Wrześniowe posiedzenie RPP: jastrzębie cięcie czy pauza w cyklu obniżek?

Czy Rada Polityki Pieniężnej może nas zaskoczyć brakiem cięcia, pomimo jasnego konsensusu? Zdecydowana większość ekonomistów wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na cięcie stóp procentowych we wrześniu o 25 punktów bazowych.

W konsensusie Bloomberga jedynie 2 głosy wskazują na utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Rada Polityki Pieniężnej ma bardzo dużo argumentów za tym, aby dokonać kolejnej obniżki w tym roku, po dwóch wcześniejszych, które miały miejsce w maju oraz lipcu. Inflacja CPI za sierpień spadła do poziomu 2,8% r/r przy poprzednim odczycie rzędu 3,1% r/r, co było spadkiem mocniejszym od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym inflacja spadła o jedną dziesiątą procenta. Warto wspomnieć, że inflacja spadła znacząco już w lipcu z 4,1% r/r w czerwcu, co związane było z wysoką bazą z zeszłego roku w związku z częściowym wygaśnięciem tarcz związanych z cenami energii. Oprócz tego dynamika płac spadła znacząco do 7,6% za lipiec z poziomu 9,0% r/r za czerwiec.

Czy ceny energii odbiją?

Czy teraz jednak RPP może zaskoczyć i utrzymać stopy procentowe bez zmian? Warto wspomnieć, że prezydent Karol Nawrocki zawetował w ostatnim czasie ustawę wiatrakową, w której mieliśmy zapisy dotyczące mrożenia cen energii. Jeśli nie uda się w tym miesiącu przegłosować i podpisać innej ustawy, ceny energii mogą skoczyć od października. Również ceny rynkowe odbiły w ostatnim czasie, choć przez większość wakacji ceny hurtowe pozostawały wyraźnie niżej niż ceny wynikające z obecnej taryfy. Warto podkreślić, że profesor Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ceny energii będą jednymi z najważniejszych w kontekście podejmowania decyzji o wysokości stóp procentowych. Niemniej nawet przy odmrożeniu cen energii, odbicie inflacji na koniec tego roku powinno być ograniczone.

Czy mocne wydatki rządowe stanowią problem dla inflacji?

Niemniej RPP ma kolejny argument ku temu, aby jeszcze wstrzymać się z decyzją o obniżce. Jest to budżet na przyszły rok, który zakłada bardzo wysokie wydatki, które niosą za sobą wciąż bardzo wysoki deficyt. Wysokie wydatki rządowe mogą stymulować inflację. Niemniej, zdaniem Wnorowskiego, detale dotyczące budżetu nie powinny stanowić przeszkody w decyzji o cięciu stóp procentowych. Deficyt pozostaje wysoki, głównie za sprawą wydatków na obronność.

Co mówią członkowie RPP?

Od lipcowego posiedzenia mieliśmy jedynie dwie znaczące wypowiedzi ze strony członków RPP. Henryk Wnorowski sugeruje cięcie stóp procentowych o 25 punktów bazowych i następnie wstrzymanie się z kolejnymi decyzjami. Taka decyzja wpisywałaby się w scenariusz obniżki 100 punktów bazowych w tym roku łącznie, po obniżkach w maju oraz lipcu. Prof. Adam Glapiński również sugerował w ostatnim czasie, że taka decyzja mogłaby mieć miejsce we wrześniu. Wnorowski dodaje również, że widzi scenariusz, w którym Rezerwa Federalna również dokona obniżki stóp o 25 punktów bazowych, co będzie pierwszą obniżką w tym roku. Wnorowski wskazuje również, że wrzesień może być ostatnim momentem, który daje możliwość na obniżkę, gdyż późniejsze dane mogą nie być już tak zachęcające. Jeśli taka sytuacja faktycznie miałby mieć miejsce, decyzja z 3 września mogłaby być traktowana jako “jastrzębie cięcie”.

O stopach wypowiadała się również Iwona Duda z RPP. Jej zdaniem RPP powinna poczekać z obniżką, ale nie wyklucza takiego ruchu na wrześniowym posiedzeniu. Duda mówiła również o tym, że poprzednie obniżki nie były cyklem, a jedynie dostosowaniem stóp procentowych do realiów. Niemniej warto zauważyć, że Duda wielokrotnie mówiła o inflacji, która po sierpniowym odczycie daje pretekst do obniżki stóp procentowych.

Oczekiwania rynkowe na stopy procentowe

Obecnie kontrakty na stopy procentowe sugerują obniżkę w trakcie wrześniowego posiedzenia, ale oczekiwania na dalsze cięcia w tym roku zostały wyraźnie zredukowane. Niemniej w przeciągu najbliższych 6 miesięcy oczekuje się zejścia stóp procentowych do ok. 4,5%

Wcześniej mówiło się również o tym, że RPP mogłaby dokonać kolejnego mocnego dostosowania stóp procentowych i w związku z tąpnięciem inflacji w ostatnich dwóch miesiącach zdecydować się na cięcie o 50 punktów bazowych. Jest to jednak mało realny scenariusz, biorąc pod uwagę niepewność związaną z cenami energii i wpływem sytuacji fiskalnej na inflację.

Jak niższe stopy procentowe wpłyną na kredyty?

Jak obniżka stóp procentowych może wpłynąć na finanse obywateli? Przy standardowym kredycie hipotecznym na 500 tysięcy złotych na 15 lat przy oprocentowaniu 7,5%, rata przy obniżce o 75 punktów bazowych może spaść o ok. 70 zł. Jeśli jednak RPP zdecydowałaby się na cięcie o 50 punktów bazowych, zmniejszenie raty wyniosłoby już nieco ponad 140 zł. Warto jednak wspomnieć, że rata takiego kredytu to ponad 4600 zł. Poza oprocentowaniem kredytów spadną również oprocentowania lokat i kont oszczędnościowych. W przyszłości najprawdopodobniej rząd dokona również rewizji w dół oprocentowania stało oprocentowanych obligacji skarbowych.

Kiedy decyzja?

Ostatnie decyzje RPP były publikowane dosyć późno. W lipcu decyzja była dopiero o godzinie 15:48, natomiast zdecydowana większość decyzji w tym roku, w szczególności w dalszej części była publikowana po godzinie 15:00. Warto zauważyć, że im ważniejsze posiedzenie, tym później publikowana jest decyzja. Majowa decyzja, kiedy dokonano cięcia o 50 punktów bazowych opublikowana została o 15:47. Zazwyczaj komunikat po decyzji publikowany jest o godzinie 16:00. Konferencja prasowa po decyzji odbędzie się w czwartek o godzinie 15:00.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisują strategiczne porozumienie o współpracy na rzecz programu ORKA

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. (PGZ) podpisały Porozumienie o Współpracy podczas MSPO, XXXIII-ego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, co stanowi kamień milowy w rozwoju współpracy przemysłowej w sektorze obrony morskiej.

Porozumienie podpisali dzisiaj Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ. Porozumienie ustanawia ramy strategicznej współpracy mającej na celu wsparcie modernizacji Marynarki Wojennej RP, ze szczególnym uwzględnieniem programu pozyskania okrętów podwodnych ORKA.Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ

Polska jest dla Fincantieri strategicznym partnerem i jesteśmy dumni, że możemy przyczynić się do realizacji ambitnych planów modernizacji jej marynarki wojennej”, powiedział Pierroberto Folgiero, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Fincantieri. „Dzięki doświadczeniu zdobytemu przy budowie ponad 180 okrętów podwodnych oraz sprawdzonym kompetencjom w zakresie zaawansowanych platform morskich, wnosimy niezrównaną, specjalistyczną wiedzę, mającą wesprzeć program ORKA i pomóc w rozwoju długoterminowej współpracy z PGZ oraz polskim przemysłem obronnym.”

Na mocy porozumienia, Fincantieri i PGZ będą wspólnie poszukiwać możliwości w zakresie projektowania, budowy oraz pełnego cyklu wsparcia zaawansowanych platform morskich, w tym okrętów podwodnych. Partnerstwo to połączy przywództwo technologiczne Fincantieri w obszarze budowy okrętów wojennych z rozbudowaną bazą przemysłową PGZ, która odgrywa kluczową rolę w strategii modernizacji polskiej obronności. Obie firmy zamierzają rozwijać wspólne przedsięwzięcia nie tylko na potrzeby Marynarki Wojennej RP, lecz także na szerszych rynkach międzynarodowych.

PGZ to wiodąca, państwowa grupa obronna w Polsce, zarządzająca portfelem spółek działających w obszarze stoczniowym, budownictwa offshore oraz technicznej modernizacji Sił Zbrojnych RP.

Polska giełda w odwrocie: słabość złotego, ryzyko wyższego CIT i widmo cięcia stóp

Rośnie napięcie na krajowych aktywach, a przyczyn jest przynajmniej kilka. Indeks banków ciągnie w dół cały rodzimy parkiet, a wskaźnik inflacji CPI ze strefy euro nie zmienia perspektyw polityki monetarnej w tym obszarze. 

Splot niekorzystnych zdarzeń

Dzisiejszy dzień przebiega pod znakiem osłabienia krajowej waluty. Na EUR/PLN zmiana nie jest duża, bo raptem 0,10%. Nieco gorzej wygląda to na USD/PLN, gdzie widzimy ruch w górę o prawie 0,8%. Przyczyn można szukać po stronie zewnętrznych czynników – widzimy spory ruch w dół na głównej parze walutowej świata (0,7%), a taka sytuacja wpływa niekorzystnie na waluty rynków wschodzących. Z kolei wśród wewnętrznych powodów tej słabości można wskazać rozpoczęte dzisiaj posiedzenie RPP, które ma przynieść oczekiwaną przez kredytobiorców obniżkę kosztu pieniądza. Słabnący złoty może być drogowskazem, który pokazuje, jakiego scenariusza oczekują inwestorzy. A jest to cięcie stóp procentowych o minimum 25 pkt bazowych. Dla PLN oczywiście ważna będzie też retoryka samego prezesa RPP. Być może uchyli rąbka tajemnicy na temat tego, co dalej z luzowaniem monetarnym w Polsce. Choćby niepewność wokół cen energii w przyszłości może stanowić ważny element przemawiający za tym, by jednak podejść ostrożnie do polityki monetarnej.

Niepewność wokół polskich aktywów

A jeśli już jesteśmy przy niepewności, to właśnie takowy stan skutecznie zniechęca do inwestowania w krajowe aktywa, co widać po małej zapaści na naszym parkiecie. Wyższe koszty energii to spora bolączka przedsiębiorstw, ale jeszcze bardziej w najbliższym czasie ma ucierpieć sektor bankowy. Rękę po środki z tego sektora wyciąga rząd, ale także nowy prezydent popiera nałożenie wyższego CIT. Taki scenariusz sprawia, że wprowadzenie tego pomysłu staje się realne. Indeks WIG20 od szczytu z sierpnia stracił już 10%, a spadki napędza właśnie sektor banków. Akcje banków to w pewnym sensie flagowy „produkt” naszej giełdy, gdyż są najbardziej płynne, a to przyciąga inwestorów zagranicznych. Ministerstwo Finansów chce w 2026 roku wprowadzić aż 30% CIT, który ma przynieść prawie 7 mld wpływów do budżetu. To właśnie ten temat działa na niekorzyść banków, które mają jednak z czego pokryć ten dodatkowy koszt, bo ich wyniki są rekordowe. Do tego trzeba dodać też kwestię ewentualnych obniżek stóp, które również negatywnie wpłyną na wyniki sektora bankowego. Nerwowo jest też więc na rynku długu, gdzie rentowności osiągnęły poziom 5,5% w przypadku 10 latek.

EBC może być zadowolone

Dzisiaj poznaliśmy odczyt inflacji CPI ze strefy euro. Wynik 2,1% w sierpniu jest zgodny z prognozami i nieznacznie wyższy od tego, który obserwowaliśmy w lipcu (2,0%). Można więc mówić o pewnej stabilizacji od marca tego roku wokół poziomu 2%, co z pewnością cieszy Europejski Bank Centralny. Dlaczego cieszy? Bo tak naprawdę EBC może teraz spokojnie czekać i obserwować, co się dzieje po etapie luzowania monetarnego. Taki wynik dynamiki cen sprawia, że przestrzeń do dalszych cięć jest mocno ograniczona. Zmiana podejścia banku centralnego mogłaby dopiero nastąpić, gdyby inflacja nagle odbiła w górę… bądź w dół. Takie stanowisko „wait&see” sprawi, że wspólna waluta powinna pozostawać mocna w stosunku np. do dolara amerykańskiego, w przypadku którego inwestorzy oczekują cięć kosztu pieniądza w najbliższym czasie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto bije historyczne rekordy, giełdy toną w czerwieni, a dolar wraca

Nastroje na rynkach finansowych stają się coraz bardziej napięte, ale na pewno jest jeden wygrany aktualnego układu. Złoto osiąga nowe historyczne rekordy przy wsparciu słabszego dolara, a analitycy widzą przestrzeń do dalszych wzrostów tego metalu szlachetnego. Środowa sesja zaczyna się od mocnego ataku niedźwiedzi na giełdach, a dolar przystępuje do kontrataku na FX.

Złota era trwa

Po kilku miesiącach flauty i kreowania lokalnych dołków wycena złota znowu ruszyła w górę. Ostatnie godziny przyniosły nowy historyczny rekord i przez chwilę za uncję trzeba było płacić powyżej 3500 $. Kolejna psychologiczna bariera pękła, ale duża część analityków sygnalizuje przestrzeń do dalszych wzrostów, co miałoby doprowadzić królewski kruszec nawet na okrągłe 4000 $. Za ponowną atrakcyjnością złota mają stać dwie główne przyczyny. Po pierwsze, pogarszający się ogólnorynkowy sentyment (m.in z powodu niesłabnących napięć politycznych i geopolitycznych), który łączy się z oczekiwaną korektą na giełdach (kapitał szuka innych bezpieczniejszych miejsc do lokowania). Po drugie, oczekiwane osłabienie USD na szerokim rynku w związku ze spodziewanymi obniżkami stóp procentowych w USA (dolar jest odwrotnie skorelowany ze złotem, czyli jego niemoc to szansa na zyski metalu).

Sentyment cały na czerwono

Poniedziałkowy handel odbywał się bez świętujących Amerykanów, więc do jego rezultatów warto było podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu. Niestety wtorek nie przynosi poprawy sentymentu, a nad częścią rynków kapitałowych coraz dłuższy cień rzuca widmo korekty. Sesja w Azji była jeszcze niejednoznaczna – straty chińskich parkietów łączyły się z drobnymi zwyżkami w Tokio i Mumbaju (indyjski rząd próbuje załagodzić napięcia z Waszyngtonem). Ale już po Europie rozlała się czerwień (z małym wyjątkiem Paryża), przed godz. 11 zniżki we Frankfurcie i Madrycie sięgają blisko 1%. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 przeżywa kolejną trudną sesję i traci ponad 1%. Dużą negatywną kontrybucję ponownie wnoszą banki (ich sektorowy indeks spada już o 1,5%). Może to być częściowo pokłosiem sygnałów z pałacu prezydenckiego, że Karol Nawrocki nie wyklucza poparcia dla wyższego opodatkowania banków. Na ten moment kontrakty na Wall Street także wskazują wyraźną przewagę niedźwiedzi, co może być wskazówką, że wrzesień zamierza być klasycznie trudnym miesiącem dla inwestorów giełdowych.

USD wraca naładowany po długim weekendzie

Po poniedziałkowej słabości USD na szerokim rynku we wtorkowe południe nie ma już śladu. Zresztą wczorajszy brak wybicia górnego ograniczenia konsolidacji (w rejonie 1,173 $), w której kurs EUR/USD znajduje się od kilku tygodni, można było traktować jako wskazówkę dla rychłego powrotu. Trzeba przyznać, że kontra dolara jest naprawdę znacząca i trudno na razie znaleźć mocne fundamenty za tak gwałtownym zachowaniem FX. Niemniej kurs EUR/USD w dalszym ciągu swobodnie spada w trakcie pisania tych słów i ma coraz większą chrapkę na dotarcie do 1,16 $. Taki zwrot na rynku walutowym to oczywiście bardzo zła informacja dla złotego, który ugina się pod presją globalnych przepływów kapitału i traci w podobnej skali, co pozostałe waluty naszego regionu. O godz. 11:30 kurs USD/PLN wraca powyżej 3,67 zł, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,27 zł. Już jutro poznamy decyzję RPP. Oczekiwana jest obniżka o 25 pb. Jej brak lub jastrzębi wydźwięk czwartkowej konferencji szefa NBP będzie wsparciem dla PLN.

Autor: Adam Fuchsanalityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Ransomware 2025: najczęściej atakowane firmy z usług profesjonalnych, ochrony zdrowia i administracji

0

W pierwszej połowie 2025 średnia wartość okupu w atakach ransomware na świecie wyniosła 841 tys. dolarów – wynika z danych Coveware by Veeam. W porównaniu kwartał do kwartału mediana płatności wzrosła w tym czasie dwukrotnie. Cyberprzestępcy najczęściej obierali za cel firmy z branży usług profesjonalnych (m.in. doradztwo prawne i księgowe), a także instytucje ochrony zdrowia oraz administracji publicznej. Blisko 66% wszystkich analizowanych ataków dotknęło przedsiębiorstwa zatrudniające od kilkunastu do tysiąca pracowników. Rośnie znaczenie inżynierii społecznej jako podstawowego sposobu oszukiwania pracowników w celu dostania się do systemów IT firmy.

W okresie styczeń–czerwiec 2025 na globalnym rynku cyberzagrożeń postępowało rozdrobnienie i niepewność co do dalszego kierunku rozwoju działalności grup ransomware. Sukcesy organów ścigania w zakresie zwalczania cyberprzestępczości na świecie doprowadziły w ostatnich latach do upadku wielu dużych grup hakerskich. Ich miejsce coraz częściej przejmują niezależni operatorzy, tzw. lone wolves, którzy posługują się prostszymi i trudniejszymi do rozpoznania metodami manipulacji. Stopniowo traci na znaczeniu model usługowy Ransomware-as-a-Service (RaaS), czyli działalność bazująca na udostępnianiu gotowych narzędzi ransomware innym hakerom. Na jej osłabienie wpływają niższe zyski, rosnące ryzyko utraty anonimowości, a także konflikty wewnętrzne i oszustwa między partnerami.

Mniejsze firmy na celowniku

Dwa na trzy incydenty bezpieczeństwa w pierwszej połowie 2025 roku dotyczyły przedsiębiorstw liczących od 11 do 1000 pracowników. Porównując kwartał do kwartału, powoli rośnie także liczba cyberataków wymierzanych w mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 10 osób – w drugim kwartale te podmioty stanowiły 4% ofiar. Na drugim biegunie znalazły się największe korporacje, zatrudniające ponad 25 tys. osób, które były ofiarami 8% incydentów. Ten niski odsetek może wynikać z faktu, że duże organizacje dysponują bardziej dojrzałymi programami cyberbezpieczeństwa i większymi budżetami na ochronę. Jednak rosnące zaangażowanie grup przestępczych sponsorowanych przez państwa może odwrócić tę tendencję. Dla takich ugrupowań duże firmy są atrakcyjnym celem nie tylko ze względu na potencjalne korzyści finansowe, ale też strategiczne znaczenie danych i możliwość wywołania zakłóceń na skalę całego kraju.

Ransomware nie atakuje na oślep

Cyberprzestępcy dobierają cele nie tylko pod względem wielkości firmy, ale coraz częściej także branży, w jakiej działa. W pierwszej trójce najczęściej atakowanych w pierwszym półroczu 2025 roku znalazły się: branża usług profesjonalnych (17%), obejmująca m.in. kancelarie prawne oraz firmy księgowe i doradcze, jak również placówki ochrony zdrowia (15%) i administracja publiczna (11%). Wspólnym mianownikiem podmiotów z tych branż jest fakt, że przetwarzają one dane wrażliwe i są często zobowiązane do działania w sposób nieprzerwany. Ryzyko nawet chwilowego zakłócenia ciągłości biznesowej i operacyjnej natychmiast przekłada się na presję, by ulec żądaniom przestępców.

Od szyfrowania do kradzieży danych

Szyfrowanie plików, choć obecne w blisko 90% analizowanych przez Coveware by Veeam ataków ransomware, coraz częściej pełni jedynie rolę dodatkowego środka nacisku na firmy, a nie głównego celu cyberprzestępców. W niemal trzech przypadkach na cztery podstawowym narzędziem szantażu była kradzież danych i groźba ich upublicznienia. Przejmowanie kolejnych elementów infrastruktury IT firm było obecne w 63% incydentów, a w co drugim ataku hakerzy podejmowali działania ukierunkowane na obejście zabezpieczeń: od wyłączania systemów ochronnych po maskowanie swojej obecności. Coraz wyraźniej widać też nowe podejście: atakujący ingerują w procesy tworzenia kopii zapasowych – manipulują harmonogramami aktualizacji lub usuwają wybrane elementy backupu – tak, by problem z odtworzeniem danych ujawnił się dopiero w momencie, gdy firma próbuje wrócić do normalnej działalności.

Atak zaczyna się od niewinnego telefonu

Jednym z wyraźnych trendów w pierwszej połowie 2025 roku był wzrost ataków bazujących na inżynierii społecznej, czyli manipulowaniu pracownikami w celu uzyskania dostępu do systemów firmowych. Najczęściej obserwowane były dwa scenariusze: pierwszy zakładał podszywanie się pod pracownika i oszukiwanie działu wsparcia technicznego w celu wyłudzenia dostępu do konta lub otrzymania dodatkowych uprawnień. W drugim cyberprzestępcy udawali pracowników z działów IT i nakłaniali zatrudnionych do zainstalowania oprogramowania do zdalnej obsługi, aby przejąć kontrolę nad komputerem ofiary. Dotąd takie metody były domeną grup anglojęzycznych, które dzięki biegłej znajomości języka mogły przekonująco prowadzić rozmowy z pracownikami. Dziś rozprzestrzeniają się globalnie i stają się jednym z kluczowych elementów w arsenale cyberprzestępców.

Edukacja i ćwiczenia z odporności

W obliczu rosnącej liczby cyberataków wymierzonych w ludzi, a nie w infrastrukturę IT, firmy muszą rozwijać odporność bazującą nie tylko na technologii, ale przede wszystkim na sprawdzonych procedurach i pogłębianiu świadomości pracowników. Kluczowe znaczenie ma inwestycja w edukację: od szkoleń uczących rozpoznawania manipulacji po regularne „ćwiczenia z odporności” – na wzór ćwiczeń przeciwpożarowych, w których pracownicy uczą się reagować na potencjalny incydent. Równie ważne jest testowanie scenariuszy potencjalnych ataków, by w praktyce przygotować się na sytuacje kryzysowe.

Autor: Tomasz Krajewski, Dyrektor Techniczny Sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Veeam

Polska w czołówce krajów z problemem cyberprzemocy. Eksperci obalają 10 mitów, w które wierzą rodzice

Polska młodzież jest w europejskiej czołówce pod względem doświadczania cyberprzemocy – alarmują dane WHO. Z raportu Rzecznika Praw Dziecka wynika z kolei, że aż 97% młodych ludzi dostrzega zagrożenia w sieci, a 84% za najbardziej szkodliwy uważa hejt. Dlaczego tak trudno chronić dzieci przed trollingiem, stalkingiem czy doxingiem? Specjaliści wskazują na 10 powszechnych mitów, które zniekształcają obraz problemu i utrudniają rodzicom skuteczną reakcję.

Badania Rzecznika Praw Dziecka z 2025 roku ujawniają, że w Polsce młodzi ludzie uważają hejt (84%), stalking (77%) i publikowanie treści bez zgody (74%) za najbardziej szkodliwe zjawiska w sieci. Aż 97% młodych ludzi zauważa szkodliwe zjawiska w internecie, a tylko 1% ankietowanych nie widzi żadnych zagrożeń online[1]. Z kolei Raport WHO[2] pokazuje, że Polska znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku osób doświadczających zjawiska cyberprzemocy wśród młodzieży. Cyberbulling przybiera różne formy. To m.in. trolling czyli celowe prowokowanie i obrażanie innych w sieci, doxing – publikowanie prywatnych danych ofiary bez jej zgody czy stalking – uporczywe prześladowanie i nękanie online, często przenoszące się także do życia offline.

– Wszystkie te zjawiska, choć różnią się mechanizmem, mają wspólny mianownik: naruszają poczucie bezpieczeństwa i godności drugiego człowieka. Dlatego tak ważne jest, by rodzice nie bagatelizowali problemu. Kluczowe jest czujne obserwowanie sygnałów ostrzegawczych, utrzymywanie otwartego dialogu i oferowanie zarówno emocjonalnego, jak i technicznego wsparcia. To ostatnie oznacza m.in. pomoc w ustawieniu zabezpieczeń prywatności na platformach społecznościowych, korzystanie z narzędzi kontroli rodzicielskiej, instalację oprogramowania zabezpieczającego i filtrów blokujących szkodliwe treści, a także wspólne uczenie się zasad bezpiecznego korzystania z internetu – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zwracają także uwagę na fakt, że sieć to obszar ciągłych zmian, szybkiego kształtowania się i upowszechniania niepokojących trendów i zjawisk. Dlatego – w przypadku rodziców i wychowawców  –  niezwykle ważny jest poziom świadomości zjawiska i walka z półprawdami, mitami i błędnymi wyobrażeniami, które mogą zniekształcać obraz cyberprzemocy – i utrudniać podejmowanie właściwych decyzji.

