Rekordowy rok elektromobilności w Polsce. BEV rosną o 94%, sieć ładowania pęka w szwach

Według danych z końca października 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 118 208 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez dziesięć miesięcy b.r. ich liczba zwiększyła się o 38 287 szt., czyli o 94% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec października 2025 r. po polskich drogach jeździło 212 689 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 107 931 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 104 758 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 10 613 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec października składała się z 27 507 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 221 096 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 691 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1569 szt., zaś wodorowe – 122 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec października 2025 r. w Polsce funkcjonowało 11 307 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 35% z nich (4 006) stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 65% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Już teraz wiemy, że 2025 będzie najlepszym do tej pory rokiem dla polskiego rynku e-mobility. Zamkniemy go wynikiem ok. 1,5 tys. nowo uruchomionych, ogólnodostępnych punktów ładowania DC. Udział BEV w sektorze nowych pojazdów osobowych może przekroczyć 6,5%. To ponad dwa razy więcej niż w roku 2024. Wyprzedziliśmy pod tym względem już nie tylko szereg krajów regionu CEE (w tym Czechy i Słowację), ale również Grecję oraz Włochy. Gonimy Węgry i Hiszpanię. O powtórzenie takiego wyniku w roku 2026 będzie jednak bardzo trudno, przede wszystkim z uwagi na coraz mniejszy budżet programu „NaszEauto”, który wyczerpie się najpewniej w ciągu najbliższych trzech miesięcy – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

– Bardzo cieszymy się z wyniku rejestracji samochodów zeroemisyjnych w Polsce w 2025r., który okazał się najlepszym wynikiem w historii. Zarejestrowano też o ponad 100% więcej hybryd plug-in niż w ubiegłym roku. Rozwija się program dopłat do pojazdów ciężarowych i infrastruktury do nich – dynamicznie rośnie liczba publicznych ładowarek. Najważniejszym czynnikiem wzrostów – tak liczby rejestracji pojazdów jak i infrastruktury – są programy dofinansowania. Niestety, według wstępnych informacji program NaszEauto będzie ostatnim programem dofinansowania zakupu zeroemisyjnych samochodów osobowych i dostawczych, dlatego już dziś pracujemy nad rozwiązaniami, które mimo braku dofinansowań, mogą przyczynić się do zahamowania spadku liczby ich rejestracji – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Nowe narzędzia w ochronie zdrowia. AI analizuje recepty i blokuje podejrzane refundacje

Wystawianie fikcyjnych recept, zawyżanie refundacji i fałszywe świadczenia medyczne – to tylko część procederów, które drenują system ochrony zdrowia. Dane Centrum e-Zdrowia pokazują, że w 2024 roku sprzedaż leków na receptę osiągnęła wartość 29,6 mld zł[1], a szacunki wskazują, że 3-15%[2] tego obrotu może mieć związek z nadużyciami. Oznacza to w Polsce potencjalne straty nawet do 4,4 mld zł rocznie.

W lipcu 2025 roku polska policja rozbiła grupę, która w ciągu trzech lat wystawiła 40 tys. fikcyjnych recept, generując straty dla budżetu publicznego w wysokości 82 mln zł[3]. Według danych CeZ, w 2024 roku wystawiono ponad 513 mln e-recept, co pokazuje, jak trudne jest dziś wykrywanie nieprawidłowości w systemie tej skali.

Recepty to wyjątkowo trudne dane do badania pod kątem nadużyć – mówi Marek Frysz,  Senior Account Executive, SAS. – Każdy pacjent jest inny, objawy mogą się różnić, dawka może być inna dla różnych płci czy grup wiekowych. Choć istnieją zalecane kuracje i odpowiednie regulacje dotyczące np. maksymalnych ilości, trzeba pamiętać, że każda recepta to inna historia. To daje wielkie pole do nadużyć. A trzeba przyznać, przestępcy też są sprytni i ich metody ciągle ewoluują.

Znajdowanie igieł w cyfrowym stogu siana

W odpowiedzi na te zjawiska, coraz więcej instytucji sięga po sztuczną inteligencję, która analizuje dane z wielu źródeł – recept, refundacji, historii pacjentów, rozliczeń aptek i lekarzy – w poszukiwaniu nietypowych schematów.

Sztuczna inteligencja nie zastąpi człowieka, ale podobnie jak w instytucjach finansowych, pozwala okiełznać ogromne ilości danych, wykrywając nieprawidłowości poprzez ciągłą analizę. Przykładowo, może wykryć czy lekarz za często wystawia recepty na daną osobę, czy zapisane leki są odpowiedzią na zapisaną na karcie pacjenta diagnozę, czy też jakie świadczenia powinny być refundowane i w jakim stopniu.

W USA firma Prime Therapeutics wdrożyła rozwiązanie analityczne „SAS Detection and Investigation for Health Care”, które połączyło dane farmaceutyczne, kliniczne i finansowe w jeden system. W ciągu 18 miesięcy udało się zaoszczędzić 355 mln USD dzięki wykryciu zorganizowanych schematów wyłudzeń z udziałem lekarzy, aptek i fałszywych podmiotów medycznych.[4]

Podobne efekty osiągnęły europejskie instytucje – ubezpieczyciele zdrowotni: DSW[5] i CZ[6] w Holandii – które wykorzystały narzędzia analityczne do monitorowania rozliczeń w trybie „pre-payment”, czyli zanim środki zostały wypłacone. Pozwoliło to ograniczyć nieuzasadnione refundacje i przyspieszyć reakcję na podejrzane transakcje.

AI nie tylko pomaga reagować na nadużycia, ale uczy się ich wzorców i zapobiega ich powstawaniu. To narzędzie, które zmienia logikę całego systemu – z reaktywnego w predykcyjny. Dzięki uczeniu maszynowemu jesteśmy w stanie identyfikować subtelne zależności pomiędzy lekarzami, aptekami i pacjentami, które dla człowieka byłyby niewidoczne. Sztuczna inteligencja nie działa na zasadzie przypadkowego alarmu – potrafi rozpoznać kontekst, przewidzieć ryzyko i wskazać obszary wymagające interwencji zanim dojdzie do nieprawidłowości. W praktyce oznacza to nie tylko oszczędności finansowe, ale też większe zaufanie pacjentów do systemu ochrony zdrowia – podkreśla Marta Prus – Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe.

Okiełznać maszynę

W ostatnim czasie rośnie również zainteresowanie generatywną sztuczną inteligencją (GenAI), która w zakresie wykrywania nadużyć może pełnić rolę uzupełniającą wobec  tradycyjnych systemów analitycznych i detekcyjnych. Badania SAS pokazują, że 87% organizacji ochrony zdrowia planuje wdrożyć rozwiązania oparte na generatywnej AI (GenAI), a 97% z nich ma już na ten cel określony budżet. Zarówno tradycyjna sztuczna inteligencja, jak i generatywna wymagają jednak odpowiedniego nadzoru, szczególnie w tak wrażliwym sektorze jak opieka zdrowotna. W przypadku GenAI pojawiają się obawy dotyczące wykorzystania tej technologii, a największe z nich odnoszą się do bezpieczeństwa danych (77%) i ochrony ich prywatności (76%). Dlatego pojęcie AI governance nabiera dziś nowego znaczenia – to już nie tylko kontrola nad danymi i ich jakością, lecz także zarządzanie odpowiedzialnością, przejrzystością i zgodnością działań algorytmów z wartościami organizacji.

AI governance to przede wszystkim świadomy nadzór nad tym, jak algorytm analizują dane jakie mają konsekwencje dla pacjentów. Chodzi o zrozumienie, które decyzje mogą być zautomatyzowane i kto ostatecznie odpowiada za ich skutki. W ochronie zdrowia, gdzie decyzje AI mogą realnie wpływać na życie pacjentów, takie podejście ma kluczowe znaczenie – od sposobu trenowania modeli po sposób, w jaki lekarz interpretuje ich wyniki. Szczególnie ważne jest zapewnienie transparentności i wytłumaczalności decyzji algorytmów – dodaje Marta Prus–Wójciuk.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/zdrowie/zdrowie/sprzedaz-lekow-na-recepte-w-2024-r-,29,3.html

[2] https://archpublichealth.biomedcentral.com/articles/10.1186/s13690-025-01512-8

[3] https://www.medexpress.pl/ochrona-zdrowia/wyludzili-z-nfz-82-miliony-z-nfz-setki-fikcyjnych-recept-i-21-zatrzymanych/

[4] https://blogs.sas.com/content/sascom/2020/08/26/catch-a-fraudster-finding-the-needle-in-the-haystack-with-ai/?utm_source=chatgpt.com

[5] https://www.sas.com/nl_nl/customers/dsw-bestrijdt-zorgfraude-met-sas-fraud-framework.html?utm_source=chatgpt.com

[6] https://www.sas.com/nl_nl/customers/CZ-fraude-framework.html?utm_source=chatgpt.com

Salesforce: wdrożenia AI rosną o 282% – perspektywa globalnych CIO

Wdrożenia sztucznej inteligencji wzrosły o 282% rok do roku – wynika z drugiego dorocznego badania wśród CIO, przygotowanego przez Salesforce. W 2024 r. dyrektorzy IT wciąż łatali luki w danych, wzmacniali zabezpieczenia i prowadzili pierwsze pilotaże. W tym roku wyszli już poza ten etap, wdrażając AI w całych organizacjach. Era eksperymentów dobiegła końca – nadeszła era skalowania.

Według ankietowanych CIO, nadążenie za dynamicznymi zmianami w strategii wymagało redefinicji kluczowych kompetencji. Ekspertyza techniczna wciąż jest kluczowa, jednak to przywództwo, storytelling i zarządzanie zmianą decydują o tym, czy adopcja AI faktycznie się utrzyma. I nie jest to kwestia preferencji – 94% CIO twierdzi, że skalowanie AI wymusza na nich rozwój nowych umiejętności.

Ta fala wdrożeń na poziomie przedsiębiorstw zmienia również rolę CIO. Dyrektorzy IT od dawna współpracują z prezesami, ale wraz ze skalowaniem AI rola ta się poszerza – od przygotowania technologii po kierowanie zmianą w całej organizacji. CIO synchronizują działania kadry kierowniczej, kształtują strategie wdrożeniowe i dbają o to, aby AI była zakorzeniona w codziennej pracy.

Priorytety technologiczne także uległy zmianie. W zeszłym roku było to porządkowanie danych, ład korporacyjny, bezpieczeństwo i systemy legacy. W tym roku CIO skupiają się na budowaniu agentycznego workflow, integracji AI z kluczowymi platformami oraz bezpiecznym skalowaniu AI w całym biznesie.

CIO poświęcają również więcej czasu zespołom front-office – zwłaszcza działowi obsługi klienta – gdzie agenci AI już przynoszą wymierne, mierzalne efekty. Przy tym, zgodnie z ubiegłorocznymi obawami dotyczącymi danych i bezpieczeństwa, CIO coraz mocniej stawiają na zaufane platformy oraz zunifikowane systemy, aby ich inwestycje w AI mogły rozwijać się w sposób bezpieczny i odpowiedzialny.

CIO przekuwają ambicje dotyczące sztucznej inteligencji w realne działania i skalują agentyczną AI w sposób wymierny i praktyczny. Wprowadzanie AI w codzienny obieg pracy oraz budowanie zaufania do niej na każdym etapie sprawia, że ludzie działają szybciej i z większą pewnościąkomentuje Daniel Shmitt, CIO Salesforce.

Realny wpływ na klientów

DeVry University:

Przejście z systemów on-premise na zaufane platformy SaaS przygotowało nas na szybkie wdrożenia agentycznej AI. Integrując agentów AI Salesforce bezpośrednio z procesem doradztwa akademickiego i wsparcia studentów, nie tylko unowocześniamy infrastrukturę, lecz również realnie poprawiamy wyniki i oszczędzamy ponad 500 godzin pracy rocznie. – mówi Chris Campbell, CIO, DeVry University.

Adobe Population Health:

Badanie CIO Salesforce pokazują przejście od eksperymentów z AI do realnego wpływu na biznes – i my już tego doświadczamy. Dzięki wdrożeniu Agentforce do codziennej pracy klinicznej oszczędzamy ponad 1 mln dolarów rocznie w czasie pracy i oddajemy tysiące godzin zespołom medycznym. Na tym polega prawdziwy potencjał agentycznej AI: mniej systemów, więcej czasu dla ludzi. – przyznaje Alex Waddell, CIO, Adobe Population Health.

Szczegółowe wnioski z badania

CIO przechodzą od wahania do praktycznych wdrożeń

  • W ubiegłym roku 43% CIO uważało, że wyprzedza konkurencję w zakresie AI. W tym roku mówi tak już 61%.
  • Pełne wdrożenia AI wzrosły o 282% – z 11% do 42%.
  • Budżet na AI niemal się podwoił –CIO deklarują, że 30% budżetu sztucznej inteligencji przeznaczają na agentyczną AI.
  • 96% CIO twierdzi, że ich firma już stosuje lub zamierza stosować agentyczną AI w ciągu najbliższych dwóch lat.

Wzrost pewności w całej organizacji

  • 75% CIO czuje się dziś pewniej w swojej roli niż rok temu.
  • 97% CIO twierdzi, że wie o AI więcej niż rok wcześniej.
  • CIO wyżej oceniają kompetencje swoich firm w kluczowych obszarach AI w porównaniu z 2024 r., w tym:
    • umiejętności pracowników: +43%,
    • zdolność identyfikowania wskaźników sukcesu/KPI dla AI: +33%.

CIO stają się liderami zmiany,  nie tylko technologii

  • CIO deklarują, że najbliżej współpracują z CEO, wraz z wpływem agentycznej AI na kompetencje i znaczenie ich roli w organizacji.
  • 94% CIO twierdzi, że wykorzystanie agentów AI wymaga od nich rozwijania nowych kompetencji.
  • Co zaskakujące, CIO rozwijają przede wszystkim umiejętności miękkie, a nie techniczne.
  • Umiejętności najczęściej rozwijane w związku z nastaniem ery agentów AI:
    • 61% – kompetencje przywódcze
    • 57% – umiejętność storytellingu i budowania narracji
    • 55% – zarządzanie zmianą i komunikacja

Obsługa klienta staje się polem testowym dla AI

  • 65% CIO pracuje dziś bliżej działu obsługi klienta z powodu rozwoju agentycznej AI – więcej niż z jakąkolwiek inną funkcją czy departamentem ich organizacji.
  • CIO wskazują obsługę klienta jako obszar o najlepszych przypadkach użycia, największym entuzjazmie, najlepszym przygotowaniu i najwyższej adopcji agentycznej AI.
  • Potwierdza to Agentic Enterprise Index: liczba rozmów obsługiwanych przez agentów AI wzrosła 22-krotnie w pierwszej połowie 2025 r.

Skalowanie AI wymaga współpracy między działami, ale luki pozostają

  • 81% CIO twierdzi, że agenci AI zwiększają potrzebę współpracy z działami HR, finansami czy sprzedażą – ale mniej niż połowa rzeczywiście to robi.
  • 93% CIO uważa, że skuteczne wdrożenie agentów AI zależy od osadzenia ich w codziennym obiegu pracy.
  • 61% CIO preferuje inwestowanie w znanych dostawców – zgodnie z opinią jednego z CIO z branży life science w regionie APAC: kluczowym wyzwaniem jest właściwa integracja technologii AI z szerszym ekosystemem IT.

Coraz większy nacisk kładzie się w mojej roli na edukację i wskazywanie biznesowi możliwości oraz ograniczeń AI. Wokół sztucznej inteligencji jest ogromny szum – większy niż wokół wielu poprzednich technologii – jednak należy osadzić ją w realistycznych zastosowaniach. Brak edukacji prowadzi do eskalacji kosztów, które nie przynoszą żadnej wartości. Widać też większą potrzebę zapewnienia strategicznego zgrania między funkcjami, celem pełnego wykorzystania potencjału danych i insightów. – stwierdza CIO z branży retail

Zaufanie do danych pozostaje największą barierą

  • Największe obawy CIO dotyczą bezpieczeństwa i prywatności danych, a zaraz po tym – braku zaufanych danych. Mimo to, tylko 35% CIO ściślej współpracuje z ekspertami od danych, a jedynie 14% budżetu IT przeznaczane jest na zapewnienie danym bezpieczeństwa.
  • Tylko 23% CIO ma pełne przekonanie, że inwestują w AI posiadającą wbudowane mechanizmy zarządzania danymi.

Metodologia:

We współpracy z NewtonX, Salesforce przeprowadził w październiku 2025 r. badanie online z podwójnie ślepą próbą, wśród 200 globalnych CIO z 24 krajów (AMER, EMEA, APAC).

Spór o zabiegi estetyczne. Rzecznik MŚP żąda przejrzystych zasad i jednolitych definicji

W lipcu 2023 r. w życie weszły przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie umiejętności zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów, określające rodzaje umiejętności zawodowych wraz z ich kodami oraz kwalifikacje stanowiące warunek ubiegania się o certyfikat umiejętności zawodowej m.in. w zakresie medycyny estetyczno-naprawczej.

Jak sygnalizują przedstawiciele organizacji branżowych z sektora usług kosmetycznych i estetycznych, oddziaływanie przywołanych przepisów dotyczy nie tylko środowiska lekarskiego, lecz ma wpływ również na zasady wykonywania niektórych zabiegów kosmetycznych i estetycznych. Regulacje te powodują rozbieżności w zakresie określania uprawnień do wykonywania poszczególnych zabiegów oraz wątpliwości w zakresie interpretacji organów administracji publicznej (w tym także podatkowych). Jednocześnie rozwiązania wprowadzone w życie w roku 2023 mogą prowadzić do niesprawiedliwego wykluczenia części podmiotów oraz stanowić utrudnienie w wykonywaniu działalności gospodarczej.

Mając to na uwadze Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska wystąpiła do Ministra Finansów i Gospodarki Andrzeja Domańskiego oraz Minister Zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z apelem o podjęcie działań, które zapewnią przedsiębiorcom pewność prawa w odniesieniu od zasad prowadzenia działalności gospodarczej i w sposób transparenty określą zasady funkcjonowania rynku.

Minister Majewska postuluje przede wszystkim ustanowienie definicji prawnych „medycyny estetyczno-naprawczej”, która świadczona może być wyłącznie przez lekarzy, oraz definicji prawnej „zabiegów estetycznych”, do wykonywania których uprawnione będą osoby z odpowiednim przygotowaniem zawodowym. Zdaniem Rzecznika MŚP uściślenia wymagają także określone procedury zakresu zabiegów o charakterze medycznym oraz o charakterze estetycznym. Zwracając uwagę, iż w zakresie niektórych zabiegów upiększających lekarze i przedstawiciele branży usług kosmetyczno-estetycznych mogą ze sobą konkurować na jednym rynku właściwym, Agnieszka Majewska pisze: „Uczciwa konkurencja jest zjawiskiem pożądanym i prawidłowym, jednak, aby mogła się prawidłowo i z pożytkiem dla wszystkich rozwija, potrzebne jest ustalenie zasad, które będą jej sprzyjać oraz adekwatnie i równo traktować jej uczestników”.

Zdaniem Minister Majewskiej do wypracowania najlepszych regulacji potrzebna jest współpraca wszystkich zainteresowanych partnerów społecznych i administracji publicznej, dlatego  wskazane jest powołanie komisji wielostronnej, w skład której wejdą przedstawiciele ministra właściwego ds. zdrowia, ministra właściwego ds. gospodarki, organów właściwych w zakresie ochrony sanitarnej i higienicznej, reprezentantów środowiska lekarskiego, środowiska usług kosmetycznych i estetycznych, a także Rzecznika MŚP. Celem komisji miałoby być podjęcie merytorycznej dyskusji oraz opracowanie wspólnie uzgodnionych regulacji i procedur z zakresu zabiegów o charakterze medycznym oraz o charakterze estetycznym, czego brak w obowiązujących przepisach.

Jak zredukować koszty i czas pakowania nawet o 20%? Pobierz bezpłatny poradnik dla kupców, właścicieli firm i managerów e-commerce!

Niewidzialny koszt, który uderza w rentowność

Pakowanie w e-commerce i produkcji bywa postrzegane jako „zło konieczne” – ostatni etap przed wysyłką, na którym trudno o innowacje. Tymczasem to właśnie tam kryje się jeden z największych, a jednocześnie najbardziej niedocenianych potencjałów do usprawnień i obniżania kosztów.

Drobiazgi, takie jak zbyt duży karton, nadmiar wypełniacza, czy niedopasowane taśmy, w skali miesiąca potrafią zjeść znaczną część budżetu firmy. W dobie rosnących kosztów zatrudnienia i agresywnej konkurencji cenowej, Kluczem jest zmiana myślenia, bo pakowanie nie musi być droższe – musi być mądrzejsze.

Optymalizacja kosztowa to nie tylko niższa cena jednostkowa na fakturze, ale także redukcja czasu procesu, ilości wykorzystywanego materiału, strat materiałowych oraz kosztów obsługi reklamacji. Świetnie obrazuje to TCO, czyli Total Cost of Ownership (Całkowity Koszt Posiadania). To analiza finansowa, która oblicza pełny koszt aktywów lub systemu w całym ich cyklu życia. Podejście to stoi w wyraźnym kontraście do tradycyjnych metod zaopatrzeniowych, które często koncentrują się wyłącznie na początkowej cenie nabycia. Jest to jednak błąd, ponieważ cena zakupu często stanowi jedynie ułamek (czasem mniej niż 10-30%) prawdziwego kosztu w perspektywie dekady.

Audyt procesu – czy wiesz, gdzie gubisz czas i pieniądze?

Zanim zainwestujesz w drogie maszyny, zacznij od prostego audytu. Eksperci z PakujTo i Mac-Graf podkreślają, że często wystarczy zmiana formy zamawianego materiału lub redukcja liczby warstw. Według raportów McKinsey & Company, firmy, które skutecznie zoptymalizowały procesy pakowania, zredukowały koszty nawet o 10–20% i zwiększyły wydajność procesów o 15–30%.

Główne obszary strat to:

  • czas pracy – docinanie materiału z rolki zamiast użycia gotowych arkuszy lub worków na wymiar znacząco wydłuża proces;
  • koszty reklamacji – zła forma materiału (np. pyląca tektura lub folia bąbelkowa odciskająca się na delikatnych powierzchniach) prowadzi do uszkodzeń i zwrotów, które przewyższają oszczędności na tanim zakupie;
  • nadmierne opakowania – nieefektywne opakowania mogą zawierać nawet do 40% pustej przestrzeni, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty transportu (waga gabarytowa) i większe zużycie wypełniaczy.

Zmiana formy, nie rewolucja – sprawdź konkretne przykłady oszczędności

Kluczem do optymalizacji jest precyzyjny dobór materiału do produktu. Bezpłatny e-book od PakujTo i Mac-Graf, stworzony we współpracy z ekspertami z firm tesa®, Perfectus Group oraz ProEco Mobile prezentuje rozwiązania, które zadziałały w konkretnych firmach. Przykłady?

  1. Zmiana materiału – tektura na piankę PE (Branża meblarska)

Duży producent mebli stosował tańszą w zakupie tekturę. W praktyce jednak notował tak wiele reklamacji, że koszty ich obsługi przewyższały pierwotne oszczędności wygenerowane podczas zakupu materiałów opakowaniowych. Zmiana na nieco droższą piankę polietylenową (PE) znacząco zredukowała liczbę reklamacji, czyniąc rozwiązanie korzystniejszym finansowo.

  1. Formaty na wymiar – worki i profile zamiast rolek
  • Worki z folii bąbelkowej/pianki PE dla produktów o zbliżonych wymiarach. Eliminują potrzebę docinania i taśmy, skracając czas pakowania.
  • Profile piankowe zamiast pianki PE w rolce. Producent rowerów oszczędził kilka minut na każdej sztuce, przechodząc z klejenia i docinania pianki na użycie gotowych profili dopasowanych do ramy. Szybciej, czyściej, bez strat.
  1. Optymalizacja zakupów, czyli dokładna weryfikacja parametrów

Kupcy muszą uważać na pozorne oszczędności. Przykładowo, folia stretch sprzedawana w kilogramach może mieć ciężką gilzę (tubę), przez co faktycznie otrzymujesz mniej materiału netto. Podobnie taśmy pakowe – nawój oznaczony jako ’60 y’ (yardów) to o ponad 5 mb mniej niż ’60 mb’ (metrów bieżących).

Pobierz bezpłatny poradnik dla kupców, właścicieli firm i managerów e-commerce!

Czy jesteś gotów na oszczędności?

Jeśli szukasz realnych sposobów na:

  • obniżenie kosztów transportu (przez zmniejszenie wagi gabarytowej),
  • skrócenie czasu pracy na stanowisku pakowania,
  • redukcję reklamacji wynikających z uszkodzeń w transporcie,
  • wprowadzenie standaryzacji w magazynie…

to wszystkie te, a także wiele innych, sprawdzonych rozwiązań znajdziesz w darmowym e-booku: „Skuteczne sposoby na optymalizację czasu i kosztów pakowania”. To praktyczny przewodnik i mini-audyt, zawierający ponad 40 stron wiedzy, case studies i checklistę gotową do wdrożenia.

„Przedsiębiorcy nierzadko skupiają się na wielkich optymalizacjach, nie zauważając 'niewidzialnego kosztu’, jakim jest pakowanie” – mówi Roksana Maison, E-commerce Managerka w PakujTo i współautorka publikacji. „Nasz e-book to praktyczna ściąga. Udowadniamy, że świadoma zmiana – np. zamiana pylącej tektury na czystą piankę PE czy folii stretch na dedykowane worki – potrafi skrócić czas pracy i obniżyć koszty całego procesu, bez zwiększania liczby reklamacji.”

Jak pracujemy, tak jemy. Raport pokazuje, jak styl pracy niszczy zdrowe nawyki

Prawie połowa polskich pracowników biurowych ma nadwagę, 40 proc. pracuje więcej niż 40 godzin w tygodniu, a 36 proc. często pracuje z uczuciem głodu. Nowy raport firmy Better Workplace Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26 pokazuje, że tylko niewielka część osób realizuje zdrowe nawyki, podczas gdy większość zmaga się z głodem, stresem, nadwagą i brakiem wsparcia ze strony pracodawców.

Eksperci z Better Workplace wraz z Instytutem Medycyny Pracy opublikowali raport Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26. Wynika z niego, że polscy pracownicy chcą zdrowo się odżywiać, ale często – z powodu braku czasu, presji i przepracowania – ich codzienne wybory żywieniowe odbiegają od deklarowanych. Choć może się to wydawać ich prywatną sprawą, pracodawcy mają realny wpływ na dietę swoich pracowników, a wsparcie żywieniowe może przynieść wymierne korzyści dla zdrowia i efektywności zespołów.Wykres 1

Powiedz mi, jak pracujesz, a powiem ci, jak jesz

Nadmiar obowiązków, długie godziny pracy i brak czasu na odpoczynek to realne bariery zdrowego stylu życia — aż 39 proc. pracowników pracuje ponad 40 h tygodniowo, a 35 proc. doświadcza silnego stresu. To właśnie w grupie osób źle oceniających swój stan zdrowia ponad połowa zgłasza wysoki poziom napięcia psychicznego. Efekt? Brak regeneracji, gorsze wybory żywieniowe i pogarszający się dobrostan psychofizyczny.

