Finanse w epoce AI: modele predykcyjne zyskują, ale rośnie znaczenie etyki i transparentności

Według raportu – „Sztuczna inteligencja w usługach finansowych” – opublikowanego przez Departament Skarbu USA, AI stał się jednym z najważniejszych czynników kształtujących przyszłość usług finansowych. Jednak znaczenie tej zmiany wykracza daleko poza aspekt technologiczny. AI nie tylko przyspiesza procesy czy zwiększa precyzję analiz – zmienia sam sposób, w jaki instytucje finansowe rozumieją ryzyko, podejmują decyzje i budują zaufanie klientów.

Zgodnie z badaniem zrealizowanym przez KPMG, aż 71% organizacji wykorzystuje w jakimś stopniu sztuczną inteligencję w swoich operacjach finansowych. Z tego grona 41% firm deklaruje użycie AI na „umiarkowanym lub wysokim” poziomie i przewiduje się, że ten wskaźnik wzrośnie do 83% do 2027 roku.

AI staje się jednym z kluczowych ogniw tego języka. Algorytmy potrafią analizować setki tysięcy zmiennych, wychwytywać wzorce zachowań i przewidywać ryzyko kredytowe z precyzją, która dawniej była poza zasięgiem. W praktyce oznacza to, że decyzje kredytowe, oferty czy rekomendacje mogą być dopasowywane nie do ogólnych profili, lecz do indywidualnych potrzeb użytkowników. Coraz częściej to właśnie sztuczna inteligencja pozwala zauważyć, że dwie osoby o podobnych dochodach mogą mieć zupełnie inną skłonność do terminowych spłat, bo różni je sposób korzystania z rachunku, częstotliwość płatności lub nawet styl zakupowy.

W tym sensie AI nie zastępuje ludzkiego osądu, ale rozszerza jego możliwości. Działa jak dodatkowa warstwa percepcji, która pomaga analitykom, doradcom i instytucjom finansowym dostrzegać niuanse wcześniej niewidoczne. Jednocześnie wymusza nową dyscyplinę w myśleniu o odpowiedzialności, o tym, jakie dane wykorzystujemy, w jaki sposób interpretujemy ich znaczenie i czy wynik procesu decyzyjnego można wyjaśnić w sposób zrozumiały dla klienta. Transparentność staje się więc równie istotna jak skuteczność modeli predykcyjnych – mówi Marta Fila, członek zarządu AIQLabs.

W świecie finansów o zaufaniu decyduje nie tylko to, czy decyzja jest trafna, lecz czy jest uczciwa. Klienci coraz lepiej rozumieją, że za automatyzacją procesów stoją konkretne mechanizmy uczenia maszynowego. Oczekują, że instytucje finansowe potrafią wytłumaczyć, dlaczego dana oferta została im przedstawiona, a inna nie. To zmienia relację między człowiekiem a technologią, z relacji zależności w relację współodpowiedzialności.

W praktyce wdrożenie AI w consumer finance nie jest już projektem technologicznym, ale organizacyjnym. Firmy, które traktują algorytmy jako narzędzie wspierające całość procesów, od oceny ryzyka po obsługę klienta, budują nowe standardy funkcjonowania rynku. Nie chodzi już o automatyzację dla samej automatyzacji, ale o umiejętność łączenia danych, modeli i refleksji etycznej w spójną strukturę. Tylko wtedy możliwe jest tworzenie rozwiązań, które równocześnie przyspieszają decyzje i wzmacniają poczucie bezpieczeństwa klientów.

Sztuczna inteligencja w finansach konsumenckich uczy nas także innego podejścia do pojęcia ryzyka. Dawniej rozumiano je jako coś, co należy minimalizować. Dziś, dzięki analizom predykcyjnym, ryzyko można lepiej rozumieć, a nawet modelować, przewidywać, w jakich warunkach się pojawi i jak można mu zapobiec, zanim przekształci się w problem. To nie tylko kwestia efektywności, ale też jakości doświadczenia klienta, mniej błędnych decyzji, mniej stresu, więcej przejrzystości.

Najciekawsze w tym procesie jest to, że technologia staje się coraz bardziej „miękka”. Nie polega już na imponujących możliwościach obliczeniowych, lecz na zdolności do rozumienia kontekstu. Współczesne systemy AI nie tylko klasyfikują dane, ale potrafią uczyć się intencji, rozpoznawać wzorce komunikacji czy przewidywać potrzeby użytkowników w czasie rzeczywistym. To przesunięcie akcentu z analizy faktów na interpretację znaczeń może być jednym z najważniejszych kierunków rozwoju branży – podsumowuje Marta Fila.

Wraz z nim zmienia się także rola człowieka. Analitycy nie są już jedynie nadzorcami technologii, ale jej współautorami. Ich zadaniem jest nie tylko ocena wyników, ale także tworzenie środowiska, w którym algorytmy mogą działać odpowiedzialnie, zgodnie z wartościami organizacji i obowiązującymi regulacjami. To właśnie na tym styku rodzi się prawdziwa innowacja. Nie w spektakularnych wdrożeniach, lecz w zdolności do budowania relacji między danymi, decyzjami i zaufaniem.

W kolejnych latach ten kierunek będzie się pogłębiał. AI stanie się integralnym komponentem infrastruktury finansowej. Równie naturalnym jak systemy scoringowe czy procesy weryfikacji tożsamości. Jednak jego dojrzałość nie będzie mierzona liczbą automatyzacji, lecz umiejętnością tworzenia rozwiązań zrozumiałych, przejrzystych i etycznych. Technologia przestaje być narzędziem, staje się językiem, w którym finanse uczą się opowiadać o odpowiedzialności.

Świąteczne prace kuszą stawkami. Mikołaj zarobi nawet 700 zł za godzinę

Tegoroczny okres świąteczny zapowiada się jako rekordowo pracowity. Firmy, centra handlowe, jarmarki i organizatorzy wydarzeń bożonarodzeniowych ruszyli z rekrutacjami już na początku listopada, oferując szeroki wachlarz sezonowych zajęć. Najwięcej zarobi święty Mikołaj – jego stawki sięgają nawet 700 zł brutto za godzinę pracy w Wigilię po 16:00 w dużych miastach. Na liście poszukiwanych nie brakuje też elfów, sprzedawców na jarmarkach, pakowaczek prezentów i kasjerów w galeriach handlowych, wynika z analiz Grupy Progres.

Z początkiem listopada rozpoczął się intensywny okres poszukiwań pracowników na sezon świąteczno-noworoczny. Jak wskazują analizy Grupy Progres, rosnący popyt na personel obserwowany jest nie tylko w dużych aglomeracjach, ale również w mniejszych miastach, gdzie pojawiają się lokalne jarmarki i stoiska świąteczne. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku liczba ofert pracy sezonowej wzrosła umiarkowanie – średnio o 20–35%, w zależności od branży oraz wielkości przedsiębiorstwa.

Mikołaj na czele zarobków

Jedną z najbardziej poszukiwanych postaci niezmiennie pozostaje święty Mikołaj, który – jak wynika z danych Grupy – może zarobić nawet 700 zł brutto za godzinę pracy w Wigilię po godzinie 16:00 w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław. Standardowa stawka dla Mikołajów w grudniu waha się od 60 do 120 zł brutto za godzinę, ale w okresie kulminacyjnym, czyli 6 i 24 grudnia, rośnie kilkukrotnie. Wymagania wobec kandydatów obejmują pogodny charakter, poczucie humoru, kulturę osobistą, łatwość kontaktu z dziećmi oraz – w przypadku pracy wyjazdowej – prawo jazdy i własny samochód. Często pracodawcy oferują komplet strojów, scenariusze spotkań i zwrot kosztów paliwa.

Jak podkreśla Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres „listopad i grudzień to najgorętszy czas dla zajęć sezonowych. W tym okresie firmy potrzebują dodatkowych rąk do pracy bardziej niż w jakimkolwiek innym momencie roku. Dla wielu osób to doskonała okazja, by połączyć przyjemne z pożytecznym – szybko zarobić, pracować w elastycznym grafiku i spróbować swoich sił w nowym, sezonowym wyzwaniu.”

Tuż za Mikołajem w rankingu zarobków plasują się jego pomocnicy – Śnieżynki, Elfy i Animatorzy Świąteczni, którzy w grudniu mogą liczyć na stawki od 35 do 75 zł brutto za godzinę. Ich zadaniem jest prowadzenie animacji, warsztatów i zabaw dla dzieci, pomoc przy rozdawaniu prezentów, opieka nad grupami uczestników oraz dbanie o świąteczny klimat spotkań. Sezon pracy dla animatorów i elfów rozpoczyna się zazwyczaj między 19 listopada a 1 grudnia i trwa do 23 lub 24 grudnia, przy czym najwięcej godzin przypada na weekendy i popołudnia.

Na jarmarku pachnie cynamonem i dobrymi zarobkami

Kolejną grupą stanowisk, których od lat nie brakuje, są prace na jarmarkach bożonarodzeniowych. W Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie poszukiwane są osoby do sprzedaży grzańca, gorącej czekolady, deserów, churrosów i popcornu, a także do obsługi stoisk z ozdobami, słodyczami czy upominkami. Stawki wahają się tu od 30 do 47 zł brutto za godzinę, a najlepsi sprzedawcy mogą zarobić nawet 330 zł brutto dziennie. Praca rozpoczyna się zwykle 21 listopada i trwa do 23 grudnia, choć w niektórych miastach jarmarki działają aż do 7 stycznia 2026 roku. Wymagane są książeczki sanepidowskie, podstawowa znajomość języka angielskiego, pozytywne nastawienie i umiejętność pracy z klientem. Dla studentów to jedna z najczęściej wybieranych form dorobienia – wiele ofert kierowana jest właśnie do osób w wieku 16–26 lat posiadających status ucznia lub studenta.

Osoby planujące pracę w sezonie świątecznym powinny wcześniej przygotować niezbędne dokumenty, zwłaszcza aktualną książeczkę sanepidowską. W wielu przypadkach jest ona warunkiem zatrudnienia, a procedura jej uzyskania może potrwać nawet dwa tygodnie. Pracodawcy najczęściej wybierają kandydatów, którzy mogą rozpocząć pracę od razu, dlatego warto upewnić się, że posiadane orzeczenie jest wciąż ważne – zazwyczaj obowiązuje ono dwa lata, choć zdarzają się też roczne – zaznacza Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Wysokie zapotrzebowanie występuje także na pracowników sprzątających i obsługujących jarmarki i galerie handlowe. Stawka wynosi około 30,50 zł brutto za godzinę, a praca rozpoczyna się w połowie listopada i kończy tuż przed Świętami. Obowiązki obejmują utrzymanie czystości, porządkowanie stołów i terenów zewnętrznych.

Pakowanie prezentów, sprzedaż choinek i praca w terenie

Wysoko na liście świątecznych zajęć znajduje się także pakowanie prezentów, które stało się nieodłącznym elementem przygotowań do Bożego Narodzenia w centrach handlowych i magazynach firm wysyłkowych. Stawki wahają się między 29 a 35 zł brutto za godzinę, a praca trwa zazwyczaj od końca listopada do 23 grudnia. Wymagana jest dokładność, estetyka oraz umiejętność pracy w zespole.

Nie zabraknie też ofert dla sprzedawców choinek, które wiążą się z pracą na świeżym powietrzu i odpornością na niskie temperatury. Wysoki sezon w tym zawodzie trwa od 1 do 24 grudnia. W Warszawie, Krakowie czy Łodzi stawki wynoszą około 33 zł brutto za godzinę, a obowiązki obejmują obsługę klienta, pakowanie drzewek w siatki oraz dbanie o porządek na stoisku.

Nietypowo – na witrynie, charytatywnie, za kierownicą świątecznego foodtrucka, opieka nad reniferem

Wśród ofert nie brakuje również bardziej nietypowych propozycji. Osoby o artystycznym zacięciu mogą liczyć na zatrudnienie przy tworzeniu dekoracji świątecznych i scenografii miejskich – tu wynagrodzenie wynosi około 30–40 zł brutto za godzinę, a prace trwają od 5 listopada do 20 grudnia.

Do tego typu zajęć należą także wolontariusze i osoby kwestujące w centrach handlowych, które w strojach aniołków lub elfów sprzedają zestawy świąteczne i zbierają datki na cele charytatywne – w tym przypadku stawki wahają się od 30 do 50 zł brutto za godzinę, a praca trwa od 26 listopada do 23 grudnia. Wymagane są przede wszystkim otwartość, komunikatywność i pozytywna energia – doświadczenie nie jest konieczne, a grafik można dopasować indywidualnie.

W tej kategorii mieszczą się również takie stanowiska jak kierowca świątecznego foodtrucka (35–45 zł brutto/h), fotograf dziecięcy w galeriach (40–60 zł brutto/h), opiekun reniferów lub zwierząt w żywej szopce (30–38 zł brutto/h), hostessy promujące świąteczne marki (33–42 zł brutto/h), czy dekorator witryn sklepowych (32–48 zł brutto/h). Wszystkie te stanowiska łączy jedno – pracodawcy oczekują dyspozycyjności od drugiej połowy listopada do Wigilii, a szczyt pracy przypada na weekendy i wieczory.

Kasa, kuchnia, magazyn – świąteczny klasyk zatrudnienia

Oprócz typowo bożonarodzeniowych stanowisk, duże sieci handlowe i firmy logistyczne poszukują dodatkowych pracowników do obsługi rosnącego ruchu przedświątecznego. Dobra wiadomość jest taka, że w tym sezonie wynagrodzenia w pracy tymczasowej i sezonowej są wyższe niż rok temu – wzrosły średnio o 10–20%. Wpływ na ten trend ma zarówno waloryzacja płacy minimalnej, jak i rosnąca konkurencja o pracowników. Pracownicy magazynów i zajmujący się pakowaniem oraz kompletacją towarów, mogą liczyć na stawki w przedziale 30–40 zł brutto za godzinę. W e-commerce pakowacze oraz operatorzy magazynów przesyłek zarabiają średnio od 32 do 38 zł brutto za godzinę. Kasjerzy i sprzedawcy otrzymują wynagrodzenie w wysokości od 25 do 35 zł brutto za godzinę, w zależności od lokalizacji i doświadczenia. Kurierzy oraz pomocnicy kierowców mogą liczyć na stawki rzędu 33–45 zł brutto za godzinę lub wynagrodzenie w systemie prowizyjnym, uzależnione od liczby dostarczonych przesyłek. W branży gastronomicznej, obejmującej m.in. kelnerów, pomoc kuchenną czy obsługę eventów, stawki kształtują się na poziomie 30–42 zł brutto za godzinę. Dodatkowo część pracodawców oferuje premie frekwencyjne, dodatki za pracę w weekendy i święta oraz bony świąteczne, które łącznie mogą zwiększyć realne zarobki nawet o 10–15%.

W okresie przedświątecznym praca sezonowa wyróżnia się nie tylko intensywnym tempem, ale też szybszymi terminami wypłat. W wielu przypadkach wynagrodzenie przekazywane jest niemal natychmiast po zakończeniu zlecenia – jeszcze tego samego dnia, do 7 dni po jego wykonaniu lub najpóźniej do 30 grudnia. To stała praktyka w branży, utrzymująca się od kilku lat i szczególnie ceniona przez młodszych pracowników, którzy chcą mieć środki jeszcze przed Sylwestrem. Choć stawki godzinowe w wielu przypadkach oscylują wokół płacy minimalnej (ok. 30,50 zł brutto), to właśnie szybka dostępność wynagrodzenia sprawia, że prace sezonowe w ostatnim miesiącu roku wciąż cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

Dla wielu osób praca w grudniu to sposób na sfinansowanie prezentów, ale też okazja do podreperowania budżetu w formule tymczasowej z elastycznym grafikiem pozwalającym połączyć pracę z nauką czy innymi obowiązkami. Kandydatów nie brakuje, wśród nich są studenci i uczniowie, którzy chętnie podejmują krótkoterminowe zatrudnienie, cudzoziemcy, zwłaszcza z Ukrainy, stanowiący istotne wsparcie operacyjne w szczytowym okresie, a także osoby 50+, które wracają na rynek pracy do zadań wymagających dokładności, cierpliwości i odpowiedzialności, takich jak pakowanie produktów, kontrola jakości czy obsługa klienta. Dzięki takiej różnorodności i otwartości pracodawców każdy, kto potrafi rozdać uśmiech – Mikołaj, elf, kasjer czy animator – może w grudniu liczyć na naprawdę hojny sezonpodsumowuje Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

***

W tekście wszystkie stawki podane są w kwotach brutto. W przypadku studentów obowiązuje zasada, że wynagrodzenie brutto jest równe kwocie netto.

Branża budowlana pod większą kontrolą. Nowa ustawa ma poprawić jakość materiałów i ograniczyć nieprawidłowości

Trwają prace nad nową ustawą o wyrobach budowlanych. Zmiany mają zwiększyć skuteczność nadzoru i poprawę jakości wyrobów budowlanych dostępnych w Polsce. „Jakość materiałów budowlanych w Polsce nadal często nie spełnia wymaganych standardów. Deklaracja dotycząca zwiększenia kar finansowych i objęcie kontrolami również sprzedaży on-line, to wyraźny znak, że państwo zamierza aktywnie przeciwdziałać nieprawidłowościom w obrocie wyrobami budowlanymi” – mówi Jan Pruski, Associate z zespołu Prawa Nieruchomości i Budownictwa kancelarii Wolf Theiss.

Zgodnie z opublikowaną przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego informacją o kontroli rynku wyrobów budowlanych w 2024 r. przyjęty zbiorczy plan kontroli przewidywał skontrolowanie 2302 wyrobów budowlanych, zaś ostatecznie wojewódzcy inspektorzy nadzoru budowlanego sprawdzili  2457 wyrobów. Organy nadzoru budowlanego zleciły badania 259 próbek wyrobów budowlanych, z czego stwierdzono, że aż 30% nie spełniało deklarowanych przez producenta właściwości użytkowych. Jak sygnalizuje branża budowlana, największe problemy dotyczą materiałów termoizolacyjnych oraz cementów, wapna budowlanego i innych spoiw hydraulicznych.

„Kontrole organów nadzoru budowlanego w 2024 r. skutkowały 38 decyzjami w sprawach kar pieniężnych w I instancji. Świadczy to z jednej strony o chęci współpracy producentów w celu wykluczenia nieprawidłowości, z drugiej zaś o dość powściągliwym podejściu instytucji w tym zakresie.  Czy więc zwiększenie wymiaru tych kar będzie skutecznym narzędziem prewencyjnym w przyszłości?” – pyta retorycznie Jan Pruski z kancelarii Wolf Theiss.

Zwiększenie kar w nowej ustawie

Projekt nowej ustawy o wyrobach budowlanych przewiduje istotne zaostrzenie sankcji wobec podmiotów naruszających przepisy. Dotyczy to przede wszystkim produktów niespełniających deklarowanych właściwości użytkowych, pozbawionych wymaganych oznaczeń lub wprowadzanych do obrotu z pominięciem obowiązujących procedur. Wysokość kar pieniężnych ma wzrosnąć nawet o połowę, co ustawodawca tłumaczy zarówno inflacją, jak i brakiem wcześniejszej waloryzacji, mającej miejsce ostatni raz ponad dziesięć lat temu.

Dotychczas kary za naruszenia wynosiły do 100 tys. zł., a nowy projekt zakłada ich zwiększenie do 150 tys. zł. Zmiany obejmą również sektor online, w tym zagraniczne podmioty oferujące wyroby budowlane na polskim rynku. W ich przypadku sankcje mają być nie tylko bardziej dotkliwe, ale też skuteczniej egzekwowane. Wprowadzenie nowych regulacji wpisuje się w szerszy kontekst ujednolicenia z prawem unijnym, które nakłada na państwa członkowskie obowiązek stosowania kar adekwatnych, skutecznych i odstraszających.

„Zaostrzenie sankcji to nie tylko formalna zmiana – to jasny sygnał, że państwo zamierza aktywnie przeciwdziałać nieprawidłowościom w obrocie wyrobami budowlanymi. W świetle licznych uchybień wykrywanych podczas kontroli, nowe przepisy mają pełnić funkcję prewencyjną i skłonić producentów oraz dystrybutorów do większej odpowiedzialności za jakość oferowanych produktów” – podkreśla Jan Pruski.

Więcej jakości czy więcej formalności?

Projekt nowej ustawy o wyrobach budowlanych to odpowiedź na konieczność dostosowania polskiego prawa do regulacji Unii Europejskiej, w szczególności rozporządzeń Rady i Parlamentu Europejskiego (UE). Nowe przepisy mają uporządkować zasady wprowadzania produktów do obrotu, ujednolicić definicje w celu ich zgodności z prawem UE oraz wzmocnić nadzór – również nad wyrobami oferowanymi w sprzedaży internetowej. Ustawodawca, odpowiadając na postulaty Krajowych Jednostek Oceny Technicznej, przedsiębiorców oraz organów nadzoru rynku, planuje ustandaryzować procedury kontrolne i wyeliminować istniejące wątpliwości interpretacyjne.

„Jedną z istotnych zmian będzie obowiązek przeprowadzenia przez organ analizy ryzyka przed podjęciem decyzji w sprawie wykonywania kontroli. Podmioty gospodarcze zostaną również zobowiązane do przedstawiania szczegółowych informacji dotyczących łańcucha dostaw, sieci dystrybucji, liczby wyrobów dostępnych na rynku oraz innych modeli produktów o takich samych właściwościach technicznych. Wszystkie te działania mają na celu zwiększenie skuteczności nadzoru i poprawę jakości wyrobów budowlanych dostępnych w Polsce” – dodaje Jan Pruski.

Te działania mają sprzyjać przejrzystości i ograniczyć ryzyko stosowania materiałów niespełniających norm. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność dostosowania się do nowych wymogów formalnych, ale także szansę na łatwiejszy obrót wyrobami zgodnymi z unijnymi standardami.

Dla branży budowlanej zmiany te mogą oznaczać większą stabilność i przewidywalność. Jasne zasady oraz lepszy dostęp do danych o właściwościach i pochodzeniu wyrobów budowlanych, a w szczególności podjęcie działań zmierzających do kontrolowania sprzedaży wyrobów budowlanych online, to realne korzyści dla wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego. Nowe przepisy mają nie tyle karać, co zapobiegać. Ustawodawca liczy, że dzięki większej przejrzystości i surowszym konsekwencjom liczba nieprawidłowości będzie systematycznie spadać.

„Zwiększony nacisk na jakość i bezpieczeństwo produktów, a także zwiększenie sankcji, może przełożyć się na większe zaufanie konsumentów i inwestorów, co w dłuższej perspektywie może wzmocnić pozycję rzetelnych producentów na rynku. Nowe regulacje obejmujące także sprzedaż internetową mają z kolei uporządkować segment sprzedaży online, który dotychczas pozostawał poza skutecznym nadzorem” – podsumowuje Jan Pruski.

Termin przyjęcia ustawy planowany jest na III kwartał 2026 r., zaś od 21 października br. Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozpoczęło konsultacje publiczne nowego projektu. Czas na przekazanie uwag i sugestii od opublikowania projektu to 30 dni.

Polski przemysł łapie oddech, ale nadal idzie pod wiatr. Po dwóch trudnych latach sektor wchodzi w fazę umiarkowanej stabilizacji

0

Ostatnie dwa lata były dla polskiego przemysłu okresem trudnych decyzji. Liczba upadłości w przemyśle systematycznie rosła, a jeszcze szybciej przybywało postępowań restrukturyzacyjnych. W 2025 roku polski przemysł znajduje się w fazie umiarkowanej stabilizacji.

Dane za pierwsze miesiące tego roku pokazują, że sektor wciąż rośnie, ale tempo tego wzrostu jest ograniczone. Wygląda, że nasz przemysł złapał oddech po trudnych latach, ale wciąż musi iść pod wiatr.mówi Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu produkcja sprzedana była o ok. 1,4 proc. wyższa niż rok wcześniej. To wynik lepszy niż w wielu krajach strefy euro, ale jednak poniżej oczekiwań. Widać też wyraźną sezonowość – kwiecień i maj przyniosły wzrosty, podczas gdy w czerwcu zanotowano już symboliczny spadek.

Trzeba pamiętać, że polski przemysł w dużym stopniu zależy od zamówień z zagranicy. Słabsza koniunktura w Niemczech, a zwłaszcza trudności w europejskiej motoryzacji, przekładają się bezpośrednio na sytuację w Polsce. Mniej zamówień na komponenty czy baterie do aut elektrycznych oznacza, że zakłady produkcyjne w kraju pracują poniżej swoich możliwości.

O ile w latach 2022–2024 głównym problemem były rosnące koszty energii i surowców, o tyle dziś coraz częściej słychać o problemach kadrowych. – Firmy zgłaszają niedobór pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, a rotacja wśród zatrudnionych rośnie. To realne zagrożenie, bo bez specjalistów od automatyzacji, robotyki czy nowych technologii trudno myśleć o przyspieszeniu transformacji przemysłu.tłumaczy Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Nie oznacza to jednak, że perspektywy są wyłącznie pesymistyczne. Polska od lat utrzymuje pozycję jednego z liderów rynku nieruchomości przemysłowych w Europie, przyciągając inwestorów szukających miejsca na nowe zakłady i centra logistyczne. W drugiej połowie 2025 roku branża może dodatkowo skorzystać z większego napływu funduszy unijnych, w tym środków na transformację energetyczną i cyfrową. To szansa na modernizację i wzmocnienie pozycji konkurencyjnej w dłuższej perspektywie.

Generalnie polski przemysł stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony musi zmierzyć się z trudnym otoczeniem – niższym popytem zagranicznym, presją kosztową i wymaganiami regulacyjnymi. Z drugiej strony przed sektorem otwierają się możliwości związane z zieloną transformacją, cyfryzacją i inwestycjami wspieranymi przez UE. Wiele zależy od tego, jak szybko i skutecznie firmy dostosują się do nowych realiów.wyjaśnia Konrad Latoch.

W krótkim horyzoncie czasowym, najbliższy rok, można spodziewać się umiarkowanego wzrostu w polskim przemyśle, choć z dużymi wahaniami. Długoterminowo jednak to, czy nasz sektor przemysłowy wykorzysta szansę na awans w globalnej gospodarce, będzie zależeć od odwagi w inwestycjach i zdolności do budowania nowoczesnego przemysłu.

Synektik coraz bliżej podziału. Syn2bio składa prospekt do KNF

Syn2bio – nowo utworzona spółka, do której Synektik planuje wydzielić działalność związaną z badaniami nad kardioznacznikiem i przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku o globalnym potencjale sprzedaży – złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego. To kolejny ważny krok w procesie zmierzającym do podziału Synektika na dwie niezależne firmy. Prospekt został przygotowany w związku z planowaną emisją akcji podziałowych Syn2bio, które zostaną przydzielone akcjonariuszom Synektika. Obie firmy będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Intencją zarządu jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 roku.

– Konsekwentnie dążymy do podziału Synektika na dwie niezależne firmy, prowadzące odmienną działalność i przyciągające inwestorów o różnym profilu. Przeniesienie do Syn2bio działalności związanej z badaniami nad kardioznacznikiem – naszym flagowym projektem badawczym –– umożliwi pozyskanie nowych źródeł ich finansowania. Pozwoli następnie na komercjalizację kardioznacznika w najbardziej korzystnym momencie, tj. po zakończeniu trzeciej fazy badań klinicznych, czy nawet po rejestracji gotowego produktu przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) oraz Europejską Agencję ds. Leków (EMA) – wskazuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika.

– Z kolei Synektikowi, którego wyniki dotychczas były obciążone kosztami prowadzonych badań, planowany podział umożliwi osiąganie wyższej rentowności i wypłacanie wyższych dywidend. Rozdzielenie dotychczasowej zróżnicowanej działalności pozwoli ponadto inwestorom na odrębną, rzetelną wycenę, uwzględniającą potencjał każdej ze spółek. Jesteśmy przekonani, że w konsekwencji będzie to prowadzić do zwiększenia ich wartości – dodaje Cezary Kozanecki.

Idea podziału Synektika na dwa podmioty

Synektik to dostawca zaawansowanych rozwiązań dla medycyny, w tym innowacyjnych urządzeń medycznych i rozwiązań informatycznych, oraz wiodący polski producent radiofarmaceutyków. W wyniku planowanego podziału, do spółki Syn2bio wydzielona zostanie część działalności centrum badawczo-rozwojowego związana z badaniami nad nowymi cząsteczkami farmaceutycznymi, w szczególności badaniami nad kardioznacznikiem, tj. innowacyjnym radiofarmaceutykiem przeznaczonym do badania perfuzji mięśnia sercowego i diagnostyki choroby wieńcowej.

Kardioznacznik to flagowy projekt badawczy Synektika, o globalnym potencjale sprzedaży. Spółka posiada wyłączne prawa do produkcji i sprzedaży tego znacznika na całym świecie, jednocześnie jest on pod ochroną patentową na najbardziej istotnych rynkach, w tym Europy i Japonii, oraz jest w procesie uzyskiwania ochrony patentowej w Stanach Zjednoczonych. Synektik z sukcesem zakończył pierwszą oraz drugą fazę badań klinicznych i obecnie jest na zaawansowanym etapie badań trzeciej, ostatniej fazy. Pozytywne zakończenie tego etapu umożliwi rozpoczęcie procesu rejestracyjnego w Europie i Stanach Zjednoczonych, niezbędnego do wprowadzenia kardioznacznika do obrotu na tych rynkach.

