Prezes ERLI kwestionuje narrację Allegro: „to system, nie pojedyncze przypadki”

Podobnie jak w kwestiach prawnych, w swoim stanowisku Allegro mija się również z prawdą. Po pierwsze, regulamin programu Allegro Diamond jasno określa warunek utrzymania tzw. wskaźnika spójności cenowej — jeżeli udział ofert ze znacznie wyższą ceną wobec najtańszej oferty poza platformą przekroczy określone progi, partner traci dostęp do bonusów i rabatów przewidzianych w programie, nawet jeśli dynamika obrotów na Allegro jest wysokato nie jest jedynie „dobrowolne dopłacanie do promocji”, ale konkretna sankcja za niższe ceny sprzedawane poza Allegro. 

Po drugie, Allegro twierdzi, że polityka cenowa partnerów poza platformą rzekomo nie ma wpływu na dostęp do programów i promowania ofert, tymczasem regulamin Diamond wyraźnie wiąże utrzymanie bonusów z utrzymaniem tzw. wskaźnika spójności cenowej, który mierzy ceny ofert na Allegro względem najniższej ceny tego samego produktu w innych kanałach sprzedaży. Jeśli sprzedawca ma niższe ceny poza Allegro, jego udział w programie może zostać obniżony lub nawet wyzerowany, mimo że formalnie program jest opisywany jako „dobrowolny”. 

Po trzecie, Allegro twierdzi, że pozew ERLI dotyczy rzekomo „tylko niewielkiego fragmentu współpracy z partnerami”, podczas gdy w praktyce system sankcji za ceny spoza Allegro dotyczy wszystkich produktów sprzedawcy w programie (jeśli sprzedawca oferuje >10% ofert drożej niż poza platformą, traci dostęp do bonusów za całość): to nie jest przypadek pojedynczych ofert, lecz systemowa mechanika, która dyscyplinuje sprzedawców do jednego modelu cenowego i uszczupla ich realną konkurencyjność. 

Wreszcie, Allegro sugeruje, że ERLI „bezprawnie wykorzystywało ich API i kopiowało treści ofert”, ale zapomina przy tym, że prawa do opisów, zdjęć i specyfikacji produktów należą do samych sprzedawców, a nie do Allegro. To sprzedawca decyduje, gdzie publikować swoje treści, i ma pełne prawo umieszczać je na wielu platformach jednocześnie – tak jak robi to większość sprzedawców, którzy korzystają z narzędzi do synchronizacji sprzedaży. ERLI nie otrzymało żadnego udokumentowanego zarzutu naruszenia praw autorskich, ponieważ takich dowodów nie ma.

Podsumowując: to nie dobrowolne programy promocyjne, lecz sankcje za niższe ceny poza Allegro narzucane przez kontrolowany regulamin, prowadzą do podnoszenia cen przez sprzedawców i ograniczania konkurencji, a Allegro nie przedstawiło żadnych dowodów na zarzucane ERLI naruszenia API czy praw do treści.

Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI

Rafał Kerger od lutego zarządza wszystkimi serwisami tematycznymi Polska Press Grupy

Rafał Kerger
Rafał Kerger

Od lutego br. Rafał Kerger obejmuje nowe stanowisko Dyrektora Wydawniczego Serwisów Tematycznych. Będzie odpowiadał za zarządzanie wszystkimi serwisami tematycznymi należącymi do Polska Press Grupy oraz za ich dalszy rozwój. Jednocześnie zachowuje funkcję redaktora naczelnego „Strefy Biznesu”.

To doświadczony menedżer, który z Polska Press Grupą związany jest od czerwca 2024 roku. Wcześniej przez wiele lat pełnił funkcję redaktora naczelnego portali należących do Grupy PTWP.

Równocześnie informujemy, że Grzegorz Widenka, dotychczasowy Dyrektor Zarządzający Pionem Produktów Tematycznych i B2C, zdecydował się kontynuować karierę zawodową poza naszą firmą.

W związku z tym dotychczasowy Pion Produktów Tematycznych i B2C zostaje rozdzielony. Obszar Serwisów Tematycznych będzie podlegał Rafałowi Kergerowi, natomiast część B2C – obecnie funkcjonująca jako pion plebiscytów – zostaje wyodrębniona i będzie podlegać zarządowi spółki.

Celem zmian jest zwiększenie efektywności zarządzania oraz lepsze dopasowanie struktury organizacyjnej do realizowanych celów biznesowych.

Spada dostępność powierzchni biurowej na rynkach regionalnych. W 2025 roku oddano tylko pięć budynków

0

Na koniec czwartego kwartału 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce wyniosły 6,72 mln mkw. – wskazują najnowsze dane CBRE. Dostępność wolnych biur spadła w większości miast. Najniższa jest w Szczecinie, Lublinie i Trójmieście. Popyt rośnie, a nowych inwestycji brakuje. W czwartym kwartale minionego roku do użytku oddano jeden nowy biurowiec, a w całym 2025 r. przybyło ich pięć. Eksperci CBRE wskazują, że taka sytuacja może powodować selektywny wzrost czynszów.

Największe rynki biurowe, po Warszawie, to Kraków z 1,84 mln mkw. powierzchni, Wrocław (1,33 mln mkw.) oraz Trójmiasto (1 mln mkw.). Kolejne to Katowice, Poznań, Łódź, Lublin oraz Szczecin.

Pustostany w dół, popyt w górę

W czwartym kwartale 2025 r. do użytku oddano jeden nowy budynek biurowy – Bukowska 144 w Poznaniu, oferujący 2,5 tys. mkw. powierzchni. Cały 2025 r. zakończył się z 20,5 tys. mkw. nowej podaży na rynkach regionalnych, obejmującej pięć projektów – dwa w Krakowie, dwa w Poznaniu oraz jeden w Lublinie, jest to najmniejszy wynik od 20 lat. Tymczasem popyt na powierzchnię jest coraz wyższy. W ujęciu kwartalnym wzrósł o 84 proc., a w porównaniu rok do roku – o 13 proc. W czwartym kwartale sięgnął 249,3 tys. mkw. Największą popularnością firm cieszył się Wrocław, a za nim Kraków
i Trójmiasto. W ciągu całego 2025 r. popyt wyniósł 772,5 tys. mkw. i był historycznie na najwyższym poziomie. Warto jednak wspomnieć, że ponad połowa tej powierzchni została wynajęta w ramach przedłużeń obowiązujących umów.

Wśród największych transakcji, zawartych w czwartym kwartale 2025 r., znalazło się m.in. przedłużenie umowy najmu przez Align Technology na 12,6 tys. mkw. w budynku Bierutowa Park III we Wrocławiu.

W czwartym kwartale 2025 r. odnowienia obecnych umów najmu miały największy udział w wolumenie transakcji – sięgnął on 48 proc. Nowe umowy stanowiły 42 proc., a ekspansje 9 proc. W całym 2025 r. odnowień było jeszcze więcej – 52 proc., nowe umowy to 38 proc., a 7 proc. ekspansje.

Znaczny popyt na biura, w połączeniu z niedoborem nowych projektów, powoduje w najlepszych lokalizacjach coraz mniejszą dostępność powierzchni biurowej w największych miastach. Na większości rynków regionalnych w 2025 roku odnotowano spadek wskaźnika pustostanów. Na przykład we Wrocławiu wakat spadł poniżej 20 proc., a w Łodzi do 18,3 proc. Średni wskaźnik pustostanów dla rynków regionalnych obniżył się do 16,9 proc. Taka sytuacja będzie sprzyjać podwyżkom czynszów w topowych obiektach – mówi Mariusz Wiśniewski, szef rynków regionalnych w dziale biurowym w CBRE.

Najniższy poziom pustostanów odnotowano w Szczecinie (6,4 proc.), Lublinie (10,4 proc.) oraz |w Trójmieście (11,9 proc.). Najwyższy wakat biurowy zanotowały Katowice – 21,6 proc.

IT poszukuje biur

W 2025 r. najbardziej aktywny na regionalnym rynku najmu powierzchni biurowych był sektor IT, który odpowiadał za 17 proc. całkowitego popytu. W Krakowie udział tej branży sięgnął nawet 26 proc. Usługi dla biznesu wynajęły 16 proc., tyle samo co sektor przemysłowy.

KSeF zmienia zasady gry w B2B

Z punktu widzenia przedsiębiorców uruchomienie Krajowego Systemu e-Faktur ma ułatwić wymianę faktur między kontrahentami. Z kolei Ministerstwu Finansów umożliwi uszczelnienie systemu podatkowego. Prawda jest jednak taka, że KSeF wykracza daleko poza księgowość, wchodząc w finansowe relacje między przedsiębiorcami. To ważna zmiana. Wpłynie na rozliczenia i procesowanie płatności w firmach.

KSeF zmieni definicję faktury. Do tej pory był to dokument przekazywany kontrahentowi e-mailem, przez platformę cyfrową lub w formie papierowej. Moment jej dostarczenia często stawał się źródłem sporów. Dzięki KSeF faktura wystawiona i przyjęta przez system będzie od teraz uznawana za doręczoną, co ułatwi jej szybkie zaksięgowanie po stronie odbiorcy. KSeF skróci więc czas obiegu dokumentów, a płatności staną się bardziej przewidywalne. W relacjach B2B oznacza to rosnące oczekiwania wobec partnerów w zakresie terminowości i przejrzystości rozliczeń. Z pewnością ograniczy to  spory, ale też będzie wymagało dyscypliny procesowej, ponieważ wdrożenie KSeF wiąże się również z potrzebą ścisłej współpracy działów sprzedaży, obsługi klienta i finansów.

Z perspektywy dostawcy usług płatniczych, jakim jest eService, KSeF nie jest wyłącznie zmianą w obszarze fakturowania, ale kolejnym krokiem w kierunku pełnej cyfryzacji, którą sami już realizujemy. Firmy, które już teraz postawią na automatyzację, będą lepiej przygotowane do nowych realiów współpracy B2B.

KSeF zmienia zasady gry w B2B, ale dla przedsiębiorstw, które potraktują go jako impuls do lepszego powiązania faktur z płatnościami, może stanowić istotną przewagę konkurencyjną.

Ghelamco wykupiło lutową serię obligacji na kwotę 240 mln złotych

Ghelamco terminowo wykupiło trzy serie obligacji o łącznej wartości 240 mln zł, notowanych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Obligacje, których termin zapadalności przypadał na 3 lutego 2026 r., znajdowały się w portfelach inwestorów instytucjonalnych oraz detalicznych. Terminowa spłata potwierdza wiarygodność Ghelamco jako emitenta na polskim rynku kapitałowym.

Jako jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów w Polsce, Ghelamco Invest od lat wykorzystuje finansowanie dłużnymi papierami wartościowymi do realizacji swoich kluczowych inwestycji. Środki pozyskane w ramach programów obligacyjnych wspierały rozwój najbardziej rozpoznawalnych projektów biurowych w kraju, takich jak Warsaw Spire, Warsaw UNIT, The Warsaw HUB czy The Bridge, które na trwałe wpisały się w panoramę Warszawy i wykreowały jej centrum biznesowe.

Terminowy wykup lutowej serii obligacji jest kolejnym dowodem naszej konsekwencji w realizacji zobowiązań wobec inwestorów oraz skutecznego zarządzania strukturą finansowania Grupy – mówi Paul Gheysens, CEO Ghelamco.

Spłata lutowych obligacji została zrealizowana dzięki zdywersyfikowanej strukturze finansowania, obejmującej m.in. środki własne Grupy i akcjonariusza oraz refinansowanie części zobowiązań. Grupa Ghelamco z sukcesem przeprowadziła emisję nowego programu obligacji korporacyjnych dla inwestorów instytucjonalnych, realizowaną przez spółkę Sobieski Towers sp. z o.o. Program, zabezpieczony na gruncie pod projekt Sobieski Tower, spotkał się z zainteresowaniem rynku finansowego i potwierdził zaufanie inwestorów do jakości aktywów Grupy Ghelamco.

Finansowa dyscyplina

W odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe, Grupa Ghelamco konsekwentnie realizuje strategię opartą na redukcji zadłużenia, selektywnych reinwestycjach oraz koncentracji na projektach o najwyższej jakości i potencjale długoterminowej wartości. Grupa aktywnie dostosowuje strukturę portfela do aktualnych trendów rynkowych, rozwijając projekty spełniające najwyższe standardy ESG oraz wdrażając rozwiązania umożliwiające elastyczne wykorzystanie nieruchomości, w tym konwersję ich funkcji.

Warto przypomnieć, że w czerwcu 2025 roku belgijski emitent Ghelamco Invest NV spłacił w całości swoją ostatnią serię obligacji o wartości 84 mln euro wraz z odsetkami, zamykając tym samym program długu na rynku belgijskim. Z kolei na rynku polskim, we wrześniu 2025 roku, Ghelamco Invest (emitent obligacji notowanych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie) terminowo wykupiło obligacje o wartości 170 mln złotych, będące w posiadaniu inwestorów instytucjonalnych i detalicznych. Terminowa realizacja wszystkich zobowiązań finansowych dodatkowo wzmacnia wizerunek Ghelamco jako wiarygodnego i odpowiedzialnego emitenta.

Co przekonuje Polaków do aut elektrycznych, a co nadal ich blokuje?

Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności opublikowało 9. edycję Barometru Nowej Mobilności Powered by OTOMOTO. Wyniki renomowanego badania jasno wskazują, że elektromobilność staje się realnym wyborem coraz większej liczby kierowców. Transformacja transportu wyraźnie przyspiesza, a najnowszy raport dostarcza wiedzy, która pozwala lepiej zrozumieć przyczyny jak i bariery obecnego tempa zmian. Prezentujemy 10 kluczowych wniosków i zapraszamy do lektury badania, które powstało we współpracy z OTOMOTO, GreenWay Polska, SW Research oraz F5A New Mobility Research and Consulting.

Jak zmieniają się decyzje zakupowe Polaków? Co zachęca, a co blokuje Polaków w drodze do elektromobilności? Ile powinny kosztować samochody elektryczne? To tylko niektóre z kluczowych pytań, którym autorzy Barometru Nowej Mobilności 2026 powered by OTOMOTO poświęcają uwagę, wnikając głęboko w opinię Polaków na temat samochodów elektrycznych.

Najnowsza, dziewiąta edycja Barometru Nowej Mobilności pokazuje wyraźnie: rynek dojrzewa, a decyzje Polaków stają się bardziej pragmatyczne, oparte na technologii, kosztach i codziennej wygodzie użytkowania. Potwierdzają to również dane z polskiego rynku nowych samochodów osobowych i dynamika wzrostu BEV-ów – w 2025 r. zarejestrowano o 161% więcej aut elektrycznych niż rok wcześniej, a ich udział w rynku przekroczył 7%.

„W 2026 r. kluczowym czynnikiem stanie się zakończenie programu NaszEauto, który w ostatnich miesiącach wyraźnie wspierał decyzje zakupowe. Oczekujemy podobnych konsekwencji, jakie nastąpiły m.in. w Niemczech, gdzie po wycofaniu dopłat udział BEV w nowych rejestracjach spadł z 18,4% w 2023 r. do 13,5% w 2024 r. W dłuższej perspektywie spodziewamy się dalszego wzrostu rejestracji. Od 2026 r. obowiązują nowe limity amortyzacji dla pojazdów spalinowych, które wynoszą 100 tys. zł podczas gdy dla BEV pozostały na poziomie 225 tys., co znacząco zwiększa opłacalność zakupu, zwłaszcza dla firm. Dodatkowo producenci będą coraz aktywniej promować modele elektryczne, bo muszą spełniać unijne normy emisji rozliczane w ramach trzyletniego uśrednienia na lata 2025-2027.” – mówi Albert Kania, Dyrektor Operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

10 kluczowych wniosków Barometru Nowej Mobilności 2026

Badanie, zrealizowane w listopadzie 2025 r. na grupie kierowców planujących zakup samochodu w ciągu najbliższych trzech lat, ujawnia 10 kluczowych wniosków, które wyznaczają kierunek rozwoju nowej mobilności w Polsce.

  1. Co trzeci kierowca myśli o BEV-ie i przy wyborze kieruje się technologią, a nie marką

27% osób planujących zakup nowego samochodu bierze pod uwagę wybór pojazdu w pełni elektrycznego. Elektromobilność przestaje być deklaracją – staje się realną decyzją zakupową. Aż 43,4% respondentów jest gotowych kupić samochód nieznanej marki, jeśli oferuje on lepszą technologię. Rynek motoryzacyjny zaczyna funkcjonować według logiki znanej z elektroniki użytkowej.

  1. „Must-have”: Zdalne aktualizacje oprogramowania (OTA – over-the-air)

68,3% badanych uznaje możliwość zdalnej aktualizacji oprogramowania „over-the-air” za ważną lub bardzo ważną. Samochód coraz częściej postrzegany jest jako produkt cyfrowy, który rozwija się w czasie.

  1. Cena nadal kluczowa, ale z jasno określonym progiem akceptacji

Połowa potencjalnych nabywców nowych BEV wskazuje przedział 80–160 tys. zł jako akceptowalny budżet. Masowa elektromobilność zaczyna się w segmencie aut „dla przeciętnego kierowcy”.

  1. Używane elektryki na przegranej pozycji

Tylko 3,7% osób planujących zakup auta używanego rozważa dziś elektryka. Główna bariera to rozbieżność między oczekiwaniami (niska cena, duży zasięg, szybkie ładowanie) a realną ofertą starszych modeli.

  1. Obawy wobec używanych elektryków są wyraźnie większe niż wobec nowych

W przypadku używanych elektryków, 70,2% respondentów obawia się pożaru baterii, a 54,8% – jej awarii. Brak zaufania do technologii w starszych pojazdach skutecznie hamuje rozwój rynku wtórnego.

  1. Ładowanie w miejscu zamieszkania to czynnik przełomowy

Choć tylko 27,3% badanych ma dostęp do ładowania w pobliżu domu, aż 70% z tej grupy uznaje go za kluczowy. Brak takiej możliwości jest dziś jedną z najsilniejszych barier zakupu aut elektrycznych.

  1. Kierowcy wybierają ładowarki według trzech kryteriów: cena, moc i lokalizacja

Udogodnienia schodzą na dalszy plan. Rynek infrastruktury zmierza w stronę dużych, wielostanowiskowych hubów ładowania, zapewniających szybkość i przewidywalność.

  1. Nowa mobilność miejska ma potencjał, ale nie zastępuje jeszcze auta prywatnego

Choć 69% Polaków korzysta z usług nowej mobilności, tylko 6,5% robi to regularnie. Jednocześnie 64% deklaruje gotowość rezygnacji z własnego samochodu, jeśli alternatywy będą szybkie i tanie.

  1. Strefy Czystego Transportu – większość rozważających zakup BEV-a je popiera

52% planujących zakup nowego auta popiera SCT, ale wśród kupujących używane poparcie spada do 35%. Obawy mają charakter praktyczny – dotyczą mobilności i kosztów, a nie samej idei ekologicznych stref.

  1. Spory ideologiczne ustępują pragmatyzmowi gospodarczemu

Opinie na temat polityki klimatycznej UE są podzielone, jednak w kwestiach rozwoju gospodarki, rynku pracy i energetyki Polacy wykazują zaskakującą zgodność – oczekują konkretnych korzyści, a nie deklaracji.

„Z perspektywy OTOMOTO badanie pokazuje, że główną barierą rozwoju rynku wtórnego BEV nie jest brak zainteresowania, lecz ograniczona dostępność pojazdów spełniających kluczowe oczekiwania techniczne i budzących zaufanie do technologii. Dla nabywców zasięg, czas ładowania oraz gwarancja na baterię stanowią dziś podstawowe kryteria wyboru, z którymi starsze modele BEV nie zawsze są w stanie konkurować. Wraz z napływem kilkuletnich samochodów nowej generacji oraz większą transparentnością informacji o stanie pojazdów i baterii, luka między oczekiwaniami a ofertą będzie się zmniejszać, umożliwiając dojrzały rozwój rynku wtórnego BEV w Polsce.” – mówi Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe, OLX Group/OTOMOTO.

Dynamiczna rozbudowa infrastruktury ładowania pozostaje jednym z podstawowych warunków dalszego rozwoju elektromobilności w Polsce. Uruchomienie przez GreenWay ultraszybkich hubów DC to istotny krok w stronę dojrzałości rynku, realnie ograniczający obawy kierowców dotyczące dostępności szybkiego ładowania w trasie. Inwestycja ta odpowiada na dynamicznie rosnący popyt – przy rekordowym udziale BEV w nowych rejestracjach i przekroczeniu 130 tys. pojazdów w parku krajowym – oraz wyraźnie wyprzedza potrzeby rynku poprzez znaczące zwiększenie mocy sieci.” mówi Rafał Czyżewski, CEO Greenway Group.

O Barometrze Nowej Mobilności

Barometr Nowej Mobilności, realizowany od 2017 roku, stanowi kompleksowy obraz opinii społecznej na temat preferencji zakupowych pojazdów elektrycznych. Na przestrzeni dziewięciu edycji zebranych zostało łącznie 10 518 ankiet, 1,34 mln danych i zadano ponad 1000 pytań. Partnerami tegorocznej edycji Barometru są: OTOMOTO (Partner Tytularny), GreenWay (Partner Tematyczny), SW Research (Partner Badania) i F5A New Mobility Research and Consulting (Partner Merytoryczny).

Złoto znów w centrum uwagi inwestorów. Po panice – szybkie odbicie

Wydłużenie pauzy w obniżkach stóp przez RPP jest scenariuszem bazowym przed rozpoczynającym się dziś dwudniowym posiedzeniem. Na rynku złota i srebra obserwujemy powrót kupujących, a w USA kolejny shutdown – i tym samym brak danych z rynku pracy, który utrudnia ocenę stanu amerykańskiej gospodarki. 

RPP wypatruje wiosny

Dzisiaj rozpoczyna się drugie w tym roku posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Decyzję poznamy jutro, a konsensus rynkowy zakłada utrzymanie stóp bez zmian. Na styczniowym posiedzeniu Rada nie zaskoczyła analityków i zgodnie z tym co sugerowała na grudniowym posiedzeniu utrzymała koszt pieniądza bez zmian. Logika podpowiada, że i tym razem nie ma miejsca na niespodzianki, tym bardziej, że od ostatniego spotkania minęły raptem 3 tygodnie. Do tego na rynek trafiły dane o wynagrodzeniach za grudzień, które pokazały wzrost aż o 8,6% r/r, co znacznie rozminęło się z oczekiwaniami analityków. Takie przyspieszenie dynamiki płac może stanowić hamulec dla RPP do dalszego obniżania stóp procentowych. Warto też poczekać na tzw. efekt styczniowy, czyli wzrost opłat w wielu sektorach, który może dać duży impuls wzrostowy dla inflacji konsumenckiej. Przypomnijmy, że w poprzednim roku było to aż 1% m/m. Biorąc pod uwagę, że nowe projekcje pojawią się w marcu (podobnie jak „świeże” dane dynamiki cen), Rada ma sporo argumentów za poczekaniem do wiosny z ewentualnymi zmianami w polityce monetarnej. Czyli, patrząc na rozkład posiedzeń, do kwietnia.

Wraca popyt na złoto i srebro

Po niesamowitych ruchach na metalach szlachetnych, dziś znów uaktywnili się kupujący, liczący na to, że przecena może dobiegać końca. Skąd popyt na złoto akurat dzisiaj? Tego nie wiemy, być może nasz rodzimy NBP zwietrzył okazję i  wykorzystał szansę na zakupy, by dobić do zakładanego poziomu rezerw w wysokości 700 ton. Złoto rośnie dzisiaj o ponad 5%, a w przypadku srebra jest to imponujące ponad 8,5%. Patrząc jednak na wcześniejszą hossę i późniejszą lawinę spadkową w piątek, widzimy jak ten rynek jest napięty, a sytuacja z dnia na dzień potrafi wymknąć się spod kontroli. Złoto wciąż pozostanie w głowach inwestorów aktywem, które wykorzystuje się jako zabezpieczenie przed inflacją czy ryzykiem w geopolityce, a więc sensu trendu wzrostowego nie podważono. Niemniej jednak nastąpiło schłodzenie głów inwestorów rozgrzanych do czerwoności. Trzeba też pamiętać, że w przypadku zarówno złota, jak i srebra mówimy o wzrostach rzędu odpowiednio 65% i 160% w 2025 roku. Rynek staje się więc bardzo wrażliwy na emocje i lawinowy odpływ kapitału, zwłaszcza spekulacyjnego.

Bez danych w piątek

Dopiero co „wyszliśmy na prostą” z danymi makro z USA po shutdownie w październiku i listopadzie, a znów będziemy mieli opóźnienie. Przedłużenie finansowania budżetowego trwało do końca stycznia 2026, a skoro nie ma porozumienia między Demokratami a Republikanami, to instytucje znów zostały zamknięte (w części, ale włącznie z Departamentem Pracy) i mamy kolejny shutdown. Dla inwestorów to kolejny problem i trudności w ocenie kondycji amerykańskiej gospodarki. Tym razem jest jednak szansa, że shutdown zakończy się dość szybko, już dzisiaj nastąpi głosowanie. Niemniej jednak dane z rynku pracy w piątek na pewno się nie pojawią. Podczas ostatniego posiedzenia prezes Fed wskazywał na poprawę rynku pracy i tym samym stało się to argumentem za brakiem obniżki stóp. Brak danych komplikuje sytuację i stawia Fed w trudnej sytuacji. Początek lutego na głównej parze walutowej świata przebiega pod znakiem spadków, aktualnie jesteśmy poniżej granicy 1,18.

Cyfrowa Polska apeluje do Prezydenta o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branżę cyfrową, skierował do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej apel o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) oraz niektórych innych ustaw, przyjętej przez Sejm i Senat zdecydowaną większością głosów.

Jak podkreśla organizacja w liście do prezydenta Karola Nawrockiego, wejście w życie nowych przepisów ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa, stabilnego funkcjonowania usług publicznych oraz odporności polskiej gospodarki na rosnące zagrożenia w cyberprzestrzeni.

– Nowelizacja KSC to ustawa o bezpieczeństwie narodowym w najczystszym tego słowa znaczeniu. Polska należy dziś do grona najczęściej atakowanych cyfrowo państw w Europie, a skala i zaawansowanie cyberataków systematycznie rosną. Nie możemy pozwolić sobie na dalszą zwłokę w budowaniu odporności cyfrowej państwa – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Jak zaznacza, w ostatnich miesiącach polskie instytucje publiczne odnotowały najwyższą liczbę cyberataków od kilku lat, a rosnąca presja dotyka również sektor prywatny, w tym przedsiębiorstwa kluczowe dla ciągłości działania państwa i gospodarki.

