Inflacja w USA w centrum uwagi. Rynek czeka na lutowy odczyt CPI

Dzisiejszym kluczowym punktem kalendarza makroekonomicznego jest lutowy odczyt inflacji w Stanach Zjednoczonych o godzinie 13:30. Z jednej strony rynek dostrzega ryzyko krótkoterminowego odbicia inflacji ogółem, w dużej mierze napędzanego energią, z drugiej wciąż zakłada stopniowe wygaszanie presji w inflacji bazowej. Konsensus na luty wskazuje na wzrost CPI o 0,3% m/m po 0,2% w styczniu, przy utrzymaniu dynamiki rocznej na poziomie 2,4%. W przypadku inflacji bazowej oczekiwane jest wyhamowanie do 0,2% m/m po 0,3% miesiąc wcześniej, a wskaźnik r/r ma pozostać na 2,5%.

W praktyce o lutowym przyspieszeniu CPI mają przesądzić ceny paliw, które zaczęły rosnąć jeszcze przed eskalacją konfliktu z Iranem. Ekonomiści zakładają wzrost cen benzyny w koszyku CPI rzędu 0,8%, co powinno wyraźnie podbić miesięczny odczyt inflacji ogółem. Uwaga rynku szybko przesuwa się jednak na marzec, ponieważ utrzymujący się konflikt na Bliskim Wschodzie może dalej podtrzymywać wysokie ceny ropy i przedłużać presję po stronie energii. W takich warunkach krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne pozostają szczególnie wrażliwe na geopolitykę, nawet jeśli pozostałe komponenty koszyka zachowują się relatywnie spokojnie.

Po stronie inflacji bazowej prognozy sugerują łagodniejszą presję cenową, a wsparciem mają być kategorie, które w ostatnich miesiącach zaczęły wyraźniej obniżać dynamikę cen. Relatywnie tańsze samochody używane, słabsze ceny biletów lotniczych oraz mniejszy wzrost czynszów powinny ograniczać tempo wzrostu tego wskaźnika. Równocześnie w tle narasta jednak temat taryf i przerzucania kosztów na konsumentów, co może podtrzymywać presję w wybranych segmentach dóbr. Ceny odzieży oraz wyposażenia domu mają rosnąć solidnie, ponieważ firmy coraz częściej przenoszą koszty ceł na klientów, choć proces ten jest opóźniony i nierównomierny. Trudno oczekiwać, by przedsiębiorstwa w nieskończoność absorbowały te obciążenia, zwłaszcza gdy wysokie koszty „na wejściu” pozostają widoczne w sygnałach z badań ISM. Dodatkowym czynnikiem jest perspektywa wprowadzenia globalnego cła w wysokości 10% z zapowiedzią podniesienia do 15%, co zwiększa ryzyko dalszej presji na ceny dóbr importowanych, a pośrednio również na ceny krajowych zamienników.

Żywność na razie powinna zachowywać się umiarkowanie, ale rynek nie ignoruje ryzyka opóźnionego przełożenia szoku energetycznego na tę kategorię. Jeśli wyższe ceny ropy utrzymają się dłużej, wzrosną koszty nawozów i transportu, co z czasem może podbić inflację żywności w kolejnych miesiącach. Innymi słowy, nawet spokojny luty nie zamyka tematu, ponieważ kanał kosztowy działa wolniej, ale bywa uporczywy.

Z punktu widzenia Fed najbliższy odczyt CPI raczej nie powinien istotnie zmienić krótkoterminowego kursu polityki pieniężnej, a scenariuszem bazowym pozostaje utrzymanie stóp bez zmian na kolejnym posiedzeniu. Warto jednak pamiętać, że bank centralny koncentruje się przede wszystkim na inflacji PCE, a nie CPI, więc nawet „spokojny” bazowy CPI nie musi automatycznie oznaczać równie łagodnego obrazu bazowego PCE. W rezultacie rynek wchodzi w kolejne tygodnie z przekazem, że krótkoterminowe ryzyka pozostają po stronie energii i ceł, natomiast trend bazowy jest na tyle umiarkowany, by Fed mógł pozwolić sobie na cierpliwość, choć niekoniecznie na pełen komfort.

Chiny wykorzystują wojnę w Iranie? Cyberszpiedzy uderzyli w Katar

Wraz z narastaniem napięć na Bliskim Wschodzie rośnie ryzyko cybernetyczne. Z najnowszej analizy firmy Check Point Research wynika, że już 1 marca 2026 r. (dzień po rozpoczęciu wojny na Bliskim Wschodzie) zaobserwowano serię ataków hakerskich wymierzonych w firmy z Kataru. Eksperci wskazują, że za częścią działań stoją przestępcy związani z chińską grupą APT.

Według raportu jedna z kampanii została powiązana z grupą Camaro Dragon. Napastnicy mieli próbować wdrożyć wariant złośliwego oprogramowania PlugX przeciwko katarskim celom w bardzo krótkim czasie od rozpoczęcia regionalnej eskalacji. To istotny sygnał geopolityczny pokazujący, że operacje cyberwywiadowcze są dziś zsynchronizowane z wydarzeniami polityczno-wojskowymi niemal w czasie rzeczywistym, a duże kryzysy natychmiast stają się paliwem dla działań szpiegowskich. 

Szczególnie wymowne jest to, jak przygotowano przynęty. W jednym z opisanych ataków ofiara otrzymywała archiwum podszywające się pod zdjęcia rzekomych ataków na amerykańskie bazy w Bahrajnie. Po uruchomieniu pliku rozpoczynał się wieloetapowy proces infekcji, który ostatecznie prowadził do wdrożenia backdoora PlugX z użyciem techniki DLL hijacking i legalnego pliku Baidu NetDisk. Sam PlugX to znane od lat narzędzie kojarzone z chińskojęzycznymi operacjami cyberwywiadowczymi, umożliwiające m.in. zdalny dostęp, kradzież plików, przechwytywanie ekranu, logowanie klawiszy i wykonywanie poleceń na zainfekowanym systemie.        

Check Point zwraca uwagę, że ten sam wektor ataku był widoczny już wcześniej, pod koniec grudnia, w operacjach wymierzonych w tureckie cele wojskowe. To sugeruje, że nie chodzi o jednorazowy incydent, lecz o szersze, konsekwentne zainteresowanie regionem przez powiązane z Chinami grupy APT. Cyberprzestrzeń staje się zatem narzędziem elastycznego zbierania danych wywiadowczych tam, gdzie układ sił szybko się zmienia, a znaczenie państw pośredniczących, takich jak Katar, rośnie. 

W drugiej kampanii opisanej przez badaczy wykorzystano archiwum o nazwie sugerującej uderzenie w infrastrukturę naftową i gazową Zatoki Perskiej. Tym razem przynęta miała imitować komunikację związaną z izraelskim rządem i wykorzystywała niskiej jakości materiały wygenerowane przez AI. Ładunkiem końcowym był Cobalt Strike, czyli framework powszechnie używany legalnie do testów penetracyjnych, ale regularnie wykorzystywany także przez grupy ofensywne do szybkiego rozpoznania środowiska ofiary i przygotowania dalszej infiltracji.

Eksperci oceniają – choć z niskim poziomem pewności – że druga operacja również była powiązana z Państwem Środka. Mają na to wskazywać m.in. zastosowane techniki DLL hijacking, wykorzystanie komponentów NVDA, charakter infrastruktury C2 oraz wzorce znane z wcześniejszych kampanii przypisywanych podmiotom związanym z Chinami.

Najważniejszy wniosek z raportu dotyczy jednak nie samych narzędzi, ale wyboru celu. Katar od lat pozostaje państwem o wyjątkowej pozycji: łączy znaczenie energetyczne, wpływy dyplomatyczne, relacje z Zachodem i własną rolę mediacyjną w regionie. Check Point ocenia, że niemal natychmiastowe skierowanie uwagi na Katar może odzwierciedlać zarówno doraźną potrzebę zbierania danych o skutkach kryzysu, jak i szersze przesunięcie priorytetów wywiadowczych wobec państwa znajdującego się na styku konkurujących ze sobą interesów regionalnych i globalnych.

Cyfrowy „cień” nad ukraińską armią. Rosyjski wywiad ukrył szpiega w popularnej chmurze

Rosyjscy cyberprzestępcy z elitarnej jednostki GRU znaleźli sposób na długofalowe śledzenie ukraińskich wojskowych, wykorzystując do tego usługi chmurowe, z których korzystają miliony użytkowników na całym świecie. Najnowsze ustalenia analityków  ESET pokazują, że niektóre systemy były inwigilowane bez przerwy przez ponad sześć miesięcy. To co zostało wykorzystane w Ukrainie może być również użyte przeciwko innym państwom, w tym Polsce.

Grupa Sednit, odpowiedzialna w przeszłości m.in. za ataki na amerykańskie wybory, tym razem postawiła na wyjątkową dyskrecję. Zamiast głośnych ataków blokujących systemy, hakerzy stworzyli cyfrowy „cień” – zaawansowane oprogramowanie szpiegowskie, które potrafi miesiącami niezauważenie wykradać dane, nagrywać obraz z ekranu i śledzić każdy ruch użytkownika. Kluczem do sukcesu okazało się ukrycie komunikacji hakerów wewnątrz legalnych usług chmurowych, co sprawiło, że ruch ten był niemal niemożliwy do odróżnienia od codziennej pracy biurowej.

– To, co obserwujemy w Ukrainie, to pokaz technologicznej dojrzałości cyberprzestępczych rosyjskich grup rządowych. Fakt, że hakerzy byli w stanie utrzymywać dostęp do kluczowych systemów przez pół roku, dowodzi ich ogromnej determinacji. Musimy mieć świadomość, że te same techniki, oparte na modyfikowaniu powszechnie dostępnych narzędzi i maskowaniu ich w chmurze, mogą zostać wymierzone w instytucje w innych krajach europejskich, w tym w Polsce – komentuje Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.

Analiza ESET, europejskiego twórcy oprogramowania zabezpieczającego wskazuje, że zespół programistów stojący za tymi atakami jest ten sam od ponad dekady. Świadczy o tym specyficzny kod źródłowy, który ewoluuje, ale zachowuje cechy wspólne z narzędziami wykorzystywanymi przez Rosjan jeszcze w 2010 roku. To dowód na to, że mamy do czynienia z przeciwnikiem, który uczy się na błędach i dysponuje zasobami pozwalającymi na prowadzenie operacji trwających latami.

IT odbija po 2 trudnych latach, lecz kontrahenci zalegają już prawie 0,5 mld zł

Branża IT po dwóch latach schłodzenia wraca na lepsze tory. W 2025 r. liczba ofert pracy wzrosła, a wynagrodzenia ponownie ruszyły w górę. Jednak coraz częściej firmy z tego sektora muszą finansować nie własne zobowiązania, ale cudze opóźnienia. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zaległości kontrahentów notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wobec IT wzrosły o prawie 56 mln zł – do blisko 0,5 mld zł. W tym samym okresie zadłużenie firm informatycznych zwiększyło się o niespełna 21 mln zł.

IT stoi dziś przed paradoksem: rynek zaczyna się odbudowywać, ale rośnie liczba opóźnionych rozliczeń, a koszty pracy ponownie idą w górę. Z jednej strony firmy informatyczne czekają na zapłatę za wykonane usługi, a z drugiej muszą finansować bieżącą działalność, która kosztuje więcej. W takiej sytuacji nawet niewielkie przesunięcia płatności przez klientów mogą szybko odbić się na płynności.

Twórcy oprogramowania pod największą presją

W ciągu 12 miesięcy zaległości kontrahentów wobec branży IT wzrosły o 13 proc. do poziomu blisko 0,5 mld zł. Aż 428,9 mln zł z tej kwoty do odzyskania mają firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania. W efekcie twórcy aplikacji mobilnych czy startupy technologiczne mimo poprawy sytuacji na rynku, coraz częściej nie otrzymują zapłaty w terminie. A jednocześnie ponoszą wysokie koszty stałe związane z wypłatą wynagrodzeń, zakupem licencji czy utrzymaniem infrastruktury.Grafika 1 - zadłużenie wobec IT

– Standardem przy tworzeniu oprogramowania są rozliczenia projektowe, gdy pieniądze trafiają do firmy dopiero po zakończeniu i akceptacji kolejnych etapów prac. To sprawia, że wpływy nie zawsze są regularne. Jeśli do tego dochodzą opóźnienia w przelewach, wyraźnie rośnie ryzyko zachwiania stabilności finansowej firm informatycznych. Obecnie blisko 56 tys. kontrahentów ma przeterminowane zobowiązania wobec branży IT – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

IT w kolejce po przelew

Z danych KRD widać też wyraźnie, że zaległości kontrahentów koncentrują się w kilku sektorach. Największa część niespłaconych zobowiązań przypada na dłużników zajmujących się handlem (137,9 mln zł). Wysokie jest również zadłużenie firm budowlanych (68,7 mln zł), transportowych (63,9 mln zł) i przemysłowych (40,8 mln zł). Łącznie to 311,3 mln zł, czyli aż 63 proc. całej kwoty przeterminowanych należności wobec IT.Grafika 2 - zadłużenie branż wobec IT

Co ciekawe, w II półroczu 2025 r. spośród wszystkich toczących się postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, najwięcej dotyczyło firm przemysłowych, transportowych, budowlanych i handlowych. To właśnie te sektory odpowiadają też za największą część zadłużenia wobec IT wpisanego do KRD.

– Handel, budownictwo czy transport działają na stosunkowo niskich marżach, więc są szczególnie wrażliwe na wzrost kosztów energii, paliw i surowców. Gdy pojawiają się trudności z płynnością, firmy w pierwszej kolejności regulują zobowiązania niezbędne do utrzymania bieżącej działalności, jak zakup towaru czy raty leasingowe. W efekcie płatności za usługi zewnętrzne, w tym za serwis, wsparcie i rozwój rozwiązań IT, częściej są przesuwane na późniejszy termin – dodaje Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

W praktyce oznacza to, że problemy z płynnością finansową w tych sektorach bardzo szybko przenoszą się na ich dostawców, w tym firmy informatyczne. IT, choć samo rozwija się i odbudowuje portfel zamówień, coraz częściej odczuwa skutki zatorów płatniczych powstających w branżach o podwyższonym ryzyku niewypłacalności.

W branżach opartych na wiedzy i kapitale ludzkim koszty stałe są wysokie i niezależne od daty otrzymania zapłaty – wynagrodzenia, infrastruktura, licencje muszą być regulowane na bieżąco. Dlatego nawet niewielkie opóźnienia szybko przekładają się na problemy z płynnością. Widać to w danych NFG: w 2025 roku liczba mikroprzedsiębiorstw z branży IT korzystających z finansowania wzrosła o jedną piątą rok do roku, a wartość udzielonego finansowania zwiększyła się o 62 proc. Największą dynamikę odnotowały szybkie pożyczki płynnościowe, choć rosło także finansowanie faktur. W przypadku eFaktoringu średnia wartość finansowanej faktury wynosiła około 20,1 tys. zł brutto, natomiast przeciętna eGotówka – około 6,6 tys. zł – zauważa Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Mniej juniorów, więcej seniorów

Obok opóźnień w regulowaniu zobowiązań przez kontrahentów, dużym wyzwaniem dla branży IT jest nasilająca się presja płacowa. Z raportu „Rynek pracy IT 2025/2026” przygotowanego przez No Fluff Jobs wynika, że w 2025 r. liczba ogłoszeń była o 44 proc. wyższa niż w 2024 r., a wynagrodzenia ponownie zaczęły rosnąć. Do niedawna część firm informatycznych ograniczała zatrudnienie, próbując wykorzystać szybki rozwój sztucznej inteligencji do obniżenia kosztów. Dziś jednak wiele z nich ponownie rekrutuje, ponieważ potrzebuje doświadczonych specjalistów, którzy potrafią nadzorować i weryfikować efekty pracy narzędzi opartych o AI.

W ubiegłym roku blisko 60 proc. ogłoszeń było skierowanych do seniorów, a udział ofert dla juniorów spadł do zaledwie 5,3 proc. Oznacza to, że w IT zdecydowanie wzrosła rola najlepiej opłacanych pracowników, których miesięczne zarobki sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. W rezultacie rosnące w szybkim tempie koszty pracy i opóźnienia w regulowaniu zobowiązań przez kontrahentów dodatkowo obciążają płynność finansową firm.

Zadłużenie firm IT rośnie mimo odbicia na rynku

Choć dużym problemem firm informatycznych są opóźnione przelewy od kontrahentów, same również są dłużnikami. W ciągu 12 miesięcy łączna wartość przeterminowanych zobowiązań sektora IT wzrosła z 306,8 do poziomu 327,6 mln zł. Zaległości ma ponad 7 tys. przedsiębiorstw, a średnia kwota ich zadłużenia to 46,4 tys. zł.

Najwyższe zaległości branża IT ma wobec wtórnych wierzycieli – 142,9 mln zł. 99,8 mln jest winna instytucjom finansowym, w tym największa część przypada na firmy leasingowe (49,5 mln zł). Niespłacone należności operatorom telekomunikacyjnym sięgają 20,6 mln zł. W przypadku firm handlowych to 16,6 mln zł, a budowlanych – 7,8 mln zł.

Naukowcy z UJ stworzyli preparat, który może zwiększać plony i chronić uprawy

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali preparat, który może stać się efektywnym środkiem przeciwgrzybowym dla roślin uprawnych. Rozwiązanie w pełni bazuje na substancjach pochodzenia naturalnego, co oznacza, że potencjalnie może znaleźć zastosowanie zarówno w masowych uprawach rolnych, jak i ekologicznych.

Choroby grzybowe są dużym zagrożeniem dla upraw rolnych, gdyż zmniejszają plonowanie. Ilość skutecznie działających przeciwgrzybowo środków stosowanych w rolnictwie z każdym rokiem maleje, ponieważ niektóre z nich są wycofywane z rynku ze względu na niepożądane działanie na środowisko. Wobec kurczącej się bazy dostępnych środków przeciwgrzybowych coraz częściej spotyka się wzrost oporności szczepów grzybów na dostępne preparaty. Ten problem się nasila, dlatego powinno się go szybko rozwiązać. W przeciwnym wypadku w najbliższych latach choroby mykotyczne roślin będą przyczyniać się do zmniejszenia produkcji rolnej, a w konsekwencji do wzrostu cen żywności i wystąpienia ograniczeń w jej dostępności.

Beta-glukany w służbie ochrony roślin

Zaproponowane przez naukowców z UJ rozwiązanie bazuje na beta-glukanach pozyskiwanych z ziaren zbóż. Beta-glukany to polisacharydy, powstałe z połączenia setek lub tysięcy cząsteczek glukozy. W środowisku naturalnym występują powszechnie w ścianach komórkowych m.in. zbóż i grzybów. Jako jeden ze składników rozpuszczalnego błonnika pokarmowego beta-glukany wykazują różne właściwości prozdrowotne, m.in. wspierają odporność i obniżają poziom cholesterolu.

– Opracowany przez nas preparat bazuje na polimerowych cząsteczkach beta-glukanów, do których przyłączamy aminy czwartorzędowe. Aminy te charakteryzują się tym, że zawierają ładunek dodatni niezależnie od pH. To właśnie ten ładunek jest kluczowy dla aktywności przeciwgrzybowej tak zmodyfikowanego beta-glukanu – wyjaśnia dr hab. Kamil Kamiński, prof. UJ z Zakładu Chemii Fizycznej i Elektrochemii na Wydziale Chemii UJ, współtwórca technologii.

Od strony technicznej przygotowanie preparatu jest prostym procesem realizowanym w wodzie, a sama reakcja nie generuje bardzo toksycznych odpadów i nie wymaga znacznych nakładów energii, co czyni tę technologię potencjalnie bardziej atrakcyjną dla rynku.

Optymistyczne rezultaty badań i większe plonowanie

Dotychczas naukowcy prowadzili badania w laboratorium i na polu – na uprawach jęczmienia i pszenżyta. Preparat zadziałał na grzyby Puccinia hordei wywołujące rdzę jęczmienną oraz Blumeria graminis odpowiedzialne za chorobę mączniaka prawdziwego zbóż. Wykazywał również aktywność antymykotyczną wobec rodzaju Fusarium, obejmującego liczne gatunki stanowiące poważne patogeny roślin uprawnych.

dr Magdalena Skóra z Zakładu Kontroli Zakażeń i Mykologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum
dr Magdalena Skóra z Zakładu Kontroli Zakażeń i Mykologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum

– Grzyby, na które silnie działa preparat, w naszej szerokości geograficznej odpowiadają za najczęściej występujące infekcje grzybicze zbóż i zarazem najbardziej destrukcyjne, jeżeli chodzi o opłacalność upraw. W naszych badaniach zastosowanie nowego preparatu prowadziło do około 50-procentowego zahamowania infekcji grzybowych w porównaniu z grupą kontrolną. Jest to poziom uzyskiwany przez ekologiczne preparaty obecnie stosowane w rolnictwie – mówi współtwórczyni wynalazku, dr Magdalena Skóra z Zakładu Kontroli Zakażeń i Mykologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.

Skuteczność hamowania infekcji wywołanej przez grzyby jest porównywalna z zastosowanym kontrolnie heksaglukonianem miedzi, używanym w rolnictwie jako środek przeciwgrzybowy. Co bardzo ważne, podczas badań na polach eksperymentalnych odkryliśmy, że stosowanie naszego preparatu przyczyniło się do zwiększenia plonowania aż o około 20 procent w porównaniu do upraw nietraktowanych żadnymi przeciwgrzybowymi środkami ochrony roślin – dodaje dr hab. Kamil Kamiński.

Zespół naukowy nie potwierdził jeszcze istoty mechanizmu działania przeciwgrzybowego. Badacze są jednak przekonani, że obserwowany efekt najprawdopodobniej wynika z oddziaływania elektrostatycznego między dodatnio naładowanymi cząstkami beta‑glukanu a ujemnie naładowanymi zewnętrznymi warstwami komórek grzybowych. Dodatkowy wpływ ma również swoista organizacja i skład chemiczny ściany i błony komórkowej grzybów, które znacząco różnią się od budowy komórek innych organizmów. Przyszłe badania mają potwierdzić tę tezę.

Potencjalne zastosowanie

Na obecnym etapie badań można stwierdzić, iż preparat znajdzie zastosowanie jako nowy środek przeciwgrzybowy dla roślin najszerzej uprawianych w Polsce, a więc pszenicy, jęczmienia i pszenżyta. Wstępne wyniki laboratoryjne sugerują, że proponowane rozwiązanie może zadziałać też przeciw grzybom atakującym ziemniaki i pomidory. Dziś jednak nie sposób wskazać wszystkie typy upraw i szkodniki, gdzie preparat może znaleźć zastosowanie. Zakres działania oraz skuteczność jest przedmiotem prowadzonych aktualnie dalszych badań.

Preparat w postaci roztworu wodnego można stosować na dowolnym racjonalnym etapie rozwoju zboża. Podaje się go w formie oprysku z wykorzystaniem narzędzi stosowanych przy aplikacji standardowych środków ochrony roślin.

– Tego typu środki ochrony roślin stosuje się optymalnie w warunkach sprzyjających presji infekcji grzybowych, gdy istnieje realne ryzyko rozpoczęcia lub nasilenia choroby – dodaje dr Magdalena Skóra.

Brak toksyczności

Zespół badaczy przeprowadził już wstępne badania toksyczności opracowanego preparatu, między innymi na owadach (larwy ćmy Galleria mellonella) oraz na ssaczych liniach komórkowych. W obu przypadkach nie wykazano negatywnego oddziaływania. Warto podkreślić, że preparat w całości bazuje na składnikach pochodzenia naturalnego. Beta-glukany mają nie tylko udokumentowane działanie prozdrowotne, ale jako substancje są biodegradowalne. Poza tym są one od lat powszechnie stosowane zarówno w dietetyce, jak i przemyśle kosmetycznym i w branżach tych nie ma doniesień o ich negatywnych własnościach.

W drodze na rynek

Nowa technologia została objęta ochroną prawną, a za jej komercjalizację odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ. Po zakończeniu obecnie prowadzonych badań, które zakończą się jeszcze w tym roku, uczelnia planuje wprowadzić preparat na rynek.

– Obecnie prowadzone są badania, które mają pogłębić wiedzę o możliwości stosowania tego wynalazku. Naukowcy na polowych uprawach eksperymentalnych badają między innymi synergiczne działanie preparatu łącząc go z innymi środkami ochrony roślin stosowanymi obecnie w rolnictwie. Po zakończeniu tych prac planujemy pozyskać jednego lub więcej partnerów z branży produkcji środków ochrony roślin, którzy w oparciu o swoje doświadczenie rynkowe i możliwości dystrybucyjne umożliwią nam możliwie szybkie wprowadzenie preparatu do użytku – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU, UJ.

Rosnąca oporność grzybów na środki chemiczne

Wiedza na temat szkodliwości środków ochrony roślin w ostatnich latach wzrosła i instytucje regulatorowe zabraniają stosowania kolejnych pestycydów używanych jeszcze pod koniec ubiegłego stulecia. Należy się spodziewać, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat kolejne preparaty z obecnie stosowanych w rolnictwie będą w UE zabronione. W użytku pozostaną jedynie środki, które bazują na siarce i miedzi. Jeżeli w tym samym okresie zjawisko rosnącej oporności grzybów na pestycydy będzie się nasilać, możliwe, że każdy nowy pod względem składu chemicznego preparat będzie najskuteczniejszy, ponieważ grzyby nie będą jeszcze na niego uodpornione.

– Siłą proponowanego przez nas preparatu jest to, że nikt wcześniej nie używał tego typu związku w takich aplikacjach. To oznacza, że nie będziemy mieli do czynienia z mechanizmami szybkiego uodporniania się na nie szkodników upraw – podsumowuje dr hab. Kamil Kamiński.

Rozwiązanie powstało w ramach badań interdyscyplinarnego zespołu pod kierownictwem dr hab. Kamila Kamińskiego z Zakładu Chemii Fizycznej i Elektrochemii na Wydziale Chemii UJ oraz dr Magdaleny Skóry z Zakładu Kontroli Zakażeń i Mykologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.

Biura znów atrakcyjne dla deweloperów. Spada podaż i rosną czynsze

0

Poprawa warunków makroekonomicznych, rosnący popyt i spadająca dostępność nowoczesnych powierzchni biurowych sprawiają, że budowa biurowca może znów stawać się atrakcyjna dla deweloperów – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. W 2025 r. na polskim rynku przybyło 108 tys. mkw. przestrzeni do pracy, a popyt na nią wyniósł 1,56 mln mkw. Ilość powierzchni dostępnej na wynajem mocno spadła. W efekcie trend wyburzania budynków biurowych pod obiekty o innej funkcji zostanie z drugiej strony zestawiony z rosnącym zainteresowaniem deweloperów biurowych centralnymi lokalizacjami. Eksperci CBRE wskazują, że inwestorzy coraz częściej – w zależności od lokalizacji, decydują się na zachowanie funkcji biura. 

Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej skurczyły się w ciągu ostatniego roku. Na przykład w Warszawie na koniec 2025 r. wyniosły 6,23 mln mkw., wobec 6,29 mln mkw. rok wcześniej. Podaż skurczyła się też choćby we Wrocławiu. To efekt zmian funkcji budynków. Zdaniem ekspertów CBRE, w 2026 r. poza utrzymującym się trendem szukania nowych, bardziej optymalnych funkcji dla niektórych biurowców, będziemy również obserwować powrót zainteresowania właśnie funkcją biurową. Lepsze warunki makroekonomiczne oraz wyższy optymizm firm w podejmowaniu decyzji o relokacji lub ekspansji przekładają się na rosnący popyt na wysokiej jakości powierzchnie. W odpowiedzi na to spodziewany jest wzrost podaży nowych biur, choć deweloperzy pozostają ostrożni i bardzo selektywni w swoich planach inwestycyjnych. Ograniczona dostępność działek w centrum miast będzie wymuszać remonty lub wyburzenia istniejących budynków.

Wśród dotychczasowych decyzji o wyburzeniach starszych obiektów biurowych przeważały zmiany przeznaczenia terenu pod inny cel, np. mieszkaniowy. Ten trend, podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach Europy, na stałe wpisze się w krajobraz biurowy, ale pojawiać się będzie jeszcze jeden – nowe inwestycje biurowe lub modernizacje w ścisłych centrach miast. Coraz częściej widzimy, że zakupy nieruchomości w centrach miast, również tych starszych, są realizowane z planem zachowania funkcji biurowej, po modernizacji czy wyburzeniu. Utrzymujący się wysoki popyt na nowoczesne powierzchnie do pracy i spadająca dostępność sprawiają, że stawki czynszów rosną, a budowa budynku biurowego znów zaczyna być atrakcyjnym przedsięwzięciem – mówi Katarzyna Gajewska, dyrektorka działu badań i analiz rynku w CBRE.

Rosnące czynsze będą wpływać na wybór lokalizacji

Najemcy, podobnie jak inwestorzy i deweloperzy, interesują się przede wszystkim lokalizacjami w centrach miast. Takie podejście będzie napędzać rozwój rynku biurowego w 2026 r. Na razie jednak dostępność biur na wynajem pozostaje tam mocno ograniczona. W najlepszych lokalizacjach w Warszawie wskaźnik pustostanów spadł do 5 proc., a w całej stolicy sięga 9,1 proc. Z kolei w miastach regionalnych wynosi przeciętnie 16,9 proc., a w samym Krakowie różnica między średnią rynku, a centrum jest podobnie wyraźna jak w Warszawie. Czynsze rosną, szczególnie w topowych lokalizacjach centralnych obszarów biznesowych. Alternatywą niektórych firm, stają się tzw. „second best locations”, oferujące niższe czynsze w bardziej peryferyjnych dzielnicach miast, czy też w dobrze zlokalizowanych starszych budynkach

Nie tylko lokalizacja, ale także jakość, będą napędzać rozwój biur w 2026 roku. Ważne są estetyka i design, a także jakość powietrza, oświetlenie i akustyka. Obiekty muszą spełniać coraz wyższe standardy. W efekcie, deweloperzy i właściciele biur inwestują w modernizację i rozwój swoich obiektów, aby sprostać rosnącym wymaganiom firm. Nieodłącznym elementem staje się też aranżowanie otoczenia budynku i parteru handlowego tak, by po godzinach pracy budynek wciąż tętnił życiem – staje się to jednym z kluczowych oczekiwań najemców – mówi Katarzyna Gajewska, CBRE.

Koniec dopłat, początek realnego rynku. Co dalej z elektromobilnością po programie „NaszEauto”?

Wyczerpanie budżetu programu „NaszEauto” szybko ostudziło boom na samochody elektryczne w Polsce. Firmy leasingowe już widzą wyraźny spadek liczby nowych umów i zapytań o finansowanie elektryków. Branża podkreśla jednak, że nie oznacza to końca rozwoju elektromobilności – raczej przejście z rynku napędzanego dopłatami do rynku opartego na ekonomii użytkowania i strategiach klimatycznych firm.

Warszawa, 11 marca 2026 roku – Program „NaszEauto”, którego budżet został wyczerpany na początku 2026 r., był jednym z głównych motorów sprzedaży samochodów elektrycznych w Polsce. W wielu przypadkach dopłata odpowiadała wysokości opłaty wstępnej w leasingu, co sprawiało, że rata elektryka była zbliżona do raty auta spalinowego. Po zakończeniu programu rynek niemal natychmiast zareagował spadkiem aktywności klientów. Jak wskazuje Związek Polskiego Leasingu, dominującą formą finansowania pojazdów objętych wnioskami z programu był leasing, który wyraźnie przeważał nad zakupem bezpośrednim. Potwierdza to istotną rolę instrumentów leasingowych w procesie elektryfikacji transportu i pokazuje, że dla wielu przedsiębiorców leasing pozostaje kluczowym narzędziem finansowania transformacji flot w kierunku zeroemisyjnym.

Jednocześnie dopłaty były tylko jednym z elementów systemu wsparcia elektromobilności. W Europie kluczową rolę odgrywają także regulacje klimatyczne, w tym normy emisji CO₂ dla producentów samochodów. Jeżeli producent przekroczy unijne limity emisji flotowych, musi płacić wysokie kary finansowe, dlatego zwiększanie sprzedaży samochodów zeroemisyjnych staje się dla branży motoryzacyjnej koniecznością, a nie tylko efektem programów wsparcia.

Koniec dopłat szybko schłodził rynek

– Rok 2025 był przełomowy dla rynku samochodów elektrycznych. Program dopłat „NaszEauto” istotnie pobudził sprzedaż, szczególnie w ostatnich miesiącach jego obowiązywania. Analizując doświadczenia rynków zachodnich, gdzie kończyły się podobne programy, należy spodziewać się wyraźnego, kilkumiesięcznego spadku popytu. Po tym okresie rynek zwykle stabilizuje się i wraca do bardziej naturalnego tempa wzrostu – mówi Tomasz Gawor, pełnomocnik ds. elektromobilności w mLeasingu.

Pierwsze miesiące 2026 r. pokazują, jak silnie dopłaty wpływały na decyzje klientów. W Santander Leasing liczba umów na auta elektryczne w lutym była o 43 proc. niższa niż w styczniu, a liczba nowych wniosków leasingowych spadła o ponad 60 proc. względem grudniowego szczytu końcówki programu.

– Ostatnie miesiące funkcjonowania programu przyniosły klasyczne zjawisko „wyścigu z czasem”. Klienci przyspieszali decyzje zakupowe, aby zdążyć przed wyczerpaniem budżetu, po czym nastąpiło gwałtowne schłodzenie rynku – mówi Anita Rodkiewicz-Ryżek, dyrektor rozwoju zielonego finansowania w Santander Leasing.

Boom przed końcem programu

Podobne zjawisko obserwował mLeasing. Według Mateusza Osińskiego, eksperta ds. elektromobilności w spółce, liczba zapytań o leasing elektryków zaczęła gwałtownie rosnąć już jesienią 2025 r., gdy pojawiły się pierwsze informacje o kończącym się budżecie programu.

– W styczniu 2026 r. liczba zapytań o finansowanie pojazdów elektrycznych była już pięciokrotnie niższa niż w listopadzie 2025 r. – wskazuje ekspert.