Syn2bio będzie kontynuować badania kliniczne, a następnie zajmie się komercjalizacją kardioznacznika. Głównym źródłem przyszłych przychodów tej spółki będą tzw. umowy partneringowe, czyli np. licencje na produkcję kardioznacznika udzielone podmiotom trzecim, m.in. w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych, lub własna produkcja tego radiofarmaceutyku przez Syn2bio. W opinii Spółki, największy potencjał związany z przyszłą komercjalizacją kardioznacznika jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku wykonuje się około 7 milionów badań perfuzji mięśnia sercowego. Drugim rynkiem z największym potencjałem jest rynek europejski.

Do momentu zakończenia procesu podziału badania kliniczne nad kardioznacznikiem będą kontynuowane i finansowane przez Synektik. Dodatkowo, spółka ta wyposaży Syn2bio w odpowiednie środki do kontynuowania badań przez okres kolejnych 12-14 miesięcy po zatwierdzeniu prospektu. Łączna kwota finansowania zapewniona przez Synektik wyniesie 50 mln zł (licząc od daty wyceny spółek na potrzeby podziału, tj. od 30 czerwca 2025 roku, przy czym ta kwota jest uwzględniona w wycenie). Spółka Syn2bio będzie ponadto mogła ubiegać się o środki pochodzące z grantów, dotacji oraz programów finansowania badań rozwojowych przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie są obecnie dostępne.

Obok dodatkowego finansowania zewnętrznego, spółce Syn2bio, skupionej na rozwoju projektu kardioznacznika i poszukiwaniu nowych cząsteczek farmaceutycznych, łatwiej też będzie pozyskać inwestorów, w tym branżowych, zainteresowanych takim profilem działalności, akceptujących inny poziom ryzyka i oczekujących wyższej potencjalnej stopy zwrotu w przyszłości. To otwiera również możliwości szerszego poszukiwania nowych projektów badawczych, a także przyspieszenia ich komercjalizacji – i to na korzystniejszych warunkach, niż w przypadku komercjalizacji na wcześniejszym etapie przy dotychczasowym modelu finansowania takich projektów przez Synektik.

Pozostała działalność prowadzona obecnie przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się ona zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych (w tym systemów robotycznych da Vinci, będąc ich wyłącznym dystrybutorem na Polskę, Czechy, Słowację oraz kraje bałtyckie), opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych, produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków, a także pracami badawczo-rozwojowymi w zakresie poszukiwania generyków istniejących produktów radiofarmaceutycznych, które nie wymagają prowadzenia długotrwałych badań klinicznych.

Finalizacja podziału planowana w pierwszej połowie przyszłego roku

Celem Syn2bio jest uzyskanie zatwierdzenia prospektu w pierwszych miesiącach 2026 roku, co pozwoli na sfinalizowanie planowanego podziału do połowy przyszłego roku.

Wcześniej dokonano wyceny Synektika, w tym działalności wydzielanej do Syn2bio. Została ona przygotowana przez niezależny podmiot – mInvestment Banking. Wg stanu na 30 czerwca 2025 roku, wartość całego Synektika została ustalona na około 2,11 mld zł (247,54 zł w przeliczeniu na 1 akcję), z czego wartość przenoszonego majątku to około 163 mln zł (19,14 zł na akcję), czyli około 7,73% całości.

W ramach planowanego podziału akcjonariuszom Synektika przydzielone zostaną akcje Syn2bio w stosunku 1 do 1. Oznacza to, że za każdą akcję Synektika posiadaną w tzw. dniu referencyjnym inwestor otrzyma 1 akcję Syn2bio. Nastąpi to „automatycznie”, bez konieczności podejmowania dodatkowych czynności przez inwestorów. Dzień referencyjny zostanie wyznaczony przez KDPW, po zatwierdzeniu prospektu Syn2bio przez KNF. Po zakończeniu ostatniej sesji, na której będzie możliwość nabycia akcji Synektika uprawniających do udziału w podziale (tj. dwa dni robocze przed ustalonym dniem referencyjnym), kurs odniesienia na kolejną sesję zostanie pomniejszony o wartość działalności wydzielanej do Syn2bio (czyli o około 7,73%). Wartość ta będzie jednocześnie stanowiła kurs odniesienia dla pierwszej sesji notowania akcji Syn2bio na GPW.

Cognor optymalizuje strukturę emisji. PS Holdco sprzeda akcje w ABB i reinwestuje środki w nową emisję

Cognor Holding zawarł umowę z głównym akcjonariuszem w celu optymalizacji struktury transakcji pozyskania przez Spółkę kapitału w drodze emisji maksymalnie 60 mln akcji.

  • Środki pozyskane z emisji będą przeznaczone m.in. na rozwój procesów technologicznych, w tym dla potrzeb branży zbrojeniowej oraz w celu uzyskania samowystarczalności wsadu dla własnych walcowni, tak aby maksymalnie zwiększyć udział w przychodach produktów o najwyższej wartości dodanej.
  • Pozwoli to Spółce skutecznie odpowiedzieć na silnie wsparty nadchodzącą falą projektów infrastrukturalnych skokowy wzrost zapotrzebowania na stal w Polsce
    i Europie dodatkowo napędzany implementowanymi zmianami regulacyjnymi korzystnymi dla polskich i europejskich producentów stali
  • Spółka zawarła z głównym akcjonariuszem PS Holdco umowę, która umożliwi przydzielenie inwestorom biorącym udział w ofercie, przede wszystkim akcji dopuszczonych do obrotu na GPW, co jest formułą powszechnie preferowaną
    i cenioną przez inwestorów

Cognor Holding planuje przeprowadzenie oferty publicznej nie więcej niż 60 mln akcji (SPO) w procesie przyspieszonej księgi popytu (ABB). W ramach realizacji transakcji Spółka zawarła z głównym akcjonariuszem – PS Holdco sp. z o.o. (PS Holdco), spółką kontrolowaną przez Prezesa Zarządu Cognor Holding Przemysława Sztuczkowskiego – umowę inwestycyjną, wspierającą sprawne i skuteczne przeprowadzenie tego procesu.

W ramach umowy inwestycyjnej PS Holdco zobowiązał się do sprzedaży w ramach oferty publicznej typu ABB maksymalnie 43.582.938 (czterdzieści trzy miliony pięćset osiemdziesiąt dwa tysiące dziewięćset trzydzieści osiem) istniejących i dopuszczonych już do giełdowego obrotu akcji Spółki, a następnie przeznaczenia całości wpływów uzyskanych w ten sposób na objęcie po identycznej cenie takiej samej liczby akcji nowej emisji zaplanowanej w ilości do 60.000.000 sztuk, a w tym 8.573.802 sztuk akcji imiennych. Zatem, liczba akcji nowej emisji Cognor Holding S.A. obejmowana przez PS Holdco w ramach SPO będzie przynajmniej równa liczbie akcji sprzedanych przez PS Holdco w procesie ABB, a ich cena jednostkowa będzie równa cenie sprzedaży osiągniętej przez PS Holdco w ramach ABB. W efekcie, liczba posiadanych akcji Cognor Holding S.A. przez głównego akcjonariusza i Prezesa Zarządu Spółki nie zmniejszy się, a wszystkie środki pozyskane przez PS Holdco w ramach ABB zostaną reinwestowane do Spółki poprzez objęcie akcji nowej emisji.

– W momencie ogłoszenia planu podwyższenia kapitału Cognor Holding S.A. jako założyciel
i główny akcjonariusz Spółki zadeklarowałem swoje pełne wsparcie dla realizacji jej planów strategicznych. Zawarta umowa jest tego materialnym potwierdzeniem i optymalizuje strukturę oraz tempo planowanej transakcji. Dzięki niej inwestorzy uzyskają komfort nabycia akcji dopuszczonych i będących w obrocie na GPW, czyli płynnych i podlegających codziennej rynkowej wycenie. Taki tryb przeprowadzenia transakcji podwyższenia kapitału jest już od jakiegoś czasu standardem dla spółek notowanych na GPW i jest to formuła powszechnie preferowana i ceniona przez inwestorów. –
mówi Przemysław Sztuczkowski, Prezes Zarządu Cognor Holding.

– Pozyskane w ramach SPO środki pozwolą Spółce uzupełnić posiadaną infrastrukturę technologiczną oraz kompetencje i zdolności wytwórcze o najbardziej zaawansowane gatunki stali, o najwyższych parametrach czystości i jednorodności, czyli najwyższej wartości dodanej. Dzięki temu Cognor będzie mógł jeszcze lepiej odpowiedzieć na oczekiwany skokowy wzrost zapotrzebowania na stal w związku z licznymi wchodzącymi w fazę realizacji dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi w Polsce (m.in. CPK, energetyka jądrowa, infrastruktura drogowa i kolejowa, porty, offshore i onshore) oraz spodziewane istotne ożywienie w obszarze inwestycji infrastrukturalnych w Niemczech. Kolejnym bardzo istotnym impulsem wzrostowym są także znaczące zamówienia, jakie napływać będą z polskiego i europejskiego przemysłu obronnego, na rzecz którego jako sprawdzony dostawca, Cognor działa już od lat. Dodatkowo sprzyjają nam czynniki zewnętrzne, takie jak wprowadzane na poziomie Komisji Europejskiej zmiany regulacyjne – m.in. CBAM i mechanizm „post-safeguard” – komentuje Przemysław Sztuczkowski.

Środki z emisji akcji Cognor Holding S.A. zostaną przeznaczone m.in. na udoskonalenie technologii produkcji stali specjalnych w perspektywie skokowego wzrostu zapotrzebowania zgłaszanego przez dotychczasowych odbiorców Spółki wytwarzających amunicję, w tym pociski artyleryjskie kalibru 155 mm. Pozyskany kapitał posłuży także rozbudowie mocy wytwórczych kęsów w stalowni w Gliwicach, co zapewni Grupie pełną „self sufficiency” (100% samowystarczalność wsadu dla własnych walcowni), a tym samym przełoży się na dalszą integrację, stabilność i kontrolę kosztów procesów produkcyjnych.

Zgodnie z treścią ogłoszonych projektów uchwał Cognor Holding zamierza przeprowadzić emisję nie więcej niż 60 mln nowych akcji wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy, jednak z utrzymaniem preferencji w przydziale akcji do utrzymania obecnego udziału dla akcjonariuszy posiadających co najmniej 0,2% akcji Spółki.

Po uzyskaniu akceptacji Walnego Zgromadzenia Spółki, akcje zostaną zaoferowane w drodze oferty publicznej w ramach subskrypcji prywatnej wyłączonej z obowiązku sporządzenia, zatwierdzenia i udostępnienia prospektu. Cena emisyjna zostanie ustalona w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu.

Green Lanes zakończył montaż głównej linii produkcyjnej STRUMBER® i potwierdza start produkcji w I kwartale 2026 r.

Green Lanes S.A., producent ekologicznych i innowacyjnych materiałów wytwarzanych w oparciu o autorską technologię na bazie roślin jednorocznych, w III kwartale 2025 roku kontynuował realizację planu inwestycyjnego, którego celem jest uruchomienie zakładu produkcyjnego STRUMBER®. Spółka zakończyła montaż głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak oraz z powodzeniem przeprowadziła testy potwierdzające pełną funkcjonalność i wydajność instalacji. Produkcja STRUMBER® ruszyć ma w I kwartale 2026 roku i umożliwić rozpoczęcie generowania powtarzalnych przychodów. Równolegle Spółka prowadziła intensywne działania związane z przygotowaniem do komercjalizacji STRUMBER® – podpisała umowę z podwykonawcą na produkcję płyt warstwowych oraz wzięła udział w szeregu ważnych wydarzeń branżowych.

– Trzeci kwartał był dla nas okresem intensywnej pracy i znaczących postępów w realizacji planu inwestycyjnego. Zakończenie montażu głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak oraz pozytywne wyniki jej testów potwierdzają, że nasz projekt przebiega zgodnie z harmonogramem i przyjętymi założeniami technologicznymi. To kluczowy etap, który przybliża nas do uruchomienia produkcji materiału STRUMBER® w I kwartale 2026 roku. Równolegle zrealizowaliśmy inwestycję w nową stację transformatorową o mocy 1.000 kVA i przeprowadziliśmy szeroki zakres prac remontowych, przygotowujących zakład do przyszłej działalności operacyjnej, w tym m.in. remonty hal i pomieszczeń produkcyjnych, socjalnych i biurowych oraz przygotowanie i utwardzenie placu składowania surowca do produkcji. Wszystkie te działania pokazują, że konsekwentnie budujemy solidne fundamenty pod przyszłą produkcję i rozwój Grupy Green Lanes – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A.

W III kwartale 2025 roku Grupa intensywnie pracowała nad zapewnieniem odpowiedniego wolumenu surowca w postaci słomy konopnej i lnianej do produkcji. Rolnicy współpracujący z Green Lanes zakończyli zbiory słomy konopi i lnu, a pierwsze dostawy trafiły już do zakładu, spełniając wszystkie wymagania jakościowe. Grupa zintensyfikowała także prace nad komercjalizacją materiału STRUMBER® – podpisano umowę z podwykonawcą na produkcję płyt warstwowych na bazie STRUMBER®, które poszerzą ofertę produktową Spółki i odpowiedzą na potrzeby rynku.

Pierwsze demonstracyjne produkty – bloki STRUMBER® oraz płyty warstwowe na jego bazie – zostały zaprezentowane na targach przemysłu drzewnego Drema w Poznaniu oraz targach aranżacji wnętrz Warsaw Home w Nadarzynie. STRUMBER® spotkał się z dużym zainteresowaniem odwiedzających, a chęć współpracy wyrazili kolejni przedstawiciele branży meblarskiej i drzewnej.

Postępy w realizacji planu inwestycyjnego oraz aktywność handlowa Grupy zaowocowały zawarciem, już po dniu bilansowym, pierwszych umów o współpracy i przedwstępnych umów sprzedaży – m.in. z Vank Sp. z o.o. oraz ogólnopolskim dystrybutorem materiałów dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Materiał wytworzony w ramach rozruchu maszyn produkcyjnych jest obecnie wykorzystywany do dalszych testów i wdrożeń u klientów, które po uruchomieniu produkcji Spółka planuje sprawnie przekształcić w docelowe umowy handlowe.

W III kwartale Grupa kontynuowała także realizację planu reorganizacji Grupy. W lipcu 2025 roku przedstawione zostały plany połączenia spółek Green Lanes SA oraz Green Lanes Foods SA, a także The True Green SA i „The True Green” Sp. z o.o. Połącznia ostatecznie zostały zrealizowane już po dniu bilansowym.

Równolegle Green Lanes rozwija działalność badawczo-rozwojową. W sierpniu 2025 r. Spółka rozpoczęła realizację projektu B+R współfinansowanego z programu Fundusze Europejskie dla Lubelskiego 2021–2027, o wartości 3,3 mln zł. Celem projektu jest opracowania nowego rodzaju tarcicy hybrydowej z surowców pochodzenia roślinnego.

Przychody ze sprzedaży wypracowane przez Grupę Green Lanes w III kwartale 2025 r. wyniosły 92,9 tys. PLN (narastająco 163,6 tys. zł) i dotyczyły w głównej mierze sprzedaży towarów, które stanowiły używane maszyny i urządzenia, nabyte wraz z nieruchomością w miejscowości Tarnawatka-Tartak. Koszty działalności operacyjnej wyniosły ok. 1,51 mln zł i były o 347,6 tys. zł wyższe, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wzrost wynikał przede wszystkim z zatrudnieniem dodatkowego personelu i tym samym zwiększeniem kosztów wynagrodzeń, zaksięgowaniem w koszty wartości sprzedanych maszyn i urządzeń niezwiązanych z podstawową działalności oraz podatkiem od nieruchomości.

W III kwartale br. Grupa odnotowała stratę z działalności operacyjnej w wysokości 1,29 mln zł oraz stratę netto na poziomie ok.1,21 mln zł, co było nieco wyższym wynikiem niż w analogicznym okresie 2024 roku.

W III kwartale 2025 roku Grupa kontynuowała realizację kluczowych etapów inwestycji – zakończono montaż głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak, wybudowano stację transformatorową o mocy 1.000 kVA oraz przeprowadzono kompleksowe prace remontowe i adaptacyjne. Do uruchomienia produkcji konieczna jest jeszcze instalacja linii do wstępnego przygotowania surowca oraz kotła parowego wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Oba elementy zostały odebrane przez Spółkę, a obecnie trwają prace przygotowawcze do ich montażu. Grupa, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, spodziewa się zakończenia inwestycji i uruchomienia produkcji w
I kwartale 2026 r.

Na dzień 30 września 2025 roku Grupa dysponowała środkami pieniężnymi w wysokości 987,1 tys. zł. Po dniu bilansowym Spółka przeprowadziła emisję akcji serii E, w ramach której pozyskała 6,15 mln zł brutto. W dniu 12 listopada 2025 roku Krajowy Rejestr Sądowy dokonał rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego Spółki wynikającego z emisji akcji serii E.

Trzeci kwartał 2025 roku był okresem, w którym skoncentrowaliśmy się na kontynuacji inwestycji w zakład produkcyjny STRUMBER® i przygotowaniu Grupy do etapu komercjalizacji. Wyniki finansowe pokazują, że inwestycja postępuje zgodnie z harmonogramem, a zwiększenie zatrudnienia i wydatków na infrastrukturę to naturalny etap przygotowań do uruchomienia działalności operacyjnej. Co ważne, po zakończeniu okresu sprawozdawczego pozyskaliśmy dodatkowe finansowanie z emisji akcji serii E, które znacząco wzmacnia naszą pozycję kapitałową i zapewnia bezpieczeństwo finansowe w kluczowym momencie przed uruchomieniem produkcji na skalę przemysłową mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel, akcjonariusz i Wiceprezes Zarządu Green Lanes S.A.

UOKiK stawia zarzuty PLL LOT. Chodzi o odpowiedzialność za bagaż oraz praktyki dotyczące reklamacji

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o postawieniu zarzutów Polskim Liniom Lotniczym LOT. Sprawa dotyczy możliwego wprowadzania pasażerów w błąd w zakresie odpowiedzialności przewoźnika za uszkodzony lub opóźniony bagaż, a także nadmiernych wymogów dokumentowych podczas składania reklamacji.

Według UOKiK do urzędu napływały sygnały od konsumentów, którzy mieli trudności z uzyskaniem rekompensaty za szkody w bagażu oraz za opóźnienia w jego dostarczeniu. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zdecydował o wszczęciu postępowania w sprawie naruszania zbiorowych interesów konsumentów przez narodowego przewoźnika.

Spór o odpowiedzialność za uszkodzony bagaż

Na stronie internetowej przewoźnika oraz w kontaktach z pasażerami pojawiały się informacje, że LOT nie odpowiada za uszkodzenia wynikające z eksploatacji bagażu, takie jak otarcia, rysy czy wgniecenia. Podobne stanowisko miała prezentować firma DOLFI 1920, która współpracuje z LOT-em przy rozpatrywaniu reklamacji.

UOKiK przypomina jednak, że Konwencja Montrealska, kluczowy międzynarodowy akt regulujący odpowiedzialność przewoźników lotniczych, nie przewiduje wyłączenia odpowiedzialności z powodu charakteru uszkodzeń. Przepisy określają jedynie termin na zgłoszenie reklamacji, ale nie dają przewoźnikom prawa do ograniczania zakresu odpowiedzialności wobec pasażerów.

Zwroty za opóźniony bagaż – LOT mógł zaniżać świadczenia

Według komunikacji stosowanej przez LOT zwrot kosztów za niezbędne zakupy miał przysługiwać wyłącznie podczas podróży poza krajem zamieszkania i był ograniczony do 100 dolarów na osobę. Refundacja obejmować miała jedynie artykuły pierwszej potrzeby, takie jak bielizna czy podstawowe kosmetyki.

Zdaniem UOKiK takie ograniczenia nie znajdują podstaw w obowiązujących przepisach. Prawo nie zawęża kategorii produktów, które mogą zostać objęte zwrotem, ani nie uzależnia odpowiedzialności przewoźnika od kierunku podróży czy miejsca wystąpienia opóźnienia.

Przedsiębiorca nie może przyznawać konsumentom mniej praw, niż wynika to z przepisów prawa powszechnie obowiązującego. Taką praktykę mogły stosować Polskie Linie Lotnicze LOT, dlatego wszcząłem postępowanie przeciwko temu przedsiębiorcy. To nie jedyne nasze działania na rynku lotniczym – przyglądamy się także innym przewoźnikom, zaś zarzuty w podobnych praktykach usłyszały wcześniej linie Wizz Air i Enter Air – wskazuje Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Reklamacje obciążone nadmiernymi wymaganiami

UOKiK zarzuca przewoźnikowi także nakładanie na pasażerów zbyt wielu obowiązków w procesie reklamacyjnym. LOT miał żądać m.in. numerów protokołów PIR, kart pokładowych, rachunków, zdjęć bagażu, wywieszek bagażowych czy dowodów zakupu przedmiotów znajdujących się w bagażu.

Urząd wskazuje, że przepisy nie pozwalają przedsiębiorcy uzależniać rozpatrzenia reklamacji od tak szerokiego zestawu dokumentów. Nadmierne wymogi mogą prowadzić do zniechęcenia podróżnych i ograniczania ich prawa do dochodzenia roszczeń.

Możliwa wysoka kara finansowa

Jeżeli zarzuty UOKiK się potwierdzą, PLL LOT może zostać ukarany sankcją finansową sięgającą nawet 10 proc. obrotów za każdą stosowaną praktykę naruszającą prawa konsumentów.

Postępowania dotyczące podobnych praktyk trwają obecnie również wobec przewoźników Enter Air oraz Wizz Air. Urząd zapowiada dalszy monitoring rynku lotniczego i analizę sposobu obsługi reklamacji przez linie działające w Polsce.

Murapol zawiera pięcioletnią umowę PRS z Centerbridge i Griffin Capital Partners

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, zawarła pięcioletnią umowę o współpracy w sektorze PRS (Private Rented Sector), z PRS JV Lux S.À R.L. platformą kontrolowaną przez fundusz Centerbridge Partners oraz wspólników Griffin Capital Partners. Realizacja inwestycji przez Murapol na rzecz platformy PRS stanowi uzupełnienie podstawowej działalności deweloperskiej, jaką jest sprzedaż nowoczesnych mieszkań klientom indywidualnym.

Wykorzystując swoje kompetencje w realizacji projektów deweloperskich, Grupa Murapol nawiązała pięcioletnią współpracę w ramach nowej platformy, utworzonej jako wspólne przedsięwzięcie funduszy Centerbridge Partners oraz wspólników Griffin Capital Partners, posiadających doświadczenie w rozwijającym się sektorze living.

Zgodnie z umową, Spółka będzie poszukiwała i identyfikowała odpowiednie grunty pod projekty PRS, zabezpieczała prawa do zakupu takiego gruntu oraz świadczyła usługi budowlane i deweloperskie w formule „design&build”. Zawarcie Umowy Ramowej umożliwia Spółce realizację projektów PRS oraz proponowanie Platformie PRS projektów dających 1.000 lokali możliwych do realizacji w każdym roku obowiązywania umowy. Platforma PRS wraz z podmiotami zależnymi będzie rozwijała zaakceptowane projekty PRS (zakładana liczba takich lokali zaakceptowanych do realizacji wyniesie ok. 1.500 w okresie 5 lat obowiązywania umowy).

Rozpoczynając współpracę z uznanymi partnerami, takimi jak Centerbridge Partners, Grupa Murapol skorzysta z już zdobytych doświadczeń, uzupełniając swoją główną działalność w sektorze deweloperskim. Dzięki połączeniu działalności deweloperskiej z nowoczesnym sektorem najmu instytucjonalnego, tworzymy model bardziej odporny na wahania koniunktury – podkreśla Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Podstawową działalnością Grupy Murapol jest segment deweloperski, zaś dodatkowo od 2021 roku Grupa współpracuje przy realizacji mieszkań przeznaczonych na instytucjonalny najem z AEREF V PL PRS S.à r.l. i jej spółkami zależnymi (m.in. projektowymi spółkami PRS oraz LifeSpot), należącymi do funduszy zarządzanych przez Ares Management UK Limited, spółkę zależną Ares Management Corporation. Od 2024 roku współpraca została rozszerzona o AEREF VI PL PRS S.à r.l. W ramach tej kooperacji Murapol zrealizował lub jest w trakcie realizacji oraz przygotowania łącznie blisko 5700 lokali.

Dodatkowa aktywność na rzecz segmentu PRS umożliwia Grupie m.in. efektywne wykorzystanie gruntów o różnym przeznaczeniu, w tym terenów usługowych, a wypracowana i sprawdzona formuła współpracy „design&build” przekłada się na niską kapitałochłonność po stronie Spółki, dzięki miesięcznemu rozliczaniu kontraktów zgodnie z postępem prac budowlanych. Ponadto aktywność w segmencie PRS pozwala wykorzystać dostępne zasoby operacyjne własnego biura architektonicznego i generalnego wykonawcy.

Centerbridge Partners to prywatna firma inwestycyjna specjalizująca się w inwestycjach private equity, nieruchomościach i instrumentach dłużnych w Ameryce Północnej i Europie, zaś Griffin Capital Partners to prywatny inwestor oraz firma zarządzająca aktywami na rynku private equity i nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej, Niemczech i innych wybranych krajach UE. Murapol będzie działać jako deweloper niewyłączny.

Administracja USA łagodzi cła, bo inflacja i koszty żywności stają się problemem politycznym

W ostatnich dniach coraz wyraźniej widać, że amerykańska administracja zaczyna dostrzegać negatywne skutki własnej polityki celnej i inflacyjnej. W czwartek rynek szeroko dyskutował o oczekiwaniach inflacyjnych w USA, które wskazują, że dynamika cen może wyraźnie spowolnić w przyszłym roku. Dzień później Biały Dom ogłosił kolejną inicjatywę mającą na celu złagodzenie wpływu ceł na gospodarkę, rozszerzając listę produktów rolnych zwolnionych z ceł wzajemnych. Na liście znalazły się produkty spożywcze głównie pierwszej potrzeby.

Według administracji decyzja ta wynika z faktu, że wspomniane produkty nie są w USA wytwarzane w wystarczających ilościach, by pokryć zapotrzebowanie krajowe, a celem jest zmniejszenie presji cenowej na konsumentów.

Dodatkowo, wiele krajów eksportujących żywność – w tym Brazylia, jeden z największych producentów rolnych na świecie – nadal podlega wysokim cłom rzędu 40 proc., co oznacza, że ulga celna jest wciąż ograniczona. Co więcej, przedstawiciele administracji od miesięcy twierdzili, że cła nie wpływają na poziom cen, podczas gdy obecne decyzje wprost zakładają, że ich obniżenie ma doprowadzić do spadku cen żywności. To wyraźna zmiana narracji i pośrednie przyznanie, że polityka protekcjonistyczna przyczyniła się do wzrostu kosztów życia.

W rzeczywistości zmiana ta ma czysto polityczny wymiar — ma chronić konsumentów przed skutkami wcześniejszych decyzji celnych. Problem dostępności i przystępności cenowej żywności był jednym z najważniejszych tematów w ostatnich wyborach lokalnych, dlatego administracja próbuje teraz reagować w sposób, który może złagodzić presję społeczną i poprawić notowania polityczne.

Jeśli obniżki ceł rzeczywiście przełożą się na spowolnienie inflacji, mogłoby to otworzyć drogę do dalszych obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. W ostatnich tygodniach rynek zaczął się skłaniać ku scenariuszowi braku obniżki w grudniu, jednak zmiana oczekiwań inflacyjnych może ponownie zwiększyć prawdopodobieństwo łagodzenia polityki pieniężnej.

Ta korekta w oczekiwaniach stóp procentowych może być jednym z głównych czynników utrzymującej się siły dolara amerykańskiego. Uczestnicy rynku pozostają ostrożni, ale dolar pozostaje stabilny, mimo że rentowności obligacji i presja inflacyjna zaczynają się normalizować. Kluczowym testem dla dolara będą nadchodzące dane makroekonomiczne z USA — jeśli potwierdzą one spadek dynamiki cen i umiarkowany wzrost gospodarczy, rynek może ponownie zacząć wyceniać większe prawdopodobieństwo obniżek stóp już w pierwszej połowie 2026 roku.

ORLEN odebrał 400. dostawę LNG w Świnoujściu. Do kraju trafiło już 31 mln ton skroplonego gazu

0

ORLEN odebrał w terminalu w Świnoujściu 400. ładunek skroplonego gazu ziemnego. Od momentu uruchomienia terminalu spółka sprowadziła tą drogą prawie 31 mln ton LNG, a więc ponad 40 mld metrów sześciennych po regazyfikacji. Zakupy LNG umożliwiają dywersyfikację źródeł pozyskania surowca i wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne kraju. Już około 50 proc. gazu importowanego do Polski pochodzi właśnie z dostaw skroplonego gazu ziemnego do Świnoujścia.

– Naszym priorytetem jest zapewnienie odbiorcom ORLEN pewnych i stabilnych dostaw gazu. Dlatego zwiększamy tempo odbioru ładunków LNG w Świnoujściu. Rosnący import skroplonego gazu ziemnego potwierdza coraz silniejszą pozycję ORLEN na międzynarodowym rynku LNG. Dzięki dywersyfikacji kierunków dostaw a także własnej flocie gazowców możemy elastycznie reagować na potrzeby rynku i optymalizować nasz portfel w celu poprawy wyników ORLEN w segmencie handlu gazem – mówi Grzegorz Bujnowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Handlu Gazem, ORLEN.

