Globalne rynki w czerwieni – akcje, krypto i sentyment pod mocną presją

Indeksy giełdowe pogłębiają spadki, a te rodzą pytania o kondycję rynku kapitałowego na koniec roku. Negatywny sentyment omija jeszcze rynek walutowy, ale napływające wreszcie systematycznie dane makro z USA mogą jeszcze rozkręcić zmienność na FX. Zniżki rozkręcają się za to na kryptowalutach, Bitcoin najniżej od kwietnia.

Czerwone morze giełdowe

Niektórzy już przygotowywali się do rajdu Św. Mikołaja, ale na razie renifery nie chcą wyjść ze stajni. Połowa listopada przebiega pod dyktando niedźwiedzi na rynkach kapitałowych. Poniedziałkowa sesja skończyła się ok. 1% spadkami głównych indeksów Wall Street. Negatywny sentyment nie tyle rozlał się, co wręcz wystrzelił w trakcie azjatyckiej sesji. Niewinnie wyglądał tylko Mumbaj, który skorygował się o drobne 0,2%. Potem był Szanghaj ze spadkiem o 0,8% i wreszcie nadszedł pogrom. Po 2% straciły Hongkong i Sydney, a to i tak była tylko przygrywka. Prawdziwy armagedon dotknął Seulu i Tokio, gdzie indeksy spadły o ponad 3%. Bez niespodzianek wygląda otwarcie w Europie. Główne indeksy Starego Kontynentu tracą przed godz. 10 powyżej 1%, a za nimi podążą warszawski WIG20.

Za najważniejsze przyczyny tak mocnego pogorszenia sentymentu podawane jest schłodzenie nastrojów wokół sektora technologicznego, który od miesięcy (jeśli nie kwartałów) w dużej mierze ciągnął globalne rynki. W Azji dochodzą do tego rosnące napięcia geopolityczne (na linii Chiny-Japonia), a także obawy o skuteczność zapowiadanej ekspansji fiskalnej ze strony nowej premierki Kraju Kwitnącej Wiśni. Sanae Takaichi miała dziś rozmawiać z szefem Banku Japonii Kazuo Uedą, ale jeszcze nie znamy efektów tego spotkania. Natomiast cały globalny rynek kapitałowy czeka na jutrzejsze wyniki kwartalne Nvidii, czyli spółki, którą można uznać za kręgosłup boomu AI. Również w środę zobaczymy zapiski z ostatniego posiedzenia amerykańskiej władzy monetarnej, którym jednak trudno będzie zauważalnie wpłynąć na nastroje. Wszystko przez nadchodzące i długo wyczekiwane dane makro z USA. Już dziś będzie to produkcja przemysłowa, ale kluczowe dla inwestorów będą czwartkowe odczyty z rynku pracy.

Flauta na FX

Pewnym stabilizatorem dla rosnącej niepewności na giełdach może być w dalszym ciągu rynek walutowy. Tutaj po osłabieniu dolara w zeszłym tygodniu, początek aktualnego wskazuje na stabilizację. Kurs EUR/USD trzyma się blisko 1,16 $ i zarazem wielosesyjnych średnich. Na szczęście wciąż nie widać ucieczki z walut EM, chociaż tutaj szczególnie należy uwzględnić siłę naszego regionu. Taki stan rzeczy może być wskazówką, że przy aktualnych globalnych zawirowaniach Europa prezentuje się jako ostoja stabilności. W tych warunkach swoją świetną kondycję cały czas potwierdza polski złoty. We wtorkowy poranek kurs euro znajduje się lekko powyżej 4,23 zł, kurs dolara nie przekracza 3,54 zł, kurs franka to 4,59 zł, a kurs funta wynosi 4,80 zł.

Sztorm na krypto

Rzadko zaglądamy na rynek kryptowalut, ale tutaj także dzieją się coraz ciekawsze rzeczy, chociaż mało pozytywne. Część obserwatorów określa krypto jako barometr ogólnorynkowych nastrojów, co w takim wypadku powinno rozpalić wszystkie czerwone lampki. Kurs Bitcoina szykuje się do 8. spadkowej sesji z rządu i próbuje naruszyć okrągłe 90 tys. USD, czyli tylko w ostatnie 10 dni stracił blisko 10%. Wszystko aktualnie działa przeciw najpopularniejszej kryptowalucie. Pogorszenie sentymentu, odpływ kapitału z ETF-ów, automatyczne zamykanie pozycji przy wybijaniu kolejnych wsparć. Część analityków zwraca jednak również uwagę na cykliczność tego rynku, który właśnie teraz powinien przechodzić w fazę zniżkową. W takim układzie ruch spadkowy może doprowadzić BTC przynajmniej w pobliże 74 tys. USD. Aktualnie Bitcoin jest najniżej od kwietnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja na temat stóp procentowych

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Nadzieje kontra rzeczywistość: jakie szanse na rajd Świętego Mikołaja w tym roku?

Końcówka roku coraz bliżej, a wraz z nią nadzieje inwestorów na tradycyjny wzrostowy impuls na giełdach. Mowa oczywiście o Rajdzie Świętego Mikołaja lub szerzej o rajdzie końcówki roku. Czy w tym roku się wydarzy? To wciąż niewiadoma. Z jednej strony mamy wiarę w kontynuację hossy, podpartą dobrymi wynikami spółek, z drugiej rosnące obawy o przewartościowanie rynku i możliwe korekty. Taka mieszanka emocji może oznaczać wzrost zmienności i większe znaczenie strategii defensywnych.

Od początku roku inwestorzy nie mogą narzekać. Indeks S&P 500 zyskał około 14 proc., a WIG20 wzrósł aż o prawie 33 proc. Obie stopy zwrotu znacząco przekraczają historyczne średnie. Te wyniki budzą pokusę, by wycisnąć jeszcze więcej przed zamknięciem roku, ale też wskazują na zwiększone ryzyko korekty. Oczekiwanie na rajd może prowadzić do mniej racjonalnych decyzji, szczególnie gdy inwestorzy zaczynają działać pod wpływem emocji i nie chcą przegapić ewentualnych wzrostów.

Pozytywny obraz rynku wzmacniają dobre wyniki amerykańskich spółek. Sezon raportów kwartalnych okazał się solidny, a prognozy na 2026 rok mówią o dalszym wzroście zysków – średnio o 13 proc. dla firm amerykańskich i 9 proc. dla europejskich. W 2027 roku Europa może jednak częściowo nadrobić dystans, bowiem oczekiwane wzrosty wynoszą odpowiednio 10,8 proc. i 11,7 proc. To pokazuje, że europejskie akcje nie powinny znikać z radarów inwestorów.

Grudzień historycznie pozostaje dobrym miesiącem dla giełd, a mniejsza liczba transakcji w okresie świątecznym potrafi wzmocnić nawet umiarkowany optymizm. Do tego dochodzą działania funduszy, które porządkują portfele, a także wzrost apetytu na ryzyko w odpowiedzi na oznaki uspokojenia sytuacji geopolitycznej. Tło makroekonomiczne również wspiera rynek. Inflacja jest pod kontrolą, a amerykańska polityka celna nie wywołała nowej fali wzrostów cen. To stwarza przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych.

Mimo to trudno zignorować potencjalne zagrożenia. Indeks S&P 500 znajduje się obecnie na najwyższym poziomie forward P/E od ponad pięciu lat. Wynosi około 23, podczas gdy średnia z ostatniej dekady to 18,6. Euforia wokół sztucznej inteligencji napędza wyceny, ale wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy te inwestycje rzeczywiście zostaną w pełni spieniężone.

Ostrzeżeniem może być przykład znanego inwestora Michaela Burry’ego, który postawił na spadki akcji spółek AI, takich jak Nvidia czy Palantir. Choć jego decyzje nie oznaczają końca wzrostów, są przypomnieniem, że rynek bywa przewrotny. Szczególnie gdy brak jasnych sygnałów z gospodarki, a dane makroekonomiczne, jak te z amerykańskiego rynku pracy, pojawiają się z opóźnieniem. Po niedawnym przestoju administracji w USA wciąż nie wszystko działa płynnie, co tylko zwiększa niepewność.

Nie ma też pewności co do grudniowej decyzji Fed. Szanse na obniżkę stóp wynoszą dziś zaledwie 53 proc., a jeszcze niedawno rynek był niemal przekonany, że do niej dojdzie. Wyceny pozostają wysokie, co oznacza, że każda negatywna niespodzianka może wywołać gwałtowną reakcję.

Niepewność to stały element rynku. W takich warunkach kluczowe staje się zarządzanie ryzykiem. Warto zadbać o elastyczny portfel, zabezpieczenia i regularne przeglądanie pozycji. Dotyczy to zwłaszcza aktywnych inwestorów, ale także tych długoterminowych, którzy powinni sprawdzać, czy ich portfel odpowiada aktualnym warunkom rynkowym.

Wysokie wyceny nie oznaczają, że rynek się załamie, ale zwiększają wrażliwość na złe dane i informacje. Dlatego potrzebna jest równowaga między chęcią zysku a ostrożnością. W centrum uwagi powinny być spółki jakościowe, które mają realny model biznesowy i potrafią przekuć innowacje w stabilne zyski. Czy rajd końcoworoczny rzeczywiście się wydarzy, czy nie, to dla inwestorów długoterminowych ma mniejsze znaczenie. Oni mogą wykorzystać najbliższy czas, by strategicznie pozycjonować się na 2026 rok.

Wyniki Grupy Murapol po trzech kwartałach 2025 r.

Grupa Kapitałowa Murapol w trzech kwartałach 2025 r. przekazała klientom detalicznym 1 364 lokale w 14 miastach (-20,7% r/r), Przychody ze sprzedaży wyniosły 725,8 mln zł (-7,7% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 124,8 mln zł (-5,3% r/r).

Od stycznia do września 2025 r. Grupa sprzedała łącznie klientom detalicznym 2 237 lokali, w tym 2 112 w ramach umów deweloperskich i przedwstępnych (+1,3% r/r) oraz 125 w ramach opłaconych umów rezerwacyjnych (po wyeliminowaniu rezygnacji). Najwięcej mieszkań sprzedano w Gdańsku – 621, Łodzi – 389 oraz Poznaniu – 225. Mieszkania w cenie poniżej 600 tys. zł, które cieszą się największym zainteresowaniem nabywców, stanowiły blisko 82% całkowitej sprzedaży.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r. Murapol wprowadził do oferty 1 416 lokali w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Toruniu i Siewierzu. Grupa dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach.

Łączna sprzedaż na poziomie ponad 2,2 tys. lokali po dziewięciu miesiącach 2025 roku, przy jednoczesnym wzroście średniej ceny przekazywanego mieszkania o blisko 11%, pokazuje, że utrzymujemy silną pozycję w segmencie popularnym i popularnym premium. Nasza oferta obejmująca blisko 4,1 tys. lokali w 16 miastach odpowiada na potrzeby szerokiej grupy klientów i stanowi solidny fundament realizacji planów. Dobre tempo realizacji projektów pozwala nam utrzymywać wysoki poziom wyników operacyjnych, przy jednoczesnym dalszym wzmacnianiu banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tys. mieszkań w 18 miastach Polski. Nieustannie rozwijamy ofertę, co zapewnia Grupie Murapol elastyczność wobec zmian rynkowych. Wysoki poziom dywersyfikacji geograficznej inwestycji, doświadczenie oraz unikatowy i odporny na zmienne warunki model biznesowy pozwalają nam patrzeć z optymizmem na kolejne kwartały i kontynuować strategię zrównoważonego wzrostu – zaznacza Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Solidne marże i bezpieczna pozycja finansowa

Na koniec trzeciego kwartału 2025 r. Grupa Murapol dysponowała 365,6 mln zł dostępnej gotówki (w tym środków na rachunkach powierniczych), przy długu netto na poziomie 299,4 mln zł.

W ślad za przekazaniem 1 364 lokali (niespełna połowa wolumenu planowanego na ten rok), po trzech kwartałach 2025 roku wygenerowaliśmy zysk EBTDA bliski 190 mln zł oraz zysk netto na poziomie 125 mln zł. Rentowność netto w segmencie deweloperskim wyniosła 18,4%, a sprzedaż zamknęła się wolumenem nieznacznie powyżej 3Q24. Pokazuje to, że na relatywnie trudnym rynku, bogatym w ofertę, na którym klient ma możliwość szerokiego wyboru produktu na różnym etapie zaawansowania budowy, Grupa Murapol konsekwentnie realizuje swoją strategię oraz cele. Czwarty kwartał tego roku, zgodnie z oczekiwaniami, stawia przed nami istotne wyzwania na poziomie planu sprzedaży oraz przekazań, ale jesteśmy na nie gotowi strategicznie i operacyjnie. Solidne fundamenty w postaci oferty dopasowanej do skali i planów sprzedażowych, aktywnego banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tysięcy lokali oraz zdywersyfikowanych źródeł finansowania, pozwalają nam z satysfakcją patrzeć na osiągnięte wyniki finansowe oraz planować dalszy, ambitny rozwój potencjału Grupy w kolejnych latach – mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

Aby zróżnicować źródła finansowania, 29 maja 2025 r. Murapol wyemitował 10 000 niezabezpieczonych obligacji serii 1/2025 o łącznej wartości 100 mln zł.

Grupa zamierza kontynuować politykę dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami zakładającą, że co najmniej 75% skonsolidowanego zysku netto ma trafić na dywidendę.  W 2025 roku łączna dywidenda będzie wynosiła 200,3 mln zł: 80,4 mln dywidendy wypłaconej 24 czerwca 2025 r. oraz 120 mln w formie zaliczki na dywidendę, z planowanym dniem wypłaty dywidendy: 22 grudnia 2025 r.

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 3Q 2025 3Q 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży   725 801   786 323 -7,7%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
   604 584  

685 904

-11,9%
Przychody ze sprzedaży do PRS 121 217    100 419 +20,7%
Zysk brutto ze sprzedaży   242 032    235 451 +2,8%
Marża brutto ze sprzedaży 33,3% 29,9% +3,4 p.p.
EBIT  157 916     159 551 -1,0%
Marża EBIT 21,8% 20,3% +1,5 p.p.
Zysk netto    124 814 131 789 -5,3%
Marża zysku netto 17,2% 16,8% +0,4 p.p.

Silne fundamenty wzrostu

Po dziewięciu miesiącach 2025 r.  portfel projektów w realizacji obejmował 8 014 lokali powstających w 101 budynkach w ramach 28 inwestycji prowadzonych w 15 miastach. Z tego 6 373 lokale Grupa realizowała w segmencie detalicznym, a 1 641 w segmencie PRS.

Zdolność do uzupełniania banku ziemi szybciej, niż postępuje przedsprzedaż stanowi  podstawę do dalszego stabilnego rozwoju Murapolu. Po trzech kwartałach 2025 r. Grupa dysponowała jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach o łącznej powierzchni użytkowej 859,1 tys. mkw.

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 30 września 2025 r.) Grupa zbudowała jeden z najbardziej zdywersyfikowanych geograficznie portfeli inwestycji deweloperskich w Polsce, wprowadzając na rynek łącznie blisko 33,3 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,45 mln mkw. Zrealizowanych zostało 95 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 469 budynków.

Od początku 2025 r. na największych rynkach mieszkaniowych widoczna jest odbudowa oferty deweloperów, a przewaga nowej podaży nad sprzedażą sprzyja stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Rozpoczęty w maju br. cykl obniżek stóp procentowych – z referencyjną stopą NBP na poziomie 4,25% od listopada br. – wspiera zdolność kredytową klientów.

W średnim i długim terminie perspektywy zarówno dla rynku mieszkaniowego, jak i dla Grupy Murapol pozostają korzystne. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych, rosnące wynagrodzenia i poprawa realnej siły nabywczej gospodarstw domowych sprzyjają utrzymaniu popytu. Wsparciem dla rynku pozostaje też stabilizująca się realna cena mieszkań, rosnące zainteresowanie najmem, w tym instytucjonalnym (PRS), oraz wciąż widoczny strukturalny deficyt mieszkaniowy w Polsce.

Dodatkowe finansowanie na start w biznesie – wskazówki i porady

Młodzi przedsiębiorcy często stają przed trudnym wyzwaniem – nie dość, że muszą sprostać formalnościom związanym z otwarciem firmy, to dodatkowo potrzebują zadbać o opłacanie bieżących kosztów, dbanie o płynność oraz inwestowanie na przyszłość. A do tego celu potrzeba środków, których często na początku brakuje, zanim pojawią się klienci i zyski. W takich chwilach potrzeba dodatkowego finansowania – a takie da się uzyskać z różnych źródeł.

Skąd pozyskać pieniądze? Jak wybrać najlepsze źródło finansowania? Czym się kierować podczas podejmowania decyzji finansowych? Na te i inne pytania odpowiadamy poniżej.

Pierwszy krok do pozyskania środków – określenie realnych potrzeb finansowych

Zanim zacznie się poszukiwania źródeł finansowania, warto dokładnie przyjrzeć się swojej sytuacji, by określić realne potrzeby swojego biznesu. Aby to zrobić, trzeba zrozumieć swój cel – nieco inaczej wylicza się zapotrzebowanie na środki w przypadku finansowania bieżącej działalności na starcie firmy niż konkretną inwestycję lub zakup sprzętu do rozwoju przedsiębiorstwa.

Zawsze warto zacząć od wyliczenia wydatków – wlicza się w to zarówno koszty stałe (np. comiesięczne faktury za media, wynajem lokalu, leasingi), ale też rozmaite koszty jednorazowe (choćby rachunki za noclegi w czasie delegacji, zakup sprzętu, budowa strony internetowej). Z pomocą takich obliczeń da się stworzyć pierwszy budżet i określić realne potrzeby firmy na dodatkowe środki.

Dostępne formy finansowania – na co się zdecydować?

Istnieje wiele rodzajów finansowania, z którego mogą skorzystać firmy, nawet w pierwszych miesiącach działalności. Spore zróżnicowanie sprawia, że każdy przedsiębiorca – bez względu na staż na rynku czy profil prowadzonej działalności – może otrzymać dodatkowy zastrzyk środków potrzebnych na utrzymanie biznesu na starcie lub rozwój z myślą o przyszłości.

Jakie źródło finansowania wybrać? Podstawą mogą być oczywiście środki własne, w tym oszczędności czy wsparcie od członków rodziny lub przyjaciół – często są to rozwiązania nie wiążące się z dodatkowymi kosztami (np. opłatami i prowizjami).

Oprócz tego dużą popularnością wśród przedsiębiorców cieszą się kredyty czy pożyczki komercyjne. Najczęściej korzysta się z produktów bankowych. Do dyspozycji są też krótko- i długoterminowe pożyczki od innych instytucji finansowych, jak choćby: Serwaczakowie.pl, a nawet pożyczki od osób fizycznych.

Co jeszcze można rozważyć? Ciekawym rozwiązaniem potrafią okazać się granty i dotacje – z urzędu pracy, rządowych programów krajowych czy Unii Europejskiej. Warto śledzić bieżące propozycje.

Coraz więcej osób interesuje się też takimi rozwiązaniami, jak fundusze inwestycyjne, aniołowie biznesu i crowdfunding. Szczególnie sprawdza się to w przypadku biznesów innowacyjnych, ze sporym potencjałem wzrostu.

Wybieramy źródła finansowania – czym się kierować?

Zanim podejmie się decyzję o skorzystaniu z konkretnej formy finansowania, warto dobrze przyjrzeć się dostępnym opcjom, by nie tylko poznać szczegóły oferty, ale też ocenić potencjalne ryzyko związane z pozyskaniem środków, dopasowując rozwiązanie do specyfiki swojego biznesu (działalność sezonowa, biznes na etapie rozwoju etc.). Koniecznie trzeba dokładnie przekalkulować koszty, ocenić swoje możliwości względem ewentualnej spłaty i opłacalność metody pozyskiwania pieniędzy.

Gdy już podejmie się decyzję o konkretnej metodzie finansowania, należy zapoznać się z niezbędnymi formalnościami – dokumentami, jakie trzeba zebrać i przedstawić, kolejnymi ścieżkami procesu, zanim otrzyma się pozytywną decyzję. W przypadku dotacji, crowdfundingu czy aniołów biznesu powinno się również zastanowić się, jak skutecznie przedstawić swoje mocne strony i potencjał do rozwoju z pomocą otrzymanych środków.

Po uzyskaniu finansowania trzeba oczywiście nieustannie monitorować przepływ pieniędzy, optymalizować koszty i kontrolować rozliczenia, by zachować pełne bezpieczeństwo i klarowność działania.

Różne źródła finansowania dla biznesu – podsumowanie

Dobrze dobrane finansowanie na start to dźwignia do rozwoju biznesu. Należy dobrać je z głową, przygotować się do otrzymania środków, a później działać zgodnie z ustalonym planem. To szansa na większy sukces w przyszłości.

Zeneris Projekty z mocnym Q3: przychody +58%, zysk netto +60%. Firma poszerza działalność o infrastrukturę ochronną

Zeneris Projekty, spółka notowana na rynku NewConnect, po trzech kwartałach 2025 r. osiągnęła 6,4 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 40% r/r. W samym trzecim kwartale wypracowała przychody netto przekraczające 2,8 mln zł, notując tym samym wzrost o ponad 58% względem roku 2024. Spółka uzyskała również zysk netto za III kwartał w wysokości 86 tys. zł, co oznacza poprawę o blisko 60% r/r. Zeneris Projekty S.A. konsekwentnie realizuje strategię opartą na dywersyfikacji działalności. W III kwartale 2025 r. Spółka rozszerzyła działalność o projektowanie i budowę obiektów tymczasowego schronienia dla ludności, otwierając sobie drogę do udziału w dynamicznie rozwijającym się rynku infrastruktury krytycznej.

Wypracowanie 6,4 mln zł przychodów to efekt realizacji projektów fotowoltaicznych oraz przedsięwzięć w obszarze hydrotechniki i budownictwa użyteczności publicznej. W minionym okresie rozliczeniowym zawarliśmy także dwie istotne umowy z Wodami Polskimi, które wzmacniają pozycję Zeneris Projekty jako wiarygodnego partnera w realizacji inwestycji o strategicznym znaczeniu. Ich podpisanie to następstwo konsekwentnej realizacji naszej strategii wzrostu, która w długim terminie przyczyni się do zwiększenia wartości spółki dla Akcjonariuszy – mówi Mariusz Kostrzewa, Prezes Zarządu Zeneris Projekty.

We wrześniu br. spółka poinformowała o zawarciu dwóch umów z Państwowym Gospodarstwem Wodnym „Wody Polskie”. Pierwsza, o wartości 2,41 mln zł brutto, obejmowała opracowanie dokumentacji projektowej modernizacji obwarowań rzek Wisłoki i Jasiółki w Jaśle w terminie 30 miesięcy od dnia podpisania kontraktu. Z kolei druga, o wartości 969 tys. zł brutto, dotyczyła przygotowania dokumentacji związanej z uszczelnianiem i zagęszczaniem wałów rzeki Nowa Rudzinka w woj. podkarpackim. Realizacja projektu ma zostać ukończona na przestrzeni 29 miesięcy od dnia zawarcia umowy. Powyższe kontrakty to kolejne umowy podpisane przez Spółkę z Państwowym Gospodarstwem Wodnym „Wody Polskie”, które potwierdzają silną pozycję Zeneris Projekty na rynku usług inżynieryjnych i środowiskowych.

Spółka konsekwentnie realizuje swoją strategię długofalowego wzrostu opartą na zdywersyfikowanych obszarach działalności i rozwija nowe segmenty biznesowe. W ubiegłym roku Zeneris Projekty S.A wprowadziła do oferty mobilne systemy i urządzenia przeciwpowodziowe od wyłącznego partnera – czeskiej firmy JaP-Jacina. Spółka sukcesywnie rozwija nowy obszar działalności, w obrębie którego rosnącym zainteresowaniem klientów samorządowych oraz biznesowych cieszy się przede wszystkim modułowa zapora przeciwpowodziowa INOVA AL.

W trzecim kwartale br. Zeneris Projekty S.A. wprowadziła także do oferty usługi związane z projektowaniem oraz realizacją obiektów tymczasowego schronienia dla ludności.

Dostrzegamy istotny potencjał wzrostu w polskim sektorze budowy schronów, w szczególności mobilnych. Dzięki kompetencjom naszego zespołu w obszarze hydrotechniki, infrastruktury oraz rozwiązań projektowych, jesteśmy gotowi odpowiedzieć na potrzeby rynku związane z poprawą bezpieczeństwa publicznego. Realizujemy już pierwsze projekty w zakresie projektowania schronów. Zakładamy jednak, że znaczący wzrost zainteresowania samorządów naszym nowym obszarem działalności nastąpi w 2026 r. – wraz z opublikowaniem rozporządzenia ze szczegółowymi wytycznymi dot. budowli ochronnych – podsumowuje Mariusz Kostrzewa.

The Farm 51 zwiększa przychody i aktualizuje strategię. Spółka rusza z emisją serii L wartą do 11,5 mln zł

The Farm 51 Group S.A., notowany na rynku NewConnect producent gier i technologii symulacyjnych narastająco po trzech kwartałach zwiększa przychody ze sprzedaży o 16% do 3,5 mln zł. Od stycznia do września EBITDA wzrosła r/r o prawie 40% do 5,6 mln zł, a zysk netto zmniejszył się do 1,2 mln zł wobec 1,5 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. W trzecim kwartale spółka kontynuowała intensywne prace rozwojowe nad kluczowymi produkcjami – Chernobylite 2: Exclusion Zone oraz Wardevil, które stanowią strategiczny fundament budowy długoterminowej wartości spółki. Z uwagi na potrzebę dalszego rozwoju swoich projektów The Farm 51 realizuje działania związane z emisją akcji zwykłych na okaziciela serii L o wartości do 11,5 mln zł, przeprowadzaną w trybie subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. W tym celu 14 listopada opublikowane zostanie memorandum informacyjne dotyczące oferty.

W trzecim kwartale koncentrowaliśmy się na kontynuacji prac nad Chernobylite 2 oraz przygotowaniach do pełnej produkcji Wardevil, a równocześnie rozwijaliśmy technologie dronowe o podwójnym zastosowaniu, które stanowią drugi filar naszej strategii. Warto podkreślić, że stabilne wpływy ze sprzedaży pierwszej wersji Chernobylite pokazują wartość marki i naszą zdolność do tworzenia gier o długim cyklu życia sprzedażowego. Z kolei rozwój technologii dronowych łączący gry z zastosowaniami profesjonalnymi i militarnymi tworzy solidną podstawę dla przyszłego wzrostu spółki – mówi Wojciech Pazdur, prezes zarządu The Farm 51.

W III kwartale 2025 r. spółka dokonała aktualizacji strategii rozwoju, koncentrując się na dwóch kluczowych obszarach działalności: produkcji gier klasy AA/AA+ oraz rozwoju technologii dronowych o podwójnym zastosowaniu. Celem nowej strategii jest dalsze umacnianie pozycji niezależnego producenta gier oraz wykorzystanie rosnącego potencjału rynku technologii dronowych zarówno w zastosowaniach rozrywkowych, jak i profesjonalnych.

Firma kontynuuje prace nad Chernobylite 2: Exclusion Zone. Tytuł jest największym projektem w historii studia. Premiera pełnej wersji planowana jest na pierwszy kwartał 2026 r. na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S. Drugim strategicznym projektem jest Wardevil, produkcja typu military survival FPS z elementami stealth, która posiada już grywalne demo, a jej pełna produkcja ruszy w 2026 r. Gra powstaje z myślą o segmencie AA+ i globalnej dystrybucji.

The Farm 51 rozwija także projekt WRE-BSL, zakładający opracowanie technologii symulacji dronów bojowych, które będą wykorzystywane w grach i w szkoleniach operatorów oraz projektach przemysłowych i militarnych. Spółka dysponuje nowoczesnym laboratorium badawczym i studiem 3D wyposażonym w najdokładniejszy w Polsce skaner postaci, własne serwery obliczeniowe oraz zaplecze filmowo-fotograficzne, co potwierdza jej kompetencje technologiczne.

Na początku listopada br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podjęło uchwałę o przeprowadzeniu emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Spółka planuje pozyskać do 11,5 mln zł, oferując maksymalnie 1 153 913 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł i cenie emisyjnej 10,00 zł za akcję. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na kampanię marketingową Chernobylite 2, rozwój Wardevil oraz kontynuację prac nad projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu.

