Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych pozostała bez zmian w październiku, a stopa bezrobocia wzrosła w listopadzie do 4,6%, osiągając najwyższy poziom od września 2021 r. – wynika z opóźnionych danych rządowych opublikowanych we wtorek. Zestaw tych informacji wzmacnia sygnały, że amerykańska gospodarka stopniowo traci impet, a presja narasta zarówno po stronie wydatków konsumenckich, jak i rynku pracy.
Publikacje zostały przesunięte w czasie z powodu 43-dniowego zamknięcia rządu federalnego, co dodatkowo utrudnia interpretację trendów. Mimo to ekonomiści coraz częściej ostrzegają, że ryzyko recesji rośnie.
Sprzedaż detaliczna: stagnacja na nagłówku, zróżnicowanie pod spodem
W październiku wartość sprzedaży detalicznej wyniosła 732,6 mld dolarów, nie zmieniając się względem września. To wynik słabszy od oczekiwań ekonomistów, którzy liczyli na wzrost o 0,1%. Do wyhamowania przyczyniły się m.in. niższe ceny benzyny (dane nie są korygowane o inflację) oraz spadek sprzedaży pojazdów o 1,6%. Ten ostatni czynnik był w dużej mierze efektem wygaśnięcia federalnej ulgi podatkowej na auta elektryczne (7 500 USD) z końcem września, co wcześniej sztucznie podbiło popyt.
Pod powierzchnią płaskiego nagłówka widać jednak bardziej zniuansowany obraz. Tzw. grupa kontrolna – kluczowa miara dla PKB, wyłączająca samochody, paliwa, materiały budowlane i gastronomię – wzrosła o 0,8%, najmocniej od czterech miesięcy i wyraźnie powyżej prognoz (0,4%). Sprzedaż internetowa zwiększyła się o 1,8%, a domy towarowe odnotowały wzrost aż o 4,9%, co sugeruje selektywną odporność popytu.
Konsumpcja „w kształcie litery K”
Badania instytucjonalne wskazują na pogłębiające się zróżnicowanie zachowań konsumentów. Gospodarstwa domowe z dochodami powyżej 100 tys. USD rocznie zwiększyły wydatki o 2,6% r/r w listopadzie, podczas gdy grupy o niższych dochodach zanotowały wzrost zaledwie 0,6%. Oznacza to, że wzrost wydatków uznaniowych w coraz większym stopniu napędzają osoby lepiej sytuowane, podczas gdy gospodarstwa o niższych dochodach ograniczają m.in. wydatki na podróże i odzież.
Rynek pracy: wyższe bezrobocie i więcej pracy „na skróty”
Równolegle narastają obawy o rynek pracy. Stopa bezrobocia wzrosła do 4,6% z 4,4% we wrześniu. Zatrudnienie w niepełnym wymiarze z przyczyn ekonomicznych zwiększyło się w listopadzie o prawie 1 mln osób, do 5,5 mln, co sugeruje, że firmy częściej ograniczają godziny, zamiast przeprowadzać masowe zwolnienia.
Listopadowy przyrost zatrudnienia wyniósł 64 tys. miejsc pracy, po spadku o 105 tys. w październiku. Październikowe tąpnięcie w dużej mierze wiązano z redukcjami w sektorze federalnym – ponad 150 tys. pracowników miało przyjąć odprawy w ramach inicjatyw ograniczających wielkość administracji. Biuro Statystyki Pracy zaznaczyło przy tym, że dane z badania gospodarstw domowych za październik nie zostały zebrane podczas zamknięcia rządu, dlatego brak jest oficjalnej stopy bezrobocia za ten miesiąc.
Ekonomiści i Fed ostrzegają
– Ryzyko, że gospodarka wpadnie w recesję, jest niepokojąco wysokie – ocenia Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics. Jego zdaniem, jeśli dojdzie do wyraźnego nasilenia zwolnień, recesja na rynku pracy stanie się faktem.
Podobnie ostrożne sygnały płyną z Rezerwy Federalnej. Jerome Powell przyznał niedawno, że rynek pracy „ma istotne ryzyka spadkowe”, wskazując na możliwość, że po uwzględnieniu rewizji bazowych tworzenie miejsc pracy mogło być faktycznie ujemne. Najnowsze korekty pokazują bowiem, że w minionym roku powstało o 911 tys. miejsc pracy mniej, niż pierwotnie raportowano.
Wniosek: dane o sprzedaży i zatrudnieniu rysują obraz gospodarki, która nie załamuje się gwałtownie, ale wyraźnie zwalnia. Przy rosnącym bezrobociu, nierównomiernej konsumpcji i niepewności wokół jakości danych, kolejne miesiące – oraz komunikacja Fed – będą kluczowe dla oceny, czy USA zdołają uniknąć recesji.