Gazowiec Aktoras, który przypłynął w niedzielę wieczorem (16 listopada) do Świnoujścia z USA, dostarczył ok. 160 tys. m sześc. LNG, co odpowiada ok. 1 TWh energii lub ok. 91 mln m sześc. gazu po regazyfikacji. Wolumen wszystkich 400 dostaw to ok. 31 mln ton LNG co odpowiada ponad 40 mld m sześc. gazu po regazyfikacji. To ilość, która pozwala przez ponad osiem lat zapewnić gaz wszystkim gospodarstwom domowym w Polsce, korzystającym z tego paliwa.

W tym roku ORLEN odebrał już w Świnoujściu rekordowe 71 dostaw – to o dziesięć więcej niż w całym ubiegłym roku. W 2016 r. – pierwszym pełnym roku działania terminalu w Świnoujściu – tych dostaw było zaledwie dziewięć. Obecnie ORLEN wykorzystuje ponad 99 proc. mocy regazyfikacyjnych terminalu, które w tym roku zostały zwiększone z 6,2 do 8,3 mld metrów sześciennych/rok. Oznacza to, że gazoport w Świnoujściu jest jedną z najefektywniej wykorzystywanych instalacji do odbioru LNG na świecie.

Wzrost przepustowości terminalu w Świnoujściu, a w konsekwencji zwiększenie liczby ładunków odbieranych przez ORLEN, sprawia, że LNG stanowi już ok. połowy całego gazu importowanego do Polski. Blisko 65 proc. dostaw LNG dostarczonych dotychczas do Świnoujścia realizowane zostało w ramach kontraktów długoterminowych DES i FOB. Pozostały wolumen został zakupiony na rynku spot. Główne kierunki importu LNG to Katar i Stany Zjednoczone, uzupełniane dostawami z innych państw, m.in. Nigerii, Egiptu czy Gwinei Równikowej.

Kolejny satelita SatRev poleci na orbitę. Misja Transporter-15 rusza 19 listopada

SatRev, zakończył przygotowania do kolejnej długo oczekiwanej misji, nanosatelita spółki – PW6U – został dostarczony do bazy startowej i jest w pełni gotowy do wyniesienia na orbitę w misji Transporter-15 firmy SpaceX zaplanowanej na 19 listopada bieżącego roku. To kolejny projekt potwierdzający zdolność SatRev do realizowania całego procesu satelitarnego – od projektu i produkcji, przez oprogramowanie i centrum kontroli misji, po pozyskiwanie oraz analizę danych.

SatRev S.A., to jeden z liderów sektora newspace w Polsce, jako jedyna krajowa firma komercyjna dysponuje operacyjnym satelitą funkcjonującym na orbicie i przesyłającym aktualnie dane bezpośrednio do stacji naziemnych spółki. Zakończono finalne przygotowania do wyniesienia na orbitę nanosatelity PW6U, który został już dostarczony do miejsca startu i przeszedł wszystkie procedury integracyjne przed misją Transporter-15 realizowaną przez SpaceX. PW6U jest satelitą zbudowanym we Wrocławiu, będącym prekursorem współczesnych platform satelitarnych SatRev i potwierdzającym powtarzalność i skalowalność procesów inżynieryjnych spółki. W ramach tej samej misji SpaceX, firmy będącej liderem w komercyjnym dostarczaniu ładunków (payload) na orbitę, jednocześnie z PW6U zostaną również wyniesione polskie satelity PIAST i ICEYE.

Nanosatelita PW6U to zaawansowana jednostka klasy 6U, wyposażona w wielospektralny instrument optyczny zdolny dostarczać obrazy RGB i NIR o rozdzielczości 5,8 m z wysokości 500 km oraz w moduł przetwarzania danych w czasie rzeczywistym, z wykorzystaniem AI, jeszcze na orbicie. Satelita korzysta z kluczowych podsystemów zaprojektowanych i wytworzonych przez SatRev – komunikacji w pasmach UHF i S, zarządzania i dystrybucji energii oraz komputera pokładowego. Dołączy do operującego od początku bieżącego roku na orbicie innego satelity SatRev dostarczającego dane klientom komercyjnym i instytucjonalnym, stanowiąc tym samym kolejny krok w rozwoju suwerennej technologii satelitarnej.

Transport na platformę startową oraz wyniesienie na orbitę wymagają współpracy z zagranicznymi partnerami, co zostało z sukcesem po raz kolejny skoordynowane przez  zespół SatRev i potwierdza doświadczenie oraz zdolność spółki do zaawansowanej współpracy logistycznej. Wszystkie pozostałe etapy – od projektu, przez produkcję, oprogramowanie, rozwój centrum kontroli misji, aż po pozyskiwanie i analizę danych – są realizowane samodzielnie w SatRev. Te w pełni suwerenne zdolności są kluczowe dla rozwoju planowanej linii produktów dla segmentu defence i dual use, w której spółka rozwija technologie obserwacyjne i przetwarzania danych dedykowane bezpieczeństwu i infrastrukturze krytycznej. Dane pozyskiwane przez PW6U, które będą dostarczane klientom, mają szerokie zastosowanie cywilne, od rolnictwa i leśnictwa po energetykę i infrastrukturę.

Dostarczenie PW6U do bazy startowej i przygotowanie go do wyniesienia na orbitę to dla nas potwierdzenie, że osiągnęliśmy dojrzałość procesów produkcyjnych i operacyjnych. Każda kolejna misja wzmacnia nasze kompetencje i zdolność realizacji projektów satelitarnych end-to-end, co jest fundamentem budowy suwerennych technologii kosmicznych. PW6U pokazuje, że potrafimy w sposób systematyczny rozwijać nasze platformy, zwiększać ich możliwości i dostarczać satelity gotowe do pracy operacyjnej – powiedział dr Daniel Więzik, Prezes Zarządu SatRev S.A.

SatRev jednocześnie przygotowuje się do debiutu na rynku NewConnect, a w ostatnich tygodniach została częścią ORBITEO – powstającego holdingu technologicznego łączącego polskie firmy m.in. z sektorów defence, space, UAV i deeptech. Dołączenie do ORBITEO ma na celu wykorzystanie synergii z innymi spółkami holdingu, integrację kompetencji i rozwój suwerennych technologii podwójnego zastosowania, które będą wspierane przez doświadczenie SatRev w obszarze nanosatelitów i analityki danych.

SatRev od 2016 roku rozwija technologie umożliwiające szybkie pozyskiwanie i analizę danych satelitarnych, m.in. budując własne centrum kontroli misji we Wrocławiu, podsystemy satelitarne oraz stacje odbiorcze w Polsce i Omanie. Firma umieściła na orbicie, do tej pory, kilkanaście satelitów własnych i partnerskich, stale zwiększając możliwości i niezawodność swoich platform. PW6U jest potwierdzeniem, że polska technologia kosmiczna może być projektowana, budowana i obsługiwana w pełni lokalnie.

Rynki zerkają na Warszawę i Wall Street: inflacja bazowa dziś, Nvidia i minutki Fed jutro

Giełdowy poniedziałek lokalnie gra pod inflację bazową – po południu poznamy kluczowy odczyt z Polski. W tle rynki odliczają do środy: wyniki Nvidii i minutki FOMC mogą przestawić wajchę na dolarze i sentymencie EM. Na razie na FX cisza przed burzą: EUR/USD przy 1,16$, a złoty dryfuje w wąskich widełkach wobec euro i dolara.

Gra pod inflację bazową

Poniedziałkowa sesja, przynajmniej lokalnie, upływa pod znakiem inflacji bazowej: o 14:00 opublikowane zostaną wskaźniki za październik. To „oczyszczona” miara, która wycina najbardziej zmienne składowe (m.in. żywność i energię) i powinna być dla RPP ważniejszym drogowskazem niż nagłówkowe CPI. Dzisiejsza publikacja domknie obraz po ubiegłotygodniowym potwierdzeniu CPI przez GUS i pozwoli ocenić, na ile wygaszanie presji cenowej przenika do usług oraz dóbr trwałych. Rynek nie spodziewa się fajerwerków – większe emocje mogą pojawić się dopiero przy odczytach listopadowych i grudniowych, gdy w grę wejdą efekty sezonowe. Analitycy oczekują wyniku rzędu 2,9%, co oznaczałoby pierwszy spadek poniżej 3% od blisko sześciu lat. Kluczowe będzie to, na ile do głosu dojdą czynniki dezinflacyjne w usługach, bo to one ostatnio uparcie ciągną dynamikę cen w górę.

Spokojnie po weekendzie

Weekend nie przyniósł przełomowych impulsów rynkowych, ale inwestorzy wracają do handlu z krótką listą tematów: wyniki Nvidii i pytanie, czy korporacyjny „cykl AI” nadal dźwiga sentyment do technologii, który ostatnio delikatnie trzeszczy. Do tego perspektywa nowych wskazówek z Rezerwy Federalnej. W tle krąży dyskusja, czy tegoroczne wzrosty na Wall Street nie wyprzedziły ścieżki zysków spółek. To raczej kalibracja ryzyka niż nagły zwrot trendu, więc poranek upływa pod znakiem ostrożności. W praktyce rynki czekają na twarde dane i komunikaty – bez nich trudno o mocniejsze kierunki, zwłaszcza na głównych parach walutowych. Na tym tle złoto i ropa startują spokojnie, a uwaga przerzuca się na kalendarz środka tygodnia.

Ważny tydzień

To może być gęsty tydzień. W środę poznamy wspomniany już raport kwartalny Nvidii. Tego samego dnia o 20:00 pojawią się minutki FOMC, które doprecyzują, jak Fed patrzy na bilans ryzyk po ostatnich decyzjach. Również w środę brytyjski CPI (październik) przypomni, jak blisko celu jest gospodarka Wielkiej Brytanii i co to znaczy dla funta przed grudniowym posiedzeniem banku centralnego. W piątek wstępne PMI dla kluczowych gospodarek – zwykle to one ustawiają ton na poniedziałki. W USA kalendarz wciąż zawiera opóźnione lub „odrabiane” publikacje, ale rynek i tak skupi się na miksie: wyniki Big Tech plus ścieżka stóp w minutkach. Innymi słowy: środa i piątek to główne punkty zapalne dla dolara i sentymentu EM. Kursy walut na razie pozostają w trybie weekendowego zaspania: EUR/USD testuje okolice 1,16$, EUR/PLN oscyluje wokół 4,224 zł, a USD/PLN podbija w rejon 3,641 zł – ruchy bardziej rachityczne niż kierunkowe.

Operatorzy stacji ładowania walczą z falą kradzieży kabli. Skupy złomu muszą uważać

  • Operatorzy stacji ładowania w Polsce walczą z serią kradzieży kabli ze stacji ładowania. Przypadki niszczenia infrastruktury odnotowano już w praktycznie każdym województwie, mimo wysokich kar grożącym sprawcom.
  • To całkowicie nieopłacalny proceder. Dla kilkuset złotych zysku złodzieje ryzykują nawet 5 lat za kratami. Spokojnie spać nie mogą również nieuczciwi właściciele skupów złomu – informuje PSNM.
  • Branża e-mobility podjęła już kroki w celu skutecznego ścigania złodziei i paserów kabli oraz zaostrzenia kontroli punktów zbierania odpadów metali przez Policję i straż miejską. „Wpadli” również pierwsi sprawcy.

W Polsce odnotowano już dziesiątki przypadków kradzieży kabli ze stacji ładowania. Kable są odcinane z ładowarek i nielegalnie sprzedawane w skupach złomu. Często złodzieje nie ograniczają się do jednej stacji. Przykładowo, we wrześniu 2025 r. w zachodniej części Wrocławia kable odcięto z kilkunastu stacji funkcjonujących w sąsiadujących lokalizacjach. Kradzieże utrudniają, a w wielu przypadkach uniemożliwiają korzystanie z samochodów elektrycznych, powodując opóźnienia w podróżach i dostawach towarów. Proceder generuje również bardzo poważne straty po stronie operatorów stacji ładowania. Co więcej, rozbudowa infrastruktury dla samochodów elektrycznych jest bardzo często objęta dotacjami ze środków publicznych. Oznacza to, że złodzieje niszczą mienie, które w znacznym zakresie sfinansowało państwo z naszych podatków. W odpowiedzi branża infrastruktury zaczęła stosować szeroką gamę zabezpieczeń. Standardem staje się m.in. monitoring czy systemy alarmowe. Takie rozwiązania nie wpływają na podniesienie wartości kabli na „czarnym rynku”, ale zwiększają szanse na skuteczne wykrycie i skazanie złodziei. A kary nie są niskie.

Za kradzież grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Odcięcie kabla można również podciągnąć pod przestępstwo zniszczenia mienia, zagrożone analogicznie wysoką karą. To nie wszystko – kradzieże kabli stacji ładowania wiążą się z umyślnym niszczeniem cudzej rzeczy, a ich sprawcy działają publicznie z oczywiście błahego powodu. Takie przestępstwa spełniają zatem znamiona występków o charakterze chuligańskim. To sprawia, że orzeczona przez sąd kara może być jeszcze surowsza. PSNM już od wielu miesięcy apeluje do administracji centralnej oraz Komendanta Głównego Policji o skuteczne wykrywanie i ściganie takich przestępstw. Wiemy, że służby są świadome skali tego procederu i podejmują kroki, żeby mu przeciwdziałać – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

W rezultacie sprawcy kradzieży kabli ze stacji ładowania „wpadają” coraz częściej. Za przykład może posłużyć sprawa, o której informowano pod koniec października. Policja ujęła złodzieja, który odcinał kable ze stacji ładowania na terenie Lubina i Polkowic. Sprawcy nie pomogło w żaden sposób, że w momencie kradzieży był zamaskowany. Ponieważ działał w warunkach recydywy może zostać skazany nawet na 7,5 roku za kratami. Również pod koniec października, dzięki czujności pracowników ochrony, Policja złapała na gorącym uczynku dwóch złodziei kabli w województwie pomorskim. Okazało się, że jeden z nich ma już na koncie podobną kradzież.

Spać spokojnie nie powinni również właściciele skupów złomu, którzy nabywają od złodziei kradzione kable. Nie mogą liczyć na duży zarobek, za to ponoszą ryzyko bardzo wysokich kar – w Polsce za paserstwo grozi nawet do 5 lat bezwzględnego więzienia. Każdorazowa weryfikacja pochodzenia metali sprzedawanych w takich punktach to obowiązek ich właścicieli. Na podstawie Ustawy o odpadach osoby zamierzające zbyć metale „z odzysku” muszą ujawnić źródło ich pochodzenia. Z kolei właściciele skupów powinni weryfikować tożsamość sprzedających. Niezbędne jest wypełnienie formularza, który prowadzący skup musi przechowywać przez 5 lat i okazywać służbom porządkowym przy okazji kontroli. Do tej pory przedstawiciele Policji, straży miejskiej czy służby ochrony kolei przeprowadzali już wielokrotnie akcje kontroli skupów złomu, często „ukierunkowanych” na metale konkretnego pochodzenia – np. skradzione tory kolejowe, sieć trakcyjną czy studzienki kanalizacyjne.

Kradzieże kabli ze stacji ładowania to poważny problem, dlatego branża bardzo aktywnie działa, by im przeciwdziałać. W ostatnim czasie zwróciliśmy się m.in. do prezydentów 37 największych miast w Polsce (powyżej 100 tys. mieszkańców) z apelem o przeprowadzenie kolejnych kontroli w skupach złomu, które mogą nabywać skradzione przewody. Kontrole mogą być prowadzone wyrywkowo, dlatego każdy właściciel takiego punktu powinien się liczyć z tym, że służby „zapukają” również do jego drzwi. Sprawcy muszą mieć świadomość, że kradnąc kable, niszczą także infrastrukturę transportową. To dodatkowo motywuje organy ścigania do działania i naraża złodziei oraz paserów na wysokie kary, całkowicie niewspółmierne do ewentualnych zysków – podsumowuje Aleksander Rajch, wiceprezes PSNM.

Raty niższe o 11%, koszty o 22%. Polacy wracają po kredyty – Infokredyt 2025

Raty i koszty kredytów coraz niższe. Polacy ostrożnie podchodzą do zadłużenia, a jednocześnie – dzięki obniżkom stóp procentowych – ich zdolność kredytowa znacząco wzrosła – wynika z najnowszej edycji raportu Infokredyt 2025 przygotowanego przez Związek Banków Polskich.

17 listopada obchodzony jest w Polsce Dzień Bez Długów. Z tej okazji Związek Banków Polskich prezentuje najnowszą edycję raportu Infokredyt 2025 – kompleksowego opracowania dotyczącego sytuacji na rynku kredytowym, zadłużenia gospodarstw domowych, polityki pieniężnej i trendów konsumenckich.

Stopy procentowe w dół – raty i koszt kredytów coraz niższe

Rada Polityki Pieniężnej w 2025 r. obniżyła główną stopę procentową łącznie o 1,50 pkt proc., co bezpośrednio przełożyło się na niższe raty kredytów oraz wyższą dostępność finansowania.

Według analiz ZBP rata przeciętnego kredytu mieszkaniowego spadła średnio o 11%, a w całym cyklu życia kredytu oznacza to obniżkę kosztu o 22,3%. Wyższa staje się również dostępność kredytowa – ten sam kredyt może dziś uzyskać osoba osiągająca dochody o ponad 11% niższe niż przed rozpoczęciem cyklu obniżek.

Prawie co drugi dorosły Polak ma kredyt – ale jakość spłat jest stabilna

Z raportu wynika, że 47,3% dorosłych Polaków posiada obecnie kredyt lub pożyczkę.
Najwyższe średnie zadłużenie przypada na woj. mazowieckie – 75,4 tys. zł, natomiast najniższe na woj. podkarpackie – 36,8 tys. zł, które jednocześnie wykazuje najniższy odsetek opóźnień powyżej 90 dni (4,7%). Pomimo rosnącego wolumenu kredytów jakość portfela pozostaje stabilna – indeksy ryzyka kredytowego wskazują niewielkie wahania, a segment kredytów mieszkaniowych pozostaje najbezpieczniejszy.

Kredyty rosną, ale Polska nadal zadłuża się mniej niż Europa

Na tle Unii Europejskiej Polska pozostaje krajem o relatywnie niskim poziomie zadłużenia zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw. Udział kredytów sektora niefinansowego w PKB wynosi 31,7% i jest jednym z najniższych w UE, co oznacza znaczący potencjał wzrostu rynku kredytowego. Kredyty mieszkaniowe odpowiadają za 12,6% PKB – również znacznie mniej niż średnia unijna. Dla porównania, w Danii ten wskaźnik przekracza 78%.

Wzrost zdolności kredytowej i łagodzenie polityki banków przekładają się na większą aktywność klientów. We wrześniu 2025 r. banki udzieliły: 52,4% więcej kredytów mieszkaniowych (r/r) oraz 18,8% więcej kredytów gotówkowych (r/r). Dynamicznie rośnie także segment płatności odroczonych BNPL. W pierwszym półroczu 2025 r. ich wartość sięgnęła 6,3 mld zł, a z rozwiązania skorzystało już 2,86 mln osób. Ponad połowa nowych użytkowników BNPL wchodzi w świat finansów po raz pierwszy.

Polacy mają oszczędności – ale odkładają mniej niż w Europie

Depozyty gospodarstw domowych przekroczyły 1,4 bln zł, stanowiąc ponad 70% wszystkich depozytów sektora. Jednocześnie stopa oszczędności Polaków wynosi 12,8%, podczas gdy w krajach takich jak Francja, Szwecja czy Holandia jest istotnie wyższa.

Z raportu Infokredyt 2025 wynika, że kredyty dla sektora niefinansowego stanowią 34% aktywów banków, co przy małym rozmiarze polskiego sektora bankowego wskazuje na niedobór kredytów w gospodarce. W Polsce portfel kredytów dla sektora niefinansowego w relacji do depozytów sektora niefinansowego znajduje się na jednym z najniższych poziomów w całej UE, za nami jest Cypr, Grecja oraz Irlandia. Świadczy to o wysokiej nadpłynności sektora bankowego w Polsce, ale również o dużym potencjale do zwiększania akcji kredytowej.

AI daje zyski, ale brak kontroli kosztuje miliony

Wyniki badania EY – Global Responsible AI Pulse – pokazują, że organizacje wykorzystujące odpowiedzialną AI – dzięki transparentnym zasadom, solidnemu wdrażaniu i silnemu zarządzaniu – wyprzedzają konkurencję w obszarach, w których korzyści są najtrudniejsze do osiągnięcia. Wzrost przychodów raportuje 54% firm, oszczędności finansowe zauważa 48% badanych, zaś 57% cieszy się satysfakcją pracowników. Ośmiu na dziesięciu (80%) respondentów widzi również poprawę wydajności i produktywności.

Z odpowiedzi ankietowanych – menedżerów odpowiedzialnych za sztuczną inteligencję w swojej organizacji – wynika, że firmy stosujące takie działania związane z AI jak komitety nadzorcze, czyli zespoły odpowiedzialne za etyczne, odpowiedzialne i strategiczne wykorzystanie technologii, odnotowują wyższe zyski i widzą mniej zagrożeń dla swojej działalności.

Rola tego typu organów będzie wyłącznie rosła, gdyż prawie wszystkie (99%) ankietowane przez EY firmy zgłosiły szkody finansowe z powodu incydentów związanych ze sztuczną inteligencją. Powodem strat były m.in. nieprzestrzeganie przepisów dotyczących sztucznej inteligencji (57%), negatywny wpływ na cele zrównoważonego rozwoju (55%) oraz nieobiektywność wyników rozwiązywanych przez AI zadań (53%).

Niemal dwie trzecie z nich (64%) oszacowało szkody na ponad milion dolarów. Z ostrożnych szacunków EY wynika, że średnia strata w gronie ankietowanych wyniosła 4,4 mln dolarów. Badanie dowodzi jednocześnie, że im więcej firma wdroży mechanizmów kontroli i wsparcia AI, tym niższe staje się ryzyko strat.

Ciągły nadzór to konieczność

– Odpowiedzialna implementacja AI zakłada trzy etapy, bez wybierania drogi na skróty. Zaczyna się od komunikowania jasnego zestawu zasad dotyczących wykorzystania AI, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. Następnie przechodzimy do etapu realizacji, podczas którego tworzone są mechanizmy kontroli m.in. uwzględniające rolę człowieka – „human in the loop” – a także kluczowe wskaźniki efektywności i szkolenia pracowników. Etap finalny to wdrożenie ciągłego nadzoru nad spójnością działań i zasad regulujących wykorzystanie AI – wyjaśnia Wojciech Niezgodziński, Partner EY Polska, Dział Zarządzania Ryzykiem Nadużyć.

W drugiej już fali badania EY – Global Responsible AI Pulse – pytano m.in. o postępy odpowiedzialnego wdrażania AI na tych trzech etapach. Szczególny nacisk położono na mechanizmy kontroli i wsparcia, wśród których zidentyfikowano 10 kluczowych kwestii. Są to m.in. komunikacja do pracowników, kooperantów, określone pryncypia, kwestie odpowiedzialności czy bezpieczeństwa. Z badania wynika, że firmy zaadaptowały średnio siedem z dziesięciu wspomnianych mechanizmów.

Odpowiedzialna AI: tak, to działa i przynosi korzyści

Wyniki badania wskazują, że 80% respondentów widzi poprawę wydajności i produktywności dzięki wdrożeniu odpowiedzialnej AI. Prawie tyle samo twierdzi, że sztuczna inteligencja pobudziła innowacje (79%) i wdrażanie technologii (81%), a także pomogła skrócić czas od prototypowania do wdrożenia (79%). Sztuczna inteligencja przyniosła poprawę wydajności w trzech kluczowych obszarach: satysfakcji pracowników (57%), wzrostu przychodów (54%) i oszczędności (48%).

Autorzy badania zauważają jednak, że te organizacje, które wdrażają środki zarządzania – w szczególności monitorowanie w czasie rzeczywistym i komitety nadzoru – znacznie częściej odnotowują poprawę wspomnianych czynników, niż te, które odpowiedzialnej AI nie implementują w ogóle.

Firmy, które w wyniku incydentów związanych z AI poniosły straty w wysokości ponad 10 milionów dolarów, deklarują średnio 4,5 na 10 prawidłowych mechanizmów kontroli. Organizacje, które zanotowały 1 milion dolarów szkód lub mniej, mają ich średnio 6,4.

– Systemy AI działają z coraz większą autonomią i złożonością, organizacje muszą więc priorytetowo traktować ich nadzór w czasie rzeczywistym. Ciągły monitoring i możliwości szybkiego reagowania są niezbędne do efektywnego skalowania tych technologii. Autonomiczny charakter sztucznej inteligencji wprowadza nowe ryzyka, które mogą szybko eskalować, co sprawia, że solidne mechanizmy kontroli są niezbędne, aby zapobiec kosztownym zakłóceniom procesów biznesowych zapewniając ich stabilność i bezpieczeństwo.– podkreśla Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

O badaniu
Druga edycja badania EY – Global Responsible AI Pulse – miała formę anonimowej ankiety online przeprowadzonej wśród 975 osób zajmujących stanowiska kierownicze. Wszyscy respondenci byli odpowiedzialni za obszar powiązany z AI w swojej organizacji. Respondenci reprezentowali przedsiębiorstwa o rocznych przychodach przekraczających 1 miliard dolarów i działające w 21 krajach obu Ameryk, regionu Azji i Pacyfiku, Europy, Bliskiego Wschodu, Indii i Afryki. Ankietę przeprowadzano w lipcu i sierpniu 2025 roku. Pierwsza edycja badania została zrealizowana w marcu i kwietniu 2025 roku.

Samowystarczalność USA – ambicja czy iluzja? Ekspert o polityce Trumpa

Pytanie, czy Stany Zjednoczone pokazują, że można być w pełni samowystarczalnym w dzisiejszym świecie, zasługuje na poważne rozważenie. Działania administracji Trumpa wskazują na istnienie elementów protekcjonizmu. Często mówi się o tym jako o neomerkantylizmie, czyli powrocie do myślenia, że saldo handlowe i bilans handlowy są najważniejsze, że muszą się zgadzać, i że dąży się do osiągania nadwyżek w handlu zagranicznym. Rzeczywiście Stany Zjednoczone zwiększają protekcjonizm i podnoszą bariery handlowe, ale te działania nie polegają na całkowitym zatrzymaniu handlu międzynarodowego i ograniczeniu importu. W praktyce wiele sektorów pozostaje poza restrykcjami – przykładowo surowce energetyczne wciąż nie są objęte barierami. To pokazuje, że administracja amerykańska zdaje sobie sprawę, iż niektóre segmenty gospodarki nie nadają się do bezpośredniego ataku politycznego. Równocześnie widzieliśmy wiosną tego roku wymianę ciosów handlowych z Chinami; choć napięcia były znaczne, to w efekcie to Stany Zjednoczone w większym stopniu – lub przynajmniej administracji bardziej na tym zależało – dążyły do deeskalacji i obniżenia stawek celnych niż strona chińska.

– W związku z tym obecna sytuacja pokazuje, że Stany Zjednoczone nie są samowystarczalne i nie są na drodze do szybkiego osiągnięcia pełnej samowystarczalności – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marek Wąsiński, kierownik Zespołu Gospodarki Światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Z drugiej strony działania administracji Trumpa ujawniły inny istotny fakt: w dobie dominacji międzynarodowych korporacji państwo narodowe nadal dysponuje realnymi narzędziami wpływu. Przejawem tego jest skłonność wielkich firm technologicznych do ustępowania i współpracy z Białym Domem. Niezależnie od tego, którą z firm weźmiemy pod uwagę, Big Tech wykazuje chęć współdziałania z administracją. To sugeruje, że jeszcze nie nastał czas, w którym międzynarodowe korporacje dyktują warunki wielkim państwom takim jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Unia Europejska. Duże podmioty państwowe wciąż mają siłę, by wpływać na działania korporacji międzynarodowych. Jeśli zaś chodzi o możliwość pełnej samowystarczalności, polityka Trumpa pokazuje, że na razie nie żyjemy w czasach pozwalających na to, aby było to realne dla Stanów Zjednoczonych w krótkim okresie – podsumowuje Marek Wąsiński.

EUDR przyspiesza. Nowe terminy uderzą w 120 tys. firm

Rozporządzenie EUDR (EU Deforestation Regulation) stanowi kolejny etap działań Unii Europejskiej na rzecz zrównoważonego handlu międzynarodowego. To również jedno z najbardziej złożonych i wymagających przedsięwzięć regulacyjnych ostatnich lat. Jego celem jest ograniczenie wprowadzania na rynek UE towarów, które przyczyniają się do wylesiania lub degradacji lasów. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorstwa importujące lub eksportujące towary takie jak kawa, kakao, soja, drewno, guma, olej palmowy czy produkty pochodne (np. papier, meble, skóra) będą musiały wykazać pełną przejrzystość swoich łańcuchów dostaw. Jak się na nie przygotować?

Zgodnie z najnowszymi propozycjami Komisji Europejskiej, obowiązki wynikające z EUDR mają objąć duże i średnie przedsiębiorstwa już od 30 grudnia 2025 r., natomiast mikro- i małe firmy od 30 czerwca 2026 r. Dla większych podmiotów przewidziano półroczny okres przejściowy, w trakcie którego nie będą stosowane sankcje, jednak wymagane będzie faktyczne rozpoczęcie stosowania zasad należytej staranności. Oznacza to, że czasu na przygotowanie jest znacznie mniej, niż pierwotnie zakładano. Firmy będą również zobowiązane do wdrożenia procedur due diligence, czyli gromadzenia i raportowania szczegółowych danych o pochodzeniu towarów, w tym współrzędnych geolokalizacyjnych miejsc produkcji, dat wytworzenia surowców i informacji o dostawcach. Dane te będą wprowadzane do unijnego systemu elektronicznego EUDR, który ma umożliwiać składanie oświadczeń o zgodności jeszcze przed wprowadzeniem towarów na rynek UE.

