Chiny wprowadzają pięcioletnie cła na wieprzowinę z UE

Chiny ogłosiły we wtorek nałożenie ceł antydumpingowych na import wieprzowiny i produktów wieprzowych z Unii Europejskiej na okres pięciu lat. Ostateczne stawki, wynoszące od 4,9 do 19,8 proc., wejdą w życie w środę i będą obowiązywać do grudnia 2030 roku. Decyzja kończy trwające 18 miesięcy postępowanie antydumpingowe dotyczące importu wieprzowiny z Unii Europejskiej, powszechnie postrzegane jako odwet Pekinu na unijne cła na chińskie pojazdy elektryczne.

Nowe stawki są wyraźnie niższe od tymczasowych opłat, które we wrześniu sięgały nawet 62,4 proc. Obejmą jednak znaczący strumień handlu – ponad 2 mld dolarów rocznego eksportu wieprzowiny z UE do Chin. Chińskie Ministerstwo Handlu uznało, że europejscy eksporterzy sprzedawali wieprzowinę i produkty uboczne pochodzenia wieprzowego po cenach dumpingowych, poniżej kosztów produkcji, wyrządzając szkody krajowym producentom.

Sygnał deeskalacji, ale nie koniec sporów

Obniżenie stawek względem propozycji tymczasowych jest interpretowane jako efekt negocjacji prowadzonych w ostatnich miesiącach między Pekinem a Brukselą. Eksperci podkreślają, że rezultat odzwierciedla skoordynowane wysiłki dyplomatyczne po obu stronach, choć nie oznacza pełnego wygaszenia napięć. Dochodzenie w sprawie wieprzowiny rozpoczęto w czerwcu 2024 r., krótko po tym, jak UE nałożyła cła sięgające 45,3 proc. na chińskie samochody elektryczne, argumentując je nieuczciwymi subsydiami państwowymi.

W ostatnich miesiącach Pekin odwiedzili m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron oraz król Hiszpanii Felipe, a rozmowy handlowe stały się jednym z głównych tematów dialogu politycznego. Mimo to decyzja Chin potwierdza, że spory sektorowe – zwłaszcza na styku rolnictwa i przemysłu – pozostaną elementem relacji UE–Chiny.

Rynek po szczycie z czasu kryzysu ASF

Eksport wieprzowiny z UE do Chin osiągnął rekordowy poziom 7,4 mld euro w 2020 roku, gdy afrykański pomór świń zdziesiątkował chińskie stada i wywindował popyt na import. Od tego czasu sprzedaż stopniowo malała wraz z odbudową krajowej produkcji w Chinach. Mimo spadku wolumenów Unia Europejska pozostaje największym eksporterem wieprzowiny na świecie, wysyłając za granicę około 13 proc. swojej rocznej produkcji, a Chiny pozostają jej najważniejszym klientem.

Co dalej

Chociaż obniżenie stawek celnych łagodzi bezpośredni cios dla europejskich producentów, pięcioletni okres obowiązywania ceł wprowadza długotrwałą niepewność w sektorze. Dla Brukseli decyzja Pekinu jest równocześnie sygnałem, że spory handlowe z Chinami coraz częściej dotyczą obszarów politycznie i społecznie wrażliwych, takich jak rolnictwo. W najbliższym czasie producenci będą musieli zmienić strategie cenowe i logistyczne, a w dłuższej perspektywie powinni się liczyć z tym, że relacje handlowe UE–Chiny mogą nadal być narażone na działania odwetowe z obu stron.

Ford wycofuje się z dużych samochodów elektrycznych. Branża motoryzacyjna koryguje strategię po spowolnieniu popytu na EV

Sektor motoryzacyjny wchodzi w fazę wyraźnej korekty strategii dotyczącej elektromobilności. W ciągu dwóch dni pojawiły się dwa sygnały, które rynek interpretuje jako zmianę tonu po latach „pełnej elektryfikacji”: Ford ogłosił wycofanie się z części planów dotyczących dużych pojazdów elektrycznych i ujął w wynikach 19,5 mld dolarów kosztów, a w Unii Europejskiej rośnie prawdopodobieństwo złagodzenia zasad, które w praktyce miały doprowadzić do zakończenia sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku.

Tłem tych decyzji jest spowolnienie tempa globalnych rejestracji samochodów elektrycznych w listopadzie. Według danych Benchmark Mineral Intelligence, globalna sprzedaż EV w tym miesiącu osiągnęła około 2 milionów, a roczny wskaźnik wzrostu wyniósł około 6% – najwolniej od wielu miesięcy. Jednocześnie, w ujęciu rocznym, rok 2025 nadal jest mocny: od stycznia do listopada globalna sprzedaż EV wzrosła o 21% w porównaniu z poprzednim rokiem, osiągając 18,5 miliona sztuk.

Ford: stop dla części projektów i zwrot ku hybrydom oraz EREV

Ford ogłosił, że na koszty związane z przeglądem swojego programu pojazdów elektrycznych przeznaczy około 19,5 mld dolarów. Z tej sumy 8,5 mld dolarów to odpisy na aktywa związane z anulowanymi projektami EV, 6 mld dolarów to koszty zamknięcia joint venture z koreańskim SK On, a pozostałe 5 mld dolarów to dodatkowe wydatki na program.

 F-150 Lightning eletrycznyJednocześnie spółka ogłosiła zmianę kierunku produktowego w segmencie dużych modeli: zamiast kolejnej generacji w pełni elektrycznych dużych pickupów i planowanych dużych elektrycznych aut użytkowych, Ford chce mocniej postawić na hybrydy oraz rozwiązania EREV (extended-range electric vehicle), czyli elektryczny napęd wspierany spalinowym generatorem. W tej logice ma zostać wstrzymany dotychczasowy kierunek dla elektrycznego pickupa F-150 Lightning, który ma ewoluować w stronę wariantu o wydłużonym zasięgu.

Prezes Jim Farley argumentuje, że jest to „zmiana napędzana przez klientów” i ma zbudować „bardziej odporny i bardziej dochodowy” model działania. Ford zakłada, że do 2030 r. ok. 50% globalnego wolumenu sprzedaży będą stanowiły łącznie hybrydy, EREV i pełne elektryki, wobec ok. 17% w 2025 r.

UE: odejście od „100%” na rzecz „90%” i furtka dla części technologii po 2035 r.

Równolegle Komisja Europejska rozważa rozwiązania, które w praktyce osłabiają założenie pełnego zakazu rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 r. Z doniesień wynika, że w miejsce wymogu „zeroemisyjności” rozpatrywany jest wariant redukcji emisji CO₂ o 90% względem poziomów z 2021 r., co oznacza pozostawienie 10% „marginesu” – a więc przestrzeń dla części technologii (np. hybryd plug-in czy rozwiązań z wydłużonym zasięgiem) oraz mechanizmów kompensacyjnych.

Taki zwrot ma być efektem presji politycznej i lobbingu państw oraz przemysłu motoryzacyjnego, który alarmuje o kosztach transformacji, konkurencji z Chinami i ryzyku utraty miejsc pracy. Jednocześnie trzeba podkreślić, że ewentualne zmiany wymagają ścieżki legislacyjnej i akceptacji współprawodawców, więc kierunek jest sygnałem politycznym, ale nie „zamkniętą” decyzją regulacyjną.

Popyt: Europa rośnie, USA hamują, Chiny zwalniają

Benchmark Mineral Intelligence pokazuje wyraźnie zróżnicowany obraz regionalny. Europa pozostaje jasnym punktem – wzrost rejestracji w listopadzie był mocny, wspierany programami krajowymi. Z kolei dynamika w Chinach osłabła, a Ameryka Północna doświadczyła silnego spadku wolumenów w listopadzie, co część analiz wiąże ze zmianami bodźców fiskalnych i niepewnością regulacyjną.

To właśnie ta mieszanka – wolniejsze tempo wzrostu globalnego popytu, presja kosztowa i rosnąca ostrożność klientów – powoduje, że producenci przechodzą z narracji „EV za wszelką cenę” do podejścia bardziej pragmatycznego: większy udział hybryd, warianty pośrednie (EREV) i elastyczność inwestycji.

Co to oznacza dla rynku

Decyzje Forda i dyskusja w UE nie są zapowiedzią „końca elektryków”, ale sygnałem, że branża przestawia się na etap selekcji projektów i technologii: mniej wielkich, kapitałochłonnych zakładów opartych o optymistyczne scenariusze popytu, a więcej produktów przejściowych, które odpowiadają na realne bariery klientów (cena, infrastruktura, zasięg, tempo ładowania).

Najbliższe miesiące pokażą, czy spowolnienie z listopada było jedynie „chwilową przerwą” w trendzie, czy początkiem dłuższego okresu, w którym to hybrydy i rozwiązania pośrednie będą pełnić rolę pomostu – również dlatego, że polityka (USA i UE) coraz wyraźniej wpływa na to, jak szybko opłaca się przechodzić na pełną elektryfikację.

Inflacja bazowa w Polsce na najniżej od 6 lat. Presja cenowa wyraźnie słabnie

Inflacja bazowa w Polsce spadła w listopadzie 2025 roku do 2,7 proc. w ujęciu rocznym – poinformował we wtorek Narodowy Bank Polski. To najniższy poziom tego wskaźnika od listopada 2019 roku i pierwszy taki odczyt od sześciu lat. Dane potwierdzają wyraźne wygasanie wewnętrznej presji inflacyjnej w gospodarce i wzmacniają oczekiwania dotyczące dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

Odczyt inflacji bazowej był zgodny z prognozami ekonomistów i oznacza spadek z 3,0 proc. zanotowanych w październiku. Analitycy zwracają uwagę, że obniżenie tego wskaźnika jest szczególnie istotne z punktu widzenia decyzji Rady Polityki Pieniężnej, ponieważ inflacja bazowa w mniejszym stopniu podlega krótkoterminowym wahaniom i lepiej odzwierciedla trwałe tendencje cenowe w gospodarce.

Wszystkie miary inflacji bazowej spadają

Narodowy Bank Polski publikuje cztery różne miary inflacji bazowej, które pozwalają dokładniej analizować źródła zmian cen. W listopadzie wszystkie te wskaźniki odnotowały spadki. Inflacja po wyłączeniu cen administrowanych, czyli regulowanych przez państwo, obniżyła się do 2,0 proc. z 2,3 proc. miesiąc wcześniej. Z kolei tzw. 15-procentowa średnia obcięta, eliminująca skrajne zmiany cen, spadła do 2,4 proc. z 2,6 proc. w październiku.

Najczęściej przywoływana inflacja bazowa, która wyklucza ceny energii, paliw oraz żywności, uznawana jest za kluczowy wskaźnik dla banku centralnego. Jak podkreśla NBP, pozwala ona „lepiej identyfikować źródła inflacji i trafniej prognozować jej przyszłe tendencje”, a tym samym stanowi ważną podstawę do kształtowania polityki stóp procentowych.

Większa przestrzeń do obniżek stóp procentowych

Publikacja danych o inflacji bazowej następuje niedługo po informacji Głównego Urzędu Statystycznego, zgodnie z którą inflacja konsumencka CPI w listopadzie wyniosła 2,5 proc. rok do roku, czyli dokładnie tyle, ile wynosi cel inflacyjny NBP. Poprawa sytuacji cenowej znalazła już odzwierciedlenie w decyzjach Rady Polityki Pieniężnej, która w grudniu po raz szósty w 2025 roku obniżyła stopy procentowe. Stopa referencyjna NBP spadła wówczas do 4,0 proc.

Spadek inflacji bazowej do najniższego poziomu od lat znacząco zwiększa przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej. W prognozach na początek 2026 roku coraz częściej pojawiają się oczekiwania kolejnych obniżek stóp, które mogłyby sprowadzić stopę referencyjną do 3,5 proc., a nawet niżej.

Zgodnie z listopadową projekcją Narodowego Banku Polskiego inflacja w 2026 roku ma wynieść średnio 2,9 proc., a w 2027 roku powrócić w okolice celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. Jeśli te scenariusze się potwierdzą, obecne dane o inflacji bazowej mogą okazać się jednym z kluczowych argumentów za kontynuacją cyklu obniżek stóp procentowych w nadchodzących kwartałach.

Kurs dolara poniżej 3,59 PLN. Rynek czeka na dane z USA

Amerykański dolar znajduje się pod presją przed popołudniowymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. W tym samym czasie poznamy także wyniki sprzedaży detalicznej w USA. Jeżeli publikacje będą znacząco odbiegać od prognoz, w drugiej połowie sesji czeka nas zwiększona zmienność. We wtorek o poranku złoty pozostawał silny względem dolara i euro, spychając kurs USD/PLN poniżej 3,59 PLN, a EUR/PLN do 4,22 PLN. W zupełnie innym kierunku podążają notowania GBP/PLN, a to za sprawą najnowszych publikacji z Wysp, które umocniły słabego ostatnimi czasy funta.

Co dalej z dolarem?

We wtorek o poranku notowania głównej pary walutowej świata oscylowały przy 1,176 USD. Jest to poziom, do którego eurodolar dotarł jeszcze w piątek. Miało to związek z zeszłotygodniową decyzją FED o cięciu stóp procentowych. Konsekwencją redukcji kosztu pieniądza w USA był wzrost EUR/USD z 1,162 USD do 1,176 USD (osłabienie dolara względem euro). Dziś rynek ewidentnie czeka na popołudniowe dane z USA. Dowodem na to jest brak zmienności po publikacji gorszych niż oczekiwano danych PMI ze strefy euro. Indeks badający gałąź przemysłu spadł z 49,6 pkt. do 49,2 pkt, mimo oczekiwanego wzrostu do 49,9 pkt. Oznacza to pozostanie przemysłu w strefie dekoniunktury (poniżej 50 pkt.). Spadek z 53,6 pkt. na 52,6 pkt. odnotowano także w sektorze usługowym (prognoza 53,3 pkt.). Brak reakcji rynków podkreśla mizerny wizerunek dolara, który nie zdołał wykorzystać gorszych danych ze strefy euro, aby odrobić choć część ostatnich strat względem euro. Dziś rynki czekają na dane z USA. O godzinie 14:30 poznamy wyniki sprzedaży detalicznej (październik) i publikacje z amerykańskiego rynku pracy ( listopad + częściowo za październik).

Złoty nie narzeka

W tym czasie krajowa waluta pozostaje silna. Kurs EUR/PLN próbuje przełamać wsparcie 4,22 PLN, które było wielokrotnie testowane w ciągu ostatniego miesiąca. Co więcej, wczorajsze zejście do 4,216 PLN jest najniższym poziomem w drugiej połowie 2025 roku. Złotego, poza silną gospodarką czy rosnącymi rezerwami złota, ponownie wspierają medialne doniesienia o kolejnym kroku mającym przybliżyć świat do zakończenia konfliktu za naszą wschodnią granicą. Tym razem powiew optymizmu wokół PLN przyniosło zaoferowanie „znaczących” gwarancji bezpieczeństwa USA dla Kijowa. Oprócz tego mamy osłabienie waluty zza oceanu, z którą złoty jest ujemnie skorelowany. Gdy kapitał płynie do Europy, dolar słabnie, a krajowa waluta zyskuje. Doskonale obrazuje to wczorajsze zejście kursu USD/PLN poniżej 3,59 PLN. Dziś przed publikacją danych z USA wycena dolara w złotych ponownie spadła poniżej wskazanego poziomu. Dlaczego więc siłę złotego trudno dziś dostrzec na wykresie GBP/PLN?

Pakiet danych z Wysp

Wtorkowy poranek to także pakiet danych z brytyjskiej gospodarki, która boryka się z wieloma problemami. Aby je podkreślić, zaczniemy od oczekiwanego wzrostu stopy bezrobocia z 5% do 5,1%. Przypomnę, że rok zaczynaliśmy przy poziomie 4,4%. Dodatkowo liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych złożonych w listopadzie jest wysoka i wynosi 20,1 tys. Oznacza to słabość rynku pracy. Dodatkowo średniotygodniowa dynamika płac (4,7% r/r) rośnie mocniej od oczekiwań (4,4% r/r), co jest rezultatem proinflacyjnym. Jedynym pozytywnym aspektem są lepsze od oczekiwań dane PMI, które jako wskaźniki wyprzedzające pozostały w strefie rozwoju. Indeks badający przemysł wzrósł z 50,2 pkt. do 51,2 pkt. Wskaźnik usługowy zwyżkował z 51,3 pkt. do 52,1 pkt. Słaby rynek pracy z lepszymi prognozami na przyszłość wsparł dziś funta na forex. W konsekwencji kurs GBP/PLN wzrósł od rana z 4,80 PLN do 4,82 PLN. Pamiętajmy, że w czwartek decyzję monetarną podejmuje Bank Anglii. Rynek niejednogłośnie spodziewa się obniżki stóp o 25 punktów bazowych. Ma ona być wstępem do schodzenia z wysokiego kosztu pieniądza, który ciąży brytyjskiej gospodarce. To daje lepszą perspektywę na przyszłość, co umacnia dziś  osłabionego ostatnimi czasy funta.

Ostrożność wraca na rynki. Dane makro i AI testują wyceny

Wtorkowy handel na światowych rynkach akcji przebiega pod znakiem wyraźnego schłodzenia nastrojów. Inwestorzy pozostają ostrożni w oczekiwaniu na kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy oraz serię decyzji banków centralnych, które w najbliższych dniach mogą wpłynąć na kształtowanie się oczekiwań dotyczących stóp procentowych w 2026 roku. Dodatkowym czynnikiem obciążającym nastroje są ponowne wątpliwości dotyczące wycen spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, co szczególnie ciąży sektorowi technologicznemu.

Azja: sesja zakończona spadkami, technologia najsłabsza

Rynki azjatyckie mają za sobą wyraźnie słabszą sesję. Japoński indeks Nikkei 225 zakończył handel spadkiem o około 1,6%, schodząc do poziomu 49 383,29 pkt. W Hongkongu Hang Seng zamknął się około 1,5% niżej, na poziomie 25 235,41 pkt, natomiast chiński Shanghai Composite stracił około 1,1%, kończąc dzień na 3 824,81 pkt.

Wyprzedaż była widoczna w całym regionie i wynikała przede wszystkim z ograniczania ryzyka przed publikacją danych z USA. Najsłabiej zachowywały się spółki technologiczne, które ponownie znalazły się pod presją rosnących wątpliwości co do trwałości wysokich wycen w sektorze AI.

Europa: ostrożny handel i rotacja w stronę defensywy

W Europie sesja trwa w mieszanych nastrojach. Inwestorzy ograniczają zaangażowanie w bardziej cykliczne branże, a kapitał kierowany jest w stronę sektorów defensywnych, w szczególności ochrony zdrowia. Spółki technologiczne i przemysłowe pozostają relatywnie słabsze, co odzwierciedla rosnącą niepewność co do perspektyw wzrostu w warunkach potencjalnie dłużej utrzymujących się restrykcyjnych warunków finansowych.

Rynki europejskie funkcjonują jednocześnie w cieniu nadchodzących wydarzeń makroekonomicznych – obok danych z USA inwestorzy oczekują także decyzji banków centralnych w strefie euro oraz w Wielkiej Brytanii.

