55 proc. inwestorów w Polsce spodziewa się kontynuacji hossy w 2026 roku

  • Ponad połowa (55 proc.) inwestorów w Polsce przewiduje, że hossa na rynku będzie trwała również w nowym roku.
  • Znacząca większość z nich, bo aż 79 proc., jest pewna swoich inwestycji.
  • Za największe zagrożenie dla swoich aktywów polscy inwestorzy uważają niepewną sytuację polityczną i niestabilność geopolityczną.
  • Ponad połowa inwestorów indywidualnych w 2026 roku przewiduje spadek stóp procentowych,   30 proc. planuje zwiększyć inwestycje w związku ze spadkiem stóp procentowych.

Według najnowszego kwartalnego raportu Puls Inwestora Indywidualnego platformy handlowo-inwestycyjnej eToro, większość (55 proc.) polskich inwestorów indywidualnych uważa, że hossa utrzyma się w 2026 r.

Badanie przeprowadzone wśród 600 polskich inwestorów indywidualnych pokazuje, że ich optymistyczne nastawienie na 2026 rok idzie w parze z zaufaniem do własnych portfeli – aż 78 proc. badanych ufa swoim inwestycjom, utrzymując poziom z III kwartału i z listopada ubiegłego roku.

Na pytanie, czy są na dobrej drodze do osiągnięcia swoich celów inwestycyjnych, większość (55 proc.) badanych odpowiedziała twierdząco, a 39 proc. stwierdziło, że jest jeszcze za wcześnie, aby to ocenić.

Komentując te wyniki, analityk eToro, Paweł Majtkowski powiedział: Optymizm polskich inwestorów wobec kontynuacji hossy w 2026 roku jest nieco niższy niż na świecie. Taki scenariusz przewiduje 55 proc. respondentów z Polski, wobec 57 proc. w badaniu globalnym. Różnice między krajami są wyraźne. W Niemczech kontynuację wzrostów zakłada 62 proc. inwestorów. W Czechach tylko 37 proc., co jest najniższym wynikiem w zestawieniu. 

Polacy częściej są też „raczej pewni” kontynuacji hossy. Odpowiedź „bardzo pewni” zaznaczyło zaledwie 4 proc. To najniższy odsetek spośród wszystkich krajów. Taka postawa pokazuje większą ostrożność i dystans w ocenie przyszłości rynku. Może to wynikać z większej niepewności geopolitycznej jaką odczuwają inwestorzy w Polsce i regionie.

Najnowszy raport Puls Inwestora Indywidualnego dowodzi , że polscy inwestorzy uważają niestabilność geopolityczną lub konflikt zbrojny (46 proc.), niepewną sytuację polityczną (43 proc.) oraz utrzymującą się lub powracającą wysoką inflację (28 proc.) za główne zewnętrzne zagrożenia dla hossy w 2026 roku.

Największe zewnętrzne zagrożenia dla hossy

Niestabilność geopolityczna lub konflikt zbrojny 46 proc.
Niepewna sytuacja polityczna 43 proc.
Utrzymująca się lub nawracająca wysoka inflacja 28 proc.
Spowolnienie wzrostu gospodarczego lub recesja 26 proc.
Wysokie wyceny rynkowe / bańki spekulacyjne 24 proc.
Zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw lub szoki na rynku surowców 23 proc.
Słabe wyniki finansowe korporacji 18 proc.
Podwyżki stóp procentowych lub zaostrzenie kursu polityki pieniężnej 16 proc.

 

Paweł Majtkowski dodał: Polscy inwestorzy, choć generalnie wierzą w kontynuację hossy, dostrzegają wiele zagrożeń, które mogą ten scenariusz zakłócić. Największe obawy budzi sytuacja geopolityczna i polityczna, ale również inflacja i spowolnienie gospodarcze. Takie ryzyka mogą wpłynąć na decyzje rządów, relacje handlowe i ogólną kondycję globalnej gospodarki, często w sposób trudny do przewidzenia.

Coraz więcej inwestorów rozumie, że wydarzenia polityczne mają realny wpływ na giełdę, na wyniki spółek, wyceny aktywów i przepływ kapitału. Rynek wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, czy obecne wzrosty są trwałe. W takim otoczeniu nawet niewielki wzrost ryzyka może skłonić inwestorów do większej ostrożności i dystansu w ocenie przyszłości.

Inwestorzy przewidują zmiany stóp procentowych w 2026 r.

Większość inwestorów przewiduje zmiany stóp procentowych w 2026 r., przy czym 54 proc. spodziewa się spadku, a 20 proc. wzrostu. Spośród tych przewidujących spadek, 20 proc prognozuje niewielką redukcję do 0,25 proc., a 27 proc. spodziewa się umiarkowanego spadku między 0,25 proc. a 0,75 proc.

Paweł Majtkowski skomentował: Polscy inwestorzy zdążyli już przyzwyczaić się do środowiska spadających stóp procentowych. W 2025 roku stopy były obniżane sześciokrotnie, w sumie o 175 punktów bazowych. Wymusiło to zmianę strategii i przebudowę portfeli, szczególnie w obszarze krajowych akcji, które reagowały na nowe otoczenie rynkowe. Teraz podobny mechanizm zaczyna działać również w Stanach Zjednoczonych.

Wraz ze spadkiem stóp inwestorzy szukają równowagi między szansą na wzrost a ochroną kapitału. Z jednej strony zwiększa się zainteresowanie spółkami wzrostowymi, które lepiej radzą sobie w łagodniejszym otoczeniu monetarnym. Z drugiej strony wciąż obecna jest ostrożność, dlatego kapitał płynie także do aktywów defensywnych. To podejście pokazuje pragmatyzm inwestorów, którzy próbują łączyć krótkoterminową ostrożność z dążeniem do długoterminowych zysków.

Prognozy stóp procentowych na rok 2026

Stopy procentowe wzrosną znacznie (> +0,75 proc.) 2 proc.
Stopy procentowe wzrosną umiarkowanie (+0,25 proc. do +0,75 proc.) 7 proc.
Stopy procentowe nieznacznie wzrosną (< +0,25 proc.) 11 proc.
Stopy procentowe pozostaną na mniej więcej tym samym poziomie 14 proc.
Stopy procentowe nieznacznie spadną (< -0,25 proc.) 20 proc.
Stopy procentowe umiarkowanie spadną (od -0,25 proc. do -0,75 proc.) 27 proc.
Stopy procentowe znacznie spadną (> -0,75 proc.) 6 proc.

 

Obecny spadek stóp procentowych skłonił 49 proc. badanych  do dostosowania swoich portfeli. Spośród osób planujących dalsze zmiany, 30 proc. zamierza zainwestować więcej. Wyniki różnią się nieco w zależności od grupy wiekowej. Najwyższy odsetek planujących zwiększyć inwestycje odnotowano wśród przedstawicieli pokolenia Z i baby boomers – po 33 proc. W przypadku millenialsów 30 proc. respondentów deklaruje taki zamiar, a najmniejszy odsetek, 25 proc., odnotowano w grupie pokolenia X.

Wraz ze spadkiem stóp procentowych inwestorzy indywidualni w ciągu najbliższych 12 miesięcy planują większe inwestycje przede wszystkim w kryptowaluty (29 proc.), surowce, takie jak złoto i ropa naftowa (24 proc.), akcje dywidendowe (23 proc.) oraz gotówkę i krótkoterminowe oszczędności (21 proc.). W podobnym stopniu chcą też lokować środki w zwykłych akcjach (23 proc.) i funduszach nieruchomościowych (18 proc.).

Cyberprzestępcy używają ChatGPT do dystrybucji złośliwego oprogramowania

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa z firmy Kaspersky ostrzegają przed nową kampanią złośliwego oprogramowania, w której do infekowania komputerów z systemem macOS wykorzystywana jest funkcja udostępniania czatów ChatGPT. Z raportu opublikowanego 8 grudnia wynika, że cyberprzestępcy rozpowszechniają infostealera AMOS (Atomic macOS Stealer), publikując fałszywe instrukcje instalacyjne bezpośrednio w domenie chatgpt.com.

Mechanizm ataku opiera się na płatnych reklamach Google. Po wpisaniu haseł takich jak „chatgpt atlas” użytkownicy są przekierowywani na adresy URL w formacie chatgpt.com/share/, prowadzące do publicznie udostępnionych rozmów ChatGPT. Zawierają one szczegółowe, profesjonalnie sformułowane instrukcje instalacji rzekomej „przeglądarki Atlas”, która w rzeczywistości nie istnieje.

Instrukcje nakłaniają ofiary do skopiowania i uruchomienia polecenia w terminalu macOS. Polecenie to pobiera skrypt z domeny atlas-extension.com. Po uruchomieniu skrypt wielokrotnie prosi użytkownika o podanie hasła systemowego, aż do skutku. Następnie, wykorzystując podwyższone uprawnienia, instaluje złośliwe oprogramowanie AMOS.

Według Kaspersky, malware wykrada hasła, pliki cookie i dane z przeglądarek Chrome oraz Firefox, informacje z portfeli kryptowalut (m.in. Electrum, Coinomi i Exodus), a także dokumenty w formatach TXT, PDF i DOCX z folderów Pulpit, Dokumenty i Pobrane. Dodatkowo instalowany jest trwały backdoor, który zapewnia atakującym długoterminowy, zdalny dostęp do systemu nawet po jego ponownym uruchomieniu.

Atak wykorzystuje rozwiniętą wersję techniki ClickFix, której popularność – według danych ESET – wzrosła o 517% w pierwszej połowie 2025 roku. Kluczową rolę odgrywa tu tzw. prompt engineering – cyberprzestępcy wykorzystują ChatGPT do generowania wiarygodnych instrukcji, a następnie publikują je jako autentycznie wyglądające rozmowy w oficjalnej domenie OpenAI.

Z analiz firmy Moonlock wynika, że kampanie AMOS dotarły już do ponad 120 krajów, a najbardziej dotknięte są Stany Zjednoczone, Francja, Włochy, Wielka Brytania i Kanada. CrowdStrike poinformował z kolei o zablokowaniu ponad 300 prób ataków AMOS między czerwcem a sierpniem 2025 roku.

Eksperci podkreślają, że kampania żeruje na zainteresowaniu legalną przeglądarką ChatGPT Atlas, uruchomioną przez OpenAI 21 października 2025 roku dla macOS. Ostrzegają, by nigdy nie uruchamiać poleceń terminala pochodzących z niezweryfikowanych źródeł, nawet jeśli są hostowane w pozornie zaufanej domenie. Kaspersky rekomenduje stosowanie oprogramowania antymalware również na komputerach Mac oraz – jako dodatkową ostrożność – analizowanie podejrzanych poleceń, np. poprzez zapytanie narzędzi AI o ich działanie, zanim zostaną wykonane.

Nowa technologia Nvidii ma utrudnić nielegalny handel chipami AI

Nvidia opracowała technologię weryfikacji lokalizacji, która może umożliwić ustalenie, w jakim kraju faktycznie pracują jej układy. Jak podają źródła zaznajomione ze sprawą, rozwiązanie ma pomóc w ograniczaniu nielegalnego obrotu chipami AI do państw objętych amerykańskimi restrykcjami eksportowymi.

Funkcja była w ostatnich miesiącach prezentowana wybranym partnerom, ale nie została jeszcze oficjalnie wprowadzona na rynek. Ma formę opcjonalnej aktualizacji oprogramowania instalowanej przez klientów. Technologia wykorzystuje wbudowane w układy Nvidia mechanizmy tzw. przetwarzania poufnego oraz atestacji, a lokalizacja chipa jest szacowana pośrednio – poprzez analizę opóźnień w komunikacji z serwerami obsługiwanymi przez Nvidię.

Pierwszymi układami, które mają obsługiwać weryfikację lokalizacji, będą najnowsze chipy z architektury Blackwell. Zawierają one rozszerzone funkcje bezpieczeństwa przewyższające możliwości wcześniejszych generacji Hopper i Ampere. Firma analizuje również możliwość wdrożenia podobnych rozwiązań w starszych modelach procesorów.

W oficjalnym stanowisku Nvidia wyjaśnia, że pracuje nad nową usługą programową umożliwiającą operatorom centrów danych monitorowanie stanu, integralności i zasobów układów GPU wykorzystywanych do AI. Oprogramowanie instalowane po stronie klienta korzysta z telemetrii chipów, aby zapewnić lepszą kontrolę nad środowiskiem sprzętowym.

Rozwój tej technologii wpisuje się w rosnącą presję ze strony władz USA. Biały Dom oraz politycy obu amerykańskich partii od miesięcy wzywają producentów chipów do wdrażania mechanizmów utrudniających omijanie sankcji eksportowych, zwłaszcza w kontekście Chin. Apelom tym towarzyszą działania organów ścigania – Departament Sprawiedliwości prowadzi postępowania wobec siatek przemytniczych, które miały próbować nielegalnie wywieźć do Chin procesory Nvidia o wartości przekraczającej 160 milionów dolarów.

Google łata lukę zero-click w Gemini i Vertex AI

Firma Noma Security poinformowała 9 grudnia o wykryciu poważnej luki bezpieczeństwa typu zero-click w narzędziach Gemini Enterprise oraz Vertex AI Search firmy Google. Podatność umożliwiała przejęcie wrażliwych danych firmowych bez jakiejkolwiek interakcji ze strony użytkownika – wystarczyło, że sztuczna inteligencja przetwarzała zainfekowane treści.

Luka, nazwana GeminiJack, wykorzystywała mechanizm tzw. pośredniego prompt injection. Atak polegał na ukryciu instrukcji w pozornie nieszkodliwych dokumentach, zaproszeniach kalendarzowych lub e-mailach. Gdy pracownik korzystał z Gemini Enterprise do rutynowego wyszukiwania informacji, system AI automatycznie pobierał takie treści i wykonywał ukryte polecenia w połączonych usługach Google Workspace, takich jak Gmail, Dokumenty czy Kalendarz.

Jak podkreślili badacze, atak nie wymagał instalowania złośliwego oprogramowania ani klasycznego phishingu i nie generował alertów systemów zapobiegania wyciekom danych. Instrukcje mogły skłaniać AI do wyszukiwania poufnych informacji, np. dotyczących przejęć, wynagrodzeń czy kluczy API, a następnie do ich wyprowadzania na zewnętrzne serwery przy użyciu zamaskowanych zapytań.

Noma Security odkryła podatność 5 czerwca 2025 roku, wcześniej identyfikując podobne problemy w samym Vertex AI Search. Zdaniem ekspertów luka pokazuje nową klasę zagrożeń charakterystycznych dla systemów opartych na sztucznej inteligencji, wynikających z szerokiego dostępu do wielu źródeł danych jednocześnie.

Google potwierdziło ustalenia badaczy i wprowadziło zmiany w działaniu swoich narzędzi. Vertex AI Search został całkowicie oddzielony od Gemini Enterprise i nie korzysta już z tych samych mechanizmów wyszukiwania wspomaganego generowaniem treści. Według firmy wdrożone poprawki mają zapobiec podobnym atakom w przyszłości.

