sięgają po ekspertów w modelu kontraktowym, aby szybko pozyskać wyspecjalizowaną wiedzę potrzebną do realizacji kluczowych projektów. Rekrutacja staje się bardzo precyzyjna, firmy poszukują talentów tylko w tych obszarach, gdzie luka kompetencyjna jest najbardziej odczuwalna i gdzie inwestycja w nowe osoby natychmiast przekłada się na wartość biznesową – wyjaśnia Dominik Malec.

Dominik Malec dodaje, że najskuteczniejsze działania rozwojowe to te, które łączą praktykę z realnym doświadczeniem. – Organizacje coraz częściej wdrażają intensywne programy upskillingowe oraz reskillingowe oparte na praktycznych zadaniach projektowych oraz certyfikacjach powiązanych z rzeczywistymi wdrożeniami. Rośnie rola mentoringu i coachingu technologicznego, poprzez regularną współpracę seniorów z młodszymi specjalistami, code-review i pair-programming stają się kluczowym elementem kultury uczenia się – zaznacza przedstawiciel Experis.

Zmiany rynkowe i ekonomiczne decydują o redukcjach

Zmniejszenie liczby pracowników w pierwszych miesiącach nowego roku rozważa 17% firm z branży technologii i usług IT, głównie w reakcji na zmieniające się warunki rynkowe oraz wyzwania ekonomiczne. Aż 71% firm wskazuje, że spadło zapotrzebowanie na niektóre stanowiska, a 57% wymienia trudności ekonomiczne jako czynnik ograniczający zatrudnienie. Dodatkowo 29% przedsiębiorstw przyznaje, że automatyzacja procesów ogranicza zapotrzebowanie na pracowników w niektórych obszarach. Taki sam odsetek firm nie uzupełnia wakatów po odejściu pracowników (29%). W mniejszym stopniu redukcje wynikają ze zmiany wymaganych umiejętności (14%).

– Firmy obserwują spadek zapotrzebowania na stanowiska związane z tradycyjnym wsparciem IT, testowaniem manualnym czy administracją systemów, co wynika z automatyzacji i migracji do chmury. Największe szanse na sukces będą miały te firmy, które potrafią łączyć selektywne zatrudnianie ekspertów z systematycznym rozwijaniem wewnętrznych kompetencji w kluczowych obszarach branży – podsumowuje Dominik Malec.

Jak wybrać najlepszy CMS dla firmy i nie żałować tej decyzji w kolejnych latach?

Wybór systemu CMS coraz rzadziej traktowany jest jako czysto techniczny etap tworzenia strony internetowej, a coraz częściej jako strategiczna decyzja biznesowa, która wpływa na tempo rozwoju, bezpieczeństwo danych oraz efektywność działań marketingowych. Właśnie dlatego coraz więcej firm sięga po zestawienia i analizy dostępne w takich miejscach jak porownajto.pl, gdzie decyzje mogą być podejmowane w oparciu o porównania, rankingi i realne potrzeby organizacji.

CMS – fundament kontroli nad rozwojem i kosztami

Odpowiednio dobrany CMS zapewnia firmie niezależność operacyjną, ponieważ umożliwia samodzielne zarządzanie treścią bez konieczności ciągłego angażowania zespołu programistów. Dzięki intuicyjnemu panelowi administracyjnemu możliwe staje się szybkie aktualizowanie treści, publikowanie nowych podstron czy prowadzenie bloga w sposób płynny i uporządkowany. Ma to ogromne znaczenie w dynamicznym środowisku biznesowym, gdzie liczy się szybka reakcja na zmiany rynkowe oraz możliwość testowania nowych pomysłów marketingowych bez długiego procesu wdrożeniowego. Analizy dostępne na porownajto.pl pozwalają lepiej zrozumieć, które systemy CMS oferują realną skalowalność i nie generują ukrytych kosztów w momencie rozwoju strony, co chroni firmę przed koniecznością kosztownej migracji w przyszłości.

Bezpieczeństwo i niezawodność – klucz do stabilnej obecności w sieci

Nowoczesna strona internetowa przetwarza dane, które mają ogromną wartość, dlatego bezpieczeństwo CMS-a nie może być traktowane jako dodatek, lecz jako jeden z głównych kryteriów wyboru. Regularne aktualizacje, szybkie reagowanie na wykryte luki oraz możliwość tworzenia kopii zapasowych to elementy, które decydują o ciągłości działania serwisu nawet w sytuacjach kryzysowych. Stabilność systemu wpływa również na wydajność strony przy większym ruchu, co przekłada się bezpośrednio na doświadczenie użytkownika. Zestawienia publikowane na porownajto.pl ułatwiają ocenę, które systemy CMS spełniają aktualne standardy bezpieczeństwa i oferują długofalową niezawodność, tak istotną dla wizerunku marki w internecie.

CMS – narzędzie SEO i wzrostu widoczności

Widoczność w wyszukiwarkach jest jednym z filarów skutecznej obecności online, a system CMS odgrywa w tym procesie kluczową rolę (dowiedz się więcej: https://porownajto.pl/rankingi/systemy-cms-do-budowy-stron-internetowych-wielki-ranking-systemow-do-budowy-stron-www). Przyjazna struktura adresów URL, łatwe zarządzanie meta tagami oraz wpływ na szybkość ładowania strony to czynniki, które mają bezpośrednie znaczenie dla pozycji w wynikach wyszukiwania. Dobrze zaprojektowany CMS wspiera optymalizację SEO już na poziomie architektury strony, co ułatwia budowanie widoczności bez konieczności zaawansowanych ingerencji technicznych. Korzystając z porównań dostępnych na porownajto.pl, można szybciej ocenić, które systemy najlepiej wspierają działania SEO i pozwalają skutecznie konkurować o uwagę użytkowników w sieci.

Integracje i marketing – naturalne rozszerzenie CMS-a

Współczesna strona internetowa nie funkcjonuje w oderwaniu od innych narzędzi biznesowych, dlatego CMS powinien umożliwiać łatwą integrację z systemami analitycznymi, marketing automation, CRM czy rozwiązaniami e-commerce. Taka spójność pozwala budować wielokanałową komunikację i efektywnie zarządzać danymi pochodzącymi z różnych źródeł. System, który wspiera integracje i elastyczne zarządzanie treścią, staje się realnym wsparciem dla sprzedaży i marketingu, a nie tylko narzędziem do publikowania informacji. Właśnie w tym kontekście porownajto.pl okazuje się pomocne, ponieważ umożliwia zestawienie CMS-ów pod kątem możliwości integracyjnych i dopasowania do długofalowej strategii firmy.

Dlaczego świadomy wybór CMS-a przekłada się na realną przewagę biznesową?

Decyzja o wyborze CMS-a ma długoterminowe konsekwencje, które wykraczają daleko poza wygląd strony internetowej. To wybór, który wpływa na tempo rozwoju, bezpieczeństwo danych, efektywność zespołu oraz skuteczność działań marketingowych. Właśnie dlatego coraz częściej sięga się po rzetelne rankingi i porównania, takie jak te dostępne na porownajto.pl, aby oprzeć decyzję na faktach, a nie intuicji. Świadomie dobrany CMS staje się stabilnym fundamentem obecności firmy w internecie, wspierając jej wzrost i pozwalając skupić się na realizacji celów biznesowych zamiast na rozwiązywaniu problemów technologicznych.

Selektywność zamiast ekspansji. Warszawski rynek biurowy w końcówce 2025 roku

Jak wynika z prognoz największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO, warszawski rynek biurowy wchodzi w końcówkę 2025 roku w fazę wyraźnej stabilizacji, w której kluczową rolę odgrywa jakość oferty, a nie jej skala. Ograniczona nowa podaż, systematyczne wycofywanie z rynku starszych budynków oraz utrzymujący się popyt sprawiają, że rynek coraz mocniej premiuje najlepsze lokalizacje i nowoczesne, dobrze zaprojektowane obiekty. 

Zgodnie z szacunkami analityków Działu Badań i Analiz Rynkowych AXI IMMO, całkowita nowa podaż biur w Warszawie w 2025 roku wyniesie około 90 tys. mkw. i będzie zbliżona do poziomu z poprzedniego roku. Jednocześnie wolumen powierzchni w budowie pozostaje ograniczony i na koniec roku nie powinien przekroczyć około 200 tys. mkw., co potwierdza ostrożne podejście deweloperów do uruchamiania nowych projektów. Aktywność inwestycyjna koncentruje się głównie w strefach centralnych, gdzie popyt pozostaje najbardziej stabilny.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Działu Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Warszawski rynek biurowy dojrzewa. Spadek podaży całkowitej nie jest oznaką osłabienia, ale naturalnym etapem równoważenia i optymalizacji rynku. Widzimy coraz więcej wyłączeń z komercjalizacji starszych, niedopasowanych do dzisiejszych standardów budynków oraz projektów przechodzących gruntowne modernizacje lub repozycjonowanie. Obserwujemy kolejny etap rozwoju rynku nieruchomości biurowych, w którym świadomość właścicieli oraz oczekiwania najemców wobec powierzchni są na bardzo wysokim poziomie, a realna jakość dostępnej oferty rośnie”.

Popyt na powierzchnie biurowe w całym 2025 roku powinien zamknąć się na poziomie około 740 tys. mkw., co oznacza wynik zbliżony do roku poprzedniego. Znaczną część transakcji nadal stanowią renegocjacje, jednak analitycy AXI IMMO obserwują również stabilne zainteresowanie relokacjami, szczególnie wśród firm poszukujących lepszego standardu biura, efektywnych układów pięter oraz lokalizacji dobrze skomunikowanych transportem publicznym.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie wynosił około 9,7%, przy wyraźnym zróżnicowaniu pomiędzy centrum a lokalizacjami poza centralnymi strefami. W kolejnych miesiącach analitycy AXI IMMO spodziewają się dalszego, stopniowego spadku dostępności, przede wszystkim w najlepszych projektach.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Coraz wyraźniej widać, że nie wystarczy już „być w dobrej dzielnicy”. Najemcy zwracają uwagę na konkretne mikro-lokalizacje, dostęp do metra, komfort dojazdu dla pracowników i jakość otoczenia budynku. To właśnie te czynniki w 2025 roku w największym stopniu decydowały o tempie komercjalizacji i wysokości czynszów”.

Czynsze ofertowe w Warszawie na koniec 2025 roku pozostają stabilne. W najlepszych projektach w centrum stawki prime powinny utrzymać się w przedziale do około 27,5 EUR/mkw./miesiąc, podczas gdy w lokalizacjach poza centrum czynsze zaczynają się od około 9,5 EUR/mkw. Presja wzrostowa widoczna jest przede wszystkim w nowoczesnych budynkach oraz obiektach po kompleksowych modernizacjach, oferujących wysoki standard techniczny i rozwiązania wspierające cele ESG.

Tomasz Michalczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Końcówka 2025 roku potwierdza, że warszawski rynek biurowy coraz mocniej opiera się na selektywności i jakości. Dla właścicieli oznacza to konieczność dalszych inwestycji w modernizacje i dopasowanie budynków do realnych potrzeb najemców, a dla firm planujących zmianę biura potrzebę wcześniejszego planowania i świadomego podejścia do wyboru lokalizacji”.

Kurs dolara odbija po słabych danych z USA. Euro i funt pod presją

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiły dolara. Na kontratak nie trzeba było jednak długo czekać. Już kilka godzin po publikacji USD w całości odrobił wcześniej poniesione straty. Wtorkowe odczyty inflacji w strefie euro i na Wyspach osłabiają unijną walutę i funta szterlinga. Korzysta na tym złoty, który na wykresach głównych walut wyznacza grudniowe minima.

Dane zza oceanu

Wczorajsze publikacje z USA osłabiły amerykańskiego dolara. Głównie chodzi o słaby rynek pracy. Bezrobocie wzrosło do 4,6%, mimo oczekiwań pozostania przy 4,4%. Dodatkowo fatalnie wypadły zaległe (za październik) wyniki zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (minus 105 tys.!) i sektorze prywatnym (spadek z 104 tys. na 52 tys.). Nieco lepiej wygląda zestaw listopadowy. Tutaj mieliśmy zwyżki o odpowiednio 64 tys. i 69 tys., które okazały się wyższe od prognoz. Dodatkowo w ujęciu rocznym odnotowano delikatny spadek sprzedaży z 4,3% na 4,2 % (dane za październik). Inwestorzy początkowo ocenili pakiet danych za niekorzystny dla amerykańskiej gospodarki. Na rynku pojawiła się wizja bardziej agresywnych cięć FED w 2026 roku, co ciążyło dolarowi. Chwilę po publikacji kurs głównej pary walutowej świata poszybował do 1,18 USD. Był to najwyższy poziom od połowy września. Dolar tracił także do złotego. Na kursie USD/PLN wyznaczyliśmy grudniowe minima przy 3,57 PLN. Osłabienie USD nie trwało jednak długo.

Wyprzedaż euro wspiera odreagowanie dolara

Po krótkiej fazie słabości, amerykańska waluta odzyskała inicjatywę, umacniając się przez resztę wtorkowego wieczoru. W konsekwencji „zielony” odrobił całe wcześniejsze straty, co oznaczało powrót notowań EUR/USD do 1,175 USD. Kontratak USD jest kontynuowany podczas środowej sesji. O poranku zeszliśmy do poziomu 1,17 USD. Unijnej walucie nie pomaga dzisiejszy odczyt inflacji HICP, który pozostał przy 2,1% r/r. Jest to rezultat niższy od prognoz (2,2% r/r). Co więcej, w ujęciu miesięcznym pojawiła się deflacja (-0,3%). Obniżona dynamika cen w stosunku do oczekiwań ciąży wspólnej walucie, gdyż jest gołębim impulsem dla decydentów. To właśnie dlatego rynek pozbywa się dziś euro. Wspólna waluta traci nie tylko do dolara, ale także do franka czy złotego. W tym miejscu warto podkreślić, że kurs EUR/PLN przełamał istotne wsparcie 4,22 PLN. O godzinie 14:00 euro notowane jest o ponad grosz niżej, co – tak jak w przypadku dolara – oznacza wyznaczenie grudniowego minimum.

Już nic nie wspiera funta

Obniżona dynamika cen uderza dziś także w brytyjską walutę. Wraz z rozpoczęciem sesji rynek poznał wyniki inflacyjne z Wysp za listopad. Okazuje się, że zarówno inflacja konsumencka (CPI), jak i bazowa (bez żywności i energii) spadły poniżej oczekiwań. CPI zniżkowało z 3,6% r/r do 3,2% r/r (prognoza 3,5% r/r). Subindeks bazowy to 3,2% r/r (prognoza pozostanie przy 3,4% r/r). Tempo wzrostu cen niższe od oczekiwanego daje decydentom zielone światło do cięcia. Decyzja już jutro. Konsensus mówi o redukcji kosztu pieniądza z 4% do 3,75%. Obniżka stóp to dobry krok w stronę ożywienia brytyjskiej gospodarki, co pomoże także w walce z rosnącym bezrobociem. Inaczej jednak patrzą na to inwestorzy, dla których cięcie osłabi walutę, ale i tak będzie niewystarczające, aby rozwiązać problemy Brytyjczyków. To dlatego funt traci dziś na forex, nawet do kulawego dziś euro. Słabość widoczna jest także na wykresie GBP/PLN, który o poranku zniżkował do 4,79 PLN, co również stanowi grudniowe minimum.