Istotna zmiana dla tysięcy podmiotów

Szacuje się, że w Polsce nowe przepisy obejmą nawet 120 tysięcy firm – importerów, eksporterów oraz producentów działających w ramach unijnego rynku. Każda z nich będzie zobowiązana do oceny ryzyka i złożenia elektronicznej deklaracji due diligence, a brak zgodności z przepisami może skutkować dotkliwymi sankcjami. Co więcej, nawet obrót wewnątrzunijny, na przykład sprzedaż rozwiązań stolarki okiennej z Polski innych krajów członkowskich, będzie podlegał obowiązkowi raportowania w ramach EUDR.

Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność cyfryzacji dokumentacji handlowej, dokładnej identyfikacji dostawców oraz weryfikacji ich zgodności z wymogami rozporządzenia. Jeżeli dany partner handlowy nie będzie w stanie dostarczyć wymaganych danych, w wielu przypadkach jedynym rozwiązaniem będzie zmiana dostawcy. To trudne, ale konieczne, ponieważ odpowiedzialność za zgodność z EUDR spoczywa na każdym podmiocie uczestniczącym w łańcuchu dostaw.

Nowe, globalne standardy

Rozporządzenie EUDR wymaga, by firmy nie tylko gromadziły dane o pochodzeniu towarów, ale także tworzyły procedury zarządzania ryzykiem i audytem dostawców. W praktyce oznacza to konieczność głębokiej transformacji procesów zakupowych, logistycznych oraz compliance. Organizacje, które już teraz rozpoczną analizę swoich łańcuchów dostaw, wdrożą narzędzia do oceny ryzyka i zintegrują procedury due diligence z systemami celnymi, będą znacznie lepiej przygotowane na moment wejścia regulacji w życie.

EUDR wprowadza także nowe realia dla międzynarodowych partnerów. W wielu krajach spoza UE, takich jak na przykład Ghana, powstają już systemy śledzenia produktów (np. kakao) od plantacji do portu eksportowego, by umożliwić europejskim importerom spełnienie nowych wymogów. Pokazuje to, że EUDR staje się nie tylko unijnym, lecz również globalnym standardem w zakresie zrównoważonego handlu surowcami. Stanowi to wyzwanie dla firm logistycznych, importerów i producentów, ale jest również szansą na wzmocnienie pozycji konkurencyjnej.

Reforma inspekcji pracy. Przedsiębiorcy mówią o obawach i liczą na to, że przełożony zostanie termin jej wdrożenia

Północna Izba Gospodarcza postuluje zmiany w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. W tym temacie jest wciąż więcej pytań niż odpowiedzi.

– Takie zmiany nie mogą być wprowadzane w sposób nieprzygotowany, a niestety ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy w opinii przedsiębiorców nie jest gotowa. Budzi niepewność, bo jest wiele zapisów, których konsekwencje będą poważne np. rygor natychmiastowej wykonalności. Co jeżeli sąd przyzna rację przedsiębiorcy, a nie inspektorowi i decyzja zostanie cofnięta? Jej konsekwencji cofnąć się już nie da. Uważamy, że ta ustawa powinna być poddana konsultacjom społecznym, a do tego momentu należy pracować nad jej zapisami – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza zwraca uwagę na to, że wprowadzone poprawki do ustawy dotyczące przede wszystkim postępowań odwoławczych są krokiem w dobrą stronę, ale nadal budzą obawy przedsiębiorców.

Emocje wywoływane przez projekt nowelizacji ustawy regulującej uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy dotykają zarówno przedsiębiorców, jak i prawników. Ci pierwsi obawiają się zwłaszcza konsekwencji finansowych decyzji inspektora PIP – o ile bowiem w zakresie prawa pracy decyzja ta ma działać wyłącznie na przyszłość, pozostają jeszcze kwestie obowiązków podatkowych i składkowych. W przypadku konsekwencji dla przedsiębiorców będą one odczuwalne, nawet gdy dojdzie do cofnięcia decyzji inspektora pracy przez organ nadzorujący lub sąd.

– Nawet jeśli przedsiębiorca ostatecznie wygra w Sądzie Pracy i doprowadzi do uchylenia decyzji inspektora PIP, może się okazać, że wygrana w sprawie nie ma już żadnego znaczenia – ponieważ nastąpi ono z dużym prawdopodobieństwem po kilku latach procesu, a przez ten czas przedsiębiorca będzie musiał ponosić wszelkie skutki decyzji, w tym w szczególności finansowe. Obawy są tym większe, jeśli dany przedsiębiorca współpracuje na podstawie analogicznych umów z wieloma osobami – w takich sytuacjach może dojść do „efektu domina”, który spowoduje z dnia na dzień lawinowy wzrost kosztów działalności danej firmy – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, partner w kancelarii Wódkiewicz Sosnowski Jarosiewicz.

– Inną kwestią budzącą emocje we wszystkich środowiskach jest ustalenie podmiotu, który będzie wobec przedsiębiorcy ponosił odpowiedzialność, w przypadku gdyby jednak, na skutek odwołania od decyzji, Sąd przyznał rację właśnie przedsiębiorcy. W grę mogą wchodzić ogromne sumy, płacone do czasu zakończenia sądowej batalii choćby do ZUS, czy też do rąk zleceniobiorcy/pracownika – np. z tytułu nadgodzin, pracy w porze nocnej, itp., nie wspominając tu już o kwestiach takich jak np. płatne urlopy wypoczynkowe, zwolnienia od pracy z powodu choroby i inne pracownicze uprawnienia, które nie przysługiwałyby na podstawie umowy cywilnoprawnej – dodaje mecenas Marek Jarosiewicz.

Prawnicy zwracają uwagę także na kwestie organizacyjne – wynikające z tego, że obowiązujące przepisy często uzależniają określone obowiązki pracodawcy od ilości osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, może to dotyczyć np. obowiązku stworzenia regulaminu pracy, wynagradzania itp.

– Zauważam, że rynek pracy przyjmuje pozycję wyczekującą, przynajmniej do czasu wyklarowania się ostatecznego kształtu projektu, ale mocno goni nas czas, co przedsiębiorcy uważają za zagrożenie. Ustawa ma wejść w życie od 2026 roku. Kiedy odbędą się pierwsze kontrole? Jakie branże powinny obawiać się najbardziej? Jakie będą konsekwencje tych zmian dla przedsiębiorców i pracowników? Jak bardzo zmiana ustawy o PIP wpłynie na elastyczność rynku pracy? – mamy tutaj nadal więcej pytań niż odpowiedzi, co uznajemy za niepokojące i konieczne do wyjaśnienia przed tym, jak taka rewolucyjna zmiana wejdzie w życie – komentuje prezes Hanna Mojsiuk.

MLP Group z dwucyfrowymi wzrostami: przychody +12%, EBITDA +14%, FFO +28% po trzech kwartałach 2025

  • Przychody na poziomie 307,3 mln PLN (+10% r./r.), 72,5 mln EUR (+12% r./r.)
  • EBITDA bez przeszacowania na poziomie 159,3 mln PLN (+13% r./r.), 37,6 mln EUR (+14% r./r.),
  • Wartość godziwa nieruchomości inwestycyjnych 6 031,3 mln PLN (+9% vs. 31 grudnia 2024 r.), 1 412,7 mln EUR (+9% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • Wartość aktywów netto (NAV) na poziomie 2 831,6 mln PLN (+3% vs. 31 grudnia 2024 r.),
    663,3 mln EUR (+3% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • NAV na akcję: 118,0 PLN (+3% vs. 31 grudnia 2024 roku), 27,6 EUR (+3% vs. 31 grudnia 2024 r.)
  • Wynik netto: 89,8 mln PLN (vs. 265,1 mln PLN w 1-3Q2024 r.), 21,2 mln EUR (vs. 61,6 mln EUR w 1-3Q2024 r.),
  • Umowy najmu podpisane od początku br. na około 225 tys. mkw. powierzchni.

 

MLP Group, wiodąca europejska platforma nieruchomości logistycznych i przemysłowych, odnotowała solidne wyniki finansowe po trzech kwartałach 2025 roku. Spółka kontynuuje stabilny i zrównoważony rozwój, łącząc zwiększenie przychodów o 12%, EBITDA o 14% z imponującym, 28-procentowym wzrostem FFO.

Stabilny wzrost i wysoka efektywność operacyjna

W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku MLP Group osiągnęło 72,5 mln EUR skonsolidowanych przychodów, co oznacza 12% wzrost rok do roku. EBITDA bez przeszacowań wzrosła o 14%, osiągając poziom 37,6 mln EUR, natomiast FFO (Funds from Operations – jest to miara przepływów pieniężnych używana do oceny rentowności spółek) zwiększyło się o 28%, potwierdzając silną zdolność aktywów Grupy do generowania stabilnych przepływów pieniężnych.

Efektywność, stabilność i stały wzrost to wartości, które najlepiej opisują naszą działalność. Odnotowany 28-procentowy wzrost FFO potwierdza solidne fundamenty Grupy i zdolność naszych nieruchomości do generowania stabilnych, powtarzalnych przepływów pieniężnych. Nasza strategia opiera się na wysokiej jakości portfelu, długoterminowych relacjach z najemcami oraz skutecznym zarządzaniu ryzykiem. Nasz biznes jest bardzo przewidywalny, konsekwentnie skupiamy się na tym, co niezmienne – na satysfakcji naszych najemców, wzroście wartości aktywów i trwałym zwiększaniu przepływów pieniężnych, które stanowią fundament sukcesu MLP Group. Po bardzo dobrym 3 kwartale oczekujemy rekordowej wartości najmu powierzchni magazynowej w 4 kwartale – rynek wygląda bardzo obiecująco – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Silna pozycja finansowa i bezpieczny profil zadłużenia

Ostrożne podejście do finansów zapewnia MLP Group silną pozycją płynnościową, umożliwiającą finansowanie celów rozwojowych, przy zachowaniu stałego kosztu długu i konserwatywnego profilu spłat. Wskaźnik długu netto do EBITDA na koniec trzeciego kwartału br. wzrósł do 12.7x z 10.7x w 3 kwartale 2024 roku (wzrost o 19%). Bardzo pozytywny trend wzrostu EBITDA powinien w najbliższych okresach przełożyć się na spadek wskaźnika długu netto do EBITDA oraz wskaźnika wyprzedzającego (dług netto do Run Rate EBITDA).

Portfel nieruchomości i rozwój inwestycyjny

Na koniec września 2025 roku wartość aktywów brutto wynosiła 1 417,7 mln EUR i była o 3% wyższa względem 31 grudnia 2024 r. Wartość kapitałów własnych (NAV) w ciągu trzech kwartałów br. wzrosła o 3% do poziomu 663,3 mln EUR.

Od początku roku MLP Group podpisało umowy leasingu obejmujące około 189 tys. mkw. powierzchni. W rezultacie spółka posiada obecnie umowy najmu na łącznie 1,3 mln mkw., zawarte z około 195 klientami.

Na koniec września br. łączna powierzchnia w budowie i przygotowaniu wynosiła 326,8 tys. mkw., przy potencjale zabudowy całego posiadanego portfela gruntów (wraz z opcjami) przekraczającym 2,4 mln mkw. Już dziś ponad 1,3 mln mkw. nowoczesnych powierzchni logistycznych zostało oddanych do użytku. Portfel MLP Group pozostaje jednym z najnowocześniejszych w Europie – 90% budynków powstało w ciągu ostatnich 10 lat, a ponad 60% w ciągu ostatnich 5 lat.

Stabilność operacyjna i długoterminowe relacje z najemcami

Na koniec trzeciego kwartału poziom wynajęcia powierzchni wynosił 91%, utrzymując się na podobnym poziomie jak rok wcześniej. 98% czynszów regulowanych było terminowo, a wskaźnik retencji najemców sięgał 99%, co potwierdza wyjątkowo stabilny i lojalny portfel klientów.

Długoterminowe relacje z partnerami biznesowymi – w wielu przypadkach trwające ponad 20 lat – stanowią fundament strategii MLP Group, opartej na zaufaniu, elastyczności i wspólnym rozwoju.

MLP Group, wiodąca europejska platforma nieruchomości logistycznych i przemysłowych, działa w Europie: w Polsce, Niemczech, Austrii i Rumunii. Grupa koncentruje się na rozwoju parków logistycznych klasy A, w tym obiektów city logistics oraz wielkopowierzchniowych hal magazynowo-przemysłowych, w zgodzie z najwyższymi standardami ESG i zasadami zrównoważonego rozwoju.

PHN przeprowadza wcześniejszy wykup obligacji o wartości 120 mln zł

Polski Holding Nieruchomości S.A. zrealizuje przedterminowy, częściowy wykup obligacji serii C o łącznej wartości nominalnej 120.000.000 zł. Decyzja ta potwierdza konsekwentne działania w zakresie optymalizacji struktury zadłużenia.

Zgodnie z harmonogramem, dzień ustalenia prawa do wypłaty świadczeń przypada na 19 listopada 2025 r., dzień wcześniejszego wykupu na 22 listopada 2025 r., a wypłata świadczeń nastąpi 24 listopada 2025 r.

W związku z planowanym wykupem, na wniosek PHN, Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych podjął uchwałę o zawieszeniu obrotu obligacjami serii C w alternatywnym systemie obrotu Catalyst w okresie od 17 do 24 listopada 2025 r.

– Wcześniejszy wykup obligacji o wartości 120 milionów złotych to wyraz naszej odpowiedzialności wobec inwestorów oraz potwierdzenie silnej i stabilnej sytuacji finansowej Grupy PHN. Działanie to wpisuje się w proces konsekwentnej optymalizacji struktury zadłużenia, pozwalając realizować zobowiązania wobec rynku kapitałowego w sposób terminowy, co wzmacnia zaufanie inwestorów oraz potwierdza wiarygodność PHN jako emitenta – powiedział Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Polski Holding Nieruchomości konsekwentnie realizuje strategię rozwoju i optymalizacji portfela nieruchomości, łącząc stabilność finansową z dynamicznym rozwojem nowych projektów inwestycyjnych.

Proacta z kolejnym udanym kwartałem – wzrost przychodów o 175% i zysk netto na poziomie 1,4 mln zł

Notowana na rynku NewConnect spółka bioinformatyczna Proacta S.A. w trzecim kwartale 2025 roku, zgodnie z szacunkami, zwiększyła przychody netto ze sprzedaży do 4,7 mln zł, co oznacza wzrost o 175% r/r. EBITDA w analizowanym okresie wyniosła prawie 2,1 mln zł, wobec niespełna 0,1 mln zł rok wcześniej, a zysk netto przekroczył 1,4 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku spółka odnotowała stratę na poziomie 0,5 mln zł. Tym samym Proacta kolejny kwartał z rzędu notuje znaczącą poprawę wyników finansowych dzięki realizacji umów ramowych z kluczowymi partnerami oraz aktywnemu rozwojowi portfela projektów w obszarze IT i bioinformatyki.

Z kwartału na kwartał poprawiamy wyniki finansowe i systematycznie zwiększamy skalę działalności. Mamy bezpieczny backlog zamówień oparty na wieloletnich umowach ramowych, a jednocześnie pracujemy nad dalszym rozszerzaniem portfela klientów. Nasze zasoby personalne i możliwości technologiczne tworzą przestrzeń do dywersyfikacji działalności – zarówno w sektorze ochrony zdrowia jak i dla klientów biznesowych – podkreśla Maciej Grzywacki, wiceprezes zarządu Proacta S.A.

W trzecim kwartale 2025 roku spółka rozpoczęła realizację dwóch kluczowych kontraktów z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym (BFG) o wartości 17,5 mln zł, obejmującego rozwój i utrzymanie strategicznego systemu IT (udział Proacta: 98%), oraz z Instytutem Fizjologii i Patologii Słuchu (IFPS) o wartości 4,91 mln zł. Projekt realizowany dla IFPS zakłada opracowanie systemu wykorzystującego sztuczną inteligencję do analizy danych genetycznych i audiologicznych, co umożliwi prognozowanie postępu choroby i personalizację opieki nad pacjentami z niedosłuchem.

Na przestrzeni ostatnich lat Proacta wypracowała silne kompetencje w zakresie analizy danych medycznych oraz tworzenia algorytmów predykcyjnych, co stanowi kluczową przewagę w kontekście współpracy z ośrodkami medycznymi i naukowymi.

– Widzimy rosnące potrzeby zarówno po stronie podmiotów komercyjnych, jak i państwowych, szczególnie w obszarze wykorzystania danych w ochronie zdrowia. Ten sektor dysponuje obecnie większymi nakładami finansowymi, a w ramach Krajowego Planu Odbudowy pojawiło się wiele środków przeznaczonych na rozwój nowych technologii w szpitalach i placówkach medycznych. Obserwujemy ciągle rosnący trend zainteresowania naszymi produktami w obszarze wsparcia analizy stanu zdrowia pacjenta. Widzimy również duże zainteresowania palcówek medycznych realizujących rządowy program „Moje Zdrowie”. Nasze produktu idealnie wpisują się w to działanie pozwalając na optymalizacje procesu i usprawnienie obsługi pacjenta.  W naszym portfolio znajduje się coraz więcej produktów, które są na etapie procesów certyfikacyjnych, co dodatkowo wzmocni naszą pozycję w segmencie technologii medycznych – podsumowuje Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

W sierpniu 2025 roku Proacta zawarła porozumienie o współpracy w ramach Polskiej Sieci Health Labs4Value (PSHL4V) z wiodącymi instytucjami naukowymi i medycznymi, w tym Uniwersytetem Medycznym w Łodzi i Politechniką Łódzką. Celem współpracy, która wejdzie w życie 1 marca 2026 roku, jest rozwój innowacji w ochronie zdrowia, wdrażanie rozwiązań cyfrowych i telemedycznych oraz wspólne ubieganie się o finansowanie projektów badawczo-wdrożeniowych. Proacta, jako partner technologiczny, będzie odpowiedzialna za tworzenie i testowanie nowoczesnych rozwiązań IT wspierających procesy leczenia i diagnostyki.

ASICS EMEA z 17,7% wzrostem przychodów w III kwartale 2025 roku

ASICS EMEA ogłosił wyniki finansowe za III kwartał 2025 roku. Przychody wzrosły o 17,7% w porównaniu z III kwartałem 2024 roku.

W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, ASICS EMEA odnotował znaczący wzrost we wszystkich kanałach sprzedaży. Sprzedaż hurtowa wzrosła rok do roku o 22,5%, przy szczególnie dobrych wynikach w regionach Europy Północno-Wschodniej (31,9%) i Północno-Zachodniej (28,1%) oraz we Francji (19,7%).

Firma osiągnęła rentowny wzrost we wszystkich kategoriach produktowych w III kwartale 2025 roku, w tym w segmencie Performance Running oraz Core Performance Sports (CPS). Największe wzrosty odnotowały kategorie SportStyle (+41,8%) oraz Apparel (+25,8%).

Rośniemy we wszystkich kategoriach i kanałach sprzedaży, co zawdzięczamy sile naszej marki i nieustannemu dążeniu do innowacji. Cieszę się, że coraz więcej osób wybiera nasze produkty i chce z nami uprawiać sport. Dziękuję naszym partnerom i zespołom w całym regionie za zaangażowanie oraz współpracę – powiedział Carsten Unbehaun, CEO ASICS EMEA.

W III kwartale 2025 roku ASICS utrzymał pozycję niekwestionowanego lidera rynku w segmencie Premium Performance Running w Europie. Marka odnotowała również znaczący wzrost udziałów rynkowych w kategoriach Core Performance Sports (tenis, sporty halowe i padel) oraz SportStyle w okresie ostatnich 12 miesięcy, kończącym się we wrześniu 2025 roku.

Polski rynek IT nadal atrakcyjny dla zagranicznych inwestorów

Firma doradcza CMT oraz Fordata Virtual Data Room opublikowały kolejną edycję swojego cyklicznego raport poświęconego fuzjom i przejęciom (M&A) w branży IT, tym razem w okresie od 1 stycznia 2020 do 30 września 2025. Jak pokazują dane zawarte w raporcie rok 2024 przyniósł ostatecznie utrzymanie równowagi na europejskim rynku fuzji i przejęć w sektorze IT. Po dynamicznych latach 2021–2022 rynek osiągnął fazę stabilizacji – liczba transakcji pozostała relatywnie stała, natomiast ich wartość rosła, co potwierdza przesunięcie uwagi inwestorów z ilości na jakość. Natomiast w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku aktywność inwestycyjna w IT zaczęła się jednak nieznacznie zmniejszać – liczba transakcji spadała z kwartału na kwartał, co odzwierciedla bardziej selektywne podejście inwestorów.

Transakcje w Polsce

W okresie od 1 października 2024 roku do 30 września 2025 na polskim rynku przeprowadzono 29 transakcji na pakietach udziałów lub akcji spółek z branży IT. 25 transakcji przeprowadzono na pakietach większościowych, z czego w 20 przypadkach inwestor nabywał 100% udziałów/akcji w spółce. 2 transakcje zostały przeprowadzone na pakiecie mniejszościowym, a w przypadku 2 transakcji brak jest informacji o przejmowanym pakiecie.

Transakcje można podzielić ze względu na model biznesowy nabywanej spółki IT. Wyróżnia się trzy główne modele:

Software House (w skrócie: SH) – firma specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania na zamówienie, oferująca usługi takie jak projektowanie, rozwój, testowanie i utrzymanie aplikacji. Zajmuje się realizacją projektów dla klientów, dostosowując rozwiązania technologiczne do ich specyficznych potrzeb. Firmy w tym modelu w niewielkim stopniu polegają na powtarzalnych przychodach i skupiają się na ciągłym pozyskiwaniu zleceń, a głównym nośnikiem wartości jest posiadanie wykwalifikowanego zespołu pracowników.

Managed Service (w skrócie: MS) – to model outsourcingu IT, w którym zewnętrzny dostawca, zwany dostawcą usług zarządzanych (Managed Service Provider, MSP), przejmuje odpowiedzialność za monitorowanie, utrzymanie i zarządzanie określonymi funkcjami IT lub infrastrukturą klienta. Usługi te mogą obejmować m.in. zarządzanie sieciami, serwerami, bezpieczeństwem czy wsparciem technicznym, umożliwiając firmom skupienie się na kluczowych aspektach biznesu. Usługi tego typu oparte są często o wieloletnie kontrakty, zapewniające przedsiębiorstwu powtarzalny przychód, a inwestorzy cenią w tego typu spółkach wszechstronność usługi i długotrwałe relacje z klientami oraz własne, unikalne rozwiązania, które wyróżniają spółkę od konkurencji.

Software as a Service (w skrócie: SaaS) – to model dostarczania oprogramowania, w którym aplikacje są udostępniane użytkownikom za pośrednictwem Internetu, zazwyczaj na zasadzie subskrypcji. Oprogramowanie jest hostowane i zarządzane przez dostawcę usług, co eliminuje potrzebę instalacji, aktualizacji i zarządzania infrastrukturą po stronie użytkownika. Model ten, dzięki charakterowi subskrypcyjnemu umożliwia uzyskiwanie wysokich powtarzalnych, comiesięcznych przychodów i skalowalność.

Na 29 przedstawionych w raporcie transakcji fuzji i przejęć (M&A), 12 dotyczyło spółek oferujących oprogramowanie w modelu SaaS. Model SaaS jest atrakcyjny dla inwestorów z uwagi na zdolność do uzyskiwania wysokich powtarzalnych przychodów i wysoką skalowalność przy niskich kosztach stałych. Te cechy prawdopodobnie wpłynęły na fakt, że inwestorzy w Polsce w 2024 roku byli w pierwszych trzech kwartałach zainteresowani spółkami oferującymi oprogramowanie chmurowe. W 3 przypadkach kupowana spółka oferowała szerszy zakres usług.

Przeanalizowano również strukturę geograficzną nabywców. W 18 przypadkach inwestorem była zagraniczna spółka, z czego 12 transakcji przeprowadzał podmiot z Europy. Pomimo bliskości wojny polskie spółki technologiczne nadal przyciągają zagraniczny kapitał.

„W 2025 roku zaczynają się wyraźniej pojawiać oznaki poprawy gospodarczej, które wpływają pozytywnie także na rynek IT. W USA i Europie firmy technologiczne powoli odbudowują zatrudnienie — zwiększa się liczba ofert pracy zarówno dla programistów, specjalistów od danych i AI, jak i dla ekspertów ds. chmury. W Polsce również poprawia się sytuacja na rynku pracy. Zgodnie z raportem NoFluff Jobs, w 2025 roku zauważalny jest również spadek liczby aplikacji na jedno ogłoszenie (z 44 do 29), co również może stanowić o poprawie kondycji sektora. Jednocześnie wyhamowała dynamika wynagrodzeń, co ułatwi odbudowę marż spółek wraz z rosnącym popytem na ich produkty i usługi.” – komentuje Bartosz Bisior, Analityk w firmie doradczej CMT.

Marcin Rajewicz, Head Of Sales w Fordata, dodaje: „Rynek M&A w sektorze IT wchodzi w fazę dojrzałej selekcji – inwestorzy podejmują decyzje z większą rozwagą, ale jednocześnie są gotowi płacić za rzeczywistą wartość. Widać wyraźny wzrost zainteresowania transakcjami średniej wielkości oraz spółkami, które łączą kompetencje technologiczne z możliwością szybkiej skalowalności, szczególnie w obszarach SaaS, AI i automatyzacji. Jednocześnie w całej Europie, w tym w Polsce, rośnie profesjonalizacja procesów transakcyjnych. Coraz częściej kluczowe staje się nie tylko to, czy dochodzi do transakcji, ale jak jest ona przeprowadzona, z jaką jakością due diligence, zabezpieczeniem danych i kontrolą przepływu informacji. Obserwujemy, że firmy korzystające z narzędzi klasy Virtual Data Room szybciej finalizują transakcje i skuteczniej minimalizują ryzyko, co w obecnych warunkach gospodarczych stanowi realną przewagę konkurencyjną.”

Mnożniki na świecie

Na 34 547 transakcji M&A przeprowadzonych na świecie w okresie od 1 stycznia 2020 roku do 30 września 2025 roku na spółkach z branży Information Technology ujawniono 3 168 mnożników EV/S, dla których mediana wynosi 2,03 i 1 323 mnożniki EV/EBITDA, dla których mediana wynosi 15,39.

Jak wynika z danych mediany mnożników na rynku globalnym są wyższe niż na rynku europejskim. Taki stan rzeczy wynika z wpływu rynku północnoamerykańskiego. Amerykańsko-kanadyjski rynek transakcyjny jest stosunkowo dużym rynkiem, na którym przeprowadzono w okresie analizy 12 653 transakcje, czyli prawie tyle samo co na rynku europejskim. Mediana mnożnika EV/S na rynku kanadyjsko-amerykańskim w okresie analizy wyniosła 2,78 a EV/EBITDA 17,49.

W okresie analizy wartości EV/S znajdowały się w przedziale 1,69-2,38. Najniższa wartość mnożnika EV/S została osiągnięta w 2023 roku, najwyższą wartość mnożnik przyjął w 2021 roku. Najwyższe wartości mnożnik przyjmował w okresie wysokiej aktywności na rynku transakcyjnym, tj. w latach 2021-2022. Mediana EV/S w okresie pierwszych trzech kwartałów 2025 roku wzrosła w porównaniu do 2024 roku i wyniosła 2,38.

Z kolei z wykresu rocznych wartości mediany mnożnika EV/EBITDA na świecie wynika, że mediana tego mnożnika w analizowanym okresie wahała się od 14,16-17,42, najniższą wartość osiągając w 2023 roku, a najwyższą w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku.

Wzrost wartości mnożnika w 2025 roku, pomimo rosnącego globalnie ryzyka geopolitycznego może świadczyć o sile sektora IT. Innowacyjność sektora, postępujące procesy cyfryzacji, rozwój algorytmów sztucznej inteligencji, poszukiwanie efektywności i produktywności napędzają popyt na usługi IT. Globalnie inwestorzy są gotowi przeznaczyć duży kapitał na inwestycje w innowacje, tym samym sektor ten nadal cechuje duży potencjał rozwoju odzwierciedlany w wycenach.

Najaktywniejsi inwestorzy na świecie

Raport prezentuje 10 najaktywniejszych inwestorów pod względem liczby transakcji przeprowadzonych na świecie w okresie od 1 stycznia 2024 roku do 30 września 2025 roku. Podmioty te dokonały w okresie analizy łącznie 167 transakcji. Najwięcej targetów po 30, nabyło Accenture plc i Visma AS.

Wśród wyróżnionych inwestorów dominują inwestorzy strategiczni, czyli przedsiębiorstwa działające operacyjnie w sektorze targetu lub podobnym, nabywające spółki w celu zwiększenia swojego udziału w rynku lub poszerzenia portfolio produktowego. Są to m. in. najaktywniejsze podmioty, tj. Valsoft Accenture i Visma. W poniższym zestawieniu znajduje się jeden inwestor finansowy, czyli fundusz inwestycyjny zainteresowany nabyciem spółki w celu jej odsprzedaży w przyszłości – Main Capital Partners, który łącznie przeprowadził 21 transakcji w sektorze IT.

Najaktywniejsi inwestorzy w Europie

Raport przedstawia 10 najaktywniejszych inwestorów pod względem liczby transakcji przeprowadzonych w Europie w okresie od 1 stycznia 2024 roku do 30 września 2025 roku. Podmioty te dokonały w okresie analizy łącznie 118 transakcji. W przedstawionym okresie najwięcej europejskich spółek technologicznych, aż 19, nabył fundusz private equity Main Capital Partners.