USA: dane z rynku pracy w centrum uwagi przed otwarciem Wall Street

Przed otwarciem sesji w USA kluczowym punktem dnia pozostają opublikowane dane z amerykańskiego rynku pracy za listopad. Z raportów wynika, że gospodarka Stanów Zjednoczonych stworzyła 64 tys. nowych miejsc pracy, co było wynikiem nieco lepszym od części prognoz. Jednocześnie stopa bezrobocia wzrosła do 4,6%, osiągając najwyższy poziom od 2021 roku.

Dodatkowo rewizje danych za październik pokazały spadek zatrudnienia o 105 tys. etatów, co część analityków wiąże m.in. z redukcjami w sektorze federalnym. Taki zestaw danych wzmacnia obraz stopniowo hamującego rynku pracy – bez gwałtownego załamania, ale z wyraźnym spadkiem dynamiki zatrudnienia. Kontrakty terminowe na Wall Street sygnalizują w tym otoczeniu ostrożne otwarcie handlu.

Wyceny AI ponownie pod lupą inwestorów

Równolegle do czynników makroekonomicznych rynki ponownie konfrontują się z pytaniem o zasadność wycen spółek technologicznych, zwłaszcza tych bezpośrednio powiązanych z boomem na sztuczną inteligencję. Szczególna uwaga skupia się na firmach z sektora półprzewodników, gdzie po bardzo mocnych wynikach finansowych narasta dyskusja, czy tempo realnej monetyzacji inwestycji w infrastrukturę AI nadąży za rynkowymi oczekiwaniami.

Pod presją znalazły się m.in. akcje Broadcomu, wokół których toczy się debata dotycząca skali portfela zamówień na rozwiązania AI – szacowanego na około 73 mld dolarów i realizowanego w horyzoncie około 18 miesięcy. W połączeniu z rosnącą wrażliwością rynku na dane makroekonomiczne oraz komunikację Rezerwy Federalnej, sektor technologiczny reaguje szczególnie nerwowo.

Zwracają na to uwagę również badania Bank of America cytowane przez media. Dla części zarządzających „bańka AI” pozostaje jednym z kluczowych ryzyk dla rynków finansowych, a segment akcji powiązanych ze sztuczną inteligencją coraz częściej postrzegany jest jako obszar spekulacyjnego przewartościowania. W takim otoczeniu nawet niewielkie impulsy niepewności wystarczają, by wywołać silniejsze ruchy korekcyjne.

Bezrobocie w Wielkiej Brytanii najwyższe od 2021 roku. Rynek pracy słabnie

Stopa bezrobocia w Wielkiej Brytanii wzrosła w październiku do 5,1 proc., osiągając najwyższy poziom od marca 2021 roku. Najnowsze dane potwierdzają dalsze schładzanie rynku pracy i wzmacniają oczekiwania, że Bank Anglii już w tym tygodniu zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych.

Jak poinformował Krajowy Urząd Statystyczny (ONS), stopa bezrobocia liczona dla trzymiesięcznego okresu do października wzrosła z 5,0 proc. w poprzednim odczycie i była zgodna z prognozami rynkowymi. Jednocześnie wyhamowało tempo wzrostu wynagrodzeń. Płace, z wyłączeniem premii, rosły w ujęciu rocznym o 4,6 proc., wobec 4,7 proc. po korekcie danych we wrześniu. To kolejny sygnał słabnącej presji płacowej w gospodarce.

Dane z rynku pracy pokazują także spadek zatrudnienia. Liczba osób figurujących na listach płac obniżyła się w listopadzie o 38 tys., do 30,3 mln. ONS zwraca uwagę, że pogorszenie sytuacji jest szczególnie widoczne wśród młodszych pracowników. „Ogólny obraz nadal wskazuje na słabnący rynek pracy” – oceniła Liz McKeown, dyrektor ds. statystyki gospodarczej w ONS, podkreślając jednocześnie rosnące bezrobocie i malejącą liczbę etatów.

Oczekiwana obniżka stóp procentowych

Opublikowane dane wyraźnie wzmacniają scenariusz luzowania polityki pieniężnej. Rynek niemal jednomyślnie zakłada, że Bank Anglii obniży w czwartek główną stopę procentową z 4,0 proc. do 3,75 proc. Byłaby to czwarta obniżka stóp w 2025 roku. W ankiecie Reutersa wszyscy ekonomiści biorący udział w badaniu wskazywali na taki właśnie ruch.

Choć w listopadzie Komitet Polityki Pieniężnej głosował minimalną większością 5–4 za utrzymaniem stóp bez zmian, prezes Banku Anglii Andrew Bailey sygnalizował, że poprawa perspektyw inflacyjnych może wpłynąć na zmianę nastawienia banku centralnego. Inflacja konsumencka w Wielkiej Brytanii spadła w październiku do 3,6 proc. z 3,8 proc. miesiąc wcześniej, a oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych obniżyły się w listopadzie do 3,5 proc.

Uczestnicy rynku finansowego prognozują, że w 2026 roku możliwe będą jeszcze jedna lub dwie kolejne obniżki stóp. Około dwie trzecie ekonomistów spodziewa się, że do marca przyszłego roku główna stopa procentowa spadnie do 3,5 proc.

Presja fiskalna i niepewność pracodawców

Osłabienie rynku pracy zbiegło się w czasie z listopadowym budżetem zaprezentowanym przez minister finansów Rachel Reeves. Zakłada on podwyżki podatków o łącznej wartości 26 mld funtów. Przedstawiciele biznesu wskazują, że rosnące obciążenia fiskalne, w tym wyższe składki na ubezpieczenie społeczne (National Insurance), zwiększają niepewność i skłaniają firmy do ostrożniejszego podejścia w kwestii zatrudniania nowych pracowników.

Szczególnie wyraźne różnice widoczne są między sektorami gospodarki. W sektorze prywatnym tempo wzrostu płac spowolniło do 3,9 proc. w trzech miesiącach do października, co jest najsłabszym wynikiem od początku 2021 roku. Z kolei wynagrodzenia w sektorze publicznym wzrosły o 7,6 proc., częściowo z powodu wcześniejszych niż zwykle podwyżek. Największy spadek zatrudnienia odnotowano w handlu hurtowym i detalicznym, gdzie liczba pracowników otrzymujących wynagrodzenie była o 71 tys. niższa niż rok wcześniej.

Całość danych rysuje obraz gospodarki, w której rynek pracy stopniowo traci impet, a odpowiedzialność za podtrzymanie wzrostu coraz wyraźniej przesuwa się na politykę pieniężną. Decyzja Banku Anglii w nadchodzących dniach będzie kluczowym sygnałem dla rynków, czy władze monetarne uznają, że ryzyko spowolnienia gospodarki przeważa nad obawami o utrzymującą się inflację.

Akcje europejskich spółek zbrojeniowych spadają po sygnałach postępu w rozmowach pokojowych

Akcje europejskich spółek zbrojeniowych wyraźnie tracą we wtorek, gdy inwestorzy reagują na sygnały postępu w rozmowach pokojowych mających na celu zakończenie wojny Rosji z Ukrainą. Rynek zaczyna dyskontować scenariusz deeskalacji konfliktu, co skutkuje najsilniejszymi od kilku tygodni jednodniowymi spadkami notowań największych producentów uzbrojenia w Europie.

Wyprzedaż następuje po poniedziałkowych wypowiedziach amerykańskich urzędników, z których wynika, że Ukraina mogłaby otrzymać gwarancje bezpieczeństwa wzorowane na artykule 5 Traktatu Północnoatlantyckiego w ramach ewentualnego porozumienia pokojowego z Rosją. Propozycja pojawia się po dwóch dniach intensywnych rozmów w Berlinie pomiędzy prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim a specjalnym wysłannikiem USA Steve’em Witkoffem, przy udziale Jareda Kushnera.

Jak podaje Reuters, przedstawiciele administracji USA określają te gwarancje jako „zbliżone do artykułu 5”, co oznaczałoby daleko idące zobowiązania wobec Ukrainy mimo jej braku formalnego członkostwa w NATO. Prezydent Donald Trump deklaruje optymizm, informując, że po zakończeniu rozmów konsultuje się z przywódcami Niemiec, Włoch, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Polski, Danii i Holandii.

Przed rozpoczęciem negocjacji Wołodymyr Zełenski sygnalizuje gotowość do rezygnacji z dążenia do członkostwa w NATO w zamian za twarde gwarancje bezpieczeństwa ze strony Zachodu, co stanowi istotną zmianę dotychczasowej linii politycznej Kijowa. W rozmowach uczestniczą również przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz sekretarz generalny NATO Mark Rutte, podkreślając wagę negocjacji. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ocenia, że po raz pierwszy od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji realna staje się perspektywa zawieszenia broni.

Krótkoterminowe nastroje rynkowe pozostają zdominowane przez oczekiwania geopolityczne i możliwość deeskalacji konfliktu, które ograniczają apetyt inwestorów na akcje spółek zbrojeniowych.

Rosja zagrożeniem dla Europy nawet po pokoju w Ukrainie – ostrzeżega premier Finlandii

Premier Finlandii Petteri Orpo ostrzegł 16 grudnia, że nawet w przypadku zawarcia porozumienia pokojowego lub wprowadzenia zawieszenia broni w Ukrainie Rosja pozostanie długofalowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy. Jego zdaniem Kreml będzie dążył do przesunięcia części sił wojskowych w pobliże wschodniej granicy NATO oraz w rejon Morza Bałtyckiego.

Wypowiedź Orpo padła przed pierwszym w historii szczytem tzw. wschodniej flanki Unii Europejskiej, który odbył się w Helsinkach. W spotkaniu uczestniczyli przywódcy państw graniczących z Rosją i Białorusią, w tym Finlandii, Szwecji, krajów bałtyckich, Polski, Rumunii i Bułgarii. Celem rozmów było skoordynowanie priorytetów obronnych państw regionu oraz wypracowanie wspólnego stanowiska przed unijnym szczytem zaplanowanym na 17–18 grudnia w Brukseli.

Agenda rozmów obejmowała m.in. wzmocnienie obrony powietrznej, rozwój zdolności dronowych oraz usprawnienie planowania przerzutu wojsk i uzbrojenia przez terytorium Europy. Przywódcy podkreślali potrzebę lepszej koordynacji działań wojskowych i logistycznych w obliczu utrzymującego się zagrożenia ze strony Rosji.

W tle dyskusji pojawił się również temat finansowania bezpieczeństwa. Państwa tzw. frontowe naciskają na zwiększenie europejskiego wsparcia dla wzmocnienia wschodniej flanki oraz skuteczniejsze wykorzystanie dostępnych instrumentów obronnych UE. Argumentują, że to właśnie kraje bezpośrednio narażone na presję militarną i działania hybrydowe ponoszą dziś największy ciężar odstraszania Rosji.

Trump wstrzymuje miliardowe inwestycje w Wielkiej Brytanii

Administracja prezydenta Donalda Trumpa w ubiegłym tygodniu zdecydowała się zawiesić kluczowe porozumienie technologiczne z Wielką Brytanią o wartości 31 mld funtów (około 42 mld dolarów). Decyzja ta została podjęta w kontekście narastających napięć handlowych między oboma krajami i została potwierdzona w poniedziałek przez stronę brytyjską. Zawieszenie obejmuje szeroko planowane inwestycje amerykańskich firm technologicznych, takich jak Microsoft, Nvidia i Google.

Porozumienie podpisane we wrześniu podczas wizyty państwowej Donalda Trumpa w Zjednoczonym Królestwie, miało stanowić podstawę dla głębszej współpracy w kluczowych sektorach, takich jak sztuczna inteligencja, technologie kwantowe i cywilna energetyka jądrowa. Jego zawieszenie jest poważnym problemem politycznym dla premiera Keira Starmera, który uznawał tę umowę za przełomową dla relacji brytyjsko-amerykańskich.

Zgodnie z informacjami z „Financial Times”, głównym źródłem konfliktu są pozataryfowe bariery handlowe, w tym brytyjskie regulacje dotyczące standardów produktów spożywczych i przemysłowych. Administracja amerykańska wywiera presję na Londyn, domagając się ustępstw w obszarach wykraczających poza techniczną współpracę. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów jest brytyjny 2-procentowy podatek od usług cyfrowych, który najbardziej obciąża amerykańskie firmy technologiczne i przynosi Wielkiej Brytanii około 800 mln funtów rocznie. Wciąż sporne są również normy bezpieczeństwa żywności, szczególnie zakazy, takie jak chlorowanie drobiu czy używanie hormonów wzrostu w hodowli bydła.

Zawieszone porozumienie zawierało nadzwyczaj ambitne deklaracje inwestycyjne. Microsoft planował wydać 22 mld funtów na rozwój infrastruktury chmurowej i AI, Google – 5 mld funtów na centra danych i badania nad sztuczną inteligencją, a Nvidia zamierzała zainstalować około 120 tys. procesorów graficznych w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie w treści umowy zapisano, że jej pełne wdrożenie zależy od „istotnych postępów” w realizacji szerszej umowy handlowej, która została uzgodniona w maju.

Rzecznik brytyjskiego rządu podkreślił, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi pozostają stabilne, a Londyn nadal dąży do uruchomienia porozumienia w sposób przynoszący korzyści obu gospodarkom. Jeden z urzędników rządowych określił obecną sytuację jako element twardej taktyki negocjacyjnej ze strony USA, wyrażając jednocześnie przekonanie, że rozmowy w najbliższym czasie zostaną wznowione.

Ukraińskie drony będą produkowane w Niemczech. Powstaje joint venture Frontline Robotics i Quantum Systems

Ukraińska spółka Frontline Robotics oraz niemiecki koncern obronny Quantum Systems poinformowały o powołaniu wspólnego podmiotu, który ma odpowiadać za seryjną produkcję bezzałogowych systemów bojowych na terenie Niemiec. Plan zakłada wytwarzanie tysięcy dronów rocznie. Realizacja projektu oznaczałaby pierwsze uruchomienie wielkoskalowej produkcji ukraińskich dronów wojskowych w Europie poza granicami Ukrainy.

Inwestycja o wartości 40 mln euro, produkcja na potrzeby Kijowa

Jak wynika z dostępnych informacji, produkcja ma ruszyć w zakładzie zlokalizowanym w południowych Niemczech, którego wartość szacowana jest na około 40 mln euro. W pierwszym roku działalności planowane jest wytworzenie około 10 tys. dronów, a w kolejnych latach – zwiększenie skali do „dziesiątek tysięcy” egzemplarzy rocznie. Ze względów bezpieczeństwa dokładne miejsce inwestycji nie zostało ujawnione.

Na początkowym etapie całość produkcji ma być przeznaczona wyłącznie dla ukraińskiego Ministerstwa Obrony. Ewentualna sprzedaż nadwyżek innym zachodnim odbiorcom wojskowym ma być rozważana dopiero w dalszej perspektywie, w zależności od zdolności produkcyjnych i zapotrzebowania.

Trzy sprawdzone rozwiązania z pola walki

Według doniesień mediów branżowych, linie produkcyjne w Niemczech mają wytwarzać trzy systemy opracowane na Ukrainie i przetestowane w warunkach bojowych: drona logistycznego Linza, bezzałogowiec rozpoznawczy Zoom oraz zdalnie sterowany moduł uzbrojenia Buria, wyposażony m.in. w karabin maszynowy i granatnik.

Element szerszej strategii i sygnał polityczny

Projekt wpisuje się w szerszą strategię relokacji części ukraińskiej produkcji zbrojeniowej do bezpieczniejszych lokalizacji na terenie Unii Europejskiej. Celem jest ograniczenie ryzyka zakłóceń wytwarzania sprzętu wojskowego wynikających z rosyjskich ataków na infrastrukturę na Ukrainie.

Znaczenie inicjatywy wykracza jednak poza wymiar przemysłowy. Jej ogłoszenie zbiegło się w czasie z wizytą prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Berlinie oraz prezentacją niemieckiego „10-punktowego” planu pogłębienia współpracy obronnej z Ukrainą, obejmującego m.in. wsparcie dla sektora zbrojeniowego i rozwój wspólnych projektów zakupowych.

Usługi w Polsce rosną szybciej niż przemysł. Sektor głównym motorem gospodarki

Produkcja usług w Polsce we wrześniu 2025 roku wzrosła o 7,5 proc. rok do roku – podał w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny. Dane potwierdzają, że to właśnie sektor usług pozostaje głównym źródłem wzrostu gospodarczego, podczas gdy przemysł odbudowuje się wolniej.

Według wstępnych danych GUS opublikowanych 15 grudnia, w ujęciu miesiąc do miesiąca produkcja usług wzrosła we wrześniu o 6,9 proc. Po odsezonowaniu była ona o 7,5 proc. wyższa niż przed rokiem oraz o 0,2 proc. wyższa niż w sierpniu.

Media i IT liderami wzrostu

Najsilniejszy wzrost odnotowano w działalności związanej z nadawaniem programów ogólnodostępnych i abonamentowych, gdzie produkcja usług wzrosła aż o 28,5 proc. rok do roku. Drugim najszybciej rosnącym segmentem była działalność usługowa w zakresie informacji, ze wzrostem o 23,7 proc.

W całej sekcji informacja i komunikacja dynamika wyniosła 11,5 proc. r/r, co potwierdza rosnącą rolę sektora cyfrowego, IT oraz usług opartych na wiedzy w strukturze polskiej gospodarki.

Spadki w ochronie i telekomunikacji

Nie wszystkie segmenty usług zanotowały wzrost. Największe spadki produkcji wystąpiły w:

  • działalności detektywistycznej i ochroniarskiej – spadek o 6,7 proc. r/r,
  • telekomunikacji – spadek o 4,9 proc. r/r.

Usługi napędzają PKB

Dane o produkcji usług wpisują się w szerszy trend strukturalnych zmian w polskiej gospodarce. W III kwartale 2025 roku tempo wzrostu PKB przyspieszyło do 3,8 proc. rok do roku, a kluczowy wkład we wzrost wartości dodanej pochodził właśnie z sektora usług.

Motorem wzrostu pozostają usługi, wolno odbija przemysł” – ocenili ekonomiści ING Banku Śląskiego. Z kolei Polski Instytut Ekonomiczny zwrócił uwagę, że w latach 2019–2024 wartość eksportu usług wzrosła o ponad 70 proc., z 271 mld zł do 471 mld zł, co dodatkowo wzmacnia znaczenie tego sektora dla bilansu gospodarczego kraju.

Polska wciąż poniżej średniej UE

Mimo dynamicznego wzrostu, udział usług w wartości dodanej PKB Polski wynosi obecnie około 39 proc., czyli o 10 punktów procentowych mniej niż średnia unijna, która kształtuje się na poziomie 49 proc. Ekonomiści wskazują, że oznacza to zarówno strukturalne zapóźnienie, jak i potencjał dalszego wzrostu w kolejnych latach, zwłaszcza w obszarach usług cyfrowych, biznesowych i eksportowych.

Opublikowane dane GUS potwierdzają, że transformacja polskiej gospodarki w kierunku modelu usługowego postępuje, choć tempo tego procesu pozostaje zróżnicowane między poszczególnymi branżami.

Polska z dużą nadwyżką na rachunku bieżącym. Dane lepsze od prognoz, ale presja na finanse publiczne rośnie

Polska zanotowała w październiku 2025 r. dużo lepszy od oczekiwań wynik na rachunku bieżącym. Narodowy Bank Polski podał, że saldo wyniosło 1,924 mld euro nadwyżki, podczas gdy rynek spodziewał się ok. 84 mln euro deficytu. To sygnał wyraźnej poprawy sytuacji zewnętrznej w ujęciu miesiąc do miesiąca, choć dzieje się to w tle rosnących napięć po stronie finansów publicznych.

