Polacy nadal ostrożni wobec zakupu mieszkań. Tylko 34% uważa IV kwartał 2025 za dobry czas na zakup

W IV kwartale 2025 r. 34 proc. badanych ocenia, że mamy dobry czas na kupno mieszkania czy domu. To praktycznie tyle samo, co w III kwartale. Nieznacznie więcej, bo 37 proc. osób jest zdania, że końcówka tego roku to zły moment na taką transakcję – tak wynika z badania, które przeprowadził portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl. 

Końcówka roku nie przyniosła przełomu w nastawieniu Polaków do zakupu nieruchomości. Owszem, ceny na wielu lokalnych rynkach stabilizują się lub spadają, a stopy procentowe są obniżane, przez co część osób ruszyło po kredyty, ale jeszcze nie przełożyło się to na wielki entuzjazm i wyraźny zryw zakupowy. Widać to w nastrojach: 34 proc. badanych uważa, że IV kwartał 2025 r. to dobry moment na zakup – to niemal dokładnie tyle samo, co kwartał wcześniej. To pokazuje, że ostrożność kupujących wciąż jest duża. Chociaż i tak jest zauważalnie lepiej niż jeszcze pół roku temu – mówi Anna Zachara-Widła, Customer Voice Expert w Nieruchomosci-online.pl.

Jak wynika z cokwartalnego badania „To my. Polacy o nieruchomościach”, zdecydowanie najsłabiej warunki do zakupu mieszkania czy domu były oceniane w I i II kwartale roku – wówczas jedynie 23 i 26 proc. ankietowanych twierdziło, że warunki rynkowe sprzyjają takim transakcjom. W drugiej połowie roku nastroje były już wyraźnie lepsze.Kupno – wykres

Lepsza ocena warunków do zakupu niż w pierwszej połowie roku oznaczała, że rozchwiany do niedawna rynek zaczął kroczyć powoli w kierunku większej równowagi i przewidywalności. Chociaż w mieszkaniówce wciąż panują trudne warunki, to jednak jest nieco bliżej do osiągnięcia kompromisu pomiędzy kupującymi a sprzedającymi. Mimo to, niezmiennie 83 proc. respondentów określa ceny nieruchomości jako wysokie lub bardzo wysokie – i jest to wciąż główna bariera – dodaje Anna Zachara-Widła.

W IV kwartale 2025 r. pesymistów jest nieco więcej niż optymistów. 34 proc. badanych ocenia, że mamy dobry czas na kupno mieszkania czy domu, ale 37 proc. ankietowanych jest zdania, że aktualnie mamy zły moment na takich ruch.

Nieco słabsza atmosfera do sprzedaży

O ile ocena sytuacji na rynku w zakresie kupna nieruchomości nie zmieniła się w ostatnim kwartale, to ocena warunków do sprzedaży już tak. Jeszcze w III kwartale 40 proc. pytanych Polaków było zdania, że to dobry czas na sprzedaż. W IV kwartale jest to 34%. Czym można tłumaczyć spadek nastrojów sprzedażowych o 6 p.p.?

Sprzedaż – wykres

Spadek optymizmu wśród sprzedających może wydawać się zaskakujący, ale warto pamiętać, że nastroje wśród uczestników rynku reagują wolniej niż wskaźniki makroekonomiczne. Owszem, obniżki stóp procentowych sprzyjają większej aktywności kupujących, jednak wielu właścicieli nie dostrzega jeszcze wyraźnej zmiany na własnej skórze, czyli w liczbie zapytań, prezentacji czy realnych ofert. To naturalnie osłabia przekonanie, że jest to łatwy moment na sprzedaż – komentuje Anna Zachara-Widła, badaczka z Nieruchomosci-online.pl.   

– Warunki do sprzedaży były oceniane lepiej przy wysokich cenach, które obecnie zaczęły się stabilizować lub lokalnie spadać. Być może sprzedający mają poczucie, że najlepszy moment na sprzedaż już minął. Nie poprawia sytuacji fakt, że to końcówka roku, czyli specyficzny moment jeśli chodzi o wybory i plany związane z nieruchomościami – dodaje ekspertka.

Największe miasta najbardziej pesymistyczne

Cykliczna analiza przeprowadzona przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z agencją badawczą Inquiry daje też odpowiedź na pytanie, jak Polacy oceniają dostępność mieszkaniową swojego najbliższego otoczenia.

W IV kwartale br. 71 proc. badanych zgodziło się ze stwierdzeniem: „obecnie mało kto z mojego otoczenia może sobie pozwolić na kupno mieszkania lub domu”. Poczucie braku możliwości zakupu nieruchomości wciąż jest więc dominujące w populacji.

Problem małych możliwości nabywczych swojego otoczenia najczęściej wskazywali ankietowani z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (75 proc.). Najniższy odsetek takich głosów pojawił się wśród mieszkańców wsi (70 proc.), ale uwagę zwraca fakt, że różnica wcale nie jest duża. Jeśli chodzi o grupy wiekowe, ze stwierdzeniem „obecnie mało kto z mojego otoczenia może sobie pozwolić na kupno mieszkania lub domu” najczęściej zgadzali się najmłodsi w wieku 18-24 lata (76 proc.), a najrzadziej osoby w wieku 45-54 lata (68 proc.).

Jak dodają eksperci Nieruchomosci-online.pl, poczucie braku możliwości zakupu nieruchomości wśród młodych jest jeszcze silniejsze niż dotychczas (wzrost o 5 p.p. w porównaniu do III kwartału).

––––

Badanie „To my. Polacy o nieruchomościach – IV kwartał 2025” zostało zrealizowane w drugiej połowie listopada przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl na reprezentatywnej grupie 1013 dorosłych Polaków.

Rynek wtórny z rekordem w 2024 roku w Polsce

W 2024 r. Polacy częściej kupowali mieszkania z rynku wtórnego niż od deweloperów – wynika z analizy portalu GetHome.pl na podstawie najnowszego raportu GUS „Obrót nieruchomościami w 2024 r.”  Używane lokale stanowiły blisko 60% wszystkich sprzedanych mieszkań, a ich liczba – 148 tys. – była o 12% wyższa niż rok wcześniej, co najprawdopodobniej jest rekordem w historii polskiego rynku nieruchomości.

Można powiedzieć, że używane mieszkania wróciły do łask kupujących – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I zwraca jednak uwagę, że udział rynku pierwotnego wyglądałby korzystniej, gdyby GUS uwzględniał zawarte umowy deweloperskie, a nie wyłącznie finalizowane akty notarialne. Z opublikowanego raportu GUS wynika, że w 2024 r. właściciela zmieniło łącznie 255,3 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 5% więcej niż rok wcześniej.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_ogółem

Największy wzrost liczby transakcji dotyczył rynku wtórnego, który po dwóch trudnych latach odnotował silne odbicie. W pandemicznym 2020 r. sprzedaż używanych mieszkań spadła o 11%, a w 2022 r. – z powodu zaostrzenia polityki kredytowej banków – o kolejne 17%. Jednocześnie w tym czasie rynek pierwotny formalnie zwiększał udział w strukturze transakcji, co było efektem finalizowania przez deweloperów umów podpisanych jeszcze przed kryzysem. Mimo tego w ostatnich czterech latach sprzedaż nowych mieszkań rosła systematycznie, niezależnie od liczby zawieranych umów deweloperskich. Rok 2024 przyniósł jednak wyraźne odwrócenie trendu – rynek pierwotny stracił na rzecz wtórnego w skali kraju.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_rynek pierwotny i wtórny

Z danych GUS wynika, że przewaga rynku wtórnego była wyraźna w aż 14 województwach. Jedynie w województwach małopolskim i podlaskim kupujący częściej decydowali się na nowe mieszkania. Co znamienne, nawet w regionach o silnych rynkach deweloperskich, takich jak mazowieckie czy dolnośląskie, klienci w 2024 r. zdecydowanie preferowali lokale z drugiej ręki. Największą liczbę transakcji na rynku wtórnym zanotowano tradycyjnie w największych miastach – w Warszawie sprzedano 15,7 tys. używanych mieszkań, w Krakowie około 6 tys., a we Wrocławiu 5,9 tys.

Kluczowym argumentem przemawiającym za rynkiem wtórnym pozostaje oczywiście cena. W 2024 r. kupujący wydawali średnio 536,3 tys. zł na zakup mieszkania od dewelopera, podczas gdy mieszkanie z rynku wtórnego kosztowało przeciętnie 451,5 tys. zł.

Podobne różnice widać w cenach metra kwadratowego: nowe mieszkania kosztowały średnio ok. 9,6 tys. zł za m kw., a używane – ok. 8,5 tys. zł za m kw. Mediany cen wynosiły odpowiednio 8,9 tys. i 7,5 tys. zł za metr. W zdecydowanej większości województw mieszkania z drugiej ręki są istotnie tańsze. Jedynym wyjątkiem jest województwo mazowieckie, gdzie średnie ceny nowych lokali okazały się niższe niż używanych. Ekspert GetHome.pl podkreśla jednak, że dane oparte na aktach notarialnych mogą nie oddawać w pełni realiów rynku pierwotnego, ponieważ transakcje finalizowane są często wiele miesięcy po podpisaniu umowy deweloperskiej, a w tym czasie ceny nowych mieszkań zwykle rosną.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_ceny mieszkań

Marek Wielgo dodaje, że popularność rynku wtórnego wynika także z jego specyfiki.

Oferowane są na nim mieszkania na starszych osiedlach z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i komunikacją – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Jego zdaniem, to właśnie lokalizacja i dostęp do usług publicznych często okazują się decydujące dla kupujących. Z drugiej strony starsze budynki częściej pozbawione są wind, mają ograniczoną liczbę miejsc parkingowych i niższy standard techniczny. Nowe mieszkania przewyższają je pod tym względem, oferując m.in. możliwość indywidualnego rozliczania kosztów ogrzewania, wody i ścieków, co w dobie wysokich cen energii i rosnących opłat eksploatacyjnych nabiera coraz większego znaczenia.

Dlaczego biznes nie może już ignorować odnawialnych źródeł energii?

Odnawialne źródła energii stały się kluczowym elementem strategii wielu firm. W obliczu wyzwań związanych z ochroną środowiska i zmianami klimatycznymi, przedsiębiorstwa na całym świecie muszą coraz częściej mierzyć się z koniecznością dostosowania się do nowych realiów energetycznych. Tradycyjne źródła energii, oparte na paliwach kopalnych, przestają być jedyną opcją.

Transformacja energetyczna a przyszłość biznesu

Transformacja energetyczna to proces, który zmienia sposób, w jaki pozyskujemy i wykorzystujemy energię. Przedsiębiorstwa, które chcą pozostać konkurencyjne, muszą brać pod uwagę zmieniające się realia energetyczne. Zielona energia dla biznesu to nie tylko krok w stronę ekologii, ale także wymóg ekonomiczny.

Rosnące ceny paliw kopalnych, regulacje prawne oraz rosnąca presja społeczna sprawiają, że ignorowanie odnawialnych źródeł energii staje się ryzykowne. Firmy, które zainwestują w technologie takie jak energia słoneczna, wiatrowa czy geotermalna, mogą liczyć na zmniejszenie kosztów operacyjnych. Dodatkowo takie podejście zwiększa ich atrakcyjność w oczach konsumentów, którzy coraz częściej wybierają produkty i usługi firm dbających o środowisko. Chcesz dowiedzieć się więcej? Sprawdź na https://reo.pl/pl/informacje/pr/201/plan-na-czysta-energie-w-biznesie.

Korzyści ekonomiczne płynące z odnawialnych źródeł energii

Inwestycje w odnawialne źródła energii mogą przynieść przedsiębiorstwom wiele korzyści ekonomicznych. Po pierwsze, koszty produkcji energii ze źródeł odnawialnych, takich jak panele słoneczne czy turbiny wiatrowe, stale maleją. W dłuższej perspektywie pozwala to na znaczne oszczędności w porównaniu z tradycyjnymi źródłami energii.

Ponadto, korzystanie z odnawialnych źródeł energii może zwiększyć stabilność finansową firm, chroniąc je przed wahaniami cen surowców energetycznych.

Wpływ na wizerunek firmy i relacje z klientami

Współczesny konsument coraz częściej zwraca uwagę na to, czy firmy, z którymi współpracuje, dbają o środowisko. Wprowadzenie odnawialnych źródeł energii do strategii biznesowej może znacznie poprawić wizerunek firmy. Przedsiębiorstwa, które stawiają na zrównoważony rozwój, zyskują przewagę konkurencyjną, ponieważ klienci są bardziej skłonni zaufać markom, które działają odpowiedzialnie.

Relacje z klientami mogą ulec poprawie, gdy firma angażuje się w działania proekologiczne. Konsumenci często czują się bardziej związani z markami, które podzielają ich wartości. Jeśli Ty także chcesz wprowadzić w swoim biznesie takie rozwiązania, sprawdź, co oferuje Reo.pl.

Perspektywy na przyszłość

Patrząc w przyszłość, można zauważyć, że odnawialne źródła energii będą odgrywać coraz większą rolę w strategiach biznesowych. Przedsiębiorstwa, które już teraz podejmą kroki w kierunku zrównoważonego rozwoju, mogą liczyć na długofalowe korzyści. Nie tylko będą mogły czerpać zyski z oszczędności na kosztach energii, ale także zyskają w oczach klientów i partnerów biznesowych.

Odnawialne źródła energii to nie tylko przyszłość energetyki, ale także klucz do budowania trwałych i odpornych na zmiany rynkowe modeli biznesowych. Firmy, które zignorują tę transformację, ryzykują pozostanie w tyle za konkurencją, która już teraz inwestuje w technologie przyszłości. Warto zatem zastanowić się, jakie kroki można podjąć, aby stać się częścią tej zmiany.

Digital Network z mocnym odbiorem rynku po przejęciu Braughman Group. Spółka wśród „Top Picks” DM BOŚ na 2026 rok

Finalizacja przejęcia Braughman Group przez Digital Network spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem rynku. Kurs spółki przekroczył historyczne 150 zł, a od początku roku wzrósł już o 170%, czyniąc Digital Network jednym z najmocniejszych graczy na GPW.

Strategia spółki została doceniona (po raz kolejny) przez analityków DM BOŚ. W raporcie ‘’9 Top Picks na 2026’’ z 30 listopada wskazali oni 9 spółek giełdowych jako swoje top picks na 2026 rok. Na liście znalazły się AB, Atrem, Digital Network, Dino, Dom Development, LPP, mBank, Neuca i VRG. W tym gronie notowania aż 7 spółek tym roku wyznaczały nowe historyczne szczyty. Mowa tu o AB, Atremie, Digital Network, Dino, Dom Development, LPP i mBanku – podkreślają autorzy raportu.

Przejęcie za 131,5 mln zł rozszerzyło zasoby Digital Network do ponad 20 000 ekranów LED i LCD w całym kraju, wzmacniając pozycję lidera w segmencie DOOH. Segment DOOH jest dziś jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów rynku reklamowego, przyciągając budżety marek poszukujących efektywnych form dotarcia do konsumentów poza internetem. Digital Network, dysponując największą w kraju infrastrukturą cyfrową oraz ugruntowaną pozycją rynkową, pozostaje głównym beneficjentem tego trendu.

Połączenie Digital Network z Braughman Group otwiera nowy rozdział dla obu organizacji, tworząc strukturę, która pozwala rozwijać się szybciej, szerzej i zdecydowanie odważniej. To nie jest jedynie suma wyników finansowych – to realny wzrost potencjału operacyjnego i strategicznego. Synergia kosztowa wynikająca z konsolidacji działów sprzedaży i rozwoju, wyeliminowanie wewnętrznej konkurencji o kluczowe lokalizacje (jak choćby w przypadku obiektów PKP), a także możliwość cyfryzacji kolejnych nośników to fundament pod nową skalę działalności – podkreśla Agnieszka Godlewska, prezes Digital Network.

Jak podkreślają przedstawiciele Digital Network, większa struktura firmy po akwizycji pozwoli na możliwość negocjowania wyższych budżetów i uzyskiwania korzystniejszych warunków handlowych. Spółka obecnie koncentruje się na integracji oferty i dostosowaniu cen, rozmowach budżetowych na kolejny rok oraz analizie kierunków digitalizacji przejętej sieci nośników.

W ocenie analityków spółka pozostaje jednym z głównych beneficjentów dynamicznego wzrostu rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej. Systematyczne zwiększanie przychodów i rentowności – już czwarty rok z rzędu – wzmacnia jej pozycję jako stabilnego, przewidywalnego i jednocześnie szybko rosnącego lidera branży.

StockWatch

Źródło: StockWatch

Prąd, gaz, opłaty czynszowe – wynajmowanie mieszkania w 2026 roku będzie dużo droższe

Wzrost opłaty mocowej i opłaty OZE może spowodować, że rachunki za prąd znacząco wzrosną w roku 2026. W nowym roku nie będą już tak szeroko także działać tarcze ochronne związane z opłatami za gaz. Rosną także czynsze we wspólnotach mieszkaniowych i spółdzielniach. Efektem jest więc drastyczny, czasem sięgający nawet kilkuset złotych wzrost opłat za mieszkania – co będzie mocno odbijać się na rynku nieruchomości na wynajem.

Opłata dla właściciela mieszkania w dół, bo czynsz mocno w górę?

Eksperci nie mają wątpliwości, że rok 2026 może być jednym z trudniejszych od wielu lat jeżeli chodzi o sytuacje lokatorów mieszkań na wynajem. Koniec taryf ochronnych w kontekście opłat za gaz, wzrost cen prądu, rosnące czynsze i koszty życia. Dla lokatorów mieszkań na wynajem znaczenie mają nie tylko opłaty związane z oczekiwaniami właściciela mieszkania, ale także wszystkie inne części składowe zobowiązań finansowych związanych z użytkowaniem mieszkania.

