ORLEN i Synthos z porozumieniem. Pierwsza polska elektrownia atomowa SMR stanie we Włocławku

0

Wyrównanie uprawnień partnerów, dostęp do amerykańskiej technologii, wskazanie pierwszej lokalizacji oraz ustalenie kolejnych kroków – ORLEN z sukcesem zamknął negocjacje w sprawie funkcjonowania spółki OSGE. Porozumienie z Synthosem otwiera drogę do realnych działań, których efektem będzie budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej SMR w lokalizacji wskazanej przez ORLEN (Włocławek).

– W Polsce powstanie pierwsza w Europie mała elektrownia jądrowa BWRX-300. Budujemy energię jutra. Taki jest sens podjętej przez Radę Nadzorczą Grupy ORLEN decyzji, która zatwierdziła treść porozumienia w tej sprawie. Poświęciliśmy ponad rok na wynegocjowanie warunków, by zabezpieczyć interes ORLENU, zapewniając naszemu wspólnemu przedsięwzięciu z Synthosem bezpośredni dostęp do amerykańskiej technologii umożliwiającej realizację projektów SMR – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Porozumienie składa się z dwóch kluczowych elementów. To nowa treść umowy spółki oraz porozumienia wspólników tej spółki, w której ORLEN oraz Synthos mają po 50 proc. udziałów. Zmiany zrównują prawa wspólników oraz zwiększają kontrolę ORLENU w kluczowych kwestiach korporacyjnych. Drugi element to  umowa licencyjna, która daje spółce OSGE pełny dostęp do amerykańskiej technologii BWRX-300 (tzw. Standard Design), co pozwoli ruszyć z procesem, którego finałem będzie budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej SMR w lokalizacji kluczowej dla ORLEN – we Włocławku. Za jego budowę będzie odpowiadać spółka celowa kontrolowana przez koncern.

Rozwijana przez amerykański koncern GE Vernova technologia reaktora BWRX-300 to najbardziej zaawansowany technologicznie projekt SMR na świecie. Dostęp do tych rozwiązań stawia OSGE, a tym samym ORLEN wśród pionierów wykorzystania tej technologii.

Wspólnicy z równymi prawami

Nowa treść umowy spółki i porozumienia wspólników OSGE wyrównuje prawa wspólników oraz wskazuje Włocławek jako priorytetową lokalizację, gdzie powstać ma pierwszy reaktor BWRX-300 w Polsce.

ORLEN i Synthos Green Energy otrzymują prawo do naprzemiennego powoływania i wskazywania prezesa OSGE oraz przewodniczącego Rady Nadzorczej. Rotacja następować będzie co trzy lata. Prawo wskazania przewodniczącego RN będzie przysługiwać ORLENOWI jako pierwszemu. Z kolei Synthos Green Energy wskaże prezesa zarządu.

Umowa spółki w nowej treści wprowadza także instytucję Komitetu Sterującego, którego zadaniem będzie nadzór i zarząd nad realizacją umowy oraz podejmowanie decyzji w bieżących sprawach dotyczących działalności OSGE oraz spółek celowych powołanych do budowy kolejnych reaktorów.

Przynajmniej dwa reaktory do 2035 w ORLENIE

Reaktory BWRX-300 znalazły się w strategii ORLENU „Energia Jutra Zaczyna się Dziś”. Według dokumentu wyznaczającego kierunek działań spółki, do roku 2035 koncern chce posiadać przynajmniej dwa SMR-y o łącznej mocy 0,6 GW.

Kiedy ZUS ogranicza rentę przy niezdolności do pracy?

  • Po 6-miesięcznym zasiłku chorobowym ZUS przyznaje samozatrudnionym rentę z tytułu niezdolności do pracy, ale może ją ograniczyć lub zawiesić przy dodatkowych zarobkach.
  • Osoby otrzymujące rentę tracą świadczenie przy zarobkach powyżej 11 373 zł brutto miesięcznie, a powyżej 6124 zł brutto renta jest obniżana nawet o 939 zł.
  • Z kolei rynek ubezpieczeniowy w ramach polis od utraty dochodu, zapewnia wsparcie w razie utraty zdolności do pracy w konkretnym zawodzie i bez ograniczeń dochodowych.
  • Prywatne ubezpieczenia oferują np. do 80% przychodów przez 2 lata – dla przedsiębiorcy z przychodem 10 000 zł miesięcznie oznacza to 4-krotnie większe świadczenie niż w ZUS-ie.

Zasady przyznawania i wysokość świadczenia po utracie zdolności do pracy wskutek wypadku lub choroby różnią się w ZUS-ie i prywatnych ubezpieczeniach. Kluczowa różnica dotyczy definicji całkowitej niezdolności do pracy i możliwości przekwalifikowania się. Problem ten szczególnie dotyczy przedsiębiorców i samozatrudnionych, którzy w przypadku utraty zdolności do pracy w swoim zawodzie mogą liczyć jedynie na niewielkie wsparcie z systemu publicznego.

Zgodnie z art. 12 Ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ZUS rozróżnia dwa stopnie niezdolności do pracy. Całkowita oznacza utratę zdolności do wykonywania jakiejkolwiek aktywności zawodowej, niezależnie od charakteru dotychczasowego zawodu. Częściowa niezdolność to natomiast znaczne ograniczenie zdolności do wykonywania pracy zgodnej z posiadanymi kwalifikacjami.

Na rynku prywatnych ubezpieczeń całkowita niezdolność do pracy dotyczy niekiedy jakiejkolwiek pracy, tak jak w ZUS-ie. Jednak może być też definiowana jako brak możliwości wykonywania konkretnego zawodu. To dla klienta korzystniejsze rozwiązanie, dostępne m.in. w niektórych ubezpieczeniach od utraty dochodu. Jeżeli po wypadku lub w chorobie klient nie będzie mógł pracować w swoim zawodzie, otrzyma świadczenie skorelowane z jego dotychczasowymi przychodami. Może się też przekwalifikować, jeżeli chce to zrobić i stan zdrowia mu na to pozwala. Wypłata z polisy i zarobki z nowej pracy skumulują się, ale na innych zasadach niż w ZUS-ie, gdzie po przekwalifikowaniu istnieje ryzyko ograniczenia lub utraty renty chorobowej – mówi Sylwia Bartołd, Regionalny Dyrektor Sprzedaży w Leadenhall Insurance.

Świadczenia z ZUS-u: zasiłek i renta

ZUS wypłaca zasiłek chorobowy przez maksymalnie 6 miesięcy. Wysokość świadczenia zależy od podstawy wymiaru składek, którą płacą przedsiębiorcy i samozatrudnieni. W 2025 roku na tzw. małym ZUS-ie minimalna podstawa oznacza wypłatę 722 zł miesięcznie, a na dużym jest to 2872 zł. Po tym okresie można liczyć na rentę z tytułu niezdolności do pracy. W tym roku wynosi ona 1878,91 zł brutto przy całkowitej niezdolności lub 1409,18 zł przy częściowej niezdolności do pracy. Jeżeli niezdolność to skutek wypadku przy pracy lub choroby zawodowej – wypłaty są nieco wyższe, odpowiednio 2254,69 zł i 1691,02 zł brutto.

Osoby otrzymujące rentę mogą dodatkowo pracować, ale muszą pamiętać o limitach dochodów. ZUS obniża rentę nawet o 939,61 zł przy zarobkach powyżej 70% średniego wynagrodzenia w kraju (od 1 września 2025 r. to 6124,10 zł brutto). I zawiesza świadczenie, jeżeli zarobki przekroczą 130% tego wynagrodzenia (11 373,30 zł brutto od 1 września 2025 r.).

Jak działa ubezpieczenie od utraty dochodu?

Rynek prywatnych polis daje alternatywę dla świadczeń z ZUS-u ubezpieczeniem od utraty dochodu. Celem jest zapewnienie rekompensaty zarobków utraconych w związku z wypadkiem lub chorobą. Polisa obejmuje przede wszystkim całkowitą okresową niezdolność do pracy – sytuację, w której ubezpieczona osoba po pewnym czasie może wrócić do swojego zawodu. Świadczenie może sięgać 80% średniego miesięcznego przychodu z 12 miesięcy przed zakupem polisy i jest wypłacane przez maksymalnie 24 miesiące. Polisa może również objąć trwałą niezdolność do pracy, czyli brak możliwości powrotu do zawodu. W tym przypadku świadczenie może wynosić nawet 10-krotność rocznych przychodów.

Tak definiowana niezdolność do pracy obejmuje zawód wskazany w polisie, a nie jakąkolwiek pracę. Ubezpieczony nie ma obowiązku przekwalifikowania się, a świadczone zbliżone poziomem do zarobków sprzed wypadku czy choroby pozwala mu utrzymać siebie i najbliższych, gdy dochodzi do zdrowia – wyjaśnia Sylwia Bartołd z Leadenhall Insurance.

Praktyczne zastosowanie tego rodzaju ochrony pokazują przykłady szkód zgłoszonych do Leadenhall Insurance, m.in. chirurga po udarze, który przez 24 miesiące otrzymywał świadczenie w wysokości 8000 zł miesięcznie, czy chorej na raka piersi lekarki, która po operacji, radio- i chemioterapii otrzymała łącznie ok. 110 000 zł przez 16 miesięcy niezdolności do pracy.

Dom Development z 6% wyższym zyskiem netto w I półroczu 2025 r.

W pierwszym półroczu 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała 2 033 lokale netto, o 4% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, umacniając pozycję lidera rynku mieszkaniowego w Polsce.

W tym samym okresie Grupa przekazała klientom detalicznym – zgodnie z harmonogramami realizowanych inwestycji – 1 595 lokali wobec 1 637 przed rokiem. Mimo niższego wolumenu przekazań i niższych przychodów z tego tytułu, wypracowany w pierwszych sześciu miesiącach tego roku zysk netto wzrósł o 6% r/r do blisko 246 mln zł.

Grupa Dom Development spodziewa się bardzo dobrych wyników finansowych w całym 2025 roku. Na koniec czerwca br. miała ponad 5,4 tys. lokali, które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom. Ich łączna wartość to niemal 4,1 mld zł. Potencjał przekazań w samym drugim półroczu tego roku szacowany jest na ponad 3 tys. lokali.

Drugi kwartał 2025 roku był czwartym z rzędu, w którym Grupa Dom Development – jako jedyny deweloper na polskim rynku – utrzymała sprzedaż na stabilnym, wysokim poziomie co najmniej 1 000 lokali netto. Dla całego sektora pierwsze półrocze było czasem wyzwań i zmiennej dynamiki. Po tym, jak w pierwszym kwartale dominował nastrój wyczekiwania i dużej niepewności, drugi kwartał zapoczątkował długo oczekiwane obniżki stóp procentowych, co przełożyło się na większą dostępność kredytów mieszkaniowych i ostrożne ożywienie w biurach sprzedaży mieszkań. Efekty tej zmiany widoczne są także w wynikach Grupy Dom Development, gdzie w drugim kwartale tego roku transakcje finansowane kredytem istotnie wzrosły i stanowiły 58% całkowitej sprzedaży lokali – wskazuje Mikołaj Konopka, prezes Dom Development.

W całym pierwszym półroczu tego roku Grupa Dom Development sprzedała 2 033 lokale netto, czyli o 4% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Średnia wartość transakcji, obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym, wyniosła 824 tys. zł brutto i była zbliżona do tej sprzed roku (840 tys. zł). Niewielki spadek r/r wynika głównie z różnicy w strukturze osiedli i sprzedawanych na nich lokali (zarówno pod względem średniej ceny sprzedaży, jak i metrażu).

Konsekwentny wzrost skali działalności na niełatwym rynku

– Mimo dwóch obniżek stóp procentowych od początku tego roku, kredyty hipoteczne w Polsce wciąż należą do najdroższych w Unii Europejskiej. Trudno więc dziś prognozować, na ile silne i trwałe będzie ożywienie popytu w kolejnych kwartałach. Jednocześnie, liczba mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła do rekordowych poziomów. Efektem jest wydłużony czas wyprzedaży oferty i stabilizacja cen na rynku pierwotnym. W takich warunkach Grupa Dom Development odnotowuje bardzo dobre tempo wyprzedaży swojej oferty na tle rynku i planuje dalszy konsekwentny rozwój. Podtrzymujemy nasze zamiary dotyczące zwiększania skali działalności, w tym cel sprzedania w 2025 roku większej liczby mieszkań niż w dotychczas rekordowym 2024 roku, kiedy znaleźliśmy nabywców na 4 269 lokali netto. Zarazem bardziej selektywnie podchodzimy do uruchamiania nowych inwestycji – zapowiada Mikołaj Konopka.

Wprowadzenia dostosowane do tempa sprzedaży i sytuacji rynkowej

W pierwszym półroczu 2025 roku Grupa rozpoczęła realizację 19 projektów, liczących łącznie 1 942 lokale we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Na koniec czerwca tego roku oferta Grupy obejmowała 3 778 lokali dostępnych do sprzedaży, tj. o 30% więcej niż przed rokiem oraz niemal tyle samo, co na koniec 2024 roku (3 776 lokali).

Skala realizowanych inwestycji na koniec czerwca bieżącego roku obejmowała 8 270 lokali w budowie i była na zbliżonym poziomie jak przed rokiem. Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania niemal 19 tys. lokali, a zatem umożliwiającym sprzedaż na obecnym poziomie przez blisko 5 lat.

246 mln zł zysku netto po pierwszym półroczu

W pierwszym półroczu tego roku Grupa Dom Development przekazała klientom detalicznym 1 595 lokali, czyli nieco mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku (1 637 lokali), co wynika z harmonogramów realizowanych inwestycji. Nieznacznie niższy był również średni przychód ze sprzedaży lokalu (763 tys. zł wobec 777 tys. zł przed rokiem) z uwagi na istotnie inną strukturę przekazań – w omawianym okresie Grupa Dom Development przekazała najwięcej lokali we Wrocławiu, a mniej w Warszawie i w Krakowie, gdzie średnie ceny mieszkań są obecnie najwyższe.

W efekcie, rozpoznane w pierwszym półroczu 2025 roku przychody Grupy Dom Development wyniosły 1,29 mld zł wobec 1,37 mld zł przed rokiem. Mimo niższych przychodów, wypracowany w pierwszych sześciu miesiącach tego roku zysk netto wzrósł o 6% r/r do blisko 246 mln zł, co potwierdza wysoką efektywność Grupy Dom Development w zakresie realizowanych projektów.

Rekordowy potencjał przekazań w kolejnych kwartałach

– Biorąc pod uwagę, że prezentowane przez deweloperów wyniki finansowe zależą głównie od liczby lokali przekazywanych nabywcom w danym okresie, spodziewamy się bardzo dobrych rezultatów w drugiej połowie bieżącego roku. Planujemy bowiem w tym czasie rozpocząć przekazania w projektach liczących łącznie około 3,2 tys. lokali, z czego większość – podobnie jak przed rokiem – przypadnie na czwarty kwartał. W połączeniu ze stabilną sytuacją na rynku materiałów i usług budowlanych, pozwala nam to oczekiwać solidnych wyników finansowych zarówno pod względem przychodów, jak i rentowności – wskazuje Monika Dobosz, wiceprezes i dyrektor finansowy Dom Development.

Jak podkreśla wiceprezes, Grupa Dom Development wkroczyła w drugie półrocze z rekordowym potencjałem przychodów do rozpoznania w nadchodzących kwartałach. Na koniec czerwca br. miała w sumie ponad 5,4 tys. lokali, które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom. Ich łączna wartość sprzedaży to niemal 4,1 mld zł.

Mocną stroną i przewagą rynkową Grupy Dom Development jest także jej silny bilans oraz wysoki poziom dostępnego finansowania – w wysokości niemal 1,6 mld zł (gotówka plus niewykorzystane linie kredytowe), wg stanu na koniec czerwca tego roku. Pozwala to Grupie elastycznie reagować na pojawiające się okazje.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat (dane w mln zł) II kw. 2025 II kw. 2024 Zmiana r/r I poł. 2025 I poł. 2024 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 552,1 663,7 (17)% 1 293,9 1 369,6 (6)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 505,1 613,3 (18)% 1 217,5 1 272,5 (4)%
Przekazane lokale (szt.) 611 716 (15)% 1 595 1 637 (3)%
Przychody na lokal (tys. zł) 826,7 856,6 (3)% 763,3 777,3 (2)%
Zysk brutto ze sprzedaży 201,9 198,9 2% 455,3 438,8 4%
Marża brutto 36,6% 30,0% 6,6 p.p. 35,2% 32,0% 3,2 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 120,0 114,2 5% 302,0 285,8 6%
Marża EBIT 21,7% 17,2% 4,5 p.p. 23,3% 20,9% 2,4 p.p.
Zysk brutto 120,7 116,7 3% 304,7 288,4 6%
Marża zysku brutto 21,9% 17,6% 4,3 p.p. 23,6% 21,1% 2,5 p.p.
Zysk netto 97,3 93,8 4% 245,6 231,2 6%
Marża zysku netto 17,6% 14,1% 3,5 p.p. 19,0% 16,9% 2,1 p.p.
Zysk na akcję (zł) 3,77 3,64 4% 9,52 8,96 6%

 

Chorobowe od ZUS od pierwszego dnia? Projekt w stanie zawieszenia

Przedsiębiorcy nie chcą, by Rząd wycofał się z planu, by chorobowe od pierwszego dnia było płacone przez ZUS. 

– Trudna sytuacja budżetowa nie może być powodem dla którego rządzący wycofują się z ważnych dla przedsiębiorców zmian. Oczekujemy na oficjalną informację, jaka będzie przyszłość propozycji, by zasiłki od pierwszego dnia były pokrywane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Uznajemy tę propozycję za ważną, bo pozwala ona na lepsze budowanie relacji pracowników i pracodawców, a jednocześnie na lepszą organizację pracy firmy – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Wycofanie się z prac nad projektem oceniane jest krytycznie przez  przedsiębiorców”

Przedsiębiorcy wiązali dużą nadzieję z zapowiedzianymi w kampanii wyborczej zmianami, gdzie deklarowano, iż zasiłki chorobowe pracowników, już od pierwszego dnia absencji będzie  pokrywał ZUS. Początkowo pomysł miał dotyczyć jedynie przedsiębiorców z zatrudnieniem do 10 osób, jednakże umowa koalicyjna rozszerzyła zapisy obejmując wszystkich przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy przyjęli informację o wstrzymaniu prac negatywnie.

– Polityka Rządu RP musi wspierać przedsiębiorców. Nie chodzi tylko o pieniądze z KPO czy wprowadzanie zapisów deregulacyjnych, które doceniamy, ale także o zmiany systemowe, które sprawią, że prowadzenie biznesu będzie w Polsce łatwiejsze. Musimy dążyć do tego, by dla małych i średnich firm, codzienna działalność nie wiązała się z trudnościami spinania budżetów czy harmonogramów związanych z ilością pracowników, którzy dostępni są w pracy. Pomysł pokrywania kosztów zwolnienia lekarskiego od pierwszego dnia chorobowego przez ZUS uznaliśmy za jeden z tych pomysłów, który przedsiębiorcom jest potrzebny najbardziej – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Wycofanie się z prac nad projektem oceniane jest krytycznie przez  przedsiębiorców, bowiem to rozwiązanie byłoby realnym  wsparciem dla firm zwłaszcza tych z sektora MŚP, które w ostatnich czasach mocno odczuły rynek pracownika a także regulacje dotyczące wynagrodzenia minimalnego. Rezultatem są niedobory w zatrudnieniu i niski budżet wynagrodzeń. Mikroprzedsiębiorca nie dysponuje rezerwą pracowniczą w przypadku zwolnienia chorobowego pracownika a jeszcze musi pokrywać koszty jego zwolnienia chorobowego przez pierwsze 33 dni – mówi Agnieszka Zamaro – Wiśniewska, księgowa i ekspertka Północnej Izby Gospodarczej

– ZUS dysponuje narzędziami do przeprowadzania kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich, obecnie  pracodawcy mogą kontrolować pracowników dopiero gdy zatrudniają więcej niż 20 ubezpieczonych. Mniejsi i tak muszą wystąpić o kontrolę do oddziału ZUS co tylko wydłuża formalności – dodaje ekspertka.

Przedsiębiorcy: „Szukajmy kompromisów”

Eksperci zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że w pracach legislacyjnych Rządu RP brakuje im zadań, które w realny sposób przyczyniłyby się do poprawy prowadzenia firmy w Polsce.

– Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad wieloma projektami, ale przedsiębiorcy odnoszą wrażenie, że te najbardziej potrzebne przedsiębiorcom, jak np. opłacanie chorobowego przez ZUS od pierwszego dnia zwolnienia lekarskiego, idą wolniej niż powinny.  Jeżeli promujemy zasady deregulacji w sektorze MŚP to właśnie ta zmiana jest uproszeniem zasad relacji ZUS – przedsiębiorstwo, ale też pracownik – pracodawca – przyznaje Paweł Skotnicki, ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy.

– Ze strony pracodawcy nie ma wówczas presji, by pracownik wracał jak najszybciej do pracy, co sprzyja powrotowi do zdrowia. Jeżeli jest za to podejrzenie, że zwolnienie lekarskie wykorzystywane jest niezgodnie z przeznaczeniem to ZUS ma wszelkie możliwości kontrolne – dodaje Skotnicki.  – Jeżeli faktycznie płacenie od pierwszego dnia absencji jest zbyt kosztowne to warto zastanowić się chociaż nad skróceniem terminu opłacania składek przez przedsiębiorców, który wynosi obecnie 33 dni, czyli zdecydowanie za długo – dodaje ekspert.

Detektyw i windykator Małgorzata Marczulewska mówi o dziesiątkach spraw rocznie, gdy kontestowana jest zasadność zwolnienia lekarskiego. Zmiany w prawie przyniosłyby większą mobilizację Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w weryfikacji oraz karaniu osób nadużywających zwolnień lekarskich nielegalnie.

– Nie byłby to już obowiązek przedsiębiorcy, który zazwyczaj po prostu nie ma jak zweryfikować czy pracownik jest na zwolnieniu lekarskim słusznie czy symuluje lub wykorzystuje L4, by np. iść do innej pracy, wyjechać na wakacje czy np. ukrywać się przed zmianami w miejscu pracy. ZUS ma większe możliwości ich wykrycia nieprawidłowości. Co więcej to teraz właśnie przedsiębiorcy mają problem z walką z takimi zwolnieniami, bowiem jak powszechnie wiadomo otrzymanie długotrwałego zwolnienia za odpowiednią opłatą nie stanowi żadnego problemu – mówi Małgorzata Marczulewska.

Północna Izba Gospodarcza deklaruje gotowość do współpracy z Rządem RP nad opracowaniem kompromisowych przepisów. Ten projekt jednak nie powinien być porzucony.

Ceny kawy w Polsce rosną dwucyfrowo – lipiec przyniósł wzrost o 18%

W lipcu br. średnie ceny kawy w sklepach zwiększyły się rdr. o 18,3% (mielona) oraz o 16,8% (rozpuszczalna). Z kolei w czerwcu br. wzrosty rdr. wyniosły odpowiednio 25,1% i 20,3%. Natomiast w całym 2024 roku odnotowano skoki o 5,4% i 1% rdr. Wiadomo też, że w I półroczu br. sieci handlowe zrobiły zaledwie o 0,1% więcej akcji promocyjnych na kawę niż w analogicznym okresie ub.r. Promocji najbardziej przybyło rdr. w dyskontach – 13%. Dodatnie wyniki rdr. zanotowały też sieci cash&carry i sklepy typu convenience – odpowiednio 9,9% i 7,1%. Z kolei na minusie były zarówno hipermarkety, jak i supermarkety – 19,7% i 7,7%.

Według danych, cyklicznie zbieranych przez UCE RESEARCH i Uniwersytety WSB Merito (raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”), w lipcu br. średnie ceny kawy w sklepach poszły w górę rdr. o 18,3% (mielona) oraz o 16,8% (rozpuszczalna). Z kolei w czerwcu br. urosły odpowiednio o 25,1% i 20,3% rdr. Ponadto z tzw. szybkiego szacunku ww. podmiotów wynika, że dwucyfrowe podwyżki utrzymają się również w sierpniu (tj. do połowy miesiąca były na poziomach 17,9% i 16,9% rdr.). Natomiast w całym 2024 roku odnotowano wzrosty o 5,4% i 1% w porównaniu do 2023 roku. Do tego wspólna analiza Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH wykazała, że sieci handlowe dość ostrożnie podchodzą do robienia akcji rabatowych, które mogłyby pomóc w jakimś stopniu obniżyć ceny.

– Główne przyczyny gwałtownych wzrostów cen kawy można podzielić na kilka kluczowych czynników. Jednym z nich są zmiany klimatyczne i niekorzystne warunki pogodowe. Kurczą się obszary nadające się do uprawy. Prognozuje się, że do 2050 roku ich powierzchnia może spaść nawet o połowę. Druga kwestia to rosnące koszty produkcji i transportu. Dystrybutorzy i detaliści zaczęli je przerzucać na konsumentów. Trzecia sprawa to niski poziom globalnych zapasów. W następnej kolejności trzeba wskazać na rosnący popyt globalny. Do tego dochodzą spekulacje na rynkach finansowych – wylicza dr Rafał Parvi z Uniwersytetu WSB Merito.

Ekspert podkreśla, że ceny kawy na giełdach są wzmacniane przez działania funduszy inwestycyjnych i spekulantów, którzy reagują na informacje o nieurodzaju i innych zakłóceniach. W 2025 roku cena arabiki przekroczyła 4,35 USD za funt, a robusty osiągnęła rekordowe 5 694 USD za tonę. Wahania kursów walut, w tym osłabienie złotego wobec dolara, zwiększają koszty importu kawy do Polski. Dr Rafał Parvi przypomina też o inflacji i presji kosztowej. Wzrost kosztów energii, pracy i opakowań wpływa na ceny detaliczne kawy. Sieci handlowe w Polsce intensyfikują działania promocyjne wiosną, co maskuje wzrosty, ale później prowadzi do efektu odbicia cen.