Chcielibyśmy mieć w czasie pracy przestrzeń na zdrowie odżywianie. Większość  pracowników deklaruje chęć regularnego jedzenia (72 proc.), spożywania posiłków bez pośpiechu (78 proc.) a przy tym wie, jak ważne w diecie jest znaczenie warzyw i owoców.  Rzeczywistość jednak pozostawia wiele do życzenia – co druga osoba przyznaje, że trudno jej zdrowo się odżywiać w pracy. Aż 44 proc. badanych twierdzi, że ma zbyt wiele obowiązków, by zadbać o swoje żywienie. Nie powinno więc dziwić, że prawie co trzeci pracownik często pracuje z uczuciem głodu. W szczególności są to ludzie młodzi (18–25 lat), wśród których zjawiska tego doświadcza połowa pracowników.

Deklaracje kontra rzeczywistość

Większość polskich pracowników dobrze lub bardzo dobrze ocenia swój stan zdrowia (57 proc.). Tylko 8 proc. uważa go za zły, a co trzecia osoba (35 proc.) ma trudności z oceną. Osoby o wyższym wykształceniu i lepszej sytuacji materialnej częściej deklarują lepszy stan zdrowia.

– Wysoki status społeczno-ekonomiczny, określany poziomem wykształcenia i dochodów, często wiąże się z takimi zasobami i warunkami życia, które korzystnie wpływają na zdrowie grup o takim statusie w sposób bezpośredni. To m.in. łatwiejszy dostęp do zdrowej żywności, większych i lepiej wyposażonych mieszkań czy bezpiecznej pracy. Wiąże się też z takim kapitałem społeczno-kulturowym, dziedziczonym lub nabytym, który skłania do większej troski o zdrowie zarówno w życiu codziennym, jak i w sytuacji choroby. To m.in. utrwalone w najbliższym otoczeniu prozdrowotne wzory zachowań, kształtowane od dzieciństwa prozdrowotne nawyki, wartości, wiedza i postawy sprzyjające zdrowszym wyborom – tłumaczy dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Instytutu Medycyny Pracy im. prof. dra med. Jerzego Nofera. – Ponadto zasoby te, zarówno materialne jak społeczno-kulturowe, ułatwiają prowadzenie zdrowego stylu życia czy korzystanie z lepszej opieki medycznej i usług prozdrowotnych, np. dietetycznych. Ułatwiają m.in. poprzez pełniejsze uświadomienie własnych potrzeb zdrowotnych, lepszy dostęp do produktów i usług służących ich zaspokajaniu, znajomości w instytucjach związanych ze zdrowiem, lepsze traktowanie przez ich personel, bogatszą ofertę benefitów otrzymywanych od pracodawców, przebywanie wśród licznych osób dbających o własne zdrowie – dodaje ekspert.

Na stan zdrowia ogromny wpływ ma dieta. Tymczasem choć 55 proc. pracowników uważa, że odżywia się zdrowo, ponad 3/4 ma niski wynik indeksu zdrowej diety (HDI-10). Połowa pracowników nie planuje posiłków do pracy wybierając “cokolwiek” w momencie głodu (54 proc.), a niemal co druga osoba (46 proc.) regularnie je zbyt obfite porcje. Powszechna jest monotonność diety (45 proc.), podjadanie słodyczy (21 proc.) i regularna konsumpcja fast foodów oraz dań instant (35 proc. spożywa je przynajmniej raz w tygodniu).

Prawie połowa pracowników ma nadwagę

Z raportu Better Workplace wynika również, że niemal połowa (aż 47  proc.) respondentów ma nadwagę lub otyłość, przy czym częściej dotyczy ona mężczyzn (56  proc.) niż kobiet (37  proc.).

– Rzeczywistość okazuje się być jeszcze gorsza, niż sugerują nasze badania. Dane NFZ wskazują, że realna skala problemu w populacji Polaków jest znacznie wyższa, a różnice między rezultatami wynikają z błędów deklaratywnych – respondenci często zaniżają swoją masę ciała – tłumaczy Magdalena Kartasińska-Kwaśnik, dietetyczka kliniczna, kierowniczka Działu Dietetycznego w Better Workplace, firmie oferującej benefity żywieniowe oraz wsparcie dietetyczne dla pracowników.

Czy pracodawca ma wpływ na dietę pracowników?

Ponad połowa pracowników (54  proc.) oczekuje wsparcia pracodawcy w zdrowym odżywianiu – silniej zaznaczają to kobiety (67  proc. vs  52  proc. mężczyzn). Ale tylko co trzeci pracownik uważa, że firma dba o żywienie. Widać wyraźną lukę – oczekiwania są znacznie większe niż realne wsparcie.

– Rozwiązania są potrzebne tu i teraz. Dobrym ruchem są programy żywieniowe, dostęp do świeżego jedzenia w pracy, wydłużenie przerw na posiłek, posiłki integracyjne, zmiany w menu restauracji pracowniczych i maszyn vendingowych czy dostęp do porad specjalistów. Historie naszych klientów pokazują, że stworzenie miejsca pracy wspierającego pracowników w utrzymaniu zdrowych nawyków żywieniowych jest możliwe – mówi Magdalena Kartasińska-Kwaśnik z Better Workplace.

Raport Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26 opiera się na badaniu przeprowadzonym w lipcu 2025/26 r. metodą ankiety internetowej (CAWI). Dobór próby miał charakter losowy, jednak zastosowano procedury umożliwiające wyłonienie grupy reprezentatywnej dla polskich pracowników biurowych. Łącznie analizie poddano odpowiedzi 1009 respondentów.

Giełdy czekają na przełom. Co przyniesie raport Nvidii i protokół Fed?

Raport wynikowy giganta technologicznego w centrum uwagi inwestorów. To już czwarta spadkowa sesja w USA – czy „tradycyjny rajd świąteczny” w tym roku może się nie odbyć? Ruch w dół na głównej parze walutowej świata uruchamia presję podażową na PLN.

Kiepskie nastroje

W ostatnich dniach na rynkach widziana jest spora nerwowość i dominuje tryb risk off. Sporo się mówi, że inwestorzy obawiają się przewartościowania segmentu technologicznego, ale także zaległego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który jest opóźniony ze względu na shutdown. Dzisiaj po sesji w USA poznamy wyniki spółki Nvidia i będzie to punkt kulminacyjny, który może zaważyć na sentymencie w najbliższych dniach. Ten technologiczny gigant stał się symbolem rewolucji AI, a co za tym idzie głównym beneficjentem, gdyż jest największym graczem na rynku sprzedaży chipów i całych systemów.  W ostatnich dniach pada jednak pytanie – kiedy te ogromne wydatki na technologię mogą się zwrócić? Inwestorzy więc wrócili do prostego mechanizmu, czyli rachunku zysków i strat. Dobry przykład, by to wyjaśnić to spółka Meta, gdzie w wynikach pokazano zakładane ogromne wydatki na AI, efekt? Prawie 20% spadek po raporcie.

Zmienność gwarantowana

Nvidia to jednak inny kaliber, ale też inna struktura przychodowa. Tutaj dominuje sprzedaż sprzętu, gdzie popyt nie podlega dyskusji, a w przypadku innych gigantów, najpierw trzeba ten sprzęt pozyskać, by potem próbować na nim „zarobić”. Napięcie przed publikacją wyników spółki jest więc olbrzymie, a analitycy już nawet wyliczyli, że po raporcie kurs może się poruszyć o prawie 6,5%, tyle tylko, że nie ma zgody co do kierunku. Jedni są zdania, że sceptycyzm wydatkowy się nasila, a drudzy, że potwierdzi się rewolucja AI. Tym samym pojawi się pozytywny impuls dla spółek technologicznych aż do końca roku. Oczywiście tutaj mowa też o wynikach Nvidia w kontekście rajdu świętego Mikołaja, który w poprzednich latach windował giełdy. Ostatnie 4 sesje w Stanach przebiegały pod dyktando spadków i już pojawiły się głosy, że może czeka nas większa korekta, a koniec roku nie będzie udany. Dużo zależy więc od dzisiejszego raportu, ale przede wszystkim tego, jak zinterpretują go inwestorzy, bo często logiki tutaj nie ma.

EUR/PLN w okolicach 4,24

Ostatnie dni to też umocnienie dolara amerykańskiego – choćby do euro – co pokazuje, że inwestorzy pozycjonują się defensywnie, a popyt na aktywa bezpieczne ma się dobrze. Taka sytuacja odbija się też niekorzystnie dla naszej waluty, a w relacji do EUR straciła blisko 2,5 grosza. Nie jest to oczywiście duży ruch, co tylko podkreśla odporność PLN na to, co się dzieje na rynkach. Baza to oczywiście gospodarka, gdzie nasze wyniki wzrostu są naprawdę imponujące, a kolejny rok ma być co najmniej tak dobry. Mały plusik to też polityka monetarna, gdzie zanosi się na kilkumiesięczną pauzę w obniżkach stóp, a dominuje teraz scenariusz, w którym Rada poczeka na impulsy inflacyjne mogące pojawić się od nowego roku 2026.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11.00 – strefa euro – inflacja CPI za październik,
  • 15.15 – USA – produkcja przemysłowa za październik,
  • 20.00 – USA – protokół z posiedzenia Fed.

Dania zaostrza zasady korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci

0

Decyzja duńskiego rządu o wprowadzeniu minimalnego wieku 15 lat dla użytkowników mediów społecznościowych otwiera w Europie nowy rozdział w dyskusji o ochronie dzieci w Internecie. To symboliczna granica, ale też sygnał dla reszty świata: cyfrowa wolność najmłodszych nie może oznaczać ich bezbronności. Duńskie rozwiązanie, choć radykalne, wyrasta z coraz bardziej powszechnego przekonania, że młodzi ludzie potrzebują bezpieczniejszych ram korzystania z sieci.

Rządy wielu państw zaczynają dostrzegać, że cyfrowy świat wymyka się mechanizmom tradycyjnej ochrony. W Australii przygotowywane są przepisy całkowicie zakazujące korzystania z mediów społecznościowych dzieciom poniżej 16. roku życia, a w Stanach Zjednoczonych trwa ożywiona debata o odpowiedzialności platform wobec nieletnich użytkowników. Kierunek jest wspólny: więcej nadzoru, więcej przejrzystości, mniej komercyjnej swobody. W centrum tej zmiany stoi jedno kluczowe pytanie – jak znaleźć równowagę między ochroną dziecka a poszanowaniem jego prywatności?

Zakazy i ograniczenia wiekowe to jeden z możliwych modeli, ale nie jedyny. W praktyce skuteczniejszym podejściem okazuje się łączenie regulacji prawnych z narzędziami wspierającymi świadome i odpowiedzialne korzystanie z technologii. Samo odcięcie dziecka od sieci nie rozwiązuje problemu, bo Internet to dziś naturalna przestrzeń nauki, relacji i rozrywki. Zamiast zamykać drzwi, warto pomóc w ich bezpiecznym otwieraniu. Tu coraz większą rolę odgrywa edukacja cyfrowa i inteligentne rozwiązania technologiczne, które uczą dzieci, jak reagować na przemoc czy manipulację, a rodzicom dają narzędzia do wczesnego rozpoznania sygnałów zagrożenia.

Nowoczesne aplikacje wspierające bezpieczeństwo rodzin w Internecie coraz częściej idą w stronę tzw. prewencji kontekstowej. Analizują zachowania i treści pod kątem potencjalnych ryzyk. Gdy algorytm wykryje w rozmowie agresję, wulgaryzmy lub niepokojące emocje, rodzic otrzymuje dyskretne powiadomienie. To moment, w którym może zareagować, zapytać, porozmawiać, być obecnym. Takie rozwiązania przypominają cyfrowy „system wczesnego ostrzegania”, który nie zastępuje zaufania w rodzinie, ale je wzmacnia – mówi Paweł Biadała, CEO Locon.

Granica między ochroną a kontrolą jest cienka, dlatego kluczowe jest projektowanie narzędzi z poszanowaniem prywatności. Dziecko, które czuje się śledzone, nie będzie szczere, a technologia stanie się źródłem konfliktu zamiast wsparcia. Z kolei aplikacje, które działają transparentnie i jasno komunikują, jakie dane są analizowane, mogą stać się pomostem między światem dorosłych a cyfrowym życiem młodych. Właśnie taki model zaczyna dominować, nie represyjny, lecz partnerski, oparty na zaufaniu i wspólnym poczuciu bezpieczeństwa.

Dania postawiła na regulacje, ale jej decyzja ma też inny wymiar, edukacyjny. Pokazuje, że państwo może aktywnie kształtować kulturę cyfrową i wspierać inicjatywy, które uczą, jak mądrze korzystać z technologii. Zapowiedziane inwestycje w rozwój bezpieczniejszych platform czy programy dobrostanu cyfrowego to krok w stronę budowania odporności psychicznej najmłodszych. To również zaproszenie do szerszej rozmowy o tym, jak przygotować dzieci do świata, w którym granica między realnym a wirtualnym staje się coraz bardziej płynna.

W Polsce podobne wyzwania stoją przed rodzicami, szkołami i firmami technologicznymi. Coraz wyraźniej widać potrzebę systemowych rozwiązań, które pomogą w odpowiedzialnym towarzyszeniu dziecku w jego cyfrowych doświadczeniach. Bo bezpieczeństwo w sieci nie zaczyna się od zakazu, zaczyna się od rozmowy, zrozumienia i gotowości, by reagować wtedy, gdy technologia daje sygnał, że coś może być nie tak – podsumowuje Paweł Biadała.

W tym sensie decyzja Danii to nie tylko polityczny gest, ale też znak czasu. Świat dorasta do wniosku, że technologia, by naprawdę służyć człowiekowi, musi być wspierana przez empatię, edukację i odpowiedzialność. A cyfrowe dzieciństwo, choć odbywa się w nowych realiach, wciąż potrzebuje tego samego, co zawsze: obecności dorosłych, którzy potrafią być blisko, nawet jeśli nie zawsze są w tym samym miejscu.

Ceny hamują, oczekiwania rosną. Jak zmienia się popyt na mieszkania w Polsce?

Rynek mieszkaniowy w Polsce wchodzi w nową fazę – stabilizacji i selektywnego popytu. Po okresie rekordowych wzrostów ceny zdecydowanie wyhamowały, sygnalizując już nawet tendencje korekcyjne, a kupujący stali się bardziej wymagający. Coraz częściej pytają nie tylko o metraż, ale też o jakość życia, energooszczędność, komunikację i zielone otoczenie.

Ceny zwolniły, ale emocje wciąż są wysokie

Jeszcze nie tak dawno rodzimy rynek nieruchomości mieszkaniowych przypominał wyścig. Mieszkania sprzedawały się jak świeże bułki, a pośrednicy nie nadążali z prezentacjami. Dziś emocje wyraźnie opadły, ale ruch nadal jest znaczący. Dane portalu RynekPierwotny.pl pokazują, że liczba zapytań o mieszkania w I kwartale 2025 roku była o ponad 30 procent wyższa niż w najlepszym miesiącu obowiązywania programu „Bezpieczny Kredyt 2.0”. Choć ceny wciąż są wysokie, ich dynamika maleje. Już pierwsze kwartały 2025 roku przyniosły jej spowolnienie, a w wybranych ośrodkach nawet korekty. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego na rynku pierwotnym to już ponad 18 tys. zł, w Krakowie blisko 17 tys., we Wrocławiu 15 tys., a w mniejszych miastach – między 8 a 12 tys. zł. Realnie jednak – po uwzględnieniu inflacji – ceny w ostatnich miesiącach lekko spadły.

Jest to po części efekt historycznie rekordowej oferty mieszkaniowego rynku pierwotnego. W tej sytuacji deweloperzy zaczęli zdecydowanie ostrożniej planować nowe projekty: liczba rozpoczętych budów mieszkań spadła w pierwszych ośmiu miesiącach br. o 16 proc. w relacji rok do roku, a wolumen nowych pozwoleń na budowę o jedną czwartą.

Dwa pokoje, trzy pokoje – kompromisy codzienności

Według raportu RynekPierwotny.pl, najczęściej kupowane mieszkania to wciąż lokale 2-pokojowe o powierzchni 40–50 m². To wybór singli i par bez dzieci – elastyczny, możliwy do utrzymania, pozwalający zachować płynność finansową. Z kolei 3-pokojowe mieszkania pozostają najpopularniejsze wśród rodzin z dziećmi. Dają więcej komfortu, ale są też niestety coraz droższe.

Zwłaszcza w głównych krajowych metropoliach takich jak Warszawa, Wrocław czy Kraków ceny już 2-pokojowych mieszkań deweloperskich często przekraczają poziom dostępny dla przeciętnego kredytobiorcy, co powoduje, że kupujący zaczynają rozważać peryferyjne dzielnice lub mieszkania 3-pokojowe w mniej prestiżowych lokalizacjach. Stąd też wyraźnie zwyżkujący popyt w miejscowościach satelickich największych miast.

Z kolei domy jednorodzinne czy segmenty kupują dziś głównie ci, którzy szukają „oddechu” i mają stabilną sytuację zawodową. Coraz częściej są to osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo, które mogą pozwolić sobie na zamieszkiwanie z dala od centrum. W zamian za dłuższy dojazd realizują swoje marzenia o własnym ogródku, garażu, ciszy i spokoju.

Single i pary, czyli nowi królowie rynku

Tymczasem to już nie nabywcy inwestycyjni, których liczba spadła o połowę względem roku 2023 rządzą rodzimą mieszkaniówką. Teraz to właśnie oni – młodzi, mobilni, często dobrze zarabiający, ale dopiero budujący majątek – rozdają dziś karty. Ich decyzje są elastyczne, a lokalizacja ma mniejsze znaczenie niż jeszcze kilka lat temu. „Widać dużą zmianę: młodzi kupujący nie trzymają się jednej dzielnicy. Szukają tam, gdzie jakość i cena idą w parze. Otwarta komunikacja i transparentność ofert są dla nich ważniejsze niż metraż” – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dla singli i par kluczowe są dziś dobra komunikacja, nowoczesny design i stabilny deweloper. To właśnie oni generują dziś największą liczbę zapytań w portalach ogłoszeniowych.

Rodziny z dziećmi: między potrzebą przestrzeni a rachunkiem ekonomicznym

Rodziny szukają przede wszystkim trzech rzeczy: przestrzeni, bezpieczeństwa i spokoju. Chcą mieć dobrą szkołę w pobliżu, plac zabaw, ścieżkę rowerową i zieleń. Dla rodzin z dziećmi mieszkanie 3-pokojowe to naturalny wybór — więcej przestrzeni, oddzielna sypialnia dla dzieci, możliwość urządzenia pokoju pracowni. Ale właśnie w tym segmencie rynek bywa mniej płynny w obecnych warunkach. Wysokie ceny metra kwadratowego lub ograniczona podaż projektów 3-pokojowych (zwłaszcza w dobrych lokalizacjach) skłaniają niektóre rodziny do kompromisów: kupna mniejszego mieszkania z planem zmiany za kilka lat, lub poszukiwania domów bliżej obrzeży.

Dlatego też aż 89 proc. popytu w największych miastach koncentruje się dziś w dzielnicach pośrednich i na obrzeżach. Deweloperzy coraz częściej projektują niskie budynki o kameralnym charakterze, które łączą wygodę mieszkania i urok domu.

Co w cenie? Nie tylko metraż

Jeszcze kilka lat temu kupujący kierowali się głównie ceną za metr. Dziś coraz większe znaczenie mają elementy takie jak energooszczędność budynku, certyfikaty środowiskowe, jakość części wspólnych czy społeczny charakter osiedla. Nowe projekty mieszkaniowe coraz częściej przypominają małe miasteczka – z własnym sklepem, kawiarnią czy strefą fitness. „Kupujący zwracają uwagę nie tylko na mury, ale na całe otoczenie. Ważne są standard energetyczny, dostęp do zieleni i jakość obsługi” – ocenia Jan Dziekoński, Head of Market Insights w Dziale Research w portalu RynekPierwotny.pl.

Nowe formaty: od micro-apartamentów po wynajem instytucjonalny

Ciekawym zjawiskiem są tzw. micro-apartamenty – lokale o powierzchni 20–30 m², często z pełnym wyposażeniem i strefami wspólnymi. Powstają głównie z myślą o singlach, studentach i młodych specjalistach. Z kolei coraz dynamiczniej rośnie segment PRS, czyli mieszkań budowanych na wynajem instytucjonalny. Eksperci JLL oceniają, że w ciągu kilku lat może on zmienić strukturę rynku – szczególnie w największych miastach.

Na co Polacy są gotowi wydać najwięcej

Coraz więcej osób woli zapłacić więcej za lepszy standard wykończenia, większy balkon lub ogród, osiedle z pełną infrastrukturą oraz energooszczędne rozwiązania. Rosnące koszty życia sprawiły, że kupujący zaczęli liczyć nie tylko koszt zakupu, ale i utrzymania mieszkania. Dlatego deweloperzy inwestują w pompy ciepła, panele fotowoltaiczne i rekuperację.

Eksperci: „Rynek dojrzewa – to dobra wiadomość”

Zdaniem analityków portalu RynekPierwotny.pl, rok 2025 przynosi dojrzewanie rynku. „Kupujący stali się bardziej świadomi. Nie gonią już za jakimkolwiek mieszkaniem, tylko szukają takiego, które pasuje do ich stylu życia” – podkreśla Marek Wielgo. W natłoku ofert wygrają ci deweloperzy, którzy potrafią rozmawiać z różnymi grupami klientów – od singli, przez pary, po rodziny i inwestorów.

Mieszkanie jako styl życia

Rynek nieruchomości w 2025 roku pokazuje, że własne cztery kąty to już nie tylko inwestycja, ale też manifest stylu życia. Dla jednych liczy się przestrzeń i cisza, dla innych dostęp do kultury i miejskich atrakcji. Niezależnie od motywacji, Polacy kupują dziś bardziej świadomie. Nie gonią za metrami, lecz za sensem. Bo mieszkanie przestało być tylko adresem – stało się częścią codziennej tożsamości.

Vinci rusza na zakupy z nowymi funduszami i limitami inwestycyjnym

  • Vinci z grupy BGK istotnie zwiększa kwotę możliwą do zainwestowania w jedną spółkę. Zgodnie z nową strategią, będzie to 110 mln zł. Do dyspozycji ma 1,1 mld zł kapitału powierzonego mu przez największy polski bank.
  • W centrum zainteresowania Vinci stają polskie spółki wzrostowe, które osiągają już pierwsze przychody i mają ambitne plany rozwoju. Inwestor nie będzie natomiast analizował projektów start up’owych będących na wczesnym etapie budowania biznesu.
  • Dwa nowe fundusze, Vinci Venture Capital oraz Vinci Private Equity, zastąpią trzy obecnie istniejące wehikuły inwestycyjne. Vinci stanie się jedynym podmiotem na rynku, który zapewnia firmom ciągłość finansowania dzięki połączeniu działalności VC oraz PE pod jednym dachem.

Vinci, spółka inwestycyjna z grupy BGK, zarządzająca 1,1 mld zł, ujawnia kolejne elementy swojej nowej strategii. – Istotnie zwiększamy kwotę, jaką możemy zaoferować jednej firmie, podnosząc ją do 110 mln zł. To znacznie rozszerza nasze możliwości inwestycyjne – informuje Adam Żelezik, członek zarządu Vinci, odpowiedzialny za obszar inwestycji. Dotychczas, dla większości analizowanych projektów, limit zaangażowania w jeden podmiot wynosił 40 mln zł, a średnia dla już przeprowadzonych transakcji to 27 mln zł. Horyzont inwestycyjny, w jakim będą się poruszać fundusze Vinci, mieści się w przedziale 5-10 lat.

Ciągłość finansowania

Spółki, w które zdecyduje się zainwestować podmiot z grupy BGK, trafią do jednego z dwóch nowych funduszy, tj. Vinci Venture Capital oraz Vinci Private Equity, z których każdy ma dyspozycji 550 mln zł. Zastąpią one trzy obecnie istniejące wehikuły inwestycyjne tj. HiTech Asi, IQ Asi oraz Da Gamma Asi. – Staliśmy się jedynym podmiotem na rynku, który w ramach jednej organizacji będzie realizował zarówno inwestycje z obszaru venture capital, jak i private equity. Oznacza, że możemy finansować wzrost polskich spółek będących na różnych etapach rozwoju, zapewniając im ciągłość finansowania, czyli dostęp do kolejnych rund kapitałowych –wyjaśnia Adam Żelezik.

Warunek: 2 mln zł przychodów

Nowa oferta inwestycyjna Vinci, zgodnie z właśnie przyjętą strategią, adresowana jest do spółek wzrostowych, mających ambitne plany rozwoju. – Są to podmioty, które potwierdziły już na rynku swój model biznesowy, mają wdrożone pierwsze produkty lub usługi i z sukcesem je sprzedają, osiągając pierwsze przychody o wartości co najmniej 2 mln zł rocznie – ujawnia Bartosz Drabikowski, prezes Vinci. Inwestor nie będzie natomiast już analizował projektów będących na wcześniejszych etapach rozwoju, czyli takich, gdzie uzyskane finansowanie miałoby posłużyć do stworzenia nowego produktu czy uruchomienia sprzedaży.

Na celowniku spółki wzrostowe

– Dostrzegamy ogromną potrzebę rynku jeśli chodzi o dostęp do kapitału, który wspierałby wzrost i rozwój spółek. Tego typu rund finansowania jest w Polsce kilka rocznie, zdarzają się też lata, gdy nie ma ich w ogóle. W tym obszarze, zgodnie z nową strategią, będzie aktywnie działać Vinci w najbliższych 5 latach – mówi Bartosz Drabikowski. – Nie ma natomiast potrzeby, aby Vinci był kolejnym podmiotem finansującym wczesne etapy budowania firm. W tym segmencie efektywnie działa ok. 130 funduszy, z sukcesem swoją misję realizuje także PFR Ventures, a na rynku zawierane są setki transakcji rocznie – wyjaśnia  Bartosz Drabikowski.

Tylko mniejszościowe pakiety

Vinci jest zainteresowany pakietami mniejszościowymi spółek, a także współpracą z innymi inwestorami instytucjonalnymi. – Dążymy do tego, aby w spółce, obok kapitału publicznego, był także kapitał prywatny. Ten cel realizujemy poprzez koinwestycje, ale dopuszczamy także możliwość, że fundusze prywatne dołączą do finansowania spółki w drugiej kolejności, po tym jak Vinci nada jej pewną wiarygodność –informuje Adam Żelezik.

Polski mandat

Kluczowym elementem przyjętej strategii jest też wprowadzenie nowego kryterium inwestycyjnego. – Będziemy finansować wyłącznie firmy, które w Polsce posiadają i rozwijają centra biznesowe, badawcze, inżynierskie, co oczywiście nie wyklucza ich ekspansji zagranicznej, do której zachęcamy. Strategicznym celem Vinci, podobnie, jak całej grupy BGK, jest bowiem wspieranie rozwoju społeczno-gospodarczego Polski. Jestem przekonany, że dzięki zainicjowanym przez nas procesom zwiększy się liczba narodowych championów  – podkreśla Bartosz Drabikowski. Dodaje, że Vinci oferuje firmom nie tylko kapitał na rozwój, ale też tzw. smart money. To wiarygodność, wiedza, doświadczenie, a także pomoc w przebiciu się do dużych kontrahentów. Dostęp do smart money wynika z przynależności Vinci do największej grupy bankowej w Polsce, zarządzającej aktywami o wartości aż 740 mld zł.

