Ceny w sklepach hamują. Świąteczny koszyk w tym roku będzie droższy średnio o ok. 4 proc. r/r

0

Z analizy ponad 94 tys. cen detalicznych z 44 tys. sklepów wynika, że spadek dynamiki ich wzrostu lekko wyhamował. W listopadzie br. codzienne zakupy, obejmujące m.in. art. spożywcze, chemię gospodarczą czy art. dla dzieci, podrożały średnio o 4,2% rdr. W obszarze samej żywności ww. spadek też został zahamowany. W listopadzie kategorie spożywcze zdrożały o 3,7% rdr. Jak podkreślą autorzy raportu, wzrost cen przed świętami może oscylować wokół 4% rdr. Potwierdza to także szybki szacunek za pierwszy tydzień grudnia. Zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Do tego z raportu widać, że ceny najczęściej kupowanych produktów wciąż są na większym plusie niż ogólny poziom inflacji.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w listopadzie br. codzienne zakupy Polaków zdrożały średnio o 4,2% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, a także pozostałego asortymentu dostępnego w sklepach, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Łącznie przenalizowano 17 kategorii. W październiku wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 4,1%, z kolei we wrześniu – 4,9%. Zatem widać, że spadek dynamiki wzrostu ww. cen został lekko zatrzymany.

– Spadek dynamiki wyhamował, ale – co istotne – nie zatrzymał się. Wzrosty są z nami nadal jednak na mniejszym poziomie. Widzimy, ze żywność w listopadzie jest średnio tylko o 4% droższa niż rok temu, ale nadal droższa. Od drugiej połowy 2024 roku możemy mówić o tym, ze gospodarka wchodzi w etap ożywienia. Po trzecim kwartale 2025 roku na poziom PKB przełożyły się również inwestycje, które rosną, co jest sygnałem ożywienia gospodarki. Również spadek stóp procentowych jest takim bodźcem. Te elementy finalnie przekładają się na aspekt inflacji, w tym także cen w sklepach – mówi dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito.

Do tego widać, że ceny samej żywności w listopadzie poszły w górę o 3,7% rdr. W październiku wzrosły rdr. o 3,6%, a we wrześniu – o 4,1%. Zatem w tym obszarze spadek dynamiki wzrostu ww. cen również został zahamowany, ale nieznacznie. Natomiast różnica pomiędzy wszystkimi analizowanymi kategoriami najczęściej kupowanych przez Polaków produktów a samą żywnością jest nadal widoczna, choć też coraz mniejsza. – Wyhamowanie spadku dynamiki wzrostu cen żywności może być związane z mniejszą presją wynagrodzeń, stabilizacją cen energii i niższymi oczekiwaniami inflacyjnymi, w tym obniżką stóp procentowych – analizuje dr Justyna Rybacka.

Analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach wciąż trzymają się na wyższym plusie niż inflacja. – Wygląda na to, że ceny pozostałych kategorii rosną wolniej niż te sklepowe. To jest moja stała obserwacja. W ciągu ostatnich 23 miesięcy zdarzyło się tylko raz, że inflacja ogólna była wyższa, niż to wynikało z naszych raportów. Było to dokładnie w lipcu 2024 roku. Ponadto w okresie wiosenno-letnim ub.r. trzykrotnie zanotowano zrównanie obu wskaźników – przypomina dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei zdaniem dr Justyny Rybackiej, do samego Bożego Narodzenia możemy spodziewać się, że wzrost cen żywności utrzyma się na poziomie średnim ok. 4%. Według analityków z UCE RESEARCH, w całym obecnym miesiącu wzrost może faktycznie oscylować wokół 4%. Natomiast z szybkiego szacunku za pierwszy tydzień grudnia wynika, że zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Dla porównania, rok temu – dokładnie o tej samej porze – te wartości dochodziły do 5,6% rdr.

– Trzeba tylko pamiętać o tym, że jest to szybki szacunek i wartości za cały miesiąc jeszcze mogą się trochę zmienić. Poza tym sieci handlowe z początkiem grudnia ruszyły z bardzo intensywnymi kampaniami promocyjnymi, szczególnie jeżeli chodzi o żywność. Do tego widać, że retailerzy robią wszystko, by w tym roku konsumenci wyraźnie zauważyli, że święta wcale nie będą drogie. W realu oczywiście nie do końca tak to może wyglądać, szczególnie jeżeli chodzi o kilka kategorii, które notują aż dwucyfrowy wzrost rdr. – zaznaczają eksperci z UCE RESEARCH.

Trudno jednoznacznie przewidzieć wzajemne relacje między inflacją ogólną i sklepową, co stwierdza ekspert z Uniwersytetu WSB Merito. – Jednak skala różnicy między wskaźnikami, wyraźnie powyżej 1 punktu procentowego, a czasami ponad 2 punkty, pozwala oczekiwać, że nie dojdzie do nagłego odwrócenia reakcji. W dłuższej perspektywie możliwe są zmiany, ale zbyt wiele czynników może mieć na to wpływ, żeby precyzyjniej wskazywać wyniki – stwierdza dr Marek Szymański.

Z raportu wynika też, że w listopadzie na minusie były trzy analizowane kategorie, a miesiąc wcześniej cztery. We wrześniu były trzy, a w sierpniu – cztery. – Spadki cen w niektórych kategoriach, zwłaszcza przed końcem roku, mogą świadczyć o wyprzedażach serii, świątecznych promocjach i sezonowości. Widać też, że sytuacja gospodarcza zaczyna się stabilizować. Inflacja w wielu państwach UE wyhamowała, a PKB wzrasta. Tym aspektom sprzyja również wyhamowanie presji płacowej oraz stabilizowanie się cen energii – komentuje dr Justyna Rybacka.

Jak podsumowuje dr Marek Szymański, zmiany ilości taniejących grup w pewnej mierze są efektem średniego poziomu inflacji sklepowej. Im jest ona wyższa, tym rzadziej zdarzają się spadki cen wśród wyodrębnionych kategorii. W kwietniu, maju i lipcu br. ogólny wskaźnik przekraczał wyraźnie 5%, więc ujemne wyniki dotyczyły jednej kategorii w miesiącu. Kiedy ogólny wskaźnik spada, liczba tych taniejących grup rośnie.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z listopada 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 94 tys. cen detalicznych z przeszło 44 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Nowe przepisy o PESEL. Cudzoziemcy spoza UE będą musieli stawić się osobiście

0

Od 1 stycznia 2026 r. procedura uzyskania numeru PESEL przez cudzoziemców z państw trzecich stanie się zdecydowanie bardziej restrykcyjna. „Dotychczas każdy cudzoziemiec mógł złożyć wniosek o nadanie numeru PESEL korespondencyjnie lub przez pełnomocnika. Po zmianie określona grupa cudzoziemców będzie musiała osobiście stawić się w urzędzie. Zmiana ta istotnie wpłynie na zagranicznych członków zarządów spółek działających w Polsce, którzy będą ubiegać się o numer PESEL” – mówi Anna Panek, radca prawny specjalizujący się w prawie pracy z kancelarii Wolf Theiss.

Ustawa z dnia 12 września 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w celu weryfikacji prawa do świadczeń na rzecz rodziny dla cudzoziemców oraz o warunkach pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa modyfikuje przepisy dotyczące składania wniosków o nadanie numeru PESEL. Nowe regulacje wprowadzą obowiązek osobistego stawiennictwa dla cudzoziemców ubiegających się o numer PESEL, którzy nie są obywatelami państw UE, EFTA, Szwajcarii (wraz z członkami ich rodzin) ani – w określonym zakresie w Umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE – Wielkiej Brytanii i ich rodzin. Obowiązek nie obejmie jedynie dzieci urodzonych w Polsce.

„Nowe przepisy znacząco utrudnią uzyskanie numeru PESEL przez cudzoziemców, którzy nie mieszkają w Polsce, a należą do grupy objętej obowiązkiem osobistego stawiennictwa. W przypadku powołania nowego członka zarządu będącego cudzoziemcem z tej grupy, konieczność przyjazdu do Polski wyłącznie w celu złożenia wniosku stanie się dodatkowym wyzwaniem – zarówno organizacyjnym, jak i finansowym” – komentuje Anna Panek, z kancelarii Wolf Theiss.

W przypadku cudzoziemców, którzy nie są zameldowani w Polsce, wniosek o nadanie numeru PESEL należy złożyć w urzędzie gminy. Wniosek musi być odpowiednio uzasadniony – oznacza to konieczność wskazania faktycznej podstawy prawnej, z której wynika obowiązek posiadania numeru PESEL przez osobę wnioskującą.

„Numer PESEL odgrywa kluczową rolę w wielu procesach administracyjnych i korporacyjnych: od składania sprawozdań finansowych, przez założenie profilu zaufanego, po różnego rodzaju deklaracje czy oświadczenia podatkowe. Choć formalnie PESEL nie jest wymagany, w praktyce jego brak często uniemożliwia wykonanie niektórych obowiązków wobec instytucji publicznych” – podkreśla Anna Panek, z kancelarii Wolf Theiss.

W praktyce firmy będą musiały przygotować się na organizację wizyt w urzędach gmin dla swoich zagranicznych członków zarządów oraz zaplanować proces uzyskania numeru PESEL z odpowiednim wyprzedzeniem, uwzględniając konieczność przyjazdu do Polski.

Dodatkowo Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada kolejne zmiany, w tym wprowadzenie podstawy prawnej do ograniczenia nadawania numeru PESEL cudzoziemcom, którzy jako jedyny powód wskazują konieczność potwierdzenia profilu zaufanego.

Inflacja wyhamowała, niepewność została. Raport o nastrojach Polaków

0

Grudzień tradycyjnie skłania do podsumowań i oceny sytuacji mijającego roku. Choć dynamika inflacji wyraźnie osłabła, a wskaźniki makroekonomiczne sugerują stabilizację, w społeczeństwie wciąż obecne są obawy dotyczące przyszłości. Niepewność potęguje trwający konflikt zbrojny za wschodnią granicą, który wpływa na poczucie bezpieczeństwa i perspektywy gospodarcze. Jakie emocje i oczekiwania towarzyszą Polakom wchodzącym w 2026 rok?

Firma badawczo-analityczna Zymetria opublikowała dziesiątą, jubileuszową edycję cyklicznego raportu „Jesienne nastroje Polek i Polaków”. Publikacja tradycyjnie analizuje nastroje społeczne: obawy, oczekiwania i postawy Polaków, w kontekście zmieniających się uwarunkowań ekonomicznych, społecznych i klimatycznych. Tracking nastrojów został w tym roku doceniony przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu jako działanie pro-społeczne i wpisany do raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2024. Dobre praktyki”.

Stabilnie, ale bez pełnego poczucia bezpieczeństwa

Wśród Polaków dominują nastroje ostrożne i pragmatyczne. Nie czują już bezpośredniego zagrożenia związanego z kryzysem ekonomicznym, ale w obliczu wojny toczącej się za wschodnią granicą, czy niedawnych wydarzeń w naszym kraju, takich jak spadek rosyjskich dronów, zachowujemy czujność, jeśli chodzi o bezpieczeństwo zewnętrzne Polski. Lęk przed wojną już jednak nie wzrasta. W 2022 roku, kiedy to rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, obawę przed rozpoczęciem działań zbrojnych w Polsce deklarowało aż 84% społeczeństwa. W tym roku wskaźnik ten spadł do 62%.

Stabilna sytuacja finansowa Polaków

Pod względem finansowym, sytuacja Polek i Polaków uległa stabilizacji, ale mimo to wciąż obawiamy się wzrostu kosztów utrzymania (40%) i rosnących cen artykułów spożywczych (34%).

– Inflacja zahamowała, ale zahamował również wzrost płac, co może przekładać się na obawy przed spadkiem dochodów (17%). I choć obecną sytuację oceniamy dobrze, nie patrzymy w przyszłość z optymizmem, szczególnie przedstawiciele Gen X i Baby Boomers. Aż 30% Polaków powyżej 61 roku życia przewiduje, że ich sytuacja finansowa w ciągu najbliższych 12 miesięcy się pogorszy, a możliwość poprawy widzi jedynie 9% – komentuje Agnieszka Kosicka, Partnerka, Head of Quantitative Research w Zymetrii

Polacy szukają sposobów na oszczędzanie i coraz uważniej kontrolują domowe budżety. Najczęściej rezygnują jednak z wydatków wykraczających poza podstawowe potrzeby, takich jak kultura, rozrywka, wypoczynek (36%), usługi (33%), słodycze (28%) czy alkohol (27%).

Co przyniesie przyszłość i jak oceniamy teraźniejszość?

Połowa społeczeństwa uważa, że w ciągu najbliższego roku sytuacja w Polsce raczej się nie zmieni i pozostanie taka jak dotychczas. Nie będzie ani lepiej, ani gorzej. Liczba optymistów jest niemal taka sama jak pesymistów, przy czym to mężczyźni częściej patrzą w przyszłość z większą nadzieją.

Polacy i Polki coraz częściej dostrzegają pozytywne zmiany zachodzące w kraju. W porównaniu z poprzednią edycją badania wzrósł odsetek osób wskazujących na poprawę sytuacji, a co ciekawe, dominują wśród nich mężczyźni. Na uwagę zasługuje również wysoki poziom zadowolenia z działań władz w zakresie ochrony granic i polityki zagranicznej. W obliczu wojny toczącej się za naszą wschodnią granicą, poczucie bezpieczeństwa ma dla nas szczególne znaczenie podkreśla Agnieszka Kosicka, Partnerka, Head of Quantitative Research w Zymetrii

37% Polaków uważa, że w porównaniu z ubiegłym rokiem sytuacja związana z ochroną granic uległa poprawie. Z kolei 33% dostrzega wzrost znaczenia Polski na arenie międzynarodowej. Przekłada się to bezpośrednio na poczucie bezpieczeństwa. Ufamy sojuszom międzynarodowym, takim jak NATO czy UE, a utrzymywanie członkostwa w tych strukturach postrzegane jest jako największa szansa i możliwość rozwoju dla Polski. Jednocześnie najbardziej rozczarowuje nas dostęp do służby zdrowia (39%) oraz dostępność mieszkań dla młodych ludzi (39%).

Zagrożenia i szanse dla Polski

W perspektywie najbliższych 10 lat, Polacy i Polki największe obawy wiążą z ewentualną agresją Rosji (38%), skutkami wysokiego deficytu budżetowego (37%) oraz napływem imigrantów – zarówno spoza Europy (37%), jak i krajów sąsiednich (32%). Starsze pokolenia bardziej niepokoją skutki zmian klimatycznych (21%) i dewastacja środowiska naturalnego (15%), natomiast młodsze bardziej obawiają się rozwoju sztucznej inteligencji i postępującej automatyzacji (21%).

Z kolei wśród największych szans dla naszego kraju dominują: wzmocnienie bezpieczeństwa dzięki pozostaniu w NATO (33%), rozwój nowoczesnych technologii i innowacyjności (31%), dostęp do funduszy unijnych i innych programów rozwojowych (29%), a także wzmocnienie współpracy gospodarczej dzięki pozostaniu w UE (28%).

Raport pokazuje, że emocje Polaków związane z przeszłością i przyszłością są zróżnicowane i w dużej mierze zależą od wieku. Poszczególne pokolenia różnią się skalą i rodzajem odczuwanych obaw. Jedno jest pewne – inflacja wyhamowała, ale jednocześnie płace rosną wolniej, co przekłada się na brak optymizmu w patrzeniu w przyszłość. Sytuacja jest stabilna, ale zachowujemy ostrożność.

FOMC prawdopodobnie obniży stopy o 25 pb. Kluczowa będzie retoryka Powella

FOMC wydaje się być na najlepszej drodze, by podczas swojego ostatniego w tym roku posiedzenia w środę obniżyć stopę fed funds o kolejne 25 pb. do przedziału 3,50–3,75%.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien obniżyć stopy o 25 pb.
  • Kontrakty futures niemal w pełni wyceniają cięcie.
  • Decydentom brak aktualnego obrazu gospodarki.
  • Dostępne dane wskazują na niską liczbę zarówno nowych wakatów, jak i zwolnień.
  • Dot plot powinien wykazać znaczne zróżnicowanie poglądów decydentów.
  • Powell będzie tonował oczekiwania dot. cięć na każdym posiedzeniu.

W ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy dość dynamiczny zwrot oczekiwań dotyczących nadchodzącego posiedzenia. Podczas październikowej konferencji prasowej prezes Jerome Powell przybrał jastrzębią postawę, podkreślając, że obniżka stóp procentowych w grudniu nie jest pewna. Już wtedy zaznaczyliśmy, że nie jesteśmy przekonani, by jego retoryka istotnie zagrażała grudniowemu cięciu. Zgodnie z ostatnimi wypowiedziami decydentów Fedu w dostępnych danych nie ma niczego, co uzasadniałoby odejście od ostatniego dot plotu – poza być może samym brakiem danych.

Niezobowiązująca postawa Powella względem cięcia w grudniu miała naszym zdaniem dać Fedowi możliwości wyboru, bez sztywnego zobowiązania się do cięcia w obliczu braku pełnego zestawów danych, które w pełni uzasadniałyby taki ruch. Najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA oznacza, że decydenci Fedu od kilku miesięcy błądzą we mgle. Co prawda jest ono już za nami, poznaliśmy jednak jak dotąd tylko szczątkowe opóźnione dane, a część z nich, w szczególności październikowy raport NFP (non-farm payrolls) i CPI, w ogóle nie ujrzą światła dziennego w swojej tradycyjnej formie.

Nie jesteśmy przekonani, że dostępne dane w pełni uzasadniają cięcie w grudniu, niemniej nie wystarczają również, by je wykluczyć. Rynek pracy wydaje się zawieszony w stanie „low-hire, low-fire”. Przyrost miejsc pracy istotnie zwolnił i mimo że wzrost zatrudnienia pozostaje bliski stopie breakeven, nie są to poziomy wskazujące na silną i rosnącą gospodarkę. Przy tym nie widać również oznak masowych zwolnień. Czterotygodniowa średnia wstępnych deklaracji bezrobocia spadła do najniższego poziomu od stycznia, co wspiera tezę, że spowolnienie związane jest raczej z problemami z podażą, a nie popytem.

Wykres 1: NFP – liczba nowych wakatów na amerykańskim rynku pracy (2023 – 2025)

NFP – liczba nowych wakatów na amerykańskim rynku pracy
Źródło: LSEG Datastream Data: 05.12.2025

Warto jednak pamiętać, że zadaniem Rezerwy Federalnej nie jest ustalanie polityki w oparciu o bieżącą sytuację gospodarczą, a o przyszłą. Decydenci muszą brać pod uwagę, że spowolnienie na rynku pracy może jeszcze przybrać na sile ze względu na przewagę czynników mogących stanowić zagrożenie, w szczególności tych związanych z cłami oraz popularyzacją AI, a jednocześnie że wstrzymanie zatrudnienia często poprzedza masowe zwolnienia. Szczególnie duży nacisk na możliwość silniejszego pogorszenia się warunków na rynku pracy położył Christopher Waller, jeden z decydentów FOMC. Stwierdził on, że obniżki stóp procentowych na zapas są konieczne, by zapobiec sytuacji, w której Fed podejmuje decyzje o cięciach zbyt późno.

Jedyną rzeczą, którą możemy stwierdzić z pewnością, jest to, że wyraźnie widać, jak Komitet staje się coraz bardziej podzielony w kwestii dalszej ścieżki stóp procentowych. Podczas gdy gołębie dalej powołują się na stan rynku pracy, inni członkowie wydają się priorytetyzować inflację, nim stanie się nazbyt uporczywa. Zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen utrzymują się na poziomie 3% i wyraźnie widoczny jest brak zgody w kwestii tego, jak długo będzie trwać przeniesienie na ceny kosztów związanych z cłami. Braki danych spowodowane zamknięciem rządu dodatkowo utrudniają podejmowanie decyzji – część oficjeli ostrzega przed obniżkami stóp procentowych bez posiadania jasnego obrazu stanu gospodarki, w szczególności rynku pracy.

Wykres 2: Inflacja CPI w USA (2019 – 2025)
Inflacja CPI w USA
Źródło: LSEG Datastream Data: 05.12.2025

Podejrzewamy, że polaryzacja ta znajdzie odzwierciedlenie w komunikatach Fedu. Przede wszystkim nie spodziewamy się jednomyślnej decyzji – dwoje lub troje jastrzębi może potencjalnie opowiedzieć się za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Można oczekiwać, że brak zgodności będzie pojawiać się od teraz coraz częściej. Prezes Powell zapewne ponownie stwierdzi, że wśród członków FOMC zaobserwować można szeroką rozpiętość bardzo zróżnicowanych poglądów. Spodziewamy się, że będzie tonować oczekiwania wobec cięcia w styczniu, a przy tym powtórzy, że dalsze obniżki stóp procentowych nie są pewne. Wszelkie sugestie ze strony Powella wskazujące na to, że decyzja została podjęta niewielką większością głosów, zostałyby odebrane przez uczestników rynku jako szczególnie jastrzębie.

Rewizja dot plotu, czyli prognozy stóp procentowych przez poszczególnych członków FOMC, będzie jak zawsze kluczowa dla ruchu dolara, pomoże bowiem ukierunkować rynkowe oczekiwania wobec ich wysokości w 2026 r. Także i tu wyraźnie zarysowane powinny być różnice w poglądach decydentów. Jako że danych jest niewiele i przeważają czynniki wzrostowe dla inflacji, spodziewamy się, że projekcja okaże się dość jastrzębia, a mediana wskazywać będzie na tylko po jednym cięciu w dwóch kolejnych latach – podobnie jak we wrześniu, ale tym razem z większą rozpiętością. Rewizje prognoz gospodarczych będą raczej niewielkie.