Cyfrowa Polska w liście do prezydenta przypomina, że prace nad nowelizacją ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa trwały ponad sześć lat. W tym czasie istotnie zmieniły się realia technologiczne, charakter zagrożeń oraz sposób prowadzenia konfliktów w cyberprzestrzeni – zauważa organizacja branżowa. – Przepisy, które obowiązywały dotychczas, nie odpowiadają już w pełni na wyzwania, z jakimi mierzy się dziś państwo i biznes. Nowelizacja KSC dostosowuje ramy prawne do aktualnego krajobrazu zagrożeń i wzmacnia zdolność Polski do reagowania na ataki cybernetyczne – zaznacza Michał Kanownik.

Branża w piśmie do głowy państwa przypomina również, że projekt nowelizacji KSC stał się przedmiotem szerokiej debaty publicznej. Zdaniem Związku Cyfrowa Polska jej intensywność jest naturalna, jednak w przestrzeni publicznej pojawiło się wiele uproszczeń, nieścisłości oraz mitów, które utrudniają merytoryczną ocenę proponowanych rozwiązań. – Wokół KSC narosło zbyt wiele nieprawdziwych narracji, skrótów myślowych i przekłamań. W sprawach bezpieczeństwa państwa nie możemy pozwolić sobie na debatę opartą na mitach. Z takimi tezami trzeba konsekwentnie walczyć, opierając się na faktach, danych i doświadczeniach praktyków – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

Zdaniem branży cyfrowej szybkie wejście ustawy w życie jest niezbędne, aby zapewnić państwu skuteczne narzędzia do ochrony infrastruktury krytycznej, administracji publicznej oraz przedsiębiorców przed coraz bardziej zaawansowanymi zagrożeniami w cyberprzestrzeni. – Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest dziś kwestią przyszłości. To wyzwanie tu i teraz. Dlatego tak ważne jest, aby decyzje dotyczące KSC zapadały w oparciu o rzetelną wiedzę i realną ocenę ryzyk, a nie presję dezinformacji – podsumowuje Michał Kanownik.

Cele Develii na 2026 rok – sprzedaż na poziomie 3600-3800 mieszkań

0

Develia planuje w 2026 r. sprzedaż 3600-3800 mieszkań, czyli o ok. 10% więcej niż w poprzednim roku. Spółka będzie dążyć do przekazania 3750-3950 lokali, co oznacza wzrost o ok. 30% względem rekordowej dotychczas liczby mieszkań przekazanych w 2025 r. Celem dewelopera jest także wprowadzenie do oferty i rozpoczęcie budowy 4350-4550 lokali.

Develia dąży do osiągnięcia w 2026 r. sprzedaży 3600-3800 lokali i przekazania klientom kluczy do 3750-3950 mieszkań, istotnie zwiększając ubiegłoroczne cele. Liczba przekazań zaplanowanych na ten rok wynika z harmonogramu już rozpoczętych projektów. Aktualnie deweloper posiada w sprzedaży z rozpoczętą budową 3070 lokali. Dodatkowo w tym roku Develia planuje wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 4350-4550 mieszkań dostosowując ofertę do planowanego celu sprzedaży. Około 50% lokali będzie zlokalizowanych w Warszawie – na najbardziej perspektywicznym rynku dla Develii.

Rok 2025 zamknęliśmy rekordową sprzedażą, realizując roczny plan z nadwyżką. Mocna końcówka roku potwierdziła obserwowane na rynku od kilku miesięcy ożywienie i daje solidne podstawy do dobrych prognoz na ten rok. W tym roku po raz kolejny podnosimy poprzeczkę: planujemy wprowadzić do oferty i rozpocząć realizację 4350-4550 mieszkań. Systematycznie zwiększamy poziom wprowadzeń, przybliżając się do realizacji celu strategicznego – rocznej sprzedaży ponad 4500 mieszkań do 2028 r., do którego konsekwentnie dążymy. Jednocześnie utrzymujemy solidną pozycję finansową, zapewniającą elastyczność inwestycyjną i zdolność do szybkiego działania, co potwierdziło ubiegłoroczne przejęcie Bouygues Immobilier Polska; to daje nam solidne podstawy do realizacji naszych celów mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Zgodnie ze strategią Develia dąży do osiągnięcia poziomu rocznej sprzedaży ponad 4500 mieszkań i konsekwentnie skupia się na rozwoju działalności w priorytetowym segmencie mieszkaniowym. Na koniec 2025 r. bank gruntów dewelopera wynosił ponad 16 tys. lokali, w tym lokale realizowane w ramach joint venture oraz zabezpieczone.

Wynajem długoterminowy a car sharing – czym się różnią i co wybrać?

Jeszcze kilka lat temu dla wielu osób jedyną realną opcją był zakup samochodu albo jazda starym, wysłużonym autem. Dziś rynek wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej kierowców, zarówno osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, szuka rozwiązań, które pozwalają korzystać z samochodu bez konieczności jego posiadania. W efekcie na popularności zyskują dwa modele: wynajem długoterminowy samochodu oraz car sharing.

Choć na pierwszy rzut oka oba rozwiązania polegają na tym samym – korzystasz z auta, które nie jest Twoje – w praktyce różnice są spore. Inne są koszty, poziom wygody, formalności, a przede wszystkim sposób użytkowania. Dlatego porównanie wynajem długoterminowy a car sharing ma sens tylko wtedy, gdy weźmie się pod uwagę realne potrzeby kierowcy.

Czy potrzebujesz auta codziennie, dojazdów do pracy, szkoły czy na spotkania biznesowe? A może samochód przydaje Ci się tylko od czasu do czasu, gdy komunikacja miejska lub transport publiczny nie wystarczają? Odpowiedź na te pytania ma fundamentalne znaczenie, bo źle dobrana opcja może zacząć generować niepotrzebne koszty, zamiast dawać wygodę.

W tym artykule wyjaśniamy, czym różni się wynajem długoterminowy od car sharingu, jak wygląda wynajem auta w obu przypadkach i kiedy dana forma korzystania z samochodu ma sens. Dzięki temu łatwiej dopasujesz rozwiązanie do swoich potrzeb, a nie do marketingowych obietnic.

Czym jest wynajem długoterminowy samochodu?

Wynajem długoterminowy samochodów to forma użytkowania, która w wielu aspektach przypomina posiadanie własnego auta, ale bez konieczności jego zakupu. Podpisujesz umowę najmu z firmą wynajmującą na określony okres najmu, najczęściej od dwóch do pięciu lat, i przez cały ten czas korzystasz z jednego, wybranego pojazdu.

Kluczową cechą tego rozwiązania są stałe miesięczne raty. Jedna opłata obejmuje nie tylko samo wynajęcie samochodu, ale też większość kosztów związanych z jego utrzymaniem. W standardzie znajduje się zazwyczaj pełne ubezpieczenie, serwis samochodu, regularne przeglądy techniczne, a często również wymianę opon czy samochód zastępczy na czas naprawy. Dzięki temu koszty związane z eksploatacją samochodu są przewidywalne i łatwe do zaplanowania.

Dużą zaletą najmu długoterminowego jest to, że nie musisz martwić się o spadek wartości pojazdu ani o jego późniejszą sprzedaż. Po zakończeniu umowy po prostu oddajesz auto i – jeśli chcesz – wybierasz nowy model auta. Dla wielu kierowców to wygodna alternatywa wobec zakupu pojazdu, zwłaszcza gdy zależy im na jeździe nowym samochodem co kilka lat.

To rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdza się u osób, które potrzebują samochodu codziennie, zarówno w celach prywatnych, jak i zawodowych. Wynajem długoterminowy staje się też popularny wśród klientów, którzy cenią przewidywalne koszty i nie chcą angażować dużych środków finansowych na start.

Ile kosztuje wynajem długoterminowy samochodu?

Jedno z pierwszych pytań, jakie pojawia się przy rozważaniu tej formy użytkowania auta, brzmi: ile kosztuje wynajem długoterminowy samochodu i czy faktycznie się opłaca. Odpowiedź nie jest jedna dla wszystkich, bo cena zależy od kilku konkretnych czynników.

Największy wpływ na to, ile kosztuje wynajem długoterminowy, ma wybrany model auta oraz jego wyposażenie. Inne miesięczne wydatki poniesiesz przy małym aucie miejskim, a inne przy większym SUV-ie czy samochodzie dostawczym. Znaczenie ma także okres trwania umowy – im dłuższy, tym rata bywa niższa – oraz ustalony limit kilometrów. To ważny element, szczególnie jeśli planujesz intensywne, codzienne użytkowanie auta.

W praktyce stałe miesięczne raty obejmują większość kosztów, które przy własnym aucie pojawiałyby się nieregularnie i często z zaskoczenia. W cenie zawarte są koszty ubezpieczenia, koszty serwisu, przeglądy, a często także sezonowa wymiana opon. Dzięki temu łatwiej kontrolować budżet i zachować przewidywalność kosztów.

Trzeba jednak pamiętać, że najem długoterminowy może generować dodatkowe koszty, jeśli przekroczysz ograniczenia kilometrów albo oddasz auto z ponadnormatywnymi śladami zużycia. Dlatego przed podpisaniem umowy warto dokładnie przeanalizować swoje nawyki i realne potrzeby. Dobrze dopasowana oferta w dłuższej perspektywie może jednak przynieść realne oszczędności w porównaniu do zakupu samochodu.

Czym jest car sharing i jak działa w praktyce?

Car sharing to zupełnie inne podejście do korzystania z auta. W tym modelu nie przypisujesz samochodu do siebie na miesiące czy lata. Zamiast tego wynajmujesz auto tylko wtedy, gdy faktycznie go potrzebujesz – na kilkanaście minut, kilka godzin albo jeden dzień.

Cały proces jest maksymalnie uproszczony. Rejestrujesz się w aplikacji firmy wynajmującej, wybierasz dostępny samochód na mapie i możesz ruszać w drogę. Formalności ograniczone są do minimum, a rozliczenie odbywa się automatycznie po zakończeniu przejazdu. W przypadku car sharingu płacisz za czas korzystania z auta, a czasem także za przejechane kilometry.

W cenie zawarte są paliwo, koszty ubezpieczenia, serwis oraz obsługa techniczna. Nie interesuje Cię eksploatacja samochodu, przeglądy ani naprawy – wszystkim zajmuje się operator. To sprawia, że car sharing bywa postrzegany jako elastyczne rozwiązanie dla osób, które nie chcą żadnych długoterminowych zobowiązań.

Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach. Floty car sharingowe składają się głównie z aut miejskich, a dostępność samochodów bywa różna w zależności od pory dnia i lokalizacji. Usługa najlepiej działa w dużych miastach, gdzie łatwo połączyć ją z transportem publicznym. W mniejszych miejscowościach oferta jest często mocno ograniczona albo w ogóle niedostępna.

Car sharing sprawdzi się więc wtedy, gdy potrzebujesz auta sporadycznie i nie chcesz wiązać się długoterminowymi zobowiązaniami. Przy częstym użytkowaniu koszt przejazdów może jednak szybko zbliżyć się do poziomu, przy którym wynajem długoterminowy kontra car sharing zaczyna wypadać na korzyść tego pierwszego.

Ile kosztuje car sharing i wynajem krótkoterminowy?

Na pierwszy rzut oka car sharing wydaje się tani. Płacisz tylko wtedy, gdy faktycznie korzystasz z auta, bez stałych zobowiązań i comiesięcznych opłat. W praktyce jednak warto wiedzieć, ile kosztuje wynajem auta w tym modelu i kiedy zaczyna przestawać być opłacalny.

W przypadku car sharingu koszt wynajmu naliczany jest najczęściej za minuty lub godziny, czasem dodatkowo za przejechane kilometry. W cenie masz paliwo, pełne ubezpieczenie oraz obsługę techniczną auta, więc odpadają wydatki związane z serwisem czy naprawami. To sprawia, że przy sporadycznych przejazdach trudno znaleźć tańszą alternatywę.

Problem pojawia się wtedy, gdy z auta korzystasz częściej. Kilka dłuższych przejazdów w tygodniu potrafi sprawić, że miesięczna suma zaczyna przypominać ratę za długoterminowy wynajem samochodu, a czasem ją nawet przewyższa. W takiej sytuacji car sharing, zamiast oszczędności, może generować dodatkowe koszty.

Warto też odróżnić car sharing od klasycznego wynajmu krótkoterminowego w wypożyczalni samochodów. Najmu krótkoterminowego zwykle dokonuje się na kilka dni lub tygodni, np. na urlop czy delegację. To dobre rozwiązanie w konkretnych sytuacjach, ale przy regularnym użytkowaniu również okazuje się drogie. Dlatego, jeśli potrzebujesz auta często, krótkoterminowy wynajem i car sharing przestają być konkurencyjne cenowo.

najemca siedzący w samochodzie odbierający kluczyki do auta

Wynajem długoterminowy vs car sharing – kluczowe różnice

Porównując wynajem długoterminowy i car sharing, szybko widać, że są to rozwiązania stworzone z myślą o zupełnie różnych użytkownikach. Największa różnica dotyczy sposobu rozliczania. Przy najmie długoterminowym płacisz stałe miesięczne raty, co daje pełną przewidywalność kosztów. W car sharingu koszty są zmienne i zależne od częstotliwości jazdy.

Różni się także komfort codziennego użytkowania. Wynajem długoterminowy pozwala korzystać z jednego auta przez cały okres trwania umowy. Masz je zawsze pod domem/firmą, dostosowane do własnych potrzeb i stylu jazdy. To ważne dla osób, które potrzebują samochodu codziennie i traktują go jako podstawowe narzędzie pracy lub życia rodzinnego. W car sharingu auto trzeba każdorazowo znaleźć i zarezerwować, a dostępność bywa ograniczona.

Kolejna kwestia to zobowiązania. Car sharing oznacza brak zobowiązań długoterminowych i pełną swobodę. Korzystasz, kiedy chcesz, i przestajesz bez konsekwencji. Wynajem długoterminowy wiąże się już z określonym, kilkuletnim trwaniem umowy, co dla jednych jest wadą, a dla innych zaletą, bo zapewnia stabilność.

W skrócie: car sharing to rozwiązanie elastyczne i dobre na okazjonalne przejazdy, natomiast dłuższe użytkowanie auta zdecydowanie lepiej znosi model długoterminowy. To właśnie dlatego w wielu przypadkach wynajem długoterminowy staje się rozsądniejszym wyborem, zwłaszcza gdy liczą się wygoda, czas i kontrola nad budżetem.

Co wybrać w zależności od potrzeb użytkownika?

Wybór między wynajmem długoterminowym a car sharingiem nie powinien opierać się na samej cenie za przejazd czy miesięcznej racie. Kluczowe są potrzeby użytkownika i sposób, w jaki samochód faktycznie ma być wykorzystywany.

Jeśli należysz do osób, które potrzebują samochodu codziennie, na dojazd do pracy, wożenie dzieci, spotkania służbowe czy regularne wyjazdy poza miasto, wynajem długoterminowy samochodu będzie rozwiązaniem wygodniejszym i bardziej przewidywalnym. Auto jest zawsze dostępne, nie musisz planować rezerwacji ani martwić się o brak pojazdów w okolicy. Stałe raty ułatwiają kontrolę budżetu, a koszty związane z eksploatacją samochodu są w dużej mierze po stronie firmy wynajmującej.

Z kolei car sharing sprawdzi się u osób, które potrzebują auta sporadycznie. Jeśli na co dzień korzystasz z transportu publicznego, pracujesz zdalnie albo mieszkasz w centrum miasta, gdzie samochód jest raczej dodatkiem niż koniecznością, elastyczność tego rozwiązania może być jego największą zaletą. Brak umowy i brak zobowiązań długoterminowych oznaczają pełną swobodę.

Znaczenie ma także miejsce zamieszkania. W dużych miastach car sharing jest łatwo dostępny, natomiast w mniejszych miejscowościach często jedyną realną opcją pozostaje wynajęcie auta w formie długoterminowej lub klasyczny zakup samochodu. Warto też uwzględnić specyficzne potrzeby, takie jak przewóz towarów czy sprzętu – w takich przypadkach samochody dostawcze w najmie długoterminowym są znacznie praktyczniejsze niż auta dostępne w car sharingu.

Podsumowanie: świadomy wybór zamiast przyzwyczajeń

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze: wynajem długoterminowy czy car sharing. Oba rozwiązania mają sens, ale w zupełnie innych sytuacjach. Najem długoterminowy daje stabilność, wygodę i przewidywalność kosztów, co docenią osoby nastawione na dłuższe użytkowanie jednego auta. Car sharing zapewnia elastyczność oferty i minimum formalności, ale najlepiej sprawdza się przy okazjonalnych przejazdach.

Zanim podejmiesz decyzję, warto dokładnie przeanalizować swoje potrzeby, styl życia oraz realną częstotliwość korzystania z samochodu. Dobrze dobrane rozwiązanie może w dłuższej perspektywie przynieść realne oszczędności i brak stresu związanego z utrzymaniem własnego auta.

Niezależnie od wyboru, przed podpisaniem umowy sprawdź warunki, limity i zapisy dotyczące odpowiedzialności za auto. Rynek jest szeroki, oferty różnią się detalami, a to właśnie one decydują o tym, czy wynajem rzeczywiście będzie dopasowany do indywidualnych potrzeb użytkownika, a nie tylko dobrze wyglądał na papierze.

KSeF to inwestycja, nie koszt. Jak e-faktura zmieni konkurencyjność polskich firm

Rynkowa narracja skupia się jak na razie na bieżących kosztach oraz administracyjnych i systemowych wyzwaniach wprowadzanej w Polsce rewolucji KSeF. Analiza Allianz Trade na podstawie doświadczeń w innych krajach wskazuje na szybko odczuwalne korzyści – już w krótkiej perspektywie niższe koszty obsługi i przyspieszenie obiegu należności, wyrównanie szans (ograniczenie, jeśli nie eliminacja oszustw). Przykład? Rekordowe zmniejszenie luki VAT we Włoszech. W dłuższej perspektywie oczekiwać należy po szybszej rotacji kapitału firm – poprawy ich płynności, zmniejszenia zależności od akcji kredytowej, a jeśli już finansowanie zewnętrzne – to tańsze, bo bezpieczniejsze. Także dzięki sprawniejszemu wychwytywaniu anomalii i skuteczniejszej windykacji.

Same plusy? Jak na razie nie – wyzwań jest co najmniej tak dużo, jak wiele jest zróżnicowanych, krajowych systemów efaktur. To utrudnienie dla eksporterów na jednolitym europejskim rynku. Ujednolicenie wymiany danych od 2030 roku zwiększy konkurencyjność i siłę europejskiego rynku – na czym skorzystają też polscy eksporterzy.

  • Polski KSeF nie jest nowością w Europie: dołączamy do grona wielu gospodarek, nie tylko europejskich mających jednolity obieg e-faktur (wymieniając chociażby włoski FatturaPA XML, francuski system Chorus Pro/PDP, niemiecki XRechnung/ZUGFeRD itp.)
  • Nie jest obowiązkowy na poziomie krajowym, ale – korzystny: system nie tylko oszczędza pieniądze podatników (uszczelnienie systemu podatkowego), ale i samych firm – przez niższe koszty obsługi fakturowania, jak i w postaci spodziewanego przyspieszenie obiegu ich należności, poprawy płynności i zmniejszenia kosztu finansowania zewnętrznego
  • Dowolność wdrożenia w poszczególnych krajach krajami – fragmentacja systemów obiegu dokumentów utrudnieniem w eksporcie – UE dostrzegła utrudnienia w handlu wewnątrzwspólnotowym, wynikające z niekompatybilności krajowych systemów. Wprowadzono więc normę (EN16931) definiującą strukturę tych dokumentów., a od 1 lipca 2030 roku efaktury będą domyślnym i jedynym obowiązującym standardem w transgranicznych transakcjach na europejskim rynku B2B (pozostawiono dowolność na rynkach krajowych).
  • Efaktury razem a analizą AI sprzyjają skutecznej windykacji – lepsze opracowywanie wzorów oraz identyfikowanie anomalii w rozliczeniach sprzyja skutecznym, bo indywidualnym strategiom zarządzania i odzyskiwania należności.

Elektroniczne fakturowanie („e-fakturowanie”) – cyfrowe tworzenie, wymiana i przechowywanie faktur w standardowym formacie – szybko staje się normą w wielu krajach w wyniku różnych działań podejmowanych przez rządy w celu ograniczenia formalności, zwiększenia przejrzystości transakcji, usprawnienia poboru podatków i przyspieszenia cyfryzacji przedsiębiorstw. Doświadczenia Włoch są wymowne: po wprowadzeniu w 2019 r. obowiązku stosowania e-fakturowania pomiędzy firmami (B2B) we Włoszech odnotowano największy w UE spadek zaległości i nieprawidłowości w zakresie VAT– o 10,7% (12,7 mld EUR) w 2021 r. w porównaniu z 2020 r. – co wyraźnie sugeruje, że raportowanie faktur w czasie rzeczywistym pomogło wyeliminować luki podatkowe i wykryć oszustwa.

Potencjalny pierwszy efekt – bieżąca poprawa płynności

W praktyce faktury elektroniczne umożliwiają bezpośrednie i natychmiastowe przetwarzanie faktur – dane przepływają wprost pomiędzy systemami kupującego i sprzedającego – co przyspiesza zatwierdzanie i płatności. Może to w wymierny sposób poprawić wskaźniki kapitału obrotowego, takie jak średni okres spłaty należności (DSO), jednocześnie obniżając koszty zarządzania należnościami. Szybsze ściąganie należności oznacza lepszą płynność finansową dla sprzedawców, zmniejszając zależność od kredytów i obniżając ryzyko kryzysów płynnościowych, które mogą prowadzić do niewypłacalności. McKinsey[1] szacuje, że powszechne stosowanie e-faktur mogłoby skrócić terminy płatności o około 20% i obniżyć koszty przetwarzania faktur o około 30%. Podobnie, analizy branżowe wskazują, że przejście z fakturowania ręcznego na automatyczne może znacznie zmniejszyć opóźnienia w płatnościach i koszty administracyjne.

W dalszej perspektywie – nowe opcje finansowania

Z czasem powszechne stosowanie e-faktur może nawet ułatwić dostęp do nowych opcji finansowania: dzięki zweryfikowanym fakturom cyfrowym przedsiębiorstwa mogą łatwiej korzystać z faktoringu lub finansowania faktur, aby uzyskać wcześniejsze płatności. W Ameryce Łacińskiej obowiązkowe dane dotyczące e-faktur umożliwiły świadczenie usług finansowych, które ograniczają opóźnienia w płatnościach. W Europie, wraz z upowszechnieniem się danych dotyczących e-faktur, ubezpieczyciele należności handlowych i kredytodawcy mogą również korzystać z dostępu w czasie rzeczywistym do informacji o przychodach i wzorcach płatniczych firm, co poprawia ocenę ryzyka kredytowego. Ogólnie rzecz biorąc, faktury elektroniczne powinny przynieść korzyści wszystkim: większą wydajność i terminowe płatności dla zdrowych przedsiębiorstw oraz lepszy nadzór dla organów władzy – szybciej ujawniając firmy borykające się z problemami i utrudniając nieuczciwym podmiotom ukrywanie problemów.

Docelowo – niższe koszty obsługi w porównaniu do systemu manualnego. Szybszy spływ należności

Przejście z faktur papierowych na elektroniczne znacznie obniża również koszty przetwarzania. W Stanach Zjednoczonych obsługa faktury papierowej kosztuje około 18–26 USD (w tym robocizna, drukowanie, opłaty pocztowe), podczas gdy automatyczna faktura elektroniczna kosztuje tylko około 2,50–4 USD, co stanowi redukcję kosztów o 85–90%. Najlepiej działające zespoły ds. zobowiązań przetwarzają faktury za jedyne 3 USD każda (w porównaniu z ponad 20 USD w przypadku obsługi ręcznej), co podkreśla potencjał oszczędności. Na innych rynkach koszty mogą być inne, ale skala oszczędności wydaje się podobna.

Poprawa wydajności oznacza również szybsze zatwierdzanie i opłacanie faktur. W Australii przedsiębiorstwa zgłaszają, że płatności docierają o 2,5 dnia wcześniej, ponieważ faktury elektroniczne mogą skrócić czas przetwarzania faktur o około 70–80%.

Korzyści w skali europejskiej – od 2030. Obecne zróżnicowanie systemów rodzi wyzwania dla eksporterów

Jednak wdrożenie i przyjęcie tego rozwiązania jest nadal fragmentaryczne. Pomimo oczywistych korzyści, faktury elektroniczne są wdrażane w Europie w sposób nierównomierny, co powoduje powstanie mozaiki krajowych systemów i harmonogramów. To rozdrobnienie oznacza, że przedsiębiorstwa prowadzące działalność transgraniczną stoją w najbliższej perspektywie przed złożonym wyzwaniem zapewnienia zgodności z przepisami. Każdy kraj ma własne formaty (włoski FatturaPA XML, francuski system Chorus Pro/PDP, niemiecki XRechnung/ZUGFeRD itp.) i różne daty wprowadzenia. Jednak ulga jest już w zasięgu wzroku: na początku 2024 r. europejscy prawodawcy osiągnęli porozumienie w sprawie reform „VAT w erze cyfrowej” (ViDA), które w najbliższych latach zharmonizują fakturowanie elektroniczne w całej UE[2].

Zgodnie z tym planem od 2030 r. ustrukturyzowane faktury elektroniczne staną się domyślnym rozwiązaniem dla wszystkich transgranicznych transakcji B2B w UE, a państwa członkowskie zyskają swobodę (bez konieczności uzyskania specjalnego zezwolenia) w zakresie wprowadzania obowiązku stosowania faktur elektronicznych na rynku krajowym. Można oczekiwać, iż do 2030 r. krajowe systemy fakturowania elektronicznego zostać powinny ujednolicone zgodnie ze wspólnymi standardami, co zapewni interoperacyjność i położy kres obecnej fragmentacji. W rzeczywistości od 2028 r. dostępna będzie jedna rejestracja VAT w UE (One-Stop-Shop), a organy podatkowe zaczną wymieniać dane dotyczące faktur za pośrednictwem ujednoliconej sieci w celu monitorowania handlu wewnątrz UE w czasie rzeczywistym. Krótko mówiąc, obecna mozaika rozwiązań przekształci się do końca dekady w ujednoliconą przestrzeń faktur cyfrowych – ale do tego czasu przedsiębiorstwa muszą przejść przez okres przejściowy, w którym obowiązki w zakresie fakturowania elektronicznego różnią się znacznie w zależności od kraju.