Top 10 mitów związanych z cyberprzemocą, jakie należy obalić

  1. To, co dzieje się online, zostaje online
    Choć przemoc w sieci jest możliwa dzięki technologiom, jej źródła tkwią głęboko w ludzkiej psychice. Dzieci mogą sięgać po takie zachowania z różnych powodów: presji rówieśniczej, niskiej samooceny, chęci zwrócenia na siebie uwagi czy doświadczenia przemocy w domu. Media społecznościowe ułatwiają im nękanie innych, ale skutki tych działań nie ograniczają się wyłącznie do internetu. Skutki psychiczne dla ofiar są jak najbardziej realne.
  2. To tylko dzieci, które się droczą
    Traktowanie przemocy jako naturalnego elementu dorastania bagatelizuje jej powagę. W rzeczywistości może ona mieć długofalowy, poważny wpływ na rozwój społeczny i emocjonalny ofiary. Co więcej, cyberprzemoc nie dotyczy tylko dzieci – trolling, doxing czy stalking są dobrze znane także dorosłym.
  3. Zignoruj, a samo zniknie
    To rzadko działa. Czasem ignorowanie wręcz rozzuchwala prześladowcę, jeśli widzi, że jego działania wywołują efekt. Tylko zdecydowane działanie i zmierzenie się z problemem daje szansę na rozwiązanie.
  4. Moje dziecko powie mi, jeśli coś jest nie tak
    W obliczu internetowej przemocy, nastolatki często czują wstyd lub upokorzenie, a czasem boją się, że zostaną ukarane lub pozbawione dostępu do telefonu. Mogą też nie rozumieć skali problemu. Dlatego ważne jest, by zapewnić je o wsparciu i unikaniu oceniania – to zwiększa szansę, że się otworzą.
  5. Zabiorę technologię i problem zniknie
    Odebranie telefonu nie kończy prześladowania – jeśli dziecko jest nękane w szkole, znajdą się inne okazje. Kara w postaci odebrania urządzenia nie odbiera narzędzia prześladowcy, a może osłabić relację rodzic–dziecko.
  6. Sprawców cyberprzemocy nie da się namierzyć
    Anonimowość w sieci daje poczucie bezkarności, ale większość prześladowców zna swoje ofiary – to często koledzy ze szkoły, dawni znajomi czy byli partnerzy. A platformy społecznościowe potrafią ujawnić dane użytkowników łamiących regulaminy.
  7. Cyberprzemoc łatwo rozpoznać
    Nie zostawia fizycznych śladów, ale potrafi mocno zniszczyć psychikę. Rodzice powinni nauczyć się zauważać sygnały ostrzegawcze: nagłe zmiany w zachowaniu, pogorszenie ocen, wycofanie. Nie zawsze są one oczywiste, dlatego konieczne są rozmowy i delikatne pytania.
  8. Cyberprzemoc stosują tylko osoby z tzw. „marginesu”
    Często sprawcami okazują się osoby, których nikt by nie podejrzewał. W internecie ludzie mówią i robią rzeczy, na które nigdy nie odważyliby się twarzą w twarz. Najczęściej za ich zachowaniem stoją wcześniejsze doświadczenia przemocy, problemy psychiczne czy presja otoczenia.
  9. Cyberprzemoc powoduje większość samobójstw
    Dane z USA wskazują, że 14,9% nastolatków doświadczyło cyberprzemocy, a 13,6% podjęło poważną próbę samobójczą. Ale korelacja nie oznacza przyczynowości. Przyczyn może być wiele, choć cyberprzemoc niewątpliwie stanowi dodatkowe zagrożenie.
  10. Ograniczenia nałożone na platformy społecznościowe rozwiążą większość problemów
    Media społecznościowe bywają oskarżane o umożliwianie przemocy, ale coraz częściej są prawnie zobowiązywane do reagowania. Przykładem jest brytyjski Online Safety Act, nakładający obowiązek dbania o dobro użytkowników. Algorytmy mają coraz większe trudności z wykrywaniem kontekstu i niuansów, ale stale się rozwijają. To rolą rodziców pozostaje jednak rozmowa z dziećmi o ryzykach i pułapkach internetu.

[1] Żródło: https://brpd.gov.pl/2025/02/12/spojrzmy-na-internet-oczami-dzieci-wyniki-badan-rpd/

[2] Źródło: https://www.who.int/europe/initiatives/health-behaviour-in-school-aged-children-(hbsc)-study

KSeF – co to jest i kogo dotyczy? Kompletny przewodnik dla przedsiębiorców

KSeF – co to jest i kogo dotyczy?

Od 2026 roku większość polskich firm będzie musiała przystosować się do nowego sposobu wystawiania i odbierania faktur. W związku z tym coraz więcej przedsiębiorców zadaje pytanie: co to jest KSeF i jak przygotować firmę na jego wdrożenie? Krajowy System e-Faktur ma zrewolucjonizować proces fakturowania, wprowadzając ujednoliconą i scentralizowaną platformę wymiany dokumentów.

Czym jest KSeF i dlaczego został wprowadzony?

KSeF, czyli Krajowy System e-Faktur, to system teleinformatyczny opracowany przez Ministerstwo Finansów. Umożliwia on wystawianie, odbieranie i archiwizowanie faktur ustrukturyzowanych. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy będą korzystać z jednej platformy, za pomocą której będą mogli przesyłać dokumenty sprzedażowe do swoich kontrahentów, bez konieczności wysyłania ich mailem czy w formie papierowej. System ten wprowadzono z kilku powodów. Najważniejszym była chęć zwiększenia transparentności rozliczeń i ułatwienia kontroli nad przepływem faktur. Dzięki ustandaryzowanej formie dokumentów organy podatkowe zyskają lepszy dostęp do danych, co ma się przyczynić do skuteczniejszego wykrywania nadużyć. KSeF ma też usprawnić pracę przedsiębiorców, którzy będą mogli przetwarzać faktury w prostszy sposób. Dokumenty będą zapisane w jednym systemie i będą dostępne w dowolnym momencie.

Kogo obejmuje obowiązek korzystania z KSeF?

Obowiązek KSeF obejmuje niemal wszystkich podatników VAT prowadzących działalność gospodarczą na terytorium Polski. Oznacza to, że zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i jednoosobowe działalności gospodarcze będą zobowiązane do wystawiania i odbierania faktur tylko za pośrednictwem systemu. Z obowiązku wyłączone są np. grupy podatników korzystające ze zwolnienia z VAT w ramach procedury unijnej OSS lub podmioty zagraniczne, które nie mają siedziby w Polsce. Dla większości firm korzystanie z KSeF stanie się obowiązkowe. Warto jak najszybciej zaplanować proces wdrożenia i zacząć testować integrację z systemem.

Jakie korzyści niesie elektroniczne fakturowanie?

KSeF oczywiście oznacza sporą zmianę organizacyjną, ale w dłuższej perspektywie jego wprowadzenie powinno przynieść szereg korzyści. Przede wszystkim ułatwia automatyzację procesów księgowych. Dane z faktur będą mogły być automatycznie zaczytywane do systemów księgowych. Dużym plusem jest też centralne archiwizowanie dokumentów. Dzięki Krajowemu Systemowi e-Faktur przedsiębiorcy zyskają dostęp do wszystkich wystawionych i odebranych faktur z poziomu jednego systemu. Nie ma już potrzeby drukowania dokumentów czy tworzenia lokalnych kopii zapasowych. Dla wielu dużą zaletą jest też oszczędność. Przesyłanie e-faktur przez KSeF eliminuje koszty związane z obsługą dokumentów papierowych, drukiem i wysyłką. System umożliwia również szybsze wystawianie duplikatów czy weryfikację statusu faktury, co przełoży się na większą efektywność operacyjną.

Cyberbezpieczeństwo i low-code kształtują rynek IT w 2025 roku

W 2025 roku cyberprzestępczość może kosztować światową gospodarkę nawet 10,5 bln dolarów, co czyni ją jednym z najważniejszych priorytetów biznesu. To napędza zapotrzebowanie na ekspertów w tej dziedzinie, jednak szacuje się, że na rynku globalnie brakuje 4,8 mln takich specjalistów. Równolegle branża IT przechodzi transformację dzięki technologiom low-code i no-code – w tym roku aż 70% nowych aplikacji ma powstać w oparciu o te rozwiązania, czyli niewymagające specjalistycznej wiedzy progamistycznej. Więcej o trendach rynku pracy IT w opublikowanym dziś raporcie ManpowerGroup „IT World of Work 2025 Outlook”.

Aż 41% dyrektorów IT na świecie wskazuje cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy priorytet w 2025 roku. Szacunki mówią, że straty wynikające z cyberprzestępczości mogą sięgnąć 10,5 bln dolarów, a średni koszt pojedynczego naruszenia danych wynosi już 4,88 mln dolarów, co prowadzi do rosnącej konkurencji o wykwalifikowanych pracowników.

Zdaniem Pawła Łopatki, dyrektora Experis w Polsce, w 2025 roku popyt na ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa w Polsce jest na rekordowo wysokim poziomie, wpisując się w globalny trend. – Liczba nowych wakatów dla bezpieczeństwa wzrosła, zwłaszcza w sektorach finansowym, e-commerce, produkcji oraz usługach IT. Do najbardziej poszukiwanych specjalizacji w cybersecurity należy dziś między innymi analityk centrum operacji bezpieczeństwa, który zajmuje się monitorowaniem systemów IT, wykrywaniem incydentów bezpieczeństwa i reagowaniem na nie. Ponadto tester penetracyjny, którego zadaniem jest testowanie odporności systemów na ataki, a także specjalista od bezpieczeństwa chmury – mówi przedstawiciel Experis.

Wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie rosną najszybciej w całym IT

Według eksperta wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie w Polsce rosną najszybciej wśród wszystkich specjalizacji IT. – Z naszych danych wynika, że młodszy analityk centrum operacji bezpieczeństwa może liczyć na pensję w przedziale od 8 000 do 13 000 zł brutto miesięcznie. Specjalista ze średnim doświadczeniem pracujący jako tester penetracyjny zarabia od 16 000 do 22 000 zł brutto. Ekspert ds. bezpieczeństwa chmury osiąga wynagrodzenie w granicach 20 000 – 30 000 zł brutto. Natomiast manager ds. cybersecurity w sektorach takich jak bankowość, fintech czy w dużych korporacjach otrzymuje miesięcznie od 28 000 do nawet 45 000 zł brutto. Wzrost wynagrodzeń w cyberbezpieczeństwie w ubiegłym roku przekroczył 12%, wyżej niż średnia dla IT. Prognozy na 2026 rok wskazują na jego dalszy postęp, nawet o 14-16% rok do roku, szczególnie w obszarach chmury, AI oraz NIS2/DORA compliance – dodaje Paweł Łopatka.

Coraz większa luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie

Od 2024 roku luka kompetencyjna w obszarze cyberbezpieczeństwa wzrosła o 8%. Z danych Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że 66% organizacji deklaruje umiarkowane lub poważne braki w kluczowych talentach i umiejętnościach niezbędnych do spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Na całym świecie potrzeba dodatkowo 4,8 mln ekspertów, aby sprostać rosnącym zagrożeniom.

Zdaniem przedstawiciela Experis wzrost luki kompetencyjnej w największym stopniu napędza gwałtownie rosnąca liczba zagrożeń i incydentów, a także transformacja cyfrowa firm związana m.in. z wdrożeniami chmury, automatyzacją, szybkim rozwojem technologii, wdrażaniem nowych regulacji. – Deficyt talentów od cyberbezpieczeństwa będzie postępował, a zatrzymać może go masowa rekwalifikacja i programy szkoleniowe skierowane do studentów oraz pracowników z innych dziedzin. Polska jest dziś uznawana za europejskiego lidera pod względem liczby ekspertów IT, także w cyberbezpieczeństwie. Duże globalne firmy otwierają tu centra kompetencyjne. Eksperci z Polski, zwłaszcza testerzy penetracyjni, specjaliści od bezpieczeństwa chmury, analitycy informatyki śledczej, są rozchwytywani na międzynarodowym rynku, a coraz więcej z nich zasila zespoły firm takich jak Google, Microsoft i innych globalnych graczy na rynku – podkreśla ekspert.

Firmy masowo wdrażają low-code/no-code – zmienia się zapotrzebowanie na programistów

Według prognoz aż 70% nowych aplikacji w 2025 roku powstanie w oparciu o technologie low-code i no-code, czyli narzędzia umożliwiające tworzenie oprogramowania bez zaawansowanej wiedzy programistycznej, co stanowi aż trzykrotny wzrost w porównaniu z 2021 rokiem. Co istotne, choć firmy wdrażają rozwiązania sztucznej inteligencji w coraz szerszym zakresie swojej działalności, 84% liderów technologicznych uważa, że nie zastąpi ona rozwiązań low-code i no-code. Z kolei ponad trzy czwarte (76%) z nich twierdzi, że AI uczyni te narzędzia bardziej efektywnymi.

– W 2025 roku technologie low-code i no-code są wdrażane na masową skalę. Najczęściej znajdują one zastosowanie w bankowości i finansach, gdzie służą do przygotowywania pierwszych, pokazowych wersji aplikacji oraz automatyzacji procesów back-office. W handlu i logistyce wspierają automatyzację procesów, integrację systemów i zarządzanie zapasami. W usługach HR umożliwiają digitalizację rekrutacji, tworzenie raportów i usprawnienie procesu pracy. W marketingu i sprzedaży pozwalają budować spersonalizowane narzędzia do kampanii. W sektorze produkcji wykorzystywane są do wizualizacji danych, automatyzacji obsługi zamówień oraz raportowania. Z kolei administracja publiczna używa ich do optymalizacji procesów i obsługi wniosków. Z takich rozwiązań korzystają zarówno działy operacyjne, biznesowe, jak i IT dla szybkiego wdrażania nowych funkcji bez długiego rozwoju produktu – mówi Paweł Łopatka.

W ocenie eksperta rozwój low-code i no-code oraz sztucznej inteligencji w dłuższej perspektywie nie eliminuje zapotrzebowania na programistów, ale zdecydowanie zmienia strukturę rynku. Światowy popyt na doświadczonych programistów wciąż przekracza podaż. – Coraz bardziej rośnie zapotrzebowanie na architektów rozwiązań, integratorów oraz programistów z umiejętnością tworzenia i adaptacji platform low-code/no-code. Zmieniają się również wymagane kompetencje, firmy szukają programistów, którzy łączą techniczne umiejętności z biznesowym podejściem i rozumieniem procesów. Jednocześnie maleje liczba ofert dla typowych frontend/backend developerów na rzecz osób wdrażających kompleksowe rozwiązania, automatyzujące pracę w firmach – podsumowuje Paweł Łopatka.

Dlaczego Europa potrzebuje stałych emisji euroobligacji?

Obligacje europejskie dają korzyści, które wychodzą poza lepsze warunki finansowania wydatków rządowych. Jednak obecny brak płynności i ciągłości emisji ogranicza ich potencjał. Włączenie wspólnego długu do polityki UE na stałe wsparłoby stabilność finansową, nawet jeśli niesie ryzyko pokusy nadużycia wśród najbardziej zadłużonych państw.

Fragmentacja to jeden z wielu strukturalnych problemów, które towarzyszą Unii Europejskiej. UE nie posiada jednolitego rynku kapitałowego, unia sektora bankowego jest wciąż w budowie, a nawet rynek dóbr i usług, mimo zniesienia jakichkolwiek ceł, napotyka znaczące bariery w handlu, które wynikają m.in. z różnic w prawie gospodarczym. Podobnie jest z rozproszonym pozyskiwaniem finansowania. Chociaż niedawno wyemitowano pierwsze obligacje UE, to wciąż jest to instrument wykorzystywany w wyjątkowych przypadkach. Tymczasem korzyści płynące ze wspólnego długu są znaczne, szczególnie jeśli stanie się on stałym elementem polityki gospodarczej UE.

Jak pokazują kwotowania obligacji wyemitowanych w ramach programu Next Generation EU, wspólne obligacje europejskie mają niższe oprocentowanie niż średnia (ważona PKB) państw strefy euro. Z jednej strony to konsekwencja niewystarczającej podaży bezpiecznych obligacji w UE, która wynosi zaledwie 36 proc. PKB całej UE (wykres poniżej). Z drugiej strony przewaga obligacji europejskich wynika w dużej mierze z łączenia ryzyka (ang. risk pooling), co eliminuje wpływ krajowych szoków na ryzyko kredytowe obligacji. Oprocentowanie jest jednak prawdopodobnie wyższe, niż mógłby sugerować potencjał obligacji europejskich, ze względu na niższą płynność oraz ograniczoną całkowitą podaż, które są kluczowymi warunkami dla rozwoju rynku derywatów oraz włączenia do indeksów instrumentów dłużnych, sprzyjających niższemu oprocentowaniu.

Dodatkowo, obligacje europejskie mają szansę zyskać status „bezpiecznego aktywa”, które charakteryzują trzy cechy: niskie ryzyko kredytowe, zdolność do utrzymania wartości w trakcie turbulencji rynkowych oraz odpowiednia płynność. Unia Europejska, jako emitent papierów dłużnych, posiada najwyższy możliwy rating (AAA) przyznany przez większość największych agencji ratingowych. Świadczy to o tym, że rynki finansowe postrzegają UE jako emitenta o bardzo niskim ryzyku kredytowym. Obligacje wyemitowane w ramach europejskiego mechanizmu stabilizacji oraz gwarantowane przez UE utrzymały swoją wartość podczas szoku, który dotknął rynki finansowe na początku pandemii COVID-19. Obligacje europejskie mają zatem znaczny potencjał, by uzyskać status „bezpiecznego aktywa”, jednak obecnie brakuje im wystarczającej płynności, aby mogły być zbywalne w każdych warunkach rynkowych. Cel ten może zostać osiągnięty, jeśli wspólny dług na stałe stanie się elementem polityki gospodarczej UE.
dekompozycja długu

Z dużą pulą obligacji o statusie bezpiecznego aktywa, za którymi stoi silny emitent i które są powszechnie wykorzystywane jako rezerwy międzynarodowe lub zabezpieczenie transakcji, wiąże się szereg korzyści dla emitenta. Podobnie jak w przypadku łączenia ryzyka, takie aktywo charakteryzuje się niższym oprocentowaniem niż wynikające z ryzyka kredytowego. Przykładowo, oprocentowanie niemieckich obligacji skarbowych jest około 20 punktów bazowych niższe od obligacji niemieckiego banku rozwoju, które są gwarantowane przez rząd federalny Niemiec (a zatem de facto mają takie samo ryzyko kredytowe). Ta „premia za wygodę” (ang. convenience yield) wynika z dodatkowych korzyści dla posiadacza obligacji, jak powszechnej możliwości wykorzystania tych obligacji jako zabezpieczenia oraz ich praktycznie nieograniczonej płynności. Premia ta jest uzupełniana przez ujemną korelację z rynkami finansowymi. W przypadku spadków na rynkach finansowych aktywa powszechnie uznawane za bezpieczne notują wzrost wyceny (efekt „flight to safety”). Jest to bardzo korzystne z punktu widzenia polityki antycyklicznej, ponieważ ułatwia finansowanie deficytu, często przy niższym oprocentowaniu, w momencie gdy antycykliczna polityka gospodarcza jest szczególnie potrzebna.

Europejskie obligacje rozwiązują również problemy niezwiązane bezpośrednio z polityką gospodarczą. Od czasu kryzysu zadłużenia strefy euro spadki wycen na rynku dłużnym negatywnie wpływały na jakość bilansów sektora bankowego, który był istotnym posiadaczem krajowych obligacji skarbowych. Obniżenie ich wycen zmniejszało kapitały własne banków, wymuszając ograniczenie akcji kredytowej, co prowadziło do pogorszenia warunków gospodarczych i dalszego spadku wycen obligacji skarbowych. Zmienność oraz obniżone wyceny obligacji nadal obciążają sektor bankowy krajów śródziemnomorskich. Dostępność obligacji, których wycena nie byłaby uzależniona od warunków gospodarczych poszczególnych gospodarek, pozwoliłaby ograniczyć tę spiralę zależności między zadłużeniem a sektorem bankowym. Sektor bankowy dysponowałby obligacjami nie tylko na ogół bezpieczniejszymi, ale także niepogarszającymi bilansów w sytuacji, gdy jakość portfela kredytów ulega pogorszeniu z powodu lokalnych warunków gospodarczych.

Poza zwiększeniem płynności europejskich obligacji wyzwaniem jest również wyraźna deklaracja i wdrożenie ich jako stałego instrumentu UE. Umożliwiłoby to ciągłość notowań euroobligacji po terminie zapadalności ostatniej obligacji oraz utrzymałoby rynek wtórny. Dzięki temu rynki finansowe byłyby bardziej skłonne do stworzenia ekosystemu wokół euroobligacji. Chodzi między innymi o włączenie ich do indeksów rynku dłużnego, które fundusze inwestycyjne muszą naśladować w ramach swoich mandatów inwestycyjnych. Ciągłość euroobligacji umocniłaby ich stałą pozycję w polityce inwestycyjnej funduszy oraz banków centralnych zarządzających rezerwami.

Przy innych warunkach niezmienionych, zwiększenie podaży euroobligacji tautologicznie prowadzi do zwiększenia długu. To zrozumiale rodzi pytanie o poziom zadłużenia strefy euro oraz o pokusę nadużycia wśród krajów o już nadmiernym zadłużeniu. Warto jednak zaznaczyć, że emisja euroobligacji nie musi prowadzić do zwiększenia zadłużenia UE, jeśli zostanie przeprowadzona kosztem mniejszej emisji krajowego deficytu. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy Europa stoi przed wspólnymi wyzwaniami, takimi jak wydatki zbrojeniowe, pandemia COVID-19 czy jakikolwiek kryzys paneuropejski, który cyklicznie występuje w gospodarkach rynkowych. Oczywiście, wspomniane korzyści płynące ze wspólnego długu mogłyby otworzyć przestrzeń fiskalną krajom UE, umożliwiając im dalsze zwiększenie wydatków. Dotyczy to szczególnie krajów, których obligacje nie są już uznawane za pozbawione ryzyka. To prawda, jednak bolesna rzeczywistość jest taka, że kraje, których politycy nie przejmują się stanem finansów publicznych, nie będą prowadzić rozsądnej polityki gospodarczej niezależnie od tego, czy mają dostęp do lepszych narzędzi polityki gospodarczej czy nie.

Autor: Dr Mateusz Dadej
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i głównym ekonomistą Coface w regionie CEE.

DHL Express: branża technologiczna odpowiada za blisko 19% wolumenu przesyłek

Branża technologiczna w 2025 roku znajduje się w kluczowym momencie redefinicji swojej roli – zarówno w gospodarce, jak i w społeczeństwie. To już nie tylko sektor wspierający inne gałęzie przemysłu, lecz siła napędowa globalnych zmian. Z jednej strony obserwujemy gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, biotechnologii czy technologii kosmicznych. Z drugiej – rosnące napięcia geopolityczne, wyzwania regulacyjne, presję na zrównoważony rozwój i coraz większe oczekiwania społeczne wobec etycznego wykorzystania technologii. To wszystko sprawia, że technologia przestaje być wyłącznie narzędziem, ale fundamentem przy podejmowaniu strategicznych decyzji biznesowych.

Trendy i wyzwania kształtujące branżę tech

Jak wskazuje raport Deloitte „Tech Trends 2025”[1], jednym z najważniejszych zjawisk w branży technologicznej jest dominacja konwergencji. To odchodzenie od izolowanych narzędzi na rzecz zintegrowanych, adaptacyjnych systemów, które łączą AI, IoT, edge computing i chmurę w jedną spójną architekturę. Dzięki temu dostosowują się do potrzeb różnych branż. To właśnie ta synergia umożliwia firmom nie tylko szybsze reagowanie na zmiany, ale też tworzenie zupełnie nowych modeli biznesowych.

Coraz większe znaczenie zyskuje także sztuczna inteligencja. Traktowana jeszcze do niedawna jako eksperyment, dziś staje się dojrzałą technologią stanowiącą fundament biznesu i działań operacyjnych. Obecnie prawie co trzecie polskie przedsiębiorstwo produkcyjne zakończyło już pierwsze wdrożenie AI[2]. Równolegle, raport Stanford Emerging Technology Review 2025 wskazuje, że AI, biotechnologia i kryptografia to trzy obszary o największym wpływie na przyszłość gospodarczą i bezpieczeństwo narodowe[3]. Szczególną uwagę zwraca się na tzw. foundation models – duże modele językowe i multimodalne, które mają potencjał zrewolucjonizować edukację, medycynę, prawo i administrację publiczną. Jednak wraz z ich rozwojem rośnie też ryzyko: brak wyjaśnialności decyzji algorytmów, uprzedzenia w danych, a także zagrożenia związane z deepfake’ami i dezinformacją. To wyzwania, które wymagają nie tylko rozwiązań technologicznych, ale też etycznych i legislacyjnych.

Nie można też pominąć aspektu zrównoważonego rozwoju. Technologie zużywają coraz więcej energii – według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w 2024 roku centra danych, kluczowe dla działania AI, odpowiadały za około 1,5% globalnego zużycia energii elektrycznej. W związku z tym firmy technologiczne inwestują w energooszczędne układy scalone, chłodzenie cieczą i zasilanie z odnawialnych źródeł. Zrównoważony rozwój staje się nie tylko wymogiem regulacyjnym, ale też oczekiwaniem inwestorów i klientów.

W miarę jak technologia coraz głębiej przenika do codziennego funkcjonowania organizacji, rośnie świadomość znaczenia inwestycji w rozwiązania wspierające pracowników. Jednak wiele firm wciąż nie radzi sobie z oceną ich rzeczywistej skuteczności. W obliczu szybkich zmian technologicznych i transformacji modeli pracy, tradycyjne metody planowania i mierzenia zwrotu z inwestycji okazują się niewystarczające. Aż 42% firm przyznaje, że nieudane wdrożenia wynikają z nierealistycznych uzasadnień biznesowych oraz braku odpowiednich danych do oceny potencjału technologii[4].

W sytuacji, gdy sztuczna inteligencja nie zastępuje ludzi, lecz ich wspiera, kluczowe staje się przesunięcie akcentu z mierzenia oszczędności na analizę wpływu na ludzi i kulturę organizacyjną. Z raportu Deloitte wynika, że 73% liderów biznesowych ma trudność z określeniem odpowiednich wskaźników do oceny wartości technologii. To pokazuje, że skuteczne uzasadnienie inwestycji wymaga nie tylko zaangażowania działów IT i finansów, ale także HR, operacji i liderów zespołów. Jasne określenie celu – czy technologia ma automatyzować, zwiększać możliwości czy wprowadzać nowe sposoby działania – ułatwia nie tylko planowanie, ale też ocenę efektów.

Branża technologiczna a logistyka

Warto również zauważyć, że wpływ branży technologicznej wykracza daleko poza sam sektor IT – szczególnie silnie oddziałuje na logistykę, która w ostatnich latach przechodzi intensywną cyfrową transformację. Technologie takie jak sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy (IoT), edge computing czy automatyzacja procesów magazynowych stają się fundamentem nowoczesnych łańcuchów dostaw. Dzięki nim firmy logistyczne mogą nie tylko optymalizować trasy i zarządzać flotą w czasie rzeczywistym, ale też przewidywać zakłócenia i dynamicznie reagować na zmiany popytu. AI wspiera planowanie operacyjne, a dane z czujników IoT umożliwiają pełną transparentność przesyłek – od centrum logistycznego po drzwi klienta.

Jak wynika z danych wewnętrznych DHL Express, firmy obsługującej międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze branża technologiczna zajmuje pierwsze miejsce pod względem udziału wolumenowego transportowanych przesyłek, który w pierwszym półroczu 2025 roku wyniósł 18,73% (wzrost o 6% r/r) oraz pod względem udziału wagowego – 27,5%. Ponadto branża technologiczna jest jedną z najczęściej korzystających z usług DHL Express. Odpowiada za 15% wszystkich klientów firmy.

