Zagraniczni studenci przynoszą Polsce 6,8 mld zł rocznie

Studenci zagraniczni każdego roku zostawiają w Polsce ponad 6,8 mld zł, wspierając lokalne rynki najmu, usługi, transport i handel. Tym samym nie są kosztem dla państwa ani obciążeniem dla systemu. Wprost przeciwnie – ich obecność to wymierne korzyści dla polskiej gospodarki. Najnowsze dane pokazują jednak, że tempo napływu studentów zagranicznych wyraźnie hamuje, a przyczyną nie jest brak zainteresowania studiami w Polsce, lecz bariery administracyjne i regulacyjne.

Studenci z zagranicy mieszkają w Polsce przez większość roku akademickiego. Płacą tu za najem mieszkań. Korzystają z komunikacji publicznej, gastronomii, oferty kulturalnej i handlu. W zdecydowanej większości nie pobierają świadczeń socjalnych, a ich wydatki trafiają bezpośrednio do gospodarki lokalnej. Z perspektywy miast akademickich są jedną z najbardziej stabilnych grup konsumentów i najemców.

Gdzie tkwi problem?

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów stabilizujących system studiów wyższych w warunkach niekorzystnych trendów demograficznych – wynika z raportu „Studenci zagraniczni w Polsce w kontekście nowych regulacji. Skala, trendy i znaczenie gospodarcze”, przygotowanego przez zespół badaczy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach we współpracy z Fundacją Edukacyjną Perspektywy.

Autorzy opracowania wyraźnie wskazują, że obecne wyhamowanie wzrostu liczby studentów zagranicznych nie wynika z popytu, lecz w dużej mierze – z barier administracyjnych i regulacyjnych.

Umiędzynarodowienie rośnie, ale coraz wolniej

W roku akademickim 2024/2025 w Polsce studiowało 108,6 tys. studentów zagranicznych. To ok. 8,5% wszystkich studentów. Choć liczba ta formalnie nadal rośnie, dynamika wzrostu wyhamowała do ok. 1,4% rocznie. To ważne, bo jeszcze w latach 2021–2023 przyrosty sięgały kilkunastu procent.

Szczególnie niepokojący jest spadek liczby nowych studentów. W ostatnim roku akademickim studia w Polsce rozpoczęło o ok. 3,8 tys. cudzoziemców mniej niż rok wcześniej (133 do 285 mln zł wpływów mniej r/r). Oznacza to, że obecny wzrost ma charakter „rozpędu” – wynika z kontynuowania studiów przez wcześniejsze roczniki, a nie z realnego wzrostu nowej rekrutacji.

Jeden student z zagranicy: nawet 75 tys. zł rocznego zysku – w skali kraju to ponad 6,8 mld zł

Przeciętny student zagraniczny wydaje w Polsce od 35,8 tys. zł do nawet 75 tys. zł rocznie – w zależności od miasta, długości pobytu i kierunku studiów. Największą część tych wydatków stanowi najem mieszkań, żywność, transport oraz usługi codzienne.

W skali kraju oznacza to ponad 6,8 mld zł rocznie, które zasilają głównie miasta akademickie i sektor prywatny. W samej Warszawie są to niemal 2 mld zł rocznie (dodatkowo 2 mln zł rocznie z tytułu podatków), a w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu – setki milionów złotych. Studenci zagraniczni generują także istotne wpływy podatkowe dla samorządów.

Koszt utraconego studenta jest realny

Autorzy raportu „Studenci zagraniczni w Polsce w kontekście nowych regulacji. Skala, trendy i znaczenie gospodarcze” wskazują rosnącą liczbę przypadków niepodjęcia studiów lub rezygnacji z powodu problemów wizowych i pobytowych. Z ekonomicznego punktu widzenia oznacza to konkretne straty. Utrata jednego studenta zagranicznego to od 36 do 75 tys. zł rocznie mniej w lokalnej gospodarce.