Rynki futures wyceniają obecnie prawdopodobieństwo cięcia na ok. 90%, ruchy dolara będą więc zależały od retoryki Fedu w kwestii dalszej ścieżki stóp procentowych. Jak wspomnieliśmy, spodziewamy się, że przemówienie Powella będzie przesiąknięte jastrzębimi tonami, które mogą zmniejszyć oczekiwania dotyczące dalszego rozluźniania polityki monetarnej na początku 2026 r. Mogłoby dać to dolarowi nieco wytchnienia. Zarówno wypowiedzi Powella, jak i dot plot powinny dać jednak wyraźnie do zrozumienia, że ścieżka stóp procentowych w 2026 r. spowita jest sporą niepewnością. Sprawę komplikuje dodatkowo coroczna styczniowa rotacja głosujących członków Fedu, szczególnie że trzech z czterech nowych oficjeli wprost sprzeciwiło się ostatnim obniżkom.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (10.12) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

PRCH: sprzedaż w centrach handlowych rośnie, ruch klientów stabilny

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała wyniki indeksów odwiedzalności i obrotów centrów handlowych za październik 2025 roku. Z danych wynika, że w porównaniu z październikiem 2024 r. obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność – mierzona footfallem – zwiększyła się o 0,4%. Oznacza to kontynuację pozytywnego trendu sprzedażowego obserwowanego nieprzerwanie od kwietnia tego roku. Średnia wartość pojedynczej wizyty w centrum handlowym wzrosła o 3,8%, co potwierdza większą skłonność klientów do wydawania pieniędzy.

Największe wzrosty obrotów odnotowano w kategoriach: usługi (+18,8%), restauracje i kawiarnie (+7%), zdrowie i uroda (+6,8%) oraz moda i akcesoria (+4,5%). Dane te wskazują, że klienci coraz chętniej korzystają z oferty gastronomicznej, usługowej i związanej z dbałością o wygląd, a także wciąż chętnie wydają na odzież i dodatki. Według PRCH nowoczesny handel stacjonarny pozostaje w dobrej kondycji, utrzymując stabilne zainteresowanie klientów.

Wyniki różnią się także w zależności od wielkości obiektów handlowych. W bardzo dużych centrach (powyżej 60 tys. m² GLA) obroty wzrosły o 6,1%, a odwiedzalność o 1,6%. W dużych obiektach (40–60 tys. m²) zanotowano wzrost obrotów o 4,3%, przy jednoczesnym spadku footfallu o 0,4%. Średnie centra (20–40 tys. m²) osiągnęły niewielki wzrost obrotów o 0,4% i odwiedzalności o 0,2%, natomiast w małych i bardzo małych obiektach (5–20 tys. m²) obroty zwiększyły się aż o 9,6%, choć liczba wizyt spadła o 0,9%.

W ujęciu geograficznym najsilniejsze wzrosty sprzedaży zanotowano w aglomeracjach Katowic, Krakowa i Wrocławia. W podziale na makroregiony wyróżniały się region południowy, południowo-zachodni oraz północno-zachodni. To właśnie tam centra handlowe najszybciej zwiększały obroty, korzystając z rosnącej aktywności konsumentów.

PRCH przypomina, że publikowane wskaźniki opierają się na dwóch głównych indeksach: PRCH Turnover Density Index, który mierzy obroty najemców na powierzchni ponad 5 mln m² (ok. 37% rynku), oraz PRCH Footfall Density Index, który bazuje na zliczaniu ruchu klientów za pomocą kamer 3D, z dokładnością przekraczającą 90%. Dane są przekazywane w sposób zanonimizowany przez zarządców obiektów, a za system raportowania odpowiada firma GfK – An NIQ Company. Polska Rada Centrów Handlowych, działająca od ponad 20 lat, zrzesza około 200 firm i pełni rolę głosu branży handlu stacjonarnego oraz nieruchomości handlowych na polskim rynku.

Udział w zyskach to nie usługa. Zasady opodatkowania VAT w modelach partnerskiego finansowania projektów

0

W zależności od wybranego modelu finansowania podejmowanych inwestycji, różne mogą być skutki podatkowe takich transakcji. Na przykład, umowa koprodukcyjna podlega VAT. A jak wygląda kwestia umowy o zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT-em?

Zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT przy inwestycji w produkcję filmu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 7 października 2025 r., sygn. akt I SA/Gd 540/25, rozstrzygnął istotny spór dotyczący opodatkowania VAT transakcji związanych z zewnętrznym finansowaniem. Sprawa dotyczyła fundacji, która zawarła umowę partnerską na produkcję filmu. Znaczenie tego orzeczenia wykracza daleko poza konkretny stan faktyczny, obejmując fundamentalne zagadnienie granic opodatkowania VAT w kontekście złożonych struktur finansowania różnorakich projektów, gdzie strony wspólnie partycypują w ryzyku gospodarczym projektu, a przepływy finansowe nie mają charakteru wynagrodzenia za konkretne świadczenie.

Kontekst finansowania produkcji filmowej w Europie

Współczesna produkcja filmowa charakteryzuje się niezwykle złożonymi strukturami finansowania. Według danych European Audiovisual Observatory, typowy europejski film fabularny o budżecie 2-3 mln euro może pozyskiwać finansowanie nawet z 15 – 20 różnych źródeł. Finansowanie łączy wsparcie publiczne (średnio 41% budżetu), przedsprzedaż praw dystrybucyjnych (16%), inwestycje producentów (15%), wsparcie nadawców (11%) oraz systemy zachęt podatkowych (8%). Pozostałą część stanowią inne źródła, w tym finansowanie partnerskie, product placement oraz crowdfunding.

Ta złożoność odzwierciedla fundamentalny problem branży filmowej, opisany przez ekonomistę Richarda Cavesa jako zasada „nobody knows” – popyt jest z natury niepewny, a sygnały jakości (recenzje, nagrody festiwalowe) dostępne są dopiero po poniesieniu kosztów produkcji. W konsekwencji inwestorzy muszą (zob. Jak powinna wyglądać umowa inwestycyjna?) polegać na sygnałach ex ante, takich jak reputacja reżysera czy znani aktorzy, które nie są dostępne dla produkcji niskobudżetowych.

Filmy europejskie znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji. Pomimo że w Europie produkuje się dwukrotnie więcej filmów rocznie niż w USA (1072 vs 709 w 2017 r.), udział europejskich filmów w rynku kinowym UE wynosi jedynie 27-31%, podczas gdy filmy amerykańskie osiągają 63-70%. Głównym powodem są bariery językowe i różnice kulturowe, które uniemożliwiają europejskim produkcjom osiągnięcie efektu skali. Film potrzebuje często 12-18 miesięcy, by poprzez festiwale i nagrody zbudować reputację umożliwiającą dystrybucję w innych krajach europejskich.

Tradycyjnie kluczową rolę w finansowaniu odgrywają umowy przedsprzedaży praw (presales) z gwarancjami minimalnymi (MG). Dystrybutor płaci producentowi z góry ustaloną kwotę w zamian za ekskluzywne prawa do dystrybucji w określonym terytorium i oknie czasowym. Te przedpłaty mogą stanowić od kilku do ponad 50% budżetu filmu. System ten opiera się na terytorialnej ekskluzywności – dystrybutorzy chcą mieć pewność, że ich inwestycja w marketing nie zostanie zmarnowana przez konkurencyjną eksploatację w tym samym czasie (zob. Umowa inwestycyjna – odpowiedzialność stron).

Niemniej model ten znajduje się pod rosnącą presją. Rozwój platform VOD działających ponadnarodowo, takich jak Netflix (47% subskrybentów SVOD w UE w 2016 r.) i Amazon (20%), zmienia fundamentalnie krajobraz dystrybucji. Jednocześnie zmieniają się oczekiwania konsumentów przyzwyczajonych do natychmiastowego dostępu do treści. W tym kontekście model partnerskiego finansowania z udziałem w zyskach, będący przedmiotem analizowanego orzeczenia, jawi się jako próba znalezienia trzeciej drogi między tradycyjnym modelem presales a nowym modelem platform globalnych.

Stan faktyczny sprawy

Fundacja E., będąca czynnym podatnikiem VAT zajmującym się produkcją filmów religijnych, zawarła umowę z Partnerem na sfinansowanie produkcji filmu dokumentalnego. Partner zobowiązał się przekazać określoną kwotę w zamian za udział w zyskach z tytułu sprzedaży licencji. Kluczowe elementy umowy obejmowały: po stronie Partnera – przekazanie środków bez nabywania praw autorskich, prawo do części zysku oraz pełną partycypację w ryzyku niepowodzenia projektu; po stronie Fundacji – produkcję filmu z zachowaniem wyłącznych praw autorskich, pozyskanie dystrybutorów, raportowanie oraz brak obowiązku zwrotu środków w części niepokrytej zyskiem.

Z uwagi na niszowy charakter filmu religijnego, prawdopodobieństwo uzyskania zysków było niewielkie. Fundacja nie miała pewności, czy przychody z licencji pokryją koszty produkcji. Partner otrzymywał jedynie ogólną formułę podziękowania w napisach końcowych, bez elementów promocyjnych charakterystycznych dla sponsoringu.

Stanowisko organu i skarga

Fundacja wystąpiła z wnioskiem o indywidualną interpretację podatkową, argumentując, że żadna z opisanych czynności nie podlega opodatkowaniu VAT. Dyrektor KIS zajął stanowisko częściowo negatywne, uznając, że przekazanie środków przez Partnera stanowi dla Fundacji wynagrodzenie za świadczenie usług podlegające opodatkowaniu VAT. Organ argumentował, że dochodzi do wzajemnych świadczeń – Fundacja działa „niejako na zlecenie” Partnera, a ten osiąga określone korzyści i jest uprawniony do czerpania pożytków. Jako podstawę opodatkowania wskazał całą kwotę przekazaną przez Partnera.

Fundacja zaskarżyła interpretację, zarzucając naruszenie art. 5 ust. 1 pkt 1 i art. 8 ust. 1 ustawy o VAT. Podkreślała, że Partner nie zlecał produkcji filmu ani wykonania żadnych czynności na jej rzecz. Partner został zaproszony do finansowania filmu, który z własnej inicjatywy realizowała Fundacja, zgodnie z własną wizją artystyczną i w ramach realizacji celów statutowych.

Rozstrzygnięcie WSA w Gdańsku

Sąd uwzględnił skargę w całości, uznając, że w przedstawionym stanie faktycznym nie wystąpiły wzajemne świadczenia między stronami. Aby dana relacja mogła być uznana za świadczenie usług w rozumieniu ustawy o VAT, musi łącznie wystąpić: związek prawny między usługodawcą i usługobiorcą, świadczenie wzajemne, bezpośrednia i zindywidualizowana korzyść, bezpośredni związek między odpłatnością a czynnością oraz możliwość wyrażenia wartości świadczenia w pieniądzu.

Sąd podkreślił, że finansowanie produkcji filmu przez Partnera nie można uznać za zapłatę za usługę produkcji filmu, gdyż Partner nie zlecał Fundacji żadnej usługi i jej nie otrzymał – za swój wkład otrzymać miał jedynie część udziału w zysku. Jest to zasadnicza różnica w stosunku do typowych relacji zleceniodawca-zleceniobiorca, gdzie jedna strona zleca drugiej wyprodukowanie konkretnego dzieła według określonych wytycznych. W omawianej sprawie Partner nie formułował żadnych wytycznych, nie miał wpływu na koncepcję artystyczną filmu i nie nabywał praw do efektu końcowego.

Sąd wyraźnie skrytykował podejście organu, stwierdzając, że nie zasługuje na aprobatę stanowisko, że każdy przepływ środków między uczestnikami umowy musi się mieścić albo w dostawie towarów, albo w świadczeniu usług. To nadmierne uproszczenie ignoruje złożoność współczesnych stosunków gospodarczych. Mimo szerokiego zakresu przedmiotowego ustawy o VAT nie można przyjąć, że świadczeniem usług jest każda czynność, której efektem jest odpłatne przysporzenie jednej ze stron. Sąd wskazał na konieczność analizy całokształtu umowy i jej celu gospodarczego, z uwzględnieniem treści ekonomicznej nad formą prawną.

Sąd podzielił stanowisko Fundacji, że przekazanie środków nie wiąże się z odpłatnym świadczeniem usług. Partner nie nabywa żadnych praw autorskich ani licencyjnych, otrzymuje jedynie prawo do udziału w ewentualnych zyskach, co ma fundamentalnie odmienny charakter prawny – jest to prawo obligacyjne względem Fundacji, a nie prawo do korzystania z utworu (zob. Kompleksowe doradztwo prawne dla biznesu). Sąd rozważył także alternatywną kwalifikację, czy nie mamy tu do czynienia z usługą finansową po stronie Partnera.

Zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT – wnioski praktyczne

Wyrok WSA w Gdańsku stanowi istotny punkt odniesienia dla interpretacji skutków podatkowych nietypowych konstrukcji finansowania projektów. W przedmiocie zagadnienia – zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT – wyrok ten daje jasny sygnał, że umowy o współfinansowanie projektów z prawem do udziału w zyskach nie muszą automatycznie generować obowiązku podatkowego w VAT po stronie producenta w momencie otrzymania środków. Warunkiem jest jednak właściwe skonstruowanie umowy, tak aby wyraźnie odróżniała się od typowej umowy o świadczenie usług.

Kluczowymi elementami przemawiającymi za brakiem opodatkowania VAT są: brak zlecenia konkretnej usługi, zachowanie pełnej kontroli artystycznej przez producenta, brak nabywania praw przez finansującego, partycypacja obu stron w ryzyku gospodarczym przedsięwzięcia (zob. doradztwo strategiczne dla przedsiębiorców), warunkowy charakter korzyści oraz brak możliwości zidentyfikowania konkretnego świadczenia na rzecz finansującego.

Z perspektywy praktyki doradztwa podatkowego orzeczenie podkreśla konieczność szczegółowego dokumentowania intencji stron i rzeczywistego charakteru umów. W przypadku konstrukcji hybrydowych szczególnie ważne jest precyzyjne określenie, czy strony zamierzają zawrzeć umowę o świadczenie usługi, czy umowę o współpracę z podziałem ryzyka i zysków.

Podsumowując, wyrok potwierdza, że system VAT nie powinien automatycznie obejmować wszelkich przepływów kapitałowych między podmiotami gospodarczymi, szczególnie gdy mają charakter inwestycji kapitałowej z partycypacją w ryzyku, a nie zapłaty za konkretne, zindywidualizowane świadczenie.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja redefiniują rynek pracy w sektorze BPO/SSC

Centra usług wspólnych coraz częściej rezygnują z modelu opartego na niskich kosztach pracy i budują zespoły o kompetencjach eksperckich, zwłaszcza w zakresie technologii. Jak wynika z analiz firmy rekrutacyjnej Michael Page, w sektorze tym rośnie popyt na specjalistów zdolnych automatyzować procesy, pracować z danymi i przekładać narzędzia cyfrowe na efekty biznesowe. Oznacza to fundamentalną zmianę w sposobie budowania zespołów i organizacji pracy w tym sektorze.

Branża usług biznesowych przechodzi wyraźną transformację. Rosnące koszty pracy, presja makroekonomiczna oraz globalne napięcia geopolityczne ograniczają inwestycje w rozwój operacyjny. Nie bez znaczenia jest także słabnąca demografía w Europie, która zmniejsza dostępność wykwalifikowanych pracowników, a także rosnąca konkurencja ze strony tańszych ośrodków azjatyckich.

Czynniki te w połączeniu ze złożonością procesów i coraz większą skalą operacji globalnych powodują, że organizacje zaczynają opierać swoją przewagę nie na liczbie stanowisk, lecz na jakości kompetencyjnej zespołów. Firmy nie szukają już pracowników wyłącznie „do wykonywania zadań”, lecz ekspertów, którzy potrafią przekładać automatyzację i narzędzia AI na konkretne oszczędności oraz mierzalną wartość biznesową – tak wynika z najnowszego raportu „Przegląd wynagrodzeń 2026” opublikowanego przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Rynek centrów usług wspólnych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. Po latach bardzo dynamicznego wzrostu – gdy zagraniczne koncerny masowo lokowały swoje centra w Polsce – od 2-3 lat poziom zatrudnienia utrzymuje się na zbliżonym poziomie. To naturalny etap dojrzewania sektora, ale także efekt rosnących kosztów operacyjnych, zwłaszcza wynagrodzeń. Dlatego branża nie może dziś ograniczać się do arbitrażu płacowego. Przyszłość Centrów usług wspólnych zależy od tego, czy będą potrafiły udowodnić, że realnie wspierają wyniki finansowe, poprawiają marże i wzmacniają konkurencyjność swoich organizacji. Najbardziej poszukiwaną kompetencją w SSC i GBS nie jest dziś znajomość pojedynczego narzędzia, ale elastyczność i zdolność adaptacji technologicznej, czyli umiejętność zrozumienia nowych rozwiązań i szybkiego włączania ich do procesów biznesowych – zwraca uwagę Daria Stefańska Executive Manager w Michael Page.

Transformację struktur SSC w kierunku coraz większej automatyzacji procesów widać dziś we wszystkich kluczowych obszarach, przede wszystkim w finansach i księgowości, ale także w customer service, działach HR oraz rolach związanych z łańcuchem dostaw.

Jak to wpływa na rynek pracy?

Trend ten spowodował, że pracodawcy coraz precyzyjniej określają oczekiwany poziom kompetencji technologicznych i choć nie obserwujemy dziś dużych niedoborów kandydatów, to rekrutacje stają sie coraz bardziej wymagające.

Jak wskazują dane z raportu Michael Page “Przegląd wynagrodzeń 2026”, kluczowi dla utrzymania konkurencyjności polskich centrów usług na globalnej mapie będą pracownicy, którzy potrafią adaptować się do zmian, rozumieją narzędzia cyfrowe i przekładają je na poprawę jakości pracy. Rośnie też znaczenie dopasowania zespołów do specyfiki organizacji.

Rekrutacja w sektorze Business Services wciąż odbywa się na dużą skalę. Nadal powstają centra zatrudniające 100, 200, a nawet 300 osób, jednak proces ten coraz mniej przypomina masową rekrutację, a coraz bardziej świadomą selekcję talentów do dobrze skomponowanych zespołów. Jednocześnie odchodzimy od modelu budowania bardzo dużych struktur, liczących ponad 500 pracowników, który jeszcze kilka lat temu był wyraźnym trendem – komentuje Dominika Tarczyk, Senior Associate Manager w Michael Page.

Choć zmienia się skala i charakter rekrutacji, rośnie jednocześnie znaczenie jakości i specjalistycznych kompetencji. Ewolucja modelu operacyjnego centrów sprawia, że oczekiwania wobec kandydatów są dziś bardziej sprecyzowane niż jeszcze kilka lat temu.

Pracodawcy szukają dziś osób z doświadczeniem w procesach end-to-end, solidnym warsztatem systemowo-narzędziowym, a dużym atutem jest doświadcznie w implementacji nowych systemów. Przy kompleksowych rolach, które są obecnie tworzone, szczególną wagę przykłada się do umiejętnego zarządzania stakeholderami w międzynarodowej organizacji oraz proaktywnego podejścia do budowania i optymalizowania procesów. Zmiany widoczne są też po stronie kandydatów, którzy jeszcze wyraźniej oczekują od pracodawców stabilności i możliwości rozwoju w otoczeniu nowoczesnych technologii – dodaje Dominika Tarczyk, Senior Associate Manager w Michael Page.

Jak wskazują eksperci w ostatnich latach w sektorze wyraźnie spadła rotacja pracowników – z poziomu 20-30 proc. do około 10-15 proc. W czasach niepewności gospodarczej kandydaci stawiają na stabilność i bezpieczeństwo, tym samym rzadziej decydują się na zmianę pracy. To z kolei skłania pracodawców do jeszcze większej dbałości o utrzymanie zespołów.

Jednocześnie obserwujemy wyraźny trend stopniowego powrotu do biur i ograniczania pracy zdalnej. Firmy, które potrafią elastycznie łączyć te modele, zyskują dziś realną przewagę konkurencyjną, zarówno w przyciąganiu, jak i utrzymaniu pracowników.Mimo zmian w oczekiwaniach, nie pojawia się wyraźna presja płacowa. Rynek pozostaje stabilny, a wzrosty wynagrodzeń dotyczą głównie specjalistów, którzy potrafią połączyć wiedzę procesową z praktycznym zastosowaniem automatyzacji. To ich kompetencje stają się najcenniejszą walutą.

Ile wydamy na święta? Dominują dwa poziomy budżetów

W tym roku na celebrowanie Wigilii i Bożego Narodzenia Polacy najczęściej chcą wydać 200-300 zł lub 400-500 zł w przeliczeniu na jedną osobę. Planowane kwoty zawierają koszty m.in. żywności, dekoracji, prezentów, spotkań czy wyjazdów. Natomiast najrzadziej podawany przedział to 800-900 zł – 2,6%. Nic nie wyda, bo np. nie obchodzi świąt, 2,6% ankietowanych. O 200-300 zł głównie mówią seniorzy i osoby nieujawniające wysokości swoich dochodów. Z kolei 400-500 zł szykują rodacy w wieku 45-54 lat, zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie.

11,4% Polaków przeznaczy na celebrowanie Wigilii i Bożego Narodzenia (m.in. na żywność, dekoracje, prezenty, spotkania czy wyjazdy) 200-300 zł. Niewiele mniej osób wskazuje przedział 400-500 zł – 11,3%. Tak wynika z badania współautorstwa Shopfully Poland, przeprowadzonego na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków. Uczestnicy sondażu mogli wybrać spośród 13 odpowiedzi, w tym 11 przedziałów od poniżej 100 zł do powyżej 1000 zł.