Pozyskane środki z emisji akcji serii L umożliwią nam skuteczną promocję Chernobylite 2, produkcję Wardevil oraz dalsze prace nad zaawansowanymi projektami dronowymi. To finansowe wsparcie pozwala nam realizować strategię łączącą produkcję gier z technologiami symulacyjnymi, które będą fundamentem naszych kolejnych projektów – dodaje Robert Siejka, wiceprezes zarządu The Farm 51.

Zapisy na akcje potrwają od 17 do 28 listopada, a przydział akcji planowany jest na 9 grudnia br. Memorandum informacyjne dotyczące oferty zostanie opublikowane dziś, tj. 14 listopada i będzie dostępne na stronie spółki oraz na stronie Domu Maklerskiego BDM S.A.

Synerise z finansowaniem od Europejskiego Banku Inwestycyjnego. 25 mln euro na rozwój behavioral AI

Europejski Bank Inwestycyjny (EIB) podpisał umowę z Synerise dotyczącą finansowania w wysokości 25 mln euro w ramach programu TechEU. Całkowity budżet projektu szacowany jest na ok. 54 mln euro. Środki mają wesprzeć rozwój badań i technologii związanych z AI oraz przyspieszyć ekspansję międzynarodową spółki.

Finansowanie zostało zorganizowane jako instrument quasi-kapitałowy i wpisuje się w cele programu TechEU, który ma promować innowacje, zwiększać cyfrową niezależność Europy oraz wspierać trwały rozwój gospodarczy. Dzięki niemu Synerise zamierza rozbudować infrastrukturę danych, intensyfikować prace badawczo-rozwojowe nad kolejną generacją behawioralnej sztucznej inteligencji oraz rozwijać działalność handlową w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej.

Synerise należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie przedsiębiorstw w Europie. Firma rozwija własną platformę łączącą sztuczną inteligencję, analitykę behawioralną i technologie big data. Umożliwia ona analizę danych generowanych przez ludzi i urządzenia w czasie rzeczywistym, automatyzację decyzji biznesowych oraz budowanie hiperpersonalizowanych doświadczeń użytkowników.

Ekosystem technologiczny Synerise opiera się na autorskich rozwiązaniach, m.in. Terrarium Database, Cleora.ai i BaseModel.ai. Wspiera go zespół badawczy publikujący w prestiżowych czasopismach naukowych oraz uczestniczący w globalnych benchmarkach z zakresu uczenia maszynowego, rekomendacji i modelowania predykcyjnego.

Spółka działa w 49 krajach (a jej rozwiązania open source – w 150) na sześciu kontynentach, realizując ponad 460 wdrożeń dla przeszło 200 organizacji. Partnerami technologicznymi Synerise są m.in. Microsoft, Google, VTEX i dunnhumby.

Jarosław Królewski, założyciel i prezes Synerise, określił współpracę z EIB jako „kamień milowy zarówno dla spółki, jak i dla całego europejskiego ekosystemu innowacji”. Podkreślił, że inwestycja ta wzmacnia europejską pozycję w globalnym wyścigu technologicznym i pozwala przyspieszyć rozwój badań nad AI opartej na rzetelności naukowej.

Teresa Czerwińska, wiceprezeska Grupy EIB, wskazała, że wsparcie Synerise wpisuje się w priorytet wzmacniania konkurencyjności Europy poprzez rozwój rodzimych technologii. EIB chce w ten sposób ułatwić firmie zwiększenie potencjału badawczo-rozwojowego i obecności na rynkach międzynarodowych.

Polacy dojrzewają finansowo – więcej oszczędzają, częściej inwestują, rzadziej ryzykują

  • Wyraźnie więcej Polaków ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie – jako średnią (43%) lub „raczej dobrą” (41%). Tylko 16% uważa, że jest ona negatywna.
  • Zdecydowana większość Polaków (83%) deklaruje, że oszczędza pieniądze – to o 2 p.p. więcej niż w 2024 r. i aż o 11 p.p. więcej niż w 2023 r.
  • Oszczędności sprzyjają myśleniu o inwestowaniu – już 37% Polaków aktywnie inwestuje, a 28% planuje rozpoczęcie inwestycji w przyszłości.
  • Zobowiązania finansowe Polaków pozostają na stabilnym poziomie – zadłużonych jest 39% Polaków, ale w większości na bezpiecznym poziomie nieprzekraczającym 30% dochodów.
  • Na podejście do wydatków i oszczędzania miała wpływ wojna w Ukrainie – staliśmy się bardziej ostrożni, jeśli chodzi o konsumpcję i bardziej skłonni do oszczędzania.

Badanie jest elementem Programu Rozwoju Przedsiębiorczości realizowanego, przez Fundację Think! w partnerstwie merytorycznym z Fundacją Citi Handlowy im. L. Kronenberga i dzięki finansowaniu Citi Foundation. Badanie zostało zrealizowane we współpracy merytorycznej z Wydziałem Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

– Tegoroczna edycja rysuje obraz ostrożnego pragmatyka – konsumenta, który ceni stabilność, ale jest gotów się uczyć i podejmować umiarkowane ryzyko w imię długofalowych celów. Widzimy wyraźny wzrost świadomości finansowej: więcej dojrzałości, krytycznego podejścia do źródeł wiedzy i otwartości na nowe rozwiązania. Po raz pierwszy zbadaliśmy też wpływ wojny w Ukrainie – konflikt zwiększył przezorność i skłonność do oszczędzania kosztem konsumpcji – komentuje Anna Bichta, prezeska Fundacji Think!, organizacji, która od 17 lat analizuje zachowania finansowe Polaków.

Z 17-tej edycji raportu „Postawy Polaków wobec finansów” zrealizowanego przez Fundację THINK! razem z Fundacją Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga wynika, że Polacy dość dobrze czują się ze swoimi finansami, przeciętnie oceniając swoją sytuację finansową jako średnią. Zdecydowana większość (75%) spodziewa się przy tym, że sytuacja finansowa ich gospodarstw domowych nie pogorszy się w ciągu roku, a co piąty (22%) oczekuje jej przynajmniej częściowej poprawy. Rośnie także poczucie stabilności i bezpieczeństwa finansowego – obecnie 35% badanych deklaruje, że ich sytuacja finansowa jest stabilna (o 6 p.p. więcej niż w 2024 r.), a 30% czuje się finansowo bezpiecznie (wzrost o 5 p.p.).

– Widać wyraźny wzrost dojrzałości finansowej Polaków: większość oszczędza, a coraz więcej inwestuje i planuje długoterminowo, także z myślą o emeryturze. Nadal jednak dominuje potrzeba bezpieczeństwa — wielu odkłada przede wszystkim ‘na czarną godzinę’. Od 2008 roku badanie ‘Postawy Polaków wobec finansów’ pokazuje systematyczną poprawę, wspieraną przez Krajową Strategię Edukacji Finansowej i współpracę sektora publicznego, organizacji oraz instytucji finansowych. Edukacja finansowa to proces, dlatego konsekwentnie wspieramy inicjatywy uczące mądrego planowania i budowania stabilności na dziś i jutro. – dodaje Piotr Kalisz, Główny Ekonomista Citi Handlowy.

Jak oszczędzamy?

Poczucie bezpieczeństwa finansowego Polaków wyraźnie rośnie wraz z poziomem oszczędności. Podobnie jak w latach 2023 i 2024, granicznym progiem jest kwota pozwalająca utrzymać się przez jeden miesiąc bez dodatkowych dochodów – od tego momentu większość Polaków czuje się przynajmniej częściowo bezpiecznie w sensie finansowym. Kolejny ważny próg stanowi tzw. poduszka finansowa na sześć miesięcy – przy takim poziomie oszczędności aż 65% badanych deklaruje jednoznaczne poczucie bezpieczeństwa finansowego.

Być może właśnie w poszukiwaniu tej stabilności coraz wyraźniej dostrzegamy sens odkładania pieniędzy – i oszczędzamy częściej. Dziś 83% Polaków deklaruje, że oszczędza – to o 2 p.p. więcej niż w 2024 r. i aż o 11 p.p. więcej niż w 2023 r. Najczęściej przechowujemy środki na kontach oszczędnościowych i lokatach (49%), a także na rachunkach bieżących (34%) lub w gotówce (18%). Jeśli chodzi o wysokość oszczędności, to mediana miesięcznych zapasów pozostaje niezmieniona od dwóch lat i mieści się w przedziale 11–25% dochodów.

– Z badania wynika, że wciąż odkładamy przede wszystkim „na czarną godzinę”. Odsetek osób oszczędzających z myślą o nieprzewidzianych wydatkach utrzymuje się w ostatnich czterech latach na poziomie ponad dwukrotnie wyższym niż wcześniej — to efekt niepewności związanej z pandemią, inflacją i wojną w Ukrainie. Jednocześnie coraz częściej patrzymy dalej: odkładanie na emeryturę rośnie nieprzerwanie od 2023 r. i sięga już 16% – wskazuje dr hab. Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Pozostałe cele, na które odkładamy pieniądze, to wyposażenie lub remont domu, wypoczynek, zakup nieruchomości – na te plany wskazuje 6–11% badanych.

Jak inwestujemy?

Większe zasoby oszczędności sprzyjają szukaniu alternatywy dla lokat, rachunków oszczędnościowych i gotówki. Połowa badanych jednoznacznie dostrzega sens inwestowania (o 5 p.p. więcej niż w 2024 r.), a kolejne 40% jest do tego przekonanych w pewnym stopniu – to pokazuje wysoki potencjał inwestycyjny nad Wisłą.

– Już 37% Polaków aktywnie inwestuje, a 28% planuje rozpoczęcie inwestycji w przyszłości. Jesteśmy jednak w inwestowaniu stosunkowo ostrożni – preferujemy niski poziom ryzyka, bo wciąż 49% badanych wybiera rozwiązania dające mniejsze, ale bardziej przewidywalne zyski – podkreśla Anna Bichta.

Jednocześnie w ostatnich trzech latach preferencje stopniowo przesuwają się w stronę ryzyka umiarkowanego. Jeśli chodzi zaś o rodzaj inwestycji, w portfelach inwestycyjnych Polaków dominują nieruchomości, obligacje skarbowe i akcje, dalej – waluty, nowe biznesy, fundusze TFI/ETF i kryptowaluty.

Jeśli chodzi o źródła wiedzy finansowej, nadal liczą się rodzina, znajomi i własne doświadczenia, ale coraz chętniej sięgamy też po wsparcie specjalistów z instytucji finansowych. Dziś robi to już co piąty Polak i odsetek ten z roku na rok rośnie. To trend, który z pewnością sprzyja spokojniejszym i bardziej racjonalnym decyzjom inwestycyjnym.

Jakie mamy zobowiązania finansowe?

Odsetek Polaków posiadających zobowiązania utrzymuje się na stabilnym poziomie – 39% posiada jakieś zobowiązania finansowe. Przy tym, większość kredytów pozostaje w bezpiecznym zakresie, tj. nieprzekraczającym 30% dochodów. Co trzeci Polak (27%) przeznacza na raty powyżej 30% dochodów, a tylko 4% mierzy się z istotnym ryzykiem budżetowym, bo na zobowiązania przeznacza co najmniej połowę swoich dochodów.

Jeśli chodzi o problemy ze spłatą zadłużeń, to w ciągu ostatnich 12 miesięcy 16% kredytobiorców doświadczyło trudności w obsłudze zadłużenia. Niestety w przypadku co piątego (20%) takie problemy miały charakter długotrwały. To pokazuje, że problem zadłużenia dotyczy nie tylko chwilowych zawirowań, ale też strukturalnych ograniczeń finansowych.

Wojna w Ukrainie zmieniła podejście do finansów

Wojna w Ukrainie zauważalnie wpłynęła na decyzje finansowe Polaków – 43% badanych deklaruje zmianę podejścia do konsumpcji. Co trzeci Polak (35%) deklaruje, że wydaje dziś mniej niż wcześniej, a prawie połowa (49%) częściej niż przed wybuchem wojny zastanawia się, czy dany zakup jest rzeczywiście potrzebny.

– Zmiany w podejściu do konsumpcji po wybuchu wojny w Ukrainie to sygnał bardziej racjonalnego, refleksyjnego podejścia Polaków. Wojna zmieniła także to, jak postrzegamy sens oszczędzania – aż 45% respondentów zadeklarowało, że zmieniło swoje podejście do odkładania pieniędzy, a impulsem do tego była właśnie wojna w Ukrainie – podsumowuje Paweł Zegarłowicz, Prezes Fundacji Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga.

Co trzeci badany (27%) wskazał, że konflikt wzmocnił jego przekonanie o potrzebie gromadzenia środków. To przekłada się także na praktyczne działania – 36% Polaków odkłada więcej niż przed wybuchem wojny. Jednocześnie 20% zmieniło alokację oszczędności między różne formy, przy czym na znaczeniu zyskała gotówka – 24% respondentów trzyma jej więcej. Konflikt zwiększył też ostrożność kredytową – 39% badanych ograniczyło zaciąganie nowych zobowiązań.

Badanie „Postawy Polaków wobec finansów 2025” zostało przeprowadzone od 25 września do 5 października 2025 na reprezentatywnej próbie 1037 dorosłych Polaków w wieku 18-74 lata. Zrealizowano je techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna. Pełny raport można pobrać bezpłatnie ze strony: https://think.org.pl/wp-content/uploads/2025/11/Raport_Postawy-Polakow-wobec-finansow_2025_v2.pdf

Od 24 grudnia 2025 r. wchodzą nowe przepisy o jawności płac. Pracodawców czekają głębokie zmiany

Od 24 grudnia 2025 r. w Polsce wchodzi w życie pierwsza część przepisów wdrażających unijną dyrektywę dotyczącą transparentności wynagrodzeń. Pracodawcy będą musieli ujawniać stawki w procesach rekrutacyjnych, a w kolejnych etapach raportować różnice płacowe i wprowadzać mechanizmy korekcyjne. Jak się przygotować do tych zmian? Agencja rekrutacyjna Devire podpowiada od czego zacząć. Jej zdaniem nowe przepisy wymuszą zmiany w całych systemach wynagrodzeń firm.

Już od 24 grudnia 2025 r. każdy pracodawca w Polsce, bez względu na wielkość, stanie przed obowiązkiem ujawnienia w procesie rekrutacyjnym minimalnej stawki lub przedziału wynagrodzenia albo dostarczenia kandydatowi takich informacji przed rozmową lub zawarciem umowy.[1] Co więcej, będzie obowiązek stosowania gender-neutralnych tytułów stanowisk i ogłoszeń oraz niedyskryminującego języka. W tym samym czasie zostanie wprowadzony zakaz pytania kandydata o jego dotychczasowe lub obecne wynagrodzenie – co ma zapobiec utrwalaniu struktur wyjściowych, które prowadzą do niższych płac w kolejnych zatrudnieniach.

– Moim zdaniem to będzie moment, w którym firmy będą musiały zmapować cały proces rekrutacyjny – od treści ogłoszeń po scenariusze rozmów i jednoznacznie zdefiniować architekturę płac. Sama publikacja widełek to za mało. Potrzebne są spójne kryteria wyceny ról, by widełki były sensownie osadzone w strukturze wynagrodzeń i ścieżkach awansu – mówi Michał Młynarczyk, prezes Devire.

Koniec klauzul „tajemnicy płac”

Kolejny ważny obszar zmian to wzmocnienie praw pracowników, nie tylko kandydatów. Od wejścia w życie nowych przepisów, pracownicy będą mieli prawo uzyskania informacji o swoim poziomie wynagrodzenia oraz o średnich stawkach lub przedziałach wynagrodzeń w danej kategorii pracowników (w tym rozbitych według płci) pracujących na porównywalnych stanowiskach. Dodatkowo, pracodawcy nie będą mogli stosować klauzul, które zakazywałyby pracownikom rozmów o wynagrodzeniu lub wymiany informacji w tym zakresie.

Raportowanie luki płacowej oraz działania naprawcze

Największe firmy w Polsce, czyli zatrudniające co najmniej 100 pracowników, będą objęte obowiązkiem regularnego raportowania różnic płacowych między kobietami i mężczyznami. Choć pełna implementacja nastąpi najpóźniej do 7 czerwca 2026 r., już teraz firmy muszą się przygotować. Jeżeli raport wykaże różnicę powyżej 5% i pracodawca nie będzie w stanie wykazać obiektywnych, neutralnych płciowo kryteriów uzasadniających ten stan, firma będzie zobowiązana do wdrożenia planu naprawczego.

– Takie raportowanie wymaga od firm działania strategicznego: analiza ról, benchmarking, przygotowanie struktury wynagrodzeń i ścieżek rozwoju. Musimy pamiętać, że raportowanie luki płacowej możemy postrzegać nie tylko jako obowiązek, ale również jako narzędzie zarządcze. Firmy, które potraktują to strategicznie łącząc analitykę HR, rynek płac i przegląd systemów premiowych – zyskają przewagę rekrutacyjną i stabilniejsze budżety wynagrodzeń. Ci, którzy będą działać reaktywnie, mogą ryzykować turbulencje w zespołach – mówi Michał Młynarczyk z Devire.

Choć wiele elementów zmian zaczyna obowiązywać już w grudniu 2025 r., końcowy termin pełnej implementacji dyrektywy to 7 czerwca 2026 r. – w tym czasie państwa członkowskie, w tym Polska, muszą wprowadzić wszystkie niezbędne przepisy.  

Firmy, które chcą wykorzystać ten moment jako przewagę, powinny już teraz:

  • Przeprowadzić audyt ogłoszeń i procesów rekrutacyjnych pod kątem języka, struktury ogłoszeń, pytania, czy skryptów rozmów (by wyeliminować pytania o historię wynagrodzeń)
  • Stworzyć lub przejrzeć siatkę płac / widełki wynagrodzeń dla wszystkich ról – nie tylko nowych rekrutacji
  • Przeprowadzić mapowanie ról i „work of equal value” – czyli wyrównać kryteria wyceny ról pod kątem kompetencji, odpowiedzialności, wpływu
  • Przygotować się do raportowania i audytu płacowego – określić metodologię, przygotować scenariusze „joint pay assessment”
  • Wprowadzić politykę komunikacji płacowej – usunąć klauzule tajemnicy płac, umożliwić pracownikom dostęp do informacji, przeszkolić menedżerów i rekruterów
  • Przygotować plan zarządzania zmianą i budżetem – bo jawność widełek może prowadzić do presji wzrostowej płac.

[1] https://www.kochanski.pl/en/new-pay-transparency-rules-are-now-in-the-labour-code

Nadchodzi rewolucja w sklepach. Retail Media Networks zmieniają zasady gry

Retail Media Networks to dziś jeden z najbardziej dynamicznych i obiecujących segmentów w branży handlowej. Platformy takie jak In-Store Marketplace by Vibenomics pokazują, że połączenie danych, technologii i personalizacji w punktach sprzedaży to klucz do budowania długotrwałej przewagi konkurencyjnej.

Retail Media Networks to dziś jeden z najbardziej dynamicznych i innowacyjnych segmentów rynku handlowego, który już teraz zyskuje na znaczeniu także w Polsce. Liderzy branży, tacy jak Vibenomics – firma należąca do Mood Media, zmieniają podejście do reklam w sklepach stacjonarnych, oferując kompleksowe rozwiązania oparte na danych, personalizacji i automatyzacji. Platforma In-Store Marketplace by Vibenomics umożliwia tworzenie hiper-lokalnych, spersonalizowanych kampanii, które trafiają do konsumentów dokładnie tam i wtedy, gdy podejmują decyzję zakupową.

To, co wyróżnia Vibenomics na tle innych dostawców, to zdolność do integracji wielu kanałów jednocześnie: audio, digital signage, zapachów i interaktywnych elementów, zarządzanych z jednej platformy w czasie rzeczywistym. Ta wszechstronność oraz wykorzystanie aplikacji programatycznych zapewnia retailerom możliwość maksymalizacji przychodów i efektywności kampanii reklamowych przy jednoczesnym zachowaniu pozytywnego doświadczenia klienta.

Coraz więcej polskich sieci dostrzega potencjał RMN nie tylko jako dodatkowego źródła przychodów, ale jako strategicznego narzędzia do budowy przewagi konkurencyjnej w trudnym i zmiennym środowisku. W Polsce odnotowujemy dynamiczne wzrosty popularności retail media — raporty IAB Polska pokazują, że rynek ten może w ciągu kilku lat wzrosnąć wielokrotnie. Kluczem jest wykorzystanie danych o SKU, ruchu klientów i atrybucja konwersji, które Vibenomics udostępnia w czasie rzeczywistym, co pozwala na szybko adaptowane i mierzalne kampanie.

Co więcej, badania Vibenomics z 2025 roku podkreślają, że konsumenci są coraz bardziej otwarci na reklamy audio i wideo w sklepach, a szczególnie młodsze pokolenia, takie jak Gen Z, aż pięciokrotnie częściej reagują na przekazy dźwiękowe, co otwiera nowe możliwości dla marketerów. Personalizacja i umiejętność reagowania na bieżące zachowania klientów to obecnie klucz do sukcesu.

W Mood Media, dzięki doświadczeniu z globalnymi wdrożeniami Retail Media Networks, widzimy ogromny potencjał, jaki niesie za sobą wykorzystanie platformy ISM by Vibenomics w Polsce. To narzędzie, które potrafi efektywnie skalować kampanie w setkach punktów, jednocześnie oferując lokalne dostosowania i pełną kontrolę nad każdym aspektem komunikacji. Taka elastyczność i precyzja to dziś podstawa w walce o uwagę klienta i budowanie trwałej lojalności.

Patrząc na rozwój rynku i rosnące oczekiwania konsumentów, możemy śmiało powiedzieć, że Retail Media Networks są nie tylko uzupełnieniem działań marketingowych, ale fundamentem nowoczesnej strategii omnichannel. W Polsce wkrótce zobaczymy kolejne przykłady znaczących wdrożeń, które zrewolucjonizują doświadczenie zakupowe i potencjał rynkowy naszych detalistów.

Wdrażając takie rozwiązania, detaliści zyskują nie tylko nowych partnerów i dodatkowe przychody, ale przede wszystkim tworzą z klientem wyjątkową, wielozmysłową relację opartą na personalizacji, kontekście i aktualności przekazu. To przyszłość handlu stacjonarnego, którą już dziś warto rozpocząć, a Mood Media i platforma ISM by Vibenomics to najlepsi przewodnicy na tej drodze.

Inflacja bazowa najniższa od 2019 roku. Usługi wciąż trzymają ceny wysoko

Inflacja bazowa, liczona po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w październiku 2025 roku 3,00 proc. rok do roku. Choć rynek oczekiwał nieco niższego wyniku na poziomie 2,90 proc., warto podkreślić, że jeszcze we wrześniu wskaźnik ten sięgał 3,20 proc.

To jednocześnie najniższy odczyt inflacji bazowej od 2019 roku, co wyraźnie pokazuje, że gospodarka stopniowo i trwale wychodzi z pocovidowych zaburzeń.

Inflację napędzają dwa silniki: ceny towarów i ceny usług. Z danych GUS wynika, że pierwszy z nich wyraźnie wyhamował – w październiku towary przeciętnie były droższe o 1,70 proc. rok do roku. Wciąż jednak utrzymuje się podwyższona inflacja usług. Choć jej dynamika powoli maleje, to w październiku ceny usług rosły średnio o 5,60 proc.

Jednym z powodów tej utrzymującej się presji kosztowej jest nadal wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń, które we wrześniu wyniosło 7,50 proc. rok do roku.

Podatek od niesprzedanych mieszkań? Deweloperzy ostrzegają przed skutkami dla rynku

Po Katowicach kolejne miasta rozważają wprowadzenie opodatkowania stawką gospodarczą mieszkań wybudowanych i niesprzedanych. Co sądzą o tym pomyśle firmy deweloperskie? Jaki wpływ na rynek mogą mieć takie posunięcia? Czy przełożą się na ceny mieszkań? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Z niepokojem obserwujemy propozycje nowych obciążeń podatkowych dla deweloperów, w tym lokalnych danin od mieszkań niesprzedanych. Tego typu pomysły, jak stawka gospodarcza od lokali pozostających w ofercie mogą skutkować pogorszeniem rentowności projektów i ograniczeniem nowej podaży.

Efektem będzie nie spadek, lecz potencjalny wzrost cen mieszkań, ponieważ rosnące ryzyka i koszty będą musiały zostać uwzględnione w polityce cenowej. Takie rozwiązania są sprzeczne z celem zwiększenia dostępności mieszkań i mogą negatywnie wpłynąć na cały rynek, łącznie z dynamiką inwestycji w nowych lokalizacjach.

Andrzej Gutowski, Dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Opodatkowanie mieszkań wybudowanych i niesprzedanych stawką gospodarczą byłoby dodatkowym obciążeniem i pewnego rodzaju karaniem deweloperów za trudniejszą sytuację rynkową. Prowadziłoby do ostrożniejszego planowania inwestycji oraz ograniczania liczby lokali wprowadzanych na rynek, co w efekcie wpłynęłoby na zmniejszenie podaży i być może podniesienie cen. Tym bardziej że obecnie łatwo zweryfikować, które mieszkania są przeznaczone do sprzedaży, ponieważ deweloperzy mają obowiązek publikowania cenników i pełnej oferty.

W praktyce zmuszałoby to nas do prowadzenia inwestycji przy niemal pełnej przedsprzedaży, wprowadzania mniejszych pul mieszkań i wstrzymywania kolejnych etapów w sytuacji spowolnienia popytu, co niewątpliwie negatywnie wpływałoby na dostępność nowych lokali.

Wojciech Zhang-Czabanowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W obecnych realiach rynkowych opodatkowanie niesprzedanych lokali stawką gospodarczą byłoby rozwiązaniem szczególnie ryzykownym, zarówno ekonomicznie, jak i systemowo. Lokale, które nie zostały jeszcze wyodrębnione i sprzedane, są w istocie „produktem w toku”, a nie inwestycją utrzymywaną w portfelu w celach kapitałowych. Trudno uzasadnić opodatkowanie dewelopera za etap, który jest nieodłączną fazą procesu produkcyjnego.

Dodatkowo, dziś sprzedaż nie ma już charakteru boomu z lat minionych. Klienci porównują szeroką ofertę, coraz częściej podejmują decyzję dopiero po oddaniu budynku do użytkowania, a gotowe mieszkania stały się alternatywą do „dziury w ziemi”. Niesprzedany stock jest więc przede wszystkim pochodną wolniejszego procesu decyzyjnego i dużej podaży w takich miastach jak Katowice, a nie intencjonalnie utrzymywanym zapasem.

Nałożenie podatku w tej fazie cyklu podniosłoby koszty działalności i wprost przełożyło się na ceny mieszkań, obciążając finalnie nabywców. Jednocześnie mogłoby zniechęcić deweloperów do rozpoczynania nowych projektów w momencie, gdy rynek i tak się normalizuje, co w perspektywie ograniczyłoby podaż, zamiast ją stabilizować.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Pomysł opodatkowania mieszkań niesprzedanych stawką gospodarczą to kierunek ryzykowny i krótkowzroczny. Tego typu rozwiązania mogą doprowadzić do sztucznego ograniczania podaży i zwiększenia cen, zamiast rozwiązania problemu dostępności mieszkań.

Zamiast karać deweloperów za dostarczanie gotowych lokali na rynek, państwo powinno upraszczać procesy planistyczne i administracyjne, które obecnie trwają po kilka lat i blokują nowe inwestycje. Z punktu widzenia Alter Investment takie regulacje nie dotkną bezpośrednio rynku gruntów, ale mogą obniżyć aktywność deweloperów kupujących grunty, a tym samym spowolnić proces inwestycyjny w całym łańcuchu wartości.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Firmy deweloperskie dążą do jak najszybszej sprzedaży lokali, a utrzymywanie gotowych mieszkań oznacza dla nich zablokowanie środków i dodatkowe koszty. Zgadzamy się ze stanowiskiem Polskiego Związku Firm Deweloperskich, zgodnie z którym propozycja wprowadzenia wyższych podatków od gotowych mieszkań, które nie znalazły jeszcze nabywców jest nieuzasadniona i mogłaby negatywnie wpłynąć na rynek. Takie rozwiązanie uderzyłoby najmocniej w mniejsze podmioty, które z uwagi np. na zaciągnięte kredyty i inne zobowiązania finansowe nie są w stanie obniżać cen mieszkań.