Dwa nowe fundusze dołączają do oferty BETA ETF

W dniu 15.12.2025r. Komisja Nadzoru Finansowego udzieliła zezwolenia na utworzenie dwóch nowych funduszy BETA ETF, BETA ETF mWIG40TRlv i BETA ETF mWIG40TRsh. Fundusze te zadebiutują na GPW już w lutym 2026r. jako 14ty i 15ty fundusz w ofercie BETA ETF. Jest to kolejny bardzo istotny krok w rozwoju krajowego rynku funduszy notowanych w roku 2026.

Kazimierz Szpak prezes zarządu BETA TFI SA i zarządzający aktywami funduszy BETA ETF w AgioFunds TFI SA – ten rekordowy dla nas rok 2025 zamykamy z ogromną satysfakcją w zakresie osiągniętych wyników a dodatkowo teraz z pozytywną decyzją KNF dotyczącą udzielonego zezwolenia na dołączenie do naszej oferty produktowej kolejnych dwóch funduszy. Będą to odpowiednio 14ty i 15ty fundusz. Zakładamy, że oba fundusze zadebiutują na GPW już w lutym 2026r. Nasza współpraca z Komisją Nadzoru Finansowego w 2025 roku była bardzo merytoryczna i owocna, czego efektem były cztery zgody na produkty unikalne w skali rynku: BETA ETF Dywidenda Plus, BETA ETF oparty o Futures na Bitcoin oraz najnowsze rozwiązania mWIG40TRlv i mWIG40TRsh. To właśnie pokazuje, że innowacje mogą iść w parze z wysokimi standardami regulacyjnymi.

Nowe fundusze wpisują się w rozwijany od kilku lat segment tzw. rozwiązań tradingowych BETA ETF, które odgrywają coraz istotniejszą rolę w ekosystemie rynku kapitałowego. Fundusze takie jak BETA ETF mWIG40TRlv i BETA ETF mWIG40TRsh uzupełniają tym samym lukę pomiędzy bezpośrednim inwestowaniem w akcje, a bardziej złożonymi instrumentami pochodnymi. Ponadto, znaczenie ETFów tradingowych potwierdzają również dane liczbowe. Cztery dotychczas dostępne rozwiązania tradingowe BETA ETF odpowiadają za 12,5% aktywów całej oferty (186 mln zł z 1 470 mln zł). Natomiast, w wygenerowanym obrocie ich udział przekracza już 52% – 1 379 mln zł z 2 630 mln zł.

Pod względem obrotowości są to najbardziej „kaloryczne” ETFy na rynku. BETA ETF to nie tylko produkty inwestycyjne, ale także istotne elementy architektury rynkowej. W przypadku funduszy BETA ETF mWIG40TRlv i BETA ETF mWIG40TRsh mówimy o rozwiązaniach, które będą aktywnie wspierać rynek kontraktów futures na indeks mWIG40, zwiększając tym samym jego płynność i efektywność. Na osi ryzyka świetnie wypełniają przestrzeń pomiędzy klasycznymi akcjami, a bardziej ryzykownymi i skomplikowanymi instrumentami, takimi jak kontrakty futures, CFD czy certyfikaty strukturyzowane. Ze względu na niższy lewar oraz brak konieczności uzupełniania depozytów nie są aż tak ryzykowne, a jednocześnie wciąż oferują wysoki potencjał zarobku. To właśnie dlatego akurat te produkty są tak szczególnie lubiane przez nasze koleżanki i kolegów z biur maklerskich – dodaje Kazimierz Szpak.

Pokój albo sankcje. USA zwiększają presję na Kreml przed decyzją Putina

Stany Zjednoczone przygotowują kolejną rundę sankcji wymierzonych w rosyjski sektor energetyczny, które miałyby zostać uruchomione w przypadku odrzucenia przez prezydenta Władimira Putina porozumienia pokojowego z Ukrainą — poinformował w środę Bloomberg News, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą. Planowane restrykcje koncentrowałyby się na statkach należących do tzw. rosyjskiej floty cieni tankowców przewożących ropę naftową oraz na podmiotach handlowych ułatwiających te transakcje.

Równolegle prowadzone są działania związane z ewentualnym zaostrzeniem sankcji, w czasie gdy administracja prezydenta Donalda Trumpa sygnalizuje, że porozumienie pokojowe między Moskwą a Kijowem może być bliższe niż dotąd. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział we wtorek, że propozycje zakończenia wojny mogą zostać przedstawione Rosji w najbliższych dniach, po intensywnych rozmowach przeprowadzonych w Berlinie w miniony weekend z udziałem wysłanników USA oraz strony ukraińskiej.

Jak informują źródła, specjalny wysłannik USA Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć prezydenta Trumpa, odbyli z Zełenskim niemal ośmiogodzinne negocjacje w dniach 14–15 grudnia. Amerykańscy urzędnicy ocenili rozmowy jako bardzo konstruktywne i wskazali na osiągnięcie porozumienia w kilku kluczowych punktach zaktualizowanego, 20-punktowego planu pokojowego. Sam Trump mówił o „długich i bardzo dobrych” rozmowach z ukraińskim przywódcą, podkreślając, że strony są „bliżej porozumienia niż kiedykolwiek wcześniej”.

Jednocześnie pozostają istotne rozbieżności. Rosja odrzuciła ukraiński apel o zawieszenie broni w okresie świątecznym, a Władimir Putin nadal domaga się m.in. ustępstw terytorialnych, ograniczeń dla ukraińskich sił zbrojnych oraz trwałego wykluczenia Ukrainy z NATO. Zełenski ostrzegł, że w przypadku fiaska dyplomacji Kijów będzie oczekiwał dalszego zwiększenia presji Zachodu na Moskwę, w tym zaostrzenia sankcji i rozszerzenia wsparcia wojskowego.

Potencjalne działania USA wpisywałyby się w rosnącą międzynarodową presję na rosyjskie przychody z eksportu ropy. Unia Europejska 15 grudnia objęła sankcjami dziewięć osób i firm powiązanych z rosyjską flotą cieniową, w tym przedsiębiorców związanych z Rosnieftem i Łukoilem. Z kolei Ukraina 12 grudnia nałożyła restrykcje na 656 statków, co stanowi największy dotychczas pakiet sankcji wobec tej części rosyjskiej żeglugi.

Departament Skarbu USA już wcześniej, w październiku 2025 roku, objął sankcjami Rosnieft i Łukoil. Sekretarz skarbu Scott Bessent podkreślał wówczas, że celem działań jest ograniczenie finansowania „machiny wojennej Kremla”, wzywając jednocześnie sojuszników do skoordynowanych działań. Według szacunków ekspertów rosyjska flota cieniowa liczy ponad 400 jednostek, które omijają zachodnie restrykcje dzięki niestandardowym i często nieprzejrzystym praktykom żeglugowym.

Cztery trendy, które będą kształtować globalny rynek pracy w 2026

0

Rok 2025 upłynął pod znakiem dalszej niepewności oraz ostrożności – tak po stronie firm, jak i profesjonalistów. Na globalny oraz regionalny rynek pracy wciąż silnie wpływa zmienność i złożoność czynników geopolitycznych i gospodarczych. Kluczowym wyzwaniem pozostaje też cyfrowa transformacja biznesu, która już dzisiaj zmienia dotychczasowe zasady gry. Jak pokazują obserwacje ekspertów Hays, to właśnie nowoczesne technologie będą miały największy wpływ na nadchodzące miesiące.

  • W roku 2026 decyzje firm na całym świecie będą silnie zależne od postępów poczynionych w zakresie cyfrowej transformacji.
  • Pracodawcy będą rekrutować specjalistów z obszaru AI i inwestować w swoje cyberbezpieczeństwo.
  • Pracownicy zaś mogą odczuwać rosnący stres, że ich umiejętności okażą się przestarzałe, a doświadczenie – za małe, szczególnie w przypadku osób będących dopiero na początku swojej kariery.

W świecie pracy warunki coraz silniej dyktuje technologia, w tym przede wszystkim sztuczna inteligencja. Ma ona bowiem wpływ na wszystkie sektory rynku pracy, nie tylko te związane bezpośrednio z technologią. Jej rozwój sprawia, że firmy i pracownicy będą musieli niejako na nowo nauczyć się funkcjonować w środowisku biznesowym. Trendy, które będziemy obserwować w roku 2026 tylko to potwierdzą.

Role związane z obszarem AI będą zyskiwać na znaczeniu

Rośnie liczba stanowisk pracy związanych z rozwojem, obsługą czy zarządzaniem sztuczną inteligencją. Dzięki temu firmy mogą wypełnić lukę kompetencyjną związaną z technologią, a co za tym idzie – zadbać o swoje obecne priorytety, czyli cyberbezpieczeństwo, cyfrową transformację i konkurencyjność.

Chociaż w Polsce stanowiska typu specjalista ds. etyki AI czy prompt engineer wciąż są dość niszowe, to ról związanych ze sztuczną inteligencją będzie przybywać. Jak zauważa Agnieszka Pietrasik, CEE Executive Director – Expert Perm w Hays: „Do tej pory temat AI w Polsce nie zaowocował przełomem na rynku pracy, choć popycha firmy do zmian strukturalnych. W konsekwencji, podczas gdy jedne kompetencje tracą na znaczeniu, inne stają się absolutnie kluczowe, napędzając popyt na wyspecjalizowanych ekspertów z bogatym zapleczem technologicznym i rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. W Polsce wśród najbardziej poszukiwanych zawodów związanych ze sztuczną inteligencją w 2026 będzie m.in. inżynier AI.”

Większą świadomość na temat konieczności nadążania za technologiami we współczesnym świecie zauważają także sami pracownicy – również ci niezwiązani z obszarem IT. Badanie do Raportu płacowego Hays Poland pokazuje, że o ile w 2024 roku ze sztucznej inteligencji w miejscu pracy korzystało 23 proc. specjalistów, o tyle w 2025 odsetek ten był już dwukrotnie wyższy.

Automatyzacja procesów może utrudniać młodym start w karierze

Od momentu wprowadzenia na rynek narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji – ChatGPT – spada liczba ofert pracy dla pracowników znajdujących się na początku kariery – stażystów i juniorów. To trend ogólnoświatowy, który dotyka przede wszystkim przedstawicieli pokolenia Z.

Chociaż ogólna biegłość technologiczna Zetek często daje im przewagę w pracy, to automatyzacja prostych, powtarzalnych zadań eliminuje stanowiska, które niegdyś były ich „trampoliną” do wejścia na rynek pracy. Jednocześnie – zgodnie z ankietą EY z 2024 roku – tylko 56% młodych pracowników czuje się pewnie w pisaniu dobrych promptów dla AI.

Opracowanie Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025” bazujące na globalnych danych Hays pokazuje, że na całym świecie średnio 89% profesjonalistów wyraża chęć rozwoju kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją. W Polsce odsetek ten wynosi 85%, co plasuje polskich specjalistów w drugiej połowie stawki. Badanie do nadchodzącego Raportu płacowego Hays 2026 wykazało też, że zdecydowana większość specjalistów i menedżerów byłaby skłonna wziąć udział w programach upskillingu lub reskillingu, przygotowujących do wdrożenia sztucznej inteligencji w miejscu pracy.

Gotowość pracowników do rozwoju w obszarze AI jest zatem duża. Ponadto zamiast zupełnie wypierać czynnik ludzki, sztuczna inteligencja może dawać przestrzeń na bardziej miękkie, kreatywne i wymagające współpracy zadania, w których również młodzi ludzie mogą się świetnie odnaleźć.

Cyberbezpieczeństwo staje się priorytetem firm

Nie należy pomijać faktu, że technologia nie tylko oferuje nowe możliwości, ale też jest narzędziem cyberprzestępców. Wzrost i złożoność przeprowadzanych przez nich ataków, a także nowe regulacje DORA i NIS2 odzwierciedlają naglącą potrzebę zadbania o bezpieczeństwo organizacji i pracowników w sieci.

Dane z polskiego rynku pokazują, że liderzy nie mają czasu do stracenia – działać należy jak najszybciej. Szczególnie że, ofiarą cyberataku może paść każda organizacja. Jak prognozuje Agnieszka Pietrasik: „W 2026 roku specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa, pod względem wynagrodzeń i otrzymywanych ofert pracy, pozostaną jednymi z liderów w branży IT.” Chcąc zadbać o swoją firmę w tym kontekście, nierzadko trzeba będzie odpowiedzieć na wysokie oczekiwania najlepszych kandydatów.

Pracownicy zaczynają odczuwać „technostres” i FOBO (Fear of Becoming Obsolete)

W roku 2026 specjaliści i menedżerowie w rosnącym stopniu będą odczuwać stres, że przegapią ważne cyfrowe nowości, a później będzie im trudno zaadaptować się do nowego, zdigitalizowanego świata. To trend, który już widać na całym świecie. Profesjonaliści obawiają się też, że ich umiejętności i wiedza staną się nieaktualne lub zupełnie zbędne. To oznaka tzw. FOBO, czyli poczucia strachu przed byciem niepotrzebnym czy łatwym do zastąpienia.

Globalne badanie Hays „Tech Talent Explorer” pokazuje, że obawy odczuwają nawet sami specjaliści z branży technologicznej. Tylko połowa specjalistów IT czuje się bowiem przygotowana na zmiany, jakie przyniesie rozwój technologii.

Negatywne nastroje w tym zakresie panują także wśród specjalistów z Polski. Badania do Raportów płacowych Hays pokazują, że rośnie liczba pracowników, którzy obawiają się wpływu sztucznej inteligencji na ich perspektywy zawodowe. W ubiegłorocznej edycji badania odsetek ten wyniósł aż 48 proc. Obrazuje to rosnącą świadomość na temat możliwości AI. Już teraz wykracza ona poza automatyzację rutynowych zadań, zmieniając charakter pracy na stanowiskach kreatywnych i strategicznych.

Nie oznacza to jednak, że sztuczna inteligencja w pełni zastąpi czynnik ludzki. Wręcz przeciwnie – wraz z cennymi kompetencjami miękkimi pracowników, będzie on niezbędny. Z perspektywy pracowników równie ważna będzie jednak uważność na zachodzące zmiany i elastyczność. Pracodawcy powinni zaś przeprowadzić audyt wykorzystywanych technologii i zastanowić się, w jakim stopniu ułatwiają pracę i jakie granice warto wyznaczyć, aby zadbać o pracowników i bezpieczeństwo firmowych danych

Adaptacja i elastyczność – główne priorytety na 2026

Rok 2026 na globalnym rynku pracy będzie zdominowany przez nowoczesne technologie, szczególnie sztuczną inteligencję. Pewne jest to, że tempo zmian będzie tylko przyspieszać. Transformacji cyfrowej doświadczy również rynek polski.

