Prof. Tomkiewicz dołącza do Rady Fiskalnej

Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz, Dziekan Kolegium Finansów i Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, został powołany w skład Rady Fiskalnej – nowej, niezależnej instytucji, która ma wspierać stabilność polskich finansów publicznych i zwiększać wiarygodność polityki budżetowej państwa.

Rada Fiskalna jest nowym, niezależnym organem eksperckim powołanym do oceny czy polityka budżetowa państwa prowadzona jest w sposób odpowiedzialny i przejrzysty. Rozpocznie działalność 1 stycznia 2026 r. Rada ma wzmocnić wiarygodność polskiej polityki budżetowej. Niezależna, oparta na danych analiza prognoz i planów finansowych państwa pomaga ograniczać ryzyko nadmiernego zadłużenia, zwiększa przejrzystość decyzji dotyczących pieniędzy publicznych i sprzyja bardziej merytorycznej dyskusji o priorytetach wydatkowych.

Do zadań Rady należy między innymi ocena prognoz makroekonomicznych wykorzystywanych przy przygotowaniu budżetu państwa, opiniowanie zgodności planów finansowych z krajowymi i unijnymi regułami fiskalnymi oraz monitorowanie czy państwo utrzymuje spójny, przewidywalny kurs w zakresie polityki fiskalnej. Rada będzie także analizować skutki planowanych rozwiązań dla finansów publicznych i zwracać uwagę na działania, które mogłyby zwiększać ryzyko nadmiernego zadłużenia.

Takie instytucje funkcjonują w wielu państwach Unii Europejskiej i są rekomendowane jako ważny element wzmacniania zaufania do polityki budżetowej oraz jakości debaty publicznej o wydatkach i długu.

W skład Rady Fiskalnej wchodzi sześcioro ekspertów z zakresu ekonomii, finansów publicznych i prawa finansowego, powołanych z rekomendacji różnych instytucji, co ma gwarantować pluralizm i niezależność prac gremium. Przewodniczącym został dr Sławomir Dudek, ekonomista i prezes Instytutu Finansów Publicznych, a członkami Rady – dr Wojciech Niemyski, związany od wielu lat z Najwyższą Izbą Kontroli, prof. Andrzej Torój ze Szkoły Głównej Handlowej, dr Marcin Wroński, ekonomista i członek Komisji Nadzoru Finansowego, prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego oraz dr hab. Michał Bitner z Uniwersytetu Warszawskiego.

Członkowie Rady wskazywani są przez różne podmioty życia publicznego – od Najwyższej Izby Kontroli, przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Radę Dialogu Społecznego, po Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego. Taki model powoływania ma wzmacniać ekspercki charakter Rady i ograniczać ryzyko upolitycznienia jej prac.

Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz jest ekonomistą specjalizującym się w finansach publicznych i polityce gospodarczej. W Akademii Leona Koźmińskiego pełni funkcję Dziekana Kolegium Finansów i Ekonomii oraz Dyrektora ds. Naukowych w Centrum Badawczym TIGER. W przeszłości był m.in. doradcą wiceprezesa Rady Ministrów, ministra finansów, współuczestnicząc w przygotowywaniu reform dotyczących systemu finansów publicznych. Jest autorem licznych publikacji, ekspertyz i analiz poświęconych długu publicznemu, regułom fiskalnym oraz stabilności finansów państwa.

Powołanie profesora Akademii Leona Koźmińskiego do Rady Fiskalnej to wyraz uznania dla jego dorobku naukowego i doświadczeń doradczych, ale także dla roli, jaką Akademia Leona Koźmińskiego odgrywa w kształtowaniu debaty o finansach publicznych w Polsce. Dla studentów i doktorantów oznacza to jeszcze bliższy kontakt z ekspertami uczestniczącymi bezpośrednio w procesach decyzyjnych na poziomie państwa, a także dostęp do wiedzy kształtowanej na styku nauki, praktyki i instytucji publicznych. To również kolejny przykład tego, że społeczność Akademii Leona Koźmińskiego współtworzy rozwiązania o znaczeniu systemowym – w Polsce i w Europie.

Ożywienie w strefie euro i dynamiczny wzrost w regionie CEE. Gospodarka Europy w 2026 r. przyspieszy

Europa wkracza w 2026 rok z dobrymi perspektywami gospodarczymi. Jak wynika z raportu Economic Outlook 2026 przygotowanego przez Mastercard Economics Institute, tempo wzrostu gospodarczego w regionie będzie wzmacniane przez niższą inflację, spadające stopy procentowe, stabilny poziom konsumpcji oraz sprzyjającą politykę fiskalną.

Stabilny wzrost i wyhamowanie inflacji

Według raportu, gospodarka strefy euro urośnie w 2026 r. o 1,2%, wspierana przez łagodniejącą inflację (średnio 1,8%), niższe stopy procentowe oraz odporny rynek pracy. Odbicie będzie szczególnie widoczne w Niemczech, gdzie wzrost przyspieszy aż czterokrotnie – z 0,3% do 1,2% – oraz w Hiszpanii, gdzie dynamika wzrostu gospodarczego pozostanie jedną z najwyższych w Europie.

Europa Środkowa i Wschodnia – z Polską, Czechami, Węgrami i Rumunią na czele – wchodzi w fazę ożywienia napędzanego rosnącą konsumpcją i luzowaniem polityki monetarnej. Z kolei w Wielkiej Brytanii prognozuje się wzrost PKB na poziomie 0,9%, z przesunięciem wydatków konsumenckich w stronę doświadczeń i zakupów w kategoriach elektroniki oraz mody.

Europejscy konsumenci wydają ostrożniej, jednocześnie chętnie inwestując w drobne przyjemności. Największy popyt notują produkty i usługi o niższej wartości, takie jak odzież, kosmetyki, rozrywka czy gastronomia, podczas gdy zainteresowanie droższymi dobrami trwałego użytku, takimi jak meble czy elektronika, wyraźnie maleje.

Sztuczna inteligencja i cyfryzacja napędzają europejską gospodarkę

Europa znajduje się w kluczowym momencie transformacji technologicznej, w którym sztuczna inteligencja – jeszcze niedawno testowana – wchodzi w etap pełnej integracji. Liderem kontynentu w wykorzystaniu rozwiązań AI przez przedsiębiorstwa jest Dania – ponad jedna czwarta (27,6%) duńskich firm korzysta już z co najmniej jednego rozwiązania AI – to ponad dwukrotnie więcej niż średnia UE.

Cyfrowa transformacja obejmuje także małe i średnie przedsiębiorstwa, które coraz silniej wpływają na rynek detaliczny. MŚP odpowiadają już za znaczną część wydatków konsumenckich – 32% we Francji, 25% w Niemczech i 20% w Wielkiej Brytanii, co odzwierciedla ich rosnący wpływ zarówno na rynkach tradycyjnych, jak i w e-commerce. 

– Europę czeka rok stabilnego wzrostu. Niższa inflacja, niższe stopy procentowe i odporny rynek pracy tworzą solidny fundament, ale to sztuczna inteligencja i cyfryzacja nadadzą temu wzrostowi tempo. Konsumenci pozostaną aktywni, firmy przyspieszą cyfrową transformację, a technologie płatnicze wkroczą w nową fazę rozwoju, umożliwiając bardziej inteligentny, odporny i zorientowany na przyszłość model gospodarki. Europejscy konsumenci, choć korzystają z solidnych fundamentów gospodarczych, pozostają ostrożni i bardziej selektywni, kierując swoje wydatki głównie ku doświadczeniom i drobnym zakupom.

Jednocześnie MŚP coraz szybciej się cyfryzują, przeobrażając handel detaliczny w całej Europie, a sztuczna inteligencja przechodzi z etapu eksperymentów do pełnej integracji, stając się motorem produktywności i wzrostu. Wspólnie te zjawiska pokazują, że europejska gospodarka pozostaje zarówno odporna, jak i dynamicznie ewoluuje — powiedziała Natalia Lechmanova, główna ekonomistka na Europę w Mastercard Economics Institute.

Zbyt surowe kary i niejasne zasady. Rzecznik MŚP krytykuje projekt ustawy o danych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców włączyła się w konsultacje rządowego projektu ustawy o sprawiedliwym dostępie do danych i ich wykorzystywaniu, który wdraża do prawa krajowego Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2854. W piśmie skierowanym do Dariusza Standerskiego Sekretarza Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska wskazuje na kluczowe kwestie z perspektywy firm z sektora MŚP.

Rzecznik zauważa, że choć unijne rozporządzenie wyraźnie zaleca unikanie nadmiernego obciążenia regulacyjnego, to przepisy dotyczące mikro i małych przedsiębiorców w tym przewidziane dla nich wyłączenia są niejasne i niewystarczająco chroniące najmniejsze podmioty. Co więcej, jak podkreśla Minister Majewska, zalecenia UE nie znajdują pełnego odzwierciedlenia w projektowanych przepisach krajowych, co może skutkować nadmiernymi obciążeniami dla MŚP w Polsce.

Największe zastrzeżenia Rzecznika dotyczą projektowanych administracyjnych kar pieniężnych, które zdaniem Agnieszki Majewskiej są zbyt rygorystyczne i nieproporcjonalnie wysokie wobec najmniejszych firm. Rzecznik MŚP postuluje wprowadzenie zasady, zgodnie z którą nałożenie kary powinno być poprzedzone obligatoryjnym wezwaniem do przeprowadzenia działań naprawczych. Dopiero uporczywe uchylanie się przedsiębiorcy od wdrożenia wskazanych działań mogłoby skutkować sankcją finansową, której wysokość powinna być adekwatna do skali naruszenia. Jak wskazuje Rzecznik, podobne rozwiązania są przewidywane w regulacjach przygotowywanych w innych krajach UE.

Rzecznik MŚP podkreśla również, że temat administracyjnych kar pieniężnych wymaga szczególnej ostrożności projektodawców. Do Biura Rzecznika regularnie trafiają skargi przedsiębiorców dotkniętych nieproporcjonalnymi sankcjami, co potwierdza konieczność precyzyjnych i sprawiedliwych regulacji. Dlatego Minister Majewska rekomenduje oparcie projektowanych przepisów na ogólnych zasadach dotyczących wymierzania administracyjnych kar pieniężnych, zawartych w rozdziale IVa Kodeksu postępowania administracyjnego. Zapewniają one przejrzystość, adekwatność i spójność działania administracji publicznej.

Agnieszka Majewska podsumowuje:
„Sprawiedliwy dostęp do danych jest niezbędny dla rozwoju gospodarki cyfrowej, ale nowe przepisy nie mogą nakładać na najmniejsze firmy ciężarów, które przekraczają ich możliwości. Regulacje powinny być proporcjonalne, jasne i zgodne z duchem unijnych zaleceń. Jeśli prawo ma działać skutecznie, musi uwzględniać realia przedsiębiorców, a nie narażać ich na nadmierne ryzyka i kary”.

Uwzględnienie postulatów Rzecznika MŚP pozwoli na stworzenie przepisów, które będą wspierać rozwój innowacji i gospodarki opartej na danych, jednocześnie chroniąc mikro-, małe i średnie firmy przed nieuzasadnionymi obciążeniami administracyjnymi.

Fed tnie stopy, ale przekaz jest jastrzębi

Rezerwa Federalna, zgodnie z oczekiwaniami rynku, obniżyła stopę funduszy federalnych o 25 punktów bazowych, do przedziału 3.50–3.75%. Jeszcze przed decyzją prawdopodobieństwo takiego ruchu wyceniano na 90%, jednak wynik głosowania – 9 do 3 – unaocznia rosnące rozbieżności wśród członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) co do dalszego kierunku polityki monetarnej.

Trzech członków Komitetu wyraziło sprzeciw: Stephen Miran opowiadał się za głębszym cięciem, o 50 pb, natomiast Austan Goolsbee i Jeffrey Schmid uznali, że stopy powinny pozostać bez zmian. Podziały te odzwierciedlają szerszą debatę toczącą się wewnątrz Fed – część decydentów koncentruje się na sygnałach osłabienia rynku pracy, podczas gdy inni nadal traktują inflację jako główne zagrożenie dla stabilności gospodarczej.

Fed ocenia, że tempo wzrostu gospodarczego pozostaje umiarkowane, ale rynek pracy wykazuje oznaki wyraźnego schłodzenia – dynamika zatrudnienia osłabła, a stopa bezrobocia wzrosła do 4.4%. Inflacja wciąż przekracza cel 2%, jednak według Fed zbliża się do tego poziomu, szczególnie po uwzględnieniu jednorazowego efektu ceł, które wcześniej zaburzyły odczyty.

W uzasadnieniu decyzji bank centralny podkreślił wysoki poziom niepewności gospodarczej i narastające ryzyka dla rynku pracy jako główne powody cięcia stóp. Jednocześnie zaznaczono, że nie oznacza to kontynuacji luzowania pieniężnego – przyszłe decyzje będą zależeć od danych makroekonomicznych, w tym inflacji, zatrudnienia, oczekiwań inflacyjnych i warunków finansowych. Fed zapowiada elastyczne podejście do polityki, ale preferuje ostrożność i selektywność działań.

Nowe projekcje makroekonomiczne wskazują na umiarkowany optymizm: wzrost PKB w 2026 roku prognozowany jest na poziomie 2.3% (wobec 1.8% wcześniej), a inflacja ma spaść do 2.4% już w 2026 roku. Przewiduje się jedynie symboliczne cięcia stóp w latach 2026 i 2027, co oznacza bardziej jastrzębią ścieżkę niż sugerowały wcześniejsze prognozy.

Reakcje rynkowe były początkowo pozytywne. Kurs EUR/USD wzrósł powyżej 1.17 w wyniku osłabienia dolara. Indeks S&P 500 zyskał ponad 50 punktów po decyzji, a dzień zakończył w okolicach 6890 pkt, notując wzrost o 0.69% względem poprzedniego zamknięcia. Jednak poranek przyniósł ochłodzenie nastrojów – kontrakty terminowe na indeks SP500 spadły w okolice 6828 pkt, co może sugerować, że do kontynuacji wzrostów rynek będzie potrzebował nowych impulsów, wykraczających poza same decyzje o cięciu stóp.

Przewodniczący Fed Jerome Powell zaznaczył, że stopy procentowe znajdują się obecnie w „wiarygodnym przedziale neutralnym”, a bank centralny jest „dobrze ustawiony” względem realizacji swoich celów. Zwrócił uwagę na utrzymującą się słabość sektora mieszkaniowego, jednocześnie podkreślając, że inwestycje w sztuczną inteligencję wspierają wzrost gospodarczy. Podkreślił też, że Fed nie ma ustalonej ścieżki dalszych decyzji i będzie reagować na dane napływające z gospodarki.

Rynki pozostają w oczekiwaniu na decyzję Trumpa w sprawie następcy Powella. Zmiana przewodniczącego Fed w maju budzi pytania o przyszłą niezależność banku centralnego. Choć inwestorzy na razie ignorują tę kwestię, nowy lider może zaburzyć równowagę sił w FOMC i wpłynąć na zmianę postrzeganie dolara w światowej gospodarce.

Skuteczne Google Ads przy ograniczonym budżecie – przewodnik dla przedsiębiorców

Wielu właścicieli firm błędnie zakłada, że skuteczna rywalizacja z rynkowymi gigantami wymaga portfela bez dna, przez co rezygnują z reklamy w wyszukiwarce już na starcie. To podejście przypomina gotowanie wykwintnego dania tylko z najdroższych składników, podczas gdy o finalnym smaku decyduje talent kucharza oraz odpowiednie przyprawy. Mały budżet bywa potężnym impulsem do szukania sprytniejszych, bardziej precyzyjnych i nieszablonowych rozwiązań marketingowych, które wyróżnią cię w tłumie. Zamiast strzelać na oślep do wszystkich internautów, musisz po prostu celować znacznie dokładniej niż twoja bogatsza konkurencja.

Czy można wygrać z gigantami, mając mniej pieniędzy?

Walka na ogólne frazy z dużymi graczami kończy się szybkim wyczerpaniem środków, dlatego twoją tajną bronią muszą być specyficzne wyrażenia z tak zwanego długiego ogona. Są one wpisywane rzadziej, ale wskazują na konkretną intencję, co drastycznie zwiększa szansę na szybką finalizację transakcji w twoim sklepie. Precyzyjne dobieranie słów pozwala dotrzeć do klienta wiedzącego, czego szuka, a ty płacisz za pojedyncze kliknięcie znacznie mniej. Jeśli czujesz, że ta strategia cię przerasta, zleć nam przygotowanie kampanii Google Ads, aby od początku maksymalizować efektywność każdego grosza i unikać kosztownych błędów. Bezwzględnie wykluczaj też słowa, które generują ruch, ale nie dają sprzedaży, bo to one są cichymi zabójcami twojego budżetu.

Dlaczego wynik jakości jest ważniejszy niż stawka za kliknięcie?

Algorytmy Google promują reklamy najbardziej użyteczne dla odbiorcy, a nie tylko te komunikaty, za które reklamodawca zapłacił najwyższą stawkę w aukcji. Wysoki Wynik Jakości potrafi znacząco obniżyć rzeczywisty koszt kliknięcia, pozwalając ci wygrywać pozycje z konkurentami oferującymi teoretycznie wyższe budżety. Musisz zadbać o ścisłe powiązanie treści reklamy ze stroną docelową, ponieważ niespójność natychmiast zniechęca potencjalnych klientów do zakupu. Regularna optymalizacja jest tu wymagana, a jeśli nie wiesz, gdzie uciekają pieniądze, ekspercki audyt Google Ads w SEM House pomoże zlokalizować słabe punkty konta. Poprawa szybkości ładowania oraz czytelności oferty to często najprostsza droga do lepszych wyników bez zwiększania wydatków na media.

Jakie ustawienia techniczne ratują budżet przed przepaleniem?

Ograniczone zasoby wymagają precyzji, dlatego nigdy nie pozostawiaj domyślnych opcji systemu, które zazwyczaj służą jedynie szybkiemu wydaniu dostępnych środków. Skup się na harmonogramie wyświetlania, ograniczając emisję do godzin pracy biura lub momentów największej aktywności twoich klientów w sieci. Warto również rozważyć właściwy kanał, analizując dylemat Meta Ads czy Google Ads, gdyż specyfika twojej branży może sugerować tańszą i skuteczniejszą alternatywę. Każde działanie optymalizacyjne to mały krok przynoszący oszczędności, które pozwalają na reinwestowanie tam, gdzie generują największy zysk. Aby utrzymać finanse w ryzach i zwiększyć zwrot, wdróż te działania:

  • ustaw bardzo precyzyjną lokalizację, wykluczając obszary, do których nie wysyłasz towarów;
  • stosuj remarketing tylko dla zaangażowanych użytkowników, pomijając przypadkowe wizyty;
  • blokuj w raportach hasła nie pasujące do oferty, by nie płacić za puste kliknięcia.

Kiedy warto zainwestować w technologiczną przewagę?

Kiedy projekt rozwijany „po godzinach” zaczyna przynosić stałe zyski, amatorskie działania przestają wystarczać – to moment na profesjonalizację marketingu. Właśnie wtedy warto zwrócić się do SEM House. Agencja ta sprawnie łączy sprawdzone techniki SEO z nowoczesnymi technologiami, tworząc mieszankę niezbędną do rozwoju. Dzięki ich strategiom linkbuildingowym Twoja domena może zyskać autorytet, który pozwoli nawiązać równą walkę z rynkowymi gigantami. SEM House łączy techniczne SEO z zaawansowaną analityką, realnie zwiększając widoczność biznesów w Google. Zamiast skupiać się na pojedynczych działaniach, eksperci agencji projektują kompletne strategie search marketingu, które spajają pozycjonowanie organiczne z płatnymi kampaniami ads.

Prowadzenie działań promocyjnych z małym zapleczem to wymagająca lekcja, która uczy nawyków optymalizacyjnych procentujących w dalekiej przyszłości. Kiedy firma urośnie, zdobyta teraz wiedza o targetowaniu pozwoli ci dominować na rynku znacznie efektywniej niż konkurencja przyzwyczajona do marnotrawstwa.

Pieniądze na tachografy z KPO dla niektórych przedsiębiorców będą pułapką

Do końca stycznia 2026 roku przewoźnicy drogowi mogą składać wnioski o wymianę tachografów z dofinansowaniem z Krajowego Planu Odbudowy. Inicjatywa cieszy się zainteresowaniem przedsiębiorców, ale nie brakuje też wątpliwości czy wypłacanie pieniędzy przewoźnikom drogowym będzie przebiegać tak sprawnie jak przyjmowanie wniosków. Są też wątpliwości, które niektórzy wprost nazywają „pułapką”.

W pierwszej kolejności firmy mogą liczyć na wsparcie wymiany dla maksymalnie 10 pojazdów, później dopiero dla pozostałych, do wyczerpania środków. Zainteresowanie jest rekordowe, a kwota dofinansowania na jeden pojazd to 3 tysiące złotych netto. W pierwszym etapie jeden przedsiębiorca może więc otrzymać do 30 tysięcy złotych. Projekt wymiany tachografów jest jedynym wdrożonym pomysłem wsparcia branży transportowej, które w czasie wojny w Ukrainie i trudnej sytuacji geopolitycznej znalazła się w poważnym kryzysie.

Wymiana tachografów oceniana jest różnie – z jednej strony chwalona, ale z drugiej od samego rozpoczęcia naboru w grudniu 2025, pojawiają się wątpliwości.

– Mamy problem, że z jednej strony Rząd chce zwracać pieniądze za wymianę tachografów z Krajowego Planu Odbudowy. Limit został ustanowiony na 10 tachografów na firmę w pierwszym etapie postępowania. To jest poziom za niski względem oczekiwań przewoźników drogowych zwłaszcza tych największych. W projekcie umowy z ARiMR-em administrującym wykonanie wypłat znalazł się okres korzystania z dofinansowanego pojazdu, czyli 36 miesięcy od momentu zamontowania tachografu – ostrzega Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Dlaczego jest to problem dla przewoźników drogowych?

– Od dwóch lat sprzedaż samochodów ciężarowych w Polsce jest na bardzo niskim poziomie, przewoźnicy praktycznie wstrzymali inwestycje w wymianę floty. Oznacza to, że posiadają starszy tabor i  planują niezbędną wymianę aut. Wymiana tachografu z programu KPO może fizycznie zatrzymać ją na trzy lata ze względu na brak możliwości sprzedaży auta z wymienionym i zrefundowanym tachografem. Jedynie dla relatywnie nowych aut taka refundacja ma sens. Jeśli mamy auto kilkuletnie i planowaliśmy wymianę pojazdu w ciągu 1-2 lat to refundacja wymiany tachografu z KPO może być pułapką – przyznaje prezes Dariusz Matulewicz.

– Takich sytuacji jest sporo. Otrzymujemy sygnały, że przedsiębiorcy chcą rezygnować z tego wsparcia, bo czują, że będzie ono dla nich blokadą. Z naszego punktu widzenia trzyletnie obwarowanie wymiany tachografu jest zbyt restrykcyjne i liczymy na jego zmianę. Tym bardziej, że mamy do czynienia  dofinansowaniem na poziomie kilku tysięcy do pojazdu wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych – dodaje prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Na ten moment do wymiany tachografów zgłoszono już ponad 50 tysięcy pojazdów. Nie wiadomo jednak ostatecznie ilu przewoźników drogowych realnie zdecyduje się na wymianę. Wszystko zależy od ostatecznej wersji zaproponowanej umowy.

PPK to już ponad 42 mld zł oszczędności i rosnąca świadomość finansowa Polaków

0

Pracownicze Plany Kapitałowe na stałe wpisały się w krajobraz krajowego rynku finansowego i dziś pełnią istotną rolę w systemie długoterminowego oszczędzania w Polsce. Dynamika rozwoju programu pokazuje, że coraz więcej osób docenia możliwość oszczędzania systemowego. Ale to nie wszystko, bo PPK stały się istotnym elementem budowania świadomości finansowej i odpowiedzialnego podejścia do finansów osobistych.  

Istotą Pracowniczych Planów Kapitałowych jest bezsprzecznie budowanie dodatkowego, prywatnego kapitału emerytalnego. Jednak w szerszej perspektywie PPK to znacznie więcej niż produkt finansowy. To szeroki ekosystem wiedzy, nowoczesnego podejścia do inwestowania oraz edukacji, który buduje świadomość finansową Polaków i zmienia sposób myślenia o przyszłości i bezpieczeństwie finansowym.

PPK i budowanie długoterminowej perspektywy

Z punktu widzenia instytucji zarządzającej jednym z największych, choć często niedocenianych efektów PPK jest przełamanie bariery, która przez lata charakteryzowała polski rynek kapitałowy — niechęci do długoterminowego inwestowania. Sam fakt automatycznego zapisu sprawia, że miliony osób po raz pierwszy stały się realnymi uczestnikami rynku inwestycyjnego.