Wśród wyróżnionych inwestorów, tak samo jak na rynku globalnym, dominują inwestorzy strategiczni. Wśród najaktywniejszych inwestorów na rynku europejskim znajduje się tylko jeden inwestor finansowy – Main Capital Partners.

„Perspektywy na 2025/2026 pozostają nadal pozytywne. Kluczowym motorem wzrostu pozostaje AI, a inwestorzy nadal chętnie poszukują spółki łączące kompetencje technologiczne z modelem SaaS i silnym potencjałem ekspansji. Sektor nadal jest atrakcyjny dla inwestorów finansowych. Natomiast poprawiająca się kondycja sektora w Europie oraz w Polsce pozwala oczekiwać stopniowy wzrost aktywności transakcyjnej wśród inwestorów branżowych. Z tym, że coraz większą rolę w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych odgrywa i będzie odgrywała ocena przez inwestorów ryzyka malejących barier wejścia czy zastąpienia produktu/usługi przez narzędzia sztucznej inteligencji – co obserwujemy również w prowadzonych procesach transakcyjnych.” – podsumowuje Bartosz Bisior, Analityk w firmie doradczej CMT.

Fala risk-off ogarnia światowe rynki. Funt pod presją, Bitcoin najniżej od pół roku

Na rynkach finansowych trwa fala globalnej przeceny, która w piątek objęła zarówno akcje, jak i waluty oraz obligacje. Inwestorzy pozostają wyraźnie zaniepokojeni możliwością opóźnienia kolejnych obniżek stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną, co skutkuje rosnącą awersją do ryzyka. Szczególnie mocno ucierpiały spółki technologiczne – kontrakty terminowe na Nasdaq 100 spadły rano o 0,6%, przedłużając czwartkowy spadek przekraczający 2%. Również kontrakty futures na S&P 500 (-0,3%) i Dow Jones (-0,2%) wskazują na kontynuację negatywnego sentymentu na Wall Street. Niemiecki DAX traci dziś już ponad 0,8%, a nasz rodzimy WIG20 ponad 0,9%.

Pogarszające się nastroje to pochodna wypowiedzi przedstawicieli Fed, którzy sygnalizują ostrożność w ocenie sytuacji makroekonomicznej. Inwestorzy obawiają się, że bank centralny nie posiada obecnie wystarczających danych, aby kontynuować luzowanie polityki pieniężnej, co może zmusić Fed do utrzymania „jastrzębiego” nastawienia jeszcze przez dłuższy czas. Jeszcze miesiąc temu rynki niemal zakładały w pełni obniżkę stóp w grudniu – obecnie prawdopodobieństwo takiego ruchu spadło w okolicę 50%.

Rynki walutowe również pozostają pod presją. Funt brytyjski stracił 0,5%, osiągając poziom 1,3123 USD i radząc sobie najsłabiej spośród głównych walut. Wyprzedaż została wywołana wzrostem niepewności fiskalnej po tym, jak minister finansów Rachel Reeves zrezygnowała z planów podniesienia podatku dochodowego. Decyzja ta, choć potencjalnie korzystna dla gospodarstw domowych, wywołała gwałtowną wyprzedaż obligacji skarbowych – rentowność brytyjskich gilts wzrosła aż o 10 punktów bazowych do poziomu 4,54%, co wskazuje na rosnące obawy o sposób finansowania deficytu budżetowego.

Niepokój pogłębiły także kolejne słabe dane z Chin, wskazujące na wyraźne wyhamowanie aktywności gospodarczej na początku czwartego kwartału. Warto zwrócić uwagę na rekordowy spadek inwestycji oraz wolniejsze tempo wzrostu produkcji przemysłowej, co podważa nadzieje na silne odbicie drugiej co do wielkości gospodarki świata.

Na rynku kryptowalut dominują mieszane nastroje. Bitcoin kontynuował spadki, tracąc 1,9% i osiągając poziom 96 844 USD – najniższy od sześciu miesięcy. Z kolei Ethereum nieznacznie zyskało na wartości, rosnąc o 0,4% do poziomu 3 190 USD.

W segmencie obligacji rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA wzrosła o 1 punkt bazowy do 4,13%, odzwierciedlając niepewność wokół przyszłej ścieżki stóp procentowych. Na rynku surowców ropa Brent podrożała o 1,4%, osiągając poziom 63,89 USD za baryłkę, natomiast cena złota spot wzrosła symbolicznie o 0,1% do 4 176,38 USD za uncję, co sugeruje umiarkowane poszukiwanie bezpiecznych aktywów.

Rusza ogólnopolska kampania „NIE!WYPALENI” – wspólna inicjatywa na rzecz walki z kryzysem wypalenia zawodowego

Wypalenie stało się jednym z najpoważniejszych wyzwań współczesnego życia – chorobą cywilizacyjną wynikającą z przebodźcowania, stresu, samotności i zaniku prawdziwych relacji. Chorobą cywilizacyjną, która osłabia ludzi, firmy i całą gospodarkę. Dotyka milionów Polaków, zarówno pracowników, jak i przedsiębiorców, którzy – jedni i drudzy – pracują ponad siły, często bez szansy na odpoczynek. Globalne analizy pokazują, że koszt rotacji, obniżonej produktywności i absencji spowodowanej wypaleniem liczony jest w setkach miliardów dolarów rocznie, a w Polsce chroniczne zmęczenie deklaruje nawet dwóch na trzech aktywnych zawodowo[1]. Ta diagnoza niesie również szansę. Jednym ze źródeł problemu jest samotność, dlatego rozwiązanie powinno opierać się na odbudowie relacji, które są najskuteczniejszą tarczą ochronną zdrowia psychicznego. Właśnie z taką misją Fundacja Era Nowych Kobiet Joanny Przetakiewicz, we współpracy z Pracodawcami RP oraz przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uruchomiła ogólnopolską kampanię społeczną „NIE!WYPALENI”. Wybitni eksperci, prof. Piotr Gałecki – konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii – i Jacek Walkiewicz – psycholog i mówca motywacyjny, współtworzyli rozwiązania, które nie tylko trafnie diagnozują przyczyny kryzysu, ale przede wszystkim pokazują, jak mu skutecznie przeciwdziałać. Kampania stawia na sprawczość każdego z nas i daje wszystkim, bez wyjątku, bezpłatne, gotowe do wdrożenia narzędzia, dzięki którym możemy zadbać o siebie, i o siebie nawzajem, już dziś.

Po powodzeniu kampanii „Koalicja przeciwko samotności”, w której Fundacja Era Nowych Kobiet, zrzeszająca ponad 830 tys. kobiet, zwróciła uwagę na skalę problemu kryzysu mentalnego i samotności dorosłych Polaków i rozpoczęła ogólnopolską rozmowę na ten temat, Joanna Przetakiewicz postanowiła zrobić krok dalej – znaleźć realne rozwiązanie, które pomoże ludziom odbudować relacje i odzyskać sprawczość. Wypalenie zawodowe nie pojawiło się nagle. Psychologowie opisują je od kilkudziesięciu lat, ale dopiero ostatnie lata, w tym pandemia, izolacja społeczna, praca hybrydowa i cyfryzacja relacji, sprawiły, że stało się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych oraz gospodarczych współczesności. Jego korzeniem jest samotność i utrata autentycznych, ludzkich więzi. Pozostaje pytanie – gdzie możemy budować relacje? Praca staje się idealnym miejscem do tej zmiany, bo to tam dorośli spędzają największą część życia i to tam najłatwiej odbudować wspólnotę.

Tak powstała pierwsza inicjatywa, która nie obwinia jednej strony rynku pracy i nie dzieli ludzi na „tych, którzy wymagają”, i „tych, którzy nie wytrzymują presji”. We współpracy z wybitnymi polskimi ekspertami z zakresu psychiatrii i psychologii prof. Piotrem Gałeckim i Jackiem Walkiewiczem, oraz z Pracodawcami RP, przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powstał program i kampania edukacyjna „NIE!WYPALENI” – dostępne online: niewypaleniwpracy.pl

Wypalenie zawodowe nie jest słabością jednostki, lecz efektem przeciążenia relacji i chronicznego stresu. Dotyka zarówno pracowników, jak i przedsiębiorców. Najskuteczniejszą ochroną przed wypaleniem są bliskie, wspierające więzi w pracy i w domu oraz umiejętność dbania o siebie – o równowagę między obowiązkami a przyjemnością. Dlatego w naszym programie skupiamy się na odbudowie relacji i wzmacnianiu więzi – bo to one dają siłę, satysfakcję i odporność potrzebną do życia osobistego i zawodowegozaznacza prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

Rozwiązywanie problemu zacznijmy od miejsca pracy

Kampania „NIE!WYPALENI” skupia się na pracy, ponieważ to dziś największa platforma łącząca ludzi, miejsce, w którym wspólnota może działać najszybciej i najszerzej. Nie dlatego, że wypalenie bierze się wyłącznie z pracy, ale dlatego, że to tam możemy realnie wpłynąć na codzienne relacje. Najnowsze badania pokazują bowiem, że fundamentem dobrostanu w organizacjach nie są benefity, coachingi ani narzędzia, choć mogą wspierać proces. Dla 55% pracowników[2] w Polsce atmosfera w pracy jest jedną z najważniejszych wartości zawodowych. To ona decyduje o tym, czy codzienność buduje nasze poczucie sensu czy odbiera siły. Aż 88% pracowników, którzy mają dobre więzi z zespołem, deklaruje wyższą satysfakcję z pracy i większe zaangażowanie, a 48% badanych wskazuje właśnie dobre relacje jako powód pozostania w firmie.

W pracy jesteśmy razem, a jak pokazują badania, bliskie relacje są największym czynnikiem szczęścia i predyktorem długowieczności. Pracownicy potrzebują pracodawców, pracodawcy pracowników. Razem możemy sobie nawzajem pomóc i zbudować lepsze miejsce pracy. Bo wypalenie nie zaczyna się od pracy ani domu, a od samotności. Dotyczy wszystkich i tylko razem możemy mu się przeciwstawićpodkreśla Joanna Przetakiewicz, inicjatorka kampanii „NIE!WYPALENI” i założycielka Fundacji Era Nowych Kobiet – Pamiętam dobrze, jak prowadząc swoją pierwszą firmę, miałam świetny zespół i dobrze działający biznes, a mimo to podjeżdżając pod klinikę, nie byłam w stanie wysiąść z samochodu. To było absolutne wypalenie. Dlatego po sukcesie „Koalicji przeciwko samotności”, w której połączyliśmy siły ponad 830 tysięcy kobiet w całej Polsce, chciałam iść o krok dalej, dać ludziom nie tylko diagnozę, ale konkretne rozwiązanie – dodaje.

Stary problem, który urósł do rangi nowego kryzysu gospodarczego

Kryzys wypalenia zawodowego ma bardzo wymierny wymiar ekonomiczny. Według raportu ZUS za 2024 rok[3], zaburzenia psychiczne były najdroższą kategorią wydatków związanych z niezdolnością do pracy – kosztowały gospodarkę 10,2 mld zł, co stanowi 17,7% wszystkich wydatków. To pieniądze, które firmy i państwo tracą przez zwolnienia, absencję i nieaktywność zawodową osób przeciążonych stresem. A problem stale narasta, ponieważ aż 78% aktywnych zawodowo Polaków odczuwa przynajmniej jeden objaw wypalenia.

Z perspektywy przedsiębiorstw konsekwencje są jeszcze szersze: rosnąca rotacja, spadek produktywności, zanik zaangażowania i innowacyjności, a często także kompletny rozpad zespołowego morale. W Polsce 65% pracowników[4] aktywnie rozważało odejście z pracy z powodu nadmiernego stresu i przeciążenia. Wypalenie nie jest więc „prywatną słabością jednostek”, ale strukturalnym zagrożeniem dla konkurencyjności gospodarki.

Relacje jako antidotum

Kampania „NIE!WYPALENI” opiera się na fundamentalnym odkryciu współczesnej neurobiologii i psychiatrii: rozmowa jest naturalnym antydepresantem. Podczas dobrej, wspierającej rozmowy obniża się poziom kortyzolu (hormonu stresu), a podnosi poziom oksytocyny. Rozmowa reguluje emocje i buduje odporność psychiczną. Tworzy więzi, niweluje napięcia, sprzyja rozwijaniu empatii i uważności. Działa jak szczepionka przeciwko samotności – prawdziwej chorobie naszych czasów.

Każda rzecz, z której korzystamy, powstaje dzięki współpracy ludzi, od pomysłu po realizację. To nie tylko jednostki, ale całe zespoły wnoszą swoją pracę, czas i zaangażowanie. W pracy spędzamy znaczną część życia, dlatego to tam możemy budować relacje, wspólnotę i poczucie przynależnościmówi Jacek Walkiewicz, psycholog, mówca motywacyjny i inspiracyjny, trener i mentor i dodajePoczucie przynależności do wspólnoty, bliskość, życzliwość i serdeczność innych osób zdecydowanie najlepiej pomagają w radzeniu sobie ze stresem i wypaleniem. Skuteczni, odpowiedzialni, pomysłowi, odważni, wytrwali – tacy już jesteśmy. Teraz czas na bycie uśmiechniętym i radosnym. Radość to wybór. Bycie radosnym w pracy na pewno pomoże nam również w życiu osobistym i odwrotnie.

Właśnie ten mechanizm stanowi podstawę kampanii „NIE!WYPALENI”. Jej ideą jest zmiana kultury relacji wszędzie tam, gdzie żyją ludzie, począwszy od pracy, która daje największy zasięg i realny wpływ. Kampania nie obiecuje cudów, nie zrzuca odpowiedzialności na pracodawców lub pracowników, nie każe „znaleźć balansu po godzinach”. Zamiast tego daje konkretne narzędzia, opracowane przez prof. Piotra Gałeckiego i Jacka Walkiewicza, do odbudowy wspólnoty, rozmowy, wsparcia i uważności w zespołach. A co najważniejsze – wskazuje, że zmiana zaczyna się od nas samych i zachęca do podjęcia pierwszego kroku.

Program edukacyjno-warsztatowy jest dostępny bezpłatnie online dla wszystkich. Łączy on dwa poziomy wsparcia: indywidualny i zespołowy. Z jednej strony oferuje pracownikom zestaw wskazówek i technik pozwalających lepiej radzić sobie z napięciem i przeciążeniem, z drugiej daje organizacjom gotowe scenariusze spotkań i rozmów, dzięki którym można odbudować komunikację, zaufanie i poczucie przynależności w zespołach.

Sprawczość – nie czekajmy, działajmy

„NIE!WYPALENI” to zaproszenie do działania od dziś. Do pobrania bezpłatnych materiałów, do rozmowy w zespole, do zmiany, którą każdy może wesprzeć, niezależnie od pozycji, branży czy wielkości firmy. Nie czekamy na ratunek z zewnątrz. Nie koncentrujemy się na narzekaniu na system czy punktowaniu, co powinno lepiej robić państwo, szkoła czy pracodawcy. Podchodzimy do tematu konstruktywnie. Odpowiedzialność – czy też nadzieja na to, że możemy polepszyć swój komfort – leży po stronie każdego z nas. I w naszych rękach.

[1] Polska Akademia Nauk „Raport Dobrostan Psychiczny w Polsce”.

[2] Badanie Pracuj.pl „Pracujemy z ludźmi, których lubimy – o sile relacji w miejscu pracy”.

[3] Raport ZUS „Wydatki na świadczenia z ubezpieczeń społecznych związane z niezdolnością do pracy w 2024 r.”.

[4] Raport Michael Page „Talent Trends 2024”.

Najniższy poziom inflacji w tym roku

Finalny odczyt inflacji za październik okazał się zgodny z wcześniejszym szacunkiem i wyniósł 2,80 proc. rok do roku oraz 0,10 proc. miesiąc do miesiąca. To najniższy poziom inflacji w tym roku, a tempo dezinflacji wyraźnie przyspieszyło – zwłaszcza, że rynek pierwotnie prognozował wzrost cen na poziomie 3,00 proc.

Listopadowa projekcja inflacji NBP nie pozostawia wątpliwości: oczekiwania dotyczące kształtowania się inflacji do końca 2027 roku mieszczą się w celu inflacyjnym, czyli 2,50 proc. +/- 1 p.p.

Recykling butelek z systemu kaucyjnego zagrożony. „Polski Recykling” apeluje do MKiŚ o pilne działania na rzecz ratowania branży

Stowarzyszenie „Polski Recykling” wystosowało apel do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o podjęcie natychmiastowych działań, które zapobiegną załamaniu systemu kaucyjnego oraz rynku recyklingu butelek i opakowań z tworzyw sztucznych. Jak podkreślają przedstawiciele branży, mimo wprowadzenia systemu kaucyjnego, sytuacja recyklerów PET pozostaje dramatyczna z powodu braku popytu na recyklat (rPET) i zbyt niskich poziomów wsparcia ekonomicznego.

Według sygnatariuszy apelu, reprezentujących łącznie około 90% rynku recyklingu PET w Polsce[1], w obecnym systemie bardziej opłacalne jest korzystanie z pierwotnego surowca niż z recyklatu. Ceny surowca pierwotnego PET sięgają obecnie 850–900 euro za tonę, podczas gdy koszt wytworzenia rPET to około 1600 euro. Obowiązująca od tego roku opłata produktowa w wysokości 1000 zł za brak zastosowania recyklatu nie stanowi wystarczającego bodźca do jego wykorzystania, przez co coraz więcej zakładów recyklingu ogranicza produkcję lub kończy działalność. Branża ostrzega, że w tej sytuacji nowy system kaucyjny nie spełni swojej funkcji, ponieważ zabraknie podmiotów zdolnych do przetworzenia pozyskanego surowca.

Wobec narastającego kryzysu w branży recyklingu tworzyw sztucznych, Stowarzyszenie „Polski Recykling”, wystosowało list do Minister Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig-Kloski. Organizacja zwróciła uwagę na pilną potrzebę podjęcia działań legislacyjnych i ekonomicznych, które pozwolą zapobiec upadkowi zakładów recyklingu oraz zapewnią stabilne funkcjonowanie nowego systemu kaucyjnego, kluczowego dla realizacji celów gospodarki o obiegu zamkniętym.

System kaucyjny jest ważnym krokiem w stronę gospodarki o obiegu zamkniętym, ale bez silnej i rentownej branży recyklingowej nie będzie miał szansy zadziałać. Jeśli nie zwiększymy popytu na rPET, wkrótce zabraknie firm, które będą mogły przetwarzać odpady w surowiec. Potrzebne są szybkie decyzje – zarówno w zakresie opłat, jak i realnych zachęt dla przedsiębiorców – tłumaczy Sławomir Pacek, Prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Recyklerzy w apelu postulują, aby od 1 stycznia 2026 roku opłata za brak wykorzystania rPET produkowanego w Unii Europejskiej została zrównana z opłatą za brak zbiórki butelek PET – do poziomu 5000 zł za tonę. Propozycja ma na celu zwiększenie popytu na recyklat, ustabilizowanie rynku oraz zapewnienie faktycznego obiegu zamkniętego tworzyw. Branża apeluje również o wprowadzenie zachęt podatkowych, np. ulg w podatku VAT, dla przedsiębiorstw, które wykorzystują recyklaty ponad wymagane ustawowo poziomy.

[1] Stowarzyszenie „Polski Recyking” w imieniu swoim oraz firm: Aloxe, Grupa Ergis, Hans Andersson rPET, JM Trade, Lerg Pet oraz PRT Radomsko.

Mocne dane z polskiej gospodarki, słaby dolar i wyprzedaż na rynku kryptowalut

Wstępne dane o PKB pokazują, że rośnie on najszybciej od ponad trzech lat. Dolar kolejny dzień powoli osłabia się względem euro. W tle tych wydarzeń wyraźna przecena na rynku kryptoaktywów.

Kogo nie zaskoczył PKB?

PKB w Polsce wzrósł o 3,7% – to więcej, niż przewidywał model NBP (3,4%), ale zgodnie z tym, czego spodziewały się rynki. Szybszy wzrost gospodarczy to dobra wiadomość. Trzeba jednak pamiętać, że wpływa on na obecną narrację i wprowadza do niej kilka zmian. Historia o spowalniającej ekonomii, przytłoczonej wysokimi stopami procentowymi, przestaje się bronić. W rezultacie lepsze dane z gospodarki oddalają obniżki stóp procentowych. W przeciwieństwie do wzrostu PKB ma to dużo większe przełożenie na nasze portfele. Oznacza to bowiem, że ewentualne posiadane przez nas lokaty wypłacą większe odsetki, ale przede wszystkim Ci z nas co posiadają kredyty oparte o zmienną stopę procentową, mogą później doczekać się spadku rat. Na rynku walutowym dane te powodują umocnienie złotego i kolejny już dzień z rzędu widzimy stabilizację kursu euro w okolicach poziomu 4,23 zł.

Kolejny dzień słabości dolara

W środę po ponad dwóch tygodniach wróciliśmy do wymiany na poziomie 1,1650 USD za 1 EUR. W tym czasie przez chwilę dolar był o niemal 2 centy silniejszy niż obecnie. Wielu analityków łączy obecną słabość amerykańskiej waluty z procesem wtórnego otwierania rządu. Rekordowy okres zamknięcia na pewno przełoży się na gospodarkę. Tak długa przerwa musi wpłynąć na spadek PKB w 4. kwartale. Z drugiej strony nagły napływ środków wynikających z otwarcia może również działać proinflacyjnie. Co ciekawe, rynki dość jednoznacznie patrzą na politykę monetarną. Z dnia na dzień szanse na grudniową obniżkę stóp spadają o kolejne procenty. Obecnie jesteśmy w sytuacji, gdzie szanse na cięcie lub jego brak są prawie równe rzutowi monetą.

Czy to początek końca hossy?

Wczoraj doszło do przebicia ważnego poziomu 100 000 USD za 1 BTC. Inne kryptowaluty – z wyjątkiem mających stałą wartość stablecoinów – szły proporcjonalnie lub mocniej w dół. Na moment pisania tego tekstu cena wynosi już 97 000 USD i jest najniższa od początku maja. Co powoduje tak silne spadki? Przede wszystkim na rynku widać, że wyjątkowo dużo inwestorów, którzy trzymali Bitcoina długoterminowo, zdecydowali się w ostatnich dniach sprzedawać. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zamknięto w tym okresie również wyraźnie więcej niż zwykle instrumentów pochodnych, opartych o wzrost ceny kryptowalut. To również pcha cenę w dół. Pomimo tego, że od szczytów z października mamy już prawie 30 000 USD przeceny, nadal inwestorzy, którzy trzymają Bitcoina od początku roku, są na plusie. Ta różnica jednak zaczyna być naprawdę mała.

Nie będzie więzienia za prędkość. Nowe przepisy celują w nocne wyścigi i skrajnie niebezpieczną jazdę

Ministerstwo Sprawiedliwości wydało komunikat dotyczący zmian wprowadzonych do Kodeksu karnego, w którym wyjaśnia, że nowe regulacje nie przewidują kar więzienia za zwykłe przekroczenie prędkości. Przepisy odnoszą się wyłącznie do zachowań uznanych za skrajnie niebezpieczne, stwarzających realne zagrożenie dla życia lub zdrowia innych uczestników ruchu. Resort podkreśla, że wszelkie interpretacje sugerujące odpowiedzialność karną za typowe wykroczenia drogowe są błędne.

Art. 178d k.k.: przestępstwo dopiero przy spełnieniu trzech przesłanek

Zgodnie z nowym art. 178d Kodeksu karnego, czyn zabroniony może zostać popełniony jedynie wtedy, gdy kierowca łącznie:

  1. prowadzi pojazd z rażąco nadmierną prędkością,
  2. rażąco narusza inne przepisy ruchu drogowego,
  3. naraża inną osobę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu.

Dopiero łączne spełnienie tych trzech warunków stanowi przestępstwo. Oznacza to, że ustawodawca świadomie ograniczył odpowiedzialność karną do sytuacji wyjątkowo poważnych, znacznie przekraczających ramy typowych wykroczeń.

Skrajnie niebezpieczna jazda i walka z recydywą

Ministerstwo podkreśla, że art. 178d jest jednym z narzędzi skierowanych przeciwko kierowcom-recydywistom oraz osobom rażąco lekceważącym zasady bezpieczeństwa. Nowe przepisy mają przeciwdziałać zachowaniom, które wcześniej trudno było skutecznie penalizować, mimo że niosły poważne ryzyko dla życia innych osób.

Zwykłe przekroczenie prędkości – nawet znaczne – nie podlega karze pozbawienia wolności. Ustawodawca nie przewidział w tym zakresie ani kary aresztu, ani odpowiedzialności karnej.

Spotkania motoryzacyjne nadal legalne – wymóg zgłoszenia pozostaje

W komunikacie odniesiono się również do kwestii legalności spotkań motoryzacyjnych. Ministerstwo wyjaśnia, że:

  • spotkania powyżej 10 pojazdów są nadal dozwolone,
  • warunkiem jest ich zgłoszenie właściwej gminie,
  • udział w niezgłoszonym zgromadzeniu zagrożony jest wyłącznie minimalną grzywną 20 zł,
  • dopiero gdy wydarzenie powoduje tamowanie lub utrudnianie ruchu, grzywna może wynieść 1000 zł.

Nowe regulacje nie zmieniają więc zasad organizowania spotkań społeczności motoryzacyjnych; mają jedynie uporządkować odpowiedzialność za sytuacje wpływające na bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Elastyczność przepisów i rola sądów

Ministerstwo przypomina, że prawo karne – podobnie jak wiele innych gałęzi prawa – posługuje się terminami niedookreślonymi. Sformułowania takie jak „rażąca prędkość” czy „rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa” mają umożliwić sądom ocenę danego zdarzenia w jego realnym kontekście.

Pod uwagę brane są m.in.:

  • warunki drogowe,
  • pogoda,
  • natężenie ruchu,
  • pora dnia,
  • przewidywalność zachowań innych uczestników ruchu.

Cel zmian: poprawa bezpieczeństwa, nie represje

Ministerstwo podsumowuje, że zmiany w Kodeksie karnym mają przede wszystkim poprawić bezpieczeństwo na drogach i umożliwić skuteczniejszą reakcję na najbardziej niebezpieczne formy agresywnej lub lekkomyślnej jazdy. Nie dotyczą natomiast typowych wykroczeń, takich jak przekroczenie prędkości czy nieprawidłowe manewry, które nadal pozostają w gestii przepisów o wykroczeniach.

Jak dziś funkcjonuje Polski Związek Wędkarski? Rozmowa z prezes Beatą Olejarz

Polski Związek Wędkarski to jedna z największych organizacji hobbystycznych w kraju – struktura obejmująca ponad dwa tysiące kół, 42 okręgi i setki tysięcy członków. Jak zarządzać tak rozbudowanym systemem, łącząc wieloletnie tradycje z cyfrowymi rozwiązaniami i rosnącymi oczekiwaniami wędkarzy? O wyzwaniach, priorytetach i przyszłości organizacji opowiada Beata Olejarz, prezes Zarządu Polskiego Związku Wędkarskiego.

Beata Olejarz, prezes Zarządu Polskiego Związku Wędkarskiego
Beata Olejarz, prezes Zarządu Polskiego Związku Wędkarskiego

Jak wygląda dziś struktura Polskiego Związku Wędkarskiego i jak zarządza się tak dużą organizacją liczącą setki tysięcy członków?

Struktura organizacyjne PZW jest 3-poziomowa. Podstawową jednostkę stanowi koło PZW. Koła organizują działalność społeczną Związku w terenie: opiekują się poszczególnymi łowiskami, pobierają składki i opłaty za wędkowanie, szkolą młodzież, organizują wycieczki, zawody wędkarskie i prace społeczne (np. sprzątnie brzegów rzek i jezior). Mamy ponad 2000 kół przyporządkowanych organizacyjnie do 42 okręgów PZW.

Okręgi PZW nadzorują działalność i finanse kół. Są jednostkami średniego szczebla posiadającymi osobowość prawną, która zapewnia im suwerenność w podejmowaniu decyzji gospodarczych i finansowych na swoim teranie działania i na swoich wodach. Dzięki temu mogą zawierać ze Skarbem Państwa (reprezentowanym przez Regionalne Dyrekcje Gospodarki Wodnej) i z innymi podmiotami (np. z Lasami Państwowymi) wieloletnie umowy o użytkowanie rybacko-wędkarskie wód śródlądowych, co daje możliwość samodzielnego ustalania zasad wędkowania, przepisów chroniących ryby oraz wysokości składek na ochronę i zagospodarowanie wód. Nadzór nad zgodnością działań okręgów ze Statutem PZW sprawuje Zarząd Główny, który jest reprezentantem PZW w kontaktach z władzami państwowymi i samorządowymi oraz z innymi podmiotami zewnętrznymi. Zarząd Główny organizuje również działalność sportową Związku na szczeblu centralnym, m.in. powołując kadry PZW w różnych dyscyplinach wędkarskich, reprezentujące Związek w zawodach międzynarodowych.

Najwyższą władzą ustawodawczą PZW jest zwoływany co 4 lata Krajowy Zjazd Delegatów PZW, którego uchwały wytyczają strategiczne kierunki działania Związku i obowiązują wszystkich jego członków, na każdym z trzech wymienionych szczebli organizacyjnych.

Jakie są Pani priorytety strategiczne na najbliższe lata, bardziej rozwój, digitalizacja, czy może wzmocnienie relacji z członkami?