Jak zauważa bowiem Agnieszka Pietrasik z Hays: – W nadchodzących miesiącach automatyzacja procesów biznesowych może wejść na wyższy poziom, co potencjalnie wpłynie na produktywność pracowników. Rozwój technologii naturalnie przełoży się też na działania HR firm, w tym zwiększone rekrutacje na stanowiska, które odgrywają ważną rolę w każdym procesie transformacyjnym.

Organizacje, które osiągną sukces w 2026 to te, które jako pierwsze z dużą pewnością siebie zaczną przystosowywać się do nowego świata pracy.

Polacy zakochali się w korzystaniu z aplikacji zakupowych. In-Pulse pomoże marketerom szybko zmierzyć ‘’puls zmian’’ zakupowych Polaków

Cyfrowa rewolucja, która przez ostatnią dekadę zmieniała świat mediów i komunikacji, dziś coraz wyraźniej kształtuje codzienne nawyki zakupowe Polaków. To już nie telewizja, ale aplikacje mobilne i programy lojalnościowe stały się najważniejszym punktem styku marek z konsumentami. Polacy planują, kupują i reagują na promocje z poziomu smartfona – a marki, które potrafią wykorzystać te informacje, zyskują realną przewagę konkurencyjną.

– Telewizja, dotąd uznawana za najbardziej masowy i tradycyjny kanał komunikacji, traci monopol na rzecz kanałów cyfrowych. Konsumenci korzystają z aplikacji mobilnych nie tylko do planowania zakupów, ale też w wolnych chwilach, szukając inspiracji i atrakcyjnych promocji – podkreśla dr Krzysztof Łuczak, ekonomista Grupy Blix. – Wynik nie jest więc zaskakujący – odzwierciedla naturalny proces cyfryzacji codziennych zachowań zakupowych i rosnącą rolę technologii mobilnych w komunikacji marek z klientami – dodaje.

Dla sieci handlowych te zmiany mają wymiar strategiczny. Oznaczają konieczność przesunięcia coraz większych budżetów z telewizji w stronę kanałów cyfrowych, w których konsumenci faktycznie podejmują decyzje zakupowe.

– W ekosystemie Grupy Żabka marketerzy zyskują dostęp do zintegrowanych, nowoczesnych rozwiązań, pozwalających na pełną realizację kreatywnych i strategicznych celów. Każdy koncept może zostać zweryfikowany w rzeczywistych warunkach rynkowych, zamiast w ograniczonym środowisku focus-grupy. Shopper Led Marketing opiera się na autentycznych danych konsumenckich, co pozwala na precyzyjne i skuteczne działania – podkreśla Krzysztof Głusiński, Digital B2B Delivery Manager w Grupie Żabka Zaplikacji Zappka, należącej do sieci korzysta 10 mln użytkowników i jest ona nie tylko miejscem prezentacji oferty promocyjnej, ale też centrum akcji specjalnych i relacji z klientem.

Z badania ARC Rynek i Opinia wynika, że w 2025 roku 66 proc. Polaków uczestniczyło w co najmniej jednym programie lojalnościowym – o 6 punktów procentowych mniej niż rok wcześniej. Mimo to ich znaczenie wcale nie maleje – wręcz przeciwnie, zmienia się ich forma. 93 proc. uczestników korzysta dziś z aplikacji mobilnych, rezygnując z tradycyjnych kart. Najczęściej używane funkcje to przeglądanie promocji, kupony i historia transakcji.

– Aplikacje mobilne stały się centralnym punktem kontaktu z marką, to w nich konsumenci szukają promocji, kuponów i inspiracji zakupowych – zauważa Sylwia Miszczyk z ARC Rynek i Opinia. – Coraz częściej aplikacja lojalnościowa jest narzędziem planowania zakupów, a nie tylko miejscem gromadzenia punktów.

Dane i decyzje w czasie rzeczywistym

Rosnąca popularność aplikacji oznacza jedno: skokowy wzrost informacji o zachowaniach klientów. Zakupy, przeglądane oferty czy zrealizowane kupony tworzą istotny strumień informacji o motywacjach, emocjach i potrzebach konsumentów. Właśnie na tym fundamencie powstał In-Pulse – nowoczesne rozwiązanie analityczne stworzone przez Stagwell i Żabkę Polska, które umożliwia marketerom reagowanie na zmiany w zachowaniach klientów w czasie rzeczywistym.

In-Pulse analizuje dane z ponad 12 000 sklepów Żabki, które codziennie generują około 4,2 mln transakcji. System łączy te dane z algorytmami sztucznej inteligencji, tworząc spójny ekosystem, w którym możliwe jest planowanie, testowanie i optymalizowanie działań marketingowych z niespotykaną dotąd precyzją.

Anna Pańczyk, CEO In-Pulse
Anna Pańczyk, CEO In-Pulse

– Polski rynek detaliczny wchodzi w nową erę, w której kluczem do sukcesu stają się insighty dostępne w czasie rzeczywistym – zaznacza Anna Pańczyk, CEO In-Pulse i dyrektor Strategic Partnership & Global Solutions w Stagwell.

– To pierwsza platforma umożliwiająca dialog z kupującymi w czasie rzeczywistym, prowadzony w modelu single-source, czyli z jednego, spójnego źródła danych – dodaje Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics, In-Pulse. Dzięki temu marki mogą błyskawicznie testować pomysły, weryfikować kampanie i dopasowywać ofertę do realnych oczekiwań konsumentów, zanim zainwestują w pełne wdrożenie.

Jak zauważa James Townsend, CEO Stagwell EMEA, Polska jest jednym z kluczowych rynków w regionie CEE. – Tutaj ulokowaliśmy nasze centrum kompetencji digital commerce, a partnerstwo z Żabką zapewnia dostęp do rzeczywistych insightów zakupowych, które są bezcenne dla marketerów.

Dzięki In-Pulse marki mogą zadawać pytania rano i nawet w ciągu 45 minut otrzymywać precyzyjny feedback od kluczowych grup klientów. To radykalnie skraca proces decyzyjny i pozwala działać z szybkością, której wymaga dzisiejszy rynek.

Personalizacja i nowy wymiar lojalności

Konsumenci oczekują dziś komunikacji „szytej na miarę”. In-Pulse umożliwia markom tworzenie przekazów dopasowanych do konkretnych kontekstów zakupowych – na podstawie tego, jak klienci naprawdę zachowują się przy półce, a nie na deklaracjach. Pozwala zrozumieć, co wpływa na decyzję: cena, design opakowania, komunikat promocyjny czy lokalizacja produktu.

Jak podkreśla Anna Pańczyk, dzięki In-Pulse marketerzy mogą planować, testować i optymalizować działania w jednym zintegrowanym środowisku. To podejście redefiniuje pojęcie personalizacji i przenosi je z poziomu marketingowych sloganów na poziom realnych zachowań zakupowych.

In-Pulse – naturalna odpowiedź na zmieniający się rynek

Rosnąca popularność aplikacji zakupowych i dynamiczny rozwój digital commerce stworzyły nowe oczekiwania wobec marek: szybkość, precyzję i personalizację. In-Pulse wpisuje się w ten trend w sposób naturalny – łączy dane, technologię i zrozumienie konsumenta w jedno spójne narzędzie, które pozwala marketerom działać z wyczuciem rynku i w rytmie zachowań klientów.

To przełomowy system, który pozwala na nową jakość interakcji marki z konsumentem, wychodzący daleko poza standardową analitykę, bo w formie dialogu ciągłego wkracza w strefę emocji i zachowań zakupowych Polaków – dodaje Kinga Barczewska-Pflanz, Head of Tech & Data, In-Pulse.

Boom na „kup teraz, zapłać później”. Rynek BNPL dojrzewa, ale wciąż rośnie

  • W pierwszej połowie 2025 r. z płatności odroczonych skorzystało 1,4 mln Polaków – to więcej niż w całym roku poprzednim.
  • Tylko w listopadzie liczba zapytań w bazach CRIF i ERIF o finansowanie BNPL wyniosła około 1,5 mln, co oznacza dwukrotny wzrost w porównaniu do tego samego okresu rok temu.
  • Średnia wartość koszyka finansowanego przez Buy Now Pay Later wynosi około 280 zł, a przeciętny użytkownik korzysta z tej opcji już ponad trzy razy w miesiącu.
  • Popularność usługi wynika z szybkości procesów oraz możliwości przesunięcia płatności w czasie.
  • BNPL wkracza w obszar turystyki i handlu stacjonarnego. Eksperci spodziewają się konsolidacji rynku i dominacji największych firm.

Tylko w pierwszej połowie 2025 r. z usługi Buy Now Pay Later (BNPL) skorzystało 1,4 mln Polaków. Dla porównania, w całym 2024 r. z płatności odroczonych skorzystało 1,7 mln osób. Rok wcześniej płatności BNPL stanowiły około 73 proc. wszystkich zobowiązań i był to wzrost o 33 proc. w porównaniu do 2022 r. Korzystanie z usługi stale rośnie i co więcej, Polska jest europejskim liderem pod tym względem. 18 proc. Polaków zadeklarowało skorzystanie z tej opcji płatności w ciągu ostatniego roku, co jest wynikiem znacznie wyższym niż w innych krajach Europy – wynika z danych CRIF.

– Krzywa wzrostowa BNPL ma stały trend rosnący, tymczasem patrząc na cykl życia produktu logika podpowiada, że po kilku latach popularności powinno przyjść wypłaszczenie. Tymczasem ostatnie lata pokazują, że ten intensywny wzrost nadal się utrzymuje. Przykładowo, w listopadzie odnotowaliśmy niewspółmiernie wysoki wzrost odpytań klientów w stosunku do pozostałych miesięcy, bo aż 1,5 mln łącznie w bazach CRIF i ERIF. Z zastrzeżeniem wyłączenia z tej liczby wielokrotnych odpytań o tego samego konsumenta w tym samym dniu. W porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku liczba odpytań jest dwukrotnie większa. Zatem w przyszłym roku można spodziewać się dalszej tendencji wzrostowej, ponieważ Polska wciąż dominuje w regionie pod względem popularności BNPL, a rynek jest chłonny i ma wielu dostawców. Chociaż dynamika tego wzrostu może być już nieco wolniejsza – mówi Kamil Gosławski, Head of Banking & Insurance w CRIF.

Większe koszyki i częstsze zakupy

Rośnie nie tylko liczba operacji, ale i wartość zakupów finansowanych przez BNPL. Wartość koszyka zakupowego w e-commerce finansowanego przez odroczone płatności rośnie z roku na rok, szczególnie po silnym wzroście w okresie pandemii. Z ówczesnych około 200 – 250 zł w całym 2020 r. wzrosła do blisko 400 zł w samym listopadzie 2025 r. Szczegółowe dane z baz CRIF pokazują jednak szerszy kontekst. Średnia kwota zobowiązania dla całego sektora od stycznia do listopada włącznie wynosi ok. 280 zł, a w przypadku jednego numeru PESEL kwota ta jest znacznie wyższa i wynosi ok. 900 zł. Różnica ta wynika z faktu, że konsumenci korzystają z BNPL coraz częściej – w listopadzie średnio ponad trzy razy w miesiącu, podczas gdy na początku roku było to nieco poniżej trzech.

– Ten trend będzie rósł ze względu na drożejące produkty oraz model biznesowy, który zachęca do aktywnego korzystania z tej formy płatności. Szacuje się, że w najbliższej przyszłości wartość koszyka zakupowego może wzrosnąć o co najmniej połowę. Mimo powszechnego przekonania, że kwota zakupów powinna osiąść na jednym poziomie, ta granica wciąż się przesuwa i normalizacja tej kwoty nie jest jeszcze widoczna – prognozuje Kamil Gosławski.

Główne motory napędowe popularności BNPL w Polsce

Głównym powodem popularności BNPL w Polsce jest łatwość i szybkość uzyskiwania finansowania. Intuicyjny proces zakupowy opiera się zwykle na kilku kliknięciach, a proces oceny ryzyka jest prosty.

– Innym ważnym elementem jest to, że BNPL to często forma bezkosztowa lub koszt uzyskania finansowania jest dla klienta marginalny. Konsument dostaje pieniądze „za darmo”, czyli bez odsetek i to zmienia sposób myślenia o tej usłudze. Na podejście klientów wpływ ma też sama nazwa usługi – kup teraz, zapłać później. BNPL to nie jest pożyczka, która kojarzy się z długiem i koniecznością oddania więcej niż się pożyczyło. Natomiast odroczona płatność pozwala opłacić zakup później, bez konieczności oddawania większej kwoty, jedynie odsuwając płatność w czasie – wyjaśnia Kamil Gosławski.

Nowe sektory i konsolidacja rynku

Popularność BNPL w sektorze e-commerce przyczyniła się do ekspansji usługi na nowe obszary. Odroczone płatności są już obecne w bankowości, a niedługo możliwość skorzystania z BNPL lub użycia kart wirtualnych pojawi się w sklepach stacjonarnych przy wykorzystaniu terminali płatniczych.

– BNPL wychodzi poza tradycyjne zastosowania takie jak zakupy odzieżowe. Spektrum możliwości zaczyna obejmować rzeczy, które nie są przedmiotami czy usługami codziennego użytku. Usługa wchodzi np. w sferę turystyki. Przykładem jest wykorzystanie platform umożliwiających płatności BNPL do opłacania biletów w liniach lotniczych. Eksperci przewidują, że BNPL będzie zmierzał w kierunku finansowania takich usług jak wycieczki, przeloty samolotem czy nawet wynajem samochodu – dodaje Kamil Gosławski.

W najbliższych latach eksperci spodziewają się konsolidacji na rynku BNPL na wzór sektora bankowego. Większe spółki będą wchłaniać mniejsze podmioty, co pozwoli na jeszcze efektywniejsze zarządzanie portfelami.

– W kontekście zarządzania portfelem finansowym modele biznesowe BNPL są zbliżone do bankowych, jak popularne modele rat zero procent. Możliwe są konsolidacje pod skrzydłami liderów tego segmentu, którzy będą chcieli w dalszym ciągu umacniać swoją pozycję. Na rynku prawdopodobnie pozostaną najwięksi gracze, którzy dysponują najbardziej zaawansowaną technologia i kapitałem – podsumowuje ekspert CRIF.

Legalizacja pracy cudzoziemców w nowej rzeczywistości. Koszty rosną, ryzyka się mnożą

Zmiany w zasadach legalizacji pracy cudzoziemców, które weszły w życie od grudnia, będą mieć istotny wpływ na funkcjonowanie firm w 2026 roku. Wyższe opłaty administracyjne i nowe obowiązki oznaczają mniejszą dostępność kandydatów spoza UE, konieczność bardziej precyzyjnego planowania zatrudnienia oraz większe ryzyka operacyjne po stronie pracodawców. Jednocześnie polska gospodarka pozostaje silnie zależna od pracowników zagranicznych. Jak wynika z analiz Job Impulse, w wielu branżach luka kadrowa wciąż się pogłębia, co wymaga od firm myślenia o legalizacji pracy nie tylko operacyjnie, lecz także strategicznie.