Dla wielu uczestników dołączenie do PPK stanowiło pierwszy kontakt z produktami inwestycyjnymi. To moment, w którym zaczynają zadawać pytania: „Jak działają fundusze zdefiniowanej daty?”, „W jaki sposób mój kapitał rośnie?”, “Ile środków zgromadzę, jeśli będę oszczędzać do emerytury?” i wiele innych. Sam ten proces jest ogromną wartością edukacyjną, która wykracza daleko poza codzienne oszczędzanie – wyjaśnia Tomasz Orlik, członek zarządu PFR TFI ds. operacyjnych.

Dziś zdecydowanie można powiedzieć, że PPK zdały egzamin, czego najlepszym potwierdzeniem są dane o coraz wyższych aktywach i rosnącej partycypacji. Pod koniec października wartość aktywów netto w PPK przekroczyła już 42,6 mld złotych, rosnąc w ciągu miesiąca o prawie 1,8 mld. Łączna partycypacja zbliża się już do 56%, przy czym w największych firmach, które przystąpiły do programu w 1 fazie wdrożenia, jest wyższa i przekracza 82%.

PPK – oszczędzanie z dostępem do eksperckiej wiedzy w pakiecie

Od lat wiele mówi się o problemie niewystarczającej wiedzy finansowej. Jest to wyzwanie, z którym mierzymy się jako rynek finansowy – zarówno w Polsce, jak i w wymiarze globalnym. Uruchomienie programu o charakterze systemowym, a jednocześnie zapewniającego dużą elastyczność indywidualnemu uczestnikowi otworzyło w Polsce szeroką, powszechną dyskusję na temat potrzeby długoterminowego oszczędzania i inwestowania, mechanizmów inwestowania, ale też wyzwań, przed którymi stoi system emerytalny – mówi Tomasz Orlik, członek zarządu PFR TFI ds. operacyjnych.

Siła PPK wynika stąd, że programowi towarzyszy szereg działań edukacyjnych. Instytucje zarządzające są zobowiązane nie tylko do efektywnego inwestowania środków, ale również do prowadzenia przejrzystej, rzetelnej komunikacji i dostarczania uczestnikom informacji, które pomagają im zrozumieć zarówno program, a tym samym i podstawy zarządzania finansami osobistymi.

W praktyce oznacza to, że uczestnicy PPK zyskują dostęp nie tylko do informacji o stanie swojego rachunku i wynikach inwestycyjnych, lecz także materiałów edukacyjnych, komentarzy rynkowych, webinariów i spotkań z ekspertami. Wszystko to sprawia, że PPK staje się nie tylko produktem finansowym, ale również programem budowania wiedzy finansowej Polaków. Dzięki materiałom edukacyjnym uczestnicy PPK lepiej rozumieją: dlaczego regularność wpłat jest kluczowa, jak działa procent składany, czy jak budować stabilność finansową na różnych etapach życia. To wiedza, która wykracza poza PPK i wpływa pozytywnie na całe zarządzanie finansami osobistymi. Uczestnik programu zyskuje więc coś więcej niż sam kapitał — zyskuje kompetencje, które pozostają z nim na lata.

Siła współpracy

Kolejnym elementem wyróżniającym PPK jest współpraca między trzema stronami: pracownikiem, pracodawcą i państwem. Każda z nich dokłada się do przyszłych oszczędności, ale także bierze udział w działaniach edukacyjnych. Pracodawcy coraz częściej aktywnie wspierają komunikację dotyczącą PPK, organizują spotkania informacyjne czy przesyłają materiały szkoleniowe. Dzięki temu PPK stają się elementem kultury organizacyjnej, a nie jedynie formalnym obowiązkiem.

To właśnie wartość edukacyjna PPK jest jednym z istotnych elementów programu. Dzięki niej uczestnicy nie tylko oszczędzają więcej, ale przede wszystkim rozumieją, dlaczego to robią i jak działają ich pieniądze. PPK budują odpowiedzialność finansową, rozwijają kompetencje i pomagają przełamać bariery, które przez lata blokowały rozwój kultury inwestycyjnej w Polsce. To inwestycja nie tylko w przyszłą emeryturę, ale również w świadomość finansową — a ta procentuje przez całe życie – podsumowuje Tomasz Orlik.

Luksusowe mieszkania coraz droższe. Warszawa i Trójmiasto prowadzą, Kraków sprzedaje najszybciej

0

Rynek mieszkań premium w Polsce koncentruje się przede wszystkim w Warszawie, gdzie znajduje się 19 projektów z mieszkaniami o cenach przekraczających 35 tys.  zł/mkw. – wynika z najnowszej analizy CBRE. Najwięcej z nich jest w dzielnicy Wola. W Trójmieście dostępnych jest 9 takich projektów, w Krakowie 7, we Wrocławiu 3. W Poznaniu zaledwie 3 inwestycje przekraczają próg 30 tys. zł/mkw. Najwyższe ceny w stolicy sięgają ponad 70 tys. zł/mkw., a całkowity koszt lokalu może wynosić nawet ponad 12 mln zł. Sprzedaż w segmencie luksusowym postępuje wolniej niż na rynku masowym. W III kwartale 2025 r. w najdroższych warszawskich projektach sprzedano 8 proc. dostępnej oferty wobec 18 proc. na całym rynku.

Segment mieszkań luksusowych w Polsce rozwija się w największych miastach, przy czym Warszawa pozostaje niekwestionowanym liderem. Warszawska Wola zastąpiła tradycyjne prestiżowe dzielnice i jest obecnie najbardziej dynamicznie rozwijającą się lokalizacją dla apartamentów premium. Poza stolicą, silną pozycję ma także Trójmiasto, gdzie ceny są porównywalne dzięki unikalnemu położeniu nad morzem. Kraków utrzymuje długoletnią tradycję segmentu luksusowego i wyróżnia się najszybszą sprzedażą. Nieco mniejszą ofertę mają Wrocław i Poznań. Wolniejsze tempo sprzedaży w segmencie premium to naturalna konsekwencja węższej grupy docelowej i coraz większej podaży. Klienci dokładnie analizują lokalizację, standard i potencjał inwestycyjny przed podjęciem decyzji o zakupie za kilka, a często kilkanaście milionów złotych – mówi Anna Awłasewicz, Lead in Residential Partnerships, CBRE.

Liderem Warszawska Wola

W stolicy znajdują się zarówno kameralne inwestycje premium, liczące po kilka mieszkań, jak również nowoczesne wieże mieszkalne na 200-300 jednostek. Najwięcej z nich jest zlokalizowanych na Woli, następnie w Śródmieściu i na Mokotowie. Oferta 19 warszawskich projektów premium to około 5 proc. wszystkich mieszkań na sprzedaż w stolicy. Ponad połowę luksusowych lokali stanowią mieszkania jedno i dwupokojowe, choć dostępne są również wielopokojowe o ponad 200 mkw. powierzchni. Najwyższe ceny za mkw. sięgają ponad 70 tys. zł, a całkowity koszt najdroższych lokali wynosi 12 mln zł, choć znacznie częściej jest to 3-8 mln zł. Spośród oferowanych inwestycji 6 jest gotowych, 9 na różnych etapach budowy, a 4 w trakcie prac przygotowawczych lub ziemnych.

Luksus nad morzem

Trójmiasto przyciąga nabywców z całej Polski dzięki unikalnemu położeniu nad Bałtykiem i bogatej historii. W aglomeracji znajduje się 9 inwestycji z mieszkaniami powyżej 35 tys. zł/mkw. Z tego 5 w Gdańsku, 3 w Gdyni, a 1 w Sopocie. Stanowią one blisko 6 proc. całkowitej oferty.

Podobnie jak w Warszawie, dominują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Tylko w jednym z projektów zaprojektowano mieszkania o powierzchni poniżej 30 mkw. Największe lokale osiągają 180 mkw., a całkowita cena może wynosić nawet ponad 7 mln zł, choć zwykle nie przekracza 5 mln zł. Spośród oferowanych inwestycji 4 są gotowe, 3 na różnych etapach budowy, a 2 na etapie prac ziemnych. Sprzedaż w III kwartale 2025 r. wyniosła 12 proc. wobec 17 proc. dla całego rynku.

Najszybsza sprzedaż w Krakowie

Segment luksusowych mieszkań w Krakowie ma długą tradycję. Obecnie w mieście znajduje się 10 inwestycji z mieszkaniami w cenie 35 tys. zł/mkw. lub wyższej. Stanowią niespełna 3 proc. całkowitej oferty. Większość zlokalizowana jest na Starym Mieście. Z reguły są to projekty kameralne – 7 z nich zaprojektowano na mniej niż 100 mieszkań, przeciętnie 29 lokali na budynek.

W ofercie przeważają mieszkania dwu- i trzypokojowe. Powierzchnia lokali jest bardzo zróżnicowana – od mniej niż 30 mkw. do ponad 250 mkw. Całkowita cena może sięgać kilkunastu mln zł, choć zdecydowanie częściej jest to mniej niż 5 mln zł. Kraków wyróżnia się najszybszą sprzedażą w segmencie premium. W III kwartale 2025 sprzedano 17 proc. dostępnej oferty wobec 12 proc. dla całego rynku.

Wieża we Wrocławiu

Wrocław ustępuje przeciętnymi cenami Warszawie, Krakowowi i Trójmiastu. Są tu 3 inwestycje z mieszkaniami powyżej 35 tys. zł/mkw., a drugie tyle w cenach od 30 tys. do 35 tys. zł. Łącznie stanowią one ponad 7 proc. całkowitej oferty. Wrocław jest jedynym miastem obok Warszawy, gdzie mieszkania luksusowe oferowane są w budynkach liczących kilkaset mieszkań, w tym w wieży mającej ponad 30 kondygnacji. Przeciętnie na jeden budynek przypadają 94 mieszkania, choć realizowana jest także kameralna inwestycja licząca mniej niż 30 lokali.

Dominują mieszkania jedno- i dwupokojowe, które stanowią ponad 70 proc. wszystkich. Całkowita cena najdroższych lokali przekracza 10 mln zł, choć częściej wynosi mniej niż 7 mln zł. Ceny niektórych zaczynają się nawet od kwoty niższej niż 1 mln zł. Tempo sprzedaży w III kwartale 2025 było porównywalne z rynkiem masowym i sięgnęło 13 proc.

Trzy projekty w Poznaniu

W Poznaniu najzamożniejsi nabywcy preferują budowę domu jednorodzinnego w aglomeracji, a segment apartamentów premium jest słabiej rozwinięty. Jedynie trzy inwestycje na Starym Mieście oferują mieszkania powyżej 30 tys. zł/mkw., ale nawet najdroższe jednostki nie sięgają 35 tys. zł. Taka oferta stanowi mniej niż 2 proc. całkowitego rynku.

Przeważają mieszkania dwu- i trzypokojowe. Powierzchnia waha się od ok. 30 mkw. do ponad 200 mkw. Całkowita cena najdroższych lokali sięga ponad 9 mln zł, choć zwykle jest to poniżej 5 mln zł, a nawet mniej niż 1 mln zł. Sprzedaż w III kwartale 2025 była mniejsza niż średnia dla całego rynku. Sprzedano 8 proc. oferty premium, podczas gdy dla reszty rynku było to 13 proc.

USA przedłużają termin na negocjacje sprzedaży zagranicznych aktywów Łukoilu

Stany Zjednoczone przyznały rosyjskiemu koncernowi naftowemu Łukoil dodatkowy miesiąc na prowadzenie negocjacji dotyczących sprzedaży jego zagranicznych aktywów. Nowy termin upływa 17 stycznia. Decyzja ma umożliwić kontynuowanie rozmów z potencjalnymi nabywcami, przy jednoczesnym utrzymaniu presji sankcyjnej na Rosję i ograniczaniu ryzyka zakłóceń na globalnych rynkach energii.

Zmodyfikowaną licencję ogólną w tej sprawie wydało w środę Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) przy Departamencie Skarbu USA. Dokument przesuwa wcześniejszy termin z 13 grudnia o nieco ponad miesiąc. Przedłużenie pozwala na negocjowanie i zawieranie warunkowych umów dotyczących sprzedaży spółki Lukoil International GmbH oraz jej podmiotów zależnych. Każda finalna transakcja będzie jednak wymagała odrębnej zgody OFAC.

Zagraniczne aktywa Łukoilu są wyceniane na około 22 mld dolarów i odpowiadają za blisko 0,5 proc. globalnej produkcji ropy naftowej. Według dostępnych informacji zainteresowanie ich przejęciem wyraziły m.in. Chevron, ExxonMobil, prywatna firma inwestycyjna Carlyle Group oraz Abu Dhabi National Oil Company. Portfolio obejmuje rafinerie w Bułgarii i Holandii, 75-procentowy udział w irackim polu naftowym West Qurna-2, udziały w kazachskich złożach Karachaganak i Tengiz, a także sieć ponad 2000 stacji paliw w Europie oraz obu Amerykach.

Zgodnie z wytycznymi Departamentu Skarbu każda zatwierdzona sprzedaż musi skutkować całkowitym zerwaniem powiązań z Łukoilem. Środki uzyskane z transakcji mają zostać zdeponowane na zablokowanych rachunkach i pozostaną niedostępne do czasu ewentualnego zniesienia sankcji.

Sankcje wobec Łukoilu oraz Rosnieftu, dwóch największych rosyjskich firm naftowych, zostały nałożone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa 22 października jako element nacisku na Moskwę w kontekście negocjacji dotyczących wojny w Ukrainie. Pełne wejście restrykcji w życie nastąpiło 21 listopada, przy jednoczesnym wprowadzeniu ograniczonych wyjątków dla wybranych operacji.

Łukoil początkowo ogłosił porozumienie w sprawie sprzedaży zagranicznych aktywów szwajcarskiemu traderowi surowcowemu Gunvor. W listopadzie Departament Skarbu USA odrzucił jednak tę umowę, określając Gunvor jako podmiot powiązany z Kremlem. Po tej decyzji rosyjski koncern ogłosił wystąpienie siły wyższej w swoich operacjach w Iraku i zaczął sygnalizować problemy operacyjne w innych częściach swojej międzynarodowej działalności.

Fed obniżył stopy o 0,25 pkt proc. Głębokie podziały wśród decydentów

Rezerwa Federalna w środę obniżyła główną stopę procentową o 0,25 punktu procentowego. Oznacza to, że podstawowa stopa w USA wynosi teraz 3,5–3,75 proc. Decyzja nie zapadła jednogłośnie – część członków Fed była jej przeciwna, co sprawiło, że było to najbardziej podzielone głosowanie w banku centralnym od sześciu lat.

Podczas posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) decyzję poparło dziewięciu członków, natomiast trzech zgłosiło zdania odrębne. Gubernator Fed Stephen Miran opowiedział się za głębszą, półpunktową obniżką stóp. Z kolei prezes oddziału Fed w Chicago Austan Goolsbee oraz prezes Fed w Kansas City Jeffrey Schmid głosowali za pozostawieniem stóp na dotychczasowym poziomie. Ostatni raz taka sytuacja – sprzeciwy idące w przeciwnych kierunkach – miała miejsce we wrześniu 2019 roku.

Podziały w FOMC odzwierciedlają złożone otoczenie makroekonomiczne, w którym Fed musi równoważyć sygnały słabnącego rynku pracy z inflacją wciąż utrzymującą się powyżej celu wynoszącego 2 proc.

Jednocześnie opublikowano zaktualizowane projekcje makroekonomiczne. Mediana prognoz nadal zakłada jedną dodatkową obniżkę stóp o 25 punktów bazowych w 2026 roku, przy czym stopa funduszy federalnych ma zakończyć przyszły rok na poziomie około 3,4 proc. To projekcje niezmienione względem września – bardziej restrykcyjne, niż oczekiwał rynek jeszcze kilka tygodni temu. Urzędnicy Fed przewidują utrzymanie stopy bezrobocia na poziomie 4,4 proc. do 2026 r. oraz inflacji bazowej w okolicach 2,5 proc., a więc nadal powyżej celu.

Komitet subtelnie zmodyfikował także język komunikatu po posiedzeniu. Fed zapowiedział, że przed kolejnymi decyzjami będzie „starannie oceniać napływające dane, zmieniające się perspektywy oraz równowagę ryzyk”. Taka fraza w przeszłości często poprzedzała dłuższe przerwy w cyklu obniżek. W komunikacie podkreślono również, że niepewność dotycząca perspektyw gospodarczych „pozostaje podwyższona”, a ryzyka dla rynku pracy wzrosły – mimo że inflacja od początku roku ponownie przyspieszyła i wciąż utrzymuje się na podwyższonych poziomach.

Decyzję podejmowano w warunkach niepełnych danych makroekonomicznych. Kluczowe raporty – w tym dane o zatrudnieniu za październik i listopad oraz listopadowy wskaźnik CPI – nie były jeszcze dostępne z powodu opóźnień spowodowanych 43-dniowym zamknięciem administracji federalnej, które zakończyło się dopiero w listopadzie.

Reakcja rynków finansowych była umiarkowana. Indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o około 0,5 proc., S&P 500 zyskał 0,2 proc., natomiast Nasdaq Composite spadł o 0,4 proc. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych lekko wzrosły, a dochodowość dziesięciolatek utrzymała się w pobliżu 4,19 proc., co odzwierciedla ostrożność inwestorów wobec tempra dalszych obniżek stóp.

Dodatkowym źródłem niepewności jest zbliżający się koniec kadencji przewodniczącego Fed Jerome’a Powella, przypadający na maj. Oczekuje się, że prezydent Donald Trump ogłosi jego następcę na początku przyszłego roku. Pogłębiające się różnice zdań ujawnione podczas ostatniego posiedzenia pokazują, że przed Fed stoi coraz trudniejsze zadanie godzenia celu stabilności cen z mandatem wspierania maksymalnego zatrudnienia.

Polska rozważa przekazanie Ukrainie MiG-29 w zamian za technologie dronowe i rakietowe

Polska rozważa przekazanie Ukrainie pozostałej floty myśliwców MiG-29 w zamian za dostęp do wybranych ukraińskich technologii dronowych i rakietowych – potwierdził minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z radiową Trójką. Negocjacje trwają, a ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.

Jakie samoloty są przedmiotem rozmów

Rozmowy obejmują łącznie 14 maszyn: 11 jednomiejscowych myśliwców MiG-29A oraz 3 dwumiejscowe samoloty szkolno-bojowe MiG-29UB. Według MON osiągnęły one kres zakładanego cyklu eksploatacyjnego i nie są już brane pod uwagę w planach dalszej modernizacji polskich sił powietrznych. Ich zadania mają przejąć eksploatowane już w Polsce samoloty F-16 oraz południowokoreańskie FA-50.

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że MiG-29 „wkrótce zostaną wycofane z polskich sił powietrznych” właśnie z powodu ograniczonego resursu i braku perspektyw modernizacyjnych.

Technologia dronów i rakiet w zamian za samoloty

Z polskiej perspektywy kluczowym elementem negocjacji nie jest wyłącznie rekompensata za przekazany sprzęt, lecz dostęp do ukraińskich kompetencji technologicznych. Ukraina w ostatnich latach rozwinęła na dużą skalę produkcję systemów bezzałogowych – według danych władz w Kijowie w 2024 r. wytworzono około 2 mln dronów, z czego ponad 96 proc. pochodziło od krajowych producentów.

Polska dąży do uzyskania dostępu do konkretnych technologii związanych z dronami oraz systemami rakietowymi rozwijanymi w warunkach trzyletnich działań wojennych. Sztab Generalny WP wskazuje, że celem jest zarówno kompensacja za przekazanie MiG-29, jak i „wspólne rozwijanie nowych kompetencji obronnych i przemysłowych” po stronie polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Dotychczasowe wsparcie i rola Polski w NATO

Nie byłby to pierwszy transfer MiG-29 z Polski na Ukrainę. W kwietniu 2023 r. przekazaliśmy Kijowowi od 10 do 14 takich samolotów, już dostosowanych do współpracy z częścią zachodniego uzbrojenia, m.in. francuskimi bombami kierowanymi AASM Hammer.

Sztab Generalny WP zaznacza, że ewentualne przekazanie samolotów wpisuje się w „sojuszniczą politykę wspierania Ukrainy i utrzymania bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO”. Jednocześnie podkreśla, że negocjacje trwają, a ostateczne decyzje w sprawie zarówno samych MiG-29, jak i zakresu współpracy technologicznej z Kijowem, nie zostały jeszcze podjęte.

Tesla przyspiesza prace nad nowym Roadsterem. Premiera zaplanowana na 1 kwietnia 2026 roku

Tesla wyraźnie intensyfikuje przygotowania do debiutu długo zapowiadanego Roadstera nowej generacji. W tym tygodniu amerykański producent pojazdów elektrycznych opublikował trzy nowe oferty pracy związane bezpośrednio z produkcją supersamochodu. To kolejny sygnał, że projekt, który od lat pozostaje w fazie zapowiedzi, wchodzi w bardziej zaawansowany etap realizacji przed planowaną prezentacją 1 kwietnia 2026 roku.

Premiera zaplanowana na Prima Aprilis

Termin prezentacji Roadstera ogłosił osobiście Elon Musk podczas dorocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Tesli na początku listopada. Data – 1 kwietnia 2026 roku – nie jest przypadkowa. Prezes Tesli, znany z nietypowego poczucia humoru, otwarcie przyznał, że taki wybór daje mu „pewną możliwość zaprzeczenia”, gdyby coś poszło niezgodnie z planem.

tesla roadster 2026

Musk wielokrotnie podkreślał jednak, że wydarzenie ma mieć wyjątkowy charakter. Określał je jako potencjalnie najbardziej pamiętną premierę produktu w historii firmy. W rozmowie z Joe Roganem sugerował nawet rozwiązania wykraczające poza motoryzację, nawiązując do idei „latających samochodów” i spekulując o integracji technologii SpaceX, która mogłaby umożliwić Roadsterowi unoszenie się nad ziemią. Choć takie zapowiedzi brzmią bardziej jak futurystyczna wizja niż realny plan, doskonale wpisują się w narrację budującą zainteresowanie projektem.

Produkcja i dostawy dopiero po premierze

Zgodnie z aktualnymi deklaracjami Tesli, produkcja Roadstera nie ruszy od razu po prezentacji. Rozpoczęcie wytwarzania ma nastąpić po około 12–18 miesiącach od oficjalnego odsłonięcia pojazdu. Oznacza to, że pierwsze egzemplarze mogłyby trafić do klientów dopiero w połowie lub pod koniec 2027 roku.tesla roadster 2026

To kolejny etap w bardzo długiej historii projektu, który od samego początku boryka się z przesuwanymi terminami.

Roadster: dekada opóźnień i rosnące zmęczenie klientów

Tesla po raz pierwszy zaprezentowała nowego Roadstera w listopadzie 2017 roku. Początkowo produkcja miała rozpocząć się w 2020 roku, jednak plany były wielokrotnie korygowane. Kolejne docelowe terminy przesuwano na lata 2021, 2023, 2024 i 2025, zanim obecnie wskazano rok 2026 jako moment premiery.

Już w 2017 roku firma rozpoczęła przyjmowanie rezerwacji. Klienci musieli wpłacić 50 tys. dolarów depozytu za wersję podstawową, a w przypadku edycji Founders Series nawet 250 tys. dolarów. Po niemal ośmiu latach oczekiwania część rezerwujących zaczęła rezygnować z zamówień. Publicznie zrobił to m.in. znany youtuber technologiczny Marques Brownlee, wskazując na brak jasnych perspektyw realizacji projektu.

Obietnice parametrów supersamochodu

tesla roadster 2026 tesla roadster 2026 tesla roadster 2026 tesla roadster 2026tesla roadster 2026

Mimo długiego cyklu rozwoju Tesla nadal utrzymuje, że Roadster nowej generacji ma wyznaczać nowe standardy osiągów. Według wcześniejszych zapowiedzi pojazd ma przyspieszać od 0 do 60 mil na godzinę w czasie krótszym niż dwie sekundy, osiągać prędkość maksymalną przekraczającą 250 mil na godzinę oraz oferować zasięg ponad 600 mil na jednym ładowaniu dzięki akumulatorowi o pojemności około 200 kWh.

Cena auta ma rozpoczynać się na poziomie około 200 tys. dolarów, co plasuje Roadstera w segmencie najbardziej ekskluzywnych elektrycznych supersamochodów.

Najbliższe miesiące pokażą, czy intensyfikacja rekrutacji i zapowiedzi produkcyjne faktycznie oznaczają przełom w projekcie, który od lat pozostaje symbolem zarówno ambicji Tesli, jak i jej problemów z dotrzymywaniem terminów.

ChatGPT z narzędziami Adobe. OpenAI rozszerza integrację aplikacji zewnętrznych

OpenAI poinformowało w środę o znaczącym rozszerzeniu funkcjonalności ChatGPT. Użytkownicy popularnego chatbota mogą od teraz korzystać z wybranych narzędzi Adobe bezpośrednio w interfejsie konwersacyjnym. Nowa integracja obejmuje m.in. Photoshop, Adobe Express oraz Acrobat i jest dostępna bezpłatnie dla globalnej bazy ponad 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo.