Nowość: technologie dual-use

Obiektem zainteresowania Vinci są innowacyjne firmy działające w obszarze nowoczesnych technologii. Priorytetowe obszary to według nowej strategii: robotyzacja, sztuczna inteligencja, transformacja energetyczna, technologie optyczne i kosmiczne, a także bezpieczeństwo, zdrowie, produkcja żywności oraz transport. Nowa strategia rozszerzyła ponadto katalog możliwych do wsparcia branż o takie, które wykorzystują tzw. technologie dual-use, mogące mieć zastosowanie zarówno w projektach cywilnych, jak i w obronności.

Kryzys w ochronie zdrowia znów na agendzie. Ekspert: problem tkwi w konstrukcji systemu

Mamy kryzys w ochronie zdrowia – ogłosili politycy. Jako zajmujący się tym obszarem pozwolę sobie dodać: jak co roku.

Zwracam uwagę, że nie dotyczy to całego obszaru świadczeń zdrowotnych. Nie ma problemu z rozliczeniami przez NFZ z podmiotami opłacanymi stawką ryczałtową; tam usługi są świadczone płynnie, a personel zadowolony. Nie ma też ograniczeń w świadczeniach, za które w płatnościach nie ma limitów, jak onkologia czy porody. Tyle, ile świadczeń zrealizowano, tyle jest na bieżąco opłacanych. Uwzględniając, że rocznie opłacanych ze środków publicznych jest 7-8 MLN hospitalizacji, 350 mln porad ambulatoryjnych, 180 mln świadczeń w POZ i 130 mln świadczeń w ramach opieki specjalistycznej, znaleźć można w takiej masie przypadki błędów czy pomyłek. Błędem jest jednak wyciąganie ogólnych reguł bazując na danych marginalnych.

Wyzwaniem końca roku są tradycyjnie świadczenia szpitalne. Konstrukcja kontraktu świadomie przecież podpisanego przez szpitale zawiera limity świadczeń, które są nim objęte. I ponieważ mówimy o kontrakcie ze środków publicznych, jest to zapis konieczny. Prawo, ale i mądry standard działania państwa wymaga, aby wydatki publiczne były dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskania najlepszych efektów z danych nakładów, zapewniając przy tym wszystkim obywatelom równy dostęp do świadczeń finansowych ze środków publicznych. Oznacza to że nie wolno uprzywilejowywać jakiejś grupy obywateli z racji ich miejsca zamieszkania czy rodzaju schorzenia (z jasno wskazanymi wyjątkami) poprzez prowadzenie leczenia na innych niż uzgodnione z płatnikiem publicznym zasadach.

Szpitale dbają o swój interes ekonomiczny, który w polskich warunkach oznacza wysokie i stabilne dochody pracowników. Pacjent jest tu elementem uzupełniającym, w miarę możliwości selekcjonowanym. Powoduje to, że wykonując swoje podstawowe zadanie (świadcząc usługi dla potrzebujących) szpitale starają się robić jak najwięcej tych świadczeń, które są dla nich najbardziej opłacalne finansowo. Nie przejmują się wysokością podpisanego kontraktu, a ponieważ darmowe świadczenia zdrowotne to obszar popytu w zasadzie nieograniczonego, nie jest wielkim wyzwaniem znalezienie pacjentów i udzielenie im świadczeń. To powoduje, że często pod koniec rocznego kontraktu szpitale wpadają w pułapkę przekroczenia limitów kontraktowych, ponieważ do limitu muszą doliczyć pacjentów, którzy trafili do nich poza planowaną kolejką, ale nie można było z różnych powodów odmówić im świadczenia.

Czym innym są tu świadczenia ratujące życie – one zawsze były rozliczane sprawnie. Jeśli oczywiście nie okazało się, że definicja „ratujące życie” zastosowane przez dany szpital nie okazała się absolutnie inna, niż przyjęta z kontrakcie z NFZ. I dla rozliczenia kontraktu jest to zwykłe świadczenie, które skumulowane z innymi od początku roku powoduje przekroczenie limitu zakontraktowanych świadczeń w danym roku.

W poprzednich latach wszyscy świadomi tego zjawiska tolerowali takie „bankructwo systemu pod koniec roku”. Sytuacja się jednak zmieniła, nie ma dzisiaj źródła pokrycia kolejnych nieplanowanych wydatków, jak we wcześniejszych latach. A sam system, który jak wiele usług publicznych, ma format ekonomiczny wydatku publicznego „plus nieskończoność” (bez ograniczenia kosztów) już zaczyna dyskryminować określone schorzenia i pacjentów.

Mechanizm ekonomiczny szpitali w Polsce wymaga pilnej zmiany, niewiele pomoże administracyjne ograniczanie zarobków lekarzy czy innego personelu medycznego. Jeśli szpital płaci kilkadziesiąt tysięcy za operację lekarzowi, to znaczy, że szpitalowi się to opłaca. Wycena świadczeń medycznych opłacanych ze środków publicznych powinna być procesem ciągłym, związanym ze zmianami w sposobie udzielania świadczeń oraz nowymi technologiami medycznymi. NFZ, mając do tego bazę danych, powinien zapewnić dostęp do wszystkich rodzajów świadczeń i bardzo pilnować, aby nie było podziału na świadczenia opłacalne i nieopłacalne.

Wzywam, aby rozpocząć rozmowę od fundamentalnego założenia: co jest priorytetem dla publicznej ochrony zdrowia. Która odpowiedz jest ważniejsza: utrzymanie budynków szpitali jako oznaka prestiżu lokalnego czy państwowego, zapewnienie pracy ludziom zatrudnionym w ochronie zdrowia, ratowanie życia i zdrowia oraz przywracanie do sprawności, opieka nad osobami starszymi? Nie jest możliwe zaspokojenie w pełni wszystkich celów w ramach dostępnego budżetu. A Polacy płacić więcej podatków nie chcą.

Jeśli system opieki zdrowotnej ma działać sprawnie, wymaga radykalnej i szybkiej zmiany Na początek ustalenia priorytetów, a nie cerowaniu czegoś, co się i tak rozpadnie albo będzie musiało trafić do budżetu centralnego. Dokładanie kolejnych pieniędzy do obecnego systemu jest działaniem nieuzasadnionym. W swoim raporcie NFZ wskazuje, że w latach 2016-2021 liczba świadczeń wzrosła o 3 proc. przy wzroście wydatków o 48,9 proc. Kolejne wydatki to tylko pogłębienie trudnej i bez tego sytuacji finansów publicznych. Dyskutujmy o liczbach, a nie odczuciach.

Pamiętajmy w tej dyskusji, że opłacana ze środków publicznych podstawowa opieka zdrowotna w 90 proc., a ambulatoryjna opieka specjalistyczna w 80 proc jest świadczona przez sektor prywatny. A nieefektywność i stały brak pokrycia kosztów wykazują szpitale, w których sektor prywatny zapewnia zaledwie 15 proc. łóżek szpitalnych w Polsce.

dr Marcin Murawski
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Niezłożenie TPR za 2024 r. może skończyć się grzywną do 40 mln zł. To realne ryzyko dla zarządów

Firmy mają czas tylko do końca listopada 2025 r., by złożyć informację o cenach transferowych TPR-C lub TPR-P za 2024 r. Doradcy podatkowi alarmują, że przedsiębiorcy znów odkładają temat na ostatnią chwilę, a konsekwencje mogą być dla zarządów wyjątkowo dotkliwe. Chodzi o grzywny sięgające nawet 40 mln zł oraz odpowiedzialność osobistą członków zarządu, dyrektorów finansowych i głównych księgowych.

TPR to nie jest techniczny formularz, tylko pełnoprawny raport analityczny dla fiskusa. Jeżeli dane są niepełne albo rozjeżdżają się z dokumentacją, zarząd naraża się na odpowiedzialność karną skarbową – podkreśla mec. Maciej Małanicz-Przybylski, adwokat i partner w KBiW Kurpiejewski, Budzewski i Wspólnicy.

Local file najpierw, TPR dopiero potem

Do końca października 2025 r. podatnicy powinni przygotować lokalną dokumentację cen transferowych za 2024 r. Dotyczy to transakcji z podmiotami powiązanymi oraz niektórych transakcji z podmiotami z rajów podatkowych. Dokumentacja obejmuje wszystkie transakcje przekraczające ustawowe progi – 2 mln zł dla towarów i usług oraz 10 mln zł dla finansowania (odpowiednio 500 tys. zł i 2,5 mln zł w przypadku transakcji z podmiotami z rajów podatkowych). Na jej podstawie sporządza się TPR-C lub TPR-P. Formularz trafia do Ministerstwa Finansów wyłącznie elektronicznie i musi być spójny z local file. – Zdarza się, że firmy chcą przygotować samo TPR i dopiero potem dopisać dokumentację. To stwarza ryzyko zarzutów. Formularz ma odzwierciedlać dokumentację, a nie ją zastępować – wyjaśnia ekspert.

Kto odpowiada za błędy? W praktyce: zarząd

Za nieprawidłowości odpowiadają osoby prowadzące sprawy gospodarcze przedsiębiorstwa. Niezależnie od tego, kto faktycznie podpisze TPR, odpowiedzialność ciąży na zarządzie, dyrektorze finansowym i głównym księgowym. Ryzyko pojawia się również wtedy, gdy local file w ogóle nie powstał, mimo przekroczenia progów. – Widzimy w firmach klasyczny problem: nikt nie jest formalnie „właścicielem” procesu. Zespół przerzuca temat między księgowością, finansami i zarządem, aż w końcu robi się po prostu za późno – wskazuje mec. Małanicz-Przybylski.

Grzywny jak w dużych sprawach gospodarczych

Niezłożenie TPR, złożenie po terminie albo podanie nieprawdziwych danych może zostać potraktowane jako przestępstwo skarbowe. W skrajnym przypadku oznacza to grzywnę do około 40 mln zł. Złożenie formularza po terminie obniża odpowiedzialność o jedną trzecią, ale to nadal nawet 13 mln zł. Identyczne poziomy kar dotyczą braku dokumentacji cen transferowych lub jej nierzetelnego sporządzenia. – Skala sankcji jest tak duża, że obowiązki dotyczące TPR powinny być raportowane radzie nadzorczej. To nie są „techniczne błędy księgowe”, tylko ryzyko porównywalne z poważnym sporem sądowym – ocenia partner KBiW.

Powtarzające się problemy: brak mapy powiązań i skupienie wyłącznie na formularzu

Najczęściej problemem jest przekonanie, że obowiązki cen transferowych dotyczą wyłącznie dużych grup kapitałowych. Tymczasem przepisy obejmują również średnie spółki realizujące pojedyncze transakcje z podmiotami powiązanymi. Drugim kłopotem jest poleganie wyłącznie na księgowości, która zazwyczaj nie ma wiedzy na temat charakteru transakcji czy stosowanych marż i sposobu ich obliczania. Trzecim – koncentrowanie się na samym formularzu, podczas gdy fundamentem jest poprawnie przygotowana dokumentacja. Ekspert wskazuje, że bez zmapowania powiązań i transakcji spółka nie jest w stanie przygotować prawidłowych danych. Proces powinien zaczynać się od analizy biznesowej, a dopiero potem przechodzić do technicznego wypełnienia TPR.

Czynny żal jako ostatnia deska ratunku

Jeśli podatnik nie zdąży złożyć TPR w terminie, może skorzystać z czynnego żalu, czyli zawiadomić organ o popełnieniu czynu zabronionego i jednocześnie złożyć zaległy formularz. – Czynny żal nie rozwiązuje wszystkiego, ale po upływie terminu to często jedyna realna forma ograniczenia ryzyka osobistego – mówi mec. Małanicz-Przybylski.

Fiskus wzmacnia kontrole. Firmy muszą wzmocnić compliance

Ceny transferowe pozostają jednym z priorytetów organów skarbowych. Potwierdza to powołanie Centrum Kompetencyjnego ds. zwalczania agresywnego planowania podatkowego w CIT. Jego zadania obejmują również obszar cen transferowych. W efekcie firmy muszą mieć uporządkowany proces: identyfikację transakcji kontrolowanych, przygotowanie local file oraz terminowe złożenie TPR. Kluczowe jest jasne przypisanie odpowiedzialności i weryfikacja zgodności danych.

– Dobrze zaprojektowany proces TPR to dziś kwestia podstawowej higieny korporacyjnej. Koszty wdrożenia są nieporównywalnie niższe niż potencjalna grzywna – podsumowuje ekspert.

Zarządy, które nie dopilnują TPR, ryzykują grzywnami porównywalnymi z dużymi sprawami gospodarczymi. Kluczem jest terminowe przygotowanie dokumentacji, kontrola ryzyk i jasna odpowiedzialność. To już nie kwestia formalności, tylko realnego bezpieczeństwa prawnego zarządu.

Po zniesieniu de minimis przesyłki do USA utknęły. Eksporterzy mierzą się z chaosem celnym

Pod koniec sierpnia 2025 roku w Stanach Zjednoczonych weszły w życie przepisy, które diametralnie zmieniły warunki międzynarodowego handlu internetowego. Zniesienie tzw. limitu de minimis, które dotychczas pozwalało na bezcłowy import przesyłek o wartości do 800 dolarów, sprawiło, że obecnie również przesyłki z tej kategorii są objęte pełną odprawą celną. Zmiana miała m.in. ograniczyć napływ tanich towarów z Azji oraz uszczelnić system poboru ceł i podatków, zwłaszcza wobec przesyłek z Chin. Jej skutki szybko odczuli europejscy eksporterzy, w tym polscy, co potwierdzają czasowe wstrzymania wysyłki paczek do USA przez operatorów pocztowych. Według Światowego Związku Pocztowego (UPU) łączny, globalny wolumen przesyłek pocztowych kierowanych do USA chwilowo spadł w pierwszych dniach po wejściu zmian nawet o ok. 80 procent.

Nowe przepisy zakłóciły handel

Do 29 sierpnia 2025 r. wiele przesyłek o wartości do 800 USD korzystało w USA z uproszczonej procedury de minimis. Po wejściu w życie nowych regulacji U.S. Customs and Border Protection wymaga, by co do zasady każda przesyłka zawierała pełny zestaw danych celnych: dziesięciocyfrowy kod taryfy HTS, dokładny opis produktu po angielsku, kraj pochodzenia, wartość i walutę transakcji.

W pierwszych tygodniach po zmianach odnotowano istotne zatory. Część operatorów pocztowych w Europie czasowo wstrzymała wysyłki do USA, a operatorzy kurierscy sygnalizowali wzrost liczby przesyłek wymagających ręcznej obsługi z powodu braków w danych. Według Światowego Związku Pocztowego (UPU) wolumen przesyłek pocztowych kierowanych do USA mierzony globalnie chwilowo spadł nawet o 80 procent. Zmiana przepisów była odczuwalna także w Polsce, gdzie Globkurier zanotował około 50-procentowy wzrost liczby zapytań dotyczących odpraw celnych w porównaniu z okresem sprzed 29 sierpnia. Przedsiębiorcy pytali, jak przygotować się do nowych wymogów i co zmieniło się w procedurach.

Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier
Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier

Największym problemem przy wysyłkach do USA nie jest obecnie czas dostawy, ale właśnie odprawa celna.  Odnotowaliśmy duży wzrost zapytań ze strony firm, które oczekiwały wsparcia w odnalezieniu się w nowych realiach. Sytuacja była o tyle wymagająca, że zmiany dotknęły także przesyłki będące już w drodze do odbiorców. W zaistniałej sytuacji wielu przedsiębiorców po raz pierwszy zetknęło się z pełnym zakresem obowiązków celnych. To był dla nich moment zaskoczenia i chaosu. Trudno było nawet określić, które paczki zostaną zatrzymane, a które przejdą odprawę – wskazuje Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier.

Jak uniknąć chaosu celnego

Choć sytuacja budzi niepokój, branża logistyczna wskazuje na narzędzia, które pozwalają firmom ograniczyć ryzyko i usprawnić odprawy. Kluczowe znaczenie ma automatyzacja przygotowania dokumentacji celnej oraz walidacja danych jeszcze przed nadaniem przesyłki.

Poprawnie przygotowana dokumentacja i znajomość ograniczeń w eksporcie znacznie przyspieszają odprawę i zmniejszają ryzyko kontroli. W tym zakresie coraz większe znaczenie mają narzędzia, które weryfikują poprawność danych i eliminują błędy już na etapie tworzenia zgłoszenia – tłumaczy Kamil Wojdas, ekspert ds. odpraw celnych w GlobKurier.pl.

W praktyce oznacza to korzystanie z rozwiązań, które automatycznie sprawdzają kody HS, tłumaczą opisy produktów na język angielski i sygnalizują brakujące informacje wymagane przez służby celne.

Po zmianach w polityce celnej, tak jak niedawno miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, rośnie znaczenie automatyzacji procesów. Systemy, które jeszcze niedawno wspierały tylko przygotowanie dokumentacji, dziś pomagają też analizować ryzyko i przewidywać koszty odpraw. Przy liczbie transakcji i tempie, w jakim rozwija się handel cross-border, ręczne zarządzanie tymi danymi staje się po prostu niemożliwe – podkreśla Cezary Falkiewicz.

Gąszcz przepisów ogranicza możliwości rozwoju, a polskie MŚP i tak są mało aktywne

Według analiz Globkurier nowe realia najmocniej uderzyły w segment małych przesyłek e-commerce. Po zniesieniu progu de minimis wiele tego typu transakcji stało się zdecydowanie mniej opłacalnymi. Dużą część tych zamówień stanowiły produkty takie jak odzież, akcesoria modowe, elektronika i drobne AGD, często sprowadzane z Chin, na które Stany Zjednoczone nałożyły jedne z najwyższych stawek celnych.

Eksperci Globkurier zauważają, że dla wielu firm zmiany okazały się barierą w dalszej sprzedaży zagranicznej nie tylko ze względu na wyższe koszty, lecz także z powodu braku wiedzy i zaufania do procesów eksportowych. W efekcie może to dodatkowo pogłębiać i tak niski poziom aktywności eksportowej polskich MŚP w zakresie sprzedaży na rynki poza Unią Europejską, gdzie wejście wymaga większej znajomości procedur oraz radzenia sobie z dodatkowymi barierami administracyjnymi. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w okresie styczeń–lipiec 2025 wartość polskiego eksportu wyniosła 209,4 mld euro. Około 16 procent tej kwoty trafiło do krajów Unii Europejskiej spoza strefy euro, natomiast niespełna 12,5 procent do państw wysokorozwiniętych spoza UE.

To pokazuje, że sprzedaż na rynki trzecie, w tym do Stanów Zjednoczonych, wciąż stanowi stosunkowo niewielką część działalności polskich firm, zwłaszcza tych z sektora MŚP. Wielu przedsiębiorców, słysząc o obowiązkach celnych i nowych wymogach, rezygnuje z ekspansji, która przecież mogłaby przełożyć się na diametralny wzrost ich biznesu. A pozytywny efekt odczułaby przy tym cała gospodarka. Jednak gąszcz przepisów celnych najzwyczajniej ich przerasta, zwłaszcza że każda pomyłka oznacza wstrzymanie przesyłki i stratę finansową – podkreśla Mateusz Pycia, założyciel i prezes Globkurier.

Eksport w nowej rzeczywistości – to tylko początek zmian

Równolegle także w Europie rosną wymogi dotyczące odpowiedzialności eksporterów. Przykładowo w Niemczech wprowadzono obowiązek rejestracji opakowań w systemie LUCID, czego brak grozi wysokimi karami administracyjnymi. Dyskusja o zaostrzeniu przepisów dotyczących niskowartościowych przesyłek toczy się również w innych krajach, m.in. w Kanadzie i Australii, które analizują skutki reformy celnej w USA i rozważają korekty własnych progów de minimis. Dodatkowe znaczenie dla europejskiego rynku ma najnowsza decyzja ECOFIN, zgodnie z którą Unia Europejska zrezygnuje ze zwolnienia celnego dla przesyłek spoza UE o wartości do 150 euro. Zmiana ta dotyczy przesyłek importowanych do Unii, a nie paczek wysyłanych przez europejskie firmy na rynki trzecie. W 2026 roku mają wejść w życie tymczasowe zasady naliczania ceł, a pełna infrastruktura unijnego EU Customs Data Hub ruszy w 2028 roku.

Dla europejskiego e-commerce to wyraźny sygnał, że era preferencyjnego traktowania tanich przesyłek importowych się kończy. Rosnąca formalizacja procedur sprawi, że przewagę zdobędą firmy, które uporządkują dokumentację, wdrożą automatyzację i zadbają o jakość danych celnych. Podmioty, które tego nie zrobią, muszą liczyć się z większą liczbą kontroli, opóźnieniami i dodatkowymi kosztami obsługi paczek – podsumowuje przedstawiciel Globkurier.

Jawność wynagrodzeń kluczowa dla kandydatów. Firmy nadal unikają konkretów

Współczesny rynek pracy w Polsce cechuje się rosnącą potrzebą transparentności. Kwestia jawności wynagrodzenia w ogłoszeniach o pracę stała się jednym z najbardziej newralgicznych punktów w relacji kandydat-pracodawca. Jak pokazuje ósma edycja raportu Candidate Experience w Polsce 2025 od eRecruiter, mimo rosnącej świadomości i nadchodzących zmian prawnych (dyrektywa UE o transparentności wynagrodzeń), wciąż utrzymuje się znacząca rozbieżność między tym, czego oczekują poszukujący pracy, a tym, co faktycznie oferują firmy. Z czego to wynika?

Kluczowe dane:

  • Dla 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych ważne jest, aby ogłoszenie o pracę zawierało widełki wynagrodzenia.
  • Aż 9 na 10 specjalistów uważa jawność wynagrodzeń za kluczowy element transparentności i uczciwości.
  • Największa rozbieżność między oczekiwaniami kandydatów a praktykami pracodawców dotyczy ujawniania oferowanego wynagrodzenia w ogłoszeniu i wynosi 58 punktów procentowych.
  • Głównymi powodami nieujawniania widełek przez pracodawców są: zależność poziomu wynagrodzenia od kompetencji kandydata (58%) oraz brak zgody ze strony kierownictwa (50%).
  • Oczekiwanie dotyczące podawania wynagrodzenia w ogłoszeniu wzrosło u specjalistów o 7 pp. (z 81% na 88%) w porównaniu do 2023 roku.

Oczekiwania kandydatów

Kandydaci jednoznacznie opowiadają się za transparentnością finansową. Zdecydowana większość badanych – 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych – uznaje zamieszczenie widełek wynagrodzenia w ogłoszeniu za ważny lub bardzo ważny czynnik. Dla 9 na 10 specjalistów jest to kluczowy element świadczący o uczciwości w procesie rekrutacyjnym, ułatwiający decyzję o aplikowaniu. Wzrost tego oczekiwania u specjalistów o 7 punktów procentowych od 2023 roku potwierdza, że trend ten ma charakter trwały i dynamiczny. Co istotne, grupa sprzeciwiająca się podawaniu widełek pozostaje niewielka, choć nieco większa jest w niej reprezentacja mężczyzn oraz osób z niższym wykształceniem.

Z perspektywy kandydatów, brak widełek to dziś jeden z najbardziej irytujących braków w ofertach. Jak pokazują dane z raportu, informacja o wynagrodzeniu znalazła się w pierwszej trójce najważniejszych elementów ogłoszenia, zaraz obok rodzaju umowy i opisu wymagań. Nie chodzi wyłącznie o ciekawość finansową. Kandydaci coraz częściej podchodzą do rekrutacji pragmatycznie – chcą oszczędzać czas, zarówno swój, jak i rekrutera. Zanim poświęcą energię na proces, chcą wiedzieć, czy oferta mieści się w ich realnych oczekiwaniach. W praktyce oznacza to, że brak informacji o płacach staje się barierą wejścia – dla najlepszych talentów często nie do pokonania
— komentuje Martyna Wasilewska, ekspertka eRecruiter.

Pracodawcy są sceptyczni

Mimo wyraźnych i stabilnych sygnałów od kandydatów, pracodawcy wykazują opór w dostosowywaniu swoich praktyk. Aż 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych oczekuje podania widełek płacowych, co sprawia, że ta rozbieżność w oczekiwaniach jest największą barierą na całym rynku, osiągając poziom 58 punktów procentowych.

Raport „Candidate Experience w Polsce 2025” pokazuje, że blokady te są powszechne. Najczęściej wskazywanym powodem nieujawniania wynagrodzenia (58% odpowiedzi) jest chęć uzależnienia jego poziomu od realnych kompetencji, doświadczenia i umiejętności konkretnego kandydata. Pracodawcy obawiają się, że podanie widełek uniemożliwi im elastyczne dopasowanie oferty do idealnego kandydata lub zniechęci do aplikowania osoby, które mają mniejsze doświadczenie.

Równie istotne są bariery związane z wewnętrzną polityką firmy, które pokazują wątpliwości organizacji związane z jawnością ważnych informacji. W połowie przypadków decyzja o nieujawnianiu widełek wynika z braku zgody ze strony kierownictwa (50%). Ponadto, istotnym hamulcem jest obawa przed reakcją obecnych pracowników (40%) na ewentualne różnice w proponowanym nowym wynagrodzeniu.

Opisane bariery stanowią jednocześnie główną przyczynę, dla której oferty bez widełek są dziś postrzegane przez kandydatów jako nieprofesjonalne i prowadzące często do straty czasu. Pracodawcy, którzy zmagają się z tymi samymi wyzwaniami, muszą mieć świadomość, że unijna dyrektywa o transparentności wynagrodzeń wkrótce wymusi na nich przezwyciężenie tych wewnętrznych oporów.

Te bariery to nie są błahostki. Często są one tak mocno osadzone w kulturach organizacyjnych, że trudno je zmienić jedną decyzją albo w krótkim czasie. Teraz nie ma wyjścia i trzeba znaleźć sposób na komunikowanie widełek. Dane jednoznacznie pokazują, że jawność już na etapie ogłoszenia wspomaga decyzje o aplikowaniu, ale pracodawcy mają także możliwość poinformować o wynagrodzeniu na innym etapie rekrutacji. To może być pewnego rodzaju bufor i pierwszy krok w kierunku pełnej transparentności w kwestii wynagrodzeń — mówi Katarzyna Trzaska, ekspertka eRecruiter.

W poszukiwaniu złotego środka

Kierunek zmian na rynku pracy, wzmocniony regulacjami takimi jak dyrektywa UE, jest nieunikniony – jawność wynagrodzeń musi stać się standardem. Firmy, które jako pierwsze przejdą transformację w kierunku większej transparentności, zyskają przewagę konkurencyjną w walce o talenty. Obecny czas jest dobrym momentem na uporządkowanie wewnętrznych polityk płacowych i przyjęcie jawności jako świadomej decyzji strategicznej.