W ujęciu sektorowym w TOP 3 znalazły się: dystrybucja, produkcja sprzętu elektrycznego, sprzęt elektroniczny i sprzęt AGD. Najprężniej działającym segmentem nieustannie od 2023 roku jest sektor dystrybucyjny z ponad 40% wolumenem. Kategoria ta dotyczy firm będących pośrednikiem między producentami technologii (np. sprzętu komputerowego, oprogramowania, elektroniki) a końcowymi użytkownikami lub innymi firmami, które sprzedają te produkty detalicznie. Wysokie wartości wolumenów DHL Express odnotował także wśród sektora produkującego sprzęt elektryczny (20%) oraz producentów sprzętów elektronicznych (18%).

Co dalej?

Branża technologiczna w 2025 roku to przestrzeń ogromnych możliwości, ale też rosnącej odpowiedzialności. Sukces nie będzie zależał wyłącznie od innowacyjności, ale od zdolności do integrowania technologii z wartościami – etyką, transparentnością i zrównoważonym rozwojem. Firmy, które potrafią połączyć te elementy, będą liderami nowej ery cyfrowej transformacji.

[1] https://www.deloitte.com/us/en/insights/topics/technology-management/tech-trends.html

[2] https://www.ey.com/pl_pl/newsroom/2025/04/ey-ai-badanie-cyberbezpieczenstwo-ot

[3] https://setr.stanford.edu/sites/default/files/2025-01/SETR2025_web-240128.pdf

[4] https://www.deloitte.com/pl/pl/services/consulting/research/human-capital-trends-2025.html

Powrót do pracy po wakacjach. To czas decyzji – nie zawsze przemyślanych

Wrzesień to dla wielu firm symboliczny „drugi początek roku”. Zespoły wracają z urlopów. Kalendarze zapełniają się spotkaniami. Projekty odzyskują dawny rytm. Ale zanim znów zaczniemy pracować na pełnych obrotach, pojawia się moment zawieszenia. Trudny, niewygodny, często lekceważony.

– Powrót z wakacji to nierzadko więcej niż zmiana statusu w komunikatorze. To moment konfrontacji – z zawodową rzeczywistością, która przez kilka tygodni nie istniała. Albo przynajmniej nie domagała się naszej uwagi – mówi Monika Smulewicz, ekspertka prawa pracy i HR.

Zmęczenie mimo odpoczynku

W teorii wracamy z urlopów wypoczęci. W praktyce zderzamy się z pokaźną listą nieprzeczytanych maili. Do tego zaległe projekty sprzed wakacji. I nowe cele na czwarty kwartał. Często bez etapu przejściowego.

– To jak kubeł zimnej wody. Nie ma czasu na spokojny rozruch. Wchodzimy od razu na pełne obroty. A organizm i głowa… jeszcze nie wróciły z urlopu – tłumaczy Smulewicz.

Zamiast motywacji – frustracja. Zamiast świeżości – krytyczna analiza: „czy ja naprawdę chcę tak dalej pracować?”

Wrzesień: miesiąc wypowiedzeń

Dane z rynku i doświadczenia doradców HR-owców są zgodne – początek września to jeden z najczęstszych momentów składania wypowiedzeń.

Dlaczego? Bo urlop daje dystans. Przerywa rutynę. I ułatwia zadanie sobie pytań, na które w biegu trudno znaleźć przestrzeń:

  • Czy jestem w odpowiednim miejscu?
  • Czy ta praca mnie rozwija – czy tylko wypala?
  • Czy wartości firmy są nadal moimi wartościami?

Monika Smulewicz zauważa:
„Decyzje podjęte po urlopie bywają najbardziej impulsywne. Bo to moment, kiedy czujemy najwięcej. Ale nie zawsze widzimy pełen obraz. Wówczas łatwo o błąd. Wyślę CV i zobaczymy, co się stanie. I nagle jesteś w nowym miejscu. Niekoniecznie lepszym.”

Co może zrobić pracownik?

  • Nie reaguj od razu – jeśli myślisz o zmianie pracy, daj sobie co najmniej dwa tygodnie na namysł. Wróć do rytmu, obserwuj, rozmawiaj.
  • Spisz swoje refleksje z urlopu – co Ci przeszkadzało? Co chcesz zmienić? Co Cię w pracy męczy, a co nadal cieszy?
  • Zamiast nowej firmy, nowa rozmowa – z szefem, z zespołem, z samą/samym sobą. Czasami to wystarczy.

Co może zrobić pracodawca?

Dla pracodawców wrzesień to jeden z najważniejszych miesięcy w kontekście retencji.

– Zespół wraca, ale nie jest gotowy na sprint. W tym czasie wygrywają ci liderzy, którzy potrafią słuchać, wyłapywać sygnały i dawać przestrzeń na spokojne odzyskanie rytmu – podkreśla Smulewicz.

W skrócie:

  • zrezygnuj z wielkich ogłoszeń na start – to nie czas na reorganizację działów i nowe cele w Excelu,
  • zadbaj o obecność liderów – menedżerowie powinni być w kontakcie z zespołem nie tylko służbowo, ale też zwyczajnie, po ludzku,
  • wykorzystaj narzędzia HR – krótkie 1:1, feedback po powrocie – niech to będzie dobry zwyczaj, nie reakcja na kryzys.

Nie wszystko trzeba zmieniać. Ale coś trzeba zrozumieć

Powakacyjna mobilizacja zespołu polega na ponownym określeniu wspólnego kierunku.

– Cisza po urlopie nie zawsze oznacza spokój. Czasem to początek decyzji, które dopiero dojrzewają – przestrzega Smulewicz.

Dlatego wrzesień to nie tylko nowy kwartał. To moment weryfikacji relacji: firma–pracownik. I szansa na to, by zbudować ją od nowa – dojrzalej, mądrzej, z wzajemną uważnością. Bo najgorsze, co można zrobić po wakacjach, to udawać, że nic się nie zmieniło.

Bez podwyżek i bez nadziei – 62% specjalistów rozważa odejście

57% profesjonalistów nie otrzymało w tym roku podwyżki, a 86% nie spodziewa się wzrostu swoich zarobków w 2025. W konsekwencji maleje ich satysfakcja i zaangażowanie.

Sytuacja na rynku pracy specjalistów i menedżerów pozostaje stabilna, chociaż niepozbawiona wyzwań. Jak wynika z raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów” pracodawcy nie zaprzestają rekrutacji. Mimo że dostrzegają wzrost aplikacji na oferty pracy, to wciąż doświadczają wyzwań rekrutacyjnych i kadrowych. Powód? Ograniczenia budżetowe, które utrudniają pozyskiwanie pracowników na rynku oraz adekwatne zabezpieczenie potrzeb obecnych pracowników.

  • 90 proc. pracodawców objętych badaniem planuje rekrutować w drugim półroczu 2025. Częściej niż w przeszłości motywują je zmianami strukturalnymi w firmie. Może to oznaczać, że transformacje biznesu ograniczają zapotrzebowanie na określone kompetencje, jednocześnie zwiększając popyt na inne.
  • Wyzwań rekrutacyjnych w drugiej połowie 2025 r. spodziewa się 49 proc. firm. Większość nie przewiduje, aby pozyskiwanie pracowników w najbliższym czasie miałoby stać się łatwiejsze lub trudniejsze.
  • Podwyżkę w tym roku otrzymało 43 proc. specjalistów i menedżerów, a satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia zadeklarowało zaledwie 39 proc. respondentów. To o 2 pkt proc. mniej niż w styczniu br.

Pracodawcy znajdują się pod ogromną presją, która komplikuje procesy decyzyjne i niejednokrotnie wymaga od firm elastyczności. Nie pozostaje bez wpływu na kwestie kadrowo-płacowe.

Źródłem presji z jednej strony jest niepewne i podlegające dynamicznej transformacji środowisko biznesowe, które w ciągu kilku tygodni potrafi zmienić dotychczasowe zasady gry. Z drugiej strony wyzwaniem są kwestie kadrowe – malejące zaangażowanie pracowników, ograniczenia budżetowe uniemożliwiające konkurowanie o talent, a czasem również konieczność podejmowania trudnych decyzji o zmianach strukturalnych – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland, komentując wyniki badania do najnowszego raportu „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, w którym udział wzięło blisko 600 pracodawców oraz ponad 1000 specjalistów.

Oznacza to, że w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości, w której coraz większą rolę odgrywa technologia i sztuczna inteligencja, poprzednie rozwiązania i schematy działania często przestają być skuteczne. Niejednokrotnie niesie to za sobą konieczność reorganizacji i digitalizacji biznesu oraz inwestycji w nowe kompetencje.

Na rynku jest stabilnie, choć nie bez problemów

Chociaż nie ma załamania na rynku pracy specjalistów i menedżerów, to nie można mówić o jego rozwoju. Wyniki badania Hays Poland pokazują, że aktualna sytuacja jest niejednoznaczna.

Opisując pierwszą połowę 2025 roku, firmy zauważają, że o pracę ubiegało się więcej osób niż w przeszłości (52 proc.), a dostępność kandydatów na stanowiska juniorskie była wystarczająca (29 proc.).  Nie oznacza to jednak, że w Polsce mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy. Równocześnie 44 proc. firm mierzyło się bowiem z oczekiwaniami finansowymi kandydatów, którym nie były w stanie sprostać, a 41 proc. twierdzi, że na rynku występował niedobór specjalistów i menedżerów.

Które z poniższych stwierdzeń opisują rynek pracy w pierwszej połowie roku 2025?

Perspektywa firm

O pracę ubiegało się więcej kandydatów niż w przeszłości 52%
Kandydaci mieli nierealistyczne oczekiwania finansowe 44%
Na rynku występował niedobór kandydatów na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie 41%
Dostępność kandydatów na stanowiska juniorskie była wystarczająca 29%
Konkurencja o pracowników była wysoka 28%

Źródło: Raport Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, sierpień 2025

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Zdecydowana większość ankietowanych firm nie tylko rekrutowała w pierwszej połowie 2025 roku, ale ma podobne plany również na pozostałe miesiące. Chociaż jako powód najczęściej wskazują rozwój biznesu, to rekordowo dużo – co czwarta organizacja – swoje plany rekrutacyjne motywuje zmianami strukturalnymi.  Co więcej, 49 proc. organizacji oczekuje trudności związanych z pozyskiwaniem pracowników.

Pracownicy dostrzegają wyzwania

Specjaliści i menedżerowie zauważają, że okoliczności do zmiany pracy nie są idealne, a poszukując nowego miejsca zatrudnienia, muszą uzbroić się w cierpliwość. Wskazują na to odpowiedzi na pytanie o ocenę swoich perspektyw zawodowych. W porównaniu z wynikami ze stycznia br., z 14 do 8 pkt proc. zmalał odsetek profesjonalistów zdecydowanie pozytywnie oceniających swoje szanse na rynku pracy. Wyraźny spadek odnotowała również odpowiedź „raczej pozytywnie”. Ponadto aż co trzeci profesjonalista nie potrafi ocenić swoich perspektyw na dzisiejszym rynku pracy.

Jak oceniasz perspektywę swojej kariery zawodowej?

Perspektywa pracowników

  Styczeń 2025 Lipiec 2025
Zdecydowanie pozytywnie 14% 8%
Raczej pozytywnie 38% 26%
Trudno powiedzieć 37% 34%
Raczej negatywnie 9% 23%
Zdecydowanie negatywnie 2% 9%

Źródło: Raporty Hays Poland „Raport płacowy 2025”, styczeń 2025, oraz „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, sierpień 2025

Optymistycznego myślenia nie ułatwiają pracownikom coraz trudniejsze starania o podwyżkę. Chociaż większość ankietowanych firm dokonała podwyżek w pierwszym półroczu 2025, to odsetek ten jest niższy od grupy pracodawców, którzy w styczniu br. deklarowali plany zwiększenia płac – 60 vs. 79 proc. W konsekwencji 57 proc. specjalistów nie otrzymało podwyżki w tym roku, a 86 proc. nie spodziewa się, że jeszcze ją otrzyma.

Firmy przyznają podwyżki rzadziej, niż planowały, co wyraźnie ostudziło oczekiwania pracowników wobec kolejnych wzrostów. Specjaliści czują się niedocenieni i odnotowują spadek satysfakcji z pracy. Rzutuje to na poziom ich zaangażowania i skutkuje faktem, że ponad 60 proc. z nich rozważa zmianę miejsca zatrudnienia – komentuje Alex Shteingardt.

62 proc. profesjonalistów rozważających zmianę pracodawcy, jako główny powód najczęściej wskazuje poziom wynagrodzenia. Brak podwyżek i satysfakcji z finansowego aspektu pracy mogą tymczasem prowadzić do spadku zaangażowania. Problem ilustrują wyniki raportu Hays – 35 proc. pracodawców i 45 proc. profesjonalistów jest zdania, że na przestrzeni minionego półrocza zaangażowanie kadr zmalało.

Zarobki to niejedyny problem

Respondenci zapytani o powody malejącego zaangażowania, wskazali na szereg różnych czynników. O ile kwestie finansowe pojawiały się najczęściej, to wielu ankietowanych wskazywało też na brak poczucia bezpieczeństwa (obawy przed utratą pracy), duże zmiany organizacyjne czy też zbyt duży nakład pracy. Źródłem przeciążenia pracą najczęściej są z kolei niedobory kadrowe lub braki kompetencyjne w zespołach.

Firmy doświadczają problemów kadrowych, lecz przeszkodą do ich rozwiązania często są ograniczone budżety. Wiele z nich znajduje się zatem w impasie – brakuje im pracowników i określonych kompetencji, lecz potrzeba poszukiwania oszczędności często uniemożliwia im zadbanie o obecne kadry oraz pozyskanie talentów z rynku – podkreśla Alex Shteingardt.

W takim kontekście, w celu utrzymania stabilności i dalszego rozwoju organizacji, niezbędna jest przemyślana strategia bazująca na aktualnej wiedzy i sprawdzonych praktykach.

O raporcie

Raport Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym w okresie od czerwca do lipca 2025 roku metodą CAWI wśród blisko 600 firm oraz ponad 1000 specjalistów. Jego celem jest przedstawienie aktualnych trendów na rynku pracy oraz weryfikacja, czy plany zadeklarowane na koniec ubiegłego roku zostały zrealizowane. Wyniki zostały zestawione z  analogicznymi wartościami, uzyskanymi w badaniu opisanym na łamach „Raportu płacowego 2025” w styczniu tego roku.

Azja Centralna przyciąga inwestorów. Kazachstan liderem wzrostu i logistyki

Azja Centralna to obecnie jeden z najbardziej obiecujących regionów na globalnej mapie biznesowej – doświadcza dynamicznego wzrostu gospodarczego i przyciąga rosnącą liczbę zagranicznych inwestorów, w tym z Unii Europejskiej, Chin i Stanów Zjednoczonych. Zainteresowanie obejmuje wiele branż i odzwierciedla strategiczne znaczenie regionu. Państwa Azji Centralnej aktywnie rozwijają też infrastrukturę transportową i logistyczną, która stała się jednym z filarów lokalnego rozwoju. Ma ona kluczowe znaczenie dla przepływu towarów na rynkach wewnętrznych i wzmacnia pozycję regionu w handlu międzynarodowym.

W centrum tej transformacji znajduje się Kazachstan – regionalny lider, który dawniej pełnił głównie funkcję korytarza tranzytowego, a dziś przekształca się w nowoczesny hub logistyczny i, rozwijający się rynek. Gospodarka Kazachstanu wzrosła o 4,8% w 2024 roku, a w I kwartale 2025 roku przyspieszyła do 5,6% r/r – to najszybsze tempo od 2013 roku (według Agencji Statystyki Republiki Kazachstanu). Tempo napędzane było przez 7,7% wzrost produkcji towarowej – w tym przemysłu przetwórczego (+8,7%), wydobywczego (+6,1%) i budownictwa (+16,9%) – oraz 4,5% wzrost sektora usług, wspieranego przez silną aktywność w transporcie, handlu i magazynowaniu.

Inwestycyjny boom w infrastrukturze: drogi, lotniska i koleje

Kazachstan przeżywa inwestycyjny boom, jeśli chodzi o infrastrukturę transportową. W całym kraju powstają nowe drogi. Rozwija się również sektor lotniczy – powstaje m.in. nowe lotnisko w Khorgos (przy granicy z Chinami) oraz prowadzona jest największa modernizacja w historii Międzynarodowego Portu Lotniczego w Ałmaty. Zgodnie z planem rozwoju, miejsce to ma zostać przekształcone do 2050 roku w główny eurazjatycki hub lotniczy – z rozbudowanymi terminalami, pasami startowymi, zapleczem cargo i strefami logistycznymi. Podobne tempo rozwoju dotyczy kolei – sektor ten jest wspierany przez szeroko zakrojone inwestycje w nowe linie oraz terminale przeładunkowe, będące częścią szerszej strategii infrastrukturalnej Kazachstanu.

Dlaczego rozwój infrastruktury kolejowej jest tak istotny dla Kazachstanu?

Terminale w Ałmaty i Aktau zostały zaprojektowane z myślą o sprawnym transporcie ciężkich ładunków – od sprzętu przemysłowego po materiały budowlane. Ma to ogromne znaczenie w kontekście dynamicznego wzrostu budownictwa w Kazachstanie i całej Azji Centralnej. Tylko w 2024 roku całkowity zasób mieszkaniowy w Kazachstanie – najbardziej rozwiniętym rynku regionu – wzrósł o 3,6%, osiągając 434,3 mln m², przy jednoczesnym rozwoju powierzchni biurowej i komercyjnej. Takie zapotrzebowanie generuje masowe i ciężkie ładunki, które najlepiej obsługuje transport kolejowy oraz intermodalny – zwłaszcza w długich relacjach, gdzie kolej dominuje dzięki swojej pojemności i efektywności kosztowej.

Kolej odgrywa też kluczową rolę w handlu zagranicznym Kazachstanu. W 2024 roku wolumeny wymiany z Chinami osiągnęły rekordowy poziom 32 mln ton, co oznacza wzrost o 13% r/r. Eksport wzrósł do 13,7 mln ton – głównie za sprawą rudy żelaza i metali nieżelaznych, metali żelaznych i nieżelaznych oraz zboża – a import zwiększył się o 5%. Przesyłki tranzytowe wzrosły o 19%, do poziomu 15,3 mln ton, a kontenerowy tranzyt do Europy urósł o 43%.

Jednym z głównych katalizatorów tego wzrostu było otwarcie terminala logistycznego Kazachstanu Xi’an w Chinach. Choć znajduje się on w chińskiej prowincji Shaanxi, jest to wspólny projekt Kazachstanu i Chin – strategicznie położony, by ułatwiać transport towarów w ramach Transkaspijskiego Międzynarodowego Szlaku Transportowego. W 2024 roku przez terminal i port w Aktau przejechało ponad 300 pociągów kontenerowych – trzydzieści razy więcej niż w 2023 roku. W Rohlig SUUS Logistics obserwujemy ten trend z bliska, wspierając naszych klientów w logistyce łączącej krajowy popyt (napędzany budownictwem) z rosnącymi korytarzami handlu eurazjatyckiego.

Strategiczne położenie Kazachstanu sprawia, że pełni on rolę dwukierunkowego korytarza – nie tylko dla chińskiego eksportu do Azji Centralnej i Europy, ale również dla ładunków płynących w odwrotnym kierunku. Europejscy producenci i dystrybutorzy – m.in. z branży budowlanej, elektroniki i dóbr konsumpcyjnych – coraz częściej kierują swoją ofertę na rynki Azji Centralnej. Dla nich kolej to nie tylko środek dostawy do Kazachstanu (funkcjonującego jako regionalny hub dystrybucyjny), ale też brama do krajów takich jak Uzbekistan, Turkmenistan, Kirgistan czy Tadżykistan.

Warto też wspomnieć o znaczeniu kolei w kontekście zakłóceń geopolitycznych. Kryzys na Morzu Czerwonym pod koniec 2023 roku zmusił wiele firm do ograniczenia w wykorzystaniu transportu morskiego. W efekcie znaczna część wolumenów została przekierowana przez Kazachstan, a wiele podmiotów na stałe włączyło kolej do swoich łańcuchów dostaw. Kazachstan jest także kluczową częścią tzw. Korytarza Środkowego – intermodalnego szlaku handlowego łączącego Chiny z Europą Środkową i Południową poprzez kolej, drogi i morze. Choć zainteresowanie tą trasą rośnie, nadal niesie ona wiele wyzwań – wymaga wielu przeładunków, zmiany środków transportu i zmaga się z niedostatecznie rozwiniętą infrastrukturą oraz warunkami pogodowymi, takimi jak silne wiatry i śnieżyce zimą.

Ekspert: Erik Aitzhanov, Business Development Manager, Rohlig SUUS Logistics w Kazachstanie

USD pod presją, złoto bije rekordy – początek września na rynkach

Na początku nowego tygodnia i zarazem miesiąca uwagę przykuwa osłabienie USD. To będzie też ważny tydzień dla PLN, bo poznamy odpowiedź na pytanie: czy kredytobiorcy znów poczują ulgę? Warte odnotowania także kolejne ATH na złocie, pokłosie prognoz dotyczących obniżek stóp przez Fed. 

Cięcie stóp w USA niemal pewne

Pierwszy dzień września zaczyna się na rynkach od delikatnego osłabienia USD, choćby w relacji do EUR (0,3%). Prezes Fed w niedawnej wypowiedzi wzmocnił oczekiwania rynków na to, że już we wrześniu amerykańscy decydenci zdecydują się na cięcie stóp procentowych. Kontrakty na stopę sugerują już ponad 80% szansę na taki ruch. Nic jeszcze jednak nie jest przesądzone, a dużą wagę będzie miał piątkowy raport z rynku pracy. To właśnie w tym raporcie, jak zresztą wskazywał ostatnio Powell, możemy zobaczyć pierwsze oznaki spowolnienia. Pogorszenie na rynku pracy, jeśli taki stan zobaczymy po danych na koniec tygodnia, może też wzbudzić oczekiwania analityków co do dalszych decyzji w tym roku. W piątek pojawił się odczyt inflacji PCE, wykorzystanej przez Fed do podejmowania decyzji. Mimo że zobaczyliśmy wartość najwyższą od 5 miesięcy (2,9% rdr), to była ona zgodna z prognozami. Obyło się więc bez negatywnej niespodzianki, a istniała obawa, że przenikanie ceł do finalnego konsumenta sprawi, że zobaczymy wartość ponad 3%.

Posiedzenie RPP tuż tuż

Ten tydzień zapowiada się niezwykle ciekawie dla PLN, a wszystko za sprawą dużej niepewności co do decyzji RPP w sprawie stóp procentowych. W teorii ostatnie wskazania inflacji dają zielone światło do kontynuacji luzowania monetarnego. Problemem jest jednak opublikowany ostatnio projekt budżetu na rok 2026 z astronomicznym deficytem na poziomie 271,7 mld PLN. Prezes Glapiński wskazywał ostatnio kwestię luźnej polityki fiskalnej jako czynnik ryzyka, co może skłonić RPP do ostrożniejszego podejścia. Z dnia na dzień decyzja RPP staje się mniej oczywista, a analitycy mogą zakładać skrajnie różne scenariusze. I co gorsza na poparcie każdego z nich znajdą argumenty. Wydaje się, że najbardziej prawdopodobne wersje na ten moment to obniżka o 25 pkt bazowych, bądź brak zmian. Koniec tygodnia przyniesie decyzję Fitch w sprawie ratingu dla Polski i mimo że agencje te nie mają już takiego wpływu jak kiedyś, to z pewnością wzrost deficytu zostanie zauważony i znajdzie swoje odbicie w ocenie. Cięcie stóp przez Radę powinno być neutralne dla złotego, brak zmian może zadziałać na plus.

Nowe ATH notowań złota

Powrót po wakacjach na rynku FX jest w miarę spokojny, czego nie można powiedzieć o notowaniach złota. Ceny surowca ruszyły z przytupem na północ, ustanawiając nowe ATH, bardzo blisko granicy 3500 USD za uncję. O popycie na złoto napisano już niemal wszystko. Tym razem jednak czynnikiem decydującym o wzrostach jest kwestia oczekiwanych obniżek stóp procentowych w USA. Złoto ma odwrotną korelację z kosztem pieniądza w Stanach. To może sugerować, że nowe ATH jest tylko na teraz, a notowania nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i niebawem „wskoczymy” na jeszcze wyższe piętra. Oczywiście przy założeniu, że spełni się aktualny scenariusz zejścia stóp procentowych o 50-75 pkt bazowych do końca roku. A wracając do popytu – niższe stopy sprawiają, że inwestowanie środków w lokaty czy obligacje staje się mniej opłacalne, co skłania nie tylko dużych, ale także mniejszych graczy do modyfikacji inwestycji. Złoto ciągle wygląda na tyle atrakcyjne, że może stać się w tych okolicznościach celem takiej modyfikacji.

Autor: Krzysztof Pawlakanalityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Finał 11. edycji European Rover Challenge w Krakowie: zwycięstwo zespołu z Lozanny

Trzy dni intensywnej rywalizacji, 25 drużyn z całego świata i zadania inspirowane prawdziwymi misjami kosmicznymi – tak wyglądał finał 11. edycji European Rover Challenge (ERC), największych zawodów robotów marsjańskich w Europie. Wydarzenie odbyło się na kampusie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i zgromadziło setki studentów inżynierii oraz tysiące widzów.

Zwycięzcy i polskie sukcesy

Najlepszą konstrukcją tegorocznych zawodów okazał się łazik zespołu EPFL Xplore z Politechniki Federalnej w Lozannie. Drugie miejsce zajęła drużyna STAR Dresden e.V. z Uniwersytetu Technicznego w Dreźnie, a na trzecim stopniu podium stanął zespół gospodarzy – AGH Space Systems.

Polska, od lat utrzymująca mocną pozycję w międzynarodowych zawodach robotycznych, miała w finale aż pięć reprezentacji. To potwierdza, że krajowi studenci należą do ścisłej światowej czołówki w dziedzinie inżynierii kosmicznej i robotyki mobilnej.

Zadania inspirowane kosmosem

Uczestnicy musieli zmierzyć się z realistycznymi wyzwaniami, jakie stoją przed agencjami kosmicznymi. Roboty badały teren, pobierały i zabezpieczały próbki, wykonywały precyzyjne prace serwisowe, a nawet współpracowały z dronami w poszukiwaniu obiektów w trudnym środowisku. Był to test zarówno technologii, jak i pracy zespołowej.

