Wybór upominku dla mężczyzny często sprawia trudność. Pojawia się pytanie: jaki prezent dla mężczyzny będzie naprawdę trafiony? Kluczem jest dopasowanie go do stylu życia, zainteresowań i etapu życia obdarowanego. Inaczej wybierzesz prezent dla aktywnego trzydziestolatka, inaczej dla spokojnego domatora czy ojca, który ceni czas z rodziną. Warto odejść od schematów i zamiast kolejnego przedmiotu postawić na doświadczenia. Coraz większą popularność zdobywają prezenty w formie przeżyć. Nie zajmują miejsca, nie kurzą się na półce i zostają w pamięci na długo. Planujesz kupić prezent dla Taty, brata, przyjaciela lub ukochanego? Najlepszy prezent dla niego znajdziesz na stronie Katalog Marzeń. W ofercie są zarówno ekstremalne atrakcje, jak i spokojniejsze propozycje dopasowane do różnych charakterów.
Doświadczenie zamiast rzeczy – dlaczego to działa?
Klasyczne prezenty dla mężczyzn, takie jak zegarki czy perfumy, są przewidywalne. Z czasem przestają robić wrażenie. Z kolei vouchery dla mężczyzny oferują coś więcej – emocje i wspomnienia. Lot paralotnią, jazda sportowym autem czy degustacja whisky to przykłady, które realnie angażują i budują historię. Jeśli zastanawiasz się, jaki prezent dla mężczyzny wybrać, pomyśl o jego codzienności. Czy ma stresującą pracę? Może doceni relaks w SPA. Lubi adrenalinę? Postaw na dynamiczne przeżycia. Taki prezent dla faceta nie tylko zaskakuje, ale też pokazuje, że naprawdę znasz jego potrzeby. W Katalogu Marzeń wybór jest szeroki, a zakup bezpieczny. Voucher z Katalogu Marzeń jest ważny aż 3 lata, więc obdarowany nie musi się spieszyć z realizacją. Jeśli zmieni zdanie, możliwa jest wymiana vouchera z Katalogu Marzeń na inną atrakcję. To praktyczne rozwiązanie, które eliminuje ryzyko nietrafionego prezentu.
Jak dopasować prezent do konkretnej osoby?
Zanim kupisz prezent dla faceta, odpowiedz sobie na kilka prostych pytań. Co robi w wolnym czasie? Czy lubi wyzwania? A może woli spokój i komfort? Odpowiedzi prowadzą do właściwego wyboru. Dla miłośnika motoryzacji sprawdzą się przejażdżki supersamochodami. Dla fana kuchni – warsztaty kulinarne. Jeśli wybierasz prezent dla taty, pomyśl o czymś, co pozwoli mu odpocząć lub spróbować czegoś nowego. Czasem najlepsze prezenty dla facetów to te, które wyciągają ich z rutyny. Warto też pamiętać, że vouchery dla faceta można kupić nawet na ostatnią chwilę. W Katalogu Marzeń voucher trafia na skrzynkę mailową w minutę. To rozwiązanie dla tych, którzy nie zdążyli wcześniej przygotować prezentu, a chcą podarować coś wartościowego.
Bezpieczeństwo i elastyczność wyboru
Kupując prezenty dla mężczyzn, zwracasz uwagę nie tylko na pomysł, ale też na bezpieczeństwo zakupu. Katalog Marzeń zapewnia 365 dni na zwrot vouchera, co daje komfort decyzji. Co ważne, obowiązuje gwarancja ceny – oferta nie jest droższa niż u realizatora, a często bywa korzystniejsza dzięki promocjom. Dodatkowym atutem jest program lojalnościowy. 10% wartości vouchera z Katalogu Marzeń wraca w punktach, które można wykorzystać przy kolejnych zakupach.
Emocje, które zostają na dłużej
Najlepszy prezent dla mężczyzny to ten, który wywołuje emocje. Nie musi być drogi ani skomplikowany. Ważne, by był przemyślany i dopasowany do osoby. Vouchery dla mężczyzny spełniają ten warunek, bo dają wybór i swobodę. Katalog Marzeń to marka, która stawia na jakość i bezpieczeństwo. Ocena 4,8 w Google i tysiące opinii pokazują, że klienci doceniają to podejście. Voucher z Katalogu Marzeń nie przepada – po upływie ważności jego wartość zamienia się na punkty lojalnościowe.
W minionym roku Polacy kupili na rynku wtórnym 3,5 mln aut, z czego 89 proc. miało w historii odnotowane ryzykowne czynniki, jak wynika z danych CARFAX. Najczęściej wybierano pojazdy z napędem benzynowym, które stanowiły 54 proc. wszystkich transakcji, podczas gdy diesle odpowiadały za 40 proc., a hybrydy za 4 proc. Wśród marek dominowały Volkswageny, Ople i Fordy, które łącznie odpowiadały za ¼ sprzedaży. Kolizje odnotowano w historii 42 proc. pojazdów. Dane te potwierdzają, że rynek wtórny wymaga od kupujących wyjątkowej ostrożności i dokładnej weryfikacji pojazdów.
Co 10. używany samochód kupiony w minionym roku na polskim rynku wtórnym to Volkswagen, jak wynika z analizy informacji w bazie CARFAX, firmy dostarczającej użytkownikom raporty o historii używanych samochodów z wiarygodnych oraz certyfikowanych źródeł. Drugie miejsce pod względem popularności zajęły Ople, stanowiące 8 proc. aut, które w 2025 r. zmieniły właściciela. Na trzecim miejscu znalazły się samochody marki Ford (7 proc.). Natomiast dwie kolejne pozycje należą do marek premium – Audi (7 proc.) oraz BMW (6 proc.). W sumie w 2025 roku na polskim rynku wtórnym sprzedano, według dostępnych danych, ok. 3,5 miliona samochodów.
Chociaż wśród nowych pojazdów rejestrowanych w Polsce widać wyraźny, rosnący udział aut elektrycznych, to rynku wtórnym nadal pozostają one kategorią raczej niszową. Wśród samochodów kupowanych z drugiej ręki w ubiegłym roku dominowały samochody z napędem benzynowym (54 proc.), następnie diesle (40 proc.) i hybrydy (4 proc.).
Używane elektryki na polskim rynku wciąż stanowią niszę, bo kierowcy nie chcą ryzykować z technologią, której realny stan zużycia trudno ocenić bez specjalistycznej wiedzy. Benzyna i diesel stanowią większość, bo są przewidywalne i łatwe w serwisie – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Rośnie zainteresowanie używanymi hybrydami. Polacy wciąż podchodzą do nich ostrożnie, bojąc się kosztów ewentualnych napraw. Warto jednak zauważyć, że w kolejnych latach udział napędów alternatywnych będzie rósł, choć nie tak dynamicznie jak w segmencie nowych aut. Rynek wtórny zawsze reaguje na trendy z opóźnieniem.
Przeciętne używane auto: 15-letnie, z importu, z ponad 3 właścicielami
Statystyczne używane auto kupione w 2025 r. na polskim rynku wtórnym ma 15 lat i przeszło przez ręce 3,6 właścicieli. Aż 72 proc. trafiło do Polski z innych krajów. Różnego rodzaju ryzykowne czynniki, jak np. nietypowe wskazania licznika czy uszkodzenia, ma w swojej historii odnotowane 89 proc., a kolizje – 42 proc.
Wyłaniający się z danych obraz przeciętnego używanego auta w Polsce nie jest zaskoczeniem, ale powinien dawać do myślenia. Piętnastoletnie samochody z wieloma właścicielami i często niejasną historią to standard, który wymaga od kupujących dużej ostrożności. Import na poziomie 72 proc. pokazuje, że nadal jesteśmy rynkiem, który chłonie wszystko, co na zachodzie przestaje być opłacalne w utrzymaniu – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Wysoki odsetek aut z ryzykownymi wpisami w historii to sygnał, że weryfikacja pojazdu przed zakupem nie jest fanaberią, lecz koniecznością. Według danych CARFAX aż 40 proc. Polaków padło kiedyś ofiarą mniej lub bardziej poważnego oszustwa przy zakupie używanego auta. Świadomy kupujący ma dziś więcej narzędzi do weryfikacji informacji niż kiedykolwiek, tylko musi chcieć z nich skorzystać, by świetna okazja nie okazała się kosztowną pomyłką.
Najnowszy odczyt stopy bezrobocia w Polsce w lutym wyniósł 6,1 proc., jest o 0,1 p.p. wyższy od poprzedniego, ale zgodny z oczekiwaniami.
Z ostatnich odczytów gospodarczych wyłania nam się obraz lekko słabnącej gospodarki i pewnie, gdyby nie konflikt na Bliskim Wschodzie, mielibyśmy do czynienia z dyskusją o kolejnej obniżce stóp procentowych. Niemniej (pomimo poniedziałkowych komunikatów ze strony Donalda Trumpa o rozmowach pokojowych) konia z rzędem temu kto przewidzi jak długo jeszcze i w jakim stopniu dostawy ropy i gazu będą zakłócane. Na razie pozostajemy w okresie zwiększonej zmienności i większej nieprzewidywalności na większości rynków.
Luty przyniósł w Krakowie wzrost podaży mieszkań na wynajem o 3% miesiąc do miesiąca oraz lekką korektę cenową – średni czynsz spadł o 1,3% w stosunku do stycznia. Na horyzoncie pojawia się jednak czynnik, który może trwale zmienić lokalny rynek: unijne regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego. W mieście o tak silnym ruchu turystycznym jak Kraków może to oznaczać gwałtowny napływ mieszkań do segmentu najmu długoterminowego, a w konsekwencji także dodatkową presję na spadek stawek.
W minionym miesiącu liczba ofert najmu w stolicy Małopolski wyniosła 2 866, czyli o 3% więcej niż w styczniu. Taki sam wzrost odnotowano w Poznaniu. Dla porównania, w Łodzi i Wrocławiu dynamika była wyższa – odpowiednio 15% oraz 6%, natomiast w Lublinie i Białymstoku podaż spadła miesiąc do miesiąca.
Kraków na celowniku nowych regulacji
Eksperci Otodom wskazują, że obecny wzrost liczby ofert to dopiero zapowiedź zmian, jakie mogą nastąpić w maju tego roku wraz z wdrożeniem unijnego rozporządzenia STR. Wprowadza ono obowiązek rejestracji lokali przeznaczonych na najem krótkoterminowy. Zakłada również przekazywanie przez platformy, takie jak Airbnb czy Booking.com, danych do urzędów, co ma zwiększyć przejrzystość rynku i skuteczność jego kontroli.
– Właściciele mieszkań, obawiając się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, coraz częściej mogą decydować się na bezpieczniejszą alternatywę. Przesunięcie części ofert z platform typu Airbnb do najmu długoterminowego może w rezultacie skokowo zwiększyć podaż w miastach o dużym ruchu turystycznym. Efekt ten może być szczególnie odczuwalny w Krakowie, ale też w Trójmieście i Wrocławiu – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.
Czynsze w Krakowie: spadek o 40 zł miesiąc do miesiąca
Równolegle ze wzrostem liczby ofert nastąpiła niewielka korekta stawek. Średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Krakowie wyniosła w lutym 3148 zł, co oznacza spadek o 1,3% w skali miesiąca.
– W ujęciu rocznym korekta jest wyraźniejsza. W lutym stawki w Krakowie były o 3,5% niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Podobny trend spadkowy rok do roku widać w Rzeszowie (-8,3%) czy Zielonej Górze (-6,8%), podczas gdy w miastach takich jak Olsztyn i Opole ceny wciąż rosną – analogicznie o 7,6% i 6,4% rok do roku. Kraków pozostaje jednak w ścisłej czołówce najdroższych miast w Polsce, ustępując jedynie Warszawie (4880 zł) oraz rynkowi w Trójmieście (3177 zł) – wylicza Paweł Jarząbek.
Najemcy w Krakowie wybierają dwa pokoje
Dane o strukturze popytu pokazują jasno, że preferencje najemców są od dłuższego czasu wyraźne i powtarzalne. W lutym łączny udział zapytań o mieszkania dwupokojowe, we wszystkich 18 analizowanych przez Otodom miastach, sięgnął 51%, co oznacza, że co drugie wyszukiwanie na platformie dotyczyło właśnie tego typu lokali. W Krakowie największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania dwupokojowe w budżecie do 3000 zł, podobnie jak we Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Szczecinie i Olsztynie.
78% osób zarządzających firmami z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego wierzy w perspektywy wzrostu branży, jednak jedynie 13% prognozuje wzrost przychodów na poziomie 5-9,9%, co pokazuje skalę presji na marże i wymagające otoczenie rynkowe. 52% prezesów wskazuje odporność łańcuchów dostaw jako największe krótkoterminowe wyzwanie. Jednocześnie 64% uznaje sztuczną inteligencję za kluczowy priorytet inwestycyjny, a organizacje przyspieszają transformację operacyjną, koncentrując się na zwiększaniu efektywności i odporności biznesu – wynika z raportu „KPMG CEO Outlook 2025. Consumer & Retail”.
Z badania przeprowadzonego wśród 120 prezesów globalnych firm wynika, że sektor dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego funkcjonuje w warunkach rosnącej polaryzacji popytu oraz presji na marże, co przekłada się na bardziej selektywne podejście do inwestycji i transformacji biznesowej.
Polaryzacja rynku
Globalni liderzy sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego pozostają umiarkowanie optymistyczni, choć ich oczekiwania wobec własnych organizacji uległy obniżeniu. Zaufanie do wzrostu własnych firm spadło do 77% z 82% rok wcześniej, co odzwierciedla wymagające otoczenie rynkowe oraz utrzymującą się presję kosztową.
Jednocześnie widoczna jest wyraźna zmiana zachowań konsumenckich – z jednej strony rośnie segment klientów premium, z drugiej coraz większa grupa konsumentów poszukuje oszczędności, co wymusza na firmach równoległe operowanie w różnych segmentach cenowych.
Łańcuch dostaw kluczowym wyzwaniem
Odporność łańcuchów dostaw wskazywana jest jako najważniejsze wyzwanie krótkoterminowe przez 52% respondentów – to znaczący wzrost względem 30% w 2024 roku i 15% w 2023 roku. Czynniki takie jak napięcia geopolityczne, bariery handlowe czy kryzysy klimatyczne prowadzą do przebudowy strategii operacyjnych, w tym dywersyfikacji dostawców i rozwoju nearshoringu.
Polski rynek dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego doświadcza w ostatnich latach głębokiej polaryzacji popytowej – podobnie jak rynki zachodnie, z tą różnicą, że w Polsce zjawisko to przebiega szybciej ze względu na dynamiczne zmiany dochodów realnych. Konsument premium rośnie w siłę, jednak klasa średnia coraz częściej szuka oszczędności, co wymusza na dystrybutorach i producentach jednoczesne operowanie w kilku segmentach cenowych. Odporność łańcucha dostaw ma w Polsce wymiar szczególny: jako kraj tranzytowy i producent dla wielu europejskich sieci, Polska musi jednocześnie absorbować wstrząsy zewnętrzne i budować odporność własnych struktur logistycznych – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.
Równolegle zmienia się podejście do fuzji i przejęć – organizacje odchodzą od dużych, transformacyjnych transakcji na rzecz bardziej selektywnych akwizycji, wspierających rozwój konkretnych kompetencji lub wejście w nowe kategorie produktowe. Jednocześnie ogólny wolumen M&A ma szansę odbić w 2026 roku – napędzany dezinwestycjami ze strony dużych korporacji oraz rosnącą aktywnością funduszy private equity powracających na rynek w poszukiwaniu atrakcyjnych celów przejęć.
AI przyspiesza transformację sektora
Sztuczna inteligencja staje się jednym z głównych motorów transformacji. 64% prezesów wskazuje ją jako priorytet inwestycyjny, a 73% planuje przeznaczyć na nią od 10% do 20% budżetu technologicznego.
Organizacje coraz częściej przechodzą od fazy pilotażowej do pełnej operacjonalizacji rozwiązań AI, dostrzegając konkretne korzyści – przede wszystkim wzrost efektywności, lepsze wsparcie procesów decyzyjnych oraz rozwój personalizacji doświadczenia klienta. Jednocześnie 68% respondentów oczekuje zwrotu z inwestycji w AI w ciągu jednego do trzech lat, co oznacza wyraźne przyspieszenie względem ubiegłego roku.
Transformacja technologiczna wpływa również na rynek pracy – 73% organizacji przeprojektowuje role i ścieżki kariery pracowników, a 82% wskazuje, że AI zmienia sposób rozwoju kompetencji.
Rosnąca rola AI w personalizacji i zarządzaniu zapasami to szansa, którą polskie firmy coraz częściej dostrzegają, jednak droga od pilotażu do pełnej operacjonalizacji pozostaje długa – przede wszystkim ze względu na fragmentację danych i niedobór kompetencji analitycznych. W perspektywie najbliższych trzech lat kluczowym czynnikiem różnicującym będzie zdolność do zintegrowania AI z procesami zarządzania łańcuchem dostaw i obsługi klienta – organizacje, które tego dokonają, zbudują trwałą przewagę kosztową i lojalnościową na coraz bardziej konkurencyjnym rynku – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.
O raporcie:
„KPMG CEO Outlook 2025. Consumer & Retail” to jedenasta edycja globalnego badania KPMG, przeprowadzona wśród 120 prezesów firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego, kierujących organizacjami o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD. Badanie zrealizowano w okresie od 5 sierpnia do 10 września 2025 roku na 11 kluczowych rynkach, obejmujących m.in. USA, Wielką Brytanię, Niemcy, Japonię i Chiny.
W 2025 roku obie spółki Warty zebrały ponad 15 mld zł składki brutto (+20% r/r).
Grupa Warta wypracowała 1,4 mld zł zysku netto.
Wzrosty objęły wszystkie główne segmenty.
Warta wypłaciła ponad 7,3 mld zł odszkodowań i świadczeń.
Spółki przeznaczyły ok. 110 mln zł na rozwój, realizując blisko 125 projektów.
Wzrost, rentowność i stabilność
Warta zamknęła 2025 rok rekordowym wynikiem – ponad 15 mld zł przypisu składki brutto, co oznacza wzrost o 20 proc. rok do roku. Tempo to jest ponad 7 razy wyższe niż dynamika pozostałych podmiotów na rynku majątkowym i 3 razy wyższe niż dynamika w obszarze ubezpieczeń na życie. Spółki wypracowały łącznie 1,4 mld zł zysku netto.
Wzrost obejmował wszystkie linie biznesowe. W detalicznych ubezpieczeniach komunikacyjnych sprzedaż wzrosła o 25 proc. W majątkowych pozakomunikacyjnych dla klientów indywidualnych wzrost wyniósł 23 proc. Spółka zwiększyła sprzedaż także w segmencie korporacyjnym. W ubezpieczeniach komunikacyjnych wzrost wyniósł 11 proc., a w pozakomunikacyjnych 9 proc. Stało się to mimo stagnacji rynku lub jego spadkowej tendencji.
Rekordowy wynik to przede wszystkim efekt pracy naszych ekspertów oraz konsekwentnie realizowanej strategii i silnej obecności we wszystkich kanałach sprzedaży, ze szczególnie mocną pozycją wśród brokerów i agentów. Wieloletnie inwestycje w technologię i analitykę stanowią dla nas istotne wsparcie. Rozwiązania te pomagają rozwijać ofertę, precyzyjnie wyceniać ryzyko i utrzymywać wysoką jakość likwidacji szkód, co potwierdzają raporty Rzecznika Finansowego. W 2025 roku objęliśmy pozycję lidera rynku OC komunikacyjnego, utrzymując wysoką rentowność. W warunkach rosnących kosztów kluczowe pozostaje dla nas łączenie skali działania z dyscypliną taryfową i stabilnym wynikiem – mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.
W 2025 roku Warta wyraźnie przyspieszyła też w segmencie ubezpieczeń na życie, zwiększając przypis składki o 14 proc. rok do roku i rosnąc wyraźnie szybciej niż rynek. Spółka umocniła pozycję lidera w sprzedaży ubezpieczeń ze składką regularną oraz w segmencie ubezpieczeń grupowych, potwierdzając siłę modelu biznesowego i konsekwencję w rozwoju oferty.
Rosnąca skala wypłat, wysoka jakość procesów
W 2025 roku spółka majątkowa Warty zrealizowała wypłaty odszkodowań o łącznej wartości 6,3 mld zł. Równolegle w segmencie ubezpieczeń na życie Warta wypłaciła ponad 1 mld zł świadczeń. Każdego dnia realizowanych było 2 tys. świadczeń z tytułu ubezpieczeń na życie, przy zachowaniu terminowości i wysokiej jakości obsługi, a część decyzji i wypłat zapada już w ciągu jednego dnia od złożenia kompletnego wniosku.
Rosnąca liczba zgłoszeń jest obsługiwana dzięki pracy doświadczonych zespołów oraz dobrze zaprojektowanym procesom. Jednocześnie rozwój narzędzi cyfrowych sprawia, że już blisko połowa szkód zgłaszana jest online, co przyspiesza obsługę i ułatwia kontakt z klientem.
– Rok 2025 to kolejny etap intensywnych inwestycji w Warcie – zrealizowaliśmy 125 projektów. Rozwijamy automatyzację procesów obsługowych i sprzedażowych, cyfrowe zgłoszenia szkód oraz kompetencje naszych zespołów, co przekłada się na szybsze decyzje i niemal natychmiastowe wsparcie dla klientów w trudnych momentach. W ten sposób konsekwentnie wzmacniamy jakość obsługi i budujemy fundament dalszego rozwoju spółki – mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.
Świetne wyniki finansowe
Warta nie tylko dynamicznie zwiększa sprzedaż, ale także osiąga ponadprzeciętną rentowność. W 2025 roku spółki wypracowały łącznie 1,4 mld zł wyniku finansowego netto, czyli 26 proc. więcej niż rok wcześniej. Rentowność kapitału własnego (ROE) w 2025 roku osiągnęła poziom 24 proc. dla spółki majątkowej oraz 25 proc. dla spółki życiowej, co potwierdza wysoką efektywność zarządzania kapitałem w obu spółkach.
Stabilna kondycja finansowa Warty znajduje odzwierciedlenie w utrzymujących się na wysokim poziomie wskaźnikach wypłacalności oraz potwierdzonym przez międzynarodową agencję Standard & Poor’s ratingu na poziom AA- (bardzo silny).
Z nowego raportu Marsh wynika, że po trzech latach spadku stawek, w 2025 roku globalny rynek ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego odwrócił trend. Stawki podstawowych oświadczeń i zapewnień (R&W) w większości regionów wzrosły. Zmiana cen ma związek ze wzrostem liczby fuzji i przejęć oraz rosnącą liczbą roszczeń.
Raport 2025 Global Transactional Risk Insurance Report wykazał, że w Ameryce Północnej nastąpił najbardziej wyraźny wzrost cen – średnie stawki składek za podstawowy poziom ubezpieczenia oświadczeń i zapewnień (R&W) wzrosły o 16% w porównaniu z rokiem poprzednim, podczas gdy w 2024 roku odnotowano spadek o 14%. Podobnie w Azji składki wzrosły w 2025 roku o 8% rok do roku, po średnim spadku o 24% w 2024 roku.
Wzrost cen ma związek z rekordowo wysoką wartością globalnych transakcji fuzji i przejęć, która w 2025 roku sięgnęła niemal 5 bilionów dolarów. Wartość transakcji rosła znacznie szybciej (wzrost o 37%) niż ich liczba, która wzrosła o 12% w porównaniu z 2024 rokiem. Wzrost obrotu, jak wskazuje raport, był napędzany przez gwałtowny wzrost liczby transakcji o wysokiej wartości, w tym 70 transakcji powyżej 10 miliardów dolarów, co stanowi wzrost o 81% rok do roku, oraz 617 transakcji przekraczających 1 miliard dolarów. Według raportu, wraz ze wzrostem liczby i wartości transakcji, w 2025 roku na świecie wzrosła zarówno częstotliwość, jak i wysokość roszczeń z tytułu ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego. W Wielkiej Brytanii odnotowano historyczne poziomy zgłoszeń i wypłat, podczas gdy liczba roszczeń w Europie podwoiła się, a w Azji nastąpił gwałtowny wzrost.
W Ameryce Północnej liczba zgłoszeń nieco spadła, jednak łączna wartość wypłat odszkodowań osiągnęła rekordowy poziom.
Inne kluczowe ustalenia z raportu: Marsh Risk osiągnął na całym świecie w 2025 roku rekordową wartość limitów ubezpieczeniowych ryzyka transakcyjnego na poziomie 91,6 miliarda dolarów – co stanowi wzrost o 34% – obejmując ponad 3 800 polis i niemal 1 800 unikalnych transakcji; liczba polis podatkowych zawartych przez Marsh Risk w Ameryce Północnej wzrosła w 2025 roku o 82%, liczba polis podatkowych w Europie wzrosła o ponad 50%, a limity ubezpieczeniowe wzrosły rok do roku ponad dwukrotnie. Trzeci rok z rzędu, Marsh Risk zrealizował większy udział programów ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego dla klientów korporacyjnych i strategicznych (53%) niż dla firm private equity (47%), co sygnalizuje trwałą zmianę w zachowaniach nabywców.
„Rok 2025 był przełomowy, z rosnącymi składkami i rekordową liczbą zawartych umów, co wspierało wzmożoną aktywność w obszarze fuzji i przejęć” – powiedział Craig Schioppo, Global Transactional Risk Insurance Practice Leader w Marsh Risk. „Dotychczasowa aktywność transakcyjna w 2026 roku jest spora, a popyt na rozwiązania ubezpieczeniowe związane z ryzykiem transakcyjnym pozostaje wysoki, ponieważ rynek ubezpieczeń nadal jest twardy. Pozostajemy zaangażowani w dostarczanie innowacyjnych rozwiązań dotyczących ryzyka, które wspierają naszych klientów w pewnym poruszaniu się po tym dynamicznym rynku.”
Marcin Stoń – Szef Praktyki PEMA (Private Equity and M&A) w Regionie CEE & Eastern Mediterranean dodaje: „Nasze doświadczenia z rynku polskiego potwierdzają zawarte w raporcie wnioski odnośnie trendów europejskich. W minionym roku ponownie odnotowaliśmy dynamiczny rozwój zastosowania polis transakcyjnych przy równoczesnym wzroście odszkodowań uzyskanych przez naszych klientów. Na szczególną uwagę zasługuje rosnąca popularność ubezpieczeń ryzyk podatkowych, które coraz częściej decydują o udanym zamknięciu transakcji”.
Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego prowadzą badania mające na celu zatrzymanie procesu podziału komórek nowotworowych poprzez upośledzenie powielania i naprawy ich materiału genetycznego. Idea polega na zablokowaniu działania białka odgrywającego kluczową rolę w replikacji i naprawie DNA. Zespół poszukuje działających w ten sposób cząsteczek, co mogłoby otworzyć drogę do dalszych badań i rozwoju nowej terapii przeciwnowotworowej.
Oparcie terapii przeciwnowotworowej na powstrzymaniu dzielenia się komórek nowotworowych oraz zaburzeniu powielania i naprawy ich materiału genetycznego (niszczonego m.in. wskutek chemioterapii) wydaje się prostym i intuicyjnym pomysłem, jednak opracowanie wykorzystujących go protokołów terapeutycznych jest wielkim wyzwaniem dla nauki. Trzeba przede wszystkim opracować cząsteczkę która, będąc bezpieczną dla komórek prawidłowych, efektywnie zablokuje mechanizm replikacji i naprawy DNA znajdującego się w jądrach komórek nowotworowych. Prowadzone na UJ badania mają na celu odkrycie cząsteczki, która spowoduje, że funkcja jednego z białek, kluczowych dla procesów replikacji i naprawy DNA komórek nowotworowych, zostanie upośledzona. Białko, które jest w centrum zainteresowania zespołu, to PCNA (z ang. Proliferating Cell Nuclear Antigen).
– Pracujemy nad znalezieniem cząsteczek, które po przedostaniu się do komórek rakowych mają działać jak koń trojański. Oczekujemy, iż ich działanie spowoduje, że mechanizm replikacji DNA zostanie zaburzony, co oznacza, że komórki, w których takie cząsteczki się znajdą, nie będą mogły się dzielić. Mówiąc wprost, próbujemy wyeliminować wybrane aktywności białka PCNA, bez którego nie są możliwe podziały komórek – wyjaśnia dr hab. Wojciech Strzałka z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, współtwórca wynalazku.
Blokada PCNA kluczem do sukcesu
PCNA jest kluczowym białkiem zaangażowanym w procesy replikacji i naprawy DNA oraz w regulację cyklu komórkowego. Przy podziałach komórkowych trzy cząsteczki PCNA łączą się z sobą, tworząc strukturę pierścienia. Podczas replikacji materiału genetycznego pierścień ten wchodzi w interakcję z helisą DNA – obejmuje ją i przesuwa się wzdłuż niej. Pierścień PCNA zaangażowany jest w rekrutację i, w rezultacie, zgromadzenie się w jednym miejscu enzymów (w tym polimeraz DNA) odpowiedzialnych za syntezę nowej cząsteczki DNA. Poza tym białko to zapewnia prawidłowe działanie enzymów. Uważa się, że zaburzenie funkcjonalności PCNA w komórkach nowotworowych (których cechą charakterystyczną są częste podziały) spowoduje, że stracą one zdolność do powielania DNA a możliwości jego naprawy zostaną ograniczone co, ostatecznie, uniemożliwi im podział.
– Brak funkcjonalnego pierścienia PCNA uniemożliwia prawidłowe powielanie DNA w komórce, jak i jego efektywną naprawę. Oznacza to, że komórka z taką dysfunkcją może zostać wprowadzona w stan stresu replikacyjnego co ostatecznie może doprowadzić do jej śmierci – mówi dr Arkadiusz Borek z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, współtwórca wynalazku.
Na czym polega nowy pomysł na poszukiwanie inhibitorów PCNA?
Naukowcy z UJ odkryli cząsteczkę jednoniciowego DNA, która „odciąga uwagę” PCNA od dwuniciowych cząsteczek DNA. Opracowany, jednoniciowy DNA wykazuje znacząco wyższe powinowactwo do PCNA niż helisa DNA i dzięki temu wygrywa konkurencję. Co więcej, związanie PCNA z opracowanym, jednoniciowym DNA, blokuje możliwość związania się tego białka z helisą DNA.
– Odkryta przez nas cząsteczka należy do kategorii aptamerów DNA, czyli jednoniciowych cząsteczek kwasu deoksyrybonukleinowego o długości kilkudziesięciu nukleotydów. Opracowaliśmy szczególny aptamer DNA, który wykazuje na tyle wysokie powinowactwo do białka PCNA, że jest w stanie nie dopuścić do jego połączenia się z dwuniciowym DNA. Wykorzystując unikatowe własności aptameru DNA wiążącego PCNA prowadzimy badania, których celem jest identyfikacja innych, niskocząsteczkowych związków blokujących możliwość wiązania przez PCNA dwuniciowego DNA, znajdującego się w jądrach komórkowych – dodaje dr hab. Wojciech Strzałka.