W scenariuszu umiarkowanym, zakładającym spadek liczby studentów zagranicznych o 5%, oznacza to od ok. 200 do ponad 400 mln zł rocznie mniej w gospodarce lokalnej. Przy głębszym spadku – rzędu 10% lub 20% – straty mogą sięgnąć od kilkuset milionów do ponad 1,6 mld zł rocznie.

Polska konkuruje nie tylko ofertą studiów

Autorzy raportu wskazują, że rynek umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego jest dziś rynkiem konkurencyjnym. Zwracają przy tym uwagę na dwie inne grupy ryzyka dla procesu umiędzynarodowienia: regulacyjne i takie, które są związane z koncentracją geograficzną rekrutacji.

Studenci zagraniczni porównują dziś nie tylko ofertę dydaktyczną i koszty życia, lecz także przewidywalność i szybkość procedur administracyjnych. Zatory wizowe i niepewność decyzji mogą prowadzić do trwałej utraty kandydatów na rzecz innych krajów, które oferują bardziej stabilne i czytelne warunki – mówi prof. dr hab. inż. Celina M. Olszak, współautorka raportu, rektorka Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i przewodnicząca Komisji ds. Ekonomicznych KRASP.

Bezpieczeństwo tak, ale z myślą o gospodarce

Jeśli obecne wyhamowanie napływu studentów zagranicznych się utrzyma, straty poniosą nie tylko uczelnie. Skutki będą odczuwalne dla całej gospodarki.

Efekty zmian regulacyjnych nie są widoczne natychmiast w statystykach, ale pojawiają się stopniowo – w budżetach uczelni, na rynku najmu i w lokalnych usługach. To proces rozłożony w czasie, ale bardzo realny – zwraca uwagę prof. dr hab. Wojciech Dyduch, współautor raportu, prorektor ds. kształcenia i Współpracy Międzynarodowej w Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach.

Autorzy raportu podkreślają, że polityka państwa wobec studentów zagranicznych powinna być szczelna i selektywna, ale jednocześnie przewidywalna i proporcjonalna.

Studenci zagraniczni nie są problemem do zarządzania, lecz zasobem, który wymaga mądrej polityki. Państwa, które to rozumieją, traktują umiędzynarodowienie jako inwestycję długofalową – nie tylko w edukację, ale w rozwój gospodarczy i społeczny – podsumowuje prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Nic więc dziwnego, że za kluczowe warunki utrzymania korzyści, które Polska budowała przez ostatnie kilkanaście lat, eksperci uznali: wzmocnienie roli uczelni w weryfikacji kandydatów, większą przewidywalność procedur oraz monitorowanie skutków regulacji w dłuższym horyzoncie czasowym.

Polskie firmy wdrażają AI i tną rekrutacje. EY: dotyczy to 74% organizacji

Wyniki badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI” pokazują, że w 2025 roku 3 na 4 (74%) organizacje ograniczyły rekrutację w związku z implementacją sztucznej inteligencji. AI wymusza też na pracodawcach inwestycje w rozwój kompetencji obecnych członków zespołu – 62% firm udostępnia narzędzia sztucznej inteligencji dla większości swoich pracowników, a blisko połowa (43%) szkoli całe zespoły w tym obszarze.
– Rozwój i implementacja sztucznej inteligencji dotyczą większości obszarów działalności firm, w tym również działów HR. Jak pokazuje nasze badanie, blisko jedna trzecia firm wprowadza rozwiązania AI w tym zakresie. Część firm widzi w tej technologii sposób na realizowanie powtarzalnych i prostych zadań, niektóre zabezpieczają się w ten sposób przed zmniejszającą się dostępnością talentów, a inne używają AI by zwiększyć zaangażowanie pracowników – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY Polska i Liderka Zespołu People Consulting.

Mniej miejsc pracy dla najmniej doświadczonych

W związku z implementacją AI, firmy działające w Polsce najczęściej oddelegowują tej technologii zadania powtarzalne i niewymagające doświadczenia, jednocześnie ograniczając rekrutację na najniższe stanowiska.

Jak wynika z badania EY, co trzecia organizacja (35%, bez zmian w porównaniu z 2024 rokiem) ogranicza rekrutację na stanowiska niewymagające dużego doświadczenia, a 29% – na role związane z wykonywaniem rutynowych czynności. W efekcie może dojść do powstania tzw. AI gap – luki kompetencyjnej wynikającej z braku ról juniorskich.