Elektroniczne fakturowanie – pozytywny efekt także w odzyskiwaniu należności

W miarę jak fakturowanie elektroniczne stanie się standardem, spodziewamy się, że jego wpływ netto na ściągalność należności będzie pozytywny. Dzięki cyfryzacji i standaryzacji fakturowania firmy będą mogły sprawniej kierować obiegiem swoich należności, ponieważ gdy faktury są opłacane szybciej, dostawcy muszą udzielać kupującym mniejszego kredytu. To z kolei może w dłuższej perspektywie zmniejszyć ryzyko niewypłacalności i liczbę upadłości spowodowanych brakiem płynności finansowej. Rzeczywiście, solidne przedsiębiorstwa skorzystają na systemie, który ułatwia terminowe płatności i rzuca światło na klientów, którzy uporczywie spóźniają się z płatnościami lub manipulują procesami fakturowania. Większa przejrzystość może również umożliwić wcześniejsze identyfikowanie firm znajdujących się w trudnej sytuacji (np. jeśli liczba wystawionych przez firmę faktur nagle spadnie lub opóźnienia w płatnościach wydłużą się, dane te mogą sygnalizować trudności), co pozwoli wierzycielom lub ubezpieczycielom na podjęcie szybszych działań.

Efaktury – krok do upowszechnienia AI w windykacji

A co z AI? Wraz z upowszechnianiem się e-fakturowania i gromadzeniem danych dotyczących faktur cyfrowych, sztuczna inteligencja (AI) będzie w coraz większym stopniu kształtować przyszłość windykacji należności. Narzędzia oparte na AI mogą analizować zachowania klientów w zakresie płatności, profile ryzyka i wzorce transakcji w celu przewidywania opóźnień w płatnościach, optymalizacji strategii upomnień i rekomendowania najskuteczniejszych ścieżek windykacji. Umożliwia to firmom dostosowanie działań windykacyjnych w czasie rzeczywistym – automatyzując proste działania następcze, jednocześnie nadając priorytet interwencji człowieka w przypadkach wysokiego ryzyka lub wysokiej wartości. Sztuczna inteligencja może również prognozować przepływy pieniężne z większą precyzją i sygnalizować anomalie (np. nieoczekiwane opóźnienia lub oszustwa) na podstawie danych historycznych. Dzięki bezpośredniej integracji z platformami e-fakturowania modele sztucznej inteligencji mogą weryfikować faktury, wykrywać błędy lub niespójności i ograniczać spory, przyspieszając czas płatności. W rezultacie sztuczna inteligencja zwiększa wydajność, zmniejsza koszty windykacji i poprawia prawdopodobieństwo terminowych płatności. Z czasem może to zasadniczo zmienić sposób, w jaki przedsiębiorstwa zarządzają ryzykiem kredytowym i windykacją, zwłaszcza w miarę dojrzewania infrastruktury regulacyjnej i cyfrowej w całej Europie.

E-fakturowanie niesie obietnicę szybszych płatności, niższych kosztów i lepszego nadzoru nad całym procesem, nawet jeśli nie jest samodzielnym lekarstwem na opóźnienia w płatnościach. W połączeniu ze sztuczną inteligencją i bardziej zdyscyplinowaną kulturą płatności, e-fakturowanie może znacznie poprawić płynność finansową, zmniejszyć niestabilność finansową i zwiększyć przejrzystość w europejskim środowisku biznesowym. W miarę jak UE zmierza w kierunku pełnej harmonizacji do 2030 r., przedsiębiorstwa, które podejmą działania wcześniej, będą miały najlepszą pozycję, aby czerpać z tego korzyści.

[1] The 2021 McKinsey Global Payments Report – 2021-mckinsey-global-payments-report.pdf

[2] 1 lipca 2030 r. – to data wejścia w życie obowiązkowego e-fakturowania oraz cyfrowej sprawozdawczości (Digital Reporting Requirements – DRR) dla transakcji wewnątrzwspólnotowych (transgranicznych B2B). System ten zastąpi dotychczasowe informacje podsumowujące (VAT-UE).
Pełna harmonizacja krajowych systemów efaktur z unijnymi ma nastąpić do 1 stycznia 2035 r.

Dyskonty coraz mocniej walczą z sieciami convenience

W minionym roku odnotowano wzrost rdr. ruchu w trzech formatach sklepów spożywczych. Największą dynamikę osiągnęły sklepy convenience. Następne w zestawieniu są dyskonty oraz supermarkety. Z analizowanych segmentów tylko hipermarkety znalazły się na minusie. Z kolei liczba unikalnych klientów zwiększyła się wyłącznie w sklepach convenience. Natomiast w pozostałych formatach odnotowano spadki. Do tego po danych widać, że największy udział w całkowitej liczbie wizyt w badanych placówkach miały sklepy convenience. Częstotliwość zakupów wzrosła we wszystkich analizowanych formatach. Jednak tylko w sklepach convenience wydłużył się zarówno średni, jak i łączny czas wizyty.

W całym 2025 roku ruch w sklepach spożywczych wzrósł rdr. w trzech z czterech analizowanych formatów, tj. w sieciach convenience – o 13,1%, w dyskontach – o 6,4%, a także w supermarketach – o 4,5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach – o 3,3%. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu współautorstwa Proxi.cloud. Analiza objęła zachowania blisko 1,5 mln unikalnych konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety oraz sklepy convenience. Finalnie zbadano ruch w 42,3 tys. placówek. Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych.

– Polacy coraz częściej robią zakupy w sklepach convenience, a nie – jak mogłoby się zdawać – w dyskontach i supermarketach, które wykonują wiele działań marketingowych. Na intensywny ruch w convenience stores wpływa oferta asortymentowa, coraz lepiej dostosowana do oczekiwań osób ceniących wygodne i szybkie zakupy. Klientów przyciąga też możliwość zakupu produktów takich, jak m.in. gorąca kawa czy herbata, kanapki i sałatki. W tego typu placówkach można też realizować takie usługi, jak np. nadanie i odbieranie paczek, więc e-handel również im sprzyja – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Wsparcia Badań w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE).

Jak komentuje Mateusz Chołuj z Proxi.cloud, dyskonty i supermarkety również zyskują na częstotliwości zakupów. Jednak ich wzrost jest wyraźnie umiarkowany, co sugeruje stabilizację tych formatów jako miejsc regularnych, ale bardziej zaplanowanych wizyt. – Spadki w hipermarketach potwierdzają natomiast długoterminowy trend marginalizacji dużych, czasochłonnych zakupów na rzecz elastyczniejszych formatów, lepiej wpisujących się w codzienny rytm konsumentów – stwierdza Mateusz Nowak z Proxi.cloud.

Do tego należy dodać, że w ub.r. wzrost rdr. liczby unikalnych klientów nastąpił tylko w sieciach convenience – o 0,8%. Natomiast spadki rdr. zaliczyły dyskonty – o 1,4%, supermarkety – o 2,8%, a także hipermarkety – o 7,2%. – W większych sklepach obserwujemy zawężanie bazy klientów przy jednoczesnym wzroście lub stabilizacji częstotliwości wizyt. To sugeruje, że korzysta z nich bardziej lojalna, ale liczebnie mniejsza grupa konsumentów, realizująca zakupy w sposób lepiej zaplanowany. Na tym tle wzrost w kanale convenience – choć liczbowo umiarkowany – należy ocenić jako istotny i strukturalnie znaczący. W dojrzałym i nasyconym rynku spożywczym sam fakt zwiększenia zasięgu jest silnym sygnałem zmiany roli formatu, a nie jego skali – tłumaczy Mateusz Chołuj.

W ub.r. częstotliwość robienia zakupów wzrosła rdr. we wszystkich analizowanych formatach, tj. w convenience (2025 r. – średnio 10,6 na miesiąc, 2024 r. – 9,5), dyskontach (odpowiednio 7,8 i 7,2), supermarketach (5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). – Najwyższy wzrost częstotliwości w formacie convenience bezpośrednio wynika z największego skoku ruchu przy względnie stałej liczbie klientów. Z kolei zwiększenie częstotliwości w pozostałych formatach nastąpiło mimo spadku liczby klientów. To wskazuje na ugruntowanie przyzwyczajeń zakupowych przynajmniej części konsumentów. Niemniej jednak poza formatem convenience zmiany rok do roku nie są niewielkie i nie powinny być odczuwalne dla sklepów – analizuje Mateusz Nowak.

Raport przedstawia też zmiany rdr. dotyczące średniego czasu trwania wizyty w sklepie. Tylko w formacie convenience nastąpił wzrost rdr. (2025 r. – 4 min. i 18 sekund, 2024 r. – 4 min. i 6 sek.). Natomiast spadki widoczne są w pozostałych formatach – w dyskontach (2025 r. – 13 min. i 18 sekund, 2024 r. – 14 min. i 24 sek.), supermarketach (odpowiednio 10 min. i 30 sek. oraz 11 min. i 24 sek.) oraz hipermarketach (20 min. i 21 min. i 6 sek.).

– Wzrost czasu wizyty w kanale convenience należy interpretować w kontekście bardzo wysokiej częstotliwości zakupów. Jednocześnie pozostaje on formatem o zdecydowanie najkrótszym czasie pobytu, co potwierdza jego zadaniowy charakter. Skrócenie czasu wizyt w dyskontach, supermarketach i hipermarketach wskazuje natomiast na większą efektywność zakupów, a nie na spadek zainteresowania nimi. W połączeniu ze stabilnym lub rosnącym ruchem oraz wzrostem częstotliwości wizyt dane sugerują, że klienci szybciej realizują zakupy, ograniczając czas spędzany w sklepie – podkreśla Mateusz Chołuj.

Z analizy wynika, że wzrost rdr. łącznego czasu zakupów nastąpił tylko w kanale convenience (2025 r. – 46 minut, 2024 r. – 39 minut, wzrost rdr. o 17,2%). Natomiast niewielkie spadki rdr. dotyczą dyskontów (2025 r. – godzina i 43 minuty w obu badanych okresach, wg dokładniejszych danych – spadek rdr. o 0,5%), supermarketów (59 min. w każdym roku, ale spadek rdr. o 1,1%) i hipermarketów (godzina i 2 min. oraz godzina i 3 minuty, spadek rdr. o 1,3%). – Efekt wzrostu łącznego czasu zakupów w convenience stores mógł wynikać z rozszerzonego asortymentu, m.in. o artykuły typu food to go i z ich wydłużonego przygotowania do sprzedaży, np. zakupu gorących napojów – analizuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka.

Segment convenience jest też na czele zestawienia udziałów poszczególnych formatów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach w ub.r. – 44,6% (w 2024 r. – 42,7%). Dalej w rankingu są dyskonty – 31% (poprzednio – 31,5%), supermarkety – 18,9% (19,6%) oraz hipermarkety – 5,5% (6,1%). – Nie dziwi mnie fakt, że udział sklepów convenience wzrósł kosztem innych formatów. Z kolei zwiększenie różnicy między tym segmentem a dyskontami wynika z tego, że wykazały one słabszą dynamikę wzrostu ruchu. Niemniej jednak zmiany te nie są bardzo duże i nie powinny być odczuwalne dla dyskontów – podsumowuje Mateusz Nowak.

ID Logistics przebija miliard euro przychodu w jeden kwartał. Rekordowy rok giganta logistyki

0

Grupa ID Logistics zakończyła 2025 rok ze wzrostem przychodów na poziomie 14,2% (+16,0% w ujęciu like-for-like) względem ubiegłego roku. W IV kwartale Grupa osiągnęła przychód 1 037,5 mln euro, a także utrzymała silną dynamikę handlową, potwierdzoną podpisaniem nowych kontraktów.

– Rok 2025 był dla ID Logistics bardzo udany – silny wzrost utrzymywał się przez cały rok, a w czwartym kwartale po raz pierwszy w historii spółki przychody przekroczyły poziom 1 mld euro. Dzięki kolejnemu rokowi stabilnego wzrostu w ujęciu like-for-like na poziomie 16,0%, Grupa ID Logistics w ciągu pięciu lat ponad dwukrotnie zwiększyła swoje przychody. Osiągnięte wyniki są wyrazem zaufania, jakim obdarzają nas klienci, oraz niezmiennego zaangażowania naszych zespołów. Potwierdzają one jakość naszego pozycjonowania biznesowego, spójność rozwoju geograficznego oraz siłę ducha przedsiębiorczości, który przenika całą organizacjękomentuje Eric Hémar, CEO i prezes zarządu Grupy ID Logistics. 

Przychody, w mln € 2025 2024 Zmiana Zmiana w ujęciu like-for-like*
IV kwartał 1,037.5 925.1 +12.2% +14.7%
Razem w całym roku 3,737.0 3,271.0 +14.2% +16.0%

* patrz załącznik

PRZYCHODY W CZWARTYM KWARTALE 2025 R.: 1 037,5 MLN EURO, WZROST O +12,2% (+14,7% W UJĘCIU LIKE-FOR-LIKE)

W czwartym kwartale 2025 r. Grupa ID Logistics osiągnęła przychody w wysokości 1 037,5 mln euro, co oznacza wzrost o 12,2% rok do roku. Po skorygowaniu o ogólnie niekorzystny efekt walutowy w tym okresie, wzrost ten wyniósł 14,7% w ujęciu like-for-like w porównaniu z czwartym kwartałem 2024 r.

W ostatnim kwartale 2025 r. szczególnie widoczne były następujące trendy:

  • Utrzymujący się, solidny wzrost we Francji, gdzie przychody zwiększyły się o 7,2% (25% przychodów Grupy), pomimo wysokiej bazy porównawczej związanej z bardzo dobrym wynikiem w czwartym kwartale 2024 r. (+15,0%);
  • Silny wzrost przychodów kwartalnych w Europie, z wyłączeniem Francji, o 13,1% w porównywalnym okresie. Region ten odpowiada za 49% przychodów Grupy;
  • Utrzymanie bardzo silnej dynamiki w Ameryce Północnej (19% przychodów Grupy), gdzie wzrost przychodów w ujęciu porównywalnym wyniósł 32,0%;
  • Utrzymanie wysokiego poziomu aktywności w Ameryce Łacińskiej i Azji, ze wzrostem o 13,0% w ujęciu porównywalnym (7% przychodów Grupy).

Na dzień 31 grudnia 2025 r. Grupa ID Logistics osiągnęła przychody na poziomie 3 737,0 mln euro, co oznacza wzrost o 14,2%. Po skorygowaniu o niekorzystny efekt walutowy w 2025 r., dynamika wzrostu wyniosła +16,0% w ujęciu like-for-like w porównaniu z 2024 r. Grupa ID Logistics utrzymała również silną dynamikę handlową, uruchamiając 27 nowych projektów w roku obrotowym 2025.

NOWE KONTRAKTY

W czwartym kwartale 2025 r. Grupa ID Logistics kontynuowała intensywny rozwój działalności handlowej, pozyskując oraz uruchamiając nowe kontrakty, w tym m.in.:

  • W 2026 r. ID Logistics otworzy w Wielkiej Brytanii nową lokalizację dla globalnego lidera e-commerce, wieloletniego klienta Grupy. Operacja będzie prowadzona w południowo-wschodniej Anglii, w obiekcie o powierzchni 41 000 m², i zapewni zatrudnienie dla 450 pracowników. Będzie to czwarty projekt Grupy w Wielkiej Brytanii od momentu wejścia na ten rynek, niespełna trzy lata temu. Łącznie ID Logistics będzie zatrudniać w tym kraju 1 200 osób i dysponować powierzchnią magazynową o łącznej powierzchni 130 000 m²;
  • Grupa ID Logistics rozwija współpracę z wieloletnim klientem – globalnym liderem branży meblarskiej. Po Niemczech i Polsce, w 2026 r. zostanie uruchomiona nowa lokalizacja o powierzchni 35 000 m² w południowej części Lizbony w Portugalii, dedykowana obsłudze asortymentu wyposażenia kuchni;
  • ID Logistics kontynuuje rozwój w sektorze fashion, rozpoczynając pierwszą współpracę z Grupą H&M w Brazylii. W czwartym kwartale 2025 r. zakończono proces ramp-up nowej lokalizacji o powierzchni 25 000 m² w stanie Minas Gerais, zatrudniającej 150 pracowników.

PERSPEKTYWY

Wzrost działalności Grupy odnotowany w 2025 r., charakteryzujący się uruchomieniem 27 nowych operacji oraz rozpoczęciem działalności w Kanadzie, stanowi istotną dźwignię dalszego rozwoju w nadchodzących miesiącach. Jednocześnie Grupa ID Logistics pozostaje skoncentrowana na zwiększaniu produktywności w niedawno uruchomionych lokalizacjach oraz potwierdza gotowość do wykorzystywania pojawiających się możliwości wzrostu zewnętrznego.

Miękkie hamowanie w 2026? Leasingobiorcy i dealerzy przygotowują się na zmiany

Podczas gdy Unia Europejska notuje symboliczne wzrosty, polski rynek pojazdów lekkich zakończył 2025 rok z dynamiką przekraczającą 8 procent. Choć branża leasingowa świętuje dwucyfrowe wzrosty, eksperci Carefleet z Grupy EFL ostrzegają, że nadchodzące miesiące będą testem odporności na zmiany podatkowe i agresywną ekspansję marek z Chin. Rok 2025 potwierdził utrwalenie pozytywnego trendu w Polsce, obejmującego zarówno samochody osobowe, jak i lekkie dostawcze do 3,5 tony. W całym ubiegłym roku zarejestrowano łącznie 667 591 takich pojazdów, co na tle rynków unijnych, które wzrosły zaledwie o 1,8 procent przy wolumenie 10,8 mln sztuk, stawia Polskę w roli regionalnego lidera wzrostów.

Z perspektywy finansowania pojazdy lekkie pozostały kluczowym motorem rynku leasingu, generując wzrost wartości kontraktów na poziomie około 12–13 procent rok do roku. Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży Carefleet w Grupie EFL, zauważa, że wzrost ten miał w dużej mierze charakter ilościowy przy ograniczonym wzroście średniej wartości finansowania. Było to bezpośrednim efektem stabilizacji cen oraz głębokich rabatów oferowanych przez producentów. Jednym z najważniejszych czynników kształtujących rynek była rosnąca obecność marek chińskich, których agresywna ekspansja wymusiła wcześniejsze obniżki cen u konkurencji z Europy, Japonii i Korei. Choć tańsze i dobrze wyposażone pojazdy zwiększyły dostępność aut dla szerszej grupy klientów, jednocześnie skomplikowały one prognozowanie wartości końcowej pojazdów, co jest kluczowe dla bezpiecznych modeli leasingowych.

Prognozy na 2026 rok zapowiadają okres podwyższonej zmienności i wyzwań strukturalnych, a tempo wzrostu finansowania może obniżyć się do poziomu 10–11 procent. Rynek będzie znajdował się pod silnym wpływem zmian w zasadach kwalifikacji kosztów podatkowych dla leasingu operacyjnego, które weszły w życie 1 stycznia 2026 roku. Choć fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne, a prognozowany wzrost PKB w przedziale 3,5–4,0 procent napędza optymizm, to pierwsza połowa roku będzie obciążona pełnym efektem nowych regulacji. Dodatkowo nasilać się będzie presja związana z transformacją technologiczną i emisyjną flot. W ocenie ekspertów nadchodzące miesiące premiować będą te instytucje finansowe, które potrafią elastycznie zarządzać ryzykiem i szybko adaptować ofertę do coraz bardziej złożonego oraz konkurencyjnego otoczenia, zdominowanego przez napór producentów spoza Europy.

Autonomiczne ataki i ryzykowne prompty: Jak sztuczna inteligencja zmienia oblicze cyberwojny

Cyberbezpieczeństwo przestaje być problemem działów IT, a staje się twardym ryzykiem biznesowym. Skala ataków rośnie w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się nieosiągalne. W 2026 roku na jedną organizację przypada już średnio ponad 2100 cyberataków tygodniowo, co oznacza ponad 70-procentowy wzrost względem 2023 roku. Takie wnioski płyną z najnowszego Cyber Security Report 2026 opublikowanego przez Check Point Software.

Aż 89% firm zetknęło się z ryzykownymi poleceniami kierowanymi do narzędzi AI. Ataki typu ransomware zwiększyły się w 2025 r. o 53%. Spośród 10 tys. analizowanych serwerów Model Context Protocol (MCP), 40% wykazało potencjalne zagrożenia.

Za gwałtowną eskalacją stoi między innymi sztuczna inteligencja. To ona „daje turbodoładowanie” cyberprzestępcom – automatyzuje procesy, obniża próg wejścia i pozwala prowadzić ataki szybciej, taniej oraz na masową skalę. Jak podkreśla Lotem Finkelstein, VP of Research w Check Point Software, branża bezpieczeństwa i cyberprzestępczość przechodzą jedną z najszybszych transformacji od lat. AI nie zwiększa wyłącznie liczby ataków, lecz fundamentalnie zmienia ich mechanikę: od ręcznych działań do zautomatyzowanych kampanii, a nawet pierwszych form ataków autonomicznych.

Raport pokazuje wyraźnie, że wraz z wzrostem popularności narzędzi AI rośnie ryzyko – co 41. prompt został sklasyfikowany jako wysokiego ryzyka. To sygnał, że sztuczna inteligencja staje się nie tylko narzędziem produktywności, ale też nowym wektorem zagrożeń.

Równolegle przyspiesza rynek ataków dla okupu. Ekosystem ransomware ulega decentralizacji – zamiast kilku dużych grup pojawiają się mniejsze, wyspecjalizowane zespoły działające w modelu ransomware-as-a-service. Efekt? 53-procentowy wzrost liczby ofiar rok do roku oraz 50-procentowy wzrost liczby nowych grup. AI wspiera tu cały proces: od selekcji celów, przez negocjacje, po optymalizację działań operacyjnych.

Zmienia się także krajobraz ataków socjotechnicznych. Cyberprzestępcy coraz częściej prowadzą skoordynowane kampanie wielokanałowe – równolegle przez e-mail, strony WWW, telefon i platformy współpracy. Techniki typu ClickFix urosły aż o 500 proc., wykorzystując fałszywe komunikaty „techniczne” do manipulowania użytkownikami. Z kolei podszywanie się przez telefon ewoluowało w bardziej ustrukturyzowane próby infiltracji organizacji. Wraz z tym, jak AI jest wbudowywana w przeglądarki, narzędzia SaaS i platformy współpracy, cyfrowe środowisko pracy staje się nową warstwą zaufania – i nowym polem ataku.

Eksperci zwracają też uwagę na rosnącą rolę słabo zabezpieczonych urządzeń brzegowych. Nadzorem często nie są objęte systemy edge, VPN czy IoT, które coraz częściej pełnią rolę „cichych przekaźników” pozwalających atakującym zlewać się z legalnym ruchem sieciowym. Dodatkowo analiza przeprowadzona przez spółkę Lakerę (należącą do Check Point), wykazała luki bezpieczeństwa w 40 proc. z 10 tys. analizowanych serwerów Model Context Protocol (MCP). To wyraźny sygnał, że wraz z masowym wdrażaniem modeli, agentów i systemów AI rośnie też ekspozycja firm na nowe klasy zagrożeń.

Co to oznacza dla biznesu?

Wniosek z raportu jest jednoznaczny: ataki działają dziś „z prędkością maszyn”. To premiuje strategię prevention-first – zatrzymywanie zagrożeń, zanim dojdzie do ruchu bocznego, wycieku danych czy szantażu. Check Point rekomenduje ponowną weryfikację fundamentów cyberbezpieczeństwa pod kątem ery AI, szczególne zabezpieczenie cyfrowego środowiska pracy, gdzie krzyżują się zaufanie ludzi i automatyzacja, oraz utwardzanie brzegu sieci. Urządzenia edge, VPN i IoT coraz częściej stają się bowiem niepozornymi, ale krytycznymi punktami wejścia do organizacji.

Strategia na trudne czasy. Sławomir Majchrowski wyjaśnia, dlaczego Grupa Selena stawia na ekspansję

Stagnacja branży to wbrew pozorom nie czas, by firma stała
w miejscu. Identyfikacja i selektywne wykorzystywanie szans inwestycyjnych to klucz do rozwoju 
– mówi Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena.

Ostatnie dane GUS wskazują jednoznacznie – polskie budownictwo czekało przez cały 2025 rok na wyraźne odbicie, które finalnie nie nastąpiło. Według analityków bowiem liczba pozwoleń na budowę mieszkań w minionym roku spadła o 8,8 proc. w porównaniu do 2024 roku, przy czym w segmencie deweloperskim aż o 16,6 proc. Mniej było również rozpoczętych budów – o ponad 9 proc. r/r. W skali ostatnich pięciu lat słabszy pod względem wydanych pozwoleń na budowę był tylko rok 2023.

W takich warunkach naturalną reakcją wielu firm jest ograniczanie inwestycji i czekanie na lepszy moment. Doświadczenia Grupy Selena pokazują jednak coś zupełnie innego. Momenty przesileń gospodarczych są zawsze okazją, by szczególnie bacznie przyjrzeć się rynkowi – zidentyfikować obszary niedoszacowane, zlokalizować spółki poszukujące inwestora, nisze produktowe czy rynki geograficzne, które mogą zyskiwać na znaczeniu.

Takie podejście towarzyszyło Selenie przez cały 2025 rok, który bez wątpienia był czasem dużych, znacząco uzupełniających portfolio produktowe, a tym samym rozwojowych inwestycji. Na rodzimym rynku nabyliśmy 100% udziałów w spółce PHP TES oraz pakiet większościowy akcji Izolacji-Jarocin SA. Umacnialiśmy też swoją pozycję zagranicą, szczególnie w Europie Zachodniej. Tu wskazać należy zakup firmy ACDIS France – renomowanego dystrybutora materiałów budowlanych oraz podpisanie warunkowej umowy nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych.

W 2026 roku również nie będziemy zwalniać tempa. Przygotowujemy się do budowy drugiego zakładu produkcyjnego w Kazachstanie, a wybór tej destynacji także nie jest przypadkowy. Kazachstan to bowiem kraju o dynamicznie rosnącej gospodarce, z PKB zwiększającym się w tempie ok. 6–6,5 proc. i jednym z najszybciej rozwijających się sektorów budownictwa w regionie. Wzrost ten napędzany jest zarówno przez inwestycje publiczne, jak i prywatne. Budownictwo mieszkaniowe osiągnęło tu w 2025 roku rekordowy poziom, ale wcale nie mniejszy potencjał generuje budownictwo infrastrukturalne i przemysłowe, związane z rozwojem logistyki, magazynów, centrów przemysłowych i obiektów użyteczności publicznej. To rynek, który pełni rolę naturalnego hubu dla Azji Centralnej i daje solidne podstawy do dalszej ekspansji, zwłaszcza w kierunku Uzbekistanu i Kirgistanu. Z perspektywy Grupy Selena Kazachstan jest również najbardziej dojrzałym i efektywnym operacyjnie rynkiem w tej części świata, umożliwiającym obsługę sąsiednich krajów z jednego centrum produkcyjno-logistycznego.