Nie spodziewamy się, że wprowadzenie opodatkowania stawką gospodarczą mieszkań wybudowanych i niesprzedanych przełoży się na wzrost cen. Z naszego doświadczenia wynika, że dobrze przygotowane inwestycje sprzedają się już na etapie budowy, dlatego udział gotowych mieszkań w naszej ofercie nie przekracza 1-2 proc. To znacznie mniej niż średni poziom rynkowy, który w zależności od miasta wynosi od 10 do 20 proc.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Jako uczestnik rynku z dużą uwagą śledzimy wszelkie potencjalne zmiany legislacyjne, które mogą wpływać na sektor mieszkaniowy. Dlatego z zainteresowaniem obserwujemy dyskusję wokół pomysłu wprowadzenia stawki gospodarczej dla mieszkań niesprzedanych. Rozumiemy, że intencją samorządów jest poszukiwanie nowych źródeł dochodów i narzędzi wspierających zrównoważony rozwój lokalnych rynków, natomiast każda decyzja w tym zakresie powinna być poprzedzona rzetelną analizą skutków, zarówno dla miast, jak i dla branży deweloperskiej.

Utrzymywanie pewnej liczby gotowych, niesprzedanych mieszkań jest naturalnym elementem cyklu inwestycyjnego i wynika z dynamiki sprzedaży, a nie z działań o charakterze spekulacyjnym. Dane rynkowe pokazują, że skala zjawiska jest ograniczona, np. w Łodzi udział gotowych lokali wynosi obecnie ok. 20 proc., a w Trójmieście ok. 11 proc. Z naszych szacunków wynika, że potencjalne wpływy z takiego podatku byłyby raczej niewielkie, sięgające maksymalnie kilku milionów złotych.

Warto jednocześnie pamiętać, że uwarunkowania rynkowe różnią się w zależności od lokalizacji. W miastach o dużej podaży mieszkań, jak Katowice, dyskusja o dodatkowych instrumentach regulacyjnych może mieć swoje uzasadnienie, podczas gdy w aglomeracjach o ograniczonej dostępności lokali, jak Kraków, podobne rozwiązania mogłyby w praktyce hamować nowe inwestycje i wpływać na dalszy wzrost cen.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Z założenia każdemu deweloperowi zależy na sprzedaży mieszkań jeszcze na etapie budowy. Mieszkania gotowe do zamieszkania, ale nie sprzedane, które znajdują się w portfelu firmy deweloperskiej, same w sobie generują dodatkowe koszty, jak czynsz do wspólnoty, opłaty za media (np. ogrzewanie). Dlatego uważam, że pomysł wprowadzenia podatku od niesprzedanych nieruchomości, który będzie kolejnym dodatkowym kosztem jest pomysłem chybionym. Nie sadzę, żeby wpłynął na szybszą sprzedaż nieruchomości.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Pomysł opodatkowania niesprzedanych mieszkań stawką właściwą dla nieruchomości komercyjnych budzi duże wątpliwości. Z perspektywy branży deweloperskiej takie rozwiązanie byłoby niekorzystne i mogłoby przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Niesprzedane lokale to naturalny element działalności deweloperskiej – proces sprzedaży trwa często wiele miesięcy po zakończeniu budowy, a utrzymywanie pewnej oferty rynkowej jest konieczne, by zachować płynność podaży i stabilność cen. Wprowadzenie wyższych stawek podatkowych mogłoby doprowadzić do ograniczenia inwestycji w nowych projektach, a w konsekwencji do spadku podaży mieszkań na rynku. To z kolei działałoby proinflacyjnie i mogło przyczynić się do dalszego wzrostu cen.

Zamiast wspierać dostępność mieszkań, takie obciążenie finansowe mogłoby więc paradoksalnie ją zmniejszyć. W naszej ocenie znacznie skuteczniejsze byłoby wspieranie inwestycji mieszkaniowych i tworzenie stabilnych warunków dla ich finansowania, co w dłuższej perspektywie przyniosłoby korzyści zarówno nabywcom, jak i całej gospodarce.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Podobnie jak raportowanie cen mieszkań nie wpłynęło i nie wpłynie na ich obniżenie, tak podnoszenie podatku od mieszkań niesprzedanych nie zwiększy ich dostępności, bo nie jest mi znana sytuacja, w której deweloper budowałby i „chował” mieszkania, żeby ich nie sprzedać. Od 2 lat mamy istotną nadpodaż, co widać po licznych promocjach i rabatach więc żaden deweloper nie chce żeby mieszkania mu „stały”. Jeżeli tak się dzieje to wyłącznie w powodu braku możliwości nabywczych klientów.

Mabion prezentuje strategię 2025–2030

Mabion wprowadza zaktualizowaną strategię rozwoju, której celem jest wzmocnienie pozycji Spółki jako elastycznego, zaawansowanego technologicznie CDMO oraz pozyskanie nowych kontraktów w modelu usługowym i rozwijanie nowych innowacyjnych projektów na bazie posiadanej własności intelektualnej. Strategia opiera się na trzech filarach: rozwoju technologicznym, doskonałości operacyjnej i wzmacnianiu kapitału ludzkiego.

Najważniejsze założenia strategii na lata 2025–2030:

  • Technologiczny skok: rozwój leków biopodobnych (mAb), a także leków ADC (koniugaty przeciwciało-lek, ang. antibody-drug conjugates) we współpracy ze strategicznymi partnerami.
  • Wzrost mocy i efektywności: zwiększenie zdolności wytwórczych produkcji substancji leczniczych (ang. Drug Substance – DS) o 40–50%, zwiększenie ogólnej efektywności sprzętu (ang. Overall Equipment Effectiveness) o 20% oraz skrócenie czasu kluczowych procesowych o 20%.
  • Silniejsza organizacja: rozwój i zatrzymanie kluczowych talentów, wdrożenie kultury szybkiego myślenia oraz wzmocnienie marki Mabion na rynkach globalnych.
  • Nowe segmenty: projekty w obszarze leków biopodobnych, koniugaty przeciwciał (ang. Antibody-Drug Conjugate – ADC), leki bispecyficzne/innowacyjne, leki biologiczne o precyzyjnym działaniu (ang. precision handling biologics) oraz weterynaryjne produkty biologiczne.
  • Ekspansja na nowe rynki: MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna) oraz Azji.
  • Ambicje finansowe: osiągnięcie w 2030 r. przychodów 1,5x powyżej średniej z lat 2021–2025 (wynoszącej ponad 70 mln PLN), przy marży EBITDA >30%.

Mabion ogłosił nową strategię na lata 2025–2030, której celem jest zbudowanie pozycji jednego z najbardziej elastycznych i zaawansowanych technologicznie CDMO w Europie. Strategia ma zwiększyć rozpoznawalność Spółki na rynkach globalnych, poszerzyć portfolio projektów oraz wzmocnić zdolność konkurencyjną Mabion w obszarze leków biologicznych, gdzie liczy się technologia, szybkość działania i niezawodność. Nowy plan rozwoju zakłada pełną koncentrację na obszarze Drug Substance oraz wejście w segmenty o największym potencjale wzrostu.

Pierwszy filar strategii to zaawansowanie technologiczne, które stanowi fundament dalszej ekspansji Mabion. Obejmuje on zarówno rozwój i produkcję leków biologicznych, gdzie Spółka posiada ugruntowane kompetencje, jak i wejście w segment ADC, rozwijany w ścisłej współpracy ze strategicznymi partnerami. Mabion będzie odpowiadać za wytwarzanie i rozwój części białkowej, procesy upstream i downstream oraz analitykę, co pozwoli wejść w najbardziej dynamiczny segment rynku. Ważnym elementem tego filaru jest również powrót do projektu MabionCD20, ale już nie jako produkt biopodobny, lecz jako komponent innowacyjnego ADC, co otwiera przed firmą nowe możliwości rozwoju własności intelektualnej.

Drugi filar strategii to doskonałość operacyjna i optymalna skalowalność, które mają umożliwić realizację większej liczby projektów w krótszym czasie. Mabion planuje znacząco zwiększyć swoje moce wytwórcze substancji czynnej dzięki instalacji dwóch nowych reaktorów o pojemnościach 2000 L i 3000 L, co podniesie zdolności produkcyjne o 40–50%. W ramach usprawnienia procesów operacyjnych Spółka skupi się na poprawie ogólnej efektywności sprzętu (OEE) o 20% oraz skróceniu kluczowych lead time’ów również o 20%, m.in. poprzez cyfryzację zarządzania produkcją, lean management i eliminację wąskich gardeł. Równolegle Mabion wzmacnia obszar jakości. To działania kluczowe dla klientów, dla których przewidywalność i tempo realizacji projektów są równie istotne co ich jakość.

Trzeci filar obejmuje rozwój talentów i zwiększenie konkurencyjności organizacyjnej, budując fundament firmy gotowej na szybki wzrost i wejście w bardziej zaawansowane projekty. Mabion inwestuje w rozwój kadry poprzez programy dedykowane liderom i specjalistom, jasne ścieżki awansu i zwiększenie budżetu na szkolenia o 20% rocznie. Ważnym elementem tego filaru jest tworzenie kultury szybkiego reagowania i decyzyjności, wspieranej przez praktyczne wykorzystanie narzędzi AI. Spółka stawia także na wzmocnienie marki pracodawcy oraz zwiększenie swojej rozpoznawalności na globalnym rynku CDMO poprzez aktywność na wydarzeniach branżowych, rozbudowę sieci partnerów i działania komunikacyjne.

Geograficznie Mabion rozszerzy działalność na rynki MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna) i Azji, korzystając z rosnącego zapotrzebowania na partnerów technologicznych w tych regionach. Docelowo Spółka będzie łączyć tradycyjny model fee-for-service z współtworzeniem projektów w formule co-development, dzieląc ryzyka, koszty i potencjalne zyski z klientami.

Celem finansowym Spółki jest osiągnięcie operacyjnego break-even do końca 2026 r., a w 2030 r. zwiększenie przychodów do poziomu 1,5 krotnie wyższego niż średnia z lat 2021–2025 (wynoszącej ponad 70 mln PLN), przy marży EBITDA przekraczającej 30%. Strategia będzie finansowana z kapitału własnego, przepływów pieniężnych, finansowania dłużnego oraz grantów unijnych.

Równolegle z aktualizacją Strategii Mabion 2025-2030 Spółka dokonała rewizji celów wynikających ze Strategii ESG na lata 2025-2027 i celem dostosowania jej do celów biznesowych wynikających z nowej strategii.

Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A. komentuje:

„Nowa strategia to jasny sygnał: Mabion przyspiesza. Stawiamy na to, co buduje realną wartość dla klientów technologię, skalowalność i partnerskie podejście. Wchodzimy w segmenty o największym potencjale wzrostu i rozbudowujemy moce, by obsługiwać bardziej zaawansowane projekty, szybciej i z większą przewidywalnością. Rynek CDMO zmienia się dynamicznie, a my chcemy być w gronie tych, którzy nadają tempo zmianom, a nie tych, którzy na nie reagują. Ta strategia wzmacnia naszą pozycję i znacząco zwiększa szanse na pozyskanie nowych kontraktów oraz budowę Mabion jako CDMO pierwszego wyboru w Europie.”

Piotr Świecki nowym dyrektorem Building Technology & Automation w SPIE Polska

SPIE Central Europe, spółka zależna Grupy SPIE, ogłosiła powołanie Piotra Świeckiego na stanowisko dyrektora pionu Building Technology & Automation (BTA) w SPIE Polska, ze skutkiem od 17 listopada 2025 roku.

Piotr Świecki przez lata odpowiadał za strategiczne obszary działalności, budowanie zespołów, optymalizację procesów oraz rozwój nowych segmentów biznesowych, dzięki czemu zdobył szerokie kompetencje menedżerskie. Posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu międzynarodowych projektów energetycznych i infrastrukturalnych – od projektowania i nadzoru inwestycji, przez zarządzanie realizacją dużych przedsięwzięć, po kierowanie podmiotami odpowiedzialnymi za rozwój nowych mocy wytwórczych i źródeł odnawialnych.

Dziękuję za zaufanie i powierzenie mi tej funkcji w kluczowym momencie rozwoju pionu BTA w Polsce. Przed nami wiele rynkowych wyzwań oraz intensywnych zadań, jednak jestem przekonany, że dzięki kompetencjom i zaangażowaniu zespołu będziemy w stanie konsekwentnie osiągać ambitne wyniki i wzmacniać satysfakcję naszych klientów ze współpracy z SPIE – powiedział Piotr Świecki, nowy dyrektor pionu Building Technology & Automation w SPIE w Polsce.

Dołączenie Piotra Świeckiego do zespołu SPIE Polska to ważny krok w dalszym wzmacnianiu naszej specjalizacji w obszarze Building Technology & Automation. Jego wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu złożonymi projektami energetycznymi i infrastrukturalnymi oraz solidne zaplecze inżynierskie pozwolą nam konsekwentnie realizować strategię rozwoju i podnosić efektywność naszych działań. Jestem przekonany, że wniesie on świeże spojrzenie oraz dodatkowy impuls do optymalizacji współpracy w całym pionie. Dziękuję za decyzję o dołączeniu do SPIE i cieszę się na wspólną realizację ambitnych celów – powiedział Łukasz Nowiński, CEO SPIE Polska.

Piotr Świecki jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, gdzie uzyskał tytuł doktora inżyniera. Karierę zawodową rozpoczął w firmie inżynierskiej CTBK Ekotechnika (obecnie CDM Smith), w której jako współwłaściciel odpowiadał za rozwój projektowania i nadzoru nad inwestycjami energetycznymi. W latach 2010-2013 pełnił funkcję dyrektora projektu budowy Elektrowni Puławy, a następnie prezesa zarządu tej spółki, należącej do PGE S.A. i Zakładów Azotowych S.A. Od 2013 roku był związany z grupą Budimex S.A., gdzie odpowiadał za budownictwo energetyczne i przemysłowe, pełnił funkcje dyrektora budownictwa, prokurenta oraz członka komitetu wykonawczego. W latach 2023-2025 kierował spółką BXF Energia, rozwijając projekty i inwestycje w odnawialne źródła energii. Ukończył szkolenia z zarządzania projektami na The George Washington University oraz programy biznesowe Akademii Leona Koźmińskiego. Jest również absolwentem Advanced Management Program w IESE Business School w Barcelonie.

Działalność Grupy SPIE w Polsce – pion BTA

SPIE w Polsce działa w kluczowych obszarach infrastruktury technicznej, oferując zaawansowane rozwiązania z zakresu automatyki budynkowej, zarządzania technicznego nieruchomościami, energetyki, telekomunikacji oraz Smart City. Wdraża nowoczesne systemy dla budynków i instalacji, zapewnia ich kompleksową obsługę techniczną, a także tworzy i utrzymuje infrastrukturę energetyczną, w tym OZE. Jej kompetencje obejmują również budowę i rozwój sieci telekomunikacyjnych oraz projektów miejskich związanych z inteligentnym oświetleniem. Dzięki połączeniu doświadczenia w projektowaniu, integracji i utrzymaniu infrastruktury krytycznej SPIE wspiera klientów w efektywnym zarządzaniu obiektami oraz podnoszeniu ich bezpieczeństwa oraz niezawodności, odpowiadając na potrzeby nowoczesnych miast, instytucji publicznych i przedsiębiorstw.

Jednym z filarów działalności SPIE w Polsce jest pion Building Technology & Automation, który odpowiada za projektowanie, wdrażanie i serwis zaawansowanych systemów automatyki budynkowej oraz technicznych instalacji. Dzięki temu SPIE dostarcza klientom kompleksowe rozwiązania – od zarządzania instalacjami elektrycznymi, poprzez systemy BMS/BAS, aż po integrację technik zabezpieczeń i kontroli dostępu. W ramach tej struktury SPIE koncentruje kompetencje inżynieryjne i operacyjne, zapewniając najwyższą jakość usług technicznych oraz długoterminowe wsparcie infrastruktury obiektowej.

Platforma ERLI z jednym z najlepszych kwartałów w historii

Platforma ERLI podsumowuje trzy kwartały 2025 roku, notując historyczne wyniki i jeden z najsilniejszych kwartałów w swojej historii. W okresie od stycznia do września 2025 r. wartość sprzedanych produktów (GMV) na platformie wyniosła 1,29 mld zł, co oznacza wzrost o 52% r/r. Łączna wartość transakcji (TPV) sięgnęła 1,37 mld zł, a liczba transakcji przekroczyła 6,3 mln (+57%). Przychody ERLI wzrosły o 62% do 189,7 mln zł, a zysk operacyjny (EBITDA) sięgnął 15,4 mln zł – aż o 95% więcej niż rok wcześniej.

Najważniejsze dane po 9 miesiącach 2025 roku:

  • GMV: 1,29 mld zł (+52% r/r)
  • TPV: 1,37 mld zł (+52%)
  • Przychody: 189,7 mln zł (+62%)
  • EBITDA: 15,4 mln zł (+95%)
  • Liczba transakcji: 6,3 mln (+57%)
  • Sprzedane produkty: 15,3 mln (+59%)
  • Liczba zarejestrowanych użytkowników: ponad 6 mln
  • Aktywne oferty: średnio 46,9 mln dziennie (+68% r/r)
  • Nowi sprzedawcy: +5271 sklepów od początku roku

Tylko w samym trzecim kwartale 2025 roku GMV wyniosło 462,6 mln zł (+50% r/r), przy przychodach na poziomie 69,3 mln zł (+61%) i rekordowej efektywności – EBITDA w Q3 wzrosła niemal trzykrotnie, do 6,5 mln zł.

Ten rok pokazuje, że w polskim e-commerce jest miejsce na realną alternatywę wobec globalnych gigantów i dużych platform. Tak dynamiczny rozwój ERLI jest efektem konsekwentnego stawiania na partnerskie podejście do sprzedawców, uczciwą politykę cenową i rozwój technologii, która ułatwia codzienne zakupy milionom użytkowników. Dziś jesteśmy w czołówce marketplace’ów w Polsce, ale nasze ambicje się na tym nie kończą mówi Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI.

Dynamiczny wzrost sprzedaży i rosnąca liczba zarejestrowanych użytkowników

Po dziewięciu miesiącach 2025 roku na ERLI zarejestrowanych jest już ponad 6 mln użytkowników, a tylko w tym roku dołączyło 1,44 mln nowych. Co więcej, 1,36 mln osób dokonało pierwszego zakupu – o 19% więcej niż w analogicznym okresie roku 2024. Użytkownicy kupili ponad 15 milionów produktów (+59% r/r), a do platformy dołączyło ponad 5 tysięcy nowych sprzedawców.

Największą dynamikę wzrostu w samym trzecim kwartale 2025 roku odnotowano przy kategoriach Kultura i Rozrywka (+107% GMV r/r), Uroda (+92% r/r), Motoryzacja (+76% r/r), Supermarket (+68% r/r) oraz Elektronika (+53% r/r).

Mobilność i doświadczenie użytkownika

Silny rozwój odnotowała aplikacja mobilna ERLI, która stała się głównym kanałem zakupowym platformy – ponad 60% GMV generowane jest już z poziomu aplikacji. Jej sukces wynika z konsekwentnych inwestycji w UX, szybkość działania oraz personalizację oferty.

Rosnąca konwersja w aplikacji to efekt m.in. wdrożenia nowych rozwiązań sprzedażowych – takich jak e-Gazetka promocyjna, nagrodzona w plebiscycie Blix Awards 2025 – Wybór Konsumentów w kategorii „Trendy i Nowości”. Uznanie zdobyła za kompleksowe podejście do ścieżki zakupowej i nowoczesne wykorzystanie narzędzi marketingowych online.

Technologia i przewaga konkurencyjna

ERLI konsekwentnie rozwija narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które automatyzują rekomendacje produktowe i optymalizują obsługę klienta.

W ramach strategii budowania lojalności i pewności zakupu, platforma wdrożyła Gwarancję Najniższej Ceny. To rozwiązanie, które aktywnie zwalnia kupujących z konieczności weryfikacji cen u konkurencji, zapewniając, że wybierają najbardziej konkurencyjną ofertę dostępną na rynku.

Skala i tempo naszego wzrostu nie byłyby możliwe bez technologii. AI i automatyzacja pozwalają nam skuteczniej reagować na potrzeby użytkowników i partnerów, a jednocześnie zwiększać efektywność operacyjnąpodkreśla Adam Ciesielczyk.

Perspektywy: rekordowy finał roku w zasięgu ręki

ERLI przygotowuje się do najintensywniejszego okresu sprzedażowego roku – czwartego kwartału, obejmującego Black Friday i sezon świąteczny. Platforma planuje dalsze inwestycje w rozwój aplikacji mobilnej, rozwiązania wspierające sprzedawców oraz partnerstwa z kluczowymi operatorami płatności i dostaw.

Naszym celem jest utrzymanie wysokiego tempa wzrostu przy jednoczesnym dalszym wzmacnianiu pozycji rynkowej. Chcemy, by zakupy na ERLI były jeszcze wygodniejsze, szybsze i bardziej dostępne dla użytkowników w całej Polsce. Przed nami intensywny finał roku, do którego jesteśmy bardzo dobrze przygotowanidodaje Adam Ciesielczyk.

Polska przywraca ruch na granicy, ale dekret Łukaszenki może zniwelować efekty

Od 17 listopada wznowiono ruch na dwóch zamkniętych dotychczas drogowych przejściach granicznych z Białorusią: Bobrowniki–Bierestowica oraz Kuźnica Białostocka–Bruzgi. Jest to ewidentnie próba wyjścia naprzeciw trudnej sytuacji przedsiębiorców działających w przygranicznych powiatach. Zamknięte przejścia graniczne nie uderzają tylko w transport i logistykę, ale także w handel i usługi. Bez swobodnego przepływu transportu na granicy nie ma sensu, by prowadzić regularny handel, znika tam również tranzyt oraz przepływ pracowników między krajami. Przewoźnicy drogowi od miesięcy alarmowali, że zamknięcie przejść granicznych zamyka nam możliwość transportu towarów w stronę Chin.

Czy obecna decyzja rządu znacząco wpłynie na sytuację przewoźników drogowych? Na ten moment trudno to oceniać jednoznacznie, bo przecież zaledwie kilkanaście dni temu prezydent Białorusi wydał dekret o zakazie przemieszczania się po terytorium tego kraju transportów zarejestrowanych w Polsce i na Litwie. Może okazać się, że tak ważna zmiana w tym przypadku nie będzie mieć żadnego, gospodarczego znaczenia.

Sytuacja przewoźników drogowych pozostaje bardzo trudna i zadaniem rządzących powinno być wyjście naprzeciw potrzebom branży, która od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, z trudnością radzi sobie ze stabilnością funkcjonowania.

Autor: Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych

Czy zakup drukarki w firmie nadal ma sens? Przewodnik dla zarządu

Drukarka w firmie – czy inwestycja nadal ma sens w dobie cyfrowej transformacji?

Wiele organizacji stawia dziś na pełną digitalizację – fakturowanie online, dokumenty elektroniczne, archiwa w chmurze. Jednak mimo tej zmiany, urządzenie tak „fizyczne” jak drukarka pozostaje istotnym elementem infrastruktury biurowej. Dla kadry zarządzającej istotne jest, by zakup takiego sprzętu wpisywał się w strategię efektywności i optymalizacji kosztów.

1. Drukarka jako narzędzie operacyjne – nie tylko sprzęt biurowy

Każda drukarka w firmie to więcej niż urządzenie — to element procesu: druk umów, faktur, materiałów marketingowych, etykiet wysyłkowych, dokumentów HR. Przy decyzji o zakupie warto zadać pytania:

  • Jak duży jest miesięczny wolumen wydruków?

  • Czy przeważają dokumenty tekstowe, czy materiały graficzne i kolorowe?

  • Czy drukarka będzie częścią procesu (np. wysyłki, logistyki, archiwizacji)?

  • Jakie są obecne i przewidywane koszty eksploatacji?

Dla menedżerów kluczowe jest, by sprzęt nie był jedynie “wydatkiem” , lecz inwestycją wspierającą wydajność.

2. Wydatki ukryte – materiały eksploatacyjne pod lupą

Zakup samej drukarki to zazwyczaj mały fragment całkowitego kosztu. Kluczowe są materiały eksploatacyjne: tusze, tonery, materiały serwisowe.

 Warto analizować:

  • koszt jednej strony wydruku — nie tylko cenę urządzenia,

  • dostępność modeli zamiennych — które mogą znacznie obniżyć koszty,

  • kompatybilność i gwarancję działania.

Dla przykładu: w firmach z urządzeniami marki HP warto przyjrzeć się, jakie są tusze do drukarki HP oraz alternatywy – to może wpłynąć na budżet firmy.

3. Technologia druku – wybór zgodny z potrzebą firmy

Typ drukarki Kiedy warto ją wybrać Kluczowe zalety
Laserowa (mono lub kolor) Wysokie wolumeny wydruków, dokumenty, etykiety Szybkość, niższy koszt strony
Atramentowa kolorowa Materiały marketingowe, grafika, niższe wolumeny Lepsza jakość kolorów, niższy koszt wejścia

Decyzja powinna być ukierunkowana na aktualne i prognozowane potrzeby drukowania – nie tylko raz rocznie analiza, ale cyklicznie, w kontekście strategii rozwoju.

4. Integracja z cyfrową infrastrukturą firmy

Nowoczesna drukarka to nie tylko papier i tusz — to część większego systemu IT i procesów:

  • łączność bezprzewodowa (Wi-Fi, Ethernet) i mobilny druk,

  • druk z chmury, zabezpieczenia dokumentów, zarządzanie flotą drukarek,

  • monitorowanie i raportowanie kosztów druku — istotne dla działu finansów i zarządu.

Taki sprzęt służy nie tylko jako urządzenie biurowe, ale jako element efektywnego procesu biznesowego.

5. Rekomendacje dla zarządu i działu operacyjnego

  • Oblicz Total Cost of Ownership (TCO) dla urządzenia i eksploatacji na 3‑5 lat.

  • Stwórz politykę drukowania w firmie: kto może drukować w kolorze, jakie są limity, kiedy druk fizyczny jest naprawdę konieczny.

  • Wybieraj dostawców, którzy oferują zarówno oryginały, jak i zamienniki wysokiej jakości – wspierając elastyczność kosztową.

  • Monitoruj, zbieraj dane i optymalizuj proces — drukarka może stać się wskaźnikiem efektywności operacyjnej, nie tylko biurowym sprzętem.

W obliczu cyfrowej transformacji drukarka nadal może być strategicznym elementem infrastruktury, pod warunkiem, że jej zakup i eksploatacja są przemyślane. Dla kadry zarządzającej to nie sprzęt z pobocznej listy — to decyzja wpływająca na koszt, wydajność i płynność procesów. Zakupując, inwestuj świadomie.

Polska decyduje o przyszłości elektromobilności. Wkrótce rozstrzygnięcie konkursu o dofinansowanie z KPO.

Walka o ponad 4,8 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na realizację programu „Instrument wsparcia dla gospodarki niskoemisyjnej” – czyli projektu samochodów elektrycznych i technologii związanych z elektromobilnością – dobiega końca.  Wkrótce mają zostać podpisane umowy a pieniądze trafić do beneficjentów do połowy 2026 roku. Eksperci postulują o dodatkowe analizy, obawiając się, że błędne decyzje NFOŚ mogą prowadzić do finansowania chińskich producentów za unijne środki.

Według informacji Pulsu Biznesu z lipca br. o budżet z KPO ubiegały się: ElectroMobility Poland (wniosek o 4,5 mld zł), WIKE (wniosek na realizacje projektu związanego z magazynowaniem energii i OZE), SES Hydrogen Energy FE (wniosek na 284 mln zł na rozwój hubów wodorowych i produkcję elektrolizerów), Green Zone Energy Poland (wnioskowana kwota 246 mln zł na projekty OZE), Green Bio Energy Systems (wniosek na 178 mln zł na biogazownię kogeneracyjną), Adaptive Motors Poland (wniosek na 599 mln zł na fabrykę elektrycznych vanów „eVanPL” w Kleszczowie).