Dzięki temu rozwiązaniu ChatGPT staje się nie tylko narzędziem do generowania tekstu, ale również punktem dostępu do podstawowych funkcji kreatywnych. Edycja obrazów, tworzenie projektów graficznych czy praca z plikami PDF może odbywać się bez opuszczania okna rozmowy. Aby skorzystać z funkcji, wystarczy wskazać nazwę aplikacji, dołączyć plik i opisać polecenie w języku naturalnym, np. prosząc o rozmycie tła zdjęcia w Photoshopie.

Szybkie edycje zamiast pełnych aplikacji

OpenAI i Adobe podkreślają, że integracja nie zastępuje klasycznych wersji desktopowych programów. Oferuje jednak szeroki wachlarz funkcji, wystarczających do codziennych, szybkich zadań. Photoshop w ChatGPT pozwala m.in. na edycję wybranych fragmentów obrazu, zmianę parametrów ekspozycji, kontrastu czy jasności oraz stosowanie podstawowych efektów wizualnych.

Z kolei Acrobat umożliwia edycję plików PDF, ich kompresję i konwersję, wyodrębnianie tekstu oraz tabel, a także łączenie kilku dokumentów w jeden. Adobe Express został zintegrowany jako narzędzie do tworzenia i modyfikowania projektów graficznych, takich jak plakaty, zaproszenia czy materiały do mediów społecznościowych.

Globalna dostępność na wielu platformach

Nowe funkcje są dostępne na całym świecie w wersjach desktopowych, webowych oraz na urządzeniach z systemem iOS. Adobe Express działa również na Androidzie, a według zapowiedzi firmy wsparcie dla Photoshopa i Acrobata na tej platformie ma zostać uruchomione w najbliższym czasie.

Rozszerzenie integracji wpisuje się w szerszą strategię OpenAI, której celem jest przekształcenie ChatGPT w uniwersalny interfejs do usług cyfrowych. Pierwsze tego typu wdrożenia zaprezentowano już w październiku, obejmując integracje m.in. ze Spotify, Zillow i Figmą. Wówczas do ekosystemu dołączyła także Canva, będąca bezpośrednim konkurentem Adobe w segmencie prostych narzędzi projektowych.

Odpowiedź na rosnącą konkurencję

Partnerstwo OpenAI i Adobe ma również wymiar strategiczny. Na rynku narzędzi AI rośnie presja ze strony Google, które w maju wprowadziło zaawansowane funkcje edycji obrazów w chatbocie Gemini. Użytkownicy tego rozwiązania mogą m.in. zmieniać tła, usuwać lub zastępować obiekty i dodawać nowe elementy za pomocą poleceń tekstowych w kilkudziesięciu językach.

Adobe postrzega integrację z ChatGPT jako krok w stronę tzw. agentowych interfejsów konwersacyjnych. Jak podkreślił dyrektor ds. technologii firmy, Ely Greenfield, udostępnienie Photoshopa, Adobe Express i Acrobata w środowisku czatu ma uprościć dostęp do pracy kreatywnej, przy jednoczesnym zachowaniu precyzji i kontroli, z których znane są narzędzia Adobe.

Nowa integracja pokazuje, że chatboty AI coraz wyraźniej przestają być jedynie narzędziami do rozmowy, a stają się centralnym punktem codziennej pracy cyfrowej – łączącym komunikację, tworzenie treści i edycję plików w jednym środowisku.

DeepSeek rozwija nowy model AI mimo sankcji. W tle podejrzenia przemytu chipów Nvidia Blackwell

Chiński startup technologiczny DeepSeek, działający w obszarze sztucznej inteligencji, pracuje nad kolejną generacją swojego flagowego modelu AI, wykorzystując tysiące najbardziej zaawansowanych procesorów graficznych Nvidia Blackwell – mimo że ich eksport do Chin pozostaje objęty ścisłym zakazem Stanów Zjednoczonych. Takie ustalenia przedstawił portal The Information, powołując się na sześć źródeł zaznajomionych z kulisami sprawy.

Zgodnie z raportem, układy Blackwell miały trafić do Chin poprzez złożony i wieloetapowy mechanizm omijania sankcji. Chipsy były początkowo wysyłane do centrów danych w krajach, które znajdują się na amerykańskiej liście dozwolonych odbiorców, następnie serwery miały być demontowane, a kluczowe komponenty importowane do Chin w częściach. Taki schemat pozwalał na ukrycie faktycznego miejsca docelowego najbardziej zaawansowanej technologii.

Publikacja pojawiła się zaledwie dzień po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił częściowe złagodzenie polityki eksportowej wobec Nvidii. Administracja zgodziła się na sprzedaż procesorów H200 do Chin, jednocześnie jednoznacznie wykluczając możliwość eksportu układów z rodziny Blackwell, które pozostają najnowocześniejszymi akceleratorami AI w ofercie amerykańskiej spółki.

Kontrole eksportowe pod presją

Sprawa DeepSeek ponownie zwraca uwagę na skuteczność – lub jej brak – amerykańskich kontroli eksportowych, których celem jest ograniczenie dostępu Chin do technologii kluczowych dla rozwoju sztucznej inteligencji nowej generacji. Układy Blackwell uznawane są za fundament trenowania największych modeli językowych i zaawansowanych systemów AI. Sam Donald Trump w niedawnym wywiadzie dla CBS podkreślał, że „najbardziej zaawansowane” chipy mają pozostać zarezerwowane dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.

Dostęp do tej technologii może dawać DeepSeek istotną przewagę konkurencyjną – zarówno na rynku krajowym, jak i globalnym. Jak wskazują źródła cytowane przez The Information, mimo intensywnych wysiłków Pekinu na rzecz rozwoju rodzimych alternatyw, chińskie chipy AI wciąż nie dysponują mocą obliczeniową niezbędną do trenowania najbardziej zaawansowanych modeli. Podobne opinie pojawiają się wśród menedżerów i inżynierów chińskich firm technologicznych.

Śledztwa i zarzuty karne

Doniesienia na temat DeepSeek wpisują się w szerszy kontekst działań amerykańskich organów ścigania przeciwko sieciom zajmującym się przemytem technologii objętej sankcjami. Departament Sprawiedliwości USA poinformował niedawno o postawieniu zarzutów dwóm obywatelom Chin, podejrzanym o nielegalny handel chipami Nvidia H100 i H200 o łącznej wartości przekraczającej 160 mln dolarów. W innym przypadku firma z Houston oraz jej właściciel przyznali się w październiku do naruszeń przepisów eksportowych i przemytu.

Wcześniej pod lupą amerykańskich władz znalazły się także potencjalne powiązania DeepSeek z pośrednikami działającymi w Singapurze i krajach Azji Południowo-Wschodniej. Departament Handlu analizował, czy spółka mogła pozyskać objęte restrykcjami procesory GPU poprzez zagraniczne podmioty trzecie.

Nvidia bez komentarza

Nvidia deklaruje, że posiada rozbudowany system zgodności z przepisami eksportowymi, w ramach którego partnerzy handlowi są weryfikowani i zatwierdzani przed każdą wysyłką. Spółka podkreśla również, że wspiera wysiłki rządu USA na rzecz utrzymania globalnego przywództwa w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jednocześnie firma odmówiła komentarza na temat najnowszych doniesień dotyczących rzekomego wykorzystania chipów Blackwell przez DeepSeek.

Jeśli informacje The Information się potwierdzą, mogą one doprowadzić do zaostrzenia kontroli eksportowych oraz kolejnej rundy napięć technologicznych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, dla których dostęp do wydajnych układów AI pozostaje jednym z kluczowych czynników globalnej rywalizacji.

Rynek czeka na Fed: decyzja o obniżce niemal pewna, uwaga skupiona na Powellu

Inwestorzy są przekonani, że po drugiej stronie Atlantyku zobaczymy dziś obniżkę stóp procentowych. Dlatego uwaga przesuwa się z samej decyzji na przekaz, który popłynie z projekcji Fed i z konferencji Jerome’a Powella. Czy w Stanach zobaczymy też tylko dostosowanie, czy może początek czegoś większego?

Obniżka i co dalej?

Kontrakty na stopy procentowe w USA (za FedWatch Tool od CME Group) wskazują na blisko 90% prawdopodobieństwo obniżki o 25 pb na dzisiejszym posiedzeniu FOMC. Ponieważ podobne wartości utrzymują się już od pewnego czasu, to zdecydowana większość analityków uważa, że rynki zdyskontowały ten ruch. A to oznacza, że ciężar reakcji inwestorów przesunie się na komunikat po posiedzeniu – prognozy Fed (z naciskiem na tzw. fedkropki, czyli oczekiwania członków gremium na kolejne miesiące) i wreszcie na przekaz z konferencji szefa Rezerwy. Jerome Powell zapewne zwyczajowo dla siebie postara się być ostrożny w swoich wypowiedziach i trudno będzie oczekiwać od niego jasnych deklaracji co do dalszych działań Komitetu Otwartego Rynku. Jednak grudniowa decyzja i przewidywania decydentów na kolejne posiedzenia mogą ujawnić coraz wyraźniejsze podziały w FOMC, które prawdopodobnie wprowadzą jeszcze więcej niepewności do rynkowych rozważań na 2026 rok. Jeżeli inwestorzy będą w stanie zagłuszyć jastrzębie tony bankierów centralnych (o ile takie się pojawią), to dzisiejszy wieczór ma szansę stać się ostatnim zapłonem dla rajdu byków w samej końcówce tego roku.

Czekając na Amerykanów

Środa przebiega na wielu aktywach pod dyktando oczekiwania na monetarne impulsy z USA, co skutkuje zmniejszoną zmiennością. Jednak powoli można dostrzec wzrastające napięcie. Główne azjatyckie indeksy giełdowe zamykały się pod kreską (wyjątkiem był Hongkong +0,4%), ale były to płytkie spadki. W Europie na najważniejszych parkietach także dominuje czerwień, ale również w tym wypadku przecena nie jest głęboka, przed godz. 14 najmocniej obrywa Frankfurt (-0,4%). Po pozytywnej stronie utrzymują się Madryt (+0,1%), Londyn (+0,3%), czy wreszcie Warszawa, gdzie WIG20 idzie w górę o blisko 0,3%. W rynkowych nagłówkach wyróżnia się srebro, które w trakcie dzisiejszej sesji osiągnęło historyczny rekord na poziomie 62 USD za uncję. Od grudniowych dołków stara się odbić ropa naftowa, za baryłkę odmiany Brent trzeba znowu płacić powyżej… 62 USD.

Forex bez kierunku

Wreszcie forex, który ma niemały problem z określeniem kierunku. Kurs EUR/USD do południa zniżkował, żeby od tego momentu ponownie odbić na północ, ale o godz. 14 nie przekracza 1,164 $. Im dalej w sesję, tym bardziej na szerokim rynku zyskuje CHF, którego walory bezpiecznej przystani mogą być wykorzystywane przez inwestorów do zabezpieczenia się przed wieczorną zwiększoną zmiennością. Kurs EUR/CHF spada poniżej 0,936 ₣, kurs USD/CHF to 0,804 ₣, a kurs CHF/PLN utrzymuje się powyżej 4,51 zł. Skoro przy polskim złotym jesteśmy, to przy braku wewnętrznych impulsów (za takowe trudno uznać konflikt z zarządzie NBP) dostosowuje się on do ogólnorynkowego sentymentu. Przekłada się to na nieznaczne zmiany na parach z głównymi walutami. Kurs euro jest w połowie drogi między 4,22 a 4,23 zł, kurs dolara próbuje zejść poniżej 3,63 zł, a kurs funta jest blisko 4,83 zł.

Benefit Systems przejmuje 51% udziałów w sieci klubów fitness Endorfina

Benefit Systems kupił 51% udziałów w sieci klubów fitness Endorfina, działającej w południowo-wschodniej Polsce. Transakcja obejmuje 11 obiektów zlokalizowanych w Lublinie (3 kluby), Rzeszowie (3), Radomiu (2), Częstochowie (1), Kielcach (1) i Starachowicach (1). Po zamknięciu pierwszego etapu akwizycji liczba własnych klubów fitness Benefit Systems w Polsce wzrośnie do ok. 280.

Endorfina od wielu lat współpracuje z Programem MultiSport i udostępnia swoje obiekty użytkownikom kart sportowych Benefit Systems. Kluby tej sieci to obiekty wielkopowierzchniowe – łącznie ponad 19,5 tys. m² – wyposażone w od 7 do 15 stref treningowych. W ofercie znajdują się m.in. strefy cardio, wolnych ciężarów, sale do treningów funkcjonalnych i grupowych oraz wyspecjalizowane strefy, takie jak Booty Builder (sprzęt do treningu mięśni pośladków), Eleiko (strefa dla sportów siłowych, w tym podnoszenia ciężarów i trójboju siłowego) czy boisko do gry w koszykówkę 3×3.

W Radomiu (klub Endorfina Radom Chrobrego) funkcjonuje dodatkowo rozbudowana, dwupoziomowa strefa wellness & spa. Sieć wykorzystuje również sprzęt cardio z systemem odzyskiwania energii, co jest elementem deklarowanego podejścia do zrównoważonego rozwoju.

Zarząd Benefit Systems wskazuje, że akwizycja Endorfiny wpisuje się w strategię rozwoju Grupy do 2027 r. i ma na celu wzmocnienie obecności spółki w południowo-wschodniej Polsce. Według deklaracji spółki Endorfina jest biznesem skalowalnym, dobrze zarządzanym i osiągającym wysoką sprzedaż karnetów.

Obecna transakcja została zaplanowana dwuetapowo. W pierwszej fazie Benefit Systems nabył 51% udziałów w sieci Endorfina, natomiast wykup pozostałych 49% przewidziano na 2027 r. Szczegółowe warunki transakcji opisano w raporcie bieżącym opublikowanym przez spółkę.

Benefit Systems od kilkunastu lat rozwija działalność w branży fitness na rynkach, na których jest obecny. Na koniec trzeciego kwartału grupa posiadała łącznie blisko 500 klubów fitness, z czego ok. 280 w Polsce. Spółka kontynuuje otwieranie nowych obiektów w kraju. W 2025 r. Benefit Systems nabył także turecką Grupę MAC, która na koniec trzeciego kwartału zarządzała 138 klubami fitness. Zarząd zapowiada aktualizację strategii Grupy w pierwszej połowie roku, uwzględniając m.in. rozwój sieci w Turcji.

WEI: dotychczasowy model wzrostu gospodarczego Polski się wyczerpuje

Polska wchodzi w nową, znacznie trudniejszą fazę rozwoju gospodarczego. Dotychczasowy model wzrostu, oparty na taniej pracy, napływie kapitału zagranicznego i integracji z rynkiem UE, wyczerpuje się – wynika z raportu „Bilans Otwarcia 2025” przygotowanego przez Warsaw Enterprise Institute pod kierunkiem dr. hab. Krzysztofa Piecha. Autorzy ostrzegają, że bez głębokiej zmiany polityki gospodarczej kraj może utknąć w tzw. pułapce średniego dochodu .

Koniec „łatwej konwergencji”

Według raportu tempo doganiania Europy Zachodniej wyraźnie spowolniło po 2019 r. Polska osiągnęła już około 80 proc. średniego poziomu PKB per capita w Unii Europejskiej (w parytecie siły nabywczej), jednak dalszy postęp jest coraz trudniejszy. Przy obecnych trendach dochodowych zrównanie się z Niemcami nastąpiłoby dopiero około 2037 roku. Zdaniem autorów oznacza to, że ryzyko pułapki średniego dochodu przestało być teoretyczne i stało się scenariuszem bazowym .

Inwestycje prywatne główną barierą wzrostu

Jednym z kluczowych problemów jest wyraźna zapaść inwestycji, zwłaszcza w sektorze prywatnym. Łączna stopa inwestycji w Polsce spadła z poziomu ponad 23 proc. PKB na początku lat 2000 do około 17 proc. w ostatnich latach. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja przedsiębiorstw, których inwestycje obniżyły się do poziomów znacząco niższych niż w Czechach czy Niemczech. Raport wskazuje, że bez odbudowy inwestycji – szczególnie tych podnoszących produktywność, takich jak automatyzacja, cyfryzacja czy transformacja energetyczna – trudno będzie utrzymać dotychczasowe tempo wzrostu .

Słaba baza kapitałowa i napięte finanse publiczne

Autorzy zwracają uwagę na niski poziom oszczędności gospodarstw domowych, który wynosi około 7,4 proc. dochodu rozporządzalnego i należy do najniższych w Unii Europejskiej. Oznacza to, że ambicje rozwojowe kraju są w dużym stopniu finansowane z kapitału zagranicznego, co zwiększa podatność na globalne zawirowania. Jednocześnie finanse publiczne zbliżają się do granic bezpiecznej elastyczności – dług publiczny sięga około 55 proc. PKB, a koszty jego obsługi szybko rosną, ograniczając przestrzeń do polityki prorozwojowej .

Demografia, energia i zależność od Niemiec

Raport wskazuje również na czynniki strukturalne, które dodatkowo obciążają perspektywy wzrostu. Polska należy do najszybciej starzejących się społeczeństw UE, co oznacza kurczący się zasób pracy i rosnące obciążenia systemu finansów publicznych. Problemem jest też silne powiązanie z niemiecką gospodarką – ponad jedna trzecia wartości dodanej w polskim przemyśle jest związana z niemieckimi łańcuchami dostaw, co w warunkach spowolnienia u zachodniego sąsiada staje się źródłem ryzyka. Dodatkowym obciążeniem są wysokie koszty energii oraz niepewność regulacyjna związana z transformacją klimatyczną .

Potrzeba nowego modelu wzrostu

W konkluzji autorzy raportu postulują odejście od modelu opartego na pobudzaniu popytu i rosnącej roli państwa na rzecz wzrostu endogenicznego. Kluczowe znaczenie mają tu: wzrost inwestycji prywatnych, budowa krajowej bazy kapitałowej, poprawa jakości instytucji, rozwój innowacji i B+R oraz długofalowa strategia demograficzno-migracyjna. Bez takich zmian – jak podkreśla „Bilans Otwarcia 2025” – Polska może utrwalić się na poziomie 70–80 proc. zamożności najbardziej rozwiniętych państw Europy .

Skarga Ryanaira na pomoc publiczną dla TAP Air Portugal oddalona

Ryanair od lat prowadzi ofensywę prawną przeciwko publicznemu wsparciu udzielanemu europejskim liniom lotniczym. Irlandzki przewoźnik, największa tania linia w Europie, konsekwentnie kwestionuje przed sądami decyzje Komisji Europejskiej zatwierdzające wielomiliardowe pakiety pomocowe z okresu pandemii COVID-19. Zdaniem spółki takie subwencje zakłócają konkurencję, uprzywilejowują tradycyjnych przewoźników i stawiają tanie linie w gorszej pozycji rynkowej.

Do tej pory Ryanair zaskarżył ponad 20 decyzji Brukseli dotyczących pomocy publicznej dla sektora lotniczego. Bilans tych działań pozostaje niejednoznaczny. Irlandzka linia odniosła sukces m.in. w sprawach związanych z pomocą dla Lufthansy, Air France-KLM, Condora oraz części włoskich przewoźników. Jednocześnie przegrała szereg postępowań, w tym dotyczących wsparcia dla SAS, Finnaira oraz portugalskiego TAP Air Portugal.

W środę Sąd Ogólny Unii Europejskiej w Luksemburgu, działający w ramach Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), oddalił kolejną skargę Ryanaira, tym razem dotyczącą pomocy restrukturyzacyjnej o wartości 2,55 mld euro przyznanej TAP Air Portugal przez rząd w Lizbonie. Sąd uznał, że Komisja Europejska prawidłowo oceniła zarówno kwalifikowalność narodowego przewoźnika do wsparcia, jak i jego wpływ na konkurencję na rynku lotniczym. W orzeczeniu podkreślono, że analiza Komisji była kompletna i rzetelna, a zastosowane środki spełniały unijne wymogi dotyczące restrukturyzacji przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji.

Kwestionowany pakiet został zatwierdzony przez Komisję w grudniu 2021 roku i obejmował m.in. gwarancje kredytowe, dokapitalizowanie spółki oraz konwersję państwowej pożyczki na kapitał własny. Zdaniem Sądu cztero- lub pięcioletni plan restrukturyzacyjny był uzasadniony, biorąc pod uwagę bezprecedensowe skutki pandemii oraz drastyczne ograniczenia w podróżowaniu lotniczym.

Środowy wyrok nie jest pierwszą porażką Ryanaira w sporach dotyczących TAP. W lutym Sąd Ogólny oddalił również skargę irlandzkiej linii na wcześniejszy pakiet pomocowy dla portugalskiego przewoźnika o wartości 1,2 mld euro, przyznany w 2020 roku. Od tej decyzji Ryanair wniósł odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości UE.

W ostatnich latach TAP Air Portugal istotnie poprawił swoją kondycję finansową. Po rekordowej stracie 1,6 mld euro w 2021 roku przewoźnik powrócił do zysków, a portugalski rząd zapowiedział w lipcu rozpoczęcie procesu prywatyzacji spółki. Plan zakłada sprzedaż 49,9 proc. udziałów w TAP w ciągu najbliższego roku.

EBC widzi większą odporność gospodarki. Możliwa kolejna rewizja prognoz w górę

Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde zasygnalizowała w środę, że EBC może po raz drugi z rzędu podnieść swoje prognozy wzrostu gospodarczego strefy euro, wskazując na zaskakującą odporność regionu mimo napięć handlowych i utrzymującej się globalnej niepewności.

– W ostatnich prognozach podnieśliśmy nasze projekcje. Podejrzewam, że możemy to zrobić ponownie w grudniu – powiedziała Lagarde podczas wydarzenia „Financial Times” w Londynie. Jej słowa sugerują utrzymujące się zaufanie banku centralnego do kondycji gospodarki przed zaplanowanym na 18 grudnia posiedzeniem decyzyjnym EBC.

Szefowa EBC podkreśliła jednocześnie, że polityka pieniężna znajduje się obecnie „w dobrym miejscu”, co rynki odebrały jako sygnał braku zmian stóp procentowych w najbliższym czasie. Inwestorzy wyceniają obecnie mniej niż 10-procentowe prawdopodobieństwo obniżki stóp w grudniu, a stopa depozytowa ma pozostać na poziomie 2 proc.

Odporność gospodarki strefy euro widoczna była przez cały 2025 rok. We wrześniu EBC podniósł prognozę wzrostu na ten rok z 0,9 proc. do 1,2 proc., co oznacza rewizję w górę o jedną trzecią. Decyzja była efektem lepszych od oczekiwań danych makroekonomicznych oraz korekt wcześniejszych statystyk. W trzecim kwartale gospodarka strefy euro wzrosła o 0,2 proc., czemu sprzyjał solidny popyt krajowy, zwłaszcza w sektorze usług.

Lagarde zwraca uwagę, że kluczowym filarem wzrostu pozostaje rynek pracy – bezrobocie w wielu krajach jest na historycznie niskich poziomach, a rosnące zatrudnienie wspiera konsumpcję prywatną. Dodatkowym wsparciem jest polityka fiskalna, w tym uruchamianie w Niemczech funduszu infrastrukturalnego i klimatycznego oraz rosnące wydatki europejskich rządów na obronność.

Jednocześnie prezes EBC zaznaczyła, że perspektywy pozostają obarczone ryzykiem. Niepewność związana z polityką handlową nadal ciąży na regionie, a wrześniowe projekcje EBC uwzględniały już wyższe cła po zawarciu lipcowej umowy handlowej UE–USA, która ustaliła efektywną stawkę na poziomie 15 proc. dla większości towarów. Produkcja przemysłowa wciąż pozostaje słaba, choć sektor usług nadal korzysta z turystyki i postępującej cyfryzacji, w tym rosnącego wykorzystania sztucznej inteligencji.

Nowe projekcje makroekonomiczne EBC, obejmujące po raz pierwszy horyzont do 2028 roku, zostaną opublikowane 18 grudnia. Główny ekonomista banku Philip Lane zwrócił uwagę, że ostatnie dane inflacyjne przyniosły „pozytywne zaskoczenia”, łagodząc wcześniejsze obawy o możliwy spadek inflacji poniżej celu 2 proc. na początku 2026 roku.

Fitch: deficyt budżetowy Polski może ponad dwukrotnie przekroczyć unijny limit

Sytuacja finansów publicznych państw Europy Środkowej i Wschodniej wejdzie w 2026 roku w okres podwyższonego ryzyka – ostrzega agencja ratingowa Fitch Ratings w analizie opublikowanej 9 grudnia. Według agencji, mimo umiarkowanego przyspieszenia wzrostu gospodarczego, narastające deficyty, presja polityczna i rosnący dług publiczny będą coraz mocniej obciążać stabilność fiskalną regionu.

Wśród państw najbardziej narażonych Fitch wymienia Polskę i Rumunię. W obu przypadkach deficyt sektora finansów publicznych w 2026 roku ma przekroczyć 6 proc. PKB, czyli ponad dwukrotnie więcej niż unijny limit wynoszący 3 proc. PKB. Komisja Europejska wskazuje, że na pogorszenie salda budżetowego wpłyną m.in. zwiększone wydatki na obronność w związku z wojną w Ukrainie oraz szeroko zakrojone programy socjalne i wzrost kosztów wynagrodzeń w sektorze publicznym.