W kolejnych miesiącach tego roku planujemy przyjąć podobne podejście – uważnie, systematycznie obserwować rynek i konsekwentnie szukać projektów, które w długim terminie mogą budować wartość biznesu Grupy Selena.

Marcin Bardecki nowym Prezesem Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

Marcin Bardecki – szef Nokian Tyres – objął funkcję prezesa zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) na 2026 rok. Wiceprezesami zostali Nicolas Reboul z Michelin oraz Marcin Wieteska z Pirelli. Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego jest organizacją przemysłową producentów opon i głosem branży w Polsce i Unii Europejskiej. Realizuje projekty zwiększające świadomość kierowców o wpływie opon na bezpieczeństwo drogowe oraz certyfikację jakości serwisów oponiarskich i szkolenia dla nich.

Dzięki tym działaniom Związek przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Branża jest znaczącym eksporterem wysyłającym na wszystkie kontynenty opony made in Poland. W ostatnich latach producenci opon zainwestowali w Polsce niemal 1 miliard złotych w rozwój technologii i miejsc pracy.

PZPO pełni rolę reprezentanta i rzecznika branży oponiarskiej w dialogu z administracją publiczną,  instytucjami regulacyjnymi oraz innymi interesariuszami rynku. Aktywnie uczestniczymy w pracach dotyczących zagadnień gospodarczych, bezpieczeństwa ruchu drogowego, standardów technicznych, a także polityk związanych z ochroną środowiska, klimatem i transformacją energetyczną. Od ponad dekady konsekwentnie realizujemy ogólnopolskie kampanie edukacyjne i informacyjne, których celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat kluczowej roli opon w zapewnieniu bezpieczeństwa na drogach. Przez działania skierowane do kierowców, flot, instytucji oraz mediów zwracamy uwagę na znaczenie właściwego doboru, stanu technicznego i eksploatacji opon dla bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego. Jednocześnie branża oponiarska aktywnie angażuje się w inicjatywy o charakterze społecznym i pomocowym. Od wielu lat przekazujemy opony dla służb ratunkowych, wspierając m.in. karetki Centrum Zdrowia Dziecka, jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych, a także karetki używane przez wszystkie Grupy GOPR. Działania te stanowią wyraz odpowiedzialności społecznej branży oraz realnego wkładu w poprawę bezpieczeństwa i sprawności działań ratowniczych w całym kraju podkreśla Marcin Bardecki, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Reprezentują branżę zatrudniającą bezpośrednio w naszym kraju ponad 11.000 pracowników w fabrykach i firmach handlowych. Codziennie z tych fabryk wyjeżdża ponad 140 tys. opon do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów, czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

Marcin Bardecki, absolwent warszawskiej SGH, rozpoczął przygodę z branżą oponiarską w 1993 roku. Przepracował 15 lat w koncernie Bridgestone, rok dla ITR (Yokohama). Od lutego 2016 pracuje w Nokian Tyres, a od września 2019 pełni funkcję prezesa zarządu polskiego oddziału firmy.

Wrocław z rekordem najmu w 2025 r.: prawie 180 tys. m², ale pustostany sięgają 19,9%

Wrocławskie biura w 2025 roku odnotowały historyczny rekord aktywności najemców, osiągając wolumen najmu na poziomie niemal 180 tys. m kw. Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, mimo bezprecedensowego popytu, miasto boryka się z wysokim współczynnikiem pustostanów (19,9%) oraz niemal całkowitym wstrzymaniem nowej podaży, co prowadzi do wyraźnej polaryzacji stawek czynszowych.

Wrocławski rynek biurowy zamknął 2025 rok z całkowitymi zasobami wynoszącymi 1,33 mln m kw. Największą strefą pozostaje Centrum (36% udziału), a następnie strefy Zachodnia (33%) oraz Południowa (22%). Choć ubiegły rok nie przyniósł żadnych nowych budynków oddanych do użytkowania, popyt osiągnął najwyższy poziom w historii stolicy Dolnego Śląska – 179 600 m kw., co stanowi wzrost o 23% rok do roku. Szczególnie intensywny był czwarty kwartał, w którym podpisano umowy na 75,6 tys. m kw.

Struktura popytu wskazuje jednak na dużą ostrożność firm. Dominującą formą transakcji pozostały renegocjacje, które odpowiadały za 57% całkowitego wolumenu. Nowe umowy stanowiły 30%, a ekspansje 10%. Największą aktywność wykazały sektory usług biznesowych (23%), IT (17%) oraz produkcyjny (16%).

Wrocławski rynek znajduje się w punkcie zwrotnym. Z jednej strony mamy rekordową aktywność najemców, z drugiej – niemal całkowite wyhamowanie nowych inwestycji, co w 2025 roku zaowocowało zerową nową podażą. Rekordowa skala renegocjacji potwierdza, że firmy koncentrują się obecnie na optymalizacji kosztów i efektywnym wykorzystaniu posiadanej przestrzeni, zamiast na ekspansji. Obserwujemy silną polaryzację: budynki o najwyższym standardzie w najlepszych lokalizacjach trzymają cenę i przyciągają najemców, podczas gdy starsze obiekty w gorszych lokalizacjach muszą coraz agresywniej walczyć o klienta stawkami czynszu. Ta luka jakościowa będzie się pogłębiać, dopóki na rynek nie trafią nowe projekty o wysokim standardzie – mówi Dorota Kościelniak, Director, Office Agency Wrocław, Savills.

Sytuacja podażowa pozostaje trudna. Obecnie w budowie znajdują się tylko dwa projekty w strefie Południowej o łącznej powierzchni 20,4 tys. m kw. – Swobodna SPOT oraz The Park Wrocław 2. Oba z terminem oddania w 2026 roku. – Brak nowej podaży w 2027 roku i niepewność co do projektów planowanych na rok 2028 mogą wkrótce doprowadzić do deficytu nowoczesnej powierzchni klasy A – dodaje Dorota Kościelniak.

Mimo braku nowych budynków, wskaźnik pustostanów wzrósł do 19,9% (266,3 tys. m kw. powierzchni). Aż 80% wolnej przestrzeni znajduje się w starszych budynkach i kompleksach, co przy obecnym trendzie „flight to quality” (ucieczki do jakości) utrudnia ich szybką komercjalizację. Czynsze za najlepsze biura wzrosły do 17,00 EUR/m kw./miesiąc, podczas gdy w mniej atrakcyjnych lokalizacjach czynsze w projektach klasy A spadły do poziomu 13,50 EUR. Opłaty eksploatacyjne ustabilizowały się w przedziale 20,00–30,00 PLN/m

Agnieszka Fijałkowska obejmuje stanowisko Dyrektor HR Gi Group Holding

0

Z początkiem lutego Agnieszka Fijałkowska objęła stanowisko Dyrektor HR Gi Group Holding w Polsce, międzynarodowej agencji działającej w obszarze rekrutacji i doradztwa HR. Będzie odpowiadała za budowanie i wdrażanie strategii HR, wzmacnianie kultury organizacyjnej oraz wspieranie realizacji celów biznesowych spółek wchodzących w skład holdingu, w tym Gi Group, Grafton Recruitment i Wyser.

Agnieszka Fijałkowska jest związana z branżą HR od wielu lat. Jej doświadczenie obejmuje rozwój rozwiązań rekrutacyjnych i motywacyjnych, programów kompetencyjnych oraz narzędzi wspierających codzienną pracę zespołów. Z jednej strony skupia się na efektywności, z drugiej na odpowiedzialnym przywództwie oraz przemyślanym, świadomym budowaniu kultury organizacyjnej, sprzyjającej rozwojowi organizacji i pracowników.

Do Gi Group Holding dołączyła jesienią ub. roku. W ramach struktur holdingu pełniła funkcję HR Project Managera w Grafton Recruitment, gdzie realizowała projekty rozwojowe dla klientów firmy i wspierała menedżerów w kluczowych obszarach zarządzania. Wcześniej odpowiadała za strategie rekrutacyjne i pozyskiwanie talentów w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej w Allergan Aesthetics (AbbVie). Doświadczenie zdobywała również jako HR Business Partner w BGK oraz Asseco Data Systems, gdzie odpowiadała za kluczowe procesy HR – od rekrutacji i onboardingu, przez administrację personalną i payroll, po wdrażanie narzędzi i procedur HR, koordynację procesów ocen, działań rozwojowych i projektów związanych ze zmianami organizacyjnymi. W Asseco Data Systems uczestniczyła także w integracji przejmowanych spółek oraz kierowała zespołem administracyjnym. Karierę zawodową rozpoczynała w sektorze farmaceutycznym jako HR Manager w Solvay Pharma Polska i MSD, gdzie odpowiadała za rekrutację, szkolenia i rozwój pracowników oraz administrację personalną.

Wieloletnie doświadczenie Agnieszki, rozumienie potrzeb rynku pracy oraz nowoczesne spojrzenie na rolę HR w organizacji idealnie wpisują się w kierunek, w jakim rozwija się Gi Group Holding. Jej kompetencje w obszarze zarządzania w zmiennym otoczeniu biznesowym, a jednocześnie dostrzeganie roli rozwoju kompetencji i budowania przyjaznego środowiska pracy są dla nas realną wartością – podkreśla Marcos Segador Arrebola, Country Manager Gi Group Holding w Polsce.

Agnieszka Fijałkowska jest absolwentką Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zarządzania zasobami ludzkimi w Akademii Leona Koźmińskiego.

Rollercoaster na złocie i srebrze: Wielki powrót po najmocniejszym spadku od lat

Po gwałtownej korekcie złoto i srebro dziś wyraźnie odbijają. Złoto rośnie o ponad 5 proc., wracając w okolice 4920 dolarów za uncję, a srebro zyskuje ponad 13 proc., przekraczając 87 dolarów. Odbicie następuje po wyjątkowo długiej i dynamicznej hossie – na złocie trwającej 864 sesje, a na srebrze aż 878 sesji. Skala wcześniejszych wzrostów sprawiła, że rynek był mocno przegrzany, a ostatnie ruchy pokazują, jak napięta pozostaje dziś sytuacja na metalach szlachetnych. W badaniu Puls inwestora indywidualnego eToro 51 proc. respondentów oczekuje wzrostu cen złota w perspektywie 6-12 miesięcy, podczas gdy spadków spodziewa się 16 proc.

Dzisiejsze odbicie złota następuje po jednym z najbardziej gwałtownych załamań ostatnich lat. W ciągu dwóch sesji ceny spadły o 13 proc., doszło też do najmocniejszego jednodniowego spadku od 2013 roku. Spadek przerwał rekordowo długą hossę, która trwała przez 864 wzrostowe sesje.

Mimo tej korekty długoterminowy obraz rynku nie uległ zasadniczej zmianie. Złoto wciąż pozostaje aktywem, które inwestorzy traktują jako zabezpieczenie przed inflacją, ryzykiem politycznym i osłabieniem siły nabywczej walut. Ostatnie spadki raczej schłodziły rynek po bardzo długim okresie wzrostów niż podważyły sens całego trendu.

Na rynku srebra ruchy były jeszcze bardziej gwałtowne. Po wcześniejszym bardzo silnym rajdzie ceny zanotowały jednorazowy spadek sięgający niemal 30 proc., największy od początku lat 80. Następnie doszło do szybkiego odbicia, które dziś ponownie wyniosło notowania powyżej 87 dolarów za uncję.

Korekta zakończyła rekordowo długi rynek byka na srebrze, który trwał 878 sesji. Tak długi okres wzrostów sprawił, że rynek stał się wyjątkowo podatny na emocje i gwałtowne odpływy kapitału spekulacyjnego. Srebro tradycyjnie porusza się bardziej dynamicznie niż złoto, a ostatnie wahania tylko to potwierdzają.

Skala spadków była w dużej mierze efektem czynników technicznych. Zarówno złoto, jak i srebro znajdowały się bardzo daleko od swoich długoterminowych średnich cen, co historycznie zwiększa ryzyko gwałtownego cofnięcia. Ceny rosły zbyt szybko, a rynek był silnie oparty na krótkoterminowych zakładach na dalsze wzrosty. W takiej sytuacji nawet niewielki impuls wystarcza, by uruchomić lawinę sprzedaży.

Nominacja Kevina Warsha na kandydata na szefa Rezerwy Federalnej, umocnienie dolara były raczej zapalnikiem niż prawdziwą przyczyną korekty. Wielu analityków zwraca uwagę, że skala spadków była większa, niż wynikałoby to z samych fundamentów.

Dla rynku złota i srebra kluczowe pozostają oczekiwania wobec polityki Fed. Stopy procentowe w USA pozostają na relatywnie wysokim poziomie, a bank centralny sygnalizuje, że z ewentualnymi obniżkami nie będzie się spieszył. Dla inwestorów oznacza to, że dolar może się wzmacniać, a to zwykle przekłada się na większą zmienność na rynku metali.

Pojawienie się kandydata na szefa Fed wprowadza dodatkową niepewność. Rynek nie wie jeszcze, jak zdecydowanie nowy szef będzie walczył z inflacją i jak szybko mógłby zmieniać politykę pieniężną. Ta niepewność sprawia, że inwestorzy reagują nerwowo nawet na drobne sygnały, co sprzyja gwałtownym ruchom cen.

Uzupełnieniem tego obrazu są nastroje inwestorów indywidualnych w Polsce. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro z grudnia zeszłego roku, wśród polskich inwestorów dominuje nastrój umiarkowanego optymizmu wobec rynku złota w horyzoncie 6-12 miesięcy. 44 proc. respondentów zakłada umiarkowany wzrost cen, a kolejne 7 proc. liczy na wyraźne zwyżki. Jednocześnie 24 proc. inwestorów oczekuje stabilizacji notowań na obecnych poziomach. Spadków spodziewa się łącznie 16 proc. badanych, przy czym zdecydowana większość wskazuje na scenariusz umiarkowanej korekty. Brak jednoznacznej opinii deklaruje 9 proc. respondentów, co dobrze oddaje niepewność towarzyszącą rynkowi po długiej hossie i gwałtownych ostatnich wahaniach. Ten rozkład odpowiedzi dobrze wpisuje się w obecną sytuację – po bardzo długiej hossie i gwałtownej korekcie dominują oczekiwania na dalsze wzrosty, ale już bez euforii, z większą świadomością ryzyka i podwyższonej zmienności.

W takim otoczeniu ostatnie odbicie złota i srebra pokazuje, że popyt wciąż jest obecny, ale po tak długiej hossie zmienność może pozostać podwyższona jeszcze przez dłuższy czas.

Unii może zabraknąć surowców niezbędnych do wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych

  • Unia ma trudności z uniezależnieniem się od importu surowców z niewielkiej liczby krajów bogatych w zasoby.
  • Wydobycie, przeróbka i recykling surowców wewnątrz Unii nie rozwijają się wystarczająco.
  • Zabezpieczenie dostaw w perspektywie do 2030 r. wydaje się nieosiągalne.

UE ma trudności z zabezpieczeniem dostaw surowców, które są jej niezbędne, aby osiągnąć wyznaczone cele dotyczące energii i klimatu – taki wniosek płynie z nowego sprawozdania opublikowanego przez Europejski Trybunał Obrachunkowy. Działania UE w zakresie dywersyfikacji importu nie przynoszą wymiernych rezultatów, liczne bariery utrudniają rozwój produkcji wewnątrz Unii, a recykling surowców jest nadal w powijakach. Kontrolerzy odnotowują jednocześnie, że w przypadku wielu projektów wspieranych przez UE jest mało prawdopodobne, by udało się osiągnąć w terminie zamierzone efekty.

Przejście UE na energię ze źródeł odnawialnych jest w dużym stopniu zależne od dostępności urządzeń technicznych, takich jak baterie, turbiny wiatrowe i panele słoneczne, które wymagają zastosowania surowców krytycznych, np. litu, niklu, kobaltu, miedzi i metali ziem rzadkich. Większość tych surowców wydobywa się i przerabia obecnie w jednym lub kilku państwach spoza UE, np. Chinach, Turcji i Chile. Aby zaradzić tej zależności od państw trzecich, UE przyjęła w 2024 r. akt w sprawie surowców krytycznych w celu zapewnienia długoterminowych bezpiecznych dostaw 26 surowców uznawanych za kluczowe dla procesu transformacji energetycznej.

– Surowce strategiczne są nieodzowne w procesie transformacji energetycznej oraz do zagwarantowania konkurencyjności i strategicznej autonomii. Niestety, jeśli chodzi o dostawy tych surowców, Unia jest zależna od niewielkiej liczby krajów spoza UE, co stanowi zagrożenie – powiedziała Keit Pentus-‍Rosimannus, członkini Trybunału odpowiedzialna za tę kontrolę. – W związku z tym istotne jest, aby UE zintensyfikowała wysiłki i zmniejszyła swoją zależność w tej dziedzinie.

Dostawy surowców można odpowiednio zabezpieczyć dzięki dywersyfikacji importu, zwiększeniu produkcji wewnątrz Unii i recyklingowi. W akcie w sprawie surowców krytycznych określono jedynie niewiążące poziomy docelowe na 2030 r., a do tego mają one zastosowanie tylko do niewielkiej liczby surowców uznawanych za strategiczne ze względu na ich duże znaczenie gospodarcze i ryzyko związane z dostawami. Nie jest również jasne, na jakiej podstawie ustalono poziomy, które mają zostać osiągnięte do 2030 r. Kontrolerzy odnotowują ponadto, że wciąż wiele pozostaje do zrobienia, aby udało się osiągnąć te poziomy docelowe, a UE będzie miała trudności z zabezpieczeniem do końca dekady dostaw surowców strategicznych, które są jej niezbędne.

Przyjmując akt w sprawie surowców krytycznych, UE dążyła do zmniejszenia swojej zależności od niewielkiej liczby krajów bogatych w zasoby. Wysiłki na rzecz dywersyfikacji importu nie przyniosły jednak jeszcze wymiernych rezultatów. Przykładowo w ciągu ostatnich pięciu lat UE podpisała 14 partnerstw strategicznych w dziedzinie surowców (w tym siedem z państwami, które uzyskują niskie wyniki w dziedzinie dobrego sprawowania rządów), tymczasem import z tych krajów partnerskich spadł w latach 2020–2024 w przypadku około połowy przeanalizowanych surowców. Niektóre inne działania UE utknęły w martwym punkcie (np. negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi wstrzymano w 2024 r.), podczas gdy jeszcze inne nie zostały przeprowadzone do końca (np. umowa UE z Mercosurem, a więc z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem, krajami bogatymi w surowce krytyczne, która nadal nie została ratyfikowana przez wszystkie państwa UE).

W akcie w sprawie surowców krytycznych określono ponadto niewiążący poziom docelowy, zgodnie z którym do 2030 r. co najmniej 25% zużycia surowców strategicznych w UE powinno być pokryte z recyklingu. Perspektywy w tej dziedzinie nie napawają jednak optymizmem – obecnie w przypadku siedmiu z 26 surowców niezbędnych do transformacji energetycznej współczynniki recyklingu wynoszą od 1% do 5%, a w przypadku 10 surowców recyklingu nie prowadzi się wcale. Ponadto większość unijnych poziomów docelowych dotyczących recyklingu nie odnosi się do poszczególnych surowców. W rezultacie te poziomy docelowe nie stwarzają zachęt do recyklingu konkretnych surowców – zwłaszcza tych, które trudniej jest pozyskać, takich jak metale ziem rzadkich w przypadku napędów elektrycznych lub pallad w przypadku urządzeń elektronicznych. Nie stwarzają też zachęt do stosowania surowców pochodzących z recyklingu. Kontrolerzy zwracają uwagę, że podmioty zajmujące się recyklingiem prowadzące działalność w Unii borykają się z wysokimi kosztami przetwarzania, niewielkimi dostępnymi ilościami surowców oraz barierami technologicznymi i regulacyjnymi, które osłabiają konkurencyjność tych podmiotów.

UE dąży ponadto do zwiększenia wydobycia surowców strategicznych – w zamyśle wewnątrzunijne wydobycie ma pokryć 10% zużycia. W rzeczywistości jednak działalność poszukiwawcza jest słabo rozwinięta. Nawet jeśli uda się znaleźć nowe złoża, uruchomienie projektu wydobywczego w Unii może potrwać do 20 lat. W związku z tym trudno sobie wyobrazić, że obecnie realizowane projekty przyniosą jakiekolwiek wymierne efekty przed upływem terminu wyznaczonego na 2030 r. Zdolności w zakresie przeróbki surowców w UE spadają, częściowo ze względu na wysokie koszty energii, które mogą poważnie osłabić konkurencyjność (tymczasem zgodnie z przyjętym celem zdolności te miałyby osiągnąć 40% zużycia surowców do 2030 r.). Kontrolerzy ostrzegają, że Unia może utknąć w błędnym kole – brak dostaw hamuje realizację projektów w zakresie przeróbki surowców, co z kolei osłabia zachęty do zabezpieczenia dostaw.

Informacje ogólne

Surowce krytyczne oznaczają surowce ważne z gospodarczego punktu widzenia, w przypadku których występuje wysokie ryzyko związane z dostawami. W najnowszym wykazie tych surowców – zawartym w akcie w sprawie surowców krytycznych – wskazano 34 surowce krytyczne, z których 26 jest niezbędnych do kluczowych technologii wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych, a 17 uznaje się za surowce strategiczne. W kontekście zobowiązania UE do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych netto o co najmniej 55% do 2030 r. i osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. surowce krytyczne są nieodzowne do pomyślnej dekarbonizacji systemu energetycznego.

Sprawozdanie specjalne 04/2025 pt. „Surowce krytyczne niezbędne do transformacji energetycznej – unijna polityka stoi na niestabilnym gruncie” jest dostępne na stronie internetowej Trybunału. Towarzyszy mu jednostronicowe podsumowanie najważniejszych faktów i ustaleń.

Coraz trudniej o szybką sprzedaż mieszkania. Rynek szuka nowej równowagi

Ostatni kwartał 2025 r. przyniósł wyraźne wydłużenie czasu sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym. Mimo coraz lepszych warunków kredytowania, popyt nie wraca na rynek w spodziewanym tempie. Tworzy to jednak doskonałą okazję dla osób planujących zakup nieruchomości w nadchodzących miesiącach.

 Rok 2025 zamknęliśmy w nastrojach, które można określić jako „umiarkowany optymizm z dużą dawką pragmatyzmu”. Dane z ostatniego kwartału rysują obraz rynku nieruchomości, który po okresie turbulencji szuka nowego punktu równowagi. Kluczowym motorem napędowym stały się decyzje Rady Polityki Pieniężnej. Obniżka stóp procentowych o łącznie 1,75 p.p. w skali roku (do poziomu 4,0 p.p.) diametralnie zmieniła „matematykę kredytową” Polaków, choć nie wywołała jeszcze lawinowego wzrostu liczby transakcji.

Zróżnicowanie regionalne: Gdańsk liderem, Łódź z korektą

Analizy rynku wtórnego za IV kw. 2025 r. wskazują na wyraźne rozbieżności pomiędzy metropoliami. Według autorów raportu Barometr Metrohouse i Credipass, na rynku wyłaniają się trzy grupy miast:

  • Liderzy wzrostów: Gdańsk, ze średnią ceną transakcyjną wyższą o 5,7% r/r, pozostaje rynkiem o silnym zacięciu inwestycyjnym.
  • Ośrodki stabilizacji: Warszawa i Wrocław weszły w fazę cenowego „płaskowyżu”. Mimo nominalnych wzrostów, realna dynamika cen wyhamowała.
  • Obszary korekty: Kraków (-3,7% r/r) oraz Łódź, będąca liderem spadków o blisko 8% r/r. W Łodzi ogromna podaż na rynku pierwotnym (7 tys. mieszkań) wymusza na sprzedających z rynku wtórnego dużą elastyczność cenową.

– Rynek wtórny w końcówce roku charakteryzował się większą powściągliwością nabywców. Średni czas sprzedaży wydłużył się do ponad 4 miesięcy w stolicy i niemal 5 miesięcy na mniejszych rynkach lokalnych. Jednocześnie dynamiczny rynek pierwotny w miastach takich jak Łódź, nasycony promocjami deweloperskimi, stawia przed sprzedającymi z rynku wtórnego nowe wyzwania w kontekście konkurencyjności. – mówi Marta Żółkowska, Country Manager Metrohouse. – Klient stał się selektywny i skrupulatny w negocjacjach, skupiając uwagę na funkcjonalnych metrażach 35–65 mkw.

Rekordy bez wsparcia rządu

Sektor finansowy ma za sobą przełomowy rok. Październikowy wynik – 10,86 mld zł wolumenu udzielonych kredytów – to historyczny rekord osiągnięty bez wsparcia programów rządowych.

To dowód na uwolnienie zagregowanego popytu osób, które przestały czekać na dopłaty i zaakceptowały warunki rynkowe. Niezwykle istotnym zjawiskiem, stanowiącym niemal 20% nowej akcji kredytowej, stały się refinansowania. Co piąta złotówka wypłacona przez banki nie posłużyła na zakup nowego lokalu, lecz na optymalizację kosztów już posiadanych długów. To sygnał rosnącej świadomości finansowej Polaków zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass. Według niego w 2026 r. standardem stanie się długofalowa współpraca z ekspertem finansowym, obejmująca regularne przeglądy zobowiązań i optymalizację kosztów długu.

Rynek pierwotny: Poznań w górę, Wrocław lekko w dół

Stabilizacja zagościła również na rynkach deweloperskich. Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, zwraca uwagę na specyfikę Gdańska, gdzie ceny wróciły do poziomu z września po jesiennych korektach. – Grudniowa średnia cena nowego metrażu wróciła do poziomu z września po widocznym wcześniej jesiennym spadku, który między innymi był skutkiem „jawności cen” i wdrożenia przez deweloperów korekt oficjalnych cenników. Sytuacja gdańskiego rynku jest specyficzna ze względu na dość częste pojawianie się w ofercie deweloperów ekskluzywnych mieszkań usytuowanych w „najdroższych” lokalizacjach (przy Zatoce Gdańskiej i na terenie Śródmieścia).

W IV kw. 2025 r. nastąpiła zmiana lidera wzrostów na rynku deweloperskim. Podczas gdy kwartał wcześniej brylował Wrocław, pod koniec roku najwyższy wzrost (+3,6% kw./kw.) odnotował Poznań. Ciekawym zjawiskiem jest również odbicie w Łodzi (+2,3%), co kontrastuje z sytuacją na tamtejszym rynku wtórnym. Na pozostałych rynkach było znacznie stabilniej, gdyż kwartalne zmiany średniej stawki z deweloperskich cenników wynosiły od -0,3% (Wrocław) do +0,8% (Kraków). Należy pamiętać, że nierzadko spory wpływ na ofertowe stawki ma sytuacja sprzedażowa. Przykładowo, w Poznaniu doszło do wyprzedaży lokali o typowej cenie (12 000 zł/m kw. – 15 000 zł/m kw.) i rozbudowy oferty droższych „M”, co wpłynęło dodatnio na średnią stawkę za 1 m kw.