Październikowy wynik jest też lepszy niż rok wcześniej. W analogicznym miesiącu 2024 r. nadwyżka na rachunku bieżącym wynosiła 918 mln euro. Kluczową rolę odegrał handel zagraniczny: w październiku pojawiła się nadwyżka handlowa 553 mln euro, podczas gdy we wrześniu saldo handlowe było mocno ujemne i sięgało -1,022 mld euro.

Dane szczegółowe pokazują, że eksport wzrósł o 3,7% rok do roku, czyli wyraźnie mocniej, niż zakładał konsensus (3,1%). Jednocześnie import zwiększył się tylko o 0,9%, podczas gdy prognozy mówiły o wzroście rzędu 5,1%. W efekcie, w ujęciu 12-miesięcznym saldo rachunku bieżącego poprawiło się do -0,8% PKB z -0,9% PKB po wrześniu.

Lepszy bilans zewnętrzny kontrastuje jednak z pogarszającą się sytuacją budżetu. Deficyt budżetowy po listopadzie wyniósł 244,9 mld zł, co odpowiada 84,8% kwoty zaplanowanej na cały rok. Jeszcze po październiku deficyt wynosił 227,1 mld zł, co pokazuje, że pod koniec roku narastał bardzo szybko.

Po jedenastu miesiącach dochody budżetu państwa wyniosły 526,1 mld zł (83,1% planu), a wydatki sięgnęły 771,0 mld zł (83,7% planu). Jednocześnie spadły rezerwy walutowe w kasach budżetowych: na koniec listopada wynosiły 4,865 mld euro, wobec 6,878 mld euro miesiąc wcześniej. Ministerstwo Finansów wyjaśniało, że w listopadzie realizowano płatności w walutach obcych związane z obsługą długu Skarbu Państwa (spłata kapitału i odsetek).

W szerszym kontekście makroekonomicznym perspektywy fiskalne nadal pozostają trudne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w 2025 r. deficyt sektora finansów publicznych Polski może sięgnąć około 7% PKB, a relacja długu publicznego do PKB może zbliżyć się do 60%. Równocześnie Narodowy Bank Polski kontynuuje łagodzenie polityki pieniężnej: w grudniu stopy procentowe obniżono o 25 pb do 4,0% (szósta obniżka w tym roku), po spadku inflacji do 2,4% w listopadzie.

Podsumowując, październikowa nadwyżka na rachunku bieżącym potwierdza wyraźną poprawę pozycji Polski w relacjach gospodarczych z zagranicą, wynikającą przede wszystkim z lepszych wyników handlu zagranicznego oraz ograniczenia importu. Równocześnie dane budżetowe pokazują, że presja fiskalna pozostaje wysoka – deficyt szybko narasta, a rezerwy walutowe zgromadzone w kasach budżetowych uległy zmniejszeniu. W kolejnych kwartałach kluczowe będzie, czy poprawa bilansu zewnętrznego okaże się trwała i w jakim stopniu będzie w stanie choć częściowo równoważyć narastające nierównowagi w finansach publicznych.

Elon Musk pierwszym człowiekiem z majątkiem powyżej 600 mld dolarów

0

Elon Musk przekroczył kolejny, bezprecedensowy próg w historii prywatnych fortun. Według najnowszych wyliczeń jego majątek netto po raz pierwszy przekroczył 600 mld dolarów i na początku tygodnia miał sięgnąć ok. 677 mld dolarów. Tak spektakularny skok to przede wszystkim efekt gwałtownego wzrostu wyceny SpaceX, który umocnił Muska na pozycji najbogatszego człowieka na świecie – z przewagą szacowaną na ok. 425 mld dolarów nad kolejną osobą w rankingu.

Kluczowym impulsem okazała się niedawna transakcja na rynku wtórnym, powiązana ze sprzedażą akcji przez insiderów spółki kosmicznej. W jej wyniku SpaceX wyceniono na ok. 800 mld dolarów, czyli niemal dwukrotnie więcej niż latem, gdy punktem odniesienia dla wyceny miał być ok. 400 mld dolarów. Cena akcji w tej transakcji została ustalona na ok. 421 dolarów za walor, wobec ok. 212 dolarów w lipcu. W praktyce oznacza to, że – przy udziale Muska szacowanym na ok. 42% – sam pakiet w SpaceX jest obecnie wart ok. 336 mld dolarów i stał się jego najcenniejszym aktywem, podnosząc łączną wartość jego fortuny o ok. 168 mld dolarów. Przy tej skali SpaceX ma też wyprzedzać wyceną inne prywatne firmy, w tym OpenAI, które w październiku wyceniano na ok. 500 mld dolarów.

Równolegle SpaceX szykuje się do potencjalnego debiutu giełdowego w 2026 roku. Według informacji przekazanych spółce przez dyrektora finansowego Breta Johnsena, IPO mogłoby w takim scenariuszu wycenić całą firmę na nawet około 1,5 bln dolarów. Pozyskany kapitał miałby wesprzeć finansowanie tego, co firma określa jako „szalony rytm lotów” rakiety Starship, projektów związanych z centrami danych AI w kosmosie oraz planów budowy bazy księżycowej.

Musk nie opiera jednak swojej pozycji wyłącznie na SpaceX. Znaczną część jego majątku stanowi także pakiet w Tesli – ok. 12% udziałów wycenianych na ok. 197 mld dolarów – oraz większościowy, ok. 53-procentowy udział w xAI Holdings, szacowany na ok. 60 mld dolarów. Do tego dochodzą jego udziały w X Corp., Neuralink i The Boring Company, które uzupełniają portfel najważniejszych aktywów.

Na horyzoncie pojawiają się też potencjalne czynniki mogące dalej zwiększyć wartość jego majątku. Akcjonariusze Tesli mieli w listopadzie zatwierdzić pakiet wynagrodzenia, który – przy realizacji ambitnych celów spółki – mógłby dać Muskowi prawo do dodatkowych akcji o wartości nawet do 1 bln dolarów przed opodatkowaniem. Warunkiem jest m.in. wielokrotne zwiększenie kapitalizacji rynkowej Tesli w najbliższej dekadzie. Dodatkowo media informują, że xAI Holdings rozważa pozyskanie około 15 mld dolarów finansowania przy wycenie rzędu 230 mld dolarów.

Przekroczenie 600 mld dolarów to kolejny etap serii rekordów, które Musk ustanawia od kilku lat. W danych przywoływanych w zestawieniu pojawiają się wcześniejsze kamienie milowe: ok. 300 mld dolarów w listopadzie 2021 roku, ok. 400 mld dolarów w grudniu 2024 roku oraz ok. 500 mld dolarów w październiku 2025 roku. Jeszcze w marcu 2020 roku jego majątek miał wynosić ok. 24,6 mld dolarów, zanim gwałtowny wzrost notowań Tesli wyniósł go do grona nielicznych, którzy w krótkim czasie przekroczyli barierę 100 mld dolarów.

Na wzroście wyceny SpaceX korzystają również inni inwestorzy. Wśród nich wymienia się Alphabet, właściciela Google’a, który jest w spółce od 2015 roku. Wówczas – wspólnie z Fidelity Investments – miał zainwestować ok. 1 mld dolarów, uzyskując łącznie ok. 10% udziałów. Alphabet miał już wcześniej raportować znaczący, niezrealizowany zysk na tej inwestycji: w kwietniu 2025 roku wskazywano kwotę rzędu 8 mld dolarów po tym, jak oferta przetargowa wyceniła SpaceX na ok. 350 mld dolarów.

Złoty wśród liderów CEE. Słabość dolara i apetyt na ryzyko wspierają PLN

Dolar doświadczył wyprzedaży względem większości walut G10 po tym, jak Rezerwa Federalna zawiodła w ubiegłym tygodniu rynkowe oczekiwania „jastrzębiego cięcia”.

Kluczowe punkty:

  • PLN zyskuje, wspierany przez korzystny sentyment.
  • USD dalej spada po nieudanym „jastrzębim cięciu” Fedu.
  • EBC powinien utrzymać stopy i podnieść projekcje wzrostu.
  • BoE powinien obniżyć stopy, ale głosowanie może być wyrównane.

Fed powrócił do rozluźniania polityki monetarnej, a komunikaty podkreślały raczej słabość rynku pracy niż dalszy brak sukcesu w osiągnięciu celu inflacyjnego. Rynki skupiły się na różnicy między Fedem i innymi bankami centralnymi, jak Europejski Bank Centralny, który zakończył cykl obniżek i jego kolejnym ruchem będzie prawdopodobnie podwyżka stóp procentowych. Jedynym wyjątkiem spośród głównych walut był jen japoński, który w dalszym ciągu traci przez obawy dotyczące ekspansji fiskalnej. Warto zauważyć, że rentowności długoterminowych obligacji skarbowych w USA nie wykazały trwałego spadku w wyniku gołębiości Fedu i zakończyły tydzień znacznym wzrostem, nawet mimo deprecjacji dolara, co uwypukla, przed jak trudnym zadaniem stoi FOMC.

Posiedzenia banków centralnych w tym tygodniu powinny podkreślić rosnące różnice w polityce monetarnej głównych obszarów gospodarczych. Podczas gdy Fed w dalszym ciągu obniża stopy procentowe, oczekuje się, że Bank Japonii w piątek (19.12) je podniesie. W czwartek (18.12) EBC utrzyma stopy, zaś Bank Anglii je obetnie. Poznamy również kluczowe dane gospodarcze z USA, począwszy od spóźnionego raportu NFP (non-farm payrolls) za listopad we wtorek (16.12), a skończywszy na raporcie inflacyjnym z tego samego miesiąca w czwartek (18.12). Pośród zatrzęsienia danych będziemy uważnie śledzić rentowności na długim końcu, cierpliwość rynku do polityki inflacyjnej wydaje się bowiem wyczerpywać.

PLN

Złoty trzyma się dobrze. W ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej od większości walut rynków wschodzących, w tym wszystkich walut regionu CEE. Kurs EUR/PLN rozpoczął ten tydzień spadkiem poniżej poziomu 4,22 i pozostaje blisko lokalnych minimów. Złotego wspierają apetyt na ryzyko i słabość dolara, która jest korzystna dla europejskich walut.

Danych z Polski było jednak w ostatnich dniach niewiele. Ten tydzień przyniesie ich więcej, a uwaga skupi się na odczytach dynamiki płac i produkcji przemysłowej w listopadzie (czwartek 18.12). Ta pierwsza będzie szczególnie interesująca w kontekście dalszych kroków NBP. Obecnie najbardziej prawdopodobna wydaje się krótka przerwa w procesie obniżek stóp procentowych.

EUR

Ostatnie komentarze oficjeli EBC, w szczególności Isabel Schnabel, potwierdzają nasz pogląd, że bank zakończył cykl obniżek stóp procentowych i bardziej prawdopodobne jest, że kolejny ruch będzie w górę, nie w dół. Choć jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by Rada Prezesów wprost powiedziała o takiej możliwości, uważamy, że czwartkowe posiedzenie (18.12) przyniesie pozytywny ton w kontekście perspektyw wzrostu – prezeska Christine Lagarde w ubiegłym tygodniu właściwie potwierdziła, że prognozy zostaną zrewidowane w górę.

Spodziewamy się, że wstępne odczyty wskaźników PMI (wtorek 16.12) wesprą te jastrzębie wieści, potwierdzając, że gospodarka strefy euro cechuje się wciąż zaskakującą odpornością. W efekcie różnica między krótkoterminowymi stopami procentowymi po obu stronach Atlantyku szybko maleje. W połączeniu z tym, że aktywa strefy euro stają się alternatywą dla dolara, powinno to zapewnić dalsze wsparcie wspólnej walucie w średnim terminie.

USD

Mgła zasnuwająca amerykańską gospodarkę powinna znacznie się rozrzedzić w tym tygodniu. Oczekuje się, że raport NFP (wtorek 16.12) pokaże, że na rynku pracy wciąż przybywa miejsc pracy, wbrew ponurym komentarzom prezesa Fedu Jerome’a Powella podczas konferencji prasowej po ubiegłotygodniowym posiedzeniu banku. Listopadowy raport CPI obejmie dwa miesiące zmian dynamiki, jako że po raz pierwszy w historii zrezygnowano z miesięcznego, październikowego, odczytu.

Choć oczekuje się, że tegotygodniowe dane pokażą brak dalszych postępów w sprowadzeniu inflacji do celu Fedu, z powodu niepewności rozpiętość oczekiwań jest wyjątkowo szeroka. Jak przypuszczaliśmy, dot plot z ubiegłego tygodnia pokazał po tylko jednej obniżce stóp procentowych w 2026 i 2027 r., różnica między jastrzębiami i gołębiami mogła jednak nigdy nie być tak duża. Do końca tygodnia powinniśmy zyskać znacznie klarowniejszy obraz osiągania przez Fed konkurujących celów – niskiej inflacji i pełnego zatrudnienia – nim wkroczymy w 2026 r.

GBP

Ten tydzień może być dla funta kluczowy. Czwartkowe (18.12) posiedzenie Banku Anglii poprzedzą dane z rynku pracy w październiku i wstępne odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej (wtorek 16.12) oraz listopadowy raport inflacyjny (środa 17.12). Oczekuje się, że będą tak samo stagflacyjne jak wcześniej – czyli na rynku pracy w dalszym ciągu ubywa wakatów, uporczywie wysoka inflacja utrzymuje się zaś znacznie powyżej celu banku – co sprawia, że zarządzanie polityką monetarną jest wyjątkowo trudne.

Wciąż oczekujemy w czwartek kolejnej obniżki bazowej stopy procentowej, do 3,75%, nie jest jednak jasne kiedy, ani nawet czy Bank Anglii będzie mógł kontynuować swój cykl cięć, jeśli inflacja nie zacznie wykazywać wyraźnego trendu spadkowego. Głosowanie prawdopodobnie ponownie będzie wyrównane, co podkreśli rosnącą rozbieżność między poglądami członków Komitetu. Spodziewamy się również, że prezes Andrew Bailey i spółka powtórzą, że wszelkie dalsze obniżki stóp procentowych będą „stopniowe i ostrożne” i w żadnym razie nie są pewne.

Rozwój pod skrzydłami Aniołów ze Sterling Angels

Mentoring, smart money i realny wpływ na rozwój młodych firm – tak w skrócie można podsumować działalność Sterling Angels w 2025 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy stowarzyszenie objęło mentoringiem 30 młodych spółek, a część z nich również wsparło finansowo, w tym m.in. Tequipy oraz HeyDrop. Działania Sterling Angels po raz kolejny pokazały, jak istotną rolę w rozwoju ekosystemu odgrywa połączenie kapitału, wiedzy i doświadczenia.

Pojęcie angels investors pojawiło się kilkadziesiąt lat temu w artystycznym środowisku Broadwayu w Stanach Zjednoczonych, gdzie zamożni mecenasi wspierali ambitne sztuki teatralne. Wkrótce potem anioły trafiły do świata biznesu, gdzie do dzisiaj oznaczają inwestorów gotowych zaryzykować własne środki na rzecz obiecujących, choć jeszcze niepewnych projektów. – Bez aniołów biznesu trudno byłoby mówić o rozwoju ekosystemu startupowego w skali, jaką obserwujemy dziś. Ich rola jest kluczowa, szczególnie na etapach pre-seed i seed, gdy młode firmy poszukują nie tylko pierwszego zastrzyku kapitału, ale także mentorów, którzy pomogą im uniknąć typowych biznesowych pułapekwyjaśnia Marek Dworak – Prezes Stowarzyszenia Sterling Angels.

Polska Sieć Aniołów Biznesu, stowarzyszenie Sterling Angels, działa nieprzerwanie od 2019 roku, odpowiadając na realną potrzebę rynku, na którym każdego roku blisko 300 startupów w Polsce aktywnie poszukuje finansowania na wczesnym etapie rozwoju. Członkowie stowarzyszenia angażują się w różnorodne projekty – od technologii i AI, przez e-commerce i fintech, po innowacje w obszarze zdrowia oraz rynku sztuki.

Model działania Sterling Angels opiera się jednak nie tylko na inwestycjach kapitałowych, lecz przede wszystkim na aktywnym wsparciu merytorycznym i mentoringu. Członkowie sieci dzielą się swoim doświadczeniem, know-how oraz kontaktami, wspierając zespoły na kluczowych etapach rozwoju biznesu. Równolegle stowarzyszenie realizuje inwestycje, w ramach których średni ticket inwestycyjny wynosi około 100 tys. zł. Dzięki wspólnemu podejściu do selekcji projektów Sterling Angels może również uczestniczyć w większych rundach finansowania, tworząc dla startupów środowisko, w którym kapitał naturalnie łączy się z wiedzą, relacjami i realnym wsparciem w skalowaniu działalności.

Realna siła napędowa rynku

Rola aniołów biznesu wykracza dziś bowiem daleko poza samo finansowanie. To przede wszystkim tzw. smart money, czyli kapitał, który oprócz środków finansowych wnosi realną wartość dodaną. Składają się na nią doświadczenie biznesowe, dogłębna znajomość rynku oraz sieć relacji, które dla młodej spółki bardzo często okazują się ważniejsze niż sam przelew na konto. – Wieloletnie obserwacje europejskiego rynku jednoznacznie pokazują, że prawdziwą siłą aniołów biznesu jest współpraca. Indywidualnie można zainwestować kapitał, jednak dopiero działając w grupie buduje się skalę, która otwiera dostęp do lepszych projektów i pozwala realnie wpływać na rozwój młodych firm. Po pięciu latach intensywnego rozwoju Sterling Angels tworzy dziś społeczność ponad 40 aktywnych aniołów biznesu i cały czas przyjmuje nowe osoby – mówi Dworak.

Siła Sterling Angels nie wynika wyłącznie z doświadczenia inwestycyjnego jego członków. To przede wszystkim społeczność ekspertów, którzy świadomie budują wartość także wewnątrz organizacji, systematycznie rozwijając kompetencje niezbędne w dynamicznie zmieniającym się świecie biznesu. Przestrzenią do wymiany wiedzy i pogłębiania kompetencji był m.in. cykl spotkań “Connect&Grow Otwarta Integracja Sterling Angels” realizowany wspólnie z Województwem Małopolskim w ramach ramach projektu “działalność wspomagająca rozwój gospodarczy, w tym rozwój przedsiębiorczości.

– Prelekcje i dyskusje koncentrowały się na aktualnych trendach w świecie startupów, technologii i inwestycji. Szczególny nacisk położyliśmy na zagadnienia związane z kapitałem na rynku sztuki oraz projektami z obszaru AI i dual-use – wspomina Dworak. Letnie i jesienne edycje wydarzeń zgromadziły nie tylko aniołów biznesu, lecz także przedsiębiorców oraz innych przedstawicieli szeroko rozumianego środowiska biznesowego.

Budowanie skali, kompetencji i sieci na 2026 rok

Patrząc w przyszłość, Sterling Angels planuje w 2026 roku dalsze zwiększanie skali swoich działań. Obejmie to wsparcie jeszcze większej liczby obiecujących startupów, rozwój programów edukacyjnych dla członków oraz aktywne zaangażowanie w inicjatywy akceleracyjne. W planach znajdują się również nowe projekty mentoringowe i networkingowe, a także rozszerzenie wsparcia dla startupów działających w obszarach sztucznej inteligencji, zrównoważonego rozwoju oraz technologii medycznych.

