Choć intuicja podpowiada, że wyprowadzka poza miasto to synonim większej przestrzeni, twarde dane rynkowe przeczą temu przekonaniu. Z analizy Otodom wynika, że przeciętny dom oferowany przez firmy deweloperskie w granicach administracyjnych siedmiu największych miast w Polsce jest średnio o 13% większy niż ten budowany na obrzeżach. Zamiast rozległych posiadłości, przedmieścia coraz częściej wypełniają przystępniejsze cenowo bliźniaki i domy szeregowe.
Pod koniec stycznia przeciętny metraż domu jednorodzinnego oferowanego w analizowanych przez Otodom miastach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) wynosił 126 mkw., podczas gdy w ich aglomeracjach było to 112 mkw., czyli o około 14 mkw. mniej. Należy jednak pamiętać, że ogólna średnia nie oddaje pełnego obrazu sytuacji, gdyż poszczególne rynki wykazują pod tym względem znaczne zróżnicowanie.
Największe różnice dotyczą Warszawy i Katowic – odpowiednio 29% i 27%. Jak zaznacza Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, “wynika to przede wszystkim z wyjątkowo dużego przeciętnego metrażu domów deweloperskich w tych miastach (powyżej 140 mkw.), a nie z relatywnie małej powierzchni nieruchomości oferowanych w ich obwarzanku. W obu przypadkach przeciętny metraż domów budowanych poza granicami administracyjnymi miasta pozostaje bowiem powyżej średniej dla siedmiu największych rynków i wynosi 115 mkw. w Warszawie oraz 114 mkw. w Katowicach”.
– Dostępność oraz ceny gruntów w miastach wymuszają na firmach deweloperskich określoną strategię sprzedażową. Aby inwestycja w drogą działkę była uzasadniona, powstają na niej większe nieruchomości o podwyższonym standardzie, zbliżonym do rezydencji. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na obrzeżach. Tam dominuje zabudowa odpowiadająca możliwościom finansowym klasy średniej, czyli nowoczesne bliźniaki i szeregowce. W efekcie przeciętny dom pod miastem jest dziś o ponad jedną dziesiątą mniejszy niż ten budowany w jego granicach, choć dla wielu kupujących pozostaje rozsądnym kompromisem między własnym ogrodem a budżetem – wyjaśnia Paweł Jarząbek.
Cena ziemi potrafi pochłonąć nawet połowę kosztów inwestycji
W 2025 roku udział kosztów zakupu terenu w kosztach projektu mieszkaniowego w największych polskich miastach sięgał od 20% do nawet 50%. Z raportu „Nieruchomości gruntowe w Polsce 2025”, opracowanego przez Otodom i Hectares, wynika, że w sierpniu ubiegłego roku średnie ofertowe ceny działek w Warszawie wynosiły 893 zł za metr kwadratowy. Stawki w stolicy są rekordowe na tle innych dużych miast. W drugim pod względem liczby mieszkańców Krakowie, ceny ofertowe gruntów są o 30% niższe niż w Warszawie.
Kraków to na tym tle wyjątkowo ciekawy przypadek. Różnica między przeciętną powierzchnią domu oferowanego przez firmy deweloperskie w mieście a w aglomeracji jest tu relatywnie niewielka i wynosi niespełna 4%. Nie dzieje się tak jednak dlatego, że metraż domów w granicach administracyjnych jest mały (134 mkw.). Powodem jest specyfika krakowskiego obwarzanka. Deweloperzy stawiają tam przestronniejsze domy o średniej powierzchni 129 mkw. To najwyższa wartość wśród siedmiu analizowanych aglomeracji oraz wynik o 30% wyższy od średniej powierzchni domu oferowanego poza granicami administracyjnymi Łodzi.
Mniejszy metraż za miejski adres – czy to dobra wymiana?
Ze schematu, według którego przeciętny dom oferowany przez deweloperów w granicach siedmiu największych miast jest większy niż ten na obrzeżach, wyłamuje się jedynie wspomniana Łódź. Tam średni metraż domu w mieście jest o 9% mniejszy niż w obwarzanku.
– Specyfika Łodzi polega na tym, że posiada jedną z największych powierzchni administracyjnych w Polsce, co przekłada się na jej unikatową, rozlaną strukturę. Daje to deweloperom zupełnie inne możliwości niż w innych miastach. Mogą realizować projekty na terenach o charakterze niemal podmiejskim, wciąż pozostając w granicach miasta – wyjaśnia Paweł Jarząbek.
W Łodzi dom w granicach miasta stał się bezpośrednią alternatywą dla dużego mieszkania w zabudowie wielorodzinnej. Aby zachować konkurencyjność cenową, deweloperzy stawiają na mniejsze metraże. Z kolei klienci poszukujący większych przestrzeni, naturalnie kierują swój wzrok na gminy ościenne.
Gdzie rynek idealnie odzwierciedla średnią dla siedmiu największych miast?
Procentowa różnica w Poznaniu jest niemal identyczna jak średnia dla siedmiu największych miast (13%). Warto jednak zauważyć, że pod względem przeciętnej wielkości bezwzględnej, poznańskie domy, zarówno te zlokalizowane w mieście, jak w aglomeracji, są nieco mniejsze niż ogólnopolska średnia i wynoszą odpowiednio 113 mkw. i 100 mkw. Przy tym pod koniec stycznia przeciętna cena całkowita oferowanego domu w Poznaniu wynosiła 1 227 362 zł, podczas gdy za nieruchomość pod miastem trzeba było zapłacić 768 103 zł, a więc 7,8 tys. zł/mkw.
Mex Polska S.A., spółka holdingowa notowana na Głównym Rynku GPW, zawarła umowę z BNP Paribas dotyczącą finansowania o wartości 5 mln zł. Zdaniem Zarządu dodatkowy kapitał nie tylko zapewnia spółce bezpieczne i stabilne warunki do dalszego skalowania działalności, ale może także przyspieszyć tempo ekspansji, które zakłada otwieranie co najmniej sześciu nowych lokali rocznie – a w sprzyjających okolicznościach pozwoli realizować te plany znacznie szybciej. Co istotne, finansowanie doskonale uzupełnia konsekwentnie realizowany model rozwoju oparty na wzroście organicznym oraz rozważnym zarządzaniu kapitałem.
– Pozyskanie nowego kapitału to dla nas nie tylko wzmocnienie bezpieczeństwa finansowego i komfortu dalszego skalowania biznesu, ale też realna szansa na przyspieszenie tempa naszego rozwoju. Zachowujemy przy tym naszą sprawdzoną dyscyplinę – rozwijamy się organicznie i odpowiedzialnie zarządzamy kapitałem. Nowe finansowanie znacząco zwiększa naszą elastyczność i pozwala jeszcze efektywniej wykorzystywać pojawiające się możliwości rynkowe. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.
Spółka planuje, że środki pozyskane w ramach linii kredytowej zostaną przeznaczone na uruchamianie nowych lokali w ramach swojego portfolio.
– To finansowanie zapewnia nam komfort pewnej i bezpiecznej realizacji naszego strategicznego celu – otwierania co najmniej sześciu nowych lokali rocznie w najbardziej atrakcyjnych biznesowo lokalizacjach – przy jednoczesnym utrzymaniu bezpiecznego poziomu zadłużenia oraz optymalnej struktury finansowania. – dodaje Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Mex Polska S.A.
Pozyskane środki wpisują się w model rozwoju holdingu oparty na efektywnym wykorzystaniu dźwigni finansowej oraz konsekwentnym wzroście organicznym. Strategia Grupy koncentruje się na rozwoju autorskich konceptów gastronomicznych oraz systematycznym zwiększaniu skali działalności, co przekłada się na umacnianie pozycji rynkowej.
Zarząd podkreśla, że stabilne zaplecze finansowe stanowi fundament dalszego budowania wartości dla akcjonariuszy, przy zachowaniu konserwatywnego podejścia do zarządzania ryzykiem. Zawarcie umowy z BNP Paribas potwierdza również wiarygodność kredytową spółki oraz pozytywną ocenę jej modelu biznesowego przez instytucje finansowe.
Mex Polska S.A. należy do największych grup gastronomicznych w kraju. Obecnie sieć obejmuje ponad 60 rentownych lokali w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Jej przychody w ostatnich latach konsekwentnie rosną, a według szacunków na koniec 2025 roku przekroczą 127 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 20% w porównaniu z rokiem poprzednim. Sukces ten wynika m.in. z odpowiedniego doboru lokalizacji, zdywersyfikowanej oferty, rozwoju formatów delivery i dark kitchen oraz skutecznej modernizacji marek.
Termin publikacji skonsolidowanych wyników finansowych za 2025 rok został wyznaczony na 15 kwietnia 2026 r.
Rząd przedstawił projekt zmian w Ordynacji podatkowej, który wprowadza obowiązek przekazywania interpretacji indywidualnych wydawanych przez organy jednostek samorządu terytorialnego do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej w celu ich publikacji w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Finansów. Zdaniem Związku Pracodawców BCC to istotny krok w stronę większej przejrzystości systemu podatkowego i realny sukces postulatów zgłaszanych przez środowisko przedsiębiorców.
Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa (Druk Sejmowy nr 2352) przewiduje centralizację publikacji interpretacji indywidualnych wydawanych przez organy podatkowe jednostek samorządu terytorialnego. Zgodnie z proponowanymi przepisami interpretacje te będą przekazywane do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej i publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Finansów wraz z dodatkowymi informacjami, takimi jak słowa kluczowe czy wskazanie przepisów, co znacząco ułatwi ich wyszukiwanie i analizę.
– To bardzo ważna i oczekiwana zmiana, szczególnie dla przedsiębiorców rozliczających podatki lokalne, w tym przede wszystkim podatek od nieruchomości. Dziś interpretacje są wydawane przez wiele różnych organów, ale nie istnieje jedna, dostępna baza, która pozwalałaby je łatwo odnaleźć i porównać. To prowadzi do niepotrzebnych rozbieżności, niekonsekwencji i obniża pewność prawa. Proponowana nowelizacja to pierwszy, ale bardzo istotny krok do uporządkowania tego obszaru – mówi Michał Borowski, Przewodniczący Komisji Podatkowej oraz Dyrektor Departamentu Dialogu Regulacyjnego Business Centre Club, partner w kancelarii Dentons.
ZP BCC podkreśla, że kierunek zaproponowanych zmian jest w pełni zgodny z postulatami organizacji zgłaszanymi w rozmowach z Ministrem Finansów Andrzejem Domańskim.
W szczególności Business Centre Club od dłuższego czasu wskazywał na potrzebę:
stworzenia scentralizowanego systemu informacji o interpretacjach w podatkach lokalnych,
docelowej centralizacji samego procesu wydawania interpretacji przez Ministerstwo Finansów.
Obecna nowelizacja realizuje pierwszy z tych postulatów.
– To duży sukces BCC i dowód na to, że dialog społeczny może przekładać się na konkretne zmiany legislacyjne. Rząd wdraża pierwszy z dwóch kluczowych postulatów, które zgłaszaliśmy w sprawie interpretacji w podatkach lokalnych. Centralizacja informacji o wydawanych interpretacjach to rozwiązanie potrzebne, racjonalne i korzystne dla przedsiębiorców. Liczymy, że kolejnym krokiem będzie pełna centralizacja wydawania tych interpretacji – dodaje Michał Borowski.
Zdaniem BCC projektowane regulacje mogą przyczynić się do większego ujednolicenia praktyki interpretacyjnej organów podatkowych w zakresie podatków lokalnych. Szerszy dostęp do interpretacji wydawanych przez różne organy pozwoli przedsiębiorcom oraz administracji publicznej łatwiej identyfikować rozbieżności interpretacyjne, co w dłuższej perspektywie może zwiększyć spójność stosowania prawa podatkowego.
– Doceniamy otwartość Ministerstwa Finansów na dialog z partnerami społecznymi i uwzględnienie głosu przedsiębiorców w procesie legislacyjnym. To przykład dobrej zmiany, która poprawia transparentność systemu podatkowego i zwiększa bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce – podsumowuje Michał Borowski.
Fakt, że postulaty środowiska przedsiębiorców znalazły odzwierciedlenie w przygotowanym projekcie legislacyjnym, pokazuje znaczenie dialogu społecznego oraz realną sprawczość Business Centre Club w procesie stanowienia prawa gospodarczego w Polsce. Business Centre Club będzie nadal aktywnie uczestniczył w pracach nad rozwiązaniami, które zwiększają przejrzystość systemu podatkowego, wzmacniają pewność prawa i poprawiają warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.
Zarząd spółki TREX S.A. spodziewa się osiągnąć 76 mln zł przychodów w 2026 r. oraz 114 mln zł w 2027 r. Zysk EBITDA ma zostać wypracowany na poziomie 4,9 mln zł w 2026 r. oraz 8,3 mln zł w 2027 r. Spółka ostatnio istotnie zwiększyła miesięczne przychody i dynamicznie wchodzi na kolejne rynki zagraniczne.
Zgodnie z opublikowanym dziś raportem, Zarząd TREX S.A. zapowiada, iż bieżący rok zamknie skonsolidowanymi przychodami na poziomie 76 mln zł. Zarząd oczekuje też, że wynik EBITDA osiągnie wartość 4,9 mln zł. Prognozy te odzwierciedlają znakomitą kondycję TREX na rynku i dotyczą nowo otwieranych kanałów sprzedażowych.
Warto przypomnieć, iż w lutym br. Grupa Kapitałowa TREX opublikowała nową strategię rozwoju na lata 2026-27, a następnie poinformowała o istotnym wzroście miesięcznych przychodów ze sprzedaży. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży TREX w styczniu 2026 r. wyniosły 9,6 mln zł, co stanowiło wzrost o 106,75% w stosunku do stycznia 2025 r. (4,6 mln zł).
– Ostatnie dwa lata działalności grupy TREX potwierdziły zasadność przyjętego modelu rozwoju. Skutecznie weszliśmy na rynek sprzętu sportowego w Polsce i Niemczech, zbudowaliśmy rozpoznawalność marki oraz solidne zaplecze organizacyjne i operacyjne pod dalszą ekspansję. Z kolei w bieżącym roku weszliśmy w nowy etap – skalowania działalności w wymiarze europejskim. Mamy ambicje zbudować jedną z najbardziej dostępnych marek sprzętu sportowego w europejskim e-commerce – wyjaśnia Karolina Koczwara, prezeska Zarządu TREX S.A.
Strategia rozwoju Grupy TREX zakłada, że jej oferta ma być dostępna tam, gdzie klienci rozpoczynają i finalizują proces zakupowy. W praktyce oznacza to systematyczne budowanie obecności na wszystkich liczących się platformach marketplace w Europie – zarówno międzynarodowych, jak i lokalnych – oraz konsekwentne obniżanie barier wejścia dla klienta końcowego.
– Naszym celem nie jest agresywne konkurowanie najniższą ceną, lecz osiąganie optymalnej równowagi pomiędzy konkurencyjnością oferty a ochroną marży, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej dostępności produktów. To pozwoli Grupie skalować działalność w sposób kontrolowany, powtarzalny i odporny na presję cenową, tworząc trwałe podstawy do dalszego wzrostu po 2027 r. – tłumaczy Karolina Koczwara.
Grupa planuje systematycznie rozszerzać działalność na kolejne rynki europejskie, w tym m.in.: Rumunię, Czechy, Węgry, Słowację, Włochy, Hiszpanię, a także Litwę, Łotwę i Estonię.
– Opublikowane dziś prognozy finansowe są wypadkową naszego odpowiedzialnego podejścia do rynku oraz celów, jakie przyjęliśmy w naszej strategii, gdzie kluczowym elementem jest systematyczna analiza i optymalizacja marżowości w ujęciu rynkowym, kanałowym i produktowym. To pozwoli nam podejmować decyzje oparte na rentowności, a nie wyłącznie wolumenie sprzedaży – dodaje Prezeska TREX S.A.
Zarząd spodziewa się, że przychody Grupy na koniec 2027 r. osiągną wartość 114 mln zł, a zysk EBITDA zostanie wypracowany na poziomie 8,3 mln zł.
Bank inwestuje miliony w budowę modelu ryzyka kredytowego, który z niezwykłą trafnością przewiduje niewypłacalność klientów. Model osiąga znakomite wyniki w testach: rośnie precyzja, poprawia się recall, krzywa ROC pnie się w górę, a zespół data science świętuje sukces. Mimo to po sześciu miesiącach wpływ biznesowy pozostaje znikomy. Straty kredytowe praktycznie się nie zmieniają, czas zatwierdzania wniosków nadal jest długi, zespoły ryzyka wciąż nadpisują rekomendacje modelu, a procesy operacyjne pozostają w dużej mierze nietknięte. Model jest imponujący technicznie, ale sam proces decyzyjny się nie zmienił.
Taka sytuacja jest znacznie częstsza niż wiele organizacji chce przyznać. W różnych branżach firmy tworzą zaawansowane modele predykcyjne, pozostawiając jednocześnie podstawowe mechanizmy podejmowania decyzji bez większych zmian. Predykcja się poprawiła, decyzje nie.
– Ta luka pokazuje fundamentalną zmianę w sposobie myślenia o AI i analityce. Coraz częściej granicą rozwoju nie jest już wydajność modeli, lecz jakość decyzji. Właśnie dlatego rośnie zainteresowanie dziedziną określaną mianem Decision Intelligence. Kluczowe pytanie dla współczesnej sztucznej inteligencji nie brzmi już „Czy potrafimy to przewidzieć?”, lecz „Co powinniśmy z tym zrobić?” – mówi Miłosz Trawczyński, Senior Executive, Consulting & AI Solutions, SAS Polska.
Analiza podstawą zmian
Przez większą część ostatniej dekady dyskusja wokół data science koncentrowała się na predykcji. Organizacje inwestowały w modele zdolne przewidywać odpływ klientów, wykrywać oszustwa, rekomendować produkty czy prognozować popyt. Choć możliwości te były przełomowe, utrwaliły subtelne przekonanie, że lepsze prognozy automatycznie prowadzą do lepszych rezultatów.
– W rzeczywistości predykcje tworzą wartość tylko wtedy, gdy wpływają na decyzje. Model wykrywający podejrzane transakcje niewiele daje, jeśli śledczy nie mogą działać wystarczająco szybko; prognoza odejścia klienta jest mało użyteczna, jeśli zespoły utrzymania klientów nie mają jasnych strategii reakcji; prognoza popytu traci sens, jeśli łańcuch dostaw nie potrafi się dostosować na czas. Predykcja odpowiada na pytanie statystyczne, podczas gdy podejmowanie decyzji na pytania operacyjne – dodaje Miłosz Trawczyński.
Skąd się bierze decyzja
Aby zrozumieć, dlaczego predykcje często nie przekładają się na wyniki, warto przyjrzeć się strukturze rzeczywistych procesów decyzyjnych. Większość decyzji organizacyjnych obejmuje wiele warstw: polityki, regulacje, nadzór ludzki, ograniczenia operacyjne i sprzeczne cele. Nawet pozornie prosta decyzja, jak zatwierdzenie wniosku kredytowego, zależy nie tylko od wyniku modelu, lecz także od wymogów regulacyjnych, apetytu na ryzyko, polityki cenowej, kwestii równości traktowania czy zdolności operacyjnych. Między wynikiem modelu a działaniem często pojawiają się dodatkowe reguły, progi i ręczne przeglądy. Takie środowisko tworzy „lukę decyzyjną”, czyli dystans między wnioskiem analitycznym a wykonaniem operacyjnym. Jej zamknięcie wymaga czegoś więcej niż lepszych modeli: potrzebna jest integracja analityki bezpośrednio z procesami decyzyjnymi. Innymi słowy, AI musi przejść od systemów predykcyjnych do systemów decyzyjnych. Predykcja mówi nam, co może się wydarzyć; inteligencja decyzyjna określa, co należy zrobić dalej.
Pomocnym sposobem zrozumienia tej zmiany jest koncepcja „stosów decyzyjnych” (Decision Stack). U podstaw znajduje się warstwa danych, takich jak sygnały, zdarzenia i wzorce zachowań gromadzone w systemach. Nad nią znajdują się modele, które przekształcają dane w prognozy lub klasyfikacje. Kolejną warstwę stanowi logika decyzyjna: polityki, reguły, ograniczenia i mechanizmy optymalizacyjne przekładające prognozy na działania. Następnie pojawia się orkiestracja operacyjna, gdzie decyzje są osadzane w procesach, interakcjach z klientem i systemach automatycznych. Na szczycie znajduje się uczenie i sprzężenie zwrotne, czyli monitorowanie wyników i wykorzystywanie ich do doskonalenia modeli oraz strategii decyzyjnych. Wiele organizacji inwestuje głównie w warstwę modeli, pozostawiając logikę decyzyjną i orkiestrację w dużej mierze manualnymi. Decision Intelligence koncentruje się na całym stosie, przekształcając AI z narzędzia diagnostycznego w zdolność operacyjną.
– Różnicę tę dobrze ilustruje rozwój systemów wykrywania oszustw. Wczesne rozwiązania skupiały się na identyfikacji podejrzanych transakcji i generowaniu alertów analizowanych ręcznie. Wraz ze wzrostem wolumenu transakcji podejście to osiągnęło granice wydajności, a analitycy zostali zalani fałszywymi alarmami. Problemem przestała być sama dokładność wykrywania, stała się nim priorytetyzacja decyzji. Nowoczesne platformy łączą modele predykcyjne z silnikami decyzyjnymi, które określają reakcję na każdy sygnał: część transakcji jest blokowana natychmiast, inne wymagają dodatkowej weryfikacji, jeszcze inne trafiają do analizy w zależności od przewidywanej straty lub wpływu na klienta. System nie tylko przewiduje oszustwa, lecz nimi zarządza. Podobna transformacja zachodzi w marketingu, ryzyku kredytowym, zarządzaniu łańcuchem dostaw czy ochronie zdrowia. AI przechodzi od izolowanych modeli do zintegrowanych platform decyzyjnych – mówi Miłosz Trawczyński.
Wraz ze wzrostem automatyzacji decyzji rośnie znaczenie ładu korporacyjnego (governance). Gdy AI wpływa na decyzje wysokiej wagi – kredytowe, ubezpieczeniowe czy medyczne – organizacje muszą zapewnić ich przejrzystość, uczciwość i rozliczalność. Decision Intelligence wprowadza nowe wyzwania, ponieważ decyzje powstają w wyniku interakcji wielu elementów: modeli, reguł, algorytmów optymalizacyjnych i procesów operacyjnych. Zrozumienie, jak zapadła decyzja, wymaga wglądu w cały stos. Dlatego rośnie znaczenie takich obszarów jak nadzór nad modelami, audyty AI i transparentność decyzji. Organizacje muszą przejść od zarządzania pojedynczymi modelami do zarządzania całymi systemami decyzyjnymi. Regulacje już podążają w tym kierunku. Przykładem jest europejski AI Act, który kładzie nacisk na zarządzanie ryzykiem i odpowiedzialność za decyzje wspierane przez AI.
– Największą wartość z AI czerpią niekoniecznie firmy z najbardziej zaawansowanymi modelami, lecz te, które przeprojektowują sposób podejmowania decyzji i wbudowują inteligencję w procesy operacyjne. Zamykają one lukę między wnioskiem a działaniem, tworząc systemy, w których dane, modele, polityki i procesy działają jako zintegrowana całość – dodaje Miłosz Trawczyński.
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie wywołała gwałtowne reakcje na rynkach finansowych – drożeje ropa i inne surowce, rośnie niepewność inwestorów, a indeksy giełdowe spadają. Choć toczy się on tysiące kilometrów od Polski, jego skutki będą stosunkowo szybko docierały także na krajowy rynek nieruchomości. Droższa energia oznacza wyższe koszty produkcji materiałów budowlanych, wzrost inflacji i ryzyko utrzymania stóp procentowych, a nawet ich wzrostu. W efekcie deweloperzy mogą mierzyć się z rosnącymi kosztami inwestycji w momencie, gdy popyt na mieszkania staje się coraz bardziej ostrożny.
Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie inwestorzy zaczęli już dyskontować potencjalne skutki konfliktu dla globalnej gospodarki, w tym ryzyko wzrostu inflacji i spowolnienia gospodarczego. Jak jednak podkreślają analitycy portalu RynekPierwotny.pl, spadki głównych indeksów rodzimej giełdy rzędu około 5 proc. po dwóch tygodniach trwania konfliktu trudno uznać za paniczną wyprzedaż akcji. Może to sugerować, że część inwestorów wciąż zakłada relatywnie szybkie wygaszenie militarnej konfrontacji i powrót do względnej stabilizacji.
Nie tylko inwestorzy giełdowi zdają sobie sprawę z zagrożeń związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Choć toczy się on tysiące kilometrów od Polski, jego skutki mogą być odczuwalne także dla krajowej gospodarki i rynku nieruchomości mieszkaniowych. O tym, czy negatywny scenariusz rzeczywiście się zmaterializuje, zdecyduje rozwój sytuacji, czas trwania konfliktu oraz skala ewentualnej eskalacji działań militarnych.
Potencjalne kanały wpływu konfliktu na rynek nieruchomości
Ceny surowców i materiałów budowlanych
Jedną z pierwszych reakcji rynków na eskalację konfliktu był gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego. Energia pozostaje jednym z kluczowych czynników kosztowych w produkcji materiałów budowlanych – od cementu i stali, przez izolacje termiczne po płytki ceramiczne i panele podłogowe.
Wpływ cen energii na sektor budowlany jest wielopoziomowy. Produkcja podstawowych materiałów, takich jak stal, cement czy elementy murowe, jest uzależniona od kosztów energii elektrycznej i gazu ziemnego. Z kolei materiały izolacyjne, czy tworzywa sztuczne są bezpośrednio powiązane z cenami produktów ropopochodnych – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
W praktyce oznacza to, że wzrost cen ropy i gazu może przełożyć się na:
– droższe materiały budowlane (zwłaszcza materiały izolacyjne EPS/XPS),
– wyższe koszty transportu,
– wzrost kosztów realizacji inwestycji deweloperskich.
Efekty te jednak będą rozłożone w czasie ze względu na cykl produkcyjny, hedging kosztów surowców i niewyprzedane zapasy.
Ryzyko zaburzeń w łańcuchach dostaw
Konflikty geopolityczne często prowadzą do zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Dotyczy to zarówno transportu morskiego, jak i dostępności niektórych kluczowych surowców.
Jednym z najważniejszych punktów globalnej infrastruktury energetycznej pozostaje Cieśnina Ormuz, przez którą transportowana jest znaczna część światowych dostaw ropy i gazu, ale także m.in. helu czy surowców wykorzystywanych w produkcji nawozów azotowych. Wstrzymanie żeglugi w tym regionie może prowadzić nie tylko do napięć na rynkach energii, ale również do zaburzeń w dostępności innych surowców strategicznych dla gospodarki.
Fizyczna blokada dostępu do części z nich może wywołać szereg efektów ubocznych. Przykładowo ograniczenia w dostawach nawozów azotowych mogą zmniejszać potencjał produkcji żywności w krajach regionu, natomiast niedobory helu wykorzystywanego w procesach technologicznych mogą utrudniać produkcję półprzewodników. W konsekwencji zakłócenia mogą przenosić się na kolejne sektory gospodarki – od elektroniki po przemysł motoryzacyjny.
Wpływ na inflację i stopy procentowe
Wzrost cen energii i surowców prowadzi wprost do wzrostu inflacji konsumenckiej. Droższe paliwa zwiększają koszty transportu, produkcji i usług, co z czasem przekłada się na wyższe ceny w całej gospodarce.
Jeżeli presja inflacyjna utrzyma się przez dłuższy czas, banki centralne mogą opóźnić obniżki stóp procentowych lub utrzymać je na podwyższonym poziomie. Obecne oczekiwania rynków finansowych dla stóp procentowych w Polsce mówią nie tylko o zatrzymaniu trwającej od maja 2025 serii decyzji RPP o obniżkach, ale nawet rysują perspektywę ponownych podwyżek – kontrakty terminowe FRA z 13 marca 2026 pokazują oczekiwania wzrostu stawki WIBOR 3M do 4,5% z obecnego 3,8%. Oferty kredytów stałoprocentowych w ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia konfliktu poszybowały o 50 punktów bazowych w górę – tak w Polsce, jak i na innych rynkach, m.in. w USA.
Dla rynku mieszkaniowego oznacza to:
– wyższe raty kredytów hipotecznych,
– ograniczenie zdolności kredytowej gospodarstw domowych i firm,
– większą ostrożność kupujących przy podejmowaniu decyzji o zakupie mieszkania,
– niższą dostępność finansowania dla deweloperów.
Reakcja rynków finansowych
Niepewność geopolityczna zazwyczaj prowadzi do odpływu kapitału z bardziej ryzykownych sektorów gospodarki. Spadki notowań spółek deweloperskich są często jedną z pierwszych reakcji inwestorów, zwłaszcza że pogorszyła się ich perspektywa popytowa i marżowa.
Jednocześnie nieruchomości bywają postrzegane jako długoterminowe zabezpieczenie kapitału przed inflacją, co w części przypadków może zwiększać zainteresowanie inwestycyjnym zakupem mieszkań – pytanie tylko, czy w Polsce, gdzie ryzyko geopolityczne pozostaje podwyższone, a sam konflikt na Bliskim Wschodzie wspiera siłę Rosji, choćby poprzez większe wpływy budżetowe z eksportu ropy i gazu, jak i odciągnięcie uwagi USA od tego regionu.
W efekcie wpływ napięć geopolitycznych na rynek nieruchomości bywa ambiwalentny – krótkoterminowo rośnie niepewność, ale w dłuższej perspektywie nieruchomości mogą zyskiwać na atrakcyjności jako realne aktywo.
Efekt domina w gospodarce
W skrajnym scenariuszu eskalacji konfliktu – np. w przypadku długotrwałej blokady Cieśniny Ormuz, czy zniszczenia infrastruktury produkcyjnej ropy i gazu – mechanizm wpływu na gospodarkę może wyglądać następująco:
ograniczenie globalnych dostaw ropy i gazu,
wzrost cen energii i paliw,
wzrost kosztów produkcji i transportu,
wzrost inflacji,
utrzymanie wyższych stóp procentowych.