Roch Baranowski nowym Prezesem Respect Energy Holding

Z dniem 31 stycznia 2026 roku Sebastian Jabłoński – założyciel i główny akcjonariusz Respect Energy Holding S.A. – zakończył pełnienie funkcji Prezesa Zarządu Spółki. Nowym Prezesem Respect Energy Holding został Roch Baranowski, dotychczasowy Członek Zarządu i menedżer od lat związany z branżą energetyczną, specjalizujący się w budowaniu strategii w dynamicznie rozwijających się międzynarodowych organizacjach.

Zmiana na stanowisku Prezesa jest naturalnym etapem rozwoju Respect Energy – organizacji, która w ciągu kilkunastu lat przeszła drogę od dynamicznego challengera do jednego z kluczowych graczy rynku zielonej energii w Polsce i Europie. Przekazanie bieżącego zarządzania operacyjnego doświadczonemu menedżerowi pozwala Grupie zachować tempo rozwoju, jednocześnie wzmacniając koncentrację na długoterminowej strategii i dynamicznym skalowaniu biznesu.

Sebastian Jabłoński pozostaje właścicielem i głównym akcjonariuszem Grupy, obejmując rolę Founder & Chairman Respect Energy Holding. W nowej funkcji będzie koncentrował się na kierunku strategicznym, dalszym rozwoju portfela działalności Grupy oraz współpracy z Zarządem i Radą Nadzorczą.

– Respect Energy osiągnęła skalę i dojrzałość, w których naturalnym krokiem jest rozdzielenie ról właścicielskich i operacyjnych. Przekazanie sterów Rochowi, osobie z dużym doświadczeniem menedżerskim i strategicznym to decyzja, która wzmacnia organizację i przygotowuje ją na kolejny etap rozwoju – podkreśla Sebastian Jabłoński.

Doświadczone przywództwo na kolejny etap wzrostu

Roch Baranowski od prawie 2 lat współtworzył rozwój Respect Energy, odpowiadając za kluczowe obszary zarządcze i strategiczne. Jako Prezes Zarządu będzie kontynuował rozwój Grupy w oparciu o pełną obecność we wszystkich dotychczasowych obszarach działalności, wyznaczanie ambitnych celów biznesowych oraz dalsze budowanie przewag konkurencyjnych na rynkach krajowych i międzynarodowych. To doświadczenie dziś staje się punktem wyjścia do kolejnej fazy rozwoju – ambitnej, skalowalnej i nastawionej na realną sprawczość.

– Naszą ambicją jest dalsze umacnianie obecności we wszystkich kluczowych obszarach transformacji energetycznej: od obrotu energią, dostarczania zero-emisyjnej energii oraz innowacyjnych produktów i usług energetycznych do naszych klientów, przez umożliwianie dostępu do rynku wytwórcom zielonej energii oraz dewelopment i aktywne zarządzanie odnawialnymi aktywami wytwórczymi, rozwój zaawansowanych usług opartych na elastyczności, po kontynuację naszej ekspansji międzynarodowej. Chcemy eksplorować nowe możliwości, szybko skalować to, co działa, i reagować na zmiany rynkowe szybciej niż one same – mówi Roch Baranowski.

– Moim celem jest dalszy rozwój Respect Energy jako organizacji dynamicznej, odpornej i ofensywnej rynkowo – łączącej wysoką ambicję wzrostu z dyscypliną strategiczną i operacyjną. Zespół, który mamy, daje nam realną przewagę: pozwala działać zdecydowanie, podejmować odważne decyzje i konsekwentnie realizować długofalowe cele – dodaje Prezes.

Zmiana na stanowisku Prezesa wpisuje się w długofalowy rozwój Respect Energy – firmy, która konsekwentnie rozwija skalę działalności, wzmacnia kompetencje zarządcze i buduje fundamenty pod kolejne lata wzrostu w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu energetycznym.

Stabilność kosztuje, ale chaos kosztuje więcej. Profesjonalizacja majątku rodzinnego przyspiesza

Rodzinny kapitał coraz częściej przegrywa bez profesjonalnego zarządzania. Jak wynika z globalnego raportu Family Offices Compensation Survey przygotowanego przez Heidrick & Struggles, wynagrodzenia kluczowych ról w Family Offices osiągają dziś poziomy znane z private equity – mediana całkowitego wynagrodzenia dyrektora inwestycyjnego (CIO) sięga 650 tys. dolarów rocznie, a CEO 600 tys. dolarów. To efekt rosnącej presji na profesjonalizację, sukcesję i ograniczenie ryzyk, których rodziny nie są już w stanie kontrolować samodzielnie.

Family Offices to wyspecjalizowane struktury zarządzające majątkiem najzamożniejszych rodzin – często obejmujące nie tylko inwestycje finansowe, ale także nadzór właścicielski nad firmami, planowanie sukcesji, kwestie podatkowe i ładu rodzinnego. Wraz ze wzrostem skali majątku i jego złożoności, coraz częściej funkcjonują one jak profesjonalne organizacje inwestycyjne, konkurujące o tych samych liderów co fundusze private equity czy instytucje finansowe.

Family Office w punkcie zwrotnym

Heidrick & Struggles International, wiodący globalny doradca w zakresie przywództwa i kształtowania kultury organizacyjnej, opublikował swój pierwszy globalny raport Family Offices Compensation Survey.

Jeszcze dekadę temu wiele Family Offices opierało się na nieformalnych strukturach i osobistym zaufaniu właścicieli. Dziś ten model coraz częściej zawodzi. Z raportu Heidrick & Struggles wynika, że ponad 70% Family Offices zwiększyło wynagrodzenia top managementu w ciągu ostatnich trzech lat, próbując przyciągnąć liderów zdolnych zarządzać nie tylko kapitałem, ale też złożonym układem interesów rodzinnych, inwestycyjnych i sukcesyjnych.

Co istotne, zmienia się także profil tych liderów. 63% CIO zatrudnionych w Family Offices ma doświadczenie w private equity, asset management lub bankowości inwestycyjnej, a nie w firmach rodzinnych. To wyraźny sygnał, że rynek odchodzi od modelu „zaufanego opiekuna” na rzecz twardych kompetencji inwestycyjnych i zarządczych.

Talent ważniejszy niż strategia inwestycyjna

Najbardziej wymowny wniosek raportu dotyczy priorytetów właścicieli. 68% Family Offices wskazuje dziś pozyskanie i utrzymanie talentów jako jedno z trzech kluczowych wyzwań strategicznych – częściej niż zmienność rynków czy ryzyko regulacyjne.

To dlatego pakiety wynagrodzeń coraz częściej obejmują nie tylko pensję bazową, ale także długoterminowe premie, udział w wynikach portfela i mechanizmy retencyjne znane z funduszy private equity. Family Offices zaczynają konkurować o tych samych liderów co największe instytucje finansowe.

Polska i CEE: profesjonalizacja przyspiesza

Choć raport ma charakter globalny, jego wnioski szczególnie mocno rezonują w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Region ten znajduje się dziś w fazie intensywnej transformacji majątkowej. Według międzynarodowych danych, w Polsce żyje już ponad 60 tys. osób zamożnych (HNWI), a znacząca część dużych firm prywatnych stoi przed procesem sukcesji w perspektywie najbliższych lat.

– W Polsce i regionie CEE wchodzimy w bardzo ważny moment dla wielu Family Offices. Pierwsze pokolenie właścicieli oddaje stery, a jednocześnie rośnie skala i złożoność majątku. Bez zewnętrznych CEO i CIO z doświadczeniem w private equity czy bankowości inwestycyjnej, ryzyko chaosu decyzyjnego i konfliktów rodzinnych realnie rośnie. Dlatego sześciocyfrowe wynagrodzenia dla top managementu przestają być ekstrawagancją — stają się ceną za stabilność i ciągłość mówi Łukasz Kiniewicz, Partner Zarządzający na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią w Heidrick & Struggles.

Nowy front walki o liderów

Dla rynku pracy i executive search Family Offices przestają być niszowym klientem. Stają się jednym z najbardziej wymagających segmentów rynku top managementu – oferując wysokie wynagrodzenia, ale jednocześnie stawiając liderów w wyjątkowo trudnym środowisku, gdzie wyniki finansowe muszą iść w parze z umiejętnością zarządzania emocjami, relacjami i długofalowym interesem rodziny.

Dun & Bradstreet: Siedem trendów compliance w 2026 roku

Zmiany geopolityczne, nowe regulacje, transformacja cyfrowa oraz rozwój sztucznej inteligencji sprawiają, że środowisko compliance zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Z drugiej strony innowacyjne narzędzia, technologia i inteligentne wykorzystanie danych w dużym stopniu ograniczają ryzyko związanie z naruszeniem zasad compliance. Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet przedstawia siedem trendów, które w 2026 roku będą kształtować środowisko Compliance — od nakładanych sankcji na autorytarne rządy państw, trudności w utrzymaniu ciągłości łańcuchów dostaw, przez nowe regulacje, wpływ sztucznej inteligencji na codzienną pracę zespołów compliance, a kończąc na rosnącym znaczeniu danych i ryzyku związanym z naruszeniem obowiązujących zasad.

  1. Sankcji i przejrzystość łańcuchów dostaw

Na świecie rośnie liczba krajów objętych sankcjami gospodarczymi, co w bezpośredni sposób wpływa na charakter międzynarodowego handlu i utrudnia utrzymanie ciągłości w łańcuchach dostaw. Wielopłaszczyznowość zagadnienia przekłada się na rosnące ryzyko nieumyślnego naruszenia regulacji i zasad compliance. Ostatnio nałożone kary przez organy regulacyjne m.in. w krajach nordyckich pokazały, że odpowiedzialność spoczywa nie tylko na samej firmie, ale również na osobach fizycznych zarządzających podmiotem.

Nowo regulacje, takie jak reguła BIS 50%, wymuszają na firmach obowiązek monitoringu wszystkich podmiotów powiązanych w łańcuchu dostaw oraz ich udziałowców. Wymóg ten zwiększa rynkową potrzebę na narzędzia monitorujące globalne struktury własnościowe sprawdzanych podmiotów w czasie rzeczywistym. Kluczem do sukcesu Stają się wiarygodne i aktualne dane oraz zaawansowana analityka, która pozwala na identyfikację podmiotów objętych sankcjami i monitorowanie przepływu towarów i usług.

  1. Poszerzenie ram regulacyjnych: ignorancja nie jest usprawiedliwieniem

W 2026 roku wymagania regulatorów staną się jeszcze bardziej rygorystyczne. Firmy, szczególnie te największe będą zobowiązane proaktywnie pozyskiwać i weryfikować informacje o wszystkich podmiotach w całych łańcuchach dostaw — brak danych, bierność czy celowe zaniechanie działania jest ryzykiem samym w sobie. Dyrektywa Omnibus Unii Europejskiej zmienia zasady raportowania CSRD i CSDDD. Z jednej strony upraszcza sprawozdawczość a dla sektora MSP, z drugiej strony utrzymuje w mocy rygorystyczne wymagania dla tych największych firm.

Nowe zasady raportowania ESG czy AML wymuszają konieczność stałego monitorowania i sprawdzania akcjonariatu pod kątem powiązań kapitałowych i osobowych, prowadząc do utraty aktualności statycznych danych.

Dlatego też, firmy na całym świecie inwestują w kompleksowe rozwiązania, aktualne dane i informacje o kontrahentach. Ignorancja, zaniechanie obowiązku czy niewiedza nie jest okolicznością łagodzącą w oczach prawa.

  1. Elastyczność w zmiennym otoczeniu regulacyjnym

Elastyczność w bieżącym roku będzie postrzegana jako jedna z najważniejszych cech zespołów Compliance. Nagłe zmiany przepisów, globalne zawirowania, decyzje polityczne czy nowe sankcje będą wymagały natychmiastowych reakcji i modyfikacji procesów.

Wygranymi będą te organizacje, które potrafią szybko aktualizować procedury, zmieniać priorytety, zakres zarządzania ryzykiem oraz dostosowywać procesy do rzeczywistości. Kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, rozwiązania chmurowe i stale aktualizowane dane. Elastyczność działów Compliance będzie mierzona odpowiedzią na niespodziewane zdarzenia.

  1. AI w Compliance: szansa i konieczna ostrożność

Sztuczna inteligencja w 2026 roku odegra fundamentalną rolę w compliance — pod warunkiem, że organizacje zadbają o solidne ramy zarządzania i wysokiej jakości dane. Większość wymogów unijnego Aktu o sztucznej inteligencji zacznie obowiązywać już w bieżącym roku, zmieniając sposób wykorzystania AI przez zespoły compliance.

Firmy będą musiały precyzyjnie dokumentować procesy decyzyjne wykorzystywanych modeli AI, gromadzić dane i w trybie ciągłym zarządzać ryzykiem. Rzetelne dane staną się absolutnym fundamentem — niepełne lub nieaktualne informacje mogą prowadzić do błędów i fałszywych wyników.

AI pomoże szybciej identyfikować ryzyka i ograniczyć liczbę fałszywych trafień, ale nie zastąpi ludzkiego doświadczenia i wiedzy. Najskuteczniejsze zespoły połączą dobrze zarządzane dane, odpowiedni nadzór i doświadczenie praktyczne.

  1. Fraud i cyberbezpieczeństwo: dane jako pierwsza linia obrony

Cyberbezpieczeństwo i fraud w 2026 roku będą kluczowymi wyzwaniami dla zespołów compliance. Wyrafinowane sposoby oszustw będę uderzać w łańcuchy dostaw, systemy zarządzania i finanse.

Sztuczna inteligencja znacząco przyspieszy wykrywanie nietypowych zdarzeń. Mimo tego, cyberataki — od zagrożenia wisusem po wycieki danych — nadal pozostaną poważnym zagrożeniem. Największym wyzwaniem będzie szybka identyfikacja ryzyk i skuteczne przeciwdziałanie.

Organizacje, które zintegrują systemy zabezpieczające oraz postawią na dane wysokiej jakości, monitoring i solidną weryfikację tożsamości, będą wygranymi nie tylko na polu walki z cyberprzestępczością, ale i lepiej przygotowane do nowych wymogów regulacyjnych.

  1. Globalne standardy i dostęp do danych: zarządzanie rosnącą złożonością

Zasady dostępu do danych i możliwości ich wykorzystania nadal będą mocno zróżnicowane w zależności od położenia geograficznego, co już teraz jest realnym wyzwaniem dla firm działających międzynarodowo.

Regulacje i trendy związane z ESG są znacząco odmienne w poszczególnych krajach, dlatego firmy musza uważnie śledzić zmieniające się standardy i zasady, po to aby sprawnie dostosowywać się do lokalnych wymogów.

Coraz więcej krajów spoza Unii Europejskiej już teraz dobrowolnie raportuje wskaźniki ESG, po to, aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku. Firmy, które w czas zrozumieją powagę spraw i wdrożą odpowiednie procedury, zdobędą przewagę i ograniczą ryzyko kar.

  1. Czynnik ludzki: dane, AI i ekspertyza

Najskuteczniejsze zespoły compliance będą łączyły technologie z ludzką wiedzą. AI i automatyzacja procesów będzie odpowiadać za wykonywanie rutynowych zadań, człowiek będzie wyznaczał kierunek działania, interpretował złożone i niestandardowe sytuacje i dbał o etyczny wymiar przedsięwzięcia.

Kluczowym wyzwaniem będzie nadążanie za zmianami regulacyjnymi i wiedzą, kiedy zaufać technologii, a kiedy własnemu doświadczeniu. Najbardziej poszukiwani będą specjaliści potrafiący płynnie łączyć dane, technologię i praktyczne podejście do compliance. Szkolenia i rozwój kompetencji krytycznych staną się standardem.

Aby nadążyć za tempem zmian regulacyjnych, organizacje powinny działać już teraz — inwestując w solidne dane oraz elastyczne procesy compliance, które pozwolą zespołom reagować szybko, pewnie i skutecznie na każde nowe wyzwanie.

Autor: Tomasz Starzyk, Dun & Bradstreet

Dolar wraca do siły, a surowce tracą po ostrej korekcie

Koniec minionego tygodnia to wyraźna przecena na rynkach. Jako powód wskazywany jest Kevin Warsh, czyli następca Jerome Powella. Okazuje się, że jest on problemem nie tylko dla opozycji – nie wiedzącej, za co go krytykować – ale również dla inwestorów, dla których jego kontrkandydaci wydawali się dużo bardziej przychylni.

Gwałtowna realizacja zysków na rynkach

Ostatnie wydarzenia na rynkach z pewnością będą jeszcze długo analizowane. W zależności od instrumentu, do czwartku na większości rynków – szczególnie na złocie i srebrze – trwały mocno niestandardowe wzrosty. Po czym nagle rynek zawrócił. By lepiej zrozumieć skalę zjawiska, warto spojrzeć, chociażby na wspomniane kruszce. Uncja złota spadła od szczytów z czwartku do dzisiejszego poranka o niemal 20%. Srebro w tym samym czasie zanotowało 33% spadków. Ropa naftowa na tle metali zachowywała się dość spokojnie, bo zniżka wyniosła „zaledwie” 4,5%. Giełdy przyjmują obecne wydarzenia w miarę neutralnie na tle surowców, ale spadki również są zauważalne. W tym samym czasie dolar odzyskał kolejny cent na wartości względem euro.

Co powoduje korektę?

Wiele osób łączy obecne ruchy rynkowe ze wskazaniem następcy Jerome’a Powella. Rynek oszalał na informację, że prawdopodobnie będzie to Rick Rieder – i w zeszłym tygodniu rozpoczęły się zakupy. Kandydatura ta uchodziła bowiem za bardzo korzystną dla rynków finansowych i dużego biznesu. Okazuje się jednak, że wskazano na Kevina Warsha. Mamy zatem gigantyczną zmianę podejścia. Zamiast bankiera inwestycyjnego mamy człowieka z doświadczeniem w FED, który – jako nieformalna prawa ręka ówczesnego prezesa – pomagał rozwiązywać prawdopodobnie największy kryzys finansowy XXI wieku. Do tego kogoś, kto ostatnie lata spędził jako pracownik naukowy. Zmiana ta, zdaniem wielu analityków, jest sygnałem, że owszem – nowa administracja wstawia swojego człowieka, ale nie jest to marionetka mająca ślepo realizować wolę dużego biznesu. W rezultacie nie należy się nastawiać na szalone cięcia stóp procentowych, które stały u podstaw ostatniego entuzjazmu inwestorów.

Dane z rynku

W tle tych doniesień dane makroekonomiczne przestały mieć większe znaczenie. W piątek zobaczyliśmy inflację w Niemczech wyższą od oczekiwań o 0,1%, ale wynik 2,1% to tylko 0,1% powyżej celu. Pojawiła się również inflacja producencka za oceanem wyższa od prognoz oraz dużo lepszy od oczekiwań indeks Chicago PMI. Dostaliśmy więc – jakby tego wszystkiego było mało – dane, które tylko dodatkowo umacniały już i tak wyjątkowo mocnego tego dnia dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych przypada dzień odczytów indeksów PMI, ale patrząc na zmienność na rynkach, należy oczekiwać, że nadal będzie to bardzo interesujący dzień.

Prezes KRF zapowiada audyty w KIF i współpracę z CBA. Nadzwyczajne posiedzenie 6 lutego 2026 r.

Dr hab. Agnieszka Stępień, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów, opublikowała oświadczenie w związku z publicznymi informacjami dotyczącymi realizacji wybranych projektów w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów (KIF). Z komunikatu wynika, że w czasie jej prezesury uruchomiono działania „porządkujące i kontrolne”, obejmujące m.in. audyt przetargów oraz analizę wydatkowania środków – zarówno pochodzących ze składek, jak i z funduszy unijnych.

„Są przesłanki”, ale bez przesądzania winy

W oświadczeniu podkreślono, że dotychczasowe analizy prawne wskazują na przesłanki mogące świadczyć o nieprawidłowościach w obszarach związanych z postępowaniami zakupowymi oraz rozliczaniem wybranych przedsięwzięć. Jednocześnie prezes KRF zastrzegła, że nie oznacza to zamknięcia sprawy ani pełnej wiedzy o wszystkich okolicznościach – rzetelna ocena wymaga weryfikacji kompletnej dokumentacji oraz chronologii zdarzeń.

Audyt przetargów i wydatków z funduszy UE

KIF – jak wskazano – prowadzi obecnie audyt postępowań przetargowych i konkursowych oraz wydatkowania środków pochodzących z funduszy Unii Europejskiej. Zaznaczono, że wiarygodny audyt musi być przeprowadzony starannie, co wymaga czasu, zebrania materiału i porównania danych z kilku źródeł.

W oświadczeniu przywołano także wątek audytu dotyczącego zamówienia na rozwiązania informatyczne w projekcie FIZJO-LEARNING.

Zainteresowanie CBA i audyt wewnętrzny

Prezes KRF poinformowała, że sprawa jest przedmiotem zainteresowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA). Zadeklarowała współpracę z organami w zakresie wymaganym prawem, w tym udostępnianie dokumentów i wyjaśnień oraz zapewnienie warunków do prowadzenia czynności.

Niezależnie od działań organów państwowych zlecono również audyt wewnętrzny na potrzeby Izby – w celu uporządkowania dokumentacji, identyfikacji ryzyk oraz wdrożenia działań naprawczych, tam gdzie będzie to konieczne. Wskazano, że decyzja o audycie wewnętrznym zapadła po tym, jak punkt dotyczący potrzeby przeprowadzenia audytu zewnętrznego został usunięty z porządku obrad przez Krajową Radę Fizjoterapeutów.

6 lutego 2026: nadzwyczajne posiedzenie prezydium KRF

W związku z wynikami audytu dotyczącymi projektu FIZJO-LEARNING prezes KRF zwołała Nadzwyczajne Posiedzenie Prezydium KRF na 6 lutego 2026 r. oraz zapowiedziała zamiar zwołania Nadzwyczajnego Posiedzenia Rady. W planie posiedzenia prezydium ma się znaleźć również omówienie innych potencjalnych nieprawidłowości w gospodarce finansowej KIF oraz kwestii związanych z przestrzeganiem zasady braku konfliktu interesów.

Deklaracja transparentności „w granicach prawa”

W końcowej części oświadczenia dr hab. Agnieszka Stępień zapewniła, że nie zamierza niczego ukrywać i będzie prowadzić działania transparentnie oraz uczciwie, informując o nich w granicach dopuszczalnych prawem. Jednocześnie podkreśliła, że z uwagi na standardy etyczne nie może formułować zarzutów wobec osób, jeśli informacje nie zostały uprzednio zweryfikowane i potwierdzone.

ERLI pozywa Allegro

ERLI składa pozew przeciwko Allegro za nadużywanie pozycji dominującej i sztuczne zawyżanie cen. Zarzut: Allegro uderza w sprzedawców i konsumentów, de facto zabraniając oferowania produktów w niższych cenach poza Allegro.pl

Spółka ERLI złożyła pozew przeciwko Allegro. Pozew obejmuje zarzuty m.in. nadużycia przez Allegro pozycji dominującej i stosowania czynów nieuczciwej konkurencji. Platforma ERLI, która od początku funkcjonowania wskazywała, że niższe ceny w e-commerce są możliwe dzięki obniżaniu kosztów dla sprzedających, tym razem zdecydowała się stanąć w obronie uczciwego rynku i portfeli milionów Polaków także na drodze prawnej.  „Nie ma naszej zgody na sztuczne zawyżanie cen i działanie na szkodę konsumentów, tysięcy polskich przedsiębiorców prowadzących e-sklepy, a także na szkodę wiarygodności całej branży e-commerce. Ktoś musi nazwać wprost nieuczciwe praktyki, które dążą do monopolu” – mówi Adam Ciesielczyk, twórca i Prezes ERLI.

Cel pozwu: ochrona zasad uczciwej konkurencji

Poprzez złożenie pozwu, ERLI dąży do ochrony setek tysięcy przedsiębiorców oraz milionów konsumentów przed dyktatem cenowym, domagając się od Allegro przestrzegania obowiązujących przepisów prawa oraz działania w oparciu o uczciwy interes wszystkich uczestników rynku, a nie wyłącznie o korzyści biznesowe dominującego gracza.

Wymuszanie wyższych cen: Dlaczego konsumenci mają płacić więcej poza Allegro?

Kluczowym elementem sporu jest wymuszanie przez Allegro wobec korzystających z tej platformy sprzedawców prowadzenia określonej polityki cenowej w całym Internecie. Allegro uzależnia promowanie produktów danego sprzedawcy na zewnątrz i wewnątrz platformy od tego, jakie ceny ma dany sprzedawca poza Allegro. Jeżeli sprzedawca, ponosząc gdzie indziej niższe koszty sprzedaży – co jest naturalne, bo mało która platforma narzuca prowizje tak wysokie jak dominujący gracz – chciałby zaoferować taniej ten sam produkt we własnym sklepie internetowym lub na konkurencyjnej platformie marketplace, automatycznie straciłby promowanie na Allegro. I to na wszystkie produkty, a nie tylko na te, które zaoferował taniej w innym miejscu.

Dla kontekstu warto wyjaśnić mechanikę: biorąc pod uwagę, że prowizja od sprzedaży, jaką pobiera Allegro, jest jedną z najwyższych na rynku, sprzedawca nie może obniżyć ceny na Allegro, żeby wyrównać ją do tej, którą ma na swoim sklepie lub konkurencyjnej (tańszej) platformie – jedyną opcją jest podniesienie ceny w innych kanałach i pozostawienie wysokiej ceny (wynikającej z wysokich opłat) na Allegro. W ten sposób tracą wszyscy poza dominującym graczem. Sprzedawca, sprzedając taniej poza Allegro, ale przy mniejszych kosztach, zarabiałby więcej, ale podniesienie ceny we własnym sklepie powoduje, że ruch trafia do Allegro i tam zawierana jest transakcja, od której sprzedawca płaci wysoką prowizję. Kupujący natomiast traci możliwość kupienia produktu po niższej cenie. Jedynym wygranym jest Allegro, które w ten sposób jeszcze bardziej umacnia swoją dominującą pozycję i pobiera zyski wynikające z ograniczenia konkurencji.

Jak Allegro ogranicza konkurencję i blokuje niższe ceny?

Działania Allegro są typowymi przykładami nieuczciwej konkurencji polegającej na nadużywaniu pozycji dominującej, ponieważ w bezpośredni i skuteczny sposób uderzają w sprzedawców, narzucają im sposób kształtowania cen, a w efekcie powodują wyższe ceny dla konsumentów.