O badaniu

VIII edycja badania Candidate Experience w Polsce została zrealizowana w dwóch częściach. Opinie kandydatów zebrano na zlecenie eRecruiter wśród 828 osób (w tym 520 specjalistów i 308 pracowników fizycznych), które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Badanie to zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 8-19 maja 2025 roku. Jednocześnie zebrano opinie pracodawców: ankietę online wypełniło 498 przedstawicieli firm zajmujących się procesami rekrutacyjnymi. Badanie zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter, dostawcy najpopularniejszego w Polsce systemu do rekrutacji, przy partnerstwie merytorycznym Great Digital.

Luka informacyjna w chirurgii planowej. Eksperci wskazują, co trzeba zmienić

Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród osób, które przeszły planowany zabieg chirurgiczny, tylko 17,2% otrzymało – w ich ocenie – konkretne, wyczerpujące i precyzyjne informacje nt. przygotowania się do operacji. Zdecydowana większość nie dostała tego – 59,3%. Do tego respondenci wskazali, że ww. zalecenia były przekazywane głównie ustnie – 41,2%. Część pacjentów miała je w formie drukowanej – 12,8%. Z kolei 11,3% uzyskało jednorazową konsultację. Natomiast najrzadziej przesyłano informacje elektronicznie – 0,2%, a także poprzez filmy instruktażowe – 0,7%. Ponadto z badania wynika, że ze zdalnej opieki korzystało zaledwie 0,9% pacjentów.

Przeprowadzono badanie wśród Polaków, którzy w ciągu ostatnich 5 lat przeszli planowany zabieg chirurgiczny. I tak z raportu UCE RESEARCH i Polmedi Group wynika, że tylko 17,2% ankietowanych otrzymało – w ich ocenie – konkretne i wyczerpujące oraz precyzyjne informacje na temat przygotowania się do operacji.

– W polskim systemie opieki zdrowotnej nie ma spójnego i zorganizowanego modelu komunikacji z pacjentem w okresie przedoperacyjnym. Jest on tylko kwalifikowany do zabiegu, ale nie zostaje kompleksowo przygotowywany do leczenia chirurgicznego. To efekt zarówno niewystarczającego czasu personelu medycznego, jak i braku standaryzowanych procedur czy narzędzi informacyjnych na poziomie oddziału lub całego szpitala. Niestety, zbyt rzadko wykorzystuje się możliwości telemedycyny, która mogłaby systemowo wspierać pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, chirurg i konsultant merytoryczny raportu, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Jak wynika z badania, zdecydowana większość osób przed operacją nie otrzymała – w ich ocenie – konkretnych i wyczerpujących oraz precyzyjnych informacji dotyczących przygotowania się do ww. zabiegu – 59,3%. 14,3% ankietowanych nie pamiętało tego, a 9,2% nie potrafiło się określić. Zdaniem eksperta, winić należy tu przekonanie, że istotą leczenia chirurgicznego jest samo „wykonanie zabiegu”. Tymczasem nowoczesna chirurgia wymaga myślenia procesowego – leczenia całościowego

Badanie pokazuje również, w jakiej formie ankietowani najczęściej otrzymywali zalecenia i informacje przed planowaną operacją. 41,2% uczestników sondażu wskazało formę ustną, a 12,8% – drukowaną (ulotki, broszury, karty informacyjne). Z kolei 11,3% respondentów zadeklarowało jednorazową konsultację medyczną. Jak komentują autorzy badania, dominacja komunikacji ustnej wynika z ograniczeń organizacyjnych, braku czasu i opracowanych materiałów edukacyjnych oraz standaryzacji procesu przygotowania pacjenta. W praktyce każda rozmowa z pacjentem jest tworzona „od nowa”, co nie tylko zwiększa obciążenie personelu, ale też utrudnia zachowanie spójności przekazu.

– Lekarze próbują przekazać informacje samodzielnie, mimo że nie mają na to czasu ani odpowiednich narzędzi. Najskuteczniejsze formy to te, które pozwalają pacjentowi wracać do informacji wielokrotnie. To są materiały dostępne do zabrania do domu – do spokojnego zapoznania się, w tym informatory w wersji online, aplikacje edukacyjne, filmy instruktażowe czy systemy telemedyczne. Dają one możliwości swobodnego nawiązania kontaktu ze specjalistą. Kluczowe jest, aby narzędzia te budowały świadomość pacjenta – uczyły go, jak aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia – dodaje prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz.

Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się takie formy przekazywania zaleceń, jak stała opieka medyczna w ramach wizyt stacjonarnych – 9,2%, a także informacje i instrukcje dołączane do dokumentacji medycznej – 4,2%. Z rozwiązań zdalnych, np. z aplikacji telemedycznych, korzystało jedynie 0,9% pacjentów, z filmów instruktażowych – 0,7%, a z komunikacji elektronicznej, takiej jak e-mail czy SMS – zaledwie 0,2%. Dodatkowo 2,8% badanych otrzymało zalecenia w innej formie niż przewidziano w ankiecie, a 16,7% nie pamiętało, w jaki sposób przekazano im informacje przed zabiegiem.

– Systemy elektroniczne wciąż często postrzegane są jako dodatkowy koszt, którego szpital nie chce ponieść. Jedną z głównych barier jest ograniczone finansowanie przeznaczane na cyfryzację. Nawet jeśli pojawiają się programy wsparcia, proces pozyskania środków jest konkurencyjny i wymaga spełnienia wielu formalnych kryteriów. Jednocześnie wciąż pokutuje przekonanie, że pacjenci nie poradzą sobie z nowymi technologiami. Tymczasem nasze doświadczenie pokazuje coś zupełnie innego. Jeśli pacjent ma zapewnione realne wsparcie, chętnie korzysta z rozwiązań cyfrowych – stwierdza Piotr Piątek.

Jak komentuje prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, niski odsetek wykorzystania form elektronicznych i telemedycznych pokazuje, że potencjał technologii wciąż pozostaje niewykorzystany. Mówimy tu o narzędziach, które mogłyby radykalnie poprawić jakość komunikacji z pacjentem – od aplikacji mobilnych z przypomnieniami o zaleceniach, po filmy instruktażowe i platformy kontaktu online z zespołem medycznym. Placówki medyczne powinny bezwzględnie sięgać po dostępne, nowoczesne rozwiązania – nie tylko po to, aby zwiększyć współpracę i zaangażowanie pacjentów, ale też w celu usprawnienia organizacji własnej pracy i lepszego zarządzania procesem przedoperacyjnym.

– Społeczeństwo coraz częściej sięga po cyfrowe rozwiązania. Oficjalne dane wskazują, że na początku 2025 roku liczba internautów wyniosła około 90% całej populacji. Ponadto raport KPMG z lipca tego roku wykazał, że aż 69% Polaków deklaruje regularne korzystanie z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. To pokazuje, że technologia staje się coraz bardziej dostępna oraz akceptowana, ale przede wszystkim nieunikniona – podsumowuje Piotr Piątek.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH dla Polmedi Group. Wzięło w nim udział 681 Polaków, którzy w ciągu ostatnich 5 przeszli planowany zabieg chirurgiczny.

Przeprowadzone badanie miało na celu ocenę stanu prowadzenia prehabilitacji w polskiej służbie zdrowia. Prehabilitacja to kompleksowe przygotowanie pacjenta do zabiegu operacyjnego, obejmujące m.in. poprawę kondycji fizycznej, optymalizację stanu odżywienia, wsparcie psychologiczne oraz edukację zdrowotną. Jej głównym założeniem jest zwiększenie wydolności organizmu, aby pacjent lepiej poradził sobie z obciążeniem operacyjnym i szybciej odzyskał sprawność po zabiegu.

Autorzy badania chcieli ocenić poziom świadomości pacjentów w tym zakresie oraz sprawdzić, czy przekazywane zalecenia przedoperacyjne są dla nich zrozumiałe i możliwe do wykorzystania w praktyce. Analiza pozwala określić, w jakim stopniu osoby przygotowujące się do operacji rozumieją znaczenie aktywnego udziału w procesie prehabilitacji oraz jak oceniają wsparcie otrzymywane od personelu medycznego.

Kobiety wciąż rzadko w zarządach. GPW daleko od standardów UE, tylko dwie spółki WIG20 spełniają nowe wymogi

  • Aż 107 największych spółek GPW będzie musiało dostosować skład swoich władz do unijnej dyrektywy Women on Boards
  • Tylko 13,6% wszystkich spółek GPW miało kobiety w zarządzie, a 18,7% w radzie nadzorczej
  • Zdecydowana większość (75%) spółek indeksu WIG20 miała przynajmniej jedną kobietę w zarządzie.

W najnowszym badaniu „Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce. Gdzie jesteśmy po 10 latach?” Fundacja Liderek Biznesu przeanalizowała udział kobiet we władzach wszystkich spółek notowanych na parkiecie głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w latach 2022-2024.

Przyjęta w 2022 r. unijna dyrektywa w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów spółek giełdowych oraz powiązanych środków (nazywana dyrektywą „Women on Boards”) zakłada, że udział niedoreprezentowanej płci dotyczy spółek, których siedziba mieści się w państwie członkowskim i których akcje są notowane na giełdzie przynajmniej jednego z krajów unijnych. Ponadto spółki muszą zatrudniać powyżej 250 pracowników, osiągać roczny obrót przekraczający 50 mln EUR lub mieć roczny bilans wyższy niż 43 mln EUR.

W ramach największych indeksów GPW (WIG140) aż 107 spółek podlega wymogom dyrektywy. Są to wszystkie firmy znajdujące się w indeksie WIG20, 34 z indeksu mWIG40 i 53 z sWIG80.

Tylko dwie spółki z indeksu WIG20 spełniają założenia polskiego projektu ustawy wdrażającej rozwiązania dyrektywy Women on Boards, ponieważ mają minimum 33% udziału niedoreprezentowanej płci, czyli kobiet, które są członkiniami zarówno zarządów, jak i rad nadzorczych: KRUK S.A. oraz Orange Polska S.A. W przypadku mWIG40 takich spółek jest 10, a w pierwszej piątce znalazły się: Bank Handlowy w Warszawie S.A., ING Bank Śląski S.A., Text S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Żadna firma wchodząca w skład sWIG80 nie spełnia założeń dyrektywy.

– Europa i Polska stoją dziś przed wyzwaniami, które wymagają odważnych decyzji i realnych działań. Dyrektywa Women on Boards to kamień milowy na drodze do lepszego wykorzystania wszystkich dostępnych talentów. Celem jest zwiększenie udziału kobiet w organach spółek giełdowych. Dzięki temu organizacje będą osiągały lepsze wyniki finansowe i poprawią swoją pozycję konkurencyjną – komentowała Iwona Kozera, założycielka Fundacji Liderek Biznesu.

Fundacja Liderek Biznesu od ponad 10 lat monitoruje sytuację kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek notowanych na GPW. Pierwsze badanie przeprowadzono w 2014 r. i wtedy kobiety zasiadały jedynie w zarządach 11,5% spółek publicznych i w 13% rad nadzorczych. Dziesięć lat później kobiety były członkiniami zarządów zaledwie 13,6% organizacji i 18,7% rad nadzorczych. W 2024 r. aż 61,1% spółek GPW nie miało żadnej kobiety w zarządzie, a 32,1% w radzie nadzorczej. Tym samym udział kobiet w zarządach wzrósł o 2,3 punkty procentowe (p.p.) w porównaniu z 2022 rokiem i tylko 2,5 p.p. więcej niż w 2017 r.

Udział kobiet w zarządach spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024

Udział kobiet w zarządach spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

W przypadku rad nadzorczych udział kobiet wyniósł 18,7%, czyli 1,1 p.p. więcej niż w 2022 r. i 3,6 p.p. więcej niż w 2017 r.

Udział kobiet w radach nadzorczych spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024

Udział kobiet w radach nadzorczych spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Po raz kolejny Fundacja Liderek Biznesu przeanalizowała trzy największe indeksy GPW: WIG20, mWIG40 oraz sWIG80. W 2022 r. 55% firm należących do WIG20 miało przynajmniej jedną kobietę w zarządzie, w 2024 r. było to aż 75% spółek. Liderem okazał się mWIG40, który w ciągu 7 lat zwiększył udział kobiet we władzach o 10,2 p.p.

Udział kobiet we władzach spółek notowanych na GPW wg indeksów giełdowych

Udział kobiet we władzach spółek notowanych na GPW wg indeksów giełdowych
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Wśród sektorów gospodarki mających najwięcej kobiet w zarządzie w 2024 r. na pierwszym miejscu znalazły się dobra konsumpcyjne – 19,9% spółek. Na drugim miejscu były finanse (16,9%), a na trzecim handel i usługi (15,2%). Ochrona zdrowia była liderem, jeśli chodzi o udział kobiet w radach nadzorczych – stanowiły 28,8% wszystkich członków rad w tym sektorze.

Indeks Fundacji Liderek Biznesu – tempo zmian wciąż zbyt wolne
W celu dokładniejszego zbadania wpływu kobiet na funkcjonowanie spółek, Fundacja Liderek Biznesu stworzyła w 2023 r. Indeks FLB, który pozwala precyzyjnie analizować różnorodność kierownictw firm. Optymalna wartość Indeksu FLB to 100 (równy udział płci), a maksymalna – 200 (pełna reprezentacja kobiet). W 2017 r. Indeks FLB wynosił 26, w 2022 r. było to 28 punktów, a w 2024 już 33 punkty.

– Tegoroczny Indeks FLB pokazuje, że chociaż coraz więcej kobiet zajmuje najwyższe stanowiska w firmach, to ich udział wciąż jest niewystarczający. Indeks FLB to nie tylko liczba – to barometr zmiany. Pokazuje też, jak daleko zaszliśmy w budowaniu równowagi płci w organach spółek giełdowych i jak wiele jeszcze przed nami – mówiła prezeska Fundacji Liderek Biznesu Anna Sirocka.

Przygotowując listę liderów i maruderów różnorodności Funcja Liderek Biznesu obliczyła Indeks FLB dla WIG20 i mWIG40. Po raz drugi na pierwszym miejscu znalazł się Bank Handlowy w Warszawie S.A.

Indeks FLB w spółkach WIG20 i mWIG40 – Liderzy (2024)

Nazwa spółki Sektor GPW Indeks FLB Indeks WIG
Bank Handlowy w Warszawie S.A. finanse 126 mWIG40
Orange Polska S.A. technologia 110 WIG20
ING Bank Śląski S.A. finanse 107 mWIG40
BNP Paribas Bank Polska S.A. finanse 100 mWIG40
Comarch S.A. technologia 92 mWIG40

Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Wśród maruderów różnorodności, których Indeks FLB wyniósł zero punktów znalazły się firmy z branży motoryzacyjnej, technologicznej, paliwowej i energetycznej, ale także niektóre z branży finansowej.

– Najnowszy raport Fundacji Liderek Biznesu to kolejny krok w stronę przyszłości, w której różnorodność staje się fundamentem sukcesu. Warto jednak pamiętać, że równość to nie tylko liczby. To kultura, która daje każdemu szansę na wpływ i rozwój – niezależnie od płci czy wieku. Różnorodność jest podstawą sukcesu organizacji, a współpraca kobiet i mężczyzn siłą napędową przyszłości – dodał Mateusz Pociask, Przewodniczący Rady Programowej Fundacji Liderek Biznesu.

O badaniu
Raport Fundacji Liderek Biznesu został opracowany na podstawie danych pochodzących bezpośrednio z rejestru zmian w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Jedynie w przypadku braku danych (np. dla spółek zagranicznych oraz przy identyfikacji przewodniczących rad nadzorczych) wykorzystano informacje pochodzące z innych, publicznych źródeł.

Westinghouse dostarczy paliwo jądrowe dla EJ Paks. Węgry dywersyfikują źródła dostaw

Westinghouse Electric Company i Grupa MVM podpisały kontrakt mający na celu dywersyfikację dostaw paliwa na Węgrzech. Umowa gwarantuje Elektrowni Jądrowej Paks (EJ Paks) dostawy paliwa VVER produkowanego w europejskich zakładach Westinghouse.. Dostawy paliwa VVER-440, przeznaczonego do ponownego załadunku, rozpoczną się w 2028 roku, po uzyskaniu niezbędnych licencji.

„Nasza umowa z Westinghouse to wyraźna odpowiedź na obecne wyzwania energetyczne, która dodatkowo umacnia rolę kluczowej węgierskiej elektrowni w krajowym zaopatrzeniu na energię. Ten strategicznie ważny krok sprawi, że eksploatacja Elektrowni Jądrowej Paks będzie jeszcze bezpieczniejsza i bardziej elastyczna. Dywersyfikacja dostaw paliwa zmniejsza zależność od czynników zewnętrznych, zapewnia przewidywalność i przystępną cenowo energię dla gospodarstw domowych i klientów korporacyjnych” – powiedział Károly Mátrai, CEO Grupy MVM.

„Z niecierpliwością oczekujemy pierwszych dostaw paliwa VVER Westinghouse do Paks i na współpracę z Węgrami w realizacji ich celów związanych z dywersyfikacji paliwa” – powiedział Tarik Choho, Prezes Westinghouse Nuclear Fuel. „Dzięki tej umowie obsługujemy obecnie wszystkich operatorów VVER w Europie i w Ukrainie, pomagając klientom wzmocnić bezpieczeństwo dostaw.”

Westinghouse jest sprawdzonym dostawcą paliwa VVER-440. Koncern dostarczył pierwsze paliwo o nowej konstrukcji do elektrowni jądrowej Rivne w Ukrainie, do fińskiej elektrowni Loviisa, a wcześniej do EJ Dukovany w Czechach. Pozostali odbiorcy paliwa VVER-1000 to także EJ Kozłoduj w Bułgarii, elektrownie Chmielnicki, Rivne i Południowoukraińska w Ukrainie oraz EJ Temelin w Czechach.

Poczta Polska rusza z największą modernizacją IT w swojej historii. IT Suppliers Day otwiera nowy etap współpracy z rynkiem

IT Suppliers Day w centrali Poczty Polskiej
IT Suppliers Day w centrali Poczty Polskiej

Poczta Polska rozpoczyna szeroko zakrojoną modernizację. IT Suppliers Day pokazał skalę ambicji

Poczta Polska rozpoczęła proces głębokiej modernizacji technologicznej, a 18 listopada w warszawskiej centrali odbyło się inauguracyjne wydarzenie IT Suppliers Day – pierwsze tego typu w historii Spółki. W spotkaniu uczestniczyło ponad 100 przedstawicieli blisko 70 firm z branży IT, telekomunikacji i doradztwa technologicznego. To sygnał otwarcia Poczty na szeroką współpracę rynkową i jeden z kluczowych kroków w realizacji największego programu cyfryzacji wśród spółek Skarbu Państwa w ostatnich latach.

„Jesteśmy gotowi do innowacji”

Prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz
Prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz

Jak podkreślił prezes Poczty Polskiej, Sebastian Mikosz, instytucja wchodzi w etap intensywnej modernizacji i poszukuje partnerów, którzy wesprą ją w budowie nowego ekosystemu technologicznego:

– Poczta to jedna z największych instytucji w kraju, z ogromną infrastrukturą i dziesiątkami tysięcy użytkowników systemów IT. Wchodzimy w etap intensywnej modernizacji technologicznej i poszukujemy partnerów, którzy pomogą wprowadzić ją na nowy poziom usług. (…) Współpraca z Pocztą to szansa, by mieć realny wpływ na jakość infrastruktury krytycznej państwa – podkreślił Mikosz.

Nowy model współpracy z rynkiem

Podczas wydarzenia zaprezentowano filary nowej strategii IT oraz uproszczone procedury zakupowe. Spółka chce budować relacje z dostawcami oparte na:

  • przejrzystych zasadach,
  • jasnych kryteriach przetargowych,
  • elastycznych pilotażach,
  • partnerstwie i współodpowiedzialności.

Już w najbliższych tygodniach Poczta ogłosi kilkanaście nowych przetargów – m.in. na systemy HR, Contact Center, modernizację infrastruktury oraz integrację IT.

Jak zaznaczył Paweł Raczyński, Prokurent Zarządu i Dyrektor Departamentu Transformacji Cyfrowej:

– Dla firm technologicznych Poczta to nie tylko klient. To przestrzeń realnego wpływu na funkcjonowanie państwa i usług publicznych.

Transformacja technologiczna obejmuje również obszary operacyjne i logistyczne. W ramach Planu Transformacji Spółka realizuje modernizację systemów sortowania przesyłek listowych w sześciu kluczowych lokalizacjach.

Solidne wyniki Wirtualnej Polski w III kwartale. Turystyka ponownie filarem wyników Grupy

W trzecim kwartale 2025 roku Wirtualna Polska Holding S.A. osiągnęła 716,1 mln złotych przychodów gotówkowych ze sprzedaży, co oznacza wzrost o prawie 67% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Skorygowana EBITDA Grupy wyniosła 241,6 mln złotych, rosnąc o 57% rok do roku. Głównym motorem tego dynamicznego wzrostu pozostaje segment turystyki, wzmocniony niedawnymi akwizycjami w tym obszarze.

Segment turystyczny ponownie odnotował najwyższy wkład w wyniki Grupy WP. Przychody segmentu wyniosły 490 mln zł, a EBITDA sięgnęła 182 mln zł. Wzrost napędzany był głównie dużym zainteresowaniem wyjazdami zagranicznymi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo finalizacja przejęcia Invia Group (europejskiej grupy turystycznej) na początku 2025 roku, zaowocowała powstaniem międzynarodowej struktury obejmującej marki w dziewięciu krajach Europy. Również akwizycja rumuńskiej platformy turystycznej Creative Eye (LitoralulRomanesc.ro), zrealizowana poprzez należącą do WP Grupę Szallas, przyczyniła się do poszerzenia skali biznesu turystycznego w regionie CEE.

W segmencie reklamowym i subskrypcyjnym Grupa WP intensywnie inwestuje w rozwój produktów oraz nowych technologii, aby zwiększać efektywność kampanii i zaangażowanie użytkowników.

– Kolejny kwartał z rzędu notujemy bardzo dobre wyniki w turystyce, która stała się filarem wzrostu naszej Grupy. Jasno widać też w naszych sprawozdaniach finansowych, że bieżący rok to czas dużych inwestycji w działalność mediową. Zwiększamy zatrudnienie w obszarach produktu i technologii. Rok do roku, zwiększyliśmy wydatki na pracowników o ponad 20 mln zł, prowadzimy kampanię reklamową za kolejne 5 mln zł. Rozwijamy działalność brokerską WPartner, inwestujemy w WP Boostera, czyli produkty perfomarketingu wspieranego AI oraz narzędzie self-serve’owe WP ADS. Każda z tych inicjatyw z osobna odpowiada już za około 10% naszych przychodów. Te działania traktujemy jako inwestycję w przyszłość na kolejne dekady, zwłaszcza teraz, gdy świętujemy 30-lecie Wirtualnej Polski – mówi Jacek Świderski, prezes zarządu Wirtualnej Polski Holding S.A.WP Holding w trzecim kwartale 2025 roku

Suwerenność danych to nowe bezpieczeństwo narodowe. Polska musi działać teraz

Polska od kilku lat konsekwentnie realizuje strategię cyfryzacji – inwestuje w e-usługi publiczne, rozwija infrastrukturę szerokopasmową i wspiera innowacje. To fundamenty cyfrowej gospodarki, ale także obszar, w którym coraz wyraźniej widać napięcie między globalnym postępem technologicznym a potrzebą zachowania suwerenności danych.

Na rozdrożu suwerenności cyfrowej

Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” wynika, że polski rynek usług cyfrowych – szczególnie w obszarze przetwarzania danych i chmury obliczeniowej – rozwija się dynamicznie, lecz wciąż nie w pełni równomiernie. Tylko 6% firm uczestniczących w badaniu dostrzega realne działania państwa wspierające polskich lub europejskich dostawców IT. Co czwarty respondent zwraca uwagę na brak mechanizmów wsparcia, a 15% ma wrażenie, że organy państwowe wyraźnie preferuje globalnych gigantów technologicznych.

Dane to dziś najcenniejszy zasób gospodarki, a kontrola nad nimi decyduje o niezależności państwa. Suwerenność danych nie jest pojęciem teoretycznym — to kwestia bezpieczeństwa narodowego i odporności cyfrowej – podkreśla Wiesław Wilk, Wiceprezes Zarządu Polcom oraz Przewodniczący Związku Polska Chmura.

Amerykańska dominacja i ryzyko utraty kontroli

Według danych Instytutu Transformacji Cyfrowej i Innowacji (Thinktank Leaders Hub), amerykańskie firmy kontrolują ponad 70% polskiego rynku chmurowego. To oznacza, że większość danych – także tych krytycznych dla administracji publicznej – jest przetwarzana poza krajową infrastrukturą i podlega obcym jurysdykcjom.

Takie uzależnienie od Big Techów może nieść poważne konsekwencje. W dobie obowiązywania regulacji unijnych, takich jak dyrektywa NIS2, która nakłada obowiązek wzmocnienia cyberodporności, przenoszenie strategicznych danych do zagranicznych centrów danych osłabia kontrolę nad bezpieczeństwem i ciągłością działania systemów państwowych.

Wybierając dostawcę usług chmurowych, wybieramy także jurysdykcję, której podlegają nasze dane. Dlatego krajowe rozwiązania chmurowe, oparte o infrastrukturę w Polsce, są gwarancją zgodności z regulacjami unijnymi i większej przejrzystości operacyjnej – wskazuje Wiesław Wilk.

Filar odporności cyfrowej

„Dane mają swoją narodowość i paszport” – to coraz częściej powtarzane hasło w debacie o cyfrowej suwerenności. Oznacza ono, że kontrola nad tym, gdzie dane są przechowywane i kto ma do nich dostęp, staje się elementem strategicznym – porównywalnym z bezpieczeństwem energetycznym czy militarnym.

Polskie centra danych i lokalni operatorzy chmurowi, zrzeszeni m.in. w Związku Polska Chmura, podkreślają, że mogą zagwarantować pełną zgodność z krajowymi i europejskimi regulacjami oraz zapewnić większą kontrolę nad przetwarzaniem informacji.

Wspieranie lokalnych dostawców chmurowych to nie protekcjonizm — to strategiczne inwestowanie w krajową odporność cyfrową. Każda złotówka wydana w polskiej chmurze to nie tylko bezpieczniejsze dane, ale też rozwój kompetencji technologicznych i utrzymanie kapitału w kraju – podkreśla Przewodniczący Związku Polska Chmura.

Potrzebna polityka wspierająca lokalny ekosystem

Eksperci są zgodni – by zachować suwerenność cyfrową, Polska musi tworzyć warunki do rozwoju rodzimych dostawców usług IT i operatorów chmurowych. Oznacza to m.in. preferencyjne programy wsparcia, inwestycje w krajowe centra danych oraz równe szanse w przetargach publicznych i projektach strategicznych. Bez takiej polityki trudno będzie budować niezależność technologiczną i cyfrową odporność państwa.

Polska znajduje się w kluczowym momencie transformacji cyfrowej. Od decyzji podejmowanych dziś – dotyczących tego, gdzie i przez jakie podmioty przechowywane są nasze dane – zależy nie tylko tempo innowacji, ale też bezpieczeństwo obywateli i gospodarki. Bo w cyfrowym świecie dane rzeczywiście mają swoją narodowość oraz własny paszport.