– Widać współistnienie dwóch najpopularniejszych modeli podejścia do świątecznych kosztów, tj. bardziej oszczędnego oraz umiarkowanego, pozwalającego na szerszy zakres zakupów, np. bogatszy koszyk spożywczy i dodatkowe elementy świąteczne. To nie jest zaskoczenie, ponieważ już na poziomie praktyki życia codziennego święta są segmentowane. Oznacza to, że inne wydatki ponosi osoba samotna, inne – rodzina z dziećmi, a jeszcze inne – gospodarstwo domowe organizujące Wigilię dla większej liczby osób – komentuje dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu znalazły się wskazania 300-400 zł – 11,2%, powyżej 1000 zł – 11%, a także 100-200 zł – 10%. Robert Biegaj z Shopfully Poland mówi, że z deklaracji Polaków wyłania się bardzo zróżnicowany obraz tegorocznych wydatków świątecznych. Podobną popularnością cieszą się zarówno niższe progi, tj. 100-200 zł czy 200-300 zł, jak i typowo średni poziom, czyli 300-500 zł. Jednocześnie aż 11% badanych planuje wydać ponad 1000 zł.

– To pokazuje silną polaryzację stylów świętowania – od skromnych, bardzo racjonalnych budżetów, przez umiarkowane i standardowe święta, aż po wydatki znacząco wyższe, często związane z większymi rodzinami, prezentami premium czy wyjazdami. Co ważne, takie deklaracje zwykle są zaniżone, bo w praktyce Polacy tradycyjnie wydają więcej, niż początkowo zakładają – m.in. przez nieplanowane zakupy, emocjonalny charakter świąt i rosnące ceny. W rzeczywistości tegoroczne Boże Narodzenie może okazać się droższe, niż wynika to ze wstępnych zapowiedzi respondentów – uzupełnia ekspert z Shopfully Poland.

Do tego badanie wykazało, że 8,9% respondentów jeszcze nie wie, ile wyda. Przedział 900-1000 zł wybiera 8,2% ankietowanych, a 500-600 zł – 8,1%. Dalej uplasowały się takie wskazania, jak 600-700 zł – 5,6%, a także 700-800 zł – 5,2%. Dr Sebastian Zupok jest zdania, że relatywnie wysoki odsetek osób niezdecydowanych można interpretować jako efekt trzech nakładających się czynników.

– Po pierwsze, część respondentów nie ma jeszcze w pełni ustalonych planów, np. co do miejsca i liczby spotkań świątecznych oraz ewentualnych wyjazdów. Po drugie, na decyzje wpływa niepewność cenowa – szczególnie w kategoriach, w których finalny koszyk zależy od jakości i ilości produktów, w tym żywności i prezentów. Po trzecie, wielu konsumentów ma trudność w precyzyjnym oszacowaniu kosztów rozproszonych, bo część wydatków pojawia się wcześniej i bywa pomijana w deklaracji. To są np. drobne zakupy prezentowe, dekoracje i dojazdy – wyjaśnia ekspert z WSB-NLU.

Najrzadziej podawany jest przedział 800-900 zł – 2,6%. Nic nie wyda, bo np. nie obchodzi świąt 2,6% Polaków. Z kolei poniżej 100 zł przeznacza na ww. cel 3,9% rodaków. Zdaniem eksperta z Shopfully Poland, najrzadsze wskazania pokazują, że bardzo niskie lub zerowe wydatki dotyczą nielicznych osób, które obchodzą święta symbolicznie lub wcale ich nie celebrują.

– Przedział 800-900 zł jest pośredni i rzadziej wybierany, bo część osób wydaje mniej, a część – więcej. W praktyce sytuacja, w której nie poniesie się żadnych kosztów, jest możliwa, ale rzadko spotykana, ponieważ nawet symboliczna kolacja wigilijna czy drobne prezenty generują wydatki. Wyniki te potwierdzają, że Boże Narodzenie pozostaje w Polsce wydarzeniem o silnym wymiarze tradycyjnym i społecznym – wyjaśnia Robert Biegaj.

Wydatki rzędu 200-300 zł wskazują głównie osoby w wieku 75-80 lat, nieujawniające wysokości swoich dochodów, z miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Natomiast 400-500 zł deklarują przede wszystkim rodacy w wieku 45-54 lat, zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie, z miejscowości mających od 20 tys. do 49 tys. ludności. Dr Sebastian Zupok zauważa, że w przypadku seniorów niższy budżet na osobę może wynikać z bardziej tradycyjnego modelu świąt, w tym z większej koncentracji na domowych formach celebracji, a także z ostrożniejszego podejścia do wydatków. Dodatkowo część osób w tym wieku spędza święta u rodziny jako goście, co naturalnie ogranicza ich własne koszty.

– Zakres wydatków 400-500 zł wybierają przede wszystkim osoby w wieku 45-54 lat, z przeciętnym dochodem netto 3000-4999 zł oraz mieszkańcy mniejszych miast liczących 20-49 tys. mieszkańców. Wynika to z faktu, że osoby te często mają rodziny i chcą zapewnić tradycyjne, umiarkowane święta, dostosowane do swoich możliwości finansowych. Kwota 400-500 zł stanowi w ich przypadku złoty środek. Nie jest symboliczna, ale też nie jest nadmiernie wysoka, co odzwierciedla praktyczne, rozsądne podejście do planowania świątecznego budżetu – podsumowuje Robert Biegaj.

Polacy coraz odważniej wchodzą w świat luksusu – a na znaczeniu zyskują emocje i niepowtarzalne chwile

Rynek produktów premium w Polsce wchodzi w fazę dojrzałego rozwoju i przestaje być postrzegany jako domena wyłącznie wąskiej grupy najbogatszych. Z najnowszej edycji raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w 2024 r.” wynika, że liczba osób osiągających ponadprzeciętne dochody systematycznie rośnie, a wraz z tym ewoluuje sposób, w jaki konsumenci definiują luksus. Zamiast gromadzenia kosztownych przedmiotów, coraz większa grupa Polaków kieruje uwagę ku temu, co niematerialne – doświadczeniom, które pobudzają zmysły, emocje i pozostawiają trwały ślad we wspomnieniach. Na znaczeniu zyskują ekskluzywne podróże, niecodzienne doświadczenia kulinarne oraz kontakt z alkoholami premium w formie degustacji i spotkań tematycznych.

Analizy zawarte w raporcie wskazują, że wartość rynku alkoholi luksusowych w Polsce przekroczyła już 1,5 mld zł i zwiększyła się w ubiegłym roku o 4,2%. Segment whisky pozostaje niekwestionowanym liderem – odpowiadając za 89% całkowitej sprzedaży, czyli około 900 mln zł. Prognozy są jeszcze bardziej dynamiczne. Według opracowań Statista Market Insight wydatki na whisky mogą w 2025 r. przekroczyć 2,5 mld zł, przy utrzymującym się wzroście rzędu 5% rocznie oraz przewidywanej sprzedaży zbliżonej do 45 milionów litrów, co plasuje nasz rynek wśród najważniejszych w Europie Środkowej.

Jak zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią, zjawisko „premiumizacji” staje się kluczowym kierunkiem rozwoju branży spirytusowej. Ekskluzywność nie jest już utożsamiana tylko z ceną – coraz częściej oznacza dostęp do zamkniętej społeczności, limitowanych wydarzeń, wyjątkowych opowieści i możliwości stania się częścią historii marki. Wyrazistym przykładem jest specjalna edycja whisky stworzona na 150. jubileusz Kentucky Derby, która szybko zyskała rangę pożądanego artefaktu w świecie kolekcjonerów i entuzjastów unikatowych trunków.

Luksus zyskuje nową definicję – mniej własności, więcej emocji

Zgodnie z wnioskami raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, konsument premium XXI wieku oczekuje czegoś więcej niż jakości – pragnie doświadczeń, które angażują na poziomie osobistym, oraz personalizacji, dzięki której marka staje się partnerem, a nie tylko dostawcą produktu. Jak zauważa Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, gotowość do wydawania większych kwot wynika z przekonania, że za ceną stoją autentyczność i emocjonalna wartość.

Specjaliści podkreślają, że nie mamy do czynienia z chwilowym trendem, lecz długofalową transformacją podejścia do luksusu. Według KPMG Polacy zaczynają traktować segment premium jako element świadomego, spersonalizowanego stylu życia, a marki, które potrafią tworzyć opowieść, budować więź kulturową i proponować doświadczenia wykraczające poza sam zakup, zyskają przewagę w nadchodzących latach. Przyszłość luksusu kształtować będą emocje, znaczenia, narracje i poczucie wyjątkowości – a nie tylko wartość materialna tego, co trzymamy w rękach.

Praca po godzinach staje się normą. Polacy pod rosnącą presją bycia „zawsze online”

Zacieranie się granic między pracą a życiem prywatnym istotnie wpływa na życie zawodowe Polaków. Wiele osób wykonuje obowiązki po godzinach, rezygnując z czasu przeznaczonego na odpoczynek, rodzinę czy realizację pasji. Jak pokazuje ankieta przeprowadzona przez Gi Group Holding, 24% respondentów odczuwa poczucie winy, gdy nie odbiera służbowych telefonów lub wiadomości po godzinach pracy, co świadczy o presji emocjonalnej towarzyszącej permanentnej dostępności. Dane z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w UE pod względem wskaźnika work‑life balance, którego wartość wynosi 6,5, co obrazuje, jak duże wyzwanie stanowi zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

Presja psychiczna ma konsekwencje

Coraz więcej pracowników postrzega naruszanie prywatności nie jako incydentalny dyskomfort, lecz jako trwały element kultury pracy, który bezpośrednio wpływa na ich dobrostan i wybory zawodowe. Badania jasno pokazują, że nie jest to tylko temat relacji w mediach czy dyskusji na zebraniach zespołowych, to jeden z głównych powodów zmian w życiu zawodowym. Według danych Pracuj.pl, aż 37% osób zrezygnowało z pracy właśnie z powodu braku szacunku dla życia prywatnego.

Dane z ankiety Gi Group Holding pokazują, że presja emocjonalna odczuwana przez pracowników jest bezpośrednio związana z brakiem jasnych oczekiwań w zakresie komunikacji po godzinach pracy oraz nieformalnymi wymaganiami ze strony przełożonych. W wielu zespołach nie pojawia się wyraźny sygnał, że czas wolny powinien być chroniony – przeciwnie, niepisanym standardem staje się dostępność poza ustalonymi godzinami.

–  Decyzja o odejściu z pracy rzadko zapada z dnia na dzień. To wynik długotrwałego przeciążenia, braku reakcji ze strony organizacji oraz poczucia, że równowaga między życiem prywatnym a zawodowym nie jest zachowana i szanowana. Ignorowanie lub lekceważenie tego zjawiska może prowadzić do poważnych konsekwencji – frustracji, niezadowolenia, a także zwiększenia rotacji, co nie pozostaje bez wpływu na stabilność i reputację firmy –  mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Pracownicy nie chcą być online 24/7

Z odpowiedzi udzielonych w ankietach na profilach społecznościowych Gi Group Holding wynika, że 89% badanych akceptuje naruszanie granic prywatności przez przełożonych, zgadzając się w zależności od kontekstu lub w zamian za rekompensatę na pracę po godzinach. Co więcej, 10% respondentów przyznało, że nie tylko wyraża zgodę, ale robi to bez zastrzeżeń, co może sugerować, że w niektórych organizacjach takie zachowanie stało się normą, a nawet oczekiwaniem ze strony przełożonych.Jak reagujesz_praca po godzinach_ankieta Gi Group Holding

Tego rodzaju sytuacje mają poważne konsekwencje dla pracowników, co potwierdzają wyniki dotyczące presji emocjonalnej. 24% respondentów ankiety Gi Group Holding wskazuje, że odczuwa wyrzuty sumienia lub presję, gdy nie reaguje na służbowe wiadomości po pracy. To niepokojący sygnał, który wskazuje, jak silnie wpływają nieformalne oczekiwania dotyczące dostępności na komfort psychiczny pracowników. Nawet jeśli organizacja nie ustala takich zasad formalnie, w wielu firmach wyczuwalne jest przekonanie, że bycie dostępnym przez 24 godziny na dobę jest częścią obowiązków zawodowych.Nieodbieranie telefonów służbowych po godzinach_ankieta Gi Group Holding

Kultura organizacyjna ma znaczenie

Zachowania związane z naruszaniem czasu prywatnego pracowników rzadko wynikają z bezpośrednich poleceń częściej są efektem braku formalnych ram, które regulowałyby dostępność po godzinach. 27% ankietowanych przyznało, że zawsze rozdziela swój czas prywatny od zawodowego, a 21% robi to często. Dowodzi to, jak ważne jest wyznaczanie jasnych granic między tymi sferami. Współczesne środowisko pracy wymaga nie tylko elastyczności, ale także świadomego zarządzania czasem, by wspierać dobrostan pracowników. Pracodawcy muszą nie tylko wprowadzać procedury ochrony czasu wolnego, ale również konsekwentnie ich przestrzegać.Jak oceniasz granice_ankieta Gi Group Holding

– Kultura organizacyjna opiera się nie na wewnętrznych regulaminach, ale codziennych praktykach i postawach kadry zarządzającej. Jeśli zespół regularnie otrzymuje maile czy telefony po godzinach pracy i jednocześnie towarzyszy temu nieformalne oczekiwanie szybkiej reakcji, to nawet najbardziej szczegółowe procedury tracą znaczenie. Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu i przykład, który płynie z góry. To liderzy wyznaczają granice, a także dają przyzwolenie. To ich zachowanie realnie wpływa na komfort psychiczny zespołu i motywację – dodaje Karolina Popiel, Associate Partner w Wyser Executive Search.

Przeciążenie prowadzi do wypalenia

Utrata kontroli nad granicami między obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym prowadzi do chronicznego stresu, wypalenia zawodowego, a w efekcie – do decyzji o zmianie pracy. Zjawisko to jest szczególnie problematyczne w kontekście rosnącego zapotrzebowania na wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego. Brak realnych działań ze strony pracodawcy w tym zakresie skutkuje dodatkowymi kosztami związanymi z rekrutacją oraz wdrażaniem nowych pracowników.

– Potrzebne są jasne i konsekwentnie wdrażane zasady. Sama deklaracja nie wystarczy, jeśli za nią nie idą konkretne rozwiązania chroniące pracowników przed wypaleniem zawodowym. Troska o ludzi, zanim ci zdecydują się odejść, staje się jednym z najważniejszych zadań organizacji. Chodzi zarówno o zapisy w regulaminach wewnętrznych, jak i o to, jak faktycznie wygląda codzienność w pracy. Dopiero wtedy pracownicy czują, że ich dobrostan jest traktowany poważnie podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna w Grafton Recruitment.

Trump: USA dopuści eksport chipów Nvidia H200 na rynek chiński w zamian za 25 proc.

Prezydent Donald Trump poinformował w poniedziałek, że Stany Zjednoczone zgodzą się na eksport chipów sztucznej inteligencji H200 Nvidii do Chin. Oznacza to zmianę dotychczasowej polityki eksportowej USA i jest efektem wielomiesięcznych rozmów. Decyzja jest postrzegana jako istotny sukces Nvidii, która od dłuższego czasu zabiegała o złagodzenie ograniczeń. Jednocześnie najbardziej zaawansowane układy z serii Blackwell oraz przyszłe chipy Rubin nadal pozostają objęte zakazem eksportu.

Zgodnie z nowymi ustaleniami Nvidia ma przekazywać rządowi USA 25 proc. przychodów ze sprzedaży chipów H200 na rynku chińskim. To więcej niż 15 proc., które obowiązywało wcześniej przy dopuszczeniu słabszego modelu H20. Donald Trump napisał na platformie Truth Social, że rozmawiał na ten temat z przewodniczącym Chin Xi Jinpingiem, a reakcja Pekinu miała być pozytywna. Podkreślił jednak, że porozumienie nie obejmuje najbardziej zaawansowanych technologii firmy.

Decyzja administracji wywołała sprzeciw części członków Kongresu oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa. Senator Elizabeth Warren ostrzegła, że eksport chipów H200 może przyspieszyć rozwój chińskich zdolności wojskowych i technologicznych. Wezwała do ograniczenia swobody administracji w zakresie kontroli eksportu i zażądała przesłuchania prezesa Nvidii Jensena Huanga pod przysięgą. Jej zdaniem sprawa wymaga pilnej reakcji ustawodawczej.

Zgoda na eksport H200 jest także postrzegana jako sukces lobbingowy szefa Nvidii. Jensen Huang spotkał się z Donaldem Trumpem 3 grudnia, aby rozmawiać o zasadach eksportu amerykańskich chipów do Chin. Według analityków Institute for Progress układ H200 jest niemal sześć razy wydajniejszy od H20, co daje chińskim firmom dostęp do znacznie większej mocy obliczeniowej. Administracja USA argumentuje jednak, że jest to kompromis mający zapobiec całkowitemu zwrotowi Chin w stronę lokalnych dostawców, takich jak Huawei. Po ogłoszeniu decyzji akcje Nvidii wzrosły o około 2 proc. w handlu posesyjnym.

betacluster Ventures uruchamia nowy fundusz early-stage o kapitale 81 mln zł

betacluster Ventures ogłosił uruchomienie betacluster Poland.One, nowego funduszu inwestycyjnego early-stage, działającego w ramach programu PFR Starter. Fundusz, którego docelowa kapitalizacja wynosi 81,25 mln zł, wesprze przede wszystkim polskie startupy technologiczne, budujące fundamenty gospodarki opartej na inteligentnych danych (Smart Data Economy) – ekosystemu, w którym zaawansowane systemy danych, sztuczna inteligencja i automatyzacja zmieniają sposób funkcjonowania, konkurowania i skalowania branż.

W gronie inwestorów funduszu znajdują się PFR Ventures – największy inwestor typu fund-of-funds w Europie Środkowej i Wschodniej – jako publiczny inwestor wiodący (anchor LP), a także inwestorzy prywatni z Niemiec, Holandii, Szwajcarii i Polski, co stanowi silny sygnał, że kapitał z Europy Zachodniej coraz częściej postrzega Polskę jako centrum światowej klasy talentów inżynierskich i innowacji w obszarze deep-tech.

Bet na Smart Data Economy: „AI jest tak potężna, jak dane, które ją napędzają.”

betacluster Ventures działa w oparciu o tezę, że przewaga konkurencyjna będzie należeć do firm, które potrafią gromadzić, zabezpieczać i analizować dane, trenować modele AI oraz przekształcać insighty w skalowalne produkty.

AI zmienia oblicze całych branż — ale tylko w przypadku tych, którzy potrafią wykorzystać dane. Naszą misją jest wspieranie founderek i founderów, którzy tworzą technologie czyniące dane inteligentnymi, bezpiecznymi i w pełni skalowalnymi” — mówi Florian Steger, General Partner w betacluster Ventures. „Dzięki betacluster Poland.One chcemy pomóc polskim przedsiębiorcom przekuć ich inżynierską wiedzę i pomysły w globalne firmy wyznaczające standardy branżowe.”

Strategia inwestycyjna: Od walidacji do międzynarodowego wzrostu

Fundusz będzie budował portfel spółek na wczesnym etapie rozwoju o wysokim potencjale międzynarodowym. Pojedyncze inwestycje mogą sięgać nawet 5 mln zł, zapewniając znaczący kapitał na walidację technologii, wejście na nowe rynki lub przyspieszenie wzrostu.

Większość finansowania kierowana będzie do startupów znajdujących się na samym początku swojej drogi – zespołów z mocnymi fundamentami technologicznymi, które kształtują swój pierwszy produkt i strategię komercyjną. Fundusz wspiera jednak również firmy, które już zyskały pierwszą rynkową trakcję.

betacluster Poland.One priorytetowo traktuje sektory podlegające szybkim zmianom napędzanym przez AI i gospodarkę opartą na danych, w tym: Produkcję, Logistykę i Przemysł, Smart Health, Fintech, Smart Cities, Technologie zwiększające efektywność operacyjną i biznesową, Bezpieczeństwo Publiczne oraz Technologie Dual-Use.

Choć fundusz koncentruje się przede wszystkim na spółkach zarejestrowanych i działających w Polsce, pozostaje otwarty na wyróżniające się zespoły z całego regionu CEE, pod warunkiem że ich plany obejmują rozwój istotnej działalności w Polsce.

Unikalny pomost do zachodniego kapitału

To, co wyróżnia betacluster Ventures, to DNA zespołu zarządzającego głęboko zakorzenione w rynkach międzynarodowych. General Partners – Gabriela Brodzińska-Drozd, Cezary Iwan i Florian Steger wcześniej zarządzali korporacyjnym funduszem VC dla wiodącej globalnej firmy telekomunikacyjnej, łącząc szerokie doświadczenie praktyczne w zakresie venture capital, komercjalizacji technologii i skalowania korporacyjnego. Łącznie zrealizowali ponad 90 inwestycji w polskie, europejskie i amerykańskie startupy, w tym Advanced Protection Systems, Infermedica, Bioceltix, inStreamly, Mr. Spex i Blinkist, co potwierdza ich skuteczność i silny track record w pozyskiwaniu atrakcyjnych transakcji inwestycyjnych i skalowaniu innowacji na globalną skalę.

Opierając się na wspólnie zgromadzonym doświadczeniu, betacluster dostarcza spółkom portfelowym istotną przewagę „smart money”:

  • Akceleracja i globalna widoczność: Dostęp do międzynarodowej sieci funduszy, korporacji, partnerów technologicznych i klientów w regionie DACH, Beneluksie i całej Europie.
  • Wsparcie w międzynarodowym pozyskiwaniu kapitału: Przygotowanie spółek do rund growth-stage oraz osobiste polecenie / zapewnienie dostępu do sieci ponad 70 inwestorów z Europy i USA w celu realizacji koinwestycji i inwestycji kontynuacyjnych (follow-on investments).
  • Ekspansja rynkowa: Bezpośrednie wsparcie w poszukiwaniu klientów i skalowaniu sprzedaży dzięki szerokiej międzynarodowej sieci Funduszu.
  • Doradztwo strategiczne: Wsparcie w rozwoju produktów deep tech, opracowywaniu modeli biznesowych oraz osiąganiu product-market fit.

Status funduszu

Fundusz jest obecnie w trakcie drugiej rundy fundraisingu, której celem jest osiągnięcie docelowej kapitalizacji na poziomie 81,25 mln zł. Po udanym pierwszym closingu na blisko 60 mln zł, fundusz nie zwalnia tempa: nowe deklaracje inwestorskie pokrywają już 50% potrzeb kapitałowych drugiego zamknięcia, planowanego na styczeń 2026 r.