Narzucanie przez Allegro zasad dotyczących cen poza własną platformą uniemożliwia sprzedawcom realizację strategii niższych cen w kanałach o mniejszych kosztach, co jest ekonomicznie nielogiczne. Przykładowo na ERLI sprzedawca efektywnie płaci około połowy kosztów, jakie poniósłby na Allegro. Co za tym idzie, sprzedawcy opłaca się obniżyć cenę
i sprzedawać na ERLI, dzięki czemu zwiększa swój zysk, a do kupujących trafia ten sam towar, ale w niższej cenie. Na tym zresztą ERLI od początku transparentnie budowało swój model biznesowy i ofertę: „dajemy niższe koszty, ale zachęcamy, żebyście część zysku przeznaczyli na obniżkę ceny”. Czyli na ERLI sprzedawca zarabia więcej, konsument ma niższą cenę – wszyscy zadowoleni. Wszyscy, poza Allegro.

Allegro wprowadziło zasady i mechanizmy, w których uzależnia wypłatę rabatów lub udział w programach promujących produkty od tego, czy sprzedawca nie oferuje w innych (tańszych) kanałach sprzedaży niższych cen. Biorąc pod uwagę dominującą pozycję Allegro, sprzedawcy nie mogą sobie pozwolić na zniknięcie z tej platformy i aby uniknąć wykluczenia z programów promocyjnych, są niejako zmuszeni podnosić ceny we własnych sklepach i na platformach konkurencyjnych, takich jak ERLI. W ten sposób klienci są pozbawiani dostępu do niższych cen w całym polskim e-commerce, również we własnych sklepach sprzedawców. Pozew złożony przez ERLI dąży do zakazania Allegro „karania” sprzedawców za stosowanie własnych polityk cenowych poza Allegro.

Ograniczanie konkurencji także poprzez spory o treści ofert

Warto w tym kontekście powiedzieć, że polityka Allegro polegająca na ograniczaniu konkurencji nie sprowadza się wyłącznie do narzucania warunków cenowych. Przykładowo w zeszłym roku Allegro sięgało również po instrumenty prawne, próbując przywłaszczać sobie treści ofert produktowych tworzone przez producentów lub sprzedawców, a następnie wykorzystywać je jako pretekst do formułowania bezpodstawnych oskarżeń wobec konkurencyjnych platform, w tym ERLI o kradzież tych opisów i zdjęć. Tymczasem treści ofert – opisy, zdjęcia czy specyfikacje produktów – należą do producentów i sprzedawców, a nie do platformy sprzedażowej, na której są publikowane. Próba ograniczenia możliwości publikowania tych samych ofert na innych platformach marketplace to zwykła próba nadużycia niuansów formalnych, aby zarzucić konkurentom kradzież czegoś, czego Allegro nie posiada. Tego typu działania wpisują się w szerszą strategię dominującego gracza, który przy użyciu agresywnej polityki cenowej, presji regulaminowej oraz prób dyskredytowania konkurencji na różnych polach, konsekwentnie dąży do osłabiania alternatywnych platform e-commerce i ograniczania realnej, uczciwej konkurencji na rynku.

Misja ERLI: Ochrona przedsiębiorców i walka o uczciwy rynek

Wprowadzenie tych antykonkurencyjnych działań stanowi bezpośredni atak na partnerski model biznesowy ERLI, oparty na wspieraniu sprzedawców oraz na sprzedawców prowadzących własne sklepy internetowe.

W przeciwieństwie do myślenia Allegro, uważamy, że ważny w procesie sprzedawania przez Internet jest nie tylko przyciągnięcie dowolnymi metodami klienta końcowego, ale również etyka i sprzedajawcy, którzy tworzą cały rynek. Co więcej, korzyści dla tych pierwszych wynikają wprost z korzyści stworzonych sprzedawcom: obniżając im koszty prowadzenia sprzedaży, sprawiamy, że u nas mogą zaproponować dużo niższe ceny. Allegro chce sprzedawców pozbawić możliwości sprzedaży taniej – czy to przez zmuszanie do podnoszenia cen, czy zabraniając kopiować treści na inne platformy, czy utrudniając dostęp do API. To nieuczciwe wobec wszystkich uczestników rynku: i wobec kupujących,
i wobec tysięcy polskich przedsiębiorców, którzy działają w handlu, i wobec reszty branży, której wiarygodność takie ruchy narażają po prostu na szwank. Allegro działa nieuczciwie
i łamie prawo nie po raz pierwszy. Nie ma na to naszej zgody. Jestem rozczarowany, że obserwuję tak nieetyczne działania tak dużej firmy, ale na rozczarowaniu nie poprzestaniemy – stąd decyzja o pozwie. Siła i pozycja numer 1 nie są od tego, żeby ich nadużywać, ale od tego, by wyznaczać dobre standardy podkreśla Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI.

Historia nadużyć Allegro: dominujący gracz stosuje zagrywki monopolistyczne nie od dziś

Działania Allegro polegające na nadużywaniu pozycji dominującej i stosowaniu praktyk monopolistycznych nie są nowością. Jest to zagrożenie dla uczciwego rynku, a Allegro już wcześniej stosowało podobne mechanizmy:

  1. Kara UOKiK za faworyzowanie własnej sprzedaży (2022): Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nałożył na Allegro karę w wysokości ponad 206 mln zł za nadużycie pozycji dominującej, polegające na faworyzowaniu własnego „Oficjalnego Sklepu Allegro” kosztem niezależnych sprzedawców poprzez wykorzystywanie algorytmów.
  2. Spór logistyczny z InPost (2025): Allegro jest w trakcie postępowania arbitrażowego z InPost, który oskarżył giganta o utrudnianie klientom wyboru automatów Paczkomat® i automatyczne przekierowywanie ich na własne Allegro One Box w celu faworyzowania własnej logistyki. UOKiK wszczął również postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. W dniu 30.01.2026 pojawiła się informacja, że Forum Konsumentów uzyskało zabezpieczenie polegające na tym, że Allegro ma obowiązek pokazywania wszystkich metod dostawy, co samo w sobie pokazuje, że wcześniej Allegro ukrywało dostawy InPost promując własne.
  3. Restrykcje API i kontrola danych (2025): Allegro wprowadziło zaostrzone zapisy w regulaminie REST API, grożąc karami umownymi w wysokości 50 000 PLN za naruszenia, aby ograniczyć sprzedawcom możliwość eksportu treści aukcji, tym samym zamykając swój ekosystem i utrudniając dywersyfikację sprzedaży na platformy konkurencyjne.

Nie po raz pierwszy także Allegro próbuje zastraszać inne rynkowe podmioty, grożąc im negatywnymi konsekwencjami, jeżeli nie podporządkują się oczekiwaniom dominującego gracza. W przypadku ERLI, praktyki te przybierały już historycznie np. formę bezpodstawnego pozwu o kopiowanie danych (jak gdyby Allegro “zapomniało”, że treść oferty należy do sprzedawcy), ale również bezpośrednich ataków na sprzedawców oferujących na ERLI swoje produkty – np. poprzez utrudnianie im przez Allegro dostępu do własnych ofert przez API, jeżeli sprzedawcy chcieli równolegle oferować produkty na ERLI. Działania Allegro polegające na niszczeniu jakiejkolwiek alternatywny do zakupów na tej platformie nie są przypadkowe – są rezultatem stosowanej przez ten podmiot strategii eliminacji konkurencjidodaje Adam Ciesielczyk.

Kurs dolara może zyskać, jeśli rynek uwierzy w koniec narracji o słabym USD

Dolar zakończył ubiegły tydzień niemal bez zmian względem pozostałych walut G10, co jednak nie oznacza, że były to spokojne dni na rynku walutowym.

Kluczowe punkty:

  • Trudno przewidzieć decyzję RPP.
  • USD odbija się z 4-letnich minimów po nominacji nowego prezesa Fedu.
  • Bessent studzi obawy dot. polityki słabego USD.
  • Częściowe zamknięcie rządu USA raczej nie będzie długie.
  • EBC powinien utrzymać poziom stóp i powtórzyć, że polityka jest w „dobrym miejscu”.
  • BoE powinien zdecydować się na pauzę, głosowanie może być jednak wyrównane.

Na początku ubiegłego tygodnia dolar spadł do najniższego poziomu niemal od początku 2022 r. Było to spowodowane obawami dotyczącymi chaotycznej natury podejmowania decyzji przez prezydenta Donalda Trumpa i jego komentarzami, które zdawały się sugerować dążenie do strategii słabej waluty. Niemniej w drugiej połowie tygodnia popyt na dolara wzrósł – wsparły go nominacja nowego prezesa Rezerwy Federalnej, jastrzębie oświadczenie FOMC i wypowiedzi sekretarza skarbu Scotta Bessenta, w których wydawał się twierdzić, że słowa Trumpa na temat dolara były jedynie nieprzemyślanym komentarzem.

W dalszej części tygodnia posiedzenia najważniejszych banków centralnych tymczasowo odwrócą uwagę od Stanów Zjednoczonych. Oczekuje się, że zarówno Bank Anglii, jak i Europejski Bank Centralny nie zmienią w czwartek (05.02) poziomu swoich stóp procentowych, niemniej inwestorzy będą wypatrywać sygnałów dotyczących przyszłych ruchów. Trwa częściowe zamknięcie rządu USA, nie sądzimy jednak, by miało ono mieć istotny wpływ na rynki, szczególnie że będzie ono raczej krótkotrwałe. Raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy powinien zostać opublikowany zgodnie z planem (piątek 06.02).

PLN

Zmienność złotego pozostaje ograniczona. Polska waluta reaguje głównie na wahania głównej pary. Dane z ubiegłego tygodnia potwierdziły, że polska gospodarka przyspieszyła w 2025 r. z 3,0% do 3,6%. Wzrost w tym roku powinien być podobny, albo i silniejszy, oraz bardziej zbalansowany.

Krajowa uwaga skupi się w tym tygodniu na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (środa 04.02). Najbliższa decyzja jest jedną z najtrudniejszych do przewidzenia w ostatnich tygodniach. Uważamy, że obniżka stóp procentowych w środę jest nieco bardziej prawdopodobna niż pauza, ponieważ coraz silniej utwierdzamy się w przekonaniu, że sytuacja inflacyjna jest pod kontrolą. Biorąc pod uwagę, że decyzja nie jest pewna, deprecjacja złotego w przypadku cięcia nie byłaby zaskakująca, szczególnie jeśli wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego podczas konferencji prasowej (czwartek 05.02) będą gołębio nacechowane. Nie spodziewamy się jednak silnych ruchów. Waluta prawdopodobnie pozostanie stosunkowo silna bez względu na wynik posiedzenia, tym bardziej że inwestorzy pozostają sceptyczni względem dolara.

EUR

Uważamy, że ruch pary EUR/USD powyżej poziomu 1,20 w ubiegłym tygodniu mógł być nieco przesadzony, szczególnie po słowach Scotta Bessenta, które sugerowały, że Biały Dom wciąż opowiada się za polityką silnego dolara. Odczyty PKB w strefie euro z ubiegłego tygodnia (+0,3% w ujęciu kwartalnym) potwierdzają nasz pogląd, że euro powinno dobrze sobie radzić w tym roku, szczególnie że jeszcze nie obserwujemy pełnego efektu niemieckiego pakietu stymulacyjnego.

Powszechnie oczekuje się, że EBC utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie (czwartek 05.02), a prezeska Christine Lagarde niemal na pewno powtórzy, że polityka jest w „dobrym miejscu”, wskazując tym samym na niemal całkowity brak apetytu na dalsze ich obniżki w przewidywalnej przyszłości. Uczestnicy rynku będą wsłuchani w jej komentarze dotyczące niedawnej aprecjacji euro, nie spodziewamy się jednak, by na tym etapie próbowała w jakikolwiek sposób osłabić wspólną walutę.

USD

Wydaje się, że nominacja Kevina Warsha na kolejnego prezesa Fedu pomogła zatrzymać wyprzedaż dolara. Choć w ostatnim czasie zbliżył się do stanowiska Trumpa, opowiadając się za niższą stopą fed funds, fakt, że jako członek FOMC pod koniec pierwszej dekady XXI w. był postrzegany jako jastrząb, sugeruje, że prawdopodobnie będzie mniej skłonny do forsowania agresywnych cięć niż Kevin Hassett czy Rick Rieder. Jego nominacja osłabia również obawy dotyczące niezależności Fedu, ponieważ w przeszłości był głośnym orędownikiem zachowania autonomii banku centralnego. Oczywiście każda osoba wybrana przez Trumpa będzie w jakimś stopniu postrzegana jako jego lojalista, nominację Warsha postrzegamy jednak zdecydowanie jako mniejsze zło.

Ciekawie będzie obserwować, czy w tym tygodniu dolar będzie dalej zyskiwać, ponieważ naszym zdaniem nie tylko wyprzedaż w ostatnich dniach była zbyt silna, ale też bezsprzecznie zmniejszyły się ryzyka spadkowe dla waluty. Rząd USA doświadcza częściowego zamknięcia, porozumienie w sprawie pakietu wydatków oznacza jednak, że będzie ono trwało najpewniej do kilku dni. Coraz silniejsze jest również wrażenie, że wypowiedzi Trumpa na temat dolara były raczej spontaniczne i improwizowane, a nie wynikały z ustalonego stanowiska politycznego. Jeśli to prawda, odbicie amerykańskiej waluty może mieć jeszcze sporą przestrzeń.

GBP

W ubiegłym tygodniu funt na krótko zbliżył się do poziomu 1,39 względem dolara, zakończył go jednak powrotem poniżej 1,37. Był on niemal całkowicie na łasce amerykańskiej waluty, w najbliższych dniach możemy się jednak spodziewać większej jego zmienności w związku z posiedzeniem BoE (czwartek 05.02). Stopy procentowe powinny zostać utrzymane na niezmienionym poziomie, jastrzębie i gołębie zaś zapewne pozostaną w swoich grupach, całkiem możliwy jest więc kolejny podział głosów 5:4, a prezes Andrew Bailey pozostanie jedynym zmieniającym obozy głosującym.

Istotniejsza będzie zapewne pierwsza w tym roku konferencja prasowa Baileya. Obecnie spodziewamy się, że nie zdradzi zbyt wiele i powtórzy, że terminy dalszych obniżek stóp procentowych będą zależeć od napływających danych inflacyjnych. Rynki wyceniają w pełni kolejne cięcie o 25 pb. dopiero na lipiec. Wszelkie oznaki, że Komitet Polityki Pieniężnej nabiera pewności w kontekście osiągnięcia celu inflacyjnego mogą jednak sprawić, że zakłady przesuną się nawet już na kwiecień.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – styczeń 2026 (wstępne dane)

Początek 2026 roku przyniósł wzrost średnich cen metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie, Krakowie, Trójmieście oraz miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Z kolei we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu styczeń upłynął pod znakiem stabilizacji cen – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Wzrost średnich cen metra kwadratowego nowych mieszkań nie zawsze oznacza realne podwyżki. Do takiej sytuacji dochodzi również wtedy, gdy do sprzedaży trafia duża pula bardzo drogich lokali – wyjaśnia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w styczniu w stolicy pojawiły się w ofercie mieszkania, których średnia cena w przeliczeniu na metr kwadratowy wynosiła ok. 20,7 tys. zł. W efekcie odsetek lokali z ceną powyżej 20 tys. zł za metr kwadratowy wzrósł z 24% do 26%, a średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań oferowanych przez warszawskich deweloperów zwiększyła się o 1%, przekraczając poziom 18,6 tys. zł.

Z tego samego powodu – również o 1% – wzrosła średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście (do ponad 17,7 tys. zł), Krakowie (do ponad 16,9 tys. zł) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (do blisko 11,4 tys. zł).

Co prawda także w Poznaniu i Łodzi na rynek trafiły stosunkowo drogie – jak na lokalne warunki – mieszkania, jednak było ich na tyle mało, że po raz pierwszy od trzech miesięcy nie przełożyło się to na wzrost średniej ceny metra kwadratowego wszystkich lokali pozostających w ofercie. W styczniu wynosiła ona odpowiednio ok. 14 tys. zł w Poznaniu oraz ok. 11,5 tys. zł w Łodzi.

Na poziomie z grudnia utrzymała się również – czwarty miesiąc z rzędu – średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów we Wrocławiu (15,2 tys. zł).Ceny mieszkań-styczeń 2026-wstępne dane-cenyM

W ujęciu rocznym jedynie w Łodzi średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w styczniu była niemal taka sama jak rok wcześniej. W pozostałych metropoliach nadal odnotowywane są wzrosty: o 2% w Krakowie i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, o 4% w Poznaniu i Wrocławiu, o 5% w Warszawie oraz aż o 11% w Trójmieście.

Marek Wielgo zwraca uwagę, że w ofercie trójmiejskich deweloperów udział mieszkań z ceną przekraczającą 20 tys. zł za metr kwadratowy zwiększył się w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 24% do 34%. Dla porównania w Warszawie wzrósł on z 22% do 26%, a w Krakowie – z 11% do 13%.

To pokazuje, że w Trójmieście średnią cenę metra kwadratowego w coraz większym stopniu zawyżają bardzo drogie mieszkania, położone w najlepszych lokalizacjach – komentuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jednocześnie przyznaje on, że w styczniu ożywiła się sprzedaż mieszkań. W przypadku Warszawy i Trójmiasta oznaczało to pogorszenie dostępności lokali w bardziej przystępnych cenach, czyli w przedziale 12–15 tys. zł za metr kwadratowy. Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl w Warszawie oferta takich mieszkań skurczyła się w styczniu o 3%, a w Trójmieście – o ponad 5%. Osoby, dla których liczy się każda złotówka, nie powinny więc zbyt długo zwlekać z decyzją zakupową.

Odmienna sytuacja panowała w Krakowie, gdzie oferta mieszkań w przedziale 12–15 tys. zł za metr kwadratowy wzrosła o ponad 6%. Jednocześnie niemal całkowicie zniknęły tam lokale z ceną do 10 tys. zł za metr kwadratowy. Natomiast w Trójmieście i Warszawie osoby o mniejszych oczekiwaniach co do lokalizacji wciąż mogą znaleźć w ofercie deweloperów mieszkania w takiej cenie.

Promocje działają, ale rabatów może ubywać: co mówią deweloperzy o sprzedaży w 2026

Jakie nastroje dają się zauważyć na rynku nowych mieszkań w tym roku? Jak firmy oceniają ubiegłoroczną sprzedaż? Jakie założenia przyjęli deweloperzy na 2026 rok? Czy ten rok przyniesie przełomowe zmiany na rynku deweloperskim? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W ubiegłym roku ponownie odnotowaliśmy rekordową sprzedaż 3345 lokali, o 5 proc. więcej niż w 2024 roku, przekraczając nasz roczny cel. Jednocześnie przekazaliśmy klientom najwyższą w historii spółki liczbę 2959 mieszkań, o 3 proc. więcej niż w 2024 roku.

W 2026 roku zakładamy dalszy, stopniowy wzrost sprzedaży, czemu będą sprzyjać niższe koszty finansowania, wzrost wynagrodzeń oraz relatywnie stabilne perspektywy gospodarcze. Przy umiarkowanym wzroście cen mieszkań – średnio o 1–2 proc. powyżej inflacji. rynek będzie stopniowo zmierzał w kierunku większej równowagi pomiędzy popytem a podażą. Na stronę popytową oddziaływać będą decyzje dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych i zwiększona dostępność finansowania. Z kolei po stronie podaży ograniczeniem pozostanie niska dostępność atrakcyjnych gruntów oraz długie i złożone procedury administracyjne, opóźniające start nowych projektów.

Rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce pozostaje rozdrobniony, dlatego sektor będzie nadal podlegał konsolidacji. Choć naszym priorytetem jest rozwój organiczny, nie wykluczamy jego dalszego wzmacniania poprzez akwizycje i projekty joint-venture.

Grzegorz Smoliński, członek zarządu Dom Development

Miniony rok był dla Grupy Dom Development bardzo udany, zarówno pod względem sprzedaży, jak i przekazań mieszkań. Czwarty kwartał przyniósł rekordową w naszej historii sprzedaż 1 232 lokali. Był to zarazem już szósty z rzędu kwartał, w którym sprzedaliśmy co najmniej 1 000 lokali, co potwierdza stabilny popyt na naszą ofertę oraz jej wysoką atrakcyjność. Łącznie, w 2025 roku znaleźliśmy nabywców na 4 448 lokali, co jest naszym najlepszym wynikiem rocznym w ciągu 30 lat działalności.

Na 2026 rok zakładamy dalsze umacnianie naszej wiodącej pozycji na rynkach, na których jesteśmy obecni. W związku z tym konsekwentnie rozwijamy ofertę mieszkaniową oraz bank ziemi. Systematycznie dokonujemy zakupów gruntów pod nowe, perspektywiczne projekty i regularnie zabezpieczamy kolejne transakcje, co daje nam komfort planowania w średnim i długim horyzoncie.

Z perspektywy całej branży, spodziewany jest dalszy spadek poziomu stóp procentowych, który może przełożyć się na wzrost zainteresowania zakupem mieszkań. Natomiast rosnące skomplikowanie procesu inwestycyjnego wskutek nowych regulacji będzie premiować duże podmioty, które posiadają odpowiednie kompetencje. Ponadto, relatywnie wysoki poziom oferty, w tym znaczący odsetek gotowych mieszkań, może prowadzić do uruchamiania nowych projektów w sposób bardziej selektywny i przełożyć się na presję cenową na niektórych rynkach, jak Warszawa i Trójmiasto.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Ostatni kwartał 2025 roku firma zakończyła dobrym wynikiem sprzedażowym, a grudzień był najlepszy ze wszystkich miesięcy. To efekt ożywienia rynkowego, które obserwowaliśmy od drugiej połowy ubiegłego roku.

W najbliższych miesiącach rynek mieszkaniowy nadal będzie cechował się dużym wolumenem oferty, a w efekcie sytuacja na nim pozostanie stabilna. Z czasem jednak oferta będzie się kurczyć, gdyż deweloperzy zmniejszają dynamikę nowej produkcji, coraz mniej małych i średnich deweloperów pozostaje aktywnych. Może to zarazem przyczyniać się do konsolidacji rynku deweloperskiego w Polsce, który jest mocno rozdrobniony.

Popyt stymulować będą kluczowe czynniki z otoczenia makroekonomicznego, takie jak ogólnie dobra kondycja polskiej gospodarki i poziom wynagrodzeń, niska inflacja, a w związku z tym coraz atrakcyjniejsze warunki finansowania zakupu po obniżkach stóp. Ten cykl prawdopodobnie się nie skończył, więc spodziewamy się jeszcze polepszenia tego parametru. Zainteresowanie kupnem nowych mieszkań nadal wspierać będą atrakcyjne promocje deweloperów, co działa stymulująco na rynek już od około roku. Jednakże wraz ze stopniowym wyczerpywaniem się oferty rabatów może być coraz mniej, a klienci szybciej będą finalizować transakcje.

Również popyt, wcześniej odkładany z powodu wysokich stóp lub w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia co do programów wsparcia nabywców, wpłynie pozytywnie na kontraktację. Generalnie spodziewamy się jej zwiększenia w 2026 roku i zakładamy wynik w zakresie 2500-3000 sprzedanych mieszkań. Jego osiągnięciu sprzyjać powinien bieżący profil naszej oferty, w której zaczynają przeważać mieszkania gotowe do odbioru, cieszące się większym zainteresowaniem klientów.

Nowo wprowadzane na rynek projekty będą oferowane po zbliżonych lub coraz wyższych cenach, na co wpływać będą koszty ich wytworzenia, długie procedowanie pozwoleń, utrzymujące się wysokie ceny gruntów, a także regulacje i nowe wymogi techniczno-ekologiczne, oddziałujące na działalność deweloperów.

Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom

Archicom znajduje się obecnie w stabilnej kondycji operacyjnej i finansowej, opierając się na bardzo dobrych wynikach sprzedażowych osiągniętych w 2025 roku. Spółka sprzedała blisko 2850 mieszkań, realizując zakładany cel strategiczny. Szczególnie silny czwarty kwartał potwierdził skuteczność przyjętego modelu biznesowego oraz trafne dopasowanie oferty do struktury popytu, zwłaszcza w segmencie popularnym, który pozostaje jednym z motorów rynku. Na rok 2026 firma dysponuje przygotowanym portfelem projektów oraz elastycznym harmonogramem ich uruchamiania, co umożliwia dostosowywanie skali i tempa rozwoju do bieżących warunków rynkowych. Istotnym kontekstem jest również jubileusz 40-lecia obecności spółki na rynku. Doświadczenie zdobywane w różnych fazach cyklu koniunkturalnego przekłada się dziś na większą przewidywalność działania i zdolność długofalowego planowania.

Z perspektywy całego rynku kluczowym czynnikiem w 2026 roku pozostanie dostępność finansowania. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych powinny wspierać popyt kredytowy i stabilizować aktywność zakupową. Jednocześnie rynek będzie nadal funkcjonował pod wpływem strukturalnych ograniczeń podaży, w tym niskiej dostępności dobrze przygotowanych gruntów, jakościowych lokalizacji czy ryzyka zmian regulacyjnych. W tym kontekście mało prawdopodobny jest scenariusz gwałtownych przełomów, takich jak masowa konsolidacja branży czy silne wyhamowanie inwestycji. Bardziej realny wydaje się umiarkowany, kontrolowany wzrost oraz dalsze wzmacnianie pozycji podmiotów o odpowiedniej skali, zapleczu finansowo-operacyjnym i zdolności do elastycznego działania.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Rok 2026 rozpoczynamy stabilnie, z planem konsekwentnego rozwoju obecności firmy na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Rok 2025 upłynął pod znakiem strategicznych decyzji, intensywnej pracy nad przygotowywanymi inwestycjami i finalizacji budów, jak Chmielna Duo w Warszawie i I etap Cavallii w Poznaniu. Jednocześnie zainicjowaliśmy nowe projekty w stolicy, takie jak PianoForte, czy prestiżowy budynek biurowy Moniuszki Tower, o który poszerzyliśmy nasze portfolio z planem przekształcenia go w inwestycję mieszkaniową w przyszłości.

Nasze założenia na 2026 rok koncentrują się na dalszej ekspansji w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku oraz realizacji projektów w duchu zrównoważonego rozwoju. Spodziewamy się, że rynek deweloperski może stanąć w obliczu konsolidacji, wzrostu kosztów wykonawstwa oraz zmieniającego się popytu. Szacujemy, że popyt na mieszkania pozostanie stabilny lub umiarkowanie wzrośnie. To, czy rok będzie przełomowy dla branży, zależy przede wszystkim od sytuacji regulacyjnej, kosztów kredytów oraz podaży gruntów w miastach.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Rok 2025 przyniósł poprawę koniunktury na rynku mieszkaniowym. Po spokojniejszym początku roku kolejne kwartały pokazały stopniowe ożywienie popytu, wspierane kolejnymi obniżkami stóp procentowych, które znacząco poprawiły dostępność kredytów hipotecznych. Dla naszej firmy był to rok intensywny, ale udany. Zrealizowaliśmy założone cele, a poprawiające się warunki rynkowe pozwoliły nam konsekwentnie rozwijać ofertę i skutecznie odpowiadać na potrzeby klientów. Rok 2025 zakończyliśmy solidnym wynikiem sprzedażowym, łącznie sprzedając 542 lokale.