– Szacujemy, że skumulowany koszt podwyżek może wynosić od 300 do nawet 600 złotych miesięcznie w zależności od zużycia prądu i gazu, a także planów podwyżkowych wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. To duże zmiany, największe od lat. Zauważamy, że właściciele nieruchomości nie podnoszą swoich oczekiwań finansowych, a czasem nawet wręcz są proszeni o ich obniżenie, gdy okazuje się, że koszty czynszu rosną nadmiernie – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W jaki sposób ceny mediów przekładają się na sytuacje na rynku nieruchomości?

– Wynajem mieszkań nadal cieszy się wielkim zainteresowaniem. Wiele mieszkań, które trafia na rynek, bardzo szybko znajduje swoich lokatorów. Coraz popularniejszy jest najem instytucjonalny, a koszt wynajmu od jakiegoś czasu mocno się ustabilizował. Problemem jest to, że ta stabilizacja jest zakłócana przez koszty zupełnie niezależne od właścicieli mieszkań – przyznaje Mirosław Król.

Szacuje się, że przeciętne rachunki mogą wzrosnąć o 15-25%,

– Rok 2026 przyniesie wyraźne podwyżki w rachunkach za prąd, głównie przez opłaty mocową i OZE, co wpłynie na budżety domowe i firmowe. Mimo wygaszenia opłaty przejściowej, wzrosty będą znaczące, choć minister energii kwestionuje prognozy o drastycznych podwyżkach dla wszystkich – dodaje Król.

2026 roku może być lepszy na rynku nieruchomości

Szacunkowy wzrost kosztów wynajmu może skłaniać coraz większą ilość osób do decyzji o tym, by z wynajmu zrezygnować, a zacząć przygotowywać się do zakupu własnego mieszkania.

Jeżeli okazuje się, że wynajem kawalerki to koszt rzędu 1800-2000 złotych plus rosnące opłaty za media, a koszt wynajmu dwupokojowego mieszkania z mediami może sięgać nawet 4000 tysięcy złotych to decyzja o zakupie wydaje się być coraz bardziej racjonalna finansowo.

– Po latach stagnacji rok 2026 może być przełomem, gdy mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym będą sprzedawać się znacznie lepiej. Ruch na rynku wtórnym w roku 2025 był już całkiem przyzwoity. Wpływ na to ma delikatna korekta cen, a także spadające stopy procentowe, które mocno zweryfikowały możliwości wielu osób. Znam także klientów, którzy po prostu oszczędzają ile mogą, by w 2026 roku kupić wreszcie mieszkanie – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Pięciokrotne obniżenie stóp procentowych znacząco wpływa na sytuację na rynku nieruchomości.

– Czy ceny w roku 2026 będą się zmieniać? To pytanie bardzo otwarte. Widzimy, że kilka ofert z rynku wtórnego zniknęło, bo pewnie właściciele mieszkań liczą, że w przyszłym roku cena nieruchomości może być wyższa. Nie brakuje jednak dobrych ofert, więc potencjalni właściciele mieszkań w dużych miastach mają z czego wybierać – dodaje Mirosław Król.

Deficyt handlowy USA najniższy od lat, złoto przebija 4300 USD, a Turcja kontynuuje cięcia stóp

Prezydent USA odniósł kolejny sukces w walce z deficytem handlowym USA – tym razem jest on najniższy od czasów jego pierwszej kadencji. Złoto przebija poziom 4 300 dolarów i pnie się w górę. Turcja robi kolejne kroki ku „normalnym” poziomom stóp procentowych.

Sukces Trumpa

Jedno trzeba obecnej administracji prezydenckiej przyznać – udało jej się właśnie zdusić deficyt handlowy do poziomu 52 miliardów dolarów. Deficyt handlowy to nie jazda figurowa na łyżwach – liczy się wynik, a nie styl. Ostatni raz tak niski był on w czerwcu 2020 roku, czyli ponad 5 lat temu. Prezydentem w USA był wówczas nie kto inny, jak Donald Trump. Tamtejszą administrację na pewno cieszy, że za kadencji jego poprzednika, ani przez miesiąc nie było niższego deficytu. Tutaj warto jeszcze dodać jedną uwagę w ramach uczciwości metodologicznej. Zarówno eksport, jak i import USA są (z wyjątkiem pandemii) w wyraźnych trendach wzrostowych. W rezultacie ten sam wynik dzisiaj jest dużo lepszy niż 5 lat temu. Problem w tym, że wraz z tymi danymi zobaczyliśmy słabsze odczyty z tamtejszego rynku pracy. Przybyła bardzo duża liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Skutkowało to drugim z rzędu słabym dniem dla dolara.

Kolejny atak szczytowy złota?

Obniżenie stóp procentowych w USA oraz osłabienie dolara zdaniem wielu analityków to modelowe warunki do wzrostu cen surowców. Niższe stopy to bowiem niższa rentowność inwestycji opartych właśnie o ten wskaźnik, dzięki czemu kapitał szuka alternatyw. Z kolei słabnący dolar powoduje, że wyrażone w nim surowce idą w górę, bo ich cena w walutach lokalnych pozostaje w miarę stabilna. Jest jeszcze jeden powód, który pomógł inwestorom w wyborze giełda czy surowce. Słabe dane z amerykańskiej giełdy, gdzie w sektorze technologicznym kolejna spółka – Oracle – pokazuje agresywny wzrost wydatków inwestycyjnych w AI, nie poparty pozytywnymi zmianami przychodów. Zdaniem inwestorów najwyraźniej złoto okazało się lepszym pomysłem. Wczoraj pierwszy raz od października złamało ono barierę 4 300 dolarów. Kontrakty na złoto są obecnie niecałe 75 dolarów od rekordu wszechczasów.

Turcja tnie szybciej niż oczekiwano

Na wczorajszym posiedzeniu turecki bank centralny obniżył stopy procentowe o 1,5%. Rynek spodziewał się wolniejszego ruchu, zaledwie o 1%. Obecne cięcie jest już czwartym z rzędu – w tym czasie wskaźniki spadły łącznie o imponujące 8%, z 46% do 38%. Tak, to nie literówka. Tureccy decydenci, na czele z prezydentem Erdoganem, doprowadzili państwo do sytuacji, w której normalizacja inflacji wymagała niespotykanego w państwach Unii podniesienia stóp procentowych – przez 9 miesięcy było to 50%. Ile zatem wynosi inflacja? Po ostatnich spadkach już tylko 31,07%. Nadal zatem dane z Turcji wyglądają, jakby komuś przesunął się przecinek. Widać jednak wyraźnie dobry trend, który może doprowadzić ten kraj kiedyś do czegoś, co nazwalibyśmy normalnością z zachodniego punktu widzenia. Przynajmniej w zakresie polityki monetarnej. Obecna sytuacja ma jeszcze jeden ważny element: przy tak wysokich stopach procentowych również kurs liry tureckiej jest wciąż administracyjnie regulowany.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Rosyjski bank centralny żąda odszkodowania od Euroclear. W tle unijne prace nad finansowaniem Ukrainy

Rosyjski bank centralny poinformował w piątek o złożeniu pozwu przeciwko belgijskiej spółce Euroclear do moskiewskiego sądu arbitrażowego. Euroclear zarządza większością rosyjskich aktywów zamrożonych w Unii Europejskiej, a decyzja o wniesieniu skargi zapadła w momencie, gdy UE rozważa wykorzystanie tych środków na wsparcie finansowe Ukrainy. Według banku centralnego działania Euroclear miały spowodować straty, ponieważ uniemożliwiają swobodne dysponowanie zamrożonymi aktywami. W odrębnym oświadczeniu instytucja określiła plany Komisji Europejskiej jako bezprawne i sprzeczne z zasadami prawa międzynarodowego.

Spór dotyczy wniosku Komisji Europejskiej z 3 grudnia, w którym przedstawiono dwa możliwe mechanizmy finansowania Ukrainy w latach 2026–2027. Jednym z nich jest tzw. pożyczka reparacyjna, polegająca na tym, że KE pożyczałaby środki pieniężne od instytucji przechowujących zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego. Z szacowanych 210 miliardów euro zamrożonych aktywów około 185 miliardów znajduje się w Euroclear w Brukseli, a pozostałe 25 miliardów w prywatnych bankach we Francji, Niemczech, Szwecji i na Cyprze. Propozycja ta budzi obawy zarówno natury prawnej, jak i politycznej.

Największy sprzeciw wobec planu wykorzystania aktywów zgłasza Belgia. Premier Bart De Wever określił koncepcję pożyczki reparacyjnej jako „zasadniczo błędną” oraz ostrzegł przed możliwą reakcją odwetową ze strony Rosji. Belgijskie władze podkreślają, że ryzyko takiej operacji nie może spoczywać wyłącznie na jednym państwie członkowskim. Zdaniem przedstawicieli Belgii potrzebne są wiążące gwarancje, które równomiernie rozłożą odpowiedzialność na wszystkie kraje UE.

W czwartek ambasadorowie państw członkowskich zatwierdzili decyzję o nieograniczonym zamrożeniu rosyjskich aktywów na podstawie artykułu 122 traktatów UE. Mechanizm ten wymaga jedynie większości kwalifikowanej, co pozwala uniknąć konieczności odnawiania decyzji co sześć miesięcy. Celem tego działania jest zapobieżenie przedwczesnemu odblokowaniu aktywów w trakcie toczących się dyskusji dotyczących ich przyszłego wykorzystania.

Really Simple Licensing (RSL) 1.0: Nowy Standard dla Kontroli Treści przez AI

0

Koalicja branży internetowej i mediów publikuje Really Simple Licensing 1.0. Nowy standard ma uregulować wykorzystanie treści wydawców przez systemy AI.

Koalicja dostawców infrastruktury internetowej oraz ponad 1500 organizacji medialnych ogłosiła w środę publikację Really Simple Licensing (RSL) 1.0 – pierwszego oficjalnego standardu umożliwiającego maszynowo czytelne określanie warunków licencjonowania treści pobieranych przez systemy sztucznej inteligencji. Debiut RSL następuje w kluczowym momencie, gdy Komisja Europejska prowadzi postępowanie antymonopolowe przeciwko Google w związku z wykorzystywaniem materiałów wydawców w funkcjach wyszukiwania opartych na AI bez zapewnienia odpowiedniej rekompensaty.

W gronie sygnatariuszy i podmiotów wspierających znalazły się m.in. Cloudflare, Akamai, Creative Commons, IAB Tech Lab oraz redakcje The Associated Press, The Guardian, USA Today, Vox Media i Stack Overflow. Jak podkreślają inicjatorzy, standard ma stworzyć „uniwersalny język praw i warunków licencyjnych treści”, ułatwiając wydawcom kontrolowanie sposobu wykorzystania ich materiałów przez narzędzia AI.

Nowy język licencji dla ery sztucznej inteligencji

RSL 1.0 powstał na bazie znanego od dekad standardu RSS. Pozwala on wydawcom precyzyjnie określać, czy zezwalają na tradycyjne indeksowanie swoich treści w wyszukiwarkach, a jednocześnie blokować ich wykorzystanie w treningu modeli generatywnych lub w funkcjach takich jak AI Overviews. W ramach systemu wprowadzono trzy kategorie praw:

  • ai-all – pełne wykorzystanie treści przez AI,
  • ai-input – zgoda na użycie treści jako danych wejściowych do treningu modeli,
  • ai-index – zgoda na indeksowanie w wyszukiwarkach, ale bez wykorzystania do generowania odpowiedzi przez AI.

Twórcy RSL podkreślają, że narzędzie ma pomóc wydawcom, którzy chcą pozostać widoczni w wyszukiwarkach, lecz jednocześnie domagają się kontroli nad komercyjnym wykorzystaniem ich materiałów w systemach sztucznej inteligencji.

Presja regulacyjna i kontekst postępowania wobec Google

Wprowadzenie standardu zbiegło się z postępowaniem Komisji Europejskiej, wszczętym 9 grudnia, dotyczącym wykorzystywania treści mediów przez Google w funkcjach AI Overviews i AI Mode. Według KE obecny system nie pozostawia wydawcom realnej możliwości wyłączenia ich materiałów z usług AI przy jednoczesnym pozostawieniu indeksacji w wynikach wyszukiwania. RSL ma potencjalnie wypełnić tę lukę, tworząc techniczny mechanizm wyrażania zgody lub sprzeciwu wobec różnych form przetwarzania treści przez modele AI.

Wsparcie Creative Commons i licencjonowanie zasobów publicznych

Nowy standard rozszerza także koncepcję licencjonowania opartego na wkładzie, rozwijaną we współpracy z organizacją Creative Commons. Rozwiązanie to skierowane jest do instytucji publicznych i organizacji non-profit zarządzających repozytoriami wiedzy, oprogramowania czy danych. Creative Commons podkreśla, że RSL umożliwi ochronę „twórczego i wiedzoznawczego dobra wspólnego”, stanowiącego jeden z fundamentów otwartego internetu.

Największe wyzwanie: egzekwowanie zasad

Choć RSL 1.0 spotkał się z szerokim poparciem wydawców i firm infrastrukturalnych, pozostaje otwarte pytanie o jego praktyczną skuteczność. Żaden z największych twórców modeli AI – OpenAI, Google, Meta ani Anthropic – nie zadeklarował jeszcze implementacji standardu.

W praktyce funkcjonowanie systemu może opierać się na działaniach firm infrastrukturalnych, takich jak Cloudflare czy Akamai, które byłyby w stanie blokować boty pobierające treści niezgodnie z licencją. Cloudflare zwrócił uwagę, że obsługuje już ponad miliard żądań płatniczych dziennie za pomocą odpowiedzi HTTP 402 i wskazał, że RSL może usprawnić zarówno pobieranie opłat, jak i ograniczanie nadużyć.

Rosnący problem z nieposłusznymi botami AI

RSL powstaje w sytuacji, gdy zgodność botów AI z zasadami sieci gwałtownie spada. Według najnowszych danych odsetek crawlerów ignorujących pliki robots.txt wzrósł w jednym kwartale z 3,3 do 12,9 proc. Jednocześnie liczba stron blokujących GPTBot OpenAI zwiększyła się o 70 proc., do 5,6 mln witryn w grudniu 2025 r.

Początek porządkowania relacji wydawcy–AI

Według autorów projektu RSL 1.0 to pierwszy kompleksowy krok w kierunku uregulowania relacji między wydawcami a firmami rozwijającymi sztuczną inteligencję. Jednak skuteczność standardu będzie zależeć od tego, czy największe podmioty technologiczne zgodzą się go stosować.

Dla wydawców może to być narzędzie pozwalające zachować kontrolę nad treściami w epoce generatywnej AI, ale również początek trudnej dyskusji o tym, jak egzekwować prawa autorskie wobec systemów uczących się na masową skalę.

O losie porozumienia z Mercosur mogą zdecydować najbliższe dni

Francja zabiega o przesunięcie terminu podpisania umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a krajami Mercosur, proponując, aby planowaną na 20 grudnia ceremonię przenieść na początek 2026 roku. Jak podają źródła zaznajomione z negocjacjami, rząd w Paryżu naciska na zmianę harmonogramu, co komplikuje przygotowania do podpisania porozumienia w Brazylii z udziałem Ursuli von der Leyen oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy.

Najbliższe dni mają kluczowe znaczenie dla dalszych losów umowy. Parlament Europejski planuje na 16 grudnia głosowanie nad środkami ochronnymi dla rolników, natomiast państwa członkowskie będą oceniać całość porozumienia w dniach 16–19 grudnia. Francja od lat prowadzi grupę państw wyrażających obawy wobec umowy, zwracając uwagę na konieczność wprowadzenia silniejszych zabezpieczeń rynkowych oraz obowiązku przestrzegania unijnych standardów produkcji przez partnerów z Mercosur. Zastrzeżenia zgłaszają również Polska, Irlandia, Austria, Węgry i Holandia, natomiast Belgia zapowiedziała wstrzymanie się od głosu.

Pomimo wyrażanych obaw koalicja sceptyków nie dysponuje obecnie wystarczającą liczbą głosów, by zablokować cały pakiet. Do odrzucenia umowy wymagane jest minimum cztery państwa reprezentujące 35 procent populacji UE. W centrum uwagi znalazły się Włochy, które nie przedstawiły jeszcze oficjalnego stanowiska. Rzym, jako drugi największy eksporter unijny na rynki Mercosur, może jednak uznać korzystny dostęp do rynku południowoamerykańskiego za argument przemawiający za poparciem paktu.

Porozumienie między UE a Mercosur miałoby doprowadzić do utworzenia jednej z największych stref wolnego handlu na świecie, obejmującej 722 miliony konsumentów i generującej około 22 biliony dolarów PKB. Do finalizacji umowy silnie zachęcają Niemcy i Hiszpania, postrzegając ją jako element strategii dywersyfikacji handlu w warunkach pogarszających się relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Po stronie Mercosur determinację do zawarcia paktu wyraża prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva, choć narasta napięcie związane z możliwym przesunięciem europejskiego harmonogramu.

Nawet jeśli państwa UE zatwierdzą porozumienie jeszcze w grudniu, ostateczne wejście umowy w życie będzie wymagało ratyfikacji przez Parlament Europejski w 2026 roku. Proces ten może okazać się długotrwały i ujawnić głębokie różnice zdań dotyczące polityki handlowej, ochrony środowiska oraz standardów produkcji.