Putin otwiera drogę do zmian w rurociągu eksportującym kazachską ropę

0

Władimir Putin podpisał dekret dopuszczający możliwość zmian właścicielskich w udziałach spółki joint venture w Konsorcjum Rurociągu Kaspijskiego (CPC). Chodzi o jedną z najważniejszych tras, którymi ropa naftowa z Kazachstanu trafia na światowe rynki. Decyzja zapadła w okresie obowiązywania sankcji Stanów Zjednoczonych wobec rosyjskiego sektora naftowo-gazowego, które coraz silniej wpływają na strukturę własności oraz sposób funkcjonowania firm w regionie.

Podpisany przez Putina dekret dopuszcza przeprowadzanie transakcji dotyczących 7,5-procentowego pakietu udziałów spółki Rosneft-Shell Caspian Ventures Limited w CPC. Dokument nie wyjaśnia jednak, jakie dokładnie transakcje wchodzą w grę ani kto mógłby zostać nowym nabywcą. Nie wiadomo też, jak duże mogą być przyszłe zmiany w strukturze właścicielskiej. Decyzja Kremla zapada prawie trzy lata po tym, jak koncern Shell ogłosił wyjście z rosyjskiego rynku po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę.

Konsorcjum CPC odgrywa kluczową rolę na światowym rynku ropy naftowej. Rurociąg transportuje ponad 1,6 mln baryłek surowca dziennie z kazachskich złóż Tengiz, Kashagan i Karachaganak do rosyjskiego portu nad Morzem Czarnym. Około 80 proc. eksportu ropy z Kazachstanu odbywa się właśnie tą trasą, co nadaje jej strategiczne znaczenie. Wśród głównych udziałowców konsorcjum znajdują się m.in. Transnieft (24 proc.), KazMunayGas (19 proc.), Chevron (15 proc.), Łukoil (12,5 proc.) oraz ExxonMobil (7,5 proc.).

Ruch lotniczy w UE przekroczył poziom sprzed pandemii. 1,1 mld pasażerów w 2024 roku

Liczba pasażerów podróżujących samolotami w Unii Europejskiej osiągnęła w 2024 roku poziom 1,1 miliarda, co oznacza wzrost o 8,3 proc. w porównaniu z rokiem 2023, kiedy z transportu lotniczego skorzystało 973 miliony osób. Jak wynika z danych Eurostatu opublikowanych 7 grudnia, wszystkie państwa członkowskie odnotowały roczny wzrost ruchu pasażerskiego.

Po raz pierwszy od wybuchu pandemii COVID-19 europejski transport lotniczy przekroczył poziom z 2019 roku, kiedy obsłużono około miliarda podróżnych. Oznacza to definitywny powrót sektora na ścieżkę wzrostu po kryzysie, który w 2020 roku doprowadził do gwałtownego spadku liczby połączeń w całej UE.

Najwyższe tempo odbudowy odnotowały Węgry, gdzie liczba pasażerów wzrosła o 19,2 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Czechy z wynikiem 18,9 proc. oraz Estonia – 17,8 proc. Najsłabsze wzrosty zanotowała Szwecja, gdzie ruch lotniczy zwiększył się jedynie o 1,3 proc., a także Bułgaria, Francja i Irlandia, oscylujące w granicach 3–5 proc.

W 2024 roku zwiększył się również wolumen przewozów ładunków i poczty drogą lotniczą. W całej UE zanotowano wzrost o 8,7 proc., przy czym segment połączeń pozaunijnych urósł aż o 10,8 proc. Przewozy wewnątrz Unii pozostały praktycznie na niezmienionym poziomie (0,1 proc.), natomiast transport krajowy spadł o 4,3 proc.

Wśród najruchliwszych portów lotniczych UE na pierwszym miejscu znalazło się lotnisko Paryż-Charles de Gaulle, które obsłużyło 70,3 mln pasażerów, co oznacza wzrost o 4,3 proc. Drugie miejsce zajął Amsterdam-Schiphol (66,8 mln pasażerów, +8 proc.), a trzecie Madryt-Barajas (66,1 mln, +9,9 proc.). Kolejne były Frankfurt z wynikiem 61,5 mln pasażerów (+3,7 proc.) oraz Barcelona, która obsłużyła 54,9 mln pasażerów (+10,3 proc.).

Rzym-Fiumicino uplasował się na szóstym miejscu, jednak jako jedyny z pierwszej dziesiątki zanotował ponad 20-procentowy wzrost – dokładnie 20,8 proc. Do grona dziesięciu największych lotnisk UE dołączyły Ateny-Eleftherios Venizelos, które dzięki wzrostowi o 19,6 proc. wyprzedziły Paryż-Orly i objęły dziesiątą pozycję.

Tata Electronics i Intel rozpoczynają współpracę przy produkcji półprzewodników

0

Intel oraz Tata Electronics podpisały 8 grudnia memorandum o współpracy, w ramach którego amerykański producent półprzewodników ma zostać jednym z pierwszych kluczowych odbiorców produktów wytwarzanych w planowanych indyjskich zakładach półprzewodnikowych Tata. Informację tę przekazał indyjski konglomerat w oficjalnym komunikacie.

Zgodnie z ustaleniami, Intel i Tata Electronics będą analizować możliwość wytwarzania komponentów półprzewodnikowych oraz prowadzenia procesu montażu i testowania dla produktów Intela w powstającej fabryce Tata w Dholera, w stanie Gudźarat. Współpraca obejmuje również potencjalne wykorzystanie zakładu w stanie Assam. Partnerstwo zakłada także rozwój zaawansowanych technologii budowy i integracji układów scalonych oraz wspólne działania na rzecz zwiększenia dostępności komputerów osobistych wykorzystujących sztuczną inteligencję na indyjskim rynku konsumenckim i korporacyjnym.

W komunikacie prezes Intela Lip-Bu Tan podkreślił, że współpraca z Tata Electronics stanowi istotną szansę na szybkie skalowanie działalności na jednym z najszybciej rozwijających się rynków technologicznych. Projekty te mają wspierać budowę kompleksowego ekosystemu produkcji półprzewodników w Indiach. Zaznaczył, że rosnący popyt na nowoczesne komputery oraz szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji w Indiach tworzą sprzyjające warunki dla długofalowego partnerstwa obu firm.

Z kolei prezes i dyrektor zarządzający Tata Electronics, dr Randhir Thakur, podkreślił, że memorandum porozumienia jest spójne z długoterminową strategią spółki w obszarach elektroniki kontraktowej, montażu i testowania półprzewodników oraz przyszłej produkcji waferów. Jak wskazał, współpraca z Intelem ma umożliwić budowę odpornego i wiarygodnego łańcucha dostaw dla klientów, poprawić konkurencyjność kosztową oraz skrócić czas wprowadzania produktów na rynek. Zaznaczył również, że partnerstwo zwiększy elastyczność operacyjną i pozwoli lepiej odpowiedzieć na rosnący popyt na rozwiązania obliczeniowe nowej generacji oparte na sztucznej inteligencji w Indiach.

Bundeswehra testowała roje dronów wykorzystujących sztuczną inteligencję

Niemiecka armia w poniedziałek z powodzeniem przeprowadziła testy rojów dronów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Próby odbyły się na poligonie Altmark w Saksonii-Anhalt i są uznawane za ważny krok w kierunku szerszego wdrażania systemów autonomicznych w Bundeswehrze. Jak poinformowała niemiecka agencja prasowa DPA, w realizacji projektu uczestniczyło ponad dziesięć firm z branży obronnej, w tym startupy Helsing oraz Stark Defence.

Podczas testów wojsko wykorzystało system dowodzenia „Command & Control Unmanned Management System”, który umożliwia łączenie różnych typów dronów w jedną sieć – od platform rozpoznawczych po amunicję krążącą. Oprogramowanie pozwala na jednoczesne zarządzanie wieloma bezzałogowcami, nawet w warunkach zakłócania sygnału GPS lub przerwania łączności. Maszyny neutralizowały wyznaczone cele bez użycia ładunków wybuchowych. Przebieg testów nadzorowało wojskowe Biuro Planowania, przy wsparciu nowo utworzonego Centrum Innowacji Bundeswehry.

Jak podkreślono w komunikacie armii, udany test pokazuje, że Bundeswehra jest gotowa do praktycznego wdrażania systemów opartych na sztucznej inteligencji, w tym amunicji krążącej. Zaznaczono również, że doświadczenia zdobyte podczas prób stanowią podstawę do dalszego rozwijania autonomicznych technologii bojowych.

Przeprowadzone testy wpisują się w szeroki program modernizacji niemieckich sił zbrojnych, który przyspieszył po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Berlin inwestuje znaczne środki w rozwój dronów oraz systemów przeciwdronowych, a minister obrony Boris Pistorius zapowiedział, że w najbliższych latach na technologie bezzałogowe przeznaczone zostanie około 10 mld euro. Niemcy zleciły również firmom Helsing, Stark Defence i Rheinmetall produkcję dronów kamikadze o wartości nawet 900 mln euro dla nowej brygady stacjonującej na Litwie.

Test w Altmark jest też zgodny z koncepcją NATO dotyczącą tzw. operacji wielodomenowych, w których działania lądowe, powietrzne, morskie, cybernetyczne i kosmiczne mają być ze sobą ściśle zintegrowane. Zastosowanie autonomicznych rojów dronów postrzegane jest jako jedno z narzędzi zwiększenia przewagi operacyjnej państw sojuszu w przyszłych konfliktach.

Google zapowiada konsumenckie okulary z AI. Premiera planowana na 2026 rok

Google zapowiedział, że w 2026 roku wprowadzi na rynek pierwsze konsumenckie okulary wyposażone w sztuczną inteligencję. Urządzenia będą działać w oparciu o nową platformę Android XR i zostaną zintegrowane z asystentem AI Gemini. Firma poinformowała, że projekt realizowany jest we współpracy z partnerami technologicznymi i modowymi, w tym z Samsungiem, Warby Parker, Gentle Monster oraz Xreal.

Według zapowiedzi Google, w ofercie znajdą się zarówno lekkie okulary obsługiwane głosem, jak i bardziej zaawansowane modele z wyświetlaczami wbudowanymi w soczewki. Użytkownicy będą mogli korzystać z funkcji takich jak nawigacja krok po kroku, tłumaczenia w czasie rzeczywistym czy szybki dostęp do informacji bez konieczności sięgania po smartfona. Koncern z Mountain View podkreśla, że celem jest stworzenie urządzeń dyskretnych i wygodnych w codziennym użytkowaniu.

Wejście Google na rynek następuje w czasie dynamicznego rozwoju segmentu inteligentnych okularów. Od premiery w październiku 2023 roku sprzedano już ponad 2 mln sztuk Ray-Ban Meta, które zapewniły Meta Platforms dominującą pozycję na rynku. W pierwszej połowie 2025 roku firma kontrolowała ponad 70 proc. globalnej sprzedaży smart glasses. Partner produkcyjny Meta, EssilorLuxottica, odnotował w tym okresie ponad trzykrotny wzrost przychodów z tego segmentu w porównaniu rok do roku.

Z danych firmy Counterpoint Research wynika, że w pierwszej połowie 2025 roku globalne dostawy inteligentnych okularów wzrosły o około 110 proc. rok do roku. Analitycy szacują, że cały rynek zwiększy się o około 60 proc. w skali 2025 roku, a w latach 2024–2029 tempo wzrostu pozostanie bardzo wysokie. Głównym czynnikiem napędzającym sprzedaż mają być modele wyposażone w funkcje oparte na sztucznej inteligencji, takie jak sterowanie głosowe, rozpoznawanie obrazu czy integracja z cyfrowymi asystentami.

Rynek inteligentnych okularów przyciąga także innych gigantów technologicznych. Apple, według informacji Bloomberga i Reutersa, pracuje nad własnymi smart glasses, których premiera miałaby nastąpić pod koniec 2026 roku. Firma ma traktować je jako ważny element strategii rozwoju urządzeń opartych na AI i częściowo przeniosła zasoby z projektu Vision Pro na rozwój lżejszych, codziennych okularów. Oznacza to, że w najbliższych latach konkurencja w tym segmencie może znacząco się zaostrzyć.

USA próbują zablokować unijny plan użycia rosyjskich aktywów na rzecz Ukrainy

Waszyngton stara się wywrzeć wpływ na decyzje państw Unii Europejskiej dotyczące zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego – poinformowała 5 grudnia agencja Bloomberg. Według jej źródeł administracja USA próbuje zablokować unijny plan wykorzystania tych środków jako zabezpieczenia dużej pożyczki dla Ukrainy. Amerykańscy urzędnicy mają przekonywać europejskich sojuszników, że pieniądze powinny pozostać „w rezerwie”. Ich zdaniem mogłyby one zostać użyte w przyszłości jako element ewentualnych rozmów pokojowych między Kijowem a Moskwą. USA obawiają się, że wykorzystanie tych aktywów już teraz ograniczyłoby pole manewru w negocjacjach z Rosją.

W tle tych działań Unia Europejska poszukuje sposobów na zapewnienie Ukrainie długoterminowego wsparcia. Komisja Europejska zaproponowała wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki o wartości do 90 mld euro. Środki te miałyby zostać przeznaczone na pokrycie potrzeb wojskowych i gospodarczych Ukrainy w ciągu najbliższych dwóch lat. Łącznie na terenie Europy zamrożono około 210 mld euro rosyjskich aktywów, z czego blisko 185 mld euro znajduje się w belgijskiej instytucji Euroclear. W ocenie Komisji taki mechanizm pozwala ominąć bariery prawne, które utrudniają bezpośrednią konfiskatę tych środków.

Europejscy przywódcy szybko zareagowali na amerykańskie sugestie. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz podkreślił, że decyzje w sprawie rosyjskich aktywów należą do Unii Europejskiej, a nie do Stanów Zjednoczonych. Zaznaczył, że Berlin nie zgadza się na oddanie kontroli nad tymi środkami USA. Według niego pieniądze powinny zostać wykorzystane bezpośrednio na wsparcie Ukrainy, a nie stać się narzędziem geopolitycznych targów poza Europą. Podobne stanowisko miały wyrazić także inne stolice unijne.

Napięcia rosną, ponieważ Waszyngton traktuje zamrożone aktywa jako ważny instrument przyszłych rozmów z Moskwą. W listopadzie pojawił się amerykański, 28-punktowy plan pokojowy. Zakładał on przeznaczenie około 100 mld dolarów z rosyjskich środków na odbudowę Ukrainy pod nadzorem USA. Połowa zysków miałaby pozostać po stronie amerykańskiej, a reszta trafić do wspólnego amerykańsko-rosyjskiego funduszu inwestycyjnego. Propozycja ta spotkała się jednak z chłodnym przyjęciem w Europie.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała, że przekazała amerykańskiemu sekretarzowi skarbu Scottowi Bessentowi wolę kontynuowania unijnego podejścia. Chodzi o system pożyczek zabezpieczonych rosyjskimi aktywami, który ma pozwolić szybko uruchomić środki dla Kijowa. Oficjalnie rozmowy, jak relacjonuje von der Leyen, przebiegały w dobrej atmosferze. Doniesienia Bloomberga wskazują jednak, że za kulisami USA nadal starają się wpływać na stanowisko państw UE. Spór pokazuje, jak duże znaczenie polityczne i strategiczne ma dziś kontrola nad zamrożonymi rosyjskimi pieniędzmi.

Orbán zabezpiecza rosyjski gaz przez TurkStream. Erdogan obiecuje dalszy tranzyt na Węgry

Węgierski premier Viktor Orbán poinformował w poniedziałek, że uzyskał od prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana zapewnienie dotyczące dalszego tranzytu rosyjskiego gazu ziemnego na Węgry przez gazociąg TurkStream. Informacja ta została przekazana podczas konferencji prasowej w Stambule, która odbyła się po siódmym posiedzeniu Wysokiego Szczebla Rady Współpracy Strategicznej pomiędzy Węgrami a Turcją. Orbán zaznaczył, że rozmowy z tureckim przywódcą koncentrowały się na bezpieczeństwie dostaw oraz stabilności energetycznej Węgier. Podkreślił również znaczenie ścisłej współpracy z Turcją w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Szef węgierskiego rządu wskazał, że strona turecka zadeklarowała dalsze gwarantowanie transportu rosyjskiego gazu na Węgry. Jak poinformował, tylko w bieżącym roku Budapeszt odebrał za pośrednictwem gazociągu TurkStream około 7,5 mld metrów sześciennych surowca. Orbán dodał, że magistrala ta pozostaje jednym z kluczowych elementów węgierskiego systemu energetycznego.

Zapowiedź węgierskiego premiera pojawiła się kilka dni po tym, jak 3 grudnia Unia Europejska uzgodniła plan całkowitego zakazu importu rosyjskiego gazu do końca 2027 roku, obejmujący także dostawy realizowane przez TurkStream. Węgry i Słowacja zapowiedziały zaskarżenie tej decyzji do Trybunału Sprawiedliwości UE. Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó określił unijną dyrektywę jako „niemożliwą do wdrożenia” z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego regionu. Budapeszt argumentuje, że nie dysponuje realnymi alternatywami dla obecnych tras dostaw.

Gazociąg TurkStream, biegnący pod Morzem Czarnym, składa się z dwóch nitek o łącznej przepustowości 31,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Po zakończeniu umowy tranzytowej między Rosją a Ukrainą z początkiem 2025 roku stał się on jedyną trasą, którą rosyjski gaz rurociągowy trafia jeszcze do Europy. Według danych cytowanych przez agencję Reuters, w ciągu pierwszych jedenastu miesięcy tego roku dostawy gazu do Europy przez TurkStream wyniosły 16,3 mld metrów sześciennych. Rok wcześniej wolumen ten wynosił 15,2 mld metrów sześciennych.

ICEYE pokazało pierwsze zdjęcia z wojskowego satelity RP

Firma ICEYE pokazała w poniedziałek pierwsze zdjęcia wykonane przez satelitę należącego do Sił Zbrojnych RP, który trafił na orbitę 28 listopada 2025 roku. Udostępnione obrazy przedstawiają wybrane miejsca w Polsce w bardzo wysokiej rozdzielczości, m.in. centrum Warszawy, Gdańsk, Tatry oraz fragmenty zachodniej granicy. To pierwsza publiczna prezentacja możliwości nowego satelity, który stał się częścią wojskowego systemu rozpoznania z kosmosu.

Do opublikowanych materiałów odniósł się premier Donald Tusk, publikując na platformie X zobrazowanie Gdańska i podkreślając wagę całego projektu. W swoim wpisie podziękował również prezesowi ICEYE Rafałowi Modrzewskiemu za współpracę. Głos zabrał także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który zwrócił uwagę, że są to pierwsze w historii obrazy Warszawy, Gdańska i Tatr wykonane przez polski wojskowy system rozpoznawczy.

Satelita został zbudowany w ramach programu MikroSAR, realizowanego przez polsko-fińskie konsorcjum ICEYE we współpracy z Wojskowymi Zakładami Łączności nr 1. Pierwsze zobrazowania wykonano 2 grudnia, czyli kilka dni po umieszczeniu satelity na orbicie. Na jego pokładzie znajduje się radar z syntetyczną aperturą (SAR), który umożliwia prowadzenie obserwacji zarówno w dzień, jak i w nocy, niezależnie od pogody. Technologia ta pozwala „zajrzeć” przez chmury, mgłę czy dym, a maksymalna deklarowana rozdzielczość obrazów sięga 25 centymetrów na piksel.

Prezes ICEYE Rafał Modrzewski poinformował, że pierwsze zdjęcia wykonano już około tydzień po starcie satelity. Jak zaznaczył, ich jakość potwierdza bardzo wysoki – światowy – poziom technologii zastosowanej w systemie. Według niego jest to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych radarowych systemów obserwacji Ziemi dostępnych na rynku.

Obecnie satelita znajduje się w fazie testów i kalibracji, zanim zostanie正式 przekazany Siłom Zbrojnym RP. To pierwsza z trzech jednostek zamówionych przez Ministerstwo Obrony Narodowej w maju 2025 roku, przy czym umowa pozwala na domówienie kolejnych trzech satelitów. Wartość kontraktu to około 860 mln zł, a pełną gotowość operacyjną system ma osiągnąć w 2026 roku.

Od podpisania umowy do wyniesienia pierwszego satelity na orbitę minęło około sześć miesięcy, co resort obrony uznaje za duży sukces organizacyjny i technologiczny. Kolejne satelity w ramach programu MikroSAR mają trafić na orbitę w 2026 roku. Po zakończeniu budowy całej konstelacji Polska ma stać się pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, który będzie dysponował własnym, pełnym wojskowym systemem rozpoznania satelitarnego.

Gemini kolejnym nośnikiem reklam. Google szykuje monetyzację chatbota AI

Google poinformował część klientów reklamowych, że planuje wprowadzić reklamy do swojego chatbota AI Gemini, przy czym pierwsze wdrożenia miałyby ruszyć najwcześniej w 2026 roku. Takie informacje przekazali przedstawiciele kilku agencji mediowych, z którymi rozmawiał serwis Adweek. Według relacji reklamodawców były to pierwsze tak bezpośrednie sygnały ze strony firmy dotyczące zamiaru monetyzacji samodzielnej platformy Gemini. Rozmowy miały odbywać się w ostatnich dniach, w ramach oddzielnych spotkań z co najmniej dwoma dużymi klientami reklamowymi.

Na tym etapie Google nie zdradza jeszcze szczegółów dotyczących planowanych formatów reklam, zasad rozliczeń czy harmonogramu testów. Reklamodawcy nie otrzymali też żadnych makiet ani materiałów technicznych pokazujących, jak reklamy mogłyby wyglądać w interfejsie Gemini. Spółka podkreśla przy tym, że projekt ten jest odrębny od reklam wyświetlanych w AI Mode – konwersacyjnym trybie wyszukiwania opartym na sztucznej inteligencji, uruchomionym w marcu 2025 roku, gdzie testy reklam już trwają.

