Konrad Rosiński i Bartosz Kolek dołączają do zarządu Finpulse

Zarząd Finpulse S.A. został wzmocniony przez zespół dwóch doświadczonych menedżerów rynku zarządzania wierzytelnościami – Konrada Rosińskiego i Bartosza Kolka, związanych przez ostatnie lata z Grupą kapitałową Axfina Holding AG. Obaj posiadają ponad 15-letnie doświadczenie w branży oraz wieloletnią praktykę na stanowiskach zarządczych. Wzmocnienie Zarządu Finpulse S.A. to element strategii skalowania działalności i budowy silnej pozycji spółki na rynku.

Konrad Rosiński wcześniej związany był m.in. z Grupą Kapitałową DTP (obecnie PRA Group) czy Grupą kapitałową Vindix (obecnie Grupa Polsat). Bartosz Kolek przez wiele lat pełnił funkcje zarządcze w KRUK S.A., w tym jako dyrektor zarządzający w Kruk España.

Rozwijamy Finpulse w sposób odpowiedzialny, konsekwentny i długofalowy, a rosnąca skala zarządzanych portfeli wymaga silnych kompetencji transakcyjnych oraz operacyjnych na poziomie Zarządu. Dołączenie Konrada Rosińskiego i Bartosza Kolka to kluczowy element rozwoju organizacji gotowej na dynamiczny wzrost i kolejne wyzwania – mówi Kamil Hajduk, prezes Zarządu Finpulse S.A. – Panowie współpracowali ze sobą przez wiele lat i stanowią zgrany, bardzo mocny kompetencyjnie zespół. Posiadają bogate doświadczenie menedżerskie oraz udział w kilku projektach zakończonych exitem, dzięki czemu dołączając do Zarządu Finpulse w sposób naturalny i mocno ustrukturyzowany przejmują procesy operacyjne w spółce. Na poziomie Zarządu analizujemy wiele możliwych scenariuszy rozwoju i skalowania, w tym potencjalny debiut giełdowy. Wzmocnienie zespołu zarządczego jest jednym z kroków przygotowujących spółkę do funkcjonowania w ramach strategicznej, długofalowej ekspansji rynkowej oraz w standardach rynku publicznego – dodaje prezes Kamil Hajduk.

Nowi członkowie Zarządu łączą doświadczenie w obszarze prawa i transakcji M&A z praktyką skalowania operacji, pozyskiwania finansowania zewnętrznego, pracy na danych oraz zarządzania strukturami w środowisku wymagającym wysokiej efektywności.

Rynek wierzytelności w Polsce premiuje dziś organizacje, które potrafią sprawnie podejmować decyzje inwestycyjne i skutecznie zarządzać portfelami po ich zakupie. Naszym celem jest przełożenie rosnącej aktywności inwestycyjnej na powtarzalne, mierzalne wyniki – zaznacza Bartosz Kolek, członek Zarządu Finpulse S.A.

Bartosz Kolek posiada ponad 15-letnie doświadczenie w zarządzaniu operacjami, rozwoju biznesu i transformacjach organizacyjnych w sektorze finansowym. Pełnił kluczowe funkcje zarządcze zarówno w Polsce i za granicą, odpowiadając za skalowanie działalności, budowę struktur operacyjnych, analitykę danych oraz projekty akwizycyjne.

Finpulse w krótkim czasie zbudował obecność na rynku zarządzania wierzytelnościami. To moment, w którym równie ważne jak tempo działania staje się bezpieczeństwo transakcyjne, jakość decyzji i uporządkowane procesy korporacyjne. Jesteśmy dobrze przygotowani do tego, by dalszy rozwój był nadal dynamiczny, ale przede wszystkim stabilny i dobrze zabezpieczony prawnie – podkreśla Konrad Rosiński, członek Zarządu Finpulse S.A.

Konrad Rosiński jest radcą prawnym oraz ekspertem w zakresie prawa korporacyjnego i transakcji M&A, z ponad 15-letnim doświadczeniem w sektorze finansowym. W swojej karierze współtworzył i zarządzał spółkami, które zostały przejęte przez inwestorów strategicznych, uczestnicząc w pełnych procesach – od przygotowania struktury sprzedaży i negocjacji po finalizację transakcji. Kierował również pracą rozbudowanych zespołów kancelarii prawnych. Posiada także doświadczenie we współpracy z organami nadzoru, wprowadzaniu spółek na rynek regulowany oraz doradztwie przy emisjach instrumentów dłużnych.

Wrocławska spółka Finpulse S.A. działa w branży zarządzania wierzytelnościami, inwestując w portfele wierzytelności oraz świadcząc usługi profesjonalnej obsługi i dochodzenia roszczeń. Spółka dostrzega szanse inwestycyjne nie tylko w klasycznych portfelach wierzytelności zabezpieczonych i niezabezpieczonych, lecz także w segmencie wierzytelności korporacyjnych i bardziej złożonych projektów restrukturyzacyjnych.

– Łączymy kompetencje syndyka z praktyką rynku zarządzania wierzytelnościami, tworząc unikalny na polskim rynku model działania. Dzięki wieloletnim doświadczeniom zarządu oraz zespołu Finpulse wierzymy w sukces również w tym obszarze – podsumowuje Kamil Hajduk.

Aż 71 proc. Polaków nie czuje się docenianych w pracy

Docenianie staje się dziś jednym z najbardziej niedoszacowanych obszarów zarządzania – taki wniosek można wysnuć na podstawie wyników najnowszej edycji badania realizowanego co roku przez Enpulse i Nais. W raporcie „Czy czujesz się doceniany? 2026” czytamy, że aż 71 proc. Polaków nie czuje się zauważanych w pracy – to najwyższy wynik w historii badania. Tomasz Szklarski z Enpulse wskazuje, że pracownik niedoceniony to koszt dla organizacji, a w obecnej sytuacji gospodarczej firmy nie mogą sobie na to pozwolić.

Z badania Enpulse i Nais wynika, że jedynie 29 proc. pracujących Polaków czuje się w pracy docenione, podczas gdy 57 proc. mówi wprost, że tak nie jest. Jeśli do tej ostatniej grupy doliczymy odpowiedzi neutralne – często będące sygnałem braku realnego uznania – skala niedocenienia rośnie do 71 proc. To o 7 p.p. więcej niż w 2025 roku i o 8 p.p. więcej niż dwa lata temu. Tegoroczne wyniki pokazują, że to nie chwilowe pogorszenie nastrojów, ale trend, który się utrwala.

Najciekawsze – i jednocześnie najbardziej niepokojące – jest to, że zmienia się sposób, w jaki ludzie odpowiadają – mówi Tomasz Szklarski. – Skrajne opinie są na podobnym poziomie jak wcześniej, ale znika „środek”. Coraz mniej osób mówi „raczej tak” albo „raczej nie”. Trochę tak, jakby pracownicy przestawali się wahać. Ci, którzy jeszcze rok temu nie byli pewni, czy czują się doceniani, dziś częściej mówią wprost: nie jestem doceniany w pracy. To pokazuje, że rośnie nasza świadomość i poczucie własnej wartości – coraz więcej Polaków wie, że zasługuje na docenianie i dostrzega jego brak. To sygnał zmian zachodzących na rynku pracy – podkreśla Tomasz Szklarski, współtwórca platformy Enpulse, nowoczesnego narzędzia HR wspierającego pracodawców w budowaniu zaangażowania pracowników.

Czy potrafimy doceniać swoje zaangażowanie?

W sytuacji, gdy organizacje zawodzą w obszarze uznania, pracownicy coraz częściej próbują radzić sobie sami. Wyniki badania Enpulse i Nais wskazują, że Polacy własnymi siłami podtrzymują swoją motywację oraz poczucie sensu pracy. Od kilku lat na stabilnym poziomie utrzymuje się udział osób, które deklarują, że potrafią docenić wkład, jaki ich codzienne zaangażowanie wnosi do organizacji. W 2024 roku odsetek ten wyniósł 72 proc., w 2025 – 71 proc., a w bieżącym roku ponownie 72 proc.

Mimo spadającego poczucia zewnętrznego uznania większość osób nadal potrafi dostrzec wartość swojej pracy. To przykład tzw. self-leadership, czyli umiejętności budowania swojego zaangażowania. Czy to dobry kierunek? To z jednej strony ogromny atut – świadczy o dojrzałości i wewnętrznej sile pracowników. Z drugiej jednak pokazuje, że organizacje zaczynają oddawać odpowiedzialność za zaangażowanie w ręce samych pracowników. To niestety droga donikąd, bo nawet najwyższa motywacja wewnętrzna nie utrzyma się długo bez autentycznego uznania ze strony firmy – podkreśla Tomasz Szklarski.

Cisi zabójcy doceniania

Wyniki badania „Czy czujesz się doceniany 2026?” wskazują wyraźnie na dwa elementy, które wpływają na niskie poczucie doceniania wśród pracowników.

Pierwszym z nich jest nieregularność feedbacku. Z raportu Enpulse wynika, że większość Polaków przyznaje, że docenianie w ich organizacji zdarza się rzadko. Na przestrzeni ostatnich trzech lat widać wzrost tej grupy: z 40 proc. w 2024 roku, przez 43 proc. w 2025 roku, do 45 proc. w 2026 roku. Regularne docenianie – co miesiąc lub co kwartał – deklaruje jedynie 20 proc. respondentów (w każdej z tych kategorii), a częstsze – co najmniej raz w tygodniu – 19 proc. badanych. Co szczególnie niepokojące, 16 proc. pracowników przyznaje, że nigdy nie czuło się docenione w pracy.

Drugim wyzwaniem pozostaje niedopasowanie form uznania do realnych potrzeb pracowników. Najczęściej wskazywaną preferowaną formą docenienia jest bonus finansowy – tak odpowiedziało 60 proc. respondentów, czyli o 8 p.p. więcej niż w 2025 roku i o 2 p.p. więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie samo podziękowanie jako najbardziej pożądana forma uznania traci na znaczeniu – wskazało je 14 proc. badanych, o 5 p.p. mniej niż w dwóch poprzednich edycjach badania. W praktyce jednak to właśnie pochwała od przełożonego lub krótkie „dziękuję” za dobrze wykonaną pracę są tym, z czym pracownicy spotykają się najczęściej.

Niedopasowanie i zbyt rzadka częstotliwość doceniania nie są zjawiskiem nowym. Obserwujemy je konsekwentnie od kilku lat i widzimy, że zamiast znikać, problem się pogłębia – mówi Tomasz Szklarski. To jak z tankowaniem auta. Jeśli robisz to nieregularnie albo wlewasz paliwo słabej jakości, nawet najlepszy silnik nie pojedzie daleko. A gdy postępujesz tak przez dłuższy czas, ryzykujesz poważną awarię. Z docenianiem jest dokładnie tak samo – gdy jest rzadkie albo niedopasowane, nie daje energii do działania, tylko stopniowo osłabia relację między pracownikiem a firmą – dodaje ekspert.

Generacja Z jako barometr doceniania

Tę przepaść między tym, jak powinno być, a tym, jak jest, najbardziej dostrzegają młodzi pracownicy. Gdy przyjrzymy się wynikom badania Enpulse w podziale na wiek, widać wyraźne różnice pokoleniowe dotyczące poczucia doceniania. Jeśli odpowiedzi neutralne potraktujemy jako sygnał potencjalnego braku realnego poczucia docenienia, najwyższy odsetek osób nieodczuwających uznania występuje w grupie 25–29 lat – aż 79 proc. Niewiele niższy wynik osiągają najmłodsi pracownicy, do 24. roku życia – 76 proc. Warto dodać, że w obu tych grupach wskaźnik znacząco wzrósł względem poprzedniej edycji badania – o 16 p.p. – a w porównaniu z 2024 rokiem odpowiednio o 8 p.p. (25–29 lat) i aż o 20 p.p. (do 24 lat). Co ważne, wśród starszych pracowników poziom poczucia niedocenienia jest wyraźnie niższy i nie rośnie tak dynamicznie.

Jeśli młodzi mówią dziś, że nie czują autentycznego uznania, to mamy poważny problem – komentuje Tomasz Szklarski.Pierwsze lata pracy kształtują standard zaangażowania na lata. Jeżeli dziś Zetki dostają tylko suche komunikaty zamiast „meaningful feedback”, szybko nauczą się, że nie warto angażować się ponad minimum. Oznacza to, że jeśli dziś nie zbudujemy z nimi relacji opartej na autentycznym uznaniu, jutro możemy mieć problem z utrzymaniem odpowiedzialnych i zaangażowanych zespołów – dodaje.

Warto też zaznaczyć, że młodzi relatywnie częściej niż starsi pracownicy deklarują, że otrzymują regularny feedback – nawet co najmniej raz w tygodniu (30 proc. wobec 8–9 proc.), a jednocześnie czują się najmniej doceniani na tle innych grup wiekowych. To pokazuje, że sama liczba komunikatów nie wystarcza.

Mamy tu przykład paradoksu współczesnych organizacji: komunikatów przybywa, ale nie zawsze rośnie ich jakość. Feedback bywa techniczny i skupiony na efekcie, a brakuje w nim elementu zauważenia człowieka. Pokolenie Z, które szczególnie ceni rozwój, autentyczność i sens, bardzo szybko wychwytuje tę różnicę. Dlatego młodzi są dziś najbardziej czułym wskaźnikiem jakości przywództwa – jeśli oni nie czują się docenieni, to sygnał ostrzegawczy dla całej organizacji – podkreśla Tomasz Szklarski.

Pracownik niedoceniony to pracownik kosztowny

Wyniki badania Enpulse powinny stanowić przestrogę dla polskich pracodawców. Pokazują spadek poczucia doceniania oraz rosnącą rozbieżność między tym, czego pracownicy oczekują, a tym, co realnie otrzymują. To niedopasowanie rodzi frustrację i poczucie niesprawiedliwości, które z czasem przekładają się na spadek zaangażowania i ryzyko wypalenia. To z kolei oznacza już realne koszty dla organizacji. Według badań Gallup niska aktywność i zaangażowanie pracowników kosztują światową gospodarkę 8,9 biliona USD rocznie, co stanowi około 9 proc. globalnego PKB.

– W wielu firmach widać dziś wyraźną lukę percepcyjną: większość menedżerów uważa, że dobrze docenia zespół, ale potwierdza to jedynie około jedna trzecia pracowników. Co ważne, problemem może nie być brak intencji, a jakość doceniania – a raczej jej brak. Lekceważenie tego może mieć poważne konsekwencje biznesowe. Gdy pracownicy czują się niedoceniani, spada ich inicjatywa, rośnie ostrożność w działaniu, decyzje podejmowane są wolniej i coraz częściej ograniczają się do realizacji minimum. Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w wynikach finansowych firmy – mówi Tomasz Szklarski.

Media podają, że organizacje, gdzie kultura doceniania jest na niskim poziomie, notują o 18 proc. niższą produktywność, o 23 proc. niższą rentowność oraz nawet o 43 proc. wyższą rotację w porównaniu z zespołami o wysokim zaangażowaniu. W skali całej organizacji przekłada się to na realne koszty i osłabienie przewagi konkurencyjnej.

– W 2026 roku pytanie nie brzmi więc „czy warto doceniać?”, ale „czy stać nas na to, by tego nie robić?”. W realiach rynku, gdzie benefity są coraz bardziej porównywalne, to jakość relacji i autentyczne uznanie stają się przewagą konkurencyjną – dodaje ekspert.

Nota metodologiczna: Badanie „Czy czujesz się doceniany? 2026” miało charakter ilościowy i zostało przeprowadzone metodą CAWI, z wykorzystaniem dedykowanej platformy badawczej Enpulse. Zrealizowano je w okresie od początku listopada 2025 do końca stycznia 2026 włącznie. W badaniu zastosowano nielosowy dobór próby, oparty na dobrowolnym zgłaszaniu się uczestników. Liczebność próby wyniosła 1039 respondentów.

Sprzedający wstrzymują się z decyzją? Rynek wtórny wyraźnie zwalnia

Choć początek roku zwykle przynosi wzrost aktywności sprzedających na rynku wtórnym, tym razem sytuacja wygląda inaczej. W największych miastach liczba ofert mieszkań z drugiej ręki zaczęła się kurczyć, co o tej porze roku jest zjawiskiem raczej nietypowym. Co więcej – jak wynika z danych portalu GetHome.pl – mimo malejącej podaży w części metropolii ceny spadły. Wygląda na to, że rynek wtórny coraz mocniej odczuwa konkurencję ze strony deweloperów.

Po spokojniejszym okresie zimowym w lutym pojawia się więcej osób poszukujących mieszkań, a sprzedający chętniej wystawiają nowe ogłoszenia. Tym razem jednak sytuacja nie do końca wpisuje się w ten schemat – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I dodaje, że zaskakująco mało – w porównaniu z poprzednimi latami – było mieszkań wystawionych na sprzedaż.

O 15% mniej ofert niż rok temu

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że pod koniec lutego w całym kraju dostępnych było około 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań. To praktycznie tyle samo co miesiąc wcześniej, ale jednocześnie aż o około 15% mniej niż w lutym ubiegłego roku.

Nie jest to wprawdzie pierwszy raz, gdy oferta na rynku wtórnym wyraźnie się kurczy. Podobna sytuacja miała miejsce na początku 2024 roku, kiedy rynek przeżywał gwałtowny wzrost popytu napędzany programem „Bezpieczny Kredyt 2%”. Wówczas mieszkania znikały z ogłoszeń w szybkim tempie.

Również w tym roku widać wyraźne oznaki ożywienia po stronie kupujących. W lutym z portali ogłoszeniowych zniknęło aż 29,5 tys. ofert – o 34% więcej niż w styczniu. Część z nich mogła zostać wycofana z innych powodów, na przykład z powodu zmiany planów właścicieli, jednak skala zjawiska sugeruje, że wiele transakcji faktycznie doszło do skutku.

Jednocześnie nie pojawiła się typowa dla tego okresu fala nowych ogłoszeń. W lutym na rynek trafiło około 29 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki – o 17% mniej niż rok wcześniej. W poprzednich latach liczba nowych ogłoszeń była w tym okresie wyraźnie większa.Rynek wtórny_luty 2026-oferta-kraj

Sprzedający czekają na lepszy moment?

Zdaniem Marka Wielgo, eksperta portalu GetHome.pl, jedną z przyczyn mniejszej aktywności sprzedających może być wyjątkowo silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Kupujący mają obecnie bardzo szeroki wybór nowych mieszkań oferowanych przez deweloperów. Tak duża podaż powoduje presję na ceny, szczególnie w segmencie mieszkań używanych. W takiej sytuacji część właścicieli mieszkań mogła uznać, że nie jest to najlepszy moment na sprzedaż i odkładać decyzję na później.

Oferta maleje w niemal wszystkich metropoliach

Spadek liczby ogłoszeń widać także w największych miastach. W Warszawie w lutym liczba unikalnych ofert zmniejszyła się z 16,2 tys. do 16,1 tys., czyli o ok. 1%. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w Krakowie i w Trójmieście, gdzie liczba ogłoszeń również skurczyła się o ok. 1%, do poziomu ok. 8,1 tys. mieszkań.

Nieco większe spadki odnotowano w Łodzi i Poznaniu. W pierwszym z tych miast oferta zmniejszyła się o ok. 2%, do 4,9 tys. mieszkań, natomiast w stolicy Wielkopolski o ok. 3%, do ok. 3,6 tys. lokali. Najwyraźniej zmiana była widoczna we Wrocławiu, gdzie liczba dostępnych mieszkań spadła aż o ok. 5% i pod koniec lutego wynosiła ok. 7,9 tys. Jedynie w Katowicach sytuacja pozostała stabilna – liczba ofert utrzymała się na poziomie ok. 2,3 tys. mieszkań.

Jeszcze wyraźniej różnice widać w ujęciu rocznym. We wszystkich metropoliach liczba dostępnych mieszkań jest dziś zdecydowanie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano we Wrocławiu – aż o 30%. Bardzo duże spadki pojawiły się także w Krakowie (o 28%), Warszawie (o 24%) oraz w Łodzi (o 21%).Rynek wtórny_luty 2026-oferta-miasta

Jednocześnie, jak podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, we wszystkich metropoliach liczba ofert na rynku wtórnym jest dużo niższa niż przed rokiem. We Wrocławiu spadek ten sięga 30%! Potężne spadki rok do roku Adradar odnotował także w Krakowie (-28%), Warszawie (-24%) i Łodzi (-21%).

Ceny nie reagują jednoznacznie

Teoretycznie kurcząca się oferta powinna sprzyjać wzrostowi cen mieszkań. Tymczasem lutowe dane pokazują bardziej zróżnicowany obraz rynku.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki spadła o ok. 1% w Krakowie, gdzie wynosi obecnie ok. 16,9 tys. zł oraz w Katowicach – do poziomu ok. 11,7 tys. zł za metr. W Warszawie sytuacja pozostała stabilna – średnia cena utrzymała się na poziomie ok. 18 tys. zł za metr kwadratowy. Podobnie było w Łodzi, gdzie metr mieszkania kosztuje średnio ok. 8,8 tys. zł.

W pozostałych analizowanych metropoliach odnotowano w lutym niewielkie wzrosty. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się o ok. 1% i wynosi obecnie ok. 16,6 tys. zł. Taki sam wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie średnia sięga ok. 13,7 tys. zł za metr. W Poznaniu z kolei metr kwadratowy mieszkania z rynku wtórnego kosztuje średnio ok. 12,1 tys. zł, co również oznacza wzrost o ok. 1%.

W dłuższej perspektywie – czyli w porównaniu z lutym ubiegłego roku – w większości metropolii ceny mieszkań z drugiej ręki nadal są wyższe. Najbardziej wzrosły w Trójmieście, gdzie średnia cena metra kwadratowego jest dziś o ok. 5% wyższa niż rok temu. W Poznaniu wzrost wynosi ok. 4%.

Nieco mniejsze podwyżki odnotowano w Łodzi, gdzie ceny są o ok. 2% wyższe niż przed rokiem, a także w Warszawie i Katowicach – w obu tych miastach wzrost wynosi ok. 1%.

Jedynie w dwóch największych rynkach – w Krakowie i we Wrocławiu – średnie ceny mieszkań z drugiej ręki pozostają niższe niż rok wcześniej. W Krakowie różnica wynosi ok. 3%, natomiast we Wrocławiu sięga ok. 5%.

Teoretycznie kurcząca się oferta powinna sprzyjać wzrostowi cen mieszkań. Tymczasem lutowe dane pokazują bardziej zróżnicowany obraz rynku.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki spadła o 1% w Krakowie, gdzie wynosi obecnie ok. 16,9 tys. zł oraz w Katowicach – do poziomu ok. 11,7 tys. zł za metr. W Warszawie sytuacja pozostała stabilna – średnia cena utrzymała się na poziomie ok. 18 tys. zł za metr kwadratowy. Podobnie było w Łodzi, gdzie metr mieszkania kosztuje średnio ok. 8,8 tys. zł.

W pozostałych analizowanych metropoliach odnotowano w lutym niewielkie wzrosty. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się o 1% i wynosi obecnie ok. 16,6 tys. zł. Taki sam wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie średnia sięga około 13,7 tys. zł za metr. W Poznaniu z kolei metr kwadratowy mieszkania z rynku wtórnego kosztuje średnio ok. 12,1 tys. zł, co również oznacza wzrost o 1%.

W dłuższej perspektywie – czyli w porównaniu z lutym ubiegłego roku – w większości metropolii ceny mieszkań z drugiej ręki nadal są wyższe. Najbardziej wzrosły w Trójmieście, gdzie średnia cena metra kwadratowego jest dziś o 5% wyższa niż rok temu. W Poznaniu wzrost wynosi 4%.

Nieco mniejsze podwyżki odnotowano w Łodzi, gdzie ceny są o 2% wyższe niż przed rokiem, a także w Warszawie i Katowicach – w obu tych miastach wzrost wynosi 1%.

Jedynie w dwóch największych rynkach – w Krakowie i we Wrocławiu – średnie ceny mieszkań z drugiej ręki pozostają niższe niż rok wcześniej. W Krakowie różnica wynosi 3%, natomiast we Wrocławiu sięga 5%.Rynek wtórny_luty 2026-cena m kw-miasta

Malejąca liczba ofert na rynku wtórnym nie oznacza już automatycznie wzrostu cen. Kluczową rolę zaczyna odgrywać konkurencja między rynkiem wtórnym a pierwotnym, a ta w ostatnich miesiącach wyraźnie się zaostrzyła. Deweloperzy dysponują obecnie bardzo dużą ofertą mieszkań, a dodatkowo w ostatnim roku wyraźnie zwiększyli podaż lokali relatywnie tańszych, skierowanych do klientów kredytowych – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Polacy z większym spokojem patrzą na finanse. Rośnie też apetyt na zakup aut

Mimo utrzymującej się presji inflacyjnej i rosnących kosztów życia, Polacy coraz pewniej patrzą na swoje finanse. Jak pokazuje najnowsze badanie „Portfele Polaków pod lupą”, przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia, na zlecenie Volkswagen Financial Services, poprawiają się zarówno nastroje konsumenckie, jak i ocena sytuacji gospodarczej kraju – niemal co trzeci badany uważa ją za co najmniej dobrą. Jeszcze lepiej Polacy oceniają własne domowe budżety: 42% opisuje je jako raczej dobre lub bardzo dobre. W efekcie rośnie apetyt zakupowy: prawie połowa respondentów planuje w ciągu najbliższego roku nabyć samochód.

Polacy ostrożnie, ale z optymizmem patrzą na swoje finanse i przyszłe zakupy

Z roku na rok rośnie odsetek osób pozytywnie oceniających sytuację gospodarczą kraju. W 2023 roku tylko 16% respondentów uważało, że sytuacja gospodarcza w Polsce jest co najmniej dobra. W 2024 z kolei odsetek ten wzrósł do 18%, by w 2025 roku osiągnąć 29%. Tak wyraźny wzrost optymizmu pokazuje, że Polacy coraz częściej dostrzegają oznaki stabilizacji gospodarczej i z większą pewnością patrzą w przyszłość. Odbudowujące się zaufanie do kondycji gospodarki sprzyja również podejmowaniu bardziej zdecydowanych decyzji finansowych, tym bardziej że aż 42% Polaków deklaruje dobrą lub bardzo dobrą sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego.

Na rynku widoczna jest stabilizacja. Polacy kupują świadomie – wiedzą, czego chcą, ile chcą wydać i czego oczekują od samochodu oraz producenta. To sprawia, że nadchodzący rok może być dla motoryzacji okresem dalszego umacniania się popytu, szczególnie w segmencie aut sprawdzonych i budzących zaufanie – podsumował Michał Dyc, Dyrektor Departamentu Sprzedaży w Volkswagen Financial Services.

Pokolenie Z i Millenialsi oceniają obecną sytuację gospodarczą bardzo podobnie – co czwarta osoba z tych grup uważa, że jest ona dobra lub bardzo dobra. Wśród osób w wieku 45–65 lat co trzeci badany uważa, że w Polsce jest przynajmniej dobrze, co pokazuje, że starsze pokolenie patrzy na kondycję gospodarki nieco przychylniej niż młodsi.

Rynek wtórny dominuje, ale rośnie popyt na auta nowe

Niemal połowa badanych Polaków – 42% – planuje zakup samochodu w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Choć samochody używane nadal cieszą się największym zainteresowaniem – wskazuje je 58% planujących zakup – to udział nowych aut sukcesywnie rośnie (42% planujących zakup). Polacy wybierają je przede wszystkim ze względu na argumenty praktyczne: niezawodność, którą wskazuje 68% badanych, oraz najnowsze systemy bezpieczeństwa, istotne dla 53% respondentów.

Milenialsi są dziś zdecydowanie bardziej gotowi na zakup samochodu niż przedstawiciele pokolenia Z. Najmłodsi przebadani Polacy, w wieku 18–24 lat, najrzadziej planują zakup auta – odkładają tę decyzję częściej niż osoby po 55. roku życia. Widać wyraźnie, że to nie Zetki, lecz właśnie Millenialsi napędzają popyt na rynku motoryzacyjnym – powiedział Dariusz Brodnicki, Dyrektor Departamentu Marketingu i Brand Managementu w Volkswagen Financial Services.

Chińskie marki zyskują uwagę, ale zaufanie nadal po stronie marek sprawdzonych

Chińskie marki coraz częściej pojawiają się wśród rozważanych opcji, zwłaszcza przy zakupie nowego samochodu. Zainteresowanie nimi deklaruje co trzecia osoba planująca kupić auto z salonu (36%), podczas gdy w przypadku aut używanych jest to 23%. W praktyce oznacza to, że chińskie modele zaczynają być postrzegane jako realna alternatywa przede wszystkim dla klientów szukających nowych samochodów. Najmocniej przyciąga ich atrakcyjna cena, ale wciąż sporą barierą pozostają obawy o jakość.

Najczęstsze powody zakupu nowego auta to niezawodność i bezpieczeństwo. Jednocześnie to właśnie te aspekty budzą największe obawy wobec marek chińskich. Choć zainteresowanie nimi rośnie, szczególnie w segmencie samochodów nowych, Polacy wciąż chętniej stawiają na marki, co do których mają pewność, że otrzymają dokładnie to, czego szukają – powiedział Dariusz Brodnicki, Dyrektor Departamentu Marketingu i Brand Managementu w Volkswagen Financial Services.

Zetki najmniej wierzą w technologię elektryczną?

Choć dziś elektromobilność pozostaje w Polsce wyborem niszowym – 4% badanych planuje zakup samochodu elektrycznego – badanie „Portfele Polaków pod lupą”, przeprowadzone na zlecenie Volkswagen Financial Services – lidera w finansowaniu samochodów osobowych w Polsce, pokazuje wyraźnie, że istnieją konkretne czynniki, które mogłyby zwiększyć zainteresowanie kierowców. Respondenci wskazują przede wszystkim na dofinansowania, rozwój infrastruktury oraz spadek cen – czyli obszary, które realnie mogą się poprawiać wraz z rozwojem rynku.

Zaskakująco wypadają różnice pokoleniowe: najmłodsi przebadani Polacy (18–24 lat) częściej niż starsze grupy wskazują, że technologia elektryczna jest zbyt młoda i nie budzi ich pełnego zaufania. Natomiast osoby w wieku 45–54 lat wykazują rosnącą otwartość, wskazując na ekologiczne i kosztowe zalety aut elektrycznych.

Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services
Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services

Różnice pokoleniowe w podejściu do elektromobilności są dziś wyjątkowo wyraźne, dlatego w Volkswagen Financial Services tak mocno stawiamy na edukację i rzetelne informacje. W ramach programu ELECTRIFY pokazujemy klientom, jak naprawdę wygląda codzienne użytkowanie samochodu elektrycznego, rozwiewamy techniczne obawy i pomagamy dobrać formę finansowania najlepiej dopasowaną do ich stylu życia. Oferujemy także finansowanie sprawdzonych używanych elektryków, które dla wielu kierowców stanowią bardziej dostępny i bezpieczny sposób wejścia w świat emobilności. Naszym celem jest, aby każdy – niezależnie od wieku i doświadczeń – mógł podjąć najlepszą dla siebie decyzję – skomentował Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services.

Finansowanie zakupu: wciąż króluje gotówka

Polacy pozostają wyjątkowo zachowawczy w zakresie finansowania pojazdów. Gotówka jest wciąż najpopularniejszą metodą – deklaruje ją 76% kupujących samochód używany oraz 56% nabywców aut nowych. Przy zakupie auta najczęściej celują w budżet 25–50 tys. zł w przypadku modeli używanych i 100–150 tys. zł w przypadku nowych.

Niemal dwie trzecie osób planujących zakup auta uznaje, że najbardziej komfortowa wysokość raty to kwota nieprzekraczająca 1000 zł miesięcznie. Najmłodsi dorośli (18–24 lata) najczęściej wybierają płatność gotówką, ale to właśnie oni częściej niż starsze grupy rozważają najem długoterminowy.

W ostatnich latach obserwujemy stopniową zmianę podejścia kierowców do sposobu korzystania z samochodów – coraz częściej liczy się nie sam produkt, lecz wygoda i przewidywalność związana z jego użytkowaniem. Jeszcze w ubiegłym roku najem wskazywało 5% badanych, choć aż 49% uznawało go za atrakcyjne rozwiązanie. Tegoroczne wyniki wskazują, że 9% planujących zakup nowego samochodu deklaruje wybór najmu. Odpowiadamy na te potrzeby, oferując szeroki wybór finansowania – od najmu, przez kredyt klasyczny, po kredyt „jak abonament” – dostępnych także dla samochodów używanych. Szczególnie popularnością cieszą się dziś sprawdzone auta z naszego VW FS STORE w Warszawie, w tym również używane elektryki z certyfikatem kondycji baterii. Dzięki pełnej weryfikacji technicznej i potwierdzonej historii serwisowej klienci zyskują pewność, że wybierają pojazd bezpieczny, a sama decyzja finansowa staje się znacznie prostsza – powiedział Michał Dyc, Dyrektor Departamentu Sprzedaży w Volkswagen Financial Services.

Portale ogłoszeniowe na pierwszym miejscu, liczymy się też z radami od znajomych

W procesie poszukiwania samochodu najważniejszym źródłem informacji są portale ogłoszeniowe – korzysta z nich 67% Polaków. Ważną rolę odgrywają również rekomendacje znajomych, rodziny i mechaników. Różnice pokoleniowe są tu bardzo wyraźne: młodsi przebadani Polacy, szczególnie z grup 18–24 i 25–34 lata, czerpią wiedzę głównie z mediów społecznościowych, takich jak YouTube, TikTok czy Instagram, natomiast starsi preferują bezpośredni kontakt z salonem sprzedaży i rozmowę z doradcą.

Badanie „Portfele Polaków pod lupą” zostało przeprowadzone w grudniu 2025 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie marki Volkswagen Financial Services. Wzięło w nim udział 1102 klientów indywidualnych oraz 201 firm. W przypadku klientów indywidualnych badanie zrealizowano metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing) na panelu internetowym ePanel.pl, natomiast w przypadku firm wykorzystano metodę CATI (Computer-Assisted Telephone Interviewing).

Kobiety w branży technologicznej nadal zbyt rzadko trafiają na stanowiska decyzyjne

Choć to kobiety częściej niż mężczyźni kończą studia, ich obecność w najbardziej specjalistycznych zawodach technologicznych nadal jest niższa. Wyzwanie nie dotyczy dziś braku możliwości edukacyjnych, lecz przede wszystkim sposobu, w jaki wchodzą do branż technicznych i jakie role obejmują na początku kariery. To właśnie pierwsze doświadczenia zawodowe w największym stopniu wpływają na późniejszą reprezentację kobiet w sektorach cyfrowych i inżynieryjnych, podkreślają eksperci Gi Group Holding.

Kobiety częściej z dyplomami, ale jeszcze niewystarczająco obecne w branży tech

Z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że w 2024 r. 55% kobiet w wieku 25–34 lata posiadało dyplom uczelni wyższej, podczas gdy wśród mężczyzn odsetek ten wyniósł 42%. Oznacza to, że w młodszych grupach wiekowych to kobiety częściej osiągają wyższy poziom wykształcenia. Ich udział nie jest jednak równomierny na wszystkich kierunkach kształcenia – jak pokazują analizy PARP, kobiety nadal rzadziej niż mężczyźni wybierają studia z zakresu nauk ścisłych i technicznych (STEM), częściej natomiast decydują się na kierunki humanistyczne, pedagogiczne czy prawo. Taki profil specjalizacji ma znaczenie nie tylko statystyczne, lecz również ekonomiczne – otwiera drogę do sektorów o większym potencjale wzrostu i wyższych wynagrodzeniach.

Dane potwierdzają skalę zjawiska. Z raportu Komisji Europejskiej „Monitor Kształcenia i Szkolenia 2025” wynika, że w 2023 r. kobiety stanowiły już 34,1% osób kończących kierunki STEM w Polsce (średnia unijna: 32,3%, w skali globalnej to 35%). Ich udział jest jednak niższy na kierunkach związanych z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi (ICT), gdzie stanowią jedynie 17% ogółu studiujących.

O ile poziom wykształcenia nie jest dziś barierą, o tyle wybór określonych kierunków edukacji oraz pierwszych ról zawodowych determinuje dostęp do branż o najwyższej innowacyjności i dynamice wynagrodzeń. W tym kontekście rosnące zapotrzebowanie na kompetencje STEM jest niebagatelną szansą na atrakcyjne perspektywy rozwoju zawodowego. Wejście do ról inżynieryjnych czy programistycznych na początku kariery ma długofalowe konsekwencje dla obecności kobiet w sektorze cyfrowym oraz ich większego udziału w procesach tworzenia i rozwoju technologii – wyjaśnia Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Kobiety w IT

Z raportu „Kobiety w IT w 2024” przygotowanego przez No Fluff Jobs wynika, że droga wielu Polek do branży technologicznej prowadzi przez przebranżowienie – taką ścieżkę wskazuje 42% specjalistek pracujących w IT. Oznacza to, że dla wielu z nich sektor ten nie jest naturalną kontynuacją studiów, lecz świadomie wybraną zmianą kierunku kariery. Wejście do branży często poprzedza samodzielna nauka lub kursy online, co pokazuje, że rozwój kompetencji technologicznych odbywa się w dużej mierze poza formalnym systemem edukacji. Najczęściej wybierane specjalizacje to Testing/QA (13%), UX/UI/Design (11%) oraz Frontend (9,7%). Wyraźnie widać koncentrację w obszarach związanych z jakością, projektowaniem i warstwą wizualną produktów cyfrowych, rzadziej natomiast w najbardziej zaawansowanych rolach backendowych i infrastrukturalnych, bezpośrednio powiązanych z architekturą systemów.

Według danych Eurostatu z 2024 roku kobiety stanowią w Polsce około 17,5% całego sektora ICT, przy średniej unijnej na poziomie 19,5%, co pokazuje skalę ich niedoreprezentowania w branży technologicznej. Co istotne, nawet w obrębie samego sektora technicznego często obejmują stanowiska o charakterze koordynacyjnym, użytkowym lub projektowym, rzadziej natomiast role stricte programistyczne czy infrastrukturalne. W efekcie wiele absolwentek kierunków technicznych trafia do branży technologicznej, jednak nie zawsze pracuje bezpośrednio przy tworzeniu rdzenia technologii.

Różnice są szczególnie widoczne na najwyższych szczeblach zarządzania. Analizy branżowe dotyczące spółek sektora teleinformatycznego w Polsce wskazują, że w 2023 r. kobiety zajmowały 48 z 452 najwyższych stanowisk kierowniczych, co oznacza udział na poziomie 10%. Dane te pokazują, że mimo rosnącej liczby kobiet w branży technologicznej, ich reprezentacja w rolach strategicznych i decyzyjnych pozostaje ograniczona.

–  Warto zwrócić uwagę na zmianę zachodzącą na poziomie globalnym. Kobiety coraz częściej obejmują funkcje CTO, CIO czy CEO w dużych organizacjach technologicznych, a branżowe zestawienia prezentują rosnącą liczbę liderek pełniących najwyższe role technologiczne. Przykłady z ostatnich lat obejmują m.in. Ginni Rometty (IBM) czy Susan Wojcicki (YouTube). Mimo to dane dotyczące największych korporacji pokazują, że udział kobiet na stanowiskach CEO wciąż pozostaje niski i w 2025 r. wynosił 11% w firmach z listy Fortune 500 – wyjaśnia Daniel Piaszczyk, Senior Partner, Head of Information Technology w Wyser Executive Search.

Pierwsze zawodowe role

Analiza danych pokazuje, że kobiety częściej rozpoczynają karierę w rolach projektowych, testowych lub organizacyjnych, rzadziej natomiast w stanowiskach bezpośrednio związanych z tworzeniem i rozwojem technologii. W efekcie w najbardziej zaawansowanych obszarach inżynieryjnych dominują mężczyźni, podczas gdy kobiety koncentrują się w segmentach wspierających funkcjonowanie projektów technologicznych.

–  Silnie zakorzenione stereotypy dotyczące ról ‘męskich’ i ‘kobiecej’ ścieżki zawodowej wciąż działają jak filtr, który ogranicza liczbę kobiet w wielu branżach. Widać to także w specjalizacjach inżynieryjnych czy programistycznych, gdzie utarte przekonania wpływają na wybory edukacyjne i pierwsze kroki zawodowe – komentuje Daniel Piaszczyk, Senior Partner w Wyser Executive Search.

Poza branżą IT część absolwentek kierunków technicznych podejmuje zatrudnienie w zawodach wymagających kompetencji analitycznych, lecz niebędących klasycznym rdzeniem STEM – takich jak analityka biznesowa i data analysis, projektowanie UX/UI, zarządzanie projektami technicznymi czy consulting technologiczny. To naturalna ścieżka łącząca kompetencje techniczne z umiejętnościami komunikacyjnymi i biznesowymi. W niektórych przypadkach daje ona większą elastyczność i komfort pracy, ale jednocześnie ogranicza udział kobiet w bezpośrednim tworzeniu i rozwoju technologii.

Taki podział wpływa na całą strukturę kompetencyjną sektora. Role związane z architekturą systemów, programowaniem czy strategicznym rozwojem produktów technologicznych mają największy wpływ na kierunek innowacji oraz poziom wynagrodzeń. Ograniczona obecność kobiet w tych obszarach przekłada się nie tylko na statystyki zatrudnienia, lecz także na ich udział w procesach decyzyjnych i kształtowaniu przyszłości branży cyfrowej – dodaje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Potencjał kobiet w technologiach wciąż niewykorzystany. Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyny mają charakter zarówno strukturalny, jak i kulturowy. Branża IT i sektory inżynieryjne wciąż pozostają silnie zmaskulinizowane, co wpływa na środowisko pracy, modele przywództwa oraz sposób budowania zespołów. Kobiety częściej wybierają role, które łączą kompetencje techniczne z analizą, projektowaniem lub komunikacją, ponieważ oferują większą przewidywalność ścieżki kariery oraz bardziej partnerskie środowisko pracy. Znaczenie ma również etap pierwszego zatrudnienia: jeśli start kariery odbywa się w obszarach wspierających, późniejsze przejście do rdzenia technologii jest trudniejsze. Dodatkowo część kobiet podejmuje świadomą decyzję o wyborze sektorów dających większą elastyczność organizacyjną lub lepszą równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. W efekcie nawet rosnąca liczba absolwentek kierunków technicznych nie przekłada się automatycznie na ich proporcjonalną obecność w najbardziej zaawansowanych i strategicznych obszarach.

Wyzwaniem nie jest poziom wykształcenia, lecz sposób włączania kobiet w najbardziej zaawansowane segmenty rynku pracy. To tam rozstrzyga się ich długofalowa obecność w zawodach technicznych o strategicznym znaczeniu dla rozwoju gospodarki i transformacji cyfrowej. Kluczowe jest więc nie tylko to, jakie kompetencje kobiety zdobywają na etapie edukacji, ale także jakie role obejmują na początku kariery zawodowej – podsumowuje Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.

Znikające i odrzucone faktury – bałagan w KSeF po pierwszym miesiącu działania

Krajowy System e‑Faktur (KSeF) działa już ponad miesiąc. Po awariach Profilu Zaufanego oraz początkowych trudnościach związanych z wdrożeniem i adaptacją do nowych procesów część firm zwraca uwagę na problemy z widocznością e‑faktur w KSeF i przyjmowaniem ich przez odbiorców. Księgowi częściej niż zakładano weryfikują obieg faktur ręcznie, aby upewnić się, że dokumenty są dostępne po stronie odbiorcy.

Pierwsze doświadczenia przedsiębiorców pokazują, że obsługa e‑faktur w KSeF wiąże się z większą liczbą komunikatów i dokumentów operacyjnych niż w dotychczasowych rozwiązaniach. Przy braku powiadomień i narzędzi ułatwiających automatyczne pobieranie danych, firmy wdrażają dodatkowe procedury kontrolne.

Faktura niewidoczna u odbiorcy

Przedsiębiorcy wskazują, że część faktur jest odrzucana przez KSeF mimo prawidłowego wysłania, a na tym etapie Ministerstwo Finansów nie przedstawia jednoznacznych przyczyn takich odrzuceń – mówi Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Zgłaszane są również przypadki, w których faktura otrzymuje numer KSeF i status „przyjęta”, natomiast odbiorca nie widzi jej w swoim systemie księgowym ani w panelu KSeF. Dla przedsiębiorców jest to istotne, ponieważ utrudnia potwierdzenie, że dokument jest dostępny po stronie kontrahenta – nawet jeśli wystawca dysponuje Urzędowym Potwierdzeniem Odbioru potwierdzającym prawidłowe złożenie faktury w KSeF.

Faktury nie trafiają więc do KSeF w prawidłowy sposób, a jeśli zostaną zapisane w systemie, to zdarza się, że pojawiają się w nieodpowiednim module. W efekcie kontrahent nie otrzymuje niezbędnych dokumentów i nie może odliczyć VAT. Wobec tych problemów część przedsiębiorstw, zwłaszcza przy dużej skali fakturowania, musi częściej monitorować statusy dokumentów i porównywać dane pomiędzy systemami firmowymi a KSeF – komentuje Joanna Łuksza.

Stanowisko MF i rekomendowane działania

Ministerstwo Finansów wskazuje, że faktury, które otrzymały numer KSeF, są zapisane w systemie i nie są z niego usuwane. Jednocześnie jako potencjalne źródła trudności wymienia m.in. kwestie integracyjne oraz zgodność z wymaganiami formatów XML.

Jako rozwiązanie doraźne rekomendowana jest ponowna wysyłka faktur, co w wielu przypadkach ma skutkować ich widocznością po stronie odbiorcy. Przy większej skali odrzuceń MF rekomenduje też wdrożenie narzędzi wspierających kontrolę poprawności plików XML w systemach fakturujących. Równolegle prowadzone mają być prace nad dokładnym zdiagnozowaniem przyczyny i wprowadzeniem usprawnień.

W obecnej sytuacji przedsiębiorcy powinni wzmocnić kontrolę obiegu e-faktur: na bieżąco monitorować statusy w KSeF, archiwizować UPO oraz szybko reagować na odrzucenia, ponawiając wysyłkę dokumentu. Dobrym krokiem jest też uzgodnienie z kontrahentami prostej procedury potwierdzania, czy faktura jest widoczna po ich stronie. Do czasu pełnego ustabilizowania działania systemu kluczowe jest dokumentowanie każdego kroku i szybkie wyjaśnianie rozbieżności, aby nie blokować rozliczeń i prawa do odliczenia VAT – ekspertka IFIRMA.PL.

Kompetencje mają równe, pewność siebie już nie. Dlaczego kobiety nadal zaniżają swoje oczekiwania finansowe?

Mają takie same dyplomy, doświadczenie i efektywność, a jednak na starcie oczekują mniej. Choć sytuacja zawodowa Polek w ostatnich latach się poprawia – nadal zmagają się z luką płacową, stanowią mniejszość na stanowiskach zarządczych. Czy to wina systemu, efekt wychowania czy jeszcze czegoś innego?

Kobiety i mężczyźni w rekrutacji

– Przez kilka lat byłam rekruterką w sektorze IT. W tych zawodach dominują mężczyźni, więc siłą rzeczy aplikacje kobiet stanowiły tam mniejszość. Teraz jestem w odwrotnej sytuacji – rekrutuję do firmy obsługującej payroll, w której większość pracujących stanowią kobiety – mówi Joanna Lipińska, Talent Acquisition Business Partner w ADP Polska. – Widzę ogromne różnice między obiema branżami. Kandydatki do pracy w IT zazwyczaj były świetnie przygotowane, posiadały certyfikaty, brały udział w konferencjach, miały stworzone swoje portfolio na github, a za tym wszystkim stał duży brak pewności siebie. Miały często problem z oszacowaniem swojej wartości rynkowej, zaniżały swoje oczekiwania finansowe. Wszystkie te zachowania widać także u kobiet szukających pracy w sfeminizowanej branży, jednak w dużo mniejszym natężeniu.

Zdaniem ekspertki, zahukanie kobiet w IT wynika z powszechności pewnego typu zachowań pracowników. Tworzą oni „boys club” o określonej kulturze, w której ceni się bezpośrednią, wręcz dosadną komunikację i pomija różne niuanse, a poczucie prestiżu zawodu w połączeniu z niewielką reprezentacją w nim kobiet tworzy seksizm.  Pracujące w IT kobiety miały powtarzające się doświadczenia bagatelizowania ich pomysłów, pomijania ich na zebraniach i wzajemnego faworyzowania się mężczyzn. Praca w takich okolicznościach odbija się na samoocenie.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że taka sytuacja w IT jest stosunkowo nowa. Kilkadziesiąt lat temu to kobiety tworzyły pierwsze języki programowania, a zespół Margaret Hamilton w MIT Instrumentation Laboratory opracował kod do nawigacji dla programu Apollo, dzięki czemu misja na Księżyc skończyła się sukcesem. Zawód programistów dopiero później stał się powszechniejszy i zaczął kojarzyć się z prestiżem i dobrymi zarobkami.

Kultura organizacyjna ma znaczenie

Joanna Lipińska zwraca uwagę, że w jej obecnym miejscu pracy, gdzie to mężczyźni stanowią mniejszość pracowników – nie mają oni zauważalnych problemów z pewnością siebie i oceną własnych umiejętności. Podobnie zresztą jest wśród kobiet. Problemy dostrzegane w IT, o ile tu występują, to dużo rzadziej.

– Część takich niepożądanych zachowań wynika z samej kultury organizacyjnej. W każdej firmie istnieją pewne wartości, nawet na poziomie nieuświadomionym. One wspierają konkretny zestaw praktyk, decydujących np. o awansach, doceniających pewien styl komunikacji, kształtujących atmosferę w firmie. Niektórzy się w tym nie odnajdują – stąd poczucie niedocenienia, stres w niedzielę wieczorem. I odwrotnie, kultura organizacyjna może sprawiać, że pracownik zaczyna rozkwitać, myśleć o sobie inaczej. Nie musi to się przekładać na prosto liczoną efektywność pracy, bo sumienna i obowiązkowa osoba robi to co do niej należy nawet, gdy okoliczności nie sprzyjają i przypłaca to stresem. Długofalowo jednak taka osoba ma większe szanse na rozwój kompetencji, uczenia się nowych rzeczy, gotowość, by sięgnąć po więcej – mówi Joanna Lipińska.

Istotną zmianę wprowadziły także przepisy antydyskryminacyjne. Nowelizacja Kodeksu pracy z 2004 roku wprowadziła m.in. definicje dyskryminacji bezpośredniej i pośredniej. Kolejna nowelizacja z 2019 roku przesądziła, że każde nieuzasadnione gorsze traktowanie jest dyskryminacją, nawet jeśli cecha nie jest wprost wymieniona w ustawie. Badania pokazują jednak, że nadal mamy co nadrabiać. Kobiety i mężczyźni inaczej oceniają równość szans na awans i sprawiedliwe wynagrodzenie. Według raportu „Kobiety na rynku pracy 2024” (Hays Poland) aż 56 proc. respondentek uważa, że ze względu na płeć nie każdy ma takie same możliwości starania się o wyższe stanowisko. Podobnej odpowiedzi udzieliło zaledwie 21 proc. mężczyzn. 41 proc. respondentek uważa, że szanse są równe, podczas gdy wśród mężczyzn jest to aż 72 proc. badanych. W świetle tych samych badań, rok 2025 pokazuje nieco korzystniejszy trend: w zeszłym roku liczba respondentek uważających, że ze względu na płeć nie każdy ma takie same możliwości starania się o wyższe stanowisko wyniosła 37 proc. Świadomość wzrosła za to u mężczyzn – 30 proc. zauważało, że płeć odgrywa rolę przy staraniu się o awans. Równość szans dostrzegało też więcej kobiet, bo aż 52 proc., podczas gdy spadek przekonania zaczyna być bardziej uchwytny u mężczyzn – 68 proc.

Badanie „People at work” z 2025 roku, przeprowadzone przez ADP Research pokazuje, że 40 proc. Polek czuje się niesprawiedliwie wynagradzanych (w porównaniu z 25 proc. Polaków). Był to jeden z najwyższych wyników spośród 34 badanych krajów. Dysproporcja między kobietami i mężczyznami (15 punktów procentowych) również należała do najwyższych na świecie.

Na poziomie rekrutacji wciąż widać, że kobiety są ostrożniejsze, mają mniej odwagi, choć poziom tych zachowań może być różny w zależności od branży. Kobiety surowiej się oceniają, uważnie czytają ogłoszenia i są mniej skłonne aplikować, gdy nie spełniają wszystkich wymagań. Mężczyźni wysyłają CV nawet gdy tylko w połowie pasują do profilu kandydata. Jeśli ktoś umniejsza sobie na poziomie rekrutacji, to taka postawa utrzymuje się, gdy już dostanie pracę – wskazuje Joanna Lipińska. Według rekruterki, widać pokoleniową zmianę. Osoby dopiero wchodzące na rynek pracy, z niewielkim doświadczeniem zawodowym, niezależnie od płci nie oceniają się tak surowo i wierzą, że wszelkie braki można nadrobić.

Siedź w kącie a znajdą cię?

Poczucie niepewności w sytuacjach zawodowych jest też pokłosiem określonego wychowania i wczesnej edukacji. Dziewczynki są socjalizowane do innych postaw i zachowań niż chłopcy. U jednych premiowana jest grzeczność, u drugich przebojowość. Wzorce wychowania zmieniają się z czasem. Często zapominamy też, że nasze zachowania to nie tylko efekt socjalizacji, ale też indywidualnych cech. Przykład? Odsetek osób o cechach psychopatycznych jest mniej więcej stały w populacjach i wynosi ok. 1 procenta. Jednak analizy Paula Babiaka i Roberta D. Hare’a sugerują, że w grupie dyrektorów i managerów wysokiego szczebla takie osób może być od trzech do nawet 20 procent, w zależności od sektora.

Na grupach w mediach społecznościowych dla kobiet poszukujących pracy, jak „Give her a job” powtarza się pewien typ pytań. „Czy wypada skontaktować się z rekruterem, jeśli…?” „Aplikowałam kiedyś do firmy X, jednak nie zostałam przyjęta. Teraz widzę podobne ogłoszenie. Czy mogę znów się zgłosić i jak to zostanie odebrane?”.    Z takich pytań przebija obawa o ocenę, niechęć do zabierania czasu rekruterowi. Ja twierdzę, że zawsze warto próbować. Nasza sytuacja zawodowa zmienia się, nabywamy doświadczenie, zmieniają się oczekiwania firmy. Nawiązanie bezpośredniego kontaktu z rekruterem to dowód proaktywnej postawy i chęć bycia zapamiętanym – podkreśla Joanna Lipińska.

Rok 2026 – czas selektywnego rynku pracy i zrozumienia pokolenia Z

Rok 2026 zapowiada się jako czas utrwalenia nowego porządku na rynku pracy. To rzeczywistość bardziej selektywna, mniej wyrozumiała wobec braku doświadczenia. Choć gospodarka nie hamuje, wejście na rynek pracy bez praktyki staje się jednym z największych wyzwań dla osób rozpoczynających karierę.

Potwierdzają to dane z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” Personnel Service z końca 2025 roku. Ponad 40 proc. badanych uważa, że proces poszukiwania pracy trwa dziś znacznie dłużej niż dwa–trzy lata temu. Rekrutacje pojawiają się rzadziej, są bardziej rozciągnięte w czasie i dotyczą ściśle określonych ról. Pracodawcy coraz częściej oczekują gotowości do pracy „od pierwszego dnia”, co oznacza, że sama motywacja przestaje wystarczać — liczą się konkretne kompetencje, umiejętności i doświadczenie, nawet na poziomie juniorskim.

Jednocześnie zmieniają się oczekiwania samych kandydatów. Przedstawiciele pokolenia Z coraz wyraźniej komunikują, że praca to dla nich nie tylko źródło dochodu. Oprócz wynagrodzenia kluczowe znaczenie mają dobra atmosfera, poczucie docenienia przez przełożonych oraz równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Work-life balance przestaje być dodatkiem do oferty, a staje się jednym z jej fundamentów. Zrozumienie młodego pokolenia nie oznacza jednak rezygnacji z zasad, lecz elastyczność i gotowość do dialogu. Zetki oczekują jasnych warunków, partnerskich relacji i precyzyjnych informacji o zakresie obowiązków.

Na rosnącą wagę równowagi między pracą a życiem prywatnym zwraca uwagę Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska. Jak podkreśla, work-life balance stał się dziś kluczowym elementem nowoczesnej kariery zawodowej. Pracownicy coraz częściej poszukują inspiracji i rozwiązań, które pozwolą im łączyć pracę z życiem osobistym — obejmującym rodzinę, relacje społeczne, rozrywkę i odpoczynek. To podejście, wymaga od pracodawców i pracowników elastyczności, otwartości na wzajemne potrzeby oraz realnego wsparcia w rozwoju osobistym i zawodowym. „Samoświadomość, efektywność i koncentracja na najważniejszych zadaniach” — podkreśla Pałysiewicz, wskazując na znaczenie wzajemnej inspiracji i wspólnego poszukiwania satysfakcjonujących rozwiązań po obu stronach relacji pracownik–pracodawca.

Nie można przy tym pominąć szerszego kontekstu, w jakim na rynek pracy weszło pokolenie Z. To generacja ukształtowana przez niepewność gospodarczą, dynamiczny rozwój technologii i niestabilne modele zatrudnienia. Dorastanie w świecie mediów społecznościowych, ciągłych porównań i presji szybkiego sukcesu spotyka się z brakiem trwałych wzorców zawodowych. Młodzi pracownicy doskonale zdają sobie sprawę, że „bezpieczna praca do emerytury” jest dziś raczej wyjątkiem niż regułą, co dodatkowo potęguje stres i ostrożność w podejmowaniu decyzji zawodowych.

Zmianie ulega także organizacja pracy. Po okresie intensywnego rozwoju pracy zdalnej coraz więcej firm wraca do modeli stacjonarnych lub hybrydowych, argumentując to potrzebą większej kontroli nad procesami i efektywnością zespołów. Dla młodych kandydatów oznacza to mniejszą elastyczność i ograniczenie możliwości aplikowania na oferty poza miejscem zamieszkania. Jak zauważa Anna Gniadek, ekspertka rynku pracy, „w 2026 r. miejsce zamieszkania ponownie staje się jednym z kluczowych czynników wpływających na dostęp do pracy”. Dla młodych osób z mniejszych miejscowości oznacza to konieczność planowania przeprowadzki lub pogodzenia się z ograniczonym wymiarem pracy zdalnej. Mieszkańcy dużych miast zyskują większy wybór ofert, ale jednocześnie muszą liczyć się z ostrzejszą konkurencją.

Rynek pracy wchodzi więc w fazę, w której przestaje być uniwersalny. Staje się selektywny i wymagający świadomej strategii już na samym początku kariery. Dla młodych kandydatów rok 2026 będzie nie tyle czasem spektakularnych możliwości, ile sprawdzianem umiejętności dostosowania się do nowych reguł gry — z jednej strony bardziej wymagających, z drugiej coraz wyraźniej uwzględniających ludzkie potrzeby i granice.

Polski Zielony Fundusz inwestuje 55 mln zł w pięć biogazowni

Polski Zielony Fundusz Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (PZF), zarządzany przez ARP Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, zawarł 3 marca 2026 roku kolejną umowę inwestycyjną. To już trzecia transakcja funduszu w ciągu ostatnich miesięcy. Przedmiotem umowy jest zakup pięciu biogazowni na polskim rynku, ich rozbudowa i potencjalnie – rozszerzenie do biometanowni. Zaangażowanie finansowe PZF w ten projekt wyniesie 55 mln zł.

Partnerem operacyjnym przedsięwzięcia jest Neo Bio Energy sp. z o.o. (NBE) – lider polskiego rynku biogazu. Spółka posiada 26 biogazowni składowiskowych, co czyni ją niekwestionowanym numerem jeden w tym segmencie w Polsce. Od 2024 roku NBE rozwija drugi filar działalności, inwestując w biogazownie rolnicze. W ramach współpracy PZF i NBE utworzą spółkę holdingową, która będzie właścicielem spółek projektowych zarządzających poszczególnymi instalacjami.

Kolejna inwestycja Polskiego Zielonego Funduszu w biogazownie to dowód na to, że konsekwentnie realizujemy strategię budowania zielonego portfela opartego na realnych i sprawdzonych projektach. Neo Bio Energy to partner z niekwestionowaną pozycją na rynku oraz ogromnym doświadczeniem operacyjnym. Wspólnie tworzymy fundamenty pod rozwój polskiego rynku biogazu, który ma szansę stać się istotnym filarem naszej energetyki. Co istotne, w tej transakcji 116 mln zł pochodzi z finansowania bankowego – to sygnał, że instytucje finansowe dostrzegają potencjał i dojrzałość tego typu projektów. Nie tylko dostarczamy kapitał, ale przede wszystkim otwieramy drogę dla kolejnych inwestorów, pokazując, że zielona transformacja może być biznesowo efektywna – powiedział Prezes Zarządu ARP TFI Michał Handzlik.

Łączne nakłady inwestycyjne na realizację projektu szacowane są na 233 mln zł. Proces akwizycji wszystkich pięciu biogazowni został już rozpoczęty.

– To kolejny milowy krok dla Neo Bio Energy służący do rozwoju działalności w obszarze biogazu i biometanu. Podpisana umową daje nam podwójną wartość – z jednej strony kapitał pozwalający na dalsze akwizycje i zwiększanie stanu aktywów, z drugiej stabilny partner, który wnosi również swoją wiedzę i doświadczenie. Z satysfakcją patrzę na rozwój grupy Neo Bio Energy, tym bardziej, że robimy to jak dotąd w ramach krajowych środków, wspieranych przez krajowe instytucje. Moim marzeniem jest, aby docelowa produkcja biometanu zasilała również krajowy przemysł wpływając na redukcję CO2 oraz przyczyniając się do polepszania warunków życia dla kolejnych pokoleńpowiedział Prezes Zarządu Neo Bio Energy Piotr Beaupré.

Pamiętać należy, że na ten milowy krok składają się setki pojedynczych kroków wykonywanych codziennie przez naszych współpracowników i partnerów. Nie sposób wyrazić wdzięczności za ich zaangażowanie, pokonywanie trudności i przekonanie o właściwych wyborach. Nawet jeśli nie co dzień świętujemy podpisywanie kolejnych umów wspierających nasz rozwój, to dokonuje się on każdego dnia bez wątpienia. Poprzez te wszystkie małe, niewidoczne czynności, które składają się na większą całość. To wspaniali ludzie, dla których praca jest również misją. – dodaje Sławomir Nowicki – Dyrektor Generalny.  

Trzy inwestycje w portfelu Polskiego Zielonego Funduszu

W grudniu 2025 roku PZF zrealizował swoją pierwszą inwestycję, obejmującą zakup 50% udziałów w dwóch farmach fotowoltaicznych. Projekt w Prusinowie (woj. wielkopolskie) obejmuje funkcjonujący już zespół farm o mocy 15 MW, który ma zostać rozbudowany o kolejne 15 MW, do łącznej mocy 30 MW. Inwestycja zakłada również budowę magazynów energii. Całkowita wartość tego projektu przekracza 100 mln zł, a zaangażowanie PZF wyniosło 17 mln zł.

Na początku 2026 roku Polski Zielony Fundusz przystąpił do ambitnego projektu budowy dziewięciu nowoczesnych biometanowni rolniczych w północnej Polsce. Każda z instalacji będzie miała moc 0,99 MW. Łączna wartość projektu to blisko 400 mln zł, z czego zaangażowanie kapitałowe PZF wyniesie 59 mln zł. W Polsce funkcjonuje obecnie jedynie jedna biometanownia, dlatego inwestycja ma charakter przełomowy i zasadniczo przyspieszy rozwój tej technologii w kraju.

Najnowsza inwestycja z Neo Bio Energy to trzecia umowa w portfolio funduszu i jednocześnie drugi projekt w obszarze biogazu i biometanu. Potwierdza ona konsekwentną realizację strategii inwestycyjnej PZF, skoncentrowanej na odnawialnych źródłach energii i transformacji energetycznej polskiej gospodarki.

Biogaz i biometan szansą dla polskiej energetyki

Przedstawiciele ARP TFI podkreślają, że projekty biogazowe i biometanowe mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Krajowy potencjał surowcowy umożliwia produkcję od 5 do 6 mld m³ biometanu rocznie, co odpowiada około 1/4 obecnego zużycia gazu ziemnego w Polsce.

Polski Zielony Fundusz konsekwentnie wspiera transformację polskiej gospodarki, angażując się w projekty przyczyniające się do dekarbonizacji sektora energetycznego, przemysłu i lokalnej infrastruktury. Fundusz koncentruje się na odnawialnych źródłach energii – farmach wiatrowych, fotowoltaicznych, biogazowych oraz magazynach energii. Tworzone instrumenty mają również na celu rozwój rynku inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Misją funduszu jest wsparcie zielonej transformacji polskiej gospodarki i dekarbonizacji sektora energetycznego.

ARP Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych

Spółka z Grupy Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., zarządzająca funduszami inwestycyjnymi wspierającymi kluczowe procesy zielonej transformacji gospodarki – w szczególności w obszarach energetyki odnawialnej, czystego przemysłu, zielonej infrastruktury i chemii. Działa na zasadach rynkowych, koncentrując się na projektach o wysokim potencjale środowiskowym i rozwojowym. Pierwszym funduszem zarządzanym przez ARP TFI jest Polski Zielony Fundusz FIZ (PZF) o obecnie zebranym kapitale 309 mln zł. PZF inwestuje 20–60 mln zł w pojedyncze projekty, obejmując udziały mniejszościowe lub większościowe, na zasadach rynkowych, z perspektywą wyjścia z inwestycji w horyzoncie 3–5 lat. ARP TFI jest członkiem Invest Europe i Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK), aktywnie uczestnicząc w rozwoju rynku kapitałowego i wspieraniu zrównoważonej transformacji w Polsce.

Neo Bio Energy sp. z o.o

Neo Bio Energy Sp. z o.o., spółka z Grupy Neo Energy Group, jest jednym z wiodących operatorów i inwestorów biogazowni w Polsce, zarządzając portfolio instalacji o łącznej mocy ok. 30 MW. Spółka eksploatuje biogazownie rolnicze, komunalne i składowiskowe, odpowiadając za znaczącą część produkcji energii z biogazu składowiskowego w kraju. Równolegle rozwija nowe projekty biogazowe i biometanowe, wzmacniając krajowy łańcuch wartości w obszarze bioenergii.

System się nie zawalił, ale stres pozostał. Jak firmy oceniają pierwszy miesiąc KSeF?

„Lęk przed odpowiedzialnością dominował” – pracownicy bali się i boją nadal KSeF.

– Ta zmiana w wielu firmach przyniosła prawdziwą rewolucję i nie możemy ukrywać, że dla płynności działania wielu firm lepiej byłoby, by Krajowy System e-faktur nie wystartował w lutym, a przykładowo jesienią. Nadal widzimy wiele obaw ze strony przedsiębiorców. Przed nami drugi test działania systemu, czyli wdrożenie systemu w małych i średnich przedsiębiorstwach – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Jak przedsiębiorcy oceniają pierwszy miesiąc działania KSeF w Polsce?  Z jednej strony słyszymy, że „system się nie zawalił”, ale z drugiej, że przedsiębiorcy miewają problemy z opanowaniem systemu, zrozumieniem jego mechanizmów i koordynacją dotychczasowych działań w firmach z nowymi oczekiwaniami.

– Już miesiąc, większość firm działa, ale też wiele bardzo mocno zwraca uwagę na problemy jakie niesie KSeF. System wdrożony został w atmosferze szumu informacyjnego, chaotycznych informacji i w trudnym dla przedsiębiorców czasie. Północna Izba Gospodarcza konsekwentnie przekonuje, że takie zmiany powinny być wdrażanie, gdy przedsiębiorcy i urzędnicy będą gotowi. Czy tutaj wszyscy byli? To pytanie zostawiam otwarte – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Doceniam pracę przedstawicieli KAS, informatyków i księgowych. Bez nich to wdrożenie, by się nie udało – dodaje prezes Mojsiuk.

– Mimo wielomiesięcznych przygotowań pierwszy miesiąc działania KSeF był dla wielu firm zaskoczeniem. W praktyce księgowi zamiast sporządzać sprawozdania roczne i rozliczenia, często pełnili rolę infolinii: pomagali w logowaniach i tłumaczyli klientom procesy, które opisano językiem trudnym nawet dla osób obytych z językiem portali podatkowych. Najwięcej frustracji budziły kwestie dostępu i nadawania uprawnień oraz mało intuicyjna logika wystawiania certyfikatów. Klienci zgłaszali też, że infolinia KSeF odsyła ich do księgowych, co przerzuca ciężar wdrożenia na biura rachunkowe. Do tego doszedł szum informacyjny i nadinterpretowanie hasła „automatyzacja” – KSeF nie w każdym przypadku skraca pracę, a często ją wydłuża przez dodatkową weryfikację, ryzyko duplikatów i nowe obowiązki raportowe.  Obecnie za luty trzeba wskazać w deklaracji VAT w jaki sposób faktura została wystawiona – czy dotarła do klienta jako e-faktura czy pdf. Pojawiły się też pierwsze fałszywe faktury i próby wyłudzania danych – mówi ekspertka Północnej Izby Gospodarczej Agnieszka Zamaro–Wiśniewska.

– W wielu firmach zabrakło też przygotowania pracowników wystawiających faktury – pojawiają się obawy przed przypisaniem czynności i odpowiedzialności do konkretnej osoby, szczególnie gdy wymagane są formalne mechanizmy uwierzytelniania danymi z profilu zaufanego – dodaje Agnieszka Zamaro – Wiśniewska.

Z perspektywy biur rachunkowych istotnym utrudnieniem była zmienność środowiska wdrożeniowego: częste aktualizacje i poprawki po stronie systemów finansowo-księgowych oraz integracji, które potrafiły wstrzymywać bieżącą pracę.

Cieśnina Ormuz: skutki wykraczają poza rynek ropy. Azja płaci najwyższą cenę

Analiza Dun & Bradstreet* pokazuje, że zakłócenia płynnego transportu w Cieśninie Ormuz najbardziej uderzą w państwa azjatyckie. W tym przede wszystkim w Chiny i Japonię jako największych bezpośrednich nabywców ropy z Zatoki Perskiej, ale także w Indie, Tajlandię i Koreę oraz w kraje z regionu Południowo-Wschodniej Azji, w tym przede wszystkim chińskie Tajpej, Singapur, Filipiny czy Indonezję. Negatywne skutki zakłóceń transportu w Zatoce w pierwszej kolejności dotkną szeroko rozumiane branże upstream, a następnie przełożą się na wzrost kosztów we wszystkich sektorach gospodarki — w usługach, energetyce, przemyśle chemicznym, transporcie, budownictwie oraz produkcji przemysłowej.

Poza surowcami energetycznymi region Zatoki Perskiej odgrywa również istotną rolę jako centrum handlu, lokowania kapitału i inwestycji. Wszelki przepływ towarów i usług niezwiązanych z energią jest ściśle powiązany z handlem hurtowym i detalicznym, budownictwem, nieruchomościami, usługami finansowymi i działalnością sektora publicznego. Oznacza to, że w krótkiej perspektywie czasu można spodziewać się dodatkowych trudności w gromadzeniu zapasów, opóźnień wydatków inwestycyjnych (capex) oraz napięć finansowych.

*Źródło: analiza żeglugi Dun & Bradstreet oraz tabele OECD Inter‑Country Input‑Output (ICIO)

  • Dane Dun & Bradstreet dotyczące rezerwacji kontenerów morskich (TEU) pokazują, że wolumen importu anulowanych rezerwacji dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz osiągnął najwyższy poziom od 2024 roku.
  • 1 marca: anulowano rezerwację 3 072 TEU (kontenerów 20‑stopowych), jednocześnie zarezerwowano 811 TEU.
  • 2 marca: anulowano rezerwację 11 865 TEU, a zarezerwowano 7 653 TEU.
    • Liczba zarezerwowanych kontenerów 2 marca 2026 roku była najniższą wartością biorąc pod uwagę poniedziałkowe rezerwacje w całym 2026 roku oraz drugim najniższym wynikiem w dniach roboczych w br.
    • Natomiast dzienna liczba anulowanych rezygnacji 2 marca br. była najwyższą od początku 2024 roku.
  • 3 marca: anulowano rezerwację 21 762 TEU wobec 1 915 TEU potwierdzonych rezerwacji.
    • Wolumen potwierdzonych rezerwacji 3 marca był najniższy spośród wszystkich dni roboczych od 2024 roku.
    • Natomiast liczba anulowanych rezerwacji była ponad dwukrotnie wyższa niż w każdym dniu od 2024 roku.
    • Wolumen potwierdzonych rezerwacji 3 marca br. stanowił jedynie 13 proc. całkowitej liczby potwierdzonych rejestracji w porównaniu do poprzedniego tygodnia.
  • Podsumowując: od 1 do 3 marca wolumen rezerwacji związany z importem spadł o 59 proc. w porównaniu z tygodniem minionym. Jednocześnie liczba anulowanych rezerwacji kontenerów wzrosła o 364 proc.
  • Znacząco spadł również wolumen rezerwacji w przypadku eksportu. Od połowy lutego 2026 roku – o ponad 40 proc. spadł wolumen potwierdzonych zamówień, z poziomu 34 790 TEU z 15 lutego br., do poziomu 19 863 TEU z 3 marca br. Spadek rezerwacji odzwierciedla rosnącą ostrożność eksporterów z regionu Zatoki Perskiej w miarę nasilającej się eskalacji napięcia.
  • 3 marca zarejestrowano 1 095 TEU ładunków opuszczających region Cieśniny Ormuz, jednocześnie anulowano odprawę 1 319 TEU załadunków – to pierwszy raz w historii, kiedy wolumen anulowanych ładunków z Zatoki Perskiej przewyższył liczbę odprawionych i zarezerwowanych ładunków w ciągu jednego dnia.
  • W okresie od 1 do 3 marca wolumen rezerwacji ładunków eksportowych spadł o 40 proc. w porównaniu z tygodniem poprzedzającym, podczas gdy liczba anulowanych ładunków wzrosła o 56 proc.

*Za przesyłki przechodzące przez Cieśninę Ormuz uznaje się takie, w których jeden z portów — załadunku lub rozładunku — znajduje się w Iraku, Iranie, Kuwejcie, Katarze, ZEA, Bahrajnie lub w saudyjskich portach Ad‑Dammam bądź Jubail, a drugi port leży poza tym regionem.

Dlaczego 73% strategii marketingowych kończy się porażką i jak tego uniknąć

Większość firm tworzy strategie marketingowe, które nigdy nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Problem rzadko leży w braku budżetu czy złych narzędziach. Leży w błędach, które popełnia się jeszcze zanim pierwsza kampania zostanie uruchomiona.

Najdroższy błąd w marketingu: działanie bez strategii

McKinsey szacuje, że firmy, które inwestują w marketing bez spójnej strategii marketingowej, marnują przeciętnie 40% swojego budżetu reklamowego. To nie jest abstrakcyjna statystyka. Dla firmy wydającej 20 000 zł miesięcznie na marketing oznacza to 96 000 zł rocznie wyrzuconych w błoto.

Paradoks polega na tym, że większość tych firm wierzy, że strategię posiada. Tyle że za „strategię” uznaje zbiór nieskoordynowanych działań: kampanię Google Ads tu, posty na Instagramie tam, newsletter co dwa tygodnie. Prawdziwa strategia marketingowa to coś zupełnie innego. To odpowiedź na fundamentalne pytanie: w jaki sposób nasza firma zamierza wygrywać na rynku?

Anatomia porażki: trzy błędy, które zabijają strategię marketingową

Błąd nr 1: Strategia zaczyna się od kanałów, a nie od klienta

Typowy scenariusz wygląda tak: zarząd decyduje, że „trzeba być na TikToku”, albo że „potrzebujemy lepszego SEO”. Następnie szuka agencji lub specjalisty, który to zrealizuje. Problem? Nikt nie zadał pytania, czy docelowy klient w ogóle korzysta z TikToka, ani czy SEO to najefektywniejszy kanał dotarcia w danej branży.

Skuteczna strategia marketingowa zaczyna się od dogłębnego zrozumienia klienta: jego problemów, procesów decyzyjnych, obaw i aspiracji. Dopiero na tej podstawie dobiera się kanały, formaty i komunikaty. Odwrotna kolejność to przepis na kosztowną porażkę.

Błąd nr 2: Brak jednoznacznego pozycjonowania

Wiele firm próbuje być „dla każdego”. Oferują „kompleksową obsługę”, mają „indywidualne podejście” i „najwyższą jakość”. Problem w tym, że dokładnie to samo mówi ich konkurencja. Kiedy wszyscy komunikują to samo, nikt nie jest zapamiętywany.

Strategia marketingowa wymaga odwagi: trzeba zdecydować, czym firma NIE jest, żeby jasno zakomunikować, czym jest. Najbardziej rozpoznawalne marki na świecie nie próbują zadowolić wszystkich. Celowo zawężają swoje pole, żeby dominować w wybranym segmencie.

Błąd nr 3: Strategia jako dokument, a nie proces

Trzecim zabójcą skuteczności jest traktowanie strategii marketingowej jako jednorazowego dokumentu. Firma zleca opracowanie strategii, dostaje 50-stronicowy PDF, prezentuje go zarządowi, a potem plik ląduje na dysku i nikt do niego nie wraca.

Strategia marketingowa, która działa, to proces ciągły. Zakłada regularne cykle analizy danych, weryfikacji założeń i korekty kursu. Rynek nie stoi w miejscu i strategia też nie powinna.

Czego uczy nas podejście najskuteczniejszych agencji reklamowych

Interesującym punktem odniesienia jest to, jak do tworzenia strategii podchodzą najlepsze agencje reklamowe. W przeciwieństwie do wielu wewnętrznych zespołów marketingowych, doświadczona agencja reklamowa wypracowuje metodologie, które eliminują opisane wyżej błędy systemowo, a nie incydentalnie.

Dobra agencja reklamowa wymusza na kliencie przejście przez etap analityczny, zanim cokolwiek zostanie uruchomione. Wymaga dostępu do danych sprzedażowych, przeprowadza wywiady z klientami i analizuje konkurencję w sposób ustrukturyzowany. To niewygodne, bo wydłuża czas do startu kampanii, ale drastycznie zwiększa szanse powodzenia.

Przykładem takiego podejścia na polskim rynku jest agencja Owocni.pl, która swój proces strategiczny opiera na twardych danych i testowaniu hipotez zamiast na intuicji i trendach. Ich metodologia zakłada, że żadna strategia marketingowa nie jest ostateczna, lecz stanowi punkt wyjścia do iteracyjnej optymalizacji opartej na mierzalnych wynikach.

Siedem pytań, które weryfikują jakość Twojej strategii marketingowej

Zanim wydasz kolejną złotówkę na marketing, odpowiedz uczciwie na poniższe pytania. Każde „nie” oznacza lukę w strategii, która prawdopodobnie kosztuje Cię pieniądze.

Czy potrafisz w jednym zdaniu opisać, czym Twoja firma różni się od trzech głównych konkurentów? Jeśli nie, Twoje pozycjonowanie jest zbyt rozmyte. Klienci nie widzą powodu, żeby wybrać akurat Ciebie.

Czy wiesz, który kanał marketingowy przynosi najniższy koszt pozyskania klienta? Bez tej wiedzy alokujesz budżet na podstawie przeczuć, a nie danych.

Czy Twoja strategia marketingowa definiuje, z jakich działań rezygnujesz? Strategia to tyle samo decyzji o tym, czego NIE robić, co o tym, co robić. Jeśli Twoja strategia nie mówi „nie” żadnemu kanałowi czy segmentowi, prawdopodobnie jest zbyt rozproszona.

Czy masz udokumentowane persony klientów oparte na badaniach, a nie na domysłach? Persona oparta na danych i persona oparta na intuicji to dwa zupełnie różne narzędzia. Tylko ta pierwsza jest przydatna.

Czy cały zespół zna strategię i potrafi ją wyjaśnić? Strategia marketingowa, którą zna tylko dyrektor marketingu, nie jest strategią. To prywatna notatka.

Czy co miesiąc analizujesz wyniki i weryfikujesz założenia? Strategia bez cyklu rewizji to strategia, która starzeje się z każdym dniem.

Czy Twoja komunikacja jest spójna we wszystkich kanałach? Jeśli strona mówi jedno, social media drugie, a handlowcy trzecie, klient otrzymuje niespójny obraz marki, który podkopuje zaufanie.

Jak wygląda proces tworzenia strategii marketingowej, która działa

Na podstawie doświadczeń firm, które osiągają ponadprzeciętne wyniki, można wskazać powtarzalny schemat skutecznego procesu strategicznego.

Faza 1: Diagnoza (2 do 4 tygodnie). Analiza danych wewnętrznych, badanie rynku, audyt konkurencji, wywiady z klientami. To najważniejsza faza i jednocześnie ta, którą firmy najczęściej pomijają lub realizują powierzchownie.

Faza 2: Synteza i wybory strategiczne (1 do 2 tygodnie). Na podstawie diagnozy formułuje się pozycjonowanie, definiuje segmenty docelowe i ustala priorytety. Tu zachodzą kluczowe decyzje: na czym się skupiamy, z czego rezygnujemy.

Faza 3: Plan taktyczny (1 do 2 tygodnie). Przełożenie wyborów strategicznych na konkretne działania: kanały, formaty, budżet, harmonogram, KPI.

Faza 4: Wdrożenie z pętlą zwrotną (ciągłe). Realizacja planu z regularnymi punktami kontrolnymi. Dane z realizacji zasilają korektę strategii.

Szczegółowe omówienie każdej z tych faz, wraz z konkretnymi narzędziami i szablonami, opisuje m.in.strona na temat strategii marketingowej na Owocni.pl, która stanowi dobre kompendium wiedzy dla firm planujących uporządkowanie swoich działań marketingowych.

Rola agencji reklamowej w erze AI i automatyzacji

Rok 2026 przynosi fundamentalne pytanie: skoro AI potrafi generować treści, analizować dane i optymalizować kampanie, to czy agencja reklamowa jest jeszcze potrzebna?

Odpowiedź jest nieoczywista. AI radykalnie przyspiesza realizację taktycznych zadań marketingowych. Natomiast tworzenie strategii marketingowej wymaga czegoś, czego algorytmy wciąż nie dostarczają: zdolności do zadawania właściwych pytań, rozumienia kontekstu biznesowego i podejmowania odważnych wyborów strategicznych pod presją niepewności.

Najlepsza agencja reklamowa w 2026 roku nie jest tą, która „też używa AI”. Jest tą, która potrafi połączyć możliwości technologii z ludzką intuicją strategiczną i wieloletnim doświadczeniem rynkowym. AI staje się narzędziem w rękach stratega, a nie jego zamiennikiem.

Dlatego rola profesjonalnej agencji reklamowej paradoksalnie rośnie. Firmy mają dostęp do coraz większej liczby narzędzi, ale coraz mniej czasu i kompetencji, żeby z nich mądrze korzystać. Strategia marketingowa, która integruje te narzędzia w spójny system, staje się ważniejsza niż kiedykolwiek.

Podsumowanie: strategia to nie dokument, to sposób myślenia

Firmy, które traktują strategię marketingową jako żywy proces oparty na danych, konsekwentnie wygrywają z tymi, które polegają na intuicji i reaktywnym działaniu. Niezależnie od branży i skali, fundamenty pozostają te same: zrozumienie klienta, odważne pozycjonowanie, spójność komunikacji i ciągła optymalizacja.

Jeśli Twoja obecna strategia nie spełnia tych kryteriów, rozważ współpracę z doświadczoną agencją reklamową, która pomoże Ci przejść od chaotycznych działań do systematycznego wzrostu. Kluczem jest wybranie partnera, który zaczyna od pytań i danych, a nie od gotowych rozwiązań.

Kluczowy raport z rynku pracy USA. NFP zdecyduje o kierunku dolara i obligacji

Dzisiejsza publikacja raportu Non-Farm Payrolls przypada na okres podwyższonej nerwowości, ponieważ te dane mogą szybko przestawić oczekiwania dotyczące tegorocznych obniżek stóp procentowych przez Fed. W ostatnich dniach obligacje skarbowe USA znajdowały się pod silną presją, a ich rentowności rosły. Inwestorzy zaczęli mocniej wyceniać ryzyko wzrostu inflacji wynikające z droższej energii po eskalacji konfliktu z Iranem. Najbardziej widać to na dwuletnich obligacjach USA, które są najsilniej powiązane z oczekiwaniami wobec polityki Fed — ich rentowności wzrosły do najwyższego poziomu od ponad miesiąca. Rentowność dziesięciolatek w tym tygodniu doszła w okolice 4,175%.

To przesunięcie na rynku stopy procentowej przełożyło się na ostrożniejsze podejście do cięć w 2026 roku. Handel opcjami na stopę SOFR zaczął wskazywać scenariusz zaledwie jednej obniżki stóp w tym roku zamiast wcześniejszych, bardziej gołębich założeń. W tle pozostaje fakt, że inflacja wciąż znajduje się powyżej celu Fed. Preferowana miara inflacji miała zakończyć poprzedni rok w okolicach 2,9% przy celu 2%, dlatego część rynku zakłada, że bank centralny będzie szczególnie wrażliwy na każdy sygnał ponownego wzrostu presji cenowej.

Konsensus ekonomistów przed NFP zakłada przyrost zatrudnienia o 55 tys. w lutym po 130 tys. miesiąc wcześniej. Stopa bezrobocia, po spadku do 4,3% w styczniu, ma pozostać bez zmian. Dla rynków kluczowe będzie odchylenie od tych liczb, bo to duża niespodzianka (w jedną lub drugą stronę) ma największy potencjał do ruchu na dolarze, obligacjach i indeksach. Jeżeli raport okaże się wyraźnie słabszy od prognoz, rynek może wrócić do mocniejszej wyceny obniżek stóp. W takim scenariuszu rentowności obligacji zwykle spadają, a dolar często traci na wartości. Dla indeksów giełdowych taka interpretacja bywa korzystna, ponieważ niższe rentowności poprawiają warunki finansowania i wspierają wyceny spółek. Jednocześnie zbyt słaby raport może budzić obawy o tempo wzrostu gospodarczego, więc reakcja giełdy będzie zależała od tego, czy inwestorzy uznają dane za „zdrowe schłodzenie”, czy za sygnał wyraźniejszego pogorszenia koniunktury.

Jeżeli NFP będzie wyraźnie mocniejszy od oczekiwań, rośnie ryzyko dalszego ograniczania zakładów na cięcia, a narracja o dłuższym utrzymaniu restrykcyjnych warunków finansowych może się utrwalić. W takim układzie szczególnie wrażliwe bywają segmenty rynku zależne od niskich rentowności, w tym spółki technologiczne. Warto też pamiętać, że NFP nie zamyka tematu: kolejnym punktem, który może przesądzić o kierunku, będzie publikacja CPI w przyszłym tygodniu. Dlatego nawet po raporcie z rynku pracy rynek może szukać potwierdzenia w danych inflacyjnych, zwłaszcza że ostatnie wzrosty cen energii ponownie stawiają pytanie o to, czy dezinflacja nie wyhamuje. W tym kontekście ostatnia rekomendacja JPMorgan, aby realizować zyski na taktycznych krótkich pozycjach w dwuletnich obligacjach, które rekomendowali w lutym, można odczytywać jako sygnał, że część instytucji widzi już ograniczoną przestrzeń do dalszego wzrostu rentowności bez bardzo mocnego impulsu z danych.

Dla oceny raportu, poza samą liczbą nowych miejsc pracy, liczyć się będzie stopa bezrobocia oraz struktura zatrudnienia. Rynek będzie szukał odpowiedzi, czy ewentualne osłabienie ma charakter rozproszony i łagodny, czy też pojawiają się pierwsze pęknięcia w konkretnych sektorach. W praktyce to właśnie połączenie NFP i przyszłotygodniowego CPI ma największą szansę „odblokować” kierunek dla dolara i indeksów na kolejne tygodnie.

Zalety programu dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin

Zarządzanie wspólnotą mieszkaniową to codzienne wyzwanie, które wymaga precyzyjnego prowadzenia rozliczeń, nadzoru nad funduszem remontowym, planowania inwestycji i sprawnej komunikacji z właścicielami lokali. W takich warunkach niezawodny program dla wspólnot mieszkaniowych może stać się kluczowym wsparciem – automatyzuje powtarzalne zadania, usprawnia obieg dokumentów i pozwala skoncentrować się na strategicznych decyzjach, zamiast na czasochłonnej administracji.

Program dla wspólnot mieszkaniowych – oszczędność czasu i automatyzacja procesów

Codzienna praca zarządcy wspólnoty mieszkaniowej to wiele powtarzalnych, czasochłonnych zadań – od monitorowania wpłat właścicieli, po księgowanie faktur i przygotowywanie sprawozdań. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin eliminuje te ręczne czynności, automatyzując procesy finansowe i administracyjne, dzięki czemu możesz poświęcić więcej czasu na zarządzanie i rozwój wspólnoty.

Automatyczne księgowanie opłat właścicieli i faktur

System samodzielnie rejestruje wszystkie wpłaty właścicieli i kontrahentów oraz księguje faktury wspólnoty. To oznacza, że nie musisz przepisywać danych do bankowości elektronicznej ani pilnować każdej transakcji ręcznie. Wszystkie operacje są dostępne w jednym miejscu, co ułatwia monitorowanie finansów i szybkie wychwycenie ewentualnych nieprawidłowości.

Szybsze rozliczenia, sprawozdania i generowanie deklaracji

Dzięki automatyzacji, program Mieszczanin przygotowuje rozliczenia okresowe, sprawozdania roczne oraz deklaracje podatkowe – gotowe do wysyłki do właścicieli i urzędów. Proces, który wcześniej zajmował godziny, teraz przebiega w kilku kliknięciach, a Ty masz pewność, że wszystkie dokumenty są zgodne z obowiązującymi przepisami i aktualnymi wymogami księgowymi.

Lepsza współpraca zarządu i zespołu dzięki modułowej strukturze

Skuteczne zarządzanie wspólnotą mieszkaniową wymaga koordynacji wielu osób – od prezesa zarządu, przez księgowych, po kierowników technicznych. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin został zaprojektowany modułowo, co oznacza, że każdy dział w Twojej organizacji może korzystać tylko z tych funkcji, które są mu niezbędne, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej spójności danych.

Dostosowanie systemu do potrzeb wspólnoty i indywidualnych procedur

Różne wspólnoty mieszkaniowe mogą mieć zróżnicowane potrzeby, zależnie od sposobu rozliczania mediów, a także wybranej metody księgowej czy sposobu organizacji zebrań. Modułowa budowa programu Mieszczanin pozwala skonfigurować system dokładnie według potrzeb Twojej wspólnoty. Możesz wybrać tylko te moduły, które są aktualnie potrzebne, a w miarę rozwoju wspólnoty – w prosty sposób rozszerzać funkcjonalności systemu, np. o możliwość organizowania zebrań online.

Centralizacja danych i ułatwiony dostęp dla pracowników

Wszystkie informacje – od dokumentów finansowych, przez ewidencję lokali, po historię zgłoszeń usterek – są dostępne w jednym miejscu. Dzięki temu Twój zespół nie traci czasu na wyszukiwanie danych w różnych folderach czy systemach, a komunikacja wewnętrzna staje się płynna. Każdy pracownik ma dostęp do potrzebnych informacji w zależności od przydzielonych uprawnień, co minimalizuje ryzyko błędów i usprawnia podejmowanie decyzji.

Dzięki temu modułowemu podejściu, współpraca między zarządcą a zespołem staje się prostsza, bardziej przejrzysta i efektywna, a Ty zyskujesz pełną kontrolę nad działaniem wspólnoty.

Zwiększenie zadowolenia mieszkańców poprzez nowoczesną komunikację

Dobra komunikacja z właścicielami lokali to jeden z najważniejszych elementów skutecznego zarządzania wspólnotą mieszkaniową. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin ułatwia zarówno codzienny kontakt, jak i realizację formalnych obowiązków, dzięki czemu mieszkańcy czują się informowani i zaangażowani w życie wspólnoty.

Portal mieszkańca e-kartoteka – rozrachunki, płatności online, zgłoszenia usterek

Dzięki portalowi e-kartoteka właściciele lokali mają stały dostęp do swoich rozrachunków, historii płatności oraz dokumentów wspólnoty. Mogą dokonywać opłat online, zgłaszać usterki i monitorować postęp prac naprawczych. Dwustronna komunikacja umożliwia szybkie odpowiadanie na pytania i prośby mieszkańców, co znacząco zwiększa ich zadowolenie i zaufanie do zarządcy.

Masowa korespondencja papierowa, mailowa i SMS – szybka i wygodna

Program Mieszczanin pozwala również na wygodne przygotowanie korespondencji masowej. Możesz w kilku kliknięciach wysłać informacje, powiadomienia czy wezwania do zapłaty zarówno w formie papierowej, mailowej, jak i SMS. To rozwiązanie skraca czas potrzebny na przekazanie istotnych informacji i eliminuje ryzyko, że ważne komunikaty zostaną pominięte.

Pełna kontrola nad dokumentacją, funduszem remontowym i zasobami wspólnoty

Skuteczne zarządzanie wspólnotą mieszkaniową wymaga nie tylko kontroli nad finansami, ale też pełnej przejrzystości w dokumentacji, ewidencji budynków i planowaniu remontów. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin pozwala zebrać wszystkie te informacje w jednym, spójnym systemie, co znacząco ułatwia zarządcy codzienną pracę i minimalizuje ryzyko błędów.

Ewidencja budynków i lokali oraz planowanie remontów

System umożliwia dokładną rejestrację wszystkich lokali i budynków wchodzących w skład wspólnoty – wraz z historią remontów, planami inwestycyjnymi oraz dokumentacją techniczną. Dzięki temu zarządca ma pełny wgląd w stan zasobów i może efektywnie planować prace remontowe czy przeglądy techniczne. Modułowa struktura programu pozwala przypisać zadania konkretnym pracownikom lub firmom zewnętrznym, monitorować postęp prac i generować raporty, które są gotowe do udostępnienia właścicielom lokali lub organom nadzorującym.

Bezpieczeństwo danych i ułatwiona obsługa zebrań oraz uchwał

Wszystkie dokumenty i dane finansowe są przechowywane w bezpiecznym środowisku, zgodnym z obowiązującymi przepisami, w tym RODO. Program Mieszczanin umożliwia łatwe prowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów, organizację zebrań wspólnoty, elektroniczne głosowanie nad uchwałami oraz archiwizację decyzji. Dzięki temu masz pewność, że wszystkie informacje są aktualne, dostępne tylko dla uprawnionych osób i łatwe do udostępnienia w razie potrzeby.

Dzięki pełnej kontroli nad dokumentacją, funduszem remontowym i zasobami wspólnoty codzienne obowiązki stają się bardziej przewidywalne i uporządkowane, a zarządca zyskuje spokój i pewność, że nic nie zostanie pominięte.

Czytaj wiecej o elektronicznym obiegu dokumentów: https://www.mieszczanin.pl/blog/elektroniczny-obieg-dokumentow-czym-jest/

Elastyczne pakiety i skalowalność systemu dla wspólnoty

Każda wspólnota mieszkaniowa może mieć inne potrzeby. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin został zaprojektowany tak, aby zapewnić maksymalną elastyczność i dopasowanie do indywidualnych wymagań każdej wspólnoty. Przykładowym aspektem, który umożliwia personalizację, jest wygląd wydruków dla mieszkańców. Dodatkowo, tak jak już wcześniej wspominaliśmy, system może być rozwijany w czasie, wraz z rozwojem firmy zarządzającej lub rosnącymi potrzebami wspólnoty mieszkaniowej.

Pakiet podstawowy, rozszerzony i kompleksowy – dopasowanie do liczby lokali i potrzeb

System oferuje trzy główne pakiety funkcjonalne: podstawowy, rozszerzony i kompleksowy. Pakiet podstawowy jest idealny dla niewielkich wspólnot od 500 lokali, obejmując ewidencję budynków i lokali, podstawową księgowość, rozrachunki z właścicielami oraz możliwość prowadzenia dokumentacji i korespondencji. Pakiet rozszerzony wprowadza dodatkowe funkcje, takie jak automatyczne fakturowanie, ewidencja przeglądów technicznych, obsługa usterek i ankiety w e-kartotece. Natomiast pakiet kompleksowy pozwala w pełni zarządzać całym majątkiem wspólnoty, w tym prowadzić własną księgowość zarządcy, obsługę kadrowo-płacową, automatyzację sprawozdań i integrację z systemami urzędowymi.

Łatwe rozszerzanie funkcji w miarę rozwoju wspólnoty

W miarę rozrostu wspólnoty lub zmiany potrzeb, program Mieszczanin pozwala w prosty sposób rozszerzać zakres funkcji, dodając kolejne moduły lub przechodząc na wyższy pakiet. Dzięki temu system rośnie razem z Twoją wspólnotą, a Ty nie musisz zmieniać całego oprogramowania ani tracić czasu na migrację danych. Skalowalność programu zapewnia również, że wszystkie procesy pozostają spójne i zintegrowane, niezależnie od liczby lokali, dokumentów czy użytkowników.

Takie podejście gwarantuje, że zarządca może elastycznie reagować na zmieniające się potrzeby wspólnoty, a właściciele lokali zawsze mają dostęp do aktualnych informacji i rozliczeń.

Dlaczego warto wybrać program Mieszczanin do zarządzania wspólnotą?

Wybór odpowiedniego systemu do zarządzania wspólnotą mieszkaniową ma realny wpływ na codzienną pracę zarządu, księgowości i całego zespołu administracyjnego. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin łączy w sobie wieloletnie doświadczenie w branży, zaufanie wielu klientów oraz kompleksowe wsparcie techniczne, dzięki czemu możesz mieć pewność, że Twoja wspólnota jest w dobrych rękach.

System usprawnia codzienne obowiązki – od księgowości i rozliczeń, przez planowanie remontów, po komunikację z właścicielami lokali. Dzięki centralizacji danych i automatyzacji procesów zarząd szybciej podejmuje decyzje, a praca zespołu staje się bardziej efektywna i przejrzysta.

Wybierając program Mieszczanin, zyskujesz nie tylko nowoczesne narzędzie do zarządzania wspólnotą, ale także partnera, który stale rozwija oprogramowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami i technologicznymi standardami.

Sprawdź program Mieszczanin i przekonaj się, jak łatwe może być zarządzanie Twoją wspólnotą mieszkaniową już dziś.

Prefabrykacja w halach przemysłowych – kiedy warto ją wybrać i co zyskasz dzięki temu rozwiązaniu?

Prefabrykacja w budownictwie to rozwiązanie, które w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w sektorze obiektów przemysłowych. Polega na przygotowaniu elementów konstrukcyjnych w kontrolowanych warunkach zakładu produkcyjnego, a następnie transporcie ich na plac budowy i szybkim montażu. W przypadku hal przemysłowych oznacza to znaczną oszczędność czasu, większą precyzję prac i wyższą jakość wykonania całego obiektu. Kiedy warto postawić na prefabrykację i jakie realne korzyści daje inwestorowi to rozwiązanie?

Czym jest prefabrykacja w budownictwie przemysłowym?

Prefabrykacja w budownictwie polega na wytwarzaniu elementów konstrukcyjnych – takich jak słupy, belki, płyty ścienne czy stropy – poza placem budowy, w wyspecjalizowanych zakładach. Tam proces przebiega pod ścisłą kontrolą jakości, co pozwala ograniczyć błędy wykonawcze i zapewnić powtarzalność parametrów technicznych. W halach przemysłowych prefabrykacja obejmuje najczęściej konstrukcje żelbetowe lub stalowe, a także obudowy z płyt warstwowych.

Dzięki temu etap prac na placu budowy ogranicza się głównie do montażu, co znacznie skraca czas realizacji inwestycji. W praktyce oznacza to możliwość oddania obiektu do użytku w ciągu kilku miesięcy – nawet w przypadku dużych powierzchni magazynowych czy produkcyjnych.

Prefabrykowane hale przemysłowe – kiedy to się opłaca?

Prefabrykowane hale przemysłowe sprawdzają się szczególnie tam, gdzie kluczowe są: czas, powtarzalność i bezpieczeństwo. Jeżeli inwestorowi zależy na jak najszybszym rozpoczęciu działalności, prefabrykacja staje się naturalnym wyborem. To także technologia preferowana przy projektach wielkopowierzchniowych, gdzie liczy się logistyka i precyzja montażu.

Kolejnym aspektem jest lokalizacja. Prefabrykacja umożliwia ograniczenie czasu pracy na działce budowlanej. To ma ogromne znaczenie w przypadku budowy centr logistycznych czy na terenach o trudnych warunkach gruntowych. Wówczas możliwość dostarczenia gotowych elementów i ich szybkiego zmontowania na miejscu eliminuje ryzyko opóźnień związanych z pogodą czy ograniczoną przestrzenią manewrową.

Jakie korzyści daje technologia prefabrykacji?

Prefabrykacja w halach przemysłowych nie jest jedynie kwestią szybszego montażu. To przede wszystkim zmiana podejścia do całego procesu inwestycyjnego – od projektowania, przez logistykę, aż po eksploatację budynku. Korzyści wynikających z prefabrykacji jest wiele, a najważniejsze z nich to:

Szybka realizacja hali

Prefabrykowane elementy konstrukcyjne przygotowywane są równolegle z pracami ziemnymi i fundamentowymi. Dzięki temu montaż konstrukcji następuje niemal natychmiast po zakończeniu robót fundamentowych, co skraca harmonogram całej inwestycji nawet o kilkadziesiąt procent.

Wysoka jakość i precyzja wykonania

Kontrolowane warunki produkcji pozwalają zachować najwyższą jakość każdego elementu – niezależnie od pogody czy czynników zewnętrznych. To zmniejsza ryzyko wad konstrukcyjnych i obniża koszty ewentualnych napraw w przyszłości.

Optymalizacja kosztów

Choć koszt jednostkowy prefabrykatów bywa wyższy niż tradycyjnych rozwiązań, oszczędności wynikają z krótszego czasu budowy, mniejszych nakładów robocizny na miejscu oraz ograniczenia ryzyka opóźnień. Dodatkowo szybkie uruchomienie działalności oznacza szybszy zwrot z inwestycji.

Efektywna budowa hali w trudnych warunkach

Prefabrykacja minimalizuje zależność od warunków atmosferycznych – większość prac odbywa się w fabryce. To szczególnie ważne w polskim klimacie, gdzie sezon zimowy tradycyjnie ogranicza możliwość prowadzenia robót budowlanych.

Prefabrykacja a wymagania techniczne i prawne

Prefabrykacja nie zwalnia inwestora ani wykonawcy z obowiązku spełnienia wszystkich wymagań prawa budowlanego i norm europejskich. Elementy prefabrykowane muszą odpowiadać standardom nośności, odporności ogniowej i izolacyjności.

Zastosowanie prefabrykatów nie zmienia także wymagań dotyczących BHP czy przepisów PPOŻ. Hala przemysłowa, niezależnie od technologii budowy, musi spełniać aktualne warunki techniczne (WT 2021), w tym wymagania dotyczące izolacyjności cieplnej, bezpieczeństwa konstrukcji i dostępności dla osób niepełnosprawnych.

Prefabrykowane elementy konstrukcyjne w praktyce

Dzięki prefabrykacji montaż hali odbywa się w sposób modułowy – krok po kroku powstaje kompletna konstrukcja gotowa do dalszych prac instalacyjnych i wykończeniowych. W prefabrykowanych halach przemysłowych najczęściej stosuje się takie elementy jak:

  • prefabrykowane słupy i belki żelbetowe – przenoszące główne obciążenia konstrukcji
  • ściany i płyty żelbetowe – stosowane w obiektach wymagających wysokiej odporności ogniowej
  • stropy prefabrykowane – wykonywane fabrycznie dla większej dokładności
  • obudowy z płyt warstwowych – łączące funkcję przegrody i izolacji termicznej.

Halbud – ekspert od prefabrykowanych hal przemysłowych

Na rynku budownictwa przemysłowego prefabrykacja jest rozwiązaniem wymagającym wiedzy i doświadczenia. To technologia, która przynosi inwestorowi realne oszczędności, ale tylko wtedy, gdy jest odpowiednio zaplanowana i zintegrowana z całym procesem budowlanym.

Firma Halbud jako generalny wykonawca prefabrykowanych hal przemysłowych od lat realizuje inwestycje w systemie „zaprojektuj i wybuduj”, w tym z wykorzystaniem prefabrykacji. Dzięki temu inwestorzy otrzymują obiekt zgodny z aktualnymi przepisami prawa, zoptymalizowany pod kątem kosztów i gotowy do użytkowania w rekordowo krótkim czasie.

Nowa faza rozgrywki o zarząd NBP

W naturalny sposób uwaga obserwatorów skupia się aktualnie na obniżce stóp przez RPP, ale też na nowym zaangażowaniu prezesa NBP w kwestie obronności. To ostatnie może mieć wymierne przełożenie także na sytuację kadrową, a co za tym idzie formalno-prawną w zarządzie banku centralnego. Dlatego konsekwencje wystąpień prof. Glapińskiego z ostatnich dni mogą być większe, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Złote występy

Konferencja prezesa NBP dostarczyła wczoraj całkiem sporo wrażeń, nawiązując tym samym do najlepszych występów prof. Adam Glapińskiego. Jednak na temat tego wydarzenia, samej decyzji RPP (obniżka stóp o 25 pb) oraz wciąż nie do końca jasnej propozycji finansowania polskich zbrojeń z udziałem NBP napisano już wiele. Dlatego proponuję przyjrzeć się (na razie raczej pomijanemu w publicznym dyskursie) aspektowi, na który nowe polityczne zaangażowanie (trudno to inaczej określić) szefa banku centralnego może mieć bezpośredni wpływ.

Bez prawej ręki?

Już za dwa dni kończy się 6-letnia kadencja Pierwszego Zastępcy Prezesa NBP Marty Kightley. Powiedzieć, że to prawa ręka prof. Glapińskiego, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Tajemnicą poliszynela jest, że zasadniczo to wiceprezeska Kigthley zajmuje się bieżącym zarządzaniem pracami banku, a jej szef pełni bardziej rolę porównywalną do przewodniczącego Rady Nadzorczej. Dlatego dla wszystkich było jasne, że szef NBP będzie chciał powołać swoją zastępczynię na drugą kadencję. Odpowiedni dokument wpłynął w ostatnich dniach do Kancelarii Prezydenta, ponieważ to właśnie prezydent powołuje na stanowiska w zarządzie NBP na wniosek prezesa banku centralnego. Właśnie w tym miejscu zaczynają się schody dla Glapińskiego. Ponieważ, o ile to prezydent powołuje, o tyle niezbędna w tym procesie jest kontrasygnata premiera. A w tym przypadku szef rządu nie jest zobowiązany żadnymi terminami i tak naprawdę nikt nie może go zmusić do złożenia takiego podpisu. W takim wypadku w zarządzie NBP pojawi się po prostu wakat.

NBP bez zarządu?

Jeszcze sam jeden wakat może nie będzie tak dużym problemem (chociaż akurat brak Marty Kightley nie będzie łatwy do uzupełnienia, tym bardziej że z powodu wewnętrznych konfliktów Adam Glapiński odebrał nadzór nad departamentami aż czterem członkom zarządu NBP), ale dalej robi się już niebezpiecznie. Jeszcze w marcu wygasa kadencja kolejnego członka zarządu, Piotra Pogonowskiego, a w listopadzie następnego, czyli Adama Lipińskiego. Jeśli do tego czasu premier Donald Tusk nie złoży kontrasygnaty chociaż pod jednym wnioskiem o powołanie nowego przedstawiciela do zarządu, to tenże straci formalno-prawne podstawy do dalszej działalności (ustawa o NBP jasno mówi, że w skład zarządu wchodzi Prezes oraz 6-8 członków). Chociaż w Polsce przyzwyczailiśmy się już trochę, że kluczowe organy aktualnie niekoniecznie działają (np. Trybunał Konstytucyjny), to paraliż banku centralnego może mieć trudne do wyobrażenia konsekwencje, ponieważ fundamentalnie podważałby zaufanie świata finansów do naszego kraju.

Porozumienie do kosza?

Według medialnych doniesień wszystkie strony zdawały sobie sprawę z ryzyk związanych z brakiem porozumienia i w ostatnich miesiącach były prowadzone całkiem owocne negocjacje (zresztą ocieplenie stosunków na linii NBP – Ministerstwo Finansów było wyraźnie widoczne). Ich efektem miała być najpierw zgoda na powtórne powołanie Marty Kightley (jako przedstawicielki szefa banku), następnie swojego człowieka miał wskazać premier, a ostatni jesienny wakat zapełniłaby osoba desygnowana przez prezydenta. Dlatego tak istotne w tym kontekście było środowe wspólne wystąpienie Glapińskiego i Nawrockiego, które wybrzmiało jak rękawica rzucona rządowi w sprawie programu SAFE. Ta jedna decyzja polityczna mogła przekreślić rozmowy, prowadzone starannie i w cieniu, których rezultatem miało być utrzymanie stabilności Narodowego Banku Polskiego. Oczywiście wszyscy mają wciąż czas na osiągnięcie porozumienia, ale ponowne wyraźne ustawianie się szefa NBP po jednej stronie sporu politycznego może mocno utrudnić szybkie osiągnięcie kompromisu. Z pewnością będziemy się przyglądać dalszemu rozwojowi tej sytuacji.

Piątkowa gra pod weekend

W piątek przed południem na rynkach powoli widać przygotowania inwestorów do weekendowej przerwy w notowaniach. Skupiają się one głównie na ograniczeniu ekspozycji na ryzyko w związku z trwająca wojną na Bliskim Wschodzie. Do drastycznych zwyżek wróciła ropa naftowa, ale w trakcie piątkowej sesji dwa razy szybciej od londyńskiej Brent rośnie wycena amerykańskiej odmiany WTI. Można to uznać za ciekawy efekt zapowiedzi rządu USA o interwencji na rynku kontraktów terminowych surowca, która miałby powstrzymać dalsze mocne wzrosty. Niemniej perspektywa 100 USD za baryłkę zdaje się coraz bliższa. Azjatyckie parkiety nie dały dziś jednoznacznych sygnałów, pod presją znalazł się Mumbaj czy Sydney, ale dobrze albo świetnie poradziły sobie Tokio i Hongkong. Europejski handel zaczął się pozytywnie, ale im dalej w sesję, tym gorzej i w południe dominuje już kolor czerwony. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa – WIG20 oddaje blisko 0,8%. Na rynku walutowym klasyczny przepływ risk off w kierunku dolara. Kurs EUR/USD testuje obszar wokół 1,158 USD, którego przełamanie otworzy ścieżkę do jesiennych dołków poniżej 1,15 USD. Taki układ szerokiego rynku oznacza klasyczną presję na złotego. Kurs dolara znowu próbuje wyjść powyżej 3,70 zł, kurs euro sięga 4,28 zł, a kurs franka zbliża się do 4,73 zł.

Kobiety nadają rytm branży zdrowia i urody. Startuje kampania #WomenWhoInspireLMPAY

Kampania #WomenWhoInspireLMPAY wyróżnia kobiety w health, beauty i wellbeing w całej Polsce.

W branżach health, beauty i wellbeing kobiety odgrywają kluczową rolę i nadają rytm każdemu z tych sektorów – codziennie inspirują rozwój, wyznaczają standardy i wnoszą energię do tych pełnych pasji i troski o zdrowie i samopoczucie obszarów.

Dane pokazują, jak dynamicznie rozwijają się te branże oraz jak duży wpływ na ich codzienne funkcjonowanie mają kobiety.

Na koniec 2024 r. w Polsce działało:
• ponad 132 000 salonów fryzjerskich, kosmetycznych i stylizacji paznokci oraz około 10 000 gabinetów SPA – 94,1% osób zatrudnionych stanowią kobiety,
• ponad 200 000 placówek ochrony zdrowia i usług opiekuńczych – około 82% personelu to kobiety.

Źródła: BeautyRazem.pl, Raport Dun & Bradstreet, GUS

Kobiety inspirują i kształtują branżę

„Kiedy w 2010 roku zakładałem firmę, poznałem wiele niesamowitych kobiet – profesjonalistek i przedsiębiorczyń w sektorach zdrowia i urody. Ich pasja, energia i profesjonalizm były dla mnie inspiracją. Od tamtej pory naszą misją jest wspierać firmy w tych sektorach i tworzyć rozwiązania, które pomagają kobietom oraz całej branży rozwijać się jeszcze szybciej” – mówi Jakub Czarzasty, założyciel i CEO LM PAY S.A.

Relacje, spotkania i wspólna energia

LM PAY S.A. od lat opiera swój biznes na relacjach i zaufaniu. „Codziennie obserwuję, jak kobiety w sektorach health, beauty i wellbeing dzielą się doświadczeniem i wspierają nawzajem. Wśród osób, które znam – zarówno w zespole, jak i wśród naszych partnerów – widzę tę samą energię: kobiety kobietom, w relacjach pełnych pasji, kreatywności i wzajemnego wsparcia. Choć znam świetnych mężczyzn, którzy czują się dobrze w tych sfeminizowanych branżach – to statystyki jednoznacznie pokazują, że kobiety nadają rytm pracy, inspirują codzienne działania i kształtują każdy z tych sektorów” – podkreśla Olga Gójska, Członek Zarządu, Dyrektor Sprzedaży i Obsługi Klienta LM Pay S.A.

Kobieca kampania w branży zdominowanej przez kobiety

„W marcu 2026 chcemy zaprosić całą branżę do doceniania kobiet, które zawodowo troszczą się o zdrowie i urodę. W ramach kampanii #WomenWhoInspireLMPAY chcemy zjednoczyć i wyróżnić wszystkie kobiety związane z health&beauty i powiedzieć „Dziękujemy!” To dla nas ważne, aby dzielić się doświadczeniem, wspierać rozwój kompetencji i inicjatywy kobiet.” – dodaje ekspertka

#WomenWhoInspireLMPAY to nie tylko kampania – to zaproszenie do obserwowania, dzielenia się doświadczeniem i inspirowania się nawzajem.

O LM PAY S.A.

LM PAY S.A. to polski fintech specjalizujący się w płatnościach odroczonych i ratalnych dla sektora zdrowia i urody. Firma działa od 2010 roku i współpracuje z tysiącami klinik, gabinetów i salonów w całej Polsce. Jej flagowe marki – MediRaty i MediPay CARE NOW PAY LATER – umożliwiają klientom finansowanie prywatnych usług medycznych i estetycznych. Z rozwiązań LM PAY korzysta rocznie ponad 50 000 pacjentów. Spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Düsseldorfie.

Więcej informacji: www.lmpay.pl

Nowa kampania cyberszpiegowska z Chin. Ataki dotknęły również Polskę

Chińscy hakerzy, najprawdopodobniej powiązani z grupą APT41, prowadzą kampanię cyberszpiegowską wycelowaną w ministerstwa oraz instytucje publiczne w Azji oraz kilku krajach europejskich, w tym w Polsce – ostrzega Check Point Research. To nie kolejny malware, a model włamania, który ma symulować korzystanie z popularnych usług chmurowych.

Powiązana z Chinami operacja jest aktywna co najmniej od połowy 2024 r. i uderza głównie w administrację oraz sektor publiczny w Azji Południowo-Wschodniej, ale odnotowano też ofiary w Europie, o podnosi ryzyko dla instytucji m.in. w Polsce, na Węgrzech i we Włoszech.

Jak wynika z analiz Check Point Research, operatorzy łączą dwa wektory wejścia: wykorzystanie podatności w serwerach oraz phishing (m.in. odnotowano kampanię podszywającą się pod oficjalną korespondencję, kierowaną do instytucji rządowych w Uzbekistanie). Po uzyskaniu dostępu utrzymują obecność poprzez podszywanie się pod legalne usługi Windows, a do sterowania używają autorskiego backdoora GearDoor, który wymienia polecenia i wyniki przez pliki w Google Drive (foldery per zainfekowana maszyna, pliki udające np. grafiki czy archiwa).

Silver Dragon odzwierciedla obecny trend w nowoczesnym cyberszpiegostwie – napastnicy wykorzystują różne wektory początkowego dostępu, ukrywają się w zaufanych usługach Windows oraz na powszechnie używanych platformach, takich jak Google Drive – podkreśla Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w Check Point Software.

W zestawie narzędzi pojawiają się też komponenty do obserwacji użytkownika (np. mechanizm zrzutów ekranu „tylko gdy coś się zmienia”) oraz Cobalt Strike, często z komunikacją maskowaną. Cobalt Strike to komercyjny zestaw narzędzi do testów bezpieczeństwa (tzw. red teaming), używany przez specjalistów do symulowania ataków w firmach. Jednocześnie z narzędzi korzystają coraz częściej cyberprzestępcy i grupy APT, bo świetnie nadaje się do „prowadzenia” włamania po wejściu do sieci.

Badanie pokazuje, że bezpieczeństwo nie może już traktować ruchu chmurowego i kluczowych komponentów systemu operacyjnego jako z natury bezpiecznych. Aby utrzymać ochronę, organizacje — zwłaszcza instytucje rządowe — muszą priorytetowo wdrażać szybkie łatanie wystawionych na internet serwerów, wzmacniać zabezpieczenia poczty oraz prowadzić ciągły monitoring zmian na poziomie usług i „sankcjonowanej” aktywności w chmurze – dodaje ekspert Check Pointa.

Udostępnione analizy wskazują, że celem operacji było długotrwałe pozyskiwanie informacji, w tym obserwacja aktywności użytkowników oraz potencjalny dostęp do plików i danych w środowisku organizacji. Silver Dragon podkreśla szerszy, strategiczny trend w zaawansowanych operacjach cyberszpiegowskich. Zamiast opierać się wyłącznie na własnej, „szytej na miarę” infrastrukturze, cyberszpiedzy coraz częściej zaszywają się w legalnych systemach przedsiębiorstw oraz zaufanych usługach chmurowych. To ogranicza widoczność dla tradycyjnych zabezpieczeń brzegowych i wydłuża czas niejawnej obecności atakujących w sieciach ofiar.

Wnioski po konferencji prezesa NBP: narracja ostrożniejsza, ścieżka dalszych obniżek mniej pewna

Dzisiejsza konferencja prasowa po wczorajszej decyzji NBP w sprawie stóp procentowych nie przyniosła wielu niespodzianek. W związku z tym rynkowe wyceny stóp procentowych oraz kurs złotego niemal nie uległy zmianie.

Prezes Glapiński uzasadnił wczorajsze cięcie stóp procentowych, podkreślając szereg wspierających je czynników, w tym słabszy wzrost płac (dynamika spadła do ok. 6%) oraz dane sugerujące, że gospodarce nie grozi przegrzanie.

Chociaż eskalacja na Bliskim Wschodzie nie wpłynęła na środową decyzję, zwiększa ona niepewności co do perspektyw. W tym kontekście prezes położył większy nacisk na utrzymanie otwartych opcji i unikanie precyzyjnego sygnalizowania rynkom co może się zdarzyć – choć zasugerował jednocześnie, że perspektywy cięć pogorszyły się. Jednocześnie niejako bagatelizował potencjalny wpływ sytuacji na Bliskim Wschodzie inflację.

W przeciwieństwie do niektórych obserwatorów rynku nie uważamy, że istnieje istotne ryzyko, iż cięcie (ku któremu się skłanialiśmy) okaże się błędem. Uważamy, że było ono uzasadnione otoczeniem gospodarczym charakteryzującym się stłumioną presją cenową i zachęcającymi perspektywami inflacyjnymi. Sądzimy, że ten szok podażowy – choć wymaga monitorowania – nie powinien mieć zbyt dużego wpływu na politykę banku, choć oczywiście wszystko zależy od jego skali i skutków dla szerszej presji cenowej.

Nadal uważamy, że stopy procentowe prawdopodobnie spadną dalej do 3,5%, choć Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się i oczekujemy, że na razie wstrzyma się z dostosowaniami stóp.

RPP obniża stopy, a rynek czeka na odpowiedzi w sprawie finansowania SAFE

Rada Polityki Pieniężnej, mimo przeciwności geopolitycznych, zdecydowała się obniżyć stopy procentowe o 25 pkt bazowych. Przed nami konferencja prasowa profesora Glapińskiego. Czy padną na niej pytania o alternatywny plan dla SAFE? Wyższe poziomy inflacji w strefie euro zmieniają sytuację. Czy dalszy wzrost cen energii może sprawić, że EBC wyjdzie ze strefy komfortu?

Tniemy mimo wszystko

Wczorajsza decyzja RPP z pewnością była zaskoczeniem dla wielu analityków. Obniżka stóp procentowych, przy olbrzymich zawirowaniach geopolitycznych na Bliskim Wschodzie i możliwych wzrostach cen energii, mogła zdziwić. Wygląda jednak na to, że decydenci skupili się przede wszystkim na najnowszych projekcjach makro, które zostały przygotowane na bazie własnych modeli. Patrząc na dwucyfrowe wzrosty cen ropy naftowej czy gazu ziemnego, nieco szokująco brzmi opis modelu inflacyjnego wskazujący, że „przewiduje się niższą dynamikę cen w 2026 roku” (ma ona się znaleźć w przedziale 1,6 do 2,9%). Istotne jest to, że listopadowa projekcja wskazywała na poziomy 1,9 do 4%. Zmienność na krajowej walucie pozostaje duża, szczególnie na USD/PLN – kurs dość szybko na początku tygodnia wzrósł o 10 groszy do poziomu 3,7250, by w kolejnym dniu zejść do okolic 3,65. Dzisiaj, wraz ze spadkami na EUR/USD, kurs znów rośnie i zbliżył się do 3,70.

Wyjaśnienie decyzji RPP

Kulisy wczorajszej decyzji postara się wyjaśnić prezes RPP na dzisiejszej konferencji prasowej. Utrzymywanie się wyższych cen ropy naftowej i gazu ziemnego powinno wpłynąć na to, że inflacja wróci do górnego zakresu akceptowanych wahań przez naszych decydentów. W końcu mówimy o możliwym braku blisko 20% podaży surowca na rynku. Rynki będą bacznie wsłuchiwać się w każde słowo, szukając sygnałów mówiących o tym, czy jesteśmy blisko końca obniżek stóp procentowych. Jeśli takie sugestie padną, mogą korzystnie wpłynąć na krajową walutę. Nie powinno też zabraknąć pytań o wczorajszą konferencję profesora Glapińskiego z prezydentem Nawrockim i prezentację alternatywnego planu dla unijnego programu SAFE. Bank centralny nie może finansować rządu, nie ma też mowy o tym by zysk NBP wspierał rząd, bo po prostu w ostatnich latach, w związku z sytuacją na rynku FX i mocniejszym złotym, go nie ma. Na celowniku pojawił się więc temat rezerw złota i zysk ze wzrostu ich wartości. Jak to miałoby w praktyce działać, nadal nie wiemy. Być może podczas dzisiejszej konferencji poznamy więcej szczegółów.

Inflacja w strefie euro

W związku z ostatnimi wydarzeniami na rynkach i sporą dynamiką wzrostową cen surowców powraca temat inflacji w strefie euro. W tym tygodniu odczyty pokazały wzrost CPI za luty do poziomu 1,9% (z 1,7% publikowanych za miesiąc styczeń). Również inflacja bazowa wzrosła do poziomu 2,4%. Trzeba też tutaj dodać, że za zejście dynamiki cen poniżej celu na poziomie 2% odpowiadały właśnie spadające ceny energii, zarówno ropy naftowej, jak i gazu. Teraz sytuacja się odwraca, co może spowodować, że EBC będzie musiał wyjść ze swojej strefy komfortu. W 2022 decydenci polityki monetarnej ze strefy euro reagowali zdecydowanie za późno, co przyczyniło się do zahamowania wzrostu gospodarczego. Trzeba pamiętać, że zmiany stóp procentowych mają odzwierciedlenie w realnej gospodarce często dopiero po pół roku, a czasami nawet później. Tymczasem rosnące ceny paliw na stacjach uderzają w konsumenta niemalże z dnia na dzień. Kolejne zlekceważenie szoku energetycznego może więc mieć niebagatelne skutki w gospodarce. Sytuacja oczywiście nie jest tożsama z rokiem 2022. Konflikt, który trwa raptem kilka dni, może ciągle zostać rozwiązany na drodze dyplomatycznej, a wtedy ceny surowców wrócą na wcześniejsze poziomy. Niemniej jednak EBC musi trzymać rękę na pulsie.

Jawność cen mieszkań stała się faktem. Problem w tym, że działa różnie w każdym powiecie

Jawność cen transakcyjnych nieruchomości miała stanowić przełom w dostępie do wiedzy o rynku mieszkaniowym, polegający na uporządkowaniu jej i wyrównaniu dostępu do informacji. Zniesienie opłat oraz zapowiedź upowszechnienia publikowania danych rozbudziły oczekiwania kupujących, sprzedających i agentów. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej złożona: zamiast jednego, spójnego systemu pojawiła się mozaika lokalnych rozwiązań. Transparentność stała się faktem, ale jej praktyczny wymiar zależy obecnie od obszaru geograficznego oraz umiejętności interpretowania danych.

Nowelizacja przepisów wprowadzająca jawność cen transakcyjnych nieruchomości zniosła opłaty za udostępnianie danych z Rejestru Cen Nieruchomości (RCN), co formalnie otworzyło go dla wszystkich zainteresowanych. W debacie publicznej dominowało przekonanie, że oto kończy się era asymetrii informacyjnej. W praktyce jednak szybko okazało się, że sama zmiana przepisów nie oznacza automatycznie jednolitego standardu działania.

Rejestr Cen Nieruchomości nadal prowadzony jest przez starostów oraz prezydentów miast na prawach powiatu. To na poziomie lokalnym rozstrzyga się obecnie, w jaki sposób dane są publikowane i jak łatwo można z nich skorzystać.

Na poziomie centralnym funkcjonuje krajowy geoportal, prezentowany jako rozwiązanie obejmujące zdecydowaną większość powiatów – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Skala pokrycia robi wrażenie – mapa kraju wypełniona jest punktami transakcji, można tam również znaleźć szczegółowe dane dotyczące metrażu mieszkań i liczby pomieszczeń czy też kondygnacji, na której są ulokowane.  

Zdaniem eksperta SonarHome.pl, platformy umożliwiającej wycenę mieszkania i znalezienie agenta, to właśnie Geoportal ma szansę w praktyce zostać podstawowym źródłem informacji o danych transakcyjnych.

Cztery modele udostępniania danych

Na poziomie lokalnym część samorządów uruchomiła rozbudowane portale mapowe dostępne bez logowania, prezentujące szeroki zestaw atrybutów transakcji. Użytkownik może tam sprawdzić metraż, piętro, rodzaj rynku czy formę prawa do lokalu. W niektórych portalach publikowane są bardzo szczegółowe dane, w tym numery lokali, co budzi kontrowersje wśród mieszkańców, przyczynia się do stawiania pytań o granice jawności i rodzi dyskusję o prywatności. To napięcie pokazuje, że dostęp do informacji nie stanowi wyłącznie kwestii technicznej, lecz również pełni rolę społeczną i polityczną.

Obok portali w pełni otwartych funkcjonują – jako drugi stosowany model – rozwiązania pośrednie. Niektóre samorządy udostępniają dane częściowo, wymagając logowania lub ograniczając zakres widocznych informacji.

Inne publikują hurtowo pliki w formatach GML lub poprzez usługi WFS, przenosząc ciężar analizy na użytkownika. To jest trzeci model udostępniania danych. Formalnie obowiązek jest spełniony, lecz praktyczna użyteczność takiego repozytorium informacji zależy od kompetencji odbiorcy.

Czwartym modelem pozostaje klasyczna procedura wnioskowa. Opłaty nie są już pobierane, jednak konieczność składania formalnych wniosków i oczekiwania na odpowiedź wydłuża proces pozyskiwania informacji. W zależności od sprawności urzędu może to trwać dni, a nawet tygodnie. Tym samym tempo i komfort dostępu do danych stają się kolejnym czynnikiem różnicującym lokalne rynki.

Co realnie zmienia się dla kupujących i sprzedających?

W tym zróżnicowanym krajobrazie kluczowe pytanie brzmi: co realnie zmienia się dla uczestników rynku? Dla kupujących pojawia się możliwość skonfrontowania ceny ofertowej z cenami rzeczywistych transakcji w najbliższym otoczeniu. To potencjalnie silne narzędzie negocjacyjne, pozwalające oddzielić marketingowe oczekiwania od faktów. Jednak skuteczność tej konfrontacji zależy od jakości, kompletności i aktualności danych.

Ceny transakcyjne same w sobie nie opisują jednak standardu mieszkania ani kontekstu sprzedaży. Nie wiadomo, czy lokal był wykończony w wysokim standardzie, czy wymagał generalnego remontu ani czy sprzedaż odbywała się pod presją czasu. Nie widać też, czy transakcja była elementem większego pakietu inwestycyjnego. Bez tej wiedzy porównania mogą prowadzić do uproszczeń – zauważa Anton Bubiel.

Istotna jest także data transakcji oraz faza cyklu rynkowego. Rynek w okresie boomu, napędzanego łatwym kredytem lub programami wsparcia, funkcjonuje inaczej niż w fazie ochłodzenia. Porównywanie cen bez korekty czasowej prowadzi do efektu zakotwiczenia w historycznych szczytach. Transparentność nie eliminuje błędów poznawczych – może jedynie dostarczyć surowca do bardziej świadomej analizy.

Dla sprzedających jawność cen oznacza ograniczenie przestrzeni do arbitralnego ustalania zawyżonych oczekiwań. Dotąd częstą praktyką było bazowanie na cenach z ogłoszeń, które nie odzwierciedlały realnych transakcji. Teraz kupujący mogą szybciej zweryfikować te oczekiwania i użyć danych jako argumentu w negocjacjach.

Nie oznacza to jednak automatycznego spadku cen. W okresach ożywienia jawność może przyspieszyć wzrost oczekiwań, ponieważ sprzedający szybciej zobaczą, że w ich otoczeniu zawierane są droższe transakcje. Mechanizm transparentności działa więc symetrycznie – przyspiesza reagowanie rynku w obu kierunkach. Sam w sobie nie kształtuje poziomu cen, który nadal zależy od dostępności kredytu, podaży, dochodów i demografii.

Nowa rola agentów i analityki danych

Na nowej sytuacji zyskują podmioty potrafiące agregować i interpretować dane. Surowe rejestry stają się podstawą do budowy serwisów analitycznych, które łączą ceny transakcyjne z historią ofert, korektami czasowymi i atrybutami jakościowymi. Dane stają się punktem wyjścia, a nie gotową odpowiedzią. Zmienia się również rola agenta, gdyż dostęp do „tajnych” informacji przestaje być fundamentem przewagi konkurencyjnej i elementem narracji sprzedażowej.

Największe znaczenie na rynku zaczynają mieć podmioty o wysokich kompetencjach interpretacyjnych, które potrafią skutecznie filtrować dane, uwzględniać kontekst oraz prowadzić klienta przez złożony proces transakcyjny. Agent staje się bardziej analitykiem i menedżerem procesu niż wyłącznym dysponentem wiedzy – podsumowuje Anton Bubiel.

W długim okresie rynek powinien stać się bardziej spójny informacyjnie i szybciej reagować na zmiany koniunktury. Transparentność nie zastąpi jednak profesjonalnej analizy, doświadczenia ani sprawnego przeprowadzania transakcji. Może skrócić dystans między oczekiwaniami a rzeczywistością, ale ostatecznie to nie sama jawność, lecz sposób korzystania z niej zdecyduje o tym, jak głęboko zmieni ona mechanikę rynku mieszkaniowego.

Marcin Szyguła powołany na stanowisko wiceprezesa WITTCHEN SA

Rada Nadzorcza WITTCHEN SA powołała Marcina Szygułę do Zarządu Spółki, powierzając mu funkcję wiceprezesa. Będzie on nadzorować pion finansów i administracji, e-commerce, logistykę, IT, kwestie prawne oraz HR. Nadal będzie też odpowiadać za relacje inwestorskie Spółki. Prezes Jędrzej Wittchen pozostaje odpowiedzialny za realizację strategii, rozwój produktów oraz sprzedaż w kanale stacjonarnym.

– Dziękuję Radzie Nadzorczej WITTCHEN oraz Jędrzejowi Wittchenowi za zaufanie. Przed nami zadanie dalszego wzmacniania pozycji Grupy WITTCHEN na wymagającym rynku. Nasze plany obejmują m.in. modernizację i rozbudowę centrum logistycznego oraz nowe, strategiczne podejście do wykorzystania narzędzi cyfrowych i sztucznej inteligencji we wspieraniu sprzedaży. W pracy koncentruję się na usprawnianiu istniejących struktur i konsekwentnej realizacji celów biznesowych. Do tej roli zostałem powołany i dołożę wszelkich starań, aby osiągnąć zamierzone efekty w interesie wszystkich akcjonariuszy Spółki – mówi Marcin Szyguła, nowo powołany wiceprezes WITTCHEN.

Marcin Szyguła to menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorze sprzedaży detalicznej i e-commerce, w tym w spółkach notowanych na GPW. Specjalizuje się w zarządzaniu finansami, podatkami oraz obszarami wsparcia biznesu. Z Grupą WITTCHEN związany jest od września 2025 r., a od początku października pełni funkcję dyrektora finansowego (CFO) oraz odpowiada ze relacje inwestorskie Spółki.

Pod jego kierownictwem Grupa zainicjowała zmiany w strukturze asortymentu oferowanego przez WITTCHEN, zoptymalizowała współpracę z globalnymi markteplace’ami oraz przeprowadziła refinansowanie zadłużenia. W najbliższym czasie do jego kluczowych zadań będzie należeć realizacja planu inwestycyjnego, w tym rozbudowa centrum logistycznego w Palmirach, a także zaplanowanie i przeprowadzenie strategicznej transformacji cyfrowej Grupy WITTCHEN. Jej celem jest lepsze dopasowanie Spółki do obecnych i przyszłych realiów rynkowych.

Zanim dołączył do Grupy WITTCHEN był wiceprezesem zarządu ds. finansowych Gino Rossi S.A., gdzie odpowiadał za finanse spółki, nadzór nad działem prawnym oraz rozwój sprzedaży internetowej. W Grupie CCC pełnił funkcję szefa podatków, kształtując politykę podatkową w Polsce i za granicą, posiada tytuł doradcy podatkowego. Był również prezesem zarządu Shoe Express S.A. w Rumunii, gdzie rozwijał sieć detaliczną w ramach Grupy CCC. Pełnił także funkcję wiceprezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Ostatnio był związany z grupą kapitałową MKK3 – firmą inwestycyjną założoną przez twórcę eobuwie.pl – gdzie zarządzał portfelem spółek z branż retail, IT oraz stoczniowej.

Prywatnie pasjonuje się sportami walki, bieganiem i podróżami.

Geopolityka znów testuje rynek nieruchomości. Nowoczesne budynki z premią

Napięcia w regionie Zatoki Perskiej ponownie wywołują niepokój na rynkach surowców energetycznych. Rosnące ceny gazu są naturalną reakcją na ryzyko zakłóceń dostaw z Bliskiego Wschodu, w tym z Kataru – jednego z kluczowych eksporterów LNG. Dla właścicieli nieruchomości komercyjnych w Polsce to ważny sygnał ostrzegawczy, jednak rynek reaguje relatywnie spokojnie. Warto jednak podkreślić, że choć sezon grzewczy dobiega końca, co naturalnie obniża bieżące zużycie, sytuacja geopolityczna przypomina o konieczności stałego monitorowania kosztów mediów.

Doświadczenie zamiast nerwowych ruchów

Obecnie właściciele nieruchomości dysponują większym doświadczeniem w zarządzaniu kryzysowym oraz wypracowanymi procedurami zakupowymi. Rynek niejako przyzwyczaił się, że po gwałtownych wzrostach cen często następuje faza korekty i stabilizacji, czego dowodem był zeszłoroczny epizod tzw. „wojny 12-dniowej”.

Każdy obserwuje sytuację z dużą uwagą, ale nikt nie wykonuje nerwowych ruchów. Rynek przeszedł już testy odporności, m.in. podczas ubiegłorocznej, 12-dniowej eskalacji na Bliskim Wschodzie, kiedy ceny wystrzeliły, aby po chwili wrócić do stabilności. Na razie dane z rynku hurtowego pokazują, że kontrakt roczny z dostawą na 2027 rok w Polsce podrożał w ciągu dwóch dni o 16%. To stosunkowo niewiele, gdy zestawimy to ze zmianą wskaźnika TTF (Title Transfer Facility) w Holandii, który pełni rolę europejskiego benchmarku cen gazu i w tym samym czasie wzrósł o około 80%. Presja cenowa jest widoczna na kontraktach krótkoterminowych na rok 2026. Jednak na rynku komercyjnym standardem jest kontraktowanie energii z wyprzedzeniem – najczęściej na rok lub dwa lata. Dzięki temu większość właścicieli ma dziś zabezpieczone budżety operacyjne, a ewentualne skutki wzrostów cen są w dużej mierze odsunięte w czasie. Sprzyja nam również kalendarz, bo końcówka sezonu grzewczego oznacza mniejsze zużycie gazu. To daje przestrzeń na chłodną analizę i planowanie kolejnych zakupów energii, komentuje Zuzanna Paciorkiewicz, Head of Asset Services CEE w Cushman & Wakefield.

Gaz pozostaje barometrem ryzyka

Choć obecna sytuacja nie wywołuje paniki, rynek uważnie monitoruje poziom europejskich zapasów gazu oraz tempo ich odbudowy przed kolejną zimą. W przypadku przedłużającej się destabilizacji, presja kosztowa może powrócić wraz z nowym sezonem grzewczym. Scenariusz średnioterminowy będzie zależał od kilku czynników: rozwoju sytuacji geopolitycznej, zdolności do dywersyfikacji dostaw oraz reakcji rynków finansowych.
Obecna sytuacja ponownie uwypukla znaczenie efektywności energetycznej. Budynki, które w ostatnich latach zainwestowały w energię odnawialną, nowoczesne systemy zarządzania (BMS) oraz optymalizację zużycia mediów, realnie ograniczają dziś swoją ekspozycję na wahania cen energii. Efektywność energetyczna przestała być wyłącznie elementem strategii ESG. Dziś to twarde narzędzie zarządzania ryzykiem kosztowym. Właściciele, którzy postawili na zielone rozwiązania, widzą wyraźną różnicę w stabilności swoich budżetów operacyjnych, dodaje Zuzanna Paciorkiewicz.

Rosnące wymagania regulacyjne oraz oczekiwania najemców dodatkowo wzmacniają premię dla nowoczesnych, energooszczędnych budynków.

Zmienne oprocentowanie „hipotek” coraz popularniejsze. Obniżka stóp NBP może przyspieszyć trend

Wiosenna obniżka stóp NBP stała się faktem. Może ona przyspieszyć ważny trend. Mianowicie, rośnie popularność „hipotek” ze zmiennym oprocentowaniem.

Mimo zwiększonego ryzyka geopolitycznego, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwsze w tym roku cięcie stóp procentowych (o 0,25 p.p. – mniejsze od niektórych oczekiwań). Ta zmiana może przyspieszyć ważny trend na rynku kredytowym. Otóż, rośnie znaczenie nowych kredytów mieszkaniowych ze zmiennym oprocentowaniem. Potwierdzają to dane z najnowszego raportu AMRON SARFiN. Zgodnie z nimi, już w IV kw. 2025 r. udział kredytów mieszkaniowych o zmiennym oprocentowaniu wzrósł z 24,3% do 35,2% liczby nowych umów. Jednak wzrost udziału zmiennoprocentowych „hipotek” w wartości nowych umów był o wiele mniejszy. Sytuacji przyglądają się eksperci portalu RynekPierwotny.pl – na podstawie ciekawych danych z lutego.  

Banki kuszą klientów zmiennymi stawkami kredytów

Poniższy wykres przygotowany dzięki współpracy RM Kredyty Hipoteczne i BIG DATA RynekPierwotny.pl informuje, jak wyglądały zmiany oprocentowania nowych kredytów mieszkaniowych. Chodzi o kształtowanie się mediany oprocentowania „hipotek” z oferty dziewięciu wiodących banków. W lutym 2026 r. taka mediana dla propozycji z oprocentowaniem zmiennym (5,79%) i stałym (5,75%) była bardzo zbliżona, co oznaczało powtórzenie sytuacji ze stycznia.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl miesiąc temu zaznaczali jednak, że biorąc pod uwagę najtańszą, a nie przeciętną bankową ofertę ze stycznia, wygrywała już stawka zmienna (5,62% vs 5,73%). Luty przyniósł zwiększenie różnicy pomiędzy najbardziej atrakcyjną stawką zmienną (5,40%) i stawką stałą (5,64%). Sygnały z rynku potwierdzają, że kredyty mieszkaniowe ze zmiennym oprocentowaniem są dla konsumentów coraz bardziej atrakcyjne.

Stawka stała zachęca do zmiennej, czyli paradoks

Wspomniane wcześniej dane z nowego raportu AMRON SARFiN sugerują, iż na razie zmienna stawka jest chętniej wybierana w przypadku pożyczania mniejszych kwot na cele mieszkaniowe. Kredytobiorcy prawdopodobnie przyjmują bowiem, że przy niższym zadłużeniu, ewentualne wzrosty rat kredytowych będą mniej uciążliwe dla ich budżetu domowego. Obecnie zmienne oprocentowanie kredytów mogą preferować również osoby posiadające duży wkład własny oraz takie, które dysponują wysokimi dochodami względem pożyczanej kwoty i oczekują dalszych spadków stóp procentowych.

Niektóre osoby mogą też zakładać, że w razie ryzyka dużego wzrostu stóp procentowych NBP, po prostu zmienią oprocentowanie swojej „hipoteki” na okresowo stałe. Mamy zatem do czynienia z nieco paradoksalną sytuacją. Chodzi o to, że rynkowa obecność stałoprocentowych kredytów mieszkaniowych (wymagana przez KNF), może jednak zachęcać część klientów do pożyczania pieniędzy ze zmienną stawką. Rodzi się jednak pytanie na ile oczekiwania dotyczące obniżki stóp procentowych NBP i spadku zmiennego oprocentowania kredytów mieszkaniowych są uzasadnione w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Marcowa obniżka stóp procentowych – komentarz Głównego Ekonomisty portalu RynekPierwotny.pl.

– Decyzja Rady o obniżeniu stóp o kolejne 25 pb. była oczekiwana od grudnia, ale rynki dopuszczały nawet scenariusz obniżki o 50 pb. W obliczu skoku cen surowców energetycznych (surowej ropy i produktów naftowych, gazu ziemnego) w wyniku wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej, cała krzywa terminowa stopy procentowej uległa podniesieniu – wzrosły oprocentowania obligacji, spadły oczekiwania szybkich i mocnych cięć stóp procentowych. Oznacza to, że perspektywa dalszej poprawy warunków kredytowych może odsuwać się w czasie – zwłaszcza jeśli konflikt będzie stopniowo się zaogniał, a blokada Cieśniny Ormuz będzie utrzymywana – dodaje Jan Dziekoński, Główny Ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.Mediana oprocentowania kredytów mieszkaniowych z oferty 9 wiodących banków

Monika Constant ponownie na czele Związku Polskiego Leasingu

  • Rada ZPL jednogłośnie powołała Monikę Constant na drugą kadencję prezeski Związku Polskiego Leasingu
  • Nowa kadencja obejmie kolejne trzy lata
  • Monika Constant stoi na czele ZPL od początku 2023 r.

Rada Związku Polskiego Leasingu jednogłośnie powołała Monikę Constant na drugą, trzyletnią kadencję na stanowisku prezeski ZPL. Decyzja potwierdza zaufanie do dotychczasowego kierunku rozwoju organizacji oraz sposobu reprezentowania interesów branży leasingowej.

Monika Constant kieruje pracami ZPL od trzech lat. W tym czasie Związek wzmacniał pozycję leasingu jako jednego z kluczowych narzędzi finansowania inwestycji przedsiębiorstw, prowadził aktywny dialog regulacyjny z administracją publiczną oraz rozwijał swoją rolę ekspercką w debacie gospodarczej.

Decyzja Rady jest wyrazem uznania dla dotychczasowych działań Moniki Constant. ZPL stał się ważnym partnerem w dialogu z administracją publiczną, a działania podejmowane wewnątrz związku i w gronie jego członków – skutecznie wzmacniają potencjał organizacji. Kontynuacja tej strategii w kolejnej kadencji ma kluczowe znaczenie zarówno dla dalszego rozwoju organizacji jak i dla skutecznej komunikacji branży z otoczeniem – mówi Marcin Balicki, przewodniczący Rady ZPL oraz prezes Millennium Leasing.

Druga kadencja Moniki Constant obejmie lata 2026–2028.

Dziękuję Radzie za zaufanie i jednogłośne powołanie na kolejną kadencję. Leasing pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi finansowania rozwoju polskich firm. Przed nami dalsza praca nad stabilnym i przewidywalnym otoczeniem regulacyjnym oraz wspieraniem transformacji technologicznej i energetycznej przedsiębiorstw – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Przed objęciem funkcji w ZPL, w latach 2009–2023, Monika Constant była dyrektorką generalną Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP). W tym czasie organizacja stała się jedną z największych i najbardziej liczących się izb bilateralnych w Polsce, skupiającą ponad 400 firm z kapitałem polskim i francuskim. Z francuskim biznesem związana była przez 20 lat. W 2017 r. została odznaczona przez Ambasadora Francji w Polsce Narodowym Orderem Zasługi za wybitne osiągnięcia w umacnianiu polsko-francuskiego partnerstwa.

Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich (obecnie: Lingwistyka Stosowana) Uniwersytetu Warszawskiego oraz polsko-francuskich studiów z zakresu zarządzania gospodarką – Master de Management Economique Européen, prowadzonych przez HEC School of Management w Paryżu i SGH.

Związek Polskiego Leasingu to jedyna organizacja branżowa reprezentująca leasing w Polsce. Skupia ponad 90 proc. rynku leasingu w Polsce – 36 podmiotów, w tym 35 firm leasingowych oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w którym działa 19 podmiotów.

Branża leasingowa w Polsce pozostaje jednym z kluczowych źródeł finansowania inwestycji przedsiębiorstw. W 2025 roku firmy leasingowe sfinansowały inwestycje o łącznej wartości 119,5 mld zł, co oznacza wzrost rynku o 8,1 proc. rok do roku. ZPL szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową ponownie wzrośnie – do 129,7 mld zł. Leasing jest szczególnie ważny dla sektora MŚP, który odpowiada za ponad 70 proc. finansowanych inwestycji.

Polska należy także do europejskich liderów wykorzystania leasingu – 63 proc. małych i średnich firm wskazuje leasing jako jedno z kluczowych źródeł finansowania, co jest najwyższym wynikiem w Unii Europejskiej (badanie SAFE 2025).

Jen, ropa i Iran: co naprawdę zdecyduje o kolejnej podwyżce stóp w Japonii

W komunikacji płynącej z Banku Japonii widać konsekwentne podtrzymywanie scenariusza dalszej normalizacji polityki pieniężnej, choć krótkoterminowo bank pozostaje ostrożny. Najbliższe posiedzenie, kończące się 19 marca, jest przez rynek postrzegane jako mało prawdopodobny moment na podwyżkę stóp – wyceny z rynku OIS sugerują zaledwie około 5% szans na taki ruch. Jednocześnie „okno kwietniowe” pozostaje wyraźnie otwarte. Jeśli uwzględnić także posiedzenie w kwietniu, prawdopodobieństwo podwyżki rośnie do ok. 65%. Taki rozkład oczekiwań dobrze oddaje strategię BOJ, który sygnalizuje podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie, uzależniając tempo zmian od napływających danych i bilansu ryzyk.

W centrum uwagi banku znalazł się czynnik geopolityczny, który w klasyczny sposób może uderzyć w japońską gospodarkę przez kanał cen energii. BOJ analizuje wpływ napięć na Bliskim Wschodzie, w tym konfliktu z udziałem Iranu, na inflację i rynki finansowe, a kluczową niewiadomą pozostaje czas trwania eskalacji. Dla Japonii, będącej dużym importerem surowców energetycznych, trwały wzrost cen ropy działa jak podatek nakładany na konsumentów i firmy, osłabiając realne dochody i potencjalnie schładzając popyt. Z perspektywy banku centralnego równie istotny jest jednak inny efekt. Droższa energia podbija bieżącą inflację i – co ważniejsze – może w znaczący sposób wpłynąć na oczekiwania inflacyjne. To ryzyko jest dziś większe niż w przeszłości, ponieważ japońskie przedsiębiorstwa chętniej przerzucają wyższe koszty na klientów, co wzmacnia mechanizm przenoszenia szoków kosztowych na ceny finalne.

Ten kontekst ma szczególne znaczenie, bo Japonia ma za sobą okres inflacji utrzymującej się powyżej celu 2% przez cztery kolejne lata do 2025 r. W normalnych warunkach taki przebieg CPI wzmacniałby argumenty za kontynuacją podwyżek, ale BOJ musi równoważyć dwie przeciwne siły. Z jednej strony część czynników dezinflacyjnych – takich jak działania rządu czy wolniejszy wzrost cen żywności – może sprzyjać schodzeniu inflacji w stronę, a nawet poniżej 2%, co uzasadniałoby większą cierpliwość. Z drugiej strony, jeśli napięcia geopolityczne utrzymają ceny ropy na podwyższonych poziomach, inflacja może ponownie przyspieszyć, a wtedy presja na podwyżkę paradoksalnie rośnie, mimo że jednocześnie pogarszają się perspektywy wzrostu gospodarczego. W praktyce oznacza to, że ten sam szok – droższa ropa – może jednocześnie osłabiać aktywność i wzmacniać argumenty stricte inflacyjne, a BOJ będzie musiał rozstrzygnąć, który element mandatu i szeroko rozumianej stabilności makroekonomicznej w danym momencie przeważa.

Reakcja rynku pokazuje, jak wrażliwa jest wycena jena i japońskich aktywów na najmniejsze sygnały dotyczące ścieżki stóp. Po napływie informacji jen chwilowo się umocnił, a indeks Nikkei 225 mocno odbił po wcześniejszej wyprzedaży, wyznaczając intradayowe szczyty sięgające +4,3%. Jednocześnie kurs jena pozostaje blisko poziomu 160 za dolara, który wielu analityków postrzega jako strefę podwyższonego ryzyka interwencji walutowej, co dokłada kolejną warstwę niepewności. W scenariuszu utrzymywania się słabego jena rośnie importowana inflacja, co może wzmacniać argumenty za podwyżkami, ale równolegle zwiększa się wrażliwość rynku na potencjalne działania władz, które mogłyby próbować ograniczać nadmierną zmienność kursu.

BOJ nie chce „zamrażać” procesu normalizacji, ale też nie zamierza działać mechanicznie. Marzec pozostaje mało prawdopodobny, natomiast kwiecień jest realną opcją, o ile inflacja i oczekiwania inflacyjne nie zaczną wyraźnie słabnąć, a jednocześnie ryzyko z kanału ropy nie będzie na tyle silne, by wymusić przejście w tryb pełnej ostrożności. Dla inwestorów oznacza to środowisko podwyższonej zmienności na jenie i japońskich stopach, w którym kluczowe będą dwa punkty kontrolne: trajektoria cen ropy wynikająca z rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz reakcja krajowych firm i konsumentów na wzrost kosztów, czyli to, czy mechanizm przerzucania kosztów na ceny utrwali presję inflacyjną.

Rynek najmu zwrotnego z nowymi rekordami w 2025 r. 3,5 mld zł wartości i 30-proc. wzrost liczby transakcji rdr.

Rok 2025 był przełomowy dla polskiego najmu zwrotnego. Po raz pierwszy przekroczono 800 tys. m² aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji jest szacowana na poziomie ok. 3,5 mld złotych. Oznacza to kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024. Z kolei liczba transakcji wzrosła w ub.r. o ok. 25-30% rdr. Było to m.in. efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych oraz większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania i uwalniania zamrożonego kapitału. Do tego trzeba dodać, że wartość rekordowej w skali całej Europy Środkowo Wschodniej transakcji przekroczyła 250 mln EUR. Jednak, mimo dynamicznego rozwoju, rynek w Polsce w 2025 roku mierzył się z kilkoma istotnymi wyzwaniami, m.in. z brakiem jednolitych standardów kontraktowych.

Przełomowy rok

Rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku można ocenić jako przełomowy i transformacyjny, zarówno pod względem skali zawieranych transakcji, jak i ewolucji struktury portfeli nieruchomości oraz dynamiki inwestycyjnej. Widać było istotne zmiany w zainteresowaniu inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i prywatnych. To w konsekwencji wpłynęło na zwiększenie płynności i profesjonalizację rynku.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na rekordową liczbę i wartość transakcji. Po raz pierwszy w historii polskiego rynku najmu zwrotnego przekroczono 800 tys. m² aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji szacowana jest na poziomie ok. 3,5 mld złotych, co oznacza kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024 i wyraźnie pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania.

Szacuje się, że w ub.r. liczba transakcji wzrosła o ok. 25-30% w stosunku do 2024 roku. To było efektem zarówno rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych, jak i większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania. Głównym czynnikiem napędzającym rozwój rynku była popularyzacja najmu zwrotnego jako narzędzia umożliwiającego firmom uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach.

Sprzyjające warunki

W 2025 roku wyraźnie zwiększył się udział funduszy private equity i real estate, a także zagranicznych inwestorów instytucjonalnych działających w strukturach REIT (Real Estate Investment Trust), AIF (Alternative Investment Funds), a także RAIF (Reserved Alternative Investment Fund). Obecność tych podmiotów przyczyniła się do wzrostu profesjonalizacji transakcji, większej przejrzystości i konkurencyjności ofert na rynku. Świadomość rynku w zakresie najmu zwrotnego tak wzrosła, że mechanizm ten przestał być niszową formą finansowania. Stał się pełnoprawnym, rozpoznawalnym narzędziem, klasyfikowanym w politykach inwestycyjnych przedsiębiorców, analizowanym w procesach due diligence przez banki i traktowanym jako alternatywa dla kredytu czy emisji obligacji.

Rok 2025 przyniósł również znaczącą dywersyfikację klas aktywów objętych najmem zwrotnym. Mechanizm ten przestał być domeną jedynie rynku magazynowego i logistycznego. Wzrosło zainteresowanie obiektami handlowymi, takimi jak retail parki czy centra convenience oraz nieruchomościami przemysłowo-produkcyjnymi. Ta ewolucja świadczy o dojrzałości rynku i coraz szerszym zrozumieniu korzyści płynących z najmu zwrotnego jako narzędzia finansowania.

Patrząc na czynniki makroekonomiczne, wzrosty były napędzane też przez spadek inflacji. To pozwoliło firmom lepiej planować przepływy finansowe i zwiększyć apetyt na wykorzystanie aktywów nieruchomościowych do refinansowania działalności operacyjnej. Przedsiębiorstwa mogły rozważać dłuższe umowy najmu oparte na bardziej przewidywalnym koszcie pieniądza, a inwestorzy lepiej modelowali realne stopy zwrotu i wartość przyszłych przepływów. Najem zwrotny pomagał firmom uwalniać kapitał z nieruchomości bez konieczności zaciągania drogich zobowiązań kredytowych.

Gospodarka polska w 2025 roku nadal rozwijała się w umiarkowanym tempie, a popyt na powierzchnie magazynowe i handlowe utrzymywał się na relatywnie wysokim poziomie. To sprzyjało transakcjom sale and leaseback w segmentach o stabilnym popycie najemców – szczególnie tam, gdzie chcieli oni zabezpieczyć ciągłość operacyjną bez konieczności reinwestowania w aktywa nieruchomościowe.

Największe transakcje

W 2025 roku polski rynek najmu zwrotnego odnotował kilka wyjątkowo dużych i strategicznych transakcji, które jednoznacznie potwierdziły jego dojrzałość i rosnącą atrakcyjność dla firm operacyjnych. Najbardziej spektakularna była sprzedaż dwóch nowoczesnych obiektów należących do producenta Eko Okna o łącznej wartości przekraczającej 250 mln EUR.

Sprzedano dwie nowoczesne hale o łącznej powierzchni 264 tys. m² za kwotę przekraczającą 1 mld PLN. Była to rekordowa transakcja w skali Europy Środkowo Wschodniej. To jednocześnie największy sale-and-leaseback w historii całego regionu i to z udziałem polskiego przedsiębiorstwa. Świadczy on o rosnącym prestiżu i dojrzałości naszego rynku wobec globalnego kapitału.

Kolejna transakcja to sprzedaż Volvo we Wrocławiu 75 tys. m2, które wynajmuje AIRA, szwedzki producent. Równolegle przejęto centrum dystrybucyjne LPP w Bydgoszczy o powierzchni ponad 100 tys. m², a także portfel nieruchomości przemysłowych firmy Tenneco na Górnym Śląsku, obejmujący około 180 tys. m² powierzchni, sprzedany w formule najmu zwrotnego.

Te transakcje pokazują, że Polska stała się istotnym punktem na mapie globalnych inwestycji sale-and-leaseback, przyciągając kapitał funduszy zagranicznych, co jeszcze kilka lat temu było domeną tylko rynków Europy Zachodniej. Widać też, że do największych transakcji dochodzi w sektorze przemysłowym i logistycznym. To potwierdza rolę tych segmentów jako fundamentów polskiej gospodarki oraz jako najpewniejszych aktywów generujących stabilny dochód czynszowy.

Jednocześnie różnorodność dużych transakcji – od dystrybucji po centra przemysłowe – pokazuje, że najem zwrotny jest elastycznym narzędziem finansowym, które można stosować w wielu sektorach, w zależności od strategii korporacyjnej i cyklu życia aktywów. Natomiast skala i regularność takich transakcji potwierdzają wysokie zaufanie do stabilności najemców oraz przewidywalności przepływów pieniężnych, co umacnia najem zwrotny jako stałe narzędzie finansowania aktywów korporacyjnych.

W obliczu wyzwań

Jednak, pomimo rekordowych wyników i dynamicznego rozwoju, rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku mierzył się również z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Brak jednolitych standardów kontraktowych komplikował procesy transakcyjne, zarówno po stronie najemców, jak i inwestorów. Prowadziło to do wydłużenia procesów decyzyjnych oraz negocjacyjnych i wymagało wsparcia doradczego na każdym etapie transakcji.

Z kolei brak dedykowanych regulacji lub preferencji podatkowych dla najmu zwrotnego, np. w porównaniu z leasingiem czy finansowaniem kredytowym, ograniczał pełny potencjał rozwoju tego segmentu. Choć rynek transakcji najmu zwrotnego bił rekordy, to przedsiębiorcy wciąż wykazywali duże przywiązanie do posiadania nieruchomości operacyjnych na własność. Jednakże zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych w tego typu transakcje na polskim rynku przyczyniły się do wzrostu zaufania oraz zrozumienia korzyści finansowania przedsiębiorstwa w tej strukturze.

Największym wyzwaniem w 2025 roku pozostawały czynniki makroekonomiczne, takie jak koszt kapitału i dostępność finansowania bankowego, które miały większy wpływ na tempo wzrostu rynku niż kwestie regulacyjne. Stabilne otoczenie prawne i podatkowe pozwoliło rynkowi najmu zwrotnego w 2025 roku osiągnąć rekordowe wolumeny zarówno pod względem powierzchni, jak i wartości transakcji, wielokrotnie przewyższając poziom z roku poprzedniego i podkreślając rosnącą rolę tego mechanizmu finansowania w Polsce.

Autorką ww. opracowania jest Agnieszka Radkiewicz,
ekspertka rynku nieruchomości komercyjnych, Business Development Manager w firmie INWI

Sprzedaż trzykrotnie wyższa niż nowa podaż: co dzieje się na rynku deweloperskim

Po dwóch miesiącach względnej równowagi popytowo-podażowej luty przyniósł wyraźne zaskoczenie. Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przez firmy deweloperskie w siedmiu największych miastach Polski wyniosła zaledwie 1,5 tys. lokali – aż o 58% mniej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie, według wstępnego odczytu, sprzedano 4,3 tys. mieszkań. W efekcie po raz pierwszy od roku oferta spadła poniżej 60 tys. lokali. Co to oznacza dla rynku?

– Dane za ostatni miesiąc pokazują wyraźną zmianę rynkowej dynamiki. W lutym 2025 roku, według wstępnego odczytu, liczba mieszkań sprzedanych była o 12% większa od liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży. W lutym tego roku analogiczna przewaga sięgnęła niemal 190%. W praktyce oznacza to, że lokali wprowadzonych do sprzedaży było niemal trzy razy mniej niż sprzedanych. Co za tym idzie, liczba mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach okazała się o 4% mniejsza od wstępnych wyników ze stycznia i wyniosła zaledwie 59,5 tys. lokali – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

W lutym w siedmiu największych miastach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) firmy deweloperskie rozpoczęły sprzedaż 60 nowych inwestycji, oferując zaledwie 1,5 tys. mieszkań. To o 58% mniej w ujęciu miesięcznym i o 52% mniej niż rok temu. Popyt odpowiedział na to wzmożoną aktywnością zakupową. Według wstępnego odczytu w lutym deweloperzy sprzedali 4,3 tys. mieszkań, czyli o 13% więcej niż miesiąc wcześniej (porównując ze wstępnymi danymi) i o 21% więcej rok do roku. Jeśli ostateczne dane potwierdzą sprzedaż na poziomie około 4,1 tys. lokali na siedmiu największych rynkach, będzie to wynik o kilkanaście procent wyższy niż przed rokiem.

Liczba oferowanych mieszkań maleje

Jak wskazuje Katarzyna Kuniewicz efektem bieżącej relacji popytu i podaży jest liczba mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec miesiąca.

– W poprzednich miesiącach, mimo utrzymującej się przewagi bieżącego popytu nad bieżącą podażą, liczba mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach pozostawała względnie stała i oscylowała wokół rekordowego poziomu. Jednak na koniec lutego oferta firm deweloperskich spadła poniżej 60 tys. lokali, co było naturalną konsekwencją wyraźnej przewagi mieszkań sprzedanych nad wprowadzonymi. Po wielu miesiącach stabilizacji z pewnością można więc mówić o przełomowej redukcji oferty. Co więcej, jeśli w analizie uwzględnimy również mieszkania zarezerwowane w siedmiu największych miastach, okaże się, że liczba lokali oferowanych przez firmy deweloperskie także spadła w stosunku do stycznia i na koniec lutego wyniosła 65,7 tys. mieszkań – dodaje dyrektorka badań rynku Otodom.

Co pokazuje czas wyprzedaży oferty na największych rynkach?

Na koniec lutego pula zarezerwowanych mieszkań wynosiła prawie 6,2 tys. lokali, co oznacza, że była nieznacznie większa niż miesiąc wcześniej. W efekcie łączna liczba mieszkań pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest o 2,6 tys. niższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec stycznia 2026 roku.

– Mimo że na koniec lutego zagregowany poziom oferty uległ redukcji, dużym błędem byłoby ogłaszanie długo wyczekiwanego przez wiele firm deweloperskich przełomu. Relacja liczby mieszkań oferowanych i sprzedanych na największych rynkach, wyrażona w kwartałach potrzebnych do wyprzedania całej oferty, od trzech miesięcy pozostaje bardzo stabilna i utrzymuje się na poziomie wskazującym na równowagę popytowo-podażową – komentuje Katarzyna Kuniewicz.

Na których rynkach brak równowagi?

Sytuacja w poszczególnych miastach pozostaje jednak zróżnicowana, o czym świadczą odmienne kierunki zmian, jakie odnotowano w czasie wyprzedaży oferty dla każdego z analizowanych rynków. Na koniec lutego w Katowicach, Poznaniu i Trójmieście czas wyprzedaży wydłużył się w porównaniu z wynikami ze stycznia. Na kolejnych trzech rynkach: warszawskim, krakowskim i łódzkim – uległ skróceniu. Jedynie we Wrocławiu pozostał na tym samym poziomie w ujęciu miesięcznym.

Należy przy tym podkreślić, że w lutym w żadnym z analizowanych miast liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nie była większa niż liczba mieszkań sprzedanych. Tym samym wzrost czasu wyprzedaży na kilku rynkach jest przede wszystkim efektem przyjętej metody obliczania tego wskaźnika. W praktyce wskazuje on, że w Katowicach, Poznaniu i Trójmieście liczba mieszkań sprzedanych w lutym tego roku była niższa niż w listopadzie 2025 (wskaźnik oparty jest na sprzedaży z trzech miesięcy poprzedzających analizę).

Jak kształtują się średnie ceny nowych mieszkań?

W lutym miesięczne zmiany średnich cen mieszkań oferowanych na siedmiu największych rynkach były bardziej dynamiczne niż w styczniu, kiedy pozostawały minimalne (z wyjątkiem Trójmiasta – +1%). W ujęciu miesięcznym ceny odnotowane w lutym zmieniały się od -1,3% w Katowicach do +0,8% w Poznaniu i Warszawie. Jedynie w Krakowie zarejestrowano, rzadką na polskim rynku, całkowitą stabilizację cen w puli około 10 tys. mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie.

Analiza zmian cen w ujęciu rocznym jednoznacznie wskazuje, że do dwóch styczniowych liderów wzrostów (Trójmiasta i Warszawy) w lutym dołączył Poznań. O ile wzrost średnich cen mieszkań oferowanych na rynkach warszawskim i poznańskim o ok. 6–7% w skali roku nie zaskakuje (w Warszawie przy dobrej sprzedaży, a w Poznaniu przy spadającej ofercie), o tyle kilkunastoprocentowy skok w Trójmieście może zastanawiać.

– Źródłem tak dynamicznych, na tle innych rynków, zmian były z jednej strony wysokie ceny mieszkań wprowadzanych do sprzedaży od kwietnia do września 2025 roku, a z drugiej wyraźnie niższe (od nowo wprowadzanych) ceny lokali kupowanych w tym samym czasie. Wiele wskazuje na to, że nawet przy stabilizacji średnich stawek oferowanych aktualnie mieszkań na obecnym poziomie, aż do maja w Trójmieście będziemy obserwować wysokie wskaźniki wzrostu cen rok do roku – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

SENT wchodzi w modę: od 17 marca 2026 branża fashion i e-commerce z nowymi obowiązkami

17 marca 2026 r. wchodzą w życie przepisy rozszerzające zakres Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu (SENT) na odzież i obuwie. Zmiany szczególnie odczują podmioty z branży odzieżowej, e-commerce, sieci handlowe oraz sektor transportowo-logistyczny. Za brak zgłoszenia lub błędy grożą surowe sankcje finansowe – do 46% wartości towaru brutto i nie mniej niż 20 tys. złotych. Skala zmian oraz potencjalne konsekwencje powodują, że to ostatni moment na bezpieczne przygotowanie organizacji do nowych obowiązków. Dla wielu podmiotów będzie to pierwsze zetknięcie z systemem monitorowania przewozu towarów i jednocześnie nowy element codziennej działalności operacyjnej.

Nowa kategoria towarów w systemie SENT

System SENT, funkcjonujący od 2017 r. i służący do monitorowania drogowego i kolejowego przewozu określonych towarów, których obrót z perspektywy ustawodawcy wiąże się podwyższonym ryzykiem nadużyć podatkowych, zostaje rozszerzony o kolejną grupę towarów. Od 17 marca 2026 r. obowiązkiem zgłoszeniowym objęte zostaną wybrane kategorie odzieży i obuwia.

Dotychczas system obejmował przede wszystkim paliwa, alkohol, wybrane odpady oraz określone produkty rolne. Rozszerzenie katalogu towarów oznacza objęcie nadzorem szerokiego segmentu rynku tekstylnego i obuwniczego. W praktyce znaczna część standardowych dostaw magazynowych (zarówno krajowych, jak i importowych) w realiach branży retail i e-commerce  może podlegać obowiązkowi zgłoszenia. Celem zmian jest ograniczenie nadużyć w zakresie podatku VAT oraz zwiększenie transparentności łańcuchów dostaw.

Choć formalnie przepisy wchodzą w życie 17 marca 2026 r., w praktyce przedsiębiorcy powinni być gotowi operacyjnie z odpowiednim wyprzedzeniem. Proces analizy, wdrożenia i przeszkolenia zespołów wymaga czasu. Odkładanie działań na ostatni moment przed wejściem w życie przepisów znacząco zwiększa ryzyko błędów, które w przypadku SENT mogą być bardzo kosztowne. Wdrożenie SENT w organizacji nie ogranicza się do technicznej rejestracji w systemie PUESC – w praktyce oznacza kompleksowy przegląd łańcuchów dostaw, identyfikację transportów podlegających zgłoszeniu oraz weryfikację klasyfikacji CN towarów i zakresu odpowiedzialności za raportowanie. Niezbędne jest również opracowanie procedur aktualizacji i kontroli poprawności danych – w tym w zakresie masy, ilości i miejsca dostawy – przygotowanie scenariuszy awaryjnych na wypadek niedostępności systemu oraz przeszkolenie zespołów logistyki, księgowości i podatków – mówi Tomasz Bełdyga, Partner w Zespole ds. Podatków Pośrednich, Szef Zespołu ds. cła i handlu międzynarodowego w KPMG w Polsce.

Obowiązki nie tylko dla przewoźników

Nowe regulacje nie dotyczą wyłącznie firm transportowych. Zakres odpowiedzialności zależy od rodzaju przemieszczenia – w przypadku przewozu rozpoczynającego się w Polsce (obowiązek ciąży na podmiocie wysyłającym), w przypadku przewozu z innego państwa UE lub państwa trzeciego do Polski (obowiązek spoczywa na podmiocie odbierającym), w przypadku tranzytu przez Polskę (zgłoszenia dokonuje przewoźnik).

W systemie SENT przypisanie podstawowego obowiązku zgłoszeniowego jednemu z uczestników transakcji nie zwalnia pozostałych podmiotów z realizacji ich własnych, niezależnych obowiązków. Jednocześnie obowiązek zgłoszenia powstaje wyłącznie wtedy, gdy transport pozostaje w bezpośrednim związku z czynnością podlegającą opodatkowaniu VAT, co w praktyce oznacza konieczność prawidłowej identyfikacji transakcji gospodarczej powiązanej z danym przewozem – mówi Maciej Przybył, Menedżer w Zespole ds. Podatków Pośrednich w KPMG w Polsce.

Surowe sankcje i ryzyko operacyjne

Ustawa o SENT przewiduje karę pieniężną w wysokości 46% wartości brutto towaru, nie mniej niż 20 000 zł, za brak zgłoszenia lub podanie nieprawidłowych danych. Dodatkowo przedsiębiorcy muszą liczyć się z ryzykiem operacyjnym tzn. zatrzymaniem środka transportu, wstrzymaniem dostawy, opóźnieniami w realizacji kontraktów czy konsekwencjami reputacyjnymi.

W branży odzieżowej, gdzie sezonowość i terminowość dostaw mają kluczowe znaczenie, co oznacza, że skutki operacyjne mogą być bardziej dotkliwe niż sama kara administracyjna. Rozporządzenie SENT przewiduje również określone wyłączenia i wyjątki np. dla operatorów pocztowych w zakresie przesyłek spełniających definicję paczki pocztowej, natomiast w praktyce większość podmiotów z branży retail nie spełnia przesłanek, aby skorzystać z wyłączeń – mówi Maciej Przybył, Menedżer w Zespole ds. Podatków Pośrednich w KPMG w Polsce.

Dodatkowe obciążenia dla branży TSL

Firmy transportowe powinny szczególnie zwrócić uwagę na konieczność weryfikacji numeru referencyjnego przed rozpoczęciem przewozu. Numer ten jest ważny przez 10 dni, a jego brak może skutkować natychmiastowym wstrzymaniem transportu.

W praktyce będzie wymagało to integracji procesów z klientami, aktualizacji instrukcji dla kierowców, a także wprowadzenia systemów kontroli formalnej dokumentacji przewozowej. Brak odpowiednich procedur będzie mógł prowadzić do sporów pomiędzy przewoźnikiem a zleceniodawcą transportu w zakresie odpowiedzialności za sankcje.

Eksport towarów polskich firm: co różni tych, którym się udało, od tych, którzy wrócili po roku

Każdego roku polskie firmy decydują się wyjść ze swoim produktem za granicę. Część wraca po roku lub dwóch z pustymi rękami. Część zostaje i skaluje sprzedaż na kilku rynkach jednocześnie. Różnica między nimi rzadko leży w jakości produktu. Znacznie częściej tkwi w tym, jak dokładnie sprawdziły rynek, zanim zaczęły działać.

Zanim wybierzesz kraj docelowy

Intuicja, znajomość języka albo fakt, że konkurent gdzieś już jest, to za słabe podstawy, żeby budować na nich decyzję o ekspansji. Każdy rynek ma swoją strukturę procesu zakupowego, inne bariery wejścia i inny profil klienta, który faktycznie podejmuje decyzje. To, co działa w Polsce, nie musi działać w Niemczech ani na rynkach skandynawskich, nawet jeśli produkt jest dokładnie ten sam.

Firmy, którym ekspansja wychodzi, zwykle robią to samo przed startem: tworzą ranking potencjalnych rynków, weryfikują go danymi, a nie odczuciami, i dopiero wtedy wybierają jeden. To wydłuża fazę przygotowań o kilka tygodni, ale skraca o wiele miesięcy czas, który inne firmy tracą na skorygowanie błędnego wyboru w trakcie działań.

Co warto sprawdzić przed wystawieniem pierwszej faktury zagranicznej

Rzetelne planowanie eksportu zaczyna się od kilku konkretnych pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedź przed jakimkolwiek działaniem sprzedażowym:

  • Czy na tym rynku jest rzeczywiste zapotrzebowanie na mój produkt w tej formie, w jakiej go oferuję
  • Kto podejmuje decyzję zakupową u potencjalnego klienta i ile osób bierze w tym udział
  • Jak wygląda lokalna konkurencja i jak jest ustawiona cenowo
  • Jakie bariery regulacyjne lub kulturowe mogą pojawić się przy wejściu

Każde z tych pytań może zmienić decyzję o kolejności działań albo o wyborze rynku. Firmy, które je zadały przed startem, rzadziej musiały wracać do fazy planowania po kilku miesiącach działań w terenie.

Cztery etapy, które wyróżniają skuteczne ekspansje

Doświadczenia polskich eksporterów wskazują na powtarzający się układ: wybór i weryfikacja rynku, przygotowanie operacyjne z rekrutacją lokalnych zasobów, uruchomienie działań i weryfikacja założeń w kontakcie z rynkiem, a następnie skalowanie po potwierdzeniu modelu. Firmy, które pominęły pierwszy etap lub przeprowadziły go powierzchownie, trafiają na poważny kryzys w etapie trzecim.

Problem w tym, że wtedy naprawianie błędu kosztuje wielokrotnie więcej niż rzetelne sprawdzenie na początku. To wniosek, który pojawia się w relacjach przedsiębiorców biorących udział w badaniu IRSM poświęconym ekspansji zagranicznej polskich firm.

Gdzie szukać danych opartych na polskim doświadczeniu eksportowym

IRSM opublikował bezpłatny raport z badania przeprowadzonego wspólnie z Openfield na grupie polskich firm eksportujących towary. Badanie łączyło metodę ilościową z pogłębionymi wywiadami z CEO i dyrektorami, którzy przeszli przez cały proces i powiedzieli wprost, co zrobiliby dziś inaczej. Raport zawiera ranking krajów, najczęstsze bariery, opis każdego etapu ekspansji i listę praktycznych wniosków.

Dla firm, które stoją przed decyzją o pierwszym wyjściu za granicę albo chcą poprawić swój obecny proces, to jeden z nielicznych materiałów opartych na danych z polskiego rynku, nie na zagranicznych benchmarkach.

Magazyny w Polsce rosną mimo spowolnienia – stabilne pustostany i wysoki popyt

Jak wynika z najnowszego raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO pt.: „Rynek magazynowy w Polsce 2025”, sektor magazynowo-produkcyjny utrzymał silną pozycję pomimo umiarkowanego spowolnienia w pierwszej połowie roku. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni osiągnęły na koniec 2025 r. 36,58 mln mkw., przy spadku nowej podaży do 1,68 mln mkw. Popyt brutto wzrósł do 6,64 mln mkw., co stanowi trzeci najwyższy wynik w historii rynku, a współczynnik pustostanów utrzymał się na stabilnym poziomie 7,4%. Na rynku inwestycyjnym natomiast sektor magazynowy uzyskał drugi co do wielkości wynik wyrażony zamknięciem transakcji na poziomie 1,5 mld EUR.

Monika Rykowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Sektor magazynowy wchodzi w fazę większej selektywności. Obserwujemy utrzymanie wysokiego udziału renegocjacji w strukturze popytu, kontrolę podaży spekulacyjnej oraz koncentrację inwestycji na najbardziej płynnych rynkach, czyli na Mazowszu, Śląsku i w regionie łódzkim. Jednocześnie rośnie znaczenie hubów transgranicznych i portów takich jak Trójmiasto i Szczecin wspieranych przez rozwój infrastruktury transportowej. W 2026 roku kluczowe dla wzrostu sektora będą: poprawa koniunktury w przemyśle europejskim i konsumpcja wewnętrzna”. 

Popyt: trzeci co do wielkości wynik w historii

W 2025 r. na rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych wynajęto 6,64 mln mkw. (+14% r/r). Rekordowy poziom osiągnęły renegocjacje – 3,46 mln mkw. – które stanowiły 52% całkowitego popytu (+10 p.p. r/r). Najwyższą aktywność najemców odnotowano w woj. mazowieckim (1,41 mln mkw.), łódzkim (1,17 mln mkw.) i śląskim (1,07 mln mkw.). Z kolei popyt netto wyniósł 3,18 mln mkw. (-6% r/r), a wśród dominujących rynków znalazły się: woj. mazowieckie (729 tys. mkw.), woj. łódzkie (475 tys. mkw.) i woj. dolnośląskie (464 tys. mkw.). Wśród wybranych największych transakcji najmu w całym 2025 r. można wskazać m.in. przedłużenie i ekspansję sieci Agata Meble w Mapletree Piotrków II (łącznie 128 200 mkw.), przedłużenie umowy na 78 100 mkw. przez operatora logistycznego ID Logistics w P3 Wrocław II, a także dwie nowe umowy, z których pierwsza dot. najmu 67 800 mkw. przez firmę z sektora 3PL w 7R Park Gdańsk III, z kolei najemca z branży motoryzacyjnej Schaeffler zdecydował o podpisaniu nowej umowy w Prologis Park Ujazd (63 400 mkw.).

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, komentuje: „Struktura popytu w 2025 roku potwierdza coraz większą dojrzałość rynku w Polsce. Renegocjacje pięcioletnich umów zawieranych w latach 2021–2022 stały się dominującym komponentem aktywności najemców. W 2026 r. nowy popyt będzie efektem zarówno ekspansji w wybranych branżach, jak i potrzeby konsolidacji powierzchni lub relokacji celem optymalizacji kosztów operacyjnych. Widzimy większą aktywność firm z sektora handlu, e-commerce i dystrybucji, przy umiarkowanej odbudowie popytu w segmencie operatorów logistycznych”.

Podaż: najniższy poziom od 2016 roku

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec grudnia 2025 r. osiągnęły poziom 36,58 mln mkw. (+6% r/r), przy czym analitycy AXI IMMO wskazują, że nowa podaż w 2025 r. spadła do 1,68 mln mkw. (-35% r/r), co oznacza najniższy wynik od 2016 r. Wśród największych wybranych nowych inwestycji znalazły się m.in. P3 Wrocław 95 000 mkw. w woj. dolnośląskim czy Hillwood Poznań-Czempiń (53 700 mkw.) w woj. wielkopolskim. Z kolei na rynkach spoza tzw. wielkiej piątki należy wyróżnić 7R Park Lublin (57 500 mkw.) w woj. lubelskim czy Panattoni Park Szczecin-Dunikowo (54 400 mkw.) w woj. zachodniopomorskim. W budowie pozostaje 1,79 mln mkw. (+2% r/r) przy wyraźnym ograniczeniu projektów spekulacyjnych do poziomu 38,6% (690 tys. mkw. -8,6 p.p. r/r). Najwięcej inwestycji realizowanych jest w woj. mazowieckim (648 tys. mkw.), pomorskim (221 tys. mkw.) i śląskim (192 tys. mkw.). Deweloperzy warunkują rozpoczęcie nowych projektów umowami przednajmu na poziomie 40–50%.

Współczynnik pustostanów na koniec 2025 r. wyniósł 7,4% (-0,1 p.p. r/r). Najniższy poziom dostępności odnotowano m.in. w woj. zachodniopomorskim (1,2%) i małopolskim (2,6%), a jednocześnie najwyższy wzrost pustostanów w woj. śląskim (+2,3 p.p. r/r). Stawki bazowe w projektach typu big-box utrzymywały się w przedziale 3,6–6,0 EUR/mkw./mies. przy czynszach efektywnych 3,0–4,5 EUR/mkw./mies. Konkurencja przeniosła się na poziom pakietów zachęt obejmujących 1 lub 2 miesiące wakacji czynszowych za każdy rok umowy.

Rynek inwestycyjny: 1,5 mld EUR i silna pozycja sale & leaseback

Wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowo-produkcyjnym wyniósł 1,5 mld EUR (+15% r/r), co stanowiło 34% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce i drugi pod względem wielkości udział wśród sektorów nieruchomości komercyjnych. Dominowały transakcje pojedynczych aktywów oraz sale & leaseback. W 2025 r. istotną rolę odgrywali inwestorzy z USA oraz z Czech.

Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, AXI IMMO, mówi: „Sektor magazynowy utrzymuje pozycję jednego z najbardziej stabilnych segmentów rynku inwestycyjnego. W 2025 roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności w transakcjach typu sale & leaseback, co odzwierciedla potrzebę uwalniania kapitału przez firmy produkcyjne. W 2026 roku spodziewamy się dalszej poprawy płynności oraz delikatnej kompresji stóp kapitalizacji dla aktywów prime z długimi umowami najmu”.

Prognoza na 2026 rok

Analitycy AXI IMMO zakładają utrzymanie stabilnego poziomu nowej podaży, stopniowy spadek pustostanów oraz selektywny wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach. Renegocjacje pozostaną dominującym elementem struktury popytu, a nowe projekty będą w dużej mierze powiązane z ekspansjami i konsolidacją powierzchni.

Renata Osiecka, Właścicielka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „Rynek magazynowy w Polsce potwierdził w 2025 roku swoją dojrzałość i odporność na wahania koniunktury. Wysoki poziom popytu, kontrolowana podaż oraz rosnąca aktywność inwestorów tworzą stabilne fundamenty pod dalszy rozwój sektora. Spodziewamy się kontynuacji pozytywnego trendu związanego ze wzrostem wolumenu transakcji na rynku inwestycyjnym, w tym transakcji portfelowych. W 2026 r. kluczowe będą inwestycje infrastrukturalne, nearshoring oraz rosnące znaczenie jakości technicznej i standardów ESG. Polska pozostaje jednym z najbardziej perspektywicznych rynków magazynowych w Europie”.

ABB: AI nie zastąpi inżynierów, ale zmieni sposób ich pracy

Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB
Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB

Światowy Dzień Inżyniera to dobry moment, aby spojrzeć szerzej na rolę tego zawodu we współczesnej gospodarce. To właśnie inżynierowie od dekad kształtują świat, w którym żyjemy, tworząc systemy napędzające przemysł, energetykę, transport i infrastrukturę. Zmieniały się narzędzia i technologie, zmieniał się sposób pracy zespołów, lecz nie zmieniła się istota tej profesji. Wciąż chodzi o to samo: o przekuwanie wiedzy technicznej w rozwiązania, które realnie działają i przynoszą konkretną wartość.

Jeszcze kilkanaście lat temu codzienność inżyniera w dużej mierze wypełniały deski kreślarskie, papierowe dokumentacje, obszerne tomy schematów oraz opisy techniczne zabierane w teren, do klienta. Dziś dokumentacja jest cyfrowa, projekty tworzone są w środowiskach chmurowych, a nad jednym plikiem jednocześnie pracują zespoły z różnych lokalizacji. Zamiast desek kreślarskich pojawiły się systemy CAD/CAM. W miejsce segregatorów – współdzielone platformy projektowe, szybki dostęp do danych oraz możliwość natychmiastowej konsultacji z ekspertami. Narzędzia stały się szybsze i bardziej dostępne, lecz odpowiedzialność za decyzje projektowe pozostała taka sama.

Współczesna inżynieria coraz częściej korzysta także z technologii, które jeszcze niedawno wydawały się odległą przyszłością. Rozszerzona rzeczywistość wspiera dziś szkolenia i serwis, pozwalając w jednym polu widzenia łączyć obraz rzeczywistego urządzenia z dokumentacją techniczną czy zdalnym wsparciem eksperta. Z kolei sztuczna inteligencja analizuje ogromne zbiory danych i pomaga przewidywać potencjalne awarie, zwiększając niezawodność instalacji oraz ograniczając przestoje w zakładach przemysłowych. Coraz częściej to algorytmy wskazują możliwe scenariusze działania, a inżynier decyduje, który z nich jest właściwy. Nowe narzędzia pozwalają również szybciej eksperymentować i prototypować rozwiązania.

Mimo tej technologicznej rewolucji jedno pozostaje niezmienne. Ostateczna odpowiedzialność za interpretację danych, kierunek działania i podejmowane decyzje nadal spoczywa na człowieku. To inżynier łączy wiedzę techniczną z doświadczeniem i intuicją, potrafi dostrzec zależności, których nie widać w tabelach ani w modelach obliczeniowych. Zmieniał się warsztat pracy, lecz nie zmienił się zmysł inżynierski, który pozwala znaleźć rozwiązanie tam, gdzie inni widzą jedynie problem.

Największą satysfakcję przynosi moment, w którym efekt pracy staje się widoczny. Gdy urządzenie, które wcześniej nie działało, zostaje uruchomione. Gdy linia produkcyjna zwiększa swoją wydajność i efektywność energetyczną, albo gdy projekt istniejący dotąd tylko w wyobraźni zaczyna funkcjonować w rzeczywistości i ułatwia życie ludziom. Właśnie w takich chwilach najpełniej widać sens i misję tej profesji.

W pracy inżyniera napędza mnie przede wszystkim ciekawość, czyli chęć dotarcia do źródła problemu i jego rozwiązania. Jeśli wiem, że mam zaprojektować i stworzyć jakieś urządzenie, satysfakcję daje pokonanie wszystkich trudności po drodze. Najciekawszy jest jednak moment, w którym coś, co najpierw istnieje tylko w wyobraźni, trafia do systemu do projektowania, później do testowania, aż powstaje gotowy produkt, który zaczyna rozwiązywać konkretny problem. Inżynierowie mają wspólną cechę – lubimy działać.

Autor: Dominik Grodzki, szef serwisu w biznesie Systemów Napędowych ABB

RPP obniża stopy do 3,75 proc. Rynek ogranicza oczekiwania na kolejne cięcia

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w marcu stopy procentowe o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 3,75 proc.

Jeszcze tydzień temu taka decyzja wydawała się praktycznie przesądzona. Wspierały ją zarówno dane makroekonomiczne – w szczególności niskie odczyty inflacji oraz słabsza dynamika wynagrodzeń – jak i dość jednoznaczne sygnały płynące od części członków RPP, zapowiadające gotowość do luzowania polityki pieniężnej.

Sytuację skomplikowały jednak weekendowe wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego zwiększył ryzyko presji kosztowej w kolejnych miesiącach. Dodatkowo osłabienie złotego wobec głównych walut podnosi niepewność, co do przyszłej ścieżki inflacji. W takich warunkach przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych staje się mniej oczywista.

Na obecnym etapie, przy dynamicznie zmieniającym się otoczeniu zewnętrznym, przedwczesne jest jednoznaczne prognozowanie dalszych decyzji Rady. Widać to również w wycenach rynkowych – kontrakty na stopę procentową zaczęły dyskontować jedynie marcową obniżkę, ograniczając oczekiwania na kolejne ruchy w krótkim terminie.

Kluczowe będą najbliższe dni. Przed nami rewizja koszyka inflacyjnego przez GUS, marcowa projekcja inflacji NBP oraz konferencja prezesa Glapińskiego, które mogą istotnie doprecyzować scenariusz dla polityki pieniężnej w kolejnych miesiącach.

Geopolityka nie zatrzymała RPP. Pierwsze cięcie stóp w tym roku

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwsze w tym roku cięcie stóp procentowych. O ile jeszcze kilka dni temu obniżka nie stanowiłaby najmniejszego zaskoczenia, rynki dynamicznie wycofywały się z zakładów za cięciem na dzień przed posiedzeniem z racji na eskalację sytuacji na Bliskim Wschodzie. W obliczu wzrostu cen surowców energetycznych pojawiły się obawy o sytuację inflacyjną.

Za cięciem przemawiać mogło styczniowe pogorszenie danych makroekonomicznych, choć szczególnie w zakresie sektora przemysłowego wynikało ono po części z dużo gorszych niż rok wcześniej warunków pogodowych. Uwagę zwrócił także istotnie niższy niż w grudniu wzrost płac, jeden z czynników jeszcze jakiś czas temu postrzeganych jako kluczowe ryzyko proinflacyjne. Sama inflacja pozostaje w ostatnim czasie pod kontrolą – bardzo blisko środka celu znajduje się zarówno jej miara główna, jak i bazowa.

Pomimo skromnej wyprzedaży złotego po decyzji para EUR/PLN znajduje się o blisko 0,5% niżej względem otwarcia europejskiego rynku. Polska waluta podąża śladem innych walut rynków wschodzących, które korzystają z środowej poprawy globalnego sentymentu względem ryzyka. Niemały udział miały w tym doniesienia, jakoby irańscy agenci mieli oferować negocjacje ws. zawieszenia broni.

Po decyzji ukazuje się pełne oświadczenie banku wraz z najnowszymi prognozami makroekonomicznymi, które zostaną opublikowane o godz. 16:00.

To jednak czwartkowa konferencja prasowa prezesa Glapińskiego ma największy potencjał na wywołanie dodatkowej zmienności. Ponieważ spodziewamy się, że dalsze rozluźnianie polityki pieniężnej będzie bardzo ograniczone – prawdopodobnie jeszcze jedna obniżka w tym roku – nie oczekujemy, aby sygnały były nadmiernie gołębie. Ostatnie obawy rynku związane z rozwojem sytuacji w Iranie również mogą przyczynić się do powściągliwości prezesa.

Dom Development pozyskał 250 mln zł z emisji obligacji przy rekordowo niskiej marży

Dom Development z sukcesem przeprowadził publiczną ofertę obligacji skierowaną do inwestorów kwalifikowanych. Ze względu na bardzo duże zainteresowanie papierami dłużnymi lidera rynku mieszkaniowego w Polsce, wartość emisji została zwiększona do 250 mln zł. Oprocentowanie obligacji ustalono w oparciu o stawkę WIBOR 6M oraz rekordowo niską marżę wynoszącą 1,2 pkt proc. Emisja zakończyła się znaczącą nadsubskrypcją, a cały proces został zorganizowany i przeprowadzony przez mBank.

– Początkowym założeniem było pozyskanie z tej emisji około 150 mln zł. W związku z bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów obligacjami naszej Spółki oraz możliwością uzyskania bardzo korzystnych warunków cenowych, Zarząd Dom Development zdecydował o zwiększeniu wartości emisji do 250 mln zł. Zakończyła się ona znaczącą nadsubskrypcją – redukcja zapisów wyniosła 35%. Olbrzymie zainteresowanie ofertą odbieramy jako wyraz uznania dla modelu biznesowego i wyników finansowych osiąganych przez Grupę Dom Development. Chcielibyśmy podziękować inwestorom za okazane zaufanie, a zespołowi mBanku za organizację i przeprowadzenie jednej z największych emisji obligacji naszej Spółki – powiedziała Monika Dobosz, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Dom Development S.A.

Dom Development wyemitował ostatecznie 250 tys. niezabezpieczonych obligacji serii DOMDEM2040331 o wartości nominalnej 1000 zł każda. Są to 5-letnie papiery dłużne z terminem zapadalności przypadającym na 4 marca 2031 r. Oprocentowanie obligacji jest zmienne i jest równe stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 1,2 pkt proc. Dom Development będzie ubiegał się o wprowadzenie obligacji do alternatywnego systemu obrotu organizowanego przez GPW w ramach rynku Catalyst. Wpływy z emisji zostaną przeznaczone na rozwój bieżącej działalności Spółki.

Rynek magazynowy w Polsce – popyt rośnie, czynsze stabilne, a wolna powierzchnia znika

Polski rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych pozostaje stabilny, a jego fundamenty wspierane są zarówno przez sprzyjające warunki makroekonomiczne, jak i utrzymującą się aktywność najemców. Z najnowszego raportu „Warehouse and industrial market in Poland” firmy doradczej Savills wynika, że sektor wchodzi w 2026 r. z wysokim poziomem wynajętej powierzchni, ograniczoną nową podażą oraz stabilnymi stawkami czynszowymi.

Polska gospodarka utrzymuje jedną z najwyższych dynamik wzrostu w Unii Europejskiej, a prognozy wskazują na dalsze przyspieszenie aktywności inwestycyjnej oraz stabilizację inflacji i kosztów finansowania. Takie otoczenie sprzyja planowaniu długoterminowych projektów logistycznych i produkcyjnych oraz wzmacnia decyzje najemców dotyczące rozwoju operacji.

– Na tle Europy otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje korzystne, co przekłada się na stabilne decyzje biznesowe firm produkcyjnych i logistycznych. Widzimy wyraźnie, że najemcy koncentrują się dziś na długoterminowym zabezpieczeniu powierzchni i efektywności operacyjnej, a ograniczona liczba nowych inwestycji dodatkowo wzmacnia pozycję najlepszych lokalizacji i stabilizuje warunki najmu – mówi Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research, Savills.

OGRANICZONA PODAŻ NOWYCH PROJEKTÓW

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły 36,58 mln m kw. Na największych rynkach – Warszawie, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Wrocławiu i Poznaniu – skoncentrowana jest ponad połowa krajowej podaży.

W 2025 r. deweloperzy oddali do użytkowania ok. 1,68 mln m kw. nowej powierzchni, co oznacza spadek o 35% rok do roku. Jednocześnie wzrósł poziom wynajęcia powierzchni w momencie ukończenia inwestycji, a projekty w budowie są w dużej mierze zabezpieczone umowami pre-let. Ograniczona aktywność deweloperska wpływa na stabilizację rynku i stopniowe zmniejszanie wolumenu dostępnej powierzchni.

POPYT NA WYSOKIM BIEGU – TRZECI NAJLEPSZY WYNIK W HISTORII

Łączny popyt brutto w 2025 r. wyniósł 6,64 mln m kw., co oznacza wzrost o 14% rok do roku i jeden z najwyższych wyników w historii sektora. Transakcje obejmujące nowe umowy oraz ekspansje utrzymały poziom wyższy niż przed pandemią, co potwierdza trwałą bazę popytu.

Największą aktywność odnotowano w kluczowych regionach logistycznych, takich jak Warszawa, Polska Centralna i Wrocław. Coraz większe znaczenie zyskują również rynki regionalne, które przyciągają firmy produkcyjne i dystrybucyjne.

PUSTOSTANY W DÓŁ, CZYNSZE USTABILIZOWANE

Na koniec 2025 r. wskaźnik pustostanów wyniósł 7,1% i wykazywał tendencję spadkową, co wskazuje na zrównoważoną relację między podażą a zapotrzebowaniem. Występuje jednak relatywnie wyraźne zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi regionami magazynowymi, a nawet mikrolokalizacjami w ramach jednego regionu. Największe wolumeny dostępnej powierzchni odnotowano w regionach o wysokiej aktywności deweloperskiej ze znaczącym udziałem projektów o charakterze spekulacyjnym, których absorpcja wymaga więcej czasu. Natomiast w klastrach magazynowych o najlepiej ocenianych i pożądanych przez najemców parametrach rynkowych, dostępność modułów magazynowych, zwłaszcza o większym metrażu, pozostaje ograniczona.

Od końca 2024 r. czynsze bazowe utrzymują się na stabilnym poziomie, z niewielkimi wahaniami w przypadku topowych lokalizacji i powierzchni o najwyższej jakości. W standardowych obiektach typu big-box stawki mieszczą się w przedziale ok. 3,60-6,75 EUR/m kw./miesiąc, przy czym najwyższe dotyczą projektów miejskich o wysokim standardzie technicznym usytuowanych na rynkach wiodących.

W tym roku prognozujemy utrzymanie stabilnych warunków najmu przy nadal ograniczonej podaży nowych projektów i wysokiej aktywności najemców. Kluczowe znaczenie będą mieć przedłużenia umów, projekty typu build-to-suit oraz rozwój produkcji w ramach nearshoringu. Polska pozostaje istotnym ogniwem europejskich łańcuchów dostaw, a napływ nowych inwestorów wzmacnia długoterminowe fundamenty rynku – komentuje Wioleta Wojtczak, Associate Director, Head of Research, Savills.

37 proc. Polaków korzysta z ChatGPT i asystentów AI. Kolejne 49 proc. jest na to gotowe [badanie]

Sztuczna inteligencja coraz wyraźniej wpływa na codzienne decyzje zakupowe. Już 37 proc. Polaków korzysta z ChatGPT lub innych asystentów AI, a kolejne 49 proc. rozważa takie wsparcie w tym zakresie. Ponad połowa chce dzięki sztucznej inteligencji odkrywać unikalne marki i nowe doświadczenia zakupowe. Jakie jeszcze wnioski płyną z badania „Adyen Index: Retail Report 2025”?

Tempo korzystania ze sztucznej inteligencji przez konsumentów zdaje się wyprzedzać gotowość firm w tym obszarze. Prawie 2 na 5 badanych (37 proc.) deklaruje, że już używa sztucznej inteligencji (ChatGPT i inni asystenci AI), a prawie połowa (49 proc.) ma to w planach. Tymczasem jedynie 28 proc. firm w ubiegłym roku planowało inwestycje w AI wspierające sprzedaż i marketing. To tylko niektóre z wniosków badania „Adyen Index: Retail Report 2025”, które pokazują nastroje rynku u progu ery agentic commerce.

Co warto dodać, ponad połowie polskich konsumentów (52 proc.) sztuczna inteligencja pomaga odkrywać mniej znane marki, szybciej znajdować inspiracje oraz sprawniej poruszać się w natłoku ofert online. Jednocześnie 58 proc. respondentów jest świadomych, że sprzedawcy wykorzystują AI do rekomendowania produktów dopasowanych do ich preferencji.

AI jako nowy kanał discovery – komentarz eksperta Adyen

Platformy konwersacyjne oparte na AI pełnią dziś rolę nowego kanału discovery, czyli miejsca, w którym rodzi się intencja zakupowa. Konsumenci trafiają do sprzedawców z bardziej sprecyzowaną potrzebą i wyższą gotowością do zakupu, bo część wysiłku związanego z porównywaniem, selekcją i weryfikacją informacji przejmuje algorytm – tłumaczy Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.

Jak dodaje Matouš Michněvič Rynek znajduje się dziś w fazie przejściowej między conversational commerce, gdzie AI wspiera decyzje podejmowane przez ludzi, a przyszłością autonomicznych agentów realizujących zakupy w imieniu konsumentów. Dla sprzedawców oznacza to konieczność równoległego przygotowania się na oba scenariusze: budowania doświadczeń zakupowych opartych na zaufaniu, redukcji tarć na etapie płatności oraz inwestycji w dane i infrastrukturę, które pozwolą przechwytywać nową falę popytu generowaną przez AI.

Obawy o kontrolę nad relacją z klientem

Aż 40 proc. Polaków oczekuje, że będzie dokonywać zakupów w wielu punktach styczności z marką. Ekspert Adyen zwraca uwagę, że wraz z rozwojem agentic commerce wśród części przedsiębiorców pojawia się obawa o osłabienie emocjonalnej więzi z konsumentem.

– W tradycyjnym modelu (sklep, strona internetowa czy aplikacja) kontakt z marką buduje skojarzenia i emocje. W momencie, gdy etap odkrywania produktów przenosi się do neutralnych interfejsów konwersacyjnych, część tego doświadczenia może ulegać „spłaszczeniu”. W efekcie kluczowe pytanie coraz częściej nie brzmi, czy AI wygeneruje nowy popyt, ale kto będzie właścicielem relacji z klientem, danych i ryzyka, gdy ten popyt się pojawi – wyjaśnia Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.

Bezpieczeństwo i zaufanie jako warunek skali

Choć sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera proces zakupowy, część użytkowników podchodzi do niej z ostrożnością – szczególnie w kontekście bezpieczeństwa danych i ryzyka nadużyć. Prawie co czwarty badany (23 proc.) przyznaje, że AI zwiększa ich obawy dotyczące możliwości oszustw. To pokazuje, że rozwój nowych modeli zakupowych musi iść w parze z budowaniem zaufania konsumentów.

Wraz z rozwojem agentic commerce kluczowe staje się połączenie innowacji z bezpieczeństwem i pełną kontrolą nad procesem płatności. Zaufanie, bezpieczeństwo i integralność marki pozostają fundamentem rozwoju agentic commerce, nawet w fazie eksperymentów i szybkiego wzrostu technologii.

Szansa dla marek i nowy kanał sprzedaży

Agentic commerce nie oznacza końca roli człowieka w procesie zakupowym, lecz zmianę sposobu podejmowania decyzji – z samodzielnego wyszukiwania na świadome zatwierdzanie rekomendacji generowanych przez AI. Dla marek to szansa na rozwój nowego kanału sprzedaży i wyzwanie związane z projektowaniem doświadczeń, które łączą automatyzację z zaufaniem, transparentnością i poczuciem kontroli po stronie konsumenta.

O badaniu

Badanie Adyen Index: Retail Report 2025 przeprowadzono w dn. 26.02-12.03.2025 r. na grupie 41 000 konsumentów i 14 000 przedsiębiorstw handlowych. Ankietowani pochodzili m.in.: z Polski, Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Brazylii, Meksyku, Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Portugalii, Holandii, Belgii, Danii, Norwegii, Szwecji, Estonii, Łotwy, Litwy, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Singapuru, Malezji, Hongkongu, Japonii i Australii, Indii oraz Chin. W Polsce badaniem objętych zostało 1 001 konsumentów oraz 500 przedsiębiorstw.

Polacy stopniowo wychodzą z długów. Najszybciej poprawiają swoją sytuację młodsi dorośli i mieszkańcy części regionów wschodniej Polski

Rok 2025 przyniósł wyraźną poprawę w zakresie terminowego regulowania zobowiązań finansowych przez Polaków. Z najnowszych danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie kredytowej BIK wynika, że liczba osób z zaległościami ponownie spadła, a wraz z nią zmniejszyła się również łączna wartość niespłaconych zobowiązań. Mimo pozytywnych zmian skala zadłużenia pozostaje znacząca – na koniec grudnia 2025 roku zaległe długi Polaków wynosiły łącznie 81,3 mld zł.

Mniej dłużników i niższa wartość zaległości

Na koniec 2025 roku prawie 2,4 mln osób w Polsce posiadało przeterminowane zobowiązania finansowe. W porównaniu z rokiem poprzednim oznacza to spadek o ponad 140 tys. osób, czyli o 5,5%. Rok wcześniej liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się o 129 tys. osób, natomiast w 2023 roku redukcja była znacznie mniejsza i wyniosła zaledwie 15,5 tys. osób.

Po raz pierwszy od kilku lat równolegle spadła również łączna wartość zaległych zobowiązań. W 2025 roku zmniejszyła się ona o blisko 3,5 mld zł, czyli o około 4%. To istotna zmiana w stosunku do wcześniejszych lat, kiedy wartość zadłużenia systematycznie rosła mimo stabilizacji liczby dłużników.

W strukturze zaległości dominują zobowiązania pozakredytowe, które stanowią około 54% całkowitego zadłużenia. Obejmują one m.in. nieopłacone rachunki za media, usługi telekomunikacyjne, czynsze, alimenty czy mandaty.

Poprawa sytuacji finansowej dzięki lepszym warunkom gospodarczym

Zdaniem analityków głównym czynnikiem poprawy sytuacji finansowej gospodarstw domowych była korzystniejsza sytuacja makroekonomiczna. Spadająca inflacja, obniżki stóp procentowych oraz wzrost wynagrodzeń zwiększyły realną siłę nabywczą Polaków. Dzięki temu więcej osób jest w stanie regulować swoje zobowiązania w terminie.

Jednocześnie struktura płci wśród niesolidnych dłużników pozostaje od lat stabilna. Około 63% osób z zaległościami stanowią mężczyźni, a 37% kobiety.

Jak podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, pomimo ogólnej poprawy pojawiają się również nowe wyzwania. Choć liczba dłużników spada, to rośnie średnia wartość zaległości przypadająca na jedną osobę.

Rosnąca średnia wartość długu

Obecnie przeciętne zaległe zadłużenie przypadające na jednego dłużnika wynosi niemal 34 tys. zł. Rok wcześniej było to 33,4 tys. zł, a dwa lata temu około 31,3 tys. zł. Oznacza to, że osoby pozostające w bazach dłużników mają coraz większe trudności z regulowaniem swoich zobowiązań.

Według szacunków przeciętnie zarabiająca osoba potrzebowałaby aż pięciu średnich wynagrodzeń netto, aby spłacić taki dług. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że część dłużników posiada jednocześnie kilka różnych rodzajów zaległości.

Blisko 380 tys. osób zarejestrowanych w bazach BIG InfoMonitor i BIK ma problemy zarówno ze spłatą zobowiązań kredytowych, jak i pozakredytowych. Taka kumulacja zaległości zwiększa ryzyko pogłębiania się problemów finansowych w przyszłości.

Indeks zaległych płatności najniższy od lat

Pozytywny trend potwierdza również Indeks Zaległych Płatności Polaków (IZPP), który pokazuje liczbę niesolidnych dłużników przypadających na 1000 dorosłych mieszkańców. Na koniec 2025 roku wskaźnik ten wyniósł 77,9 punktu, osiągając najniższy poziom od 2017 roku.

Jednocześnie różnice między regionami Polski pozostają znaczące. Wskaźnik ten waha się od 43 do 104 dłużników na 1000 mieszkańców w zależności od województwa.

Wschodnia Polska radzi sobie najlepiej

Najmniej niesolidnych dłużników w przeliczeniu na 1000 dorosłych mieszkańców odnotowano na Podkarpaciu – jedynie 43 osoby. Najwięcej takich przypadków występuje natomiast w zachodniej części kraju. Niekorzystny wynik ponownie osiągnęło województwo lubuskie, gdzie wskaźnik wyniósł 104 osoby na 1000 mieszkańców. Na kolejnych miejscach znalazły się województwa zachodniopomorskie (101 osób) oraz dolnośląskie (97 osób).

W ujęciu rocznym największy spadek liczby niesolidnych dłużników na 1000 mieszkańców odnotowano w województwach dolnośląskim i pomorskim – po sześć osób mniej. O cztery osoby mniej na 1000 mieszkańców odnotowano w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim.

Pod względem spadku łącznej wartości zadłużenia najlepiej wypadły województwa kujawsko-pomorskie, lubelskie oraz świętokrzyskie. W tych regionach zaległości zmniejszyły się odpowiednio o 8,2%, 8% oraz 7%.

Największe długi nadal w największych regionach

Najwyższą łączną kwotę zaległych zobowiązań nadal odnotowano na Mazowszu – blisko 16,3 mld zł. Na kolejnych miejscach znalazły się województwa śląskie z zadłużeniem na poziomie 9,2 mld zł oraz dolnośląskie z kwotą 7,3 mld zł.

Największy spadek wartości zadłużenia odnotowano na Śląsku, gdzie zmniejszyło się ono o ponad 0,5 mld zł. Najniższe sumy zaległości przypadają natomiast na województwa świętokrzyskie, opolskie i podlaskie – w każdym z nich niespłacone zobowiązania nie przekraczają obecnie 1,7 mld zł.

Najwięcej dłużników wśród osób w średnim wieku

Choć poprawa sytuacji finansowej widoczna jest we wszystkich grupach wiekowych, największa liczba niesolidnych dłużników nadal przypada na osoby w wieku 35–44 lata. W tej grupie znajduje się blisko 610 tys. osób z zaległościami o łącznej wartości 19,1 mld zł.

Drugą największą grupę stanowią osoby w wieku 45–54 lata – około 552 tys. dłużników. To jednak właśnie w tej grupie znajduje się najwyższa łączna wartość zaległego zadłużenia, wynosząca 26,3 mld zł.

Pod względem tempa poprawy najlepiej radzą sobie osoby w wieku 25–34 lata – liczba dłużników w tej grupie spadła o 7,4%, czyli o około 34 tys. osób. W przypadku najmłodszych dorosłych w wieku 18–24 lata spadek był znacznie mniejszy i wyniósł około 1,2%.

Młodzi spłacają szybciej, seniorzy mają rosnące problemy

Analiza zmian w strukturze zadłużenia wskazuje na wyraźne różnice pokoleniowe. Wśród najmłodszych dorosłych oraz osób w wieku 34–44 lata średnia wartość zaległych zobowiązań w ostatnim roku nieznacznie spadła. Może to być m.in. efekt większej świadomości finansowej oraz edukacji ekonomicznej młodszego pokolenia.

Odwrotny trend widoczny jest wśród osób starszych. W grupie 55–64 lata średnie zadłużenie wzrosło o ponad 2,3 tys. zł i wynosi obecnie 46,7 tys. zł. Wśród seniorów powyżej 65 roku życia wzrosło o około 1,8 tys. zł, osiągając poziom ponad 34 tys. zł.

Jak wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, starsze pokolenia częściej zmagają się z większymi zobowiązaniami finansowymi, takimi jak kredyty mieszkaniowe czy koszty utrzymania rodziny, co wpływa na poziom ich zadłużenia.

Najwięksi dłużnicy z ogromnymi zobowiązaniami

Mimo ogólnej poprawy sytuacji finansowej w kraju wciąż istnieją przypadki bardzo wysokiego zadłużenia. Dziesięciu największych dłużników w Polsce posiada łącznie ponad 560 mln zł niespłaconych zobowiązań.

Liderem tego niechlubnego zestawienia pozostaje od wielu lat 69-letni mężczyzna z województwa lubelskiego, którego zaległości wobec wierzycieli przekraczają obecnie 98,4 mln zł.

Ostrożny optymizm

Dane z BIG InfoMonitor i BIK wskazują, że Polska wchodzi w okres stopniowej poprawy kondycji finansowej gospodarstw domowych. Spada liczba niesolidnych dłużników, a wartość zaległych zobowiązań zaczyna się zmniejszać.

Jednocześnie rosnąca średnia wartość zadłużenia oraz trudności części osób starszych pokazują, że problem nadmiernego zadłużenia wciąż pozostaje poważnym wyzwaniem dla polskiej gospodarki i systemu finansowego.

Fizjoterapia w Polsce: rosnąca liczba pacjentów przyspiesza specjalizację i rozwój gabinetów

Zmiany demograficzne, narastające dolegliwości zdrowotne wynikające ze współczesnego trybu i tempa życia oraz coraz większa świadomość pacjentów w zakresie profilaktyki i dbałości o sprawność sprawiają, że branża fizjoterapeutyczna w Polsce przechodzi istotne zmiany. 30 proc. respondentów w badaniu przeprowadzonym wśród fizjoterapeutów i właścicieli gabinetów wskazuje, że najbliższe dwa lata przyniosą dalszy wzrost liczby pacjentów. Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, branża będzie rozwijać się też w kierunku coraz większej specjalizacji usług, na co wskazuje 26 proc. badanych. Rosnąć będzie także liczba wizyt prywatnych (29 proc.).

Trend ten jest szczególnie widoczny w mniejszych gabinetach zatrudniających 1–9 osób, które częściej niż duże placówki wskazują na rosnącą liczbę prywatnych wizyt. Dla wielu z nich oznacza to potrzebę szybkiego dostosowania skali działania do rosnącego popytu. W konsekwencji kluczowe staje się pozyskiwanie i rozwój wysoko wykwalifikowanych fizjoterapeutów, poprzez ciągłe szkolenia i rozwój kompetencji, a także inwestowanie w nowoczesny sprzęt rehabilitacyjny.

Na popyt na usługi fizjoterapeutyczne, jak i kierunek rozwoju branży wpływają m.in. czynniki demograficzne – starzejące się społeczeństwo (24 proc.) oraz rosnąca skala problemów zdrowotnych dotykających dzieci (25 proc.). Przekłada się to bezpośrednio na rosnące zapotrzebowanie na fizjoterapię funkcjonalną oraz pediatryczną. Nie bez znaczenia jest też zmiana podejścia samych pacjentów, co zauważa 23 proc. fizjoterapeutów ankietowanych w badaniu. Podkreślają oni, że pacjenci są coraz bardziej świadomi potrzeby aktywnego dbania o zdrowie i roli fizjoterapii w jego utrzymaniu. Fizjoterapia przestaje być reakcją na uraz, a staje się elementem profilaktyki i inwestycją w jakość życia.

Specjalizacja i dywersyfikacja

Wraz ze wzrostem rynku rośnie konkurencja – zarówno o pacjenta, jak i o wykwalifikowany personel.

– W tej sytuacji coraz więcej gabinetów decyduje o wyróżnieniu się na rynku poprzez specjalizację, aby zwiększyć swoją konkurencyjność. Ponad jedna czwarta respondentów – 26 proc. w naszym badaniu wskazuje, że koncentracja na wąskich dziedzinach, takich jak fizjoterapia dziecięca, sportowa czy uroginekologiczna, staje się jednym z głównych kierunków rozwoju. Jednocześnie część placówek wybiera strategię dywersyfikacji – poszerzania oferty usług w ramach jednego gabinetu – zwraca uwagę Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Rosnącym segmentem rynku są też usługi mobilne. Co piąty ankietowany fizjoterapeuta wskazuje właśnie na wizyty realizowane w domu czy biurze. Trend ten jest wspierany dodatkowo przez popularność benefitów zdrowotnych oferowanych przez pracodawców (18 proc.).

Wyzwania na najbliższy rok

Rosnący rynek usług fizjoterapeutycznych to także większe zapotrzebowanie na pozyskanie wykwalifikowanego personelu oraz inwestycje w nowoczesny sprzęt.  Badanie Siemens Financial Services w Polsce pokazuje nie tylko kierunki rozwoju branży, ale także aktualne wyzwania, z jakimi w ciągu najbliższych miesięcy mierzyć się będą fizjoterapeuci oraz właściciele gabinetów.

Jednym z najważniejszych wyzwań, wskazywanym przez 20 proc. ankietowanych, jest właśnie potrzeba powiększenia zespołu. Wiąże się to z koniecznością ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest naturalną konsekwencją coraz większej specjalizacji w branży oraz indywidualnych potrzeb pacjentów.

– Zmiany w branży fizjoterapeutycznej wymagają inwestycji w nowy sprzęt. To wyzwanie, które fizjoterapeuci i właściciele gabinetów wskazują jako czwarte najważniejsze, z jakim zmierzą się w najbliższych miesiącach. Co więcej, 14 proc. z nich podkreśla, że kluczowe będzie dla nich utrzymanie stabilności finansowej – podkreśla Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. W tej sytuacji zewnętrzne finansowanie staje się istotne nie tylko jako narzędzie rozwoju, ale także jako sposób na bezpieczne i stopniowe dostosowanie się do zmieniających się warunków rynkowych – dodaje.

Finansowanie SimplyLoan na zakup sprzętu medycznego czy wyposażenia gabinetu pozwala rozłożyć w czasie koszty inwestycji, zachować płynność finansową, dzięki czemu można szybciej reagować na zmieniające się potrzeby pacjentów – szczególnie w sytuacji, gdy technologia i standardy terapeutyczne rozwijają się coraz szybciej.

W porównaniu do tradycyjnego kredytu SimplyLoan wyróżnia się szybką procedurą i minimalnymi formalnościami, co oznacza, że środki można pozyskać znacznie sprawniej. Co więcej, pożyczka oferuje dużą elastyczność – pozwala sfinansować całą inwestycję, włącznie z 8-procentowym podatkiem VAT, nawet bez wkładu własnego. Cały proces jest również dostępny w pełni online.

Dla wielu placówek oznacza to możliwość wdrażania nowoczesnych, bardziej energooszczędnych rozwiązań czy sprzętu wyższej generacji, co wpisuje się także w rosnące znaczenie działań proekologicznych, już dziś wskazywanych przez część branży (12 proc.) jako kierunek rozwoju na najbliższe dwa lata.

Z danych badania Siemens Financial Services w Polsce wynika, że branża fizjoterapeutyczna będzie się rozwijać głównie dzięki rosnącemu popytowi na usługi, specjalistycznej wiedzy i wysokiej jakości usług. Kluczowym czynnikiem sukcesu dla gabinetów stanie się umiejętność połączenia wysoko wykwalifikowanego zespołu z nowoczesnym sprzętem i stabilnym finansowaniem. To właśnie ta równowaga – pomiędzy jakością leczenia, sprawną organizacją a pewnymi finansami – zadecyduje o tym, jak branża poradzi sobie z presją kosztową i konkurencją w nadchodzących latach.

Nota metodologiczna:

Badanie z przedstawicielami 100 firm (jednoosobowych działalności i spółek handlowych) zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research w sierpniu 2025 r. Uczestnikami badania byli właściciele i menedżerowie z branży fizjoterapeutycznej z całej Polski, Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Marża deweloperska ponad 31%: ROBYG poprawia wyniki i wzmacnia finansowanie

W 2025 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien zanotował przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 1,5 mld zł (w 2024 roku 1,3 mld zł, co oznacza wzrost o +15%), podczas gdy marża brutto ze sprzedaży wyniosła blisko 378 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży deweloperskiej przekroczyła 31%. EBIT Grupy ROBYG wyniósł ponad 411 mln zł (w 2024 roku 291 mln zł, wzrost o +41% rdr), a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej blisko 318 mln zł (w 2024 roku 259 mln zł, wzrost o 23% rdr).

W 2025 roku ROBYG zakontraktował ponad 2 570 lokali oraz zrealizował i przekazał klientom około 1 700 lokali. ROBYG konsekwentnie rozbudowuje swój bank ziemi, który na koniec 2025 roku umożliwiał realizację ponad 21 000 lokali (łącznie z ofertą) położonych w atrakcyjnych obszarach miejskich, zwłaszcza w Warszawie i Trójmieście. ROBYG aktywnie poszukuje również nowych terenów inwestycyjnych. W całym 2025 roku ROBYG podpisał nowe umowy zakupu gruntów o łącznej wartości około 320 mln zł.

W 2025 roku Grupa ROBYG wzmocniła także dotychczasowe źródła finansowania poprzez emisje trzech serii obligacji – PF, PG oraz PH – o łącznej wartości nominalnej 475 mln zł oraz w efekcie przedłużenia istniejących umów kredytów rewolwingowych, jednocześnie zwiększając ich łączny limit o 110 mln zł oraz zawarcie nowych umów kredytowych o łącznej wartości 150 mln zł.

W celu wykorzystania możliwości oferowanych przez polski rynek mieszkaniowy i przyspieszenia dalszego wzrostu, ROBYG wraz ze swoim akcjonariuszem, rozważa obecnie potencjalne alternatywy strategiczne – w tym transakcje na rynkach kapitałowych, takie jak ewentualną ofertę publiczną i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Grupa TAG zobowiązuje się do pozostania większościowym akcjonariuszem ROBYG.

„Wyniki ROBYG w 2025 roku pokazują, że rynek mieszkaniowy w Polsce wszedł w fazę stabilizacji i jest gotowy do dalszego rozwoju – po okresie silnych wahań popytu wywołanych zmianami stóp procentowych i programami wsparcia kredytobiorców. W takich warunkach kluczowe znaczenie ma kontrola kosztów, jakość banku ziemi oraz dostęp do finansowania – i właśnie w tych obszarach ROBYG konsekwentnie buduje swoją przewagę. Rozbudowa banku ziemi do ponad 21 tys. lokali to strategiczny ruch, który daje elastyczność w planowaniu podaży w kolejnych latach. Przy ograniczonej dostępności atrakcyjnych gruntów w największych miastach, wcześniejsze zabezpieczenie terenów pozwala lepiej chronić marże, nawet przy rosnących kosztach realizacji inwestycji. Jednocześnie pozyskanie znaczącego finansowania w 2025 roku świadczy o silnej pozycji bilansowej i zaufaniu instytucji finansowych. Patrząc na 2026 rok, wiele będzie zależeć od dalszego kierunku polityki pieniężnej i dostępności kredytów hipotecznych. Jeśli nastąpi stopniowe obniżanie kosztu finansowania, możemy zobaczyć umiarkowany dalszy popyt. W takiej sytuacji deweloperzy z silnym bankiem ziemi i zdywersyfikowanym modelem działalności – jak ROBYG – będą w uprzywilejowanej pozycji, aby wykorzystać kolejną fazę cyklu rynkowego” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG.

ROBYG konsekwentnie wyznacza nowe standardy w branży nieruchomości, stawiając na jakość obsługi i realne wsparcie klientów. Jako pierwszy deweloper w Polsce powołał instytucję Rzecznika Klienta – niezależną ekspertkę, która towarzyszy nabywcom na każdym etapie kontaktu z ROBYG. To rozwiązanie nie tylko wzmacnia zaufanie, ale także zapewnia dodatkowe wyjaśnienia, wsparcie merytoryczne i poczucie bezpieczeństwa w całym procesie zakupu mieszkania. Inicjatywa ta jest ukierunkowana na podnoszenie jakości doświadczeń klientów oraz budowanie nowoczesnych, transparentnych standardów rynkowych. Jednocześnie ROBYG rozwija ofertę w segmencie premium, wprowadzając linię Grand Selection. To starannie wyselekcjonowane apartamenty w najbardziej prestiżowych lokalizacjach – w Warszawie w inwestycji Royal Residence w Trójmieście w projektach Nowa Wałowa, Nadmotławie i Wendy oraz najnowsza w Poznaniu – projekt Elektrovnia Garbary. Ponadto ROBYG rozpoczął inwestycje w Łodzi – to kolejny, ważny rynek działalności. Dzięki tym działaniom ROBYG nie tylko odpowiada na rosnące oczekiwania rynku, ale także aktywnie kształtuje jego przyszłość, łącząc wysoką jakość inwestycji z nowoczesnym podejściem do relacji z klientem. W 2026 roku planujemy ekspansję w Krakowie i w kolejnych miastach w Polsce. Bardzo ważne jest dla nas odpowiadanie na potrzeby naszych klientów jest dla nas bardzo ważne – cenią oni oferowane przez nas mieszkania ze względu na wysoki standard wykończenia i bardzo dobre lokalizacje” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG.

„Z perspektywy finansowej 2025 rok był dla ROBYG okresem bardzo dobrej operacyjnej realizacji projektów mieszkaniowych oraz dalszego wzmacniania struktury kapitałowej. Wypracowane wyniki – zarówno na poziomie marży brutto ze sprzedaży mieszkań, która w 2025 roku przekroczyła 31%, jak i EBIT – potwierdzają skuteczność przyjętego modelu biznesowego, opartego na konsekwentnej realizacji naszych projektów, wysokiej dyscyplinie kosztowej oraz selektywnym podejściu do nowych inwestycji. Równolegle koncentrowaliśmy się na zapewnieniu stabilnego i długoterminowego finansowania działalności. Emisje obligacji oraz poszerzenie finansowania bankowego pozwalają nam utrzymać bezpieczny poziom płynności, a jednocześnie tworzą przestrzeń do dalszej realizacji projektów. Dziękujemy naszym inwestorom i partnerom finansowym za okazane zaufanie, które pozwala nam konsekwentnie realizować ambitne plany rozwoju. W 2026 roku będziemy kontynuować działania wzmacniające przejrzystość finansową, standardy ładu korporacyjnego oraz elastyczność w dostępie do różnych źródeł kapitału, co w długim horyzoncie zwiększa nasze możliwości realizacji strategicznych kierunków rozwoju, takich jak zwiększanie poziomu sprzedaży, utrzymywanie satysfakcjonujących marż, uruchamianie nowych projektów, ekspansja do nowych miast działalności oraz utrzymywanie stabilnego, dobrze zdywersyfikowanego banku ziemi. Naszym celem pozostaje utrzymanie silnego bilansu oraz gotowości do wykorzystania sprzyjających warunków rynkowych, przy zachowaniu konserwatywnego podejścia do zarządzania ryzykiem i finansowaniem” – podsumowała Marta Hejak, CFO oraz wiceprezes zarządu ROBYG.

W 2025 i 2024 roku ROBYG zrealizował szereg działań, mających na celu zminimalizowanie negatywnego wpływu na środowisko. Wszędzie tam, gdzie to możliwe osiedla są zgodne z Zielonym Standardem – wewnętrzną regulacją oficjalnie przyjętą przez Zarząd, która określa katalog rozwiązań niskoemisyjnych, chroniących bioróżnorodność, zasoby wodne i poprawiających jakość życia mieszańców. Tam, gdzie to jest możliwe już 100% energii elektrycznej na budowie jest zeroemisyjna zgodnie zakupionymi gwarancjami pochodzenia, a 96% powierzchni użytkowej zbudowanych na sprzedaż budynków mieszkaniowych wielorodzinnych w 2025 roku miało zapotrzebowanie na energię pierwotną (EP) o 10% niższe od wymaganego. Ponadto ROBYG w Polsce dba o różnorodność w miejscu pracy – w 2025 roku kobiety stanowiły 72% wszystkich pracowników oraz 53% wyższej kadry zarządzającej.

Ponadto Grupa ROBYG realizuje działania Grupy ROBYG na rzecz poprawy doświadczenia klienta i budowania nowoczesnych standardów w branży nieruchomości. ROBYG wprowadził także nowy segment sprzedaży – ofertę premium Grand Selection. Dostępne są najwyższej klasy apartamenty w wyjątkowych, prestiżowych lokalizacjach: w Warszawie w inwestycji Royal Residence, w Trójmieście w projektach Nowa Wałowa, Nadmotławie i Wendy oraz w Poznaniu w projekcie Elektrovnia Garbary. ROBYG już planuje kolejne propozycje należące do tej linii – w innych miastach, gdzie prowadzi działalność.

ROBYG to 6 miast w Polsce, 25 lat doświadczenia, ponad 100 000 zadowolonych klientów i ponad 37 000 sprzedanych lokali.