Pomysł na nowe terapie
Na obecnym etapie konieczne są dalsze badania, które jednoznacznie potwierdzą, że zastosowane podejście eksperymentalne jest prawidłowe. Jest to bowiem zupełnie nowe podejście w projektowaniu przyszłych terapii przeciwnowotworowych. Dotychczas świat naukowy koncentrował się na blokowaniu oddziaływania białka PCNA z białkami kopiującymi i naprawiającymi DNA. Zespół badaczy z Krakowa, patrząc na procesy kopiowania DNA, wykonał niejako krok wstecz i wyszedł z propozycją blokowania replikacji na wcześniejszym etapie, tak by PCNA w ogóle nie połączyło się z DNA.
– Proponowane przez nas rozwiązanie może potencjalnie znaleźć praktyczne zastosowanie, ponieważ poszukiwane przez nas cząsteczki mogłyby być dostarczone do komórek nowotworowych bezpośrednio za pomocą zaawansowanych i już istniejących nośników leków. W ten sposób można ograniczyć ryzyko, że inhibitor podziałów komórkowych zaburzy u pacjentów dzielenie się komórek zdrowych. Poza tym wyobrażam sobie, że w przypadku powodzenia, dzięki dalszym badaniom przedklinicznym, można będzie opracować cząsteczki o ulepszonych parametrach, które będą skutecznie blokować aktywność PCNA w komórkach – mówi dr hab. Monika Bzowska, prof. UJ z Zakładu Biochemii Komórki UJ.
Warto podkreślić, że blokowanie aktywności PCNA w komórkach nowotworowych powinno nie tylko ograniczyć namnażanie tych komórek, ale również zwiększyć ich wrażliwość na chemioterapeutyki uszkadzające DNA, takie jak: etopozyd, doksorubicyna czy cisplatyna. Zdolność komórek nowotworowych do naprawy DNA uszkodzonego w wyniku działania takich leków, a tym samym ucieczki przed programowaną śmiercią, w przypadku niektórych chorych znacząco ogranicza skuteczność obecnie stosowanych metod leczenia.
Wsparcie dla dalszych etapów badań
Naukowcy z UJ opracowali test umożliwiający śledzenie wiązania fluorescencyjnie znakowanego aptameru DNA do PCNA i tym samym poszukiwanie związków niskocząsteczkowych blokujących interakcję PCNA z dwuniciowym DNA. Obecnie Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ poszukuje partnerów z otoczenia, którzy włączyliby się w prace badawcze nad inhibitorami PCNA w celu podniesienia gotowości technologicznej i biznesowej poszukiwanych cząsteczek. Przejście kolejnych etapów badawczych jest konieczne, by myśleć o stworzeniu innowacyjnej terapii.
Warszawa przestaje drożeć, choć nadal pozostaje rynkiem najmu z najwyższymi stawkami w Polsce. Jednak liczba ofert rośnie, a średni czynsz idzie lekko w dół. Dla najemców oznacza to dzisiaj większy wybór i lepszą pozycję negocjacyjną.
„Na stołecznym rynku najmu można dostrzec wyraźne sygnały stabilizacji. To o tyle istotne, że Warszawa ma najwyższe stawki w kraju i najszerszą ofertę, zatem w pewnym sensie wyznacza rytm w sektorze mieszkań na wynajem. Równocześnie większa liczba ofert oznacza możliwość porównania cen i podejmowania decyzji bez spotykanej wcześniej presji czasu. Początek roku na rynku najmu przyniósł więc pewną zmianę – przewaga właścicieli mieszkań nie jest już tak jednoznaczna jak jeszcze kilka kwartałów wcześniej”, komentuje Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, Otodom.
Stolica łapie oddech w najmie
Warszawa umacnia swoją pozycję największego rynku najmu w Polsce, z liczbą ofert sięgającą w lutym niemal 6,7 ogłoszeń. To wzrost o 6% w ujęciu miesięcznym, co pokazuje, że baza dostępnych mieszkań w stolicy wypełnia się szybciej niż w większości miast regionalnych. Co ciekawe, mimo że Warszawa pozostaje najdroższym rynkiem ze średnim czynszem na poziomie 4880 zł, dane Otodom wskazują na nieznaczną korektę. Spadek średniej wartości czynszu o 1,2% m/m oraz o 0,8% rok do roku sugeruje, że sufit cenowy został osiągnięty, a właściciele powoli zaczynają urealniać swoje oczekiwania.
Zmiany obserwowane w Warszawie wpisują się w szerszy trend krajowy. W lutym dostępność ofert najmu w Polsce była większa, ale jednocześnie spadła aktywność najemców. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia była niższa o 8% względem stycznia.
„Jest to naturalna korekta po intensywnym początku roku, ale też sygnał, że rynek zaczyna się równoważyć. Najemcy mają dziś większy wybór i więcej czasu na decyzję, a właściciele mieszkań muszą silniej konkurować ceną i standardem oferty”, mówi Paweł Jarząbek.
Cisza przed burzą?
Czy w Warszawie przybędzie jeszcze więcej ofert z uwagi na nowe regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego? Choć stolica nie jest miejscem typowo turystycznym, to rosnąca liczba ogłoszeń na wynajem może być częściowo efektem zbliżających się regulacji, których wdrożenie planowane jest na maj br. Właściciele mieszkań, którzy obawiają się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, mogą zdecydować się na bezpieczniejszą alternatywę. W rezultacie przesunięcie części ofert w stronę najmu długoterminowego będzie skutkować wzrostem liczby ogłoszeń.
„Taka sytuacja może oznaczać dalszą presję na czynsze i zmianę strategii właścicieli mieszkań. Rynek najmu w Polsce znajduje się dziś w punkcie zwrotnym, czyli między rosnącą dostępnością mieszkań a nowymi uwarunkowaniami regulacyjnymi”, podsumowuje ekspert Otodom.
Poniedziałek był jednym z najbardziej nerwowych dni na globalnych rynkach od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wczorajsze notowania pokazały bardzo wyraźnie, jak duża jest dziś zmienność na giełdach, zwłaszcza gdy inwestorzy silnie reagują niemal na każdą informację napływającą z regionu. Rynki poruszyła wiadomość Donalda Trumpa, który poinformował o rozmowach z Iranem i odroczeniu o pięć dni ataków na jego infrastrukturę naftową. Euforia nie trwała jednak długo. Po kilku godzinach inwestorzy uznali, że nadzieje na jakikolwiek przełom są przedwczesne. Ostatecznie cena ropy Brent spadła o prawie 12 proc., ponownie schodząc poniżej 100 dolarów za baryłkę.
W poniedziałek o godz. 12.23 czasu polskiego Donald Trump zamieścił na Truth Social wpis, w którym poinformował, że zmienia pierwotny plan i wycofuje się z groźby zbombardowania infrastruktury energetycznej w Iranie. Sugerował też, że w tle toczą się zakulisowe rozmowy z Iranem. Rynek zareagował natychmiast, ceny ropy spadły niemal o 13 proc., obniżyła się rentowność amerykańskich obligacji, a giełdy w Polsce i Europie ruszyły w górę. Inwestorzy uznali, że w obliczu rosnących kosztów gospodarczych konfliktu z Iranem Trump postawił na deeskalację. Wielu z nich odczytało to jako efekt presji ze strony rynku obligacji i narastających obaw o kondycję gospodarki. Sam konflikt ciążył też rynkowi akcji. Od jego wybuchu S&P500 spadł o 4 proc., a Nasdaq o 2,6 proc. A przecież Trump wielokrotnie pokazywał, że giełda jest dla niego jednym z mierników skuteczności prezydentury.
Amerykańska giełda, która otworzyła się później, także ruszyła w górę, ale ten ruch okazał się krótkotrwały. Iran zaprzeczył, by prowadził rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi, co szybko przywróciło obawy o to, czy administracja amerykańska rzeczywiście kontroluje sytuację. W efekcie początkowy optymizm wyraźnie osłabł, a S&P500 i Nasdaq zakończyły wczorajszą sesję wzrostami po około 0,3 proc.
Największe wahania było jednak widać na rynku ropy. Jeszcze przed godz. 12.00 za ropę Brent płacono prawie 110 dolarów. Pod koniec dnia, w poniedziałek, było to już około 97 dolarów, co oznacza spadek prawie o 12 proc. W przypadku ropy WTI ruch był podobny – z 98 dolarów cena spadła do 88.
SIlnej zmienności doświadczył także rynek złota. Rano złoto spadło poniżej poziomu 4130 dolarów za uncję, ale następnie zaczęło stopniowo odrabiać straty. W szczycie notowania sięgnęły prawie 4500 dolarów, a ostatecznie dzień zakończył się w okolicach 4400 dolarów za uncję.
To wszystko bardzo dobrze pokazuje, jak duża jest dziś zmienność i jak szybko rynki potrafią zmieniać kierunek. Wczoraj wielu inwestorów mówiło wręcz o klasycznym „TACO trade”. To skrót od „Trump always chickens out”, czyli w wolnym tłumaczeniu – Donald Trump wycofuje się ze swoich decyzji w ostatniej chwili. Ten mechanizm rynek zna już bardzo dobrze. Najpierw pojawia się mocna groźba albo szok, jak ultimatum postawione Iranowi, a potem wycofanie się lub złagodzenie stanowiska blisko momentu, w którym miało dojść do zapowiadanej eskalacji. W efekcie pojawia się chwilowa ulga na rynkach. Potem wróciło jednak pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z trwałą deeskalacją, czy tylko z kolejnym zwrotem w komunikacji amerykańskiej administracji.
Dla inwestorów wniosków z tej sytuacji jest kilka. Po pierwsze, rynki pozostają bardzo zmienne i trzeba liczyć się z tym, że podobne sesje będą się powtarzać. Po drugie, rynek nadal silnie reaguje na zwroty dokonywane przez administrację amerykańską i samego prezydenta Trumpa, ale końcowy efekt tych reakcji bywa coraz bardziej ostrożny. Prezydent wpływa na nastroje, lecz ten wpływ często ma charakter krótkoterminowy. To ważne także dlatego, że temat wcale nie znika. Trump zapowiedział wstrzymanie ataków na irańską infrastrukturę na 5 dni. To oznacza, że już za kilka dni sprawa wróci na agendę i znów może stać się źródłem dużych rynkowych wahań.
Mimo całego zamieszania ropa pozostała wyraźnie tańsza. Brent staniała w poniedziałek o około 12 proc. Wskazuje to, że rynek wycenia obecnie, że szanse na deeskalację konfliktu pozostają wyższe niż wcześniej. Inwestorzy też coraz bardziej oswajają się z podobnymi zwrotami akcji. Trzeba jednak pamiętać, że ultimatum i groźba eskalacji zostały tylko odsunięte o pięć dni, więc już wkrótce inwestorzy mogą znów przeżyć równie gwałtowną huśtawkę nastrojów.
Wczorajszy dzień na świecie upłynął pod dyktando jednej wiadomości prezydenta USA. Ogłosił on postęp w negocjacjach z Iranem i 5-dniowe wstrzymanie ataków na infrastrukturę energetyczną. To, że Iran temu zaprzeczył, nie przeszkodziło rynkom potraktować informacji jak pewnik: ropa wyraźnie taniała, złoto rosło, dolar tracił, a złoty zyskiwał.
Prezydent USA ogłasza postęp rozmów pokojowych
Wczoraj na platformie Truth Social pojawił się wpis prezydenta Stanów Zjednoczonych o rzekomych sukcesach w rozmowach pokojowych z Iranem. Dla mniej obeznanych z mediami społecznościowymi: Truth Social to taki odpowiednik X (dawniej Twittera), którego właścicielem jest Trump Media & Technology Group. W poście – obok informacji o postępach – pojawiła się też zapowiedź 5-dniowego wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną. Momentalnie spowodowało to olbrzymie zmiany na rynkach. Co ciekawe, tym ruchom nie przeszkadzały późniejsze komunikaty z Iranu dementujące przekaz, sugerując, że nie ma ani sukcesów, ani nawet samych rozmów. Komentatorzy, starający się robić dobrą minę do złej gry, tłumaczą, że nie chodzi o rozmowy bezpośrednie, lecz pośrednie – prowadzone przez inne państwo, np. Turcję lub Oman.
Co na to surowce?
Wczoraj ropa Brent poruszała się w przedziale 106-110 USD za baryłkę, po czym – po publikacji wpisu – na moment spadła do 92 USD. Jak to często bywa, zadziałały emocje i zlecenia automatycznej sprzedaży. Pomimo zdementowania wiadomości przez Iran, cena – pomimo odbicia w górę – wciąż znajduje się poniżej bariery 100 USD, co pokazuje wiarę inwestorów w normalizację sytuacji. Zyskiwało za to złoto. Po informacji o wstrzymaniu ataków kruszec podskoczył z 4 300 USD za uncję do 4 500 USD. W tym samym czasie w górę szedł również bitcoin, który podskoczył o 3 000 USD, sięgając poziomu 71 500 USD. Część analityków wiąże ten ruch z zakupami złota i bitcoina przez uciekających przedstawicieli reżimu, ale jest to jednak nie taka skala ruchu. Raczej jest to próba szukania momentu, by zarobić na przecenionych ostatnio aktywach.
Reakcja rynków walutowych
Jeszcze rano byliśmy świadkami umacniania się dolara wobec euro – za 1 EUR płacono przez moment mniej niż 1,15 USD. Powodem były oddalające się obniżki stóp procentowych za oceanem. Po wieściach o wstrzymaniu ataków na infrastrukturę energetyczną dolar zaczął jednak tracić, bo w tej wojnie pełni rolę bezpiecznej przystani: im gorzej, tym chętniej inwestorzy uciekają do USD. W związku z tym, gdy wczoraj zrobiło się lepiej, to amerykańska waluta traciła, a zyskiwały waluty, które wczoraj były w odwrocie. To właśnie dlatego za euro płacimy nie 4,29 zł, jak wczoraj, lecz – pomimo lekkiego odbicia – 4,27 zł. Za dolara zapłacimy już nie 3,73 zł, a 3,68 zł. Trzeba jednak pamiętać, że obecny entuzjazm może być szybko przykryty brakiem dalszych postępów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI. Warto również zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Scanway S.A. zadebiutuje na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w piątek, 27 marca. To kluczowy etap realizacji długoterminowej strategii obecności na rynku kapitałowym oraz budowy wiodącej pozycji w gronie najważniejszych polskich spółek deep tech. Przeniesienie notowań z NewConnect na Główny Rynek GPW wspiera dalszy wzrost rozpoznawalności Scanway wśród inwestorów, zarówno indywidualnych i instytucjonalnych, a także wzmacnia wiarygodność Spółki w oczach zagranicznych kontrahentów.
– Przejście na Główny Rynek GPW to dla Scanway historyczny moment. Stanowi zwieńczenie ponad dwuletniego okresu funkcjonowania jako spółka publiczna na rynku NewConnect, wdrażania najlepszych standardów w zakresie ładu korporacyjnego, relacji inwestorskich, a także wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom inwestorów, którzy chcieli poznać i zrozumieć model biznesowy Scanway oraz specyfikę polskiej spółki kosmicznej z globalnymi aspiracjami. Cieszę się, że nasze działania spotkały się z pozytywnym odbiorem inwestorów, a osiągnięte sukcesy biznesowe dały powody do zadowolenia akcjonariuszom. Zbudowaliśmy dzięki temu solidne fundamenty pod dalszy wzrost i skalowanie działalności. Dziś jesteśmy gotowi do kolejnego etapu rozwoju – jako polska spółka notowana na Głównym Rynku GPW chcemy aktywnie kształtować globalną branżę New Space, budując długoterminową wartość dla akcjonariuszy – komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.
23 marca Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął uchwałę w sprawie dopuszczenia i wprowadzenia do obrotu giełdowego na Głównym Rynku GPW wszystkich akcji Scanway S.A. oraz wyznaczył na piątek, 27 marca 2026 roku, datę pierwszego dnia ich notowania.
Scanway zadebiutował na rynku NewConnect 11 października 2023 roku. Od tego czasu Spółka istotnie zwiększyła skalę działalności, a jej kapitalizacja wzrosła z 58 mln zł do ponad 500 mln zł przy obrotach w okresie styczeń-luty br. przekraczających 100 mln zł, co odpowiadało za ponad 25% udziału w całym rynku NewConnect. Przejście na Główny Rynek GPW stanowi naturalny krok w dalszym rozwoju obecności Scanway na rynku publicznym i jest zgodne z długoterminowymi celami Spółki, związanymi z budową silnej pozycji w sektorze zaawansowanych technologii.
– Dziękuję naszym pracownikom i doradcom za zaangażowanie w wielomiesięczny okres intensywnych przygotowań do debiutu oraz wszystkim inwestorom, którzy podjęli decyzję o dołączeniu do naszego akcjonariatu w trakcie obecności Scanway na NewConnect. Przejście Spółki na Główny Rynek GPW ma dla nas znaczenie również w zakresie dalszego rozwoju operacyjnego i technologicznego. Zwiększa naszą rozpoznawalność oraz wiarygodność w oczach zagranicznych kontrahentów, w czym widzimy istotne wsparcie dla realizacji naszej Strategii na lata 2026–2028. Dla inwestorów kreuje z kolei możliwość ekspozycji na unikalną Spółkę z sektora kosmicznego, który ma przed sobą bardzo dobre perspektywy rozwoju, zarówno w Polsce, jak i na świecie – dodaje Jędrzej Kowalewski.
Z najnowszych danych European Space Policy Institute[1] wynika, że europejski sektor kosmiczny przyciągnął rekordowe 1,5 mld euro prywatnych inwestycji w 2024 roku, co oznacza wzrost o 56% rok do roku. Jest to najwyższy wynik w historii oraz największy jednorazowy wzrost od 2014 roku. Jednym z jego najmocniejszych obszarów pozostają technologie związane z obserwacją Ziemi i danymi z orbity. Scanway S.A. od dziesięciu lat rozwija działalność w tym segmencie, budując kompetencje w zakresie projektowania i integracji instrumentów optycznych do obrazowania z kosmosu.
Zgodnie z raportem okresowym za Q4 2025, Scanway S.A. odnotowała po czterech kwartałach 2025 roku 24,3 mln zł przychodów ogółem, wzrost o +94% r/r i 2,2 mln zł zysku EBITDA, wzrost o 1,9 mln zł r/r. Backlog Spółki na dzień 16 lutego 2026 roku wzrósł o 215% r/r do poziomu 54,0 mln zł. Środki pieniężne na koniec grudnia 2025 roku wzrosły do historycznie najwyższego poziomu 25,5 mln zł, na co istotny wpływ miało pozyskanie 15,3 mln zł brutto od TFI PZU SA, które nabyło 100 tys. akcji Spółki w listopadzie 2025 roku, stanowiących obecnie 5,98% udziałów.
Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie. Wymaga to przekształcenia organizacji z dostawcy pojedynczych rozwiązań, do seryjnego dostawcy instrumentów optycznych zdolnego do produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln EUR dla globalnego rynku New Space.
Farada Group, w której wiodącym udziałowcem jest notowana na GPW spółka JRH ASI S.A., podpisała umowę z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia (WITU) na opracowanie systemu WARTOWNIK – kompleksowego rozwiązania do monitorowania i ochrony obszarów o znaczeniu strategicznym z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych. Jednocześnie spółka otrzymała zaproszenie do udziału w testach poligonowych w Ośrodku Systemów Autonomicznych (OSA) Wojska Polskiego.
Podpisana w poniedziałek, 23 marca 2026 r. umowa zakłada stworzenie systemu WARTOWNIK – nowoczesnego narzędzia do monitorowania infrastruktury o kluczowym znaczeniu, w tym baz wojskowych. System będzie integrował technologie bezzałogowych statków powietrznych z zaawansowanymi algorytmami analizy danych. Rozwiązanie zakłada szeroki zakres autonomii, najwyższy poziom bezpieczeństwa danych oraz możliwość działania w wymagających warunkach w tym przy zakłóceniach łączności. Rozpoczęcie prac nastąpi bezpośrednio po podpisaniu umowy, a ich zakończenie planowane jest na połowę czwartego kwartału 2026 roku. Realizacja umowy otworzy drogę do regularnych zamówień dronów od Farada Group na potrzeby sektora obronnego.
– Zawarcie umowy z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia to dla nas przełomowy moment. WARTOWNIK jest projektem, który udowadnia, że polskie technologie dronowe mogą z powodzeniem odpowiadać na realne potrzeby sektora obronnego. Nasze dotychczasowe doświadczenie w ochronie infrastruktury krytycznej, w tym w sektorze energetycznym, oraz realizowane z powodzeniem dostawy naszych dronów w strefy konfliktów zbrojnych dają nam solidne fundamenty do realizacji tego przedsięwzięcia. Wierzymy, że WARTOWNIK stanie się początkiem długofalowej współpracy z sektorem obronnym – powiedział Szymon Kupaj, Prezes Zarządu Farada Group.
Dzięki podpisaniu umowy z WITU spółka otrzymała zaproszenie do udziału w testach poligonowych organizowanych w ramach Ośrodka Systemów Autonomicznych (OSA) Wojska Polskiego. Uruchomienie OSA, z budżetem 25 mld zł przeznaczonym na bieżący rok, stanowi jeden z największych kroków w historii polskiego sektora technologii bezzałogowych. W ramach testów drony z trzech różnych modeli spośród produkowanych przez Farada Group zaprezentują swoje możliwości operacyjne na poligonie. Udział w testach poligonowych daje spółce możliwość bezpośredniej prezentacji swoich rozwiązań w warunkach zbliżonych do bojowych, a także rozwijania relacji z kluczowymi instytucjami odpowiedzialnymi za modernizację polskich sił zbrojnych.
Szansą dla Farada Group są również realizowane programy publiczne takie jak Polska Wschodnia, wspierający innowacyjne przedsiębiorstwa z makroregionu, w którym zlokalizowana jest fabryka spółki a także program SAFE (Security Action for Europe) – nowego instrumentu Komisji Europejskiej ukierunkowanego na wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego. Programy te mogą przyspieszyć zarówno prace badawczo-rozwojowe nad nowymi technologiami, jak i skalowanie zdolności produkcyjnych.
– Wchodzimy aktualnie w fazę intensywnego rozwoju – popyt na nasze technologie istotnie się wzmacnia. W celu skutecznej realizacji naszej strategii poważnie rozważamy debiut giełdowy w przyszłości – dodał Szymon Kupaj.
Farada Group stanowi jeden z filarów projektu ORBITEO – holdingu technologicznego tworzonego przez JRH ASI S.A., integrującego polskie spółki z sektorów space, defence, AI i deeptech. W ramach ORBITEO Farada Group współpracuje m.in. z SatRev – polską firmą specjalizującą się w projektowaniu produkcji, wynoszeniu satelitów na orbitę oraz późniejszym zarządzaniem misją. Spółki pracują nad wspólnymi rozwiązaniami łączącymi kompetencje w zakresie systemów bezzałogowych i technologii kosmicznych. Spółka inwestycyjna JRH ASI stała się głównym udziałowcem Farada Group w październiku 2025 r. w ramach jednej z największych akwizycji w historii JRH.
– Umowa Farady z WITU pokazuje, że projekt ORBITEO przeszedł w fazę realizacji. Oczekujemy coraz więcej dobrych wiadomości płynących z tego przedsięwzięcia. Obecnie kontynuujemy pozyskiwanie dalszego finansowania na realizację ambitnych planów w ramach ORBITEO, którego filarami są Farada Group oraz SatRev – spółki, które nie tylko współtworzą holding, ale też aktywnie współpracują ze sobą i opracowują wspólne rozwiązania technologiczne oraz portfolio nowych usług. Umowa z Instytutem potwierdza, że kompetencje Farady w zakresie systemów bezzałogowych mają realne zastosowanie zarówno na rynku cywilnym, jak i w sektorze obronnym. Zresztą zostały one już wielokrotnie, z sukcesami sprawdzone na terenach objętych działaniami militarnymi – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.
Farada Group to polski producent i integrator systemów bezzałogowych (UAS) z siedzibą w Lubartowie, oferujący trzy rodziny platform – VTOL, wielowirnikowe i stałopłatowe – o zasięgu do 1000 km i czasie lotu do 8 godzin, z udźwigiem od 2 do 25 kg. Spółka dysponuje własnym zapleczem produkcyjnym i pełnym łańcuchem kompetencji obejmującym projektowanie, produkcję kompozytów i elektroniki, integrację sensorów, rozwój oprogramowania oraz szkolenia. Firma świadczy również usługi w modelu drone-as-a-service oraz posiada udokumentowane doświadczenie w lotach BVLOS (poza zasięgiem wzroku operatora). W komercyjnych lotach medycznych przekroczyła 133 tys. km nalotu, a także zrealizowała regularne połączenia dronowe m.in. na trasie Gdańsk-Hel. Technologie Farada Group znajdują zastosowanie w misjach rozpoznawczych, logistycznych, inspekcyjnych oraz w ochronie infrastruktury krytycznej, a ich skuteczność została zweryfikowana również w warunkach rzeczywistych konfliktów.
JRH ASI S.A. to notowana od 2012 r. na rynku NewConnect, a od marca 2024 na rynku głównym GPW spółka, skupiająca się na działalności inwestycyjnej i zaangażowaniu w firmy z branż przyszłości: AI i cyfrowy biznes, transformacji energetycznej, deeptech i przemysł kosmiczny, biotech i medtech, gaming oraz zrównoważony rozwój i gospodarka obiegu zamkniętego. Najnowszym projektem inwestycyjnym JRH jest ORBITEO holding technologiczny integrujący dynamiczne polskie spółki z sektorów space, defence, AI, deeptech i zaawansowanej produkcji. Wykorzystanie i rozwój sztucznej inteligencji jest osią wokół której koncentrują się działania inwestycyjne JRH. Zgodnie ze strategią, firma rozwija portfel zwiększając jego dywersyfikację i inwestując w najbardziej perspektywiczne przedsięwzięcia oraz uruchamiając nowe projekty inwestycyjne.
GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w styczniu. W związku z tym przesyłam poniżej komentarz, który przygotował Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA.
Jeśli pojawią się dodatkowe pytania do eksperta, proszę śmiało pisać, zaaranżujemy rozmowę lub dostarczymy odpowiedzi.
Główny Urząd Statystyczny opublikował dane o sprzedaży detalicznej za luty 2026 r. Wyniki pokazują solidną kondycję polskiego handlu w ujęciu rocznym – sprzedaż w cenach stałych wzrosła o 5,0 proc. rok do roku. W porównaniu ze styczniem odnotowano jednak spadek o 5,6 proc., co wpisuje się w typowy dla tego okresu cykl wygasania popytu po noworocznych wyprzedażach.
W sektorze e-commerce luty przyniósł stabilizację. Wartość sprzedaży przez internet (w cenach bieżących) była o 8,7 proc. wyższa niż rok temu. Udział e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej wyniósł 9,3 proc., co oznacza wzrost względem lutego 2025 r. (9,0 proc.) i jednocześnie delikatny spadek w porównaniu ze styczniem.
Najważniejsze zmiany zachodzą jednak wewnątrz poszczególnych kategorii, gdzie obserwujemy procesy rynkowej normalizacji oraz powrót do trendów historycznych.
Bardzo wyraźnie widać to w kategorii pojazdy samochodowe, motocykle, części. Dane o dynamice sprzedaży online rok do roku pokazują tu głęboki spadek – do 31,8 proc. zeszłorocznego wskaźnika. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to sygnałem kryzysowym. W rzeczywistości mamy do czynienia z ekstremalnie silnym efektem wysokiej bazy. Rok 2025 był dla internetowej sprzedaży samochodów okresem wręcz nieprawdopodobnych, trzycyfrowych wzrostów. Obecny wynik, mimo że niższy niż przed rokiem, wciąż pozostaje wysoki, gdy zestawimy go z rokiem 2024 i wcześniejszymi.
Zmienia się jednak struktura udziałów – w 2025 r. normą w tej kategorii stały się udziały online na poziomie 5–6 proc. W lutym 2026 r. wskaźnik ten spadł do 1,6 proc., co oznacza, że e-commerce w motoryzacji wraca w okolice poziomów notowanych przed zeszłorocznym boomem (kiedy oscylował wokół 1 proc.).
Zupełnie inną dynamikę obserwujemy w kategorii tekstylia, odzież, obuwie. Udział sprzedaży internetowej w tej grupie wzrósł do poziomu 31,2 proc. (z 26,3 proc. w styczniu). To wynik wyjątkowy – ostatni raz udział powyżej 30 proc. w tej kategorii odnotowano w kwietniu 2021 r. – w okresie lockdownu spowodowanego pandemią, kiedy handel tradycyjny był drastycznie ograniczony.
Dzisiejszy wynik został osiągnięty w warunkach pełnej dostępności sklepów stacjonarnych, co świadczy o ugruntowaniu się pozycji e-commerce jako dominującego kanału zakupu mody dla znacznej części konsumentów.
Warto również przyjrzeć się kategorii żywność, napoje i wyroby tytoniowe. Sprzedaż internetowa w tej grupie wzrosła o 3,8 proc. rok do roku. Co jednak istotne, mimo tego wzrostu, udział e-commerce w całej kategorii od dłuższego czasu utrzymuje się na niemal identycznym poziomie (0,8 proc.). Oznacza to, że kanał online w sektorze spożywczym nie „ucieka” sprzedaży stacjonarnej, lecz rozwija się w tempie proporcjonalnym do wzrostu sprzedaży w sklepach tradycyjnych. E-grocery pozostaje więc stabilnym, ale wciąż niszowym uzupełnieniem codziennych zakupów Polaków.
Podsumowując, luty 2026 r. to miesiąc rynkowej weryfikacji. Segment motoryzacyjny wrócił do stabilniejszych poziomów po, jak się wydaje, roku anomalii, sektor odzieżowy udowodnił, że 30-procentowy udział online to nowa rzeczywistość, a kategoria spożywcza pokazała modelowy przykład zrównoważonego wzrostu obu kanałów sprzedaży. Rok 2026 zapowiada się więc jako czas dojrzałości e-commerce, w którym o sukcesie decyduje nie tyle walka o udział, co stabilna obecność w koszyku zakupowym klienta.
Krakowski rynek magazynowy pozostaje jednym z mniejszych w Polsce, jednak jego siłą są stabilne fundamenty oraz ograniczona podaż, która przy utrzymującym się popycie sprzyja niskim pustostanom i stabilnym czynszom. Jak wynika z raportu „Kraków – rynek nieruchomości komercyjnych”, wysokie bariery wejścia, w tym niedobór gruntów i rosnące koszty realizacji inwestycji, w istotny sposób kształtują specyfikę lokalnego rynku.
Na koniec 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Krakowie przekroczyły 1,18 mln m kw., co odpowiada około 3,2% krajowej podaży. Pomimo relatywnie niewielkiej skali, rynek pozostaje istotnym punktem na logistycznej mapie Polski, m.in. dzięki dużemu rynkowi konsumenckiemu oraz rozwiniętej infrastrukturze transportowej, obejmującej autostradę A4 oraz drogi ekspresowe S7 i S52.
Powierzchnie magazynowe koncentrują się głównie w rejonie lotniska oraz w gminach sąsiadujących z Krakowem, takich jak Skawina, Modlniczka i Wieliczka. Coraz większego znaczenia nabierają także lokalizacje na wschód od miasta, m.in. Niepołomice, Targowisko czy Rzezawa, które rozwijają się jako nowe huby logistyczne.