Taki łańcuch zdarzeń prowadziłby do wzrostu kosztów budowy mieszkań oraz jednoczesnego pogorszenia dostępności kredytów hipotecznych.
– popyt mieszkaniowy może słabnąć,
– dostępność kredytów pozostaje ograniczona,
– kupujący stają się bardziej ostrożni.
Oznacza to, że wzrost kosztów nie musi automatycznie prowadzić do wzrostu cen mieszkań. W części przypadków presja kosztowa może zostać przejęta przez marże deweloperów lub prowadzić do ograniczenia liczby nowych inwestycji.
Możliwe scenariusze dla rynku
W przewidywalnej przyszłości rynek mieszkaniowy może rozwijać się według kilku scenariuszy.
Scenariusz stabilizacji
Konflikt ma ograniczony wpływ na gospodarkę, ceny surowców stabilizują się na poziomach podwyższonych wobec 2025 roku, a rynek mieszkaniowy funkcjonuje w warunkach umiarkowanego wzrostu.
Scenariusz kosztowy
Droższa energia i materiały budowlane podnoszą koszt inwestycji, co prowadzi do stopniowego wzrostu cen mieszkań.
Scenariusz spowolnienia
W przypadku globalnego spowolnienia gospodarczego popyt na mieszkania może osłabnąć, co zwiększy presję na marże deweloperów i ograniczy liczbę nowych inwestycji.
Realistycznie w przypadku kontynuacji konfliktu rzeczywistość może przebiegać między scenariuszem kosztowym i scenariuszem spowolnienia, a od innych czynników (np. uruchomienia nowego programu stymulującego popyt, jak BK2% w 2023 roku) może zależeć który z nich faktycznie się zrealizuje.
Wnioski
Choć konflikt na Bliskim Wschodzie ma przede wszystkim wymiar geopolityczny, jego skutki gospodarcze mogą sięgać znacznie dalej. Dla rynku mieszkaniowego kluczowe znaczenie będą miały trzy czynniki:
– poziom inflacji i stóp procentowych,
– ceny energii i materiałów budowlanych,
– kondycja gospodarki i rynku pracy.
To właśnie one zdecydują, czy globalne napięcia przełożą się na trwałą zmianę trendów na polskim rynku nieruchomości – podsumowuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Od kilku lat globalna gospodarka, a zwłaszcza sektor nieruchomości, funkcjonują w otoczeniu podwyższonej niepewności i częstej zmienności. Mamy obecnie do czynienia z szarym nosorożcem, zdarzeniem którego można było się spodziewać, tylko nie było wiadomo gdzie i kiedy – bo o rosnącym napięciu na Bliskim Wschodzie wiemy nie od dziś. Obecnie nie mamy sygnałów bezpośredniego spadku popytu na polskim rynku deweloperskim, ale przy przedłużającym się szoku inflacyjnym i jego przełożeniu się na koszty kredytów możemy się spodziewać osłabienia popytu, przy rosnącej presji na marże deweloperów i liczbę nowych projektów deweloperskich. Dokładnie taki scenariusz widzieliśmy w 2022 roku na polskim rynku deweloperskim, mimo, choć skala szoku inflacyjnego była znacznie większa, niż ten który obecnie obserwujemy. Dalsze losy konfliktu będą determinowały, czy szok ten będzie krótkoterminowy, czy też na lata zmieni krajobraz rynków energetycznych, a w efekcie rynku nieruchomości – dodaje Jan Dziekoński, Główny Ekonomista portalu RynekPierwotny.pl
Model pracy ponownie znalazł się w centrum uwagi firm. Po okresie intensywnego testowania elastycznych rozwiązań, wiele organizacji weryfikuje swoje dotychczasowe podejście do pracy zdalnej i hybrydowej. W zamian poszukują kierunku, który pogodzi potrzeby biznesu z oczekiwaniami pracowników. Jednak osiągnięcie kompromisu nie zawsze się udaje, co w 2026 roku może przyczynić się do konfliktów na linii pracodawca-zatrudnieni.
Model pracy pozostaje przedmiotem sporu pracowników i pracodawców. Badanie Hays Poland wykazało, że specjalistom zależy na pełnej elastyczności czasu i miejsca pracy (46 proc.), tymczasem takie rozwiązanie oferuje zaledwie 10 proc. organizacji.
20 proc. firm planuje zmienić w tym roku obecnie funkcjonujący model pracy. Największy odsetek z nich (9 proc.) planuje zwiększyć zakres pracy stacjonarnej. Tylko 3 proc. chce postawić na częstszą pracę zdalną.
Brak transparentnej komunikacji i wzajemnego zrozumienia potrzeb pracodawców i pracowników może prowadzić do zwiększonej rotacji. Logiczne uzasadnienie decyzji firmy w zakresie zmiany modelu pracy pozostanie kluczowe dla utrzymania zaufania zatrudnionych.
W ostatnim czasie przez rynek pracy przetoczyła się kolejna fala doniesień o firmach ograniczających swoim pracownikom dostęp do pracy z domu. Pracodawcy coraz częściej decydują się na weryfikację dotychczasowych rozwiązań i zwiększenie oczekiwań wobec obecności pracowników w biurach. Najczęściej motywują to chęcią zwiększenia efektywności, przepływu informacji, rozwoju zawodowego pracowników i innowacyjności. Te argumenty niejednokrotnie nie spotykają się jednak z akceptacją pracowników, którzy od pracodawcy oczekują przede wszystkim elastyczności.
Oczekiwania pracowników i pracodawców wyraźnie się różnią
Jak wynika z Raportu płacowego Hays 2026, obecnie zdecydowana większość organizacji praktykuje model hybrydowy, z jasno określonym zakresem pracy zdalnej. Najwięcej, bo 30 proc. pracodawców oczekuje od pracowników obecności w biurze wymiarze 2-3 dni w tygodniu. Tymczasem prawie połowa specjalistów i menedżerów preferowałaby rozwiązanie, w którym mają pełną dowolność w kontekście tego, z jakiego miejsca i z jaką regularnością realizują swoje obowiązki służbowe. Taka pełna elastyczność funkcjonuje jednak w zaledwie co dziesiątej organizacji.
Źródło: Raport płacowy 2026, Hays Poland.
W praktyce rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami profesjonalistów względem modelu pracy i faktyczną ofertą pracodawcy może prowadzić od obniżonej satysfakcji z życia zawodowego, a nawet rozważania zmiany miejsca zatrudnienia. Jak pokazują bowiem wyniki badania Hays, z perspektywy pracowników, głównym pozafinansowym czynnikiem decydującym o przyjęciu oferty pracy jest właśnie model pełnienia obowiązków służbowych (64 proc.).
– Specjaliści chcący zachować elastyczność w kontekście miejsca wykonywania pracy, mają ku temu konkretne powody. Swobodny dostęp do pracy zdalnej traktują bowiem jako jeden z kluczowych fundamentów swojego dobrostanu oraz równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. To szczególnie istotne w dobie coraz większej zmienności i dynamiki biznesu – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, CEE Executive Director – Enterprise Solutions w Hays Poland.
Zmiany w modelu pracy jako element strategii biznesowej?
Zwiększenie zakresu pracy stacjonarnej niesie za sobą ryzyko obniżonej satysfakcji pracowników, zwiększonej rotacji, a także ograniczonej puli talentów. Mimo to część pracodawców postanowiła, że w roku 2026 dokona zmiany modelu pracy funkcjonującego w firmie.
Organizacje planujące zmiany modelu pracy należą do mniejszości. Jednak wśród firm, które uwzględniły taki krok w strategii na najbliższe miesiące, dominują te chcące zwiększyć wymiar pracy stacjonarnej. Niestety jest to rozwiązanie najmniej atrakcyjna przez profesjonalistów.
Źródło: Raport płacowy 2026, Hays Poland.
Co może zatem sprawiać, że blisko co dziesiąta organizacja oczekuje częstszej obecności pracowników w biurach? Z jednej strony może to być odpowiedzią na złożoność i dynamikę zmian zachodzących w biznesie. Pracodawcy mogą zakładać, że większa dostępność zespołów w biurze pozwoli im wzmocnić przepływ informacji i wymianę wiedzy, lepiej zarządzać organizacją oraz utrzymać konkurencyjność w niepewnym otoczeniu biznesowym. W tym kontekście zwiększenie pracy stacjonarnej może zatem być próbą utrzymania przewagi konkurencyjnej.
Z drugiej zaś może być próbą rozwiązania problemów HR, z jakimi obecnie mierzy się wiele organizacji – trudnością w integracji zespołów, spadkiem poczucia przynależności pracowników czy ich niesatysfakcjonującą produktywnością. Chociaż okres pandemii udowodnił, że praca z domu wcale nie musi skutkować obniżoną efektywnością, to część organizacji wyznaje przekonanie, że praca w biurze oferuje większą kontrolę nad procesami biznesowymi, a co za tym idzie – może mieć pozytywny wpływ na produktywność pracy. Część firm motywuje taką decyzję również kulturą organizacyjną, którą trudniej jest kształtować w warunkach pracy zdalnej.
Zarządzenie powrotu do biura lub znaczne zwiększenie wymiaru pracy stacjonarnej czasem jest również sposobem na nieformalną redukcję zatrudnienia. – Utrata elastyczności dla niektórych pracowników jest motywacją do samodzielnej decyzji o odejściu z firmy. Dzieje się tak w szczególności, gdy decyzję o powrocie do biura podejmują organizacje, które do tej pory oferowały pracę zdalną i zatrudniały osoby zamieszkujące różne regiony kraju – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.
Niepopularne decyzje mogą sporo kosztować
Profesjonaliści mają świadomość, że rynek pracy się zmienia, a organizacje muszą się dostosować do nowej sytuacji. Jednak w momencie, gdy decyzja o zmianie modelu pracy nie jest osadzona w strategii firmy i nie uwzględnia realnych potrzeb pracowników – ci tracą do niej zaufanie, a ich zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa spada. W praktyce oznacza to, że wyzwaniem pozostaje nie tyle sama zmiana modelu pracy, co jej uzasadnienie.
Specjaliści i menedżerowie nie chcą bez zrozumiałego dla nich powodu rezygnować z wypracowanej rutyny i poczucia równowagi. Jak dodaje Aleksandra Tyszkiewicz z Hays – Powrót do biura musi być logiczny, spójny i dobrze zakomunikowany. Pracownicy – zarówno obecni, jak i potencjalni – powinni rozumieć, co realnie tracą i zyskują. W przeciwnym razie ograniczanie elastyczności może być równoznaczne z utratą wartościowych talentów.
Transparentna komunikacja i wzajemny szacunek to zatem nie tylko dowód dojrzałości organizacji, ale także warunek budowania zaufania i długofalowej zdolności firm do przyciągania najlepszych specjalistów.
Od 13 marca br. zmienił się sposób prowadzenia sporów w zamówieniach publicznych. Nowelizacja przepisów dotyczących postępowania przed Krajową Izbą Odwoławczą wprowadza nie tylko zdalne rozprawy, ale przede wszystkim nowy model postępowania. W praktyce oznacza to, że kluczowe dla wyniku sprawy stają się pierwsze pisma procesowe, a błędy popełnione na początku mogą być trudne lub niemożliwe do naprawienia na dalszym etapie postępowania.
Spór rozstrzyga się wcześniej niż dotychczas
Nowelizacja wzmacnia obowiązek przedstawiania argumentów i dowodów już na wczesnym etapie postępowania, zbliżając procedurę przed KIO do zasad znanych z postępowania cywilnego w sprawach gospodarczych. Oznacza to ograniczenie możliwości uzupełniania stanowiska w trakcie rozprawy.
– W praktyce ciężar sporu przesuwa się na etap pierwszych pism. To tam trzeba przedstawić pełną argumentację i dowody, bo później przestrzeń do ich uzupełniania będzie znacznie ograniczona niż obecnie – wskazuje mec. Michał Liżewski, partner w kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista ds. zamówień publicznych. – W wielu przypadkach o wyniku sprawy może decydować to, jak przygotowane jest odwołanie lub przystąpienie – dodaje.
Zdalne rozprawy zmieniają dynamikę postępowania
Nowe przepisy dopuszczają prowadzenie rozpraw i posiedzeń w formule zdalnej. Z jednej strony oznacza to uproszczenie organizacyjne i ograniczenie kosztów udziału stron, z drugiej – zmianę sposobu prowadzenia sporu.
3 dni, które mogą przesądzić o wyniku sprawy
Szczególnie istotna zmiana dotyczy wykonawców przystępujących do postępowania. Termin na przystąpienie nadal wynosi 3 dni, jednak jego znaczenie wyraźnie rośnie – już na tym etapie konieczne jest przedstawienie pełnego stanowiska wraz z dowodami.
– Przystąpienie przestaje być formalnością. W praktyce to jedno z kluczowych pism w całym postępowaniu. W ciągu kilku dni trzeba przygotować kompletną argumentację, bo późniejsze uzupełnienia mogą okazać się niemożliwe – wskazuje ekspert ds. zamówień publicznych.
Nowe zasady dowodowe – mniej miejsca na korekty
Nowelizacja wprowadza zasadę koncentracji materiału dowodowego, co oznacza ograniczenie możliwości przedstawiania nowych dowodów na dalszych etapach postępowania. Kluczowe staje się nie tylko ich zgromadzenie, ale również precyzyjne wskazanie, jakie fakty mają potwierdzać.
– To zmiana jakościowa. Nie wystarczy mieć rację – trzeba ją od początku dobrze udokumentować i jasno przedstawić. Niedopatrzenia na starcie mogą przesądzić o wyniku sprawy – zaznacza mec. Liżewski.
Szybciej, ale z większą odpowiedzialnością
Zmiany mają przyspieszyć postępowania i zwiększyć ich przewidywalność, ale jednocześnie podnoszą wymagania wobec uczestników rynku zamówień publicznych. Każda sprawa wymaga teraz jeszcze dokładniejszego przygotowania już na etapie inicjowania sporu.
Dodatkowym wyzwaniem pozostają przepisy przejściowe, bowiem nie wszystkie sprawy rozpoznawane po 13 marca podlegają nowym zasadom, co w praktyce oznacza konieczność każdorazowej analizy trybu postępowania.
Polacy chcą tańszych zakupów przed świętami. Blisko 70% oczekuje zaostrzonej walki, szczególnie pomiędzy dyskontami.
Według najnowszego branżowego raportu, 69,2% Polaków oczekuje zaostrzonej walki cenowej między sklepami, aby zrobić taniej wielkanocne zakupy. Do tego 16,5% rodaków temu zaprzecza, a 10,4% nie umie się określić. Natomiast 3,9% konsumentów twierdzi, że ich to nie obchodzi. Autorzy raportu przypominają, że przed świętami ceny w sklepach tradycyjnie rosną, a jednocześnie sieci w tym czasie walczą o klientów obniżkami. Zdaniem ekspertów, w tym roku, z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie, priorytetem dla handlu może być stabilizacja cen i zapewnienie dostępności towarów, a nie intensywna walka na ceny.
Jak wynika z raportu pt. „Polacy na świątecznych zakupach. Wielkanoc 2026” autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully Poland, 69,2% konsumentów oczekuje zaostrzonej walki cenowej pomiędzy sklepami, szczególnie dyskontami, żeby w tym roku zrobić taniej świąteczne zakupy. Obecnie 16,5% rodaków jest przeciwnego zdania, a 10,4% pozostaje niezdecydowanych. Z kolei 3,9% klientów w ogóle to nie obchodzi.
– Blisko 70% Polaków wykazuje dużą wrażliwość na ceny i gotowość do planowania zakupów w oparciu o promocje w okresie przedświątecznym. Pokazuje to, że dla większości społeczeństwa cena pozostaje kluczowym czynnikiem wyboru miejsca zakupów przed świętami, a dyskonty nadal są postrzegane jako segment najbardziej konkurencyjny cenowo – mówi Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully Poland.
Zdaniem eksperta, oczekiwania konsumentów dotyczące zaostrzonej walki cenowej przed świętami mają realne podstawy, choć po części wynikają też z nadziei na niższe ceny. Dyskonty tradycyjnie mocno rywalizują cenowo wewnątrz swojej kategorii w okresie przedświątecznym, wprowadzając promocje na popularne produkty spożywcze i artykuły prezentowe. Dodatkowo, wciąż istotna wrażliwość konsumentów na ceny sprawia, że sieci handlowe mogą stosować obniżki, aby przyciągnąć klientów i zwiększyć sprzedaż.
– Na decyzje cenowe wpływają też czynniki takie, jak nadwyżki magazynowe czy sezonowa logika handlu. Sklepy często wykorzystują okres przedświąteczny do wyprzedaży lub promocji, co naturalnie nasila konkurencję cenową. Jednocześnie rosnące koszty produkcji, transportu i surowców w niektórych kategoriach mogą ograniczać przestrzeń do agresywnych obniżek. W sytuacji globalnych napięć, np. konfliktu na Bliskim Wschodzie, priorytetem dla sieci może być stabilizacja cen i zapewnienie dostępności towarów, a nie intensywna walka cenowa – dodaje Robert Biegaj.
Jednocześnie ekspert uważa, że zaostrzona walka cenowa w okresie przedświątecznym może być dla sklepów, szczególnie dyskontów, atrakcyjnym narzędziem przyciągania klientów, ale wiąże się też z pewnymi ryzykami. Obniżki cen przyciągają więcej osób do sklepów, zwiększają sprzedaż produktów promocyjnych i sezonowych oraz mogą wzmocnić wizerunek sieci jako miejsca konkurencyjnego cenowo. Jednocześnie agresywne promocje zmniejszają marże i mogą prowadzić do presji cenowej w całym segmencie, a w skrajnych przypadkach – do szybszego wyprzedania niektórych towarów.
– Dla konsumentów oznacza to szansę na tańsze zakupy świąteczne, szczególnie w dyskontach, choć nie wszystkie produkty będą objęte promocjami, a część towarów może znikać z półek szybciej niż zwykle. W praktyce zaostrzenie walki cenowej jest więc narzędziem korzystnym zarówno dla sklepów, które chcą zwiększyć ruch i sprzedaż, jak i dla klientów szukających okazji, pod warunkiem zachowania równowagi między atrakcyjnymi cenami a dostępnością towarów – wyjaśnia Robert Biegaj.
Autorzy raportu przypominają również, że przed świętami ceny produktów w polskich sklepach standardowo wzrastają. Jednak sieci handlowe mogą podnosić je w mniejszym stopniu niż konkurencja, utrzymywać wybrane produkty na dotychczasowym poziomie lub stosować promocje i obniżki tylko na wybrane towary przyciągające klientów, takie jak popularne słodycze czy podstawowe produkty spożywcze.
– W mojej opinii, w praktyce najprawdopodobniejszy jest scenariusz mieszany. Część cen wzrośnie wolniej niż u konkurencji, inne pozostaną niezmienione, a wybrane produkty będą objęte promocjami. Taka strategia pozwoliłaby sieciom zachować rentowność, a jednocześnie przyciągnąć klientów porównujących oferty różnych sklepów. Dla konsumentów oznaczałoby to dostęp do atrakcyjnych ofert i promocji, nawet przy utrzymującym się ogólnym sezonowym trendzie wzrostu cen – analizuje ekspert z Shopfully Poland.
Współautor raportu przypomina też, że dla części konsumentów głównym wyznacznikiem pozostaje dostępność produktów i wygoda zakupów. – Wśród 16,5% respondentów, którzy nie oczekują zaostrzonej walki cenowej przed świętami, są konsumenci mniej wrażliwi cenowo. Ponadto panuje też przekonanie, że w okresie świątecznym ceny produktów i tak rosną, a promocje nie zawsze przynoszą realne oszczędności. Dlatego nie wszyscy planują swoje zakupy w oparciu o nie – stwierdza Robert Biegaj.
Do tego około 4% badanych w ogóle nie jest zainteresowanych ww. kwestią. Według eksperta z Shopfully Poland, taka postawa wynika przede wszystkim z dwóch czynników. Część osób nie celebruje świąt w tradycyjny sposób lub ogranicza zakupy świąteczne do minimum, dlatego walka cenowa między sklepami nie jest dla nich istotna. Poza tym dla niektórych konsumentów ceny przedświąteczne nie mają większego znaczenia ze względu na dobrą sytuację finansową, co pozwala im robić zakupy bez obaw o koszty.
Opis metody analitycznej/badawczej
Raport pt. „Polacy na świątecznych zakupach. Wielkanoc 2026” powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej. Badanie zostało przeprowadzone na początku marca 2026 roku metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i Shopfully Poland na ogólnopolskiej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat. Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku, płci i regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.
Rosnące ceny paliw, napięcia geopolityczne i presja kosztowa zaczynają uderzać w kluczowe sektory polskiej gospodarki. Przedsiębiorcy ostrzegają przed efektem domina – od transportu po handel i usługi – który może przełożyć się na przyspieszenie inflacji i realne zagrożenie dla stabilności firm. Branża TSL apeluje do rządu o pilne działania osłonowe, a prawnicy wskazują, że w obliczu nadzwyczajnych warunków coraz częściej konieczna może być ingerencja w obowiązujące umowy.
Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie
Przedsiębiorcy przyzwyczaili się do wielkich wyzwań, bo ostatnie lata t czas globalnej pandemii, ale też wojna w Ukrainie, która trwa i nadal rezonuje na naszą gospodarkę. Wysokie ceny paliwa na światowych rynkach będą mieć szybkie odzwierciedlenie na rynnach lokalnych. Przed nami więc kryzys, który odbije się na wielu branżach od TSL po handel, usługi, właściwie wszystkie branże, które do swojej pracy wymagają paliwa.
Nie oczekujemy od rządzących recept na kryzys światowy wywołany na Bliskim Wschodzie, bo wiemy, że na sytuację geopolityczną polscy politycy nie mają wpływu. Mogą jednak pomagać przedsiębiorcom. Dialog i przygotowanie programu osłonowego dla przewoźników drogowych jest potrzebny. Transport jest w Polsce jednym z głównych „budowniczych” PKB. Firmy te od lat borykają się ze zmiennymi warunkami działania. Tym razem jednak może nie obejść się bez wsparcia ze strony rządzących.
W gospodarce bardzo popularne stało się pojęcie: Efekty drugiej rundy, czyli podnoszenie przez firmy cen w reakcji na wzrost ich kosztów (pracy, energii, surowców), co skutkuje przyśpieszeniem inflacji. W obecnej sytuacji to pośredni efekt wzrostu cen ropy: droższe paliwa powodują większe koszty transportu czy produkcji niektórych towarów. Zwykle taka sytuacja występuje, gdy drastycznie rosną ceny paliwa albo energii. Przykład: rosną ceny paliwa, a za kilka dni odczuwamy wzrost cen np. pieczywa. Przykład: rosną ceny komponentów nawozowych, a kilka tygodni później droższe są owoce i warzywa. Spodziewamy się SILNEGO efektu drugiej rundy, bo już pierwsze wzrosty kosztów były znacznie wyższe niż się spodziewano. Efekt drugiej rundy w gospodarce będzie wygenerowany przez wzrost cen paliwa.
Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych
Petycja do Premiera Donalda Tuska jest wyrazem naszej troski o to, w jak dramatycznej sytuacji znalazła się branża transportowa i jak wielkie problemy nam grożą, jeżeli sytuacja się nie zmieni. Transport jest jednym z budowniczych polskiego PKB. Branża dotykaną szeregiem unijnych restrykcji, a jednocześnie branżą najszybciej odczuwalną zmiany globalne. Czujemy, że nasza sytuacja od lat nie jest najlepsza, a drastyczny wzrost cen paliwa to pogorszenie perspektyw nie tylko na rozwój, ale i w wielu przypadkach po prostu na trwanie w działalności. Mamy już przykłady firm decydujących się na zwolnienia, zawieszanie kursów czy występujących do prawników i mediatorów o wsparcie, bo działanie w tej formule finansowej będzie generowało straty przy tak wielkim wzroście kosztów. I kwartał roku 2026 porównujemy z rokiem 2020 i 2022, czyli czasem pandemii i czasem wojny w Ukrainie.
Michał Gajda, adwokat pracujący z przedsiębiorcami
Polskie prawo od dawna dostrzega, że pewne nadzwyczajne zdarzenia mogą w sposób radykalny zmienić realia wykonywania umowy. Oczywiście opiera się na zasadzie, że umowy należy wykonywać zgodnie z ich treścią. Jednak istnieje w naszym porządku prawnym mechanizm pozwalający reagować na sytuacje nadzwyczajne, jest to tzw. klauzula nadzwyczajnej zmiany stosunków. Jeżeli po zawarciu umowy nastąpi zdarzenie o charakterze wyjątkowym, którego strony nie mogły przewidzieć, a jego skutkiem jest poważne zachwianie równowagi kontraktowej, sąd może zmienić sposób wykonania umowy, wysokość świadczenia, a nawet ją rozwiązać.
W praktyce oznacza to, że jeżeli po zawarciu umowy nastąpi zdarzenie o charakterze wyjątkowym i trudnym do przewidzenia, którym jest nieoczekiwany konflikt zbrojny, nagłe załamanie łańcuchów dostaw, skokowy wzrost cen surowców czy zamknięcie szlaków transportowych – a wykonanie umowy zaczyna grozić jednej ze stron rażącą stratą, prawo dopuszcza możliwość ingerencji w treść zobowiązania. Warto jednak podkreślić, że sama wojna jako wydarzenie medialne nie jest jeszcze wystarczająca. Kluczowe jest wykazanie realnego wpływu tych zdarzeń na konkretny kontrakt i na możliwość jego wykonania.
Akcje Farm Innovations S.A. – spółki działającej od 10 lat w branży vet-tech, zostały dopuszczone do wprowadzenia na rynek NewConnect. Zgodnie z Uchwałą nr 370/2026 Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie z 17 marca 2026 r., do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect zostały dopuszczone akcje zwykłe serii A, B, B1, B2 i C spółki. Obecnie firma oczekuje na wyznaczenie pierwszego dnia notowań akcji.
–To istotny moment dla naszej firmy i dla wszystkich, którzy od początku zaufali nam i wspierali naszą działalność. Planowany debiut na NewConnect to potwierdzenie potencjału naszych rozwiązań w sektorze vet-tech oraz kolejny krok w realizacji strategii rozwoju spółki – mówi Sebastian Przeniosło, prezes Farm Innovations S.A.
Farm Innovations S.A. rozwija technologie identyfikacji i monitorowania zdrowia zwierząt hodowlanych i domowych. Spółka tworzy systemy oparte na chipach podskórnych oraz urządzenia monitorujące parametry zdrowotne i dobrostan zwierząt w czasie rzeczywistym. Jej rozwiązania pozwalają hodowcom i właścicielom zwierząt reagować szybciej na sygnały zdrowotne, zwiększać efektywność hodowli i poprawiać dobrostan zwierząt.
Firma posiada znaczący udział w rynku chipowania koni i zwierząt hodowlanych w Polsce – do tej pory oznakowała ponad 100 tys. zwierząt, w tym przeszło 80 tys. koni i 10 tys. alpak. Farm Innovations S.A. współpracuje z kluczowymi instytucjami branżowymi, takimi jak Polski Związek Hodowców Koni, Polska Izba Mleka, Instytut Zootechniki – Państwowy Instytut Badawczy (IZ PIB Kraków) i rozwija innowacyjne rozwiązania, w tym programy ubezpieczeniowe dla zwierząt gospodarskich, a w przyszłości również domowych. Strategicznym celem spółki jest dalszy rozwój technologii vet-tech, ekspansja oraz zwiększenie udziału sprzedaży zagranicznej w strukturze przychodów, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej jakości obsługi klientów i rozbudowy infrastruktury danych i systemów monitoringu.
UOKiK: uczelnie mają oddać studentom pieniądze za zawyżone czesne. Są też milionowe kary
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał decyzje dotyczące nieuprawnionych podwyżek czesnego w trakcie trwania studiów. Sprawa dotyczy dwóch uczelni – Uniwersytetu SWPS w Warszawie oraz Politechniki Lubelskiej. Zgodnie z ustaleniami UOKiK, instytucje te podnosiły opłaty w okresie, gdy obowiązujące przepisy wyraźnie tego zabraniały. W efekcie studenci mogą liczyć na zwrot nadpłaconych kwot, a uczelnie zostały ukarane finansowo.
Podwyżki niezgodne z prawem
Jak przypomina UOKiK, w okresie od lipca 2018 r. do września 2023 r. obowiązywały przepisy gwarantujące niezmienność czesnego przez cały cykl studiów. Oznaczało to, że uczelnia – po podpisaniu umowy ze studentem – nie mogła ani podnosić opłat, ani wprowadzać nowych kosztów dla danego rocznika.
Mimo to, jak ustalił urząd, zarówno Uniwersytet SWPS, jak i Politechnika Lubelska stosowały praktyki polegające na zwiększaniu czesnego w trakcie nauki. W przypadku części studentów oznaczało to wzrost opłat o kilkaset złotych za semestr, a w skrajnych przypadkach – nawet o kilka tysięcy złotych w całym cyklu kształcenia.
Konkretne przykłady podwyżek
Na Politechnice Lubelskiej problem dotyczył m.in. studentów studiów niestacjonarnych, którzy rozpoczęli naukę w latach akademickich 2021/2022 i 2022/2023. Przykładowo na kierunku zarządzanie czesne wzrosło z 1750 zł do 2300 zł już po roku studiowania.
Z kolei Uniwersytet SWPS stosował klauzule waloryzacyjne, które pozwalały na systematyczne podnoszenie opłat dla kolejnych lat studiów. W efekcie różnice pomiędzy pierwszym a ostatnim rokiem nauki – np. na kierunkach takich jak prawo czy psychologia – sięgały kilku tysięcy złotych.
UOKiK: cena musi być przewidywalna
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że w przypadku odpłatnych studiów kluczowe znaczenie ma transparentność kosztów już na etapie rekrutacji.
– W płatnej formie edukacji cena gra kluczową rolę. Student musi wiedzieć, jakie koszty poniesie do momentu uzyskania dyplomu. W analizowanym okresie prawo nie dopuszczało podwyżek, a mimo to były one stosowane – wskazał szef UOKiK.