Temu pod lupą Komisji Europejskiej. Inspekcja związana z podejrzeniami o wsparcie państwowe z Chin

Komisja Europejska przeprowadziła w ubiegłym tygodniu niezapowiedzianą kontrolę w europejskiej siedzibie platformy Temu w Dublinie. Działania podjęto w związku z podejrzeniami, że chińskie państwo mogło udzielać firmie niedozwolonych subsydiów, co mogłoby zakłócać konkurencję na jednolitym rynku UE. Temu, należące do koncernu PDD Holdings, jest jednym z najszybciej rosnących podmiotów e-commerce w Europie. Kontrola została przeprowadzona na podstawie rozporządzenia o zagranicznych subsydiach (FSR), co podkreśla coraz bardziej stanowcze podejście UE wobec chińskich platform oferujących wyjątkowo tanie produkty.

Rzecznik Komisji potwierdził, że inspekcja dotyczyła firmy z sektora handlu elektronicznego, nie ujawniając jednak jej nazwy ani lokalizacji przeszukania. Źródła zaznajomione ze sprawą wskazały, że chodzi o Temu. Rozporządzenie FSR, obowiązujące od 2023 roku, daje Komisji uprawnienia do badania przypadków nieuczciwej pomocy finansowej z państw trzecich i nakładania kar sięgających nawet 10 procent globalnych przychodów firmy. Temu nie odniosło się dotychczas do działań regulatora.

Inspekcja odbyła się w czasie, gdy UE intensyfikuje działania mające ograniczyć napływ tanich przesyłek z Chin. Dotychczas produkty o wartości poniżej 150 euro były zwolnione z ceł, co wspierało dynamiczny wzrost takich platform jak Temu czy Shein. Ministrowie finansów UE uzgodnili jednak zniesienie tego zwolnienia od 2026 roku, przyspieszając reformę o dwa lata. Temu, promujące się hasłem „kupuj jak miliarder”, przyciąga już około 116 milionów użytkowników miesięcznie w państwach członkowskich.

To kolejny przypadek, gdy platforma trafia pod nadzór unijnych instytucji. W lipcu 2025 roku Komisja Europejska uznała wstępnie, że Temu nie wdraża wystarczających mechanizmów zapobiegających sprzedaży nielegalnych produktów w ramach swojej sieci. Tamto postępowanie prowadzone jest na podstawie przepisów ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Najnowsza kontrola w Dublinie wskazuje, że UE zacieśnia nadzór nad globalnymi platformami handlowymi, dążąc do zapewnienia uczciwej konkurencji oraz przestrzegania europejskich norm przez firmy spoza Unii.

UE notuje pierwszy od dekady spadek nowych instalacji fotowoltaicznych

0

W Unii Europejskiej zainstalowano w 2025 roku 65,1 GW nowych mocy fotowoltaicznych — o 0,7 proc. mniej niż rok wcześniej. To pierwszy roczny spadek od 2016 r., wynika z raportu SolarPower Europe opublikowanego 11 grudnia. Analitycy ostrzegają, że wyhamowanie boomu PV może utrudnić realizację unijnych celów klimatycznych na 2030 r.

Od 2020 r. moc słoneczna w UE niemal się potroiła, jednak najnowsze dane pokazują wyraźne spowolnienie. Kluczowym czynnikiem jest załamanie segmentu instalacji dachowych w budownictwie mieszkaniowym, którego udział w nowych projektach spadł z 28 proc. w 2023 r. do 14 proc. w 2025 r. Przyczyną jest m.in. wycofywanie programów wsparcia oraz mniejsza presja cenowa na energię po kryzysie z 2022 r.

Największe spadki w segmencie mieszkaniowym odnotowano we Włoszech, Holandii, Austrii, Belgii, Czechach i na Węgrzech — wszystkie przekroczyły 60 proc. rok do roku. W Niemczech, Hiszpanii i Polsce tempo spadku również było wysokie, sięgając ponad 40 proc.

Przemysł przejmuje inicjatywę, ale też napotyka bariery

W 2025 r. instalacje przemysłowe po raz pierwszy odpowiadały za ponad połowę nowych mocy PV w Unii. Jednocześnie sektor mierzy się z poważnymi trudnościami: ujemnymi cenami energii, ograniczeniami w przesyle oraz przeciążonymi sieciami, co znacząco obniża opłacalność nowych projektów.

UE przekroczyła w tym roku próg 400 GW mocy słonecznych, o 6 GW powyżej zakładanego celu. Według prognoz do 2030 r. moc PV może jednak osiągnąć 718 GW — poniżej wymaganego celu 750 GW i zbyt mało, by utrzymać tempo dekarbonizacji.

Kolejne spadki na horyzoncie

SolarPower Europe przewiduje, że w 2026 r. liczba nowych instalacji zmniejszy się o kolejne 6 proc., a w 2027 r. — o 4 proc. Dopiero później rynek ma powrócić na ścieżkę wzrostu.

Liderem fotowoltaiki pozostają Niemcy, które w 2025 r. dodały 17,6 GW mocy. Na drugim miejscu znalazła się Hiszpania z wynikiem 9,2 GW. Francja — dzięki szybkiemu rozwojowi instalacji komercyjnych i wielkoskalowych — awansowała na trzecie miejsce, osiągając 6,7 GW. Po raz pierwszy w pierwszej dziesiątce pojawiły się Rumunia i Bułgaria.

Polska i Włochy na minusie

We Włoszech instalacje spadły z 6,1 GW do 5,2 GW, co jest związane głównie z wycofaniem mechanizmów wsparcia. Polska zanotowała spadek z 4,1 GW do 3,7 GW, kontynuując trend spowolnienia widoczny już w ubiegłym roku. SolarPower Europe podkreśla, że pogarszająca się koniunktura powinna być „poważnym sygnałem ostrzegawczym” dla decydentów. Organizacja wskazuje, że brak zdecydowanych działań może zagrozić realizacji fotowoltaicznych celów UE oraz kluczowych planów dotyczących dekarbonizacji, konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego.

Komisja Europejska wszczyna pięć postępowań przeciwko Węgrom. Zarzuty obejmują media, ceny, arbitraż i energię odnawialną

Komisja Europejska wszczęła pięć postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom wobec Węgier, co dodatkowo nasila napięcia między rządem w Budapeszcie a instytucjami unijnymi. Jak poinformowano w środę, Bruksela skierowała do władz węgierskich wezwania do usunięcia uchybienia w kilku obszarach, obejmujących m.in. wolność mediów, politykę cenową oraz zasady dotyczące arbitrażu inwestycyjnego. Postępowania te wpisują się w szerszy kontekst sporów dotyczących przestrzegania unijnych standardów przez rząd Viktora Orbána.

Jedno z postępowań dotyczy naruszeń przepisów rozporządzenia o europejskiej wolności mediów (EMFA), które obowiązuje od sierpnia. Komisja oceniła, że węgierskie prawo ogranicza zarówno swobodę działalności gospodarczej mediów, jak i niezależność redakcyjną dziennikarzy. Bruksela wskazała również na niewystarczającą ochronę źródeł dziennikarskich, brak gwarancji poufności komunikacji oraz niewłaściwe mechanizmy kontroli sądowej. Wątpliwości KE budzi także funkcjonowanie mediów publicznych, przejrzystość struktury właścicielskiej oraz sposób dystrybucji reklam państwowych.

Kolejne zarzuty dotyczą ograniczeń marży na wybrane produkty spożywcze i artykuły gospodarstwa domowego. Według Komisji ustalone limity są tak niskie, że uniemożliwiają sprzedawcom pokrycie kosztów działalności, co w praktyce uderza przede wszystkim w przedsiębiorstwa zagraniczne. Bruksela skrytykowała również monopol Krajowego Biura Tłumaczeń i Uwierzytelniania Tłumaczeń (OFFI Zrt.), które posiada wyłączne prawo do sporządzania tłumaczeń uwierzytelnionych na Węgrzech. Komisja uznała, że system ten nieuzasadnienie ogranicza swobodę świadczenia usług i działalności gospodarczej.

W osobnym postępowaniu Komisja wezwała Węgry do zapobieżenia naruszeniu unijnego zakazu stosowania arbitrażu inwestor–państwo przez koncern energetyczny Mol. Firma zwróciła się do sądu poza UE o uznanie wyroku arbitrażowego opartego na Traktacie Karty Energetycznej, a jej spółka zależna wszczęła nowe postępowanie arbitrażowe przeciw państwu członkowskiemu, co – zdaniem Brukseli – narusza unijne prawo. Ponadto Węgry znalazły się wśród ośmiu państw, które nie dokonały pełnej transpozycji dyrektywy dotyczącej promowania energii odnawialnej. Termin wdrożenia upłynął 21 maja 2025 roku, a Budapeszt nie dostarczył dostatecznych informacji o podjętych działaniach.

Węgry mają dwa miesiące na udzielenie odpowiedzi na każde z wezwań. Jeśli Komisja uzna je za niewystarczające, może wydać uzasadnioną opinię, a w dalszej kolejności skierować sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co potencjalnie może prowadzić do sankcji finansowych.

Trump: „Większość Ukraińców chce pokoju na warunkach Rosji”. Dostępne sondaże temu przeczą

Prezydent USA Donald Trump zaostrzył 11 grudnia swoją krytykę pod adresem Wołodymyra Zełenskiego, twierdząc — bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów — że „82 procent” Ukraińców domaga się porozumienia z Rosją. Trump wyraził również frustrację faktem, że Kijów nadal nie zaakceptował amerykańskiej propozycji pokojowej przewidującej ustępstwa terytorialne.

„Tracą wielu ludzi. I może, jeśli spojrzycie na sondaże, powiedziałbym, że 82% ludzi domaga się porozumienia” — powiedział Trump w rozmowie z dziennikarzami. Nie wskazał jednak źródła tej liczby ani konkretnego badania opinii publicznej, na które miałby się powoływać.

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła, że prezydent jest „głęboko sfrustrowany obiema stronami konfliktu”. Jej zdaniem Trump „ma dość spotkań dla samych spotkań” i „nie chce więcej rozmów, chce działania”.

Słowa Trumpa stoją w sprzeczności z dostępnymi danymi. Najnowszy sondaż Gallupa z lipca 2025 r. pokazuje, że 69 procent Ukraińców popiera rozpoczęcie negocjacji w celu jak najszybszego zakończenia wojny, a 24 procent opowiada się za kontynuowaniem walki do zwycięstwa. W grupie zwolenników rozmów 52 procent dopuszcza możliwość ustępstw terytorialnych, natomiast 38 procent jest im przeciwnych.

Do Kwon przed sądem w Nowym Jorku. Twórcy TerraUSD grozi 12 lat więzienia

Do Kwon, współzałożyciel Terraform Labs, stanął w czwartek przed sądem federalnym na Manhattanie w związku z zarzutami dotyczącymi jednego z największych oszustw w historii rynku kryptowalut. Według śledczych działania Kwona doprowadziły do utraty około 40 miliardów dolarów wartości inwestorów i przyczyniły się do gwałtownego załamania rynku w 2022 roku. Kwon — 34-letni przedsiębiorca z Korei Południowej — w sierpniu przyznał się do winy w sprawie spisku w celu popełnienia oszustwa oraz oszustwa telekomunikacyjnego. Prokuratura domaga się dla niego 12 lat więzienia, natomiast obrona wnioskuje o wyrok nie dłuższy niż pięć lat, argumentując to m.in. trudnymi warunkami jego wcześniejszego aresztowania w Czarnogórze i toczącymi się postępowaniami w Korei Południowej.

Kluczowym elementem sprawy pozostaje TerraUSD (UST), algorytmiczny stablecoin opracowany przez Terraform Labs. Do Kwon, szef firmy, przyznał w sądzie, że wprowadzał inwestorów w błąd, twierdząc, iż mechanizm stabilizacji działa automatycznie i skutecznie utrzymuje powiązanie z dolarem.

Gdy TerraUSD w maju 2021 roku tymczasowo wypadł z kursu, Kwon publicznie zapewniał, że jego algorytm sam go „przywrócił”. Jak jednak ustalili prokuratorzy, za powrót do parytetu odpowiadały zakulisowe działania: Kwon potajemnie skłonił firmę Jump Trading do zakupu ponad 62 milionów tokenów UST, co sztucznie ustabilizowało kurs.

Katastrofalne skutki przyniosło załamanie TerraUSD i powiązanego tokena Luna w maju 2022 roku. Algorytmiczny system, zamiast przywrócić stabilność, zainicjował „spirali śmierci” (death spiral), w ramach której emisja tokenów Luna wzrosła do bilionów. To wywołało lawinowy spadek wartości obu kryptowalut niemal do zera. Według prokuratury było to oszustwo „kolosalne w skali”, którego konsekwencje odczuli inwestorzy i firmy na całym świecie.

Upadek Terraform Labs stał się jednym z impulsów, które wywołały szeroki kryzys na rynku kryptowalut, doprowadzając do serii głośnych bankructw, m.in. FTX, Celsius Network, Voyager Digital i BlockFi.

W ramach ugody w sprawie karnej Kwon zgodził się na przepadek mienia wartego ponad 19 milionów dolarów. Wcześniej, wspólnie z firmą, zawarł rekordową ugodę cywilną z amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Obejmuje ona łączną kwotę 4,47 miliarda dolarów, w tym 80 milionów dolarów osobistej kary dla Kwona oraz dożywotni zakaz prowadzenia działalności związanej z kryptowalutami.

Kwon został zatrzymany w marcu 2023 roku w Czarnogórze za posługiwanie się fałszywym paszportem. Spędził tam prawie dwa lata, walcząc o uniknięcie ekstradycji, zanim pod koniec 2024 roku został przekazany władzom amerykańskim. Nadal grożą mu jednak poważne konsekwencje prawne w Korei Południowej, gdzie prokuratura zabiega o karę do 40 lat więzienia za powiązane przestępstwa.

EBC: mniej biurokracji, większa efektywność. Nowe propozycje dla banków trafiły do Komisji Europejskiej

Europejski Bank Centralny proponuje uproszczenie przepisów dla banków ze strefy euro, aby wzmocnić ich konkurencyjność wobec instytucji ze Stanów Zjednoczonych. Rekomendacje ogłoszone w czwartek mają usprawnić działalność europejskich pożyczkodawców przy zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa, wypracowanego po kryzysie z 2008 roku.

Pakiet propozycji przedstawił wiceprezes EBC Luis de Guindos. Dokument trafi teraz do Komisji Europejskiej, która przygotowuje raport o konkurencyjności sektora bankowego na 2026 rok. „Naszym celem nie jest osłabienie odporności systemu, lecz zwiększenie jego przejrzystości i efektywności” – podkreślił de Guindos.

Kluczową zmianą ma być konsolidacja istniejących buforów kapitałowych. Zamiast ponad dziesięciu warstw, banki miałyby utrzymywać dwa główne bufory: stały, tzw. niewyzwalalny, oraz wyzwalalny, który mógłby być redukowany w okresach napięć na rynkach finansowych. Jednocześnie EBC proponuje uproszczenie zasad dotyczących wskaźnika dźwigni – do minimalnego poziomu 3 proc. oraz jednego dodatkowego bufora, który w przypadku mniejszych instytucji mógłby wynosić 0 proc.

Rekomendacje są efektem prac grupy zadaniowej powołanej przez Radę Prezesów EBC w marcu 2025 roku. Inicjatywa była odpowiedzią na postulaty Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii, które domagały się ograniczenia kosztów regulacyjnych. Prezes EBC Christine Lagarde wskazywała wcześniej, że przegląd obejmuje 15 obszarów funkcjonowania banków – od obowiązków sprawozdawczych po zasady nadzoru.

EBC zaproponował również zmiany w odniesieniu do obligacji Additional Tier 1 (AT1), które znalazły się w centrum uwagi po upadku Credit Suisse w 2023 roku. Szwajcarskie władze zdecydowały wówczas o umorzeniu 16,5 mld franków długu AT1, pozostawiając akcjonariuszom możliwość odzyskania części kapitału. De Guindos ocenił, że struktura tych instrumentów powinna zostać zmodyfikowana tak, aby ich funkcjonowanie było „bliższe kapitałowi własnemu”.

Proponowane reformy wpisują się w szersze działania na rzecz dokończenia unii rynków kapitałowych i wzmocnienia europejskiego sektora finansowego. Ich wdrożenie będzie jednak wymagało uzgodnień na poziomie instytucji UE, co oznacza, że pełna realizacja zmian może potrwać wiele miesięcy, a nawet lat.

Dyrektor OpenAI: trzy branże najszybciej zautomatyzuje AI — farmacja, obsługa klienta i inżynieria oprogramowania

Jeden z dyrektorów OpenAI wskazał trzy branże, które jego zdaniem najszybciej będą podlegać automatyzacji przy użyciu sztucznej inteligencji: nauki o życiu i farmację, inżynierię oprogramowania oraz obsługę klienta. Olivier Godement, szef produktów biznesowych w OpenAI, mówił o tym w podcaście „Unsupervised Learning” 10 grudnia. Podkreślił, że pełna automatyzacja pracy umysłowej wciąż jest odległą perspektywą, ale już dziś widać bardzo szybkie postępy w kilku kluczowych sektorach. Jego zdaniem to właśnie na tych polach AI najszybciej zaczyna zmieniać sposób wykonywania pracy biurowej i analitycznej.

Zdaniem Godementa szczególnie dojrzały do automatyzacji jest sektor nauk przyrodniczych i farmaceutyczny. Długie, wieloetapowe procesy administracyjne sprawiają, że wprowadzenie nowego leku na rynek zajmuje dziś miesiące lub lata. Modele AI dobrze radzą sobie natomiast z analizą ogromnych zbiorów danych, porównywaniem dokumentacji i wychwytywaniem zmian w protokołach. Godement wskazał m.in. współpracę OpenAI z firmą Amgen, która wykorzystuje AI w badaniach i rozwoju. Według analiz branżowych harmonogram odkrywania leków można dzięki takim narzędziom skrócić nawet o połowę, a niektóre projekty badawcze napędzane przez AI osiągnęły etap badań klinicznych w 18 miesięcy zamiast typowych czterech–sześciu lat.

