Kreml skrytykował w niedzielę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego za apel do państw sojuszu, by przygotowywały się na możliwość wojny na dużą skalę z Rosją. Moskwa uznała te słowa za nieodpowiedzialne i przekonywała, że świadczą o „zapomnieniu” okropności II wojny światowej. Ostra reakcja padła trzy dni po wystąpieniu Ruttego w Berlinie, w którym ostrzegł, że NATO powinno być gotowe na konflikt „na skalę wojny, którą przeżyli nasi dziadkowie lub pradziadkowie”.
– Wygląda to na wypowiedź przedstawiciela pokolenia, któremu udało się zapomnieć, jak naprawdę wyglądała II wojna światowa – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z Pawłem Zarubinem, reporterem rosyjskiej telewizji państwowej. – Nie mają o tym pojęcia, a niestety pan Rutte, wygłaszając takie nieodpowiedzialne oświadczenia, po prostu nie rozumie, o czym mówi – dodał.
Wystąpienie Ruttego z 11 grudnia, wygłoszone podczas wydarzenia Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w Berlinie, należało do jego najbardziej stanowczych ostrzeżeń od objęcia funkcji szefa NATO. – Jesteśmy kolejnym celem Rosji. I już jesteśmy zagrożeni – mówił, oceniając, że Moskwa może być gotowa do użycia siły militarnej przeciwko państwom sojuszu w perspektywie pięciu lat. Słowa te padły w czasie, gdy prezydent USA Donald Trump prowadzi negocjacje mające doprowadzić do zakończenia trwającej niemal cztery lata inwazji Rosji na Ukrainę.
Szef NATO wezwał jednocześnie sojuszników do szybkiego zwiększenia wydatków obronnych, tak aby osiągnąć cel 5 proc. PKB uzgodniony na szczycie w czerwcu w Hadze. Ostrzegł, że „zbyt wielu jest po cichu zadowolonych”, a „zbyt wielu wierzy, że czas działa na naszą korzyść”. Wskazał też na nasilające się działania hybrydowe Rosji wobec państw NATO, w tym naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki oraz przypadki sabotażu infrastruktury.
Kreml konsekwentnie odrzuca oskarżenia, jakoby Rosja planowała atak na członków NATO, określając je jako „nonsens” mający podsycać antyrosyjskie nastroje w Europie. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow mówił 11 grudnia, że Moskwa nie ma agresywnych planów wobec sojuszu, a nawet zaproponował udzielenie pisemnych gwarancji. Wcześniej w grudniu prezydent Władimir Putin przekonywał, że Rosja nie dąży do wojny z Europą, jednocześnie ostrzegając, że ewentualny konflikt wywołany przez europejskie mocarstwa „zakończyłby się bardzo szybko”.
Europejscy i ukraińscy przywódcy utrzymują natomiast, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie mogłoby ośmielić Moskwę do testowania spójności sojuszu i zwiększyć ryzyko agresji wobec terytorium NATO. Rosja odpowiada, że to rozszerzanie NATO na wschód stanowi zagrożenie dla jej bezpieczeństwa.