Plany związane z Gemini wpisują się w szerszą strategię Google polegającą na stopniowym rozszerzaniu wykorzystania reklamy opartej na AI na kolejne produkty. Firma testuje reklamy w AI Mode co najmniej od maja 2025 roku, a ich obecność w wynikach rozmów z asystentem była w ostatnich miesiącach coraz bardziej widoczna. Tego typu komunikaty reklamowe są automatycznie tworzone na bazie istniejących kampanii Search, Shopping oraz Performance Max i pojawiają się bezpośrednio w odpowiedziach generowanych przez AI lub tuż pod nimi.

Na początku grudnia Google udostępnił globalnie – dla wszystkich kont anglojęzycznych – narzędzia Ads Advisor oraz Analytics Advisor, oparte na modelach Gemini. Mają one pomagać m.in. w automatycznej optymalizacji kampanii, proponowaniu nowych słów kluczowych oraz wdrażaniu rekomendowanych zmian po akceptacji użytkownika. Działania te są elementem szerszego planu, zakładającego głębszą integrację sztucznej inteligencji z całym ekosystemem reklamowym Google.

Decyzja o rozpoczęciu monetyzacji Gemini zapada w warunkach rosnącej konkurencji na rynku chatbotów AI oraz silnej presji na uzyskanie zwrotu z wielomiliardowych inwestycji w infrastrukturę sztucznej inteligencji. W trzecim kwartale 2025 roku Alphabet po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 100 mld dolarów przychodów kwartalnych, z czego 74,2 mld dolarów pochodziło z reklamy – to wzrost o 13 procent rok do roku. Jednocześnie spółka podniosła prognozę nakładów inwestycyjnych na cały rok do 91–93 mld dolarów, zaznaczając, że zdecydowana większość środków zostanie przeznaczona na rozwój infrastruktury AI.

Podobne wyzwania stoją przed konkurentami Google. OpenAI również znajduje się pod presją, by zwiększać przychody z własnych produktów. Krótko przed informacjami o planach Google wobec Gemini firma wycofała promocyjne sugestie aplikacji w ChatGPT po fali krytyki ze strony użytkowników, którzy odebrali je jako formę reklamy. OpenAI podkreśla obecnie, że nie wyświetla płatnych reklam w swoich usługach. Według branżowych prognoz do 2026 roku nawet około jednej czwartej wyszukiwań w internecie może odbywać się za pośrednictwem chatbotów, co dla Google oznacza potencjalne wyzwanie dla dotychczasowej dominacji w reklamach związanych z wyszukiwaniem.

Departament Handlu USA dopuści eksport układów Nvidia H200 do Chin

Departament Handlu Stanów Zjednoczonych ma w najbliższym czasie dopuścić eksport układów sztucznej inteligencji Nvidia H200 do Chin. Informację tę jako pierwsze podało Semafor, a następnie potwierdziła agencja Reuters, powołując się na osoby zaznajomione z decyzją. Zmiana wpisuje się w szersze rozmowy handlowo-technologiczne między administracją Donalda Trumpa a władzami w Pekinie i oznacza złagodzenie części ograniczeń nałożonych wcześniej na eksport zaawansowanych chipów AI.

H200 to procesor graficzny oparty na architekturze Hopper. Według danych Nvidii jest to pierwszy układ tej firmy wyposażony w 141 GB pamięci HBM3e o przepustowości 4,8 TB/s, co stanowi znaczący wzrost względem modelu H100 zarówno pod względem pojemności, jak i szybkości pamięci. Parametry te pozwalają obsługiwać bardzo duże modele generatywnej AI przy mniejszej liczbie kart. Jednocześnie H200 pozostaje generację za najnowszą rodziną Blackwell, co z perspektywy rządu USA ma ograniczać ryzyko przekazania Chinom najbardziej zaawansowanych rozwiązań.

Jak wynika z doniesień Semafor i Reutersa, Departament Handlu stara się pogodzić dwa cele: z jednej strony utrzymać przewagę technologiczną USA w kluczowym sektorze, z drugiej – nie odcinać amerykańskich producentów od ogromnego rynku zbytu. Zgoda na eksport H200 miałaby otworzyć przed Nvidią możliwość powrotu na rynek chiński w segmencie wysokowydajnych układów, przy jednoczesnym utrzymaniu zakazu sprzedaży najnowszych chipów opartych na architekturze Blackwell.

Krok ten stanowi odejście od wcześniejszej, bardziej restrykcyjnej linii polityki eksportowej przyjętej za poprzedniej administracji. W ostatnich latach zasady zostały tak zaostrzone, że z chińskiego rynku wycofano m.in. układy A100 i H100, a ich miejsce miały zająć specjalnie „osłabione” wersje, jak Nvidia H20. Rozwiązanie to nie przyniosło jednak oczekiwanych efektów, ponieważ chińskie władze zaczęły naciskać na krajowe firmy, aby rezygnowały z takich produktów i rozwijały własne alternatywy.

Plany Departamentu Handlu wywołały natychmiastową reakcję w Kongresie. Kilka dni wcześniej ponadpartyjna grupa senatorów, z republikaninem Pete’em Ricketts’em i demokratą Chrisem Coonsem na czele, przedstawiła projekt ustawy SAFE Chips Act. Przewiduje on 30-miesięczne wstrzymanie wydawania nowych licencji eksportowych na najbardziej zaawansowane układy AI dla Chin, Rosji, Iranu i Korei Północnej. Według uzasadnienia projektu celem jest uniemożliwienie potencjalnym rywalom dostępu do chipów o wyższej wydajności niż te, na które już dziś wydano zgody eksportowe.

W ostatnich dniach prezydent Nvidii Jensen Huang spotkał się w Waszyngtonie z Donaldem Trumpem, aby omówić przyszłość amerykańskich regulacji eksportowych. Po rozmowach Huang przyznał w rozmowie z mediami, że nie ma pewności, czy chińskie firmy będą w ogóle zainteresowane zakupem H200, nawet jeśli USA złagodzą przepisy. Jak zaznaczył, rynek w Chinach jest coraz bardziej niechętny „sztucznie ograniczanym” chipom, projektowanym wyłącznie po to, by spełnić amerykańskie limity, a władze w Pekinie wyraźnie promują krajowe rozwiązania.

Równolegle, jak wynika z szacunków przedstawicieli Departamentu Handlu cytowanych m.in. przez Reuters, chiński sektor półprzewodnikowy – z Huawei na czele – przyspiesza rozwój własnych układów AI, ale jego możliwości produkcyjne pozostają ograniczone. Według tych danych, w 2025 roku chińscy producenci będą w stanie wytworzyć maksymalnie ok. 200 tys. zaawansowanych chipów AI, podczas gdy w poprzednich latach krajowe firmy mogły legalnie importować nawet około 1 mln „obniżonych” układów Nvidii przeznaczonych na tamten rynek.

Mimo restrykcji eksportowych, największe chińskie koncerny technologiczne – takie jak Alibaba czy twórcy modeli pokroju DeepSeek – zdołały opracować konkurencyjne modele generatywnej sztucznej inteligencji, korzystając z połączenia zapasów zachodnich chipów i rozwijanych lokalnie rozwiązań. Eksperci zwracają jednak uwagę, że skalowanie takich systemów do poziomu największych amerykańskich modeli utrudniają ograniczona wydajność rodzimych układów, przepustowość pamięci oraz brak dostępu do najnowocześniejszych procesów litograficznych. W tym kontekście dopuszczenie H200 do eksportu mogłoby wyraźnie przyspieszyć rozwój infrastruktury AI w Chinach, choć nadal bez przekazywania najpotężniejszych dostępnych na rynku chipów.

Ani Departament Handlu USA, ani Nvidia nie wydały dotąd szczegółowych komunikatów dotyczących warunków eksportu H200 do Chin. Ostateczny kształt polityki może zależeć od losów projektu SAFE Chips Act w Kongresie, który ma zablokować możliwość łagodzenia obecnych ograniczeń. W najbliższych tygodniach rozstrzygnie się więc nie tylko to, czy chińskie firmy otrzymają dostęp do H200, ale też, czy Stany Zjednoczone zmienią podejście do eksportu zaawansowanych technologii w rywalizacji z Pekinem.

Strukturalne problemy niemieckiej gospodarki. Lawinowy wzrost upadłości firm

Niemiecka gospodarka stoi w obliczu największej fali upadłości przedsiębiorstw od ponad dekady. Z najnowszego raportu agencji kredytowej Creditreform wynika, że w 2025 roku niewypłacalność ogłosi około 23,9 tys. firm, co oznacza wzrost o 8,3 proc. w ujęciu rocznym. To najwyższy poziom od 2014 roku i wyraźny sygnał utrzymujących się problemów strukturalnych w największej gospodarce Europy. Choć tempo wzrostu liczby bankructw wyhamowało w porównaniu z latami 2023–2024, gdy sięgało około 20 proc. rocznie, skala zjawiska pozostaje wysoka. Creditreform wskazuje, że jest to efekt przedłużającej się słabości gospodarczej, wysokich kosztów energii oraz rosnących obciążeń regulacyjnych.

Autorzy raportu podkreślają, że wiele przedsiębiorstw funkcjonuje przy wysokim poziomie zadłużenia i ma ograniczony dostęp do finansowania zewnętrznego. Szczególnie narażony na problemy pozostaje sektor małych i średnich firm, który odgrywa kluczową rolę w niemieckiej gospodarce. Mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 10 pracowników stanowią 81,6 proc. wszystkich przypadków niewypłacalności. Łączne straty wierzycieli z tytułu upadłości firm w 2025 roku szacowane są na około 57 mld euro, czyli nieco mniej niż rok wcześniej. Skutki bankructw mogą dotknąć około 285 tys. pracowników.

Negatywne tendencje obejmują również gospodarstwa domowe. Liczba upadłości konsumenckich ma w 2025 roku wzrosnąć o 6,5 proc., do około 76,3 tys. przypadków, co będzie najwyższym poziomem od 2016 roku. Creditreform szacuje, że obecnie blisko 5,67 mln mieszkańców Niemiec jest nadmiernie zadłużonych. Eksperci wskazują, że wpływ na ten stan mają m.in. wysokie koszty utrzymania, ograniczenia dochodów oraz pogorszenie sytuacji na rynku pracy w części sektorów gospodarki.

Mimo zapowiadanych przez rząd inwestycji w infrastrukturę i obronność, perspektywy na 2026 rok oceniane są ostrożnie. Zdaniem Creditreform niemiecka gospodarka stopniowo traci konkurencyjność, a wysokie koszty prowadzenia działalności, rozbudowana biurokracja i słaby wzrost będą nadal sprzyjać niewypłacalnościom. Dodatkowym obciążeniem pozostają wysokie ceny energii, słaby popyt na kluczowych rynkach eksportowych oraz rosnąca konkurencja ze strony Chin. Po dwóch latach recesji oczekuje się, że wzrost gospodarczy Niemiec w 2025 roku pozostanie jedynie minimalny.

Zełenski: brak zgody w rozmowach pokojowych w sprawie Donbasu

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził w poniedziałek, że uczestnicy rozmów pokojowych prowadzonych z udziałem Stanów Zjednoczonych pozostają podzieleni w sprawie ewentualnych ustępstw terytorialnych. Jak wskazał, nie udało się wypracować wspólnego stanowiska dotyczącego przyszłego statusu Donbasu, obejmującego obwody doniecki i ługański. Kwestia kontroli nad wschodnimi regionami Ukrainy nadal należy do głównych tematów negocjacji.

W rozmowie telefonicznej z agencją Bloomberg Zełenski podkreślił, że część założeń amerykańskiej propozycji pokojowej wymaga dalszych uzgodnień. Dotyczy to między innymi gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy oraz zasad sprawowania administracji i nadzoru nad obszarami objętymi konfliktem. Jak zaznaczył, są to „wrażliwe kwestie”, w których stronom wciąż trudno osiągnąć porozumienie.

Deklaracja Zełenskiego zbiegła się w czasie z wypowiedzią prezydenta USA Donalda Trumpa, który wyraził rozczarowanie tym, że ukraiński przywódca nie zapoznał się jeszcze w pełni z przedstawioną mu propozycją pokojową. Trzydniowe rozmowy negocjatorów ze Stanów Zjednoczonych i Ukrainy na Florydzie zakończyły się w miniony weekend, nie przynosząc przełomu w najważniejszych spornych kwestiach.

Zmiany w kierownictwie PGE. Dariusz Lubera p.o. prezesa

Rada nadzorcza Polskiej Grupy Energetycznej odwołała 8 grudnia Dariusza Marca ze stanowiska prezesa zarządu spółki. Stanowisko stracił również wiceprezes ds. operacyjnych Maciej Górski. Marzec kierował największym producentem energii elektrycznej w Polsce od marca 2024 roku, obejmując stery w czasie istotnych zmian regulacyjnych i finansowych w sektorze energetycznym. Decyzja zapadła kilka dni po przetasowaniach w radzie nadzorczej, do której 4 grudnia – na żądanie ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna – dołączyli Dariusz Lubera i Piotr Stolarczyk, zastępując Małgorzatę Banasik i Sławomira Patyrę.

W komunikacie PGE podkreślono, że uchwała rady nadzorczej nie zawiera uzasadnienia ani wskazania przyczyn zmian personalnych. Spółka przypomniała jednocześnie, że jest największym przedsiębiorstwem elektroenergetycznym w kraju, notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Skarb Państwa posiada w PGE nieco poniżej 61 proc. akcji, co daje mu pozycję głównego akcjonariusza i kluczowy wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk. Brak oficjalnego wyjaśnienia sprawia, że okoliczności odwołania władz spółki pozostają niejasne i są szeroko komentowane na rynku.

Kadencja Dariusza Marca przypadła na okres poważnych wyzwań finansowych dla PGE. W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku spółka wykazała 6,5 mld zł straty netto, głównie w związku z koniecznością wyzerowania wartości aktywów wytwórczych opartych na węglu brunatnym i kamiennym. Było to konsekwencją zmieniającego się otoczenia regulacyjnego oraz presji transformacji energetycznej, wymuszającej odchodzenie od paliw kopalnych. Jednocześnie grupa realizowała rekordowy program inwestycyjny – nakłady sięgnęły 7,6 mld zł w ciągu dziewięciu miesięcy, obejmując m.in. projekty infrastrukturalne i rozwój nowych mocy wytwórczych.

Na odbiór społeczny kadencji Marca wpływ miały również doniesienia o wydatkach na najwyższym szczeblu zarządczym. W styczniu 2025 roku media opisały zakup drogich samochodów dla członków zarządu oraz kosztowny remont gabinetów w centrali PGE. Sprawa wywołała szeroką dyskusję publiczną na temat zasadności takich kosztów w spółce z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Do prokuratury trafiło zawiadomienie, co dodatkowo wzmogło presję opinii publicznej i związków zawodowych na władze PGE.

Funkcję pełniącego obowiązki prezesa PGE objął 59-letni Dariusz Lubera, który od lat związany jest z sektorem energetycznym. W latach 2008–2015 kierował grupą Tauron, a w 2010 roku doprowadził ją do debiutu na warszawskiej giełdzie. Lubera jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Akademii Ekonomicznej w Krakowie, co łączy wykształcenie techniczne z przygotowaniem menedżerskim i ekonomicznym. Od 2017 roku prowadził działalność gospodarczą w sektorze prywatnym, a do rady nadzorczej PGE został powołany zaledwie cztery dni przed objęciem obowiązków p.o. prezesa. Zgodnie z decyzją rady nadzorczej ma pełnić tę funkcję tymczasowo – przez okres do trzech miesięcy, do czasu wyłonienia nowego, stałego składu zarządu.

„Szponcić” Młodzieżowym Słowem Roku 2025. Wyniki jubileuszowego plebiscytu PWN

X jubileuszowy Plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku 2025, organizowany przez Wydawnictwo Naukowe PWN, został oficjalnie rozstrzygnięty. Tegoroczna edycja pokazała, że choć język młodzieży pozostaje pod wyraźnym wpływem internacjonalizmów, kodów liczbowych i innowacji środowiskowych, to właśnie słowa dobrze zakorzenione w polszczyźnie – lecz używane w odświeżonych, kreatywnych znaczeniach – zdobyły w tym roku największą sympatię młodych internautów.

szponić słowo roku 2025Najwięcej głosów zgromadził czasownik szponcić, wraz z jego rzeczownikową formą szpont. Wyrazy te, obecne wcześniej w polszczyźnie historycznej, regionalnej oraz w dawnych żargonach przestępczych, tradycyjnie odnosiły się do ‘rozrabiania’, ‘kombinowania’ czy ‘oszukiwania’. Dziś – w języku młodzieży – oznaczają przede wszystkim spontaniczne, energiczne działanie, często o improwizowanym charakterze i nie zawsze w pełni legalne.
Szpont funkcjonuje z kolei jako nazwa efektu takich działań: epizodu, który dodaje kolorytu codziennym sytuacjom lub opisuje zaskakujący zbieg okoliczności.

Jury postanowiło przyznać swoją Nagrodę również tym słowom, podkreślając, że znakomicie ilustrują żywiołowość, humor i spontaniczność młodzieżowej komunikacji. Dawne formy, twórczo przekształcone, zyskały nowe życie i semantyczną świeżość, stając się przykładem kreatywnego wykorzystania zasobów języka polskiego w codziennych kontaktach.

Drugie miejsce zajął się znak liczbowy 6 7 (67, six seven, sześć siedem) – idiom środowiskowy oparty na grze liczbami, wariantami graficznymi i gestami. To przykład wewnętrznego kodu grupowego i sposobu budowania młodzieżowej tożsamości poprzez język.

Wyróżnienie otrzymał także zrost OKPA. Wyraz ten funkcjonuje jako przykład ekspresywnej etykiety językowej, sygnalizującej zakończenie rozmowy – zwłaszcza wtedy, gdy nie przebiega ona po myśli nadawcy. OKPA pełni rolę komunikacyjnego „cięcia”, wyrażającego znużenie, lub chęć zakończenia kontaktu, a przy tym nadaje interakcji spontaniczny, nieformalny ton.

Na kolejnych pozycjach znalazły się: leksem klasa, który w nowych kontekstach przyjmuje funkcję wyrażenia oceniającego, odnoszącego się do stylu, jakości i prestiżu, oraz
internacjonalizmy związane z oceną wyglądu i jakości, m.in. tuff, a także pozytywne etykiety osób: GOAT i twin.

Na uwagę zasługuje także przymiotnik freaky, który – choć uzyskał mniej głosów – pozostaje wyrazistym markerem współczesnej „dziwaczności” i nietypowych upodobań.

Zachęcamy do zapoznania się z komentarzami jury:

  • Szponcić świat słowami, czyli pragmatyka rządzi Anna Wileczek
  • Różowe okulary Marek Łaziński
  • Twórcza igraszka Ewa Kołodziejek
  • Cisi bohaterowie Bartek Chaciński

oraz komentarzem prof. Jana Miodka Słowo Roku 2025.

Szponcić świat słowami, czyli pragmatyka rządzi – Anna Wileczek

Młodzieżowe słowo roku 2025 pokazuje, że język młodych nie tyle opisuje świat, ile go szponci – czyli performuje, rozgrywa, nadaje mu rytm i aurę na swoich warunkach. Nie chodzi tu o precyzyjne znaczenia, ani o gramatyczną przewidywalność – pierwszeństwo ma pragmatyka, czyli to, jak słowo działa w interakcji. Jaki efekt wywołuje. Kiedy młodzi mówią o szponceniu i szponcie, nie oczekują precyzyjnych znaczeń, lecz efektu: wspólnotowego żartu, jakiejś spontaniczności, ekspresji, aktywności często poza sferą oczekiwanych i zastanych form i norm. Podobnie 6_7 – idiom cyfrowy nie musi niczego znaczyć, bo jego siła tkwi w rytmie, w powtarzalności, w tym, że można nim „podbić” rozmowę lub wywołać spontaniczny śmiech. OKPA z kolei jest etykietalnym słownym „gestem”, znakiem pożegnania, w którym rozmówca powinien jednak wyczuć element dystansowania się, zniecierpliwienia niczym w kultowym powiedzeniu: „Nie chce mi się z Tobą gadać”.

W tym świecie gramatyka jest tylko materiałem do językowej gry. Zapożyczenia takie jak tuff, GOAT (czy to w wersji zdrobniałej: goacik czy feminatywnej: goaciara) lub zredukowane do dwóch liter fr pokazują, że normy można naginać, a formy nicować, deformować i skracać – bo liczy się efekt pragmatyczny. Semantyka jest tu bardzo pojemna, trudna do precyzyjnego uchwycenia, często ironiczna i w dodatku ma coś z drzewa. Im dłużej słowo żyje, tym przyrosty znaczeń dookreślanych w kontekście są większe. I tak skibidi nie ma stabilnego znaczenia, lecz rytm i memiczny potencjał. .Brainrot nie opisuje tylko „stanu umysłu”, ale także specyfikę treści, a lowkey po prostu się używa, żeby zaznaczyć swoje zdystansowanie.

Warto przypomnieć, że w potocznych odmianach języka ta płaszczyzna relacji, gdy komunikat służy do błyskawicznego mapowania „swoich”, ma pierwszorzędne znaczenie. W tym kontekście angielskie twin, ale zręcznie anektowane do polszyzny (np. w zdaniu: „To jest mój twin”) to coś więcej niż przyjaciel. To pragmatyczna deklaracja tożsamościowej jedności („jesteśmy tacy sami”), która w świecie cyfrowego rozproszenia daje poczucie bezpieczeństwa. Z kolei wszechobecne bro działa trochę jak rozgrzewająca herbata w zimowe dni:  tworzy dobre skojarzenia i wprowadza pozytywne emocji niezależnie od stopnia zażyłości.