Najbardziej odczują to mikrofirmy

Brak dopłat najmocniej uderza w klientów indywidualnych i jednoosobowe działalności gospodarcze – czyli grupy, które były głównymi beneficjentami programu.

– Jeżeli środki programu faktycznie się wyczerpały, w 2026 r. należy liczyć się z korektą liczby nowych umów leasingowych w segmencie samochodów osobowych i lekkich dostawczych. Wpływ będzie przede wszystkim widoczny wśród osób fizycznych i JDG – ocenia Kamila Jachacy-Turecka, ekspert ds. zarządzania produktami w Millennium Leasing.

W przypadku mikroprzedsiębiorców rola dopłat była szczególnie duża. Według Santander Leasing aż 65 proc. kontraktów na elektryczne auta w segmencie JDG było powiązanych z subsydiami publicznymi.

Floty jadą dalej – napędzane przez ESG

Nie oznacza to jednak załamania całego rynku. Wiele firm – zwłaszcza dużych flot – kontynuuje elektryfikację niezależnie od programów wsparcia.

– Duże przedsiębiorstwa i korporacje, napędzane wymogami raportowania ESG oraz strategiami dekarbonizacji, traktują elektryfikację jako proces nieodwołalny. Dla nich brak dopłaty pogarsza rentowność inwestycji, ale nie zatrzymuje decyzji o wymianie flot – mówi Mariusz Włodarczyk, dyrektor zarządzający Obszarem Prawo, Produkty i Partnerzy Strategiczni w Santander Leasing.

Eksperci spodziewają się więc zmiany struktury rynku. Udział klientów indywidualnych i mikrofirm może się zmniejszyć, a większą rolę będą odgrywać duże przedsiębiorstwa oraz floty firmowe.

Nowy problem rynku: ile będzie wart używany elektryk

Równolegle branża musi zmierzyć się z innym wyzwaniem – wartościami rezydualnymi samochodów elektrycznych. Dynamiczny rozwój technologii sprawia, że starsze modele szybciej tracą na wartości.

– Obserwujemy dużą deprecjację wartości rezydualnych pojazdów elektrycznych. W ciągu ostatnich lat nastąpił ogromny postęp technologiczny, dzięki czemu nowe modele oferują znacznie większe zasięgi. Klienci zainteresowani elektrykami częściej wybierają więc najnowsze generacje pojazdów – mówi Aneta Nowak, Asset Product Manager w Carefleet.

Rok prawdy dla elektromobilności

Zdaniem branży rok 2026 będzie okresem przejściowym dla elektromobilności.

– Można powiedzieć, że to moment „odłączenia kroplówki” w postaci bezpośrednich dotacji. Rynek wchodzi w fazę, w której o wyborze elektryka decydują już nie dopłaty, ale realna ekonomika użytkowania oraz wymagania regulacyjne – podsumowuje Anita Rodkiewicz-Ryżek.

W dłuższej perspektywie kierunek zmian pozostaje jednak niezmienny. Rosnące znaczenie całkowitego kosztu użytkowania pojazdów, presja regulacyjna związana z polityką klimatyczną oraz rozwój infrastruktury ładowania sprawiają, że elektryfikacja transportu będzie postępować – choć już w bardziej stabilnym i dojrzałym tempie niż w czasie boomu napędzanego dopłatami.

Opinie ekspertów z firm leasingowych

Tomasz Gawor, pełnomocnik ds. elektromobilności, mLeasing

Remarketing samochodów elektrycznych staje się aktualnie gorącym tematem. Program dopłat wprowadzał dużą zmienność w segmencie pojazdów używanych, szczególnie tych kwalifikujących się do subsydiów, co przekładało się na presję na wartości rezydualne. Teraz do finansujących wracają pojazdy z dwu- i trzyletnich kontraktów, a zderzenie ich założonych RV z aktualnym, ostrożniejszym popytem stanowi wymagające, ale potrzebne doświadczenie. W obecnych warunkach „niewidzialna ręka rynku” musi wykonać swoją pracę i doprowadzić do naturalnej korekty cen na rynku używanych EV. Dopiero po przejściu tego okresu dostosowań, wraz z odbudową i stabilizacją popytu, spodziewamy się stopniowego wzrostu wartości rezydualnych samochodów elektrycznych.

Kamila Jachacy-Turecka, ekspert ds. zarządzania produktami, Millennium Leasing

W przypadku dużych flot elektryfikacja postępuje niezależnie od programów dopłat, bo wynika z regulacji i strategii biznesowych. W segmencie klientów bardziej wrażliwych cenowo część decyzji może zostać odłożona lub zmodyfikowana (np. wybór tańszego modelu).Możliwe jest zmniejszenie udziału klientów indywidualnych i JDG w nowych finansowaniach EV oraz relatywny wzrost znaczenia większych firm. W przypadku transportu ciężkiego (N2/N3) sytuacja wygląda inaczej, ponieważ funkcjonuje tam odrębny program wsparcia.

Rynek może wymusić większą elastyczność ofert – szczególnie w zakresie okresów finansowania czy konstrukcji rat. Kluczowym elementem pozostanie stabilność wartości rezydualnych pojazdów elektrycznych. Najważniejsze będą zatem: realny koszt użytkowania w porównaniu do aut spalinowych, ceny pojazdów, koszt finansowania, rozwój infrastruktury, regulacje środowiskowe. Dopłaty są wsparciem, ale nie jedynym czynnikiem decydującym o popycie.

Aneta Nowak, Asset Product Manager, Carefleet

Obserwując notowania wartości rezydualnych widzimy dużą deprecjację dla pojazdów elektrycznych. Głównym powodem jest  to, że obecnie rynek pojazdów używanych z napędem elektrycznym jest znikomy, ale i zainteresowanie klientów zakupem takich pojazdów również bardzo małe. W ciągu ostatnich 2 czy 3 lat nastąpiła ogromna zmiana w technologii tych aut, dzięki czemu obecnie produkowane pojazdy osiągają większe zasięgi. Klient zainteresowany autem elektrycznym poszukuje zatem nowszych modeli.  Wartość RV w 2026 dla wszystkich aut, ale dla BEV w szczególności, będą mocno monitorowane przez finansujących, bo ryzyko przeszacowania wartości tych pojazdów jest wyższe niż w przypadku tradycyjnych napędów.

Mateusz Osiński, ekspert ds. elektromobilności, mLeasing

Obecnie kluczowym czynnikiem utrzymania sprzedaży na dotychczasowym poziomie jest cena pojazdu. Jeśli będzie ona atrakcyjna, to sprzedaż utrzyma się na stabilnym poziomie. Takim przykładem może być wynik sprzedaży pojazdów elektrycznych marki MG w 2025 r.

Jednakże, obecnie ceny pojazdów elektrycznych są wyższe niż spalinowych. Klienci, decydujący się na zawarcie umowy, biorą pod uwagę przede wszystkim wysokość raty leasingu. A na nią wpływ ma głównie cena początkowa. Ten sposób działania klientów utrzyma się do momentu stopniowego wyrównywana cen między pojazdami spalinowymi i elektrycznymi. Kolejnym aspektem przy podejmowaniu decyzji o zakupie pojazdu elektrycznego, o którym nie możemy zapomnieć jest infrastruktura, a przede wszystkim jej ograniczona dostępność. Na szczęście przy obecnym zaawansowaniu rozbudowy infrastruktury publicznej, wyzwania związane z dostępnością nie są już tak duże jak miało to miejsce 5 lat temu. Dodatkowo, ostatnie lata pokazały, że na rynek pojazdów elektrycznych w Polsce, wpływ miały głównie dopłaty do ich zakupu, nie zaś regulacje środowiskowe.

Anita Rodkiewicz-Ryżek, dyrektor rozwoju zielonego finansowania, Santander Leasing

W krótkim terminie musimy przygotować się na odczuwalne ochłodzenie. Rok 2025 był nasycony stymulowanym popytem, wynikającym z mechanizmu bezpośrednich subsydiów. Obecnie wchodzimy w fazę weryfikacji tzw. popytu naturalnego. Przewidujemy, że  trudniejsze może być pierwsze półrocze 2026 r., w drugiej połowie roku rynek zacznie szukać nowego punktu równowagi, choć prawdopodobnie na poziomach niższych niż w rekordowym roku ubiegłym.

Jednakże, aby ta stabilizacja nastąpiła szybciej i na wyższym poziomie, rynek potrzebuje nowych impulsów o charakterze systemowym, a nie tylko incydentalnych dopłat. Jako branża postulujemy przede wszystkim o rewizję limitów amortyzacji dla pojazdów zeroemisyjnych. Obecny limit (225 tys. PLN) przy postępującej inflacji i wzroście cen zaawansowanych technologii staje się barierą, zwłaszcza dla segmentu premium, który dziś dominuje w naszej strukturze sprzedaży. Zwiększenie tego limitu lub wprowadzenie mechanizmu pełnego odliczenia VAT bez względu na przeznaczenie pojazdu (tzw. 100% odliczenia bez ewidencji przebiegu dla EV) byłoby dla przedsiębiorców silniejszym i bardziej przewidywalnym argumentem niż jednorazowa dotacja. Takie rozwiązanie premiowałoby firmy za realny wkład w dekarbonizację transportu przez cały okres użytkowania auta, a nie tylko w momencie jego zakupu.

Piotr Sobczak, Asset Product Manager, Carefleet

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na rynek wtórny jest rosnąca konkurencja między producentami samochodów elektrycznych, zwłaszcza pochodzenia chińskiego, oraz obniżki cen nowych modeli. Spadki cen pojazdów fabrycznie nowych automatycznie obniżają również wartość samochodów używanych, co zwiększa ryzyko po stronie firm leasingowych finansujących pojazdy.

Na tempo transformacji rynku pojazdów z silnikiem elektrycznym wpływać będzie również rozwój infrastruktury ładowania. Choć liczba publicznych punktów ładowania w Polsce systematycznie rośnie, nadal jest ona wyraźnie niższa niż w wielu krajach Europy Zachodniej, a dostęp do ładowania w budynkach wielorodzinnych pozostaje jedną z głównych barier dla części użytkowników.

Mariusz Włodarczyk, dyrektor zarządzający Obszarem Prawo, Produkty i Partnerzy Strategiczni, Santander Leasing

W 2026 roku trudno wskazać jeden czynnik, który zadecyduje o rozwoju rynku elektromobilności – kluczowa będzie raczej synergia kilku elementów. Najważniejszym z nich pozostaje całkowity koszt użytkowania pojazdu (TCO). Po wygaśnięciu dopłat to właśnie on staje się głównym argumentem dla firm podejmujących decyzje inwestycyjne. Analizy pokazują, że przy przebiegach flotowych rzędu 25–30 tys. km rocznie niższe koszty energii i serwisowania – w przypadku aut elektrycznych nawet o 30–40 proc. niższe niż w pojazdach spalinowych – mogą zrekompensować brak dotacji w ciągu kilku lat.

Duże znaczenie będzie miała także polityka producentów. Aby spełnić normy emisji, marki motoryzacyjne utrzymują sprzedaż elektryków m.in. poprzez rabaty sięgające 10–15 proc., które w praktyce zastępują wcześniejsze subsydia państwowe. Istotnym impulsem pozostają również regulacje środowiskowe i presja związana z raportowaniem ESG. W wielu firmach udział pojazdów zeroemisyjnych we flocie staje się mierzalnym wskaźnikiem wpływającym na strategię biznesową. Równocześnie rośnie znaczenie infrastruktury ładowania – nie tylko liczby punktów, lecz przede wszystkim ich mocy i niezawodności.

W praktyce dla klientów coraz ważniejsza staje się stabilność miesięcznej raty leasingowej, a nie sama cena katalogowa pojazdu. Dlatego to właśnie połączenie ekonomiki użytkowania, regulacji oraz polityki producentów będzie w 2026 roku decydować o tempie rozwoju rynku elektromobilności.

Girteka pozyskuje finansowanie 74 mln euro od AKA Bank na modernizację floty

Girteka podpisała umowę finansowania o wartości 74 mln euro z niemieckim AKA Bank. Transakcja wspierana jest przez Credendo, belgijską Agencję Kredytów Eksportowych (ECA).

Instrument finansowy przeznaczony jest na częściowe sfinansowanie zakupu 1200 samochodów ciężarowych najnowszej generacji w ramach szerszego programu odnowy floty Girteki. Wspiera dalszą modernizację floty własnej oraz wzmacnia strategiczne ukierunkowanie firmy na zdyscyplinowany rozwój, doskonałość operacyjną i pełną kontrolę nad własną flotą.

Dzięki systematycznej odnowie floty, Girteka umacnia swoją pozycję jako niezawodny partner w transporcie ładunków krytycznych czasowo, wymagających kontroli temperatury i wysokiej wartości, na terenie całej Europy – w segmentach, w których przewidywalność, bezpieczeństwo i odpowiedzialność są niepodważalne.

Dywersyfikacja i wzmocnienie struktury kapitałowej

Umowa stanowi ważny kamień milowy w realizacji strategii finansowej Girteki, której celem jest rozszerzanie dostępu do międzynarodowych źródeł finansowania oraz dywersyfikacja bazy kapitałowej. Współpraca z międzynarodowymi instytucjami, takimi jak AKA Bank, oraz wykorzystanie gwarancji ECA zwiększają elastyczność finansową Grupy przy jednoczesnym utrzymaniu solidnego i zdyscyplinowanego bilansu.

„Ta umowa jest strategicznym kamieniem milowym w dywersyfikacji naszych źródeł finansowania oraz zwiększaniu udziału finansowania międzynarodowego w ramach Grupy” mówi Vytenis Šuklys, CFO Grupy Girteka. „Gwarancja ECA umożliwia uzyskanie korzystnych warunków kredytowych, w tym bardziej konkurencyjnych cen niż zazwyczaj dostępne na rynkach lokalnych. Wzmacnia to naszą strukturę kapitałową i wspiera zrównoważony, długoterminowy rozwój”.

Marck Wengrzik, CEO AKA Bank, dodał:

„Cieszymy się z partnerstwa z Grupą Girteka, które wspiera realizację jej strategii odnowy floty. Zapewniając ustrukturyzowaną płynność finansową na nowoczesne aktywa transportowe, wspieramy wiodącego europejskiego operatora w zwiększaniu efektywności operacyjnej i standardów zrównoważonego rozwoju w całej sieci. Ustrukturyzowana jako ramowa linia finansowania, umowa tworzy platformę umożliwiającą szybkie zwiększanie limitów finansowania w przyszłości, z zastrzeżeniem uzgodnionych warunków”.

Zaangażowanie w efektywność, bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój

Odnowa floty jest podstawowym filarem planu zwiększania efektywności operacyjnej Girteki. Dla zawodowych kierowców samochody ciężarowe są miejscem ich pracy. Pojazdy najnowszej generacji zapewniają bezpieczeństwo, dzięki lepszej widoczności, zaawansowanym systemom wspomagania kierowcy i większej niezawodności technicznej, co pomaga ograniczać ryzyko wypadków i minimalizować zakłócenia operacyjne.

Nowoczesne samochody ciężarowe zapewniają też wymierną poprawę efektywności paliwowej i niższy poziom emisji CO2, tym samym wspierając ambicje klientów w zakresie  dekarbonizacji przy jednoczesnym utrzymaniu niezawodności usług.

„Naszą misją jest bezpieczne i efektywne dostarczanie ładunków wymagających kontrolowanej temperatury i high-care przy wykorzystaniu własnej floty” – kontynuuje Šuklys. „Inwestowanie w najnowsze pojazdy o wysokiej efektywności paliwowej zapewnia niezawodność naszych usług, jednocześnie aktywnie zmniejszając nasz ślad środowiskowy i odpowiadając na rosnące oczekiwania klientów w zakresie bardziej ekologicznych rozwiązań w łańcuchach dostaw”.

Każdy nowy samochód ciężarowy jest w pełni zintegrowany z cyfrowym ekosystemem Girteki, co umożliwia predykcyjne utrzymanie (predictive maintenance), monitorowanie parametrów w czasie rzeczywistym i szybsze rozwiązywanie problemów. Taka integracja jest wsparciem dla stabilnych i efektywnych operacji, zapewnia spójną jakość usług dla klientów oraz bezpieczne i niezawodne środowisko pracy dla kierowców.

Szkolenie estoński CIT – jak zrozumieć nowe zasady opodatkowania spółek

W ostatnich latach coraz więcej przedsiębiorców prowadzących spółki interesuje się rozwiązaniem, jakim jest estoński CIT. System ten zmienia sposób opodatkowania firm i pozwala w wielu przypadkach znacząco poprawić płynność finansową przedsiębiorstwa. Jednocześnie przepisy dotyczące tego modelu rozliczeń są dość złożone, dlatego wielu właścicieli firm decyduje się na specjalistyczne szkolenie estoński CIT, które pozwala zrozumieć zasady jego działania i uniknąć kosztownych błędów.

Dobrze przygotowane szkolenie pomaga nie tylko poznać przepisy, ale przede wszystkim zrozumieć, jak stosować je w praktyce w codziennym prowadzeniu spółki.

Czym jest estoński CIT i dlaczego budzi tak duże zainteresowanie

Estoński CIT to model opodatkowania spółek, który różni się od klasycznego systemu podatku dochodowego. W standardowym modelu spółka płaci podatek od osiągniętego dochodu niezależnie od tego, czy środki pozostają w firmie, czy są wypłacane wspólnikom.

W systemie estońskim mechanizm wygląda inaczej. Podatek pojawia się dopiero w momencie dystrybucji zysku, na przykład przy wypłacie dywidendy. Oznacza to, że dopóki środki pozostają w spółce i są przeznaczane na rozwój działalności, firma nie płaci podatku dochodowego.

Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą:

  • reinwestować zysk w rozwój firmy

  • zwiększyć płynność finansową

  • ograniczyć bieżące obciążenia podatkowe

  • uprościć część rozliczeń podatkowych

Nic więc dziwnego, że coraz więcej przedsiębiorców rozważa przejście na ten system opodatkowania.

Dlaczego warto skorzystać ze szkolenia z estońskiego CIT

Choć koncepcja estońskiego CIT wydaje się stosunkowo prosta, w praktyce przepisy zawierają wiele szczegółowych wymogów i wyjątków. Właśnie dlatego szkolenie estoński CIT może być bardzo pomocne dla osób prowadzących spółki lub planujących zmianę modelu opodatkowania.

Podczas profesjonalnych szkoleń omawiane są m.in.:

  • warunki wejścia w system estońskiego CIT

  • zasady opodatkowania wypłat ze spółki

  • różne formy dystrybucji zysku

  • potencjalne ryzyka podatkowe

  • najczęstsze błędy popełniane przez przedsiębiorców

Szkolenie pozwala również zrozumieć, w jakich sytuacjach estoński CIT rzeczywiście przynosi korzyści, a kiedy klasyczny model opodatkowania może być bardziej korzystny.

Co obejmuje praktyczne szkolenie estoński CIT

Dobre szkolenie powinno skupiać się nie tylko na teorii, ale również na praktycznym zastosowaniu przepisów. W praktyce uczestnicy analizują rzeczywiste scenariusze prowadzenia spółki w systemie estońskim.

W trakcie szkolenia omawiane są między innymi:

  • zasady działania ryczałtu od dochodów spółek

  • moment powstania obowiązku podatkowego

  • sposoby wypłaty środków ze spółki

  • wpływ estońskiego CIT na rozwój przedsiębiorstwa

  • przykłady zastosowania przepisów w realnych firmach

Dzięki temu przedsiębiorcy mogą zobaczyć, jak system działa w praktyce i jakie decyzje mają wpływ na rozliczenia podatkowe.

Dla kogo przeznaczone jest szkolenie z estońskiego CIT

Szkolenie dotyczące estońskiego CIT jest szczególnie przydatne dla osób, które:

  • prowadzą spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub inną spółkę kapitałową

  • planują zmianę formy opodatkowania firmy

  • chcą zoptymalizować sposób rozliczeń podatkowych

  • interesują się nowoczesnymi rozwiązaniami podatkowymi dla przedsiębiorstw

Z takiej wiedzy korzystają nie tylko właściciele firm, ale również księgowi, doradcy podatkowi oraz osoby odpowiedzialne za finanse w spółkach.

Gdzie zdobyć praktyczną wiedzę o estońskim CIT

Ze względu na dynamiczne zmiany w przepisach podatkowych przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po materiały edukacyjne przygotowane przez ekspertów. Jednym z takich źródeł jest portal
Doradzamy.to, który udostępnia materiały edukacyjne dotyczące prowadzenia biznesu i podatków.

Na stronie dostępne jest także praktyczne szkolenie estoński CIT w formie kursu wideo, w którym krok po kroku omawiane są zasady działania tego systemu podatkowego oraz jego zastosowanie w codziennym funkcjonowaniu spółki.

Dzięki takiej formie szkolenia przedsiębiorcy mogą zdobyć wiedzę w wygodny sposób, poznając zarówno podstawy estońskiego CIT, jak i bardziej zaawansowane aspekty związane z jego stosowaniem w praktyce biznesowej.

Od lipca koniec z niszczeniem niesprzedanej odzieży i obuwia w UE

Unia Europejska wprowadza zmiany w gospodarce odpadami tekstylnymi. Przyjęte rozporządzenie ESPR (Ecodesign for Sustainable Products Regulation) ma zakończyć erę utylizacji pełnowartościowych produktów, które nie znalazły nabywców. Nowe przepisy wpłyną także na odzież ochronną. Jednocześnie większy nacisk na jakość, kontrolę i ponowne wykorzystanie może realnie przełożyć się na bezpieczeństwo pracowników.

Obecnie szacuje się, że od 4% do nawet 9% wszystkich tekstyliów wprowadzanych na rynek UE jest niszczonych jeszcze przed pierwszą sprzedażą. Odpowiedzią na ograniczenie negatywnego wpływu sektora mody na środowisko będzie rozporządzenie w sprawie ekoprojektu dla zrównoważonych produktów (ESPR). Dokument stanowi filar unijnej strategii na rzecz tekstyliów o obiegu zamkniętym.

Zmiana podejścia do produkcji i cyklu życia odzieży

Wprowadzenie ESPR oznacza, że producenci i dystrybutorzy będą musieli inaczej planować produkcję oraz lepiej zarządzać nadwyżkami magazynowymi. Zmiany te w praktyce wymuszają odejście od tradycyjnych, sztywnych modeli wytwarzania.

– Od kilku lat obserwujemy, że kluczem do ograniczania nadprodukcji jest większa elastyczność w planowaniu serii i dopasowanie ich do realnego zapotrzebowania. ESPR tylko przyspieszy ten kierunek – firmy będą musiały planować bardziej świadomie i z myślą o pełnym cyklu życia produktu – podkreśla Elżbieta Rogowska, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, Wiceprezes w PW Krystian.

Nowe prawo może przyspieszyć rozwój technologii recyklingu materiałowego. Przyczyni się także do ograniczenia wyrzucania na rzecz częstszych napraw i ponownego wykorzystania surowców, co oznacza dłuższą żywotność odzieży ochronnej. W praktyce oznacza to mniejsze obciążenie środowiska. Zmiany te mają bezpośrednio wspomóc redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz zużycia wody w procesach produkcyjnych branży tekstylnej.

Co to oznacza dla bezpieczeństwa pracowników?

Pracownicy, którzy korzystają z odzieży ochronnej polegają na niej w sytuacjach zagrożenia, dlatego trwałość i zgodność z normami są tu kluczowe. Nowe przepisy ESPR wprowadzają zmiany, które mogą zapewnić bardziej kontrolowane i transparentne procesy produkcji takiej odzieży. Wpłynie to także na odpowiedzialne zarządzanie nią po zakończeniu okresu użytkowania. Dotyczy to szczególnie materiałów technicznych, które choć nie mogą być ponownie wprowadzane do obrotu jako odzież ochronna po utracie wymaganych parametrów to mogą zostać poddane recyklingowi i wykorzystane jako wartościowy surowiec wtórny.

Obowiązki sprawozdawcze i transparentność

Poza samym zakazem utylizacji, rozporządzenie nakłada na firmy nowe obowiązki informacyjne. Od lutego 2027 roku przedsiębiorstwa będą zobligowane do publicznego ujawniania danych dotyczących:

  1. Liczby i wagi produktów wycofanych ze sprzedaży w danym roku.
  2. Powodów, dla których produkty te zostały uznane za niesprzedawalne.
  3. Dalszego sposobu ich zagospodarowania (np. przekazanie do recyklingu, darowizny, odsprzedaż w kanałach typu outlet).

Akt delegowany do rozporządzenia przewiduje nieliczne sytuacje, w których niszczenie towarów pozostanie legalne. Dotyczy to głównie kwestii bezpieczeństwa – gdy produkty są uszkodzone, skażone lub nie spełniają norm ochrony zdrowia (co jest szczególnie istotne w przypadku specjalistycznej odzieży technicznej). Powodem do utylizacji może być także naruszenie praw własności intelektualnej (podróbki).

Harmonogram wdrażania zmian

Zakaz niszczenia niesprzedanych wyrobów włókienniczych i obuwia nie wejdzie w życie jednocześnie dla wszystkich podmiotów. Ustawodawca przewidział okresy przejściowe:

  • Od 19 lipca 2026 r.: Zakaz obejmie wszystkie duże przedsiębiorstwa (zatrudniające powyżej 250 pracowników).
  • Od 19 lipca 2030 r.: Obowiązek zostanie rozszerzony na firmy średniej wielkości.
  • Mikro- i małe przedsiębiorstwa: Zostały całkowicie wyłączone z tego obowiązku, aby uniknąć nadmiernych obciążeń administracyjnych dla najmniejszych graczy rynkowych.

Cieśnina Ormuz największym zagrożeniem dla rynku energii od dekad

0
  • Rynek ropy pozostaje bardzo niestabilny, ponieważ doniesienia medialne dotyczące napięć geopolitycznych zderzają się z fizyczną rzeczywistością zakłóconych dostaw energii z Zatoki Perskiej.
  • Cieśnina Ormuz stanowi najpoważniejsze zagrożenie dla globalnych dostaw energii od lat 70., ponieważ przepływa przez nią prawie jedna piąta światowego zużycia ropy.
  • Ceny oleju napędowego, paliwa lotniczego i LNG zareagowały najsilniej, gdyż zakłócenia mają bezpośredni wpływ na marże rafineryjne i globalne przepływy gazu.
  • Ropa Brent pozostaje w stanie zawieszenia między dwoma scenariuszami: ponownym zakłóceniem dostaw, które spowoduje wzrost cen powyżej 100 USD, lub wiarygodnym złagodzeniem sytuacji, które spowoduje powrót cen do poziomu 80 USD.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank ceny ropy pozostają w szerokim i niestabilnym przedziale, ponieważ rynki próbują odnaleźć się w jednej z najpoważniejszych od dekad gróźb zawieszenia globalnych dostaw energii. Gwałtowne odwrócenie trendu w poniedziałek pokazało, jak szybko zmieniają się nastroje inwestorów, ale niewiele to zmieniło w kwestii fundamentalnych ryzyk podażowych, które wciąż dominują w prognozach.

W poniedziałek ceny ropy odnotowały największy spadek od czasów pandemii, po czym ustabilizowały się powyżej 90 USD. Spadek ten początkowo był związany ze spekulacjami o skoordynowanym uwolnieniu ropy ze strategicznych rezerw, jednak przyspieszył po komentarzach prezydenta Trumpa – stojącego w obliczu rosnącej krytyki politycznej w USA i za granicą oraz narastających obaw o ceny paliw – który zasugerował, że wojna z Iranem może zakończyć się szybciej niż sądzono. Wskazał również, że sankcje związane z ropą, potencjalnie obejmujące rosyjski eksport, mogą zostać złagodzone, a marynarka wojenna USA będzie eskortować tankowce przez Cieśninę Ormuz.

Pomimo tych wydarzeń konflikt nie wykazuje wyraźnych oznak deeskalacji. Iran jak dotąd przejawia niewielką gotowość do wstrzymania działań odwetowych, podczas gdy ataki i kontrataki militarne w regionie wciągnęły ten kryzys już bezpośrednio lub pośrednio ponad tuzin państw. W rezultacie rynek ropy pozostaje niestabilny – inwestorzy balansują między ryzykiem dalszej eskalacji a opcją, że presja dyplomatyczna ostatecznie ustabilizuje sytuację.

W centrum obaw inwestorów znajduje się Cieśnina Ormuz. Ten wąski szlak wodny łączący Zatokę Perską z Morzem Arabskim pozostaje najważniejszym na świecie wąskim gardłem dla globalnych przepływów energii. W normalnych warunkach przez cieśninę przepływa każdego dnia około 20 mln baryłek ropy naftowej i produktów rafinowanych – co odpowiada mniej więcej jednej piątej światowego zużycia ropy oraz około jednej czwartej globalnego morskiego handlu ropą. Dodatkowo niemal 20% światowego eksportu LNG, głównie z Kataru, również przechodzi tą trasą.

Tak duża koncentracja przepływów oznacza, że wszelkie zakłócenia w żegludze przez cieśninę natychmiast i w nieproporcjonalnie dużym stopniu wpływają na oczekiwania dotyczące globalnej podaży. W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych kryzysów geopolitycznych, w których brakujące dostawy z jednego regionu można było zastąpić produkcją z innego, problem w przypadku cieśniny Ormuzu polega na tym, że chodzi o samą trasę transportową, a nie o jednego producenta. Nawet jeśli państwa Zatoki Perskiej utrzymają poziom wydobycia, eksport nie może łatwo dotrzeć na światowe rynki, jeśli żegluga przez cieśninę zostanie zakłócona.

Istnieją tylko ograniczone alternatywy. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują rurociągami pozwalającymi ominąć cieśninę, jednak ich łączna rezerwowa przepustowość stanowi jedynie ułamek wolumenów, które normalnie przepływają przez Ormuz. Ponadto znaczna część światowych rezerwowych mocy produkcyjnych znajduje się właśnie w regionie Zatoki Perskiej. Gdyby eksport został ograniczony na dłuższy czas, globalny rynek mógłby stracić dostęp nie tylko do bieżącej produkcji, ale także do dużej części rezerwowych mocy wydobywczych, które zwykle służą stabilizowaniu wstrząsów podażowych.

Te uwarunkowania wyjaśniają, dlaczego obecny kryzys coraz częściej porównywany jest do szoków naftowych z lat 70. Choć dzisiejszy globalny system energetyczny jest znacznie bardziej zdywersyfikowany, sama skala przepływów przechodzących przez Zatokę Perską sprawia, że długotrwałe zakłócenia wciąż mogłyby mieć istotne konsekwencje gospodarcze.

Co ciekawe, najsilniejsza reakcja nie wystąpiła na rynku samej ropy. Zamiast tego jedne z najbardziej gwałtownych ruchów odnotowano na rynkach diesla, paliwa lotniczego oraz LNG. Powód tkwi w charakterze zakłóconych dostaw ropy. Duża część surowca eksportowanego z regionu Zatoki to gatunki średnie i wysokosiarkowe (medium-sour), które są potrzebne szczególnie do produkcji średnich destylatów, takich jak olej napędowy i paliwo lotnicze.

Jednocześnie w ciągu ostatniej dekady w regionie Zatoki Perskiej nastąpiła szybka rozbudowa mocy rafineryjnych. W efekcie zakłócenia dotyczą nie tylko ropy dobrze nadającej się do produkcji średnich destylatów, ale również samych produktów rafinowanych. W ostatnich latach rafinerie na Bliskim Wschodzie stały się coraz ważniejszym dostawcą diesla i paliwa lotniczego na rynki światowe, w tym do Europy, gdzie pomogły zastąpić baryłki rosyjskiej ropy objęte sankcjami.

Sytuację dodatkowo komplikuje znaczenie regionu dla globalnych dostaw LNG. Katar jest jednym z największych na świecie eksporterów skroplonego gazu ziemnego, a niemal wszystkie jego dostawy zależą od bezpiecznego przepływu przez cieśninę Ormuz. Wraz ze wzrostem ryzyka dla żeglugi ceny LNG zarówno w Europie, jak i w Azji gwałtownie wzrosły, odzwierciedlając obawy, że zakłócenia w dostawach gazu mogą wywołać szerszy wstrząs energetyczny.

Poza fizycznymi zakłóceniami decydenci polityczni uważnie obserwują także ceny ropy ze względu na ich potencjalne konsekwencje gospodarcze. Historycznie ceny ropy powyżej 110–120 USD za baryłkę często zbiegały się ze spadkiem popytu, gdy wysokie koszty paliw zaczynały obciążać aktywność gospodarczą. Utrzymywanie się cen na takich poziomach wiąże się ze zwiększonym ryzykiem dla gospodarki, zwłaszcza w czasie, gdy globalna aktywność ekonomiczna już pozostaje pod presją zmian geopolitycznych oraz barier handlowych związanych z cłami.

Stany Zjednoczone pozostają szczególnie wrażliwe na rosnące ceny paliw, mimo że są największym producentem ropy na świecie. Amerykańscy konsumenci wciąż w dużym stopniu zużywają benzynę, a wyższe ceny ropy stosunkowo szybko przekładają się na ceny detaliczne paliw. W ostatnim tygodniu średnia krajowa cena oleju napędowego wzrosła o 26%, podczas gdy cena benzyny skoczyła o 18%. Ta dynamika częściowo wyjaśnia, dlaczego decydenci polityczni tak pilnie starają się ograniczyć reakcję rynku – poprzez dyskusje o wykorzystaniu strategicznych rezerw oraz działania mające na celu stabilizację szlaków żeglugowych.

Na razie rynek ropy pozostaje zawieszony między dwoma scenariuszami. Utrzymujące się zakłócenia w regionalnych przepływach energii oraz dalsza eskalacja konfliktu mogą szybko ponownie wypchnąć cenę ropy Brent w kierunku lub powyżej poziomu 100 USD za baryłkę, szczególnie jeśli żegluga przez Cieśninę Ormuz pozostanie ograniczona. Pojawienie się sygnałów, że producenci z regionu Zatoki Perskiej ograniczają wydobycie z powodu braku możliwości magazynowania, będzie nadal wspierać ceny do czasu, aż eksport będzie można bezpiecznie wznowić.