– Bazując na analizach danych Hiper-Com Poland oraz sytuacji na międzynarodowych rynkach surowcowych, można oczekiwać, że do końca 2025 roku średnie ceny kawy mielonej wzrosną o kolejne 4-7%, a w przypadku kawy rozpuszczalnej – o 3-6%. Tempo wzrostu będzie zależne głównie od stabilizacji notowań arabiki i robusty oraz kursu złotego wobec dolara. Jeśli złoty się umocni, presja cenowa może się nieco zmniejszyć. W przeciwnym razie koszt importu dalej będzie rósł – prognozuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Ponadto ekspertka wyjaśnia, że w przypadku kawy rozpuszczalnej wzrosty będą nieco łagodniejsze, ponieważ część konsumentów już teraz zaczęła ograniczać jej zakup lub przeszła na tańsze alternatywy. Z kolei kawa mielona, szczególnie w segmencie premium, nadal będzie doświadczać presji cenowej – zarówno z powodu globalnej sytuacji, jak i ograniczonej elastyczności sieci w zakresie promocji.

– Warto również zauważyć, że przy aktualnym poziomie marż i strategii ograniczania liczby promocji przez sieci handlowe, realny koszt popularnej paczki kawy o wadze 250g może wzrosnąć o ok. 1-1,50 zł do końca roku. Cena w promocji będzie rzadziej schodzić poniżej 8 zł, a regularna może przekroczyć barierę 11 zł w wielu sieciach – uzupełnia Julita Pryzmont.

Do tego z raportu Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH wynika, że w I półroczu br. sklepy detaliczne w Polsce zrobiły zaledwie o 0,1% więcej akcji promocyjnych na kawę niż w analogicznym okresie ub.r. Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, tak niewielki wzrost świadczy o tym, że sieci handlowe nie chcą dodatkowo obniżać marż w kategorii, w której ceny surowca są rekordowo wysokie i sama sprzedaż pozostaje stabilna. Promocje są w tym przypadku ograniczane, bo kawa i tak jest produktem o wysokiej lojalności konsumenckiej.

– W najbliższym czasie trudno spodziewać się wyraźnego zwiększenia liczby akcji rabatowych, chyba że dojdzie do wyraźnej stabilizacji cen na giełdach surowcowych lub nasilenia walki konkurencyjnej między dyskontami. Dla konsumentów oznacza to więc raczej konieczność przyzwyczajenia się do wyższych cen i uważniejszego śledzenia okazji, bo promocje mogą być rzadsze i mniej atrakcyjne niż w poprzednich latach – przewiduje Marcin Lenkiewicz.

W I półroczu 2025 roku rdr. najbardziej zwiększyły liczbę promocji dyskonty – o 13%. Na plusie znalazły się też sieci cash&carry – 9,9%, a także sklepy typu convenience – 7,1%. Z kolei na minusie rdr. były hipermarkety – 19,7%, jak również supermarkety – 7,7%. Eksperci wskazują na różnice w strategiach pomiędzy formatami.

– Dyskonty zwiększają liczbę promocji na kawę, bo to produkt codziennego wyboru, świetnie budujący ruch w sklepie i lojalność klienta. Mocne akcje na kawę dobrze wpisują się w ich model typu low price i hit promocyjny. Sieci cash&carry i convenience wykorzystują z kolei promocje, aby przyciągać przedsiębiorców oraz konsumentów kupujących szybko i blisko domu. Spadki w hipermarketach i supermarketach wynikają z ograniczania inwestycji w promocje w kategoriach wysokokosztowych. Te formaty tracą klientów i nie mają dziś takiej siły oddziaływania cenowego jak dyskonty – analizuje ekspert z Grupy BLIX.

Z kolei dr Rafał Parvi stwierdza, że ww. dane wskazują na rosnącą konkurencję w segmencie convenience i cash&carry oraz na zmieniające się nawyki konsumenckie, faworyzujące szybkie zakupy. Według eksperta, w przyszłości dyskonty i sieci convenience prawdopodobnie utrzymają dynamiczny wzrost promocji na kawę, hipermarkety będą odbudowywać akcje promocyjne w okresach sezonowych, a supermarkety pozostaną w tyle, chyba że dostosują się do nowych trendów. Dla konsumentów oznacza to konieczność aktywnego poszukiwania promocji w dyskontach i sieciach convenience, korzystania z aplikacji lojalnościowych oraz rozważenia zakupów w większych opakowaniach w cash&carry, aby zminimalizować koszty w obliczu wysokich cen kawy.

– Zebrane dane pokazują też wyraźną zmianę układu sił w handlu. Kawa staje się narzędziem promocyjnym głównie w rękach dyskontów. W najbliższym czasie można oczekiwać, że dyskonty będą jeszcze silniej eksploatować ten obszar. Natomiast hipermarkety i supermarkety raczej skoncentrują się na ograniczonych i selektywnych akcjach zamiast szerokiej walce cenowej – przewiduje Marcin Lenkiewicz.

Jak podsumowuje Julita Pryzmont, w najbliższych miesiącach głównym źródłem promocji kawy pozostaną dyskonty i ewentualnie sieci convenience. Natomiast w hipermarketach raczej nie należy oczekiwać dużego powrotu do intensywnych działań promocyjnych. Z perspektywy konsumenta oznacza to, że osoby poszukujące niższych cen kawy powinny śledzić ofertę głównie dyskontów, zarówno offline, jak i online, gdzie polityka promocyjna staje się coraz bardziej dynamiczna.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

W ramach analizy wzięto pod uwagę blisko 3,6 tys. cen detalicznych kawy występujących w lipcu 2025 roku i w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Dane pochodzą z zasobów UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito. Są pozyskiwane w ramach projektu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. Do tego analitycy z Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH porównali ilość promocji w sklepach dot. kawy mielonej i rozpuszczalnej. Analizie poddano ponad 10,3 tys. akcji promocyjnych przeprowadzonych w I półroczu 2025 roku i 2024 roku.

Magia pierwszego wrażenia – dlaczego warto zainwestować w wysokiej jakości kubki z logo?

W dzisiejszym konkurencyjnym świecie tworzenie pozytywnego pierwszego wrażenia ma kluczowe znaczenie dla sukcesu firmy, a wysokiej jakości kubki z logo stają się niezastąpionym narzędziem marketingowym. Te praktyczne i estetyczne gadżety nie tylko budują rozpoznawalność marki, ale również podkreślają profesjonalizm i dbałość o detale. Dowiedz się, jak odpowiednio zaprojektowane kubki mogą wzmacniać lojalność klientów i pozostawiać trwałe wrażenie na rynku.

Co sprawia, że pierwsze wrażenie zależy od jakości kubków z logo?

Jakość kubków reklamowych z logo odgrywa kluczową rolę w tym, jak marka jest postrzegana przez odbiorców. Wygląd i funkcjonalność produktu mają bezpośredni wpływ na opinię o firmie. Kubek, który łączy efektowny design z komfortem użytkowania, automatycznie podnosi wartość marki w oczach klientów. Na przykład produkt wykonany z trwałych materiałów oraz zaprojektowany z dbałością o szczegóły świadczy o profesjonalizmie firmy, budując zaufanie i pozytywne emocje. Estetyczne i praktyczne kubki zachęcają do częstszego użytkowania, co zwiększa widoczność marki. Komfort picia oraz trwałość podkreślają niezawodność firmy, kreując jej pozytywny wizerunek. Wybierając unikalne produkty jako prezenty firmowe, przedsiębiorstwo może być kojarzone ze starannością i wyjątkowością. Dzięki starannie dobranym materiałom i przemyślanemu projektowi logo, takie kubki stają się nie tylko narzędziem promocyjnym, ale także symbolem prestiżu i jakości. W ten sposób pełnią funkcję ambasadorów marki, wpływając na jej rozpoznawalność oraz budując trwałe relacje z klientami poprzez pozytywne pierwsze wrażenie.

Jak kubki z logo wspierają budowanie świadomości i wizerunku marki?

Kubki z logo odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu świadomości i wizerunku marki. Codziennie przyciągają wzrok zarówno w domach, jak i biurach. Dzięki możliwości personalizacji stają się efektywnym narzędziem marketingowym, które zwiększa widoczność i rozpoznawalność firmy. Regularne korzystanie z takiego gadżetu sprawia, że logo naturalnie wpisuje się w codzienność odbiorców, umacniając pozycję marki w ich umysłach.

Prezenty personalizowane, takie jak kubki z logo, wspierają emocjonalne zaangażowanie klientów. Estetyczne dopasowanie do wartości firmy wzmacnia pozytywny obraz oraz tworzy więzi emocjonalne, co skutkuje większą lojalnością. Przykładowo, podczas eventów i targów takie kubki mogą podnieść prestiż przedsiębiorstwa, przyciągając uwagę gości i potencjalnych klientów.

Jakie materiały i techniki znakowania zapewniają trwałość i estetykę kubków reklamowych?

Wytrzymałość i estetyka kubków reklamowych w dużej mierze zależą od zastosowanych materiałów oraz metod znakowania. Do najważniejszych surowców należą:

  • ceramika,
  • metal,
  • plastik,
  • kubki termiczne.

Ceramika łączy trwałość z atrakcyjnym wyglądem, podczas gdy metal zachwyca elegancją i wysoką odpornością na uszkodzenia. Plastik natomiast charakteryzuje się lekkością i korzystną ceną. Metody znakowania mają kluczowy wpływ na wytrzymałość nadruku. Sublimacja doskonale sprawdza się przy ceramice, oferując żywe kolory i długotrwały efekt. Tampodruk jest idealny dla prostych grafik umieszczanych na plastiku. Jeśli chodzi o metal, grawerowanie laserowe tworzy elegancki wzór odporny na ścieranie. Przy wyborze techniki warto uwzględnić rodzaj materiału kubka, dostępny budżet oraz zamierzony efekt wizualny. Niemniej jednak w kontekście zrównoważonego rozwoju coraz większe znaczenie mają ekologiczne materiały i procesy produkcji. Odpowiednie dobranie surowców i metod wpływa nie tylko na praktyczność kubków promocyjnych, ale także kształtuje sposób postrzegania marki przez klientów.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze dostawcy i budżetu na firmowe kubki?

Wybierając dostawcę kubków firmowych z logo, warto rozważyć kilka istotnych aspektów. Przede wszystkim zwróć uwagę na jakość wyrobów oraz techniki znakowania, które mają wpływ na trwałość nadruków i estetyczny wygląd. Różnorodność materiałów, takich jak ceramika, metal czy plastik, pozwala dopasować produkt do specyficznych potrzeb marki.

Budżet przeznaczony na firmowe kubki powinien współgrać z celami kampanii marketingowej. Przy większych zamówieniach tańsze opcje, jak plastik czy ceramika, mogą być odpowiednie. Z kolei inwestycja w droższe metalowe kubki z grawerem może okazać się trafnym wyborem jako prezent dla kluczowych klientów. Analiza kosztów oraz zwrotu z inwestycji (ROI) pomoże zoptymalizować wydatki. Nie mniej istotny jest profesjonalizm dostawcy. Warto sprawdzić referencje i opinie innych klientów, by upewnić się co do jakości i terminowości realizacji zamówień. Dbałość o detale, takie jak estetyka opakowań, wpływa na postrzeganie marki przez odbiorców.

Nie tylko reklama. Dlaczego firmy inwestują w sport, by wygrać

Coraz więcej przedsiębiorstw angażuje się w sponsoring sportowy. To już nie tylko narzędzie promocji, ale element strategii CSR i employer brandingu. Sport staje się skuteczną platformą do budowania relacji ze społecznością, wzmacniania pozytywnego wizerunku marki i podkreślania jej odpowiedzialności społecznej.

Sport staje się coraz ważniejszym obszarem działań komunikacyjnych firm, szczególnie na poziomie lokalnym. Z danych raportu Sponsoring Monitor ARC Rynek i Opinia wynika, że ponad 60% Polaków pozytywnie ocenia marki angażujące się w sponsoring sportowy. Co więcej, aż 45% deklaruje, że obecność logo firmy na koszulkach drużyny czy podczas zawodów zwiększa ich sympatię wobec marki. To dowód, że sponsoring sportowy to nie tylko koszt, ale realna inwestycja w wizerunek i relacje z otoczeniem.

Firmy angażujące się w sport korzystają z mechanizmu tzw. transferu wartości. Kibic, utożsamiający się z klubem czy zawodnikiem, automatycznie przypisuje pozytywne emocje sponsorowi. To nie jest abstrakcyjna teoria – takie efekty pokazują badania wizerunkowe prowadzone w branży FMCG i usług. Lokalny biznes może z tego czerpać równie skutecznie, a nawet intensywniej, bo więzi w mniejszych społecznościach są silniejsze. — komentuje Łukasz Roszkowski ekspert ds. marketingu

Według raportu Deloitte “Global Sports Sponsorship Trends” sponsoring sportowy generuje średnio 1,5–2 razy wyższe wskaźniki zapamiętywalności marki niż reklama telewizyjna. W przypadku sportu lokalnego, gdzie relacja z odbiorcą jest bezpośrednia, ten efekt bywa jeszcze silniejszy.

Wizerunek budowany na emocjach sportowych jest nieporównywalnie bardziej trwały niż w kampaniach stricte reklamowych. To element długofalowej strategii, który wzmacnia markę i zwiększa lojalność klientów. Przedsiębiorstwa, które konsekwentnie wspierają sport, uzyskują efekt podobny do budowania marki premium – są postrzegane jako odpowiedzialne i wiarygodne.— ocenia Łukasz Roszkowski

Z perspektywy CSR sponsoring sportowy jest przykładem działania o dużej skali oddziaływania społecznego – firma realnie wspiera rozwój młodzieży, promocję aktywności fizycznej i integrację społeczności. To bezpośrednio przekłada się na wizerunek odpowiedzialnego i świadomego partnera lokalnej społeczności. Jednocześnie ma to wymiar employer brandingowy: przedsiębiorstwo angażujące się w sport buduje narrację, że dba o zdrowie i rozwój ludzi, co jest coraz bardziej cenione przez potencjalnych pracowników. Badania nad rynkiem pracy pokazują, że kandydaci częściej wybierają pracodawców utożsamianych z wartościami społecznymi i zrównoważonym rozwojem – a sponsoring sportu wpisuje się w ten trend w sposób szczególnie wiarygodny.

Zaangażowanie w sport ma ogromne znaczenie wizerunkowe. Z jednej strony firma staje się częścią procesu wychowania i integracji społecznej, a z drugiej – wysyła czytelny sygnał do obecnych i przyszłych pracowników, że nie jest obojętna wobec wartości społecznych. To przykład komunikacji, która działa równocześnie na poziomie lokalnej wspólnoty, budowania marki i employer brandingu.— podkreśla Łukasz Roszkowski

Z perspektywy klubów sportowych, wsparcie finansowe czy rzeczowe od firm często decyduje o możliwości funkcjonowania. Dla przedsiębiorstw natomiast sponsoring przekłada się nie tylko na wizerunek, ale także na wymierne korzyści biznesowe. Badania Harvard Business Review wskazują, że marki inwestujące w inicjatywy społeczne mają średnio o 12% wyższy poziom lojalności klientów niż te, które tego nie robią.

Przedsiębiorstwo sponsorując drużynę czy wydarzenie, nie tylko wzmacnia swoją rozpoznawalność, ale również zwiększa prawdopodobieństwo, że mieszkańcy wybiorą jego produkty czy usługi. To przykład synergii, w której wszyscy wygrywają – sportowcy, kibice i biznes.— zaznacza Łukasz Roszkowski

Współczesne strategie komunikacyjne coraz mocniej stawiają na CSR (Corporate Social Responsibility). Raport Edelman Trust Barometer 2024 pokazuje, że 63% konsumentów oczekuje od firm realnego wpływu na otoczenie, w którym funkcjonują. Sport – dzięki swojej masowości i sile emocjonalnej – jest jednym z najbardziej naturalnych pól do realizacji tej potrzeby.

Dziś konsumenci oceniają marki nie tylko przez pryzmat ceny i jakości. Liczy się, jakie wartości reprezentują. Dlatego zaangażowanie w sport, zwłaszcza na poziomie lokalnym, jest jasnym sygnałem, że firma chce być częścią społeczności i budować jej przyszłość.— podsumowuje Łukasz Roszkowski

Czym jest Security Operations Center (SOC) i SOC as a Service

Security Operations Center (SOC), czyli centrum operacji bezpieczeństwa, to zespół ludzi, procesów i technologii, którego celem jest stałe monitorowanie infrastruktury informatycznej organizacji oraz reagowanie na cyberzagrożenia. Najprościej mówiąc, SOC jest cyfrową wieżą kontrolną – dba o to, aby wszystkie systemy działały bezpiecznie, a ewentualne incydenty były szybko wykrywane i neutralizowane.

W praktyce oznacza to pracę analityków, którzy całodobowo obserwują sygnały z sieci i systemów firmowych, badają nietypowe zdarzenia, a gdy trzeba – gaszą pożary, czyli zatrzymują ataki. Jednocześnie zespół SOC analizuje nowe trendy w świecie cyberzagrożeń i dba o to, aby zabezpieczenia były na bieżąco aktualizowane.

Po co organizacjom SOC?

Krajobraz zagrożeń jest dziś wyjątkowo złożony. Firmy narażone są nie tylko na wirusy czy phishing, ale również na wyrafinowane ataki hakerskie, próby kradzieży danych, a nawet działania złośliwych pracowników wewnątrz organizacji. SOC odpowiada na te wyzwania, zapewniając nieprzerwany nadzór i szybkie reagowanie.

Bez specjalistów monitorujących systemy łatwo przeoczyć sygnały ostrzegawcze – nietypowy ruch w sieci, podejrzane logowanie czy próbę zaszyfrowania danych. SOC pozwala takie zdarzenia zauważyć w porę i zareagować, zanim spowodują realne straty.

Tradycyjny SOC a SOC as a Service

Budowa własnego SOC jest przedsięwzięciem kosztownym i skomplikowanym. Wymaga zatrudnienia specjalistów, zakupu systemów do monitorowania i korelacji zdarzeń, stworzenia procedur, a potem ciągłego rozwijania kompetencji oraz technologii. To rozwiązanie, na które decydują się zwykle największe przedsiębiorstwa i instytucje.

Alternatywą jest SOC as a Service, czyli usługa świadczona przez wyspecjalizowanego dostawcę. Firma nie musi inwestować w budowę całej infrastruktury ani prowadzić własnego zespołu – korzysta z kompetencji i narzędzi dostępnych „na abonament”. To model podobny do chmury obliczeniowej: klient płaci za korzystanie, a dostawca dba o zasoby i ich rozwój.

Różnice między tymi podejściami sprowadzają się do trzech obszarów. Po pierwsze – kosztów: własny SOC to inwestycja kapitałowa i wysokie koszty stałe, a SOC as a Service to przewidywalny wydatek operacyjny. Po drugie – zasobów ludzkich: znalezienie i utrzymanie ekspertów bezpieczeństwa jest coraz trudniejsze, a w modelu usługowym firma dostaje dostęp do ich wiedzy od razu. Po trzecie – czasu: zbudowanie SOC trwa miesiące lub lata, podczas gdy usługa może ruszyć w kilka tygodni.

Kiedy warto rozważyć model usługowy?

SOC w formie usługi jest szczególnie atrakcyjny, gdy organizacja nie dysponuje dużym działem IT ani budżetem na własne centrum bezpieczeństwa. Sprawdza się również wtedy, gdy potrzebna jest szybka poprawa poziomu ochrony – na przykład po incydencie, podczas ekspansji na nowe rynki lub po wejściu w życie wymogów regulacyjnych.

Dla wielu firm kluczowa jest dostępność całodobowego monitoringu. Zapewnienie dyżurów 24/7 wewnątrz organizacji jest kosztowne i trudne logistycznie, a zewnętrzny SOC może takie wsparcie zapewnić w standardzie. Model usługowy warto także rozważyć wtedy, gdy organizacja chce przewidywalnych kosztów i elastyczności – zakres usługi można łatwo dopasować do zmian w firmie.

Jak wygląda wdrożenie?

Proces rozpoczęcia współpracy z dostawcą SOC as a Service zwykle zaczyna się od analizy potrzeb i oceny obecnego stanu bezpieczeństwa. Następnie definiuje się zakres usługi – czyli jakie systemy mają być monitorowane i jak ma wyglądać reakcja na incydenty. Kolejny etap to integracja z infrastrukturą klienta: podłączenie logów, konfiguracja narzędzi i ustalenie procedur komunikacji.

Po testach i uruchomieniu usługa zaczyna działać w trybie ciągłym. Zespół dostawcy monitoruje środowisko, filtruje alerty, reaguje na zagrożenia i przekazuje raporty menedżerom. Dobre wdrożenie nie jest jednorazowym projektem – to proces, w którym reguły i procedury są stale dopasowywane do zmieniającej się sytuacji w firmie i w świecie cyberataków.

Koszty i modele współpracy

Usługa SOCaaS najczęściej rozliczana jest w modelu abonamentowym. Cena zależy od wielkości środowiska i zakresu usługi – inny będzie koszt dla kilkunastu serwerów w średniej firmie, a inny dla międzynarodowej korporacji. Dostawcy oferują również różne tryby współpracy: monitoring całodobowy, nadzór tylko w określonych godzinach, albo pełną obsługę incydentów wraz z działaniami naprawczymi.

Choć trudno mówić o konkretnych kwotach, można przyjąć, że koszt SOC as a Service to ułamek tego, co pochłonęłoby stworzenie i utrzymanie własnego zespołu. W praktyce wiele organizacji traktuje to jako inwestycję w spokój i ciągłość działania.

O co pytać dostawcę?

Decydując się na SOC as a Service warto przeprowadzić rozmowę, która da jasność co do zakresu i jakości usługi. Kluczowe pytania dotyczą tego, jak wygląda reakcja na incydenty, jakie technologie są stosowane, w jaki sposób raportowane są zdarzenia oraz czy dostawca spełnia wymagania prawne i branżowe. Istotne jest też, aby upewnić się, gdzie przechowywane będą dane oraz jak zabezpieczona jest komunikacja z centrum operacyjnym.

Raport kwartalny Nvidii nie zachwycił Wall Street

Nvidia ma za sobą kolejny raport, który dowiódł, że popyt na sztuczną inteligencję stale rośnie, napędzając biznes firmy. Spółka utrzymuje niemal monopolistyczną pozycję na rynku układów AI od 2023 roku. Akcje spółki traciły jednak 2,6% w handlu po zamknięciu sesji, choć na finalne 'przyjęcie’ wyników na Wall Street przyjdzie nam poczekać co najmniej do jutrzejszego otwarcia amerykańskiej giełdy.

Pomimo świetnej dynamiki wzrostu, inwestorzy zareagowali na raport delikatną niepewnością, ponieważ sprzedaż w segmencie centrów danych (AI) rozminęła się z oczekiwaniami o symboliczne 200 mln USD, rosnąc kwartalnie o 5% i 56% rocznie do 41,1 mld USD. Co prawda analitycy windowali oczekiwania w ostatnich dniach, 'przyłączając się do optymistycznego trendu’, ale wobec coraz bardziej wymagającej wyceny, każda 'rysa na szkle’ dla spółki może okazać się kosztowna. Podobnie jak dla całego Wall Street.

Ryzyko koncentracji jest znaczące, ponieważ Nvidia aktualnie odpowiada za ok. 10% całego indeksu Nasdaq 100 i blisko 8% flagowego, amerykańskiego indeksu akcji S&P 500. Przez ostatnie 2 lata, 'koncentracja’ sprzyjała rynkom akcji, w miarę jak wyniki Nvidia wręcz zachwycały dynamiką wzrostu, mimo rosnącej, ogromnej skali. Tempo to zawróciło inwestorom w głowie i do dziś pozwala wierzyć, że podobne tempo wzrostu jest osiągalne dla spółki w kolejnych kwartałach i latach. W efekcie dzisiejsza wycena okazałaby się oderwana od fundamentów, jeśli biznes Nvidii w segmencie centrów danych miały istotnie spowolnić. Ale dziś nie obserwujemy zwiastunów takiego scenariusza.

Różnica na poziomie 200 mln USD, przy skali przekraczającej 41 mld USD nie jest znacząca, przez co błędem byłoby nadawać jej 'strategiczne’ znaczenie. Co więcej, firma wyłączyła z wyników 'zawieszoną’ sprzedaż układów H20 do Chin a w kolejnym kwartale prognozuje sprzedażna poziomie ok. 54 mld USD. Akcje spółki nieznacznie tanieją po raporcie, choć ten nie tylko potwierdza, że biznes AI 'nie schodzi ze sceny’, ale także segmenty takie jak gaming, wizualizacja i rozwiązania dedykowane dla sektora motoryzacyjnego mają się bardzo dobrze.

Sprzedaż chipów Blackwell wzrosła o 17% kwartał do kwartału, ponad trzykrotnie przekraczając dynamikę sprzedaży w centrach danych ogółem. Wzrost zysku netto i sprzedaży rok do roku nadal wygląda imponująco. Wyniki nie powinny być powodem do niepokoju, a Wall Street może nie chcieć sprzedawać akcji firmy, przynajmniej do 'pierwszego, zaskakująco słabego raportu’. Wciąż nie widać go dziś na horyzoncie.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Chaos polityczny we Francji i nowe cła Trumpa – dolar zyskuje, złoty pod presją

Francja powoli staje się europejskim synonimem chaosu politycznego, za chwilę znowu może być bez rządu. Prezydent Trump nie rezygnuje ze swojej ulubionej broni, a na celowniku ponownie Chiny i Indie. Apetyt na rynkowe ryzyko maleje, co wzmacnia USD i uderza w PLN.