Intel zapłaci niższą karę. Grzywna obniżona z 376 mln do 237 mln euro

0

Luksemburski Sąd Powszechny obniżył grzywnę nałożoną na Intela przez Komisję Europejską w 2023 roku z 376 mln euro do 237,1 mln euro. Sąd uznał, że niższa kara lepiej odzwierciedla wagę oraz czas trwania naruszeń, jednocześnie odrzucając wniosek producenta chipów o całkowite uchylenie sankcji. Tym samym zakończono kolejny etap trwającego od 16 lat sporu prawnego.

Sprawa dotyczy działań Intela z lat 2002–2006, kiedy firma – według ustaleń Komisji Europejskiej – wypłacała środki producentom komputerów, by opóźniali lub ograniczali wprowadzanie na rynek urządzeń z procesorami konkurencyjnego AMD. Chodziło m.in. o płatności na rzecz HP, Acer i Lenovo.

Komisja ustaliła, że Intel zapłacił HP za opóźnienie premiery pierwszego biznesowego komputera stacjonarnego z procesorem AMD w Europie oraz za ograniczenie jego dystrybucji. Acer miał otrzymać środki za przesunięcie debiutu notebooka z AMD z września 2003 r. na styczeń 2004 r., a Lenovo – za opóźnienie premier notebooków z tymi procesorami z połowy 2006 r. na koniec roku.

Sąd potwierdził, że tego typu płatności stanowiły nadużycie dominującej pozycji rynkowej i były elementem szerszej strategii mającej na celu wykluczenie AMD z rynku procesorów x86. Jednocześnie uznał, że pierwotnie nałożona kara była zbyt wysoka, dlatego zdecydował się na jej obniżenie, nie kwestionując jednak samej winy Intela.

Banki notują skok produktywności dzięki AI, redukcje etatów nieuniknione

Najwięksi amerykańscy bankierzy otwarcie przyznają, że sztuczna inteligencja znacząco podnosi produktywność ich instytucji, ale jednocześnie będzie prowadzić do ograniczania zatrudnienia. Deklaracje te padły 9 grudnia podczas konferencji usług finansowych Goldman Sachs, z udziałem menedżerów m.in. JPMorgan Chase, Wells Fargo i Citigroup.

Przedstawiciele banków wskazali, że wdrażanie narzędzi AI już dziś przynosi wyraźne efekty. JPMorgan Chase podwoił tempo wzrostu produktywności – z około 3 proc. do 6 proc. rocznie. Według Marianne Lake z zarządu banku, w ciągu pięciu lat efektywność w obszarach operacyjnych może wzrosnąć nawet o 40–50 proc., głównie dzięki automatyzacji oraz wykorzystaniu AI w obsłudze dokumentów, danych i komunikacji.

Wells Fargo również notuje szybkie korzyści. Dyrektor generalny Charlie Scharf poinformował, że generatywna AI zwiększyła wydajność zespołów inżynieryjnych o 30–35 proc., szczególnie w zakresie tworzenia oprogramowania. Podobne doświadczenia przedstawił przyszły dyrektor finansowy Citigroup Gonzalo Luchetti, wskazując na około 9-procentowy wzrost produktywności w zadaniach związanych z kodowaniem oraz wsparcie pracowników podczas rozmów z klientami w czasie rzeczywistym. Z kolei PNC Financial utrzymuje niemal niezmienione zatrudnienie od dekady, mimo wyraźnego rozwoju działalności, co zarząd wiąże z automatyzacją i wykorzystaniem AI.

Jednocześnie banki nie ukrywają, że dalsze postępy technologiczne oznaczają mniejszą potrzebę pracy ludzkiej. Jamie Dimon, dyrektor generalny JPMorgan Chase, powiedział wprost, że sztuczna inteligencja „zlikwiduje miejsca pracy”, choć – jego zdaniem – nie musi to oznaczać trwałego bezrobocia. Ostrzegł jednak, że problemem może być tempo zmian, szybsze niż możliwość przekwalifikowania pracowników.

Jeszcze bardziej jednoznacznie wypowiedział się szef Wells Fargo, który stwierdził, że twierdzenia o braku wpływu AI na zatrudnienie są nieszczere. Bank już wcześniej znacząco ograniczył liczbę pracowników – z około 275 tys. w 2019 roku do nieco ponad 210 tys. jesienią 2025 roku.

Mimo krótkoterminowych obaw, Dimon roztoczył długofalową, bardziej optymistyczną wizję. Jego zdaniem w perspektywie kilkudziesięciu lat rozwój AI może umożliwić skrócenie tygodnia pracy w krajach rozwiniętych, przy zachowaniu wysokiego poziomu życia. W ocenie bankierów kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak zarządzanie zmianą tak, aby wzrost produktywności nie doprowadził do gwałtownych i społecznie kosztownych redukcji miejsc pracy.

Lula prosi Trumpa o pomoc w aresztowaniu brazylijskiego magnata paliwowego

Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva ujawnił we wtorek, że zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o pomoc w zatrzymaniu biznesmena mieszkającego na Florydzie, podejrzewanego o kierowanie największym w historii Brazylii oszustwem podatkowym. Lula określił tę osobę jako jednego z głównych bossów brazylijskiej przestępczości zorganizowanej.

Podczas wystąpienia w pałacu prezydenckim Lula powiedział, że największy dłużnik podatkowy Brazylii, działający w sektorze paliwowym, od lat mieszka w Miami. Jak relacjonował, temat ten poruszył w rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem w ubiegłym tygodniu, apelując o współpracę przy jego aresztowaniu.

Choć Lula nie wymienił nazwiska, brazylijskie media wskazują na Ricardo Magro – prawnika i przedsiębiorcę kontrolującego Grupo Refit, operatora dawnej rafinerii Manguinhos w Rio de Janeiro. Magro mieszka w USA od 2016 roku i według brazylijskich władz jest winien państwu ponad 26 mld reali niezapłaconych podatków.

Pod koniec listopada brazylijskie służby przeprowadziły szeroko zakrojoną operację wymierzoną w sieć firm powiązanych z Magro. W kilku stanach wykonano ponad sto nakazów przeszukań i zajęć majątku. Śledczy twierdzą, że grupa wykorzystywała skomplikowaną strukturę spółek, funduszy i podmiotów zagranicznych – w tym firmy zarejestrowane w USA – do prania pieniędzy i ukrywania dochodów przed fiskusem.

Według administracji skarbowej w latach 2024–2025 przez ten schemat mogło zostać przepuszczonych ponad 70 mld reali, przy jednoczesnym uniknięciu zapłaty podatków na kwotę około 26 mld reali. Władze łączą proceder z przestępczością zorganizowaną w sektorze paliwowym.

Fundusze z Zatoki Perskiej oraz zięć Donalda Trumpa za ofertą Paramount Skydance na Warner Bros. Discovery

0

Paramount Skydance przedstawiła ofertę przejęcia Warner Bros. Discovery, wspartą finansowaniem w wysokości 24 miliardów dolarów zapewnionym przez trzy państwowe fundusze majątkowe z krajów Zatoki Perskiej. Propozycja, ogłoszona 8 grudnia, zakłada wypłatę gotówkową w wysokości 30 dolarów za akcję i pojawia się zaledwie kilka dni po zawarciu przez Netflix porozumienia z Warner Bros., wycenianego na 72 miliardy dolarów.

Finansowanie zapewniają Public Investment Fund Arabii Saudyjskiej, L’imad Holding Company z Abu Zabi oraz Qatar Investment Authority. W projekt zaangażowana jest także firma private equity Affinity Partners, zarządzana przez Jareda Kushnera. Aby uniknąć procedur związanych z amerykańskim przeglądem bezpieczeństwa narodowego, inwestorzy z Zatoki zgodzili się na formę pasywnego udziału kapitałowego, bez prawa głosu, reprezentacji w radzie dyrektorów ani wpływu na zarządzanie spółką. Paramount poinformował, że w takiej strukturze transakcja nie będzie podlegać jurysdykcji komisji CFIUS.

Oferta wpisuje się w szerszą strategię ekspansji kapitałowej państw Zatoki Perskiej w globalnym sektorze rozrywki. W ostatnich latach Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie znacząco zwiększyły inwestycje w media, film oraz rozrywkę, a Abu Zabi już dziś jest gospodarzem parku tematycznego Warner Bros. World. Równolegle Walt Disney zapowiedział budowę swojego pierwszego parku rozrywki na Bliskim Wschodzie właśnie w tym emiracie.

Transakcja pojawia się również w kontekście zacieśnienia relacji gospodarczych krajów Zatoki z USA. Arabia Saudyjska, ZEA i Katar zadeklarowały łącznie ponad 2 bln dolarów inwestycji w amerykańską gospodarkę w perspektywie dekady. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że będzie osobiście zaangażowany w ocenę umowy Netflix–Warner Bros., zwracając uwagę na możliwe ryzyka koncentracji rynku.

Zarząd Warner Bros. Discovery potwierdził otrzymanie oferty Paramount Skydance i zapowiedział jej analizę w najbliższych dniach. Propozycja pozostaje ważna do 8 stycznia 2026 roku, o ile termin nie zostanie przedłużony. David Ellison, stojący za Paramount Skydance, ocenił ją jako rozwiązanie oferujące akcjonariuszom „wyższą wartość i bardziej przewidywalną ścieżkę finalizacji transakcji”.

Nowe sankcje Wielkiej Brytanii wobec Rosji i Chin za działania hybrydowe

Wielka Brytania ogłosiła we wtorek nowe sankcje wymierzone w rosyjskie media propagandowe oraz chińskie firmy działające w obszarze cyberprzestrzeni. Minister spraw zagranicznych Yvette Cooper ostrzegła, że państwa zachodnie muszą zdecydowanie wzmocnić działania przeciwko „rosyjskiej wojnie informacyjnej”, której celem jest podważanie demokracji i osłabianie poparcia dla Ukrainy.

Sankcje zostały zaprezentowane podczas przemówienia w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wygłoszonego przy okazji 100. rocznicy Traktatów z Locarno. Cooper podkreśliła, że Wielka Brytania i jej sojusznicy mierzą się z narastającymi zagrożeniami hybrydowymi, obejmującymi ataki na infrastrukturę krytyczną, destabilizację instytucji państwowych oraz ingerencję w procesy demokratyczne.

Na listę sankcyjną trafiły trzy rosyjskie podmioty. Obejmuje ona kanał Telegram Rybar, mający około 1,3 mln subskrybentów, oraz jego założyciela Michaiła Zwinczuka. Sankcjami objęto także Fundację Wsparcia i Ochrony Praw Rodaków Mieszkających za Granicą, którą estońskie służby wywiadowcze wskazują jako przykrywkę dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, a także Centrum Ekspertyz Geopolitycznych, think tank związany z Aleksandrem Duginem.

Równocześnie Wielka Brytania nałożyła sankcje na dwie chińskie firmy: Sichuan Anxun Information Technology Co. Ltd (znaną jako i-Soon) oraz Integrity Technology Group. Według rządu w Londynie przedsiębiorstwa te prowadziły szeroko zakrojone działania cybernetyczne przeciwko Wielkiej Brytanii i jej sojusznikom. Wskazano, że i-Soon miała atakować dziesiątki systemów informatycznych administracji publicznej i sektora prywatnego na całym świecie, natomiast Integrity Technology miała zarządzać ukrytą siecią złożoną z setek tysięcy przejętych urządzeń, wykorzystywanych do cyberataków.

Pekin szykuje silniejsze wsparcie gospodarki na 2026 rok

Kierownictwo Komunistycznej Partii Chin (KPCh) zapowiedziało, że w 2026 roku kraj będzie prowadził „bardziej proaktywną” politykę fiskalną oraz „umiarkowanie luźną” politykę pieniężną. Deklaracja padła podczas poniedziałkowego posiedzenia Biura Politycznego pod przewodnictwem prezydenta Xi Jinpinga i sygnalizuje gotowość Pekinu do silniejszego wsparcia gospodarki na początku nowego pięcioletniego cyklu planowania.

W komunikacie podkreślono, że kluczowym celem będzie pobudzenie popytu krajowego przy jednoczesnym uwzględnieniu napięć w handlu międzynarodowym. Władze zaznaczyły potrzebę „stabilizowania zatrudnienia, przedsiębiorstw, rynków i oczekiwań”, aby zapewnić dobry start dla 15. Planu Pięcioletniego na lata 2026–2030.

Ekonomiści oceniają, że utrzymanie ekspansywnej polityki oznacza deficyt budżetowy na poziomie około 4 proc. PKB lub wyższym, a nowa emisja długu może przekroczyć 12 bilionów juanów. Ma to pomóc w realizacji celu wzrostu gospodarczego, który prawdopodobnie ponownie zostanie ustalony w okolicach 5 proc.

Decyzje zapowiedziane przez Biuro Polityczne są odpowiedzią na utrzymujące się problemy strukturalne chińskiej gospodarki. Choć PKB wzrósł o 5,2 proc. w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku, kraj nadal zmaga się ze słabą konsumpcją, kryzysem na rynku nieruchomości i niższymi inwestycjami infrastrukturalnymi.

Tłem dla zapowiedzi są również najnowsze dane handlowe. Roczna nadwyżka handlowa Chin po raz pierwszy przekroczyła 1 bilion dolarów, głównie dzięki silnemu eksportowi. W listopadzie eksport wzrósł o 5,9 proc. rok do roku, podczas gdy import zwiększył się jedynie o 1,9 proc., co zdaniem analityków pokazuje słabość popytu wewnętrznego.

Posiedzenie tradycyjnie poprzedza Centralną Konferencję Pracy Gospodarczej, zaplanowaną na grudzień. To właśnie wtedy mają zostać określone szczegółowe priorytety polityki gospodarczej na 2026 rok. Konkretne cele, w tym oficjalny cel wzrostu PKB i poziom deficytu, zostaną ogłoszone dopiero podczas dorocznej sesji parlamentu w marcu.

Exxon Mobil aktualizuje strategię. Dodatkowe 5 mld USD zysków

Exxon Mobil zaprezentował zaktualizowany plan rozwoju do 2030 roku, zakładający wyraźnie wyższe wyniki finansowe niż wcześniej przewidywano. Koncern oczekuje, że w latach 2024–2030 zwiększy zyski łącznie o 25 mld dolarów oraz przepływy pieniężne o 35 mld dolarów. To o 5 mld dolarów więcej w obu przypadkach względem poprzedniej prognozy.

Spółka podkreśla, że poprawa wyników ma zostać osiągnięta bez zwiększania nakładów inwestycyjnych. Według zarządu kluczowe znaczenie mają efektywna realizacja projektów oraz bardziej zdyscyplinowana alokacja kapitału. Do 2030 roku Exxon Mobil zakłada skumulowane nadwyżki wolnych przepływów pieniężnych na poziomie ok. 145 mld dolarów, przy założeniu ceny ropy Brent na poziomie 65 dolarów za baryłkę. Zwrot z zaangażowanego kapitału ma przekroczyć 17 proc.