Drugim obszarem o wysokim potencjale automatyzacji jest obsługa klienta, w tym contact center. Godement przypomniał, że OpenAI współpracuje z T-Mobile nad wdrażaniem rozwiązań AI do obsługi zapytań klientów. W 2024 roku operator uruchomił platformę IntentCX, która na bazie miliardów interakcji z klientami generuje spersonalizowane odpowiedzi i w wielu przypadkach eliminuje konieczność angażowania konsultantów. Według Godementa już dziś osiągane są „bardzo dobre wyniki jakościowe” na dużą skalę, a w ciągu najbliższych 1–2 lat zakres zadań, które będzie można niezawodnie zautomatyzować w call center, „zaskoczy wielu obserwatorów”. Oznacza to, że obsługa klienta może stać się jedną z pierwszych dziedzin, w których automatyzacja będzie niemal kompletna.

Trzecim wskazanym sektorem jest inżynieria oprogramowania. Godement zaznaczył, że AI nie zastępuje jeszcze w pełni programistów, ale kierunek zmian jest wyraźny. W jego ocenie widać już ścieżkę prowadzącą do pełnej automatyzacji części prac developerskich, szczególnie tych powtarzalnych i opartych na utartych wzorcach. Na skalę zjawiska zwrócił wcześniej uwagę dyrektor generalny Microsoftu Satya Nadella, który ujawnił, że 20–30 procent kodu w firmie powstaje już przy wykorzystaniu narzędzi AI. Jednocześnie to właśnie inżynierowie oprogramowania, testerzy oraz menedżerowie produktu i projektów należeli w 2025 roku do grup najbardziej dotkniętych redukcjami zatrudnienia w branży technologicznej.

Wypowiedzi Godementa wpisują się w szerszą debatę o przyszłości pracy umysłowej w dobie szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji. Geoffrey Hinton, jeden z pionierów AI, ostrzegał wcześniej, że w przypadku wielu rutynowych zadań „AI po prostu zastąpi wszystkich”, wskazując szczególnie na asystentów prawnych i pracowników call center. Równolegle branża technologiczna przechodzi przez fale restrukturyzacji i zwolnień. Do połowy 2025 roku zlikwidowano ponad 130 tysięcy miejsc pracy w ramach ponad 400 rund redukcji etatów, a raport Indeed pokazuje, że liczba ofert w sektorze technologicznym spadła do poziomu sprzed pandemii. Szczególnie mocno ucierpiały role związane z analizą danych i pracą z dużymi zbiorami informacji, które w coraz większym stopniu przejmują systemy sztucznej inteligencji.

Powell: AI napędza niespodziewany wzrost produktywności w USA, ale niesie też ryzyka dla rynku pracy

Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell wskazał sztuczną inteligencję i automatyzację jako jedne z kluczowych czynników stojących za zaskakująco silnym wzrostem produktywności w gospodarce USA. Słowa szefa Fed padły po środowej decyzji banku centralnego o trzeciej z rzędu obniżce stóp procentowych – tym razem o 0,25 pkt proc., do przedziału 3,5–3,75 proc.

Fed sygnalizuje jednak ostrożność wobec dalszych cięć. Powell określił obecną sytuację gospodarczą jako „bardzo niezwykłą”, podkreślając, że rosnąca wydajność pracy łagodzi osłabienie na rynku pracy, podczas gdy inflacja pozostaje podwyższona.

Podczas konferencji prasowej Powell przyznał, że tempo wzrostu produktywności było dla decydentów „dużym zaskoczeniem”. Zaznaczył, że nie spodziewał się kilku kolejnych lat wzrostu w tempie 2 proc. rocznie. Fed podniósł jednocześnie prognozę wzrostu PKB na 2026 rok z 1,8 do 2,3 proc., wskazując na utrzymującą się siłę konsumpcji i inwestycji biznesowych. „Część tej poprawy może odzwierciedlać rosnący wpływ technologii – w tym sztucznej inteligencji – która zwiększa efektywność pracowników” – powiedział Powell.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że rozwój AI niesie nie tylko korzyści, ale także ryzyka. „Automatyzacja może wypierać miejsca pracy, co stawia przed nami wyzwania społeczne i ekonomiczne” – dodał.

Powell podkreślił, że choć sztuczna inteligencja prawdopodobnie wspiera wzrost wydajności, nie jest głównym czynnikiem pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Jego zdaniem większy wpływ mogło mieć przyspieszenie automatyzacji w okresie pandemii, kiedy wiele firm wdrożyło technologie zastępujące pracowników. Fed będzie monitorował tempo tych zmian, analizując ich wpływ na zatrudnienie w poszczególnych sektorach.

Szef Fed ujawnił również, że według wewnętrznych analiz oficjalne dane mogą zawyżać miesięczny wzrost zatrudnienia nawet o 60 tys. etatów. W kontekście ostatnich raportów – wskazujących na wzrost rzędu 40 tys. – sugerowałoby to faktyczny spadek liczby miejsc pracy. „To wymaga szczególnej uwagi, bo może wskazywać na głębsze problemy strukturalne rynku pracy” – ocenił Powell.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pozostaje niska. Według Powella tworzy to środowisko „niskiego zatrudniania i niskiego zwalniania”, co dodatkowo komplikuje ocenę prawdziwej kondycji rynku pracy.

Xtellus faworytem w wyścigu o globalne aktywa Łukoilu

Rosyjski koncern naftowy Łukoil skłania się ku ofercie amerykańskiego banku inwestycyjnego Xtellus Partners dotyczącej sprzedaży międzynarodowych aktywów o wartości ok. 22 mld dolarów. Jak ustaliła agencja Reuters, propozycja opiera się na transakcji bezgotówkowej, która pozwoliłaby firmie odzyskać akcje posiadane przez amerykańskich inwestorów.

Według źródeł oferta Xtellus zakłada wymianę: Łukoil przekazałby zagraniczne złoża, rafinerie i sieć stacji paliw w zamian za odkupienie własnych papierów wartościowych znajdujących się w rękach inwestorów z USA. Taka konstrukcja pozwoliłaby uniknąć transferów gotówkowych, które są zakazane w związku z zachodnimi sankcjami wobec Rosji, a jednocześnie umożliwiłaby odzyskanie akcji zablokowanych na amerykańskich rachunkach.

USA wydłużają termin sprzedaży aktywów

Departament Skarbu USA poinformował, że termin sprzedaży międzynarodowych aktywów Łukoilu został przedłużony do 17 stycznia 2026 r. Poprzednia data upływała 13 grudnia. Przedłużono także zwolnienie dotyczące działalności stacji benzynowych Łukoilu poza Rosją – do 29 kwietnia 2026 r. Ma to ograniczyć ryzyko zakłóceń w dostawach paliw oraz chronić miejsca pracy.

Sankcje nałożone w październiku przez USA i Wielką Brytanię na Łukoil i Rosnieft miały zwiększyć presję na Moskwę w sprawie rozmów pokojowych z Ukrainą. Restrykcje znacząco uderzyły w zagraniczne operacje rosyjskiego koncernu.

Silna konkurencja o przejęcie aktywów

Oferta Xtellus wyróżnia się strukturą – opiera się na wymianie akcji, co oznacza konieczność ujawnienia tożsamości posiadaczy papierów Łukoilu w USA. Konkurentami w wyścigu o przejęcie globalnych aktywów koncernu są m.in. ExxonMobil, Chevron oraz fundusz private equity Carlyle.

Straty amerykańskich zarządzających aktywami stanowią istotny kontekst negocjacji. Firmy takie jak BlackRock, JPMorgan i Goldman Sachs utraciły miliardy dolarów, gdy po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. zostały zmuszone do zamrożenia, a następnie odpisania wartości posiadanych akcji rosyjskich spółek – w tym Łukoilu.

Eksport napędza poprawę bilansu handlowego USA. Wrześniowy deficyt o 10,9% niższy niż miesiąc wcześniej

Deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych niespodziewanie spadł we wrześniu do 52,8 mld dolarów – najniższego poziomu od ponad pięciu lat. To znacząco mniej niż 59,3 mld dolarów w sierpniu. Dane Bureau of Economic Analysis i US Census Bureau zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się deficytu na poziomie ok. 63,1 mld dolarów.

Wyraźna poprawa salda to przede wszystkim efekt silnego wzrostu eksportu. Sprzedaż amerykańskich towarów i usług za granicę zwiększyła się o 3 proc., osiągając 289,3 mld dolarów – drugi najwyższy wynik w historii. Import rósł znacznie wolniej, bo tylko o 0,6 proc., do 342,1 mld dolarów.

Eksport towarów wzrósł o 4,7 proc., do 187,6 mld dolarów. Rekordy odnotowano w wysyłkach dóbr konsumpcyjnych. Szczególnie mocno wzrosła sprzedaż złota niemonetarnego (+6,1 mld dolarów) oraz preparatów farmaceutycznych (+3,1 mld dolarów). „Wzrost eksportu jest szeroko rozłożony sektorowo, co świadczy o dobrej kondycji amerykańskiej gospodarki” – ocenił Departament Handlu.

Publikacja danych została znacząco opóźniona z powodu 43-dniowego zawieszenia pracy administracji federalnej, które sparaliżowało działalność służb statystycznych. Rząd został ponownie otwarty dopiero 13 listopada po podpisaniu ustawy budżetowej przez prezydenta Donalda Trumpa. Od tego czasu agencje nadrabiają zaległości w publikacji raportów.

Niższy deficyt ma pozytywnie wpłynąć na szacunki wzrostu PKB za trzeci kwartał. Fed z Atlanty podniósł prognozę z 3,5 do 3,6 proc., wskazując na wyraźny wkład eksportu netto. Ekonomiści podkreślają, że poprawa nie wynika z załamania importu, lecz z rosnącego eksportu – co sugeruje utrzymującą się siłę popytu globalnego i krajowego.

Zmiany są jednak zróżnicowane pod względem partnerów handlowych. Deficyt w wymianie z Chinami spadł do 11,4 mld dolarów. Największe luki USA notują wobec Irlandii, Meksyku i Unii Europejskiej – po około 18 mld dolarów.

Wrześniowe dane wpisują się w szerszy kontekst polityki celnej administracji Trumpa. Od kwietnia obowiązuje 10-proc. stawka bazowa na większość towarów importowanych do USA, a część państw objęto wyższymi taryfami. W efekcie handel zagraniczny w 2025 r. charakteryzował się dużą zmiennością – deficyt w marcu sięgnął rekordowych 136,4 mld dolarów, by później stopniowo maleć.

Obecne dane pokazują więc zarówno efekt dostosowania firm do nowych realiów handlowych, jak i zmian w przepływach towarowych wynikających z polityki celnej i sytuacji rynkowej.

Sekretarz generalny NATO ostrzega: ryzyko starcia z Rosją rośnie, Europa powinna przyspieszyć zbrojenia

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte ostrzegł, że Europa powinna przygotować się na możliwość militarnej konfrontacji z Rosją w ciągu najbliższych pięciu lat. „Zagrożenie ze strony Moskwy osiągnęło poziom nienotowany od II wojny światowej” – mówił w czwartek podczas wydarzenia organizowanego przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa w Berlinie.

Rutte wezwał 32 sojuszników NATO do szybkiego zwiększenia wydatków obronnych i porzucenia – jak to określił – „cichego samozadowolenia”. Podkreślił, że Rosja może ponownie dążyć do użycia siły wobec państw sojuszu, jeśli Zachód osłabi wsparcie dla Ukrainy. „Putin wraca do ambicji budowania imperium” – ocenił.

Ostrzeżenia pojawiają się w trakcie intensywnych działań dyplomatycznych w Europie. Przywódcy unijni próbują uzgodnić warunki zakończenia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz poinformował, że europejscy partnerzy pracują nad zmodyfikowaną propozycją pokojową, która miałaby obejmować możliwe ustępstwa terytorialne. W nadchodzący weekend planowane są rozmowy z przedstawicielami USA, a rozważane jest także dodatkowe spotkanie w Berlinie. Na negocjacje wpływa rosnąca presja prezydenta USA Donalda Trumpa, wzywającego do szybkiego zakończenia wojny.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał Waszyngtonowi nową, 20-punktową wersję planu pokojowego. Dokument oparty jest na amerykańskiej propozycji liczącej pierwotnie 28 punktów, którą Kijów i część europejskich państw uznały za zbyt korzystną dla Moskwy. Zełenski podkreślił, że zmieniona wersja usuwa „oczywiście antyukraińskie elementy” i uzupełniona została o analizy dotyczące gwarancji bezpieczeństwa oraz powojennej odbudowy. Sporne pozostają kwestie dotyczące kontroli nad regionami Doniecka i Zaporoża. „Ukraina nie odda terytorium wbrew swojej konstytucji i prawu międzynarodowemu” – zaznaczył prezydent.

Rutte ostrzegł także przed rosnącą rolą Chin we wspieraniu rosyjskiej machiny wojennej. Według NATO nawet 80 proc. kluczowych komponentów elektronicznych w rosyjskich dronach i systemach uzbrojenia pochodzi z Chin. Jego zdaniem umożliwia to Moskwie kontynuowanie operacji militarnych mimo sankcji.

Sekretarz generalny zwrócił ponadto uwagę na ostatnie naruszenia przestrzeni powietrznej państw NATO – Polski, Rumunii i Estonii – przez rosyjskie drony i samoloty bojowe. Określił te działania jako element „hybrydowej eskalacji” wymierzonej w sojusz. Dodał również, że – jego zdaniem – Donald Trump jest „jedynym przywódcą”, który może skłonić Władimira Putina do realnych negocjacji pokojowych.

Trump: obniżka stóp Fed za mała. Biały Dom rozważa nominację Kevina Hassetta na szefa banku centralnego

Prezydent USA Donald Trump ponownie skrytykował Rezerwę Federalną po decyzji o kolejnej obniżce stóp procentowych. Jego zdaniem cięcie o 0,25 punktu procentowego jest zbyt małe i „mogło być co najmniej dwukrotnie większe”. Ostrzejsza retoryka wobec banku centralnego pojawia się w chwili, gdy Biały Dom przyspiesza przygotowania do zmiany na stanowisku przewodniczącego Fed. Kadencja obecnego szefa Jerome’a Powella wygasa w maju 2026 roku, a wśród potencjalnych następców wymieniany jest doradca ekonomiczny prezydenta Kevin Hassett. Część komentatorów zwraca uwagę, że wskazywanie politycznego kandydata może nasilać obawy o przyszłą niezależność banku centralnego.

Sama decyzja Fed oznacza trzecią z rzędu obniżkę stóp procentowych od września. Stopa referencyjna została zredukowana o 0,25 punktu procentowego do przedziału 3,5–3,75 procent, co wpisuje się w szerszy cykl łagodzenia polityki monetarnej. Głosowanie w Federalnym Komitecie Otwartego Rynku ujawniło jednak znaczące podziały – troje członków opowiedziało się przeciw obniżce, co jest najwyższą liczbą głosów odrębnych od sześciu lat. Spór odzwierciedla trudną równowagę między obawami o rosnące bezrobocie a wciąż podwyższoną inflacją, która nadal przekracza cel Fed wynoszący 2 procent. Dyskusja dotyczy nie tylko kierunku polityki, ale także tempa dalszych zmian.

Różnice w podejściu widoczne są również w propozycjach skali cięcia. Nominowany przez Trumpa gubernator Stephen Miran opowiadał się za większą obniżką o 0,5 punktu procentowego, podczas gdy prezes oddziału Fed w Chicago Austan Goolsbee oraz prezes Fed w Kansas City Jeffrey Schmid domagali się utrzymania dotychczasowego poziomu stóp. Przewodniczący Jerome Powell podkreślił na konferencji prasowej, że bank centralny działa w warunkach podwyższonej niepewności i „nie ma ścieżki wolnej od ryzyka”. Z najnowszych projekcji Fed wynika, że w 2026 roku przewidywana jest tylko jedna dodatkowa obniżka stóp procentowych. Jest to bardziej ostrożne podejście, niż wcześniej zakładały rynki finansowe.

Wyścig AI przyspiesza: OpenAI wypuszcza GPT-5.2

OpenAI zaprezentowało w czwartek GPT-5.2, jak dotąd najbardziej zaawansowany model sztucznej inteligencji firmy, rozwijany w warunkach nasilającej się konkurencji ze strony Google i jego platformy Gemini 3. Decyzja o przyspieszeniu premiery zapadła po wewnętrznym memorandum określanym jako „stan wyjątkowy”, w którym dyrektor generalny Sam Altman wezwał pracowników do skupienia się na poprawie doświadczenia użytkownika ChatGPT kosztem innych inicjatyw, w tym planów reklamowych. Nowy model ma wzmocnić pozycję OpenAI na rynku zaawansowanych systemów AI, szczególnie w obszarze zastosowań profesjonalnych i biznesowych. Premiera GPT-5.2 następuje zaledwie miesiąc po wprowadzeniu wersji GPT-5.1.

GPT-5.2 udostępniono w trzech wariantach, dostosowanych do różnych typów zadań. Wersja Instant jest zoptymalizowana pod kątem szybkości i ma obsługiwać codzienne zadania, takie jak pisanie tekstów, wyszukiwanie informacji czy tłumaczenia. Model Thinking został zaprojektowany do bardziej złożonej pracy strukturalnej, w tym programowania, analizy długich dokumentów, planowania i zadań obliczeniowych. Najbardziej zaawansowana wersja Pro ma zapewniać najwyższą możliwą dokładność i niezawodność przy rozwiązywaniu „trudnych problemów”, co ma być szczególnie istotne dla specjalistów i dużych organizacji.