Z kolei wiarygodny sygnał deeskalacji konfliktu – połączony z przywróceniem normalnej żeglugi przez cieśninę – mógłby doprowadzić do spadku cen w kierunku poziomu około 80 USD za baryłkę. Jednocześnie obecne uszczuplanie globalnych zapasów prawdopodobnie sprawi, że w nadchodzących miesiącach ceny pozostaną wyższe, niż wcześniej oczekiwano. Taki scenariusz wymagałby jednak nie tylko postępu politycznego, lecz także wyraźnych dowodów na to, że ruch tankowców, ubezpieczenia transportu morskiego oraz łańcuchy dostaw dla rafinerii wracają do normy.

Do czasu pojawienia się większej jasności zmienność na rynku prawdopodobnie pozostanie wysoka. Inwestorzy będą nadal uważnie obserwować ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz, marże rafineryjne dla diesla i paliwa lotniczego, ceny LNG oraz gotowość producentów z regionu Zatoki Perskiej do utrzymywania wydobycia w coraz trudniejszych warunkach logistycznych.

Obecny kryzys przypomina o nieustającym znaczeniu ryzyka geopolitycznego na globalnych rynkach energii. Nawet w erze rosnącej dywersyfikacji źródeł energii Cieśnina Ormuz pozostaje kluczową arterią światowego systemu energetycznego, a wszelkie zakłócenia w tym miejscu będą odczuwalne daleko poza samym regionem.

– Obecna sytuacja na rynku ropy pokazuje, jak silnie rynki finansowe reagują na ryzyko geopolityczne i jak szybko mogą zmieniać się scenariusze dla inwestorów. Z jednej strony dalsze zakłócenia w regionie Zatoki Perskiej mogą ponownie wypchnąć ceny ropy powyżej 100 USD za baryłkę, z drugiej – wiarygodna deeskalacja konfliktu mogłaby sprowadzić je w okolice 80 USD. W takim otoczeniu dywersyfikacja portfela przestaje być tylko strategią optymalizacji wyników, a staje się podstawowym narzędziem zarządzania ryzykiem. Dlatego coraz większą rolę odgrywa inwestowanie globalne oraz podejście multi-asset, łączące różne klasy aktywów i regiony świata. Ekspozycja na akcje, obligacje, surowce czy metale szlachetne – często realizowana poprzez fundusze ETF i inne instrumenty rynkowe – pozwala ograniczyć wpływ gwałtownych wahań w jednym segmencie rynku i budować portfel bardziej odporny na nagłe zwroty wydarzeń geopolitycznych – tłumaczy Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Kurs dolara reaguje na konflikt. Czy to początek nowego trendu?

Przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie Donald Trump miał układ niemal idealny z punktu widzenia Białego Domu. Ropa była tania, dolar relatywnie słaby, a rentowności amerykańskich obligacji skarbowych pozostawały na poziomach, które nie utrudniały ani finansowania gospodarki, ani politycznej narracji o stabilizacji. Atak na Iran szybko zmienił ten obraz. Ceny ropy poszły mocno w górę, przez chwilę zbliżając się nawet do 120 dolarów za baryłkę, a na rynkach natychmiast wróciły obawy o inflację i o to, że Fed będzie musiał dłużej trzymać stopy procentowe na podwyższonym poziomie. Dolar znów zaczął zachowywać się jak klasyczna bezpieczna przystań. Umocnił się wobec niemal wszystkich głównych walut, a w Polsce za jednego dolara trzeba było płacić nawet 3,73 zł. To rodzi pytanie, czy widzimy początek trwalszego powrotu mocnego dolara, czy tylko nerwową reakcję na geopolityczny wstrząs.

Wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie niemal automatycznie kieruje uwagę rynków na ceny ropy naftowej. To najszybszy mechanizm, przez który geopolityka przenosi się do gospodarki. Wystarczy zagrożenie dla transportu surowca, problemy z tankowcami czy ryzyko blokady cieśniny Ormuz, by notowania zaczęły rosnąć. A ponieważ ropa na świecie jest rozliczana głównie w dolarach, droższa baryłka oznacza od razu większy popyt na amerykańską walutę. Im wyższa cena ropy, tym większa rola dolara w globalnym obiegu.

W poniedziałek ceny ropy Brent wzrosły chwilowo do niemal 120 dolarów za baryłkę, bo inwestorzy na nowo zaczęli wyceniać ryzyko dla dostaw przechodzących przez cieśninę Ormuz. W tle pojawiły się też obawy przed długotrwałym konfliktem. Jednocześnie ceny benzyny wzrosły w okolice 7 zł za litr, do poziomów najwyższych od mniej więcej dwóch lat. Problem coraz mniej ma już wyłącznie wymiar geopolityczny, a coraz bardziej logistyczny.

Później notowania ropy spadły, gdy prezydent Trump zasugerował, że koniec konfliktu może być bliżej, niż wcześniej sądzono. Dziś baryłka ropy Brent kosztuje poniżej 90 dolarów. To pokazuje, że na rynku w sytuacji wysokiej zmienności emocje potrafią wyprzedzać fakty.

Sam wzrost cen ropy nie tłumaczy wszystkiego, bo kluczowe jest to, kto na takim szoku traci bardziej. Europa, Polska i wiele innych gospodarek są importerami energii, więc droższa ropa oznacza dla nich wyższe koszty transportu, energii i silniejszą presję inflacyjną, podczas gdy USA są dziś nie tylko wielkim konsumentem, ale też dużym producentem surowców. Dlatego rynek uznaje, że amerykańska gospodarka jest mniej narażona na ten wstrząs niż gospodarki zależne od importu, a to sprawia, że ten sam szok energetyczny osłabia euro, złotego i inne waluty rynków wschodzących bardziej niż dolara.

A skoro droższa ropa może znów podbić inflację, inwestorzy zaczynają zakładać, że Fed nie będzie się spieszył z obniżkami stóp procentowych. A jeśli stopy w USA pozostaną wyższe na dłużej, dolar staje się jeszcze bardziej atrakcyjny. Daje bowiem nie tylko bezpieczeństwo, ale też relatywnie lepszy dochód z amerykańskich obligacji i lokowania kapitału w aktywach dolarowych.

Obecne umocnienie dolara to logiczna reakcja na układ sił, w którym świat boi się wzrostu cen energii, a USA są postrzegane jako kraj mniej narażony na skutki tego wstrząsu niż większość konkurentów, w tym Unia Europejska. Można powiedzieć, że w obecnym kryzysie dolar wygrywa nie dlatego, że amerykańska gospodarka jest idealna, ale dlatego, że wygląda na mniej narażoną na szok od innych.

Czy to oznacza początek nowej ery trwałej siły dolara? Niekoniecznie, bo trzeba odróżnić ruch wynikający z trwałej zmiany od reakcji na nagły kryzys. Jeśli napięcie na Bliskim Wschodzie zacznie słabnąć, a ceny ropy spadną, część obecnego umocnienia amerykańskiej waluty może szybko wyparować. Zresztą było to już widać po wypowiedzi prezydenta Trumpa, że zakończenie wojny może być bliżej, niż wcześniej sądzono – ropa zeszła poniżej 100 dolarów za baryłkę, a dolar lekko się osłabił. To dobry przykład tego, co może się wydarzyć w razie deeskalacji.

Podobnie będzie, jeśli inwestorzy uznają, że impuls inflacyjny miał tylko przejściowy charakter, a Fed wróci do łagodniejszego nastawienia. Wtedy mechanizm, który dziś wspiera dolara, zacznie działać słabiej. Jest zresztą i druga strona tego ruchu, bo zbyt mocny dolar wcale nie musi być dla Trumpa dobrą wiadomością – w czasie kryzysu daje USA finansową przewagę, ale jednocześnie utrudnia eksport i osłabia konkurencyjność amerykańskiego przemysłu.

Do tego dochodzi polityka, bo jeśli konflikt będzie się przeciągał, wysokie ceny paliw coraz mocniej odczują wyborcy. Dlatego dziś najuczciwiej byłoby powiedzieć tak: obserwujemy przede wszystkim geopolityczne umocnienie dolara, napędzane drogą ropą, obawami o inflację i tym, że Stany Zjednoczone są producentem energii, a nie tylko jej odbiorcą. To daje dolarowi przewagę w krótkim terminie, ale o trwałości tego ruchu zdecyduje nie sam konflikt, lecz to, co stanie się z cenami ropy w kolejnych tygodniach i miesiącach. Jeśli surowiec pozostanie drogi, dolar może pozostać mocny dłużej. Jeśli napięcie opadnie, może się szybko okazać, że obecny powrót silnego dolara był raczej reakcją na kryzys niż początkiem nowego, wieloletniego trendu.

Naruszenie danych w Santander Bank Polska. NSA oddalił skargę kasacyjną banku

0

Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził prawidłowość decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w sprawie naruszenia przepisów RODO przez Santander Bank Polska S.A. Chodziło o brak właściwego powiadomienia osób, których dane osobowe zostały objęte incydentem bezpieczeństwa. Organ nadzorczy nałożył na bank administracyjną karę pieniężną w wysokości 545 748 zł oraz nakazał niezwłoczne poinformowanie pracowników o naruszeniu ich danych.

Wyrok zapadł 6 marca 2026 r. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną spółki i w całości podtrzymał wcześniejsze rozstrzygnięcie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który również przyznał rację Prezesowi UODO. Sprawa dotyczyła naruszenia art. 34 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), który zobowiązuje administratora danych do poinformowania osób fizycznych o naruszeniu ochrony ich danych osobowych, jeżeli incydent może powodować wysokie ryzyko naruszenia ich praw lub wolności.

Spór o ocenę ryzyka naruszenia danych

W trakcie postępowania bank argumentował, że w analizowanej sytuacji nie wystąpiło wysokie ryzyko dla osób, których dane dotyczyły. Zdaniem spółki dostęp do danych miał jedynie „zaufany odbiorca”, co w ocenie administratora ograniczało potencjalne skutki incydentu.

Naczelny Sąd Administracyjny nie podzielił tej argumentacji. Sąd podkreślił, że kluczowe znaczenie ma sam fakt powstania możliwości dostępu do danych przez osobę nieuprawnioną, a nie to, czy faktycznie z nich skorzystała. W ocenie sądu już sama możliwość zapoznania się z danymi oznacza powstanie ryzyka naruszenia praw lub wolności osób fizycznych.

NSA zwrócił również uwagę na zakres danych dostępnych w Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). System ten umożliwia dostęp m.in. do imion i nazwisk, numerów PESEL, adresów zamieszkania lub pobytu, a także informacji o zwolnieniach lekarskich. Dane dotyczące zdrowia należą do szczególnej kategorii danych osobowych, które podlegają szczególnej ochronie na gruncie RODO.

Nieuprawniony dostęp do danych pracowników

Incydent zgłoszony przez bank do Urzędu Ochrony Danych Osobowych dotyczył nieodebrania byłemu pracownikowi dostępu do platformy PUE ZUS. Po zakończeniu zatrudnienia osoba ta nadal posiadała dostęp do danych innych pracowników banku w profilu płatnika na platformie ZUS.

W toku postępowania ustalono, że przez osiem miesięcy po zakończeniu pracy w banku były pracownik pięciokrotnie logował się do systemu. Oznaczało to, że przez dłuższy czas miał potencjalny dostęp do danych osobowych pracowników.

Po analizie zgłoszenia Prezes UODO uznał, że doszło do naruszenia poufności danych osobowych, a charakter i zakres incydentu powodował wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczyły. W związku z tym organ nakazał administratorowi poinformowanie pracowników o naruszeniu ich danych osobowych.

Komunikat wewnętrzny nie wystarczył

Bank nie zgodził się z tą oceną i wskazywał, że incydent został zgłoszony do organu nadzorczego jedynie „z ostrożności”. Spółka uznała również, że nie ma konieczności informowania pracowników o naruszeniu.

Zamiast tego na wewnętrznej platformie komunikacyjnej opublikowano ogólny komunikat przypominający zasady przetwarzania danych osobowych.

Prezes UODO uznał jednak, że taka forma komunikacji nie spełnia wymogów przewidzianych w przepisach RODO. Informacja miała zbyt ogólny charakter i nie wskazywała, że doszło do konkretnego incydentu naruszenia ochrony danych osobowych. W rezultacie osoby, których dane mogły zostać ujawnione, nie miały możliwości podjęcia działań mających na celu ograniczenie ewentualnych negatywnych skutków zdarzenia.

Organ nadzorczy podkreślił także, że komunikat na platformie wewnętrznej mógł dotrzeć wyłącznie do aktualnych pracowników banku. Tymczasem naruszenie potencjalnie obejmowało również dane osób, które zakończyły już zatrudnienie w spółce.

Obowiązek informowania o naruszeniach

W ocenie Prezesa UODO spełnione zostały wszystkie przesłanki uzasadniające obowiązek powiadomienia osób, których dane dotyczą. Dane dostępne w systemie PUE ZUS mogą bowiem zostać wykorzystane m.in. do uzyskania informacji o stanie zdrowia danej osoby czy do prób wykorzystania danych osobowych w celu zaciągnięcia zobowiązań finansowych.

Organ wskazał również, że obowiązek informowania o naruszeniach danych osobowych ma umożliwić osobom fizycznym podjęcie odpowiednich działań ochronnych, takich jak monitorowanie wykorzystania danych czy zwiększenie czujności wobec potencjalnych prób wyłudzeń.

Dodatkową okolicznością obciążającą administratora było to, że w toku postępowania spółka konsekwentnie utrzymywała stanowisko, iż nie ma potrzeby informowania osób, których dane mogły zostać naruszone.

Wyrok kończy kilkuletnie postępowanie

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego oznacza utrzymanie w mocy decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych oraz wcześniejszego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ostatecznie bank zobowiązany jest do wykonania decyzji organu nadzorczego, w tym do poinformowania osób, których dane objął incydent.

Creotech Instruments stawia na Kraków. Nowe biuro w Krakowskim Parku Technologicznym

Creotech Instruments S.A., notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, uruchomił nowe biuro w Krakowie, zlokalizowane w Krakowskim Parku Technologicznym (KPT). To pierwsza lokalizacja Spółki poza Warszawą i jednocześnie istotny krok w realizacji długofalowej strategii rozwoju, odpowiadającej na dynamicznie rosnące portfolio krajowych i międzynarodowych projektów kosmicznych. To także ważny element kolejnego etapu budowy silnego ekosystemu branży kosmicznej w Krakowie.

Otwarcie biura w Krakowie to ważny krok w realizacji strategii rozwoju Creotech Instruments. Skala oraz złożoność prowadzonych przez nas projektów dynamicznie rośnie – zarówno pod względem technologicznym, jak i organizacyjnym. Obecność w jednym z najważniejszych ośrodków akademickich i technologicznych w Polsce pozwoli nam lepiej przygotować się do realizacji kolejnych misji satelitarnych, w tym projektów konstelacyjnych, a także znacząco wzmocnić zaplecze badawczo-rozwojowe spółki. Kraków daje nam dostęp do wysoko wykwalifikowanej kadry inżynierskiej i naukowej oraz sprzyja rozwijaniu współpracy z uczelniami i środowiskiem badawczym, co przełoży się na dalszy rozwój naszych technologii i konkurencyjności firmy na rynkach międzynarodowych – komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Nowa lokalizacja wpisuje się w przygotowania Spółki do realizacji coraz większej liczby zaawansowanych misji satelitarnych, obejmujących zarówno obserwację Ziemi, jak i obszary wykraczające poza ten segment. Od początku roku Creotech rozpoczął realizację m.in. projektów związanych z identyfikacją zagłuszeń sygnałów GNSS z kosmosu (SAFIR-PNT) oraz misji in-orbit servicing (RAVEN), równolegle rozwijając programy Mikroglob i CAMILA.

Pozyskanie przez Krakowski Park Technologiczny takiego partnera jak Creotech Instruments to nie tylko decyzja biznesowa jednej firmy. To także potwierdzenie, że konsekwentnie budowany przez nas ekosystem zaczyna przyciągać kluczowych graczy rynku. Naszym celem jest stworzenie w Krakowie miejsca, które łączy środowisko naukowe, kompetencje inżynierskie oraz projekty o międzynarodowym zasięgu –  podkreśla Andrzej Kulig, Prezes Zarządu Krakowskiego Parku Technologicznego.

Biuro w Krakowie umożliwi zwiększenie skali działalności operacyjnej i technologicznej Spółki, rozbudowę zaplecza badawczo-rozwojowego oraz przyspieszenie realizacji kontraktów o rosnącej wartości i stopniu złożoności. Kraków, jako jeden z kluczowych ośrodków akademickich i technologicznych w Polsce, stwarza dogodne warunki do dalszego rozwoju zespołów inżynierskich oraz pozyskiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów.

Creotech Instruments pełni rolę wiodącego integratora systemów kosmicznych, realizując projekty we współpracy z licznymi partnerami przemysłowymi i naukowymi. Obecność w Krakowie sprzyja dalszemu pogłębianiu relacji z regionalnym ekosystemem innowacji, w tym z uczelniami wyższymi oraz firmami technologicznymi. Przykładem takiej współpracy jest misja HYADES, realizowana wspólnie z naukowcami z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Otwarcie biura w Krakowskim Parku Technologicznym wzmacnia zdolność Creotech Instruments do skalowania działalności, a jednocześnie przyczynia się do dalszego rozwoju regionalnego sektora kosmicznego. KPT od lat angażuje się w budowę środowiska sprzyjającego rozwojowi firm branży space i deep tech, wspierając ich internacjonalizację, transfer technologii oraz współpracę z europejskim sektorem kosmicznym.

KPT realizuje programy rozwojowe dla firm z sektora kosmicznego i dual-use, wspierające je w walidacji rynkowej, rozwoju prototypów oraz budowie modeli biznesowych. Spółka aktywnie pomaga również w pozyskiwaniu finansowania z programów Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz należy do sieci ESA Technology Broker, wspierając transfer technologii pomiędzy sektorem kosmicznym a przemysłem spoza tej branży.

– Wspólnie z Miastem Kraków rozwijamy także inicjatywę Kraków Space City – strategiczny projekt, którego celem jest wzmacnianie kompetencji technologicznych regionu i budowanie coraz silniejszej pozycji regionu w europejskim sektorze technologii kosmicznych – dodaje Mateusz Zurzycki, Wiceprezes Zarządu Krakowskiego Parku Technologicznego.

Otwarcie biura Creotech Instruments S.A. wzmacnia rolę Krakowskiego Parku Technologicznego, jako kluczowego hubu sektora kosmicznego w południowej Polsce, integrującego środowisko naukowe i przemysłowe oraz zwiększającego rozpoznawalność regionu w europejskim łańcuchu wartości branży spacetech.

Krakowski Park Technologiczny zapowiada dalsze działania na rzecz wzmacniania sektora kosmicznego, zarówno poprzez przyciąganie kolejnych podmiotów branży, jak i rozwój współpracy międzynarodowej. Otwarcie biura Creotech Instruments stanowi w tym procesie istotny kamień milowy oraz wyraźny sygnał rosnącej roli Krakowa na mapie europejskiego sektora kosmicznego.

Rynki złapały oddech po słowach Trumpa. Niepewność jednak nie znika

Wojna wkrótce może się zakończyć – ta sugestia Trumpa wyprowadziła z równowagi nawet najbardziej doświadczonych traderów na rynku ropy naftowej. Redukcja ryzyka tonuje poniedziałkową panikę, jednak surowce wciąż wyceniane są wysoko. Co ciekawe, na wielu wykresach rynku walutowego zobaczyliśmy całkowite wymazanie wczorajszych ruchów.

Energetyczno-emocjonalny rollercoaster

Ogromna zmienność na wykresie ropy naftowej i milionowe straty funduszy hedgingowych — tak w skrócie można podsumować poniedziałkową sesję na rynku kontraktów terminowych „czarnego złota”. Po porannym wzroście do prawie 119 USD nastąpił spadek w okolice 82 USD. Zastanawiam się, czy istnieje mocniejszy argument na poparcie niepewności, która ponownie pozwala podwyższyć ceny na stacjach benzynowych ze skutkiem natychmiastowym. Niestety odreagowania widocznego na wykresach nie doświadczamy podchodząc do dystrybutorów paliwowych. Powodów powrotu notowań ropy do strefy dwucyfrowej jest kilka. Oprócz doniesień o możliwym uwalnianiu rezerw surowców czy chęci wykorzystywania alternatywnych rurociągów do transportu przez Arabię Saudyjską czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, najważniejsze stały się słowa Trumpa o możliwym zakończeniu konfliktu. Był to miód na uszy rozemocjonowanych rynków, które wręcz czekały na pierwszą wypowiedź stawiającą obecną skomplikowaną sytuację w łagodniejszym świetle.

We wtorek ceny ropy próbują się ustabilizować przy poziomach z końca piątkowej sesji. Na wykresach można jednak dostrzec delikatną tendencję wzrostową. Odmiana WTI o godzinie 13:00 wróciła do 90 USD za baryłkę, a BRENT oscylowała przy 92 USD. Są to wartości sporo niższe względem wczorajszych maksimów, jednak nadal wysokie i proinflacyjne. To dlatego w ostatnich godzinach pojawiło się wiele informacji sugerujących podwyżki stóp procentowych przez banki centralne w 2026 roku, co np. w przypadku Banku Anglii jest zupełnym przeciwieństwem względem spekulacji sprzed tygodnia o możliwych obniżkach.

Trzęsie także na forex

Skoro ryzyko spada, trzeba je wycenić. W poniedziałek pisałem o porannej ucieczce kapitału od ryzyka. Natomiast od wczorajszego popołudnia kierunek zmienił się o 180 stopni. Powodem jest wycofywanie kapitału z bezpiecznych przystani, co następuje nie tylko na skutek redukcji ryzyka opisanego w poprzednim akapicie. Do świadomości inwestorów dociera też fakt, że  reakcja z otwarcia po weekendzie była zbyt przesadna. We wtorek o poranku kurs EUR/USD zwyżkował do 1,166 USD, co oznacza całkowite wymazanie luki spadkowej, którą rozpoczęliśmy poniedziałkowe notowania. Dolar oddaje pole także złotemu, a kurs USD/PLN spada do 3,65 PLN. Krajowa waluta odrabia także straty do euro, funta i franka. Kurs EUR/PLN to ok. 4,25 PLN, GBP/PLN spadł w okolice 4,91 PLN, a na wykresie CHF/PLN chwilowo udało się pokonać 4,70 PLN. W dalszej części sesji kurs złotego pozostaje wrażliwy na wszelkie doniesienia o konflikcie na Bliskim Wschodzie.

Co się dzieje w kalendarzu makro?

We wtorek pojawiło się też kilka ciekawych publikacji z Azji i Europy. Zacznijmy od Chin, które odnotowały imponujące skoki w handlu zagranicznym. Wzrost eksportu o 21,8% r/r (prognoza 7,1% r/r) i importu o 19,7% r/r (prognoza 6,3% r/r), co w konsekwencji daje nadwyżkę bilansu handlowego na poziomie 213,6 mld USD (prognoza (180 mld USD) zmiażdżyły nawet zwyżkowe oczekiwania analityków. Dodatkowo w Japonii annualizowany PKB za IV kw. (przeliczenie, jakby tempo wzrostu z jednego kwartału utrzymało się przez cały rok) to 1,3% względem konsensusu 1,1%.

Optymizm nieco spada przy analizie danych z Niemiec, gdzie odnotowano miesięczne spadki eksportu (-2,3%) i importu (-5,9%) . Przed południem pojawiły się także dane inflacyjne z Czech i Norwegii. Za naszą południową granicą dynamika cen zgodnie z prognozami spadła z 1,6% r/r do 1,4% r/r. W Skandynawii również odnotowano oczekiwaną zniżkę do 2,7% r/r. Dane osłabiły korony, które tracą dziś względem krajowej waluty. We wtorek o 13:00 kurs CZK/PLN to 0,1745 PLN a NOK/PLN to 0,38 PLN. W obu przypadkach mamy do czynienia z wymazaniem strat z wczorajszego panicznego otwarcia rynków, na którym ucierpiał złoty.

Książeczka sanepidowska dla pracowników gastronomii – jak wyrobić ją szybko przez internet?

Praca w gastronomii wiąże się z dużą odpowiedzialnością za zdrowie klientów. Osoby mające kontakt z żywnością muszą spełniać określone wymogi sanitarne, a jednym z nich jest posiadanie aktualnych badań potwierdzających brak przeciwwskazań do pracy z żywnością. W praktyce oznacza to konieczność uzyskania tzw. książeczki sanepidowskiej, czyli dokumentu potwierdzającego wykonanie odpowiednich badań do celów sanitarno-epidemiologicznych.

Jeszcze kilka lat temu proces ten wymagał osobistych wizyt w stacji sanitarno-epidemiologicznej oraz laboratorium. Obecnie coraz częściej możliwe jest wyrobienie książeczki sanepidowskiej przy wsparciu usług dostępnych online, co znacząco przyspiesza cały proces.

Kto potrzebuje książeczki sanepidowskiej w gastronomii?

Obowiązek posiadania aktualnych badań sanitarno-epidemiologicznych dotyczy wszystkich osób, które w swojej pracy mają bezpośredni kontakt z żywnością lub powierzchniami mającymi z nią styczność. W gastronomii dotyczy to między innymi:

  • kucharzy i pomocy kuchennych
  • kelnerów i baristów
  • pracowników barów, restauracji i food trucków
  • osób pracujących w cukierniach i piekarniach
  • pracowników produkcji żywności

Pracodawca ma obowiązek upewnić się, że zatrudniona osoba nie stanowi zagrożenia epidemiologicznego. Dlatego wyrobienie książeczki sanepidowskiej jest często pierwszym krokiem przed rozpoczęciem pracy w branży gastronomicznej.

Jak wygląda proces uzyskania książeczki sanepidowskiej?

Aby uzyskać dokument potwierdzający zdolność do pracy z żywnością, należy wykonać kilka podstawowych kroków. Proces ten jest stosunkowo prosty, choć wymaga wykonania badań laboratoryjnych.

Najczęściej wygląda to następująco:

  1. Pobranie materiału do badań (zwykle próbki kału).
  2. Dostarczenie próbek do laboratorium w celu wykonania badań bakteriologicznych.
  3. Odbiór wyników badań.
  4. Wizyta u lekarza medycyny pracy lub lekarza uprawnionego do wydania orzeczenia.
  5. Otrzymanie orzeczenia do celów sanitarno-epidemiologicznych.

Na podstawie wyników badań lekarz wydaje decyzję o dopuszczeniu do pracy. Właśnie to orzeczenie zastępuje dziś tradycyjną książeczkę sanepidowską.

Czy można wyrobić książeczkę sanepidowską online?

W ostatnich latach wiele placówek medycznych umożliwia rozpoczęcie procedury przez internet. Dzięki temu można zarejestrować się na badania, zamówić zestaw do pobrania próbek lub zapisać się na konsultację lekarską bez wychodzenia z domu.

W praktyce wygląda to tak, że:

  • rejestrujesz się online w wybranej placówce,
  • otrzymujesz instrukcję dotyczącą wykonania badań,
  • oddajesz próbki do laboratorium,
  • a po uzyskaniu wyników umawiasz konsultację z lekarzem.

Taki model pozwala znacząco skrócić czas formalności. Dla osób, które potrzebują dokumentu do pracy „na już”, wyrobienie książeczki sanepidowskiej w ten sposób jest często najszybszą i najwygodniejszą opcją.

Ile trwa wyrobienie książeczki sanepidowskiej?

Czas oczekiwania zależy przede wszystkim od laboratorium wykonującego badania. Najczęściej cały proces trwa od kilku dni do około tygodnia. Najwięcej czasu zajmuje analiza próbek w kierunku bakterii takich jak Salmonella czy Shigella.

Jeśli wcześniej wykonasz rejestrację online i sprawnie dostarczysz materiał do badań, cały proces może przebiec bardzo szybko. W wielu przypadkach pracownicy gastronomii są w stanie uzyskać potrzebne orzeczenie jeszcze przed rozpoczęciem nowej pracy.

Dlaczego warto zadbać o badania wcześniej?

W branży gastronomicznej rotacja pracowników jest dość duża, a pracodawcy często oczekują gotowości do pracy niemal od razu. Posiadanie aktualnych badań sanitarno-epidemiologicznych znacznie zwiększa szanse na szybkie zatrudnienie.

Dodatkowo wcześniejsze przygotowanie dokumentów pozwala uniknąć stresu związanego z formalnościami tuż przed rozpoczęciem pracy. Dzięki możliwościom, jakie daje internet, cały proces jest dziś prostszy i wygodniejszy niż jeszcze kilka lat temu.

Dlatego osoby planujące pracę w gastronomii coraz częściej decydują się na wyrobienie książeczki sanepidowskiej z wyprzedzeniem, aby mieć pewność, że spełniają wszystkie wymagania sanitarne.

Zarządzanie ryzykiem – czego biznes może nauczyć się z BRD

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej przypomina poruszanie się samochodem po bardzo ruchliwej autostradzie pełnej innych uczestników. Czasami droga jest prosta, a warunki pogodowe sprzyjają szybkiej i bezproblemowej jeździe do celu. Innym razem przedsiębiorca musi zmierzyć się z gwałtowną burzą lub niespodziewanymi utrudnieniami w ruchu. Dobry kierowca nie tylko reaguje na bieżące wydarzenia, ale przede wszystkim stara się przewidywać zagrożenia. Podobnie w biznesie, zarządzanie ryzykiem pozwala unikać poważnych kolizji finansowych oraz wizerunkowych.

Dlaczego zasada ograniczonego zaufania sprawdza się w firmie?

W ruchu drogowym stosujemy zasadę ograniczonego zaufania, aby chronić siebie przed błędami innych kierowców lub pieszych. W świecie biznesu podejście to ma równie istotne zastosowanie w kontaktach z kontrahentami oraz dostawcami. Nie chodzi o to, by być podejrzliwym wobec każdego, ale aby zachować zdrowy rozsądek. Warto dokładnie weryfikować umowy i sprawdzać wiarygodność partnerów przed podjęciem współpracy. Takie działanie pozwala uniknąć sytuacji, w której błąd innej osoby wpłynie negatywnie na naszą firmę. Przezorny przedsiębiorca zawsze zostawia sobie margines bezpieczeństwa na ewentualne pomyłki otoczenia.

Analiza zachowań innych uczestników rynku pozwala na wcześniejsze dostrzeżenie nadchodzących zmian lub potencjalnych problemów w branży. Jeśli konkurencja nagle zmienia strategię, może to być sygnał ostrzegawczy, którego nie należy ignorować. Obserwacja rynku przypomina patrzenie w lusterka podczas jazdy samochodem, co daje pełniejszy obraz sytuacji. Dzięki temu można przygotować się do manewru wyprzedzania lub bezpiecznego hamowania w odpowiednim momencie. Ignorowanie sygnałów płynących z otoczenia często kończy się bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Świadomość ryzyka jest pierwszym krokiem do jego skutecznego ograniczenia.

Jakie narzędzia pomagają w ocenie potencjalnych kosztów?

Każda podróż wiąże się z kosztami, które warto oszacować jeszcze przed włączeniem silnika i ruszeniem w trasę. W codziennym życiu przewidywanie wydatków oraz przygotowanie się na sytuacje awaryjne jest zasadnicze dla zachowania spokoju i stabilności finansowej. Warto korzystać z dostępnych rozwiązań cyfrowych, które ułatwiają szybką kalkulację różnych scenariuszy ochrony własnego mienia. Narzędziem, które pomaga wstępnie oszacować koszt polisy dla prywatnego auta, jest dostępny kalkulator ubezpieczenia samochodu na Warta.pl. Dzięki takim rozwiązaniom można precyzyjniej zaplanować domowy budżet przeznaczony na bezpieczeństwo własnego pojazdu.

Wiedza o tym, ile może kosztować nas ewentualna naprawa szkód lub przestój w pracy, pozwala podjąć lepsze decyzje. Nikt nie lubi być zaskakiwany nagłymi wydatkami, które mogą zachwiać stabilnością finansową całego przedsiębiorstwa. Dlatego tak ważne jest posiadanie odpowiednich funduszy rezerwowych lub polisy, która pokryje niespodziewane straty. Odpowiednie przygotowanie finansowe działa jak poduszka powietrzna w trakcie kolizji. Minimalizuje skutki zdarzenia i pozwala szybciej wrócić do normalnego funkcjonowania po wypadku. Zarządzanie finansami w kontekście ryzyka to dowód na dojrzałość biznesową.

jakie narzedzia pomagaja w ocenie potencjalnych kosztow

Czy podstawowe zasady bezpieczeństwa gwarantują pełną ochronę?

Na drodze istnieją obowiązkowe przepisy, których przestrzeganie jest wymagane przez prawo dla dobra ogółu. W przypadku posiadaczy pojazdów taką podstawą jest obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, chroniące przed roszczeniami osób trzecich. Szczegółowe informacje o tym, co obejmuje standardowe OC na Warta.pl, pomagają zrozumieć zakres podstawowej ochrony. Dla każdego kierowcy jest to absolutne minimum, które pozwala legalnie poruszać się po drogach. Jednak samo spełnienie podstawowych wymogów prawnych rzadko okazuje się wystarczające w obliczu poważnych i nieprzewidzianych zdarzeń losowych.

Ograniczanie się wyłącznie do niezbędnego minimum często bywa strategią pozornie oszczędną, ale w rzeczywistości bardzo ryzykowną. Wystarczy jedno nieprzewidziane zdarzenie losowe, takie jak kradzież, pożar czy akt wandalizmu, aby narazić firmę na straty. Podstawowa ochrona zazwyczaj nie pokrywa szkód własnych, które mogą być bardzo kosztowne w naprawie. Dlatego świadomy właściciel firmy powinien rozważyć rozszerzenie zakresu zabezpieczeń o dodatkowe opcje. Pełne poczucie bezpieczeństwa daje dopiero świadomość, że jesteśmy chronieni w wielu różnych wymiarach. Kompleksowe podejście do ochrony majątku to wyraz troski o stabilność biznesu.

W jaki sposób myślenie o przyszłości wpływa na decyzje?