Coraz więcej kontrowersji dotyczących AI w rekrutacji

Wraz ze wzrostem wykorzystania systemów sztucznej inteligencji (AI) przez przedsiębiorców, rośnie ryzyko prawne i biznesowe takich działań. Nie inaczej jest w przypadku procesów rekrutacji. „Działy HR w Polsce już dziś bardzo chętnie korzystają w różnych aspektach z narzędzi wykorzysujących AI. Doświadczenia innych jurysdykcji pokazują jednak, że takie rozwiązania mogą się wiązać z istotnym ryzkiem i wymagają odpowiedniego nadzoru, aby uniknąć niepożądanych konsekwencji” – podkreśla Anna Panek, specjalizująca się w prawie pracy w kancelarii Wolf Theiss.

Choć automatyzacja rekrutacji niesie ze sobą znaczne korzyści – m.in. oszczędność czasu, redukcję kosztów i poprawę efektywności – wiąże się również z poważnymi wyzwaniami prawnymi i etycznymi.

Ryzyko bardzo realne

Istnieje jednak ryzyko, że takie rozwiązania mogą nieumyślnie dyskryminować niektóre chronione grupy społeczne. Już w 2023 r. doszło do pierwszego rozstrzygnięcia sądowego dotyczącego tych aspektów. W ramach ugody między EEOC (Equal Employment Opportunity Commission – Amerykańska Komisja ds. Równych Szans Zatrudnienia) a firmą iTutorGroup, gdzie system automatycznie odrzucał starszych kandydatów, firma zgodnie z warunkami ugody zgodziła się zapłacić 365 tys. USD grupie kandydatów, których podania zostały odrzucone ze względu na ich wiek. W ugodzie firma nie przyznała się do żadnego wykroczenia, ale zgodziła się przedłożyć EEOC „proponowane procedury antydyskryminacyjne i skargowe mające zastosowanie do selekcji, zatrudniania i nadzoru” kandydatów i pracowników.

„Podobnych spraw w USA, czy innych jurysdykcjach przybywa, wraz ze zwiększaniem się skali wykorzystywania AI. Choć w Polsce nie mieliśmy jeszcze takich rozstrzygnięć, to warto zauważyć, że sztuczna inteligencja coraz mocniej wpływa na kształtowanie procesów biznesowych. Szczególne widoczne jest to w rekrutacji – AI wpływa na sposób pozyskiwania kandydatów, jak i organizację całego procesu rekrutacyjnego, co staje się coraz bardziej zauważalne” – mówi Anna Panek z Wolf Theiss.

Media szeroko informowały m.in. o przypadku firmy Exdrog, która podczas przetargu na utrzymanie dróg w Małopolsce, wykorzystała AI do przygotowania dokumentów, które miały wykazać, że zaoferowana przez nią cena nie jest rażąco niska. Problem w tym, że wykonawca powoływał się na nieistniejące i nigdy niewydane interpretacje podatkowe, które rzekomo dotyczyły podobnych spraw. Krajowa Izba Odwoławcza wykluczyła Exdrog z postępowania przetargowego.

Jak działy HR wykorzystują dziś AI

Dziś wykorzystanie AI w procesach rekrutacji dotyczy głównie analizy aplikacji w krótkim czasie, wyszukując kluczowe kompetencje i doświadczenie dopasowane do wymagań stanowiska. Coraz częściej też pierwszy kontakt kandydata z firmą odbywa się poprzez chatboty, które udzielają informacji, przeprowadzają wstępny wywiad czy zbierają dane. Niektóre narzędzia analizują także mimikę, ton głosu lub sposób wypowiedzi kandydatów podczas rozmów kwalifikacyjnych online — próbując wnioskować o ich cechach osobowości lub kompetencjach miękkich. Modele predykcyjne potrafią z kolei szacować, który kandydat ma największe szanse odnieść sukces na danym stanowisku, bazując na danych historycznych i statystycznych.

„W Polsce coraz częściej automatyzuje się procesy rekrutacyjne, głównie za pomocą systemów ATS (Applicant Tracking Systemoprogramowanie do zarządzania procesem rekrutacji) ale również za pomocą innych systemów opartych na AI. Takie technologie wspierają rekruterów w selekcji kandydatów, oszczędzają czas, redukują powtarzalne zadania i tym samym skracają proces rekrutacyjny. Należy jednak pamiętać, że wdrożenie tych technologii musi być zgodne z obowiązującymi przepisami oraz nie może prowadzić do dyskryminacji kandydatów ze względu na cechy chronione prawem, tj. wiek, rasa, płeć” – mówi Anna Panek.

Jakie są ramy prawne dla rozwiązań AI w HR?

Ryzyko nieświadomej dyskryminacji kandydatów może prowadzić do naruszenia art. 21 Karty Praw Podstawowych UE oraz dyrektywy o równości w zatrudnieniu (2000/78/WE). Na gruncie polskiego prawa niektóre działania związane z wykorzystaniem AI w rekrutacji mogą naruszać przepisy o ochronie danych osobowych czy Kodeksu pracy. Przetwarzanie danych kandydatów musi mieć podstawę prawną (np. kandydat wyraził na nie zgodę lub istnieje uzasadniony interes pracodawcy), a dodatkowo należy pamiętać o realizacji obowiązków informacyjnych czy zapewnieniu kandydatom przysługującym im praw.

„Pracodawca, który korzysta z narzędzi AI w procesie rekrutacji pozostaje odpowiedzialny za przestrzeganie przepisów wynikających z Kodeksu pracy – w szczególności zasad równego traktowania, czy przeciwdziałania dyskryminacji. Należy również pamiętać o katalogu danych osobowych, których pracodawca może żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie, aby uniknąć gromadzenia informacji wykraczających poza dopuszczalny zakres” – mówi ekspert.

Jak wskazują specjaliści, oprócz RODO i obowiązujących już przepisów UE, duży wpływ na wykorzystanie AI podczas rekrutacji ma AI Act, czyli Rozporządzenie UE w sprawie sztucznej inteligencji, którego pełna implementacja ma nastąpić 2 sierpnia 2027 r.

„AI Act uznaje systemy sztucznej inteligencji stosowanej w obszarze zatrudnienia, w tym w procesach rekrutacji, doboru kandydatów czy dostępu do samozatrudnienia, za systemy wysokiego ryzyka. Wynika to z faktu, że takie narzędzia mogą bezpośrednio wpływać na przyszłość zawodową kandydatów, ich prawa podstawowe, czy źródło utrzymania. Korzystanie z nich będzie wiązało się z m.in. z obowiązkiem wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, zapewnienia większej transparentności oraz nadzoru człowieka nad podejmowanymi decyzjami” – dodaje Anna Panek.

Korzystanie z systemów AI w miejscu pracy będzie wiązało się również z dodatkowymi obowiązkami informacyjnymi dla pracodawców. AI Act m.in. przewiduje (art. 26 ust. 7), że zanim taki system zostanie wdrożony, pracodawca będzie musiał poinformować pracowników i ich przedstawicieli, że taki system, będzie używany. Warto zauważyć, że na gruncie polskich przepisów pojawiają się pierwsze propozycje w zakresie informowania o stosowaniu systemów AI. Projekt nowelizacji ustawy o związkach zawodowych przewiduje, że pracodawca ma być zobowiązany – na wniosek zakładowej organizacji związkowej – do udzielenia informacji dotyczących m.in. parametrów, zasad i instrukcji na których opierają się algorytmy wykorzystywane w zakładzie pracy do podejmowania decyzji związanych z sytuacją pracownika.

Podsumowanie

AI w rekrutacji to potężne narzędzie, które może zwiększyć efektywność procesu zatrudniania. Należy jednak pamiętać, że brak kontroli nad danymi i decyzjami algorytmicznymi, może prowadzić do poważnych naruszeń prawa, oraz tworzyć ryzyko biznesowe i finansowe.

Stosowanie sztucznej inteligencji w rekrutacji powinno wspierać proces, a nie całkowicie go zastępować. Nadzór człowieka jest kluczowy, ponieważ algorytmy mogą odrzucać kandydatów o nietypowych ścieżkach kariery, którzy w praktyce okazują się świetnym wyborem, a także prowadzić do nieświadomej dyskryminacji. Innowacje muszą iść w parze z odpowiedzialnością i przestrzeganiem prawa, aby uniknąć ryzyka naruszenia praw kandydatów” – podkreśla Anna Panek.

By przeciwdziałać tym ryzykom, specjaliści zalecają regularne testowanie modeli pod kątem uprzedzeń i dyskryminacji i wprowadzenie zasady, dotyczącej weryfikowana przez człowieka każdej decyzji AI. Pomocne w dostosowaniu prowadzonych działań do obowiązujących przepisów są z pewnością audyty prawne, zapewniające zgodność procedur z RODO i AI Act. które pomogą zweryfikować, czy kandydaci są należycie informowani o stosowaniu AI, a zbierane dane są niezbędne do procesu rekrutacji.

Zmiany w zarządzie LINK4. Robert Tomaszewski nowym prezesem

Rada Nadzorcza LINK4 SA w wyniku przeprowadzonego postępowania kwalifikacyjnego podjęła 5 grudnia 2025 r. uchwałę w sprawie powołania Roberta Tomaszewskiego w skład zarządu spółki, powierzając mu funkcję prezesa zarządu LINK4 SA pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego.

Do czasu uzyskania zgody KNF, Rada Nadzorcza powierzyła Robertowi Tomaszewskiemu pełnienie obowiązków prezesa zarządu LINK4 SA w zakresie dopuszczalnym przez stosowne przepisy. Uchwała weszła w życie z chwilą podjęcia. Powołanie następuje od 1 stycznia 2026 r. na okres wspólnej kadencji, obejmującej 2 pełne lata obrotowe 2026-2027.

Robert Tomaszewski jest menedżerem z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej, posiadającym doskonałe kompetencje w obszarze inżynierii finansowej firmy, aspektach produktowych, technologicznych i marketingowych.

Przez większą część swojej kariery zawodowej związany był z T.U. ERGO Hestia SA, gdzie pełnił m.in. funkcję Dyrektora Zarządzającego ds. Sprzedaży, Dyrektora Zarządzającego ds. Ubezpieczeń Detalicznych oraz Dyrektora Biura Likwidacji Szkód – Analizy.

Był odpowiedzialny m.in. za wdrożenie w 2003 r. systemu Uranos –  jednego z najlepiej ocenianych i funkcjonujących do dziś narzędzi IT, opracowanie systemów motywacyjnych dla underwriterów i likwidatorów szkód oraz implementację platform sprzedaży iHestia i Jupiter dla agentów. W 2018 r. z powodzeniem rozpoczął budowę dynamicznego pricingu w ERGO Hestia. W 2021 r. wdrożył w sieci agencyjnej pierwszy na rynku ubezpieczeniowym program certyfikacji.

Robert Tomaszewski jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego na kierunku informatyka i ekonometria ze specjalizacją statystyka ubezpieczeniowa oraz studiów podyplomowych z rachunkowości w Wyższej Szkole Finansów i Rachunkowości w Sopocie.

Chiny umieściły na orbicie pierwszą komercyjną eksperymentalną kapsułę kosmiczną

Chiny wykonały kolejny krok w rozwoju swojego komercyjnego sektora kosmicznego. W sobotę rano z Centrum Startów Satelitarnych Jiuquan w północno-zachodniej części kraju wystartowała rakieta nośna Kuaizhou-11 Y8, która pomyślnie umieściła na orbicie pierwszą w historii Chin komercyjną eksperymentalną kapsułę kosmiczną.

Rakieta na paliwo stałe została wystrzelona o godzinie 9:08 czasu pekińskiego i wyniosła na zaplanowane orbity dwa ładunki. Głównym elementem misji był eksperymentalny statek kosmiczny DEAR-5, opracowany przez prywatną firmę AZSpace z siedzibą w Pekinie. Drugim ładunkiem był satelita Xiwang-5 Phase-2, zbudowany przez Chińską Akademię Technologii Kosmicznej.

Kamień milowy dla komercyjnego sektora kosmicznego

Statek DEAR-5, którego nazwa jest skrótem od „Discovery, Exploration, Advance and Reentry” (Odkrycie, Eksploracja, Postęp i Powrót), stanowi pierwszą komercyjnie opracowaną w Chinach platformę orbitalną zdolną do transportu i obsługi ładunków eksperymentalnych. Cylindryczna kapsuła została zaprojektowana do pracy na orbicie przez co najmniej rok i przewozi 34 ładunki badawcze przygotowane przez uniwersytety, instytuty naukowe oraz firmy prywatne.

DEAR-5 dysponuje ładownością do 300 kilogramów oraz przestrzenią ładunkową o objętości 1,8 metra sześciennego. W trakcie misji będzie prowadzić eksperymenty m.in. z zakresu mikrograwitacji, nauk o życiu w kosmosie, inżynierii materiałowej oraz medycyny lotniczej. Statek wyposażono w inteligentny system zarządzania ładunkiem, zdolny do obsługi ponad 100 eksperymentów orbitalnych, a także w zestaw instrumentów badawczych, w tym kamerę optyczną, czujniki środowiska kosmicznego oraz urządzenie do uprawy roślin w warunkach kosmicznych.

Jak podkreślił przewodniczący AZSpace Zhang Xiaomin, kapsuła ma „funkcjonować jednocześnie jako laboratorium kosmiczne dla naukowców, orbitalna fabryka dla przedsiębiorców oraz system logistyczny wspierający stację kosmiczną”.

Rozbudowa zdolności startowych Chin

Sobotni start był czwartą misją rakiety Kuaizhou-11, produkowanej przez państwowy koncern China Aerospace Science and Industry Corporation. Rakieta o wysokości 25 metrów jest w stanie wynieść do jednej tony ładunku na orbitę heliosynchroniczną na wysokości około 700 kilometrów. Po nieudanym locie inauguracyjnym w lipcu 2020 roku, Kuaizhou-11 powróciła do regularnych misji po udanym starcie w grudniu 2022 roku.

Był to jednocześnie 86. orbitalny start Chin w 2025 roku, co potwierdza rekordowe tempo rozwoju krajowego programu kosmicznego. Tegoroczna liczba startów już przekroczyła wcześniejsze roczne rekordy.

Według oficjalnych danych, wartość chińskiego komercyjnego rynku kosmicznego ma w 2025 roku przekroczyć 2,5 biliona juanów (około 344 miliardy dolarów). W sektorze działa obecnie ponad 600 firm. W listopadzie Narodowa Administracja Kosmiczna Chin powołała specjalny Departament Kosmonautyki Komercyjnej, którego zadaniem jest nadzór nad dynamicznie rozwijającym się przemysłem.

Ostrzeżenia NATO o Rosji wywołują ostrą reakcję Moskwy

Kreml skrytykował w niedzielę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego za apel do państw sojuszu, by przygotowywały się na możliwość wojny na dużą skalę z Rosją. Moskwa uznała te słowa za nieodpowiedzialne i przekonywała, że świadczą o „zapomnieniu” okropności II wojny światowej. Ostra reakcja padła trzy dni po wystąpieniu Ruttego w Berlinie, w którym ostrzegł, że NATO powinno być gotowe na konflikt „na skalę wojny, którą przeżyli nasi dziadkowie lub pradziadkowie”.

– Wygląda to na wypowiedź przedstawiciela pokolenia, któremu udało się zapomnieć, jak naprawdę wyglądała II wojna światowa – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z Pawłem Zarubinem, reporterem rosyjskiej telewizji państwowej. – Nie mają o tym pojęcia, a niestety pan Rutte, wygłaszając takie nieodpowiedzialne oświadczenia, po prostu nie rozumie, o czym mówi – dodał.

Wystąpienie Ruttego z 11 grudnia, wygłoszone podczas wydarzenia Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w Berlinie, należało do jego najbardziej stanowczych ostrzeżeń od objęcia funkcji szefa NATO. – Jesteśmy kolejnym celem Rosji. I już jesteśmy zagrożeni – mówił, oceniając, że Moskwa może być gotowa do użycia siły militarnej przeciwko państwom sojuszu w perspektywie pięciu lat. Słowa te padły w czasie, gdy prezydent USA Donald Trump prowadzi negocjacje mające doprowadzić do zakończenia trwającej niemal cztery lata inwazji Rosji na Ukrainę.

Szef NATO wezwał jednocześnie sojuszników do szybkiego zwiększenia wydatków obronnych, tak aby osiągnąć cel 5 proc. PKB uzgodniony na szczycie w czerwcu w Hadze. Ostrzegł, że „zbyt wielu jest po cichu zadowolonych”, a „zbyt wielu wierzy, że czas działa na naszą korzyść”. Wskazał też na nasilające się działania hybrydowe Rosji wobec państw NATO, w tym naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki oraz przypadki sabotażu infrastruktury.

Kreml konsekwentnie odrzuca oskarżenia, jakoby Rosja planowała atak na członków NATO, określając je jako „nonsens” mający podsycać antyrosyjskie nastroje w Europie. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow mówił 11 grudnia, że Moskwa nie ma agresywnych planów wobec sojuszu, a nawet zaproponował udzielenie pisemnych gwarancji. Wcześniej w grudniu prezydent Władimir Putin przekonywał, że Rosja nie dąży do wojny z Europą, jednocześnie ostrzegając, że ewentualny konflikt wywołany przez europejskie mocarstwa „zakończyłby się bardzo szybko”.

Europejscy i ukraińscy przywódcy utrzymują natomiast, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie mogłoby ośmielić Moskwę do testowania spójności sojuszu i zwiększyć ryzyko agresji wobec terytorium NATO. Rosja odpowiada, że to rozszerzanie NATO na wschód stanowi zagrożenie dla jej bezpieczeństwa.

Programowanie bez programistów? AI no-code wchodzi do mainstreamu

Rynek platform AI typu no-code szykuje się na dynamiczny wzrost. Zgodnie z analizą opublikowaną 12 grudnia przez firmę badawczą MarketsandMarkets™, jego wartość ma wzrosnąć z 4,9 mld dolarów w 2024 roku do 24,7 mld dolarów w 2029 roku. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie 38,2 proc., napędzane rosnącym zapotrzebowaniem na narzędzia sztucznej inteligencji dostępne także dla użytkowników bez zaplecza technicznego.

Platformy no-code umożliwiają tworzenie aplikacji opartych na AI bez konieczności pisania kodu, wykorzystując interfejsy typu „przeciągnij i upuść” oraz wizualne modele przepływu pracy. Dzięki temu zaawansowane technologie – takie jak przetwarzanie języka naturalnego, widzenie komputerowe, uczenie głębokie czy analityka predykcyjna – trafiają do firm i zespołów, które dotąd były wykluczone z ich wdrażania. Zmiana ta jest widoczna w wielu sektorach, m.in. w ochronie zdrowia, finansach, handlu detalicznym i przemyśle.

Tworzenie aplikacji AI wymaga wydajnego sprzętu. Morele.net oferuje komputery stacjonarne z najnowszymi procesorami i kartami graficznymi, które sprawdzą się zarówno w profesjonalnym programowaniu, jak i w pracy kreatywnej.