Nowy model charakteryzuje się zwiększonymi możliwościami pracy na długich kontekstach – okno kontekstowe ma obejmować 400 tys. tokenów, a maksymalne wyjście 128 tys. tokenów, co pozwala na równoczesne przetwarzanie setek dokumentów. Według danych OpenAI, GPT-5.2 Thinking przewyższa ludzkich profesjonalistów w ponad 70 proc. zadań w 44 zawodach w ramach wewnętrznego benchmarku GDPval, realizując je przy tym 11 razy szybciej. Firma deklaruje także 38-procentową redukcję błędów w porównaniu z GPT-5.1, które zadebiutowało w listopadzie. Wszystkie trzy warianty GPT-5.2 zostały zintegrowane z ChatGPT, a warstwa routingu automatycznie dobiera model do rodzaju zapytania użytkownika.

Premiera GPT-5.2 odbywa się w warunkach rosnącej presji konkurencyjnej. Google Gemini 3, wprowadzony w listopadzie, poprawił pozycję Google w testach wydajności i przyczynił się do wzrostu liczby użytkowników tej platformy do ok. 650 mln miesięcznie, podczas gdy ChatGPT utrzymuje większą bazę – ok. 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo – ale jego dynamika wzrostu wyraźnie spowolniła. W odpowiedzi OpenAI stara się wzmocnić atrakcyjność swojego ekosystemu zarówno poprzez rozwój modeli, jak i nowe partnerstwa. Jednocześnie firma zapowiada utrzymanie wsparcia dla wcześniejszych modeli, takich jak GPT-5.1, GPT-5 i GPT-4.1, dostępnych nadal przez API.

Równolegle do premiery modelu OpenAI ogłosiło trzyletnią umowę licencyjną z The Walt Disney Company, w ramach której Disney zainwestuje w spółkę 1 mld dolarów. Porozumienie przewiduje możliwość wykorzystania ponad 200 postaci z uniwersów Disney, Marvel, Pixar i Star Wars w generatorze wideo Sora oraz w ramach wybranych funkcji ChatGPT. Disney stanie się także jednym z kluczowych klientów biznesowych OpenAI, wdrażając rozwiązania oparte na ChatGPT wśród swoich pracowników. Firma poinformowała ponadto o wzmocnieniu zabezpieczeń w obszarze tematów związanych ze zdrowiem psychicznym oraz o testach technologii przewidywania wieku użytkownika w celu lepszej ochrony osób niepełnoletnich.

Rosja potępia przejęcie wenezuelskiego tankowca przez USA. Putin zapewnia Maduro o wsparciu

Prezydent Rosji Władimir Putin odbył w czwartek rozmowę telefoniczną z prezydentem Wenezueli Nicolásem Maduro, w której wyraził poparcie dla Caracas po akcji amerykańskich sił zbrojnych, zakończonej przejęciem tankowca z wenezuelską ropą u wybrzeży tego kraju – poinformował Kreml.

Do rozmowy doszło dzień po operacji USA na Morzu Karaibskim. Amerykańscy żołnierze przeprowadzili desant na pokład tankowca „Skipper”, pływającego pod banderą Gujany i przewożącego ok. 1,1 mln baryłek wenezuelskiej ropy. Według władz USA jednostka miała transportować ropę objętą sankcjami i być częścią sieci wykorzystywanej do obchodzenia restrykcji.

Waszyngton od września zintensyfikował działania wymierzone w reżim Maduro, prowadząc dziesiątki operacji morskich przeciwko podejrzanym jednostkom. Caracas określiło przejęcie tankowca jako „akt piractwa”, zarzucając USA próbę przejęcia kontroli nad wenezuelskimi złożami ropy.

Po rozmowie z Maduro Kreml poinformował, że Putin wyraził solidarność z Wenezuelą oraz poparcie dla polityki Caracas w obliczu presji zewnętrznej. Obaj przywódcy omówili również współpracę gospodarczą i energetyczną realizowaną w ramach traktatu o strategicznym partnerstwie, który zakłada m.in. rozwój wspólnych projektów w sektorze naftowym.

UE zamraża bezterminowo 210 mld euro rosyjskich aktywów

W czwartek Unia Europejska zgodziła się na bezterminowe zamrożenie 210 miliardów euro aktywów rosyjskiego banku centralnego. Decyzja ta eliminuje konieczność cyklicznego odnawiania tego środka co sześć miesięcy, co znacząco ogranicza możliwość jego blokowania przez państwa członkowskie przychylne Moskwie. Jednocześnie wzmacnia to fundamenty mechanizmu mającego umożliwić finansowanie pomocy dla Ukrainy ze środków pochodzących z zamrożonych rosyjskich aktywów. Ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie mają zapaść na szczycie przywódców UE w przyszłym tygodniu.

Decyzja przyjęta większością kwalifikowaną

Ambasadorowie państw członkowskich zatwierdzili środek, korzystając z art. 122 Traktatu o Funkcjonowaniu UE — przepisu umożliwiającego podejmowanie decyzji większością kwalifikowaną w sytuacjach nadzwyczajnych. Dzięki temu możliwe było ominięcie konieczności jednomyślności, która w ostatnich miesiącach kilkakrotnie blokowała działania wobec Rosji.

Duńska prezydencja potwierdziła, że rozpoczęto procedurę pisemną. Rada UE ma formalnie przyjąć decyzję do piątkowego wieczoru. Nowy mechanizm ma umożliwić stworzenie tzw. „pożyczki reparacyjnej”, czyli finansowania dla Ukrainy opartego na przyszłych zyskach z zamrożonych rosyjskich aktywów lub ich zastawie.

Belgia ostrzega przed ryzykiem finansowym

Największe zastrzeżenia zgłosiła Belgia, na której terenie działa Euroclear – depozytariusz przechowujący około 185 mld z 210 mld euro zamrożonych aktywów. Premier Bart De Wever ocenił propozycję jako „fundamentalnie błędną” i ostrzegł, że ewentualne wygrane Rosji przed trybunałami międzynarodowymi mogłyby narazić kraj na poważne straty.

– To byłoby jak włamanie do ambasady, wyniesienie wszystkich mebli i ich sprzedaż – mówił De Wever w parlamencie, podkreślając, że cała odpowiedzialność za potencjalne konsekwencje spoczywałaby na belgijskich instytucjach.

Bruksela domagała się więc stworzenia mechanizmu podziału ryzyka między państwa członkowskie oraz zapewnienia dodatkowych gwarancji płynności dla Euroclear. Według unijnych dyplomatów taki system jest obecnie dopracowywany i ma obejmować proporcjonalne rozłożenie ewentualnych kosztów.

Komisja Europejska argumentuje, że nie dochodzi do konfiskaty aktywów, ponieważ miałyby one posłużyć jedynie jako zabezpieczenie pożyczki, którą Ukraina spłacałaby wyłącznie w przypadku wypłaty reparacji przez Rosję.

Moskwa reaguje groźbami

Kreml określił działania Unii jako „kradzież” i zapowiedział retorsje. Były prezydent Dmitrij Miedwiediew ostrzegł, że takie kroki mogą zostać uznane za casus belli, co według rosyjskich władz miałoby konsekwencje zarówno dla instytucji unijnych, jak i państw członkowskich.

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa poinformowała, że przygotowywane są środki odwetowe, jednak nie zdradziła żadnych szczegółów.

Dochody Rosji z eksportu ropy najniższe od początku wojny. Sankcje i ukraińskie ataki ograniczają wpływy Kremla

0

Rosyjskie dochody z eksportu ropy i produktów naftowych spadły w listopadzie do 10,97 mld dolarów – poziomu nienotowanego od lutego 2022 roku, czyli pierwszych dni pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Dane pochodzą z najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), który został opublikowany w czwartek. Oznacza to spadek o 3,59 mld dolarów rok do roku i potwierdza narastającą presję na rosyjskie finanse państwowe.

IEA podaje, że cena ropy Urals, głównego gatunku eksportowego Rosji, spadła w listopadzie o 8,20 dolarów do 43,52 USD za baryłkę. To najniższy poziom od marca 2023 r. Jednocześnie zmniejszył się wolumen eksportu – o ok. 400 tys. baryłek dziennie, do 6,9 mln bpd.

Wielu importerów zaczęło ograniczać zakupy w obawie przed rozszerzaniem amerykańskich sankcji. Kluczowy pakiet restrykcji wobec Rosneftu i Lukoilu wszedł w życie 21 listopada, uderzając w eksport na główne rynki azjatyckie. Do Indii wysyłki spadły aż o 57 proc. rok do roku, do Chin o 34 proc., a do Turcji o 53 proc.

Ukraińskie drony paraliżują eksport i infrastrukturę

Drugim istotnym czynnikiem są coraz śmielsze ukraińskie ataki dronów. Uderzenia te ograniczają zarówno możliwości przetwarzania ropy, jak i logistykę transportu.

Eksport ropy przez Morze Czarne zmniejszył się w listopadzie o 42 proc., do 910 tys. baryłek dziennie. Ukraina intensywnie atakuje rafinerie i statki należące do tzw. „floty cieni”, która obsługuje transport rosyjskiej ropy z pominięciem tradycyjnych kanałów.

IEA odnotowuje szereg kluczowych incydentów:

  • 5 grudnia – po ataku dronów zatrzymano pracę rafinerii w Syzraniu.
  • 11 grudnia – Ukraina po raz pierwszy uderzyła w platformę wydobywczą Filanovsky na Morzu Kaspijskim, co wstrzymało produkcję z ponad 20 odwiertów.
  • W grudniu drony morskie Sea Baby trzykrotnie trafiły tankowce należące do floty cieni na Morzu Czarnym.

Ataki te ograniczają zdolność Rosji do utrzymania stabilnych dostaw, generując dodatkową presję na dochody budżetowe.

Produkcja poniżej limitów OPEC+

W listopadzie produkcja rosyjskiej ropy spadła do 9,03 mln baryłek dziennie – z 9,24 mln w październiku. To około 500 tys. baryłek dziennie mniej, niż przewidują limity OPEC+ dla Rosji.

Niższa produkcja, mniejszy eksport i spadające ceny przekładają się na istotne ograniczenie wpływów z sektora naftowego. Tymczasem to właśnie dochody z ropy i gazu stanowią fundament finansowania rosyjskiego budżetu, w tym wydatków wojennych.

Coraz większa presja na budżet Kremla

IEA podkreśla, że listopadowe dane są sygnałem narastających trudności rosyjskiego sektora energetycznego. Połączenie sankcji, spadku popytu, coraz niższych cen oraz bezpośrednich ukraińskich ataków stanowi najpoważniejsze wyzwanie dla rosyjskiego eksportu paliw od początku wojny.

Koszt świątecznej kolacji rośnie w Europie. Wyjątki? Polska i Czechy

  • W tym roku hiszpańskie rodziny czekają najdroższe święta spośród badanych krajów, bo przeciętnie posiłek dla czteroosobowej rodziny wyniesie 81,95 euro (346,65 zł).
  • Niemieckie i francuskie gospodarstwa domowe odczują znaczny wzrost cen po zeszłorocznych obniżkach.
  • W Czechach i Polsce ceny są wyraźnie niższe.

Według badania przeprowadzonego w dwunastu krajach przez platformę handlową i inwestycyjną eToro, rodziny w Hiszpanii kolejny rok z rzędu czeka najdroższe Boże Narodzenie.

Platforma eToro zbadała ceny tradycyjnych potraw świątecznych w lokalnych supermarketach. Jak wynika z analizy, typowy hiszpański posiłek bożonarodzeniowy składający się z indyka i dodatków dla czteroosobowej rodziny będzie kosztować 81,95 euro (346,65 zł), co stanowi wzrost o 9 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tymczasem tradycyjna rumuńska uczta świąteczna składająca się z sarmale i mamałygi będzie kosztować czteroosobową rodzinę 17,65 euro (74,66 zł).

Tegoroczne wyniki pokazują znaczące zmiany w rankingu. Po gwałtownym spadku w 2024 r. francuskie gospodarstwa domowe mogą spodziewać się znacznego wzrostu cen – koszt tradycyjnej kolacji z nadziewanym indykiem wzrośnie do 73,68 euro (311,67 zł), czyli o 26 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Największy wzrost odnotują jednak niemieckie gospodarstwa domowe, gdzie cena gęsi z dodatkami wzrośnie o 28 proc. do 70,75 euro (299,27 zł) w ujęciu rok do roku.

Natomiast Polska odnotowała jedną z największych obniżek cen – koszt tradycyjnych pierogów z kapustą i grzybami spadł o 8% do 35,18 euro (148,64 zł). W Australii świąteczny barbecue jest również tańszy niż rok temu o 6 proc. i obecnie wynosi 43,12 euro (182,48 zł). Natomiast gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii po rekordowo wysokich cenach w 2024 r., będą się musiały zmierzyć z dalszym wzrostem, ponieważ koszt indyka i dodatków jest wyższy o 5 proc. i w 2025 roku wyniósł 44,12 euro (186,62 zł). Oznacza to, że ceny są nadal znacznie wyższe niż 24,8 euro (104,9 zł) sprzed dwóch lat.

Komentując wyniki tegorocznej analizy, Paweł Majtkowski, analityk eToro stwierdził: W okresie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia rodziny na całym świecie mają zupełnie inne doświadczenia pod względem inflacji. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Hiszpania ceny tradycyjnych potraw świątecznych gwałtownie wzrosły pomimo spadku inflacji. Natomiast w Polsce i Australii sytuacja jest odmienna – obserwujemy wyraźny spadek cen.

W Polsce po raz pierwszy od czterech lat obserwujemy spadek kosztów świątecznego obiadu. Jest to pierwszy taki wynik od czasu rozpoczęcia naszych badań. Spadek cen o ponad 6 procent pokazuje, że malejąca presja inflacyjna w końcu znajduje swoje odzwierciedlenie w budżecie gospodarstw domowych.

Tabela: Koszty świątecznej kolacji w 12 krajach (2025 r.)

Pozycja Kraj Tradycyjny bożonarodzeniowy posiłek Koszt Zmiana rok do roku (%)
1 Hiszpania Indyk i dodatki 81,95€ (346,64 zł) +8.90%
2 Francja Nadziewany indyk 73,68€ (311,67 zł) +25.61%
3 Niemcy Gęś z dodatkami 70,75€ (299,27 zł) +27.56%
4 Włochy Tortellini w wywarze 53,14€ (224,78 zł) +2.39%
5 Dania Pieczeń wieprzowa 47,90€ (202,66 zł) +25.90%
6 Niderlandy Rolada wieprzowa 46,88€ (198,30 zł) +2,00%
7 Wielka Brytania Indyk z dodatkami 44,12€ (186,62 zł) +4,66%
8 Australia Barbecue 43,14€ (182,48 zł) -5.92%
9 Polska Pierogi z kapustą i grzybami 35,18€ (148,81 zł) -8.10%
10 Czechy Karp, zupa, sznycel, sałatka ziemniaczana 33,97€ (143,69 zł) -5,49%
11 USA Indyk i dodatki 30,78€ (130,20 zł) -6,5%
12 Rumunia Sarmale z mamałygą 17,65€ (74,66 zł) -2,00%

 

Inflacja cen żywności pozostaje kluczowym czynnikiem wpływającym na zmiany kosztów świątecznego obiadu, a globalne łańcuchy dostaw dalej dostosowują się do strat w uprawach spowodowanych warunkami pogodowymi, wyższych cen paszy oraz utrzymującej się zmienności kosztów energii i transportu. Mimo że na niektórych rynkach w tym roku odnotowano złagodzenie presji, to inne borykają się z ponownym wzrostem cen, ponieważ problemy produkcyjne i regionalne zakłócenia nadal mają wpływ na asortyment supermarketów.

Marcin Wojewódka odwołany z rady nadzorczej PKP Cargo po kontrowersyjnych transakcjach giełdowych

Marcin Wojewódka, do niedawna wiceprzewodniczący rady nadzorczej i były p.o. prezesa PKP Cargo, został 11 grudnia odwołany ze składu rady po serii transakcji na akcjach spółki, które wywołały gwałtowne reakcje na warszawskiej giełdzie i zainteresowanie Komisji Nadzoru Finansowego.

10 grudnia Wojewódka sprzedał 91 703 akcje przewoźnika po średniej cenie 12,56 zł, a następnie – jeszcze tego samego dnia – odkupił identyczny pakiet po 11,53 zł za sztukę. Wartość pierwszej operacji przekroczyła 1,15 mln zł. Informacja o sprzedaży, ujawniona tuż przed południem, natychmiast odbiła się na notowaniach spółki: kurs spadł o ponad 18 proc., a sesję zakończył ze stratą 9,06 proc., na poziomie 11,65 zł.

Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała, że transakcje są analizowane pod kątem zgodności z przepisami Rozporządzenia MAR, które reguluje kwestie nadużyć na rynku finansowym, w tym wykorzystywania informacji poufnych. Urząd przekazał, że działania Wojewódki z 10 grudnia są obecnie weryfikowane „z punktu widzenia ewentualnego naruszenia regulacji dotyczących rynku kapitałowego”.

Jeszcze tego samego dnia po południu PKP SA – główny akcjonariusz PKP Cargo z pakietem 33,01 proc. – odwołało Wojewódkę z rady nadzorczej ze skutkiem natychmiastowym. Decyzja zapadła wkrótce po kolejnej transakcji wykonanej przez menedżera, który zakupił 1038 akcji po średniej cenie 12,68 zł. W komunikacie nie wskazano przyczyn odwołania.