Największy budżet chce pozyskać Electromobility Poland (EMP), która od wielu lat prezentuje się jako firma z ‘’misją rozwoju przyszłości nowej motoryzacji w Polsce”. Okazuje się jednak, że spółka ta – po 9 latach działania – wciąż tkwi w miejscu, a zarząd firmy otwarcie przyznał, że bez pieniędzy z KPO i udziału chińskiego inwestora projekt w Jaworznie nie powstanie. Ta radykalna zmiana strategii wywołała obawy ekspertów rynku motoryzacyjnego, którzy obawiają się, że nowy kurs rozwoju EMP może zmierzać w niebezpiecznym kierunku – wspierania chińskich partnerów z rosyjskimi powiązaniami.

W materiałach EMP można przeczytać, że w przyszłości „powstanie 7 tysięcy miejsc pracy, z czego 5 tysięcy na Śląsku”. 9 lat działalności nie potwierdza jednak tych obietnic. W polskim przemyśle motoryzacyjnym już dziś zatrudnionych jest ponad 200 tysięcy osób – w przedsiębiorstwach, które faktycznie coś wytwarzają: auta, silniki, podzespoły, wiązki, elektronikę oraz komponenty dla światowych koncernów. To branża odpowiadająca za 8% PKB i jeden z najważniejszych filarów eksportu, zbudowana na produkcji, a nie na obietnicach z folderów reklamowych – konstatuje Tomasz Nowicki, autor portalu Francuski.pl (Zamknijcie w cholerę to całe Electromobility Poland, Francuski.pl 16.11.2025).

Ile lat można wierzyć w te zapewnienia – zastanawia się Tomasz Nowicki, autor portalu Francuskie.pl W materiałach Electromobility Poland (EMP) wygląda na to, że im częściej, tym lepiej – jakby samo powtarzanie hasła miało w końcu wyczarować realną fabrykę, prawdziwe samochody i działający biznes. Niestety, rzeczywistość jest brutalna: od sloganu do przemysłu droga jest długa, a EMP od lat nawet nie wyszło z przedsionka – ostrzega ekspert.  Autor zwraca uwagę na sposób finansowania przedsiębiorstwa przez ostanie lata. Okazuje się, że finansowanie zapewniają środki publiczne– koszty pokrywają podatnicy.

Chiński partner zamiast polskiej marki

Eksperci są zgodni – zmiana strategii EMP może nieść konsekwencje dla przemysłu i gospodarki Polski. Wnioskowane 4,5 mld zł z KPO miałyby – według deklaracji firmy – pracować „dla Polski”, choć towarzyszy temu radykalna zmiana koncepcji: zamiast polskiej marki Izera ma powstać europejski hub z silnym udziałem inwestorów z Chin.

Ta zmiana koncepcji projektu – gdzie w miejsce narodowej marki Izera ma powstać europejski hub z nową marką oraz szerokim udziałem chińskich inwestorów – stoi w sprzeczności z 3 podstawowymi zasadami, mocno forsowanymi przez UE: wspierania i wzmacnianie europejskich technologii, firm, marek i pracowników, ograniczania rosnącego zaangażowania i wpływów chińskich firm motoryzacyjnych w Europie oraz prawnemu (w postaci sankcji) ograniczaniu powiązań rosyjskich w Europie.

Pierwsze założenia dotyczące EMP mówiły o powstaniu „narodowej” marki Izera, która miała sprzedawać „polski samochód elektryczny”. Szybko okazało się, że opracowanie od zera auta elektrycznego to mrzonki, więc EMP zaczęło szukać partnera, który mógłby dostarczyć technologię – podsumowuje Red. Mirosław Domagała w Interia.pl. (15.08.25)

W tym miejscu należy wyraźnie wskazać, że podstawowym celem KPO – z definicji – jest odbudowa gospodarki po pandemii COVID-19 oraz zwiększenie jej odporności i konkurencyjności wybranych sektorów gospodarki i państwa w dłuższym okresie. Środki na KPO pochodzą z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), który jest częścią szerszego Unijnego planu Plan Odbudowy dla Europy (NextGenerationEU). Polska otrzymała je w ramach dwóch umów z Komisją Europejską: jako część dotacji (bezzwrotnych) i część pożyczkową (preferencyjne pożyczki).

Jednym z podstawowych zadań inwestycji – w rozumieniu twórców planu – jest wspieranie europejskiej konkurencyjności. Czy zatem środki dla Electomobility Poland winny być przeznaczone na stworzenie dogodnych warunków i gwarancji dostępu do rynku UE dla chińskich partnerów (oficjalny komunikat EMP)?

Unia Europejska musi bronić swojego przemysłu samochodowego przed chińską konkurencją, w tym dokonać ponownej oceny celu zerowej emisji dla nowych samochodów osobowych i dostawczych do 2035 roku – powiedział Stephane Sejourne, były szef MSZ Francji w wywiadzie dla włoskiej La Stampy. Dodał, że UE powinna również rozważyć dywersyfikację swojego eksportu i ustanowić nowe zasady ochrony produkcji w Europie. https://www.reuters.com/world/china/eu-must-protect-car-industry-chinese-rivals-commissioner-says-2025-11-07/

Działania, mające na celu ograniczenie wpływów chińskich producentów, podejmują również Stany Zjednoczone. Tesla i jej dostawcy zastąpili już niektóre komponenty wyprodukowane w Chinach częściami wyprodukowanymi w innych krajach. Firma planuje w ciągu najbliższego roku lub dwóch zastąpić wszystkie pozostałe komponenty tymi wyprodukowanymi poza Chinami – napisał w piątek „WSJ”, powołując się na osoby bliskie sprawie.

Chińscy partnerzy z rosyjskimi koneksjami

Niestety, chęć promocji chińskich partnerów i wspierania ich ekspansji na polskim rynku przez zarząd Electromobility Poland może mieć jeszcze inne implikacje. Jak podkreślają eksperci rynku motoryzacyjnego, wiele chińskich marek jest wspieranych i blisko współpracuje z Rosją.

Jak wynika z licznych analiz obecności chińskim marek w Rosji, producenci Państwa Środka chętnie korzystają na rynku rosyjskim z miejsca zwolnionego przez Europejczyków po inwazji Rosji na Ukrainę i wprowadzeniu sankcji w 2022 roku. Badanie firmy Inovev.com wskazuje jasno, że udział chińskich marek w rosyjskim rynku wyniósł już ponad 61% na koniec 2024 roku (wzrost o 10% w ciągu jednego roku). Gdy w 2022 r. niemal wszyscy, międzynarodowi producenci samochodów opuścili Rosję – zostali jedynie Chińczycy. Wielu przyszło na miejsce zwolnione przez Europejczyków i Japończyków. Można wskazać cztery koncerny, które w Rosji czują się najpewniej, cieszą się największą popularnością, które szczególnie upodobały sobie Rosję, jako obszar swoich działań. Do najbardziej aktywnych, chińskich producentów na rosyjskim rynku należą: Geely, Chery, Great Wall Motors, JAC Motors.

Przypomnijmy. Business Insider Polska informował 16.10.25, że to właśnie chiński koncern Geely był pierwotnie partnerem technologicznym projektu Izera, jednak współpraca zakończyła się w październiku 2025 roku. Obecnie polska spółka ElectroMobility Poland (EMP) szuka nowych partnerów z Chin, a wśród potencjalnych kandydatów wymieniane są firmy Chery oraz Li Auto. (‘’Izera bez Geely i pieniędzy z KPO. Znamy nazwę nowego partnera polskiego elektryka’’, BIP, 16.10.2025)

Pytania o potencjalne zagrożenie jeszcze większą inwigilacją polskiego rynku motoryzacyjnego przez chińskich (i zaprzyjaźnionych rosyjskich) ekspertów nasuwa się samo…

Czy uzasadnionym jest wspieranie z funduszy Unijnych (przekazanych Polsce w postaci KPO) firm, które chcą promować chińskich partnerów, blisko związanym z rosyjskim biznesem? Nie jest bowiem tajemnicą, że relacje polityczne i biznesowe obu państw (i ich gospodarek) można nazwać partnerską współpracą… Czy Unia Europejska, rząd RP nie powinni jeszcze raz poddać analizie tego projektu – zwracają uwagę eksperci.

Żródła:

https://francuskie.pl/zamknijcie-w-cholere-to-cale-electromobility-poland/ https://businessinsider.com.pl/technologie/motoryzacja/izera-bez-geely-i-pieniedzy-z-kpo-oto-nowy-partner-dla-polskiego-elektryka/8m8hnjz, https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-co-dalej-z-polskim-autem-elektrycznym-bez-chinskiego-wsparci,nId,22174508, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Tesla-zrywa-z-Chinami-Producent-wymaga-od-dostawcow-wykluczenia-komponentow-9040210.html, https://www.inovev.com/index.php/en/market-analyses/category-blog/21292-2025-04-11?utm_source=chatgpt.com.

Złoty stabilny mimo mocnego dolara: fundamenty Polski wciąż imponują

Na rynku pojawia się coraz mniej głosów, mówiących o redukcji kosztu pieniądza w USA jeszcze w tym roku. Jeżeli do niego nie dojdzie, kolejna możliwość pojawia się dopiero pod koniec stycznia, co na ten moment umacnia dolara. Porozumienie USA i Szwajcarii tylko chwilowo wspiera franka, któremu dziś ciąży ujemny odczyt PKB. W poniedziałek poznaliśmy odczyty inflacji bazowej z Polski.

Zmiana oczekiwań

Nowy tydzień rozpoczynamy próbą zejścia głównej pary walutowej świata poniżej 1,16 USD. Dodam, że w trakcie czwartkowej i piątkowej sesji eurodolar atakował poziom 1,165 USD. Za spadkiem notowań o pół centa i próbie dalszej zniżki stoi zmiana oczekiwań w polityce monetarnej FED. Jeszcze do niedawna scenariuszem dominującym było grudniowe cięcie o 25 punktów bazowych. Jednak ostatniego tygodnia entuzjazm wokół redukcji kosztu pieniądza w 2025 roku przygasał z każdą kolejną sesją. Efektem jest zmiana narracji wśród inwestorów. W poniedziałek scenariuszem bazowym na grudzień stał się brak ruchu, za czym opowiada się ponad połowa ankietowanych (55,4%). Kolejna obniżka ma nastąpić dopiero pod koniec stycznia. Takie przesunięcie działa na korzyść dolara, którego koszt nie zostanie obniżony przez kolejne dwa miesiące. Zmianę narracji w sprawie obniżek należy jednak traktować krótkoterminowo, gdyż po otwarciu rządu USA rynek znów na bieżąco będzie otrzymywać i analizować dane z amerykańskiej gospodarki. Kolejna ważna publikacja już w czwartek i dotyczyć będzie rynku pracy za oceanem. Dzień wcześniej poznamy tzw. „minutki FED”.

Odreagowanie franka

Pod koniec ubiegłego tygodnia otrzymaliśmy potwierdzenie porozumienia handlowego USA ze Szwajcarią. Nie znamy jednak wszystkich szczegółów, które Biały Dom planuje publicznie ujawnić „niedługo”. Wiemy natomiast, że ma nastąpić obniżka wysokości ceł z obecnych 39% na 15%. Dodatkowo Helweci zainwestują 200 mld dolarów w Stanach za czasów kadencji Trumpa. Piątkowe potwierdzenie porozumienia umocniło szwajcarską walutę na forex. Kurs CHF/PLN około godziny 14:00 poszybował na lokalny szczyt przy 4,61 PLN. Szybko jednak okazało się, że reakcja była zbyt eufotyczna. Po emocjonującej informacji nastąpiło odreagowanie, które trwało przez cały piątkowy wieczór. Pod koniec sesji CHF na wielu wykresach wrócił do poziomów sprzed opublikowania wiadomości o osiągniętym porozumieniu. Dodatkowo nowy tydzień przywitał Szwajcarów spadkami. Frankowi nie jest do śmiechu po publikacji mówiącej o kurczeniu się helweckiej gospodarki. PKB za trzeci kwartał spadł o 0,5% k/k. Jest to pierwszy wynik poniżej kreski od 2 lat, a niższego rezultatu należy szukać dopiero w czasie pandemii, czyli 5 lat temu. Ujemny rezultat zachwiał frankiem, który w poniedziałek o poranku osłabiał się na rynku. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:00 spadł poniżej 4,58 PLN.

Złoty pozostaje silny

Otoczenie zewnętrzne nie wpływa znacząco na krajową walutę, która mimo umocnienia amerykańskiego dolara, pozostaje silna na rynku. Fundamentem, który wspiera PLN, jest utrzymywanie się inflacji konsumenckiej na poziomie 2,8% r/r przy wysokim PKB 3,7% r/r. Dodatkowo piątkowe dane od Eurostat potwierdzają, że Polska rozwija się najszybciej we Wspólnocie (poza Irlandią), a Komisja Europejska w swoich prognozach na 2026 rok wskazuje nasz kraj w czołówce rozwoju (3,5% r/r). Dziś poznaliśmy także dane o inflacji bazowej (bez żywności i energii). Wartość wskaźnika spadła z 3,2% do 3% r/r. Zniżka jest jednak płytsza od prognozowanej 2,9% r/r. Reakcja złotego nie była jednak znacząca. W poniedziałek o godzinie 14:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,22 PLN, a USD/PLN to 3,64 PLN. Rodzima waluta traci jedynie do funta, gdyż notowania wracają z 4,78 PLN do 4,80 PLN. Wzrosty te są jednak spowodowane odreagowaniem słabości wyspiarskiej waluty, której GBP doświadczał podczas kilku ostatnich sesji.

Frank i euro rosną, jen pod presją: polityka USA znów w centrum uwagi

Po wielu tygodniach błądzenia bez kluczowych odczytów ze Stanów Zjednoczonych stopniowo z danych zacznie wyłaniać się obraz amerykańskiej gospodarki. Ma to szczególne znaczenie w kontekście kolejnych decyzji Fedu.

Kluczowe punkty:

  • Wzrost PKB Polski pozostaje silny.
  • Amerykański shutdown dobiegł końca.
  • W czwartek opublikowany zostanie wrześniowy raport NFP.
  • Wskaźniki PMI dla gospodarek G3 dadzą obraz globalnej gospodarki.
  • GBP traci na zwrocie Laburzystów ws. podatku dochodowego.

Ubiegłotygodniowe wahania na rynkach akcji, zwłaszcza spółek technologicznych, nie miały większego przełożenia na rynek walutowy. Waluty G10 utrzymywały się w wąskich przedziałach. Jedynymi wyjątkami były frank szwajcarski, który doświadczył silnej aprecjacji dzięki wiadomościom o porozumieniu handlowym z USA, które obniża cła dla Szwajcarii do unijnego poziomu, oraz jen japoński, który stracił przez powrót obaw dotyczących rozrzutności na froncie fiskalnym i monetarnym. Choć zamknięcie amerykańskiego rządu dobiegło końca, nie wiadomo, które kluczowe zaległe raporty zostaną opublikowane i kiedy. Grudniowa decyzja Rezerwy Federalnej dotycząca stóp procentowych będzie w pełni zależna od tych danych, a rynek walutowy nie obiera jasnego trendu, póki obraz stanu amerykańskiej gospodarki nie będzie pełny.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wznowieniu publikacji gospodarczych z USA, w szczególności opóźnionym wrześniowym raporcie NFP (non-farm payrolls) w czwartek (20.11). Oczy inwestorów zwrócą się również na minutki z październikowego posiedzenia Fedu, dane o inflacji w Wielkiej Brytanii (oba środa, 19.11) oraz wstępne wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w gospodarkach G3 (piątek, 21.11). Na koniec tego tygodnia powinniśmy mieć jaśniejszy obraz perspektyw zarówno dla Rezerwy Federalnej, jak i Banku Anglii. Co do Wielkiej Brytanii, reakcja rynku obligacji skarbowych na ostatnie nagłówki dotyczące budżetu będzie dla funta kluczowa.

PLN

Złoty wciąż radzi sobie dobrze, a kurs EUR/PLN spadł do ok. 4,22. Wpisuje się to w szerszy europejski trend – podobnej aprecjacji doznały w ostatnich dniach także i pozostałe waluty regionu, takie jak forint węgierski czy korona czeska. Opublikowany w ubiegłym tygodniu odczyt dynamiki PKB w III kwartale potwierdził, że wzrost pozostaje silny – w skali roku wzrósł do najwyższego od trzech lat poziomu 3,7%. Wciąż czekamy na szczegóły, m.in. dotyczące inwestycji, wszystko wskazuje jednak na to, że nadal kluczowa pozostaje konsumpcja.

Ten tydzień nie przyniesie wielu istotnych danych z kraju. Poznamy jedynie odczyt październikowej inflacji bazowej w poniedziałek (17.11). Raczej nie wpłynie on w istotnym stopniu na złotego, którego ruchy powinny pozostać zależne od sytuacji na szerokim rynku.

EUR

Europejski Bank Centralnej jest w prostszej sytuacji niż Bank Anglii czy Rezerwa Federalna. Wydaje się, że zakończył cykl obniżania stóp procentowych. Inflacja w strefie euro jest blisko celu 2% i nie kieruje się w górę. Rynek pracy jest zaś odporny – choć widoczne są duże różnice regionalne, we wspólnym bloku przybywa miejsc pracy. Obawy dotyczące deficytu fiskalnego we Francji są naszym zdaniem w dużej mierze zrównoważone przez optymizm w kontekście rozluźniania fiskalnego w Niemczech, które zaczyna być już odzwierciedlone w miękkich wskaźnikach gospodarczych. Wspiera to nasz pogląd, że w nadchodzących miesiącach euro będzie doświadczać łagodnej aprecjacji.

W tym tygodniu nie poznamy wielu pierwszorzędowych odczytów gospodarczych ze strefy euro. W środę (19.11) opublikowane zostaną dane o październikowej inflacji, będzie to jednak zaledwie rewizja, nie będzie więc raczej miała większego wpływu na wspólną walutę. Istotniejsze będą wstępne listopadowe wskaźniki PMI (piątek 21.11), które powinny pokazać kolejny miesiąc solidnego wzrostu aktywności biznesowej. Pod koniec tygodnia przemawiać będzie prezeska EBC Christine Lagarde, nie sądzimy jednak, by wpłynęło to istotnie na rynek.

USD

Najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA dobiegło w zeszłym tygodniu końca – Demokraci i Republikanie zawarli porozumienie, które sfinansuje działalność rządu co najmniej do końca stycznia. Nieliczne dane prywatne publikowane w ciągu ostatnich dwóch tygodni sugerują, że przyrost miejsc pracy w ostatnim czasie spadł, wciąż jednak nie widać oznak masowych zwolnień. Pomimo niepewności oraz zalążkowych oznak ochłodzenia na rynku pracy, wyprzedaż dolara była bardzo stonowana, w dużej mierze dzięki niedawnemu jastrzębiemu zwrotowi Rezerwy Federalnej.

Warto zauważyć również gotowość Trumpa do obniżenia ceł, w celu redukcji kosztów życia, co można przyjąć za uznanie ich proinflacyjnego wpływu. W średnim terminie średnia stawka celna prędzej spadnie, niż wzrośnie. Jak wspomnieliśmy, w tym tygodniu uwaga skupi się na od dawna wyczekiwanym raporcie NFP za wrzesień, który będzie opublikowany w czwartek (20.11) zamiast jak zwykle w piątek.

GBP

Całkowity zwrot Partii Pracy w sprawie podniesienia stawek podatku dochodowego na nowo wzbudził w ubiegłym tygodniu niepokój na rynku brytyjskich obligacji skarbowych. Po piątkowych komunikatach, były one wyprzedawane, a Wyspy ponownie przewodzą fali wzrostu rentowności w gospodarkach G10. Brytyjskie akcje również radzą sobie gorzej ze względu na obawy dotyczące wiarygodności rządu – możliwość złamania reguł fiskalnych, które nałożyli sami Laburzyści, oraz niepewność dot. tego, w jaki sposób kanclerz Rachel Reeves załata teraz ogromną dziurę w finansach publicznych.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane z rynku pracy potwierdziły panujące na nim ochłodzenie – bezrobocie wzrosło, a firmy kontynuują zwolnienia. Ponury tydzień dla Wielkiej Brytanii i funta dopełniły słabe odczyty PKB. Wyprzedaż na rynku obligacji skarbowych i uporczywie wysoka inflacja komplikują to, co w innym wypadku byłoby oczywistą odpowiedzią Banku Anglii na pogorszenie danych – obniżanie stóp procentowych.

Wdrożenie ERP i CRM w chmurze z pomocą softwarehouse’u

Migracja systemów ERP i CRM do środowiska chmurowego staje się naturalnym kierunkiem dla firm, które chcą zwiększyć elastyczność i unowocześnić procesy biznesowe bez rozbudowy własnej infrastruktury. Nowoczesne platformy chmurowe umożliwiają skalowanie zasobów, automatyzację aktualizacji oraz szybszy dostęp do danych, co wspiera podejmowanie trafnych decyzji operacyjnych. Współpraca z doświadczonym softwarehouse’em pomaga przeprowadzić analizę potrzeb, przygotować odpowiednią architekturę i zadbać o integracje z istniejącymi systemami. Dzięki temu wdrożenie staje się bardziej przewidywalne, a organizacja może skupić się na rozwoju produktów i usług, zamiast na utrzymaniu złożonego zaplecza technologicznego.

Dlaczego warto wdrożyć ERP i CRM w chmurze? Kluczowe korzyści dla firm

Przeniesienie systemów ERP i CRM do chmury otwiera przed firmami możliwość korzystania z zaawansowanych narzędzi bez konieczności inwestowania w kosztowny sprzęt i lokalne środowiska serwerowe. Rozwiązania chmurowe zapewniają stabilny dostęp do danych oraz możliwość błyskawicznego zwiększania lub zmniejszania zasobów w zależności od aktualnego zapotrzebowania. To szczególnie istotne w organizacjach, które dynamicznie rosną lub działają sezonowo. Dodatkowo dostawcy chmury dbają o ciągłe aktualizacje i zabezpieczenia, co znacząco podnosi poziom ochrony danych oraz zmniejsza obciążenie działów IT. Firmy korzystające z chmurowych ERP i CRM zyskują także lepszą widoczność procesów, płynniejszą współpracę między działami oraz dostęp do analityki wspierającej szybkie reagowanie na zmiany rynkowe. Dobrze zaplanowana migracja pozwala usprawnić codzienne operacje, ograniczyć przestoje i stworzyć solidny fundament pod dalszą cyfryzację przedsiębiorstwa.

Rola softwarehouse’u w procesie wdrożenia: analiza, personalizacja i integracje

Współpraca z doświadczonym partnerem technologicznym znacząco ułatwia wdrożenie systemów ERP i CRM w chmurze, zwłaszcza gdy firma korzysta z wielu aplikacji lub wymaga rozbudowanych integracji. Zewnętrzny zespół może przeprowadzić analizę procesów, zaplanować architekturę rozwiązania i dopasować moduły tak, aby odpowiadały realnym potrzebom biznesu. Istotnym elementem jest również przygotowanie migracji danych oraz stworzenie integracji pozwalających łączyć nowe środowisko z istniejącymi narzędziami, takimi jak systemy księgowe, platformy sprzedażowe czy rozwiązania do raportowania. Softwarehouse realizujący takie projekty bierze odpowiedzialność za konfigurację, testy i wsparcie powdrożeniowe, dzięki czemu ryzyko opóźnień i błędów jest znacznie mniejsze. Wśród zespołów specjalizujących się w tego typu usługach znajduje się Develtio, działające również jako Software House w Katowicach, co stanowi przykład partnera łączącego kompetencje developerskie z doświadczeniem w projektach chmurowych. Tego rodzaju współpraca pozwala firmie skupić się na rozwoju organizacji, zamiast na złożonych zadaniach technicznych.

Jak przebiega skuteczne wdrożenie ERP i CRM w chmurze krok po kroku?

Skuteczne wdrożenie ERP i CRM w chmurze wymaga uporządkowanego procesu, który rozpoczyna się od analizy potrzeb biznesowych oraz oceny gotowości organizacji do migracji. Na tym etapie definiowane są wymagania funkcjonalne, zakres integracji i priorytety wdrożeniowe. Kolejny krok to przygotowanie architektury rozwiązania, wybór usług chmurowych i określenie sposobu przeniesienia danych. Po stworzeniu środowiska projektowego zespół konfiguruje moduły, realizuje integracje i prowadzi testy, aby upewnić się, że system działa zgodnie z oczekiwaniami. Ważnym elementem jest również szkolenie użytkowników oraz stopniowe przejście do produkcji, często z krótkim okresem równoległego działania starego i nowego systemu. Po uruchomieniu rozwiązania firma powinna regularnie monitorować jego wydajność i wprowadzać usprawnienia w oparciu o dane operacyjne. Dobrze przeprowadzony proces wdrożenia nie tylko poprawia przepływ informacji, lecz także wspiera dalszą cyfryzację i pozwala organizacji szybciej reagować na zmiany rynkowe. Dzięki temu nowy system staje się realnym wsparciem w skalowaniu działalności i optymalizacji codziennych procesów.

Sprawdź także usługi: Opieka nad stroną internetową oraz Tworzenie i projektowanie aplikacji webowych

Bumech chce przejąć Capital Partners. Spółka składa ofertę na 9 mln akcji

Bumech S.A. złożył ofertę nabycia akcji nowej emisji, notowanej na GPW, spółki Capital Partners S.A. w likwidacji. Śląska spółka, w ramach subskrypcji prywatnej, jest zainteresowana nabyciem 9.000.000 sztuk akcji serii D spółki Capital Partners, co pozwoli na przejęcie kontroli nad spółką. Oferta została złożona po cenie emisyjnej wynoszącej 0,20 PLN, tj. za łączną cenę w wysokości 1,8 mln PLN. Bumech w pierwszej kolejności będzie dążył do odwrócenia procesu likwidacji spółki, a następnie do połączenia ze spółką z Grupy Bumech – Modern Solutions for Environment sp. z o.o. Docelowa działalność będzie koncentrować się na produkcji i dostarczaniu mediów – energii elektrycznej, cieplnej i wody (tzw. „multi-utility”) w oparciu o potencjał terenów poprzemysłowych z wykorzystaniem zrównoważonych źródeł energii oraz zasobów wodnych.

– W przypadku wyboru naszej oferty, Bumech posiadałby 50% wszystkich akcji Capital Partners i stanie się największym akcjonariuszem tej spółki. Złożona przez Bumech oferta nabycia zawiera opis modelu biznesowego proponowanego do wdrożenia przez Capital Partners. Naszą główną motywacja całej transakcji i procesu jest możliwość uzyskania dostępu do tańszego i zdywersyfikowanego finansowania zewnętrznego dla planowanych projektów – podkreśla Michał Kończak, Wiceprezes Zarządu Bumech S.A. i dodaje – Po przejęciu kontroli operacyjnej nad spółką zamierzamy w pierwszej kolejności wyprowadzić Capital Partners z procesu likwidacji, a następnie dokonać połączenia z naszą spółką zależną Modern Solutions for Environment (MSE). Powstały w ten sposób podmiot prowadzić będzie działalność w oparciu o zasoby i kompetencje Modern Solutions for Environment.

Kluczowe elementy działania połączonych podmiotów zakładają budowę hybrydowego systemu zaopatrzenia ludności w wodę, ciepło i energię elektryczną z wykorzystaniem infrastruktury pokopalnianej, w modelu multi-utility. W pierwszym etapie działalność opierałaby się o już posiadane przez MSE zasobach i kompetencjach – jak ciepłownia o mocy 17 MWt, stacja uzdatniania wody w tym pitnej, zarzadzanie elektrociepłownią o mocy 9 MWe + 9 MWt oraz systemem energetycznym. Docelowa działalność koncentrować się będzie na produkcji, magazynowaniu i dostarczaniu energii elektrycznej, cieplnej i wody w oparciu o potencjał terenów poprzemysłowych z wykorzystaniem odnawialnych i zrównoważonych źródeł energii oraz zasobów wodnych, w oparciu o posiadane i planowane zasoby magazynowania energii (100MWh) oraz produkcji OZE (50 MWe).

W kolejnych etapach realizowane będą inwestycje między innymi w modernizację stacji uzdatniania wody do wydajności 2,4 mln m³/rok i budowę ciepłowni geotermalnej o mocy 100 MWt. W dalszej kolejności instalację systemów OZE o mocy 60+ MWe (fotowoltaika) i 10 MWe (wiatr) wraz ze zwiększeniem pojemności magazynów energii do 300 MWh.