Jedno nie wyklucza drugiego. Szeroko rozumiany rozwój Związku to przede wszystkim coraz lepsze dostosowanie metod gospodarowania wodami powierzonymi nam przez Skarb Państwa, w sytuacji ich nadmiernego  zanieczyszczania ściekami przemysłowymi i komunalnymi, obniżania się ich poziomu, zwłaszcza rzek, wynikającego zarówno ze zmieniającego się w ostatnich latach rozłożenia opadów atmosferycznych w skali roku i wzrostu średnich temperatur, jak również wskutek nieuzasadnionych z punktu widzenia ochrony środowiska zabiegów hydrotechnicznych. Musimy więc na bieżąco, w porozumieniu ze współpracującymi z PZW naukowcami, dostosowywać do tej sytuacji profil produkcji materiału zarybieniowego w naszych ośrodkach hodowlanych oraz ilość i strukturę zarybień, jak również wielkość odłowów, zarówno wędkarskich jak i rybackich. To pozytywne działania, które z pewnością wzmacniają relacje PZW z wędkarzami, wszakże pod warunkiem, że informacje o nich regularnie docierają do wędkarzy odpowiednimi kanałami informacyjnymi. A do udrożnienia i rozszerzenia tych kanałów informacyjnych służy właśnie digitalizacja PZW. Działająca coraz lepiej Centralna Baza Danych (CBD) członków PZW oraz ostatnio uruchomiona aplikacja PZW są na bieżąco ulepszane i wdrażane we wszystkich okręgach i kołach PZW. Staramy się o połączenie z rządowym systemem M-Obywatel. Wynikają z tego korzyści dla wędkarzy, którzy dzięki tym rozwiązaniom mogą (choć jeszcze nie we wszystkich 42 okręgach) w łatwy i szybki sposób – online (np. za pomocą smartfonów) opłacać składki i uzyskiwać licencje na wędkowanie na dowolne łowisko PZW, w dowolnym czasie (24 godziny na dobę) i z dowolnego miejsca w Polsce, korzystając automatycznie z przysługujących im ulg, jak również łatwo wypełniać wymagane przepisami elektroniczne rejestry połowów. Wiemy, że wędkarze oczekują rozwoju PZW w tym kierunku, więc staramy się zrealizować te oczekiwania.

Jak pogodzić zarządzanie organizacją o silnych tradycjach z potrzebą nowoczesnych rozwiązań i otwartości na zmiany?

Bardzo prosto, jeśli chodzi o sprawy techniczne. Otóż wprowadzenie cyfrowych licencji i opłat w żadnym razie nie oznacza rezygnacji z dotychczasowych, tradycyjnych rozwiązań analogowych, do których są przyzwyczajeni zwłaszcza starsi wędkarze. Nadal więc będą oni mogli opłacać składki w gotówce u skarbnika swojego koła PZW lub na poczcie, korzystać z papierowych legitymacji PZW i licencji oraz wypełniać papierowe rejestry połowów. I nie muszą koniecznie zaglądać do portalu PZW lub naszych mediów społecznościowych, ponieważ podstawowe informacje nadal mogą pozyskać u źródeł, czyli na zebraniach swoich kół i w biurach okręgów. Poza tym rzetelną, fachową wiedzę wędkarską mogą czerpać na bieżąco z papierowych wydawnictw PZW, przede wszystkim z wydawanego w nowoczesnej formie naszego miesięcznika „Wiadomości Wędkarskie” (obchodzącego w 2026 roku swoje 90-lecie), w którym regularnie są publikowane treści edukacyjne związane z wędkarstwem, turystyką, rekreacją i ochroną środowiska. PZW wydaje również tradycyjne książki i poradniki z zakresu wędkarstwa, biologii ryb, ochrony przyrody i innych tematów związanych z wodami.

Wspominała Pani o nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych dla wędkarzy, proszę opowiedzieć o aplikacji, którą wprowadza Związek. Jakie realne potrzeby użytkowników rozwiązuje?

W ostatnim czasie Związek uruchomił nowoczesną aplikację mobilną stworzoną specjalnie dla wędkarzy. To innowacyjne narzędzie łączy funkcje informacyjne, komunikacyjne i administracyjne, znacząco upraszczając kontakt z Polskim Związkiem Wędkarskim oraz codzienną praktykę wędkarską. Aplikacja oferuje wiele przydatnych funkcji. Użytkownicy mogą szybko sprawdzić aktualne przepisy i regulaminy obowiązujące w danym Okręgu PZW, w tym limity, okresy i wymiary ochronne oraz dozwolone metody połowu. Dzięki powiadomieniom push wędkarze otrzymują bieżące komunikaty o czasowych zakazach, zarybieniach, pracach porządkowych, zmianach w przepisach czy ostrzeżeniach hydrologicznych.

Aplikacja umożliwia również zakup zezwoleń online poprzez intuicyjny koszyk z płatnościami elektronicznymi. Zezwolenia są natychmiast dostępne w formie cyfrowej. Wbudowany e-rejestr połowów pozwala na szybkie dodawanie wpisów dotyczących gatunku, wymiaru, wagi i łowiska, a także przeglądanie historii połowów i eksportowanie zestawień do pliku PDF lub CSV. Mapa łowisk prezentuje warunki dostępu, infrastrukturę – taką jak stanice, slipy i parkingi. W aplikacji znajduje się także konto członkowskie pełniące funkcję cyfrowej legitymacji PZW, z informacjami o statusie opłat i przypomnieniami o zbliżających się terminach. Tryb offline umożliwia dostęp do podstawowych przepisów i posiadanych zezwoleń bez połączenia z internetem. Dodatkowo moduł wsparcia pozwala na szybki kontakt z biurem Okręgu PZW oraz zgłaszanie nieprawidłowości, takich jak kłusownictwo czy zanieczyszczenia.

Jakie były największe wyzwania przy wdrażaniu technologii w organizacji z tak dużą liczbą członków w całym kraju?

Największym wyzwaniem podczas wdrożenia projektu była jego skala, obejmująca setki tysięcy członków o różnym poziomie kompetencji cyfrowych i korzystających z urządzeń starszej oraz nowszej generacji. Dlatego kluczowe znaczenie miały cztery priorytety: intuicyjność i dostępność, stabilność i wydajność, bezpieczeństwo i prywatność oraz integracja systemów. Interfejs został zaprojektowany w prosty i czytelny sposób, z dużymi kontrastami, zgodny z normami WCAG 2.1 i obsługujący czytniki ekranowe. Zadbano o stabilność dzięki architekturze mikroserwisowej, automatycznym testom obciążeniowym oraz skalowaniu w okresach wzmożonych opłat. Ochronę danych zapewniono poprzez szyfrowanie end-to-end, logowanie dwuetapowe oraz zgodność z RODO. System został także zintegrowany z bazami członkowskimi, systemami opłat i ewidencją zezwoleń w okręgach, a słowniki dotyczące gatunków, łowisk i stref ujednolicono.

Proces wdrożenia obejmował kilka etapów. Na początku przeprowadzono analizę i projekt, w tym warsztaty z Okręgami PZW, badania potrzeb członków oraz testy prototypów pod kątem użyteczności. Następnie wykonano migracje i integracje danych, w tym oczyszczenie baz, standaryzację numerów kart i wdrożenie płatności elektronicznych, takich jak BLIK, szybkie przelewy i karty płatnicze. W ramach pilotażu aplikacja została uruchomiona w kilku Okręgach PZW, co umożliwiło wprowadzenie usprawnień, m.in. uproszczenia e-rejestru i dodania trybu offline. Wsparcie wdrożeniowe obejmowało webinary dla skarbników i kół, filmy instruktażowe, infolinię oraz sieć „ambasadorów cyfrowych” w lokalnych Kołach PZW.

Dzięki aplikacji zarówno członkowie, jak i Związek zyskali wymierne korzyści. Wędkarze mogą załatwiać formalności natychmiast, bez wizyty w Kole PZW, co ogranicza „papierologię” i kolejki. Transparentność komunikacji wzrosła dzięki natychmiastowemu dostępowi do komunikatów i zmian w przepisach. Zanonimizowane dane z e-rejestru pozwalają planować zarybienia i działania ochronne oraz monitorować presję wędkarską i stan łowisk. Zgłoszenia terenowe umożliwiają szybszą reakcję Społecznej Straży Rybackiej i administratorów łowisk.

W zakresie ochrony danych osobowych zastosowano zasadę „privacy by design”, czyli domyślne ograniczanie zakresu przetwarzanych informacji oraz przejrzyste formy zgód. Regularnie przeprowadzane są testy, rejestrowane zdarzenia i wdrażane procedury reagowania na incydenty. Użytkownik ma pełną kontrolę nad swoimi danymi – może przeglądać historię ich przetwarzania, a także pobrać lub usunąć konto zgodnie z przepisami.

Po starcie projektu odnotowano wysokie oceny użyteczności zarówno wśród nowych, jak i doświadczonych wędkarzy. Biura okręgowe zostały odciążone dzięki zmniejszeniu telefonów w sprawach podstawowych. Poprawiła się także spójność komunikacji między Zarządem Głównym a Okręgami PZW. Do najważniejszych wniosków i dobrych praktyk należą: dążenie do prostoty, która ogranicza błędy użytkowników, wdrażanie zmian w krótkich cyklach zamiast realizowania projektu jednorazowo oraz angażowanie lokalnych Kół i Okręgów PZW w proces adaptacji technologii.

W planach rozwoju aplikacji przewidziano wdrożenie profilu łowiska 360°, obejmującego warunki dostępu, presję wędkarską, ostatnie zarybienia i dane środowiskowe. Planowana jest również personalizacja alertów w zależności od preferencji i ulubionych łowisk użytkownika, integracja z zewnętrznymi danymi, takimi jak prognozy pogody czy mapy batymetryczne, oraz rozszerzenie e-rejestru o funkcję przypomnienia o uzupełnianiu wpisów. W przyszłości pojawi się także moduł edukacyjny z kursami z zakresu etyki wędkarskiej, ochrony przyrody i zasad bezpieczeństwa nad wodą.

Jak buduje się dziś zaangażowanie w społeczności wędkarskiej, szczególnie w czasach, gdy ludzie mają coraz mniej czasu na pasje?

Skoro ludzie mają mniej czasu na wędkowanie, to proponujemy im różne ułatwienia, aby nie tracili czasu na niepotrzebne czynności. Takimi ułatwieniami są m.in. możliwość łatwego pozyskiwania informacji o łowiskach w mediach PZW oraz szybkie i wygodne, zdalne uzyskiwanie zezwoleń w formie cyfrowej, o czym już wspominałam. Po drugie, ułatwiania dostępu do rzek i jezior poprzez zapewnienie dróg dojazdowych i parkingów, budowę pomostów i slipów. Kolejnym ułatwieniem jest tworzenie na sztucznych zbiornikach (takich jak stawy, małe zbiorniki zaporowe) obficie zarybianych łowisk specjalnych, a więc zapewniających szybki sukces wędkarski i wyposażonych w przyjazną wędkarzom infrastrukturę (stanowiska wędkarskie, zadaszenia, miejsca pod ognisko i grill, wypożyczalnie sprzętu, kwatery noclegowe). Przekazywane w mediach informacje o obfitych połowach ryb w takich łowiskach roznoszą się w mediach lotem błyskawicy i ściągają na nie wędkarzy nawet z bardzo dużych odległości. Niezłym magnesem ściągających wędkarzy nad wodę są również zawody wędkarskie, zwłaszcza na rybnych łowiskach.

Jakie działania komunikacyjne i marketingowe sprawdzają się w kontakcie z tak zróżnicowaną grupą, od młodych wędkarzy po doświadczonych pasjonatów?

Dobrze sprawdzają się te działania adresowane do młodych pasjonatów wędkarstwa, które są przychylnie traktowane przez ich rodziców. Należą do nich organizowane przez koła i okręgi PZW wydarzenia związane z tradycyjnymi świętami rodzinnymi, takimi jak Dzień Dziecka i Dzień Ojca, jak również wszelkie wędkarskie pikniki oraz towarzyskie zawody i konkursy wędkarskie, w których chętnie uczestniczą całe rodziny. Podobną rolę pełnią bezpośrednie spotkania instruktorów i zawodników PZW na targach wędkarskich, masowo odwiedzanych przez wędkarzy kilku pokoleń. Dobre rezultaty daje współpraca z młodzieżą w dziedzinie rozwijania umiejętności wędkarskich i edukacji przyrodniczej. W ramach programów edukacyjnych PZW organizuje każdego roku ok. 1400 kursów i szkoleń wędkarskich, które pomagają młodym wędkarzom zdobywać wiedzę na temat technik wędkowania, zasad etyki wędkarskiej, bezpieczeństwa nad wodą, zrównoważonego rybołówstwa, biologii ryb, ekologii wód i ochrony środowiska. Uczestniczy w nich rocznie ok. 40 tys. młodych adeptów wędkarstwa. PZW organizuje również kolonie i obozy wędkarskie dla młodzieży, podczas których młodzi wędkarze spędzają czas na łonie natury, uczą się wędkarskich technik, poznają różne gatunki ryb i zdobywają doświadczenie pod okiem kwalifikowanych instruktorów. Młodzież wspólnie z dorosłymi aktywnie uczestniczy również w akcjach sprzątania brzegów rzek i jezior przygotowywanych w kołach PZW. Bo,jak wiadomo, dobry przykład jest zaraźliwy.

Czy social media stały się ważnym kanałem komunikacji Polskiego Związku Wędkarskiego, czy raczej wciąż dominuje kontakt bezpośredni?

Trudno powiedzieć, który kanał komunikacji dominuje, ponieważ różne kanały wzajemnie na siebie oddziałują. Szeroki udział wędkarzy w wymienionych wcześniej akcjach i wydarzeniach organizowanych przez PZW nie byłby możliwy bez ich uprzednich zapowiedzi i nagłaśniania w social mediach. Z kolei te wydarzenia są relacjonowane i komentowane w mediach społecznościowych, co dopinguje organizatorów do ponownego ich organizowania, a wędkarzy zachęca do brania w nich udziału. Na przykład sprawnie zorganizowane zawody dla młodzieży, w których łowi się sporo ryb a sponsorzy zapewniają atrakcyjne nagrody i upominki, są dobrą wizytówka gospodarza łowiska, ich organizatorzy nie narzekają na frekwencję, a sponsorzy cieszą się z licznych odsłon i komentarzy w social mediach. Co prowadzi do wniosku, że optymalnym rozwiązaniem komunikacji PZW z wędkarzami jest dywersyfikacja kanałów informacyjnych.

W tym roku Związek obchodzi 75-lecie działalności. Co uważa Pani za największe osiągnięcie Związku przez te wszystkie lata?

Przez te 75 lat Polski Związek Wędkarski stał się jedną z dwóch największych polskich organizacji hobbystycznych i największym wędkarsko-rybackim użytkownikiem polskich wód śródlądowych w Polsce – gospodaruje na ok. 217 tys. ha (ok. 35%) wód, które zarybia, chroni i udostępnia wędkarzom. To moim zdaniem największe, historyczne osiągniecie PZW.

Co z tej historii jest dla Pani najcenniejsze i jaką rolę tradycja odgrywa w myśleniu o przyszłości PZW?

Najcenniejszy jest dla mnie fakt, że mimo zmian ustrojowych nasz Związek zawsze potrafił się do nich dostosować, zachowując przy tym stabilność prawną, niezależność finansową a przede wszystkim jedność organizacyjną. Z pewnością kluczową rolę zachowaniu tej jedności odegrała filozofia działania Związku, niezmienna od dziesięcioleci. Otóż Polski Związek Wędkarski stoi na straży tradycyjnych wartości właściwych dla naszego kręgu kulturowego: wspiera polskie tradycje rodzinne i jest zawsze otwarty dla wszystkich miłośników wędkarstwa i przyrody – niezależne od ich wieku, płci, narodowości, zasobności portfela, przekonań politycznych i religijnych. PZW to stowarzyszenie, w którym niezwykle silnym spoiwem łączącym ludzi jest wspólna pasja. I to właśnie pozwala mi patrzeć na przyszłość PZW z optymizmem.

Jest Pani pierwszą kobietą na stanowisku prezesa Polskiego Związku Wędkarskiego, jak odbiera Pani tę rolę w środowisku zdominowanym przez mężczyzn?

Od dawna pracuję na rzecz PZW w gremiach składających się niemal z samych mężczyzn – najpierw jako Prezes Koła PZW, później sekretarz ZO PZW Radom, następnie jako sekretarz ZG PZW, a obecnie pełnię funkcję prezesa ZG PZW. I jakoś nie czuję się przez mężczyzn zdominowana. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze mi się z nimi współpracuje. Jak już wcześniej mówiłam, PZW jest otwarty na wszystkich miłośników wędkarstwa, niezależnie od płci, więc kobiety zawsze były i są w naszym Związku mile widziane.

A to, że w PZW jest znacznie mniej kobiet niż mężczyzn, wynika chyba z wielowiekowej tradycji, która nakazywała, aby to mężczyźni chronili kobiety i sami podejmowali łowieckie ryzyko. Ale obecnie ta proporcja się zmienia. Wędkarek jest coraz więcej. Kobiety przestały być niewidoczne w Związku. Nasze mistrzynie świata w wędkarstwie sportowym stały się rozpoznawalne. Wyszły z cienia. Kobiety zostają sędziami wędkarskim i instruktorami szkolenia młodzieży, inne zasiadają w zarządach okręgów – są traktowane na równi z mężczyznami.

Co w Pani ocenie jest największym wyzwaniem dla lidera w organizacji, motywacja ludzi, finanse, a może komunikacja wewnętrzna?

Zdecydowanie finanse. Otóż dlatego, że PZW jako największy użytkownik rybacki śródlądowych w Polsce ma określone obowiązki wobec Skarbu Państwa wynikające z Ustawy o rybactwie śródlądowym oraz z przepisów podatkowych. Prowadzi gospodarkę na tych wodach: hoduje materiał zarybieniowy, zarybia, prowadzi wymagane prawem odłowy, wydaje zezwolenia na wędkowanie oraz chroni wody mimo mocnych ograniczeń prawnych. Ten system wymaga sporych nakładów finansowych. Podstawowym warunkiem jego skutecznego funkcjonowania jest więc profesjonalne zarządzania finansami, co stanowi największe wyzwanie dla mnie i całego Zarządu Głównego, zwłaszcza że każdy z 42 okręgów ma własną osobowość prawną i sam zarządza swoimi finansami. Ale motywacja działaczy i komunikacja wewnętrzna między nimi też jest bardzo ważna. Chodzi o to, aby wszyscy pamiętali, że PZW, mimo że obraca sporymi środkami finansowymi i zatrudnia wielu pracowników, jest stowarzyszeniem, anie spółką nastawioną na zysk. Nie da się nim zarządzać bez osobistego zaangażowania i pracy społecznej wielu jego członków. Jeśli więc trafi się ktoś, kto tego nie rozumie i jedyną motywacją jego działania stają się pieniądze, to komunikacja wewnętrzna zaczyna szwankować i pojawiają się problemy, które trzeba na bieżąco rozwiązywać.

Jak Pani zdaniem będzie wyglądać polskie wędkarstwo za 10 lat, bardziej ekologicznie, technologicznie, a może społecznie?

Wędkarstwo, jeśli chce być społecznie akceptowane, jest wprost skazane na coraz wyższy poziom kultury i poszanowania środowiska. Wędkarze jeszcze mocniej będą musieli zaangażować się w jego ochronę. Za 10 lat podejście „karta musi się zwrócić” zapewne trafi do lamusa. Zasoby ryb się kurczą – i w Polsce, i na świecie. Wystarczy spojrzeć na rosnące ceny mięsa ryb nie hodowlanych na rynku.  W rezultacie wędkarstwo stanie się bardziej ekskluzywnym sportem – znacznie droższym niż dotychczas, przede wszystkim w przypadku naturalnych łowisk z jeszcze obfitym rybostanem. Ten trend jest zauważalny na najlepszych wędkarskich łowiskach świata (Alaska, Kanada), więc z pewności dotrze i do nas. Może to spowodować spadek liczby wędkarzy, ale również wzrost poziom ich świadomości ekologicznej.

Zaawansowane technologie jeszcze mocniej wkroczą do wędkarstwa, zwłaszcza w dziedzinie elektroniki. Wszelkie elektroniczne systemy wykrywania ryb będą na znacznie wyższym poziomie niż obecne systemy Live – podglądnie ryb w naturze na żywo stanie się nieodłącznym elementem wędkarstwa. Systemy te będą jednak na wielu łowiskach coraz mocniej ograniczane albo wręcz zakazane, ponieważ są gospodarze łowisk, którzy widzą w nich zagrożenie dla rybostanu.

Jakie są trzy rzeczy, które chciałaby Pani zostawić po sobie jako prezes, coś, co stanie się trwałym śladem w historii organizacji?

Sporym problemem jest brak w polskim prawie definicji kłusownictwa. Chciałaby, aby wskutek naszych działań powstały obywatelskie projekty nowych ustaw, w których taka definicja się pojawi, co umożliwi skuteczniejszą penalizację tego rodzaju przestępstw. Kolejna rzeczą jest polepszenie ochrony naszych łowisk przed kłusownictwem. PZW lobbuje za utworzeniem Straży Użytkownika Rybackiego (SUR), którą będzie można zgodnie z prawem finansować z naszych związkowych pieniędzy, w tym również z funduszy Zarządu Głównego PZW. Bez załatwienia tej sprawy problem kłusownictwa będzie nadal rósł – proporcjonalnie do wzrostu cen ryb na rynku.  Związek podejmuje też starania o zmianę przepisów nakładających na użytkowników rybackich wód obowiązek pokrywania ogromnych kosztów utylizacji ryb śniętych w wyniku np. katastrof ekologicznych (takich jak ta na Odrze), niezawinionych przez tych użytkowników. Chciałabym, aby z mocy prawa tymi kosztami nie byli obciążani wędkarze, lecz truciciele wód – niezależnie od nakładanych na nich surowych kar albo Skarb Państwa – jeśli z jakichś powodów nie uda się wykryć winowajców. Tylko tyle i aż tyle.

Pekao partnerem BGK przy emisjach obligacji

0

Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) podpisał z Bankiem Pekao SA umowę o współpracy przy emisjach obligacji BGK. Poprzez zaangażowanie potencjału Pekao współpraca wspierać będzie płynność rynku obligacji emitowanych przez BGK na rzecz funduszy w nim umiejscowionych, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Z punktu widzenia BGK wzrost płynności rynku obligacji BGK będzie kolejnym istotnym elementem wpływającym na zmniejszenie kosztu ich obsługi.

Zgodnie z umową współpraca Banku Pekao z BGK obejmuje m.in.: określoną aktywność Pekao podczas przetargów emisji obligacji organizowanych przez BGK, wspomaganie na rynku wtórnym płynności obligacji BGK wyemitowanych na rynku krajowym czy też udział w emisjach BGK na eurorynku.

Prezes Pekao Cezary Stypułkowski
Prezes Pekao Cezary Stypułkowski

Dzięki tej umowie Bank Pekao staje się partnerem BGK w emisjach obligacji na rynku krajowym, dostarczając nie tylko inwestorów na przetargi organizowane w ramach funduszy BGK, ale także organizując płynność na rynku wtórnym, stając się adresem pierwszego wyboru dla inwestorów instytucjonalnych zainteresowanych tą klasą aktywów. Umowa zakłada również wsparcie w aktywnym poszukiwaniu inwestorów w transakcjach międzynarodowych, wzmacniając obszar markets Banku Pekao i naszą rozpoznawalność w Europie – komentuje prezes Banku Pekao Cezary Stypułkowski.

Umowa z Bankiem Pekao SA jest kolejnym elementem zmodyfikowanego systemu emisji obligacji BGK na rzecz funduszy. Jesteśmy regularnym emitentem obligacji w Polsce i na rynkach zagranicznych. Od połowy 2024 r. głównym źródłem pozyskiwania środków na rynkach zagranicznych stały się płynne, benchmarkowe, publiczne emisje na eurorynku i rynku amerykańskim. Poprzez sukcesywną budowę naszej krzywej dochodowości wzmacniamy pozycję i rozpoznawalność BGK jako dużego i wiarygodnego emitenta. Pozwala to ograniczać marże przy nowych emisjach obligacji. Na początku 2025 r. zmodyfikowaliśmy też system emisji obligacji na rynku krajowym, dzięki czemu w pierwszym półroczu tego roku sprzedaliśmy więcej obligacji złotowych niż w całym 2024 r. Teraz dopełniamy modyfikacje tego systemu o mechanizmy mające zwiększyć płynność krajowego rynku obligacji BGK, a przez to zwiększyć popyt i zmniejszyć koszt obsługi naszych obligacji – mówi pierwsza wiceprezes BGK prof. Marta Postuła.

Konsultacje bez projektu ustawy o PIP to fikcja. BCC ostro krytykuje działania resortu pracy

Pracodawcy krytycznie o konsultacjach nad projektem nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy – brak udostępnienia dokumentu przed konsultacjami narusza zasady dialogu społecznego,

Podczas dzisiejszego spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej strona pracodawców – w tym Business Centre Club – wyraziła stanowczy sprzeciw wobec prowadzenia konsultacji społecznych nad trzecim projektem ustawy, którego treści nie otrzymała.

Ministerstwo poinformowało, że w najnowszej wersji projektu ograniczono okres, za jaki może zostać wydana decyzja stwierdzająca ustalenie stosunku pracy, do trzech lat wstecz. Wskazano także, że rygor natychmiastowej wykonalności decyzji będzie mógł zostać uchylony przez Głównego Inspektora Pracy lub sąd. Resort zapowiedział również wprowadzenie możliwości odpowiedzialności odszkodowawczej za błędne decyzje.

Pracodawcy podkreślają, że nie mogą odnieść się do zmian bez zapoznania się z ich treścią. Wskazują, że brak udostępnienia projektu ustawy przed spotkaniem stanowi naruszenie podstawowych zasad dialogu społecznego.

– „Zapraszanie pracodawców na spotkanie w celu odbycia konsultacji nad projektem, którego nie otrzymali, jest naruszeniem elementarnych zasad dialogu społecznego, na które BCC się nie godzi” – podkreśla obecna na spotkaniu Joanna Torbé, ekspertka Business Centre Club ds. prawa pracy i ubezpieczeń społecznych

Nie będziemy uczestniczyć w konsultacjach prowadzonych w takich warunkach. – podsumowuje Łukasz Bernatowicz, prezez ZP BCC.

Rynek najmu hamuje: mniej ofert, mniej najemców i stabilne ceny. Kredyty znów mieszają na rynku

Mniej nowych ofert, mniejsze zainteresowanie najemców i stabilne ceny – jak wskazują dane Otodom tak wyglądał październik 2025 r. na rynku najmu. W porównaniu do września liczba dodanych ogłoszeń spadła aż o 20%, a odpowiedzi na nie o 31%. Z kolei  średnia cena najmu utrzymała się na poziomie 3,6 tys. zł. Co istotne, w tle coraz wyraźniej rysuje się wpływ rosnącej dostępności kredytów hipotecznych, a część dotychczasowych najemców kieruje się w stronę zakupu własnego M.

Po letnim szczycie rynek najmu wyhamowuje. Jesień to tradycyjnie spokojniejszy okres, a IV kwartał roku zwykle przynosi stabilizację po intensywnych miesiącach wakacyjnych. Tym razem jednak sytuacja może być mniej przewidywalna. Wszystko za sprawą serii obniżek stóp procentowych oraz poprawiającej się dostępności kredytów hipotecznych, których efekty zaczynają oddziaływać także na sektor najmu.

Mniej nowych ofert po sezonie

Jak wskazują dane Otodom, na koniec października liczba dostępnych ogłoszeń najmu wyniosła 26,9 tys. i była o 2,3% wyższa niż we wrześniu. Jednak w trakcie miesiąca dodano aż o 20% mniej nowych ofert niż miesiąc wcześniej. Mimo spadku bieżącej aktywności ze strony właścicieli nieruchomości na wynajem, warto zaznaczyć, że całkowita baza ogłoszeń była o 11% większa niż w październiku 2024 roku.

Okres od lipca do września to tradycyjnie czas największego ożywienia na rynku najmu. Napływ studentów oraz młodych dorosłych, którzy przeprowadzają się do największych miast w związku z rozpoczęciem nauki lub pracy, sprawia, że to właśnie oni są w trzecim kwartale najbardziej aktywną grupą poszukującą mieszkań. Właściciele często dostosowują do nich swoją ofertę. Natomiast jesienią na rynek trafiają lokale przeznaczone dla nieco innych najemców – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Wzrost liczby dostępnych mieszkań zanotowano zaledwie w 6 z 18 monitorowanych miast. Dwucyfrowy przyrost widoczny był jedynie w Gdańsku (+11%), choć nie dorównywał on temu z września (+31% m/m) czy sierpnia (+58%m/m). Jak tłumaczą eksperci, to naturalny efekt sezonowości i stopniowego powrotu mieszkań z najmu wakacyjnego do oferty długoterminowej.

W wielu miastach sezon turystyczny nie kończy się wraz z końcem wakacji. Coraz częściej obserwujemy, że najemcy krótkoterminowi pozostają aktywni do końca września, a nawet początku października. Dopiero wtedy właściciele decydują się udostępnić mieszkania w formule wynajmu długoterminowego – dodaje Agata Stachowiak.

Po wrześniowym boomie czas selekcji

Wraz z końcem intensywnego sezonu najmu wyraźnie osłabło także zainteresowanie ze strony potencjalnych najemców. W porównaniu do września liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła aż o 31%. Za tą zmianą stoi odpływ kluczowej grupy popytowej, czyli studentów i młodych dorosłych, którzy w okresie letnim intensywnie poszukiwali mieszkań na nowy rok akademicki lub zawodowy.