Po okresie bardzo wysokiej aktywności deweloperskiej w poprzednich latach rok 2025 przyniósł wyraźne spowolnienie. Do użytkowania oddano ponad 42 000 m kw. nowej powierzchni, co oznacza spadek o blisko 75% rok do roku. W tym samym czasie wolumen powierzchni w budowie skurczył się do zaledwie 8 000 m kw. , czyli o niemal 90% mniej niż rok wcześniej.
Ograniczona nowa podaż, przy utrzymującym się zainteresowaniu najemców, przełożyła się na dalszy spadek dostępności powierzchni. Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów wyniósł 2,8%, pozostając jednym z najniższych w kraju i wyraźnie poniżej średniej ogólnopolskiej (7,4%).
„Kraków to rynek o ograniczonej podaży, który naturalnie utrzymuje bardzo niskie wskaźniki pustostanów. Wysokie bariery wejścia sprawiają, że nowe projekty powstają selektywnie, co z punktu widzenia inwestorów oznacza stabilność i przewidywalność przepływów,”– mówi Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.
Popyt na powierzchnie magazynowe w regionie utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. W 2025 roku wynajęto ponad 150 000 m kw., mimo spadku o około 15% rok do roku. Jednocześnie czynsze pozostają stabilne i w granicach miasta wynoszą od 4,00 do 6,00 EUR/ m kw. miesięcznie.
„Mimo relatywnie niewielkiej skali, krakowski rynek magazynowy korzysta z silnych fundamentów gospodarczych oraz rosnącego zapotrzebowania na usługi logistyczne. W dłuższej perspektywie jego rozwój będzie kontynuowany, choć tempo wzrostu pozostanie umiarkowane ze względu na ograniczenia podażowe,”– dodaje Michał Królik, starszy negocjator w dziale wynajmu powierzchni logistyczno-przemysłowych w Knight Frank.
O raporcie: Informacje pochodzą z raportu „Kraków – rynek nieruchomości komercyjnych”, przygotowanego we współpracy z Urzędem Miasta Krakowa. Publikacja przedstawia aktualną sytuację oraz potencjał najważniejszych segmentów rynku nieruchomości komercyjnych w Krakowie: biura, magazyny, hotele, handel, living oraz inwestycje.
W USA zaczynają się dyskusje na temat podwyżek stóp procentowych. Rynki reagują natychmiast: złoto jest w odwrocie, a dolar znów zyskuje na wartości. W tle Polska po raz kolejny przetrwała przegląd ratingu, ale problemy pozostają w mocy.
Złoto głównym przegranym wojny w Zatoce
Dzisiaj nad ranem uncja złota wyceniana była na 4200 USD. W ciągu niecałego tygodnia królewski kruszec spadł z poziomu ponad 5000 do 4200 USD. Powodów tej przeceny jest przynajmniej kilka. Po pierwsze, złoto niedawno zaliczyło duże wzrosty, a wielu inwestorów czekało na dobry moment do realizacji zysków. Po drugie, stopy procentowe w USA – których oczekiwane obniżki napędzały wzrosty – jednak mają w tym roku nie spadać. Co więcej, patrząc na wyceny kontraktów terminowych na stopę procentową, rynek oczekuje wzrostów. W Polsce pojawia się tu jeszcze jeden kontekst. W oparciu o zmiany wyceny złota powstał jeden z pomysłów finansowania polskiego programu zbrojeń. Musimy jednak pamiętać, że nie był to pomysł sprzedaży złota, tylko zmiany jego wyceny. To oznaczałoby księgowy zysk NBP, a z tego zysku realnie „wydrukowano” by pieniądze i wykonano przelew do budżetu. Obecne spadki cen kruszcu nie są wywoływane zapowiedziami tego manewru.
Dolar znów w formie
Wspomniane w poprzednim paragrafie zmiany w polityce monetarnej przełożyły się również na dolara. Skoro jeszcze niedawno amerykańską walutę wyceniano w oparciu o założenie, że będzie ona wypłacać coraz to słabsze odsetki, a nagle ma wypłacać lepsze, to zainteresowanie rośnie. Biorąc pod uwagę ostatnie wystąpienie Jerome’a Powella na konferencji prasowej, w sumie nie wiadomo, skąd się wzięła narracja o podwyżkach stóp. Widać jednak, że inwestorzy usłyszeli tam coś, czego inni nie słyszeli i zamierzają pod to inwestować. Możliwe jest też to, że zmienia się horyzont oczekiwanego trwania wojny w Zatoce Perskiej. Jeżeli obecna operacja specjalna – jak stara się ją bagatelizować administracja prezydencka, robiąc bardzo niesmaczne nawiązanie do narracji rosyjskiej – przerodzi się w coś, co historia zapamięta jako III wojnę w Zatoce Perskiej, to na jednej podwyżce (i to nie tylko w USA) się najprawdopodobniej nie skończy.
Kolejny przegląd bez obniżki ratingu
Piątkowy przegląd ratingu Polski w agencji Moody’s zakończył się utrzymaniem ratingu Polski, ale również utrzymaniem negatywnej perspektywy na przyszłość. Oznacza to, że analitycy widzą ryzyko, iż jeśli sytuacja będzie się rozwijać w takim kierunku, to wiarygodność kredytowa Polski prędzej czy później spadnie. Mowa tutaj w szczególności o zadłużeniu naszego kraju i deficycie budżetowym. Jeżeli miałoby dojść do obniżki ratingu, powinno to tylko pogorszyć sytuację. Niższy rating oznacza bowiem wyższy koszt obsługi długu, a wyższy koszt obsługi to wyższy deficyt. W dłuższym okresie oznaczałoby to osłabienie złotego. Jest to również kolejny powód dla którego dyskusja o finansowaniu tak dużego programu jak SAFE jest krytyczna. Druk pieniędzy w ramach zmian wyceny złota wcale nie musi być dobrze widziany przez agencje ratingowe. Drukowanie pieniędzy, gdy nie jest się USA, jest bowiem bardzo źle widziane.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Wojna i blokada Cieśniny Ormuz zakłócają globalne łańcuchy dostaw – przekierowanie statków na trasy wokół Afryki wydłuża czas dostaw surowców i winduje koszty frachtu.
Cła ochronne, kontyngenty na import oraz wyrównanie kosztów emisji CO₂ między producentami w UE, a importerami spoza UE ograniczają napływ tańszej stali spoza Europy.
Ograniczenia UE, wojna na Bliskim Wschodzie i perturbacje na światowych rynkach mogą – wg ekspertów – spowodować wzrost ceny stali o około 10 proc.
Stal ma ogromne znaczenie dla branży budowlanej, w której działa co 7. polska firma MŚP, ale tylko 50,3 proc. firm przeżywa pierwszy rok.
Ostra konkurencja nie pozwala na marże, które wchłoną duży wzrost kosztów stali. U najmniejszych koszty to 82,1 proc. przychodów – bufor na podwyżki cen materiałów jest praktycznie zerowy.
Decyzja administracji USA o nałożeniu ceł na stal i aluminium wstrząsnęła globalnym rynkiem surowców. Eksport stali z UE do USA zmniejszył się o 30 proc. w drugiej połowie 2025 roku. Choć chwilowo zwiększa to podaż stali w Europie i może wywierać presję cenową w dół, to efekt ten może być krótkotrwały. Rosnące koszty energii i emisji CO₂, ograniczenia importu oraz rosnący popyt w sektorach infrastruktury i zbrojeń mogą w kolejnych miesiącach podnieść ceny stali na rynku europejskim. Rynek wycenia wzrost cen stali o 5–10 proc. Do tego dochodzi zamknięcie Cieśniny Ormuz – strategicznego traktu, co podnosi koszty paliwa i frachtu. Dla polskich firm budowlanych i przemysłowych – już dziś działających na granicy rentowności – to może być za dużo naraz. Część z nich będzie zmuszona renegocjować kontrakty lub realizować projekty ze stratą.
Wzrosty cen stali są już na horyzoncie: benchmark HRC (taśma gorącowalcowana) ma wzrosnąć do około 750 dol. za tonę w 2026 r. (z 650–700 dol., które notowano w połowie 2025 r.), a brytyjski dostawca All Steels szacuje wzrost cen stali w UE o ponad 200 funtów za tonę.
– Rynki surowcowe reagują na sygnały polityczne błyskawicznie, jeszcze zanim realny przepływ stali ulegnie zmianie. Polskie firmy budowlane, korzystające z produktów opartych na stali, powinny już teraz uruchomić tryb zarządzania ryzykiem cenowym. Warto przeanalizować kontrakty, zadbać o szybszy przepływ pieniądza i – jeżeli to możliwe – zakontraktować dostawy stali z wyprzedzeniem. Zwlekanie z decyzją może kosztować znacznie więcej niż działanie prewencyjne – mówi Alicja Małek, ekspert eFaktor, specjalizującego się w finansowaniu MŚP.
Ochrona rynku UE ogranicza import taniej stali, a koszty produkcji w Europie są wysokie
Ochrona rynku UE w postaci ceł ochronnych, kontyngentów importowych oraz mechanizmów takich jak CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism – wyrównanie kosztów emisji CO₂ między producentami w UE a importerami spoza UE) ograniczają napływ tańszej stali spoza Europy. W efekcie nadwyżki stali powstałe po spadku eksportu do USA nie przekładają się automatycznie na trwały spadek cen na rynku europejskim. Jednocześnie europejscy producenci mierzą się z rosnącymi kosztami energii, emisji CO₂ oraz transportu surowców, co podnosi koszt wytworzenia stali. W rezultacie presja kosztowa może z czasem przeważyć nad chwilową nadpodażą i prowadzić do wzrostu cen. Podwyżki są możliwe, a w skrajnych scenariuszach, przy przedłużającej się wojnie w rejonie Zatoki Perskiej – mogą przekroczyć 10 proc.
Cieśnina Ormuz: wąskie gardło, przez które wycieka stabilność
Choć stal nie jest masowo eksportowana z Zatoki Perskiej, blokada Cieśniny Ormuz może silnie, choć pośrednio, wpływać na jej ceny. Przede wszystkim przez ten wąski szlak transportowany jest znaczący udział światowego handlu ropą i LNG. Jego zakłócenie szybko przekłada się na wzrost cen energii. Produkcja stali należy do najbardziej energochłonnych procesów przemysłowych – energia elektryczna, gaz i paliwa stanowią znaczącą część kosztów pracy hut, dlatego droższa energia szybko podnosi koszt wytworzenia stali.
Drugim czynnikiem jest transport i logistyka. Zakłócenia w tak ważnym węźle żeglugi powodują przekierowanie statków na dłuższe trasy. To zwiększa koszty frachtu i wydłuża czas dostawy surowców dla przemysłu. W efekcie rosną koszty operacyjne hut i producentów wyrobów stalowych, nawet jeśli sama stal nie pochodzi z regionu Zatoki Perskiej.
– Dodatkowo cła i ogólnie globalne napięcia w handlu surowcami zwiększają niepewność na rynkach i podnoszą koszty finansowania zapasów oraz transportu. Blokada Cieśniny Ormuz to nie odległy problem geopolityczny. Każdy tydzień opóźnienia w dostawie surowca to czas, w którym firma płaci za towar, którego jeszcze nie może sprzedać, wykorzystać w produkcji czy na inwestycji. To może być poważnym ciosem dla płynności finansowej firm. Wydłużenie dostaw surowców o kilka tygodni oznacza konieczność utrzymywania wyższych zapasów i zamrażanie większego kapitału obrotowego. Od mądrego zarządzania płynnością finansową może dziś zależeć przetrwanie wielu firm – wskazuje Alicja Małek z eFaktor.
Polskie podwórko: branża budowlana pod presją
Na taki rozwój sytuacji z niepokojem patrzą rodzime firmy z branży budowlanej, zwłaszcza te małe i średnie. Według Raportu PARP 2025, budownictwo skupia 15,2 proc. wszystkich polskich firm MŚP – ale tylko niewiele ponad 50 proc. z nich przeżywa pierwszy rok działalności. W 2024 r. zarejestrowano w tej branży 66,5 tys. nowych firm i wyrejestrowano 40,1 tys. To jedna z najwyższych rotacji w całej polskiej gospodarce. Wskaźnik kosztów mikroprzedsiębiorstw wynosi 82,1 proc. przychodów. Każda podwyżka cen stali to bezpośrednie uderzenie w płynność finansową firm, które realnie nie mają bufora na wchłonięcie podwyżek.
Cła, kryzys logistyczny w Zatoce Perskiej i rosnące ceny energii to ciosy, które padają jednocześnie. Dość krótki, 150-dniowy okres globalnych ceł USA niedługo się skończy. Jednak nie oznacza to natychmiastowej poprawy sytuacji. Będzie to moment, w którym rynek sfinalizuje wycenę nowej rzeczywistości.
Te branże także ucierpią
Budownictwo jest najbardziej narażone na skok cenowy. Stal zbrojeniowa, profile i blachy stanowią 30–50 proc. kosztów konstrukcji stalowej, a wzrost cen oznacza wymierne uszczuplenie marż.
Również motoryzacja zmaga się z podwójną presją: droższym materiałem i osobnymi 25-procentowymi cłami na auta i części samochodowe.
– Podwyżki mogą dotknąć także szeroko pojętą infrastrukturę. Drogi, mosty, linie kolejowe – mogą należeć do kolejnych ofiar podwyżek. Rywalizowanie o kontrakty w przetargach wymusza presję na marże, szczególnie mniejsze firmy nie są w stanie upchnąć dodatkowych kosztów. Tym bardziej że europejski program zbrojeń podgrzewa popyt na stal w tym samym czasie, gdy podaż jest ściskana przez politykę celną – podsumowuje Alicja Małek z eFaktor.
Pod presją znajdą się również producenci maszyn, sprzętu AGD i instalacji OZE, a zapowiadane poszerzenie ceł o miedź rozszerza krąg zagrożeń jeszcze bardziej.
Polska umacnia swoją pozycję jako jeden z najbardziej atrakcyjnych kierunków dla instytucjonalnego kapitału nieruchomościowego w Europie — taki jednoznaczny przekaz dominował podczas targów MIPIM 2026 w Cannes. Jak podkreślają eksperci AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych, zaufanie inwestorów do Polski nie tylko powraca, ale wręcz przyspiesza.
Silny optymizm wśród zagranicznych inwestorów
Grzegorz Chmielak, Head of Capital Markets and Valuation & Advisory, AXI IMMO, komentuje: „Podczas targów MIPIM w Cannes Polska była postrzegana jako rynek, który przyciąga inwestorów, w tym zakresie możemy mówić o nowej fali optymizmu… Jest ogólne przekonanie, że warto w Polsce inwestować. Co więcej, sytuacja geopolityczna już od jakiegoś czasu, jest postrzegana jako nowa normalność, w której wszyscy muszą działać. Obok aktywnych inwestorów z CEE, w tym krajów bałtyckich, oraz inwestorów z Francji, powoli ożywia się kapitał core, sygnalizując gotowość do zakupów w drugiej połowie 2026 roku”.
Rynek magazynowy pozostaje liderem
Joanna Lewandowska, Associate Director, Capital Markets, AXI IMMO, wskazuje, że: „Jeśli chodzi o rynek magazynowy w Polsce, to jest bardzo duży popyt na długie najmy tych powierzchni, szczególnie jeśli nieruchomość ma jednego najemcę z długim najmem. W tym subsektorze inwestor może uzyskać najbardziej atrakcyjne stopy zwrotu. To jest po prostu najbardziej pożądany produkt, w tym momencie jest to zdecydowanie prime”.
Zmieniające się warunki geopolityczne mogą dodatkowo wygenerować popyt ze strony branż, które będą potrzebowały większej powierzchni w związku z przekształceniami globalnych łańcuchów dostaw.
Inflacja, koszty finansowania i globalna niepewność
Joanna Lewandowska zwraca również uwagę, że: „Oczywiście wspominano o nowej wojnie, m.in. w kontekście kosztów finansowych, które mogą delikatnie wzrastać. Istnieje świadomość, że inflacja się pojawi na pewno, tylko pozostaje pytanie, w jakiej skali. Ogólnie widać dużą niepewność co do sytuacji na świecie. Nie pomaga też fakt, że rynek europejski dostanie w tej sytuacji »tylko« rykoszetem. Jak kula śnieżna dotrą do nas problemy z paliwami, z nawozami, środki ochrony roślin – szok inflacyjny jest realny”.
Banki mają nadpłynność — i chęć finasowania
Wśród przedstawicieli sektora finansowego wybrzmiała bardzo wyraźnie gotowość do finansowania różnego typu aktywów, banki mają obecnie wysoką płynność i niezmiennie chcą finansować dobre nieruchomości.
Szersza rynkowa zmiana wyczuwalna w Cannes
Rozmowy prowadzone w Le Palais des Festivals były bardziej selektywne i ukierunkowane niż w poprzednich latach — co wskazuje, że kapitał wraca, lecz z wyższymi wymaganiami i większą ostrożnością. Silnym trendem była rosnąca rola prywatnego długu: fundusze dłużne i dostawcy finansowania strukturyzowanego coraz częściej wypełniają lukę finansową, zwłaszcza w Niemczech, ale też stopniowo w całej Europie i w Polsce.
Polskie miasta, regiony i firmy zaprezentowały się w Cannes wyjątkowo silnie — była to jedna z najmocniejszych obecności Polski w historii MIPIM.
Grzegorz Chmielak podsumowuje: „Polska jest bardzo dobrze przygotowana na kolejny cykl rynkowy, a rozmowy, które prowadziliśmy w Cannes, tylko utwierdzają nas w tym przekonaniu”.
Notowane na rynku NewConnect toruńskie studio Dark Point Games opublikowało wyniki za 2025 rok. Spółka osiągnęła 4,72 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o ponad 49 proc. w porównaniu z 2024 rokiem. Jednocześnie firma zakończyła rok zyskiem netto w wysokości 91 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej notowała stratę przekraczającą 2 mln zł.
Na poziomie operacyjnym spółka również poprawiła wyniki. EBITDA wyniosła 2,71 mln zł, co wskazuje na wyraźną poprawę efektywności działalności w porównaniu z poprzednim rokiem. Z komunikatu wynika, że istotnym elementem była zarówno rosnąca sprzedaż gier, jak i kontrola kosztów. Obecnie firma koncentruje się przede wszystkim na rozwoju nowego projektu pod nazwą Brightfall.
– 2025 r. potwierdził skuteczność naszej strategii. Dynamiczny wzrost przychodów oraz powrót do rentowności to efekt rosnącej popularności naszych gier i efektywnej monetyzacji. Jednocześnie konsekwentnie rozwijamy portfolio, wprowadzamy innowacyjne funkcje oraz budujemy silną społeczność graczy. Dzięki temu nie tylko zwiększamy przychody, ale także tworzymy solidne fundamenty długoterminowego wzrostu wartości spółki – mówi Paweł Waszak, prezes zarządu Dark Point Games S.A.
W 2025 roku studio intensywnie pracowało nad grą Brightfall, która obok marki Achilles ma być jednym z kluczowych projektów w portfolio spółki. Tytuł został zapowiedziany jako kooperacyjny survival z otwartym światem. Akcja gry ma toczyć się w XVII-wiecznej Anglii, na tajemniczej wyspie wymazanej z map. W założeniu gracze będą mierzyć się tam z zagrożeniem określanym jako „żyjąca ciemność”.
Twórcy zapowiadają, że jednym z najważniejszych elementów gry będzie mechanika oparta na świetle i ciemności. Ma ona wpływać nie tylko na oprawę wizualną, ale również bezpośrednio na rozgrywkę. To rozwiązanie ma stanowić jeden z głównych wyróżników nowej produkcji. Premiera gry w formule Early Access na platformie Steam planowana jest jeszcze w 2026 roku.
– Głównym wyróżnikiem tytułu będzie w pełni dynamiczny system światła i ciemności, który wpłynie zarówno na warstwę wizualną, jak i mechanikę rozgrywki. Każdy element oświetlenia w grze będzie mógł się zmieniać, a świat reagować wraz z poziomem jasności. Żyjąca ciemność to serce naszej produkcji, a nie tylko klimatyczny dodatek. Z pewnością na graczy czeka spora dawka emocji i adrenaliny – zapowiada Paweł Waszak.
Spółka deklaruje, że Brightfall od początku projektowany jest jako gra o długim cyklu życia. Dotyczy to zarówno rozwijania zawartości po premierze, jak i modelu generowania powtarzalnych przychodów. Tego typu podejście wpisuje się w szerszy trend obecny w branży gier, w którym wydawcy coraz częściej stawiają na dłuższe utrzymywanie aktywności graczy wokół jednego tytułu. Dla Dark Point Games może to oznaczać próbę budowania bardziej stabilnych źródeł przychodów w kolejnych latach.
W 2026 roku spółka planuje także dalszy rozwój gry Achilles: Survivor. Zapowiedziano co najmniej trzy duże aktualizacje, które mają objąć nowe postacie, wyzwania oraz dodatkowe tryby rozgrywki. Studio chce również rozwijać systemy poprawiające komfort gry i wspierające dalszą monetyzację marki. Pokazuje to, że spółka zamierza równolegle rozwijać nowe projekty i wzmacniać już istniejące tytuły.
Achilles: Survivor zadebiutował w lipcu 2025 roku. Jest to jednoosobowa gra typu „bullet heaven”, osadzona w realiach mitologii greckiej. Gracze wcielają się w Achillesa lub innych bohaterów mitologicznych, walcząc z falami przeciwników, rozwijając umiejętności i budując struktury wspierające rozgrywkę. Tytuł stanowi obecnie jeden z ważniejszych elementów obecnego portfolio studia.
Z perspektywy strategicznej 2026 rok ma być dla Dark Point Games okresem dalszego wzmacniania rozpoznawalności firmy i poszukiwania nowych źródeł przychodów. Spółka zapowiada, że chce rozwijać zarówno obecne projekty, jak i przygotowywać kolejne produkcje. W centrum pozostają rozwój portfolio, angażowanie społeczności graczy oraz budowanie długoterminowej wartości. Opublikowane wyniki sugerują, że po słabszym 2024 roku studio poprawiło sytuację finansową, ale najbliższe kwartały będą istotne dla oceny trwałości tego trendu.
Notowana na rynku NewConnect spółka EKIPA Holding opublikowała skonsolidowane wyniki finansowe za 2025 rok. Grupa osiągnęła 83,99 mln zł przychodów, wobec 74,23 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 13 proc. rok do roku. Jednocześnie był to okres wyraźnego wzrostu kosztów, związanych m.in. z realizacją projektu T5M3 oraz uruchamianiem nowych linii biznesowych.
W efekcie rentowność grupy pogorszyła się w porównaniu z 2024 rokiem. EBITDA wyniosła 9,09 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 14,48 mln zł. Z kolei skonsolidowany zysk netto spadł do 3,38 mln zł z 8,51 mln zł, czyli o około 60 proc. rok do roku.
Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego roku dla grupy był kinowy debiut filmu „100 dni do matury”, wyprodukowanego przez spółkę Laniakea Pictures. Premiera odbyła się 26 lutego 2025 r., a film przyciągnął do kin ponad 320 tys. widzów w pierwszy weekend. Łączna frekwencja przekroczyła następnie milion widzów.
Produkcja została później udostępniona również na platformach streamingowych. W maju trafiła do Amazon Prime Video, a następnie do Netfliksa. Jak podano, wpływy z dystrybucji pozwoliły nie tylko pokryć koszty produkcji, ale także zakończyć projekt z zyskiem, a sama Laniakea Pictures po raz pierwszy wygenerowała przychody dla całej grupy.
2025 to był dla nas naprawdę mocny rok. Szczególnie dumny jestem z filmu “100 dni do matury”. Sukces naszego debiutu kinowego pokazał, że jesteśmy w stanie realnie konkurować w branży filmowej – a w perspektywie kolejnych projektów, w tym animacji, może to stać się dla nas segmentem równie istotnym jak działalność influencerska. Równolegle kolejna edycja formatu Twoje 5 Minut udowadnia, że mimo ogromnej konkurencji wciąż potrafimy skutecznie kreować nowych twórców i budować trwałą wartość w obszarze influencerskim. To pokazuje stabilność naszego modelu biznesowego – opartą nie na jednorazowych sukcesach, ale na powtarzalnym, zaplanowanym procesie. – mówi Łukasz Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPA Holding
Istotnym elementem działalności grupy w 2025 roku pozostawał także projekt „Twoje 5 Minut”, którego trzecia edycja została zrealizowana w ubiegłym roku. Internetowy format talent show przyniósł do EKIPY 11 nowych influencerów, co – według spółki – zwiększyło jej potencjał twórczy i zasięg społeczności. W czerwcu odbyła się również druga edycja EKIPA FESTIWALU w TAURON Arenie Kraków.
Pod koniec roku grupa przygotowywała także projekt MULTIVERSE EKIPA CAMP, który odbył się w styczniu 2026 roku. W jego ramach powstały nowe utwory muzyczne wykonywane przez influencerów. Materiały dokumentujące wydarzenie publikowano na kanale Karola Wiśniewskiego, a utwory i teledyski trafiły na kanał EKIPY.
W 2025 roku grupa podejmowała również działania organizacyjne i rozwijała nowe obszary działalności. Jednym z nich było powołanie spółki INFLUCENTER, zarejestrowanej 7 października 2025 r. Jej pierwszy projekt obejmował otwarcie sklepu stacjonarnego w krakowskiej Galerii Bonarka, gdzie organizowano również spotkania z twórcami internetowymi.
Kolejnym krokiem było utworzenie spółki PORTALL, która ma rozwijać działalność w zakresie influencer marketingu. Zgodnie z zapowiedziami ma ona funkcjonować jako niezależna agencja, obsługująca zarówno twórców związanych z EKIPĄ, jak i influencerów spoza jej struktur. Grupa wyodrębniła także działalność domu produkcyjnego do spółki Direct by EKIPA, odpowiedzialnej za produkcję wideo dla projektów internetowych, teledysków, filmów oraz realizacji dla klientów zewnętrznych.
Rozwijamy również kolejne filary naszej działalności – Influcenter, Portall i Direct – które przybliżają nas do stworzenia w pełni zintegrowanej Agencji 360. Choć są to różne projekty, łączy je wspólny cel: otwieranie nowych kanałów monetyzacji naszych IP i karier twórców, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Stawiamy na skalę i długoterminowy wzrost, dlatego część środków świadomie przeznaczyliśmy na inwestycje, które zaprocentują w kolejnych latach. Widzimy też ogromny potencjał w obszarze muzyki, która będzie jednym z kluczowych kierunków rozwoju EKIPY w 2026 roku i w kolejnych latach. Mamy ambitne plany i przekonanie, że potencjał naszej Grupy oraz realizowanych projektów będzie przekładał się na dalszy rozwój EKIPY – dodaje Łukasz Wojtyca.
W ubiegłym roku do kin trafił także dokument „Friz & Wersow. Miłość w czasach online”, związany z Karolem „Frizem” Wiśniewskim i Weroniką „Wersow” Sową. Film zadebiutował 3 października i – według podanych danych – był najchętniej oglądanym filmem dokumentalnym w polskich kinach w 2025 roku, osiągając wynik 263 296 sprzedanych biletów. W weekend otwarcia znalazł się także na pierwszym miejscu polskiego box office.
Produkcja została udostępniona na platformie Amazon Prime Video 26 grudnia 2025 roku. Jak wskazano, przez trzy miesiące utrzymywała się na pierwszym miejscu w zestawieniu najchętniej oglądanych filmów dokumentalnych na tej platformie. Spółka podkreśla, że projekt ten był jednym z ważniejszych elementów rozwoju jej działalności filmowej.
Opublikowane wyniki pokazują więc mieszany obraz 2025 roku w EKIPA Holding. Z jednej strony grupa zwiększyła skalę działalności i zanotowała rekordowe przychody, z drugiej – znacząco spadły wskaźniki zyskowności. Z przekazanych informacji wynika, że spółka wiąże ten spadek z okresem intensywnych inwestycji oraz rozbudową nowych segmentów biznesowych, które mają przynosić efekty w kolejnych latach.
Według szacunków problem tzw. luki czynszowej dotyczy w Polsce nawet 4 milionów rodzin. To osoby, które zarabiają zbyt dużo, by zakwalifikować się do najmu komunalnego, a jednocześnie zbyt mało, by uzyskać kredyt hipoteczny. Znajdują się one w systemowej próżni. Nowa strategia rządu ma być próbą wypełnienia tej luki poprzez zwiększenie podaży mieszkań społeczno-czynszowych. Jej wpływ na rynek komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.
Zgodnie z zapowiedziami rządu w tym roku na mieszkalnictwo z budżetu państwa przeznaczone zostanie 6,7 mld zł, a po uwzględnieniu środków z KPO łączna kwota wyniesie blisko 8,7 mld zł. Dzięki tym funduszom w niemal 900 lokalizacjach ma powstać około 18 tys. mieszkań komunalnych i społecznych oraz 2,5 tys. miejsc w akademikach.
Według ogłoszonych informacji, z zapowiadanej puli środków, rząd planuje zakontraktować jednocześnie remont, termomodernizację oraz budowę 18 tys. lokali. Niewątpliwie odbudowa zasobu mieszkań dostępnego w ramach najmu komunalnego to krok w dobrą stronę. Być może to nawet ważniejszy element tej strategii niż sama realizacja nowych inwestycji. Pojawia się jednak pytanie, czy w tej samej kwocie uda się faktycznie zmieścić wszystkie te działania, w tym wspomniane 18 tys. mieszkań.
W ostatniej dekadzie w Polsce rocznie oddawanych do użytkowania było średnio 5,4 tys. mieszkań komunalnych, spółdzielczych czy SIM-ów i TBS-ów. Planowane 18 tys. może stanowić wyraźne zwiększenie dotychczasowej skali, o ile etap kontraktowania inwestycji znajdzie swoje odzwierciedlenie w realnej produkcji. Nie wywoła jednak rewolucji w ogólnej liczbie mieszkań oddawanych do użytku w kraju. Firmy deweloperskie co roku dostarczają około 130 tys. nowych lokali, a gospodarstwa domowe kolejne 70 tys.
Oczywiście dla części potencjalnych beneficjentów to może być dobra wiadomość, jednak nie jest to skala, która mogłaby zasadniczo zmienić obraz rynku. Dodatkowo, kluczowym ryzykiem pozostaje finansowanie. W sytuacji wysokich wydatków, zarówno zbrojeniowych, jak i socjalnych, oraz utrzymującego się dużego deficytu budżetowego, istotą tego planu będzie sprawne przekazanie środków do Banku Gospodarstwa Krajowego i zakontraktowanie budów w bieżącym roku.
Mimo tych poważnych wątpliwości co do skali przedstawionego planu, można wskazać jego realną zaletę. Jednym z ważniejszych elementów tej strategii może być wzmocnienie dość pozytywnego trendu w sektorze budownictwa społecznego i komunalnego. Obecnie zjawisko to nie występuje jeszcze w oczekiwanej skali. Patrząc na dane GUS, w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy liczba rozpoczynanych tego typu budów nie przekracza 5 tys. mieszkań. Jeżeli jednak udałoby się jednorazowo zakontraktować budowę dodatkowych 10 tys. mieszkań, co jest założeniem bardziej realistycznym niż nagły wzrost o 18 tys., to w statystykach powinniśmy zobaczyć wyraźne odbicie już w dwóch-trzech najbliższych latach.