Fitch podkreśla, że rządy regionu będą zmuszone do coraz trudniejszych kompromisów politycznych. Kontrola wysokich deficytów, rosnącego zadłużenia i kosztów jego obsługi staje się coraz bardziej problematyczna, szczególnie w warunkach napięć wewnętrznych i zbliżających się cykli wyborczych. Większość państw CEE ma w 2026 roku notować wyższe deficyty niż w 2024 roku.

Agencja zwraca również uwagę na sytuację Węgier. W ostatnich dniach Fitch obniżył perspektywę ratingu tego kraju ze „stabilnej” do „negatywnej”, wskazując na pogarszającą się trajektorię finansów publicznych. Węgierski dług publiczny ma wzrosnąć do 74,6 proc. PKB do 2027 roku, przewyższając poziom obserwowany w krajach o podobnej ocenie ratingowej. Jednym z czynników ryzyka są szerokie wydatki budżetowe realizowane przez rząd Viktora Orbána przed planowanymi na 2026 rok wyborami parlamentarnymi.

Dodatkowym źródłem niepewności pozostają czynniki zewnętrzne. Fitch wskazuje na wysokie ryzyko geopolityczne związane z przedłużającą się wojną w Ukrainie, niejasną przyszłością zaangażowania USA w NATO oraz nasilającą się – w ocenie agencji – rosyjską wojną hybrydową wobec państw UE i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Do tego dochodzą potencjalne zagrożenia związane z polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz możliwymi opóźnieniami w absorpcji funduszy unijnych.

Choć Fitch prognozuje, że w 2027 roku deficyty Polski i Rumunii mogą nieznacznie się zmniejszyć, agencja zaznacza, że otoczenie polityczne nadal będzie silnie determinować kondycję finansów publicznych. W przypadku Polski dodatkowym czynnikiem niepewności są napięcia polityczne i perspektywa kolejnych wyborów na tle utrzymującego się impasu między prezydentem a rządem.

Inwestorzy chcą ekspertów, nie taniej siły roboczej. Polska w pułapce transformacji

Jak wynika z raportu „Global Talent Tracker”, opracowanego przez Hays we współpracy z Oxford Economics, Polska redefiniuje swoją rolę na arenie międzynarodowej. Porzucając wizerunek taniego rynku dla outsourcingu prostych procesów, polski rynek coraz silniej zabiega o projekty inwestycyjne wymagające eksperckich kompetencji. Twórcy raportu doceniają Polskę za szeroki dostęp do wykwalifikowanych pracowników i solidne podstawy w zakresie nauk STEM. Jednocześnie podkreślają, że do zachowania atrakcyjności inwestycyjnej, niezbędne jest rozwiązanie problemu luki kompetencji.

  • Pod względem atrakcyjności kadr, Polska zajęła 22 drugie miejsce spośród 35 przebadanych krajów.
  • Polski rynek najwyżej został oceniony w kategoriach kosztów pracy oraz udziału w rynku pracy. W obu przypadkach zajął 14 miejsce.
  • Najniższą lokatę – 25 miejsce – Polska zajęła z kolei w kategorii innowacyjności kadr.

Raport „Global Talent Tracker” porównuje atrakcyjność rynków pracy w 35 krajach, wskazując zarówno szanse, jak i zagrożenia związane z przyciąganiem, rozwojem oraz retencją wysoko wykwalifikowanych pracowników. Analiza każdego kraju została opracowana na podstawie pięciu czynników: kosztów pracy, udziału w rynku pracy, rozwoju kompetencji, elastyczności rynku pracy oraz innowacyjności kadr.

Polska na tle konkurencji w walce o inwestycje

Polska w rankingu „Global Talent Tracker” zajęła 22 lokatę, co umiejscawia ją w drugiej połowie stawki. Najlepszy wynik (14 miejsce) osiągnęła w kategoriach kosztów pracy oraz udziału w rynku. Najgorzej została z kolei oceniona w kategorii innowacyjności kadr, w której zajęła dopiero 25 miejsce. Jak podkreślają twórcy raportu, stanowi to odzwierciedlenie transformacji, jakiej obecnie doświadcza polski rynek pracy.

Polska wciąż jest popularną lokalizacją nearshoringową dla firm z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza z branży IT, finansowej i inżynieryjnej. Inwestorów przyciągają przystępne ceny, wykwalifikowana kadra oraz dogodna lokalizacja, oferująca łatwy dostęp do kluczowych rynków zbytu. W tym kontekście, umiejscowienie Polski dopiero w środku stawki może zaskakiwać. Uzasadnienie jest jednak dość proste – nasz rynek przestał być tanią lokalizacją inwestycyjną, lecz wciąż nie posiada renomy gospodarki typowej dla inwestycji zaawansowanych pod względem procesowym i technologicznym.

Polska nadal oferuje inwestorom korzyści związane z kosztami pracy, które pozostają niższe niż w wielu innych krajach na świecie. Przykładowo, firmy z Niemiec czy krajów skandynawskich nadal uważają tutejszy rynek za atrakcyjny pod względem finansowym oraz doceniają wysoką jakość kompetencji i wiedzy polskich pracowników. Chociaż ulokowanie centrum usług na 30 osób może być łatwiejsze i tańsze w innym kraju, np. w Portugalii, to Polska niejednokrotnie pozyskuje projekty inwestycyjne ze względu na większą populację wykwalifikowanych pracowników, która umożliwia łatwe skalowanie zatrudnienia – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Z jednej strony zbyt drodzy, z drugiej niewystarczająco innowacyjni

Nie ulega wątpliwości, że pod względem dostępności cenowej Polska nie może już konkurować z Malezją, Indiami czy Chinami, które w raporcie „Global Talent Tracker” znalazły się na podium w kategorii kosztów pracy. Jednocześnie nie jest jeszcze na takim poziomie zaawansowania, aby w kontekście innowacyjności kadr czy rozwoju kompetencji móc równać się ze Szwecją, Szwajcarią czy Danią. Jak najszybsze przebycie tej transformacji stanowi obecnie podstawę sukcesu inwestycyjnego Polski.

Polska przestała być postrzegana jako źródło taniej i nisko wykwalifikowanej siły roboczej, a centra usług obsługujące proste, transakcyjne procesy coraz częściej zastępują zaawansowane ośrodki kompetencyjne o profilu technologicznym lub badawczo-rozwojowym. Popyt na doświadczonych ekspertów, z zaawansowanymi umiejętnościami i znajomością języków obcych utrzymuje się na wysokim poziomie. Jednak, aby móc rywalizować o inwestycje z bardziej dojrzałymi rynkami, polska gospodarka musi zwiększyć swoją innowacyjność, a kadry – rozwijać kompetencje cyfrowe. W dalszej perspektywie znaczącym wyzwaniem będzie również demografia – zauważa Alex Shteingardt z Hays Poland.

Niezbędne inwestycje w cyfrowe kompetencje

Jak zauważają twórcy raportu, zwiększenie konkurencyjności polskiego rynku pracy będzie wymagało dodatkowych inwestycji w rozwój kompetencji przyszłości oraz lepszego dopasowania systemu edukacji do aktualnych potrzeb biznesu. Te z kolei coraz bardziej związane są z umiejętnościami cyfrowymi i zdolnością korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji. Tymczasem jak wynika z badań Uniwersytetu Stanforda, które przywołuje raport Hays i Oxford Economics, Polska w globalnym rankingu potencjału AI zdobyła tylko 13,9 punktów. Dla porównania, Portugalia zdobyła 14,7, Hiszpania 17,7, Niemcy 18,5, a Stany Zjednoczone aż 70,1 pkt.

Pozytywnym prognostykiem na przyszłość pozostaje jednak fakt, że według danych Oxford Economics, wzrost polskiej gospodarki będzie napędzany przede wszystkim przez sektor technologiczny. W okresie 2025-2030 branża IT każdego roku ma rosnąć średnio o 4,5%. Wraz z nią będzie rósł popyt, a docelowo również podaż zaawansowanych kompetencji technologicznych, związanych z inżynierią danych, sztuczną inteligencją, uczeniem maszynowym i cyberbezpieczeństwem. Rosnąca popularność postawy zakładającej naukę i podnoszenie kwalifikacji na każdym etapie kariery, daje nadzieję na lepsze dopasowanie innowacyjności polskich pracowników do aktualnych i przyszłych potrzeb kompetencyjnych inwestorów.

O Raporcie

Raport Hays „Global Talent Tracker” został opracowany we współpracy z Oxford Economics we wrześniu 2025 roku. Opracowanie porównuje rynki pracy w 35 krajach, oceniając je w pięciu kategoriach – kosztach pracy, udziału w rynku pracy, rozwoju kompetencji, elastyczności rynku pracy i innowacyjności kadr. Wyniki bazują na różnorodnych wskaźnikach ekonomicznych, demograficznych oraz tych dotyczących kompetencji.

Top 5 trendów technologicznych na 2026 r. według Capgemini

Capgemini przedstawia „TechnoVision: Top 5 Tech Trends to Watch in 2026”, wskazując technologie, które w nadchodzącym roku mają osiągnąć punkt zwrotny. Choć AI i Gen AI pozostają w centrum uwagi, ich wpływ obejmuje również rozwój oprogramowania, architektury chmurowe oraz działania operacyjne przedsiębiorstw. Opisane trendy odzwierciedlają koncentrację na większej integracji, odporności i pozyskiwaniu wymiernej wartości biznesowej.

– W zeszłym roku raport Capgemini Top 5 Tech Trends przewidział m.in. rozwój robotyki AI, wizję, która stała się rzeczywistością zarówno na rynku, jak i w Capgemini, dzięki uruchomieniu naszego AI Robotics & Experiences Lab oraz obecnym eksperymentom z Orano. U progu 2026 r. AI wychodzi poza fazę eksperymentów i wchodzi w etap dojrzałości. W nadchodzącym roku sztuczna inteligencja stanie się trzonem architektury przedsiębiorstw, przekształci cykl życia tworzenia oprogramowania i zrewolucjonizuje wykorzystanie chmury. Jednocześnie systemy korporacyjne przechodzą fundamentalną zmianę w kierunku inteligentnych operacji, a suwerenność technologiczna staje się strategicznym priorytetem, skłaniając organizacje do budowania odpornej współzależności – wyjaśnia Pascal Brier, Chief Innovation Officer w Capgemini i członek Komitetu Wykonawczego Grupy.

Technologie, które warto śledzić w 2026 r.

1) Rok prawdy dla AI

AI jest bez wątpienia technologią definiującą tę dekadę. Jednak inwestycje postępują szybciej niż organizacje wdrażają i czerpią wartość ze sztucznej inteligencji. Analizując dlaczego niektóre eksperymenty z AI nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, liderzy biznesu coraz częściej dostrzegają, że problem nie tkwi w samej technologii, lecz w podejściu biznesowym i metodologii. Wdrożenia na pełną skalę będą wymagać czasu, a długoterminowa wartość będzie wynikać z implementacji obejmujących całą organizację.

Wraz z początkiem rzeczywistej fazy wzrostu wyłania się ekosystem AI mocniej zakorzeniony w wartości operacyjnej i architekturze przedsiębiorstwa — zaczynając od danych i infrastruktury i koncentrując się na „chemii” na linii człowiek–AI. Rok 2026 będzie momentem przejścia od projektów “proof of concept” w stronę “proof of impact”, aby AI przynosiło mierzalne rezultaty, budowało zaufanie i wspierało współpracę na szeroką skalę, jednocześnie tworząc fundamenty pod dalszą, szeroko zakrojoną transformację.

Dlaczego to ważne: Tempo rozwoju AI nie wykazuje oznak spowolnienia, a oferta dostępna na rynku stale rośnie. Tymczasem, po latach rozproszonych pilotaży, rok 2026 będzie rokiem znaczącego postępu, w którym organizacje będą inwestować w dane i AI, a co ważniejsze w budowanie „chemii” na linii człowiek–AI, wykorzystując transformacyjny potencjał sztucznej inteligencji.

2) AI dominuje software

Software zdominował świat, a teraz AI dominuje software. Sztuczna inteligencja przekształca cykl życia tworzenia oprogramowania w różnych branżach, przesuwając punkt ciężkości z pisania kodu na wyrażanie intencji. Po latach automatyzacji i przyspieszenia napędzanego praktykami DevOps, obecnie AI coraz częściej generuje i utrzymuje elementy oprogramowania. Zadaniem programistów będzie określenie oczekiwanych rezultatów, podczas gdy AI będzie generować i utrzymywać komponenty, skracać cykl dostarczania oprogramowania i poprawiać jakość. Jednak nadzór i zarządzanie pozostają kluczowe, aby zapobiegać halucynacjom AI, lukom w bezpieczeństwie oraz ukrytym błędom.

Ta nowa era „przebudowy oprogramowania” w całym łańcuchu wartości wpisuje się w koncepcję AI-Native Business, działającego na platformach adaptacyjnych, a nie statycznych. To podejście otwiera możliwości budowy lepiej przystosowujących się, suwerennych systemów, zmniejszając zależność od dostawców Software as a Service i umożliwiając wyróżnienie się poprzez produkty dopasowane do potrzeb użytkowników, w przystępnych cenach.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku ta zmiana będzie coraz bardziej redefiniować role. Nadzór nad AI i kontrola jakości będą kluczowe dla zaufania i odporności. Organizacje zaczną przebudowywać swoje aplikacje i będą musiały skupić się na rozwoju nowych kompetencji w zespołach deweloperskich. Nową walutą ekspercką staną się myślenie systemowe, orkiestracja AI i agentów oraz zarządzanie złożonymi, autonomicznymi procesami i łańcuchami narzędzi.

3) Cloud 3.0: wszystkie odcienie chmury

Chmura wchodzi w kolejną fazę ewolucji. Architektury hybrydowe, prywatne, multicloud i suwerenne przestają być niszowe, a stają się podstawą skalowania AI do tego stopnia, że stanowią operacyjny trzon dla obciążeń AI i agentowych. Skalowanie i zapewnienie odpowiedniej wydajności AI nie jest możliwe wyłącznie w klasycznej chmurze publicznej, co napędza adopcję innych modeli chmurowych. Systemy agentowe opierają się bowiem na skalowalnych i niskolatencyjnych infrastrukturach, w których edge i cloud działają jako jedna inteligentna warstwa. Dodatkowo, duże awarie oraz presja geopolityczna przyspieszają strategie dywersyfikacji i budowania odporności. Platformy hybrydowe staną się standardem, a organizacje będą przeprojektowywać architektury pod kątem wydajności, elastyczności, suwerenności i autonomii strategicznej, aby zapewnić ciągłość działania.

Dlaczego to ważne: Chmura 3.0 zwiększy możliwości organizacji w dostosowywaniu użycia chmury do ich zróżnicowanych potrzeb, zwłaszcza pod względem redundancji zasobów, krytyczności i opóźnień. Jednocześnie, choć te działania mogą przynieść zwiększenie odporności, innym możliwym ich skutkiem jest większa złożoność w zarządzaniu. To z kolei nałoży presję na dostawców chmury, aby poprawili interoperacyjność w swoich strategiach multi-vendor. W erze Cloud 3.0 organizacje będą musiały upewnić się, że posiadają odpowiednie kompetencje, stosują zwinne zarządzanie i adaptacyjne podejście, które umożliwią pewne działanie w zróżnicowanych środowiskach chmurowych.

4) Rozwój inteligentnych operacji

Systemy korporacyjne ewoluują ze statycznych systemów ewidencyjnych w żywe silniki inteligentnych operacji. To swoisty przewrót kopernikański, w ramach którego procesy stają się centralnym punktem, zamiast być jedynie dodatkowymi aplikacjami. Dzięki możliwościom systemów agentowych firmy mają szansę na przemyślenie i przeprojektowanie swoich procesów biznesowych tak, aby były samodoskonalące się, adaptacyjne i zwinne. Przedsiębiorstwa dążą dziś do orkiestracji całych procesów, a nie pojedynczych kroków, aby móc prowadzić połączone operacje, które przełamują silosy, tworzą zintegrowane łańcuchy wartości i umożliwiają optymalizację w całej organizacji.

Agenci AI wbudowani w kluczowe procesy zaczynają monitorować działania, optymalizować wykonywanie zadań, zarządzać wyjątkami i organizacją pracy w obszarach finansów, łańcucha dostaw, HR i obsługi klienta. Automatyzacja będzie podążać w kierunku wspólnego sterowania przez człowieka i AI, gdzie AI proponuje i wykonuje, a ludzie nadzorują i zarządzają. Nadzór stanie się podstawową zasadą, kluczową dla zapewnienia zaufania i odporności. Inteligentne operacje pozwolą organizacjom przejść od reaktywności do proaktywności, eliminując nieefektywności i zwiększając zwinność. Aplikacje i operacje będą ewoluować w sposób ciągły, zamiast pozostawać statyczne, z góry zdefiniowane czy ręcznie utrzymywane.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku organizacje przejdą od pilotaży do pierwszych wdrożeń produkcyjnych, od fragmentarycznej automatyzacji do kompleksowych łańcuchów wartości. Sukces tych projektów będzie zależał od zapewnienia niezawodności i skalowalności agentów AI oraz “chemii” na linii człowiek–AI.

5) Paradoks suwerenności technologicznej w świecie bez granic

W obliczu niepewności geopolitycznej suwerenność technologiczna ewoluowała od koncepcji politycznej do strategicznego priorytetu. Państwa i przedsiębiorstwa dążą dziś do kontroli nad kluczowymi technologiami w świecie, który pozostaje głęboko współzależny. Powstaje więc nowy paradoks: suwerenność nie jest już definiowana przez izolację, lecz przez odporną współzależność. Ponieważ pełna autonomia technologiczna nie jest możliwa organizacje będą koncentrować się na ograniczaniu ryzyka i selektywnej kontroli nad kluczowymi warstwami. Priorytetem będzie zabezpieczenie ciągłości działania dzięki dywersyfikacji dostawców i suwerennym alternatywom. Widzimy też rozwój rozwiązań oferujących wybór i strategiczną elastyczność, w tym rozwiązań multicloud i chmur suwerennych, regionalnych modeli AI, otwartych platform oraz nowych ekosystemów układów scalonych.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku będzie trwał wyścig o kontrolę nad krytycznymi warstwami cyfrowego łańcucha wartości – od półprzewodników, przez przechowywanie danych, aż po modele AI – a większość hiperskalerów i dużych dostawców chmury prawdopodobnie wprowadzi ofertę chmury suwerennej. Będzie to miało głęboki wpływ na to, w jaki sposób firmy ograniczają ryzyko i zapewniają odporność.

Cyber Week 2025: sprzedaż wzrosła o 7% r/r, a agenci AI odpowiadali za 20% zamówień

0

Salesforce ogłosił wyniki po Cyber Week 2025 (za okres 25 listopada – 1 grudnia), oparte na analizie zachowań ponad 1,5 miliarda konsumentów. Tegoroczny tydzień zakupowy po raz kolejny osiągnął rekordowy poziom: globalna sprzedaż wzrosła o 7% r/r do 336,6 mld USD. W USA wydatki wyniosły 79,6 mld USD, co oznacza wzrost o 5% r/r. Silne wyniki potwierdzają niesłabnący popyt, mimo wzrastających cen, oraz rosnącą rolę AI i agentów jako kluczowych akceleratorów sprzedaży i efektywności operacyjnej.

AI i agenci generują znaczący wzrost sprzedaży i podnoszą jakość obsługi

Sztuczna inteligencja i agenci odegrali kluczową rolę w procesie zakupowym, generując 67 mld USD sprzedaży dzięki spersonalizowanym rekomendacjom i konwersacyjnemu wsparciu klienta. W trakcie Cyber Week narzędzia te wpłynęły na 20% wszystkich globalnych zamówień. Detaliści korzystający z Salesforce Agentforce 360 – m.in. Pandora, Shark Ninja i Funko – odnotowali wzrost sprzedaży o 32% szybszy niż firmy niewykorzystujące agentów AI.

Agenci AI efektywnie obsługiwali także zwiększony wolumen zapytań świątecznych. Liczba rozmów z zakresu obsługi klienta prowadzonych przez agentów wzrosła o 55% tydzień do tygodnia, a liczba wykonywanych przez nich działań (m.in. aktualizacje adresów, inicjowanie zwrotów) zwiększyła się o 70%, znacząco odciążając zespoły obsługi.

Okres świąteczny to moment, w którym każda luka w obsłudze klienta natychmiast przekłada się na wyniki. W Polsce i całym regionie CEE widzimy dynamiczny wzrost wykorzystania agentów AI, bo potrafią oni łączyć dane online i offline w jeden spójny profil, od historii zakupów, preferencji rozmiarowych i kolorystycznych, przez LTV i status lojalnościowy, aż po zachowania w sieci czy aplikacji mobilnej komentuje Piotr Łobaczewski, Regional Sales Director, Salesforce. – Dzięki temu, agenci są w stanie nie tylko wnioskować w oparciu o dane, lecz również działać: inicjować zwrot, otworzyć sprawę, skomponować koszyk, zaproponować alternatywny produkt czy zmienić termin dostawy. Dlatego Agentforce Commerce staje się kluczowym narzędziem dla marek budujących przewagę w D2C, dając klientowi obsługę, która jest jednocześnie inteligentna i bezzwłoczna.

Najważniejsze trendy Cyber Week 2025

  • Cyber Week ustanawił nowy globalny rekord: Konsumenci wykazali wysoką aktywność, kontynuując zakupy przez cały tydzień i napędzając silny wzrost sprzedaży.
  • Black Friday: 79 mld USD globalnej sprzedaży (+6% r/r) i 18 mld USD w USA (+3% r/r). Ten dzień odpowiadał za 31% wszystkich zakupów stacjonarnych w trakcie Cyber Week.
  • Cyber Monday: 53 mld USD globalnej sprzedaży online (+7% r/r) i 13,6 mld USD w USA (+6% r/r).
  • Mobile jako dominujący kanał: 70% zamówień online złożono na urządzeniach mobilnych. Portfele mobilne odpowiadały za 27% globalnych i 29% amerykańskich płatności. Media społecznościowe wygenerowały 15% globalnego i 16% amerykańskiego ruchu – TikTok notował 9% globalnego ruchu z social mediów, co oznacza wzrost o 55% r/r.
  • Wydatki konsumenckie pozostają silne: Średnia cena sprzedaży wzrosła o 6% r/r, a liczba zamówień zwiększyła się o 2% globalnie i 1% w USA, co wskazuje, że konsumenci postrzegają Cyber Week jako najlepszy moment na zakupy mimo rosnących cen.

Cyber Week 2025 pokazał, że choć w Polsce zakupy w sklepach stacjonarnych nadal mają duży udział, to właśnie kanały digital, szczególnie mobile, kształtują decyzję o tym, co i gdzie kupimy. Coraz więcej konsumentów nie zaczyna już poszukiwań w tradycyjnej wyszukiwarce. Zamiast tego, pytają Gemini czy ChatGPT o rekomendacje produktów dopasowanych do ich preferencjistwierdził Piotr Łobaczewski. Dla firm oznacza to jedno: handel musi być ściśle połączony z konwersacyjną sztuczną inteligencją. Agenci AI potrzebują dostępu do bogatych metadanych produktowych, aktualnych cen, promocji i stanów magazynowych, aby mogli tworzyć rzetelne, trafne. W świecie, w którym internet stał się oceanem informacji, nikt nie chce tracić godzin na ręczne porównywanie ofert. Jeśli marka nie dostarczy swoich danych agentom AI, to nie pojawi się w rozmowie klienta – a to tam zapada coraz więcej decyzji zakupowych podsumowuje.

Metodologia

Analiza obejmuje dane z aktywności ponad 1,5 miliarda konsumentów w ponad 89 krajach, ze szczególnym uwzględnieniem 18 kluczowych rynków. Wyniki bazują na danych połączonych z systemów Agentforce 360, Agentforce Commerce, Agentforce Marketing oraz Agentforce Service. Prognozy opierają się na połączeniu danych własnych, danych zewnętrznych oraz założeń rynkowych.

Wykorzystując połączone dane z Agentforce 360, Agentforce Commerce, Agentforce Marketing i Agentforce Service, Salesforce przeanalizował aktywność ponad 1,5 miliarda konsumentów w ponad 89 krajach. Analiza koncentrowała się na 18 kluczowych rynkach: USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Japonii, Holandii, Australii, Nowej Zelandii, regionie Azji i Pacyfiku (bez Japonii, Australii i Nowej Zelandii), Szwajcarii, Ameryce Łacińskiej (LAM), regionie Bliskiego Wschodu i Afryki (MEA), Europie Wschodniej, Belgii i krajach nordyckich. Zestaw wskaźników obejmuje dane z ostatnich dziewięciu kwartałów i aktualny stan globalnego handlu cyfrowego. Do ekstrapolacji wyników makroekonomicznych zastosowano kilka czynników. Wyniki te nie stanowią odzwierciedlenia wyników finansowych Salesforce.

Prezentowane dane prognostyczne pochodzą z badań Salesforce i łączą dane własne, dane zewnętrzne oraz szereg założeń rynkowych.