Zawody były niezwykle wyrównane, a ich poziom rośnie z roku na rok. To przyjemność obserwować, w jaki sposób kształcimy kolejne pokolenia inżynierów. ERC jest jedynym wydarzeniem w Europie, które łączy środowiska akademickie, inżynierów i przemysł kosmiczny z szeroką publicznością – podkreśla Łukasz Wilczyński, prezes Europejskiej Fundacji Kosmicznej, organizatora wydarzenia.

Wydarzenie naukowe i biznesowe

ERC to nie tylko rywalizacja łazików. Tegorocznej edycji towarzyszyła konferencja popularnonaukowa podzielona na trzy bloki tematyczne: Ziemia, Księżyc i Kosmos. Wystąpili eksperci z ESA, CBK PAN, ispace Europe oraz wielu firm technologicznych. Poruszano zagadnienia m.in. medycyny kosmicznej, gospodarki o obiegu zamkniętym, programu Artemis czy planowanych misji na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Dla szerokiej publiczności przygotowano strefę naukową, w której można było zobaczyć eksperymenty, warsztaty edukacyjne, pokazy robotów i technologii druku 3D. Z kolei dla biznesu ERC stało się przestrzenią spotkań branżowych – firmy i start-upy miały okazję nawiązać kontakty, zdobyć partnerów i poznać możliwości finansowania innowacyjnych projektów.

Kraków centrum kosmicznej innowacji

European Rover Challenge to dla naszej uczelni coś więcej niż zawody – to prawdziwe święto nauki i technologii. Jesteśmy dumni, że mogliśmy gościć młodych inżynierów z całego świata i współorganizować wydarzenie, które inspiruje tysiące osób do odkrywania nowych technologii – zaznaczył prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Tegoroczna edycja ERC potwierdziła, że Polska na trwałe wpisała się w mapę światowych inicjatyw kosmicznych, a Kraków staje się ważnym miejscem spotkań nauki, biznesu i pasjonatów technologii przyszłości.

Meble dla firm – od warsztatu po magazyn. Co naprawdę ułatwia codzienną pracę?

Każdy przedsiębiorca, który prowadzi warsztat, serwis czy firmę produkcyjną, wie, jak duże znaczenie ma odpowiednia organizacja stanowiska pracy. To nie maszyny ani systemy informatyczne, ale codzienne, praktyczne elementy wyposażenia decydują o tym, czy praca przebiega sprawnie i bezpiecznie. Dlatego meble dla firm – od stołów warsztatowych po regały i szafki – stają się jednym z kluczowych czynników, które ułatwiają funkcjonowanie zespołu i pozwalają utrzymać porządek.

Stół warsztatowy jako centrum pracy

Najlepszym przykładem są stoły warsztatowe. To na nich koncentruje się większość zadań: montaż, naprawy, prace kontrolne. Dobrze zaprojektowany stół nie jest zwykłym blatem, ale narzędziem pracy, które musi sprostać codziennym obciążeniom. Solidna konstrukcja zapewnia bezpieczeństwo, a ergonomia pozwala ograniczyć zmęczenie pracownika i podnieść tempo realizacji zadań. Jeśli dodatkowo stół wyposażony jest w szuflady czy nadstawki, łatwiej utrzymać porządek, a wszystkie niezbędne elementy znajdują się zawsze pod ręką. To prosta różnica, która z perspektywy całej firmy przekłada się na setki zaoszczędzonych godzin w skali roku.

Dlaczego regały porządkują biznes?

Drugim elementem, bez którego trudno wyobrazić sobie sprawnie działający warsztat czy magazyn, są regały metalowe. Chaos w przechowywaniu części, narzędzi czy materiałów szybko generuje dodatkowe koszty i frustrację pracowników. Odpowiednio dobrane regały pozwalają maksymalnie wykorzystać przestrzeń, ułatwiają dostęp do potrzebnych rzeczy i zmniejszają ryzyko uszkodzeń czy wypadków. To rozwiązanie, które jednocześnie porządkuje firmę i uwalnia dodatkowe metry kwadratowe – często bez konieczności zwiększania powierzchni hali czy wynajmu kolejnych pomieszczeń.

Małe elementy, duże korzyści

Nie można też zapominać o detalach, takich jak szafki narzędziowe, organizery czy wózki warsztatowe. To właśnie one budują kulturę pracy, w której każdy element ma swoje miejsce, a pracownik nie traci czasu na poszukiwanie drobnych części czy odpowiedniego klucza. Małe usprawnienia przekładają się na duże efekty – bardziej zorganizowany warsztat to szybsza praca, mniej błędów i większe bezpieczeństwo całego zespołu.

Inwestycja, która szybko się zwraca

Dobrze dobrane meble warsztatowe to inwestycja, która zwraca się szybciej, niż mogłoby się wydawać. Z perspektywy właściciela firmy to nie jest koszt, który można odłożyć na później, ale decyzja wpływająca na wydajność i jakość pracy każdego dnia. Stół warsztatowy, który zapewnia stabilność i ergonomię, regały pozwalające uporządkować przestrzeń czy szafki chroniące narzędzia – to fundament, od którego zaczyna się sprawnie działająca firma.

Rzecznik MŚP: projekt ustawy o nadzorze produktów może zaszkodzić firmom

Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt ustawy o nadzorze nad spełnianiem wymagań dotyczących produktów stanowi wdrożenie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1020 z 20 czerwca 2019 r. Akt ten tworzy ogólne ramy funkcjonowania nadzoru rynku w odniesieniu do produktów – z wyłączeniem żywności – i wyznacza standard działania organów odpowiedzialnych za kontrolę zgodności towarów z przepisami.

W opinii do projektu Minister Agnieszka Majewska, pełniąca funkcję Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, wyraziła obawy, że część proponowanych rozwiązań może pogorszyć sytuację przedsiębiorców, a także wpłynąć negatywnie na zasady prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Hierarchia norm i Prawo przedsiębiorców

Rzecznik MŚP przypomniała o konieczności zharmonizowania projektowanych regulacji z tzw. Konstytucją Biznesu. Jej zdaniem wątpliwości budzi hierarchia norm dotyczących procedur kontroli przedsiębiorców. Podkreślono, że przepisy ustawy Prawo przedsiębiorców powinny mieć pierwszeństwo, a dopiero w zakresie przez nią nieuregulowanym powinny być stosowane regulacje szczególne przewidziane w projektowanej ustawie.

Minister Majewska wskazała również, że nie ma potrzeby wprowadzania w art. 23 projektu wyłączenia stosowania ustawy Prawo przedsiębiorców. W praktyce takie rozwiązanie mogłoby prowadzić do wszczynania kontroli bez obiektywnych przesłanek, co oznaczałoby dodatkowe ryzyko dla przedsiębiorców.

Kary administracyjne a Kodeks postępowania administracyjnego

Rzecznik MŚP zwróciła także uwagę na konieczność uzasadnienia odstępstw od ogólnych zasad przewidzianych w art. 189d i 189f Kodeksu postępowania administracyjnego, które określają przesłanki nakładania administracyjnych kar pieniężnych oraz możliwości odstąpienia od ich wymierzenia.

Zdaniem Agnieszki Majewskiej projekt ustawy powinien jasno wskazywać, dlaczego wprowadzane są rozwiązania różniące się od ogólnych reguł postępowania administracyjnego, tak aby nie tworzyć nadmiernych obciążeń i niepewności prawnej dla firm.

Wpływ na sektor MŚP

W opinii Rzecznika MŚP niektóre szczegółowe przepisy projektu mogą w praktyce utrudnić prowadzenie działalności przez mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Z tego względu Majewska zaapelowała o rozważenie przedstawionych uwag w toku dalszych prac legislacyjnych.

– Konieczne jest zapewnienie, by nowe regulacje nie naruszały równowagi między skutecznym nadzorem nad rynkiem a poszanowaniem zasad wynikających z Konstytucji Biznesu – podkreślono w opinii.

Dalsze losy projektu

Projekt ustawy o nadzorze nad spełnianiem wymagań dotyczących produktów pozostaje w fazie konsultacji i analiz. Zgłoszone przez Rzecznika MŚP zastrzeżenia mogą stanowić podstawę do dalszych modyfikacji dokumentu, tak aby wdrożenie unijnego rozporządzenia odbyło się z poszanowaniem interesów polskich przedsiębiorców.

Tydzień pełen danych makro – rynki w trybie risk-off przed raportem z rynku pracy

Rynki amerykańskie zakończyły piątkową sesję w wyraźnym trybie risk-off, domykając burzliwy tydzień bez nowego impulsu kierunkowego. Kluczowy dla Rezerwy Federalnej lipcowy wskaźnik cen wydatków konsumpcyjnych (core PCE) wyniósł 2,9 proc. rok do roku, zgodnie z konsensusem, lecz nieznacznie powyżej czerwcowych 2,8 proc. Jednocześnie wydatki osobiste wzrosły najsilniej od czterech miesięcy w ujęciu miesięcznym, co potwierdza odporność popytu mimo utrzymującej się presji cenowej. Taki zestaw danych podtrzymał oczekiwania na obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych za dwa tygodnie, nie wystarczył jednak, aby poprawić nastroje na rynku akcji: ciążyły zwłaszcza spółki technologiczne o największej kapitalizacji i producenci układów sztucznej inteligencji. Dolar amerykański pozostał zasadniczo stabilny, a krzywa dochodowości w Stanach Zjednoczonych się wystromiła, czemu przewodził wzrost rentowności na długim końcu.

Kontrakty terminowe na stopę funduszy federalnych wyceniają obecnie cięcie o 22 punkty bazowe na posiedzeniu 16–17 września, łącznie około 35 punktów bazowych do października i 56 punktów bazowych do końca roku. W perspektywie średnioterminowej rynek oczekuje łącznie 109 punktów bazowych luzowania do czerwca 2026 r. oraz 140 punktów bazowych do końca 2026 r. Oznacza to ścieżkę łagodzenia polityki pieniężnej, która jest stopniowa, a nie gwałtowna, i pozostaje spójna z napływającymi danymi: nominalny popyt utrzymuje się, a proces dezinflacji spowolnił.

Na tle tego obrazu główne indeksy amerykańskie w piątek zniżkowały: Dow Jones Industrial Average spadł o 0,2 proc., S&P 500 o 0,6 proc., a Nasdaq Composite o 1,2 proc. W ujęciu tygodniowym odpowiednio: -0,2 proc., -0,1 proc. i -0,2 proc. W Europie indeks EuroStoxx 50 obniżył się o 0,8 proc. w piątek i o 2,5 proc. w skali tygodnia. Indeks dolara (DXY) pozostał na poziomie 97,77, co oznacza wzrost o 0,1 proc. w ujęciu tygodniowym, natomiast kurs EUR-USD zakończył dzień przy 1,1690, tracąc około 30 pipsów w skali tygodnia. Na rynku długu rentowność dwuletnich obligacji USA spadła do 3,62 proc. (o 1 punkt bazowy dzień do dnia i o 8 punktów bazowych w tygodniu), podczas gdy dziesięciolatki wzrosły do 4,23 proc. (o 2,5 punktu bazowego dzień do dnia i spadły o 2,5 punktu bazowego w tygodniu).

Przed rynkami tydzień skrócony w Stanach Zjednoczonych o poniedziałkowy Dzień Pracy, lecz bogaty w publikacje danych. We wtorek poznamy indeks ISM dla przemysłu oraz dane o wydatkach na budownictwo. W środę napłyną ogłoszenia o wolnych miejscach pracy (JOLTS), zamówienia w przemyśle, finalne dane o dobrach trwałego użytku oraz Beżowa Księga Rezerwy Federalnej. W czwartek pojawią się dane ADP o zatrudnieniu, liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, bilans handlowy, indeks ISM dla usług oraz finalne odczyty wydajności pracy i jednostkowych kosztów pracy za drugi kwartał. W piątek kulminacją tygodnia będzie raport z rynku pracy: oczekuje się, że liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych (NFP) wzrośnie o 75 tys. wobec 73 tys. w lipcu, przy stopie bezrobocia na poziomie 4,3 proc. (z 4,2 proc. wcześniej) i dynamice przeciętnego godzinowego wynagrodzenia rzędu 3,7 proc. rok do roku (z 3,9 proc. wcześniej). Wrażliwość rynków na dane z rynku pracy pozostaje wysoka. Słabsze NFP i mniejsza dynamika wynagrodzeń sprzyjałyby „gołębim” wycenom i mogłyby skorygować ostatnie wystromienie krzywej dochodowości. Odwrotny zestaw danych umocniłby narrację powolnych cięć, utrzymując presję na długim końcu krzywej dochodowości.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Rynek biurowy w regionach w II kwartale 2025: stabilna sytuacja i rosnąca aktywność najemców

Z najnowszego raportu „Review – Rynek biurowy. Miasta regionalne”, przygotowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland, wynika, że w II kwartale 2025 roku mimo ograniczonej nowej podaży, regionalne rynki biurowe w Polsce zachowały stabilność, a zainteresowanie najemców utrzymało się na wysokim poziomie. Struktura popytu wskazuje na dominację przedłużeń obowiązujących umów, co potwierdza ostrożne podejście firm do relokacji w warunkach ograniczonej dostępności nowoczesnej powierzchni biurowej.

Nowe biura jeszcze w budowie – Wrocław liderem

W II kwartale 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych nie oddano do użytku żadnych nowych budynków biurowych. Suma nowej powierzchni dostarczonej w całym pierwszym półroczu wyniosła 2,4 tys. m kw. i pochodziła z projektu Dymka 188 w Poznaniu, ukończonego w pierwszym kwartale.

Obecna sytuacja jest efektem ograniczonej aktywności deweloperskiej, która związana jest z mniejszą liczbą umów przednajmu oraz ostrożnością inwestorów w kontekście finansowania i harmonogramów komercjalizacji. Pomimo tego, w budowie znajduje się obecnie ponad 312 tys. m kw. powierzchni biurowej z planowanymi terminami realizacji przypadającymi na lata 2025–2026.

Najwięcej nowej powierzchni biurowej powstaje we Wrocławiu, gdzie realizowanych jest obecnie kilka dużych projektów. Wśród nich największą inwestycją pozostaje Quorum Office Park B, którego powierzchnia przekroczy 53 tys. m kw., co czyni ją największym budynkiem biurowym powstającym aktualnie na rynkach regionalnych.

Popyt na biura wciąż rośnie

W II kwartale całkowity wolumen transakcji najmu osiągnął 217,4 tys. m kw., co oznacza wzrost o 28% względem pierwszego kwartału 2025 roku oraz o 49% w ujęciu rocznym. Największą aktywność odnotowano w Krakowie, który odpowiadał za 56% wszystkich transakcji, co potwierdza jego pozycję lidera wśród miast regionalnych. Wrocław zajął drugą pozycję z udziałem 17%, a Trójmiasto uplasowało się na trzecim miejscu z wynikiem 12%.

Największą transakcją na przestrzeni ostatnich 4 kwartałów było przedłużenie umowy najmu przez firmę Shell, obejmującej niemal 23 tys. m kw. w krakowskim kompleksie DOT Office.

Przedłużenia umów wciąż dominujące

W strukturze zawartych umów najmu wciąż przeważają przedłużenia istniejących kontraktów, które są odpowiedzią na aktualne warunki rynkowe i potrzeby najemców. Udział przednajmu w całkowitym wolumenie transakcji w 2 kwartale 2025 r. wyniósł 5,7%. Taka struktura wskazuje na ostrożne podejście firm do zmiany lokalizacji biur oraz świadome decyzje związane z kosztami i dostępnością powierzchni w atrakcyjnych lokalizacjach.

Obecnie, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych dominują przedłużenia istniejących umów, a nie relokacje. Wynika to z niepewności gospodarczej, wysokich kosztów fit-out oraz ograniczonej dostępności nowoczesnej powierzchni biurowej. Ta ostatnia stanowi największe wyzwanie dla najemców, a to z kolei prowadzi do zaostrzenia konkurencji o atrakcyjne lokalizacje. Utrudnia to relokację firm oraz ich rozwój – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland.

Stabilność czynszów i poziomu pustostanów

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik pustostanów na rynkach regionalnych wyniósł średnio 17,5%, co oznacza utrzymanie poziomu z poprzedniego kwartału. Łączna ilość niewynajętej powierzchni biurowej w regionach sięgała prawie 1,18 mln m kw.

Wśród analizowanych miast najwyższy udział pustostanów odnotowano w Katowicach, gdzie aż 22,7% całkowitej powierzchni biurowej pozostawało niewynajęte. Przełożyło się to na dostępność około 173 tys. m kw. powierzchni. Na drugim biegunie znalazł się Szczecin, który utrzymał pozycję miasta z najniższym poziomem pustostanów – wynoszącym zaledwie 7,3%. W tym mieście dostępna była najmniejsza wolna powierzchnia spośród wszystkich rynków regionalnych, wynosząca jedynie 14 tys. m kw.

– Pomimo wyzwań z jakimi mierzy się rynek nieruchomości komercyjnych, czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie. Na koniec II kw. za najlepsze powierzchnie biurowe trzeba zapłacić od 16,00 do 18,00 EUR/m kw./m-c., szczególnie w przypadku budynków z wysokimi ocenami certyfikacji środowiskowej lub w prestiżowych lokalizacjach – mówi Wiktoria Weilandt, Associate, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Perspektywy na kolejne kwartały

Obserwowane ożywienie po stronie najemców oraz stabilna sytuacja czynszowa świadczą o utrzymującym się zainteresowaniu wysokiej jakości przestrzenią biurową w regionach. Choć poziom nowej podaży pozostaje ograniczony, aktywność inwestycyjna stopniowo się odbudowuje, a dynamiczny popyt może w kolejnych kwartałach sprzyjać dalszemu rozwojowi sektora.

REIT-y w Polsce: utracona szansa czy świadoma ochrona rynku?

Dyskusja o wprowadzeniu do Polski funduszy REIT trwa od blisko dekady. Ostatnie sygnały z rządu wskazują jednak na brak zgody nie tylko na REIT-y mieszkaniowe, ale również na ewentualne fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne. W praktyce może to oznaczać całkowite zamrożenie tej formy inwestowania w naszym kraju. Pytanie, z jakim skutkiem dla krajowych rynków nieruchomości i kapitałowego.

FINN-y, SINN-y, SRWN-y i PL-REIT-y, czyli stracona dekada

Historia prac legislacyjnych nad wprowadzeniem funduszy typu REIT do polskiego porządku prawnego już niebawem świętować będzie okrągłą dziesiątą rocznicę. Prace nad regulacją tzw. FINN – Firm Inwestujących w Najem Nieruchomości rozpoczęły się w 2016 roku. W sierpniu 2016 r. powstało Stowarzyszenie REIT, którego misją miało być wspieranie prac nad ustawą.

14 października 2016 r. opublikowano pierwszy projekt ustawy (PL-REIT lub SRWN – spółki rynku wynajmu nieruchomości). Druga wersja projektu pojawiła się 27 października 2017 r., a trzecia – 27 kwietnia 2018 r. Ta ostatnia znacząco ograniczyła inwestycje do nieruchomości mieszkaniowych, rezygnując z segmentu komercyjnego. Skąd taka decyzja?

Ministerstwo Finansów, czyli instytucja odpowiedzialna za ostateczny kształt przedmiotowych przepisów, uzasadniała tego typu decyzję opinią Narodowego Banku Polskiego, który zdecydowanie odrzucił możliwość inwestowania w komercję przez FINN-y. Powodem miałoby być wysokie ryzyko inwestycyjne, wynikające z faktu zdominowania rodzimego rynku nieruchomości komercyjnych przez dużych inwestorów zagranicznych, z którymi ponoć trudno by było konkurować świeżo powołanym podmiotom. A to – zdaniem NBP – mogłoby rodzić niebezpieczeństwo strat nie tylko dla inwestorów, ale co gorsza dla krajowego systemu bankowego, który dla FINN-ów miałby stanowić jedno z głównych źródeł pozyskiwania kapitału.

Projekt trafił do Sejmu i doczekał się pierwszego czytania 2 października 2018 r., ale pech chciał, że prace zakończyły się z powodu upływu kadencji parlamentu.

Z kolei lata 2019-2022 to dość deprymujący okres legislacyjnej flauty w dziejach rodzimych REIT-ów, w którym właściwie nie zaszło nic wartego odnotowania.

Dopiero w roku 2023 temat powrócił. Minister finansów zapowiadał ponowne podjęcie prac, a latem mówiło się o wznowieniu przygotowań. W kwietniu 2024 r. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaprezentowało wstępne założenia ustawy dotyczącej tym razem SINN-ów (spółki inwestujące w najem nieruchomości), obejmujące nieruchomości komercyjne i mieszkaniowe, z preferencyjnym podatkiem i wymogiem wypłaty dywidendy na poziomie 90 proc. Równolegle Ministerstwo Finansów prowadziło analizy podatkowe i konsultacje z rynkiem. W efekcie w marcu 2025 r. prace analityczne nad projektem legislacyjnym zostały dopięte, co niestety do dziś nie zaowocowało złożeniem projektu ustawy w Sejmie.

Od 2016 roku temat REIT-ów w Polsce pojawia się cyklicznie: inicjatywy legislacyjne są przygotowywane, konsultowane, ale ciągle nie przechodzą pełnej ścieżki parlamentarniej. Prace były przerywane m.in. z powodu zmian kadencji Sejmu, zmiany odpowiedzialności resortów, czy politycznych sporów. Aktualnie opracowany projekt – tradycyjnie już – wciąż nie może doczekać się zainicjowania procedury legislacyjnej. Co więcej, w ostatnim czasie Minister funduszy i polityki regionalnej – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wyraziła stanowisko dokładnie odwrotne do opisanej powyżej decyzji Ministerstwa Finansów z 2018 r., absolutnie wykluczając możliwość inwestowania przez rodzime REIT-y w mieszkaniówkę, dopuszczając możliwość rozważenia kwestii REIT-ów komercyjnych po ewentualnym starannym ich zaprojektowaniu. Na początku sierpnia minister finansów ostatecznie zamknął dyskusję nad REIT-ami mieszkaniowymi, wprost komunikując, że takowych nie będzie.

Takie stanowisko oznacza, że rząd w przewidywalnej przyszłości może nie wyrazić zgody nawet na REIT-y komercyjne. Grozi to całkowitym zamrożeniem tej formy inwestowania w Polsce i kompletnym fiaskiem licznych, dość kosztownych i pracochłonnych aktywności kolejnych ekip rządowych w ostatnim dziesięcioleciu, mającym doprowadzić do materializacji rynku REIT w Polsce. Czy w rodzimych warunkach gospodarczych jest ona faktycznie obciążona specyficznym ryzykiem?

Co przemawia przeciw krajowym REIT-om?

Niestety krajowe rynki kapitałowy i nieruchomości nie miały w swojej historii szczęścia do podmiotów zbiorowego inwestowania w nieruchomości. Jest tak przede wszystkim za sprawą chyba dziś już nieco zapomnianych certyfikatów krajowych funduszy nieruchomości (tzw. FIZ), a więc podmiotów pod wieloma aspektami analogicznymi do REIT-ów. Ich historia jest o tyle bogata, co zdecydowanie niechlubna. Przez szereg lat kojarzyły się one w Polsce głównie z permanentnymi, idącymi w dziesiątki procent i grube miliony złotych stratami inwestorów. Pomimo upływu czasu podmioty te wciąż pozostają aktywnym czynnikiem historycznego ryzyka inwestycji w udziały od lat planowanych krajowych REIT-ów.

Tymczasem typowym quasi-REIT-em jest Polski Holding Nieruchomości (PHN). Spółka nieruchomościowa o bardzo podobnym modelu biznesowym, notowana na GPW i w miarę skromnych możliwości wypłacająca część zysków w formie dywidendy, co niejako przypomina dywidendowy charakter REIT-ów. Różnice to jedynie standardowy reżim podatkowy, brak obowiązku dywidendowego i struktura własności z dominującym udziałem Skarbu Państwa. W sumie dla inwestora indywidualnego akcje PHN są obecnie najbliższym substytutem REIT-ów na GPW.

PHN jest notowany na rodzimej giełdzie od lutego 2013 r. Od momentu debiutu do dziś kurs spółki zanotował spadek o ponad 40 proc. przy wzroście w analogicznym okresie indeksu WIG-Nieruchomości – w ramach którego jest notowany – o grubo ponad 300 proc. Co więcej, giełdowa kapitalizacja PHN aktualnie wynosi mniej niż jedną czwartą jej wartości księgowej (C/WK=0,23), a jeszcze wiosną wynik finansowy netto za 12 miesięcy wykazywał stratę rzędu ćwierć mld zł., by ostatnio wyjść na niewielki plus. To wszystko może świadczyć o zdecydowanie niskiej rentowności aktywów, nieefektywnym ich zarządzaniu generującym ujemne wyniki finansowe, a w efekcie o deficycie potencjału rozwojowego spółki czy wręcz niezdolności generowania wartości dla akcjonariuszy.

W tej sytuacji zarząd PHN-u niedawno zdecydował się na radykalną zmianę strategii spółki. Dotychczas koncentrowała się ona głównie na zarządzaniu portfelem nieruchomości komercyjnych, co nie przynosiło zadowalających wyników z działalności operacyjnej. Nowa strategia zakłada zdecydowanie większy stopień zaangażowania się w sektor mieszkaniowy, zarówno przez działalność deweloperską, jak i wejście na rynek mieszkaniowego wynajmu instytucjonalnego (PRS).

Tak czy inaczej casus PHN-u jest kolejnym ostrzeżeniem przed zbyt optymistycznym podejściem do perspektyw rozwojowych rodzimych REIT-ów jako wehikułów inwestycyjnych gwarantujących pewny zysk akcjonariuszy w każdych warunkach gospodarczych. Dla decydentów zaś stanowi przestrogę przed zbyt pochopnym pozbawianiem rodzimej wersji funduszy możliwości inwestycji mieszkaniowych.

Tymczasem kolejnym czynnikiem mogącym wpływać negatywnie na postrzeganie funduszy REIT w Polsce może być bardzo mocno ostatnio nagłaśniany w mediach przypadek grupy kapitałowej HREIT, kojarzony już nawet z aferą GetBacku. Jak na ironię firma niefortunnej organizacji, mającej za przedmiot działalności budowę mieszkań na sprzedaż za środki pozyskane od inwestorów, dość jednoznacznie kojarzy się z pojęciem „REIT”, co dla przeciętnego Kowalskiego może mieć decydujące znaczenie przy poszukaniu bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności.