Nowy porządek prawny: legalizacja pracy staje się strategicznym procesem

1 grudnia weszły w życie rozporządzenia podnoszące opłaty za legalizację pracy oraz rozszerzające zakres obowiązków po stronie firm i agencji zatrudnienia. Stawki za wydanie dokumentów wzrosły nawet o kilkaset procent, co podnosi barierę wejścia dla kandydatów i zwiększa obciążenia administracyjne po stronie pracodawców. Zatrudnienie cudzoziemców stało się w Polsce droższe i trudniejsze formalnie, więc firmy muszą liczyć się z koniecznością precyzyjniejszego planowania zatrudnienia. Jak wskazuje Paulina Zapart, ekspertka w zakresie legalizacji pracy cudzoziemców:

  • Wielu pracodawców było zaskoczonych wysokością podwyżek i tym, że zaczęły obowiązywać praktycznie natychmiast. Wyższe koszty i bezzwrotność opłat oznaczają, że każda decyzja rekrutacyjna wymaga dziś większej ostrożności i analizy ryzyka. Firmy muszą działać bardziej świadomie, ponieważ błędy formalne mają dziś wymierne konsekwencje, zarówno kosztowe, jak i organizacyjne – mówi Starsza Koordynatorka Projektu w Job Impulse.

Nowe przepisy zwiększają odpowiedzialność pracodawców także w zakresie zgłaszania rozpoczęcia i zakończenia pracy oraz dołączania dodatkowych dokumentów, takich jak uzgodnienia w zakresie skierowania cudzoziemca przez agencje pracy tymczasowej. Odpowiedzialność przesuwa się zatem na etap operacyjny: pracownik nie może rozpocząć pracy przed zgłoszeniem jej rozpoczęcia, co w firmach o systemach zmianowych wymaga precyzyjnej organizacji i ogranicza możliwość reakcji „z dnia na dzień”.

Jednocześnie rośnie rola kandydatów, którzy posiadają już ważne dokumenty pobytowe lub pracownicze – ich zatrudnienie jest krótsze, tańsze i mniej ryzykowne. Na rynku zaczyna się w związku z tym wyraźna segmentacja dostępności kandydatów.

  • Spontaniczne zatrudnianie „na już” będzie znacznie trudniejsze niż dotąd, a osoby posiadające ważne dokumenty pobytowe staną się jeszcze bardziej konkurencyjne i trudniejsze do pozyskania. Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach firmy, które wcześniej nie zatrudniały cudzoziemców, będą podejmowały decyzje ostrożniej. Z drugiej strony, jeśli pracodawca zdecyduje się pokryć wyższe koszty zezwoleń, będzie bardziej skłonny myśleć o pracownikach długoterminowo. Nowe przepisy mogą zetem w pewnym sensie wzmocnić wagę stabilności zatrudnienia i inwestycji w ludzi – komentuje Paulina Maćkowiak, Menedżerka ds. rekrutacji w Job Impulse.

Rosnące obciążenia administracyjne

Jak zauważają eksperci Job Impulse, procesy administracyjne realizowane przez urzędy stają się coraz bardziej wymagające. Nowe przepisy wpływają również na sposób współpracy firm z urzędami. Pracodawcy powinni dysponować osobami upoważnionymi do reprezentowania ich przed administracją i skutecznie koordynować działania formalne. Bez odpowiedniego doświadczenia lub wsparcia wyspecjalizowanego zespołu coraz trudniej samodzielnie realizować wszystkie wymogi.

Bariery proceduralne i wizowe

Zmiany w przepisach dotyczących zatrudniania cudzoziemców zbiegają się z narastającymi trudnościami w uzyskaniu wiz, co realnie wpływa na dostępność pracowników spoza UE. Jak podkreślają eksperci Job Impulse, sama procedura wizowa staje się coraz większym wyzwaniem. W praktyce nawet kandydaci, którzy mają kompletny pakiet dokumentów, zapewnione zakwaterowanie, podpisaną umowę i wsparcie agencji pracy na miejscu, nie zawsze otrzymują wizę. Wnioski bywają odrzucane z powodów czysto formalnych, takich jak niewłaściwa kolejność załączników. Dodatkowym problemem jest samo złożenie wniosku – w wielu krajach dostęp do systemu rejestracji jest skrajnie utrudniony, a kolejki wizowe są niedostępne tygodniami. Równocześnie rosną także opłaty wizowe.

Te bariery powodują, że część podmiotów rekrutacyjnych w Azji, z którymi współpracują polskie agencje, coraz ostrożniej podchodzi do kierowania kandydatów do Polski. Jak wynika z obserwacji Job Impulse, firmy zagraniczne chętniej wspierają rekrutację do krajów takich jak Chorwacja czy Czechy, gdzie procesy migracyjne są bardziej przewidywalne, a szanse uzyskania wizy istotnie wyższe.

Eksperci podkreślają, że obecnie brakuje strategii migracyjnej, która otwierałaby drogę do kontrolowanego uproszczenia procedur dla wybranych krajów, co mogłoby odciążyć rynek pracy i ułatwić rekrutację w najbardziej deficytowych branżach.

Luka kadrowa się pogłębia

Według najnowszych danych GUS, w czerwcu 2025 r. pracę w Polsce wykonywało blisko 1,1 mln cudzoziemców (wzrost o 6,5% rok do roku). Zapotrzebowanie nadal rośnie. Jak zauważa Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse, w wielu segmentach to pracownicy spoza UE (np. Filipińczycy, którzy według danych ZUS są już piątą najliczniejszą grupą zawodową w Polsce) mogą być podstawą utrzymania ciągłości działania firm:

  • Luka kadrowa jest szczególnie widoczna w budownictwie, logistyce, transporcie oraz na stanowiskach technicznych, takich jak elektrycy czy spawacze. To obszary, w których od lat brakuje pracowników, a bez wsparcia cudzoziemców ciężko utrzymać płynność operacyjną. Obserwujemy dynamiczny wzrost liczby pracowników z Filipin, którzy stają się ważną częścią polskiego rynku pracy. To osoby mocno dbające o legalność zatrudnienia i świadome wartości stabilnej opieki administracyjnej. Często korzystają z reprezentacji pełnomocnika także po zmianie pracodawcy, ponieważ zależy im, by wszystkie formalności były prowadzone prawidłowo i bezpiecznie. Ten przykład pokazuje, że transparentne, przewidywalne procesy migracyjne są dziś nie tylko oczekiwaniem pracodawców, ale też potrzebą samych pracowników – podkreśla Prezes Job Impulse.

Łukasz Koszczoł podkreśla, że obecna polityka migracyjna częściej ogranicza niż wspiera możliwości pozyskiwania pracowników zza granicy, a kolejne regulacje nie odpowiadają na wyzwania pracodawców i rynku pracy, wynikające z pogłębiającego się niżu demograficznego. W jego ocenie to, czy firmy utrzymają stabilność operacyjną, zależeć będzie m.in. od szybkości i zdolności do skutecznego dostosowania procesów kadrowych do zmieniających się realiów. W 2026 roku przewagę zyskają te organizacje, które potraktują legalizację pracy nie jako obciążenie administracyjne, lecz jako integralny element strategii HR i biznesu – równie ważny jak rekrutacja, retencja czy zarządzanie produktywnością.

Rynek pracodawcy wraca, a prawo się zaostrza. Pracowników branży IT czeka trudny rok

Przed nami liczne zmiany w prawie pracy. Pierwsza wchodzi w życie już w Wigilię – ustawa „Jasne zarobki” to krok w kierunku zwiększenia transparentności rynku pracy, eksperci zwracają jednak uwagę na luki. Szansą na ich naprawienie może być implementacja dyrektywy UE o równym wynagradzaniu kobiet i mężczyzn, która musi nastąpić do czerwca. Z początkiem roku duże zmiany prawdopodobnie mogą czekać również osoby zatrudnione na kontraktach B2B – inspektorzy PIP będą mogli administracyjnie przekształcać takie kontrakty w etaty, znacząco wzrośnie też składka zdrowotna dla przedsiębiorców. Będzie to miało szczególne konsekwencje w branży IT, w której samozatrudnienie od lat jest normą. 

Już 24 grudnia wchodzi w życie jedna z licznych nadchodzących zmian w prawie pracy – ustawa znana pod nazwą „Jasne zarobki”, która wprowadza następujące zmiany: 

  • obowiązek podawania proponowanego wynagrodzenia przed nawiązaniem stosunku pracy,
  • obowiązek stosowania neutralnych płciowo nazw stanowisk,
  • zakaz pytania o wcześniejsze wynagrodzenie podczas procesu rekrutacji.

– Choć treść ustawy de facto niewiele zmienia, jeśli chodzi o wynagrodzenia, to dyskusja wywołana przez tę zmianę jest bardzo potrzebna – pracodawcy zawsze niechętnie dzielili się informacjami o oferowanym wynagrodzeniu, a w mijającym roku odnotowaliśmy jeszcze tendencję spadkową w tym zakresie.  Aktualnie widełki proponowanej pensji można znaleźć tylko w ok. ⅓ ogłoszeń o pracy na rynku – mówi Paulina Król,  Chief People and Operations Officer z No Fluff Jobs. – Niestety nowe przepisy pozostają niejasne w kwestii tego, na jakim etapie rekrutacji potencjalny pracodawca ma obowiązek podania tej informacji. Nadal więc jest możliwość przeciągania momentu podania wynagrodzenia do ostatniej chwili, mimo że, zdaniem 93 proc. kandydatów i kandydatek do pracy, powinna ona być jawna już na etapie publikacji ogłoszenia. Musimy poczekać na implementację dyrektywy UE o równym wynagradzaniu kobiet i mężczyzn, która ma nastąpić do czerwca 2026 r. Pomimo tego, że w pierwszym projekcie nie ma nawiązania do procesu rekrutacji, jest jeszcze możliwość naprawienia wprowadzanych obecnie zapisów. 

Ponad połowa ogłoszeń o pracy w branży IT oferuje tylko kontrakt B2B

Istnieje prawdopodobieństwo, że z początkiem roku 2026 r. nowe uprawnienia zyska Państwowa Inspekcja Pracy. Inspektorzy mają zyskać prawo do przekształcania umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej (choć bez rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji), jeśli uznają, że w danym przypadku występuje stosunek pracy (np. podległość wobec menedżera czy jasno określone miejsce wykonywania pracy). Według aktualnego projektu decyzja ma nie wywoływać skutków wstecz, natomiast wiele jeszcze może się zmienić, gdy projekt trafi do Sejmu, Senatu, czy do Prezydenta.

– Ta decyzja budzi duże emocje szczególnie w branży IT, w której zatrudnienie na podstawie kontraktu B2B to norma – w ponad połowie ofert pracy z tego sektora jest to jedyna dostępna forma zatrudnienia. To rozwiązanie lubiane zarówno przez pracodawców, jak i przez pracowników. W IT zarobki doświadczonych specjalistów są wysokie, a przy działalności gospodarczej kwota trafiająca na konto jest znacznie wyższa niż na etacie. – mówi Paulina Król, Chief People and Operations Officer z No Fluff Jobs. – Zmiana przepisów może skutkować ograniczeniem liczby wakatów w branży, zwiększeniem rotacji i wzrostem zainteresowania etatem, szczególnie że od 1 lutego 2026 r. stawka minimalnej podstawy wymiaru składki zdrowotnej zostanie podniesiona do wysokości równej minimalnemu wynagrodzeniu. W obecnej sytuacji rynkowej, wobec powracającego rynku pracodawcy, może to osłabić pozycję pracowników i wprowadzić kolejne źródło niepewności. 

Jurysdykcja danych przestaje być opcją. Nowe regulacje zmieniają strategie chmurowe

0

Lokalizacja danych staje się jednym z najbardziej istotnych kryteriów wyboru usług chmurowych w polskich firmach. Z najnowszego raportu Polcom wynika, że aż 43% przedsiębiorstw bierze pod uwagę wyłącznie dostawców gwarantujących przetwarzanie danych na terytorium Polski. Wpływ na rosnącą wagę jurysdykcji mają zarówno RODO, jak i nowe regulacje – w szczególności dyrektywa NIS2, która zmusza organizacje do precyzyjnego określenia, gdzie faktycznie przetwarzane są ich zasoby.

Jurysdykcja danych wymogiem regulacyjnym

W obliczu coraz bardziej złożonego otoczenia prawnego firmy nie mogą już traktować lokalizacji danych jako elementu drugorzędnego. To, w jakim państwie fizycznie znajduje się infrastruktura data center, przekłada się na zakres stosowanego prawa, poziom ochrony danych, możliwość realizacji obowiązków ustawowych oraz bezpieczeństwo procesów biznesowych.

Dyrektywa NIS2, która obejmie m.in. podmioty z sektorów energii, finansów, zdrowia czy transportu, znacząco podnosi poprzeczkę w zakresie cyberodporności. W praktyce oznacza to obowiązek dokumentowania lokalizacji zasobów, precyzyjnego określania przepływów danych oraz korzystania z usługodawców posiadających transparentne procedury bezpieczeństwa.

Organizacje coraz częściej rozumieją, że jurysdykcja to nie tylko kwestia wygody, ale fundament bezpieczeństwa i zgodności z przepisami. Wiedza o tym, gdzie dokładnie znajdują się dane i kto faktycznie sprawuje nad nimi kontrolę, staje się nieodłączną częścią zarządzania ryzykiem. Wynika to z faktu, że jurysdykcja danych to jeden z najważniejszych aspektów bezpieczeństwa, a jednocześnie element, który zbyt długo był traktowany pobieżnie. Rosnąca świadomość firm pokazuje, że czas niepewności się skończył. Przedsiębiorstwa chcą wiedzieć, gdzie znajdują się ich dane, kto je chroni i jakie prawo je obejmuje – mówi Wiesław Wilk, Wiceprezes Zarządu Polcom oraz Przewodniczący Związku Polska Chmura.

Średnie firmy bardziej wrażliwe niż korporacje

Wyniki badania Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” pokazują, że lokalizacja danych odgrywa zróżnicowaną rolę w zależności od wielkości organizacji. Największą wagę przywiązują do niej średnie przedsiębiorstwa – aż 52% z nich deklaruje, że wybierając dostawcę rozwiązań chmurowych, oczekuje przetwarzania danych na terenie Polski.

W największych firmach i korporacjach wskaźnik ten wynosi zaledwie 39%. Wynik ten może wskazywać na mniejsze znaczenie lokalizacji danych w strategiach dużych korporacji, dla których kluczowe są skalowalność i dostępność usług.

Sektory regulowane: finansowy i FMCG najmocniej stawiają na krajową jurysdykcję

Patrząc na wyniki sektorowe, poziom wrażliwości na lokalizację danych istotnie się różni.