W 2026 roku planujemy rozpoczęcie budowy około 1 000 lokali w sześciu projektach, zarówno w nowych lokalizacjach, jak i w kolejnych etapach realizowanych inwestycji. Szczególną rolę odegra Warszawa, gdzie zaplanowaliśmy kilka istotnych premier, ale równolegle rozwijamy portfolio we Wrocławiu, Szczecinie oraz innych dużych ośrodkach miejskich.

Procesy konsolidacyjne w dużej mierze już się dokonały, z rynku zniknęła część mniejszych, słabiej przygotowanych podmiotów. Z punktu widzenia klientów jest to pozytywne zjawisko, ponieważ większą rolę odgrywają sprawdzone, wiarygodne marki. Rynek nie będzie wspierany nowymi programami rządowymi, ale jednocześnie nie widać też silnych negatywnych impulsów.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Wchodzimy w 2026 rok z ostrożnym optymizmem, ale też dużą dozą realizmu. Rok 2025 był dla rynku mieszkaniowego okresem stabilizacji po bardzo dynamicznych i nierównych latach wcześniejszych. Z perspektywy naszej firmy był to rok wymagający, ale sprzedażowo satysfakcjonujący, szczególnie w segmencie mieszkań dobrze zaprojektowanych, energooszczędnych i zlokalizowanych w sprawdzonych częściach Wrocławia. Z sukcesem kończymy sprzedaż bezczynszowych mieszkań realizowanych przy ul. Bakaliowej we Wrocławiu.

Widzieliśmy wyraźnie, że klienci podejmowali decyzje bardziej rozważnie. Wydłużył się proces decyzyjny, wzrosła wrażliwość cenowa, ale jednocześnie klienci oczekiwali wyższej jakości produktu i większej transparentności oferty. Projekty dobrze dopasowane do realnych potrzeb rynku sprzedawały się stabilnie. Na 2026 rok przyjęliśmy założenia kontynuacji ostrożnego rozwoju, planujemy rozpoczęcie pierwszego etapu naszej nowej inwestycji położonej w północnej części Wrocławia,

Czy 2026 rok może przynieść przełomowe zmiany? Potencjalnie tak, ale nie w jednym kierunku. Kluczowe czynniki to polityka stóp procentowych, dostępność finansowania, stabilność regulacyjna i koszty realizacji inwestycji. Spodziewamy się raczej dalszej konsolidacji branży, szczególnie wśród mniejszych, słabiej skapitalizowanych podmiotów. Nie wykluczamy też czasowego wyhamowania nowych inwestycji, co w średnim terminie może ponownie wpłynąć na ograniczenie podaży i presję cenową.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie przewidujemy drastycznych zmian na rynku. Mamy dość sporą nadpodaż, która musi stopnieć, żeby nastąpiła zmiana cen a to zależy od wzrostu sprzedaży. Pomimo wzrostu dostępności kredytów większość zawieranych po obniżkach stóp umów kredytowych dotyczyła refinansowania lub zmiany sposobu oprocentowania. Żeby kredytobiorcy wrócili na rynek pierwotny, potrzeba jeszcze kilku obniżek oprocentowania i upływu pewnego czasu, w którym klienci przekonają się że niższe oprocentowanie kredytów utrzymuje się.

Marcin Michalec, dyrektor zarządzający, Okam Capital

Rok 2026 rozpoczynamy bardzo optymistycznie. Przede wszystkim w styczniu 2026 został przegłosowany na Radzie Miasta największy Lex w Polsce dla pierwszego etapu naszej inwestycji F.S.O. PARK na terenie dawnej Fabryki Samochodów Osobowych w Warszawie. Jest to zwieńczenie prawie 4-letniej pracy nad tym projektem co pozwoli nam teraz realizować działania nad przygotowaniem projektu do pozwolenia na budowę. Poza tym mamy wiele planów rozwojowych, nie tylko w Polsce, ale również na rynku włoskim. Z pewnością zmierzymy się z wieloma nowymi wyzwaniami.

W 2025 roku rynek mieszkaniowy zmierzył się z dużą podażą i dość dużym zainteresowaniem ze strony klientów jednakże decyzyjność klientów została wydłużona. Z początkiem 2026 roku widzimy oznaki ożywienia. Nasze wyniki sprzedażowe w 2025 roku były na satysfakcjonującym dla nas poziomie, można powiedzieć, że zrealizowaliśmy zakładany plan.

Obniżki stóp procentowych przez RPP oraz spodziewane dalsze łagodzenie polityki pieniężnej w 2026 roku stopniowo poprawiają zdolność kredytową klientów, co już w ostatnich miesiącach 2025 roku przełożyło się na większe zainteresowanie mieszkaniami. Przewidujemy, że popyt w 2026 roku będzie rósł, wspierany przez poprawę warunków finansowania, rosnące wynagrodzenia oraz odkładany popyt z poprzednich okresów. Kluczowym założeniem na 2026 rok jest dla nas kontynuowanie strategii dostarczania wysokiego standardu i budowania zintegrowanych społeczności. Stawiamy na jakość i odpowiednie dopasowanie oferty do realnych potrzeb rynku.

Jeśli chodzi o przełomowe zmiany, 2026 rok prawdopodobnie przyniesie stopniową konsolidację rynku deweloperskiego. Mniejsze firmy, które przeceniły możliwości rynku i zbudowały nadmierną podaż, mogą mieć trudności z utrzymaniem płynności finansowej. Nie spodziewamy się jednak dramatycznych zmian cenowych, raczej stabilizacji z umiarkowanym wzrostem na poziomie inflacji. Kluczowe znaczenie będzie miała sytuacja makroekonomiczna, dalsze działania RPP oraz ostateczny kształt reformy planistycznej, która może znacząco wpłynąć na dostępność gruntów pod zabudowę.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

W 2026 rok wchodzimy z umiarkowanym optymizmem, ale jednocześnie z dużą ostrożnością inwestycyjną, wynikającą z bardzo wymagających warunków rynkowych. Szczególnie trudna sytuacja widoczna jest na rynkach regionalnych, takich np. jak Katowice, gdzie wysoki poziom podaży mieszkań oraz silna konkurencja istotnie wpływają na tempo absorpcji oferty i wydłużają procesy decyzyjne po stronie klientów. Otoczenie rynkowe pozostaje pod presją kosztów finansowania oraz ograniczonej dostępności kredytów hipotecznych, co dodatkowo ogranicza aktywność popytową.

W tych warunkach na 2026 rok przyjmujemy założenia oparte na selektywnym podejściu do uruchamiania nowych inwestycji, koncentracji na płynności finansowej oraz jakości i dopasowaniu oferty do realnych możliwości rynku. Ewentualne przełomowe zmiany na rynku deweloperskim, takie jak konsolidacja branży, spowolnienie nowych projektów czy istotniejsze zmiany cen będą, w naszej ocenie, zależeć przede wszystkim od kierunku polityki stóp procentowych, dostępności finansowania dla klientów oraz dalszych decyzji regulacyjnych. To te czynniki w największym stopniu zadecydują o skali i tempie poprawy sytuacji rynkowej w kolejnych kwartałach.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment S.A.

Wchodzimy w 2026 rok w nastroju spokojnej pewności, ale bez złudzeń. Ten rynek nie premiuje dziś głośnych deklaracji – premiuje proces, tempo i kontrolę ryzyk. Rok 2025 oceniam jako dobry, choć wymagający. Sprzedażowo kluczowa była selekcja: liczyła się jakość transakcji i przewidywalność projektu, a nie „wolumen za wszelką cenę”. Przy rosnącym koszcie kapitału i zmianach regulacyjnych najwięcej wygrywają ci, którzy mają przygotowane projekty.

Na 2026 zakładamy dalszą koncentrację na projektach miejskich pod zabudowę wielorodzinną i PRS oraz konsekwentne uszlachetnianie gruntów – od analizy chłonności i ryzyk, przez porządkowanie stanu prawnego i planistycznego, po doprowadzenie projektów do etapu umożliwiającego realizację lub sprzedaż.

Czy 2026 przyniesie przełom? Tak, raczej w formie polaryzacji niż jednego wydarzenia. Dobre lokalizacje i dobrze przygotowane projekty będą drożeć, a projekty słabsze albo utkną, albo będą sprzedawane z dyskontem. Konsolidacja branży jest bardzo realna, bo koszt błędu rośnie. Zależy to głównie od kosztu finansowania, dostępności kredytu, podaży gruntów oraz przewidywalności i sprawności procedur administracyjnych.

WSA w Warszawie: kara 75 tys. zł dla KGP za ujawnienie danych o zdrowiu na konferencji prasowej utrzymana

0

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 28 stycznia 2026 r. (sygn. II SA/Wa 890/25) oddalił skargę Komendanta Głównego Policji na decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Tym samym sąd potwierdził stanowisko organu nadzorczego oraz zasadność nałożenia na KGP administracyjnej kary pieniężnej w wysokości 75 tys. zł za naruszenie przepisów RODO.

Tło sprawy: dane o zdrowiu i życiu prywatnym ujawnione publicznie

Postępowanie przed UODO wszczęto po skardze dotyczącej udostępnienia podczas konferencji prasowej danych i informacji odnoszących się do stanu zdrowia kobiety oraz jej życia prywatnego. Prezes UODO uznał, że doszło do naruszenia m.in. art. 6 ust. 1 RODO (brak podstawy prawnej przetwarzania) oraz art. 9 ust. 1 RODO (szczególne kategorie danych – w tym dane dotyczące zdrowia).

Dlaczego UODO uznał naruszenie za „poważne”

W decyzji wskazano, że naruszenie miało poważny charakter, ponieważ polegało na udostępnieniu danych bez podstawy prawnej, a w szczególności informacji należących do szczególnej kategorii danych osobowych. Istotne było też to, że informacje przekazane na konferencji można było powiązać z wcześniej pojawiającymi się w mediach wiadomościami na temat skarżącej i jej historii, co zwiększało ryzyko identyfikacji.

UODO podkreślił również konsekwencje ujawnienia danych: pojawiła się zarówno potencjalna, jak i realna możliwość wykorzystania informacji przez osoby trzecie bez wiedzy i zgody osoby, której dane dotyczyły. Wskazano ryzyko szkody, m.in. w postaci narażenia na dyskryminację, utraty dobrego imienia oraz utraty kontroli nad przetwarzaniem informacji na swój temat.

Konferencja prasowa organu władzy to nie „materiał prasowy”

Jednym z kluczowych elementów argumentacji było stanowisko, że organy władzy publicznej nie są beneficjentami wolności prasy i innych środków społecznego przekazu. Konferencja prasowa KGP nie stanowi więc działalności polegającej na redagowaniu, przygotowywaniu, tworzeniu lub publikowaniu materiałów prasowych przez ten organ.

Sąd – jak wskazano w ustnych motywach – potwierdził ten kierunek rozumowania. W rezultacie dane szczególnej kategorii udostępnione na konferencji prasowej nie stanowiły „materiału prasowego” w rozumieniu Prawa prasowego, a więc nie mogły być traktowane jako przesłanka legalizująca ujawnienie danych osobowych w rozumieniu RODO.

Noworoczny boom na fitness nie przełożył się na wzrost notowań większości spółek z tej branży

  • Aktywność fizyczna i frekwencja w klubach fitness zwykle rosną na początku roku, jednak stopy zwrotu akcji spółek z tego sektora pozostają nierówne
  • Większość długoterminowych wzrostów wygenerowały firmy fitness z ekspozycją na przychody B2B lub segment komercyjny
  • Analiza eToro pokazuje, że inwestorzy preferują modele biznesowe oferujące bardziej przewidywalne i stabilne przepływy pieniężne oraz siłę cenową, zamiast tych uzależnionych od cyklicznej sprzedaży konsumenckiej

Początek roku tradycyjnie przynosi wzrost liczby karnetów na siłowniach, gdy konsumenci próbują „zresetować się” po świątecznym okresie nadmiernych wydatków. Schemat powtórzył się również w tym roku. Jednak notowania giełdowe nie odzwierciedlają tego trendu. Analiza platformy tradingowo-inwestycyjnej eToro pokazuje, że równoważony portfel notowanych spółek fitness wzrósł o 9 proc. w ujęciu rocznym oraz o 40 proc. w horyzoncie trzech lat, ale jedynie o 14 proc. w perspektywie pięcioletniej – mimo systematycznego wzrostu uczestnictwa w aktywnościach fitness na świecie.

W dłuższym horyzoncie czasowym wyniki stają się coraz bardziej zróżnicowane. Krótkoterminowe i średnioterminowe wzrosty były w dużej mierze napędzane przez kilka wybranych spółek, podczas gdy pięcioletnie stopy zwrotu osłabiły gwałtowne spadki kursów niektórych firm skoncentrowanych na rynku konsumenckim. Największy wkład w długoterminowy wzrost miały firmy z ekspozycją na popyt B2B, komercyjny lub instytucjonalny, natomiast spółki uzależnione głównie od wydatków konsumentów odnotowały słabsze wyniki giełdowe.

Ten podział jest widoczny mimo dalszego rozwoju branży fitness. Zgodnie z globalnym raportem HFA za 2025 r., liczba członkostw w siłowniach na świecie wzrosła o 6 proc. rok do roku, a liczba obiektów fitness zwiększyła się niemal o 4 proc., co pokazuje, że uczestnictwo w aktywnościach fitness nadal rośnie, nawet gdy wyniki rynkowe zaczynają się różnić.

Lale Akoner, globalna analityczka rynkowa w eToro, komentuje: „Sezonowe skoki aktywności w siłowniach widać każdego stycznia, ale rynki akcji ignorują ten chwilowy szum. Na wycenę spółki w dużej mierze wpływa przede wszystkim trwałość jej przepływów pieniężnych. Firmy fitness silnie uzależnione od uznaniowych wydatków konsumentów pozostają narażone na presję marżową i wahania popytu, szczególnie w warunkach rosnących kosztów. Natomiast przedsiębiorstwa z ekspozycją na rynek komercyjny, powtarzalnymi kontraktami i siłą cenową generowały w dłuższym okresie znacznie bardziej stabilne stopy zwrotu.”

Wśród najlepiej radzących sobie spółek kluczową rolę odegrał popyt komercyjny. Technogym, dostawca sprzętu premium dla siłowni, hoteli i centrów wellness, skorzystał na inwestycjach instytucjonalnych oraz cyklach wymiany wyposażenia, generując 102 proc. stopy zwrotu w ciągu pięciu lat. Garmin łączy sprzedaż konsumencką z obecnością na rynkach komercyjnych i profesjonalnych, w tym w lotnictwie i sektorze morskim, co sprzyja powtarzalnym modernizacjom w ramach szerszego ekosystemu produktowego, przynosząc w tym samym okresie 62 proc. zwrotu.

Na drugim biegunie znalazły się spółki bardziej uzależnione od jednorazowych zakupów konsumenckich i cechujące się wysokimi kosztami stałymi. Ich notowania znacząco ucierpiały wraz z normalizacją popytu po okresie pandemicznym. Peloton pozostaje 96 proc. poniżej poziomów sprzed pięciu lat, co pokazuje, jak wrażliwe niektóre modele biznesowe w branży fitness były na zmiany zachowań konsumentów oraz na dźwignię operacyjną.

Akoner dodaje: „Obecnie obserwujemy korektę bardzo różnych oczekiwań ukształtowanych po pandemii. Część spółek fitness była wyceniana pod kątem utrzymania wysokiego, stabilnego popytu konsumenckiego, który jednak nie nadszedł. Wraz z normalizacją popytu ujawniły się wysokie koszty stałe i dźwignia operacyjna, a inwestorzy odpowiednio skorygowali wyceny. Firmy powiązane z instytucjonalnymi cyklami wydatkowymi okazały się znacznie lepiej chronione przed tym resetem.”

Marka Zwrot w 1. roku Zwrot w 3. roku Zwrot po 5. latach
Fitness focused brands
The Gym Group 20% 21% -21%
Peloton -29% -47% -96%
Planet Fitness -7% 22% 22%
Garmin -7% 107% 62%
Technogym 66% 97% 102%
Basket average 9% 40% 14%

 

Tabela przedstawiająca wyniki koszyka akcji spółek skoncentrowanych na sektorze fitness

Dane dotyczące kursów akcji na zamknięcie sesji giełdowej z dnia 21.01.2026 r. Wyniki indeksu obliczone w dolarach amerykańskich (USD). Źródło danych: Refinitiv. Wyniki historyczne nie stanowią gwarancji ani wskazania przyszłych rezultatów.

Krach na złocie i srebrze, ropa traci 5%. Rynki przestawiają się na nowy scenariusz

Dziś uwagę inwestorów przykuwa przede wszystkim krajobraz po historycznym krachu na notowaniach metali szlachetnych. Ceny ropy naftowej spadają o ponad 5% po sygnałach deeskalacji konfliktu na linii USA-Iran, a z niemieckiej gospodarki powiało optymizmem, który przyniosły dane o wyższej konsumpcji i sygnały odbicia w sektorze wytwórczym. 

Totalne zaskoczenie

Piątek na rynkach przejdzie do historii, a skala spadków na metalach szlachetnych mogła zaskoczyć niejednego inwestora. Notowania złota spadły o 9%, a srebra o ponad 27% w ciągu jednego dnia. Trzeba przyznać, że takie ruchy nie zdarzają się zbyt często, a jeśli już – dotyczą aktywów o niskiej płynności. W przypadku złota nie ma o tym mowy, a dodatkowo jest to aktywo uważane za bezpieczną przystań dla środków inwestorów. Sytuacja z końca poprzedniego tygodnia pokazuje jednak, że powinniśmy raczej klasyfikować je jako aktywo ryzykowne. Nowy tydzień otworzył się pogłębieniem spadków na wspomnianych metalach (odpowiednio 3,6% i 6,7%), ale kolejne godziny jawią się jako wzmożona aktywność graczy nastawionych na pozycje długie. Za przyczynę tego „krachu” uważa się ogłoszenie nominacji Warsha na nowego szefa Fed przez administrację Trumpa. Uznawany jest on za przedstawiciela jastrzębi, z dużą niechęcią do luzowania monetarnego. Wydaje się to jednak tylko pretekst, a bezpośrednia przyczyna to aktywowanie się zleceń stop loss bądź sytuacje, w których do utrzymania pozycji należało dopłacić tzw. depozyt zabezpieczający. Brak gotówki sprawiał, że utrzymanie pozycji stało się nierealne. Potwierdzeniem tego faktu mogą być sygnały z giełdy COMEX, na której kilkakrotnie podnoszono depozyt zabezpieczający.

Deeskalacja

Spory spadek notowań widzimy dzisiaj na ropie naftowej (WTI ponad 5%). W niedzielę odbyło się spotkanie kartelu OPEC+, a decyzja jaka zapadła to utrzymanie poziomu wydobycia i brak sygnałów dla rynku o tym, co będzie się działo po pierwszym kwartale. Kluczowe dla ruchów na ropie naftowej jest jednak nie spotkanie OPEC+, a to, co ogłosiła w weekend administracja Trumpa. Prezydent USA powiedział, że „Iran poważnie rozmawia z Waszyngtonem”, a tym samym dał do zrozumienia, że w najbliższym czasie mocno spodziewany atak na obiekty w Iranie się nie odbędzie. W ostatnich dniach, wraz ze zwiększeniem sił wojskowych USA w rejonie Bliskiego Wschodu, sytuacja na ropie była mocno dynamiczna, a zwiększone ryzyko eskalacji konfliktu doprowadziło notowania do najwyższych wzrostów miesięcznych od ponad dwóch lat. Kluczową sprawą jest tu cieśnina Ormuz – tędy przepływa 20% zużywanej na świecie ropy, ale także 20% LNG. W przypadku otwartego konfliktu mogłaby zostać wyłączona z użytkowania. Niepewność w tym rejonie świata na pewno nie znika, niemniej jednak chwilowa deeskalacja daje ulgę na notowaniach cen czarnego złota.

Powiew optymizmu

Dzisiaj w kalendarzu makro pojawiły się dane z niemieckiej gospodarki. Analitycy od dłuższego czasu szukają pozytywnych sygnałów z tej „europejskiej lokomotywy” i trzeba przyznać, że takowe dzisiaj dostali. Sprzedaż detaliczna była wyższa o 1,5% w grudniu w relacji r/r i przebiła też wartość z listopada (1,3%). Również dzisiaj poznaliśmy odczyt PMI dla sektora przemysłu. Wynik 49,1 pkt jest pozytywnym zaskoczeniem i przebija zarówno prognozy analityków, jak i wartość z grudnia, czyli 47 pkt. Mimo najwyższego wyniku od 3 miesięcy, nadal znajdujemy się w obszarze recesyjnym, czyli poniżej 50 pkt. Według analityków kolejne miesiące mogą w końcu pozwolić przebić tę granicę za sprawą wzrostu zamówień z sektora obronnego. Główna para walutowa świata utrzymuje się poniżej poziomu 1,19, a w kalendarzu pojawi się jeszcze odczyt ISM dla przemysłu z USA o 16.00.

Spada satysfakcja pracowników z wynagrodzenia

Choć rynek pracy znajduje się obecnie w fazie stabilizacji i nie widać na nim ani oznak kryzysu, ani dynamicznego rozwoju, to nastroje specjalistów i menedżerów najczęściej nie są optymistyczne. Profesjonaliści odczuwają obawy związane ze stabilnością zatrudnienia i możliwościami zarobkowymi, co przedkłada się na malejącą satysfakcję z pracy. Pomimo niepewności, aż 48 proc. respondentów uczestniczących w badaniu Hays Poland, rozważa jednak zmianę pracy w tym roku.

  • 61 proc. specjalistów i menedżerów nie jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia. Często wynika to ze zbyt dużego, nieadekwatnego nakładu pracy. W konsekwencji spada ogólna satysfakcja zawodowa.  
  • Rośnie grupa pracowników, którzy rozważają zmianę pracy z uwagi na niestabilność zatrudnienia. Obrazuje to uczucie niepewności i braku bezpieczeństwa, z którymi zmaga się część z nich.
  • Profesjonaliści oczekują od firm nie tylko podwyżek, ale też otwartej, szczerej komunikacji oraz benefitów pozapłacowych, które pozwolą im zadbać o swój dobrostan. Pracownicy do najcenniejszych świadczeń zaliczają przede wszystkim te oferujące dodatkowy czas wolny i pracę elastyczną, która pomaga utrzymać work-life balance.

Pracownicy stopniowo adaptują się do obecnych warunków rynkowych. Mimo że dla wielu z nich obecny moment wciąż nie jest idealny na zmianę pracodawcy, to jednak stopniowo otwierają się na taki krok. O ile część z nich do podjęcia takiej decyzji motywuje poczucie braku stabilności zatrudnienia w obecnej firmie, to inni kierują się rosnącym niezadowoleniem z oferty – a często również atmosfery lub relacji – u bieżącego pracodawcy. Wyniki badania Hays Poland, opisanego w Raporcie płacowym 2026, pokazują, że poziom satysfakcji zawodowej specjalistów i menedżerów pozostawia wiele do życzenia.

Ponad połowa specjalistów i menedżerów chciałaby zarabiać więcej

Ostrożne decyzje kadrowe w ostatnich latach, w tym odsuwane w czasie rekrutacje i wstrzymywane podwyżki spowodowały, że profesjonaliści często znajdują się w miejscu, w którym nie tylko pracują za dużo, ale też nie otrzymują za swoje wysiłki adekwatnego wynagrodzenia.Hays wykres 1

Jak wynika z badania Hays Poland, aż 61 proc. specjalistów i menedżerów deklaruje, że nie jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia. Co więcej, 42 proc. profesjonalistów uważa też, że nie jest ono adekwatne do obecnego zakresu obowiązków. W rezultacie przekłada się to na spadek motywacji, poczucie przeciążenia i nierzadko rozważania możliwości zmiany pracy.Hays wykres 2

Brak satysfakcji z wynagrodzenia to tylko jeden z problemów

Choć to właśnie niezadowolenie z zarobków niezmiennie od lat jest dla pracowników największym motywatorem do zmiany miejsca zatrudnienia, to argumentów do podjęcia takiej decyzji jest o wiele więcej. Podobnie jak w 2025, również w tym roku na drugim miejscu uplasował się brak możliwości rozwoju. Obrazuje to wysokie aspiracje profesjonalistów, które nie maleją nawet w obliczu niejednoznacznej sytuacji na rynku.

Jednocześnie w najnowszej edycji raportu na liście powodów chęci zmiany pracy o dwa miejsca w górę przesunęła się niepewność zatrudnienia i aż o cztery – zbyt duży nakład pracy. Z drugiej strony, w porównaniu z ubiegłym rokiem na znaczeniu straciły takie argumenty jak bezpośredni przełożony czy lokalizacja biura.

Takie zmiany w odpowiedziach profesjonalistów obrazują rosnącą niepewność, z jaką się zmagają, oraz silną potrzebę poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności tego, na co mogą realnie liczyć w obecnym miejscu pracy. Mnogość obaw związanych z życiem zawodowym może również wynikać z braku odpowiedniej, transparentnej komunikacji w firmach. Jest ona niezbędna w utrzymywaniu motywacji, dobrych relacji i dobrostanu zatrudnionych, natomiast w wymagających biznesowo czasach bywa przez organizacje zaniedbywana – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

Pracownicy oczekują zmian

Zmęczenie wyzwaniami, z jakimi borykają się specjaliści w obecnej firmie, oraz brak sygnałów o pogorszeniu sytuacji na rynku pracy, skłaniają wielu profesjonalistów do proaktywności i podjęcia konkretnych działań. Po latach zamrożonych budżetów, ze stagnacją płac lub symbolicznymi podwyżkami, wielu ekspertów oczekuje, że w 2026 roku ta sytuacja ulegnie zmianie i doświadczą korekty płac – jeśli nie w obecnym miejscu zatrudnienia, to w innym.

Aż 66 proc. respondentów badania Hays uważa, że w nadchodzących miesiącach otrzyma podwyżkę, w tym 12 proc. liczy na wzrost dwucyfrowy. Dla porównania, w roku 2025 zmiany wynagrodzenia spodziewało się 52 proc. pracowników.