Wojewódka od wiosny 2024 r. regularnie inwestował w akcje przewoźnika, deklarując zaufanie do jego perspektyw. Od maja 2024 r. do grudnia 2025 r. nabył łącznie ponad 96 tys. walorów o łącznej wartości około 1,56 mln zł, płacąc średnio 16,16 zł za akcję. Portal Bankier.pl sugeruje, że grudniowa operacja mogła być formą agresywnej optymalizacji podatkowej – wykazana strata ze sprzedaży akcji mogłaby obniżyć podatek od zysków kapitałowych.

Sam Wojewódka odmówił szczegółowego komentarza. – Nie wypowiadam się na temat spółki, w której pełnię funkcję, inaczej niż poprzez oficjalne komunikaty giełdowe. Znam przepisy MAR – powiedział portalowi Money.pl.

Po informacji o ponownym zakupie akcji przez Wojewódkę kurs PKP Cargo na czwartkowym otwarciu odbił o 9,7 proc., osiągając poziom 12,78 zł. Rynek wciąż jednak czeka na wyniki analizy KNF, które przesądzą o tym, czy doszło do naruszenia regulacji dotyczących uczciwego obrotu giełdowego.

OPEC i MAE prezentują sprzeczne prognozy na 2026 rok. Rynek ropy coraz bardziej podzielony

0

W czwartek na światowych rynkach pojawiły się dwie zupełnie odmienne wizje tego, jak będzie wyglądał globalny rynek ropy w 2026 roku. OPEC oraz Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) opublikowały prognozy, które wyraźnie podkreślają rosnącą przepaść między producentami a konsumentami ropy – zarówno w ocenie przyszłego popytu, jak i podaży.

OPEC: rynek bliski równowagi

Z danych opublikowanych 11 grudnia przez OPEC wynika, że w przyszłym roku globalna podaż ropy niemal dokładnie zrówna się z popytem. Aby utrzymać równowagę na rynku, sojusz OPEC+ musiałby produkować około 43 mln baryłek dziennie – praktycznie tyle samo, ile wydobywał w listopadzie (43,06 mln bpd).

Prognozy organizacji pozostają niezmienione piąty miesiąc z rzędu, a według wyliczeń Reutera przy utrzymaniu obecnego poziomu produkcji rynek zanotowałby jedynie minimalną nadwyżkę – ok. 60 tys. baryłek dziennie. OPEC podkreśla, że światowa gospodarka pozostaje „na solidnych podstawach”, a aktywność gospodarcza w wielu regionach nadal napędza zapotrzebowanie na surowiec.

MAE: nadpodaż prawie 4% globalnego popytu

Zupełnie inaczej rynek widzi Międzynarodowa Agencja Energetyczna. Według MAE globalna podaż ropy przewyższy popyt w 2026 roku o 3,84 mln baryłek dziennie, co odpowiada blisko 4% światowego zużycia. To wprawdzie mniej niż 4,09 mln bpd prognozowane w listopadzie, ale nadal oznacza wyraźną nadwyżkę surowca.

Agencja obniżyła prognozę wzrostu podaży oraz delikatnie podniosła prognozę popytu – do 860 tys. baryłek dziennie. To jednak wciąż znacznie mniej niż oczekiwania OPEC, który spodziewa się wzrostu konsumpcji w 2026 roku o 1,38 mln baryłek dziennie.

Jak zauważa Financial Times, różnica między obiema prognozami jest największa od ponad dwóch dekad. „Tak duże rozbieżności wywołały dezorientację inwestorów, którzy nie wiedzą, której wizji bardziej ufać” – komentuje Tamas Varga z PVM Oil Associates.

OPEC+ zamraża wzrost wydobycia

Na tle rosnącej niepewności rynkowej kraje OPEC+ na początku listopada zdecydowały o wstrzymaniu zwiększania produkcji w pierwszych miesiącach 2026 roku. Grupa, której trzon stanowią Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, ZEA, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman, powoli wycofuje dobrowolne cięcia w wysokości 2,2 mln baryłek dziennie wprowadzone w 2023 roku.

Celem tej polityki jest ustabilizowanie cen, które od początku roku spadły już o ponad 15%. Notowania ropy Brent 11 grudnia oscylowały w okolicach 62 dolarów za baryłkę, osiągając chwilami ponad 14-miesięczne minima na poziomie ok. 61 dolarów. Rynek pozostaje pod presją obaw o możliwą nadpodaż i niejednoznaczne sygnały dotyczące przyszłego zapotrzebowania.

Najszerszy od lat rozdźwięk w prognozach

Rozbieżności między OPEC a MAE wynikają przede wszystkim z odmiennego spojrzenia na tempo wzrostu gospodarczego oraz wpływ transformacji energetycznej na konsumpcję paliw kopalnych. Podczas gdy OPEC zakłada stabilny wzrost zapotrzebowania, MAE przewiduje stopniowe wyhamowanie, m.in. w związku z rozwojem odnawialnych źródeł energii, politykami klimatycznymi i efektywnością energetyczną.

Dla rynku – i inwestorów – oznacza to dalszą niepewność. W zależności od tego, która prognoza okaże się bliższa rzeczywistości, świat może w 2026 roku wejść albo w okres stabilizacji cen, albo w fazę nadpodaży i presji spadkowej.

Po latach ciągłych wzrostów: 2025 r. może zakończyć się spadkiem cen mieszkań w większości miast

0

Rok 2025 może być pierwszym od ponad 10 lat, który nie zakończy się wzrostem cen mieszkań. Chodzi oczywiście o rynek rozumiany jako całość. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że w ciągu minionych 11 miesięcy 2025 r. ceny spadły aż w 11 z 17 badanych miast. Wzrosty odnotowaliśmy w pozostałych 6 miastach. Należy jednak dodać, że jeśli chodzi o ceny ofertowe, spadki są w większości przypadków minimalne. Mijający rok będzie również pamiętany jako ten, w którym bardzo mocno (o 1,75 p.p.) spadły stopy procentowe. Dzięki temu rata kredytu na 500 tys. zł na 30 lat zmniejszyła się z 3479 zł do ok. 2998 zł. Z kolei dostępna kwota kredytu dla pary z dochodem łącznym 12 tys. zł netto wzrosła z ok. 750 tys. zł do ok. 900 tys. zł. Warto też dodać, że w 2026 r. te parametry mogą się jeszcze bardziej poprawić.

W większości badanych miast zmiany cen ofertowych w 2025 r. są niewielkie. Ceny z ogłoszeń nie do końca oddają jednak rzeczywistą sytuację, która zdecydowanie sprzyja kupującym. Ofert na rynku jest dużo, a popyt dopiero zaczyna się budzić. W rezultacie w negocjacjach zwykle udaje się znacząco obniżyć cenę lub uzyskać darmowe miejsce parkingowe czy komórkę lokatorską.

Wspomnieliśmy, że zmiany cen ofertowych są niewielkie. Jest jednak kilka wyjątków, czyli miast, w których ceny znacząco się zmieniły. Duże spadki cen widać w Katowicach (-9%) i Radomiu (-8%). Z kolei znaczące wzrosty odnotowaliśmy w Gdańsku (+10%) i Bydgoszczy (+7%). W tym ostatnim mieście przeciętna cena w listopadzie wyniosła rekordowe 9787 zł za m². Coraz bliżej więc do 10 000 zł za m².

W Krakowie niemal tak drogo jak w Warszawie

Tegoroczną ciekawostką jest to, że mocno zbliżyły się do siebie ceny w Warszawie (16 829 zł za m²) i Krakowie (15 904 zł za m²). Stolica jest droższa już tylko o 6%. Dla porównania jeszcze w 2022 r. było to ok. 15%, a w 2020 r. ok. 20%. To efekt tego, że ceny w Krakowie rosły w ostatnich latach szybciej niż w stolicy. Z kolei w tym roku mieszkania w Warszawie staniały (o 3%), podczas gdy w Krakowie pozostały niemal bez zmian.

105 tys. aktywnych ogłoszeń w 17 badanych miastach

Wspomnieliśmy już, że ofert na rynku wciąż jest dużo. W listopadzie 2025 r. właściciele i deweloperzy wystawili w 17 miastach 33 703 nowe, unikalne oferty sprzedaży. Z kolei wszystkich aktywnych było 105 249. Aktywna oferta delikatnie maleje. Szczytowym momentem w 2025 r. był kwiecień, kiedy ofert było 116 305.

Kluczowa jawność cen

Rok 2025 będzie również pamiętany jako moment wejścia w życie przepisów dotyczących jawności cen na rynku nieruchomości. Deweloperzy muszą publikować ceny oferowanych mieszkań, co zdecydowanie zaostrza konkurencję i ułatwia kupującym podjęcie racjonalnej decyzji.2025-12-11 Ceny ofertowe

Rata spadła poniżej 3000 zł

Kolejną znaczącą zmianą, jaka dokonała się w 2025 r., jest spadek stóp procentowych aż o 1,75 p.p. (z 5,75% do 4%). Dzięki temu średnie oprocentowanie nowo udzielanych kredytów obniżyło się z 7,45% w grudniu 2024 r. (dane NBP) do nieco ponad 6% w grudniu 2025 r. (prognoza, ponieważ najnowsze dane NBP są z października). Dzięki temu rata kredytu na 500 tys. zł na 30 lat spadła z 3479 zł do ok. 2998 zł, czyli o 481 zł.

Z kolei od szczytowego poziomu oprocentowania  kredytów hipotecznych (9,32%) z listopada 2022 r. rata takiego kredytu spadła o 1141 zł (z 4139 zł do 2998 zł).2025-12-11 Oprocentowanie i raty

 

Dostępna kwota kredytu wzrosła o ok. 20%

Spadek stóp procentowych spowodował również znaczący wzrost dostępnej kwoty kredytu. Dla przykładu w przypadku pary bez dzieci, z dochodem łącznym wynoszącym 12 000 zł, średnia dostępna kwota wzrosła z ok. 750 tys. zł do ok. 900 tys. zł. To wzrost o 150 tys. zł, czyli o 20%. Jednocześnie należy dodać, że w wielu przypadkach wzrosły też wynagrodzenia, co powoduje, że dostępna kwota kredytu zwiększyła się jeszcze bardziej. Z drugiej strony wzrost wynagrodzeń spowalnia (w październiku 6,6% r/r), więc ten czynnik ma obecnie mniejsze znaczenie niż w poprzednich latach.

Co nas czeka w 2026 r.

W przyszłym roku prawdopodobna jest kontynuacja obniżek stóp procentowych. Notowania kontraktów terminowych wskazują, że stopa referencyjna może spaść o kolejne 0,5 p.p., czyli do 3,5%. To oznaczałoby obniżenie raty wspomnianego wcześniej kredytu do 2839 zł, a więc o kolejne 159 zł.

Jeśli chodzi o ceny mieszkań, najbardziej prawdopodobna wydaje się ich stabilizacja. Niższe stopy procentowe w połączeniu z rosnącymi wynagrodzeniami w końcu ożywią popyt. Przyspieszenie tempa spadków cen w całym 2026 r. jest więc mało prawdopodobne. Na początku roku przewaga miast z obniżkami wciąż może jednak być wyraźna.

Jednocześnie mało prawdopodobny wydaje się również mocny wzrost cen. Ofert na rynku jest tak dużo, że ożywienie popytu nie powinno doprowadzić do dużych podwyżek. Poza tym, choć kredyty hipoteczne wyraźnie staniały, wciąż trudno nazwać je tanimi. W przyszłym roku średnie oprocentowanie może spaść do ok. 5,5%.

Spodziewamy się więc głównie niewielkich zmian cen mieszkań w 2026 r., które w różnych miastach mogą być zarówno wzrostami, jak i spadkami.

Warto sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania

Na koniec informacje dla osób, które już posiadają mieszkanie lub dom. Oni zwykle w znacznie mniejszym stopniu interesują się zmianami cen nieruchomości. Warto jednak wykorzystać okres noworocznych postanowień, aby sprawdzić wartość swojego mieszkania czy domu. Ta informacja będzie bardzo przydatna w sytuacji zakupu czy odnowienia polisy ubezpieczenia nieruchomości.

Wiele osób, które kilka czy kilkanaście lat temu kupiło mieszkanie czy zbudowało dom, ubezpiecza je na kwotę z tamtego okresu. Dla przykładu przez lata ubezpiecza dom na kwotę 500 tys. zł mimo, że jego obecna wartość to 1 mln zł. W przypadku pożaru, powodzi czy innej katastrofy ubezpieczyciel wypłaci więc odszkodowanie według kwoty, która w dzisiejszych czasach nie ma szans zapewnić odbudowę czy zakup nowego lokum.

Należy dodać, że zwiększenie kwoty ubezpieczenia oczywiście podwyższy jego koszt. Nie jest to jednak zbyt wysoka kwota. Koszt takiego ubezpieczenia, to zwykle kilkaset złotych rocznie, w zależności od wartości nieruchomości i zakresu ubezpieczenia. Dla przykładu dla mieszkania o wartości 500 tys. zł najtańsza oferta kosztuje 160 zł rocznie. Z kolei aktualizacja wartości nieruchomości do 1 mln zł spowoduje, że cena minimalna za ubezpieczenie wzrośnie do 205 zł rocznie. W zamian za 45 zł wyższej składki otrzymujemy wzrost ewentualnego odszkodowania o 500 tys. zł.

Warto sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania

Na koniec kilka informacji dla osób, które już posiadają mieszkanie lub dom. Zwykle w znacznie mniejszym stopniu interesują się one zmianami cen nieruchomości. Warto jednak wykorzystać okres noworocznych postanowień, aby sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania czy domu. Taka informacja będzie bardzo przydatna przy zakupie lub odnowieniu polisy ubezpieczenia nieruchomości.

Wiele osób, które kilka czy kilkanaście lat temu kupiło mieszkanie lub zbudowało dom, ubezpiecza je na kwotę z tamtego okresu. Przykładowo przez lata ubezpiecza dom na 500 tys. zł, mimo że jego obecna wartość to 1 mln zł. W przypadku pożaru, powodzi czy innej katastrofy ubezpieczyciel wypłaci więc odszkodowanie według kwoty, która dziś nie ma szans pokryć kosztów odbudowy lub zakupu nowego lokum.

Należy dodać, że zwiększenie sumy ubezpieczenia oczywiście podwyższy koszt polisy. Zwykle nie jest to jednak duży wydatek. Cena takiego ubezpieczenia to zazwyczaj kilkaset złotych rocznie, w zależności od wartości nieruchomości i zakresu ochrony. Dla przykładu najtańsza oferta dla mieszkania o wartości 500 tys. zł kosztuje 160 zł rocznie. Z kolei aktualizacja wartości nieruchomości do 1 mln zł podniesie minimalną cenę ubezpieczenia do 205 zł rocznie. W zamian za 45 zł wyższej składki otrzymujemy wzrost potencjalnego odszkodowania o 500 tys. zł.

Nowa era w HR: sztuczna inteligencja przejmuje zadania i procesy, nie tylko odpowiada na pytania

Jeszcze niedawno w digitalizacji HR dominowały chatboty, portale samoobsługowe i automatyczne odpowiedzi. Dziś wchodzimy w etap, w którym sztuczna inteligencja nie tylko odpowiada na pytania, lecz samodzielnie realizuje zadania i podejmuje decyzje w oparciu o dane oraz procedury, dążąc do rozwiązania problemu. To właśnie agentic AI – najważniejsza zmiana w świecie HR od czasu popularyzacji systemów HRIS. W doświadczeniu pracownika następuje przełom porównywalny z transformacją CRM-ów dekadę temu. Według Capgemini Research Institute agentic AI może wygenerować globalnie nawet 450 miliardów dolarów wartości do 2028 roku, a HR jest jednym z obszarów, które skorzystają z tej rewolucji. 

Mniej operacji, więcej wsparcia: HR w nowym wydaniu

Przez lata cyfryzacja HR opierała się na portalach samoobsługowych, ticketach i modelu „log-and-route”. Systemy rejestrowały sprawy, przypisywały je do odpowiednich zespołów i umożliwiały śledzenie statusu, ale to nadal człowiek musiał ostatecznie wykonać konkretne działania. Agentic AI po raz pierwszy realnie zmienia tę logikę – system nie tylko przetwarza dane, ale samodzielnie inicjuje procesy, wykonuje czynności i doprowadza sprawy do końca. To podejście usprawnia codzienną pracę ludzi i zmienia sposób działania zespołów HR, IT i operacji.

Nowy wymiar obsługi pracownika

Agentic AI nie zastępuje zespołów HR, lecz zmienia charakter ich pracy. Osoby pracujące w działach HR wciąż muszą być ekspertami w swojej dziedzinie, jednak ich rola przesuwa się w stronę nadzorowania i autoryzowania rezultatów wypracowanych przez sztuczną inteligencję oraz reagowania na sytuacje wymagające odstępstw od standardowego procesu. Zamiast skupiać się na powtarzalnym wprowadzaniu danych i operacjach systemowych, specjaliści i specjalistki HR koncentrują się dziś na analizie wyjątków, kontroli jakości oraz zapewnianiu zgodności działań AI z polityką firmy i potrzebami ludzi. To przejście od „obsługi procesów” do aktywnego partnerstwa z biznesem i technologią.