Planujemy ponadto wdrożenie układu kogeneracyjnego 9 MWe/9 MWt dla stabilizacji bilansu mocy i gwarantującego stabilne zaopatrzenie w energię naszych odbiorców. Jako Grupa chcemy stworzyć w Czechowicach – Dziedzicach regionalny hub energetyczny i wodny na bazie infrastruktury Kopalni Węgla Kamiennego „Silesia”. Projekt przewiduje wykorzystanie istniejącej sieci przyłączy, Głównego Punktu Zasilającego oraz ciepłowni przemysłowej, co znacząco skróci czas realizacji i ograniczy nakłady inwestycyjne. Realizacja inwestycji stworzy ok. 100 nowych miejsc pracy w sektorze energetycznym, wodnym i inżynieryjnym, wzmacniając lokalny rynek pracy – zakończył Michał Kończak.

Warto dodać, że Modern Solutions for Environment przystąpiła już do realizacji dwóch inwestycji MSE-ME1, w ramach której wybudowany zostanie magazyn energii o mocy 50 MW i 100 MWh pojemności. Wcześniej spółka informowała m.in. o przygotowaniach do budowy elektrowni fotowoltaicznej o mocy do 50 MWp na terenach pokopalnianych, gdzie zamierza produkować zieloną energię.

Z kolei w 2023 r. Przedsiębiorstwo Górnicze „Silesia” sp.  z o. o. uruchomiło nowoczesną instalację kogeneracji, w której do produkcji energii elektrycznej i ciepła wykorzystywany jest metan pochodzący z odgazowania kopalni. Składająca się z trzech silników CHP elektrociepłownia generuje ok. 9 MWe energii elektrycznej i 9MWt energii cieplnej.

Komornik ukarany 20 900 zł za niezgłoszenie wycieku danych dłużnika

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych ponownie przypomina administratorom danych, że pojęcie „mało prawdopodobnego ryzyka” należy interpretować niezwykle wąsko. Najnowsza decyzja organu pokazuje, że nawet pozornie „błaha” pomyłka, która na pierwszy rzut oka nie wydaje się groźna, może prowadzić do poważnych konsekwencji dla osób, których dane dotyczą.

Prezes UODO Mirosław Wróblewski nałożył prawie 21 tys. zł kary na komornika sądowego, który wysłał pismo o zajęciu wynagrodzenia do niewłaściwego adresata i nie zgłosił tego incydentu ani organowi nadzorczemu, ani osobie, której dane ujawniono. Dodatkowo nakazał natychmiastowe powiadomienie właściwego dłużnika o naruszeniu.

Pomyłka w kancelarii komorniczej – ujawnione dane wrażliwe finansowo

W przesyłce znalazły się dane szczególnie narażone na nadużycia: imię i nazwisko, numer PESEL, adres oraz kwota zajęcia komorniczego. O błędzie jako pierwsza poinformowała osoba, która otrzymała cudzą korespondencję. Zgłosiła sprawę zarówno komornikowi, jak i UODO, obawiając się, że jej własne dokumenty mogły trafić do niewłaściwego odbiorcy.

Komornik jednak nie podjął wymaganych działań – ani nie powiadomił organu nadzorczego, ani osoby, której dane zostały ujawnione. W ocenie administratora incydent był jednostkowy, odbiorca zachował się „odpowiedzialnie”, a więc ryzyko negatywnych konsekwencji było – zdaniem komornika – „mało prawdopodobne”.

UODO: nie można pominąć analizy ryzyka

Postępowanie wykazało, że komornik w ogóle nie przeprowadził analizy ryzyka, choć to ona powinna stanowić podstawę decyzji o zgłaszaniu naruszenia. Prezes UODO podkreślił, że samo przekonanie administratora nie może zastąpić rzetelnej oceny.

Zgodnie z decyzją z 23 października 2025 r., aby uznać ryzyko za „mało prawdopodobne”, administrator musi wykazać, że skutek naruszenia nie powinien się zmaterializować w ogóle. W angielskiej wersji RODO użyto terminu unlikely, co – jak wskazuje regulator – oznacza stan graniczący z niemożliwością, a nie tylko ograniczone prawdopodobieństwo.

Dlaczego w tym przypadku ryzyko było realne?

UODO zwrócił uwagę m.in. na:

  • rosnącą skalę wyłudzeń kredytów na cudze dane – tylko w IV kwartale 2024 r. odnotowano 2661 takich prób na kwotę 80 mln zł,
  • ponad 12 tys. prób wyłudzeń w całym 2024 r. i podobną liczbę rok wcześniej,
  • realne ryzyko wykorzystania numeru PESEL i danych adresowych do przestępstw finansowych.

Organ wskazał także, że ryzyko należy oceniać z perspektywy osoby, której dane wyciekły – nie administratora, który musi dochować staranności.

W tym przypadku prawidłowo przeprowadzona analiza powinna doprowadzić do wniosku o wysokim ryzyku naruszenia praw lub wolności, co obliguje:

  • do zgłoszenia incydentu Prezesowi UODO (art. 33 RODO),
  • do powiadomienia osoby, której dane wyciekły (art. 34 RODO).

Wytyczne EROD: zgłoszenie jest obowiązkiem, wyjątek dotyczy tylko sytuacji skrajnych

Prezes UODO przypomniał również, że pomocne w interpretacji są Wytyczne Europejskiej Rady Ochrony Danych 9/2022. Wynika z nich jednoznacznie, że zgłoszenia można zaniechać jedynie wtedy, gdy nie istnieją realne szanse na wystąpienie negatywnych skutków dla osoby fizycznej.

Jest to więc sytuacja wyjątkowa – nie działa tu zasada „niska szkodliwość czynu”, lecz praktycznie „brak ryzyka”.

Dlaczego zgłaszanie naruszeń jest kluczowe?

UODO podkreśla, że zgłaszanie incydentów:

  • umożliwia organowi ocenę, czy administrator właściwie zarządzał ryzykiem,
  • pozwala osobie poszkodowanej podjąć działania ochronne (np. monitoring BIK, zastrzeżenie dokumentów, zmiana haseł),
  • wpływa na poprawę poziomu bezpieczeństwa przetwarzania danych w podmiotach publicznych i prywatnych.

Regulator zaznacza także, że osoby, których dotyczy naruszenie, nie zawsze są świadome zagrożeń – dlatego rzetelna informacja od administratora jest niezbędna.

Wniosek: „mało prawdopodobne ryzyko” to nie wygodne usprawiedliwienie

Decyzja UODO wyraźnie pokazuje, że:

  • administrator musi przeprowadzić ocenę ryzyka przed podjęciem decyzji o niezgłaszaniu naruszenia,
  • interpretacja „małego prawdopodobieństwa” musi być zgodna z praktyką EROD,
  • każde ujawnienie PESEL i danych finansowych to potencjalnie poważne naruszenie,
  • brak analizy i brak zgłoszenia mogą skutkować sankcją finansową.

Komornik otrzymał karę łącznie 20 900 zł oraz obowiązek natychmiastowego powiadomienia osoby dotkniętej naruszeniem.

Bitcoin i Ethereum pod presją inflacji: jak dane makro wpływają na rynek krypto?

W ostatnich dniach rynek kryptowalut ponownie znalazł się w centrum zainteresowania inwestorów po publikacji nowych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze były odczyty inflacyjne CPI i PPI, które pokazują kondycję gospodarki i jednocześnie mają ogromny wpływ na decyzje Rezerwy Federalnej. Te z kolei decydują o kierunku, w którym poruszą się aktywa ryzykowne takie jak Bitcoin, Ethereum czy popularne altcoiny. W kontekście takich wydarzeń coraz częściej pojawia się pytanie w jakie nowe kryptowaluty z potencjałem zainwestować, bo rynek wyraźnie reaguje na każdy sygnał płynący z gospodarki USA.

Najnowsze odczyty inflacji

Odczyt CPI za sierpień wyniósł 2,9 procent rok do roku i był zgodny z prognozami analityków. Inflacja konsumencka utrzymuje się więc na poziomie umiarkowanym, ale nie spada tak szybko, jak chciałyby tego rynki finansowe. Z kolei inflacja producentów PPI zaskoczyła pozytywnie, bo wyniosła 2,6 procent wobec oczekiwanych 3,3 procent. To sygnał, że koszty wytwarzania towarów rosną wolniej, a to w dłuższej perspektywie może przełożyć się na mniejszą presję inflacyjną u konsumentów. Takie dane sprawiają, że inwestorzy na chwilę odetchnęli, ale nie oznacza to końca zmienności.

Reakcja rynku kryptowalut

Reakcja rynku była natychmiastowa. Bitcoin powrócił do okolic 114 tysięcy dolarów, Ethereum utrzymuje się w pobliżu 4400 dolarów, a część altcoinów jak Solana czy Dogecoin notuje kilkuprocentowe wzrosty. Co ciekawe, większe zainteresowanie wzbudziły również tokeny związane z projektami DeFi i stablecoinami. Duże portfele inwestycyjne, tzw. whales, zwiększają pozycje w tokenach takich jak Uniswap, Ethena czy Ondo. Inwestorzy wyraźnie poszukują projektów, które w warunkach zmieniającej się polityki monetarnej są w stanie utrzymać wartość i przyciągnąć realnych użytkowników.

Dlaczego inflacja jest kluczowa dla kryptowalut

Dlaczego dane o inflacji są tak istotne dla kryptowalut? Wyższa inflacja oznacza zazwyczaj ryzyko podwyżek stóp procentowych. Droższy pieniądz ogranicza chęć inwestowania w aktywa ryzykowne, bo inwestorzy wolą bezpieczne lokaty w obligacjach czy depozytach. Gdy jednak inflacja spada albo utrzymuje się w ryzach, rosną nadzieje na obniżki stóp procentowych. Wtedy do gry wraca kapitał, a aktywa takie jak Bitcoin i Ethereum notują wzrosty. Widać więc wyraźną zależność między oczekiwaniami co do decyzji Fed a kondycją rynku kryptowalut.

Niepewność decyzji Fed

Na obecnym etapie sytuacja jest niejednoznaczna. Z jednej strony dane PPI dają nadzieję na złagodzenie presji inflacyjnej, z drugiej CPI nie pokazuje dużego spadku. Fed wciąż musi balansować między walką z inflacją a chęcią utrzymania wzrostu gospodarczego. Każdy kolejny raport będzie więc bacznie obserwowany, a rynek krypto reagować będzie niemal natychmiast. Można się spodziewać, że najbliższe posiedzenie Fed stanie się momentem przełomowym, który może wywołać silne ruchy cenowe.

Projekty z potencjałem na tle niepewności

Patrząc na szerszy obraz warto zauważyć, że inwestorzy coraz bardziej interesują się projektami o solidnych fundamentach i realnym zastosowaniu. Uniswap, jako jedna z największych zdecentralizowanych giełd, zapewnia płynność i jest filarem rynku DeFi. Ethena koncentruje się na rozwiązaniach opartych o stablecoiny, które w okresie inflacyjnej niepewności zyskują znaczenie jako bezpieczniejsza przystań. Ondo natomiast stawia na łączenie kryptowalut z realnymi aktywami, co budzi zainteresowanie instytucji i może stanowić dodatkowy bufor stabilności.

Scenariusze na najbliższe miesiące

Na horyzoncie widać więc kilka możliwych scenariuszy. Jeśli Fed zdecyduje się na cięcie stóp procentowych, rynek kryptowalut otrzyma silny impuls wzrostowy. Bitcoin i Ethereum mogą wówczas kontynuować dynamiczny rajd, a kapitał zacznie płynąć również do mniejszych projektów. Jeśli jednak inflacja okaże się uporczywa i Fed wstrzyma się z decyzją, kryptowaluty mogą przejściowo tracić na wartości. Niezależnie od tego, zainteresowanie cyfrowymi aktywami nie słabnie, a rynek dojrzewa, kierując kapitał do projektów z potencjałem.

Co jeszcze kształtuje rynek

Warto pamiętać, że oprócz danych makroekonomicznych i decyzji Fed duże znaczenie ma także kondycja dolara oraz nastawienie inwestorów instytucjonalnych. Silny dolar ogranicza atrakcyjność kryptowalut, a słabszy ją zwiększa. Z kolei napływ kapitału przez fundusze ETF czy inne regulowane produkty podnosi stabilność całego rynku. To elementy, które w najbliższych miesiącach będą współkształtować ceny Bitcoina, Ethereum i nowych tokenów.

Perspektywy długoterminowe

Patrząc w dłuższej perspektywie, rynek kryptowalut coraz bardziej dojrzewa i zyskuje na znaczeniu w światowych finansach. Wiele instytucji finansowych, które jeszcze kilka lat temu podchodziły do Bitcoina czy Ethereum z rezerwą, dziś otwarcie inwestuje w cyfrowe aktywa i tworzy własne produkty oparte na blockchainie. To znak, że kryptowaluty stają się częścią globalnego systemu finansowego, a nie jedynie spekulacyjnym narzędziem. W miarę jak regulacje będą się stabilizować, a inwestorzy zyskają większe poczucie bezpieczeństwa, można oczekiwać dalszego napływu kapitału i umocnienia pozycji całego rynku.

Europa mówi dość dezinformacji

Dezinformacja przestała być jedynie problemem technologicznym – stała się wyzwaniem społecznym, które zagraża demokracji, osłabia zaufanie do instytucji państwowych, pozwala na manipulowanie opinią publiczną i niszczy reputację jednostek. W Unii Europejskiej, a szczególnie w Polsce, skala tego zjawiska rośnie – już 84% Polaków zetknęło się z fake newsami (DigitalPoland2024). W obliczu rosnącego zagrożenia dezinformacją, Unia Europejska musi inwestować w narzędzia do weryfikacji faktów i rzetelne dziennikarstwo – apeluje Robert Szustkowski – autor Europejskiej inicjatywy rozszerzenia dyrektywy Prawa do bycia zapomnianym na media jako administratorów danych.

To nie kwestia ograniczania wolności słowa, ale tworzenia mechanizmów ochronnych przed agresywnym aktywizmem i promowania niezależnych narzędzi weryfikujących fakty” – tłumaczy Gillian Tett, dziennikarka Financial Times, apelując o poparcie dla inicjatyw przeciwko dezinformacji.

Potwierdza to ostatni wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że tzw. prawo do bycia zapomnianym, przewidziane w RODO, jest autonomiczną podstawą domagania się usunięcia danych z cyfrowych publikacji. – W obliczu rosnącego zagrożenia dezinformacją Unia Europejska musi podjąć kroki prawne w celu większej ochrony obywateli przed fake newsami. Tylko jakościowe i odpowiedzialne dziennikarstwo może wypełnić lukę, którą obecnie zajmują nieodpowiedzialne platformy społecznościowe podkreśla Szustkowski.

Dezinformacja w Polsce

Skala dezinformacji w Polsce jest znacząca, ponieważ 84% Polaków zetknęło się z fake newsami w 2024 roku, a 9 na 10 potwierdziło prawdziwość co najmniej jednej fałszywej informacji – wynika z badań DigitalPoland 2024. Najczęstszym źródłem fake newsów są media społecznościowe (55%), telewizja (53%) i przekazy polityków (52%), często przekazywane przez innych ludzi (59%). Polacy mają wysoką świadomość problemu (73% uważa, że celem fake newsów jest manipulacja) i oczekują działań ograniczających dezinformację od platform internetowych (58%) i rządu (51%), nawet kosztem wolności słowa.

Fałszywe informacje w artykułach, mediach społecznościowych, nagraniach wideo i audio – dzisiejszy świat przyzwyczaił nas do tego, że kłamstwo może kryć się wszędzie. Sztuczna inteligencja wielokrotnie ułatwia nam życie, ale daje też nieograniczone możliwości w tworzeniu fałszywego przekazu – informuje Biuro Parlamentu Europejskiego w Polsce (Interia.pl, 14.11.2025)

Dezinformacja stała się realną bronią. Z danych dostępnych na stronie Komisji Europejskiej wynika, że 83 proc. ludzi uważa, że dezinformacja zagraża demokracji, 63 proc. młodych Europejczyków natrafia na fake newsy częściej niż raz w tygodniu, a 51 proc. Europejczyków uważa, że padło ofiarą dezinformacji online. Te liczby wprost pokazują, że dezinformacja jest już problemem globalnym.*

NSA i unijna dyrektywa DSA potwierdzają rekomendacje autora inicjatywy

Odpowiedzią na rosnące zagrożenie dezinformacją w mediach ma stać się inicjatywa filantropa i aktywisty społecznego Robert Szustkowskiego. Inicjatywa, która otrzymała już rekomendacje władz Komisji Europejskiej, ma na celu nie tylko zwiększenie ochrony obywateli przed dezinformacją, ale także wprowadzenie systemowych zmian umożliwiających lepsze zarządzanie kryzysem dezinformacyjnym w Europie. Dostrzegając luki w zakresie ochrony prywatności i reputacji w kontekście dezinformacji, Robert Szustkowski zainicjował dialog z Komisją Europejską na temat rozszerzenia „Prawa do bycia zapomnianym” również na media, jako administratorów danych. W jego propozycji, aby skutecznie zwalczać dezinformację w Unii Europejskiej, należy utworzyć rejestr naruszeń praw osobistych oraz powołać Rzecznika Praw Czytelnika, który wspierałby osoby poszkodowane przez fałszywe informacje w przygotowaniu standardowego formularza zgłoszeniowego.

Poza obywatelskim projektem, istnieją kluczowe inicjatywy, takie jak powołane, krajowe centra EDMO (European Digital Media Observatory), które mają prowadzić skoordynowane działania fact-checkingowe. Innym, równie istotnym narzędziem jest wprowadzone i implementowane w krajach UE rozporządzenie Digital Services Act (DSA) – które zobowiązuje platformy internetowe do monitorowania i usuwania nielegalnych treści oraz ograniczania rozprzestrzeniania się dezinformacji w internecie. Zgodnie z wytycznymi DSA, obywatele będą mogli w ramach procesu administracyjnego żądać usunięcia bezprawnych treści.

Podobnie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjny (NSA), który stanowi ważny argument dla osób uważających, że dostępne w mediach dane są nieprawdziwe i żądają ich usunięcia z materiałów prasowych, znajdujących się w cyfrowych zasobach archiwalnych. Sąd przypomniał, że jeśli przetwarzanie danych osobowych nie jest już niezbędne, to prawo do bycia zapomnianym powinno przysługiwać osobom.

Sztuczna inteligencja – nowa broń w rękach dezinformatorów

Współczesna dezinformacja coraz częściej korzysta z technologii AI. Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji umożliwiają błyskawiczne tworzenie deepfake’ów, botów i fałszywych kont, co zwiększa skalę wpływu na opinię publiczną. „AI przyspiesza produkcję zmanipulowanych treści, które deformują rzeczywistość i niszczą reputacje” – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software Technologies w Polsce.

Eksperci apelują, by sprawdzać źródła, porównywać treści z oficjalnymi komunikatami, a redakcje powinny wdrażać własne mechanizmy weryfikacji faktów – dokładnie takie, jakie przewidziano w propozycji Szustkowskiego skierowanej do Komisji Europejskiej. 📄 Zobacz dokument – Otwarte pismo do KE

Źródła:

Financial Times – https://www.ft.com/content/e0e1a016-e4e0-4628-a0ac-c4a6e9d15db6

Rzeczpospolita: https://www.rp.pl/dane-osobowe/art42415621-mozna-zadac-prawa-do-bycia-zapomnianym-takze-w-cyfrowych-archiwach-prasowych

Interia.pl: https://wydarzenia.interia.pl/blizej-europy/news-dezinformacja-jako-bron-jak-broni-sie-ue,nId,22453746

NanoGroup inwestuje 7,5 mln zł w Auxilius Pharma

NanoGroup SA – notowana na GPW innowacyjna spółka biotechnologiczna – strategicznie poszerza portfolio o segment Value Added Medications, finansując 7,5 mln zł nowej emisji akcji Auxilius Pharma SA w ramach rundy inwestycyjnej tej spółki o łącznej wartości 15 mln zł. Środki pozyskane w tym ważnym dla branży procesie umożliwią Auxilius Pharma SA – pionierowi wśród polskich firm w obszarze leków o wartości dodanej – przeprowadzenie badania klinicznego fazy 1b ulepszonego leku na przewlekłą dławicę piersiową, otwierając drogę do partneringu z priorytetem na strategiczny rynek amerykański. Zdarzenie to wpisuje się również w plan długoterminowego kierunku rozwoju NanoGroup SA, ukierunkowanego na budowę silnej, zintegrowanej grupy biotechnologicznej.

Auxilius Pharma SA to prywatna polska firma farmaceutyczna, jako jedna z nielicznych działająca w modelu virtual biotech. Specjalizuje się w opracowywaniu leków o wartości dodanej (Value Added Medications, VAM) – czyli preparatów, które wykorzystują już zbadane i dopuszczone do stosowania substancje czynne, ale w nowoczesnych formułach poprawiających skuteczność leczenia i komfort pacjenta. W przypadku Auxilius Pharma SA oznacza to autorską technologię modyfikacji sposobu uwalniania leku w organizmie, co pozwala zmniejszyć częstotliwość jego przyjmowania i zoptymalizować profil farmakokinetyczny leku. W wielu obecnie stosowanych terapiach konieczne jest częste dawkowanie, co powszechnie prowadzi do zmniejszenie skuteczności leczenia będącego konsekwencją braku jego przestrzegania (adherence). Dzięki zmienionemu dawkowaniu przyjmowanie leku jest prostsze dla pacjenta i poprawia długoterminową efektywność terapii, co jest szczególnie istotne w chorobach przewlekłych. Wiodącym projektem Auxilius jest AUX-001: lek na przewlekłą, stabilną dławicę piersiową. Preparat oparty jest na sprawdzonym mechanizmie działania i profilu bezpieczeństwa. Łagodzi objawy choroby, zmniejsza ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych i ogranicza liczbę hospitalizacji, a nowoczesna, jednodawkowa formuła sprawia, że leczenie staje się wygodniejsze i potencjalnie bardziej skuteczne.

Spółka prowadzi ścisłą współpracę z FDA i planuje złożenie wniosku o dopuszczenie preparatu AUX-001 do obrotu w USA w 2028 roku. Model działania oparty o rozwój leków o wartości dodanej (Value Added Medications) w oparciu o ścieżkę regulacyjną 505(b)2 umożliwia znaczące skrócenie czasu rozwoju projektów, redukcję kosztów i zmniejszenie ryzyka, jednocześnie sprzyjając budowaniu strategicznych partnerstw w obszarze badań klinicznych i komercjalizacji innowacyjnych leków.  Oznacza to, że Auxilius Pharma SA może szybciej wprowadzać na rynek sprawdzone, bezpieczne i nowoczesne terapie, ograniczając ryzyko finansowe i operacyjne, jednocześnie zwiększając szanse na komercyjne powodzenie swoich projektów i będąc w stanie stworzyć mocne portfolio praw własności intelektualnej. Wybrany przez spółkę model działania virtual biotech pozwala na dużą elastyczność i efektywność kosztową, ze względu na niskie stałe koszty działania.

 Z przyjemnością ogłaszam podpisanie umowy dotyczącej rundy finansowania o wartości 15 mln zł. Tym bardziej, że naszym partnerem na drodze dalszego rozwoju staje się pośrednio NanoGroup. To dla nas moment przełomowy, który otwiera kolejny etap rozwoju firmy i daje mocny impuls dla naszego kluczowego projektu AUX-001. Planujemy w 2026 roku przeprowadzić kolejną fazę kliniczną. Po jej pomyślnym zakończeniu do przeprowadzenia pozostanie już tylko badanie fazy 3, co sprawi, że nasz projekt znacząco zyska na atrakcyjności dla przyszłych partnerów, ponieważ będzie już bliski wejścia na rynek. Możliwe, że już na początku 2027 roku zawrzemy umowę partneringową z jednym z graczy mających mocną obecność na rynku leków kardiologicznych w USA. Wiele firm, z którymi rozmawiamy poszukuje projektów na etapie fazy 3, żeby móc szybko uzupełnić swój pipeline. – mówi Jędrzej Litwiniuk, prezes zarządu Auxilius Pharma S.A.

Część pozyskanych środków – 7,5 mln zł – pochodzi z umowy objęcia akcji serii D przez fundusz ffVC, który dokonuje transakcji w imieniu NanoGroup S.A. Akcje objęte przez fundusz mają charakter uprzywilejowany.

W ramach porozumienia NanoGroup SA i fundusz ffVC podpisały side-letter określający zasady nadzoru  oraz realizacji praw wynikających z uprzywilejowanego charakteru inwestycji. Pozostałe środki w wysokości 7,5 mln zł wnosi fundusz NCBR Investment Fund ASI S.A. w ramach koinwestycji z funduszem ffVC.

Obie spółki – NanoGroup S.A. i Auxilius Pharma S.A. – prowadzą dalsze rozmowy dotyczące pogłębienia współpracy oraz potencjalnych synergii, jakie może przynieść partnerstwo. – Widzimy w Auxilius Pharma wyjątkowego partnera o dużym potencjale wzrostu i silnym zapleczu naukowym. To partnerstwo, a także zawarta transakcja, mają kluczowe znaczenie dla rynku, pokazując dynamiczne zmiany w sektorze i rosnącą rolę firm – takich jak nasze – w kształtowaniu nowego krajobrazu branżowego. – zaznacza Przemysław Mazurek, prezes zarządu NanoGroup SA.

Nasz udział w tej rundzie finansowania wpisuje się w długofalową wizję budowy grupy biotechnologicznej, skoncentrowanej na osiąganiu regularnych, powtarzalnych przychodów – nie tylko w formie inwestycji kapitałowej, ale szczególnie poprzez udział w przyszłych przychodach naszych partnerów. Współpraca z Auxilius Pharma ma na celu długoterminową kooperację, taką która przyspieszy rozwój przełomowych rozwiązań medycznych i jednocześnie wygeneruje trwałą wartość rynkową.  – podsumowuje Piotr Burliński, dyrektor ds. biznesowych w NanoGroup.

Spółka NanoGroup SA jest jedną z nielicznych firm pracujących nad zaawansowaną technologią perfuzji normotermicznej. Firma rozwija m.in. system NanOX, który jako jedyny na świecie używa syntetycznego perfuzatu, zastępującego krew. We wrześniu 2025 r. spółka zaprezentowała pierwszy egzemplarz NanOX Recovery Box – docelowego urządzenia do perfuzji organów, które może znacząco zwiększyć dostępność narządów do transplantacji. Projekt NanOX jest dziś postrzegany jako jedna z nielicznych szans na wejście w technologię mogącą fundamentalnie zmienić transplantologię i jednocześnie generować znaczące zwroty z inwestycji.

Dla NanoGroup SA jest to już kolejny w tym roku krok w kierunku budowy szerokiej grupy biotechnologicznej – w czerwcu 2025 roku spółka przejęła od Pure Biologics platformę aptamerową oraz spółkę DOTO Medical.

Zadłużenie polskich firm wzrosło o 18 proc. rok do roku

  • W III kwartale 2025 r. liczba niespłaconych zobowiązań w bazie ERIF BIG wzrosła o 18 proc. w porównaniu do ubiegłego roku.
  • Pojedynczy dług jednej firmy to średnio 23,8 tys. zł. Największe zobowiązania wynikają przede wszystkim z kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.
  • Aby unikać problemów z płynnością i zatorów płatniczych przedsiębiorcy sprawdzają sytuację finansową swoich kontrahentów – w III kwartale 2025 r. pobrali 4,4 mln raportów z bazy ERIF BIG.

Zadłużenie polskich firm stale rośnie. Z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej wynika, że łączne zaległości firm na koniec III kw. są o 18 proc. wyższe niż na koniec III kw. 2024 r.

Wzrosło nie tylko zadłużenie, ale i liczba wpisów o niespłaconych zobowiązaniach firm. W ciągu roku w bazie BIG-u pojawiło się ponad 21 tys. nowych informacji. Średnia wartość długu jednej firmy pozostaje praktycznie bez zmian i wynosi około 23,8 tys. zł.

– Analiza danych od początku roku wyraźnie pokazuje powolny, ale stały wzrost zobowiązań przedsiębiorców. Co ciekawe, dzieje się to mimo pozytywnych sygnałów w gospodarce – spadku inflacji i odnotowanego przez GUS w trzecim kwartale 2025 r. wzrostu gospodarczego o 3,7 proc. rdr. Problem w tym, że koszty prowadzenia firmy wciąż rosną, podobnie jak ceny usług i materiałów. W takiej sytuacji wiele przedsiębiorstw stara się przetrwać, odkładając płatności lub negocjując terminy spłat. Przy dobrej koniunkturze zewnętrznej działanie w biznesie wciąż wymaga planowania wydatków i ostrożności, czyli weryfikowania kondycji finansowej partnerów, nawet tych już dobrze znanych – mówi Aleksandra Wilczak-Grzesik, ekspertka ERIF BIG SA.