W sektorze FMCG i handlu 54% respondentów badania Polcom wskazuje lokalizację danych w data center na terytorium Polski jako kluczowy czynnik przy wyborze dostawcy rozwiązań chmurowych. Coraz większe znaczenie jurysdykcji w tym sektorze wynika z rosnącej digitalizacji – rozwoju e-commerce, systemów lojalnościowych i zaawansowanej analityki konsumenckiej.

Firmy z branży finansowej pozostają naturalnie bardziej ostrożne w kwestii lokalizacji przetwarzanych danych (46 proc. wskazań), ponieważ operują danymi wrażliwymi i są objęte licznymi obowiązkami regulacyjnymi.

W sektorze przemysłowym i produkcyjnym odsetek wskazań lokalizacji danych w Polsce jako kluczowego kryterium jest niższy (33%). Wynika to ze specyfiki branży – firmy często działają globalnie, a obieg danych jest podporządkowany efektywności operacyjnej i wdrożeniom nowych technologii. Dla wielu organizacji lokalizacja danych nie jest najważniejszym elementem strategii chmurowej, zwłaszcza że przetwarzają mniej danych wrażliwych niż np. sektor finansowy.

Od kryterium biznesowego do strategicznego obowiązku

Dane rynkowe pokazują jednoznacznie: jurysdykcja danych przestaje być „miłym dodatkiem”, a staje się pełnoprawnym wymogiem biznesowym, technologicznym i regulacyjnym. W obliczu rosnących wymagań NIS2 i dynamicznie rosnącej liczby incydentów cyberbezpieczeństwa, polskie organizacje zaczynają świadomie wybierać tych dostawców, którzy gwarantują pełną kontrolę nad lokalizacją danych i ich bezpieczeństwem.

Widzimy wyraźnie, że firmy oczekują dziś od usługodawców nie tylko kompetencji technologicznych, ale także pewności prawnej i transparentności operacyjnej. Data center zlokalizowane w Polsce daje przedsiębiorstwom nie tylko poczucie kontroli, ale także przewidywalność regulacyjną i możliwość spełnienia coraz bardziej rygorystycznych wymogów. To szczególnie istotne w czasach, gdy incydenty cyberbezpieczeństwa mają często charakter transgraniczny, a odpowiedzialność za dane spoczywa na zarządach – dodaje Wiesław Wilk.

Rynek PRS w Polsce przyspiesza. Podaż rośnie, ale sektor wciąż na wczesnym etapie rozwoju

Czwarta edycja raportu Savills i CRIDO „Rynek PRS w Polsce. Aspekty komercyjne, prawne i podatkowe” pokazuje, jak szybko rozwija się rynek najmu instytucjonalnego w Polsce. To opracowanie, łączące dane rynkowe Savills i analizy regulacyjne CRIDO, stało się ważnym punktem odniesienia dla inwestorów i deweloperów. Rosnąca rola najmu instytucjonalnego w największych miastach, zmieniająca się demografia i coraz większa mobilność mieszkańców sprawiają, że rzetelne spojrzenie na sektor PRS jest bardzo istotne.

Polski sektor najmu instytucjonalnego (PRS) pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku mieszkaniowego. Z najnowszego raportu Savills i CRIDO „Rynek PRS w Polsce. Aspekty komercyjne, prawne i podatkowe” wynika, że od stycznia do końca października 2025 r. zasób mieszkań PRS zwiększył się o ponad 4 800 lokali, osiągając poziom ok. 25 100 jednostek. Oznacza to 24-procentowy wzrost w porównaniu z początkiem roku. Do końca 2027 r. całkowita podaż, biorąc pod uwagę projekty będące w budowie i planowane (ze znaną datą realizacji), może wzrosnąć do ponad 36 000 mieszkań.

Podczas panelu dyskusyjnego zorganizowanego przy okazji premiery raportu eksperci podkreślali, że mimo szybkiego wzrostu rynek PRS pozostaje na bardzo wczesnym etapie rozwoju na tle rynku najmu prywatnego. Zwracali uwagę, że skala najmu instytucjonalnego pozostaje niewielka w porównaniu z liczbą osób, które oficjalnie deklarują przychody z najmu mieszkań, co potwierdzają dane administracyjne. Zwrócono uwagę, że rozproszenie tego segmentu oraz niska podaż dużych pakietów mieszkań dostępnych do zakupu to czynniki hamulcowe tempa wzrostu oczekiwanego przez inwestorów instytucjonalnych.

Silny popyt i rosnąca rola najmu jako świadomego wyboru

Zmiana społecznych postaw wobec najmu, rosnąca mobilność, migracja do dużych miast oraz ograniczona dostępność kredytów hipotecznych – to czynniki, które w ostatnich latach napędzają rozwój sektora. Jednocześnie rośnie oczekiwanie najemców wobec jakości usług oraz transparentności i stabilności umów, którą zapewniają operatorzy instytucjonalni.

Jacek Kałużny, Head of Operational Capital Markets, Savills komentuje: – Polska wchodzi w etap, w którym najem instytucjonalny staje się pełnoprawną i racjonalną alternatywą wobec zakupu mieszkania, szczególnie w największych miastach. Wysoka transparentność rynku oraz profesjonalizacja usług najmu przyciągają zarówno najemców, jak i inwestorów.

Z danych Ministerstwa Finansów cytowanych w raporcie wynika, że w 2024 r. ponad 1,07 mln podatników deklarowało przychody z najmu prywatnego, co pokazuje skalę rynku najmu, ale też jego rozproszenie. Ta wartość nie uwzględnia również szarej strefy na rynku najmu. Jednocześnie segment PRS urósł niemal dziesięciokrotnie od 2018 r., choć nadal stanowi niewielką część całego rynku najmu, bo zaledwie 2%.

Eksperci w panelu podkreślali, że współczesny najemca jest bardziej świadomy i zwraca uwagę na standard, przewidywalność i przejrzystość procesów. Zauważono także, że zmienia się charakter mobilności – coraz częściej najem jest wyborem, a nie koniecznością, co wynika m.in. z nowych modeli życia, mobilności zawodowej czy zmieniającej się struktury rodzin.

Na czele Warszawa, Kraków i Trójmiasto

Najdynamiczniej rozwijającymi się rynkami między styczniem a październikiem 2025 r. były: Kraków (1 742 nowych lokali), Warszawa (1 484), Poznań (416) i Wrocław (369). Trójmiasto podwoiło swój zasób w wyniku oddania trzech nowych projektów. Jedynym dużym rynkiem bez zmian pozostaje Łódź.

Większość inwestorów lokuje projekty w siedmiu największych metropoliach, a średnia skala przedsięwzięcia to ok. 200 mieszkań.

To dostępność projektów gruntowych, urbanizacja oraz silne przepływy migracyjne sprawiają, że największe miasta pozostaną kluczowe dla rozwoju sektora PRS. Dane za 2025 r. potwierdzają stabilny popyt. Widzimy, że nowe projekty bardzo szybko znajdują najemców – podkreśla Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

W dyskusji zwrócono uwagę, że planowanie ekspansji PRS poza największe miasta i ich centra jest trudne, ponieważ kluczowym kryterium dla najemców jest dostęp do dobrej komunikacji publicznej. Podkreślano również, że koszty budowy w centrum i na przedmieściach są zbliżone, co nie pozwalałoby na zróżnicowanie czynszów w stopniu rekompensującym gorszą lokalizację.

Stabilne czynsze w większości miast

Według analizy Savills czynsze w sektorze PRS pozostają odporne na wahania rynkowe. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. Gdańsk zanotował wzrost o 3%, a Warszawa, Wrocław, Łódź i Poznań o ok. 1,5%. Spadek o ponad 6% widoczny był w Katowicach, a w Krakowie utrzymanie stawek z poziomów notowanych na koniec 2024 r.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że czynsze w projektach PRS pozostają stabilne, a ich poziom jest silnie uzależniony od standardu i lokalizacji inwestycji. Kawalerki w budynkach zarządzanych instytucjonalnie kosztują zazwyczaj od 2500 do 3000 zł miesięcznie, natomiast mieszkania jednopokojowe mieszczą się w przedziale od 2000 do ponad 4000 zł, przy czym najwyższe stawki obserwowane są w projektach premium oraz w centralnych lokalizacjach największych miast.

Wioleta Wojtczak dodaje: – Wysoka jakość obsługi i przewidywalność procesu najmu sprawiają, że projekty PRS dobrze trzymają poziom czynszów. To format, który adresuje realne potrzeby najemców, czyli stabilność, bezpieczeństwo i jakość.

Liderem rynku pozostaje Resi4Rent, dysponujący portfelem około 6 200 mieszkań. Dalej są Vantage Rent z zasobem liczącym 3 287 lokali oraz LifeSpot, zarządzany przez Ares i Griffin Capital Partners, który posiada 2 450 mieszkań. Trzej najwięksi inwestorzy kontrolują łącznie 48% całego zasobu PRS nad Wisłą. Tuż za nimi plasuje się państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem z niespełna 2 500 mieszkań na wynajem.

Eksperci zwrócili uwagę, że w kolejnych latach potencjał wzrostu czynszów może być mniejszy, m.in. ze względu na spadające stopy procentowe oraz coraz lepszy standard mieszkań wynajmowanych na rynku prywatnym. Podkreślano także, że rośnie profesjonalizacja wynajmujących prywatnych, co wpływa na konkurencyjność obu segmentów. Zwracano również uwagę, że przewidywalność czynszów i stabilność warunków najmu pozostają kluczowymi atutami PRS w oczach najemców.

Panel ekspercki – najważniejsze wnioski

Podczas premiery raportu odbył się panel dyskusyjny prowadzony przez Jacka Kałużnego, w którym udział wzięli przedstawiciele najważniejszych podmiotów na rynku – Anna Baran MRICS Baran (G City Europe), Marek Obuchowicz (Griffin Capital Partners), Dariusz Pawlukowicz (Vantage Development & Robyg), Edyta Stelmach (Nrep) oraz Anna Pleskowicz (CRIDO).

Eksperci wskazywali na bariery strukturalne ograniczające tempo rozwoju PRS w Polsce. Szczególnie mocno akcentowano problem dostępności gruntów i wydłużające się procedury administracyjne. W dyskusji wskazano, że dobrym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie dedykowanej kategorii „budynku na wynajem” w prawie budowlanym, o ile byłaby odpowiednio określona i adresowała rzeczywiste wyzwania pojawiające się przy projektowaniu budynków z segmentu PRS. Zauważono również, że brak klarownych regulacji podatkowych prowadzi do niepewności inwestorów i może decydować o rentowności projektów. Eksperci wskazywali też, że rynek jest dziś w fazie „chorób wieku dziecięcego”, a część wyzwań dotyczy całego rynku nieruchomości – w tym inflacji kosztów budowy czy wydłużonych postępowań administracyjnych.

Rynek inwestycyjny. Jest potencjał i wciąż niska płynność

Choć sektor living w Polsce, obejmujący PRS i PBSA, nadal charakteryzuje się niską płynnością i ograniczoną liczbą transakcji – w trzech pierwszych kwartałach 2025 r. wartość inwestycji wyniosła 86,5 mln euro, głównie w formule forward – to atrakcyjność rynku pozostaje wysoka. Autorzy raportu podkreślają, że inwestorzy coraz uważniej obserwują polski rynek, a atrakcyjne stopy i rosnąca skala projektów budują fundamenty pod większą aktywność transakcyjną.

Uczestnicy panelu zwrócili uwagę, że największą barierą dla inwestorów pozostaje ograniczona liczba dostępnych do zakupu gotowych portfeli. Podkreślali, że budowa portfela od zera wymaga dziś horyzontu inwestycyjnego liczącego nawet 10 lat, m.in. ze względu na czasochłonne procedury pozyskiwania pozwoleń. Wskazywano też, że rosnące koszty finansowania oraz wysokie ceny gruntów powodują konieczność analizowania znacznie większej liczby działek i składania większej liczby ofert.

Potrzebne jasne i dedykowane regulacje

Raport zwraca uwagę, że brak precyzyjnych regulacji dedykowanych sektorowi PRS, w połączeniu z rozbieżnymi interpretacjami organów podatkowych, nadal generuje istotną niepewność inwestycyjną.

Jak dodaje Anna Pleskowicz, Partner w CRIDO: – W realiach braku dedykowanych regulacji sektor PRS wymaga każdorazowo szczegółowej analizy podatkowo-prawnej już na etapie projektowania inwestycji – zarówno w kontekście wyboru modelu biznesowego, jak i jego dostosowania do lokalnych uwarunkowań. Co istotne, konsekwencje podatkowe towarzyszą inwestorom przez cały cykl życia projektu.

Eksperci CRIDO wskazują, że niejednoznaczność przepisów podatkowych sprawia, iż część projektów może okazać się nieopłacalna już na etapie analizy finansowej. Zwracają uwagę, że nawet niewielkie różnice w interpretacjach dotyczących VAT lub podatku od nieruchomości mogą decydować o tym, czy dana inwestycja ostatecznie zostanie zrealizowana. Doświadczenie pokazuje również, że ryzyka podatkowe ujawniają się na etapie wyjścia z inwestycji, w szczególności w obszarze VAT oraz wieloletnich korekt podatku przy sprzedaży lokali.

Dodatkowo raport wskazuje na pojawiające się nowe ryzyka, takie jak: próby stosowania wyższych stawek podatku od nieruchomości dla pustostanów czy niejednolite podejście do obiektów typu domy studenckie

Rynek biurowy adaptuje się do nowych realiów. Większa popularność elastycznych biur, dłuższe kontrakty i walka o lokalizację

Na rynku biurowym mamy do czynienia z niższą dostępnością powierzchni i stałym poziomem aktywności najemców. Nowe firmy na rynku częściej zaczynają od przestrzeni flex, podpisują dłuższe kontrakty w zamian za wyższą kontrybucję na urządzenie biura i bez wahania płacą więcej za lokalizacje w centrum. Czas poszukiwania odpowiednich lokali wydłuża się, a czynsze rosną.

Najemcy są bardziej elastyczni

Aktywność najemców na rynku biurowym jest na podobnym poziomie jak w poprzednich latach. Cały czas pojawiają się nowe marki, choć jest ich mniej niż to było na przykład pięć lat temu. Obserwujemy zmiany w strategiach najmu. Podczas pandemii wiele firm chciało podnająć część swojej powierzchni czekając na podnajemcę miesiącami. Teraz, w związku z niską podażą powierzchni biurowej, oferty podnajmu potrafią znikać z rynku praktycznie natychmiast. Dużą część transakcji stanowią renegocjacje umów, a nowe budynki już w momencie oddania są skomercjalizowane w 70-90 proc.

Nowi gracze na rynku często zaczynają od elastycznych przestrzeni biurowych (flex), które są obecnie wypełnione w około 90 proc. Wykorzystują ten czas by dobrze poznać rynek, zwłaszcza od strony dostępności i oczekiwań pracowników, czekają w nich na nowe budynki lub decydują się pozostać we flexach na dłużej. W przypadku braku dostępnych powierzchni w centrum miasta część z nich rozważa lokalizacje położone dalej od centrum, choć częściej wolą poczekać w przestrzeniach elastycznych niż przenosić się na obrzeża miast. Trudniej jest ściągnąć pracownika do biura położonego daleko od centrum lub z gorszym dostępem do komunikacji miejskiej.