Cena rządzi świątecznym koszykiem. Influencerzy bez znaczenia

Dla ośmiu na dziesięciu respondentów cena jest czynnikiem, który w tym roku zdecyduje o zakupie artykułów spożywczych na Boże Narodzenie. W blisko trzech na czterech przypadkach wybór pada na promocję. Z kolei nieco ponad połowa ankietowanych stawia na jakość. Każda z ww. odpowiedzi ma wyższy wynik w porównaniu z ubiegłym rokiem. Natomiast największy skok rdr. dotyczy dostępności. Najmniejsze zaś znaczenie w tym zakresie mają opinie influencerów lub celebrytów.

Najnowsze badanie Grupy BLIX i platformy UCE RESEARCH pokazuje, jakie czynniki w tym roku zdecydują o zakupie artykułów spożywczych na Boże Narodzenie. 81% respondentów wskazało na cenę. W ubiegłym roku ta odpowiedź również była wybierana najczęściej. Wówczas osiągnęła nieco niższy wynik – 78,5%.

– Wzrost znaczenia tego czynnika do 81% jednoznacznie potwierdza, że polscy konsumenci wchodzą w sezon świąteczny z wyraźnym nastawieniem na kontrolę wydatków. Cena dominuje, ponieważ to ona najbardziej determinuje realną wartość świątecznego koszyka, który dla wielu gospodarstw domowych jest jednym z najdroższych w roku. Wzrost rdr. o 2,5 p.p. wskazuje nie tyle na pogorszenie sytuacji finansowej, ile na rosnącą dyscyplinę zakupową i większą świadomość cenową. Polacy nie chcą przepłacać i aktywnie zarządzają budżetem – komentuje dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

W odpowiedzi na pytanie wielokrotnego wyboru mniej wskazań mają takie czynniki, jak promocja – 72% (rok wcześniej – 70,1%), a także jakość – 53,6% (53,3%). Według autorów badania, wyniki te potwierdzają, że Polacy oczekują realnych korzyści i konkretnej wartości. Promocje stanowią kluczowy element świątecznych strategii zakupowych nie jako dodatek, lecz jako fundamentalny czynnik, który umożliwia utrzymanie kosztów w ryzach.

– Jednocześnie nie ma mowy o tzw. promocjach za wszelką cenę. Konsumenci równie mocno akcentują jakość, co właściwie oznacza, że w okresie świątecznym nie są skłonni do kompromisów. Te wyniki nie są zaskoczeniem. One wręcz potwierdzają, że promocje odgrywają coraz większą rolę w decyzjach zakupowych. Retailerzy muszą przygotować wyjątkowo mocne oferty, jeśli chcą realnie konkurować o uwagę klientów – dodaje ekspert Grupy BLIX.

Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu znajdują się takie czynniki, jak własne doświadczenie – 37,1% (w ubiegłym roku – 34,9%), a także dostępność – 28,9% (24,7%). Mniej wskazań mają marka – 10,3% (poprzednio – 9,6%), opinia rodziny lub znajomych – 5,6% (7,1%), jak również reklama – 5,1% (3,7%). Zdaniem autorów badania, te odpowiedzi trafiły poza podium rankingu, ponieważ w okresie zwiększonej presji budżetowej to cena, promocje i jakość najmocniej determinują wybory zakupowe.

– Własne doświadczenie nadal pozostaje istotne, ale jest czynnikiem bardziej stabilnym i mniej dynamicznym niż zmieniające się ceny. Marka czy reklama mają stosunkowo niskie znaczenie, bo konsumenci w tym okresie kierują się przede wszystkim pragmatyzmem i konkretnymi korzyściami, a nie wizerunkiem. Opinie innych również są mniej ważne, bo świąteczne zakupy spożywcze opierają się głównie na znanych, sprawdzonych produktach – analizuje dr Krzysztof Łuczak.

Wspomniana dostępność zanotowała największy wzrost rdr. ze wszystkich czynników – o 4,2 p.p. (28,9%, wcześniej – 24,7%). Z kolei opinia rodziny lub znajomych jest jedną z dwóch odpowiedzi z niższym wynikiem rdr. W tym przypadku widzimy spadek o 1,5 p.p. (5,6%, poprzednio – 7,1%).

– Mniejsze znaczenie opinii rodziny i znajomych wskazuje na to, że klienci polegają coraz bardziej na własnych wyborach i doświadczeniach. Świąteczne zakupy traktują jako rutynowy proces, w którym rekomendacje bliskich nie są już tak istotne jak konkretne korzyści czy pewność znalezienia potrzebnych produktów – zaznacza ekspert z Grupy BLIX.

Natomiast najmniej wskazań ma opinia influencera lub celebryty – 0,5% (poprzednio – 0,3%). Z kolei 0,8% respondentów nie potrafi się określić (rok wcześniej – 0,6%), a 0,9% badanych wybiera inną kwestię, tj. spoza przedstawionej listy odpowiedzi (w ubiegłym roku – 1,4%).

– Niski wynik opinii influencerów pokazuje, że w tym obszarze ich wpływ jest minimalny. Mówimy tu o decyzjach zakupowych dotyczących żywności, którą konsumenci wybierają raczej na podstawie jakości, ceny i własnych przyzwyczajeń, a nie trendów. Nie oznacza to jednak, że działania marketingowe z udziałem influencerów są nieskuteczne. Po prostu w kategorii spożywczej i w okresie świątecznym ich rola jest ograniczona. Możliwe też, że ankietowani niechętnie przyznają się do wpływu influencerów, ale nawet jeśli taki efekt istnieje, to pozostaje marginalny w porównaniu z kluczowymi czynnikami zakupowymi – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę BLIX i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, metodą CAWI, na próbie 1007 osób respondentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych.

UOKiK ukarał Play. Ponad 108 mln zł kary za utratę rabatu po opóźnionej płatności

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na spółkę P4, operatora sieci Play, karę w wysokości ponad 108 mln zł za stosowanie niedozwolonej – zdaniem urzędu – praktyki wobec klientów. Chodzi o mechanizm, w którym spóźnienie z opłaceniem rachunku skutkowało utratą rabatu i wyższym abonamentem w kolejnym miesiącu. UOKiK uznał ten system za formę niedopuszczalnej kary umownej i zobowiązał spółkę do zwrotu nienależnie pobranych opłat konsumentom.

Play oferował klientom rabat – zazwyczaj w wysokości 5 zł miesięcznie – za korzystanie z e-faktury i terminowe regulowanie należności. Jak ustalił UOKiK, w przypadku nawet niewielkiego opóźnienia w płatności konsument automatycznie tracił zniżkę, a jego kolejny rachunek był odpowiednio wyższy. W ocenie prezesa urzędu taki mechanizm wykracza poza dopuszczalne prawem konsekwencje opóźnienia w zapłacie.

– Promocja nie może mieć podwójnego dna. Zniżka za e-fakturę i terminową płatność miała być zachętą, a w praktyce stała się dotkliwą sankcją za spóźnienie z przelewem. To narusza prawo i interesy konsumentów – wskazał prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Urząd podkreśla, że zgodnie z Kodeksem cywilnym, w przypadku opóźnienia w zapłacie przedsiębiorca może naliczyć odsetki ustawowe, ale nie ma prawa nakładać dodatkowych sankcji finansowych. Zdaniem UOKiK odbieranie rabatu i podwyższanie abonamentu w kolejnym miesiącu stanowi de facto niedozwoloną karę umowną.

Jak wynika z decyzji, P4 stosował zakwestionowane zasady od ponad sześciu lat. Rabat był przyznawany pod warunkiem spełnienia dwóch kryteriów: zgody na e-fakturę oraz terminowej płatności. W przypadku opóźnienia klient tracił zniżkę w następnym okresie rozliczeniowym – często po 5 zł za każdą usługę. Przy kilku numerach lub usługach strata mogła sięgać kilkunastu lub kilkudziesięciu złotych miesięcznie. W praktyce oznaczało to, że abonament zamiast zostać obniżony, rósł.

UOKiK zwrócił uwagę, że konsumenci ponosili w takich sytuacjach podwójne konsekwencje: płacili zarówno odsetki za opóźnienie, jak i wyższy abonament wynikający z utraty rabatu. Zdarzały się także przypadki, gdy klienci tracili zniżkę nie z powodu opóźnienia w opłacie samego abonamentu, lecz innych należności doliczonych do tej samej faktury, takich jak raty za urządzenia czy opłaty za usługi dodatkowe.

Nałożona kara wynosi dokładnie 108 573 207 zł. Oprócz sankcji finansowej prezes UOKiK nakazał zaprzestanie stosowania zakwestionowanej praktyki oraz zwrot pobranych opłat. Prawo do zwrotu przysługuje klientom, którzy po 30 września 2019 r. zawarli umowę z rabatem, utracili go z powodu opóźnienia w płatności i zapłacili wyższą kwotę rachunku. Zwrot obejmie zarówno obecnych, jak i byłych klientów operatora.

Po uprawomocnieniu się decyzji Play będzie zobowiązany do poinformowania konsumentów o przysługującym im prawie do zwrotu, zasadach jego uzyskania oraz terminach zgłoszeń. W przypadku obecnych klientów, którzy nie wystąpią samodzielnie o zwrot, środki mają zostać automatycznie zaksięgowane na ich kontach abonenckich.

Decyzja nie jest prawomocna. Spółka P4 ma prawo odwołać się od niej do sądu.

UOKiK zapowiada, że to nie koniec działań w tym obszarze. Urząd prowadzi obecnie postępowania wobec innych dostawców usług telekomunikacyjnych, w tym m.in. CANAL+, T-Mobile, Orange, Vectra i Multimedia Polska, badając podobne mechanizmy utraty rabatów w związku z opóźnioną płatnością faktur.

Baker McKenzie: Warszawa może skorzystać na światowym boomie inwestycyjnym w centra danych

Warszawa wyrasta na jedno z kluczowych miast europejskich, które może przyciągnąć znaczące inwestycje w nowe centra danych, wynika z najnowszego raportu Baker McKenzie – Data Centers Unlocked: What’s New and What Matters. Eksperci kancelarii szacują, że globalny rynek centrów danych osiągnie wartość $600-700 mld w 2030 roku, napędzany rozwojem technologii opartych na sztucznej inteligencji i usług chmurowych.

Stolica Polski jest wymieniana w raporcie kancelarii obok Mediolanu, Madrytu, Zurychu oraz krajów nordyckich jako jedna z najlepszych lokalizacji dla centrów danych. Obecne huby europejskie skupione we Frankfurcie, Londynie, Amsterdamie, Paryżu i Dublinie, czyli tzw. rynek FLAP-D, tracą na atrakcyjności ze względu na wprowadzane ograniczenia administracyjne i rosnące problemy z dostępem do energii i nowych gruntów, twierdzą eksperci kancelarii.

– Szacujemy, że globalny rynek centrów danych będzie rósł w tempie dwucyfrowym w najbliższych latach za sprawą postępującej cyfryzacji światowych gospodarek – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Polska, ze względu na korzystne uwarunkowania i regulacje, jak również ambitne plany transformacji i rozwoju energetyki, ma szansę stać się jednym z beneficjentów tego boomu.

Zapewnienie stabilnych dostaw czystej i skalowalnej energii to oprócz kwestii regulacji prawnych, zachęt podatkowych oraz dostępności gruntów kluczowy czynnik decydujący o wyborze lokalizacji pod nowe inwestycje w centra danych, podkreślają autorzy raportu z Baker McKenzie. Zużycie energii w centrach danych jest bowiem 40 razy większe niż w innych nieruchomościach komercyjnych, a będzie rosnąć dalej wraz z rozwojem AI.

Polska realizuje obecnie szeroko zakrojone projekty w sektorze energetycznym, które będą kluczowe dla przyciągnięcia inwestorów do branż energochłonnych, w tym do sektora centrów danych – twierdzi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Polsce, współkierująca praktyką transakcyjną. – Niezwykle istotną kwestią dla inwestorów staje się rozwój sektora odnawialnych źródeł energii, jak również inwestycje w energetykę atomową oraz zapowiadane projekty dotyczące modułowych reaktorów jądrowych (SMR).

Prawnicy Baker McKenzie zwracają także uwagę na dodatkowe możliwości, z jakich korzystać mogą inwestorzy centrów w Polsce. Związane są one z wykorzystaniem terenów typu brownfield, czyli poprzemysłowych lub pierwotnie zabudowanych, które często mają dogodną lokalizację i spełniają warunki niezbędne dla centrum danych. Inwestycje na terenach typu brownfield umożliwiają wykorzystanie lokalizacji w pobliżu lub w samych miastach, co jest istotne w kontekście bliskości użytkowników i wydajności infrastruktury.

Istotną rolę w planowaniu inwestycji w centra danych odgrywają kwestie zrównoważonego rozwoju oraz poszukiwanie rozwiązań, które pozwolą ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko. Istotny jest dostęp do wody używanej do chłodzenia systemu, odpady i kwestia odprowadzania nadmiarowego ciepła.

Jak wynika z raportu, rosnąca skala inwestycji w centra danych wpływa również na zmianę sposobu finansowania kapitałochłonnych przedsięwzięć, z klasycznego modelu pozyskiwania kapitału na bardziej elastyczny. Na rynku europejskim szczególnie na znaczeniu zyskują partnerstwa joint ventures czy finansowanie portfelowe. Jednocześnie, rządy coraz aktywniej wykorzystują ulgi podatkowe jako narzędzie przyciągania inwestycji w sektorze data center, co tworzy silną konkurencję między poszczególnymi jurysdykcjami.

W dzisiejszej, napędzanej przez sztuczną inteligencję gospodarce najważniejsze czynniki decydujące o rozwoju centrów danych to dostęp do energii i kapitału oraz regulacje prawne i procedury udzielania pozwoleń – dodaje Weronika Guerquin-Koryzma, partnerka oraz szefowa praktyki nieruchomości w Baker McKenzie w Warszawie. – Inwestorzy, którzy zabezpieczą sobie stabilne, skalowalne źródła energii i potrafią wdrożyć innowacyjne, dopasowane do regionu modele finansowania oraz partnerstw, wykorzystają nadchodzącą falę rozwoju infrastruktury cyfrowej.

Popularność ugód sprzyja szybszemu rozstrzyganiu spraw frankowych. Nowe dane z sądów

Sądy okręgowe coraz szybciej rozstrzygają spory frankowe. W trzech pierwszych kwartałach br. załatwiono w nich ok. 69 tys. spraw. W analogicznym okresie 2024 roku wydano blisko 51,5 tys. rozstrzygnięć. Wzrost wynosi zatem 33,4% rdr. W niektórych sądach liczba zakończonych spraw wzrosła rdr. o ponad 300, a w innych – nawet o 2-3 tys. Komentujący te dane eksperci wyjaśniają, że coraz sprawniejsze działanie sądów może wynikać z nabytego przez lata doświadczenia. Ponadto odchodzi się od powoływania biegłych i pomija się zeznania niektórych świadków, co pozwala na wydanie wyroku już nawet po pierwszej rozprawie. Nie bez znaczenia jest też popularność ugód oferowanych przez banki.

Z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych wynika, że w trzech kwartałach br. załatwiono w nich ok. 69 tys. spraw frankowych. To o 33,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy udało się rozstrzygnąć ok. 51,5 tys. tego typu spraw. Wynik ten nie jest zaskoczeniem dla dr Wanesy Choptiany-Mańka z Uniwersytetu WSB Merito. Ekspertka zauważa, że od kilku lat obserwujemy wyraźny trend lawinowego przyrostu liczby pozwów dotyczących tzw. umów frankowych.

– Najsilniejszym bodźcem do dochodzenia swoich praw przed polskimi sądami pozostają korzystne dla kredytobiorców wyroki TSUE, które umocniły ukształtowaną już linię orzeczniczą, ułatwiły dochodzenie roszczeń oraz zwiększyły szanse na uzyskanie znaczących korzyści finansowych. Istotną rolę odgrywa także rosnąca świadomość prawna konsumentów, wzmacniana przez kampanie informacyjne w mediach, łatwy dostęp do wiedzy – wyjaśnia dr Choptiany-Mańka.

Z kolei adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal uważa, że coraz sprawniejsze rozpoznawanie przez sądy tego rodzaju spraw może wynikać z rosnącego doświadczenia sędziów w tej materii. Ponadto w sprawach frankowych odchodzi się od powoływania biegłych sądowych i pomija się zeznania przynajmniej niektórych świadków, co pozwala na wydanie wyroku już po pierwszej rozprawie. Nie bez znaczenia jest też popularność ugód sądowych.

– Kredytobiorcy coraz częściej decydują się na zawarcie ugody, ponieważ banki proponują atrakcyjne z puntu widzenia konsumenta warunki polubownego zakończenia sprawy. Zawarcie ugody pozasądowej skutkuje cofnięciem pozwu i umorzeniem postępowania przez sąd, co oznacza zakończenie sprawy. Jeśli zaś strony decydują się na zawarcie ugody sądowej, często sądy wyznaczają w tym celu posiedzenia w nieodległym terminie – uzupełnia adwokat Mocarska.

Z kolei dr Choptiany-Mańka ocenia, że przyspieszenie procedowania dla kredytobiorców oznacza szansę na szybsze i korzystne zakończenie sporu, a bankom umożliwia sprawniejsze porządkowanie portfela frankowego w ich strukturze finansowej. W teorii usprawnienie postępowania w sprawach frankowych powinno pozytywnie wpływać również na rozpatrywanie innych sporów cywilnych.

– Tempo rozpatrywania spraw frankowych w 2025 roku jest zdecydowanie najwyższe od początku prowadzenia statystyk przez Ministerstwo Sprawiedliwości w tym zakresie. Dalsze przyspieszenie jest oczywiście możliwe, ale będzie zależało od stopnia przeciążenia sądów oraz napływu nowych pozwów. W polskich sądach wciąż występuje znaczne przeciążenie administracyjne, które wpływa nie tylko na spory frankowe, lecz na cały system postępowań cywilnych – dodaje ekspertka z WSB Merito.

Jak komentuje prawnik dr Jan Szuszkiewicz, mamy do czynienia z dużo szybszym zakończeniem spraw frankowych, ale nie dlatego, iż sądy zaczęły działać sprawniej, tylko z powodu zmiany podejścia banków. Proponują one ugody na bardzo wczesnych etapach sporu. Warunki są na tyle korzystne dla frankowiczów, że po niewielkich negocjacjach coraz częściej na nie przystają. Ze strony banków to świadoma strategia, dzięki której mogą mniej stracić niż po wieloletnim procesie. Następuje kompleksowe rozliczenie roszczeń stron. Bank otrzymuje zwrot wypłaconego kredytu, a frankowicz – łączną sumę rat, które płacił od początku zawarcia umowy kredytowej do zawarcia umowy ugody. Odsetki są najczęściej pomijane. Frankowiczowi są zaś zwracane poniesione koszty procesu.

– Dzięki takiemu rozwiązaniu bank nie musi płacić kancelariom za wieloletnią obsługę sądową. Nie ponosi też kosztów sądowych za przegraną sprawę. Biorąc pod uwagę, że niektóre banki mają tysiące spraw, to olbrzymia oszczędność. Wiedzą o tym, że sprawy frankowe są już praktycznie nie do wygrania w sądzie, więc obrały taką strategię. Na ich postawę oczywiście w sposób zdecydowany wpłynął Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Od 2019 roku każde jego orzeczenie było coraz gorsze dla banków, a coraz lepsze dla frankowiczów. Akcja ugodowa jest bardzo szeroka – stwierdza dr Szuszkiewicz.

Do tego dr Choptiany-Mańka podkreśla, że czas rozpatrywania spraw różni się w zależności od stopnia skomplikowania sporu oraz właściwości miejscowej. Sądy okręgowe w mniejszych miastach działają zwykle sprawniej niż te w dużych ośrodkach, co wynika głównie z różnic w obciążeniu liczbą procesów. Średni czas rozpatrywania sprawy frankowej w 2025 roku wynosił w pierwszej instancji 12-18 miesięcy, a w drugiej – 8-14 miesięcy.

– Oznacza to, że pełne postępowanie sądowe trwa obecnie około 2-3 lat, podczas gdy w poprzednich latach procesy te zajmowały nawet 5 lat, bez pewności co do ostatecznego wyniku. Nie ulega jednak wątpliwości to, że przewidywany czas rozstrzygnięcia sprawy na drodze sądowej pozostaje wciąż bardzo długi. Z tego powodu wielu frankowiczów decyduje się na zawarcie ugody z bankami. Uzyskują wprawdzie mniej korzystne warunki finansowe, ale znacząco skracają czas rozwiązania sporu, ograniczają związane z tym koszty oraz zabezpieczają się przed ewentualnymi dalszymi roszczeniami ze strony banków – dodaje ekspertka.

Ponadto adwokat Milena Mocarska zastrzega, że sprawy, które wpłynęły do sądów w latach 2024-2025, nie są jeszcze zakończone – przynajmniej, jeśli chodzi o Warszawę, Katowice czy Gdańsk. W jej ocenie, realne szanse na przyspieszenie rozpoznania tego typu spraw dawałoby zwiększenie liczby sędziów i pracowników administracyjnych w wydziałach sądów rozpoznających sprawy frankowe.

– Załatwienie sprawy frankowej rozumiane jako prawomocne zakończenie jej w dwóch instancjach to obecnie kwestia kilku lat. Poza Warszawą zdarza się czasem uzyskać korzystny wyrok w I instancji w ciągu 3 miesięcy od złożenia pozwu – podsumowuje prawniczka z MBM Legal.

Hakerzy nieustannie polują na polskie firmy. Ponad 1800 ataków tygodniowo

Koniec roku przynosi wzmożoną aktywność hakerów. Firmy zmagają się m.in. z coraz bardziej agresywnymi kampaniami ransomware, a także z nowymi, często niewidocznymi ryzykami wynikającymi z wykorzystywania generatywnej sztucznej inteligencji Co tydzień polskie firmy odpierają łącznie 1788 ataków (wzrost o 8% r/r) – alarmują eksperci Check Point Research.Industries Chart Nov

W Polsce najczęściej atakowane są jednostki administracji publicznej, wytwórstwo przemysłowe oraz sektor energetyczny i użyteczności publicznej. – Ataki na filary funkcjonowania państwa będą w większości przypadków motywowane geopolitycznie – zauważa Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskiego oddziału firmy Check Point Software. Wskazuje przy tym na kontrast względem światowego lidera pod względem liczby ataków, czyli sektora edukacji i badań, który doświadcza średnio ponad 4650 ataków tygodniowo. – W tym przypadku bardziej prawdopodobna jest motywacja finansowa. Poufne dane, know-how czy projekty technologiczne można stosunkowo łatwo sprzedać zainteresowanym podmiotom – dodaje ekspert.

W skali globalnej na drugim miejscu pod względem liczby incydentów uplasował się sektor rządowy (2716 prób ataków), a na trzecim organizacje non-profit, które zanotowały wręcz eksplozję zagrożeń (2550 ataków i +57 proc. r/r). Łącznie światowa tygodniowa średnia liczba ataków na pojedynczą organizację przekroczyła w listopadzie 2000! 

Ekspertów niepokoi również wzrost ataków motywowanych finansowo, czyli dla okupu (ang. ransomware). Z danych Check Pointa wynika, że w przedostatnim miesiącu roku potwierdzono łącznie 727 takie przypadki, co było 22% wzrostem r/r. Ponad połowa (55 proc.) dotyczyła Ameryki Północnej; w Europie z kolei zrealizowano 18% ataków tego typu. Większość z ataków ransomware realizowanych było przez jedną z trzech czołowych grup zajmujących się tego typu aktywnością – Qilin, Clop i Akira.

GenAI – obietnica innowacji czy tykająca bomba danych?

Szczególnie niepokojącym trendem jest skala ryzyka wynikającego z rosnącego wykorzystania narzędzi GenAI w przedsiębiorstwach. Według Check Point Research aż 1 na 35 promptów wysyłanych z firmowych sieci niosła wysokie ryzyko wycieku danych, a 87% organizacji korzystających z GenAI regularnie było narażonych na ekspozycję wrażliwych informacji. Co więcej, dodatkowe 22% zapytań kierowanych do modeli AI zawierało poufne treści: od komunikacji wewnętrznej i danych klientów po fragmenty zastrzeżonego kodu.

Badacze Check Pointa wskazują, że przeciętna firma korzysta miesięcznie aż z 11 różnych narzędzi GenAI, często niesankcjonowanych i pozbawionych jakiejkolwiek kontroli bezpieczeństwa. Jak zauważają eksperci, taki krajobraz to idealne środowisko do infiltracji, kradzieży danych i AI-napędzanych cyberataków.

Rosnąca liczba ataków to tylko część problemu. Największym wyzwaniem staje się charakter i wyrafinowanie, z jakim hakerzy atakują ofiary wykorzystując AI – podkreśla Omer Dembinsky, Data Research Manager w Check Point Research. Jego zdaniem połączenie ekspansji ransomware z ryzykami generowanymi przez GenAI tworzy dla cyberprzestępców zestaw możliwości większy niż kiedykolwiek wcześniej.