Największe długi to kwoty powyżej 10 tys. zł

Największe problemy finansowe polskich przedsiębiorców dotyczą długów powyżej 10 tys. zł. Choć liczba tych wpisów w bazie jest stosunkowo niewielka, to stanowią aż niemal 77 proc. całkowitej wartości zadłużenia firm.

– Fakt, że długi powyżej 10 tys. zł stanowią aż ponad trzy czwarte całkowitego zadłużenia firm to pewnego rodzaju sygnał alarmowy, tym bardziej, że duża grupa zobowiązań dotyczy zaległości z tytułu pożyczek. Pokazuje to, że rosnące koszty prowadzenia biznesu zmuszają przedsiębiorców do pożyczania środków finansowych, żeby mogli utrzymać bieżącą działalność lub inwestować w rozwój firmy. W praktyce takie działania jak wstrzymywanie płatności lub finansowanie potrzeb przez zaciąganie wysokich zobowiązań mogą odbijać się na całym rynku. Jedna niewypłacalna firma potrafi zaburzyć płynność finansową swoich kontrahentów i w efekcie wpłynąć na wielu uczestników całej gospodarki – komentuje Aleksandra Wilczak-Grzesik.

Zarówno w III jak i w II kw. 2025 r. największe zadłużenia firm wynikały z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej.

Zmiany w strukturze zadłużenia – rosną zaległości za multimedia i bankowe

Choć największe długi firm wciąż wynikają z codziennej działalności gospodarczej, w III kw. ich udział w całkowitym zadłużeniu nieznacznie spadł do 41,37 proc. (z 41,81 proc. w II kw.) Rośnie jednak znaczenie innych rodzajów zobowiązań, m.in.  wobec banków – obecnie jest to 20,65 proc. całkowitego zadłużenia (wzrost z 20,35 proc. w II kw.). Minimalnie wzrosły też zaległości związane z usługami multimedialnymi, które teraz odpowiadają za 16,43 proc. zadłużenia (w II kw. było to 16,27 proc.). Na uwagę zasługują również długi ubezpieczeniowe, sięgające 15,04 proc. całkowitego zadłużenia firm (14,91 w II kw.).

– Lekki spadek udziału długów związanych bezpośrednio z prowadzeniem działalności przy jednoczesnym wzroście zobowiązań bankowych i multimedialnych może świadczyć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, firmy próbują utrzymać płynność finansową odkładając spłaty kredytów czy rachunki za usługi, które nie są krytycznie ważne. Po drugie, rosnące zadłużenie bankowe pokazuje, że finansowanie zewnętrzne wciąż stanowi duże obciążenie, najpewniej z powodu nadal wysokich kosztów obsługi kredytów – analizuje ekspertka ERIF.

Rośnie świadomość biznesu i dbanie o wiarygodność

W obliczu rosnącego zadłużenia przedsiębiorcy stają się coraz bardziej ostrożni i starają się lepiej chronić swoje interesy. Mówi o tym liczba pobieranych raportów o kontrahentach. W II i III kw. 2025 r. z bazy ERIF BIG ściągnięto po 4,4 mln raportów. To pokazuje, że firmy coraz częściej sprawdzają wiarygodność partnerów biznesowych zanim zdecydują się na współpracę.

– Ta wysoka liczba pokazuje, że sprawdzanie partnerów biznesowych staje się w Polsce standardem rynkowym. Weryfikowanie wiarygodności płatniczej kontrahentów pomaga przedsiębiorcom – zwłaszcza tym mniejszym – unikać problemów z opóźnionymi płatnościami, które mogą poważnie zaburzyć codzienne funkcjonowanie firmy – komentuje Aleksandra Wilczak-Grzesik.

Równolegle do rosnącej liczby negatywnych wpisów w bazie ERIF BIG przybywa także informacji pozytywnych. Na koniec III kw. 2025 r. liczba potwierdzeń terminowego regulowania zobowiązań przekroczyła 247 mln. Dla porównania, na koniec II kw. było ich ponad 239 mln. Wiele firm konsekwentnie buduje swoją wiarygodność i zaufanie wśród kontrahentów, co daje im realną przewagę konkurencyjną na rynku.

Red Square Games zwiększa portfolio i zmniejsza stratę

Notowane na rynku NewConnect krakowskie studio Red Square Games S.A. podsumowuje trzeci kwartał 2025 r., w którym spółka wyraźnie stawiała na dwa kluczowe obszary działalności. Pierwszy obszar digitalizacji gier planszowych rozgrzał do czerwoności społeczność graczy podczas zapowiedzi gry Twilight Imperium Digital, będącej adaptacją popularnej gry planszowej od Asmodee – obecnie numer sześć w światowym rankingu gier planszowych. Drugi obszar gier planszowych powiększył portfolio wydawnicze spółki do sześciu planowanych tytułów, gdzie można zauważyć IP od Ubisoft w postaci gry planszowej Rayman® The Board Game opartej na bardzo popularnej serii gier wideo. 

Twilight Imperium Digital przeniesie legendarną grę planszową, która odniosła międzynarodowy sukces (co potwierdzają ciągle wydawane kolejne edycje gry i dodatki) na ekrany komputerów. Tytuł odtworzy galaktyczny konflikt i intrygę polityczną klasycznej gry planszowej w wersji wideo, zachowując kultowy klimat, ceniony przez fanów na całym świecie. Opublikowana karta gry na platformie Steam spotkała się z bardzo pozytywnym i dużym zainteresowaniem zarówno graczy, jak i międzynarodowych mediów, co potwierdza ogromny potencjał sprzedażowy tytułu. Obecnie Twilight Imperium Digital zajmuje 775. pozycję na liście najbardziej oczekiwanych gier na platformie Steam.

Twilight Imperium Digital to dla nas strategiczny projekt o globalnym potencjale. Zainteresowanie społeczności graczy oraz zaangażowanie jej na dedykowanym dla gry serwerze Discord pokazuje, że Red Square Games trafnie ocenił zapotrzebowanie rynku na digitalizację tego konkretnego tytułu. Praca nad tak popularnym projektem jest dla spółki także szansą na umocnienie międzynarodowej pozycji i nowe kontrakty – mówi Krzysztof Wolicki, Prezes Zarządu Red Square Games S.A.

Coraz większą rolę w działaniach operacyjnych spółki odgrywają gry planszowe. W trzecim kwartale 2025 r. Red Square Games zapowiedziało kolejny tytuł w swoim planie wydawniczym – Rayman® The Board Game. Gra powstała w oparciu o serię gier wideo od Ubisoft, która zdobyła globalne uznanie. Spółka została wyłącznym dystrybutorem produkcji w Polsce, a jej debiut na rodzimym rynku planowany jest w 2026 r.

W minionych miesiącach firma konsekwentnie rozwijała segment gier planszowych, rozbudowując swoje portfolio do sześciu tytułów, które są obecnie na różnych etapach produkcji. Wśród nich znajdują się m.in. gra Knarr, dla której premiera przewidziana jest już 20 listopada br. Warto także wspomnieć, iż pierwsza gra Wiatrakowo, której premiera miała miejsce w pierwszym półroczu, została nominowana do tytułu Planszowej Gry Roku, gdzie w plebiscycie zdobyła wyróżnienie w kategorii Najlepsza Gra Średniozaawansowana. Taki rozwój portfolio pokazuje konsekwentną dywersyfikację działalności Red Square Games, łącząc popularne marki z autorskimi produkcjami.

W trzecim kwartale 2025 r. Red Square Games osiągnęło ponad 0,62 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, natomiast narastająco – od początku roku – przychody wyniosły przeszło 2,1 mln zł. Od stycznia do września br. strata netto zmniejszyła się o blisko 40% do (0,23) mln zł wobec (0,38) mln zł rok wcześniej. Jednocześnie koszty działalności operacyjnej obniżono o 20% rok do roku do kwoty 2,35 mln zł, co zdaniem zarządu spółki – potwierdza rosnącą efektywność operacyjną.

– Trzeci kwartał 2025 r. był okresem sporych inwestycji w nasze projekty planszowe. Co warto podkreślić – utrzymujemy stabilne przychody i zwiększamy potencjał tytułów, co w kolejnych kwartałach powinno przełożyć się na lepsze wyniki. Wierzymy, że dywersyfikacja naszego harmonogramu wydawniczego opartego na wielu znanych IP, przyniesie wymierne korzyści dla spółki – dodaje Krzysztof Wolicki, Prezes Zarządu Red Square Games S.A.

Spółka podkreśla, że rozwój segmentu gier planszowych oraz cyfrowych pozostaje kluczowym filarem strategii, a realizowane inwestycje mają na celu nie tylko zwiększenie przyszłych przychodów, lecz również wzmocnienie pozycji Red Square Games na arenie międzynarodowej.

EKIPA Holding wraca do rentowności w III kwartale 2025. Przychody +40,8%, zysk netto 2 mln zł

Notowana na NewConnect EKIPA Holding S.A. opublikowała wyniki finansowe za trzeci kwartał 2025 roku. W tym okresie skonsolidowane przychody wyniosły 24,77 mln zł wobec 17,59 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 40,8%. Zysk netto wyniósł 2 mln zł, wobec 1,46 mln zł rok wcześnie, zatem wzrósł o 36,7%.

Skonsolidowane przychody po trzech kwartałach bieżącego roku wyniosły 64,16 mln zł w porównaniu do 58,53 mln zł w analogicznym okresie 2024 roku, co oznacza wzrost blisko 10%. Zysk netto w tym okresie wyniósł 1,81 mln zł wobec 6,84 mln zł rok wcześniej co oznacza spadek 74%.

Przede wszystkim jestem zadowolony z samego trzeciego kwartału. Udało się powrócić do rentowności netto. Ponadto od wielu kwartałów zwracam uwagę na wzrost skali naszego działania, co znajduje potwierdzenie w rosnących przychodach. Natomiast ten rok jest dla nas specyficzny. Ze względu na rozliczenia związane z filmem ,,100 dni do matury” i przesunięcia z tym związane, na nasze wyniki należy patrzeć z perspektywy całego 2025 roku. Wtedy będzie widać zakończenie i co najważniejsze rozliczenie naszych kluczowych projektów – powiedział Łukasz Wojtyca, prezes zarządu Ekipa Holding SA.

Najważniejszym wydarzeniem, tego okresu, była realizacja projektu „Twoje 5 Minut 3”, internetowego talent show realizowanego przez spółkę Ekipa Management, którego celem jest wyłonienie nowych influencerów. Zwycięzcą programu został Zbigniew „Zbychu” Król5. W wyniku „Twoje 5 Minut 3” Ekipa znacząco rozszerzyła swoje portfolio o łącznie 11 nowych osób. Po zakończeniu programu Oliwia „Crazy Oliwka” Wawrzyniuk otrzymała indywidualny kontrakt z Ekipa, obejmujący wsparcie w rozwoju kariery muzycznej.

Konsekwencją sukcesu „Twoje 5 Minut 3” było utworzenie nowych, wyspecjalizowanych grup influencerów, które  codziennie publikują filmy na swoich kanałach YouTube, a ich aktywność można śledzić także na Instagramie i TikToku. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy: “FAZA” – format rozrywkowy dla starszych odbiorców, oparty na dynamicznych wyzwaniach, mocnym humorze i bezpośrednim stylu, oraz “BAZA” – format family friendly, skierowany do pokolenia Alpha, skupiający się na bezpiecznych, pozytywnych treściach, wspólnej zabawie i budowaniu relacji.

18 sierpnia Karol “Friz” Wiśniewski i Weronika “Wersow” Sowa ogłosili zawarcie związku małżeńskiego. Informacja ta spotkała się z dużym zainteresowaniem wśród ich społeczności internetowej i szeroko odbiła się w mediach. Równolegle zapowiedziano film dokumentalny poświęcony ich miłości, którego premiera kinowa odbyła się 3 października. Film ukazuje ich codzienność, wyzwania zawodowe oraz relację, która przetrwała próbę czasu i presję mediów. W weekend otwarcia przyciągnął do kin ponad 100 tys.  widzów, zajmując pierwsze miejsce w krajowym box office. Jest to jedno z najwyższych otwarć polskiego filmu w tym roku.

W dniu 26 września 2025 r. złożony został wniosek o rejestrację nowej spółki zależnej, PORTALL sp. z o.o. Celem utworzenia PORTALL było wyodrębnienie i profesjonalizacja dynamicznie rozwijającej się działalności agencji influencerskiej. PORTALL to agencja specjalizująca się w tworzeniu kampanii z udziałem twórców internetowych, dopasowanych do potrzeb marek, działająca wcześniej w ramach Ekipa Management.

Tuż po zakończeniu okresu sprawozdawczego, w dniu 7 października 2025 r. sąd zarejestrował spółkę zależną od EKIPATONOSI sp. z o.o., pod nazwą INFLUCENTER sp. z o.o.. INFLUCENTER będzie nowoczesnym punktem sprzedaży detalicznej oferującym kolekcje i produkty marek powiązanych z influencerami. Planowane otwarcie pierwszego sklepu stacjonarnego w Krakowie nastąpi w dniu 1 grudnia 2025 r.

Scanway z rekordowym wzrostem. Przychody +89% r/r, backlog +254% – kosmiczne projekty napędzają wyniki

Scanway w ujęciu narastającym, po III kwartałach 2025 roku, osiągnął 16,0 mln zł przychodów ogółem, o 89% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i istotnie więcej niż w całym 2024 roku. Wysoka dynamika wzrostu to efekt realizacji szeregu projektów konstelacyjnych w segmencie Space z globalnymi partnerami, m.in. klient z Azji, Marble Imaging z Niemiec i Nara Space Technology z Korei Płd. Backlog Spółki (portfel zamówień) na dzień 14 listopada 2025 roku zwiększył się do 58,3 mln zł i był wyższy o 254% w ujęciu rok do roku. Istotny wzrost backlogu to efekt zawarcia rekordowych umów w ostatnich miesiącach – z klientem z Azji o wartości 9,0 mln euro oraz w projekcie CAMILA o wartości ok. 3,55 mln euro.

  • W samym III kwartale 2025 roku Scanway osiągnął 4,4 mln zł przychodów ogółem (+39% r/r), -1,3 mln zł EBITDA (-1,0 mln zł r/r) i -2,3 mln zł straty netto (-1,8 mln zł r/r)
  • Po III kwartałach 2025 roku Scanway wygenerował 16,0 mln zł przychodów ogółem (+89% r/r), 3,1 mln zł EBITDA (+2,8 mln zł r/r) i 0,2 mln zł zysku netto (+0,6 mln zł r/r)
  • Backlog Spółki na dzień 14 listopada 2025 roku wzrósł o 254% r/r do 58,3 mln zł, obejmując spodziewany wpływ ok. 3,55 mln euro z tytułu umowy wykonawczej w projekcie CAMILA
  • Środki pieniężne na koniec września 2025 roku wzrosły do 14,7 mln zł (wobec 9,1 mln zł na koniec czerwca br.) i razem z wysokim backlogiem umożliwiają Spółce realizację bieżących projektów w obszarach Space oraz Industry

Blisko dwukrotny wzrost przychodów ogółem Scanway po III kwartałach 2025 roku do poziomu 16,0 mln zł osiągnęliśmy przy jednoczesnym pokaźnym wzroście backlogu do ponad 58 mln zł. Tak wysokie tempo wzrostu to w znacznej mierze efekt realizowanych przez nas projektów o charakterze konstelacyjnym z wiodącymi partnerami na świecie. Outlook na 2026 rok kształtuje się pozytywnie, a wraz z przyjętą z końcem września strategią na lata 2026–2028, wiemy doskonale na czym się skupić, aby stopniowo realizować nasze długoterminowe cele i zostać jednym z największych integratorów ładunków optycznych. Najpierw w Europie, a docelowo na świeciekomentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

W zbliżającym się starcie misji Transporter-15 wyniesione na orbitę zostaną aż 4 produkty Scanway – w tym 2 teleskopy w projekcie PIAST i 1 teleskop w projekcie OTTER. Wchodzimy w okres coraz częstych wyniesień naszych rozwiązań, których łącznie na różnym etapie produkcji mamy już ponad 30, z czego blisko 10 znajduje się w fazie przygotowania do lotu lub kolimacji. W 2026 roku spodziewamy się kolejnych startów, a lotne wersje naszych instrumentów optycznych dostarczymy m.in. do Intuitive Machines z USA, Marble Imaging z Niemiec, Nara Space Technology z Korei Płd. i klienta z Azji, z którym zawarliśmy w czerwcu br. rekordowy kontrakt o wartości ponad 38 mln zł. Wierzymy, że rosnąca liczba produktów z potwierdzonym flight heritage, przełoży się na naszą rozpoznawalność i pozycję rynkową, co zamierzamy przekuwać w kolejne umowy i kontrakty dodaje Jędrzej Kowalewski.

Narastająco przychody ogółem – liczone jako suma przychodów netto ze sprzedaży produktów, towartów i materiałów oraz uzyskanych dotacji – po III kwartałach 2025 roku wyniosły 16,0 mln zł, co oznacza wzrost o 89% r/r. Za 92% wygenerowanych przychodów odpowiadała działalność kosmiczna, a za 8% projekty dla przemysłu. EBITDA wyniosła 3,1 mln zł w stosunku do 0,3 mln zł w ubiegłym roku, a zysk netto osiągnął poziom 0,2 mln zł w porównaniu do straty 0,5 mln zł rok temu. Backlog, czyli podpisane i realizowane kontrakty do rozliczenia w przyszłych okresach, to na dzień 14 listopada 2025 roku 58,3 mln zł, o 254% więcej względem 16,5 mln zł z 12 listopada 2024 roku. Poziom środków pieniężnych wzrósł w trzecim kwartale o 5,6 mln zł do 14,7 mln zł na koniec września.

– W III kwartale 2025 roku rozpoczęliśmy prace w projekcie CAMILA w ramach zawartego w sierpniu Authorization to Proceed, który następnie 21 października został zwieńczony podpisaniem umowy wykonawczej o wartości ok. 3,55 mln euro, z możliwością jej dalszego rozszerzenia do poziomu ok. 4,40 mln euro. Największa polska cywilna konstelacja będzie obrazować Ziemię teleskopami Scanway i jest to dla nas zarówno powód do dumy, jak również okazja do współpracy i wymiany wiedzy z pozostalymi uczestnikami projektu, celem wzmacniania krajowych zdolności kosmicznych komentuje Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

– Projekty konstelacyjne pozostają w centrum naszego zainteresowania. Tylko w ostatnich miesiącach zakończyliśmy PDR w ramach SEMOViS realizowanego z Marble Imaging i mającego na celu stworzenie największego w Polsce teleskopu zdolnego do robienia zdjęć poniżej 1 metra na piksel, stanowiącego istotny rynkowy wyróżnik w Europie i na świecie. Poinformowaliśmy również o zakończeniu testów lotniczych w projekcie NarSha, czyli pierwszej koreańskiej konstelacji do monitorowania punktowych źródeł metanu. Nasz instrument potwierdził swoją funkcjonalność oraz parametry. Liczymy, że pierwsze satelity zostaną wyniesione jeszcze w 2026 roku. III kwartał to także kontynuacja ścisłej współpracy z Intuitive Machines oraz ESA w ramach pierwszego polskiego teleskopu do mapowania Księżyca. Dzięki rozszerzeniu kontraktu o obszar przetwarzania danych, budujemy wewnątrz Scanway cenny know-how, który na całym świecie posiada zaledwie kilka podmiotów podkreśla Mikołaj Podgórski.

W obszarze biznesowym Industry Spółka skupiła się na rozwijaniu praktycznych wdrożeń opartych na technologii HYDRA, realizowanych we współpracy z partnerami przemysłowymi. W III kwartale Scanway rozszerzył współpracę z Bunge Polska Sp. z o.o., instalując kolejny system wizyjny wspierający kontrolę kluczowych etapów produkcji w zakładzie w Kruszwicy. Spółka poszerzyła także współpracę z Fabios Sp. z o.o., wdrażając systemy wizyjne na następnych liniach produkcyjnych. W tym samym czasie opracowała koncepcję pilotażową nowego systemu kontroli jakości produktu dla jednego z liderów dystrybucji opon w Europie Środkowo-Wschodniej.

W III kwartale zakończyliśmy proces mapowania obszarów rynkowych, które zamierzamy zagospodarować w oparciu o technologię HYDRA. Na jej bazie przygotowaliśmy sześć gotowych aplikacji, tzw. flagowych produktów, kierowanych do producentów opakowań, mięsa i opon. Będą one dalej rozwijane i dopasowywane do specyficznych potrzeb klientów, tak aby tworzyć wysoko customizowane rozwiązania umożliwiające osiąganie coraz wyższych marż – mówi Radosław Charytoniuk, CSO Scanway S.A. Równolegle identyfikujemy nowe projekty i potrzeby rynkowe, które mogą być adresowane z wykorzystaniem technologii HYDRA, co dodatkowo zwiększa jej potencjał komercyjny podsumowuje.

Scanway od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej, a produkty Spółki znalazły się na pokładzie dwóch najważniejszych polskich i europejskich misji kosmicznych 2024 roku. Scanway dostarczył największy w historii rozwoju polskiej branży kosmicznej teleskop do satelity EagleEye, a także system kamer do inauguracyjnego lotu najnowszej europejskiej rakiety nośnej Ariane 6. Spółka realizuje projekty konstelacyjne z globalnymi klientami, w tym Nara Space z Korei Płd. o wartości 2,7 mln euro, Marble Imaging z Niemiec o wartości 3,2 mln euro i klientem z Azji o wartości 9,0 mln euro. Wszystkie projekty mają potencjał do dalszego rozszerzenia w przyszłości.

W połowie września zakończyliśmy prace nad Dokumentem Rejestracyjnym i złożyliśmy go do KNF w związku z planowanym przeniesieniem notowań Scanway na główny rynek GPW. Właśnie mijają 2 lata od naszego debiutu na rynku NewConnect i jestem bardzo zadowolony z biznesowego rozwoju Spółki oraz zainteresowania, jakie poprzez zaoferowanie inwestorom ciekawej ekspozycji na rosnący w szybkim tempie sektor kosmiczny, udało nam się wygenerować. Zgodnie z danymi GPW, wartość obrotów na akcjach Scanway w III kwartale 2025 roku wyniosła 57 mln zł, plasując nas na drugim miejscu spośród 358 spółek w badanym okresie. Pierwsze miejsce osiągnęliśmy za to w październiku, notując 32 mln zł wartości obrotów. To dla nas jasny sygnał, że najwyższy czas przejść na główny rynek GPW i dalej rozszerzać grono naszych akcjonariuszy poprzez wysokie standardy komunikacyjne i kolejne osiągnięcia biznesowe w obszarach Space oraz Industry, nad którymi będziemy pracować całym zespołem podsumowuje Jędrzej Kowalewski.

Długi Polaków rosną. Przeciętny niesolidny dłużnik ma 34,5 tys. zł zaległości

Przeciętny niesolidny dłużnik zmaga się obecnie z zaległymi zobowiązaniami kredytowymi i pozakredytowymi o łącznej wartości 34 477 zł. Choć ta uśredniona kwota jest alarmująca, kryje za sobą ogromną rozpiętość problemów, które doskonale odzwierciedlają dynamikę wpadania w spiralę zadłużenia. Analiza danych BIG InfoMonitor i BIK ujawnia, że podczas gdy najwyższe sumy zaległości generowane są przez długoterminowe kredyty bankowe, to masowe, niższe kwoty niespłaconych długów pozakredytowych stanowią powszechny, początkowy punkt zapalny. Szczególnie niepokojące jest to, że ponad 405 tysięcy Polaków ma jednoczesne problemy z obiema kategoriami zadłużenia, co świadczy o głęboko zakorzenionym i skumulowanym kryzysie finansowym.

  • Przeciętny niesolidny dłużnik w Polsce ma zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe o łącznej wartości 34 477 zł;
  • Alimenty są rekordzistą wśród długów pozakredytowych ze średnią zaległością sięgającą 58 607 zł;
  • Ponad 405 tys. Polaków ma równocześnie problemy ze spłatą zobowiązań kredytowych oraz pozakredytowych.

Kredytowi giganci – od domu po kartę kredytową

Jeśli chodzi o kwoty, kredyty bankowe stanowią jedne z najważniejszych i największych źródeł finansowania. To one wywindowały średnią zaległość do niemal 40 tysięcy złotych, co jest w dużej mierze efektem rosnącej popularności i wartości kredytów konsumenckich. Na szczycie tej piramidy znajduje się, co nie dziwi, kredyt mieszkaniowy, który dominuje ze średnią zaległością 262 566 zł. Nic dziwnego, że to właśnie mieszkaniówka stanowi największe obciążenie dla stabilności domowego budżetu. Dalej mamy kredyt konsumpcyjny ze średnią zaległością 27 410 zł, który często stanowi ostatnią deskę ratunku przy spłacie starszych zobowiązań, czyli zaciąganie nowego długu, by spłacić stary, co jedynie przyspiesza wpadanie w spiralę zadłużenia. A co jest pierwszym, cichym sygnałem kłopotów? Zazwyczaj są to karty kredytowe i limity. Ich średnia zaległość jest najniższa – 5 597 zł – to stosunkowo niewielka kwota, która może wskazywać na ograniczone rezerwy finansowe i mniejszą elastyczność budżetową.

Dług społeczny

Choć długi pozakredytowe są statystycznie niższe niż kredytowe, a ich średnia to 24 349 zł, mają one o wiele bardziej społeczny i masowy ciężar. W tej kategorii rekordzistą są niepłacone alimenty. Średnia zaległość w tej kategorii sięga kwoty 58 607 zł. Ta suma jest jasnym dowodem na wieloletnie unikanie odpowiedzialności, a jej koszty ponoszą najbardziej niewinni – dzieci i ich opiekunowie. To już nie tylko problem finansowy, ale głęboki kryzys etyczny.

– Poza długami alimentacyjnymi uwagę zwracają także inne zobowiązania pozakredytowe, które często świadczą o zaawansowanym procesie odzyskiwania należności. Mówimy tu o kwotach związanych z tytułem wykonawczym, czyli wynikających z prawomocnego wyroku sądowego (14 645 zł) oraz wierzytelnością windykowaną (12 487 zł). Te sumy to nic innego jak pieczęcie oznaczające, że niesolidny dłużnik jest na bardzo zaawansowanym etapie windykacji. Zamiast rozwiązać problem, często wpada w pułapkę narastającej frustracji, która utrudnia wyjście na prostą i powrót do finansowej równowagi. Aby przerwać spiralę zadłużenia, warto skontaktować się z wierzycielem  i wspólnie ustalić realny plan spłaty dostosowany do aktualnych możliwości. Równocześnie dobrze jest przeanalizować domowy budżet i stopniowo odbudowywać poduszkę finansową, nawet niewielkimi kwotami – wskazuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Niskokwotowe sygnały ostrzegawcze

Na drugim biegunie znajdują się najniższe średnie wartości, które choć pozornie niewielkie, stanowią ważne wskaźniki problemów z zarządzaniem domowym budżetem. Drobne, ale częste zaległości, jak na przykład nieopłacone rachunki telekomunikacyjne (3 807 zł) czy zaległości za jazdę bez biletu (308 zł), po zignorowaniu prowadzą do wpisów do rejestru dłużników. Dla wielu, te niskie kwoty mogą być pierwszym, sygnałem ostrzegawczym. Blokują  dostęp do kredytów bankowych, zmuszając dłużników do zaciągania znacznie droższych pożyczek pozabankowych, zamykając tym samym błędne koło zadłużenia.