Reprezentant BCC w strukturach UE. Dr Wojciech Nagel z nominacją do Komitetu Doradczego KE

Dr Wojciech Nagel – wiceprezes Związku Pracodawców Business Centre Club oraz minister ds. ubezpieczeń społecznych w Gospodarczym Gabinecie Cieni BCC – został wybrany na członka EC Advisory Committee Member of Social Security Systems na kadencję 2025–2030. Nominacja ta została dokonana przez wszystkie reprezentatywne organizacje pracodawców, a decyzję formalnie zatwierdziła Rada Europejska. Z Polski do Komitetu powołano sześć osób, w tym trzech członków.

Nowa rola w strukturach UE

Komitet Doradczy Komisji Europejskiej ds. Systemów Ubezpieczeń Społecznych pełni kluczową funkcję w kształtowaniu unijnej polityki w obszarze zabezpieczenia społecznego. Jego członkowie monitorują, opiniują i rekomendują rozwiązania dotyczące m.in. koordynacji systemów emerytalnych oraz ochrony praw pracowników przemieszczających się w obrębie Unii Europejskiej, EOG i Szwajcarii.

dr Wojciech Nagel
dr Wojciech Nagel

Równość, jedność i wzajemność to podstawowe zasady koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego w UE. Wymagają one jednak ciągłej kontroli i dbałości o ich właściwe stosowanie w praktyce – podkreśla dr Wojciech Nagel.

Nowa funkcja umożliwia bieżące monitorowanie rozwiązań i zmian regulacyjnych stosowanych w krajach europejskich, w tym w zakresie wzajemnego uznawania praw emerytalnych i ochrony świadczeń osób pracujących transgranicznie.

Unijny Rejestru Grup Eksperckich

Komitet działa w ramach Rejestru Grup Eksperckich Komisji Europejskiej – narzędzia stworzonego w celu zapewnienia pełnej przejrzystości prac zespołów doradczych wspierających Komisję. Rejestr obejmuje informacje o składzie grup, ich zadaniach, dokumentach roboczych oraz procesach legislacyjnych, w których uczestniczą.

Grupy eksperckie współpracują z Komisją przy: przygotowywaniu wniosków ustawodawczych i inicjatyw politycznych, tworzeniu aktów delegowanych, wdrażaniu programów UE i koordynacji z państwami członkowskimi, przygotowywaniu aktów wykonawczych.

Komisja Europejska

KE ogłosiła szeroko zakrojony program redukcji zbędnych obciążeń regulacyjnych dla przedsiębiorstw. Jednym z kluczowych elementów tych prac jest pakiet Omnibus I, którego celem jest uproszczenie wymogów związanych z regulacjami ESG.

W nadchodzących tygodniach zapadną decyzje, które zadecydują o tym, czy pakiet Omnibus I stanie się realnym narzędziem wzmacniającym konkurencyjność europejskich firm i wspierającym zieloną transformację – czy też kolejnym źródłem kosztów skłaniających przedsiębiorców do przenoszenia działalności poza UE.

Apel BCC i europejskich organizacji przedsiębiorców

Business Centre Club, wspólnie z 21 organizacjami przedsiębiorców z całej Unii Europejskiej, zaapelował do posłów Parlamentu Europejskiego oraz decydentów unijnych o zagwarantowanie, że Omnibus I będzie rzeczywistym narzędziem upraszczającym prawo i wzmacniającym konkurencyjność gospodarki.

Europa potrzebuje regulacji, które wspierają rozwój, a nie go ograniczają. Liczymy, że Omnibus I stanie się krokiem w kierunku bardziej przyjaznego otoczenia dla przedsiębiorców. Europejski system koordynacji zabezpieczenia społecznego to fundament swobody przepływu osób. Naszym zadaniem jest dbać o to, aby prawa pracowników były właściwie chronione, a przepisy – przejrzyste, spójne i skutecznie stosowane w praktyce. Tylko wtedy europejski rynek pracy może rozwijać się w sposób uczciwy i konkurencyjny– zaznacza dr Wojciech Nagel, wiceprezes Związku Pracodawców Business Centre Club.

Awaria Cloudflare znów obnaża słabości internetu. Problemem jest przestarzały system DNS

Awarie, których byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach, po raz kolejny potwierdziły naszą zależność od sieci i usług cyfrowych. Firmy często zmuszone są w znacznym stopniu polegać i opierać swój biznes na rozwiązaniach takich gigantów technologicznych, jak Cloudflare czy Microsoft w zakresie hostingu swoich stron internetowych i usług, ponieważ na rynku brakuje alternatyw. Problemy powodujące awarię Cloudflare wynikały z błędów systemu DNS (Domain Name System), który najprawdopodobniej uległ przeciążeniu. Technologia ta opiera się na przestarzałej infrastrukturze, która tłumaczy słowa zawarte w adresach internetowych na ciągi cyfr odczytywane przez komputery. Gdy ten system zawodzi, dochodzi do katastrofalnego załamania, co skutkuje globalnymi awariami.

Problem jednak w tym, że tego systemu nie da się łatwo zastąpić. Główni dostawcy usług w chmurze dysponują wieloma zabezpieczeniami i systemami awaryjnymi i zazwyczaj zapewniają lepszą ochronę niż mniej znani dostawcy, choć jak widzimy również zawodzą.

Nowe przepisy o rachunkowości ubezpieczycieli. Rzecznik MŚP domaga się analizy kosztów dla firm

Projektowane przez Ministerstwo Finansów rozporządzenie dotyczące zmian w zasadach rachunkowości zakładów ubezpieczeń i zakładów reasekuracji ma na celu dostosowanie przepisów krajowych do standardów dyrektywy CSRD. Nowe regulacje obejmują zarówno obszar sprawozdawczości finansowej, jak i raportowania zrównoważonego rozwoju (ESG). W opinii Rzecznika MŚP Agnieszki Majewskiej, przedstawione uzasadnienie projektu nie odzwierciedla jednak pełnego wpływu zmian na sektor przedsiębiorców.

Minister Majewska zakwestionowała w piśmie do Ministra Finansów i Gospodarki tezę, że projekt nie będzie oddziaływał na działalność mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Jak zauważyła, już sama treść Oceny Skutków Regulacji (OSR) wskazuje jednoznacznie, że firmy audytorskie będą zobowiązane do dostosowania narzędzi analitycznych do nowych wymogów, a księgowi – do aktualizacji procedur prowadzenia ksiąg oraz sporządzania sprawozdań finansowych. Ponieważ obie te grupy zawodowe funkcjonują niemal wyłącznie w sektorze MŚP, wszelkie zmiany pośrednio wpływają właśnie na mniejsze podmioty.

Zdaniem Rzecznika MŚP analiza w OSR powinna więc zostać rozszerzona o konkretne wyliczenia kosztów, jakie poniosą przedsiębiorcy obsługujący rynek ubezpieczeniowy.

ESG: pośrednie skutki dla tysięcy przedsiębiorców

Szczególne kontrowersje budzi część projektu związana ze sprawozdawczością ESG. Chociaż nowe wymogi nie są kierowane bezpośrednio do przedsiębiorstw z sektora MŚP, to – jak podkreśla Minister Majewska – ich pośredni wpływ może być bardzo znaczący.

Kontrahenci zakładów ubezpieczeń, tacy jak brokerzy, agenci ubezpieczeniowi czy biura rachunkowe, mogą zostać zobowiązani do dostarczania dodatkowych danych niezbędnych zakładom ubezpieczeń do sporządzania raportów ESG. Pociąga to za sobą:

  • wzrost obciążeń administracyjnych,
  • konieczność zakupu nowych narzędzi informatycznych,
  • organizację szkoleń dla pracowników,
  • a nawet zatrudnienie specjalistów od raportowania niefinansowego.

Według Rzecznika MŚP, narzucenie takich obowiązków – bez analizy ich proporcjonalności – może być nieadekwatne do skali działalności mniejszych firm i generować poważne koszty po ich stronie. Z tego powodu Agnieszka Majewska proponuje wydłużenie vacatio legis, aby przedsiębiorcy mieli realną możliwość przygotowania się do nadchodzących zmian.

RCL i Rzecznik MŚP: konieczna rzetelna analiza skutków

Rzecznik MŚP zwraca również uwagę, że Ministerstwo Finansów powinno sporządzić pełną analizę kosztową oraz ocenić ryzyka wynikające z wdrożenia nowych regulacji dla sektora MŚP. Kwestia ta została podniesiona również przez Prezesa Rządowego Centrum Legislacji. W piśmie z 15 września 2025 r. przypomniał on, że organy administracji publicznej są zobowiązane do przestrzegania Prawa przedsiębiorców, w tym do dokładnego określania wpływu nowych regulacji na mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz do poszukiwania alternatywnych rozwiązań ograniczających obciążenia po stronie biznesu.

Kapitał ucieka do dolara. Złoty, giełdy i Bitcoin w odwrocie

Sentyment panujący obecnie na globalnych rynkach można by opisać jednym słowem  „obawa”. Liczne ryzyka przypominają forexowym inwestorom o bezpieczeństwie. Taka narracja wspiera walutę amerykańską i jednocześnie szkodzi krajowej. Silny dolar nie podoba się także giełdom, surowcom czy kryptowalutom. Cierpi również jen, nad którym zbiera się coraz więcej czarnych chmur.

Nieugięty dolar

Wtorkowa sesja o poranku przebiegła w atmosferze prodolarowej. Waluta zza oceanu do umocnienia wykorzystuje połączenie braku istotnych publikacji w kalendarzu makro oraz coraz liczniej pojawiające się na horyzoncie obawy rynkowe. Pierwszym istotnym aspektem jest ugruntowanie wizji braku cięcia kosztu pieniądza w Stanach w tym roku, do czego może dojść po jutrzejszej publikacji protokołu z październikowego posiedzenia FOMC. Jeżeli zapiski będą miały jastrzębi wydźwięk, forexowa pałeczka będzie po stronie „zielonego”. Ryzykiem na rynkach kapitałowych pozostają także środowe wyniki spółki NVIDIA, której udziały w indeksie S&P500 przekroczyły 8%. Jeżeli rezultaty największej firmy na świecie zawiodą, staną się argumentem do forsowania narracji zakończenia boomu na AI, na co czeka nie tylko Michael Burry (inwestor, który przewidział wielki krach w 2008 roku). Obawy tlą się również wokół czwartkowych danych z amerykańskiego rynku pracy, które zostaną opublikowane pierwszy raz odkąd zamknięto rząd USA. Ostatecznie rynek woli grać ostrożnie i wybiera bezpieczeństwo. Inwestorzy uznają, że aktualnie na rynku znajduje się zbyt wiele czynników ryzyka, które mogą doprowadzić do eskalacji strachu. Korzysta na tym dolar, który jako bezpieczna przystań pozostaje silny na forex. W konsekwencji kurs EUR/USD wtorkowego południa zniżkuje do 1,158 USD.

Aktywa ryzykowne krwawią

Pogłębiająca się niepewność uderza w klasę aktywów kojarzonych z większym ryzykiem. Wśród walut tradycyjnych mowa o koszyku walut gospodarek rozwijających się, do którego należy złoty. Krajowa waluta podczas wtorkowej sesji ugina się pod naciskiem narastającego niepokoju, z którego korzysta dolar. Chwilę po południu kurs USD/PLN przebił poziom 3,66 PLN, a kurs EUR/PLN znajduje się powyżej 4,24 PLN. Podobnie wygląda sytuacja na funcie i franku. Wykres GBP/PLN zwyżkuje ponad 4,81 PLN, za to CHF/PLN chce wrócić do 4,60 PLN. Strach wyczuwalny jest także na parkietach giełdowych, gdzie zagościł kolor czerwony. W momencie pisania tekstu polski WIG20 spada o 2,03%, a niemiecki DAX o 1,24%. „Krew” lała się dziś w Azji, a kontrakty terminowe na indeksy amerykańskie również zniżkują. Spadki widać także na surowcach, gdzie chociażby o poranku złoto wróciło do wyceny 4000 USD za uncję. Najgorzej radzi sobie młody rynek kryptowalut. Bitcoin sięgnął lokalnego dna poniżej poziomu 90 000 USD za sztukę, co jest najniższą wyceną od połowy kwietnia.

Co dalej z jenem?

Skoro cały dzisiejszy tekst jest o obawach, nie mogę pominąć tematu japońskiej waluty. Kurs USD/JPY w trakcie wczorajszej sesji przebił poziom 155 JPY (gdzie ostatnio był na przełomie stycznia i lutego) i nic nie wskazuje na to, aby chciał zawrócić. To wzmacnia obawy o możliwą interwencję walutową, mającą powstrzymać dalsze osłabienie jena. Uwagę inwestorów zwracają także niepokojące wzrosty rentowności japońskich obligacji skarbowych. Obydwa tematy z pewnością zostaną poddane dyskusji podczas dzisiejszego spotkania premierki Takaichi z prezesem Banku Japonii. Do tego dochodzi kwestia wieści o zwiększonym pakiecie gospodarczym, który rzuca cień wątpliwości na rychłe podwyżki stóp procentowych w Japonii. Obawy budzą także rosnące napięcia z Chinami w sprawie Tajwanu. Tak wiele niepewności wokół Japonii, w połączeniu z umocnieniem amerykańskiego dolara, rozbudza wyobraźnię rynków. Część spekulantów zastanawia się czy jeszcze w tym roku wykres USD/PLN może wrócić do poziomu zeszłorocznych szczytów przy 162 JPY.

Awaria Cloudflare dotknęła 20% światowego Internetu

18 listopada 2025 r. duża część Internetu po prostu przestała działać. Winna była awaria u jednego z dostawców usług infrastrukturalnych – Cloudflare. Przez kilka godzin użytkownicy na całym świecie widzieli komunikaty o błędach, a problemy zgłaszały m.in. X, ChatGPT, Canva, Spotify, niektóre serwisy informacyjne czy usługi płatnicze. W przyszłości takie awarie mogą być wywoływane przez cyberprzestępców – ostrzegają eskperci Check Point Software.

Cloudflare to jeden z kluczowych „niewidocznych” elementów internetu: świadczy usługi CDN, DNS, ochrony przed DDoS, zarządza certyfikatami SSL/TLS i ruchem sieciowym dla milionów serwisów – od mediów i e-commerce po aplikacje SaaS i systemy korporacyjne. Szacuje się, że obsługuje ok. 20 proc. światowego ruchu www, w tym znaczną część najpopularniejszych witryn. We wtorek przed południem czasu polskiego firma potwierdziła na swojej stronie statusowej „szeroko rozpowszechnione błędy 500” oraz problemy z panelem Cloudflare Dashboard i API. W trakcie prac naprawczych tymczasowo wyłączono m.in. dostęp do usługi WARP w Londynie, co dodatkowo utrudniło życie części użytkowników VPN.

Według doniesień agencyjnych źródłem był wewnętrzny problem związany z „nietypowym skokiem ruchu”, który zakłócił trasowanie wewnątrz sieci Cloudflare. Firma wdrożyła poprawki i stopniowo przywracała działanie usług, ale przez długi czas utrzymywały się podwyższone poziomy błędów.

Skala awarii najlepiej pokazuje, jak bardzo zcentralizowany jest dziś internet. Z usług Cloudflare korzystają giganci tacy jak X, OpenAI (ChatGPT), Spotify, Canva, Perplexity, a także wielu wydawców medialnych, serwisów streamingowych i firm z list Fortune 1000. To nie poszczególne firmy „padły” jedna po drugiej – załamała się wspólna warstwa, na której wszyscy się opierają. Dla użytkownika widoczny był tylko prosty komunikat błędu, ale przerwa sięgała głęboko w systemy podtrzymujące działanie usług informacyjnych, płatności czy komunikacji.

– Kiedy platforma tej skali się potyka, skutki rozchodzą się błyskawicznie, szeroko i wszyscy odczuwają je jednocześnie – komentuje Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskiego oddziału Check Point Software Technologies. – To nie jest seria pojedynczych awarii po stronie organizacji, ale problem z jedną warstwą, z której wszyscy korzystają.

Cyberbezpieczeństwo: awaria to także szansa dla atakujących

Choć obecnie nic nie wskazuje na to, by awaria Cloudflare była skutkiem cyberataku, a raczej wewnętrznego błędu technicznego, eksperci jednak zwracają uwagę na inny wymiar problemu.

Każda platforma, która przenosi tak dużą część światowego ruchu, staje się naturalnym celem. Nawet niezamierzona awaria generuje niepewność, którą atakujący potrafią wykorzystać. Gdyby incydent tej skali został wywołany celowo, zakłócenia dotknęłyby państw, które opierają na takich platformach komunikację z obywatelami i świadczenie podstawowych usług. – uważa Głażewski.

Ekspert Check Pointa zauważa, że okno chaosu – gdy część systemów „stoi”, a administratorzy walczą o przywrócenie dostępności – to idealny moment m.in. na kampanie phishingowe (np. „Twoje konto zostało zablokowane przez awarię, zaloguj się ponownie”), ataki socjotechniczne na helpdeski czy próby ukrycia złośliwego ruchu w ogólnym szumie sieciowym.

Dzisiejsze zdarzenie wpisuje się w szerszy trend, który widać było już przy niedawnych awariach AWS i Microsoft Azure – pojedyncze incydenty po stronie dużych dostawców chmury potrafią na godziny zatrzymać dziesiątki popularnych usług i aplikacji.

Wiele organizacji wciąż prowadzi cały ruch jedną trasą, bez realnego planu awaryjnego. Gdy ta trasa zawodzi, nie ma dokąd przełączyć usług. To powtarzająca się słabość, którą ciągle obserwujemy – mówi Wojciech Głażewski.

Z punktu widzenia biznesu wybór „jednego wielkiego” bywa racjonalny: skala oznacza niższe koszty, dostęp do zaawansowanych narzędzi bezpieczeństwa i wydajność, na którą mniejsze organizacje nie mogłyby sobie pozwolić samodzielnie. Problem pojawia się wtedy, gdy ta skala staje się również pojedynczym punktem awarii dla tysięcy firm naraz.

Duże platformy przynoszą realne korzyści, ale takie wydarzenia pokazują cenę tej decyzji. Dopóki nie zbudujemy prawdziwej różnorodności i nadmiarowości w infrastrukturze, każda kolejna awaria będzie uderzać w użytkowników mocniej, niż powinna – podsumowuje przedstawiciel Check Pointa.

Ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych. Inwestycje mogą sięgnąć 4 mld euro w 2025 r.

Od początku roku do końca września wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniosła 2,6 mld euro. Choć inwestorzy wciąż podchodzą z rezerwą do nowych projektów rynek wysyła wyraźne sygnały stabilizacji i zwiastuje ożywienie w końcówce roku. Według raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce – III kwartał 2025”, całkowity wolumen inwestycji w 2025 roku może przekroczyć 4 mld euro.

Stabilność rynku

Pomimo utrzymujących się wyzwań makroekonomicznych i geopolitycznych, krajowy rynek nieruchomości komercyjnych pozostaje odporny, przyciągając inwestorów o zrównoważonym podejściu. W trzecim kwartale sfinalizowano transakcje stanowiące 25% całkowitego wolumenu inwestycji od początku roku.

Biura na prowadzeniu

Największy udział w strukturze rynku mają aktywa biurowe, które odpowiadają za 35% wartości wszystkich transakcji od początku roku (899 mln euro). Wśród najważniejszych transakcji okresu był zakup udziałów w spółce będącej właścicielem budynku Mennica Legacy Tower w Warszawie o wartości 180 mln zł.

Logistyka i handel w formie

Aktywa handlowe i logistyczne niezmiennie pozostają w centrum uwagi inwestorów, wspierane przez utrzymujący się wysoki poziom konsumpcji prywatnej oraz dynamiczny rozwój sprzedaży internetowej. Do końca września sektor powierzchni przemysłowo-logistycznych utrzymał silną pozycję, osiągając wolumen na poziomie 873 mln euro – to wzrost o 18% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Stabilność wykazuje również sektor handlowy, którego wartość transakcji wyniosła 453 mln euro.

Szczególnym zainteresowaniem kupujących cieszą się parki handlowe, które dzięki niższym kosztom operacyjnym oraz silnemu zakorzenieniu w lokalnych społecznościach, wykazują dużą odporność na wahania koniunktury.

Kapitał krajowy coraz bardziej aktywny

Polscy inwestorzy zyskują na znaczeniu – w trzecim kwartale 2025 roku odpowiadali już za 36% wartości zawartych transakcji, a od początku roku za 22%. Ich inwestycje coraz częściej koncentrują się na projektach o profilu „value add” i „opportunistic”.

W całkowitej strukturze kapitału dominują inwestorzy z Europy (1,69 mld euro, czyli 66% zainwestowanych środków). Na drugim miejscu uplasowali się inwestorzy z Ameryki, którzy odpowiadają za 15% całkowitego wolumenu transakcji (385 mln euro), a następnie inwestorzy z Bliskiego Wschodu z udziałem 11% (276 mln EUR).

Mniejsze i średnie transakcje w czołówce

Wolumen transakcji od początku roku wykazuje znaczące zróżnicowanie w zależności od ich wielkości. Największą dynamikę wzrostu odnotowano w segmencie inwestycji o wartości 40-100 mln euro, który osiągnął 1 137 mln euro, co stanowi wzrost aż o 57% rok do roku. Tego typu transakcje dominują w sektorze biurowym oraz przemysłowo-logistycznym.

Stabilność wykazały transakcje średnie w przedziale 20-40 mln euro, które odnotowały lekki wzrost o 1,3% (577 mln euro). Od początku roku największy wolumen zanotował sektor handlowy.

Największy spadek, na poziomie 55% w porównaniu do poprzedniego roku, dotyczy dużych inwestycji – powyżej 100 mln euro, co wskazuje na utrzymujące się zainteresowanie nimi jako bardziej typowymi dla rynku aktywami. Od początku roku w tym przedziale zanotowano transakcje o łącznej wartości 434 mln euro.

Stopy kapitalizacji bez zmian

W trzecim kwartale 2025 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostały stabilne i nie zmieniły się względem poprzedniego kwartału, osiągając odpowiednio poziom: 5,25% dla obiektów logistycznych typu e-commerce, 6,25% dla biur i magazynów, 6,50% dla centrów handlowych oraz 7,00% dla parków handlowych. Brak kompresji stawek potwierdza ostrożność inwestorów.

Zdecydowana większość transakcji zawieranych na rynku to transakcje aktywów o profilu „value-add”, w przypadku których stopy kapitalizacji znacząco odbiegają od rynku prime. Inwestorów z kapitałem na aktywa typu „core” jest niewielu i jest to trend zauważalny nie tylko w Polsce, ale również na innych rynkach Europy – wskazuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Optymistyczne prognozy na koniec roku

Perspektywy dla polskiej gospodarki pozostają korzystne. Oczekuje się, że Europejski Bank Centralny utrzyma stopy procentowe na poziomie 2% do końca 2026 roku, co z pewnością będzie sprzyjać dalszej stabilizacji kosztów finansowania. Jak zauważają eksperci, na rynku pojawiają się nowi inwestorzy, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na wzrost konkurencyjności i pozytywnie wpłynąć na płynności sektora.

W dłuższej perspektywie polska gospodarka zyska na szerokich programach rozwojowych finansowanych z Krajowego Programu Odbudowy, europejskiej reindustrializacji oraz dynamicznej automatyzacji i cyfryzacji, gdzie Polska wyróżnia się wysoko wykwalifikowaną kadrą IT. Realizacja tych zmian będzie wymagała nowoczesnych, wysokiej jakości nieruchomości komercyjnych, co powinno przełożyć się na wzrost napływu kapitału inwestycyjnego na rynek – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Czwarty kwartał zapowiada się jako okres wzmożonej aktywności – spodziewane jest sfinalizowanie kilku dużych transakcji o wartości przekraczającej 100 mln euro. W efekcie całkowity wolumen inwestycji w 2025 roku może przekroczyć 4 mld euro.

Banki wchodzą w erę pełnoskalowych wdrożeń AI

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wpływa na sposób, w jaki banki zarządzają ryzykiem, efektywnością i relacjami z klientami. Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte „2026 Banking & Capital Markets Outlook”, sektor bankowy wejdzie w 2026 r. w relatywnie dobrej kondycji, ale przy rosnącej presji transformacyjnej. Instytucje finansowe coraz częściej będą wdrażać rozwiązania oparte na AI w skali całej organizacji, a równolegle inwestować w bardziej zaawansowane systemy przeciwdziałania przestępczości finansowej, której skala i złożoność stale rośnie. Nadchodzący rok będzie więc czasem decyzji, a nie kolejnych prób – przewagę zyskają te instytucje, które przejdą od eksperymentów do pełnoskalowych wdrożeń.

Między optymizmem a ostrożnością

Podczas gdy amerykański sektor bankowy rozpocznie 2026 r. w warunkach dużej niepewności makroekonomicznej, zróżnicowanych nastrojów konsumentów i utrzymującej się presji inflacyjnej,

europejskie banki wykazują wyraźne oznaki odbudowy. Jak wynika z danych CFRA Research, do sierpnia 2025 r. wartość ich akcji wzrosła średnio o 45 proc. r/r, co świadczy o solidnych fundamentach finansowych instytucji i rosnącym zaufaniu inwestorów.

Jednocześnie eksperci wskazują, że sektor bankowy z naszego regionu może spodziewać się ożywienia akcji kredytowej w związku ze spadkiem stóp procentowych oraz stałego wsparcia ze strony dochodów pozaodsetkowych. Chociaż możliwe jest lekkie pogorszenie z powodu ceł handlowych, sytuacja pozostanie w dużej mierze pod kontrolą. Po latach stagnacji, podmioty ze Starego Kontynentu mogą w nadchodzących latach liczyć na poprawę wzrostu gospodarczego, zarówno organicznie, jak i poprzez konsolidację.

Na horyzoncie widać też zmiany wynikające z rosnącej roli cyfrowych form pieniądza. W Stanach Zjednoczonych dyskusję napędza rozwój stablecoinów i ich możliwy wpływ na modele płatnicze – szczególnie po uchwaleniu ustawy GENIUS, która otworzyła tradycyjnym instytucjom drogę do zaangażowania się w tokenizowane aktywa cyfrowe. W Europie kierunek wyznaczać będzie wdrażanie regulacji MiCA, wprowadzającej jednolite zasady emisji i obrotu aktywami cyfrowymi oraz zwiększającej transparentność działania podmiotów świadczących usługi w tym obszarze.

Banki z Europy, w tym Polski, nauczyły się działać w warunkach długotrwałej niepewności – dziś ich największym atutem jest stabilność, a najistotniejszym wyzwaniem tempo zmian. Spadek stóp procentowych tworzy przestrzeń do odbudowy akcji kredytowej, ale równocześnie zwiększa presję, by inwestycje w technologię przynosiły wymierne rezultaty. W tle rośnie też skala zagrożeń operacyjnych, w tym cyberataków wspieranych narzędziami AI, co dodatkowo podnosi poprzeczkę w zakresie bezpieczeństwa i modernizacji infrastruktury. Po latach budowania odporności finansowej sektor wchodzi więc w etap, w którym o przewadze zadecyduje nie deklarowana ambicja, lecz jakość wdrożeń – w tym zdolność do wykorzystania sztucznej inteligencji w sposób skalowalny. Widać coraz więcej projektów wychodzących poza fazę testów, choć tempo i dojrzałość tych rozwiązań nadal znacząco się różnią. To przesunięcie – z fazy ostrożności do rozwoju – będzie definiować europejską bankowość w najbliższych latach – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, państwach bałtyckich i w Ukrainie, lider zespołu Financial Institutions Risk and Regulatory, Deloitte.