– O tym, jak rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na rynek pracy, dyskutuje się już od dawna. Do realizacji prostych zadań organizacje chętnie wykorzystują nowe technologie, rezygnując z zatrudniania mniej doświadczonych pracowników. Firmy muszą być jednak świadome, że takie działania będą skutkować brakiem osób, które byłyby w stanie wypełnić lukę kompetencyjną po pracownikach awansujących lub odchodzących na emeryturę – dodaje Katarzyna Ellis.

Samo wdrożenie AI to nie wszystko

Organizacje, chcąc utrzymać przewagę konkurencyjną, muszą wyposażyć pracowników nie tylko w odpowiednie narzędzia optymalizujące pracę, ale również rozwijać ich technologiczne kompetencje. Obecnie niemal 90% firm inwestuje w szkolenia z zakresu AI, 7% ma takie inwestycje w planach i jedynie 3% organizacji nie realizuje takich działań.

– Firmy rozumieją, że technologia bez wiedzy nie przyniesie oczekiwanych efektów. Dlatego inwestycje w szkolenia i inicjatywy wspierające adopcję technologii są dziś równie ważne jak wdrożenia narzędzi. Takie podejście sprawia, że organizacje są lepiej przygotowane na wyzwania związane z transformacją cyfrową, a pracownicy mogą aktywnie uczestniczyć w procesie zmian, wykorzystując technologię do podnoszenia efektywności i innowacyjności swoich działań – mówi Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w Zespole People Consulting, EY Polska.

AI zadomowiło się w HR na dobre

Rozwiązania AI są wdrażane w 30% działów HR. To znaczący wzrost w porównaniu z 2024 rokiem, kiedy sztuczną inteligencję wykorzystywało w tym obszarze 18% organizacji. Jest to jeden z sektorów, w którym ta technologia wdrażana jest najszybciej – wyższy lub podobny wzrost odnotowały tylko IT (z 33% w 2024 roku do 51% w 2025 roku) i cyberbezpieczeństwo (wzrost o 12 p.p.).

– Sztuczna inteligencja otwiera przed branżą HR nowe możliwości – pozwala usprawniać rekrutację, personalizować rozwój kompetencji pracowników i wprowadzać innowacyjne rozwiązania w codziennej pracy. Jednocześnie stawia przed organizacjami wyzwania związane z koniecznością redefinicji strategii zarządzania talentami oraz zarządzania ryzykiem powstania AI gap. Przyszłość należy do firm zdolnych do stworzenia środowiska pracy, w którym technologia i ludzki potencjał wzajemnie się uzupełniają – podsumowuje Katarzyna Ellis.

O badaniu
Badanie „Jak polskie firmy wdrażają AI” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Pauza BoE i EBC, oczy na Lagarde. Czy wróci temat zbyt mocnego euro?

Bank Anglii utrzymuje stopy bez zmian na poziomie 3,75%. Brak niespodzianki również ze strony EBC, konferencja prasowa prezes Lagard w centrum uwagi. W Polsce przedłużenie styczniowej pauzy w polityce monetarnej spróbuje wytłumaczyć prezes RPP. 

Decyzja nie zaskoczyła, rozkład głosów już tak

Decydenci z Wysp mieli dzisiaj nieco łatwiejsze zadanie, a pozostawienie kosztu pieniądza bez zmian było scenariuszem bazowym. Decyzja zapadła jednak rozkładem głosów 5-4 (cztery głosy za obniżkami stóp). Ostatnie dane z brytyjskiej gospodarki były nieco mocniejsze – choćby odczyt PKB za IV kwartał. Problemem staje się trudniejsza sytuacja na rynku pracy i ciągle wysoka inflacja. Inwestorzy mają więc mieszane odczucia co do dalszych miesięcy i ruchów Banku Anglii. O 13.30 głos zabierze prezes Bailey. Każda sugestia, że stopy procentowe na Wyspach są bliskie neutralnej wartości powinna być wsparciem dla GBP. Początek lutego nie jest udany dla funta w relacji do dolara amerykańskiego, a kurs zszedł do poziomu 1,36, czyli lokalnego wsparcia. Dzisiejszy „gołębi” rozkład głosów może sprawić, że na tej wartości się nie zatrzymamy.