 Z jednej strony mamy wysokie zobowiązania długoterminowe, z najwyższą średnią dla kredytów mieszkaniowych, które stanowią największe obciążenie dla stabilności finansowej. Z drugiej strony, widzimy narastający społeczny kryzys alimentacyjny – z rekordowo wysoką średnią zaległości, co jest dowodem na wieloletnie zaniedbania. Między tymi skrajnościami rozwija się na pierwszy rzut oka niepozorna spirala drobnych długów: od nieopłaconych rachunków telekomunikacyjnych, czynszów aż po rosnące zaległości na kartach i kredytach konsumpcyjnych. Te niższe kwoty, choć same w sobie niewielkie, są często pierwszym punktem zapalnym, który prowadzi dłużników do droższego finansowania pozabankowego – wyjaśnia Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Zjawisko nadmiernego zadłużania się Polaków jest widoczne i często prowadzi do spirali zadłużenia, z której trudno się wydostać. Aby zminimalizować to ryzyko, kluczowe jest świadome zarządzanie finansami. – Oznacza to przede wszystkim prowadzenie szczegółowego budżetu domowego, który pozwala z wyprzedzeniem identyfikować potencjalne braki w płynności finansowej. Warto też regularnie analizować swoje wydatki i ograniczać te, które nie są niezbędne – nawet drobne oszczędności mogą w dłuższej perspektywie poprawić stabilność finansową. Priorytetem powinno być jednak terminowe regulowanie nawet najmniejszych zobowiązań – od rachunków telekomunikacyjnych po raty kredytów konsumpcyjnych. Odpowiedzialne zapożyczanie się powinno zawsze poprzedzać rzetelne oszacowanie własnych możliwości spłaty z uwzględnieniem ewentualnych, nieprzewidzianych wydatków. W przypadku, gdy problemy już się pojawią, najważniejsza jest szybka reakcja i kontakt z wierzycielem w celu negocjacji warunków spłaty, zamiast ratowania się kolejnymi pożyczkami, które tylko pogłębiają problem – podsumowuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Na koniec września w bazach BIG InfoMonitor i BIK widniało 2,45 mln konsumentów, którzy z jakichś powodów nie poradzili sobie ze spłatą swoich zobowiązań, ponad 405 tys. z nich ma jednocześnie zaległości pozakredytowe i kredytowe.

66,5 proc. Polaków zapowiada, że skorzysta z Black Friday

Obecnie 66,5% dorosłych Polaków zamierza zrobić zakupy w ramach Black Friday. W ub.r. tak deklarowało 64,1% ankietowanych. Teraz 18,8% rodaków nie chce korzystać z corocznych okazji. Niemal identycznie było poprzednio – 18,9%. Z kolei aktualnie 14,7% konsumentów pozostaje niezdecydowanych. I jest ich nieco mniej niż rok temu – 17%. Autorzy badania zauważają, że rodacy w coraz bardziej zdecydowany sposób podchodzą do korzystania z rabatów, bo dokładnie wiedzą, czego potrzebują.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Shopfully Poland, w tym roku z możliwości robienia okazyjnych zakupów w ramach Black Friday zamierza w jakiejś formie skorzystać 66,5% dorosłych Polaków. W zeszłym roku dotyczyło to 64,1%. – Patrząc ogólnie na tegoroczne wyniki, można powiedzieć, że duża część społeczeństwa zamierza kupić coś przy okazji Black Friday i to jest dobra wiadomość dla branży retailowej. Podobnie było rok temu. Coroczne wydarzenie zakupowe od lat cieszy się zainteresowaniem Polaków – mówi Robert Biegaj, współautor badania z Shopfully Poland.

Ekspert rynku retailowego zauważa też, że podejście Polaków do promocji zależy od segmentu. Według różnych badań rynkowych, nawet ok. 80-90% konsumentów kupuje żywność w promocjach. Jednak Black Friday to nie to samo. W ramach corocznego święta zakupów kupuje się głównie odzież, obuwie, perfumy i elektronikę, a to nie są już produkty pierwszej potrzeby, na których trzeba na co dzień oszczędzać. Mechanizm konsumencki działa w obu przypadkach zupełnie inaczej. – Zakupy w ramach Black Friday z reguły są bardziej przemyślane niż codzienne sprawunki, bo większość konsumentów czeka na nie naprawdę przez cały rok lub jego większość. Dlatego też z reguły nie są one impulsywne – dodaje Robert Biegaj.

Z badania wynika też, że 18,8% dorosłych Polaków nie planuje robić żadnych zakupów z okazji Black Friday. Rok temu tak deklarowało 18,9% rodaków. – Nie obserwujemy praktycznie żadnych zmian. Część niezainteresowanych osób na co dzień bardzo ostrożnie wydaje pieniądze. Pozostali konsumenci z ww. grupy nie potrzebują kupować w tego typu akcjach, bo zwyczajnie mają większy budżet. Nie muszą zwracać uwagi na okazje, które w Polsce nie są tak atrakcyjne, jak np. w USA. U nas z reguły są oferowane towary gorszej jakości, końcówki kolekcji itd. W Stanach Zjednoczonych zdecydowanie inaczej to wygląda, czyli są tam lepsze okazje – tłumaczy Robert Biegaj.

W tym roku 14,7% badanych nie potrafi się określić w tym temacie. Natomiast rok temu dotyczyło to 17% konsumentów. – Ta grupa osób prawdopodobnie nie czeka specjalnie na tego typu wyprzedaże. Spadek odsetka od zeszłego roku może świadczyć o tym, że cześć osób mniej niż poprzednio jeszcze waha się co do uczestnictwa w tym wydarzeniu. W moim odczuciu, ta różnica pokazuje jeszcze jeden trend. Polacy coraz lepiej znają swoje potrzeby zakupowe i dokładnie wiedzą, co chcą nabywać, zwłaszcza w okresie wszechobecnych wyprzedaży – podsumowuje ekspert z Shopfully Poland.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 06-08.11.09.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully Poland na próbie 1007 Polaków w wieku 18-80 lat.

Finanse w epoce AI: modele predykcyjne zyskują, ale rośnie znaczenie etyki i transparentności

Według raportu – „Sztuczna inteligencja w usługach finansowych” – opublikowanego przez Departament Skarbu USA, AI stał się jednym z najważniejszych czynników kształtujących przyszłość usług finansowych. Jednak znaczenie tej zmiany wykracza daleko poza aspekt technologiczny. AI nie tylko przyspiesza procesy czy zwiększa precyzję analiz – zmienia sam sposób, w jaki instytucje finansowe rozumieją ryzyko, podejmują decyzje i budują zaufanie klientów.

Zgodnie z badaniem zrealizowanym przez KPMG, aż 71% organizacji wykorzystuje w jakimś stopniu sztuczną inteligencję w swoich operacjach finansowych. Z tego grona 41% firm deklaruje użycie AI na „umiarkowanym lub wysokim” poziomie i przewiduje się, że ten wskaźnik wzrośnie do 83% do 2027 roku.

AI staje się jednym z kluczowych ogniw tego języka. Algorytmy potrafią analizować setki tysięcy zmiennych, wychwytywać wzorce zachowań i przewidywać ryzyko kredytowe z precyzją, która dawniej była poza zasięgiem. W praktyce oznacza to, że decyzje kredytowe, oferty czy rekomendacje mogą być dopasowywane nie do ogólnych profili, lecz do indywidualnych potrzeb użytkowników. Coraz częściej to właśnie sztuczna inteligencja pozwala zauważyć, że dwie osoby o podobnych dochodach mogą mieć zupełnie inną skłonność do terminowych spłat, bo różni je sposób korzystania z rachunku, częstotliwość płatności lub nawet styl zakupowy.

W tym sensie AI nie zastępuje ludzkiego osądu, ale rozszerza jego możliwości. Działa jak dodatkowa warstwa percepcji, która pomaga analitykom, doradcom i instytucjom finansowym dostrzegać niuanse wcześniej niewidoczne. Jednocześnie wymusza nową dyscyplinę w myśleniu o odpowiedzialności, o tym, jakie dane wykorzystujemy, w jaki sposób interpretujemy ich znaczenie i czy wynik procesu decyzyjnego można wyjaśnić w sposób zrozumiały dla klienta. Transparentność staje się więc równie istotna jak skuteczność modeli predykcyjnych – mówi Marta Fila, członek zarządu AIQLabs.

W świecie finansów o zaufaniu decyduje nie tylko to, czy decyzja jest trafna, lecz czy jest uczciwa. Klienci coraz lepiej rozumieją, że za automatyzacją procesów stoją konkretne mechanizmy uczenia maszynowego. Oczekują, że instytucje finansowe potrafią wytłumaczyć, dlaczego dana oferta została im przedstawiona, a inna nie. To zmienia relację między człowiekiem a technologią, z relacji zależności w relację współodpowiedzialności.

W praktyce wdrożenie AI w consumer finance nie jest już projektem technologicznym, ale organizacyjnym. Firmy, które traktują algorytmy jako narzędzie wspierające całość procesów, od oceny ryzyka po obsługę klienta, budują nowe standardy funkcjonowania rynku. Nie chodzi już o automatyzację dla samej automatyzacji, ale o umiejętność łączenia danych, modeli i refleksji etycznej w spójną strukturę. Tylko wtedy możliwe jest tworzenie rozwiązań, które równocześnie przyspieszają decyzje i wzmacniają poczucie bezpieczeństwa klientów.

Sztuczna inteligencja w finansach konsumenckich uczy nas także innego podejścia do pojęcia ryzyka. Dawniej rozumiano je jako coś, co należy minimalizować. Dziś, dzięki analizom predykcyjnym, ryzyko można lepiej rozumieć, a nawet modelować, przewidywać, w jakich warunkach się pojawi i jak można mu zapobiec, zanim przekształci się w problem. To nie tylko kwestia efektywności, ale też jakości doświadczenia klienta, mniej błędnych decyzji, mniej stresu, więcej przejrzystości.

Najciekawsze w tym procesie jest to, że technologia staje się coraz bardziej „miękka”. Nie polega już na imponujących możliwościach obliczeniowych, lecz na zdolności do rozumienia kontekstu. Współczesne systemy AI nie tylko klasyfikują dane, ale potrafią uczyć się intencji, rozpoznawać wzorce komunikacji czy przewidywać potrzeby użytkowników w czasie rzeczywistym. To przesunięcie akcentu z analizy faktów na interpretację znaczeń może być jednym z najważniejszych kierunków rozwoju branży – podsumowuje Marta Fila.

Wraz z nim zmienia się także rola człowieka. Analitycy nie są już jedynie nadzorcami technologii, ale jej współautorami. Ich zadaniem jest nie tylko ocena wyników, ale także tworzenie środowiska, w którym algorytmy mogą działać odpowiedzialnie, zgodnie z wartościami organizacji i obowiązującymi regulacjami. To właśnie na tym styku rodzi się prawdziwa innowacja. Nie w spektakularnych wdrożeniach, lecz w zdolności do budowania relacji między danymi, decyzjami i zaufaniem.

W kolejnych latach ten kierunek będzie się pogłębiał. AI stanie się integralnym komponentem infrastruktury finansowej. Równie naturalnym jak systemy scoringowe czy procesy weryfikacji tożsamości. Jednak jego dojrzałość nie będzie mierzona liczbą automatyzacji, lecz umiejętnością tworzenia rozwiązań zrozumiałych, przejrzystych i etycznych. Technologia przestaje być narzędziem, staje się językiem, w którym finanse uczą się opowiadać o odpowiedzialności.

Świąteczne prace kuszą stawkami. Mikołaj zarobi nawet 700 zł za godzinę

Tegoroczny okres świąteczny zapowiada się jako rekordowo pracowity. Firmy, centra handlowe, jarmarki i organizatorzy wydarzeń bożonarodzeniowych ruszyli z rekrutacjami już na początku listopada, oferując szeroki wachlarz sezonowych zajęć. Najwięcej zarobi święty Mikołaj – jego stawki sięgają nawet 700 zł brutto za godzinę pracy w Wigilię po 16:00 w dużych miastach. Na liście poszukiwanych nie brakuje też elfów, sprzedawców na jarmarkach, pakowaczek prezentów i kasjerów w galeriach handlowych, wynika z analiz Grupy Progres.

Z początkiem listopada rozpoczął się intensywny okres poszukiwań pracowników na sezon świąteczno-noworoczny. Jak wskazują analizy Grupy Progres, rosnący popyt na personel obserwowany jest nie tylko w dużych aglomeracjach, ale również w mniejszych miastach, gdzie pojawiają się lokalne jarmarki i stoiska świąteczne. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku liczba ofert pracy sezonowej wzrosła umiarkowanie – średnio o 20–35%, w zależności od branży oraz wielkości przedsiębiorstwa.

Mikołaj na czele zarobków

Jedną z najbardziej poszukiwanych postaci niezmiennie pozostaje święty Mikołaj, który – jak wynika z danych Grupy – może zarobić nawet 700 zł brutto za godzinę pracy w Wigilię po godzinie 16:00 w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław. Standardowa stawka dla Mikołajów w grudniu waha się od 60 do 120 zł brutto za godzinę, ale w okresie kulminacyjnym, czyli 6 i 24 grudnia, rośnie kilkukrotnie. Wymagania wobec kandydatów obejmują pogodny charakter, poczucie humoru, kulturę osobistą, łatwość kontaktu z dziećmi oraz – w przypadku pracy wyjazdowej – prawo jazdy i własny samochód. Często pracodawcy oferują komplet strojów, scenariusze spotkań i zwrot kosztów paliwa.

Jak podkreśla Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres „listopad i grudzień to najgorętszy czas dla zajęć sezonowych. W tym okresie firmy potrzebują dodatkowych rąk do pracy bardziej niż w jakimkolwiek innym momencie roku. Dla wielu osób to doskonała okazja, by połączyć przyjemne z pożytecznym – szybko zarobić, pracować w elastycznym grafiku i spróbować swoich sił w nowym, sezonowym wyzwaniu.”

Tuż za Mikołajem w rankingu zarobków plasują się jego pomocnicy – Śnieżynki, Elfy i Animatorzy Świąteczni, którzy w grudniu mogą liczyć na stawki od 35 do 75 zł brutto za godzinę. Ich zadaniem jest prowadzenie animacji, warsztatów i zabaw dla dzieci, pomoc przy rozdawaniu prezentów, opieka nad grupami uczestników oraz dbanie o świąteczny klimat spotkań. Sezon pracy dla animatorów i elfów rozpoczyna się zazwyczaj między 19 listopada a 1 grudnia i trwa do 23 lub 24 grudnia, przy czym najwięcej godzin przypada na weekendy i popołudnia.

Na jarmarku pachnie cynamonem i dobrymi zarobkami

Kolejną grupą stanowisk, których od lat nie brakuje, są prace na jarmarkach bożonarodzeniowych. W Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie poszukiwane są osoby do sprzedaży grzańca, gorącej czekolady, deserów, churrosów i popcornu, a także do obsługi stoisk z ozdobami, słodyczami czy upominkami. Stawki wahają się tu od 30 do 47 zł brutto za godzinę, a najlepsi sprzedawcy mogą zarobić nawet 330 zł brutto dziennie. Praca rozpoczyna się zwykle 21 listopada i trwa do 23 grudnia, choć w niektórych miastach jarmarki działają aż do 7 stycznia 2026 roku. Wymagane są książeczki sanepidowskie, podstawowa znajomość języka angielskiego, pozytywne nastawienie i umiejętność pracy z klientem. Dla studentów to jedna z najczęściej wybieranych form dorobienia – wiele ofert kierowana jest właśnie do osób w wieku 16–26 lat posiadających status ucznia lub studenta.

Osoby planujące pracę w sezonie świątecznym powinny wcześniej przygotować niezbędne dokumenty, zwłaszcza aktualną książeczkę sanepidowską. W wielu przypadkach jest ona warunkiem zatrudnienia, a procedura jej uzyskania może potrwać nawet dwa tygodnie. Pracodawcy najczęściej wybierają kandydatów, którzy mogą rozpocząć pracę od razu, dlatego warto upewnić się, że posiadane orzeczenie jest wciąż ważne – zazwyczaj obowiązuje ono dwa lata, choć zdarzają się też roczne – zaznacza Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Wysokie zapotrzebowanie występuje także na pracowników sprzątających i obsługujących jarmarki i galerie handlowe. Stawka wynosi około 30,50 zł brutto za godzinę, a praca rozpoczyna się w połowie listopada i kończy tuż przed Świętami. Obowiązki obejmują utrzymanie czystości, porządkowanie stołów i terenów zewnętrznych.

Pakowanie prezentów, sprzedaż choinek i praca w terenie

Wysoko na liście świątecznych zajęć znajduje się także pakowanie prezentów, które stało się nieodłącznym elementem przygotowań do Bożego Narodzenia w centrach handlowych i magazynach firm wysyłkowych. Stawki wahają się między 29 a 35 zł brutto za godzinę, a praca trwa zazwyczaj od końca listopada do 23 grudnia. Wymagana jest dokładność, estetyka oraz umiejętność pracy w zespole.

Nie zabraknie też ofert dla sprzedawców choinek, które wiążą się z pracą na świeżym powietrzu i odpornością na niskie temperatury. Wysoki sezon w tym zawodzie trwa od 1 do 24 grudnia. W Warszawie, Krakowie czy Łodzi stawki wynoszą około 33 zł brutto za godzinę, a obowiązki obejmują obsługę klienta, pakowanie drzewek w siatki oraz dbanie o porządek na stoisku.

Nietypowo – na witrynie, charytatywnie, za kierownicą świątecznego foodtrucka, opieka nad reniferem

Wśród ofert nie brakuje również bardziej nietypowych propozycji. Osoby o artystycznym zacięciu mogą liczyć na zatrudnienie przy tworzeniu dekoracji świątecznych i scenografii miejskich – tu wynagrodzenie wynosi około 30–40 zł brutto za godzinę, a prace trwają od 5 listopada do 20 grudnia.

Do tego typu zajęć należą także wolontariusze i osoby kwestujące w centrach handlowych, które w strojach aniołków lub elfów sprzedają zestawy świąteczne i zbierają datki na cele charytatywne – w tym przypadku stawki wahają się od 30 do 50 zł brutto za godzinę, a praca trwa od 26 listopada do 23 grudnia. Wymagane są przede wszystkim otwartość, komunikatywność i pozytywna energia – doświadczenie nie jest konieczne, a grafik można dopasować indywidualnie.

W tej kategorii mieszczą się również takie stanowiska jak kierowca świątecznego foodtrucka (35–45 zł brutto/h), fotograf dziecięcy w galeriach (40–60 zł brutto/h), opiekun reniferów lub zwierząt w żywej szopce (30–38 zł brutto/h), hostessy promujące świąteczne marki (33–42 zł brutto/h), czy dekorator witryn sklepowych (32–48 zł brutto/h). Wszystkie te stanowiska łączy jedno – pracodawcy oczekują dyspozycyjności od drugiej połowy listopada do Wigilii, a szczyt pracy przypada na weekendy i wieczory.

Kasa, kuchnia, magazyn – świąteczny klasyk zatrudnienia

Oprócz typowo bożonarodzeniowych stanowisk, duże sieci handlowe i firmy logistyczne poszukują dodatkowych pracowników do obsługi rosnącego ruchu przedświątecznego. Dobra wiadomość jest taka, że w tym sezonie wynagrodzenia w pracy tymczasowej i sezonowej są wyższe niż rok temu – wzrosły średnio o 10–20%. Wpływ na ten trend ma zarówno waloryzacja płacy minimalnej, jak i rosnąca konkurencja o pracowników. Pracownicy magazynów i zajmujący się pakowaniem oraz kompletacją towarów, mogą liczyć na stawki w przedziale 30–40 zł brutto za godzinę. W e-commerce pakowacze oraz operatorzy magazynów przesyłek zarabiają średnio od 32 do 38 zł brutto za godzinę. Kasjerzy i sprzedawcy otrzymują wynagrodzenie w wysokości od 25 do 35 zł brutto za godzinę, w zależności od lokalizacji i doświadczenia. Kurierzy oraz pomocnicy kierowców mogą liczyć na stawki rzędu 33–45 zł brutto za godzinę lub wynagrodzenie w systemie prowizyjnym, uzależnione od liczby dostarczonych przesyłek. W branży gastronomicznej, obejmującej m.in. kelnerów, pomoc kuchenną czy obsługę eventów, stawki kształtują się na poziomie 30–42 zł brutto za godzinę. Dodatkowo część pracodawców oferuje premie frekwencyjne, dodatki za pracę w weekendy i święta oraz bony świąteczne, które łącznie mogą zwiększyć realne zarobki nawet o 10–15%.

W okresie przedświątecznym praca sezonowa wyróżnia się nie tylko intensywnym tempem, ale też szybszymi terminami wypłat. W wielu przypadkach wynagrodzenie przekazywane jest niemal natychmiast po zakończeniu zlecenia – jeszcze tego samego dnia, do 7 dni po jego wykonaniu lub najpóźniej do 30 grudnia. To stała praktyka w branży, utrzymująca się od kilku lat i szczególnie ceniona przez młodszych pracowników, którzy chcą mieć środki jeszcze przed Sylwestrem. Choć stawki godzinowe w wielu przypadkach oscylują wokół płacy minimalnej (ok. 30,50 zł brutto), to właśnie szybka dostępność wynagrodzenia sprawia, że prace sezonowe w ostatnim miesiącu roku wciąż cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

Dla wielu osób praca w grudniu to sposób na sfinansowanie prezentów, ale też okazja do podreperowania budżetu w formule tymczasowej z elastycznym grafikiem pozwalającym połączyć pracę z nauką czy innymi obowiązkami. Kandydatów nie brakuje, wśród nich są studenci i uczniowie, którzy chętnie podejmują krótkoterminowe zatrudnienie, cudzoziemcy, zwłaszcza z Ukrainy, stanowiący istotne wsparcie operacyjne w szczytowym okresie, a także osoby 50+, które wracają na rynek pracy do zadań wymagających dokładności, cierpliwości i odpowiedzialności, takich jak pakowanie produktów, kontrola jakości czy obsługa klienta. Dzięki takiej różnorodności i otwartości pracodawców każdy, kto potrafi rozdać uśmiech – Mikołaj, elf, kasjer czy animator – może w grudniu liczyć na naprawdę hojny sezonpodsumowuje Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

***

W tekście wszystkie stawki podane są w kwotach brutto. W przypadku studentów obowiązuje zasada, że wynagrodzenie brutto jest równe kwocie netto.

Branża budowlana pod większą kontrolą. Nowa ustawa ma poprawić jakość materiałów i ograniczyć nieprawidłowości

Trwają prace nad nową ustawą o wyrobach budowlanych. Zmiany mają zwiększyć skuteczność nadzoru i poprawę jakości wyrobów budowlanych dostępnych w Polsce. „Jakość materiałów budowlanych w Polsce nadal często nie spełnia wymaganych standardów. Deklaracja dotycząca zwiększenia kar finansowych i objęcie kontrolami również sprzedaży on-line, to wyraźny znak, że państwo zamierza aktywnie przeciwdziałać nieprawidłowościom w obrocie wyrobami budowlanymi” – mówi Jan Pruski, Associate z zespołu Prawa Nieruchomości i Budownictwa kancelarii Wolf Theiss.

Zgodnie z opublikowaną przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego informacją o kontroli rynku wyrobów budowlanych w 2024 r. przyjęty zbiorczy plan kontroli przewidywał skontrolowanie 2302 wyrobów budowlanych, zaś ostatecznie wojewódzcy inspektorzy nadzoru budowlanego sprawdzili  2457 wyrobów. Organy nadzoru budowlanego zleciły badania 259 próbek wyrobów budowlanych, z czego stwierdzono, że aż 30% nie spełniało deklarowanych przez producenta właściwości użytkowych. Jak sygnalizuje branża budowlana, największe problemy dotyczą materiałów termoizolacyjnych oraz cementów, wapna budowlanego i innych spoiw hydraulicznych.

„Kontrole organów nadzoru budowlanego w 2024 r. skutkowały 38 decyzjami w sprawach kar pieniężnych w I instancji. Świadczy to z jednej strony o chęci współpracy producentów w celu wykluczenia nieprawidłowości, z drugiej zaś o dość powściągliwym podejściu instytucji w tym zakresie.  Czy więc zwiększenie wymiaru tych kar będzie skutecznym narzędziem prewencyjnym w przyszłości?” – pyta retorycznie Jan Pruski z kancelarii Wolf Theiss.

Zwiększenie kar w nowej ustawie

Projekt nowej ustawy o wyrobach budowlanych przewiduje istotne zaostrzenie sankcji wobec podmiotów naruszających przepisy. Dotyczy to przede wszystkim produktów niespełniających deklarowanych właściwości użytkowych, pozbawionych wymaganych oznaczeń lub wprowadzanych do obrotu z pominięciem obowiązujących procedur. Wysokość kar pieniężnych ma wzrosnąć nawet o połowę, co ustawodawca tłumaczy zarówno inflacją, jak i brakiem wcześniejszej waloryzacji, mającej miejsce ostatni raz ponad dziesięć lat temu.

Dotychczas kary za naruszenia wynosiły do 100 tys. zł., a nowy projekt zakłada ich zwiększenie do 150 tys. zł. Zmiany obejmą również sektor online, w tym zagraniczne podmioty oferujące wyroby budowlane na polskim rynku. W ich przypadku sankcje mają być nie tylko bardziej dotkliwe, ale też skuteczniej egzekwowane. Wprowadzenie nowych regulacji wpisuje się w szerszy kontekst ujednolicenia z prawem unijnym, które nakłada na państwa członkowskie obowiązek stosowania kar adekwatnych, skutecznych i odstraszających.

„Zaostrzenie sankcji to nie tylko formalna zmiana – to jasny sygnał, że państwo zamierza aktywnie przeciwdziałać nieprawidłowościom w obrocie wyrobami budowlanymi. W świetle licznych uchybień wykrywanych podczas kontroli, nowe przepisy mają pełnić funkcję prewencyjną i skłonić producentów oraz dystrybutorów do większej odpowiedzialności za jakość oferowanych produktów” – podkreśla Jan Pruski.

Więcej jakości czy więcej formalności?

Projekt nowej ustawy o wyrobach budowlanych to odpowiedź na konieczność dostosowania polskiego prawa do regulacji Unii Europejskiej, w szczególności rozporządzeń Rady i Parlamentu Europejskiego (UE). Nowe przepisy mają uporządkować zasady wprowadzania produktów do obrotu, ujednolicić definicje w celu ich zgodności z prawem UE oraz wzmocnić nadzór – również nad wyrobami oferowanymi w sprzedaży internetowej. Ustawodawca, odpowiadając na postulaty Krajowych Jednostek Oceny Technicznej, przedsiębiorców oraz organów nadzoru rynku, planuje ustandaryzować procedury kontrolne i wyeliminować istniejące wątpliwości interpretacyjne.

„Jedną z istotnych zmian będzie obowiązek przeprowadzenia przez organ analizy ryzyka przed podjęciem decyzji w sprawie wykonywania kontroli. Podmioty gospodarcze zostaną również zobowiązane do przedstawiania szczegółowych informacji dotyczących łańcucha dostaw, sieci dystrybucji, liczby wyrobów dostępnych na rynku oraz innych modeli produktów o takich samych właściwościach technicznych. Wszystkie te działania mają na celu zwiększenie skuteczności nadzoru i poprawę jakości wyrobów budowlanych dostępnych w Polsce” – dodaje Jan Pruski.

Te działania mają sprzyjać przejrzystości i ograniczyć ryzyko stosowania materiałów niespełniających norm. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność dostosowania się do nowych wymogów formalnych, ale także szansę na łatwiejszy obrót wyrobami zgodnymi z unijnymi standardami.

Dla branży budowlanej zmiany te mogą oznaczać większą stabilność i przewidywalność. Jasne zasady oraz lepszy dostęp do danych o właściwościach i pochodzeniu wyrobów budowlanych, a w szczególności podjęcie działań zmierzających do kontrolowania sprzedaży wyrobów budowlanych online, to realne korzyści dla wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego. Nowe przepisy mają nie tyle karać, co zapobiegać. Ustawodawca liczy, że dzięki większej przejrzystości i surowszym konsekwencjom liczba nieprawidłowości będzie systematycznie spadać.

„Zwiększony nacisk na jakość i bezpieczeństwo produktów, a także zwiększenie sankcji, może przełożyć się na większe zaufanie konsumentów i inwestorów, co w dłuższej perspektywie może wzmocnić pozycję rzetelnych producentów na rynku. Nowe regulacje obejmujące także sprzedaż internetową mają z kolei uporządkować segment sprzedaży online, który dotychczas pozostawał poza skutecznym nadzorem” – podsumowuje Jan Pruski.