Odpowiedzialny kierowca nie patrzy tylko na maskę swojego samochodu, ale wybiega wzrokiem daleko w przód. Podobnie w prowadzeniu firmy niezbędna jest perspektywa długoterminowa, wykraczająca poza bieżący kwartał czy rok obrachunkowy. Budowanie stabilnego przedsiębiorstwa wymaga bowiem dbania nie tylko o aktywa firmowe, ale także o bezpieczeństwo prywatne. W tym kontekście mądre inwestycje w przyszłość dziecka oraz troska o najbliższych stają się nierozerwalnym elementem odpowiedzialnego zarządzania całym majątkiem.

Decyzje podejmowane dzisiaj mają bezpośredni wpływ na to, w jakiej kondycji nasza firma będzie za kilka lat. Zabezpieczenie finansowe daje przedsiębiorcy swobodę w podejmowaniu odważniejszych decyzji rozwojowych bez paraliżującego strachu o byt. Świadomość, że w razie choroby lub wypadku rodzina i firma otrzymają wsparcie, jest bezcenna. Pozwala to na zachowanie spokoju ducha, który jest niezbędny do efektywnego zarządzania zespołem i projektami. Długofalowe planowanie to cecha liderów, którzy rozumieją, że sukces buduje się latami. Ochrona przyszłości to nie wydatek, lecz elementarna część strategii życiowej.

Ekstremalna zmienność na rynku ropy. Cieśnina Ormuz nadal kluczowym problemem

Ropa gwałtownie potaniała po tym, jak Donald Trump zasugerował, że wojna z Iranem „wkrótce” się zakończy, a dodatkowo zapowiedział działania mające uspokoić rynek — eskortę tankowców przez marynarkę wojenną USA oraz możliwość poluzowania części sankcji związanych z ropą – choć w tej części brakuje konkretów. Brent i WTI zniżkowały o ponad 10%, po czym część strat odrobiły, a Brent stabilizował się w okolicach 93 USD za baryłkę po wcześniejszym dniu, gdy długo utrzymywał się powyżej 100 USD. To jednak przede wszystkim redukcja „premii strachu” po historycznie ekstremalnej zmienności, a nie trwała poprawa sytuacji podażowej.

Skala nerwowości była wyjątkowa. W poniedziałek Brent handlowany był w paśmie około 36 USD — najszerszym od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r. Kontrakty na WTI zanotowały jeszcze bardziej chaotyczny przebieg – we wtorek na starcie sesji zadziałał mechanizm wstrzymania notowań w pierwszych dwóch minutach, a w poniedziałek zakres wahań sięgnął około 38 USD, co było najszerszym ruchem od pandemicznych epizodów, gdy rynek wykazywał się skrajną zmiennością, a w pewnym momencie doszło do ujemnych cen. Mimo wtorkowego cofnięcia, kontrakty pozostają ponad 20 USD za baryłkę wyżej niż przed wybuchem wojny, co pokazuje, że ryzyko systemowe nadal jest wyceniane.

Kluczowy problem nie zniknął, bo dotyczy fizycznej logistyki, a nie tylko nastrojów inwestorów. Cieśnina Ormuz jest „de facto zamknięta”, a to szlak, który w normalnych warunkach obsługuje około jednej piątej globalnych przepływów ropy. Żegluga działa na minimalnym poziomie, a po atakach na statki od 28 lutego wielu armatorów zaczęło omijać cieśninę. To natychmiast „ściska” rynek. Nawet jeśli ropa istnieje w bilansie globalnym, jej dostarczenie staje się ryzykowne, wolniejsze i droższe, co podbija ceny i zwiększa ich wrażliwość na każde nowe informacje.

Napięcie podażowe wzmacniają reakcje producentów i ograniczenia po stronie przerobu. Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt i ZEA ograniczyły wydobycie, ponieważ przy utrudnionym eksporcie magazyny szybko się zapełniają. Skutki rozlewają się na innych uczestników rynku. Część rafinerii ogranicza pracę lub dostawy, a azjatyccy kupujący przebijają ceny, by ściągnąć ładunki pierwotnie przeznaczone do innych regionów. To tworzy efekt domina na produktach naftowych i kosztach transportu, a napięcie przenosi się z ropy na benzynę, diesla i frachty.

Polityczna presja rośnie szczególnie w USA, bo ceny benzyny detalicznej mają być najwyższe od sierpnia 2024 r. W takim otoczeniu rynek przywiązuje dużą wagę do sygnałów z Białego Domu. Deklaracja, że wojna ma zakończyć się „wkrótce” (choć niekoniecznie w tym tygodniu), oraz zapowiedzi działań osłonowych w logistyce i polityce sankcyjnej są odbierane jako próba przywrócenia przepływów ropy i ograniczenia skoku cen. W tle pojawia się także wątek rozmowy Trumpa z Putinem oraz doniesienia, że administracja miała umożliwić Indiom tymczasowe zwiększenie zakupów rosyjskiej ropy, co rynek może interpretować jako dodatkowy bufor podaży.

Jednocześnie ryzyko nie znika, dopóki Ormuz nie wróci do normalnej pracy. Same deklaracje polityczne mogą obniżać temperaturę na rynku finansowym, ale nie muszą od razu przywrócić gotowości armatorów do regularnej żeglugi przez strefę podwyższonego zagrożenia. Dlatego najbardziej realistyczny obraz na najbliższy czas to utrzymanie wysokiej zmienności. Ceny mogą szybko spadać, gdy rynek redukuje premię za ryzyko pod wpływem „uspokajających” komunikatów, i równie szybko rosnąć, gdy pojawiają się sygnały, że przepustowość Ormuzu pozostaje ograniczona, a realna dostępność baryłek i produktów naftowych dalej się pogarsza.

Geopolityczny rollercoaster na rynkach. Ropa i waluty po gwałtownym zwrocie

Poniedziałek pokazał nam z jednej strony dramatyczne sceny na otwarciu rynków po weekendzie, a z drugiej – zaskakująco szybki powrót w stronę normy. Wieczorem swoje wystąpienie miał jeszcze Donald Trump. Rynki bardzo chciały odczytać je jako uspokajające, ale w sumie nie wiadomo co –  poza dobrym dobrego samopoczuciem mówcy – miałoby tu uspokajać.

Co się dzieje na ropie?

Poniedziałek był dniem, który jeszcze długo będzie przywoływany w kontekście rynkowej zmienności. Na początku sesji widzieliśmy skok ropy naftowej do 120 USD za baryłkę. Potem jednak pojawiło się pytanie, czy to nie przesada, a wielu spekulantów zaczęło realizować zyski. W efekcie w godzinach popołudniowych cena baryłki ropy Brent oscylowała już w okolicach 100 USD. Po drodze pojawiało się sporo wypowiedzi, które miały uspokajać rynek. Ostatecznie wieczorne wystąpienie Donalda Trumpa, który określił wojnę jako „bardzo kompletną / skończoną”, wywołało kolejny gwałtowny ruch – cena zanurkowała o następne 10 USD, schodząc chwilowo jeszcze niżej. We wtorkowy poranek nagle jesteśmy z ropą w okolicach 90 USD. To wciąż niemal 20 USD powyżej poziomu sprzed ataku USA. „Prawie 20” brzmi jednak zdecydowanie lepiej niż „prawie 50”, które widzieliśmy na poniedziałkowym otwarciu.

Co to dla złotego oznacza w dłuższej perspektywie?

Szalony dzień mieliśmy nie tylko na ropie. Wczoraj mieliśmy 5-groszowe umocnienie naszej waluty względem euro i 9-groszowe wobec dolara. W rezultacie kurs EUR/PLN wrócił do okolic 4,25 zł, trochę udając, jakby nic się nie stało. Kurs USD/PLN spadł do 3,65 zł, czyli również do poziomów często widywanych przed amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. Czy powinniśmy się cieszyć z rozwoju sytuacji? Z jednej strony złoty wraca niemal do poziomów sprzed kilku tygodni, choć po drodze mieliśmy obniżkę stóp procentowych, która uzasadniałaby lekkie osłabienie. Z drugiej strony destabilizuje się sytuacja na Wschodzie. Putin ma co prawda około 30 USD mniej za baryłkę niż w poniedziałkowy poranek, co daje jakieś szanse Ukrainie, ale to nadal około 20 USD więcej niż przed wojną w Zatoce Perskiej. Do tego Donald Trump uspokajając rynki, zapowiedział luzowanie sankcji na Rosję, która wydaje się obecnie największym beneficjentem całej sytuacji. Scenariusz, w którym Ukraina zostałaby zmuszona do poddania się, to – delikatnie mówiąc – fatalna perspektywa dla naszego regionu i oczywiście polskiego złotego.

Jak reagują pozostałe rynki?

Wczorajszy oddech na rynkach dotyczył nie tylko złotego. Na głównej parze walutowej świata obserwowaliśmy korektę o niemal 1,5 centa. Wieczorna wypowiedź Donalda Trumpa przyniosła też gwałtowne wzrosty na giełdach. Miała ona miejsce już po zamknięciu sesji w Europie, dlatego amerykańskie indeksy – mimo początkowych spadków – wróciły w okolice poziomów sprzed dwóch tygodni. Europejskie parkiety nie są jednak w tak dobrej sytuacji. Główne indeksy, w zależności od kraju, w ciągu dwóch tygodni straciły od 5-7%. Wycena złota – pomimo początkowych zawirowań – wróciła podobnie jak amerykańskie giełdy, do punktu wyjścia. Nadal widać jednak wyraźnie zwiększoną zmienność na wielu rynkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak odczytów mogących rywalizować z wydarzeniami w geopolityce.

Sektor inwestycyjny w Polsce między technologicznym optymizmem a globalną konkurencją

Blisko 60 proc. przedstawicieli polskiej branży inwestycyjnej patrzy w przyszłość z optymizmem, a jednocześnie uważnie spogląda dziś na zagraniczną konkurencję. Według najnowszego raportu Accenture: Barometr nastrojów w branży inwestycyjnej 84 proc. respondentów wskazuje ekspansję zagranicznych fintechów jako jedno z głównych zagrożeń. Jednocześnie sektor wiąże duże nadzieje z cyfryzacją i sztuczną inteligencją, choć tylko co trzecia firma mierzy efekty tych inwestycji.

Trzecia edycja raportu Accenture pt. Barometr nastrojów w branży inwestycyjnej koncentruje się na tym, jak branża ocenia siebie z perspektywy decyzji podejmowanych wewnątrz organizacji. Głos oddano osobom odpowiedzialnym za strategię, ofertę, technologię, bezpieczeństwo oraz relacje z klientami i regulatorami. Z tego zbiorowego portretu wyłania się sektor, który ma świadomość, że nadszedł czas zmian, nie tylko w zakresie oferty czy technologii, lecz modelu myślenia o konkurencji, kliencie i własnej przewadze.

Dobrze skalkulowany optymizm

Jak więc wyglądają nastroje w rodzimej branży inwestycyjnej? Ogólnie rzecz biorąc są pozytywne – blisko 60 proc. ankietowanych deklaruje optymizm względem przyszłości, przy czym 45 proc. określa go jako umiarkowany. Nie jest to jednak efekt nastawienia, lecz wyważona ocena aktualnej sytuacji, tak rynkowej, jak i koniunkturalnej.

W perspektywie do 2030 r. branża największych szans upatruje poza własnymi strukturami. Najwyżej ocenione zostały czynniki zewnętrzne, które uzyskały średnio 8,37 pkt. w 12-punktowej skali. Respondenci wskazują tu przede wszystkim wzrost zamożności Polaków, sprzyjające zmiany podatkowe i regulacyjne oraz rosnącą świadomość inwestorów. Na drugim miejscu znalazła się transformacja cyfrowa i innowacje technologiczne z wynikiem 7,8 pkt. Najniżej oceniono natomiast ofertę produktową, która uzyskała 4,33 pkt., co można odczytywać jako sygnał, że sama konstrukcja produktów przestaje być dziś głównym polem przewagi konkurencyjnej.

Coraz wyższe nadwyżki finansowe Polaków przestają zalegać na rachunkach i są lokowane w nowoczesnych, efektywnych kosztowo rozwiązaniach, takich jak ETF-y czy akcje ułamkowe. Kluczowym katalizatorem jest tu technologia, która dzięki hiperpersonalizacji i GenAI odczarowuje inwestowanie, czyniąc je niemal tak intuicyjnym jak codzienne e-zakupy. Firmy inwestycyjne skutecznie monetyzują ten trend, oferując „uproszczoną złożoność”, czyli szeroki wachlarz globalnych aktywów przedstawiony w sposób, który wzmacnia pewność podejmowanych decyzji. W efekcie polski rynek staje się jednym z najdynamiczniej cyfryzujących się hubów inwestycyjnych w regionie, z dużym potencjałem dalszej ekspansji – zwraca uwagę Tomasz Bilczyński, Dyrektor Obszaru Domów i Biur Maklerskich, Accenture Polska.

Luka rozliczalności

Cyfryzacja usług finansowych i rozwój platform inwestycyjnych to dziś, w oczach sektora, najważniejsze obszary rozwoju rynku inwestycyjnego spośród 12 analizowanych w badaniu czynników. Aż 62 proc. przedstawicieli firm wskazało je jako jeden z trzech kluczowych motorów wzrostu. Wysoko uplasowała się również sztuczna inteligencja, która zajęła trzecie miejsce w rankingu (48 proc.), wyprzedzając tym samym edukację inwestorów (40 proc.) czy korzystne zmiany podatkowe (38 proc.).

Co warte podkreślenia, to fakt, że AI przeszła już drogę od eksperymentu do strategii. Dla 51 proc. jest to jeden z kilku głównych kierunków inwestycji, a dla 16 proc. absolutny priorytet. Zaledwie 6 proc. badanych deklaruje, że nie inwestuje jeszcze w generatywną AI. Niestety widać też poważny rozdźwięk pomiędzy ambicjami, a rozliczalnością: w 36 proc. przypadków sukces inicjatyw związanych z AI nie jest mierzony w ogóle.

Prościej nie znaczy mniej

A co ze wspomnianą wcześniej ofertą produktową? Uproszczenie jest najczęściej wskazywanym obszarem do poprawy, deklaruje je ponad połowa ankietowanych firm (52 proc.). Źródło tej potrzeby wynika z obserwacji klientów. Blisko połowa przedstawicieli sektora przyznaje, że inwestorzy oczekują rozwiązań zrozumiałych i przejrzystych, a 30 proc. badanych mówi wprost, że obecna oferta potrafi przytłaczać klientów.

Nie oznacza to jednak odwrotu od ambicji rozwojowych. Równolegle 66 proc. ankietowanych uważa, że aktywa cyfrowe staną się istotnym, a w praktyce niezbędnym elementem oferty firm inwestycyjnych. Dla 20 proc. nie są już eksperymentem, lecz obszarem strategicznym i potencjalnym motorem wzrostu. Sektor wyraźnie liczy przy tym na młodszych klientów, którzy według 80 proc. respondentów będą główną siłą napędową popytu na aktywa cyfrowe. Mniejszy, choć nadal zauważalny potencjał dostrzegany jest również w segmencie klientów zamożnych oraz w zastosowaniach korporacyjnych. Cyfrowa transformacja oferty nie kończy się jednak na kryptoaktywach. 44 proc. badanych dostrzega szansę w wykorzystaniu technologii blockchain do tokenizacji funduszy i papierów wartościowych.

Mimo że rozporządzenie MiCA już obowiązuje na poziomie UE, polski rynek wciąż funkcjonuje w warunkach regulacyjnej niepewności wokół krajowych ram dla rynku aktywów cyfrowych. Tymczasem globalny kapitał jest już o krok dalej – ocenia Adam Wdowczyk, Architekt w globalnym zespole Aktywów Cyfrowych Accenture. – Przykład takich instytucji jak BlackRock pokazuje, że pytanie nie dotyczy już samej obecności w tym obszarze, lecz sposobu wykorzystania tokenizacji, infrastruktury blockchain i wybranych elementów DeFi do budowy nowych produktów, usług i przewagi konkurencyjnej. Najwięksi gracze testują dziś mosty między tradycyjnymi finansami a nową infrastrukturą rynkową, licząc na większą efektywność, płynność i szerszy dostęp do inwestycji – dodaje.

Zagraniczna ofensywa

Choć raport Accenture przynosi branży inwestycyjnej w Polsce wiele powodów do umiarkowanego optymizmu, nie brakuje w nim również wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Sektor widzi szanse we wzroście zamożności Polaków, cyfryzacji i rozwoju nowych technologii, ale jednocześnie ma świadomość, że te same czynniki przyciągają uwagę coraz silniejszych graczy z zewnątrz. Jeśli więc branża czegoś obawia się dziś najbardziej, to właśnie rosnącej presji ze strony zagranicznej konkurencji.

Oferta międzynarodowych fintechów stała się dla polskiego klienta naturalnym punktem odniesienia. Coraz częściej porównuje on dostępne propozycje nie w ramach lokalnego rynku, lecz w perspektywie globalnej. A ponieważ jest bardziej świadomy, otwarty na cyfrowe rozwiązania i mniej skłonny do akceptowania skomplikowanych procesów czy nieprzejrzystych opłat, przewaga lokalnych instytucji przestaje być czymś oczywistym.

Skala tych obaw jest bardzo konkretna. Aż 84 proc. ankietowanych wskazuje atrakcyjniejsze warunki kosztowe oferowane przez zagraniczne podmioty jako jedno z głównych zagrożeń. Na liście znalazły się także lepsze doświadczenie użytkownika (78 proc.) oraz regulacje ograniczające konkurencyjność polskich firm inwestycyjnych (56 proc.), które dodatkowo wzmacniają pozycję międzynarodowych graczy.

W takim układzie uproszczenie oferty przestaje być wyłącznie elementem porządkowania portfolio produktów, a staje się narzędziem obrony konkurencyjności w walce o klienta, jego zaufanie i miejsce na rynku, na którym porównuje się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a wybacza coraz rzadziej.

Rywalizacja szpitali o kadry to skutek problemów systemowych, a nie tylko presji płacowej

Nagłówki o rosnących wynagrodzeniach lekarzy i „przeciąganiu” specjalistów między placówkami opisują przede wszystkim skutek, a nie przyczynę. W warunkach trwałego deficytu kadr i fragmentacji świadczeń rywalizacja staje się naturalnym mechanizmem obronnym podmiotów, które próbują utrzymać ciągłość pracy oddziałów. Jeśli jednak system wynagradza gaszenie pożarów, a nie modernizację, to koszty rosną szybciej niż dostępność i jakość. Wyjście z tej spirali wymaga twardych narzędzi: danych kosztowych, koordynacji regionalnej, inwestycji w odporność infrastruktury oraz kultury organizacyjnej opartej na sprawiedliwości (Just Culture) i odpowiedzialnym governance (JustCouncil).

– W Polsce potrzebujemy nie wyłącznie jednej „dużej ustawy”, ale programu wdrożeniowego, który daje dyrektorom narzędzia i przykłady: jak obniżać koszty energii bez ryzyka klinicznego, jak ustawiać KPI, jak wdrażać kulturę zgłaszania, jak budować cyberodporność. Polska Federacja Szpitali może pełnić rolę platformy standaryzacji i upowszechniania praktyk, a Healthcare Poland – rolę środowiska pilotaży i LivingLab, które zamieniają koncepcje w operacyjne playbooki i „success stories” możliwe do replikacji – tłumaczy Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.

Co jest prawdą w tezie „szpitale rywalizują” – i dlaczego to nie jest kwestia „złej woli”

Rywalizacja dotyczy głównie kadr, ponieważ niedobór lekarzy i pielęgniarek w Europie jest zjawiskiem strukturalnym, a nie epizodem. W takiej sytuacji rynek pracy reaguje przewidywalnie: stawki rosną, a podmioty budują przewagę dostępem do personelu. W Polsce problem jest wzmacniany przez: duplikację podobnych zakresów w tej samej geografii, słabą koordynację ścieżki pacjenta między poziomami opieki, presję utrzymania kontraktów i dyżurów przy ograniczonej elastyczności organizacyjnej.W debacie publicznej słusznie pada argument, że sama dyskusja o pensjach jest wtórna wobec jakości planowania systemu – w tym użyteczności map potrzeb zdrowotnych oraz realnego sterowania siecią świadczeń. To jest sedno: rywalizacja jest objawem bodźców wbudowanych w system, a nie „zepsutych” intencji menedżerów.

Dlaczego „system nie działa” – precyzyjnie: działa poniżej potencjału, bo premiuje reakcję zamiast modernizacji

W praktyce system „nie działa” wtedy, gdy pacjent doświadcza kolejek i braku ciągłości, a personel – przeciążenia i chaosu. Mechanizm jest samonapędzający: rosną koszty osobowe i koszty utrzymania infrastruktury, co ogranicza inwestycje w procesy, cyfryzację i energię; brak inwestycji pogarsza efektywność; gorsza efektywność wymusza jeszcze więcej działań doraźnych. To spiralny model ryzyka.

Kluczowe jest przejście od zarządzania „produkcją świadczeń” do zarządzania wartością: jakością kliniczną, bezpieczeństwem, doświadczeniem pacjenta oraz odpornością operacyjną. Bez wspólnego języka kosztów i mierników – dyskusja o finansowaniu pozostaje emocjonalna. Dlatego fundamentalne znaczenie mają dane kosztowe i taryfikacja oraz spójne KPI operacyjne (czas diagnostyki, wykorzystanie bloku, długość pobytu, readmisje, koszt energii na m²/łóżko, zdarzenia niepożądane).

Zrównoważony rozwój szpitali jako rdzeń reformy: koszt, odporność i bezpieczeństwo, a nie „dodatkowa agenda”

Zrównoważony rozwój w ochronie zdrowia bywa błędnie sprowadzany do komunikacji wizerunkowej. W rzeczywistości jest to twarde narzędzie zarządcze: (1) stabilizuje koszty energii i mediów, (2) zmniejsza ryzyko przerw w działaniu (resilience), (3) porządkuje łańcuch dostaw i gospodarkę odpadami, (4) ułatwia dostęp do finansowania inwestycji oraz zgodność z rosnącymi wymaganiami raportowania.

Światowe instytucje traktują ten kierunek jako integralny element zdrowia publicznego. WHO publikuje wytyczne dla placówek dot. odporności klimatycznej i środowiskowej, a globalne analizy szacują udział ochrony zdrowia w emisjach na kilka procent, z dominującym wkładem łańcucha dostaw. To oznacza, że „zielony szpital” to w praktyce: lepiej zaprojektowane budynki, mniejsze zużycie energii i wody, mniejsze marnotrawstwo, lepsza logistyka oraz bardziej przewidywalne koszty – czyli konkretna poprawa warunków pracy i jakości usług.

Dobre praktyki, które przynoszą efekty, mają wspólną cechę: zaczynają od redukcji zużycia (audyt, automatyka, termomodernizacja), a dopiero potem zmieniają źródła (PV, pompy ciepła, magazyny energii tam, gdzie mają uzasadnienie). Równolegle wzmacniają zakupy (standaryzacja asortymentu, ocena dostawców, redukcja odpadów) i integrują to z zarządzaniem jakością oraz bezpieczeństwem.

Just Culture i JustCouncil jako „spoiwo” zmian

Just Culture – rozumiana jako sprawiedliwe, systemowe podejście do incydentów – zwiększa zgłaszalność, uczenie się organizacji i retencję personelu. Równolegle JustCouncil (w ujęciu governance) pomaga trzymać proporcję: nie uciekamy w „szukanie winnych”, ale też nie rozmywamy odpowiedzialności. Taka kultura jest warunkiem, by modernizacja była przyjęta pozytywnie: jako projekt wzmacniający profesjonalizm, bezpieczeństwo i przewidywalność pracy.

Wnioski i rekomendacje operacyjne (dla decydentów, płatnika i zarządzających)

  • Ustabilizować architekturę sieci świadczeń: koordynacja regionalna, ograniczanie nieuzasadnionej duplikacji, wspólne ścieżki pacjenta.
  • Wzmocnić język danych: standard kosztów (AOTMiT), KPI operacyjne i jakościowe, przejrzystość w finansowaniu i inwestycjach.
  • Traktować zrównoważony rozwój jako projekt kosztowo-bezpiecznościowy: audyty energii, plan redukcji zużycia, EPC/ESCO tam gdzie sensowne, zakupy i odpady.
  • Wdrożyć Just Culture jako standard bezpieczeństwa: algorytmy reakcji na incydenty, ochrona raportowania, uczenie się, rozróżnienie błędu i lekkomyślności.
  • Połączyć modernizację energetyczną, cyfryzację i cyberbezpieczeństwo z programem kompetencyjnym dla menedżerów i zespołów.

Grupa PTWP z mocnym początkiem 2026 roku – wzrost zasięgów, przejęcie i przygotowania do EEC

0

Grupa PTWP rozpoczęła 2026 rok od intensywnych działań i umacniania pozycji w kluczowych segmentach działalności. Już w pierwszych dwóch miesiącach br. portale Grupy zajęły pierwsze miejsce w kategorii biznes, finanse i prawo według Gemiusa. Grupa PTWP z sukcesem zrealizowała pierwsze autorskie wydarzenia i sfinalizowała przejęcie 100% udziałów w wydawcy czasopism branżowych Elamed Media Group. Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem intensywnych przygotowań do 18. edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego – flagowego wydarzenia PTWP i największego kongresu biznesowego w Europie Centralnej.

W styczniu 2026 r. portale Grupy PTWP odwiedziło ponad 10,6 mln realnych użytkowników, co pozwoliło na osiągnięcie pozycji lidera w kategorii biznes, finanse i prawo według badania Gemius. W lutym wynik wyniósł 9,9 mln użytkowników, umacniając portale Grupy jako najczęściej odwiedzane media branżowe w Polsce. Stały wzrost zasięgów to efekt skutecznie egzekwowanej strategii rozwoju treści, narzędzi technologicznych i dostosowania oferty informacyjnej do oczekiwań profesjonalnych użytkowników.

Od początku roku konsekwentnie realizujemy wszystkie założenia biznesowe oraz rozwojowe Grupy PTWP. Działamy w kilku komplementarnych segmentach, dlatego kluczowe jest dla nas utrzymanie odpowiedniej dynamiki wzrostu w każdym z tych obszarów. Rozwijamy się organicznie, równolegle wzmacniając potencjał Grupy poprzez dobrze przemyślane akwizycje, takie jak przejęcie Gremi Media, czy ostatnio Elamed Media Group. Najbliższe tygodnie będą okresem intensywnej pracy nad strategicznymi projektami Grupy, w tym nad 18. edycją Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wydarzenia, które od lat stanowi centralny punkt debaty gospodarczej w regionie Europy Centralnej – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W pierwszych tygodniach 2026 r. Grupa PTWP zrealizowała szereg wydarzeń autorskich, m.in. cykl regionalnych konferencji dla rolników, 4 Design Days, Property Forum „Pomysł na miasto”, EEC Trends oraz Future Retail Congress, czy Targi ExpoGołębie i Ogólnopolską Wystawę Gołębi Pocztowych, tylko dwa ostatnie wydarzenia przyciągnęły rekordowe 15 tys. uczestników.

W terminie 12–13 marca w Katowicach odbędzie się XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych, czyli największe wydarzenie dotyczące systemu ochrony zdrowia w Polsce. Równolegle trwają zaawansowane przygotowania do XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbędzie się od 22 do 24 kwietnia 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku w Katowicach. Program tegorocznej edycji obejmuje 220 sesji w ramach 19 ścieżek tematycznych, poświęconych m.in. transformacji energetycznej, konkurencyjności gospodarki, cyfryzacji, technologii, geopolityce i jakości życia.

Szereg procesów i zmian zachodzi również w ramach działań operacyjnych w Gremi Media.  Mają one na celu znalezienie synergii w ramach całej Grupy i optymalizację działalności. 19 marca w siedzibie GPW w Warszawie odbędzie się pierwsze wspólne wydarzenie zespołów Rzeczpospolitej, Parkietu i PTWP: Forum Rynku Finansowego oraz gala Byki i Niedźwiedzie.

Istotnym elementem działalności Grupy pozostaje zarządzanie Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Jak w lutym 2026 roku zaraportowała spółka Event Center, w minionym roku obiekty odwiedziło ponad milion gości w ramach 826 wydarzeń, kongresów, konferencji oraz wydarzeń sportowych i kulturalnych. Grupa nie zwalnia tempa, zwłaszcza w roku, w którym Spodek świętuje swoje 55-lecie, a kalendarium na 2026 rok zapowiada się równie interesująco – w planie imprez znajdują się zarówno powroty dobrze znanych wydarzeń, jak i nowe projekty, które jeszcze mocniej podkreślą pozycję tych obiektów na eventowej mapie kraju.

XTPL rusza ze sprzedażą systemu ODRA – pierwszy klient z Doliny Krzemowej

XTPL dostarczy pierwszy w historii autorski system ODRA do odbiorcy przemysłowego z siedzibą w Dolinie Krzemowej, USA. Klient specjalizuje się w zaawansowanym pakowaniu półprzewodników (ang. advanced packaging), świadcząc usługi dla klientów z sektora technologicznego i obronnego, w tym wiodących spółek z indeksów S&P500 i Nasdaq 100 oraz globalnych grup zbrojeniowych. Zamówienie oznacza dla XTPL rozpoczęcie komercjalizacji nowej linii biznesowej o znacząco wyższym potencjale skalowania i generowania przychodów względem urządzeń DPS. W ocenie Zarządu, systemy ODRA będą jednym z głównych kontrybutorów, obok modułów UPD, do realizacji celu strategicznego w postaci osiągnięcia 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w 2028 roku. Klient sygnalizuje zainteresowanie zakupem kolejnych jednostek, po zakończeniu instalacji i walidacji pierwszego systemu. Wartość zamówienia wynosi ok. 400-500 tys. USD, a dostawa planowana jest w drugiej połowie 2026 roku.

XTPL ODRA
XTPL ODRA

– Pierwsze w historii zamówienie systemu ODRA to przełomowy moment dla XTPL. Uzyskujemy rynkową walidację naszej nowej linii biznesowej i znacząco wzmacniamy potencjał przychodów w bieżącym roku oraz w horyzoncie Strategii. Wartość zamówienia na poziomie ok. 0,4-0,5 mln USD za pojedynczą jednostkę ODRA, oznacza ponad dwukrotnie wyższą cenę względem demonstratorów naszej technologii w postaci urządzeń DPS. Przeznaczeniem systemu ODRA nie są już prace B+R, tylko małoskalowa produkcja przemysłowa o charakterze HMLV, która generuje zainteresowanie przede wszystkim ze strony klientów korporacyjnych i sektora obronnego. Ten profil odbiorców, w połączeniu z wielkością rynku advanced packaging, sprawiają, że nasza nowa linia biznesowa ma potencjał do wielokrotnych zamówień od pojedynczych klientów. Nasz odbiorca z Doliny Krzemowej już sygnalizuje zainteresowanie kolejnymi systemami ODRA, a my prowadzimy równoległe rozmowy z szeregiem potencjalnych kontrahentów z Ameryki Płn., Europy i Azji – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje cztery linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (demonstrator technologii do B+R), systemy ODRA do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV oraz High Performance Materials (nanotusze zużywane przez UPD, DPS i ODRA).

– Klient z Doliny Krzemowej zakupił od nas w 2025 roku urządzenie DPS i wykorzystywał je do wstępnej ewaluacji technologii XTPL. Zamówienie systemu ODRA odzwierciedla pozytywne efekty tych testów oraz gotowość do przejścia z urządzenia prototypowego, na bardziej zaawansowane i produkcyjnie zorientowane narzędzie. Wzmocni ono ofertę klienta, który świadczy usługi prototypowania i produkcji małoseryjnej dla wymagających odbiorców z sektora technologicznego i obronnego, w tym wiodących spółek z indeksu S&P500 i Nasdaq 100 oraz globalnych grup zbrojeniowych. Jego ponad 50-letnie doświadczenie na rynku, w połączeniu z obiektem spełniającym wymogi ITAR umożliwiającym realizację projektów dla sektora obronnego oraz członkostwo w konsorcjum budującym centrum R&D zaawansowanego pakowania półprzewodników, stanowią doskonałe miejsce dla rozprzestrzeniania się technologii XTPL. Potencjał jej skalowania jest obecnie najwyższy w historii – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

ODRA (wcześniej DPS+) stanowi czwartą, najnowszą linię biznesową XTPL, która wypełni niszę pomiędzy urządzeniami DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Urządzenie cechuje ponad 2x wyższa cena jednostkowa niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż oraz możliwości generowania wielokrotnych zamówień od pojedynczych klientów.

Celem XTPL jest dostarczenie w tym roku systemów ODRA do pierwszych odbiorców. W ocenie Zarządu, linia biznesowa ODRA, ze względu na wielkość rynku i profil klientów, cechuje się znacznie wyższym potencjałem skalowania i generowania przychodów niż urządzenia DPS, będące demonstratorem technologii XTPL dostarczonym w latach 2021-2026 w liczbie 45 szt. do instytutów badawczych, uniwersytetów i laboratoriów B+R dużych firm z Ameryki Płn., Azji i Europy.

Odbiorcą pierwszego systemu ODRA jest klient przemysłowy z siedzibą w Dolinie Krzemowej (Kalifornia, USA). Specjalizuje się w zaawansowanym pakowaniu półprzewodników (advanced packaging), świadcząc usługi prototypowania i produkcji małoseryjnej (HMLV) dla wymagających klientów z sektora technologicznego i obronnego. Obiekt klienta posiada certyfikację ITAR (International Traffic in Arms Regulations), umożliwiającą współpracę z kontrahentami sektora obronnego. Jest również członkiem prestiżowego, międzynarodowego konsorcjum powołanego do budowy centrum R&D zaawansowanego pakowania półprzewodników w Dolinie Krzemowej, koncentrującym się na technologiach back-end packaging nowej generacji (2.5D, 3D) dla AI i autonomicznej jazdy. Posiada ponad 50 lat doświadczenia, obsługując podmioty z USA, Kanady i Europy, a projekty jego klientów końcowych związane są m.in. z AI, 5G i innymi zaawansowanymi technologiami.