Poza tym w rodzimych publikacjach medialnych wielokroć dość mylnie prezentuje się fundusze REIT jako absolutnie bezpieczne instrumenty finansowe, bezpieczniejsze nawet od obligacji skarbowych, a zyski z nich czerpane w postaci dywidend utożsamia się z pewnymi z zyskami z najmu, tyle tylko, że z nawet ekstremalnie niskim progiem wejścia, czyli bez konieczności inwestowania setek tysięcy czy milionów złotych w realnie nieruchomości mieszkaniowe i inne.

Tymczasem akcje notowanych na giełdach REIT-ów absolutnie niczym nie różnią się od walorów wszelkich innych spółek akcyjnych, z ryzykiem inwestycyjnym na czele. Co więcej, może być ono nawet nieco wyższe, bowiem na REIT-y silnie oddziałuje nie tylko koniunktura giełdowa, ale i ta panująca na rynku nieruchomości. Fakt ten generuje większą zmienność notowań REIT-ów w stosunku do innych spółek. Stąd w czasach giełdowo-nieruchomościowej prosperity ich indeksy szybują wyraźnie szybciej od pozostałych, niestety w trakcie hamowania czy załamania koniunktury jest dokładnie odwrotnie.

W najnowszej historii globalnych rynków REIT-y zaliczyły trzy bardzo poważne tąpnięcia notowań. Pierwsze z lat 2007-2009 po wybuchu kryzysu subprime, drugie w związku z pandemią Covid-19 w początkach 2020 roku, i po raz trzeci całkiem niedawno w 2022 roku w reakcji na wybuch inflacji i wzrost stóp procentowych, który dla REIT-ów bywa silnie destrukcyjny z racji agresywnego zazwyczaj lewarowania inwestycji.

Spadki mierzone globalnym indeksem FTSE EPRA/NAREIT wyniosły we wspomnianych przypadkach odpowiednio 68 proc., 43 proc. i 36 proc., czyli za każdym razem z możliwym do przypisania statusem krachu. Przeceny były następnie odrabiane w okresach kilkuletnich, co niejako potwierdza tezę, że na REIT-ach w dłuższej perspektywie trudno jest ponieść straty. W sumie jednak tego rodzaju emocje akcjonariuszy REIT-ów raczej mają niewiele wspólnego ze względnie spokojnym snem posiadaczy obligacji skarbowych, o bezpieczeństwie inwestycyjnym nie wspominając.

Mimo wszystko REIT-y dziejową koniecznością?

Tymczasem na ponad 40 krajów na świecie, które wdrożyły legislację REIT, większość czerpie z tego stabilne źródło kapitału i profesjonalizacji rynku. Tym samym nawet na tle Europy Środkowo-Wschodniej Polska pozostaje wyjątkiem potwierdzającym regułę o jednoznacznie pozytywnym wpływie funkcjonowania rynków REIT na najbardziej wiodące gospodarki Europy i świata. Co więcej, w globalnej perspektywie bardzo trudno byłoby wskazać zaawansowane rozwojowo rynki kapitałowe i nieruchomości, na których nie funkcjonują fundusze typu REIT.

Argumenty przeciwników REIT-ów mieszkaniowych, upatrujących w nich niepożądane źródło presji cenowej poprzez wykupy pakietowe mieszkań deweloperskich, nie są w pełni uzasadnione. Dobrze zaprojektowane i uregulowane fundusze raczej inwestowałyby w budowę nowych zasobów mieszkaniowych lub nieruchomości komercyjnych w formule built-to-rent, ograniczając ryzyko spekulacyjne.

Brak REIT-ów mieszkaniowych oznacza brak procesu przyśpieszonej profesjonalizacji rynków, wolniejszy rozwój sektora PRS oraz niski odsetek lokali mieszkalnych w gestii wynajmu instytucjonalnego, obecnie na poziomie zaledwie 1 promila zasobu krajowego i 2 proc. rynku najmu na zasadach rynkowych.

Z kolei brak jakichkolwiek REIT-ów oznacza eliminację ważnego impulsu rozwojowego krajowego rynku kapitałowego i samej GPW, pozbawionej atrakcyjnych instrumentów inwestycyjnych, a także wciąż niski udział rodzimego kapitału w finansowaniu rynku nieruchomości, który w Polsce nie przekracza 10 proc. przy sześciokrotnie wyższym udziale w Niemczech.

Co więcej, w 2024 roku inwestycje w polskie nieruchomości komercyjne przekroczyły 5 mld EUR, a inwestorzy zagraniczni, w tym REIT-y i fundusze ubezpieczeniowe odpowiadały za ponad 90 % wolumenu transakcji. To pokazuje ich dominujący od lat udział w rodzimym sektorze biurowym, handlowym i magazynowym, a także uświadamia atrakcyjność inwestycyjną polskiego rynku nieruchomości, z którego zyski szerokim strumieniem płyną zagranicę.

Wdrożenie REIT-ów do polskiego porządku prawnego oznaczałoby większą dywersyfikację inwestycji, przyciągniecie nowych inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych oraz dodatkowe źródło stabilnego kapitału. Ponadto powstałyby warunki do przekierowania kapitału prywatnego z często nietrafionych inwestycji bezpośrednich w mieszkania i inne nieruchomości do sektora PRS, który gwarantuje przejście na wyższy poziom profesjonalizacji rynku najmu. Kolejne odłożenie w czasie przedmiotowego tematu to utracona szansa dla krajowych rynków kapitałowego i nieruchomości, a także dalsze pozostawanie w tyle nie tylko w stosunku do najbardziej zaawansowanych gospodarek świata, ale nawet wobec krajów regionu, takich jak Czechy czy Węgry, które wdrażają mechanizmy zbliżone do REIT-ów.

Brak zgody na REIT-y w Polsce to decyzja, której można przypisać pewne plusy, choć raczej dość iluzoryczne, polegające głownie na uniknięciu pewnych ryzyk, których jednak mogą bardziej obawiać się sami decydenci niż inwestorzy.  Z drugiej strony mamy już bardziej realne i poważne minusy w postaci zaprzepaszczenia szansy na rozwój rynków kapitałowego i nieruchomości oraz profesjonalizację procesów najmu wszelkiej maści nieruchomości. Wręcz niewybaczalna wydaje się w końcu kwestia ewentualnej utraty licznych okazji do pomnażania majątku przez inwestorów tak instytucjonalnych jak i indywidualnych, z drobnymi ciułaczami na czele. Tym samym odpowiedź na ostatnie śródtytułowe pytanie wydaje się zdecydowanie twierdząca.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

ORLEN zawiera roczny kontrakt na dostawy ropy z Equinorem

0

ORLEN podpisał z norweskim Equinorem umowę na dostawy ponad 6 mln ton ropy naftowej ze złoża Johan Sverdrup, położonego na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zakontraktowany wolumen pokryje około 15 proc. rocznego zapotrzebowania całej Grupy ORLEN na surowiec. Dostawy rozpoczną się we wrześniu i będą realizowane w ramach pierwszego rocznego kontraktu zawartego z norweską spółką.

Szczegóły kontraktu

Umowa została podpisana na rok i przewiduje transport tankowcami z portu w Mongstad. Surowiec może być kierowany zarówno do rafinerii w Polsce, jak i na Litwie oraz w Czechach. Ropa będzie pochodzić z złoża Johan Sverdrup, trzeciego co do wielkości na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, którego emisje CO2 są o 80–90 proc. niższe od światowej średniej.

Wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego

– Budujemy bezpieczeństwo energetyczne Polski i całego regionu. W pełni uniezależniliśmy wszystkie nasze rafinerie od rosyjskiego surowca. Było to możliwe dzięki skutecznej dywersyfikacji kierunków dostaw. Kolejnym krokiem na tej drodze jest pierwsza długoterminowa umowa z Equinorem, dzięki której zyskujemy dostęp do najlepszego gatunkowo surowca o dużej efektywności produkcyjnej. Złoże Johan Svedrup jest jednym z największych na świecie i odpowiada za 1/3 całej produkcji norweskiej ropy. Co szczególnie ważne, to także jedno ze złóż naftowych, z których wydobycie prowadzone jest ze znacznym ograniczeniem emisji CO2, dzięki zasilaniu platform energią elektryczną z lądu, pochodzącą głównie z OZE. Konsekwentnie stawiamy na alternatywne źródła dostaw, bo to podstawa stabilnej produkcji i gwarancja bezpieczeństwa energetycznego – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Partnerstwo z Equinorem

– Bardzo się cieszę, że rozszerzamy naszą współpracę o dostawy ropy naftowej ze złoża Johan Sverdrup w Norwegii. Budujemy z ORLENEM długoterminowe partnerstwo energetyczne, które obejmuje już wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, 10-letnią umowę na dostawy gazu ziemnego do Polski oraz współpracę w zakresie rozwiązań niskoemisyjnych, takich jak wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla. Umowa ta przyczynia się do bezpieczeństwa energetycznego Polski, a jednocześnie wspólnie dążymy do redukcji emisji gazów cieplarnianych – podkreśla Irene Rummelhoff, Wiceprezes Wykonawcza ds. Marketingu, Midstream i Przetwarzania Equinor.

Dywersyfikacja dostaw surowca

ORLEN od kilku lat intensywnie inwestuje w bezpieczeństwo energetyczne. W czerwcu spółka zakończyła ostatni kontrakt na dostawy ropy ze wschodniego kierunku, co oznacza całkowite uniezależnienie od rosyjskiego surowca. Obecnie w rafineriach koncernu przerabiana jest ropa m.in. z Bliskiego Wschodu, Zatoki Perskiej, Morza Północnego, Afryki oraz obu Ameryk.

W pierwszym półroczu 2025 roku zakłady ORLEN przerobiły łącznie 9,8 mln ton ropy, co oznacza wzrost o 5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Jak konsultanci Executive Search oceniają rynek pracy?

W rozmowach z kandydatami i klientami bardzo często powtarzają się dwa pytania:

  • Jak wygląda rynek pracy?
  • Co obecnie dzieje się na rynku pracy?

To naturalne, że odpowiedzi na te pytania są różne, w zależności od tego, kto je zadaje. W przypadku konsultantów Executive Search odpowiedź opiera się głównie na doświadczeniu z realizowanych projektów i kontaktach z menedżerami oraz firmami. Ale czy ta perspektywa daje pełny obraz całego rynku?

Nie do końca. Poniżej wyjaśniamy, dlaczego spojrzenie konsultantów Executive Search jest cenne, ale też ograniczone oraz jakie trendy dziś zauważamy.

Rynek pracy oczami konsultantów Executive Search

1. Specjalizacja i ograniczona liczba projektów

Executive Search to usługa mocno wyspecjalizowana. Konsultant realizuje średnio kilkanaście projektów rocznie, które dotyczą wyłącznie określonych branż i stanowisk menedżerskich. To sprawia, że obraz rynku jest fragmentaryczny i trudny do generalizacji.

2. Wąska perspektywa branżowa

Każdy konsultant ma własną specjalizację np. w sektorze finansowym, IT czy produkcyjnym. Dzięki temu zna świetnie konkretny segment rynku, ale niekoniecznie całość gospodarki.

3. Dynamika kilku kluczowych klientów

Zmiany w jednej lub dwóch dużych organizacjach mogą sprawiać wrażenie, że „rynek przyspieszył” albo „spowolnił”. Tymczasem takie obserwacje często odnoszą się wyłącznie do danego klienta, a nie do rynku jako całości.

Obserwacje z rynku pracy (perspektywa CTER)

Mimo ograniczeń, konsultanci Executive Search posiadają cenne informacje wynikające z codziennej pracy. Oto kluczowe trendy, które obecnie dostrzegamy.

Niepewność i większe wyzwania w motywowaniu kandydatów

Kandydaci ostrożniej podchodzą do zmiany pracy. Dla headhunterów oznacza to konieczność większego zaangażowania w budowanie motywacji, utrzymywanie zainteresowania ofertą i wspieranie procesu decyzyjnego.

Najczęstsze powody zmiany pracy pozostają jednak niezmienne:

  • chęć rozwoju zawodowego,
  • lepsze wynagrodzenie,
  • potrzeba równowagi między pracą a życiem prywatnym.

Niejednoznaczność trendów rekrutacyjnych

Na pytanie „czy jest więcej ofert, czy mniej?” trudno odpowiedzieć jednoznacznie. W niektórych branżach firmy intensywnie rekrutują, w innych koncentrują się na optymalizacji zatrudnienia.

Wzrost wynagrodzeń

Pensje rosną, choć wolniej niż jeszcze kilka lat temu. Coraz częściej nowo zatrudnione osoby otrzymują wynagrodzenie wyższe niż ich poprzednicy. Różnice płacowe między menedżerami w Polsce i Europie Zachodniej stopniowo się zmniejszają.

Znaczenie nowych technologii

AI, cyfryzacja i automatyzacja to już nie tylko modne hasła, to realne doświadczenia. Kompetencje związane z nowymi technologiami coraz częściej decydują o przewadze kandydatów w procesie rekrutacji.

Leadership i zarządzanie zmianą

Umiejętność budowania i utrzymywania zaangażowanych zespołów w czasach niepewności jest jednym z najczęściej poszukiwanych atutów wśród menedżerów.

Zmiana pokoleniowa i sukcesja

Coraz więcej procesów rekrutacyjnych wiąże się z przekazywaniem sterów firmy kolejnemu pokoleniu. Właściciele, którzy przez lata rozwijali organizacje, poszukują liderów gotowych przejąć odpowiedzialność za dalszy rozwój.

Dlaczego warto rozmawiać z konsultantami Executive Search o rynku pracy?

Choć konsultanci Executive Search nie mają pełnego obrazu rynku pracy, ich spostrzeżenia są niezwykle wartościowe. Dlaczego?

  • Szeroki network – codzienny kontakt z menedżerami, HR i decydentami w firmach.
  • Praktyczne doświadczenie – wiedza oparta na realnych projektach rekrutacyjnych.
  • Dostęp do trendów – możliwość obserwacji motywacji kandydatów i działań firm w różnych sektorach.

Rozmowa z konsultantem Executive Search może więc dać unikalny wgląd w rzeczywistość rynku pracy choć warto pamiętać, że jest to tylko jego fragment.

Podsumowanie

Konsultanci Executive Search patrzą na rynek pracy przez pryzmat realizowanych projektów, kontaktów z menedżerami i organizacjami. To daje im dostęp do bardzo cennych informacji, choć wąsko ukierunkowanych.

Obecnie rynek pracy z perspektywy Executive Search charakteryzuje się:

  • większą ostrożnością kandydatów,
  • trudnymi do jednoznacznego opisania trendami,
  • rosnącymi, choć wolniej, wynagrodzeniami,
  • rosnącą rolą nowych technologii i leadershipu,
  • procesami sukcesji w wielu firmach.

Dlatego warto korzystać z wiedzy konsultantów Executive Search, pamiętając, że ich perspektywa to ważny, ale fragmentaryczny obraz rynku pracy.

Account Based Marketing – strategia, która rewolucjonizuje sprzedaż B2B

W świecie B2B zdobycie uwagi klientów staje się coraz trudniejsze. Tradycyjne podejścia sprzedażowe często zawodzą, a firmy szukają skuteczniejszych metod dotarcia do decydentów. Jednym z najbardziej obiecujących kierunków jest Account Based Marketing, w skrócie ABM.

ABM to strategia, która zmienia logikę działania marketingu i sprzedaży. Zamiast komunikować się z szerokim rynkiem, skupiamy się na starannie wybranych kontach-klientach. Dzięki temu możemy budować głębsze relacje i prowadzić skuteczniejsze działania sprzedażowe.

W tym artykule przyjrzymy się, czym dokładnie jest Account Based Marketing, jakie daje korzyści i jak go wdrożyć. Omówimy też technologie wspierające ten model oraz przykłady zastosowań w praktyce. Na koniec zaprezentujemy model wdrożeniowy Yetiz.pl – firmy specjalizującej się w ABM dla segmentu B2B.

Definicja i istota ABM

ABM to podejście strategiczne, które zakłada personalizację komunikacji pod konkretne konta. Firma wybiera konta-klientów, które mają wysoki potencjał przychodowy lub strategiczne znaczenie. Następnie dostosowuje do nich wszystkie działania marketingowe.

W tradycyjnym modelu marketing B2B stara się dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. ABM idzie w przeciwnym kierunku. Każde konto traktuje się jako osobny rynek. To oznacza indywidualne podejście, dedykowaną komunikację i pełną synchronizację działań zespołów.

Główne cechy ABM to:

  • personalizacja treści,
  • zintegrowane działania marketingu i sprzedaży,
  • precyzyjny dobór kont,
  • silny nacisk na analizę danych.

Dzięki ABM możliwe jest budowanie lepszych relacji z klientami, a także skuteczniejsze przekonywanie do zakupu. To podejście wymaga więcej przygotowania, ale przynosi znacznie wyższy zwrot z inwestycji.

Kluczowe korzyści

Firmy, które wdrażają ABM, dostrzegają realne, mierzalne korzyści. Oto najważniejsze z nich:

  1. Wyższy zwrot z inwestycji (ROI) Skupienie się na kontach o największym potencjale pozwala maksymalizować efektywność działań. Kampanie nie są kierowane w próżnię, lecz do konkretnych osób.
  2. Skrócenie cyklu sprzedaży Decydenci otrzymują informacje dostosowane do ich potrzeb. Dzięki temu proces zakupowy przebiega sprawniej i szybciej kończy się sukcesem.
  3. Wzrost współpracy między działami Marketing i sprzedaż przestają działać osobno. Wspólnie ustalają cele, KPI i metody pomiaru. Dzielą się wiedzą o klientach.
  4. Zwiększenie wartości klienta (LTV) Dzięki personalizacji łatwiej rozwijać współpracę z obecnymi klientami. Możliwe są działania cross-sellingowe i up-sellingowe.
  5. Lepsza jakość leadów ABM generuje mniej leadów, ale są one lepiej dopasowane i bardziej skłonne do zakupu. Dzięki temu zespół sprzedaży działa efektywniej.

6.Wzmocnienie pozycji marki Dzięki spersonalizowanym kampaniom firma buduje wizerunek partnera, a nie tylko dostawcy. To szczególnie ważne w sektorze enterprise.

Etapy wdrożenia ABM

Wdrożenie ABM wymaga dokładnego planu i współpracy wielu osób. Proces ten można podzielić na sześć głównych etapów:

  1. Identyfikacja kont strategicznych Pierwszym krokiem jest wybór kont, które będą objęte programem ABM. Należy uwzględnić dane firmograficzne (branża, liczba pracowników), technograficzne (technologie używane przez firmę) oraz dane behawioralne (aktywność na stronie, sygnały zakupowe).
  2. Tworzenie profili kont Dla każdego konta przygotowuje się profil zawierający kluczowe informacje: strukturę decyzyjną, cele, wyzwania oraz aktualny etap w procesie zakupowym.
  3. Planowanie i projektowanie kampanii Na tym etapie powstaje plan komunikacji i treści. Należy zaplanować formaty i kanały – od e-mailingu, przez LinkedIn Ads, po dedykowane webinary. Wszystko musi być spójne i osadzone w realiach klienta.
  4. Produkcja i realizacja kampanii Treści muszą być dopracowane pod względem języka, formy i grafiki. Kampanie są uruchamiane jednocześnie w kilku kanałach i wymagają stałego monitorowania.
  5. Monitorowanie i optymalizacja Na podstawie danych (kliknięcia, otwarcia, czas na stronie) można poprawiać kampanie. Wskaźniki, takie jak CPL, konwersja, SQL czy pipeline, dają obraz skuteczności działań.
  6. Podsumowanie i nauka Po zakończeniu kampanii warto przeprowadzić retrospekcję. Co zadziałało? Co można poprawić? Takie podejście pozwala rozwijać wewnętrzne kompetencje zespołu.

Narzędzia i technologie

Bez odpowiednich narzędzi wdrożenie ABM byłoby bardzo trudne. Na szczęście rynek oferuje wiele rozwiązań wspierających ten model. Oto wybrane z nich:

  • Demandbase – To kompleksowa platforma ABM, która pozwala identyfikować konta, analizować dane firmograficzne i prowadzić personalizowane kampanie. Dzięki analizie intencji zakupowych można lepiej dopasować komunikaty.
  • Terminus – To narzędzie pozwalające planować, uruchamiać i optymalizować kampanie ABM. Integruje się z CRM i umożliwia pełny wgląd w działania na poziomie konta.
  • 6sense – Wyróżnia się funkcją predykcji zachowań klientów. Dzięki uczeniu maszynowemu potrafi wskazać konta gotowe do zakupu.
  • CRM i marketing automation – Do pełnego wykorzystania ABM niezbędna jest integracja z systemami takimi jak Salesforce, HubSpot czy Marketo. Pozwala to na spójne zarządzanie relacją z klientem i automatyzację komunikacji.

Wybierając narzędzia, warto wziąć pod uwagę:

  • skalę działań,
  • kompetencje zespołu,
  • dostępny budżet,
  • możliwość integracji.

Perspektywa Yetiz.pl

Yetiz.pl to agencja konsultingowa specjalizująca się w ABM. Wypracowała autorski, pięcioetapowy model wdrożeniowy, który wspiera firmy B2B na każdym etapie procesu.

Model Yetiz obejmuje:

  1. Audyt i wybór kont,
  2. Analizę person i mapowanie decydentów,
  3. Planowanie i produkcję treści,
  4. Realizację kampanii ABM w wielu kanałach,
  5. Raportowanie, analiza i optymalizacja.

Zespół Yetiz nie tylko doradza, ale także prowadzi działania operacyjne. Wspiera klientów w doborze technologii, integracji systemów i szkoleniach dla zespołów.

Dzięki temu firmy szybciej osiągają pierwsze rezultaty. Co ważne, organizacje uczą się prowadzić działania ABM samodzielnie i skalować je w przyszłości.

Co zyskujesz?

ABM to podejście, które zmienia sposób prowadzenia sprzedaży B2B. Dzięki skupieniu na kluczowych kontach, lepszej współpracy zespołów i personalizacji działań możliwe jest osiągnięcie wyższego ROI.

Wdrożenie ABM wymaga zaangażowania, ale daje przewagę konkurencyjną. Firmy, które już korzystają z tej strategii, notują wzrost przychodów, lepsze wskaźniki konwersji i silniejsze relacje z klientami.

Jeśli Twoja firma chce wdrożyć ABM, warto skorzystać ze wsparcia ekspertów. Yetiz.pl oferuje doradztwo, narzędzia i doświadczenie, które pomagają osiągnąć sukces.

Bibliografia

  1. Wikipedia – Account-based marketing [https://en.wikipedia.org/wiki/Account-based_marketing]
  2. Demandbase – What is Account Based Marketing? [https://www.demandbase.com/what-is-account-based-marketing/]
  3. HubSpot – The Ultimate Guide to Account-Based Marketing [https://blog.hubspot.com/marketing/account-based-marketing]
  4. Terminus – 50 Account-Based Marketing Statistics You Need to Know in 2024 [https://terminus.com/blog/abm-statistics/]
  5. 6sense – What Is Account-Based Marketing? A Recipe for Success [https://6sense.com/what-is-account-based-marketing/]
  6. Engagio – ABM Playbook: How to Implement Account-Based Marketing [https://www.engagio.com/resources/abm-playbook/]
  7. Yetiz.pl – Account Based Marketing [https://yetiz.pl/account-based-marketing/]

Budżet z rekordowym deficytem, inflacja spada, a rynki w oczekiwaniu na dane z USA

Wczoraj poznaliśmy główne założenia projektu budżetu na przyszły rok i nie ma raczej mowy o fiskalnej konsolidacji. Sierpniowy flesz inflacyjny wskazuje na dalsze ochłodzenie dynamiki cen, a to podsyca rozważania o ruchach RPP. Ostatnia sierpniowa sesja przebiega w mieszanych nastrojach i w oczekiwaniu na kluczowe dane z USA.

Budżet wydatków i mocnej gospodarki

Rada Ministrów przyjęła wczoraj najważniejszy dokument z gospodarczego punktu widzenia, czyli projekt budżetu na przyszły rok. Oczywiście w trakcie prac w parlamencie zwyczajowo w ustawie zajdą jeszcze jakieś zmiany, ale główne parametry powinny zostać utrzymane. Dochody państwa mają wynieść prawie 650 mld złotych, a wydatki ponad 900 mld. Te liczby przełożą się na ponad 270 mld deficytu, co stanowi 6,5% PKB. Relacja państwowego długu publicznego do PKB na koniec roku wyniesie z kolei 53,8 proc. Projekt zakłada wzrost gospodarczy na poziomie 3,5%, a inflację średnioroczną na 3%. Najwięcej pochłoną wydatki na obronność (200 mld, czyli prawie 5% PKB) i ochronę zdrowia (blisko 250 mld). Większość ekonomistów ocenia zarys budżetu jako dość realistyczny. Zwracają jednak uwagę, że potrzeby pożyczkowe państwa będą rosły, co musi przełożyć się także na rentowności papierów dłużnych. Inwestorzy przyjęli doniesienia o projekcie budżetu bardzo spokojnie, polskie aktywa aktualnie w największej mierze podążają za ogólnorynkowym sentymentem.

Inflacja daje przestrzeń

Ostatni dzień handlowy miesiąca to oczywiście klasyczny moment publikacji wstępnych szacunków inflacyjnych. W Polsce dostaliśmy miłą niespodziankę w postaci wskaźnika CPI na poziomie 2,8% rdr, czyli nie tylko poniżej poprzedniego odczytu (3,1%), ale też lekko poniżej prognoz (2,9%). Równocześnie jest to najniższe wskazanie od czerwca zeszłego roku. Co więcej w odniesieniu miesięcznym możemy mówić nawet o minimalnej deflacji (-0,1%). Bliskość celu inflacyjnego (ustalonego przez NBP na 2,5% z odchyleniem +/-1 p.proc) w połączeniu z wysokością głównej stopy procentowej (5%) rozpala oczekiwania co do obniżek kosztu pieniądza. Posiedzenie RPP już w najbliższą środą i trzeba będzie uznać za zaskoczenie, jeśli w otoczeniu ostatnich danych makro Rada nie zdecyduje się na cięcie o chociaż 25 pb. Mimo ostatnich, lekko jastrzębich komentarzy ze strony części członków władzy monetarnej (w tym tygodniu tak wybrzmiała Iwona Duda), to coraz trudniej uznawać, że nie ma odpowiedniej przestrzeni do przynajmniej minimalnego kroku w luzowaniu polityki pieniężnej. Rynek złotego przyjął powyższe dane ze spokojem.