Zwroty dla studentów
W wydanych decyzjach urząd nakazał uczelniom zwrot niesłusznie pobranych opłat. Studenci mają otrzymać różnicę pomiędzy faktycznie zapłaconym czesnym a kwotą obowiązującą w momencie podpisania umowy.
Uczelnie będą zobowiązane do poinformowania uprawnionych osób o należnych zwrotach – zarówno poprzez swoje strony internetowe i media społecznościowe, jak i indywidualnie. Na realizację tych działań mają trzy miesiące od momentu uprawomocnienia się decyzji.
Milionowe kary dla uczelni
Oprócz obowiązku zwrotu pieniędzy UOKiK nałożył na uczelnie kary finansowe za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.
Uniwersytet SWPS w Warszawie został ukarany kwotą 2 075 000 zł,
Politechnika Lubelska – 921 000 zł.
Łączna wysokość sankcji wynosi więc blisko 3 miliony złotych.
Zmiana przepisów od 2023 roku
Warto zaznaczyć, że od roku akademickiego 2023/2024 obowiązują już nowe regulacje. Uczelnie mogą podnosić czesne, jednak tylko raz w roku i maksymalnie o wskaźnik inflacji ogłaszany przez GUS.
Nowe zasady nie mają jednak zastosowania do studentów, którzy rozpoczęli naukę wcześniej. W ich przypadku nadal obowiązują warunki finansowe ustalone w momencie podpisania umowy.
Decyzje jeszcze nie są ostateczne
Decyzje Prezesa UOKiK nie są prawomocne. Uczelnie mają prawo odwołać się do sądu, co oznacza, że sprawa może jeszcze trafić na dalszy etap postępowania.
Jednocześnie już teraz sygnał wysłany przez regulatora jest wyraźny – uczelnie, podobnie jak inne podmioty rynkowe, muszą respektować prawa konsumentów, a studenci mają prawo do stabilnych i przewidywalnych warunków finansowych przez cały okres nauki.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Agnieszka Majewska przekazała Marszałkowi Sejmu stanowiska do poselskich projektów zakładających zmiany w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (druk sejmowy 2007 i 2010). Jak zaznaczyła, dostrzega powagę argumentów wskazujących na negatywne społeczne, gospodarcze i zdrowotne skutki nadużywania alkoholu. Dotykają one także przedsiębiorców jako pracodawców. Jednocześnie Minister Majewska wskazała na liczne zagrożenia dla przedsiębiorców sektora MŚP, wynikające z braku precyzji wprowadzanych definicji, a także ze skutków postulowanych regulacji, które obejmować mają m.in. całkowity zakaz reklamy piwa, nowe zasady sprzedaży na odległość oraz ograniczenia dotyczące stacji paliw.
Agnieszka Majewska zwróciła także uwagę, że projektowane przepisy mogą prowadzić do nadmiernych obciążeń dla mniejszych podmiotów, zwłaszcza tych działających lokalnie i tradycyjnie, w szczególności browarów rzemieślniczych, winiarni, regionalnych wytwórców prowadzących produkcję innych napojów alkoholowych na małą skalę czy przedsiębiorców prowadzących punkty sprzedaży.
Rzecznik MŚP podkreśla, że:
nieprecyzyjne definicje reklamy i promocji skutkować mogą niejasnością prawa oraz ryzykiem nakładania kar nawet za działania nie mające charakteru promocyjnego, takie jak ekspozycja produktu czy opis oferty w sklepie internetowym;
całkowity zakaz reklamy napojów obejmujący również piwo i piwo bezalkoholowe szczególnie dotkną małe, lokalne browary, dla których możliwość informowania o produktach jest kluczowym elementem konkurowania z dużymi podmiotami;
tradycyjna produkcja piwa czy wina pełni ważną funkcję kulturową i turystyczną w wielu regionach Polski, a projektowane ograniczenia zaszkodzić mogą promocji regionalnych produktów oraz negatywnie wpłynąć na lokalnych przedsiębiorców z branż reklamy, gastronomii, organizacji czasu wolnego i wydarzeń lub na podmioty z nimi współpracujące;
objęcie zakazem sprzedaży alkoholu stacji paliw może być nieproporcjonalne w skutkach i nieuzasadnione, a przede wszystkim dotknąć głównie przedsiębiorców sektora MŚP zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie stacje paliw są często jedynym czynnym całodobowo punktem sprzedaży produktów pierwszej potrzeby, prowadząc dodatkowo także sprzedaż napojów alkoholowych;
ograniczenia dotyczące sprzedaży alkoholu na odległość uderzą głównie w najmniejsze podmioty, które dzięki tej formie sprzedaży mogą docierać do klientów w całym kraju, podczas gdy nowe obowiązki techniczne i logistyczne mogłyby całkowicie wykluczyć takie firmy z rynku.
Rzecznik MŚP postuluje doprecyzowanie przepisów, rozważenie łagodniejszych rozwiązań oraz wyjątków dla najmniejszych firm, aby uniknąć ich marginalizacji i ograniczenia konkurencyjności. W stanowiskach do obu projektów zaapelowano także o ponowną analizę projektów oraz odstąpienie od tych zmian, które w sposób nieproporcjonalny i niesprawiedliwy uderzają w przedsiębiorców z sektora MŚP.
Minister Agnieszka Majewska podkreśla, że: „Społeczne i gospodarcze skutki nadużywania alkoholu dotykają także przedsiębiorców jako pracodawców, jednakże równie ważne jest, aby planowane zmiany były racjonalne, proporcjonalne i adekwatne. W szczególności konieczne jest zachowanie równowagi między realizacją celów zdrowotnych państwa a ochroną stabilnych warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz słusznych interesów przedsiębiorców sektora MŚP.”
82% prezesów globalnych firm ubezpieczeniowych jest przekonanych o wzroście swoich organizacji w perspektywie najbliższych trzech lat – wynika z raportu „KPMG CEO Outlook 2025. Insurance”. Jednocześnie aż 83% liderów wskazuje cyberprzestępczość i niestabilność środowiska cyfrowego jako największą barierę wzrostu. W odpowiedzi firmy zwiększają inwestycje w sztuczną inteligencję oraz przyspieszają transformację cyfrową, koncentrując się na automatyzacji procesów i wykorzystaniu zaawansowanej analityki danych. Jednocześnie mierzą się z rosnącą presją kosztową oraz wzrostem wartości roszczeń z tytułu ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Raport KPMG powstał na podstawie opinii 110 prezesów globalnych firm ubezpieczeniowych reprezentujących najważniejsze segmenty rynku, w tym ubezpieczenia na życie, majątkowe, komunikacyjne, zdrowotne oraz reasekuracyjne. Wyniki badania wskazują, że branża ubezpieczeniowa poszukuje nowych źródeł wzrostu, koncentrując się na łączeniu nowoczesnych technologii z doświadczeniem pracowników oraz na doskonaleniu zarządzania ryzykiem. Istotnym kontekstem dla tych działań są również rosnące koszty szkód związanych m.in. z czynnikami klimatycznymi oraz zmieniające się wymogi regulacyjne, które wpływają na alokację kapitału i strategie inwestycyjne firm.
Polski sektor ubezpieczeniowy funkcjonuje dziś pod wpływem dwóch silnych, równoległych trendów. Z jednej strony rosną oczekiwania dotyczące wykorzystania nowych technologii – automatyzacji procesów, zaawansowanej analityki danych czy rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – które mają przyspieszać obsługę klientów i jednocześnie poprawiać efektywność kosztową działalności. Z drugiej strony ubezpieczyciele działają w branży zaufania publicznego, co oznacza konieczność zachowania szczególnej ostrożności w obszarze bezpieczeństwa danych, odporności operacyjnej i zarządzania ryzykiem, na co zwracają uwagę zarówno regulatorzy, jak i zarządy spółek. W praktyce oznacza to funkcjonowanie w dwóch światach – rozwoju innowacji technologicznych, a z drugiej strony wysokich wymagań w zakresie bezpieczeństwa i nadzoru. Te perspektywy nie są jednak sprzeczne. Kluczowe staje się stworzenie odpowiednich ram zarządczych, które pozwolą rozwijać nowe rozwiązania przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów kontroli i cyberodporności – mówi Tomasz Dąbkowski, Partner Associate, Dział Usług Finansowych, Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce.
AI jako jeden z głównych kierunków inwestycji
Sztuczna inteligencja znajduje się dziś wśród najważniejszych priorytetów inwestycyjnych sektora ubezpieczeniowego. 73% CEO deklaruje, że rozwój rozwiązań opartych na AI stanowi kluczowy kierunek inwestycji, a 67% spodziewa się zwrotu z tych inwestycji w okresie od jednego do trzech lat. Taki sam odsetek prezesów planuje przeznaczać w najbliższym czasie około 10-20% budżetu na rozwój technologii sztucznej inteligencji.
Rozwiązania AI są wdrażane przede wszystkim w procesach likwidacji szkód, gdzie umożliwiają automatyczną analizę roszczeń i przyspieszają wypłaty odszkodowań. Technologia wspiera również ocenę ryzyka w procesach underwritingowych, wykorzystując alternatywne źródła danych do kalkulacji składek, a także rozwój cyfrowych kanałów sprzedaży i współpracę z podmiotami InsurTech.
Jednocześnie organizacje dostrzegają wyzwania związane z adaptacją nowych technologii. Według badania 77% prezesów z branży ubezpieczeń wskazuje gotowość organizacji i rozwój kompetencji pracowników jako główną barierę wdrażania AI, a 75% podkreśla rosnącą konkurencję o specjalistów w tym obszarze. Dodatkowym wyzwaniem pozostaje modernizacja przestarzałych systemów IT, które w wielu organizacjach ograniczają tempo wdrażania innowacji.
W sektorze ubezpieczeniowym szczególnie istotne jest dziś znalezienie równowagi między rozwojem innowacyjnych technologii a wysokimi wymaganiami w zakresie bezpieczeństwa, nadzoru i zarządzania ryzykiem. Wdrażanie sztucznej inteligencji w ubezpieczeniach jest dobrym przykładem tej równowagi. Technologia ta może znacząco usprawnić underwriting, obsługę szkód czy kontakt z klientem, ale jednocześnie wymaga jasno określonych zasad odpowiedzialnego wykorzystania danych, przejrzystości modeli oraz odpowiedniego nadzoru nad procesami decyzyjnymi. Wspierające w tej sytuacji są wymogi zawarte w Rozporządzeniu AI Act, które porządkują kwestię AI governance – rozwiązań obejmujących zarówno kwestie technologiczne, jak i organizacyjne.
Warto przy tym pamiętać, że wraz z cyfryzacją rośnie ekspozycja na zagrożenia cybernetyczne. Dla ubezpieczycieli oznacza to konieczność równoległego wzmacniania zabezpieczeń technicznych, kompetencji pracowników oraz mechanizmów zarządzania ryzykiem cyfrowym. W dłuższej perspektywie to właśnie zdolność do połączenia innowacyjności z bezpieczeństwem będzie jednym z kluczowych czynników budujących zaufanie klientów i trwałą przewagę konkurencyjną na rynku – mówi Tomasz Dąbkowski, Partner Associate, Dział Usług Finansowych, Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce.
Cyberzagrożenia kluczowym wyzwaniem dla branży
Ze względu na skalę operacji oraz wrażliwość przetwarzanych danych firmy ubezpieczeniowe pozostają szczególnie narażone na cyberataki. 83% ankietowanych prezesów uznaje cyberprzestępczość i brak bezpieczeństwa cyfrowego za największą barierę rozwoju swoich organizacji.
Cyberzagrożenia generują rosnący popyt na ubezpieczenia oraz zwiększają znaczenie inwestycji w budowanie odporności cyfrowej. Ponad połowa respondentów (53%) wskazuje cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy kierunek inwestycji w obszarze zarządzania ryzykiem.
O raporcie:
Raport „KPMG CEO Outlook 2025: Insurance” powstał na podstawie odpowiedzi 110 prezesów globalnych firm z sektora ubezpieczeń, reprezentujących najważniejsze segmenty rynku, w tym ubezpieczenia na życie, majątkowe, zdrowotne, komunikacyjne oraz działalność reasekuracyjną i brokerską. Respondenci zarządzają organizacjami o rocznych przychodach przekraczających 500 mln dolarów, przy czym niemal połowa kieruje firmami generującymi ponad 10 mld dolarów rocznie. Badanie zostało przeprowadzone na 11 kluczowych rynkach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Japonii i Indiach.
Ekspansja zagraniczna stanowi klucz do dynamicznego rozwoju firmy, lecz wymaga kompleksowego przygotowania. Od rzetelnej analizy rynku i oceny potencjału eksportowego, przez wybór strategii wejścia, zarządzanie ryzykiem kursowym i finansowanie, po pokonywanie barier prawnych i kulturowych – ten przewodnik omawia wszystkie kluczowe aspekty. Poznaj sprawdzone metody, by skutecznie internacjonalizować swój biznes i uniknąć kosztownych błędów.
Jak przeprowadzić analizę rynku i ocenić potencjał eksportowy?
Rozpoczynając profesjonalną analizę rynku, warto postawić na rzetelny desk research. Wykorzystanie nowoczesnych narzędzi analitycznych pozwala błyskawicznie wybadać zapotrzebowanie i wyłapać najnowsze trendy. Aby głębiej zrozumieć otoczenie biznesowe i uporządkować zasoby, warto wdrożyć sprawdzone metody badawcze:
google trends oraz statista do monitorowania dynamiki rynku,
analiza PEST naświetlająca wpływ czynników zewnętrznych na projekt,
model pięciu sił Portera służący do oceny atrakcyjności sektora,
macierz SWOT porządkująca wewnętrzne zasoby, szanse i zagrożenia,
próg rentowności oraz wskaźnik ROI jako fundament finansowy.
Opierając się na konkretnych liczbach, zyskujesz solidną bazę do podejmowania kluczowych decyzji biznesowych. Chłodna kalkulacja finansowa minimalizuje ryzyko i pozwala realnie ocenić siłę konkurencji, co jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu w każdym sektorze.
Który model ekspansji zagranicznej wybrać dla swojej firmy?
Skuteczna ekspansja zagraniczna wymaga rzetelnej analizy danych oraz precyzyjnego oszacowania własnych możliwości. Wybór konkretnej strategii zależy przede wszystkim od dostępnego kapitału oraz poziomu ryzyka, jaki jesteś w stanie zaakceptować. Jak wskazują specjaliści z https://nowekolory.pl/ , w świecie cyfrowym kluczowe znaczenie ma nienaganna logistyka i błyskawiczne tempo dostaw, szczególnie w modelach opartych na sprzedaży internetowej. Istnieje kilka sprawdzonych metod wejścia na nowy rynek, które pozwalają na efektywne skalowanie marki:
tradycyjny eksport towarów,
sprzedaż przez e-commerce i platformy marketplace,
licencjonowanie oraz franczyza,
model joint venture z zagranicznym wspólnikiem,
inwestycje typu greenfield,
przejęcie istniejącego już przedsiębiorstwa.
Niezależnie od wybranej drogi, każda decyzja biznesowa musi opierać się na chłodnej kalkulacji, wnikliwej analizie konkurencji oraz prognozach rentowności. Korzystając z profesjonalnego doradztwa strategicznego oferowanego przez nowekolory.pl, zapewnisz swojej firmie realny sukces i stabilną pozycję poza granicami kraju, minimalizując ryzyko błędu na nowym terytorium.
Jak pokonać bariery formalno-prawne i celne w handlu międzynarodowym?
Osiągnięcie sukcesu w handlu wymaga wdrożenia skutecznej strategii compliance, która zapewnia pełną zgodność z przepisami. Fundamentem bezpiecznego biznesu, szczególnie przy ekspansji poza Unię Europejską, jest dbałość o kluczowe aspekty formalno-prawne:
rzetelna weryfikacja certyfikatów produktowych,
restrykcyjne przestrzeganie wymogów RODO,
znajomość procedur celnych i limitów,
uzyskanie niezbędnych licencji eksportowych,
sprawne rozliczanie podatku VAT,
ochrona własności intelektualnej poprzez rejestrację znaków towarowych.
Dla sektora MŚP priorytetem powinna być optymalizacja finansowa oraz unikanie ryzyka podwójnego opodatkowania. Kompletna dokumentacja to najskuteczniejszy sposób na wyeliminowanie kosztownych kar i uciążliwych przestojów na granicach, co bezpośrednio buduje silną i stabilną pozycję rynkową przedsiębiorstwa.
W jaki sposób różnice kulturowe wpływają na konieczność lokalizacji oferty?
Lokalizacja to proces wykraczający znacznie poza standardowy przekład językowy. To wielowymiarowa sztuka adaptacji produktu do unikalnych zwyczajów oraz specyficznych oczekiwań konkretnego regionu. Zrozumienie lokalnych kodów kulturowych pozwala skutecznie wyróżnić się na tle konkurencji i zbudować autentyczne zaufanie wśród nowych odbiorców. Aby skutecznie zaistnieć na zagranicznym rynku, warto zadbać o:
dostosowanie estetyki wizualnej do gustów konsumentów,
udostępnienie preferowanych i bezpiecznych metod płatności,
pozycjonowanie oparte na regionalnych frazach kluczowych,
budowanie relacji podczas branżowych targów i misji,
bieżące analizowanie i zaspokajanie potrzeb rynku.
Precyzyjna i dopasowana komunikacja stanowi fundament stabilnego rozwoju marki. Dzięki niej firma zyskuje lojalność klientów, co bezpośrednio przekłada się na wzrost sprzedaży oraz sukces w nowym otoczeniu biznesowym.
Skąd pozyskać fundusze na internacjonalizację przedsiębiorstwa?
Wyjście z ofertą poza granice kraju wiąże się z dużym wysiłkiem i kosztami, dlatego warto zawczasu pozyskać zewnętrzne finansowanie. Fundusze Europejskie otwierają przed przedsiębiorcami drzwi do bezzwrotnych dotacji na innowacyjne projekty, które znacznie ułatwiają ten proces. Instytucje takie jak PARP czy BGK oferują szereg narzędzi wspierających ekspansję:
bezzwrotne dotacje w ramach programu FENG,
wsparcie z popularnej Ścieżki SMART,
finansowanie udziału w prestiżowych targach,
organizacja zagranicznych misji gospodarczych,
doradztwo przy budowaniu strategii eksportowej.
Planując budżet, należy pamiętać o limicie pomocy de minimis, który obecnie wynosi 300 tysięcy euro w ciągu trzech lat podatkowych. Takie wsparcie pozwala realnie obniżyć koszty operacyjne, co bezpośrednio przekłada się na wzmocnienie pozycji firmy i budowanie jej przewagi na globalnym rynku.
Jakich błędów unikać podczas wprowadzania produktu na nowe rynki?
Zagraniczny sukces wymaga czegoś więcej niż tylko doskonałego produktu. Bez rzetelnego przygotowania nawet najlepsza oferta może przegrać w starciu z rynkową rzeczywistością. Aby skutecznie budować pozycję na nowych rynkach, należy wystrzegać się błędów, które najczęściej niweczą wysiłki przedsiębiorców:
brak konkretnej strategii wejścia na dany rynek,
lekceważenie kosztów logistyki, które mogą obniżyć marżę nawet o 20%,
błędne pozycjonowanie marki i próba walki cenowej w segmencie premium,
nadmierne uzależnienie od jednego regionu generujące zbędne ryzyko,
kopiowanie schematów z rodzimego podwórka bez uwzględnienia lokalnej specyfiki,
zbyt szybkie oczekiwanie na zwrot z inwestycji prowadzące do przedwczesnej rezygnacji.
Bezpieczna ekspansja to przede wszystkim chłodna kalkulacja oraz wnikliwa analiza konkurencji. Pamiętaj, że cierpliwość i dopasowanie działań do potrzeb lokalnego odbiorcy to fundamenty, na których opiera się trwały wzrost i stabilna pozycja firmy za granicą.
Rok 2025 okazał się przełomowy dla rynku najmu zwrotnego w Polsce. Po raz pierwszy wartość aktywów operacyjnych w głównych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym – przekroczyła poziom 800 tys. mkw. Łączna wartość transakcji wyniosła około 3,5 mld zł, co oznacza kilkukrotny wzrost względem lat 2022-2024. W ub.r. liczba transakcji zwiększyła się o około 25-30% rdr. Było to efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych oraz większej świadomości firm w zakresie korzyści płynących z tego modelu finansowania. Dodatkowo wartość największej transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej przekroczyła 250 mln euro.
Rok rekordów
Przełomowy i transformacyjny był zeszły rok dla rynku najmu zwrotnego w Polsce, zarówno pod względem skali zawieranych transakcji, ewolucji struktury portfeli nieruchomości, jak i dynamiki inwestycyjnej. Nastąpiły istotne zmiany w zainteresowaniu inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i prywatnych. W konsekwencji wzrosła płynność oraz profesjonalizacja rynku.
– Głównie warto zwrócić uwagę na rekordową liczbę i wartość transakcji. Pierwszy raz w historii polskiego rynku najmu zwrotnego przekroczono 800 tys. mkw. aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji szacowana jest na poziomie ok. 3,5 mld złotych. To oznacza kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024 i wyraźnie pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania – podkreśla Agnieszka Radkiewicz, ekspertka rynku nieruchomości komercyjnych, Business Development Manager w INWI.
Szacuje się, że w ub.r. liczba transakcji wzrosła o ok. 25-30% w stosunku do 2024 roku. W ocenie ekspertów rynkowych, to było efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych i większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania. Najważniejszym czynnikiem napędzającym rozwój rynku była popularyzacja najmu zwrotnego jako narzędzia umożliwiającego firmom uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach.
– W zeszłym roku polski rynek najmu zwrotnego odnotował kilka wyjątkowo dużych i strategicznych transakcji, które jednoznacznie potwierdziły jego dojrzałość i rosnącą atrakcyjność dla firm operacyjnych. Najbardziej spektakularna była sprzedaż dwóch nowoczesnych obiektów należących do producenta Eko Okna o łącznej wartości przekraczającej 250 mln EUR. Sprzedano dwie nowoczesne hale o łącznej powierzchni 264 tys. mkw. za kwotę przekraczającą 1 mld PLN – przypomina Radkiewicz.
Była to rekordowa transakcja w skali Europy Środkowo Wschodniej. To jednocześnie największy sale-and-leaseback w historii całego regionu i to z udziałem polskiego przedsiębiorstwa. Zdaniem ekspertów od nieruchomości komercyjnych, świadczy on o rosnącym prestiżu i dojrzałości naszego rynku wobec globalnego kapitału.
– Kolejna transakcja to sprzedaż Volvo we Wrocławiu 75 tys. m², które wynajmuje AIRA, szwedzki producent. Równolegle zrealizowano transakcję dotyczącą obiektu magazynowo-fulfillmentowego w Bydgoszczy o powierzchni ponad 100 tys. m², którego najemcą jest LPP, a także portfel nieruchomości przemysłowych firmy Tenneco na Górnym Śląsku, obejmujący około 180 tys. m² powierzchni, sprzedany w formule najmu zwrotnego – informuje ekspertka z INWI.
Polska stała się istotnym punktem na mapie globalnych inwestycji sale-and-leaseback, przyciągając kapitał funduszy zagranicznych, co jeszcze kilka lat temu było domeną tylko rynków Europy Zachodniej. Można też zauważyć, że do największych transakcji dochodzi w sektorze przemysłowym i logistycznym. To potwierdza rolę tych segmentów jako fundamentów polskiej gospodarki oraz jako najpewniejszych aktywów generujących stabilny dochód czynszowy.
– Jednocześnie różnorodność dużych transakcji – od dystrybucji po centra przemysłowe – pokazuje, że najem zwrotny jest elastycznym narzędziem finansowym, które można stosować w wielu sektorach, w zależności od strategii korporacyjnej i cyklu życia aktywów. Natomiast skala i regularność takich transakcji potwierdzają wysokie zaufanie do stabilności najemców oraz przewidywalności przepływów pieniężnych – analizuje Agnieszka Radkiewicz.
Dobre i złe warunki
W ub.r. wyraźnie zwiększył się udział funduszy private equity i real estate, a także zagranicznych inwestorów instytucjonalnych działających w strukturach REIT (Real Estate Investment Trust), AIF (Alternative Investment Funds), a także RAIF (Reserved Alternative Investment Fund). Obecność tych podmiotów przyczyniła się do wzrostu profesjonalizacji transakcji, większej przejrzystości i konkurencyjności ofert na rynku.
– Świadomość rynku w zakresie najmu zwrotnego tak wzrosła, że mechanizm ten przestał być niszową formą finansowania. Stał się pełnoprawnym, rozpoznawalnym narzędziem, klasyfikowanym w politykach inwestycyjnych przedsiębiorców, analizowanym w procesach due diligence przez banki i traktowanym jako alternatywa dla kredytu czy emisji obligacji – zauważa Agnieszka Radkiewicz.
Zeszły rok przyniósł również znaczącą dywersyfikację klas aktywów objętych najmem zwrotnym. Mechanizm ten przestał być domeną jedynie rynku magazynowego i logistycznego. Wzrosło zainteresowanie obiektami handlowymi, takimi jak retail parki czy centra convenience oraz nieruchomościami przemysłowo-produkcyjnymi. Ta ewolucja świadczy o dojrzałości rynku i coraz szerszym zrozumieniu korzyści płynących z najmu zwrotnego jako narzędzia finansowania.
– Wzrosty były napędzane też przez spadek inflacji. To pozwoliło firmom lepiej planować przepływy finansowe i zwiększyć apetyt na wykorzystanie aktywów nieruchomościowych do refinansowania działalności operacyjnej. Przedsiębiorstwa mogły rozważać dłuższe umowy najmu oparte na bardziej przewidywalnym koszcie pieniądza, a inwestorzy lepiej modelowali realne stopy zwrotu i wartość przyszłych przepływów. Najem zwrotny pomagał firmom uwalniać kapitał z nieruchomości bez konieczności zaciągania drogich zobowiązań kredytowych – uważa znawczyni rynku z INWI.
Gospodarka polska w 2025 roku nadal rozwijała się w umiarkowanym tempie, a popyt na powierzchnie magazynowe i handlowe utrzymywał się na relatywnie wysokim poziomie. Według ekspertów rynkowych, to sprzyjało transakcjom sale and leaseback w segmentach o stabilnym popycie najemców – szczególnie tam, gdzie chcieli oni zabezpieczyć ciągłość operacyjną bez konieczności reinwestowania w aktywa nieruchomościowe.
– Jednak, pomimo rekordowych wyników i dynamicznego rozwoju, rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku mierzył się również z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Brak jednolitych standardów kontraktowych komplikował procesy transakcyjne, zarówno po stronie najemców, jak i inwestorów. Prowadziło to do wydłużenia procesów decyzyjnych oraz negocjacyjnych i wymagało wsparcia doradczego na każdym etapie transakcji – zwraca uwagę Agnieszka Radkiewicz.
Z kolei brak dedykowanych regulacji lub preferencji podatkowych dla najmu zwrotnego, np. w porównaniu z leasingiem czy finansowaniem kredytowym, ograniczał pełny potencjał rozwoju tego segmentu. Choć rynek transakcji najmu zwrotnego bił rekordy, to przedsiębiorcy wciąż wykazywali duże przywiązanie do posiadania nieruchomości operacyjnych na własność. Jednakże zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych w tego typu transakcje na polskim rynku przyczyniły się do wzrostu zaufania oraz zrozumienia korzyści finansowania przedsiębiorstwa w tej strukturze.
– Największym wyzwaniem w 2025 roku pozostawały czynniki makroekonomiczne, takie jak koszt kapitału i dostępność finansowania bankowego, które miały większy wpływ na tempo wzrostu rynku niż kwestie regulacyjne. Stabilne otoczenie prawne i podatkowe pozwoliło rynkowi najmu zwrotnego w 2025 roku osiągnąć rekordowe wolumeny zarówno pod względem powierzchni, jak i wartości transakcji, wielokrotnie przewyższając poziom z roku poprzedniego i podkreślając rosnącą rolę tego mechanizmu finansowania w Polsce – podsumowuje ekspertka z INWI.
Grupa Klepsydra zawarła umowę inwestycyjną ze spółką Glob sp. z o.o. oraz jej wszystkimi wspólnikami, na mocy której Grupa Klepsydra stanie się jedynym właścicielem swojego największego konkurenta w segmencie międzynarodowego transportu osób zmarłych i ich prochów. Transakcja będzie realizowana w dwóch etapach, a kwota zapłacona na rzecz dotychczasowych wspólników spółki Glob za wszystkie posiadane przez nich w tej spółce udziały wynosie 9,4 mln zł brutto.
Grupa Klepsydra konsekwentnie realizuje opublikowaną w połowie 2023 r. strategię konsolidacji polskiego rynku funeralnego, umacniając pozycję lidera tego rynku. Od debiutu na GPW przejęła już 7 spółek pogrzebowych, osiągając 11 podmiotów w grupie kapitałowej, w tym 3 nowoczesne krematoria. Najnowsze przejęcie podwoi operacje firmy w segmencie międzynarodowego transportu osób zmarłych i ich prochów, dając możliwość wypracowania kolejnych wzrostów.
Pierwszy etap transakcji obejmuje dokapitalizowanie spółki Glob przez Grupę Klepsydra. W ramach tego etapu Grupa Klepsydra obejmie 1.000 udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym Glob w zamian za wkład pieniężny w wysokości 7,5 mln zł. W wyniku realizacji tego etapu Grupa Klepsydra będzie posiadała 91% udziału w kapitale zakładowym Glob.
Drugi etap transakcji obejmuje wystąpienie dotychczasowych wspólników z Glob. Wszystkie udziały Glob posiadane przez dotychczasowych wspólników zostaną automatycznie umorzone za wynagrodzeniem w wysokości 9,4 mln zł brutto zapłaconym przez Glob na rzecz dotychczasowych wspólników. Po przeprowadzeniu procedury umorzenia, Grupa Klepsydra stanie się jedynym wspólnikiem Glob posiadającym 100% udziału w jej kapitale zakładowym.