Granice autonomii sztucznej inteligencji. Model Human on the loop w zarządzaniu AI

Dynamiczny rozwój agentów AI coraz silniej wpływa na sposób, w jaki organizacje automatyzują procesy, analizują dane i podejmują decyzje operacyjne. Wraz z rosnącą złożonością systemów opartych na sztucznej inteligencji rośnie znaczenie modeli zarządzania, które jasno określają rolę człowieka w nadzorze nad technologią – co znajduje odzwierciedlenie m.in. w europejskim podejściu do AI i regulacjach takich jak AI Act. Coraz częściej pytanie nie brzmi już, czy organizacje powinny korzystać z agentów AI, ale jak daleko mogą pozwolić im sięgać w procesach decyzyjnych. W tym kontekście model Human on the loop zyskuje na znaczeniu jako sposób łączenia innowacji z odpowiedzialnością – zakładając, że to ludzie definiują cele działania systemów i reagują w sytuacjach wymagających oceny ryzyka lub kontekstu.

Agenci AI w organizacjach: automatyzacja z jasno określoną odpowiedzialnością

Wraz z rosnącą liczbą zastosowań agentów AI organizacje coraz częściej delegują systemom zadania wymagające koordynacji wielu procesów – od analizy danych, przez rekomendacje operacyjne, po optymalizację działań w czasie rzeczywistym. Agenci działają jednak w ramach wcześniej zaprojektowanych reguł i scenariuszy, a ich skuteczność zależy od jakości nadzoru oraz jasno zdefiniowanych granic decyzyjnych.

W praktyce rosnąca autonomia agentów AI może prowadzić do zjawiska iluzji kontroli – sytuacji, w której organizacja formalnie deklaruje nadzór człowieka, ale w rzeczywistości nie dysponuje ani odpowiednimi narzędziami, ani kompetencjami, by skutecznie analizować decyzje podejmowane przez systemy. Im bardziej złożony ekosystem agentów, tym trudniej zidentyfikować moment, w którym rekomendacja algorytmu przestaje być wsparciem, a zaczyna faktycznie zastępować decyzję człowieka. To właśnie dlatego coraz więcej firm odchodzi od myślenia o AI jako o samodzielnym podmiocie decyzyjnym na rzecz modeli, w których technologia realizuje zadania, a odpowiedzialność pozostaje po stronie człowieka.

Human on the loop jako model nadzoru nad decyzjami podejmowanymi przez AI

Model Human on the loop odpowiada na potrzebę pogodzenia automatyzacji z kontrolą nad procesami decyzyjnymi. Zakłada on, że człowiek nie ingeruje w każdą pojedynczą operację, lecz sprawuje stały nadzór nad działaniem grup agentów, monitoruje ich efekty i reaguje w sytuacjach wymagających oceny kontekstu lub ryzyka.

W tym ujęciu rola człowieka nie ogranicza się do biernego monitorowania wyników. Obejmuje ona m.in. projektowanie scenariuszy decyzyjnych, definiowanie progów ryzyka, ustalanie momentów eskalacji oraz regularną ocenę tego, czy cele agentów AI pozostają spójne z celami biznesowymi organizacji. Człowiek staje się więc nie tyle „kontrolerem”, co kuratorem procesu decyzyjnego, odpowiedzialnym za jego logikę, spójność i konsekwencje.

Od autonomii do kontroli: gdzie przebiegają granice decyzyjności systemów AI

Rosnące możliwości agentów AI sprawiają, że granice ich autonomii stają się jednym z kluczowych tematów w zarządzaniu technologią. W modelu Human on the loop autonomia systemów jest celowo ograniczona do obszarów, w których decyzje można jednoznacznie opisać regułami lub danymi.

Coraz częściej granice te wyznacza nie poziom złożoności zadania, lecz jego potencjalny wpływ na ludzi, reputację organizacji lub konsekwencje prawne. Decyzje operacyjne, które można łatwo odwrócić lub skorygować, są naturalnym obszarem autonomii systemów. Inaczej wygląda to w przypadku rekomendacji wpływających na klientów, pracowników czy partnerów biznesowych – tam brak interwencji człowieka może oznaczać nie tylko błąd operacyjny, lecz także utratę zaufania lub trudności w wyjaśnieniu, dlaczego dana decyzja została podjęta.

Regulacje jako punkt odniesienia: human oversight w świetle europejskich ram prawnych

Europejskie regulacje dotyczące sztucznej inteligencji wzmacniają znaczenie nadzoru człowieka nad systemami automatycznymi. AI Act oraz wytyczne instytucji unijnych jasno wskazują, że w przypadku rozwiązań o podwyższonym ryzyku konieczne jest zapewnienie możliwości ingerencji, zatrzymania procesu lub zmiany decyzji podejmowanej przez algorytm. Model Human on the loop wpisuje się w te wymagania, oferując ramy organizacyjne, które ułatwiają spełnienie obowiązków regulacyjnych bez rezygnacji z innowacji.

W środowiskach opartych na agentach AI skala i tempo działania systemów wymagają jasnych mechanizmów nadzoru człowieka – nie po to, by ograniczać innowacje, lecz by zapewnić bezpieczeństwo, transparentność i zgodność z regulacjami. W praktyce model Human on the loop może stać się narzędziem porządkującym odpowiedzialność za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

Zaufanie, przejrzystość i rozliczalność – fundamenty odpowiedzialnego wykorzystania agentów AI

W miarę jak AI staje się integralnym elementem procesów biznesowych, zaufanie do sposobu jej działania nabiera kluczowego znaczenia. Organizacje oczekują dziś nie tylko efektywności, ale także przejrzystości mechanizmów decyzyjnych oraz realnej możliwości audytu działań systemów.

Model Human on the loop wspiera takie podejście, wzmacniając poczucie kontroli i odpowiedzialności po stronie człowieka. W dłuższej perspektywie to właśnie połączenie innowacji z jasno zdefiniowanym nadzorem może stać się jednym z najważniejszych czynników budujących trwałe zaufanie do sztucznej inteligencji – zarówno w organizacjach, jak i w całej europejskiej gospodarce.

Polak pokieruje rozwojem marek Armani Beauty i Valentino Beauty w grupie L’Oréal

Grupa L’Oréal poinformowała o powołaniu Krzysztofa Bożka na stanowisko Europe Zone Brand Business Director dla marek Armani Beauty i Valentino Beauty. Będzie on pracował w centrali firmy w Paryżu i odpowiadał za rozwój tych brandów w regionie europejskim.

Krzysztof Bożek jest związany z Grupą L’Oréal od 13 lat. W tym czasie zajmował się rozwojem marek na rynku polskim i w krajach bałtyckich. W swojej dotychczasowej pracy łączył doświadczenie zdobyte w segmencie dóbr luksusowych z praktyką wyniesioną z rynku masowego.

Przez ostatnie 3,5 roku pełnił funkcję Brand Business Unit Directora marek YSL, Prada i Miu Miu na rynku polskim i bałtyckim. W tym okresie marka YSL po raz pierwszy zajęła pierwsze miejsce na rynku selektywnym, a zapach Libre został liderem swojej kategorii. W tym czasie firma rozwijała także działania w obszarze Advocacy & Influence, dzięki którym YSL przez 21 miesięcy utrzymywało pozycję lidera pod względem Share of Engagement (SOE).

Bożek odpowiadał również za wprowadzenie na rynek marki Prada Beauty, która w krótkim czasie awansowała na 7. miejsce na rynku zapachów. Wśród projektów realizowanych pod jego kierownictwem znalazły się także działania związane z obecnością marki YSL na festiwalu Open’er oraz wdrożenie konceptu YSL Beauty Light Club. Projekty te zostały wyróżnione dwiema srebrnymi nagrodami EFFIE.

Prywatnie Krzysztof Bożek interesuje się kulturą Japonii, w tym jej estetyką i kinem.

Przez wojnę w Iranie inwestorzy kupują safe haven, kurs dolara zyskuje

Rozpoczął się drugi tydzień wojny w Iranie, a rynki przygotowują się na możliwość, że trochę ona potrwa.

Kluczowe punkty:

  • PLN pod presją w obliczu odwrotu od walut europejskich i EM.
  • Cieśnina Ormuz jest właściwie zamknięta, ceny ropy przekraczają 100 USD za baryłkę.
  • USD pozostaje najchętniej wybieranym aktywem safe haven.
  • Inwestorzy nie przejęli się słabym lutowym raportem NFP.
  • EUR osłabia się względem innych walut G10 przez obawy dot. rosnących cen gazu ziemnego.
  • Zmiana na rynkach swap – wyceniają podwyżki stóp w gospodarkach G10 w 2026 r.

Akcje i obligacje spadły w tandemie, co jest zjawiskiem nietypowym i potencjalnie niepokojącym. Na rynku walutowym dolar amerykański utrzymał swój status najlepszej bezpiecznej przystani w czasach geopolitycznych zawirowań. Bardziej ogólnie: amerykańskie aktywa radzą sobie najlepiej na świecie, co jest odwróceniem trendu „sell America”, który pojawił się po ubiegłorocznych szokach celnych. W tym zamieszaniu bardzo dobrze radzi sobie również dolar kanadyjski, który zyskuje na geograficznej izolacji kraju i jego statusie eksportera energii. Korona norweska (również eksporter ropy) i frank szwajcarski (safe haven) dołączyły do nich na górze zestawienia walut G10 za ubiegły tydzień.

Kalendarz ekonomiczny i polityczny na ten tydzień jest skromny, rozwój wojny z Iranem powinien być więc dla rynków znacznie istotniejszy. Trwające dłużej walki, wyższe ceny energii (kontrakty futures na ropę przekroczyły już 100 USD za baryłkę) i zburzenie łańcuchów dostaw zaszkodzi szczególnie obszarom importującym energię, zwłaszcza Chinom i strefie euro. Zyskają za to producenci energii, którzy są daleko od konfliktu, jak Kanada, Norwegia i Ameryka Łacińska. Dokładnie takie ruchy zaobserwowaliśmy jak dotąd na rynku.

PLN

Konflikt na Bliskim Wschodzie wyrwał złotego z trwającego od wielu miesięcy letargu. Wzrost pary EUR/PLN o ponad 1% we wtorek był największym jednodniowym ruchem od kwietnia zeszłego roku. Choć zmienność na rynku walutowym nieco zmalała z ostatnich maksimów, inwestorzy pozostają ostrożni ze względu na znaczny wzrost cen surowców energetycznych, który może podbić inflację i osłabić wzrost gospodarczy. Ryzyko silniejszej presji cenowej wpływa na obligacje – rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła do poziomu blisko 6%, wokół którego oscylowała w początkach 2025 r.

Uwaga w kraju skupiła się na decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Choć jej przewidzenie było na krótko przed posiedzeniem trudne, bank zgodnie z naszymi oczekiwaniami dokonał obniżki stóp procentowych o 25 pb., co zwiększyło presję spadkową na złotym. Standardowo bank powinien ignorować szoki podażowe, wszystko jednak zależy oczywiście od tego, czy przekładają się one na oczekiwania inflacyjne i są długotrwałe. W obecnym środowisku nie mamy wątpliwości, że po ostatnim cięciu RPP wstrzyma się na razie od dalszego rozluźniania polityki monetarnej – co najmniej do czasu, kiedy sytuacja na rynku energetycznym ustabilizuje się, a niepewność spadnie. W tym tygodniu uwaga skupi się na danych inflacyjnych za styczeń i luty (piątek 13.03), które zostaną obliczone zgodnie ze zaktualizowanym koszykiem inflacyjnym. Złoty będzie jednak reagować głównie na wiadomości spoza kraju i zmiany w globalnym sentymencie do ryzyka.

EUR

Odwrócenie handlu „sell America”, spowodowane napływem kapitału do dolara jako safe haven, nie było łaskawe dla euro, którego kurs spadł blisko dolnej granicy przedziału z kilku ostatnich miesięcy. Inflacja w lutym, jeszcze przed pojawieniem się wpływu szoku energetycznego, zaskoczyła znacznie w górę. Potwierdza się nasz pogląd, że kolejnym ruchem Europejskiego Banku Centralnego będzie podwyżka stóp procentowych, a rynki swap w odpowiedzi na ścieżkę presji cenowej wyceniają obecnie niemal w pełni dwa takie ruchy do końca roku.

Będziemy uważnie obserwować ankiety biznesowe, by ocenić siłę oddziaływania wojny w Iranie, jako że stagflacyjne otoczenie wydaje się ponownie realną możliwością dla strefy euro. Oczywiście skala szkód będzie w dużej mierze zależna od czasu trwania konfliktu, w szczególności od tego, jak długo zaburzony będzie ruch jednostek przez Cieśninę Ormuz.  Przy obecnych poziomach kursu EUR/USD uważamy, że rynki wyceniają już wojnę trwającą tygodnie, a nie dni, para może jednak jeszcze spaść, jeśli dojdzie do dalszej eskalacji i dłuższego okresu zakłóceń dostaw ropy.

USD

Jak zwykle w okresach rynkowej niepewności dolar ze względu na swoją płynność jest postrzegany jako najlepsza waluta safe haven, a dodatkowo wspiera go wzrost cen ropy, jako że USA są eksporterem energii netto. Opublikowany w ubiegłym tygodniu raport NFP (non-farm payrolls) za luty był dość słaby, stanowił przeciwieństwo silnego styczniowego. Liczba miejsc pracy netto spadła, a stopa bezrobocia wzrosła – oba odczyty zrównoważyły wcześniejsze dobre dane. Zauważamy, że słabość ta wydaje się sprzeczna z danymi z innych obszarów, co wzbudza w nas coraz większy sceptycyzm względem jakości ankiet, z których wynika. Rynki w dużej mierze zignorowały te dane, a inwestorzy skupili się w pełni na wojnie w Iranie.

Zmiana wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen ropy była w USA znacznie słabsza niż po drugiej stronie Atlantyku, stopień ich oddziaływania na inflację jest tam bowiem niski. W kontraktach futures w dalszym ciągu przekroczona jest pełna wycena kolejnej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej przed końcem roku, a prawdopodobieństwo takiego ruchu w czerwcu wynosi ok. 50%. Publikowany w środę (11.03) raport inflacyjny za luty nie będzie jeszcze odzwierciedlać niedawnego skokowego wzrostu cen energii, niemniej będzie istotny, jako że uwaga odwraca się od wzrostu gospodarczego ku nowej presji wzrostowej na ceny spowodowanej wojną.

GBP

Wielka Brytania nie jest tak zależna od eksportu energii jak strefa euro. W związku z tym funt radził sobie lepiej niż wspólna waluta, nie tak dobrze jednak jak dolar. Niemniej Wyspy są zdecydowanie importerem netto ropy, co oznacza, że są znacznie bardziej niż USA narażone na inflację importowanej ropy. Obawy o presję cenową spowodowały silną wyprzedaż na rynku obligacji i zmianę wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych Banku Anglii. Rynki swap, które wcześniej niemal w pełni wyceniały dwie ich obniżki w 2026 r., teraz dostrzegają możliwość podwyżki.

Uważamy, że przynajmniej na razie dodatkowe cięcia Komitetu są całkowicie wykluczone. W przeciwieństwie do sytuacji w strefie euro, w Wielkiej Brytanii inflacja przekracza znacząco cel, a liberalizacja brytyjskich rynków, odchodzenie od krajowego wydobycia ropy i ograniczone możliwości magazynowania oznaczają, że wyższe ceny ropy szybko przełożą się na rachunki gospodarstw domowych. Połączenie tych czynników ryzyka z niepewnym i niezdecydowanym podejściem premiera Keira Starmera do konfliktu w Iranie może sprawić, że funtowi trudno będzie utrzymać zyski względem euro.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rynki inwestycyjne CEE nabierają rozpędu – w regionie ulokowano 11,3 mld euro

Aktywność inwestycyjna na rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) wyraźnie przechodzi do ofensywy. W 2025 roku łączny wolumen inwestycji osiągnął 11,3 mld euro, co oznacza wzrost o 34% rok do roku oraz poziom o 24% wyższy od średniej z ostatnich pięciu lat, wynika z najnowszego raportu Investment Market CEE 2025. Wzrost ten odzwierciedla rosnącą aktywność inwestorów krajowych i regionalnych, podkreślając coraz większą rolę rynków CEE w europejskim krajobrazie inwestycyjnym.

Za ożywieniem stoją poprawiające się warunki makroekonomiczne oraz rosnąca aktywność inwestorów krajowych i regionalnych, co wzmacnia pozycję CEE jako jednego z najbardziej odpornych regionów inwestycyjnych w Europie.

Polska liderem wzrostu gospodarczego w regionie

Sytuacja makroekonomiczna w krajach CEE pozostaje zróżnicowana, jednak do 2027 roku oczekiwane jest przyspieszenie wzrostu w całym regionie. Polska utrzymuje pozycję lidera zarówno w regionie, jak i na tle Europy. Wzrost PKB w 2025 r. wynosił 3,4%, a w 2026 roku prognozowany jest na 3,7%, wyraźnie powyżej średniej dla UE w okolicach 1,4-1,5%.

W Czechach prognozowany jest stabilny wzrost na poziomie 2,6% w 2025 r. oraz 2,9% w latach 2026–2027, natomiast Węgry mają odbić z poziomu 0,4% w 2025 r. do 2,3% w 2026 r. W Rumunii wzrost PKB ma wynieść 0,7% w 2025 r. oraz 1,1% w 2026 r., by przyspieszyć do 2,1% w 2027 r., podczas gdy gospodarka Słowacji spowolni z 0,8% w 2025 r. do 0,6% w 2026 r., a następnie odbije do 2,3% w 2027 r.

Wzrost gospodarczy oraz poprawa warunków finansowania przekładają się na większą aktywność inwestycyjną.

Na tym tle wyróżnia się Polska, która swoją pozycję zawdzięcza silnemu wzrostowi gospodarczemu oraz odpornemu rynkowi najemców.

Rekordowy wzrost inwestycji napędzany kapitałem regionalnym

Ożywienie w 2025 roku było napędzane przede wszystkim przez inwestorów krajowych i regionalnych. Kapitał krajowy odpowiadał za 86% wolumenu inwestycji w Czechach, 37% w Rumunii, 18% w Polsce, co stanowiło rekordowy poziom, oraz 12% na Słowacji.

Czeskie fundusze stały się dominującym źródłem kapitału w regionie, inwestując 3,8 mld euro na rynku krajowym, niemal 1,1 mld euro w Polsce oraz ponad 430 mln euro na Słowacji. W 2025 roku były tym samym największym źródłem kapitału inwestycyjnego na polskim rynku.

„W 2025 roku 48% wolumenu inwestycji w Polsce pochodziło z kapitału z regionu CEE, co stanowi najwyższy udział odnotowany dotychczas na naszym rynku. Zaobserwowaliśmy również wyraźny wzrost aktywności inwestorów krajowych -udział polskiego kapitału wzrósł do 18% z 9% rok wcześniej. Skala zaangażowania samego kapitału czeskiego, niemal 1,1 mld euro zainwestowane wyłącznie w Polsce, wyraźnie pokazuje, że inwestorzy regionalni coraz silniej kształtują płynność rynków CEE. Transgraniczne przepływy kapitału w regionie stają się trwałym elementem rynku, a nie jedynie zjawiskiem cyklicznym,” – komentuje Krzysztof Cipiur, Managing Director, Head of Capital Markets w Knight Frank Polska.

Czechy i Słowacja napędzają odbicie rynku

Dynamika inwestycji była zróżnicowana pomiędzy poszczególnymi rynkami. W Czechach wolumen transakcji wyniósł 4,39 mld euro, co oznacza wzrost o 137% rok do roku, natomiast Słowacja odnotowała 138% wzrostu, przekraczając poziom 900 mln euro.

W Polsce nastąpiła umiarkowana korekta po bardzo silnym roku wcześniejszym. Wolumen spadł o 12% do 4,5 mld euro. Z kolei Rumunia odnotowała spadek o 27% do poziomu 540 mln euro.

Na rynek powróciły również duże transakcje, w tym zakup kompleksu mixed-use Palladium w Pradze za ponad 700 mln euro, co było największą transakcją pojedynczego aktywa w regionie CEE w 2025 roku oraz transakcja sale-and-leaseback aktywów przemysłowo-logistycznych Eko Okna w Polsce o wartości 253 mln euro.

Biurowce ponownie największym segmentem inwestycyjnym

Sektor biurowy odzyskał pozycję największego segmentu inwestycyjnego, odpowiadając za 32% całkowitego wolumenu inwestycji w regionie CEE. Udział biur w transakcjach wyniósł niemal 50% na Węgrzech, 39% w Polsce oraz 36% w Rumunii.

Strategie inwestorów stopniowo przesuwają się w kierunku aktywów typu core i core+, czemu sprzyjają oczekiwania wzrostu czynszów oraz ograniczona podaż nowych projektów na regionalnych rynkach biurowych.

Sektor przemysłowo-logistyczny pozostaje strukturalnym filarem rynku, przyciągając w 2025 roku 2,8 mld euro inwestycji, natomiast segment handlowy odpowiadał za 1,9 mld euro, czyli 17% całkowitej aktywności, głównie dzięki transakcjom dotyczącym parków handlowych.

Rynek czeski punktem odniesienia dla wycen

Najniższe w regionie stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów (prime yields) utrzymały się w Czechach, gdzie spadły do 5,0% dla biur i magazynów oraz 5,75% dla centrów handlowych, co odzwierciedla wysoką płynność rynku oraz silną konkurencję inwestorów.

Na pozostałych rynkach CEE stopy kapitalizacji ustabilizowały się w przedziałach: 6,0%–7,25% dla biur, 6,0%–7,5% dla aktywów przemysłowo-logistycznych, 6,25%–7,25% dla centrów handlowych.

„W kontekście regionu CEE Czechy pełnią rolę swoistej kotwicy płynności. Głębokość lokalnego kapitału oraz przewidywalność wycen zapewniają stabilność dla całego regionu, szczególnie w okresach, gdy kapitał międzynarodowy jest bardziej selektywny,” – mówi Josef Karas, Head of Investment w Knight Frank Czech Republic.

Perspektywy na 2026 rok: stabilizacja i powrót kapitału międzynarodowego

Nastroje inwestorów w regionie CEE powinny pozostać pozytywne w 2026 roku. W Polsce oczekiwane jest wzmocnienie aktywności inwestycyjnej, wspierane przez ożywienie w sektorze biurowym, stabilny popyt na powierzchnie logistyczne oraz rosnącą rolę kapitału krajowego, który potroił się rok do roku.

Rynek inwestycyjny na Węgrzech ma się stabilizować wraz z selektywnym powrotem inwestorów koncentrujących się na najlepszych aktywach spełniających standardy ESG.

„Większa transparentność wycen oraz bardziej atrakcyjne premie za ryzyko powinny stopniowo odbudowywać zaufanie inwestorów do rynku węgierskiego, przy czym przepływy kapitału będą prawdopodobnie koncentrować się na najlepszych aktywach biurowych i logistycznych,” – mówi Erika Loska, National Director w Knight Frank Hungary.

Rumunia może skorzystać na potencjalnym powrocie na rynek portfela logistycznego o powierzchni 380 000 m kw., co mogłoby znacząco zwiększyć wolumen transakcji.

„Po słabszym roku spodziewamy się odbicia aktywności inwestycyjnej w Rumunii. Duże możliwości inwestycyjne w sektorze logistycznym mogą istotnie zmienić dynamikę rynku w 2026 roku oraz wzmocnić pozycję Rumunii w regionalnym segmencie przemysłowym,” – mówi Horatiu Florescu Papakonstantinou, Chairman & CEO w Knight Frank CSEE.

Na Słowacji wolumen inwestycji może spaść po rekordowym roku – głównie z powodu ograniczonej podaży produktów inwestycyjnych, a nie słabszego popytu.

Wzrost czynszów kluczowym czynnikiem wzrostu wartości

„Oczekujemy, że prime yields w regionie CEE pozostaną w 2026 roku w dużej mierze stabilne, a wzrost wartości kapitałowej aktywów będzie coraz częściej wynikał ze wzrostu czynszów, a nie dalszej kompresji stóp kapitalizacji. Silne rynki najemców w Warszawie, w połączeniu z ograniczoną nową podażą, powinny wspierać wzrost czynszów w najlepszych aktywach biurowych,” – mówi Charles Taylor, CEO w Knight Frank Polska.

Biorąc pod uwagę prognozy wzrostu gospodarczego w regionie, który do 2027 roku ma wyraźnie przewyższać średnią UE, rynki CEE pozostają jednymi z najbardziej atrakcyjnych kierunków inwestycyjnych w Europie.

Wybory korespondencyjne: WSA uchyla 27 mln zł kary UODO dla Poczty Polskiej

0

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), który nałożył na Pocztę Polską karę w wysokości 27 mln zł za przetwarzanie danych osobowych około 30 mln obywateli podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych w 2020 roku. Sąd uznał, że w momencie podejmowania działań spółka działała na podstawie obowiązującej decyzji premiera, która korzystała z domniemania legalności.

Wyrok zapadł 5 marca 2026 r. w sprawie o sygnaturze II SA/Wa 837/25. Sąd rozpatrywał skargę Poczty Polskiej na decyzję Prezesa UODO z 2025 roku i uznał ją za zasadną, uchylając decyzję w części dotyczącej spółki.

Sąd: decyzja premiera wiązała Pocztę Polską

W uzasadnieniu wyroku WSA wskazał, że kluczowe znaczenie ma fakt, iż w chwili przetwarzania danych osobowych w obrocie prawnym funkcjonowała decyzja Prezesa Rady Ministrów z 16 kwietnia 2020 r. Zobowiązywała ona Pocztę Polską do podjęcia działań związanych z organizacją wyborów korespondencyjnych na Prezydenta RP.

Sąd podkreślił, że taka decyzja – dopóki nie zostanie uchylona lub uznana za nieważną – korzysta z domniemania legalności i jest wiążąca dla jej adresata. Oznacza to, że podmiot, który otrzymał decyzję administracyjną, ma obowiązek ją wykonać.

WSA zaznaczył również, że Poczta Polska nie była uprawniona do samodzielnego oceniania legalności decyzji premiera. Spółka mogła jedynie zaskarżyć ją w trybie przewidzianym przez prawo administracyjne, ale samo wniesienie skargi nie dawało podstaw do odmowy jej wykonania.

W ocenie sądu odmowa realizacji polecenia mogłaby doprowadzić do zastosowania administracyjnego przymusu egzekucyjnego.

Przetwarzanie danych jako skutek decyzji

Sąd zwrócił uwagę, że nie wszystkie skutki wykonania decyzji, która później zostaje uznana za nieważną, mogą zostać cofnięte. Do takich skutków należy m.in. proces przetwarzania danych osobowych oraz upływ czasu.

Dlatego – zdaniem WSA – organ nadzorczy powinien w pierwszej kolejności ocenić, czy w chwili podejmowania działań Poczta Polska miała formalną podstawę prawną do przetwarzania danych w ramach realizacji polecenia premiera.

Skoro taka decyzja istniała i pozostawała w obrocie prawnym, to – według sądu – nie można automatycznie uznać, że spółka działała bez podstawy prawnej.

Spór o dane 30 milionów obywateli

Sprawa ma swój początek w 2020 roku, w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19. W związku z zagrożeniem epidemicznym rząd planował przeprowadzenie wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej, aby ograniczyć ryzyko zakażeń wynikających z gromadzenia się wyborców w lokalach wyborczych.

W tym celu konieczne było pozyskanie danych osobowych obywateli z rejestru PESEL.

Na podstawie decyzji premiera z 16 kwietnia 2020 r.:

  • 20 kwietnia 2020 r. Poczta Polska wystąpiła do Ministerstwa Cyfryzacji o przekazanie danych,
  • 22 kwietnia dane zostały przekazane spółce na płycie DVD,
  • obejmowały one m.in.
    • numer PESEL,
    • imię i nazwisko,
    • adres zameldowania,
    • informacje o czasowym pobycie za granicą.

Łącznie dotyczyły one około 30 milionów pełnoletnich obywateli Polski.

Dane były przetwarzane przez około miesiąc. Zostały zniszczone między 15 a 22 maja 2020 r., gdy stało się jasne, że wybory nie odbędą się w planowanym terminie ani w formie korespondencyjnej.

RPO zaskarżył decyzję premiera

Jeszcze w trakcie przygotowań do wyborów decyzję premiera zaskarżył do sądu administracyjnego Rzecznik Praw Obywatelskich.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 15 września 2020 r. uznał, że decyzja premiera została wydana bez podstawy prawnej i z rażącym naruszeniem prawa.

Orzeczenie to zostało później utrzymane w mocy przez Naczelny Sąd Administracyjny, który w czerwcu 2024 roku potwierdził nieważność decyzji.

Kara 27 mln zł od UODO

Po ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy przez sądy administracyjne Prezes UODO wszczął postępowanie dotyczące przetwarzania danych osobowych przez Pocztę Polską i Ministerstwo Cyfryzacji.

Postępowanie zakończyło się 17 marca 2025 r. wydaniem decyzji, w której organ uznał, że działania spółki naruszały podstawowe zasady ochrony danych osobowych.

UODO wskazał w szczególności na:

  • bardzo dużą skalę przetwarzania danych, obejmującą niemal 80 proc. populacji Polski,
  • brak wystarczającej podstawy prawnej,
  • możliwość powstania szkód niematerialnych u obywateli, takich jak utrata poczucia kontroli nad własnymi danymi.

Zdaniem organu nadzorczego Poczta Polska – jako spółka Skarbu Państwa wykonująca zadania publiczne – powinna była przeprowadzić dogłębną analizę prawną decyzji premiera przed rozpoczęciem przetwarzania danych.

W rezultacie na spółkę nałożono karę administracyjną w wysokości 27 mln zł.

Jednocześnie UODO uznał, że także działania Ministerstwa Cyfryzacji były niezgodne z prawem. Na ministra nałożono karę w wysokości 100 tys. zł, czyli maksymalną możliwą dla podmiotów publicznych.

Wyrok nie jest prawomocny

Decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 5 marca 2026 r. uchylająca karę dla Poczty Polskiej nie jest jeszcze prawomocna.

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który ostatecznie rozstrzygnie spór.

Sprawa dotycząca przetwarzania danych 30 milionów obywateli podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych pozostaje jednym z najbardziej znaczących sporów prawnych w Polsce dotyczących relacji między decyzjami administracji publicznej a ochroną danych osobowych.

Luka dochodowa pomiędzy płciami – liczy się dochód przez całe życie, nie tylko płaca

Koniec ery walki o same stawki godzinoweczas zmierzyć się z ukrytą luką dożywotnich dochodów. Raport Allianz Trade ujawnia, dlaczego kluczem do finansowego równouprawnienia kobiet nie jest tylko wyższa pensja, ale też: czas pracy (lepsze wsparcie w pracy w niepełnym wymiarze i bez pogorszenia warunków wynagrodzenia oraz rozwoju/awansu, ale też lepsza rekompensata w systemie emerytalnym za urlop macierzyński), edukacja finansowa (zarządzanie kapitałem to nie tylko domena mężczyzn) i odwaga w świecie AI (mniejsza absorbcja nowych technologii niż mężczyźni – ryzyko wzrostu luki kompetencyjnej w przyszłości).

  • Postęp jest widoczny, ale strukturalne nierówności w liczbie godzin pracy generują blisko 24% różnicę w emeryturach – raport Allianz Trade wskazuje, że mimo wzrostu aktywności zawodowej kobiet i spadku luki płacowej (wg. OECD do średnio 13,7%), czas poświęcony na macierzyństwo i inne obowiązki opiekuńcze wpływa na niższe emerytury.
  • Polska wśród liderów wyrównywania dochodów – wprowadzenie zintegrowanego modelu oceny dochodów pokazuje zróżnicowane trajektorie w poszczególnych krajach, gdzie liderzy (np. Polska) osiągają relatywnie niskie luki (także w porównaniu do okresów wcześniejszych będącym punktem odniesienia), podczas gdy w np. Niemczech utrzymują się wysokie dysproporcje.
  • Kluczem do analizy jest dochód w ciągu całego życia. Raport wprowadza model łączący zarobki, zyski kapitałowe i emerytury, pokazując, że dla pokolenia 2000 luka ta spadła do 16% (w porównaniu do luki 33% u rocznika 1975).
  • Przyszłość równości zależy od liczby godzin pracy, a nie tylko stawek. Największy wpływ na różnice dochodowe mają dysproporcje w wymiarze czasu pracy, a kraje takie jak Polska czy Szwecja radzą sobie z tym lepiej niż np. Niemcy czy Szwajcaria.
  • W efekcie – występuje istotna różnica pomiędzy kobieta a mężczyzną w kapitale zgromadzonym przez całe życie: w Polsce wg. Działu Badań Ekonomicznych Allianz Trade jest to średnio 2 mln. złotych (455 tys euro).
  • Polityka publiczna musi wspierać pełnoetatowe zatrudnienie. Aby przyspieszyć zmiany, niezbędne są reformy ułatwiające opiekę nad dziećmi oraz eliminacja mechanizmów podatkowych zniechęcających do pracy drugą osobę w gospodarstwie domowym.
  • Ryzyko nowej luki kompetencyjnej kobiet – kobiety w UE wykazują o 16% niższy poziom wykorzystania sztucznej inteligencji, co może ograniczyć ich udział w przyszłych zyskach z produktywności i technologicznej transformacji.
  • Edukacja finansowa jako klucz do wyższych emerytur. Ponieważ finanse publiczne są bardzo obciążone, kobiety powinny skupić się na inwestycjach prywatnych – wzrost wiedzy finansowej może podnieść stopy zwrotu z ich oszczędności/inwestycji nawet o 1,5 pkt proc.

Niwelowanie luki dochodowej między płciami: od wypłaty do emerytury

Wykres 1: Globalna ewolucja nieskorygowanych różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, w %

Wykres 1: Globalna ewolucja nieskorygowanych różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, w %

Kobiety poczyniły wymierny postęp w ostatnich dekadach w zakresie zmniejszania luku płacowej i zwiększania aktywności zawodowej – jednak różnice strukturalne nadal się utrzymują. W krajach OECD nieskorygowana luka płacowa (wyrażona jako procentowa różnica między średnimi zarobkami wszystkich mężczyzn i kobiet, bez uwzględnienia różnic w rodzaju pracy, liczbie przepracowanych godzin, doświadczeniu czy stażu) spadła z 21% na początku lat 2000. do 13,7% w 2024 roku. Wskaźnik aktywności zawodowej kobiet systematycznie wzrastał do poziomu 71%, w porównaniu do 81% u mężczyzn. Jednak pojedyncze wskaźniki nie oddają w pełni ekonomicznego wpływu tych dysproporcji, ponieważ kluczowe różnice strukturalne pozostają bez zmian: kobiety nadal pracują mniej płatnych godzin, częściej doświadczają przerw w karierze i otrzymują średnio o 23,7% niższe świadczenia emerytalne niż mężczyźni.