Treść sponsorowana

Wzrost znaczenia „obywatelskich deweloperów”

Rozwój platform no-code sprzyja rosnącej roli tzw. deweloperów obywatelskich, czyli pracowników nietechnicznych, którzy samodzielnie budują aplikacje na potrzeby swoich organizacji. Według prognoz Forrester, już w 2025 roku mogą oni odpowiadać za około 30 proc. aplikacji automatyzujących procesy z wykorzystaniem generatywnej AI. Platformy te obsługują różne typy danych – tekst, obrazy, wideo czy dźwięk – upraszczając realizację zadań takich jak analiza nastrojów czy rozpoznawanie obrazów.

Rynek przyciąga największych graczy technologicznych

Segment AI no-code staje się obszarem intensywnej konkurencji największych firm technologicznych. Na rynku aktywne są m.in. IBM, Microsoft, Google, Amazon Web Services i Salesforce, a także wyspecjalizowani dostawcy tacy jak C3 AI, H2O.ai, DataRobot, Dataiku czy Qlik. Na początku 2025 roku IBM ogłosił rozszerzenie funkcji AI w swojej platformie no-code, natomiast Microsoft wzmocnił integrację sztucznej inteligencji w ramach Power Platform.

Chatboty i automatyzacja napędzają adopcję

Największy udział w rynku mają chatboty i wirtualni asystenci, wykorzystywani głównie w obsłudze klienta. Coraz większe znaczenie zyskują również narzędzia do automatyzacji procesów, predykcyjnej oceny klientów czy analizy obrazu. Szczególnie szybko rozwiązania no-code AI przyjmują się w sektorze bankowym, finansowym i ubezpieczeniowym, gdzie są wykorzystywane m.in. do oceny ryzyka kredytowego, wykrywania nadużyć oraz automatyzacji procesów bez angażowania dużych zespołów IT.

Na rynku pojawiają się także nowe platformy. Przykładem jest CodeFlying firmy KuaFuAI, która deklaruje ponad 500 tys. twórców i milion wygenerowanych aplikacji. Narzędzie pozwala tworzyć kompletne aplikacje – wraz z zapleczem administracyjnym – na podstawie poleceń w języku naturalnym. Według danych spółki system wygenerował już łącznie 16 mld linii kodu.

Szacunki dotyczące skali rynku różnią się w zależności od źródła. Grand View Research ocenia, że wartość rynku platform AI no-code wyniosła 4,28 mld dolarów w 2024 roku i może wzrosnąć do 44,15 mld dolarów do 2033 roku, przy średniorocznym wzroście na poziomie 30,2 proc. Rozbieżności w prognozach podkreślają jednak jedno: rynek pozostaje dynamiczny i wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju.

EBC zmienia podejście do testów warunków skrajnych. Banki same wskażą scenariusze ryzyka

Europejski Bank Centralny poinformował w piątek, że w 2026 roku przeprowadzi odwrócony test warunków skrajnych skoncentrowany na ryzyku geopolitycznym, obejmujący 110 banków bezpośrednio nadzorowanych w strefie euro. Każda instytucja zostanie zobowiązana do wskazania scenariuszy geopolitycznych, które mogłyby doprowadzić do spadku jej kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) o co najmniej 300 punktów bazowych. EBC podkreśla, że jest to odpowiedź na rosnące znaczenie napięć politycznych, konfliktów regionalnych oraz fragmentacji handlu dla stabilności systemu finansowego. Ćwiczenie stanowi istotną zmianę w podejściu nadzorczym banku centralnego.

Wyniki testu mają zostać opublikowane latem 2026 roku i będą uwzględnione w Procesie Przeglądu i Oceny Nadzorczej (SREP). Nie przełożą się one jednak bezpośrednio na formalne wymogi kapitałowe. Zidentyfikowane słabości wpłyną natomiast na ocenę buforów kapitałowych, które banki muszą utrzymywać ponad minima regulacyjne. Celem jest wzmocnienie odporności instytucji finansowych poprzez lepsze rozpoznanie ich indywidualnych podatności na ryzyka geopolityczne.

Odwrócony test warunków skrajnych różni się zasadniczo od tradycyjnych ćwiczeń tego typu. Zamiast otrzymywać od regulatora wspólny scenariusz, banki same będą musiały opracować zdarzenia geopolityczne prowadzące do z góry określonej skali strat kapitałowych. EBC zaznaczył, że takie podejście zmusza instytucje do dogłębnej analizy własnych modeli biznesowych i specyficznych źródeł ryzyka. Banki będą również raportować potencjalny wpływ tych scenariuszy na płynność oraz warunki finansowania.

Nowy test uzupełni przeprowadzony w 2025 roku test warunków skrajnych Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego, który opierał się na jednolitym scenariuszu dla wszystkich uczestników. Tamto ćwiczenie wykazało średni spadek wskaźnika CET1 o około 370 punktów bazowych, a mimo to banki europejskie zachowały relatywnie wysoką odporność kapitałową. EBC podkreśla jednak, że rosnąca złożoność zagrożeń geopolitycznych wymaga bardziej zindywidualizowanego podejścia.

Ryzyko geopolityczne zostało wskazane jako jeden z głównych priorytetów nadzorczych EBC na lata 2026–2028. Przewodnicząca Rady Nadzorczej EBC Claudia Buch zaznaczyła wcześniej w Parlamencie Europejskim, że banki muszą być w stanie zidentyfikować scenariusze, które mogłyby poważnie zagrozić ich wypłacalności. Konflikt rosyjsko-ukraiński, napięcia na Bliskim Wschodzie oraz bariery handlowe wynikające z ceł i sankcji tworzą środowisko podwyższonej niepewności. Zdaniem EBC czynniki te oddziałują na sektor bankowy poprzez rynki finansowe, realną gospodarkę oraz ryzyko operacyjne.

Test zostanie przeprowadzony w ramach istniejących wewnętrznych procesów oceny adekwatności kapitałowej banków, aby ograniczyć koszty i obciążenia administracyjne. Instytucje będą korzystać głównie z już funkcjonujących szablonów raportowych, bez konieczności tworzenia nowych systemów sprawozdawczych. EBC liczy, że takie rozwiązanie pozwoli pogłębić analizę ryzyk geopolitycznych przy zachowaniu efektywności nadzoru.

Cios w Shein i Temu. UE wprowadza cło na tanie przesyłki z Chin

Unia Europejska od 1 lipca 2026 roku zacznie pobierać stałe cło w wysokości 3 euro od przesyłek o wartości poniżej 150 euro pochodzących z krajów trzecich. Nowe rozwiązanie uderzy przede wszystkim w chińskie platformy e-commerce, takie jak Shein i Temu, które odpowiadają za zdecydowaną większość drobnych przesyłek trafiających na unijny rynek. Opłata ma charakter przejściowy i będzie obowiązywać do momentu uruchomienia docelowego systemu celnego opartego na Centrum Danych Celnych UE, planowanego na połowę 2028 roku.

Porozumienie w tej sprawie ministrowie finansów państw UE osiągnęli podczas spotkania w Brukseli 12 listopada 2025 roku, przyspieszając tym samym proces reformy w porównaniu z pierwotnymi planami zniesienia zwolnienia celnego typu „de minimis”. Skala zjawiska, z którym mierzy się Unia, jest bezprecedensowa. Według danych Komisji Europejskiej w 2024 roku do UE trafiło 4,6 mld paczek o wartości poniżej 150 euro, co oznacza napływ ponad 145 przesyłek na sekundę. Aż 91 proc. z nich pochodziło z Chin.

Statystyki pokazują gwałtowną dynamikę wzrostu. W 2022 roku liczba takich przesyłek wynosiła 1,4 mld, rok później 2,3 mld, by w 2024 roku ponad dwukrotnie przekroczyć ten poziom. Komisja Europejska spodziewa się dalszego zwiększania wolumenu, jeśli nie zostaną wprowadzone dodatkowe bariery regulacyjne i finansowe.

Obecnie paczki o wartości do 150 euro są zwolnione z cła, choć podlegają podatkowi VAT i procedurom deklaracyjnym. Zdaniem instytucji unijnych system ten faworyzuje sprzedawców spoza UE kosztem europejskich detalistów, którzy muszą spełniać bardziej rygorystyczne wymogi prawne, podatkowe i środowiskowe. Stała opłata celna ma – według Komisji – wyrównać warunki konkurencji między handlem internetowym a tradycyjną sprzedażą detaliczną.

Komisarz UE ds. handlu Maroš Šefčovič podkreśla, że wprowadzenie jednolitej opłaty w wysokości 3 euro za paczkę zwiększy konkurencyjność europejskich firm i ograniczy masowy napływ tanich produktów spoza Wspólnoty. Decyzję pozytywnie oceniły także niektóre państwa członkowskie. Francuski minister finansów Roland Lescure określił ją jako „duże zwycięstwo Unii Europejskiej”.

Oprócz argumentów ekonomicznych istotną rolę odegrały kwestie bezpieczeństwa konsumentów. Organizacje konsumenckie wskazują, że znaczna część produktów sprzedawanych przez platformy takie jak Shein i Temu nie spełnia unijnych norm. Testy wykazały m.in. obecność niebezpiecznych substancji chemicznych w zabawkach, ryzyko zadławienia związane z małymi elementami, wadliwe ładowarki USB grożące pożarem oraz biżuterię zawierającą kadm i ołów w stężeniach wielokrotnie przekraczających dopuszczalne limity.

Unijne cło w wysokości 3 euro ma charakter rozwiązania pomostowego. Docelowo UE planuje pełne zniesienie zwolnienia celnego dla przesyłek o niskiej wartości i objęcie wszystkich paczek standardowymi stawkami celnymi, zależnymi od rodzaju towaru. Ma to być możliwe po uruchomieniu Centrum Danych Celnych UE oraz nowej Agencji Celnej UE, co według obecnego harmonogramu nastąpi w 2028 roku. Reformę poparł również Parlament Europejski w rezolucji z lipca 2025 roku dotyczącej bezpieczeństwa produktów w handlu elektronicznym.

Chiński regulator rynku reaguje na wojnę cenową w branży motoryzacyjnej

Chiński główny regulator rynku (SAMR) opublikował w piątek projekt wytycznych, które mają ograniczyć trwającą od trzech lat wojnę cenową w krajowej branży motoryzacyjnej. Państwowa Administracja Regulacji Rynku wskazuje, że nasilająca się konkurencja cenowa szkodzi stabilności sektora i może wzmacniać presję deflacyjną w drugiej największej gospodarce świata. Dokument dotyczy zarówno producentów aut, jak i praktyk cenowych w szerszym łańcuchu dostaw. Projekt został skierowany do konsultacji publicznych, które potrwają do 22 grudnia.

Wytyczne pod nazwą „Wytyczne dotyczące zgodności zachowań cenowych w przemyśle motoryzacyjnym” zakładają m.in. zakaz sprzedaży pojazdów poniżej kosztów produkcji. Regulator oczekuje też wprowadzenia kompleksowych systemów zarządzania cenami, obejmujących sprzedaż aut, usługi finansowe oraz relacje z dealerami. Zastrzeżono, że firmy stosujące sprzedaż poniżej kosztów w celu eliminowania konkurentów lub monopolizowania rynku mogą być narażone na „znaczące ryzyko prawne”. Jednocześnie w projekcie nie wskazano konkretnych kar za naruszenia.

Propozycje spotkały się z pozytywnym odbiorem części branży, w tym największych producentów, takich jak BYD i Xpeng. Spółki te zadeklarowały wzmocnienie działań na rzecz zgodności z regulacjami oraz unikanie oszustw cenowych i nieuczciwej konkurencji. Wsparcie dla interwencji pojawia się w sytuacji, gdy długotrwała wojna cenowa obniżyła rentowność sektora, a dealerzy odnotowują rosnące straty. Chińskie Stowarzyszenie Dealerów Samochodowych informowało o stratach detalicznych rzędu 177,6 mld juanów w pierwszych 11 miesiącach 2024 roku.

Regulator odnosi się też do zjawiska określanego w Chinach jako „inwolucja”, rozumianego jako hiperkonkurencyjny „wyścig na dno”. Tylko w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku ceny obniżono dla ponad 60 modeli, a w niektórych przypadkach cięcia przekraczały 30%. Marże zysku w całej branży spadły do 3,9% w pierwszym kwartale 2025 roku, poniżej średniej dla sektora produkcyjnego. Jednocześnie ponad połowa dealerów działała ze stratą w pierwszej połowie roku.

Projekt wytycznych obejmuje praktyki cenowe w całym łańcuchu dostaw – od producentów samochodów po dostawców części. Z jednej strony wymaga poszanowania autonomii dealerów w zakresie ustalania cen, z drugiej kładzie nacisk na przejrzyste ujawnianie opłat, m.in. za funkcje wymagające płatnego odblokowania. Regulacje mają też przeciwdziałać nieuzasadnionemu zawyżaniu cen przez producentów części podczas zakłóceń w łańcuchach dostaw. Chińskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów oceniło, że proponowane zasady mogą zwiększyć przejrzystość cen, poprawić stabilność łańcucha dostaw i chronić długoterminowe interesy konsumentów.

Tureckie statki trafione w ukraińskich portach po rozmowach Erdoğana z Putinem

Siły rosyjskie przeprowadziły w piątek atak rakietowy i dronowy na dwa ukraińskie porty w obwodzie odeskim, uszkadzając trzy statki należące do tureckich armatorów i raniąc co najmniej jedną osobę – poinformowali ukraińscy urzędnicy oraz źródła zaznajomione ze sprawą.

Uderzenia były wymierzone w porty Czarnomorsk i Odessa. Prom Cenk T, należący do tureckich właścicieli, stanął w płomieniach po trafieniu podczas postoju w porcie Czarnomorsk. Jak przekazała turecka firma żeglugowa Cenk Shipping, statek – przewożący świeże owoce, warzywa oraz inne artykuły spożywcze na trasie z tureckiego Karasu do Odessy – został trafiony około godziny 16.00 czasu lokalnego. Rzecznik ukraińskiej marynarki wojennej potwierdził w rozmowie z agencją Reuters, że w wyniku ataków uszkodzone zostały łącznie trzy statki należące do tureckich armatorów, nie ujawniając jednak szczegółów dotyczących pozostałych jednostek.

„Rosja przeprowadziła atak rakietowy na cywilną infrastrukturę portową w obwodzie odeskim” – oświadczył ukraiński minister ds. odbudowy Ołeksij Kuleba. Dodał, że w porcie w Odessie ranny został pracownik prywatnej firmy, a jeden z dźwigów kontenerowych uległ uszkodzeniu. Tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło trafienie statku należącego do tureckiego armatora, zaznaczając jednocześnie, że żaden obywatel Turcji nie odniósł obrażeń.

Atak nastąpił zaledwie kilka godzin po spotkaniu prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Turkmenistanie. Podczas rozmów Erdogan apelował do Putina o zgodę na „ograniczone zawieszenie broni”, obejmujące wstrzymanie ataków na porty i infrastrukturę energetyczną. Czas przeprowadzenia uderzenia wywołał w Ankarze nowe apele o zaprzestanie ataków na infrastrukturę portową Ukrainy.

Piątkowy atak wpisuje się w narastające napięcia na Morzu Czarnym. Wcześniej, 2 grudnia, Władimir Putin groził, że „odetnie Ukrainę od morza” w odpowiedzi na ukraińskie ataki dronów morskich na rosyjskie tankowce. W dniach 28–29 listopada ukraińskie drony uderzyły w dwa objęte sankcjami rosyjskie tankowce – Kairos i Virat – gdy jednostki te kierowały się po załadunek ropy na rynki zagraniczne.

„Najbardziej radykalnym rozwiązaniem byłoby odcięcie Ukrainy od morza, co w zasadzie uniemożliwiłoby piractwo” – mówił Putin w telewizyjnym wystąpieniu, zapowiadając możliwość nasilenia ataków na ukraińskie obiekty portowe i statki.

Trzy główne porty czarnomorskie w obwodzie odeskim stanowią kluczowe zaplecze gospodarcze Ukrainy, jednego z największych światowych eksporterów surowców i produktów rolnych. Według danych ukraińskiego resortu infrastruktury od lutego 2022 roku rosyjskie ataki doprowadziły do uszkodzenia lub zniszczenia blisko 400 elementów infrastruktury portowej oraz ponad 30 statków.

Ukraińskie siły powietrzne potwierdziły, że w piątkowym ataku użyto zarówno rakiet, jak i dronów. Prezydent Wołodymyr Zełenski ocenił, że uderzenie to jest kolejnym dowodem na to, iż Rosja prowadzi „wojnę wymierzoną w niszczenie normalnego życia na Ukrainie”.

ChatGPT otrzyma specjalny tryb +18. OpenAI potwierdza termin wdrożenia

OpenAI potwierdziło w czwartek, że ChatGPT otrzyma „tryb dla dorosłych” w pierwszym kwartale 2026 roku. Funkcja będzie dostępna wyłącznie dla zweryfikowanych użytkowników powyżej 18. roku życia i umożliwi dostęp do mniej ograniczonych treści. Ogłoszenie pojawiło się podczas prezentacji nowego modelu GPT-5.2, wyznaczając pierwszy konkretny termin wdrożenia zapowiadanej wcześniej opcji. Prezes Sam Altman sugerował już na początku roku, że firma przygotowuje bardziej elastyczny system kontroli treści.

Dyrektor generalna OpenAI ds. aplikacji, Fidji Simo, poinformowała, że firma chce najpierw dopracować technologię przewidywania wieku użytkowników. System ma automatycznie oceniać, czy dana osoba jest niepełnoletnia, analizując wzorce zachowania i aktywności. Zabezpieczenia mają działać domyślnie na korzyść ochrony młodszych użytkowników. Według Simo decyzja o udostępnieniu trybu dla dorosłych zapadnie dopiero po pełnym przetestowaniu tych mechanizmów.

OpenAI prowadzi obecnie testy systemu przewidywania wieku w kilku krajach. Model analizuje m.in. godziny korzystania z aplikacji, charakter aktywności i historię konta, aby oszacować wiek użytkownika. Jeśli system nie ma pewności, automatycznie włącza bardziej restrykcyjne filtry treści. Błędnie oznaczone osoby dorosłe będą mogły potwierdzić swój wiek poprzez zewnętrzną usługę Persona.

Weryfikacja wieku będzie wymagała przesłania dokumentu tożsamości oraz wykonania krótkiej procedury selfie z rozpoznawaniem twarzy. Podczas procesu użytkownik musi obrócić głowę w lewo i prawo, aby system mógł zweryfikować geometrię twarzy. OpenAI podkreśla, że dane wykorzystywane w procesie będą przetwarzane wyłącznie na potrzeby potwierdzenia wieku. Funkcja ta ma stanowić kluczowy element nowej polityki bezpieczeństwa treści.

Wprowadzenie trybu dla dorosłych następuje po wcześniejszych regulacjach dotyczących treści wrażliwych, szczególnie tych związanych ze zdrowiem psychicznym. Firma zaostrzyła swoje zasady po pozwach zarzucających, że ChatGPT mógł przyczyniać się do kryzysów psychicznych. W październiku Sam Altman ogłosił, że ograniczenia zostały wzmocnione jako działanie prewencyjne, ale firma chce stopniowo je równoważyć. Zapowiedział także podejście polegające na „traktowaniu dorosłych jak dorosłych”.

Altman podkreślał na platformie X, że OpenAI „zwiększy elastyczność systemu” w przypadku użytkowników pełnoletnich. Jednocześnie firma utrzyma surowe zabezpieczenia dla osób poniżej 18. roku życia. Nowy tryb ma być częścią szerszego pakietu funkcji kontrolujących wiek użytkowników. OpenAI zapewnia, że priorytetem pozostaje bezpieczeństwo, przejrzystość i zgodność regulacyjna.