„Przejmujemy największego konkurenta firmy Bongo Międzynarodowe Usługi Pogrzebowe – firmę Glob, z którą od wielu lat walczymy o miano lidera rynku w tym segmencie. Do naszej grupy kapitałowej dołącza więc prężna organizacja, która od blisko 30 lat z powodzeniem działa na rynku transgranicznych usług pogrzebowych. Tak jak w przypadku innych przejętych przez nas firm, będziemy dalej rozwijać firmę Glob i jej działalność, ponieważ cieszy się ona uznaniem na rynku i ma swoich wieloletnich partnerów, realizując wysokiej jakości usługi pogrzebowe” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.
„Glob to firma rodzinna, którą wraz z moimi braćmi, Jarosławem i Szymonem, budowaliśmy od blisko 30 lat. Osiągnęliśmy bardzo dużo. Glob to dziś czołowa firma w segmencie międzynarodowego transportu osób zmarłych i ich prochów. Przyszedł jednak czas na ograniczenie naszych działalności i skupienie się na rodzinie, zdrowiu oraz prowadzeniu lokalnej działalności pogrzebowej i kremacyjnej. Dlatego zdecydowaliśmy się na sprzedaż Glob spółce Grupa Klepsydra, która rozumie rynek pogrzebowy i wie jak prowadzić ten biznes z sukcesem. Bardzo się cieszę, że marka Glob będzie istniała dalej, towarzysząc kolejnym pokoleniom Polaków w ich ostatniej podróży – podróży do ojczyzny na wieczny spoczynek. Życzę sukcesów całej spółce i dziękuję dotychczasowym pracownikom za ogrom dotychczasowej pracy, ich zaangażowanie i profesjonalizm. Jestem przekonany, że będą się oni dalej rozwijali pod skrzydłami lidera rynku – Grupy Klepsydra” – powiedział Maciej Drejka, dotychczasowy prezes zarządu spółki Glob i jeden z jej wspólników.
Glob specjalizuje się w sprowadzaniu osób zmarłych lub ich prochów z zagranicy do Polski oraz przewozach z Polski do innych krajów, z wykorzystaniem transportu lądowego, lotniczego i morskiego. Glob jest głównym konkurentem BONGO Międzynarodowe Usługi Pogrzebowe sp. z o.o., spółki należącej do grupy kapitałowej Grupy Klepsydra.
Fundusze giełdowe szybko zyskują na popularności, oferując efektywny i niedrogi dostęp do rynku. Mimo że są łatwo dostępne, inwestowanie warto zacząć od planu, który uwzględnia cele, tolerancję ryzyka i horyzont czasowy, ponieważ długoterminowy sukces zależy od dobrze zdefiniowanych ram inwestycyjnych.
Zrozumienie działania funduszy typu ETF
Fundusz typu ETF to instrument inwestycyjny, który posiada koszyk aktywów, takich jak akcje, obligacje lub towary, i jest przedmiotem obrotu na giełdzie papierów wartościowych w taki sam sposób jak pojedyncze akcje. Taka struktura pozwala inwestorom uzyskać zdywersyfikowaną ekspozycję na rynek, region lub sektor za pośrednictwem jednego papieru wartościowego, ułatwiając dostęp do szerszego udziału w rynku.
Większość tych funduszy śledzi indeks, na przykład S&P 500, MSCI World lub europejskie indeksy referencyjne, takie jak STOXX Europe 600. Odzwierciedlając wyniki takich indeksów, fundusze indeksowe umożliwiają inwestorom dostęp do dużych segmentów rynku bez konieczności wybierania poszczególnych papierów wartościowych. Akcje są przedmiotem ciągłego obrotu w ciągu dnia, więc ich ceny zmieniają się w zależności od podaży i popytu, łącząc cechy zarówno tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, jak i akcji notowanych na giełdzie.
Czym fundusze giełdowe różnią się od funduszy inwestycyjnych
Fundusze giełdowe i fundusze inwestycyjne gromadzą kapitał, ale różnią się mechanizmami działania. Fundusze inwestycyjne są wyceniane codziennie według wartości aktywów netto, podczas gdy fundusze ETF są przedmiotem obrotu przez cały dzień na giełdach. Fundusze ETF często stosują pasywne strategie indeksowe, co skutkuje niższymi opłatami i większą przejrzystością niż w przypadku wielu aktywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych.
Określenie celów inwestycyjnych przed wejściem na rynek
Przed wyborem konkretnego funduszu inwestorzy powinni najpierw określić rolę, jaką inwestycja ta będzie odgrywać w ich szerszej strategii finansowej. W praktyce ten krok jest często pomijany przez początkujących inwestorów, których przyciąga prostota zakupu pojedynczego produktu. Cele inwestycyjne mogą się znacznie różnić. Niektórzy inwestorzy stawiają na długoterminowy wzrost kapitału, na przykład gromadzenie majątku na emeryturę lub długoterminowe oszczędzanie. Inni mogą dążyć do uzyskania regularnego dochodu poprzez fundusze zorientowane na dywidendy lub preferować instrumenty skupione na ochronie kapitału przy zachowaniu ograniczonej ekspozycji rynkowej. Jasno zdefiniowany cel zawęża zakres odpowiednich opcji inwestycyjnych i pomaga zapobiegać wpływowi krótkoterminowych zmian rynkowych na długoterminowe decyzje strategiczne.
Ocena tolerancji ryzyka i horyzontu inwestycyjnego
Oprócz określenia celów, tolerancja ryzyka staje się kluczowym czynnikiem przy rozważaniu pierwszej inwestycji w ETF. Chociaż fundusze te są często postrzegane jako stosunkowo stabilne instrumenty, ich wyniki ostatecznie odzwierciedlają aktywa, które śledzą.
Na przykład produkt śledzący globalne akcje będzie zazwyczaj wykazywał wyższą zmienność niż ten skupiony na obligacjach rządowych lub papierach wartościowych o ratingu inwestycyjnym, odzwierciedlając różne profile ryzyka tych klas aktywów. Inwestorzy o krótszym horyzoncie inwestycyjnym lub niższej tolerancji na wahania rynkowe mogą zatem preferować strategie kładące nacisk na ekspozycje defensywne.
Horyzont czasowy jest ściśle powiązany z tą decyzją. Inwestorzy długoterminowi są często w lepszej sytuacji, aby przetrwać tymczasowe spadki na rynku, ponieważ mają czas na odrobienie strat spowodowanych cyklicznymi wahaniami, podczas gdy inwestorzy krótkoterminowi mogą preferować bardziej konserwatywne alokacje.
Wybór odpowiedniej platformy brokerskiej
Dostęp do tych instrumentów notowanych na giełdzie wymaga posiadania rachunku inwestycyjnego na platformie brokerskiej, która zapewnia dostęp do odpowiednich giełd papierów wartościowych. W przypadku polskich inwestorów mogą to być zarówno krajowe domy maklerskie, jak i platformy międzynarodowe oferujące dostęp do notowań europejskich i światowych.
Przy wyborze brokera należy wziąć pod uwagę kilka praktycznych kwestii, w tym koszty transakcyjne, dostępne produkty, użyteczność platformy oraz nadzór regulacyjny. Wiele funduszy dostępnych dla inwestorów europejskich jest emitowanych w ramach UCITS, którego celem jest zapewnienie przejrzystości i ochrony inwestorów na rynkach UE.
Dostępność dokumentów zawierających kluczowe informacje (KID), wymaganych zgodnie z europejskimi przepisami dotyczącymi PRIIP, gwarantuje, że inwestorzy otrzymują standardowe informacje na temat ryzyka, kosztów i potencjalnych wyników przed podjęciem decyzji inwestycyjnej.
Zrozumienie wskaźników kosztów i kosztów transakcyjnych
Chociaż te instrumenty inwestycyjne są powszechnie uważane za niedrogie, ich struktura kosztów nadal różni się w zależności od strategii i ekspozycji rynkowej. Najbardziej widocznym kosztem jest wskaźnik kosztów, który reprezentuje roczną opłatę za zarządzanie wyrażoną jako procent aktywów funduszu.
Fundusze śledzące szerokie indeksy, które odzwierciedlają główne benchmarki, zazwyczaj charakteryzują się stosunkowo niskimi wskaźnikami kosztów. Bardziej wyspecjalizowane produkty, takie jak te ukierunkowane na konkretne sektory lub strategie tematyczne, mogą wiązać się z wyższymi kosztami zarządzania ze względu na węższy zakres działania. Oprócz opłat za zarządzanie, na całkowity koszt inwestycji mogą wpływać prowizje maklerskie, opłaty za przewalutowanie oraz spready między ceną kupna a sprzedaży, szczególnie w przypadku obrotu funduszami notowanymi na giełdach zagranicznych.
Dlaczego wielu inwestorów zaczyna od strategii opartych na szerokich indeksach
Dla wielu początkujących inwestorów fundusze śledzące główne światowe indeksy stanowią logiczny punkt wejścia na rynek. Produkty powiązane z powszechnie uznanymi benchmarkami zapewniają zdywersyfikowaną ekspozycję na wiele sektorów, spółek i regionów geograficznych, zmniejszając zależność od wyników poszczególnych akcji.
Na przykład szeroko notowane fundusze UCITS powiązane z indeksami takimi jak MSCI World lub FTSE All-World są często wykorzystywane jako podstawowe pozycje w portfelu, ponieważ oferują ekspozycję na setki, a nawet tysiące spółek na rynkach rozwiniętych.
W Polsce i w całej Europie inwestorzy zapoznający się z koncepcją, jaką jest fundusz ETF, często najpierw spotykają się z tymi strategiami opartymi na szerokich indeksach, ponieważ są one powszechnie postrzegane jako podstawowe elementy portfela w ramach długoterminowych strategii inwestycyjnych. Ta dywersyfikacja pomaga inwestorom czerpać korzyści z wyników całego rynku, ograniczając jednocześnie ekspozycję na ryzyko związane z poszczególnymi spółkami.
Rola dywersyfikacji w budowaniu portfela
Dywersyfikacja pozostaje centralną zasadą nowoczesnego budowania portfela. Rozdzielając kapitał na wiele aktywów lub sektorów, inwestorzy dążą do złagodzenia wpływu słabych wyników w jednym obszarze rynku na ogólne zwroty z portfela.
Fundusze indeksowe ułatwiają efektywną dywersyfikację, ponieważ pojedynczy instrument może obejmować dziesiątki, a nawet setki papierów wartościowych, umożliwiając inwestorom uzyskanie ekspozycji na całe rynki lub branże poprzez jedną decyzję inwestycyjną.
Dla profesjonalistów biznesowych, którzy zarządzają kapitałem osobistym przy jednoczesnym prowadzeniu wymagającej kariery, taka struktura może uprościć zarządzanie portfelem, przy jednoczesnym utrzymaniu ekspozycji na globalne rynki finansowe.
Świadomość, że ryzyko rynkowe nadal istnieje
Nawet produkty zdywersyfikowane pozostają narażone na cykle rynkowe, ponieważ ich wyniki odzwierciedlają aktywa bazowe, które śledzą. Szersze zmiany gospodarcze, takie jak zmiany stóp procentowych, napięcia geopolityczne lub zmiany warunków handlowych, mogą zatem wpływać na zwroty.
Fundusze sektorowe mogą charakteryzować się większą zmiennością, jeśli branża, którą śledzą, boryka się z wyzwaniami strukturalnymi lub cyklicznymi spadkami koniunktury. Strategie oparte na akcjach światowych pozostają natomiast wrażliwe na zmiany makroekonomiczne w wielu regionach.
Dyscyplinowane podejście inwestycyjne, kładące nacisk na strategię długoterminową, a nie na krótkoterminowe spekulacje, pozostaje zatem niezbędne przy włączaniu tych instrumentów do portfela.
Podsumowanie
Pierwszym krokiem w inwestowaniu w fundusze ETF jest stworzenie jasnych ram. Określając cele, tolerancję ryzyka i koszty, inwestorzy mogą strategicznie wykorzystywać fundusze ETF. Ich skuteczność zależy od przemyślanego planowania i zdyscyplinowanego zarządzania, a nie od impulsywnych decyzji.
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej udziału Polski w mechanizmie SAFE otworzyła nowy front sporu politycznego i gospodarczego. Według Fitch Ratings sprawa nie dotyczy wyłącznie technicznego modelu pozyskiwania środków na wojsko. Agencja ocenia, że to kolejny sygnał narastających napięć między najważniejszymi ośrodkami władzy, które mogą osłabiać zaufanie inwestorów do stabilności polityki gospodarczej państwa.
Analitycy podkreślają, że problem pojawia się w szczególnie wymagającym momencie. Polska zwiększa wydatki na obronność do historycznie wysokich poziomów, a jednocześnie działa w warunkach dużej presji fiskalnej. W takiej sytuacji każdy konflikt wokół źródeł finansowania armii przestaje być jedynie sporem politycznym, a zaczyna wpływać na ocenę wiarygodności kredytowej kraju.
SAFE miał dać Polsce tańszy dostęp do kapitału
Mechanizm Security Action for Europe, czyli SAFE, został przygotowany przez Komisję Europejską jako program preferencyjnych pożyczek dla państw członkowskich inwestujących w przemysł obronny. Łączna pula środków ma wynieść 150 mld euro w latach 2025–2030. Z racji położenia geopolitycznego i skali planowanych zakupów wojskowych Polska była wymieniana wśród potencjalnie największych beneficjentów tego instrumentu.
Szacunki wskazywały, że Warszawa mogłaby uzyskać z tego źródła około 44 mld euro. Weto prezydenta z 13 marca 2026 roku zablokowało jednak szybkie przyjęcie rozwiązań prawnych potrzebnych do uruchomienia tej ścieżki finansowania. Oznacza to, że Polska straciła możliwość sprawnego sięgnięcia po środki, które miały wesprzeć modernizację sił zbrojnych.
Stawką nie była wyłącznie perspektywa wieloletnich pożyczek. W grę wchodziła także zaliczka szacowana na około 6,6 mld euro, która mogłaby zostać uruchomiona szybciej. Choć rząd zapowiada dalsze działania na rzecz pozyskania pieniędzy z SAFE, obecny konflikt instytucjonalny znacząco utrudnia realizację tego planu.
Rynki patrzą nie tylko na politykę, ale przede wszystkim na koszty
Dla inwestorów kluczowe znaczenie ma nie sam polityczny wymiar sporu, lecz jego skutki dla finansów publicznych. Pożyczki unijne są z reguły tańsze niż finansowanie pozyskiwane na rynku obligacji. Pozwalają ograniczać koszty obsługi długu, wydłużać termin jego zapadalności i poprawiać przewidywalność polityki budżetowej.
Właśnie dlatego Fitch zwraca uwagę, że brak dostępu do SAFE może w kolejnych latach zwiększać obciążenie budżetu. Według prognoz agencji koszty odsetkowe Polski mogą do 2027 roku dojść do poziomu około 7 proc. dochodów budżetowych. Byłby to wynik wysoki na tle państw o zbliżonej ocenie ratingowej.
W praktyce oznacza to, że wybór droższego finansowania może pogłębiać presję fiskalną już i tak widoczną w polskiej gospodarce. Z punktu widzenia rynków problem polega więc nie tylko na tym, że Polska może zapłacić więcej za zbrojenia, ale także na tym, że sposób podejmowania decyzji staje się mniej przewidywalny.
Obrona priorytetem, ale budżet ma coraz mniej przestrzeni
Polska od kilku lat przyspiesza modernizację armii, a wydatki wojskowe należą dziś do najwyższych w NATO w relacji do PKB. W 2025 roku mają sięgnąć około 3,5 proc. produktu krajowego brutto. To poziom, który wzmacnia bezpieczeństwo państwa, ale jednocześnie wymaga stabilnych i dobrze zaplanowanych źródeł finansowania.
Równolegle rząd musi utrzymywać wysokie nakłady socjalne i ponosić rosnące koszty funkcjonowania całego sektora publicznego. Według szacunków deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych może wynieść około 6,7 proc. PKB. W takim otoczeniu każda dodatkowa niepewność związana z finansowaniem obronności natychmiast staje się problemem makroekonomicznym.
Dodatkowym elementem tej układanki jest Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, przez który finansowana jest część zakupów wojskowych poza głównym budżetem państwa. Taki model zwiększa elastyczność działania, ale równocześnie budzi pytania o pełną przejrzystość zadłużenia. To właśnie dlatego agencje ratingowe i inwestorzy śledzą nie tylko poziom wydatków, ale też ich księgowanie i strukturę finansowania.
Pomysł z rezerwami NBP budzi ostrożność analityków
Po zawetowaniu ustawy dotyczącej SAFE pojawiła się alternatywna propozycja finansowania wydatków obronnych, przedstawiona przez prezydenta i prezesa NBP Adama Glapińskiego. Zakłada ona wykorzystanie części rezerw walutowych i złota zgromadzonych przez bank centralny. W debacie publicznej rozwiązanie to przedstawiane jest jako wariant o bardzo niskim, a nawet zerowym koszcie finansowania.
Fitch podchodzi jednak do tej koncepcji ostrożnie. Agencja zwraca uwagę, że wiązałaby się ona z dodatkowymi ryzykami, w tym z wrażliwością na zmiany cen złota i pytaniami o granice zaangażowania banku centralnego w finansowanie potrzeb państwa. Dla rynków jest to temat szczególnie delikatny, bo dotyka jednej z podstawowych zasad stabilności makroekonomicznej, czyli niezależności banku centralnego.
Ekonomiści podkreślają, że włączenie rezerw NBP w projekty o charakterze fiskalnym mogłoby zostać odebrane jako niebezpieczny precedens. Nawet jeśli formalnie dałoby się taki mechanizm uzasadnić, to z punktu widzenia inwestorów sam sygnał polityczny miałby duże znaczenie. W takich przypadkach liczy się nie tylko konstrukcja prawna, ale również to, jak dany ruch zostanie odczytany przez rynek.
SAFE stał się symbolem głębszego konfliktu politycznego
Spór o sposób finansowania obronności nie funkcjonuje w próżni. Wpisuje się w coraz bardziej napięte relacje między prezydentem a rządem, które od sierpnia 2025 roku coraz częściej przybierają formę otwartej konfrontacji. Weto wobec ustawy związanej z SAFE stało się jednym z najbardziej wyraźnych przykładów tej kohabitacji.
Dla agencji ratingowych znaczenie ma nie tylko samo starcie polityczne, lecz jego wpływ na zdolność państwa do podejmowania przewidywalnych decyzji. Im częściej kluczowe reformy lub ustawy finansowe stają się zakładnikiem konfliktu instytucjonalnego, tym większe ryzyko, że polityka fiskalna będzie trudniejsza do prowadzenia. To z kolei może osłabiać obraz Polski jako kraju stabilnego z punktu widzenia inwestorów zagranicznych.
Fitch sugeruje, że przedłużający się impas może utrudnić konsolidację finansów publicznych przed wyborami parlamentarnymi planowanymi na 2027 rok. W takiej sytuacji negatywna perspektywa ratingu „A-” nabiera większego znaczenia. Jeżeli napięcia polityczne będą dalej wpływać na sposób finansowania strategicznych wydatków, ryzyko pogorszenia oceny kredytowej może wzrosnąć.
Kluczowy będzie kompromis między bezpieczeństwem a stabilnością finansów
W polskiej polityce nie ma dziś poważnego sporu co do potrzeby wzmacniania armii. Różnice dotyczą raczej metod pozyskiwania środków i relacji między instytucjami odpowiedzialnymi za podejmowanie decyzji. To właśnie na tym tle mechanizm SAFE urósł do rangi testu dla sprawności państwa.
Dla rynków najważniejsze będzie teraz to, czy Polska potrafi wypracować wiarygodny i przewidywalny model finansowania obronności bez podważania stabilności fiskalnej i instytucjonalnej. Jeśli ten cel nie zostanie osiągnięty, koszty mogą okazać się większe niż sam brak dostępu do unijnych pożyczek. Chodzi już nie tylko o pieniądze na wojsko, lecz także o reputację państwa w oczach inwestorów i agencji ratingowych.
Rynki podczas wtorkowej sesji dalej pozostają głównie pod wpływem doniesień z Bliskiego Wschodu. Jednak coraz więcej innych czynników dochodzi do głosu. Warto zwrócić uwagę na maraton decyzji banków centralnych.
Warto być przyzwoitym
Poniedziałkowy optymizm na rynkach surowcowych okazał się krótkotrwały, co trudno odbierać w kategoriach niespodzianki. Ropa Brent, która w ciągu dnia spadła do 93 $ po komentarzach sekretarza skarbu Scotta Bessenta, który stwierdził, że USA pozwala irańskim tankowcom przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, we wtorek rano wróciła z impetem powyżej 103 $. Powodem są tu kolejne ataki Teheranu. Iran w nocy zaatakował infrastrukturę energetyczną wokół Zatoki Perskiej – dron uderzył w zbiornik paliwa w pobliżu lotniska w Dubaju, wywołując pożar i tymczasowe zawieszenie lotów, a kolejne ataki uderzyły w rafinerie w Bahrajnie. Kurs WTI rano wzrósł do 95-97 $, podczas gdy diesel na amerykańskich stacjach przekroczył 5 dolarów za galon po raz pierwszy od 2022 roku. Prezydent Trump kontynuuje lekko już desperackie próby zbudowania międzynarodowej koalicji do eskortowania tankowców, ale odpowiedzi pozostają niezmiennie negatywne – wygląda na to, że prezydent USA przechodzi przyspieszony kurs pod tytułem „dlaczego nie warto gnębić sojuszników”.
Rodzynek wśród banków centralnych
W tym tygodniu spotykają się wszystkie najważniejsze banki centralne świata – między innymi Fed, EBC, Bank Anglii i Bank Japonii – ale tylko jeden zdecydował się na podwyżkę stóp. Reserve Bank of Australia dzisiaj rano podniósł stopę kasową o 25 punktów bazowych do 4,10%, najwyższego poziomu od… 10 miesięcy. Analitycy podkreślają, jak bardzo niejednomyślna była ta decyzja. Decydenci podzielili się w stosunku 5:4, co pokazuje, jak trudną dyskusję musieli przeprowadzić członkowie RBA. Jest to druga z rzędu podwyżka, przez co australijski bank centralny wymazał już większość obniżek dokonanych w ubiegłym roku. Warto odnotować również mocny komunikat gubernator Michele Bullock, która ostrzegła, że może być zmuszona wpędzić Australię w recesję, jeśli inflacja nie wróci do celu. Podkreśliła przy tym, że CPI na poziomie 3,8% i inflacja bazowa równa 3,4% są zdecydowanie za wysokie. Rynek wycenia 40% szans na kolejną podwyżkę już w maju, co mogłoby doprowadzić stopę do 4,35%. Tymczasem dzisiaj o godzinie 16:00 czasu polskiego rozpocznie się dwudniowe posiedzenie FOMC, które zakończy się jutro wieczorem decyzją Rezerwy Federalnej. Sama decyzja jest raczej znana, kluczowa będzie potencjalna ścieżka dla stóp procentowych zarysowana na wykresie dot-plot.
Dużo się dzieje na wykresach
Ciekawe rzeczy dzieją się na wykresach. Eurodolar powrócił w okolice 1,152$, co jest o tyle istotne, że wcześniej ten poziom funkcjonował jako wsparcie dla kursu. Po jego gwałtownym przebiciu wygląda na to, że obserwujemy klasyczny techniczny retest i przemianę tego poziomu w opór. Następne godziny dla tej pary będą kluczowe. Jeśli technika zadziała, będziemy obserwować kontynuację trendu spadkowego, w przeciwnym wypadku rysuje się szansa powrotu w okolice 1,166 $. Dolar słabo sobie radzi także w relacji do złotego, gdzie udaje się przełamać w dół poziom 3,70 zł. Technicznie punkt przegięcia zarysowuje się także na parze USDJPY. Po dotarciu w okolice 160 jenów za dolara widzimy szanse na ruch w dół. Jest ona wspierana także ostatnimi wypowiedziami płynącymi z Banku Japonii, sugerującymi, że inflacja wraca do celu i nie będą potrzebne kolejne podwyżki stóp procentowych. Ciekawie wygląda także sytuacja na złocie, które konsoliduje się przy pułapie 5000 $, wybicie jej dołem może uruchomić całkiem poważną przecenę tego jakże cennego kruszcu.
MedTech Solutions S.A., notowana na rynku NewConnect spółka medtech, zawarła Term Sheet, rozpoczynający kluczowy etap procesu przejęcia 100 proc. udziałów polskiej firmy dystrybuującej wyroby medyczne w obszarze ortopedii i chirurgii ortopedycznej, obecnej w ponad 100 szpitalach w całym kraju. Transakcja ma charakter mieszany – część udziałów Partnera zostanie wniesiona aportem w zamian za nowo wyemitowane akcje MedTech Solutions S.A., a pozostała część nabyta w drodze sprzedaży.
– Rozpoczynający się proces akwizycji to kluczowy moment w historii naszej spółki. Domknięcie transakcji pozwoli nam nie tylko znacząco poszerzyć zakres działalności, lecz także wzmocnić pozycję w strategicznych obszarach ortopedii i chirurgii. Dostęp do ponad 100 szpitali otwiera nowe możliwości rozwoju portfela produktów oraz budowania trwałych relacji z klientami instytucjonalnymi, co w konsekwencji przełoży się na wzrost wartości dla naszych akcjonariuszy. Finalizację planujemy możliwie szybko. – podkreśla Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions S.A.
W Term Sheet określono podstawowe założenia dotyczące struktury transakcji oraz sposobu ustalenia wynagrodzenia. Nabycie udziałów Partnera, a tym samym rozliczenie Transakcji, ma zostać dokonane w formule mieszanej: część udziałów Partnera zostanie nabyte przez Medtech Solutions SA poprzez wniesienie udziałów Partnera tytułem aportu na poczet objęcia nowo wyemitowanych akcji w podwyższonym kapitale zakładowym Spółki, zaś pozostała część udziałów Partnera zostanie nabyta przez Spółkę w ramach umowy sprzedaży udziałów za kwotę 500.000,00 zł. Podstawą ustalenia wynagrodzenia będzie wycena Partnera, potwierdzona przez niezależnego biegłego rewidenta. Partner w 2025 roku odnotował zysk na poziomie 1 mln zł oraz osiągnął kilku milionowe przychody, co też potwierdza potencjał wzrostu w strategicznych segmentach działalności MedTech Solutions S.A. Dodatkowo gotowy i w pełni operacyjny zespół współpracujący z ponad 100 szpitalami będzie odpowiadał za sprzedaż produktów w zakresu dystrybucji MedTech Solutions SA, a nowy dyrektor sprzedaży wykorzysta swoje ponad 25- letnie doświadczenie do budowania kolejnych zespołów dla całego asortymentu produktowego MedTech Solutions SA.
Dotychczasowy właściciel Partnera, po finalizacji transakcji, obejmie kierownictwo nad pionem sprzedaży w strukturze MedTech Solutions, zapewniając integrację oferty oraz realizację synergii operacyjnych. Będzie on odpowiedzialny za strategię sprzedaży, rozwój i zarządzanie zespołem handlowym oraz integrację oferty Partnera. Rozwiązanie to zapewni ciągłość operacyjną oraz wsparcie efektywnej realizacji synergii biznesowych. Integracja struktur MedTech Solutions S.A. i Partnera ma też na celu optymalizację operacyjną, zwiększenie efektywności handlowej oraz budowę trwałej przewagi konkurencyjnej.
Celem akwizycji jest wzmocnienie pozycji MedTech Solutions SA w strategicznych segmentach ortopedii i chirurgii ortopedycznej, poszerzenie portfolio produktów, zapewnienie stabilnych i rosnących przychodów oraz przejęcie dotychczasowych umów dystrybucyjnych. Dzięki temu spółka zwiększa swój portfel ofertowy i buduje komplementarność w zakresie współpracy ze szpitalami. Szerokość oferty dodatkowo wzmacnia jej pozycję na rynku zamówień publicznych. Równolegle MedTech Solutions S.A. kontynuuje rozwój innowacyjnych projektów, w tym pilotaż autorskiego systemu Reffer AI, wspierającego rekrutację pacjentów do badań klinicznych.
Strony przewidują zawarcie umowy inwestycyjnej, określającej ostateczne warunki transakcji, niezwłocznie po ustaleniu warunków brzegowych umowy inwestycyjnej. W tym okresie MedTech Solutions S.A. przysługuje wyłączność negocjacyjna w zakresie planowanej transakcji, co oznacza, że Partner zobowiązał się nie prowadzić, bezpośrednio ani pośrednio, negocjacji dotyczących tożsamej lub podobnej transakcji z innymi podmiotami.
– Ostatnie kwartały to dla nas czas intensywnego rozwoju i konsekwentnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych – od ekspansji zagranicznej i wzmacniania kanałów dystrybucyjnych, po wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak Reffer AI w badaniach klinicznych. Wszystkie te działania mają jeden cel – usprawniać dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii. Jesteśmy gotowi na kolejne etapy rozwoju, a nasza strategia, oparta na innowacjach, synergii biznesowej oraz bliskiej współpracy z partnerami instytucjonalnymi, otwiera przed nami perspektywy dalszego wzrostu i budowania wartości spółki. – podsumowuje Michał Janiszewski, wiceprezes MedTech Solutions S.A.
12 marca 2026 r. Akces NCBR podpisał porozumienie o współpracy z Narodowe Centrum Nauki, którego celem jest wzmocnienie wsparcia dla naukowców rozwijających projekty oparte na wynikach badań oraz budowanie spójnej ścieżki przejścia od badań do technologii
i rozwiązań rynkowych.
Programy akceleracyjne Akces NCBR realnie wspierają polskich naukowców w przekształcaniu wyników badań w rozwiązania o potencjale rynkowym. Dzięki doświadczeniu w rozwijaniu technologii i pracy ze startupami Akces NCBR pomaga zespołom badawczym przejść przez jeden z najtrudniejszych etapów – przełożenie wyników badań na technologie gotowe do dalszego rozwoju i komercjalizacji.