Wartość nominalna czynszu wzrosła, ale paradoksalnie najem w całkowitych wydatkach firmowych często stanowi dziś niższy procent niż pięć lat temu, dlatego firmy wolą płacić więcej za lepszą lokalizację. Dla mniejszych firm lokalizacja może nie mieć kluczowego znaczenia, ale duże marki, szczególnie rozpoczynające działalność w Polsce, zdecydowanie preferują centrum. Podobnie jest w miastach regionalnych. Decyzje lokalizacyjne są dziś w dużej mierze kreowane przez dział HR. Jeśli firma ma pracowników na północy Polski, może rozważyć Gdańsk. Jeśli potrzebuje dużej liczby specjalistów, kieruje się do Warszawy. Kluczowa jest dostępność talentów, a koszty biura schodzą na dalszy plan.

Kolejnym trendem na rynku jest większa skłonność firm do zawierania dłuższych kontraktów. Wynika to z dopłat do urządzenia biura, które są w wyższe w przypadku długoterminowych umów. Ceny fit-outów pozostają wysokie, a firmy nie chcą dużo dokładać do wykończenia przestrzeni. W rezultacie są skłonne podpisywać dłuższe kontrakty w zamian za wyższą kontrybucję na urządzenie biura. Widać wyraźnie, że firmy mniej obawiają się długoterminowych zobowiązań niż jeszcze kilka lat temu.

Ciekawym zjawiskiem na rynku najmu jest aktywizacja sektora publicznego, zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych. Instytucje publiczne przechodzą ze starych budynków, część przebudowuje i odnawia swoje siedziby, ale są i takie, które decydują się na najem powierzchni komercyjnych.

Rynek czeka na nowe biura

Obecnie widzimy ożywienie w inwestycjach na rynku biurowym. Jest większy ruch, pojawia się kapitał, na przykład czeski i skandynawski, zainteresowany zakupami w Polsce. Rynek inwestycyjny zdecydowanie się poprawia. Łatwiejszy dostęp do kapitału i niższe stopy procentowe sprawiają, że inwestowanie w naszym kraju staje się bardziej atrakcyjne. Spodziewamy się, że więcej deweloperów zdecyduje się na nowe projekty biurowe.

Jednak proces inwestycyjny trwa lata, dlatego przez najbliższe trzy lata rynek będzie zmagał się z niedoborem podaży nowoczesnych powierzchni biurowych. To wpłynie na wzrost czynszów.

W Warszawie, gdzie pustostany są szczególnie niskie, dla firm poszukujących powyżej 5 tys. mkw. znalezienie odpowiednich powierzchni może być wyzwaniem. Dlatego firmy, które potrzebują powierzchni biurowych, powinny zacząć proces jej poszukiwania znacznie wcześniej. Cały czas będziemy borykać się z dostosowaniem przestrzeni do potrzeb pracowników tak, by chcieli oni więcej czasu spędzać na pracy stacjonarnej. Pracodawcy częściej będą dyktować warunki – zapewnią lepsze biuro oczekując od pracowników, że ich obecność będzie rosła.

AI Chamber wzywa do wzmocnienia „Digital Omnibus”. Biznes z CEE chce ambitniejszych uproszczeń

AI Chamber (Izba AI) – instytucja działająca na rzecz rozwoju innowacji AI w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE), przedłożyła list otwarty, współpodpisany przez 12 wiodących organizacji biznesowych z regionu, wzywający członków Rady Unii Europejskiej oraz Parlamentu Europejskiego do znaczącego wzmocnienia nowo zaproponowanego przez Komisję Europejską pakietu „Digital Omnibus”.

19 listopada b.r. Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia „Digital Omnibus” w zakresie uproszczeń regulacji cyfrowych (“Digital Simplification Package”), który, obok zmian w Akcie o SI, obejmuje również propozycje zmian w RODO, dyrektywie NIS2 oraz Data Act. Digital Omnibus dostosowuje harmonogram realizacji głównych obowiązków wynikających z AI Act, redukuje obciążenia administracyjne i uzależnia stosowanie najbardziej restrykcyjnych przepisów od wcześniejszego udostępnienia odpowiednich norm i wytycznych wykonawczych. Reprezentując wspólny głos europejskich innowatorów, sygnatariusze listu popierają ambicję Komisji, by uprościć i ujednolicić przepisy cyfrowe – lecz ostrzegają, że Europa nie może pozwolić sobie na półśrodki w okresie nasilenia globalnej technologicznej rywalizacji, która będzie decydować o jej przyszłej pozycji gospodarczej i strategicznej.

Decydujący moment dla cyfrowych ambicji Europy

We wspólnym liście sygnatariusze wyrażają uznanie dla Komisji za podjęcie długo oczekiwanego pierwszego kroku w kierunku złagodzenia obciążeń regulacyjnych europejskiego sektora cyfrowego poprzez propozycję pakietu „Digital Omnibus”. Jednocześnie podkreślają, że obecny zakres pakietu „pozostaje niewystarczający”, aby odwrócić spadek konkurencyjności Europy i zapewnić jej długoterminowy dobrobyt gospodarczy. Organizacje zwracają uwagę, że Europa traci pozycję w globalnym wyścigu technologicznym, a osiągnięcie „strategicznej autonomii” nie będzie możliwe bez stworzenia warunków do rozwoju podstawowych technologii. AI Chamber zaznacza, że Digital Omnibus powinien być jedynie punktem wyjścia do znacznie ambitniejszej unijnej strategii cyfrowej, wskazując, że Europa może skutecznie chronić swoje wartości tylko wtedy, gdy utrzyma dynamiczną, opartą na danych gospodarkę.

Europejskie „prawne spaghetti”: biznes potrzebuje jasnych i prostych regulacji

List ostrzega, że nadmiernie skomplikowane przepisy stały się poważną barierą dla innowacji, szczególnie dla europejskich MŚP i start-upów. AI Act jest przykładem powstającej „sieci prawnego spaghetti”, tak złożonej, że potrafią ją zrozumieć jedynie wyspecjalizowani eksperci i prawnicy – co w praktyce faworyzuje największych graczy graczy i grozi całkowitym wykluczeniem mniejszych innowatorów z uczestniczenia w rozwoju AI.

Europa pilnie potrzebuje radykalnego uproszczenia AI Act. Musimy zapewnić małym i średnim przedsiębiorstwom jasne, proporcjonalne i zrozumiałe ścieżki zgodności – przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu wysokich standardów ochrony praw podstawowych zakorzenionych w konstytucyjnych tradycjach państw członkowskich oraz w samej Unii.podkreśla Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Inicjatywa „Stop the Clock” nabiera tempa

List otwarty zdecydowanie popiera dotychczasowe apele branży – takie, jak m.in. inicjatywa „EU AI Champions”, wspierana przez firmy, takie jak Airbus, Siemens, Philips, E.ON, Carrefour, Mercedes-Benz i L’Oréal – o natychmiastowe „zatrzymanie zegara” i wdrożenie bezwarunkowego, dwuletniego odroczenia wejścia w życie pozostałych przepisów Aktu o sztucznej inteligencji. Taka pauza dałaby europejskim firmom czas na realne wdrożenie przepisów oraz umożliwiła gruntowny przegląd i uproszczenie obecnych ram regulacyjnych – zapobiegając dalszemu powiększaniu dystansu wobec konkurentów, jak np. Stany Zjednoczone, które konsekwentnie realizują nową strategię nastawioną na „wygranie globalnego wyścigu AI”.

RODO pod lupą: klucz do rozwoju europejskiej AI

Organizacje z zadowoleniem przyjmują zamiar Komisji, by doprecyzować przepisy RODO dotyczące trenowania AI – potwierdzając, że uzasadniony interes może stanowić dla niego  samodzielną podstawę prawną. AI Chamber apeluje o jasne i spójne zasady, zapewniające pełną jednolitość w całej UE, bez miejsca na rozbieżne interpretacje.

Wzmocnienie europejskich ram cyberbezpieczeństwa

AI Chamber, wraz z podpisanymi organizacjami, apeluje do UE o pilne uporządkowanie coraz bardziej rozbieżnych przepisów dotyczących cyberbezpieczeństwa. Choć propozycja ustanowienia Single Entry Point (SEP) dla zgłaszania incydentów to krok w dobrą stronę, nakładające się równolegle obowiązki wynikające z NIS2, CRA i DORA wciąż generują zbędną złożoność i koszty, odciągając firmy od faktycznego zarządzania ryzykiem.

Sygnatariusze listu podkreślają potrzebę stworzenia spójnych zasad raportowania i wzywają UE do umożliwienia firmom zgłaszania incydentów do organu w kraju, w którym mają siedzibę, bądź w przypadku firm transgranicznych – zgłaszania za pośrednictwem swojej siedziby głównej. Organizacje wnioskują także o wprowadzenie klauzul chroniących przed odpowiedzialnością prawną w raportowaniu oraz uwzględnienia pełnej unifikacji wymogów zgodności w pakiecie Digital Omnibus – tak, by wyeliminować nakładające się obowiązki wynikające z NIS2, CRA i DORA.

Prawa autorskie a rozwój sztucznej inteligencji

W liście podkreślono kluczową rolę wyjątków dotyczących eksploracji tekstu i danych (TDM), zawartych w artykułach 3 i 4 dyrektywy CDSM, w zakresie trenowania modeli AI. AI Chamber ostrzega, że ​​osłabienie tych przepisów może zahamować badania nad sztuczną inteligencją i zaszkodzić suwerenności technologicznej Europy, wzywając do ich ochrony i rozszerzenia w celu stworzenia stabilnej, ogólnounijnej podstawy prawnej.

AI Chamber gotowa do współpracy z decydentami UE

AI Chamber i sygnatariusze deklarują pełne wsparcie dla procesu legislacyjnego oraz działań na rzecz wzmocnienia pakietu Digital Omnibus. Podkreślają konieczność wprowadzenia jasnego mechanizmu odroczenia obowiązków wynikających z AI Act oraz ujednoliconej podstawy prawnej dla stosowania uzasadnionego interesu przy trenowaniu AI zgodnie z RODO.

Europa nie może pozwolić sobie na dalsze zwiększanie dystansu do globalnych liderów technologicznych. Jesteśmy gotowi współpracować z instytucjami UE, by stworzyć spójne, proinnowacyjne ramy regulacyjne, które wzmocnią konkurencyjność Europy i zapewnią firmom tak potrzebną pewność prawa.podsumowuje Tomasz Snażyk.

Finisz roku pod znakiem niepewności. Dane makro mieszają rynkowe nastroje

W ostatnim pełnym tygodniu roku jest spory wysyp danych – nie tylko ze Stanów, ale również globalnie. Trump ogłosił blokadę morską Wenezueli, jest reakcja na notowaniach ropy naftowej. Funt brytyjski traci po publikacji danych inflacyjnych, które powinny przesądzić o obniżce stóp już w czwartek.

Obraz gospodarki USA nieco zamazany

W tym tygodniu czeka nas sporo danych makro, a w przypadku USA, są to zarówno odczyty bieżące, jak i zaległe – w związku z blokadą instytucji rządowych, która miała miejsce niedawno. Inwestorzy czekali przede wszystkim na publikacje z rynku pracy, bo tak naprawdę obraz tego sektora gospodarki od października był nieznany. I trzeba przyznać, że pojawiły się sygnały pogorszenia koniunktury, choć nie można ich rozpatrywać jednoznacznie. Stopa bezrobocia wzrosła w listopadzie do poziomu 4,6% z 4,4% miesiąc wcześniej, tylko trzeba pamiętać, że zwolnienia w tym czasie dotyczyły głównie urzędników (jeden z głównych powodów shutdownu). Wydźwięk publikacji nie jest więc, aż tak zły, bo należy dodać, że w obu miesiącach zatrudnienie w sektorze prywatnym rosło. Również w przypadku innych danych można mówić o braku jednoznacznego przekazu – PMI okazały się słabsze od prognoz, ale już sprzedaż detaliczna w listopadzie była na solidnym poziomie.

Kolejny krok

Na głównej parze walutowej świata widzimy cofnięcie z poziomu 1,1750 do okolic wsparcia na 1,17. Jest to pokłosie pogorszenia się sentymentu na rynkach w związku z ogłoszeniem przez prezydenta USA blokady morskiej Wenezueli. Temat konfliktu w tym rejonie świata nie jest niczym nowym, bo od kilku tygodni pojawiają się informację o flocie zgromadzonej w okolicach tego kraju Ameryki Południowej, a rynki nawet żyły możliwym atakiem wojsk amerykańskich na Wenezuelę. Trump uznał administrację prezydenta Maduro za „organizację terrorystyczną”, a pokaz siły wojskowej może stanowić punkt zapalny przez najbliższy czas. Teraz prezydent USA skupia się na ograniczeniu eksportu ropy naftowej przez Wenezuelę (głównie do Chin). Reakcja na notowaniach „czarnego złota” nie mogła być inna, jak wzrost cen kontraktów terminowych o ponad 1%, bo ten kraj ma największe rezerwy ropy naftowej na świecie (około 18% globalnych pokładów). Eskalacja napięcia w tym regionie wpływa też na notowania złota, jako bezpiecznej przystani.

Prezent świąteczny dla BoE

Wspominaliśmy, że w tym tygodniu był spory wysyp danych i takowe pojawiły się również z Wysp Brytyjskich. I trzeba przyznać, że odczyt inflacji za listopad jest swoistym prezentem dla Banku Anglii. Odczyt CPI 3,2% r/r, jest dużo niższy od wartości w październiku, gdzie było to 3,6%. Tym samym otwiera to drogę BoE do obniżki stopy procentowej już na jutrzejszym posiedzeniu. Bank Anglii w ostatnim czasie miał twardy orzech do zgryzienia, bo kiepska sytuacja na rynku pracy, w połączeniu z niskim wzrostem gospodarczym, była w kontrze do właśnie inflacji i nie dawała jasnych sygnałów w polityce monetarnej, a wręcz hamowała jakiekolwiek decyzje. Teraz wydaje się, że mamy już splot czynników, który ułatwia decyzję BoE, a jej efekty poznamy już jutro podczas posiedzenia. Patrząc na osłabiającego się funta brytyjskiego dzisiaj, widzimy, że inwestorzy już „wiedzą” co się stanie jutro, czyli obniżka kosztu pieniądza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11.00 – strefa euro – inflacja CPI listopad,
  • 16.30 – USA – zapasy ropy naftowej.