Dlaczego Polacy nadal wahają się przed zakupem elektryka? Wyniki badania

0

Z najnowszej edycji Barometru Nowej Mobilności powered by OTOMOTO przygotowanego przez F5A New Mobility Research and Consulting dla Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności wynika, że choć koszty zakupu stanowią nadal jedną z ważniejszych barier wyboru samochodu elektrycznego BEV (33,3% odpowiedzi), to największymi są parametry użytkowe. Aż 33,6% respondentów wskazało zasięg jako główną barierę zakupową. Równie ważnymi okazały się czas ładowania (31,8%) i brak możliwości ładowania w domu (27,3%). Obawy o pożar, żywotność baterii i koszty energii pojawiają się równie często jak bariery techniczne – BEV „przegrywa” często z percepcją, nie z technologią. Jedynie 16,1% badanych zadeklarowało niepewność wartości pojazdu przy dalszej odsprzedaży.

PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-05 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-04 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-03 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-02

Technologia jako wyróżnik

Barometr Nowej Mobilności wskazuje na przesunięcie konkurencji z obszaru ceny na innowację: aż 43,4% kupujących nowe auta jest gotowych wybrać nieznaną markę, jeśli oferuje lepsze rozwiązania technologiczne. Zmienia się postrzeganie pojazdu wyłącznie jako środka do przemieszczania się z punktu A do B: co trzeci nabywca nowego samochodu traktuje pojazd przyszłości jako urządzenie technologiczne. 68,3% oczekuje aktualizacji oprogramowania OTA jako ważnej funkcji. To sygnał, że innowacje (OTA, szybkie ładowanie, systemy autonomiczne, cyfrowy ekosystem) stają się decydującym motywatorem zakupowym.

– Najnowsza edycja Barometru Nowej Mobilności potwierdza, że transformacja polskiego rynku motoryzacji ku zeroemisyjnym napędom przebiega dziś przede wszystkim przez użyteczność i technologie – konsumenci chcą pewności, że samochód elektryczny rozwiąże ich codzienne potrzeby. Nasze badanie pokazuje, że choć cena wciąż pozostaje kluczowa i nadal będzie odgrywać ważną rolę, to coraz wyraźniej widać pierwsze sygnały, że innowacje i ekosystem usług zaczynają zyskiwać na znaczeniu jako czynnik przyciągający klientów. Obawy społeczne dotyczące ładowania są niemal niezmienne od kilku edycji badania, mimo że w ciągu ostatnich 5 lat liczba punktów ładowania wzrosła o 625% i obecnie liczy ponad 11,3 tys. punktów. – mówi Albert Kania, COO F5A New Mobility Research and Consulting.

2025 – przełom w sprzedaży

Różnica między „może kiedyś kupię elektryka” a „kupiłem” w tym roku się zmniejszyła, co wskazuje na wejście rynku w fazę realnego rozwoju. W 2025 r. zainteresowanie zakupem pojazdu elektrycznego wzrosło o 3 punkty procentowe (z 24 do 27%), natomiast liczba pierwszych rejestracji nowych BEV od stycznia do listopada w Polsce zwiększyła się znacząco – aż o 140%. Kluczową rolę odegrał program dopłat „NaszEauto”, którego efekty będą jeszcze widoczne na początku 2026 r. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM) do końca tego roku zostanie zarejestrowanych ponad 40 tys. nowych osobowych samochodów elektrycznych.

– Rok 2025 jest punktem zwrotnym: coraz więcej deklaracji kierowców zamienia się w rejestracje, czego najlepszym potwierdzeniem jest listopad 2025, kiedy osiągnięto historyczny, ponad 10-procentowy udział pojazdów elektrycznych w pierwszych rejestracjach nowych samochodów w Polsce. To dobry znak dla rynku. Jednak, aby transformacja była trwała, należy skupić się na eliminowaniu barier funkcjonalnych. Rozbudowana i ogólnodostępna infrastruktura ładowania oraz ułatwienie proceduralne budowania garażowego (domowego) punktu ładowania pozostają priorytetami polityki i inwestycji – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Specyficzne wyzwania rynku wtórnego

Rynek używanych samochodów elektrycznych nie odnotował w 2025 r. tak spektakularnego wzrostu jak rynek aut nowych. Używane elektryki są postrzegane jako zbyt drogie na rynku wtórnym (45% wskazań vs 33% w odniesieniu do nowych). Kupujący używane samochody elektryczne częściej niż klienci nowych EV obawiają się zasięgu, braku możliwości ładowania w domu, mają też mniejszą wiedzę o technologii i większe obawy przed pożarem (32% vs 26%). To wskazuje na potrzebę edukacji i lepszego dopasowania oferty dla segmentu używanego.

– Rynek pojazdów elektrycznych został zdominowany przez nowe samochody, ale w ostatnich latach wyraźnie widać stabilny trend wzrostowy w segmencie aut używanych. To szerokie pole do działań edukacyjnych, niosących rzetelną wiedzę na temat elektryków. W połączeniu z rosnącym importem i zwiększaniem dostępności używanych EV pozwoli to na oswojenie naturalnej obawy klientów przed nieznanym. Zestawienie danych OTOMOTO oraz danych rynkowych z wynikami Barometru pokazuje, że wraz z dojrzewaniem oferty i większą przejrzystością rynku wtórnego bariery będą stopniowo maleć, a segment używanych EV będzie coraz silniej wspierać rozwój całej elektromobilności w Polsce – komentuje Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe, OLX Group/OTOMOTO.

Co decyduje o wyborze stacji ładowania w podróży?

Wybierając lokalizację ładowania pojazdu, kierowcy BEV równoważą wiele konkurujących potrzeb jednocześnie. Według 58% respondentów, podstawowym kryterium jest cena za kilowatogodzinę (kWh). Równie ważna jest moc ładowania (51%) i bliskość względem wybranej trasy (51%). Największe obawy kierowców dotyczą: długiego czasu ładowania (61%), niedostatecznej liczby punktów ładowania (51%) oraz trudności w znalezieniu stacji (47%). Udogodnienia (toaleta, miejsce do odpoczynku, monitoring) mają znaczenie przy wyborze między porównywalnymi lokalizacjami.

– Wyniki badania jasno pokazują, że kierowcy pojazdów elektrycznych podejmują decyzje o wyborze miejsca ładowania, kierując się przede wszystkim praktycznymi potrzebami: wysoką mocą ładowania oraz wygodnym dostępem do stacji na trasie i ceną. Jednocześnie wciąż obecne są obawy związane z czasem ładowania i dostępnością infrastruktury. To dla nas bardzo cenna wskazówka – potwierdzenie, że rozwój sieci powinien iść w stronę rozwiązań ultraszybkich, niezawodnych i intuicyjnych dla użytkowników. Dlatego konsekwentnie inwestujemy w nowy standard ładowania. Zakończenie projektu Expand-E i uruchomienie 35 hubów ultraszybkich oraz 253 nowych punktów DC o mocach do 400 kW, a także kolejnych 26 szybkich punktów w nowych lokalizacjach, to milowy krok w podnoszeniu komfortu podróży elektrykami w Polsce. Naszym celem jest zapewnienie kierowcom nie tylko najwyższych parametrów technicznych, lecz także pełnej wygody – od łatwego dojazdu, przez przejrzystą ofertę, po udogodnienia, które realnie wpływają na jakość postoju. – mówi Rafał Czyżewski, Prezes GreenWay.

O Barometrze Nowej Mobilności

Barometr Nowej Mobilności, realizowany od 2017 roku, stanowi kompleksowy obraz opinii społecznej na temat preferencji zakupowych pojazdów elektrycznych. Na przestrzeni dziewięciu edycji zebranych zostało łącznie 10 518 ankiet, 1,34 mln danych i zadano ponad 1000 pytań. Partnerami tegorocznej edycji Barometru są: OTOMOTO (Partner Tytularny), GreenWay (Partner Tematyczny), SW Research (Partner Badania) i F5A New Mobility Research and Consulting (Partner Merytoryczny). Pełna wersja raportu będzie dostępna na stronie PSNM (psnm.org) od 22 stycznia 2026 r.

Perspektywy rynku ropy do 2030 r. – narastające napięcia i potencjał wzrostu

  • IEA odchodzi od scenariuszy szybkiego szczytu popytu, co sugeruje, że w dłuższym horyzoncie rynek będzie bardziej napięty. Naturalny spadek wydobycia o 6–8 mb/d rocznie oznacza konieczność stałych inwestycji w nowe źródła ropy.
  • Prognozowana nadwyżka w 2026 r. najpewniej jest zawyżona – obecne ceny nie wskazują na duży ani trwały nadmiar podaży. Wygląda na to, że ewentualne osłabienie będzie przejściowe, a nie wynika ze strukturalnych zmian.
  • Wolne moce produkcyjne maleją, bo Arabia Saudyjska i ZEA działają bliżej swoich limitów, a wzrost wydobycia poza OPEC+, zwłaszcza w USA, wyhamowuje. To sprawia, że rynek staje się bardziej podatny na zmiany cen.
  • Duże koncerny naftowe oraz ETF-y z ekspozycją na sektor energetyczny pozostają atrakcyjnie wycenione dla inwestorów, którzy chcą skorzystać na utrzymujących się napiętych warunkach podażowych – łączą potencjał wzrostu z solidnymi wypłatami.

Rynek ropy wchodzi w rok 2026 z nietypową mieszanką krótkoterminowego spokoju i długoterminowych obaw, tłumaczy John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku. Na pierwszy rzut oka podaż wydaje się wystarczająca: zapasy wzrosły, dynamika popytu osłabła, a część krzywej cenowej jest wystarczająco miękka, by uspokajać inwestorów patrzących przez pryzmat makro. Jednak pod tą powierzchnią narasta wyraźne napięcie strukturalne – świat wciąż potrzebuje dużych wolumenów nowej podaży ropy przez kolejne dekady, a obecne poziomy cen prawdopodobnie nie wystarczają, by skłonić producentów do odpowiednich inwestycji.

To napięcie widać już teraz w sposobie, w jaki rynek wycenia rzekomą nadwyżkę na przyszły rok. Prognoza IEA mówiąca o możliwej nadpodaży rzędu 4 mb/d w 2026 r. wywołała dyskusje, ale trudno znaleźć potwierdzenie tak dużej nadwyżki w faktycznych cenach rynkowych. Gdy na rynku naprawdę jest za dużo ropy, ceny dostaw na późniejsze miesiące zwykle mocno spadają, przez co opłaca się ją magazynować, a zapasy rosną szybko. Teraz jednak układ cen jest w miarę równy i dopiero od października przyszłego roku widać wyraźniejsze spadki cen w dostawach na później. To sugeruje, że choć pierwszy kwartał może być odczuwalnie ciężki – gdy rynek będzie „trawił” zapasową podaż zgromadzoną pod koniec 2025 r. – nie wycenia on strukturalnej nadpodaży. Innymi słowy: czeka nas miękki okres, ale nie powtórka zaburzeń z lat 2020–21.

Znacznie istotniejsza jest jednak zmiana podejścia IEA do popytu. Jeszcze niedawno agencja podkreślała scenariusze, w których globalny popyt na ropę osiągałby szczyt przed 2030 r. Najnowsza długoterminowa prognoza to wyraźne odejście od tej narracji: jeśli nie zostaną wdrożone wyjątkowo agresywne działania polityczne, światowy popyt ma rosnąć dobrze po 2040 r., a potencjalnie nawet zbliżać się do 2050 r. Ta rewizja jest kluczowa, ponieważ zmusza rynek do pogodzenia dwóch faktów: świat nadal zużywa ok. 102–103 mb/d, a istniejące złoża kurczą się w tempie 6–8 mb/d rocznie.

To tempo wyczerpywania zasobów jest najsilniejszą siłą na rynku, a zarazem zdecydowanie najmniej docenianą. W praktyce oznacza ono, że globalny sektor musi co kilka lat zastępować „nową Arabię Saudyjską”, tylko po to, by utrzymać produkcję na stałym poziomie. Patrząc przez taki pryzmat, wizja przyszłej nadwyżki wydaje się coraz bardziej krucha. W istocie MAE przewiduje ogromny i szybki spadek podaży na początku lat 30., jeśli branża nie zainwestuje szacunkowo 500 miliardów dolarów rocznie jedynie po to, by utrzymać obecny poziom wydobycia. Ta luka jest sednem długoterminowej historii cen: jeśli rynek nie będzie dziś wynagradzał inwestycji, jutro będzie zmuszony zmierzyć się z niedoborami.Rezerwy mocy produkcyjnych

Rezerwy mocy produkcyjnych dają dziś jedynie ograniczone poczucie bezpieczeństwa. Arabia Saudyjska i ZEA pozostają jedynymi dużymi producentami zdolnymi szybko zwiększyć wydobycie, a i one działają już bliżej podniesionych pułapów swoich możliwości, co naturalnie uszczupla dostępny bufor. Prawdziwa wrażliwość rynku ujawnia się jednak wtedy, gdy spowalnia produkcja poza OPEC+, zwłaszcza w obu Amerykach. Brazylia i Gujana były w ostatnich latach kluczowymi motorami wzrostu, ale ich projekty w końcu wejdą w fazę dojrzałą, podczas gdy amerykańska ropa łupkowa – stabilna na poziomie ok. 10,6 mb/d – zaczyna wykazywać oznaki wypłaszczenia trendu.

To istotne, ponieważ przez ostatnią dekadę łupki pełniły rolę globalnego dostawcy „just-in-time”. Jeśli ta funkcja wygaśnie, cały system stanie się bardziej zależny od wąskiej grupy producentów, a tym samym bardziej podatny na sygnały cenowe. Wzrost produkcji o około 360 kb/d w ostatnim roku raczej się nie powtórzy. EIA oczekuje, że całkowite wydobycie w USA w 2026 r. się wypłaszczy, a w mojej ocenie może nawet zacząć spadać, jeśli WTI pozostanie przez kolejny rok na poziomie poniżej 60 USD.

Tzw. „dzikie karty” – Iran, Rosja i Wenezuela – niewiele wnoszą do poprawy bilansu. Rosję ograniczają sankcje, utrudniony dostęp do technologii oraz spadająca produktywność upstreamu. Wenezuela dysponuje ogromnymi zasobami, lecz brakuje jej infrastruktury, stabilności politycznej i kapitału, by w najbliższym czasie znacząco odbudować wydobycie. Iran jest jedynym producentem z realnym potencjałem wzrostu – w przeszłości osiągał poziomy bliskie 3,8 mb/d wobec ok. 3,4 mb/d obecnie. Nawet jeśli odzyskałby tę zdolność, dodatkowe wolumeny byłyby skromne względem rocznego tempa naturalnego spadku wydobycia, nie wspominając o średnioterminowych perspektywach popytu.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że 2026 r. nie zapowiada się jako czas wygodnej nadwyżki, lecz raczej jako moment, w którym zaczynają się ujawniać sygnały przyszłego zacieśnienia rynku. Przejściowy spadek cen w I kwartale nie byłby zaskoczeniem, lecz stanowiłby raczej krótkoterminowy szum niż zapowiedź trwałej równowagi. Strukturalna rzeczywistość jest jasna: świat będzie potrzebował stałych inwestycji, by uniknąć deficytu podaży na początku lat 30., a te inwestycje pojawią się tylko wtedy, gdy ceny będą wystarczająco wysokie, by uzasadnić projekty o długim cyklu.

Rynek stoi więc przed wyborem jednej z dwóch dróg. Albo pozwoli cenom stopniowo się umacniać – wspierając odwierty, rozbudowę segmentu upstream i projekty długoterminowe niezbędne w nadchodzącej dekadzie – albo zaryzykuje znacznie gwałtowniejsze wzrosty cen później, gdy dominującą siłą stanie się niedobór. Nawet przy krótkotrwałej nadwyżce, odkładanie inwestycji tylko pogłębia przyszłe zacieśnienie. Kluczowa teza nie brzmi więc: „w 2026 r. grozi nam nadpodaż”, lecz: „by sprostać przyszłemu popytowi, potrzebne jest utrzymanie wyższych cen”. Im szybciej rynek wyśle taki sygnał cenowy, tym niższy będzie docelowy szczyt cen. Chaotyczny skok notowań ropy nie służy nikomu – nawet producentom, którzy polegają na niej jako głównym źródle przychodów – bo przyspiesza zwrot w stronę alternatyw, zaostrza warunki finansowe i zwiększa ryzyko powrotu presji inflacyjnej przy jednoczesnym spowolnieniu wzrostu.handel ropa

Handel w warunkach długoterminowego „ściśnięcia”: jak pozycjonować się pod wyższe ceny ropy

Dla inwestorów chcących zająć pozycję pod strukturalnie wyższe ceny ropy, zintegrowane koncerny naftowe pozostają najbardziej bezpośrednią i płynną ścieżką. Sektor wciąż notowany jest przy umiarkowanych wycenach względem szerokiego rynku akcji, a mnożniki zysków nadal odzwierciedlają scenariusz, w którym długoterminowy popyt na ropę stoi w miejscu. Odejście MAE od narracji o szybkim osiągnięciu szczytu popytu podważa tę tezę, a połączenie niskich wycen ze znacznymi wolnymi przepływami pieniężnymi sprawia, że koncerny te stają się naturalnymi beneficjentami środowiska wyższych cen.

Pięciu największych zintegrowanych producentów – ExxonMobil, Chevron, Shell, BP i TotalEnergies – oferuje zdywersyfikowaną ekspozycję na segment wydobywczy, przerobowy oraz aktywa niskoemisyjne. Ich działalność upstream zapewnia dźwignię na rosnących cenach surowca, podczas gdy segmenty rafineryjne i marketingowe stabilizują wyniki. Przy zdyscyplinowanych nakładach inwestycyjnych oraz nacisku na dywidendy i skup akcji własnych, spółki te są dobrze przygotowane na scenariusz umacniania się cen ropy zgodnie z długoterminowymi trendami strukturalnymi.

Dla szerszej ekspozycji warto rozważyć ETF-y z sektora energetycznego. XLE i IOGP dają dostęp do dużych zintegrowanych spółek i segmentu wydobywczego, a XOP stanowi bardziej dynamiczną alternatywę, obejmującą firmy zajmujące się poszukiwaniem i wydobyciem ropy. Instrumenty te oferują zdywersyfikowaną, płynną ekspozycję na sektor, który pozostaje atrakcyjnie wyceniony zarówno względem historycznych norm, jak i innych branż powiązanych z surowcami.

Jeżeli rynek przesunie się w kierunku wyższego i trwalszego reżimu cenowego – zgodnie z sygnałami płynącymi z fundamentów podaży i popytu – akcje z sektora energetycznego mogą stanowić zrównoważony sposób uczestnictwa w tym trendzie, łącząc dochód z ekspozycją na strukturalnie bardziej napięty rynek ropy.

Motoryzacja stoi u progu przełomu – nowe baterie mogą podwoić zasięg aut elektrycznych i skrócić ładowanie do 10 minut

Prace nad technologiami mającymi stanowić przełom na rynku motoryzacyjnym – jak np. napęd wodorowy czy ogniwa paliwowe – cały czas trwają, jednak rozwiązania te nadal zmagają się z wieloma ograniczeniami. Obecnie jednak stoimy u progu największej transformacji od dekad – technologii ogniw ze stałym elektrolitem (SSB), likwidującej bariery zasięgu i czasu ładowania. Wyposażone w nie samochody mogą trafić na drogi już za 2-3 lata. Wpływ nowej technologii na przyszłość rynku samochodów nowych i używanych komentuje Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska.

Polski rynek motoryzacyjny jest zdominowany przez auta używane, wśród których pojazdy z napędem elektrycznym i hybrydowym stanowią jedynie 4 proc., jak wskazuje analiza bazy danych CARFAX, obejmującej ponad 23 mln używanych samochodów w Polsce. Pod względem rejestracji nowych elektryków zajmujemy obecnie jedno z ostatnich miejsc w Europie. W ubiegłym roku sprzedaż nowych pojazdów z napędem elektrycznym w segmencie aut osobowych spadła o 3 proc. 

Kwadrans ładowania na 500 km jazdy – nadchodzi rewolucja w elektrykach
Wielu kierowców wciąż patrzy na elektromobilność przez pryzmat politycznych nakazów czy unijnych dyrektyw, a sceptycyzm wobec aut elektrycznych (BEV) wynika głównie z ograniczeń dzisiejszej technologii litowo-jonowej. Baterie z płynnym elektrolitem są ciężkie i mają ograniczenia termiczne. Jednak motoryzacja stoi u progu przełomu, który całkowicie zmieni zasady gry – największe koncerny są już w zaawansowanej fazie testów technologii Solid State Battery (SSB), czyli ogniw ze stałym elektrolitem. Podczas niedawnego Japan Mobility Show Toyota zapowiedziała, że w ciągu 2-3 lat wprowadzi takie akumulatory do swoich samochodów. 

Ogniwa ze stałym elektrolitem przyjmują energię znacznie szybciej, nie przegrzewając się tak, jak obecne konstrukcje, i oferują znacznie wyższą gęstość energii. Bateria o tych samych rozmiarach, co dzisiejsza, pozwoli przejechać dwa razy dłuższy dystans, będąc przy tym lżejszą i bezpieczniejszą (brak ryzyka wycieku i zapłonu), a uzupełnienie energii na kolejne 400-500 km zajmie 10-15 minut.

Nowe technologie wymuszą logiczną segmentację rynku, którą powoli zaczynamy dostrzegać już dziś: auta miejskie nie potrzebują akumulatora wystarczającego na 600 km, który niepotrzebnie winduje ich cenę i masę. Dzięki wydajnej infrastrukturze i szybkiemu ładowaniu małe auto z lekką baterią stanie się tanim środkiem transportu na co dzień. Z kolei najnowsze ogniwa o najwyższej gęstości, oferujące realne zasięgi rzędu 800-1000 km, trafią do segmentów krążowników autostradowych, pozwalając na pokonywanie tras między krajami. Nowa generacja baterii może sprawić też, że kilkuletnie auto elektryczne mogłoby nie być istotnie gorsze od nowego, co zatrzyma drastyczne spadki cen i przywróci opłacalność kupowania elektryków również na potrzeby flot, co z kolei może mieć wpływ na ich obecność na rynku wtórnym. 

Silnik przyszłości – cichy i tańszy w naprawie

Z perspektywy inżynieryjnej silnik elektryczny, w porównaniu do spalinowego, jest genialny w swojej prostocie. Ma mało części ruchomych, brak w nim rozrządu, turbin, filtrów DPF i brak w nim skomplikowanej skrzyni biegów. Dla użytkownika oznacza to rzadsze i tańsze wizyty w serwisie, a dla producenta – większą opłacalność produkcji i zwrot z inwestycji w rozwiązania elektromobilności. 

Warto też pamiętać o tym, że z biegiem lat konsumenci stają się też coraz bardziej wymagający w kwestii komfortu. Samochód elektryczny oferuje coś, co w świecie spalinowym jest zarezerwowane tylko dla topowych limuzyn – ciszę i brak wibracji. Kiedy użytkownik raz przyzwyczai się do „elektrycznej ciszy”, powrót do wibrującego diesla czy nawet nowoczesnej benzyny często jest odbierany jako drastyczny spadek komfortu. Tak jak nie chcemy wracać do telefonów z klawiaturą, tak nie będziemy chcieli wracać do hałasu.

Najprawdopodobniej przesiądziemy się więc do aut elektrycznych nie z przymusu, ale z pragmatyzmu. Gdy znikną bariery zasięgu i czasu ładowania (co jest kwestią najbliższych lat), przewagi elektryków w komforcie, kosztach eksploatacji i dynamice staną się miażdżące. Silnik spalinowy pozostanie rozwiązaniem dla pasjonatów i aut kolekcjonerskich, ale w codziennym transporcie przegra z fizyką i ekonomią, nawet gdy myślimy o transporcie ciężkim. 

Cały czas trwają prace również nad innymi nowymi technologiami z dziedziny motoryzacji – napędem wodorowym, ogniwami paliwowymi czy panelami słonecznymi. Jak na razie jednak żadne z tych rozwiązań nie znajduje się w fazie rozwoju pozwalającej na wdrożenie ich do powszechnego użytku, a każda z tych technologii boryka się z ograniczeniami takimi jak nadmierne skomplikowanie dystrybucji czy ekstremalnie wysokie koszty. Warto jednak śledzić postępy w tych dziedzinach, ponieważ mogą one doprowadzić do kolejnych przełomów na rynku. 

Decyzja Fed niemal pewna, ale dalsze luzowanie pod znakiem zapytania

Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych podejmie dziś decyzję o wysokości stóp procentowych. Choć decyzja o obniżce wydaje się przesądzona (ponad 87% prawdopodobieństwo), to jednak przyszłość dalszego luzowania polityki monetarnej pozostaje niepewna. Przyczyną są zarówno utrzymująca się inflacja, jak i podzielone stanowiska wewnątrz samego banku centralnego.

Po serii cięć, które łącznie wyniosły 1,5 punktu procentowego na przestrzeni ostatnich 15 miesięcy, obecny poziom stóp procentowych zbliża się do tzw. poziomu neutralnego – takiego, który nie stymuluje ani nie hamuje wzrostu gospodarczego. Część członków Fed twierdzi, że ten punkt został już osiągnięty, co rodzi obawy, że kolejne obniżki mogłyby nadmiernie pobudzić gospodarkę i utrudnić walkę z inflacją.