Ciekawym kontrapunktem dla operującego groteskowym humorem brainrotu jest renesans tradycyjnego wartościowania. Wysokie miejsca słów takich jak klasa czy szacun sugerują, że w performowaniu rzeczywistości młodzi szukają też stałych punktów odniesienia, przywołując słowa z językowej przeszłości. Klasa w 2025 roku to nie tylko elegancja, to najwyższy certyfikat jakości (takie first class) w zalewie bylejakości i „obciachu” – słowo to działa jak pieczęć zatwierdzająca coś, co jest autentycznie wartościowe. Podobnie szacun – to twarda i stała waluta w ekonomii uznania.

Na przeciwległym biegunie tej „przyszponconej” rzeczywistości leży energia freaky i estetyka sukcesu spod znaku slay. Bycie freaky to pragmatyczne przyzwolenie na dziwność, na wyjście poza schemat, slay zaś, mimo upływu lat, wciąż pozostaje pozytywnym werdyktem – nie opisuje czynności, lecz głosi triumf piękna isukcesu nad materią codzienności. W tym leksykalnym tyglu, gdy miesza się klasa z freaky, a bro ze szpontem, widać wyraźnie: młodzi nie chcą świata tylko nazywać. Oni chcą go „rozgrywać” po swojemu.

Różowe okulary – Marek Łaziński

Słowa zwycięskie w naszym plebiscycie przeważnie niosły emocje lub wartościowanie pozytywne, jak choćby zeszłoroczna sigma. Nie wiemy, czy takie wartościowanie pozytywne charakteryzuje komunikację młodych, czy tylko nastawienie do językowej zabawy. W każdym razie i w tym roku wygrało słowo, które można odczytać pozytywnie, choć pochodzenie ma nie do końca szlachetne.

Rzeczownik szpont oznaczał pierwotnie zatyczkę beczki, ale w slangu więziennym sprzed stu lat także oszustwo lub kradzież. Slang młodzieżowy przejął szpont tak jak liczne inne słowa więzienne i przekształcił coś bardzo złego na coś wyjątkowego, niespodziewanego, także pozytywnego  w swej wyjątkowości. Podobna zmiana znaczeniowa zaszła w wyrazie sztos, który wygrał nasz pierwszy plebiscyt, ale także wyrazie numer – wszystkie wymienione mają w znaczeniach abstrakcyjnych więzienne pochodzenie. Inne słowo z pierwszej dziesiątki, angielski czasownik slay pierwotnie oznaczał ‘zabić’ i to brutalnie. Znaczenie intensywności pozostało, ale podstawowe wartościowanie się zmieniło. Slay w slangu angielskim i polskim to coś wyjątkowego, zasługującego na uwagę, wspaniałego. Tak działają skojarzenia w języku, nie tylko młodzieżowym. Inne słowa z pierwszej dziesiątki także pasują do pozytywnego wzoru na slang, choć niektóre, jak OKPA mogą być używane ironicznie.

Niektórzy będą więc ubolewać, że plebiscyt znów wygrało słowo z dawnej grypsery, inni, ja też, będą się cieszyć, że język młodzieży naprawia złe słowa. Szpont (z końcówką dopełniacza -a lub -u), szponcić, także szponta (pomysł) nie są już słowami z tylko grypsery.

Geneza szpontu jest nie tylko tylko złodziejska. W pierwotnej wersji szpunt był notowany w polszczyźnie już w XV wieku. Jak wiele innych słów związanych z rzemiosłem i handlem zapożyczyliśmy szpunt z niemieckiego, a niemiecki ze średniowiecznej łaciny: (ex)punctum. Ponieważ zatyczka beczki jest mała, to przenośnie mówiono szpunt z sympatią o dzieciach (tak w słownikach XIX wieku). Współczesne znaczenia wyrazów abstrakcyjnych mają często wiele równoległych etymologii. Amelioracja znaczeń wyrazów jest zjawiskiem powszechnym (pejoratywizacje niestety też), nie tylko w polszczyźnie.

Twórcza igraszka – Ewa Kołodziejek

Młodzieżowa mowa to przede wszystkim zabawa z językiem. Eksperymenty słowne dotyczą i znaczeń wyrazów, i ich form. Igraszka z formą słowną bywa szczególnie atrakcyjna, bo efekt zaskoczenia jest natychmiast widoczny. Nowe słowa, co oczywiste w slangu, powstają wbrew regułom polszczyzny ogólnej i na tym polega ich pożądana świeżość. W slangowej twórczości żadne zasady nie obowiązują. Można na przykład skrócić słowo do jednej sylaby i o bliskim znajomym mówić bro (skrót angielskiego słowa brother). Można, utożsamiając się z czyjąś opinią, mówić rel (skrócone angielskie relatable) albo , bo i takie słowo, będące sygnałem różnorodnych emocji, pojawiło się w plebiscycie w 2023 roku. Można pójść dalej, zignorować samogłoski i skrócić wyraz do granic wymawianiowych możliwości, jak w słowie fr albo jego wariancie fr fr. Słowo fr, powstałe z pierwszych liter angielskiego wyrażenia for real ‘naprawdę’, oprócz buntowniczej formy ma jeszcze „otwarte” znaczenie. Mówiąc fr, można wyrazić zarówno aprobatę, jak i ironię: no naprawdę?.

Eksperymentem słowotwórczym jest też OKPA, połączenie dwóch znaków słownych: popularnego słowa OK będącego wyrazem aprobaty i potocznego pa! używanego przy pożegnaniu. W oddzielnych wyrazach OK i pa nie ma nic szczególnie młodzieżowego, ale młodzi z każdego słowa potrafią coś jeszcze wydobyć, jeśli tylko chcą. Połączyli więc dwa słowa w jedno i zaczęli z nim igrać, stąd tyle wariantów: i okpa, i okejpa, i okipa, bo OK przybiera czasem w slangu postać OKI. Ale to nie koniec zabawy, bo jest jeszcze wariant z wyrazem to: okejtopa albo okitopa. Można? Można! Przy takim bogactwie form możliwości skrótowca GOAT wyglądają trochę skromniej. Składa się z pierwszych liter angielskiego wyrażenia Greatest Of All Time ‘mistrz wszech czasów’ i używany jest w znaczeniu ‘ktoś w czymś najlepszy, niepokonany, nie do pobicia’. Można eksperymentować z jego formą graficzną i zapisywać z kropkami: G.O.A.T., można utworzyć formę zdrobniałą: goacik, żeńską: goaciara, można użyć angielskiej formy przymiotnikowej: goated ‘najlepsze’.

Trzeba też wspomnieć o żywotnym w języku młodzieży słowie szacun, które powstało przez odrzucenie końcowej części wyrazu szacunek. Ucięcie jest w slangu częstym zabiegiem słowotwórczym, by przypomnieć wciąż popularne słowa: przegryw, przychlast, nieogar, wypłosz, zazdro czy zlew, atrakcyjne nie tylko dla młodego pokolenia.

Cisi bohaterowie – Bartek Chaciński

Przemiany języka w czasach internetu można podglądać dzień po dniu, a czasem godzina po godzinie. I bardziej niż kiedykolwiek związywać poszczególne neologizmy z osobami, które je wymyśliły lub przynajmniej pomogły wypromować. Przy okazji 10-lecia plebiscytu Młodzieżowe Słowo Roku warto więc ten jeden komentarz poświęcić nie samym słowom, tylko ich bohaterom, głośnym lub cichym.

Zjawisko dostrzegliśmy w całej pełni w plebiscycie w roku 2018, przy okazji zwycięstwa „dzbana”. Wtedy do typowania, a później do głosowania zagrzewali się sympatycy Klocucha, popularnego youtubera i internetowego twórcy. Anonimowego i opowiadającego o grach wideo zamrożonym przed mutacją głosem chłopca, a do tego używającego całej palety zaskakujących słów. Ten język wyprzedził dzisiejsze zjawisko algospeaku, czyli omijania ograniczeń, które algorytmy nakładają na niecenzuralne i obraźliwe wypowiedzi w sieci. Zamiast „mówi głupoty” Klocuch stosował archaiczną formę „bajdurzy”, zamiast innego słowa na „k” wykrzykiwał „kruci”, a dla opisania tępaka, idioty rzucał właśnie słowo „dzban”. Taka forma pojawiała się, owszem, w tekstach rapowych, ale najmocniej związała z osobą Klocucha.

Rok później na trzecim miejscu wylądowała „eluwina”, forma powitania (powstała na bazie dobrze znanego „elo”), którą w swojej piosence zaproponował inny youtuber, Kacper Błoński. Utwór miał premierę w sierpniu, już pod koniec roku zawitał do czołówki MSR, dziś wideoklip z piosenką ma 44 mln wyświetleń, ale słowo wyszło z użycia – albo nigdy do niego na dobre nie weszło.

W roku 2021 cichym bohaterem plebiscytu był Jakobe Mansztajn z Make Life Harder, który zachęcał do głosowania na słowo śpiulkolot. „I teraz spotyka mnie za to hejt! Bo MLH wylansowało słowo śpiulkolot i zabrało młodzieży ich Słowo Roku. Przesadzam – nie hejt, ale złośliwości. To pokazuje, że ‘zawsze warto głosować, inaczej wybiorą za ciebie” – powiedział później w rozmowie z „Polityką”. Hasło „nikt tak nie mówi” pojawiało się wtedy po rozstrzygnięciu częściej niż zwykle, co nie przeszkodziło kilku dużym firmom zbudować na szybko kampanie reklamowe na hasłach z użyciem tego słowa.

W 2022 r. bohaterów było co najmniej dwóch. Pierwszy to anonimowy betoniarz pracujący w Wielkiej Brytanii, którego emigracyjny film z pozdrowieniami dla betoniarzy z Polski młodzież pokochała jako wystarczająco absurdalny, by hasłem „cztery cztery” (wyprzedziliśmy tu globalną fascynację „sześć siedem”) lub słowem „be be beton” z trzeciego miejsca konkursu manifestować to, co się komu podoba. Słowo „essa” z miejsca pierwszego uruchomiło z kolei łańcuch wspomnień, który szperaczy doprowadził do Winiego (Winicjusz Bartków) – pioniera szczecińskiego rapu, który usłyszał okrzyk „essa”, później zamieniony w hasło zwycięstwa, na imprezie techno w latach 90., a potem – jak opowiadał m.in. „Gazecie Wyborczej” – stworzył ekipę, która ozdabiała różne miejsca w mieście wlepkami z hasłem „essa”.

Do tej długiej tradycji nawiązuje dziś hasło „szpont”, pochodzące wprawdzie z gwary więziennej, ale wypromowane przez internetowego streamera Makaljera, który używał go w swoich filmach, prezentując niestworzone teorie na temat wpływu komputerów na ludzką psychikę – trochę w ironicznym stylu, jak Klocuch, choć już zdecydowanie mocniej i bez eufemizmów. Oraz „szponcić”, które z kolei w znanej z plebiscytu definicji Jakub Rużyłło, scenarzysta serialu „1670”, umieścił pod koniec 2023 r. na ścieżce dialogowej tej popularnej serii.

Samo wzmiankowane już „6-7” ma z kolei pierwszego na tej liście konkretnego bohatera zagranicznego: Maverick Trevillian, amerykański nastolatek znany z filmu nagranego na amatorskim meczu koszykówki, na którym machał rękami krzyczał „six – seven”, nie wymyślił tego fenomenu, ale pomógł go wylansować. Został przy okazji nieformalnym ambasadorem „6-7”, choć z racji wieku konta w mediach społecznościowych – związane, jak to bywa, z próbami zarabiania na globalnym fenomenie – pomaga mu prowadzić mama. W tym wypadku on jest tym głośnym bohaterem całego tegorocznego zamieszania, ona cichą.

Słowo Roku 2025 – prof. Jan Miodek

Lista słów, które zostały zakwalifikowane do  finałowej rozgrywki, potwierdza coraz wyraźniejszy prymat angielszczyzny jako generatora wszelkich poczynań leksykalno-stylistycznych młodego pokolenia Polaków. Jeśli ów prymat się utrzyma (a jestem pewien, że się utrzyma), to do form z tegorocznej listy: bro, freaky, GOAT, tuff, twin w następnych latach będziemy dopisywać kolejne przykłady angielskiej proweniencji.

Tylko jedno słowo z  całej listy brzmi swojsko, a mianowicie klasa. Ma ono zresztą ponadpokoleniowy charakter, łącznie z tym znaczeniem, w którym używają go najmłodsi. Było przecież zawsze przeciwieństwem obciachu, żenady, prostactwa, wszelkiej nieudolności.

Bro zderza się fonetycznie z bro „browarem, czyli piwem”, funkcjonującym już w ubiegłym wieku. Reprezentuje pod względem morfologicznym bardzo produktywną w języku młodzieżowym tendencję do ucięć wyrazowych (bro – jak Wro, Wroc „Wrocław”, spoko, na ra, w porzo, do zo, komp itp.).

Do najbardziej intrygujących brzmieniowo i zarazem najbardziej pomysłowych  zaliczam trzy formy: 6 7 (6/7), GOAT i OKPA (gdybym był jurorem, wśród nich szukałbym zwycięzcy plebiscytu).

Ta ostatnia swoiście mnie rozbraja swym zaskakującym i dowcipnym hybrydalnym charakterem – połączeniem jakże popularnych i utrwalonych w naszym języku konstrukcji angielskiej i polskiej. Na osobny zaś komentarz zasługuje w tym połączeniu nasze swojskie pa. Proszę mi wierzyć, a zgadzają się z tą konstatacją wszyscy moi rówieśnicy, że przez kilkadziesiąt lat mojego już dość długiego życia pa było pożegnaniem wyłącznie dziecięcym (w odniesieniu do maluchów połączonym z charakterystycznym ruchem dłoni) i dziewczęco-kobiecym, całkowicie nieobecnym i wręcz niewyobrażalnym w zachowaniu komunikacyjnych chłopców i mężczyzn. W tej chwili pa stało się powszechne zarówno wśród chłopców, jak i dorosłych mężczyzn (w moim języku też!).

Rynek czeka na Fed: dolar słabnie, Hassett coraz bliżej fotela prezesa

Ostatnie wieści z Polski są wyjątkowo korzystne. Wzrost gospodarczy przyspieszył i jest bardziej zrównoważony, ale nie idzie z nim w parze silniejsza presja inflacyjna. Pozwala to na dalsze łagodzenie polityki pieniężnej.

Kluczowe punkty:

  • PLN mocny mimo obniżki stóp.
  • USD traci przez wyceny cięć Fedu.
  • FOMC powinien w środę obciąć stopy o kolejne 25 pb.
  • Hassett bliżej nominacji na prezesa Fedu.
  • GBP zyskuje dzięki uldze po ogłoszeniu budżetu i rewizji PMI.

Rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych na posiedzeniu Fedu w tę środę (10.12), a Trump zasugerował, że jego polityczny lojalista, ultragołębi Kevin Hassett, wydaje się mieć największe szanse na objęcie stanowiska prezesa Fedu. Co nie zaskakuje, dolar doświadczył wyprzedaży względem wszystkich pozostałych walut G10 z wyjątkiem franka szwajcarskiego, który zakończył tydzień na samym dole zestawienia, inwestorzy porzucali bowiem bezpieczne przystanie na rzecz aktywów ryzykownych. Największym przegranym wśród istotniejszych walut był real brazylijski – rynki niżej oceniają szanse na przyjazną rynkowi administrację po tym, jak Jair Bolsonaro zdecydował się poprzeć kandydaturę swojego syna na prezydenta.

W tym tygodniu rynki skupią na ostatnim w tym roku posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Kolejna redukcja stóp overnight, do 3,75%, jest praktycznie w pełni wyceniania przez rynki i nie spodziewamy się, by Fed je zaskoczył. Znacznie większa jest jednak niepewność dotycząca tonu komunikatów banku. Kluczowy będzie dot plot, przedstawiający poglądy poszczególnych decydentów na ścieżkę stóp procentowych, a „jastrzębie cięcie” może sprawić, że dolar umocni się do górnej granicy przedziału, w którym ostatnio się znajduje. Tydzień dopełnią dane z amerykańskiego rynku pracy (raport JOLTS we wtorek 09.12 i cotygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w czwartek 11.12) oraz szereg październikowych danych z Wielkiej Brytanii w piątek (12.12).

PLN

Mimo obniżki stóp procentowych złoty radził sobie w ubiegłym tygodniu lepiej od podobnych walut i w parze z euro zbliżył się do poziomu 4,22. Decyzja nie była zaskoczeniem i nie wywołała reakcji waluty. Nieznacznie większa zmienność pojawiła się podczas konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego, ale również nie zmieniła istotnie losów złotego. Glapiński zasugerował, że RPP może przyjąć postawę wait and see. Uważamy, że decydenci zrobią przerwę, nim powrócą do cięć w lutym lub marcu. Wszystko będzie jednak zależeć od danych.

Jeśli mowa o danych, ostatni tydzień przyniósł kolejne dobre wiadomości ekonomiczne. Aktywność gospodarcza w III kwartale przyspieszyła do 0,9%, przewyższając wstępny odczyt. Wzrost jest również bardziej zrównoważony – inwestycje zaczynają budzić się z letargu i, co zaskakujące, eksport również prze do przodu, netto pozytywnie kontrybuując do wzrostu. Istotne jest dodatkowo, że takiej skali ekspansji nie towarzyszy istotna presja inflacyjna. Sytuacja jest wyjątkowo korzystna.

EUR

Zaskoczenie w górę listopadowym raportem inflacyjnym ze strefy euro wspiera nasz pogląd, że cykl obniżek stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego dobiegł końca i bardziej prawdopodobne jest, że kolejny ich ruch będzie w górę, a nie w dół. Pozytywna rewizja wskaźników PMI za listopad dodatkowo potwierdza te przewidywania, jako że zdejmuje presję z banku centralnego, by w dalszym ciągu zapewniał stymulację monetarną. Zbiorczy PMI jest teraz na całkiem zdrowym poziomie 52,8 pkt, który nie tylko wyraźnie wskazuje na wzrost, ale również jest najwyższy od dwóch i pół roku.

Na ostatnie w tym roku posiedzenie EBC przyjdzie nam poczekać do przyszłego tygodnia. Nie przyniesie ono zmiany polityki monetarnej i spodziewamy się, że prezeska Christine Lagarde zasugeruje rynkom, że bank praktycznie w ogóle nie ma apetytu na dalsze obniżki stóp procentowych. Jako że różnica między stopami po obu stronach Atlantyku dalej się zmniejsza, spodziewamy się, że w 2026 r. euro będzie w dalszym ciągu dobrze wspierane.

USD

Odczyty z amerykańskiego rynku pracy nadal wysyłają mieszane sygnały. Oficjalne dane są stosunkowo pozytywne, choć trzeba podkreślić, że zamknięcie rządu okroiło i opóźniło odczyty. Zgodnie z danymi opublikowanymi w zeszłym tygodniu cotygodniowe wstępne deklaracje bezrobotnych spadły do nowych pocovidowych minimów. Dane prywatne rysują jednak bardziej ponury obraz. W każdym razie nie widać oznak recesji, a inwestycje w AI w dalszym ciągu wspierają amerykańską gospodarkę.

Uważamy, że rynek może przesadzać z wycenami obniżek stóp procentowych Fedu w 2026 r., a dot plot FOMC i komunikaty z tego tygodnia mogą zacząć to sugerować. Rotacja głosujących członków Komitetu sprawi, że pojawi się w nim czworo prezesów regionalnych oddziałów banku, wśród których spodziewamy się trójki raczej jastrzębich. Wyraźnie polityczny lojalista, taki jak Hassett, będzie miał trudności z uzyskaniem konsensusu i spodziewamy się, że dyskusje na posiedzeniach Fedu w kolejnych miesiącach będą się stawać coraz bardziej zażarte i iść w parze z brakiem jednomyślności w głosowaniach dotyczących stóp procentowych.

GBP

Funt w dalszym ciągu zyskuje dzięki uldze po ogłoszeniu brytyjskiego budżetu i niewielkiej pozytywnej rewizji wskaźników PMI w ubiegłym tygodniu, która sugeruje, że gospodarka nie zwalnia do takiego stopnia, jakiego obawiali się uczestnicy rynku. Bez wątpienia pomogło to funtowi zakończyć tydzień wyżej niż pozostałe waluty europejskie i dolar.

Rynkowe oczekiwania dotyczące stóp procentowych Banku Anglii (co najwyżej jeszcze dwie obniżki i ostateczna stopa na poziomie ok 3,5%) wydają nam się mniej więcej trafne. Jako że brytyjska gospodarka wykazuje oznaki spowolnienia, rynek pracy pozostaje delikatny, a inflacja w końcu spada z wysokich poziomów, uważamy, że kolejne cięcie na posiedzeniu w przyszłym tygodniu jest niemal pewne. Kluczowe będą jednak rozkład głosów w Komitecie i komunikaty banku dotyczące dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Połączenie stosunkowo wysokich stóp procentowych, skromnego wzrostu gospodarczego i gołębiej Rezerwy Federalnej powinno wspierać funta w kolejnych miesiącach.

Rynki w trybie wait & see. Inwestorzy czekają na Fed

Słaby poranek w Azji psuje humor jenowi, ale lepsza produkcja w Niemczech i Czechach ustawia Europie spokojny start tygodnia. Rynek w regionie patrzy na rozmowy pokojowe. Do środy inwestorzy będą budować pozycje pod Fed, a potem SNB. 

Spokojny start tygodnia

Poniedziałek otwieramy bez fajerwerków: rynek pozostaje (przynajmniej ten zachodni) w trybie wait & see, a zmienność trzyma się nisko. Dzień zaczął się od paczki danych z Azji – poranne odczyty, zwłaszcza z Japonii, mocno negatywnie zaskoczyły, wyraźnie osłabiając jena. Japońskie PKB w III kwartale odnotowało spadek o 2,3% (annualizowany), co dodatkowo komplikuje sytuację Banku Japonii. Od rana spłynęły też dane od naszych sąsiadów: produkcja przemysłowa Niemiec i Czech. W obu przypadkach można mówić o pozytywnych niespodziankach. W największej gospodarce strefy euro przemysł wzrósł o 1,8% m/m w październiku, co dało 0,8% r/r. W Czechach produkcja rośnie jeszcze szybciej i w skali roku sięgnęła 1,1%. Więcej istotnych odczytów dziś nie ma, więc handel będzie się odbywał raczej pod dyktando oczekiwań związanych z resztą tygodnia, a złoty powinien poruszać się w dotychczasowych widełkach wobec euro i dolara.