Prezes UOKiK nałożył ponad 7 mln zł kar na spółki działające na rynku odnawialnych źródeł energii oraz blisko 400 tys. zł na osoby zarządzające. Urząd zakwestionował zarówno sposób pozyskiwania klientów, jak i treść stosowanych wzorców umownych. Zastrzeżenia dotyczyły firm Polska Energia Grupa Kapitałowa oraz Energia dla Pokoleń. Postępowanie obejmuje także spółkę Nasz Prąd, której wzorce umów nadal są analizowane.
Jak podkreśla UOKiK, instalacje OZE, takie jak fotowoltaika czy pompy ciepła, są dla wielu konsumentów kosztowną inwestycją. Często są finansowane z oszczędności życia albo za pomocą kredytu. Tym bardziej przedsiębiorcy powinni działać w sposób przejrzysty i uczciwy, zarówno na etapie reklamy, jak i podpisywania umowy. Zdaniem Urzędu część firm wykorzystywała jednak presję, niejasne sformułowania oraz zapisy przerzucające ryzyko na klienta.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zaznaczył, że przy inwestycjach sięgających dziesiątek tysięcy złotych konsumenci mają prawo oczekiwać rzetelnych informacji i odpowiedzialności po stronie sprzedawcy. W ocenie Urzędu niedopuszczalne jest sprzedawanie instalacji fotowoltaicznych poprzez wzbudzanie lęku i wywieranie presji. Równie niepokojące są umowy skonstruowane w taki sposób, by niemal wszystkie koszty i konsekwencje obciążały konsumenta. Takie praktyki, według regulatora, godzą w podstawowe prawa nabywców.
Jedna z decyzji dotyczy spółki Polska Energia Grupa Kapitałowa, która miała stosować reklamy stylizowane na urzędowe pisma. Do skrzynek pocztowych trafiały druki przypominające oficjalną korespondencję, opatrzone nagłówkami takimi jak „Ogłoszenie” czy „Zawiadomienie”. Na kopertach pojawiał się też czerwony nadruk „Zawiadomienie dla mieszkańców gminy”. Dla wielu odbiorców mogło to wyglądać jak list z urzędu lub od operatora energetycznego, a nie jak materiał reklamowy prywatnej firmy.
Według UOKiK taki zabieg nie był przypadkowy, lecz miał zwiększyć skuteczność przekazu handlowego. Odbiorca, przekonany, że ma do czynienia z ważną informacją urzędową, mógł szybciej otworzyć korespondencję i potraktować jej treść bardziej serio. Dodatkowo firma miała wzmacniać presję, strasząc odbiorców gwałtownym wzrostem cen energii. W materiałach pojawiały się sugestie, że ceny prądu mogą wzrosnąć nawet o 300–400 proc.
Urząd wskazał jednak, że takie prognozy nie były przedstawiane z odpowiednim kontekstem ani źródłami. Tymczasem realny wzrost cen energii dla gospodarstw domowych w latach 2022–2024 wyniósł niespełna 33 proc. Nie uwzględniano też mechanizmów osłonowych, takich jak mrożenie cen energii. W ocenie UOKiK przekaz miał przede wszystkim wywołać strach i skłonić konsumenta do szybkiego podpisania umowy na instalację fotowoltaiczną.
Druga z ukaranych spółek, Energia dla Pokoleń, stosowała wzorce umów, które mogły utrudniać klientom dochodzenie ich praw. Chodziło m.in. o zapisy odnoszące się do terminów realizacji inwestycji oraz odpowiedzialności za opóźnienia. W dokumentach pojawiały się nieprecyzyjne określenia, takie jak „niekorzystne warunki atmosferyczne”. Zdaniem Urzędu konsument nie był w stanie jednoznacznie ocenić, czy opóźnienie montażu rzeczywiście wynikało z nadzwyczajnych okoliczności.
Takie sformułowania mogły w praktyce prowadzić do wielotygodniowego oczekiwania bez realnej możliwości wyegzekwowania terminu wykonania instalacji. Klient nie miał pewności, czy firma rzeczywiście napotkała przeszkody niezależne od siebie, czy jedynie korzystała z nieostrego zapisu umownego. Problem dotyczył także deklarowanych efektów inwestycji. Jeśli podczas sprzedaży padały konkretne obietnice dotyczące oszczędności lub produkcji energii, a w samej umowie firma zastrzegała, że niczego nie gwarantuje, konsument mógł zostać wprowadzony w błąd.
W toku postępowania Urząd analizował również reklamację dotyczącą zamontowania innego modelu kluczowego elementu instalacji niż ten, który klientowi pokazano w projekcie. Spółka argumentowała, że wizualizacja nie stanowiła integralnej części umowy i miała jedynie charakter poglądowy. Z perspektywy konsumenta sytuacja wygląda jednak inaczej. To, co zostało przedstawione podczas rozmowy handlowej jako konkretne rozwiązanie, mogło później okazać się niewiążącą prezentacją.
Wątpliwości Prezesa UOKiK wzbudziły także wzorce umów stosowane przez spółkę Nasz Prąd. Postępowanie w tej sprawie nadal trwa, ale już teraz Urząd wskazuje na zapisy, które mogą naruszać interesy konsumentów. Jedna z klauzul przewidywała, że jeśli nieruchomość nie będzie odpowiednio przygotowana do montażu, klient może zostać obciążony dodatkowym kosztem. Jeżeli sytuacja nie zmieniłaby się w ciągu dwóch godzin od przyjazdu ekipy, spółka mogłaby naliczyć 1000 zł za każdy dzień zwłoki.
Tego rodzaju zapis budzi szczególne zastrzeżenia, ponieważ spółka nie doprecyzowała, co dokładnie oznacza „przygotowanie” nieruchomości. Otwiera to drogę do dowolnej interpretacji i potencjalnego naliczania bardzo wysokich opłat. W praktyce konsument mógłby zostać obciążony znacznymi kosztami bez jasnego standardu oceny, czy rzeczywiście nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Zdaniem Urzędu takie postanowienia mogą mieć charakter niedozwolony.
Łącznie Prezes UOKiK nałożył na spółki kary w wysokości 7 033 289 zł. Najwyższą sankcję otrzymała Energia dla Pokoleń – 6 129 221 zł. Polska Energia Grupa Kapitałowa została ukarana kwotą 904 068 zł. Dodatkowo na osoby zarządzające nałożono łącznie 387 tys. zł kar finansowych.
Odpowiedzialność osobistą ponieśli także menedżerowie zaangażowani w zakwestionowane praktyki. W przypadku spółki Energia dla Pokoleń kary nałożono na Jadwigę Kurkiewicz, Marcina Janosza oraz Kacpra Kruka. W przypadku Polska Energia Grupa Kapitałowa sankcje objęły Jolantę Iwonę Kubiczek i Adrianę Małgorzatę Kałużę. UOKiK podkreśla, że odpowiedzialność za naruszenia nie powinna kończyć się wyłącznie na samej spółce.
Obie decyzje nie są jeszcze prawomocne. Firmy skorzystały z prawa do odwołania i skierowały sprawy do sądu. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie więc zależało od dalszego postępowania sądowego. Już teraz jednak działania UOKiK stanowią wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całej branży OZE.
To nie pierwsza interwencja Urzędu na rynku odnawialnych źródeł energii. Wcześniej Prezes UOKiK ukarał już spółkę Sunday Polska oraz zakwestionował postanowienia stosowane przez inne podmioty z sektora. Pokazuje to, że rynek OZE pozostaje obszarem szczególnego zainteresowania regulatora. Rosnące zainteresowanie fotowoltaiką i pompami ciepła nie może bowiem oznaczać przyzwolenia na agresywny marketing i nieuczciwe wzorce umów.
Mewo – już dziś będące największą polską firmą prywatną, świadczącą usługi badawczo-pomiarowe dla sektora energetycznego na Bałtyku – ma szansę wyrosnąć na regionalnego lidera, a także stać się globalnym dostawcą zintegrowanych danych o dnie mórz i oceanów na rynku wartym miliardy dolarów. Taki może być efekt zasilenia kapitałowego przez Vinci z grupy BGK.
Realizowany przez spółkę program inwestycyjny, dzięki wsparciu kapitału publicznego, wywoła efekt mnożnikowy w gospodarce: otworzy Polskę na nowe rynki, wygeneruje kontrakty i miejsca pracy, a także zmobilizuje wielu partnerów i poddostawców.
Korzyści z tej inwestycji będą mieć jednak nie tylko wymiar ekonomiczny: zwiększy ona bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej na Bałtyku, a zgromadzone przez Mewo dane będą mogły być zastosowane w obronności.
– Realizowany przez spółkę program inwestycyjny, dzięki wsparciu kapitału publicznego, ma potencjał, aby otworzyć Polskę na nowe rynki, wygenerować kontrakty i miejsca pracy, a także zmobilizować wielu partnerów i poddostawców. Korzyści płynące z tej inwestycji będą mieć wymiar nie tylko ekonomiczny: zwiększy ona bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej na Bałtyku, a pozyskiwane przez firmę dane znajdą zastosowanie również w obszarze obronności– powiedział Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, podczas uroczystości podpisania umowy inwestycyjnej pomiędzy Vinci z grupy BGK a spółką Mewo na statku badawczym Amber Cecylia.
Amber Cecylia
Polska w gronie liderów
Jak zaznaczył, obecny również na tym wydarzeniu sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Arkadiusz Marchewka, dzięki strategicznym inwestycjom publicznego kapitału, w takie spółki, jak Mewo, Polska ma szansę wejść do grona regionalnych liderów usług badawczo-pomiarowych, a także uczestniczyć w europejskim rynku usług podmorskich dla sektora offshore, którego wartość do 2030 roku szacuje się na ok. 15 mld dolarów. – To historyczny moment, w którym przed polską firmą otwiera się perspektywa zastania globalnym dostawcą zintegrowanych danych o dnie, wodach oraz infrastrukturze mórz i oceanów o możliwym zastosowaniu dual-use, czyli zarówno w projektach cywilnych, jak i w obronności – podkreślił przedstawiciel resortu infrastruktury.
Wzrost znaczenie komponentu krajowego
Mewo jest największą i jednocześnie najbardziej zaawansowaną technologicznie polską firmą prywatną, świadczącą usługi badawczo-pomiarowe dla sektora energetycznego na Morzu Bałtyckim, a także niezależnym liderem usług monitoringu infrastruktury krytycznej na Bałtyku. Spółka uczestniczy we wszystkich projektach offshore w polskiej strefie Morza Bałtyckiego, których wartość wynosi ok. 80 mld zł. Zrealizowała w sumie ponad 125 projektów badawczo-pomiarowych na Morzu Bałtyckim, m.in. dla PGE, Orlenu, Gaz-Systemu, o łącznej wartości ponad 750 mln zł, przyczyniając się do zwiększenia udziału tzw. komponentu krajowego (local content) w morskiej energetyce wiatrowej.
Strategiczna inwestycja
Vinci, poprzez swój specjalny fundusz, wspierający dojrzale i perspektywiczne firmy, zainwestował w Mewo 62,5 mln zł. – Inwestycja Vinci wpisuje się w strategiczne cele BGK, obejmujące wspieranie innowacyjnych i skalowalnych polskich technologii oraz rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Dzięki działalności Vinci, BGK może wspierać spółkę, która ma potencjał, by stać się globalnym ambasadorem polskiej myśli technologicznej i jednocześnie wzmacniać kluczowe dla bezpieczeństwa publicznego obszary – powiedział Mirosław Czekaj, prezes BGK. Zwrócił uwagę, że Bank Gospodarstwa Krajowego zamierza do 2027 r. osiągnąć poziom ok. 13,5 mld zł inwestycji kapitałowych.
Międzynarodowa ekspansja
Środki o wartości 62,5 mln zł zostaną przeznaczony na podwojenie posiadanej przez Mewo floty statków badawczych, w efekcie czego spółka będzie dysponować aż sześcioma tego typu jednostkami. – Kapitał pochodzący od Vinci zainwestujemy w specjalistyczny sprzęt nowej generacji, w tym roboty podwodne, a także w rozwój najnowocześniejszej infrastruktury cyfrowej – wylicza Paweł Gajewski, prezes i współzałożyciel Mewo.
Bursztyn ery cyfrowej
Bartosz Drabikowski, prezes Vinci, podkreśla, że celem zarządzanego przez firmę funduszu private equity, jest wspieranie dojrzałych firm, mających sprawdzony model biznesowy i ambitne plany rozwoju. – Naszą misją jest zatrzymywanie w Polsce najwyższej klasy zespołów inżynieryjnych, badawczych, zarządczych, a także mobilizowanie spółek do tego, aby w naszym kraju budowały swoje centra biznesowe, badawcze i operacyjne i stąd zarządzały ekspansją zagraniczną. Inwestując w Mewo, wspieramy tworzenie unikatowych danych o stanie mórz i oceanów, czyli polski bursztyn ery cyfrowej, co idealnie wpisuje się w naszą strategię – powiedział Bartosz Drabikowski.
Dodał, że Vinci jest inwestorem mniejszościowym w spółkach, dzięki czemu dotychczasowi akcjonariusze i założyciele mogą zachować swój pakiet większościowy i dalej realizować strategię rozwoju biznesu. Ta zasada obowiązuje również w przypadku inwestycji w Mewo.
Wielkie ambicje
Prezes Paweł Gajewski podkreślił, że celem spółki jest międzynarodowa ekspansja i rozszerzenie zasięgu geograficznego działalności najpierw na Morze Północne, Morze Czarne i Morze Śródziemne, a po 2030 r. także na Ocean Indyjski. – Mamy ambicje stać się regionalnym liderem usług podmorskich, a także globalnym dostawcą zintegrowanych danych o stanie mórz i oceanów, z przychodami na poziomie 300 mln zł rocznie – podsumował. Sumaryczna wartość nakładów inwestycyjnych, jakie poniesie spółka na swój strategiczny program inwestycyjny, przekroczy 130 mln zł. Przypomnijmy, że w grudniu 2025 r. Mewo pozyskało także z PARP dofinansowanie w wysokości 4,9 mln zł, w ramach ścieżki SMART, na rozwój zdolności usługowych. Wspólnie z wejściem kapitałowym Vinci stanowi to dobry przykład współdziałania polskich instytucji rozwoju działających w ramach inicjatywy Team Poland na rzecz ekspansji zagranicznej polskich przedsiębiorstw.
W środę decyzja o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian zapadła w Kanadzie i USA. Wczoraj na swoich posiedzeniach stóp procentowych nie obniżyła Wielka Brytania, strefa euro oraz Czechy. Polska pozostaje pod tym względem w awangardzie zmian. Poznaliśmy też nowe dane o wynagrodzeniach w naszym kraju – nie rosną już tak szybko, jak oczekiwali analitycy.
Brytyjczycy nie zmieniają stóp
Wczoraj Bank Anglii podjął decyzję w sprawie stóp procentowych. Brytyjczycy – podobnie jak decydenci w niemal wszystkich bankach centralnych – uznali, że zmiany stóp w obliczu wojny w Zatoce Perskiej nie są najlepszym pomysłem. Polska jako jedyny duży kraj wyłamała się ostatnio z tego trendu. Na obronę RPP można jednak wskazać, że wskaźniki makroekonomiczne Polski uzasadniały taki ruch, o ile wierzyło się w relatywnie krótką wojnę. Jednak już na konferencji prasowej po ogłoszeniu tej decyzji Adam Glapiński przyznawał, że w tę krótką wojnę nie wierzy. Brytyjczycy są jednak bardziej ostrożni. Decyzja o braku zmian kosztu pieniądza zapadła, co jest sporą rzadkością przy dynamicznej sytuacji rynkowej, jednomyślnie. Po decyzji funt lekko zyskiwał względem euro, co pokazuje, że oddalające się obniżki, bo tak trzeba interpretować jednomyślność, przekonały inwestorów do tej waluty.
Co na to EBC?
Wczoraj poznaliśmy również decyzję Europejskiego Banku Centralnego, która rynków nie zaskoczyła. Wielu analityków uważa, że – o ile nie wydarzy się coś nadzwyczajnego – 2,15% będzie docelowym poziomem stóp dla strefy euro. Takim nadzwyczajnym wydarzeniem może być np. spowolnienie gospodarcze, które EBC mogłoby próbować złagodzić tańszym kredytem. A takie spowolnienie może być wywołane np. problemami z dostępem do surowców energetycznych. Wyższe koszty funkcjonowania przedsiębiorstw oraz rosnący procent wydatków przeznaczanych na paliwo mogą potężnie uderzyć w europejskie przedsiębiorstwa. Jednak ten scenariusz na razie na szczęście się nie materializuje. Teoretycznie EBC nie ma w swoich celach tzw. podwójnego mandatu jak FED, czyli dbania zarówno o inflację, jak i o wzrost, ale praktyka pokazuje, że trochę w ten sposób funkcjonuje.
Wynagrodzenia w Polsce
Wczoraj poznaliśmy dane na temat płac w Polsce. Dotyczą one przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób. Z jednej strony taka grupa badawcza obejmuje raptem 40% zatrudnionych. Ale z drugiej strony to i tak prawdopodobnie najlepsze dane na temat wynagrodzeń publikowane w Polsce. Średnie wynagrodzenie wzrosło do 9135,69 zł. Jest to wynik o 6,1% wyższy niż rok temu, ale niższy od oczekiwań rynków (6,6%). Z kolei zatrudnienie spada o 0,8%, a oczekiwano spadku o 0,9%. Czyli pracuje nas więcej niż oczekiwali analitycy, ale za to za mniej niż przewidywali. Nadal jednak wzrost zarobków wyraźnie wyprzedza inflację, co powoduje, że przeciętnie jako społeczeństwo bogacimy się. Jest to długofalowo dobra wiadomość dla złotego. Waluty lubią silne rynki wewnętrzne.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych decyzja w sprawie ratingu Polski. Trzeba jednak pamiętać, że to piątek, więc rynki przygotowują się na weekend.
Przedsiębiorcy doskonale wiedzą, że nie wystarczy raz zarobić pieniędzy, aby można mówić o sukcesie. Liczy się także odpowiednie ukształtowanie biznesu. Takie, które pozwala uchronić majątek przed działaniem fiskusa, wierzycieli i komornika. Polskie prawo obfituje w odpowiednie narzędzia prawne, trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać. Przeczytaj, jak zadbać o ochronę majątku przedsiębiorstwa.
Na czym polega ochrona majątku w biznesie?
Prawna ochrona majątku polega na ukształtowaniu relacji majątkowych, struktury własności i wykorzystaniu dostępnych konstrukcji prawnych w taki sposób, aby zabezpieczyć środki finansowe i inne aktywa przedsiębiorstwa na wypadek sytuacji kryzysowych – wypadków losowych, sporów z kontrahentami, rozwodu. Kontrolowane ryzyko biznesowe ułatwia podejmowanie dalszych decyzji niezależnie od tego, czy przedsiębiorca we własnym imieniu jako JDG, czy też prowadzi spółkę kapitałową.
Skuteczna ochrona majątku nie zawsze dotyczy biznesu sensu stricto. Przedsiębiorca może też chronić majątek prywatny, jeśli pozostawi testament, założy fundację rodzinną lub dokona darowizny na rzecz osoby najbliższej.
Przed podjęciem decyzji skonsultuj plan działania z radcą prawnym lub adwokatem specjalizującym się w planowaniu ochrony majątku przedsiębiorstw. Takie usługi świadczy np. Kancelaria Oniszczuk & Associates.
Jak zabezpieczyć majątek swojej firmy – na to musisz zwrócić uwagę
Ochrona majątku dłużnika może być przeprowadzona na wiele sposobów. Zakres dostępnych możliwości zależy przede wszystkim od Twojej sytuacji. Nie każdy przedsiębiorca może pozwolić sobie na wniesienie majątku wystarczającego do założenia fundacji rodzinnej. Sam dłużnik musi też uważać, aby nie zostało mu zarzucone działanie na szkodę wierzycieli. Które metody mają w praktyce kluczowe znaczenie dla ochrony majątku firmy?
Przekształcenia spółek
Prowadzenie działalności gospodarczej w formie spółki kapitałowej pozwala oddzielić majątek osobisty właściciela od majątku spółki. Szczególną popularnością cieszą się spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Można je założyć niewielkim kosztem, są znacznie tańsze i łatwiejsze do prowadzenia niż spółka akcyjna, a pozwalają na oszczędności dzięki takim rozwiązaniom jak np. estoński CIT. Proces przekształcania spółek jest złożony, więc warto powierzyć go profesjonalistom.
Założenie fundacji rodzinnej
Stosunkowo nowym rozwiązaniem jest utworzenie fundacji rodzinnej. Jej aktywa tworzą odrębną masę względem majątku fundatora, a egzekucja długów może być prowadzona do wysokości wniesionego majątku. Zarządzanie fundacją rodzinną można powierzyć osobom trzecim.
Zawarcie małżeńskiej umowy majątkowej
Małżeńska umowa majątkowa, tzw. intercyza, to dobre rozwiązanie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Środek prawny pozwala na ograniczenie odpowiedzialności za długi związane z biznesem wyłącznie do masy majątkowej przedsiębiorcy.
Restrukturyzacja
Postępowanie restrukturyzacyjne w przeciwieństwie do ogłoszenia upadłości pozwala na dalsze, względnie swobodne, prowadzenie działalności gospodarczej. Przedsiębiorca przebudowuje jednak portfel długów tak, aby zaspokojenie wierzytelności stało się możliwe.
Gdzie szukać pomocy prawnej w ochronie majątku?
Twoja firma się rozwija i chcesz zadbać o ochronę aktywów? Koniecznie skonsultuj strategię działania z prawnikiem. Kancelaria Oniszczuk & Associates specjalizuje się w takich działaniach jak zakładanie i przekształcanie spółek polskich oraz zagranicznych, prowadzenie postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, zakładanie trustów. Wybierz współpracę z ekspertami i czuj się bezpiecznie!
Wojna w Iranie to pierwszy w historii przypadek skoordynowanego wykorzystania działań cybernetycznych prowadzonych równolegle z atakiem rakietowym i systemem alarmów dla ludności cywilnej.
Gdy w centralnym Izraelu rozbrzmiały syreny alarmowe, do obywateli zaczęły trafiać masowe wiadomości SMS. Zawierały one zarówno groźby, jak i elementy dezinformacji. Równocześnie rozsyłano wiadomości podszywające się pod oficjalne komunikaty obrony cywilnej, zachęcające do instalacji aplikacji pomagającej w znalezieniu schronienia.
Aplikacja „ShelFriend”, była wg Check Point Research złośliwym oprogramowaniem na system Android, umożliwiającym pełne przejęcie kontroli nad urządzeniem użytkownika, w tym dostęp do lokalizacji, kamery, plików i wiadomości.
Zdarzenia z ostatnich godzin pokazują, że granica między konfliktem zbrojnym a cyberprzestrzenią praktycznie przestała istnieć. Eksperci wskazują na pierwszy w historii przypadek skoordynowanego wykorzystania działań cyberprzestępczych równolegle z atakiem rakietowym i systemem alarmów dla ludności cywilnej. To zmiana, która może mieć istotne konsekwencje dla bezpieczeństwa państw, ale także dla biznesu i rynków.
Wydarzenia ostatniej nocy stają się precedensem w historii wojny. W nocy 20 marca br. FBI zablokowało stronę internetową grupy Handala – hakerskiej organizacji przestępczej, która opierała swoje działania przede wszystkim na kanałach publicznych, wzmacniając efekt psychologiczny skali rzekomych sukcesów. – „Zamknięcie stron i kanałów Handali uderza w nich tam, gdzie najbardziej boli. Ich operacje w dużej mierze polegają na publikowaniu treści w celu wywołania efektu psychologicznego, często wyolbrzymiając skalę szkód, by zwiększyć strach. Ograniczenie ich możliwości nadawania podważa ten efekt” – podkreśla Gil Messing, Chief of Staff w firmie Check Point Software.
Równolegle odnotowano operację, która – zdaniem ekspertów – wyznacza nowy standard działań hybrydowych. W godzinach porannych, dokładnie o 6:55, gdy w centralnym Izraelu rozbrzmiały syreny alarmowe, do obywateli zaczęły trafiać masowe wiadomości SMS. Zawierały one zarówno groźby, jak i elementy dezinformacji, m.in. komunikat: „Netanjahu nie żyje. Śmierć nadchodzi do was i wkrótce otworzą się przed wami bramy piekieł”. Równocześnie rozsyłano wiadomości podszywające się pod oficjalne komunikaty obrony cywilnej, zachęcające do instalacji aplikacji pomagającej w znalezieniu schronienia.
Aplikacja „ShelFriend”, była wg Check Point Research złośliwym oprogramowaniem na system Android, umożliwiająceym pełne przejęcie kontroli nad urządzeniem użytkownika, w tym dostęp do lokalizacji, kamery, plików i wiadomości.
Pierwsza taka operacja w historii konfliktów – rakiety, SMS-y i złośliwe aplikacje
Kluczowy jest jednak nie sam charakter ataku, lecz jego synchronizacja. Jak podkreślają analitycy, to pierwszy znany przypadek jednoczesnego wykorzystania: ostrzału rakietowego, syren alarmowych, masowej dystrybucji SMS i złośliwego oprogramowania mobilnego.
– „To pierwszy taki przypadek połączenia ataku fizycznego – ostrzału rakietowego i syren – z cyberofensywą skierowaną na telefony komórkowe obywateli. Fakt, że wszystko było zsynchronizowane co do minuty, czyni tę operację wyjątkową” – wskazują eksperci firmy Check Point.
Operacja przypisywana jest Iranowi oraz Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i – jak zaznaczono – nie miała charakteru incydentalnego. Była to skoordynowana kampania wykorzystująca wiele kanałów jednocześnie, w tym legalną infrastrukturę komunikacyjną, taką jak systemy SMS czy mailing.
Wykorzystanie AI i presja psychologiczna
Istotnym elementem operacji było także wykorzystanie narzędzi sztucznej inteligencji do tłumaczenia i lokalizacji komunikatów, co pozwoliło zwiększyć ich wiarygodność i tempo dystrybucji. Atakujący stosowali język i formę imitującą oficjalne komunikaty, a także elementy wizualne budujące zaufanie. W efekcie kampania była w stanie w krótkim czasie osiągnąć szeroki zasięg i silny efekt psychologiczny.
Wojciech Głażewski, dyrektor generalny Check Point Software Technologies w Polsce.
Dla Polski ten incydent to wyraźny sygnał, że współczesne konflikty łączą działania militarne z natychmiastowymi operacjami cybernetycznymi wymierzonymi w cywilów. Kluczowe staje się zabezpieczenie systemów komunikacji państwo–obywatel, takich jak alerty RCB, które mogą zostać wykorzystane do dezinformacji. Państwo powinno traktować smartfony obywateli jako element infrastruktury bezpieczeństwa, wymagający ochrony i edukacji użytkowników. Niezbędne jest także rozwinięcie zdolności szybkiego reagowania na operacje informacyjne, zwłaszcza prowadzone z użyciem narzędzi AI. W praktyce oznacza to konieczność integracji obrony cybernetycznej, systemów kryzysowych i działań wojskowych w jeden spójny system.
Implikacje dla gospodarki i firm
Z perspektywy gospodarczej wydarzenia te mają kilka istotnych konsekwencji. Po pierwsze, rośnie ryzyko operacyjne dla firm działających w regionach objętych napięciami geopolitycznymi – szczególnie tych, które opierają swoją działalność na infrastrukturze mobilnej i komunikacyjnej.
Po drugie, zwiększa się presja na inwestycje w cyberbezpieczeństwo, zwłaszcza w obszarze ochrony urządzeń końcowych (endpoint security) i systemów komunikacji kryzysowej.
Po trzecie, wydarzenia te mogą wpłynąć na wyceny spółek z sektora cyberbezpieczeństwa, które stają się kluczowym elementem infrastruktury krytycznej.
Nowy paradygmat konfliktu
Zarówno działania FBI wobec Handali, jak i zsynchronizowana operacja w Izraelu wskazują na wyraźną zmianę w sposobie prowadzenia konfliktów. Cyberprzestrzeń przestaje być jedynie wsparciem działań militarnych – staje się ich integralnym elementem.
Dla rynków oznacza to konieczność uwzględnienia nowego rodzaju ryzyka: ataków, które jednocześnie oddziałują na infrastrukturę fizyczną, cyfrową i psychikę społeczeństw. W praktyce może to oznaczać większą zmienność, wzrost kosztów bezpieczeństwa i redefinicję strategii zarządzania ryzykiem w skali globalnej.
System zarządzania magazynem – jak go sprawnie wdrożyć?
Od zarządzania magazynem zależy tempo działania całej firmy, a także jej wyniki finansowe. Kiedy Twój biznes się rozwija, warto automatyzować procesy również w tym obszarze. Może Ci w tym pomóc system zarządzania magazynem. Co daje i jak go sprawnie wdrożyć? Podpowiadamy.
Wdrożenie systemu zarządzania magazynem w Twojej firmie, czyli oszczędności i wzrost wydajności
Nowoczesny system zarządzania magazynem (WMS) pozwala na pełną kontrolę nad procesami logistycznymi zachodzącymi w magazynie. Oprogramowanie, w zależności od wersji, wspiera przyjęcia towaru, kompletację zamówień, zarządzanie lokalizacjami oraz inwentaryzację.
Jedną z największych zalet takiego rozwiązania jest automatyzacja wielu operacji magazynowych jednocześnie. System może wskazywać optymalne lokalizacje składowania, prowadzić pracowników przez proces kompletacji czy minimalizować liczbę błędów przy wydawaniu towaru. Dzięki temu Twoja firma nie tylko przyspieszy obsługę zamówień, ale również zredukuje koszty operacyjne. Lepsze wykorzystanie przestrzeni magazynowej i optymalizacja pracy zespołu często przekładają się na wzrost wydajności całego magazynu.
Jak sprawnie wdrożyć system zarządzania magazynem? Instrukcja krok po kroku
Skuteczne wdrożenie systemu WMS wymaga podejmowania odpowiednich kroków – przemyślanych i dopasowanych do specyfiki Twojej działalności. Jak powinien przebiegać ten proces krok po kroku?
Krok I – określenie, jak obecnie wygląda przepływ towarów, gdzie pojawiają się opóźnienia i które procesy wymagają optymalizacji.
Krok II – wybranie rozwiązania na miarę Twoich potrzeb. Możesz zdecydować się np. na WMS Invident – program oferowany przez firmę Optidata. Ma on kompleksowy charakter, więc nie musisz dodatkowo inwestować w inne moduły. Zapewnia m.in. obsługę lokalizacji, tworzenie zleceń kompletacyjnych czy przeprowadzanie inwentaryzacji.
Krok III – odpowiednie przygotowanie infrastruktury technologicznej. Wdrożenie często obejmuje integrację systemu z innymi narzędziami wykorzystywanymi w firmie, takimi jak systemy ERP, platformy kurierskie czy urządzenia magazynowe, np. skanery kodów kreskowych lub terminale mobilne.
Krok IV – szkolenie pracowników. Nawet najlepszy system zarządzania magazynem nie przyniesie oczekiwanych efektów, jeśli zespół nie będzie umiał w pełni wykorzystać jego możliwości.
Na co zwrócić uwagę, wybierając system zarządzania magazynem?
Aby zarządzanie magazynem przyniosło oczekiwane efekty, wybór odpowiedniego systemu WMS powinien być poprzedzony dokładną analizą potrzeb Twojej organizacji oraz planów dotyczących jej dalszego rozwoju. Dzięki temu wdrożenie będzie łatwiejsze, a funkcje systemu będę odpowiadały faktycznym potrzebom. Warto zwrócić uwagę nie tylko na aktualne funkcjonalności, ale także na:
możliwość rozbudowy systemu wraz ze wzrostem skali działalności – dzięki temu unikniesz konieczności zmiany oprogramowania w przyszłości i zapewnisz ciągłość procesów logistycznych;
łatwość integracji z innymi narzędziami, takimi jak systemy ERP, platformy kurierskie czy rozwiązania wykorzystywane w e-commerce – to umożliwi stworzenie spójnego środowiska pracy i płynny przepływ danych między działami;
intuicyjność obsługi systemu – im prostszy i bardziej przejrzysty interfejs, tym szybciej pracownicy przyswoją nowe narzędzie i zaczną wykorzystywać jego potencjał;
wsparcie powdrożeniowe i aktualizacje – dzięki temu zyskasz bezpieczeństwo działania, dostęp do nowych funkcji i pewność, że system będzie rozwijał się razem z Twoim biznesem.
Doświadczenie partnera technologicznego ma duże znaczenie dla powodzenia całego projektu. Firmy wdrażające WMS powinny nie tylko dostarczyć oprogramowanie, ale także pomagać w optymalizacji procesów magazynowych i dostosowaniu systemu do otoczenia konkretnego biznesu. Dobrze dobrane rozwiązanie wdrożone przy wsparciu ekspertów pozwoli Ci uniknąć błędów, skrócić czas implementacji i szybciej osiągnąć zakładane efekty biznesowe.
Sprawdź możliwości systemów WMS i przekonaj się, jak mogą usprawnić pracę Twojego magazynu.
Początek sezonu budowlanego przynosi inwestorom chłodne zderzenie z rzeczywistością. Budowa domu jest dziś nawet o 50% droższa niż pięć lat temu. Jak wynika z wyliczeń Rankomat na podstawie danych rynkowych, koszt realizacji 100-metrowego domu w stanie deweloperskim to już średnio 441 tys. zł, wobec ok. 300 tys. zł w 2021 roku. Należy jednak dodać, że w ostatnim roku wzrost cen wyhamował do ok. 3% r/r. Wspomniane kwoty nie obejmują m.in. działki, przyłączy i wykończenia. W praktyce oznacza to, że całkowity koszt inwestycji sięga dziś 650–900 tys. zł. Uzyskanie kredytu w takich kwotach wymaga posiadania dochodu na poziomie 9 -12 tys. zł netto miesięcznie.
Przy budżecie 441 tys. zł: 32% kosztów stanowi wzniesienie murów, 25% – wykonanie dachu, 7% – stolarka, 36% – doprowadzenie budynku do stanu deweloperskiego (instalacje, tynki, posadzki). Tak wynika z danych kb.pl. Materiały budowlane odpowiadają zazwyczaj za 60–70% całej inwestycji.
Początek 2026 roku przyniósł umiarkowaną stabilizację cen materiałów budowlanych. Grupa PSB Handel S.A. odnotowała w styczniu wzrost na poziomie 0,4% rdr. Wyraźnie droższe są jednak materiały drewniane (+15%). Większą presję widać po stronie robocizny. Według portalu wielkiebudowanie.pl w 2025 roku ceny usług budowlanych wzrosły o 6,2% rdr, a prognozy na 2026 rok zakładają kolejny wzrost – o ok. 4%. Wraz z rozpoczęciem sezonu budowlanego możliwe są dalsze podwyżki. Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie również może wpłynąć na wzrost cen.
Co jeszcze podnosi koszt inwestycji?
Podane kwoty należy powiększyć o VAT oraz wydatki nieuwzględnione w podstawowym kosztorysie: zakup działki, projekt budowlany, przyłącza, ogrodzenie, kierownika budowy, geodetę czy nadzór inwestorski. Eksperci zalecają także zabezpieczenie 10–15% rezerwy budżetowej na nieprzewidziane wydatki.
Na finalną cenę wpływają m.in.: bryła i stopień skomplikowania projektu, standard zastosowanych materiałów, lokalizacja inwestycji, wybrana technologia ogrzewania i instalacji.
Gdzie można szukać oszczędności?
Pierwszym obszarem jest projekt. Gotowy projekt domu do 100 m² kosztuje średnio 2,5–5 tys. zł, podczas gdy projekt indywidualny to wydatek rzędu 15–30 tys. zł. Alternatywą są bezpłatne projekty Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (dla wybranych metraży).
Część kosztów można ograniczyć poprzez samodzielne wykonanie wybranych prac wykończeniowych, zakup materiałów w promocjach czy poza szczytem sezonu. Zawsze warto porównać oferty ekip budowalnych, jednak oszczędności nie powinny oznaczać rezygnacji z doświadczonej ekipy wykonawczej.
Istotnym elementem budżetu pozostaje działka. Ceny gruntów budowlanych zaczynają się od nieco ponad 100 zł za m² w woj. lubelskim i lubuskim, a sięgają nawet ponad 2000 zł na Pomorzu blisko wybrzeża. Wyjątkowo atrakcyjne działki pod względem położenia, mogą być jeszcze droższe. W miastach stawki wahają się od 132 zł w Gorzowie Wielkopolskim do 1373 zł w Warszawie (cenametra.pl, średnia cena w lutym 2026). Budowa na wcześniej posiadanej działce znacząco obniża całkowity koszt inwestycji.
Ile trzeba zarabiać, żeby zbudować dom?
W praktyce całkowity koszt inwestycji, wraz z działką, przyłączami i wykończeniem wyniesie ok. 650–900 tys. zł. Jeśli taka kwota będzie finansowana kredytem hipotecznym, to uzyskanie potrzebnej kwoty wymaga dochodu rzędu 9–12 tys. zł netto miesięcznie. Szacunek ten dotyczy dwóch osób bez dzieci i bez innych zobowiązań kredytowych. W przypadku rodzin z dziećmi lub osób spłacających inne kredyty wymagany dochód będzie odpowiednio wyższy.
Początek2026r.przyniósłwyraźne wyhamowanie nowych inwestycji mieszkaniowych,alenieoznaczatoosłabieniarynku.DaneGUSpokazująraczej wejście w fazę stabilizacji–deweloperzy, dysponując szeroką ofertą, ostrożniej uruchamiają nowe projekty, jednocześnie utrzymując aktywnośćw zakresie pozwoleń.
W kolejnych miesiącach można spodziewać się stopniowego ożywienia, wspieranego sezonowością i dużą liczbą inwestycji rozpoczętych w poprzednim roku.
Rozpoczęte budowy: spokojny początek roku
W pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. deweloperzy rozpoczęli budowę łącznie 18 535 mieszkań, czyli o 21,3% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W samym lutym rozpoczęto budowę 9 647 lokali, co oznacza wzrost o 8,5% względem stycznia.
Biorąc pod uwagę, że historycznie marzec jest najmocniejszym miesiącem pierwszego kwartału, poprawa skali nowych inwestycji powinna być widoczna również w kolejnym odczycie. W ujęciu kwartalnym liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w I kwartale, powinna pozostać zbliżona do poziomów obserwowanych w IV kwartale 2025 r., kiedy uruchomiono budowę 29,6 tys. lokali.
–Wyniki z ostatnich miesięcy wskazują na stabilizację aktywności deweloperów, wynikającą przede wszystkim z wysokiego poziomu dostępnej oferty mieszkań. Taka sytuacja sprzyja większej selektywności w przygotowywaniu i wprowadzaniu do sprzedaży nowych projektów–komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.
Pozwolenia na budowę
W obszarze przygotowania nowych inwestycji aktywność deweloperów pozostaje wyraźna. Po słabszym początku roku w lutym uzyskali oni pozwolenia na budowę 15 720 lokali, co oznacza wzrost o 34,6% w porównaniu ze styczniem.
Obraz ten jest jednak mniej korzystny w ujęciu rocznym. W pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. liczba uzyskanych pozwoleń była wyższa niż rok wcześniej jedynie o 1%, co potwierdza stabilizację rynku w segmencie planowanych projektów.
–Naobecnymetapiejestzbytwcześnie,abyoszacowaćjakbędziekształtowaćsię zapotrzebowanie na nowe pozwolenia w skali całego roku. Prognozujemy jednak, że na wynik w kolejnych miesiącach pozytywnie wpłynąć mogą nowe przepisy schronowe, które mogły skłaniać inwestorów do wnioskowania o pozwolenia przed końcem 2025 r. tak, aby wnioski te procedowane były w oparciu o poprzednieregulacje–uważa ekspert PZFD.
Mieszkania oddane do użytkowania
W styczniu i lutym deweloperzy oddali do użytkowania łącznie 17 110 mieszkańczyli o 6,7% mniej niż rok wcześniej, na co największy wpływ mogły miećniesprzyjające warunki atmosferyczne panujące tej zimy.
W porównaniu miesiąc do miesiąca, wynik z lutego utrzymał się na podobnym poziomie do styczniowego, a różnica wyniosła zaledwie -1,3%.
–Ze względu na dużą liczbę nowych inwestycji rozpoczętych w 2024 r. oraz średni, około24-miesięcznycyklbudowy,w bieżącymrokunależyoczekiwaćstopniowegowzrostuliczbymieszkańoddawanychdo użytkowania względem poziomów obserwowanych w 2025 r.–podsumowuje Patryk Kozierkiewicz.
Polska dotychczas „traciła” – wrzucana przy okazji różnych kryzysów do jednego worka z innymi krajami intensywnie się modernizującymi, mimo iż nasze wyniki gospodarcze były w konkretnych momentach zazwyczaj lepsze niż w innych, porównywalnych krajach. Obecnie niestety jesteśmy bardziej niż inne gospodarki narażeni na efekty kryzysu – nie tylko poprzez duże uzależnienie od dostaw z krajów regionu Zatoki Perskie, ale także obecny kryzys energetyczny uwypukla strukturalną słabość – „potrójny deficyt” Polski.
Niecałe 2 miesiące zakłóceń w Cieśninie Ormuz mogłyby spowodować wzrost średniej inflacji na rynkach wschodzących gospodarek o +0,8–1,0 p.p. przy ograniczonych skutkach recesyjnych – wyjątkiem są kraje GCC (członkowie Rady Współpracy Zatoki Perskiej). Allianz Trade szacuje bowiem, że zamknięcie Cieśniny Ormuz na okres do sześciu tygodni spowodowałoby spadek PKB o 1,6 punktu procentowego w Arabii Saudyjskiej i o 3,3 punktu procentowego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Turystyka – kluczowy filar dywersyfikacji gospodarek regionu Zatoki Perskiej – również ucierpiałaby w krótkoterminowej perspektywie, co miałoby skutki uboczne w postaci zmniejszonego napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz opóźnień w realizacji megaprojektów zgodnie z harmonogramami, w tym projektów związanych ze sztuczną inteligencją.
Od szoku cenowego do szoku podażowego? W miarę przedłużania się konfliktu gospodarki azjatyckie mogą stanąć w obliczu zakłóceń podaży, które będą towarzyszyć silniejszym wstrząsom inflacyjnym, biorąc pod uwagę, że 56% ich importu ropy naftowej i 30% całkowitego importu gazu pochodzi z Bliskiego Wschodu. W Azji na niedobór dostaw bardziej narażone są Tajwan, Wietnam, Tajlandia, Pakistan, Bangladesz i Sri Lanka, natomiast w Afryce najbardziej ucierpią Egipt, Etiopia, Kenia i Tunezja, biorąc pod uwagę ich zależność od węglowodorów z Bliskiego Wschodu. Tymczasowy niedobór można by częściowo złagodzić poprzez dostosowanie koszyka energetycznego (tj. węgiel i, w mniejszym stopniu, odnawialne źródła energii), ale zakłócenia w dostawach energii przez dłuższy okres wymagałyby racjonalizacji (zmniejszenia) popytu na importowane węglowodory o -5 do -7% w końcowym zużyciu energii, jeśliby ich ceny się podwoiły.
W przypadku zamknięcia Cieśniny Ormuz trwającego dłużej niż trzy miesiące znacznie więcej rynków wschodzących będzie narażonych na wysokie ryzyko recesji, ponieważ borykają się one z potrójnym deficytem (budżetowym, na rachunku bieżącym oraz energetycznym). Wpływ na wzrost PKB rynków wschodzących wyniósłby średnio od co najmniej 0,5 punktu procentowego do 3,1% (oprócz Chin). Najbardziej zagrożone recesją w wyniku przedłużone konfliktu byłyby Bangladesz, Egipt, Etiopia, Jordania, Kenia, Maroko, Pakistan, Polska, Rumunia, Sri Lanka i Tunezja. Tymczasem kolejna grupa gospodarek znajduje się w sytuacji umiarkowanie wysokiego zagrożenia recesją, ponieważ mają one większe pole manewru, aby wesprzeć swoje gospodarki – są to: Chile, Chiny, Węgry, Indie, Filipiny, Tajwan, Tajlandia i Turcja. Natomiast duzi eksporterzy surowców, tacy jak Brazylia i Meksyk, wydają się strukturalnie odporni pomimo deficytów budżetowych, ponieważ eksport energii łagodzi wpływ wyższych cen.
Wstrząs nastąpił w momencie sprzyjającym carry trade na rynkach wschodzących (strategia inwestycyjna polegająca na pożyczaniu pieniędzy w walucie o niskim oprocentowaniu i inwestowaniu ich w walutę lub aktywa o wyższej stopie zwrotu). Wymaga to selektywnej, indywidualnej oceny (waluty) każdego kraju w oparciu o ukierunkowaną premię za ryzyko energetyczne. Rozpoczęła się wczesna korekta wycen rynkowych: rynki walutowe zareagowały szybko, przy czym największą deprecjację odnotował funt egipski (-9,2%), a następnie forint węgierski (-8%) i peso chilijskie (-4,9%). Przecena na lokalnych rynkach obligacji to bardzo zróżnicowany krajobraz. W Meksyku wzrost nominalnych rentowności wynika głównie z wyższych oczekiwań inflacyjnych, podczas gdy w Europie Środkowej i Wschodniej – gdzie wyprzedaż była najsilniejsza – rynki wyceniają większy udział premii za ryzyko i płynność. Wstrząs komplikuje również perspektywy polityki pieniężnej: wraz ze wzrostem ryzyka inflacji spowodowanego cenami energii wiele banków centralnych rynków wschodzących prawdopodobnie dłużej utrzyma stopy na niezmienionym poziomie, pomimo spowolnienia wzrostu gospodarczego. Przedłużający się konflikt może spowodować bardziej zdecydowaną zmianę wyceny oczekiwań inflacyjnych na krzywych rynków wschodzących, co spowoduje stromy wzrost lokalnych krzywych rentowności i opóźni cykle łagodzenia polityki pieniężnej. Ogólnie rzecz biorąc, korekta prawdopodobnie będzie miała charakter selektywny, a nie systemowy. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zatem pojawienie się ukierunkowanej premii za ryzyko energetyczne w odniesieniu do najbardziej wrażliwych gospodarek rynków wschodzących, a nie szeroko zakrojona wyprzedaż w całej klasie aktywów.
Od szoku cenowego do szoku podażowego?
40-procentowy skok cen energii w pierwszym tygodniu konfliktu był najszybszym kanał transmisji jego skutków na gospodarkę światową. 9 marca cena ropy naftowej na krótko osiągnęła poziom 120 USD za baryłkę, by później spaść do 80 USD za baryłkę. W tym ygodniu cena ropy utrzymuje się na poziomie o około 15% wyższym od poziomu sprzed konfliktu. Nawet jeśli transport energii zostanie zakłócony tylko na krótki okres, konflikt nadal będzie miał trwały wpływ na ceny energii, ponieważ przywrócenie produkcji i dostaw do poziomu sprzed konfliktu zajmie prawdopodobnie kilka tygodni. W Allianz Trade spodziewamy się, że ceny powrócą (po zakończeniu działań wojennych) do poziomu bliższego 70 USD za baryłkę, co nadal będzie stanowiło wzrost o 16% w stosunku do poziomu sprzed konfliktu. Zmiana ta może spowodować wzrost średniej inflacji w gospodarkach wschodzących o 0,8–1,0 punktu procentowego, ale skala tego wzrostu będzie zależała od ekspozycji poszczególnych krajów na rynek energetyczny (szczególnie w Azji i wśród importujących energię gospodarek wschodzących). Gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej – zwłaszcza Węgier i Rumunii – poniosą największe straty w PKB ze względu na silną zależność od importu energii, a za nimi plasują się Tajlandia i Chile. Eksporterzy ropy, tacy jak Nigeria, Kolumbia i Brazylia, będą stosunkowo dobrze chronieni, dodatkowo wśród jej importerów Indonezja wyróżnia się większą odpornością na obecna sytuację dzięki znacznym krajowym zdolnościom produkcyjnym w sektorze energetycznym.
Wykres 1: Zmiana stóp inflacji i tempa wzrostu PKB w 2026 r. w wybranych gospodarkach wschodzących, scenariusz bazowy, a scenariusz pesymistyczny
Źródła: Oxford Economics, Allianz Trade Research
Najbardziej bezpośrednie skutki gospodarcze dotykają przede wszystkim krajów położonych najbliżej konfliktu – w regionie Zatoki Perskiej i na całym Bliskim Wschodzie – gdzie konflikt bezpośrednio zakłócił normalną działalność gospodarczą. Wstępne szacunki dotyczące krótkotrwałego konfliktu wskazują na spadek PKB w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich odpowiednio o -3 pkt. proc. i -4,3 pkt. proc., biorąc pod uwagę poważne zakłócenia gospodarcze, spadek turystyki oraz tymczasowy spadek eksportu energii spowodowany faktycznym zamknięciem Cieśniny Ormuz. Jednak krótkotrwały konflikt przyniósłby również później stosunkowo szybkie ożywienie gospodarcze, z wskaźnikami na poziomie +6,5% w Arabii Saudyjskiej i +7,6% w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Spadek PKB w całej Radzie Współpracy Zatoki Perskiej wyniósłby -3,3 punktu procentowego, przy znacznym odbiciu wynoszącym +6,4% wzrostu PKB w 2027 r. Sektor nieruchomości w Dubaju — jeden z najbardziej dynamicznych rynków nieruchomości na świecie w ostatnich latach — poniósł znaczne straty na rynku finansowym w tygodniu od rozpoczęcia konfliktu, a ceny akcji głównych deweloperów notowanych na giełdzie gwałtownie spadły o 13%–17%: Pozostała część regionu, zwłaszcza Kuwejt i Bahrajn, odczuje największy wpływ konfliktu ze względu na zależność od Cieśniny Ormuz zarówno w zakresie eksportu, jak i importu. Spready CDS dla Bahrajnu wzrosły o prawie 40% od wybuchu działań wojennych — jest to najostrzejszy ruch w ramach GCC i wyraźny sygnał rynkowy, że inwestorzy dokonują wyraźnego rozróżnienia między kredytami krajów Zatoki Perskiej na podstawie odporności fiskalnej i samowystarczalności w zakresie węglowodorów.
Scenariusz długotrwałej wojny spowodowałby poważniejsze konsekwencje w postaci znacznego spadku eksportu węglowodorów i zmniejszenia zaufania do regionu. Historia wskazuje na kilka scenariuszy wpływu konfliktu na region. Wojna tankowców między Irakiem a Iranem w latach 80., która groziła zamknięciem Cieśniny Ormuz, miała poważne długoterminowe konsekwencje dla Arabii Saudyjskiej w zakresie wskaźnika wzrostu gospodarczego, a królestwo odnotowało w latach 1981–1988 średni wzrost na poziomie +0,5%, głównie z powodu zmniejszenia eksportu ropy. Chociaż zarówno Arabia Saudyjska, jak i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają pewne możliwości kontynuowania eksportu ropy naftowej poprzez różne rurociągi łączące ich pola naftowe z portami poza Zatoką Perską, długotrwałe zamknięcie Cieśniny Ormuz znacznie ograniczyłoby eksport węglowodorów obydwu krajów. Najbardziej ucierpiałyby jednak Kuwejt, Katar, Bahrajn i Irak, które nie mają zbyt wielu możliwości eksportowych poza korzystania z Cieśniny Ormuz.
Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie cieszyły się również dużym napływem inwestycji i ludzi, zwłaszcza od czasu pandemii, dzięki otwartym granicom, zwolnieniom podatkowym dla mieszkańców oraz rosnącej liczbie obiektów rekreacyjnych i atrakcji turystycznych. Precedensy historyczne sugerują, że turystyka w Zatoce Perskiej mogłaby się odbudować w ciągu jednego do dwóch lat. Jeśli jednak konflikt będzie się przedłużał i trwale zmieni postrzeganie bezpieczeństwa w regionie – tak jak miało to miejsce w Egipcie w latach 2013–2017 – czas potrzebny na jej odbudowę wydłuży się do pięciu do siedmiu lat, co będzie miało złożony wpływ na bezpośrednie inwestycje zagraniczne, harmonogramy megaprojektów, szersze ambicje związane z programem „Wizja 2030” oraz dążenie regionu do stania się globalnym centrum sztucznej inteligencji. ąFizyczne zagrożenie dla centrów danych (Iran zaatakował co najmniej trzy centra danych obsługiwane przez Amazon w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie) to nie wszystko – istotne są też konsekwencje, jakie wywrą one na działalność gospodarczą, ponieważ mogą one sparaliżować banki, urzędy państwowe itp. Poza krajami GCC pozostała część regionu również może odczuć skutki konfliktu, a nawet kraje tak odległe jak Egipt czy Turcja odnotują spadki w turystyce.
Drugą falą skutków ataku na Iran byłby niedobór węglowodorów spowodowany dłuższym zamknięciem Cieśniny Ormuz. Doprowadziłoby to do poważnego wstrząsu podażowego – scenariusza o zupełnie innym charakterze i bardziej destrukcyjnym, który w większości przypadków spowodowałby recesję w krajach uzależnionych od energii z regionu Zatoki Perskiej. Regionem najbardziej dotkniętym tymi skutkami byłaby Azja, biorąc pod uwagę dużą jej zależność od węglowodorów z Bliskiego Wschodu, gdyż 56% importu ropy w regionie pochodzi z Zatoki Perskiej. Ceny gazu mogłyby potencjalnie podwoić się, co mogłoby spowodować spadek zużycia gazu w Azji o 5–7%. Opierając się na precedensie europejskim, Allianz Trade szacuje, że każdy 1-procentowy spadek zużycia gazu oznaczałby utratę 0,08–0,10 punktu procentowego wzrostu PKB. W związku z tym dla Azji mogłoby to oznaczać wpływ większy niż -0,5 punktu procentowego PKB w przypadku krajów najbardziej dotkniętych, takich jak Korea Południowa (-0,7 punktu procentowego), lub spadek poniżej 0,2 punktu procentowego, jak ma to miejsce w przypadku Indii (-0,1 punktu procentowego).
Wpływ na gospodarki azjatyckie będzie zarazem nierównomierny – wśród krajów najbardziej dotkniętych znajdą się Tajwan, Pakistan i Wietnam, podczas gdy Malezja, Indonezja i Chiny pozostaną w bezpiecznej strefie. Tajwan jawi się jako kraj najbardziej narażony ze względu na wysoką zależność od węglowodorów z Bliskiego Wschodu, wysoki udział ropy w koszyku energetycznym oraz bardzo niski poziom krajowych zapasów ropy. Pakistan i Wietnam również znajdują się w delikatnej sytuacji, ponieważ około 40% ich zużycia ropy naftowej pochodzi ze źródeł bliskowschodnich, a rezerwy są bardzo niskie. Jednak ich koszyk energetyczny jest nieco mniej uzależniony od ropy naftowej niż w przypadku innych rynków wschodzących o podobnej zależności od Bliskiego Wschodu, ale o większych rezerwach. Pomimo rezerw wystarczających na około miesiąc, Indie, a w szczególności Sri Lanka, wykazują podobne cechy i są również bardzo narażone. Tajlandia to kolejna gospodarka zagrożona: pomimo stosunkowo dobrze zapełnionych magazynów rezerw i niskiej zależności od Bliskiego Wschodu, wysokie uzależnienie tego kraju od ropy w koszyku energetycznym może skutkować istotnym szokiem inflacyjnym, ponieważ będzie musiała płacić więcej za ropę (w swoim miksie energetycznym) w porównaniu z innymi krajami. Podobnie, gdyby konflikt i zamknięcie cieśniny Ormuz miały trwać, Filipiny i Indonezja również mogłyby zacząć odczuwać pewien wpływ inflacyjny, ponieważ coraz więcej krajów zacznie konkurować o nowych dostawców (co podniesie ceny). Pomimo względnej zależności od importu z Zatoki Perskiej, Chiny korzystają z jednego z najwyższych poziomów rezerw w regionie w połączeniu ze stosunkowo niską zależnością od ropy w swoim koszyku energetycznym. Indonezja powinna być chroniona przed szokiem inflacyjnym pomimo niskich rezerw, biorąc pod uwagę jej niską zależność od Bliskiego Wschodu, ale także od reszty świata.
Rynki wschodzące spoza Azji są stosunkowo lepiej zabezpieczone przed zakłóceniami w Cieśninie Ormuz. Europejskie rynki wschodzące są stosunkowo odporne na obecny kryzys dzięki niewielkiej ekspozycji na ropę z Bliskiego Wschodu – z wyjątkiem Polski – oraz stosunkowo niskiej zależności od ropy w szerszym koszyku energetycznym a także solidnym rezerwom strategicznym. Z kolei kraje Ameryki Łacińskiej pomimo ich większego uzależnienia od ropy są jednocześnie dobrze odizolowane od obecnego wstrząsu energetycznego ze względu na bardzo niską, marginalną zależność od importu z Bliskiego Wschodu.
Wykres 2: Uzależnienie od ropy z Bliskiego Wschodu na wybranych rynkach wschodzących
Poziom zapasów ropy naftowej:
Uwaga: Uzależnienie od ropy oblicza się jako import netto ropy naftowej z Bliskiego Wschodu podzielony przez całkowite zużycie ropy.
Źródła: IEA, UN Comtrade, Allianz Trade Research
Ostateczny wpływ kryzysu na rynku ropy i gazu na globalną gospodarkę zależeć będzie również od skali środków wsparcia wdrożonych przez poszczególne kraje w celu złagodzenia skutków dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Reakcje polityczne mogłyby znacznie złagodzić szok inflacyjny, co widać było podczas kryzysu energetycznego w Europie w 2022 r. Wówczas rządy europejskie wprowadziły środki wsparcia energetycznego o wartości odpowiadającej w ciągu roku około 4% PKB, na które składały się m.in. ograniczenia cen, obniżki podatków i transfery (subsydia). Zakładając, że obecny wstrząs wywrze mniej więcej o połowę mniejszy efekt niż europejski kryzys energetyczny z 2022 r., to gospodarki azjatyckie, biorąc pod uwagę ich większą zależność od importowanej energii, prawdopodobnie będą potrzebowały dotacji w wysokości około 0,25% PKB (lub około 2% w ujęciu rocznym), aby złagodzić jego wpływ na gospodarstwa domowe i firmy.
W regionie Europy Środkowo-Wschodniej Węgry już wprowadziły już ograniczenia cen paliw, zwiększając presję na deficyt budżetowy, który wynosi już -5,1%. W Azji Indonezja, Korea Południowa i Japonia zapewniają swoim obywatelom stałe wsparcie poprzez dotacje energetyczne i ograniczenia cen ropy. Na Bliskim Wschodzie Egipt znalazł się w niepewnej sytuacji: dotacje pozostają znaczne, budżet na lata 2025/26 już dotychczas uwzględniał alokację na nie 0,6% PKB. Przy deficycie fiskalnym wynoszącym już -10% i równym mu deficycie zewnętrznym Kair może popaść w problemy fiskalne. Podczas ostatniego kryzysu Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar wsparły Egipt dużymi transferami kapitałowymi, ale biorąc pod uwagę nowe priorytety stolic Zatoki Perskiej związane z wojną, pozostaje pytanie, w jaki sposób Egipt mógłby przetrwać długi okres wysokich cen energii.
Pomimo potencjalnych środków zaradczych zakłócenia w dostawach energii, sytuacja wymaga racjonalizacji popytu. Chociaż część niedoboru węglowodorów można złagodzić poprzez dostosowanie koszyka energetycznego – na przykład poprzez tymczasowe zwiększenie produkcji energii z węgla – a około połowa zakłóconych dostaw mogłaby potencjalnie zostać przekierowana lub zrównoważona przez wyższą produkcję ropy w innych miejscach (zwłaszcza w USA lub Rosji), to substytucja dostaw zrekompensowałaby zakłócenia tylko częściowo. W takim scenariuszu racjonalizacja popytu na energię stałaby się nieunikniona, co dotknęłoby zarówno przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe. Kilka gospodarek azjatyckich – od Japonii po Tajlandię – odczuwa skutki zamknięcia cieśniny Ormuz i podjęło szybkie działania w celu zarządzania dostawami, wdrażając środki od zakazów eksportu paliw i polityki oszczędzania energii, takich jak czterodniowy tydzień pracy i nakaz pracy zdalnej, po zwiększenie zakupów ropy od Rosji. Doświadczenia Europy z 2022 r. ilustrują skalę dostosowań, które mogą być konieczne. W szczytowym momencie kryzysu, kiedy ceny gazu wzrosły trzykrotnie do 330 EUR/MWh, a zależność od Rosji wynosiła ponad 40% całkowitego importu gazu do UE, Europie udało się zmniejszyć zużycie gazu o prawie 20% w następstwie wysokich cen, niedoborów dostaw i nadzwyczajnych środków politycznych (odgórnej polityki ograniczania zużycia i kampanii społecznych).
Bliski Wschód odpowiada za 30% całkowitego importu gazu ziemnego do Azji, przy czym również w tym przypadku występują pewne różnice między poszczególnymi krajami. Indie, których 80% importu pochodzi z Zatoki Perskiej, są najbardziej narażone na wpływ konfliktu na ceny gazu, a za nimi plasują się Wietnam i Indonezja. Ponieważ jednak gaz ziemny nie odpowiada za produkcję dużej części energii w tych krajach, to wpływ ten powinien pozostać stosunkowo niewielki. Chociaż wstrząs w dostawach gazu będzie znacznie mniejszy niż w przypadku ropy, to należy uważnie monitorować Tajlandię, Tajwan i Pakistan, ponieważ w ich koszyku energetycznym gaz ziemny ma większy udział niż średnia w całym regionie, a jednocześnie są one stosunkowo zależne od importu z Bliskiego Wschodu, zwłaszcza Tajwan i Pakistan, gdzie region Zatoki Perskiej zaspokaja ponad 25% ich zużycia.
Bardziej dotkliwe i systemowe skutki uboczne pojawią się, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta dłużej niż przez krótki okres, przekształcając to, co zaczęło się jako szok cenowy, w zakłócenie strukturalne. Każdy dodatkowy tydzień zamknięcia Cieśniny Ormuz potęguje presję recesyjną, ponieważ rezerwy się wyczerpują, a niedobory podaży się pogłębiają. W scenariuszu trwającym dłużej niż trzy miesiące PKB rynków wschodzących odnotuje średni spadek o -0,5 pp lub więcej, przy czym gospodarki najbardziej uzależnione od energii poniosą nieproporcjonalnie dużą część tego obciążenia. W takim scenariuszu rynki wschodzące borykające się z podwójnym deficytem – budżetowym i na rachunku bieżącym – stanęłyby w obliczu silnej presji, ponieważ rosnące rachunki za import energii pogłębiałyby i tak już napięte salda zewnętrzne oraz potrzeby finansowe.Najpoważniej ucierpiałyby kraje borykające się z potrójnym deficytem – gdzie do deficytu budżetowego i na rachunku bieżącym dochodzi jeszcze deficyt bilansu energetycznego (jak niestety Polska) – które w tej sytuacji stanęłyby w obliczu jednoczesnej presji na swoje waluty, spready obligacji skarbowych (koszt obsługi zadłużenia) i tempo wzrostu, dysponując jednocześnie bardzo ograniczoną przestrzenią polityczną do reagowania.
Kraje, w których występuje jednocześnie deficyt budżetowy, nierównowaga w bilansie płatniczym oraz uzależnienie od importu energii, okazują się najbardziej narażone na długotrwałe zakłócenia w dostawach energii z Bliskiego Wschodu.Gospodarki takie jak Rumunia, Polska i Tunezja wykazują najwyraźniejszą konfigurację potrójnego deficytu, gdzie znaczne deficyty budżetowe zbiegają się z deficytami na rachunku bieżącym i strukturalnie ujemnym bilansem energetycznym. W tych przypadkach wyższe ceny ropy naftowej jednocześnie zwiększyłyby deficyty zewnętrzne, pogorszyłyby dynamikę budżetową poprzez dotacje energetyczne lub słabszy wzrost gospodarczy oraz osłabiłyby ich waluty pogorszając warunki wymiany handlowej (koszt importu surowców). Kilka krajów wschodzących i o niższych dochodach, które są importerami – w szczególności Egipt, Sri Lanka, Kenia, Etiopia, Jordania, Maroko i Bangladesz – również wydają się szczególnie narażone na skumulowany efekt tych deficytów ze względu na już wysokie potrzeby finansowe i swoje ograniczone bufory makroekonomiczne. Natomiast eksporterzy surowców, tacy jak Nigeria, Kolumbia i Indonezja, są stosunkowo bezpieczne ponieważ dodatnie salda energetyczne stanowią naturalne zabezpieczenie przed wyższymi cenami ropy, wspierając zarówno dochody budżetowe, jak i rachunki zewnętrzne.
Druga grupa gospodarek znajduje się w strefie pośredniej, gdzie ich podatność na efekty przedłużającego kryzysu na rynkach węglowodorów wynika przede wszystkim z zależności energetycznej, a nie z szeroko zakrojonych zaburzeń równowagi makroekonomicznej. Do tej kategorii należą Chile, Chiny, Indie, Filipiny, Węgry, Tajwan, Tajlandia i Turcja. Gospodarki te charakteryzują się strukturalnie ujemnym bilansem energetycznym i w związku z tym stanęłyby w obliczu presji na rachunki zewnętrzne, gdyby ceny pozostały wysokie, ale ogólny wpływ makroekonomiczny zależy od przestrzeni politycznej i zewnętrznych buforów. W kilku przypadkach stosunkowo łatwe do opanowania salda rachunku bieżącego, zdywersyfikowane gospodarki lub silniejsze pokrycie rezerw mogłyby złagodzić wstrząs. Natomiast duzi eksporterzy surowców, tacy jak Brazylia i Meksyk, wydają się strukturalnie odporni pomimo deficytów budżetowych, ponieważ eksport energii łagodzi wpływ wyższych cen. Ogólnie rzecz biorąc, tabela podkreśla, że przenoszenie się przedłużającego się wstrząsu naftowego na rynki wschodzące pozostanie bardzo nierównomierne, a ryzyko skoncentruje się w gospodarkach, w których nakładają się na siebie nierównowagi zewnętrzne, ograniczenia budżetowe i zależność energetyczna.
Tabela 1. Ekspozycja rynków wschodzących, reakcje rynkowe i mechanizmy radzenia sobie
Źródła: LSEG, Allianz Trade Research. Uwaga: Dane na dzień 13.03.2026 r. Na zielono zaznaczono banki centralne, które obniżały stopy procentowe przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.
W szczególności Turcja i Indie znajdują się na styku rywalizujących bloków – korzystne położone geograficzne, politycznie niezaangażowane, a jednocześnie gospodarczo współzależne – stąd grozi im poniesienie kosztów tych współzależności. Z perspektywy rynkowej oba kraje nadal odnotowują podwójny deficyt (poza energetycznym także budżetowy i na rachunku bieżącym). W ubiegłym roku Turcja po raz pierwszy od 2022 r. powróciła do dodatniego salda pierwotnego, podczas gdy Indie od pewnego czasu odnotowują dodatnie saldo pierwotne. W przypadku Turcji najnowsza historia pokazuje, że gdy ceny energii osiągały najwyższy poziom (w 2022 r., ale także w cyklu 2012–2014), Ankara utrzymywała dodatnie saldo pierwotne – kosztem inflacji. W tym roku saldo rachunku bieżącego będzie raczej ujemne i może osiągnąć 2–2,5% PKB, jeśli ceny energii pozostaną wysokie, co wpłynie na lirę i inflację w kraju, ale może też istnieć możliwość wdrożenia pewnych dotacji. Dyscyplina fiskalna jest wciąż zachowana, ale pokusa złagodzenia skutków wzrostu cen energii w jakiś sposób również może wzrosnąć biorąc pod uwagę: stosunek długu do PKB na poziomie 25%, dalszy wzrost wartości rezerw złota oraz nieustannie toczącą się debatę na temat przyspieszenia wyborów prezydenckich przed ich zaplanowanym zgodnie z kalendarzem wyborczym terminem w maju 2028 r. Indie również znajdują się w lepszej sytuacji niż w scenariuszu z 2022 r., przy czym deficyt budżetowy zmniejszył się w porównaniu z okresem 2022 r. (-0,8% w 2025 r. w porównaniu z -2% w 2022 r.), a saldo zewnętrzne wynosi -0,2% PKB. Chociaż niedobór energii mógłby im zaszkodzić, to Indie mogłyby zastąpić import ropy naftowej i gazu ziemnego większym zużyciem krajowego węgla, łagodząc część tego wstrząsu. Jednocześnie indyjskie rezerwy walutowe pozostają na bardzo wysokim poziomie, odpowiadającym 11-miesięcznemu importowi.
Czy rynki wschodzące czekają wzrost cen energii?
Nowa eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może zniwelować rekordowe zyski rynków wschodzących. Rok 2025 rozpoczął się od wyraźnego odpływu kapitału z rynków wschodzących (z wyłączeniem Chin), osiągając skumulowany najniższy poziom -10,8 mld USD w okresie wprowadzenia ceł prezydenta Trumpa z okazji „Dnia Wyzwolenia”. Był to jednak punkt zwrotny, ponieważ nastroje rynkowe i deprecjacja dolara zmieniły się na korzyść rynków wschodzących, przywracając napływ kapitału do nich. W rezultacie rok 2025 zakończył się rekordowymi przepływami portfelowymi (410 mld USD), prawie dwukrotnie wyższymi niż w poprzednim roku, znacznie powyżej średniej historycznej i stanowiącymi odwrócenie tendencji w stosunku do odpływu kapitału odnotowanego po pandemii. Fundusze obligacji rynków wschodzących zakończyły rok 2025 pierwszym rocznym napływem netto od 2021 r., wynoszącym łącznie +31,8 mld USD.
Wykres 3: Przepływy kapitałowe na rynki wschodzące, mld USD
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Trade Research
Patrząc w perspektywie do końca 2026 r., choć klasa aktywów rynków wschodzących jest strukturalnie silniejsza, kluczowym aspektem przyszłych działań będzie selektywność. Bezpośrednia ekspozycja benchmarku na kraje najbardziej narażone (Egipt, Indie, Filipiny, Tajlandia, Turcja) pozostaje ograniczona, ponieważ stanowią one mniej niż 3% indeksu MSCI Emerging Markets ex-China. Najbardziej wrażliwe gospodarki europejskie (Polska, Rumunia) rzeczywiście odczułyby skutki wyższej inflacji, ale ryzyko niedoborów podaży zostałoby prawdopodobnie zrównoważone przez europejskie mechanizmy, które prawdopodobnie zostałyby przywrócone, gdyby konflikt trwał dłużej.
Rynki walutowe szybko zareagowały na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie, a większość walut rynków wschodzących osłabiła się w ciągu pierwszego tygodnia. W okresie od 27 lutego do 13 marca kilka walut odnotowało gwałtowne spadki, ponieważ wyższe ceny ropy i silniejszy dolar amerykański wywołały powszechną ucieczkę od ryzyka (wykres 4). Największą deprecjację odnotował funt egipski (-9,2%), co odzwierciedla jego wrażliwość jako dużego importera netto energii z istotnym deficytem budżetowym i zewnętrznym. Waluty Europy Środkowej również znacznie osłabły, a forint węgierski (-8%), złoty polski (-4,9%) i korona czeska (-4,5%) znalazły się pod presją, ponieważ silna zależność regionu od importowanej energii połączyła się z likwidacją pozycji inwestorów. W Ameryce Łacińskiej wśród walut osiągających najgorsze wyniki wyróżniało się peso chilijskie (-4,9%) ze względu na ujemny bilans energetyczny, natomiast w Azji osłabiły się również peso filipińskie (-3,6%) i baht tajski (-4,6%) w związku z dużym uzależnieniem regionu od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Część wyprzedaży odzwierciedla likwidację wcześniejszych pozycji inwestorów: kilka walut, które osiągały dobre wyniki na początku roku, znalazło się wśród walut o najgorszych wynikach podczas ostatniej fali unikania ryzyka.
W miarę stabilizacji warunków, zmiany kursów walut będą prawdopodobnie wyraźniej odzwierciedlać różnice w ekspozycji poszczególnych krajów na sektor energetyczny. Wyższe ceny ropy naftowej zazwyczaj wspierają waluty eksporterów energii, jednocześnie osłabiając waluty importerów, co sugeruje, że waluty niektórych eksporterów z Ameryki Łacińskiej, takie jak real brazylijski i peso kolumbijskie, mogą się ustabilizować po ustąpieniu początkowej korekty spowodowanej awersją do ryzyka. Natomiast waluty takie jak forint węgierski, won koreański, rand południowoafrykański i peso chilijskie wydają się już uwzględniać część szoku energetycznego i mogą pozostać wrażliwe na rozwój konfliktu oraz zmiany cen ropy.
Niektóre waluty pozostały stosunkowo odporne pomimo ekspozycji na wyższe ceny ropy, zwłaszcza rupia indyjska i lira turecka, gdzie aktywne zarządzanie banku centralnego pomogło ograniczyć zmienność. Jednak im dłużej ceny energii pozostają na wysokim poziomie, tym trudniej może być utrzymanie tej stabilności. W perspektywie długoterminowej czas trwania zakłóceń w Cieśninie Ormuz pozostanie kluczowym czynnikiem determinującym dalszą presję na rynki walutowe: przedłużające się zakłócenia utrzymałyby ceny energii na wysokim poziomie i wzmocniłyby pozycję dolara amerykańskiego, podczas gdy szybsze rozwiązanie konfliktu prawdopodobnie pozwoliłoby na częściowe odwrócenie ostatniej słabości walut omawianej grupy krajów (w tym Polski).
Wykres 4: Zmiany kursów walut od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie
Źródła: LSEG Refinitiv, Allianz Trade Research
Pomimo trwającego szoku nadal postrzegamy fundamenty rynków wschodzących jako silne, co częściowo łagodzi wpływ wojny. Rezerwy walutowe pozostały na wysokim poziomie, ponieważ wiele rynków wschodzących wykorzystało warunki panujące w 2025 r. do ich odbudowy, pomimo wyzwań związanych z amerykańskimi cłami. Banki centralne Indii, Korei Południowej, Tajwanu i kilku krajów Azji Południowo-Wschodniej odzyskały około 132 mld USD rezerw walutowych pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r., czyli ponad połowę tego, co straciły podczas wcześniejszych defensywnych interwencji walutowych, czemu sprzyjał słabszy dolar i napływ kapitału. Bank centralny Indii był szczególnie agresywny w odbudowywaniu rezerw, aby lepiej bronić rupii w przypadku spadków.
Wykres 5: W ciągu ostatniego roku rezerwy walutowe wzrosły w większości rynków wschodzących (wzrost r/r)
Uwaga: Rezerwy międzynarodowe, w tym złoto
Źródła: LSEG, Allianz Trade Research
Szczęście w nieszczęściu – eskalacjakonfliktu na Bliskim Wschodzie pojawiła się w stosunkowo „korzystnym” momencie dla różnic stóp procentowych (kraje wschodzące – dolar), ponieważ benchmarkowe obligacje skarbowe USA odnotowały szeroki spadek, związany ze strukturalną zmiany wyceny premii za ryzyko fiskalne w USA w 2025 r. W 2025 r. realne stopy procentowe uległy poprawie, ponieważ inflacja w gospodarkach wschodzących spowolniła szybciej niż stopy nominalne, co pozwoliło bankom centralnym zachować znaczący bufor realnych stóp procentowych bez naruszania stabilności walutowej lub wywoływania destrukcyjnego odpływu kapitału. Ta równoległa konfiguracja ujawniła ogólną poprawę sytuacji w świecie rynków wschodzących, jednocześnie podkreślając wyraźne podziały w tej grupie. Turcja, Brazylia, Kolumbia i Nigeria wyróżniają się największymi różnicami nominalnymi w stosunku do amerykańskich obligacji skarbowych, choć argumenty przemawiające za inwestycjami znacznie się różnią w poszczególnych rynkach. Turcja, Brazylia i Kolumbia oferują również podwyższone stopy realne, co tworzy rzadką zgodność wartości wewnętrznej i zewnętrznej. Republika Południowej Afryki wraz z Meksykiem zajmują pozycję pośrednią, charakteryzującą się podwyższoną różnicą i wysoką stopą realną, choć mniej ekstremalną niż w Brazylii i Kolumbii. Tymczasem Chiny, Tajlandia i Malezja oferują niewielkie różnice stóp w stosunku do USA, co sugeruje, że rynki te są wyceniane korzystnie przede wszystkim przez inwestorów krajowych.
Wykres 6: Stopa realna, różnica stóp procentowych i swapy ryzyka kredytowego na wybranych rynkach wschodzących
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Trade Research
Ten nowy wstrząs geopolityczny odnawia jednak obawy przed stagflacją, a banki centralne wstrzymują się z działaniami ze względu na wyższą presję inflacyjną. Oczekiwania inflacyjne gwałtownie wzrosły w związku z szybkim wzrostem cen w ciągu tygodnia od zamknięcia Cieśniny Ormuz – dynamika ta jest już widoczna na rynkach amerykańskich obligacji skarbowych, na których ich rentowności gwałtownie wzrosły, a nie spadły, ponieważ rynki obligacji wyceniają ten konflikt przede wszystkim jako szok inflacyjny, a nie szok wzrostowy. Stawia to banki centralne w bardzo niekomfortowej sytuacji: spowolnienie wzrostu gospodarczego zwykle wymagałoby obniżek stóp procentowych, ale utrzymująca się inflacja spowodowana cenami energii uniemożliwia im podjęcie takich działań. Fed, który dotychczas podążał ścieżką stopniowego łagodzenia polityki pieniężnej, może teraz zmienić kurs i utrzymać stopy na niezmienionym poziomie, a nawet podnosić je do końca 2026 r. Dla banków centralnych rynków wschodzących – z których wiele, jak Egipt i Turcja, już teraz porusza się po kruchych ścieżkach dezinflacji – ograniczenie to jest jeszcze bardziej wiążące, ponieważ presja na deprecjację waluty potęguje inflację importowaną, pozostawiając niewiele miejsca na wspieranie wzrostu gospodarczego bez ryzyka ponownej spirali inflacyjnej.
Spready obligacji państwowych rynków wschodzących nieznacznie wzrosły, odzwierciedlając ostrożne podejście w nastrojach inwestorów. Zmiana ta była bardziej wyraźna w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Europie Środkowo-Wschodniej. Najbardziej gwałtowne korekty miały miejsce w krajach najbardziej narażonych, takich jak Bahrajn czy Pakistan, gdzie poważna wrażliwość na import energii spotęgowała wrażliwość rynków. Natomiast pozostała część regionu Zatoki Perskiej pozostała stosunkowo stabilna, wspierana przez wysokie dochody z ropy naftowej, które częściowo zrównoważyły podwyższone ryzyko geopolityczne. Tę odporność należy jednak interpretować ostrożnie. Historycznie rzecz biorąc, rynki spreadów miały tendencję do wyceniania wstrząsów geopolitycznych z opóźnieniem, reagując bardziej zdecydowanie dopiero gdy twarde dane ekonomiczne zaczynają ujawniać ich rzeczywisty wpływ. Jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta dłużej niż około czterech tygodni, a zakłócenia w dostawach zaczną przekładać się na wskaźniki makroekonomiczne, nie można wykluczyć szerszego i bardziej chaotycznego rozszerzenia spreadów kredytowych na rynkach wschodzących, szczególnie wśród państw zależnych od importu energii.
Kluczową kwestią jest to, czy lokalne rynki obligacji zaczynają uwzględniać w swoich wycenach ryzyko inflacyjne. Kluczowym pytaniem jest to, czy lokalne rynki obligacji zaczynają wyceniać ryzyko inflacyjne. Progi rentowności (ang. breakeven inflation – BEI)[1] stanowią miarę oczekiwań inflacyjnych oczekiwanych przez rynek w czasie rzeczywistym. Ponieważ ceny ropy są istotnym motorem kompensacji inflacyjnej (Wykres 7), wzrost cen ropy powinien standardowo wypychać wskaźniki BEI na rynkach wschodzących (EM) w górę. Jednak przed obecnymi wstrząsami zabezpieczenie przed inflacją na rynkach wschodzących wydawało się niezwykle tanie. Dla reprezentatywnego koszyka gospodarek średni 10-letni próg rentowności wynosił zaledwie 3,89%, podczas gdy historyczna wrażliwość na 10-procentowy wzrost cen ropy wynosiła średnio tylko +8 pb w BEI – znacznie poniżej tego, co nasze symulacje sugerują w odniesieniu do faktycznej stopy inflacji. Innymi słowy, oczekiwania inflacyjne nadal reagowały na ceny ropy, ale w znacznie mniejszym stopniu niż podczas poprzednich okresów napięć. Ma to znaczenie, ponieważ wrażliwość BEI na ceny ropy zazwyczaj wzrasta, gdy rynki zaczynają postrzegać wstrząs jako bardziej trwały i strukturalny. Jeśli konflikt będzie długotrwały, oczekiwania inflacyjne na krzywych rentowności rynków wschodzących prawdopodobnie ulegną zatem silniejszej korekcie.
Wykres 7: 10-letnie rynkowe oczekiwania inflacyjne (BEI) na rynkach wschodzących (z wyłączeniem Turcji) a cena ropy
Uwagi: Prognozę inflacji wyliczono tylko dla krajów, które mają aktywny rynek obligacji indeksowanych inflacją. Uwzględniono Brazylię, RPA, Polskę, Meksyk, Koreę Południową, Turcję, Chile, Izrael i Kolumbię.
Czy ta korekta już się rozpoczęła? Wstępne dane wskazują, że trwają zmiany wyceny, ale nie są one jednolite. W pierwszym tygodniu po atakach (od 27 lutego do 9 marca) największe poszerzenie krzywej breakeven odnotowała RPA – o +57 pb, z 4,32% do 4,89%, co jest zgodne z wrażliwością jej rachunku bieżącego i zależnością od importu energii. Wartość breakeven w Polsce wzrosła o +34 pb, a w Meksyku o +28 pb – są to znaczące zmiany na rynkach, na których przed szokiem oczekiwania inflacyjne były zbliżone do celów banku centralnego lub nawet poniżej nich. Korekta nie była jednak powszechna. Wartość breakeven w Kolumbii spadła o 45 pb, ponieważ rynki uwzględniły korzyści wynikające z warunków handlu netto eksportera ropy, podczas gdy w Izraelu wzrosła ona jedynie o +10 pb.
Analiza zmian nominalnych rentowności 10-letnich obligacji pomaga wyjaśnić czynniki stojące za zmianą wyceny oraz stopień, w jakim odzwierciedla ona inflację w porównaniu z ogólną awersją do ryzyka (wykres 8). Chile jest obecnie najbardziej wyraźnym przykładem korekty cen spowodowanej inflacją: wzrost nominalnych rentowności o 18 pb wynikał w znacznej mierze z rozszerzenia krzywej breakeven o 33 pb, podczas gdy realne rentowności spadły o 15 pb, co wskazuje, że ruch ten był w całości skorelowany z wyższymi oczekiwaniami inflacyjnymi. W przypadku Turcji (+233 pb nominalnie, w tym +181 pb z tytułu breakeven) i Korei (+26 pb, z czego +20 pb z tytułu breakeven) również większość korekty cen wynikała z kompensacji inflacji. Meksyk, który początkowo wydawał się prawie całkowicie napędzany inflacją, od tego czasu doświadczył szerszej wyprzedaży: rentowności nominalne wzrosły obecnie o +49 pb, z czego +28 pb można przypisać poziomom breakeven, a +21 pb – rentownościom realnym. Nadal wskazuje to na ruch wywołany inflacją, ale z bardziej widocznym elementem premii za ryzyko niż wcześniej. Brazylia to znacznie wyraźniejszy kontrast. Nominalne rentowności wzrosły o +88 pb, mimo że krzywe breakeven spadły o 6 pb, co oznacza wzrost realnych rentowności o +94 pb i wyraźnie wskazuje na wyższe premie kredytowe i płynnościowe, ale nie na inflację. Również RPA podąża w tym kierunku. Przy nominalnych rentownościach wyższych o 96 punktów bazowych rozszerzenie krzywej breakeven w dużej mierze uległo odwróceniu do zaledwie 22 punktów bazowych, przy czym 74 punkty bazowe wyjaśnić można wyższymi realnymi rentownościami, co sugeruje, że ruch ten jest obecnie związany głównie z awersją do ryzyka, a nie z początkowo obserwowaną zmianą wyceny oczekiwań inflacyjnych. Kolumbia (-13 pb) pozostaje wyjątkiem, w którym rentowności nominalne nadal rosną, ponieważ rynki nadal doceniają korzyści wynikające z poprawy warunków dla tego eksportera netto ropy, podczas gdy Izrael (+14 pb) przeszedł od umiarkowanego wzrostu do łagodnej wyprzedaży. W Europie Środkowo-Wschodniej najostrzejsze wyprzedaże na lokalnych rynkach stóp odnotowały Turcja, Rumunia i Węgry, a Polska nie pozostaje daleko w tyle. Zmiana w Turcji (+233 pb) – najbardziej wyraźna spośród wszystkich rynków wschodzących – odzwierciedla połączenie silnej zależności od importu ropy, bliskości geograficznej konfliktu oraz rynku, na który już wcześniej wyceniana była kruchość dynamiki dezinflacji. Rumunia (+101 pb) wyprzedziła Węgry (+94 pb) jako kraj o drugim największym wahaniu w regionie: oba kraje skorzystały na silnym wzroście stóp procentowych przed wybuchem konfliktu, a obecna wyprzedaż jest częściowo korektą techniczną, ponieważ inwestorzy realizują zyski z rozciągniętych długich pozycji, co potęguje dodatkowo obecnie wrażliwość energetyczna regionu i szeroka korekta cen w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w związku z awersja do ryzyka (ucieczka do dolara). Polska (+83 pb) i Czechy (+59 pb) dopełniają obraz ogólnej bieżącej słabości regionu Europy Środkowo-Wschodniej w wycenach lokalnych obligacji skarbowych.
Wykres 8: Zmiany rentowności 10-letnich obligacji rynków wschodzących po wybuchu konfliktu: wpływ inflacji breakeven na realną rentowność, pb
Źródło: Bloomberg, LSEG Datastream, Allianz Research. Uwagi: Zmiany rentowności w okresie od 27.02.2026 r. do 13.03.2026 r.
Perspektywy przepływów kapitałowych na rynkach wschodzących w 2026 r. są obecnie w dużym stopniu uzależnione od scenariusza, który będzie realizowany. W przypadku krótkotrwałego konfliktu – trwającego od czterech do pięciu tygodni – napływ kapitału do rynków wschodzących powinien pozostać ogólnie dodatni, a rynki stosunkowo szybko powrócą do warunków sprzed Dnia Wyzwolenia. Inwestorzy staną się jednak bardziej selektywni, dokonując wyraźniejszego rozróżnienia między krajami na podstawie ekspozycji na sektor energetyczny (jak Polska) i podatności na inflację, zamiast traktować rynki wschodzące jako jednolitą klasę aktywów. Przedłużający się konflikt znacząco zmieniłby ten obraz. Przepływy kapitałowe skierowałyby się w stronę bezpieczniejszych aktywów, podczas gdy gospodarki najbardziej narażone – przede wszystkim Egipt i Pakistan – stanęłyby w obliczu najsilniejszej presji na odpływ kapitału, ponieważ połączenie napięć walutowych i importowanej inflacji zmieniłoby ich profil ryzyka. W tym otoczeniu wycena prawdopodobnie przybrałaby formę selektywnej premii za ryzyko energetyczne, wyraźnie rozróżniającej emitentów państwowych narażonych na ryzyko od tych, którzy są od niego odizolowani, zamiast wywoływać szeroko zakrojoną wyprzedaż aktywów rynków wschodzących.
Ten scenariusz ma miejsce w kontekście dotychczas wyjątkowo dobrego roku dla emisji długu rynków wschodzących. Jeśli chodzi o waluty twarde, emisja obligacji państwowych wzrosła z około 72 mld USD w 2022 r. do około 236 mld USD w 2025 r. – najwyższego poziomu w historii – odzwierciedlając rzeczywisty powrót dostępu do międzynarodowych rynków finansowania. Głównymi motorami tego wzrostu były Arabia Saudyjska i Turcja, przy czym sama emisja Turcji wzrosła z 12 mld USD w 2022 r. do około 31 mld USD w 2025 r. Znaczący wkład miała również Polska, której emisja wzrosła do około 30 mld USD w 2024 r., a dodatkowe wsparcie zapewniły Zjednoczone Emiraty Arabskie i Meksyk. Równolegle wzrosła emisja obligacji w walutach lokalnych, na czele z Brazylią, Polską i Indiami, przy czym Czechy stały się szczególnie znaczącym emitentem z wynikiem 195 mld USD – największym bezwzględnym wzrostem w tym okresie – przy dalszym wsparciu ze strony Tajlandii i Meksyku. Skala tego ożywienia podkreśla, jak wiele jest w grze: przedłużający się konflikt grozi przerwaniem wieloletniego trendu odbudowy dostępu rynków wschodzących do finansowania właśnie w momencie, gdy zyskały one najsilniejszą od lat pozycję na globalnym rynku.
Nieco ponad dwa tygodnie po rozpoczęciu konfliktu obserwujemy niewielkie pogorszenie wyników wśród bardziej narażonych emitentów państwowych. Podczas gdy Filipiny nadal notują wyniki zasadniczo zgodne z ogólną sytuacją na rynku, Egipt – a w szczególności Turcja i Indie – doświadczyły bardziej wyraźnego poszerzenia spreadów. Jeśli za punkt odniesienia przyjąć konflikt na Ukrainie, spready mogą wzrosnąć o około jedną trzecią do połowy poziomu sprzed kryzysu. W praktyce oznaczałoby to szacunkowe poszerzenie spreadów o około 80 pb dla Turcji, 35 pb dla Filipin, 180 pb dla Egiptu i 35 pb dla Indii. Warto jednak zauważyć, że sytuacja makrofinansowa Turcji jest obecnie znacznie lepsza niż na początku 2022 r., a premie za ryzyko związane z energią podczas kryzysu na Ukrainie okazały się ostatecznie krótkotrwałe.
[1]Różnica między rentownością zwykłych obligacji a obligacji indeksowanych inflacją. Pokazuje, jakiej inflacji spodziewa się rynek.Stąd 10-letnie progi rentowności to miara oczekiwań inflacyjnych na podstawie obligacji 10-letnich
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Synektika jednomyślnie zatwierdziło podział tej giełdowej spółki, w wyniku którego do Syn2bio – podmiotu, który również będzie notowany na GPW – trafi działalność związana z badaniami nad kardioznacznikiem i przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku do diagnostyki chorób serca.
– Decyzje akcjonariuszy Synektika oraz Syn2bio, podjęte na walnych zgromadzeniach i zatwierdzające podział, oznaczają, że jesteśmy już na ostatniej prostej procesu wydzielenia projektu kardioznacznika do odrębnej spółki. Cieszy nas, że koncepcja podziału spotkała się z szerokim poparciem akcjonariuszy uczestniczących w NWZ Synektika – uchwała została podjęta jednomyślnie. Przed nami jeszcze formalna rejestracja podziału przez sąd. Jeśli nastąpi to zgodnie z założonym harmonogramem, Syn2bio zadebiutuje na warszawskim parkiecie około 16 kwietnia – komentuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika oraz prezes Syn2bio.
Obopólne korzyści dzięki podziałowi
Głównym przedmiotem działalności Syn2bio będzie dalszy rozwój projektu kardioznacznika oraz jego komercjalizacja, a w przyszłości także poszukiwanie nowych, innowacyjnych cząsteczek farmaceutycznych.
Kardioznacznik SYN2 to innowacyjny radiofarmaceutyk do diagnostyki chorób serca wieńcowej, o globalnym potencjale sprzedaży. W wyniku podziału, Syn2bio przejmie od Synektika wyłączne prawa do produkcji i sprzedaży tego znacznika na całym świecie. Jednocześnie jest on pod ochroną patentową na najbardziej istotnych rynkach, w tym Europy i Japonii, oraz jest w procesie uzyskiwania ochrony patentowej w Stanach Zjednoczonych. Synektik z sukcesem zakończył pierwszą oraz drugą fazę badań klinicznych i obecnie jest na zaawansowanym etapie badań trzeciej, ostatniej fazy. Pozytywne zakończenie tego etapu umożliwi rozpoczęcie procesu rejestracyjnego w Europie i Stanach Zjednoczonych, niezbędnego do wprowadzenia kardioznacznika do obrotu na tych rynkach.
Głównym źródłem przyszłych przychodów Syn2bio będą tzw. umowy partneringowe, czyli np. licencje na produkcję kardioznacznika udzielone podmiotom trzecim, m.in. w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych, lub własna produkcja tego radiofarmaceutyku przez Syn2bio. W opinii Spółki, największy potencjał związany z przyszłą komercjalizacją kardioznacznika jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku wykonuje się około 7 milionów badań perfuzji mięśnia sercowego. Drugim rynkiem z największym potencjałem jest rynek europejski.
Synektik wyposaży Syn2bio w odpowiednie środki do kontynuowania badań klinicznych przez okres kolejnych 12-14 miesięcy po podziale. Łączna kwota finansowania zapewniona przez Synektik to 50 mln zł (licząc od daty wyceny spółek na potrzeby podziału, tj. od 30 czerwca 2025 r.). Spółka Syn2bio będzie ponadto mogła ubiegać się o środki pochodzące z grantów, dotacji oraz programów finansowania badań rozwojowych przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie są obecnie dostępne.
Obok dodatkowego finansowania zewnętrznego, spółce Syn2bio, skupionej na rozwoju projektu kardioznacznika i poszukiwaniu nowych cząsteczek farmaceutycznych, łatwiej też będzie pozyskać inwestorów, w tym branżowych, zainteresowanych takim profilem działalności, akceptujących inny poziom ryzyka i oczekujących wyższej potencjalnej stopy zwrotu w przyszłości.
Pozostała działalność prowadzona obecnie przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się on zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych, opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych, produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków, a także pracami badawczo-rozwojowymi w zakresie poszukiwania generyków istniejących produktów radiofarmaceutycznych, które nie wymagają prowadzenia długotrwałych badań klinicznych.
Synektik jest dziś dojrzałą, wysokodochodową firmą, z potencjałem dalszego systematycznego wzrostu sprzedaży i dochodów. Po sfinalizowaniu podziału, wyniki wypracowywane przez Synektik nie będą już uwzględniały kosztów badań nad kardioznacznikiem (w ostatnich latach wynosiły one około 20-30 mln zł rocznie), co przełoży się na wyższą rentowność, zwiększając tym samym potencjał wypłat dywidendy.
Emisja akcji podziałowych Syn2bio dla akcjonariuszy Synektika
12 marca br. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt Syn2bio. Został on przygotowany w związku z emisją akcji podziałowych, które zostaną przydzielone akcjonariuszom Synektika w drodze oferty publicznej. Przydział nastąpi w stosunku 1 do 1. Oznacza to, że za każdą 1 akcję Synektika posiadaną w tzw. dniu referencyjnym inwestor otrzyma 1 akcję Syn2bio. Nastąpi to automatycznie, bez konieczności podejmowania dodatkowych czynności przez akcjonariuszy. Wyemitowanych zostanie łącznie 8.529.129 akcji Syn2bio (na taką samą liczbę akcji dzieli się obecnie kapitał Synektika).
Intencją Spółki jest, aby dzień referencyjny został wyznaczony na 7 kwietnia br. W takim scenariuszu, sesja giełdowa 1 kwietnia (tj. dwa dni sesyjne przed dniem referencyjnym) będzie ostatnią, na której będzie możliwość nabycia akcji Synektika uprawniających do uczestnictwa w podziale. Oznacza to zarazem, że kurs odniesienia na kolejną sesję (2 kwietnia) zostanie pomniejszony o wartość działalności wydzielanej do Syn2bio, czyli o około 7,73% (proporcja ta wynika z wyceny sporządzonej wcześniej na potrzeby planu podziału, wg stanu na 30 czerwca 2025 r.). Wartość ta będzie jednocześnie stanowiła kurs odniesienia dla pierwszej sesji notowania akcji Syn2bio na GPW. Według przyjętego harmonogramu, giełdowy debiut Syn2bio spodziewany jest około 16 kwietnia br.
Przewidywany harmonogram podziału Synektika i publicznej oferty akcji Syn2bio – dalsze kroki
24 marca 2026 r.
Podjęcie przez GPW warunkowej uchwały dot. dopuszczenia akcji Syn2bio S.A. do obrotu na rynku regulowanym (pod warunkiem dojścia podziału do skutku)
30 marca 2026 r.
Wpis w rejestrze przedsiębiorców KRS podwyższenia kapitału zakładowego Syn2bio dokonanego w związku z podziałem Synektik S.A. (Dzień Wydzielenia)
1 kwietnia 2026 r.
Ostatni dzień sesyjny, w którym będzie można nabyć akcje Synektik S.A. uprawniające do objęcia akcji Syn2bio S.A.
7 kwietnia 2026 r.
Dzień Referencyjny
10 kwietnia 2026 r.
Podjęcie przez GPW uchwały o wprowadzeniu akcji Syn2bio S.A. do obrotu na rynku regulowanym
16 kwietnia 2026 r.
Pierwszy dzień notowania akcji Syn2bio S.A. na rynku regulowanym GPW
Najnowsze dane GUS o skali budownictwa mieszkaniowego w Polsce nie pozostawiają złudzeń. Przed nami bardzo przeciętny rok. Dwa filary tego rynku, czyli firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe, wyraźnie zredukowały aktywność, rozpoczynając w lutym budowę o 15% mniejszej liczby mieszkań niż rok temu. Jeśli spojrzeć na skumulowane statystyki ze stycznia i lutego, sytuacja wygląda jeszcze poważniej – zanotowano spadek o 22% rok do roku i wynik aż o 14% gorszy od średniej z ostatnich pięciu lat. Na tle tej rynkowej zimy wyłania się jednak zaskakujący paradoks – przebudzenie w kategorii mieszkań społeczno-czynszowych. Choć skala budownictwa jest tu nadal niewielka, to w kontekście nowej strategii mieszkaniowej rządu zasługuje na szczególną uwagę. Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.
Z danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w lutym była porównywalna zarówno z wynikami ze stycznia, jak również z lutym 2025 roku. Wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 14,6 tys. lokali, czyli o 0,3% mniej niż w styczniu i o 0,9% więcej niż rok wcześniej. W ramach tej puli deweloperzy dostarczyli 8,5 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 1,3% miesiąc do miesiąca i o 1,4% w ujęciu rocznym. Mimo że różnice względem poprzedniego miesiąca i roku są niewielkie, to warto zaznaczyć, że liczba mieszkań oddanych w dwóch pierwszych miesiącach 2026 roku jest najniższa od pięciu lat zarówno w kategorii budownictwa ogółem, jak również w segmencie deweloperskim (na sprzedaż lub wynajem).
Firmy deweloperskie odpowiadały za 58% wszystkich oddanych do użytku w lutym lokali mieszkalnych. W sytuacji gorszych względem stycznia wyników deweloperów oraz odrobinę lepszych wyników inwestorów indywidualnych, udział tych ostatnich w ogólnej liczbie oddawanych lokali wzrósł z 39% do 40%. W porównaniu z lutym 2024 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 6% większej liczby domów i mieszkań, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ich rezultat był o 3% lepszy.
Niewielki spadek liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, znajduje potwierdzenie w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-luty firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 17,1 tys. mieszkań i domów, czyli o prawie 7% mniej niż przed rokiem.
W tym samym czasie (styczeń-luty) inwestorzy indywidualni zrealizowali 11,6 tys. lokali, czyli o 3,5% więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku. Wiele wskazuje na to, że z niższymi w ujęciu rok do roku wynikami w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania ogółem będziemy mieli do czynienia przez kilka najbliższych miesięcy.
Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w lutym przyniosły wyraźnie lepsze efekty niż w styczniu. Także w porównaniu z 2025 rokiem wyniki te są o kilkanaście procent wyższe. Łączna liczba pozwoleń wydanych w lutym sięgnęła 22,7 tys., z czego 15,7 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 6,5 tys. inwestorzy indywidualni. Zatem suma uzyskanych w lutym pozwoleń była o 29% wyższa niż w styczniu. W ujęciu rocznym liczba pozwoleń na budowę wzrosła o ponad 12%. W odróżnieniu od stycznia, w lutym to firmy deweloperskie, a nie gospodarstwa domowe, wykazały w tej kategorii większą aktywność niż rok wcześniej.
Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w okresie styczeń-luty (narastająco), jest o kilkadziesiąt mieszkań wyższa niż rok temu.
W pierwszych dwóch miesiącach 2026 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 27,4 tys. mieszkań i domów (o 1% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 12,3 tys. (o 10,6% więcej r/r).
Statystyki GUS po lutym dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów sugerują wyraźne spowolnienie, mimo że w stosunku do stycznia odnotowano wzrost. Jednak liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o niemal 15% i to pomimo anomalii, którą GUS odnotował rok temu. Normą jest, że liczba rozpoczynanych w lutym budów jest większa niż w styczniu. W 2025 roku było jednak inaczej – wyniki z lutego były gorsze od styczniowych.
W lutym 2026 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowy 14,1 tys. lokali mieszkalnych. W ostatnich pięciu latach mniej rozpoczynanych budów GUS odnotował tylko w wyjątkowym pod wieloma względami 2023 roku. Skumulowana dla dwóch pierwszych miesięcy liczba mieszkań, których budowy zostały rozpoczęte wyniosła zaledwie 26,4 tys. i okazała się o 22% mniejsza niż przed rokiem i o 14% niższa od średniej z ostatnich pięciu lat.
Tak znaczący spadek to efekt wyraźnie mniejszej aktywności zarówno firm deweloperskich, jak również gospodarstw domowych.
Firmy deweloperskie w lutym bieżącego roku rozpoczęły wprawdzie budowę o 8,5% większej liczby lokali niż w styczniu, jednak w stosunku do lutego ubiegłego roku ich aktywność zmniejszyła się o 21%.
Skumulowane wyniki firm deweloperskich w tej kategorii wskazują na ogromne zróżnicowanie aktywności w poszczególnych latach. Wyniki z 2026 roku są wprawdzie o 10% niższe od średniej z ostatnich pięciu lat, ale jednocześnie pozostają wyraźnie lepsze od tych odnotowanych w 2023 roku i porównywalne z 2022 rokiem.
Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów sięgnęła aż 13,9 tys., co oznacza, że co trzecie uzyskane pozwolenie nie ma na razie swojej realizacji w postaci budowy. Ponad 60% (8,9 tys.) tej nadwyżki powstało za sprawą pozwoleń uzyskanych przez firmy deweloperskie, co może być efektem pojawienia się nowych ryzyk w otoczeniu rynku mieszkaniowego (potencjalny wzrost kosztów budowy wraz ze wzrostem cen nośników energii).
O tym, że wyraźne wstrzymanie się firm deweloperskich z rozpoczynaniem nowych budów ma ścisły związek z rosnącą niepewnością, świadczą dane z ubiegłego roku. W pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku odsetek odłożonych pozwoleń wynosił zaledwie 11%.
Wyniki Grupy Żabka za 2025 rok – zysk netto powyżej 1 mld zł, przyspieszenie tempa ekspansji oraz wzrost kluczowych wskaźników zgodny z celami strategicznymi[1].
Znaczące przyspieszenie ekspansji sieci oraz wzrost sprzedaży LfL w Polsce i Rumunii, wsparte poprawą rentowności, efektywności oraz wyjątkowo silnymi przepływami pieniężnymi.
W 2025 r. Grupa Żabka rozwijała się szybciej niż rynek, systematycznie zwiększając swoje udziały w handlu detalicznym. Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego wzrosła o 14,1% rok do roku, osiągając 31,1 mld zł. Dynamika sprzedaży porównywalnej (LfL) w Polsce wyniosła 5,3%, zgodnie z celem Grupy zakładającym średni jednocyfrowy wzrost. Wynik ten został osiągnięty mimo niekorzystnych warunków pogodowych, co potwierdza atrakcyjność oferty i jej dopasowanie do oczekiwań klientów.
Skorygowany wynik EBITDA wyniósł 4,07 mld zł, rosnąc rok do roku o 16%, dzięki przyspieszonej ekspansji sieci, wyższej sprzedaży, skutecznej kontroli kosztów oraz rentowności segmentu cyfrowego. Skorygowany zysk netto wzrósł o 40,6% do rekordowego poziomu 1,0 mld zł, a marża skorygowanego zysku netto sięgnęła 3,2%, przekraczając zakładany poziom 3%.
W 2025 roku Grupa Żabka uruchomiła 1 394 sklepy, tym samym przekraczając podwyższony cel otwarć, zakładający 1 300 nowych placówek w minionym roku. Na koniec roku sieć Grupy Żabka liczyła 12 339 sklepów, w tym 173 w Rumunii, co umocniło jej pozycję jako największego ekosystemu modern convenience w Europie.
Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:
Wyniki za 2025 rok potwierdzają, że przyjęta strategia rozwoju Grupy Żabka jest skuteczna. Osiągnęliśmy wszystkie komunikowane inwestorom wskaźniki finansowe, jednocześnie przyspieszając realizację wybranych inicjatyw strategicznych, w tym ekspansję sieci sklepów. W połowie roku podnieśliśmy prognozę otwarć do ponad 1 300 placówek w Polsce i Rumunii, a ostatecznie przekroczyliśmy ten poziom. Tak dobre wyniki były możliwe dzięki wysokiej dostępności atrakcyjnych lokalizacji, utrzymującemu się silnemu zainteresowaniu franczyzobiorców współpracą z naszą siecią oraz konsekwentnej dyscyplinie kosztowej i koncentracji na rentowności jednostkowej sklepów. To podejście pozwala nam skalować biznes w sposób przewidywalny i z wysoką precyzją realizacji. Kapitał lokujemy w sposób przemyślany – tam, gdzie realnie wzmacnia nasze strategiczne filary: dalszą ekspansję sieci w Polsce, konsekwentne budowanie obecności w Rumunii oraz inwestycje w cyfrową i operacyjną efektywność.
Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, powiedział:
Ekspansja sieci oraz wzrost sprzedaży porównywalnej w Polsce i Rumunii konsekwentnie przybliżają nas do realizacji długoterminowego celu ponad dwukrotnego zwiększenia sprzedaży do klienta końcowego w latach 2023–2028. Dynamikę wzrostu wzmacniają rozwijające się biznesy cyfrowe oraz stabilne przepływy pieniężne. Naszą przewagą jest model zarządzania oparty na danych i wysoka elastyczność operacyjna. Pozwala nam to szybko reagować na zmiany rynkowe i utrzymywać wysokie tempo skalowania biznesu. Konsekwentnie rozwijamy precyzyjne dopasowanie oferty do lokalnych potrzeb klientów. Jednocześnie inwestujemy w hiperpersonalizację na poziomie sklepu, aby każdy punkt sprzedaży jeszcze lepiej odpowiadał specyfice swojej społeczności. Kluczową rolę odgrywa zintegrowana platforma operacyjna, obejmująca łańcuch dostaw, zarządzanie kategoriami oraz zaawansowane wykorzystanie danych i technologii. Dzięki niej możemy efektywnie zarządzać dostępnością produktów i elastycznie dostosowywać ofertę. Zrównoważony rozwój pozostaje integralną częścią tego modelu. Czynniki ESG są wbudowane zarówno w strategię, jak i w codzienne decyzje operacyjne. Efekty tej strategii widoczne są również w Rumunii, gdzie sieć Froo systematycznie buduje skalę i umacnia swoją pozycję rynkową.
Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka
Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, dodaje:
Zdyscyplinowane alokowanie kapitału i koncentracja na efektywności operacyjnej pozwoliły nam skutecznie zmniejszyć zadłużenie oraz – dzięki skalowalności naszego modelu biznesowego – podnieść cel dotyczący liczby otwarć sklepów. Mimo trudniejszego otoczenia rynkowego zwiększyliśmy rentowność oraz elastyczność finansową. Skorygowana EBITDA wzrosła w 2025 roku o 16% rok do roku, osiągając poziom 13,1% marży, co oznacza przekroczenie komunikowanego przez nas przedziału 12–13% w ramach przedstawionych wcześniej oczekiwań. Wzrost ten był możliwy dzięki dalszemu skupieniu na poprawie marż produktowych, dyscyplinie kosztowej, efektowi skali oraz rentowności segmentu cyfrowej oferty dla klientów. Jeszcze wyraźniej poprawił się skorygowany zysk netto, który wzrósł o 40,6%. Marża skorygowanego zysku netto zwiększyła się do 3,2%, przekraczając wcześniej komunikowany cel na poziomie 3%. W ubiegłym roku intensywnie pracowaliśmy również nad poprawą struktury finansowania. W maju przeprowadziliśmy pierwszą emisję obligacji o wartości 1 mld PLN, a jesienią skutecznie zrefinansowaliśmy umowę kredytową, czego efektem jest obniżona marża oraz wydłużony termin wymagalności. Wszystkie te kroki zwiększyły naszą elastyczność finansową i przyczyniły się do obniżenia kosztu długu. Zgodnie z założeniami podtrzymujemy oczekiwanie średnio do wysokiego jednocyfrowego wzrostu LfL w 2026 roku oraz w średnim terminie. Zakładamy stabilną skorygowaną marżę EBITDA na górnym poziomie przedziału 12–13% oraz stopniową poprawę marży zysku netto do ok. 4,5% w horyzoncie średnioterminowym.
Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po 2025 roku:
Sprzedaż do klienta końcowego wyniosła 31 135 mln zł, o 14,1% więcej niż rok wcześniej. W ostatnim kwartale 2025 r. osiągnęła poziom 7 867 mln zł (+14,3%. rdr).
Przychody wyniosły 27 153 mln zł (+14,1% rdr). Tylko w 4. kwartale 2025 r. zwiększyły się o 14,0% do 6 922 mln zł.
Wzrost wyników sprzedażowych był efektem zarówno wzrostu sprzedaży porównywalnej (LfL), jak i szybko rosnącej liczby nowych sklepów.
Dzięki dużej dostępności atrakcyjnych lokalizacji w Polsce oraz przyspieszeniu ekspansji w Rumunii, na koniec 2025 r. sieć Grupy Żabka – największa sieć convenience w Europie – liczyła 12 339 placówek, po otwarciu 1 394 nowych sklepów (+19,6% r/r). W Rumunii, gdzie Grupa rozwija sieć pod marką Froo, liczba sklepów na koniec okresu wzrosła rok do roku o 188% do 173 placówek, a ruch klientów zbliża się do poziomu obserwowanego w Polsce. Zgodnie z aktualizacją strategii opublikowaną w 2025 r. podwyższony cel otwarć nowych sklepów w Polsce i Rumunii wynosi ponad 1 300 placówek rocznie. W efekcie na koniec 2028 r. sieć będzie liczyła około 16 tys. sklepów, czyli o około 1 500 więcej, niż zakładano podczas debiutu na GPW.
W 2025 r. sprzedaż porównywalna (LfL) wzrosła o 5,3%, zgodnie z oczekiwaniami, dzięki działaniom zwiększającym ruch klientów i wartość koszyka zakupowego, pomimo niesprzyjających warunków pogodowych.
Skorygowany wynik EBITDA w 2025 r. wzrósł o 16% do 4 066 mln zł, a jego marża wyniosła 13,1% wobec 12,8% w 2024 r. Osiągnięty wynik przekroczył górną granicę przedziału 12-13% marży określonego w ramach komunikowanych wcześniej oczekiwań. Wzrost napędzała większa skala działalności, sprzedaż LfL, efektywne zarządzanie kosztami oraz rentowność biznesów cyfrowych (DCO), częściowo zniwelowana przez wyższe koszty franczyzobiorców. W 4. kwartale skorygowana EBITDA wyniosła 1 134 mln zł (+14,9% rdr).
Na koniec 2025 r. roku oferta street food była dostępna we wszystkich sklepach Grupy Żabka w Polsce. Do oferty wprowadzono 622 nowe produkty (m.in. pod marką Good Mood), a zakres wygodnych usług powiększył się o ponad 20 pozycji. Na koniec 2025 r. Grupa Żabka miała 10 mln aktywnych użytkowników cyfrowych. Wartość zakupów użytkowników aplikacji Żappka była średnio wyższa o 20% w porównaniu do pozostałych klientów.
Przychody w biznesach cyfrowych (DCO) wzrosły o 25% w 2025 r., a Grupa jest na ścieżce realizacji celu z IPO, zakładającego pięciokrotne zwiększenie przychodów do 2028 r. Wzrost wspierał rozwój istniejących usług cyfrowych, m.in. dwucyfrowy wzrost sprzedaży platformy Maczfit, oraz rozwój marek Delio, Jush! i Dietly. Do rozwoju kanałów online przyczyniają się też nowe projekty, jak Izidrop czy Żabka ADS. Izidrop to usługa logistyczna e-commerce z konkurencyjnymi cenami dostaw paczek we współpracy m.in. z Allegro Delivery. Z kolei w ramach Żabka Ads zainstalowano blisko 6 tys. ekranów w ponad 4 tys. sklepów, co umożliwia dotarcie do 27 mln konsumentów, umacniając pozycję Grupy w retail media.
Po raz pierwszy wynik netto Grupy przekroczył 1 mld zł. W 2025 r. zysk skorygowany wyniósł 1 003 mln zł (+40,6% rdr), a raportowany 1 057 mln zł (+78,3% rdr). W samym 4. kwartale było to odpowiednio 354 mln zł (+20,6% rdr) oraz 527 mln zł (+144,3% rdr). Do osiągnięcia rekordowego wyniku przyczyniło się m.in. obniżenie kosztów finansowych po udanym refinansowaniu
Marża skorygowanego zysku netto w 2025 r. wzrosła do 3,2% z 2,6% przed rokiem, przekraczając założenia na poziomie 3%. W samym 4. kwartale zwiększyła się ona do 4,5%, z 4,3% w 4. kwartale 2024 r.
Wolne przepływy pieniężne (FCF) w 2025 r. osiągnęły 1 740 mln zł, w porównaniu do 1 531 mln zł rok wcześniej. Wzrost wynikał przede wszystkim z większej skali działalności i wyższej rentowności, co przełożyło się na silny wzrost skorygowanego EBITDA oraz korzystniejsze zarządzanie kapitałem obrotowym.
Silne przepływy pieniężne pozwoliły sfinansować nakłady inwestycyjne (CAPEX) w 2025 r. na poziomie 1 624 mln zł (-3% rdr), z czego 539 mln zł przypadło na 4. kwartał (-13,5% rdr). Kluczowe inwestycje obejmowały otwarcie nowych sklepów, modernizację istniejących placówek oraz rozwój sieci w Rumunii i kanałów cyfrowych w ramach inicjatywy Nowe Silniki Rozwoju(NGE).
Dzięki wysokiemu poziomowi generowanej gotówki Grupa skutecznie realizowała strategię redukcji zadłużenia, obniżając wskaźnik długu do skorygowanego EBITDA z 1,5x w 2024 r. do docelowego 1,0x na koniec 2025 r.
Podsumowanie wyników za 4Q2025 i 2025 rok
W mln PLN
4Q 2025
4Q 2024
Zmiana
2025
2024
Zmiana
Przychody ze sprzedaży
6 922
6 072
14,0%
27 153
23 797
+14,1%
Zysk brutto ze sprzedaży
1 445
1 217
18,7%
5 100
4 391
+16,1%
EBITDA
1 103
891
23,8%
3 876
3 363
+15,3%
Skorygowany wynik EBITDA*
1 134
987
14,9%
4 066
3 505
+16,0%
Wynik netto
527
216
144,3%
1 057
593
78,3%
Skorygowany wynik netto**
354
294
20,6%
1 003
714
40,6%
Wybrane KPI i mierniki efektywności
(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)
4Q 2025
4Q 2024
Zmiana
2025
2024
Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN***
7 867
6 884
14,3%
31 135
27 277
+14,1%
Liczba sklepów na koniec okresu
w tym Rumunia
12 339
173
11 069
60
+11,5%
188%
12 339
173
11 069
60
+11,5%
188%
Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL)
4,8%
7,1%
(2,3pp)
5,3%
8,3%
(2,9pp)
Nowo uruchomione sklepy (brutto)
w tym Rumunia
1 394
60
1 166
118
+19,6%
+96,6%
Marża EBITDA
14,0%
12,9%
1,1pp
12,4%
12,3%
+0,1 p.p.
Marża skorygowanego wyniku EBITDA*
14,4%
14,3%
0,1pp
13,1%
12,8%
+0,3 p.p.
Marża zysku netto
6,7%
3,1%
3,6pp
3,4%
2,2%
1,2pp
Marża skorygowanego zysku netto**
4,5%
4,3%
0,2pp
3,2%
2,6%
0,6pp
Działania w zakresie zrównoważonego rozwoju
W 2025 r. Grupa Żabka zrealizowała cele postawione dla kluczowych wskaźników ESG w obszarach zrównoważonego stylu życia, pozytywnego wpływu na otoczenie, odpowiedzialnej organizacji oraz wpływu na klimat i środowisko. Sprzedaż produktów marek własnych promujących świadomą konsumpcję osiągnęła 2,1 mld zł. Zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoliło lepiej dopasować dostawy do potrzeb, ograniczając straty i potencjalny wpływ na środowisko. Intensywność strat żywności w operacjach własnych spadła o niemal 25% w porównaniu do 2020 r., a 87% niesprzedanych produktów trafiło do dalszego zagospodarowania. Dzięki bliskiej współpracy z dostawcami, już prawie 92% z nich zapoznało się z kodeksem postępowania. Wskaźnik zaangażowania pracowników wyniósł 4,67 p., co plasuje wynik wśród top 25% najbardziej zaangażowanych organizacji na świecie (89. percentyl). Udział plastiku pierwotnego w opakowaniach marek własnych wyniósł ponad 36%, emisje gazów cieplarnianych (GHG) w operacjach własnych spadły o prawie 35% w odniesieniu do roku bazowego 2020, a intensywność emisji w zakresie trzecim o 66,2% w odniesieniu do roku bazowego 2020. Od października 2025 r. w niemal wszystkich sklepach Żabka w Polsce funkcjonuje System Depozytowy (DRS) wdrożony dobrowolnie, umożliwiający łatwy recykling butelek i puszek objętych systemem. Klienci w zamian otrzymują zwrot pieniędzy lub rabat na kolejne zakupy.
Skuteczność w integracji agendy ESG do operacji biznesowych oraz modelu zarządzania Grupy Żabka potwierdza najwyższa możliwa ocena AAA w rankingu MSCI ESG. Grupa została oceniona po raz pierwszy, od razu plasując się wśród 10% najlepszych firm sektora handlu detalicznego na świecie, co potwierdza, że decyzje operacyjne i finansowe są zgodne z długoterminowym budowaniem wartości z uwzględnieniem czynników ESG.
Skonsolidowane sprawozdanie dotyczące zrównoważonego rozwoju zostało przygotowane zgodnie z dyrektywą CSRD, europejskimi standardami ESRS oraz unijną Taksonomią działalności zrównoważonej środowiskowo. Zawiera m.in. analizę podwójnej istotności, dane o wpływie Grupy na środowisko, społeczeństwo i ład korporacyjny (ESG).Prezentuje kompleksowy przegląd działań i postępów Grupy w realizacji celów określonych w Ramowej Polityce ESG oraz Strategii Odpowiedzialności.
[1] Niniejszy komunikat prasowy zawiera wybrane wskaźniki finansowe, które nie są zdefiniowane ani określone zgodnie z MSSF, w związku z czym stanowią Alternatywne Wskaźniki Wyników („APM”) w rozumieniu Wytycznych ESMA dotyczących Alternatywnych Wskaźników Wyników (ESMA/2015/1415). APM-y prezentowane są w celu lepszego zrozumienia bazowych wyników operacyjnych oraz sytuacji finansowej Grupy. Nie należy jednak analizować ich w oderwaniu od ani traktować jako substytutu miar sporządzonych zgodnie z MSSF. Alternatywne Wskaźniki Wyników („APM”) stanowią istotny element komunikacji finansowej jednostki i pełnią ważną funkcję uzupełniającą wobec informacji prezentowanych w sprawozdaniach finansowych. APM-y są miarami finansowymi, które nie są zdefiniowane w obowiązujących ramach sprawozdawczości finansowej. APM-y wykorzystywane w niniejszym komunikacie prasowym obejmują: sprzedaż do klienta końcowego (Sales to End Customers), skorygowaną EBITDA, skorygowany zysk netto, CAPEX, wolne przepływy pieniężne (Free Cash Flow) oraz wskaźnik zadłużenia netto do skorygowanej EBITDA. Informacje dotyczące ich definicji oraz znaczenia zostały przedstawione na ostatniej stronie niniejszego komunikatu prasowego.
Decyzje Rezerwy Federalnej i Banku Japonii tworzą obecnie układ, który w średnim terminie nadal sprzyja utrzymaniu wysokiego kursu USD/JPY, choć jednocześnie zwiększa ryzyko gwałtownych wahań. Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 3,5–3,75% i wyraźnie dał do zrozumienia, że nie spieszy się z luzowaniem polityki pieniężnej. Podniesienie prognozy inflacji na 2026 r. do 2,7% oraz utrzymanie oczekiwań na zaledwie jedną obniżkę stóp pokazują, że amerykański bank centralny obawia się bardziej uporczywej presji cenowej, zwłaszcza w warunkach wojny na Bliskim Wschodzie i droższej ropy. Z perspektywy rynku walutowego taki przekaz ma relatywnie jastrzębi wydźwięk, ponieważ oznacza, że rentowności aktywów dolarowych mogą pozostać podwyższone przez dłuższy czas.
Z kolei Bank Japonii utrzymał stopę procentową na poziomie 0,75%, a więc nadal prowadzi politykę znacznie łagodniejszą niż Fed, mimo że w samym banku zaczynają być widoczne bardziej jastrzębie głosy. Fakt, że jeden z członków zarządu opowiadał się za podwyżką do 1,0%, sugeruje, że temat dalszego zacieśniania polityki pieniężnej nie zniknął. Jednocześnie przekaz prezesa Kazuo Uedy pozostał ostrożny i silnie uzależniony od napływających danych. BOJ dostrzega ryzyka inflacyjne związane z cenami energii, sytuacją geopolityczną i słabym jenem, ale nie jest jeszcze gotowy do bardziej zdecydowanej reakcji. Oznacza to, że różnica między stopami procentowymi w USA i Japonii nadal pozostaje szeroka, a właśnie ten spread jest jednym z ważniejszych czynników wspierających dolara wobec jena.
Dla kursu omawianej pary walutowej oznacza to przede wszystkim utrzymanie przewagi dolara wobec waluty kraju Kwitnącej Wiśni. Inwestorzy wciąż mają powód, by finansować się w jenie i lokować kapitał w wyżej oprocentowanych aktywach dolarowych. Dopóki Fed pozostaje ostrożny w kwestii obniżek, a BOJ jedynie sygnalizuje możliwość dalszych podwyżek, lecz jeszcze ich nie przeprowadza, bazowy scenariusz dla tej pary walutowej pozostaje wzrostowy. Istotne znaczenie mają okolice poziomu 160,00. To nie tylko bariera psychologiczna, lecz także poziom, przy którym rośnie ryzyko werbalnych lub faktycznych interwencji ze strony japońskich władz. Ostrzeżenia ministra finansów sprawiają, że inwestorzy nie chcą zbyt agresywnie testować dalszego osłabienia jena, nawet jeśli fundamenty nadal przemawiają za mocnym dolarem. W praktyce oznacza to, że kurs może pozostawać wysoko, ale jego ruch w górę staje się coraz mniej płynny i bardziej podatny na nagłe cofnięcia. Dzisiejsze wyraźne umocnienie jena, obserwowane około godziny 8:00 czasu polskiego, może sugerować możliwość interwencji po stronie japońskich władz lub przynajmniej wzrost obaw rynku przed takim ruchem.
Podsumowując, kombinacja ostrożnie jastrzębiego Fed i nadal powściągliwego BOJ wspiera utrzymanie USDJPY na wyższych poziomach. Fundamenty nadal faworyzują dolara, a Fed nie daje rynkowi szybkiej ulgi w postaci serii obniżek. Dodatkowo konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi awersję do ryzyka na rynkach finansowych, co sprzyja umocnieniu dolara amerykańskiego. Z drugiej strony im bliżej poziomu 160 na parze USDJPY, tym większego znaczenia nabierają czynniki polityczne i ryzyko interwencji. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada więc utrzymanie presji na słabego jena, ale przy jednoczesnym wzroście prawdopodobieństwa krótkoterminowych, gwałtownych spadków pary walutowej wywołanych komunikacją władz lub zmianą globalnych nastrojów.
Wczorajszy dzień upłynął pod dyktando decyzji FED. Zgodnie z oczekiwaniami analityków stopy procentowe nie uległy zmianie, a na konferencji przedstawiono wizję, że przez najbliższe miesiące również do tego nie dojdzie. Okazuje się jednak, że część inwestorów – sądząc po reakcji rynków – nie podzielała zdania analityków.
Dwie ceny ropy
Mamy obecnie na rynku pogłębiającą się różnicę cenową pomiędzy gatunkami ropy naftowej. Już wczoraj była ona ogromna, bo zbliżała się do 12 USD. Jak zatem nazwać dzisiejszą, wynoszącą niemal 18 USD? Obecna sytuacja pokazuje nam, że Amerykanie do pewnego stopnia uodpornili się na kryzys naftowy – w przeciwieństwie do większości świata. W ciągu tygodnia, gdy ropa WTI stała w miejscu, Brent poszła w górę o 13%. Ropa amerykańska jest surowcem lądowym i nie ma możliwości jej łatwego załadowania na tankowce i eksportu, dlatego cena nie rośnie tak mocno. Problem polega na tym, że bazą dla wyceny surowca trafiającego do Polski jest jednak Brent – nawet jeżeli nie jest to paliwo płynące z Zatoki Perskiej. W rezultacie amerykański wyborca nie ponosi kosztów wojny tak bardzo, jak jego koledzy z Europy czy Azji.
Czy FED nie zaskoczył?
Wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku była zgodna z oczekiwaniami analityków. Potwierdzały to zresztą kontrakty terminowe na stopę procentową. W rezultacie po samej decyzji nie było widać większego ruchu na walutach. Ten zaczął się dopiero w trakcie konferencji prasowej prezesa FED Jerome’a Powella. Co ciekawe, wcześniej było jednak widać reakcję inwestorów na surowcach, giełdzie czy kryptowalutach. Wygląda na to, że z jakiegoś powodu duże grupy uczestników rynku liczyły jednak na obniżkę stóp procentowych. Było to zresztą widoczne już przed decyzją, bo w ostatnich dniach obserwowaliśmy wzrosty zarówno na giełdach, jak i na rynku kryptowalut. Gdy cięcie stóp się nie pojawiło, nastąpiło gwałtowne wycofywanie się z tych inwestycji i wyraźne spadki.
Co powiedział Powell?
Jerome Powell na konferencji – choć sprawiał wrażenie lekko poddenerwowanego – prezentował bardzo spójny przekaz. Malował on obraz Ameryki znajdującej się w pewnym rozkroku pomiędzy dwoma siłami: z jednej strony bodźcem inflacyjnym wynikającym zarówno z wojny w Zatoce Perskiej, jak i nadchodzących ceł, a z drugiej ryzykiem spowolnienia gospodarczego wywołanego m.in. tą samą wojną. W rezultacie podwójny mandat FED – dbania oraz o stabilność cen i o gospodarkę – stawia bank centralny w sytuacji, w której zmiana stóp procentowych w każdą stronę wydaje się złym rozwiązaniem. Trzeba oczywiście pamiętać, że – jak wspominaliśmy – kryzys paliwowy nie dotyka USA w takim stopniu jak Europy. Z kolei problemy na rynku pracy Amerykanie w dużej mierze wywołali sami, walcząc z niekoniecznie nielegalnymi imigrantami. W trakcie konferencji, a szczególnie w części pytań, rynki zrozumiały, że w najbliższym czasie naprawdę nie będzie obniżek stóp procentowych. W związku z tym widzieliśmy przeceny na giełdach i złocie, a dolar wyraźnie się umacniał.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych kolejne decyzje banków centralnych: o 13:00 w Wielkiej Brytanii oraz o 14:30 w Czechach.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski potwierdził, że przetwarzanie danych osobowych pacjentów w celu kierowania do nich zaproszeń na badania przesiewowe jest zgodne z przepisami RODO. W wydanym stanowisku wskazał, że działania takie mieszczą się w zakresie profilaktyki zdrowotnej i mogą być realizowane bez konieczności uzyskiwania zgody pacjenta.
Podstawa prawna w RODO
Jak podkreślono w piśmie skierowanym do Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, podstawą prawną jest art. 9 ust. 2 lit. h RODO. Przepis ten dopuszcza przetwarzanie szczególnych kategorii danych osobowych – w tym danych dotyczących zdrowia – jeżeli jest to niezbędne do celów profilaktyki, diagnozy medycznej lub organizacji systemu opieki zdrowotnej.
Prezes UODO zaznaczył jednak, że takie przetwarzanie musi odbywać się pod ścisłym nadzorem osób zobowiązanych do zachowania tajemnicy zawodowej. Oznacza to konieczność spełnienia wysokich standardów bezpieczeństwa i poufności danych.
Efekt konsultacji z Narodowym Instytutem Onkologii
Stanowisko UODO jest efektem spotkania z przedstawicielami Narodowego Instytutu Onkologii, którzy zwrócili się o interpretację przepisów w kontekście profilaktyki onkologicznej i działalności naukowej. Kluczową kwestią była legalność kierowania zaproszeń na badania przesiewowe do pacjentów.
W odpowiedzi organ nadzorczy potwierdził, że takie działania są zgodne z prawem i wpisują się w szeroko rozumiane działania profilaktyczne systemu ochrony zdrowia.
Kodeks postępowania dla sektora zdrowia
Prezes UODO odwołał się również do Kodeksu postępowania dla sektora ochrony zdrowia, który precyzuje zasady przetwarzania danych. Zgodnie z jego zapisami zgoda pacjenta nie jest wymagana, jeśli przetwarzanie danych służy celom zdrowotnym, w tym profilaktyce.
Do takich działań zaliczają się m.in. zaproszenia na badania przesiewowe czy informacje o szczepieniach realizowanych w ramach Programu Szczepień Ochronnych. Jednocześnie podkreślono, że kodeks może być dowodem należytego działania administratora tylko w przypadku podmiotów, które są jego formalnymi sygnatariuszami.
Wątpliwości wokół Internetowego Konta Pacjenta
W stanowisku zwrócono uwagę na niejasności dotyczące wykorzystania Internetowego Konta Pacjenta (IKP) jako narzędzia komunikacji profilaktycznej. Choć obowiązujące przepisy przewidują dostęp pacjentów do informacji zdrowotnych, nie określają jednoznacznie zasad aktywnego przekazywania takich informacji przez podmioty medyczne.
Zdaniem prezesa UODO konieczne są zmiany legislacyjne, które pozwolą wykorzystać IKP jako pełnoprawny kanał komunikacji – w tym do wysyłania zaproszeń na badania przesiewowe.
Dane pseudonimowe i badania naukowe
W piśmie poruszono także kwestię przetwarzania danych pseudonimowych w badaniach naukowych. Prezes UODO wskazał na potrzebę dostosowania polskich regulacji do unijnych przepisów dotyczących Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (rozporządzenie 2025/327).
Nowe regulacje umożliwiają przetwarzanie takich danych w uzasadnionych przypadkach, pod warunkiem że jest to niezbędne dla celów naukowych i odbywa się z zachowaniem odpowiednich zabezpieczeń.
Konieczność ochrony praw pacjentów
UODO podkreśla, że przetwarzanie danych osobowych – nawet w celach zdrowotnych – musi respektować prawa i wolności pacjentów. Kluczowe znaczenie ma tu zasada minimalizacji danych oraz wdrożenie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych.
Postulat zmian legislacyjnych
Już 1 września 2025 r. prezes UODO wystąpił do Ministra Zdrowia z wnioskiem o przygotowanie zmian prawnych umożliwiających bezpieczne udostępnianie danych medycznych, m.in. w formie zaszyfrowanej i pseudonimizowanej. Proponowane rozwiązania zakładają wykorzystanie specjalnego „klucza kodującego”, który uniemożliwiałby odbiorcy danych ich ponowną identyfikację.
Minister Zdrowia zadeklarował gotowość do współpracy w tym zakresie, natomiast UODO oczekuje jeszcze na stanowisko Ministra Nauki.
Wnioski
Stanowisko UODO rozwiewa istotne wątpliwości dotyczące zgodności działań profilaktycznych z przepisami o ochronie danych osobowych. Jednocześnie pokazuje, że system prawny w obszarze cyfrowej ochrony zdrowia wciąż wymaga doprecyzowania – szczególnie w kontekście nowych technologii i rosnącej roli danych w medycynie.
W lutym dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wyraźnie rozczarowała. Płace wzrosły o 6,1 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy rynek oczekiwał 6,6 proc. Przeciętne wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) wyniosło 9 135,69 zł.
To kolejny sygnał potwierdzający, że presja płacowa systematycznie słabnie. Po bardzo silnym 2024 roku – kiedy tempo wzrostu wynagrodzeń było najwyższe od dwóch dekad – obecne odczyty wskazują na wyraźne schłodzenie rynku pracy. W praktyce oznacza to, że czynnik płacowy przestaje być istotnym źródłem obaw inflacyjnych dla Rady Polityki Pieniężnej.
Jednocześnie punkt ciężkości w ocenie perspektyw inflacji przesuwa się w stronę czynników zewnętrznych. W ostatnich tygodniach kluczowe znaczenie mają napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie, które przekładają się na wzrost cen surowców energetycznych – przede wszystkim ropy naftowej i gazu – oraz na umocnienie dolara.
Rynek stopy procentowej zareagował na te ryzyka dość zdecydowanie – wyceny kontraktów praktycznie wykluczyły scenariusz obniżek stóp w Polsce w tym roku, a zaczynają stopniowo dyskontować możliwość ich podwyżek.
Dla dalszej ścieżki polityki pieniężnej kluczowe będzie nie tylko to, jak silny okaże się ewentualny szok cenowy, ale również jak długo utrzymają się obecne napięcia. Najbliższe tygodnie będą pod tym względem rozstrzygające, ponieważ pokażą, jak mocno wzrost cen energii zacznie przekładać się na szerszą presję inflacyjną.
Wojna w Iranie tworzy szczególnie trudne otoczenie dla oficjeli ośmiu banków centralnych G10, którzy decydują o stopach procentowych w tym tygodniu.
Kluczowe punkty:
Wojna w Iranie i skok cen ropy powodują agresywne jastrzębie zmiany wycen.
USA są mniej narażone na podbicie inflacji niż strefa euro i Wlk. Brytania.
Dot plot Fedu może po zmianach wskazywać na brak cięć w 2026 r.
Obniżka stóp procentowych Banku Anglii jest w krótkim terminie wykluczona.
EBC może uderzyć w jastrzębi ton w obliczu ryzyka inflacyjnego.
Retoryka i działania przywódców obu stron konfliktu w ostatnim czasie sugerują, że szybkie jego rozwiązanie nie tylko jest mało prawdopodobne, ale że wojna może trwać wiele miesięcy, a nie tylko tygodni. Najbardziej palącą kwestią dla rynków finansowych i oficjeli banków centralnych jest zamknięcie cieśniny Ormuz – jednego z kluczowych globalnych szlaków transportu ropy. Jeśli będzie trwało dłuższy czas, nie tylko będzie zwiększać niepewność geopolityczną, ale może mieć poważne implikacje inflacyjne.
W odpowiedzi na globalny wzrost cen ropy (cena ropy Brent wzrosła od początku roku o ponad 40% i przekracza 100 USD za baryłkę) obserwowaliśmy powszechną zmianę wyceny oczekiwań dotyczących stóp procentowych w górę, szczególnie w Europie, która, jakby nie patrzeć, jest importerem energii netto.
Rynki swap coraz śmielej wyceniają podwyżki stóp procentowych – w przypadku Europejskiego Banku Centralnego niemal dwie do końca roku. Podobnie silne zmiany obserwujemy w kontekście Banku Anglii – rynki w ponad 70% wyceniają podwyżkę stóp procentowych przed końcem roku. Do niedawna oczekiwano dwóch cięć. Pozycja USA jako eksportera ropy netto sprawia, że zmiana wycen w przypadku Rezerwy Federalnej była mniej agresywna, niemniej kolejne cięcie po drugiej stronie Atlantyku nie jest obecnie oczekiwane wcześniej niż w drugiej połowie roku.
Uważamy, że odpowiedź banków centralnych na wojnę w Iranie będzie zależała w dużej mierze od dwóch czynników. Po pierwsze, czasu trwania konfliktu i zamknięcia cieśniny Ormuz, który ma największe znaczenie dla skali i okresu ewentualnych dalszych wzrostów globalnych cen ropy. Po drugie, od oceny oficjeli banków, na ile wzrost cen energii wpłynie na efekty drugiej rundy. Zwykle politykę monetarną postrzega się jako narzędzie, które nie jest pomocne w odpowiedzi na szoki podażowe, niemniej może to ulec zmianie, jeśli decydenci będą obawiać się spirali płacowo-cenowej bądź odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych.
Poniżej przedstawiamy nasze najważniejsze przemyślenia dotyczące posiedzeń banków centralnych G3 w tym tygodniu.
FOMC: bez pośpiechu i pochopnych decyzji
Termin: środa (18.03) o 19:00
Zmiana wycen oczekiwań dotyczących stop procentowych jest w USA znacznie mniejsza niż w Europie. Stany Zjednoczone są eksporterem netto ropy, więc są mniej narażone na inflację importowanej ropy, a skok globalnych cen energii powinien je wesprzeć w kontekście warunków handlu i realnego wzrostu PKB. Uważamy więc, że na Fedzie nie ciąży żadna presja, by podejmować prędkie decyzje dotyczące dalszej ścieżki stóp procentowych. Ceny gazu ziemnego w USA pozostają od początku marca niezwykle stabilne, zaś aprecjacja dolara powinna częściowo chronić gospodarstwa domowe i firmy przed rosnącymi kosztami energii.
Fed musi również walczyć z lokalnymi problemami, szczególnie trwającym ochłodzeniem na amerykańskim rynku pracy. Zgodnie z raportem NFP (non-farm payrolls) liczba miejsc pracy spadła w lutym o 92 tys. netto, zaś 6-miesięczna średnia wynosi obecnie właściwie zero po niedawnej silnej rewizji w dół danych Biura Statystyki Pracy (BLS). Prezes Fedu Jerome Powell wypowiadał się w ostatnim czasie na temat rynku pracy w sposób wyważony, a nie wyraźnie pesymistyczny, niemniej bank centralny będzie zapewne patrzeć na najnowsze dane z ostrożnością. Można by argumentować, że spowolnienie to jest związane w dużej mierze z zaostrzeniem kursu względem imigracji i wpływem inwestycji w AI, niemniej o ile pierwsze wydaje się dość jasne, o tyle dowody na to drugie są niejednoznaczne.
Oficjele FOMC mieli bardzo mało czasu, by komentować sytuację w Iranie przed zwyczajowym okresem blackoutu. W komunikatach wyraźnie wybrzmiewał pogląd, że jest zbyt wcześnie, by przewidywać wpływ wojny w Iranie na amerykańską gospodarkę. Nie sądzimy, że Powell odejdzie istotnie od takiej narracji, niemniej najprawdopodobniej naświetli, jakie ryzyka proinflacyjne stanowi wojna w krótkim terminie, i da do zrozumienia, że Fedowi nie spieszno do dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Rynki mogą to postrzegać jako jastrzębi sygnał; naszym zdaniem, Powell ostatecznie nie będzie się jednak do niczego zobowiązywać i przyjmie postawę „wait and see”.
Poza tym rynki skupią się na aktualizacji projekcji stóp procentowych Fedu, która przychodzi w nieco niefortunnym momencie, biorąc pod uwagę niepewność za granicą. Uczestnicy rynku przygotowują się na jastrzębią korektę dot plotu – względem grudnia znacznie bardziej prawdopodobna jest mniejsza, a nie większa, liczba cięć. Spodziewamy się, że mediana na 2026 r. pozostanie na poziomie 3,4% (czyli będzie zgodna z jedną obniżką), niemniej może wzrosnąć i wskazywać na brak zmian. Sądzimy, że przynajmniej część decydentów będzie przewidywać wyższą stopę fed funds niż wcześniej. Rynki mogą to postrzegać jako pozytywne dla dolara, niemniej uwagi Powella, że wojna stworzyła znaczącą niepewność dla prognoz banku, prawdopodobnie ograniczą reakcję na rynku walutowym.
BoE: cięcie w marcu jest wykluczone
Termin: czwartek (19.03) o 13:00
Przed niedawnym zaostrzeniem konfliktów na Bliskim Wschodzie w pełni spodziewaliśmy się kolejnej obniżki stóp procentowych Banku Anglii na jego marcowym posiedzeniu, ostatnie wydarzenia całkowicie rozwiały jednak te oczekiwania. Choć Wielka Brytania jest nieco mniej zależna od importu surowców energetycznych niż strefa euro, pozostaje ich importerem netto i jest silnie narażona na ryzyka inflacyjne spowodowane globalnym wzrostem cen ropy. Liberalizacja brytyjskiego rynku energetycznego, odejście od krajowej produkcji ropy i ograniczone możliwości magazynowania gwarantują niewielką ochronę przed zmiennością na rynku globalnym i mogą oddziaływać w kierunku dalszego wzrostu inflacji powyżej celu 2%.
Spodziewamy się, że Komitet utrzyma w czwartek stopy procentowe na niezmienionym poziomie w wyniku niemal jednogłośnej decyzji – możliwe, że jeden lub dwoje gołębich członków opowie się ponownie za cięciem (czyli rozkład głosów wyniesie 8:1 lub 7:2). Bank bez wątpienia stwierdzi, że wojna w Iranie i wzrost cen kontraktów futures na ropę stanowią istotne ryzyko wzrostowe dla brytyjskiej inflacji, co niemal całkowicie wyklucza możliwość dodatkowych obniżek stóp procentowych w krótkim terminie, chyba że dojdzie do szybkiej deeskalacji napięcia. Jest jednak zdecydowanie za wcześnie, by decydenci mogli się do czegoś zobowiązywać, i sądzimy, że póki nie zyskają większej jasności w kontekście czasu trwania wojny w Iranie, będą utrzymywać postawę „wait and see”.
Rynki swap wyceniają obecnie w dużej mierze podwyżkę Banku Anglii o 25 pb. do końca 2026 r. Podobnie jak w przypadku EBC, uważamy jednak, że jest to reakcja zbyt silna, biorąc pod uwagę słaby krajowy popyt i ochłodzenie na rynku pracy. Należy również zauważyć, że nie wiadomo jeszcze, czy szok podażowy będzie wystarczająco silny, by odkotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Ostatnie odczyty makroekonomiczne z kraju, szczególnie te dotyczące rynku pracy, nie były szczególnie optymistyczne i sądzimy, że Komitet nie będzie chciał wykluczać możliwości kolejnych cięć w przyszłości, szczególnie jeśli wojna zakończy się szybciej, niż się obecnie przewiduje.
EBC: uspokojenie z domieszką jastrzębiości
Termin: czwartek (19.03) o 14:15
Przed rozpoczęciem wojny w Iranie rynki były przekonane, że Rada Prezesów przez jakiś czas, potencjalnie do końca roku, nie będzie zmieniać swojej polityki, jako że presja cenowa ustabilizowała się, a czynniki ryzyka dla wzrostu gospodarczego i inflacji wydawały się dość zbalansowane. Zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie stawia jednak to przekonanie pod znakiem zapytania. Nie dość, że wzrosła niepewność, to bilans ryzyk dla strefy euro, która jest jedną z gospodarek najsilniej narażonych na zakłócenia dostaw surowców energetycznych, przechylił się w kierunku stagflacyjnym.
Prezeska EBC Christine Lagarde wspomniała o tych ryzykach w swoich niedawnych komentarzach, przy czym podkreśliła, że blok może skuteczniej niż kiedyś radzić sobie z szokami. Sednem jej słów były spokój i czujność. Część decydentów była jednak bardziej dosadna. Jastrzębi prezes Bundesbanku Joachim Nagel zasygnalizował, że EBC zareaguje „zdecydowanie” i „w porę”, jeśli szok energetyczny zagrozi szerokim skokiem inflacji. Peter Kazimir, prezes słowackiego banku centralnego, również zasugerował, że reakcja EBC jest „potencjalnie bliżej, niż wiele osób sądzi”. Rynki swap wyceniają obecnie prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w czerwcu na ok. 70% i w sumie blisko 40 pb. podwyżek do końca roku.
Uważamy, że biorąc pod uwagę dużą niepewność dotyczącą dalszego przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie, jest za wcześnie, by ściśle określić, jak może wyglądać ścieżka stóp procentowych w tym roku, jesteśmy jednak coraz silniej przekonani, że kolejnym ruchem EBC będzie raczej podwyżka, a nie cięcie. Choć tradycyjnie bank w dużej mierze zignorowałby szok podażowy, jego niedawne doświadczenia ze wzrostem inflacji po rosyjskiej inwazji na Ukrainę sprawią zapewne, że będzie on bardziej wyczulony na efekty drugiej rundy. Nawet przed rozpoczęciem wojny w Iranie ostatnie dane (w tym istotne zaskoczenie w górę dynamiką negocjowanych płac w IV kwartale) wskazywały na taki kierunek.
Spodziewamy się, że Lagarde przyjmie uspokajający ton z jastrzębią nutą – prawdopodobnie powie, że EBC uważnie obserwuje wojnę w Iranie i nie pozwoli, by niebezpieczny wzrost inflacji utrwalił się w gospodarce. Choć rzadko wypowiada się wprost, ton i rozłożenie akcentów w jej komentarzach, szczególnie dotyczące tego, jak nisko zawiesza poprzeczkę dla przyszłych podwyżek stóp procentowych, będą kluczowe dla reakcji euro. Poza jej wypowiedziami warte uwagi będą nowe projekcje ekonomiczne, zwłaszcza opracowane przez EBC modele scenariuszy w zależności od rozwoju konfliktu w Iranie.
Choć intuicja podpowiada, że wyprowadzka poza miasto to synonim większej przestrzeni, twarde dane rynkowe przeczą temu przekonaniu. Z analizy Otodom wynika, że przeciętny dom oferowany przez firmy deweloperskie w granicach administracyjnych siedmiu największych miast w Polsce jest średnio o 13% większy niż ten budowany na obrzeżach. Zamiast rozległych posiadłości, przedmieścia coraz częściej wypełniają przystępniejsze cenowo bliźniaki i domy szeregowe.
Pod koniec stycznia przeciętny metraż domu jednorodzinnego oferowanego w analizowanych przez Otodom miastach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) wynosił 126 mkw., podczas gdy w ich aglomeracjach było to 112 mkw., czyli o około 14 mkw. mniej. Należy jednak pamiętać, że ogólna średnia nie oddaje pełnego obrazu sytuacji, gdyż poszczególne rynki wykazują pod tym względem znaczne zróżnicowanie.
Największe różnice dotyczą Warszawy i Katowic – odpowiednio 29% i 27%. Jak zaznacza Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, “wynika to przede wszystkim z wyjątkowo dużego przeciętnego metrażu domów deweloperskich w tych miastach (powyżej 140 mkw.), a nie z relatywnie małej powierzchni nieruchomości oferowanych w ich obwarzanku. W obu przypadkach przeciętny metraż domów budowanych poza granicami administracyjnymi miasta pozostaje bowiem powyżej średniej dla siedmiu największych rynków i wynosi 115 mkw. w Warszawie oraz 114 mkw. w Katowicach”.
– Dostępność oraz ceny gruntów w miastach wymuszają na firmach deweloperskich określoną strategię sprzedażową. Aby inwestycja w drogą działkę była uzasadniona, powstają na niej większe nieruchomości o podwyższonym standardzie, zbliżonym do rezydencji. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na obrzeżach. Tam dominuje zabudowa odpowiadająca możliwościom finansowym klasy średniej, czyli nowoczesne bliźniaki i szeregowce. W efekcie przeciętny dom pod miastem jest dziś o ponad jedną dziesiątą mniejszy niż ten budowany w jego granicach, choć dla wielu kupujących pozostaje rozsądnym kompromisem między własnym ogrodem a budżetem – wyjaśnia Paweł Jarząbek.
Cena ziemi potrafi pochłonąć nawet połowę kosztów inwestycji
W 2025 roku udział kosztów zakupu terenu w kosztach projektu mieszkaniowego w największych polskich miastach sięgał od 20% do nawet 50%. Z raportu „Nieruchomości gruntowe w Polsce 2025”, opracowanego przez Otodom i Hectares, wynika, że w sierpniu ubiegłego roku średnie ofertowe ceny działek w Warszawie wynosiły 893 zł za metr kwadratowy. Stawki w stolicy są rekordowe na tle innych dużych miast. W drugim pod względem liczby mieszkańców Krakowie, ceny ofertowe gruntów są o 30% niższe niż w Warszawie.
Kraków to na tym tle wyjątkowo ciekawy przypadek. Różnica między przeciętną powierzchnią domu oferowanego przez firmy deweloperskie w mieście a w aglomeracji jest tu relatywnie niewielka i wynosi niespełna 4%. Nie dzieje się tak jednak dlatego, że metraż domów w granicach administracyjnych jest mały (134 mkw.). Powodem jest specyfika krakowskiego obwarzanka. Deweloperzy stawiają tam przestronniejsze domy o średniej powierzchni 129 mkw. To najwyższa wartość wśród siedmiu analizowanych aglomeracji oraz wynik o 30% wyższy od średniej powierzchni domu oferowanego poza granicami administracyjnymi Łodzi.
Mniejszy metraż za miejski adres – czy to dobra wymiana?
Ze schematu, według którego przeciętny dom oferowany przez deweloperów w granicach siedmiu największych miast jest większy niż ten na obrzeżach, wyłamuje się jedynie wspomniana Łódź. Tam średni metraż domu w mieście jest o 9% mniejszy niż w obwarzanku.
– Specyfika Łodzi polega na tym, że posiada jedną z największych powierzchni administracyjnych w Polsce, co przekłada się na jej unikatową, rozlaną strukturę. Daje to deweloperom zupełnie inne możliwości niż w innych miastach. Mogą realizować projekty na terenach o charakterze niemal podmiejskim, wciąż pozostając w granicach miasta – wyjaśnia Paweł Jarząbek.
W Łodzi dom w granicach miasta stał się bezpośrednią alternatywą dla dużego mieszkania w zabudowie wielorodzinnej. Aby zachować konkurencyjność cenową, deweloperzy stawiają na mniejsze metraże. Z kolei klienci poszukujący większych przestrzeni, naturalnie kierują swój wzrok na gminy ościenne.
Gdzie rynek idealnie odzwierciedla średnią dla siedmiu największych miast?
Procentowa różnica w Poznaniu jest niemal identyczna jak średnia dla siedmiu największych miast (13%). Warto jednak zauważyć, że pod względem przeciętnej wielkości bezwzględnej, poznańskie domy, zarówno te zlokalizowane w mieście, jak w aglomeracji, są nieco mniejsze niż ogólnopolska średnia i wynoszą odpowiednio 113 mkw. i 100 mkw. Przy tym pod koniec stycznia przeciętna cena całkowita oferowanego domu w Poznaniu wynosiła 1 227 362 zł, podczas gdy za nieruchomość pod miastem trzeba było zapłacić 768 103 zł, a więc 7,8 tys. zł/mkw.
Mex Polska S.A., spółka holdingowa notowana na Głównym Rynku GPW, zawarła umowę z BNP Paribas dotyczącą finansowania o wartości 5 mln zł. Zdaniem Zarządu dodatkowy kapitał nie tylko zapewnia spółce bezpieczne i stabilne warunki do dalszego skalowania działalności, ale może także przyspieszyć tempo ekspansji, które zakłada otwieranie co najmniej sześciu nowych lokali rocznie – a w sprzyjających okolicznościach pozwoli realizować te plany znacznie szybciej. Co istotne, finansowanie doskonale uzupełnia konsekwentnie realizowany model rozwoju oparty na wzroście organicznym oraz rozważnym zarządzaniu kapitałem.
– Pozyskanie nowego kapitału to dla nas nie tylko wzmocnienie bezpieczeństwa finansowego i komfortu dalszego skalowania biznesu, ale też realna szansa na przyspieszenie tempa naszego rozwoju. Zachowujemy przy tym naszą sprawdzoną dyscyplinę – rozwijamy się organicznie i odpowiedzialnie zarządzamy kapitałem. Nowe finansowanie znacząco zwiększa naszą elastyczność i pozwala jeszcze efektywniej wykorzystywać pojawiające się możliwości rynkowe. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.
Spółka planuje, że środki pozyskane w ramach linii kredytowej zostaną przeznaczone na uruchamianie nowych lokali w ramach swojego portfolio.
– To finansowanie zapewnia nam komfort pewnej i bezpiecznej realizacji naszego strategicznego celu – otwierania co najmniej sześciu nowych lokali rocznie w najbardziej atrakcyjnych biznesowo lokalizacjach – przy jednoczesnym utrzymaniu bezpiecznego poziomu zadłużenia oraz optymalnej struktury finansowania. – dodaje Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Mex Polska S.A.
Pozyskane środki wpisują się w model rozwoju holdingu oparty na efektywnym wykorzystaniu dźwigni finansowej oraz konsekwentnym wzroście organicznym. Strategia Grupy koncentruje się na rozwoju autorskich konceptów gastronomicznych oraz systematycznym zwiększaniu skali działalności, co przekłada się na umacnianie pozycji rynkowej.
Zarząd podkreśla, że stabilne zaplecze finansowe stanowi fundament dalszego budowania wartości dla akcjonariuszy, przy zachowaniu konserwatywnego podejścia do zarządzania ryzykiem. Zawarcie umowy z BNP Paribas potwierdza również wiarygodność kredytową spółki oraz pozytywną ocenę jej modelu biznesowego przez instytucje finansowe.
Mex Polska S.A. należy do największych grup gastronomicznych w kraju. Obecnie sieć obejmuje ponad 60 rentownych lokali w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Jej przychody w ostatnich latach konsekwentnie rosną, a według szacunków na koniec 2025 roku przekroczą 127 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 20% w porównaniu z rokiem poprzednim. Sukces ten wynika m.in. z odpowiedniego doboru lokalizacji, zdywersyfikowanej oferty, rozwoju formatów delivery i dark kitchen oraz skutecznej modernizacji marek.
Termin publikacji skonsolidowanych wyników finansowych za 2025 rok został wyznaczony na 15 kwietnia 2026 r.