W ekosystemie wsparcia dla innowacji w Polsce istnieje wiele instrumentów finansujących badania naukowe. Wyzwaniem pozostaje jednak etap pośredni – moment, w którym projekt badawczy wymaga kompetencji biznesowych, technologicznych i rynkowych, aby mógł stać się realnym rozwiązaniem rynkowym. Właśnie tę lukę w systemie wypełniają programy akceleracyjne Akces NCBR.
Podpisane porozumienie z NCN wzmacnia kolejne ogniwo w łańcuchu wsparcia dla innowacji – od finansowania badań, przez rozwój technologii, aż po przygotowanie projektów do wdrożenia rynkowego i dalszego skalowania.
Pierwszy konkretny efekt współpracy
Jednym z pierwszych efektów podpisanego porozumienia będzie wprowadzenie preferencyjnych punktów dla projektów naukowych w najbliższym naborze do programu akceleracyjnego Horyzontalny Program Naukowy Impakt, realizowanego przez Akces NCBR.
Rozwiązanie to oznacza dodatkowe punkty dla zespołów rozwijających technologie oparte na wynikach badań naukowych finansowanych przez NCN, które będą mogły rozwijać swoje projekty w ramach programów akceleracyjnych Akces NCBR.
Nabór do programu Impakt rozpocznie się pod koniec marca. Jego celem jest wspieranie zespołów rozwijających projekty oparte na wynikach badań naukowych i pracach rozwojowych w kierunku budowy technologii o potencjale wdrożeniowym i rynkowym.
Nauka jako źródło innowacji
Arleta Malasińska, Prezes Zarządu Akces NCBR:
„Akces NCBR od początku swojej działalności konsekwentnie stawia na naukę jako jedno z najważniejszych źródeł innowacji. Polscy naukowcy powinni być główną siłą napędową budowania przewagi konkurencyjnej naszego kraju. Już dziś w Grupie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju patrzymy na wsparcie naukowców w sposób kompleksowy – na każdym etapie rozwoju ich projektów dopasowujemy odpowiednie instrumenty wsparcia. Dzięki współpracy z Narodowym Centrum Nauki możemy jeszcze wcześniej identyfikować najbardziej obiecujące projekty badawcze i tworzyć dla nich ścieżkę rozwoju w kierunku technologii i komercjalizacji.”
Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowe Centrum Nauki:
„W Polsce prowadzonych jest wiele dobrych badań, wyzwaniem pozostaje ich skuteczne przełożenie na innowacje. Połączenie potencjału naszych naukowców z biznesowym wsparciem ze strony Akces NCBR to krok, który ma to zmienić. Chcemy pomóc badaczom w tym, aby ich odkrycia łatwiej zamieniały się w rynkowe produkty i gotowe firmy” – dodał dr Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Nauki.
Dzięki takim działaniom Akces NCBR wzmacnia system wspierania innowacji w Polsce, budując pomost pomiędzy światem nauki a ekosystemem startupowym i biznesowym. Programy akceleracyjne pozwalają zespołom badawczym rozwijać technologie, zdobywać kompetencje rynkowe oraz przygotowywać projekty do dalszego rozwoju i skalowania.
Minister Klimatu i Środowiska wydał decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego z PG Silesia na Bumech S.A. To długo wyczekiwane rozstrzygnięcie otwiera nowy etap dla KWK Silesia i umożliwia kontynuację działalności wydobywczej zakładu. Decyzja oznacza spełnienie jednego z kluczowych warunków zawartej wcześniej warunkowej umowy dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia, tym samym umowa wchodzi w życie, co pozwala na formalne przejęcie operacyjnego prowadzenia kopalni przez Bumech.
Do decyzji odniósł się rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Marek Pogorzelski, w swoim wpisie na platformie X: „MKiŚ wydało decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobywanie węgla kamiennego ze złoża Silesia. Koncesja przechodzi z PG Silesia sp. z o.o. w restrukturyzacji do spółki Bumech S.A. To kluczowy krok dla stabilizacji operacyjnej kopalni. Poza zmianą podmiotu, warunki koncesji pozostają bez zmian.”
Postanowienie, na które czekał cały region
Decyzja o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego i metanu ze złoża Silesia była od kilku tygodni jednym z najczęściej poruszanych tematów w regionie. Umowa dzierżawy przewidywała, że koncesja zostanie przeniesiona do 2 marca 2026 r. Po tym terminie zainteresowanie wokół tematu wzrosło i stało się przedmiotem apeli wystosowanych przez m.in. przedstawicieli lokalnego samorządu i społeczności, które zabiegały o wydanie decyzji, wskazując, że jej rozstrzygnięcie ma kluczowe znaczenie dla dalszego funkcjonowania zakładu, utrzymania miejsc pracy i stabilności regionu.
– Uzyskanie koncesji to kluczowy moment dla przyszłości kopalni. Ta decyzja pozwala na utrzymanie wydobycia i zapewnia stabilne funkcjonowanie zakładu oraz zachowaniemiejsc pracy, tak ważnych dla nas i lokalnej społeczności – podkreśla prezes Bumech S.A. Jonasz Drabek. Spółka zapowiada kontynuację działalności zgodnie z obowiązującą koncesją i dokumentacją techniczną.
Lepsze perspektywy dla wydobycia
Obecnie ceny węgla energetycznego i paliw w Polsce rosną w związku z niepewną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Ta sytuacja zwiększa rentowność bieżącej działalności kopalni i poprawia perspektywy finansowe spółki. Jednocześnie wyższe ceny węgla pozwalają Bumechowi na stabilne planowanie wydobycia i dalsze inwestycje w infrastrukturę kopalni.
– Obecna sytuacja rynkowa sprzyja poprawie wyników kopalni. Wzrost cen węgla daje realną szansę na stabilizację finansową i regulowanie zobowiązań. Jednocześnie przygotowujemy nową ścianę wydobywczą, co pozwoli dodatkowo zwiększyć potencjał produkcyjny zakładu – wskazuje prezes Bumechu.
Krok w stronę szerszej transformacji
– PG Silesia to dla nas nie tylko wydobycie węgla. Na tym terenie widzimy przestrzeń dla projektów związanych z energetyką, z uwzględnieniem zwłaszcza odnawialnych źródeł energii – m.in. magazynów energii czy geotermii. To kierunek zgodny z transformacją energetyczną regionu i całego kraju. Niezależnie od tego, kontynuujemy wydobycie węgla i skupiamy się na realizacji planu produkcji – zapewnia Jonasz Drabek.
Uzyskanie koncesji zamyka najtrudniejszy etap niepewności wokół przyszłości kopalni i daje realną podstawę do dalszego działania. Przed spółką kolejne wyzwania, ale decyzja pozwala dziś skupić się na tym, co najważniejsze – utrzymaniu wydobycia, miejsc pracy i stopniowej odbudowie stabilności zakładu.
Projekt nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (UD224) przewiduje szereg zmian w procedurze uzyskiwania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU). Dotyczy to między innymi ułatwień w przenoszeniu decyzji na nowych inwestorów, doprecyzowania pojęcia strony postępowania i przeniesienia kompetencji do wydawania DŚU z gmin do powiatów, które w założeniu mają usprawnić proces inwestycyjny. „Jednocześnie możemy być świadkami rewolucji w systemie opłat za decyzje środowiskowe, które mają wzrosnąć z kilkuset do nawet 30 tys. zł oraz nowych obowiązków w zakresie oceny środowiskowej” – komentują Paulina Buczek i Kamil Król, prawnicy w kancelarii Wolf Theiss.
Jedną z kluczowych zmian jakie ma wprowadzić nowelizacja jest uproszczenie procedury przenoszenia decyzji środowiskowej na inny podmiot. Zamiast odrębnej „cesji”, zmiana inwestora ma następować w drodze zmiany decyzji administracyjnej. Co więcej, nowy właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości objętej inwestycją automatycznie przejmie prawa i obowiązki wynikające z DŚU.
„To kolejne uproszczenie procesu inwestycyjnego po zmianach z 2020 r. w Prawie budowlanym, które ułatwiły przenoszenie pozwolenia na budowę. Kierunek jest spójny, gdyż ustawodawca dostosowuje procedury do realiów rynku inwestycyjnego oraz daje komfort inwestorom, że nabywając nieruchomość mogą również w sposób uproszczony przejąć pakiet ważnych decyzji administracyjnych”, komentuje Kamil Król, Associate w kancelarii Wolf Theiss.
Projekt precyzyjnie określa także, kto będzie stroną w postępowaniu o wydanie decyzji środowiskowej. Oprócz inwestora, będą to właściciele i użytkownicy nieruchomości znajdujących się m.in. w promieniu 100 metrów od terenu inwestycji lub na obszarze, na który przedsięwzięcie może oddziaływać.
„Doprecyzowanie pojęcia strony należy ocenić pozytywnie. Transparentne określenie kręgu podmiotów uprawnionych do udziału w postępowaniu ograniczy praktykę sabotowania inwestycji przez podmioty, które nie mają rzeczywistego interesu prawnego. Otwartym pytaniem praktycznym jest natomiast czy omawiana zmiana faktycznie umożliwi organom orzekającym szybsze wydawanie decyzji odmawiających udziału podmiotom sabotującym proces. Pamiętajmy bowiem, że nawet w sprawach, gdzie brak prawa podmiotu do udziału w postępowaniu jest oczywisty, to rozstrzygnięcie w tej sprawie niejednokrotnie zapada dopiero po wielu tygodniach, a nawet miesiącach, co może przesądzać o realizacji inwestycji.”, dodaje Kamil Król.
Zmiana ta według ustawodawcy ma przyspieszyć procedury i ograniczyć liczbę odwołań składanych nierzadko wyłącznie w celu wstrzymania inwestycji.
Projekt zakłada również przeniesienie kompetencji do wydawania decyzji środowiskowych z poziomu gminy na poziom powiatu. W tym przypadku uzasadnieniem jest niewielka liczba takich postępowań w wielu gminach oraz brak wyspecjalizowanych kadr.
„Decyzja środowiskowa to kluczowy dokument poprzedzający m.in. warunki zabudowy czy pozwolenie na budowę, niejednokrotnie „najtrudniejszy” do osiągnięcia z punktu widzenia inwestora. Prawidłowe ustalenie zakresu oddziaływania na środowisko, wyznaczenie stron postępowania, a także określenie czy sporządzanie raportu oddziaływania na środowisko jest konieczne, stanowiły realne wyzwania, z którymi gminy zmagały się merytorycznie. Zasadne będzie więc scedowanie na starostę, jako jeden organ, kompetencji do wydawania zarówno decyzji środowiskowych, jak i pozwoleń na budowę. Należy też pamiętać, że starosta prowadzi Ewidencję Gruntów i Budynków (EGiB), co umożliwi mu sprawne działanie w procesie wydawania decyzji środowiskowej, chociażby w zakresie precyzyjnego ustalenia stron postępowania”, komentuje Kamil Król.
Odczuwalną zmianą dla inwestorów może być wprowadzenie zróżnicowanych opłat za wydanie decyzji środowiskowej. Zamiast jednolitej opłaty w wysokości 205 zł, stawka będzie uzależniona od stopnia skomplikowania sprawy i może wynieść maksymalnie 30 tys. zł.
„To znaczący wzrost kosztów, który inwestorzy będą musieli uwzględnić w budżetach projektów.Dodatkowo, przejście z jednej stałej stawki na system zróżnicowanych opłat wymaga stworzenia bardziej skomplikowanej struktury, która będzie wymagała dodatkowego nadzoru i kontroli. Niezbędne będzie ustalenie jasnych kryteriów, pozwalających określić odpowiednią wysokość opłaty w zależności od rodzaju inwestycji”, komentuje Kamil Król.
Nowelizacja wprowadza także zmiany w zakresie oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ). W przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, wniosek inwestora o przeprowadzenie OOŚ będzie wiążący dla organu, niezależnie od lokalizacji przedsięwzięcia. Oznacza to, że razem z wnioskiem o wydanie DŚU inwestor będzie mógł złożyć raport OOŚ. W aktualnym stanie prawnym, wniosek inwestora w tym przedmiocie wiąże organ wyłącznie w przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, które są planowane na obszarach objętych formami ochrony przyrody.
Kolejną, planowaną zmianą jest obowiązek uwzględnienia w raporcie OOŚ oraz karcie informacyjnej przedsięwzięcia emisji światła w trakcie realizacji i eksploatacji przedsięwzięcia.
„Z perspektywy ochrony środowiska takie rozwiązanie zasługuje na aprobatę. W opinii publicznej coraz częściej podejmowany jest temat zanieczyszczenia światłem i jego negatywnego wpływu na środowisko. Jednocześnie, w aktualnym stanie prawnym brak przepisów regulujących tę kwestię. Warto również mieć na uwadze, że planowana zmiana odpowiada założeniom dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE (tzw. dyrektywy EIA) dotyczącej systemu OOŚ. Światło – obok zanieczyszczeń, hałasu czy odpadów – zostało wymienione wprost w załączniku IV dyrektywy EIA jako jedno z „rodzajów” emisji, które powinny być analizowane w raporcie OOŚ” – komentuje Paulina Buczek.
Projekt przewiduje również zmiany w zakresie wariantów planowanego przedsięwzięcia. Wyłącznie w przypadku, gdy wariant wybrany do realizacji będzie jednocześnie wariantem najkorzystniejszym dla środowiska, autor raportu będzie mógł ograniczyć się do przedstawienia tylko dwóch wariantów.
W projekcie wprowadzono też formalną procedurę legalizacji przedsięwzięć realizowanych lub zrealizowanych bez wymaganej DŚU. Podmiot będzie miał możliwość złożenia wniosku o wydanie DŚU dla takiego przedsięwzięcia w terminie 60 dni od dnia, w którym dowiedział się, że jest ona wymagana.
„W praktyce ustalenie dnia, od którego biegnie termin na złożenie wniosku o wydanie DŚU, będzie problematyczne i może prowadzić do sporów z organami. O ile w przypadkach, gdy podmiot uzyskał taką wiedzę od organu (np. w toku kontroli czy wskutek odmowy zgody na rozpoczęcie użytkowania inwestycji) termin początkowy nie powinien budzić istotnych wątpliwości, o tyle sytuacja, w której inwestor sam dowiedział się o tym braku (np. w ramach procesu inwestycyjnego czy badania przedsięwzięcia w związku z planowaną transakcją) może być problematyczna” – komentuje Paulina Buczek.
Jak podkreślają specjaliści, projekt nowelizacji ustawy środowiskowej przewiduje wiele innych rozwiązań, które będą mieć praktyczny wpływ na planowane inwestycje (np. dotyczące zawieszenia i umorzenia postępowania w sprawie wydania DŚU). Zawiera zarówno propozycje usprawniające proces inwestycyjny, jak i rozwiązania wzmacniające kontrolę administracyjną przedsięwzięć. Z jednej strony upraszcza procedury, porządkuje krąg stron i profesjonalizuje wydawanie decyzji poprzez przeniesienie kompetencji do powiatów. Z drugiej – wprowadza dodatkowe obciążenia finansowe i rozszerza zakres obowiązków inwestorów.
Omówione wyżej postanowienia projektu nowelizacji mogą ulec jeszcze istotnym zmianom. Projekt został poddany konsultacjom publicznym i opiniowaniu, jednak na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego nie zostały dotychczas udostępnione uwagi opiniujących oraz odniesienie się do nich.
Luty przyniósł jednocześnie wzrost podaży o 4% miesiąc do miesiąca oraz korektę popytu. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła o 8% względem stycznia. Na horyzoncie pojawia się jednak nowy czynnik, który może znacząco wpłynąć na rynek. Mowa o zmianach dotyczących najmu krótkoterminowego. Jeśli samorządy zaczną aktywnie korzystać z uprawnień wynikających z unijnego rozporządzenia STR, część mieszkań dostępnych obecnie na platformach takich jak Airbnb może zasilić najem długoterminowy. Na ile zmieni to równowagę między popytem a podażą?
– Miniony miesiąc utrzymał pozytywny trend podażowy z początku roku. Na koniec lutego liczba aktywnych ogłoszeń sięgnęła 24,5 tys. Dynamika wzrostu była nieco słabsza niż w styczniu (wówczas +8% m/m), ale to nie powinno dziwić. Krótszy miesiąc naturalnie ogranicza skalę zmian po stronie podaży. Warto natomiast odnotować, że rosnąca liczba ofert może być częściowo efektem zbliżających się regulacji dotyczących najmu krótkoterminowego, których wdrożenie planowane jest na maj tego roku – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.
Właściciele mieszkań, obawiając się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, coraz częściej mogą decydować się na bezpieczniejszą alternatywę. Przesunięcie części ofert w stronę najmu długoterminowego może w rezultacie skokowo zwiększyć liczbę ogłoszeń. Efekt byłby szczególnie odczuwalny w miastach o dużym ruchu turystycznym, między innymi w Krakowie, Trójmieście czy Wrocławiu, gdzie zwiększona podaż mogłaby wywrzeć dodatkową presję na obniżkę czynszów.
Stabilna liczba nowych ofert mimo krótszego miesiąca
Liczba nowych ogłoszeń wyniosła 15,6 tys., czyli praktycznie tyle samo co w styczniu. Biorąc pod uwagę krótszy miesiąc, można to uznać za oznakę dużej stabilności po stronie podaży. W tym samym czasie zakończono 19,0 tys. ofert najmu, czyli o około 9% mniej niż w styczniu. Ten rezultat, z uwagi na specyfikę lutego, także należy zaliczyć do solidnych.
Patrząc na 18 analizowanych przez Otodom miast, liderem wzrostów okazała się Zielona Góra (+43%), wyprzedzając Łódź (+15%) i Bydgoszcz (+14%). Wśród największych ośrodków miejskich przyrost oferty zanotowały również Warszawa i Wrocław (+6%) oraz Kraków i Poznań (+3%). Z kolei po drugiej stronie tabeli znalazły się Białystok (-10%), Opole (-9%) oraz Kielce i Lublin (-4%). Jak przyznaje Paweł Jarząbek, oznacza to, że spadki były stosunkowo nieliczne, ale wyraźniejsze niż miesiąc wcześniej.
W efekcie, mimo krótszego miesiąca, ogólnopolska podaż wzrosła o około 900 ofert względem początku lutego.
Popyt lekko wyhamował
W minionym miesiącu nastąpiła korekta popytu. Liczba interakcji z ogłoszeniami spadła o 8% miesiąc do miesiąca, co można uznać za naturalną reakcję po noworocznym odbiciu. Zapytań o najem było też mniej w ujęciu rocznym – o niecałe 19%.
Miesięczny spadek aktywności nie powinien jednak budzić większego niepokoju. W dużej mierze wynika on z dwóch czynników. Po pierwsze, luty ma mniej dni. Po drugie, część najemców zrealizowała swoje potrzeby mieszkaniowe już w styczniu. Dodatkowo warto pamiętać o zwiększonej sprzedaży mieszkań deweloperskich w 2025 roku, szczególnie w jego końcówce. Niektórzy dotychczasowi najemcy mogli w tym czasie zdecydować się na zakup własnego lokum, czemu sprzyjały lepsze warunki kredytowe.
– Warto obserwować czy trend zwiększonego zainteresowania rynkiem deweloperskim się utrzyma. Jeśli tak, z jednej strony część potencjalnych najemców może nadal przesuwać się w stronę własności, co ograniczałoby popyt na najem – zwłaszcza w grupie osób o wyższej zdolności kredytowej. Z drugiej strony, przy wysokich cenach mieszkań oraz niepewności co do dalszego kierunku stóp procentowych, najem pozostaje dla wielu gospodarstw domowych racjonalną strategią przeczekania i obserwowania sytuacji – mówi menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.
Dane dotyczące struktury popytu wskazują na wyraźne i powtarzalne preferencje najemców. Łączny udział zapytań o mieszkania dwupokojowe sięga 51%, co oznacza, że co drugie wyszukiwanie na platformie Otodom dotyczy właśnie tego typu lokali.
Ile aktualnie kosztuje wynajem mieszkania?
W lutym średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Polsce wyniosła 3 588 zł (71 zł za mkw.). To poziom o niespełna 1% niższy niż w styczniu oraz o około -1,4% w ujęciu rocznym, co wskazuje na utrzymującą się tendencję do stopniowego łagodzenia stawek.
– Ubiegły miesiąc cechował się też wyraźną przewagą korekt cenowych nad podwyżkami. W ujęciu miesięcznym jedynym miastem, w którym odnotowano wzrost przeciętnej stawki najmu był Białystok (+2,4%). Na wszystkich pozostałych rynkach zarejestrowano spadki – największe w Zielonej Górze (-3,0%), Olsztynie (-2,9%) oraz Rzeszowie (-2,4%). W większości miast korekty miały jednak umiarkowany charakter i nie przekraczały 1,5% – dodaje Paweł Jarząbek.
Najwyższe średnie czynsze niezmiennie utrzymują się w Warszawie (4 880 zł). Powyżej 3 000 zł płacą również najemcy w Trójmieście (3 177 zł), Krakowie (3 148 zł) i Wrocławiu (3 115 zł). Segment średnich stawek (około 2 200-2 900 zł) obejmuje między innymi Szczecin, Poznań, Lublin, Rzeszów, Opole i Łódź. Z kolei najtaniej mieszkanie można wynająć w Kielcach (2 025 zł) i Białymstoku (2 079 zł).
W ujęciu rocznym najsilniejszy wzrost stawek odnotowano w Olsztynie (+7,6%), Opolu (+6,4%) oraz Łodzi (+3,4%). Natomiast spadki rok do roku dotyczą przede wszystkim Rzeszowa (-8,3%) i Zielonej Góry (-6,8%), a także Krakowa (-3,5%) i Lublina (-0,8%).
Jak sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek nieruchomości?
Dodatkową niewiadomą, która może istotnie zmienić krajobraz rynku nieruchomości w kolejnych miesiącach, pozostaje sytuacja na Bliskim Wschodzie.
– Ceny ropy wzrosły globalnie o ponad 25% od początku wojny, a konflikt doprowadził już do zawieszenia dostaw około 20% światowej produkcji ropy i gazu. Jeśli sytuacja się przedłuży, presja inflacyjna może przełożyć się na wyższe koszty utrzymania gospodarstw domowych i ograniczyć zdolność kredytową. Z jednej strony może to zmniejszyć popyt na zakup mieszkań i skierować część poszukujących z powrotem na rynek najmu, z drugiej zaś uderzyć w budżety samych najemców i wymusić dalszą korektę akceptowalnych stawek czynszów – prognozuje Paweł Jarząbek.
W efekcie rynek nieruchomości znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym, gdzie splot lokalnych regulacji i globalnych napięć buduje nową, trudną do przewidzenia rzeczywistość zarówno dla właścicieli, jak i najemców.
Bank centralny Australii ponownie zaostrzył politykę pieniężną, podnosząc główną stopę procentową do 4,1% z 3,85%. To już druga podwyżka z rzędu i zarazem wyraźny sygnał, że Rezerwa Banku Australii znów mocniej koncentruje się na walce z inflacją. Decyzja, podjęta stosunkiem głosów 5 do 4, oznacza częściowe odwrócenie wcześniejszego luzowania polityki pieniężnej z ubiegłego roku i jest pierwszą serią dwóch kolejnych podwyżek od połowy 2023 roku.
Głównym powodem takiego ruchu są rosnące obawy o presję inflacyjną, w szczególności wynikającą ze wzrostu cen energii. W tle decyzji znajduje się konflikt wokół Iranu oraz zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz, które wywindowały ceny ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę. Szefowa RBA Michele Bullock podkreśliła, że inflacja nadal pozostaje zbyt wysoka, a bank obawia się wtórnych efektów wzrostu cen energii, czyli sytuacji, w której droższe paliwa i energia zaczynają wpływać także na ceny innych towarów i usług w całej gospodarce. RBA ocenia, że istnieje istotne ryzyko, iż inflacja pozostanie powyżej celu 2–3% dłużej, niż wcześniej zakładano.
Rynek odebrał komunikat po decyzji jako jastrzębi. Po konferencji wzrosły rentowności 3-letnich obligacji, a inwestorzy zaczęli wyceniać blisko 60% prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki już w maju. Wśród ekonomistów coraz częściej pojawia się scenariusz wzrostu stopy do 4,35%, a część z nich uważa również, że inflacja CPI w Australii może sięgnąć nawet 5%. To byłby poziom wyraźnie wyższy od lutowej prognozy samego RBA, który wcześniej zakładał szczyt inflacji na poziomie 4,2% w tym roku. Także skarbnik Australii Jim Chalmers ostrzegł, że presja związana z kosztami życia może się jeszcze nasilić, a inflacja może przekroczyć 4,5%.
Podzielony wynik głosowania pokazuje, że wewnątrz banku centralnego trwa dyskusja nie tyle o tym, czy stopy powinny rosnąć, lecz raczej o tempie i momencie dalszych działań. Taki wniosek płynie również z ocen części analityków, którzy wskazują, że gospodarka Australii nadal funkcjonuje blisko pełnych mocy, a niski poziom bezrobocia daje przestrzeń do utrzymania bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Jednocześnie scenariusz, w którym wyższe ceny energii przełożą się na szerszy wzrost cen w gospodarce, pozostaje ryzykiem, a nie przesądzonym faktem.
Dla australijskiej gospodarki oznacza to, że RBA obecnie bardziej obawia się utrwalenia inflacji niż osłabienia wzrostu gospodarczego. Bank zakłada, że gospodarka i rynek pracy są wystarczająco mocne, by wytrzymać wyższy koszt kredytu, jednak dla gospodarstw domowych może to oznaczać dalsze nasilenie presji związanej z kosztami życia. Przekaz banku centralnego jest więc jednoznaczny: inflacja w Australii wciąż nie została opanowana, a wzrost cen energii może dodatkowo pogorszyć sytuację. Z tego powodu RBA wrócił do podwyżek stóp i pozostawił sobie otwartą drogę do kolejnego ruchu już w maju. Przed godziną 9:00 para walutowa AUDUSD jest wyceniana na poziomie 0,7066.
Globalny rynek chmury wchodzi w nową fazę, w której coraz większe znaczenie zyskuje lokalizacja i jurysdykcja danych. Według prognoz Gartnera w 2026 r. wydatki na suwerenną infrastrukturę chmurową sięgną 80 mld USD, rosnąc o 35,6 proc. rok do roku. Jednocześnie nawet 20 proc. obecnych obciążeń obsługiwanych dziś przez globalnych hyperscalerów może zostać przeniesionych do lokalnych dostawców infrastruktury. Wynika to z także z faktu, że w tle pojawiają się napięcia geopolityczne, rosnące wymagania regulacyjne oraz coraz większa świadomość ryzyk związanych z jurysdykcją danych.
Globalny zwrot w stronę suwerenności cyfrowej
– Suwerenność cyfrowa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. W praktyce oznacza możliwość egzekwowania krajowej jurysdykcji nad danymi, kontrolę nad miejscem ich przechowywania i przetwarzania oraz nad mechanizmami bezpieczeństwa – w tym systemami zarządzania kluczami szyfrującymi. Dla wielu organizacji staje się to dziś elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym i cyberbezpieczeństwa, a nie tylko kwestią wizerunkową – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.
Gartner wskazuje, że wraz ze wzrostem napięć geopolitycznych organizacje spoza Stanów Zjednoczonych i Chin inwestują w suwerenne środowiska chmurowe, aby budować niezależność cyfrową i technologiczną. Celem jest utrzymanie generowania wartości gospodarczej w granicach własnego kraju oraz wzmocnienie lokalnych ekosystemów technologicznych.
Największymi nabywcami pozostaną rządy, a następnie branże regulowane i operatorzy infrastruktury krytycznej – energetyka, usługi komunalne i telekomunikacja. W ujęciu regionalnym najszybciej rosnąć będą wydatki na Bliskim Wschodzie i w Afryce (89 proc.), w dojrzałym regionie Azji i Pacyfiku (87 proc.) oraz w Europie (83 proc.).
Choć w 2026 r. pod względem wartości wydatków dominować będą Chiny (47 mld USD) i Ameryka Północna (16 mld USD), dynamika wzrostu w obu regionach wyniesie około 20 proc. Prognozy wskazują, że już w 2027 r. Europa wyprzedzi Amerykę Północną pod względem wydatków na suwerenne usługi udostępniane w modelu IaaS.
Co istotne, 80 proc. wydatków na te usługi będzie pochodziło z nowych projektów cyfrowych lub starszych obciążeń oczekujących na migrację do chmury. Oznacza to, że suwerenność przestaje być wyłącznie korektą modelu operacyjnego, a staje się elementem długofalowej strategii transformacyjnej.
Presja na hyperscalerów
Zmiana trendu oznacza rosnącą presję na globalnych dostawców usług chmurowych. Lokalni operatorzy zyskują udział w rynku, a rządy coraz częściej wymagają regionalizacji platform w celu spełnienia wymogów regulacyjnych i bezpieczeństwa narodowego.
W praktyce kluczowym zagadnieniem staje się jurysdykcja, której podlega dostawca usług chmurowych. Nawet jeśli dane są fizycznie przechowywane w Europie, mogą podlegać regulacjom prawnym kraju pochodzenia operatora technologii, co w określonych sytuacjach umożliwia dostęp do nich zagranicznym instytucjom.
– Traktowanie suwerenności cyfrowej wyłącznie jako kwestii zgodności z przepisami nie wystarczy. Aby skutecznie konkurować o lokalnych klientów, dostawcy technologii muszą dostosować modele operacyjne do wymogów poszczególnych państw – zarówno pod kątem jurysdykcji danych, jak i realnej kontroli nad infrastrukturą. Oznacza to konieczność projektowania usług w taki sposób, aby zapewnić możliwość egzekwowania prawa krajowego i unijnego wobec podmiotów działających w oparciu o inne systemy prawne – wskazuje Albert Szczepaniak.
Polska: lokalizacja danych jako kluczowy argument
Globalny zwrot ku suwerennej chmurze znajduje odzwierciedlenie także w Polsce. Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” wynika, że aż 48 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum przetwarzania znajdującym się na terytorium Polski. To pokazuje, że kwestia suwerenności danych przestaje być wyłącznie tematem regulacyjnym, a zaczyna wpływać bezpośrednio na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw.