Koncern podniósł również cel trwałych oszczędności kosztowych. Do 2030 r. mają one sięgnąć 20 mld dolarów w porównaniu z poziomem z 2019 r., czyli o 2 mld dolarów więcej niż zakładano wcześniej.

Istotnym elementem strategii jest wzrost wydobycia. Exxon Mobil planuje zwiększyć produkcję do 5,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy dziennie do końca dekady, wobec wcześniejszego celu 5,4 mln. Szczególne znaczenie ma basen permski w USA, gdzie produkcja ma się podwoić do ok. 2,5 mln baryłek dziennie w porównaniu z 2024 r. To wynik wyższy o 200 tys. baryłek od wcześniejszych prognoz.

Lepsze perspektywy w basenie permskim są efektem postępów technologicznych oraz przejęcia Pioneer Natural Resources, sfinalizowanego w maju 2024 r. za 59,5 mld dolarów. Dzięki temu Exxon Mobil spodziewa się, że zyski z działalności wydobywczej wzrosną o ponad 14 mld dolarów przy niezmienionych cenach, czyli o 5 mld dolarów więcej niż zakładano wcześniej.

Według prognoz firmy do 2030 r. około 65 proc. całkowitej produkcji będzie pochodziło z tzw. aktywów uprzywilejowanych, w tym z basenu permskiego, Gujany oraz projektów LNG. Zarząd podkreśla, że to one mają być głównym źródłem wzrostu wyników i stabilnych przepływów pieniężnych w kolejnych latach.

Chińskie rafinerie zwiększają zakupy ropy z Arabii Saudyjskiej po obniżce cen

0

Chińskie rafinerie wyraźnie zwiększyły zakupy ropy z Arabii Saudyjskiej po ostatniej obniżce cen. Na styczeń zakontraktowano około 49,5 mln baryłek saudyjskiej ropy, czyli blisko 1,6 mln baryłki dziennie. To najwyższy poziom od trzech miesięcy i wzrost o ponad 10 mln baryłek w porównaniu z dwoma poprzednimi miesiącami.

Impulsem do większych zakupów była decyzja Saudi Aramco z 4 grudnia o obniżeniu oficjalnych cen sprzedaży. Cena referencyjnej ropy Arab Light została ustalona na poziomie 0,60 dolara za baryłkę powyżej benchmarku Oman/Dubai, wobec 1,00 dolara miesiąc wcześniej. To najniższa premia od stycznia 2021 r. i element walki o utrzymanie udziałów w rynku przy rosnącej globalnej podaży.

Z obniżek skorzystały m.in. PetroChina, Rongsheng Petrochemical i Shenghong Petrochemical, które zwiększyły odbiory ropy na styczeń. Łącznie Arabia Saudyjska obniżyła ceny wszystkich gatunków kierowanych do Azji o 20–60 centów za baryłkę, przy czym najmocniej potaniały cięższe odmiany. W efekcie saudyjska ropa stała się bardziej konkurencyjna nie tylko względem innych dostawców, ale także wobec rynku spot.

Wzrost popytu z Chin wpisuje się w szerszą zmianę sytuacji na rynku. OPEC+ w grudniu zwiększył wydobycie o 137 tys. baryłek dziennie w ramach stopniowego wycofywania wcześniejszych cięć, choć dalsze podwyżki zostały wstrzymane co najmniej do marca 2026 r. ze względu na obawy o popyt sezonowy.

Dodatkowym czynnikiem są decyzje administracyjne w Chinach. Pod koniec listopada rafinerie otrzymały pierwsze limity importowe na 2026 r. – 21 niezależnym zakładom przydzielono łącznie ok. 8 mln ton, więcej niż rok wcześniej. Całkowity limit importu dla prywatnych firm pozostał jednak na niezmienionym poziomie 257 mln ton.

Na rynek wpływają także sankcje USA wobec Rosnieftu i Łukoilu z października, które skłoniły odbiorców z Chin i Indii do szukania alternatywnych dostaw. W efekcie ropa z Bliskiego Wschodu zyskuje na znaczeniu.

Analitycy prognozują, że w 2026 r. może pojawić się globalna nadwyżka ropy rzędu 2–4 mln baryłek dziennie. To zwiększa presję na producentów, zwłaszcza OPEC+, by ostrożnie zarządzać podażą, podczas gdy ceny ropy Brent utrzymują się w okolicach 63 dolarów za baryłkę.

Microsoft zainwestuje 7,5 mld CAD w infrastrukturę chmurową i AI w Kanadzie

Microsoft ogłosił, że w ciągu najbliższych dwóch lat zainwestuje w Kanadzie ponad 7,5 mld dolarów kanadyjskich (ok. 5,4 mld USD) w rozwój infrastruktury chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji. Inwestycja jest częścią szerszego planu o wartości 19 mld CAD na lata 2023–2027 i należy do największych w ponad 40-letniej historii firmy w Kanadzie.

Środki zostaną przeznaczone głównie na rozbudowę centrów danych Azure w regionach Canada Central i Canada East. Microsoft zakłada, że nowa moc obliczeniowa zostanie uruchomiona w drugiej połowie 2026 r. Celem inwestycji jest zabezpieczenie rosnącego zapotrzebowania na usługi AI oraz przetwarzanie danych w kraju.

Firma zaprezentowała także pięciopunktowy plan wzmacniania cyfrowej suwerenności Kanady. Jego elementem będzie utworzenie Centrum Wywiadu Zagrożeń w Ottawie, które ma wspierać rząd i służby w walce z cyberprzestępczością i zagrożeniami cybernetycznymi. Microsoft zapowiedział również lokalne przetwarzanie danych związanych z użyciem Copilota oraz rozwój usług Azure Local.

Częścią strategii jest współpraca z kanadyjskim startupem AI Cohere, którego modele językowe mają zostać zintegrowane z platformą Azure. Microsoft zatrudnia obecnie ponad 5300 osób w 11 miastach Kanady i współpracuje z siecią ok. 17 tys. firm partnerskich, generujących dziesiątki miliardów dolarów kanadyjskich rocznych przychodów.

Inwestycja wpisuje się w globalny wyścig o infrastrukturę AI. W tym samym tygodniu Microsoft ogłosił plan wydania 17,5 mld USD w Indiach, a wcześniej zapowiadał wielomiliardowe projekty m.in. w Portugalii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Łączne nowe zobowiązania firmy dotyczące AI sięgają ok. 23 mld USD.

Microsoft poinformował także, że do 2026 r. przeszkoli 250 tys. Kanadyjczyków w zakresie kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją. Spółka wskazuje na wyraźną lukę kompetencyjną – szkolenie z AI przeszło dotąd tylko 24 proc. mieszkańców Kanady, wobec średniej globalnej na poziomie 39 proc.

Stellantis i Bolt połączą siły. Autonomiczne taksówki w Europie od 2029 roku

Stellantis oraz estońska platforma przewozowa Bolt ogłosiły partnerstwo, którego celem jest wdrożenie autonomicznych pojazdów poziomu 4 w Europie. Testy drogowe mają ruszyć w 2026 r., a uruchomienie produkcji seryjnej zaplanowano na 2029 r. Docelowo w pełni bezzałogowe taksówki mają zostać zintegrowane z aplikacją Bolt, z której korzysta ponad 200 mln użytkowników w 50 krajach, w tym w 23 państwach UE.

Dla Stellantis to istotna zmiana strategii. Koncern w sierpniu wstrzymał rozwój systemów autonomii poziomu 3, wskazując na wysokie koszty, bariery technologiczne i niepewny popyt. Nowa współpraca stawia na autonomię poziomu 4, czyli pojazdy zdolne do samodzielnej jazdy bez kierowcy w określonych warunkach i strefach operacyjnych.

W ramach umowy Stellantis dostarczy platformy AV-Ready, w tym elektrycznego vana eK0 oraz architekturę STLA Small. Rozwiązania te zostały zaprojektowane specjalnie pod kątem jazdy autonomicznej. Autonomia poziomu 4 oznacza, że pasażerowie nie muszą nadzorować jazdy ani przejmować kontroli nad pojazdem.

Wdrożenie ma mieć charakter stopniowy – od prototypów i flot pilotażowych, przez ograniczone serie, aż po skalowanie produkcji. Firmy zapowiadają ścisłą współpracę z europejskimi regulatorami, aby spełnić wymogi dotyczące bezpieczeństwa, cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

Bolt zakłada, że do 2035 r. na jego platformie będzie działać 100 tys. autonomicznych pojazdów. Dla firmy to kolejny krok w kierunku całkowicie bezzałogowych usług przewozowych w europejskich miastach.

Obie firmy podkreślają, że floty autonomiczne mogą zmniejszyć liczbę samochodów na drogach, ograniczyć korki i obniżyć emisje, promując współdzielony transport w dużych miastach.

UNCTAD: światowy handel pobije rekord 35 bln dolarów w 2025 roku

Światowy handel pobije w 2025 r. rekord 35 bln dol. – wynika z najnowszej aktualizacji UNCTAD. Wartość wymiany ma wzrosnąć o ok. 7 proc., czyli o 2,2 bln dol., mimo napięć geopolitycznych, wysokich kosztów i nierównego popytu w największych gospodarkach.

Między lipcem a wrześniem 2025 r. wartość wymiany towarów i usług na świecie wzrosła o 2,5 proc. wobec poprzedniego kwartału. Towary podskoczyły o blisko 2 proc., usługi o 4 proc. W ostatnich trzech miesiącach roku wzrost ma być wolniejszy – szacunki mówią o ok. 0,5 proc. dla towarów i 2 proc. dla usług, ale wystarczający, by ustanowić nowy rekord.

Coraz ważniejszą rolę odgrywa wolumen, a nie ceny. Po dwóch kwartałach, gdy wartość handlu rosła głównie przez drożejące towary, UNCTAD oczekuje spadku cen w końcówce roku. Oznacza to, że większa wartość obrotów wynika z większej liczby faktycznie przewożonych towarów, przy jednoczesnym łagodzeniu presji inflacyjnej.

Najmocniej do wzrostu handlu przyczyniają się kraje Azji Wschodniej, Afryka oraz wymiana między państwami rozwijającymi się (handel Południe–Południe). Eksport z Azji Wschodniej wzrósł w ostatnim roku o 9 proc., a handel wewnątrz regionu o 10 proc. W Afryce import zwiększył się o 10 proc., eksport o 6 proc., co odzwierciedla rosnącą integrację regionalną i poprawę logistyki.

Sercem światowego handlu pozostaje przemysł przetwórczy, szczególnie elektronika. Wartość wymiany w tym sektorze wzrosła o 14 proc. w skali roku, napędzana ogromnym popytem na podzespoły związane ze sztuczną inteligencją. Cały przemysł wytwórczy urósł o ok. 10 proc. Wyraźnie słabsza jest motoryzacja – handel samochodami spadł o 4 proc., a część segmentów, jak auta spalinowe, notuje dwucyfrowe spadki.

UNCTAD zwraca uwagę, że światowy handel wyraźnie odbił po stagnacji lat 2023–2024 i rośnie szybciej niż gospodarka jako całość. Jednocześnie utrzymują się duże nierównowagi i zmiana kierunków przepływów. Wzmacnia się zjawisko „friendshoringu” i „nearshoringu” – przenoszenia wymiany w stronę partnerów politycznie bliższych lub położonych bliżej geograficznie.

Perspektywy na 2026 r. są ostrożniejsze. UNCTAD spodziewa się słabszego tempa wzrostu światowego handlu z powodu wolniejszej aktywności gospodarczej, wyższego zadłużenia, rosnących kosztów wymiany i utrzymującej się niepewności. Rekord z 2025 r. nie oznacza więc końca wyzwań, lecz raczej dowód, że handel potrafi rosnąć nawet w trudnych warunkach – choć nie wszędzie i nie w każdym sektorze w równym stopniu.

Po wecie prezydenta rząd ponawia próbę. Identyczna ustawa o kryptoaktywach przyjęta przez RM

Rada Ministrów przyjęła we wtorek identyczny projekt ustawy o rynku kryptoaktywów, zaledwie trzy dni po tym, jak Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta. Projekt jest tożsamy z ustawą uchwaloną przez Sejm 7 listopada, którą prezydent Karol Nawrocki zawetował 1 grudnia. Rząd potwierdził, że w przepisach nie zmieniono „nawet przecinka”.

Premier Donald Tusk zaapelował do prezydenta o „nieprzeszkadzanie” w przyjęciu ustawy. Jak podkreślił, celem regulacji jest zwiększenie bezpieczeństwa inwestorów oraz ochrona interesów państwa w obszarze rynku kryptowalut, który – jego zdaniem – wymaga pilnych działań.

Szef rządu zwrócił uwagę, że w Rejestrze działalności w zakresie walut wirtualnych prowadzonym przez Izbę Administracji Skarbowej w Katowicach znajduje się ponad 100 podmiotów powiązanych z Rosją, Białorusią i innymi państwami byłego ZSRR. Ocenił to jako poważny sygnał ostrzegawczy i argument za wprowadzeniem podstawowych mechanizmów kontroli, bez uderzania w legalnie działających uczestników rynku.

W piątkowym głosowaniu Sejm nie zdołał odrzucić weta prezydenta – za było 243 posłów, przy wymaganych 261. Przeciwko odrzuceniu weta opowiedziały się kluby PiS i Konfederacji. Rząd zdecydował się więc ponownie skierować identyczny projekt do Sejmu.

Ustawa ma umożliwić pełne wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA, które wprowadza wspólne ramy prawne dla rynku kryptoaktywów w UE. Komisja Nadzoru Finansowego ma zostać wskazana jako organ nadzoru, zyskując uprawnienia do licencjonowania podmiotów oraz nakładania sankcji. Projekt przewiduje także odpowiedzialność karną za naruszenia przepisów, w tym grzywny do 10 mln zł lub karę pozbawienia wolności do dwóch lat.

Premier zaznaczył, że prezydent ma pełny dostęp do informacji dotyczących projektu ustawy. Według Donalda Tuska stawką jest realne bezpieczeństwo obywateli oraz państwa.

EBC i Komisja Europejska apelują o przyspieszenie prac nad cyfrowym euro

Europejski Bank Centralny oraz Komisja Europejska zaapelowały 9 grudnia o przyspieszenie prac nad wprowadzeniem cyfrowego euro. Według obu instytucji projekt ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa finansowego i niezależności Europy, zwłaszcza w sytuacji, gdy coraz mniej transakcji odbywa się gotówką, a rynek płatności cyfrowych jest zdominowany przez firmy spoza Unii Europejskiej.

Członek zarządu EBC Piero Cipollone oraz unijny komisarz ds. gospodarki Valdis Dombrovskis wskazali, że silne uzależnienie od zagranicznych operatorów płatności stanowi realne ryzyko dla stabilności gospodarczej UE. Podkreślili, że przełomowy będzie rok 2026, ponieważ wtedy planowane jest przyjęcie przepisów, które umożliwią emisję cyfrowego euro. Zgodnie z harmonogramem faktyczne uruchomienie nowej formy pieniądza ma nastąpić w 2029 roku.