Rosnące inwestycje, opóźniony zwrot z inwestycji

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania sztuczną inteligencją wiele banków wciąż prowadzi projekty AI w sposób rozproszony, bez wspólnej architektury danych i jasno zdefiniowanych celów biznesowych. Dodatkowo, najnowszy globalny raport Deloitte „AI ROI” pokazuje, że choć 91 proc. badanych organizacji z różnych sektorów planuje w najbliższych 12 miesiącach zwiększyć wydatki na AI, to zwrot z tego typu projektu pojawia się zazwyczaj dopiero po dwóch do czterech latach – znacznie wolniej niż w przypadku innych technologii. Jednym z powodów jest to, że wiele inicjatyw AI powstaje na bazie danych, które nie są jeszcze w pełni gotowe do takiego wykorzystania, co utrudnia mierzenie efektów i spowalnia skalowanie.

Instytucje finansowe coraz częściej dostrzegają potencjał AI, jednak największym wyzwaniem jest przekucie tej świadomości w rozwiązania funkcjonujące w skali całej organizacji. W wielu przypadkach ograniczeniem pozostają słabe fundamenty danych, rozproszone systemy i brak jasno zdefiniowanego modelu zarządzania, co prowadzi do powielania inicjatyw i utrudnia ocenę efektów. Z naszych analiz wynika też, że zwrot z inwestycji następuje stopniowo – pełny efekt AI zwykle wymaga uporządkowania danych, procesów i sposobu pracy zespołów. Dlatego wdrożenia, które przynoszą trwałą wartość, potrzebują połączenia strategii, ładu korporacyjnego i dyscypliny inwestycyjnej – dopiero wtedy sztuczna inteligencja przestaje być serią projektów pilotażowych, a staje się ważnym narzędziem transformacji – podkreśla Tomasz Tarasiuk, partner oraz lider sektora bankowego w dziale Consultingu, Deloitte.

Istotnym kierunkiem w dalszym rozwoju będzie więc przejście od odizolowanych pilotaży do wdrażania rozwiązań AI zintegrowanych z działalnością całego banku. Postępy w tym obszarze mogą ograniczać rozproszone i niekompletne zasoby danych. Jak wynika z badania Deloitte Banking & Capital Markets Data and Analytics Market Survey 2024, ponad 90 proc. specjalistów z sektora bankowego wskazuje, że potrzebne dane są często niedostępne lub ich pozyskanie zajmuje zbyt dużo czasu. Dla 81 proc. respondentów głównym wyzwaniem pozostaje ich jakość. Eksperci podkreślają, że w kolejnych latach coraz większe znaczenie zyska tzw. agentowa AI – systemy zdolne nie tylko do realizacji poleceń, lecz także do samodzielnego podejmowania inicjatywy, analizowania danych i wykonywania zadań w oparciu o zdefiniowane cele oraz zasady zgodności.

Rosnąca złożoność ryzyka

Wyraźniejsze wykorzystanie sztucznej inteligencji w bankowości pociąga za sobą także potrzebę wzmocnienia procedur bezpieczeństwa i kontroli operacyjnych. Skala wyzwań jest już dziś widoczna – w 2024 r. amerykańskie instytucje finansowe złożyły rekordowe 2,6 mln raportów o podejrzanym działaniu (SAR), co stanowiło średnio 7,1 tys. zgłoszeń dziennie. Równolegle rośnie liczba postępowań nadzorczych dotyczących naruszeń przepisów ustawy o tajemnicy bankowej (BSA) oraz przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML). Dane te pokazują, że tradycyjne modele nadzoru i kontroli przestają być wystarczające wobec rosnącej skali, tempa i złożoności przestępczości finansowej oraz coraz większej presji regulacyjnej.

W nadchodzących latach nadzorcy będą oczekiwać od banków jeszcze skuteczniejszego monitorowania przepływów finansowych i szybszej reakcji na nowe formy nadużyć – od prania pieniędzy w handlu międzynarodowym po wykorzystywanie aktywów cyfrowych i sztucznej inteligencji do tworzenia fałszywych tożsamości i ukrywania źródeł transakcji. W rezultacie podmioty, które nie zbudują bardziej zaawansowanego technologicznie systemu zarządzania przestępczością finansową, mogą być coraz bardziej podatne na straty finansowe i ataki przestępcze.

Z tego względu podmioty z sektora coraz częściej wykorzystują analitykę predykcyjną i modele uczenia maszynowego w procesach AML. Wdrażane są również narzędzia wspierające procesy KYC przy wykorzystaniu generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI). Zintegrowane architektury danych pozwalają łączyć informacje transakcyjne, behawioralne i kontekstowe w jeden system monitorowania ryzyka, co skraca czas reakcji i ogranicza liczbę fałszywych alertów.

Widzimy wyraźne przesunięcie w stronę wykorzystania narzędzi opartych na uczeniu maszynowym w analizie transakcji, które są zdolne do rozpoznawania subtelnych zmian w zachowaniach klientów czy przepływach transakcyjnych, a także identyfikowaniu schematów podejrzanych działań. Coraz częściej wykorzystywane jest również GenAI, które wspiera analizę skomplikowanych dokumentów i pozwala przyspieszyć wiele procesów, aby w sposób bardziej efektywny wykorzystać istniejące zasoby ludzkie. To wymaga nie tylko inwestycji w technologię, ale także w rozwój kompetencji zespołu i zmianę procesów – podkreśla Paweł Spławski, partner w zespole Risk, Regulatory and Forensic, Deloitte.

Planeta wyleczona? Warstwa ozonowa odbudowuje się szybciej, niż sądzono

0

Kiedy w latach 80. XX wieku naukowcy ogłosili, że nad Antarktydą pojawiła się „dziura ozonowa” – gigantyczny obszar niemal pozbawiony ochronnej warstwy gazu chroniącego życie przed promieniowaniem ultrafioletowym – wielu uznało to za zapowiedź globalnej katastrofy, której nie da w prosty sposób powstrzymać. Dziś, kilkadziesiąt lat później, historia ta stała się jednym z najbardziej inspirujących przykładów międzynarodowej współpracy naukowej i politycznej, pokazując, że jeśli zastosujemy skuteczne działania, można odbudować nawet najbardziej zagrożone fragmenty naszej planety i prawdopodobnie przywrócić równowagę w środowisku.

W latach 70. i 80. XX wieku naukowcy zaczęli dostrzegać narastający problem – w stratosferze nad regionami polarnymi, zwłaszcza nad Antarktydą, zaczęła pojawiać się „dziura ozonowa”. Widoczne uszczuplenie warstwy ozonowej w tych miejscach nie było zwykłą anomalią atmosferyczną, lecz skutkiem emisji do atmosfery freonów, tj. węglowodorów alifatycznych zawierających chloro- i fluoropochodne, stosowanych w przemyśle i wykorzystywanych powszechnie w chłodnictwie oraz w aerozolach kosmetycznych. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego freony rozpadały się na wolne pierwiastki, a fluor oraz chlor wchodziły w reakcję z cząsteczkami ozonu, powodując ich rozpad w warstwie stratosferycznej atmosfery, która chroni życie na Ziemi przed szkodliwym promieniowaniem UV.

Chemia w stratosferze: jak powstawała dziura

Niestety, już wkrótce okazało się, że pozornie najlepsze cechy freonów: trwałość, obojętność i lotność, powodują, że związki te są olbrzymim zagrożeniem dla życia na Ziemi. Uwolnione freony nie gromadzą się w dolnych warstwach atmosfery, tylko przemieszczają się w jej górne partie – do ozonosfery. Dzięki trwałości i małej reaktywności, mogą tam pozostawać przez setki lat. Jednak pod wpływem światła ultrafioletowego (UV) freony rozpadają się na wolne pierwiastki:

Węgiel powstały w rozpadzie ulega spalaniu, jednak fluor, a szczególnie chlor, wchodzą w reakcję z cząsteczkami ozonu (O3) powodując ich rozpad i powstanie tlenków fluoru i chloru oraz cząsteczek tlenu (O2). Zjawisko rozpadu freonów i ich niszczącego wpływu na warstwę ozonową przewidzieli w 1971 dwaj chemicy: Amerykanin Sherwood Rowland i Meksykanin Mario Molina. Ich hipoteza badawcza została ostro zaatakowana przez koncerny produkujące olbrzymie ilości freonów, obawiające się o utratę źródła dochodów. Spowodowało to, iż obaj chemicy postanowili udowodnić swoją teorię. Przeprowadzili serię badań w atmosferze na wysokości ponad 34000 metrów, używając stratostatów z freonem. W trakcie badań wykazali, że pojedynczy atom chloru może katalitycznie zniszczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy cząsteczek ozonu, co tłumaczy szybkość degradacji warstwy ozonowej. W roku 1976 Komisja ds. Ochrony Środowiska ONZ oraz rządy USA, Kanady i krajów Commonwealth umieściły freony na liście związków stanowiących zagrożenie dla środowiska.

Protokół Montrealski: początek zmiany

Sytuacja zaczęła się zmieniać dzięki globalnemu porozumieniu – Protokołowi Montrealskiemu z 1987 roku, który zakazał produkcji wielu substancji niszczących ozon. Kolejne poprawki i regulacje doprowadziły do stopniowego ograniczenia emisji tych związków, co spowodowało stopniowy spadek poziomu chloru i fluoru w stratosferze. Proces ten zachodził powoli – związki te pozostają w atmosferze przez dziesięciolecia.

Dziś, po latach obserwacji i badań, wiadomo, że globalny wysiłek przyniósł realne efekty. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) podkreśla w najnowszych raportach, że warstwa ozonowa znajduje się na ścieżce do odbudowy. Prognozy wskazują, że jeśli obecne polityki zostaną utrzymane, ozon może wrócić do poziomów sprzed lat 80. XX wieku – dla większości świata około roku 2040, dla Arktyki około 2045, a nad Antarktydą dopiero około 2066.

– Historia dziury ozonowej pokazuje, że ludzkość potrafi skutecznie działać globalnie, gdy problem jest naukowo rozpoznany i politycznie traktowany poważnie. Dzięki wdrożeniu w życie zapisów protokołu montrealskiego obserwujemy już dziś realny proces odbudowy warstwy ozonowej, co daje nadzieję, że do 2040 roku możemy osiągnąć większość założonych kamieni milowych tego procesu, a w połowie XXI wieku niemal pełne przywrócenie zasobów warstwy ochronnej stanie się faktem – komentuje dr inż. Krzysztof Skotak, kierownik Zakładu Monitoringu Środowiska w IOŚ-PIB.

W 1995 roku wspomniani Rowland, Molina oraz Paul Crutzen otrzymali w 1995 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za pracę nad zmianami ilości ozonu.

Prognozy walutowe: kurs euro stabilnie przy 4,25, kurs dolara może spaść w okolice 3,50

Stwierdzenie, że Polska w ostatnim czasie dołączyła do grona najważniejszych gospodarek świata nie będzie nadużyciem. Nie oznacza to jednak, że każdy aspekt sytuacji gospodarczej jest perfekcyjny, a niektóre rysy na obrazie stają się wyraźniejsze. Mimo to cały czas solidne fundamenty makro i stosunkowo korzystne otoczenie zewnętrzne sprzyjają złotemu, który w parze z euro powinien nadal utrzymywać się w okolicy 4,25.

Kluczowe punkty:

  • Kurs EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale.
  • Ceny i płace wyhamowały.
  • NBP dalej tnie stopy, nadchodzi dalsze rozluźnianie polityki monetarnej.
  • Wzrost gospodarczy pozostaje dość silny.
  • Deficyt fiskalny istotnie wzrósł w ostatnim czasie.
  • Prognozujemy stabilny kurs EUR/PLN, bliski obecnych poziomów.

Od początku 2025 r. złoty jest jedną z najlepiej radzących sobie walut rynków wschodzących i obecnie plasuje się mniej więcej w połowie zestawienia walut europejskich. Mimo zmian zarówno w globalnym handlu, jak i apetycie inwestorów na ryzyko, zmienność kursu EUR/PLN była w ostatnich sześciu miesiącach ograniczona, a para utrzymuje się blisko naszej długoterminowej prognozy na poziomie 4,25.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (rok)

Otoczenie zewnętrzne – które historycznie było kluczowe dla walut gospodarek wzajemnie powiązanych, takich jak Polska – jest stosunkowo korzystne. Wynoszące 15% cła nałożone przez USA na UE nie są wprawdzie katalizatorem wzrostu, lecz ekspozycja Polski na nie jest dość ograniczona; jej eksport do USA stanowi zaledwie 3,5% całości. Spadek niepewności handlowej powinien dobrze wpływać na nastroje konsumentów i przedsiębiorców. Co więcej, znaczna stymulacja fiskalna w Niemczech, które są najbliższym partnerem handlowym Polski, dobrze wróży perspektywom.

Wzrost gospodarczy pozostaje solidny, choć aktywność jest nierówna

Jak dotąd wzrost był stosunkowo dobry – w ostatnich kwartałach przekroczył 3%. Oczekuje się kontynuacji tego trendu. Roczna dynamika PKB prawdopodobnie wzrośnie do ok. 3,5% w tym roku i utrzyma się na podobnym poziomie w kolejnym. Silna aktywność gospodarcza i aprecjacja złotego w ostatnich latach pozwoliły Polsce na znalezienie się wśród dwudziestu największych gospodarek świata, a jej PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) przekroczyło w tym roku to w Japonii. Sukces Polski zaczyna być globalnie zauważany, a polskie akcje były w ostatnich miesiącach jednymi z najlepiej radzących sobie na świecie.

Aktywność gospodarcza jest od jakiegoś czasu dość nierówna – dominuje konsumpcja, inwestycje są zaś dość wątłe. Uwagę zwraca coraz wyraźniej zarysowane ochłodzenie na rynku pracy. Stopa bezrobocia wzrosła we wrześniu do najwyższego od półtora roku poziomu 5,6%. Jednocześnie wzrost płac zwolnił do najsłabszego od lutego 2021 r. tempa (7,1%), nim nieznacznie wzrósł. Pogorszenie warunków było po części spodziewane (szczególnie na froncie płacowym), a jego skala była dość ograniczona i nie osłabiła istotnie nastrojów konsumentów. Choć ochłodzenie na rynku pracy nie jest bardzo silne, będziemy je bacznie obserwować.

Deficyt fiskalny istotnie rośnie, zwracając uwagę

Z podobną uwagą będziemy śledzić sytuację fiskalną. Polski deficyt zakończy rok w okolicy 7% PKB, a jego spadek ma być powolny. Jest to po części konsekwencja zwiększenia wydatków militarnych, spowodowanego rosnącą rosyjską agresją (o czym świadczy chociażby wrześniowy nalot dronów). Zauważyły to agencje ratingowe – dwie z trzech najważniejszych (Fitch i Moody’s) obniżyły perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną. Jest to pokłosie projekcji zakładających istotny wzrost zadłużenia. Po dobiciu do 65% PKB w 2026 r. trend ten najpewniej będzie kontynuowany także i w kolejnych latach.

Dalsze cięcia stóp procentowych w 2026 r. – do ok. 3,5%

Ochłodzenie na rynku pracy w połączeniu ze stabilizacją inflacji w przedziale celu Narodowego Banku Polskiego (2,5% ± 1 pp.) pozwoliło na dalsze cięcia stóp procentowych. Dotąd w tym roku bank obniżył je o 150 pb, przy czym do ruchów o 25 pb. doszło na każdym z ostatnich czterech posiedzeń.

Spodziewamy się kontynuacji cięć w 2026 r., choć uważamy, że przestrzeń na nie jest ograniczona, przede wszystkim przez wysoki deficyt fiskalny, o którym wielokrotnie wspominał prezes Adam Glapiński. Podejrzewamy, że jeśli rozluźnienie na rynku pracy nie stanie się silniejsze, stopa referencyjna w pierwszej połowie przyszłego roku prawdopodobnie znajdzie się na poziomie ok. 3,5% (wobec obecnego poziomu 4,25%), z czym zgadzają się rynki.

Wykres 2: Referencyjna stopa procentowa NBP (2015 – 2025)

 

EUR/PLN bliskie 4,25 w przewidywalnej przyszłości

Uważamy, że złoty utrzyma swoją pozycję względem euro w horyzoncie naszej prognozy. Polska nie powinna odnieść większych strat z racji amerykańskich ceł, jej perspektywy gospodarcze są pozytywne, stopy procentowe pozostają stosunkowo wysokie, a jej fundamenty makroekonomiczne są w większości zdrowe.

Sytuacja fiskalna może okazać się w przyszłości wyzwaniem. Niemniej dług publiczny pozostaje niski względem standardów unijnych i gospodarek rozwiniętych i nie ma widocznych trudności z plasowaniem tego długu na rynku, nie jesteśmy więc na razie szczególnie zaniepokojeni. Podtrzymujemy nasz pogląd na EUR/PLN i w horyzoncie naszej prognozy pozostawiamy prognozę kursu tej pary na niezmienionym poziomie 4,25.

  EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
E-2025 1,18 3,60 4,25
Q1-2026 1,19 3,55 4,25
Q2-2026 1,20 3,55 4,25
Q3-2026 1,21 3,50 4,25
E-2026 1,21 3,50 4,25

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Przejrzystość wynagrodzeń – pierwsze zmiany już 24 grudnia 2025. Polskie firmy mają kilka tygodni

  • Od 24 grudnia 2025 r. pracodawcy będą musieli ujawniać widełki płacowe w ofertach pracy oraz ustalić nazwy stanowisk neutralnie płciowo – wynika z propozycji polskiej ustawy.
  • To także ostatni moment na wprowadzenie zmian w organizacjach przed rozpoczęciem okresu, który będzie podlegał pierwszemu raportowaniu w 2027 roku.
  • Dane z globalnego badania Aon pokazują skalę wyzwania: tylko 13% europejskich organizacji uważa się za gotowych na wprowadzenie przejrzystości wynagrodzeń, a aż 29% przyznaje, że ich poziom gotowości nie poprawił się w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Polska ustawa o przejrzystości wynagrodzeń częściowo ma wejść w życie już w grudniu. Od tego momentu w ofertach pracy lub przed pierwszą rozmową kwalifikacyjną pracodawca będzie musiał ujawnić początkową wysokość wynagrodzenia lub widełki płacowe. Ogłoszenia i nazwy stanowisk będą musiały być neutralne płciowo, a pracodawca nie będzie mógł pytać kandydata o jego poprzednie wynagrodzenie.

Z badania Aon Global Pay Transparency Study 2025 wynika, że tylko 24% europejskich firm przeprowadziło niezależną analizę równości wynagrodzeń w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy, a 13% nigdy tego nie robiło.

Obecnie 64% europejskich firm ma widełki płacowe, ale nie komunikuje ich pracownikom.

Mamy dosłownie kilka tygodni, by przygotować się do pierwszych zmian, i maksymalnie jeden cykl płacowy, by wdrożyć solidne struktury przed pełną transpozycją dyrektywy UE do prawa w czerwcu 2026 roku – wyjaśnia Karolina Hernik, Employee Benefit Practice Leader w Aon Polska.

Dlaczego grudzień jest kluczowy?

Koniec 2025 roku ma podwójne znaczenie. Od 24 grudnia wchodzą przepisy, które natychmiast wpłyną na rekrutację i komunikację z pracownikami. To także ostatnia okazja na korekty wynagrodzeń przed 2026 rokiem, którego dane posłużą do pierwszego publicznego raportu o luce płacowej w 2027 roku.

Pełna transpozycja dyrektywy UE nastąpi w czerwcu 2026. Firmy zatrudniające co najmniej 250 osób będą raportować co roku, a organizacje zatrudniające od 100 do 249 pracowników – co 3 lata (pierwszy raport w 2031 roku).

Co trzeba przygotować już teraz?

Pilny audyt obecnego stanu, który powinien zakończyć się do końca listopada, musi obejmować analizę luki płacowej, przegląd architektury stanowisk oraz ocenę jakości danych w systemach HR. Warto również zweryfikować benefity, ponieważ ich wartość będzie podlegała raportowaniu.

Firmy, które do tej pory nie miały formalnych widełek płacowych, muszą je stworzyć w ciągu najbliższych tygodni. Potrzebna jest analiza rynku, przegląd wewnętrznych stanowisk i uzgodnienia z zarządem – podkreśla Karolina Hernik.

Dyrektywa UE wymaga neutralnych pod względem płci, obiektywnych kryteriów oceny wartości pracy. Obecnie tylko 48% firm w Europie stosuje takie metodologie konsekwentnie. Wartościowanie pracy musi uwzględniać minimum cztery czynniki: umiejętności, wysiłek, odpowiedzialność i warunki pracy.

Komunikacja – ryzyko czy szansa?

Właściwie zarządzona przejrzystość może stać się elementem employer brandingu i narzędziem budowania zaufania. Problem w tym, że tylko 9% europejskich firm uważa, że pracownicy w pełni rozumieją politykę wynagrodzeń.

Jeśli i tak musimy wprowadzić te zmiany, warto poświęcić czas, by zrobić to dobrze. Przejrzystość wynagrodzeń może być narzędziem zwiększającym zaangażowanie, jeśli odpowiednio przygotujemy komunikację – podkreśla Przemysław Gołoś, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Aon Polska.

Według badania Aon, 80% europejskich organizacji nie ma strategii komunikacji związanej z przejrzystością wynagrodzeń. Z tych 20%, które ją opracowały, 75% uwzględnia szkolenia dla menedżerów, ale tylko 21% ma plan radzenia sobie z oporem liderów i pracowników.

Koszty opóźnienia

Czekanie niesie konkretne ryzyka. Z perspektywy finansowej to kary od 1 000 do 30 000 zł już od 24 grudnia 2025, pełne odszkodowania dla dyskryminowanych pracowników oraz koszty procesów sądowych, gdzie ciężar dowodu leży po stronie pracodawcy.

Od 2027 roku firmy będą publikować raporty o lukach płacowych, co może prowadzić do presji społecznej i medialnej. Kandydaci będą porównywać oferty różnych pracodawców po widełkach płacowych, co utrudni rekrutację firmom nieprzygotowanym.

Z perspektywy operacyjnej opóźnienie oznacza chaos komunikacyjny, konieczność szybkich korekt oraz demotywację zespołów. Firmy, które nie zdążą przygotować się do 24 grudnia, mogą mieć problemy prawne od pierwszego dnia.

Plan działania

Ostatnie tygodnie roku to moment przeprowadzenia analizy gotowości, identyfikacji luk i określenia widełek płacowych. Grudzień to ostatnia szansa na korekty wynagrodzeń, przygotowanie procesów rekrutacyjnych i przeszkolenie rekruterów oraz menedżerów. W pierwszym kwartale 2026 roku należy wdrożyć nowe struktury i skomunikować zmiany pracownikom.

Nie ma już czasu na czekanie. Organizacje, które zaczną działać teraz, mogą sprawnie wdrożyć zmiany i skorzystać z przejrzystości jako elementu EVP. Te, które będą czekać do 24 grudnia, mogą znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Za niespełna dwa miesiące przejrzystość wynagrodzeń stanie się rzeczywistością – a na przygotowania zostało kilka tygodni  – podsumowuje Przemysław Gołoś.

O badaniu: Globalne badanie Aon Global Pay Transparency Study 2025 przeprowadzono w marcu 2025 r. W europejskiej części wzięło udział 401 organizacji z różnych branż i krajów UE.

Polskie MŚP na celowniku cyberprzestępców – AI zwiększa skalę zagrożeń, a tylko 2% firm jest przygotowanych

0

Z roku na rok skala cyberzagrożeń rośnie – ataki stają się coraz bardziej złożone, ich skutki coraz kosztowniejsze, a narzędzia wykorzystywane przez cyberprzestępców coraz trudniejsze do wykrycia. Rozwój sztucznej inteligencji przyniósł nową generację zagrożeń: generatywne modele AI pozwalają dziś tworzyć spersonalizowane kampanie phishingowe i ransomware’owe, które potrafią sparaliżować działalność firmy w ciągu kilku godzin.

Najbardziej narażone na takie incydenty pozostają małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), trzon polskiej gospodarki. Choć odpowiadają one za niemal połowę PKB, to właśnie w tym segmencie najbardziej brakuje zasobów i specjalistów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT. W obliczu postępującej cyfryzacji kluczowe staje się nie tylko wdrażanie zabezpieczeń technicznych, ale także budowanie odporności cyfrowej, czyli zdolności do przetrwania i utrzymania działania mimo incydentów.

Większość polskich MŚP nie jest przygotowana na cyberzagrożenia

W badaniu Cisco Cybersecurity Readiness Index 2025 przeprowadzonym wśród decydentów ds. bezpieczeństwa IT, tylko około 2% polskich MŚP zadeklarowało, że jest w pełni przygotowane na cyberataki. Oznacza to, że znakomita większość małych i średnich firm w Polsce może być narażonych na poważne ryzyko w sferze cyfrowej.

47% firm przyznało, że padło ofiarą cyberataku w ciągu ostatniego roku, a ponad 60% uważa, że kolejny incydent jest prawdopodobny lub bardzo prawdopodobny w perspektywie najbliższych 12–24 miesięcy.

„Niski poziom inwestycji, braki kadrowe i brak spójnej strategii powodują, że sektor MŚP jest szczególnie podatny na cyberprzestępczość. Małe firmy powinny traktować bezpieczeństwo jak strategiczny proces, a nie jednorazowe zadanie. Każdy krok w kierunku lepszej ochrony przynosi wymierne korzyści” – podsumowuje Marcin Klimowski, specjalista ds. Cyberbezpieczeństwa Cisco.

Inwestycje i modernizacja: krok w dobrą stronę, ale zbyt wolno

Choć świadomość rośnie, działania często nie nadążają za skalą ryzyka. Zaledwie 36% MŚP planuje w najbliższych dwóch latach znaczącą modernizację infrastruktury IT, a większość, bo aż 60% zamierza wprowadzać jedynie częściowe usprawnienia.

Firmy najczęściej planują wdrożenie nowych rozwiązań bezpieczeństwa (52%) lub aktualizację istniejących (46%). Coraz więcej przedsiębiorstw myśli też o automatyzacji (23%) oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji – 38% zamierza wprowadzić technologie AI, m.in. do wykrywania zagrożeń i analizy anomalii w sieci.

Zdecydowana większość firm nadal inwestuje ostrożnie. 47% MŚP przeznacza na bezpieczeństwo jedynie 5–10% budżetu IT, a tylko 4% wydaje więcej niż 20%. Dla porównania, wśród dużych przedsiębiorstw te proporcje wyglądają lepiej – 13% z nich inwestuje powyżej jednej piątej budżetu.

Braki kadrowe i złożoność środowisk IT

Brak specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa pozostaje jednym z największych wyzwań sektora. Aż 81% MŚP przyznaje, że niedobór talentów w tej dziedzinie stanowi dla nich problem – w tym 37% określa go jako poważny. Nic dziwnego, że 41% firm planuje w najbliższym czasie szkolenia lub rekrutację nowych pracowników.