Złoty najmocniejszy w regionie, metale szlachetne biją rekordy

Drugi tydzień grudnia ma szansę skończyć się całkiem pozytywnym sentymentem na wielu rynkach. Polski złoty pozostaje silny, momentami nawet wbrew otoczeniu. Złoto pozazdrościło srebru i coraz śmielej zerka na historyczne szczyty. Kolejny pakiet danych z Wielkiej Brytanii potwierdza problemy tamtejszej gospodarki, a to nie pomaga funtowi.

Ulubieńcy inwestorów: PLN i metale

Piątkowy handel na rynkach kapitałowych wciąż przebiega pod dyktando byków, ale na części parkietów zwyżki stają się coraz bardziej kosmetyczne. W Azji sesja zamknęła się jeszcze mocno, Hongkong zyskał 1,7%, a Tokio 1,4%. W Europie po godz. 14 króluje kolor zielony, ale z biegiem czasu kierunek staje się coraz mniej pewny. Paryż, Mediolan i Madryt rosną o 0,5%, ale już Londyn, Frankfurt czy Amsterdam są blisko punktu odniesienia. Kontrakty na Wall Street wskazują na możliwość negatywnego otwarcia za oceanem. W tym otoczeniu bardzo dobrze performuje Warszawa, gdzie WIG20 idzie w górę o blisko 1% (ale tutaj głównym „winowajcą” jest spółka LPP, która po publikacji wyników wystrzeliła o blisko 13%!).

Coraz bardziej rozgrzany jest rynek metali szlachetnych. Kontrakty na srebro przebiły 64 USD za uncję, tym samym ustanawiając po raz kolejny w ostatnich dniach historyczny rekord. Wreszcie srebru pozazdrościło złoto, którego kontrakty dziś po raz pierwszy od połowy października wyszły powyżej 4300 USD za uncję. Wyjątkowo spokojnie wygląda handel na ropie naftowej – i to pomimo rosnących napięć wokół Wenezueli, która mimo licznych sankcji pozostaje wciąż jednym z kluczowych dostawców surowca. Za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić ponad 61 USD.

Wreszcie rynek walutowy, gdzie dolar amerykański przynajmniej chwilowo zatrzymał swój trend osłabienia. Na kursie EUR/USD wytrzymał opór przy 1,176 $, gdzie wypadały maksima z początku października. Eurodolar skorygował się do okolic 1,173 $, ale już w tym miejscu napotkał wsparcie, które ostatecznie może wprowadzić główną parę globu w lokalną konsolidację. W dalszym ciągu w doskonałej dyspozycji znajduje się polski złoty, który nie oddaje pola mimo lekko mocniejszego USD na szerokim rynku. Warto podkreślić, że PLN w trakcie piątkowej sesji znacząco wyróżnia się na tle innych walut regionu, które solidarnie tracą (Węgry pokazały spodziewane, ale bardzo słabe dane o produkcji przemysłowej, za to w Rumunii inflacja utrzymuje się blisko 10% rdr). Kurs euro nie oddala się od 4,22 zł, kurs dolara balansuje na psychologicznym poziomie 3,60 zł, a kurs franka zszedł poniżej 4,53 zł.

GBP pod presją danych i BoE

Pakiet danych makro z Wielkiej Brytanii nie zachwycił. Wręcz można pokusić się o tezę, że był kolejnym dowodem na trudności, z którymi zmaga się tamtejsza gospodarka. Zacznijmy jednak od jedynego odczytu, który okazał się lepszy od prognoz. Mowa o produkcji przemysłowej, która w październiku w ujęciu miesięcznym wzrosła o 1,1%. Wciąż lepiej od oczekiwań, ale mimo wszystko pod kreską znalazł się ten sam wskaźnik w ujęciu rocznym (-0,8%). Reszta publikacji nie zdołała wypełnić rynkowego konsensusu, a najbardziej w oczy rzuca się miesięczne tempo PKB (Brytyjczycy podają wzrost gospodarczy również w takim wydaniu), które w październiku rok do roku wyniosło +1,1% (przy spodziewanym odbiciu do +1,4%). Dzisiejsze odczyty jeszcze mocniej uwiarygodniają opcję obniżki stóp procentowych o 25 pb na posiedzeniu Banku Anglii, które zakończy się 18 grudnia. Niepewność co do tego scenariusza bazowego ogniskuje się jedynie wokół podziałów w gremium decyzyjnym, które przy ostatniej okazji utrzymało koszt kredytu stosunkiem głosów 5-4. Obawy bankierów koncentrują się oczywiście na uporczywej inflacji, która w przyszłym roku w dalszym ciągu nie ma zejść poniżej 3%. GBP słabnie dziś na szerokim rynku, ale można to uznać za kontynuację wcześniej rozpoczętych ruchów. Kurs GBP/USD siłuje się ze wsparciem w okolicy 1,337 $, kurs EUR/GBP dobija do 0,877 ₤, a kurs GBP/PLN balansuje na 4,82 zł.

Włochy wprowadzają dodatkową opłatę 2 euro na paczki spoza UE

Włoski rząd zapowiedział wprowadzenie nowej opłaty w wysokości 2 euro na przesyłki o niskiej wartości pochodzące spoza Unii Europejskiej. Premier Giorgia Meloni podkreśla, że rozwiązanie to ma zwiększyć wpływy do budżetu państwa i pomóc w sfinansowaniu korekt w ustawie budżetowej. Jednocześnie nowe regulacje są wymierzone w zagraniczne platformy e-commerce, takie jak Shein czy Temu, które – zdaniem władz – zalewają włoski rynek tanimi produktami.

Z dokumentów parlamentarnych wynika, że opłata obejmie przesyłki o wartości do 150 euro wysyłane spoza UE. Rzym szacuje, że w 2026 roku przyniesie ona 122,5 mln euro dodatkowych dochodów, a od 2027 roku wpływy mogą wzrosnąć do około 245 mln euro rocznie.

Rząd tłumaczy wprowadzenie nowego obciążenia gwałtownym wzrostem importu tanich towarów spoza Unii, głównie z Chin. W 2024 roku unijne służby celne obsłużyły około 4,6 mld przesyłek o niskiej wartości, z czego aż 91 proc. pochodziło z Chin. Oznacza to niemal dwukrotny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim.

Według władz w Rzymie tak duża skala importu wywiera silną presję konkurencyjną na włoskie firmy, szczególnie z branży odzieżowej i tekstylnej. Nowa opłata ma poprawić warunki funkcjonowania lokalnych producentów, którzy muszą konkurować z towarami sprzedawanymi po cenach znacznie niższych niż koszty europejskiej produkcji.

Zapowiadane zmiany wpisują się w szerszy europejski trend zaostrzania przepisów dotyczących importu tanich produktów. 13 listopada 2025 roku Rada Europejska osiągnęła porozumienie w sprawie zniesienia progu de minimis, który obecnie zwalnia z ceł przesyłki o wartości poniżej 150 euro.

Śledztwo ws. budowy lotniska w Radomiu. Nieuzasadnione wydatki i szkoda majątkowa

Prokuratura Regionalna w Lublinie wszczęła śledztwo w sprawie budowy Portu Lotniczego Warszawa–Radom. Postępowanie ma ustalić, czy decyzje podejmowane w latach 2017–2023 doprowadziły do powstania szkody majątkowej w spółce Polskie Porty Lotnicze, przekraczającej 812,5 mln zł. Śledztwo rozpoczęto na podstawie zawiadomienia złożonego przez samo PPL, które uznało, że środki przeznaczone na rozbudowę lotniska wydatkowano bez uzasadnienia ekonomicznego, mimo analiz wskazujących na nieopłacalność projektu i jego oparcie na nierealnych, czysto teoretycznych założeniach.

Zawiadomienie obejmuje działania dwóch byłych prezesów PPL: Mariusza Szpikowskiego, kierującego spółką w latach 2016–2020, oraz Stanisława Wojtery, pełniącego tę funkcję w latach 2020–2024. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie Mateusz Martyniuk, Szpikowskiemu przypisuje się wyrządzenie szkody przekraczającej 815 mln zł, natomiast Wojterze – ponad 61 mln zł. W zawiadomieniu wskazano również na możliwe nieprawidłowości po stronie Ministerstwa Infrastruktury, które sprawowało nadzór nad PPL i – według autorów zawiadomienia – miało narzucić spółce obowiązek realizacji inwestycji.

Były prezes Mariusz Szpikowski w październikowym oświadczeniu dla PAP bronił swoich decyzji, podkreślając, że PPL realizowało politykę zgodną z decyzjami rządowymi i nie miało podstaw do ich podważania. Jego zdaniem projekt lotniska w Radomiu utracił rację bytu po 2021 roku, gdy dopuszczono rozwój ruchu niskokosztowego i czarterowego na Lotnisku Chopina, co w praktyce podważyło sens funkcjonowania Radomia jako portu komplementarnego.

Port Lotniczy Warszawa–Radom, otwarty w kwietniu 2023 roku, od początku zmaga się z bardzo niskim ruchem pasażerskim. W listopadzie 2025 roku obsłużył zaledwie 3,7 tys. pasażerów, a od początku roku – 92,4 tys., co stanowi ułamek zakładanego poziomu 1,5 mln pasażerów rocznie. Z audytu przygotowanego na zlecenie PPL, do którego dotarło Radio Zet, wynika, że skumulowana strata lotniska do 2032 roku może sięgnąć od 600 do nawet 800 mln zł. Na obecnym etapie postępowania nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Budżet Warszawy 2026 uchwalony. Metro, edukacja i transport z największymi środkami

Rada Warszawy przyjęła w czwartek 11 grudnia rekordowy budżet miasta na 2026 rok o wartości ponad 31,8 mld zł – najwyższy w historii stolicy. Za uchwaleniem planu finansowego głosowało 37 radnych, 16 było przeciw, a 7 wstrzymało się od głosu. Dochody zaplanowano na poziomie 28,5 mld zł, co oznacza deficyt rzędu 3,7 mld zł. Władze miasta podkreślają jednak, że rok 2026 ma być okresem intensywnych inwestycji, wspieranych nowymi zasadami finansowania samorządów.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że najbliższe lata będą czasem bezprecedensowego rozwoju infrastruktury. Jak poinformował, w latach 2026–2030 miasto przeznaczy na inwestycje prawie 17 mld zł – o 4,5 mld zł więcej, niż wynikałoby to z zasad obowiązujących w ramach Polskiego Ładu. „Wchodzimy w erę rekordów” – powiedział podczas sesji rady, podkreślając skalę planowanych wydatków.

Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest rozbudowa warszawskiego metra. Trzaskowski oświadczył, że miasto zabezpiecza środki na prace przygotowawcze do przedłużenia drugiej linii metra o trzy kolejne stacje: Ursus Niedźwiadek, Posag Siedmiu Panien oraz Ursus Północny. Jak podkreślił, „metro dojedzie do Ursusa” i będzie to kluczowa inwestycja transportowa przyszłego roku. Na dokończenie budowy istniejącej linii na Bemowie zarezerwowano ponad 723 mln zł, a równolegle trwają prace nad stworzeniem czwartej – w pełni autonomicznej – linii metra oraz projektowaniem trzeciej.

Wśród wydatków bieżących dominują nakłady na edukację, które wyniosą 10,1 mld zł. Środki te obejmują finansowanie ponad 1900 placówek oświatowych, co czyni edukację największą pozycją w budżecie miasta. Kolejna znacząca część wydatków dotyczy transportu i komunikacji – 6,1 mld zł. Prezydent przypomniał, że miasto dopłaca około 75 proc. do każdego biletu komunikacji miejskiej, aby zapewnić mieszkańcom powszechny dostęp do transportu publicznego.

Wydatki majątkowe zaplanowano na poziomie blisko 4 mld zł. Wśród kluczowych inwestycji znalazło się wsparcie dla Tramwajów Warszawskich w wysokości 100 mln zł, kontynuacja remontu Sali Kongresowej za 77 mln zł oraz remont wiaduktów Trasy Łazienkowskiej nad ul. Paryską, którego koszt wyniesie 58,6 mln zł. Miasto przeznaczy także 30 mln zł na budowę nowej siedziby Teatru Rozmaitości na placu Defilad.

Warszawa zamierza kontynuować również szeroko zakrojone zmiany w przestrzeni publicznej. W planach znajdują się przebudowa rejonu Placu Grzybowskiego, modernizacja ul. Złotej i Zgoda oraz dalsze porządkowanie otoczenia Pałacu Kultury i Nauki. Jak zaznaczyła skarbnik miasta Marzanna Krajewska, dzięki nowemu systemowi finansowania samorządów, niezależnemu od bieżących decyzji rządu, stolica zyskała blisko 2 mld zł dodatkowych środków. W ocenie władz miasta pozwoli to wzmocnić stabilność finansową Warszawy i utrzymać ambitne tempo inwestycji.

Trump traci poparcie – jedynie 31% Amerykanów ocenia go pozytywnie

Notowania Trumpa wśród Amerykanów spadają. Poparcie dla prezydenta USA spadło do 31%, co jest najniższym wynikiem w jego kadencji – wynika z najnowszego sondażu AP-NORC. W porównaniu z marcem, gdy 40% ankietowanych wyrażało pozytywną ocenę jego polityki ekonomicznej, nastąpił znaczny spadek. Aż 68% respondentów uważa, że sytuacja gospodarcza w kraju jest „zła”, co jest podobne do oceny z ostatniego roku prezydentury Joe Bidena. Ogólny poziom poparcia dla Trumpa również się zmniejszył – z 42% do 36%.

Podczas wystąpienia 9 grudnia w Mount Pocono w Pensylwanii Trump określił obawy dotyczące rosnących kosztów życia jako „mistyfikację” stworzoną przez Demokratów. Sugerował przy tym, że Amerykanie mogą ograniczyć wydatki konsumenckie, stwierdzając m.in.: „Nie potrzebujecie 37 lalek dla swojej córki”. Tego typu wypowiedzi spotkały się z krytyką, ponieważ pozostają w sprzeczności z danymi statystycznymi.

Rządowe statystyki wskazują, że inflacja utrzymuje się na poziomie 3% w skali roku – takim samym jak w momencie objęcia urzędu przez Trumpa. Ceny żywności wzrosły o 2,7%, a koszt energii elektrycznej o ponad 5%. Dodatkowo, według analiz Demokratów z Wspólnego Komitetu Ekonomicznego Kongresu, wprowadzone przez administrację cła zwiększyły w tym roku obciążenia przeciętnego gospodarstwa domowego o około 1200 dolarów. Dane te podsycają przekonanie części wyborców, że koszty życia realnie rosną.

Konsekwencje polityczne są coraz bardziej widoczne. Demokraci wykorzystali temat przystępności cen w kampanii, wygrywając listopadowe wybory gubernatorskie w Wirginii i New Jersey oraz wybory na burmistrza Nowego Jorku. Z kolei sondaż Harvard CAPS/Harris pokazuje, że 57% wyborców uważa, iż Trump „przegrywa walkę z inflacją”. Kwestie związane z kosztami życia zaczynają dominować debatę publiczną i stają się jednym z głównych kryteriów oceny prezydenta.

Erozja poparcia widoczna jest także wśród dotychczas lojalnego elektoratu republikańskiego. W grudniu jedynie 69% Republikanów pozytywnie oceniało działania gospodarcze Trumpa, podczas gdy w marcu odsetek ten wynosił 78%. Badania fokusowe prowadzone w Karolinie Północnej pokazują, że wielu niezdecydowanych wyborców, którzy poparli Trumpa w 2024 r., obecnie krytycznie ocenia jego politykę. Najczęściej powtarzającym się motywem jest rozczarowanie rosnącymi kosztami życia i poczucie braku odpowiedzi ze strony administracji.

Światowa sprzedaż aut elektrycznych wzrosła o 21% w 2025 r. – Europa motorem wzrostu

Światowa sprzedaż pojazdów elektrycznych od początku roku do końca listopada 2025 wyniosła 18,5 mln egzemplarzy, co oznacza 21% wzrost w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej, według danych Benchmark Mineral Intelligence. W samym listopadzie na globalnym rynku sprzedano 2 mln aut elektrycznych. Z prognoz Bloomberg NEF wynika, że ten wynik pozwala branży utrzymać się na ścieżce do około 22 mln sprzedanych pojazdów w 2025 roku. Należy jednak zauważyć, że tempo wzrostu różni się znacznie w zależności od regionu.

Europa była głównym motorem tegorocznego wzrostu. W listopadzie sprzedaż pojazdów elektrycznych na Starym Kontynencie zwiększyła się o 36% rok do roku, m.in. dzięki odnowionym programom wsparcia we Francji i Włoszech. Od początku roku do listopada nabywców znalazło 3,8 mln aut elektrycznych, co oznacza 33-procentowy wzrost względem 2024 r. Jak podkreśla Charles Lester z Rho Motion, to właśnie nowe zachęty i szersza oferta modeli stoją za europejskim przyspieszeniem.

Włochy uruchomiły pod koniec października nowy system dopłat, oferujący do 20 tys. euro dla firm i 11 tys. euro dla osób prywatnych, z budżetem blisko 600 mln euro. Już w listopadzie kraj zanotował rekordową sprzedaż na poziomie prawie 25 tys. pojazdów elektrycznych. Francja przedłużyła obowiązywanie tzw. bonusu ekologicznego do 2026 r., z dopłatami sięgającymi 5 700 euro dla gospodarstw o niskich dochodach. Z kolei Wielka Brytania rozszerzyła listę modeli kwalifikujących się do dopłat o kolejne samochody.

Chiny utrzymały pozycję największego rynku pojazdów elektrycznych na świecie. Od początku roku sprzedano tam 11,6 mln takich aut, co oznacza 19% wzrost rok do roku. Jednocześnie miesięczna dynamika sprzedaży spowolniła w listopadzie do 3%, co wskazuje na stopniowe dojrzewanie rynku krajowego. Mimo to chińscy producenci umacniają globalną pozycję w łańcuchu dostaw.

Szczególnie wyróżnia się BYD, który w listopadzie ustanowił rekord eksportu, wysyłając za granicę 131 935 pojazdów – o 326% więcej niż rok wcześniej. W całym 2025 r. koncern sprzedał około 200 tys. aut elektrycznych w Europie, ponad czterokrotnie zwiększając swoją obecność na tym rynku. Równolegle chińskie firmy kontrolują około 69% globalnego rynku baterii do pojazdów elektrycznych. To dodatkowo wzmacnia ich przewagę konkurencyjną wobec producentów z innych regionów.

Na tym tle słabiej wypada Ameryka Północna. Sprzedaż pojazdów elektrycznych spadła tam o 1% rok do roku, do 1,7 mln sztuk w okresie styczeń–listopad. Głównym powodem było wygaśnięcie 30 września 2025 r. federalnej ulgi podatkowej w wysokości 7 500 dolarów na zakup auta elektrycznego. Według Rho Motion sprzedaż w samym listopadzie załamała się o ok. 61% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Presję na producentów zmniejszyła także decyzja administracji prezydenta Trumpa o wycofaniu zaostrzonych norm zużycia paliwa. Na początku grudnia standardy Corporate Average Fuel Economy zostały obniżone do około 34,5 mpg do 2031 r., wobec wcześniejszego celu ok. 50,4 mpg. Oznacza to mniejszą presję regulacyjną na przyspieszone przechodzenie na napęd elektryczny. W efekcie Ameryka Północna pozostaje w tyle za Europą i Chinami pod względem tempa elektryfikacji.