Apel EBC i Komisji wpisuje się w decyzję Rady Prezesów EBC z października 2025 roku o przejściu do kolejnego etapu prac nad projektem. Wcześniej także przywódcy państw strefy euro wzywali do szybszego tempa przygotowań. Jeśli regulacje zostaną uchwalone w 2026 roku, EBC planuje rozpoczęcie programu pilotażowego z udziałem banków i firm płatniczych w połowie 2027 roku.

Instytucje unijne zwracają uwagę, że europejski rynek płatności cyfrowych jest obecnie zdominowany przez globalnych graczy, przede wszystkim Visa i Mastercard, które obsługują większość transakcji kartowych w Europie. Jednocześnie europejskie systemy płatności są rozdrobnione i najczęściej działają tylko w obrębie poszczególnych państw, bez pełnej obsługi transgranicznej.

EBC i Komisja Europejska podkreślają, że euro cyfrowe nie ma zastępować istniejących rozwiązań rynkowych, lecz je uzupełniać. Nowy instrument miałby stanowić europejską alternatywę dla płatności cyfrowych, umożliwiając transakcje zarówno online, jak i offline, przy zachowaniu wysokiego poziomu ochrony prywatności użytkowników.

Ostateczna decyzja o wprowadzeniu cyfrowego euro ma zostać podjęta po zakończeniu procesu legislacyjnego. Projekt ma być gotowy na moment planowanego rozszerzenia strefy euro w 2026 roku, gdy do unii walutowej ma dołączyć Bułgaria, zwiększając liczbę jej członków do 21 państw.

Rekordowe przychody i wzrost liczby pasażerów – branża lotnicza na rekordowym kursie

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych (IATA) prognozuje rekordowe wyniki branży lotniczej w 2026 roku. Według szacunków zysk netto sektora ma wynieść 41 mld dolarów, wobec 39,5 mld w 2025 r., mimo utrzymujących się problemów w globalnych łańcuchach dostaw.

Marża zysku netto ma pozostać na poziomie 3,9 proc. Zysk przypadający na jednego pasażera wyniesie średnio 7,90 dolara, mniej niż rekordowe 8,50 dolara odnotowane w 2023 r. IATA przewiduje, że całkowite przychody branży sięgną 1,053 bln dolarów, co oznacza wzrost o 4,5 proc. rok do roku. Liczba pasażerów ma wzrosnąć do 5,2 mld, czyli o 4,4 proc.

Szef IATA Willie Walsh zwrócił uwagę na zmianę sytuacji u największych producentów samolotów. Jego zdaniem poprawiła się realizacja planów przez Boeinga, natomiast narasta niepewność wokół Airbusa. Europejski producent obniżył cel dostaw na 2025 r. do ok. 790 maszyn z powodu problemów jakościowych u dostawców, które dotykają setki samolotów z rodziny A320.

IATA podkreśla, że problemy w łańcuchach dostaw będą się utrzymywać jeszcze przez wiele lat. Deficyt dostaw szacowany jest na co najmniej 5,3 tys. samolotów, co zmusza linie lotnicze do dłuższego użytkowania starszych maszyn, podnosząc koszty paliwa i serwisu. W efekcie współczynnik wypełnienia samolotów ma osiągnąć w 2026 r. rekordowe 83,8 proc.

Największym źródłem wzrostu ruchu lotniczego pozostanie region Azji i Pacyfiku, zwłaszcza Indie i Chiny. IATA prognozuje, że linie z tego regionu wypracują w 2026 r. zysk netto na poziomie 6,6 mld dolarów.

Zaostrza się konflikt w NBP. Spór o kompetencje prezesa

Konflikt w Narodowym Banku Polskim wyraźnie się zaostrza. Trzech członków zarządu zaproponowało zmiany, które ograniczałyby uprawnienia prezesa Adama Glapińskiego. Odpowiedź była natychmiastowa – prezes odebrał im nadzór nad kluczowymi departamentami banku.

Na początku grudnia Piotr Pogonowski, Artur Soboń i Rafał Sura złożyli projekt uchwały zmieniającej regulamin NBP. Dokument przewidywał m.in. większą kontrolę zarządu nad nagrodami i premiami dla prezesa oraz jego dwóch najbliższych zastępców. Decyzje w tych sprawach nie zapadałyby już jednoosobowo.

Projekt zakładał też ograniczenie udziału dyrektorów w stałych posiedzeniach zarządu, wprowadzenie szczegółowych protokołów z obrad oraz możliwość zgłaszania zdań odrębnych. W praktyce oznaczałoby to osłabienie pozycji prezesa i jego najbliższego otoczenia.

Autorzy projektu chcieli szybkiego rozpatrzenia sprawy, jednak Adam Glapiński wyznaczył termin dyskusji dopiero na 20 stycznia 2026 r. Podczas posiedzenia zarządu 2 grudnia nie zgodził się na zmianę porządku obrad i przerwał posiedzenie, przesuwając je na 18 grudnia.

Spór w NBP dotyczy nie tylko procedur, ale realnego układu sił w banku centralnym. Jego dalszy rozwój może mieć wpływ na funkcjonowanie zarządu oraz relacje z Radą Polityki Pieniężnej w nadchodzących miesiącach.

Eurocash tnie koszty i zmienia model biznesowy. Redukcja 3 tys. etatów i zamknięcie 150 sklepów

0

Eurocash zaprezentował 9 grudnia nową strategię rozwoju na lata 2026–2027. Zakłada ona dużą przebudowę całej grupy, której kluczowymi elementami będą redukcja zatrudnienia, zamykanie części sklepów własnych oraz silniejsze postawienie na model franczyzowy.

Spółka planuje zakończyć działalność około 150 sklepów własnych Delikatesy Centrum i stopniowo odchodzić od prowadzenia placówek na własny rachunek. W ich miejsce Eurocash chce rozwijać zintegrowaną sieć franczyzową pod wspólnym szyldem Sieć Sklepów STĄD. Celem jest wzmocnienie pozycji lokalnych sklepów w konkurencji z dyskontami oraz poprawa rentowności całej grupy.

Restrukturyzacja wiąże się także z istotnymi zmianami po stronie kosztów. Eurocash szacuje, że w latach 2026–2027 poprawa efektywności sięgnie łącznie około 400 mln zł na poziomie EBIT. Osiągnięcie tych oszczędności ma być możliwe dzięki uproszczeniu procesów, zmianom w logistyce i łańcuchu dostaw oraz reorganizacji działalności sklepów własnych. Docelowo spółka zakłada osiągnięcie EBIT na poziomie 600 mln zł w 2027 roku.

Elementem planu są również redukcje zatrudnienia. Grupa zamierza zmniejszyć liczbę etatów o około 3 tys., w tym blisko 1 tys. w obszarach administracyjnych i biurowych. Zarząd podkreśla, że zmiany będą wspierane przez automatyzację oraz przegląd rentowności poszczególnych placówek.

Zamykanie sklepów Delikatesy Centrum oznacza jednorazowe koszty. Eurocash zapowiada utworzenie odpisów i rezerw restrukturyzacyjnych w wysokości 200–300 mln zł, które obciążą wynik EBITDA za 2025 rok.

Centralnym punktem nowej strategii ma być Sieć Sklepów STĄD. Obecnie zrzesza ona około 15 tys. placówek, a w ciągu dwóch lat liczba ta ma wzrosnąć o kolejne 1 tys. sklepów. Sieć ma objąć wszystkie stacjonarne formaty spożywcze działające w ramach grupy.

Równolegle Eurocash chce rozwijać inne segmenty działalności. Spółka planuje dalszy dynamiczny wzrost e-grocery Frisco, na poziomie 20–30 proc. rocznie, oraz rozbudowę sieci Duży Ben, która w modelu franczyzowym ma docelowo liczyć nawet 3 tys. sklepów.

Grupa podtrzymuje ambicję utrzymania do końca 2027 roku pozycji trzeciego największego operatora handlu detalicznego w Polsce, z udziałem sięgającym około 10 proc. rynku FMCG.

Indie chcą wprowadzić tantiemy za trenowanie AI na treściach chronionych prawem autorskim

Indyjski rząd zaproponował nowe przepisy dotyczące trenowania modeli sztucznej inteligencji na treściach chronionych prawem autorskim. Zgodnie z projektem firmy AI musiałyby płacić tantiemy za wykorzystywanie artykułów, muzyki, filmów i innych utworów. Indie mogłyby stać się pierwszym krajem, który wprowadzi ustawowo określone stawki wynagrodzeń dla twórców w tym obszarze.

Ministerialny Departament ds. Promocji Przemysłu i Handlu Wewnętrznego opublikował dokument roboczy liczący 125 stron. Zakłada on wprowadzenie tzw. obowiązkowej licencji zbiorczej. Oznaczałoby to, że firmy AI miałyby automatyczny dostęp do legalnie pozyskanych treści, ale w zamian byłyby zobowiązane do opłat na rzecz jednej centralnej organizacji.

Proponowany model nosi nazwę „Jeden naród, jedna licencja, jedna płatność” i ma łączyć rozwój AI z ochroną praw autorskich. Rząd wskazuje, że to odpowiedź na narastające spory prawne na całym świecie dotyczące wykorzystywania cudzych treści do trenowania sztucznej inteligencji.

Wysokość tantiem miałaby być ustalana przez specjalny komitet powołany przez rząd. Opłaty byłyby liczone jako procent globalnych przychodów brutto firm z komercyjnie wykorzystywanych modeli AI, a nie na etapie ich trenowania. Co istotne, nowe zasady miałyby działać także wstecz — obejmowałyby firmy, które już wdrożyły swoje systemy AI na rynku.

Projekt odrzuca rozwiązania stosowane w innych krajach. W przeciwieństwie do Japonii, gdzie szkolenie AI jest w dużej mierze zwolnione z opłat, oraz UE, gdzie twórcy mogą zastrzec swoje treści, Indie proponują model bez prawa sprzeciwu, ale z gwarantowanym wynagrodzeniem. Środki miałyby trafiać do nowej organizacji zbiorowego zarządzania – Copyright Royalties Collective for AI Training.

Propozycja pojawia się w czasie, gdy Indie stają się jednym z kluczowych rynków dla branży AI. Szef OpenAI Sam Altman ocenił niedawno, że Indie są już drugim największym rynkiem firmy po USA. Według autorów projektu to wystarczający powód, by zapewnić twórcom realny udział w wartości generowanej przez sztuczną inteligencję.

PepsiCo przygotowuje się do zwolnień. Pracownicy biur odsyłani do domów

0

PepsiCo poleciło w tym tygodniu pracownikom swoich głównych biur w Ameryce Północnej przejście na pracę zdalną. Decyzja jest postrzegana jako sygnał przygotowań do planowanych zwolnień.

W wewnętrznej wiadomości do załogi dyrektor ds. personalnych na region Ameryki Północnej, Jennifer Wells, zapowiedziała zmiany organizacyjne, które obejmą część stanowisk. Tego typu działania są często stosowane przez duże korporacje tuż przed ogłoszeniem redukcji etatów.

Kroki te wpisują się w szeroką restrukturyzację ogłoszoną w poniedziałek. PepsiCo porozumiało się z funduszem Elliott Investment Management, który od września posiada akcje spółki warte około 4 mld dolarów. W ramach ustaleń firma planuje ograniczyć amerykańskie portfolio produktów o 20 proc. oraz wdrożyć program oszczędnościowy, obejmujący m.in. zamykanie zakładów i redukcję zatrudnienia.

Fundusz Elliott od dłuższego czasu naciskał na uproszczenie struktury marek i obniżenie kosztów, wskazując na spadek udziałów PepsiCo na rynku napojów. Zarząd spółki podkreśla, że celem zmian jest przyspieszenie wzrostu przychodów, poprawa rentowności oraz osiągnięcie wysokich oszczędności od 2026 roku. Firma prognozuje organiczny wzrost przychodów w 2026 r. na poziomie 2–4 proc.

Nie są to pierwsze cięcia w tym roku. W listopadzie PepsiCo zlikwidowało ponad 500 miejsc pracy po zamknięciu zakładów produkcyjnych, a wcześniej w 2025 roku doszło do kolejnych zamknięć fabryk, które dotknęły setki pracowników.

Restrukturyzacja PepsiCo wpisuje się w szerszy trend w sektorze dóbr konsumpcyjnych. W 2025 roku duże redukcje zatrudnienia ogłosiły także inne globalne koncerny, a liczba zapowiedzianych zwolnień w USA przekroczyła 1,1 mln — najwięcej od 2020 roku.

Operator gazociągu TurkStream przenosi siedzibę na Węgry

Siedziba operatora gazociągu TurkStream zostanie przeniesiona z Holandii na Węgry. Poinformował o tym we wtorek w Moskwie węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó. Decyzja zapada w czasie rosnącej presji ze strony UE i Ukrainy na Budapeszt w sprawie dalszej współpracy energetycznej z Rosją.

Chodzi o spółkę South Stream Transport B.V., dotychczas zarejestrowaną w Holandii, która odpowiada za przesył rosyjskiego gazu do Europy przez Turcję. Relokacja jest konsekwencją lipcowej decyzji holenderskiego sądu o zamrożeniu aktywów firmy. Stało się to po pozwie ukraińskiej spółki energetycznej DTEK Krymenergo, należącej do Rinata Achmetowa, który domaga się odszkodowania za majątek przejęty przez Rosję na Krymie w 2014 r.

Szijjártó przekazał, że Węgry uzyskały porozumienie z USA, które ma zapewnić, że operacje finansowe związane z TurkStreamem nie będą objęte amerykańskimi sankcjami. Jak zaznaczył, pozwoli to operatorowi funkcjonować mimo presji prawnej i finansowej.

Zapowiedź padła dzień po wizycie premiera Viktora Orbána w Stambule. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan potwierdził tam, że Ankara zagwarantuje dalszy tranzyt rosyjskiego gazu na Węgry przez TurkStream. Orbán poinformował, że tylko w tym roku Węgry odebrały tą trasą 7,5 mld m³ gazu. Cała instalacja, działająca od 2020 r., ma przepustowość 31,5 mld m³ rocznie.

Szef węgierskiej dyplomacji podkreślił, że jego kraj musi jednocześnie zmagać się z presją Brukseli i Kijowa, aby utrzymać bezpieczeństwo energetyczne. Wskazał m.in. na działania prawne UE oraz ataki na infrastrukturę, w tym na ropociąg Przyjaźń. W zeszłym tygodniu Węgry zapowiedziały zaskarżenie unijnego planu RepowerEU do Trybunału Sprawiedliwości UE. Projekt przewiduje całkowity zakaz importu rosyjskiego gazu rurociągowego do września 2027 r.

Chiny mogą zablokować dostęp do chipów AI H200 Nvidii mimo zgody USA

Chiny mogą zablokować dostęp do chipów AI H200 firmy Nvidia, mimo że prezydent USA Donald Trump zgodził się na ich eksport. Takie plany opisuje „Financial Times”, powołując się na źródła zaznajomione ze sprawą. Dla Nvidii oznaczałoby to kolejne ryzyko strat na kluczowym rynku.