Środowisko IT w MŚP staje się coraz bardziej skomplikowane. Wiele małych firm korzysta z rozproszonych systemów i licznych, niepołączonych ze sobą narzędzi – od chmury po aplikacje oparte na AI – co utrudnia centralne zarządzanie bezpieczeństwem. Firmy wdrażają nowe rozwiązania, ale rzadko upraszczają systemy czy wprowadzają jednolite polityki ochrony. W efekcie maleje widoczność zagrożeń, a podatność rośnie” – podkreśla ekspert Cisco.

Na to nakłada się fakt, że 90% MŚP dopuszcza logowanie do firmowych systemów z prywatnych, niezarządzanych urządzeń. Większość pracowników robi to okazjonalnie (63%), a ponad jedna czwarta – regularnie. Taki model pracy, znany jako BYOD (Bring Your Own Device), choć wygodny, wprowadza liczne ryzyka i dodatkowo komplikuje zarządzanie cyberbezpieczeństwem.

Czas na działanie

Dla przedsiębiorstw kluczowe jest dziś podjęcie działań proaktywnych: ocena ryzyka, modernizacja infrastruktury, inwestycja w rozwiązania cyberbezpieczeństwa i zwiększenie nakładów na ochronę danych. W dobie narastających zagrożeń brak reakcji oznacza nie tylko straty finansowe, ale i utratę zaufania klientów. Cyberbezpieczeństwo nie jest dziś luksusem, to element niezbędny do utrzymania ciągłości biznesu.

Pozwy o WIBOR rosną o 95% r/r. Dynamika niepokoi, choć skala wciąż umiarkowana

Do sądów okręgowych wpływa coraz więcej spraw dotyczących roszczeń z umów bankowych ze zmiennym oprocentowaniem zależnym od stawki referencyjnej WIBOR. W pierwszych trzech kwartałach br. odnotowano wzrost o ok. 95% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 r. Zdaniem ekspertów, liczbę pozwów można ocenić jako umiarkowaną, ale mocno niepokojąca jest dynamika. Część kredytobiorców obserwuje sytuację i czeka na rozstrzygnięcia. Nie brakuje też opinii, że sędziowie będą posługiwali się analogiczną argumentacją do spraw frankowych. I na to liczą kancelarie prawne. Znawcy tematu przekonują również, że to zupełnie odrębne zagadnienie od spraw kredytów walutowych. I dodają, że dopiero czas pokaże, jak temat będzie wyglądał w praktyce.

Dynamiczny wzrost

Według danych z 47 sądów okręgowych, w trzech kwartałach br. wpłynęło do nich ok. 1300 spraw dotyczących roszczeń z umów bankowych ze zmiennym oprocentowaniem zależnym od stawki referencyjnej WIBOR (symbol 049zł). To o 94,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich około 670. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, zainteresowanie umowami opartymi o WIBOR jest już duże i rośnie. Jednak w liczbach bezwzględnych nie jest to jeszcze skala masowa. Jednoczenie ekspert zaznacza, że temat dotyczy kilku milionów osób, coraz bardziej świadomych konsumentów.

– Liczbę spraw można ocenić jako umiarkowaną. Wynika to ze stanu oczekiwania na wyrok TSUE, który w pierwszym kwartale 2026 roku odpowie na pytania prejudycjalne, zadane przez Sąd Okręgowy w Częstochowie. One wiążą się ze sposobem obowiązku informacyjnego przez bank i związanymi z tym wymogami przejrzystości klauzuli zmiennego oprocentowania odsyłającego do wskaźnika referencyjnego WIBOR. Dopiero kiedy zostanie wydany ww. wyrok, będzie można ocenić skalę pozwów w tych sprawach – komentuje dr hab. Paweł Szczęśniak z Katedry Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Mec. Jakub Bartosiak podkreśla, że banki bardzo intensywnie zniechęcają kredytobiorców do podejmowania jakichkolwiek działań. W końcu – po raz pierwszy w historii – proponują w kredytach i aneksach stałą (okresowo) stopę oprocentowania. Według eksperta, klienci mają coraz większą świadomość swoich praw. Ośmieleni sukcesami w sprawach frankowych i innych walut oczekują od banków przestrzegania prawa. Zdaniem prawnika, charakterystyczne jest to, że obecnie zgłaszają się kredytobiorcy z całej Polski, a nie tylko mieszkańcy większych miast, jak to było na początku w przypadku umów walutowych. Obecnie przepisy pozwalają na kierowanie spraw do różnych sądów. Dzięki temu – póki co – mogą one toczyć się nieco szybciej.

– Skala zjawiska jeszcze nie jest duża, ale niepokojąca jest dynamika. Dla banków stanowi to poważny problem związany z zawiązywaniem rezerw z tytułu tzw. ryzyka prawnego. Każdy pozew oznacza konieczność zabezpieczenia kwot na poczet odszkodowań, pokrycia kosztów sądowych oraz potencjalnych utraconych odsetek. Te zabezpieczone środki ograniczają możliwości operacyjne banków, a w dłuższym okresie związane z tym koszty będą przenoszone na kolejnych kredytobiorców. Przy już wysokim, w porównaniu z wieloma krajami UE, oprocentowaniu kredytów hipotecznych, koszt ten będzie nadal wysoki – mimo obniżania stóp procentowych NBP – podkreśla dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS z Katedry Bankowości i Rynków Finansowych tej uczelni.

Analizując udostępnione dane z trzech kwartałów tego roku, widać, że najwięcej takich pozwów wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 275. To ponad 21% wszystkich złożonych w tym okresie w całym kraju. Trzycyfrowy wynik jest jeszcze tylko w Sądzie Okręgowym w Poznaniu – 180. W większości tego typu sądów odnotowano wpływ na poziomie od kilku do kilkunastu takich pozwów.

– Warszawa i Poznań to duże ośrodki. Dodatkowo w stolicy siedzibę ma większość banków, a to sprzyja kierowaniu pozwów do tutejszych sądów. Na prawniczej mapie widoczne są również inne miasta. Sądy z Częstochowy i Rzeszowa wysłały pytania do TSUE. Z kolei Sąd Okręgowy w Suwałkach przeciera szlaki, jeśli chodzi o ochronę konsumenta i stawia bankom wysokie wymagania dotyczące dochowania należytej staranności – dodaje adwokat Bartosiak.

Wokół frankowiczów

Jak zaznacza dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS, sukcesy kancelarii zajmujących się tzw. sprawami frankowymi zachęcają kredytobiorców kredytów złotowych do korzystania z ich usług, tym bardziej że używana jest analogiczna argumentacja dotycząca stosowania przez banki tzw. klauzul abuzywnych. Wnioski w tego typu sprawach opierają się na twierdzeniu, że stosowanie stawki WIBOR nie ma podstaw prawnych, ponieważ według wnioskodawców nie jest to prawidłowy wskaźnik referencyjny. W opinii ekspertki, problem powstał z kilku powodów. Głównym jest wysokość WIBOR, przekładająca się na oprocentowanie kredytów. Przy tym należy zaznaczyć, że „cena” pieniądza na rynku zależy m.in. od inflacji i stóp procentowych banku centralnego. Jeśli one są wysokie, to miary rynkowe również.

– Część kredytobiorców na razie obserwuje sytuację, czeka na rozstrzygnięcia – na kierunek, jaki wyznaczą wyroki TSUE. Pozytywne doniesienia będą wpływać na zwiększenie zainteresowania tymi tematami. W sprawach frankowych zainteresowanie również rosło stopniowo. Równie silne było przekonanie banków, że z umowami wszystko jest w porządku, a konsument nie ma nawet prawa ich weryfikować, o ich kwestionowaniu nie wspominając – dodaje ekspert z MBM Legal.

W opinii dr. hab. Pawła Szczęśniaka, raczej należy spodziewać się kontynuacji podejścia TSUE, związanego z obowiązkiem informacyjnym względem konsumentów. Prawo Unii Europejskiej nie zobowiązuje bowiem banku do bezpośredniego przekazywania szczegółowych informacji na temat metody wyznaczania wskaźnika referencyjnego. Na podstawie rozporządzenia BMR wymagane jest podanie nazwy wskaźnika referencyjnego oraz jego administratora. Ogólne informacje na temat zastosowanej metody można znaleźć w tym rozporządzeniu, a szczegółowe informacje muszą zostać opublikowane lub udostępnione publicznie przez administratora. Ekspert zwraca uwagę na opinię wydaną przez Rzeczniczkę Generalną w polskiej sprawie (C-471/24). Ona podziela dotychczasowe orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości.

– Istnieje spore ryzyko, że sędziowie będą posługiwali się analogiczną argumentacją do spraw frankowych, właśnie ze względu na pozorne podobieństwo zagadnień. Liczą na to kancelarie zachęcające klientów do korzystania z ich usług i jest to jedna z przyczyn rosnącej popularności takich pozwów. Te podmioty stosują przy tym bardzo agresywny marketing, poszukując potencjalnych klientów – zaznacza dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS.

Podobnego zdania jest wielu ekspertów na rynku, którzy zwracają uwagę na to, aby konsumenci ostrożnie podchodzili do sprawy, bo nie wszystko wydaje się tak jednoznaczne, jak to się często przedstawia w mediach, szczególnie tych społecznościowych. Prawnicy wskazują też, że niewiele się dzieje od strony legislacyjnej w kwestii ewentualnego zahamowania rozlewu ww. tematu. I nikt nie wyciąga wniosków z błędów, które zostały popełnione przy sprawach frankowych. To może tylko szybko nakręcić spiralę nowych spraw sądowych. Problem umów kredytowych z klauzulą zmiennego oprocentowania, odsyłającą do wskaźnika referencyjnego WIBOR, jest zupełnie odrębnym zagadnieniem od spraw dotyczących kredytów walutowych, co podkreśla dr hab. Paweł Szczęśniak.

– Dokonywanie prostych przeniesień i doszukiwanie się analogii nie jest raczej prawidłowe. W sprawach dotyczących WIBOR sądy krajowe będą badały, czy banki wykonały odpowiednio obowiązek informacyjny względem konsumenta. Jak wynika z dotychczasowego orzecznictwa TSUE, z zakresu oceny sądów jest wyłączona metoda ustalania wskaźnika referencyjnego WIBOR, który został przecież uznany za kluczowy przez Komisję Europejską. Stało się to w 2019 roku – podsumowuje ekspert z Katedry Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Wyższy popyt, stabilne ceny. Rynek wtórny coraz aktywniejszy po serii cięć stóp procentowych

Wiele wskazuje na to, że rynek wtórny również reaguje na obniżki stóp procentowych. Jak wskazują dane Otodom, w październiku zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki wzrosło o 4% w porównaniu z wrześniem i o 8% rok do roku. Ceny utrzymują stabilny poziom, a w niektórych miastach takich jak Warszawa średnie stawki ofertowe są nawet o ponad 900 zł/mkw. wyższe niż w przypadku mieszkań od deweloperów. Czy to ​ dobry moment nie tylko dla osób poszukujących własnego „M”, ale także dla właścicieli planujących sprzedaż?

Lekkie odbicie podaży

Według danych Otodom w październiku 2025 roku w siedmiu największych miastach Polski dostępnych było łącznie 45,9 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki, czyli 1,2% więcej niż we wrześniu. Jednak w porównaniu do października 2024 roku oferta skurczyła się o ponad 13%.

-Na rynku deweloperskim wciąż obserwujemy wysoką i stabilną ofertę. W siedmiu największych polskich miastach dostępnych jest ponad 62 tys. mieszkań, a łączna pula wraz z rezerwacjami przekracza 68,5 tys. lokali. To w dużej mierze efekt zwiększonej liczby publikowanych ogłoszeń po wejściu w życie przepisów o jawności cen oraz powrotu do sprzedaży mieszkań wcześniej zarezerwowanych. Z kolei na rynku wtórnym dostępność jest niższa i wynosi niespełna 46 tys. ofert. W październiku nastąpiło jednak lekkie odbicie, które przerwało spadkowy trend obserwowany przez trzy poprzednie miesiące – podkreśla Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Największe spadki oferty w ujęciu rocznym widoczne były w dużych aglomeracjach. Wrocław, który jeszcze rok temu był jednym z najbardziej aktywnych rynków wtórnych, odnotował spadek podaży aż o 28% r/r. W Krakowie ubyło 16,5% ofert r/r, a w Warszawie blisko 12% r/r. W Trójmieście i Poznaniu skala zmian jest łagodniejsza, ale trend pozostaje spadkowy.

Na tym tle wyróżniają się Katowice, które jako jedyne z badanych miast odnotowały wzrost oferty mieszkań z drugiej ręki. W październiku 2025 roku liczba ogłoszeń sprzedaży lokali na rynku wtórnym wzrosła tam o ponad 3% w porównaniu z wrześniem. Jeszcze bardziej znacząca jest zmiana rok do roku i w porównaniu z październikiem 2024 podaż zwiększyła się o ponad 6%.

Dobry moment na sprzedaż?

Październik 2025 roku przyniósł wzrost zainteresowania mieszkaniami z drugiej ręki. Popyt, mierzony liczbą odpowiedzi na ogłoszenia w serwisie Otodom, zwiększył o 4 %względem września, a w ujęciu rocznym o ponad 8%.

– Jedną z głównych przyczyn rosnącego zainteresowania mieszkaniami na rynku wtórnym jest seria obniżek stóp procentowych i towarzysząca jej poprawa warunków kredytowania. Co ciekawe, na rynku pierwotnym duży wzrost aktywności kupujących był zauważalny już we wrześniu – deweloperzy odnotowali wtedy aż 26-procentowy wzrost sprzedaży względem sierpnia, osiągając najwyższy wynik od niemal dwóch lat. Wiele wskazuje na to, ​ że ten impuls na rynku wtórnym zaczął działać nieco później – komentuje Agata Stachowiak.

W ujęciu rocznym wzrost zainteresowania mieszkaniami z rynku wtórnego objął wszystkie analizowane miasta. Liderem okazał się Poznań, gdzie liczba odpowiedzi na ogłoszenia zwiększyła się o ponad 13% r/r. Trójmiasto odnotowało 11-procentowy wzrost, a Łódź blisko 10-procentowy. W Warszawie popyt był wyższy o prawie 8% niż przed rokiem, natomiast w Katowicach i Krakowie wzrosty oscylowały wokół 7% r/r. Najmniejszą, choć nadal dodatnią dynamikę, odnotowano we Wrocławiu (+4% r/r).

Na tle rocznego trendu dane miesięczne pokazują bardziej zróżnicowany obraz. Największy wzrost popytu miał miejsce w Warszawie (+8% m/m). W pozostałych miastach zmiany były mniej dynamiczne – w Trójmieście, Łodzi i Poznaniu popyt wzrósł o 3% m/m, a we Wrocławiu o 2% m/m. Natomiast niewielki spadek zanotowano jedynie w Krakowie (-3% m/m).

-Najnowszy „Monitor nastrojów klientów nieruchomości” Otodom potwierdza silną pozycję rynku wtórnego – aż 50% respondentów wskazuje go jako preferowany, a kolejne 27% nie wyklucza zakupu mieszkania z drugiej ręki. Poprawiające się warunki kredytowe sprzyjają zarówno kupującym, jak i sprzedającym. Warto jednak pamiętać, że entuzjazm po serii obniżek stóp procentowych może stopniowo słabnąć, a część kupujących może wstrzymywać decyzje do momentu większej stabilizacji warunków kredytowych. Dodatkowo, końcówka roku to czas promocji u deweloperów, co może przyciągać kupujących bez preferowanego segmentu rynku – zauważa Agata Stachowiak.

Z drugiej ręki nie zawsze taniej ​

Z jakim wydatkiem muszą się liczyć planujący zakup własnego M z drugiej ręki? ​ W październiku 2025 roku średnia cena ofertowa mieszkań na rynku wtórnym w siedmiu największych polskich miastach wyniosła ok. 14, 9 tys. zł/mkw., czyli niemalże tyle samo co we wrześniu i blisko 12% więcej niż rok wcześniej.

Najdroższym rynkiem wtórnym pozostaje Warszawa, gdzie za mkw. mieszkania trzeba zapłacić średnio 18,3 tys. zł. Na kolejnych miejscach plasują się Kraków z ceną 16,8 tys. zł/mkw. oraz Trójmiasto zbliżające się do 16 tys. zł/mkw. Z kolei najniższe średnie stawki obowiązują w Łodzi, gdzie cena wynosi ok. 8,7 tys. zł/mkw. oraz w Katowicach (9,5 tys. zł/mkw.).

Co ciekawe, w Warszawie i Krakowie mieszkania z drugiej ręki są droższe niż nowe lokale od deweloperów. W stolicy różnica wynosi aż 936 zł/mkw. na korzyść rynku deweloperskiego, natomiast w Krakowie jest to 270 zł/mkw. Odwrotna sytuacja występuje w pozostałych pięciu analizowanych miastach, gdzie ceny ofertowe nowych mieszkań są wyższe. Różnice bywają znaczące. W Katowicach nowy lokal kosztuje przeciętnie ponad 3,1 tys. zł/mkw. więcej niż mieszkanie z rynku wtórnego. W Łodzi przewaga rynku pierwotnego wynosi ponad 2,5 tys. zł/mkw., a w Poznaniu przekracza 1,5 tys. zł/mkw.

Polska z rekordowymi rezerwami złota. Do celu NBP brakuje już tylko 4%

0

Po kolejnych – październikowych – zakupach złota Narodowy Bank Polski ma dziś ponad 530 ton złota o wartości przekraczającej 251 mld zł, co stanowi niemal 26% łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. Co istotne, Polska staje się jednym z najważniejszych nabywców złota na świecie, wyprzedzając nawet Europejski Bank Centralny. Do osiągnięcia niedawno wyznaczonego celu – 30% złota w całkowitych rezerwach państwowych – brakuje już tylko 4%. Czy jest szansa, że domkniemy ten wynik jeszcze w tym roku?

Narodowy Bank Polski posiada dziś ponad 530 ton złota o wartości przekraczającej 251 mld zł, co stanowi około 26% łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. Pozostała część rezerw obejmuje 21,2 mld zł w Specjalnych Prawach Ciągnienia (SDR), 5,3 mld zł w transzy rezerwowej w MFW oraz aż 692,1 mld zł w pozostałych aktywach rezerwowych. W efekcie w ostatnich latach struktura rezerw walutowych Polski przeszła głęboką transformację. Polska dołączyła do grona państw, które świadomie ograniczają udział aktywów opartych wyłącznie na walutach i obligacjach państw zachodnich. To odpowiedź na świat, w którym bankowość centralna musi brać pod uwagę scenariusze jeszcze niedawno uznawane za political fiction: globalną recesję, rozszerzenie wojny za naszą wschodnią granicę, blokadę systemów rozliczeniowych czy użycie sankcji jako narzędzia nacisku politycznego.

Decyzja o 30-procentowym udziale złota nie wynika więc z ideologii ani ostentacji. Wynika z chłodnej analizy tego, że polskie bezpieczeństwo finansowe — tak jak każdej gospodarki granicznej NATO — musi posiadać twardy, niezależny ekonomiczny kręgosłup. Kręgosłup odporny na turbulencje dolara, euro czy rynków długu. Złoto – pod warunkiem przechowywania pod własną kontrolą – ma tę wyjątkową cechę, że nie jest niczyją obietnicą. Nie można go zablokować, anulować, wyzerować. Nie zależy od decyzji ani jednego rządu, ani jednego banku. Do nowego celu brakuje nam 4% – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Po czterech miesiącach przerwy, zakupy złota w NBP wyraźnie się ożywiły, bo tylko w samym październiku zwiększono rezerwy kruszcu o niemal 15 ton. Jeśli takie tempo się utrzyma, podobnie jak obecne wyceny, może się okazać, że już na przełomie roku NBP osiągnie 30% udział złota w rezerwach.

Warto wiedzieć, że badania portfelowe prowadzone przez Bank of America pokazują, że największą efektywność oraz realną odporność na kryzysy osiągają państwa utrzymujące około 30% rezerw właśnie w złocie. To poziom, który historycznie chronił majątek narodowy w czasach wojen, przewrotów walutowych i destabilizacji systemowej. W obliczu narastających napięć na świecie — od Morza Południowochińskiego po Bliski Wschód — ta liczba przestaje być teorią ekonomiczną, a staje się praktycznym standardem bezpieczeństwa. Dziś można już z pełnym przekonaniem powiedzieć: świat wszedł w fazę budowy rezerw opartych na aktywach odpornych na polityczny szantaż. Złoto jest w centrum tej zmiany.

UJ opracował metodę zwiększania wiązania CO₂ w materiałach budowlanych dzięki odpadom z oczyszczalni

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali sposób zwiększenia zdolności materiałów budowlanych do naturalnego wiązania dwutlenku węgla z atmosfery. Opracowana metoda wykorzystuje łatwo dostępny materiał, który jest… odpadem. Daje to możliwość obniżenia kosztów materiałów budowlanych, zwiększając szanse na szersze wykorzystanie nowego rozwiązania w praktyce przemysłowej.

W ocenie naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowane rozwiązanie ma potencjał do zastosowania w skali przemysłowej. Przede wszystkim dlatego, że do uzyskania efektu środowiskowego, o który zabiega branża budowlana, wystarczy wykorzystanie łatwo dostępnego materiału odpadowego, jakim jest popiół ze spalania osadów ściekowych pochodzących z oczyszczalni. W przyszłości może to stanowić prosty i efektywny sposób na ograniczenie śladu węglowego w budownictwie, przy racjonalnym zagospodarowaniu odpadów. Nowe rozwiązanie może też przyczynić się do obniżenia kosztów materiałowych, co dodatkowo zwiększa jego potencjał wdrożeniowy w sektorze budowlanym.

Badania prowadzone były wspólnie przez prof. Monikę Kasinę oraz mgr. Adama Wierzbickiego.

Popiół z osadów ściekowych

Rozwiązanie polega na wykorzystaniu popiołu pochodzącego ze spalania osadów ściekowych – ISSA (z ang. Incinerated Sewage Sludge Ash), który jest sklasyfikowany jako odpad inny niż niebezpieczny. Trzeba podkreślić, że osady ściekowe muszą być utylizowane, podobnie jak popiół ISSA. W opracowanej na UJ metodzie mamy więc do czynienia z wykorzystaniem kłopotliwego materiału do pożytecznych celów. Zastosowanie ISSA pozwoli nie tylko ograniczyć jego ilość kierowaną na składowiska, ale też zmniejszyć zapotrzebowanie na czysty cement zużywany do produkcji materiałów. Rezultatem środowiskowym może być redukcja emisji CO₂ związanej z produkcją cementu. Dodatkową zaletą jest to, że ISSA powstaje przez cały rok w zbliżonych ilościach – jest więc stabilne źródło surowca potrzebnego do zastosowania opracowanej metody.

ISSA powstaje w wyniku spalania odsączonych osadów ściekowych w wysokich temperaturach (około 900 stopni Celsjusza) w specjalnych piecach fluidalnych. Jako materiał charakteryzuje się stabilnym i powtarzalnym składem mineralnym o stałych właściwościach, dzięki czemu może być bezpiecznie stosowany jako dodatek do materiałów budowlanych na bazie cementu. ISSA ma charakterystyczny, bogaty skład mineralny – zawiera m.in. fazy węglanowe, krzemianowe i fosforanowe bogate w wapń, które mogą sprzyjać procesowi naturalnej karbonatyzacji.

Po dodaniu ISSA do cementu w odpowiedniej proporcji, cement wykazuje większą zdolność do wiązania dwutlenku węgla z powietrza w postaci dobrze wykrystalizowanych węglanów wapnia (CaCO₃). Węglany te wypełniają mikrostrukturę cementu, zmniejszając jego porowatość i przepuszczalność. Dodatek popiołu ISSA nie zaburza przebiegu procesu wiązania i twardnienia materiału, co potwierdzono w badaniach jego właściwości technologicznych.

Korzyści dla środowiska i przemysłu dzięki zastosowaniu odpadu

ISSA oferuje nowe możliwości w zakresie zwiększania intensywności naturalnej karbonatyzacji w materiałach na bazie cementu. W odpowiednio dobranych proporcjach wspiera on proces wiązania dwutlenku węgla z powietrza. To rozwiązanie w oczywisty sposób wpisuje się w ideę zielonej gospodarki i jednocześnie społeczną odpowiedzialność biznesu, ponieważ umożliwia racjonalne wykorzystanie odpadu przemysłowego w sposób korzystny zarówno dla środowiska, jak i dla przemysłu – wyjaśnia dr hab. Monika Kasina, prof. UJ.

Jak dodaje naukowczyni, materiał na bazie cementu z dodatkiem ISSA zachowuje swoje właściwości użytkowe i parametry jakościowe, co potwierdzono już w przeprowadzonych na UJ badaniach.

– Od roku współpracujemy z partnerem z rynku, który wytwarza i dostarcza beton. Wspólnie przeprowadziliśmy badania eksperymentalne i testy na zaprawach zawierających różne udziały dodatku ISSA, kontrolując wytrzymałość na ściskanie oraz inne parametry technologiczne. Po sześciu miesiącach prób wyniki pokazują, że wymagane parametry technologiczne są zachowane – mówi Adam Wierzbicki z UJ, współtwórca nowej metody wzbogacania cementu.

Kluczowa dla wdrożenia technologii wydaje się jednak korzyść ekonomiczna. Poprzez fakt dodania popiołu do mieszanek na bazie cementu, do produkcji wyrobów trzeba zużyć proporcjonalnie mniej czystego cementu. Pozwala to nie tylko ograniczyć zużycie surowców pierwotnych (co przekłada się na zmniejszenie śladu węglowego), ale także na potencjalne obniżenie kosztów materiałowych, a to stanowi konkretną przewagę konkurencyjną – potencjalnie w postaci zwiększenia marży lub możliwości rywalizowania niższymi cenami produktów.

Mniej CO2 w atmosferze dzięki naturalnej karbonatyzacji

W przeprowadzonych badaniach wykazano, że materiały na bazie cementu z dodatkiem popiołu ISSA wykazują zwiększoną zdolność do wiązania dwutlenku węgla w porównaniu z materiałami bez tego dodatku. Z obliczeń wynika, że zawartość związanego CO₂ była średnio o około 24 kilogramy większa na każdą tonę materiału niż w próbkach referencyjnych bez dodatku popiołu. Jednocześnie analiza wykazała wzrost zawartości CaCO3 w warunkach laboratoryjnych o około 13–16% objętościowych po karbonatyzacji. Na to, w jakim tempie to przebiega, mają wpływ różne czynniki zewnętrzne.

– Skuteczność karbonatyzacji zależy od czynników środowiskowych, przede wszystkim od dostępu powietrza, temperatury i wahań wilgotności. Najlepsze efekty obserwuje się w warunkach umiarkowanego, ciepłego klimatu, gdzie cykliczne zmiany wilgotności sprzyjają powstawaniu dobrze wykrystalizowanych, stabilnych węglanów wapnia. – dodaje prof. Monika Kasina.

Z tego względu materiały na bazie cementu z dodatkiem ISSA najlepiej sprawdzą się w elementach mających kontakt z atmosferą, takich jak tynki, posadzki, schody czy elementy dekoracyjne. Ze względu na przyspieszoną karbonatyzację nie są one jednak przeznaczone do konstrukcji zbrojonych, gdzie zwiększona zawartość CO₂ mogłaby sprzyjać korozji stali

Czas na transfer technologii

Metoda opracowana na UJ została zgłoszona do ochrony patentowej. Centrum Transferu Technologii CITTRU UJ, które odpowiada za komercjalizację tej technologii, poszukuje partnerów z branży budowlanej, zainteresowanych współpracą przy dalszym rozwoju technologii.