Mimo regionalnych różnic, globalny trend pozostaje jednoznacznie wzrostowy. Sprzyjają mu spadające koszty baterii, coraz bogatsza oferta modeli w różnych segmentach cenowych oraz trwałe wsparcie polityczne na kluczowych rynkach. Analitycy podkreślają, że nawet okresowe załamania w poszczególnych krajach nie odwracają długoterminowego kierunku zmian. Pojazdy elektryczne umacniają swoją pozycję jako główny wektor transformacji motoryzacji.

Rząd szykuje podatek cyfrowy. Projekt ustawy trafi do konsultacji w styczniu 2026 r.

Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że w styczniu rząd przedstawi projekt ustawy o podatku cyfrowym, który ma objąć działalność największych międzynarodowych firm technologicznych. Jak poinformował w wywiadzie dla „Pulsu Biznesu”, prace nad regulacją toczą się na polecenie premiera Donalda Tuska, a projekt zostanie skierowany na ścieżkę rządową na początku przyszłego roku. Nowa danina ma być naliczana od przychodów osiąganych na polskim rynku i obejmować jedynie podmioty, których globalne roczne przychody przekraczają 750 mln euro.

Resort cyfryzacji proponuje stawkę podatku na poziomie 3 procent. Według rządowych prognoz przyniosłoby to około 1,7 mld zł dodatkowych wpływów budżetowych w 2027 roku i ponad 3 mld zł trzy lata później. Rozważane są dwa warianty opodatkowania: szeroki, obejmujący marketplace’y, aplikacje przewozowe, media społecznościowe i reklamy profilowane, oraz węższy — ograniczony jedynie do reklam. Gawkowski wskazuje, że większość wpływów pochodziłaby z sektora e-commerce, zwłaszcza od platform spoza Europy, które obecnie płacą w Polsce niewielkie podatki.

Minister podkreśla, że projekt nie jest wymierzony w żadne państwo ani wyłącznie w firmy amerykańskie. Argumentuje, że podatek ma wyrównać warunki konkurencji, ponieważ — jak twierdzi — globalne koncerny cyfrowe generują w Polsce miliardowe przychody, a jednocześnie płacą daniny niższe niż krajowe przedsiębiorstwa. Nowy mechanizm ma wprowadzić zasadę, zgodnie z którą podatki płacone są tam, gdzie powstają przychody, a wygenerowane środki mają wspierać innowacje i rozwój technologiczny.

Polski projekt wpisuje się w europejski trend tworzenia krajowych podatków cyfrowych. Francja wprowadziła w 2019 roku 3-procentową daninę, dzięki której w 2023 roku do budżetu trafiło 700 mln euro. Podobne rozwiązanie stosują Włochy, gdzie stawka wynosi 2,5 procent i dotyczy wybranych usług cyfrowych. Rząd zapewnia, że projekt będzie zgodny z prawem unijnym i międzynarodowym, a jednocześnie uwzględni doświadczenia innych państw członkowskich.

Wprowadzenie podatku może jednak prowadzić do napięć w relacjach z USA. Prezydent Donald Trump zagroził w sierpniu 2025 roku nałożeniem ceł na kraje, które stosują podatek cyfrowy, uznając go za formę dyskryminacji amerykańskich przedsiębiorstw. Mimo tych ostrzeżeń Gawkowski zapewnia, że rząd planuje doprowadzić projekt do końca, kierując się koniecznością zapewnienia „nowych pieniędzy na innowacje” oraz potrzebą stworzenia bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego dla firm działających w gospodarce cyfrowej.

Równolegle rząd pracuje nad innymi kluczowymi przepisami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa. Do końca roku parlament ma przyjąć ustawę o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która w styczniu trafi na biurko prezydenta. W ocenie Gawkowskiego oba projekty — KSC i podatek cyfrowy — mają wzmacniać suwerenność cyfrową Polski oraz przygotować gospodarkę na dalszą ekspansję globalnych platform technologicznych.

Trigon obniża rekomendację dla Ailleron do „Trzymaj” i tnie cenę docelową do 17,2 zł

Dom Maklerski Trigon obniżył rekomendację dla spółki Ailleron do poziomu „Trzymaj”, jednocześnie redukując cenę docelową akcji z 19 zł do 17,2 zł. Decyzja została podjęta po kolejnym słabszym kwartale oraz rewizji założeń dotyczących tempa odbicia popytu w 2026 roku. W ocenie analityków poprawa wyników w przyszłym roku pozostaje możliwa, jednak nie będzie miała tak wyraźnej skali, jak wcześniej zakładano .

Kluczowym czynnikiem stojącym za zmianą rekomendacji jest sytuacja w segmencie Software Mind, który odpowiada za znaczną część przychodów grupy. Trigon szacuje, że w ostatnim kwartale przychody tego biznesu spadły organicznie – bez uwzględnienia akwizycji Code3 – o około 10 proc., częściowo pod wpływem osłabienia dolara amerykańskiego. W efekcie analitycy obniżyli prognozę przychodów Ailleron na 2026 rok o 6 proc., a prognozę EBITDA o 11 proc. .

Mimo rewizji prognoz Trigon nadal zakłada stopniową poprawę wyników finansowych spółki w kolejnych latach. Według aktualnych szacunków EBITDA ma wzrosnąć o około 5 proc. w 2026 roku oraz o 9 proc. w 2027 roku, choć dynamika ta będzie niższa niż w poprzednich prognozach. Analitycy podkreślają jednocześnie, że w warunkach szybkich zmian technologicznych Ailleron będzie musiał zwiększyć nakłady inwestycyjne na rozwój produktów, co może ograniczać krótkoterminową rentowność .

Nowa cena docelowa 17,2 zł została wyznaczona na podstawie wyceny metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych (DCF). Trigon przyjął w niej średnioroczny wzrost przychodów na poziomie około 4 proc. oraz docelową marżę operacyjną w segmencie Software Mind w wysokości 12,5 proc. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że wycena porównawcza – oparta na mnożnikach zagranicznych spółek technologicznych – wskazuje na wyższy potencjał, sięgający około 20 zł za akcję, co ogranicza skalę negatywnej rewizji całkowitej wyceny .

W raporcie zwrócono także uwagę na rozwój segmentu FinTech. Ailleron pracuje nad nowym produktem typu marketplace dla bankowości detalicznej oraz finalizuje wdrożenia w branży leasingowej. Zdaniem Trigona cały 2026 rok powinien być zyskowny dla tego segmentu na poziomie operacyjnym, o ile nie dojdzie do istotnego pogorszenia koniunktury rynkowej. To właśnie FinTech pozostaje jednym z elementów, które w średnim terminie mogą stabilizować wyniki grupy i ograniczać ryzyko dalszych obniżek prognoz .

Samochody spalinowe jednak nie znikną. UE robi krok wstecz w polityce klimatycznej

Unia Europejska zdecydowała o złagodzeniu planowanego na 2035 rok zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi. Zamiast pierwotnej 100-procentowej redukcji emisji CO₂, producenci będą zobowiązani do osiągnięcia 90-procentowego ograniczenia. Oznacza to, że po 2035 roku na rynku wciąż będą mogły pojawiać się nowe modele benzynowe i diesla, choć w znacznie bardziej ograniczonej formie. Komisja Europejska ma zaprezentować oficjalny pakiet zmian 16 grudnia.

Jak poinformował Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, pełne wyeliminowanie emisji nie będzie wymagane nawet do 2040 roku. Weber ocenił, że samochody z obecnymi silnikami spalinowymi nadal będą mogły być produkowane i sprzedawane także w następnej dekadzie. Jego zdaniem nowe przepisy przywrócą równowagę między celami klimatycznymi a realiami ekonomicznymi.

Decyzja o zmianie stanowiska wynikała z silnej presji politycznej. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni oraz premier Polski Donald Tusk wspólnie apelowali o złagodzenie zakazu. Wspierane przez przemysł motoryzacyjny sześć państw – Bułgaria, Czechy, Węgry, Włochy, Polska i Słowacja – wystosowało do Komisji Europejskiej list domagający się neutralności technologicznej.

Silne wsparcie płynęło również z branży motoryzacyjnej, która ostrzegała przed negatywnymi skutkami restrykcji. Prezes BMW Oliver Zipse wcześniej określił zakaz jako „duży błąd”, a decyzję o jego złagodzeniu ocenił jako ważny krok w stronę bardziej realistycznej polityki klimatycznej. Firmy podkreślały, że całkowite odejście od silników spalinowych zagrażałoby tysiącom miejsc pracy.

Zmiana podejścia ma pogodzić cele klimatyczne UE z koniecznością utrzymania konkurencyjności europejskiego przemysłu. Według Webera nowe przepisy pozwalają utrzymać ścieżkę do neutralności klimatycznej, a jednocześnie nie blokują rozwoju różnych technologii napędowych. Przegląd regulacji zaplanowany pierwotnie na 2026 rok został przyspieszony pod wpływem presji państw członkowskich i producentów samochodów.

Dodatkowe źródła dochodu online – co warto o nich wiedzieć?

Osoby przedsiębiorcze są w stanie znaleźć dodatkowe źródła dochodu niemalże wszędzie – również w przestrzeni wirtualnej. A sposobów na to jest naprawdę sporo, więc coś dla siebie może odkryć zarówno osoba, która pragnie dorywczo dorzucić coś do budżetu lub szuka regularnego źródła zarobkowania.

Na jakie sposoby zarabiania online warto się zdecydować? Czym wyróżniają się poszczególne rozwiązania? O tym wszystkim przeczytacie poniżej.

Dlaczego warto znaleźć dodatkowe źródło dochodu online?

Nawet jeśli ma się stabilną pracę, czasami warto przyjrzeć się alternatywnym opcjom, również tym w przestrzeni cyfrowej.

Dlaczego? Dodatkowe źródło dochodu to przede wszystkim szansa na zapewnienie bezpieczeństwa finansowego, budowanie oszczędności i poduszki finansowej, by zadbać o siebie i bliskich. W ten sposób zyskuje się niezależność i spokój, nawet w razie jakichkolwiek problemów z podstawowym zatrudnieniem.

Zarabianie online daje sporą elastyczność. Można bowiem zajmować się tym z dowolnego miejsca, w preferowanym czasie, dopasowując godziny pracy do indywidualnych potrzeb. To zatem świetna opcja dla podróżników, rodziców przebywających w domu z dziećmi czy osób pracujących na etacie.

Możliwość zdobycia dodatkowych środków online nie wymaga często wielkich nakładów czasu czy środków na start. W wielu sytuacjach szybko da się zdobyć potrzebne umiejętności, by realizować zadania. Co więcej, taka forma zarobkowania potrafi dać nowe doświadczenie lub stać się sposobem na realizację indywidualnych pasji.

Freelancing – świadczenie usług online

W świecie wirtualnym można wykorzystać swoje umiejętności i pasje, by zacząć zarabiać. Korzysta z tego wielu freelancerów, którzy w ten sposób realizują zadania z zakresu copywritingu, grafiki komputerowej czy tłumaczeń. Często w tym modelu działają programiści i testerzy oprogramowania, a także coraz popularniejsze asystentki wirtualne, stanowiące wsparcie administracyjne dla firm.

Zapewnia to sporą wygodę działania, pozwalając korzystać z wielu zleceń od różnych klientów.

e-Commerce – sprzedaż w Internecie

W świecie wirtualnym bez trudu da się sprzedawać towary i usługi za pośrednictwem platform e-commerce lub mediów społecznościowych. Sprzedaje się rękodzieło, przedmioty nieużywane (rękodzieło, produkty własne lub obce, np. w modelu dropshippingowym) czy używane.

Zalety takiego rozwiązania? Możliwość spieniężenia swoich talentów czy hobby lub sprzedawania produktów, których potrzebują użytkownicy, przy równocześnie stosunkowo niskich kosztach związanych z organizacją całego procesu.

Inne źródła zarobków – gdzie ich szukać?

Sposobów na zarabianie online jest znacznie więcej. Niektórzy wykorzystują programy partnerskie i linki afilacyjne, by zarabiać na prowizjach za polecanie produktów lub usług innych firm. Wiele osób chętnie sięga po promocje bankowe, które pozwalają zyskać premie za założenie konta czy karty kredytowej – spory wybór takich produktów finansowych da się znaleźć na stronach typu: BankLovers.

Zarabiać da się też, prowadząc bloga czy kanały w social mediach – przychody pojawiają się wraz z wprowadzeniem reklam, współpracy sponsorowanej czy darowizn od użytkowników.

Zarabianie online – to możliwe!

Również w świecie wirtualnym da się zarabiać realne pieniądze. Należy oczywiście, podchodzić do dostępnych opcji z rozsądkiem, dokładnie weryfikując warunki i sposoby uzyskiwania przychodów oraz tworząc konkretny plan biznesowy dla własnego przedsięwzięcia. Pozwala to uniknąć zagrożeń i rozczarowania na przyszłość.

Nowe przepisy ułatwią pobieranie informacji z rejestru fundacji rodzinnych. Przedsiębiorcy czekają na dalsze uproszczenia

Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi konsultacje projektu zmian w rozporządzeniu dotyczącym rejestru fundacji rodzinnych. Celem nowelizacji jest umożliwienie pobierania w formie elektronicznej informacji i zaświadczeń odpowiadających aktualnemu odpisowi z rejestru. W ocenie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców to krok w stronę większej dostępności danych oraz usprawnienia codziennego funkcjonowania fundacji rodzinnych.

Agnieszka Majewska Rzecznik MŚP, podkreśla, że kierunek zmian odpowiada na potrzeby przedsiębiorców: „Każde rozwiązanie, które zwiększa dostępność danych rejestrowych i przyspiesza obieg informacji, jest korzystne dla fundacji rodzinnych. Elektroniczne zaświadczenia i łatwiejszy dostęp do informacji to konkretne ułatwienia w wielu procesach biznesowych”.

Pozytywną ocenę uzyskał również plan udostępnienia wyszukiwarki fundacji rodzinnych na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, co zwiększy przejrzystość rejestru oraz ułatwi identyfikację podmiotów działających w tej formie.

Równocześnie Rzecznik MŚP zwraca uwagę, że przedsiębiorcy oczekują dalej idących zmian, które jeszcze silniej usprawniłyby funkcjonowanie rejestru. Kluczowy postulat dotyczy włączenia rejestru fundacji rodzinnych do Krajowego Rejestru Sądowego oraz umożliwienia samodzielnego pobierania pełnych odpisów, bez konieczności składania formalnych wniosków. Projektowane przepisy pozwolą pozyskać jedynie informacje odpowiadające treści odpisu, co nie eliminuje konieczności wykonywania dodatkowych procedur administracyjnych. Jak zauważa Rzecznik, takie ograniczenie spowalnia obrót gospodarczy, szczególnie w sytuacjach wymagających szybkiej weryfikacji danych.

Minister Majewskiej akcentuje konieczność dalszych prac: „Fundacje rodzinne funkcjonują w coraz bardziej dynamicznym otoczeniu gospodarczym. Dlatego kluczowe jest, aby system rejestrowy był nie tylko dostępny, ale również w pełni zintegrowany i szybki. Włączenie rejestru do KRS zapewniłoby przedsiębiorcom realne narzędzie, które odpowiada współczesnym standardom cyfrowym. Warto pójść o krok dalej niż przewiduje obecny projekt”.

Uwzględnienie tych sugestii pozwoli na stworzenie bardziej nowoczesnego i spójnego systemu rejestrów, który zwiększy przejrzystość, skróci czas potrzebny na pozyskanie danych i usprawni działalność fundacji rodzinnych w praktyce.

Waluty Europy Środkowej wygrywają z dolarem. Forint, korona i złoty dają dwucyfrowe zyski

Polski złoty jest dziś w solidnej formie, ale to forint i korona rozdają karty w regionie. Waluty Europy Środkowej notują dwucyfrowe zwroty wobec dolara, bo lokalne banki centralne konsekwentnie trzymają kurs na wysokie stopy procentowe. Analiza zespołu ekonomicznego VeloBanku pokazuje, że to właśnie różnice w polityce monetarnej napędzają umocnienie regionu i utrzymują go w gronie najbardziej atrakcyjnych rynków wschodzących.

[1]Waluty Europy Środkowej utrzymują silny trend wzrostowy, bo inwestorzy zakładają dłuższe utrzymanie wysokich stóp procentowych. Forint, korona i złoty dały w tym roku dwucyfrowe zyski wobec dolara. Z analizy zespołu ekonomicznego VeloBanku wynika, że złoty umocnił się o 13 proc., podczas gdy korona zyskała 17 proc., a forint aż 21 proc. Dla porównania rumuński lej wzrósł o 10 proc., indonezyjska rupia straciła ponad 3 proc., a turecka lira 16 proc. W tle działa wciąż wysoka inflacja i restrykcyjna polityka monetarna, które zapewniły atrakcyjne, dolarowe stopy zwrotu z obligacji skarbowych w regionie, wynoszące od 9 do 20 proc.realne stopy procentowe

Kluczowym czynnikiem wspierającym waluty pozostają wysokie stopy procentowe, które nadal przewyższają poziom inflacji o około 1,5 punktu procentowego. Porównując realne stopy procentowe, czyli różnice między głównymi stopami referencyjnymi a wskaźnikiem inflacji, okazuje się, że wśród rynków rozwijających jest zbliżony poziom oddziaływania polityki monetarnej w granicach 1,5-2,5%. Tak jest w przypadku Polski, Czech, czy Indonezji. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie od podwyżki podatku VAT i wzrostu inflacji w ostatnich miesiącach Rumunia mogłaby zdecydować się na zaostrzenie polityki monetarnej. Ostrą politykę ma Turcja, która od lat zmaga się z inflacją i w ostatnim czasie prowadzi bardziej ortodoksyjną politykę monetarną.

W Polsce, mimo ostatniej obniżki stóp w grudniu i kolejnych w 2026 r., cykl łagodzenia polityki zostanie wkrótce zakończony na poziomie 3,0 proc., czyli realnie około 1 pkt. proc. nad inflacją. Po ostatniej obniżce stóp w grudniu, będziemy mieli już tylko stopniowe dostosowanie w  2026 r. W Czechach bank centralny najprawdopodobniej utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas kolejnego posiedzenia, natomiast węgierska stopa bazowa pozostaje stabilna od ponad roku. Stabilność ta, pomimo presji politycznej, wspiera aprecjację lokalnej waluty.zmiana kursu walut

Silny wzrost kursów w Europie Środkowej kontrastuje z sytuacją w niektórych innych rynkach wschodzących, gdzie ingerencja polityczna ogranicza niezależność banków centralnych. Utrzymanie niezależności polityki monetarnej jest kluczowe dla dalszego umacniania walut i stabilności rynków finansowych.

Ryzyka dla regionu obejmują potencjalne próby wpływu politycznego na decyzje banków centralnych, np. w Czechach oraz możliwość umocnienia dolara, zwłaszcza jeśli Fed wstrzyma się z dalszymi cięciami stóp po Nowym Roku zanim Donald Trump nie wymieni części decydentów.