Gospodarka USA hamuje, ale inflacja wciąż powyżej celu

Wczorajsze dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych wskazują na wyraźne pogorszenie jego kondycji. Stopa bezrobocia wzrosła w listopadzie do 4.6%, wobec 4.4% we wrześniu i 4% w styczniu, osiągając najwyższy poziom od 2021 roku. Tendencja ta sugeruje stopniowe, ale coraz bardziej widoczne osłabienie sytuacji na rynku zatrudnienia. Jednocześnie dane dotyczące liczby miejsc pracy poza rolnictwem charakteryzują się znaczną zmiennością. W październiku odnotowano spadek zatrudnienia o 105 tys., natomiast w listopadzie wzrost o 64 tys., przy czym wahania te w dużej mierze wynikają z funkcjonowania programu odroczonych rezygnacji w administracji publicznej, co utrudnia jednoznaczną ocenę faktycznego trendu.

W szerszym ujęciu rynek pracy nie wykazuje oznak powszechnego ożywienia. W ciągu ostatnich trzech miesięcy wzrost zatrudnienia wystąpił jedynie w trzech sektorach:

  • hotelarstwie i gastronomii,
  • edukacji wraz z opieką zdrowotną,
  • budownictwie

W tym ostatnim przypadku ekspansja jest częściowo napędzana intensywnymi inwestycjami w centra danych związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Pozostałe kluczowe branże, takie jak przemysł, sektor IT, handel oraz transport, pozostają słabe i nie generują nowych miejsc pracy. Równolegle widoczne jest wyraźne hamowanie dynamiki wynagrodzeń, gdyż wzrost średniej stawki godzinowej spadł do 3.5% rok do roku, co stanowi najniższy poziom od maja 2021 roku.

Dodatkowym źródłem niepokoju jest gwałtowny wzrost liczby osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin z przyczyn ekonomicznych. Liczba ta wzrosła do 5.5 mln z 4.6 mln wcześniej, co oznacza bardzo silny skok, choć część obserwatorów podchodzi do tych danych z ostrożnością, wskazując na możliwość ich ograniczonej wiarygodności. Interpretację sytuacji komplikuje również wcześniejsze czasowe zamknięcie rządu federalnego, które zakłóciło proces zbierania danych przez Biuro Statystyki Pracy. W efekcie listopadowe odczyty obarczone są większym marginesem błędu, a wzrost bezrobocia może być częściowo wynikiem błędnej klasyfikacji pracowników tymczasowo zwolnionych w okresie zamknięcia administracji.

Taka „mgła danych” zwiększa niepewność decyzyjną Rezerwy Federalnej. Mimo pogarszających się sygnałów z rynku pracy Fed może opóźniać dalsze obniżki stóp procentowych, oczekując na bardziej spójne i wiarygodne informacje. Ogólny obraz rynku pracy przesuwa się z fazy „nie najlepszego” w kierunku wyraźnie słabego. Choć nie obserwuje się jeszcze masowych zwolnień, liczba ofert pracy spada, proces znalezienia zatrudnienia staje się coraz trudniejszy, a presja płacowa wyraźnie słabnie.

W tym kontekście istotnym wydarzeniem będzie jutrzejsza publikacja raportu CPI ze Stanów Zjednoczonych. Konsensus rynkowy zakłada odczyt inflacji na poziomie 3.1% rok do roku, a więc ponad 1 punkt procentowy powyżej celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej. Połączenie podwyższonej inflacji z coraz wyraźniejszym osłabieniem rynku pracy tworzy dla decydentów z FOMC wyjątkowo trudne otoczenie, wymagające równoważenia ryzyka utrwalenia się presji cenowej z postępującym spowolnieniem gospodarczym. Te sprzeczne sygnały najprawdopodobniej pozostaną w najbliższych miesiącach jednym z głównych źródeł niepewności w polityce monetarnej USA.

Na rynku walutowym widać już pierwsze reakcje na to otoczenie makroekonomiczne. Indeks DXY wzrósł do poziomu 98.543 pkt, podczas gdy EURUSD, które jeszcze wczoraj testowało poziom 1.18, obecnie notowane jest poniżej 1.1720. Może to świadczyć o narastającej przewadze dolara w oczekiwaniu na kluczowe dane inflacyjne oraz dalsze sygnały płynące z Rezerwy Federalnej.

Rynek aut luksusowych: Porsche i Ferrari na zakręcie

Porsche i Ferrari, dwie ikony luksusu i inżynieryjnej precyzji, znalazły się w trudnym momencie. Choć przez lata były synonimem prestiżu, dziś ich sytuacja coraz wyraźniej odbiega od reszty motoryzacyjnej czołówki. Od początku roku akcje Ferrari spadły o 23,4 proc., a Porsche o 20,1 proc. To najgorsze wyniki wśród dziesięciu głównych producentów samochodów. Dla porównania GM zyskał 44,8 proc., Ford 32,1 proc., a BMW 22,7 proc. Inwestorzy premiują firmy, które potrafią działać na dużą skalę, szybko dostosowują się do zmian i efektywnie kontrolują koszty. Ferrari i Porsche, mimo siły marki, dziś wyglądają na zbyt powolne i zbyt drogie. Szansą dla firm może stać się zmiana polityki UE w zakresie odejścia od aut spalinowych.

W przypadku Porsche problem ma wiele warstw. Po pierwsze, popyt na auta elektryczne słabnie. Strategia szybkiego przejścia na modele EV traci impet, a firma przesuwa zasoby z powrotem w stronę samochodów spalinowych i hybryd. To segmenty bardziej dochodowe, mniej ryzykowne i lepiej dopasowane do oczekiwań klientów. Taka korekta wpisuje się w szerszy kontekst polityczny. Kanclerz Friedrich Merz zwrócił się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie przepisów, które przewidują zakończenie sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku. Niemiecki rząd przyjął formalny wniosek do UE o wyjątek dla ładowanych hybryd oraz niskoemisyjnych silników spalinowych. To potencjalna zmiana reguł gry, która może wpisać się w nową strategię Porsche i dać firmie większą elastyczność w najbliższych latach.

Firmie nie pomaga także struktura kosztowa. Produkcja skoncentrowana w Europie oznacza wyższe ceny energii, rosnące płace oraz większe ryzyko kursowe. Dodatkowo amerykańskie cła sięgające 15 proc. kosztują firmę 700 mln euro rocznie. Porsche nie ma fabryk w USA, przez co jest w gorszej pozycji niż konkurenci produkujący lokalnie. Problemem staje się także rynek chiński, gdzie przychody firmy w trzecim kwartale spadły aż o 21 proc. Presja konkurencji rośnie, a chińskie marki coraz skuteczniej odbierają udziały w segmencie aut elektrycznych.

Rok 2025 ma być dla Porsche okresem przejściowym, czasem cięcia kosztów, restrukturyzacji i zmiany kursu strategicznego. Symboliczna jest tu zmiana prezesa. Od stycznia stery obejmie Michael Leiters, były szef McLarena. Nowy szef ma przywrócić firmie tempo i elastyczność. Średnia cena samochodu Porsche w 2024 roku wyniosła 117 tys. euro, ale już w 2025 ma spaść do 110 tys. To sygnał, że podwyżki cen dotarły do ściany, a klienci stają się bardziej wrażliwi na koszty. Po latach bezproblemowych wzrostów firma musi zmierzyć się z nową rzeczywistością.

Ferrari z kolei boryka się z innym zestawem problemów. Akcje spadły do najniższych poziomów od dwóch lat, głównie przez opóźnienia we wdrażaniu nowego modelu F80 oraz obniżone prognozy dostaw na 2026 rok z planowanych 250 do zaledwie 200 sztuk. Do tego dochodzą rosnące koszty wprowadzania nowych modeli, które wywierają presję na marże.

Wyzwanie stanowi także Ferrari Elettrica, czyli pierwszy elektryczny model marki. Firma stawia na strategię ograniczania wolumenu produkcji, co chroni ekskluzywność, ale ogranicza możliwości wzrostu. W otoczeniu rosnących oczekiwań rynkowych taka strategia zaczyna ciążyć.

Wspólnym mianownikiem dla Porsche i Ferrari jest napięcie między prestiżem a elastycznością. Obie firmy walczą o utrzymanie swojej tożsamości w czasie, gdy rynek premiuje skalę, adaptację i efektywność. Problemy z popytem, rosnące koszty, presja konkurencji i wyzwania technologiczne pokazują, że luksus sam w sobie nie wystarczy.

Zarówno Porsche, jak i Ferrari próbują dziś odnaleźć równowagę między wizerunkiem a rentownością, między ekskluzywnością a dostępnością, między strategią a rzeczywistością rynkową. Najbliższe kwartały pokażą, czy uda się im skręcić w odpowiednim kierunku, zanim rynek zdecyduje za nie. Obie marki pozostają długoterminowo atrakcyjne, ale w krótkim terminie akcje to wciąż inwestycja o podwyższonym ryzyku.

Cyberubezpieczenia, już teraz warte 16,3 mld USD globalnie, będą nadal szybko rosnąć

W miarę jak rynek będzie się rozwijał, ubezpieczyciele przejdą od ogólnych modeli wyliczeń do szczegółowego audytu obecnej sytuacji potencjalnego klienta. Coraz częściej będą preferować firmy, które wdrażają i egzekwują odpowiednie zabezpieczenia oraz mechanizmy nadzoru, jednocześnie odmawiając ochrony tym, którzy tego nie robią.

Rynek cyberubezpieczeń, choć wciąż stanowi stosunkowo małą część globalnej branży ubezpieczeniowej, rośnie w tempie, które przyciąga uwagę zarówno liderów rynku, jak i przedsiębiorstw z różnych sektorów. Według raportu reinsurera Munich Re, globalna wartość składek brutto z tytułu polis cyber ma osiągnąć ok. 16,3 mld USD w 2025 r. – to niemal dwukrotność wartości z 2020 roku i sygnał, że cyfrowe ryzyka stają się jednym z kluczowych obszarów do zabezpieczenia dla firm na całym świecie. Przewidywania odnoszące się do całego rynku są jeszcze bardziej optymistyczne w dłuższej perspektywie: prognozy branżowe wskazują, że globalne przychody z cyberubezpieczeń mogą wzrosnąć nawet powyżej 50 mld USD do końca dekady, jeżeli obecne trendy zostaną podtrzymane.

Rosnąca fala zagrożeń napędza popyt

Dynamiczny wzrost rynku jest bezpośrednią odpowiedzią na eskalację cyberzagrożeń: ransomware, phishing, wycieki danych czy naruszenia usług w chmurze stały się codziennością dla przedsiębiorstw każdego rozmiaru. Statystyki pokazują, że coraz więcej organizacji decyduje się na ochronę przed tego typu ryzykami – 65%[1] amerykańskich firm posiada już polisę cyber, a średnia suma wypłat z tytułu roszczeń rośnie, co odzwierciedla zarówno skalę ataków, jak i ich koszt dla biznesu. W samej Wielkiej Brytanii 62%[2] małych firm jest ubezpieczonych, w porównaniu do 49% w zeszłym roku.

Ransomware odpowiada aż za 29% wszystkich roszczeń z tytułu cyberataków. Firmy często decydują się zapłacić okup, aby szybko wrócić do pracy, bowiem przestoje byłyby jeszcze bardziej kosztowne. To są momenty, w których ubezpieczenia przydają się najbardziej – mówi Marta Prus-Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe.

Ewolucja modeli oceny ryzyka

Kluczową zmianą, która zachodzi w sektorze, jest transformacja podejścia do oceny i wyceny ryzyka. Tradycyjne metody aktuarialne, oparte na statystycznych modelach z przeszłości, coraz częściej ustępują miejsca technologicznym narzędziom oceny, które uwzględniają rzeczywiste praktyki bezpieczeństwa klienta oraz dynamiczne monitorowanie jego infrastruktury.

Wiodący ubezpieczyciele korzystają z analiz telemetrii, automatycznych skanerów podatności oraz algorytmów sztucznej inteligencji, aby nie tylko wycenić ryzyko bardziej precyzyjnie, lecz także – co ważniejsze – premiować te organizacje, które wdrożyły zaawansowane mechanizmy ochronne. W praktyce może to oznaczać obniżenie składki dla firmy z solidnymi kontrolami bezpieczeństwa i jednoczesne odmawianie ochrony podmiotom, które ignorują kluczowe standardy cyberhigieny.

Od statystyk do proaktywnej ochrony

Nowoczesne polityki cyberubezpieczeniowe coraz częściej integrują nie tylko finansowe rekompensaty za szkody, ale także usługi prewencyjne i wsparcie w reagowaniu na incydenty – od analiz śledczych po doradztwo prawne i PR. To sygnał, że ubezpieczyciele przekształcają się z biernych płatników odszkodowań w aktywnych partnerów w budowaniu odporności cyfrowej organizacji.

Taka ewolucja ma dwa istotne skutki. Po pierwsze, wzmacnia pozycje firm, które traktują cyberbezpieczeństwo strategicznie: przedsiębiorstwa z solidnymi zabezpieczeniami mogą liczyć na lepsze warunki polis i mniejsze straty finansowe po ataku. Po drugie, tworzy wyraźniejszą segmentację rynku polis: ubezpieczyciele będą coraz częściej odmawiać pokrycia strat podmiotom z niskim poziomem zabezpieczeń, co może skłaniać do inwestycji w technologie i procesy bezpieczeństwa jako warunek dostępu do ubezpieczenia – mówi Marta Prus-Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe.

Mimo że cyberubezpieczenia rosną szybko, rynek wciąż pozostaje niedostatecznie nasycony – szacuje się, że wiele firm albo nie posiada takich polis, albo ich zakres jest niewystarczający. Geograficzne i sektorowe luki w ubezpieczeniu pozostają znaczące, co oznacza ogromną przestrzeń do rozwoju produktów, szczególnie dla MŚP i organizacji z tzw. ochrony krytycznej.

[1] https://sqmagazine.co.uk/cyber-insurance-statistics/

[2] https://heimdalsecurity.com/blog/uk-cybersecurity-statistics/

AI produkuje muzyczny spam. Skala problemu rośnie

0

Brytyjska wokalistka Emily Portman w lipcu otrzymała gratulacje od fana z okazji premiery nowego albumu — kłopot polegał na tym, że artystka nigdy takiej płyty nie nagrała. Wkrótce okazało się, że na platformach Spotify i Apple Music pod jej nazwiskiem opublikowano album zatytułowany „Orca”, w całości wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Incydent ten stał się kolejnym sygnałem narastającego kryzysu w branży muzycznej, w której serwisy streamingowe coraz częściej zalewane są fałszywymi nagraniami przypisywanymi realnym artystom.

Portman szybko zorientowała się, że opublikowane utwory nie są jej autorstwa. Choć tytuły piosenek nawiązywały do jej stylistyki, wokale brzmiały nienaturalnie perfekcyjnie, a teksty — jak sama podkreślała — były pozbawione znaczenia. Artystka zwraca uwagę, że osoby podszywające się pod muzyków wykorzystują luki w systemach dystrybucyjnych, przesyłając treści bez skutecznej weryfikacji tożsamości. Jej zdaniem jest to jedno z najłatwiejszych i jednocześnie najbardziej powszechnych oszustw funkcjonujących obecnie w internecie.