– Metodę warto poddać jeszcze innym testom, które pozwolą dokładnie ocenić parametry jakościowe materiałów z domieszką ISSA po upływie dłuższych okresów. Zespół naukowy ma w planie takie eksperymenty prowadzić, natomiast chcielibyśmy je realizować wspólnie z partnerami branżowymi. Jedną z opcji jest udzielenie licencji lub nawet sprzedaż praw do tej technologii graczowi z branży budowlanej – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU UJ.

Więcej o poszukiwaniu zielonych innowacji

Jednym z elementów przeciwdziałania zmianom klimatycznym jest wdrażanie nowych rozwiązań w branży budowlanej. Na świecie prowadzone są intensywne prace badawcze nad technologiami, które pozwolą ograniczyć emisje dwutlenku węgla w produkcji materiałów. Prace realizowane na Uniwersytecie Jagiellońskim wpisują się w ten trend, oferując podejście, które łączy recykling odpadu, redukcję śladu węglowego oraz trwałość wyrobów na bazie cementu.

W tego rodzaju nowych technologiach ważne jest też to, by pozwalały produkować innowacyjny cement i beton przy relatywnie niskich kosztach. Dzięki temu rośnie szansa na to, że znajdą one powszechne zastosowane, ponieważ materiały będą konkurencyjne cenowo.

Rynek magazynowy w Polsce po 3Q 2025: wysoki popyt, dominacja renegocjacji, słabsza aktywność deweloperów

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2025 roku. Poziom aktywności najemców w okresie styczeń – wrzesień wzrósł o prawie 20% r/r, ale był zdominowany przez renegocjacje. Aktywność deweloperska lekko odbiła w porównaniu do pierwszego półrocza, lecz nadal wpisuje się w trend spadkowy.

POPYT: aktywność najemców na wysokim poziomie

W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie przemysłowe osiągnął poziom ponad 4,54 mln mkw., co oznacza wzrost o 19% rok do roku oraz 7% powyżej średniej dla analogicznego okresu z lat 2020-2024, kiedy aktywność najemców wynosiła ok. 4,24 mln mkw., komentuje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield.

Struktura popytu pozostaje zdominowana przez renegocjacje, które odpowiadają za 52% wolumenu transakcji najmu. Choć ich udział nieznacznie spadł kwartał do kwartału, trend ten wpisuje się w obserwowaną od drugiej połowy 2022 roku tendencję wzrostu udziału odnowień – z około 30% w latach 2012-2021 do 40% w latach 2023-2024 i do spodziewanych około 50% pod koniec 2025 roku.

Wolumen nowych umów i ekspansji w okresie styczeń-wrzesień wyniósł blisko 2,2 mln mkw., z czego 480 000 mkw. przypadło na pierwszy kwartał, 863 000 mkw. na drugi, a 850 000 mkw. na trzeci. W ujęciu rocznym oznacza to spadek o 7%. Jednocześnie warto zauważyć, że struktura popytu coraz wyraźniej przesuwa się w stronę projektów niestandardowych, realizowanych na indywidualne zamówienie. Równolegle wzrasta znaczenie automatyzacji procesów logistycznych – firmy coraz częściej wymagają wdrożenia zaawansowanych technologii, co może w dłuższej perspektywie zmienić geografię inwestycji i otworzyć nowe lokalizacje poza największymi aglomeracjami, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

PODAŻ: umiarkowane odbicie aktywności deweloperów

W III kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli blisko 400 000 mkw. nowej powierzchni magazynowej, dzięki czemu całkowite zasoby rynku wyniosły około 36,45 mln m². Największe zasoby nieruchomości obecnie są zgromadzone w trzech województwach: mazowieckim (prawie 7,3 mln mkw.), śląskim (blisko 6,2 mln mkw.) oraz dolnośląskim (5,30 mln mkw.).

Na zakończenie trzeciego kwartału 2025 roku wolumen powierzchni w budowie wyniósł 1,56 mln mkw., co oznacza lekkie odbicie względem pierwszego półrocza, jednak wciąż wpisuje się w obserwowany trend spadkowy i wynosi o 20% mniej niż rok wcześniej. Udział inwestycji spekulacyjnych to obecnie 45%, co przekłada się na 706 000 mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia, wskazując na umiarkowany optymizm deweloperów wobec przyszłego popytu, komentuje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Region Mazowsza pozostaje liderem pod względem aktywności deweloperskiej – odpowiada za 34% krajowego wolumenu powierzchni w budowie. Wysoką aktywność wykazują również województwa pomorskie (14%), śląskie (12%) oraz dolnośląskie (8%). Cztery wymienione województwa odpowiadają za prawie 70% całkowitej powierzchni w realizacji w Polsce.

Od lipca do września rozpoczęto realizację prawie 480 000 mkw. nowych inwestycji przemysłowych, a największą aktywność odnotowano w województwach mazowieckim – 147 000 mkw. oraz łódzkim – 65 000 mkw. Ograniczenie aktywności deweloperskiej, zwłaszcza w zakresie powierzchni spekulacyjnej, powoduje większe zainteresowanie najemców inwestycjami będącymi w trakcie realizacji, dodaje Renata Krzyżanowska, Associate, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: stabilne, ale nierównomierne

W III kwartale 2025 roku dostępna powierzchnia magazynowa w Polsce wyniosła 2,98 mln mkw., co przekłada się na wskaźnik pustostanów na poziomie 8,2%. Oznacza to niezmienny poziom względem poprzedniego kwartału oraz delikatny 0,2 pkt proc. wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w województwach lubuskim (17,2%), świętokrzyskim (17,2%) oraz lubelskim (13,2%). Z kolei najniższy poziom pustostanów utrzymuje się w regionach o ograniczonej podaży – opolskim (0%) i podlaskim (0%), a także zachodniopomorskim (2,1%).

Mniejszy udział inwestycji spekulacyjnych powinien ograniczać dalszy wzrost pustostanów, stabilizując rynek i wspierając jego równowagę w kolejnych kwartałach.

CZYNSZE: stawki czynszu bez zmian

W III kwartale 2025 roku poziom czynszów pozostał stabilny – rynek nie odnotował istotnych zmian. Większe możliwości negocjacyjne dla najemców w postaci korzystniejszych zachęt poza czynszowych obserwowane są głównie na rynkach z wysokim poziomem pustostanów.

Globalne rynki w czerwieni – akcje, krypto i sentyment pod mocną presją

Indeksy giełdowe pogłębiają spadki, a te rodzą pytania o kondycję rynku kapitałowego na koniec roku. Negatywny sentyment omija jeszcze rynek walutowy, ale napływające wreszcie systematycznie dane makro z USA mogą jeszcze rozkręcić zmienność na FX. Zniżki rozkręcają się za to na kryptowalutach, Bitcoin najniżej od kwietnia.

Czerwone morze giełdowe

Niektórzy już przygotowywali się do rajdu Św. Mikołaja, ale na razie renifery nie chcą wyjść ze stajni. Połowa listopada przebiega pod dyktando niedźwiedzi na rynkach kapitałowych. Poniedziałkowa sesja skończyła się ok. 1% spadkami głównych indeksów Wall Street. Negatywny sentyment nie tyle rozlał się, co wręcz wystrzelił w trakcie azjatyckiej sesji. Niewinnie wyglądał tylko Mumbaj, który skorygował się o drobne 0,2%. Potem był Szanghaj ze spadkiem o 0,8% i wreszcie nadszedł pogrom. Po 2% straciły Hongkong i Sydney, a to i tak była tylko przygrywka. Prawdziwy armagedon dotknął Seulu i Tokio, gdzie indeksy spadły o ponad 3%. Bez niespodzianek wygląda otwarcie w Europie. Główne indeksy Starego Kontynentu tracą przed godz. 10 powyżej 1%, a za nimi podążą warszawski WIG20.

Za najważniejsze przyczyny tak mocnego pogorszenia sentymentu podawane jest schłodzenie nastrojów wokół sektora technologicznego, który od miesięcy (jeśli nie kwartałów) w dużej mierze ciągnął globalne rynki. W Azji dochodzą do tego rosnące napięcia geopolityczne (na linii Chiny-Japonia), a także obawy o skuteczność zapowiadanej ekspansji fiskalnej ze strony nowej premierki Kraju Kwitnącej Wiśni. Sanae Takaichi miała dziś rozmawiać z szefem Banku Japonii Kazuo Uedą, ale jeszcze nie znamy efektów tego spotkania. Natomiast cały globalny rynek kapitałowy czeka na jutrzejsze wyniki kwartalne Nvidii, czyli spółki, którą można uznać za kręgosłup boomu AI. Również w środę zobaczymy zapiski z ostatniego posiedzenia amerykańskiej władzy monetarnej, którym jednak trudno będzie zauważalnie wpłynąć na nastroje. Wszystko przez nadchodzące i długo wyczekiwane dane makro z USA. Już dziś będzie to produkcja przemysłowa, ale kluczowe dla inwestorów będą czwartkowe odczyty z rynku pracy.

Flauta na FX

Pewnym stabilizatorem dla rosnącej niepewności na giełdach może być w dalszym ciągu rynek walutowy. Tutaj po osłabieniu dolara w zeszłym tygodniu, początek aktualnego wskazuje na stabilizację. Kurs EUR/USD trzyma się blisko 1,16 $ i zarazem wielosesyjnych średnich. Na szczęście wciąż nie widać ucieczki z walut EM, chociaż tutaj szczególnie należy uwzględnić siłę naszego regionu. Taki stan rzeczy może być wskazówką, że przy aktualnych globalnych zawirowaniach Europa prezentuje się jako ostoja stabilności. W tych warunkach swoją świetną kondycję cały czas potwierdza polski złoty. We wtorkowy poranek kurs euro znajduje się lekko powyżej 4,23 zł, kurs dolara nie przekracza 3,54 zł, kurs franka to 4,59 zł, a kurs funta wynosi 4,80 zł.

Sztorm na krypto

Rzadko zaglądamy na rynek kryptowalut, ale tutaj także dzieją się coraz ciekawsze rzeczy, chociaż mało pozytywne. Część obserwatorów określa krypto jako barometr ogólnorynkowych nastrojów, co w takim wypadku powinno rozpalić wszystkie czerwone lampki. Kurs Bitcoina szykuje się do 8. spadkowej sesji z rządu i próbuje naruszyć okrągłe 90 tys. USD, czyli tylko w ostatnie 10 dni stracił blisko 10%. Wszystko aktualnie działa przeciw najpopularniejszej kryptowalucie. Pogorszenie sentymentu, odpływ kapitału z ETF-ów, automatyczne zamykanie pozycji przy wybijaniu kolejnych wsparć. Część analityków zwraca jednak również uwagę na cykliczność tego rynku, który właśnie teraz powinien przechodzić w fazę zniżkową. W takim układzie ruch spadkowy może doprowadzić BTC przynajmniej w pobliże 74 tys. USD. Aktualnie Bitcoin jest najniżej od kwietnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja na temat stóp procentowych

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Nadzieje kontra rzeczywistość: jakie szanse na rajd Świętego Mikołaja w tym roku?

Końcówka roku coraz bliżej, a wraz z nią nadzieje inwestorów na tradycyjny wzrostowy impuls na giełdach. Mowa oczywiście o Rajdzie Świętego Mikołaja lub szerzej o rajdzie końcówki roku. Czy w tym roku się wydarzy? To wciąż niewiadoma. Z jednej strony mamy wiarę w kontynuację hossy, podpartą dobrymi wynikami spółek, z drugiej rosnące obawy o przewartościowanie rynku i możliwe korekty. Taka mieszanka emocji może oznaczać wzrost zmienności i większe znaczenie strategii defensywnych.

Od początku roku inwestorzy nie mogą narzekać. Indeks S&P 500 zyskał około 14 proc., a WIG20 wzrósł aż o prawie 33 proc. Obie stopy zwrotu znacząco przekraczają historyczne średnie. Te wyniki budzą pokusę, by wycisnąć jeszcze więcej przed zamknięciem roku, ale też wskazują na zwiększone ryzyko korekty. Oczekiwanie na rajd może prowadzić do mniej racjonalnych decyzji, szczególnie gdy inwestorzy zaczynają działać pod wpływem emocji i nie chcą przegapić ewentualnych wzrostów.

Pozytywny obraz rynku wzmacniają dobre wyniki amerykańskich spółek. Sezon raportów kwartalnych okazał się solidny, a prognozy na 2026 rok mówią o dalszym wzroście zysków – średnio o 13 proc. dla firm amerykańskich i 9 proc. dla europejskich. W 2027 roku Europa może jednak częściowo nadrobić dystans, bowiem oczekiwane wzrosty wynoszą odpowiednio 10,8 proc. i 11,7 proc. To pokazuje, że europejskie akcje nie powinny znikać z radarów inwestorów.

Grudzień historycznie pozostaje dobrym miesiącem dla giełd, a mniejsza liczba transakcji w okresie świątecznym potrafi wzmocnić nawet umiarkowany optymizm. Do tego dochodzą działania funduszy, które porządkują portfele, a także wzrost apetytu na ryzyko w odpowiedzi na oznaki uspokojenia sytuacji geopolitycznej. Tło makroekonomiczne również wspiera rynek. Inflacja jest pod kontrolą, a amerykańska polityka celna nie wywołała nowej fali wzrostów cen. To stwarza przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych.

Mimo to trudno zignorować potencjalne zagrożenia. Indeks S&P 500 znajduje się obecnie na najwyższym poziomie forward P/E od ponad pięciu lat. Wynosi około 23, podczas gdy średnia z ostatniej dekady to 18,6. Euforia wokół sztucznej inteligencji napędza wyceny, ale wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy te inwestycje rzeczywiście zostaną w pełni spieniężone.

Ostrzeżeniem może być przykład znanego inwestora Michaela Burry’ego, który postawił na spadki akcji spółek AI, takich jak Nvidia czy Palantir. Choć jego decyzje nie oznaczają końca wzrostów, są przypomnieniem, że rynek bywa przewrotny. Szczególnie gdy brak jasnych sygnałów z gospodarki, a dane makroekonomiczne, jak te z amerykańskiego rynku pracy, pojawiają się z opóźnieniem. Po niedawnym przestoju administracji w USA wciąż nie wszystko działa płynnie, co tylko zwiększa niepewność.

Nie ma też pewności co do grudniowej decyzji Fed. Szanse na obniżkę stóp wynoszą dziś zaledwie 53 proc., a jeszcze niedawno rynek był niemal przekonany, że do niej dojdzie. Wyceny pozostają wysokie, co oznacza, że każda negatywna niespodzianka może wywołać gwałtowną reakcję.

Niepewność to stały element rynku. W takich warunkach kluczowe staje się zarządzanie ryzykiem. Warto zadbać o elastyczny portfel, zabezpieczenia i regularne przeglądanie pozycji. Dotyczy to zwłaszcza aktywnych inwestorów, ale także tych długoterminowych, którzy powinni sprawdzać, czy ich portfel odpowiada aktualnym warunkom rynkowym.

Wysokie wyceny nie oznaczają, że rynek się załamie, ale zwiększają wrażliwość na złe dane i informacje. Dlatego potrzebna jest równowaga między chęcią zysku a ostrożnością. W centrum uwagi powinny być spółki jakościowe, które mają realny model biznesowy i potrafią przekuć innowacje w stabilne zyski. Czy rajd końcoworoczny rzeczywiście się wydarzy, czy nie, to dla inwestorów długoterminowych ma mniejsze znaczenie. Oni mogą wykorzystać najbliższy czas, by strategicznie pozycjonować się na 2026 rok.

Wyniki Grupy Murapol po trzech kwartałach 2025 r.

Grupa Kapitałowa Murapol w trzech kwartałach 2025 r. przekazała klientom detalicznym 1 364 lokale w 14 miastach (-20,7% r/r), Przychody ze sprzedaży wyniosły 725,8 mln zł (-7,7% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 124,8 mln zł (-5,3% r/r).

Od stycznia do września 2025 r. Grupa sprzedała łącznie klientom detalicznym 2 237 lokali, w tym 2 112 w ramach umów deweloperskich i przedwstępnych (+1,3% r/r) oraz 125 w ramach opłaconych umów rezerwacyjnych (po wyeliminowaniu rezygnacji). Najwięcej mieszkań sprzedano w Gdańsku – 621, Łodzi – 389 oraz Poznaniu – 225. Mieszkania w cenie poniżej 600 tys. zł, które cieszą się największym zainteresowaniem nabywców, stanowiły blisko 82% całkowitej sprzedaży.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r. Murapol wprowadził do oferty 1 416 lokali w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Toruniu i Siewierzu. Grupa dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach.

Łączna sprzedaż na poziomie ponad 2,2 tys. lokali po dziewięciu miesiącach 2025 roku, przy jednoczesnym wzroście średniej ceny przekazywanego mieszkania o blisko 11%, pokazuje, że utrzymujemy silną pozycję w segmencie popularnym i popularnym premium. Nasza oferta obejmująca blisko 4,1 tys. lokali w 16 miastach odpowiada na potrzeby szerokiej grupy klientów i stanowi solidny fundament realizacji planów. Dobre tempo realizacji projektów pozwala nam utrzymywać wysoki poziom wyników operacyjnych, przy jednoczesnym dalszym wzmacnianiu banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tys. mieszkań w 18 miastach Polski. Nieustannie rozwijamy ofertę, co zapewnia Grupie Murapol elastyczność wobec zmian rynkowych. Wysoki poziom dywersyfikacji geograficznej inwestycji, doświadczenie oraz unikatowy i odporny na zmienne warunki model biznesowy pozwalają nam patrzeć z optymizmem na kolejne kwartały i kontynuować strategię zrównoważonego wzrostu – zaznacza Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Solidne marże i bezpieczna pozycja finansowa

Na koniec trzeciego kwartału 2025 r. Grupa Murapol dysponowała 365,6 mln zł dostępnej gotówki (w tym środków na rachunkach powierniczych), przy długu netto na poziomie 299,4 mln zł.

W ślad za przekazaniem 1 364 lokali (niespełna połowa wolumenu planowanego na ten rok), po trzech kwartałach 2025 roku wygenerowaliśmy zysk EBTDA bliski 190 mln zł oraz zysk netto na poziomie 125 mln zł. Rentowność netto w segmencie deweloperskim wyniosła 18,4%, a sprzedaż zamknęła się wolumenem nieznacznie powyżej 3Q24. Pokazuje to, że na relatywnie trudnym rynku, bogatym w ofertę, na którym klient ma możliwość szerokiego wyboru produktu na różnym etapie zaawansowania budowy, Grupa Murapol konsekwentnie realizuje swoją strategię oraz cele. Czwarty kwartał tego roku, zgodnie z oczekiwaniami, stawia przed nami istotne wyzwania na poziomie planu sprzedaży oraz przekazań, ale jesteśmy na nie gotowi strategicznie i operacyjnie. Solidne fundamenty w postaci oferty dopasowanej do skali i planów sprzedażowych, aktywnego banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tysięcy lokali oraz zdywersyfikowanych źródeł finansowania, pozwalają nam z satysfakcją patrzeć na osiągnięte wyniki finansowe oraz planować dalszy, ambitny rozwój potencjału Grupy w kolejnych latach – mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

Aby zróżnicować źródła finansowania, 29 maja 2025 r. Murapol wyemitował 10 000 niezabezpieczonych obligacji serii 1/2025 o łącznej wartości 100 mln zł.

Grupa zamierza kontynuować politykę dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami zakładającą, że co najmniej 75% skonsolidowanego zysku netto ma trafić na dywidendę.  W 2025 roku łączna dywidenda będzie wynosiła 200,3 mln zł: 80,4 mln dywidendy wypłaconej 24 czerwca 2025 r. oraz 120 mln w formie zaliczki na dywidendę, z planowanym dniem wypłaty dywidendy: 22 grudnia 2025 r.

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 3Q 2025 3Q 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży   725 801   786 323 -7,7%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
   604 584  

685 904

-11,9%
Przychody ze sprzedaży do PRS 121 217    100 419 +20,7%
Zysk brutto ze sprzedaży   242 032    235 451 +2,8%
Marża brutto ze sprzedaży 33,3% 29,9% +3,4 p.p.
EBIT  157 916     159 551 -1,0%
Marża EBIT 21,8% 20,3% +1,5 p.p.
Zysk netto    124 814 131 789 -5,3%
Marża zysku netto 17,2% 16,8% +0,4 p.p.

Silne fundamenty wzrostu

Po dziewięciu miesiącach 2025 r.  portfel projektów w realizacji obejmował 8 014 lokali powstających w 101 budynkach w ramach 28 inwestycji prowadzonych w 15 miastach. Z tego 6 373 lokale Grupa realizowała w segmencie detalicznym, a 1 641 w segmencie PRS.

Zdolność do uzupełniania banku ziemi szybciej, niż postępuje przedsprzedaż stanowi  podstawę do dalszego stabilnego rozwoju Murapolu. Po trzech kwartałach 2025 r. Grupa dysponowała jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach o łącznej powierzchni użytkowej 859,1 tys. mkw.

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 30 września 2025 r.) Grupa zbudowała jeden z najbardziej zdywersyfikowanych geograficznie portfeli inwestycji deweloperskich w Polsce, wprowadzając na rynek łącznie blisko 33,3 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,45 mln mkw. Zrealizowanych zostało 95 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 469 budynków.

Od początku 2025 r. na największych rynkach mieszkaniowych widoczna jest odbudowa oferty deweloperów, a przewaga nowej podaży nad sprzedażą sprzyja stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Rozpoczęty w maju br. cykl obniżek stóp procentowych – z referencyjną stopą NBP na poziomie 4,25% od listopada br. – wspiera zdolność kredytową klientów.

W średnim i długim terminie perspektywy zarówno dla rynku mieszkaniowego, jak i dla Grupy Murapol pozostają korzystne. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych, rosnące wynagrodzenia i poprawa realnej siły nabywczej gospodarstw domowych sprzyjają utrzymaniu popytu. Wsparciem dla rynku pozostaje też stabilizująca się realna cena mieszkań, rosnące zainteresowanie najmem, w tym instytucjonalnym (PRS), oraz wciąż widoczny strukturalny deficyt mieszkaniowy w Polsce.

Dodatkowe finansowanie na start w biznesie – wskazówki i porady

Młodzi przedsiębiorcy często stają przed trudnym wyzwaniem – nie dość, że muszą sprostać formalnościom związanym z otwarciem firmy, to dodatkowo potrzebują zadbać o opłacanie bieżących kosztów, dbanie o płynność oraz inwestowanie na przyszłość. A do tego celu potrzeba środków, których często na początku brakuje, zanim pojawią się klienci i zyski. W takich chwilach potrzeba dodatkowego finansowania – a takie da się uzyskać z różnych źródeł.

Skąd pozyskać pieniądze? Jak wybrać najlepsze źródło finansowania? Czym się kierować podczas podejmowania decyzji finansowych? Na te i inne pytania odpowiadamy poniżej.

Pierwszy krok do pozyskania środków – określenie realnych potrzeb finansowych

Zanim zacznie się poszukiwania źródeł finansowania, warto dokładnie przyjrzeć się swojej sytuacji, by określić realne potrzeby swojego biznesu. Aby to zrobić, trzeba zrozumieć swój cel – nieco inaczej wylicza się zapotrzebowanie na środki w przypadku finansowania bieżącej działalności na starcie firmy niż konkretną inwestycję lub zakup sprzętu do rozwoju przedsiębiorstwa.

Zawsze warto zacząć od wyliczenia wydatków – wlicza się w to zarówno koszty stałe (np. comiesięczne faktury za media, wynajem lokalu, leasingi), ale też rozmaite koszty jednorazowe (choćby rachunki za noclegi w czasie delegacji, zakup sprzętu, budowa strony internetowej). Z pomocą takich obliczeń da się stworzyć pierwszy budżet i określić realne potrzeby firmy na dodatkowe środki.

Dostępne formy finansowania – na co się zdecydować?

Istnieje wiele rodzajów finansowania, z którego mogą skorzystać firmy, nawet w pierwszych miesiącach działalności. Spore zróżnicowanie sprawia, że każdy przedsiębiorca – bez względu na staż na rynku czy profil prowadzonej działalności – może otrzymać dodatkowy zastrzyk środków potrzebnych na utrzymanie biznesu na starcie lub rozwój z myślą o przyszłości.

Jakie źródło finansowania wybrać? Podstawą mogą być oczywiście środki własne, w tym oszczędności czy wsparcie od członków rodziny lub przyjaciół – często są to rozwiązania nie wiążące się z dodatkowymi kosztami (np. opłatami i prowizjami).

Oprócz tego dużą popularnością wśród przedsiębiorców cieszą się kredyty czy pożyczki komercyjne. Najczęściej korzysta się z produktów bankowych. Do dyspozycji są też krótko- i długoterminowe pożyczki od innych instytucji finansowych, jak choćby: Serwaczakowie.pl, a nawet pożyczki od osób fizycznych.

Co jeszcze można rozważyć? Ciekawym rozwiązaniem potrafią okazać się granty i dotacje – z urzędu pracy, rządowych programów krajowych czy Unii Europejskiej. Warto śledzić bieżące propozycje.

Coraz więcej osób interesuje się też takimi rozwiązaniami, jak fundusze inwestycyjne, aniołowie biznesu i crowdfunding. Szczególnie sprawdza się to w przypadku biznesów innowacyjnych, ze sporym potencjałem wzrostu.

Wybieramy źródła finansowania – czym się kierować?

Zanim podejmie się decyzję o skorzystaniu z konkretnej formy finansowania, warto dobrze przyjrzeć się dostępnym opcjom, by nie tylko poznać szczegóły oferty, ale też ocenić potencjalne ryzyko związane z pozyskaniem środków, dopasowując rozwiązanie do specyfiki swojego biznesu (działalność sezonowa, biznes na etapie rozwoju etc.). Koniecznie trzeba dokładnie przekalkulować koszty, ocenić swoje możliwości względem ewentualnej spłaty i opłacalność metody pozyskiwania pieniędzy.

Gdy już podejmie się decyzję o konkretnej metodzie finansowania, należy zapoznać się z niezbędnymi formalnościami – dokumentami, jakie trzeba zebrać i przedstawić, kolejnymi ścieżkami procesu, zanim otrzyma się pozytywną decyzję. W przypadku dotacji, crowdfundingu czy aniołów biznesu powinno się również zastanowić się, jak skutecznie przedstawić swoje mocne strony i potencjał do rozwoju z pomocą otrzymanych środków.

Po uzyskaniu finansowania trzeba oczywiście nieustannie monitorować przepływ pieniędzy, optymalizować koszty i kontrolować rozliczenia, by zachować pełne bezpieczeństwo i klarowność działania.

Różne źródła finansowania dla biznesu – podsumowanie

Dobrze dobrane finansowanie na start to dźwignia do rozwoju biznesu. Należy dobrać je z głową, przygotować się do otrzymania środków, a później działać zgodnie z ustalonym planem. To szansa na większy sukces w przyszłości.