Termin przyjęcia ustawy planowany jest na III kwartał 2026 r., zaś od 21 października br. Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozpoczęło konsultacje publiczne nowego projektu. Czas na przekazanie uwag i sugestii od opublikowania projektu to 30 dni.

Polski przemysł łapie oddech, ale nadal idzie pod wiatr. Po dwóch trudnych latach sektor wchodzi w fazę umiarkowanej stabilizacji

0

Ostatnie dwa lata były dla polskiego przemysłu okresem trudnych decyzji. Liczba upadłości w przemyśle systematycznie rosła, a jeszcze szybciej przybywało postępowań restrukturyzacyjnych. W 2025 roku polski przemysł znajduje się w fazie umiarkowanej stabilizacji.

Dane za pierwsze miesiące tego roku pokazują, że sektor wciąż rośnie, ale tempo tego wzrostu jest ograniczone. Wygląda, że nasz przemysł złapał oddech po trudnych latach, ale wciąż musi iść pod wiatr.mówi Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu produkcja sprzedana była o ok. 1,4 proc. wyższa niż rok wcześniej. To wynik lepszy niż w wielu krajach strefy euro, ale jednak poniżej oczekiwań. Widać też wyraźną sezonowość – kwiecień i maj przyniosły wzrosty, podczas gdy w czerwcu zanotowano już symboliczny spadek.

Trzeba pamiętać, że polski przemysł w dużym stopniu zależy od zamówień z zagranicy. Słabsza koniunktura w Niemczech, a zwłaszcza trudności w europejskiej motoryzacji, przekładają się bezpośrednio na sytuację w Polsce. Mniej zamówień na komponenty czy baterie do aut elektrycznych oznacza, że zakłady produkcyjne w kraju pracują poniżej swoich możliwości.

O ile w latach 2022–2024 głównym problemem były rosnące koszty energii i surowców, o tyle dziś coraz częściej słychać o problemach kadrowych. – Firmy zgłaszają niedobór pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, a rotacja wśród zatrudnionych rośnie. To realne zagrożenie, bo bez specjalistów od automatyzacji, robotyki czy nowych technologii trudno myśleć o przyspieszeniu transformacji przemysłu.tłumaczy Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Nie oznacza to jednak, że perspektywy są wyłącznie pesymistyczne. Polska od lat utrzymuje pozycję jednego z liderów rynku nieruchomości przemysłowych w Europie, przyciągając inwestorów szukających miejsca na nowe zakłady i centra logistyczne. W drugiej połowie 2025 roku branża może dodatkowo skorzystać z większego napływu funduszy unijnych, w tym środków na transformację energetyczną i cyfrową. To szansa na modernizację i wzmocnienie pozycji konkurencyjnej w dłuższej perspektywie.

Generalnie polski przemysł stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony musi zmierzyć się z trudnym otoczeniem – niższym popytem zagranicznym, presją kosztową i wymaganiami regulacyjnymi. Z drugiej strony przed sektorem otwierają się możliwości związane z zieloną transformacją, cyfryzacją i inwestycjami wspieranymi przez UE. Wiele zależy od tego, jak szybko i skutecznie firmy dostosują się do nowych realiów.wyjaśnia Konrad Latoch.

W krótkim horyzoncie czasowym, najbliższy rok, można spodziewać się umiarkowanego wzrostu w polskim przemyśle, choć z dużymi wahaniami. Długoterminowo jednak to, czy nasz sektor przemysłowy wykorzysta szansę na awans w globalnej gospodarce, będzie zależeć od odwagi w inwestycjach i zdolności do budowania nowoczesnego przemysłu.

Synektik coraz bliżej podziału. Syn2bio składa prospekt do KNF

Syn2bio – nowo utworzona spółka, do której Synektik planuje wydzielić działalność związaną z badaniami nad kardioznacznikiem i przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku o globalnym potencjale sprzedaży – złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego. To kolejny ważny krok w procesie zmierzającym do podziału Synektika na dwie niezależne firmy. Prospekt został przygotowany w związku z planowaną emisją akcji podziałowych Syn2bio, które zostaną przydzielone akcjonariuszom Synektika. Obie firmy będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Intencją zarządu jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 roku.

– Konsekwentnie dążymy do podziału Synektika na dwie niezależne firmy, prowadzące odmienną działalność i przyciągające inwestorów o różnym profilu. Przeniesienie do Syn2bio działalności związanej z badaniami nad kardioznacznikiem – naszym flagowym projektem badawczym –– umożliwi pozyskanie nowych źródeł ich finansowania. Pozwoli następnie na komercjalizację kardioznacznika w najbardziej korzystnym momencie, tj. po zakończeniu trzeciej fazy badań klinicznych, czy nawet po rejestracji gotowego produktu przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) oraz Europejską Agencję ds. Leków (EMA) – wskazuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika.

– Z kolei Synektikowi, którego wyniki dotychczas były obciążone kosztami prowadzonych badań, planowany podział umożliwi osiąganie wyższej rentowności i wypłacanie wyższych dywidend. Rozdzielenie dotychczasowej zróżnicowanej działalności pozwoli ponadto inwestorom na odrębną, rzetelną wycenę, uwzględniającą potencjał każdej ze spółek. Jesteśmy przekonani, że w konsekwencji będzie to prowadzić do zwiększenia ich wartości – dodaje Cezary Kozanecki.

Idea podziału Synektika na dwa podmioty

Synektik to dostawca zaawansowanych rozwiązań dla medycyny, w tym innowacyjnych urządzeń medycznych i rozwiązań informatycznych, oraz wiodący polski producent radiofarmaceutyków. W wyniku planowanego podziału, do spółki Syn2bio wydzielona zostanie część działalności centrum badawczo-rozwojowego związana z badaniami nad nowymi cząsteczkami farmaceutycznymi, w szczególności badaniami nad kardioznacznikiem, tj. innowacyjnym radiofarmaceutykiem przeznaczonym do badania perfuzji mięśnia sercowego i diagnostyki choroby wieńcowej.

Kardioznacznik to flagowy projekt badawczy Synektika, o globalnym potencjale sprzedaży. Spółka posiada wyłączne prawa do produkcji i sprzedaży tego znacznika na całym świecie, jednocześnie jest on pod ochroną patentową na najbardziej istotnych rynkach, w tym Europy i Japonii, oraz jest w procesie uzyskiwania ochrony patentowej w Stanach Zjednoczonych. Synektik z sukcesem zakończył pierwszą oraz drugą fazę badań klinicznych i obecnie jest na zaawansowanym etapie badań trzeciej, ostatniej fazy. Pozytywne zakończenie tego etapu umożliwi rozpoczęcie procesu rejestracyjnego w Europie i Stanach Zjednoczonych, niezbędnego do wprowadzenia kardioznacznika do obrotu na tych rynkach.

Syn2bio będzie kontynuować badania kliniczne, a następnie zajmie się komercjalizacją kardioznacznika. Głównym źródłem przyszłych przychodów tej spółki będą tzw. umowy partneringowe, czyli np. licencje na produkcję kardioznacznika udzielone podmiotom trzecim, m.in. w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych, lub własna produkcja tego radiofarmaceutyku przez Syn2bio. W opinii Spółki, największy potencjał związany z przyszłą komercjalizacją kardioznacznika jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku wykonuje się około 7 milionów badań perfuzji mięśnia sercowego. Drugim rynkiem z największym potencjałem jest rynek europejski.

Do momentu zakończenia procesu podziału badania kliniczne nad kardioznacznikiem będą kontynuowane i finansowane przez Synektik. Dodatkowo, spółka ta wyposaży Syn2bio w odpowiednie środki do kontynuowania badań przez okres kolejnych 12-14 miesięcy po zatwierdzeniu prospektu. Łączna kwota finansowania zapewniona przez Synektik wyniesie 50 mln zł (licząc od daty wyceny spółek na potrzeby podziału, tj. od 30 czerwca 2025 roku, przy czym ta kwota jest uwzględniona w wycenie). Spółka Syn2bio będzie ponadto mogła ubiegać się o środki pochodzące z grantów, dotacji oraz programów finansowania badań rozwojowych przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie są obecnie dostępne.

Obok dodatkowego finansowania zewnętrznego, spółce Syn2bio, skupionej na rozwoju projektu kardioznacznika i poszukiwaniu nowych cząsteczek farmaceutycznych, łatwiej też będzie pozyskać inwestorów, w tym branżowych, zainteresowanych takim profilem działalności, akceptujących inny poziom ryzyka i oczekujących wyższej potencjalnej stopy zwrotu w przyszłości. To otwiera również możliwości szerszego poszukiwania nowych projektów badawczych, a także przyspieszenia ich komercjalizacji – i to na korzystniejszych warunkach, niż w przypadku komercjalizacji na wcześniejszym etapie przy dotychczasowym modelu finansowania takich projektów przez Synektik.

Pozostała działalność prowadzona obecnie przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się ona zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych (w tym systemów robotycznych da Vinci, będąc ich wyłącznym dystrybutorem na Polskę, Czechy, Słowację oraz kraje bałtyckie), opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych, produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków, a także pracami badawczo-rozwojowymi w zakresie poszukiwania generyków istniejących produktów radiofarmaceutycznych, które nie wymagają prowadzenia długotrwałych badań klinicznych.

Finalizacja podziału planowana w pierwszej połowie przyszłego roku

Celem Syn2bio jest uzyskanie zatwierdzenia prospektu w pierwszych miesiącach 2026 roku, co pozwoli na sfinalizowanie planowanego podziału do połowy przyszłego roku.

Wcześniej dokonano wyceny Synektika, w tym działalności wydzielanej do Syn2bio. Została ona przygotowana przez niezależny podmiot – mInvestment Banking. Wg stanu na 30 czerwca 2025 roku, wartość całego Synektika została ustalona na około 2,11 mld zł (247,54 zł w przeliczeniu na 1 akcję), z czego wartość przenoszonego majątku to około 163 mln zł (19,14 zł na akcję), czyli około 7,73% całości.

W ramach planowanego podziału akcjonariuszom Synektika przydzielone zostaną akcje Syn2bio w stosunku 1 do 1. Oznacza to, że za każdą akcję Synektika posiadaną w tzw. dniu referencyjnym inwestor otrzyma 1 akcję Syn2bio. Nastąpi to „automatycznie”, bez konieczności podejmowania dodatkowych czynności przez inwestorów. Dzień referencyjny zostanie wyznaczony przez KDPW, po zatwierdzeniu prospektu Syn2bio przez KNF. Po zakończeniu ostatniej sesji, na której będzie możliwość nabycia akcji Synektika uprawniających do udziału w podziale (tj. dwa dni robocze przed ustalonym dniem referencyjnym), kurs odniesienia na kolejną sesję zostanie pomniejszony o wartość działalności wydzielanej do Syn2bio (czyli o około 7,73%). Wartość ta będzie jednocześnie stanowiła kurs odniesienia dla pierwszej sesji notowania akcji Syn2bio na GPW.

Cognor optymalizuje strukturę emisji. PS Holdco sprzeda akcje w ABB i reinwestuje środki w nową emisję

Cognor Holding zawarł umowę z głównym akcjonariuszem w celu optymalizacji struktury transakcji pozyskania przez Spółkę kapitału w drodze emisji maksymalnie 60 mln akcji.

  • Środki pozyskane z emisji będą przeznaczone m.in. na rozwój procesów technologicznych, w tym dla potrzeb branży zbrojeniowej oraz w celu uzyskania samowystarczalności wsadu dla własnych walcowni, tak aby maksymalnie zwiększyć udział w przychodach produktów o najwyższej wartości dodanej.
  • Pozwoli to Spółce skutecznie odpowiedzieć na silnie wsparty nadchodzącą falą projektów infrastrukturalnych skokowy wzrost zapotrzebowania na stal w Polsce
    i Europie dodatkowo napędzany implementowanymi zmianami regulacyjnymi korzystnymi dla polskich i europejskich producentów stali
  • Spółka zawarła z głównym akcjonariuszem PS Holdco umowę, która umożliwi przydzielenie inwestorom biorącym udział w ofercie, przede wszystkim akcji dopuszczonych do obrotu na GPW, co jest formułą powszechnie preferowaną
    i cenioną przez inwestorów

Cognor Holding planuje przeprowadzenie oferty publicznej nie więcej niż 60 mln akcji (SPO) w procesie przyspieszonej księgi popytu (ABB). W ramach realizacji transakcji Spółka zawarła z głównym akcjonariuszem – PS Holdco sp. z o.o. (PS Holdco), spółką kontrolowaną przez Prezesa Zarządu Cognor Holding Przemysława Sztuczkowskiego – umowę inwestycyjną, wspierającą sprawne i skuteczne przeprowadzenie tego procesu.

W ramach umowy inwestycyjnej PS Holdco zobowiązał się do sprzedaży w ramach oferty publicznej typu ABB maksymalnie 43.582.938 (czterdzieści trzy miliony pięćset osiemdziesiąt dwa tysiące dziewięćset trzydzieści osiem) istniejących i dopuszczonych już do giełdowego obrotu akcji Spółki, a następnie przeznaczenia całości wpływów uzyskanych w ten sposób na objęcie po identycznej cenie takiej samej liczby akcji nowej emisji zaplanowanej w ilości do 60.000.000 sztuk, a w tym 8.573.802 sztuk akcji imiennych. Zatem, liczba akcji nowej emisji Cognor Holding S.A. obejmowana przez PS Holdco w ramach SPO będzie przynajmniej równa liczbie akcji sprzedanych przez PS Holdco w procesie ABB, a ich cena jednostkowa będzie równa cenie sprzedaży osiągniętej przez PS Holdco w ramach ABB. W efekcie, liczba posiadanych akcji Cognor Holding S.A. przez głównego akcjonariusza i Prezesa Zarządu Spółki nie zmniejszy się, a wszystkie środki pozyskane przez PS Holdco w ramach ABB zostaną reinwestowane do Spółki poprzez objęcie akcji nowej emisji.

– W momencie ogłoszenia planu podwyższenia kapitału Cognor Holding S.A. jako założyciel
i główny akcjonariusz Spółki zadeklarowałem swoje pełne wsparcie dla realizacji jej planów strategicznych. Zawarta umowa jest tego materialnym potwierdzeniem i optymalizuje strukturę oraz tempo planowanej transakcji. Dzięki niej inwestorzy uzyskają komfort nabycia akcji dopuszczonych i będących w obrocie na GPW, czyli płynnych i podlegających codziennej rynkowej wycenie. Taki tryb przeprowadzenia transakcji podwyższenia kapitału jest już od jakiegoś czasu standardem dla spółek notowanych na GPW i jest to formuła powszechnie preferowana i ceniona przez inwestorów. –
mówi Przemysław Sztuczkowski, Prezes Zarządu Cognor Holding.

– Pozyskane w ramach SPO środki pozwolą Spółce uzupełnić posiadaną infrastrukturę technologiczną oraz kompetencje i zdolności wytwórcze o najbardziej zaawansowane gatunki stali, o najwyższych parametrach czystości i jednorodności, czyli najwyższej wartości dodanej. Dzięki temu Cognor będzie mógł jeszcze lepiej odpowiedzieć na oczekiwany skokowy wzrost zapotrzebowania na stal w związku z licznymi wchodzącymi w fazę realizacji dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi w Polsce (m.in. CPK, energetyka jądrowa, infrastruktura drogowa i kolejowa, porty, offshore i onshore) oraz spodziewane istotne ożywienie w obszarze inwestycji infrastrukturalnych w Niemczech. Kolejnym bardzo istotnym impulsem wzrostowym są także znaczące zamówienia, jakie napływać będą z polskiego i europejskiego przemysłu obronnego, na rzecz którego jako sprawdzony dostawca, Cognor działa już od lat. Dodatkowo sprzyjają nam czynniki zewnętrzne, takie jak wprowadzane na poziomie Komisji Europejskiej zmiany regulacyjne – m.in. CBAM i mechanizm „post-safeguard” – komentuje Przemysław Sztuczkowski.

Środki z emisji akcji Cognor Holding S.A. zostaną przeznaczone m.in. na udoskonalenie technologii produkcji stali specjalnych w perspektywie skokowego wzrostu zapotrzebowania zgłaszanego przez dotychczasowych odbiorców Spółki wytwarzających amunicję, w tym pociski artyleryjskie kalibru 155 mm. Pozyskany kapitał posłuży także rozbudowie mocy wytwórczych kęsów w stalowni w Gliwicach, co zapewni Grupie pełną „self sufficiency” (100% samowystarczalność wsadu dla własnych walcowni), a tym samym przełoży się na dalszą integrację, stabilność i kontrolę kosztów procesów produkcyjnych.

Zgodnie z treścią ogłoszonych projektów uchwał Cognor Holding zamierza przeprowadzić emisję nie więcej niż 60 mln nowych akcji wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy, jednak z utrzymaniem preferencji w przydziale akcji do utrzymania obecnego udziału dla akcjonariuszy posiadających co najmniej 0,2% akcji Spółki.

Po uzyskaniu akceptacji Walnego Zgromadzenia Spółki, akcje zostaną zaoferowane w drodze oferty publicznej w ramach subskrypcji prywatnej wyłączonej z obowiązku sporządzenia, zatwierdzenia i udostępnienia prospektu. Cena emisyjna zostanie ustalona w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu.

Green Lanes zakończył montaż głównej linii produkcyjnej STRUMBER® i potwierdza start produkcji w I kwartale 2026 r.

Green Lanes S.A., producent ekologicznych i innowacyjnych materiałów wytwarzanych w oparciu o autorską technologię na bazie roślin jednorocznych, w III kwartale 2025 roku kontynuował realizację planu inwestycyjnego, którego celem jest uruchomienie zakładu produkcyjnego STRUMBER®. Spółka zakończyła montaż głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak oraz z powodzeniem przeprowadziła testy potwierdzające pełną funkcjonalność i wydajność instalacji. Produkcja STRUMBER® ruszyć ma w I kwartale 2026 roku i umożliwić rozpoczęcie generowania powtarzalnych przychodów. Równolegle Spółka prowadziła intensywne działania związane z przygotowaniem do komercjalizacji STRUMBER® – podpisała umowę z podwykonawcą na produkcję płyt warstwowych oraz wzięła udział w szeregu ważnych wydarzeń branżowych.

– Trzeci kwartał był dla nas okresem intensywnej pracy i znaczących postępów w realizacji planu inwestycyjnego. Zakończenie montażu głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak oraz pozytywne wyniki jej testów potwierdzają, że nasz projekt przebiega zgodnie z harmonogramem i przyjętymi założeniami technologicznymi. To kluczowy etap, który przybliża nas do uruchomienia produkcji materiału STRUMBER® w I kwartale 2026 roku. Równolegle zrealizowaliśmy inwestycję w nową stację transformatorową o mocy 1.000 kVA i przeprowadziliśmy szeroki zakres prac remontowych, przygotowujących zakład do przyszłej działalności operacyjnej, w tym m.in. remonty hal i pomieszczeń produkcyjnych, socjalnych i biurowych oraz przygotowanie i utwardzenie placu składowania surowca do produkcji. Wszystkie te działania pokazują, że konsekwentnie budujemy solidne fundamenty pod przyszłą produkcję i rozwój Grupy Green Lanes – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A.

W III kwartale 2025 roku Grupa intensywnie pracowała nad zapewnieniem odpowiedniego wolumenu surowca w postaci słomy konopnej i lnianej do produkcji. Rolnicy współpracujący z Green Lanes zakończyli zbiory słomy konopi i lnu, a pierwsze dostawy trafiły już do zakładu, spełniając wszystkie wymagania jakościowe. Grupa zintensyfikowała także prace nad komercjalizacją materiału STRUMBER® – podpisano umowę z podwykonawcą na produkcję płyt warstwowych na bazie STRUMBER®, które poszerzą ofertę produktową Spółki i odpowiedzą na potrzeby rynku.

Pierwsze demonstracyjne produkty – bloki STRUMBER® oraz płyty warstwowe na jego bazie – zostały zaprezentowane na targach przemysłu drzewnego Drema w Poznaniu oraz targach aranżacji wnętrz Warsaw Home w Nadarzynie. STRUMBER® spotkał się z dużym zainteresowaniem odwiedzających, a chęć współpracy wyrazili kolejni przedstawiciele branży meblarskiej i drzewnej.

Postępy w realizacji planu inwestycyjnego oraz aktywność handlowa Grupy zaowocowały zawarciem, już po dniu bilansowym, pierwszych umów o współpracy i przedwstępnych umów sprzedaży – m.in. z Vank Sp. z o.o. oraz ogólnopolskim dystrybutorem materiałów dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Materiał wytworzony w ramach rozruchu maszyn produkcyjnych jest obecnie wykorzystywany do dalszych testów i wdrożeń u klientów, które po uruchomieniu produkcji Spółka planuje sprawnie przekształcić w docelowe umowy handlowe.

W III kwartale Grupa kontynuowała także realizację planu reorganizacji Grupy. W lipcu 2025 roku przedstawione zostały plany połączenia spółek Green Lanes SA oraz Green Lanes Foods SA, a także The True Green SA i „The True Green” Sp. z o.o. Połącznia ostatecznie zostały zrealizowane już po dniu bilansowym.

Równolegle Green Lanes rozwija działalność badawczo-rozwojową. W sierpniu 2025 r. Spółka rozpoczęła realizację projektu B+R współfinansowanego z programu Fundusze Europejskie dla Lubelskiego 2021–2027, o wartości 3,3 mln zł. Celem projektu jest opracowania nowego rodzaju tarcicy hybrydowej z surowców pochodzenia roślinnego.

Przychody ze sprzedaży wypracowane przez Grupę Green Lanes w III kwartale 2025 r. wyniosły 92,9 tys. PLN (narastająco 163,6 tys. zł) i dotyczyły w głównej mierze sprzedaży towarów, które stanowiły używane maszyny i urządzenia, nabyte wraz z nieruchomością w miejscowości Tarnawatka-Tartak. Koszty działalności operacyjnej wyniosły ok. 1,51 mln zł i były o 347,6 tys. zł wyższe, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wzrost wynikał przede wszystkim z zatrudnieniem dodatkowego personelu i tym samym zwiększeniem kosztów wynagrodzeń, zaksięgowaniem w koszty wartości sprzedanych maszyn i urządzeń niezwiązanych z podstawową działalności oraz podatkiem od nieruchomości.

W III kwartale br. Grupa odnotowała stratę z działalności operacyjnej w wysokości 1,29 mln zł oraz stratę netto na poziomie ok.1,21 mln zł, co było nieco wyższym wynikiem niż w analogicznym okresie 2024 roku.

W III kwartale 2025 roku Grupa kontynuowała realizację kluczowych etapów inwestycji – zakończono montaż głównej linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce-Tartak, wybudowano stację transformatorową o mocy 1.000 kVA oraz przeprowadzono kompleksowe prace remontowe i adaptacyjne. Do uruchomienia produkcji konieczna jest jeszcze instalacja linii do wstępnego przygotowania surowca oraz kotła parowego wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Oba elementy zostały odebrane przez Spółkę, a obecnie trwają prace przygotowawcze do ich montażu. Grupa, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, spodziewa się zakończenia inwestycji i uruchomienia produkcji w
I kwartale 2026 r.

Na dzień 30 września 2025 roku Grupa dysponowała środkami pieniężnymi w wysokości 987,1 tys. zł. Po dniu bilansowym Spółka przeprowadziła emisję akcji serii E, w ramach której pozyskała 6,15 mln zł brutto. W dniu 12 listopada 2025 roku Krajowy Rejestr Sądowy dokonał rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego Spółki wynikającego z emisji akcji serii E.

Trzeci kwartał 2025 roku był okresem, w którym skoncentrowaliśmy się na kontynuacji inwestycji w zakład produkcyjny STRUMBER® i przygotowaniu Grupy do etapu komercjalizacji. Wyniki finansowe pokazują, że inwestycja postępuje zgodnie z harmonogramem, a zwiększenie zatrudnienia i wydatków na infrastrukturę to naturalny etap przygotowań do uruchomienia działalności operacyjnej. Co ważne, po zakończeniu okresu sprawozdawczego pozyskaliśmy dodatkowe finansowanie z emisji akcji serii E, które znacząco wzmacnia naszą pozycję kapitałową i zapewnia bezpieczeństwo finansowe w kluczowym momencie przed uruchomieniem produkcji na skalę przemysłową mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel, akcjonariusz i Wiceprezes Zarządu Green Lanes S.A.

UOKiK stawia zarzuty PLL LOT. Chodzi o odpowiedzialność za bagaż oraz praktyki dotyczące reklamacji

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o postawieniu zarzutów Polskim Liniom Lotniczym LOT. Sprawa dotyczy możliwego wprowadzania pasażerów w błąd w zakresie odpowiedzialności przewoźnika za uszkodzony lub opóźniony bagaż, a także nadmiernych wymogów dokumentowych podczas składania reklamacji.

Według UOKiK do urzędu napływały sygnały od konsumentów, którzy mieli trudności z uzyskaniem rekompensaty za szkody w bagażu oraz za opóźnienia w jego dostarczeniu. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zdecydował o wszczęciu postępowania w sprawie naruszania zbiorowych interesów konsumentów przez narodowego przewoźnika.

Spór o odpowiedzialność za uszkodzony bagaż

Na stronie internetowej przewoźnika oraz w kontaktach z pasażerami pojawiały się informacje, że LOT nie odpowiada za uszkodzenia wynikające z eksploatacji bagażu, takie jak otarcia, rysy czy wgniecenia. Podobne stanowisko miała prezentować firma DOLFI 1920, która współpracuje z LOT-em przy rozpatrywaniu reklamacji.

UOKiK przypomina jednak, że Konwencja Montrealska, kluczowy międzynarodowy akt regulujący odpowiedzialność przewoźników lotniczych, nie przewiduje wyłączenia odpowiedzialności z powodu charakteru uszkodzeń. Przepisy określają jedynie termin na zgłoszenie reklamacji, ale nie dają przewoźnikom prawa do ograniczania zakresu odpowiedzialności wobec pasażerów.

Zwroty za opóźniony bagaż – LOT mógł zaniżać świadczenia

Według komunikacji stosowanej przez LOT zwrot kosztów za niezbędne zakupy miał przysługiwać wyłącznie podczas podróży poza krajem zamieszkania i był ograniczony do 100 dolarów na osobę. Refundacja obejmować miała jedynie artykuły pierwszej potrzeby, takie jak bielizna czy podstawowe kosmetyki.

Zdaniem UOKiK takie ograniczenia nie znajdują podstaw w obowiązujących przepisach. Prawo nie zawęża kategorii produktów, które mogą zostać objęte zwrotem, ani nie uzależnia odpowiedzialności przewoźnika od kierunku podróży czy miejsca wystąpienia opóźnienia.

Przedsiębiorca nie może przyznawać konsumentom mniej praw, niż wynika to z przepisów prawa powszechnie obowiązującego. Taką praktykę mogły stosować Polskie Linie Lotnicze LOT, dlatego wszcząłem postępowanie przeciwko temu przedsiębiorcy. To nie jedyne nasze działania na rynku lotniczym – przyglądamy się także innym przewoźnikom, zaś zarzuty w podobnych praktykach usłyszały wcześniej linie Wizz Air i Enter Air – wskazuje Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Reklamacje obciążone nadmiernymi wymaganiami

UOKiK zarzuca przewoźnikowi także nakładanie na pasażerów zbyt wielu obowiązków w procesie reklamacyjnym. LOT miał żądać m.in. numerów protokołów PIR, kart pokładowych, rachunków, zdjęć bagażu, wywieszek bagażowych czy dowodów zakupu przedmiotów znajdujących się w bagażu.

Urząd wskazuje, że przepisy nie pozwalają przedsiębiorcy uzależniać rozpatrzenia reklamacji od tak szerokiego zestawu dokumentów. Nadmierne wymogi mogą prowadzić do zniechęcenia podróżnych i ograniczania ich prawa do dochodzenia roszczeń.

Możliwa wysoka kara finansowa

Jeżeli zarzuty UOKiK się potwierdzą, PLL LOT może zostać ukarany sankcją finansową sięgającą nawet 10 proc. obrotów za każdą stosowaną praktykę naruszającą prawa konsumentów.

Postępowania dotyczące podobnych praktyk trwają obecnie również wobec przewoźników Enter Air oraz Wizz Air. Urząd zapowiada dalszy monitoring rynku lotniczego i analizę sposobu obsługi reklamacji przez linie działające w Polsce.