Skala zjawiska okazuje się znacząca. Z badania Ipsos przeprowadzonego na zlecenie francuskiej platformy Deezer wynika, że aż 97 proc. słuchaczy nie potrafi odróżnić utworów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję od autentycznych nagrań. Deezer poinformował, że tylko w listopadzie do serwisu trafiało każdego dnia ponad 50 tys. w pełni wygenerowanych przez AI utworów, co stanowiło około jednej trzeciej wszystkich nowych zgłoszeń.

Jak wyjaśnia Dougie Brown z organizacji branżowej UK Music, przypisywanie takich nagrań rozpoznawalnym nazwiskom ma przede wszystkim umożliwić czerpanie korzyści finansowych z tantiem. Choć pojedyncze wpływy ze streamingu są niewielkie, ich łączna wartość może rosnąć dzięki wykorzystaniu botów sztucznie zawyżających liczbę odtworzeń.

W odpowiedzi na narastającą krytykę Spotify ogłosił we wrześniu działania mające na celu poprawę wiarygodności platformy, w tym usunięcie w ciągu ostatniego roku około 75 mln utworów uznanych za spam. Serwis, podobnie jak Apple Music, deklaruje ścisłą współpracę z dystrybutorami w celu skuteczniejszego wykrywania fałszywych treści. Jak podkreśla Spotify, dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji przyspiesza i uwidacznia istniejące od lat problemy branży muzycznej, takie jak spam, oszustwa i wprowadzające w błąd treści.

Trump straszy sankcjami wobec europejskich firm w sporze o politykę cyfrową UE

Administracja prezydenta Donalda Trumpa ogłosiła we wtorek możliwość nałożenia sankcji na kluczowe europejskie korporacje, takie jak Accenture, Siemens czy Spotify. Działania te mają być reakcją na – według Waszyngtonu – dyskryminujące podatki cyfrowe oraz regulacje UE, które w ocenie USA szkodzą interesom amerykańskich firm technologicznych.

Biuro Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych (USTR) ogłosiło, że jest gotowe użyć „wszystkich dostępnych instrumentów” do przeciwdziałania unijnym regulacjom. To oznacza zaostrzenie już trwającego sporu transatlantyckiego na temat zasad funkcjonowania rynku technologicznego. W oficjalnym komunikacie zaznaczono, że nowe restrykcje lub opłaty mogą obejmować także inne europejskie firmy, takie jak SAP, DHL, Capgemini, Publicis, Amadeus oraz Mistral.

Spór o regulacje cyfrowe

Napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską rosną wobec unijnych regulacji dotyczących sektora cyfrowego, szczególnie ustawy o usługach cyfrowych (DSA) oraz ustawy o rynkach cyfrowych (DMA). Te przepisy nakładają surowe wymogi dotyczące moderacji treści i mają na celu ograniczenie pozycji dominujących największych światowych platform technologicznych, takich jak Meta, Apple, Google czy Amazon.

Na początku miesiąca Komisja Europejska nałożyła na platformę X, należącą do Elona Muska, karę w wysokości 140 mln dolarów za naruszenie wymogów przejrzystości określonych w DSA. Decyzja ta spotkała się z ostrą krytyką prezydenta Trumpa, który ostrzegł, że „Europa powinna zachować ostrożność”. Równolegle Bruksela rozpoczęła postępowania wobec Google’a, Microsoftu, Amazona i Mety, dotyczące m.in. praktyk w zakresie sztucznej inteligencji oraz usług chmurowych.

Ryzyko dla relacji handlowych

Eskalacja konfliktu może zagrozić umowie handlowej z sierpnia 2025 roku, w której ustalono 15-procentowy limit ceł na większość eksportu z UE do USA. Dla Europy był to sukces, ponieważ umożliwił uniknięcie ustępstw w ważnych sprawach regulacji cyfrowych, które UE uważa za część swojej suwerenności technologicznej.

Administracja USA wskazuje, że polityka cyfrowa Unii wciąż jest jednym z głównych punktów spornych. Nie wyklucza też działań odwetowych, takich jak podniesienie ceł, jeśli Bruksela nadal będzie egzekwować przepisy, które Waszyngton uważa za dyskryminujące. Z kolei przedstawiciele UE podkreślają ograniczoną gotowość do zmian i swoje prawo do samodzielnego kształtowania zasad rynku cyfrowego. Komisja Europejska konsekwentnie realizuje politykę egzekwowania prawa, nakładając w ostatnich latach wielomiliardowe kary na amerykańskie firmy technologiczne za naruszenia przepisów antymonopolowych, podatkowych i ochrony danych.

Komisarz UE: nie wrócimy do importu rosyjskiej energii

Komisarz ds. energii Dan Jørgensen, występując podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, poinformował, że Unia Europejska podjęła decyzję o definitywnym zakończeniu importu energii z Rosji. Jak podkreślił, Wspólnota nie zamierza wracać do dotychczasowego modelu współpracy energetycznej z Moskwą. Decyzja ta ma charakter jednoznaczny i ostateczny oraz ma zapobiec powtórzeniu błędów z przeszłości. Stanowi ona bezprecedensowy krok w historii Unii Europejskiej i oznacza definitywne zerwanie wieloletniej zależności energetycznej od Rosji.

Stopniowe, lecz nieodwracalne wycofanie

Zgodnie ze wstępnym porozumieniem osiągniętym na początku grudnia przez Parlament Europejski i Radę UE, w życie wejdzie prawnie wiążący zakaz importu rosyjskiego gazu ziemnego we wszystkich jego formach. Import skroplonego gazu ziemnego (LNG) zostanie całkowicie wstrzymany do końca 2026 roku, natomiast dostawy gazu przesyłanego rurociągami wygasną do końca września 2027 roku.

W przypadku kontraktów krótkoterminowych zawartych przed 17 czerwca 2025 roku zakaz zacznie obowiązywać wiosną 2026 roku. Umowy długoterminowe zostaną objęte restrykcjami od stycznia 2027 roku, a ich pełne wygaśnięcie nastąpi do końca września tego samego roku.

Komisarz Jørgensen zapowiedział ponadto, że na początku 2026 roku Komisja Europejska przedstawi propozycję zakazu importu rosyjskiej ropy naftowej, a następnie – surowców i technologii związanych z energetyką jądrową. Jak podkreślił, działania te mają bezpośrednio ograniczyć finansowanie reżimu Władimira Putina i stanowią dowód zdolności Unii Europejskiej do wspólnego, solidarnego działania.

Decyzja spotkała się jednak z ostrą krytyką ze strony części europosłów z Węgier. Przedstawiciel partii Fidesz László András zwrócił uwagę, że według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego węgierska gospodarka mogłaby skurczyć się nawet o cztery procent, gdyby kraj został zmuszony do zastąpienia rosyjskich dostaw energii innymi źródłami. Europosłanka Enikő Győri oceniła z kolei, że przyjęte rozwiązanie stanowi „prawny wybieg”, pozwalający obejść zasadę jednomyślności w podejmowaniu decyzji. Węgry i Słowacja zapowiedziały zaskarżenie rozporządzenia na drodze prawnej.

Obecnie Rosja odpowiada za około 12–13 procent importu gazu do Unii Europejskiej, co oznacza wyraźny spadek w porównaniu z poziomem około 45 procent w 2022 roku. Mimo to państwa członkowskie nadal wydają ponad miliard euro miesięcznie na zakup rosyjskiego gazu, co podkreśla skalę wyzwań związanych z pełnym uniezależnieniem się od tych dostaw.

USA: konsumpcja hamuje, rynek pracy słabnie. Rosną obawy o recesję

Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych pozostała bez zmian w październiku, a stopa bezrobocia wzrosła w listopadzie do 4,6%, osiągając najwyższy poziom od września 2021 r. – wynika z opóźnionych danych rządowych opublikowanych we wtorek. Zestaw tych informacji wzmacnia sygnały, że amerykańska gospodarka stopniowo traci impet, a presja narasta zarówno po stronie wydatków konsumenckich, jak i rynku pracy.

Publikacje zostały przesunięte w czasie z powodu 43-dniowego zamknięcia rządu federalnego, co dodatkowo utrudnia interpretację trendów. Mimo to ekonomiści coraz częściej ostrzegają, że ryzyko recesji rośnie.

Sprzedaż detaliczna: stagnacja na nagłówku, zróżnicowanie pod spodem

W październiku wartość sprzedaży detalicznej wyniosła 732,6 mld dolarów, nie zmieniając się względem września. To wynik słabszy od oczekiwań ekonomistów, którzy liczyli na wzrost o 0,1%. Do wyhamowania przyczyniły się m.in. niższe ceny benzyny (dane nie są korygowane o inflację) oraz spadek sprzedaży pojazdów o 1,6%. Ten ostatni czynnik był w dużej mierze efektem wygaśnięcia federalnej ulgi podatkowej na auta elektryczne (7 500 USD) z końcem września, co wcześniej sztucznie podbiło popyt.

Pod powierzchnią płaskiego nagłówka widać jednak bardziej zniuansowany obraz. Tzw. grupa kontrolna – kluczowa miara dla PKB, wyłączająca samochody, paliwa, materiały budowlane i gastronomię – wzrosła o 0,8%, najmocniej od czterech miesięcy i wyraźnie powyżej prognoz (0,4%). Sprzedaż internetowa zwiększyła się o 1,8%, a domy towarowe odnotowały wzrost aż o 4,9%, co sugeruje selektywną odporność popytu.

Konsumpcja „w kształcie litery K”

Badania instytucjonalne wskazują na pogłębiające się zróżnicowanie zachowań konsumentów. Gospodarstwa domowe z dochodami powyżej 100 tys. USD rocznie zwiększyły wydatki o 2,6% r/r w listopadzie, podczas gdy grupy o niższych dochodach zanotowały wzrost zaledwie 0,6%. Oznacza to, że wzrost wydatków uznaniowych w coraz większym stopniu napędzają osoby lepiej sytuowane, podczas gdy gospodarstwa o niższych dochodach ograniczają m.in. wydatki na podróże i odzież.

Rynek pracy: wyższe bezrobocie i więcej pracy „na skróty”

Równolegle narastają obawy o rynek pracy. Stopa bezrobocia wzrosła do 4,6% z 4,4% we wrześniu. Zatrudnienie w niepełnym wymiarze z przyczyn ekonomicznych zwiększyło się w listopadzie o prawie 1 mln osób, do 5,5 mln, co sugeruje, że firmy częściej ograniczają godziny, zamiast przeprowadzać masowe zwolnienia.

Listopadowy przyrost zatrudnienia wyniósł 64 tys. miejsc pracy, po spadku o 105 tys. w październiku. Październikowe tąpnięcie w dużej mierze wiązano z redukcjami w sektorze federalnym – ponad 150 tys. pracowników miało przyjąć odprawy w ramach inicjatyw ograniczających wielkość administracji. Biuro Statystyki Pracy zaznaczyło przy tym, że dane z badania gospodarstw domowych za październik nie zostały zebrane podczas zamknięcia rządu, dlatego brak jest oficjalnej stopy bezrobocia za ten miesiąc.

Ekonomiści i Fed ostrzegają

Ryzyko, że gospodarka wpadnie w recesję, jest niepokojąco wysokie – ocenia Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics. Jego zdaniem, jeśli dojdzie do wyraźnego nasilenia zwolnień, recesja na rynku pracy stanie się faktem.

Podobnie ostrożne sygnały płyną z Rezerwy Federalnej. Jerome Powell przyznał niedawno, że rynek pracy „ma istotne ryzyka spadkowe”, wskazując na możliwość, że po uwzględnieniu rewizji bazowych tworzenie miejsc pracy mogło być faktycznie ujemne. Najnowsze korekty pokazują bowiem, że w minionym roku powstało o 911 tys. miejsc pracy mniej, niż pierwotnie raportowano.

Wniosek: dane o sprzedaży i zatrudnieniu rysują obraz gospodarki, która nie załamuje się gwałtownie, ale wyraźnie zwalnia. Przy rosnącym bezrobociu, nierównomiernej konsumpcji i niepewności wokół jakości danych, kolejne miesiące – oraz komunikacja Fed – będą kluczowe dla oceny, czy USA zdołają uniknąć recesji.

Parlament Europejski wzmacnia klauzulę ochronną w umowie UE–Mercosur

Parlament Europejski przyjął we wtorek wzmocnioną klauzulę ochronną do umowy handlowej UE z państwami Mercosuru. Jej celem jest zabezpieczenie interesów europejskich rolników przed nadmiernym napływem produktów rolnych z Ameryki Południowej. Głosowanie odbyło się w czasie, gdy przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen planuje podpisać porozumienie w Brazylii w sobotę 20 grudnia, mimo sprzeciwu m.in. Francji i Włoch.

Zaostrzenie mechanizmów ochronnych

Stanowisko PE przeszło większością 431 głosów „za”, przy 161 „przeciw” i 70 wstrzymujących się. Europosłowie zaostrzyli pierwotną propozycję Komisji Europejskiej, obniżając progi uruchamiające środki ochronne. Zgodnie z przyjętymi poprawkami procedura zabezpieczająca ma być wszczynana już przy spadku cen produktów wrażliwych w UE o 5 proc. (zamiast 10 proc.), a Komisja Europejska będzie zobowiązana zareagować w ciągu 14 dni, a nie 21.

Klauzula ma pełnić rolę „hamulca bezpieczeństwa” w sytuacji, gdy import z Mercosuru – m.in. wołowiny, drobiu czy jaj – zacznie destabilizować unijny rynek. Zmiany przewidują również skrócenie czasu postępowań wyjaśniających w sprawie zakłóceń rynkowych: z sześciu do trzech miesięcy, a w przypadku produktów szczególnie wrażliwych – z czterech do dwóch miesięcy.

Spór polityczny i stanowisko Polski

Przeciwko przyjętym rozwiązaniom głosowali europosłowie Prawa i Sprawiedliwości. Piotr Müller ocenił, że proponowane instrumenty ochronne są niewystarczające i mają charakter głównie polityczny. Podobne stanowisko przedstawili także Anna Bryłka i Bogdan Rzońca.

Minister rolnictwa Stefan Krajewski podkreślił natomiast, że Polska sprzeciwia się umowie w obecnym kształcie i deklaruje współpracę z Francją w celu zablokowania prób dzielenia porozumienia na części. Równolegle polscy europosłowie Krzysztof Hetman i Dariusz Joński zgłosili poprawki, w tym postulat rozszerzenia listy produktów objętych ochroną o jaja klasy A i B.

Gabriel Mato, sprawozdawca PE ds. Mercosuru, uznał przyjęty kompromis za istotne wzmocnienie skuteczności rozporządzenia. Ostateczny tekst ma zostać doprecyzowany w negocjacjach Parlamentu z państwami członkowskimi 17 grudnia. Sama umowa z Mercosurem – obejmująca Argentynę, Brazylię, Paragwaj, Urugwaj i Boliwię – po podpisaniu będzie jeszcze wymagała ratyfikacji przez Parlament Europejski.