Rynek patrzy na rozmowy Rosja-Ukraina-USA

W tle coraz głośniej o możliwym rozszerzeniu lub nawet domknięciu rozmów w formacie Rosja-Ukraina-USA. Rynek nie gra na wielki przełom, ale sama perspektywa postępu bywa katalizatorem wyciszenia premii za ryzyko. Dla złotego oznacza to proste przełożenie: wiarygodna deeskalacja zwykle poprawia klimat dla naszego regionu, zawęża spready względem zachodniej Europy i wspiera koszyk walut środkowoeuropejskich. W takim otoczeniu EUR/PLN schodzi do dolnych ograniczeń bieżącej konsolidacji. Z drugiej strony impas lub twardsza retoryka szybko odwracają ten schemat: rośnie popyt na bezpieczne aktywa, USD zyskuje, a region oddaje część ostatnich umocnień. Zaskakujące jest to, jak długo rynek próbuje wierzyć w kolejne doniesienia co do pokoju.

Tydzień ze stopami

Oś tygodnia wyznacza Fed: w środę poznamy decyzję w sprawie stóp, komunikat po posiedzeniu razem z „fedokropkami”, a na koniec dostaniemy konferencję prasową przewodniczącego Powella. Rynek będzie czytał ton wypowiedzi zwłaszcza w kontekście potencjalnej pauzy w luzowaniu, opis gospodarki (ze szczególnym naciskiem na rynek pracy, który budzi dużo niepokoju) i zapewne wsłucha się też we wskazówki dotyczące bilansu – skoro w ostatnim czasie zakończone zostało QT. Zapewne będzie to okres większej wrażliwości dolara, a co za tym idzie też i złotego. W czwartek poznamy decyzję SNB; bank działa ostrożnie, ale sytuacja makroekonomiczna raczej nie rozpieszcza. Piątek to z kolei „paczka” danych z Europy i Azji (wskaźniki koniunktury, inflacje krajowe, sprzedaż detaliczna), która może ustawić ton na następny tydzień. Dlatego scenariuszem na nadchodzący tydzień jest budowanie pozycji do środy, by potem poddać się narracji Fed, a końcówkę tygodnia rozegrać w rytm europejskich doniesień.

Fabrity z umową ramową z PKP PLK o wartości do 28,4 mln zł

Technologiczna Grupa Fabrity [GPW: FAB] podpisała umowę ramową z Polskimi Liniami Kolejowymi PKP PLK z budżetem do 28,4 mln zł.

Kontrakt został zawarty w wyniku przeprowadzenia przez PKP PLK przetargu nieograniczonego na wynajem pracowników z obszaru IT i cyberbezpieczeństwa na lata 2025-2028, a umowa ramowa została zawarta jeszcze tylko z jednym podmiotem oprócz Fabrity. W ramach umowy ramowej pomiędzy wykonawcami a PKP PLK zawierane będą umowy wykonawcze na realizację konkretnych projektów.

Naszym priorytetem jest jakość usług i budowanie długoterminowych relacji z klientami, wśród których wiodącą rolę grają międzynarodowe korporacje, duże firmy i instytucje publiczne. Wspieramy PKP PLK w budowie i rozwoju rozwiązań informatycznych już od 10 lat, a wybranie nas jako partnera na kolejny okres wpisuje się w stabilność bazy kluczowych klientów Fabrity i potwierdza naszą atrakcyjność jako partnera do realizacji najważniejszych zadań IT w największych organizacjachwskazuje Rafał Graboś, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

Przedmiotem umowy ramowej jest świadczenie usług polegających na wynajmie specjalistów IT z obszarów takich jak bezpieczeństwo i cyberbezpieczeństwo rozwiązań IT, architektura oraz analiza i development systemów informatycznych.

Umowa ramowa została zawarta na okres 48 miesięcy, o ile wcześniej nie zostanie wyczerpany przewidziany na nią budżet. Z kolei w przypadku niewykorzystania maksymalnej kwoty przeznaczonej na realizację umowy ramowej możliwe jest przedłużenie terminu jej obowiązywania o maksymalnie kolejne 12 miesięcy.

Umowa z PKP PLK jest spójna z realizowaną strategią Grupy Fabrity, która w ramach rozwoju biznesu stawia tematycznie na cyberbezpieczeństwo, wykorzystanie AI, outsourcing usług IT, budowę rozwiązań cyfrowych i rozwiązania e-commerce.

Celem Fabrity pozostaje bycie wysoko wyspecjalizowanym partnerem dużych przedsiębiorstw i organizacji publicznych, świadczącym kompleksowe usługi związane z transformacją cyfrową w skali międzynarodowej. Działania sprzedażowe prowadzone są zarówno na rynku polskim, jak i na rynkach zagranicznych – Niemcy, Austria, Szwajcaria – tzw. kraje DACH oraz na pozostałych rynkach UE i w Wielkiej Brytanii. Spółka spodziewa się również istotnych oszczędności kosztowych od roku 2026 w ślad za zakończeniem transformacji struktury Grupy i zmniejszeniem liczebności Zarządu,  outsourcingiem części procesów operacyjnych, takich jak księgowość oraz kadry i płace, zmianą lokalizacji warszawskiego biura.

Grupa Selena przejmuje francuskiego dystrybutora materiałów budowlanych – ACDIS France

Grupa Selena, globalny lider w zakresie chemii budowlanej finalizuje transakcję zakupu firmy ACDIS France – renomowanego dystrybutora materiałów budowlanych. Dzięki tej inwestycji Grupa Selena zyskuje dostęp do lokalnych, doświadczonych struktur handlowych i operacyjnych, wzmacniając tym samym swoja pozycję na rynku francuskim, który jest dla niej niezwykle ważny i niezmiennie stanowi jeden z kluczowych kierunków ekspansji firmy w Europie Zachodniej.

W ramach zawartej umowy Grupa Selena zamierza przejąć po spełnieniu ustalonych przez Strony warunków zawieszających 100% udziałów ACDIS France – francuskiej firmy dystrybucyjnej, która od 60 lat specjalizuje się w dostarczaniu wysokiej jakości materiałów dla budownictwa, zwłaszcza uszczelniaczy i klejów dla sektora stolarskiego i chłodniczego, sprzedawanych głównie pod marką ACO. Dystrybucja produktów oferowanych przez ACDIS France odbywa się głównie poprzez przedstawicieli handlowych firmy.

ACDIS France jest sprawdzonym partnerem biznesowym, cenionym przez lokalnych, profesjonalnych wykonawców za wyjątkowy poziom usług, dostępność produktów i wysokie standardy wsparcia technicznego.

– Wierzę, że w momencie finalizacji umowy profesjonaliści z ACDIS France wniosą do naszej organizacji doświadczenie i szeroką wiedzę na temat specyfiki lokalnego rynku, dzięki czemu będziemy mogli jak najlepiej odpowiadać na jego potrzeby, oferując na rynku francuskim nasze innowacyjne produkty z portfolio marki Tytan Professional® – mówi Walter Brattinga, Członek Zarządu ds. Handlowych Grupy Selena.

– Planowana integracja z Grupą Selena otwiera przed ACDIS France nowe perspektywy rozwoju, wzmacniając naszą ofertę produktową i usługową – podkreśla Pierre Pigaglio, były dyrektor generalny ACDIS France. – To duża szansa zarówno dla naszych klientów, jak i dla zespołu ACDIS France, który doskonale znają już wysokiej jakości rozwiązania oferowane przez Grupę Selena.

Główna siedziba spółki ACDIS France zlokalizowana jest w Tulonie, na południu Francji. Finał transakcji planowany jest w styczniu 2026.

Demografia największym wyzwaniem dla polskiego rynku pracy

Jednym z największych wyzwań dla przyszłego wzrostu i rozwoju polskiej gospodarki jest kwestia demografii – zwłaszcza dostępności rąk do pracy. Od 2013 roku Polska notuje spadki liczby osób w wieku produkcyjnym. Do tej pory udało się częściowo uzupełnić tę lukę przez dwa główne mechanizmy. Pierwszy to wzrost aktywności zawodowej Polaków – szczególnie tych bezrobotnych i biernych zawodowo, którym udało się zwiększyć udział w rynku pracy, pokrywając około połowy braków kadrowych. Drugi to napływ cudzoziemców, którzy od 2014 do 2025 roku masowo zaczęli zasilać polski rynek pracy. Liczba pracujących obcokrajowców w Polsce wzrosła z około 100 tysięcy do ponad 1,2 miliona. To był kluczowy czynnik, który pozwolił Polsce przetrwać pierwszą fazę depopulacji i utrzymać funkcjonowanie gospodarki na dotychczasowym poziomie. Niestety, prognozy demograficzne są alarmujące. Według symulacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, aby w 2035 roku utrzymać obecny poziom zastępowalności pokoleń, konieczne byłoby przyjęcie na rynek pracy ponad 3 milionów nowych migrantów, którzy mieliby opłacać składki ZUS. To oznaczałoby trzykrotny wzrost w porównaniu do ostatnich dziesięciu lat – co wydaje się nierealne i niemożliwe do zrealizowania ze względów społecznych, instytucjonalnych i zasobowych. Nie ma społecznej zgody na tak szybki i masowy napływ cudzoziemców, a Ukraina czy Białoruś same borykają się z własnymi wyzwaniami demograficznymi.

– W związku z tym konieczne jest szersze podejście do problemu. Poza migracją, kluczowa jest jeszcze większa i skuteczniejsza aktywizacja Polaków – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Trzeba postawić na automatyzację, robotyzację i sztuczną inteligencję – aby zwiększać produktywność i ułatwiać pracę w sektorach, gdzie brakuje rąk. Równie ważne jest zaangażowanie ludzi, którzy mają potencjał do aktywizacji – osoby z niepełnosprawnościami, ludzie młodzi, którzy jeszcze nie weszli na rynek pracy, oraz osoby powyżej 50 roku życia – które są bierne zawodowo, mimo że często mogą i chciałyby pracować. Istotne jest powalczenie o tych Polaków, którzy wyemigrowali na zachód Europy. Oferty pracy w Polsce, choć coraz bardziej konkurencyjne – nadal nie dorównują wysokim stawkom lub atrakcyjności geograficznej krajów takich, jak Niemcy czy Skandynawia. Z tego powodu konieczne jest kompleksowe podejście, które obejmie nie tylko pozyskiwanie nowych pracowników z zagranicy – ale także zachęcanie Polaków mieszkających za granicą do powrotu oraz zwiększanie efektywności i atrakcyjności polskiego rynku pracy. Należy też pamiętać, że kraje takie, jak Ukraina czy Białoruś same zmagają się z własnymi wyzwaniami demograficznymi – więc poleganie wyłącznie na tych z „bliskiego otoczenia” nie wystarczy, by zapewnić stabilny rozwój gospodarki w dłuższej perspektywie – podsumowuje Andrzej Kubisiak.

Raport „Kobiety w finansach”: AI przyspiesza zmiany i pogłębia niepewność zawodową

Najnowsza edycja badania „Kobiety w finansach” pokazuje, że rozwój sztucznej inteligencji istotnie zmienia sposób pracy w sektorze i rodzi obawy o przyszłość zawodową kobiet. Z raportu wynika, że 60% pań pracujących w finansach dostrzega konieczność przekwalifikowania się i zdobywania nowych umiejętności, podczas gdy wśród mężczyzn taką potrzebę wskazuje 42%.

Sztuczna inteligencja z impetem weszła do biznesu i stanowi element codziennego funkcjonowania wielu branż. Liderzy coraz częściej powtarzają, że to ogromna szansa na niższe koszty i większą efektywność, ale wśród pracowników pojawiają się głosy niepewności i widmo zwolnień.

AI w finansach – więcej obaw niż entuzjazmu

Sztuczna inteligencja i automatyzacja procesów finansowych stają się jednym z największych wyzwań dla sektora. Jak pokazują wyniki raportu „Kobiety w finansach przygotowanego przez Antal i CFA Society Poland we współpracy z Bankiem BPH oraz Izbą Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA), aż 60% kobiet pracujących w finansach dostrzega konieczność przekwalifikowania się i zdobywania nowych umiejętności, podczas gdy wśród mężczyzn taką potrzebę wskazuje 42%. Mężczyźni z kolei częściej deklarują, że nie zauważają istotnych zmian związanych z automatyzacją
i AI – taką opinię wyraziło 27% z nich, podczas gdy wśród kobiet tylko 6%.

Podobnie więcej kobiet niż mężczyzn dostrzega ryzyko redukcji zatrudnienia na skutek automatyzacji rutynowych procesów (51% vs 43%) oraz zmniejszenia liczby stanowisk związane z rozwojem AI (36% vs 32%). Dodatkowo co trzecia respondentka (33%) obawia się, że algorytmy mogą utrwalać nierówności płci, podczas gdy podobne obawy wyraża zaledwie 8% mężczyzn.

Wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy w finansach jest nieunikniony. Dla kobiet, które przeważają w obszarach operacyjnych, administracyjnych i obsługi klienta – najbardziej podatnych na automatyzację – zmiany te oznaczają konieczność nabycia nowych kompetencji cyfrowych i strategicznych. Tymczasem mężczyźni, częściej zatrudnieni w działach technologicznych, są mniej narażeni na natychmiastowe skutki tych procesów. Zmiany mogą wystąpić w odleglejszej perspektywie czasu, nie wywołując jeszcze nadmiernego niepokoju, a raczej na tym etapie zaciekawieniemówi Monika Godzińska, Wiceprezeska Zarządu Banku BPH, Pion Finansów.

AI może pogłębiać nierówności, ale też je niwelować

Jednym z kluczowych wyzwań związanych z uprzedzeniami w sztucznej inteligencji są dane, które mogą być zniekształcone wskutek błędów w ich zbieraniu lub braku reprezentatywności. Takie dane prowadzą do nieprawidłowych rezultatów i utrwalania stereotypów, co szczególnie dotyka grupy marginalizowane. Aby skutecznie stawić czoła tym problemom, niezbędna jest współpraca na wszystkich szczeblach organizacji. Kluczowe jest wdrażanie algorytmów, które eliminują uprzedzenia i promują sprawiedliwość. Regularne audyty oraz monitoring systemów AI pomagają szybko identyfikować  i korygować wszelkie przejawy stronniczości.

Badania pokazują, że systemy oparte na AI często odzwierciedlają społeczne schematy związane z płcią –  na przykład narzędzia rozpoznawania twarzy częściej identyfikują mężczyzn jako domyślny punkt odniesienia, a kobiety są niedoreprezentowane. Jednocześnie taka stronniczość wynika zwykle z błędów systemowych, a nie z intencji – w przeciwieństwie do ludzkich uprzedzeń, które mogą być świadome i celowe. Dlatego dobrze zaprojektowane algorytmy mogą nie tylko unikać dyskryminacji, ale wręcz aktywnie niwelować nierówności –  podkreśla Artur Skiba, Prezes Antal.

Nowe kompetencje i etyka AI kluczowe dla przyszłości finansów

Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rośnie znaczenie umiejętności miękkich i strategicznych. Zdaniem ekspertów w erze AI wzrasta rola kompetencji takich jak zarządzanie zmianą, etyka technologiczna czy myślenie krytyczne, które będą niezbędne dla liderek w branży finansowej.

Sztuczna inteligencja wchodzi w kluczowe procesy biznesowe, ale sukces firm w dużej mierze zależy od ludzi – ich świadomości, wiedzy i umiejętności współpracy z technologią. Dla kobiet może to być szansa na wzmocnienie pozycji w branży, jeśli zostaną odpowiednio przygotowane do pełnienia nowych ról – komentuje Małgorzata Rusewicz, prezes IZFiA.

Przyszłość finansów to współpraca ludzi i technologii

Sztuczna inteligencja  jest narzędziem wywołującym obawy o własne miejsce pracy. Wzmacnia je fakt, że dla przedstawicieli zarządów AI coraz częściej jest symbolem niższych kosztów i większej produktywności. Ten rozdźwięk u pracowników, otwartość na AI, ale i strach przed utratą własnej sprawczości, definiuje dzisiejszą rolę lidera. Przed instytucjami finansowymi stoi dziś wyzwanie nie tylko technologiczne, ale i społeczne – stworzenie środowiska pracy, które pozwoli wszystkim pracownikom rozwijać się w nowej rzeczywistości zawodowej.

Potrzebujemy równych szans w adaptacji do ery sztucznej inteligencji. Kobiety w finansach już dziś wykazują większą gotowość niż mężczyźni do nauki i zdobywania nowych kompetencji. Rolą organizacji jest wykorzystanie tej energii i zapewnienie im wsparcia w procesie zmian. Istotna jest teraz rola lidera. Umiejętność tłumaczenia, jak technologia wspiera, a nie odbiera sens pracy, staje się dziś równie ważna, jak znajomość procesów. Lider, który łączy innowacje z empatią, ma szansę nie tylko uspokoić nastroje, ale też zmotywować ludzi, by stali się aktywnymi uczestnikami zmian, a nie ich biernymi obserwatorami – podsumowuje Magda Oleksiuk, FCCA, Managing Director, CFA Society Poland,

Gospodarki wschodzące wyprzedzają świat w adopcji generatywnej sztucznej inteligencji

  • Gospodarki wschodzące, takie jak Indie, Brazylia, Meksyk i Republika Południowej Afryki wyprzedzają świat w korzystaniu z generatywnej sztucznej inteligencji. Największą aktywność, zaufanie i otwartość wobec AI wykazują osoby młode.
  • Istnieją też znaczące różnice pokoleniowe: osoby poniżej 35. roku życia znacznie częściej korzystają z AI i jej ufają, podczas gdy starsze grupy wiekowe pozostają bardziej sceptyczne lub niepewne.
  • Wysoki wskaźnik czasu przed ekranem w celach rekreacyjnych, szczególnie wśród młodzieży w gospodarkach wschodzących wiąże się ze spadkiem samopoczucia, co pokazuje, jak ważne jest zachowanie równowagi między technologią a cyfrowym dobrostanem (digital wellbeing).

Generatywna sztuczna inteligencja w krótkim czasie przeszła drogę od technologicznej ciekawostki do narzędzia, które coraz częściej towarzyszy nam na co dzień. Same statystyki jej wykorzystania nie oddają jednak pełnego obrazu zmian, jakie zachodzą. Cisco, globalny lider w obszarze sieci i cyberbezpieczeństwa wspólnie z Organizacją Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w ramach inicjatywy Digital Well-being Hub zbadało jak technologie cyfrowe wpływają na ludzi, jakie niosą korzyści i jakie rodzą wyzwania.

Najnowsze globalne dane pokazują, że pomimo entuzjazmu młodego pokolenia wobec nowej technologii, jej odbiór jest znacznie bardziej złożony.

Sama adopcja to za mało, by zrozumieć realny wpływ AI

Z badań wynika, że młodzi dorośli na całym świecie intensywnie korzystają z treści cyfrowych. Osoby poniżej 35. roku życia przodują w używaniu mediów społecznościowych, urządzeń online oraz narzędzi generatywnej AI. Na tle globalnym wyróżniają się jednak użytkownicy z gospodarek wschodzących, zwłaszcza z Indii, Brazylii, Meksyku i RPA. To oni najczęściej korzystają z AI, mają najwyższy poziom zaufania do technologii i szkolą się z jej zakresu. Z kolei respondenci z Europy deklarują większą ostrożność i niepewność wobec korzystania z AI. Jest to odwrócenie wcześniejszych trendów, w których to ekonomie rozwinięte zwykle szybciej wdrażały nowe technologie.

Jednocześnie to właśnie Indie, Brazylia, Meksyk i RPA odnotowują najdłuższy czas spędzany przed ekranem w celach rozrywkowych, większe uzależnienie od relacji budowanych wyłącznie online oraz bardziej gwałtowne wahania emocjonalne związane z korzystaniem z technologii. Na poziomie globalnym widać również, że spędzanie ponad pięciu godzin dziennie przed ekranem w celach rozrywkowych wiąże się z niższym poczuciem dobrostanu i mniejszą satysfakcją z życia. Choć to jedynie korelacja, która nie musi świadczyć o bezpośredniej przyczynie, jedno pozostaje oczywiste: rozwój technologii musi iść w parze z troską o zdrowie cyfrowe.

„Wzmacnianie gospodarek wschodzących poprzez rozwój kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją to coś znacznie więcej niż kwestia technologii, to przede wszystkim otwieranie ludziom możliwości świadomego kształtowania własnej przyszłości. W świecie, w którym AI szybko staje się elementem codziennego życia i pracy musimy zadbać, aby technologia powstawała w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem zasad przejrzystości, równego traktowania i prywatności. Jej prawdziwy potencjał ujawnia się wtedy, gdy realnie wspiera dobrostan, usprawniając zadania, ułatwiając współpracę i tworząc przestrzeń do rozwoju oraz nauki. Gdy technologia i ludzie idą w parze, powstają fundamenty odpornych, zdrowych i dobrze prosperujących społeczności na całym świecie” podkreśla Guy Diedrich, starszy wiceprezes i Global Innovation Officer w Cisco.

Od „generative AI” do „generation AI”

Różnice pokoleniowe są równie wyraźne jak te geograficzne. Młodym dorosłym znacznie częściej towarzyszy przekonanie, że ich kontakty społeczne przeniosły się do sfery online, a narzędzia AI są użyteczne i wartościowe. Ponad połowa osób poniżej 35. roku życia aktywnie korzysta z AI, ponad 75% uważa ją za przydatną, a prawie połowa badanych w wieku 26–35 lat ukończyła już jakieś szkolenia w tym obszarze.