Według doniesień chińskie władze rozważają wprowadzenie procedury zatwierdzania, która zmusiłaby firmy do udowodnienia, że krajowe procesory nie są w stanie zastąpić chipów H200. Dopiero po takim uzasadnieniu możliwy byłby zakup produktów Nvidii.

Informacje pojawiły się dzień po tym, jak Donald Trump ogłosił, że USA dopuszczą eksport H200 do „zatwierdzonych klientów” w Chinach. Zgodnie z tym porozumieniem rząd amerykański ma otrzymywać 25 proc. przychodów z tej sprzedaży.

Podobny scenariusz miał już miejsce w przypadku chipów H20. Choć administracja USA zezwoliła na ich eksport w połowie 2025 r., Pekin zalecił największym firmom technologicznym, takim jak Alibaba, Tencent czy ByteDance, korzystanie z krajowych procesorów. Nvidia wstrzymała wtedy produkcję H20 i poniosła jednorazowy koszt w wysokości 5,5 mld dolarów.

Prezes Nvidii Jensen Huang przyznał niedawno, że nie ma pewności, czy Chiny zaakceptują H200. Układ jest znacznie mocniejszy od H20, ale wciąż słabszy od najnowszych chipów Blackwell, które nadal są objęte amerykańskimi ograniczeniami eksportowymi.

Chiny od lat stawiają na uniezależnienie się od zagranicznych półprzewodników. Od 2014 r. przeznaczyły na rozwój krajowego sektora chipów ponad 140 mld dolarów. Władze wymagają też, aby publiczne centra danych kupowały co najmniej połowę procesorów od lokalnych producentów. Do 2026 r. Pekin chce potroić własną produkcję chipów AI.

Nvidia szacuje potencjał chińskiego rynku AI na około 50 mld dolarów, ale obecnie wyklucza przychody z tamtejszych centrów danych ze swoich prognoz finansowych. Podobnym zasadom eksportu, według planu administracji Trumpa, mogą podlegać także firmy AMD i Intel.

Microsoft zainwestuje 17,5 mld dolarów w AI i chmurę w Indiach

0

Microsoft zapowiedział rekordową inwestycję w Indiach. Koncern przeznaczy 17,5 mld dolarów na rozwój infrastruktury chmurowej i sztucznej inteligencji w latach 2026–2029. Informację przekazał dyrektor generalny firmy Satya Nadella po spotkaniu z premierem Narendrą Modim w New Delhi. To największe dotychczasowe zaangażowanie Microsoftu w Azji i uzupełnienie wcześniej ogłoszonych 3 mld dolarów z początku 2025 r.

Jak podkreślił Nadella, celem inwestycji jest wsparcie budowy „suwerennej infrastruktury” oraz kompetencji koniecznych do rozwoju indyjskiej gospodarki opartej na AI. Projekt ma wzmocnić pozycję Indii jako jednego z kluczowych globalnych centrów technologicznych.

Znaczna część środków trafi na budowę największego w kraju centrum chmurowego typu hyperscale. Obiekt powstanie w Hyderabadzie i obejmie trzy strefy dostępności. Jego uruchomienie zaplanowano na połowę 2026 r. Równolegle Microsoft zwiększa skalę programów edukacyjnych – do 2030 r. chce przeszkolić łącznie 20 mln Hindusów w zakresie AI, dwukrotnie więcej niż zakładano wcześniej.

Firma zapowiedziała także integrację zaawansowanych narzędzi AI z rządowymi platformami e-Shram oraz National Career Service. Ma to objąć ponad 310 mln pracowników sektora nieformalnego i ułatwić im dostęp do usług rynku pracy.

Decyzja Microsoftu wpisuje się w szerszy trend. Indie przyciągają coraz większe inwestycje technologiczne – Google ogłosił niedawno plan wydania 15 mld dolarów na centrum danych i hub AI, a OpenAI oraz Anthropic zapowiedziały otwarcie biur w kraju. Rząd Indii podkreśla, że rosnąca liczba użytkowników internetu i skala gospodarki sprzyjają rozwojowi sztucznej inteligencji.

Polska nauka chce większej roli w strategii państwa. Akademicy apelują o 2% PKB na sektor

Podczas wtorkowego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem, marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Marcinem Kulaskiem przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaapelowali o stworzenie rządowej strategii rozwoju państwa w oparciu o polską naukę. Podnieśli też potrzebę odwrócenia trendu zmniejszania wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe.

We wtorkowym spotkaniu z władzami – poza członkami Prezydium KRASP – uczestniczyli też przedstawiciele: Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Akademii Nauk oraz Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wszyscy mówili jednym głosem: sektor jest niedofinansowany, a traci na tym cała gospodarka.

Apel o strategię rozwoju państwa w oparciu o naukę

Podczas spotkania z władzami rektorzy zaapelowali o stworzenie strategii rozwoju państwa
w oparciu o polską naukę. Miałoby ją opracować wspólne gremium, w skład którego weszliby przedstawiciele różnych resortów oraz świata nauki i szkolnictwa wyższego.

Strategia ta powinna wyznaczać ramy i kierunki dla polityki naukowej państwa oraz strategii rozwoju szkolnictwa wyższego – wyjaśnia prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Jak podnoszą rektorzy, istotnym elementem tej strategii powinno być stworzenie mechanizmów ulg dla przedsiębiorców wspierających sektor nauki i szkolnictwa wyższego. To z kolei wymaga zmian w systemie podatkowym. Sektor akademicki postuluje też możliwość pozyskiwania kapitału żelaznego.

Niezwykle ważne są również uelastycznienie przepisów dotyczących zamówień publicznych oraz umożliwienie sięgania przez uczelnie po środki również z innych resortów, w tym obrony i cyfryzacji.

Strategia miałaby dotyczyć również kształcenia kadr dla potrzeb państwa.

Sektor nauki i szkolnictwa wyższego jest w pełnej gotowości do współpracy z władzami publicznymi w zakresie wykorzystania potencjału naszego sektora w polityce rozwoju państwa. Polska nauka ma znaczące osiągnięcia. Jesteśmy dobrze postrzegani za granicą. Chcemy, by ten potencjał został wykorzystany dla dobra gospodarki – dodaje przewodnicząca KRASP.

Pakiet inspiracji

Pewnym drogowskazem dla rządowego, międzyresortowego gremium, które miałoby opracować strategię rozwoju państwa w oparciu o polską naukę, może być ostatnie stanowisko Zgromadzenia Plenarnego KRASP. Zostały w nim określone priorytety, od których zależy sukces gospodarczy. Chodzi tu o: tworzenie lepszych warunków dla rozwoju naukowców i innowatorów, a także skoncentrowanie na przełomowych badaniach i innowacjach w wybranych strategicznych dziedzinach oraz na mechanizmach komercjalizacji i zapewnienia doskonałości naukowej.

W praktyce oznacza to m.in. powiązanie wynagrodzeń pracowników sektora akademickiego
ze wskaźnikami makroekonomicznymi, systematyczne zwiększanie wydatków do poziomu określonego w strategiach rozwoju państwa, wprowadzenie minimalnego udziału wydatków dedykowanych bezpośrednio badaniom naukowym, modernizację infrastruktury czy przyjęcie spójnej, wieloletniej polityki publicznej w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Systematyczny spadek finansowania – nadzieja na zmianę

Przypomnijmy, w budżecie państwa na 2026 rok wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe zostały zaplanowane na poziomie nieco ponad 1% PKB. To najniższy wskaźnik od początku reformy zapoczątkowanej ustawą z 2018 roku. Co więcej, zaprojektowane nakłady są kilkakrotnie niższe od średnich wydatków w państwach należących do OECD.

Wpływa to na spadek konkurencyjności nie tylko samych uczelni, ale i całej gospodarki. Tak niskie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe grożą utratą przewag konkurencyjnych Polski. Uczelnie odgrywają kluczową rolę we wczesnych etapach tworzenia innowacji, a ich potencjał badawczy bezpośrednio oddziałuje na bezpieczeństwo technologiczne i gospodarcze. Cieszymy się, że mieliśmy możliwość przedstawienia tych kwestii na spotkaniu u premiera – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Mamy nadzieję, że podniesione przez nas kwestie podczas spotkania u premiera wpłyną na zmianę w planach budżetowych i przyczynią się do rozwoju długofalowej polityki państwa w zakresie rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego – dodaje przewodnicząca KRASP.

Już 2% PKB poprawiłyby sytuację sektora nauki i szkolnictwa wyższego

W praktyce środowisko akademickie postuluje stopniowe zwiększanie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego do poziomu 2% PKB. To wciąż o wiele mniej niż wynikałoby z wcześniejszych deklaracji władz publicznych w tym zakresie. Jeszcze nie tak dawno ­padały zapowiedzi finansowania sektora na poziomie 3% PKB.

Spotkaliśmy się, by porozmawiać o problemach nauki i szkolnictwa wyższego, ale przede wszystkim o tym, co nauka może zaoferować rozwojowi naszego państwa. To było bardzo owocne spotkanie. Mam ogromną nadzieję, że przyniesie ono mnóstwo rezultatów, pożytecznych dla wszystkich – relacjonowała bezpośrednio po wizycie u premiera prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Komisja Europejska bada, czy Google nadużywa treści wydawców do trenowania AI

Komisja Europejska wszczęła we wtorek postępowanie antymonopolowe przeciwko Google. Sprawa dotyczy wykorzystywania treści wydawców internetowych oraz materiałów z YouTube do trenowania i rozwoju modeli sztucznej inteligencji. To kolejny spór między amerykańskim gigantem technologicznym a unijnymi regulatorami.

Śledztwo ma sprawdzić, czy Google nadużywa swojej pozycji rynkowej, narzucając nieuczciwe warunki wydawcom i twórcom treści. Komisja bada również, czy firma zapewniła sobie uprzywilejowany dostęp do cudzych materiałów, utrudniając konkurencję innym twórcom modeli AI.

Zastrzeżenia KE dotyczą m.in. usług takich jak AI Overviews i AI Mode. Według Komisji Google mógł wykorzystywać treści wydawców do generowania automatycznych podsumowań i odpowiedzi opartych na AI bez zapłaty oraz bez realnej możliwości sprzeciwu ze strony właścicieli treści.

Osobny wątek dotyczy YouTube’a. Dochodzenie ma ustalić, czy nagrania wideo przesyłane przez użytkowników były używane do trenowania generatywnych modeli AI Google’a bez wynagradzania twórców. Komisja analizuje też, czy jednocześnie regulaminy platformy nie blokowały dostępu do tych samych danych konkurencyjnym firmom.

Komisarz UE ds. konkurencji Teresa Ribera podkreśliła, że rozwój sztucznej inteligencji nie może odbywać się kosztem zasad uczciwej konkurencji. Google nie zgadza się z zarzutami i ostrzega, że postępowanie może hamować innowacje na bardzo konkurencyjnym rynku. Firma deklaruje dalszą współpracę z wydawcami i sektorem kreatywnym.

Postępowanie wpisuje się w szerszy kontekst działań UE wobec firm technologicznych. Kilka dni wcześniej Komisja nałożyła karę 120 mln euro na platformę X, a we wrześniu 2025 r. Google został ukarany blisko 3 mld euro za nadużycia w obszarze reklamy cyfrowej.

Jeśli zarzuty się potwierdzą, Google grozi kara do 10 proc. globalnych rocznych przychodów. Komisja nie podała terminu zakończenia postępowania i zaznaczyła, że jego wszczęcie nie przesądza o ostatecznym wyniku.

Ponad 1 mln cudzoziemców pracuje dziś w Polsce

Liczba cudzoziemców pracujących w Polsce po raz pierwszy przekroczyła milion. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec czerwca 2025 roku w Polsce pracowało 1,099 mln osób z zagranicy. Oznacza to wzrost o 6,5 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku i najszybsze tempo przyrostu zatrudnienia imigrantów od ponad dwóch lat.

Tylko w czerwcu polski rynek pracy zasiliło około 31 tys. nowych pracowników z innych krajów. W ujęciu miesięcznym liczba pracujących cudzoziemców zwiększyła się o 2,9 proc. Obecnie osoby z zagranicy stanowią już około 6,6 proc. wszystkich pracujących w Polsce.

Największą grupę wśród zagranicznych pracowników nadal tworzą obywatele Ukrainy. W czerwcu było ich 735,1 tys., co oznacza, że odpowiadają za niemal dwie trzecie całego zatrudnienia cudzoziemców. Ich liczba wzrosła zarówno rok do roku, jak i w porównaniu z majem, co potwierdza utrzymującą się silną obecność Ukraińców na polskim rynku pracy.

Zatrudnienie imigrantów jest wyraźnie skoncentrowane regionalnie. Najwięcej pracuje ich w regionie warszawskim, gdzie liczba ta sięga 219 tys. Kolejne miejsca zajmują województwa dolnośląskie i wielkopolskie. Z kolei najmniejszy udział cudzoziemców wśród pracujących odnotowano w województwie świętokrzyskim. Co piąta osoba z zagranicy pracująca w Polsce mieszka w aglomeracji warszawskiej.

Struktura zatrudnienia cudzoziemców nie ulega większym zmianom. Mężczyźni stanowią niespełna 60 proc. tej grupy, podobnie jak rok wcześniej. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ostatnich miesiącach szybciej przybywa pracujących kobiet niż mężczyzn, co może wskazywać na stopniowe zmiany w różnych sektorach rynku pracy.

Znaczna część cudzoziemców pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych. Według danych GUS ponad 422 tys. osób było zatrudnionych wyłącznie na umowach zlecenia lub podobnych formach, co oznacza wyraźny wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. To pokazuje, że elastyczne formy pracy wciąż odgrywają istotną rolę w zatrudnianiu pracowników z zagranicy w Polsce.

Polacy coraz częściej leczą się prywatnie. Średnio 14 świadczeń rocznie

  • Średnia liczba świadczeń realizowanych w ramach dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych wzrosła w ciągu roku o 10%. W 2025 r. skorzystaliśmy średnio z 13,7 prywatnych świadczeń medycznych.
  • Najczęściej wykonywanymi badaniami były te profilaktyczne, jak morfologia, badania tarczycy czy USG ginekologiczne.
  • Prywatnie najczęściej zasięgaliśmy porady internisty, ginekologa i ortopedy.
  • W 2025 r. kobiety prawie dwukrotnie częściej korzystały z niepublicznych usług medycznych niż mężczyźni – 64% świadczeń.

Popularność prywatnego leczenia w Polsce wciąż rośnie. W 2025 r. skorzystaliśmy średnio z 13,7 prywatnych świadczeń medycznych w ramach dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, wynika z danych SALTUS Ubezpieczenia. Dla porównania: w 2024 r. było to 12,5 świadczeń, o 10% mniej.

W tym roku odbyliśmy średnio 4,5 konsultacji lekarskich i wykonaliśmy 9,2 badania.