Początek ostatniej sesji sierpnia

Nastroje wśród inwestorów pozostają mieszane. Wczorajszy handel na Wall Street zakończył się historycznym rekordem indeksu S&P500, ale dzisiejsza sesja w Azji to albo lekkie wzrosty (np. Hongkong) albo lekkie spadki (Tokio). Europejskie parkiety niestety coraz mocniej wchodzą w fazę korekcyjną i w piątek o poranku solidarnie mienią się czerwienią. Główne indeksy tracą po godz. 10 tracą ponad 0,5%, a ich śladem podąża Warszawa, gdzie WIG20 zniżkuje w podobnym zakresie. Po 8 zwyżkowych miesiącach naszych blue chipów z rzędu (drugi najdłuższy w historii byczy okres) sierpień zakończy ten bieg kilku procentowym spadkiem. Spokojniejszy przebieg ma na razie sesja na rynku walutowym, ale ten może się przygotowywać na popołudniowe dane z USA. Kurs EUR/USD utrzymuje się w sierpniowej konsolidacji, a w trakcie pisania tych słów wyszedł powyżej 1,168 $. Kurs EUR/PLN pozostaje poniżej 4,27 zł, a kurs USD/PLN oscyluje wokół 3,65 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – wskaźnik inflacji CPI

14:30 – USA – wydatki Amerykanów PCE

Autor: Adam Fuchs – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Sfinks Polska z dodatnim wynikiem operacyjnym, ale stratą netto po sześciu miesiącach 2025

Zarządzająca sieciami gastronomicznymi spółka Sfinks Polska zaraportowała jednostkowe przychody ze sprzedaży na poziomie 24,8 mln zł za I połowę 2025 r. wobec 40,9 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, przy jednoczesnym zwiększeniu sprzedaży gastronomicznej w tym okresie w zarządzanych restauracjach, z wyłączeniem sieci Piwiarnia, z 99,5 mln zł do 102,62 mln zł. W pierwszym półroczu br. jednostkowy zysk ze sprzedaży Sfinksa wzrósł rok do roku o 40% i wyniósł 1,4 mln zł. Spółka odnotowała przy tym zysk na działalności operacyjnej w wysokości 0,6 mln zł wobec 4,6 mln zł rok wcześniej, zaś wynik netto uplasował się na poziomie -4,6 mln PLN po pierwszych sześciu miesiącach 2025 r. wobec -0,6 mln zł rok wcześniej.

– Nasz biznes jest wciąż pod wpływem dokonywanych przekształceń restauracji własnych na franczyzowe, co oddziałuje na nasze wyniki w różny sposób. Z jednej strony przekształcenia powodują, że w przychodach przestajemy odnotowywać wyniki sprzedażowe restauracji, które stają się franczyzowe, a zaliczamy do przychodów wyłącznie opłaty franczyzowe od ich właścicieli. W rezultacie, obserwujemy istotne zmniejszenie przychodów jednostkowych spółki, choć jednocześnie stały wzrost przychodów gastronomicznych odnotowanych przez nasze sieci. Dlatego te dane należy analizować łącznie, by mieć pełen obraz osiąganych wyników w ramach zarządzanego przez nas biznesu. Z drugiej strony przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe mogą mieć skokowy pozytywny wpływ na nasze wyniki w związku z przychodami osiąganymi na skutek sprzedaży restauracji franczyzobiorcom. Są to zdarzenia o charakterze jednorazowym, których skala zależy od liczby i wielkości przekształcanych restauracji. Głównie w efekcie niższych przychodów z tego tytułu w pierwszej połowie br. odnotowaliśmy niższy o 4 mln zł wynik na pozostałej działalności operacyjnej i w konsekwencji o tyle niższy niż rok wcześniej zysk ze sprzedaży i wynik netto. Po wyeliminowaniu tego wpływu zaraportowane wyniki są na zbliżonym poziomie co przed rokiem przy większym potencjale wzrostu dzięki zwiększeniu sieci – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na koniec czerwca Sfinks zarządzał 78 lokalami (z wyłączeniem sieci Piwiarnia) i 95% z nich działało w modelu franczyzowym. Rok wcześniej analogiczna sieć liczyła 74 lokale, w tym 78% było prowadzonych przez franczyzobiorców.

Zaprezentowane wyniki jednostkowe są wynikami wstępnymi. Ostateczne wyniki jednostkowe i skonsolidowane za I półrocze 2025 r. Sfinks opublikuje 30 września br.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Wynajem pojazdów w Polsce – rosnący trend, rosnące długi

Coraz więcej Polaków wybiera wynajem zamiast zakupu auta. To rozwiązanie daje elastyczność, pozwala uniknąć wysokich kosztów utrzymania i wpisuje się w globalny trend współdzielonej mobilności. Widać to zarówno w miastach – gdzie popularne są samochody na minuty czy godziny – jak i w turystyce, gdzie dużym zainteresowaniem cieszą się kampery. Również firmy coraz częściej korzystają z aut w abonamencie. Jednak za dynamicznym wzrostem popytu nie zawsze idzie kondycja finansowa przedsiębiorstw zajmujących się wynajmem.

Branża zmagająca się z zadłużeniem

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, w czerwcu 2025 r. zaległe zadłużenie przedsiębiorstw oferujących wynajem i dzierżawę pojazdów samochodowych osiągnęło 250,9 mln zł. To aż o 57,5 mln zł (29,7 proc.) więcej niż rok wcześniej. Problemy finansowe ma już 1906 firm – czyli niemal co siódma w tej branży. Średnie zadłużenie jednego przedsiębiorstwa przekracza 131 tys. zł.

Upadek wiosną tego roku operatora carsharingu Panek pokazuje, że nawet rozpoznawalne marki nie są odporne na trudności finansowe.

Kampery – wakacyjny hit z długami w tle

Pandemia zmieniła rynek kamperów nie do poznania. W 2021 roku padł rekord rejestracji – aż 4832 pojazdy. Choć później tempo wzrostu wyhamowało, caravaning nadal cieszy się ogromną popularnością, a wiele firm postawiło na wynajem domów na kółkach.

Jednak także w tym segmencie widać rosnące zaległości. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że nieopłacone w terminie zadłużenie firm wynajmujących m.in. kampery niemal się podwoiło w latach 2022–2025, sięgając 65,5 mln zł. Średnie zaległości jednej nierzetelnej firmy przekroczyły 144 tys. zł, wobec 96 tys. zł dwa lata wcześniej.

Sezonowość i wysokie koszty barierą stabilności

Eksperci wskazują, że kluczowym problemem branży jest sezonowość. Latem popyt na wynajem aut i kamperów wyraźnie rośnie, ale poza sezonem firmy często zmagają się z dramatycznymi spadkami przychodów. Tymczasem raty leasingowe, ubezpieczenia, koszty serwisu i parkowania trzeba ponosić cały rok.

– Rynek wynajmu pojazdów, w tym kamperów, charakteryzuje się niestabilnością przychodów, co w połączeniu z rosnącymi kosztami i silną konkurencją prowadzi do problemów z utrzymaniem płynności finansowej – zauważa Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Wynajem długoterminowy – motor wzrostu

Na tle trudności w segmencie krótkoterminowym wyróżnia się wynajem długoterminowy samochodów osobowych. Według Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), sprzedaż nowych aut w tej formule wzrosła w I połowie 2025 r. o 9,1 proc., a cały rynek powiększył się o 7,6 proc. rok do roku. Z oferty korzystają głównie firmy, ale coraz częściej także klienci indywidualni.

Popularność nie równa się rentowność

Historia sektora wynajmu pojazdów w Polsce pokazuje, że dynamiczny rozwój i popularność usług nie zawsze przekładają się na stabilne zyski. Spadek cen usług przy rosnących kosztach utrzymania floty sprawia, że skalowanie biznesu jest trudne, szczególnie dla nowych podmiotów powstałych w czasie boomu.

Aby utrzymać się na rynku, firmy powinny wdrożyć skuteczne mechanizmy zarządzania ryzykiem i płynnością finansową, m.in. weryfikować rzetelność płatniczą kontrahentów. Bez tego łatwo o popadnięcie w spiralę zadłużenia – nawet w branży, która pozornie ma przed sobą świetlaną przyszłość.

Grupa Śniadecki planuje potrojenie wartości w cztery lata i debiut na GPW do 2028 roku

Śniadecki S.A., holding działający w sektorze nieruchomości mieszkaniowych, przedstawił swoje plany rozwoju na najbliższe lata, które obejmują dynamiczny wzrost wartości Grupy oraz wdrożenie polityki dywidendowej. Spółka prowadzi obecnie prekampanię w ramach crowdfundingu inwestycyjnego na platformie Emiteo, której celem jest weryfikacja wstępnego zainteresowania emisją akcji wśród inwestorów.

Grupa Śniadecki zakłada rozwój w tempie co najmniej 40% rocznie, co w perspektywie czterech lat ma pozwolić na potrojenie wartości holdingu*. Przyjęte prognozy opierają się na już posiadanym banku ziemi, którego końcowy potencjał sprzedażowy przekracza 400 mln zł, oraz na zawartych umowach przedwstępnych, dotyczących kolejnych gruntów. Szacunki nie uwzględniają dodatkowych projektów, które mogą zostać pozyskane w nadchodzących miesiącach.

Od 2027 roku spółka planuje wdrożyć politykę dywidendową zakładającą wypłatę minimum 25% zysku netto**. Według szacunków, przy zakładanym tempie rozwoju, stopa zwrotu dla akcjonariuszy z samej dywidendy może sięgnąć 20% z zainwestowanych środków w perspektywie czterech lat – bez uwzględniania potencjalnego wzrostu wartości akcji.

Podjęliśmy decyzję o publicznej emisji akcji, ponieważ widzimy realną możliwość dynamicznego wzrostu wartości Grupy w oparciu o aktywa, które już dziś posiadamy przy dodatkowym wsparciu kapitałowym inwestorów. Jesteśmy na etapie weryfikacji rynku, jednak już teraz możemy potwierdzić, że przygotowujemy się do emisji. Nasze działania koncentrują się na budowaniu trwałych fundamentów rozwoju, a jednocześnie tworzeniu przestrzeni do regularnych wypłat dywidendy w kolejnych latach – komentuje Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki S.A.

W sierpniu 2025 roku rozpoczęła się realizacja pierwszego projektu wielorodzinnego w ramach spółki z Grupy. Projekt Smart14 przy ul. Smardzewskiej w Poznaniu obejmuje budowę 52 mieszkań w standardzie premium, z przestrzeniami wspólnymi, nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, strefą coworkingową, wellness oraz zieloną strefą rekreacyjną. Zakończenie inwestycji planowane jest na II/III kwartał 2027 roku.

Grupa Śniadecki prowadzi obecnie przygotowania do kolejnych projektów deweloperskich mieszkaniowych w Poznaniu i Szczecinie oraz hotelowych w Sianożętach oraz Mrzeżynie. Równolegle procedowane są inwestycje mieszkaniowe realizowane wspólnie z inwestorami w formule joint venture. Celem Grupy jest dalsza ekspansja w największych miastach w Polsce oraz rozwój kompetencji operacyjnych w obszarach pozyskiwania gruntów, realizacji inwestycji i sprzedaży mieszkań oraz rozbudowy struktury sprzedaży biura nieruchomości.

Do końca 2028 roku Śniadecki S.A. planuje debiut na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych***. Wejście na giełdę ma zwiększyć elastyczność finansową spółki i otworzyć dostęp do kolejnych źródeł kapitału, niezbędnych do dalszej realizacji strategii rozwoju.

* Planowana strategia wzrostu i rozwoju holdingu Śniadecki S.A. jest stworzona przez spółkę. Spółka dokłada starań, aby zrealizować wskazaną strategię, ale nie może tego zagwarantować. Istnieje możliwość wystąpienia okoliczności zewnętrznych, niezależnych od Śniadecki S.A. i spółek z grupy, które mogą spowodować, że wskazane plany nie spełnią się (okoliczności takie jak m.in. ewentualne zmiany preferencji konsumentów, zmiany legislacyjne, otoczenie konkurencyjne).

** Wskazane plany dotyczące wypłaty dywidendy na rzecz akcjonariuszy Spółki dotyczą sytuacji, w której Spółka osiągnie zysk. Spółka od 2027 roku planuje przeznaczać 25% wypracowanego zysku na dywidendę, co dla akcjonariusza oznacza wypłatę na poziomie ok. 5% wartości posiadanych akcji w skali roku. Powyższe założenia co do polityki dywidendy oraz zakładanego wzrostu wartości akcji Spółki mogą jednak ulec zmianie w przypadku zmiany okoliczności rynkowych, m.in. konieczności przeznaczenia większej ilości środków własnych na realizację projektu lub pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności Spółki. Spółka będzie dokładać starań, aby wyniki finansowe w kolejnych latach były na tyle wysokie, aby możliwa była wypłata dywidendy na rzecz akcjonariuszy, ale nie można wykluczyć ryzyka, że będzie to niemożliwe lub ograniczone, np. z uwagi na konieczność pokrycia straty z lat ubiegłych.

*** Spółka nie gwarantuje też wejścia na giełdę, a jeśli dojdzie do IPO, nie ma gwarancji, że inwestor będzie mógł sprzedać akcje lub że sprzedaż nastąpi po korzystnej cenie.

Warimpex ogłasza wyniki finansowe za I półrocze 2025

  • Wynik netto za I półrocze 2025 wzrósł rok do roku z -8,8 mln euro do -3,0 mln euro
  • Przychody z wynajmu biur o 14% w górę, wynik operacyjny (EBITDA) również na wyraźnym plusie
  • Sprzedaż w obszarze coworkingu wzrosła o ok. 70%
  • Polska kluczowym rynkiem dla spółki. Pozwolenie na budowę dla projektu Mogilska 31 spodziewane jest na jesieni 2025 r.

Warimpex zwiększył w pierwszym półroczu 2025 przychody z wynajmu biur o 14%, a wynik EBITDA wyraźnie utrzymał się na plusie i wyniósł 0,6 mln euro. Wynik netto za ten okres w wysokości -3,0 mln euro uległ zdecydowanej poprawie w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym wynosił -8,8 mln euro. Sytuację gospodarczą w pierwszej połowie roku nadal charakteryzowała stagnacja koniunktury w UE i niepewność geopolityczna. „Nasz kluczowy rynek, jakim jest Polska, rośnie nieco powyżej średniej unijnej. Nasze projekty i nowe transakcje wynajmu w naszych biurowcach realizujemy zgodnie z planem. Szczególnie cieszy fakt, że w ostatnim czasie udało nam się w całości wynająć powierzchnie biurowe w obiekcie Mogilska 35 Office, co w przyszłości, po ukończeniu zamówionych przez najemców prac wykończeniowych i wprowadzeniu się wszystkich najemców, zaowocuje odpowiednio wyższym udziałem tego obiektu w przychodach ze sprzedaży” – mówi Prezes Warimpexu Franz Jurkowitsch. „Jednocześnie koncentrujemy się na dalszej dywersyfikacji naszego portfolio, włączając do niego nowe projekty w obszarze powierzchni mieszkaniowych i biurowych w Krakowie.”

Wskaźniki finansowe: Wzrost przychodów z nieruchomości biurowych o 14%

Przychody z wynajmu powierzchni biurowych wzrosły o 14% dzięki pozyskaniu nowych najemców, natomiast przychody hotelu w Darmstadt spadły. Łączne przychody ze sprzedaży w pierwszym półroczu 2025 r. utrzymały się na zbliżonym poziomie 10,2 mln EUR (w poprzednim roku: 10,3 mln EUR), a koszty bezpośrednio związane z przychodami ze sprzedaży zmniejszyły się o 5%. W związku z powyższym wynik ze sprzedaży brutto jest wyższy o 4% i wynosi 4,7 mln EUR (w roku ubiegłym: 4,5 mln EUR). Wartość wskaźnika EBITDA wzrosła z 0,4 mln EUR do 0,6 mln EUR, głównie dzięki wzrostowi przychodów ze sprzedaży generowanych przez nieruchomości biurowe. Poziom EBIT w okresie sprawozdawczym był zrównoważony, natomiast w tym samym okresie poprzedniego roku straty z wyceny nieruchomości spowodowały jego wartość ujemną w wys. -6,1 mln EUR. Wynik z działalności finansowej uległ zmianie wskutek niższej średniej wartości zadłużenia i niższych odsetek i wzrósł z -3,9 mln EUR do -2,9 mln EUR. W ostatecznym rozrachunku wynik z działalności kontynuowanej1 za pierwsze półrocze wyniósł -3,0 mln EUR i uległ znaczącej poprawie w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku, w którym wynosił -10,3 mln EUR, natomiast wynik finansowy netto okresu wzrósł zauważalnie z -8,8 mln EUR do -3,0 mln EUR.

Innowacyjne koncepcje powierzchni biurowych z naciskiem na aspekty środowiskowe

Dzięki precyzyjnie planowanym i realizowanym działaniom w biurowcach stale dokonywane są zmiany, a ich celem jest zawsze połączenie zrównoważonego rozwoju z innowacyjnością. Obiekt Red Tower w Łodzi na bieżąco poddawany jest rewitalizacji. Rozszerzając ofertę powierzchni coworkingowych Memos w Łodzi i Krakowie o kolejne 1 500 m² do końca tego roku, Warimpex odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na elastyczną przestrzeń biurową. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku udało się zwiększyć sprzedaż w segmencie coworkingu o ok. 70%. Również w tym obszarze ważną kwestię stanowi zrównoważony rozwój. Wszystkie powierzchnie Cowork by Memos znajdują się w obiektach posiadających certyfikat BREEAM i spełniają najwyższe standardy środowiskowe.

Perspektywy

W Polsce Warimpex koncentruje się na realizacji nowych projektów mieszkaniowych i biurowych w Krakowie. Jesienią 2025 roku spodziewane jest pozwolenie na budowę dla projektu Mogilska 31, obejmującego 146 lokali mieszkalnych wraz z powierzchnią handlowo-usługową i miejscami parkingowymi. Najnowszy biurowiec – Mogilska 35 Office w Krakowie – został w całości wynajęty, co po wprowadzeniu się najemców zwiększy odpowiednio udział tego obiektu w przychodach ze sprzedaży. „W pozostałym okresie bieżącego roku oczekujemy kontynuacji pozytywnego trendu rozwojowego naszej działalności operacyjnej” – mówi na zakończenie Franz Jurkowitsch.

1 Sprzedaż rosyjskich spółek zależnych na początku czwartego kwartału 2024 r. pozwoliła Warimpexowi na spłacenie zobowiązań finansowych w Grupie i ostateczne pozbycie się ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w Rosji. Prezentowane dane porównawcze za ubiegły rok odnoszą się już do działalności kontynuowanej, tzn. nie uwzględniają Rosji. Wynik finansowy netto za pierwsze półrocze 2024 r. obejmuje również działalność zaniechaną (w Rosji).

Wskaźniki finansowe za I półrocze 2025:

w TEUR 1-6/2025 Dynamika 1-6/2024

1 po korekcie

Przychody ze sprzedaży – Investment Properties 6 904 14% 6 033
Przychody ze sprzedaży – Hotele 2 301 – 23% 2 983
Przychody ze sprzedaży – Development & Services 995 – 24% 1 311
Przychody ze sprzedaży razem 10 200 – 1% 10 327
Koszty przypisane bezpośrednio do przychodów ze sprzedaży – 5 534 – 5 % – 5 834
Wynik brutto ze sprzedaży 4 667 4% 4 493
EBITDA 622 46% 422
Odpisy amortyzacyjne i korekty wartości – 641 – 90 % – 6 495
EBIT – 20 – 6 073
Wynik z działalności finansowej – 2 936 – 24 % – 3 867
Wynik z działalności kontynuowanej – 2 998 – 71 % – 10 293
Wynik netto okresu (wynik finansowy netto) – 2 998 – 66 % – 8 783
 
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej 1 092 – 78% 4 673
w tym działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana   4 327
w tym działalność kontynuowana 1 092 150% 436
       
Suma bilansowa 231 262 -38% 375 062
Kapitał własny 70 155 -40% 117 744
Udział kapitału własnego 30% -1 pp 31%
       
Liczba akcji w szt. 54 000 000 54 000 000
Wynik na jedną akcję w EUR – 0,06 – 65 % – 0,17
w tym działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana 0,03
w tym działalność kontynuowana -0,06 -71% -0,20
Akcje własne w szt. 1 939 280 1 939 280
       
Liczba nieruchomości biurowych i komercyjnych 6 -4 10
Powierzchnia na wynajem 85 000 m2 -53 200 m2 138 200 m2
m² z certyfikatami zrównoważonego rozwoju 80 000 m2 -38 700 m2 118 700 m2
w % całkowitej powierzchni 94% 8 pp 86%
Liczba hoteli 2 -1 3
Liczba pokoi hotelowych (skorygowana o udziały częściowe) 537 -294 831
       
  30.06.2025 Dynamika 31.12.2024
Gross Asset Value (GAV)

w mln EUR

231,2 1% 229,7
NNNAV na jedną akcję w EUR 1,63 – 3% 1,68
EPRA NTA na jedną akcję w EUR 1,57 – 3% 1,62
Kurs akcji (ultimo) z ostatniego notowania w roku w EUR 0,566 -1% 0,572

 

1 Korekta dokonana w rachunku zysków i strat zgodnie z MSSF 5 (działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana).

Rynek pracy i status Ukraińców w Polsce pod znakiem zapytania. Co dalej z nowelizacją specustawy?

Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy otworzyła gorącą dyskusję o stabilności polskiego rynku pracy i przyszłości setek tysięcy pracowników zza wschodniej granicy. W tle toczą się spory o świadczenia, dostęp do opieki zdrowotnej i konsekwencje gospodarcze, które mogą przyczynić się do wzrostu szarej strefy i osłabienia dynamiki polskiego PKB.

Prezydenckie Weto – czego dotyczy i co było jego powodem?

Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, która miała przedłużyć ich prawo pobytu, pracy oraz dostęp do świadczeń socjalnych do 4 marca 2026 r. Sprzeciw dotyczył m.in. braku zapisu, by świadczenie 800+ przysługiwało wyłącznie osobom pracującym i płacącym podatki w Polsce, a także uprzywilejowanego dostępu do opieki zdrowotnej. Warto jednak pamiętać, że legalny pobyt obywateli Ukrainy został zabezpieczony decyzją Rady UE przedłużającą ochronę czasową do 4 marca 2027 r., co gwarantuje osobom ze statusem „UKR” prawo do pobytu i pracy. Niepewność obejmuje natomiast tych, którzy korzystają jedynie z przedłużonych wiz, zezwoleń pobytowych lub ruchu bezwizowego.

Prezydent zaproponował zmiany, które przewidują m.in. uzależnienie świadczenia 800+ od podjęcia pracy w Polsce, ograniczenie dostępu do publicznej opieki zdrowotnej dla osób niepracujących, a także znaczące wydłużenie okresu pobytu wymaganego do uzyskania obywatelstwa – z trzech do dziesięciu lat. Projekt zakłada również wprowadzenie sankcji karnych: do pięciu lat pozbawienia wolności za nielegalne przekroczenie granicy oraz do trzech lat za propagowanie ideologii banderowskiej i działań OUN-UPA.

Konsekwencje prawe – skomplikowana sytuacja pracowników z Ukrainy

W przypadku braku uchwalenia nowelizacji specustawy podstawą legalności pobytu obywateli Ukrainy ze statusem UKR będzie art. 106 ustawy z 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach, w powiązaniu z odpowiednimi regulacjami prawa unijnego. Zapewnia on dostęp do rynku pracy bez konieczności uzyskiwania zezwolenia na pracę ani dokonywania zgłoszenia do urzędu pracy, co oznacza, że w niektórych aspektach sytuacja tej grupy może pozostać stabilna, a nawet bardziej elastyczna. W trudnej sytuacji mogą znaleźć się natomiast obywatele Ukrainy, którzy korzystają obecnie z automatycznego przedłużenia ważności wiz krajowych i zezwoleń na pobyt – brak przedłużenia czasu obowiązywania specustawy może skutkować utratą legalności ich pobytu. W tej sytuacji rekomendowane jest złożenie wniosku o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy przed 30 września tego roku. Niezmiennie jednak, na mocy art. 22 obowiązującej specustawy, zatrudnienie obywateli Ukrainy w procedurze powiadomienia o powierzeniu pracy pozostaje w mocy – zgłoszenia złożone do powiatowych urzędów pracy zachowują swoją ważność niezależnie od przyszłego kształtu przepisów.

 Kluczowe jest to, aby osoby, których pobyt oparty jest wyłącznie na przedłużonych dokumentach krajowych – wizach czy kartach pobytu – zareagowały odpowiednio wcześnie i zabezpieczyły swój status składając wniosek o pobyt czasowy. W przeciwnym razie ich pobyt zostanie uznany za nielegalny, mimo że nadal będą pracować i płacić podatki – podkreśla Tetiana Hrynchyshyn, specjalistka ds. legalizacji pobytu cudzoziemców.

Jak zareaguje rynek?

Wstrzymanie prac nad nowelizacją specustawy ma istotne konsekwencje z punktu widzenia rynku pracy w Polsce. Jak wynika z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w lipcu 2025 roku liczba obywateli Ukrainy objętych ubezpieczeniem społecznym wynosiła blisko 825 tysięcy. Stanowią oni około 5% wszystkich ubezpieczonych w ZUS oraz ponad dwie trzecie ogółu legalnie pracujących cudzoziemców. Z kolei badanie przeprowadzone przez Polski Instytut Ekonomiczny w maju 2025 roku wykazało, że co trzecie przedsiębiorstwo w Polsce zatrudnia obecnie pracowników z Ukrainy, a ich odejście uznawane jest za realne zagrożenie dla ciągłości operacyjnej firm.

 Skala obecności obywateli Ukrainy w polskim systemie pracy nie ma precedensu. Ich udział nie tylko łagodzi niedobory kadrowe, ale w wielu branżach warunkuje codzienne funkcjonowanie przedsiębiorstw. Zmiany regulacyjne grożą nie tylko ograniczeniem podaży pracy, ale także wzrostem szarej strefy, destabilizacją lokalnych rynków pracy i przerwaniem procesów integracyjnych – ocenia Natalia Myskova, prezes zarządu Smart Solutions HR.

Weto wobec nowelizacji specustawy nie przyniosło natychmiastowych efektów, ale zwiększyło niepewność wśród przedsiębiorstw. Firmy zatrudniające pracowników fizycznych – w logistyce, rolnictwie czy przetwórstwie – muszą obecnie uwzględniać w swoich kalkulacjach ryzyko przerwania ciągłości zatrudnienia po 30 września 2025 roku. Taka sytuacja przekłada się na większą ostrożność przy podejmowaniu decyzji kadrowych, może też wpływać na tempo nowych rekrutacji i ograniczać zdolność firm do elastycznego reagowania w okresach zwiększonego zapotrzebowania. Już sama perspektywa braku stabilnych przepisów podnosi koszty planowania działalności i wprowadza napięcie na rynku pracy.