Sytuację dodatkowo komplikuje brak aktualnych danych makroekonomicznych, będący skutkiem październikowego zamknięcia administracji federalnej. Z tego powodu najnowsze informacje o sytuacji na rynku pracy pojawią się dopiero 16 grudnia, a dane o inflacji dwa dni później. W rezultacie prezes Fed Jerome Powell, podczas dzisiejszej konferencji prasowej, nie będzie w stanie jasno zarysować przyszłej ścieżki polityki pieniężnej. Rozbieżności w opiniach członków Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) są bowiem zbyt duże, by możliwe było wypracowanie spójnego przekazu.

Wśród członków komitetu najprawdopodobniej pojawią się głosy sprzeciwu wobec kolejnej obniżki. Jeff Schmid i Alberto Musalem mogą opowiedzieć się za utrzymaniem obecnego poziomu stóp, natomiast Stephen Miran rozważać będzie bardziej agresywne cięcie, sięgające 50 punktów bazowych.

Nowe projekcje gospodarcze, które zostaną przedstawione wraz z decyzją Fed, mogą wskazywać na lekką korektę w górę prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 rok oraz nieco niższą inflację na koniec roku. Oczekuje się także niewielkiego wzrostu bezrobocia w przyszłym roku, choć sytuacja na rynku pracy pozostaje względnie stabilna. W listopadzie liczba ogłoszonych zwolnień spadła, choć niektóre duże firmy, jak Amazon czy Verizon, nadal planują redukcję zatrudnienia. Konsumpcja, mierzona poziomem wydatków gospodarstw domowych, we wrześniu pozostała bez większych zmian. Jednocześnie inflacja, mierzona preferowaną przez Fed miarą, wzrosła do poziomu 2,8%, co wciąż przekracza cel inflacyjny wynoszący 2%.

Napięcia wokół decyzji Fed dodatkowo podgrzewa sytuacja polityczna. Inwestorzy z uwagą śledzą doniesienia z obozu Donalda Trumpa, który wkrótce ma ogłosić swojego kandydata na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej. Obecna kadencja Jerome’a Powella kończy się w maju, a wśród potencjalnych następców faworytem jest Kevin Hassett – doradca ekonomiczny Białego Domu. Wszystko to sprawia, że najbliższe miesiące będą kluczowe nie tylko dla dalszego kierunku polityki pieniężnej, ale i dla ogólnej oceny kondycji amerykańskiej gospodarki.

Polski rynek dóbr luksusowych odporny na spowolnienie

Globalny rynek dóbr luksusowych wyhamowuje po latach rekordowych wzrostów, jednak Polska pozostaje wyjątkiem. Według danych Euromonitor International rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 7,7% w 2025 roku i kontynuować trend wzrostowy w kolejnych latach, podczas gdy globalnie zmaga się ze skutkami agresywnej polityki cenowej – od 2019 roku ceny dóbr luksusowych wzrosły średnio o 54%. Jednocześnie sektor charakteryzuje się silną polaryzacją – mniej niż 2% najbogatszych klientów odpowiada już za blisko 40% przychodów całej branży. Z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025” wynika także, że 64% profesjonalistów z branży deklaruje korzystanie z AI do rozwoju biznesu, jednak tylko 31% czuje się z tą technologią w pełni komfortowo.

Rok 2024 przyniósł w ujęciu globalnym pierwsze od czasów pandemii spadki sprzedaży w większości kategorii rynku dóbr luksusowych. Z wyjątkiem ultra-luksusowych zegarków i biżuterii dla najbogatszych klientów, wszystkie segmenty odnotowały gorsze wyniki. Główną przyczyną jest strategia cenowa ostatnich lat, która doprowadziła do zjawiska określanego mianem „luxury fatigue” – zmęczenia luksusem. To efekt galopujących cen przy braku adekwatnej wartości dodanej, co zaczęło zniechęcać klientów, podważać relację między ceną a wartością oraz wzmacniać migrację konsumentów do rynku wtórnego i segmentu premium.

Raport wskazuje, że połączenie wysokich cen, wymagających oczekiwań klientów oraz zmian pokoleniowych powoduje większą niż dotąd polaryzację rynku. Najbardziej zamożna grupa klientów – stanowiąca mniej niż 2% ogółu – odpowiada za blisko 40% przychodów marek luksusowych i jednocześnie wykazuje się najmniejszą wrażliwością na zmiany koniunktury. Marki z kolei wzmacniają relacje z tą grupą klientów, rozwijając wysoko spersonalizowane salony, organizując prywatne pokazy oraz tworząc atelier dostępne wyłącznie na zaproszenie, a także ekskluzywne przestrzenie, takie jak Apartment Louis Vuitton w Singapurze.

Branża stoi dziś przed istotnymi wyzwaniami – czy obecne spowolnienie ma charakter cykliczny, czy strukturalny? Kluczowe jest to, jak marki wykorzystają ten okres przejściowy, by wzmocnić fundamenty działalności i przygotować się do kolejnej fazy wzrostu. W perspektywie krótkoterminowej marki muszą na nowo przemyśleć strategię cenową, która w ostatnich latach była jednym z głównych motorów wzrostu. Dane pokazują, że od 2019 roku ceny wiodących produktów wzrosły średnio o 54% (przy skumulowanej inflacji dwa razy niższej), a 80% wzrostu wartości rynku w latach 2019–2023 wynikało właśnie z podwyżek cen, nie ze wzrostu wolumenów sprzedaży. Ta strategia przestaje dziś przynosić oczekiwane efekty, co wymusza poszukiwanie nowych narzędzi budowania wartości i konkurencyjności, zarówno przez innowacje, jak i powrót do DNA marki – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Europie Środkowo-Wschodniej.

Polska odporna na globalne spowolnienie

Podczas gdy zachodnie rynki przeżywają wyraźne spowolnienie, Polska wyróżnia się ponadprzeciętną odpornością. Według danych Euromonitor International rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 7,7% w 2025 roku oraz o 6,4% w 2026 roku, co plasuje nas wśród najszybciej rozwijających się rynków w Europie.

Polski rynek dóbr luksusowych utrzymuje stabilny wzrost, przyciąga nowe marki i inwestycje, a kategoria experiential luxury rozwija się w tempie przekraczającym 9% rocznie. Buduje się również społeczność świadomych i wymagających konsumentów. Ta dynamika wynika z relatywnie niższej niż na Zachodzie penetracji rynku przy jednoczesnym stabilnym wzroście populacji najzamożniejszych konsumentów oraz ekspansji klasy średniej, która coraz częściej może sobie pozwolić na dostęp do luksusu w segmencie affordable luxury – komentuje Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Dodatkowo Polska korzysta na rosnącym ruchu turystycznym – m.in. ponad 6 mln przyjazdów z Niemiec w 2025 roku – co wzmacnia popyt na usługi hotelowe, gastronomiczne i segment premium beauty.

Powrót do korzeni – dziedzictwo, rzemiosło i doświadczenie

Jednym z najważniejszych trendów jest powrót do dziedzictwa, rzemiosła i kultowych produktów. Wiele marek skupia się na tym, co stanowiło podstawę ich pozycji. Burberry odświeża swoje butiki i eksponuje „scarf bars” z kultowymi szalikami. Louis Vuitton zwiększa udział małej galanterii skórzanej. Cartier odświeża kolekcję Juste un Clou z lat 70., a Bvlgari reinterpretował linię Serpenti, nadając jej współczesny charakter. Przykładem z polskiego rynku jest marka Zofia Chylak, która rozwija linię Heritage, czerpiąc z polskiego folkloru i współpracując z rzemieślnikami i muzeami, by odtworzyć tradycyjne techniki koronkarstwa.

Konsumenci – szczególnie młodsi – coraz częściej wolą wydać pieniądze na wyjątkowe doświadczenia niż na kolejne produkty. Dlatego marki inwestują w personal shopping, zamknięte pokazy, warsztaty i immersyjne koncepty.

LVMH rozwija hotele Belmond i Cheval Blanc, Bvlgari otwiera luksusowe obiekty w kluczowych metropoliach i kurortach, a Saint Laurent buduje obecność w świecie filmu otwierając pierwszą spółkę producencką należącą do domu mody.

W Polsce rośnie zainteresowanie eventami butikowymi, pre-openingami oraz usługami bespoke, które łączą zakupy z doświadczeniem premium.

Sztuczna inteligencja wchodzi na salony

Dla 57% firm z branży dóbr luksusowych innowacyjność odgrywa kluczową rolę w strategii. Na poziomie priorytetów strategicznych 53% firm wskazuje wzmacnianie lojalności poprzez spersonalizowane doświadczenia. 31% celuje w klientów Premium i VIC („Very Important Clients”) jako mniej wrażliwych na wahania ekonomiczne.

Jednym z najsilniej rozwijających się obszarów są technologie oparte na sztucznej inteligencji. Według badania przeprowadzonego na potrzeby raportu, 64% firm z branży korzysta z AI, choć większość ocenia wdrożenia jako wczesny etap. Niemal co trzecia (31%) czuje się z tą technologią w pełni komfortowo, ale już 9 na 10 jest przekonanych, że AI odegra kluczową rolę w przyszłości.

W praktyce AI wspiera już cały łańcuch wartości – od prognozowania popytu i optymalizacji zapasów, przez zwiększanie efektywności operacyjnej, po usprawnienie procesów kreatywnych i tworzenie wirtualnych prototypów, co skraca czas projektowania i ogranicza zużycie materiałów. 72% profesjonalistów z branży deklaruje pozytywny wpływ AI na sprzedaż i zaangażowanie klientów, a 22% zauważa jej znaczący wpływ na personalizację rekomendacji i wzrost konwersji.

W raporcie przywołano przykład marki Chanel, która w kampanii nowego zapachu wykorzystała algorytmy do przygotowania zindywidualizowanych treści – od immersyjnych wideo po personalizowany storytelling. Efektem był wzrost zaangażowania o 45% i sprzedaży online o 30%. W produkcji AI generuje warianty produktów na podstawie archiwów marki, a w logistyce Kering zmniejszył nadmierne zapasy o 30%.

Luksus i zrównoważony rozwój

Rośnie znaczenie zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza dla pokolenia Gen Z, które oczekuje pełnej transparentności, certyfikacji materiałów, redukcji emisji i konsekwentnych działań, a nie tylko deklaracji. W konsekwencji dla wielu marek ESG nie jest już jedynie odpowiedzią na oczekiwania klientów, lecz narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej oraz redukcji kosztów operacyjnych w długim terminie. Branża intensywnie rozwija rozwiązania oparte na projektowaniu cyrkularnym, alternatywnych materiałach, technologiach przyjaznych środowisku czy niskoemisyjnych modelach transportu, w tym wykorzystanie statków żaglowych do przewozu towarów pomiędzy Europą a USA (LVMH), co pozwala ograniczyć emisję CO₂ nawet o 80–90% w porównaniu z tradycyjną żeglugą.

Trendy na rynku wtórnym

Rynek vintage luxury stale rośnie i był wart 48 mld euro w 2023 roku, stanowiąc już około 10% wartości całego rynku dóbr luksusowych W sektorze zegarków liczba osób gotowych kupować modele pre-owned podwoiła się między 2020 a 2024 rokiem. Kultowa torebka Birkin od Hermès osiąga na rynku wtórnym średnio 250% pierwotnej ceny, co podtrzymuje, a nawet wzmacnia prestiż marki.

Mimo to jedynie 7% respondentów badania uważa ten segment za kluczowy dla przyszłego rozwoju swojej marki, a 51% nie uwzględnia go w swoich planach biznesowych. 42% deklaruje zainteresowanie, choć bez jasnych modeli wdrożenia.

O raporcie:

Raport KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025” prezentuje pogłębioną analizę globalnego rynku dóbr luksusowych, obejmując zarówno dane ilościowe, jak i jakościowe perspektywy liderów branży. Publikacja powstała w oparciu o badanie przeprowadzone we współpracy z Instytutem Potloc, które objęło 180 specjalistów reprezentujących różne segmenty sektora – od mody i akcesoriów, przez biżuterię i zegarki, po alkohol luksusowy. Opracowanie łączy analizę danych rynkowych z oceną zmian zachodzących w zachowaniach konsumentów, strategiach marek oraz czynnikach makroekonomicznych wpływających na kondycję branży, dostarczając kompleksowego obrazu stojących przed nią wyzwań i kierunków rozwoju.

Amazon zainwestuje ponad 35 mld dolarów w Indiach do 2030 roku

0

Amazon zapowiedział, że do 2030 roku zainwestuje w Indiach ponad 35 miliardów dolarów.

Zapowiedź Amazona pojawia się w momencie wyraźnego przyspieszenia inwestycji największych firm technologicznych w Indiach. Dzień wcześniej Microsoft ogłosił plan zainwestowania 17,5 miliarda dolarów w ciągu czterech lat w rozwój infrastruktury chmurowej i AI, co stanowi największą inwestycję tej spółki w Azji. W październiku Google zapowiedział z kolei przeznaczenie 15 miliardów dolarów na budowę swojego pierwszego centrum sztucznej inteligencji w Indiach, w stanie Andhra Pradesh. Skala tych deklaracji potwierdza, że Indie stają się kluczowym rynkiem w globalnym wyścigu o dominację w obszarze AI i chmury obliczeniowej, zwłaszcza że do końca 2025 roku liczba użytkowników internetu w kraju ma przekroczyć 900 milionów.

Do 2030 roku firma zamierza stworzyć około miliona dodatkowych możliwości zatrudnienia – obejmujących miejsca pracy bezpośrednie, pośrednie, sezonowe i indukowane – oraz czterokrotnie zwiększyć skumulowaną wartość eksportu e-commerce realizowanego przez indyjskich sprzedawców, z 20 do 80 miliardów dolarów. Spółka planuje także dotrzeć z rozwiązaniami AI do 15 milionów małych firm oraz zapewnić edukację z zakresu sztucznej inteligencji czterem milionom uczniów szkół publicznych poprzez programy nauczania i praktyczne projekty.

Amazon jest obecnie największym zagranicznym inwestorem w Indiach.

Cena decyduje: 6 na 10 Polaków rozważy zakup chińskiego samochodu

  • W ostatnich miesiącach na polskich drogach coraz częściej pojawiają się auta z logiem chińskich producentów.
  • Według tegorocznej edycji raportu Santander Consumer Multirent „Za kółkiem chińskiego auta”, 3 proc. Polaków wskazało na samochód marki chińskiej, jako swój preferowany wybór w porównaniu do zaledwie 0,5 proc. rok wcześniej.
  • Natomiast gdyby pojazd pochodzący z Państwa Środka był o 25-30 proc. tańszy od wybranego przez nich modelu innego producenta, już sześciu na dziesięciu respondentów rozważyłoby jego zakup.
  • Wśród deklarowanych metod płatności za nowe auto wciąż dominuje gotówka. Z kolei zakup za kredyt stracił na popularności, przy jednoczesnym wzroście wskazań na wykorzystanie oszczędności oraz leasing.

Polski rynek samochodów przechodzi intensywną transformację. Rosnące ceny aut, rozwój technologii i większa świadomość konsumentów sprawiają, że kierowcy poszukują rozwiązań łączących niezawodność, atrakcyjną cenę i niskie koszty eksploatacji. W ofercie pojawia się coraz więcej modeli elektrycznych i hybrydowych, a producenci z Azji – w tym z Chin – stają się coraz bardziej widoczni. Przyciągają uwagę bogatym wyposażeniem i dynamicznym tempem rozwoju. Trendy te prowadzą do większej otwartości na testowanie nowych marek, choć wciąż kluczowe są kwestie praktyczne: dostęp do serwisu, jakość wykonania i pewność zakupu. To właśnie te czynniki mają największy wpływ na decyzje podejmowane przez kupujących.

Europejskie marki pozostają pierwszym wyborem

Wyniki raportu Santander Consumer Multirent „Za kółkiem chińskiego auta” jasno wskazują, że dominujący segment to samochody europejskie, wskazane przez 46 proc. Polaków jako preferowane. Jest to spadek o 3 p.p. względem wyników ubiegłorocznej edycji badania. Znaczną grupę stanowią także zwolennicy marek japońskich (26 proc.), co pokazuje, że zaufanie do producentów o ugruntowanej pozycji nadal odgrywa kluczową rolę. Auta koreańskie i amerykańskie jako deklarowane wybrało odpowiednio 4 proc. i 6 proc. respondentów. Z kolei aż 15 proc. badanych nie potrafi jednoznacznie określić swoich preferencji. W przypadku pojazdów z Chin, jeszcze w edycji badania z 2024 roku zdecydowałoby się na nie zaledwie 0,5 proc. Polaków. Tymczasem w tegorocznej ankiecie marki chińskie wskazało już 3 proc. respondentów – to sześciokrotny wzrost zainteresowania rok do roku.  Dane rynkowe pokazują jednak, że preferencje to jedno, a rzeczywisty wybór, na który wpływ ma wiele czynników, takich jak chociażby cena to odmienna kwestia. Zgodnie z danymi SAMAR za październik br. producenci z Chin sprzedali największą do tej pory liczbę samochodów i pod względem udziału w rynku osiągnęli rekordowy poziom 10 proc.

Co Polacy chcą sprawdzić w chińskich samochodach?

Jeśli kierowcy mieliby testować chiński samochód przez miesiąc, kluczowe byłyby najbardziej praktyczne kwestie. Serwis i dostępność części to priorytet dla niemal połowy (49 proc.) badanych. Odzwierciedla to największą obawę wobec nowych marek – ryzyko problemów eksploatacyjnych. Na kolejnych miejscach znalazły się jakość wykonania (39 proc.) oraz komfort jazdy (38 proc.). Zasięg i ekonomia jazdy wskazywane były przez blisko jedną trzecią (30 proc.), a dostępne technologie przez 13 proc. Polaków. Natomiast opinie znajomych miały minimalne znaczenie (4 proc.).

Kierowcy podchodzą do użytkowania chińskich pojazdów pragmatycznie. Nowe marki mogą zyskać ich zaufanie wtedy, gdy udowodnią, że są nie tylko atrakcyjne cenowo, ale również niezawodne i łatwe w serwisowaniu.

Finansowanie zakupu

Zakup samochodu Polacy najczęściej finansują ze środków własnych – w tegorocznej edycji badania, tak samo jak przed rokiem, gotówkę wskazało 33 proc. respondentów. Oszczędności wybrało 28 proc., w porównaniu do 24 proc. w 2024 r. co pokazuje wzrost o 4 p.p. Zewnętrzne finansowanie w postaci kredytu to wybór 17 proc. uczestników aktualnego badania, podczas gdy rok wcześniej było to 24 proc.  Leasing natomiast wybiera co dziesiąty ankietowany, czyli o 3 p.p. więcej niż rok temu, gdy ten odsetek wynosił 7 proc., co stanowi istotny wzrost. Dane z badania uwzględniają jednak szeroką perspektywę wszystkich użytkowników samochodów – zarówno posiadaczy aut nowych, jak i używanych oraz prywatnych i firmowych. Statystyki rynkowe jeszcze mocniej pokazują rosnącą popularność leasingu – aktualnie jego udział we wszystkich rejestracjach nowych pojazdów to ponad 30 proc.

Trzydziesto- i pięćdziesięciolatkowie są wyraźnie bardziej zainteresowani nowymi, chińskimi markami – odpowiednio 7 proc. oraz 6 proc. wskazań. Z kolei najmłodsi kierowcy najczęściej wskazują samochody europejskie (51 proc.) – komentuje Maciej Wytwicki Dyrektor ds. Kluczowych Klientów z Santander Consumer Multirent. – W kwestii wybieranych metod płatności za pojazd, aż 45 proc. najmłodszych respondentów wskazało oszczędności, podczas gdy trzydziestolatkowie i seniorzy powyżej 60 r.ż. częściej sięgają po kredyt (po 19 proc.), osoby w wieku 50-59 lat decydują się na zakup za gotówkę (40 proc.), natomiast czterdziestolatkowie korzystają z leasingu (17 proc.). W tej grupie wiekowej tyle samo osób wskazało kredyt. Warto jednak pamiętać, że jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów to pojazdy z rynku wtórnego wciąż są najczęstszym wyborem Polaków – dodaje.

Cena może zmienić układ sił

Trzy piąte (60 proc.) badanych rozważyłoby zakup chińskiego samochodu, jeśli jego cena byłaby niższa o 25-30 proc. od porównywalnego modelu produkowanego w innym kraju. Największe poparcie – 41 proc. – uzyskała odpowiedź „raczej tak”, a „zdecydowanie tak” zadeklarowało 19 proc. Nie zdecydowałaby się na to jedna czwarta Polaków, a 16 proc. nie ma sprecyzowanej opinii na ten temat.

Ostatnie 12 miesięcy pokazuje wśród polskich kierowców wzrost zainteresowania chińskimi samochodami. Dla osób, które są otwarte na testowanie nowych marek pojazdów, leasing może okazać się dobrą opcją, aby uniknąć angażowania znaczących nakładów finansowych na start.  Z niskimi kosztami początkowymi i możliwością wyboru stałej raty przez cały okres finansowania oraz szeroki pakiet ubezpieczenia OC/AC/NNW, Assistance, a także GAP i LIFE. Opcja leasingowania pojazdów jest dobrym rozwiązaniem nie tylko dla osób, które są otwarte na nowinki motoryzacyjne, ale również dla tych, którzy nie są do końca przekonani i zapewnia możliwość częstszej wymiany aut na nowe modele – podkreśla Maciej Wytwicki Dyrektor ds. Kluczowych Klientów  z Santander Consumer Multirent.

Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Santander Consumer Multirent metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), przeprowadzonych przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) w dniach 16 – 28 października 2025 r. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa dorosłych Polaków posiadających prawo jazdy. Próba n = 1000.

Rosnące koszty danych zmuszają firmy do zwrotu w stronę open source

Niespotykane w dotychczasowej historii tempo rozwoju technologii otworzyło przed organizacjami zupełnie nowe możliwości, jednocześnie przynosząc wyzwania, na które nie każda firma była gotowa. Cyfrowa ewolucja, która jest efektem krajowych i unijnych strategii rozwoju oraz oczekiwań konsumentów, sukcesywnie zmienia sposób funkcjonowania biznesu, również w zakresie gromadzenia i przetwarzania danych. Według szacunków Statisty ilość utworzonych i zebranych danych jest aktualnie niemal 3 razy większa niż w 2020 roku. Co więcej, wartość ta od kilku lat systematycznie rośnie o 22-23 proc. rocznie.[1] Rozwiązania stosowane przez organizacje muszą być zatem coraz bardziej wydajne i elastyczne, co z kolei przekłada się na wzrost kosztów. To jeden z powodów, dla których firmy inwestują środki i zasoby w otwarte bazy i technologie danych.

Open source sposobem na koszty przetwarzania danych?

Open source otwiera organizacjom zupełnie nowe możliwości w zakresie różnych technologii, jednak część z nich cieszy się dużo większym zainteresowaniem od pozostałych. Według badań z 2025 roku co trzecia firma inwestuje najwięcej swoich środków i zasobów w bazy i technologie danych[2]. To więcej niż w przypadku technologii DevOps (21 proc.), systemów operacyjnych (20 proc.) czy narzędzi z obszaru cyberbezpieczeństwa (12 proc.). Jedyną opcją, którą wskazało więcej osób, były technologie chmurowe i kontenerowe (niemal 40 proc. odpowiedzi), jednak jeszcze rok temu w rozwiązania te inwestowano mniej zasobów i pieniędzy niż w technologie i bazy danych.

Jak wskazuje Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, wzrost zainteresowania otwartymi bazami i technologiami danych wynika przede wszystkim ze zmian, które od kilku lat zachodzą na świecie.

Ilość gromadzonych danych stale rośnie, a trend ten został dodatkowo przyspieszony wskutek rozwoju sztucznej inteligencji, a wcześniej – transformacji cyfrowej spowodowanej lockdownem. Organizacje potrzebują danych, by rozwijać swoje usługi, ulepszać procesy oraz podejmować właściwe decyzje biznesowe. Do osiągnięcia tych celów nie wystarczy sam fakt posiadania zasobów – konieczne jest ich efektywne wykorzystanie. Mowa między innymi o wydajnych mechanizmach wyszukiwania i analizy, przetwarzania czy udostępniania danych przy jednoczesnym zapewnieniu ich bezpieczeństwa. Właśnie do tego służą bazy danych. Coraz więcej organizacji widzi potrzebę ich wdrożenia, jednak pewnym hamulcem okazują się koszty i niewielka elastyczność rozwiązań dostępnych na rynku. Wyzwania te są zdecydowanie mniejsze w przypadku baz i technologii danych open source, stąd ich rosnąca popularnośćwyjaśnia Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.

Organizacje wdrażają wiele technologii i baz danych

Spośród wszystkich open source’owych technologii danych od lat najchętniej wybierane są dwa: PostgreSQL (51 proc. wskazań) oraz MySQL (niemal 37 proc.). Co jednak istotne, aż 90 proc. firm nie ogranicza się do jednej opcji i korzysta z wielu otwartych rozwiązań[3]. Jak tłumaczy Maciej Wawrzyniak, Dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska, wynika to z różnych powodów.