Jest za wcześnie, by mówić o końcu fali wzrostowej walut w regionie. Wysokie stopy procentowe i ostrożne podejście banków centralnych sprzyjają utrzymaniu mocnych kursów i zwiększają odporność na umiarkowane wzmocnienie dolara w najbliższych miesiącach. Forint, przy obecnej stopie 6,5 proc., pozostaje szczególnie atrakcyjny dla inwestorów. Jak zmienią się władze amerykańskiego banku centralnego to stopy procentowe będą tam spadać szybciej, a dolar osłabiać się bardziej – wskazuje Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

Dynamika walut w regionie znajduje odzwierciedlenie także w zachowaniu klientów VeloKantoru, w którym w samym 2025 roku klienci zrealizowali blisko 292 tys. transakcji. Największą część operacji stanowiło euro odpowiadając za 62 proc. wolumenu. Drugie miejsce zajmuje dolar amerykański, który wygenerował 28 proc. wartości operacji. Funt brytyjski to kolejne 5 proc. wolumenu. W kontekście umacniających się walut regionu widać również wzrost zainteresowania koroną czeską i forintem. Korona odpowiada za 2794 transakcje, a forint za 1023. Mimo mniejszej skali wartościowej, potwierdza to rosnące wykorzystanie VeloKantoru do dywersyfikacji portfeli i transakcji w walutach Europy Środkowej.

[1] Wykresy według stanu na 10 grudnia 2025 roku. Opracowanie VeloBank na podstawie danych Reuters

AAA Auto z nowym właścicielem. Abris Capital Partners sprzedaje AURES Holdings

Abris Capital Partners – firma private equity specjalizująca się w transformacji ESG – podpisał umowę sprzedaży swojej spółki portfelowej AURES Holdings, na mocy której EP Equity Investment – międzynarodowa firma inwestycyjna kierowana przez czeskiego inwestora Daniela Křetínskiego, który kontroluje również Grupę EPH, jedną z największych czeskich firm inwestycyjnych – nabędzie 100% udziałów w AURES Holdings. Transakcja podlega procedurze uzyskania odpowiednich zgód regulacyjnych.

AURES Holdings to wiodący europejski dealer samochodów używanych, operator międzynarodowej sieci autocentrów AAA Auto. Grupa działa w Czechach, Słowacji i w Polsce, oferując klientom sprzedaż używanych pojazdów, ich finansowanie oraz powiązane usługi. AURES Holdings zatrudnia około 3000 osób.

W trakcie inwestycji Abris Capital Partners skutecznie wsparł kadrę zarządzającą AURES Holdings w realizacji planu ekspansji w Europie Środkowej i stworzeniu wiodącego europejskiego gracza. W tym czasie spółka zbudowała silną pozycję na kluczowych rynkach, rozwijając rozpoznawalną markę oraz sprawdzony model operacyjny w segmencie samochodów używanych.

Wojciech Łukawski, Partner w Abris Capital Partners, komentuje: „Wspólnie z zespołem zarządzającym AURES Holdings zbudowaliśmy wiodącą pozycję w Europie. Kluczem do sukcesu było wykorzystanie rozbudowanych narzędzi cyfrowych stworzonych przez własny zespół specjalistów IT i ich pełna integracja z procesami zakupu i sprzedaży samochodów. AURES Holdings od wielu lat notuje nieprzerwany wzrost skali działalności i wyników finansowych. Nasze działania w obszarze skalowania, wprowadzania nowoczesnych narzędzi operacyjnych, w tym opartych o AI oraz dyscypliny zarządczej ukształtowały AURES Holdings jako lidera rynku z otwartym potencjałem dalszego wzrostu. Uważamy, że spółka jest dobrze przygotowana do podjęcia kolejnych wyzwań z nowym właścicielem.”

Karolína Topolová i Petr Vaněček, współprezesi AURES Holdings, podsumowują: „Dzisiejsza informacja potwierdza siłę AURES i pracę naszego zespołu. Zbudowaliśmy dominującą pozycję na kluczowych rynkach oraz markę, którą klienci darzą zaufaniem. Planowana zmiana właścicielska stworzy fundament dla długoterminowej stabilności i wsparcia kolejnego etapu rozwoju spółki. Nasze priorytety pozostają jasne: konsekwentna obsługa klientów, bezpieczne i efektywne prowadzenie działalności oraz troska o nasze zespoły.”

Polacy kupują prezenty na chińskich marketplace’ach. Niska cena, wysoka cena dla polskiej gospodarki

Zaraz przed Świętami Polacy ruszają do Internetu w poszukiwaniu idealnych prezentów – świąteczne wishlisty wypełniają ekran smartfona i komputera, a sklepy online przeżywają największy ruch w roku. W tym zakupowym zgiełku szczególnie szybko rośnie popularność zagranicznych platform oferujących produkty za ułamek ceny, często znacznie niższej niż w rodzimych sklepach. Choć atrakcyjne cenowo oferty przyciągają wzrok, za tą pozorną okazją kryją się realne koszty ponoszone przez polskich przedsiębiorców, budżet państwa i całą gospodarkę.

Coraz nowsze analizy rynku, w tym te przygotowywane przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, wskazują, że trend korzystania z chińskich marketplace’ów dynamicznie przybiera na sile. Według wstępnych danych e-Izby na 2025 rok ponad 80% polskich internautów deklaruje, że odwiedziło choć jedną platformę chińską. To dowód na to, że „ultra-tanie okazje” nie są już niszą – stały się stałym elementem zwyczajów zakupowych Polaków.

Potwierdzają to również dane z całej Unii Europejskiej, często cytowane w analizach e-Izby jako kontekst porównawczy. W okresie od lutego do lipca 2025 r. Shein odwiedzało średnio 145,7 mln użytkowników miesięcznie w Europie. Oznacza to wzrost o 15,2 mln osób, czyli 11,6 proc. więcej niż w poprzednich sześciu miesiącach — wynika z danych przytoczonych przez portal ecommerce.news. Tempo rozwoju platformy Temu było jeszcze wyższe: liczba jej użytkowników zwiększyła się o 12,5 proc., co przełożyło się na średnio 115,7 mln odwiedzających miesięcznie. Wciąż jest to jednak o 30 mln mniej niż w przypadku Shein. Największą chińską platformą w Europie pozostaje AliExpress, z około 190 mln użytkowników. Choć statystyki obejmują całą Unię, skala działania obu graczy bezpośrednio przekłada się na polski rynek – w tym na kondycję polskich sprzedawców.

Nierówne zasady gry – polski biznes nie jest w stanie konkurować ceną

Tymczasem warunki funkcjonowania polskich firm są dostosowane do prawa unijnego. Krajowi sprzedawcy są w pełnym zakresie kontrolowani w obszarach odprowadzania podatków, stosowania unijnych norm jakościowych, a dodatkowo we własnym zakresie muszą ponosić koszty magazynowania i transportu, które wedle przedstawianych raportów są w Chinach subsydiowane. Platformy spoza UE często nie dostosowują się do prawa i norm unijnych, co w praktyce tworzy asymetrię kosztową niemożliwą do zniwelowania samą efektywnością działania.

Prezes e-Izby, Patrycja Sass-Staniszewska, podkreśla to jednoznacznie: – „Polscy przedsiębiorcy nie boją się konkurencji – boją się nierównych zasad, które dziś decydują o tym, kto wygrywa rynek. Różnice w obciążeniach podatkowych, brak skutecznej kontroli poza unijnych sprzedawców oraz nieuczciwe praktyki cenowe powodują, że rodzime firmy tracą szansę na rozwój. Kampania Taki Sam Start to apel o normalność — o rynek, w którym każdy zaczyna z tego samego poziomu. Nie chcemy wyeliminować przedsiębiorców chińskich z polskiego rynku, chcemy, aby działali na równych zasadach prawnych i konkurencyjnych”.

Słowa prezes e-Izby wybrzmiewają szczególnie mocno w okresie świątecznym, kiedy większość konsumentów kieruje się wyłącznie ceną i szybkością dostawy, nie dostrzegając systemowych różnic, które stoją za nierealnie niskimi cenami.

Presja na ceny uderza w MŚP – skutki widać w całej gospodarce

Boom zakupowy, zamiast napędzać polski e-handel, dla wielu firm staje się źródłem presji, która wymusza cięcie kosztów, ograniczenie inwestycji, redukcję zatrudnienia, a nawet zamykanie działalności. Ta presja nie wynika z konkurencji jako takiej, lecz z przewagi systemowej, której nie da się zniwelować bez zmian na poziomie regulacji.

Pełnomocnik e-Izby ds. kampanii Taki Sam Start, Bartosz Skowroński, kancelaria BHR – zwraca uwagę: – „Nie chodzi o to, by odbierać konsumentom dostęp do atrakcyjnych cenowo ofert. Chodzi o to, by wszyscy gracze działali na tych samych zasadach – niezależnie od tego, czy prowadzą działalność w Warszawie, Berlinie czy Shenzhen. Dopóki ramy prawne nie będą równe, polskie MŚP będą przegrywać, a koszty tej porażki poniesie cała gospodarka: od rynku pracy po wpływy podatkowe.”

Niska cena – wysoka cena jakości, bezpieczeństwa i odpowiedzialności

Eksperci e-Izby podkreślają również, że ultra-niskie ceny często idą w parze z kompromisami jakościowymi, niepewną zgodnością z normami bezpieczeństwa, brakiem jasności w kwestii reklamacji oraz długim czasem dostawy. W świątecznym pośpiechu konsumenci nie zawsze zdają sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie za sobą zakup „podejrzanie taniego” produktu od sprzedawcy, co do którego nie ma pewności, czy stosuje europejskie standardy. To nie tylko problem pojedynczego klienta – to także osłabienie rynku, na którym odpowiedzialni przedsiębiorcy przestrzegający przepisów są z tego rynku wypierani.

Rozwiązania na wyciągnięcie ręki

Świąteczny sezon zakupowy jest w Polsce najważniejszym okresem handlowym w roku. To właśnie teraz widać, jak bardzo nierówne zasady w e-commerce odbijają się na kondycji rynku: rosnący import, spadek obrotów podstawowych sklepów, coraz większa presja cenowa i rosnący deficyt budżetowy związany z luką podatkową. W ocenie e-Izby, aby polski e-commerce mógł rozwijać się uczciwie i stabilnie, potrzebna jest zmiana na kilku poziomach: świadomości konsumentów, regulacji prawnych oraz skutecznej kontroli przepływu towarów spoza UE. Tylko wtedy konkurencja będzie rzeczywista i uczciwa.

„Właśnie z tego powodu rośnie znaczenie kolejnych publikacji i dyskusji o rozwiązaniach na ten palący problem. Już wkrótce takie pomysły przedstawi najnowszy raport e-Izby: „Chińskie platformy e-commerce a polska gospodarka” — zapowiada Bartosz Skowroński. „Dokument będzie zawierał szczegółowe analizy wolumenu przesyłek z Chin, zmieniających się zachowań konsumenckich, wpływu na budżet państwa oraz efektów, jakie dla polskiej gospodarki mogłoby przynieść wyrównanie zasad konkurencji”.

„Może w końcu świąteczne zakupy przestaną być oceniane wyłącznie przez pryzmat ceny, a zaczną być rozpatrywane również w kontekście odpowiedzialności, jakości oraz wpływu na przyszłość polskiego handlu i bezpieczeństwa konsumenta” – podsumowuje prezes e-Izby, Patrycja Sass-Staniszewska.

Ozdoby, jedzenie, alkohol – na tym Polacy zamierzają oszczędzać w święta 2025

W tym roku 49,8% Polaków planuje bardziej niż poprzednio oszczędzać na świątecznych wydatkach, takich jak prezenty, zakupy czy wyjazdy. Z kolei 38,4% rodaków nie zamierza się ograniczać w stosunku do zeszłego roku. 10,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii, a tylko 1,7% badanych nie będzie w ogóle obchodzić świąt. W grupie najmocniej zaciskającej pasa dominują osoby w wieku 25-34 lat, z miesięcznym dochodem netto na poziomie 1000-2999 zł. Konsumenci najczęściej chcą ograniczyć wydatki poprzez oszczędzanie na wszystkim po trochu – 36,6%. Na kolejnych miejscach w tym rankingu widać art. spożywcze – 23,2%, napoje alkoholowe – 23%, ozdoby świąteczne – 22,1%, wyjazdy świąteczne – 16,7%, a także prezenty dla rodziny – 16,5%.

Z raportu UCE RESEARCH i Shopfully Poland pt. „Wydatki świąteczne Polaków. Boże Narodzenie 2025” wynika, że 49,8% Polaków planuje obecnie bardziej niż przed rokiem oszczędzać na świątecznych wydatkach, takich jak prezenty, zakupy czy wyjazdy. 38,4% rodaków wyraża przeciwne stanowisko. Natomiast 10,1% nie ma jeszcze sprecyzowanych planów. Tylko 1,7% badanych nie zamierza w ogóle obchodzić świąt.

– Fakt, że blisko połowa Polaków zamierza w tym roku bardziej niż w ubiegłym roku oszczędzać na świątecznych wydatkach, świadczy o utrzymującej się ostrożności finansowej Polaków. Rosnące koszty życia, utrzymująca się presja inflacyjna oraz podwyżki cen produktów codziennych i sezonowych powodują, że wielu konsumentów stara się racjonalizować wydatki, także te świąteczne. Ogółem dane potwierdzają, że konsumenci chcą obchodzić święta, ale częściej niż wcześniej robią to w sposób bardziej przemyślany i kontrolowany – komentuje Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully Poland.

Zdaniem eksperta, ww. wyniki wpisują się w szerszy trend ostrożniejszego podejścia do finansów, obserwowany w ostatnich miesiącach w badaniach konsumenckich. Choć inflacja wyraźnie spadła, konsumenci wciąż odczuwają skutki wcześniejszych podwyżek. Należy pamiętać, że niższa inflacja nie oznacza powrotu cen do poziomów sprzed kilku lat. Koszyk zakupowy – w tym świąteczny – pozostaje znacząco droższy, a wiele usług nadal rośnie cenowo.

– Inflacja nadal wpływa na decyzje zakupowe, choć nie jest już jedynym kluczowym czynnikiem. Coraz większe znaczenie mają inne elementy, w tym utrzymujące się wysokie koszty życia, niepewność dotycząca najbliższych miesięcy, wzrost cen usług oraz tzw. pamięć inflacyjna, która sprawia, że konsumenci z większą rozwagą planują wydatki – dodaje Robert Biegaj.

Według autorów raportu, widoczny jest trend racjonalizacji konsumpcji. Część osób nie jest zmuszona sytuacją finansową do zaciskania pasa, ale świadomie ogranicza zakupy uznaniowe, rezygnuje z nadmiernych prezentów czy kosztownych wyjazdów. Wynika to z chęci lepszej kontroli budżetu, większej selektywności ofert oraz przekonania, że nie warto przepłacać. Dla handlu oznacza to rosnące znaczenie atrakcyjnych cen, wiarygodnych promocji, realnie ułatwiających optymalizację wydatków.

– Jednocześnie blisko 40% osób nie zamierza ograniczać świątecznego budżetu. To można interpretować przede wszystkim jako efekt stabilnej sytuacji finansowej części gospodarstw domowych oraz silnego przywiązania do tradycji świątecznej. W tej grupie konsumentów poziom wydatków świątecznych traktowany jest jako pewien standard, który należy utrzymać niezależnie od kosztów – zauważa współautor raportu z Shopfully Poland.

Dodatkowo autorzy raportu przypominają, że ubiegłoroczne święta odbywały się przy znacznie wyższej inflacji. – Część gospodarstw domowych już wówczas wprowadziła ograniczenia w budżecie, a obecny poziom cen – choć nadal wysoki – jest bardziej przewidywalny. Dlatego niektórzy konsumenci utrzymują wydatki na dotychczasowym poziomie, nie odczuwając potrzeby dodatkowych cięć. Dla niemal 4 na 10 Polaków święta pozostają priorytetem, a decyzje zakupowe są kształtowane zarówno przez stabilność finansową, jak i przywiązanie do tradycyjnego sposobu ich obchodzenia – podkreśla Robert Biegaj.

Z danych wynika również, że większe oszczędności świąteczne częściej planują kobiety (55%) niż mężczyźni (44%), a także osoby w wieku 25-34 lat (54,5%), z miesięcznym dochodem netto 1000-2999 zł (57,8%), a także mieszkańcy małych miejscowości liczących od 5 do 19 tys. ludności (54,3%). W opinii eksperta, taki profil nie jest przypadkowy. Ogólnie widać, że planowanie oszczędności w okresie świątecznym wynika zarówno z realnych potrzeb finansowych, jak i z codziennego zarządzania budżetem oraz z lokalnych uwarunkowań.

– Kobiety w wielu gospodarstwach domowych odpowiadają za planowanie zakupów i zarządzanie budżetem, co zwiększa świadomość konieczności oszczędzania. Młodzi ludzie i osoby o niższych dochodach częściej znajdują się w fazie życia wymagającej ostrożności finansowej, spłacają kredyty lub wychowują dzieci, a ich budżety domowe są mocniej ograniczone. Mieszkańcy małych miejscowości natomiast częściej muszą planować zakupy z wyprzedzeniem, a dostęp do konkurencyjnych ofert bywa ograniczony, co sprzyja większej świadomości wydatków – analizuje Robert Biegaj.

Spośród osób, które zamierzają w tym roku mocniej zacisnąć pasa, najwięcej respondentów deklaruje, że w tym roku zamierza oszczędzać na wszystkim po trochu – 36,6%. – Ten wynik odzwierciedla elastyczne i umiarkowane podejście do budżetu świątecznego. Takie podejście pozwala na realne oszczędności, o ile towarzyszy mu aktywne planowanie i porównywanie cen. W innym przypadku może ono pełnić rolę bardziej ogólnej deklaracji zamiaru oszczędzania niż faktycznego cięcia wydatków. Wynik pokazuje, że Polacy chcą racjonalizować wydatki świąteczne, zachowując przy tym komfort i standard obchodzenia świąt – wyjaśnia Robert Biegaj.

Na kolejnych miejscach w rankingu oszczędności widać artykuły spożywcze – 23,2%, napoje alkoholowe – 23%, ozdoby świąteczne – 22,1%, wyjazdy świąteczne – 16,7%, a także prezenty dla rodziny – 16,5%. W ocenie eksperta, wskazania te są logiczne z punktu widzenia konsumenta. To kategorie, w których łatwo kontrolować wydatki i uzyskać realne oszczędności. W przypadku żywności i napojów alkoholowych efekt jest natychmiastowy. Zmiana marki, zakup w promocji czy ograniczenie ilości produktów przynosi wymierny rezultat. Ozdoby świąteczne można wykorzystać ponownie lub wybierać tańsze warianty, a w przypadku wyjazdów i prezentów oszczędności zależą od planowania i wcześniejszych zakupów.

– Ogólnie deklaracje pokazują, że Polacy chcą ograniczać wydatki tam, gdzie jest to możliwe, nie rezygnując przy tym z istotnych elementów świąt. To dowód praktycznego i realistycznego podejścia do budżetu świątecznego, łączącego chęć oszczędzania z utrzymaniem tradycji i komfortu świąt – podsumowuje współautor raportu z Shopfully Poland.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Wydatki świąteczne Polaków. Boże Narodzenie 2025” został przygotowany ma kanwie specjalnego badania opinii publicznej, które zostało przeprowadzone w dniach 25-26.11.09.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully Poland na próbie 1021 Polaków w wieku 18-80 lat.