Wrzesień był momentem największego ruchu. Decyzje podejmowano błyskawicznie, a mieszkania na wynajem znikały z rynku w szybkim tempie. Październik przyniósł natomiast bardziej selektywne podejście najemców do poszukiwań, często połączone z oczekiwaniem na uzupełnienie oferty – zaznacza Agata Stachowiak.

Mimo niższej aktywności, preferencje użytkowników pozostały bez zmian. Od miesięcy największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania dwupokojowe, które w październiku odpowiadały za połowę wszystkich wyszukiwań lokali na wynajem w serwisie Otodom. Wśród nich najchętniej wybierano te o powierzchni przekraczającej 40 mkw.

Rynek najmu reaguje na zmiany

Średnie stawki najmu pozostają stabilne. Według danych Otodom w październiku przeciętna cena ofertowa wyniosła ok. 3,6 tys. zł, co daje średnio 71 zł za mkw. W porównaniu z wrześniem poziom czynszów praktycznie się nie zmienił, a w ujęciu rocznym odnotowano jedynie symboliczny wzrost o 1%.

Najwyższe stawki nadal obowiązują w Warszawie, gdzie koszt wynajmu mieszkania przekroczył 4,9 tys. zł. Wysoko uplasowały się również Kraków (ok. 3,3 tys. zł) i Trójmiasto (3,2 tys. zł). Czynsze na poziomie około 3 tys. zł utrzymywały się we Wrocławiu i Szczecinie, natomiast w Poznaniu, Lublinie, Rzeszowie i Opolu dominował przedział ok. 2,5–2,6 tys. zł. Z kolei najniższe stawki odnotowano w Kielcach i Białymstoku, gdzie średni koszt najmu wynosił ok. 2 tys. zł miesięcznie.

Czy w najbliższych miesiącach najem stanie się tańszy czy droższy? Jednym z czynników, który może wpłynąć na kierunek zmian, są decyzje Narodowego Banku Polskiego. Spadające stopy procentowe oraz lepszy dostęp do kredytów hipotecznych sprawiają, że coraz więcej osób postrzega zakup własnego mieszkania jako alternatywę dla wynajmu. Dotyczy to szczególnie lokali o powierzchni 30–40 mkw., popularnych wśród młodych par i rodzin rozpoczynających samodzielne życie. To właśnie ta grupa najmocniej reaguje na poprawę warunków kredytowych i coraz częściej decyduje się na własność zamiast dalszego wynajmowania.

W obecnej sytuacji właściciele mieszkań na wynajem mogą być zmuszeni do większej elastyczności cenowej, zwłaszcza w segmencie lokali konkurujących bezpośrednio z ofertą sprzedaży. Może to sprzyjać najemcom. Mniejsza presja popytowa i rosnąca liczba mieszkań wracających na rynek z rąk osób, które zdecydowały się na zakup, otwierają przestrzeń do negocjacji. Długoterminowo rynek najmu będzie musiał dostosować się do nowej rzeczywistości kredytowej. Najprawdopodobniej oznacza to dalszą stabilizację cen, a w niektórych miastach nawet korekty stawek – podsumowuje Agata Stachowiak.

Rynek kredytów korporacyjnych wchodzi na ścieżkę dwucyfrowych wzrostów

Bankowość korporacyjna w Polsce wchodzi w nową fazę dynamicznego rozwoju. Po latach ograniczonego popytu na kredyt ze strony firm, rynek stoi dziś u progu istotnej zmiany. Inwestycyjne odbicie nabiera tempa, a skala publicznego wsparcia dla strategicznych projektów gospodarczych jest bezprecedensowa. W połączeniu z presją demograficzną, rosnącymi kosztami pracy oraz postępującą cyfryzacją i automatyzacją, tworzy to warunki do trwałego ożywienia w segmencie finansowania przedsiębiorstw. W najnowszym raporcie specjalnym ekonomiści Banku Pekao S.A. prognozują, że w najbliższych latach rynek kredytów korporacyjnych będzie rósł w tempie przekraczającym 9 proc. rocznie.

Analitycy bankowi często koncentrują się przede wszystkim na kwestiach podażowych — takich jak dostępność kapitału, struktura bilansów czy polityka stóp procentowych — pomijając przy tym równie istotne czynniki popytowe, które w wielu przypadkach decydują o dynamice rynku.

– Sektor bankowy zapewnia podaż kredytów w gospodarce. Dlatego też w bankowych analizach segmentu kredytowego łatwo o przesadne wyeksponowanie kwestii podażowych: poziomu stóp proc. czy warunków kredytowania. Tymczasem Polska stoi obecnie u progu swoistego przełomu: pierwszy raz od dawna to umocnienie popytu na kredyt będzie decydującym czynnikiem kształtującym akcję kredytową. W naszym raporcie mocno to podkreślamy – zauważa Sebastian A. Roy, ekonomista Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Rzecz jasna, w makroekonomii „do tanga trzeba dwojga” i przyspieszenie akcji kredytowej nie obejdzie się ani bez silnego popytu, ani mocnej podaży. W przyszłym roku jednocześnie wystąpi jednak splot korzystnych czynników popytowych (inwestycje) i podażowych (luzowanie polityki pieniężnej). W efekcie zobaczymy dalsze przyspieszenie wzrostów portfela kredytów korporacyjnych bez istotniejszych korekt na marżach kredytowych.

Analitycy banku prognozują, że dynamika wolumenu należności banków od przedsiębiorstw niefinansowych przyspieszy z ok. 8 proc. r/r w 2025 r. do 9,4 proc. r/r w 2026 r. i 9,2 proc. r/r w 2027 r.

Pierwsza połowa roku była rozczarowaniem, jeśli chodzi o inwestycje. Początków ożywienia inwestycyjnego należy upatrywać dopiero w drugim półroczu 2025

– To nie tak, że inwestycji w Polsce nie będzie. Po prostu przygotowanie dużych procesów inwestycyjnych i rozliczenie środków z KPO wymagało nieco więcej czasu – uspokaja Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A., jeden z autorów raportu.Dynamika inwestycji w Polsce jest ściśle związana z cyklem funduszy europejskich, a te złapały ostatnio zadyszkę. Wystarczy powiedzieć, że w cztery lata po rozpoczęciu unijnej perspektywy finansowej powinniśmy wydać już 20-25 proc. dostępnych środków, podczas gdy wydaliśmy zaledwie 10 proc.. Obecnie wchodzimy już jednak w fazę ożywienia. W efekcie w przyszłym roku inwestycje w cenach stałych wzrosną o niemal 9 proc. r/r i dołożą 1,5 p. proc. do wzrostu gospodarczego.

Zgodnie z prognozami autorów raportu, wzrostowi inwestycji o 11,1 proc. r/r w przyszłym roku będzie towarzyszył wzrost portfela kredytów inwestycyjnych o 8,8 proc. r/r. Kredyty inwestycyjne będą odpowiadać za ponad połowę wszystkich należności firm względem sektora bankowego.

Zmiany w wynikach finansowych firm będą czynnikiem wspierającym akcję kredytową

– W ubiegłym roku polskie przedsiębiorstwa znacząco się oddłużyły, ale jednocześnie utrzymująca się presja kosztowa i płacowa przyczyniła się do obniżenia rentowności kapitałów własnych – odnotowuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Polscy przedsiębiorcy ostrożnie podchodzą do instrumentów finansowych oferowanych przez banki, ale zeszłoroczny spadek zadłużenia wyraźnie pokazuje, że w sektorze przedsiębiorstw jest obecnie przestrzeń na wykorzystanie silniejszej dźwigni finansowej i optymalizację struktury kapitałowej.

Zgodnie z danymi prezentowanymi w raporcie, w latach 2023-24 wartość zobowiązań firm w stosunku do ich aktywów spadła o 3 p. proc. do 53 proc. Wskaźnik ROE spadł natomiast do 9,3 proc. wobec ok. 14 proc. w latach 2021-22.

Szczegółowe procesy gospodarcze, takie jak postępy w cyfryzacji czy wymiana floty transportowej, będą przyczyniać się do umocnienia akcji kredytowej

– Spoglądając na koniunkturę w bankowości przedsiębiorstw powinniśmy jednocześnie widzieć szczegóły i trendy ogólne, cały las i poszczególne drzewamówi Paweł Kowalski, ekspert ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Popyt na finansowanie będzie w najbliższych latach napędzany przez szereg procesów gospodarczych i potrzeb inwestycyjnych sektora przedsiębiorstw. Można tu wymienić m.in. cykliczne ożywienie zakupów pojazdów związane z amortyzacją floty, inwestycje związane z postępującą cyfryzacją gospodarki czy konieczność dostosowania procesów przemysłowych do polityki środowiskowej i klimatycznej UE. Wygeneruje to zwiększone zapotrzebowanie na kredyt inwestycyjny, lecz także inne produkty, takie jak leasing, project finance, obsługa emisji obligacji, „zielone” instrumenty finansowe czy nowoczesne usługi transakcyjne i płatnicze.

Wielkie inwestycje, wielkie szanse, wielkie niewiadome

 – Boom inwestycyjny w latach 2026-27 będzie absolutnie kluczowym czynnikiem umocnienia popytu firm na kredyt w Polsce. Będzie to jednak cykl inwestycyjny inny niż wszystkie. Dlaczego? Bo będzie skupiony na bardzo kosztownych, dużych projektach transformacyjnych skupionych  w nielicznych branżach (wytwarzanie i transport energii, infrastruktura, ciepłownictwo, wydajność cieplna budynków). Mówimy o wartych miliardy złotych projektach, takich jak budowy nowych elektrowni, tuneli czy nowoczesnych sieci elektroenergetycznych. Takie projekty są bardzo ryzykowne i nie wszystkim bankom wystarczy apetytu na ryzyko, aby w nich partycypować – twierdzi Ernest Pytlarczyk. – Oczekujemy jednak, że wykorzystanie środków publicznych (w tym pożyczek i dotacji z KPO) „ubankowi” niektóre spośród tych projektów.

W efekcie, część inwestycji o najwyższym poziomie ryzyka może zostać sfinansowana dzięki mechanizmom mieszanym, łączącym kapitał publiczny z komercyjnym. To z kolei oznacza, że rola banków w finansowaniu transformacji gospodarczej nie zostanie ograniczona, lecz przekształcona — z bezpośredniego kredytowania na bardziej selektywne, partnerskie uczestnictwo w projektach. W krótkim okresie może pojawić się efekt wypychania kredytu komercyjnego przez preferencyjne pożyczki, jednak w dłuższej perspektywie inwestycje uruchomione z udziałem środków publicznych będą generować dodatkowy popyt na finansowanie obrotowe i rozwojowe w kolejnych ogniwach łańcucha wartości.

Raport „Bankowość na fali inwestycji” powstał pod redakcją Sebastiana A. Roya w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A. Współautorami raportu są Ernest Pytlarczyk, Krzysztof Mrówczyński i Paweł Kowalski. Raport można pobrać w całości w Serwisie Ekonomicznym Pekao.

Guardia di Finanza zajmuje akcje Campari warte 1,29 mld euro. Spór o exit tax sięga 5,3 mld euro zysków kapitałowych

Wieczorem 31 października 2025 r., tuż po zamknięciu giełdy w Mediolanie, funkcjonariusze Guardia di Finanza wykonali postanowienie o zajęciu akcji Davide Campari Milano o wartości przekraczającej 1,29 miliarda euro. Akcje te, będące własnością luksemburskiej spółki holdingowej Lagfin SCA, zostały objęte zabezpieczeniem w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę w Monzy pod nadzorem prokuratora Claudio Gittardiego. Sprawa dotyczy zarzutu „fałszywej deklaracji podatkowej przy użyciu innych środków” (dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici) i koncentruje się wokół niepłacenia podatku od wyjścia (exit tax) przy transakcji korporacyjnej z 2019 roku.

Największe zajęcie w historii włoskiego prawa podatkowego

Skala finansowa sprawy robi wrażenie. Śledczy ustalili, że przy fuzji spółek z 2019 r. nie zadeklarowano zysków kapitałowych podlegających exit tax w wysokości przekraczającej 5,3 miliarda euro. Oszacowana wartość nieopłaconego podatku wynosi około 1,29 miliarda euro, co czyni to postępowanie jednym z największych przypadków domniemanego uchylania się od opodatkowania w historii włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Przedmiotowa sprawa wykracza jednak poza wymiar czysto fiskalny – stanowi ona test dla europejskich ram prawnych dotyczących opodatkowania mobilności kapitału oraz dla praktycznej skuteczności mechanizmów antyabuzywnych przewidzianych w dyrektywie ATAD.

Niniejszy artykuł ma na celu przeprowadzenie kompleksowej analizy prawnej sprawy Lagfin-Campari w kontekście ewolucji instytucji exit tax w prawie europejskim i włoskim, ze szczególnym uwzględnieniem problemów dowodowych i kwalifikacyjnych charakterystycznych dla transgranicznych struktur korporacyjnych.

Konceptualne podstawy exit tax: ratio legis i mechanizm działania

Exit tax jest szczególnym rodzajem podatku – pobieranym od niezrealizowanych zysków kapitałowych, który znajduje zastosowanie w momencie, gdy aktywa lub podmiot opuszczają jurysdykcję podatkową danego państwa. Instytucja ta opiera się na założeniu, że państwo, w którym nastąpił przyrost wartości aktywów, posiada legitymację do opodatkowania tego przyrostu, nawet jeśli zysk nie został jeszcze zrealizowany poprzez faktyczną sprzedaż lub zbyt. Bez takiego mechanizmu doszłoby do trwałej utraty prawa do opodatkowania – po przeniesieniu aktywów do innej jurysdykcji ich późniejsza sprzedaż podlegałaby już opodatkowaniu w państwie docelowym, a nie w państwie, w którym faktycznie nastąpiło narastanie wartości.

W kontekście restrukturyzacji korporacyjnych exit tax służy zapobieganiu sytuacjom, w których podatnicy wykorzystują mobilność struktur prawnych do arbitrażu podatkowego. Klasycznym scenariuszem jest sytuacja, gdy spółka posiadająca aktywa o znacznej wartości rynkowej przewyższającej wartość księgową dokonuje reorganizacji polegającej na przeniesieniu tych aktywów do podmiotu zlokalizowanego w jurysdykcji o korzystniejszym reżimie podatkowym, a następnie realizuje zyski kapitałowe już w tej nowej jurysdykcji. Exit tax niejako „zamraża” moment podatkowy, wymuszając rozliczenie z państwem pierwotnej rezydencji przed dokonaniem transferu.

Mechanizm ten został uregulowany na poziomie Unii Europejskiej w dyrektywie Rady (UE) 2016/1164 z dnia 12 lipca 2016 roku ustanawiającej przepisy mające na celu przeciwdziałanie praktykom unikania opodatkowania, która bezpośrednio wpływa na wewnętrzny rynek – tzw. dyrektywa ATAD (Anti-Tax Avoidance Directive). Artykuł 5 tej dyrektywy zobowiązuje państwa członkowskie do wprowadzenia przepisów o exit tax w przypadkach, gdy podatnik przenosi aktywa z jurysdykcji jednego państwa członkowskiego do innego, przenosi swoją rezydencję podatkową lub dokonuje transferu działalności gospodarczej poprzez zagraniczny zakład. Dyrektywa przewiduje jednak istotne zabezpieczenia proceduralne, w szczególności możliwość rozłożenia płatności podatku na raty oraz odroczenie obowiązku zapłaty w przypadku transferów wewnątrz UE, o ile nie dochodzi do ostatecznego transferu aktywów poza Unię.

Włoskie prawo podatkowe implementowało mechanizm exit tax jeszcze przed przyjęciem dyrektywy ATAD, jednak sam zakres zastosowania i szczegółowe rozwiązania proceduralne były przedmiotem kolejnych nowelizacji mających na celu dostosowanie prawa krajowego do wymogów unijnych oraz orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. We włoskim systemie prawnym exit tax znajduje zastosowanie zarówno do osób fizycznych, jak i podmiotów korporacyjnych, przy czym w odniesieniu do tych ostatnich szczególnie istotne znaczenie ma opodatkowanie tzw. plusvalenze – zysków kapitałowych powstających przy zbyciu udziałów lub aktywów.

Stan faktyczny sprawy Lagfin-Campari: anatomia transakcji

Aby w pełni zrozumieć istotę zarzutów stawianych Lagfin, konieczne jest dokładne prześledzenie struktury korporacyjnej grupy Campari oraz sekwencji zdarzeń, które doprowadziły do zajęcia aktywów w październiku 2025 roku. Grupa Campari, której historia sięga 1860 roku, kiedy Gaspare Campari stworzył swój autorski likier gorzki w mediolańskim barze, jest dziś jednym z największych globalnych producentów alkoholi premium. W portfolio grupy znajdują się tak znane marki jak Aperol, Grand Marnier, Courvoisier, Wild Turkey czy Espolòn. Wartość rynkowa spółki na mediolańskiej giełdzie wynosi około 7 miliardów euro.

Struktura właścicielska grupy opiera się na luksemburskiej spółce holdingowej Lagfin SCA, utworzonej w 1995 roku i kontrolowanej przez rodzinę Garavoglia. Luca Garavoglia, który odziedziczył kontrolę nad firmą po zmarłej matce, sprawuje funkcję przewodniczącego rady Campari Group. Lagfin posiada ponad 50 procent akcji Davide Campari Milano oraz dysponuje 80 procentami praw głosu, co czyni tę spółkę dominującym akcjonariuszem kontrolnym. Ta koncentracja kontroli korporacyjnej ma istotne znaczenie dla oceny charakteru prowadzonej restrukturyzacji.

W 2019 roku doszło do kluczowej dla niniejszej sprawy transakcji – fuzji, w której włoski oddział Lagfin wchłonął spółkę Alicros. Alicros był poprzednią strukturą holdingową rodziny Garavoglia i pełnił funkcję głównego akcjonariusza Davide Campari Milano. Transakcja ta miała charakter wewnątrzgrupowej reorganizacji, której celem – według oficjalnych komunikatów – była optymalizacja struktury korporacyjnej oraz uproszczenie łańcucha właścicielskiego. Z punktu widzenia prawa handlowego operacja ta była standardową fuzją przez przejęcie, w której podmiot przejmujący (włoski oddział Lagfin) nabywał na zasadzie sukcesji uniwersalnej wszystkie aktywa i pasywa podmiotu przejmowanego (Alicros), który w konsekwencji przestawał istnieć jako odrębny podmiot prawny.

Śledczy ustalili jednak, że przy tej fuzji włoski oddział Lagfin nie zadeklarował zysków kapitałowych z tytułu exit tax w wysokości przekraczającej 5,3 miliarda euro. Zyski te miały wynikać z różnicy między wartością rynkową przejmowanych aktywów (w szczególności pakietu kontrolnego akcji Campari) a ich wartością księgową. Kluczowe znaczenie ma tu ustalenie prokuratora Michele Trianniego, który koordynuje śledztwo, że grupa korporacyjna poprzez szereg złożonych transakcji dokonała jedynie formalnego transferu aktywów posiadanych przez spółkę z siedzibą we Włoszech do nowo utworzonego oddziału krajowego, podczas gdy faktyczne zarządzanie majątkiem finansowym było wykonywane na poziomie zagranicznej spółki dominującej.

To ostatnie stwierdzenie ma fundamentalne znaczenie dla kwalifikacji prawnej czynu. Zgodnie z włoskimi przepisami podatkowymi exit tax znajduje zastosowanie nie tylko w przypadku fizycznego transferu aktywów poza terytorium Włoch, ale również w sytuacji, gdy dochodzi do przeniesienia rezydencji podatkowej lub gdy aktywa przestają być efektywnie związane z włoską bazą podatkową. Jeśli śledczy udowodnią, że rzeczywiste decyzje dotyczące zarządzania aktywami były podejmowane w Luksemburgu, a włoski oddział pełnił jedynie funkcję fasadową, wówczas można argumentować, że nastąpił faktyczny transfer ekonomiczny podlegający exit tax, niezależnie od formalnego utrzymania oddziału we Włoszech.

Podstawa prawna zarzutów: dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici

Lagfin oraz jej przedstawiciele prawni zostali objęci postępowaniem karno-skarbowym na podstawie zarzutu „fałszywej deklaracji podatkowej przy użyciu innych środków” (dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici), który stanowi jedno z najpoważniejszych przestępstw podatkowych w prawie włoskim. Zarzut ten różni się istotnie od prostego niewykazania dochodów czy błędnego zastosowania przepisów podatkowych – wymaga on wykazania, że podatnik celowo wykorzystał sztuczne środki, fikcyjne transakcje lub inne manipulacje w celu ukrycia prawdziwego charakteru operacji gospodarczej i w konsekwencji uniknięcia opodatkowania.

Konstrukcja tego przestępstwa zakłada istnienie trzech kumulatywnych przesłanek. Po pierwsze, musi dojść do złożenia deklaracji podatkowej, która jest obiektywnie nieprawdziwa w tym sensie, że nie odzwierciedla rzeczywistego stanu faktycznego lub prawnego mającego znaczenie dla określenia wysokości zobowiązania podatkowego. Po drugie, ta nieprawdziwość musi być rezultatem zastosowania „innych środków” oszukańczych – pojęcie to obejmuje wszelkie działania zmierzające do ukrycia lub zniekształcenia rzeczywistości gospodarczej, które wykraczają poza zwykłe pominięcie informacji czy błędną interpretację przepisów. Po trzecie, po stronie podmiotowej musi istnieć umyślność, rozumiana jako świadomość nieprawdziwości składanej deklaracji oraz wola osiągnięcia korzyści podatkowej w sposób sprzeczny z prawem.

W kontekście sprawy Lagfin organ ścigania musi wykazać, że struktura transakcyjna z 2019 roku została zaprojektowana w sposób, który celowo unikał powstania obowiązku podatkowego z tytułu exit tax, pomimo że substancjalnie nastąpił transfer wartości ekonomicznej poza włoską jurysdykcję podatkową. Kluczowym elementem dowodowym będzie tu analiza rzeczywistego rozmieszczenia funkcji zarządczych i kontrolnych w ramach grupy kapitałowej. Jeśli prokuratura udowodni, że pomimo formalnego istnienia włoskiego oddziału Lagfin, faktyczne decyzje dotyczące strategii inwestycyjnej, dysponowania aktywami czy realizacji praw korporacyjnych związanych z pakietem akcji Campari były podejmowane przez organy spółki luksemburskiej, można argumentować, że włoski oddział pełnił jedynie funkcję instrumentalną, a realna kontrola ekonomiczna była wykonywana z Luksemburga.

Tego rodzaju argumentacja znajduje oparcie w rozwiniętej przez włoskie orzecznictwo koncepcji „sostanza economica” – ekonomicznej substancji transakcji. Zgodnie z tą koncepcją, prawo podatkowe nie może być stosowane w oderwaniu od rzeczywistego charakteru gospodarczego operacji, a sam fakt zachowania wymogów formalnych prawa handlowego nie wyłącza możliwości zakwalifikowania transakcji jako abuzywnej, jeśli jej głównym lub wyłącznym celem było osiągnięcie korzyści podatkowej. W praktyce oznacza to, że sądy mogą „przebić” formę prawną konstrukcji korporacyjnej i ocenić ją przez pryzmat faktycznego przepływu wartości ekonomicznej oraz rozmieszczenia ryzyk i funkcji gospodarczych.

Dodatkowym elementem sprawy jest objęcie postępowaniem samej Lagfin SCA jako podmiotu zbiorowego na podstawie włoskich przepisów o odpowiedzialności administracyjnej osób prawnych za przestępstwa (decreto legislativo 8 giugno 2001, n. 231). System ten, wprowadzony w odpowiedzi na międzynarodowe konwencje antykorupcyjne, przewiduje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności podmiotów prawnych za przestępstwa popełnione przez ich organy lub przedstawicieli, jeśli podmiot ten odniósł z nich korzyść i nie wdrożył adekwatnych modeli organizacyjnych i kontrolnych mających zapobiegać tego rodzaju naruszeniom. Odpowiedzialność ta ma charakter quasi-karny i może skutkować sankcjami administracyjnymi o charakterze pieniężnym, a także tzw. sankcjami interdykcyjnymi, takimi jak zakaz prowadzenia działalności gospodarczej czy wykluczenie z postępowań o udzielenie zamówień publicznych.

Kwestie proceduralne: sekwestr prewencyjny jako zabezpieczenie

Zajęcie akcji Campari o wartości €1.291.758.703,34 zostało dokonane na podstawie postanowienia sędziego śledczego (Giudice per le Indagini Preliminari) w Monzy w trybie sekwestru prewencyjnego (sequestro preventivo). Instytucja ta, uregulowana w włoskim kodeksie postępowania karnego, pozwala na zabezpieczenie mienia podejrzanego lub osób trzecich już na etapie postępowania przygotowawczego, przed wniesieniem aktu oskarżenia, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa oraz realne ryzyko, że przedmiot związany z przestępstwem lub stanowiący jego pożytek może zostać ukryty, zniszczony lub roztrwoniony.

W sprawach dotyczących przestępstw podatkowych sekwestr prewencyjny znajduje szczególne zastosowanie jako zabezpieczenie przyszłego egzekwowania należności publicznoprawnych. Włoskie prawo przewiduje możliwość orzeczenia przepadku równowartości korzyści uzyskanej z przestępstwa (confisca per equivalente), co oznacza, że nawet jeśli konkretne aktywa bezpośrednio związane z przestępstwem nie są już dostępne, sąd może orzec zajęcie innych aktywów o równoważnej wartości. W przypadku Lagfin sekwestr został nałożony na akcje Campari, które są płynnym i łatwo wycenialnym aktywem, stanowiącym główny składnik majątkowy spółki luksemburskiej.

Z perspektywy procesowej istotne jest, że sekwestr prewencyjny nie przesądza o winie oskarżonego – jest to środek tymczasowy, który może zostać uchylony w każdym momencie postępowania, jeśli ustaną przesłanki jego zastosowania lub gdy oskarżony złoży stosowne zabezpieczenie majątkowe. W praktyce jednak, biorąc pod uwagę skalę kwoty objętej sekwestrem (blisko 1,3 miliarda euro), możliwość złożenia alternatywnego zabezpieczenia przez Lagfin wydaje się ograniczona, gdyż wymagałoby to praktycznie zadysponowania całym majątkiem spółki.

Lagfin w swoim oświadczeniu prasowym z 1 listopada 2025 roku podkreśliła, że sekwestr nie wpływa na jej pozycję jako akcjonariusza kontrolującego Campari Group, gdyż pomimo zajęcia akcji nadal dysponuje 80 procentami praw głosu. To stwierdzenie jest prawdziwe z punktu widzenia formalnego – sekwestr nie pozbawia właściciela prawa głosu wynikającego z zajętych akcji, a jedynie uniemożliwia ich zbycie lub obciążenie. W praktyce jednak sytuacja ta stwarza poważne ryzyko operacyjne dla grupy kapitałowej, gdyż w przypadku niekorzystnego dla Lagfin rozstrzygnięcia sprawy akcje te mogą podlegać przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa, co oznaczałoby faktyczną utratę kontroli nad Campari przez rodzinę Garavoglia.

Postępowanie prowadzone jest przez Prokuraturę w Monzy, co wymaga wyjaśnienia z perspektywy właściwości miejscowej. Sprawa pierwotnie była badana przez prokuraturę w Mediolanie, gdzie znajduje się siedziba operacyjna grupy Campari oraz gdzie Guardia di Finanza przeprowadziła kontrolę podatkową w latach 2023-2024. Z nieujawnionych w źródłach prasowych przyczyn śledztwo zostało przekazane do Monzy, miasta położonego na północny wschód od Mediolanu. Takie transfery kompetencji między prokuraturami mogą wynikać z przyczyn proceduralnych, takich jak konflikt właściwości, zbieg spraw prowadzonych przez różne jednostki, czy też szczególna specjalizacja danej prokuratury w określonych kategoriach przestępstw gospodarczych.

Linia obrony Lagfin: spór o wykładnię czy kwestionowanie faktów?

W oficjalnym stanowisku przekazanym mediom 1 listopada 2025 roku Lagfin SCA kategorycznie zaprzeczyła zarzutom, stwierdzając że „zawsze działała w najściślejszym poszanowaniu wszelkich obowiązujących przepisów i regulacji, w tym włoskich przepisów podatkowych”. Spółka scharakteryzowała sprawę jako „spór podatkowy, który powstał blisko dwa lata temu i nigdy nie dotyczył Campari Group w jakikolwiek sposób”. Co więcej, Lagfin zapowiedziała, że „będzie energicznie bronić się” w tej sprawie.

Ta retoryka ujawnia zasadniczą linię obrony, która koncentruje się na dwóch elementach. Po pierwsze, Lagfin sygnalizuje, że jej interpretacja przepisów o exit tax była uzasadniona i zgodna z literą prawa, co wskazuje na strategię polegającą na kwestionowaniu samej wykładni norm podatkowych zastosowanej przez organy skarbowe i prokuraturę. Po drugie, podkreślenie, że sprawa nie dotyczy Campari Group, ma na celu odizolowanie operacyjnej działalności grupy od problemów prawnych spółki holdingowej, co jest istotne z perspektywy ochrony wartości rynkowej i reputacji biznesowej koncernu.