Ważną przyczyną jest chęć uniknięcia sytuacji vendor lock-in, czyli uzależnienia się od jednego dostawcy technologii. Często zdarza się również, że nowe technologie i bazy danych pojawiają się wraz z rozwojem organizacji, na przykład w wyniku przejęcia jednej firmy przez drugą. Taka sytuacja generuje jednak nowe wyzwania, dotyczące między innymi dostępu do danych, ich kompatybilności, czy też wiedzy zespołu na temat stosowanych technologii. Jeśli organizacja korzysta z wielu różnych systemów i modeli danych, konieczne jest zapewnienie efektywnego przetwarzania i transformacji danych między nimi. Służą do tego procesy ETL/ELT (Extract, Transform, Load), które polegają na ekstrakcji danych z różnych źródeł, ich standaryzacji oraz załadowania do docelowego systemu, na przykład hurtowni danych czy jeziora danychmówi Maciej Wawrzyniak, Dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska.

Brak doświadczenia barierą na drodze do oszczędności

Choć perspektywa zmniejszenia kosztów operacyjnych i licencyjnych jest atrakcyjna, nie wszystkie organizacje z takiej opcji korzystają. Bariery na drodze do wdrożenia baz i technologii danych open source są podobne jak w przypadku innych rozwiązań IT. Organizacje wskazują przede wszystkim na brak doświadczenia zespołów (niemal 51 proc. odpowiedzi), wyzwania związane z aktualizacjami i poprawkami (34 proc.) oraz kwestie techniczne dotyczące instalacji i konfiguracji rozwiązań (30 proc.)[4]. Zaledwie co czwarty specjalista przyznaje, że jest pewny swoich umiejętności w zakresie zarządzania i administracji technologiami big data[5].

W takiej sytuacji warto postawić na wsparcie zewnętrznych ekspertów, którzy przeprowadzą organizację przez cały proces zmian i zbudują w zespole wymagane kompetencje.     Wszystko wskazuje na dalszy wzrost znaczenia danych, więc transformacja w tym kierunku stanie się w zasadzie niezbędnym etapem rozwoju. Jesteśmy aktualnie w tym okresie, w którym jest to doskonale widoczne – koniec roku oznacza w większości firm czas wzmożonych analiz biznesowych i finansowych oraz szczyt sezonu sprzedażowego. Równolegle tworzone są nowe plany i strategie, które wymagają przetwarzania dużej ilości danych. Wdrożenie odpowiednich rozwiązań usprawni i przyspieszy te działania, co przełoży się na większą      efektywność operacyjną – dodaje Maciej Wawrzyniak, Linux Polska.

Przechowywanie, organizowanie i udostępnianie danych w nowoczesnym ekosystemie IT wymaga wdrożenia baz danych. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju technologii, zmiany zachodzące w biznesie oraz rosnącą ilość danych, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na elastyczność, wydajność i skalowalność wybranych technologii. Współczesny rynek open source oferuje wiele opcji spełniających te wymogi. Wybór konkretnych powinien być uzależniony od indywidualnych potrzeb i możliwości organizacji.

[1] Statista, Volume of data/information created, captured, copied, and consumed worldwide from 2010 to 2023, with forecasts from 2024 to 2028

[2] Perforce OpenLogic, 2025, 2025 State of Open Source Report

[3] Perforce OpenLogic, 2025, 2025 State of Open Source Report

[4] Jak wyżej.

[5] Jak wyżej.

BCC: polityka demograficzna wymaga koordynacji międzyresortowej

Podczas wczorajszego posiedzenia Zespołu ds. Demografii i Rynku Pracy Rady Dialogu Społecznego omówiono kluczowe wyzwania demograficzne stojące przed Polską oraz konieczność usprawnienia polityki demograficznej na poziomie rządowym. Dyskusja koncentrowała się na malejących zasobach pracy, starzeniu się społeczeństwa oraz pilnej potrzebie skoordynowanych działań obejmujących wiele resortów. Business Centre Club reprezentował Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

W posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej: Inga Domagała, dyrektor Departamentu Demografii i Marcin Wiatrów, wicedyrektor Departamentu Rynku Pracy.

Strona rządowa poinformowała, że trwają prace nad nowym dokumentem określającym politykę demograficzną państwa, obejmującym zarówno kwestie dzietności, jak i starzenia się społeczeństwa. Podkreślono, że podniesienie współczynnika dzietności do poziomu 2,0 nie jest obecnie osiągalne w przewidywalnej perspektywie. Ministerstwo prowadzi działania wspierające dzietność oraz kampanie edukacyjne zachęcające do rodzicielstwa.

Omówiono również sytuację na rynku pracy — liczba osób w wieku produkcyjnym od 15 lat maleje. Aktualnie nieznacznie wzrosła – dzięki imigracji. W ostatniej dekadzie aktywność zawodowa wzrosła z 55 do 69 procent, jednocześnie utrzymują się trudności w pozyskiwaniu pracowników, także w administracji publicznej. Ministerstwo realizuje pilotaż projektu OECD dotyczącego aktywizacji zawodowej, a potencjał aktywizacji osób nieaktywnych, w tym seniorów, szacowany jest na około milion osób. Trwają również przygotowania programów integracyjnych dla imigrantów, obejmujących m.in. szkolenia językowe i branżowe.

W dyskusji przedstawiciel Pracodawców RP zwrócił uwagę, że według prognoz Polska ma najgorszą na świecie perspektywę demograficzną do 2060 roku, co jego zdaniem wymaga strategii adekwatnej do skali wyzwań.

  • Tak złożony problem nie może być rozwiązywany jedynie w ramach jednego resortu i konieczne jest podniesienie rangi polityki demograficznej na poziomie rządowym, między innymi poprzez powołanie międzyresortowego zespołu o charakterze zarządczo-koordynującym. – mówił Witold Michałek.
  • Aby działania rządu ukonkretnić i przybliżyć do realiów i potrzeb gospodarki, należy klasyczną definicję polityki demograficznej, która przyjmuje, że: „Polityka demograficzna to wszelkie działania państwa mające na celu ukształtowanie liczby i struktury ludności (np. wieku, płci, rozmieszczenia) w celu osiągnięcia pożądanych celów społeczno-gospodarczych, głównie poprzez wpływ na dzietność, migrację, starzenie się społeczeństwa), rozszerzyć co najmniej o dodatkowy komponent – „ To wszelkie działania państwa minimalizujące negatywne społeczne i gospodarcze skutki dot. bieżącego i prognozowanego stanu liczbowego i struktury ludnościowej, w tym przestrzennej”. – dodał ekspert.

W toku dyskusji omówiono konieczność zwiększania liczby osób wchodzących na rynek pracy m.in. poprzez rozwój usług opiekuńczych, aktywizację osób starszych oraz właściwie zaprojektowaną politykę migracyjną i integracyjną. Poruszono także kwestię spowolnionego wzrostu wydajności pracy oraz potrzebę inwestycji w automatyzację, digitalizację i rozwój kompetencji pracowników, zwłaszcza starszych. Wskazano również na rosnące koszty systemów społecznych i zdrowotnych, konieczność ich reformy oraz potrzebę racjonalnego podejścia do wieku emerytalnego i systemu świadczeń. Zwrócono także uwagę na narastające różnice przestrzenne w rozmieszczeniu ludności i potrzebę prowadzenia polityki wspierającej rozwój regionów wyludniających się, zarówno poprzez inwestycje, jak i lepszą dostępność usług publicznych.

W podsumowaniu ustalono, że na kolejne posiedzenia Zespołu zaplanowane na styczeń 2026 zostaną zaproszeni przedstawiciele rządu o wyższym, politycznym umocowaniu. Spotkanie będzie poświęcone strategii wspierania inwestycji, w oparciu o materiał przygotowany przez Pracodawców RP.

Wyzwania dla gospodarki:

  1. Zbyt mała liczba nowych osób wchodzących na rynek pracy w stosunku do potencjału.

Proponowane, przykładowe kierunki działań państwa:

  1. a) wieloczynnikowe działania pronatalne, w tym poprzez politykę dostępnych mieszkań dla młodych, poprawę infrastruktury opieki nad niemowlętami i dziećmi, a także wyrównanie poziomu wykształcenia kobiet i mężczyzn, aby zmniejszyć problem niedopasowania partnerów tworzących trwałe związki,
  2. b) „uwolnienie” rodziców dla rynku pracy, dzięki wsparciu finansowemu w kierunku stworzenia rynku dla usług opiekuńczych nad dziećmi,
  3. c) aktywizacja zawodowa osób starszych i biernych zawodowo, m.in. system zatrudniania na część etatu,
  4. d) stworzenie zbilansowanej polityki migracyjnej (liczbowo i zgodnie z popytem na określone zawody), w tym narzędzia integracji lub asymilacji imigrantów i ich rodzin,
  5. e) przeciwdziałanie emigracji pracowników z Polski, np. poprzez utworzenie systemu kredytowania atrakcyjnych, płatnych kierunków studiów w Polsce.
  6. Spadek lub zbyt powolny wzrost wydajności siły roboczej.

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. wspieranie automatyzacji i digitalizacji miejsc pracy,
  2. umożliwienie dopływu zagranicznych pracowników, którzy mogą sprostać wymaganiom danego stanowiska pracy,
  3. wspieranie pozyskiwania nowych umiejętności zawodowych przez starszych pracowników,
  4. Rosnące koszty opieki społecznej i medycznej oraz niewydolność systemu zabezpieczenia społecznego

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. Reforma systemu opieki zdrowotnej, w tym – zwiększenie liczby i zakresu programów profilaktyki zdrowotnej,
  2. reforma i unifikacja systemu emerytalnego,
  3. racjonalizacja wieku emerytalnego,
  4. racjonalizacji systemu transferów społecznych.
  5. Rosnące zróżnicowanie przestrzenne rozmieszczenia ludności w kraju. Wyludnianie się części regionów oraz napływ wewnętrznych migrantów do dużych ośrodków miejskich.

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. Polityka inwestycyjna wspierająca rozwój miejsc pracy w regionach wyludniających się,
  2. Polityka mieszkaniowa wspierająca budowę i wynajem mieszkań w wyludniających się regionach,
  3. Programy wzrostu jakości opieki zdrowotnej i edukacji w tych regionach,
  4. Zróżnicowanie regionalne płacy minimalnej w celu ochrony miejsc pracy w MSP w regionach słabo rozwiniętych gospodarczo.

Deweloperzy szykują się na sprzedażowe żniwa w 2026 r. Na celowniku głównie klienci kredytowi

Listopad przyniósł wzrost sprzedaży nowych mieszkań w największych metropoliach. Nie jest to zaskoczeniem, bo popyt napędzają taniejące kredyty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wskazują jednak, że na rynku wydarzyło się coś istotniejszego: deweloperzy po kilku miesiącach ostrożności znów zwiększyli aktywność inwestycyjną. Co ciekawe, lokalne rynki zasilili przede wszystkim mieszkaniami tańszymi od średniej w aktualnej ofercie.

W drugiej połowie roku wielu deweloperów ogarnęła frustracja. Oczekiwali wyraźnego ożywienia popytu, tymczasem ten rósł bardzo wolno. Dopiero seria obniżek stóp procentowych przywróciła im wiarę, że w biurach sprzedaży znów pojawią się tłumy kupujących – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Marek Wielgo przypomina, że bardzo duża na początku roku aktywność inwestycyjna firm deweloperskich, w drugim kwartale zaczęła wyhamowywać.  W trzecim kwartale na rynki siedmiu największych miast trafiło zaledwie ok. 10,1 tys. mieszkań., co było najniższym wynikiem od trzeciego kwartału 2023 r. Był to okres spowolnienia związanego z ograniczoną dostępnością kredytów. Tym razem tło makroekonomiczne jest jednak zupełnie inne: Rada Polityki Pieniężnej już sześciokrotnie obniżyła w tym roku stopy procentowe, inflacja maleje, a gospodarka przyspiesza. Deweloperzy najwyraźniej uznali, że w tej sytuacji popyt na mieszkania może już tylko rosnąć. W listopadzie wprowadzili więc do sprzedaży ok. 4,7 tys. mieszkań, co oznacza powrót do wysokiej aktywności inwestycyjnej z początku roku.Ceny mieszkań_listopad 2025-wprowadzone do sprzedaży

W najnowszych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl widoczne są sygnały odbicia nowej podaży zwłaszcza w Warszawie. Zarówno październik, jak i listopad przyniosły tu wyraźnie większą liczbę nowych mieszkań niż średnia miesięczna z trzeciego kwartału. Objawy ożywienia pojawiły się również we Wrocławiu, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz w Trójmieście, a listopad zaskoczył mocnym wzrostem podaży w Łodzi i Krakowie.

Wyjątkiem pozostaje Poznań, gdzie po dobrym październiku listopad wypadł bardzo słabo, przez co średnia z dwóch miesięcy jest znacznie niższa od tej z trzeciego kwartału. Może to wynikać z ostrożności deweloperów, ale równie dobrze może być efektem przesunięć harmonogramów inwestycyjnych.

Jednocześnie sprzedaż w większości metropolii wzrosła w ujęciu miesięcznym. Jedynie Trójmiasto – dotąd jeden z liderów – zanotowało spadek.

Sezon promocji kumulujących się w Black Friday bez wątpienia odcisnął piętno na listopadowych wynikach sprzedażowych deweloperów. Jednak nawet mimo tańszych kredytów popyt wciąż ogranicza niepewność dotyczącą rynku pracy i sytuacji geopolitycznej – ocenia Jan Dziekoński, dyrektor działu analiz rynkowych w portalu RynekPierwotny.pl.

Ekspert zwraca też uwagę, że w Warszawie – rynku będącym „papierkiem lakmusowym” całej branży – w listopadzie na rynek trafiło więcej mieszkań, niż sprzedano. To sprawiło, że oferta w stolicy osiągnęła kolejny historyczny rekord, podobnie jak w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Również we wszystkich pozostałych metropoliach zasób dostępnych mieszkań jest obecnie większy niż pod koniec ubiegłego roku.Ceny mieszkań_listopad 2025-oferta

Warszawa wyróżniła się w listopadzie jako jedyne miasto, w którym średnia cena metra kwadratowego faktycznie spadła – o 1% do ok. 18,3 tys. zł/m kw. Stabilizacja cen miała miejsce w Krakowie (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 17 tys.), Wrocławiu (ok. 15,3 tys.) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,2 tys.). Natomiast Łódź zaskoczyła 1-proc. wzrostem (do ok. 11,4 tys.), podobnie jak Poznań, gdzie średnia cena wzrosła już drugi miesiąc z rzędu – również o 1% (do ok. 13,7 tys. zł/m kw.).

To nie oznacza, że deweloperzy podnoszą ceny. Wprost przeciwnie – trwa „wojna cenowa”. Wyższa sprzedaż w listopadzie była możliwa dzięki szerokim akcjom promocyjnym, które wymusiły na firmach ustępstwa cenowe – podkreśla Jan Dziekoński.

Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl dodaje, że za zmianami średnich stały głównie przesunięcia w strukturze ofertowej. W Warszawie pojawiła się duża pula mieszkań znacznie tańszych od rynkowej średniej, co automatycznie obniżyło wskaźnik. W innych metropoliach stabilizacja wynikała z rosnącej podaży lokali dedykowanych klientom kredytowym – zwykle tańszych. Z kolei w Łodzi i zwłaszcza w Poznaniu wzrost średnich cen był efektem jednoczesnego wprowadzenia droższych lokali i wyprzedaży tych najtańszych.Ceny mieszkań_listopad 2025-cena m kw-wprowadzone-sprzedane-w ofercie

Interesująco prezentują się także dane roczne. W Trójmieście różnica między średnią ceną z listopada 2024 i listopada 2025 r. stopniała do 5%. Jeszcze we wrześniu wynosiła 11% rok do roku. Jednak to Łódź pozostaje kandydatem nr 1 do tytułu najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. Średnia cena metra kwadratowego była tu w listopadzie o 1% niższa niż rok wcześniej. Tuż za nią plasuje się Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, gdzie ceny utrzymały się na poziomie sprzed roku (0%). Na trzecie miejsce spadł Kraków z rocznym wzrostem na poziomie 2%. Wrocław zanotował w tym okresie zmianę o 4%, natomiast Warszawa i Poznań – po 3%.Ceny mieszkań_listopad 2025-cena m kw-R

Rynki grają pod deeskalację? Rubel i rosyjska giełda w górę. Cena ropy spada

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy poprawiają nastroje. Rynki przychylniej patrzą na rubla i rosyjską giełdę, co sugeruje oczekiwania na porozumienie pokojowe. Ropa naftowa znów szuka dna.

Rynek pracy a stopy procentowe

Wczoraj poznaliśmy dane na temat liczby wakatów z badania JOLTS. Jest to ankieta sprawdzająca liczbę wolnych miejsc pracy, na które trwa aktywna rekrutacja i gdzie możliwe jest rozpoczęcie zatrudnienia w ciągu miesiąca. Tym razem opublikowano odczyty zarówno za wrzesień, jak i październik, ponieważ po zamknięciu rządu trzeba nadrabiać statystyki, które wcześniej nie zostały podane. Co to oznacza dla rynków? Więcej otwartych rekrutacji, na które nie ma chętnych, pokazuje, że gospodarka ma problemy ze specjalistami. Dla samej gospodarki dodatkowe etaty są jednak dobrym sygnałem. W rezultacie jeden z argumentów za obniżkami stóp procentowych, czyli słabsza kondycja rynku pracy, staje pod większym znakiem zapytania. Nie zmienia to faktu, że na dzisiejszym posiedzeniu nie powinno to wpłynąć na obniżkę. Może to mieć jednak wpływ na konferencję prasową i oczekiwania budowane na kolejne posiedzenia.

Co z rublem?

Waluta Rosji jest (słusznie) odcięta od rynków światowych po ataku na terytorium Ukrainy. Pomimo tego jednak na rynku międzybankowym dostępne są notowania rosyjskiego rubla. Ostatnie doniesienia o planie pokojowym, którego okoliczności powstawania budzą spore wątpliwości, nie pozostają bez wpływu na notowania waluty. Jeszcze we wrześniu za 1 dolara trzeba było płacić 85 rubli. Dzisiaj jest to już tylko 77 rubli, mimo lekkiego odbicia w górę. Pokazuje to, że rynek powoli przygotowuje się do znormalizowania stosunków gospodarczych z Rosją. Giełda reaguje z pewnym opóźnieniem, ale w ciągu ostatniego miesiąca główny indeks rosyjskiej giełdy urósł o ponad 12%. Mowa tutaj o indeksie wyrażonym w dolarze. Potwierdza to, że zdaniem inwestorów porozumienie może być bliżej, niż wiele osób sądzi. Patrząc na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że liczą one na scenariusz korzystny dla Moskwy, mimo że to ona jest agresorem.

Korekta na ropie

Jeszcze w piątek ropa naftowa wyznaczała najwyższe poziomy od dwóch tygodni. Od początku tygodnia inwestorzy doszli jednak do wniosku, że fundamenty tych wzrostów są co najmniej dyskusyjne. Na rynku nadal mamy nadwyżkę surowca, a kupowany towar w coraz większej części ląduje w magazynach. Jeżeli dodamy do tego fakt, że OPEC nie zamierza rezygnować z walki o udział w rynku z krajami niezrzeszonymi w kartelu, maluje nam się obraz uzasadniający spadki cen. Od początku tygodnia cena baryłki ropy Brent notowanej w Londynie spadła z 64 USD na 62 USD. W październiku przez chwilę widzieliśmy cenę 60 USD, więc do tamtych minimów jeszcze trochę nam brakuje. Jeżeli tempo spadków się utrzyma, możemy je zobaczyć jeszcze w tym tygodniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 20:30 – USA – konferencja prasowa po decyzji.

Polska na pierwszym miejscu na świecie pod względem wykrytych ataków ransomware

0
  • Połowa firm w Polsce zauważa wzrost cyberataków w ostatnim roku.
  • Co więcej, w pierwszej połowie 2025 roku Polska znalazła się na 1. miejscu na świecie pod względem liczby wykrytych ataków ransomware[1].
  • Reakcja w firmach nie zawsze jest prawidłowa, a aż 17% pracowników nikogo o cyberataku nie poinformowało.

Polska w centrum ataków, zagrożenie rośnie

W ciągu ostatniego roku polskie firmy doświadczyły zauważalnej eskalacji zagrożeń cybernetycznych, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym – wynika z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025” przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT.  48%  firm deklaruje wzrost liczby cyberataków, z jakimi musieli się mierzyć w ostatnim roku. Jednocześnie niemal równie liczna grupa badanych ekspertów cyberbezpieczeństwa (46%) dostrzega znaczący wzrost różnorodności metod wykorzystywanych przez cyberprzestępców.

Szczególnie alarmujący jest problem ataków typu ransomware – dziś ponad połowa ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa w firmach (54%) przyznaje, że obawia się zwiększenia częstotliwości tego rodzaju incydentów w najbliższej przyszłości. Co więcej, dane ESET pokazują, że w tym zakresie znajdujemy się w trudnej sytuacji – w pierwszej połowie br. Polska była najczęściej atakowanym za pomocą ransomware krajem na świecie.

Reakcja pracowników – obnaża luki

Rosnąca liczba i różnorodność działań cyberprzestępców budzi uzasadnione pytania o reakcję ze strony pracowników znajdujących się na pierwszej linii frontu cyberataków na firmy. Analiza reakcji pracowników po incydentach ujawnia niepokojące luki.

Jak wynika z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025” niemal połowa osób, które doświadczyły naruszeń cyberbezpieczeństwa, poinformowała o zdarzeniu odpowiednie osoby odpowiedzialne za ochronę cyfrową w firmie. Znacząca grupa, bo aż 4 na 10 pracowników zdecydowała się zgłosić incydent swojemu przełożonemu, natomiast niemal co trzeci badany podzielił się tą informacją z kolegami i koleżankami z pracy, co z kolei sugeruje brak klarownej ścieżki reagowania.

Alarmujące jest jednak to, że aż 17% pracowników nie poinformowało nikogo o wystąpieniu niebezpiecznego zdarzenia w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Z perspektywy zarządzania ryzykiem oznacza to poważne ograniczenie możliwości reakcji oraz zapobiegania kolejnym zagrożeniom. Warto zastanowić się nie tylko nad tym, czy procedury zgłaszania są znane, ale również, czy pracownicy mają do nich zaufanie i czy wiedzą, kiedy należy z nich skorzystać. To prowadzi do kolejnego istotnego wniosku: skuteczna reakcja na zagrożenia wymaga nie tylko formalnych ram działania, ale również odpowiedniego poziomu wiedzy i kompetencji. Jeżeli pracownik nie rozumie, że ma do czynienia z incydentem – nie zgłosi go, nawet jeśli procedura istnieje. Ten problem jest szczególnie widoczny w kontekście nowych form zagrożeń, takich jak manipulacje z  wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zaznacza Beniamin Szczepankiewicz, analityk cyberzagrożeń z ESET.

Niepokoić może również, że zauważalna jest grupa pracowników, którzy zdecydowaliby się w przypadku cyberataku samodzielnie szukać rozwiązania w internecie (6%), natomiast 5% badanych uznałoby komunikat o zagrożeniu za fałszywy alarm i kontynuowałoby pracę bez podejmowania żadnych działań. To potwierdza stałą potrzebę edukacji o cyberzagrożeniach.

Niezgłoszony incydent – co dalej?

Brak odpowiedniej reakcji, czyli zatajenie incydentu cyberbezpieczeństwa może być efektem strachu przed konsekwencjami ze strony przełożonych, braku zaufania do nich, słabości komunikacji wewnętrznej lub braku czytelnych procedur. Jakie mogą być konsekwencje niezgłoszonych incydentów? Przede wszystkim w firmie znacząco wzrasta ryzyko powtórzenia incydentu i powstawania dalszych szkód.

– Ważne jest, by działania w zakresie cyberbezpieczeństwa nie ograniczały się wyłącznie do szkoleniowej wiedzy teoretycznej. Kluczowe jest np. wprowadzanie różnego rodzaju praktycznych symulacji ataków z wykorzystaniem

nowych technik aby zwiększać odporność pracowników na ataki. Duże znaczenie ma budowanie kultury organizacyjnej, która sprzyja otwartości, umożliwia zadawanie pytań i wzmacnia nawyk zgłaszania wszelkich niepokojących sygnałów – podsumowuje Beniamin Szczepankiewicz.

Jak wynika z badania „Cyberportret polskiego biznesu 2025” 70% pracowników, którzy nie zajmują się zawodowo cyberbezpieczeństwem twierdzi, że wie, do kogo powinni zgłosić ewentualny cyberatak w swojej organizacji. To z kolei potwierdza, że w polskich firmach wciąż tkwią spore rezerwy w zakresie budowania procedur.

[1] https://www.eset.com/pl/about/newsroom/press-releases/news/polska-najczesciej-na-swiecie-atakowana-ransomware-w-2025-roku/