W ujęciu długoterminowym stawką jest nie tylko bieżąca płynność zatrudnienia, ale też tempo rozwoju całej gospodarki. Odpływ części siły roboczej oznaczałby wzrost kosztów rekrutacji i konieczność intensyfikacji szkoleń, a także spadek efektywności w sektorach szczególnie uzależnionych od pracy migrantów. Według badania „Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski” przeprowadzonego przez Deloitte dla UNHCR wkład uchodźców z Ukrainy w polskie PKB w 2024 roku wyniósł 2,7%, co obrazuje ich realne znaczenie dla gospodarki. Brak przewidywalnych ram prawnych może w konsekwencji osłabić wzrost gospodarczy, a jednocześnie sprzyjać przenoszeniu się pracowników do innych państw UE.

 W tej chwili największym problemem nie jest brak ludzi do pracy, tylko brak jasności, czy ci, którzy już pracują, będą mogli robić to nadal po określonym terminie. Dla firm to sytuacja, w której nie da się podjąć żadnej racjonalnej decyzji — nie wiadomo czy inwestować w nowe zamówienia, zatrudniać dalej, czy przeczekać. Niepewność ma swoją cenę i rynek zaczyna ją kalkulować. Pracodawcy nie działają w panice, ale zaczynają analizować ryzyka, które dotąd były marginalne  –  mówi Natalia Myskova.

Niepewność życiowa i wzrost szarej strefy

Niepewność co do dalszego pobytu i dostępu do legalnego zatrudnienia utrudnia podejmowanie podstawowych decyzji życiowych. W sytuacji przedłużającego się braku rozwiązań rośnie również ryzyko, że część zatrudnienia przesunie się poza ramy oficjalnego rynku pracy.

Gdy brakuje jasnych regulacji, naturalnym mechanizmem staje się poszukiwanie rozwiązań tymczasowych – także poza formalnym systemem. Dla wielu firm priorytetem pozostaje utrzymanie ciągłości operacyjnej, a dla pracowników — źródła dochodu. W takiej sytuacji rozwój zatrudnienia nieformalnego nie wynika z intencji obejścia prawa, lecz z próby utrzymania dotychczasowego stanu rzeczy przy braku przepisów, które by to umożliwiały. Niestety, ale to prosta droga do rozwoju szarej strefy – konkluduje Natalia Myskova.

Co dalej z nowelizacją specustawy?

Decyzja prezydenta wywołała wiele kontrowersji i przyczyniła się do eksperckich dyskusji na temat stanu polskiego runku pracy. Karol Nawrocki zapowiedział złożenie własnego projektu nowelizacji ustawy, który w jego rozumieniu będzie dokumentem kompletnym i odpowiadającym obecnym realiom gospodarczym i międzynarodowym. Rząd z kolei zadeklarował przygotowanie odrębnej ustawy oraz prowadzenie działań mających na celu uporządkowanie statusu prawnego obywateli Ukrainy w Polsce. Obecna sytuacja pozostaje dynamiczna i wskazuje na konieczność wypracowania rozwiązań legislacyjnych, które z jednej strony zabezpieczą interesy pracowników i przedsiębiorców, a z drugiej zapewnią stabilność systemową w perspektywie kolejnych lat.

Źródła:

  1. Tygodnik Gospodarczy PIE, 15.05.2025 – opracowanie własne Smart Solutions HR.
  2. „Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski” przeprowadzonego przez Deloitte dla UNHCR – opracowanie własne Smart Solutions HR.
  3. Dane z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Liczba ubezpieczonych (osoby fizyczne), którzy w zgłoszeniu do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych podali obywatelstwo inne niż polskie w okresie od stycznia do lipca 2025 r. – opracowanie własne Smart Solutions HR.

Agnieszka Mosór nową rzeczniczką prasową i kierowniczką komunikacji korporacyjnej Adamed Pharma

Agnieszka Mosór objęła stanowisko rzeczniczki prasowej oraz kierownika komunikacji korporacyjnej Adamed Pharma. Odpowiadać będzie również za komunikację międzynarodową spółki, która działa w ośmiu krajach i posiada fabrykę w Wietnamie – największą polską inwestycję w Azji. 

– To dla mnie bardzo ciekawe wyzwanie zawodowe, ale i zaszczyt. Jako dziennikarka zajmowałam się głównie ekonomią. Dziś pracuję w firmie, która ma ogromny wpływ nie tylko na zdrowie i życie ludzi, ale także na gospodarkę. Adamed produkuje leki, które trafiają do pacjentów w kilkudziesięciu krajach. Fabryka w Wietnamie to dowód, że polska firma rodzinna może być globalnym graczem. Warto o tym mówić, bo takie sukcesy polskich przedsiębiorców są najlepszą wizytówką naszego kraju na świecie – mówi Agnieszka Mosór.

Agnieszka Mosór ma 25-letnie doświadczenie w mediach. Była reporterką i prezenterką głównego wydania „Wydarzeń” Telewizji Polsat oraz prowadzącą programy publicystyczne „Graffiti” i „Gość Wydarzeń”. Współpracowała także z Radio France Internationale, gdzie relacjonowała wydarzenia z Polski. W ostatnich latach pełniła rolę trenerki biznesu i wykładowczyni komunikacji na studiach MBA Uniwersytetu Vizja.

Jest absolwentką romanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Europejskiej Szkoły Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego i Ecole de Journalisme de Lille. Ukończyła studia podyplomowe z Non Violent Communication (NVC) na Uniwersytecie Civitas, była także stypendystką Departamentu Stanu USA.

Spadek przychodów, ale zysk netto na plusie. Fabrity podsumowuje pierwsze półrocze 2025

Technologiczna Grupa Fabrity działała w pierwszym półroczu 2025 pod presją niekorzystnego otoczenia, ale mimo to wypracowała pozytywne rezultaty na każdym poziomie. Zarząd z optymizmem patrzy na kolejne kwartały, widząc w szczególności rosnący backlog, zawarte ważne umowy ramowe i perspektywy na kolejne duże kontrakty.

Grupa Fabrity (GPW: FAB) zanotowała w okresie styczeń-czerwiec 2025 roku przychody ze sprzedaży usług o wartości 33,9 mln zł, co wobec okresu porównawczego sprzed roku oznacza spadek o 3,8 mln zł rdr, przy czym należy pamiętać o efekcie wysokiej bazy (przed rokiem przychody wzrosły o 20% rdr). Osiągnięte przychody pozwoliły w minionym półroczu na wypracowanie 3,3 mln zł wyniku EBITDA (-1,0 mln zł rdr), co jest zbieżne z opublikowanymi przed tygodniem szacunkami wyników półrocza, podobnie jak inne wartości zawarte w stosownym raporcie bieżącym. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, że w minionych miesiącach spółka mierzyła się z opóźnieniami w rozstrzygnięciu istotnych przetargów wśród dotychczasowych klientów, a tempo rozwoju nowych projektów pozostawało poniżej wcześniejszych oczekiwań w ślad za obserwowanym spowolnieniem w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych wśród klientów i w obliczu ogólnie negatywnego sentymentu rynkowego.

Zysk operacyjny w wysokości 2,2 mln zł (-1,2 mln zł rdr) przełożył się na 1,6 mln zł zysku netto, z tym że wartość ta nie jest porównywalna do sytuacji sprzed roku, chociażby ze względu na rozpoznanie w wyniku netto pierwszego półrocza 2024 roku łącznie 4,3 mln zł z tytułu nadpłat podatku dochodowego. Było to 1,8 mln zł otrzymanego już wtedy zwrotu nadpłaty CIT z tytułu wykorzystania ulgi holdingowej przy sprzedaży spółek marketingowych w 2023 roku oraz 2,5 mln zł spodziewanego wówczas zwrotu analogicznej nadpłaty CIT wynikającej z transakcji zbycia spółki zależnej Oktawave w roku 2022 (po wyroku NSA w tej sprawie w lipcu br. Fabrity oczekuje obecnie na uregulowanie przez organy skarbowe kwoty głównej wraz z odsetkami – łącznie ponad 3 mln zł).

Mamy wyraźnie rosnący backlog, a także powiększający się lejek sprzedażowy potencjalnych nowych umów, podejmujemy kroki w celu rozwoju działalności z dużymi klientami, w tym z takimi instytucjami jak unijna agencja Frontex i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa w tym zakresie. Europa inwestuje w IT coraz więcej, a my mamy wszelkie atuty, aby na tym korzystać. Minione półrocze było poniżej naszych oczekiwań ze względu na uwarunkowania zewnętrzne, natomiast niezmiennie jesteśmy optymistycznie nastawieni co do przyszłości, w której oczekujemy, że rozwój współpracy z dotychczasowymi i z nowymi klientami, nasza efektywność operacyjna i wypracowane przewagi konkurencyjne przełożą się na pozytywne tendencje wynikowepodkreśla Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Celem Fabrity pozostaje bycie wysoko wyspecjalizowanym partnerem dużych przedsiębiorstw i organizacji publicznych, świadczącym kompleksowe usługi związane z transformacją cyfrową w skali międzynarodowej. Dlatego też spółka rozbudowuje ofertę usług, zwłaszcza w obszarach takich jak przemysłowy internet rzeczy (Industrial IoT), sztuczna inteligencja (AI) oraz w zakresie przetwarzania danych (Data&Cloud).

Działania sprzedażowe prowadzone są zarówno na rynku polskim, jak i na rynkach zagranicznych – Niemcy, Austria, Szwajcaria – tzw. kraje DACH oraz Wielka Brytania i Irlandia. Ich wynikiem było zawarcie w pierwszym półroczu 2025 dużych umów ramowych na świadczenie usług IT. W czerwcu nastąpiło zawarcie dwóch umów ramowych z Agencją Frontex na świadczenie usług IT w formule „Time and Means”, obejmujących m.in. rozwój aplikacji, integrację systemów, analizę biznesową i bezpieczeństwo informacji. Kontrakty zostały zawarte na 24 miesiące, z możliwością przedłużenia do czterech lat z budżetem do 60 mln euro dla Obszaru 1 (on-site i near-site) oraz do 52,5 mln euro dla Obszaru 2 (far-site). Umowy zostały podpisane w formule „multiple framework contract with reopening of competition”, co oznacza konkurencję kilku wykonawców o realizację zadań. Dodatkowo Fabrity zawarła umowy ramowe z European Stability Mechanism – międzyrządową instytucją finansową strefy euro, Centrum e-Zdrowia – polską jednostką odpowiedzialną za cyfryzację systemu ochrony zdrowia, a także Polską Agencją Prasową (PAP). Spółka pozyskała również klienta z branży transportowej ze Skandynawii oraz dwóch nowych klientów z Polski – z branży motoryzacyjnej oraz ubezpieczeniowej, a z jednym z aktualnych klientów z branży oil&gas zawarła umowę ramową na rozwój oprogramowania w nowym obszarze biznesowym. Co warte podkreślenia, w pierwszym półroczu 2025 spółka Fabrity nie straciła żadnego klienta i dostrzega duży potencjał  wzrostu przychodów we współpracy z wieloma relatywnie nowym klientami, z którymi zawarła umowy w zeszłym roku. Z kolei spółka zależna Fabrity Commerce, czyli przejęta na początku zeszłego roku Panda Group, pozyskała w pierwszym półroczu sześciu nowych klientów.

Z punktu widzenia rozwoju biznesu ważnym wydarzeniem było uzyskanie przez Fabrity certyfikacji ISO 27001 (zarządzanie bezpieczeństwem informacji) i ISO 9001 (zarządzanie jakością), dzięki czemu wzrosła wiarygodność Fabrity jako dostawcy rozwiązań IT dla dużych organizacji zarówno w Polsce, jak i zagranicą (DACH, UK, Irlandia), szczególnie z branży produkcyjnej, finansowej, farmaceutycznej czy z administracji publicznej.

Z końcem lipca br. Wiceprezes Artur Piątek zakończył swoją misję w Zarządzie Fabrity S.A., co stanowiło zakończenie procesu transformacji wielobranżowej Grupy K2 Holding w technologiczną Grupę Fabrity, czego zwieńczeniem był wspomniany wyrok NSA, potwierdzający konieczność zwrotu nadpłaty CIT przez organy skarbowe. Równolegle Grupa wzmacniała w omawianym okresie pierwszego półrocza 2025 kluczowe kompetencje w obszarze finansów i kontrolingu, co pozwoliło na outsourcing części procesów operacyjnych, takich jak księgowość oraz kadry i płace. Dzięki temu struktura organizacyjna została uproszczona, a od początku przyszłego roku Zarząd spodziewa się pierwszych oszczędności wynikających z przeprowadzonych zmian.

Turyści z zagranicy ratują polskie wybrzeże przed kaprysami pogody. Czesi gonią Niemców

Poza krajowymi turystami największą grupą wypoczywającą nad Bałtykiem pozostają oczywiście turyści z Niemiec. Rośnie udział turystów z Czech w strukturze turystów spoza Polski. Cieszy również obecność Skandynawów czy gości z bardziej odległych kierunków na świecie. – Turystyka w Polsce uzależniona jest od pewnej kapryśnej damy, jaką jest pogoda. Możemy mieć świetną infrastrukturę, fantastyczne eventy i najpiękniejsze plaże, ale bez sprzyjającej aury trudno będzie mówić o pełnym sukcesie. W tym roku mieliśmy świetny sierpień i bardzo trudny lipiec – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Czechów więcej, turyści z zagranicy chętnie odwiedzają Świnoujście, Międzyzdroje, Mielno i Kołobrzeg

Prezes Hanna Mojsiuk dodaje jednocześnie, że kapryśna aura jest problemem bardziej dla krajowych turystów niż zagranicznych. Klienci spoza Polski zwykle planują wypoczynek nad Bałtykiem z dużym wyprzedzeniem, a poza kąpielami w morzu liczy się dla nich także infrastruktura hotelu, SPA czy atrakcje dla dzieci.

– Niemcy wciąż pozostają naszym głównym klientem turystycznym, który docenia uroku Bałtyku i nasi hotelarze przyznają, że mają gości, którzy wracają co roku na tydzień i jest to ich lipcowa czy sierpniowa rutyna. Pogoda mniej wpływa na plany turystów z zagranicy, bo oni zwykle wiedzą czego się spodziewać po danym kraju i tak, jak jedzie się do Hiszpanii po upał, tak do Polski po chłodniejsze wakacje – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zauważamy, że turyści z Czech nad Bałtykiem są coraz liczniejszą grupą wypoczywających – jest to jeden z naszych największych sukcesów, że udaje się docierać z ofertą zachodniopomorskich kurortów nadbałtyckich do turystów nie tylko z Polski i Niemiec, ale także z Czech, Skandynawii czy mniej oczywistych kierunków turystycznych. Drugim aspektem przyciągającym Czechów jest infrastruktura. Droga łącząca Czechy z polskim wybrzeżem Bałtyku to przede wszystkim droga ekspresowaS3  w Polsce, która jest obecnie w ostatniej fazie budowy, oraz autostrada D11 w Czechach, która połączy się z S3 na granicy. Niewątpliwie również droga A1 jest linią łączącą Czechy i Polskę. Efekt inwestycji infrastrukturalnych to możliwość dotarcia nad morze w 5-6 godzin – mówi prezes Mojsiuk.

Niemcy bardziej oszczędni

Grzegorz Dobosz, właściciel hotelu Hamilton przyznaje, że struktura gości w jego pięciogwiazdowym obiekcie oparta jest w dużej mierze na turystach z Niemiec. Około 10% to Czesi, a około 30% to Polacy.

– Zdecydowanie to był inny sezon. Pełen niepewności jak potoczy się sytuacja z kontrolami na granicach. To działało na wyobraźnie turystów i był moment, gdy turystów było mniej, obawiali się kontroli czy samozwańczych kontrolerów i nieprzyjemności z tym związanych. Pamiętajmy, że w niemieckich mediach to był jeden z głośniejszych tematów lipca i na pewno miał społeczne przełożenie na zainteresowanie wakacjami w Polsce – przyznaje Grzegorz Dobosz.

– Nie zauważyłem, by w Koszalinie, Mielnie i w okolicach ubyło turystów z Niemiec – mówi Andrzej Mielcarek, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Koszalinie.

– Na pewno jednak turyści z Niemiec byli w tym roku bardziej oszczędni – dodaje. – Czeski szturm to też określenie na wyrost, ale coroczny, konsekwentny wzrost zainteresowania turystyką w naszym kraju mnie cieszy – dodaje Mielcarek.

Niemcy wolą hotele, a Czesi apartamenty na wynajem

Jaką formę obecności nad morzem wybierają zwykle turyści z zagranicy? Niemcy nadal wybierają hotele, najlepiej wysokiej klasy. Czesi za to częściej decydują się na krótsze wyjazdy, przyjeżdżają samochodami i wolą apartamenty niż hotele. Inni turyści z zagranicy – bardzo różne, ale w tym sezonie mamy renesans hotelarstwa.

– Czeski turysta jest nieco inny niż niemiecki czy skandynawski. Niemcy preferują wynajem hoteli i głównie to właśnie w pięciogwiazdkowych nadbałtyckich resortach można spotkać turystów z tego kraju. Czesi za to chętniej wynajmują apartamenty i samodzielnie organizują sobie czas nad Bałtykiem czy w okolicznych miejscowościach. Zauważamy, że czeski turysta jest bardziej mobilny, a jednocześnie bardziej niż na drogie apartamenty stawia na wygodę – przyznaje ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

Ekspert dodaje jednocześnie, że Polacy w tym sezonie częściej niż rok temu wybierali hotele i pensjonaty, co nie zmienia faktu, że zainteresowanie apartamentami szczególnie w sierpniu było nadal wysokie.

Koniec aplikacji, początek ekosystemów: Bankowość mobilna w 2025 roku

Blisko 7 na 10 klientów bankowości oczekuje, że będzie w stanie wykonać każdą operację finansową wyłącznie za pomocą aplikacji mobilnej. Ta fundamentalna zmiana w oczekiwaniach konsumentów redefiniuje pojęcie aplikacji bankowej, przekształcając ją ze zwykłego kanału dostępu w strategiczne centrum relacji z klientem i podstawowe narzędzie do zarządzania finansami. W odpowiedzi, banki muszą na nowo określić swoją strategię, opierając ją na czterech filarach technologicznych, jednocześnie mierząc się z rosnącą presją regulacyjną.

Bankowość mobilna 2025: balansowanie pomiędzy regulacjami a innowacyjnością

Rosnąca dominacja kanału mobilnego doprowadziła do fenomenu znanego jako „aplikacja jako bank” – dla milionów klientów na całym świecie interfejs w smartfonie stał się wręcz synonimem instytucji finansowej. To zjawisko podnosi stawkę i może generować pewne problemy. Z jednej strony, banki muszą ponosić ogromne, obowiązkowe wydatki na zapewnienie zgodności z nowymi ramami prawnymi. Koszty wdrożenia samego tylko rozporządzenia DORA już przekroczyły 1 milion EUR dla 38% firm w UE. Z drugiej strony, nowa sytuacja wymusza na nich kolejne inwestycje w rozwój aplikacji, by sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów, które nie są małe: zdecydowana większość dorosłych użytkowników – 65% w USA, 68% w Wielkiej Brytanii i aż 73% w Australii – uważa, że powinna mieć możliwość wykonania każdego zadania finansowego za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Bankowe aplikacje mobilne w 2025: 4 filary

Strategiczna transformacja aplikacji mobilnej w centrum finansów klienta opiera się na czterech kluczowych filarach technologicznych:

  • Sztuczna Inteligencja (AI),

  • SuperAplikacje i usługi o wartości dodanej (VAS),

  • Otwarta Bankowość i Finanse Wbudowane (Embedded Finance),

  • Biometria.

Sztuczna inteligencja jako standard w bankowości

Potrzeba personalizacji ofert, walka z oszustwami i optymalizacja procesów sprawiają, że sztuczna inteligencja staje się kluczowym elementem strategii bankowej. Jej rosnące znaczenie potwierdza skala inwestycji, napędzana wymiernymi korzyściami biznesowymi: algorytmy AI potrafią zredukować straty związane z oszustwami nawet o 50%, a personalizacja oparta na sztucznej inteligencji może zwiększyć przychody o 5-20%. W 2025 roku globalny rynek AI w bankowości wyceniany jest na około 34,58 mld USD, przy rocznej stopie wzrostu (CAGR) przekraczającej 30%. Inne szacunki wskazują na wartość 26,7 mld USD i wzrost na poziomie 32,6% (CAGR).

SuperAplikacje i usługi VAS, czyli jak banki walczą o zaangażowanie klienta

Nadrzędnym celem banków jest przekształcenie aplikacji bankowej w centralny punkt zarządzania codziennym życiem – model znany jako SuperAplikacja. Potencjał tego kierunku odzwierciedla wartość globalnego rynku, szacowaną na 127,46 mld USD w 2025 roku. Skąd tak duże zainteresowanie tym segmentem? Główną motywacją jest przede wszystkim możliwość tworzenia nowych źródeł przychodów i – z perspektywy banków – budowania przewagi konkurencyjnej nad fintechami.

W jaki sposób banki chcą zrealizować tak ambitną wizję? Odpowiedzią jest często strategia ewolucyjna, która rozpoczyna się od integracji usług o wartości dodanej (VAS). Technicznym fundamentem, który umożliwia włączanie usług zewnętrznych partnerów, jest infrastruktura oparta na API, rozwijana w ramach Otwartej Bankowości. Za udany przykład takiego podejścia może posłużyć np. Mobilna aplikacja bankowa fińskiej grupy POP Pankki. Dzięki dodaniu dodatkowych kanałów sprzedaży ubezpieczeń i produktów finansowych, firma zwiększyła liczbę klientów w tym sektorze o prawie 20% już w pierwszym roku od wdrożenia.

Otwarta bankowość i finanse wbudowane: nowa era monetyzacji usług

Jedną z najbardziej widocznych zmian strategicznych w 2025 roku jest ewolucja w postrzeganiu Otwartej Bankowości. Jeszcze niedawno patrzono na nią wyłącznie w kategoriach regulacyjnego obowiązku, obecnie widzimy w niej nowe źródło przychodów.

Monetyzacja tego modelu polega na oferowaniu zaawansowanych, płatnych interfejsów API partnerom zewnętrznym. Umożliwia im to wbudowanie usług bankowych – takich jak płatności „kup teraz, zapłać później” (BNPL) czy szybkie pożyczki – bezpośrednio w swoje platformy e-commerce lub systemy rezerwacyjne. Ten model, znany jako finanse wbudowane (embedded finance), pozwala bankom docierać do klientów z ofertą dokładnie w momencie, w którym pojawia się potrzeba. To właśnie esencja bankowości kontekstowej, która staje się niemal niewidoczną częścią innej usługi.

Biometria jako fundament bezpieczeństwa i wygody w aplikacjach bankowych

Biometria oferuje unikalny zestaw korzyści: jednocześnie podnosi poziom bezpieczeństwa i poprawia doświadczenie klienta, rozwiązując odwieczny kompromis między ochroną a wygodą. O zwiększeniu zainteresowania tematem biometrii najlepiej świadczą liczby – wartość rynku biometrii mobilnej szacowana jest na ponad 51 mld USD w 2025 roku, przy rocznym wzroście na poziomie 21,7% (CAGR).

Tak jak wspomnieliśmy wyżej, siła biometrii leży właśnie w tej podwójnej korzyści. Eliminuje ona frustrację związaną z koniecznością zapamiętywania haseł, stając się kluczowym komponentem, który pozwala budować cyfrowe zaufanie w relacji klient-bank.

Podsumowanie: przyszłość bankowości to rola zaufanego partnera w cyfrowym życiu

Sukces w nowej erze bankowości mobilnej nie zależy już wyłącznie od sprzedaży własnych produktów, ale od zdolności do zarządzania siecią partnerów i usług w ramach szerszego ekosystemu. Osiągnięcie tego celu wymaga jednak nie tylko wdrożenia innowacji. Kluczowa staje się umiejętność balansowania pomiędzy wymogami regulacyjnymi a niezbędnymi inwestycjami w technologie. W efekcie obronną ręką wyjdą tylko te instytucje, które potrafią wykorzystać synergię kluczowych technologii: infrastruktury API Otwartej Bankowości jako technicznego fundamentu, sztucznej inteligencji jako motoru napędowego personalizacji oraz biometrii jako bezpiecznego punktu dostępu.

Ostateczne pytanie, przed którym stają dziś zarządy, nie brzmi „jaką aplikację mobilną zbudować?”, ale „jaką rolę w cyfrowym życiu klienta chcemy pełnić?”.

Niższa inflacja w sierpniu. Ekonomiści widzą przestrzeń dla głębszej obniżki stóp

Poznaliśmy wstępne sierpniowe odczyty inflacji CPI w Polsce. Zarówno w ujęciu rocznym (2,8 proc. vs 3,1 proc. w lipcu), jak i miesięcznym (-0,1 proc. vs 0,3 proc. w lipcu) są one znacznie niższe niż poprzednie odczyty.

Takie odczyty mogą okazać się przesądzające o obniżce stóp procentowych na najbliższym, wrześniowym posiedzeniu RPP, może nawet o 50 punktów bazowych.

Autor: Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Ekspresy nowej generacji z IoT – nowa odsłona telemetrii. Czym się wyróżniają i do kogo są kierowane?

Ekspresy Jetinno od CoffeeTech to inteligentne ekspresy do kawy z IoT (nowa odsłona telemetrii) dla biur, hoteli i restauracji. Zapewniają zdalny nadzór, monitoring w czasie rzeczywistym, alerty serwisowe, historię awarii, eksport raportów, zdalny restart oraz statystyki i analizy sprzedaży wspierające dopasowanie oferty.

W świecie, gdzie technologia kształtuje każdy aspekt codziennego życia i pracy, ekspresy do kawy przestają być tylko urządzeniami gastronomicznymi. Marka Jetinno, dostępna w ofercie CoffeeTech, to przykład, jak Internet Rzeczy (IoT) realnie usprawnia zarządzanie kawą w biurach i hotelach. To więcej niż innowacja – to odpowiedź na konkretne potrzeby nowoczesnych organizacji.

Inteligencja ukryta w obudowie – jak działa IoT w Jetinno?