Chodzi o coś więcej niż równą płacę: ostatecznie liczy się dochód przez całe życie. Niższe zarobki w latach aktywności zawodowej ograniczają zdolność oszczędzania, zwroty z inwestycji i uprawnienia emerytalne. Aby zmierzyć ten skumulowany efekt, Allianz Trade opracował zintegrowany model cyklu życia, który łączy dochody z pracy, dochody kapitałowe i emerytury w jednolity miernik dochodu dożywotniego. Model ten śledzi sytuację kobiet i mężczyzn urodzonych w latach 1975, 2000 i 2025 w głównych krajach OECD. Nasze wyniki pokazują, że luki w dochodach dożywotnich w 14 analizowanych krajach wyraźnie maleją między pokoleniami: z około 33% dla osób urodzonych w 1975 r. do 16% dla rocznika 2000. Ta różnica w dochodzie dożywotnim wynika głównie z dochodów z pracy (79%), a następnie z emerytur (16%) i dochodów kapitałowych (5%). Przy założeniu kontynuacji obecnych trendów strukturalnych, postęp prawdopodobnie wyhamuje, pozostawiając lukę dochodową na poziomie 16% również dla osób urodzonych w 2025 roku.

Wykres 2: Globalne wskaźniki aktywności zawodowej według płci w 2023 r., w wieku 15–64 lat, w %

Wykres 2: Globalne wskaźniki aktywności zawodowej według płci w 2023 r., w wieku 15–64 lat, w %

Źródła: OECD, Allianz Trade Research

Wyniki na poziomie poszczególnych krajów wskazują na wyraźnie rozbieżne trajektorie: prognozuje się, że Szwecja osiągnie niemal pełną równość (-2%), a za nią uplasują się USA i Hiszpania (około 7%), podczas gdy Francja, Czechy i Belgia zbliżają się do niskich poziomów dwucyfrowych. W przeciwieństwie do nich, Włochy, Niemcy i Szwajcaria nadal wykazują znaczne luki przekraczające 20% w cyklu życia kobiet i mężczyzn urodzonych w 2025 roku. Wskazuje to na potrzebę dalszych reform w celu stworzenia równych warunków, które sprzyjałyby zbieżności dochodów dożywotnich.

Przy obecnych trendach strukturalnych postęp (w wyrównywaniu dochodów pomiędzy płciami) spowalnia – a głównym czynnikiem sprawczym jest liczba przepracowanych godzin, a nie stawki godzinowe. Przeniesienie uwagi z perspektywy pokoleniowej na dynamikę rocznych dochodów z pracy wyraźnie pokazuje tę rozbieżność: grupa liderów – Szwecja, USA, Hiszpania, Francja, Czechy, Belgia, Polska i Holandia – ma według prognoz odnotować spadek rocznych luk w dochodach z pracy poniżej 10% do końca stulecia. W krajach pozostających w tyle – Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Danii, Austrii i Szwajcarii – znaczne różnice utrzymują się, ponieważ strukturalne dysproporcje w zatrudnieniu na pół etatu przeważają nad korzyściami wynikającymi ze wzrostu aktywności zawodowej i płac godzinowych. Przyszłość wyrównania dochodów płci będzie zatem zależeć w mniejszym stopniu od równości stawek godzinowych, a w większym od rozkładu godzin pracy w całym życiu.

Wykres 3: Globalna ewolucja różnic w wysokości emerytur kobiet i mężczyzn, w %

Wykres 3: Globalna ewolucja różnic w wysokości emerytur kobiet i mężczyzn, w %

Źródła: OECD, Allianz Trade Research

Szybsze niwelowanie luk dochodowych wymaga zmian strukturalnych. Aby zamknąć lukę w dochodach z pracy, polityka publiczna musi przejąć inicjatywę. W opinii Allianz Trade rozszerzenie dostępu do niedrogiej opieki nad dziećmi, ograniczanie czynników zniechęcających (do pracy) osoby zarabiające jako drugie w gospodarstwie domowym oraz wspieranie ciągłego zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin pozwoliłoby niwelować źródło dysproporcji – stanowiąc jednocześnie rozsądną politykę fiskalną, która z czasem może się zwrócić. Jednocześnie kobiety muszą zmniejszać rodzące się luki w adaptacji sztucznej inteligencji (AI) – wynoszące obecnie 16% w całej UE – aby zapewnić sobie pełny udział w przyszłych zyskach z wydajności i transformacji technologicznej. W odniesieniu do luki emerytalnej, konstrukcja publicznych systemów emerytalnych może pomóc zamortyzować skumulowane skutki przerw w karierze i niższych zarobków przez całe życie. Jednak w czasach coraz bardziej obciążonych finansów publicznych, większego znaczenia nabierze prywatne zabezpieczenie emerytalne. Kobiety powinny zatem skupić się na wzmacnianiu swojej wiedzy finansowej, co może pomóc im zwiększyć roczne stopy zwrotu z inwestycji nawet o 1,5 pkt proc., a także generalnie – zacząć oszczędzać i inwestować tak wcześnie, jak to możliwe, aby w pełni korzystać z potęgi procentu składanego.

UE–Indie: historyczna umowa handlowa. Pięć rzeczy, które biznes powinien wiedzieć o Indiach

27 stycznia 2026 roku Unia Europejska i Indie sfinalizowały jedną z najważniejszych umów handlowych ostatnich dekad. Porozumienie, które po ratyfikacji ma podwoić wzajemny handel, otwiera europejskim firmom dostęp do rynku liczącego prawie 1,5 mld mieszkańców i najszybciej rosnącej klasy średniej na świecie.  Dla biznesu w Polsce to nie tylko nowa szansa – to także test przygotowania.

Umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami zakłada niemal pełną liberalizację handlu towarami i znaczące otwarcie rynku usług. Indie mają znieść lub obniżyć cła na 96,6% wartości eksportu towarów z UE. Oznacza to istotne zmniejszenie barier taryfowych m.in. w sektorze motoryzacyjnym (gdzie maksymalne cła na samochody sięgają dziś nawet 110%), a także w branży maszynowej, farmaceutycznej, chemicznej czy kosmetycznej. Umowa przewiduje również szerszy dostęp do indyjskiego rynku usług, w tym finansowych i transportu morskiego, oraz wzmocnienie ochrony własności intelektualnej. Dotychczas Indie były dla wielu europejskich firm rynkiem wymagającym – zarówno pod względem regulacyjnym, jak i operacyjnym. Wynegocjowana umowa ma stopniowo ograniczać część istniejących barier i ułatwiać współpracę gospodarczą.

Pięć kluczowych wniosków dla biznesu

  1. Indie to nie jeden rynek, a błędy w założeniach kosztują najwięcej

Najczęstszą pułapką firm jest traktowanie Indii jak jednego, spójnego rynku. Tymczasem to federacja 28 stanów i 8 terytoriów związkowych, różniących się językiem, kulturą, religią, poziomem rozwoju i lokalnymi regulacjami.

Zawsze doradzam, by zacząć od jednego regionu. Przetestować tam dany model biznesowy, sprawdzić reakcję rynku i dopiero później skalować działalność – podkreśla dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Brak tej strategii prowadzi do rozproszenia kosztów, nieczytelnej komunikacji marketingowej i niskiej skuteczności sprzedaży.

  1. Bez głębokiego researchu rynek szybko weryfikuje

W Indiach wiele branż rozwija się regionalnie. Mumbaj jest finansową stolicą kraju i jednym z najważniejszych centrów biznesowych, Bengaluru uznawane jest za globalny hub technologiczny i IT, a Hyderabad łączy silny sektor technologiczny z jednym z największych w Indiach klastrów farmaceutycznych i biotechnologicznych. Stan Tamil Nadu – szczególnie region Chennai – jest natomiast jednym z kluczowych hubów produkcyjnych Indii oraz liderem w rozwoju energii odnawialnej, zwłaszcza w sektorze energii wiatrowej i słonecznej. To efekt lokalnych polityk rozwojowych, uwarunkowań historycznych oraz koncentracji kapitału, infrastruktury i talentów, które tworzą naturalne przewagi dla inwestorów.

Indii nie da się poznać zza biurka. Trzeba tam pojechać, zobaczyć, jak działa administracja, jak buduje się relacje biznesowe i jak naprawdę wygląda proces sprzedażymówi ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich. – To rynek bardzo zróżnicowany regionalnie i kulturowo. To, co działa w jednym stanie czy regionie, niekoniecznie sprawdzi się w innym. Nawet takie elementy jak model dystrybucji czy oczekiwania klientów mogą się znacząco różnić. Dlatego lokalna adaptacja i obecność na miejscu są często warunkiem skutecznego wejścia na rynek.

  1. Indie na drodze do globalnego hubu produkcyjnego

Ostatnie lata pełne napięć geopolitycznych i zakłóceń w handlu międzynarodowym pokazały, jak kruche są globalne łańcuchy dostaw. Indie stają się dziś jednym z głównych kierunków relokacji produkcji.

Lokalna produkcja to niższe koszty, krótsze łańcuchy dostaw i większe zaufanie klientów. Indyjski konsument chętniej kupuje produkt wytwarzany na miejscu – zauważa dr Latymowicz.

Coraz więcej polskich firm po okresie eksportu decyduje się na otwieranie magazynów w Indiach, a dalszej perspektywie budowę zakładów w Indiach, by zwiększyć skalę i rozpoznawalność marki.

  1. Skala, jakiej Europa nie zna, i która wymaga innego myślenia o marce

Indyjska klasa średnia liczy dziś, według różnych szacunków, ponad 430 mln osób – to rynek konsumencki porównywalny skalą z całą populacją Unii Europejskiej. To młodzi, cyfrowi i coraz bardziej świadomi konsumenci. Europejskie pochodzenie wciąż kojarzy się im z jakością i prestiżem, ale oczekują marek, które rozumieją lokalny rynek i potrafią dopasować ofertę do indyjskich realiów.

W Indiach nie wygrywa ten, kto jest najtańszy, ale ten, kto potrafi stać się „lokalny”, zachowując jednocześnie europejską wiarygodność – podkreśla partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART. – Firmy, które budują w Indiach markę, a nie tylko kanał sprzedaży, mają szansę stać się częścią codziennego życia konsumentów. A to jest prawdziwa skala – dodaje.

  1. Prawo i regulacje: dostosowanie modelu działalności

Umowa handlowa otwiera drzwi, ale nie ujednolica systemów prawnych ani nie znosi automatycznie wymogów regulacyjnych. Indie funkcjonują w systemie common law i mają rozbudowany system regulacji branżowych oraz przepisów stanowych. W praktyce oznacza to, że wejście na rynek wymaga dopasowania modelu działalności do lokalnych realiów – od sposobu prowadzenia biznesu i współpracy z partnerami po wymogi regulacyjne i administracyjne.

– Częstym błędem jest kopiowanie europejskich modeli działalności bez uwzględnienia indyjskiej specyfiki – mówi dr Judyta Latymowicz. – W Indiach kluczowe jest właściwe zaprojektowanie strategii wejścia na rynek: gdzie i w jaki sposób działać – czy za pośrednictwem importera lub dystrybutora, czy poprzez własną spółkę w Indiach – a także odpowiednie ułożenie struktury działalności. Sam dobry produkt nie wystarczy – równie ważne jest dopasowanie modelu biznesowego do realiów rynku indyjskiego. Dopiero połączenie strategii z odpowiednim modelem operacyjnym daje realną szansę na sukces – wskazuje ekspertka.

Ropa wystrzeliła, dolar się umacnia. Rynki reagują na napięcia na Bliskim Wschodzie

W weekend doszło do eskalacji walk i ataków na infrastrukturę energetyczną. Baryłka ropy wyrażona w PLN podczas ataku Rosji na Ukrainę była o 35% droższa. Dlaczego zatem już teraz tak bardzo się nas straszy? Na rynku walutowym trwa ucieczka do dolara.

Poniedziałkowy szok cen ropy

W weekend doszło do czegoś, czego obawiała się część analityków. USA zaatakowały infrastrukturę energetyczną w Iranie, w tym magazyny ropy naftowej. Warto jednak zwrócić uwagę, że ataki były celowane w obiekty zapewniające dostawy surowca na rynek wewnętrzny. Efektem tych działań lokalnie jest ograniczenie sprzedaży benzyny w samym Teheranie. Natomiast globalnie na otwarciu notowań mamy szaleństwo. Jeszcze w piątek kończyliśmy dzień z baryłką czarnego złota w okolicy 93 USD. Piątkowe wzrosty – biorąc pod uwagę nadchodzący weekend – nie były zaskoczeniem. Inwestorzy przygotowywali się bowiem na możliwą eskalację. O tym, że przygotowali się zbyt mało, najlepiej świadczy to, co wydarzyło się dzisiaj na otwarciu rynków: cena wyskoczyła niemal od razu pod 120 USD. Potem, po 6:00 czasu polskiego, notowania zaczęły spadać. Podczas pisania tego tekstu, nadal jesteśmy powyżej poziomu 105 USD za baryłkę.

Czy już trzeba się bać?

Sam poziom cen ropy powyżej 100 USD za baryłkę – szczególnie przy dolarze po 3,72 zł – nie jest czymś, co powinno powodować blady strach. To jednak czynnik, który odczujemy w naszych portfelach. Jak mocno? To niestety zależy od tego, jak bardzo uda się zbudować atmosferę strachu. Analitycy chcący uspokoić sytuację podają jako przykład pierwsze miesiące rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dzisiaj baryłka kosztuje około 400 zł. W 2022 roku oglądaliśmy dolara po 4,50 zł i ropę po 120 USD za baryłkę. W rezultacie cena złotowa baryłki ropy wynosiła wówczas około 540 zł. W tym miejscu warto przypomnieć, że szczyty cenowe dolara przypadały już na moment spadków cen ropy. Co to oznaczało dla naszych portfeli? W 2022 roku, przy baryłce o 35% droższej niż obecnie, ceny paliw na stacjach sięgały w szczytowym momencie 8,51 zł, a benzyny 7,84 zł. Trzeba jednak pamiętać, że mowa o cenach średnich. Wszyscy pamiętamy też wskazania, na których były wyższe wartości. Czy teraz będzie tak samo? Nie wiadomo, gdzie dotrze baryłka ropy. Teraz od rynku odcinane jest nie tyle jedno państwo-producent od części odbiorców, ile nawet 20% światowego wydobycia. Jeżeli sytuacja nie będzie eskalować, nie powinniśmy się zbliżyć nawet do tamtych poziomów cen paliw.

Jak waluty?

Rynki walutowe podchodzą do sytuacji znacznie spokojniej niż rynek ropy czy gazu. Dzisiaj co prawda kurs euro na otwarciu znów wyskoczył do 4,30 zł. To jednak poniżej zeszłotygodniowych szczytów, a nie kilkanaście procent powyżej – jak w przypadku ropy naftowej. Dolar dalej zachowuje się jak bezpieczna przystań i w rezultacie zyskuje względem innych walut. Na głównej parze walutowej świata widzieliśmy dzisiaj rano odbicie tuż przed poziomem 1,15. Był to najsilniejszy dolar od listopada. Względem złotego dolar, osiągając poziom 3,73 zł, był najdroższy od sierpnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak odczytów mogących rywalizować z wydarzeniami w geopolityce.

Ropa najdroższa od 2022 roku

Ceny ropy gwałtownie wzrosły w reakcji na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz ryzyko zakłóceń w fizycznych przepływach surowca, co przełożyło się na wyraźny wzrost premii za ryzyko. Notowania Brent w szczytowym momencie dzisiejszej sesji skoczyły nawet o 29 proc., osiągając 119,50 dolara za baryłkę, po bardzo mocnym poprzednim tygodniu, a amerykańska ropa WTI również dynamicznie zyskała, chwilowo rosnąc o około 31 proc. Część wzrostu została później skorygowana po sygnałach, że państwa konsumenckie rozważają uwolnienie części strategicznych rezerw, co rynek odebrał jako próbę ograniczenia krótkoterminowego niedoboru.

Najważniejszym źródłem niepewności jest praktyczne wstrzymanie żeglugi przez cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą. Doniesienia o atakach na infrastrukturę energetyczną dodatkowo wzmocniły obawy o ciągłość dostaw, automatycznie podbijając premię za ryzyko nie tylko na rynku ropy, lecz także gazu. W sytuacji realnych ograniczeń eksportu część eksporterów zaczęła odczuwać narastające problemy logistyczne i magazynowe, co mogło wymuszać czasowe redukcje wydobycia, gdy zapasy szybko zapełniają się w pobliżu terminali i rafinerii. Irak zaczął ograniczać produkcję już tydzień wcześniej, co sugeruje, że presja po stronie operacyjnej narastała stopniowo, zanim została w pełni zdyskontowana w cenach.

Rządy krajów G7 mają omawiać możliwość skoordynowanego uwolnienia ropy z rezerw strategicznych, a operacja mogłaby być prowadzona we współpracy z Międzynarodową Agencją Energetyczną. Skala potencjalnego ubytku podaży pozostaje jednak znacząca. JPMorgan w nocie z 8 marca wskazuje, że wyłączenia wydobycia w regionie mogą wzrosnąć do ponad 4 mln baryłek dziennie do końca przyszłego tygodnia. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ Bliski Wschód odpowiada za około jedną trzecią globalnej podaży, więc każde trwalsze ograniczenie produkcji lub eksportu ma konsekwencje wykraczające daleko poza rynek lokalny.

Wzrost cen surowca szybko przeniósł się na rynki produktów paliwowych i zaczął wymuszać reakcje polityczne. Chiny miały polecić największym rafineriom ograniczenie eksportu diesla i benzyny, co wzmacnia bezpieczeństwo podaży na rynku krajowym, ale jednocześnie może usztywniać globalny bilans paliw. Korea Południowa analizuje natomiast instrumenty osłonowe, w tym możliwość administracyjnego ograniczania cen detalicznych paliw lub czasowych ulg podatkowych. W Stanach Zjednoczonych ceny benzyny wzrosły do najwyższego poziomu od sierpnia 2024 roku, zyskując wymiar polityczny w kontekście presji inflacyjnej i zbliżających się wyborów „midterms”, a w Wielkiej Brytanii coraz częściej pojawiają się zapowiedzi działań łagodzących koszty energii dla gospodarstw domowych, jeśli utrzymanie wysokich cen surowców zacznie wyraźnie pogarszać nastroje konsumentów i perspektywy wzrostu.

Połowa europejskich organizacji uwzględnia suwerenność cyfrową w swojej strategii chmurowej

0

W obliczu rosnących napięć geopolitycznych, gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji oraz coraz bardziej złożonego krajobrazu regulacyjnego kwestia suwerenności cyfrowej staje się kluczowa dla europejskich organizacji. Jak pokazują najnowsze dane z raportu The On-Demand Tech Paradox: Balancing Speed and Spend, już połowa firm w Europie uwzględnia suwerenność chmury w swoich strategiach – to wyraźny wzrost względem poprzedniej edycji badania.

Europa liderem zmian

Według raportu Capgemini, globalnie już 46% organizacji uwzględnia aspekt sovereignty w swoich strategiach rozwoju technologicznego. Warto odnotować, że w 2022 r. odsetek ten był zdecydowanie niższy i wynosił tylko 31%. Widać wyraźnie, że cyfrowa niezależność staje się coraz wyższym priorytetem dla biznesu. Co więcej, Europa pozostaje liderem tych zmian – 50% europejskich organizacji posiada dobrze zdefiniowaną strategię suwerenności chmurowej lub jest w trakcie jej przygotowywania. Najbardziej zaawansowany jest sektor produkcji przemysłowej, w którym 60% przedsiębiorstw prowadzi aktywne działania w tym obszarze. W administracji publicznej odsetek ten wynosi 57%, a w usługach finansowych 53%.

– Europejskie przedsiębiorstwa i instytucje publiczne stają przed coraz większymi wyzwaniami związanymi z kontrolą nad danymi. W sektorze publicznym priorytetem jest odporność usług, takich jak portale podatkowe czy systemy miejskie, które mogą być zagrożone w sytuacji cyberataków lub presji geopolitycznej na dostawców chmurowych. W sektorze prywatnym z kolei pojawia się ryzyko, że dane wrażliwe, objęte tajemnicą handlową lub istotne z perspektywy konkurencyjności, mogą podlegać obcemu ustawodawstwu. Organizacje coraz częściej podkreślają, że w sytuacji tak złożonych uwarunkowań suwerenność cyfrowa przestaje być opcją, a staje się koniecznością – podkreśla Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure w Capgemini Polska.
Szersza definicja suwerenności

W ostatnich latach znacząco ewoluowało również samo pojęcie suwerenności chmury. W 2022 roku, dla 43% kadry kierowniczej oznaczała ona przede wszystkim fizyczną lokalizację danych. Dziś taką definicję wskazuje jedynie 25% respondentów. Coraz powszechniej suwerenność jest utożsamiana z korzystaniem z usług dostawców funkcjonujących w tej samej jurysdykcji prawnej oraz z przechowywaniem i przetwarzaniem danych w granicach krajowych lub regionalnych.

– Równocześnie rośnie znaczenie modeli wsparcia, w których globalne technologie mogą być obsługiwane przez lokalnego, odpowiednio certyfikowanego partnera. Dla lokalnych usługodawców to wyzwanie aby budować zespoły, tworzyć architektury i implementować rozwiązania, które spełnią wymagania suwerenności danych. To bardziej dojrzałe podejście, które łączy potrzebę kontroli z dostępnością innowacyjnych rozwiązań – dodaje Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure w Capgemini Polska.

Organizacje są gotowe zapłacić więcej za bezpieczeństwo i niezależność

Raport Capgemini wskazuje, że uwzględnienie aspektu suwerenności w strategii chmurowej wiąże się ze wzrostem kosztów operacyjnych – potwierdza to aż 51% organizacji. Wynika to m.in. z ograniczeń infrastruktury lokalnej, bardziej rygorystycznych wymogów zgodności czy mniejszej elastyczności dostawców. Jednocześnie wiele organizacji jest gotowych na zwiększenie budżetu, aby zapewnić długoterminową ochronę danych – 42% decydentów deklaruje gotowość zapłacenia średnio o 11% więcej. Jednocześnie organizacje starają się równoważyć bezpieczeństwo z efektywnością kosztową. Najpopularniejszym podejściem (68% wskazań) jest integrowanie suwerennej chmury z już istniejącą infrastrukturą.

Suwerenność w dobie AI

Kwestia suwerenności i kontroli nad danymi nabiera szczególnego znaczenia w kontekście gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji. Według opracowania Capgemini Safeguarding Europe in the Age of AI, sztuczna inteligencja staje się kluczowym czynnikiem transformacji w obszarach tak strategicznych jak bezpieczeństwo narodowe, operacje wojskowe czy zarządzanie kryzysowe. Technologie cyfrowe, a zwłaszcza rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, pełnią rolę motoru innowacji w sektorze obronnym. Aby Europa mogła zachować autonomię w kluczowych domenach i budować odporność w obliczu nowych zagrożeń, musi dysponować pełną kontrolą nad technologiami, na których opiera się rozwój i wdrażanie AI.

Suwerenność w kontekście AI oznacza przede wszystkim posiadanie i kontrolowanie infrastruktury, na której szkolone są modele, oraz zapewnienie pełnego bezpieczeństwa danych, zwłaszcza wrażliwych informacji. Wymaga to budowania suwerennych chmur, które gwarantują zgodność z krajowymi i regionalnymi protokołami bezpieczeństwa, a także inwestowania w centra danych, zdolne obsługiwać bezprecedensowe ilości informacji generowanych w sektorach strategicznych. Jednocześnie organizacje muszą przeciwdziałać zagrożeniom, takim jak zatruwanie danych, które mogłoby podważyć skuteczność systemów AI i stanowić realne zagrożenie dla suwerenności operacyjnej.

Grunty premium to dziś nie tylko adres. Liczy się dostęp do mocy i infrastruktury

Po okresie dużych wahań związanych z pandemią oraz rynkowej korekcie w latach 2023-2024, w 2025 roku rynek gruntów inwestycyjnych wszedł w fazę stabilizacji. Deweloperzy mieszkaniowi napotykali trudności w pozyskiwaniu działek w dobrych lokalizacjach. Natomiast coraz większą rolę zaczęły odgrywać inwestycje w centra przetwarzania danych i magazyny energii. Rynek przeszedł istotne zmiany. Zakończył się czas masowego kupowania gruntów budowlanych, a zainteresowanie dużymi galeriami handlowymi wyraźnie spadło. Lokalizacja przy autostradzie przestała być już kluczowym kryterium. W branżach związanych z energetyką i cyfryzacją najważniejszym zasobem stała się moc przyłączeniowa. Wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym czynnikiem wpływającym na wycenę gruntów.

Według danych za 2025 rok, polska gospodarka odnotowała wzrost PKB na poziomie ok. 3,4% (zgodnie z prognozami EY i Komisji Europejskiej). Jak komentuje Mariusz Urbański, analityk i wieloletni ekspert rynku nieruchomości z firmy INWI Development, spadająca inflacja dała pewien oddech. Jednak wysoki koszt pieniądza w pierwszej połowie roku nadal limitował aktywność spekulacyjną. Inwestorzy, zamiast agresywnego skupowania banków ziemi, przyjęli strategie „wait-and-see” lub koncentrowali się na aktywach typu „core” w największych ośrodkach miejskich.

– Zeszły rok w tzw. mieszkaniówce upłynął pod znakiem dalszej polaryzacji. Zgodnie z danymi GUS-u, liczba rozpoczętych budów w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku spadła o ok. 8,5% rok do roku. To było bezpośrednim skutkiem ostrożności deweloperów oraz ograniczonej podaży gruntów z uregulowaną sytuacją prawną – dodaje ekspert.

W opinii Mariusza Urbańskiego, jednym z najważniejszych zjawisk okazał się trwały wzrost cen ofertowych gruntów pod zabudowę – nawet w warunkach osłabienia koniunktury na rynku mieszkań. – Najnowsze raporty wskazują, że ceny gruntów inwestycyjnych pozostają odporne na cykl gospodarczy i rosną głównie z powodu niedoboru gruntów z uregulowaną sytuacją planistyczną, czyli tzw. czystych działek, a także oczekiwań związanych z zapowiadaną reformą planowania przestrzennego w Polsce – wskazuje znawca rynku.

Jak podkreślają rynkowi eksperci, nawet przy obniżonej aktywności deweloperskiej popyt na atrakcyjnie położone działki – zwłaszcza w stolicach województw – przewyższa podaż. Efekt ten jest silniejszy w takich aglomeracjach jak Warszawa, gdzie dziesiątki transakcji zakupów gruntów przez krajowych i zagranicznych inwestorów potwierdzają trend umiarkowanego wzrostu cen i dużej konkurencji o najlepsze parcele.

– Co istotne, grunty pod budownictwo wielorodzinne w Warszawie, Krakowie i Trójmieście osiągnęły w 2025 roku rekordowe wyceny. W stolicy średnie ceny transakcyjne w topowych dzielnicach nierzadko przekraczały 3000-5000 PLN za PUM (Powierzchnię Użytkową Mieszkalną), a udział kosztu gruntu w cenie końcowej mieszkania w największych aglomeracjach zbliżył się do granicy 20-25% – informuje Mariusz Urbański.

Ten segment był jednym z najaktywniejszych na rynku, mimo wyhamowania dynamiki sprzedaży samych mieszkań. Inwestorzy wskazują na niską podaż dobrze przygotowanych działek, tj. tzw. czystych gruntów z planami miejscowymi. – To podtrzymuje presję cenową na poziomie ofertowym i transakcyjnym. Deweloperzy coraz częściej decydowali się na rewitalizację terenów poprzemysłowych, mimo wyższych kosztów remediacji gruntu, gdyż działki „greenfield” w granicach miast stały się towarem deficytowym – tłumaczy ekspert z INWI Development.

Warto również podkreślić, że po latach boomu rynek gruntów logistycznych w 2025 roku wszedł w fazę dojrzałości. Według raportów agencji AXI IMMO oraz JLL, podaż nowej powierzchni magazynowej wyhamowała, a rynek skupił się na absorpcji istniejących zasobów (pustostany na poziomie ok. 8,2%). Ceny gruntów logistycznych ustabilizowały się, a w mniej kluczowych lokalizacjach odnotowano nawet lekkie korekty. Jednakże tzw. „Wielka Szóstka” (Warszawa, Śląsk, Polska Centralna, Wrocław, Poznań, Trójmiasto) utrzymała wysokie wyceny.

– W 2025 roku kluczowym trendem roku był nearshoring. To przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu. Zwiększyło to popyt na grunty pod obiekty typu BTO, tj. Build-to-Own, dla firm produkcyjnych, zwłaszcza na zachodzie i południu Polski. To potwierdzają kolejne doniesienia o nowych inwestycjach – wyjaśnia Urbański.

W ub.r. praktycznie nie odnotowano natomiast transakcji dostaw gruntu pod wielkopowierzchniowe galerie handlowe w dużych miastach. Rynek gruntów handlowych przeniósł się do miast powiatowych i mniejszych miejscowości, głównie poniżej 20 tys. mieszkańców. – Deweloperzy masowo poszukiwali działek o powierzchni 1-2 ha pod parki handlowe, tj. tzw. convenience centers. Działki te muszą charakteryzować się doskonałą widocznością i bezpośrednim zjazdem z dróg krajowych lub wojewódzkich. Ceny w tym segmencie pozostały stabilne, ale konkurencja o najlepsze narożniki w mniejszych miastach była w 2025 roku zacięta – zaznacza Mariusz Urbański.

Właśnie te dwa sektory dyktowały nowe warunki gry. Polska ugruntowała w ub.r. swoją pozycję jako hub centrów przetwarzania danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Popyt na nowe inwestycje napędzany jest dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji (AI) oraz usług chmurowych. Kluczowym kryterium nie była tu cena za metr kwadratowy, ale dostępność mocy przyłączeniowej (rzędu kilkudziesięciu MW) oraz światłowodów.

– Warszawa i jej okolice pozostały absolutnym liderem, skupiając ok. 80% rynku, choć inwestorzy zaczęli spoglądać w stronę Poznania i Katowic, ze względu na trudności z dostępem do prądu na Mazowszu. Raporty PMR wskazują, że moc centrów danych w Polsce ma szansę podwoić się do 2030 roku. To w 2025 roku napędzało spekulacyjny skup gruntów z zabezpieczonymi warunkami przyłączenia – wskazuje znawca rynku z INWI Development.

Prawdziwy rozkwit przeżywał w 2025 roku rynek gruntów pod magazyny energii wielkoskalowej, stymulowany potrzebą stabilizacji sieci OZE. – W przeciwieństwie do farm fotowoltaicznych, magazyny energii nie wymagają hektarów ziemi. Często wystarczy 0,5-2 ha. Jednak oczekują oni bezpośredniego sąsiedztwa Głównych Punktów Zasilania. Działki położone w promieniu 500 metrów od GPZ zyskały status premium. Inwestorzy, tacy jak Enea czy prywatne fundusze, aktywnie poszukiwali gruntów klasy IV-VI, oferując właścicielom atrakcyjne stawki dzierżawy, często wyższe niż pod fotowoltaikę, pod warunkiem możliwości uzyskania warunków przyłączeniowych – twierdzi Mariusz Urbański.

Rok 2025 na rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce można podsumować słowem „selekcja”. Skończył się czas kupowania wszystkiego, co ma status „budowlany”. W mieszkaniówce widać było dalszy wzrost cen gruntów w miastach wojewódzkich. Z kolei w logistyce nastąpiła stabilizacja stawek. W energetyce i cyfryzacji głównie liczyła się moc przyłączeniowa, która stała się nową walutą. Obecnie należy spodziewać się, że to właśnie dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym driverem wartości gruntów. Dla właścicieli ziemskich oznacza to konieczność nie tylko „odrolnienia” ziemi, ale przede wszystkim – zadbania o jej uzbrojenie w media o odpowiednich parametrach.

Agresywne praktyki rynkowe deweloperów. Prezes UOKiK stawia zarzuty trzem spółkom

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty trzem firmom deweloperskim w związku z podejrzeniem stosowania agresywnych praktyk rynkowych wobec nabywców mieszkań. Postępowania dotyczą spółek Idea-Inwest, M2R oraz Jelbud – Charłampowicz, Kusz. Zdaniem urzędu działania tych przedsiębiorstw mogły wywierać niedopuszczalną presję na konsumentów, prowadząc do podejmowania przez nich decyzji niekorzystnych finansowo lub do rezygnacji z przysługujących im praw.

Sprawa została wszczęta po licznych skargach kierowanych do UOKiK przez osoby, które zawarły umowy deweloperskie. Z przekazanych do urzędu informacji wynikało, że niektóre firmy próbowały zmieniać warunki uzgodnione wcześniej z klientami już po podpisaniu umów. Po analizie zgromadzonych materiałów – w tym umów, korespondencji między stronami oraz wyjaśnień przedsiębiorców – prezes UOKiK zdecydował o wszczęciu postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Postępowania obejmują inwestycję Sky Garden w Szczecinie realizowaną przez spółkę Idea-Inwest, projekt Levityn Apartamenty w Pabianicach prowadzony przez firmę M2R oraz inwestycję przy ul. Kąpielowej 5B i 5C w Karpaczu realizowaną przez spółkę Jelbud – Charłampowicz, Kusz.

Warunek przeniesienia własności: podpisanie aneksu i dopłata

W przypadku dwóch pierwszych spółek – Idea-Inwest oraz M2R – zastrzeżenia urzędu dotyczą sposobu komunikowania się z klientami w sprawie zmiany ceny mieszkań. Z przekazanych przez konsumentów pism wynikało, że deweloperzy informowali ich o konieczności podpisania aneksów do wcześniej zawartych umów deweloperskich. Dokumenty te przewidywały podwyższenie uzgodnionej wcześniej ceny lokalu.

Jednocześnie z treści korespondencji miało wynikać, że brak zgody na nowe warunki może skutkować brakiem przeniesienia własności mieszkania. Deweloperzy sugerowali również możliwość skierowania sprawy na drogę sądową w celu dochodzenia podwyższenia ceny. W przekazie pojawiały się także argumenty o zagrożeniu dla bezpieczeństwa inwestycji lub o potencjalnych stratach finansowych przedsiębiorcy w przypadku braku dopłat ze strony nabywców.

Zdaniem UOKiK takie komunikaty mogły wywoływać u konsumentów poczucie realnego zagrożenia. Osoby, które często wpłaciły już znaczące środki – nierzadko sięgające kilkuset tysięcy złotych – mogły obawiać się, że w przypadku odmowy podpisania aneksu nie staną się właścicielami kupionego mieszkania. W ocenie urzędu mogło to stanowić formę niedopuszczalnego nacisku, ograniczającego swobodę decyzji konsumentów.

Rezygnacja z kar umownych w zamian za przeniesienie własności

Druga część postępowania dotyczy działań dewelopera Jelbud – Charłampowicz, Kusz realizującego inwestycję w Karpaczu. Spółka wysyłała do nabywców mieszkań pisma zawierające propozycję zwolnienia jej z długu wynikającego z opóźnienia w przeniesieniu własności lokali.

Z przekazywanych dokumentów wynikało, że nabywcy mieli zrezygnować z dochodzenia kar umownych należnych im z tytułu opóźnienia. W zamian deweloper oferował zawarcie porozumienia umożliwiającego zakończenie inwestycji i przeniesienie własności mieszkań.

W korespondencji spółka wskazywała również na trudną sytuację finansową oraz ryzyko niewypłacalności w przypadku dochodzenia przez klientów roszczeń. Sugerowano także możliwość wszczęcia postępowania restrukturyzacyjnego. Zdaniem UOKiK tego rodzaju informacje mogły wywołać presję na konsumentów i skłonić ich do rezygnacji z dochodzenia swoich praw.

Szczególnie istotny jest fakt, że część nabywców mieszkań w Karpaczu czekała na przeniesienie własności lokalu nawet dwa lata. W takiej sytuacji propozycja zrzeczenia się roszczeń mogła być dla wielu osób trudna do odrzucenia.

UOKiK sprawdzi, czy doszło do agresywnych praktyk rynkowych

Jak podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny, istotą agresywnych praktyk rynkowych jest wywieranie niedozwolonego nacisku na konsumentów w sposób, który ogranicza ich swobodę podejmowania decyzji.

Według szefa urzędu zakup mieszkania jest jedną z najważniejszych inwestycji w życiu wielu osób. W większości przypadków jest on finansowany kredytem hipotecznym, a konsumenci angażują w niego znaczną część swoich oszczędności. W takiej sytuacji informacje o możliwych problemach finansowych dewelopera czy o ryzyku nieukończenia inwestycji mogą wywoływać duży niepokój.

W ocenie prezesa UOKiK właśnie tego rodzaju obawy mogły skłaniać nabywców mieszkań do zaakceptowania nowych, mniej korzystnych warunków. Część z nich mogła podpisać aneksy podwyższające cenę lokalu lub zrezygnować z dochodzenia kar umownych jedynie z obawy przed utratą możliwości uzyskania własności mieszkania.

Możliwe konsekwencje dla przedsiębiorców

Postępowania prowadzone przez UOKiK mają ustalić, czy działania deweloperów rzeczywiście stanowiły naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, przedsiębiorcom grożą poważne konsekwencje finansowe.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami kara administracyjna może wynieść nawet do 10 procent rocznego obrotu przedsiębiorcy. Ostateczna decyzja w sprawie ewentualnych sankcji zostanie podjęta po zakończeniu prowadzonych postępowań.

Sprawa pokazuje, że urząd uważnie monitoruje rynek nieruchomości i reaguje na sygnały napływające od konsumentów. W kontekście rosnących cen mieszkań oraz dużej skali inwestycji deweloperskich kwestia ochrony praw nabywców lokali pozostaje jednym z ważniejszych obszarów działalności regulatora rynku.

Energia, inflacja i giełdy. Jak wojna z Iranem może przetasować globalne rynki

  • Ataki USA i Izraela na Iran będą wpłyną na rynki energii, koszty transportu, ryzyko inflacji i sytuację finansową – ale wszystko zależy od tego, jak długo potrwa konflikt. Chociaż przedłużająca się wojna może spowodować powrót szoku inflacyjnego podobnego do tego z 2022 r., nadal spodziewamy się stosunkowo krótkotrwałej eskalacji, przy czym ceny ropy powinny wynieść 70 USD/bbl (o ponad 15% więcej niż poprzednie szacunki; szczytowy poziom powinien wynieść 85 USD/bbl), a konsekwencje dla globalnego PKB i inflacji powinny być ograniczone. Nie zmieniłoby to jednak kursu EBC i Fed, ponieważ w Europie i Stanach Zjednoczonych 10% wzrost ceny ropy prowadzi do wzrostu inflacji o około 0,1-0,2 pp w perspektywie krótkoterminowej. Konflikt trwający dłużej niż cztery do sześciu tygodni miałby większy wpływ na gospodarkę i rynki: można przyjąć, że trzy miesiące to punkt zwrotny w kierunku ryzyka zmiany trendu i scenariusza recesji. Jednak administracja amerykańska ma motywację do szybkiego zakończenia konfliktu, ponieważ wyższe ceny ropy pogłębiające kryzys jej dostępności mogą oznaczać mniejsze poparcie w listopadowych wyborach uzupełniających.
  • Żegluga przez Cieśninę Ormuz – krytycznie istotna dla 30% globalnego przepływu węglowodorów – oraz zakłócenia w produkcji ropy naftowej w Zatoce Perskiej pozostają kluczowymi obszarami oddziaływania konfliktu na gospodarkę. Natychmiastowa reakcja rynku była spowodowana raczej zakłóceniami w żegludze morskiej niż niedoborem surowca: ceny ropy wzrosły do około 82 USD/bbl (wzrost o +13% po otwarciu rynku 2 marca), a dane dotyczące żeglugi wskazują obecnie, że ponad 200 tankowców i statków LNG kotwiczy poza Cieśniną Ormuz, co odzwierciedla problemy związane z ubezpieczeniem od ryzyka wojny i zapobiegawcze wstrzymanie działalności. Przedłużający się konflikt ze znacznymi zakłóceniami w Cieśninie Ormuz może spowodować może spowodować wzrost ceny ropy do 100 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. jej cena powinna nadal wynosić około 70 USD/bbl, ponieważ rynek ostatecznie się dostosuje. W scenariuszu skrajnego ryzyka, w którym reżim irański atakuje infrastrukturę energetyczną w regionie na większa skalę i zakłóca żeglugę w cieśninie, cena ropy Brent może wzrosnąć powyżej 130 USD/bbl, a następnie ustabilizować się na poziomie 80 USD/bbl do końca 2026 r.
  • W przypadku rynków ograniczenia polityczne kształtują kontekst, ponieważ rosnące obawy dotyczące inflacji opóźniać mogą obniżki stóp procentowych, utrzymując podwyższoną zmienność pomimo dotychczas jedynie umiarkowanej korekty cen. Inflacja napędzana cenami ropy prawdopodobnie będzie nadal wywierać presję na stopy procentowe i osłabiać oczekiwania dotyczące łagodzenia polityki pieniężnej. Podwyższone wyceny pozostawiają akcje i kredyty podatne na ryzyko, jeśli koszty energii pozostaną wysokie, a wzrost gospodarczy spowolni. W lepszej sytuacji są obecnie sektory obronny, dóbr konsumpcyjnych o charakterze niecyklicznym i energetyczny (zwłaszcza sektor upstream – poszukiwania i wydobycia, LNG spoza Zatoki Perskiej i niektóre rafinerie) podczas gdy sektory narażone na wpływ czynników makroekonomicznych i energochłonne nadal borykają się z trudnościami (np. linie lotnicze, petrochemia itp.), a sektor technologiczny znajduje się w niejednoznacznej sytuacji. Niedawny wzrost cen zabezpieczeń CDS może pomóc ograniczyć rozszerzanie się spreadów. Z drugiej strony, na rynkach prywatnych może dojść do spowolnienia dystrybucji PE (wypłaty zysków inwestorom w ramach funduszy Private Equity) i niewielkiego wzrostu spreadów prywatnego długu. Rynki stoją przed rozbieżnymi wynikami, co wymaga pozycjonowania w scenariuszu bazowym z zabezpieczeniem przed zmianami reżimu. W scenariuszu bazowym krótki koniec krzywej pozostaje stabilny, środkowa część korzysta z ponownej wyceny wzrostu, a długi koniec dryfuje w kierunku 4,3% dla 10-letnich obligacji amerykańskich i 2,7% dla obligacji (Bundów) niemieckich; w scenariuszu ryzyka skrajnego inflacja powoduje wzrost tych wartości do 5,0% i 3,2%, wraz z odbudową premii terminowych i utratą walorów zabezpieczających obligacje nominalne. Akcje mogą doświadczyć umiarkowanej korekty, zanim powrócą do wysokich jednocyfrowych zwrotów w scenariuszu bazowym, ale spadną o około 20% w scenariuszu skrajnym, ponieważ utrzymująca się inflacja cen energii obniża stopy dyskontowe i zyski. W scenariuszu bazowym rentowność obligacji korporacyjnych o wysokim ratingu utrzymuje się na poziomie około 85 pb, a w scenariuszu skrajnym wzrasta do 125 pb, podczas gdy rynki prywatne wykazują rozbieżności: stopy zwrotu z infrastruktury wynoszą 10% w scenariuszu bazowym i 6% w warunkach napięć, wskaźnik P/E waha się od +12% do -12%, a spready dla długu prywatnego (prywatnych obligacji) rosną z 500 do 650 pb w związku z osłabieniem wskaźników pokrycia.

Zakres i czas trwania konfliktu: trzy scenariusze pozwalające określić jego skutki Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały kluczowe cele infrastruktury wojskowej i cywilnej w Iranie po tygodniach bezowocnych negocjacji dyplomatycznych w sprawie nowego porozumienia nuklearnego. W wyniku tych ataków zginął najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei oraz wielu wysokich rangą funkcjonariuszy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i wywiadu, co wywołało pytania dotyczące przyszłego przywództwa w tym kraju. W przeciwieństwie do krótkotrwałej wojny z czerwca 2025 r., Stany Zjednoczone ogłosiły „poważne operacje bojowe”, co sprawia, że konflikt ten różni się zasadniczo pod względem czasu trwania i ryzyka eskalacji. Iran zareagował atakami na infrastrukturę wojskową USA w Zatoce Perskiej i na Bliskim Wschodzie, zakłócając ruch lotniczy i działalność gospodarczą. Kluczowe pytania dotyczą wpływu konfliktu na rynki energii, a także potencjalnego ryzyka skrajnej eskalacji ku powszechnej wojnie w regionie.

Nieliniowy wstrząs geopolityczny będzie miał wpływ na rynki energii, koszty żeglugi, ryzyko inflacji i sytuację finansową. Eskalacja znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka skrajnego, szczególnie w Cieśninie Ormuz, krytycznym punkcie przeładunkowym, przez który przepływa około 20 mln baryłek ropy dziennie i 30% światowego tranzytu węglowodorów transportowanych drogą morską (ropa i gaz LNG). Wstępne wskaźniki wskazują już na poważne zakłócenia operacyjne: po atakach liczba przepraw spadła o ponad 70%, a główne linie żeglugowe (w tym Maersk) tymczasowo omijają cieśninę Ormuz, co 24 godziny ponownie oceniając decyzje dotyczące tras. Irańska Gwardia Rewolucyjna podobno ostrzegła statki handlowe przed przepływaniem przez cieśninę za pomocą transmisji VHF (morska transmisja radiowa), nawet jeśli egzekwowanie tego zakazu pozostaje nie w pełni skuteczne. Biorąc pod uwagę kluczowe znaczenie cieśniny Ormuz dla globalnych przepływów energii, nawet częściowe zakłócenie stanowi wstrząs większy niż niedawne incydenty na Morzu Czerwonym.

W miarę rozwoju konfliktu to jego długość zadecyduje o stopniu i trwałości jego wpływu na gospodarkę światową. Prezydent Trump wspomniał o czterotygodniowym okresie potrzebnym do przeprowadzenia trwałych negocjacji i zmiany irańskiego reżimu w kierunku „pragmatycznego przywódcy”. Jeśli tak się stanie, wysokie zapasy ropy i gazu powinny sprawić, że szok będzie znośny dla światowej gospodarki. Inne kluczowe kwestie to zdolność militarna Iranu do podtrzymania kontrofensywy – zapasy rakiet Teheranu pozostają znakiem zapytania – a także gotowość Białego Domu do kontynuowania ofensywy. Prezydent Trump zaznaczył, że ataki będą kontynuowane do momentu osiągnięcia celów wojskowych (bez podawania szczegółów dotyczących tych celów), ale zaproponował również irańskiemu reżimowi drogę do deeskalacji, zakończenia ofensywy i złagodzenia sankcji gospodarczych, jeśli wybrany zostanie pragmatyczny przywódca. Prezydent Trump ma motywację, aby zakończyć ofensywę raczej wcześniej niż później, ponieważ wyższe ceny ropy pogłębiające kryzys jej dostępności mogą mieć negatywny wpływ na listopadowe wybory śródokresowe do Kongresu.

Tabela 1: Scenariusze dotyczące Iranu

Scenariusze dotyczące Iranu

Źródło: Allianz Research

* Prognozy Allianz Research na 2026 r. przed rozpoczęciem wojny na Bliskim Wschodzie, pozostałe liczby w tej kolumnie odnoszą się do wartości bieżących/od początku roku

Ścieżki oddziaływania: następstwa makroekonomiczne i rynkowe

Mechanizmy transmisji są wielopoziomowe i chociaż niektóre z nich są już aktywne (ceny energii), to inne mogą być  zakłócone.

  1. Wszystko kręci się wokół cen energii. Trwający konflikt w Iranie doprowadził do ataków odwetowych, które zakłóciły transport surowców energetycznych i szybko rozprzestrzeniły się na całą Zatokę Perską. Bezpośrednia reakcja rynku wynika raczej z zakłóceń w transporcie morskim niż z niedoborów na poziomie złóż: ceny ropy wzrosły do około 82 USD/bbl (wzrost o +13% po otwarciu rynku 2 marca), a dane dotyczące transportu wskazują obecnie, że ponad 200 tankowców i statków LNG kotwiczy poza Cieśniną Ormuz, co odzwierciedla problemy związane z ubezpieczeniem od ryzyka wojennego i zapobiegawcze wstrzymanie działalności. W scenariuszu bazowym Allianz Trade, zakładającym zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem w ciągu czterech tygodni, w połączeniu ze zmianą władzy w Iranie, cena ropy Brent może wzrosnąć do 85 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. powinna wynieść około 70 USD/bbl. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, a zakłócenia w Cieśninie Ormuz będą znaczące, cena ropy może osiągnąć 100 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. powinna wynieść około 70 USD/bbl, ponieważ rynek ostatecznie dostosuje się do sytuacji w dłuższym okresie. W scenariuszu eskalacji – skrajnego ryzyka, w którym reżim irański atakuje infrastrukturę energetyczną w regionie i zakłóca żeglugę w cieśninie, cena ropy Brent może wzrosnąć powyżej 130 USD/bbl, a następnie ustabilizować się na poziomie 80 USD/bbl do końca 2026 r.

Czas ma kluczowe znaczenie: im dłuższe zakłócenia w cieśninie Ormuz lub w wydobyciu i przetwórstwie węglowodorów (w przypadku uszkodzeń infrastruktury), tym większe ryzyko wzrostu światowych cen energii. Ostatnie ogłoszenia dotyczące wielkości produkcji (tj. wzrost dostaw OPEC+ o 206 tys. baryłek dziennie) nie uspokoją rynków, ponieważ są one marginalne pod względem ekonomicznym i nadal będą przechodzić przez cieśninę. Dla Europy gaz pozostaje kluczowym czynnikiem podatności na zagrożenia. Prawie cały LNG z Kataru przechodzi przez cieśninę Ormuz, a około jedna piąta światowego handlu LNG odbywa się przez tę cieśninę. Zakłócenia szybko przenoszą się zatem na kształtowanie się światowych cen spotowych LNG i fizyczną dostępność tego surowca. Ponieważ zima w regionie dobiega końca, nie stanowi to bezpośredniego zagrożenia, ale przedłużające się zakłócenia mogą spowodować wzrost rachunków za gaz w sezonie uzupełniania zapasów. Strategiczne bufory również są asymetryczne. W UE jest wymóg utrzymywania strategicznych rezerw netto  na poziomie 90 dni zapotrzebowania w odniesieniu do importowanej ropy naftowej, a na dzień 28 lutego unijne zapasy gazu wynosiły 30% (w porównaniu z 38% rok temu). Japońskie rezerwy awaryjne ropy naftowej wynosiły 254 dni zużycia, podczas gdy zapasy LNG wynosiły około trzech tygodni. Indie mają zapasy na około dwa miesiące pokrycia importu, a Chiny około 90 dni. Jednak niektóre gospodarki wschodzące mają mniejsze rezerwy. Na przykład Tajlandia zdecydowała się zakazać re-eksportu paliw, aby chronić swoje krajowe dostawy. Aby uniknąć ponownego szoku inflacyjnego w stylu z 2022 r., konieczne jest przywrócenie zaufania do żeglugi i szybka deeskalacja napięć.

  1. Inflacja i reakcje banków centralnych będą zależały od długości trwania konfliktu i funkcji reakcji polityki fiskalnej. Największym powodem do niepokoju jest szok inflacyjny spowodowany wyższymi cenami ropy. W Europie i Stanach Zjednoczonych 10-procentowy wzrost cen ropy powoduje w krótkim okresie wzrost inflacji o około 0,1-0,2 punktu procentowego. Nowa wartość bazowa Allianz Trade wynosząca 70 USD/bbl w porównaniu z około 60 USD/bbl miałaby zatem jedynie niewielki, nieistotny wpływ na inflację, nie zmieniając kursu EBC i Fed. Jednak w scenariuszu przedłużającej się wojny, przy gwałtownym wzroście cen ropy do 100 USD/bbl lub więcej, inflacja wzrosłaby o około +0,5 pp. Równolegle rosnące ceny oleju bunkrowego (paliwa okrętowego) mogą również stanowić kanał przeniesienia konfliktu na gospodarkę, skutkując prawdopodobnie wzrostem stawek frachtu kontenerowego. Ponieważ koszty paliwa stanowią około 35% całkowitych kosztów operacyjnych, a ceny oleju bunkrowego wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o około +20%, wzrost kosztów paliwa o 40-50% mógłby przełożyć się na podwyższenie kosztów frachtu przez przewoźników o 15-20% aby zrównoważyć ten wpływ, co ostatecznie mogłoby wpłynąć na inflację o 0,3-0,5 pp, ponieważ fracht morski stanowi zazwyczaj 2-3% ostatecznej ceny detalicznej produktów przemysłowych. Chociaż przedłużająca się wojna mogłaby podnieść ceny oleju bunkrowego jeszcze bardziej, nie spodziewamy się, aby stawki frachtu morskiego osiągnęły maksima po Covid, ponieważ wzrost handlu ulega spowolnieniu w 2026 r., pojemność floty ma wzrosnąć o około +8% r/r, a zmiana tras stała się standardową praktyką.

Jednak EBC i Fed prawdopodobnie zareagowałyby inaczej na wyższą inflację, biorąc pod uwagę odmienne uwarunkowania gospodarcze. W strefie euro inflacja i oczekiwania inflacyjne są już ustabilizowane wokół poziomu docelowego, co sprawia, że drugorzędne skutki wyższych cen energii dla szerszej dynamiki cen i płac są mniej prawdopodobne; EBC zignorowałby ten negatywny szok podażowy i utrzymałby stopy procentowe na stałym poziomie 2%, tak samo jak w scenariuszu bazowym Allianz Trade. W Stanach Zjednoczonych inflacja utrzymuje się powyżej celu od 2021 r., a ostatnie dane wskazują, że presja cenowa jest daleka od opanowania (w styczniu bazowy wskaźnik PPI przyspieszył do +3,6% r/r). Ponadto dynamika wzrostu gospodarczego jest bardziej stabilna niż w strefie euro, co zwiększa ryzyko wzrostu inflacji, jeśli bank centralny będzie prowadził zbyt akomodacyjną politykę. W związku z tym spodziewamy się, że Fed powstrzyma się od dalszych obniżek stóp procentowych w 2026 r. (w porównaniu z oczekiwaną w scenariuszu bazowym Allianz Trade obniżką stóp procentowych w czerwcu) i utrzyma stopy procentowe na wysokim poziomie 3,75%. Możliwe reakcje fiskalne rządów, jak w latach 2022–2023, również oznaczałyby ryzyko wzrostu inflacji, sprawiając, że banki centralne byłyby bardziej skłonne do utrzymania stóp bez zmian lub do ich podwyższenia zamiast obniżki. Jednak biorąc pod uwagę napiętą sytuację fiskalną w wielu krajach, działania fiskalne będą prawdopodobnie ograniczone do symbolicznych środków, takich jak obniżki podatków od produktów energetycznych.

  1. Konsekwencje dla sektora paliwowego: W scenariuszu bazowym Allianz Trade dynamika cen energii wiąże się przede wszystkim z szokiem zmienności, a nie z trwałym szokiem podażowym, przy czym ceny ropy naftowej na krótko osiągną wyższy poziom, a następnie unormalizują się wraz z deeskalacją konfliktu i utrzymaniem przepływów przez Cieśninę Ormuz na zasadniczo niezmienionym poziomie. Przy uwzględnieniu premii za ryzyko w kosztach transportu oraz tymczasowym wzroście kosztów ubezpieczenia i kontraktów terminowych, głównymi beneficjentami są przedsiębiorstwa zajmujące się wydobyciem, zwłaszcza producenci spoza regionu Zatoki Perskiej, którzy mają bezpośredni wpływ na ceny spotowe. Zintegrowane koncerny naftowe również skorzystałyby na krótkoterminowym wzroście przepływów pieniężnych i lepszych wynikach handlowych, eksporterzy LNG spoza Zatoki Perskiej mogliby wykorzystać okazję do oportunistycznego zwiększenia marży w Europie i Azji, niektóre rafinerie skorzystałyby na wyższych marżach na destylaty (krakingi) średnie, przedsiębiorstwa żeglugowe mogłyby wykorzystać zwiększone ryzyko geopolityczne i niepewność na rynku (ropy naftowej) do wprowadzenia podwyżek stawek frachtowych lub dopłat, a sektor obronny również skorzystałby na obecnej sytuacji. Względnymi przegranymi są linie lotnicze, które borykają się z wyższymi kosztami paliwa lotniczego (z ograniczonymi możliwościami natychmiastowego przeniesienia kosztów na pasażerów) i zakłóceniami w działalności w regionie, producenci petrochemiczni narażeni na inflację surowców i niższe marże w sektorze downstream, europejskie przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zużywające duże ilości gazu, wrażliwe na zmiany cen LNG i ograniczenia polityczne dotyczące dostosowań taryf, a także sektory dóbr luksusowych w gospodarkach importujących energię, w których tymczasowa inflacja cen paliw obniża realne dochody i osłabia zaufanie.
  2. Rosnące ryzyko płynności przy bardziej niepewnym wsparciu Fed. Utrzymanie się ceny ropy Brent na poziomie 85–100 USD/bbl byłoby poważnym szokiem dla instrumentów zabezpieczających i ogromnym ograniczeniem bilansowym dla (zwłaszcza europejskich) ich głównych dealerów i/lub banków. Wraz ze wzrostem popytu na USD (zabezpieczenia – hedging, import energii itp.) baza EUR/USD ulegnie dalszemu poszerzeniu z obecnego poziomu -25 pb. Nadal mamy długą drogę do osiągnięcia poziomów kryzysowych. Podczas kryzysu płynnościowego w marcu 2020 r. osiągnął on poziom -90 pb, zanim Fed otworzył linie swapowe i ponownie go ustabilizował. Jeśli blokada cieśniny Ormuz będzie trwała, a kwestia linii swapowych stanie się bardziej paląca, dealerzy (europejscy) mogą stanąć w obliczu luki w finansowaniu. Różnica polega na tym, że Kevin Warsh jako nowy prezes Fed może być bardziej niechętny do rozszerzania swojego bilansu na rzecz międzynarodowej stabilizacji monetarnej.
  3. Można spodziewać się ostrzejszych reakcji rynku. Ze względu na krótkotrwałe wstrząsy na Bliskim Wschodzie w ostatnich dziesięcioleciach, rynki opierają się obecnie na scenariuszu bazowym szybkiej stabilizacji. Jednak rozkład ryzyka wyraźnie się zmienił. Indeks VIX wzrósł już powyżej 25, a struktura terminowa jest obecnie silnie odwrócona, a kontrakty terminowe na indeks ponownie obniżają jego cenę do średniego długoterminowego poziomu około 22 już za trzy tygodnie. Ryzyko inflacji spowodowane cenami ropy naftowej powoduje większą zmienność stóp procentowych, zwłaszcza jeśli rynki początkowo wyceniają niższe rentowności bezpiecznych aktywów, zanim dokonają ponownej wyceny inflacji. Powinno to faworyzować krótkoterminowe instrumenty amerykańskiej krzywej jako najczystsze bezpieczne aktywa. Ze względu na wysokie wyceny i oczekiwania dotyczące zysków, akcje i kredyty wciąż są narażone na korektę w związku z wyższymi cenami energii, stopami procentowymi i niższym wzrostem gospodarczym. Można zakładać, że największe korzyści z przemieszczenia zasobów i eskalacji napięć geopolitycznych prowadzących do wojny odczują wyceny akcji spółek z sektora obronnego. Ogólnie rzecz biorąc można oczekiwać, że sektory niecykliczne osiągną lepsze wyniki niż sektory narażone na wpływ czynników makroekonomicznych i energochłonne, np. sektory dóbr konsumpcyjnych niecyklicznych i energetyczny powinny odnieść korzyści w porównaniu z presją na sektory chemiczny i lotniczy. Sektor technologiczny, który w ostatnich miesiącach znajdował się pod presją, może znaleźć wsparcie w niższym ryzyku cyklicznym, ale presja utrzymuje się ze względu na wyższe koszty finansowania centrów danych i wyższe stopy procentowe, które zmniejszają atrakcyjność wzrostu. Hedging CDS inwestorów w ostatnich miesiącach zrównoważył wzrost wartości obligacji korporacyjnych. Te ostatnie działania związane z zarządzaniem ryzykiem powinny pomóc w ograniczeniu wzrostu spreadów. W przypadku rynków prywatnych krótkoterminowym skutkiem będzie prawdopodobnie dalsze zamrożenie dystrybucji funduszy PE i aktywności związanej z wycofywaniem z inwestycji, a także wzrost spreadów w przypadku długu prywatnego (choć nie do alarmującego poziomu). Tymczasem kapitał własny w sektorze infrastruktury prawdopodobnie okaże się wyraźnym zwycięzcą strukturalnym, niezależnie od scenariusza, ponieważ aktywa związane z bezpieczeństwem energetycznym, LNG i sieciami elektroenergetycznymi prawdopodobnie będą nadal wyceniane wyżej.
  4. Konsekwencje dla rynków:
  1. Stopy procentowe (EUR i USD): Kluczową kwestią nie jest to, czy inflacja wzrośnie, ale czy wzrośnie na tyle, aby zmienić obecne oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Szoki naftowe spowodowane podażą różnią się zasadniczo od tych spowodowanych popytem, jeśli chodzi o ich wpływ na stopy procentowe. Obniżają one realne dochody i spowalniają wzrost gospodarczy, jednocześnie podnosząc ogólny wskaźnik CPI, co rodzi dylemat polityczny, który sprawia, że banki centralne wstrzymują się z podwyżkami, zamiast je wprowadzać. Rynki są świadome tej dynamiki, reakcja krzywej inflacji na szoki podażowe jest historycznie stonowana w porównaniu z początkowym ruchem cen ropy naftowej. W naszym scenariuszu bazowym ceny ropy Brent osiągają szczytowy poziom 85 USD/bbl i ustabilizują się na poziomie 70 USD/bbl, przyczyniając się jedynie do wzrostu inflacji o 0,1-0,2 pp po obu stronach Atlantyku. W tym scenariuszu EBC utrzymuje stopę procentową na poziomie 2,0%, a Fed na poziomie 3,5%. Kolejna dynamika krzywej charakteryzuje się utrzymującym się poziomem na początku krzywej z odroczonymi obniżkami oraz wyższym poziomem na końcu krzywej spowodowanym premią terminową. W naszym scenariuszu bazowym 10-letnie obligacje amerykańskie osiągają poziom 4,3%, a 10-letnie obligacje niemieckie – 2,7%. Najważniejszą kwestią w zakresie polityki pieniężnej jest to, czy obligacje nominalne zachowają w takim otoczeniu swoją zdolność do zabezpieczania portfela. Obligacje rządowe faktycznie pełniły rolę bezpiecznej przystani, ponieważ ich rentowności wzrosły. Chociaż wydaje się to wynikać z mechanizmów rynkowych w perspektywie krótkoterminowej (likwidacja zabezpieczeń), może to być pierwsza wskazówka, że w warunkach inflacji napędzanej podażą tradycyjna korelacja między obligacjami a akcjami ulega osłabieniu, podobnie jak w okresie reflacji po pandemii COVID-19 (wykres 1). Jeśli scenariusz ten się zrealizuje, będzie to silnym argumentem za przeniesieniem ekspozycji duration (miara wrażliwości ceny obligacji na zmiany stóp procentowych – huśtawka stóp procentowych z jednej i cen obligacji z drugiej strony) z instrumentów nominalnych na instrumenty indeksowane inflacją.

Wykres 1: Korelacja między akcjami i obligacjami a inflacją podażową

Korelacja między akcjami i obligacjami a inflacją podażową

Uwagi: Inflacja napędzana podażą według Shapiro (2022) w porównaniu z 12-miesięcznymi korelacjami kroczącymi z częstotliwością tygodniową dla indeksu S&P 500 i 7-10-letnich rentowności amerykańskich obligacji skarbowych.

Źródła: San Francisco Fed, LSEG Workspace, Allianz Trade Research

W przypadku przedłużającego się konfliktu Fed utrzymałby stopę procentową na poziomie 3,75% nie dlatego, że inflacja jest napędzana popytem, ale raczej dlatego, że nie może pozwolić sobie na drugą z rzędu spiralę cen energii przy nadal nie w pełni ustabilizowanych oczekiwaniach inflacyjnych. W związku z tymi wydarzeniami oczekiwać też można, że rządy wdrożą również działania fiskalne. Działania te prawdopodobnie zwiększą podaż długu państwowego, co przełoży się na wyższą premię terminową. W rezultacie rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych może powrócić do przedziału 4,5–5,0%, a krzywa rentowności ulegnie spłaszczeniu.

  1. Kredyty publiczne (inwestycyjne): Chociaż podstawowe warunki kredytowe są stabilne w scenariuszu bazowym, połączenie niższych stóp wzrostu i wyższych stóp procentowych w scenariuszach pesymistycznych stanowi wyzwanie dla spreadów, które nadal są bliskie historycznych minimów, zwłaszcza jeśli kwestia płynności zyska na znaczeniu. Odporność rynku kredytowego w warunkach bazowych wynika przede wszystkim z dwóch kluczowych czynników: krótkotrwałości konfliktu, który ogranicza szkody makroekonomiczne, oraz stabilnych wskaźników kredytowych i perspektyw zysków w środowisku cen ropy naftowej na poziomie 85–70 USD/bbl. Ponadto zabezpieczenia CDS zgromadzone przez inwestorów w ostatnich miesiącach powinny pomóc w ograniczeniu odpływu kapitału. W obszarze kredytów euro szczególną uwagę należy zwrócić na sektor bankowy ze względu na jego dominującą pozycję rynkową oraz miejsce na styku finansowania surowców i płynności USD. Dotychczasowa defensywna charakterystyka sektora bankowego w przypadku gwałtownych wzrostów cen ropy może zostać podważona w sytuacji bardziej ekstremalnych zaburzeń na rynku energii, gdy płynność w USD jest ograniczona. Ze względu na wysoką rangę i jakość kredytów o ratingu inwestycyjnym przewidujemy (jedynie) umiarkowane rozszerzenie spreadów w większości scenariuszy, ale skrajne scenariusze mogą wiązac się z większą awersją do ryzyka i kanibalizacją popytu inwestorów przez obligacje skarbowe, co spowoduje zbliżenie spreadów do mediany, co jest również zgodne z wskaźnikami kredytowymi. W związku z tym nawet w przypadku realizacji ryzyka skrajnego, spodziewamy się powrotu do fundamentów.
  2. Akcje spółek notowanych: Podwyższone warunki wyjściowe zwiększają ryzyko spadków, zwłaszcza na rynku amerykańskim. Eskalacja konfliktu z Iranem zwiększyła ryzyko makroekonomiczne w sytuacji już wysokich wycen rynkowych i oczekiwań dotyczących zysków, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Chociaż aktywa ryzykowne mogą początkowo reagować zbyt gwałtownie, prawdopodobnie przeważą czynniki fundamentalne, a ich ograniczony wpływ na wzrost PKB będzie wspierał szersze zyski rynkowe. Sektory niecykliczne powinny pozostać odporne, ale branże zależne od energii, takie jak linie lotnicze i chemia, mogą znaleźć się pod presją. Wyceny na rynku amerykańskim, zwłaszcza w sektorze technologicznym, są podatne na wzrost stóp procentowych lub spowolnienie wzrostu gospodarczego, co może potencjalnie prowadzić do przejścia w kierunku bardziej znormalizowanych wycen w bardziej ryzykownym otoczeniu globalnym. W niekorzystnych scenariuszach rynki akcji mogą odnotować znaczne spadki — nawet do -20 punktów procentowych w przypadku akcji amerykańskich — spowodowane powrotem do średniej wycen (2/3) i cyklicznością zysków (1/3). Przy spadku o -10 punktów procentowych spodziewalibyśmy się, że akcje strefy euro będą mniej narażone na te dwa czynniki, ale nie mogą one uciec od szerszego apetytu na ryzyko i realokacji kapitału do obligacji skarbowych oferujących wyższe zyski.
  3. Rynki kapitału prywatnego: Infrastruktura okazała się odporną klasą aktywów w tym okresie niepewności. Kluczową pytanie brzmi: czy fundusze private equity i private debt posiadają wystarczające rezerwy, aby przetrzymać zmiany makroekonomiczne bez wywoływania niezamierzonych problemów z dystrybucją zysków. Infrastruktura jest jedyną klasą aktywów na rynkach prywatnych, która czerpie siłę z tych samych czynników, które destabilizują wszystko inne. Bezpieczeństwo energetyczne stało się z dnia na dzień imperatywem politycznym, a kapitał już przeznaczony na terminale LNG, sieci energetyczne i dywersyfikację rurociągów będzie teraz płynął szybciej i przy strukturalnie wyższych wycenach. W scenariuszu bazowym spodziewamy się w 2026 roku stóp zwrotu na poziomie +10%, które utrzymają się w granicach +5-6% nawet w przypadku przedłużającego się konfliktu, ponieważ przeszacowanie wynikające z niedoborów okaże się trwałe. Przypomina to sytuację europejskiej infrastruktury energetycznej po 2022 roku, kiedy to została ona trwale przewartościowana (re-rated) i nie było już powrotu do poprzedniego stanu.

Rynek private equity to zupełnie inna kwestia. Spółki portfelowe same w sobie nie stanowią problemu; sektory dóbr podstawowych, ochrony zdrowia i technologii są w dużej mierze odizolowane od wstrząsów. Jednak machina transakcyjna, która pozwala na ich monetyzację, napotyka trudności, gdy rosną stopy procentowe i zmienność, mnożniki M&A ulegają kompresji, a apetyt na ryzyko słabnie. Obserwowaliśmy to dokładnie w 2022 roku, kiedy globalny wolumen transakcji spadł o około 35%, a dystrybucje zysków dla inwestorów (LP) gwałtownie się skurczyły. Nasz scenariusz bazowy zakładający +12% zwrotu z PE w 2026 roku zmienia się w -12% w scenariuszu pesymistycznym, gdy okna wyjścia z inwestycji się zamykają, okresy utrzymywania aktywów wydłużają, a wyceny księgowe (marks) znajdują się pod presją, co powoduje rzeczywisty stres związany z krzywą J dla inwestorów zarządzających zobowiązaniami płynnościowymi. Private debt znajduje się w silnej pozycji – sprzyja mu zmienne oprocentowanie, uprzywilejowanie w strukturze długu (senior secured) oraz zaostrzone i wydłużone standardy udzielania finansowania (underwriting) w środowisku wysokich stóp procentowych. Spodziewamy się, że spready kredytowe na rynku średnich przedsiębiorstw (middle market) wzrosną z 500 punktów bazowych (bps) w scenariuszu bazowym do 650 bps w scenariuszu negatywnym. Wynika to z presji na wskaźniki pokrycia długu w narażonych pionach, takich jak energochłonne branże: chemiczna, opakowaniowa oraz dobra konsumpcyjne wyższego rzędu (consumer discretionary), co wymaga aktywnego zarządzania portfelem. Podsumowując, rynki (długu) prywatne(go) nie są odizolowane od szoków inflacyjnych, ale historia sugeruje, że aktywa prywatne są bardziej odporne na szoki podażowe, szczególnie w przypadku infrastruktury (Wykres 2).

Wykres 2: Historycznie infrastruktura osiągała lepsze wyniki niż inne klasy aktywów w warunkach wysokiej inflacji (średnia roczna stopa zwrotu)

Źródła: Blackrock (link), Allianz Research

Uwaga: Bloomberg, Barclays. EDHEC dla akcji infrastrukturalnych; NCREIF dla globalnych nieruchomości; MSCI dla globalnych akcji; BBG Barclays Global Aggregate Index TR dla globalnych instrumentów stałodochodowych, stan na 22 maja 2023 r. (dane roczne od 2001 r.). Okresy wysokiej inflacji to okresy, w których amerykański wskaźnik CPI przekracza 2,5%. Okresy wysokiego wzrostu to okresy, w których PKB w Stanach Zjednoczonych przekracza 2,5%, a okresy niskiego wzrostu to okresy, w których PKB w Stanach Zjednoczonych jest niższe niż 2,5%.

  1. Implikacje dla regionu Zatoki Perskiej. Pierwszym efektem konfliktu dla regionu było zamknięcie przestrzeni powietrznej, co spowodowało zakłócenia lotów na całym świecie, ponieważ w Zatoce Perskiej znajdują się jedne z najbardziej ruchliwych lotnisk na świecie (zwłaszcza lotnisko w Dubaju). Ponadto odwet Iranu przeniósł konflikt na Zatokę Perskią, ponieważ rakiety były widoczne na horyzoncie głównych miast regionu, a ich szczątki dotarły do kilku obiektów infrastruktury cywilnej w Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Długość wojny zadecyduje o jej pełnym wpływie na region, ponieważ w regionie uzależnionym od importu może dojść do wyczerpania zapasów żywności, jeśli zakłócenia w głównych portach będą długotrwałe, aktywność gospodarcza zostanie wstrzymana, a liczba turystów spadnie przez dłuższy okres. W czerwcu 2025 r. 12-dniowa wojna miała jedynie tymczasowy wpływ na aktywność gospodarczą, nastroje konsumentów w Arabii Saudyjskiej pogorszyły się, aby odzyskać równowagę zaledwie miesiąc później, a indeksy giełdowe w regionie również poniosły tymczasowe straty, odnotowując odbicie w kształcie litery V pod koniec czerwca 2025 r. i zamykając miesiąc na plusie. Jako że w ostatnich latach konfliktów między Izraelem, USA a Iranem region pozostawał w większości nietknięty, Zatoka stoi obecnie przed największym wyzwaniem – stabilność irańskiego reżimu zostaje podana w wątpliwość, co wystawia na próbę lokalne systemy bezpieczeństwa i mechanizmy gospodarcze.

 

Tabela 2: Scenariusze po interwencji Stanów Zjednoczonych

Kontynuacja reżimu Zmiana reżimu Upadek reżimu
Duchowni utrzymują władzę przy wsparciu IRGC (Gwardii Rewolucyjnej) Zmiana reżimu w stylu hiszpańskim Rozpad w stylu radzieckim Rozpad w stylu syryjskim Rozpad w stylu jugosłowiańskim
Średnie prawdopodobieństwo Niskie prawdopodobieństwo Wyższe prawdopodobieństwo Średnie prawdopodobieństwo Najniższe prawdopodobieństwo
W skrócie: Reżim skutecznie radzi sobie z następstwami śmierci ajatollaha Chomeiniego. Nowy duchowny mianowany (co się dokonało) przy wsparciu IRGC, status quo pozostaje bez zmian przy nasileniu represji wewnętrznymi, ale osiąga porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi. W skrócie: Po śmierci ajatollaha Chomeiniego nowo mianowany autokrata prowadzi reżim przez proces liberalizacji gospodarczej i politycznej. W skrócie: Po upadku rządów duchownych następuje wprowadzenie reżimu wojskowego; kluczowe role przywódcze przejmują członkowie IRGC (np. przewodniczący parlamentu Ghalibaf). W skrócie: upadek reżimu prowadzi kraj na drogę wojny domowej między różnymi frakcjami. Możliwy rozłam wewnątrz IRGC. Wysokie ryzyko rozszerzenia konfliktu na Irak. W skrócie: upadek reżimu, regiony z większością nieperską grożą secesją, zwłaszcza Kurdowie i Azerowie na północnym zachodzie, Beludżowie na południowym wschodzie i Arabowie na południu.
Konsekwencje geopolityczne: brak większych zmian, chyba że reżim przyjmie pojednawcze stanowisko wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Konsekwencje geopolityczne: Iran powraca na arenę międzynarodową, zbliżając się do krajów zachodnich. Wpływ na Jemen, Liban i Irak, w których reżim irańskich duchownych od dziesięcioleci miał ogromny wpływ. Konsekwencje geopolityczne: brak istotnych zmian, chyba że reżim przyjmie koncyliacyjny ton wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Konsekwencje geopolityczne: Szeroko pojęty region Bliskiego Wschodu może doświadczyć większej niestabilności ze względu na trwający konflikt wewnętrzny Konsekwencje geopolityczne: Szeroko pojety region Bliskiego Wschodu może doświadczyć większej niestabilności w związku z trwającym konfliktem wewnętrznym.

Źródła: Foreign Affairs, Allianz Research

Region Bliskiego Wschodu doświadczył kilku interwencji zagranicznych i zmian reżimów, które dostarczają kluczowych wniosków dla analizy obecnej sytuacji – mowa w szczególności o rewolucji irańskiej z 1979 r., która obaliła dynastię Pahlawich, oraz o odsunięciu od władzy Saddama Husajna i partii Baas w 2003 r.

Próżnia decyzyjna. Następstwa amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. – usunięcie najwyższego kierownictwa państwa po ponad 20 latach rządów oraz późniejszy wzrost wpływów zewnętrznych (USA i Iranu) – doprowadziły do całkowitego zerwania ciągłości instytucjonalnej. Skutkiem była długotrwała niestabilność wywołana druzgocącym ciosem dla gospodarki oraz wybuchem wojny domowej. Lata próżni u sterów władzy oraz katastrofalne warunki społeczno-ekonomiczne stały się pożywką dla ekspansji terroryzmu.

Siła aparatu bezpieczeństwa. Zarówno podczas obalenia szacha w 1979 r., jak i inwazji na Irak w 2003 r., siły zbrojne uległy błyskawicznemu rozkładowi, a dezercje były masowe. Tymczasem podczas ostatnich demonstracji w Iranie nie odnotowano przypadków dezercji ani publicznych głosów sprzeciwu wewnątrz kierownictwa wobec Najwyższego Przywódcy Chameneiego. Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) jest znacznie silniej zintegrowany ideologicznie z tkanką ekonomiczną i polityczną reżimu. Historia uczy, że sama siła militarna nie gwarantuje szybkiej zmiany reżimu, dopóki jego wewnętrzne struktury pozostają nienaruszone.

Rozprzestrzenianie się konfliktu w regionie. Inwazja na Irak w 2003 r. wywołała masowe przesiedlenia, a fala uchodźców dotarła do krajów sąsiednich. Z kolei polityczne oddziaływanie rewolucji irańskiej było odczuwalne w całym regionie przez dekady. Zmiana reżimu lub jego destabilizacja mogą mieć nieprzewidywalne skutki dla państw ościennych.

Analiza ostatnich wydarzeń geopolitycznych i ich wpływu na rynki – w odniesieniu do akcji, rentowności obligacji, cen ropy, wahań walut, złota i spreadów IG (investment grade) – stanowi użyteczne narzędzie do oceny wpływu obecnego konfliktu na makroekonomię i rynki. Historia pokazuje, że wpływ konfliktów zbrojnych bywa zazwyczaj krótkotrwały i umiarkowany (Wykres 4). Niemniej jednak różnorodność zdarzeń, ich horyzont czasowy i zasięg geograficzny sprawiają, że analogie historyczne pozostają niejednoznaczne. Największą wrażliwość wykazują zazwyczaj giełdy i ropa naftowa, choć kierunek i skala reakcji cenowych są zróżnicowane. W przypadku ropy kluczowe są obawy o podaż, a nie tylko chwilowy wzrost „premii geopolitycznej”. Wydarzenia długotrwałe, wywołujące zmiany strukturalne – jak pierwsza wojna w Zatoce Perskiej czy inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 r. – generują silniejsze, choć często opóźnione skutki rynkowe. Choć jest zbyt wcześnie, by przesądzać o losach obecnego konfliktu z Iranem, nasz scenariusz ryzyka skrajnego (tail-risk) wpisuje się w tę drugą kategorię: zakłada on trwały wzrost cen ropy w dłuższym terminie z kaskadowymi konsekwencjami dla globalnych rynków kapitałowych.

Wykres 4: Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodneHistorycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne 2 Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne 3

Zadłużenie kobiet rośnie szybciej niż mężczyzn. W tle luka płacowa i niższe emerytury

  • Średnia wartość zobowiązania finansowego kobiet wzrosła o 4% na przestrzeni roku, do poziomu prawie 6,3 tys. zł – wynika z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej.
  • Kobiety stanowią jedynie 35,5% wszystkich dłużników, a liczba zadłużonych kobiet spadła w ciągu roku. Choć w grupie wiekowej 65+ stosunek zadłużonych kobiet do mężczyzn jest prawie równy.
  • Wpływ na wyższe średnie zadłużenie kobiet mają m.in. luka płacowa (panie zarabiają o 800 zł mniej) oraz wyższa średnia długość życia (kobiety żyją o 8 lat dłużej).

Pod koniec zeszłego roku średnia wartość pojedynczego zobowiązania wśród kobiet wzrosła do poziomu 6285 zł, czyli o 265 zł więcej niż na koniec 2024 r. Dla porównania, średnia ta w przypadku mężczyzn wynosiła na koniec grudnia 5470 zł, czyli jedynie o 73 zł więcej niż pod koniec 2024 r. Trzeba też zauważyć, że mimo rosnącej wartości pojedynczego zobowiązania udział kobiet w całkowitej liczbie dłużników maleje. Pod koniec 2025 r. panie stanowiły jedynie 35,5% wszystkich zadłużonych, to o 1,59 p.p. mniej niż rok wcześniej.

Należy również zwrócić uwagę, że odsetek zadłużonych kobiet rośnie wyraźnie w przedziale wiekowym 65+. Choć nadal dominują tu mężczyźni, to już tylko nieznacznie. Panie w tej grupie wiekowej stanowią 49,3% zadłużonych. Jedną z przyczyn jest zapewne wciąż obecna luka płacowa, która ma wpływ nie tylko na codzienne finanse w trakcie kariery zawodowej, ale również na wysokość emerytury. Kolejnym czynnikiem jest fakt, że kobiety żyją o ok. 8 lat dłużej niż mężczyźni. W efekcie ich pożyczki, uzupełniające ewentualne braki emerytalne, są nie tylko wyższe, ale zaciągane są w dłuższym okresie – zauważa ekspertka ERIF BIG Katarzyna Skrzypczyńska.ERIF - Zadluzenie wg grup wiekowych ERIF - Srednia wartosc zobowiazania

Panie zarabiają prawie 800 zł mniej

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego (Rozkład wynagrodzeń w gospodarce narodowej w sierpniu 2025 r.) przeciętne wynagrodzenie kobiet w gospodarce narodowej to 8424,71 zł brutto. Dla porównania – mężczyźni zarabiają średnio 9220,24 zł brutto, czyli prawie 800 zł więcej. To duża dysproporcja i nic nie zapowiada szybkiej zmiany tego stanu rzeczy. Ponieważ, patrząc na dane GUS, widzimy, że zarobki kobiet i mężczyzn rosną w podobnym tempie w skali roku, odpowiednio o 8 i 7%.

Różnice w zarobkach mają bezpośredni wpływ na konieczność zaciągania zobowiązań finansowych. Jednak biorąc pod uwagę skalę tego rozdźwięku i fakt, że mimo wszystko panie stanowią jedynie ok. 1/3 polskich dłużników, można wysnuć wniosek, że podchodzą one bardziej odpowiedzialnie do zarządzania swoim budżetem. Kobiety częściej planują wydatki z wyprzedzeniem, ostrożniej podchodzą do ryzyka i rzadziej decydują się na impulsywne zakupy. Dysproporcja płacowa nie przekłada się więc automatycznie na większe problemy finansowe, a raczej uwypukla różnice w podejściu do zarządzania pieniędzmi – dodaje Katarzyna Skrzypczyńska.

Z jakiego powodu mamy długi?

Z analizy danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej wynika, że najczęstszymi zadłużeniami są pożyczki pozabankowe, które stanowią 20% zobowiązań. Na drugim miejscu znajdują się różnego rodzaju usługi związane z multimediami (telekomunikacyjne, telewizja cyfrowa, abonamenty, raty za sprzęt kupowany u operatorów) – 18% długów Polaków. Na kolejnych miejscach znajdują się z kolei alimenty (16%), zobowiązania sądowe (15%) i wobec banków (14%).

Obcokrajowcy dostają coraz mniej świadczeń z puli 800 plus. Spadek rok do roku jest przeszło 4-proc.

W grudniu 2025 roku liczba dzieci obcokrajowców otrzymujących świadczenie wychowawcze 800+ spadła o 6,5% rdr. Podobny trend widać też w innych aspektach. W ubiegłym roku przeznaczono na ten cel ponad 3,2 mld zł, czyli o przeszło 4% mniej niż rok wcześniej. Zdecydowanie najwięcej przypadków dotyczyło dzieci wnioskodawców, którzy wskazali obywatelstwo ukraińskie. Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu widzimy obywatelstwa białoruskie, rumuńskie, rosyjskie i wietnamskie. Komentujący te dane eksperci mówią, że to wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców.

Świadczenie wychowawcze 800+ jest wypłacane na dzieci wnioskodawców, którzy we wniosku podali obywatelstwo inne niż polskie. Według danych ZUS, w grudniu 2025 roku liczba takich przypadków wyniosła 325,3 tys. To o 6,5% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy było ich 347,7 tys.

– Mamy tendencję malejącą. To nie jest jakieś tąpnięcie, ale zmniejszenie liczby beneficjentów. Wynika to m.in. z wprowadzenia przepisu, który uzależnia wypłatę świadczenia od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ponadto, wnioskodawcami były też osoby, które przyjechały do naszego kraju na krótki okres i już wyjechały. Moim zdaniem, sytuacja będzie się stabilizować. To rozwiązanie dotyczy bowiem dzieci, których rodzice w jakiś sposób już się tutaj zadomowili i pracują – komentuje Bartosz Marczuk z Instytutu Sobieskiego, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, gdzie odpowiadał m.in. za wdrożenie Programu 500+.

W 2025 roku przeciętna miesięczna liczba wypłaconych ww. świadczeń wyniosła 317,9 tys. To o 5,4% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 336,2 tys. Z danych ZUS wynika też, że w ubiegłym roku przekazano do rodzin 3,271 mld zł. To o 4,2% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 3,413 mld zł.

– To wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców. Należy podkreślić, że nie jest to tylko wynik zmian demograficznych, ale przede wszystkim efekt skuteczniejszego kontrolowania mechanizmów przyznawania świadczeń. Najważniejsza zmiana to wprowadzenie mechanizmu, który można nazwać wsparciem za integrację. W efekcie od obywateli innych państw wymagana jest aktywność zawodowa i realizacja obowiązku szkolnego – podkreśla dr Antoni Kolek z Katedry Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego.

Z kolei Bartosz Marczuk zwraca uwagę na wskaźniki zatrudnienia osób, które przyjeżdżają do Polski. Wśród tych przybyłych po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie to ponad 70%. A biorąc pod uwagę ludzi przebywających już wcześniej, to przeszło 90%. Ekspert dodaje, że ogólne wydatki na 800+ sięgają ok. 63 mld zł rocznie. Kwota wydawana na dzieci cudzoziemców stanowi więc niewielką część.

– Zmiana, którą określiłem wsparciem za integrację, ma podwójny wymiar. Po pierwsze, finansowy, bowiem ogranicza wydatki budżetowe i eliminuje tzw. wędrówkę socjalną. Po drugie, społeczny, co sprzyja realnej integracji migrantów w edukacji i na rynku pracy, a w dłuższym okresie jest korzystne dla gospodarki – przekonuje dr Antoni Kolek.

Biorąc pod uwagę przeciętną miesięczną liczbę wypłaconych ww. świadczeń w 2025 roku, w przypadku 262,8 tys. dzieci wnioskodawcy wskazali obywatelstwo ukraińskie (rok wcześniej – 284,5 tys.). Natomiast kwota wypłaconych ww. świadczeń wychowawczych wyniosła 2,715 mld zł (w 2024 roku – 2,893 mld zł).

– Dominacja grupy obywateli Ukrainy wśród świadczeniobiorców-cudzoziemców pozostaje wyraźna, jednak jest już bardziej przewidywalna. Spadek kwot wypłat pokazuje zarówno migrację cyrkulacyjną, jak i efektywność systemu w eliminowaniu nadużyć dzięki cyfryzacji i integracji z rejestrami Straży Granicznej. Z perspektywy budżetu spadek wydatków jest pożądany. Polska przestaje pełnić rolę pasywnego donatora, stając się aktywnym partnerem wspierającym osoby realnie osiedlone w kraju – stwierdza ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu widzimy dzieci wnioskodawców z obywatelstwem białoruskim – 23,4 tys. i z wypłaconą kwotą 233,8 mln zł (rok wcześniej – 23,4 tys. i 234,8 mln zł), rumuńskim – 5,8 tys. i 59 mln zł (poprzednio – 4,1 tys. i 42,2 mln zł), rosyjskim – 3,7 tys. i 36,8 mln zł (3,8 tys. i 37,4 mln zł), wietnamskim – 2,5 tys. i 25,5 mln zł (2,5 tys. i 25,1 mln zł), a także indyjskim – 2,5 tys. i 25,4 mln zł (2,2 tys. i 22,7 mln zł). Następne są osoby z obywatelstwem gruzińskim – 1,7 tys. i 17,7 mln zł (1,6 tys. i 16,1 mln zł), bułgarskim – 1,7 tys. i 16,6 mln zł (1,7 tys. i 16,3 mln zł), mołdawskim – 1 tys. i 10,5 mln zł (948 i 9,7 mln zł), jak również armeńskim – 731 i 7,4 mln zł (712 i 7,1 mln zł).

– O tej kolejności decyduje liczba cudzoziemców mieszkających w Polsce. Głównie przyjeżdżają do nas Ukraińcy, co było widoczne już przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Oni stanowią zdecydowaną większość tej grupy. Oprócz nich mamy Białorusinów i obywateli państw Unii Europejskiej. Ta struktura przekłada się więc na zainteresowanie składaniem wniosków o przyznanie 800+ – wyjaśnia Bartosz Marczuk.

Od lutego br. zmieniono zasady wypłacania świadczenia wychowawczego dla obywateli Ukrainy ze statusem UKR. Wcześniej zapowiedziano, że nowe przepisy obejmą około 150 tys. osób. One, aby pobierać 800+, muszą ponownie złożyć wniosek i spełnić warunek aktywności zawodowej. Bartosz Marczuk przyznaje, że był zwolennikiem uzależnienia wypłaty środków od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ekspert zaznacza, że byłby bardziej ostrożny z wprowadzeniem wymogu związanego z pracą. W naszym interesie jest, aby te osoby wiązały się z Polską. Zmiana może sprawić, że zechcą wyjechać do Europy Zachodniej, gdzie nie ma takich obostrzeń. A z różnych raportów wynika, że Ukraińcy więcej wnoszą do budżetu państwa, niż z niego pobierają.

– Nowy okres świadczeniowy Programu 800+ stanowi przełom w zarządzaniu środkami publicznymi przeznaczonymi na wsparcie obcokrajowców. Kluczowym elementem tej zmiany nie są same przepisy, ale technologiczna integracja systemów państwowych, która w praktyce ogranicza systemowe luki. Natomiast należy pamiętać o tym, że z systemu wychodzą 18-latkowie, a nowi świadczeniobiorcy reprezentują znacznie mniej liczne roczniki. Przykładowo, w 2008 roku urodziło się 414 tys. osób, a w ubiegłym roku – ok. 238 tys. Zatem, według obecnego stanu, każdego roku będzie o ok. 170 tys. mniej świadczeniobiorców, a koszt świadczeń będzie o około 1,7 mld zł niższy – analizuje dr Antoni Kolek.

Natomiast Bartosz Marczuk szacuje, że zmiana dotycząca obywateli Ukrainy ze statusem UKR pozwoli na zaoszczędzenie 100-200 mln zł. Według eksperta, rodzi się tylko pytanie, czy etyczne jest zabieranie świadczenia 800+ np. matce, która uciekła z Ukrainy przed rosyjskimi bombami, a w Polsce opiekuje się trojgiem nieletnich dzieci i nie ma możliwości pracowania. Były podsekretarz stanu w MRPiPS wskazuje też sytuację, w której z pracy zostaje zwolniona kobieta samotnie wychowująca dzieci. Konsekwencją tego będzie utrata świadczenia wychowawczego.

7R wchodzi na rynek niemiecki z partnerstwem inwestycyjnym o wartości 200 mln EUR

0

7R realizuje kolejny etap rozwoju działalności, wchodząc na rynek niemiecki. W 2025 r. 7R podpisało wiążącą umowę nabycia pierwszej inwestycji w Niemczech. Teraz, kontynuując strategię biznesową, 7R zawarło partnerstwo z profesjonalnym inwestorem (Separately Managed Account – SMA), którego celem jest zainwestowanie 200 mln EUR w rozwój nowoczesnych projektów przemysłowych, magazynowych i logistycznych w Niemczech.

Nawiązane partnerstwo to naturalna kontynuacja naszych konsekwentnych i skutecznych działań realizowanych dotychczas w Polsce i Czechach, a jednocześnie istotny krok w rozwoju 7R na kluczowych rynkach europejskich. Wejście do Niemiec potwierdza dojrzałość naszej platformy operacyjnej oraz gotowość do jej dalszego skalowania. Dzięki wsparciu kapitału instytucjonalnego i konsekwentnie realizowanej, zdyscyplinowanej strategii inwestycyjnej jesteśmy dobrze przygotowani do dostarczania wysokiej jakości, nowoczesnych projektów przemysłowo-logistycznych, odpowiadających na rosnące potrzeby niemieckiego rynku – skomentował Andrzej Wroński, CEO 7R.

7R jest spółką portfelową Urban Partners, należącą do Nordic Strategic Fund V (NSF V). Urban Partners to wiodący europejski inwestor, działający w sektorze nieruchomości miejskich, który zarządza aktywami o wartości 25 mld EUR. W ich skład wchodzi ponad 2 mln mkw. zrównoważonych aktywów logistycznych i przemysłowych w portfelu oraz projekty w fazie realizacji w Europie Północnej, z czego 250 tys. mkw. zlokalizowanych jest w Niemczech.

7R planuje ekspansję na rynku niemieckim poprzez realizację 1–2 akwizycji gruntowych oraz nabycie 1–2 istniejących aktywów w 2026 roku. Strategia spółki koncentruje się na działalności w miastach tzw. BIG 7 (Berlin, Hamburg, Monachium, Kolonia, Frankfurt, Stuttgart oraz Düsseldorf). W tych lokalizacjach firma będzie rozwijać dwie linie obiektów — 7R City Flex oraz 7R City Park — tj. nieruchomości zlokalizowane w granicach miast lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie, zaprojektowane z myślą o zapewnieniu efektywnej logistyki w pobliżu dynamicznie rozwijających się centrów miejskich.

Niemcy stanowią jeden z najbardziej atrakcyjnych i największych rynków nieruchomości magazynowych w Europie, napędzany siłą krajowej bazy przemysłowej, centralnym położeniem geograficznym oraz wysoko rozwiniętą infrastrukturą transportową. Jako największa gospodarka kontynentu oraz kluczowy węzeł logistyczny dla europejskiej wymiany handlowej, Niemcy generują stabilny i długoterminowy popyt na nowoczesne powierzchnie magazynowe. Skala rynku, jego odporność na wahania koniunkturalne oraz potencjał dalszego wzrostu czynią Niemcy strategicznym kierunkiem dla inwestorów, deweloperów oraz najemców poszukujących ekspozycji na jeden z najważniejszych rynków łańcucha dostaw w Europie. Jesteśmy w pełni gotowi na ten krok i zamierzamy na rynku niemieckim wykorzystać nasze przewagi biznesowe oraz doświadczenia funkcjonowania w niezwykle konkurencyjnym i dynamicznym otoczeniu. Obecnie finalizujemy przygotowania do naszego pierwszego projektu w Niemczech, a równolegle prowadzimy rozmowy dotyczące kolejnych możliwości inwestycyjnych – powiedziała Magdalena Uler-Kłeczek, Członkini Zarządu i CIO w 7R.

Rynek powierzchni magazynowych i logistycznych w Niemczech odnotował w 2025 r. wolumen transakcji najmu na poziomie blisko 6,1 mln mkw., co oznacza istotny wzrost o 14% w porównaniu z 2024 r. Łącznie podpisano więcej umów niż rok wcześniej, a przede wszystkim odnotowano większą liczbę transakcji wielkopowierzchniowych, które w naturalny sposób silnie wpływają na łączny wynik rynku. Jak wynika z danych, segment obiektów o powierzchni od 20 000 m² wzrósł aż o 30%. W tej kategorii powierzchni szczególnie wyróżniają się operatorzy logistyczni, odpowiadający za niemal połowę zarejestrowanego wolumenu najmu. Odzwierciedla to fakt, że wiele branż docenia elastyczność oferowaną przez operatorów logistycznych, zwłaszcza w okresach spowolnienia gospodarczego. Dane wskazują także na ponowną wyraźnie większą aktywność rynkową podmiotów z sektora e-commerce, które jednak często powierzają obsługę swojej działalności w Niemczech operatorom logistycznym.

Kredyt trochę łatwiejszy, mieszkanie nadal trudne do kupienia

62% badanych uważa, że obecnie mało kogo w ich otoczeniu stać na zakup mieszkania lub domu. To mniej niż rok temu, ale i tak wciąż silne pozostaje poczucie, że taki zakup jest poza zasięgiem wielu osób – wynika z badania „To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026”. 

To wciąż bardzo mocny sygnał społeczny: większość z nas ma poczucie, że zakup mieszkania czy domu jest poza zasięgiem osób z naszego otoczenia. Pocieszeniem jest jednak to, że na przestrzeni ostatniego roku napięcie trochę spadło. W opinii Polaków dostępność mieszkaniowa jest nieco większa, chociaż oczywiście nie możemy mówić o przełomie, bardziej o delikatnym oddechu – mówi Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w portalu ogłoszeniowym Nieruchomosci-online.pl.

Jak wynika z najnowszej edycji badania To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026”, 62% osób jest zdania, że obecnie mało kogo z ich otoczenia stać na zakup mieszkania lub domu. To o 9 p.p. mniej niż w IV kwartale 2025 r., kiedy odsetek pesymistów wyniósł aż 71%.

Należy jednak pamiętać, że końcówka roku to często moment, kiedy podsumowuje się rok i planuje wydatki na kolejny. Wtedy szczególnie mocno widać, jak dużym obciążeniem jest zakup nieruchomości. Siadamy z kartką, patrzymy na rachunki, koszty życia i zderzamy to z myślą o racie albo wkładzie własnym. Nic dziwnego, że w takim momencie wielu osobom wydaje się, że na dom czy mieszkanie stać dziś tylko nielicznych – komentuje Anna Zachara-Widła.

Dlatego tak ważne jest porównanie nastrojów rok do roku. W tym przypadku odsetek osób wyrażających opinię, że mało kogo z otoczenia stać na własne mieszkanie, spadł w I kwartale 2026 r. o 7 p.p. (z 69% w I kwartale 2025 r.). To nadal wysoki wynik, ale pokazuje, że poczucie niedostępności nieco się obniżyło.

O kredyt łatwiej, ale wciąż trudno

Podobny kierunek widać w ocenach finansowania – Polacy rzadziej niż rok temu twierdzą, że bardzo trudno jest uzyskać kredyt mieszkaniowy.

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z agencją badawczą Inquiry wśród 1019 dorosłych Polaków, opinię, że bardzo ciężko jest dostać kredyt na mieszkanie, wyraziło w I kwartale 2026 r. 42% badanych. W I kwartale 2025 r. – a więc jeszcze przed ubiegłoroczną serią obniżek stóp procentowych – było to 50%.

Wyniki badania Nieruchomosci-online.pl można odczytywać jako potwierdzenie danych płynących z rynku kredytowego. Jak wskazują raporty AMRON-SARFiN, w 2025 r. udzielono w Polsce 232 tys. kredytów mieszkaniowych. W 2024 r. podpisano 202 tys. takich umów. Wzrost liczby kredytów hipotecznych w 2025 r. był częściowo napędzany refinansowaniami, ale jak twierdzą eksperci, nawet po ich odjęciu liczba kredytów była wyższa niż rok wcześniej.

Mimo poprawy dostępności finansowania, nastroje kupujących wciąż są jednak stonowane. Część osób reprezentujących potencjalny popyt wstrzymuje się przed zaciągnięciem zobowiązania nie tylko dlatego, że kredyt nawet przy niższym oprocentowaniu wciąż pozostaje drogi. Znaczenie mają też m.in. pojawiające się obawy o stabilność zatrudnienia i domowych finansów, czy wciąż żywa pamięć o tym, jak mocno w ostatnich latach potrafiła zmienić się rata.

Zakup? Wciąż ostrożność wygrywa z entuzjazmem

Wprawdzie wzrasta poczucie, że w ostatnim roku nieruchomości i kredyty stały się nieco bardziej dostępne, ale nie zmienia to faktu, że zakup mieszkania czy domu pozostaje trudny.

Wyniki badania To my. Polacy o nieruchomościach” pokazują, jak pierwsze miesiące tego roku oceniane są pod kątem dogodnego momentu na kupno nieruchomości. W opinii 26% badanych I kwartał 2026 r. to dobry czas na zakup (rok wcześniej, w I kwartale 2025 r. twierdziło tak 23% ankietowanych). Polacy wciąż są częściej pesymistami niż optymistami pod tym względem, ponieważ w opinii 36% badanych I kwartał 2026 r. to zły moment na transakcję.

Warto pamiętać, że odpowiedź na pytanie „Czy to dobry czas na zakup mieszkania?” nie wynika wyłącznie z cen czy zdolności kredytowej. To także wypadkowa tego, co aktualnie dzieje się dookoła: sytuacji gospodarczej, geopolityki, nastrojów społecznych, poczucia bezpieczeństwa finansowego związanego z zarobkami i kosztami życia. Takich hamulców, które powstrzymują nas przed decyzją zakupową, może być wiele. Na początku roku dzieje się bardzo dużo, dlatego część osób bardzo ostrożnie podchodzi do planów zakupowych – mówi Anna Zachara-Widła, Customer Voice Expert w Nieruchomosci-online.pl.

––––

Badanie „To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026” zostało zrealizowane w lutym przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl na reprezentatywnej grupie 1019 dorosłych Polaków.