Badanie pokazuje rosnące zrozumienie dla konieczności zachowania suwerenności danych jako strategicznego filaru cyberodporności. Jednocześnie – mimo gotowości technologicznej polskich dostawców – nadal brakuje licznych referencji i przykładów wdrożeń usług cyfrowych przez krajowe firmy w obszarze administracji publicznej.
Bariery systemowe i ryzyko jurysdykcyjne
Dane z raportu Polcom wskazują również na wyraźne preferencje w kontekście polityki wsparcia rynku. 15 proc. respondentów uważa, że państwo wyraźnie preferuje globalnych dostawców technologii, a 25 proc. dostrzega brak mechanizmów realnego wsparcia dla polskich producentów i operatorów IT. Tylko 6 proc. ankietowanych wskazuje na faktyczne działania wspierające polskich lub europejskich dostawców – i taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.
– Jeżeli strategiczne systemy administracji czy infrastruktury krytycznej opierają się na rozwiązaniach podlegających obcym jurysdykcjom, państwo traci pełną kontrolę nad jednym z kluczowych zasobów – danymi. W warunkach rosnącej niestabilności geopolitycznej to ryzyko, którego nie można bagatelizować – podkreśla Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.
Krytyczne informacje przechowywane w zagranicznych centrach danych podlegają obcym porządkom prawnym. W kontekście regulacji takich jak dyrektywa NIS2, która nakłada na organizacje obowiązek zarządzania ryzykiem w całym łańcuchu dostaw ICT, kwestia jurysdykcji dostawcy chmury oraz możliwości audytu infrastruktury staje się elementem oceny bezpieczeństwa cyfrowego.
Suwerenność jako element strategiczny
Coraz więcej podmiotów – w tym inicjatywy takie jak Polska Chmura – podejmuje dialog i działania edukacyjne podkreślające konieczność budowania spójnej polityki w zakresie suwerenności technologicznej.
Oznacza to potrzebę wzmocnienia lokalnych ekosystemów cyfrowych poprzez równe zasady dostępu do zamówień publicznych i projektów strategicznych, tworzenie programów preferencyjnych dla polskich i europejskich dostawców IT oraz inwestycje w rozwój krajowych centrów danych.
– Suwerenna chmura nie oznacza wyłącznie fizycznej lokalizacji danych w kraju. Kluczowe znaczenie ma również kontrola nad warstwą zarządzania usługą, systemami szyfrowania oraz jurysdykcją, której podlega operator technologii. Bez tych elementów trudno mówić o realnej suwerenności cyfrowej – zaznacza Albert Szczepaniak z Polcom.
Z perspektywy rynku pytanie nie brzmi już, czy suwerenna chmura będzie zyskiwać na znaczeniu, lecz jak szybko poszczególne państwa zbudują wokół niej własne kompetencje i przewagi konkurencyjne. W praktyce konkurencja na rynku usług chmurowych coraz częściej dotyczy nie tylko ceny i wydajności infrastruktury, ale również poziomu kontroli nad danymi i zgodności z krajowymi regulacjami.
Decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego do poziomu 3,75% zbiegła się z wydarzeniami, które w krótkim czasie zwiększyły niepewność w globalnej gospodarce. Interwencja militarna Stanów Zjednoczonych i Izraela w Iranie oraz reakcja Teheranu wywołały gwałtowne wahania na rynku surowców energetycznych, w tym przede wszystkim ropy naftowej i gazu. Choć skala wzrostu cen nie osiągnęła poziomów obserwowanych w pierwszych miesiącach wojny w Ukrainie, sam fakt nagłego szoku podażowego pokazuje, jak silnie sytuacja geopolityczna może oddziaływać na gospodarki krajów importujących energię, do których należy Polska.
Szerszy efekt makroekonomiczny
Dla polskiego biznesu kluczowe znaczenie ma w tym kontekście nie tylko bezpośredni wzrost kosztów energii, lecz także szerszy efekt makroekonomiczny. Wyższe ceny surowców mogą w kolejnych miesiącach podnosić presję inflacyjną, wpływać na kurs złotego oraz zmieniać oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej. W takiej sytuacji decyzje podejmowane przez bank centralny stają się szczególnie trudne. Z jednej strony pojawia się przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w warunkach relatywnie niskiej inflacji, z drugiej jednak rosnące ceny energii mogą szybko zmienić tę równowagę.
Z punktu widzenia przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w środowisku zwiększonej zmienności. Wysokie ceny ropy i gazu wpływają bezpośrednio na koszty produkcji i transportu, ale również pośrednio oddziałują na popyt konsumencki. Jeśli presja kosztowa utrzyma się dłużej, gospodarstwa domowe mogą ograniczać wydatki na dobra i usługi o charakterze mniej podstawowym. W efekcie firmy działające w wielu branżach mogą jednocześnie mierzyć się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i słabszym popytem.
Niepewność na globalnych rynkach
Istotnym czynnikiem pozostaje także kurs walutowy. Wzrost cen surowców energetycznych zwiększa rachunek importowy Polski, co w naturalny sposób wywiera presję na osłabienie złotego. Jednocześnie większa niepewność na rynkach globalnych może prowadzić do odpływu części kapitału z rynków wschodzących. Z drugiej strony stabilizującą rolę odgrywa w tym roku spodziewany znaczący napływ środków unijnych, który może ograniczać skalę wahań krajowej waluty i stanowić bufor dla gospodarki.
W takich warunkach kluczowe znaczenie dla przedsiębiorstw ma zdolność do zarządzania płynnością i elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Okresy zwiększonej niepewności zwykle skłaniają firmy do ostrożniejszego podejmowania decyzji inwestycyjnych, choć w Polsce perspektywy inwestycji pozostają relatywnie solidne właśnie dzięki środkom europejskim. Jednocześnie rosnąca zmienność cen energii oraz kursów walut przypomina, że stabilność finansowa przedsiębiorstw coraz częściej zależy od sprawnego zarządzania przepływami pieniężnymi i dostępem do kapitału obrotowego.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy napięcia na Bliskim Wschodzie okażą się krótkotrwałym epizodem, czy też przerodzą się w dłuższy okres podwyższonej niepewności na rynkach surowców. Dla polskiej gospodarki i krajowego biznesu kluczowe będzie to, jak długo utrzyma się presja kosztowa oraz czy wpłynie ona na dalsze decyzje dotyczące polityki pieniężnej. W tym sensie wydarzenia oddalone geograficznie o tysiące kilometrów ponownie pokazują, jak silnie globalne zależności kształtują warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.
Wojna w Zatoce Perskiej to nie tylko wysokie ceny paliw, to również wyższe koszty kredytowania się Polski po ucieczce kapitału z rynku obligacji. Inflacja bazowa w Polsce daje nadzieję dla naszych portfeli. W rejonie Cieśniny Ormuz wciąż jest gorąco.
Poniedziałkowa „stabilizacja”
Wczorajszy dzień wojny trudno nazwać stabilizacją. Z jednej strony doszło do ataków m.in. na lotnisko w Dubaju, co wstrzymało loty na kilka godzin. To pokazuje, że Iran kontynuuje wywieranie presji, atakując cele cywilne. Z drugiej strony jeden tankowiec – po uzgodnieniu ze stroną irańską – przekroczył wczoraj Cieśninę Ormuz. Jak reagują rynki? Cena ropy spadła wczoraj w okolice 100 USD za baryłkę, by dzisiaj nad ranem znów wrócić do 104 USD. Kurs euro względem dolara również szedł w górę. Była to korekta po ostatnich umocnieniach amerykańskiej waluty. Ciężko jednak powiedzieć, czy to stabilizacja, czy oddech ulgi po mniej ekstremalnym weekendzie, niż zakładali analitycy. Wraz z umacniającym się euro względem dolara, zyskiwał wobec amerykańskiej waluty również złoty.
Inflacja bazowa w Polsce
Wczoraj poznaliśmy jeden z najważniejszych wskaźników – inflację bazową. Jest to miara inflacji bez wpływu cen żywności i energii. Za luty zobaczyliśmy 2,5%, czyli dokładnie środek naszego celu inflacyjnego. Jest to o tyle istotny parametr, że w obliczu aktualnych wydarzeń standardowy wskaźnik inflacji zostanie wkrótce silnie zaburzony szokiem, jakim jest wzrost cen paliw. Inflacja bazowa powinna być jednak względnie stabilna i pokazywać nam, co faktycznie się dzieje z cenami – zakładając, że po wojnie w Zatoce Perskiej ropa wróci cenowo w okolice punktu wyjścia. Inflacja bazowa w lutym okazała się o symboliczne 0,1% niższa od oczekiwań. Jest to argument wspierający ostatnią decyzję RPP o cięciu stóp procentowych.
Czy to spadek zaufania do Polski?
Rentowność polskich obligacji od początku wojny wzrosła z okolic 5% do poziomu 5,7%. Po drodze znajdowała się nawet w okolicach 5,9%. Co to oznacza? Rentowność obligacji to rynkowa stawka, po której inwestorzy są skłonni inwestować w dane papiery dłużne. Im wyższy parametr, tym większa jest oczekiwana marża. Obecnie mamy zatem gwałtowny wzrost oczekiwanej marży skoro rentowność rośnie. Nie jest jednak tak, że jest to problem wyłącznie Polski. Podobnie zachowują się inne państwa z naszego regionu, czyli Czechy i Węgry. Wzrost rentowności dotknął również Niemcy czy Francję, ale tam te ruchy nie były aż tak duże. Gdyby politycy w dyskusji o programie zbrojeń SAFE chcieli używać więcej argumentów merytorycznych zamiast emocjonalnych, pewnie szerzej byśmy o tym słyszeli. Musimy pamiętać, że wyższa rentowność obligacji to przede wszystkim droższe finansowanie długu Polski. W rezultacie może to zwiększać i tak imponujący już deficyt budżetowy. W długiej perspektywie może to osłabiać złotego. Z drugiej strony, tak tanie obligacje, jak polskie – gdy tylko uspokoi się w geopolityce – powinny iść jak ciepłe bułeczki i umocnić złotego. Jak tylko się uspokoi…
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji oraz usług chmurowych napędza rozwój rynku centrów danych w Europie – wynika z raportu CBRE „European Data Centres”. Polska zaczyna odgrywać w tym procesie coraz większą rolę. Zdaniem ekspertów, do 2030 roku łączna moc rynku centrów danych w Polsce może osiągnąć 500 MW. Największa koncentracja obiektów pozostanie w rejonie Warszawy, która już dziś stanowi główny hub infrastruktury cyfrowej w kraju, ale ambicje realizacji dużych projektów mają także Bełchatów, Szczecin czy Bielsko-Biała i Choczewo.
W IV kwartale 2025 roku w Europie oddano do użytku 517 MW nowych centrów danych. W całym 2025 roku operatorzy dostarczyli 859 MW nowej powierzchni. Pięć największych rynków centrów danych w Europie (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin) odpowiadało za trzy czwarte całkowitej nowej podaży w 2025 roku. W Londynie i Frankfurcie, dwóch największych rynkach w tej grupie, oddano łącznie 433 MW, co stanowiło połowę całej podaży w Europie w 2025 roku.
Boom na moce obliczeniowe
Popyt na centra danych w Europie zwiększa się, ale dostępność pozostaje ograniczona. W 2026 roku zapotrzebowanie ma osiągnąć poziom 848 MW i ponownie przewyższyć nową podaż, która wyniesie około 710 MW. Będzie to czwarty raz w ciągu ostatnich pięciu lat, gdy popyt przekroczy nowe inwestycje. W efekcie wskaźnik pustostanów na europejskim rynku ma spaść do rekordowo niskiego poziomu 5,7 proc.
– Coraz większe zapotrzebowanie na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji generują przede wszystkim firmy określane jako „neoclouds”, a więc dostawcy usług w chmurze dla sztucznej inteligencji, oraz globalni operatorzy chmury – hyperscalerzy. W związku z rozwojem nowych regionów chmurowych oraz potrzebą instalowania coraz większej liczby urządzeń obsługujących zadania AI, hyperscalerzy rozwijają również własne centra danych. Segment inwestycji typu self-build w Europie ma w tym roku osiągnąć poziom 4,2 GW, co oznacza wzrost o 24 proc. rok do roku. To już siedemnasty rok z rzędu, gdy wzrost jest dwucyfrowy – mówi Agnieszka Jankowska, Director, Advisory & Transaction Services, Data Center, CBRE.
Około 60 proc. infrastruktury typu self-build hyperscalerów działającej w IV kwartale 2025 roku znajduje się w Irlandii, Holandii, Szwecji i Belgii.
Silny popyt zderza się jednak z ograniczeniami po stronie dostępności gruntów, mocy przyłączeniowych oraz procesów planistycznych. W rezultacie deweloperzy coraz częściej poszukują nowych lokalizacji poza największymi europejskimi klastrami centrów danych, które mogą zapewnić odpowiednią infrastrukturę energetyczną dla dużych projektów.
Polska jako perspektywiczny rynek
Obecnie rynek centrów danych w Polsce sięga ok. 200 MW. Jak wskazują analizy CBRE, do 2030 ta wielkość rynku się podwoi i może urosnąć do 500 MW. Rozwój tego sektora w naszym kraju koncentruje się przede wszystkim w rejonie Warszawy i taka sytuacja się utrzyma. W okolicach stolicy projekty o mocy nawet 5–10 MW mogą być atrakcyjne dla inwestorów i operatorów. Im większa moc przyłączeniowa na nieruchomości pochodząca z dwóch niezależnych GPZ, tym bardziej atrakcyjna dla inwestora i operatora.
Jednocześnie rośnie zainteresowanie inwestycjami data center w miastach regionalnych, które przygotowują się do przyjęcia rosnącego popytu z strony operatorów skoncentrowanych na technologii AI.
– Wiele miast w Polsce dostrzega szansę w rozwoju centrów danych, traktując je jako alternatywne wykorzystanie terenów poprzemysłowych i sposób na stworzenie nowych lokalizacji poza Warszawą. Kluczowym czynnikiem przyciągającym inwestorów jest dostępność wysokiej mocy przyłączeniowej, im większa i szybciej dostępna, tym większe zainteresowanie. Najbardziej pożądane są działki, które już dziś posiadają zabezpieczoną moc, co znacząco skraca czas realizacji inwestycji i podnosi atrakcyjność lokalizacji – dodaje Agnieszka Jankowska, CBRE.
Inflacja i reakcje na drożejącą ropę znajdują się obecnie w centrum uwagi światowych inwestorów. Ten tydzień można bez przesady nazwać tygodniem banków centralnych, bo decyzje podejmują najważniejsze instytucje świata, z Fed, EBC i Szwajcarskim Bankiem Narodowym na czele, a w naszym regionie także czeski bank centralny. To wszystko dzieje się w momencie, gdy drożejąca ropa zaczyna na poważnie komplikować walkę z inflacją. Jeszcze dwa tygodnie temu w Polsce doszło do obniżki stóp procentowych, ale dziś taki ruch byłby już znacznie trudniejszy do obrony. Coraz mocniej rezonuje też słowo stagflacja, czyli połączenie słabego wzrostu gospodarczego i wysokiej inflacji. Bank Rezerw Australii właśnie drugi raz z rzędu podniósł stopy, a jeśli ropa utrzyma się na dłużej powyżej 100 dolarów za baryłkę, inflacja w Polsce może wzrosnąć nawet o około 1 pkt proc.
Z danych o światowym handlu wynika, że niemal dziewięć na dziesięć baryłek przepływających przez Cieśninę Ormuz trafia do Azji. Same Chiny zużywają blisko 5 mln baryłek dziennie, czyli około 38 proc. całego transportu przez tę cieśninę. Kolejne miejsca zajmują Indie, Korea Południowa i Japonia. W praktyce od 84 do 89 proc. ropy transportowanej przez cieśninę trafia na rynki azjatyckie. Udział Europy i Stanów Zjednoczonych pozostaje marginalny.
Skoro tak jest, to dlaczego u nas tak mocno rosną ceny benzyny i oleju napędowego? Nawet jeśli dany kraj nie kupuje ropy z Cieśniny Ormuz, ropa pozostaje surowcem globalnym. Skoro rynek zaczyna wyceniać ryzyko ubytku 20 proc. światowej produkcji, rośnie presja popytowa, a kupujący z Azji zaczynają agresywnie konkurować z Europą o baryłki z Libii czy Norwegii. To szybko podnosi ceny dla wszystkich. Dystrybutorzy nie ustalają cen na podstawie tego, ile zapłacili za paliwo znajdujące się już w zbiornikach, kupione często wiele miesięcy wcześniej, gdy Brent był wyraźnie tańszy. Patrzą raczej na to, ile będzie kosztować kolejna dostawa. Jeśli cena kontraktów na ropę Brent z dostawą w maju 2026 roku gwałtownie rośnie, ceny na stacjach reagują natychmiast, bo firmy muszą zapewnić sobie płynność potrzebną do finansowania przyszłych zakupów.
Podczas gdy spółki z sektora ropy i gazu mogą być zadowolone z obecnej sytuacji, dla banków centralnych jest to trudny scenariusz. Przede wszystkim rośnie ryzyko stagflacji. Wyższe ceny energii mogą ponownie rozpędzić inflację, a jednocześnie osłabić wzrost gospodarczy. Jeszcze dwa tygodnie temu, na samym początku konfliktu z Iranem, RPP obniżyła stopy o 25 pkt bazowych. Teraz scenariusz obniżek stóp na świecie jest coraz mniej prawdopodobny. To ważne, bo w tym tygodniu decyzje o stopach mają podejmować najważniejsze banki centralne świata. Poza Fed i EBC jest to także Bank Szwajcarii, a także czeski bank centralny.
Najważniejsze decyzje podejmują oczywiście Rezerwa Federalna i Europejski Bank Centralny. W obu przypadkach oczekiwane jest pozostawienie stóp bez zmian. W USA inwestorzy zakładają dziś, że stopy procentowe będą obniżane później i ostrożniej. Obecnie rynek wycenia tylko jedną obniżkę stóp w 2026 roku, w grudniu, choć jeszcze tydzień temu nie zakładano żadnej. Jeszcze ważniejsze będą jednak konferencje prasowe po posiedzeniach. Z uwagi na obecne uwarunkowania i duży poziom niepewności można oczekiwać wyraźnej zmiany tonu. Utrzymujące się wysokie ceny ropy przemawiają obecnie za bardziej jastrzębim nastawieniem i wstrzymaniem się z łagodzeniem polityki.
Dziś stopy po raz drugi z rzędu podniósł Bank Rezerw Australii. W komunikacie podkreślono, że ryzyka inflacyjne ponownie wzrosły. Inflacja w Australii w styczniu wyniosła 3,8 proc., podczas gdy jeszcze w czerwcu 2025 roku było to 1,9 proc.
Silny wzrost cen ropy zmienia perspektywy inflacji i burzy dotychczasową opowieść o polityce pieniężnej. Nie wiadomo, jak i kiedy zakończy się konflikt w Zatoce. A to, jak długo potrwa szok na rynku ropy, będzie kluczowe dla światowej gospodarki. Krótkotrwały skok cen surowca światowa gospodarka zwykle może przetrwać bez większych konsekwencji. Jednak długotrwały kryzys energetyczny byłby znacznie większym problemem. Jeśli ceny utrzymają się przez kilka miesięcy powyżej 100 dolarów za baryłkę, presja na inflację i wzrost gospodarczy prawdopodobnie wyraźnie się nasili. W Polsce w takim scenariuszu inflacja mogłaby wzrosnąć o około 1 pkt proc. Z drugiej strony każdy sygnał świadczący o wygaszaniu konfliktu natychmiast odbije się na cenach surowców i nastrojach na rynkach finansowych. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie samo wznowienie transportu ropy przez Cieśninę Ormuz nie oznaczałoby od razu pełnej normalizacji sytuacji. Powrót do sytuacji sprzed obecnego konfliktu potrwałby pewnie co najmniej kilka miesięcy, a niektóre skutki mogłyby się utrzymywać nawet dłużej.
Szok cenowy na rynku energii opóźni jedyną spodziewaną obniżkę stóp procentowych Fed w 2026 r. Rosnące ceny energii zapewne spowodują wzrost inflacji w USA do +3,6% r/r w kwietniu i maju, w porównaniu z +2,8% oczekiwanym przed rozpoczęciem konfliktu na Bliskim Wschodzie, przy założeniu, że ceny ropy utrzymają się w II kwartale średnio na poziomie około 90 USD/bbl. Pomimo wciąż słabej sytuacji na rynku pracy Fed będzie musiał utrzymać stopy na niezmienionym poziomie przynajmniej do końca lata ze względu na uwolnienia się z kotwicy oczekiwań inflacyjnych. Nadal w Allianz Trade spodziewamy się tylko jednej obniżki stóp o 25 pb w tym roku, ale przesuniętej na wrzesień.
Kandydat na stanowisko prezesa Fed, Kevin Warsh, łączy gołębie podejście do stóp procentowych z jastrzębim stanowiskiem wobec bilansu Fed, co mogłoby wyssać płynności z silnie lewarowanego systemu finansowego.Narastające napięcia na amerykańskim rynku pieniężnym miałyby globalny wpływ na rynki finansowe, głównie poprzez kanał zmienności kursów walutowych i stóp procentowych. Warsh sprzeciwiał się kolejnym rundom luzowania ilościowego (QE) w dekadzie 2010, ostrzegając, że przedłużające się długotrwały skup aktywów tworzy nadmiar kapitału i grozi ryzykiem inflacji. Z perspektywy czasu jego obawy dotyczące zbyt luźnych warunków finansowych i wycen aktywów wydają się częściowo uzasadnione. Jednak drastyczna redukcja bilansu Fed, a nawet powrót do systemu ograniczonych rezerw (reżim rzadkich rezerw (ang. scarce-reserves regime) to system, w którym bank centralny utrzymuje w systemie bankowym dokładnie tyle gotówki (rezerw), ile banki komercyjne potrzebują, by spełnić wymogi prawne), oznaczałoby ignorowanie mechanizmów pośrednictwa, na których opiera się amerykański rynek finansowania od czasu globalnego kryzysu finansowego (GFC). Kluczową kwestią nie jest wielkość rezerw, ale bilanse dealerów dostępne do „przechowywania” obligacji skarbowych (Treasuries) i pośredniczenia w przepływach repo. Dealerzy podlegają ograniczeniom regulacyjnym, które ograniczają wielkość ich bilansów. Nie mogą oni robić dwóch rzeczy jednocześnie: absorbować dużych emisji obligacji skarbowych i zapewniać płynne finansowanie dla sektora prywatnego. Spowodowałoby to wzrost cen instrumentów zabezpieczających (spready swapowe i bazy cross-currency), ale w najgorszym scenariuszu takie niedopasowanie mogłoby wywołać spiralę delewarowania, wpływającą na wyceny ryzykownych aktywów i zwiększając ryzyko niewypłacalności podmiotów o wysokiej dźwigni (np. funduszy hedgingowych). Departament Skarbu i Fed mają możliwości złagodzenia tej sytuacji, ale wymagałoby to poluzowania na duża skalę regulacji dotyczących dźwigni finansowej i/lub znacznego zmniejszenia emisji obligacji skarbowych, przy czym pierwsze rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne niż drugie.
W Allianz Trade spodziewamy się, że Fed zacznie ostrożnie dążyć do umiarkowanego zmniejszenia bilansu najwcześniej od IV kwartału 2026 r., utrzymując stan posiadania obligacji skarbowych (Treasuries) na stałym poziomie, a jednocześnie kontynuując redukcję portfela papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) o wartości 2 bln USD. Ograniczyłoby to zmienność na rynku pieniężnym, ale nadal wiązałoby się z ryzykiem wzrostu oprocentowania kredytów hipotecznych. Wojny zazwyczaj wiążą się z monetyzowaniem deficytu, tj. wznowieniem luzowania ilościowego (QE) i odejściem od zapowiedzi Warsha dotyczących szybkiego zacieśniania ilościowego (QT). Fed prawdopodobnie przyjmie model hybrydowy: „odchudzony” bilans połączony ze stałymi instrumentami repo jako stałym zabezpieczeniem płynności (standing repo facilities), co pozwoli zachować kontrolę nad stopami przy jednoczesnym łagodzeniu systemowego ryzyka finansowania. Zmiany w regulacjach dotyczących płynności banków mogłyby również wesprzeć proces przechodzenia w stronę niższych rezerw bankowych. W Allianz Trade spodziewamy się, że stan rezerw bankowych będzie łagodnie spadał z obecnych 9,5% PKB, osiągając poziom z krachu na rynku pieniężnym z 2019 r. (poniżej 7% PKB) dopiero w IV kwartale 2028 r., choć niepewność jest duża, a epizody zmienności na rynku pieniężnym prawdopodobnie staną się częstsze. Redukcja portfela MBS osłabi jednak zapewne próby administracji zmierzające do obniżenia stóp procentowych kredytów hipotecznych. Konflikt na Bliskim Wschodzie mógłby również radykalnie zmienić kierunek polityki pieniężnej w USA. W scenariuszu pesymistycznym konieczne może być luzowanie ilościowe, aby sfinansować wysiłek wojenny.
Szok cenowy na rynku energii opóźni jedyną obniżkę stóp procentowych Fed w 2026 r.
Fed prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas najbliższego posiedzenia 18 marca w obliczu presji inflacyjnej, która według naszych analiz osiągnie szczytowy poziom 3,6% w kwietniu lub maju. Konflikt na Bliskim Wschodzie stawia Fed przed trudnym dylematem, ponieważ inflacja ma przyspieszyć w związku z wyższymi cenami energii, podczas gdy sytuacja na rynku pracy nadal wydaje się niestabilna. W lutym liczba zatrudnionych poza rolnictwem spadła o 92 tys., i choć część tego spadku wynikała ze strajków w sektorze opieki zdrowotnej, to sektor prywatny z wyłączeniem opieki zdrowotnej nadal redukował zatrudnienie. Jednak w sytuacji, gdy inflacja od pięciu lat utrzymuje się powyżej docelowego poziomu 2%, Fed najwyraźniej nie może sobie pozwolić na skupianie się na ryzyku związanym z rynkiem pracy. Oczekiwania inflacyjne są szczególnie wrażliwe na ceny energii (i żywności) i mogą ulec rozregulowaniu, jeśli Fed będzie postrzegany jako zbyt pobłażliwy wobec ryzyka inflacyjnego. W Allianz Trade spodziewamy się, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta do końca kwietnia. W międzyczasie częściowe przywrócenie dostaw, dodatkowa produkcja (Rosja, USA) oraz wykorzystanie rezerw strategicznych powinny pokryć ponad 50% luki w dostawach ropy i gazu, ograniczając ceny ropy do średnio 90 USD/bbl w II kwartale 2026 r. Szacujemy, że wskaźnik CPI energii w USA wzrośnie z +0,4% r/r w lutym do szczytowego poziomu około +15% w kwietniu. Inflacja bazowa wzrosłaby z +2,4% do szczytowego poziomu +3,6% w kwietniu-maju (wykres 1).
Nadal w Allianz Trade spodziewamy się jednej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych w tym roku, ale przesuniętej na wrzesień. Od dawna zakładaliśmy, że możliwości Fed w zakresie obniżania stóp procentowych w 2026 r. będą ograniczone, a przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie spodziewaliśmy się jedynie jednej obniżki stóp w czerwcu – co stanowiło znacznie bardziej jastrzębie stanowisko niż to, które obecnie uwzględniają rynki finansowe. Obecnie w Allianz Trade spodziewamy się, że Fed poczeka do września, kiedy to inflacja powinna zacząć spadać, choć nadal pozostanie powyżej celu. Rynek pracy prawdopodobnie pozostanie słaby, a nawet ulegnie dalszemu osłabieniu w okresie letnim, ponieważ wyższa inflacja pochłania dochody gospodarstw domowych i marże zysku niektórych przedsiębiorstw. Jeśli Fed w najbliższym czasie wstrzyma się z decyzjami (utrzyma stopy bez zmian), ryzyko wystąpienia efektów drugiej rundy w cenach, które potęgowałyby pierwotny szok cenowy na rynku energii, może być mniejsze niż w 2022 roku
Wykres 1: Prognoza inflacji CPI w USA (po lewej)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Naciski Kevina Warsha na zmniejszenie bilansu Fed mogą zyskać na sile…
Kevin Warsh, kandydat prezydenta Trumpa na stanowisko przewodniczącego Fed, uspokoił rynki finansowe dzięki swoim imponującym osiągnięciom i postrzeganiu go jako ostrożnego w podejściu do polityki pieniężnej. Warsh, który ma objąć stanowisko w maju, zasiadał w zarządzie Fed w latach 2006–2011, w szczytowym momencie globalnego kryzysu finansowego (GFC). W tamtym czasie popierał agresywne działania monetarne mające na celu stabilizację rynków. Jednak gdy ożywienie gospodarcze nabrało tempa, sprzeciwił się drugiej i trzeciej rundzie luzowania ilościowego (QE) i zrezygnował ze stanowiska w 2011 r., podobno w związku z różnicami w poglądach na temat dalszego skupu aktywów. Co ważne, jego obawy dotyczące QE koncentrowały się na zacieraniu się granic między polityką pieniężną a fiskalną. Ostrzegał przed ryzykiem dla stabilności finansowej, bańkami spekulacyjnymi i presją inflacyjną wynikającą z rozszerzonego bilansu. Z perspektywy czasu wiele poglądów Warsha okazało się słusznych: warunki finansowe są bardzo luźne od czasu globalnego kryzysu finansowego, rynki akcji są w dobrej kondycji, ryzyko finansowe uległo kumulacji, a inflacja wzrosła – choć później, niż zakładał. Inni krytycy polityki bilansowej Fed to m.in. sekretarz skarbu Bessent, którego zarzuty skupiają się na stratach operacyjnych netto, jakie ponosi Fed, płacąc odsetki od rezerw banków – choć Bessent nie naciska na gwałtowne zmniejszenie bilansu Fed. Niedawno, w 2025 r., Warsh w artykule redakcyjnym opowiedział się za znacznym zmniejszeniem aktywów Fed.