We Francji po staremu

Premier Francois Bayrou postanowił wyrwać francuską politykę z wakacyjnego marazmu i zagrał klasyczną kartą. Wystąpił o głosowanie nad wotum zaufania dla swojego rządu, które tak naprawdę będzie też wyrażeniem poparcia (lub jego braku) dla bardzo niepopularnego w społeczeństwie planu zmniejszania zadłużenia państwa. Media zwracają uwagę na symbolikę sceny, gdy premier w trakcie wchodzenia na podium, aby uargumentować swoją decyzję, potknął się i nieomal upadł. Z wypowiedzi liderów frakcji politycznych można na ten moment wywnioskować, że 8 września (termin głosowania) francuski rząd rzeczywiście upadnie, co otworzy nowy rozdział w chaosie ogarniającym tamtejszą scenę polityczną od kilku lat. Następny krok będzie należał do prezydenta Emmanuela Macrona, który albo poszuka nowego szefa rządu, którego zaakceptuje parlament, albo rozpisze kolejne wybory. Inwestorzy zareagowali w klasyczny sposób na wzrost ryzyka politycznego, które niesie za sobą ryzyka fiskalne i zadłużeniowe, czyli awersją do francuskich aktywów. We wtorek główny indeks paryskiej giełdy CAC40 zniżkował o 1,5% (od otwarcia tygodnia to już -3%), a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła do 3,5%, czyli najwyższego poziomu od marca. Dodatkowo spread (różnica punktowa) między 10-latkami francuskimi a niemieckimi sięgnęła blisko 80 punktów, czyli największej wartości od kwietnia.

Cłami w Azję

Prezydent Donald Trump aktualnie obrał za cel kierunek azjatycki. Najpierw zagroził nałożeniem 200 proc. stawek celnych „albo coś w tym stylu” – to cytat, na chińskie produkty, o ile Państwo Środka nie przywróci pełnych dostaw magnesów do Stanów. Chiny traktują eksport metali ziem rzadkich (kontrolują 90% światowej produkcji magnesów) jako punkt nacisku na USA w negocjacjach handlowych, ponieważ te surowce są niezbędne dla elektroniki i zaawansowanych technologii. Dodatkowym polem pertraktacji stały się samoloty, ponieważ Boeing prowadzi rozmowy o sprzedaży aż 500 maszyn do Chin. Prezydent Trump zdradził, że Amerykanie potrafili w ostatnim czasie wstrzymać dostawy części zamiennych dla chińskich przewoźników. Po tych doniesieniach można założyć, że do osiągnięcia porozumienia handlowego między tymi dwoma krajami jeszcze daleka droga. Biały Dom uderza też w innego azjatyckiego gracza i nakłada 50 proc. cła na niektóre produkty z Indii. Ten ruch to konsekwencja zapowiadanej kary za kontynuowanie zakupów rosyjskiej ropy przez Indusów. Jednak także w tym wypadku prezydent Trump trafił na twardego przeciwnika. Według doniesień niemieckich mediów premier Narendra Modi miał w ostatnich tygodniach zignorować aż cztery próby kontaktu telefonicznego ze strony amerykańskiego przywódcy. Klimat do negocjacji z azjatyckimi mocarstwami staje się coraz bardziej napięty, co powoli może się przekładać na zwiększoną awersję do ryzyka na rynkach.

Środowy risk off

W oczywisty sposób napięcia na azjatyckim kierunku już przełożyły się na notowania tamtejszych parkietów giełdowych. Główne indeksy zaliczyły mocny spadek w Hongkongu (-1,13%), Szanghaju (-1,7%) i Mumbaju (-1%). Europa otworzyła się głównie nad kreską, ale zyski w pierwszej godzinie handlu są co najwyżej rachityczne, czego najlepszym przykładem jest balansujący wokół wczorajszego poziomu zamknięcia  frankfurcki DAX. Za przykładem rynków bazowych podążą Warszawa, gdzie WIG20 znowu ma problem z utrzymaniem psychologicznego poziomu 2900 pkt. Na rynku walutowym mimo działań prezydenta Trumpa (zwolnienie jednej z członkiń Rady Gubernatorów Fed), które dość powszechnie postrzegane są jako próba zmniejszenia niezależności władzy monetarnej, to dolar znów przeszedł do ataku. „Zielony” na ten moment nie planuje tracić swojego tradycyjnego waloru bezpiecznej przystani. Kurs EUR/USD po raz kolejny próbuje naruszyć od góry psychologiczne 1,16 $, a tym samym zagrozić dolnemu ograniczeniu sierpniowej konsolidacji. Przekłada się to na presję na waluty rynków wschodzących, w tym polskiego złotego. O godz. 10 kurs EUR/PLN utrzymuje się powyżej 4,26 zł, a kurs USD/PLN przekracza 3,67 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:30 – USA – zapasy ropy naftowej,

22:00 – USA – wyniki kwartalne spółki Nvidia (po zamknięciu notowań na Wall Street).

Autor: Adam Fuchs –  analityk w InternetowyKantor.pl

Boom na rynku kredytów mieszkaniowych – II kwartał z rekordowym wzrostem akcji kredytowej

W drugim kwartale 2025 r. banki udzieliły o 15 proc. więcej kredytów mieszkaniowych niż w poprzednim kwartale i o 22 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej – wynika z najnowszego raportu o kredytach mieszkaniowych i cenach transakcyjnych nieruchomości AMRON-SARFiN. Wartość kredytów udzielonych w tym okresie wyniosła ponad 24 mld zł, co oznacza wzrost o 29 proc. r./r. Jednocześnie pojawiły się oczekiwane przez potencjalnych nabywców spadki średnich cen transakcyjnych na rynku mieszkaniowym w niektórych miastach.

Po czterech kwartałach stabilności na rynku kredytów mieszkaniowych, które okazały się niezbędne dla odreagowania zaburzenia wprowadzonego przez program „Bezpieczny Kredyt 2%”, w II kwartale 2025 r. akcja kredytowa ponownie nabrała tempa. W okresie od kwietnia do czerwca banki w Polsce udzieliły 55 519 kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości ponad 24 mld zł. Znacząco wzrosła również wartość nowego kredytu hipotecznego, która na koniec czerwca wyniosła 443 tys. zł.

Ten systematyczny wzrost średniej wartości kredytu mieszkaniowego sprawił, że łączna wartość portfela aktywnych kredytów mieszkaniowych przekroczyła ponownie, po 4 latach, pułap 500 mld zł, i to pomimo kontynuacji spadku liczby tych kredytów. Liczba czynnych umów o kredyt mieszkaniowy w Polsce na koniec II kwartału 2025 r. wyniosła 2 176 tys. kredytów.

Wyższemu zainteresowaniu zaciąganiem kredytów mieszkaniowych sprzyja wyhamowanie wzrostu cen transakcyjnych mieszkań, wzrost wynagrodzeń oraz zmaterializowana 7 maja 2025 r. zapowiedź obniżki stóp procentowych NBP. Pierwsza od października 2023 r. decyzja o obniżce stóp procentowych o 0,50 p.p. spowodowała obniżenie stopy referencyjnej z 5,75 proc. do 5,25 proc., co zdecydowanie wpłynęło na wzrost zdolności kredytowej widoczny na wykresie monitorowanego przez Centrum AMRON Indeksu Dostępności Mieszkaniowej – mówi dr Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP i prezes CPBiI.

Tak znaczący wzrost akcji kredytowej spowodował pogorszenie dwóch wskaźników oceny jakości nowego portfela kredytowego. Nieznacznie wzrósł udział kredytów o wskaźniku LtV powyżej 80 proc. – ich odsetek wzrósł o 1,56 proc., do poziomu 28,25 proc.. Niepokojącym sygnałem jest również wydłużanie okresu zapadalności nowo udzielanych kredytów. W porównaniu do wyników z II kwartału 2024 r., o 4,5 p.p. wzrósł udział kredytów o okresie zapadalności między 25 i 35 lat.

Niezależnie jednak od tych niepokojących sygnałów dotyczących bieżącej akcji kredytowej z satysfakcją należy odnotować kolejny spadek wskaźnika kredytów zagrożonych w portfelu kredytów mieszkaniowych ogółem do poziomu 1,47 proc. Jest to kontynuacja spadkowej tendencji, która utrzymuje się od połowy 2023 r. – komentuje dr Jacek Furga.

W analizowanym okresie zaobserwowano także kontynuację słabnącej koniunktury inwestycyjnej deweloperów mieszkaniowych. Co prawda w II kwartale 2025 r. firmy deweloperskie przekazały do użytkowania ponad 29 tys. mieszkań i domów – o prawie 6 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i mniej o niecały 1 proc. niż rok wcześniej. Jednak w kategoriach świadczących o stanie bieżącej koniunktury – liczbie uzyskanych pozwoleń budowlanych oraz rozpoczynanych budów – zanotowano znaczne spadki.

W II kwartale 2025 r. na rynku mieszkaniowym pojawiły się wyczekiwane przez potencjalnych nabywców spadki średnich cen transakcyjnych. W porównaniu do cen z I kwartału 2025 r.:

  • w Krakowie spadek wyniósł 2,73 proc.,
  • w Warszawie 1,67 proc.,
  • w Poznaniu 1,27 proc..

W pozostałych aglomeracjach odnotowano symboliczne wzrosty poniżej 1 proc., a jedynie w Gdańsku ceny wzrosły o 1,18 proc.

Do stabilizacji cenowej doszło również na rynku najmu prywatnego mieszkań. W II kwartale 2025 r. przeważały wzrosty stawek czynszu (średnio między 1,5 a 2,5 proc.), jednak w skali roku wzrosty czynszów – z wyjątkiem Gdańska i Łodzi – nie przekraczały poziomu 5 proc.

Trump kontra Fed? Rynki patrzą na Nvidię, ignorując próbę odwołania Lisy Cook

Mimo bezprecedensowej próby Donalda Trumpa odwołania Lisy Cook z Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej, rynki finansowe wykazały się zaskakującym spokojem. Potencjalne zagrożenie dla niezależności amerykańskiego banku centralnego zostało w dużej mierze zignorowane przez inwestorów, którzy skoncentrowali się na wynikach kwartalnych Nvidii – spółki technologicznej będącej obecnie jednym z kluczowych motorów wzrostu indeksów giełdowych. Takie odwrócenie uwagi od fundamentalnych kwestii instytucjonalnych może jednak okazać się kosztownym błędem w dłuższym horyzoncie.

Notowania dolara amerykańskiego wykazały chwilową słabość, ale szybko nastąpiło odbicie. Na rynku obligacji skarbowych nie doszło do istotnych przetasowań – rentowność papierów dziesięcioletnich nieznacznie spadła, natomiast trzydziestoletnich lekko wzrosła. Tymczasem główne indeksy giełdowe – Dow Jones, S&P 500 i Nasdaq – utrzymały trend wzrostowy, jakby napięcia wokół Rezerwy Federalnej nie miały większego znaczenia dla perspektyw rynkowych.

Eksperci ostrzegają jednak przed złudnym spokojem. Rynki mogą nie doszacowywać ryzyka, jakie niesie potencjalne naruszenie niezależności Fed, a także ewentualna zmiana kierunku polityki pieniężnej po 2026 roku. Brak zdecydowanej reakcji może wynikać zarówno z bagatelizowania zagrożeń, jak i z oczekiwania, że ewentualne kontrowersje zostaną rozstrzygnięte na drodze sądowej.

Jeśli Trump skutecznie doprowadzi do odwołania Cook, uzyska kolejne miejsce w Radzie Gubernatorów, co – po wcześniejszej rezygnacji Adriany Kugler – może zapewnić mu przewagę nominowanych przez siebie członków. W efekcie możliwe byłoby ukształtowanie bardziej „gołębiego” Fed, skłonnego do wcześniejszych i głębszych obniżek stóp procentowych. Taki scenariusz, choć potencjalnie korzystny dla rynku nieruchomości i sektora budowlanego, niesie ze sobą ryzyko wyższej inflacji oraz osłabienia pozycji dolara na rynkach międzynarodowych.

Na platformach zakładów politycznych, takich jak Kalshi czy Polymarket, prawdopodobieństwo skutecznego usunięcia Cook w 2025 roku szacowane jest obecnie na około 33%. Mimo że rynki zachowują się tak, jakby kwestia politycznej ingerencji w Fed była marginalna, coraz więcej ekonomistów i analityków ostrzega, że jej skutki mogą być poważne. Niezależność Rezerwy Federalnej, traktowana dotąd jako jeden z fundamentów stabilności gospodarczej USA, może zostać naruszona – a to z kolei mogłoby uruchomić falę nieprzewidywalnych zmian w polityce pieniężnej i na rynkach finansowych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Rekordowe przychody i portfel zamówień Rheinmetalla, ale inwestorzy obawiają się turbulencji

Przemysł i firmy zbrojeniowe znajdują się obecnie w centrum zainteresowania, nie tylko inwestorów. Już w przyszłym tygodniu w Kielcach odbędzie się Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego, najważniejsze targi zbrojeniowe w Europie Środkowej. Od środy na warszawskim parkiecie będzie notowany nowy fundusz ETF umożliwiający inwestycje w branżę zbrojeniową państw NATO. Jednym z kluczowych elementów portfela funduszu, odpowiadającym za 4,5 proc., jest Rheinmetall – niemiecki koncern zbrojeniowy, który w ostatnim czasie przeżywał trudniejsze momenty. Inwestorzy wciąż zadają sobie pytanie, czy akcje firmy mogą dalej rosnąć, czy też hossę mają już za sobą. W drugim kwartale akcje spółki były inwestycyjnym hitem, bowiem liczba polskich inwestorów posiadających jej papiery wzrosła o 18 proc., co było czwartym najwyższym wynikiem według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego.

Wczoraj akcje Rheinmetall wzrosły o 1,5 proc. Ostatnie tygodnie upłynęły jednak pod znakiem korekty, a obecna cena pojedynczej akcji wynosi 1650 euro, czyli o 15 proc. mniej niż rekord z czerwca na poziomie 1940 euro. Trzy ostatnie tygodnie przyniosły spadki wywołane nadziejami inwestorów m.in. na deeskalację i zakończenie wojny w Ukrainie. Spółka w ostatnich latach dała inwestorom powody do satysfakcji – od początku roku kurs wzrósł o 168 proc., w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 208 proc., a w perspektywie pięciu lat nastąpił spektakularny niemal 20-krotny wzrost ceny akcji.

Wyniki za drugi kwartał 2025 roku potwierdzają, że spółka wciąż korzysta z europejskiego boomu zbrojeniowego. Przychody wzrosły o 24 proc. do 4,7 mld euro, a zysk operacyjny o 18 proc. do 475 mln euro. Największy rozwój dotyczył segmentu obronnego, gdzie sprzedaż zwiększyła się o 36 proc., a marża operacyjna utrzymała się na poziomie 12,4 proc. W poszczególnych działach widać dalszy potencjał – Vehicle Systems i Electronic Solutions notują wzrosty przekraczające 40 proc., a dział Weapon & Ammunition osiągnął rekordową marżę powyżej 21 proc.

Kluczowym czynnikiem dla całej branży pozostaje dynamika nowych zamówień. Firmy obronne muszą nie tylko pozyskiwać kontrakty, ale także sprawnie je realizować. Portfel zamówień Rheinmetalla na koniec drugiego kwartału wyniósł 63 mld euro, a według prezesa Armina Pappergera może wzrosnąć nawet do 120 mld euro w kolejnych latach. Szczególnie obiecujące są zamówienia z Niemiec, gdzie rząd planuje wydatki rzędu 30–35 mld euro na czołgi i pojazdy opancerzone. Dodatkowym impulsem jest dziesięciokrotne zwiększenie mocy w zakresie amunicji, co obniża koszty i poprawia konkurencyjność. Podobne efekty mogą w kolejnych latach dotyczyć także innych obszarów produkcji, co przełoży się na większy popyt. Rozbudowa mocy wytwórczych pozostaje jednym z kluczowych motorów wzrostu, choć jednocześnie rodzi ryzyko nadpodaży, jeśli popyt zacznie słabnąć.

Rheinmetall nie jest uzależniony od jednego budżetu czy pojedynczego klienta, co zwiększa odporność biznesową. Nowe ustępstwa ze strony Unii Europejskiej wobec USA mogą jednak spowolnić dotychczasową dynamikę zamówień, z powodu przekierowania części unijnych wydatków do firm amerykańskich. Pomimo tych ryzyk boom w branży obronnej trwa, a rosnący popyt wciąż wspiera wyceny.

Firma ma jednak także słabe punkty. Wolne przepływy pieniężne operacyjne spadły do –644 mln euro wobec –19 mln euro rok wcześniej, co wynika z intensywnych inwestycji i gromadzenia zapasów.  Słabo wypadł segment Power Systems, notując spadek sprzedaży i zysków. Do tego w drugim kwartale przychody okazały się niższe od oczekiwań, co natychmiast wywołało spadek kursu akcji o 6 proc. Te czynniki pokazują, że mimo świetnych wyników w obronności Rheinmetall musi mierzyć się z wyzwaniami w działalności cywilnej i z ryzykiem wynikającym z nieregularnego napływu kontraktów.

W ramach strategicznej transformacji firma wspólnie z Leonardo przejmuje od Iveco działalność w sektorze obronnym. Równocześnie planuje wycofanie się z produkcji części samochodowych i skoncentrowanie się na bardziej rentownych projektach zbrojeniowych. Duży potencjał tkwi także w inwestycjach w technologie przyszłości, takie jak systemy cyberobrony, drony czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

Popyt w branży obronnej pozostaje cykliczny i silnie uzależniony od budżetów państwowych oraz sytuacji geopolitycznej. Warto jednak podkreślić, że nawet w scenariuszu wyhamowania konfliktu w Ukrainie europejskie zamówienia powinny pozostać silne, szczególnie gdy Stany Zjednoczone ograniczą swoją obecność na kontynencie.

Rheinmetall pozostaje jednym z największych beneficjentów rosnących wydatków obronnych w Europie. Rekordowe przychody, wysokie marże i duży portfel zamówień potwierdzają solidne fundamenty wzrostu. Szczególnie istotna jest perspektywa napływu kontraktów z Niemiec, które mogą dodatkowo wzmocnić pozycję spółki. Inwestorzy muszą jednak liczyć się z kosztownymi inwestycjami, ujemnymi przepływami pieniężnymi i wahaniami kursu akcji, a także ze zmieniającą się sytuacją geopolityczną, która w ostatnim czasie generuje szczególnie silne turbulencje. Mimo tych ryzyk przewaga strukturalna Rheinmetall sprawia, że firma ma szansę umocnienia się na pozycji jednego z globalnych liderów w branży obronnej.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rekordowe zapotrzebowanie na energię elektryczną – OZE przyspieszają, ale paliwa kopalne wciąż dominują globalny miks

0

Globalny popyt na energię osiągnął w 2024 roku historyczne maksimum, rosnąc o ponad 2% r/r, a zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrosło aż o 4%. Jednocześnie globalne emisje CO zwiększyły się o 1%, osiągając rekordowy poziom czwarty rok z rzędu. Takie dane prezentuje 74. edycja raportu „Statistical Review of World Energy”, przygotowanego przez Energy Institute we współpracy z KPMG. Analiza wskazuje, że mimo dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii, paliwa kopalne wciąż stanowią 87% światowego miksu energetycznego, a globalna transformacja przebiega nierównomiernie i podlega silnym napięciom geopolitycznym oraz gospodarczym.

Światowa transformacja pełna kontrastów

Raport „Statistical Review of World Energy” zwraca uwagę na znaczące różnice regionalne w tempie transformacji energetycznej. W USA i Europie obserwuje się oznaki stabilizacji zużycia paliw kopalnych, przy jednoczesnym spowolnieniu rozwoju OZE, m.in. z powodu rosnących kosztów finansowania i presji w łańcuchach dostaw. W Europie tempo przyłączania nowych instalacji wiatrowych i fotowoltaicznych wyhamowało, podczas gdy w Chinach w 2024 roku oddano do użytku więcej nowych mocy odnawialnych niż w USA, Europie i Indiach łącznie.

Kraje spoza Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (ang. Organization for Economic Co-operation and Development – OECD) wdrażają OZE w tempie dwukrotnie szybszym niż państwa rozwinięte, co przesuwa środek ciężkości inwestycji energetycznych w stronę rynków wschodzących.

Łączna produkcja energii z wiatru i słońca wzrosła w 2024 roku o ponad 16% – prawie dziewięciokrotnie szybciej niż całkowity popyt na energię. Jednak same OZE nie są jeszcze w stanie zaspokoić rosnącego globalnego zapotrzebowania, szczególnie w regionach z ograniczoną infrastrukturą i niedoborami inwestycji.

Polska perspektywa

W „Statistical Review of World Energy” podkreślono, że inwestycje w OZE to element dekarbonizacji oraz filar bezpieczeństwa energetycznego, pozwalający uniezależniać gospodarki od importu paliw i wahań cen na rynkach międzynarodowych.

Światowa transformacja energetyczna przyspiesza, ale jest nierównomierna i pełna napięć między celami klimatycznymi a priorytetami bezpieczeństwa. Dla Polski to sygnał, że musimy równolegle inwestować w rozwój OZE, modernizację sieci i magazyny energii, a także wykorzystywać technologie poprawiające efektywność systemu. Kluczowe będzie także budowanie niezależności energetycznej w oparciu o krajowe zasoby oraz wzmacnianie odporności infrastruktury na skrajne zjawiska pogodowe – mówi Anna Szczodra, Partner współzarządzający w KPMG Law, radca prawny, Lider doradztwa dla branży energetycznej w Polsce i EMA, KPMG w Polsce.

Nowe wyzwania i szanse dla biznesu

Światowy sektor energetyczny staje się coraz bardziej złożony. Elektryfikacja postępuje szybciej niż wzrost całkowitego zapotrzebowania na energię, a równoległy rozwój paliw kopalnych i OZE powoduje fragmentaryczną transformację. Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność elastycznego reagowania na zmieniające się uwarunkowania rynkowe, rosnące koszty finansowania i presję regulacyjną.

Coraz większego znaczenia nabiera dywersyfikacja portfela energetycznego oraz wdrażanie technologii niskoemisyjnych, które mogą stać się źródłem przewagi konkurencyjnej.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: Home | Statistical Review of World Energy

O raporcie:

„Statistical Review of World Energy 2025” to jedno z najbardziej uznanych źródeł danych o globalnych rynkach energii. Raport został przygotowany przez Energy Institute we współpracy z KPMG, a jego opracowanie wspierali eksperci z Heriot-Watt University, S&P Global Commodity Insights oraz bp. Publikacja analizuje produkcję i zużycie energii na świecie, emisje oraz wpływ wydarzeń geopolitycznych, dostarczając rzetelnych informacji wspierających decydentów, przedsiębiorstwa i badaczy w podejmowaniu strategicznych decyzji.

Testament audiowizualny i inne zmiany w prawie spadkowym – co planuje ustawodawca

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego i Kodeksu postępowania cywilnego, który wprowadza istotne zmiany w obszarze prawa spadkowego. Najwięcej uwagi skupia propozycja wprowadzenia testamentu audiowizualnego – rozwiązania pionierskiego w Europie, które może zrewolucjonizować sposób rozporządzania majątkiem po śmierci. Choć zmiany odpowiadają na wyzwania współczesności, rodzą jednocześnie wiele pytań dotyczących bezpieczeństwa prawnego, ryzyka nadużyć i technicznych możliwości ich stosowania.

Najbardziej nowatorską propozycją jest testament audiowizualny, umożliwiający nagranie ostatniej woli np. smartfonem, w sytuacji nagłego zagrożenia życia. Projekt przewiduje, że testator, który znajdzie się w dramatycznych okolicznościach, będzie mógł wyrazić swoją wolę, utrwalając ją w formie nagrania wideo, z podaniem daty, miejsca i okoliczności. – Rozwiązanie to odpowiada na realne problemy praktyki i stanowi ukłon w stronę rozwoju technologii. Jednak trzeba mieć świadomość jego ograniczeń. – tłumaczy mec. Aleksandra Załęcka z kancelarii Kurpiejewski, Budzewski i Wspólnicy.

Ryzyko związane jest przede wszystkim z możliwością fałszowania nagrań przy użyciu technologii deepfake, które coraz trudniej odróżnić od materiałów autentycznych. Brak świadków przy sporządzaniu testamentu audiowizualnego dodatkowo utrudnia jego weryfikację. Pojawia się pytanie, w jaki sposób sądy będą mogły ocenić, czy nagranie rzeczywiście odzwierciedla ostatnią wolę spadkodawcy i czy zostało złożone dobrowolnie.

– Jeżeli ustawodawca zdecyduje się na tak pionierski krok, konieczne będzie opracowanie standardów technicznych oraz procedur, które pozwolą zweryfikować autentyczność nagrań. Bez tego nowe przepisy mogą zamiast ułatwień generować liczne spory sądowe – podkreśla ekspertka.

Testamenty ustne i podróżne – ograniczenia i zmiany

Projekt zakłada również istotne zmiany w zakresie testamentów ustnych. Do tej pory wystarczyła jedna z przesłanek: obawa rychłej śmierci lub brak możliwości zachowania zwykłej formy testamentu. Teraz obie będą musiały wystąpić jednocześnie.

W praktyce oznacza to znaczne ograniczenie możliwości korzystania z tej formy. Do tego ustawodawca skrócił termin na potwierdzenie testamentu ustnego z sześciu do trzech miesięcy. To z jednej strony zwiększa bezpieczeństwo obrotu prawnego, ale z drugiej wymusza na spadkobiercach szybsze działania, co w trudnych okolicznościach rodzinnych może być wyzwaniem – wskazuje mec. Załęcka.

Jednocześnie projekt całkowicie usuwa instytucję testamentu podróżnego, uznaną za rozwiązanie anachroniczne. W ocenie ustawodawcy, w dobie powszechnego dostępu do technologii cyfrowych i tradycyjnych form sporządzania testamentu, nie znajduje ona już uzasadnienia praktycznego.

Testamenty wojskowe i świadkowie – odpowiedź na współczesne potrzeby

Ważną nowością jest także poszerzenie katalogu osób mogących sporządzać testamenty wojskowe. Obok żołnierzy, takie uprawnienie otrzymają również personel medyczny i cywilni współpracownicy wojska pełniący służbę za granicą.

To rozszerzenie jest odpowiedzią na realia współczesnych działań militarnych, gdzie polscy żołnierze i ich współpracownicy coraz częściej stacjonują w odległych miejscach i narażeni są na szczególne ryzyko – zauważa mec. Załęcka.

Doprecyzowano także przepisy dotyczące świadków testamentów ustnych. Wyłączone z tej roli będą osoby powiązane z beneficjentami testamentu – od najbliższej rodziny, przez małżonków, po wspólników i akcjonariuszy. Co ważne, ograniczenia te będą obowiązywać również po rozwodzie, separacji czy ustaniu przysposobienia, co usuwa wcześniejsze wątpliwości interpretacyjne.

Stabilność obrotu prawnego – koniec z podwójnymi orzeczeniami

Projekt odpowiada również na poważny problem praktyki sądowej, jakim jest wydawanie kilku sprzecznych orzeczeń spadkowych dotyczących tego samego spadkodawcy. Obecnie wymaga to wszczynania skomplikowanych postępowań wznowieniowych.

Nowelizacja daje sądowi prostsze narzędzie: możliwość uchylenia wadliwego orzeczenia, jeśli stwierdzi istnienie wcześniejszego, prawomocnego postanowienia. To istotne usprawnienie, które zwiększa pewność prawa i bezpieczeństwo obrotu – komentuje mec. Załęcka.

Krok w stronę nowoczesności czy pole do sporów?

Planowana nowelizacja porządkuje wiele zagadnień i odpowiada na problemy zgłaszane w praktyce. Eliminuje instytucje martwe, doprecyzowuje niejasności i zwiększa bezpieczeństwo spadkobierców. Jednak wprowadzenie testamentu audiowizualnego, choć potencjalnie przełomowe, budzi liczne wątpliwości.

Jeśli Polska zdecyduje się na tak pionierskie rozwiązanie, będzie to symboliczny krok w stronę cyfryzacji prawa spadkowego. Jednak, aby przyniósł on realne korzyści, konieczne jest wsparcie go jasnymi procedurami technicznymi i prawnymi. Inaczej zamiast uproszczenia możemy doczekać się fali sporów i niepewności – podsumowuje mec. Aleksandra Załęcka.

Nowe przepisy mają wejść w życie miesiąc po ogłoszeniu ustawy, a testamenty sporządzone wcześniej będą oceniane według dotychczasowych zasad.

Robert Szustkowski apeluje do Premiera RP o ochronę bezpieczeństwa osobistego w obliczu fali mowy nienawiści

Robert Szustkowski – autor europejskiej inicjatywy mającej na celu rozszerzenie „Prawa do bycia zapomnianym” na media jako administratorów danych osobowych – wystosował osobisty apel do Premiera RP Donalda Tuska z prośbą o pilną interwencję w sprawie zapewnienia ochrony jemu i jego rodzinie w związku z nasilającą się falą mowy nienawiści oraz dezinformacji obecnej w polskich mediach.

Szustkowski wzywa premiera RP do podjęcia działań na rzecz zwiększenia ochrony obywateli przed nadużywaniem wolności słowa przez niektóre media – szczególnie poprzez rozpowszechnianie zmanipulowanych narracji, które mogą prowadzić do trwałego zniszczenia reputacji osób publicznych.

W swoim liście Szustkowski zwraca uwagę na działania dwóch dziennikarzy śledczych, zajmujących się tematyką rosyjskich wpływów w Polsce, którzy – jak twierdzi – od 2016 roku prowadzą przeciwko niemu zorganizowaną kampanię medialną mającą na celu jego zdyskredytowanie. W publikacjach sugeruje się m.in. jego rzekome powiązania z rosyjskimi służbami wywiadowczymi, mafią czy Kremlem, a także udział w licznych polskich aferach politycznych jako domniemanego „agenta wpływu” czy “gangstera”. Według Szustkowskiego, tego rodzaju nieprawdziwe informacje nie tylko niszczą jego dobre imię, ale także realnie zagrażają jego bezpieczeństwu osobistemu.

– Od 2016 roku udokumentowano ponad 7600 negatywnych publikacji i wzmianek na mój temat w Internecie. Nowe pojawiają się niemal codziennie. To systematyczna, trwająca latami kampania, której celem jest zniszczenie mojego wizerunku jako przedsiębiorcy, filantropa i człowieka. Ostatecznie, sytuacja ta doprowadziła do zagrożenia mojego bezpieczeństwa osobistego oraz mojej rodziny – podkreśla Szustkowski w swoim liście do Premiera RP.

Jak zaznacza, skutkiem tej sytuacji było m.in. zamknięcie jego działalności charytatywnej, rezygnacja z życia towarzyskiego i zawodowego, a także poważne problemy zdrowotne wpływające na jego codzienne funkcjonowanie. Podkreśla przy tym, że raz utrwalony, fałszywy wizerunek – bazujący na zmanipulowanych informacjach – jest niemal niemożliwy do odwrócenia.

Szustkowski zwraca również uwagę, że medialna nagonka trwa mimo prawomocnych wyroków sądów, które kilkukrotnie orzekały naruszenie jego dóbr osobistych w zakresie, w którym się go pomawia. Pomimo tego, niektóre redakcje nadal powielają nieprawdziwe informacje, ignorując wcześniejsze sprostowania czy przeprosiny. W jego ocenie szczególnie niepokojące jest to, że jeden z autorów publikacji, specjalizujący się w tematyce dezinformacji, sam był wielokrotnie krytykowany za brak rzetelności – niezależnie od politycznych sympatii mediów. Drugi z kolei najwyraźniej unika procesu wytoczonego mu przez Szustkowskiego, jednego dnia przynosząc do sądu zwolnienie lekarskie a już kilka dni później publikując kolejny szkalujący materiał na jego temat.

Niestety, powielanie tych nieprawdziwych informacji przez kolejne redakcje i dziennikarzy prowadzi do zniekształcenia rzeczywistości i wprowadza opinię publiczną w błąd – zaznacza Szustkowski.

Europejska inicjatywa ochrony praw obywateli

W odpowiedzi na tę sytuację, Szustkowski rozpoczął działania na szczeblu Unii Europejskiej, zmierzające do skuteczniejszej ochrony jednostek przed dezinformacją. Proponuje m.in. powołanie Rzecznika Praw Czytelników oraz wprowadzenie rejestru naruszeń dóbr osobistych na poziomie unijnym, co uprościłoby procedury i zwiększyło skuteczność reakcji w weryfikowaniu publikowanych treści.

W obliczu narastającej fali mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, apeluję do władz o stworzenie skutecznych mechanizmów ochrony obywateli przed dezinformacją, pomówieniami i nękaniem – konkluduje Robert Szustkowski. Zobacz list otwarty do Komisji Europejskiej

Autor inicjatywy podkreśla, że nigdy nie był objęty żadnym śledztwem, nie postawiono mu zarzutów, ani nie przesłuchiwano go w charakterze świadka. Żaden sąd – ani w Polsce, ani za granicą – nie potwierdził jakichkolwiek jego powiązań z rosyjskimi służbami, mafią czy politycznymi aferami. Co więcej, żadna z jego działalności – zarówno biznesowa, charytatywna, jak i prywatna – nigdy nie była przedmiotem postępowań karnych czy administracyjnych. A nadal spotyka się z aktami dezinformacji na swój temat.

Ta sprawa dawno już wykracza poza granice dziennikarstwa. To zła wola i próba budowania karier na mojej krzywdzie, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Moja walka o prawdę i apel o zmiany systemowe mają na celu uchronić innych przed patologiami czwartej władzy – mówi Szustkowski.

Stop wykorzystywaniu instytucji publicznych do kampanii dezinformacji

Autor apelu do Premiera RP zwraca również uwagę na próby angażowania przedstawicieli Sejmu, wymiaru sprawiedliwości oraz służb specjalnych w działania zmierzające do wszczęcia postępowań wobec niego, oparte wyłącznie na medialnych doniesieniach.

Tego rodzaju działania, polegające na inspirowaniu organów państwowych przez media, noszą znamiona bezprawności i są głęboko nieetyczne. Ich celem jest wywołanie sensacji i potwierdzenie nieprawdziwych tez o spiskowym charakterze mojej działalności – podkreśla.

Szustkowski zauważa, że podejmowane przez niego próby dochodzenia sprawiedliwości na drodze sądowej są odbierane przez pomawiających go dziennikarzy i wydawnictwa jako forma cenzury czy zagrożenie dla wolności słowa.  – Chciałbym podkreślić, że nie atakuję wolności słowa. Wprost przeciwnie. Bronię jej przed osobami, które jej nadużywają. Wolność słowa oznacza prawo do wyrażania swoich opinii. Ale nie oznacza prawa do zniekształcania rzeczywistości czy kłamania oczekując jednocześnie braku jakichkolwiek konsekwencji i ponoszenia odpowiedzialności za swoje słowa – dodaje autor listu.

Polska przyjęła ustawę wdrażającą DORA – KNF zyskał nowe kompetencje kontrolne

Polska przyjęła długo wyczekiwaną ustawę dającą KNF kompetencje w zakresie kontroli zgodności instytucji finansowych z DORA. Nowe przepisy krajowe wyznaczają właściwe organy kontroli oraz ustalają sankcje, jakie mogą być nakładane przez polskiego regulatora – wskazują przedstawiciele kancelarii prawnej DLA Piper.

Rozporządzenie DORA, które weszło w życie 17 stycznia 2025 roku, ma na celu zapewnienie, aby banki, ubezpieczyciele, firmy inwestycyjne oraz inne instytucje finansowe były w stanie skutecznie reagować na zakłócenia związane z wykorzystaniem technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Systemy ICT obejmują zarówno urządzenia fizyczne, jak i oprogramowanie oraz infrastrukturę sieciową, które wspierają kluczowe operacje biznesowe i procesy decyzyjne.

– Choć DORA, jako rozporządzenie UE, jest stosowana bezpośrednio we wszystkich krajach członkowskich, konieczne było przyjęcie przepisów proceduralnych, które w Polsce nastąpiło na mocy ustawy z dnia 25 czerwca 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego oraz emitowaniem europejskich zielonych obligacji. Wśród wprowadzonych reguł szczególne znaczenie ma rozszerzenie zakresu nadzoru nad rynkiem finansowym. Znacząco wzmacnia to kompetencje Komisji Nadzoru Finansowego, która uzyskuje uprawnienia do przeprowadzania kontroli zgodności działalności podmiotów finansowych z aktualnymi wymogami dotyczącymi odporności cyfrowej – komentuje Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem IPT w DLA Piper w Polsce.

W przypadku wystąpienia poważnego incydentu w środowisku cyfrowym, instytucje finansowe są zobowiązane do przekazania KNF wstępnego zawiadomienia, a następnie szczegółowego raportu. Natomiast KNF niezwłocznie przekazuje te dokumenty do odpowiedniego krajowego zespołu reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego.

Podczas czynności kontrolnych pracownicy Komisji Nadzoru Finansowego będą mieli prawo wstępu na grunt oraz do budynków, lokali i innych pomieszczeń kontrolowanego podmiotu, żądania od tego podmiotu lub od osoby przez niego upoważnionej udzielenia ustnych lub pisemnych wyjaśnień związanych z przedmiotem kontroli oraz wglądu do dokumentów i danych cyfrowych związanych z przedmiotem kontroli.

Po zakończeniu kontroli KNF przygotuje protokół w ciągu 30 dni roboczych. Zanim dokument zostanie podpisany, kontrolowana instytucja finansowa ma 14 dni na zgłoszenie pisemnych uwag. Jeśli Komisja uzna je za zasadne, może ponownie przeprowadzić część kontroli i uzupełnić protokół poprzez jego aneks.

Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce
Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce

Instytucje finansowe powinny zatem przygotować odpowiednie procedury wewnętrzne na wypadek kontroli oraz szczegółowo monitorować przebieg kontroli i zakres informacji żądanych przez pracowników KNF, tak aby móc zgłosić ewentualne zastrzeżenia – Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce.

W przypadku wykrycia naruszenia Komisja Nadzoru Finansowego może nakazać zaprzestanie działań niezgodnych z DORA, czasowo zakazać osobom zarządzającym daną instytucją pełnienia funkcji kierowniczych oraz nałożyć wysokie kary finansowe – nawet do ponad 20 mln zł lub 10% rocznego przychodu.

Przestrzeganie nowych standardów cyfrowej odporności operacyjnej sektora finansowego ma zapewnić utrzymanie stabilności i bezpieczeństwa rynku w warunkach postępującej cyfryzacji. Ujednolicenie regulacji na poziomie Unii Europejskiej oraz wyposażenie krajowych organów nadzoru w odpowiednie kompetencje ma natomiast na celu zapewnienie skutecznego zarządzanie ryzykiem ICT na rynku finansowym oraz zapewnienie lepszej ochrony interesów klientów korzystających z usług finansowych.

Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce
Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce

Wejście w życie długo wyczekiwanych krajowych przepisów proceduralnych może oznaczać intensyfikację działań nadzorczych KNF, dlatego podmioty podlegające przepisom DORA powinny przygotować się na możliwe kontrole oraz konieczność zgłaszania poważnych incydentów. W ramach dedykowanego zespołu DLA Piper wspieramy klientów z sektora finansowego zarówno we wdrożeniu regulacji, jak również we właściwym przygotowaniu do kontroli KNF – podkreśla Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce.

BIK: kredyty mieszkaniowe i gotówkowe rosną w dwucyfrowym tempie, kredyty ratalne w odwrocie

W lipcu 2025 r., w porównaniu do lipca 2024 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+31,7%), gotówkowych (+21,5%) i kart kredytowych (+7,6%). Spadek odnotowano jedynie w segmencie kredytów ratalnych (-8,1%). W ujęciu wartościowym instytucje finansowe przyznały wyższe kwoty kredytów gotówkowych (+40,2%), mieszkaniowych (+39,8%) i kart kredytowych (+16,5%), natomiast kredyty ratalne utrzymały się na poziomie sprzed roku.

W okresie styczeń–lipiec 2025 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku 2024 wzrost liczby udzielonych kredytów zanotowały wyłącznie kredyty gotówkowe (+22,9%). Pozostałe produkty kredytowe odnotowały spadki: kredyty ratalne (-22,4%), karty kredytowe (-2,3%) oraz kredyty mieszkaniowe (-0,6%). W ujęciu wartościowym wzrost dotyczył kredytów gotówkowych (+33,2%), mieszkaniowych (+4,2%) oraz limitów na kartach kredytowych (+7,1%). Spadek dotknął kredytów ratalnych (-7,8%).


Osłabienie kredytów ratalnych

W lipcu 2025 r. liczba kredytów ratalnych spadła o 8,1% r/r. Ich wartość pozostała stabilna w ujęciu rocznym, ale w ciągu siedmiu miesięcy roku obniżyła się o 7,8%.

„Najświeższe dane wskazują na utrzymanie trendu spadkowego widocznego od początku roku, zarówno pod względem liczby, jak i wartości kredytów ratalnych. Jest to efekt ograniczenia skali niewielkich transakcji wynikających z przenoszenia zobowiązań BNPL z sektora pozabankowego do bankowego. Obecnie proces ten jest już niewielki. Choć w ujęciu wartościowym spadki były mniejsze, to rynek może się poprawić dopiero przy wyraźnym wzroście konsumpcji, który wymaga zmniejszenia niepewności i większej skłonności Polaków do wydawania pieniędzy” – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego w lipcu 2025 r. wyniosła 2 198 zł, co oznacza wzrost o 8,9% r/r.


Dynamiczny wzrost kredytów gotówkowych

Segment kredytów gotówkowych kontynuuje silne wzrosty. W lipcu liczba udzielonych kredytów wzrosła o 21,5% r/r, a ich wartość aż o 40,2%.

„Kredytobiorcy zaciągają coraz wyższe kwoty. Motorem napędowym pozostają kredyty powyżej 50 tys. zł. W lipcu średnia wartość kredytu gotówkowego osiągnęła niemal 26,5 tys. zł. Wynika to m.in. z konsolidacji zobowiązań, wydłużania okresu spłaty i niższego oprocentowania po obniżkach stóp procentowych. W pierwszych siedmiu miesiącach roku banki udzieliły kredytów gotówkowych na łączną kwotę 70 mld zł, co oznacza, że rekord roczny jest bardzo prawdopodobny” – podkreśla prof. Rogowski.

Średnia kwota kredytu gotówkowego w lipcu wyniosła 26 498 zł (+15,4% r/r).


Kredyty mieszkaniowe wspierane oczekiwaniem dalszych obniżek stóp

W lipcu 2025 r. banki udzieliły o 31,7% więcej kredytów mieszkaniowych niż rok wcześniej i o 15,7% więcej niż w czerwcu br. Wartość nowych hipotek wzrosła o 39,8% r/r i o 14,2% m/m.

„Lipiec potwierdził wyraźny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi. Bez programów wsparcia i przy wciąż wysokim oprocentowaniu, akcja kredytowa osiągnęła niemal 10 mld zł – poziom nienotowany od stycznia 2024 r., kiedy działał program Bezpieczny Kredyt 2%. Obecna dynamika wynika częściowo z efektu statystycznego, gdyż rok temu akcję kredytową ograniczały wysokie stopy procentowe i brak dopłat” – wyjaśnia prof. Rogowski.

Średnia kwota kredytu mieszkaniowego w lipcu wyniosła 445 740 zł (+6,1% r/r).


Jakość portfela kredytowego pozostaje dobra

Mimo pogorszenia miesięcznych odczytów wszystkich czterech Indeksów Jakości BIK, w ujęciu rocznym widać poprawę dla kredytów gotówkowych i mieszkaniowych.

„Indeksy jakości nadal utrzymują się na bezpiecznych poziomach, świadczących o niskim ryzyku kredytowym. Szczególnie pozytywne jest to, że w dwóch głównych segmentach – gotówkowym i hipotecznym – obserwujemy poprawę jakości rok do roku. Ryzyko pogorszenia jakości portfela w najbliższym czasie wydaje się niewielkie, zwłaszcza w perspektywie możliwych dalszych obniżek stóp procentowych. Obecnie większym wyzwaniem dla banków pozostaje ryzyko prawne, a nie kredytowe” – podsumowuje główny analityk BIK.

W I półroczu 2025 r. obcokrajowcy dostali w ramach 800 plus przeszło 1,6 mld złotych

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacił w I połowie br. świadczenie Rodzina 800+ dla ponad 365 tys. dzieci, których rodzice zadeklarowali obywatelstwo inne niż polskie. To o 1,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Łączna kwota wyniosła 1,613 mld zł, czyli o 4,5% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 1,689 mld zł. Najwięcej odbiorców ww. świadczenia pochodzi z Ukrainy.  ZUS przekazał w sumie 1,438 mld zł na rzecz blisko 305 tys. ukraińskich dzieci. Kolejnymi grupami są Białorusini, Rumuni oraz Rosjanie. Na dalszych miejscach znaleźli się beneficjenci z obywatelstwem indyjskim, wietnamskim, gruzińskim, bułgarskim, mołdawskim i chińskim.

Świadczenie wychowawcze w wysokości 800 zł jest wypłacane przebywającym w Polsce obywatelom innych państw, którzy wykażą spełnienie przewidzianych w ustawie warunków. Z danych ZUS wynika, że w I połowie 2025 roku wypłacono je na rzecz 365,3 tys. dzieci obcokrajowców. To o 1,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednocześnie kwota wypłaconych świadczeń wyniosła 1,613 mld zł, czyli o 4,5% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 1,689 mld zł. Dr Tomasz Rzychoń, Główny Ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, zauważa, że program wciąż cieszy się popularnością wśród obcokrajowców, a fluktuacja rzędu półtora procent oznacza stabilizację liczby wnioskodawców w średnim okresie.

– Jeśli usunąć z analizy kwestie polityczne czy ideowe, te 365,3 tys. dzieci obcokrajowców korzystających z programu można zestawić ze spadkową prognozą liczby ludności w Polsce, która za dziesięć lat może być bliska 36 milionom w porównaniu z dzisiejszą liczbą 37,4 miliona. Jak widać, te dodatkowe 365 tys. czy 370 tysięcy dzieci obcokrajowców pobierających świadczenie nie odwraca tego negatywnego trendu – dodaje ekspert.

Do tego dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito przekonuje, że ten drobny spadek liczby dzieci osób deklarujących obywatelstwo inne niż polskie nie jest sygnałem odwrotu od programu. Można to odczytywać jako korektę wynikającą z mobilności tej grupy. Niewielki spadek może też odzwierciedlać zakończenie okresu przejściowego po masowym napływie migrantów. Dalsze wyjazdy lub powroty do ojczyzny mogą być powodem, dla którego spadła liczba beneficjentów programu z ukraińskim obywatelstwem. W I połowie zeszłego roku świadczenie przyznano na rzecz 315,5 tys. dzieci z Ukrainy (przeznaczono na nie – 1,342 mld zł), a w analogicznym okresie tego roku otrzymało je blisko 305 tys. (1,438 mld zł). To, zdaniem eksperta, nie jest jedyny powód spadku liczby beneficjentów z Ukrainy.

– Część dzieci korzystających w poprzednich latach z programu teraz osiągnęła wiek, w którym świadczenie już nie przysługuje. Ponadto postępują zmiany w statusie prawnym obywateli ukraińskich, np. uzyskanie obywatelstwa polskiego, co zmienia klasyfikację statystyczną. Nie można też wykluczyć, że część rodzin nie odnowiła wniosków lub nie spełniła warunków formalnych. Ogólnie zatem dane te, w mojej ocenie, nie świadczą o spadku zainteresowania programem, lecz raczej o zmianach w strukturze populacji ukraińskiej w Polsce – ocenia dr Tomasz Kopyściański.

Innymi beneficjentami, na rzecz których w I połowie br. ZUS wypłacił najwięcej świadczeń Rodzina 800+, byli wnioskodawcy z obywatelstwem białoruskim – 24,7 tys. i 117,5 mln zł (rok wcześniej – 24,5 tys. i 115,6 mln zł). Dalej w zestawieniu znalazły się dzieci wnioskodawców z obywatelstwem rumuńskim – ponad 7 tys. i 26,1 mln zł (rok wcześniej – 4,9 tys. i 19,9 mln zł), rosyjskim – blisko 4 tys. i 18,5 mln zł (prawie 4 tys. i 18,2 mln zł), indyjskim – 2,8 tys. i 12 mln zł (2,5 tys. i 10,7 mln zł), wietnamskim – 2,7 tys. i 12,5 mln zł (2,7 tys. i 12,2 mln zł), gruzińskim – ponad 2 tys. i 8,6 mln zł (1,7 tys. i 7,6 mln zł), bułgarskim – 1,8 tys. i 8,3 mln zł (1,8 tys. i 7,9 mln zł), mołdawskim – 1,1 tys. i 5 mln zł (1,1 tys. i 4,7 mln zł) i chińskim – 833 i 3,6 mln zł (821 i 3,6 mln zł). Dr Tomasz Rzychoń zauważa, że zdecydowana większość migracji do Polski jest o charakterze ekonomicznym, a tych przybywa.

– Należy spodziewać się wzrostu liczby migrantów w nadchodzących latach. Pamiętajmy, że zarobki w Polsce wzrosły znacząco w ostatnich kilku latach i są mocno zbliżone do średniej europejskiej, a Polska to kraj Unii Europejskiej sąsiadujący z państwami, w których zarobki nie można nazwać europejskimi – prognozuje Główny Ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.

Z kolei dr Tomasz Kopyściański wyjaśnia wzrost liczby dzieci objętych świadczeniem wśród obywateli Rumunii, Indii, Gruzji czy Mołdawii rosnącą obecnością tych społeczności w Polsce. W przypadku Rumunów, wzrost o ponad 2 tys. dzieci rdr. może być efektem migracji zarobkowej w ramach UE, gdzie obywatele tego kraju mają pełną swobodę przemieszczania się.

– Wzrosty wśród obywateli Indii czy Wietnamu mogą być związane z napływem pracowników sektora IT, gastronomii czy logistyki. Świadczenie wychowawcze jest dostępne dla wszystkich legalnie przebywających i pracujących rodziców, co czyni je atrakcyjnym elementem wsparcia rodzinnego. Dane te pokazują, że Polska staje się coraz bardziej zróżnicowanym krajem pod względem narodowościowym – dodaje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Co pewien czas pojawiają się propozycje zmierzające do zmiany zasad wypłacania świadczenia wychowawczego na rzecz obcokrajowców. Nie chodzi o wstrzymanie wypłat, ale przede wszystkim o uszczelnienie systemu poprzez wprowadzenie dodatkowych kryteriów. Jednym z celów ograniczenia liczby beneficjentów jest zmniejszenie wydatków budżetowych na transfery społeczne. W 2024 roku program kosztował budżet blisko 70 mld zł.

– W koalicji rządzącej panuje konsensus w kwestii tego, że 800+ powinni otrzymywać tylko ci cudzoziemcy, którzy w Polsce chcą pracować, mieszkać i odprowadzać podatki. Kluczowe wydaje się tu kryterium legalnego zatrudnienia. Postulat taki znajduje poparcie u wyborców Prawa i Sprawiedliwości. W mojej ocenie, wdrożenie zmian jest osiągalne jeszcze w tym roku – uważa dr Tomasz Rzychoń.

Natomiast ekspert z WSB Merito zauważa, że z punktu widzenia budżetu państwa wypłata świadczenia wychowawczego cudzoziemcom stanowi niewielki ułamek całkowitych kosztów programu. Ekspert jest zdania, że obecne zasady uzależniające prawo do świadczenia od legalnego pobytu i zatrudnienia są racjonalne i zgodne z zasadą równego traktowania.

– Ewentualne zmiany powinny dotyczyć raczej usprawnienia weryfikacji uprawnień niż ograniczania dostępu. Wprowadzenie dodatkowych kryteriów mogłoby być zresztą trudne do realnego wdrożenia i potencjalnie sprzeczne z prawem UE. W najbliższym czasie nie widać przesłanek do radykalnych zmian, choć warto monitorować sytuację i reagować na ewentualne nadużycia. Kluczowe jest zachowanie równowagi między wsparciem rodzin a odpowiedzialnością fiskalną – podsumowuje dr Tomasz Kopyściański.

Dolar odrabia straty po Jackson Hole

Gołębie wystąpienie prezesa Fedu podczas sympozjum w Jackson Hole napędziło wzrosty na giełdach i rynkach obligacji, jednocześnie początkowo osłabiając dolara. W poniedziałek, gdy londyńska giełda była zamknięta, amerykańska waluta odrobiła jednak dużą część strat.

Kluczowe punkty:

  • Złoty traci na malejących szansach na zawieszenie broni w Ukrainie.
  • Spadek dynamiki płac przybliża cięcia NBP.
  • Powell przyjmuje gołębi ton w Jackson Hole.
  • Dolar traci w obawie o utratę niezależności Fedu.
  • Wzrost inflacji w UK ogranicza oczekiwania wobec cięć.

W warunkach ograniczonej płynności odwrócenie piątkowego ruchu odnotowaliśmy także na rynku długoterminowych obligacji, które wyczekują na piątkową publikację lipcowej inflacji PCE ze Stanów Zjednoczonych. Lepiej radziły sobie akcje, które notowały dalsze zyski. Na ten moment obawy dotyczące utraty niezależności Fedu i ogólnej degradacji instytucji są zrównoważone perspektywami wcześniejszej i intensywniejszej stymulacji ze strony polityki monetarnej, niż wyceniano zaledwie tydzień temu.

Dane na całym świecie od jakiegoś czasu wysyłają coraz bardziej stagflacyjne sygnały. Spowolnienie w kreacji miejsc pracy, słabszy wzrost i uporczywie wysoka inflacja stawiają Rezerwę Federalną w trudnej pozycji. Fed jest jednocześnie poddawany coraz to większej politycznej presji ze strony prezydenta Trumpa. W zeszłym tygodniu zaatakował on kolejnego z decydentów, Lisę Cook, oskarżając ją o oszustwo hipoteczne i grożąc zwolnieniem, jeśli dobrowolnie nie zrezygnuje. Rozwój sytuacji na tym froncie może być równie ważny jak kluczowe dane z USA zaplanowane na ten tydzień. Należą do nich czwartkowa rewizja PKB za II kwartał oraz piątkowy raport PCE o inflacji za lipiec.

PLN

Złoty nieznacznie osłabił się w minionym tygodniu względem euro, przy czym kurs EUR/PLN pozostał bardzo blisko naszej prognozy na poziomie 4,25. Po początkowym umocnieniu napędzanym rosnącymi nadziejami na zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą przyszło otrzeźwienie. Nadzieje okazały się płonne i w obliczu braku wiarygodnych sygnałów wskazujących na taki scenariusz optymizm rynkowy osłabł. Trend ten widoczny jest w spadku cen ukraińskich obligacji dolarowych. Uważamy także, że przynajmniej po części można mu przypisać słabość walut regionu CEE, przy czym w owym zakresie istotny mógł być także spadek kursu EUR/USD.

W kontekście czynników lokalnych na pierwszy plan wysuwa się gwałtowna wyprzedaż na polskiej giełdzie. Główny indeks WIG20 stracił niemal 5% w ciągu zaledwie jednego dnia w związku z planowaną podwyżką podatków dla sektora bankowego, co mogło dodatkowo zaważyć na nastrojach inwestorów.

Za nie mniej istotny uważamy lipcowy odczyt dynamiki płac. Nieoczekiwanie silny spadek do 7,6% r/r, najniższego poziomu od lutego 2021 r., stanowi dla RPP kolejny argument za kontynuacją obniżek stóp procentowych. Choć wydaje się, że obserwujemy na rynku pracy pewne ochłodzenie, inne dane wskazują na ożywienie gospodarcze – w zeszłym tygodniu pozytywnie zaskoczyła produkcja przemysłowa, a poniedziałkowe dane wykazały wzrost sprzedaży detalicznej o 4,8% rok do roku w ujęciu realnym. Jest to spójne z tezą, że tempo obniżek stóp procentowych będzie stopniowe. Pod koniec tygodnia będziemy uważnie śledzić dane o inflacji. Dane CPI za sierpień powinny wykazać spadek poniżej bariery 3%.

EUR

Dane makro ze strefy euro za pierwszą połowę 2025 r. były zniekształcone przez amerykańskie cła. Eksport gwałtownie wzrósł w pierwszym kwartale, gdy amerykańskie firmy przyspieszyły import przed wprowadzeniem nowych obostrzeń, po czym nastąpił jego dynamiczny spadek. Teraz, gdy nowy reżim handlowy się stabilizuje, oczekujemy, że dane staną się bardziej miarodajne. Wskaźniki nastrojów wydają się wskazywać na umiarkowaną poprawę sytuacji gospodarczej. W minionym tygodniu oczekiwania przekroczyły sierpniowe wskaźniki PMI.

Skromny wzrost gospodarczy i inflacja bliska celu najprawdopodobniej oznaczają stabilną politykę monetarną. Gołębie nastawienie, które zdaje się przyjmować Rezerwa Federalna, powinno więc doprowadzić do zmniejszenia różnic w stopach procentowych po obu stronach Atlantyku. Może to wspierać euro. W tym tygodniu powinno ono pozostać w dużej mierze zależne od czynników zewnętrznych, uwagę inwestorów mogą wzbudzić jednak czwartkowe minutki z posiedzenia EBC oraz piątkowe dane inflacyjne z poszczególnych krajów wspólnoty.

USD

Ubogi w dane tydzień został zdominowany przez piątkowe przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, na dorocznym sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Miało ono gołębi charakter, położył on bowiem nacisk bardziej na potencjalne ochłodzenie na rynku pracy, aniżeli na niedawny wzrost inflacji, który Fed uważa za przejściowy. Chociaż zmiana tonu może być uzasadniona najnowszymi danymi, stawia pytania odnośnie do tego, czy instytucja zaczyna uginać się pod nieustającą presją polityczną ze strony Białego Domu pod rządami Trumpa.

Początkowy entuzjazm po publikacji przemówienia w dużej mierze wyparował w ciągu weekendu. Weryfikacją dla słów Powella może okazać się piątkowy odczyt inflacji PCE. Zaskoczenie w górę postawiłoby prezesa Fedu w niezręcznej sytuacji.

GBP

Możliwość dalszego rozluźnienia polityki monetarnej przez Bank Anglii w 2025 r. jeszcze bardziej się oddaliła. Inflacja po raz kolejny uplasowała się powyżej oczekiwań, podczas gdy wyprzedzające wskaźniki PMI wskazały na ponowne ożywienie aktywności gospodarczej. Dane dot. presji cenowej uważamy za szczególnie istotne – trend wzrostowy jest obecnie niepodważalny, a wskaźnik dla sektora usługowego sugeruje wzrost cen w tempie 5%.

Pomimo pozytywnego zaskoczenia w kontekście danych miękkich, twarde dane nadal rysują stagflacyjny obraz, z inflacją utrzymującą się znacznie powyżej celu banku centralnego i pogarszającą się sytuacją na rynku pracy. Uważamy, że Komitet Polityki Monetarnej nie będzie miał wyboru i będzie musiał priorytetowo traktować walkę z inflacją. W związku z tym nie oczekujemy obecnie dalszego cięcia stóp procentowych przed końcem roku.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

ORLEN zwiększy wydobycie gazu w Norwegii – zakończono kolejną fazę zagospodarowania Ormen Lange

0

Norweska spółka ORLEN, wraz z partnerami, zakończyła kolejną fazę zagospodarowania złoża Ormen Lange. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań technicznych, pozwoli znacząco zwiększyć wydobycie gazu. ORLEN zakłada, że dzięki inwestycji pozyska ze złoża dodatkowe 0,5 mld m sześc. surowca w szczytowym okresie produkcji.

– Ormen Lange to drugie największe złoże gazowe na Norweskim Szelfie Kontynentalnym i jedno z najcenniejszych aktywów wydobywczych w portfelu Grupy ORLEN. Inwestycja, którą tam zrealizowaliśmy, zwiększy nasze wydobycie ze złoża do 1,5 mld m sześc. gazu rocznie, umacniając pozycję koncernu w Norwegii. Ten projekt to także przykład odpowiedzialnego podejścia do działalności wydobywczej – zastosowane rozwiązania eliminują emisję dwutlenku węgla, a jednocześnie poprawiają stopień wykorzystania zasobów naturalnych. Dzięki dobrej współpracy partnerów i podwykonawców, całość została zrealizowana w ramach założonego budżetu i zgodnie z harmonogramem – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Ormen Lange zostało odkryte w 1997 r. a jego zasoby oszacowano na 330 mld m sześc. gazu. Złoże położone jest na Morzu Norweskim, ok. 120 km od brzegu. Głębokość morza w tym miejscu wynosi 850-1000 metrów a samo złoże znajduje się ok. 3000 metrów pod dnem.

Trzecia faza zagospodarowania Ormen Lange polegała na montażu czterech sprężarek gazu, które pozwalają zrekompensować spadek ciśnienia w złożu skutkujący stopniowym zmniejszeniem wydobycia. Pomimo głębokości morza wynoszącej prawie kilometr, partnerzy koncesyjni zdecydowali, że sprężarki zostaną zainstalowane na dnie, choć standardowo montuje się je na platformach wydobywczych. Wybór takiego rozwiązania pozwolił zwiększyć efektywność wydobycia, ograniczyć koszty i podnieść poziom bezpieczeństwa pracowników. Sprężarki są sterowane i zasilane z lądu.

– Ormen Lange to jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie projektów wydobywczych na świecie. Podłączenie podwodnych sprężarek do lądowej sieci elektroenergetycznej oznacza, że są one zasilane prawie wyłącznie energią odnawialną. Praca urządzeń jest kontrolowana z terminalu gazowego Nyhamna, oddalonego od złoża o 120 kilometrów. Zapewnienie efektywnego sterowania sprężarkami na taką odległość było dużym wyzwaniem. Wcześniej tego rodzaju rozwiązania były stosowane na Szelfie na znacznie krótszym dystansie – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Zanim sprężarki zostały zainstalowane na dnie morza, projektanci przeprowadzili serię testów, które miały potwierdzić skuteczność systemów kontroli – najpierw za pomocą symulacji komputerowych, następnie w specjalnie wybudowanym modelu całego układu, który miał wielkość boiska do piłki nożnej. Przy okazji wypróbowano i udoskonalono oprogramowanie wspierające pracę układu sterowniczego.

W szczytowym okresie, sprężarki zamontowane na Ormen Lange pozwolą zwiększyć dzienne wydobycie gazu nawet o 50 proc., co przełoży się na wzrost produkcji przypadającej na ORLEN o ok. 500 mln metrów sześciennych rocznie. Wzrośnie również całkowita ilość gazu, którą udziałowcy Ormen Lange będą mogli wydobyć ze złoża w całym okresie jego eksploatacji. To dodatkowe 30-50 mld m sześc. surowca, z czego na ORLEN przypadnie 4-7 mld m sześciennych. Tym samym współczynnik wykorzystania zasobów Ormen Lange wzrośnie z 75 do 85 proc., co stawia je w rzędzie najefektywniej zagospodarowanych złóż gazowych na świecie.

Udziałowcami Ormen Lange – oprócz ORLEN Upstream Norway, który posiada 14 proc. udziałów – są Petoro (36,5 proc.), Equinor Energy (25,4 proc.), Norske Shell (17,8 proc., operator złoża) oraz Vår Energi (6,3 proc.).

ORLEN Upstream Norway prowadzi wydobycie z 20 złóż a na siedmiu kolejnych prowadzi prace zmierzające do rozpoczęcia eksploatacji. W ubiegłym roku spółka wyprodukowała 40,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym prawie 4,6 mld m sześc. gazu, który jest przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

Zgodnie ze strategią ORLEN, do 2030 r. własne wydobycie gazu przez Grupę ma wzrosnąć o ok. 50 proc. do 12 mld m sześc. rocznie, z czego 6 mld m sześc. będzie pochodziło z Norwegii. Planowany wzrost produkcji jest spójny z prognozami dotyczącymi zapotrzebowania Polski na gaz, które od 2030 r ma zwiększyć się do 27 mld m sześciennych. Rosnący popyt będzie spowodowany przede wszystkim uruchomianiem nowych bloków energetycznych zasilanych gazem w ramach transformacji energetycznej polskiej gospodarki.

Sprzedaż internetowa rośnie wartościowo, ale nadal traci udział w rynku

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w lipcu. Zarówno porównując rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca, widzimy wzrosty – odpowiednio o 4,8 proc. i 4,4 proc. Podobnie w e-commerce, gdzie w ujęciu rocznym wzrost wyniósł 2,5 proc., a w miesięcznym – 2,9 proc.

Ale najciekawsze wcale nie są wzrosty, lecz ich brak. W jednym konkretnym miejscu.

Chodzi o udział sprzedaży internetowej w handlu detalicznym. Przez ostatnie pięć lat ten wskaźnik miał swój stały rytm – szczyt w listopadzie (Black Friday, święta), potem spadek o 2 pkt proc., potem pół roku wahania, a w czerwcu–lipcu zwykle zaczynało się podbijanie wyniku.

A w tym roku? Cisza. Od ośmiu miesięcy udział e-commerce w handlu detalicznym powoli, sukcesywnie spada – z 10,7 proc. w listopadzie 2024 do 8,6 proc. w lipcu 2025. To pierwszy tak długi okres bez odnotowanego wzrostu udziału e-commerce w handlu detalicznym.

Czy to znaczy, że kanał online doszedł do ściany? A może wręcz przeciwnie – bierze rozbieg. Może zamiast szerzej, zaczyna iść głębiej: w nowe kategorie, większe koszyki, bardziej złożone potrzeby klientów. Prawdziwy wzrost być może już nie będzie widoczny w procentowym udziale, ale w sile relacji z klientem.

Trzeba też przypomnieć, że kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części dłuższy czas działa na wyższym biegu.

W lipcu dynamika sprzedaży online rok do roku przekroczyła 400 proc. Była też o 2,9 proc. wyższa, niż w czerwcu. A udział e-commerce w całkowitej sprzedaży tej kategorii wyniósł 4,0 proc. To ponad cztery razy więcej niż typowy poziom z ostatnich lat, gdy wskaźnik ten rzadko przekraczał 1 proc.

Ten trend widoczny jest od początku roku. To już nie są jednorazowe wyskoki – to stabilny ruch w kierunku cyfryzacji jednej z najbardziej tradycyjnych kategorii. Jeśli konsumenci kupują online części i pojazdy z taką regularnością, to znaczy jedno: zaufanie do e-commerce właśnie wkroczyło na zupełnie nowy poziom.

Autor: Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA

Cyberprzestępcy wykorzystali Google Classroom do globalnej kampanii phishingowej

Cyberprzestępcy znaleźli nowy sposób na omijanie zabezpieczeń. Tym razem w tym celu wykorzystali popularną platformę edukacyjną Google Classroom. W ciągu zaledwie tygodnia rozesłali aż 115 tysięcy maili phishingowych, atakując ponad 13,5 tysiąca organizacji – ujawniła firma Check Point Software.             

Eksperci firmy Check Point Software Technologies ujawnili zakrojoną na szeroką skalę kampanię, w której cyberprzestępcy podszywali się pod zaproszenia do wirtualnych klas. Zamiast treści edukacyjnych, wiadomości zawierały oferty sprzedaży produktów czy usług SEO. Kluczowym elementem oszustwa był numer telefonu z WhatsApp.

Mechanizm ataku był wyjątkowo podstępny, ponieważ większość systemów bezpieczeństwa automatycznie ufa komunikatom pochodzącym z usług Google. To pozwoliło oszustom ominąć tradycyjne bramki pocztowe i trafić prosto do skrzynek tysięcy organizacji w Europie, Ameryce Północnej, na Bliskim Wschodzie i w Azji.

Skala zagrożenia była ogromna. W ciągu zaledwie tygodnia, między 6 a 12 sierpnia 2025 roku, cyberprzestępcy rozesłali aż 115 tysięcy fałszywych maili, uderzając w 13,5 tysiąca organizacji na całym świecie. Ataki odbyły się w pięciu skoordynowanych falach, a każda z nich bazowała na fałszywych zaproszeniach z Google Classroom. Ich głównym celem było przeniesienie rozmowy na WhatsApp i wyłudzenie poufnych danych.

– Coraz częściej cyberprzestępcy wykorzystują legalne platformy chmurowe jako „konia trojańskiego”, dzięki czemu łatwiej zdobywają zaufanie ofiar i omijają zabezpieczenia. To pokazuje, że tradycyjne systemy filtrujące pocztę to dziś za mało – uważa Wojciech Głażewski, country manager polskiego oddziału Check Point Software.

Jak się bronić?

Check Point podkreśla, że kluczowe znaczenie ma odpowiednie przygotowanie uczniów i pracowników, którzy powinni być świadomi, że nie można ślepo ufać zaproszeniom, nawet jeśli pochodzą z dobrze znanych narzędzi. Równie istotne jest wdrażanie nowoczesnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, które potrafią analizować kontekst wiadomości, a nie tylko sprawdzać adres nadawcy. Eksperci zwracają też uwagę na konieczność rozszerzenia ochrony poza samą pocztę elektroniczną. Zabezpieczenia powinny obejmować także komunikatory, aplikacje do współpracy oraz usługi SaaS.

Atak na Google Classroom pokazuje, jak łatwo przestępcy mogą przekształcić edukacyjne narzędzie w globalny wektor zagrożeń. 115 tysięcy wiadomości w ciągu jednego tygodnia to dowód, że cyberprzestępczość nie zna granic – ani geograficznych, ani cyfrowych.

Koniec tanich biletów dla osób plus size? Nowe przepisy Southwest Airlines

Podróżowanie tanimi liniami lotniczymi od lat kojarzy się z niskimi cenami i prostotą rezerwacji. Jednak nowa decyzja amerykańskiej linii Southwest Airlines może zmienić ten obraz. Od stycznia 2026 roku pasażerowie, którzy nie mieszczą się w jednym fotelu między podłokietnikami, będą musieli wykupić drugie miejsce już podczas rezerwacji. To oznacza, że dla wielu osób podróże samolotem mogą stać się droższe, mniej komfortowe, a w niektórych przypadkach – wręcz niemożliwe.

Obowiązkowy zakup drugiego fotela

Dotychczas zakup dodatkowego miejsca był jedynie zaleceniem, a pasażerowie mogli ubiegać się o zwrot kosztów drugiego miejsca, jeśli w samolocie były wolne fotele. Od 2026 roku sytuacja się zmienia:

  • Wykupienie drugiego fotela będzie obowiązkowe już podczas rezerwacji.
  • Zwrot za dodatkowe miejsce będzie możliwy tylko wtedy, gdy samolot nie będzie pełny.

To oznacza, że pasażerowie nie mogą liczyć na automatyczny zwrot pieniędzy – wszystko zależy od stopnia zapełnienia lotu.

Brak gwarancji zwrotu kosztów

Nowe przepisy jasno określają, że nawet po wykupieniu drugiego biletu nie ma pewności, że pieniądze zostaną zwrócone. Aby w ogóle móc starać się o zwrot, pasażer musi:

  • Złożyć wniosek maksymalnie 90 dni po podróży.
  • Kupić oba bilety w tej samej taryfie.

Linie lotnicze – kto ustala przepisy

Southwest Airlines to amerykańska tania linia lotnicza z siedzibą w Dallas w Teksasie. Jest jednym z największych przewoźników w USA, znanym z modelu low-cost, prostych zasad rezerwacji i braku opłat za bagaż rejestrowany w podstawowej taryfie. Southwest obsługuje głównie połączenia krajowe w Stanach Zjednoczonych, a także loty do Meksyku, Karaibów i Ameryki Środkowej. Linie słyną z przyjaznej obsługi pasażerów i polityki „first-come, first-served” przy przydziale miejsc.

Każda linia ustala własne zasady rezerwacji, sprzedaży biletów i opłat dodatkowych. W przypadku przewoźników komercyjnych, takich jak Southwest, regulacje mogą różnić się od standardów państwowych i zależą głównie od polityki firmy oraz przepisów Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) w USA. Linie lotnicze mają obowiązek informować pasażerów o wszystkich opłatach, ale szczegóły dotyczące wykupienia dodatkowego miejsca zależą od konkretnego przewoźnika.

Duże poruszenie w USA

Zmiany wywołały spory sprzeciw wśród pasażerów, zwłaszcza że Southwest uchodziło dotychczas za najbardziej przyjazną linię dla osób plus size.

Southwest nie jest jedyną linią z takimi przepisami. Obowiązek wykupienia dodatkowego miejsca od dawna obowiązuje w United Airlines, Delta Airlines i American Airlines – jednak bez możliwości zwrotu kosztów nawet przy wolnych miejscach na pokładzie.

Czy w Europie są podobne regulacje

W Europie takie przepisy nie są standardem. Linie lotnicze zazwyczaj nie wymagają wykupienia dodatkowego miejsca ze względu na wagę lub rozmiar pasażera, choć niektóre przewoźnicy mogą zalecać zakup drugiego fotela dla komfortu innych pasażerów. Wprowadzenie podobnych regulacji zależy od prawa lokalnego oraz wytycznych Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). W praktyce oznacza to, że w Europie pasażerowie nie spotykają się jeszcze z tak restrykcyjnymi wymogami jak w USA.

Prawo pasażerów – komentarz eksperta

Jak podkreśla ekspert ds. praw pasażerów lotniczych z AirCashBack nowe regulacje Southwest mogą rodzić wątpliwości prawne, szczególnie w zakresie ochrony konsumentów. Pasażerowie powinni dokładnie sprawdzać regulaminy i warunki zakupu biletów, a w przypadku problemów z odmową zwrotu mają prawo dochodzić swoich roszczeń. Linie lotnicze są zobowiązane do jasnego informowania o kosztach i ograniczeniach, a każde nieprzestrzeganie tego obowiązku może być podstawą do reklamacji.

Cyberprzestępcy zarobili 6,6 mld dolarów na fałszywych inwestycjach. Ofiar przybywa

W czasach niepewności gospodarczej i wysokiej inflacji coraz więcej osób szuka sposobów na zabezpieczenie swoich oszczędności i pomnożenie kapitału. Niestety, tę potrzebę coraz częściej wykorzystują cyberprzestępcy, publikując w mediach społecznościowych fałszywe reklamy łatwego i wysokiego zysku oraz zaproszenia do grup inwestycyjnych. W polskiej przestrzeni internetowej widoczna jest fala tego typu oszustw. Treści są kierowane do osób zainteresowanych tematyką finansów, a przestępcy wykorzystują, by zwiększyć wiarygodność przekazu materiały podobne do tych, którymi posługują się popularni influencerzy finansowi.

Oszustwa tego typu stają się coraz trudniejsze do rozpoznania. Ich twórcy posługują się dziś zaawansowanymi narzędziami, w tym materiałami generowanymi przez sztuczną inteligencję, które nadają przekazom pozór autentyczności. Dlaczego coraz trudniej je rozpoznać?

Jak działają oszustwa inwestycyjne?

Fałszywe oferty inwestycyjne od lat należą do najbardziej dochodowych form cyberprzestępczości. Według danych FBI, tylko w ostatnim roku przestępcy zarobili na nich niemal 6,6 miliarda dolarów – to ponad dwa razy więcej niż na popularnych atakach typu BEC (Business Email Compromise), które przyniosły 2,8 miliarda dolarów strat .

– Schemat działania oszustów często wygląda podobnie: zaczyna się od reklam w mediach społecznościowych, które mają skłonić ofiarę do kliknięcia w link prowadzący do fałszywej oferty inwestycyjnej. W takich kampaniach przestępcy mogą prosić o podanie danych osobowych, przekazanie dostępów do kont bankowych albo próbować przekierować użytkownika do komunikatorów, gdzie kontynuują manipulację. W ostatnim czasie obserwujemy także rosnącą liczbę przypadków wykorzystywania deepfake’ów, co znacząco utrudnia rozpoznanie oszustwa na pierwszy rzut oka – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

W jednym z przypadków przestępcy w reklamach publikowanych np. na Facebooku zachęcają do wypełnienia formularza kontaktowego, co szybko przenosi do rozmowy na Whatsappie Materiały reklamowe wizualnie są bardzo podobne do tych, którymi posługują się popularni twórcy internetowi. Oszuści w atrakcyjny sposób oferują szybkie zyski i zapewniają o fachowej wiedzy, którą dzielą się w prywatnych konwersacjach. Budują z ofiarami relację – to działania nastawione na sprytne manipulacje i zaatakowanie w najmniej oczekiwanym momencie. W kolejnych krokach mogą przesyłać linki zawierające złośliwe oprogramowanie, które wykrada dane dostępowe do posiadanych inwestycji.

Cyberprzestępcy zarobili 6,6 mld dolarów na fałszywych inwestycjach. Ofiar przybywa 1 Uwaga na oszustwa inwestycyjne 3 Uwaga na oszustwa inwestycyjne

– Inwestycyjni przestępcy profesjonalizują się nie tylko w zakresie narzędzi i technologii jaką wykorzystują przeciwko swoim ofiarom. Bardzo często to również profesjonalizacja pod kątem wiedzy ekonomicznej, używanych sformułowań i języka jakim operują. Osoba, która nawiązuje relacje z oszustami ma wrażenie, że po drugiej stronie jest fachowiec znający się na rzeczy. Zna ofertę biur maklerskich, popularne instrumenty inwestycyjne i orientuje się w zakresie wydarzeń rynkowych. Przestępcy sugerują np. w jakie akcje zainwestować kusząc zyskami, których tak naprawdę nikt nie może przewidzieć. Mamy do czynienia z wytrawnymi przestępcami, którzy są cierpliwi i usypiają czujność ofiary. Pod pozorem troski proszą o przesyłanie screenów z wykonywanych operacji finansowych co ułatwi im później dokonanie oszustwa – tłumaczy Marcin Mazur z DAGMA Bezpieczeństwo IT.Uwaga na oszustwa inwestycyjne Uwaga na oszustwa inwestycyjne

Innym przykładem tego typu działań była kampania z wykorzystaniem trojana Nomani, zaobserwowana przez ESET w 2024 roku. Jej celem było podszywanie się pod lokalne media oraz znane instytucje. Fałszywe reklamy kierowały użytkowników na spreparowane strony phishingowe, które do złudzenia przypominały witryny znanych redakcji lub organizacji.

W innych przypadkach oszuści wykorzystywali ogólne motywy wizualne związane z tematyką finansową, nadając kampaniom losowe, często zmieniane nazwy – takie jak „Quantum Bumex”, „Immediate Mator” czy „Bitcoin Trader”. To zabieg, który ma utrudnić wykrycie i zablokowanie kampanii przez platformy reklamowe oraz uśpić czujność użytkownika, sugerując nową, nieznaną, a przez to rzekomo atrakcyjną ofertę inwestycyjną.

Oszustwo dopasowane do ofiary

Kampania z użyciem trojana Nomani, podobnie jak wiele innych tego typu operacji, była precyzyjnie dopasowana do lokalnych odbiorców. W zależności od regionu oszuści posługiwali się rozpoznawalnymi markami i nazwiskami – w USA wykorzystywano wizerunek Elona Muska, a w Niemczech np. Lufthansy czy partii CDU. Fałszywe reklamy pojawiały się na Facebooku, Instagramie, X, YouTube, a także w komunikatorze Messenger i Threads.

W kampaniach często wykorzystywano deepfake’i, w postaci niskiej jakości nagrań z celebrytami, w których powtarzano te same słowa kluczowe. Reklamy były emitowane z fałszywych lub przejętych kont, w jednym przypadku należącego do aktora z ponad 300 tys. obserwujących. Choć nazwy kampanii i wizualna oprawa często się zmieniały, wiele z nich korzystało z tych samych szablonów i zaplecza technicznego.

Celem przestępców było zdobycie danych kontaktowych ofiary. W kolejnym kroku dzwonili do użytkownika, próbując nakłonić go do udziału w fałszywej inwestycji, zaciągnięcia pożyczki lub zainstalowania oprogramowania do zdalnego dostępu.

Dlaczego wciąż dajemy się nabrać?

Z perspektywy technicznej fałszywe kampanie inwestycyjne często zawierają wyraźne sygnały ostrzegawcze. Jednak w praktyce łatwo je przeoczyć, zwłaszcza gdy jesteśmy pod presją rosnących kosztów życia i szukamy sposobu na szybkie podreperowanie domowego budżetu. W takich okolicznościach nawet oczywiste oszustwa mogą wydać się wiarygodne.

– W trudnej sytuacji ekonomicznej wiele osób staje się bardziej podatnych na oferty obiecujące szybki zysk. Korzystając z urządzeń mobilnych, często przeglądamy treści w pośpiechu, bez większej uwagi, co sprzyja impulsywnym decyzjom. Dodatkowo niewielu użytkowników zdaje sobie sprawę z tego, jak wyrafinowane techniki wykorzystują dziś cyberprzestępcy: od deepfake’ów po reklamy publikowane z przejętych kont – dodaje Kamil Sadkowski.

SD Worx zwiększa przychody o 11,6% – 649 mln EUR w I półroczu 2025 r.

0

Firma SD Worx ogłosiła wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2025 roku. Skonsolidowane przychody wzrosły o 11,6% – z 581,8 mln EUR w pierwszej połowie 2024 roku do 649,0 mln EUR w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku. Skonsolidowana skorygowana EBITDA również wzrosła o 11,6%, osiągając 135,0 mln EUR wobec 121,0 mln EUR rok wcześniej. Skonsolidowany wynik netto sięgnął 55,8 mln EUR.

Dynamiczny rozwój SD Worx napędza dalsza ekspansja międzynarodowa, w tym przejęcie w ubiegłym roku włoskiego lidera rynku HR i payroll – firmy F2A – a także konsekwentne poszerzanie oferty i portfolio oraz ścisła współpraca pomiędzy spółkami z grupy na różnych rynkach.

Kobe Verdonck, CEO SD Worx, podkreśla:
„Z satysfakcją podsumowujemy pierwsze półrocze. Nasze konsekwentne inwestycje w cyfrowe rozwiązania HR przyniosły nowe produkty na rynkach takich jak Finlandia, Niemcy czy Luksemburg, a nakłady na sztuczną inteligencję znacząco wzrosły. Jednocześnie pozostajemy wierni ludzkiemu wymiarowi naszego biznesu – SD Worx zawsze będzie firmą stawiającą na ludzi. Łącząc możliwości cyfrowe, AI i wiedzę ekspertów, skutecznie podnosimy jakość obsługi klientów, co znajduje wyraźne odzwierciedlenie we wzroście ich satysfakcji.”

Sebastiaan Peeters, CFO SD Worx, dodaje:
„Nasza dynamika sprzedażowa w całej Europie pozostaje wysoka, a jednocześnie skutecznie kontrolujemy koszty. Wchodzimy w drugą połowę roku z dużą pewnością i determinacją, w pełni realizując strategię dalszego wzrostu finansowego.”

Filip Dierckx, przewodniczący rady dyrektorów SD Worx, zaznacza:
„Nasze solidne wyniki są szczególnie imponujące w kontekście obecnej sytuacji makroekonomicznej i na tle rynku. Osiągnęliśmy organiczny wzrost na poziomie 3,6% w segmencie SD Worx People Solutions (obejmującym Payroll & Reward, Human Capital Management i Workforce Management) oraz powrót na ścieżkę wzrostu w segmencie SD Worx Staffing & Career Solutions (elastyczne formy zatrudnienia). Nawet w wymagających warunkach konsekwentnie zwiększamy inwestycje w oprogramowanie HR – nasze nakłady kapitałowe rosną rok do roku o 21%.”

Wyniki finansowe

Amounts in EUR million 30 Jun 2025 30 Jun 2024 Difference
       
People Solutions 545.4 481.2 64.2
Staffing & Career Solutions 104.4 101.9 2.4
Intersegment elimination -0.8 -1.4 0.6
Revenue 649.0 581.8 67.3
Total net operating costs (excluding adjustments) -514.0 -460.8 -53.2
Adjusted EBITDA (aEBITDA) 135.0 121.0 14.1
Adjusted EBITDA margin 20.8% 20.8% 0.0%
Adjustments to EBITDA -10.6 -7.9 -2.7
EBITDA 124.5 113.1 11.4
Depreciation, amortisation, and impairment -46.0 -34.3 -11.8
EBIT 78.4 78.8 -0.4
Financial result -8.0 -2.6 -5.4
Taxes -14.6 -21.3 6.7
Net result 55.8 54.9 0.9

 

 

Wyniki według segmentu

  30 Jun 2025 30 Jun 2024 Growth
Amounts in EUR million Revenue aEBITDA Revenue aEBITDA Revenue aEBITDA
People Solutions 545.4 135.0 481.2 121.8 13.3% 10.8%
Staffing & Career Solutions 104.4 0.1 101.9 -0.8 2.4% 107.7%
Intersegment elimination -0.8   -1.4   -42.8%  
Total 649.0 135.0 581.8 121.0 11.6% 11.6%

Rynek magazynowy w Polsce przyspiesza – wartość transakcji w I półroczu 2025 wzrosła dwukrotnie

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości magazynowych w pierwszej połowie 2025 roku. Wartość transakcji inwestycyjnych między styczniem a czerwcem wzrosła ponad dwukrotnie r/r i wyniosła 694 mln EUR. Wraz z wolumenem zwiększa się też gotowość inwestorów do finalizowania transakcji na dużą skalę, a to stanowi dobry prognostyk na kolejne kwartały.

Rosnące tempo inwestycji na rynku logistycznym

Aktywność kupujących i sprzedających na rynku magazynowym w pierwszym półroczu 2025 roku mocno przyspieszyła, zamykając się wolumenem na poziomie 694 mln EUR. Tym samym wartość transakcji zanotowała ponad dwukrotny wzrost – w analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosła ona bowiem 294 mln EUR. Punktem zwrotnym dla rynku był drugi kwartał, kiedy zarówno sfinalizowano umowę o wartości 250 mln EUR, jak i wzrosła liczba rozważanych transakcji o dużej skali, tłumaczy Robert Tomaszewski, Associate Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Choć ogólny przepływ transakcji pozostaje selektywny, aktywność rynkowa wyraźnie rośnie, wspierana przez poprawę płynności oraz większą gotowość kupujących i sprzedających do angażowania się w większe transakcje.

Stabilne stopy kapitalizacji mimo mieszanych sygnałów kompresji

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych w Polsce pozostają zasadniczo stabilne, z poziomem referencyjnym około 6,25%, a większość transakcji zamykana jest w przedziale od 6,50% do nieco poniżej 7,00%. Choć stopy poniżej 6,00% są ostrożnie rozważane dla najwyższej klasy aktywów z długim okresem najmu (WAULT), nie potwierdzono jeszcze takich wycen w zamkniętych transakcjach.

Obniżone stopy procentowe i poprawa warunków finansowania mogą sprzyjać kompresji stóp transakcyjnych, jednak ich wpływ wydaje się ograniczany przez stosunkowo dużą podaż produktu na rynku. Ta dynamika nadal powstrzymuje presję na wzrost cen. Tymczasem aktywa typu „value-add” z wyraźnym potencjałem wzrostu dochodów przyciągają największą konkurencję, tłumaczy Robert Tomaszewski.

Obserwujemy, że wciąż zauważalna presja na zwiększanie zachęt ze strony właścicieli oraz wydłużony okres podejmowania decyzji przez najemców wpływają na obniżenie poziomu czynszów efektywnych. To z kolei przekłada się na bardziej konserwatywne podejście inwestorów. W obecnym otoczeniu rynkowym wartość aktywów jest w coraz większym stopniu wypadkową nie tylko lokalizacji i parametrów technicznych, ale również jakości najemców, długości WAULT czy poziomu absorpcji powierzchni w danym regionie, komentuje Marcin Malmon, Head of Valuations & Advisory, Cushman & Wakefield.

Jak wskazuje analiza Cushman & Wakefield, rynki długu stopniowo się otwierają, a kredytodawcy wykazują odnowione zainteresowanie sektorem logistycznym – szczególnie w przypadku dobrze zlokalizowanych, dochodowych aktywów.

Apetyt banków na finansowanie sektora logistycznego pozostaje stabilny mimo np. zmniejszenia aktywności deweloperskiej. Zauważamy też, że choć marże uległy poprawie, a samo finansowanie jest bardziej dostępne, to standardy oceny ryzyka pozostają konserwatywne. Na rynku preferowane są podmioty z dobrze udokumentowanym doświadczeniem i jasnym planem biznesowym, podczas gdy spekulacyjne projekty deweloperskie pozostają trudniejsze do sfinansowania. Banki zwracają szczególną uwagę na lokalizację nieruchomości, strukturę najmu oraz parametry ESG. Największe zainteresowanie budzą nowe projekty realizowane w uznanych hubach logistycznych, wynajęte dla kilku lub kilkunastu renomowanych najemców. Finansowanie budynków z jednym najemcą jest możliwe, pod warunkiem zawarcia długoterminowej umowy najmu lub lokalizacji o wysokiej atrakcyjności i standardzie technicznym, umożliwiającym łatwe dostosowanie obiektu do potrzeb nowego najemcy, komentuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Na rynku widoczny jest też wzrost popularności transakcji typu Sale and Leaseback (S&LB), w ramach których właściciel sprzedaje nieruchomość inwestorowi i jednocześnie wynajmuje ją na długi okres. Pozwala to na uwolnienie kapitału na inne cele – zarówno inwestycyjne, jak i operacyjne.

Czechy wyprzedziły Polskę na rynku inwestycji komercyjnych w regionie

W pierwszej połowie 2025 roku obserwowana była dalsza poprawa na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE). Jak wynika z danych Knight Frank, łączna wartość transakcji inwestycyjnych na pięciu kluczowych rynkach regionu (Czechy, Polska, Rumunia, Słowacja, Węgry) osiągnęła blisko 5 mld euro, co stanowi niemal 60% całkowitego wolumenu z 2024 roku. Liderem zostały Czechy z wynikiem 2,1 mld euro, wyprzedzając po raz pierwszy Polskę, gdzie zarejestrowano 1,7 mld euro. Łącznie oba kraje odpowiadały za 77% całej aktywności inwestycyjnej w regionie.

Sektor logistyczny utrzymał pozycję lidera, przyciągając 32% całkowitego wolumenu inwestycyjnego, szczególnie w Czechach, Polsce i na Słowacji. Popularność tego segmentu wynika z mocnych fundamentów, stabilnych źródeł dochodów, niskiego poziomu ryzyka oraz trendów strukturalnych, takich jak rozwój e-commerce i nearshoring. Na kolejnych miejscach znalazły się: biura (23%), handel (16%), hotele (11%) oraz sektor mieszkaniowy (8%).

Wśród największych transakcji znalazły się m.in. przejęcie portfela Contera (aktywa w Czechach i na Słowacji) przez Blackstone za 470 mln euro, zakup hoteli Hilton Prague i Four Seasons Hotel Prague przez PPF Real Estate oraz rekordowa transakcja sprzedaży i wynajmu zwrotnego (sale & leaseback) zakładów produkcyjnych Eko-Okna w Polsce o wartości 253 mln euro.

„W Polsce obserwujemy powrót dużych inwestorów instytucjonalnych, jak dotąd głównie w segmencie magazynowym. Warto podkreślić również dynamiczny rozwój aktywności kapitału krajowego. Trend, który jeszcze pięć lat temu miał marginalne znaczenie w sektorze nieruchomości komercyjnych, a dziś odpowiada już za 15% całkowitego wolumenu transakcji. Spodziewamy się, że jego udział będzie nadal rósł,” – komentuje Dorota Lachowska, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank Polska.

Raport „CEE Investment Market” podkreśla również rosnącą rolę inwestorów krajowych w całym regionie. W Czechach i na Węgrzech stanowili oni odpowiednio 78% i 80% wolumenu, w Rumunii 35%, a w Polsce 15%.

„Czeski rynek inwestycyjny wyróżnia się silną obecnością kapitału krajowego, który dominuje w największych transakcjach. Solidne fundamenty gospodarcze, stabilny popyt w segmencie logistycznym oraz perspektywy

wzrostu czynszów w najlepszych biurach sprawiają, że nasz rynek pozostaje wyjątkowo odporny,” – dodaje Lenka Šindelářová, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa w Knight Frank Czechy.

Perspektywy na drugą połowę roku pozostają pozytywne – sprzyja im stabilna oferta transakcyjna, utrzymujące się stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów oraz spadające stopy procentowe. Wśród sektorów, które mają szansę przewodzić rynkowi, wymienia się biura (we wszystkich krajach CEE), nieruchomości przemysłowe (w Polsce i na Słowacji) oraz handel (w Czechach i w Rumunii).

„Rumunia nadal oferuje najbardziej atrakcyjne stopy zwrotu w regionie, co wzmacnia jej pozycję jako destynacji przyciągającej kapitał międzynarodowy. W pierwszej połowie 2025 roku sektor biurowy zanotował imponujący powrót, odpowiadając za niemal jedną trzecią wartości inwestycji, podczas gdy aktywa handlowe osiągnęły 42% udziału w rynku. Aktywność koncentrowała się głównie wokół parków handlowych, które pozostają preferowanym formatem zarówno dla inwestorów, jak i najemców, dzięki elastyczności, silnym wynikom w miastach regionalnych i stabilnemu popytowi konsumenckiemu. Ta zrównoważona struktura sektorowa podkreśla odporność Rumunii oraz jej zdolność do zapewniania trwałych możliwości wzrostu w różnych klasach aktywów,” – mówi Ileana Stanciu-Necea, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank Rumunia.

Sztuczna inteligencja zmienia banki: 70% instytucji zwiększy budżety na AI

Sztuczna inteligencja staje się ważną częścią strategii banków – ponad połowa liderów instytucji finansowych na świecie twierdzi, że AI wprowadza głębokie zmiany w sposobie działania ich organizacji. Aż 70% planuje zwiększyć budżety na rozwój tych technologii, w tym 38% chce podnieść nakłady o ponad 20% – wynika z raportu KPMG pt. „Inteligentne rozwiązania w sektorze bankowym”.

Banki najczęściej wykorzystują sztuczną inteligencję w procesach kredytowych – m.in. do oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka. Zaawansowane algorytmy pomagają także dopasować oferty i komunikację do potrzeb klientów, analizując ich dane finansowe i zachowania w czasie rzeczywistym. Sztuczna inteligencja wspiera również wykrywanie nadużyć finansowych i podejrzanych transakcji. Jest też wykorzystywana w automatyzacji obsługi klienta – na przykład w formie chatbotów lub systemów rekomendacji.

Z raportu KPMG wynika, że banki oczekują szybkich efektów finansowych po wdrożeniu AI. Aż 62% ankietowanych chce widzieć wyraźne korzyści z inwestycji, a 68% wskazuje, że głównym celem wprowadzania tych rozwiązań jest obniżenie kosztów. Jednocześnie 70% instytucji czuje presję ze strony akcjonariuszy, aby udowodnić, że AI przynosi wymierne efekty.

Już 66% badanych osiągnęło oszczędności kosztowe dzięki wykorzystaniu AI. Jednak tylko 26% odnotowało wzrost przychodów, a 20% – znaczący wpływ tych rozwiązań na wyniki finansowe.

Banki coraz częściej traktują AI jako narzędzie wspierające nie tylko wydajność, ale i konkurencyjność – szczególnie tam, gdzie liczy się szybkość decyzji, personalizacja usług i przewidywanie potrzeb klienta. Widoczna jest również zmiana w nastawieniu – świadome wdrażanie zastępuje fazę eksperymentowania. Aby jednak osiągnąć kolejny poziom dojrzałości, instytucje finansowe muszą lepiej poradzić sobie z wyzwaniami strukturalnymi, takimi jak niespójne dane czy konieczność modernizacji systemów. Liderzy branży rozumieją te ograniczenia i widzą w AI szansę na trwałą przewagę. Zaufanie do sztucznej inteligencji, spełnianie wymogów prawnych i zrozumiałe działanie algorytmów są dziś tak samo ważne, jak tempo reakcji na zmiany czy redukcja kosztów. Przyszłość bankowości to AI, która wspiera ludzi, jest częścią strategii całej firmy, a nie tylko narzędziem działu IT – komentuje Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Technooptymizm w sektorze nie jest pozbawiony barier. Tylko nieliczne banki oceniają swoje dane operacyjne jako w pełni gotowe do zastosowań AI. Do innych wyzwań należą braki kadrowe – niewielu specjalistów, którzy jednocześnie rozumieją możliwości sztucznej inteligencji, przepisy regulujące sektor finansowy oraz logikę procesów bankowych. Wiele instytucji mierzy się też z ograniczeniami technologicznymi. Przestarzałe systemy IT, skomplikowana architektura i mało elastyczne środowiska testowe spowalniają wdrożenia, a przez to ograniczają korzyści płynące z AI.

Raport jest dostępny jest na stronie: Inteligentne rozwiązania w sektorze bankowym – KPMG Poland

O raporcie:

Seria raportów „Intelligent industries” powstała w oparciu o badanie KPMG International, łączące metody ilościowe i jakościowe. W jego ramach przeprowadzono pogłębione wywiady z ekspertami z obszaru technologii, regulacji i biznesu oraz z doradcami sektorowymi KPMG. Badanie objęło także ankietę wśród 1390 decydentów z kluczowych rynków (Australii, Chin, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Francji, Japonii oraz Stanów Zjednoczonych), w tym 163 przedstawicieli sektora energetycznego. Uzupełnieniem był 18-miesięczny projekt analizy wartości biznesowej generatywnej AI. Wyniki tworzą praktyczne kompendium dla organizacji chcących skutecznie wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji.

Grupa Pracuj zwiększa przychody i zyski w I półroczu 2025 r.

Grupa Pracuj systematycznie poprawia wyniki finansowe. W pierwszym półroczu tego roku jej skonsolidowane przychody wzrosły o 5% r/r do 409,3 mln zł, przy jednoczesnej poprawie rentowności. Skorygowana EBITDA1 Grupy Pracuj za pierwsze sześć miesięcy 2025 roku wyniosła 188,5 mln zł (+6,7% r/r), zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto sięgnął 122,0 mln zł (+19,9% r/r).

Na wzrost przychodów Grupy Pracuj w pierwszej połowie tego roku złożyły się przede wszystkim: większa liczba i wyższa średnia cena projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl, rosnąca średnia cena projektów rekrutacyjnych w ukraińskim serwisie Robota.ua, a także systematycznie rosnąca liczba klientów korzystających z systemów do zarządzania procesami HR, oferowanych w modelu subskrypcyjnym (SaaS) – polskich systemów eRecruiter i Kadromierz oraz niemieckiego softgarden.

Pierwsze półrocze tego roku Grupa Pracuj zakończyła wzrostem wszystkich kluczowych wyników finansowych i operacyjnych. Rosną też wszystkie nasze biznesy. Serwis Pracuj.pl skutecznie komercjalizuje nowe rozwiązania oraz notuje wzrost liczby pracodawców, w tym z segmentu MŚP, którzy aktywnie korzystają z jego usług. eRecruiter także rozszerza swoją ofertę i powiększa bazę klientów. Z zadowoleniem obserwujemy również dynamiczny rozwój Kadromierza – spółki, która w tym roku dołączyła do naszej Grupy. Niemiecki softgarden – mimo wciąż wymagającego otoczenia gospodarczego w Niemczech – także systematycznie zwiększa przychody z usług oferowanych w modelu SaaS. Z kolei ukraiński serwis Robota.ua z jednej strony wspiera rząd i organizacje pozarządowe działające na rzecz wysiłku obronnego Ukrainy, oferując możliwość publikacji darmowych ogłoszeń o pracę, a jednocześnie skutecznie monetyzuje usługi oferowane w ramach płatnych pakietów, co przekłada się na dalszy wzrost przychodów i zysków. Zbudowaliśmy organizację o dużej skali, która sprawnie wdraża innowacje i adaptuje się do zmiennej sytuacji rynkowej. W drugiej połowie roku naszym priorytetem jest kontynuacja wdrażania nowych rozwiązań produktowych oraz dalsze zwiększanie bazy klientów – Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj

Jednym z filarów stabilnego i długoterminowego rozwoju Grupy Pracuj są autorskie rozwiązania AI, które rozwijamy in-house nieprzerwanie od ponad 10 lat. Nasze technologie, budowane z myślą o efektywności i skalowalności, są dodatkowo wzmacniane przez integrację najnowszych dostępnych na rynku rozwiązań generatywnej sztucznej inteligencji. Dzięki temu konsekwentnie zwiększamy wartość dla kandydatów i partnerów biznesowych, jednocześnie budując przewagę konkurencyjną na rynku HR Tech. – Rafał Nachyna, członek zarządu i dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

Pracuj.pl rośnie szybciej niż rynek pracy w Polsce, coraz więcej pracodawców korzysta z usług w kanale e-commerce oraz rozwiązań AI

Przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku w pierwszym półroczu tego roku sięgnęły 289,8 mln zł i były o 5,5% wyższe niż rok wcześniej, z kolei zysk operacyjny segmentu Polska wyniósł 144,0 mln zł, co oznacza wzrost o 6,6% r/r.

Większość przychodów Grupy Pracuj na krajowym rynku generowana jest przez serwis Pracuj.pl. Liczba projektów rekrutacyjnych opublikowanych w tym serwisie w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku wzrosła o 1,5% r/r do 258 tysięcy. Liczba klientów (pracodawców) aktywnie korzystających z usług Pracuj.pl na koniec czerwca br. sięgnęła rekordowego poziomu i przekroczyła 61 tysięcy (+3,3% r/r), z czego blisko 40 tysięcy to klienci korzystający z usług rekrutacyjnych w kanale e-commerce (+7% r/r).

Pomimo zmiany struktury publikowanych ogłoszeń, tj. rosnącego udziału ofert pracy w kategoriach Pink i Blue Collars, które z reguły charakteryzują się niższą średnią ceną niż oferty pracy w kategorii White Collars, średnia cena projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl w pierwszym półroczu tego roku była o 1,8% wyższa niż przed rokiem. To efekt m.in. skutecznej monetyzacji nowych rozwiązań oferowanych pracodawcom, w szczególności narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.

W pierwszym półroczu 2025 roku czołowy polski serwis rekrutacyjny został również wzbogacony o kolejne tzw. rozwiązania hiperpersonalizacyjne. Obejmują one zarówno stronę główną, wyszukiwarkę ofert, jak i segmenty branżowe. Personalizacja rekomendacji oraz interfejsu użytkownika przełożyła się na wzrost liczby aplikacji o ponad 70 tysięcy miesięcznie.

Z kolei dzięki wdrożeniu nowej wersji aplikacji mobilnej Pracuj.pl użytkownicy zyskali dostęp do personalizowanych funkcji opartych o mapy ofert pracy oraz dedykowanych ścieżek dla poszczególnych segmentów. Pracodawcy natomiast mają możliwość dotarcia do użytkowników w nowy, innowacyjny sposób poprzez narzędzie Pracuj Stories, inspirowane mediami społecznościowymi.

W Pracuj.pl w tym roku uruchamiamy także „Pracuj Club”. To pierwszy na rynku program lojalnościowy w serwisie rekrutacyjnym, skierowany do klientów korzystających z kanału e-commerce. Premiuje on aktywne korzystanie z platformy. „Pracuj Club” oferuje pracodawcom dostęp do dedykowanych promocji, rabatów oraz dodatkowych usług wspierających procesy rekrutacyjne. Wdrożenie tego programu wpisuje się w strategię cyfryzacji i automatyzacji procesów sprzedażowych Grupy Pracuj, wspierając wzrost przychodów w kanale online oraz poprawę retencji klientów. – Rafał Nachyna, dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

eRecruiter powiększa bazę klientów i rozszerza swoją ofertę. Kadromierz dynamicznie rośnie w Grupie Pracuj

Grupa Pracuj odnotowuje również systematyczny przyrost liczby klientów korzystających z systemu eRecruiter – najczęściej wybieranego systemu do zarządzania rekrutacjami w Polsce. Na koniec czerwca 2025 roku aktywnie używało go 2 137 pracodawców, o 4,8% więcej niż rok wcześniej, natomiast miesięczne powtarzalne przychody (MRR) osiągnięte przez eRecruiter w czerwcu tego roku wyniosły 4,3 mln zł, co oznacza wzrost o 11% r/r.

W pierwszej połowie 2025 roku eRecruiter został wzbogacony o nowe funkcje automatyzujące procesy HR, w tym automatyczne tagowanie CV, generowanie pytań rekrutacyjnych, nowy widok zarządzania kandydatami kanban, nowe formularze zgodne z wytycznymi dotyczącymi dostępności treści internetowych (WCAG), czy integracja z aplikacją do prowadzenia spotkań online – Zoom. Rozwiązania te wspierają szybkość, efektywność pracy rekruterów oraz zgodność z RODO, a także pozytywnie wpływają na doświadczenie kandydatów.

W najnowszej edycji raportu Fosway 9-Grid 20252, oceniającego potencjał rozwiązań HR Tech, eRecruiter został wyróżniony jako „Strong Performer”.

Pozytywny wpływ na skonsolidowane przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku miało także ujęcie przychodów spółki Kadromierz, oferującej nowoczesne rozwiązania do planowania i zarządzania czasem pracy. Dołączyła ona do Grupy Pracuj na początku marca br. Miesięczne powtarzalne przychody osiągnięte przez Kadromierz w czerwcu wzrosły o 58,7% r/r.

Niemiecki softgarden z solidnymi wynikami na tle rynku

Przychody z rynku niemieckiego, drugiego największego rynku Grupy Pracuj pod względem osiąganych wyników, w pierwszej połowie tego roku wyniosły 89,7 mln zł i były na zbliżonym poziomie jak przed rokiem (-0,4% r/r). Obejmują one głównie przychody softgarden, który obok systemu do zarządzania rekrutacjami (Talent Acquisition Suite) oferuje również usługę multipostingu3. Przychody w ujęciu netto4 w pierwszym półroczu br. sięgnęły 75,5 mln zł, co oznacza wzrost o 4,7% r/r. Zysk operacyjny segmentu Niemcy wzrósł natomiast o 37,1% r/r do 13,7 mln zł, dzięki rosnącej efektywności i pozytywnym efektom rosnącej skali niemieckiego biznesu. ​

Na koniec czerwca tego roku z usług softgarden oferowanych w modelu SaaS aktywnie korzystało 1 868 firm, czyli o 8,6% więcej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na wzrost miesięcznych powtarzalnych przychodów o 9,6% r/r do 8,14 mln zł. Po wyeliminowaniu wpływu zmian kursowych, wzrost MRR w euro wyniósł natomiast 11,4% r/r.

Systematyczny wzrost powtarzalnych przychodów osiąganych przez softgarden bardzo dobrze pokazuje większą odporność usług oferowanych w modelu SaaS na wahania rynkowe. Pomimo wymagającego otoczenia gospodarczego w Niemczech, obserwujemy postępującą cyfryzację przedsiębiorstw, która przekłada się na rosnące zainteresowanie rozwiązaniami typu TAS. Narzędzia te wspierają zarządzanie rekrutacjami oraz innymi obszarami HR. – Rafał Nachyna, dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

Softgarden również został wyróżniony w najnowszej edycji raportu Fosway 9-Grid 2025, jako „Core Leader”.

Zgodnie z zaprezentowaną w maju strategią Grupy Pracuj do 2030 roku, znaczenie obszaru HR Software będzie systematycznie rosnąć, przekładając się na coraz wyższe przychody powtarzalne, a udział przychodów z tego obszaru w łącznych przychodach Grupy w dłuższej perspektywie ma sięgnąć około 50%. W pierwszej połowie 2025 roku wyniósł on około 27%.

Organiczny wzrost w obszarze HR Software ma być realizowany dzięki systematycznie rosnącej liczbie klientów oraz rozszerzaniu zakresu usług świadczonych dotychczasowym klientom o dodatkowe moduły i funkcjonalności (takie jak np. onboarding, preselekcja, analityka czy integracje z zewnętrznymi systemami). Skalowalny model SaaS, wspierany przez rozwiązania samoobsługowe i inteligentne modele cenowe, umożliwia dynamiczne zwiększanie skali przy relatywnie niskich kosztach pozyskania klienta.

Uzupełnieniem rozwoju organicznego Grupy Pracuj mają być selektywne przejęcia, koncentrujące się właśnie na obszarze HR Software, w szczególności na spółkach oferujących rozwiązania post-hire.

Robota.ua z nowymi cennikami

Grupa Pracuj notuje również dalszy wzrost wyników w Ukrainie. Przychody z tego rynku w pierwszym półroczu 2025 roku wyniosły 29,8 mln zł i były o 19,5% wyższe niż rok wcześniej. Zysk operacyjny segmentu Ukraina wzrósł natomiast o 5% r/r do 7,8 mln zł.

Całkowita liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Robota.ua w pierwszej połowie tego roku sięgnęła 684,6 tys., co oznacza wzrost o 4,6% r/r, do czego przyczyniła się między innymi wyższa liczba projektów publikowanych w modelu freemium5, służących wsparciu rządu oraz organizacji pozarządowych podczas intensyfikacji działań zbrojnych Rosji. Liczba płatnych projektów rekrutacyjnych nieznacznie zmalała w porównaniu do analogicznego okresu 2024 roku (-2,8% r/r) i wyniosła 281,4 tys. ​

Jednocześnie, dzięki pracom nad efektywnościowym modelem monetyzacji i wprowadzeniu nowych cenników w serwisie Robota.ua, w pierwszej połowie 2025 roku średnia cena projektów rekrutacyjnych w hrywnach wzrosła o 35,1% r/r, a w przeliczeniu na złote wzrost ten sięgnął 22,3% r/r.

Serwis Robota.ua już dziś jest liderem ukraińskiego rynku pod względem liczby ogłoszeń o pracę. Biorąc pod uwagę trwały niedobór pracowników, z jakim zmagają się ukraińscy pracodawcy, a także spodziewany wzrost zapotrzebowania na pracę w tym kraju po zakończeniu działań wojennych, w związku z odbudową kraju, Grupa Pracuj może być jednym z głównych beneficjentów pokojowego zakończenia trwającego od 2022 roku konfliktu.

Nie tylko przychody, ale i rentowność w górę

Łączne przychody Grupy Pracuj ze wszystkich rynków w pierwszym półroczu tego roku sięgnęły 409,3 mln zł, co oznacza wzrost o 5% r/r. Rosnącej skali działalności towarzyszył wzrost rentowności. Skorygowana EBITDA Grupy Pracuj za pierwsze sześć miesięcy 2025 roku wyniosła 188,5 mln zł (+6,7% r/r), zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto sięgnął 122 mln zł (+19,9% r/r).

Istotny wpływ na raportowany wynik netto miała cykliczna aktualizacja wartości godziwej należących do Grupy Pracuj mniejszościowych udziałów w spółce Beamery Inc. Eliminując wpływ tego przeszacowania w obu porównywalnych okresach, skorygowany zysk netto Grupy Pracuj w pierwszej połowie tego roku wyniósł 131 mln zł i był o 13,7% wyższy niż przed rokiem.

Polskie firmy z branży elektronicznej ostrzegają – podatek od smartfona uderzy w krajowy biznes, a nie w zagranicznych gigantów

Polska branża elektroniczna bije na alarm. Polscy przedsiębiorcy w otwartym liście zaapelowali do przedstawicieli rządu o wstrzymanie prac nad projektem nowelizacji rozporządzenia w sprawie opłat reprograficznych, który w praktyce wprowadza tzw. „podatek od smartfona”. Zdaniem krajowych firm nowe przepisy nie uderzą w zagraniczne koncerny, lecz w rodzime przedsiębiorstwa technologiczne – w tym największych dystrybutorów i dostawców rozwiązań e‑commerce w Polsce.

Pod opublikowanym w poniedziałek (18 sierpnia) apelem do premiera Donalda Tuska, ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego w tej sprawie podpisało się 56 polskich przedsiębiorców. To reakcja na projekt rozporządzania minister kultury i dziedzictwa narodowego rozszerzającego wprowadzenie opłaty reprograficznej na nowoczesne urządzenia elektroniczne takie jak smartfony, tablety, komputery, laptopy, telewizory czy dekodery.

Zdaniem sygnatariuszy listu projekt ten zaszkodzi rozwojowi polskich firm, zaszkodzi gospodarce i pogłębi problem nierównej konkurencji pomiędzy rodzimymi przedsiębiorcami a azjatyckimi platformami sprzedaży. – Wbrew narracji pojawiającej się w debacie publicznej, to nie globalne korporacje poniosą główny ciężar tego podatku, lecz polskie przedsiębiorstwa, które są filarem naszego rynku i odpowiadają za niemal 2 proc. PKB – podkreśla Andrzej Przybyło, prezes zarządu AB S.A., który podpisał się pod apelem.  – To cios w lokalny biznes, a jednocześnie prezent dla azjatyckich platform sprzedażowych, które i tak omijają wiele obowiązków podatkowych i regulacyjnych – dodaje.

Według polskich przedsiębiorców, nowa opłata może zwiększyć ceny smartfonów, tabletów, komputerów czy telewizorów. Powód jest prosty – marże dystrybutorów w Polsce wynoszą średnio około 1 proc., a dodatkowy podatek w podobnej wysokości sprawi, że utrzymanie rentowności będzie możliwe tylko poprzez podniesienie cen dla konsumentów. – Mówi się, że wpływ tego podatku na ceny będzie marginalny. To nieprawda. Jeśli nasza marża to 1 proc., a nakłada się na nas opłatę o tej samej wartości, to matematyka jest bezlitosna – zaznacza Andrzej Przybyło. – Taka zmiana uderzy w konsumentów i zahamuje rozwój polskich firm, które inwestują, płacą podatki i tworzą miejsca pracy w kraju – przewiduje przedsiębiorca.

Sygnatariusze listu podkreślają także, że obecny system opłat reprograficznych jest przestarzały, nieprzystosowany do realiów cyfrowej konsumpcji treści, a środki trafiające do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie zawsze skutecznie docierają do twórców. Przedsiębiorcy wskazują na przykłady z Finlandii i innych krajów, gdzie udało się wdrożyć przejrzyste i sprawiedliwe modele finansowania artystów. W apelu zadeklarowali, że są gotowi do rozmowy o nowoczesnym, skutecznym systemie wspierania twórców. Jednak w ich ocenie narzucanie dodatkowych obciążeń polskim firmom w obecnej formie jest szkodliwe i krótkowzroczne.

Polskie firmy z branży elektronicznej oczekują od rządu wstrzymania prac nad projektem w obecnym kształcie i rozpoczęcia konsultacji, które uwzględnią zarówno potrzeby artystów, jak i realia funkcjonowania polskiej gospodarki.

Pod listem do premiera Donalda Tuska oraz Ministra Gospodarki i Finansów Andrzeja Domańskiego podpisali się przedstawiciele 56 firm – zarówno ogólnokrajowi giganci, jak i firmy zajmujące się obrotem sprzętem elektronicznym na lokalną skalę.

18,4 mln zł kary dla ING Banku Śląskiego za kopiowanie dokumentów tożsamości

0

Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) nałożył na ING Bank Śląski rekordową karę w wysokości 18,4 mln zł za nieuprawnione skanowanie dokumentów tożsamości klientów i potencjalnych klientów. Jak ustalono w trakcie kontroli, bank przetwarzał dane osobowe w sposób nadmierny, bez przeprowadzenia wymaganej analizy celowości.

Skala naruszenia

Praktyka kopiowania dokumentów trwała od 1 kwietnia 2019 r. do 23 września 2020 r. i obejmowała szeroką grupę klientów – zarówno indywidualnych, jak i korporacyjnych. Według raportów banku w 2020 roku obsługiwał on 4,72 mln klientów, w tym ponad 4,2 mln osób fizycznych.

Kontrola UODO wykazała, że skany dokumentów były wykonywane nie tylko w sytuacjach przewidzianych przez przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML), ale także w przypadkach niezwiązanych z tymi obowiązkami – np. podczas składania reklamacji dotyczących bankomatów.

Naruszenie przepisów RODO

Zgodnie z art. 5 i art. 6 RODO administrator danych ma obowiązek działać zgodnie z zasadą minimalizacji i legalności. Oznacza to, że przetwarzanie danych powinno być ograniczone wyłącznie do niezbędnego zakresu i oparte na wyraźnej podstawie prawnej.

Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, podkreślił, że skanowanie dokumentów tożsamości jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy jest konieczne z punktu widzenia ustawy AML. Bank nie przeprowadzał jednak indywidualnej oceny ryzyka prania pieniędzy ani finansowania terroryzmu, stosując automatyczną praktykę kopiowania dokumentów w niemal każdej procedurze.

Wysokie ryzyko dla klientów

Choć dane zawarte w dowodzie osobistym nie należą do tzw. szczególnych kategorii danych osobowych, ich zakres – obejmujący m.in. imię i nazwisko, PESEL, wizerunek, datę urodzenia, numer i serię dokumentu – stwarza poważne ryzyko naruszenia praw i wolności obywateli.

Jak wskazuje UODO, połączenie numeru PESEL z innymi danymi identyfikacyjnymi umożliwia jednoznaczną identyfikację osoby, a w razie wycieku – ułatwia kradzież tożsamości, wyłudzenia kredytów czy inne nadużycia.

Kara proporcjonalna i odstraszająca

W decyzji podkreślono, że masowe i długotrwałe naruszenie przepisów wymagało zastosowania wysokiej kary. UODO uznał, że kwota ponad 18 mln zł jest skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca – ma nie tylko ukarać bank, ale także zapobiec podobnym praktykom w przyszłości.

Co istotne, urząd zaznaczył, że od instytucji finansowych należy oczekiwać szczególnej staranności i profesjonalizmu w zakresie przetwarzania danych osobowych.

Ukraińcy w Polsce a świadczenie 800+ – wyniki badania Grupy Progres 2025

Dyskusja na temat skali wsparcia dla obywateli Ukrainy w Polsce trwa, a głos w niej zabrali także sami zainteresowani. Z badania Grupy Progres wynika, że jedynie 25% ankietowanych Ukraińców spodziewa się otrzymania świadczenia 800+, 54% nie ma takich oczekiwań, a 21% nigdy o tym rozwiązaniu nie słyszało.

Na koniec marca 2025 roku na terenie Unii Europejskiej przebywało ponad 4,25 mln osób uciekających z Ukrainy, którym przyznano ochronę (dane Eurostat). Aż 98,4% z nich to obywatele Ukrainy. Najwięcej uchodźców przyjęły Niemcy (1 184 890 – 27,8%), Polska (997 120 – 23,4%, przy czym w 2022 roku liczba ta przekraczała 1,5 mln) oraz Czechy (365 055 – 8,6%). Po przyjeździe do państw członkowskich wielu Ukraińców podejmuje pracę, co widoczne jest również w Polsce, gdzie według danych GUS legalnie zatrudnionych jest kilkaset tysięcy obywateli zza naszej wschodniej granicy.

Według danych GUS w ostatnim dniu lutego 2025 r. etat w naszym kraju miało 1,057 mln cudzoziemców, tj. o 5,3% więcej niż w lutym 2024 r. Najliczniejszą grupą byli obywatele Ukrainy, było ich 708,9 tys., tj. o 2,7% więcej niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku oraz więcej o 1,0% niż w styczniu 2025 r.  (według stanu na 28 lutego 2025 r.). Nasi wschodni sąsiedzi stanowili 67,0% ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Ich udział zmniejszył się względem lutego 2024 r. o 1,7 p. proc. oraz 0,2 p. proc. w porównaniu ze styczniem 2025 r. Z kolei raport Deloitte dla UNHCR szacował, że aktywność zawodową podjęło od 225 000 do 350 000 osób, a 80% gospodarstw domowych uchodźców utrzymywało się z pracy (marzec 2024).

Wysoka aktywność zawodowa Ukraińców w Polsce wynika m.in. z ich chęci samodzielnego utrzymania się i integracji na rynku pracy. Po przyjeździe do naszego kraju chcą pracować, są odpowiedzialni i angażują się w swoje obowiązki zawodowe, szczególnie gdy mają na utrzymaniu rodzinę. Nasze analizy pokazują, że wielu z nich podejmuje legalną pracę, poświęca na nią więcej godzin niż inni pracownicy tymczasowi i aktywnie uczestniczy w rynku pracy. Wbrew stereotypom Ukraińcy nie liczą wyłącznie na benefity – zaznacza Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

Jak wynika z badania Grupy Progres nt. oczekiwań socjalnych przeprowadzonego wśród obywateli Ukrainy przebywających i pracujących w Polsce, większość z nich chce utrzymywać się sama. 54% respondentów nie oczekuje świadczenia 800+, jedynie 25% ankietowanych Ukraińców spodziewa się otrzymania takich środków, a 21% nigdy o tym rozwiązaniu nie słyszało. Co więcej, dane Grupy Progres wykazują, że Ukraińcy poświęcają na pracę najwięcej czasu ze wszystkich narodowości zatrudnionych tymczasowo w naszym kraju. Są też najliczniejszą grupą wykonującą ten rodzaj pracy nad Wisłą. W pierwszej połowie 2025 roku obywatele Ukrainy stanowili aż 67% wszystkich pracowników tymczasowych w Polsce. W tej grupie 66% stanowiły kobiety, a 34% mężczyźni. Średni czas pracy Ukraińców, w przeliczeniu na osobę, wyniósł 520 godzin, podczas gdy Polacy przepracowali średnio 315 godzin, a przedstawiciele innych narodowości – 480 godzin.

Jednocześnie badani Ukraińcy wyraźnie sygnalizują, że oczekują równych praw na rynku pracy i możliwości pełnego uczestnictwa w polskim systemie zatrudnienia. 66% respondentów uważa, że obcokrajowcy powinni mieć takie same prawa na rynku pracy jak obywatele Polski, 12% jest przeciwnego zdania, a 22% nie ma w tej kwestii wyrobionej opinii.

Nie jest zaskakujące, że Ukraińcy oczekują równych praw na rynku pracy, skoro aktywnie pracują w Polsce i odprowadzają tu podatki. Ich codzienna aktywność zawodowa, często wykonywana w nadgodzinach i przy dużym zaangażowaniu. To pokazuje, że traktują swoje zatrudnienie poważnie i chcą w pełni uczestniczyć w systemie, który daje im szansę na stabilizację życiową i rozwój zawodowy. Równe prawa na rynku pracy stają się więc dla nich naturalnym oczekiwaniem – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. I dodaje, że warto patrzeć na obecność migrantów nie tylko przez pryzmat kosztów, ale także wkładu w naszą gospodarkę. Regularnie płacone składki, aktywność na rynku pracy i perspektywa zwiększania PKB pokazują, że uchodźcy z Ukrainy stają się realnym wsparciem dla Polski i budżetu naszego państwa.

Zgodnie z raportem Banku Gospodarstwa Krajowego z marca 2025 roku, w 2024 roku wypłacono ponad 2,8 mld zł świadczeń 800+ na 292 000 dzieci z obywatelstwem ukraińskim. Jednocześnie 794 000 Ukraińców odprowadzało składki na ubezpieczenia społeczne, a całkowity wkład imigrantów z Ukrainy do polskiego budżetu oszacowano na 15,1 mld zł. Według BGK, świadczenia pobierane przez uchodźców nie przewyższają ich wkładu do budżetu.

– Dobrze, że temat wsparcia Ukraińców pracujących w Polsce jest przedmiotem dyskusji. Warto rozmawiać o równych prawach i możliwościach integracji w systemie zatrudnienia, bo to korzystne zarówno dla obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, jak i dla gospodarki naszego państwa. Dobrze byłoby, gdyby do dialogu o zakładanych rozwiązaniach zostali zaproszeni również kluczowi interesariusze, w tym polski biznes i sami cudzoziemcy. Rozmowa w szerszym gronie pomogłaby wypracować rozwiązania korzystne dla wszystkich stron i umożliwiające stabilny rozwój polskiego rynku pracy – podsumowuje Cezary Maciołek.

Badanie Grupy Progres „Życie Ukraińców w Polsce 2025” przeprowadzono w lipcu i sierpniu 2025 roku na próbie 1500 pełnoletnich obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce. Wśród respondentów dominowały kobiety (61%), mężczyźni – 39%. Większość – 89% badanych posiadało źródło dochodu – jest zatrudnionych w Polsce lub prowadzi swoją firmę. Badanie zrealizowano metodami ilościowymi – ankietą internetową (CAWI) oraz badaniem DAR.

Cała prawda o kosztach edukacji domowej

Edukacja domowa wciąż budzi wiele pytań, a jednym z nich są koszty w edukacji domowej. Czy rzeczywiście nauka w domu to luksus tylko dla wybranych? A może wręcz przeciwnie – jest dostępna dla każdego? Sprawdźmy, ile naprawdę kosztuje edukacja domowa i na co trzeba się przygotować.

Ile kosztuje edukacja domowa?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że edukacja domowa w Polsce jest bezpłatna. Zarówno przejście na ten tryb nauczania, jak i nauka czy przystąpienie do egzaminów nie wiążą się z opłatami. Edukacja domowa jest bowiem finansowana z subwencji oświatowej, którą otrzymuje szkoła.

Nie oznacza to, że edukacja domowa nie generuje żadnych kosztów. Trzeba uwzględnić opłaty za zajęcia dodatkowe, materiały edukacyjne, bilety, np. do muzeum oraz kształcące podróże. Są to jednak koszty dobrowolne, a ich wysokość zależy od tego, w jaki sposób rodzic chce prowadzić edukację swojego dziecka. Często jest to po prostu inwestycja w rozwój ucznia.

Koszty w edukacji domowej

To, ile kosztuje nauczanie domowe, zależy w dużej mierze od możliwości i pomysłowości rodzica. Ten tryb daje ogromną elastyczność zarówno pod względem czasu, jak i budżetu. Edukacja domowa może być niemal bezkosztowa, jeśli tylko odpowiednio ją zaplanujemy. Dziecko może uczyć się z podręczników udostępnionych przez szkołę, a ogromna ilość bezpłatnych materiałów edukacyjnych dostępna jest w Internecie. Ciekawym pomysłem na naukę są także eksperymenty czy doświadczenia, do których często można wykorzystać rzeczy dostępne w niemal każdej kuchni.

Co więcej, dzieci w edukacji domowej mają możliwość uczestniczenia w zajęciach dodatkowych czy wydarzeniach organizowanych przez szkołę, do której są zapisane. Warto też poszukać muzeów, wystaw oraz innych ciekawych miejsc w okolicy, które oferują bezpłatny wstęp i są świetną okazją do poszerzenia wiedzy.

Z drugiej strony, edukacja domowa może być bardziej kosztowna, jeśli rodzic ma większe możliwości finansowe i chce zapewnić dziecku dostęp do szerokiej oferty zajęć dodatkowych. Wsparcie dziecięcych pasji może również wymagać zakupu specjalistycznych narzędzi i akcesoriów, np. sprzętu sportowego czy dobrej jakości instrumentu muzycznego. Koszty rosną także w przypadku regularnych wyjść do teatrów, muzeów czy na płatne warsztaty edukacyjne. W edukacji domowej budżet może być bardzo różny – i to właśnie jest jej ogromna zaleta.

Koszty w szkole a w edukacji domowej

Choć publiczne szkoły w Polsce są bezpłatne, to generują wiele ukrytych kosztów, których nie ma w edukacji domowej. Jednym z nich są niemal codzienne dojazdy, co jest szczególnie istotne w przypadku uczniów mieszkających daleko od szkoły. W edukacji domowej jedyny koszt dojazdu do placówki, to ten na egzaminy, które zwykle odbywają się raz w roku. W edukacji domowej odpadają też opłaty na rzecz rady rodziców, składki klasowe czy wycieczki szkolne.

Kolejnym kosztem w szkole stacjonarnej jest wyprawka. Koniec wakacji często wiąże się z tym, że uczniowie muszą zaopatrzyć się w takie przedmioty jak plecak, zeszyty, przybory plastyczne, strój na wf, zmienne obuwie, galowe ubranie czy podręczniki w przypadku starszych klas. W edukacji domowej dziecko nie musi mieć zeszytów czy konkretnych przyborów szkolnych. Może korzystać z rzeczy, które ma już w domu, a dokupić jedynie potrzebne przedmioty. To od ucznia i rodzica zależy, jakie materiały będą przydatne podczas codziennej nauki.

Bezpłatny dostęp do platformy w edukacji domowej

W edukacji domowej można korzystać z dowolnych materiałów edukacyjnych, w tym ze źródeł internetowych. Jednym z chętniej wybieranych narzędzi są platformy edukacyjne. W Centrum Nauczania Domowego uczniowie otrzymują bezpłatny dostęp do innowacyjnej platformy, która zawiera treści zgodne z podstawą programową. Znajdują się na niej interaktywne lekcje, gry, zabawy oraz materiały audio i wideo. Dzięki temu nauka jest znacznie przyjemniejsza!

Na platformie oferowanej przez Centrum Nauczania Domowego odbywają się także cykliczne zajęcia przedmiotowe z nauczycielami. Są one nagrywane, więc można je obejrzeć w dowolnym momencie. Pozwala to na jeszcze bardziej elastyczną naukę. Ponadto uczniowie mogą brać też udział w spotkaniach integracyjnych online, podczas których mają okazję poznać swoich rówieśników.

Uczniowie, którzy chcą przejść na edukację domową mogą liczyć na bezpłatne wsparcie Centrum Nauczania Domowego. Wystarczy wypełnić formularz na stronie i zapisać się do jednej ze szkół przyjaznych edukacji domowej.

Opracowano na podstawie

Centrum Nauczania Domowego, Ile kosztuje nauczanie domowe?, https://domowi.edu.pl/blog/ile-kosztuje-nauczanie-domowe/, Data publikacji: 2022.10.07, Data odczytu: 2025.08.25

Obsługa finansowa dla firm – jak dobra księgowość wspiera rozwój biznesu?

Księgowość to dla wielu przedsiębiorców przede wszystkim obowiązek – konieczność rozliczenia podatków i przygotowania dokumentacji zgodnej z przepisami. Jednak coraz częściej firmy dostrzegają, że profesjonalna obsługa finansowa może stać się realnym narzędziem rozwoju biznesu. Rzetelne raporty, analizy i wsparcie doradcze pozwalają właścicielom firm podejmować lepsze decyzje strategiczne, ograniczać ryzyko i planować inwestycje z większą pewnością.

Księgowość jako narzędzie rozwoju

Dobrze prowadzona księgowość to coś więcej niż zestawienia liczb w tabelach. To wiedza o tym, skąd biorą się koszty, gdzie generowane są przychody i które działania są najbardziej rentowne. Dzięki temu przedsiębiorca nie porusza się po omacku – ma przed sobą obraz firmy w liczbach, a to podstawa do świadomego rozwoju.

Rzetelna obsługa finansowa firm chroni przed ryzykiem

Ryzyko finansowe i podatkowe dotyka każdej firmy, niezależnie od jej wielkości. Błędy w rozliczeniach mogą prowadzić do kar, a niewłaściwe decyzje inwestycyjne – do strat trudnych do odrobienia. Profesjonalna obsługa finansowa pomaga zminimalizować to ryzyko, bo księgowi śledzą zmiany w prawie, dbają o zgodność z przepisami i sygnalizują zagrożenia, zanim staną się problemem.

Jak księgowość dla firm wspiera decyzje biznesowe?

Nowoczesne biura rachunkowe oferują dziś coś więcej niż obsługę księgową. To także przygotowywanie raportów zarządczych, prognoz finansowych czy analiz rentowności. Na ich podstawie właściciel firmy może np. sprawdzić, czy planowana inwestycja ma szansę się zwrócić, albo które produkty i usługi generują największe marże.

Obsługa finansowa a bezpieczeństwo podatkowe

Jednym z kluczowych obszarów jest bezpieczeństwo podatkowe. Zmieniające się przepisy, nowe obowiązki raportowe i dynamiczne interpretacje prawa podatkowego sprawiają, że przedsiębiorca bez wsparcia specjalistów łatwo może się pogubić. Profesjonalne doradztwo pozwala nie tylko uniknąć błędów, ale także optymalizować podatki w granicach prawa.

Kiedy warto skorzystać z zewnętrznych usług księgowych?

Małe i średnie przedsiębiorstwa często stają przed dylematem – zatrudnić księgowego na etat czy skorzystać z outsourcingu. W praktyce, zewnętrzna obsługa finansowa daje dostęp do całego zespołu ekspertów, specjalizujących się w różnych dziedzinach – od podatków po kadry i płace. Co więcej, przedsiębiorca może dopasować zakres obsługi do własnych potrzeb i budżetu.

Przed wyborem biura warto sprawdzić, jak wygląda cennik usług księgowych. To pozwoli dobrać model współpracy adekwatny do wielkości firmy i uniknąć nieprzewidzianych kosztów.

Księgowość jako partner biznesu

Kiedy księgowość traktuje się jak partnera, a nie wyłącznie jako obowiązek, zmienia się podejście do finansów w firmie. Obsługa finansowa staje się wtedy wsparciem strategicznym – pozwala planować, przewidywać i reagować na zmiany w otoczeniu gospodarczym. To już nie tylko rozliczenia i formalności, ale przede wszystkim narzędzie, które może decydować o przewadze konkurencyjnej.

Cloud Technologies: sprzedaż w dolarach rośnie, różnice kursowe wpływają na wyniki w PLN

Cloud Technologies, jeden z największych dostawców danych na świecie, opublikował wyniki sprzedaży do kluczowych klientów za czerwiec 2025 roku. To kolejny miesiąc z dwucyfrową dynamiką sprzedaży – w czerwcu wzrosła ona o 27% r./r. Notowany na GPW adtech rozwija portfolio klientów i dynamicznie zwiększa wolumen sprzedaży.

– Dynamika sprzedaży do kluczowych klientów w II kwartale tego roku sukcesywnie rosła. W maju i w czerwcu osiągnęła dwucyfrowe wartości, między innymi dzięki poczynionym przez nas w ostatnim czasie inwestycjom w rozwój kanałów sprzedaży danych. Począwszy od czerwca w wynikach widoczne są też pierwsze efekty naszej ostatniej akwizycji w kanadzie, a w przyszłości pojawią się również efekty synergii – komentuje Piotr Prajsnar, prezes Zarządu Cloud Technologies.

Raportowany wskaźnik obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych, spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na dynamiki mają wpływ różnice kursowe. Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie.

Celem strategicznym Cloud Technologies w perspektywie 2023-2025 jest dalszy dynamiczny rozwój sprzedaży danych w obecnych i nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu. W ramach realizacji nowej strategii spółka zamierza przeznaczyć do 100 mln PLN w latach 2023 – 2025. Szczegółowy plan zakłada przeznaczenie do 60 mln PLN na potencjalne akwizycje i inwestycje, około 10 mln PLN na prace badawczo-rozwojowe, a także około 30 mln PLN na skup 250 000 akcji w ramach programu motywacyjnego dla pracowników, z czego 125 000 akcji zostało już nabytych w ramach skupu akcji własnych, który został zrealizowany w grudniu 2023 roku. Jednocześnie Zarząd Cloud Technologies zarekomendował ustanowienie polityki dywidendowej, z dywidendą w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA. 27 czerwca br. spółka wypłaciła z zysku netto za 2024 rok dywidendę w łącznej wysokości 5,63 mln PLN, co oznaczało 1,25 PLN dywidendy na akcję.

Jakie są metody kompletacji w magazynie?

Zarządzanie procesami magazynowymi to fundament sprawnego łańcucha dostaw. Jednym z jego najważniejszych elementów jest kompletacja. To bardzo ważny proces, który wywiera wpływ nie tylko na szybkość realizacji zamówień, lecz przyczynia się również do ograniczenia liczby błędów oraz obniżenia kosztów operacyjnych, jeśli jest prowadzony poprawnie. Sprawdźmy, czym jest kompletacja, jakie ma znaczenie dla funkcjonowania magazynu oraz jakie dostępne metody kompletacji warto wziąć pod uwagę.

Czym jest kompletacja, do czego służy i dlaczego jest ważna?

Kompletacja, znana także jako picking, jest procesem, który polega na zbieraniu zamówionych towarów z różnych lokalizacji magazynowych w celu ich przygotowania do wysyłki. Działania te muszą być realizowane precyzyjnie, zgodnie z ustalonymi procedurami, ponieważ każdy błąd na tym etapie, np. pomyłka w ilości, niewłaściwy produkt, a nawet samo opóźnienie, mogą prowadzić do reklamacji, niezadowolenia klientów oraz strat finansowych i wizerunkowych dla przedsiębiorstwa. Efektywna, prawidłowo realizowana kompletacja, bezpośrednio przekłada się natomiast na poprawę jakości obsługi oraz wzrost konkurencyjności przedsiębiorstwa.

W dobie stale rosnącej liczby zamówień oraz coraz wyższych oczekiwań klientów, efektywne zarządzanie kompletacją staje się z punktu widzenia przedsiębiorstwa coraz bardziej wymagające. Nic więc dziwnego, że aby sprostać temu wyzwaniu, firmy decydują się na wdrożenie systemu WMS (ang. Warehouse Management System), który skutecznie wspomaga planowanie, realizację oraz kontrolę procesów magazynowych. Oprogramowanie tej klasy wspiera kompletację, przyczyniając się do redukcji pomyłek oraz optymalnego wykorzystania zasobów magazynowych.

Jak wygląda proces kompletacji? Jakie metody wyróżniamy?

Wybór odpowiedniej metody kompletacji zależy od szeregu czynników, w tym m. in. od wielkości magazynu, rodzaju asortymentu, liczby napływających zamówień oraz dostępnych zasobów. Do podstawowych metod należy kompletacja jednostkowa (jednostopniowa), która polega na zbieraniu produktów do danego zamówienia przez jednego pracownika. Jest to prosta i przejrzysta metoda, która jednak często okazuje się zbyt mało wydajna, zwłaszcza przy dużej liczbie zamówień.

Kolejną metodą jest kompletacja grupowa (batch picking). Pracownicy zbierają produkty do różnych zamówień jednocześnie, a dopiero później następuje ich sortowanie i przydzielenie do konkretnych zamówień. Pozwala to znacząco skrócić czas kompletacji towarów, zwłaszcza gdy różne zamówienia zawierają te same pozycje.

Istnieje także tzw. kompletacja strefowa, która polega na podziale magazynu na sektory, w których poszczególni pracownicy odpowiadają za konkretne grupy produktów. W dużych magazynach często stosuje się natomiast metodę kompletacji falowej (ang. wave picking), w której zlecenia są realizowane partiami w określonych interwałach czasowych. Z roku na rok na znaczeniu zyskuje także metoda pick-by-light lub voice picking, w której pracownicy otrzymują instrukcje za pomocą specjalnych systemów świetlnych lub głosowych.

Wszystkie te metody mogą być z powodzeniem zintegrowane oraz zarządzane przy użyciu systemu WMS, który pozwala automatycznie przypisywać zlecenia, optymalizować trasy kompletacyjne oraz monitorować postępy. Nowoczesne oprogramowanie klasy WMS nie tylko wspiera wybór najlepszej metody kompletacji, lecz także umożliwia analizę danych, co bezpośrednio przekłada się na stałe udoskonalanie logistyki magazynowej.

Złoto w górę po Jackson Hole. Fed szykuje cięcia stóp, ale w ostrożnym tempie

Notowania złota ponownie znalazły się w centrum uwagi po piątkowym wystąpieniu Jerome’a Powella podczas dorocznego sympozjum w Jackson Hole. Szef Rezerwy Federalnej zasygnalizował, że obniżka głównej stopy procentowej w USA może nastąpić już we wrześniu, ale podkreślił, że cykl luzowania będzie przebiegał wolniej i ostrożniej niż oczekuje rynek i Biały Dom.

Cena złota po wystąpieniu przewodniczącego Fed na sympozjum w Jackson Hole wzrosła o około 1%, dochodząc do poziomu około 3370 dolarów za uncję. Było to spowodowane sygnałami oczekiwań na obniżki stóp procentowych przez Fed, o których wspomniał Powell, co zainspirowało inwestorów do zwiększenia popytu na ten metal szlachetny jako bezpieczną przystań.

Jackson Hole przyniosło to, na co czekał rynek: jasny sygnał gotowości do pierwszego cięcia już we wrześniu, ale bez obietnicy szybkiego cyklu. Dla złota to układ sprzyjający – łagodniejszy Fed to słabszy dolar i niższe realne stopy, co zwykle wspiera notowania kruszcu. Z drugiej strony ostrzeżenia Powella o ryzyku inflacji i wpływie ceł oznaczają, że ścieżka będzie wyboista, a reakcje cen – nerwowe.

Fed pod presją: gospodarka kontra polityka

Podczas wystąpienia Powell wskazał, że bilans ryzyk w gospodarce przesunął się na stronę spowolnienia i osłabienia popytu na pracę. To, jego zdaniem, uzasadnia możliwość cięcia stóp procentowych. Jednocześnie podkreślił, że jeśli inflacja utrzyma się w II połowie roku, a aktywność gospodarcza odbije, obniżka mogłaby być przedwczesna.

Na Fed silną presję wywiera prezydent Donald Trump, który wzywa do szybkich i głębokich obniżek, argumentując to wysokim kosztem obsługi długu publicznego (37 bln USD). Powell odrzucił tę narrację, wskazując, że decyzje Fed będą wynikały z oceny gospodarki, a nie czynników politycznych.

Sztabki złota objęte cłami?

Na początku sierpnia okazało się, że sztabki złota importowane do USA – w tym ze Szwajcarii – zostały objęte dodatkowymi taryfami celnymi. Informacja ta wywołała gwałtowne poruszenie na rynku i przyczyniła się do wzrostu cen kruszcu.

Cena spot złota przekroczyła 3 400 USD za uncję, a kontrakty terminowe na COMEX sięgnęły nawet 3 500 USD. Różnica między ceną spot a kontraktową przekroczyła 100 USD – poziom rzadko spotykany w spokojniejszych czasach.

Niespodziewane włączenie złota do listy towarów objętych taryfami spowodowało dużą nerwowość na rynku. Choć Donald Trump zapowiedział później wyłączenie sztabek z tej listy, przepisy wciąż formalnie obowiązują. To sytuacja bez precedensu, która zwiększa niepewność i podbija zmienność notowań.

Tajemnicze rezerwy Chin i rekordowe zakupy z Ameryki Południowej

Niepewność potęgują także niejasne dane dotyczące chińskich rezerw złota. Rozbieżności w statystykach Kanady i Chin sięgają dziesiątek miliardów dolarów – kanadyjskie dane wskazują na 1,9 mld USD eksportu złota do Chin, podczas gdy Pekin raportuje aż 25 mld dolarów.

Oficjalne dane wskazują, że Ludowy Bank Chin zwiększył rezerwy o zaledwie 6 ton w II kwartale, co daje łącznie niecałe 2300 ton. Tymczasem różnice w raportach handlowych Kanady i Chin pokazują, że realny poziom zakupów może być znacznie wyższy. Według szacunków niezależnych analityków Chiny mogą mieć już ponad 5000 ton złota.

Nieprzejrzystość chińskich danych tylko wzmacnia przekonanie, że złoto pozostaje strategicznym aktywem rezerwowym. Widać też rosnące zakupy z Ameryki Południowej – Peru w pierwszej połowie roku sprzedało do Chin więcej złota niż w całym 2024. To wszystko są czynniki, które wspierają globalny popyt.

Polska: spada inflacja, niespodziewany ruch NBP

Ważnym kontekstem dla polskich inwestorów pozostają również krajowe dane makroekonomiczne. Według Eurostatu inflacja HICP w Polsce wyniosła w lipcu 2,9%, nieco powyżej średniej unijnej (2,4%), ale jednocześnie znacznie mniej niż rok temu, gdy wynosiła 4%. Z kolei PKB wzrósł w II kwartale o 3% r/r, podczas gdy średnia dla UE wyniosła 1,5%.

Polska wyróżnia się na tle Europy – inflacja stopniowo hamuje, a gospodarka rośnie szybciej niż średnia unijna. To pozytywne tło dla oszczędzających, ale też sygnał, że złoto w portfelu pozostaje istotnym zabezpieczeniem na wypadek nagłych zmian otoczenia makroekonomicznego.

Narodowy Bank Polski w lipcu utrzymywał poziom rezerw powyżej 20% wartości aktywów, a nawet dokonał symbolicznej sprzedaży ok. 150 kg złota, co odpowiada około 5 tys. uncji, pokazując gotowość do aktywnego zarządzania rezerwami. NBP wchodzi w nową fazę – nie tylko gromadzi złoto, ale zaczyna nim realnie zarządzać.

Złoto wciąż kluczowym aktywem strategicznym

Obecne turbulencje – od ceł w USA, przez niejasne dane z Chin, po decyzje Fed – pokazują, jak bardzo złoto pozostaje aktywem strategicznym. Dla inwestorów indywidualnych oznacza to, że włączenie złota do portfela to wciąż jeden z najlepszych sposobów na ochronę oszczędności w niepewnych czasach.

Mimo krótkoterminowych wahań notowań, złoto pozostaje jednym z najbardziej stabilnych aktywów ochronnych. W długim terminie kruszec nie tylko przechowuje wartość, ale też chroni kapitał w okresach geopolitycznych i gospodarczych turbulencji. Dlatego warto traktować go jako fundament zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark

Wyniki finansowe Grupy Heimstaden w drugim kwartale 2025 roku

W drugim kwartale 2025 roku Grupa Heimstaden zwiększyła przychody z najmu o 5,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Działając w dziewięciu europejskich krajach, Grupa osiągnęła wskaźnik wynajęcia mieszkań na poziomie 98,5 proc. Na polskim rynku rozpoczęto proces stopniowej prywatyzacji portfela mieszkań.

W drugim kwartale Heimstaden utrzymał stabilny wzrost oraz wysoką efektywność operacyjną. Korzystna sytuacja popytowa na rynku mieszkaniowym przełożyła się na dalszy wzrost przychodów z najmu – o 5,2 proc. rok do roku – co umożliwiło utrzymanie bardzo wysokiego poziomu wynajęcia mieszkań (98,5 proc.). Marża NOI wyniosła 74,1 proc., a wskaźnik LTV netto utrzymał się na poziomie 51,7 proc. W warunkach stabilnych stóp procentowych, poprawiającej się sytuacji na rynkach kredytowych oraz rosnącego zainteresowania inwestorów sektorem mieszkaniowym, Heimstaden odnotował również wzrost wartości aktywów oraz przeprowadził korzystne transakcje prywatyzacyjne.

W drugim kwartale rozpoczęto także proces prywatyzacji mieszkań na polskim rynku. Wybrane lokale są oferowane na sprzedaż w przypadku braku przedłużenia umowy z obecnymi najemcami. Prywatyzacja przebiega zgodnie ze strategią realizowaną przez Heimstaden w innych krajach. Do tej pory na wszystkich rynkach, na których obecna jest Grupa, sprywatyzowano łącznie ponad 3 tys. mieszkań. Tylko w okresie od kwietnia do czerwca 2025 roku sprzedano 507 lokali, z czego najwięcej w krajach skandynawskich (Dania, Norwegia, Szwecja) oraz w Holandii.

– Na polskim rynku mamy za sobą bardzo intensywny i wyjątkowy kwartał. Utrzymujemy bardzo wysoki poziom obłożenia, doskonałe wskaźniki finansowe i poziom satysfakcji naszych klientów, a także rosnącą wartość aktywów. Dodatkowo wprowadziliśmy do sprzedaży część mieszkań z naszego portfela. Naszym priorytetem pozostaje optymalne zarządzanie portfelem mieszkań – przeznaczonych zarówno na sprzedaż, jak i wynajem – oraz zapewnienie klientom najwyższego standardu usług – podkreśla Paweł Romańczuk, Head of Asset Management & Operations w Heimstaden Poland.

Heimstaden jest wiodącą europejską firmą działającą w sektorze nieruchomości mieszkaniowych. Grupa jest obecna w Norwegii, Szwecji, Danii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Czechach i Polsce.

Ponad 1,5 mln zasięgu fake newsa od Groka – lekcja dla mediów i internautów

Jedno błędne wskazanie sztucznej inteligencji wystarczyło, by wywołać lawinę hejtu. W ciągu zaledwie 40 minut fałszywa informacja o Joannie Dunikowskiej-Paź, podana przez narzędzie Grok na platformie X, rozlała się po sieci, generując falę obraźliwych komentarzy pod adresem dziennikarki TVP. Jak pokazuje analiza Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), choć większość redakcji była wstrzemięźliwa w informowaniu o sprawie bez potwierdzenia informacji, to internauci nie mieli już takich zahamowań.

Cała sytuacja zaczęła się od niezręcznego zdarzenia. W trakcie konferencji prasowej ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza jedna z dziennikarek zapytała: „Czy planuje pan konsultacje z KN przed wylotem do USA?”. Minister nie wiedział, kogo ma na myśli pytająca, a dopiero później okazało się, że chodzi o Karola Nawrockiego, pełniącego obecnie urząd prezydenta RP. Na nagranie po raz pierwszy zwrócono uwagę w TVP Info w audycji “Kwiatki Polskie”, przy czym szerszą reakcję wywołało to samo nagranie wrzucone kolejnego dnia (14 sierpnia 8:26) na X przez Kanał Zero z treścią “Czasami nie warto iść na skróty’”. 95% komentarzy było negatywnych w stosunku do nieznanej (aż do dzisiaj) dziennikarki (“Dyplom dziennikarka znalazła w czipsach”). Pojawiły się pojedyncze domysły, że pytanie mogła zadać przedstawicielka TVP, jednak nikt nie podał konkretnego nazwiska.

oficjalne zero
Źródło: https://x.com/OficjalneZero/status/1955878724399743224

Po pięciu godzinach post zacytował Marek Jakubiak z pytaniem o nazwisko pytającej. Użytkownik o nicku @Duke07696804 podbił to pytanie kierując je do sztucznej inteligencji X, a Grok odpowiedział: “Tak, dziennikarką zadającą pytanie jest Joanna Dunikowska-Paź, prowadząca programy informacyjne w TVP Info. Z moich źródeł wynika, że unikała pełnego tytułu prezydenta Nawrockiego z powodów politycznych”. Po ok. 40 minutach jednak Grok wycofał się się z tego w odpowiedzi na wiadomość od użytkownika @joluus, który napisał: “Myślę, że @grok się myli Imo to nie jest głos Dunikowskiej-Paź”. Grok napisał: Sprawdziłem nagranie i źródła – masz rację, to nie głos Joanny Dunikowskiej-Paź. Prawdopodobnie inna dziennikarka TVP. Dziękuję za korektę!” W tym czasie Marzena Paczuska, obecna członkini Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zdążyła już podać dalej ten wpis (kolejnego dnia napisała “Grok oszukuje”).

marek jakubiak
Źródło: https://x.com/jakubiak_marek/status/1955957229183467976

Od czasu podania nazwiska Dunikowksiej-Paź do odwołania tej informacji minęło 40 minut, a wiadomość ta żyła przez kolejne kilkanaście godzin, podczas których wylała się fala hejtu na dziennikarkę. Zarówno w komentarzach, jak i wiadomościach prywatnych, o czym sama poinformowała.
fake news
W całej tej historii jest jeden mały pozytyw: w żadnym materiale redakcyjnym nie pojawiła się informacja sugerująca, że dziennikarką na konferencji była Joanna Dunikowska-Paź. W redakcjach Telewizji Republika, wPolsce24, wPolityce.pl oraz Fronda.pl informowano jedynie, że jest to “dziennikarka TVP” (łączny zasięg 1,1 mln kontaktów).

wPolityce.pl: Komiczna sytuacja na konferencji Kosiniaka-Kamysza. Pytanie z kartki od neo-TVP. Nie byli w stanie… rozszyfrować skrótu

fronda.pl: „Planuje pan konsultacje z KN?” Kompromitacja neo-TVP na konferencji szefa MON

Pozostałe redakcje nie informowały w ogóle o tej sprawie do czasu jej wyjaśnienia. Dużo mniejszą powściągliwością wykazali się komentujący internauci, którzy zaatakowali dziennikarkę:

Jak miało przejść przez gardło tej funkcjonariuszce z @1930_tvp / @TVP_INFOskoro Joanna Dunikowska Paź , jak widać, nazywa się: „JoDuPa”… 🙂

Joanna Dunikowska-Paź do zwolnienia natychmiast kto popiera podaje dalej !

Monika Ezman, dyrektorka Centrum Zarządzania Jakością i Działu Analiz w Instytucie Monitorowania Mediów zauważa:

Przypadek Joanny Dunikowskiej-Paź jest bardzo mocnym przykładem tego, jak niebezpieczne mogą być pomyłki generatywnej sztucznej inteligencji. Wystarczyło jedno błędne przypisanie wypowiedzi przez narzędzie AI, by uruchomić falę hejtu i nieuzasadnionej nagonki na osobę, która w ogóle nie brała udziału w zdarzeniu. To pokazuje, że „halucynacje” AI – czyli sytuacje, gdy system podaje fałszywe informacje z pełnym przekonaniem – mogą mieć bardzo realne, poważne konsekwencje dla reputacji i bezpieczeństwa konkretnych osób.

Do czasu zdementowania fałszywej informacji wpisy w social mediach o Dunikowskiej-Paź lub o “dziennikarce TVP” (bez nazwiska) wygenerowały ok. 0,5 mln kontaktów. Całość tematu w dniach 13-19 sierpnia uzyskała 8,1 mln zasięgu. Z tego prawie 6,5 mln to dotarcie przekazów opisujących sytuację bez nawiązania do TVP oraz tych, które ukazały się po zdementowaniu fałszywej informacji. Były to publikacje, w których przedstawiano całą sprawę, zwracano uwagę na fake newsy w internecie czy mówiono o ewentualnym pozwie. Dla porównania fake’owe zdjęcie z przywódcami europejskimi czekającymi w przedpokoju na Trumpa wygenerowało w dniach 18-19 sierpnia blisko 3,9 mln zasięgu.

fake news 2

Ta sprawa to kolejne ostrzeżenie zarówno dla użytkowników, jak i dla mediów oraz platform społecznościowych. Informacje, nie tylko te generowane przez AI (co bez ich oznaczenia nie zawsze jest łatwo stwierdzić), powinny być zawsze weryfikowane, oraz porównywane z danymi z wiarygodnych źródeł. W przeciwnym razie ryzykujemy sytuację, w której technologia, zamiast wspierać debatę publiczną, staje się narzędziem dezinformacji i niekontrolowanego hejtu – dodaje Monika Ezman z IMM.

Metodologia: Analiza objęła przekazy w prasie, radiu, telewizji, portalach internetowych i social mediach w dniach 13-20 sierpnia 2025 r.