Rosnąca popularność prywatnych świadczeń to trend, który utrzymuje się od lat i nic nie zapowiada jego odwrócenia. Według Polskiej Izby Ubezpieczeń pod koniec zeszłego roku z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych korzystało 5,39 mln osób. Dynamika wzrostu w tym roku jest podobna, co spowoduje, że zakończymy rok z ponad 6 mln ubezpieczonych. Zazwyczaj po pomoc w prywatnych przychodniach sięgamy, gdy potrzebujemy skorzystać z porady lekarza specjalisty. Według ostatniego Barometru WHC czas oczekiwania na konsultację specjalistyczną w ramach NFZ wynosi średnio 4,3 miesiąca, a u większości prywatnych ubezpieczycieli to kilka dni. Nasze dane pokazują, że również z profilaktyki chętnie korzystamy w ramach usług niepublicznych. Szczególnie w przypadku badań obrazowych, np. USG. Na USG jamy brzusznej czekamy w ramach NFZ ponad 2 miesiące, a prywatnie do tygodnia. Nieustanny wzrost popularności świadczeń prywatnych to wyzwanie, któremu sektor niepublicznych usług medycznych będzie musiał stawić czoła w nadchodzących latach – zauważa Monika Witkowska, Zastępca Dyrektora ds. Rozwoju Ubezpieczeń Zdrowotnych i Pracowniczych w SALTUS Ubezpieczenia.

Jak leczyliśmy się prywatnie w 2025 r.?

Jak wynika ze statystyk SALTUS Ubezpieczenia w 2025 r. 46,9% zrealizowanych przez ubezpieczonych świadczeń stanowiły badania laboratoryjne. Konsultacje medyczne znalazły się dopiero na drugim miejscu – 32,8% zamawianych świadczeń. Diagnostyka obrazowa i zabiegi rehabilitacyjne stanowiły zaś odpowiednio 8,8% i 8,1% ogółu.

Najczęściej wykonywanymi za naszym pośrednictwem badaniami laboratoryjnymi są morfologia krwi, badania tarczycy, badanie poziomu glukozy, czy próby wątrobowe. To podstawy. Podobnie prezentuje się lista najczęściej realizowanych badań obrazowych, gdzie pierwsze miejsca zajmują badania USG: ginekologiczne, jamy brzusznej, piersi i tarczycy, a także echo serca – wskazuje Monika Witkowska z SALTUS Ubezpieczenia.

Do najczęściej odwiedzanych lekarzy w ramach wizyt prywatnych należą z kolei: internista, ginekolog, ortopeda, dermatolog i okulista.

TOP 5 prywatnych świadczeń medycznych w 2025 r.
Konsultacje lekarskie Badania laboratoryjne Badania diagnostyczne
Internista Morfologia pełna USG transvaginalne miednicy mniejszej
Ginekolog Hormon tyreotropowy – TSH USG jamy brzusznej
Ortopeda/Traumatolog Glukoza na czczo we krwi żylnej USG piersi
Dermatolog i Wenerolog Aminotransferaza alaninowa – ALAT (GPT) USG tarczycy
Okulista Kreatynina – surowica Echo serca dorośli

 

Kto leczy się prywatnie?

Ze wsparcia medycznego zapewnianego przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne korzystają przede wszystkim kobiety – 64% ogółu świadczeń zrealizowanych za pośrednictwem SALTUS Ubezpieczenia. Kiedy spojrzymy na rozkład wieku ubezpieczonych, korzystających ze świadczeń medycznych w ramach dodatkowego ubezpieczenia, to widzimy, że w prywatnych przychodniach najczęściej możemy spotkać osoby w wieku 30-39 lat (32% zrealizowanych świadczeń). Na drugim miejscu pod względem korzystania z ubezpieczeń znajdują się osoby pomiędzy 40. a 49. rokiem życia (28%), a na trzecim osoby w przedziale 20-29 lat (14%).

UE nie zakazuje kotłów gazowych, ale dopłat nie ma. POGP krytycznie o programie „Czyste Powietrze”

Unia Europejska nie zakazuje montażu ani używania kotłów gazowych. Do 2030 r. mogą być one instalowane bez ograniczeń, zarówno w nowych, jak i istniejących budynkach. Niestety, nowa odsłona programu Czyste Powietrze nie przewiduje dofinansowania kotłów gapowych. Tymczasem wg badań Ekobarometr 2025 aż 51,5% Polaków chciałoby, aby kotły gazowe były nadal finansowane z programu „Czyste Powietrze” (przy czym 6,9% jest przeciwnego zdania). Wymiana kopciucha na kocioł gazowy pozwala zmniejszyć emisję pyłu nawet kilkaset razy, a benzo(a)pirenu – ponad tysiąc razy.

Rok 2030 nie wprowadza również żadnych zmian w zakresie ogrzewania istniejących budynków. Kotły gazowe nadal będą mogły być używane i naprawiane w przypadku awarii. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku nowych budynków lub tych modernizowanych do standardu zeroemisyjnego – od tego momentu nie będzie można w nich stosować paliw kopalnych. Alternatywy to m.in. biometan, biopropan, pellet czy systemy hybrydowe łączące kocioł z pompą ciepła.

Do 2040 r. UE rekomenduje stopniowe wycofanie paliw kopalnych, a dostawcy będą mogli zapewnić dostęp do gazu odnawialnego także w starszych budynkach. Docelowo, do 2050 r., wszystkie budynki w Unii mają osiągnąć standard zeroemisyjny. W tym czasie kotły gazowe nadal będą mogły być użytkowane, jednak wyłącznie przy wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii.

Wielkim rozczarowaniem dla Polaków było wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej, aż 54,3%. Tylko 6,9% Polaków popiera wycofanie wsparcia finansowego dla kotłów gazowych.

– Od kilku lat w mediach powracają informacje o rzekomym zakazie stosowania kotłów gazowych w Polsce w związku z regulacjami Unii Europejskiej. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej przejrzysta. Nie trzeba się spieszyć z demontażem kotła gazowego – będzie można go używać i naprawiać do 2050 r. Tylko w nowych budynkach i modernizacjach od 2030 roku trzeba planować alternatywy dla gazu kopalnego. Polska wspiera stopniowe odejście od węgla i paliw kopalnych, ale gaz będzie obecny w gospodarstwach domowych przez całe pokolenia – komentuje Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP).

  1. Dofinansowanie kotłów gazowych od 2025 r.
  • UE zakazuje tylko dofinansowania samodzielnych kotłów gazowych na paliwa kopalne.
  • Dopuszczalne jest dofinansowanie kotłów na paliwa odnawialne (biometan, biopropan) oraz instalacji hybrydowych złożonych z kotła gazowego oraz urządzenia OZE, jak kolektor słoneczny czy pompa ciepła.
  • Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej, o tym, czy kocioł może być dofinansowany, decydować powinno wykorzystywane paliwo, a nie sama technologia.
  • Komisja Europejska zaleca też, by dofinansowaniu podlegały koszty związane z przejściem na wykorzystanie gazów odnawialnych w kotle grzewczym
  1. Montaż kotłów gazowych dzisiaj i do 2030 r.
  • UE nie zakazuje montażu ani używania kotłów gazowych.
  • Do 2030 r. nie ma ograniczeń w instalowaniu kotłów gazowych, zarówno w nowych, jak i istniejących budynkach.
  • Polska nie ogranicza montażu kotłów gazowych pomimo wstrzymania finansowania ze środków publicznych..
  1. Nowe i modernizowane budynki po 2030 r.
  • Budynki nowe lub modernizowane do standardu zeroemisyjnego nie mogą korzystać z paliw kopalnych (w tym gazu ziemnego i oleju opałowego).
  • Alternatywy:
    • Biometan lub biopropan (odnawialny gaz)
    • Pellet (biomasa)
    • Systemy hybrydowe (np. kocioł + pompa ciepła)
  1. Istniejące budynki po 2030 r.
  • Będą mogły nadal korzystać z kotłów gazowych i naprawiać instalacje w razie awarii.
  • Z czasem (do 2040 r.) dostawcy powinni zapewnić gaz odnawialny do takich budynków.
  • W większości przypadków zmiana paliwa nie będzie wymagała wymiany samego kotła.
  1. Długoterminowa perspektywa – do 2050 r.
    • UE celuje w pełną modernizację budynków do standardu zeroemisyjnego.
    • Oznacza to, że spalanie paliw kopalnych całkowicie zaniknie.
  • Kotły nadal będą mogły być używane, ale wyłącznie z odnawialnym gazem lub biomasą.

Z 7. edycji badania EKObarometr zrealizowanego przez agencję SW Research wynika, że 52,7% Polaków uważa, że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu[1]. Aż 43,6% Polaków wskazuje, że ten sam efekt ma wykorzystanie autogazu w samochodach osobowych, a 51,5% Polaków chciałoby, aby kotły gazowe były nadal finansowane z programu „Czyste Powietrze” (przy czym 6,9% jest przeciwnego zdania). Aż 74% Polaków jest zdania, że europejska polityka klimatyczna nie powinna być wstrzymywana. Polska Organizacja Gazu Płynnego (POGP) była wśród partnerów badania EKObarometr 2025.

LPG pozostaje paliwem powszechnym i lubianym przez Polaków. 47,9% Polaków deklaruje, że korzystało kiedykolwiek z gazu płynnego, przy czym wśród mieszkańców terenów wiejskich takich wskazań jest 50,5%. Wbrew stereotypom, gaz płynny najpopularniejszy jest wśród ludzi młodszych – korzysta z niego 52,1% osób w grupie wiekowej 25-44 lata. Starsi respondenci częściej korzystają z paliw stałych.

Wielkim rozczarowaniem dla Polaków było wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej, aż 54,3%. Tylko 6,9% Polaków popiera wycofanie wsparcia finansowego dla kotłów gazowych.

Ekobarometr 7

Źródło: Ekobarometr 7

Ponadto 52,3% Polaków utrzymuje, że LPG to dobre rozwiązanie grzewcze dla obszarów, gdzie nie ma dostępu do gazociągów ani ogrzewania z sieci miejskiej, a 52,7% – że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem LPG przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu. Wobec ubiegłego roku liczba wskazań pozytywnych wzrosła.

Warto podkreślić, że w 2024 roku nadal szybko rosła liczba zbiorników na LPG do ogrzewania budynków – odnotowano około 14,3 tys. nowych rejestracji, ich liczba wzrosła do 156 tys., a średnioroczni przyrost w latach 2022-2024 wyniósł 9,4%. Wobec ciepłych zim, jakie towarzyszą nam w ostatnich latach, liczba instalacji grzewczych zasilanych gazem płynnym rośnie znacznie szybciej, niż zużycie paliwa dla celów grzewczych. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki postępującej wymianie tzw. „kopciuchów”, starych pieców na paliwa stałe, najważniejszego źródła smogu na terenach słabo zurbanizowanych, na nowoczesne kotły kondensacyjne. Według Polskiego Alarmu Smogowego, 2 mln „kopciuchów” nadal odpowiada za 86% całkowitej emisji pyłu zawieszonego PM2.5 oraz za ok. 93% emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu w Polsce. Wymiana kopciucha na kocioł gazowy pozwala zmniejszyć emisję pyłu nawet kilkaset razy, a benzo(a)pirenu – ponad tysiąc razy.

[1] https://www.pogp.pl/aktualnosci/percepcja-lpg-w-2025

ABB w NanoGroup: główny akcjonariusz sprzedaje akcje, by sfinansować rozwój spółki

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, zawarła porozumienie ze swoim głównym akcjonariuszem Michałem Lachem, który po przeprowadzeniu procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB) na posiadane akcje przeznaczy całość wpływów z ich sprzedaży na objęcie akcji nowej emisji Spółki w ramach wykonania uchwały z 8 października 2025 r. W ramach transakcji ABB Michał Lach zaoferuje inwestorom do 2,4 mln posiadanych przez siebie akcji po cenie 2,50 zł. Zgodnie z porozumieniem, środki pozyskane w ramach ABB zostaną w 100% przeznaczone na zakup akcji z nowej emisji, które Spółka zamierza przeznaczyć przede wszystkim na finalizację pośredniej inwestycji w Auxilius Pharma.  

Ogłoszony przez sprzedającego Michała Lacha proces przyspieszonej budowy księgi ma trwać do 11 grudnia br. Podmiotem pośredniczącym w procesie ABB jest Dom Maklerski INC S.A.

W ostatnim czasie zakomunikowaliśmy wiele istotnych zdarzeń na czele ze strategiczną inwestycją w Auxilius Pharma oraz ogłoszeniem nowej Strategii Rozwoju na lata 2026-2028, co spowodowało spore zainteresowanie ze strony dużych inwestorów chcących wejść do naszego akcjonariatu. Jednocześnie chcemy umożliwić potencjalnym nowym inwestorom zakup akcji, które są już dopuszczone na rynek, dlatego bardzo cieszy nas porozumienie z Michałem Lachem oraz to, że zdecydował się sprzedać część posiadanych akcji, aby zapewnić Spółce finansowanie strategicznej inwestycji, pozwalając jednocześnie dołączyć nowym inwestorom do akcjonariatu – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

W przypadku sprzedaży planowanych 2,4 mln akcji Michał Lach przekaże całe wpływy z tej transakcji na objęcie akcji serii N o łącznej wartości do 6 mln zł. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację ogłoszonej 17 listopada br. inwestycji w Spółkę Auxilius Pharma – polską firmę farmaceutyczna, która jako jedna z nielicznych działa w modelu virtual biotech. Specjalizuje się ona w opracowywaniu leków o wartości dodanej (Value Added Medications, VAM) – czyli preparatów, które wykorzystują już zbadane i dopuszczone do stosowania substancje czynne, ale w nowoczesnych formułach poprawiających skuteczność leczenia i komfort pacjenta. Inwestycja w Spółkę Auxilius Pharma jest inwestycją realizowaną w ramach nowej strategii Rozwoju NanoGroup na lata 2026-2028.

NanoGroup to obecnie moja priorytetowa inwestycja. W związku z tym realizowana przeze mnie sprzedaż akcji w ramach procesu ABB jest jedynie odpowiedzią na zainteresowanie Spółką ze strony inwestorów. Zgodnie z zawartym ze Spółką porozumieniem wszystkie pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup akcji w ramach emisji umacniając mnie jako inwestora długoterminowego. Dostrzegam bowiem potencjał w opublikowanej niedawno Strategii Rozwoju oraz w już posiadanych projektach w portfolio, głównie systemie NanOX oraz cząsteczce AUX-001 autorstwa Auxilius Pharma. Plany są ambitne, ale jestem przekonany, że NanoGroup sprosta oczekiwaniom – komentuje Michał Lach, Główny Akcjonariusz NanoGroup S.A.

21 listopada br. NanoGroup zaprezentowała strategię rozwoju na lata 2026–2028, której celem jest zbudowanie silnej, zdywersyfikowanej i stabilnej finansowo grupy biotechnologicznej, należącej do TOP3 w Polsce. Strategia zakłada posiadanie minimum 10 aktywnie rozwijanych projektów oraz zawarcie co najmniej dwóch dużych umów partneringowych, które będą stanowić źródło przewidywalnych i powtarzalnych przychodów.

Zamieszanie w NBP i zwrot Trumpa ws. Nvidii. Rynki grają pod jutrzejszy Fed

Coraz głośniej robi się wokół awantury w NBP. Donald Trump kusi chipami. Rynek we wtorek raczej bez pomysłu na siebie, wszyscy czekamy na FED.