Jednak jastrzębie poglądy Warsha dotyczące bilansu idą w parze z bardziej gołębim stanowiskiem w sprawie stóp procentowych. Warsh twierdzi, że polityka pieniężna jest zbyt restrykcyjna dla małych przedsiębiorstw i wzywa do obniżenia stóp procentowych. Uważa on, że silny wzrost PKB wynika z pozytywnego szoku podażowego – zwłaszcza związanego ze sztuczną inteligencją – który powinien wywołać skutki deflacyjne, a te z kolei zostaną wzmocnione przez program deregulacyjny administracji. Ponadto w 2025 r. Warsh napisał, że Fed „powinien porzucić dogmat, zgodnie z którym inflacja jest spowodowana zbyt szybkim wzrostem gospodarczym i zbyt wysokimi wynagrodzeniami pracowników”, sygnalizując ograniczone obawy związane z wystąpieniem presji inflacyjnej napędzanej popytem. Zasugerował również, że „hojność” bilansu „można wykorzystać w postaci niższych stóp procentowych w celu wsparcia gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw”. Chociaż implikacje operacyjne pozostają niejasne, może to oznaczać preferencję dla przejścia od zakupów aktywów w kierunku bardziej bezpośrednich mechanizmów wsparcia kredytowego.
Krytyka Warsha dotycząca nadmiernie rozbudowanego bilansu Fed może znaleźć poparcie wśród członków FOMC. Fed już znacznie zmniejszył swój bilans z najwyższego poziomu w 2022 r., wynoszącego 35% PKB, do poniżej 20%, poprzez redukcję portfela aktywów (obligacji skarbowych i papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką). Wszystkie terminy zapadalności obligacji skarbowych zostały skrócone, z wyjątkiem obligacji długoterminowych (wykres 2, po lewej). Średnia wartość bilansu Fed przed globalnym kryzysem finansowym wynosiła blisko 5% PKB, kiedy to Fed działał w ramach systemu rezerw „na wypadek”, a nie rezerw „nadwyżkowych”: salda rezerw banków przed globalnym kryzysem finansowym wynosiły zasadniczo zero (wykres 2, po prawej). Pod koniec 2025 r., w następstwie napięć na rynku repo, Fed podjął decyzję o uruchomieniu programu zakupów w ramach zarządzania rezerwami (RMP), tj. zakupów obligacji skarbowych o krótkich terminach zapadalności (bony skarbowe), aby ponownie zwiększyć salda rezerw. Zakupy bonów skarbowych są częściowo finansowane z reinwestycji spłat papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) oraz dłużnych papierów skarbowych o dłuższym terminie zapadalności. Wśród członków FOMC pojawiły się jednak pewne rozbieżności co do zakresu, w jakim Fed powinien zwiększyć swoje zakupy, a w protokole odnotowano, że „kilku uczestników dodało, iż skuteczne stałe operacje repo mogą pozwolić na zmniejszenie bilansu”.
Wykres 2: Główne pozycje pasywów (głównie rezerwy bankowe i gotówka w obiegu) bilansu Fed (po lewej); portfel obligacji skarbowych Fed według terminów zapadalności (po prawej) – w mld USD
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
…ale byłaby to ryzykowna strategia przy niewielkich korzyściach
Przejście w kierunku zmniejszenia bilansu wiązałoby się z ryzykiem dla stabilności finansowej, ponieważ system polityki pieniężnej przeszedł od precyzyjnego dostosowywania rezerw do pośrednictwa sektora prywatnego. Obecna polityka bilansowa oparta na obfitych rezerwach jest wynikiem zmian strukturalnych spowodowanych globalnym kryzysem finansowym. Przed 2007 r. Fed stosował system korytarza ograniczonych rezerw na rynku finansowania, który charakteryzował się pożyczkami niezabezpieczonymi na dużą skalę, niewielkimi bilansami dealerów, luźnymi ograniczeniami dźwigni finansowej (przed Bazyleą III), pozabilansowymi transakcjami repo oraz ograniczoną rolą podmiotów niebankowych (funduszy rynku pieniężnego, funduszy hedgingowych itp.) w podaży gotówki. Po załamaniu płynności podczas globalnego kryzysu finansowego Fed zwiększył swój bilans poprzez zakupy aktywów na dużą skalę – tworząc taką nadwyżkę rezerw, że system korytarza rezerwowego nie mógł już być obsługiwany za pomocą precyzyjnie dostosowanych operacji otwartego rynku – i przyjął rolę animatora rynku ostatniej instancji. Struktura amerykańskiego rynku finansowania zmieniła się z systemu, w którym banki arbitrażowały niewielkie niedobory rezerw poprzez pożyczki międzybankowe, na system, w którym ceny są ustalane przez stopy administracyjne i instrumenty banku centralnego, a dealerzy, których bilans jest ograniczony, pośredniczą między podmiotami niebankowymi a Fed. W rezultacie punkt krytyczny systemu przesunął się z wielkości rezerw na wielkość bilansu dealerów dostępnego do przechowywania obligacji skarbowych i pośredniczenia w przepływach repo. Jeśli możliwości bilansowe są ograniczone, płynność rynkowa może być niska pomimo dużych rezerw. Powrót do systemu niedoboru (rzadkich) rezerw sprzed globalnego kryzysu finansowego nie byłby „powrotem do tego, co działało przez dziesięciolecia”, lecz po prostu ignorowaniem pośredniczącej natury amerykańskiego rynku finansowania. Obecny system oparty na obfitych rezerwach (floor system), wraz z oprocentowaniem sald rezerw (IORB) oraz stałymi instrumentami (odwrotne repo jednodniowe ON RRP, stały instrument repo SRF), stanowi kluczowy filar ograniczania zmienności przez banki centralne w erze po GFC. Dzisiejsze zmiany w poziomie rezerw mają jedynie minimalny wpływ na ruchy spreadów na rynku pieniężnym. W poprzednim reżimie „rzadkich rezerw” zmiana poziomu rezerw o 1% mogła wywołać reakcję spreadów rynkowych rzędu nawet 3–4 punktów bazowych (Wykres 3). Powrót do rzadkich rezerw z codziennymi operacjami otwartego rynku stworzyłby zmienność i zakłócenia stóp rynkowych, ponieważ to zdolność do pośrednictwa (intermediation capacity), a nie proste zarządzanie rezerwami, jest obecnie kluczowym punktem napięć (point of friction).
Rysunek 3: Elastyczność popytu na rezerwy: reakcja różnicy między EFFR* a IORB na 1-procentową zmianę rezerw
Elastyczność popytu na rezerwy to wrażliwość spreadów rynkowych (różnicy między efektywną stopą Fed a oprocentowaniem rezerw IORB oraz między stawką SOFR a IORB) na zmiany w podaży rezerw – czyli nachylenie krzywej popytu na rezerwy. Gdy napięcia rynkowe (tarcia) są niskie, nachylenie to jest bliskie zeru, a spready niemal się nie zmieniają. Gdy transmisja pieniądza jest zakłócona, krzywa staje się bardziej stroma, a niewielkie szoki w podaży rezerw prowadzą do dużych zmian spreadów na rynku pieniężnym. W 2009 roku zwiększenie rezerw o 1% prowadziło do zawężenia spreadów rynkowych o 3–4 punkty bazowe, podczas gdy obecnie jest to zaledwie 0,15 punktu bazowego. Elastyczność relacji SOFR-IORB charakteryzuje się większą zmiennością, ponieważ odzwierciedla ona transmisję między rynkiem pieniężnym niezabezpieczonym a rynkiem zabezpieczonym (opartym na kolateralu).
*EFFR = efektywna stopa funduszy federalnych
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Zniesienie oprocentowania rezerw (IORB) przyniosłoby więcej negatywnych niż pozytywnych skutków, co sprawia, że jest to mało prawdopodobne. Oprócz dyskusji na temat bilansu Fed toczy się również debata dotycząca zniesienia odsetek od rezerw (IORB). IORB ma na celu sterowanie zachowaniem banków poprzez zagwarantowanie im administracyjnie ustalonej stopy zwrotu z ich rezerw. Koszty i korzyści związane z funkcjonowaniem tego systemu są przedmiotem kontrowersji politycznych. Krytycy postrzegają IORB jako subsydia dla amerykańskiego sektora bankowego. Fed natomiast widzi w IORB cenę za podtrzymanie przepływu kredytów bankowych. Wyeliminowanie IORB „byłoby nadzwyczaj destrukcyjne”, ponieważ upośledziłoby kontrolę Fed nad krótkoterminowymi stopami procentowymi, zmniejszyło wolumen transakcji w których pośredniczą banki, a tym samym ograniczyło płynność sektora prywatnego.. Ponadto spowodowałoby to ogromną zmienność na rynku pieniężnym i presję na obniżenie stóp krótkoterminowych, ponieważ banki zastąpiłyby rezerwy alternatywnymi instrumentami oprocentowanymi, takimi jak nowo wyemitowane obligacje skarbowe lub instrument odwróconego repo Fed (RRP, który stanowi dolną granicę korytarza stóp polityki pieniężnej). Zastąpienie rezerw obligacjami skarbowymi zwiększyłoby ryzyko płynności banków i podniosłoby wymogi kapitałowe wynikające z Bazylei III, co zwiększyłoby popyt banków na płynność z banku centralnego, a tym samym przeciwdziałałoby wysiłkom zmierzającym do zmniejszenia bilansu Fed. Przejście na RRP spowodowałoby również zmniejszenie marż odsetkowych netto banków, ograniczenie ich zdolności kredytowej i zahamowanie podaży kredytu dla gospodarki. Biorąc pod uwagę te niekorzystne konsekwencje, koszty zniesienia IORB przewyższają korzyści fiskalne.
Fed działa już w warunkach niedoboru
Fed stoi w obliczu paradoksu finansowania, w którym obszerny bilans idzie w parze z ograniczonymi możliwościami pośrednictwa. Chociaż dyskusja koncentruje się na niedoborze rezerw, stwierdzamy, że Fed już teraz działa w warunkach deficytu, tyle że od strony pośrednictwa. Pośrednictwo na rynkach finansowania to gotowość i zdolność dealerów oraz banków – ograniczonych wymogami bilansowymi (podlegających regulacyjnym limitom dźwigni i płynności) – do występowania w roli brokera między zasobnymi w gotówkę podmiotami niebankowymi (fundusze rynku pieniężnego, fundusze emerytalne itp.) a posiadającymi dużo zabezpieczeń (kolaterału) emitentami (Skarb Państwa USA, przedsiębiorstwa itp.). W erze QE – luzowania ilościowego ograniczenia bilansowe rzadko stanowiły krytyczna barierą. Wraz z QT (zacieśnianiem ilościowym) nadpłynność spadła, a zdolność bilansowa dealerów zmalała, podobnie jak ich zdolność do absorpcji długu. Taka sytuacja utrzymuje się do dziś. Ponieważ emisja obligacji skarbowych (zwłaszcza bonów skarbowych – T-Bills) zajmuje coraz większą część ograniczonego bilansu dealerów, finansowanie staje się droższe dla innych inwestorów, szczególnie tych prowadzących lewarowane, ryzykowne strategie (np. basis trade, asset swap spread tj. transakcje bazowe, spread swapów aktywów). Na wykresie 4 widać efekt deficytu bilansowego: im bardziej rośnie emisja obligacji skarbowych, tym bardziej dealerzy muszą zwiększać ich zasoby w swoich księgach. Ich koszt utrzymania pozycji (cost of carry) znajduje odzwierciedlenie w premii za ryzyko, którą jest asset swap spread, oraz w zwiększonym popycie na gotówkę, widocznym w spreadzie między stawkami SOFR a Fed Funds (SOFR można rozumieć jako cenę za zdolność bilansową), a także w zmienności stóp krótkoterminowych.
Wykres 4: Ilustracja deficytu zdolności bilansowej
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Niedawną decyzję Fed o wznowieniu zakupów krótkoterminowych amerykańskich obligacji skarbowych (T-Bills) należy postrzegać jako reakcję na ten niedobór; działanie to ma służyć jako wsparcie gotówkowe w celu absorpcji ogromnych emisji Skarbu Państwa USA. Jeśli deficyt pośrednictwa będzie się utrzymywał, będziemy świadkami dalszych interwencji Fed, głównie poprzez instrumenty SRF (tymczasowe operacje otwartego rynku) oraz dalszy skup aktywów. Prawdopodobieństwo interwencji Fed jest powiązane ze stosunkiem rezerw bankowych do całkowitych aktywów banków. Powyżej 10% rezerwy uznaje się za „obfite” (abundant), poniżej 10% za „wystarczające” (ample), natomiast poziom 8% oznacza, że rezerwy są „rzadkie” (scarce). Jak pokazano na wykresie 5, gdy rynek osiąga poziom stresu absorpcyjnego, Fed zazwyczaj interweniuje i przywraca płynność rynkową. Interwencjom tym często towarzyszą ogłoszenia o nowych instrumentach (SRF we wrześniu 2019 r.) lub programach (np. BTFP po kryzysie Silicon Valley Bank w marcu 2023 r.).
Wykres 5: Ramy interwencji Fed – cena pieniądza, poziomy rezerw i wykorzystanie stałego instrumentu repo SRF
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Fed przechodzi od bycia strukturalnym dostawcą płynności do roli zaworu bezpieczeństwa, podczas gdy bilans odgrywa ograniczoną rolę. Problem polega na tym, że podmioty niebędące bankami (zwłaszcza lewarowane fundusze hedgingowe) nie są „podłączone” do zaworów Fed. Podwyższone i zmienne stopy repo przy bardziej restrykcyjnych redukcjach wartości zabezpieczeń mogą zmusić je do likwidacji ryzykownych strategii lewarowanych (takich jak transakcje bazowe) i sprzedaży obligacji skarbowych na mniej płynnym rynku, co wzmocni zmiany cen i zmienność. Taką destabilizującą spiralę delewarowania obserwowano na przykład w marcu 2020 r. Departament Skarbu i Fed mają możliwość złagodzenia tych zagrożeń. Znaczne złagodzenie regulacji dotyczących dźwigni finansowej (tj. SLR, ISLR) mogłoby złagodzić niektóre ograniczenia bilansowe i uwolnić środki pieniężne, które mogłyby złagodzić presję na płynność. Znaczne spowolnienie emisji obligacji skarbowych również mogłoby uwolnić możliwości bilansowe, ale pozostaje to mało prawdopodobne. Oba rozwiązania miałyby zresztą tylko charakter tymczasowy.
Fed może stracić kontrolę nad globalną zmiennością
Amerykańskie rynki pieniężne są głównymi dostawcami płynności i dźwigni finansowej w całym globalnym systemie finansowym. Gdy spready na amerykańskich rynkach pieniężnych ulegają rozszerzeniu, a zmienność wzrasta w wyniku presji na stopę SOFR, głównymi kanałami transmisji stają się rynek swapów walutowych (FX swap) oraz swapów stóp procentowych (IRS). W przypadku swapów walutowych dzieje się tak, ponieważ ci sami pośrednicy wykorzystują swoje ograniczone bilanse do wyceny instrumentów pochodnych na waluty. W związku z tym pośrednicy mogą przenieść koszt ograniczonych bilansów poprzez wyższe premie za ryzyko na użytkowników końcowych, co skutkuje większą zmiennością kursów walutowych i poszerzeniem bazy międzywalutowej, a także aprecjacją (umocnieniem) dolara amerykańskiego, co z kolei powoduje zaostrzenie globalnych warunków finansowych.
Kanał transmisji poprzez swapy stóp procentowych działa poprzez dynamikę emisji obligacji skarbowych. Spready swapowe odzwierciedlają płynność w określonych terminach zapadalności, a także zdolność absorpcyjną systemu bankowego. Jeśli nowo wyemitowany dług nie zostanie w wystarczającym stopniu objęty przez sektor prywatny, dealerzy pierwotni (banki) muszą zgodnie z prawem utrzymywać go w swoich księgach, co wpływa na ich zdolność do finansowania sektora prywatnego. Ujemne spready swapowe są oznaką, że absorpcja emisji jest ograniczona. Zmniejsza to popyt na długoterminowe instrumenty, zwiększa spready między ceną kupna a sprzedaży, ogranicza wolumeny obrotu i powoduje wypłaszczenie lub stromienie krzywej dochodowości. Efekt ten jest wzmacniany przez ogromne pozycje funduszy hedgingowych w transakcjach bazowych obligacji typu basis trade (długa pozycja w obligacjach gotówkowych, krótka pozycja w kontraktach terminowych), finansowanych na amerykańskich rynkach pieniężnych. Oficjalne dane CFTC (Komisji Handlu Kontraktami Terminowymi Towarowymi) wskazują na łączny wolumen w wysokości 1 300 mld USD, przy czym pozycja krótka netto w transakcjach bazowych w USA wynosi 1 000 mld USD (wykres 6).
Wykres 6: Fundusze hedgingowe posiadają minimalną pozycję krótką netto w wysokości 1000 mld USD w kontraktach terminowych na obligacje skarbowe USA
*wartość netto otwartych pozycji w USD dla funduszy lewarowanych według danych CTFC (Commodity Futures Trading Commission)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Niska płynność rynku pieniężnego stwarza zatem ryzyko wyprzedaży na rynku obligacji (fixed income) i zwiększa ryzyko masowej spirali delewarowania. Rynek amerykańskich obligacji skarbowych jest obecnie bardziej narażony na to ryzyko, ponieważ fundusze hedgingowe stały się marginalnym nabywcą amerykańskich obligacji skarbowych, odkąd amerykańska krzywa dochodowości (przy uwzględnieniu zabezpieczenia ryzyka walutowego) stała się stosunkowo nieatrakcyjna dla inwestorów zagranicznych. Fundusze hedgingowe nie są jednak inwestorami typu „kup i trzymaj”; wykorzystują one te amerykańskie obligacje skarbowe jako zabezpieczenie (collateral) do pożyczania gotówki na rynku repo w celu finansowania pozycji lewarowanych, takich jak arbitraż krzywej dochodowości, spready swapowe, spready kredytowe, produkty sekurytyzowane oparte na obligacjach, kryptowaluty czy indeksy giełdowe. Ten popyt ze strony inwestorów lewarowanych obniża zmienność implikowaną w wielu klasach aktywów i jest przyczyną niezwykle niskiej zmienności globalnej. Mechanizm ten działa jednak tylko tak długo, jak długo zmienność stóp na rynku pieniężnym pozostaje stłumiona. Właśnie dlatego jakakolwiek zmiana w systemie polityki pieniężnej Fed byłaby bardzo ryzykowna (Wykres 7).
Wykres 7: Ograniczenie zmienności jest powiązane z polityką pieniężną i fiskalną
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Jak przebiegałby globalny szok zmienności?
Przenoszenie rosnącej zmienności stóp na rynku pieniężnym odbywa się poprzez wyższe premie za ryzyko, co mogłoby negatywnie wpłynąć na dźwignię finansową, wpłynąć na wyceny aktywów ryzykownych oraz zwiększyć ryzyko niewypłacalności w systemie bankowym i pozabankowym. Proces ten przebiegałby w następujący sposób:
Po pierwsze, wezwanie do uzupełnienia depozytu (margin call) wynikające ze zmienności stóp wywołałoby nagły popyt na refinansowanie, a w konsekwencji wyprzedaż lewarowanych aktywów. Jako pierwsze poddałyby się korekcie aktywa niszowe/peryferyjne (fringe assets), takie jak lewarowane kryptowaluty czy fundusze ETF o wysokiej dźwigni.
Po drugie, wzrosłoby ryzyko niewypłacalności wśród inwestorów lewarowanych (funduszy hedgingowych). Ponieważ fundusze te zazwyczaj finansują się na rynku sponsored repo[1] , banki pełniące rolę sponsorów musiałyby ostatecznie wkroczyć i ratować izbę rozliczeniową, gdyby fundusze hedgingowe upadły.
Ta procykliczność jest wynikiem strategii „aktywnej emisji skarbowych papierów wartościowych” (ATI). Jej celem jest masowa emisja bonów skarbowych (T-bills) w celu uwolnienia nadwyżki płynności wygenerowanej przez luzowanie ilościowe (QE) i zdeponowanej w programie RRP (reverse repo program), aby przeciwdziałać restrykcyjnym skutkom zacieśniania ilościowego (QT). Jednak ta agresywna podaż bonów skarbowych zwiększyła również potencjał transakcji lewarowanych dla podmiotów niebędących bankami (funduszy hedgingowych). Strategia ATI przyczyniło się zatem do napędzania cen aktywów i tłumienia ich zmiennościJak dotąd nie widzimy stresu na rynku sponsored repo, ale wolumeny wskazują na lekki trend delewarowania od początku roku.
Ryzyko delewarowania ze strony sektora niebankowego jest wzmacniane przez dodatkowe warstwy dźwigni finansowej: transformację zabezpieczeń (collateral transformation) oraz ponowne wykorzystanie zabezpieczeń (collateral re-use).
Transformacja zabezpieczeń to praktyka, w której kontrahenci wymieniają aktywa niższej jakości (np. obligacje korporacyjne o ratingu inwestycyjnym) na aktywa wysokiej jakości (jak amerykańskie obligacje skarbowe) na pozagiełdowych rynkach bilateralnych. Transakcje te odbywają się poza bilansem, a ich skala jest trudna do oszacowania.
Ponowne wykorzystanie zabezpieczeń (rehypothecation) występuje, gdy dealerzy ponownie wykorzystują otrzymany zastaw, tworząc „łańcuchy zabezpieczeń”, w których ten sam składnik aktywów przechodzi przez wiele transakcji. Jest to powszechna praktyka – szacuje się, że około 85% zabezpieczeń otrzymanych przez największych głównych dealerów jest wykorzystywanych ponownie.
W scenariuszu masowej wyprzedaży ponowne wykorzystanie zabezpieczeń może wywołać reakcję łańcuchową na rynkach, którą płynnościowe „bezpieczniki” Fed (backstops) mogłyby powstrzymać tylko częściowo, ponieważ zjawisko to zachodzi poza sferą wpływów banku centralnego – w sektorze niebankowym lub w nierozliczanych segmentach dolarowych rynków pieniężnych (system eurodolarowy).
Fed będzie redukował swój bilans w zwolnionym tempie
Biorąc pod uwagę te słabości rynku, w Allianz Trade spodziewamy się, że Fed wkroczy na ścieżkę redukcji bilansu bardzo ostrożnie, najwcześniej od IV kwartału 2026 roku. Portfel obligacji skarbowych (Treasuries) może pozostać na niezmienionym poziomie, podczas gdy Fed może kontynuować wyprzedaż portfela papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) o wartości 2 bln USD. Zamiast tego Fed w większym stopniu polegałby na stałych instrumentach repo jako permanentnych zabezpieczeniach płynności (backstops), co pozwoliłoby zachować kontrolę nad stopami procentowymi przy jednoczesnym łagodzeniu systemowego ryzyka finansowania w miarę spadku rezerw.
Zmiany w regulacjach dotyczących płynności banków, takie jak obniżenie wymogów płynnościowych (które obejmują rezerwy bankowe), mogłyby wesprzeć proces przechodzenia w stronę mniejszego bilansu i niższych rezerw. Utrzymałoby to stabilność rynków finansowych, ale niosłoby ryzyko wyższych stóp procentowych kredytów hipotecznych. W Allianz Trade spodziewamy się, że przekonanie większości członków FOMC (Komitetu Otwartego Rynku) przez Warsha do rozpoczęcia redukcji bilansu zajmie trochę czasu. Najprawdopodobniej kompromis zostanie wypracowany wokół utrzymania stałego poziomu całkowitych zasobów obligacji skarbowych (zamiast ich kurczenia), przy jednoczesnym pozwoleniu na dalsze wygaszanie portfela MBS w obecnym tempie około -17 mld USD miesięcznie.
W tym scenariuszu bazowym w Allianz Trade spodziewalibyśmy się, że Fed rozpocznie zmniejszanie swojego bilansu w IV kwartale 2026 r. Rezerwy banków spadłyby z obecnych 9,5% PKB do poniżej 7% w IV kwartale 2028 r. – poziomu zbliżonego do tego z okresu załamania rynku pieniężnego z 2019 r. Innymi słowy, przy ostrożnej redukcji bilansu minie trochę czasu, zanim Fed potencjalnie stanie w obliczu zmienności na rynku pieniężnym spowodowanej zmniejszonymi rezerwami. Prognozowanie wiąże się jednak z dużą niepewnością. W szczególności, gdyby nominalny PKB rósł szybciej niż się w Allianz Trade spodziewamy, moglibyśmy zaobserwować szybszą redukcję rezerw jako udziału w PKB.
Wykres 8: Rezerwy banków w Fed i aktywa Fed (obligacje skarbowe + MBS), % PKB
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
[1]Rynek repo sponsorowanego obejmuje rozliczane transakcje repo, w ramach których dealer (bank) wprowadza klientów niebędących dealerami (takich jak fundusze hedgingowe lub fundusze rynku pieniężnego) do centralnej platformy rozliczeniowej Fixed Income Clearing Corporation, umożliwiając tym klientom pośredni dostęp do centralnie rozliczanych transakcji repo, przy czym dealer gwarantuje wypełnienie ich zobowiązań.
Po okresie dużych oczekiwań i szybkich testów wokół sztucznej inteligencji liderzy biznesu coraz częściej przechodzą na bardziej realistyczne i pragmatyczne podejście. Najnowsze badania Capgemini Research Institute pokazują, że AI przestaje być modnym eksperymentem, a zaczyna realnie wspierać podejmowanie decyzji na poziomie zarządów. Raporty „The multi-year AI advantage: Building the enterprise of tomorrow” oraz „How AI is quietly reshaping executive decisions” pokazują, jak organizacje wchodzą w kolejny etap wykorzystania tej technologii. U progu 2026 roku coraz wyraźniej widać, że pełna wartość AI nie wynika z samego wdrożenia narzędzi, lecz z dojrzałych decyzji dotyczących governance, kompetencji, odpowiedzialności oraz jakości współpracy człowieka z technologią.
To już nie pokaz możliwości. AI ma dziś realne zadania
Sztuczna inteligencja coraz częściej przestaje być domeną pilotaży i demonstracji technologicznych. Z badań Capgemini Research Institute wynika, że liderzy biznesu zaczęli wykorzystywać AI w praktyce – także w procesach decyzyjnych na najwyższym szczeblu. Ponad połowa CXO deklaruje, że już dziś korzysta z AI, aby wspierać swoje decyzje strategiczne, głównie w obszarach analizy, badań rynkowych i pracy z informacją. To wyraźny sygnał, że technologia została włączona w realne procesy zarządcze i przestała już funkcjonować wyłącznie jako narzędzie pomocnicze.
Firmy liczą, selekcjonują i odpuszczają. AI wchodzi w fazę porządkowania
Wraz z dojrzewaniem podejścia do AI organizacje coraz świadomiej zarządzają portfelem inicjatyw. Zamiast rozwijać wiele równoległych projektów, skupiają się na tych, które przynoszą mierzalną wartość biznesową. Niemal dwie trzecie firm deklaruje, że wstrzymuje projekty o niższym potencjale, aby przekierować zasoby do obszarów o największym wpływie. Jednocześnie dwie trzecie liderów biznesu przyznaje, że brak szybkiego skalowania AI w porównaniu z konkurencją może oznaczać utratę strategicznych szans i przewagi rynkowej. To pokazuje, że decyzje dotyczące AI przestają być eksperymentem, a stają się elementem twardej gry konkurencyjnej.
Produktywność to za mało. AI ma dziś znacznie poważniejsze zadania
Zmienia się również sposób mierzenia sukcesu wdrożeń AI. Redukcja kosztów i poprawa produktywności nie są już jedynymi punktami odniesienia. Organizacje coraz częściej oceniają wpływ sztucznej inteligencji przez pryzmat wzrostu przychodów, zarządzania ryzykiem i zgodności regulacyjnej, zarządzania wiedzą oraz jakości doświadczeń klientów. To przesunięcie pokazuje, że SI zaczyna być postrzegana jako narzędzie wspierające długofalowy rozwój i odporność biznesu, a nie wyłącznie sposób na optymalizację operacji.
Nie tylko Gen AI. Coraz więcej organizacji patrzy w stronę agentów AI
Choć generatywna AI coraz częściej wychodzi poza fazę testów, organizacje równolegle eksplorują bardziej zaawansowane modele wykorzystania technologii. Z raportu „The multi-year AI advantage: Building the enterprise of tomorrow” wynika, że 38% firm już operacyjnie wdraża generatywną AI, a sześć na dziesięć aktywnie bada zastosowania systemów agentowych. To rozwiązania, które mogą wspierać decyzje i realizować zadania w bardziej autonomiczny sposób, przy zachowaniu nadzoru człowieka. Skala tego zainteresowania pokazuje, że organizacje coraz częściej myślą o AI jako o trwałej zdolności wbudowanej w funkcjonowanie firmy.
Technologia jest gotowa. Organizacje – jeszcze nie do końca
Rosnące wykorzystanie AI uwidacznia jednak bariery po stronie organizacyjnej. Dwie trzecie CXO przyznaje, że jaśniejsze ramy zarządzania i odpowiedzialności pomogłyby im lepiej wykorzystywać AI w procesach decyzyjnych. Liderzy coraz wyraźniej dostrzegają też znaczenie kontroli nad kluczowymi zasobami – ponad połowa organizacji priorytetowo traktuje dziś suwerenność danych, chcąc zachować pełną kontrolę nad danymi wrażliwymi i regulowanymi. W odpowiedzi na te wyzwania firmy planują w 2026 roku dalsze przyspieszenie inwestycji w AI, koncentrując się na fundamentach: infrastrukturze, danych, governance oraz podnoszeniu kompetencji pracowników. Średnio organizacje deklarują przeznaczenie 5% rocznego budżetu biznesowego na inicjatywy AI w 2026 roku, wobec 3% rok wcześniej.
– Weszliśmy w nową, bardziej pragmatyczną fazę transformacji opartej na AI, skoncentrowaną na długoterminowych, skalowalnych wdrożeniach. Pytanie nie brzmi już, czy korzystać z AI, lecz jak osadzić ją w DNA organizacji – podkreśla Przemysław Struzik, Director Strategy & Transformation Consultant (Business Services) w Capgemini Polska.