Jak do oczekiwań specjalistów odniosą się pracodawcy? Jak zauważa Agnieszka Pietrasik, CEE Executive Director w Hays, chociaż firmy planują podwyżki, to wciąż będą zachowywały dużą ostrożność w kształtowaniu siatek wynagrodzeń. – Na decyzje o podwyżkach coraz silniej będzie również wpływać rosnąca transparentność wynagrodzeń, wynikająca z planowanego wdrożenia dyrektywy Unii Europejskiej. Wiele organizacji jeszcze nie wprowadziło zmian w tym zakresie, czekając na projekt ustawy oraz konkretne obowiązki i konsekwencje dla firm. Dostosowanie siatki płac i raportowania z myślą o nowych przepisach będzie jednym z większych wyzwań kadrowych w nadchodzących miesiącach – dodaje ekspertka.

Jeśli firmy przez dłuższy czas nie zareagują na potrzeby pracowników, ci wezmą sprawy w swoje ręce. W tegorocznej edycji raportu Hays 48 proc. specjalistów i menedżerów zadeklarowało, że rozważa zmianę miejsca zatrudnienia w najbliższym czasie.

Pracodawcy powinni działać wielowymiarowo

Co zatem mogą zrobić firmy, aby zatrzymać najlepsze talenty w organizacji i jednocześnie utrzymać ich zadowolenie? Rozwiązaniem może być podejmowanie nieco bardziej odważnych decyzji kadrowych. Rekrutacja nowych pracowników, którzy odciążą obecne zespoły, a także przejrzysta komunikacja na temat strategii firmy to podstawa, której w 2026 nie może zabraknąć. Dużą motywacją będą dla profesjonalistów oczywiście również pieniądze.

W wielu przypadkach – jeśli nie satysfakcjonujące podwyżki – wiele dobrego mogą zdziałać benefity pozapłacowe. Z raportu Hays wynika bowiem, że dobrze zaprojektowane świadczenia mogą stać się przewagą konkurencyjną firm.

–  Pracownikom zależy przede wszystkim na benefitach zwiększających komfort życia i umożliwiających zachowanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Mają one ogromne znaczenie w rekrutacji i zatrzymywaniu talentów w organizacji. Jednocześnie nie ma jednego, uniwersalnego benefitu, który byłby cenny dla każdego. U każdej jednostki ten wymarzony zestaw świadczeń wygląda bowiem nieco inaczej. Pracodawcy – w miarę możliwości – powinni dopuszczać zatem przynajmniej niewielki zakres wyboru dodatków pozafinansowychpodkreśla Agnieszka Czarnecka z Hays.Hays wykres 3

A tych do wyboru jest wiele. Z tegorocznej edycji raportu wynika, że te, na których zależy pracownikom najbardziej to: dodatkowe dni urlopowe, które na przestrzeni roku przesunęły się o 3 miejsca w górę, praca elastyczna i rozszerzony pakiet opieki medycznej.

Orange z karą 34 mln zł. UOKiK o niedozwolonych zapisach w umowach na kartę

0

Orange Polska miała – według ustaleń urzędu – jednostronnie zmienić warunki umów w ofertach „na kartę” i pobierać opłatę za tzw. „utrzymanie numeru w sieci” w sytuacji braku aktywności użytkownika, np. bez doładowania konta. UOKiK uznał, że praktyki te naruszały zbiorowe interesy konsumentów oraz wiązały się ze stosowaniem niedozwolonych postanowień umownych. Łączna kara nałożona na spółkę wyniosła 34 030 000 zł, a decyzje – jak podkreślono w komunikacie – nie są prawomocne i mogą zostać zaskarżone do sądu.

Na czym polegał mechanizm opłaty

Z przekazanych informacji wynika, że operator wprowadził w ofertach pre-paid opłatę za usługę „utrzymanie numeru w sieci” i pobierał ją w okresie od maja 2022 r. do stycznia 2024 r. Opłata miała wynosić 5 zł i była naliczana cyklicznie po 31 dniach od ostatniej aktywności rozumianej jako m.in. wykonanie połączenia wychodzącego, wysłanie SMS, skorzystanie z internetu lub zakup usługi dodatkowej.

Konsumenci otrzymywali wiadomość SMS o treści w rodzaju: „Przez ostatnie 30 dni nie korzystałeś aktywnie ze swojego telefonu. W związku z tym jutro pobierzemy opłatę za utrzymanie numeru w sieci 5 zł.” Kluczowy zarzut dotyczył tego, że taka opłata – według urzędu – nie powinna być w ogóle wyceniana dodatkowo, ponieważ utrzymanie numeru jest obowiązkiem przedsiębiorcy wynikającym z umowy.

„Pre-paid” miał działać inaczej

W ocenie urzędu sens ofert przedpłaconych polega na swobodzie korzystania z usługi: użytkownik doładowuje konto, kiedy chce, i nie powinien być zaskakiwany kosztami „za sam fakt” braku aktywności. Z komunikatu wynika również, że klienci nie mieli otrzymywać jasnej informacji o tej opłacie na etapie zakupu – ani na opakowaniach starterów, ani w prezentowanych ofertach, ani na podstronach operatora.

Dodatkowo wskazano, że opłaty miały dotyczyć także osób posiadających aktywną usługę przedłużającą ważność konta („Konto ważne rok”) – w takim scenariuszu użytkownicy byli obciążani zdublowanym kosztem utrzymania numeru.

Co zakwestionował UOKiK

Urząd poinformował o wydaniu decyzji dotyczących:

  • naruszania zbiorowych interesów konsumentów,
  • stosowania niedozwolonych postanowień umownych.

Istotą problemu – jak opisano – było „ukarane” konsumenta za niewykonanie narzuconej aktywności (np. brak połączeń czy brak użycia danych), co ma stać w sprzeczności z charakterem oferty pre-paid.

W komunikacie znalazła się też wypowiedź Tomasz Chróstny, który podkreślił znaczenie prawa konsumenta do informacji i sprzeciwił się wprowadzaniu dodatkowych kosztów bez przejrzystej zgody użytkownika:

– Praktyka Orange była sprzeczna z dobrymi obyczajami. Przypominam, że zmiana warunków umów jest bezprawna bez odpowiedniej klauzuli modyfikacyjnej. Konsumenci podejmują decyzje zakupowe bazując na konkretnych ofertach, a na każdą zmianę trwającego zobowiązania muszą wyrazić świadomą zgodę. Nie mogą być zaskakiwani dodatkowymi opłatami i narzucanymi przez operatora wymogami – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Co dalej: decyzje nie są prawomocne

W komunikacie zaznaczono, że decyzje nie są prawomocne, a spółka może się od nich odwołać do sądu. To oznacza, że sprawa może mieć dalszy ciąg w postępowaniu odwoławczym.

Szerszy kontekst: inni operatorzy też z zarzutami

UOKiK wskazał, że to kolejne działania dotyczące dodatkowych opłat w ofertach „na kartę”. Równolegle urząd poinformował o postawieniu zarzutów także innym podmiotom: P4 oraz Polkomtel.

Jeśli chcesz, mogę przerobić ten tekst na wersję „do publikacji” w stylu portalu informacyjnego (krótsze leady, śródtytuły, mocniejszy układ pod SEO) albo na komunikat wewnętrzny dla klientów (FAQ: kto mógł zostać objęty opłatą, co sprawdzić w historii konta, gdzie złożyć reklamację).

Pharmena podpisała umowę na przeprowadzenie badania klinicznego wyrobu medycznego

Pharmena SA, polska spółka biotechnologiczna notowana GPW, zawarła umowę ze specjalistyczną firmą na przygotowanie dokumentacji badania klinicznego, przeprowadzenie, monitorowanie i koordynowanie badania klinicznego przyszłego wyrobu medycznego do stosowania w trudno gojących się ranach. Przeprowadzenie badań klinicznych na ludziach ma na celu potwierdzenie skuteczności przyszłego wyrobu medycznego w leczeniu trudno gojących się ran. Badania kliniczne stanowią ostatni kluczowy etap do zarejestrowania wyrobu medycznego w celu jego komercjalizacji. Wcześniej Spółka informowała o podjęciu współpracy w celu oceny biokompatybilności przyszłego wyrobu medycznego.

Rozpoczęcie etapu badań klinicznych to dla nas kluczowy moment w rozwoju przyszłego wyrobu medycznego. Badanie zostanie przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi standardami, a jego celem jest potwierdzenie skuteczności i bezpieczeństwa naszego produktu w leczeniu trudno gojących się ran. Spodziewamy się, że wyniki pozwolą nie tylko na ocenę działania naszego rozwiązania w warunkach klinicznych, ale również na zebranie danych niezbędnych do dalszej certyfikacji. To ważny etap, który zbliża nas do momentu, w którym realnie będziemy mogli pomóc pacjentom zmagającym się z tym poważnym problemem – powiedziała Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu Pharmena SA.

Pharmena prowadzi prace na przyszłym wyrobem medycznym od końca 2023 r., kiedy to poinformowała o rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produktu na rynek. W ramach prowadzonego projektu Spółka dokonała już opracowania koncepcyjnego oraz stworzenia wstępnej receptury. Spółka Pharmena dokonała walidacji metod analizy zawartości substancji czynnych w przyszłym wyrobie medycznym. Opracowana metoda analizy jest wykorzystywana w procesie rozwoju projektu, a także będzie po jego komercjalizacji, w trakcie procesu produkcyjnego zgodnie ze standardem dobrej praktyki produkcyjnej – GMP.

W połowie 2025 roku Spółka potwierdziła współpracę na opracowania dokumentacji wyrobu medycznego oraz wytworzenie serii walidacyjnych przyszłego wyrobu medycznego. Produkty wytworzone w ramach serii walidacyjnych mają teraz być przeznaczone do badań klinicznych wyrobu.

W sierpniu ubiegłego roku Spółka informowała o zawarciu umowy na wykonanie badań związanych z oceną biokompatybilności wyrobu medycznego oraz opracowanie Raportu Oceny Biologicznej przyszłego wyrobu medycznego przeznaczonego do stosowania w trudno gojących się ranach.

Po zakończeniu badań klinicznych przejdziemy do ostatniego etapu przed komercjalizacją, czyli procesu certyfikacji wyrobu medycznego. Liczymy, że proces certyfikacji rozpocznie się w 2027 roku a potem nasz produkt trafi na półki aptek i placówek medycznych w całej Unii Europejskiej. To dla nas nie tylko sukces biznesowy, ale przede wszystkim szansa na poprawę jakości życia pacjentów cierpiących z powodu trudno gojących się ran. Mamy nadzieję, że dzięki naszemu rozwiązaniu wielu chorych uniknie groźnych powikłań, a leczenie stanie się bardziej skuteczne – dodała Marzena Wieczorkowska.

Globalny rynek produktów do leczenia trudno gojących się ran jest w fazie dynamicznego wzrostu. Według analiz jego wartość sięga obecnie 21–24 mld USD rocznie. Raport The Research Insights prognozuje, że w 2025 r. rynek osiągnie wartość 24 mld USD, a do 2030 r. zbliży się do 30 mld USD (CAGR ok. 4,2%). Wartość europejskiego rynku oceniana jest na 7,6 mld USD w 2025 r., z oczekiwanym tempem wzrostu CAGR 7,3% w latach 2025–2032.

Synektik będzie oferować roboty chirurgiczne da Vinci także w Ukrainie. Współpraca z Intuitive wydłużona do końca 2031 roku

Synektik, dostawca zaawansowanych rozwiązań dla medycyny, będący między innymi wyłącznym dystrybutorem systemów robotyki chirurgicznej da Vinci w Polsce, Czechach, Słowacji, Litwie, Łotwie i Estonii, rozszerzył zakres terytorialny umowy z Intuitive Surgical o kolejny rynek – Ukrainę. Jednocześnie współpraca polskiej spółki z globalnym liderem w obszarze robotyki chirurgicznej na wszystkich rynkach została wydłużona do końca 2031 roku.

– Przedłużenie współpracy do końca 2031 roku oraz powierzeniu nam odpowiedzialności za następny rynek to jednoznaczne potwierdzenie zaufania do kompetencji Grupy Synektik jako długoterminowego partnera Intuitive Surgical w regionie. Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju w segmencie robotyki chirurgicznej, łącząc doświadczenie operacyjne, zaplecze serwisowo-szkoleniowe oraz bliską współpracę z placówkami ochrony zdrowia. Nowy etap umowy daje nam stabilne fundamenty do dalszej ekspansji i zwiększania dostępności technologii da Vinci dla pacjentów w Europie Środkowo-Wschodniej – komentuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes zarządu Synektik.

Podczas tegorocznej konferencji Annual Commercial Meeting w Orlando, zorganizowanej przez Intuitive Surgical, Synektik został uznany za najlepszego na świecie dystrybutora systemów chirurgii robotycznej da Vinci (Distributor Worldwide and Best Clinical Partner 2025).

Synektik współpracuje z Intuitive Surgical na polskim rynku nieprzerwanie od 2018 roku, gdzie systemy robotyczne da Vinci stały się istotnym elementem nowoczesnej chirurgii. Od 2022 roku Grupa jest wyłącznym dystrybutorem tych systemów także w Czechach i Słowacji, a w 2024 roku zakres współpracy został rozszerzony o Litwę, Łotwę i Estonię, co było kolejnym krokiem w budowie silnej, regionalnej platformy dystrybucji zaawansowanych technologii medycznych.

Rynek ukraiński, podobnie jak dotychczasowe, będzie obsługiwany przez Synektik na zasadzie wyłączności. Zakres współpracy obejmuje sprzedaż i dostawy systemów robotycznych da Vinci wraz z pełnym wsparciem wdrożeniowym i operacyjnym, w tym szkolenia, rozwój zaplecza serwisowego oraz kwestie regulacyjne i marketingowe.

– Rozszerzenie współpracy o rynek ukraiński ma dla nas szczególny wymiar. W obecnych uwarunkowaniach kwestie bezpieczeństwa pozostają absolutnym priorytetem, a rozwój działalności będziemy realizować etapowo i odpowiedzialnie. Jednocześnie decyzja Intuitive Surgical o objęciu Ukrainy zakresem naszej umowy potwierdza przekonanie o długoterminowym potencjale tego rynku. Wierzymy, że po zakończeniu działań wojennych modernizacja szpitali przyspieszy, potrzeby w zakresie nowoczesnej, małoinwazyjnej chirurgii będą tam jeszcze większe, a nasze doświadczenie w budowie ekosystemu robotyki medycznej pozwoli skutecznie wesprzeć odbudowę systemu ochrony zdrowia – komentuje Cezary Kozanecki.

Zabiegi chirurgiczne z wykorzystaniem systemów robotycznych da Vinci stanowią przełomową zmianę jakościową w leczeniu wielu schorzeń – w szczególności w obszarze urologii, onkologii, a także chirurgii ogólnej – umożliwiając większą precyzję, mniejszą inwazyjność oraz szybszą rekonwalescencję pacjentów. W ostatnich latach dziesiątki tysięcy pacjentów w Polsce, Czechach, Słowacji i krajach bałtyckich skorzystało z tej technologii, a Grupa Synektik konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję jako wiodący dostawca rozwiązań z zakresu robotyki medycznej w regionie.

Na koniec 2025 roku Grupa Synektik miała pod swoją opieką 83 urządzenia da Vinci w Polsce oraz łącznie 121 w całym regionie.

Współpraca Synektika z Intuitive Surgical stanowi dla polskiej spółki źródło przychodów związanych zarówno z dostawą i uruchomieniem systemów da Vinci w placówkach medycznych, jak i późniejszym serwisem urządzeń. Dodatkowym, powtarzalnym źródłem przychodów są dostawy zużywalnych instrumentów i akcesoriów do tych urządzeń.

Grupa Muszkieterów: 11,4 mld zł obrotu w 2025 i cel 12 mld w 2026

Grupa Muszkieterów, zrzeszająca niezależnych przedsiębiorców pod szyldami Intermarché i Bricomarché, zamknęła 2025 rok wynikami potwierdzającymi jej silną pozycję na polskim rynku detalicznym. Mijające dwanaście miesięcy było okresem konsekwentnego wzmacniania skali operacyjnej, co pozwoliło organizacji zwiększyć przychody o kolejne 470 milionów złotych. Łączne obroty sieci Intermarché i Bricomarché, wraz ze stacjami paliw, osiągnęły poziom 11,4 miliarda złotych, co oznacza progresję na poziomie 4,3 proc. w ujęciu rok do roku. Tak solidne fundamenty finansowe pozwalają Grupie z optymizmem patrzeć w przyszłość i podtrzymać ambitny cel strategiczny, jakim jest przekroczenie progu 12 miliardów złotych obrotu już w 2026 roku.

Osiągnięty wzrost jest bezpośrednim rezultatem unikalnego modelu biznesowego Grupy, opartego na synergii działań niezależnych przedsiębiorców oraz dobrze zorganizowanej centrali zakupowej. Grupa z sukcesem oddała do użytku 14 nowych obiektów, w tym 13 placówek handlowych oraz jedną stację paliw, jednocześnie kładąc silny nacisk na cyfryzację i rozwój kanałów e-commerce. Dzięki tym działaniom Muszkieterowie nie tylko skutecznie odpowiedzieli na presję rynkową, ale także umocnili zaufanie konsumentów.

Intermarché – efektywność operacyjna i fundamenty pod nową ekspansję

Sieć Intermarché w 2025 roku skoncentrowała swoje działania na budowaniu nowej jakości efektywności operacyjnej i wzmocnieniu modelu ekonomicznego. Postawiono na optymalizację procesów wewnętrznych oraz dalsze wzmocnienie wizerunku cenowego, co okazało się kluczowe w obliczu niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego i bezprecedensowej presji konkurencyjnej w polskim handlu spożywczym. Dzięki tej strategii szyld zdołał utrzymać dodatnią sprzedaż w ujęciu porównywalnym (LFL), co potwierdza lojalność klientów wobec marki.

Łączna progresja przychodów na poziomie 2,5 proc. jest w obecnych warunkach wynikiem satysfakcjonującym, zarówno w stosunku do inflacji, jak i do ewolucji sprzedaży detalicznej produktów spożywczych, Jest to wynik zadowalający, nie mniej mamy na uwadze potencjał do dalszej poprawy naszych wskaźników – mówi Adrian Podziemski, prezes Intermarché w Polsce.

Kluczowym filarem rozwoju było wdrażanie nowoczesnych rozwiązań handlowych, takich jak format Power 2.0 w kolejnych 13 sklepach sieci (łącznie koncept funkcjonuje już w 55 placówkach) oraz intensywna rozbudowa marek własnych, wzbogaconych w minionym roku o 220 nowych produktów. Równolegle sieć znacząco wzmocniła zaplecze logistyczne poprzez budowę zaawansowanego centrum dystrybucyjnego w Dąbrowie Górniczej.

W minionym roku Intermarché utrzymało także pozycję lidera przymarketowych stacji paliw, zarządzając siecią 73 obiektów i odnotowując wzrost wolumenu sprzedaży o ponad 9 proc.

Wszystkie te działania, wsparte dynamicznym rozwojem programu lojalnościowego Moje Intermarché, który gromadzi już 1,4 miliona użytkowników, stworzyły solidną bazę do powrotu na ścieżkę intensywnej ekspansji.

W najbliższych tygodniach planowane jest otwarcie nowych sklepów Intermarché w Zawierciu, Strzegomiu i Orzeszu.

Bricomarché umacnia pozycję lidera cenowego

W niezwykle wymagającym sektorze „dom i ogród”, sieć Bricomarché zaprezentowała w 2025 roku wyjątkową odporność i skuteczność biznesową. Na tle wyraźnie hamujących inwestycji w budownictwie mieszkaniowym, podczas gdy wielu rynkowych konkurentów zanotowało spadki, szyld utrzymał wysokie tempo wzrostu. Całkowita progresja sprzedaży na poziomie 7 proc. bez wątpliwości plasuje Bricomarché jako jednego z najdynamiczniejszych szyldów na polskim rynku DIY. Marka skonsolidowała tym samym swoją pozycję trzeciego gracza w sektorze oraz lidera wśród niezależnych sklepów tej branży.

Utrzymanie tak wysokiej dynamiki w trudnym roku dla branży to dowód na trafność naszej strategii bliskości. Skupiliśmy się na wzmacnianiu pozycji lidera cenowego m.in. poprzez kampanię „Nasze ceny rządzą”, dalszym udoskonalaniu działań operacyjnych oraz konceptu handlowego. Pozwoliło nam to skutecznie odpowiedzieć na potrzeby klientów szukających najlepszej wartości, co widać w rosnącym średnim koszyku zakupowym – podsumowuje Marek Sawa, prezes Bricomarché Polska.

Istotnym motorem rozwoju było utrzymanie stabilnego tempa nowych otwarć oraz sukcesywne przyłączanie nowych placówek “Pod Znak” Bricomarché, w tym 3 sklepów sieci Jasam. Sieć postawiła także na ewolucję asortymentową, wprowadzając m.in. nowy koncept „Dekoracyjny Ogród” oraz rozwijając marki własne. Ten wzrost skali wspiera nowoczesna logistyka – sfinalizowano budowę trzeciej bazy w Nowym Modlinie.

Równolegle Bricomarché konsekwentnie rozwija kanały cyfrowe, które stają się coraz istotniejszym elementem budowania wartości koszyka zakupowego. Program lojalnościowy MojeBrico zgromadził już 1,2 miliona użytkowników, a obroty w kanale e-commerce wzrosły o 24 proc.

Wsparcie lokalnych społeczności i uznanie branży

Grupa Muszkieterów w 2025 roku nie tylko wzmacniała swoją obecność rynkową, ale także intensyfikowała działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Za pośrednictwem Fundacji Muszkieterów realizowano kluczowe projekty, takie jak „Wakacje z Muszkieterami”, czyli bezpłatne kolonie dla dzieci z rodzin potrzebujących oraz specjalny program wsparcia dla Ochotniczych Straży Pożarnych. Do jednostek OSP w całej Polsce za pośrednictwem Fundacji trafił ponad milion złotych. Akcja była zainicjowana w odpowiedzi na dramatyczną sytuację powodziową w południowo-zachodniej Polsce, a środki finansowe zostały przeznaczone na zakup sprzętu niezbędnego do niesienia pomocy najbardziej potrzebującym.

Ambitne cele na 2026 rok

Osiągnięta w minionym roku stabilność finansowa oraz zoptymalizowane procesy operacyjne stanowią dla Grupy Muszkieterów punkt wyjścia do realizacji kolejnych celów strategicznych. Organizacja zamierza w nadchodzących miesiącach jeszcze silniej wykorzystać atuty swojego unikalnego modelu franczyzowego, łącząc go z nowoczesnym zapleczem technologicznym.

Rok 2025 był dla Grupy Muszkieterów okresem potwierdzenia siły naszego modelu biznesowego. Mimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego i presji w sektorze DIY oraz spożywczym, zwiększyliśmy po raz kolejny nasze obroty o blisko pół miliarda złotych, co jest dowodem na skuteczność strategii opartej na niezależności naszych przedsiębiorców i potwierdzeniem naszej bezkompromisowej walki o atrakcyjne ceny dla klientów – mówi Sławomir Czarnecki, prezes Grupy Muszkieterów w Polsce.

W 2026 rok Grupa Muszkieterów wchodzi z jasno sprecyzowanym celem: przekroczeniem 12 miliardów złotych obrotu.

– Powrót Intermarché na ścieżkę ekspansji, dalsza konsolidacja pozycji Bricomarché jako trzeciego gracza na rynku DIY, a także dalsze inwestycje w ceny, rozwój e-commerce i nowoczesną logistykę to filary, które stanowią gwarancję utrzymania dynamiki systematycznego wzrostu – dodaje  Marc Dherment, dyrektor generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

7R powołało Martina Ohly na stanowisko Head of Germany

0

7R oraz Urban Partners ogłaszają dołączenie Martina Ohly do zespołu 7R, gdzie obejmie on nowo utworzone stanowisko Head of Germany. Martin Ohly przechodzi do 7R z Logicenters, gdzie ostatnio pełnił funkcję General Manager & Head of Logistics w platformie zarządzania i rozwoju nieruchomości logistycznych należącej do Urban Partners. W nowej roli będzie odpowiedzialny za rozwój działalności 7R na rynku niemieckim.

Martin Ohly dołącza do 7R – spółki portfelowej Urban Partners, należącej do Nordic Strategic Fund V (NSF V) – aby zbudować i poprowadzić ekspansję firmy oraz jej operacje w Niemczech. Jest międzynarodowym ekspertem rynku nieruchomości z ponad 19-letnim doświadczeniem w obszarach inwestycji, transakcji, rynków kapitałowych, komercjalizacji oraz zarządzania portfelem nieruchomości komercyjnych. Przed dołączeniem do Logicenters pracował w wiodących organizacjach rynku nieruchomości, takich jak Amazon Global Realty, JLL, APLEONA oraz METRO Properties. Pełnił funkcje dyrektorskie w Niemczech i Europie, a także rolę starszego doradcy i eksperta merytorycznego przy szerokim spektrum projektów nieruchomościowych.

Z ogromną satysfakcją powierzamy Martinowi to nowo utworzone stanowisko. Jego doświadczenie, dogłębna znajomość rynku niemieckiego oraz procesów i zmian, które go kształtują, będą nieocenione w realizacji ambitnych planów 7R w Niemczech. Wejście na nowy rynek zawsze wiąże się z wyzwaniami, dlatego kluczowe znaczenie ma obecność w zespole ekspertów rozumiejących lokalne uwarunkowania i oczekiwania partnerów biznesowych oraz potrafiących skutecznie na nie odpowiadać. Martin bez wątpienia jest taką osobą – skomentował Andrzej Wroński, CEO 7R.

Martin Ohly będzie odpowiadał za rozwój działalności 7R w Niemczech oraz budowę zrównoważonego portfela nieruchomości logistycznych poprzez akwizycję istniejących aktywów, realizację projektów deweloperskich w formule spekulacyjnej i BTS, a także współprace w ramach joint venture. Priorytetem 7R jest tworzenie efektywnych operacyjnie i elastycznych rozwiązań, które sprawdzają się nie tylko na etapie przekazania obiektu najemcy, lecz przez cały okres współpracy.

Z ogromnym entuzjazmem dołączam do zespołu 7R i podejmuję się zadania rozwoju firmy w Niemczech. Szczególnie inspirujące są dla mnie wysokie standardy ESG spółki, ukierunkowane na redukcję emisji CO₂, a także szerokie spektrum realizowanych formatów – od wielkopowierzchniowych obiektów logistycznych po miejskie parki magazynowe. Z niecierpliwością czekam na współpracę z doświadczonym zespołem oraz wspólne budowanie pozycji 7R jako pierwszego wyboru dla najemców i partnerów biznesowych na niemieckim rynku logistycznym – powiedział Martin Ohly, Head of Germany w 7R.