NBP na nagłówkach – i nie z powodów, które rynki lubią

W nowy tydzień polski złoty wszedł z tematem, którego wyjątkowo mocno inwestorzy nie lubią. Media donoszą o coraz ostrzejszej wewnętrznej walce o władzę w NBP. Trzech członków zarządu – Pogonowski, Soboń i Sura – złożyło projekt uchwały ograniczającej kompetencje prezesa Adama Glapińskiego. Oficjalnie chodzi o „usprawnienie pracy organów”, ale skala proponowanych zmian sugeruje coś więcej niż kosmetykę. Na reakcję kamratów prezesa nie musieliśmy długo czekać. Rada Polityki Pieniężnej opublikowała ostre stanowisko, apelując o „poszanowanie roli organu banku centralnego” i ostrzegając, że ingerencje tego typu mogą osłabić instytucję. Do tego dochodzą medialne interpretacje mówiące wręcz o „buncie” i możliwym odsunięciu prezesa, choć na razie nie istnieje żaden formalny wniosek w tej sprawie. Dla rynków to sygnał niepokojący: niepewność instytucjonalna zawsze podnosi premię za ryzyko. A przy świeżej decyzji RPP i braku klarownych wskazówek co do dalszej ścieżki stóp, złoty staje się szczególnie podatny na takie doniesienia. Dochodzimy do momentu, gdy to nie poziom stóp, lecz stabilność NBP staje się na chwilę głównym tematem.

Trump częstuje chipami

Na szerokim rynku sporo emocji budzi najnowszy pomysł Donalda Trumpa, który na Truth Social ogłosił, że zgadza się na eksport (średnio)zaawansowanych chipów H200 Nvidii do Chin, pod warunkiem nałożenia 25-procentowej opłaty od każdej transakcji. Formalnie nie jest to więc zniesienie restrykcji, tylko ich „monetyzacja” – mniej klasyczna wojna celna, bardziej paywall do amerykańskiej technologii. Z jednej strony to wyraźny krok wstecz względem twardej polityki kontroli eksportu, z drugiej mówimy o układach niekoniecznie z najnowszej półki, a dostęp ma być ograniczony do „zatwierdzonych odbiorców”. Rynki czytają to jako próbę pogodzenia trzech sprzecznych celów: złagodzenia napięć z Chinami, wsparcia amerykańskiego przemysłu półprzewodnikowego i utrzymania narracji o twardym kursie wobec Pekinu. Dla walut to raczej delikatne odprężenie niż przełom – lekki oddech przed kolejną eskalacją, potencjalna ulga dla juana i koszyka EM. Nie znaczy to jednak, że wojna celna nagle znika – tylko wchodzi w kolejną fazę.

Kalendarz i FX: rynek czeka na jutro

Dzisiejszy kalendarz makro może nie jest pusty, ale wyraźnie ma problem, by przebić się przez jutrzejszą decyzję FOMC. Z tego względu dziś obserwujemy raczej bierne ustawianie się pod jutrzejszą grę, niż aktywne szukanie impulsów. W nocy Australia dorzuciła swój akcent w postaci decyzji RBA, który zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe bez zmian, podtrzymując ostrożny ton i wskazując, że dalszy kurs polityki zależy od danych o inflacji i z rynku pracy. Reakcja AUD była umiarkowana, ale w szerszym ujęciu nawet ta decyzja wpisuje się w globalną narrację „czekamy na Fed”. Po południu poznamy też podwójny odczyt JOLTS z USA, który „zalegał” z powodu wcześniejszego blackoutu. Rynek pracy jest dziś chyba najbardziej wrażliwym elementem układanki przed środową decyzją, więc nawet drobne odchylenia od oczekiwań mogą dorzucić coś do zmienności, choć na samą decyzje wpływ tych danych będzie mocno ograniczony. Na rynku walutowym złoty zyskuje na słabości dolara. EUR/PLN, choć początkowo interesował się wyjściem górą, ostatecznie schodzi poniżej 4,23 zł. USD/PLN także kieruje się w dół, oscylując obecnie przy 3,635 zł. EUR/USD krąży w rejonie 1,165 $. Handel do końca dnia pozostanie prawdopodobnie techniczny – rynek wstrzymuje oddech przed kluczowym komunikatem z FED.

Eksport Polski do Niemiec rośnie mimo słabszej koniunktury u zachodnich sąsiadów

Polski eksport do Niemiec nadal wyraźnie rośnie. Jak wynika z danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec (Destatis), w październiku wzrósł on o 2,7 proc. rok do roku, osiągając wartość 7,334 mld euro. W okresie od stycznia do października 2025 r. polskie firmy sprzedały na rynek niemiecki towary o łącznej wartości 68,04 mld euro, co oznacza wzrost o 4,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Październikowe dane wpisują się w rekordowy rok w handlu między Polską a Niemcami. W pierwszym półroczu 2025 r. całkowita wymiana handlowa obu krajów sięgnęła 90 mld euro, rosnąc o 5,4 proc. rok do roku. Polski eksport do Niemiec wyniósł w tym czasie 40,6 mld euro, natomiast niemiecki eksport do Polski – 49,4 mld euro.

Polska utrzymuje silną pozycję w niemieckim handlu zagranicznym. Jest piątym największym partnerem handlowym Niemiec pod względem całkowitych obrotów, wyprzedzając m.in. Włochy i Chiny. W strukturze niemieckiego eksportu Polska zajmuje czwarte miejsce, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym, Francji i Holandii.

Niemcy pozostają kluczowym rynkiem dla polskich eksporterów, odpowiadając za około 27 proc. całkowitego polskiego eksportu. Ma to szczególne znaczenie w warunkach zróżnicowanego tempa wzrostu gospodarczego obu krajów. W trzecim kwartale 2025 r. polski PKB zwiększył się o 3,8 proc. rok do roku, podczas gdy gospodarka Niemiec rozwija się wolniej i zmaga z problemami strukturalnymi.

Jednocześnie niemiecki eksport ogółem rośnie znacznie słabiej. W październiku zwiększył się jedynie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca, do 131,3 mld euro. W okresie od stycznia do października 2025 r. Niemcy wyeksportowały towary o wartości 1,31 bln euro, co oznacza wzrost zaledwie o 1,1 proc. rok do roku.

Ryanair tnie połączenia z Brukseli po podwyżce podatku pasażerskiego

Ryanair zapowiedział duże ograniczenia połączeń z Brukseli w sezonie zimowym 2026/27. Linia lotnicza zredukuje liczbę dostępnych miejsc o 1 mln i skasuje 20 tras. To reakcja na decyzję władz Belgii o podwojeniu podatku pasażerskiego do 10 euro od 2027 r.

Przewoźnik poinformował także o wycofaniu pięciu samolotów z lotniska Bruksela-Charleroi. Według Ryanaira oznacza to utratę inwestycji szacowanej na ok. 500 mln dolarów. Skala cięć przełoży się na spadek ruchu linii w Belgii o ok. 22%.

Ryanair zwraca uwagę, że Belgia obrała kierunek przeciwny do wielu krajów UE. Niemcy zapowiedziały likwidację podatku lotniczego do połowy 2026 r., Szwecja zniosła go w lipcu 2025 r., a Włochy, Węgry i Słowacja ograniczyły lub zlikwidowały podobne opłaty, by wzmocnić połączenia lotnicze.

Obecna decyzja belgijskiego rządu to druga podwyżka w krótkim czasie. W lipcu 2025 r. podatek wzrósł o 150% – z 2–4 euro do 5 euro dla lotów powyżej 500 km, przy zachowaniu stawki 10 euro dla połączeń krótkich. Od 2027 r. ma obowiązywać jedna stawka 10 euro dla wszystkich pasażerów wylatujących z Belgii, niezależnie od dystansu. Kolejna podwyżka do 11 euro planowana jest na 2029 r.

Jason McGuinness, dyrektor handlowy Ryanaira, ocenił, że kolejne podwyżki czynią Belgię niekonkurencyjną na tle innych państw UE. Linia wystosowała list do premiera Barta De Wevera z apelem o zniesienie podatku.

Ryanair ostrzegł również, że planowana przez władze Charleroi dodatkowa opłata w wysokości 3 euro od pasażera może od kwietnia 2026 r. doprowadzić do kolejnych cięć siatki połączeń, co zagrozi miejscom pracy w regionie. Podobną ocenę sytuacji przedstawiły linie Brussels Airlines – ich rzecznik zwrócił uwagę, że Belgia działa „pod prąd” europejskim trendom, a rosnące koszty ostatecznie zostaną przerzucone na pasażerów.

Massmedica rozpoczyna realizację projektu robota ortopedycznego URSA

Massmedica Technologie, spółka zależna Massmedica S.A., pracuje nad przełomowym systemem robotycznym URSA. Narzędzie ma zwiększyć precyzję zabiegów ortopedycznych, obniżyć koszty i otworzyć drogę do szerokiej robotyzacji w polskich i zagranicznych szpitalach. Dzięki połączeniu sztucznej inteligencji, rzeczywistości rozszerzonej oraz innowacyjnego śledzenia markerów, URSA może stać się jedną z najciekawszych technologii medycznych w regionie. Prototyp systemu powstanie pod koniec 2025 roku, a pełna wersja trafi na rynek już w 2027 roku.

Zarzad Massmedica S.A. dostrzega rosnące zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami dla branży medycznej, a robot URSA ma szansę na wypełnienie niszy nie tylko na rynku krajowym, a także na ekspansję zagraniczną. Dzięki współpracy z chińskim producentem implantów Beijing Chunlizhengda Medical Instruments Co., Ltd., Spółka uzyskała dostęp do potencjalnego kanału dystrybucji i licencjonowania na rynku azjatyckim. Zgodnie z planem, do końca 2025 roku powstanie prototyp systemu – URSA Minor, natomiast pełna wersja zostanie wprowadzona na rynek w pierwszym kwartale 2027 roku.

Twórcy systemu podkreślają, że URSA od początku projektowana jest jako otwarta, uniwersalna i kompatybilna z implantami wielu producentów platforma, która jest zdolna do integracji z istniejącymi systemami informatycznymi szpitali. Uniwersalny charakter tego rozwiązania umożliwia jego zastosowanie w różnych rodzajach zabiegów ortopedycznych, w tym endoprotezoplastyce kolana i biodra, operacjach kręgosłupa oraz osteotomiach. To istotna przewaga na tle rozwiązań, które wymagają korzystania wyłącznie z określonych, dedykowanych implantów.

-„Innowacyjność URSA opiera się na zastosowaniu technologii rzeczywistości rozszerzonej (AR), zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji oraz nowatorskiego śledzenia markerów w zakresie światła widzialnego, co ma pozwolić na ograniczenie kosztów produkcji i wdrożenia przy zachowaniu wysokiej precyzji działania. Jako innowacyjna Spółka od lat działająca na rynku Medtech, chcemy być polskim pionierem rozwiązań medycznych opartych o szeroką współpracę z podmiotami chińskimi. Dla nas to bardzo obiecująca ścieżka dalszego rozwoju i możliwość ekspansji zagranicznej na niespotykaną do tej pory skalę.” – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

W ramach przygotowań do realizacji projektu, w Massmedica Technologie utworzono dedykowany zespół inżynierski, złożony z osób posiadających bogate doświadczenie w projektowaniu urządzeń medycznych. Zespół ma na swoim koncie liczne sukcesy, między innymi realizację systemu nawigacji chirurgicznej opartej na kamerach optycznych pracujących w paśmie światła widzialnego. Rozwiązanie to zostało przetestowane klinicznie i było wykorzystywane w jednej z polskich placówek szpitalnych. Zarząd spółki podkreśla również, że posiada kompetencje w zakresie dystrybucji robotów ortopedycznych, które były rozwijane w ramach dotychczasowej działalności operacyjnej.

Według raportów branżowych, rynek robotyki ortopedycznej w Unii Europejskiej rośnie w tempie 12–15% rocznie i może przekroczyć wartość 1,5 mld euro do 2030 roku. W Polsce przeprowadza się ponad 100 tys. procedur ortopedycznych rocznie, a ponad 300 szpitali dysponuje potencjałem do wdrożenia robotycznych systemów chirurgicznych. – „Wstępne rozmowy z wybranymi szpitalami potwierdzają zainteresowanie nowoczesnym systemem URSA, który pozwoli wypełnić lukę na krajowym rynku robotów chirurgicznych, zwiększając efektywność operacji oraz ograniczając koszty związane z personelem medycznym” – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

Spółka podkreśla, że projekt URSA to strategiczny krok w kierunku rozwoju zaawansowanych technologii medycznych, który pozwoli na podniesienie efektywności i bezpieczeństwa operacji ortopedycznych oraz wzmacnia pozycję firmy na rynku globalnym.

Spółka planuje sprzedać od 30 do 50 systemów URSA w pierwszych trzech latach po premierze, przy średniej cenie około 2 mln zł netto za sztukę. Nakłady inwestycyjne na rozwój projektu wyniosą około 340 tys. zł w 2025 roku oraz 900 tys. zł w 2026 roku.

Przełom dla polskiego atomu. Komisja Europejska mówi „tak”

Komisja Europejska zatwierdziła pomoc publiczną dla budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Premier Donald Tusk poinformował, że decyzja Brukseli umożliwi uruchomienie finansowania inwestycji jeszcze w grudniu. Do spółki Polskie Elektrownie Jądrowe ma wówczas trafić pierwsza transza w wysokości 4,6 mld zł w formie skarbowych papierów wartościowych. Łączne wsparcie z budżetu państwa dla projektu ma przekroczyć 60 mld zł.

Zatwierdzenie pomocy kończy procedurę notyfikacyjną prowadzoną od grudnia 2024 roku. Jak podkreśla rząd, był to jeden z najszybszych procesów tego typu w Unii Europejskiej. Warunki wsparcia były negocjowane z Komisją Europejską przez wiceministra przemysłu Wojciecha Wrochnę oraz ministra energii Miłosza Motykę. Decyzja Komisji pozwala przejść do kolejnych etapów realizacji projektu.

Elektrownia jądrowa powstanie w gminie Choczewo, w lokalizacji Lubiatowo–Kopalino na Pomorzu. Inwestycja obejmuje budowę trzech bloków w technologii AP1000 firmy Westinghouse, o łącznej mocy do 3750 MW. Za realizację projektu odpowiada konsorcjum Westinghouse–Bechtel. Zgodnie z harmonogramem pierwszy beton jądrowy ma zostać wylany w 2028 roku, a uruchomienie pierwszego bloku planowane jest na 2036 rok.

Całkowity koszt inwestycji szacowany jest na 192 mld zł. Około 30 proc. tej kwoty ma pochodzić z dokapitalizowania spółki Polskie Elektrownie Jądrowe przez Skarb Państwa, czyli około 60 mld zł. Pozostałe finansowanie ma zostać zapewnione w formie kredytów eksportowych, m.in. z amerykańskiego EXIM Banku, oraz poprzez pozyskanie finansowania dłużnego na rynku.

Węgry szykują się do cięć stóp, rynki czekają na Fed, Australia bez zmian

Węgry – obok Rumunii – posiadają obecnie najwyższe stopy procentowe w całej Unii Europejskiej. W przeciwieństwie do nich zdążyli je również najmocniej obniżyć, czego powodem była absurdalna wysokość, do której je podnieśli w ostatnich latach. Rynek czeka na FED, a Australia spekuluje o podwyżkach stóp procentowych.

Spadek inflacji na Węgrzech

Ostatni czas w przypadku danych z Węgier wygląda jak błąd. Inflacja przez cztery miesiące z rzędu wynosiła dokładnie 4,3%. Rynki spodziewały się spadku w listopadzie, jednakże tylko do 4,0%. Tymczasem odczyt wyniósł jednak 3,8%. Główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 6,5%, więc otwiera to szeroko ścieżkę do obniżek. Musimy pamiętać, że w szczycie węgierskie stopy wynosiły 13%. Trzeba też mieć na uwadze, że rządzącą od lat formację czekają w przyszłym roku trudne wybory. Nie można więc wykluczyć, że tamtejszy bank centralny będzie ściślej współpracował z rządem i zdecyduje się na szybsze cięcia stóp procentowych jeszcze przed głosowaniem. Reakcja rynku po publikacji danych sugeruje, że inwestorzy coraz poważniej liczą się z takim scenariuszem. Kurs forinta umocnił się – za 1 euro nie trzeba już płacić 385 forintów, lecz 383,5 forinta.

Czekając na FED

Już jutro poznamy decyzję Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych w USA. Sama obniżka wydaje się w dużej mierze przesądzona – rynek zakłada cięcie głównego wskaźnika o 0,25%. To, co jednak powoduje, że posiedzenie to jest istotne, jest to konferencja prasowa po nim. Rynki czekają na coś, czego pewnie i tak nie otrzymają. Jest to wskazówka co do dalszych decyzji Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Patrząc na zachowanie dolara w ostatnich dniach, widać raczej oczekiwania na spowolnienie tempa obniżek. Amerykańska waluta się umacnia – to typowa reakcja na perspektywę podwyżek lub na wygasanie wiary w dalsze cięcia, na które rynek wcześniej liczył. Powodem może być nadchodzący potencjalnie lockdown na końcu stycznia. Mało kto w niego wierzy, ale istotne są wątpliwości, jaki to będzie mieć wpływ na gospodarkę USA lub jaki wpływ mogą mieć zmiany mające na celu do niego nie doprowadzić – bo to raczej o nich mowa, skoro dolar się umacnia.

Australia nie zmienia stóp procentowych

W Australii sukces w walce z inflacją trwał mniej więcej do czerwca – wtedy zobaczyliśmy dołek na 1,9%. Od tego momentu sytuacja zaczęła się jednak pogarszać. Już w lipcu inflacja podskoczyła do 3%, głównie z powodu wyłączenia ulgi na energię elektryczną dla obywateli – to powód łudząco przypominający zeszłoroczne wzrosty cen w Polsce. Pomimo tego do sierpnia Bank Australii obniżał stopy procentowe. Wzrost inflacji wywołany przez likwidacje ulg jest bowiem przejściowy i podobnie jak w Polsce, po roku jego wpływ powinien zanikać. Obecnie jednak mamy sytuację, w której główny wskaźnik wynosi 3,6%, a inflacja 3,8%. Nie może zatem dziwić, że Królewski Bank Australii na porannym posiedzeniu nie podjął decyzji o obniżkach. Dolar australijski szedł lekko w górę, gdyż na dzisiejszej konferencji prezes tamtejszego banku centralnego opowiadał o warunkach, w jakich mogłoby dojść do podwyżek stóp, co trochę wystraszyło rynek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Pavel Kveten nowym CEO Girteka Logistics

Z dniem 1 grudnia 2025 r.  Pavel Kveten został powołany na stanowisko prezesa zarządu (CEO) Girteka Logistics, największej w Europie firmy transportowej opartej na aktywach własnych. W nowej roli Pavel Kveten skoncentruje się na doskonaleniu procesów zarządzania biznesem, zwiększaniu efektywności operacyjnej oraz dalszej transformacji Girteki, której celem jest budowanie wymiernej wartości zarówno dla klientów, jak i interesariuszy.

„Nasz cel jest jasny – pozostać w czołówce europejskiego sektora logistyki i prowadzić rentowną działalność. Wchodząc w kolejny rok, kluczowe jest to, aby mieć lidera z dużym doświadczeniem w branży i silnym nastawieniem na realizację wyników. Dlatego z ogromną satysfakcją witamy ponownie w naszym zespole Pavla Kvetena. Jego energia i doświadczenie stanowią dla nas solidny fundament kolejnego etapu rozwoju” – mówi Edvardas Liachovičius, CEO Grupy Girteka.

Pavel Kveten przez ponad 10 lat swojej kariery zawodowej związany był z Girteką, gdzie wcześniej kierował zespołami transportowymi, handlowymi i operacyjnymi. Następnie przez 3 lata stał na czele firmy Everwest, rozwijając jej biznes na nowych rynkach, takich jak Chiny i Kazachstan. Jego praca koncentrowała się również na wzmacnianiu struktury zarządczej oraz wdrażaniu jasno zdefiniowanych procesów w całej organizacji.

W trakcie swojej kariery w Girtece Pavel Kveten z powodzeniem zarządzał międzynarodowymi zespołami oraz realizował liczne, ambitne projekty transformacyjne. Jego nastawienie na osiąganie wyników pozwalało rozwijającej się organizacji utrzymywać stabilny kurs rozwoju mimo wahań na rynku europejskim, pandemii i niepewności.

Dziś, powracając do Girteki, Pavel Kveten wnosi ze sobą sprawdzone kompetencje przywódcze, dogłębną znajomość sektora usług logistycznych i firmy, a także zaangażowanie w transparentne i efektywne operacje.

„Wracając do Girteki po trzech latach, znów odczuwam tę samą determinację, zaangażowanie i ducha pracy zespołowej, które od wielu lat stanowią fundament tej organizacji. Dziś Girteka dysponuje wiedzą oraz technologiami, które pozwalają nam działać jeszcze szybciej, przy efektywnym wykorzystaniu. Moim celem jest dalsza transformacja już efektywnych i nieustannie udoskonalanych zasobów firmy w jeszcze większą wartość dla klientów, pracowników i biznesu. Stabilność, której potrzebujemy, aby pozostać pierwszym wyborem na rynku, wynika nie tylko z pracy jednego, zgranego zespołu, ale także z bycia zespołem, który postrzega klienta jako niezbędnego partnera”– mówi Pavel Kveten.

Takich cen Zakopane jeszcze nie widziało. Sprawdzamy koszty świąt i Sylwestra w górach

W Zakopanem ceny noclegów ze śniadaniem w okresie świąteczno-noworocznym wzrosły w ciągu roku nawet ponad dwukrotnie. Z danych zebranych przez Rankomat.pl wynika, że za 6 nocy w kwaterze prywatnej para zapłaci teraz 3671 zł, czyli o 104% więcej niż rok wcześniej. W 3-gwiazdkowych hotelach podwyżki sięgają 70%. Drożej jest też w Szczyrku, Szklarskiej Porębie oraz w popularnych czeskich kurortach. Co ciekawe, spadki cen widać w austriackim Kitzbühel oraz w części alpejskich kwater we Włoszech. W poszukiwaniu oszczędności, warto wybrać się w Karkonosze.

Zakopane odrabia „rabaty” – podwyżki nawet o 104%

Po zeszłorocznym okresie tańszych noclegów, w tym sezonie Zakopane wraca do roli jednego z najdroższych kierunków w Polsce. 6 noclegów w zakopiańskim hotelu 3-gwiazdkowym kosztuje obecnie 4284 zł. To o 70% więcej niż w ubiegłym roku. W kwaterach prywatnych wzrost jest jeszcze mocniejszy – zarezerwowanie najtańszej oferty ze śniadaniem to koszt 3671 zł, czyli aż o 104% więcej niż rok wcześniej.

W innych polskich kurortach ceny również idą w górę, choć nie aż tak gwałtownie. W Szczyrku – hotel 3* kosztuje 5906 zł za 6 nocy (wzrost o 43%), a kwatera prywatna 3800 zł (wzrost o 67%). Szukając oszczędności warto wybrać się do Szklarskiej Poręby – tam za pobyt w hotelu 3* trzeba zapłacić 3180 zł (wzrost o 12%), natomiast kwatery prywatne staniały do 2016 zł, co oznacza spadek o 15% rok do roku. Kurorty - polska

Alpy: Livigno nadal najdroższe, ale w Kitzbühel wyraźne obniżki

We włoskim Livigno, jednej z nieformalnych „stolic narciarstwa” w Europie, ceny wciąż pozostają zdecydowanie najwyższe w całym zestawieniu. Za 6 dób w hotelu 3* ze śniadaniem para zapłaci 14 178 zł, czyli o 15% więcej niż rok temu. W przypadku kwater prywatnych w Livigno widać jednak spadek – koszt 7442 zł oznacza obniżkę o 14% w skali roku.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w austriackim Kitzbühel. To jedyny ośrodek w analizie, gdzie spadki dotyczą zarówno hoteli, jak i kwater prywatnych. Pobyt w hotelu 3* kosztuje 6165 zł, co oznacza spadek ceny aż o 49% rok do roku. Kwatera prywatna ze śniadaniem to wydatek 5418 zł – taniej o 36% niż przed rokiem.

Dla części narciarzy oznacza to, że sylwestrowy wyjazd do Kitzbühel może być w tym sezonie relatywnie tańszy niż rok temu.Kurorty - za granicą

Czechy: mocne podwyżki, ale nadal taniej niż w Alpach

Czeskie kurorty od lat przyciągają Polaków stosunkowo niższymi cenami i dobrą infrastrukturą. W tym roku jednak także tam widać wyraźne podwyżki. Najdroższy jest Szpindlerowy Młyn, gdzie 6 nocy w hotelu 3* kosztuje 5783 zł (wzrost o 33%), a za kwaterę prywatną trzeba zapłacić 5044 zł, czyli aż o 80% więcej niż rok wcześniej. Trochę taniej jest Harrachovie. Tam za hotel 3* trzeba dać 5358 zł (wzrost o 39%), a za kwaterę prywatną 4551 zł (wzrost o 66%). Ekonomiczną alternatywą są Rokytnice nad Jizerą, gdzie najtańszy hotel 3* kosztuje 3659 zł (wzrost o 22%), a kwatera prywatna 2904 zł (wzrost o 4%).

Mimo tak dużych zmian, Czechy pozostają tańszą alternatywą dla Alp – zwłaszcza w przypadku kwater prywatnych, które w większości analizowanych miejscowości kosztują mniej niż połowa ceny hotelu w Livigno.Kurorty - czechy

Drogi wyjazd, jeszcze droższy brak ubezpieczenia

Przed rezerwacją warto porównać nie tylko kierunki, ale też standard zakwaterowania – różnice w budżecie wyjazdu mogą sięgać kilku tysięcy złotych. Będą jeszcze większe, jeśli obiekt będzie oddalony od centrum. Oczywiście ceny wahają się w zależności od terminu i dostępności bazy noclegowej. Wcześniejsze analizy Rankomat.pl wykazała, że bliżej terminu hotele potrafią wyprzedawać noclegi nawet 2 razy taniej. Jednak z decyzją o wakacjach w czasie świąteczno-noworocznym nie warto czekać. Kilka miesięcy wcześniej to najlepszy okres na rezerwacje. Potem może nas spotkać żmudne polowanie i porównywanie.

Do kosztów zakwaterowania trzeba doliczyć jeszcze transport, skipassy, wyżywienie i sprzęt. W Polskich kurortach w okresie świąteczno-noworocznym za 4-dniowy skipass osoba dorosła zapłaci nieco ponad 600 zł, a w Czechach około 800 zł. Znacznie drożej jest w Alpach. We Włoszech dorosły za 4-dniowy karnet zapłaci prawie 1100 zł. Z kolei w Austrii ponad 1 200 zł.

W przypadku wyjazdu w Alpy budżet pary na tygodniowy urlop liczony jest już w kilkunastu tysiącach złotych. W tym kontekście dodatkowy wydatek na ubezpieczenie turystyczne jest niewielki, a może uchronić przed poważnymi kosztami.

– Polisa narciarska powinna zawierać m.in.: wysokie sumy kosztów leczenia i ratownictwa, ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC) na stoku, NNW, a dla osób planujących zabawę sylwestrową – także tzw. klauzulę alkoholową. Dzięki temu ewentualny wypadek na stoku, zniszczenie czyjegoś sprzętu lub konieczność skorzystania z akcji ratunkowej w górach nie obciąży domowego budżetu bardziej niż sam wyjazd. Na włoskich stokach OC narciarskie jest obowiązkowe – takie ubezpieczenie zaczyna się od 11 zł dziennie. – komentuje Magda Kajzer, ekspertka ds. ubezpieczeń turystycznych Rankomat.pl.

Metodologia analizy:

W analizie Rankomat.pl porównano najtańsze oferowane noclegi dla dwóch osób w terminie 26.12.2025–01.01.2026 na platformie booking.com w wybranych miejscowościach w Polsce, Czechach, Austrii i we Włoszech max. 3 km od centrum. Uwzględniono:

  • hotele 3-gwiazdkowe ze śniadaniem,
  • kwatery prywatne ze śniadaniem.

Ceny sprawdzono 27.11.2025 r. i zestawiono z analogicznymi ofertami z 2024 r., aby obliczyć roczną zmianę cen (w procentach) dla każdego typu noclegu.

Agnieszka Łyżwińska nowym Dyrektorem Zarządzającym Renault i Dacia oraz Alpine EAST

1 stycznia 2026 roku Agnieszka Łyżwińska obejmie stanowisko Dyrektora Zarządzającego Grupy Renault na region EAST. Fabien Goulmy przechodzi do struktur centralnych Mobilize Energy, gdzie obejmie stanowisko Dyrektora ds. sprzedaży i działalności operacyjnej.

Agnieszka Łyżwińska jest związana z branżą motoryzacyjną od blisko 30 lat. Przez ostatnie lata pełniła funkcję dyrektora zarządzającego marki Dacia na cały region EAST (Polska, Czechy, Słowacja i kraje bałtyckie). Wcześniej pełniła funkcję dyrektora marketingu regionu East dla marek Renault i Alpine. W latach 2019–2021 była dyrektorem polskiego oddziału Nissan Sales Central & Eastern Europe. Jej kariera zawodowa jest od wielu lat związana z Grupą Renault — przez ponad 10 lat pracowała w Renault Retail Group, sieci salonów marki, gdzie zajmowała stanowiska dyrektora handlowego oraz dyrektora sprzedaży i marketingu. W latach 2014–2019 pełniła funkcję zastępcy dyrektora wykonawczego w Renault Polska. Jest magistrem ekonomii, posiada szerokie doświadczenie w obszarze zarządzania, współpracy z siecią dealerską oraz marketingu.