Człowiek nadal na czele, ale już nie sam
Choć AI coraz śmielej wspiera liderów w analizie i prognozowaniu, odpowiedzialność za decyzje pozostaje po stronie człowieka. Badania pokazują, że zaufanie do AI w obszarze decision-making wciąż jest ograniczone – jedynie 41% CEO, CFO i COO deklaruje ponadprzeciętny poziom zaufania do technologii w tym zakresie. Tylko 1% liderów uważa, że AI mogłaby w najbliższych latach autonomicznie podejmować strategiczne decyzje, a zaledwie 11% CXO otwarcie komunikuje publicznie wykorzystanie AI w decyzjach biznesowych. To wyraźnie pokazuje, że kluczowym wyzwaniem kolejnego etapu rozwoju nie jest zastąpienie człowieka technologią, lecz zbudowanie dojrzałej, odpowiedzialnej współpracy między nimi.
– Technologia sama w sobie nie wystarczy. O powodzeniu AI decydują dziś fundamenty: dane, bezpieczeństwo danych, governance, kompetencje oraz gotowość liderów do wzięcia odpowiedzialności za sposób jej wykorzystania. To one pozwolą przełożyć potencjał AI na trwałą wartość biznesową – dodaje Przemysław Struzik, Director Strategy & Transformation Consultant (Business Services) w Capgemini Polska.
Polska branża cyfrowa ostrzega przed skutkami nieprecyzyjnego wdrożenia unijnej dyrektywy o kredycie konsumenckim. Brak jasnych definicji w projekcie ustawy może zwiększyć koszty płatności online i ograniczyć dostępność części usług dla konsumentów. Związek Cyfrowa Polska zwrócił się do Komisji Nadzoru Finansowego z apelem o proporcjonalne i spójne regulacje, które nie będą obejmować usług płatniczych wykorzystywanych w handlu internetowym.
Zdaniem organizacji kluczowym problemem w projekcie przepisów wdrażających dyrektywę UE 2023/2225 jest niejasne pojęcie „nabycia kredytu”, które nie posiada jednoznacznej definicji w prawie polskim ani unijnym. Może to prowadzić do rozbieżności interpretacyjnych i niepewności regulacyjnej na rynku.
W praktyce przepisy mogą objąć regulacjami usługi, które nie są kredytem konsumenckim. Chodzi przede wszystkim o usługi przetwarzania i rozliczania płatności pomiędzy stronami transakcji w e‑commerce.
– Zakup na fakturę z terminem płatności do 14 dni jest jedną z ważnych metod płatności stosowanych w handlu internetowym. Dla konsumenta oznacza to możliwość zapłaty po otrzymaniu towaru, bez odsetek i opłat, co odpowiada na oczekiwania części klientów w zakresie bezpieczeństwa i wygody transakcji online – wyjaśnia Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Rozwiązanie to bywa szczególnie użyteczne przy zakupach wariantowych, gdy klient wybiera spośród kilku wersji tego samego produktu, na przykład jeśli chodzi o rozmiar albo kolor – precyzuje.
Prezes Cyfrowej Polski dodaje, że kluczowe jest, aby przepisy dotyczące kredytu konsumenckiego były stosowane zgodnie z ich celem, czyli ochroną konsumenta przed ryzykiem kredytowym. Nie powinny natomiast obejmować usług płatniczych, które pełnią wyłącznie funkcję rozliczeniową.
Możliwe skutki dla rynku
Zdaniem organizacji objęcie usług rozliczeniowych przepisami dotyczącymi kredytu konsumenckiego mogłoby zniechęcić część podmiotów do świadczenia takich usług w Polsce. W konsekwencji wzrosłyby koszty akceptacji płatności dla sklepów internetowych. A te mogłyby ostatecznie zostać przeniesione na konsumentów.
Branża ostrzega również przed ograniczeniem dostępności części metod płatności w handlu internetowym oraz osłabieniem konkurencyjności polskiego rynku e-commerce.
Związek Cyfrowa Polska proponuje doprecyzowanie projektu ustawy tak, aby jasno wskazywał, że „nabycie kredytu” oznacza zmianę podmiotową po stronie kredytodawcy. W takim przypadku przepisy nie obejmowałyby usług rozliczeniowych w e-commerce.
Organizacja deklaruje również gotowość do dalszych konsultacji z administracją publiczną oraz przedstawienia danych rynkowych dotyczących funkcjonowania płatności w e-commerce. Jej zdaniem proporcjonalne wdrożenie dyrektywy pozwoli jednocześnie chronić konsumentów i utrzymać stabilny rozwój rynku cyfrowego w Polsce.
Inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła w lutym 2026 roku 2,5 proc. rok do roku. To wynik nieco niższy od oczekiwań rynkowych, które wskazywały na poziom 2,6 proc.
Co istotne, jest to pierwszy odczyt inflacji bazowej mieszczący się dokładnie w celu inflacyjnym wyznaczonym przez Narodowy Bank Polski, a jednocześnie najniższy poziom od 2019 roku.
Warto jednak pamiętać, że obecny odczyt nie oddaje jeszcze wpływu najnowszych wydarzeń geopolitycznych – eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Potencjalne konsekwencje będą widoczne w kolejnych odczytach – zwłaszcza z uwagi na wyższe ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, a także umacniającego się dolara amerykańskiego.
Dla analizy trendów inflacyjnych kluczowe znaczenie mają właśnie miary inflacji bazowej. Pozwalają one bowiem oddzielić trwałe procesy cenowe w gospodarce od krótkoterminowych wahań, które często wynikają z czynników zewnętrznych – takich jak zmiany cen surowców energetycznych czy żywności. Dzięki temu inwestorzy mogą lepiej ocenić rzeczywistą skalę presji inflacyjnej w gospodarce i potencjalny kierunek przyszłych decyzji banku centralnego.
Rozwiały się wszelkie wątpliwości czy dolar utrzymał swój status bezpiecznej przystani w czasie zawirowań geopolitycznych.
Kluczowe punkty:
PLN nadal w ogonie zestawienia walut.
Nie widać oznak rychłego zakończenia wojny w Iranie.
Cieśnina Ormuz pozostaje właściwie zamknięta, kontrakty futures na ropę przekraczają 100 USD.
USD umacnia się względem pozostałych walut G10, inwestorzy wybierają bezpieczne aktywa.
Wiele banków centralnych G10 podejmie w tym tygodniu decyzje.
Jastrzębi oficjele EBC wskazują na podwyżkę stóp procentowych w dalszej części roku.
W obliczu braku jakichkolwiek oznak, że wojna w Iranie wkrótce się zakończy, dolar w ubiegłym tygodniu wciąż umacniał się względem wszystkich pozostałych walut. Najgorzej radzą sobie waluty europejskie, ponieważ z uwagi na trwającą blokadę Cieśniny Ormuz i związany z tym wzrost cen ropy, które ponownie przekroczyły 100 USD za baryłkę, rynki obawiają się zależności Starego Kontynentu od importu surowców energetycznych. Choć aktywa ryzykowne wydają się chybotliwe, amerykańskie akcje spadły tylko do poziomów sprzed trzech miesięcy. Globalnie obligacje skarbowe odnotowują wciąż kiepskie wyniki, a większość inwestorów w tę klasę aktywów liczy straty, które poniosła od początku roku przez obawy dotyczące wyższej inflacji na świecie.
Najważniejsze dla rynków pozostają w tym tygodniu wiadomości dotyczące wojny w Iranie, w szczególności prób podjętych przez USA, by przywrócić ruch przez cieśninę Ormuz. Mamy również do czynienia z rzadką sytuacją, kiedy w ciągu 24 godzin odbędą się posiedzenia Rezerwy Federalnej (środa 18.03) oraz Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 19.03). Wysokość stóp procentowych nie ulegnie zmianie – uwaga skupi się przede wszystkim na tym, jak decydenci oceniają skutki skoku cen ropy i agresywnych, jastrzębich zmian wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych. Uważamy, że w obecnej sytuacji wszystkie trzy banki będą unikać wszelkich wiążących deklaracji.
PLN
Za złotym kolejny trudny tydzień, podczas którego radził sobie gorzej od większości pozostałych walut rynków wschodzących i osłabił się względem dolara o 2%. Choć uwaga w kraju skupiła się na politycznym sporze dotyczącym programu SAFE (niskooprocentowanych unijnych pożyczek na obronność), wobec którego prezydent Karol Nawrocki ogłosił weto, jego reperkusje dla rynków nie były bardzo znaczące. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na złotego oraz rynki akcji i obligacji są napięcia na Bliskim Wschodzie, które wzmagają obawy dotyczące perspektyw gospodarczych, szczególnie w kontekście inflacji.
Choć w typowych warunkach byłyby one niezwykle istotne, opublikowane w ubiegłym tygodniu dane inflacyjne obliczone w oparciu o nowy koszyk tracą na znaczeniu, ponieważ ze względu na walki na Bliskim Wschodzie tracą one swoją aktualność. Główna miara utrzymała się na poziomie 2,1% w lutym, niemniej w krótkim terminie prawdopodobnie wzrośnie, a skala i trwałość wzrostu będą zależały od tego, jak dotkliwe okażą się zakłócenia w globalnym przepływie surowców energetycznych. W tym tygodniu poznamy kilka odczytów makroekonomicznych, mało prawdopodobne jednak, by miały one większy wpływ na kurs złotego – kluczowe pozostają wydarzenia wokół Iranu.
EUR
W wyniku oczekiwań, że wojna w Iranie potrwa jeszcze tygodnie, a cieśnina Ormuz będzie właściwie zamknięta znacznie dłużej, niż się spodziewano, wspólna waluta zbliżyła się w parze z dolarem do poziomu 1,14. Co ciekawe, wojna w Iranie i spowodowany nią gwałtowny wzrost cen ropy poskutkowały jedną z największych od kilku lat rozbieżności między wycenami rynkowymi i oczekiwaniami ekonomistów dotyczącymi stóp procentowych. Inwestorzy wyceniają obecnie niemal dwie pełne obniżki ze strony EBC w pozostałej części roku, podczas gdy tylko nieliczni stratedzy spodziewają się choć jednej.
Komunikacja EBC po czwartkowym (19.03) posiedzeniu będzie wymagała szczególnej ostrożności. Uczestnicy rynku będą żywić nadzieję, że prezeska Christine Lagarde wskaże, która narracja jest słuszna, i rzuci światło na reakcję banku na perspektywę kolejnego skoku cen energii, w czasie gdy wzrost gospodarczy jest nadal stłumiony, a odczyty z Niemiec pozostają rozczarowujące. Niektórzy oficjele EBC przyjęli zaskakująco jastrzębie stanowisko w swoich wypowiedziach w ubiegłym tygodniu – interesujące jest, czy Lagarde pójdzie w ich ślady. Choć spodziewamy się, że wspomni o potencjalnych konsekwencjach inflacyjnych trwającego konfliktu, wątpimy, by przekazała jasne sygnały dotyczące przyszłych działań, póki Rada Prezesów nie będzie miała wyobrażenia, jak długo może trwać wojna w Iranie.
USD
Ucieczka do bezpiecznych aktywów oznacza, że na dolara nie wpłynęły słabe dane makroekonomiczne z USA z ostatnich tygodni. Warto zauważyć, że umacnia się on nawet mimo tego, że Fed jest niemal jedynym głównym bankiem centralnym, względem którego wciąż oczekuje się w tym roku raczej obniżki stóp procentowych niż ich podwyżki – można to przypisać statusowi USA jako eksportera ropy netto. Sprawia to, że posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (18.03) jest równie istotne jak posiedzenia innych banków centralnych w tym tygodniu, szczególnie że rynki łakną wskazówek decydentów dotyczących tego, jak mogą oni zareagować na wojnę.
Uważamy, że prezes Jerome Powell zrobi co w jego mocy, by wskazać rynkom, że FOMC przyjmuje postawę „wait and see”, przy czym może zasugerować, że niepewność i wzrost cen energii związane z otoczeniem geopolitycznym mogą odsunąć w czasie obniżki stóp procentowych w USA. Biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone są eksporterem ropy netto, wyższe jej ceny wspierają realny wzrost PKB i nie są szczególnie proinflacyjne. Jako że rynek pracy w USA również słabnie, naszym bazowym scenariuszem pozostaje wznowienie przez Fed cięć w dalszej części roku, przy czym na tym etapie Powell nie zobowiąże się do tego.
GBP
Funt w dalszym ciągu radzi sobie lepiej niż euro – od początku wojny w Iranie stracił względem dolara tylko połowę tego co wspólna waluta. Odzwierciedla to częściowo fakt, że brytyjska gospodarka jest relatywnie mniej wystawiona na międzynarodowe ceny energii niż strefa euro, oraz bardziej agresywną korektę stóp procentowych Banku Anglii w górę niż w przypadku Europejskiego Banku Centralnego. Ubiegłotygodniowy odczyt miesięcznego PKB w styczniu był rozczarowujący (płaski wzrost względem oczekiwanych +0,2%), niemniej przyćmiły go wydarzenia w Iranie i nie wzbudził specjalnego zainteresowania, ponieważ dana ta jest zwykle bardzo zmienna i nieprzewidywalna.
Wydaje się, że ten tydzień będzie dla funta szczególnie istotny. W centrum uwagi znajdzie się posiedzenie BoE (czwartek 19.03), zwłaszcza reakcja Komitetu na perspektywę znacznie wyższych cen energii i rynkowe założenie, że bank zakończył już obniżanie stóp procentowych. Choć w kontraktach swap wyceniana jest obecnie ich podwyżka w dalszej części roku, sądzimy, że może być na to trochę za wcześnie – nie wiadomo jeszcze, czy wzrost cen energii będzie wystarczający, by wywołać efekty drugiej rundy lub istotnie odkotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Przed posiedzeniem BoE opublikowany zostanie szereg danych z rynku pracy.
Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła Prospekt Scanway S.A. w związku z planowanym przeniesieniem notowań wszystkich akcji Spółki z NewConnect na rynek regulowany prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Scanway, polski lider technologii obserwacyjnych z kosmosu, zadebiutował na rynku NewConnect 11 października 2023 roku. Od tego czasu kapitalizacja Spółki wzrosła z 58 mln zł do ponad 500 mln zł, a skumulowane obroty na akcjach Scanway za okres styczeń-luty br. przekroczyły 100 mln zł, odpowiadając za ponad 25% udziału w całym rynku NewConnect.
Scanway S.A. jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce, który od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej. Realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów, rozwijając kompetencje w zakresie projektowania i budowy instrumentów optycznych do obrazowania z kosmosu. W 2025 roku Spółka ogłosiła strategię rozwoju na lata 2026–28, której celem jest wejście do grupy największych europejskich integratorów ładunków optycznych.
– Zatwierdzenie Prospektu Scanway S.A. to bardzo pozytywna wiadomość, która istotnie przybliża nas do debiutu na Głównym Rynku GPW. Od początku naszej historii z rynkiem kapitałowym celowaliśmy w znalezienie się pośród największych i najbardziej płynnych spółek na polskiej giełdzie. Po dwóch latach obecności na NewConnect i intensywnym okresie budowania naszej rozpoznawalności, pozycji rynkowej oraz przede wszystkim długoterminowych relacji z inwestorami, mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że jesteśmy gotowi dołączyć do spółek z głównego parkietu. W naszym akcjonariacie z udziałem powyżej pięciu procent znajduje się czołowy polski fundusz TFI, a obroty na akcjach Scanway w 2026 roku plasują nas na poziomie mediany spółek z indeksu mWIG40. Pierwszego notowania akcji spodziewamy się na przełomie marca i kwietnia br. – komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.
16 marca 2026 roku KNF podjęła decyzję o zatwierdzeniu: Dokumentu Rejestracyjnego, Dokumentu Ofertowego i Podsumowania, składających się na Prospekt Scanway S.A. Opublikowanie prospektu na stronie Spółki (sekcja Relacje inwestorskie) oraz firmy inwestycjnej Domu Maklerskiego Navigator S.A. (sekcja Aktualne oferty papierów wartościowych) planowane jest w dniu 17 marca 2026 roku. Przeniesieniu notowań Spółki z NewConnect na Główny Rynek GPW nie będzie towarzyszyć emisja akcji.
Według Zarządu Scanway, debiut Spółki na Głównym Rynku GPW może odbyć się na przełomie marca i kwietnia br., po uzyskaniu wymaganych zgód formalnych. Przejście na duży parkiet stanowi realizację długoterminowej strategii obecności Spółki na rynku kapitałowym oraz potwierdza jej pozycję jako wiodącego podmiotu z branży deep tech.
– Giełda stanowi dziś atrakcyjną ścieżkę rozwoju dla polskich spółek kosmicznych, które planują intensywny rozwój i wyjście ze swoją ofertą na międzyrodowe rynki. W naszym przypadku ten scenariusz sprawdził się bardzo dobrze, a na procesach pozyskania kapitału na realizację przedsięwzięć rozwojowych Spółki skorzystała zarówno cała organizacja, jak i nasi inwestorzy. Wierzę, że branża kosmiczna będzie coraz mocniej reprezentowana na polskiej giełdzie, a nasz debiut na Głównym Rynku GPW umożliwi jeszcze szerszemu gronu inwestorów zajęcie ekspozycji na ten unikalny i ważny dla polskiej gospodarki sektor – dodaje Jędrzej Kowalewski.
Zgodnie z raportem okresowym za Q4 2025, Scanway odnotował po czterech kwartałach 2025 roku 24,3 mln zł przychodów ogółem, wzrost o +94% r/r i 2,2 mln zł zysku EBITDA, wzrost o 1,9 mln zł r/r. Backlog Spółki na dzień 16 lutego 2026 roku wzrósł o 215% r/r do poziomu 54,0 mln zł. Środki pieniężne na koniec grudnia 2025 roku wzrosły do historycznie najwyższego poziomu 25,5 mln zł, na co istotny wpływ miało pozyskanie 15,3 mln zł brutto od TFI PZU SA, które nabyło 100 tys. akcji Spółki w listopadzie 2025 roku, stanowiących obecnie 5,98% udziałów.
Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie, co wymaga przekształcenia organizacji z dostawcy pojedynczych rozwiązań, do seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego rynku New Space. Scanway jest obecnie w trakcie intensywnego procesu skalowania działaności operacyjnej i technologicznej, dzięki czemu zamierza osiągnąć możliwość produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln EUR.
Rynek wciąż pozostaje głównie pod wpływem wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Mocne dane z Chin kontrastują ze słabością tych ze Stanów. W Polsce inflacja bazowa wreszcie hamuje. Forex na razie ostrożnie rozpoczyna handel.
Ormuz wciąż na pierwszym planie
Rozpoczynamy trzeci tydzień wojny na Bliskim Wschodzie. Wyceny ropy na otwarciu dotarły do szczytów z 2022 roku, zaliczając trzycyfrowe wartości. Jest to oczywiście efekt tego, że Cieśnina Ormuz pozostaje w większości zamknięta dla ruchu tankowców. Prezydent Trump zwrócił się do siedmiu krajów – w tym Chin, Francji, Japonii i Korei Południowej – o wsparcie w tworzeniu koalicji eskortującej statki. Reakcja międzynarodowa jest jednak wyraźnie chłodna: Wielka Brytania odmawia udziału w „szerszej wojnie”, Japonia unika zobowiązań, Australia kategorycznie mówi „nie”. Pewien optymizm budzi fakt, że w weekend nielicznym tankowcom jednak udało się przepłynąć – po negocjacjach z Iranem, który selektywnie otwiera przejście dla wybranych partnerów. Paradoksalnie złoto zamiast rosnąć spada – po piątkowym zamknięciu na poziomie 5061$, dzisiaj futures otworzyły się poniżej okrągłego poziomu. Potwierdza to tezę, że złoto w ostatnim czasie przestaje być postrzegane jako safe haven, a inwestorzy widzą w nim bardziej aktywo mocno spekulacyjne.
Chiny pozytywnie zaskakują, USA rozczarowuje
Poniedziałkowy pakiet danych makroekonomicznych przyniósł mieszane sygnały z największych gospodarek. Chiny pozytywnie zaskoczyły: produkcja przemysłowa za luty wzrosła o 6,3% r/r wobec prognozy 5,1%, sprzedaż detaliczna o 2,8% r/r przy oczekiwanych 2,5%, co sugeruje powolne ożywienie konsumpcji wewnętrznej. Lokalnie o godzinie 14:00 GUS opublikował odczyt o inflacji bazowej – wskaźnik bez cen żywności i energii spadł do 2,5% r/r z 2,7%, nieznacznie poniżej prognozy 2,6%, co teoretycznie daje NBP argument za kontynuacją „nie-cyklu” cięcia stóp. Z USA napłynęły gorsze odczyty: indeks NY Empire State zanotował spadek do -0,2 wobec prognozy 3,2 i poprzedniego 7,1, sygnalizując osłabienie produkcji w regionie. Produkcja przemysłowa w lutym wzrosła o 0,2% m/m przy prognozie 0,1%, ale słabszy odczyt NY Empire zdominował sentyment. Kanada ogłosiła inflację CPI na poziomie 1,8% r/r wobec prognozy 1,9%, co potwierdza dezinflacyjny trend w Ameryce Północnej.
Czekając na FOMC
Nadchodzący tydzień przyniesie jedno z najważniejszych wydarzeń miesiąca, czyli posiedzenie FOMC 17-18 marca z decyzją w sprawie stóp procentowych w środę o godz. 19:00 czasu polskiego i konferencją Jerome’a Powella pół godziny później. Rynek jest absolutnie pewien utrzymania stóp na poziomie 3,50-3,75%, ale kluczowe znaczenie będzie miał dot plot, czyli wykres ukazujący predykcje członków co do przyszłego kształtowania się kosztu pieniądza. Obecna mediana projekcji wskazuje zaledwie jedną obniżkę o 25 pb w 2026 roku. Co ważne Summary of Economic Projections uwzględni już w pewnym stopniu wpływ wojny w Iranie i szalejące wyceny ropy.
Rynek forex rozpoczyna tydzień ostrożnie: EUR/USD spadł do nowych minimów rocznych w okolicach 1,141$, po czym jednak odbił w górę, USD/JPY utrzymuje się blisko 159,5 jenów za dolara. Polski złoty dobrze zaczyna tydzień. Dolar tanieje do 3,71 zł, a euro kosztuje 4,265 zł.
Zmienność rynku wymusza na kadrze zarządzającej szybkie podejmowanie trafnych decyzji w oparciu o rzetelne dane z systemów. Tradycyjne metody raportowania często zawodzą, ponieważ nie dostarczają aktualnych informacji o stanie realizacji poszczególnych zadań w firmie. Dyrektorzy generalni oczekują teraz pełnej przejrzystości działań operacyjnych, aby skutecznie sterować rozwojem organizacji w obliczu rosnącej konkurencji. Transparentność procesów staje się niezbędnym elementem sprawnego zarządzania każdym nowoczesnym przedsiębiorstwem o rozproszonej strukturze.
Jakie korzyści przynosi prezesowi stały dostęp do danych projektowych?
Bieżący podgląd postępów pozwala na błyskawiczne reagowanie na wszelkie odchylenia od założonego harmonogramu prac. Dzięki temu zarząd może unikać niepotrzebnych kosztów wynikających z opóźnień w realizacji ważnych inicjatyw biznesowych. Odpowiednio wdrożony system PPM dostarcza zestawienia, które ułatwiają ocenę rentowności prowadzonych działań. Takie narzędzie gromadzi wszystkie istotne parametry w jednym miejscu, co znacząco przyspiesza procesy analityczne w biurze.
Przejrzysta struktura raportowania pomaga liderom w lepszym zrozumieniu sposobu wydatkowania dostępnego budżetu firmowego. Optymalizacja procesów decyzyjnych następuje poprzez eliminację domysłów na rzecz twardych faktów płynących prosto z systemu. Kadra zarządzająca może dzięki temu precyzyjnie alokować środki finansowe w najbardziej perspektywiczne obszary działalności. Warto zwrócić uwagę na następujące aspekty sprawowania nadzoru nad portfelem zadań:
monitorowanie realnego stopnia realizacji wyznaczonych celów strategicznych;
identyfikacja wąskich gardeł blokujących postęp w ważnych obszarach;
analiza wydajności poszczególnych zespołów zaangażowanych w procesy;
weryfikacja zgodności działań z przyjętym planem operacyjnym.
W jaki sposób nowoczesne narzędzia wspierają nadzór nad zasobami?
Skuteczne planowanie obłożenia pracowników wymaga precyzyjnych informacji o ich dostępności oraz aktualnych kompetencjach. Nowoczesne aplikacje pozwalają na automatyczne generowanie wykresów pokazujących poziom wykorzystania potencjału ludzkiego w organizacji. Praktyczne wskazówki dotyczące tego obszaru znajdziesz na flexi-project.com w formie poradnika. Dostęp do takich danych pozwala unikać konfliktów o zasoby pomiędzy różnymi działami wewnątrz firmy.
Unikanie przeciążenia personelu chroni firmę przed spadkiem jakości dostarczanych rozwiązań oraz przedwczesnym wypaleniem zawodowym specjalistów. Lepsze rozdzielanie obowiązków przekłada się bezpośrednio na terminowość kończenia etapów w każdym realizowanym przedsięwzięciu. Systemy IT umożliwiają sprawne przesuwanie osób między zadaniami w zależności od priorytetów ustalonych przez kierownictwo. Dzięki temu każdy pracownik dokładnie wie, jakie cele musi zrealizować w nadchodzącym tygodniu pracy.
Czego dyrektorzy będą oczekiwać od raportów w roku 2026?
Przyszłość zarządzania należy do zintegrowanych platform, które łączą dane finansowe z informacjami o postępie prac technicznych. Zarządy będą wymagały prezentacji wyników w formie interaktywnych pulpitów sterowniczych dostępnych na urządzeniach mobilnych. Taki sposób prezentacji danych oszczędza cenny czas i pozwala skupić się na najważniejszych kierunkach wzrostu. Każdy raport powinien być intuicyjny, aby prezes mógł od razu dostrzec najważniejsze trendy rynkowe.
Automatyzacja powtarzalnych raportów zdejmuje z managerów ciężar ręcznego przygotowywania zestawień dla wyższego szczebla zarządzania. Dzięki sztucznej inteligencji systemy będą mogły samodzielnie wskazywać potencjalne zagrożenia zanim wpłyną one na końcowy wynik. Nowoczesna firma musi stawiać na technologie, które budują zaufanie między pracownikami a kadrą dyrektorską. Precyzyjne prognozowanie przyszłych zdarzeń stanie się standardem w codziennej pracy każdego odpowiedzialnego managera.
Wiosna to idealny moment na odświeżenie przestrzeni, w której zespół spędza większość dnia roboczego. Czyste i uporządkowane biuro bezpośrednio przekłada się na lepsze samopoczucie pracowników oraz efektywność pracy. Warto zaplanować te działania systemowo, aby wiosenne porządki w firmie nie zakłóciły bieżących procesów biznesowych.
Optymalizacja stanowisk pracy i segregacja dokumentów
Pierwszym krokiem do odzyskania kontroli nad przestrzenią jest dokładny przegląd biurek oraz szaf z dokumentacją. Wyeliminowanie zbędnych papierów i nieużywanych akcesoriów biurowych pozwala na szybsze odnajdywanie potrzebnych informacji w codziennej pracy. Warto przy tym pamiętać o procedurach związanych z RODO i bezpiecznym niszczeniu danych wrażliwych.
Czysty blat to nie tylko estetyka, ale przede wszystkim mniejsza liczba rozpraszaczy dla umysłu. Wprowadzenie systemu „clean desk policy” pomaga utrzymać ten stan na dłużej. Wiosna sprzyja również weryfikacji stanów magazynowych materiałów eksploatacyjnych, co zapobiega przestojom w działaniu urządzeń biurowych.
Profesjonalne czyszczenie powierzchni i tekstyliów
Standardowe sprzątanie często omija miejsca, które wymagają sezonowej interwencji, takie jak tapicerki meblowe czy wykładziny. Dogłębne pranie foteli biurowych oraz czyszczenie dywanów usuwa nagromadzony kurz i alergeny, co znacząco poprawia jakość powietrza w pomieszczeniach. Jest to kluczowe dla zachowania zdrowego środowiska pracy, szczególnie w okresie pylenia roślin.
Podczas planowania prac warto zwrócić uwagę na następujące elementy:
umycie okien oraz czyszczenie żaluzji i rolet zewnętrznych,
dezynfekcja sprzętów elektronicznych, w tym klawiatur i telefonów,
odświeżenie kratek wentylacyjnych oraz wymiana filtrów w klimatyzacji,
gruntowne mycie lodówek i szafek w części socjalnej.
Czyste przeszklenia wpuszczają do wnętrza więcej naturalnego światła, co poprawia nastrój zespołu. Regularny serwis klimatyzacji przed sezonem letnim gwarantuje natomiast, że systemy chłodzenia będą działać bezawaryjnie podczas pierwszych upałów.
Reorganizacja części wspólnych i archiwum
Strefy relaksu i kuchnie firmowe to miejsca, gdzie nieporządek narasta najszybciej. Wiosenne porządki w firmie powinny obejmować przegląd terminów przydatności produktów spożywczych oraz reorganizację wspólnej przestrzeni przechowywania. Jasne zasady korzystania z kuchni ułatwiają utrzymanie czystości na co dzień.
W archiwum firmowym warto natomiast sprawdzić, które dokumenty mogą zostać zutylizowane zgodnie z okresami przechowywania. Przeniesienie starszych roczników dokumentacji do zewnętrznego archiwum lub ich cyfryzacja zwalnia cenne miejsce w siedzibie firmy. Dobrze zorganizowana przestrzeń magazynowa pozwala na lepsze zarządzanie zasobami i szybszy dostęp do archiwalnych danych.
Gdzie kupić chemię do sprzątania siedziby firmy?
Zaplanowanie wiosennych porządków w firmie to dopiero połowa sukcesu. Równie ważne jest dobranie profesjonalnych detergentów, które znacznie ułatwią usuwanie brudu. Sprawdź zatem ofertę Czystego Sklepu i wybierz najwyższej jakości chemię do sprzątania!