– W praktyce agentic AI w obszarze HR oznacza przełomowe podejście do obsługi spraw pracowniczych, takich jak odpowiadanie na zapytania, kwestie związane z benefitami lub procesowanie wniosków kadrowych. W odróżnieniu od tradycyjnych rozwiązań, agent działa pomiędzy różnymi systemami umożliwiając automatyzację procesów oraz integrację poszczególnych kroków i danych z wielu platform w jeden spójny, płynny workflow. Technologia ta nie eliminuje całkowicie barier między systemami, lecz obniża ich negatywny wpływ poprzez efektywne połączenie i uspójnienie przebiegu procesów. W rezultacie technologia agentic AI znacząco przyspiesza realizację spraw, natomiast wymaga od organizacji całkowitej redefinicji projektowania procesów biznesowych oraz wykorzystania nowej architektury łączenia platform technologicznych. To fundamentalna zmiana, która umożliwia zespołom HR skoncentrowanie się na strategicznych aspektach pracy z ludźmi, a nie na zarządzaniu rozproszonymi akcjami i informacjami – komentuje Patryk Sochacki, Lider Platform Technologicznych i AI w Capgemini Polska.

Onboarding bez chaosu

Onboarding jest jednym z najbardziej złożonych procesów w firmach, angażującym HR, IT, finanse, administrację, security, facility management i zespoły operacyjne. Często to właśnie tu, na pograniczu odpowiedzialności pomiędzy funkcjami biznesowymi, pojawia się najwięcej opóźnień, ryzyk oraz nieporozumień. Agentic AI zmienia ten proces w skoordynowany, w pełni kontrolowany przepływ działań, który uruchamia się automatycznie, kiedy kandydat bądź kandydatka otrzymuje ofertę. AI realizuje poszczególne czynności oraz monitoruje status każdego kroku: zamówienia sprzętu, dostępu do systemów, szkoleń czy badań. Informuje osobę zarządzającą, które zadania są  realizowane na czas, a które wiążą się z ryzykiem opóźnienia. Gdy  zauważy problem – samodzielnie proponuje pomoc w wykonaniu brakujących czynności i przeprowadza przez proces. To także narzędzie przewidywania problemów, zanim staną się przeszkodą pierwszego dnia pracy. Takie podejście pozwala firmom znacząco skrócić czas wdrożenia i poprawić jakość pierwszych doświadczeń nowo zatrudnionych osób.

Od predykcji potrzeb po personalizację procesów

Agentic AI działa na podstawie wielu źródeł informacji: polityk HR, danych kadrowych, zgłoszeń pracownika i aktywności w systemach. Łączy je w czasie rzeczywistym i potrafi zinterpretować w kontekście procesu, w którym znajduje się użytkownik. Dzięki temu jest w stanie przewidywać potrzeby, reagować na nieprzejrzyste sytuacje oraz proponować działania, które minimalizują ryzyka. W efekcie firmy mogą tworzyć bardziej spersonalizowane ścieżki pracownika – nie tylko w  onboardingu, ale też w obszarze rozwoju, czy przy zarządzaniu  benefitami. Agentic AI staje się narzędziem wspierającym „moments that matter”, czyli kluczowe punkty  na ścieżce pracownika, które mają największy wpływ na satysfakcję i zaangażowanie.

Menedżerowie odzyskują czas – AI przejmuje operacje i administrację

W wielu firmach to osoby w rolach menedżerskich spędzają znaczną część czasu na zadaniach administracyjnych. To odciąga ich od pracy z zespołem, planowania i rozwoju  pracowników. Agentic AI przejmuje tę warstwę obowiązków, redukując liczbę manualnych interwencji i zadań, które dotąd wymagały przełączania się pomiędzy platformami i ręcznego wprowadzania danych. Dzięki agentom sztucznej inteligencji menedżer bądź menedżerka zamiast szukać danych w systemach może zapytać o status onboardingu, zamówić sprzęt, dodać dostęp lub sprawdzić uprawnienia w prosty sposób za pomocą interfejsu chatbota lub chatu głosowego – a AI sprawdzi potrzebne informacje i wykona za niego/nią resztę czynności. To nie tylko skraca czas działań operacyjnych, ale także zmniejsza liczbę błędów wynikających z ludzkich pomyłek, nieaktualnych formularzy czy niejasnych instrukcji. W  ujęciu strategicznym to ogromne odciążenie organizacji, które poprawia efektywność i skraca czas realizacji procesów wewnętrznych.

Zmiana, której nie da się zatrzymać – organizacje przechodzą na model Human-AI

Collaboration Agentic AI nie zastępuje zespołów HR. Uzupełnia je, przejmując powtarzalne czynności i umożliwiając ludziom skoncentrowanie się na empatii, relacjach, rozwoju i wspieraniu osób zatrudnionych w danej organizacji. To przejście od „obsługi procesów” do realnego partnerstwa z biznesem.

– Technologia sama w sobie nie jest celem – jest nim stworzenie środowiska, w którym zespoły HR mogą przejść z obsługi procesu na strategiczne wsparcie biznesu, managerowie mogą skupić się na zarządzaniu pracownikami i ich rozwoju, a pracownicy otrzymują niezbędne wsparcie szybko i z najwyższą jakością. Agentic AI pozwala ludziom skupić się na tym, co naprawdę ludzkie: budowaniu więzi, rozwoju i współpracy – komentuje  Patryk Sochacki, Lider Platform Technologicznych i AI w Capgemini Polska.

Dla wielu organizacji to moment, w którym mogą przypisać HR-owi rolę bardziej strategiczną niż kiedykolwiek wcześniej. Agentic AI staje się katalizatorem tej transformacji.

Technologiczna przewaga dla firm, które adaptują się szybciej

Przedsiębiorstwa, które dziś wdrażają agentów AI, budują przewagę strategiczną trudną do odrobienia w przyszłości. Zyskują krótsze czasy reakcji, wyższą satysfakcję osób zatrudnionych i lepszą optymalizację kosztów. Agentic AI to technologia, która naturalnie wpisuje się w globalny trend upraszczania środowisk pracy i zwiększania efektywności procesów. Organizacje, które przejdą na model Human-AI Collaboration, będą w stanie szybciej skalować rozwiązania, budować atrakcyjniejsze środowisko pracy i lepiej odpowiadać na oczekiwania kolejnych pokoleń.

Europejski sektor stalowy ponownie pod presją – Thyssenkrupp czasowo zamyka zakłady w Niemczech i Francji

Europejski rynek stali mierzy się z kolejną poważną turbulencją. Thyssenkrupp Steel Europe zapowiedział czasowe wstrzymanie pracy dwóch zakładów produkujących stal elektrotechniczną – w Gelsenkirchen oraz we francuskim Isbergues. Decyzja ma obowiązywać od połowy grudnia do końca roku, a od stycznia fabryka we Francji będzie działać jedynie na połowie swoich mocy przez co najmniej cztery miesiące. Zawieszenie działalności dotyczy produkcji stali ziarnistej, kluczowej dla transformatorów energetycznych i turbin wiatrowych, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość około 1200 miejsc pracy.

Zaledwie kilka tygodni temu Thyssenkrupp zaakceptował plan redukcji i outsourcingu łącznie 11 tys. etatów, co oznacza spadek zatrudnienia o niemal 40%. Jeśli dodatkowe 1200 miejsc pracy zostałoby ostatecznie skreślonych, łączna redukcja objęłaby około 45% dotychczasowej załogi.

Tłem dla decyzji koncernu jest rosnący napływ taniego importu z Azji. Eurostat podaje, że import stali elektrotechnicznej z orientacją ziarnową do Europy zwiększył się trzykrotnie w ciągu trzech lat, a tylko w 2025 roku wzrósł o kolejne 50%. Jednym z czynników były zaostrzone cła w USA, które skierowały nadwyżki produkcyjne z Azji na rynek unijny. Według przedstawicieli branży zagraniczne koncerny są w stanie oferować ceny nawet o jedną czwartą niższe niż producenci europejscy.

W reakcji na sytuację Marie Jaroni, dyrektor generalna Thyssenkrupp Steel Europe, podkreśliła strategiczne znaczenie stali elektrotechnicznej dla transformacji energetycznej. Jak wskazała, spółka zabiega o skuteczniejszą ochronę europejskiego rynku, ponieważ obecne unijne środki handlowe nie obejmują tego typu produktu. Tymczasem propozycje Komisji Europejskiej z października – ograniczenie kwot importowych o 47% i podwojenie ceł na nadwyżki wolumenu – nie dotyczą stali elektrotechnicznej, co pozostawia ten segment bez dodatkowych zabezpieczeń.

Równolegle do działań restrukturyzacyjnych Thyssenkrupp prowadzi rozmowy z indyjską firmą Jindal Steel International na temat potencjalnej sprzedaży działalności stalowej. Prezes Miguel Lopez poinformował, że negocjacje są „intensywne”, a decyzja może zapaść w najbliższych miesiącach. Indyjski koncern miał zaoferować ponad 2 mld euro na dokończenie projektu bezpośredniej redukcji żelaza w Duisburgu oraz zwiększenie mocy pieców łukowych.

Trump uruchamia „Złotą Kartę”. Rezydentura za 1 mln dolarów

Donald Trump ogłosił start wcześniej zapowiadanego programu imigracyjnego, który – według Białego Domu – ma umożliwić zamożnym cudzoziemcom uzyskanie stałego pobytu w USA w zamian za inwestycję o wartości co najmniej 1 mln dolarów.

Program nazwany „Złotą Kartą Trumpa” został uruchomiony w środę, 10 grudnia, a wnioski mają być przyjmowane za pośrednictwem przygotowanej przez administrację strony internetowej. Projekt stanowi znaczące odejście od dotychczasowej amerykańskiej polityki imigracyjnej i zakłada priorytetowe traktowanie wnioskodawców o wysokim statusie majątkowym.

W komunikacie opublikowanym na platformie Truth Social prezydent Trump określił nowe rozwiązanie jako „bezpośrednią drogę do obywatelstwa” dla osób, które spełnią kryteria oraz przejdą proces weryfikacyjny. Jak podano, złożenie samego wniosku wymaga uiszczenia opłaty w wysokości 15 tys. dolarów. Po zaakceptowaniu aplikacji kandydat miałby następnie wpłacić milion dolarów, aby uzyskać status stałego rezydenta Stanów Zjednoczonych.

Administracja przedstawiła też drugi wariant programu, skierowany do firm chcących sprowadzać pracowników z zagranicy. W tym przypadku koszt ma wynosić dwa miliony dolarów za osobę, a przedsiębiorstwa objęte programem zobowiązywałyby się do uiszczania corocznej opłaty w wysokości 1 proc. wniesionej inwestycji. Według deklaracji Trumpa środki z programu mają w całości zasilać budżet federalny i pomóc w redukcji długu publicznego.

Równolegle zapowiedziano również „Platynową Kartę Trumpa”, która – jak twierdzi administracja – ma kosztować pięć milionów dolarów i umożliwiać posiadaczom przebywanie w USA przez większość roku bez obowiązku odprowadzania podatku od dochodów uzyskanych poza terytorium Stanów Zjednoczonych. Opcja ta ma być dostępna jedynie poprzez listę oczekujących.

Ławrow: europejskie wojska na Ukrainie i konfiskata aktywów oznaczają „wrogie działania”

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył w środę, że Rosja podejmie działania w przypadku rozmieszczenia europejskich wojsk na Ukrainie lub prób konfiskaty zamrożonych rosyjskich aktywów. Wystąpienie szefa MSZ miało miejsce podczas posiedzenia Rady Federacji i zostało szeroko opisane przez rosyjskie media państwowe.

Ławrow zaznaczył, że prezydent Władimir Putin deklarował brak zamiaru prowadzenia wojny z Europą. Podkreślił jednak, że Rosja uzna ewentualne rozmieszczenie europejskich kontyngentów wojskowych na Ukrainie oraz wywłaszczenie rosyjskich aktywów za działania wrogie, które spotkają się z odpowiedzią Moskwy.

Oświadczenie pojawiło się w czasie, gdy Unia Europejska przybliża się do porozumienia w sprawie wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów — szacowanych na 210–250 mld dolarów — na potrzeby wsparcia Ukrainy. Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa poinformował we wtorek, że decyzja może zapaść na szczycie UE 18 grudnia.

W swoim wystąpieniu Ławrow odniósł się także do polityki Stanów Zjednoczonych wobec Rosji. Określił prezydenta Donalda Trumpa jako zachodniego przywódcę, który — jego zdaniem — rozumie źródła obecnego konfliktu. Jednocześnie zwrócił uwagę, że mimo zainteresowania dialogiem, Waszyngton utrzymuje i rozszerza sankcje wobec Rosji.

Ławrow skrytykował Unię Europejską, oskarżając ją o błędną ocenę sytuacji związanej z wojną na Ukrainie. Według relacji mediów państwowych minister stwierdził, że kraje europejskie „łudzą się”, wierząc, że mogą zmienić przebieg konfliktu na niekorzyść Rosji.

Gemini for Home dostępny dla użytkowników w USA. Nowy asystent AI zastąpi Google Assistant

Google przyspiesza wdrażanie Gemini for Home, nowego asystenta AI, który przejmie rolę Asystenta Google, o czym poinformowano we wtorek. Użytkownicy w Stanach Zjednoczonych będą otrzymywać zaproszenia w ciągu 24 godzin od rejestracji.

Gemini for Home zapewnia bardziej zaawansowane rozumienie języka oraz szersze możliwości dialogowe niż dotychczasowy Google Assistant. System obsługuje złożone, sekwencyjne polecenia, pytania uzupełniające oraz komendy z wyjątkami, co pozwala wykonywać wiele czynności jednym zestawem instrukcji.

Nowy asystent działa na wszystkich dotychczasowych inteligentnych głośnikach i wyświetlaczach Google — od pierwszego Google Home z 2016 roku po urządzenia z serii Nest, takie jak Nest Audio, Nest Hub czy Nest Mini. Obsługiwane są również urządzenia innych producentów, m.in. Lenovo i Insignia.

Podstawowe funkcje Gemini for Home pozostaną darmowe. Za bardziej zaawansowane możliwości — takie jak Gemini Live (umożliwiający prowadzenie rozmowy bez wypowiadania komendy aktywacyjnej) oraz funkcje kamer oparte na AI — użytkownicy będą musieli zapłacić w ramach subskrypcji Google Home Premium. Ceny pakietu zaczynają się od 10 dolarów miesięcznie.

SpaceX szykuje historyczne IPO. Musk potwierdza debiut w 2026 roku

Elon Musk potwierdził, że SpaceX przygotowuje się do pierwszej oferty publicznej, która ma nastąpić w 2026 r. Oświadczenie pojawiło się w odpowiedzi na komentarz dziennikarza Erica Bergera i jest pierwszym oficjalnym potwierdzeniem planów debiutu giełdowego.

Według doniesień SpaceX zamierza pozyskać ponad 30 mld dolarów, przy wycenie firmy sięgającej 1,5 bln dolarów. Byłoby to największe IPO w historii, przewyższające rekord Saudi Aramco z 2019 r. Firma prowadzi rozmowy z bankami inwestycyjnymi, a ostateczny harmonogram może przesunąć się na 2027 r., w zależności od warunków rynkowych.

Obecna wycena SpaceX przekracza 800 mld dolarów — dwukrotnie więcej niż w lipcu 2025 r. Wzrost wartości napędza dynamiczny rozwój usług Starlink, które stanowią 60–70% przychodów spółki. Firma przewiduje uzyskanie 15 mld dolarów przychodu w 2025 r., a rok później 22–24 mld dolarów. Liczba użytkowników Starlink przekroczyła 8 mln.

Środki z IPO mają zostać przeznaczone na rozwój kosmicznych centrów danych oraz zakup infrastruktury obliczeniowej dla projektów sztucznej inteligencji. SpaceX przygotowuje się także do konkurowania z Blue Origin na rynku kosmicznych usług przetwarzania danych.

Na listopadowym spotkaniu z akcjonariuszami Elon Musk wyraził zainteresowanie stworzeniem mechanizmu umożliwiającego inwestorom Tesli udział w przyszłym IPO SpaceX.

Zielona rewolucja w magazynach. Krakowskie hale przechodzą na pompy ciepła

Magazyny w Małopolsce przechodzą cichą rewolucję – coraz częściej zamiast kotłowni gazowych deweloperzy chcą instalować pompy ciepła oraz fotowoltaikę. Deweloperzy aktywni w tym regionie zaczynają projektować hale wykorzystujące odnawialne źródła energii, a inwestorzy zaczynają widzieć w tym nie tylko ekologię, ale też realne oszczędności. Zapraszamy do zapoznania się z komentarzem, jak Małopolska wchodzi w erę magazynów bez gazu.

Rynek magazynowy w Małopolsce wchodzi w etap intensywnej transformacji energetycznej. Jeszcze kilka lat temu hale ogrzewane energią z otoczenia były rzadkością, a dziś stają się realną alternatywą dla tradycyjnych kotłowni gazowych. Pompy ciepła, wspierane fotowoltaiką i systemami zarządzania energią, zaczynają wyznaczać najnowszy standard w nowoczesnych parkach logistycznych.

Choć rynek magazynowy w województwie małopolskim (ok. 1,19 mln mkw. nowoczesnej podaży) nie dysponuje tak dużymi całkowitymi zasobami jak np. regiony: Mazowsze (7,19 mln mkw.) czy Śląsk (6,15 mln mkw.), to deweloperzy działający w Krakowie i okolicach coraz częściej uwzględniają w projektach rozwiązania „no gas ready”. W Polsce prekursorami w tym zakresie są m.in. 7R, Panattoni, CTP czy MDC².

Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach technicznych. Pompy ciepła dla dużych hal wymagają znacznych mocy przyłączeniowych dobrze zaprojektowanego systemu dystrybucji ciepła i odpowiedniej izolacji budynku. W Małopolsce część starszych parków może potrzebować modernizacji infrastruktury, by takie systemy wdrożyć. O wiele niższe nakłady poniosą deweloperzy planujący takie dostosowania przed rozpoczęciem budowy.

Według aktualnie dostępnych danych od deweloperów przemysłowych ponad 40% planowanych inwestycji magazynowych i produkcyjnych w rejonie Krakowa może być realizowanych z wykorzystaniem pomp ciepła jako głównego źródła ogrzewania. Wskaźnik ten może jeszcze wzrosnąć w najbliższych kwartałach czy latach w zależności od zapotrzebowania ze strony najemców. Dla firm wynajmujących powierzchnie w nowoczesnych parkach logistycznych oznacza to nie tylko niższe koszty ogrzewania, ale również dostęp do bardziej ekologicznych rozwiązań, które mogą być atutem w relacjach z klientami czy inwestorami.

Warto zwrócić uwagę na to, jak ogrzewany jest budynek, w którym prowadzony jest biznes. Pompy ciepła, które jeszcze niedawno były traktowane jako rozwiązanie przeznaczony głównie dla projektów szytych na miarę, coraz częściej planowane są w nowych lokalizacjach magazynowo-produkcyjnych w podstawowym standardzie. To nie tylko efekt wymogów związanych z prowadzoną polityką w zakresie ESG, ale przede wszystkim wynik czystej kalkulacji. Koszty emisji dwutlenku węgla i ceny gazu rosną, a energia z odnawialnych źródeł przekłada się realne oszczędności poziomie nawet 50% wydatków na ogrzewanie. Oczywiście rzeczywisty poziom oszczędności będzie zależeć od wielu czynników, w tym m.in. jakości izolacji, rodzaju systemu grzewczego czy sprawności samej instalacji. Wybierając obiekt z pompą ciepła, najemcy mogą więc znacząco obniżyć swoje wydatki na utrzymanie powierzchni i uniezależnić się od wahań cen paliw kopalnych.

W praktyce można się spodziewać, że w najbliższych kilku latach większość nowych magazynów klasy A w aglomeracji krakowskiej będzie oferowana w wersji „no gas”, z pompami ciepła i fotowoltaiką w standardzie.

Wszystko wskazuje na to, że Małopolska ma szansę stać się pionierem w zielonej transformacji rynku magazynowego w ujęciu procentowym (ze względu na skalę rynku i dynamikę rynku), a większość nowych magazynów klasy A będzie dostępna w wersji „no gas”. Jednak końcowe decyzje inwestycyjne często zależą od preferencji przyszłych użytkowników – ich aktywne zaangażowanie w wybór zrównoważonych rozwiązań może w istotny sposób wpłynąć na dalsze kierunki rozwoju rynku.

Prof. Tomkiewicz dołącza do Rady Fiskalnej

Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz, Dziekan Kolegium Finansów i Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, został powołany w skład Rady Fiskalnej – nowej, niezależnej instytucji, która ma wspierać stabilność polskich finansów publicznych i zwiększać wiarygodność polityki budżetowej państwa.

Rada Fiskalna jest nowym, niezależnym organem eksperckim powołanym do oceny czy polityka budżetowa państwa prowadzona jest w sposób odpowiedzialny i przejrzysty. Rozpocznie działalność 1 stycznia 2026 r. Rada ma wzmocnić wiarygodność polskiej polityki budżetowej. Niezależna, oparta na danych analiza prognoz i planów finansowych państwa pomaga ograniczać ryzyko nadmiernego zadłużenia, zwiększa przejrzystość decyzji dotyczących pieniędzy publicznych i sprzyja bardziej merytorycznej dyskusji o priorytetach wydatkowych.

Do zadań Rady należy między innymi ocena prognoz makroekonomicznych wykorzystywanych przy przygotowaniu budżetu państwa, opiniowanie zgodności planów finansowych z krajowymi i unijnymi regułami fiskalnymi oraz monitorowanie czy państwo utrzymuje spójny, przewidywalny kurs w zakresie polityki fiskalnej. Rada będzie także analizować skutki planowanych rozwiązań dla finansów publicznych i zwracać uwagę na działania, które mogłyby zwiększać ryzyko nadmiernego zadłużenia.

Takie instytucje funkcjonują w wielu państwach Unii Europejskiej i są rekomendowane jako ważny element wzmacniania zaufania do polityki budżetowej oraz jakości debaty publicznej o wydatkach i długu.

W skład Rady Fiskalnej wchodzi sześcioro ekspertów z zakresu ekonomii, finansów publicznych i prawa finansowego, powołanych z rekomendacji różnych instytucji, co ma gwarantować pluralizm i niezależność prac gremium. Przewodniczącym został dr Sławomir Dudek, ekonomista i prezes Instytutu Finansów Publicznych, a członkami Rady – dr Wojciech Niemyski, związany od wielu lat z Najwyższą Izbą Kontroli, prof. Andrzej Torój ze Szkoły Głównej Handlowej, dr Marcin Wroński, ekonomista i członek Komisji Nadzoru Finansowego, prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego oraz dr hab. Michał Bitner z Uniwersytetu Warszawskiego.

Członkowie Rady wskazywani są przez różne podmioty życia publicznego – od Najwyższej Izby Kontroli, przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Radę Dialogu Społecznego, po Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego. Taki model powoływania ma wzmacniać ekspercki charakter Rady i ograniczać ryzyko upolitycznienia jej prac.

Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz jest ekonomistą specjalizującym się w finansach publicznych i polityce gospodarczej. W Akademii Leona Koźmińskiego pełni funkcję Dziekana Kolegium Finansów i Ekonomii oraz Dyrektora ds. Naukowych w Centrum Badawczym TIGER. W przeszłości był m.in. doradcą wiceprezesa Rady Ministrów, ministra finansów, współuczestnicząc w przygotowywaniu reform dotyczących systemu finansów publicznych. Jest autorem licznych publikacji, ekspertyz i analiz poświęconych długu publicznemu, regułom fiskalnym oraz stabilności finansów państwa.

Powołanie profesora Akademii Leona Koźmińskiego do Rady Fiskalnej to wyraz uznania dla jego dorobku naukowego i doświadczeń doradczych, ale także dla roli, jaką Akademia Leona Koźmińskiego odgrywa w kształtowaniu debaty o finansach publicznych w Polsce. Dla studentów i doktorantów oznacza to jeszcze bliższy kontakt z ekspertami uczestniczącymi bezpośrednio w procesach decyzyjnych na poziomie państwa, a także dostęp do wiedzy kształtowanej na styku nauki, praktyki i instytucji publicznych. To również kolejny przykład tego, że społeczność Akademii Leona Koźmińskiego współtworzy rozwiązania o znaczeniu systemowym – w Polsce i w Europie.

Ożywienie w strefie euro i dynamiczny wzrost w regionie CEE. Gospodarka Europy w 2026 r. przyspieszy

Europa wkracza w 2026 rok z dobrymi perspektywami gospodarczymi. Jak wynika z raportu Economic Outlook 2026 przygotowanego przez Mastercard Economics Institute, tempo wzrostu gospodarczego w regionie będzie wzmacniane przez niższą inflację, spadające stopy procentowe, stabilny poziom konsumpcji oraz sprzyjającą politykę fiskalną.

Stabilny wzrost i wyhamowanie inflacji

Według raportu, gospodarka strefy euro urośnie w 2026 r. o 1,2%, wspierana przez łagodniejącą inflację (średnio 1,8%), niższe stopy procentowe oraz odporny rynek pracy. Odbicie będzie szczególnie widoczne w Niemczech, gdzie wzrost przyspieszy aż czterokrotnie – z 0,3% do 1,2% – oraz w Hiszpanii, gdzie dynamika wzrostu gospodarczego pozostanie jedną z najwyższych w Europie.

Europa Środkowa i Wschodnia – z Polską, Czechami, Węgrami i Rumunią na czele – wchodzi w fazę ożywienia napędzanego rosnącą konsumpcją i luzowaniem polityki monetarnej. Z kolei w Wielkiej Brytanii prognozuje się wzrost PKB na poziomie 0,9%, z przesunięciem wydatków konsumenckich w stronę doświadczeń i zakupów w kategoriach elektroniki oraz mody.

Europejscy konsumenci wydają ostrożniej, jednocześnie chętnie inwestując w drobne przyjemności. Największy popyt notują produkty i usługi o niższej wartości, takie jak odzież, kosmetyki, rozrywka czy gastronomia, podczas gdy zainteresowanie droższymi dobrami trwałego użytku, takimi jak meble czy elektronika, wyraźnie maleje.

Sztuczna inteligencja i cyfryzacja napędzają europejską gospodarkę

Europa znajduje się w kluczowym momencie transformacji technologicznej, w którym sztuczna inteligencja – jeszcze niedawno testowana – wchodzi w etap pełnej integracji. Liderem kontynentu w wykorzystaniu rozwiązań AI przez przedsiębiorstwa jest Dania – ponad jedna czwarta (27,6%) duńskich firm korzysta już z co najmniej jednego rozwiązania AI – to ponad dwukrotnie więcej niż średnia UE.

Cyfrowa transformacja obejmuje także małe i średnie przedsiębiorstwa, które coraz silniej wpływają na rynek detaliczny. MŚP odpowiadają już za znaczną część wydatków konsumenckich – 32% we Francji, 25% w Niemczech i 20% w Wielkiej Brytanii, co odzwierciedla ich rosnący wpływ zarówno na rynkach tradycyjnych, jak i w e-commerce. 

– Europę czeka rok stabilnego wzrostu. Niższa inflacja, niższe stopy procentowe i odporny rynek pracy tworzą solidny fundament, ale to sztuczna inteligencja i cyfryzacja nadadzą temu wzrostowi tempo. Konsumenci pozostaną aktywni, firmy przyspieszą cyfrową transformację, a technologie płatnicze wkroczą w nową fazę rozwoju, umożliwiając bardziej inteligentny, odporny i zorientowany na przyszłość model gospodarki. Europejscy konsumenci, choć korzystają z solidnych fundamentów gospodarczych, pozostają ostrożni i bardziej selektywni, kierując swoje wydatki głównie ku doświadczeniom i drobnym zakupom.

Jednocześnie MŚP coraz szybciej się cyfryzują, przeobrażając handel detaliczny w całej Europie, a sztuczna inteligencja przechodzi z etapu eksperymentów do pełnej integracji, stając się motorem produktywności i wzrostu. Wspólnie te zjawiska pokazują, że europejska gospodarka pozostaje zarówno odporna, jak i dynamicznie ewoluuje — powiedziała Natalia Lechmanova, główna ekonomistka na Europę w Mastercard Economics Institute.

Zbyt surowe kary i niejasne zasady. Rzecznik MŚP krytykuje projekt ustawy o danych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców włączyła się w konsultacje rządowego projektu ustawy o sprawiedliwym dostępie do danych i ich wykorzystywaniu, który wdraża do prawa krajowego Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2854. W piśmie skierowanym do Dariusza Standerskiego Sekretarza Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska wskazuje na kluczowe kwestie z perspektywy firm z sektora MŚP.

Rzecznik zauważa, że choć unijne rozporządzenie wyraźnie zaleca unikanie nadmiernego obciążenia regulacyjnego, to przepisy dotyczące mikro i małych przedsiębiorców w tym przewidziane dla nich wyłączenia są niejasne i niewystarczająco chroniące najmniejsze podmioty. Co więcej, jak podkreśla Minister Majewska, zalecenia UE nie znajdują pełnego odzwierciedlenia w projektowanych przepisach krajowych, co może skutkować nadmiernymi obciążeniami dla MŚP w Polsce.

Największe zastrzeżenia Rzecznika dotyczą projektowanych administracyjnych kar pieniężnych, które zdaniem Agnieszki Majewskiej są zbyt rygorystyczne i nieproporcjonalnie wysokie wobec najmniejszych firm. Rzecznik MŚP postuluje wprowadzenie zasady, zgodnie z którą nałożenie kary powinno być poprzedzone obligatoryjnym wezwaniem do przeprowadzenia działań naprawczych. Dopiero uporczywe uchylanie się przedsiębiorcy od wdrożenia wskazanych działań mogłoby skutkować sankcją finansową, której wysokość powinna być adekwatna do skali naruszenia. Jak wskazuje Rzecznik, podobne rozwiązania są przewidywane w regulacjach przygotowywanych w innych krajach UE.

Rzecznik MŚP podkreśla również, że temat administracyjnych kar pieniężnych wymaga szczególnej ostrożności projektodawców. Do Biura Rzecznika regularnie trafiają skargi przedsiębiorców dotkniętych nieproporcjonalnymi sankcjami, co potwierdza konieczność precyzyjnych i sprawiedliwych regulacji. Dlatego Minister Majewska rekomenduje oparcie projektowanych przepisów na ogólnych zasadach dotyczących wymierzania administracyjnych kar pieniężnych, zawartych w rozdziale IVa Kodeksu postępowania administracyjnego. Zapewniają one przejrzystość, adekwatność i spójność działania administracji publicznej.

Agnieszka Majewska podsumowuje:
„Sprawiedliwy dostęp do danych jest niezbędny dla rozwoju gospodarki cyfrowej, ale nowe przepisy nie mogą nakładać na najmniejsze firmy ciężarów, które przekraczają ich możliwości. Regulacje powinny być proporcjonalne, jasne i zgodne z duchem unijnych zaleceń. Jeśli prawo ma działać skutecznie, musi uwzględniać realia przedsiębiorców, a nie narażać ich na nadmierne ryzyka i kary”.

Uwzględnienie postulatów Rzecznika MŚP pozwoli na stworzenie przepisów, które będą wspierać rozwój innowacji i gospodarki opartej na danych, jednocześnie chroniąc mikro-, małe i średnie firmy przed nieuzasadnionymi obciążeniami administracyjnymi.

Fed tnie stopy, ale przekaz jest jastrzębi

Rezerwa Federalna, zgodnie z oczekiwaniami rynku, obniżyła stopę funduszy federalnych o 25 punktów bazowych, do przedziału 3.50–3.75%. Jeszcze przed decyzją prawdopodobieństwo takiego ruchu wyceniano na 90%, jednak wynik głosowania – 9 do 3 – unaocznia rosnące rozbieżności wśród członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) co do dalszego kierunku polityki monetarnej.

Trzech członków Komitetu wyraziło sprzeciw: Stephen Miran opowiadał się za głębszym cięciem, o 50 pb, natomiast Austan Goolsbee i Jeffrey Schmid uznali, że stopy powinny pozostać bez zmian. Podziały te odzwierciedlają szerszą debatę toczącą się wewnątrz Fed – część decydentów koncentruje się na sygnałach osłabienia rynku pracy, podczas gdy inni nadal traktują inflację jako główne zagrożenie dla stabilności gospodarczej.

Fed ocenia, że tempo wzrostu gospodarczego pozostaje umiarkowane, ale rynek pracy wykazuje oznaki wyraźnego schłodzenia – dynamika zatrudnienia osłabła, a stopa bezrobocia wzrosła do 4.4%. Inflacja wciąż przekracza cel 2%, jednak według Fed zbliża się do tego poziomu, szczególnie po uwzględnieniu jednorazowego efektu ceł, które wcześniej zaburzyły odczyty.

W uzasadnieniu decyzji bank centralny podkreślił wysoki poziom niepewności gospodarczej i narastające ryzyka dla rynku pracy jako główne powody cięcia stóp. Jednocześnie zaznaczono, że nie oznacza to kontynuacji luzowania pieniężnego – przyszłe decyzje będą zależeć od danych makroekonomicznych, w tym inflacji, zatrudnienia, oczekiwań inflacyjnych i warunków finansowych. Fed zapowiada elastyczne podejście do polityki, ale preferuje ostrożność i selektywność działań.

Nowe projekcje makroekonomiczne wskazują na umiarkowany optymizm: wzrost PKB w 2026 roku prognozowany jest na poziomie 2.3% (wobec 1.8% wcześniej), a inflacja ma spaść do 2.4% już w 2026 roku. Przewiduje się jedynie symboliczne cięcia stóp w latach 2026 i 2027, co oznacza bardziej jastrzębią ścieżkę niż sugerowały wcześniejsze prognozy.

Reakcje rynkowe były początkowo pozytywne. Kurs EUR/USD wzrósł powyżej 1.17 w wyniku osłabienia dolara. Indeks S&P 500 zyskał ponad 50 punktów po decyzji, a dzień zakończył w okolicach 6890 pkt, notując wzrost o 0.69% względem poprzedniego zamknięcia. Jednak poranek przyniósł ochłodzenie nastrojów – kontrakty terminowe na indeks SP500 spadły w okolice 6828 pkt, co może sugerować, że do kontynuacji wzrostów rynek będzie potrzebował nowych impulsów, wykraczających poza same decyzje o cięciu stóp.

Przewodniczący Fed Jerome Powell zaznaczył, że stopy procentowe znajdują się obecnie w „wiarygodnym przedziale neutralnym”, a bank centralny jest „dobrze ustawiony” względem realizacji swoich celów. Zwrócił uwagę na utrzymującą się słabość sektora mieszkaniowego, jednocześnie podkreślając, że inwestycje w sztuczną inteligencję wspierają wzrost gospodarczy. Podkreślił też, że Fed nie ma ustalonej ścieżki dalszych decyzji i będzie reagować na dane napływające z gospodarki.

Rynki pozostają w oczekiwaniu na decyzję Trumpa w sprawie następcy Powella. Zmiana przewodniczącego Fed w maju budzi pytania o przyszłą niezależność banku centralnego. Choć inwestorzy na razie ignorują tę kwestię, nowy lider może zaburzyć równowagę sił w FOMC i wpłynąć na zmianę postrzeganie dolara w światowej gospodarce.