Z perspektywy prawnej kluczowe będzie pytanie, czy obrona będzie kwestionować samą konstrukcję prawną exit tax w zastosowaniu do danego typu transakcji, czy też będzie argumentować, że faktycznie nie doszło do transferu ekonomicznego podlegającego opodatkowaniu. Pierwsza strategia wymagałaby wykazania, że przepisy włoskie o exit tax – w interpretacji przyjętej przez prokuraturę – są niezgodne z prawem unijnym, w szczególności ze swobodą przedsiębiorczości i swobodą przepływu kapitału zagwarantowanymi przez Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Orzecznictwo TSUE konsekwentnie wskazuje, że przepisy krajowe ustanawiające exit tax muszą być proporcjonalne do realizowanego celu fiskalnego i nie mogą stanowić nieuzasadnionej przeszkody dla mobilności kapitału. Włoska implementacja dyrektywy ATAD musiałaby być badana pod kątem tych wymogów.

Druga strategia obrony koncentrowałaby się na faktach, argumentując że struktura transakcji z 2019 roku nie spełniała przesłanek zastosowania exit tax, gdyż nie doszło do rzeczywistego przeniesienia aktywów poza włoską bazę podatkową. Lagfin mogłaby tu powoływać się na istnienie włoskiego oddziału, prowadzenie przez niego pełnej księgowości, przestrzeganie wymogów sprawozdawczości oraz faktyczne wykonywanie pewnych funkcji gospodarczych na terytorium Włoch. Sukces tej linii obrony zależałby od zdolności do wykazania, że oddział włoski nie był pustą konstrukcją formalną, ale posiadał realną substancję ekonomiczną w postaci odpowiedniego personelu, lokali, infrastruktury technologicznej oraz rzeczywistego podejmowania decyzji gospodarczych.

Niemniej w dokumentach procesowych przywołanych przez agencję Reuters ujawniono, że śledztwo dotyczy również zarzutu składania fałszywych deklaracji podatkowych, co wykracza poza prosty spór interpretacyjny. Jeśli prokuratura dysponuje dowodami na to, że przedstawiciele Lagfin świadomie zaniżyli wartość aktywów podlegających opodatkowaniu, przedstawili nieprawdziwe informacje o charakterze transakcji lub celowo zatajali istotne okoliczności mające wpływ na powstanie obowiązku podatkowego, wówczas sprawa przestaje być kwestią różnic w wykładni prawa, a staje się sprawą o oszustwo podatkowe, gdzie element umyślności jest kluczowy dla odpowiedzialności karnej.

Implikacje dla międzynarodowego planowania podatkowego

Sprawa Lagfin-Campari ma daleko idące konsekwencje wykraczające poza jednostkowy przypadek włoskiego koncernu alkoholowego. Stanowi ona sygnał dla wszystkich międzynarodowych grup kapitałowych wykorzystujących struktury holdingowe w Luksemburgu, Holandii, Irlandii czy innych jurysdykcjach o korzystnym reżimie podatkowym, że organy skarbowe państw członkowskich coraz bardziej agresywnie egzekwują przepisy antyabuzywne i nie akceptują konstrukcji formalnych pozbawionych substancji ekonomicznej.

Skala finansowa sprawy – zajęcie ponad 1,2 miliarda euro – pokazuje determinację włoskich władz fiskalnych w dochodzeniu należności podatkowych, nawet jeśli wymaga to konfrontacji z potężnymi grupami kapitałowymi i kwestionowania transakcji przeprowadzonych kilka lat wcześniej. Jest to zgodne z szerszą tendencją obserwowaną w całej Europie, gdzie w następstwie inicjatyw OECD w zakresie BEPS (Base Erosion and Profit Shifting) oraz implementacji dyrektywy ATAD, państwa członkowskie otrzymały silniejsze narzędzia prawne do zwalczania agresywnych struktur optymalizacyjnych.

Z perspektywy doradztwa podatkowego sprawa ta potwierdza konieczność przeprowadzania dokładnej analizy substancji ekonomicznej każdej transakcji transgranicznej, w szczególności gdy wiąże się ona z transferem wartościowych aktywów lub reorganizacją struktury właścicielskiej. Sama zgodność z wymogami formalnymi prawa handlowego i rejestrowego nie wystarcza – konieczne jest wykazanie, że podmiot pośredniczący w strukturze (taki jak holdingowa spółka w Luksemburgu) wykonuje rzeczywiste funkcje gospodarcze, ponosi istotne ryzyko ekonomiczne oraz posiada odpowiednie zasoby ludzkie i techniczne do realizacji deklarowanych celów biznesowych.

W kontekście polskim sprawa Lagfin powinna być przestrogą dla grup kapitałowych wykorzystujących struktury holdingowe w innych państwach UE do kontroli polskich spółek operacyjnych. Polskie organy skarbowe, dysponując już przepisami o klauzuli ogólnej przeciwko unikaniu opodatkowania (art. 119a Ordynacji podatkowej) oraz szczegółowymi regulacjami dotyczącymi beneficjenta rzeczywistego w kontekście dywidend i odsetek, mają możliwość kwestionowania transakcji pozbawionych uzasadnienia gospodarczego. Dodatkowo, w kontekście exit tax, każde przeniesienie wartościowych aktywów z Polski do zagranicznych podmiotów powiązanych powinno być poprzedzone dokładną analizą konsekwencji podatkowych, w tym potencjalnego obowiązku rozpoznania niezrealizowanych zysków kapitałowych.

Wnioski i prognozy co do dalszego przebiegu postępowania

Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę w Monzy przeciwko Lagfin SCA znajduje się wciąż na stosunkowo wczesnym etapie. Zajęcie akcji Campari ma charakter zabezpieczający i nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. W najbliższych miesiącach należy spodziewać się intensywnej walki prawnej, w której strony będą przedstawiać szczegółowe ekspertyzy dotyczące charakteru transakcji z 2019 roku, rzeczywistego rozmieszczenia funkcji gospodarczych w grupie kapitałowej oraz interpretacji włoskich przepisów o exit tax w świetle prawa unijnego.

Z perspektywy procesowej kluczowe będzie, czy prokuratura zdoła zgromadzić przekonujące dowody na umyślne działanie przedstawicieli Lagfin zmierzające do ukrycia obowiązku podatkowego. W sprawach gospodarczych tej skali dowód zamiaru oszustwa jest często najtrudniejszym elementem, gdyż wymaga wykazania nie tylko obiektywnej nieprawidłowości konstrukcji prawnej, ale również subiektywnej świadomości oskarżonych co do bezprawnego charakteru ich działań. Obrona z pewnością będzie argumentować, że transakcja była oparta na uzasadnionej interpretacji przepisów, wspieranej opiniami profesjonalnych doradców podatkowych, co mogłoby wykluczać umyślność w postaci zamiaru bezpośredniego.

Nie można również wykluczyć, że sprawa zakończy się ugodowym rozstrzygnięciem. Włoskie prawo podatkowe przewiduje możliwość zawierania tzw. accordi con l’Agenzia delle Entrate – porozumień z organami skarbowymi, które pozwalają na rozwiązanie sporów podatkowych poprzez negocjację wysokości zobowiązania i warunków jego spłaty. W przypadku Lagfin, biorąc pod uwagę skalę kwoty oraz ryzyko utraty kontroli nad Campari, możliwość negocjacyjnego załatwienia sprawy poprzez zapłatę określonej części dochodzonej należności oraz odstąpienie od ścigania karnego mogłaby być atrakcyjną opcją dla obu stron.

Z punktu widzenia szerszego kontekstu prawnego sprawa Lagfin-Campari stanowi test dla europejskich mechanizmów antyabuzywnych wprowadzonych przez dyrektywę ATAD. Jeśli włoskie sądy potwierdzą stanowisko prokuratury i uznają, że transakcja z 2019 roku stanowiła obchodzenie przepisów o exit tax, będzie to sygnał, że państwa członkowskie są gotowe i zdolne do skutecznego egzekwowania tych przepisów nawet wobec największych korporacji. Z drugiej strony, gdyby obrona skutecznie podważyła zarzuty poprzez wykazanie niezgodności włoskich przepisów z prawem unijnym lub wykazanie faktycznej substancji ekonomicznej transakcji, mogłoby to osłabić zdolność organów skarbowych do kwestionowania podobnych struktur w przyszłości.

Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia, sprawa ta już teraz stanowi istotny case study dla praktyków prawa podatkowego i korporacyjnego, pokazując jak cienka jest granica między legalną optymalizacją podatkową a strukturami uznawanymi za abuzywne. W erze wzmożonej współpracy międzynarodowej organów skarbowych, automatycznej wymiany informacji podatkowych oraz rosnącej presji społecznej na sprawiedliwe opodatkowanie międzynarodowych korporacji, przestrzeń dla agresywnych strategii podatkowych systematycznie się zwęża. Sprawa Lagfin-Campari może być początkiem nowej fali zainteresowania organów fiskalnych poborem exit tax, która zmusi międzynarodowe grupy kapitałowe do rewizji swoich struktur holdingowych oraz większej transparentności w zakresie rzeczywistego rozmieszczenia funkcji gospodarczych i podejmowania decyzji strategicznych.

PKP Intercity i Alstom podpisują kontrakt na 42 pociągi Coradia Max. Produkcja w Polsce, wartość 6,9 mld zł

PKP Intercity oraz firma Alstom podpisały umowę na dostawę 42 piętrowych elektrycznych zespołów trakcyjnych Coradia Max wraz z 30-letnią kompleksową obsługą serwisową. Wartość kontraktu wynosi 6,9 mld zł (około 1,6 mld euro), a porozumienie obejmuje również opcję zakupu 30 dodatkowych składów. Nowe pociągi mają wyznaczyć nowe standardy w zakresie komfortu, trwałości i zrównoważonej mobilności na najbardziej obciążonych trasach w kraju.

Uroczystość podpisania odbyła się w zakładzie Alstom w Chorzowie, jednej z największych i najbardziej zaawansowanych fabryk koncernu. Składy Coradia Max powstaną właśnie tam, natomiast wózki — kluczowy element konstrukcyjny — zostaną wyprodukowane w zakładzie Alstom w Nadarzynie pod Warszawą.Alstom PKP Intercity

„Tak jak niegdyś Pendolino odmieniły polską kolej, tak pociągi Coradia Max zrewolucjonizują kursy dalekobieżne. To doskonała wiadomość dla milionów naszych pasażerów, których dosłownie z miesiąca na miesiąc przybywa w rekordowym tempie. Nowy tabor poprawi jakość i komfort podróżowania i skokowo zwiększy przepustowość” – powiedział Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity.

Produkcja w Polsce i zaangażowanie krajowych zespołów inżynieryjnych

Nowa flota będzie projektowana przy istotnym udziale polskich zespołów inżynieryjnych i montowana w kraju. Prezes Alstom Europe, Andrew DeLeone, podkreślił rolę Polski w strategii firmy:

„Polska znajduje się w centrum globalnej strategii innowacji Alstomu. Nasze zespoły tworzą tu technologie i rozwiązania, które służą pasażerom w całej Europie i poza nią. Dzięki Coradia Max ponownie podnosimy poprzeczkę w zakresie zrównoważonej mobilności — pociągi te są projektowane i budowane w Polsce, z myślą o polskich pasażerach. Dekadę po tym, jak Pendolino zrewolucjonizowało podróże między miastami, wspólnie z PKP Intercity wykonujemy kolejny krok naprzód, dostarczając flotę szybszą, bardziej ekologiczną i wygodniejszą niż kiedykolwiek wcześniej.”

Składy osiągną prędkość do 200 km/h i będą miały układ czterech wagonów piętrowych oraz dwóch jednopoziomowych, oferując ponad 550 miejsc siedzących. Będzie je można łączyć w trakcji podwójnej.

„Pociągi piętrowe InterCity będą nową jakością na polskich torach – szybkie, przestronne, nowoczesne i komfortowe, a jednocześnie dostępne w kategorii ekonomicznej. Skorzystają z nich pasażerowie m.in. z Warszawy, Gdańska, Łodzi, Olsztyna, Wrocławia, Krakowa, Białegostoku i Terespola. Chcemy, aby pierwsze składy wyruszyły w trasę za około trzy i pół roku” – zaznaczył prezes Malinowski.

Alstom Coradia Max train for PKP Intercity

30 lat utrzymania i pełna diagnostyka cyfrowa

Alstom będzie odpowiadał za utrzymanie całej floty przez 30 lat. Zakres obejmuje przeglądy planowe, naprawy, modernizacje oraz czyszczenie pociągów. Wsparcie zapewnią Centrum Wsparcia Floty oraz platforma HealthHub, wykorzystująca narzędzia diagnostyki predykcyjnej.

System pozwoli wykrywać potencjalne usterki z wyprzedzeniem, co ma zagwarantować wysoką dostępność taboru i minimalizację przestojów przez cały okres eksploatacji.

Wyposażenie i funkcje dostępne dla pasażerów

Pociągi Coradia Max zostaną wyposażone m.in. w:

  • klimatyzację, bezpłatne Wi-Fi, gniazda i oświetlenie indywidualne,
  • duże przestrzenie bagażowe, miejsca na rowery i wózki,
  • strefy ciszy, przedziały rodzinne oraz bistro,
  • szerokie drzwi i układ przyspieszający wymianę pasażerów.

Dostępność dla osób z niepełnosprawnościami będzie zapewniona dzięki bezprogowej konstrukcji dla peronów 760 mm oraz automatycznym podnośnikom przy innych wysokościach peronów.

Pociągi będą dwusystemowe (3 kV / 25 kV), co umożliwi obsługę również tras międzynarodowych, m.in. w Czechach.

Kontynuacja wieloletniej współpracy

Podpisana umowa wzmacnia kooperację PKP Intercity i Alstom. Ponad dekadę temu producent dostarczył 20 składów Pendolino, które podniosły standard podróży w Polsce. Podobnie jak Pendolino, także Coradia Max objęta jest 30-letnim kontraktem serwisowym.

Beata Rusinowicz, dyrektor zarządzająca Alstom w Polsce, podkreśliła znaczenie zamówienia dla krajowego rynku:

„Jesteśmy dumni, że PKP Intercity wybrało pociągi piętrowe produkowane w Polsce i że będą one powstawały w naszym zakładzie, wyznaczając nowe standardy podróży regionalnych i międzyregionalnych na kolejne dekady. To powrót do korzeni zakładu w Chorzowie, który przez lata dostarczał tramwaje dla polskich miast oraz wagony dla warszawskiego metra. Cały nasz zespół z zaangażowaniem podejmuje to wyzwanie dla PKP Intercity i dla polskich pasażerów.”

Realizacja kontraktu obejmie współpracę z blisko 800 polskimi przedsiębiorstwami i podwykonawcami.

AI traci impet, inwestorzy przebudowują portfele: gdzie kieruje się kapitał w końcówce 2025 roku?

  • Inwestorzy nie uciekają od sztucznej inteligencji, raczej ją równoważą. Obawiając się nadmiernej ekspozycji na motyw AI, rotują w kierunku sektorów o stabilniejszych zyskach (ochrona zdrowia, materiały, finanse, energia) i dodają pozycje w tradycyjnych branżach jako stabilizatory portfela.
  • Coraz większe znaczenie ma sama konstrukcja portfela: Indeksy o równych wagach, nacisk na jakość, ekspozycja na czynnik niskiej zmienności oraz proste strategie opcyjne pomagają zmniejszyć zależność od największych spółek związanych z AI.
  • Inwestorzy łączą rotację w części akcyjnej z alternatywnymi zabezpieczeniami: Zmiany w alokacji akcyjnej ograniczają ryzyko nadmiernej koncentracji, a jednocześnie wielu z nich dodaje metale szlachetne i spółki wydobywcze, aby zbudować szerszy bufor na wypadek wzrostu rynkowej zmienności.

Sztuczna inteligencja była wiodącym motywem rynkowym ostatnich dwóch lat, ale nawet najsilniejsze trendy potrafią wykazywać oznaki spowolnienia.

W tym miesiącu segment technologiczny najmocniej powiązany z AI lekko osłabł, podczas gdy ochrona zdrowia, materiały, finanse i energia prowadzą w S&P 500. Wielu inwestorów zastanawia się więc, jak długoterminowo inwestować w AI, nie narażając się zbytnio na krótkoterminowe wahania.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo wyjaśnia, jakie kroki podejmują dziś inwestorzy, dlaczego te podejścia zyskują na popularności oraz o jakich ryzykach warto pamiętać.

  1. Rotacja w kierunku stabilności i liderów starej gospodarki

Przy spadku Nasdaq 100 o 1,3% w ujęciu miesięcznym i wzroście Dow o około 2%, inwestorzy coraz częściej przenoszą kapitał do segmentów rynku cechujących się stabilniejszymi zyskami i mniejszą wrażliwością na nastroje związane ze sztuczną inteligencją.

Dokąd płyną środki?

W tym miesiącu najlepsze wyniki osiągają:

  • Opieka zdrowotna (+5,9%)
  • Materiały (+3,3%)
  • Spółki finansowe (+2,5%)
  • Sektor energetyczny (+2,3%)
  • Dobra podstawowe i nieruchomości (oba segmenty na plusie)
  • Przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (nieznacznie dodatnie)

Inwestorzy nie uciekają od sztucznej inteligencji, raczej ją równoważą

Źródło: Bloomberg

Dlaczego te sektory przyciągają kapitał

Te sektory zwykle oferują:

  • Stabilne zyski, odporne na cykle koniunkturalne i przepływy gotówkowe.
  • Niższe wyceny w porównaniu z segmentem technologicznym silnie związanym z AI.
  • Większą przewidywalność wyników.
  • Mniejszą zależność od sentymentu rynkowego.
  • Niższą zmienność, dzięki czemu pełnią rolę stabilizatorów portfela, gdy liderzy AI doświadczają podwyższonej zmienności.

O co chodzi w tej rotacji

Zamiast wycofywać się z technologii, inwestorzy równoważą portfele silnie oparte na AI, dodając ekspozycję na sektory o wyraźniejszych czynnikach popytu, bardziej przewidywalnych fundamentach i niewygórowanych wycenach. Dzięki temu mogą utrzymać długoterminową ekspozycję na AI, a jednocześnie ograniczyć ryzyko krótkoterminowej zmienności.MTD Performance

Ryzyka, o których warto pamiętać

  • Sektory defensywne i starej gospodarki mogą wyraźnie pozostawać w tyle, jeśli segment technologiczny gwałtownie odbije.
  • Globalne spowolnienie wzrostu może zaszkodzić sektorom przemysłowym, materiałowym i bankom.
  • Sektory energetyczne i materiałowe są narażone na zmienność wynikającą z cykliczności cen surowców.
  • Nadmierna rotacja zmniejsza ekspozycję na długoterminowy wzrost strukturalny oparty na sztucznej inteligencji.
  1. Korekty na poziomie portfela w celu zmniejszenia ryzyka koncentracji

Niektórzy inwestorzy zabezpieczają ekspozycję na sztuczną inteligencję poprzez samą konstrukcję portfela, a nie wyłącznie poprzez dobór pojedynczych aktywów. Najczęściej wykorzystywane podejścia to:

  • Indeksy o równych wagach: ograniczają koncentrację w największych spółkach.
  • Zwrot ku jakości: faworyzują spółki ze stabilnymi zyskami i mocnymi bilansami.
  • Ograniczanie zmienności: wygładza zmiany w portfelu w okresach podwyższonej zmienności.

MTD Performance 2

 Ryzyka

  • Mogą pozostawać w tyle na silnych rynkach wzrostowych napędzanych technologią.
  • Ceny aktywów o niskiej zmienności mogą wzrosnąć, w miarę jak coraz większa liczba inwestorów unika zmienności.
  1. Rotacja w stronę technologii z lepszym wsparciem wycen

Nie wszystkie spółki technologiczne doświadczają takiej samej presji na wycenę. Inwestorzy raczej selektywnie rotują w obrębie technologii niż z niej rezygnują.

Inwestorzy zwracają się ku obszarom o wyraźniejszych zyskach i mniejszym szumie związanym ze sztuczną inteligencją, takim jak:

  • Dostawcy infrastruktury i rozwiązań przemysłowych napędzających rozbudowę centrów danych.
  • Sektor energetyczny i usługi użyteczności publicznej korzystające z rosnącego popytu na prąd.
  • Azjatyckie technologie i półprzewodniki, często o bardziej rozsądnych wycenach.
  • Japońska automatyka i robotyka, wspierane przez trendy w zakresie nakładów inwestycyjnych i reshoringu.

Segmenty te pozwalają pozostać blisko trendów strukturalnych – cyfryzacji, cyklów nakładów inwestycyjnych, innowacji w opiece zdrowotnej i popytu na energię – bez ryzyka związanego z wyceną kilku gigantów z branży sztucznej inteligencji.

Ryzyka

  • Rotacja sektorów może pozostawać w tyle podczas rajdu napędzanego technologią.
  • Sektory wrażliwe na wzrost mogą osłabnąć, jeśli amerykańska gospodarka spowolni.
  • Chiny i Azja stoją w obliczu ryzyka związanego z regulacjami i nastrojami oraz mogą być bardziej wrażliwe na cykle eksportowe.
  • Wahania kursów walut mogą mieć wpływ na zwroty dla inwestorów globalnych.
  • Rotacja w obrębie technologii nadal pozostawia ekspozycję na szerszy cykl technologiczny.
  1. Dodanie złota, srebra i spółek wydobywczych jako zabezpieczenia defensywnego

Złoto i srebro pozostają popularnymi zabezpieczeniami w przypadku zawirowań w sektorach o wysokiej wycenie.

Dlaczego są używane

  • Często dywersyfikują portfel podczas spadków na rynku akcji.
  • Spółki wydobywcze mogą oferować lewarowaną ekspozycję na wzrost cen metali.
  • Srebro może korzystać zarówno na popycie przemysłowym (w tym fotowoltaice), jak i na roli „bezpiecznej przystani”.

Ryzyka

  • Ceny metali są wrażliwe na zmiany kursów walut i oczekiwań dotyczących stóp procentowych.
  • Spółki wydobywcze niosą ryzyka operacyjne i kosztowe.
  • Zabezpieczenie nie zawsze działa zgodnie z oczekiwaniami w krótkim horyzoncie.
  1. Proste strategie opcyjne dla większej stabilności

  • Ochronne opcje sprzedaży: Podstawowe zabezpieczenie na wypadek dużych spadków na rynku.
  • Opcje kupna z pokryciem: Generują dodatkowy dochód z istniejących aktywów, który amortyzuje łagodniejsze korekty.
  • Spready opcji sprzedaży: Bardziej efektywne kosztowo zabezpieczenie dzięki połączeniu dwóch opcji put.

Strategie te pomagają zarządzać zmiennością, jednocześnie pozwalając na utrzymanie inwestycji w długoterminowe tematy.

Ryzyka

  • Opcje put kosztują i mogą obniżyć stopę zwrotu portfela.
  • Covered calls ograniczają potencjał wzrostu.
  • Zabezpieczenie opcyjne słabnie w przypadku spadku zmienności.

Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej

Polskie instytucje rządowe były w ostatnim miesiącu atakowane na niespotykaną dotychczas skalę. W październiku doszło do ponad 2540 ataków tygodniowo na sektor rządowy – ujawniają analizy firmy Check Point Research. To więcej od pozostałych krajów Europy Środkowej – np. np. Czech (2079) czy Austrii (2174). Szczególnie narażonym jest również rodzimy sektor wytwórzy z 1862 atakami oraz energetyczny i użyteczności publicznej, doświadczający 1791 ataków w skali tygodnia.          

– Ze względu na rosnące zagrożenie ze strony Rosji, prowadzącej wobec państw Zachodu działania o charakterze wojny hybrydowej, Polska – jako aktywny uczestnik europejskiej polityki wspierania Ukrainy – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych. Szczególnie narażone są instytucje rządowe, które muszą być przygotowane na coraz bardziej zaawansowane i skoordynowane ataki. W obecnej sytuacji geopolitycznej nie możemy traktować cyberzagrożeń jako odrębnego problemu technicznego; to element szerszej strategii destabilizacji państwa i osłabiania jego odporności – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Podczas gdy średnia europejska wynosi 1616 ataków tygodniowo (dane Check Point Research) to w Polsce średnia liczba ataków na organizację wyniosła w październiku 1772 (wzrost o 14% r/r). Aż 84% złośliwych plików dostarczano drogą mailową, co potwierdza rolę poczty elektronicznej jako dominującego wektora infekcji. Co więcej, w naszym kraju najczęstszym typem podatności są wycieki informacji (information disclosure), mające wpływ na 81% organizacji w kraju. To znacznie więcej niż na świecie (70%). Coraz częściej obserwuje się również infekcje infostealerami (złośliwym oprogramowaniem kradnącym dane uwierzytelniające, ciasteczka i tokeny dostępowe) a także ataki wykorzystujące urządzenia brzegowe, takie jak routery, bramy VPN i zapory sieciowe. 

Firmy powinny bać się ransomware oraz… sztucznej inteligencji

Według ekspertów Check Point Research głównymi zagrożeniami dla firm na całym świecie są obecnie ataki dla okupu (ransomware) oraz wycieki danych spowodowane coraz częstszym wykorzystywaniem generatywnej sztucznej inteligencji. Aż 87% organizacji korzystających z GenAI doświadczyło ekspozycji poufnych informacji. Korzystanie z takich narzędzi wiąże się z wysokim ryzykiem naruszenia bezpieczeństwa. Średnio w jednym środowisku korporacyjnym używanych jest 11 różnych narzędzi AI, a ich dzienne wykorzystanie rośnie w tempie 8% m/m!

Ryzyko ujawnienia danych poprzez narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji i inne kanały może dostarczyć cyberprzestępcom nowych narzędzi do przeprowadzania przyszłych ataków. Ta ewolucja stawia przed obrońcami zupełnie nowe wyzwania. Jedynym skutecznym podejściem pozostaje strategia prevention-first, oparta na działaniu w czasie rzeczywistym, sztucznej inteligencji i proaktywnym wykorzystaniu informacji o zagrożeniach, aby blokować ataki zanim wyrządzą szkody – uważa Omer Dembinsky, Data Research Manager w Check Point Research.

W światowej klasyfikacji branż najbardziej narażonych na cyberataki niezmiennie dominują edukacja i badania – 4 470 ataków tygodniowo na organizację (+5% r/r), telekomunikacja – 2 583 ataki (+2% r/r) oraz administracja publiczna – 2 550 ataków (–2% r/r). Na szczególną uwagę zasługuje sektor hospitality, gdzie liczba incydentów wzrosła aż o 40% r/r, co wskazuje na przenoszenie się cyberprzestępczości w kierunku usług turystycznych i hotelarskich.Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej  Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej

TRIBE uruchamia projekt edukacyjny dla studentów ASP we Wrocławiu

Marka hotelowa TRIBE, rozwijająca się na rynkach europejskich i niedawno wprowadzona do Polski, rozpoczęła współpracę z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu oraz wrocławskim studiem projektowym MIXD. W ramach wspólnej inicjatywy „Exploring TRIBE” studenci będą mogli zdobyć praktyczne doświadczenia związane z projektowaniem wnętrz hotelowych.

TRIBE funkcjonuje na rynku od 2017 roku, tworząc obiekty, w których nacisk kładzie się na funkcjonalność, przejrzystość rozwiązań i spójność estetyczną. Marka ma obecnie 25 otwartych hoteli na świecie, a kolejnych 30 jest w przygotowaniu. W ostatnich miesiącach rozwija działalność w Europie Środkowej, m.in. w Budapeszcie i Krakowie – tam powstał hotel TRIBE Krakow Old Town, który będzie jednym z miejsc zajęć dla uczestników programu.

Współpraca z ASP wpisuje się w założenia marki dotyczące kształtowania przestrzeni poprzez świadome projektowanie, oparte na czytelnych formach, wzorach i wykorzystaniu sztuki. Projekt ma umożliwić studentom poznanie specyfiki branży hotelarskiej, w której – jak podkreśla kierownictwo TRIBE – projekty muszą łączyć walory użytkowe z dostosowaniem do charakteru lokalizacji.

Semestralny program „Exploring TRIBE”, realizowany w roku akademickim 2025/26, obejmie zajęcia teoretyczne, warsztaty oraz wizyty studyjne. Studenci kierunków związanych z projektowaniem wnętrz i mebla będą pracować w interdyscyplinarnych zespołach nad koncepcjami pokoi hotelowych. Efekty ich pracy zostaną ocenione przez przedstawicieli TRIBE, ASP oraz MIXD, a autor najlepszego projektu otrzyma szansę odbycia dwumiesięcznego stażu w studiu projektowym oraz pobytu w jednym z hoteli TRIBE.

Jak wyjaśnia dr hab. Szymon Hanczar z ASP we Wrocławiu, projekt pozwoli studentom zetknąć się z obszarem projektowania, który nie jest obecny w ich dotychczasowym programie praktyk. Z kolei MIXD, które współtworzy koncepcje wnętrz dla wielu marek hotelowych w Europie i poza nią, ma w ramach projektu poprowadzić studentów przez proces projektowy – od etapu wstępnej koncepcji do końcowej prezentacji.

Według Piotra Kalinowskiego, dyrektora kreatywnego MIXD, inicjatywa jest sposobem na zbliżenie studentów do realiów pracy projektanta w sektorze hotelowym oraz na wymianę doświadczeń między środowiskiem akademickim i praktyką zawodową.

Projekt „Exploring TRIBE” ma stanowić przykład współpracy między uczelnią, biznesem a praktykami projektowania, której celem jest zwiększenie kompetencji młodych twórców i umożliwienie im zdobycia doświadczeń przy projektach odpowiadających rzeczywistym wymaganiom branżowym. Jak zaznacza Agata Wojtyła-Młynarczyk z ASP, inicjatywa podkreśla znaczenie pracy zespołowej i interdyscyplinarnego podejścia, które coraz częściej jest standardem w profesjonalnych zespołach projektowych.