Ekspresy Jetinno są zintegrowane z platformą IoT / telemetrii, która stale monitoruje pracę urządzenia. W panelu widać lokalizację, numer urządzenia i status w czasie rzeczywistym, a alerty serwisowe natychmiast sygnalizują odchylenia. Administrator zarządza całą flotą ekspresów z jednego panelu administracyjnego, ma wgląd w historię awarii i może generować eksport raportów do dalszej analizy. Gdy liczy się czas, dostępny jest zdalny restart, który często przywraca działanie bez wizyty technika. Dodatkowo dostępne są statystyki sprzedaży oraz analiza trendów (np. popularność napojów w wybranych okresach), co wspiera decyzje ofertowe i zaopatrzeniowe.Ekspresy Jetinno od CoffeeTech nowej generacji z IoT

Jetinno w hotelach – komfort gości na pierwszym miejscu

W branży hotelarskiej priorytetem jest niezawodny serwis. Monitoring IoT i alerty serwisowe gwarantują szybkie wychwytywanie anomalii, a historia awarii ułatwia planowanie działań prewencyjnych. Przestoje w działaniu ekspresu w lobby, restauracji hotelowej czy strefie śniadaniowej może natychmiast przełożyć się na niezadowolenie gości.

Dzięki zdalnemu restartowi wiele incydentów rozwiązuje się natychmiast, bez przestojów w lobby czy strefach śniadaniowych. Managerowie mają wgląd w zużycie i sprzedaż, więc z pomocą analizy trendów mogą dopasować ofertę napojów do preferencji gości, zachowując wysoką dostępność i spójność jakości.

Jetinno w restauracjach i gastronomii – stabilność i kontrola kosztów

W restauracjach, kawiarniach czy punktach gastronomicznych liczy się nie tylko smak kawy, ale też tempo obsługi, powtarzalna jakość i kontrola kosztów. Rynek gastronomiczny to szczególnie wymagające środowisko, gdzie liczy się tempo obsługi i jakość. Dzięki IoT/telemetrii właściciele i managerowie restauracji zyskują wgląd w zużycie, historię awarii oraz statystyki sprzedaży. Ułatwia to kontrolę kosztów, planowanie zakupów i szybką reakcję w razie przestojów. Stabilność i spójność jakości przekłada się na lepszą obsługę gości i optymalizację pracy personelu.

Jetinno w biurach – wydajność pracy i spokój administracji

W środowisku biurowym liczy się przewidywalność i czas reakcji. Jetinno w biurze zapewnia monitoring w czasie rzeczywistym, alerty, historię zdarzeń oraz zdalny restart, co minimalizuje przestoje i ogranicza ad-hoc interwencje. Panel administracyjny porządkuje pracę zespołów odpowiedzialnych za infrastrukturę, a statystyki sprzedaży i dashboardy trendów pomagają planować budżet, dostawy surowców i konfigurację oferty na poszczególnych piętrach czy w strefach wspólnych.

Nowy standard obsługi – dla firm, które myślą przyszłościowo

Ekspresy Jetinno od CoffeeTech nowej generacji z IoT

Ekspresy Jetinno to połączenie zdalnego nadzoru, diagnostyki i analityki w jednym środowisku. Monitoring, alerty, historia awarii, eksport raportów oraz zdalny restart skracają czas reakcji, zwiększają dostępność i wspierają decyzje oparte na danych. W praktyce przekłada się to na stabilny serwis kawowy w hotelach, biurach, coworkingach i przestrzeniach premium – dokładnie tam, gdzie liczy się jakość, przewidywalność i szybka obsługa użytkownika.

FAQ – Ekspresy z telemetrią

1) Co daje monitoring IoT w Jetinno?
Zapewnia podgląd statusu w czasie rzeczywistym, alerty serwisowe oraz historię awarii, co przyspiesza diagnozę i planowanie działań.

2) Ile godzin przestoju realnie „odzyskam” dzięki alertom i restartowi zdalnemu?
Przy skróceniu detekcji z 4 h do 1 min i 40% rozwiązań zdalnych dla 40 inc./msc: ok. 160 h/mies. odzyskanej pracy; przy 15 zł/h to ~2 400 zł/msc.

3) Czy można zrestartować ekspres zdalnie?
Tak, dostępny jest zdalny restart z panelu administracyjnego, dzięki czemu wiele incydentów znika bez wizyty technika.

4) Czy są raporty i analizy sprzedaży?
Tak, dostępne są statystyki sprzedaży i analiza trendów (np. popularność napojów), które pomagają dopasować ofertę i zakupy.

5) Czy da się zarządzać całą flotą z jednego miejsca?
Tak, panel administracyjny umożliwia kontrolę całej floty ekspresów, od lokalizacji po status i raporty.

6) Czy IoT to dodatkowy koszt?
Nie. Moduł IoT/telemetrii jest standardem w cenie ekspresu Jetinno – masz go od razu, bez dopłat.

7) Czy ekspresy Jetinno sprawdzają się w gastronomii?
Tak. Są zaprojektowane także z myślą o restauracjach, kawiarniach i lokalach gastronomicznych. Dzięki IoT można monitorować sprzedaż, kontrolować koszty i zapewnić ciągłość obsługi gości. To praktyczne rozwiązanie dla miejsc o dużym natężeniu ruchu.

Dolar słabnie mimo lepszych danych z USA

Im bliżej końca tygodnia, tym więcej istotnych danych dostarcza nam kalendarz makroekonomiczny. Oprócz wczorajszych publikacji wyników największej spółki na świecie, dziś otrzymaliśmy odczyt PKB z amerykańskiej gospodarki. Mimo że dane nie były najgorsze, to nie wyhamowały strat dolara na forex. Amerykańska waluta od wczorajszego popołudnia traci do euro, na czym zyskuje polski złoty.

Wyniki największej spółki na świecie

Wczoraj odbyła się publikacja kwartalnych wyników Nvidii. Dlaczego to na niej skupiona była uwaga całego rynku kapitałowego? Otóż amerykański producent chipów to globalny lider w dziedzinie sztucznej inteligencji z kapitalizacją rynkową wynoszącą 4,4 biliona dolarów. Jednocześnie jest to prawie 8% udziału w indeksie S&P 500 (500 spółek o najwyższej kapitalizacji notowanych na amerykańskich giełdach), czyli najwyższy udział w historii indeksu w przypadku pojedynczej spółki. Jeszcze bardziej rozbudza wyobraźnie fakt, że to dwukrotnie więcej niż wartość niemieckiego indeksu DAX. Wczorajsze wyniki przedsiębiorstwa po raz kolejny przewyższyły oczekiwania, a mimo to firma odnotowała spadki w handlu posesyjnym. Wśród przyczyn zniżki wskazuje się gorsze rezultaty segmentu centrów danych, czy zerową sprzedaż chipów H20 do Chin, co dla niektórych inwestorów może być oznaką studzenia entuzjazmu wokół branży AI. Niepewność o przyszłość spółki wzbudza również sposób prowadzenia polityki handlowej przez USA, czy wspomniane ostatnio pobierane 15% prowizji od sprzedaży chipów do Państwa Środka. Inni natomiast sugerują, że zniżki to naturalna realizacja zysków, co szybko zostanie odkupione.

Odbicie na „edku”

Wracając na rynek forex, należy zacząć od naruszenia siły dolara w środowe popołudnie. Zbiegło się to w czasie z gołębio odebraną wypowiedzią członka FED, Johna Williamsa. Ruch eurodolara w kierunku północnym jest kontynuowany w czwartek. Kurs EUR/USD wzrósł z wczorajszego minimum 1,158 USD do 1,167 USD. Co warte uwagi to fakt, że amerykańska waluta traci do unijnej, mimo chaosu politycznego we Francji oraz słabszych publikacji o nastrojach w strefie euro. Wzrosty na wykresie głównej pary walutowej świata nie zdołały zatrzymać nawet dane o PKB ze Stanów Zjednoczonych, które w ujęciu annualizowanym wykazały wzrost z -0,5% do 3,3% (prognoza 3,1%), przy jednoczesnym głębszym od oczekiwanego spadku inflacji PCE core z 3,5% k/k do 2,5% k/k (konsensus 2,6% k/k).  Delikatnie spadła również liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z 234 tys. do 229 tys. Mimo danych lepszych od prognoz, kurs EUR/USD tuż po publikacji utrzymywał kierunek północny.

Umocnienie złotego

Dziś krajowa waluta wykorzystuje dominację euro i odrabia wczorajsze straty na forex. Kurs EUR/PLN wraca na 4,26 PLN, a USD/PLN schodzi poniżej 3,65 PLN.  Zniżkują także GBP/PLN i CHF/PLN. Szwajcarskiego franka osłabia w czwartek gorszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy, który spadł z 1,8% r/r do 1,2% r/r. Rynek prognozował zniżkę jedynie do 1,4% r/r. Na sam koniec warto zaznaczyć, że dla notowań krajowej waluty szczególnie istotna będzie jutrzejsza publikacja inflacji konsumenckiej w naszym kraju. Prognozy mówią o spadku z 3,1% r.r do 2,9 % r/r. To jeden z głównych czynników branych pod uwagę przez Radę Polityki Pieniężnej podczas podejmowania decyzji w sprawie stóp procentowych, a następna już w przyszłym tygodniu.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rozdźwięk w postrzeganiu AI – konsumenci wskazują ryzyka, zarządzający podkreślają szanse

Badanie EY – AI Pulse – ujawnia rozdźwięk między firmami, a konsumentami w kwestii sztucznej inteligencji. Mimo że 63% członków zarządu deklaruje zrozumienie obaw klientów, tylko 23% z nich widzi problem w braku odpowiedzialności za negatywne użycie AI. Ponadto 51% respondentów zgodziła się że opracowanie ram zarządzania dla tej technologii jest dla ich organizacji wyzwaniem. Tymczasem 58% konsumentów uważa, że brak odpowiedzialności przedsiębiorstw za szkodliwe wykorzystanie AI to problem.

Najnowsze badanie EY – AI Pulse – rzuca światło na znaczące różnice w postrzeganiu kwestii związanych z odpowiedzialnym rozwojem sztucznej inteligencji pomiędzy zarządami firm a konsumentami. Mimo że większość (63%) członków zarządu badanych przedsiębiorstw (CxO) uważa, że ich odczucia dotyczące AI są zbliżone do klientów, to szczegółowe wyniki wskazują na wyraźne rozbieżności.

Jeden z kluczowych obszarów, w którym widoczna jest ta dysproporcja, to kwestia odpowiedzialności za negatywne lub szkodliwe wykorzystanie AI. Zaledwie 23% ankietowanych członków zarządów uważa, że brak odpowiedzialności za takie incydenty stanowi problem. W tym samym czasie, aż 58% konsumentów wskazuje ten obszar jako znaczącą obawę, co oznacza aż 35 p.p. różnicy.

Znaczące rozbieżności zaobserwowano również w odniesieniu do innych kluczowych aspektów odpowiedzialnego wdrażania AI:

  • Naruszenia systemów bezpieczeństwa AI: tylko 32% członków zarządów postrzega to jako problem, w porównaniu do 64% konsumentów.
  • Niewystarczające zabezpieczenia prywatności: 31% wśród CxO wobec 61% konsumentów.
  • Nieprzestrzeganie regulacji i przepisów dotyczących AI: 23% wśród CxO wobec 52% konsumentów.

– Rozdźwięk pomiędzy obawami użytkowników oraz kadry zarządzającej może wynikać z różnych kwestii, jak niejasna komunikacja pomiędzy działem technologicznym a zarządem, bądź zbytnią pewnością siebie i wiarą we wdrożone rozwiązania. Przedsiębiorstwa, które jako pierwsze rozpoczęły procesy implementacyjne często robiły „krok w nieznane”, więc, jak wielu innowatorów, skupiły się na potencjale AI do uzyskania przewagi konkurencyjnej, a kwestie związane z ryzykiem mogły mieć dużo mniejszy priorytet. Warto jednak zaznaczyć – podejście konsumentów w sprawie AI jest jednoznacznie, co oznacza, że firmy będą musiały zaadresować kwestie związane z bezpieczeństwem i odpowiedzialnym wykorzystaniem AI. Te które tego nie zrobią stracą w efekcie przewagę zbudowaną dzięki swoim wcześniejszym działaniom – mówi Radosław Frańczak, Consulting Sales Leader, EY Polska.

Im większa adopcja, tym większe rozbieżności

Badanie EY pokazuje, że poziom zaawansowania we wdrażaniu sztucznej inteligencji w firmach ma istotny wpływ na to, jak zarządy postrzegają swoją zgodność z oczekiwaniami konsumentów. Firmy, które dopiero integrują AI, wykazują znacznie większą ostrożność. Tylko nieco ponad połowa (51%) członków zarządu z firm będących w fazie implementacji AI uważa, że ich postawy są zbieżne z poglądami konsumentów. To znacząca różnica w porównaniu do 71% członków zarządu z organizacji, w których sztuczna inteligencja jest już wdrożona w działalności biznesowej.

Dodatkowo ponad połowa (51%) respondentów zgodziła się że opracowanie ram zarządzania dla obecnych technologii AI jest dla ich organizacji wyzwaniem. Jednocześnie, zauważalna jest duża luka kompetencyjna pomiędzy odsetkiem firm chcących wprowadzić kolejne technologie AI, a będące świadomymi ryzyk, które się z nimi wiążą. Prawie 9/10 (88%) chce korzystać z SDG (Synthetic Data Generation) ale tylko 58% jest zaznajomiona z wiążącymi się z tą technologią zagrożeniami.

– Wdrażanie innowacyjnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, wiąże się z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi, które często bywają niedostatecznie uwzględniane w strategiach bezpieczeństwa firm. A trzeba przecież pamiętać, że przyjęte rozporządzenie AI ACT zakazuje stosowania systemów, które m.in. „stosują techniki podprogowe lub manipulacyjne będące poza świadomością danej osoby lub wprowadzają w błąd”, a kary w tym wypadku mogą sięgać aż do 35 mln euro lub 7% rocznego obrotu. Wdrożenie tej regulacji do unijnego porządku prawnego odbywa się stopniowo, ale już od 2 sierpnia tego roku zaczęły być stosowane przepisy dotyczące kar oraz modeli AI ogólnego przeznaczenia – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY Law, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych.

O badaniu:
Globalne badanie EY, przeprowadzone w marcu i kwietniu 2025 roku, objęło 975 liderów C-suite odpowiedzialnych za AI w swoich organizacjach. Respondenci reprezentowali firmy o rocznych przychodach powyżej 1 mld USD, działające we wszystkich głównych sektorach w 21 krajach Ameryki Północnej i Południowej, APAC i EMEIA.

Polska i Czechy wzorem dla regionu w jakości dostaw e-commerce

  • Po wynikach Q1, które pokazały problemy z terminowością i stosunkowo wysoki poziom odmów w wynikach dostaw ostatniej mili w Europie Środkowo-Wschodniej, w Q2 widać pozytywną zmianę trendu.
  • Dane za drugi kwartał roku udostępnione przez Postis, dostawcę platformy do zarządzania dostawami ostatniej mili, ukazują poprawę kluczowych wskaźników: wzrosła skuteczność dostarczenia przesyłek, zmalał odsetek odmów i– choć w mniejszym stopniu – poprawiła się punktualność.
  • Jednak choć paczki częściej docierają do adresatów, a klienci coraz rzadziej odmawiają ich przyjęcia, statystyki w poszczególnych krajach mocno się od siebie różnią, co wpływa szczególnie na realizację zamówień w firmach sprzedających swoje towary na wielu europejskich rynkach jednocześnie.

Dane Postis Dostawy e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej Q2 2025Średni współczynnik skuteczności dostarczenia wzrósł z 97,48 procent w pierwszym kwartale do 98,93 procent w drugim (dane dotyczą ponad 3 mln przesyłek). Jeszcze bardziej wymowna jest zmiana w poziomie odmów: spadek z 2,52 do zaledwie 1,07 procent. Nieco wolniej poprawia się punktualność, ale i tu widać ruch w dobrym kierunku – odsetek paczek dostarczonych na czas zwiększył się z 76,49 do 78,67 procent. Choć oznacza to, że wciąż co piąta przesyłka nie dociera w terminie, trend pozostaje pozytywny.

Polska zdecydowanie wyróżnia się na tle regionu, a w drugim kwartale osiągnęła najlepsze wyniki w Europie Środkowo-Wschodniej. Skuteczność dostarczenia wyniosła 99,41 procent, a odmowy spadły do rekordowo niskiego poziomu 0,59 procent. Jeszcze większe wrażenie robi poprawa w punktualności – z 86,59 procent w pierwszym kwartale do aż 94,42 procent w drugim.

Czechy utrzymują pozycję wzorcowego rynku w zakresie terminowości. W obu kwartałach wskaźnik dostaw na czas przekroczył 91 procent, co potwierdza stabilność tamtejszego systemu dostaw. Nieco mniej optymistycznie wygląda sytuacja w Rumunii i Grecji. Rumunia wciąż boryka się z najwyższymi wskaźnikami odmów w regionie. W pierwszym kwartale odsetek nieprzyjętych przesyłek wyniósł 3,14 procent, a w drugim 2,97 procent, co jednoznacznie wskazuje na potrzebę poprawy jakości obsługi lub dopasowania oferty do oczekiwań odbiorców. Grecja z kolei zanotowała znaczący spadek terminowości – z 80,49 procent w pierwszym kwartale do 68,15 procent w drugim. Co ciekawe, greccy klienci wykazali się dużą wyrozumiałością wobec opóźnień, ponieważ tylko 0,71 procent paczek dostarczonych po czasie zostało ostatecznie odrzuconych.

Najważniejsza obserwacja płynąca z danych obejmujących oba kwartały jest jednoznaczna: opóźnienia zwiększają ryzyko odmowy przyjęcia przesyłki. W drugim kwartale średnio 1,92 procent paczek doręczonych po czasie zostało zwróconych, podczas gdy w przypadku przesyłek dostarczonych punktualnie ten odsetek wyniósł zaledwie 0,97 procent.

Jak podsumowuje Damian Siusta, Business Developmnet Manager Postis w Polsce, pierwszy kwartał 2025 roku przyniósł sygnały ostrzegawcze, z kolei w drugim widzimy poprawę, choć do perfekcji jeszcze kilka kroków. – W dzisiejszym bardzo konkurencyjnym środowisku e-commerce to właśnie skuteczność dostaw i ich punktualność generuje przewagi konkurencyjne. O ile Polska i Czechy pokazują, że wysoka efektywność i terminowość są możliwe, a ich sukcesy mogą być inspiracją dla sąsiednich rynków, to dla wszystkich sprzedających na wielu rynkach różnice w terminowości dostaw mogą wpływać na efektywność i ostateczny bilans – komentuje Damian Siusta.

Rynek opon w Polsce rośnie o 4% w I półroczu 2025 – SUV-y i motocykle na czele, ciężarówki w odwrocie

W pierwszym półroczu 2025 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów kontynuuje wzrosty: ogółem zwiększyła się o +4%, w największym segmencie opon do samochodów osobowych o +1,2%, a do SUV aż o +20%. Mocne wzrosty notowano również w segmencie opon dostawczych +9%, rolniczych +15% i motocyklowych +15%. Natomiast spadki zanotowano segmencie opon przemysłowych -10% oraz ciężarowych -14%.

W drugim kwartale 2025 wzrostowe trendy utrzymywały się: sprzedaż opon ogółem wzrosła o +2%, opon do samochodów osobowych o +1%, do SUV aż o +15%, dostawczych +1%, a motocyklowych aż o +20% – co jest związane z wyraźną sezonowością. Opony do maszyn rolniczych notowały wzrost o +2%, zmalała zaś sprzedaż w segmencie opon przemysłowych o -1% i ciężarowych o -11%. Z perspektywy rynku europejskiego zanotowano spadki sprzedaży w segmencie konsumenckim, jedynie opony motocyklowe i zimowe miały dodatnią dynamikę.SPRZEDAŻ POLSKA Q2 2025 SPRZEDAŻ POLSKA H1 2025

– W pierwszym półroczu 2025 roku rynek opon w Polsce, jak sprzedaż nowych samochodów, utrzymał pozytywną dynamikę, pomimo wyzwań makroekonomicznych i utrzymującej się niepewności w otoczeniu gospodarczym. Łączna sprzedaż opon do dystrybutorów wzrosła o 4% – co świadczy o stabilnym popycie, zarówno konsumenckim, jak i biznesowym. Największy segment – opony do samochodów osobowych – zanotował niewielki, ale pozytywny wzrost o 1,2%, natomiast segment SUV-ów wyróżnił się imponującym wzrostem aż o 20%. To odzwierciedla trwający trend konsumencki – rosnące zainteresowanie większymi, bardziej uniwersalnymi pojazdami, także w kontekście zmian klimatycznych czy jakości dróg. Dobre wyniki odnotowano również w segmentach powiązanych z działalnością operacyjną firm – opony dostawcze wzrosły o 9%, wyraźne są też sezonowe skoki w segmentach rolniczym i motocyklowym – wskazał Rafał Spirydon, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO to najwięksi w Polsce i na świecie producenci opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Spadki w segmentach opon przemysłowych i ciężarowych są efektem wyhamowania inwestycji infrastrukturalnych oraz osłabienia tempa wzrostu w sektorze transportowym, które notujemy od końca 2024 roku. W szerszym kontekście, wyniki rynku opon wpisują się w umiarkowany, ale stabilny obraz polskiej gospodarki – prognozy PKB na 2025 rok wskazują na wzrost w granicach 2,5–3%, przy jednoczesnej presji kosztowej i ostrożnym podejściu konsumentów. W takich warunkach branża motoryzacyjna oraz powiązany z nią sektor części i serwisu wykazują się dużą elastycznością i odpornością. Warto jednak uważnie obserwować dalszy rozwój sytuacji w sektorze transportu ciężkiego i przemysłowego, które mogą wymagać dodatkowego wsparcia lub impulsów inwestycyjnych dodał Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

SPRZEDAŻ EUROPA Q2 2025 SPRZEDAŻ EUROPA Q2 2025 SEZONOWE SPRZEDAŻ EUROPA H1 2025 SPRZEDAŻ EUROPA H1 2025 SEZONOWEEuropejskie tendencje w sprzedaży opon w drugim kwartale znajdują odzwierciedlenie w wynikach pierwszego półrocza. W segmencie konsumenckim spadek o 4% w drugim kwartale skutkował lekko ujemnymi wolumenami w pierwszym półroczu. Zarówno w segmencie opon ciężarowych, jak i rolniczych, drugi kwartał zasadniczo podążał za trendem w pierwszych trzech miesiącach. W rezultacie, z wyjątkiem segmentu motocykli, wolumeny są niższe niż osiągnięte w pierwszej połowie 2019 r. (przed kryzysem Covid): opony konsumenckie -2,8%, ciężarowe -14,3% i rolnicze -47%.

Wydarzenia w drugim kwartale potwierdzają trudne otoczenie gospodarcze i geopolityczne, które nadal utrudnia budowanie zaufania na rynku i inwestycje. Jedynie segment motocykli i skuterów notował wzrosty – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Opon i Gumy (ETRMA) reprezentuje 14 członków korporacyjnych, których globalna sprzedaż stanowi 70% światowego rynku opon, w tym 8 z 10 największych liderów branży. Łącznie producenci ci utrzymują silną pozycję w Unii Europejskiej (UE) i krajach kandydujących, posiadając ponad 80 zakładów produkcyjnych i ponad 20 centrów badawczo-rozwojowych. W sumie sektor oponiarski zapewnia prawie 500.000 miejsc pracy w całej UE.

Rekordowe wyniki finansowe Nvidia, ale rynek patrzy chłodno

W drugim kwartale roku fiskalnego 2025 Nvidia osiągnęła imponujące wyniki, choć prognozy na kolejne miesiące studzą entuzjazm inwestorów. Przychody spółki wzrosły o 56% rok do roku, osiągając poziom 46.7 mld USD, co było zgodne z oczekiwaniami rynku. Niemniej jednak, był to najniższy procentowy wzrost przychodów od ponad dwóch lat, co może sugerować powolne wyhamowywanie tempa ekspansji po okresie intensywnych inwestycji w sztuczną inteligencję.

Zysk na akcję wyniósł 1.05 USD, przewyższając prognozy analityków, które zakładały 1.01 USD. Segment centrów danych wygenerował 41.1 mld USD przychodów, nieznacznie poniżej oczekiwań, natomiast dział gamingowy zaskoczył pozytywnie, osiągając 4.29 mld USD wobec prognozowanych 3.8 mld USD. Gorzej wypadł segment motoryzacyjny, którego przychody wyniosły 586 mln USD, co również było poniżej rynkowych założeń.

Na uwagę zasługują problemy na rynku chińskim, gdzie Nvidia nie zrealizowała żadnej sprzedaży chipów H20 w drugim kwartale, co przełożyło się na spadek przychodów w tym obszarze o 4 mld USD kwartał do kwartału. W prognozach na trzeci kwartał firma nie uwzględnia sprzedaży H20 w Chinach, co wynika z ograniczeń regulacyjnych narzuconych przez rząd USA. Wznowienie dostaw zależne jest od uzyskania stosownych zezwoleń, a rynek chiński, którego roczna wartość może sięgać nawet 50 mld USD, pozostaje obszarem strategicznej niepewności.

Mimo tych wyzwań, prezes Jensen Huang pozostaje optymistą co do długoterminowych perspektyw rozwoju sztucznej inteligencji. Szacuje on, że globalne nakłady na infrastrukturę AI osiągną poziom 3–4 bln USD do końca dekady. W tym kontekście Nvidia naciska na administrację USA o zgodę na eksport zaawansowanych układów, takich jak seria Blackwell, do Chin.

Warto również odnotować decyzję o uruchomieniu nowego programu skupu akcji własnych o wartości 60 mld USD. Nvidia, z kapitalizacją przekraczającą 4 bln USD, jest obecnie najcenniejszą spółką giełdową na świecie. Jej szybki wzrost budzi jednak pewne obawy, szczególnie ze względu na silne uzależnienie od kilku kluczowych klientów, takich jak Microsoft czy Amazon, oraz brak własnych zakładów produkcyjnych, co czyni firmę zależną od tajwańskiego giganta TSMC.

Pomimo rekordowych wyników finansowych i pozytywnego nastawienia zarządu wobec przyszłości AI, rynek zareagował chłodno na prognozę przychodów na trzeci kwartał, która wyniosła około 54 mld USD – zgodnie z konsensusem analityków, lecz poniżej najbardziej optymistycznych oczekiwań przekraczających 60 mld USD. To może oznaczać, że po dwóch latach dynamicznego wzrostu następuje faza stabilizacji, a dalsze sukcesy Nvidii będą uzależnione od zdolności do dywersyfikacji przychodów, zwiększenia kontroli nad łańcuchem dostaw oraz nawigowania w trudnym środowisku geopolitycznym.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS