Joanna Andryszczyk dołącza do Newmark Polska

0

Z dniem 2 lutego br. Joanna Andryszczyk, ekspertka z 12-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych, dołączyła do międzynarodowej firmy doradczej Newmark Polska, obejmując stanowisko Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych. Do jej głównych zadań należy wspieranie najemców w procesach relokacji oraz renegocjacji umów najmu powierzchni biurowych.

– Joanna Andryszczyk to ceniona specjalistka rynku nieruchomości, która wnosi do naszego zespołu bogate doświadczenie w reprezentowaniu najemców powierzchni biurowych. Jej zaangażowanie w zapewnienie najwyższych standardów obsługi klienta stanowi istotne wzmocnienie naszych kompetencji doradczych i operacyjnych oraz pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać najemców w optymalizacji kosztów najmu – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

– Bardzo się cieszę, że dołączyłam do zespołu Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska. Będę prowadzić naszych klientów przez cały proces najmu, obejmujący m.in. optymalizację powierzchni i lokalizacji, ponieważ decyzje z tym związane bezpośrednio wpływają na komfort pracy, efektywność operacyjną i wyniki finansowe firm. Wynajęcie biura to długotrwałe zobowiązanie, które dla wielu organizacji stanowi istotne wyzwanie. Dla mnie to codzienność, w której wykorzystuję wieloletnie doświadczenie zawodowe, dobre relacje z liderami rynku oraz zaawansowane umiejętności negocjacyjne – mówi Joanna Andryszczyk, Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Przed dołączeniem do Newmark Polska Joanna Andryszczyk pełniła funkcję Starszej Konsultantki w dziale powierzchni biurowych firmy doradczej CBRE. Wcześniej pracowała w BNP Paribas Real Estate. W trakcie swojej kariery zawodowej współpracowała z wieloma renomowanymi firmami, m.in. Demant Technology, MetLife, Sephora, IGT, Ørsted, Storck, Solenis, Johnson & Johnson, oraz klientami instytucjonalnymi, w tym Ambasadą Australii. Jest absolwentką Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Pompy Duchting – jak radzą sobie z wysokimi temperaturami i ciśnieniami?

Pompy DÜCHTING stanowią synonim inżynierskiej precyzji i niezawodności w ekstremalnych warunkach przemysłowych. Producent od 1938 roku dostarcza rozwiązania, które doskonale radzą sobie z wysokimi temperaturami, ciśnieniami i agresywnymi chemicznie i abrazywnymi mediami, zapewniając bezawaryjną pracę w branżach takich jak odsalanie, odsiarczanie spalin, przemysł chemiczny oraz górnictwo.

Materiały odporne na temperaturę i ciśnienie

Jednym z najważniejszych czynników wpływających na trwałość pomp Düchting jest zastosowanie kompozytu SICcast® – ceramiki na bazie węglika krzemu o twardości 9,7 w skali Mohsa (niemal jak diament). Materiał ten zachowuje swoje parametry nawet w temperaturach powyżej 200°C, gwarantując odporność na korozję, erozję i wstrząsy mechaniczne. Dzięki temu pompy Düchting skutecznie pracują w instalacjach z gorącą wodą, solankami czy ściernymi zawiesinami.

Pompy Duchting – efektywność przy skrajnych parametrach pracy

Wysokotemperaturowe i wysokociśnieniowe układy, takie jak pompy HPH, HPE oraz HPXU, oferują imponujące parametry techniczne – wydajność do 3500 m³/h i wysokość podnoszenia aż do 1100 m przy ciśnieniach roboczych do 100–160 bar. Ich konstrukcja pierścieniowa z kompensacją siły osiowej oraz zoptymalizowanym układem hydrauliki zapewnia stabilną pracę przy minimalnych stratach efektywności. Natomiast wykorzystanie stali Super Duplex o wskaźniku odporności na korozję wżerową powyżej 40 (wskaźnik PREN) gwarantuje pełną niezawodność w środowiskach o wysokim zasoleniu i kwasowości.

Niezawodność w zastosowaniach przemysłowych

Pompy Düchting są obecne wszędzie tam, gdzie transport cieczy odbywa się w ekstremalnych warunkach. Przykładowo modele z serii MCS i WR stosowane są do ścierających cieczy w przemyśle odsiarczania spalin oraz mineralnym. Natomiast HPH i HPE znajdują zastosowanie w zasilaniu kotłów, systemach ciśnieniowych oraz odsalaniu wody morskiej. W górnictwie z kolei wielostopniowe pompy wysokociśnieniowe Düchting są kluczowe w odwadnianiu i chłodzeniu.

Innowacyjna konstrukcja i personalizacja

Każda pompa Düchting projektowana jest indywidualnie – od dobrania geometrii wirnika po dobór powłok i uszczelnień mechanicznych z węglika krzemu (SiC). Co istotne, dzięki konstrukcji back pull-out wymiana elementów zużywalnych, takich jak pierścienie dławicowe czy wirniki, jest szybka i ekonomiczna. Takie unikalne połączenie precyzji i modułowości pozwala utrzymać maksymalną sprawność i minimalizować przestoje serwisowe, co niewątpliwe jest kolejną zaletą niemieckich pomp.

Dlaczego pompy Düchting są dobrym wyborem?

W erze rosnących wymagań efektywności energetycznej i trwałości materiałów, pompy Düchting łączą tradycję niemieckiego rzemiosła z nowoczesnymi technologiami materiałowymi.

Jak zauważa Łukasz Popławski, Dyrektor Handlowy GAA Lobex,  firmy będącej autoryzowanym dystrybutorem pomp Düchting w Polsce: „Ich zdolność pracy w ekstremalnych warunkach termicznych i ciśnieniowych czyni je nieodzownym elementem w krytycznych instalacjach przemysłowych na całym świecie.”

Dzieje się tak przede wszystkim dzięki własnym materiałom jak SICcast® i SIConit, a także wysokiej precyzji wykonania. W ten sposób pompy Duchting udowadniają, że niezawodność w ekstremalnych warunkach to nie obietnica, lecz w tym konkretnym przypadku, jest to po prostu standard.

Atak na elektrociepłownię w Polsce: ESET analizuje DynoWipera i tropy prowadzące do Sandworm

0
  • Jak przestawia w swoim raporcie CERT Polska, 29 grudnia 2025 roku w godzinach porannych oraz popołudniowych doszło do skoordynowanych ataków w polskiej cyberprzestrzeni. Były one wymierzone w farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, spółkę prywatną z sektora produkcyjnego oraz w dużą elektrociepłownię. ESET przedstawia raport, w którym analizuje atak na elektrociepłownię.
  • Analitycy ESET zidentyfikowali nowy malware typu wiper, któremu nadano nazwę DynoWiper. Został on wykorzystany w ataku wymierzonym w przedsiębiorstwo energetyczne w Polsce.
  • Taktyki, techniki i procedury (TTP) zaobserwowane podczas incydentu z użyciem DynoWipera wykazują bliskie podobieństwo do tych odnotowanych wcześniej w Ukrainie przy okazji operacji z użyciem innego wipera – ZOV.
  • ESET Research przypisuje DynoWipera powiązanej z Rosją grupie Sandworm z umiarkowanym poziomem pewności (medium confidence).
  • Incydent ten stanowi rzadki i dotychczas nieopisywany przypadek, w którym powiązany z Rosją podmiot przeprowadził operację z użyciem malware’u typu wiper przeciwko firmie z sektora energetycznego w Polsce.

Analitycy ESET zidentyfikowali nowy malware typu wiper, któremu nadano nazwę DynoWiper. Oprogramowanie to zostało wykorzystane przeciwko przedsiębiorstwu z sektora energetycznego w Polsce. Taktyki, techniki i procedury (TTP) zaobserwowane podczas incydentu z użyciem DynoWipera wykazują bliskie podobieństwo do wcześniejszej operacji przeprowadzonej w Ukrainie z wykorzystaniem wipera ZOV (Z, O oraz V to symbole rosyjskiej armii). ESET Research przypisuje DynoWipera powiązanej z Rosją grupie Sandworm z umiarkowanym poziomem pewności (medium confidence).

Opisywany incydent to rzadki i dotychczas nieudokumentowany przypadek, w którym powiązany z Rosją podmiot wykorzystał malware typu wiper przeciwko przedsiębiorstwu energetycznemu w Polsce. W 2025 roku analitycy ESET badali ponad 10 incydentów z użyciem oprogramowania o charakterze niszczącym przypisywanego grupie Sandworm, z których niemal wszystkie miały miejsce w Ukrainie.

Zainstalowane w infrastrukturze rozwiązanie EDR/XDR – ESET PROTECT – zablokowało uruchomienie wipera, co znacząco ograniczyło skutki ataku w środowisku ofiary. Zespół CERT Polska przeprowadził rzetelne dochodzenie w sprawie tego incydentu i opublikował szczegółową analizę w raporcie dostępnym na swojej stronie internetowej.

29 grudnia 2025 roku próbki DynoWipera zostały umieszczone w folderze będącym prawdopodobnie zasobem udostępnionym w domenie ofiary. Możliwe, że operatorzy grupy Sandworm najpierw przetestowali operację na maszynach wirtualnych, zanim zdecydowali się na użycie malware’u w organizacji będącej celem ataku. Próbowano zainstalować trzy różne próbki i wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem. Wiper nadpisuje pliki za pomocą 16-bajtowego bufora zawierającego losowe dane, generowane jednorazowo przy uruchomieniu oprogramowania. Na niezabezpieczonej maszynie pliki o rozmiarze 16 bajtów lub mniejsze są nadpisywane w całości. Aby przyspieszyć proces niszczenia danych, w plikach większych niż 16 bajtów nadpisywane są tylko niektóre fragmenty ich zawartości. DynoWiper czyści dane na wszystkich dyskach wymiennych i stałych, a na koniec wymusza restart systemu, co finalizuje proces destrukcji środowiska.

W przeciwieństwie do innych rodzajów malware’u grupy Sandworm, takich jak Industroyer czy Industroyer2, nowo odkryte próbki DynoWipera koncentrują się wyłącznie na środowisku IT. Nie zaobserwowano w nich funkcjonalności wymierzonych w komponenty przemysłowe technologii operacyjnej (OT). Nie wyklucza to jednak możliwości, że tego typu zdolności były obecne w innym miejscu łańcucha ataku.

Analitycy ESET Research zidentyfikowali szereg podobieństw do znanych wcześniej rodzajów malware’u o charakterze niszczącym, a w szczególności do wipera ZOV, którego ESET z wysokim poziomem pewności (high confidence) przypisuje grupie Sandworm. DynoWiper działa w sposób zbliżony do wipera ZOV. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że wykluczenia niektórych katalogów, a zwłaszcza wyraźnie oddzielona logika nadpisywania mniejszych i większych plików, są cechami obecnymi również w kodzie wipera ZOV.

ZOV to malware niszczący dane, którego użycie wykryto w listopadzie 2025 roku podczas ataku na instytucję finansową w Ukrainie. Po uruchomieniu wiper ZOV przeszukuje pliki na wszystkich dyskach stałych i niszczy je poprzez nadpisywanie ich zawartości. Inny przypadek użycia wipera ZOV odnotowano w ukraińskiej spółce energetycznej, gdzie atakujący uruchomili to oprogramowanie 25 stycznia 2024 roku.

Sandworm to powiązana z Rosją grupa APT przeprowadzająca operacje niszczące, wymierzone w szerokie spektrum podmiotów, w tym agencje rządowe, firmy logistyczne i transportowe, dostawców energii, organizacje medialne, przedsiębiorstwa z sektora zbożowego oraz operatorów telekomunikacyjnych. Ataki te zazwyczaj wiążą się z użyciem wiperów – malware’u zaprojektowanego do usuwania plików i danych oraz doprowadzania systemów do stanu uniemożliwiającego ich rozruch.

Poza Ukrainą, grupa ta od dekady bierze na cel firmy w Polsce, w tym podmioty z sektora energetycznego. W październiku 2022 roku przeprowadziła ona operację niszczącą wymierzoną w przedsiębiorstwa logistyczne w Ukrainie i Polsce, maskując swoje działania pod pozorem incydentu z użyciem ransomware Prestige. Ponieważ obecnie większość cyberataków grupy Sandworm koncentruje się na Ukrainie, analitycy ESET ściśle współpracują z ukraińskimi partnerami, w tym z zespołem CERT-UA, wspierając działania w zakresie prewencji oraz usuwania skutków incydentów.

Tapeta systemowa umieszczana w zainfekowanych systemach przez wiper ZOV
Tapeta systemowa umieszczana w zainfekowanych systemach przez wiper ZOV

Rynek pracy 2026: koniec pracy zdalnej, kryzys juniorów i powrót rynku pracodawcy

Rok 2026 przynosi brutalne przesilenie na rynku pracy – dominację pracodawców nad kandydatami, koniec ery pracy zdalnej, dramatyczne trudności dla młodych kandydatów oraz redefinicję kompetencji, których oczekują firmy. Dane z Polski i Europy układają się w obraz rynku, na którym pracownik traci negocjacyjną siłę, a firmy zaostrzają kryteria rekrutacyjne. Najbardziej dotkliwie zmiany te odczują juniorzy oraz osoby o niższych kompetencjach, wypierane jednocześnie przez automatyzację, elastyczne formy zatrudnienia i rosnącą liczbę cudzoziemców. W 2026 roku rynek pracy przestaje być „rynkowym benefitem” – staje się polem selekcji.

Pełna praca zdalna w odwrocie: korekta, nie chwilowy trend

Po kilku latach dynamicznej ekspansji praca w pełni zdalna wchodzi w fazę wyraźnego odwrotu. Dane ofertowe z Wielkiej Brytanii, oparte na analizach portali rekrutacyjnych i publikacjach branżowych, pokazują, że na przełomie 2025 i 2026 roku udział ogłoszeń oferujących pracę w 100% zdalną spadł do poziomu około 10–15%, osiągając najniższe wartości od czasu pierwszych miesięcy pandemii. Jednocześnie dominującą formą organizacji pracy stał się model hybrydowy, odpowiadający za około 40–45% ofert. Podobną trajektorię widać w Niemczech oraz w większości krajów Unii Europejskiej. Dane Eurostatu i analiz rynkowych wskazują, że choć praca zdalna pozostaje elementem rynku, to pełna zdalność została zredukowana do wąskiej grupy stanowisk specjalistycznych, głównie w IT, analityce i wybranych usługach eksperckich.

Polska podąża dokładnie tym samym kierunkiem. Według danych Eurostatu regularnie zdalnie pracuje ok. 8–9% osób, natomiast oferty w pełni zdalne stanowią dziś jednocyfrowy odsetek wszystkich ogłoszeń. Coraz więcej firm wraca do pracy stacjonarnej i obecności w biurze przynajmniej w wybrane dni tygodnia.

Dane rynkowe wskazują, że praca w pełni zdalna była rozwiązaniem dostosowanym do sytuacji nadzwyczajnej, a nie trwałym modelem funkcjonowania organizacji. Firmy ponownie porządkują sposób organizacji pracy i wracają do rozwiązań hybrydowych, traktując je jako optymalny kompromis między efektywnością operacyjną a elastycznością – mówi Oleg Rudenko, analityk Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Rynek pracodawcy: więcej kandydatów, większe wymagania

Zmiana modeli pracy zbiegła się w czasie z wyraźnym schłodzeniem koniunktury. Spowolnienie gospodarcze, ostrożność inwestycyjna firm oraz presja kosztowa sprawiły, że liczba nowych rekrutacji spada, a procesy selekcyjne stają się dłuższe i bardziej wymagające. Dane z Wielkiej Brytanii i Niemiec pokazują spadek liczby wakatów oraz mniejszą skłonność firm do „zatrudniania na zapas”. Ten sam mechanizm obserwowany jest w Polsce.

Z analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal, w tym z indeksu NEI (kwartalnego wskaźnika kondycji rynku pracy), wynika, że tempo wzrostu zatrudnienia wyraźnie wyhamowało, a organizacje koncentrują się na optymalizacji struktur zamiast na ekspansji kadrowej.

Efekt jest jednoznaczny: pozycja negocjacyjna pracowników słabnie, a oczekiwania wobec kandydatów rosną. Pracodawcy częściej wymagają m.in.: doświadczenia zamiast potencjału, wysokich kwalifikacji, elastyczności czasowej i zadaniowej oraz gotowości do pracy stacjonarnej lub hybrydowej.

Kryzys juniorów: rynek bez miejsca na naukę

Najbardziej dotkliwą konsekwencją obecnej sytuacji jest pogłębiający się kryzys juniorów. Segment pracowników wchodzących na rynek pracy znalazł się pod podwójną presją: z jednej strony rosnących wymagań pracodawców, z drugiej – ograniczonej liczby ofert umożliwiających zdobycie pierwszego doświadczenia.

Dane branżowe i analizy Centrum Analitycznego Gremi Personal wskazują, że firmy coraz rzadziej inwestują w długotrwałe wdrożenia i programy rozwojowe dla początkujących. W warunkach niepewności gospodarczej priorytetem staje się szybka produktywność, a nie budowanie kompetencji od podstaw. – Rynek pracy w 2026 roku jest bezlitosny dla juniorów. Firmy oczekują gotowych kompetencji, a nie potencjału. To strukturalna zmiana, która może mieć długofalowe konsekwencje dla całej gospodarki – komentuje ekspert Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Kryzys ten pogłębia fakt, że wiele ról juniorskich zostało zautomatyzowanych, zastąpionych outsourcingiem, czy też obsadzonych przez bardziej doświadczonych pracowników skłonnych zaakceptować gorsze warunki.

Cudzoziemcy: stabilizator czy dodatkowa presja?

W 2026 roku cudzoziemcy stanowią kluczowy element stabilności polskiego rynku pracy. Według danych GUS i ZUS w Polsce pracuje od 1,1 do 1,3 mln cudzoziemców, co odpowiada 6,5–7% ogółu pracujących. Różnice wynikają z metodologii, jednak trend jest jednoznaczny – bez tej grupy wiele sektorów nie byłoby w stanie funkcjonować. Jednocześnie napływ pracowników zagranicznych zwiększa konkurencję na rynku pracy, szczególnie w segmentach nisko- i średniokwalifikowanych. W połączeniu z elastycznymi formami zatrudnienia wzmacnia to presję na płace i warunki pracy, zwłaszcza dla najsłabszych grup rynkowych.

Praca tymczasowa i outsourcing: mechanizm obronny firm

Rosnąca popularność pracy tymczasowej, outsourcingu procesów oraz kontraktów projektowych nie jest przypadkiem. W skali UE rozwiązania te są coraz częściej wykorzystywane jako narzędzie adaptacji do sytuacji gospodarczej i niepewności popytu. W Polsce elastyczne zatrudnienie pełni szczególną rolę w sektorach takich jak logistyka, produkcja, handel, przetwórstwo i usługi biznesowe. Dane branżowe pokazują, że w okresach zwiększonej zmienności gospodarczej to właśnie firmy korzystające z pracy tymczasowej i outsourcingu szybciej reagują na wahania zamówień i skuteczniej stabilizują koszty pracy.

– Elastyczne formy zatrudnienia przestały być rozwiązaniem przejściowym. Dla wielu przedsiębiorstw stały się trwałym elementem modelu operacyjnego, który pozwala ograniczyć ryzyko związane z inflacją, presją płacową i niepewnością regulacyjną – tłumaczy analityk.

Wnioski: rynek pracy bez iluzji

Zgromadzone dane rynkowe i obserwowane praktyki rekrutacyjne nie pozostawiają wątpliwości co do kierunku zmian. Pełna praca zdalna traci znaczenie i pozostaje rozwiązaniem niszowym, podczas gdy rynek pracy coraz wyraźniej wraca pod kontrolę pracodawców, którzy ponownie narzucają warunki zatrudnienia oraz organizacji pracy. Najsilniej skutki tej zmiany odczuwają juniorzy – segment rynku, w którym maleje liczba ofert rozwojowych, a próg wejścia pod względem kompetencji i doświadczenia diametralnie się podnosi. Równocześnie elastyczne formy zatrudnienia oraz rosnąca skala pracy cudzoziemców stabilizują działalność przedsiębiorstw w warunkach niepewności gospodarczej, jednocześnie zwiększając presję konkurencyjną na rynku pracy. Jak podsumowują eksperci Centrum Analitycznego Gremi Personal: Rynek pracy premiuje dziś doświadczenie, dostępność i elastyczność. To koniec iluzji, że każdy kandydat dyktuje warunki. W nowej rzeczywistości wygrywają ci, którzy potrafią się dostosować – a nie ci, którzy liczą na powrót starego porządku.

Zgoda na zakup przez Axpo elektrociepłowni w Nowej Sarzynie

Axpo Polska otrzymało zgodę prezesa UOKiK na zakup 100 procent udziałów w spółce Polenergia Elektrociepłownia Nowa Sarzyna sp. z o. o. Dziś spółki podpisały finalną umowę zakupu.

Jednostka CCGT (combined cycle gas turbine) o mocy 116 MW w Nowej Sarzynie zasili portfolio Axpo Polska elastycznym źródłem wytwórczym, wspierając integrację OZE i bezpieczeństwo dostaw w dynamicznie zmieniającym się systemie energetycznym w Polsce.

W najbliższych miesiącach zakład zostanie zintegrowany ze strukturami Axpo Polska z zachowaniem ciągłości operacyjnej i aktualnego stanu zatrudnienia. Przejęcie wpisuje się w strategię Axpo dotyczącą rozwoju i dysponowania strategicznymi aktywami energetycznymi w Europie, jednocześnie wzmacniając odporność krajowego sektora elektroenergetycznego i wspierając jego transformację w kierunku bardziej zdywersyfikowanego i mniej emisyjnego miksu energetycznego.

Dziś decyzja w sprawie szefa Fed. Kurs dolara w górę, surowce i kryptowaluty w korekcie

Inwestorzy wstrzymują oddech, dzisiaj prezydent USA ma ogłosić nowego szefa banku centralnego. Spora korekta na surowcach i kryptowalutach. Wyniki finansowe spółek big tech z USA wpływają na skrajne emocje.

Czy będzie to Kevin?

Stanowisko prezesa Fed to bez wątpienia jedno z najbardziej gorących krzeseł w świecie finansów. Z jednej strony bank centralny USA to stabilność i niezależność, z drugiej realna polityka, wysokie ego szefów, nerwowe reakcje rynków na każde słowo czy gest.  Nie dziwi więc fakt, że od dłuższego czasu tematem absorbującym inwestorów jest kwestia wyboru nowego „dowódcy” Fed i tym samym zastąpienie Powella. Jest spora szansa, że dzisiaj ten temat i spekulacje się zakończą, a prezydent USA ogłosi nazwisko. Faworytem do objęcia fotela prezesa jest Kevin Warsh, czyli były gubernator Fed, a więc osoba znająca realia bankowości centralnej. Historycznie kandydat znany ze sceptycznego podejścia do luzowania ilościowego i orędownik tradycyjnej polityki monetarnej. Często mówiono o nim, że jest „jastrzębiem” w kwestii inflacji, co oznacza, że stabilność cen jest dla niego kluczowym tematem.

Tornado na surowcach

Wspominaliśmy o tym jak ważne jest stanowisko szefa Fed, więc wszelkie spekulacje o kandydaturze, tym bardziej na ostatniej prostej, mają olbrzymi wpływ na rynki finansowe. I właśnie kwestia nazwiska Warsha jako głównego faworyta stała się pretekstem do wyprzedaży na rynku surowców, ale także kryptowalut. Według analityków przyszły przewodniczący miałby ograniczyć płynność w systemie bankowym, wskutek redukcji bilansu banku centralnego. Ta kwestia uderza właśnie w aktywa uważane za ryzykowne, jak kryptowaluty. Wyliczenia pokazują, że kapitalizacja tego rynku w ciągu 24h spadła o 6%. Zwraca też uwagę ruch umacniający USD, bo niepewność sprawia, że inwestorzy chcą trzymać oszczędności w bezpiecznych aktywach. Silniejszy dolar amerykański stał się też jednym z powodów sporych spadków na złocie, momentami wynoszących nawet 6,5%. Choć fakt ten nie do końca pasuje do ucieczki inwestorów do bezpiecznych przystani, ale pamiętajmy, że jesteśmy po sporych wręcz parabolicznych wzrostach, więc kandydatura nowego szefa Fed „kontrolującego inflację” mogła stać się jedynie pretekstem do takich zachowań kursu. Nie inaczej jest na innych surowcach, srebro tanieje o ponad 14%, a miedź o ponad 4%.

Wygrani i przegrani

Ze skrajnymi emocjami inwestorzy przechodzą przez sezon wynikowy w USA wśród gigantów technologicznych. Z jednej strony pozytywne zaskoczenie po stronie Apple i zysk przebijający oczekiwania analityków. Co warte uwagi, to powrót popytu z Chin i wzrost 40% po stronie przychodowej r/r. Z drugiej strony mieliśmy wczoraj bezprecedensową zmienność na akcjach Microsoft i spadek o 12% w ciągu jednej sesji. Taka sytuacja przypomina raczej panikę z czasów pandemii czy wybuchu wojny, niż normalną sesję. Być może więc znów za powód można uznać aktywację automatycznych zleceń sprzedaży, która jest metodą ochroną kapitału, ale w przypadku notowań generuje większe ruchy, które właśnie widzieliśmy. Taka sytuacja – paniczne szukanie gotówki dla depozytów zabezpieczających – mogła sprawić, że również na złocie czy srebrze likwidowano pozycje, co wpłynęło na pogłębienie spadków.

Grupa PTWP kupuje Elamed. Do portfolio dołącza 17 czasopism i 10 portali

0

Grupa PTWP, notowana na GPW, przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych w Polsce. Transakcja wzmacnia segment medialny Grupy i rozszerza jej portfolio o sprofilowane tytuły wydawnicze oraz szereg wydarzeń i konferencji specjalistycznych. Przejęcie spółki Elamed wpisuje się w długoterminową strategię skalowania działalności digital oraz budowy silnego ekosystemu wyspecjalizowanych mediów i wydarzeń.

Elamed Media Group jest wydawcą czasopism i portali specjalistycznych, skierowanych do profesjonalistów poszukujących eksperckiej wiedzy oraz realnego wsparcia w rozwoju zawodowym. Portfolio spółki obejmuje 17 czasopism i 10 portali internetowych, które docierają do specjalistów z takich branż jak stomatologia, ochrona zdrowia, weterynaria, budownictwo oraz BHP. Wyróżnić można tytuły takie jak: „Weterynaria w praktyce”, „Magazyn Autostrady”, „Twój Przegląd Stomatologiczny”, „Rehabilitacja w Praktyce”, „dentalmaster.pl”, „dlaszpitali.pl”, „behapowcy.com” czy „drogowo-mostowy.pl”. Działalność wydawnicza uzupełniana jest przez e-booki, podcasty, aplikacje internetowe, webinary, szkolenia i konferencje.

Akwizycja wzmacnia pozycję Grupy PTWP w segmencie profesjonalnych mediów branżowych i otwiera dalsze możliwości rozwoju poprzez integrację portfolio Elamed z kluczowymi aktywami Grupy, w tym portalami internetowymi i wydarzeniami własnymi. Połączenie potencjału redakcyjnego i sprzedażowego obu organizacji pozwoli na tworzenie innowacyjnych produktów medialnych i eventowych.

– Wierzymy w profesjonalne, sprofilowane media, skierowane do konkretnych sektorów gospodarki, które są jednym z filarów Grupy PTWP. Portfolio Elamedu bardzo dobrze uzupełnia i rozwija nasz dotychczasowy zakres serwisów internetowych oraz aktywności eventowych. Chcemy docierać z eksperckim, rzetelnym przekazem do tych grup odbiorców. Właśnie taki potencjał widzimy w działalności Elamedu i w jej dalszym rozwoju w ramach Grupy PTWP – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W wyniku transakcji w spółce Elamed powołany został jednoosobowy zarząd, a funkcję prezesa objął Tomasz Ruszkowski, pełniący również funkcję członka zarządu w PTWP SA. Przejęcie udziałów Elamed jest kolejną akwizycją Grupy PTWP, realizowaną zgodnie z zapowiadaną strategią rozwoju poprzez wzrost organiczny i przejęcia.

Pod koniec 2025 r. Grupa PTWP sfinalizowała strategiczną transakcję przejęcia większościowego pakietu akcji Gremi Media (56,82%), wydawcy dzienników „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W ubiegłym roku Grupa objęła również prawa do organizacji wydarzeń Cybersec Forum & Expo a także Future Mining Forum & Expo (targi górnicze) i zamierza rozwinąć formuły obu wydarzeń. Akwizycje te wzmacniają pozycję Grupy jako jednego z największych w Polsce zintegrowanych ekosystemów medialnych i eventowych dla biznesu, finansów i administracji publicznej, tworząc solidne fundamenty pod dalszy długoterminowy rozwój.

Odczyty PKB dla strefy euro za IVQ lepsze od prognoz

Wstępne odsezonowane odczyty PKB dla strefy euro w IVQ były odrobinę lepsze od prognoz zarówno w ujęciu kwartalnym (0,3 proc. vs oczekiwane 0,2 proc.) i ujęciu rocznym (1,3 proc. vs oczekiwane 1,2 proc.,). Podobnie ze stopą bezrobocia, która okazała się niższa o 0,1 p.p. od oczekiwanego odczytu (6,2 proc. vs oczekiwane 6,3 proc.).

Odrobinę lepsze dane gospodarcze od oczekiwanych są zawsze mile widziane, ale różnice pomiędzy wstępnymi odczytami a oczekiwaniami są zbyt małe żeby jakoś istotnie wpłynąć na decyzję ECB dotyczącą zmian stóp procentowych dla strefy Euro.

KSeF na ostatniej prostej: testy ukazały potencjał systemu, ale też obszary ryzyka

0

Czteromiesięczny okres testów interfejsu API KSeF 2.0 dobiega końca – system zacznie obowiązywać w trybie obligatoryjnym dla pierwszych podmiotów już 1 lutego. W naszej ocenie jest on czytelny i funkcjonalny, choć niektóre jego elementy nadal wymagają dopracowania. Przeprowadzone testy pokazują, że kluczowe wyzwania nie dotyczą samej obsługi narzędzia, lecz kwestii istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa i ciągłości działania – w szczególności mechanizmów uwierzytelniania opartych na certyfikatach czy komunikatów w przypadku awarii.

Udostępnienie środowiska testowego KSeF 2.0 otworzyło firmom oraz dostawcom systemów finansowo-księgowych możliwość praktycznej weryfikacji nowego modelu e-fakturowania. Testy pozwalają sprawdzić, jak system zachowuje się w typowych scenariuszach wystawiania i odbioru faktur oraz jak współpracuje z wykorzystywanym oprogramowaniem.

Opinie na temat udostępnionego środowiska testowego są dobre – zarówno z naszej perspektywy, jak i ze strony klientów. System jest funkcjonalny i intuicyjny, a użytkownicy bez większych trudności odnajdują się w jego strukturze. Szczególnie dobrze oceniana jest prostota obsługi Modułu Certyfikatów i Uprawnień (MCU), co stanowi wyraźną poprawę w porównaniu z poprzednią wersją.

Istotnym udogodnieniem dla firm jest możliwość logowania się przy użyciu odrębnych danych testowych, co pozwala na przejście przez część operacji bez konieczności zakładania certyfikatów. Dostępna jest też wersja demonstracyjna, która umożliwia testy z użyciem certyfikatu. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą przetestować proces wystawiania faktury w różnych wariantach.

Stabilność, ciągłość działania i bezpieczeństwo systemu wciąż budzą wątpliwości przedsiębiorców

W trakcie testów pojawiały się przerwy techniczne. Miały one miejsce w momentach wzmożonej aktywności użytkowników. To sytuacje newralgiczne, ponieważ właśnie wtedy firmy oczekują pełnej stabilności systemu oraz jednoznacznej informacji o jego dostępności. Co istotne, wyzwaniem pozostają nie tylko same przerwy w działaniu, lecz także szybkie rozpoznanie sytuacji awaryjnej. Mimo że w KSeF przewidziano tryb pracy offline, użytkownicy zwracają uwagę na brak czytelnych komunikatów zwrotnych, na przykład na poziomie API, które pozwalałyby jednoznacznie stwierdzić, z jakim typem problemu mamy do czynienia.

W kontekście bezpieczeństwa warto zwrócić uwagę na nowy obszar ryzyka, z którym firmy będą musiały się zmierzyć, czyli tzw. faktury scamowe. Są to dokumenty, które nie odzwierciedlają rzeczywistej transakcji i mogą być elementem próby nadużycia. W KSeF 2.0 przewidziano mechanizmy pozwalające zareagować w takiej sytuacji – jeśli podatnik otrzyma fakturę budzącą uzasadnione wątpliwości, może zwrócić się do wystawcy o jej korektę lub zgłosić taki przypadek do Ministerstwa Finansów. To rozwiązanie ma charakter ochronny, a jego celem jest przeciwdziałanie pustym fakturom oraz innym formom oszustw. Należy jednak podkreślić, że jego skuteczne wykorzystanie będzie wymagało od firm wypracowania jasnych procedur i budowania świadomości po stronie użytkowników.

Kumulacja zmian w dniu startu obowiązkowego KSeF

Wszystkie te wyzwania – od kwestii bezpieczeństwa, przez stabilność systemu, po ograniczenia środowiska testowego – nabierają szczególnego znaczenia w kontekście harmonogramu wdrożenia KSeF. Pełna dostępność niektórych funkcjonalności ma zostać uruchomiona dopiero 1 lutego, czyli w dniu wejścia w życie obowiązku korzystania z systemu dla pierwszej grupy podmiotów. Oznacza to kumulację zmian w momencie, gdy KSeF zacznie być wykorzystywany na szeroką skalę w trybie obligatoryjnym.

Dobrą informacją dla przedsiębiorców jest jednak to, że w bieżącym roku nie przewidziano jeszcze kar finansowych za ewentualne nieprawidłowości w obsłudze systemu. W praktyce oznacza to rozpoczęcie okresu przejściowego, który firmy mogą wykorzystać na dalsze testowanie rozwiązań oraz dopracowanie wewnętrznych procesów związanych KSeF.

Odbiór przygotowań do wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur jest obecnie pozytywny. Widać wyraźną poprawę w jakości i przejrzystości informacji przekazywanych przez Ministerstwo Finansów w porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat. Komunikacja jest znacznie bardziej uporządkowana i zrozumiała dla przedsiębiorców. Wszyscy uczestnicy rynku czekają więc na 1 lutego, który będzie pierwszym realnym sprawdzianem funkcjonowania KSeF w szerszej skali.

WSA w Gdańsku po stronie deweloperów. Składka na DFG może stanowić pośredni koszt uzyskania przychodu

Składka na DFG (Deweloperski Fundusz Gwarancyjny) to jeden z tych obowiązków, który spędza sen z powiek wielu deweloperom, komplikując i tak już złożone rozliczenia podatkowe. Czy jednak opłata ta musi być rozliczana dopiero w momencie sprzedaży lokalu, czy może trafić w koszty od razu? Mamy dobrą wiadomość. WSA w Gdańsku 8 października 2025 r. (sygn. I SA/Gd 558/25) stanął po stronie branży deweloperskiej.

Składka na DFG jako pośredni koszt uzyskania przychodów

Sąd uznał, że składka na DFG może być traktowana jako pośredni koszt uzyskania przychodów. Co to oznacza w praktyce? Szybsze zaliczenie wydatków do kosztów podatkowych i poprawę płynności finansowej. To rozstrzygnięcie, które może istotnie wpłynąć na planowanie finansów i rozliczeń w firmach deweloperskich.

Czym jest składka na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny?

Aby zrozumieć wagę tego wyroku, warto przypomnieć, z czym dokładnie wiąże się składka na DFG. Jest to obowiązkowa, bezzwrotna opłata, którą musi odprowadzać każdy deweloper. Jej wysokość jest ściśle regulowana i zależy od rodzaju prowadzonego rachunku powierniczego:

  • maksymalnie 1% wartości wpłaty brutto w przypadku otwartego mieszkaniowego rachunku powierniczego.
  • maksymalnie 0,1% wartości wpłaty brutto w przypadku zamkniętego mieszkaniowego rachunku powierniczego.

Składka na DFG jest naliczana od każdej wpłaty dokonanej przez nabywcę lokalu na rachunek powierniczy i musi zostać odprowadzona w terminie 7 dni. Głównym celem tej daniny nie jest zysk fiskalny państwa, lecz ochrona środków wpłacanych przez nabywców mieszkań na wypadek upadłości dewelopera lub banku. Dla firmy deweloperskiej jest to jednak realny, bezzwrotny koszt, który obciąża inwestycję na długo przed jej zakończeniem.

Spór z fiskusem o to, czy składka na DFG to koszt pośredni czy bezpośredni

W omawianej sprawie spółka deweloperska wdała się w spór z Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Oś sporu stanowiła kwalifikacja podatkowa wydatku z tytułu składki na DFG. Stanowisko spółki było jasne: składka powinna być traktowana jako koszt pośredni (art. 15 ust. 4d ustawy o CIT). Deweloper argumentował, że choć jej wysokość technicznie zależy od wpłat klientów, to sama opłata nie jest ponoszona w celu uzyskania konkretnego przychodu ze sprzedaży lokalu, lecz w celu spełnienia ustawowego obowiązku prowadzenia działalności. Składka nie jest przypisana do konkretnego lokalu w taki sposób, jak np. koszt materiałów budowlanych.

Dyrektor KIS był odmiennego zdania. Organ podatkowy uznał, że składka na DFG to typowy koszt bezpośredni (art. 15 ust. 4 ustawy o CIT). Według fiskusa, skoro wysokość składki wylicza się jako procent od wpłaty na konkretny lokal, to jest ona ściśle powiązana z tym przychodem. Konsekwencja takiego podejścia jest bolesna dla dewelopera: koszt ten można by odliczyć dopiero w momencie sprzedaży lokalu (podpisania aktu notarialnego), co często następuje wiele miesięcy, a nawet lat po faktycznym poniesieniu wydatku.

Przełomowy wyrok WSA w Gdańsku

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku nie zostawił suchej nitki na interpretacji fiskusa, przyznając rację deweloperowi. W uzasadnieniu swojego wyroku wskazał organom na kluczowe aspekty, o których nie powinny zapominać stosując prawo. Po pierwsze, celem ustawowym składki na DFG było zwiększenie ochrony nabywców domów i mieszkań, a nie samo „uzyskanie przychodu” ze sprzedaży tych nieruchomości. Po drugie, fakt, że składka na DFG jest wyliczana jako procent od wpłaty klienta, ma charakter wyłącznie techniczny. Nie czyni to z niej kosztu bezpośredniego, tak jak np. kosztu cegieł czy betonu. Wreszcie sąd zauważył, że teoretycznie możliwe jest skuteczne przeniesienie własności lokalu bez opłacenia składki (choć byłoby to naruszenie przepisów administracyjnych). Oznacza to, że poniesienie tego kosztu nie warunkuje bezpośrednio samego przychodu ze sprzedaży.

Co ten wyrok oznacza dla deweloperów?

Wyrok gdańskiego sądu to zielone światło dla deweloperów do optymalizacji swoich rozliczeń podatkowych. Traktowanie składki na DFG jako kosztu pośredniego pozwala na szybsze obniżenie podstawy opodatkowania, co w branży o tak długim cyklu inwestycyjnym ma niebagatelne znaczenie dla płynności finansowej firmy.

Należy jednak pamiętać, że organy podatkowe bywają nieustępliwe, a przepisy podatkowe w Polsce należą do jednych z najbardziej skomplikowanych w Europie. Każda inwestycja ma swoją specyfikę, a błędna kwalifikacja kosztów może narazić firmę na spory z fiskusem.

Bumech składa wniosek o przeniesienie koncesji KWK Silesia. Kluczowy krok do startu dzierżawy

Bumech S.A. wykonał dziś kolejny, kluczowy krok w procesie finalizacji dzierżawy KWK Silesia. Spółka złożyła do Ministra Klimatu i Środowiska wniosek o przeniesienie koncesji na wydobywanie węgla kamiennego oraz metanu ze złoża „Silesia”, co jest jednym z warunków wejścia w życie podpisanej umowy dzierżawy i utrzymania działania kopalni.

30 stycznia 2026 roku Bumech złożył do Ministra Klimatu i Środowiska wniosek o przeniesienie na spółkę koncesji na wydobywanie węgla kamiennego oraz metanu jako kopaliny towarzyszącej ze złoża „Silesia”, którą obecnie posiada Przedsiębiorstwo Górnicze „SILESIA” Sp. z o.o. w restrukturyzacji. Jest to kolejna, dzień po dniu, informacja potwierdzająca realne działania podejmowane przez spółkę i bezpośrednie następstwo podpisanej 29 stycznia umowy dzierżawy pomiędzy Bumech a sądowym zarządcą masy sanacyjnej PG Silesia. 

Złożenie wniosku jest też realizacją porozumienia zawartego 29 grudnia 2025 roku pomiędzy Bumech, sądowym zarządcą przedsiębiorstwa PG Silesia w restrukturyzacji, stroną rządową oraz stroną społeczną. Przeniesienie koncesji stanowi jeden z kluczowych warunków umożliwiających wejście w życie umowy dzierżawy kopalni i kontynuowania jej działalności.

Wejście w życie umowy dzierżawy pod pewnymi warunkami

Zgodnie z zapisami podpisanej umowy dzierżawy, jej skuteczność uzależniona jest od spełnienia dwóch warunków: uzyskania zgody sędziego-komisarza na zawarcie umowy dzierżawy oraz przeniesienia koncesji wydobywczej na Bumech S.A.

Po złożeniu wniosku do Ministra Klimatu i Środowiska, kolejne decyzje leżą po stronie sądu restrukturyzacyjnego oraz organu koncesyjnego. Ich rozstrzygnięcia będą miały decydujące znaczenie dla dalszych losów kopalni.

Przyszłość KWK Silesia

Przeniesienie koncesji i zgoda sądu są niezbędne, aby możliwe było uruchomienie działalności operacyjnej kopalni w nowej formule. Bez spełnienia tych warunków nie będzie możliwe rozpoczęcie wydobycia przez Bumech.

Prowadzimy wytężone prace, aby KWK Silesia mogła dalej funkcjonować i nie została postawiona w stan upadłości. Złożenie wniosku o przeniesienie koncesji to kolejny, bardzo konkretny krok w tym procesie. Teraz potrzebne są decyzje sądu i administracji, które pozwolą przejść od formalności do realnego wydobycia, aby zakład mógł dalej działać i aby pracownicy mieli realną perspektywę stabilnej przyszłości. – podkreśla prezes zarządu Bumech S.A, Jonasz Drabek.

Długofalowe starania o uratowanie kopalni

PG Silesia – największa prywatna kopalnia węgla kamiennego w Polsce – znalazła się w restrukturyzacji w związku z sytuacją finansową. W ostatnich miesiącach Bumech konsekwentnie podejmował działania dążące do znalezienia rozwiązań potrzebnych do utrzymania kopalni, ochrony miejsc pracy oraz zapewnienia ciągłości wydobycia.

Google: W turystyce kończy się walka o skalę, zaczyna o rentowność. AI zrewolucjonizuje rezerwacje i personalizację doświadczeń

Choć do 2050 roku liczba podróży międzynarodowych na świecie ma się podwoić – do około 3,5 miliarda rocznie – to Europa nie będzie już głównym motorem tego wzrostu pod względem liczby turystów. Takie wnioski płyną z raportu „The Power of TR[AI]VEL”, przygotowanego przez Google oraz firmę doradczą Alvarez & Marsal. Dokument sugeruje, że Stary Kontynent wchodzi w fazę dojrzałości rynkowej, gdzie kluczowym celem przestaje być walka o skalę, a staje się walka o rentowność.

Dla Polski – sklasyfikowanej w raporcie jako stabilny „Rynek Wspierający” (Supporting Market) – oznacza to konieczność dostosowania strategii. W nowej rzeczywistości wygrywać będą ci, którzy potrafią budować wartość oferty, a nie tylko zwiększać liczbę sprzedanych noclegów.

Europa jako „Yield Fortress”: twierdza rentowności

Raport opisuje fundamentalną zmianę w globalnym układzie sił. W kolejnych dekadach to region Azji i Pacyfiku (APAC) ma przejąć rolę lidera wzrostu liczby podróżnych, wyprzedzając Europę. Oznacza to, że Europa i USA mają coraz częściej funkcjonować jako rynki typu „Yield Fortress” – czyli „twierdze rentowności”.

W praktyce: rynki wschodzące będą obsługiwać miliony nowych turystów, natomiast rynki dojrzałe (w tym Polska) powinny maksymalizować przychód z każdego gościa, rozwijać sprzedaż usług dodatkowych (ancillaries) i unikać strategii opartej wyłącznie na wolumenie.

Jak podkreśla Dominika Harasimowicz, Travel Industry Manager, Google Polska:

„Dla polskiej branży turystycznej wnioski z raportu są jednoznaczne: model biznesowy oparty wyłącznie na walce cenowej i wysokim obłożeniu powoli się wyczerpuje. Wchodzimy w etap, w którym wygrywać będą ci, którzy precyzyjnie dotrą do zamożniejszego klienta i zaoferują mu spersonalizowane doświadczenie, za które będzie on gotów zapłacić więcej.”

I dalej:

„Nie chodzi już o przyciągnięcie kogokolwiek, lecz o dotarcie do właściwego klienta w odpowiednim momencie.”

Polska: stabilny filar, ale bez „eksplozji” popytu

W analizie turystyki wyjazdowej (outbound) Polska znalazła się w grupie Supporting Markets, obok takich krajów jak Belgia czy Szwajcaria. Taka klasyfikacja oznacza rynek dojrzały, przewidywalny i stabilny – bez gwałtownych skoków popytu, jakie mają generować „Globalne Superpotęgi Popytu” (Global Demand Superpowers), jak Indie czy Chiny.

Podobnie wygląda obraz turystyki przyjazdowej (inbound). Polska należy do grupy państw o umiarkowanym, stabilnym wzroście wydatków turystów, szacowanym na ok. 1–2% średniorocznie (CAGR) w latach 2025–2050, co zbliża nas do dojrzałych gospodarek turystycznych (np. Niemiec). Wniosek jest klarowny: strategia „tanio i dużo” przestaje działać tak, jak kiedyś – rośnie znaczenie podejścia „jakościowo i rentownie”.

Srebrna gospodarka: demografia jako szansa dla Polski

Raport wskazuje również na trend, który może być szczególnie istotny dla polskich hoteli, uzdrowisk i regionów nastawionych na wypoczynek i zdrowie: globalna populacja osób 65+ ma się do 2050 roku podwoić, osiągając 1,5 miliarda.

Co ważne, dzisiejsi seniorzy:

  • zdrowsi,
  • podróżują dłużej (przez więcej lat życia),
  • pozostają aktywni i częściej szukają komfortu, bezpieczeństwa oraz usług wspierających dobrostan.

Zmienia się też model finansowy: starsze pokolenia coraz częściej wydają zgromadzony majątek za życia, kierując go na podróże i doświadczenia, zamiast odkładać go wyłącznie na spadek. Dla branży to sygnał, że popyt premium może rosnąć nie tylko wśród młodszych, ale także w „srebrnym” segmencie.

AI w turystyce: od inspiracji do sprawczego działania

Jednym z najmocniejszych akcentów raportu „The Power of TR[AI]VEL” jest rola sztucznej inteligencji. Technologia ma przestać być jedynie narzędziem wyszukiwania i rekomendacji, a wejść w etap „Agentic AI” – systemów o wysokiej sprawczości, które nie tylko sugerują rozwiązania, ale też aktywnie je realizują.

Dominika Harasimowicz opisuje kierunek zmian następująco:

„Sztuczna inteligencja ewoluuje z roli asystenta w system operacyjny całej branży. Do 2030 roku AI pozwoli na hiper-personalizację oferty na niespotykaną dotąd skalę. Dla polskich firm oznacza to możliwość automatyzacji milionów decyzji operacyjnych i marketingowych. Systemy te będą w stanie nie tylko zaplanować podróż, ale w czasie rzeczywistym reagować na zmiany, np. przebudowując ofertę hotelu pod konkretnego gościa czy rozwiązując problemy z połączeniami lotniczymi bez udziału człowieka.”

To zapowiedź istotnej przewagi konkurencyjnej: firmy, które szybciej wdrożą AI w marketingu, pricingu, obsłudze i operacjach, mogą skuteczniej bronić marży w warunkach presji kosztowej.

Co to oznacza w praktyce dla polskich firm turystycznych?

Raport przekłada globalne trendy na konkretne wnioski dla marketerów i menedżerów.

1) Lojalność ważniejsza niż akwizycja

Na dojrzałym rynku koszt pozyskania klienta rośnie, a utrzymanie relacji staje się kluczowe. Raport wskazuje, że turystyka krajowa może pełnić rolę „silnika lojalności” (loyalty engine) – budować przywiązanie do marki, które w przyszłości przełoży się na powroty i wyższą wartość klienta.

2) Jakość ponad ilość

Skoro Europa traci udział w globalnym wolumenie turystów na rzecz APAC, firmy w Polsce muszą przygotować się na bardziej wymagającego klienta: oczekującego standardu premium, spójnej jakości i unikalnych doświadczeń, a nie tylko dobrej ceny.

3) Technologia jako obrona marży

W obliczu rosnących kosztów operacyjnych i presji na wyniki, AI ma pełnić rolę „tarczy” rentowności: automatyzować procesy, usprawniać obsługę i poprawiać dopasowanie oferty do realnych potrzeb gościa.

Nowy etap: Polska między stabilnością a koniecznością zmiany

Z raportu „The Power of TR[AI]VEL” wyłania się obraz rynku, w którym Polska nie musi (i nie powinna) walczyć o bycie liderem globalnego przyrostu turystów. Naszą przewagą może być stabilność, a ambicją – umiejętne przejście z modelu „wysokie obłożenie i konkurencja cenowa” do modelu opartego na wartości, doświadczeniu i technologii.

Jeśli branża potraktuje te wnioski poważnie, Polska może zyskać na zmianie trendów: nie jako „fabryka noclegów”, ale jako rynek, który potrafi skutecznie sprzedawać jakość – i konsekwentnie na niej zarabiać.

Warszawski rynek biurowy 2025: rekordowy IV kwartał, ale popyt napędzały renegocjacje

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w 2025 roku aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym utrzymywała się na wysokim poziomie, a czwarty kwartał okazał się rekordowy pod względem wolumenu wynajętej powierzchni biurowej. Warto jednak zauważyć, że w strukturze popytu – zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym ubiegłym roku – dominowały renegocjacje umów najmu. Jednocześnie odnotowano ograniczoną aktywność deweloperską, która przełożyła się na niewielką liczbę ukończonych inwestycji i metrów kwadratowych w budowie. Z kolei spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej i coraz mniejsza dostępność dużych modułów biurowych, szczególnie w obiektach najwyższej jakości i najlepszych lokalizacjach, wzmacniają presję na wzrost czynszów.

Pod koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie nieznacznie przekraczały 6,23 mln mkw., ale w porównaniu z rokiem poprzednim zmniejszyły się o około 1%.

– Odnotowywane od 2023 roku niskie wolumeny nowej podaży (średnio poniżej 85 000 mkw. rocznie) oraz przyspieszający trend wycofywania z rynku starszych, nieefektywnych obiektów przekładają się na znaczące spowolnienie tempa wzrostu nowoczesnych zasobów biurowych, a nawet ich uszczuplenie – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W samym 2025 roku w celu modernizacji lub zmiany funkcji wyłączono z zasobów prawie 165 000 mkw. biur. Jednocześnie nowa podaż w ubiegłym roku wyniosła niecałe 90 000 mkw., z czego prawie 85% oddano do użytku w dwóch biurowcach w podstrefie Zachodnie Centrum: The Bridge (47 000 mkw.) oraz AFI Office House (27 800 mkw.), które zostały ukończone w drugim kwartale.

– W całym 2025 roku aktywność deweloperska w Warszawie utrzymywała się na stosunkowo niskim poziomie i podobnie będzie w tym roku. W lokalizacjach poza centrum deweloperzy uzależniają rozpoczynanie nowych inwestycji biurowych od pozyskania najemców w ramach umów przednajmu, natomiast w centrum stolicy istotnym wyzwaniem pozostaje ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów. Szacujemy, że około 70% tegorocznego wolumenu nowej powierzchni powstanie w centrum Warszawy – dodaje Karol Wyka.

W czwartym kwartale 2025 roku w budowie pozostawało prawie 189 000 mkw. – to o 36% więcej niż w trzecim kwartale, ale o blisko 23% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Warto zauważyć, że w ubiegłym roku deweloperzy w Warszawie rozpoczęli budowę tylko jednego znaczącego biurowca – AFI Tower. Ponadto prawie 60% powierzchni będącej obecnie w budowie zostanie dostarczone na rynek dopiero po roku 2026. Z kolei tegoroczna podaż, według prognoz analityków firmy Newmark Polska, wyniesie ok. 80 000 mkw.

Czwarty kwartał 2025 roku, podobnie jak w poprzednich latach, charakteryzował się największą aktywnością najemców w całym roku. Jednocześnie był to rekordowy kwartał pod względem wolumenu wynajętej powierzchni w historii warszawskiego rynku biurowego. W tym okresie najemcy wynajęli 309 850 mkw. biur, co oznacza wzrost o 69% w porównaniu z trzecim kwartałem oraz o niemal 27% w stosunku do ostatniego kwartału 2024 roku.

– Całkowity popyt w 2025 roku wyniósł prawie 794 100 mkw. i był o ponad 7% wyższy niż rok wcześniej (740 200 mkw.). W okresie od stycznia do grudnia 2025 roku najwięcej umów najmu podpisano w Centrum (255 300 mkw., z czego 70,6% w podstrefie Zachodnie Centrum), na Służewcu (180 000 mkw.) i w Centralnym Obszarze Biznesu (109 200 mkw.). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym były firmy z sektora produkcyjnego (14%), IT (13%) oraz finansowego (11%). Siedem umów podpisanych w ubiegłym roku opiewało na ponad 10 000 mkw. – mówi Magdalena Zagórska, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym 2025 roku, renegocjacje dominowały na rynku najmu, odpowiadając odpowiednio za 64,5% i 50,7% wynajętej powierzchni. Na pozostałe 49,3% ubiegłorocznego popytu złożyły się nowe umowy (36,9%), ekspansje (5,7%), transakcje na potrzeby własne (4%) oraz przednajmy (2,7%).

Czwarty kwartał 2025 roku przyniósł kolejny z rzędu spadek współczynnika pustostanów. Na koniec grudnia wyniósł on 9,1% i był niższy o 0,6 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1,5 p.p. względem analogicznego okresu rok wcześniej. Potencjalni najemcy mogą obecnie wybierać spośród prawie 564 700 mkw. wolnych biur w istniejących budynkach. Jednocześnie obiekty ukończone po 2014 roku oferują zaledwie ok. 122 000 mkw., co w ich przypadku przekłada się na współczynnik pustostanów na poziomie 4,9%. Na koniec grudnia ubiegłego roku biura o powierzchni ponad 5000 mkw. dostępne były jedynie w trzech biurowcach wybudowanych po 2014 roku.

Średnie miesięczne stawki czynszu w najlepszych budynkach biurowych w czwartym kwartale 2025 roku utrzymywały się na poziomie 22-28 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum.

– W najbardziej poszukiwanych lokalizacjach, jak i w budynkach oferujących najwyższy standard, obserwujemy presję na wzrost czynszów, wynikającą z ograniczonej dostępności. W konsekwencji czynsze bazowe za powierzchnie klasy premium już teraz niekiedy przekraczają 30 euro za mkw., a w kolejnych miesiącach 2026 roku mogą wzrosnąć jeszcze bardziej – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Praca w marketingu i PR: mniej rekrutacji, większe wymagania, stabilne wynagrodzenia

Selektywne podejście do rekrutacji w marketingu, ograniczenie nowych etatów w PR oraz nieznacznie większa niż rok wcześniej liczba ofert w obszarze e‑commerce to jedne z głównych wniosków „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Uwagę zwraca przesunięcie akcentów z ról ogólnych na wyspecjalizowane oraz silny nacisk na kompetencje interdyscyplinarne, cyfrowe i analityczne. Mimo ostrożności rekrutacyjnej oczekiwania wobec kandydatów w 2025 roku rosły, a wynagrodzenia na kluczowych stanowiskach utrzymały wysoki poziom.

Zapotrzebowanie na role

Dane z 2025 roku wskazują na wyraźne zmiany w zapotrzebowaniu na pracowników w działach komunikacji marketingowej i PR, przy jednoczesnym utrzymaniu sezonowości: większym zainteresowaniu rekrutacjami w pierwszych kwartałach roku i stopniowym spadku w kolejnych miesiącach. W marketingu liczba ofert była mniejsza niż rok wcześniej, różnica nie była jednak znacząca. Nieco więcej ogłoszeń pojawiło się w obszarze e-commerce, wyraźnie zmniejszyło się natomiast zapotrzebowanie na specjalistów PR.Popyt na role Dział marketingu i PR_Raport Grafton Recruitment

Ogólna liczba ofert pracy utrzymuje się na w stałym poziomie, widoczne są jednak różnice w zapotrzebowaniu na pracowników w poszczególnych działach firm. Podczas gdy w sprzedaży czy logistyce jest ono większe, w HR, finansach czy marketingu ofert jest mniej, czego powodem może być zarówno skala wcześniejszych rekrutacji, jak i postępująca automatyzacja i przejmowanie części zadań przez narzędzia cyfrowe – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert Grafton Recruitment.

Zgodnie z danymi z Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, w III kwartale 2025 roku wskaźnik zapotrzebowania na role w marketingu wyniósł 0,82, e-commerce 0,63, a w PR tylko 0,54, przy ogólnym benchmarku rynkowym na poziomie 1,01. To znacząco mniej w porównaniu z pikiem rekrutacyjnym na początku 2022 roku, kiedy wskaźniki dla tych działów przewyższały średnią popytu dla wszystkich stanowisk.

W ostatnich latach działy marketingu i PR przeszły dynamiczną transformację, a rok 2025 tylko umocnił ten trend. Obserwujemy odejście od modelu opartego na dużych, wielozadaniowych zespołach. Zamiast tego firmy koncentrują się na pozyskiwaniu ekspertów o ściśle określonych kompetencjach – głównie digitalowych, analitycznych i związanych z content marketingiem. Rekrutacje są prowadzone ostrożniej, często projektowo i z myślą o realizacji konkretnych celów biznesowych – wyjaśnia Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

AI redefiniuje role

Technologie oparte na sztucznej inteligencji stają się integralnym elementem codziennej pracy w działach marketingu, e-commerce czy PR. Coraz więcej zadań i procesów – od analityki i segmentacji odbiorców, przez tworzenie treści, po obsługę kampanii i raportowanie – jest realizowanych z wykorzystaniem narzędzi automatyzujących procesy i wspierających specjalistów w podejmowaniu decyzji czy budowaniu strategii. W efekcie rośnie znaczenie kompetencji cyfrowych, obejmujących zarówno umiejętność pracy z danymi, jak i świadome wykorzystywanie narzędzi opartych na AI.

–   Automatyzacja komunikacji oraz wykorzystanie AI to dziś standard w zespołach marketingowych. Rosną też oczekiwania wobec kandydatów – umiejętność pracy z nowymi rozwiązaniami i rozumienie procesów opartych na danych to obecnie po prostu konieczność. Tempo zmian jest zwrotne, dlatego podnoszenie kwalifikacji i reskilling wpisują się w codzienność tej branży – mówi Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding.

W tym kontekście widoczne w raporcie Grafton Recruitment stawki i podwyżki wynagrodzeń wpisują się w szerszy trend — rosnącej rynkowej wartości kompetencji cyfrowych. To właśnie one, obok doświadczenia branżowego, stają się ważnym czynnikiem w ocenie kompetencji kandydatów.

W nadchodzących miesiącach można spodziewać się dalszej ewolucji ról marketingowych – zarówno w kierunku nowych specjalizacji, jak i silniejszej integracji kompetencji. Firmy coraz częściej poszukują specjalistów, którzy potrafią łączyć działania digital z tradycyjnymi kanałami komunikacji, rozumieją strategię marki, proces sprzedaży i analitykę. Oczekuje się od nich sprawnego poruszania się w środowisku technologicznym, kreatywności i odpowiedzialności za mierzalne efekty podkreśla Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Marketing częścią „front office”

Marketing w wielu organizacjach przechodzi głęboką transformację, napędzaną rosnącą rolą danych, automatyzacji i narzędzi CRM. Zmienia się sposób oceny działań, struktura procesów oraz relacja między marketingiem, działami operacyjnymi i sprzedażą. Coraz większe znaczenie mają spójne definicje, transparentność danych i wspólne KPI, które pozwalają zespołom pracować w jednym ekosystemie i patrzeć na efekty z perspektywy realnego wpływu na przychody. Marketing staje się przy tym pierwszym punktem kontaktu z klientem, odpowiada za edukację rynku, budowanie zaufania i przygotowanie leadów, a jego rola w procesach decyzyjnych rośnie wraz z dojrzałością analityczną organizacji. W firmach, które inwestują w jakość danych i kulturę współpracy, działania marketingowe są coraz częściej traktowane jako element front office.

Jeszcze kilka lat temu marketing w wielu firmach był postrzegany jako dział wspierający, funkcjonujący raczej w tle. Dziś staje się częścią front office, a analityka pozwala wreszcie dokładnie pokazać, jak duży ma on wpływ na wynik biznesowy. Największa zmiana dokonała się w sposobie myślenia o danych. Kampanie, które jeszcze niedawno oceniano po liczbie kliknięć, dziś analizuje się przez pryzmat ich realnego wpływu na wyniki – zauważa Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding.

Wynagrodzenia w marketingu i PR: stabilność płac, duże różnice regionalne

Z raportu Grafton Recruitment wynika, że w 2025 roku wynagrodzenia w działach marketingu i PR firm utrzymały się na stabilnym poziomie, przy czym różnice między miastami pozostały wyraźne. Najwyższe stawki tradycyjnie odnotowano w Warszawie, gdzie wynagrodzenie dyrektora marketingu wynosi od 20 000 do 35 000 zł. Wysoko plasują się również zarobki kierownika działu marketingu oraz kierownika działu PR, sięgające 22 000 zł. W przypadku stanowisk specjalistycznych pracownicy również mogą liczyć na atrakcyjne wynagrodzenia, zwłaszcza w obszarze digitalowym. Digital marketing manager w stolicy zarabia od 14 000 do 20 000 zł, a projektant UX/UI – od 10 000 do 15 000 zł. Content manager może liczyć na stawkę do 16 000 zł, a social media manager – do 17 000 zł.

W dużych ośrodkach – takich jak Wrocław, Kraków, Poznań czy Trójmiasto – stawki są niższe niż w Warszawie, jednak nadal atrakcyjne. Specjalista ds. marketingu we Wrocławiu otrzymuje wynagrodzenie rzędu 8 000 – 11 000 zł, w Poznaniu 9 000 – 12 000 zł, a w Trójmieście 8 000 – 11 000 zł. Różnice pomiędzy miastami odzwierciedlają lokalną specyfikę rynków pracy, skalę prowadzonych działań marketingowych oraz budżety operacyjne firm.Wynagrodzeniaw przedsiębiorstwach Dział marketingu i PR_Raport Grafton Recruitment

Obszar PR, mimo ograniczonego zapotrzebowania na nowe etaty, utrzymuje wynagrodzenia na solidnym poziomie. Kierownik działu PR w Trójmieście zarabia od 15 500 do 21 000 zł, podczas gdy w Warszawie od 14 000 do 20 000 zł. Z kolei pensje na takich stanowiskach, jak konsultant ds. PR czy rzecznik prasowy, w większości lokalizacji mieszczą się w przedziale 7 500 – 16 000 zł.

Selektywne wzrosty stawek, skupienie na kluczowych kompetencjach

W 2025 roku wynagrodzenia w działach marketingu i PR firm w większości utrzymały się na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego. Nie oznacza to jednak stagnacji. Jak pokazują dane Grafton Recruitment, przeciętne stawki wzrosły – najczęściej do 5%, co może wynikać m.in. z oferowania wynagrodzeń bliższych górnym granicom widełek.

Największą różnicę zanotowano na stanowisku content managera, którego średnie wynagrodzenie zwiększyło się o 5,6% względem 2024 roku. Znaczące zmiany objęły również social media managera (+5,3%) oraz dyrektora marketingu (+5,1%). Umiarkowane wzrosty dotyczyły stanowisk takich jak digital marketing manager (+3,6%) czy specjalista SEO/SEM (+2,1%). Podwyżki stawek nie objęły jednak wszystkich specjalizacji. W przypadku brand managera średnie wynagrodzenie spadło o 2,6%, co może z jednej strony wynikać z wcześniejszej dynamiki wzrostu uposażeń, ale także wskazywać na przesunięcie części budżetów z działań brandingowych na obszary związane z analizą efektywności i kampaniami digitalowymi.

Wyraźniejsze zmiany zaobserwowano w obszarze PR. Specjalista ds. komunikacji otrzymywał średnio o 7,3% więcej niż rok wcześniej, a w przypadku rzecznika prasowego wzrost sięgnął 9,3%. Konsultant ds. PR odnotował wzrost o 2,3%, natomiast kierownik działu PR o 3,5%. To sygnał, że mimo ograniczonego zapotrzebowania rekrutacyjnego, firmy były skłonne oferować wyższe stawki doświadczonym specjalistom i menedżerom PR.

 W 2025 roku obserwujemy wyraźne przesunięcie akcentów w polityce wynagrodzeń. Zamiast ogólnych podwyżek, firmy inwestują w konkretne kompetencje – głównie w digitalu, content marketingu i komunikacji. To obszary, które mają bezpośredni wpływ efektywność działań wspierających sprzedaż i widoczność marki. Wzrosty wynagrodzeń potwierdzają, że organizacje wolą dziś utrzymać kluczowych ekspertów i zwiększać ich zaangażowanie, niż skalować całe zespoły. Dotyczy to również PR, gdzie – mimo wyraźnego spadku rekrutacji – rośnie wartość kompetencji strategicznych i operacyjnych – komentuje Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: „Raport wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

XTB: rekordowe przychody operacyjne w 2025 r., szybki przyrost klientów i ambitny plan produktowy na 2026 r.

  • Przychody operacyjne XTB w 2025 roku wyniosły 2,15 mld zł (+14,6 proc. r/r). W ostatnim kwartale przychód operacyjny Spółki przekroczył 610 mln zł (+31,1 proc. r/r)
  • W 2025 roku XTB pozyskało ponad 864 tys. nowych klientów (+73,4 proc. r/r). Tylko w IV kwartale minionego roku pozyskano rekordowe 281 tys. nowych klientów (+77,8 proc. r/r)
  • W 2025 roku skonsolidowany zysk netto wyniósł 643,8 mln zł wobec 856,9 mln zł. Natomiast w IV kwartale 2025 roku zysk netto przekroczył 180,5 mln zł (spadek o 5,0 proc. r/r)
  • Ogłoszono plan produktowy na 2026 rok, w którym znalazły się m.in. nowe produkty inwestowania długoterminowego, margin trading oraz udostępnienie klientom rozszerzonych godzin handlu

XTB opublikowało wstępne wyniki finansowe za 2025 rok, wskazując na rekordową skalę wzrostu bazy klientów i najwyższe w historii przychody operacyjne. Spółka podkreśla, że minione 12 miesięcy przyniosło przełom zarówno w liczbie nowych rachunków, jak i w aktywności użytkowników, co bezpośrednio przełożyło się na wyniki przychodowe. Jednocześnie zarząd przedstawił plan produktowy na 2026 rok, który ma wzmocnić konkurencyjność platformy na rynku polskim i zagranicznym.

Rekord w pozyskiwaniu klientów i rosnąca baza aktywnych użytkowników

W 2025 roku XTB wyraźnie przyspieszyło działania marketingowe i komunikacyjne, koncentrując się na intensyfikacji pozyskiwania nowych klientów. Efektem był wzrost liczby nowo otwartych rachunków do ponad 864 tys., wobec 498 tys. rok wcześniej. Szczególnie mocny był IV kwartał, w którym spółka pozyskała rekordowe ponad 280 tys. nowych klientów, co potwierdziło utrzymującą się wysoką dynamikę wzrostu.

XTB wskazuje, że trend utrzymuje się również na początku 2026 roku. Tylko w pierwszych 28 dniach nowego roku do platformy dołączyło ponad 117 tys. nowych klientów, co sygnalizuje kontynuację strategii skalowania działalności na wielu rynkach.

Przyrost nowych rachunków wzmocnił także kluczowy fundament biznesowy, czyli bazę aktywnych klientów. Na koniec 2025 roku wynosiła ona 1,19 mln, wobec 701 tys. w analogicznym okresie roku poprzedniego, co oznacza wzrost o 69,7% r/r.

Efektywność marketingu: wzrost skali bez skoku kosztów

Spółka zwraca uwagę, że przy znaczącym zwiększeniu intensywności działań marketingowych utrzymała pod kontrolą koszt pozyskania klienta. W IV kwartale średni koszt pozyskania klienta miał wynieść 600 zł, natomiast średnia dla całego 2025 roku – 700 zł. W praktyce oznacza to, że XTB skaluje akwizycję przy relatywnie stabilnych wskaźnikach efektywności, co w branży usług inwestycyjnych jest jednym z kluczowych elementów utrzymania rentowności w dłuższym okresie.

Wyniki finansowe: historycznie wysokie przychody, spadek zysku netto

Rekordowa baza klientów przełożyła się na rekordowe przychody operacyjne: 2,15 mld zł w 2025 roku, czyli +14,6% r/r. W samym IV kwartale przychód operacyjny przekroczył 610 mln zł, co oznacza wzrost o 31,1% r/r. Jednocześnie szacunkowy zysk netto za cały 2025 rok wyniósł 643,8 mln zł wobec 856,9 mln zł rok wcześniej (spadek o 24,9% r/r). W IV kwartale 2025 roku zysk netto sięgnął 180,5 mln zł, co oznacza spadek o 5% r/r.

W komunikacji spółki widać więc równoległe zjawiska: szybki wzrost skali i przychodów oraz słabszy wynik netto w ujęciu rocznym, co może odzwierciedlać koszty wzrostu (m.in. marketingu i rozwoju produktów), a także zmienność struktury przychodów zależnej od aktywności klientów na konkretnych klasach instrumentów.

Za nami najlepszy rok w historii XTB pod wieloma względami. Cieszy mnie nieustannie rosnąca baza klientów, a przede wszystkim to, że dynamika pozyskiwania nowych inwestorów zwiększa się z roku na rok. To potwierdza, że mimo znaczącego zwiększenia skali działań marketingowych i komunikacyjnych potrafimy utrzymywać kluczowe dla nas wskaźniki efektywności. W 2026 roku mamy jeszcze bardziej ambitne cele i planujemy pozyskiwać średnio kwartalnie co najmniej 250-290 tys. nowych użytkowników. Chcemy w ten sposób umacniać swoją pozycję w Europie, Azji, na Bliskim Wschodzie oraz w Chile. Jestem przekonany, że dążąc do roli aplikacji inwestycyjnej pierwszego wyboru w tych regionach, będziemy potrafili skutecznie wykorzystywać okresy zwiększonej zmienności na rynkach finansowych – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Struktura przychodów: dominacja CFD na towary i indeksy

Wyniki XTB pozostają silnie powiązane ze strukturą aktywności inwestorów na poszczególnych klasach instrumentów. W 2025 roku największy udział w przychodach miały instrumenty CFD oparte na towarach (43,7%), w szczególności na notowaniach złota, gazu ziemnego oraz kakao. Druga najbardziej dochodowa kategoria to CFD na indeksy (36,0%), zwłaszcza amerykańskie US100 i US500 oraz niemiecki DAX. CFD na waluty odpowiadały za 13,7% przychodów, przy czym spółka podkreśla, że w tej klasie najwyższą dochodowość przynosiły instrumenty oparte na kryptowalutach – ethereum i bitcoinie.

Równolegle wyraźnie zwiększa się znaczenie przychodów z handlu akcjami i funduszami ETF – w 2025 roku miały one przekroczyć 78 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 155% r/r. To istotny sygnał w kontekście strategii budowy platformy typu „all-in-one”, łączącej trading krótkoterminowy z produktami dla inwestorów długoterminowych.

Aktywa klientów i rosnący segment produktów emerytalnych

XTB poinformowało, że łączna wartość aktywów klientów na koniec 2025 roku wyniosła ponad 45,8 mld zł. Jednocześnie spółka wskazuje na duże zainteresowanie rozwiązaniami emerytalnymi: w 2025 roku otwarto 132 570 rachunków IKE oraz 31 930 rachunków IKZE. Popularność produktów długoterminowych widoczna była także poza Polską – we Francji otwarto 6 403 rachunki PEA, a w Wielkiej Brytanii 3 884 rachunki ISA.

Plan produktowy na 2026 r.: krypto spot, opcje, margin trading i handel poza sesją

Zaprezentowany plan produktowy na 2026 rok koncentruje się na kilku równoległych kierunkach rozwoju:

  • Kryptowaluty na rynku spot – spółka kontynuuje prace nad udostępnieniem handlu krypto spot; pierwszym rynkiem ma być Cypr w I połowie 2026 roku, a następnie region LATAM i kolejne rynki europejskie (zależnie od zgód regulacyjnych). XTB deklaruje też zainteresowanie uzyskaniem odpowiedniego zezwolenia w Polsce, jeśli pojawi się taka możliwość.
  • Rozszerzenie dostępności opcji – plan obejmuje geograficzne rozszerzenie handlu opcjami kupna i sprzedaży na akcje 100 najpopularniejszych spółek notowanych w USA; w pierwszej kolejności o Hiszpanię (po uzyskaniu wymaganych zgód), potencjalnie jeszcze w I połowie 2026 roku.
  • Margin trading – XTB rozwija produkt handlu z wykorzystaniem dźwigni, pracując nad docelową konstrukcją rozwiązania oraz pozyskaniem partnera zapewniającego finansowanie.
  • Rozwój oferty dla inwestorów długoterminowych – w tym modernizacja Planów Inwestycyjnych, aby były prostsze i bardziej intuicyjne, szczególnie dla nowych użytkowników.
  • OKI (Osobiste Konto Inwestycyjne) – spółka deklaruje ambicję wdrożenia tego rozwiązania jako pierwsza na polskim rynku, przy czym termin zależy od prac Ministerstwa Finansów.
  • Rozszerzone godziny handlu – w pierwszej kolejności handel na rynku amerykańskim w formule 24h/5, a następnie stopniowe rozszerzanie rozwiązania na rynki europejskie.
  • Innowacyjność, odwaga w działaniu oraz kreatywność w marketingu pozwoliły nam zostać liderem wśród polskich domów maklerskich. Nie spoczywamy jednak na laurach i nasze ambicje sięgają znacznie dalej. Ostatni rok pokazał, że potrafimy skutecznie budować świadomość potrzeby długoterminowego inwestowania, czego dowodem jest m.in. liczba prowadzonych rachunków IKE i IKZE. Jestem przekonany, że to dopiero początek pozytywnego trendu świadomego zarządzania kapitałem w naszym kraju. Zdajemy sobie sprawę z oczekiwań wobec rozwoju XTB i intensywnie pracujemy nad tym, aby na rynkach zagranicznych powtórzyć sukces osiągnięty w Polsce – podsumowuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Co dalej: wzrost skali i walka o pozycję „aplikacji pierwszego wyboru”

Z komunikatu spółki wynika, że 2026 rok ma być okresem dalszego przyspieszenia akwizycji klientów (średnio kwartalnie 250–290 tys. nowych użytkowników) oraz rozbudowy oferty, która ma wzmacniać zarówno segment aktywnego tradingu, jak i inwestowania długoterminowego. Jeśli zapowiadane rozwiązania – zwłaszcza handel krypto spot, margin trading oraz rozszerzone godziny handlu – zostaną wdrożone zgodnie z harmonogramem i uzyskają wymagane zgody regulacyjne, mogą istotnie zwiększyć atrakcyjność platformy oraz dywersyfikację źródeł przychodów XTB na kolejnych rynkach.

Bumech podpisuje umowę dzierżawy KWK Silesia

Bumech S.A. podpisał umowę dzierżawy Kopalni Węgla Kamiennego SILESIA w Czechowicach-Dziedzicach. Zawarcie umowy to kolejny etap działań zmierzających do utrzymania działalności wydobywczej kopalni oraz zachowania miejsc pracy, a także ważny sygnał stabilizacji dla lokalnej społeczności.

Umowa dzierżawy Kopalni Węgla Kamiennego SILESIA została podpisana 29 stycznia 2026 r. pomiędzy firmą Bumech S.A. a zarządcą masy sanacyjnej Przedsiębiorstwa Górniczego „SILESIA” Sp. z o.o. w restrukturyzacji. Przedmiotem jest zorganizowana część przedsiębiorstwa PG Silesia, czyli szereg składników majątkowych i niemajątkowych potrzebnych do prowadzenia wydobycia i przeróbki węgla kamiennego wraz z pracownikami.

– Konsekwentnie realizujemy postanowienia porozumienia zawartego pomiędzy Bumech, sądowym zarządcą masy sanacyjnej PG Silesia w restrukturyzacji, stroną rządową i społeczną. Elementem tego porozumienia było podtrzymanie oferty dzierżawy. Dziś doszło do materializacji tego postanowienia przez podpisanie warunkowej umowy z zarządcą. W ten sposób utrzymamy działanie kopalni, zachowamy miejsca pracy, utrzymamy wydobycie oraz zadbamy o lokalną społeczność – mówi prezes zarządu Bumech S.A, Jonasz Drabek.

Jasne zasady współpracy

Czynsz dzierżawny został ustalony w oparciu o trzy elementy: stałą miesięczną stawkę, część zależną od poziomu wydobycia oraz część uzależnioną od osiąganego zysku. Taka konstrukcja ma umożliwić bezpieczne prowadzenie działalności i dostosowanie obciążeń do realnych wyników kopalni.

Umowa została zawarta na okres 36 miesięcy. Na 6 miesięcy przed upływem tego terminu Bumech może złożyć jednostronne oświadczenie o wydłużeniu okresu dzierżawy na kolejny okres do 36 miesięcy. Wejście w życie uzależnione jest od spełnienia określonych warunków formalnych, tj. uzyskania zgody sędziego-komisarza oraz przeniesienia koncesji wydobywczej na Bumech S.A.

Dążenie do utrzymania kopalni

Sytuacja finansowa PG Silesia, polskiego prywatnego przedsiębiorstwa wydobywczego, pogorszyła się pod koniec 2024 roku m.in. z powodu malejącej sprzedaży i presji cenowej na rynku, co doprowadziło do złożenia wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego przez spółkę w październiku 2024 r. oraz ustanowienia zarządcy sądowego. Restrukturyzacja była próbą przywrócenia rentowności oraz zdolności do regulowania zobowiązań. 

We wcześniejszych komunikatach spółka informowała o złożeniu oferty dzierżawy. Bumech deklarował w nich gotowość do przejęcia zorganizowanej części przedsiębiorstwa PG Silesia oraz prowadzenia działalności w sposób zapewniający ciągłość wydobycia i możliwie stabilne warunki zatrudnienia. Dzisiejsze podpisanie umowy jest efektem tych starań.

Odpowiedzialność i długofalowe podejście

Wydzierżawienie zorganizowanej części przedsiębiorstwa wywoła skutek przejścia zakładu pracy na Bumech S.A. zgodnie z art. 23¹ Kodeksu pracy. Oznacza to, że w dniu przejścia zakładu pracy na nowego pracodawcę (Bumech), zatrudnieni w Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia staną się pracownikami Bumechu. Spółka podkreśla, że jednym z kluczowych elementów porozumienia zawartego z partnerami społecznymi było przejęcie zorganizowanej części przedsiębiorstwa wraz z zatrudnionymi tam pracownikami.

Jak informuje spółka, podejmowane przez nią działania mają na celu realne uporządkowanie sytuacji kopalni i stworzenie warunków do jej dalszego funkcjonowania. Bumech deklaruje wolę dalszej współpracy ze stroną rządową, społeczną oraz instytucjami publicznymi w celu sprawnego przeprowadzenia całego procesu oraz zapewnienia dobrego prosperowania KWK Silesia w kolejnych latach.

AI i cyberbezpieczeństwo: rośnie adopcja, rośnie ryzyko, rośnie nieufność

Blisko 75% Polaków uważa, iż upowszechnienie AI zwiększa ryzyko cyberzagrożeń, a blisko połowa (44%) sprzeciwia się wykorzystaniu AI w instytucjach państwowychwynika z badania ClickMeeting*. Choć ponad połowa badanych (61%) twierdzi, że nie padło ofiarą wycieku danych, to obawy mogą wydawać się uzasadnione. Polski sektor rządowy jest najczęściej atakowanym w kraju, odpierając ponad 3.118 cyberataków tygodniowo – potwierdza raport firmy Check Point Research.Rośnie świadomość zagrożeń AI wśród Polaków. Dlaczego Polacy obawiają się AI

– Dane z pierwszych tygodni 2026 roku wskazują na rekordową skalę zagrożenia dla polskich instytucji państwowych, które odpierają blisko 3.200 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2.222), Austrii (1.942) czy Niemiec – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Z najnowszych analiz Check Point wynika, że 91% organizacji, które korzystają regularnie z generatywnej AI, narażone jest na wysokie ryzyko wycieku wrażliwych danych. Podczas gdy pracownicy coraz częściej wykorzystują AI w pracy (średnio tygodniowo pracownik zadaje 56 pytań do GenAI) skokowo rośnie ryzyko wycieku danych wrażliwych. W ciągu ostatnich 3 miesięcy 89% badanych firm zaobserwowano zapytania do narzędzi AI niosące ryzyko, a co 4 zapytanie AI eksperci oceniają jako próbę wymuszenia poufnych danych.

Sztuczna inteligencja jest coraz częściej elementem konstrukcji ataku, wykorzystując rozpoznanie i socjotechnikę. – Fakt, że respondenci nie widzą wycieku, nie oznacza, że do niego nie doszło – zauważa Karolina Nazarewicz, Legal Department Manager ClickMeeting.

Wśród Polaków rośnie obawa o utratę naszych danych a informacje o wdrażaniu narzędzi AI podważają społeczne zaufanie do administracji. Z badań wynika, że aż 44 proc. ankietowanych nie chce, by instytucje państwowe korzystały z technologii AI w sprawach takich jak np. wsparcie podejmowania decyzji, rozpatrywania podań i wniosków, kontakt z obywatelami czy analiza zeznań podatkowych. Za takimi rozwiązaniami opowiada się 25 proc. badanych.

– Nic dziwnego, że część społeczeństwa obawia się wykorzystania algorytmów sztucznej inteligencji w administracji publicznej, gdzie przetwarzane są bardzo szczegółowe dane, a podejmowane decyzje mają ogromny wpływ na życie osób prywatnych i firm – mówi Karolina Nazarewicz z ClickMeeting.

Dlatego – jak podkreślają eksperci Check Pointa – wdrażanie nowej technologii bez solidnych zabezpieczeń może przynieść więcej szkód niż korzyści. Budowa zaufania musi bazować na zabezpieczeniach naszych systemów przed nadużyciami cyfrowymi.

AI zmienia nasz świat. Podstawowe pytanie to jak AI zmieni państwo, biznes i prywatne bezpieczeństwo. Czy instytucje zdążą zbudować odporność, zanim fala technologiczna zamieni się w falę kryzysów zaufania, bezpieczeństwa i stabilności. – Przechodzimy od asystentów tworzących treści do agentów realizujących strategie – podkreśla David Haber, VP AI Agent Security w Check Point Software. Liderami tego przełomu są dziś USA i Chiny, ale Europa Zachodnia szybko zmniejsza dystans. Polska również znajduje się na ścieżce intensywnej adopcji AI – zarówno w biznesie, jak i w sektorze publicznym. Równolegle jednak rośnie skala zagrożeń: od syntetycznych tożsamości, przez zaawansowaną socjotechnikę generowaną przez AI, po masowe wykorzystanie prompt injection i zatruwania danych treningowych.

Świadomość cyberzagrożeń związanych z poufnością prywatnych danych wśród Polaków jest duża 62% Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż przed wprowadzeniem RODO, wynika z raportu KPMG. Wzrost obaw wynika z rosnącej roli sztucznej inteligencji (AI), phishingu oraz zagrożeń typu deepfake. Ponad połowa badanych pesymistycznie ocenia przyszłość prywatności danych, a obawy Polaków są wyższe niż średnia europejska (59%) – podsumowuje KPMG.

Zimowe Igrzyska w Mediolanie na celowniku cyberprzestępców

Masowe wydarzenia o globalnej skali od lat przyciągają uwagę cyberprzestępców, a w obecnym okresie napięć geopolitycznych ryzyko to jest szczególnie wysokie. Zbliżające się Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026, które skupią miliardy widzów oraz tysiące organizacji zaangażowanych w ich obsługę, tworzą wyjątkowo atrakcyjne środowisko dla cyberataków – ze względu na ogromną skalę operacyjną, złożoną infrastrukturę cyfrową oraz intensywną aktywność biznesową i medialną. Jak wynika z najnowszej analizy zespołu ds. zagrożeń Unit 42 w Palo Alto Networks, tego typu wydarzenia stają się celem zarówno przestępców nastawionych na szybki zysk finansowy, jak i aktorów motywowanych politycznie[1].

Badacze Unit 42 podkreślają, że współczesne igrzyska olimpijskie są przez atakujących postrzegane jako rozległy ekosystem cyfrowy, a nie pojedyncze wydarzenie czy organizacja. Powierzchnia ataku obejmuje dziś nie tylko infrastrukturę organizatorów, lecz także systemy partnerów technologicznych, dostawców usług, operatorów transportu, mediów oraz instytucji publicznych zaangażowanych w obsługę igrzysk. Jak pokazują dane Palo Alto Networks, blisko co czwarty incydent bezpieczeństwa w Europie rozpoczyna się u podmiotów trzecich, co oznacza, że słabsze zabezpieczenia jednego dostawcy mogą stać się punktem wejścia do systemów kluczowych dla całego wydarzenia.

Nasi analitycy przewidują, że najczęściej wykorzystywanym wektorem ataku podczas wydarzeń tej skali pozostaje phishing, który bardzo często prowadzi do naruszenia bezpieczeństwa firmowej poczty elektronicznej. W 76% przypadków phishingu atakującym udało się uzyskać dostęp do systemów poprzez ataki typu Business Email Compromise (BEC). Kampanie te opierają się na starannie przygotowanych wiadomościach podszywających się pod kadrę zarządzającą, partnerów biznesowych lub dostawców, a ich celem jest m.in. zatwierdzanie fałszywych faktur, zmiany danych kontrahentów, inicjowanie nieautoryzowanych płatności czy obchodzenie mechanizmów uwierzytelniania wieloskładnikowego mówi Tomasz Pietrzyk, starszy manager ds. rozwiązań technologicznych Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Analitycy Unit 42 obserwują również rosnącą liczbę tzw. kampanii ClickFix, w których ofiary są nakłaniane do samodzielnego „rozwiązania problemu” zgłaszanego w fałszywym komunikacie systemowym. Wiadomości tego typu mogą informować o wygasłym haśle, błędzie logowania lub konieczności przejścia testu bezpieczeństwa. Kliknięcie załączonego linka lub wykonanie sugerowanej akcji prowadzi w praktyce do pobrania złośliwego oprogramowania, lub przekazania danych uwierzytelniających na spreparowane strony logowania. Coraz częściej wykorzystywaną techniką jest także zatruwanie wyników wyszukiwania (SEO poisoning). Atakujący tworzą fałszywe strony internetowe i manipulują ich pozycjonowaniem w wyszukiwarkach, tak aby pojawiały się wysoko w wynikach wyszukiwania użytkowników. Strony te często do złudzenia przypominają legalne portale logowania, serwisy partnerów technologicznych lub strony wsparcia technicznego. Interakcja z nimi może prowadzić do kradzieży danych, instalacji złośliwego oprogramowania lub dalszej eskalacji ataku w środowisku organizacji.

Jak może wyglądać taki cyberatak w praktyce, pokazuje przykład z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku, kiedy atak cybernetyczny doprowadził do zakłóceń w działaniu kluczowych systemów – od infrastruktury IT, przez systemy kontroli dostępu, po aplikacje wykorzystywane przez uczestników i organizatorów. Choć tamten incydent miał przede wszystkim charakter demonstracyjny i sabotażowy, dziś podobne działania mogłyby zostać połączone z kradzieżą danych, oszustwami finansowymi lub operacjami wpływu, wykorzystując znacznie bardziej zaawansowane techniki inżynierii społecznej i automatyzację opartą na AI. W kontekście Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 oznacza to zwiększoną aktywność zarówno grup nastawionych na szybki zysk finansowy, jak i aktorów motywowanych politycznie, dla których igrzyska mogą stać się okazją do demonstracyjnych ataków, działań szpiegowskich lub podważania wiarygodności organizatorów i partnerów wydarzenia

Z perspektywy Polski Zimowe Igrzyska Olimpijskie prawdopodobnie nie będą źródłem nowych zagrożeń, a raczej katalizatorem działań, które już trwają. W warunkach utrzymujących się napięć geopolitycznych kraj mierzy się z bezprecedensową intensywnością cyberataków wymierzonych w lokalne firmy oraz infrastrukturę krytyczną, jeszcze przed rozpoczęciem wydarzeń olimpijskich. Igrzyska jako globalne wydarzenie o wysokiej widoczności medialnej mogą w tym kontekście stać się dogodnym pretekstem do eskalacji kampanii phishingowych, ataków typu BEC oraz działań sabotażowych, które w Polsce są już obserwowane w praktyce. Potwierdzeniem tej dynamiki była ujawniona pod koniec 2025 roku próba skoordynowanego ataku na elementy krajowej infrastruktury energetycznej, która według informacji rządowych mogła doprowadzić do efektu domina i zakłóceń w dostawach energii[2] – dodaje Tomasz Pietrzyk.

Skuteczna ochrona przed tego typu zagrożeniami wymaga przygotowania na długo przed rozpoczęciem igrzysk, a z perspektywy Polski – wyjścia poza standardowe ramy podejścia do cyberbezpieczeństwa. Obejmuje ono nie tylko zabezpieczenie własnej infrastruktury, lecz także bezpieczną separację systemów IT i OT, tak aby potencjalny atak na sieci biurowe nie mógł przełożyć się na paraliż usług publicznych czy infrastruktury krytycznej. Kluczowe znaczenie ma również aktywne poszukiwanie zagrożeń w sieciach organizacji, w tym wykrywanie zaawansowanych technik ataków ukrywających się pod legalnymi narzędziami administracyjnymi, a także konsekwentna ochrona tożsamości użytkowników na podstawie rygorystycznych zasad Zero Trust – szczególnie w odniesieniu do personelu technicznego, który pozostaje jednym z głównych celów zaawansowanych kampanii socjotechnicznych.

[1] https://www.paloaltonetworks.com/resources/research/unit-42-cyber-vigilance-program/2026-winter-games-milano-cortina

[2] https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/10620871,proba-wywolania-blackoutu-w-polsce-krzysztof-gawkowski-ujawnia-to-r.html

Nowe zasady najmu krótkoterminowego w Polsce: co może się zmienić i kiedy

Krótkoterminowy wynajem mieszkań w Polsce wchodzi w okres głębokich zmian regulacyjnych. Planowane wdrożenie unijnego rozporządzenia dotyczącego tej formy działalności biznesowej ma na celu uporządkowanie rynku, który przez lata funkcjonował bez jednolitych rejestrów, jasnych zasad i skutecznych narzędzi kontroli. Nowe przepisy będą wprowadzać dodatkowe obowiązki dla właścicieli mieszkań oferowanych głównie za pośrednictwem takich platform jak Airbnb czy Booking, a jednocześnie dadzą samorządom realne instrumenty wpływu na skalę oraz sposób prowadzenia najmu krótkoterminowego.

Na tym etapie nie jest jeszcze przesądzone, w jakim stopniu polski ustawodawca zdecyduje się zaostrzyć regulacje względem minimum wynikającego z prawa unijnego. Dyrektywa wyznacza ramy, natomiast takie szczegóły jak zakres rejestracji, limity dni wynajmu, wymagania przeciwpożarowe i sanitarne czy rola wspólnot mieszkaniowych, będą zależały od krajowych decyzji legislacyjnych. To właśnie te detale przesądzą o tym, czy zmiany okażą się dla rynku kosmetyczne, czy też wymuszą istotne korekty strategii inwestycyjnych dla właścicieli mieszkań.

Dodatkowe wymogi wpłyną na zmiany

Skala zjawiska, którego dotyczą planowane regulacje, jest znacząca. Brakuje możliwości jej oceny na podstawie oficjalnych, gminnych rejestrów najmu krótkoterminowego, istnieją jednak dane Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego za 2024 rok, według których w Polsce w tym modelu oferowano około 65 tysięcy mieszkań. Na samej platformie Airbnb liczba ofert mieszkań sięgała niemal 60 tysięcy, natomiast na Bookingu dostępnych było ponad 35 tysięcy takich lokali, przy czym około 85 procent ofert z Bookingu pokrywało się z ofertami obecnymi na Airbnb. Ofert innych niż mieszkania na Airbnb było 19 tysięcy, a na Bookingu 20 tysięcy. Oznacza to, że realna podaż jest silnie skoncentrowana na kilku platformach i w dużej mierze dotyczy mieszkań.

Geograficznie najem krótkoterminowy jest zjawiskiem o lokalnym charakterze. Największa liczba ofert znajduje się w Warszawie (ponad 10 tysięcy), Krakowie (ok. 8 tysięcy), Gdańsku (ponad 6,5 tysiąca) oraz Wrocławiu (niecałe 3,5 tysiąca). To właśnie w tych miastach, a precyzyjnie w ich centralnych i turystycznych dzielnicach, ewentualne skutki regulacji mogą być najbardziej odczuwalne.

Jeżeli pojawią się obowiązkowe rejestry, dodatkowe wymogi techniczne, ograniczenia dni wynajmu czy konieczność uzyskiwania zgód wspólnot mieszkaniowych, część właścicieli stanie przed prostym wyborem: dostosować lokal do nowych zasad albo zmienić sposób jego wykorzystania. Wiele z tych mieszkań już dziś jest w pełni przygotowanych do najmu długoterminowego, który po wejściu przepisów może okazać się znacznie mniej wymagający pod względem formalnym. W takich warunkach naturalnym kierunkiem będzie przejście właśnie do tego segmentu rynku – komentuje potencjalne zmiany rynkowych trendów Anton Bubiel, ekspert rynku nieruchomości w SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania online i znalezienia agenta nieruchomości.

Trzy scenariusze zmian na rynku

Potencjalny odpływ mieszkań z najmu krótkoterminowego nie musi jednak oznaczać gwałtownej zmiany sytuacji na całym rynku nieruchomości. W łagodnym scenariuszu, zakładającym przejście około 10 procent lokali do innych segmentów, oznaczałoby to ok. 6 tysięcy mieszkań w skali kraju. Przy takim rozłożeniu wpływ na czynsze najmu długoterminowego byłby umiarkowany i ograniczony lokalnie, a rynek sprzedaży odczułby go jedynie marginalnie.

Znacznie wyraźniejsze konsekwencje mogłyby pojawić się w scenariuszu pośrednim, w którym około 25 procent mieszkań, czyli około 15 tysięcy lokali, zmieniłoby swoją funkcję. Taki wzrost podaży najmu długoterminowego, skoncentrowany głównie w centrach miast, mógłby doprowadzić do realnych obniżek czynszów w najbardziej nasyconych lokalizacjach. Rynek sprzedaży odczułby to przede wszystkim w segmencie mieszkań inwestycyjnych, zwłaszcza kawalerek i lokali dwupokojowych, które już w ostatnich dwóch latach doświadczały korekt cenowych.

Natomiast silny impuls podażowy, zwłaszcza dla najmu długoterminowego w dużych miastach oznaczałoby ziszczenie się najbardziej radykalnego scenariusza, w którym połowa mieszkań z najmu krótkoterminowego trafia na inne rynki. Taka sytuacja mogłaby wywołać spadki stawek w wybranych lokalizacjach, ale nawet wtedy trudno mówić o załamaniu rynku. Efekt byłby zauważalny, lecz wciąż lokalny i segmentowy, a nie ogólnopolski – podsumowuje Anton Bubiel.

Należy zakładać, że nadchodzące zmiany nie przyniosą jednej, uniwersalnej odpowiedzi dla całego rynku. Ich rzeczywisty wpływ będzie zależał od ostatecznego kształtu przepisów oraz od lokalnych uwarunkowań popytowo-podażowych. Dla właścicieli mieszkań oznacza to konieczność chłodnej kalkulacji opłacalności, uwzględniającej nie tylko potencjalne przychody, ale także koszty regulacyjne i ryzyko ograniczeń. Najem krótkoterminowy wchodzi w fazę, w której decyzje coraz częściej będą podejmowane nie intuicyjnie, lecz na podstawie twardych liczb i długoterminowych scenariuszy.

Rynek retail mediów w Polsce skończył ub.r. dwucyfrowym wzrostem z wartością ok. 2 mld złotych

Rok 2025 był przełomowy dla retail mediów w Polsce, które zaczęły funkcjonować jako pełnoprawny kanał mediowy domykający sprzedaż. Eksperci podkreślają, że rynek zaczął być inaczej postrzegany. Przeszedł z etapu ciekawości do planowania i rozliczania retail mediów jako stałej pozycji w miksie reklamowym. Dynamika ich wzrostu w ub.r. była szacowana różnie, ze względu na brak standaryzowanych danych, ale pojawiały się same dwucyfrowe wartości – od 18% do nawet 30% rdr. Wartość całego rynku wyniosła ok. 2 mld zł. To uplasowało retail media jako trzecie co do wielkości medium reklamowe w Polsce. Przełomem było też to, że zaczęły one realnie wpływać na doświadczenie zakupowe konsumentów. Natomiast ich skala i dojrzałość pomiaru wciąż odstawały od Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.

Według ekspertów z MyShopTV, w 2025 rynek retail mediów w Polsce wyraźnie dojrzał. W porównaniu z 2024 rokiem obserwowano przejście od fazy pojedynczych testów oraz pilotaży do skalowania rozwiązań, standaryzacji ofert i coraz częstszej obecności retail mediów w stałych planach mediowych reklamodawców. Wzrosła liczba aktywnych sieci retail media network. Poprawiła się jakość danych oraz integracja kanałów online i in-store.

– 2025 rok można uznać za przełomowy, choć raczej w sensie operacyjnym niż medialnym. Retail media przestały być postrzegane jako eksperyment i zaczęły funkcjonować jako pełnoprawny kanał mediowy z jasno określoną rolą, którą jest tak zwane domknięcie sprzedaży. Przełom polegał na zmianie sposobu myślenia o rynku, a nie na jednorazowym skoku wartości budżetów wydawanych na retail media – komentuje Radosław Gołąb, Chief Product & Sales Officer w MyShopTV.

Do tego Maciej Tygielski, CEO MyShopTV, zaznacza, że było mniej testów, a więcej stałych aktywacji i powtarzalnych formatów. Wyraźnie wzrosła też rola danych First Party Data i ofert łączących sprzedaż online z wpływem na półkę oraz sklep stacjonarny. W stosunku do poprzednich lat można było zauważyć tzw. praktyczny przełom. Rynek przeszedł z etapu ciekawości do planowania i rozliczania retail mediów jako stałej pozycji w miksie reklamowym.

– Dynamika wzrostu retail mediów w ub.r. była dwucyfrowa, choć silnie zależna od przyjętej metodologii. Niektóre szacunki mówią aż o 30% wzroście rdr. Jednak nawet jeśli przyjmiemy ostrożny poziom ok. 18%, oznacza to wynik wyraźnie lepszy niż w większości innych mediów. Ze względu na brak standaryzowanych danych, dynamika wzrostu w 2025 roku szacowana jest szeroko. Wiadomo, że jej głównym motorem napędowym był digital. W segmencie in-store zeszły rok był czasem budowania świadomości oraz porządkowania procesów. Wartość całego rynku wyniosła ok. 2 mld zł, co plasuje retail media jako trzecie co do wielkości medium reklamowe w Polsce – po internecie i telewizji – mówi Radosław Gołąb.

W opinii Macieja Tygielskiego, w ub.r. nastąpiła faza doganiania rynków dojrzałych, ale z mniejszą standaryzacją i większą fragmentacją. Tempo rozwoju było dobre. Natomiast skala i dojrzałość pomiaru odstawały od Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Jak tłumaczy Igor Ruczyński, Integrated Media & Data Director w MyShopTV, w porównaniu do wiodących rynków zagranicznych zabrakło nam rozwiniętych agregatorów powierzchni oraz narzędzi do efektywnej realizacji wielopunktowych kampanii. Ekosystem danych wspierających realizację kampanii też był na bardzo wczesnym poziomie zaawansowania.

– W 2025 roku rynek funkcjonował w fazie kontrolowanej fragmentaryzacji. Z jednej strony rosła liczba ofert i rozwiązań, a z drugiej – widoczne były pierwsze sygnały konsolidacji kompetencji, szczególnie technologicznych i sprzedażowych. Jednocześnie należy podkreślić, że był to nadal bardzo wczesny etap kształtowania się rynku retail mediów w Polsce. Był to więc etap porządkowania i definiowania kierunków rozwoju rynku – uważa Chief Product & Sales Officer w MyShopTV.

Jak stwierdza CEO My ShopTV, kluczową rolę w rozwoju retail mediów w 2025 roku odegrali najwięksi retailerzy. Ekspert wskazuje też na platformy zasięgowe, które miały dane i ruch, a także na dostawców technologii umożliwiających ofertę produktową, a nie projektową. Istotna była też rola zespołów sprzedaży mediów u retailerów. – Pojawiło się więcej dostawców rozwiązań do zarządzania kampaniami, danych i atrybucji, ale największą zmianą było wchodzenie technologii w standardowe procesy zakupowe. Rynek zaczął preferować rozwiązania skalowalne, a nie jednorazowe integracje – wylicza Maciej Tygielski.

Co więcej, Radosław Gołąb zwraca uwagę na to, że w 2025 roku retail media zaczęły realnie wpływać na doświadczenie zakupowe konsumentów. Ekrany w sklepach zapewniły bowiem łatwy dostęp do przydatnych informacji o ofertach, promocjach i cechach produktów. Dodatkowo w dobrze zaprojektowanych wdrożeniach retail media zwiększyły wygodę zakupów i wspierają decyzje konsumenckie, stając się wartością dodaną dla klienta.

– Na rynku pojawili się nowi, istotni gracze, zarówno technologiczni, jak i sprzedażowi. Część z nich to podmioty budujące rozwiązania dedykowane bezpośrednio retail mediom, obejmujące m.in. adserwery, platformy self-service, narzędzia data clean room czy pomiar omnichannel. Równolegle na rynek wchodziły firmy sprzedażowe oraz podmioty wywodzące się z innych segmentów mediowych, które próbowały adaptować swoje dotychczasowe kompetencje do specyfiki retail mediów – podkreśla Radosław Gołąb.

Zdaniem ekspertów, najintensywniej w retail media inwestowały firmy z sektora FMCG, elektroniki użytkowej, beauty oraz farmacji OTC. Coraz wyraźniej widoczna była również aktywność właścicieli sieci handlowych i marek private label, którzy wykorzystywali własne powierzchnie retail mediowe jako skuteczne narzędzie wspierania sprzedaży i komunikacji. Chętnie włączali je do swoich działań marketingowych jako kanał o wysokiej efektywności i bezpośrednim wpływie na decyzje zakupowe.

– Najczęściej przesuwano budżety do retail mediów z kanałów performance w digitalu, a także z budżetów shopperowych i trade marketingu. Skala przesunięć była zróżnicowana i zależała od dojrzałości organizacji po stronie marki. Na rynku przeważała redystrybucja, ale pojawiały się też nowe środki tam, gdzie retail media dowoziły przyrost sprzedaży i lepszą rozliczalność. Rosła liczba mniejszych kampanii i pakietów self service, ale jednocześnie pojawiło się więcej większych, stałych umów. W efekcie średnia mogła rosnąć umiarkowanie i poszerzyła się rozpiętość budżetów – informuje Maciej Tygielski.

Z kolei największe bariery rozwoju retail mediów w 2025 roku w Polsce to – zdaniem ekspertów – rozjazd między marketingiem i sprzedażą po stronie marek, brak standardów i nierówna jakość danych. Po stronie retailerów hamulcem bywały zasoby, integracje oraz tempo budowy produktu mediowego. – Największym wyzwaniem technologicznym było rozdrobnienie rynku pod względem dostawców powierzchni. To implikowało różne standardy technologiczne oraz brak wiodących narzędzi do planowania i zarządzania realizacją kampaniami – podsumowuje Igor Ruczyński.

Jak AI zmienia rynek pracy: perspektywa SOFTSWISS

Sztuczna inteligencja w szybkim tempie przekształca globalny rynek pracy, zmieniając sposób funkcjonowania firm, organizację pracy zespołów oraz kompetencje, które stają się kluczowe w różnych branżach. Coraz szersza adopcja AI przyspiesza powstawanie nowych ról i specjalizacji, a umiejętność pracy z narzędziami opartymi na AI staje się dziś koniecznością, a nie tylko przewagą konkurencyjną.

SOFTSWISS, międzynarodowa marka technologiczna posiadająca partnerskie centra rozwoju w Warszawie i Poznaniu, wzmacnia długofalową strategię technologiczną, powołując Denisa Romanovskiy’ego na stanowisko Chief Artificial Intelligence Officer (CAIO). Nowa funkcja w strukturze C-level porządkuje podejście firmy do sztucznej inteligencji jako kluczowego elementu infrastruktury biznesowej, odpowiadając na rosnący wpływ AI na technologie klasy enterprise, produktywność oraz przewagę konkurencyjną.

Powołanie CAIO wyznacza dla SOFTSWISS nowy etap w budowie wewnętrznych platform i narzędzi technologicznych. Oznacza to m.in. wdrażanie spójnych standardów, wzmocnienie ładu technologicznego oraz tworzenie bardziej efektywnego środowiska pracy inżynierskiej w różnych lokalizacjach. W praktyce obejmuje to również wsparcie zespołów we wdrażaniu AI do codziennych procesów oraz rozwijanie kompetencji związanych z produktywnością wspieraną przez AI.

Wraz z upowszechnianiem się AI w kolejnych sektorach gospodarki firmy obserwują pojawianie się nowych odpowiedzialności na styku technologii, operacji i zarządzania, a także ewolucję istniejących ról w kierunku podejmowania decyzji i automatyzacji wspieranych przez AI. SOFTSWISS dostrzega ten trend i traktuje wdrażanie AI zarówno jako transformację technologiczną, jak i proces obejmujący ludzi oraz sposób pracy, w tym zespoły tworzące oprogramowanie firmy w partnerskich centrach w Polsce.

Denis Romanovskiy obejmuje stanowisko CAIO po ponad pięciu latach pracy jako Deputy Chief Technology Officer w SOFTSWISS, gdzie odegrał kluczową rolę w skalowaniu platform technologicznych marki oraz rozwoju jej kompetencji inżynieryjnych. Przed dołączeniem do SOFTSWISS pełnił senioralne role techniczne i menedżerskie w EPAM Systems oraz Wargaming.net, zdobywając szerokie doświadczenie w obszarze oprogramowania klasy enterprise, dużych platform technologicznych oraz środowisk produktowych o wysokiej wydajności.

Jako Chief Artificial Intelligence Officer Denis Romanovskiy będzie odpowiadał za opracowanie i realizację strategii AI w SOFTSWISS oraz nadzorował wdrożenie firmowej platformy AI – scentralizowanej infrastruktury klasy enterprise, zaprojektowanej z myślą o bezpiecznym i efektywnym skalowaniu automatyzacji opartej na sztucznej inteligencji w całej organizacji. Platforma, umożliwa zespołom automatyzację tysięcy procesów, analizę dużych wolumenów danych oraz przyspieszenie podejmowania decyzji, przy jednoczesnym zapewnieniu ścisłej kontroli dostępu, pełnej audytowalności oraz transparentnego zarządzania kosztami.

Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS, komentuje:

„Utworzenie stanowiska Chief AI Officer pokazuje, jak kluczową rolę sztuczna inteligencja odgrywa w przyszłości technologii. AI zmienia sposób tworzenia produktów, funkcjonowania firm oraz generowania wartości biznesowej. Dzięki wczesnym inwestycjom w jednolitą platformę AI oraz dedykowane przywództwo SOFTSWISS pozycjonuje się w czołówce tej transformacji”.

Denis Romanovskiy, Chief Artificial Intelligence Officer w SOFTSWISS, dodaje:

„Z entuzjazmem podejmuję to nowe wyzwanie w momencie, gdy SOFTSWISS przechodzi od fazy eksperymentów do realnych wdrożeń. Z pierwszej ręki widzieliśmy, jak duży wpływ może mieć AI, gdy jest wykorzystywana w przemyślany sposób. Na poziomie zarządczym naszym celem jest uczynienie AI zaufaną, odpowiednio zarządzaną i efektywną kosztowo kompetencją – taką, która przynosi mierzalne wzrosty produktywności zespołom i usprawnia funkcjonowanie globalnej organizacji inżynieryjnej, w tym partnerskich centrów rozwojowych w Polsce, w skali międzynarodowej”.

Utworzenie dedykowanej roli na poziomie C-level, odpowiedzialnej za rozwój i wdrażanie AI, pozwala SOFTSWISS wprowadzić spójne standardy, jasny podział odpowiedzialności oraz pełną przejrzystość w zakresie tego, jak sztuczna inteligencja jest rozwijana i wykorzystywana w całej organizacji.

O marce SOFTSWISS
SOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna. W 2013 roku firma jako pierwsza w branży iGaming zintegrowała obsługę kryptowalut. Główne partnerskie centra rozwoju SOFTSWISS znajdują się w Warszawie i Poznaniu. Łączna liczba ekspertów pracujących nad produktami firmy przekracza 2 000 osób.

ZPL wystąpił do MSZ ws. egzekucji mandatów w Czechach. Branża mówi o problemie systemowym

Związek Polskiego Leasingu (ZPL), wspólnie z Polskim Związkiem Wynajmu i Leasingu Pojazdów, skierował do Ministerstwa Spraw Zagranicznych wystąpienie dotyczące praktyk czeskich organów w zakresie egzekucji mandatów drogowych. Organizacje apelują o podjęcie działań dyplomatycznych wobec Republiki Czeskiej oraz o ocenę, czy stosowane rozwiązania są zgodne z prawem Unii Europejskiej. W ocenie branży problem ma charakter systemowy i dotyka zarówno polskich kierowców, jak i firmy leasingowe oraz podmioty zajmujące się wynajmem pojazdów.

Mandat „za właściciela”, egzekucja „od kierowcy” – gdzie zaczyna się spór

ZPL zwraca uwagę, że czeskie przepisy umożliwiają egzekwowanie zaległych mandatów bezpośrednio podczas kontroli drogowej. W praktyce ma to szczególne znaczenie w sytuacjach, gdy wykroczenie zostało zarejestrowane przez fotoradar i formalnie przypisane właścicielowi pojazdu, a samochód jest użytkowany przez inną osobę – np. w leasingu lub wynajmie długoterminowym.

Zdaniem ZPL problem polega na tym, że zaległości mogą być egzekwowane od kierowcy, który w danym momencie korzysta z auta, nawet jeśli:

  • nie był sprawcą wykroczenia,
  • nie miał wiedzy o istnieniu mandatu,
  • nie miał realnej możliwości wcześniejszego wyjaśnienia sprawy.

To – jak wskazuje branża – wynika m.in. z ograniczeń transgranicznej wymiany informacji oraz etapów wcześniejszego postępowania administracyjnego.

Blokada kół, zatrzymanie tablic, odholowanie – konsekwencje natychmiastowe

W wystąpieniu podkreślono, że w razie odmowy natychmiastowej zapłaty czeskie służby mogą zastosować środki uniemożliwiające dalszą jazdę. Wskazywane są m.in.:

  • zatrzymanie tablic rejestracyjnych,
  • blokada kół,
  • odholowanie pojazdu.

Z perspektywy użytkownika oznacza to ryzyko przerwania podróży i powstania dodatkowych kosztów lub strat organizacyjnych. Z perspektywy firm leasingowych i wynajmu – również ryzyko sporów z klientami oraz problemów operacyjnych związanych z dostępnością pojazdu.

Wątpliwości prawne: domniemanie niewinności i proporcjonalność

ZPL zwrócił uwagę, że opisywane praktyki mogą budzić wątpliwości w kontekście podstawowych zasad prawa unijnego. Wśród najczęściej wymienianych problemów są:

  • domniemanie niewinności – gdy odpowiedzialność faktycznie „przesuwa się” na osobę, która nie była sprawcą,
  • zasada proporcjonalności – gdy środki przymusu (np. unieruchomienie auta) są stosowane automatycznie i natychmiast,
  • swoboda świadczenia usług – istotna dla działalności transgranicznej firm leasingowych i wynajmu.

Organizacja wskazuje również na ryzyko mechanizmu, który można odczytywać jako formę „odpowiedzialności zbiorowej” – uderzającej w użytkowników pojazdów i podmioty finansujące, mimo że nie są sprawcami naruszeń.

Kontekst unijny: większy nacisk na realnego użytkownika pojazdu

W stanowisku ZPL pojawia się argument, że opisywane praktyki stoją w sprzeczności z kierunkiem zmian legislacyjnych w Unii Europejskiej. Związek odwołuje się do trendu wzmacniającego zasadę przypisywania odpowiedzialności rzeczywistemu użytkownikowi pojazdu, a nie wyłącznie formalnemu właścicielowi, co ma znaczenie zwłaszcza przy masowych wykroczeniach rejestrowanych automatycznie.

Działania branży: Czechy, Leaseurope i postulat ujednolicenia zasad

ZPL podkreśla, że sprawa nie ogranicza się do interwencji w polskich instytucjach. Wcześniej kierowano również pisma do:

  • czeskiego odpowiednika branżowego (Česká leasingová a finanční asociace),
  • organizacji Leaseurope.

Celem ma być zwrócenie uwagi na systemowy charakter zjawiska i jego skutki dla klientów oraz firm. Branża postuluje też wypracowanie procedur, które umożliwią szybszą i bardziej przejrzystą wymianę informacji o mandatach, a w szerszej perspektywie – działania na poziomie europejskim prowadzące do ujednolicenia zasad egzekucji kar za wykroczenia drogowe tak, by nie przerzucały odpowiedzialności na podmioty trzecie.

Co dalej?

Wystąpienie do MSZ ma – w zamierzeniu organizacji – uruchomić ścieżkę dyplomatyczną i skłonić do oceny zgodności praktyk czeskich z prawem UE. ZPL sygnalizuje, że celem nie jest kwestionowanie samej odpowiedzialności za wykroczenia drogowe, lecz doprowadzenie do takich procedur, które pozwolą skutecznie egzekwować kary od sprawców, a jednocześnie nie będą obciążały osób postronnych ani firm, które formalnie są właścicielami pojazdów, ale nie mają wpływu na konkretne naruszenie.

Fed bez zmian stóp. Dolar stabilniejszy, surowce dalej w górę. Kryptowaluty pod presją

Wczorajszy brak decyzji o zmianie stóp procentowych ustabilizował na chwilę sytuację na dolarze. Surowce jednak nadal idą w górę. W tle decyzja Banku Kanady, który również utrzymał stopy na tym samym poziomie.

FED nie zaskoczył

Zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami nie doszło wczoraj do niespodzianki. Kontrakty terminowe pokazywały brak zmiany stóp procentowych i rzeczywiście poziom nie uległ zmianie. Ważniejszy był komunikat po samej decyzji. Oczywiście zwrócono uwagę na inflację przekraczającą 2%, ale zniknęły zapisy o obawach o rynek pracy. Co ważne, spośród 12 członków tego gremium tylko 2 – nominowanych przez obecnego prezydenta – głosowało za obniżką. To pokazuje, że teoria o tym, iż obecna administracja po odejściu Jerome Powella będzie mogła dowolnie sterować polityką monetarną, nie jest słuszna. Wygląda na to, że FED obecnie naprawdę wchodzi trochę w tryb zwany często „wait and see”. Patrząc na kontrakty terminowe na stopy procentowe, marcowe cięcie jest również mało prawdopodobne. Rynki wczoraj reagowały umocnieniem amerykańskiej waluty, jednak po tym umocnieniu dalej jest powyżej poziomu 1,19 względem euro, co nadal oznacza bardzo słabego dolara.

Jak reagują rynki?

Umacniający się dolar powinien powodować, że surowce w nim wyrażone powinny tanieć. Powinny, ale z jakiegoś powodu wczorajszy dzień wcale nie uspokoił cen. Dzisiaj srebro dotarło do poziomu 120 USD za uncję po raz pierwszy w historii. Złoto na chwilę przekroczyło 5600 USD, również ustanawiając historyczny rekord. W górę szła także ropa naftowa. Najważniejszym aktywem, które traciło wczoraj na wartości były kryptowaluty. Te mają ogólnie dużo słabszą passę ostatnimi czasy. W skali roku bitcoin stracił bowiem względem dolara około 15%, z kolei złoto zyskało niemal 98%. Nie znaczy to wcale, że kolejny rok będzie taki sam. Pokazuje to natomiast, że rynek kryptoaktywów, mimo jego dużej popularyzacji, złapał właśnie potężną zadyszkę, nawet przy teoretycznie sprzyjającym otoczeniu spadających stóp procentowych.

Kanada utrzymała stopy procentowe

Spośród wczorajszych decyzji banków centralnych w Ameryce Północnej, ta z Kanady budziła mniejsze zainteresowanie. Dodatkowym argumentem jest to, że główna stopa wynosi tutaj 2,25%, a nie 3,5%-3,75% jak w USA. Pokazuje to, że jest tam znacznie mniej miejsca na dalsze ruchy w dół. Tym bardziej nie dziwi wczorajsza decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Rynek nie reagował na te dane, gdyż był to scenariusz silnie prognozowany przez analityków. Wczoraj dolar kanadyjski drożał względem złotego, ale była to raczej reakcja na szersze odczyty rynkowe związane z oczekiwaniami na decyzję FED.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Państwowa KGS miałaby przejąć Carrefoura? Ekonomiści alarmują o kosztach i ryzykach

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) zawnioskowało do Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP) o dokapitalizowanie Krajowej Grupy Spożywczej (KGS) w celu nabycia przez nią działającej w Polsce sieci sklepów Carrefour. W założeniu miałoby to poprawić pozycję polskich rolników w stosunku do pośredników, czyli pozwolić im na uzyskiwanie wyższych cen za sprzedaną produkcję. Na konkurencyjnym rynku, jakim jest handel detaliczny, realizacja takiego postulatu oznaczałaby albo wyższe ceny dla milionów polskich konsumentów, albo prowadzenie (i dotowanie przez państwo) nierentownej działalności handlowej.

Każda nacjonalizacja oznacza odejście od wolnorynkowych reform gospodarczych przeprowadzonych po 1989 roku. A przejęcie sieci sklepów Carrefour przez państwo nie tylko byłoby bardzo kosztowne, ale też nie stanowiłoby – wbrew założeniom inicjatorów tego pomysłu – skutecznego działania na rzecz rozwoju polskiego rolnictwa. Co więcej, istnienie państwowej sieci sklepów w oczywisty sposób zaburzyłoby konkurencję na wielu rynkach (płodów rolnych, przetwórstwa rolno-spożywczego i handlu detalicznego). Dlatego też pomysł ten budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia prawa konkurencji oraz unijnych regulacji dotyczących pomocy publicznej.

Z powyższych powodów zdecydowanie sprzeciwiamy się proponowanej nacjonalizacji i obecności własności państwowej w sektorze handlu detalicznego. Jednocześnie domagamy się jasnego stanowiska MAP lub premiera, że taka transakcja – jako szkodliwa (zwłaszcza dla konsumentów i podatników) – nie uzyska ich akceptacji.

Zamiast dokonywać szkodliwej nacjonalizacji rząd powinien podjąć działania deregulacyjne, pozwalające samym rolnikom na osiąganie wyższych marż oraz zliberalizować przepisy regulujące obrót ziemią rolną.

Nasze argumenty są następujące:

Argumenty o charakterze systemowym:

  1. Udział własności państwowej (a więc przedsiębiorstw  kontrolowanych przez polityków) jest w polskiej gospodarce bardzo wysoki. Wśród 100 największych przedsiębiorstw w  kraju, prawie 50% jest kontrolowanych przez państwo (M. Bałtowski, G.  Kwiatkowski) – jest to odsetek porównywalny z krajami takimi jak Rosja czy  Egipt i najwyższy spośród objętych badaniem krajów UE. Według szacunków  Międzynarodowego Funduszu Walutowego państwowe przedsiębiorstwa w Polsce  wytwarzają ok. 17% PKB i zatrudniają ok. 13% pracowników. To najwięcej spośród  postsocjalistycznych krajów  UE. Pod  względem wartości dodanej wypracowanej przez przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo w Europie przewyższają nas jedynie Rosja i Białoruś. Propozycja Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, by państwowa spółka kupiła sieć sklepów Carrefour to ruch w stronę dalszego powiększania udziału państwa w gospodarce.
  2. Jest sprawa bezsporną, że w spółkach kontrolowanych przez państwo występuje problem formalnego i nieformalnego wpływu polityków na ich funkcjonowanie, w tym obsadzania stanowisk przez partyjnych nominatów. Prawdziwa niezależność od polityków jest możliwa jedynie w przypadku prywatnych przedsiębiorstw. Nacjonalizacja sieci sklepów Carrefour stoi w bezpośredniej sprzeczności z hasłami, z jakimi do wyborów szła Koalicja Obywatelska. Miało nastąpić odpolitycznienie gospodarki, a nie zwiększanie w niej udziału państwa.
  3. Naiwnością jest sądzić, że spółka obsadzona politycznymi nominatami osiągnie lepsze wyniki finansowe niż zarządzana przez profesjonalnych menadżerów z sektora prywatnego, zwłaszcza na bardzo trudnym i konkurencyjnym rynku, jakim jest handel detaliczny artykułami codziennego użytku.
  4. Regulację i ochronę rynku w kluczowych obszarach państwo zapewnia poprzez przepisy prawa oraz organy takie jak UOKiK i urzędy nadzorujące szczególne sektory, takie jak Urząd Regulacji Energetyki, Urząd Komunikacji Elektronicznej czy Komisja Nadzoru Finansowego. Państwo nie musi i nie powinno wpływać na rynek jako właściciel podmiotów na nim działających, gdyż prowadzi to do oczywistego konfliktu interesu (np. problem z niezależnością i apolitycznością UOKiK w czasach rządów PiS, które kładły nacisk na zwiększanie znaczenia państwowych firm w gospodarce).

Argumenty szczegółowe, dotyczące samej propozycji oraz sposobu jej komunikowania:

  1. Wśród dotychczasowych wiadomości o transakcji brak informacji, że rekomendacja ministra rolnictwa opiera się na konkluzjach płynących z badań (przeprowadzonych np. przez UOKiK). Nie wiadomo więc, w jaki sposób i czy w ogóle przejęcie sieci handlowej rozwiązuje jakiś problem. Nie wiadomo nawet, czy problem istnieje, jak duży jest, jakie kryteria zastosowano do jego oceny i czy faktycznie ma charakter strukturalny (trwały). Nie wiadomo także, ilu właścicieli gospodarstw prowadzi działalność rolniczą faktycznie nastawioną na rynek. Argumenty o rzekomym wpływie przejęcia sieci na poprawę sytuacji rolników na ten moment nie mają rzetelnych podstaw. A przecież interwencje państwa nie mogą wynikać wyłącznie z domysłów. Działania MRiRW są typowym przykładem zjawiska „regulatory capture”, gdyż lobbuje ono i działa na rzecz interesów rolników kosztem ogółu obywateli, których powinno reprezentować, prowadząc politykę wobec rolnictwa.
  2. MRiRW jako uzasadnienie propozycji przejęcia sieci sklepów Carrefour podaje to, że marki własne sieci handlowych blokują polskim produktom dostęp do półek sklepowych, a więc i klientów. To nierzetelna ocena. Produkty sprzedawane pod markami własnymi nie powstają wcale w oparciu o obce łańcuchy dostaw. W zdecydowanej większości wykorzystywany jest lokalny surowiec w krajowych zakładach przetwórczych.
  3. Pomijając wszystkie wyżej wymienione argumenty systemowe na boku, inicjatywę MRiRW należy ocenić jako nieprzemyślaną, gdyż rozmiar sieci Carrefour (ponad 700 sklepów) i skala jej działalności jest zbyt mała, aby decydować o kształtowaniu się rynkowych trendów, nie mówiąc o wpływaniu na relacje dostawca-odbiorca.
  4. Wątpliwości budzi też sama komunikacja w sprawie pomysłu nacjonalizacji sieci sklepów Carrefour. W szczególności chodzi o to, że minister aktywów państwowych Wojciech Balczun nie zgłosił publicznie jakichkolwiek zastrzeżeń do propozycji MRiRW. Skutek jest taki, że potencjalni nabywcy aktywów Carrefoura z sektora prywatnego już teraz doświadczają zniekształcenia konkurencji. Chcąc kupić sklepy francuskiej sieci potencjalnie będą konkurować z państwowym podmiotem, który może zaakceptować cenę istotnie wyższą niż rynkowa. Cel tej nacjonalizacji jest polityczny, a nie biznesowy, a państwowe przedsiębiorstwa charakteryzują się znacznie mniejszym ograniczeniem budżetowym, zwłaszcza jeśli mają obietnicę wsparcia ze strony Skarbu Państwa. W skrajnym przypadku państwowy podmiot może pozostać jedynym oferentem – wtedy gdy potencjalni prywatni kupcy uznają, że nie ma sensu „licytować się” z państwem albo że wiąże się z tym istotne ryzyko polityczne.
  5. Ingerencja państwa w umowy pomiędzy dostawcami (rolnikami) a przetwórcami czy sprzedawcami, prowadząca do sztucznie zawyżonych cen, stanowiłaby naruszenie zasad konkurencji i złamanie regulacji unijnych. Co więcej, powstałby problem, z którymi konkretnie dostawcami państwowy sklep zawierałby nierynkowe kontrakty. Stanowi to pole do nadużyć (w tym korupcji) i dyskryminacji rolników, którzy nie mogliby liczyć na uprzywilejowanie cenowe swoich produktów. Trzeba pamiętać, że zdecydowanie największy wpływ na kwoty otrzymywane przez rolników w skupie za wyprodukowaną przez siebie żywność mają ceny na światowych giełdach towarowych – np. w przypadku zbóż głównie na giełdzie MATIF w Paryżu.

Zamiast dokonywać szkodliwej nacjonalizacji rząd powinien podjąć działania deregulacyjne, pozwalające samym rolnikom na osiąganie wyższych marż. Uproszczenie zasad własnego handlu detalicznego oraz prowadzenia własnego przetwórstwa wytwarzanych produktów czy gastronomii mogłoby zwiększyć zarobki rolników. Już od dawna fizyczna sieć sprzedaży nie jest niezbędna do pośrednictwa między producentem a konsumentem. Polskie rolnictwo (i szerzej – polska gospodarka) potrzebuje także liberalizacji przepisów regulujących obrót ziemią rolną oraz prywatyzacji zasobu ziemi będącej pod kontrolą Skarbu Państwa zamiast jej dzierżawy, która jest obarczona istotnym ryzykiem politycznym ze szkodą dla prywatnych rolników, przedsiębiorców rolnych i przetwórców.

Poprawa pozycji rolników w łańcuchu dostaw powinna odbywać się poprzez wzmocnienie ich pozycji konkurencyjnej i negocjacyjnej, jako efekt zwiększenia siły ekonomicznej gospodarstw – poprzez poprawę rozdrobnionej struktury agrarnej, bardziej efektywną alokację środków wsparcia z funduszy Wspólnej Polityki Rolnej (do gospodarstw rzeczywiście produkujących na rynek, z potencjałem rozwojowym) czy różne formy integracji rolników w łańcuchu dostaw i edukację.

Wreszcie, pozycję negocjacyjną rolników i małych przetwórców wobec sieci handlowych może poprawić wzmocnienie krajowego systemu statystyki i analiz ekonomicznych sektora żywności w celu zwiększenia przejrzystości rynków rolno-spożywczych. W efekcie wzrosłaby efektywność rynków oraz polityk publicznych.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Forum Obywatelskiego Rozwoju

Deepfake’i wymagają szerszych narzędzi. Prezes UODO ocenia plany rządu

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) Mirosław Wróblewski ocenia, że kierunek działań proponowanych przez Ministerstwo Cyfryzacji w sprawie deepfake’ów jest zasadniczo właściwy, jednak nie zapewnia on obywatelom pełnej i systemowej ochrony. W jego opinii obecne przepisy – zarówno unijne, jak i krajowe – reagują na zagrożenia związane z deepfake’ami tylko fragmentarycznie, a skala i wielowymiarowość problemu wymaga szerszych narzędzi.

Dlaczego deepfake’y wymykają się obecnym regulacjom?

UODO wskazuje, że dziś funkcjonuje raczej „mozaika” przepisów, które czasem da się zastosować do konkretnych przypadków (np. naruszenia dóbr osobistych, oszustwa, zniesławienia, naruszenia praw autorskich), ale brakuje rozwiązań „szytych” pod realia deepfake’ów: szybkość rozpowszechniania, masowość, trudność w wykryciu, szkody reputacyjne i emocjonalne, a także ryzyka dla bezpieczeństwa publicznego.

W praktyce oznacza to, że poszkodowany często musi dopasowywać swój problem do istniejących kategorii prawnych, zamiast korzystać z jasnych, dedykowanych mechanizmów przeciwdziałania i sankcjonowania.

Unijne ramy: DSA i AI Act – ważne, ale niewystarczające

W korespondencji, do której odnosi się UODO, przywołano unijne instrumenty, które dotykają tematu deepfake’ów, w szczególności:

  • DSA (Akt o usługach cyfrowych) – w przypadku największych platform i wyszukiwarek (VLOP/VLOSE) nacisk kładzie się m.in. na ograniczanie ryzyk systemowych. W kontekście procesów wyborczych wskazuje się także obowiązek reagowania na zmanipulowane treści mogące wprowadzać odbiorców w błąd (w tym deepfake), w tym ich oznaczanie.
  • AI Act – przewiduje obowiązek ujawniania, że obrazy, nagrania audio lub wideo stanowią deepfake (czyli są sztucznie wygenerowane lub zmanipulowane), co ma wspierać przejrzystość i ograniczać wprowadzanie odbiorców w błąd.
  • „Cyfrowy Omnibus” (COM(2025) 836) – Komisja Europejska zaproponowała wzmocnienie roli Europejskiego Urzędu ds. Sztucznej Inteligencji (AI Office) tak, aby łatwiej egzekwować obowiązki wykrywania i oznaczania treści generowanych lub modyfikowanych przez AI.

Jednocześnie UODO podkreśla, że powyższe rozwiązania nadal nie tworzą kompletnego systemu walki z nielegalnymi i szkodliwymi treściami deepfake – zwłaszcza jeśli chodzi o szybkie usuwanie, odpowiedzialność za rozpowszechnianie oraz sankcje przypisane wprost do tego typu nadużyć.

Weto do ustawy wdrażającej DSA jako „moment na poprawę”

Prezes UODO wskazuje też na krajowy kontekst: po prezydenckim wecie ustawy wdrażającej DSA pojawia się możliwość ponownego podjęcia prac legislacyjnych i uzupełnienia ich o spójne rozwiązania odnoszące się bezpośrednio do deepfake’ów (w zawetowanej ustawie takich regulacji wprost nie było).

W praktyce chodzi o to, by przy okazji prac nad krajowym „oporządzeniem” DSA doprojektować mechanizmy, które:

  • szybciej i skuteczniej ograniczają rozpowszechnianie szkodliwych deepfake’ów,
  • zapewniają jasną ścieżkę reakcji dla obywateli i instytucji,
  • porządkują odpowiedzialność (administracyjną, cywilną i karną).

Inne państwa robią więcej – przykład Włoch

UODO zwraca uwagę, że część państw UE i spoza UE decyduje się na krajowe, szczególne regulacje dotyczące deepfake’ów. Wśród wskazywanych kierunków pojawia się przykład włoski: założenie, że AI nie jest „neutralnym narzędziem”, lecz systemem zdolnym realnie wpływać na prawa i wolności, co uzasadnia dodatkowy nadzór oraz dostosowanie odpowiedzialności cywilnej i karnej.

Jednym z elementów takiego podejścia ma być również wprowadzenie do prawa karnego definicji przestępstwa polegającego na nielegalnym rozpowszechnianiu sfałszowanych lub zmodyfikowanych treści cyfrowych wygenerowanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Ważny sygnał z TSUE: obowiązki platform i ochrona wizerunku

W argumentacji UODO istotną rolę pełni również wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 2 grudnia 2025 r. (C-492/23, sprawa Russmedia). Trybunał wskazał, że operator internetowej platformy handlowej ma obowiązek sprawdzać, czy dane osobowe podawane w ogłoszeniach są danymi reklamodawcy/ogłoszeniodawcy. Jeśli nie jest to jasne, osoba zamieszczająca ogłoszenie musi wykazać, że posiada zgodę osoby, której dane dotyczą.

UODO podkreśla, że taka interpretacja wzmacnia ochronę przed bezprawnym wykorzystywaniem wizerunku nie tylko osób publicznych, ale i innych użytkowników internetu. To nabiera szczególnego znaczenia w kontekście deepfake’ów, które ułatwiają masowe podszywanie się pod inne osoby i „podkładanie” im wizerunku lub głosu.

Co – zdaniem UODO – powinno pojawić się w polskim prawie?

Sedno postulatu jest następujące: potrzebne są regulacje, które uwzględniają specyfikę deepfake’ów, definiują problem i bezpośrednio sankcjonują rozpowszechnianie szkodliwych treści wytwarzanych tą technologią. Prezes UODO mówi o podejściu systemowym – obejmującym reakcje administracyjne, cywilne i karne (w tym skarbowe karne), a także realnie działające ścieżki sądowe.

W ocenie UODO tylko takie podejście może zapewnić realną ochronę nie tylko prywatności i danych osobowych jednostki, ale też interesu publicznego – w tym bezpieczeństwa państwa oraz odporności społeczeństwa na manipulację.

70% nastolatków w Polsce korzysta z AI. To już nie tylko prace domowe – dzieci zwierzają się botom bardziej niż bliskim

Sztuczna inteligencja błyskawicznie staje się nie tylko „nowym Google”, ale także cyfrowym powiernikiem dzieci. Według NASK aż 70% nastolatków w Polsce korzysta z AI, a co dziesiąty robi to codziennie. Jednak obok pomocy w nauce, boty coraz częściej przejmują rolę doradców w sprawach, o których młodzi ludzie nie chcą rozmawiać z dorosłymi.  W obliczu coraz częstszego korzystania przez dzieci z chatbotów AI w poszukiwaniu odpowiedzi, porad czy towarzystwa, pojawiają się kluczowe pytania o bezpieczeństwo, prywatność oraz wpływ technologii na rozwój emocjonalny.

AI rewolucjonizuje sposób, w jaki młodzież zdobywa wiedzę. Jak wynika z danych NASK, 48% nastolatków używa jej do nauki, a 40% do odrabiania prac domowych. Skala zmian jest ogromna: Wikipedia, która w 2018 roku wspierała 76% uczniów, dziś służy jedynie 23% z nich. Spadek zaliczyło też Google (z 63% na 45%). Jednak AI to nie tylko cyfrowa encyklopedia. Dane Common Sense Media ujawniają głębszy, emocjonalny wymiar zjawiska. Blisko co piąty nastolatek szuka u bota porad w codziennych sprawach. 12% młodych ludzi mówi AI o rzeczach, którymi nigdy nie podzieliliby się z bliskimi. Niepokoi też, że 1 na 3 dzieci woli rozmawiać o ważnych dla siebie tematach ze sztuczną inteligencją niż z drugim człowiekiem. To przesunięcie zaufania ze świata realnego do cyfrowego tworzy lukę, której rodzice mogą nie zauważyć.

– Rodzice czy opiekunowie nie mogą zakładać, że wszyscy dostawcy platform AI stosują skuteczne zabezpieczenia dostosowane do wieku dzieci. Nawet jeśli ochrona istnieje, jej egzekwowanie bywa niespójne, a sama technologia rozwija się szybciej niż regulacje prawne – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET.

Jakie są główne zagrożenia?

Dzieci wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję (GenAI) na różne sposoby – od pomocy w zadaniach domowych po traktowanie bota jako cyfrowego towarzysza. Wiąże się z tym kilka istotnych ryzyk. Jednym z nich jest wpływ na rozwój emocjonalny i społeczny.  Dzieci przechodzą przez intensywny okres rozwoju poznawczego i emocjonalnego, co czyni je podatnymi na wpływy. Poleganie na „przyjacielu” w postaci chatbota może odbywać się kosztem budowania realnych relacji z rówieśnikami, co pogłębia izolację społeczną.

Kolejnym poważnym zagrożeniem jest występujący w interakcjach z chatem, tzw. efekt potakiwania. Ponieważ chatboty są zaprogramowane tak, aby wpisać się w oczekiwania użytkownika, mogą generować odpowiedzi wzmacniające niebezpieczne stany – np. zaburzenia odżywiania, skłonności do samookaleczeń, a nawet myśli samobójcze.

Nie należy zapominać również o kwestiach prywatności. Wszystko, co dziecko wpisze w czacie, jest przechowywane przez dostawcę tej usługi. W niektórych przypadkach dane te mogą wycieknąć lub pojawić się pośrednio w odpowiedziach wygenerowanych dla innego użytkownika.

Coraz młodsze dzieci narażone na nieodpowiednie treści

Co więcej, dzieci i młodzież korzystające z botów mogą być narażone na dostęp do szkodliwych i nieodpowiednich dla ich wieku treści.

– Modele językowe, generując treści przekazywane przez boty, posiadają odpowiednie filtry, które mają zapobiegać m.in ekspozycji użytkownika na niektóre treści. W praktyce, mechanizmy te nie są w pełni skuteczne. Dzieci, zwłaszcza te biegłe technicznie, mogą stosować tzw. „jailbreaking”, czyli specyficzne komendy omijające zabezpieczenia, aby uzyskać dostęp do treści brutalnych lub o charakterze seksualnym. Innym ryzykiem jest dezinformacja lub halucynacje, często przedstawione w sposób niezwykle przekonujący. Dla dziecka może to oznaczać podejmowanie błędnych i potencjalnie szkodliwych decyzji np. w kwestiach związanych ze zdrowiem – dodaje Kamil Sadkowski, ESET.

Warto zauważyć, że problem szkodliwych treści nie dotyczy wyłącznie  dzieci i nastolatków korzystających z popularnych chatbotów. Na rynku pojawia się coraz więcej interaktywnych zabawek, zintegrowanych z AI. Część z nich przeznaczona jest dla dzieci już od 3. roku życia. Tymczasem dziennikarze NBC News przeprowadzili pod koniec ubiegłego roku test kilku takich produktów. W efekcie okazało się, że część z nich w czasie rozmowy podpowiadała, gdzie w domu można znaleźć ostre przedmioty lub jak zapalić zapałkę. Jeden z modeli udzielał też odpowiedzi na pytanie związane z tematyką seksualną.

Czerwone flagi – 5 sygnałów, które powinny budzić niepokój rodziców

Platformy AI podejmują pewne kroki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa, ale odpowiedzialność w dużej mierze spoczywa na rodzicach. Oto sygnały, które mogą świadczyć o niezdrowej relacji dziecka ze sztuczną inteligencją:

  1. Wycofanie się z życia rodzinnego i niechęć do spędzania czasu z przyjaciółmi.
  2. Lęk lub niepokój pojawiający się, kiedy dziecko nie ma dostępu do bota.
  3. Personifikacja: Mówienie o chatbocie tak, jakby był żywą osobą.
  4. Powtarzanie dezinformacji jako sprawdzonych faktów.
  5. Szukanie porad medycznych/psychologicznych u AI zamiast u dorosłych.

Zabezpieczenia techniczne to pierwszy krok

Chociaż w wielu przypadkach dostęp do chatbotów jest ograniczony dla osób poniżej 13. roku życia, weryfikacja nie zawsze jest skuteczna. Dlatego blokady techniczne są pierwszym krokiem, ale nie zastąpią edukacji i wzmacniania relacji z dzieckiem. Oto na co warto zwrócić uwagę przygotowując się do rozmowy na temat ryzyk AI:

  • Dialog zamiast zakazów: Spróbuj podejść do tematu bez oceniania. Wyjaśnij dziecku, że bot to tylko maszyna zaprojektowana, tak by angażować użytkownika, a nie istota zdolna do odczuwania czy myślenia.
  • Edukacja i krytyczne myślenie: Naucz dziecko weryfikować informacje (fact-checking) i uświadamiaj, że AI może się mylić.
  • Zasady korzystania: Ustal limity czasu (podobnie jak w przypadku mediów społecznościowych) i korzystaj z narzędzi kontroli rodzicielskiej.
  • Ochrona danych: Przypominaj dziecku, by nigdy nie podawało botom danych osobowych, adresów czy haseł.

Sztuczna inteligencja, choć angażująca i pomocna, wymaga od nas wprowadzenia dzieci w świat świadomej i krytycznej konsumpcji treści cyfrowych. W świecie zdominowanym przez technologię uważność opiekunów oraz budowanie wzajemnego zaufania stanowią ważną barierę przed cyfrowymi zagrożeniami.

Prognozy rynku IT w Polsce na 2026 rok

Z perspektywy dostawcy specjalizowanych rozwiązań informatycznych rok 2026 postrzegam jako okres umiarkowanego wzrostu na polskim rynku IT. Nie spodziewam się powszechnego wzrostu inwestycji we wszystkich obszarach technologii. Widoczny będzie natomiast powrót do decyzji technologicznych odkładanych w ostatnich latach. Klienci będą inwestować selektywnie – tam, gdzie technologia ma wyraźne uzasadnienie biznesowe i bezpośrednio, mierzalnie wspiera efektywność kosztową.

Istotnym czynnikiem będzie również odporność operacyjna, rozumiana jako zdolność organizacji do utrzymania kluczowych procesów biznesowych lub ich szybkiego przywrócenia w warunkach zakłóceń, przy jednoczesnej kontroli ryzyka, kosztów i zgodności regulacyjnej. Wzrostowi inwestycji w IT sprzyjać będą presja regulacyjna, rosnące koszty pracy oraz potrzeba automatyzacji procesów.

Coraz większą rolę odgrywać będzie sztuczna inteligencja, jednak jej wykorzystanie będzie miało przede wszystkim wymiar praktyczny. Adaptacja AI stanie się elementem konkretnych procesów biznesowych, a nie eksperymentem technologicznym. Jednocześnie należy liczyć się z ograniczeniami: ostrożnością budżetową klientów, większą wrażliwością na cenę oraz mniejszą skłonnością do angażowania się w duże, długoterminowe kontrakty bez szybkiego zwrotu z inwestycji. Dla firm IT oznacza to konieczność świadomego zarządzania portfelem projektów i kompetencji oraz dopasowania oferty produktowej do aktualnych potrzeb rynku.

W 2026 roku najwyższej dynamiki spodziewam się w obszarach automatyzacji i integracji systemów, modernizacji środowisk legacy, inwestycji w technologie wspierające cyberodporność organizacji oraz rozwiązań analitycznych wykorzystujących AI, osadzonych w realnych procesach biznesowych. Średnie i duże organizacje, szczególnie z sektorów regulowanych – takich jak bankowość, ubezpieczenia, energetyka czy administracja publiczna – będą koncentrować się na zwiększaniu produktywności przy ograniczonych zasobach.

Już dziś wyraźnie widać zmianę oczekiwań klientów. Coraz częściej pytają oni nie o samą technologię, lecz o rozwiązania pozwalające osiągnąć konkretny efekt biznesowy, taki jak skrócenie czasu procesu, obniżenie kosztu jednostkowego, poprawa bezpieczeństwa czy zgodność z regulacjami. Oczekują krótszego time-to-market, elastycznych modeli rozliczeń oraz większej odpowiedzialności dostawcy za rezultat. W mojej ocenie w 2026 roku wygrywać będą te firmy IT, które potrafią połączyć kompetencje technologiczne z realnym zrozumieniem biznesu klienta i wziąć współodpowiedzialność za osiągany efekt.

Fed zostawia stopy bez zmian. Dwa posiedzenia do końca kadencji Powella – polityka coraz bliżej banku centralnego

Rezerwa Federalna w USA zdecydowała się utrzymać stopy procentowe na poziomie 3.5–3.75%, co było zgodne z oczekiwaniami rynku, jednak sam przekaz towarzyszący decyzji oraz polityczny kontekst kończącej się kadencji Jerome’a Powella nadały jej szersze znaczenie dla przyszłej ścieżki polityki monetarnej i potencjalnych reakcji rynków finansowych. Decyzja zapadła większością 10 do 2, przy czym za obniżką stóp o 25 punktów bazowych opowiedzieli się jedynie Stephen Miran i Christopher Waller. Jednocześnie z komunikatu Fed zniknęły odniesienia do „rosnących ryzyk dla zatrudnienia”, co może być interpretowane jako sygnał poprawy perspektyw gospodarczych i większej odporności rynku pracy.

Jerome Powell ocenił, że perspektywy dla gospodarki USA oraz rynku pracy wyraźnie się poprawiły, choć jednocześnie unikał nadmiernie optymistycznych deklaracji. Inflacja pozostaje powyżej celu 2% i kształtuje się w okolicach 3%, jednak według przewodniczącego Fed wykazuje oznaki stabilizacji, zwłaszcza w obszarze cen towarów, które wcześniej rosły głównie pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak cła. Taki obraz makroekonomiczny sprzyja utrzymaniu ostrożnej postawy i dał bankowi centralnemu argumenty za wstrzymaniem się z dalszym luzowaniem polityki pieniężnej w krótkim terminie.

Jednocześnie wokół Fed narasta napięcie o charakterze politycznym. Do końca kadencji Powella pozostały już tylko dwa posiedzenia, a jego dalsza rola w strukturach Rezerwy Federalnej po maju pozostaje niejasna. Presja ze strony administracji Donalda Trumpa na szybsze i głębsze obniżki stóp procentowych staje się coraz bardziej wyraźna, a fakt, że dwaj członkowie FOMC głosujący za cięciem stóp są powiązani z tym obozem politycznym, rodzi pytania o przyszłą niezależność banku centralnego. Powell konsekwentnie podkreślał, że niezależność Fed jest instytucjonalnym fundamentem służącym całemu społeczeństwu, jednak jego udział w rozprawie Sądu Najwyższego dotyczącej możliwości odwoływania członków zarządu Fed przez prezydenta tylko zwiększa niepewność co do przyszłego ładu instytucjonalnego.

Mimo potencjalnie dużej wagi tych sygnałów, bezpośrednia reakcja rynków finansowych była stonowana. Rentowności amerykańskich obligacji oraz indeks S&P 500 pozostały względnie stabilne, natomiast dolar amerykański nieznacznie się osłabił. Taka reakcja sugeruje, że inwestorzy uznali decyzję Fed za neutralną w krótkim terminie i niewystarczającą do zmiany dominującego scenariusza rynkowego. W dłuższej perspektywie rosnąca presja polityczna, zmiany personalne w Fed oraz niepewność co do przyszłego kierunku polityki pieniężnej mogą jednak stać się źródłem zwiększonej zmienności zarówno na rynku walutowym, jak i na rynkach akcji. Amerykańskie indeksy giełdowe pozostają blisko historycznych szczytów, ale w średnim i długim horyzoncie ich wrażliwość na sygnały z Fed może wyraźnie wzrosnąć, podobnie jak podatność dolara na dalsze wahania związane z oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych obniżek stóp procentowych.

E-commerce coraz popularniejsze u samozatrudnionych

Z początku handel internetowy był zarezerwowany dla największych firm. Jednak wraz z rozrostem platform sprzedażowych i obniżką kosztów związanych z prowadzeniem sklepu online, e-commerce zyskało na ogromnej popularności. W porównaniu do otworzenia tradycyjnego obiektu stacjonarnego, finansowy próg wejścia przy wirtualnym handlu jest znacznie niższy. Sprawdź, dlaczego samozatrudnieni coraz częściej decydują się na wejście w e-commerce.

Dlaczego e-commerce zyskuje na popularności? Dowiedz się, dlaczego przybywa wirtualnych sklepów!

E-commerce większe możliwości i niższe koszty

Choć pieniądze to nie wszystko, to budżet jest znaczącym faktorem przy każdym biznesie. Szczególnie u początkujących przedsiębiorców ten aspekt zyskuje na znaczeniu. W przeszłości uruchomienie sklepu internetowego wymagało specjalistycznej wiedzy, a koszty technologiczne również były wysokie. Wraz z rozwojem tej formy sprzedaży i powstaniem wielu tanich alternatyw, e-commerce jest przystępny nawet dla przedsiębiorców o bardzo ograniczonym budżecie. Koszty rozpoczęcia działalności są nieporównanie niższe niż w przypadku punktu stacjonarnego. Twórcy cyfrowi czy firmy decydujące się na dropshipping nie potrzebują przestrzeni magazynowej. W efekcie wydatki ograniczają się do utrzymania strony i zatrudnienia pracownika – jeśli jest on konieczny na tym etapie rozwoju. Ogromną zaletą wirtualnego handlu jest także szerszy zakres oddziaływania, a potencjalny klient może być pozyskiwany z całego kraju czy nawet kontynentu. Jest o kogo walczyć, gdyż według raportu Gemius z zakupów online w 2025 roku skorzystało 78% badanych. Niskie nakłady i ogromne możliwości to atut e-commerce, który przyciąga coraz więcej przedsiębiorców. Osoby, które chcą rozpocząć swoją przygodę z internetową sprzedażą, skorzystają na kursach i zamkniętych grup, do których dostęp oferują specjalistyczne firmy, takie jak INSY.

Handel e-commerce również dla twórców cyfrowych

Ciągle rosnącym segmentem w branży e-commerce jest sprzedaż produktów cyfrowych. Zaliczyć można do nich kursy online, warsztaty, subskrypcje, e-booki czy treści premium. Monetyzacja wiedzy, doświadczenia czy innych wartości to popularny trend na rynku. Platforma dla twórców produktów cyfrowych będzie pomocnym narzędziem dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją karierę w tym obszarze. W takich miejscach kreator znajdzie nie tylko początkujących, ale również doświadczonych przedsiębiorców. Wymiana informacji i praktycznych porad umożliwi ułatwienie procesu wydania np. e-booka w formacie PDF. Pomocne kursy znajdziesz także na stronie https://insy.io/explore. To pozwala na poznanie sposobów na realizację pomysłu z wykorzystaniem technologii AI i w jaki sposób wydać swój pierwszy wirtualny poradnik.

E-commerce jest wprost stworzony dla twórców produktów cyfrowych. Nie ogranicza Cię odległość, więc dotarcie do klientów jest znacznie łatwiejsze. Odpowiednio skonfigurowany sklep online pozwoli na automatyzację sprzedaży i wysyłki oferowanych treści. Dzięki temu nie musisz zatrudniać dodatkowych osób i narażać się na koszty. To model z ogromnym potencjałem na to, aby uzyskać szybki zwrot z inwestycji. Warunkiem jednak jest oferowanie contentu, który ma wartość i jest pożądany na rynku.

Dlaczego e-commerce przyciąga osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą

Co przyciąga samozatrudnionych do e-commerce? To skalowalność. Automatyzacja, sztuczna inteligencja i zaawansowana technologia umożliwiają sprzedaż produktów bez konieczności wielu przepracowanych godzin. Doskonale sprawdza się w takim modelu łączenie freebies wraz z płatnymi treściami – zwłaszcza w przypadku szkoleniowców, coachów czy freelancerów. Niska bariera wejścia w biznes kusi przedsiębiorców i pozwala na dywersyfikację źródeł przychodu. Zwłaszcza ten ostatni element jest niezwykle istotny przy obecnych zmianach rynkowych.

Co warto wiedzieć przed wejściem w e-commerce?

Choć e-commerce umożliwia osiągnięcie wysokich zysków przy niskich nakładach inwestycyjnych, ta branża ma także swoje wymagania. Konieczne jest rozpromowanie sklepu online. Treści SEO, wartościowy copywriting i prowadzenie social mediów to must have. Inaczej nawet jeśli oferujesz wysokiej jakości produkt, Twoja strona zginie w gąszczu innych proponowanych linków. Wiele firm w tym obszarze decyduje się na tworzenie bloga o specyfice odpowiadającej sprzedawanej usłudze czy towarze. Darmowe treści, mini poradniki to coś, co przyciągnie odbiorców. Dużą popularnością cieszą się także współprace z influencerami, a także marketing newsletterowy. Zwiększenie widoczności marki w internecie to fundament dla sklepu e-commerce.

Warto także określić swojego klienta. Dzięki temu łatwiej do niego trafisz, tworząc treści przyciągające potencjalnych odbiorców. Należy także pamiętać o zabezpieczeniach internetowych i godnych zaufania systemach obsługi płatności. Sprzedaż internetowa wiąże się również z przechowywaniem danych klientów. Niezbędne zatem będzie wdrożenie polityki RODO.

KSeF: Rzecznik MŚP zgłasza uwagi i domaga się uproszczeń

W obliczu narastającej presji regulacyjnej, dynamicznych zmian w prawie gospodarczym oraz kluczowych reform, takich jak wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), rola Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców staje się dziś ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Biuro Rzecznika MŚP intensyfikuje działania na rzecz ochrony praw firm, zwiększenia pewności prawa oraz realnego ograniczania barier administracyjnych.

KSeF pozostaje jednym z obszarów budzących największe obawy wśród przedsiębiorców. Rzecznik MŚP od wielu miesięcy aktywnie uczestniczy w procesie legislacyjnym, zgłasza uwagi do projektów przepisów, apeluje o wydłużenie okresów przejściowych, uproszczenie procedur oraz zapewnienie przedsiębiorcom wsparcia technicznego i informacyjnego.

„KSeF to jedna z największych operacyjnych zmian dla firm od lat. Moim zadaniem jest monitorować, aby cyfryzacja nie stała się kolejnym obciążeniem, lecz realnym ułatwieniem dla przedsiębiorców” — podkreśla Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Minister Majewska konsekwentnie wskazuje, że skuteczne wdrażanie nowych obowiązków wymaga stabilnych przepisów, proporcjonalnych sankcji, jasnych wyjaśnień praktycznych oraz odpowiednio długiego czasu na przygotowanie firm. Zespół Biura Rzecznika publikuje stanowiska, komunikaty i poradniki, prowadzi dialog z Ministerstwem Finansów, Krajową Administracją Skarbową oraz środowiskami przedsiębiorców, a także gromadzi sygnały z rynku poprzez Radę Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

Równolegle Agnieszka Majewska aktywnie angażuje się w działania deregulacyjne, wskazując na nadmiar obowiązków sprawozdawczych, niepewność interpretacyjną przepisów podatkowych oraz rosnące koszty prowadzenia działalności w sektorze MŚP.

— „Silny i niezależny Rzecznik MŚP stanowi tarczę dla przedsiębiorców. W czasie tak dużych zmian regulacyjnych firmy potrzebują instytucji, która reaguje na kryzysy i jednocześnie konsekwentnie walczy o prostsze, bardziej przewidywalne i uczciwe prawo gospodarcze” — zaznacza Agnieszka Majewska. — „Rozumiem, że dla wielu przedsiębiorców nowe obowiązki – w tym KSeF oznaczają wyzwania organizacyjne i finansowe. Dlatego na stronie Rzecznika MŚP udostępniamy praktyczne informacje, materiały edukacyjne oraz harmonogramy szkoleń, które pomagają firmom bezpiecznie przygotować się do zmian. Instytucja pod moim przewodnictwem jest po to, aby wspierać przedsiębiorców i towarzyszyć im w procesie transformacji” dodaje Agnieszka Majewska.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców pozostaje kluczowym ogniwem systemu ochrony praw firm zarówno w bieżących sporach z administracją, jak i w procesie tworzenia prawa. W czasie rosnącej złożoności regulacyjnej instytucja Rzecznika MŚP pełni rolę strażnika interesów przedsiębiorców, zapewniając im wymierne wsparcie, głos w debacie publicznej oraz wpływ na kształt przepisów, które bezpośrednio determinują warunki prowadzenia działalności gospodarczej.

Eksportujesz? Sprawdź, gdzie odzyskanie należności jest najtrudniejsze

W coraz bardziej rozdrobnionym świecie połowa należności handlowych w skali globalnej jest narażona na bardzo wysokie lub dotkliwe ryzyko.

  • Średni światowy wskaźnik złożoności windykacji Allianz Trade na rok 2026 wynosi 47,2/100, co oznacza poziom „wysoki”.
  • Polska poprawiła swój wynik do 40 pkt. (na 100) – eksportujący do naszego kraju odzyskują obecnie swoje należności łatwiej niż jeszcze w poprzedniej dekadzie, ale niech to nie usypia czujności polskich eksporterów. Nie jest to bowiem wynik powszechny nie tylko na odległych rynkach, ale także na istotnych rynkach w naszym regionie.
  • Największe problemy w odzyskaniu należności handlowych eksporterzy mają w Arabii Saudyjskiej, Meksyku i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
  • 1,1 bln USD należności handlowych z tytułu międzynarodowej wymiany handlowej odzyskiwane jest w krajach, gdzie stopień skomplikowania windykacji jest „bardzo wysoki ” lub „poważny”.

Allianz Trade opublikował czwartą edycję wskaźnika złożoności windykacji i ratingu[1] , oferując jasną ocenę tego, jak łatwe – lub trudne – jest dla firm odzyskiwanie niezapłaconych faktur w 52 gospodarkach reprezentujących 90% światowego PKB i wymiany handlowej. Według światowego lidera w dziedzinie ubezpieczeń kredytu kupieckiego, globalna złożoność windykacji utrzymuje się na „wysokim” poziomie 47,2 pkt na 100.

Na niektórych rynkach w regionie (jak i w niektórych krajach wysoko rozwiniętych) odzyskiwanie należności jest trudniejsze, niż w Polsce

Polska ma obecnie w ocenie Allianz trade 40 pkt (na 100) w skali skomplikowania windykacji. Jest to poziom określany jeszcze jako „wysoki” (przedział od 40 do 60 pkt.), ale istotnie niższy niż w 2014 roku – podczas pierwszych badań Allianz Trade złożoność windykacji była wtedy w Polsce na poziomie 54 pkt.

Postęp w Polsce na przestrzeni dekady jest widoczny – przyczynił się do tego dobry wzrost gospodarczy w tym okresie, wprowadzenie krajowych przepisów dotyczących opóźnień płatnościach, które są bardziej rygorystyczne niż normy UE a także większa przewidywalność niż wcześniej postępowań sądowych.

„Pole do poprawy wciąż jednak istnieje – wspomniane postępowania sądowe nadal są w Polsce przewlekłe i długotrwałe, dlatego wiele firm z reguły wszczyna formalne postępowania dopiero po wyczerpaniu wszystkich możliwości polubownego i przedprocesowego odzyskania należności. Trudno jest też nadal odzyskać należności od niewypłacalnych dłużników i chociaż ustanowiono mechanizmy renegocjacji zadłużenia, to odzyskanie całej należnej kwoty w takich postępowaniach jest nadal rzadkością” – mówi Sławomir Bąk, Dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka, likwidacji szkód i windykacji w oddziale Allianz Trade w Polsce.

Niech nas jednak nie zwiedzie (stosunkowo dobry) poziom złożoności windykacji w Polsce. Eksporterzy powinni mieć świadomość, iż nie tylko na odległych (geograficznie i kulturowo) rynkach jest ona inna, nierzadko – wyższa. Także w naszym stosunkowo bliskim sąsiedztwie jak Czechy (53 pkt. w ocenie złożoności windykacji), na Słowacji (59 pkt.) czy na istotnych rynkach krajów wysokorozwiniętych jak np. USA (56 pkt.) jest stosunkowo trudniej odzyskiwać należności w porównaniu do rynku krajowego.

W Czechach system sądowy jest złożony i krytykowany za brak przejrzystości i niezależności. Ponadto postępowania sądowe są tam zazwyczaj długotrwałe ale też kosztowne, a egzekwowanie orzeczeń sądowych może być również problematyczne. W przypadku niewypłacalności czeskiego dłużnika mechanizmy renegocjacji zadłużenia są nieskuteczne, a likwidacja jest procedurą domyślną, co oznacza, że szanse na odzyskanie długu są bardzo nikłe. Z kolei na Słowacji w 80% przypadków należności są regulowane po terminie (dane z 2024r.) i stosunkowo powszechne jest wykorzystywanie przez dłużników kruczków prawnych, aby maksymalnie opóźniać zarówno postępowania sądowe, jak i próby egzekucji. Dodatkowo szanse na odzyskanie należności są bardzo małe, gdy postępowanie sądowe zostało opóźnione, a dłużnik stał się niewypłacalny. Na Węgrzech (48 pkt. w ocenie procesu złożoności windykacji) znanych z długotrwałych i kosztownych postępowań sądowych, skuteczną opcją odzyskania należności pozostają działania windykacyjne przed wszczęciem postępowania sądowego.

Globalna złożoność nieco maleje, ale windykacja należności pozostaje poważnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw

Wskaźnik złożoności windykacji ma cztery stopnie: „zauważalny” (wynik poniżej 40), „wysoki” (między 40 a 50), „bardzo wysoki” (od 50 do 60) i „dotkliwy” (powyżej 60). Globalna średnia jest obecnie nieznacznie niższa niż w edycji z 2022 r. (49/100) i odzwierciedla węższy rozkład ryzyka: mniejszy odsetek krajów znajduje się obecnie w dwóch najwyższych kategoriach skomplikowania windykacji, tj. „dotkliwy” (15% w porównaniu z 16% w 2022 r.) i „bardzo wysoki” (21% w porównaniu z 29%), natomiast wzrósł odsetek krajów zaliczanych do dwóch niższych kategorii, tj. „wysokie” (29% w porównaniu z 24%) i „zauważalne” (35% w porównaniu z 31%). Jednak biorąc pod uwagę utrzymującą się wysoką liczbę upadłości przedsiębiorstw na całym świecie oraz pogłębiającą się fragmentację światowej wymiany handlowej, nieprzewidywalny protekcjonizm, napięcia geopolityczne i rosnące ryzyko w sferze cyfrowej, odzyskiwanie należności jest dla przedsiębiorstw coraz bardziej złożonym zadaniem, zwłaszcza w eksporcie.

„Szacujemy, że 48% międzynarodowych należności handlowych (wg. ich wartości) odzyskiwane jest z krajów o „bardzo wysokim” (22%) lub „dotkliwym” (26%) stopniu złożoności windykacji. W porównaniu z rokiem 2022 jest to procentowo może niewielki wzrost (+1 pp), ale ze względu na wzrost w tym czasie wartości światowego handlu jest to już w wartościach bezwzględnych znaczny wzrost do poziomu 1,1 bln USD. W większości regionów najtrudniejsze, najbardziej skomplikowane przypadki odzyskiwania należności nadal w większość przypadków związane są z niewypłacalnością przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę składowe wpływające na złożoność windykacji to lokalne praktyki płatnicze są głównym jej czynnikiem na Bliskim Wschodzie, a postępowania sądowe są z reguły mniej skomplikowane w Europie Zachodniej niż na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Ameryce Łacińskiej . Te liczne czynniki strukturalne wyjaśniają, dlaczego windykacja należności z zagranicy wciąż pozostaje trudnym procesem na całym świecie” – stwierdza Fabrice Desnos, Członek Zarządu Allianz Trade odpowiedzialny za Ocenę ryzyka, Reasekurację i Gwarancje.

Arabia Saudyjska, Meksyk i Zjednoczone Emiraty Arabskie to rynki stawiające największe wyzwania w windykacji należności

Biorąc pod uwagę lokalne praktyki płatnicze, postępowania sądowe i ramy prawne związane z niewypłacalnościami przedsiębiorstw (i zabezpieczaniem należności wierzycieli), Allianz Trade stwierdza, że Niemcy, Holandia i Portugalia są trzema krajami, w których najłatwiej jest odzyskać należności z zagranicy, podczas gdy Arabia Saudyjska, Meksyk i Zjednoczone Emiraty Arabskie pozostają krajami, w których jest to najtrudniejsze.

„Odzyskiwanie należności z zagranicy jest prawie trzy razy bardziej skomplikowane w przypadku gdy chodzi o Arabię Saudyjską w porównaniu do Niemiec… ale także w Niemczech nie brak trudności w zakresie windykacji międzynarodowej. W tym kontekście różnica między gospodarkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi stopniowo się zmniejsza, zwłaszcza w Azji – ale nadal istnieje. Większość gospodarek rozwiniętych charakteryzuje się „zauważalnym” poziomem złożoności windykacji, podczas gdy Bliski Wschód i Afryka są uśredniając dwoma regionami o największej skali trudności w tym względzie” wyjaśnia Pascal Personne, Dyrektor ds. roszczeń i windykacji w Allianz Trade.

Prowadzenie działalności w centrach handlowych nowej generacji wymaga świadomego i indywidualnego podejścia

W obliczu zmian strukturalnych w globalnym systemie handlu powstają nowe centra handlowe, które stają się ogniwami nowych szlaków handlowych, na których są także nowe centra produkcyjne. Jednak pomimo ich atrakcyjności odzyskiwanie należności na tych rosnących rynkach jest dla eksporterów wyzwaniem, co zwiększa istniejące ryzyko.

„W świecie podzielonym przez geopolitykę, protekcjonizm i skutki zmian klimatycznych handel międzynarodowy wytycza sobie nowe ścieżki. Jednak wyłaniające się równocześnie „centra handlowe nowej generacji”, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wietnam i Malezja, mają „dotkliwy” stopień złożoności windykacji, ze średnim wynikiem na poziomie 62 punktów. Chociaż rynki te mają i będą mieć w obecnej sytuacji coraz większe znaczenie, to wymaga to selektywnego – zindywidualizowanego podejścia oraz świadomego i ścisłego zarządzania należnościami handlowymi przy prowadzenia na nich działalności” dodaje Maxime Lemerle, Główny Analityk ds. badań nad niewypłacalnościami w Allianz Trade.

Złożoność procesu windykacji według w regionach (według liczby krajów)

Złożoność procesu windykacji według w regionach (według liczby krajów)

Źródła: CPB, Allianz Trade Research

Wyniki oceny złożoności windykacji według krajów

Wyniki oceny złożoności windykacji według krajów

Źródła: Dział analiz ekonomicznych Allianz Trade

[1] Wskaźnik stopnia złożoności windykacji Allianz Trade to miara poziomu złożoności międzynarodowych procedur windykacyjnych w danym kraju, od 0 (najmniej złożone) do 100 (najbardziej złożone). Wskaźnik ten łączy w sobie opinie ekspertów – 340 specjalistów ds. windykacji Allianz Trade z całego świata – oraz ponad 40 obiektywnych wskaźników odnoszących się do: (i) lokalnych praktyk płatniczych; (ii) lokalnych postępowań sądowych oraz (iii) lokalnych postępowań upadłościowych. Wynik ten jest następnie dzielony na cztery poziomy skomplikowania procedur windykacji: Zauważalny (wynik poniżej 40), Wysoki (wynik pomiędzy 40 a 50), Bardzo wysoki (50 do 60) i Dotkliwy (powyżej 60).

Microsoft bije konsensus, a akcje spadają 5% po sesji. Winne oczekiwania wobec AI

Choć Microsoft zaprezentował solidne wyniki za drugi kwartał roku fiskalnego 2026 i pobił konsensus analityków zarówno na poziomie przychodów, jak i zysków, reakcja rynku była jednoznacznie negatywna. Akcje spółki w handlu posesyjnym tracą około 5%, co pokazuje, że w obecnym otoczeniu rynkowym dobre liczby to za mało i inwestorzy oczekują przyspieszenia, a nie jedynie stabilności. Główne rozczarowanie wynika z faktu, że rynek liczył na szybkie przyspieszenie wzrostu dzięki sztucznej inteligencji i narzędziom takim jak Copilot, a Microsoft dostarczył przede wszystkim stabilność zamiast rewolucji. Dodatkowo pojawia się sceptycyzm dotyczący tego, na ile wzrost commercial RPO o 110% do 625 mld USD jest naprawdę „zaklepany” i przekłada się na natychmiastowy przychód. Inwestorzy zastanawiają się, ile z tych kontraktów faktycznie zostanie zrealizowane w przewidywanym czasie i jak szybko przełoży się to na gotówkę oraz realny wzrost.

Przychody Microsoftu wyniosły 81,27 mld USD, przewyższając rynkowe oczekiwania na poziomie 80,31 mld USD. Zysk na akcję sięgnął 5,16 USD, a zysk operacyjny wzrósł do 38,28 mld USD, również wyraźnie powyżej konsensusu. Wzrost przychodów wyniósł 17% rok do roku, co potwierdza odporność modelu biznesowego spółki mimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego.

Kluczowym filarem wyników pozostaje segment chmurowy, który wygenerował 51,5 mld USD przychodów, co oznacza wzrost o 26%. Azure oraz pozostałe usługi chmurowe odnotowały solidny wzrost, a komercyjne Remaining Performance Obligation zwiększyło się aż o 110% do 625 mld USD, pokazując dużą widoczność przyszłych przychodów, choć jednak ze sporym ryzykiem opóźnień w realizacji. Mimo to inwestorzy są rozczarowani, że dynamika samego Azure nie była wyższa. Oczekiwano wzrostu w okolicach 39%, a faktyczny wynik zaledwie spełnił minimalne oczekiwania, co wzbudza obawy, że ekspansja chmury i narzędzi AI może przyspieszać wolniej, niż zakładano.

Segment Productivity and Business Processes, obejmujący między innymi Office, Copilot i LinkedIn, wygenerował 34,12 mld USD przychodów, potwierdzając siłę ekosystemu i zdolność spółki do generowania powtarzalnych strumieni gotówki. Z kolei More Personal Computing przyniósł 14,25 mld USD przychodów, nieznacznie poniżej oczekiwań, co pokazuje utrzymującą się słabość popytu konsumenckiego na rynku komputerów osobistych i urządzeń.

Najwięcej pytań rodzi jednak skala inwestycji. Nakłady kapitałowe sięgnęły niemal 30 mld USD, znacząco przewyższając rynkowe prognozy. Microsoft agresywnie inwestuje w centra danych, infrastrukturę sztucznej inteligencji oraz moce obliczeniowe niezbędne do dalszego rozwoju Azure i rozwiązań opartych na AI. Choć strategia ta ma sens w długim terminie, w krótkiej perspektywie budzi obawy o presję na marże i efektywność wykorzystania kapitału.

Negatywna reakcja rynku pokazuje, że Microsoft znalazł się w trudnym momencie cyklu oczekiwań. Spółka jest dziś postrzegana nie jako beneficjent euforii wokół sztucznej inteligencji, lecz jako infrastrukturalny gigant, od którego wymaga się perfekcyjnej egzekucji i nieustannego przyspieszenia. Stabilny wzrost przestaje wystarczać, gdy wycena zakłada dominację w kolejnej erze technologicznej.

Wyniki Microsoftu pozostają solidne i fundamentalnie zdrowe, a ogromny wzrost commercial RPO pokazuje, że spółka ma widoczność przychodów w przyszłych kwartałach, choć rynek zaczyna zadawać pytania o tempo ich realizacji. Inwestorzy oczekują dowodu, że gigant z Redmond potrafi nie tylko absorbować globalny popyt na chmurę i sztuczną inteligencję, ale także szybciej przekuwać go w dynamiczny wzrost i wyraźną poprawę rentowności. Bez tego nawet bardzo dobre raporty mogą okazać się niewystarczające.

Meta bije rekordy w Q4, ale marża spada. Rynek liczy koszt AI

Rekordowe przychody nie mogą przysłonić rzeczywistości: Reality Labs przepala miliard za miliardem, ale gigant z branży social media nie bierze jeńców i inwestuje setki miliardów dolarów w rozwój sztucznej inteligencji. Znacznie więcej niż oczekiwał rynek, co spotyka się z mieszanym odbiorem, nawet przy rekordowych przychodach.

Meta rozbiła bank, a Wall Street przygląda się szczegółom raportu Mety.. Podczas gdy większość spodziewała się możliwej zadyszki w czasach inflacji i niepewności, social mediowy gigant założony i prowadzony przez Marka Zuckerberga ponownie pokazuje się od najlepszej strony. Przychody są rekordowe, a zyski powracają do wysokich poziomów wraz ze znaczną poprawą marży netto. Jednak pod tymi liczbami kryje się brutalna gra o przetrwanie, w której Meta stawia 125 miliardów dolarów rocznie na sztuczną inteligencję, akceptując gigantyczne straty w dziale Reality Labs.

Najważniejsze dane z raportu finansowego (Q4 2025):

  • Przychody całkowite: 59,89 mld USD (+24% r/r, powyżej konsensusu 58,42 mld).
  • Zysk netto: 22,77 mld USD (+9% r/r, rekord) – fundamenty tej liczby są złożone.
  • Zysk na akcję (EPS): 8,88 USD (vs 8,02 USD rok wcześniej).
  • Przychody z reklam: 58,14 mld USD (+24% r/r, szacunki wynosiły 56,79 mld).
  • Dochód operacyjny: 24,75 mld USD (+5,9% r/r), ale marża spadła z 48% do 41% – co jest sygnałem alarmowym dla inwestorów.

Prognozy na rok 2026:

  • CAPEX (Wydatki inwestycyjne): 115–135 mld USD (skok o 59–87% r/r w porównaniu do 72,2 mld w 2025). Prognozowano CAPEX na poziomie 110 mld USD
  • Przychody Q1 2026: Szacowane na 53,5–56,5 mld USD.
  • Całkowite wydatki FY2026: 162–169 mld USD, przy oczekiwaniu na poziomie 151 mld USD
  • Zysk operacyjny: Zarząd zapowiada, że będzie wyższy niż w 2025 mimo ogromnych inwestycji.

Głębokie podziały: AI, Metaverse i brutalna rzeczywistość

Warto zacząć od tego, co boli najbardziej. Dział Reality Labs zanotował stratę operacyjną rzędu 6,02 mld USD tylko w czwartym kwartale. To kwota, którą potężne europejskie koncerny zarabiają latami. Bilans jest bezlitosny: od końca 2020 roku, gdy Meta ruszyła na podbój metawersum, łączna strata wyniosła już ponad 75 miliardów dolarów. To więcej niż kapitalizacja dużej ilośći europejskich spółek.

Co otrzymali w zamian? Zaledwie 955 mln USD przychodu z segmentu w Q4 (spadek o 12% r/r). Podczas gdy koszty rosną w tempie lawinowym, przychody kurczą się lub stoją w miejscu. To matematyka, która w każdej innej firmie oznaczałaby upadłość.

Reakcja? Meta przyznaje się po części do błędu i początku stycznia zwolniła 1500 osób z tego działu (ok. 10% zespołu). To jasny sygnał: Wizja metawersum schodzi na boczny tor, teraz liczy się tylko AI. Zuckerberg przesuwa ciężar uwagi na inteligentne okulary Ray-Ban Meta (z wbudowaną AI), rezygnując z agresywnego promowania gogli Quest, które nie doczekały się premiery w ubiegłym roku. Andrew Bosworth, szef technologii, przyznał to, co rynek wiedział od dawna: adopcja VR idzie znacznie wolniej, niż zakładano.

CAPEX AI: Na co pójdzie 125 miliardów dolarów (plus minus 10 miliardów)?

To serce nowej strategii. Meta planuje wydać na inwestycje w 2026 roku nawet 135 mld USD. To kwota przekraczająca budżety obronne wielu średniej wielkości państw. Dlaczego Zuckerberg idzie na całość?

  • Wyścig zbrojeń: Google, OpenAI i Anthropic nie czekają. Meta nie chce być tylko obserwatorem – chce stworzyć „Meta Superintelligence Labs” – infrastrukturę, która zasili wszystko: od algorytmów Instagrama po chatboty przyszłości.
  • Nowa matematyka: Plan jest prosty – zamienić każdy zarobiony miliard w moc obliczeniową (chipy Nvidii, centra danych). Marża spadła, ale obietnica jest jedna: AI pozwoli zarabiać efektywniej, co z nawiązką pokryje te monstrualne wydatki.

Jak Meta monetyzuje sztuczną inteligencję?

Meta nie sprzedaje AI w modelu subskrypcyjnym jak ChatGPT. Robi to zdecydowanie inaczej w porównaniu do klasycznych modeli, co jest pozytywnie odbierane od wielu kwartałów ze strony rynku:

  • Lepsze reklamy = większe zyski: AI jest ukryta w każdym pikselu. Systemy rekomendacji i aukcji reklam dzięki AI zwiększyły liczbę wyświetleń o 18% r/r. Nawet jeśli średnia cena reklamy bywa zmienna, zaangażowanie użytkowników dzięki AI rośnie.
  • Ekspansja i personalizacja: Systemy zautomatyzowane pozwalają lepiej docierać do niszowych reklamodawców na rynkach wschodzących.
  • Chatboty i Commerce: Przy 3,5 mld użytkowników dziennie, wdrożenie AI do obsługi klienta na WhatsAppie czy Messengerze może uczynić z Mety gigantycznego pośrednika w handlu, pobierającego prowizję od każdej transakcji.

Marża operacyjna: Wyraźne pogorszenie

Warto jednak spojrzeć na sporą rysę na raporcie: spadek marży z 48% do 41% oznacza, że koszty operacyjne rosną szybciej niż przychody. Zuckerberg obiecuje, że rok 2026 będzie lepszy, ale to ryzykowny zakład. Jeśli inwestycje w AI nie przyniosą skokowego wzrostu efektywności, rok 2027 może przynieść bolesne rozliczenie.Warto jednak wspomnieć, że marża netto zaliczyła odbicie, więc wciąż można uznać, że sytuacja nie wygląda aż tak źle, patrząc jedynie na jedną liczbę

Prognoza: Co dalej z Meta w 2026?

Scenariusz optymistyczny zakłada, że AI monetyzuje się szybciej, niż zakładano. Marża operacyjna wraca powyżej 45%, a inwestycje rzędu 125 mld USD okazują się fundamentem nowego imperium. Akcje mogłyby wzrosnąć jeszcze o 20-30%, na co wskazuje target analiczny z Wall Street.

Scenariusz pesymistyczny wskazuje, że inwestycje w AI nie dadzą oczekiwanych zwrotów, a marża pozostaje pod presją w okolicach 40%, a rynek zaczyna karać spółkę za „marnotrawstwo”. Reality Labs przynosi jeszcze większe straty.

Scenariusz realistyczny to sprawdzam ze strony rynku. Czeka nas kilka kwartałów napięć na linii zarząd-inwestorzy. Akcje będą zmienne, a rynek będzie obsesyjnie śledzić każdy punkt procentowy marży operacyjnej, czekając na dowody, że AI faktycznie zarabia.

AI wygrywa z Metaversem

Meta zarobiła fortunę w Q4 2025, ale cena za przyszłość jest astronomiczna. Zuckerberg postawił wszystko na jedną kartę, czyli AI. Tymczasem Reality Labs, wizja, która miała zdefiniować nową erę, powoli wykrwawia się na marginesie. To nie jest typowy „success story”. To opowieść o gigancie, który w porę zrozumiał błąd w pierwotnej wizji i teraz próbuje go naprawić, rzucając na szalę miliardy dolarów. Czy to zadziała? Wall Street dowie się w połowie roku, gdy koszty inwestycji najmocniej uderzą w wyniki. Kluczowym wskaźnikiem dla rynku pozostanie marża operacyjna. To ona powie nam, czy Meta tworzy superinteligencję, czy po prostu najdroższe laboratorium na świecie.

Jak reaguje rynek na doniesienia ze strony Mety? Początkowo akcje traciły nawet 2% w notowaniach posesyjnych, ale wraz z analizą sprawozdania finansowego, inwsestorzy zaczęli składać zlecenia kupna. Obecnie Meta notowana jest po sesji w okolicach 696 dolarów – najwyżej od dramatycznego spadku z października po publikacji poprzedniego sprawozdania finansowego, ale jednocześnie ok. 14% poniżej historycznych szczytów.

Tesla z pierwszym spadkiem rocznych przychodów, a akcje rosną. Rynek stawia na AI

Zyski nurkują o 61%, marże topnieją, a konkurencja przejmuje koronę lidera. Mimo to kurs Tesli rośnie o 2% w handlu posesyjnym, osiągając 444 USD. Inwestorzy podjęli decyzję: Tesla to już nie producent aut, to zakład o to, czy spółka zacznie być rozgrywającym w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Rynek kapitałowy bywa nierzadko absurdem, w szczególności, kiedy mamy do czynienia z takimi ikonicznymi postaciami jak Elon Musk. Co więcej, raport Tesli za Q4 2025 roku i za cały 2025 rok jest tego najlepszym dowodem. Spółka Elona Muska właśnie zamknęła rok, który w każdej innej branży uznano by za katastrofalny. Po raz pierwszy w historii Tesla odnotowała spadek rocznych przychodów, a jej zyski potężnie stopniały. Mimo to Wall Street kupuje wizję przyszłości, ignorując rozczarowującą teraźniejszość.

Wyniki za 2025 rok: Historyczny regres

  • Przychody roczne: 94,8 mld USD (spadek o 3% r/r) – to pierwszy taki przypadek w historii spółki.
  • Przychody kwartalne: 24,90 mld USD – gorzej niż w Q3 i gorzej niż Q2, Q3, Q4 2024
  • Zysk netto (cały rok): 3,8 mld USD (spadek o 46% r/r).
  • Zysk netto (Q4): 840 mln USD (spadek o 61% r/r). Gorzej było tylko w Q1 2025
  • Marża brutto: 20,1% – jedyny jasny punkt raportu (wzrost z 16,3%), sugerujący skuteczną walkę z kosztami produkcji.
  • Sprzedaż pojazdów: 1,64 mln sztuk (spadek o 8,5% r/r).

Fundamenty w odwrocie: Koniec dominacji na rynku EV

Tesla oficjalnie straciła status światowego lidera aut elektrycznych na rzecz chińskiego giganta BYD, który w 2025 roku dostarczył 2,26 mln pojazdów. W Europie palmę pierwszeństwa przejął Volkswagen. Brak nowych modeli (ostatni, Cybertruck, sprzedaje się poniżej oczekiwań) sprawia, że oferta Tesli staje się przestarzała, a agresywne obniżki cen zbiły marżę operacyjną do poziomu 6%. To mniej niż połowa rentowności Toyoty.

Dodatkowym obciążeniem stała się polityka. Elon Musk angażując się w administrację Trumpa (projekt DOGE), zraził część tradycyjnej, liberalnej bazy klientów. Szacuje się, że polaryzacja wizerunkowa mogła kosztować spółkę nawet milion potencjalnie sprzedanych aut.

Dlaczego akcje rosną? Zakład o przyszłość

Inwestorzy ignorują spadek sprzedaży, ponieważ wyceniają Teslę jako spółkę technologiczną, a nie motoryzacyjną. Kluczowe dla wzrostu kursu są trzy filary:

  1. Robotaksówki (Cybercab): Choć Musk od lat obiecuje autonomiczną rewolucję, a rynek wierzy, że kwiecień 2026 r. będzie przełomem. Nawet ograniczona usługa w Austin i San Francisco jest postrzegana jako „dowód zysków przyszłości” (Proof of Concept), który dzięki skali fabryk Tesli może zmiażdżyć konkurencję.
  2. Optimus i Humanoidy: Wizja robotów zastępujących pracę ludzką to dla Wall Street potencjał mierzony w biliardach dolarów. Inwestorzy liczą, że pierwsze komercyjne egzemplarze trafią do klientów jeszcze w tym roku.
  3. Sojusz z xAI: Inwestycja 2 mld USD w startup Muska (xAI) ma być „skrótem” do pełnej autonomii (FSD). Tesla nie buduje AI od zera, tylko kupuje mózg dla swoich maszyn.

Scenariusze na rok 2026: Wóz albo przewóz

Rynek jest obecnie zawieszony w próżni między twardymi danymi a wiarą w geniusz Muska.

  • Scenariusz Optymistyczny. Tesla uruchamia Robotaxi w połowie roku. System FSD osiąga poziom niezawodności pozwalający na jazdę bez nadzoru. Akcje kontynuować wzrost, sięgając kolejnych kamieni milowych, które pozwolą Muskowi na jeszcze większe wzbogacenie. Pierwszym celem będzie kapitalizacja 2 bilionów dolarów.
  • Scenariusz Pesymistyczny. Robotaxi pozostaje gadżetem w dwóch miastach, a Optimus nie wychodzi z laboratorium. Przy dalszym spadku sprzedaży aut i braku subsydiów (polityka Trumpa), rynek zacznie pytać o realne zyski. Wtedy wycena 1,3 biliona dolarów może pęknąć jak bańka.
  • Scenariusz Realistyczny. Musk dostarczy „wystarczająco dużo”, by utrzymać narrację o postępie, ale fundamenty finansowe będą nadal pod presją konkurencji z Chin. Kurs pozostanie zmienny, silnie reagując na każdy tweet i komunikat o postępach w AI.

Tesla przestała być bezpieczną przystanią inwestora szukającego lidera zielonej transformacji. Dziś to głównie zakład o coraz to nowsze wizje Elona Muska. Dla optymistów obecna cena to okazja przed „skokiem do nadprzestrzeni”. Dla analityków patrzących na marże i spadające przychody to hazard na wysokich stawkach. Jedno jest pewne: do połowy 2026 roku Musk musi udowodnić, że jego roboty potrafią zarabiać prawdziwe pieniądze. W przeciwnym razie wystrzelona w kosmos przed latami Tesla powróci na ziemie.

Akcje spółki zanotowały ponad 2% wzrost w pierwszych minutach handlu posesyjnego, pomimo pierwszego w historii rocznego spadku przychodów. Źródło: Bloomberg Finance LP

Kawalerki tanieją, większe metraże trzymają ceny – raport cen mieszkań

W końcówce 2025 r. ceny ofertowe kawalerek częściej spadały, podczas gdy większe mieszkania wciąż trzymały wysokie stawki. Rynek mieszkań zaczyna się coraz bardziej różnicować, nie ma jednego scenariusza cenowego – wynika z danych portalu Nieruchomosci-online.pl podsumowujących IV kwartał 2025 r. na rynku wtórnym.

W IV kwartale 2025 r. średnia cena ofertowa za kawalerkę z rynku wtórnego spadła w ośmiu miastach wojewódzkich. W tym gronie znalazły się: Warszawa, Wrocław, Łódź, Lublin, Białystok, Katowice, Kielce i Rzeszów. Obniżki wynosiły najczęściej 1-3% k/k, co przekładało się – w zależności od miasta – na 100-400 zł mniej na metrze kwadratowym. Większy kwartalny spadek ceny zanotował tylko Lublin.

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, w Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu i Olsztynie ceny ofertowe ustabilizowały się, bo tak można interpretować wahania w górę lub w dół wynoszące mniej niż 1% k/k. Średnie stawki wzrosły natomiast w Gdańsku, Szczecinie, Toruniu, Zielonej Górze i Gorzowie Wlkp. (1-4% k/k, czyli 250-400 zł na metrze).

Aktualnie – spośród wszystkich miast wojewódzkich – jeszcze w siedmiu lokalizacjach średnia cena ofertowa za kawalerkę wynosi mniej niż 10 tys. zł/mkw. Przy tym Katowice i Olsztyn od pewnego czasu ocierają się o tę granicę.

1-pokojowe 2-pokojowe 3-pokojowe Główne miasta - 1-pokojowe Główne miasta - 2-pokojowe Główne miasta - 3-pokojowe

Kredyt tańszy, ale wciąż poza zasięgiem młodych

Dlaczego w IV kwartale 2025 r. osiem miast wojewódzkich zanotowano obniżkę średniej ceny ofertowej za kawalerkę?

Możemy mówić o pewnej kontynuacji, ponieważ w III kwartale ub.r. takich miast było sześć. Na pierwszy rzut oka może to dziwić, bo dostępność kredytów wzrosła. W teorii, tańszy kredyt powinien zwiększyć popyt, a co za tym idzie, sprzedający nie powinni być tacy skłonni schodzić z ceny. Pamiętajmy jednak, że obniżki stóp procentowych nie poprawiły dostępności kredytów dla wszystkich – zwraca uwagę Rafał Bieńkowski z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

– Na rynek wróciły głównie rodziny i pary, ale też single wymieniający posiadane już mieszkanie na większe. Innymi słowy, tańszy kredyt najbardziej pomógł segmentowi mieszkań rodzinnych. Tymczasem kawalerki, jako pierwsze mieszkania, najczęściej kupują młodzi single. Takie osoby są najbardziej zależne od kredytów. A te nawet pomimo obniżek stóp procentowych pozostają wciąż poza zasięgiem wielu młodych ludzi – dodaje Bieńkowski.

Na to wszystko nakłada się też fakt, że w ostatnich latach segment kawalerek był też mocno „napompowany” inwestycyjnie.

– Kawalerki długo były traktowane jak najprostszy produkt pod wynajem. Kiedy jednak rentowność najmu przestała wyglądać tak atrakcyjnie (wyższe koszty, większa ostrożność najemców), popyt ze strony inwestorów spadł. To także mogło wpłynąć na to, że ceny kawalerek zaczęły łapać zadyszkę – dodaje Rafał Bieńkowski.

Najpopularniejsze metraże odporne na spadki

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, osoby szukające mieszkania na rynku wtórnym najczęściej rozglądały się za lokalami dwupokojowymi – w IV kwartale ub.r. stanowili oni 55% poszukujących. Z kolei 22% użytkowników portalu szukało mieszkań trzypokojowych, a 20% kawalerek. Analiza pokazuje, że najpopularniejsze mieszkania cały czas trzymają wysoką cenę.

O ile w przypadku kawalerek średnia cena ofertowa spadła w ośmiu miastach wojewódzkich, o tyle w przypadku mieszkań dwupokojowych takie sytuacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Przeciętne oczekiwania sprzedających spadły w trzech stolicach regionalnych: nieznacznie w Zielonej Górze i Rzeszowie (1% k/k, czyli około 150 zł na metrze) i mocniej w Kielcach (5% k/k, czyli o około 500 zł).

W pozostałych miastach było nieco drożej lub tak samo jak w III kwartale 2025 r. Wzrost średniej ceny ofertowej za dwa pokoje zaobserwowano w ośmiu stolicach regionalnych, chociaż skala zmian różniła się w zależności od regionu. We Wrocławiu, Szczecinie i Gorzowie Wlkp. było to tylko 1% k/k (średnio od 80 do 130 zł drożej na metrze), a w przypadku Gdańska, Bydgoszczy, Opola, Olsztyna i Torunia 3-5% k/k (od 330 do ponad 600 zł drożej na metrze). W pozostałych siedmiu miastach było stabilnie – kwartalne wahania cen wyniosły mniej niż 1%.

Sytuacja bardzo podobnie wyglądała w przypadku mieszkań trzypokojowych. Tam również tylko trzy miasta zanotowały spadek średniej ceny (Łódź, Lublin, Toruń). Siedem miast wojewódzkich utrzymało ceny z III kwartału (Wrocław, Kraków, Gorzów Wlkp., Katowice, Kielce, Rzeszów Szczecin), a osiem zanotowało podwyżkę. Należy jednak podkreślić, że w większości tych lokalizacji wzrost wyniósł 1-2% (od 120 do 330 zł na metrze), jedynie w Bydgoszczy było to 6% (około 500 zł na metrze).

W IV kwartale 2025 r. ceny mieszkań trzypokojowych generalnie wahały się w najmniejszym stopniu. W aż 16 z 18 miast średnia cena ofertowa zmieniła się maksymalnie do około 2%.

Tylko w Gdańsku wciąż coraz drożej

Podobnie jak w kilku ostatnich kwartałach, podwyżki cen raczej sporadycznie pojawiały się w największych miastach.

Patrząc na wszystkie analizowane wielkości mieszkań (jedno-, dwu- i trzypokojowe) w miastach TOP 5 (Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), widzimy, że były tylko trzy przypadki symbolicznych wzrostów średniej ceny ofertowej na poziomie 1% k/k. Dotyczyło to Warszawy (trzypokojowe), Wrocławia (dwupokojowe) i Poznania (trzypokojowe).

Z trendu obserwowanego w największych miastach wciąż wyłamuje się Gdańsk. Tam w IV kwartale ub.r. kawalerki podrożały średnio o prawie 2% (do blisko 17 tys. zł/mkw.), mieszkania dwupokojowe o ponad 4% (do 16,1 tys. zł/mkw.), a trzypokojowe o ponad 2% (do 15 tys. zł/mkw.). Tym samym Gdańsk coraz bardziej dogania Kraków, czyli drugie najdroższe miasto w Polsce, jeśli chodzi o ceny mieszkań.

Gdańsk pozostaje liderem wzrostów, ponieważ tamtejszy rynek ma nieco inną specyfikę niż reszta dużych miast. Oprócz mieszkańców kupujących pod kątem pracy czy rodziny, jest tu też duża grupa nabywców z innych regionów, którzy chcą mieć drugi adres nad morzem – na weekendy, na przyszłą emeryturę albo najem sezonowy. To dodatkowe źródło popytu potrafi podbijać ceny nawet wtedy, gdy w innych miastach aktywność kupujących wyhamowuje. W Gdańsku wielu kupujących jest gotowych dopłacić za styl życia i prestiż, a sprzedający rzadziej czują presję, by schodzić z ceny – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Liczne „hamulce” wciąż wstrzymują część kupujących

W IV kwartale 2025 r. zainteresowanie mieszkaniami z rynku wtórnego było nieznacznie mniejsze niż w III kwartale – liczba kontaktów nawiązanych przez poszukujących z ogłoszeniodawcami była niższa o 4% k/k.

IV kwartał ub.r. nie przyniósł wzrostu zainteresowania ogłoszeniami, ponieważ część kupujących dalej wstrzymywały takie „hamulce” jak: wciąż wysokie ceny, wysokie oprocentowanie kredytów (nawet mimo obniżek stóp), wyhamowywanie wzrostu płac i niepokoje związane z wojną w Ukrainie. Znaczenie miał też kalendarz. W końcówce roku aktywność kupujących często spada, a grudzień należy pod tym względem do jednych ze słabszych miesięcy w roku.

USD próbuje odbić po serii spadków. Test przyjdzie po decyzji Fed i Powellu

0

Po kilku dniach nieustannej presji, USD wreszcie próbuje odpowiedzieć. Czy kontra utrzyma się po decyzji Fed i konferencji Powella? Uwagę inwestorów przyciągnie dziś też sezon wynikowy na Wall Street, który wchodzi w kluczową fazę big techów.

Dzień powrotu do USD?

Część analityków twierdzi, że wczorajsza wypowiedź Donalda Trumpa, który zachwalał słabszego dolara, była kolejnym impulsem do osłabienia USD. Moim zdaniem wykres pokazuje nam coś całkiem innego. Przekaz prezydenta USA stał się wręcz katalizatorem do kontry na rynku dolara. Kurs EUR/USD zawrócił na południe i znowu znalazł się poniżej 1,20 USD, mimo wszystko pozostając na kilkuletnim szczycie. Oczywiście znalazło to swoje przełożenie na USD/PLN, który – po zejściu wczoraj wieczorem poniżej 3,50 PLN – dziś wraca powyżej tego psychologicznego poziomu. Przed nami kluczowe wydarzenie tygodnia, czyli decyzja amerykańskiej władzy monetarnej. Rynek nie przewiduje zmiany wysokości stóp procentowych, dlatego jeszcze mocniej oczekuje na argumentację szefa Fed. Jeżeli Jerome Powell jakkolwiek zachwieje scenariuszem bazowym (2 obniżki do końca roku, pierwsza w czerwcu), to na rynkach może się pojawić zdecydowanie podwyższona zmienność. Trudno oczekiwać jakiegoś gwałtownego zwrotu ku gołębiej retoryce, a przynajmniej trudno znaleźć za tym fundamenty. Już prędzej można się spodziewać pewnego usztywnienia stanowiska przez przewodniczącego FOMC. Wszystko przez trwającą ze strony rządu presję na Rezerwę, czego dowodem kolejne oskarżenia kierowane przez Departament Sprawiedliwości w stosunku do Gubernatorów. W wypadku bardziej jastrzębich nut ze strony Powella, należy się spodziewać rozwinięcia korekty ostatniego gwałtownego osłabienia USD.

Mocny początek roku – kontynuacja

Uwagę koncentruje dzisiejsze posiedzenie Rezerwy, ale inwestorzy czekają na jego efekt w mieszanych nastrojach. Bez zmian zachowuje się złoto, które we wciąż bardziej niż imponującym tempie śrubuje rekord, aktualnie cena za uncję przekracza 5300 USD. Kontynuowane jest odbicie na rynku ropy, na którym intensyfikuje się tegoroczny trend zwyżkowy (+10% od początku stycznia). Za baryłkę notowanej w Londynie odmiany Brent pierwszy raz od września trzeba płacić powyżej 67 USD. Kolejny impuls dla surowca nadszedł z Białego Domu. Prezydent Donald Trump zagroził Iranowi, a wszystko przy okazji wielodniowych ćwiczeń pokaźnych amerykańskich sił wojskowych w rejonie Bliskiego Wschodu. Giełdowa sesja w Azji przebiegała niejednolicie, ale wyróżniały się dwa parkiety. Hang Seng w Hongkongu zyskał blisko 2,6%, głównie na fali przepływu kapitału do chińskich spółek technologicznych (w związku z ogromnymi wycenami amerykańskich spółek ten trend ma szansę rozlewać się także po innych rynkach). W takim otoczeniu +1,7% ze strony koreańskiego Kospi nie robi może wielkiego wrażenia, ale warto w tym miejscu się zatrzymać. Po dzisiejszym zamknięciu Kospi przebił kapitalizację niemieckiego Daxa (3,25 bln USD). Ten niestety razem ze zdecydowaną większością europejskich parkietów (poza np. Amsterdamem +0,7%) znalazł się dziś pod presją. Takowej nie poddaje się Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje blisko 0,4%. Dla rynków kapitałowych najważniejsze wydarzenia będą rozgrywać się już po zakończeniu europejskiej sesji. Oprócz wspomnianej wcześniej decyzji Fed wyniki opublikują spółki pokroju Meta, Microsoft i Tesla. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie.

UPS lepszy od oczekiwań w IV kw. 2025: 24,5 mld USD przychodów, marża 10,5%. Spółka podaje cele na 2026

  • Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 24,5 mld USD
  • Marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym na poziomie 10,5%; marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP* na poziomie 11,8%
  • Rozwodniony zysk na akcję w wysokości 2,10 USD; rozwodniony zysk na akcję w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP w wysokości 2,38 USD
  • Deklaracja wypłaty dywidendy kwartalnej w kwocie 1,64 USD

W dniu dzisiejszym spółka UPS (NYSE: UPS) opublikowała dane dotyczące skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za czwarty kwartał 2025 roku, które wyniosły 24,5 mld USD. Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej ukształtował się na poziomie 2,6 mld USD, natomiast skorygowany skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 2,9 mld USD. Rozwodniony zysk na akcję wyniósł w omawianym kwartale 2,10 USD oraz 2,38 USD w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP.

Wyniki czwartego kwartału 2025 roku ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości U.S. GAAP obejmują koszty w łącznej wysokości 238 mln USD, tj. 0,28 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną. Na kwotę tę złożył się niepieniężny koszt po opodatkowaniu w wysokości 137 mln USD, wynikający ze spisania floty samolotów MD-11, oraz koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w kwocie 101 mln USD.

W odniesieniu do samolotów MD-11 spółka UPS przyspieszyła realizację planów modernizacji floty, kończąc proces wycofywania samolotów tego typu z eksploatacji w czwartym kwartale 2025 roku.

– Dziękuję wszystkim pracownikom UPS na całym świecie za ich konsekwentne zaangażowanie w obsługę naszych klientów. Ósmy rok z rzędu w szczycie sezonu zapewniliśmy najwyższy standard usług, a w czwartym kwartale osiągnęliśmy wyniki finansowe lepsze od zakładanych – powiedziała Carol Tomé, dyrektor generalna UPS. – Rok 2025 był dla UPS okresem dużych zmian. Podjęliśmy działania, które mają poprawić jakość generowanych przychodów i zwiększyć elastyczność naszej sieci operacyjnej. Wraz z zakończeniem procesu stopniowego ograniczania współpracy z Amazon rok 2026 będzie momentem przełomowym dla realizacji strategii wzrostu i trwałej poprawy rentowności spółki – dodała Carol Tomé.

Segment przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 16.756 mln USD   17.312 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1.428 mln USD 1.706 mln USD 1.681 mln USD 1.754 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży spadły o 3,2%, głównie z powodu prognozowanego wcześniej spadku wolumenu. Przychody ze sprzedaży w przeliczeniu na przesyłkę wzrosły o 8,3%.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,2%.

Segment przesyłek międzynarodowych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 5.045 mln USD   4.923 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 884 mln USD 908 mln USD 1.019 mln USD 1.062 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży zwiększyły o 2,5% za sprawą 7,1-procentowego wzrostu przychodów w przeliczeniu na przesyłkę.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 17,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 18,0%.

Rozwiązania dla łańcuchów dostaw1

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 2.678 mln USD   3.066 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 263 mln USD 276 mln USD 226 mln USD 284 mln USD

1 Kategoria ta obejmuje wyniki segmentów działalności niespełniających kryteriów segmentu sprawozdawczego określonych w ramach ASC Topic 280 – Sprawozdawczość segmentowa.

  • Przychody ze sprzedaży spadły o 12,7%, głównie ze względu na niższy wolumen odnotowany w ramach działalności Mail Innovations.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 9,8%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,3%.

Wyniki skonsolidowane za 2025 rok

  • Przychody ze sprzedaży zamknęły się kwotą 88,7 mld USD.
  • Zysk z działalności operacyjnej osiągnął poziom 7,9 mld USD, natomiast skorygowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 8,7 mld USD.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,9%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 9,8%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 6,56 USD, a skorygowany rozwodniony zysk na akcję obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP – 7,16 USD.
  • Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 8,5 mld USD, a skorygowane przepływy wolnych środków pieniężnych obliczone według standardów innych niż U.S. GAAP sięgnęły 5,5 mld USD.

Ponadto spółka zwróciła swoim akcjonariuszom kwotę 6,4 mld USD w postaci dywidend i płatności za akcje nabyte w ramach programu skupu akcji własnych.

Deklaracja wypłaty dywidendy

Rada Dyrektorów UPS zatwierdziła wypłatę dywidendy za pierwszy kwartał 2026 roku w wysokości 1,64 USD na akcję dla wszystkich wyemitowanych akcji klasy A oraz klasy B. Dywidenda zostanie wypłacona w dniu 5 marca 2026 roku akcjonariuszom posiadającym akcje na dzień 17 lutego 2026 roku.

Prognoza na 2026 rok

Spółka przedstawia prognozę wybranych wyników w wartościach skorygowanych według standardów innych niż U.S. GAAP, ponieważ nie można przewidzieć ani przedstawić uzgodnienia odzwierciedlającego wpływ różnych potencjalnych przyszłych zdarzeń, w tym aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych, niektórych inicjatyw strategicznych czy nieprzewidzianych okoliczności, które byłyby ujęte w wynikach raportowanych według U.S. GAAP i mogłyby stanowić ich istotną pozycję.

UPS prognozuje, że w ujęciu skonsolidowanym przychody ze sprzedaży za cały 2026 rok wyniosą około 89,7 mld USD, a skonsolidowana marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP ukształtuje się na poziomie ok. 9.6%.

Spółka planuje poniesienie nakładów inwestycyjnych na poziomie około 3,0 mld USD oraz wypłatę dywidendy w wysokości ok. 5,4 mld USD, pod warunkiem jej zatwierdzenia przez Radę Dyrektorów. Prognozowana efektywna stopa podatkowa wyniesie około 23,0%.

* Kwoty określane jako „skorygowane według standardów innych niż U.S. GAAP” to wskaźniki finansowe sporządzane w oparciu o zasady inne niż obowiązujące w ramach amerykańskich standardów rachunkowości U.S. GAAP. Więcej informacji na temat wskaźników finansowych skorygowanych według standardów rachunkowości innych niż U.S. GAAP, w tym uzgodnienie do najbliżej skorelowanego wskaźnika U.S. GAAP, przedstawiono w załączniku do niniejszego komunikatu.

Złoto przebija 5 200 USD: słaby dolar napędza „handel dewaluacyjny”

  • Złoto przebija poziom 5 200 USD, a słabość dolara wzmacnia „handel dewaluacyjny”.
  • Zmienność srebra gwałtownie rośnie.
  • Ryzyka polityczne, obawy o zamknięcie rządu i spekulacje wokół Fed utrzymują presję na dolara amerykańskiego.
  • Popyt strategiczny na twarde aktywa może ostatecznie koncentrować się na złocie, gdy zacznie spadać przemysłowy popyt na srebro.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektora ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, osiągnięcie przewidywanego poziomu cen dla złota na 2026 rok, wynoszącego 5 000 USD, już w pierwszym miesiącu roku to potwierdzenie, jak silny i trwały stał się popyt na złoto – obok srebra i innych twardych aktywów. To, co początkowo przedstawiano jako długoterminowe zabezpieczenie przed dewaluacją pieniądza, rozluźnieniem dyscypliny fiskalnej i niepewnością geopolityczną, przyspieszyło i stało się działaniem podjętym z wyprzedzeniem, zmuszając inwestorów do ponownej oceny nie tylko celów cenowych, lecz także trwałości i jakości popytu.

Czynniki stojące za tym wzrostem są dziś dobrze znane i w dużej mierze wynikają z obaw. Nieograniczona kreacja długu publicznego nadal podważa zaufanie do walut fiducjarnych, a dolar amerykański osłabł, gdy narracja o wyjątkowości USA blednie i kapitał zaczyna rotować w inne miejsca. Niepewność geopolityczna pozostaje podwyższona, wzmacniana przez coraz bardziej nieprzewidywalne tło polityczne w USA, a obawy inflacyjne okazały się bardziej trwałe niż wielu decydentów miało nadzieję.

Ta zmiana jest już widoczna także poza rynkami surowcowymi. Wyniki globalnych rynków akcji odzwierciedlają stopniową realokację z aktywów amerykańskich – rynki wschodzące w tym roku jak dotąd przewyższają rozwiniętych konkurentów. Równolegle rola złota jako stabilizatora portfela i zabezpieczenia przed ryzykiem systemowym ponownie się potwierdziła, przyciągając napływy od inwestorów poszukujących ochrony, a nie dochodu.

Dolar amerykański słabnie w wyniku nasilających się obaw przed dewaluacją

Kluczowym czynnikiem przyspieszającym ponowny wzrost popytu na twarde aktywa był dolar amerykański, który w ostatnich tygodniach znalazł się pod rosnącą presją. Krótkoterminowe obawy o potencjalne zamknięcie administracji rządowej w Stanach Zjednoczonych powróciły w związku ze sporami dotyczącymi finansowania Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, co dodatkowo pogorszyło i tak już niestabilną sytuację waluty. Jednocześnie zaczęła się umacniać szersza narracja „Sell America”, napędzana obawami o względny wzrost gospodarczy, rosnącym deficytem fiskalnym i ponowną oceną przepływów kapitałowych do aktywów amerykańskich.

Osłabienie dolara przyspieszyło we wtorek, gdy waluta spadła do najniższego poziomu od czterech lat po komentarzach prezydenta Trumpa sugerujących, że jego administracja akceptuje słabszego dolara. Wypowiedzi te zbiegły się z narastającymi spekulacjami o możliwej koordynacji walutowej między Stanami Zjednoczonymi a Japonią, ponieważ władze obu krajów monitorują umocnienie jena i jego implikacje dla handlu oraz stabilności finansowej.

Do tej narracji dokłada się fakt, że Rick Rieder z BlackRock – głośny zwolennik agresywnych cięć stóp procentowych – coraz częściej jest postrzegany jako jeden z głównych kandydatów na następnego przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Perspektywa bardziej wyraźnie gołębiego nastawienia polityki pieniężnej, połączona z polityczną tolerancją dla słabości waluty, dodatkowo wzmocniła przekonanie, że dewaluacja pieniądza pozostaje akceptowanym narzędziem polityki.

Łącznie te wydarzenia nadal dolewają paliwa do „handlu dewaluacyjnego”, wspierając popyt na fizyczne sposoby przechowywania wartości, takie jak złoto – i, w konsekwencji, srebro.

Widać obawy, ale część z nich jeszcze się nie ziściła

Co istotne, wiele ryzyk napędzających popyt na złoto nie zmaterializowało się jeszcze w pełni. Zadłużenie fiskalne USA nadal rośnie, ale stres rynkowy jak dotąd wyrażał się głównie w bardziej stromej krzywej dochodowości, a nie w chaotycznych ruchach stóp procentowych czy kredytu. Dolar osłabł, lecz nie załamał się, a napięcia geopolityczne nie eskalowały jeszcze do poziomu zakłóceń na tyle poważnych, by wstrzymać globalny wzrost.

Jednocześnie popyt banków centralnych – wyjątkowo silny w latach 2022–2024 – spowolnił w ubiegłym roku, a zakupy netto zbliżyły się do poziomów sprzed pandemii. Nie podważa to strukturalnych argumentów za złotem, ale oznacza, że prywatne i instytucjonalne napływy odgrywają teraz większą rolę w utrzymaniu cen.

Na tym tle wzrost popytu na twarde aktywa może zacząć słabnąć. W przypadku aktywów nieprzynoszących zysków, takich jak złoto, aby uzasadnić coraz wyższe ceny, konieczne są ciągłe napływy. Dynamika może nadal napędzać ceny w kierunku 6000 USD, jeśli nasilą się ryzyka makroekonomiczne lub polityczne, ale powyżej tego poziomu wzrasta ryzyko konsolidacji, a nie rychłej poważnej korekty.

Obok banków centralnych znaczącym źródłem popytu stała się także Tether Holdings SA, stając się największym znanym posiadaczem złota poza instytucjami oficjalnymi, z raportowanymi zasobami ok. 140 ton. Cotygodniowe zakupy stanowią dodatkowy, nietradycyjny filar wsparcia rynku, wzmacniając zakres popytu stanowiącego podstawę cen złota.

W obecnym rajdzie złota nie widzimy spekulacyjnej anomalii, lecz wyraźny sygnał narastających napięć w globalnej gospodarce. Dynamiczny wzrost cen złota i srebra wynika z polityki administracji Trumpa, która poprzez tolerancję słabszego dolara, ekspansję fiskalną i presję na bardziej gołębi Fed podważa zaufanie do walut niemających pokrycia w kruszcu. W odpowiedzi kapitał coraz szybciej kieruje się ku twardym aktywom, postrzeganym jako ochrona przed dewaluacją pieniądza, ryzykiem politycznym i spadkiem realnej wartości oszczędności. Szybkie dotarcie złota do poziomu 5 000 USD potwierdza, że inwestorzy z wyprzedzeniem dyskontują ryzyka związane z zadłużeniem i nieprzewidywalnością polityki gospodarczej. W tym otoczeniu dywersyfikacja portfela – obejmująca różne waluty, regiony i klasy aktywów – ma fundamentalne znaczenie – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Japonia jako potencjalny czynnik wpływający na płynność

Jedną z niedocenianych zmiennych jest Japonia. W ostatnich tygodniach rynki musiały na nowo ocenić sytuację fiskalną Japonii przed wyborami 8 lutego oraz to, co rosnące rentowności japońskich obligacji skarbowych i potencjalnie silniejszy jen mogą oznaczać dla globalnych przepływów kapitału. Przez dwie dekady Japonia była źródłem zarówno taniego finansowania, jak i stabilności finansowej, wspierając globalną płynność w wielu klasach aktywów.

Odwrócenie tych przepływów miałoby wpływ. Silniejszy jen i wyższe krajowe rentowności mogłyby zachęcić kapitał do powrotu do Japonii, skutecznie wyczerpując część globalnej puli płynności, która wspierała inwestycje zagraniczne w akcje, obligacje i nieruchomości. Choć nie jest to jeszcze scenariusz bazowy, jest to ryzyko, które warto uważnie monitorować – tym bardziej, że w scenariuszu skrajnym mogłoby ono ciążyć akcjom, jednocześnie podbijając rentowności obligacji, potencjalnie wzmacniając popyt na twarde aktywa z perspektywy bezpiecznej przystani.

Złoto pozostaje stabilne; srebro – nie

Podczas gdy wzrost złota jak dotąd przebiegał stosunkowo uporządkowanie, z niewielkimi oznakami klasycznej bańki spekulacyjnej, tego samego nie można powiedzieć o srebrze. Srebro coraz wyraźniej wykazuje oznaki wejścia w strefę bańki, gdzie udział inwestorów detalicznych, spekulacyjne pozycjonowanie i obawa przed utratą okazji (FOMO) są głównymi czynnikami napędzającymi wzrost cen do historycznie wysokich poziomów, zarówno w stosunku do złota, jak i platyny.

To momentum, a nie fundamenty, ma obecnie największy wpływ. Dodatkowo rajd podbiło domykanie krótkich pozycji przez producentów przemysłowych: rosnące ceny wywołały wezwania do uzupełnienia depozytu na zabezpieczeniach futures, co sprawia, że utrzymanie zabezpieczenia przed przyszłą produkcją staje się coraz bardziej bolesne. Dynamika ta może utrzymać się w krótkim okresie, ale jest z natury niestabilna.

W normalnych warunkach około 60% popytu na srebro pochodzi od użytkowników przemysłowych, a popyt ten jest wrażliwy na ceny. Przy obecnych poziomach rośnie ryzyko spadku popytu, szczególnie w sektorze energii słonecznej, gdzie coraz bardziej atrakcyjne staje się zastąpienie srebra miedzią. W tym względzie stare powiedzenie, że „najlepszym lekarstwem na wysoką cenę jest wysoka cena” nadal ma zastosowanie w przypadku srebra. Z kolei złoto jest przede wszystkim metalem monetarnym, traktowanym jako środek przechowywania wartości, i dlatego jest znacznie mniej wrażliwe na spadki popytu spowodowane cenami.

Zmienność jako sygnał ostrzegawczy

Obecny poziom zmienności srebra staje się coraz mniej zrównoważony i zwiększa ryzyko wystąpienia nieuporządkowanych warunków rynkowych, potencjalnie skutkujących gwałtownymi ruchami cen w obie strony. Zarówno dla byków, jak i niedźwiedzi rynek stał się trudny do handlu: szerokie dzienne wahania podważają zarządzanie ryzykiem i dobór wielkości pozycji.

Obecne, intensywne zainteresowanie „białym metalem” – dziś to częsty temat w mediach, przy stołach podczas kolacji, a nawet w miejscach pracy, co nie jest typowe – pokazuje, jak daleko zaszła ta historia. Zainteresowanie to przełożyło się na ekstremalną aktywność w zakresie produktów oferujących ekspozycję na srebro, zwłaszcza popyt detaliczny na monety i małe sztabki. Innym przykładem jest rynek opcji na ETF iShares Silver (SLV), gdzie w poniedziałek łączny wolumen opcji wzrósł do niemal półtora raza w stosunku do bardzo popularnego QQQ ETF śledzącego Nasdaq 100. Co ciekawe, krótka pozycja w SLV spadła do najniższego poziomu od pięciu lat, wynoszącego zaledwie 0,7%, co jest kolejnym sygnałem, że ryzyko związane z pozycjonowaniem staje się coraz bardziej jednokierunkowe.

W perspektywie długoterminowej, nadal oczekujemy poprawy bilansu podaży i popytu na srebro, co zmniejszy jego wspierający wpływ na ceny. Popyt przemysłowy prawdopodobnie spowolni przy podwyższonych cenach, podczas gdy konsumenci na całym świecie mogą skorzystać z hossy, aby sprzedać długo przechowywane sztabki, biżuterię i srebrne wyroby po siedmiokrotnym wzroście cen w ciągu ostatniej dekady. Podaż wtórna, często pomijana podczas hossy napędzanej dynamiką, będzie potrzebowała czasu, aby się ujawnić, ale kiedy to nastąpi, narracja może się szybko zmienić.

Implikacje strategiczne

W skrócie: choć srebro może pozostać zbyt atrakcyjne, by część inwestorów mogła je ignorować w krótkim terminie – zwłaszcza ci stosujący podejście taktyczne lub oparte na dynamice – profil ryzyka i zysku uległ znacznemu pogorszeniu. Cechą charakterystyczną rynku stała się zmienność, a nie kierunek zmian.

Dla inwestorów szukających strategicznej ekspozycji na twarde aktywa nadal postrzegamy złoto jako bardziej solidny wybór. Chociaż po szybkim wzroście powyżej 5000 USD rośnie ryzyko konsolidacji w najbliższym czasie, popyt ze strony banków centralnych, utrzymujące się obawy fiskalne i niepewność geopolityczna powinny nadal chronić złoto przed znaczącą korektą. W świecie, który nadal boryka się z zadłużeniem, nieprzewidywalnością polityki i kruchym zaufaniem do systemów fiducjarnych, złoto pozostaje dojrzałą inwestycją – nawet jeśli obecnie to srebro przyciąga uwagę mediów.

Zwykła obniżka to utrata marży. Retail przechodzi na dynamic pricing

0

Dla niemal 74 proc. konsumentów najbardziej istotnym czynnikiem podczas codziennych zakupów jest cena produktów. W badaniu przeprowadzonym w 2025 roku więcej osób wskazało jedynie na jakość (niemal 79 proc.)[1]. Duże zapotrzebowanie na tanie produkty stawia detalistów przed koniecznością ich zapewnienia. Każda z dróg prowadzących do tego celu wiąże się jednak z wyzwaniami. Wymiana towaru na tańsze alternatywy rodzi ryzyko niespełnienia oczekiwań klientów odnośnie do jakości. Z kolei zmiany organizacyjne są trudne do przeprowadzenia i często wiążą się z wysokimi kosztami. W takiej sytuacji właściciele sklepów rozważają podjęcie trudnej decyzji o obniżeniu marży.

Związana z nią presja jest aktualnie głównym trendem w branży retail. Z jednej strony stanowi szansę na przyciągnięcie klientów, z drugiej zaś wiąże się z ryzykiem utraty rentowności, na której zależy właścicielom sklepów oraz inwestorom. Choć wydaje się, że z sytuacji nie ma dobrego wyjścia, szansą dla detalistów okazują się nowoczesne platformy do zarządzania sprzedażą.

Nadzieja w analityce? Tak, ale nie wszyscy ją widzą

Podniesienie lub obniżenie marży jest decyzją poprzedzoną szeroko zakrojonymi analizami, tak aby ocenić ich wpływ na popyt i wyniki finansowe. Globalne badania pokazują, że detaliści coraz lepiej sobie z nimi radzą – 52 proc. z nich uważa, że skutecznie pozyskuje informacje z danych. To wzrost aż o 14 punktów procentowych względem ubiegłego roku[2]. Choć badania napawają optymizmem, wynika z nich jednocześnie, że nadal blisko połowa detalistów nie wykorzystuje pełnego potencjału analityki. Przyczyny takiej sytuacji mogą być różne – od braku specjalistów, przez ograniczone kompetencje analityczne, aż po strach przed zmianą kultury organizacyjnej. Jak wyjaśnia Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup, sporym problemem jest także rozproszenie i niska jakość pozyskiwanych danych sprzedażowych.

Problem z gromadzeniem danych mają przede wszystkim te sieci sklepów, które od wielu lat korzystają z monolitycznych systemów legacy, czyli przestarzałych aplikacji, w których wszystkie komponenty i funkcjonalności są ze sobą połączone. Ich mało elastyczna architektura utrudnia rozwój poszczególnych funkcjonalności i integrację z zewnętrznymi rozwiązaniami. Jeśli więc wraz z rozwojem firma decyduje się na wdrożenie nowych aplikacji, to muszą one działać na osobnych systemach. Taka sytuacja prowadzi do powstania silosów danych, czyli zbiorów informacji przechowywanych w oddzielnych, izolowanych bazach. Dane o sprzedaży w sklepie stacjonarnym i internetowym, stanach magazynowych czy historii zakupowej klienta mogą więc znajdować się w różnych miejscach, a w żadnym z nich nie będą spójne i pełne. Nie można na ich podstawie podejmować efektywnych decyzji biznesowych, również tych dotyczących marży i innych aspektów wpływających na koszty i przychody, na przykład zatowarowania czy kontroli asortymentu z określoną datą przydatności – mówi Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup.

W kierunku cen dynamicznych

Jednym ze sposobów na obronę przed spadkiem marży jest wykorzystanie strategii dynamic pricing, która polega na dynamicznej zmianie cen produktów w zależności od popytu, dostępności czy aktualnej sytuacji rynkowej. Rozwiązanie z powodzeniem stosowane jest w sprzedaży internetowej, między innymi przez linie lotnicze, platformy przewozowe, a także firmy z branży e-commerce. Skuteczność strategii cen dynamicznych jest ściśle powiązana z analizą danych w czasie rzeczywistym, a nawet analizami predykcyjnymi. Badania pokazują, że przed podjęciem decyzji biznesowych korzysta z nich 46 proc. detalistów[3]. Jak wskazuje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup, aby skorzystać z takiej opcji, konieczna jest integracja zdarzeniowa systemów sklepu.

To taki model integracji, w którym poszczególne systemy komunikują się w czasie rzeczywistym poprzez zdarzenia. Mowa przykładowo o sprzedaży produktu – informacja o niej jest automatycznie przekazywana do systemu centralnego, a następnie trafia do innych systemów. Rozwiązanie to zapewnia spójność danych w całym ekosystemie IT, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy poszczególne systemy aktualizują się raz na jakiś czas. Jeśli firma chce wprowadzić dynamiczne ceny w sklepie internetowym, uzależniając je od liczby sprzedanych produktów we wszystkich kanałach albo od dostępności w magazynie, integracja zdarzeniowa systemów jest jedynym skutecznym środkiem do tego celu – dodaje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup.

Strategia dynamic pricing jest dzisiaj jednym z wielu obszarów funkcjonowania retailu, w którym zastosowanie znalazły narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Już 37 proc. firm z branży retail przyznaje, że wdrożenie takich technologii pomaga im zwiększyć przychody, a 29 proc. widzi w nich szansę na redukcję kosztów. Dla 28 proc. są one szansą na optymalizację planowania finansowego i prognozowania[4].

Promocje zamiast niższej marży?

Gdy długotrwałe obniżenie marży wydaje się zbyt ryzykowne, detaliści starają się przyciągnąć klientów czasowymi promocjami i zniżkami.  Ich prawdziwą siłę pokazują dane z 2025 roku – po otrzymaniu ciekawej promocji (np. drugiego produktu w niższej cenie) aż 19 proc. konsumentów byłoby skłonnych do zakupu produktu w sklepie stacjonarnym, nawet gdyby znaleźli ten sam produkt w niższej cenie w Internecie. Zaoferowanie kuponu zniżkowego na następne zakupy w tym samym sklepie przekonałoby z kolei 22 proc. osób[5]. Jak tłumaczy Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup, opłacalność promocji zależy przede wszystkim od jej formy, a badania wskazują na dużą rolę personalizacji.

Zwykłe obniżenie ceny produktu w ramach promocji nie jest niczym innym jak utratą marży. Jeśli sklep chce zaspokoić potrzeby klienta, a jednocześnie zadbać o własne przychody, konieczne jest tworzenie bardziej złożonych warunków promocyjnych, w których atrakcyjna cena jednego produktu wspiera sprzedaż tych droższych. Bardzo dobrze sprawdzają się również oferty spersonalizowane, oparte na dotychczasowej historii zakupowej. Możliwości w tym zakresie zależą od platformy sprzedażowej sieci sklepów oraz jej przystosowania do sprzedaży wielokanałowej. Gdy firma prowadzi sprzedaż w wielu kanałach offline i online, a każdy z nich działa na odrębnym systemie, dane o kliencie są gromadzone w różnych bazach i skutecznie utrudniają realizację strategii personalizacji. Konieczna jest zatem integracja kanałów i centralizacja zarządzania kampaniami promocyjnymi – wskazuje Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup.

Nowe technologie są skutecznym narzędziem w walce ze spadającą marżą. To dzięki nim możliwe stało się znalezienie złotego środka między celami biznesowymi firm z branży retail a oczekiwaniami konsumentów odnośnie taniej i atrakcyjnej oferty produktów. Skorzystanie z tej szansy nie zawsze jest możliwe od razu – czasami musi być poprzedzone transformacją cyfrową, zwłaszcza w przypadku sieci sklepów opierających się na przestarzałych systemach monolitycznych.

Mimo że 74 proc. detalistów przyznaje, że ich priorytety inwestycyjne w zakresie technologii bazują na sprawdzonych wynikach[6], nie wszyscy decydują się na tak dużą zmianę organizacyjną. Powodem są między innymi obawy przed chaosem, przerwaniem ciągłości biznesu, a także kosztami transformacji w kierunku mikroserwisów i integracji zdarzeniowej. Architektura mikroserwisowa, której podstawą jest zbiór niezależnych od siebie serwisów odpowiedzialnych za poszczególne funkcje biznesowe, może być jednak wdrażana stopniowo. Początek roku to dobry czas na rozpoczęcie procesu zmian, które ochronią firmę przed spadkiem marży.

[1] Teraz Polska, 2025, Zachowania zakupowe Polaków

[2] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[3] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[4] KPMG, 2025, Intelligent retail: A blueprint for creating value through AI-driven transformation

[5] Raport e-Izby: Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2025

[6] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

Polacy przestali czekać na przeceny. 85% nie wierzy w spadek cen mieszkań

Mieszkańcy Polski przestali wierzyć w spadki cen mieszkań, co bezpośrednio przekłada się na ich decyzje zakupowe. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że aż 85% osób aktywnych na rynku nie spodziewa się już obniżek stawek, a 62% postrzega zakup nieruchomości jako dobrą inwestycję. W efekcie coraz częściej finalizowane są odkładane dotąd decyzje, a wybór między rynkiem pierwotnym a wtórnym w coraz większym stopniu zależy od celu zakupu – własnych potrzeb mieszkaniowych lub lokowania kapitału.

Ostatnie miesiące 2025 roku przyniosły wyraźne ożywienie na rynku nieruchomości, napędzane serią obniżek stóp procentowych oraz świątecznymi promocjami oferowanymi przez deweloperów. To jednak nie tylko czas wzmożonej aktywności zakupowej, lecz także moment istotnej zmiany nastrojów klientów, zarówno w podejściu do samego zakupu, jak i w postrzeganiu rynku pierwotnego oraz wtórnego.

Koniec wiary w spadki cen wpływa na sprzedaż

Po okresie ostrożnego optymizmu osoby planujące zakup nieruchomości porzuciły nadzieję na spadki cen. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że w IV kwartale 2025 roku odsetek respondentów oczekujących obniżek spadł o 6 p.p. ​ kw/kw do zaledwie 14%. Jednocześnie ponad połowa badanych (55%) jest przekonana, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy stawki wzrosną. Najsilniejsze przekonanie o przyszłych podwyżkach widać wśród młodych dorosłych, czyli osób w wieku 18–34 lata – aż 58% z nich spodziewa się dalszych podwyżek.

„Paradoksalnie, przekonanie o dalszych wzrostach cen nieruchomości zadziałało w obecnych warunkach rynkowych jak katalizator. Przy dużej dostępności ofert i relatywnie stabilnej sytuacji kredytowej zachęciło do finalizowania odkładanych wcześniej decyzji zakupowych, co potwierdzają także wysokie wyniki sprzedażowe na rynku deweloperskim w ostatnich miesiącach 2025 roku. Ta tendencja jest widoczna także w grupie najmłodszych badanych, którzy zamiast czekać na korektę stawek, starają się wyprzedzić kolejne podwyżki i zabezpieczyć swój kapitał w nieruchomościach” – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom.

Dopełnieniem tego obrazu jest rosnąca grupa osób przewidujących stabilizację stawek. W IV kwartale 2025 roku 30% respondentów oceniło, że ceny mieszkań pozostaną na obecnym poziomie, co oznacza wzrost o 3 p.p. w porównaniu do III kwartału. W efekcie łączny odsetek aktywnych na rynku nieruchomości mieszkańców Polski, którzy nie widzą w najbliższej przyszłości przestrzeni do obniżek, wzrósł aż do 85%.

Inwestycja czy własny kąt?

Okazuje się, że nieruchomości w Polsce niezmiennie cieszą się statusem bezpiecznej przystani dla kapitału. Z najnowszych danych Otodom wynika, że aż 62% badanych uznaje zakup mieszkania czy domu za dobrą inwestycję , przy czym przekonanie to jest szczególnie silne wśród kobiet (64%) oraz osób w wieku 35–55 lat (65%).

Czy zatem główną grupą kupujących są obecnie inwestorzy indywidualni? Połowa mieszkańców Polski planuje zakup na własne potrzeby, choć motywacje rynkowe stają się coraz bardziej różnorodne. Co szósta osoba zabezpiecza w ten sposób przyszłość bliskich, a 10% stawia na najem długoterminowy.

Wyniki badania pokazują, że cel zakupu w istotny sposób determinuje wybór konkretnego segmentu rynku. O ile rynek wtórny jest domeną osób szukających lokalu dla siebie, o tyle rynek pierwotny stał się magnesem dla inwestorów. To właśnie na nowe inwestycje najczęściej decydują się osoby planujące najem lub chcące zyskać na wzroście wartości nieruchomości w czasie – zaznacza Paweł Jarząbek, ekspert rynku nieruchomości, Otodom.

Szczególnie ciekawie prezentuje się profil najmłodszych uczestników rynku (18–34 lata). W tej grupie odsetek osób kupujących dla siebie jest najwyższy i wynosi 58%. Jednocześnie to właśnie młodzi dorośli częściej niż ogół populacji wykazują zacięcie inwestycyjne w nowoczesnym wydaniu. Aż 9% z nich planuje zakup, aby zdywersyfikować swój portfel inwestycyjny (wobec 4% ogółu), a 7% szuka lokali pod najem krótkoterminowy.

Widoczna u najmłodszych badanych chęć dywersyfikacji kapitału poprzez nieruchomości to sygnał, że mieszkanie przestało być postrzegane wyłącznie jako dach nad głową, a stało się kluczowym elementem budowania strategii finansowej – dodaje Paweł Jarząbek.

Coraz cieńsze granice między rynkami

Wizerunek firm deweloperskich w oczach Polaków wciąż pozostaje wyzwaniem. W ostatnich miesiącach 2025 roku pozytywną ocenę branży wystawiło zaledwie 16% ankietowanych. To najniższy wynik w historii badania. Jednak co ważne, zamiast wzrostu otwartej niechęci, obserwujemy wyraźne przesunięcie nastrojów w stronę środka skali. Już co drugi respondent (50%) ocenia działalność deweloperów jako „ani pozytywną, ani negatywną” (wzrost o 6 p.p. kw/kw).

Klienci nie rezygnują jednak z ofert deweloperskich, ale podziały między rynkiem pierwotnym a wtórnym coraz wyraźniej się zacierają. Dla 33% mieszkańców Polski rodzaj rynku nie ma już kluczowego znaczenia. Przy zbliżonych cenach ofertowych o wyborze decydują dziś przede wszystkim parametry użytkowe takie jak metraż, układ czy infrastruktura społeczna. Ostateczny kierunek decyzji wyznacza jednak cel zakupu. Rynek wtórny dominuje tam, gdzie priorytetem jest cena (37% vs 26%) oraz zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych (55% vs 38%). Nowe inwestycje przyciągają natomiast osoby stawiające na standard wykończenia (15% vs 8%) oraz inwestorów. Aż 24% kupujących od dewelopera planuje wynajem lokalu (wobec 12% na wtórnym), a 21% liczy na zysk z jego przyszłej odsprzedaży.

Dla deweloperów wzrost grupy osób bez sprecyzowanych preferencji oznacza, że ich oferta musi dziś wygrywać nie tylko architekturą, ale przede wszystkim standardem i bezpieczeństwem procesu. Widzimy, że o ile cena jest głównym magnesem na rynku wtórnym, o tyle na rynku pierwotnym klienci szukają wyższego standardu wykończenia i transparentności. Kluczem do sukcesu staje się także umiejętne wpisanie inwestycji w tkankę miejską i infrastruktura społeczna, szczególnie istotna dla młodych nabywców kupujących mieszkanie na swoje potrzeby – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.