Dla kontrastu, wśród osób powyżej 45. roku życia więcej niż połowa w ogóle nie używa AI, a narzędzia te postrzegane są jako mniej przydatne. W grupie 55+ dominują odpowiedzi „nie wiem”, co wskazuje, że brak zaufania wynika częściej z niewiedzy. Różnice te znajdują odzwierciedlenie także w postrzeganiu wpływu AI na rynek pracy. Młodsze pokolenia oraz mieszkańcy gospodarek wschodzących spodziewają się największych zmian.

„Różnice pokoleniowe w korzystaniu z technologii nie są nieuchronne. To wyzwanie, któremu możemy wspólnie stawić czoła poprzez edukację i podnoszenie kompetencji cyfrowych w każdym wieku” mówi Guy Diedrich. „W Cisco już 26 tys. pracowników ukończyło szkolenia z AI, a jako członek i założyciel AI Workforce Consortium współtworzymy rozwiązania, które przygotowują rynek pracy na transformację wywołaną przez sztuczną inteligencję. Wskaźnikiem sukcesu AI nie powinna być liczba użytkowników, lecz to, czy pomaga ona ludziom. Niezależnie od wieku, umiejętności i miejsca zamieszkania”.

O badaniu

Analiza została przeprowadzona na podstawie danych z 14 krajów (Australii, Brazylii, Kanady, Francji, Niemiec, Indii, Włoch, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Niderlandów, Republiki Południowej Afryki, Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych), zebranych na początku 2025 roku przez wyspecjalizowaną agencję badawczą we współpracy z Cisco. Proces zbierania danych był zgodny z najlepszymi praktykami OECD, co gwarantuje ich wiarygodność, porównywalność oraz reprezentatywność na poziomie krajowym.

W ramach badania uzyskano statystycznie istotne odpowiedzi od 14 611 osób, obejmujące szerokie spektrum kontekstów społeczno-ekonomicznych i kulturowych w każdym z państw. W większości krajów próba liczyła nieco ponad 1 000 respondentów, natomiast w Indiach – 1 500. Wszyscy uczestnicy wypełnili pełną ankietę Digital Well-being Poll, składającą się z 20 pytań oraz zestawu pytań demograficznych i profilowych.

Sprzedaż aut w Chinach spadła w listopadzie o 8,5%

Sprzedaż samochodów osobowych w Chinach spadła w listopadzie o 8,5% rok do roku, osiągając poziom 2,24 mln pojazdów. To drugi z rzędu miesiąc spadków, co – jak wskazują analitycy – odzwierciedla wygasanie wcześniejszych programów dopłat oraz ostrożniejszą postawę konsumentów, którzy wiele zakupów dokonali już wcześniej w tym roku. Dane pokazują wyraźne ochłodzenie popytu na największym rynku motoryzacyjnym świata.

Według China Passenger Car Association (CPCA), listopadowy wynik pogorszył się po symbolicznym, 0,8-procentowym spadku sprzedaży w październiku. Sytuacja zbiegła się w czasie z wycofywaniem przez prowincje programów dopłat do wymiany pojazdów oraz zbliżającym się końcem zwolnienia z podatku od zakupu samochodów elektrycznych i hybrydowych. Preferencje podatkowe wygasną 31 grudnia, co dodatkowo wpływa na decyzje zakupowe konsumentów.

„Korekty programów dopłat w większości chińskich prowincji wzmocniły wyczekującą postawę konsumentów, co znacząco odbiło się na listopadowej sprzedaży” – poinformowało CPCA w najnowszym raporcie.

Trump Jr.: Ukraina „bardziej skorumpowana niż Rosja”, a pomoc USA niepewna

Donald Trump Jr. podczas Forum w Dosze zasugerował, że administracja jego ojca może ograniczyć dalsze wsparcie dla Ukrainy, jeśli rozmowy pokojowe z Rosją pozostaną w impasie. W trakcie wystąpienia Trump Jr. skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i kwestionował skalę amerykańskiej pomocy wojskowej oraz finansowej. Zapytany wprost, czy Donald Trump mógłby zrezygnować z dalszego wspierania Kijowa, odpowiedział, że „to możliwe”. Jak podkreślił, nieprzewidywalność jego ojca ma być elementem szerszej strategii negocjacyjnej, mającej – jego zdaniem – skłaniać strony do większej ostrożności i bardziej „uczciwego intelektualnie” podejścia do rozmów pokojowych.

Trump Jr. formułował również ostre zarzuty pod adresem władz Ukrainy, sugerując, że kraj ten jest „bardziej skorumpowany niż Rosja”. Według niego Zełenski miał wykorzystywać realia wojny do wzmocnienia własnej pozycji politycznej, korzystając z międzynarodowego wsparcia oraz pozytywnego wizerunku na Zachodzie.

Podczas wystąpienia Trump Jr. przytoczył także anegdotę z Monako, twierdząc, że na ulicach widział wiele luksusowych samochodów na ukraińskich tablicach rejestracyjnych. Sugerował, że ich właściciele mogli opuścić kraj w trakcie wojny, podczas gdy ciężar walki ponoszą głównie najbiedniejsze warstwy społeczeństwa.

Trump przygląda się fuzji Netflixa z Warner Bros. Discovery

Donald Trump zapowiedział w niedzielę, że planowane przejęcie części Warner Bros. Discovery przez Netflix za 82,7 mld dolarów „może stanowić problem” ze względu na skalę koncentracji rynku. Prezydent USA podkreślił, że zamierza osobiście zaangażować się w proces decyzyjny dotyczący jednej z największych fuzji w historii branży medialnej. Jego wypowiedź wpisuje się w narastającą debatę w Waszyngtonie na temat wpływu konsolidacji na konkurencję w sektorze streamingu i produkcji filmowo-telewizyjnej.

W piątek, 5 grudnia, Netflix poinformował o zawarciu porozumienia dotyczącego przejęcia studiów filmowych i telewizyjnych Warner Bros. oraz platform HBO i HBO Max. Transakcja nie obejmuje tradycyjnych kanałów telewizyjnych, takich jak polski TVN czy amerykańska CNN, które pozostaną poza strukturą przejmowanych aktywów. Ustalona wartość oferty wynosi 27,75 dolara za akcję Warner Bros. Discovery – 23,25 dolara ma zostać wypłacone w gotówce, a pozostałe 4,50 dolara w akcjach Netflixa. Według informacji branżowych propozycja Netflixa była o około 4 dolary za akcję wyższa od konkurencyjnej oferty konsorcjum Paramount–Skydance, co przesądziło o dalszym kierunku negocjacji.

Rząd chce ograniczyć szarą strefę najmu krótkoterminowego

Od maja przyszłego roku wszyscy właściciele mieszkań i domów wynajmowanych krótkoterminowo będą zobowiązani do zarejestrowania swoich obiektów w centralnej bazie danych. Informację tę przekazał wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Za brak wpisu do rejestru ma grozić administracyjna kara pieniężna w wysokości do 50 tys. zł.

Nowe obowiązki wynikają z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1028 dotyczącego gromadzenia i udostępniania danych o usługach najmu krótkoterminowego. Jak zapowiedział Raś, celem regulacji jest uporządkowanie rynku oraz ograniczenie skali nieformalnego wynajmu. W ocenie wiceministra wprowadzenie rejestru może spowodować, że część właścicieli zrezygnuje z najmu dobowego na rzecz najmu długoterminowego lub sprzedaży nieruchomości.

Ministerstwo Sportu i Turystyki szacuje, że szara strefa stanowi obecnie około 30–35 proc. rynku najmu krótkoterminowego w Polsce. Centralna baza danych ma zwiększyć przejrzystość i umożliwić skuteczniejszą kontrolę tego segmentu rynku. Każdy właściciel będzie zobowiązany do uzyskania indywidualnego numeru rejestracyjnego i przekazania go platformom pośredniczącym, takim jak Booking czy Airbnb.

Zgodnie z zapowiedziami resortu platformy rezerwacyjne nie będą mogły publikować ofert obiektów, które nie posiadają numeru rejestracyjnego. Wiceminister Ireneusz Raś podkreślił, że rozwiązanie to ma zwiększyć bezpieczeństwo najemców oraz ujednolicić zasady funkcjonowania rynku. Dane gromadzone w rejestrze mają być również wykorzystywane przez samorządy oraz administrację skarbową.

Resort planuje także kolejne zmiany w przyszłości. Od 1 stycznia 2029 roku samorządy mają zyskać możliwość wyznaczania stref, w których wynajem krótkoterminowy będzie zakazany. Zdaniem wiceministra decyzja o wprowadzaniu takich ograniczeń może jednak zostać odłożona, ponieważ już sam obowiązek rejestracji powinien doprowadzić do zmniejszenia liczby lokali wynajmowanych na doby.

Projektowane rozwiązania są wzorowane na przepisach funkcjonujących m.in. w Hiszpanii. W maju 2025 roku tamtejsze władze nakazały zablokowanie około 65 tys. ofert najmu krótkoterminowego ze względu na brak numerów licencji lub rejestracji. W Polsce platformy rezerwacyjne mają być dodatkowo zobowiązane do przekazywania gminom informacji o liczbie rezerwacji i gości, co ma ułatwić pobór opłat turystycznych oraz ograniczyć unikanie opodatkowania.

Produkcja przemysłowa w Niemczech wzrosła w październiku o 1,8 proc. m/m, powyżej prognoz

Produkcja przemysłowa w Niemczech wzrosła w październiku o 1,8 proc. m/m, wynika z danych opublikowanych przez federalny urząd statystyczny Destatis. Odczyt wyraźnie przebił oczekiwania analityków, którzy prognozowali wzrost na poziomie 0,4 proc. m/m. Był to jednocześnie pierwszy przypadek od początku 2024 roku, gdy niemiecki przemysł zanotował wzrost przez dwa kolejne miesiące m/m.

Październikowy wynik nastąpił po zrewidowanym w dół wzroście o 1,1 proc. m/m we wrześniu. Dane te stanowią rzadki pozytywny sygnał dla największej gospodarki Europy, która od dłuższego czasu zmaga się z głębokim spowolnieniem. Przedstawiciele niemieckiego przemysłu określali je w ostatnich miesiącach jako najpoważniejszy kryzys od zakończenia II wojny światowej.

Według Destatis poprawa w październiku była napędzana przede wszystkim przez sektor budowlany, elektronikę oraz produkcję maszyn. To właśnie te branże w największym stopniu przyczyniły się do miesięcznego wzrostu produkcji przemysłowej. Ekonomiści zwracają uwagę, że skala odbicia w tych obszarach może sugerować zbliżanie się sektora do punktu stabilizacji po długim okresie spadków.

Jednocześnie dane długoterminowe pozostają mniej optymistyczne. W ujęciu trzymiesięcznym, obejmującym okres od sierpnia do października, produkcja przemysłowa była o 1,5 proc. niższa niż w poprzednich trzech miesiącach. W zestawieniu rok do roku (r/r) wzrost produkcji w październiku 2025 r. wyniósł jedynie 0,8 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem 2024 roku.

Opublikowane dane wpisują się jednak w szerszy obraz stopniowej stabilizacji niemieckiego przemysłu. W piątek Destatis poinformował, że po uwzględnieniu czynników sezonowych zamówienia przemysłowe wzrosły w październiku o 1,5 proc. m/m. W połączeniu z danymi o produkcji może to wskazywać na poprawę nastrojów w sektorze wytwórczym, choć ekonomiści podkreślają, że o trwałym odwróceniu trendu będzie można mówić dopiero po kolejnych podobnych odczytach.

UODO interweniuje ws. prywatnego monitoringu. Naruszenie przepisów RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski nakazał właścicielowi prywatnego monitoringu zaprzestanie przetwarzania danych osobowych w terminie 7 dni od doręczenia decyzji. Sprawa dotyczyła instalacji monitoringu wizyjnego, który obejmował nie tylko prywatną posesję właściciela, lecz także drogę publiczną oraz sąsiednie nieruchomości. Zdaniem organu takie działania odbywały się bez podstawy prawnej i naruszały przepisy RODO. Postępowanie zostało wszczęte w wyniku skarg złożonych przez mieszkańców sąsiednich posesji.

Skarżący wskazali, że na posesji zamontowano kilkanaście kamer rejestrujących zarówno obraz, jak i dźwięk przez całą dobę. Monitoring obejmował przestrzeń publiczną oraz tereny należące do sąsiadów, a dane były zbierane bez ich zgody. Mieszkańcy podnosili, że stała obserwacja powodowała poczucie nękania oraz naruszenia prywatności. Wskazano również, że jedna z kamer miała obiektyw skierowany bezpośrednio na okno toalety w sąsiednim budynku.

Prezes UODO dwukrotnie wzywał właściciela monitoringu do złożenia wyjaśnień, jednak korespondencja nie została przez niego odebrana. Brak reakcji nie wstrzymał jednak dalszego postępowania administracyjnego. Organ oparł się na dokumentacji złożonej przez skarżących oraz na własnych ustaleniach, uznając przedstawione zarzuty za udowodnione. UODO przypomniał, że w tego typu sprawach dowodami mogą być m.in. zeznania świadków oraz oględziny miejsca.

W ocenie Prezesa UODO w sprawie nie mógł zostać zastosowany tzw. wyjątek domowy, o którym mowa w art. 2 ust. 2 lit. c RODO. Dotyczy on wyłącznie sytuacji, w których monitoring ogranicza się do terenu prywatnej nieruchomości i nie wykracza poza sferę osobistą osoby fizycznej. Organ powołał się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 2014 roku w sprawie František Ryneš, które jednoznacznie wskazuje, że monitoring obejmujący choćby częściowo przestrzeń publiczną podlega przepisom o ochronie danych osobowych.

Na podstawie art. 58 ust. 2 lit. c RODO Prezes UODO nakazał zaprzestanie przetwarzania danych osobowych w postaci wizerunku i głosu osób skarżących. Decyzja obejmuje monitoring skierowany na drogę publiczną oraz sąsiednie nieruchomości. Organ wskazał, że wykonanie decyzji powinno polegać na demontażu kamer lub ich trwałym przestawieniu wyłącznie na teren własnej posesji. Tylko takie działania pozwolą na wyeliminowanie dalszych naruszeń przepisów.

W decyzji odniesiono się także do wykorzystywania nagrań z monitoringu do inicjowania postępowań w sprawach o wykroczenia. Prezes UODO podkreślił, że zapewnienie porządku publicznego należy do kompetencji organów państwowych. Zadanie to nie może być realizowane przez osoby prywatne przy użyciu własnych systemów monitoringu wizyjnego. Organ zaznaczył, że właściciel nieruchomości nie jest uprawniony do zastępowania w tej roli instytucji publicznych.

Polski retail stawia na parki handlowe. Trend się umacnia

Parki handlowe zyskują na polskim rynku retail. Niższe koszty budowy i eksploatacji oraz elastyczność w dostosowywaniu konceptu do potrzeb rynku przyciągają coraz więcej kapitału. Eksperci przestrzegają jednak: czas łatwych zysków się kończy, z kolei sukces nowych projektów wymaga długofalowej strategii i dokładnej analizy nasycenia rynku.

Parki handlowe zyskują na znaczeniu na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, odbierając klientów tradycyjnym galeriom handlowym. Wprawdzie galerie handlowe wciąż zajmują czterokrotnie większą powierzchnię handlową w Polsce niż parki handlowe, to patrząc na nowe inwestycje, parki stają się coraz popularniejsze. Według raportu Polskiej Rady Centrów Handlowych, w pierwszym półroczu 2025 roku do użytku oddano 133 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego aż 83,4 proc. stanowiły parki handlowe. Ponad połowę nowej powierzchni (61 proc.) zrealizowano w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Wśród inwestycji z tego roku znalazły się M Park Mrągowo (dla LCP Properties jest to ich największy park handlowy w Polsce) czy park handlowy Łabędzka w Gliwicach (powstał w wyniku przebudowy dawnego centrum handlowego z Tesco). A od roku działa San Park Piaseczno, największy park handlowy w województwie mazowieckim.

Dla wielu konsumentów w Polsce, parki, czyli otwarte kompleksy z bezpośrednim dostępem do sklepów, darmowymi parkingami i wygodną lokalizacją przy głównych arteriach komunikacyjnych, są preferowanym miejscem zakupów. Zalety te dostrzegli również inwestorzy, którzy coraz chętniej lokują w nie kapitał. Doceniają przede wszystkim niższe koszty operacyjne, stabilne stopy zwrotu i elastyczność dostosowania do zmieniających się potrzeb rynku.

Niższe koszty i szybszy zwrot z inwestycji

Główną zaletą parków handlowych jest ich efektywność ekonomiczna. Koszty budowy są niższe w porównaniu do tradycyjnych centrów handlowych. Na oszczędności inwestycyjne wpływa brak klimatyzowanych przestrzeni wspólnych, wind, eskalatorów czy skomplikowanych systemów wentylacyjnych. Równie istotne są niższe koszty operacyjne. Parki generują mniejsze wydatki na utrzymanie, głównie dzięki ograniczonym kosztom energii i prostszej strukturze zarządzania. Dla najemców oznacza to niższe czynsze najmu oraz koszt obsługi, co przy zachowaniu wysokiego ruchu klientów przekłada się na lepszą rentowność ich działalności. Z perspektywy inwestora takie obiekty oferują bardziej przewidywalny przepływ gotówki i krótszy okres zwrotu z inwestycji niż w przypadku tradycyjnych galerii handlowych.

Gastronomia i usługi wkraczają do parków handlowych

Parki handlowe z definicji są obiektami bazującymi na prostocie, jednak w ostatnich latach obserwujemy jak poszerzają swoją ofertę. Wymusza to na deweloperach otwieranie się na nowych najemców. W efekcie, wprowadzają do parków handlowych gastronomię i usługi, które tradycyjnie były domeną galerii handlowych.

Czy jest to dobry kierunek? – Dzięki wprowadzeniu do parków handlowych usług i gastronomii można uzyskać przynajmniej trzy rodzaje korzyści. Po pierwsze, zwiększyć przychody czynszowe. Po drugie, można ustabilizować przychody czynszowe w dłuższym okresie, co wynika z tego, na jak długo zawierane są umowy najmu. Po trzecie, pozwala to uatrakcyjnić koncept parku i pozyskać nowych klientów – komentuje Dariusz Kalinowski, partner zarządzający Harvent Capital, były członek zarządu Emperia.

Ekspert zaznacza, że sukces zależy od długoterminowej wizji właściciela – ci, którzy koncentrują się wyłącznie na maksymalizacji przychodów w krótkim okresie, ryzykują częstą rotację najemców i niejasny koncept handlowy. – Rozwój gastronomii odbywa się na dwa sposoby: poprzez przeznaczenie części powierzchni najmu na lokale gastronomiczne oraz udostępnienie fragmentów parkingu dla tego rodzaju usług – podkreśla Kalinowski.

ESG to nie moda a konieczność

Rosnące wymogi dotyczące zrównoważonego rozwoju stają się kolejnym czynnikiem wpływającym na atrakcyjność inwestycyjną parków handlowych. Wdrażanie rozwiązań takich jak ESG (Environmental, Social, and Governance), certyfikacja BREEAM (Building Research Establishment Environmental Assessment Method) czy instalacja paneli fotowoltaicznych, zwiększają nakłady inwestycyjne od kilku do nawet kilkunastu procent. – Jednak korzyści znacznie przewyższają początkowe koszty. Mamy bowiem do czynienia z oszczędnościami operacyjnymi. Dzięki efektywności energetycznej parki z certyfikacją BREEAM notują redukcję kosztów eksploatacji o nawet kilkadziesiąt procent rocznie. Do tego dochodzą premie czynszowe – najemcy akceptują czynsz wyższy za powierzchnie w obiektach certyfikowanych – mówi Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group.

Jodko wskazuje również, że duże sieci handlowe, realizujące własne cele ESG, preferują certyfikowane lokalizacje i akceptują wyższe czynsze za takie powierzchnie. Ponadto, ekspert ostrzega, że w kontekście taksonomii UE i rosnących wymogów regulacyjnych, budynki bez certyfikacji już za 5-7 lat mogą stać się „aktywami osieroconymi”. Z tego właśnie powodu, inwestycje w zrównoważone rozwiązania są nie luksusem a koniecznością. Chcąc być konkurencyjnym na rynku, nie da się zignorować tego kierunku rozwoju.

Gdzie jest granica? Jak nie przeinwestować?

W sytuacji rosnącego nasycenia rynku, największym wyzwaniem pozostaje określenie granicy opłacalności nowych projektów. Dariusz Kalinowski przestrzega przed krótkowzrocznym podejściem deweloperów koncentrujących się wyłącznie na komercjalizacji i natychmiastowej sprzedaży obiektu. – Zachęcam do innego spojrzenia na temat. Jeśli przyjmiemy założenie, że zostaniemy właścicielem konkretnego parku przez co najmniej 10 lat, automatycznie zmieni się nam sposób oceny inwestycji. Dzięki takiemu podejściu, nasza analiza będzie głębsza, uwzględniająca wiele czynników, również tych, które będą oddziaływały na inwestycję w średnim lub długim horyzoncie czasowym – wskazuje Kalinowski.

Jodko podkreśla przy tym, że minimalna populacja w promieniu 15 minut dojazdu wynosi 30-40 tys. mieszkańców dla parku o powierzchni 5-8 tys. metrów kwadratowych, zaś wskaźnik nasycenia powierzchnią handlową nie powinien przekraczać 300-350 metrów kwadratowych na tysiąc mieszkańców. Budowa drugiego parku w niewielkiej odległości od konkurencji ma sens tylko wtedy, gdy pierwszy park obsługuje maksymalnie 60-70 proc. potencjału rynkowego i kiedy istnieją wyraźnie odrębne dzielnice mieszkaniowe, o różnych profilach demograficznych.

Inwestorzy zwracają uwagę na możliwość stworzenia odmiennego miksu najemców. W ich ocenie, jeśli konkurencja oferuje dyskont spożywczy i drogerie, warto postawić na elektronikę, sport czy artykuły do domu. W ten sposób unikniemy kanibalizacji, która następuje, kiedy mamy do czynienia z ponad 70-proc. pokryciem asortymentowym.