Za mocne euro?

Nieco inna sytuacja panuje w strefie euro, inflacja HICP spadła w styczniu do poziomu 1,7% z 1,9% widzianego w grudniu. Jest to poziom niższy od zakładanego celu 2%, więc przynajmniej w teorii pojawia się przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Tym bardziej że aktywność gospodarcza, szczególnie głównych lokomotyw takich jak Niemcy czy Francja, jest nieco lepsza, ale nadal pozostawia wiele do życzenia. Niższe poziomy inflacji to pokłosie silnego euro, które w relacji do dolara amerykańskiego testowało poziom 1,20. I właśnie od tego momentu pojawiły się głosy ze strony decydentów z EBC, że kurs jest za silny i wpływa niekorzystnie choćby na eksport, ale też powoduje spadek presji cenowej. Analitycy są przekonani, że na dzisiejszym posiedzeniu stopy pozostaną bez zmian, ale kluczowa może się okazać konferencja prasowa prezes EBC o 14.45. Zazwyczaj na dalszym planie jest temat kursu walutowego. Być może jednak teraz temat się pojawi, a ewentualna interwencja słowna przełoży się na presję sprzedażową na euro.

Czekamy na wyjaśnienia

W Polsce po wczorajszej decyzji RPP stopy utrzymały się na poziomie 4%. Mimo że część analityków sygnalizowała możliwość cięcia na tym posiedzeniu, to Rada postanowiła jeszcze poczekać. Patrząc na Wibor 6M, widzimy poziom w okolicach 3,75%, czyli rynek wycenia w perspektywie pół roku raptem jedno cięcie o 25 pkt bazowych. Dane z krajowej gospodarki nie uzasadniają znacznie niższych stóp, solidna jest sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa. Dzisiaj kulisy decyzji przedstawi prezes Glapiński, ale trudno liczyć na to, że pojawią się jakieś sugestie odnośnie przyszłych działań RPP. Dla PLN wczorajsza decyzja miała pozytywny wydźwięk, niemniej jednak umocnienie było „kosmetyczne”, na EUR/PLN był to spadek o raptem 1 grosz. Z ciekawostek, które mogą się pojawić na konferencji, warto wymienić dalsze zakupy złota przez NBP. Być może dowiemy się czy nasz bank centralny wykorzystał moment przy tak silnych spadkach cen złota w ostatnim czasie i zbliżył się do granicy 700 ton posiadanych rezerw. Początek wystąpienia prezesa RPP o godzinie 15.

Trzy na pięć cyberataków kończy się milionowymi stratami. Firmom brakuje specjalistów, by je powstrzymać

Blisko 60 proc. przypadków naruszeń bezpieczeństwa generuje dla firm w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) straty na poziomie co najmniej 1 mln dolarów. Odsetek ten utrzymuje się na wysokim poziomie już drugi rok z rzędu. W porównaniu z danymi z 2021 r., gdy podobne koszty deklarowało 35 proc. przedsiębiorstw, skala problemu wyraźnie wzrosła. Jak wynika z raportu 2025 Cybersecurity Skills Gap[1] firmy Fortinet, jednym z kluczowych czynników napędzających ten trend jest pogłębiająca się luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie. Zjawisko to znacznie ogranicza zdolność przedsiębiorstw do szybkiego wykrywania incydentów i skutecznej reakcji na nie.

Niedobór wykwalifikowanych specjalistów przekłada się na przeciążenie zespołów ds. cyberochrony, wydłużenie procesów analitycznych oraz opóźnienia w podejmowaniu działań naprawczych. W efekcie rośnie liczba incydentów, które eskalują do poziomu poważnych naruszeń, choć mogłyby zostać zatrzymane na wczesnym etapie.

Liczba alertów przerasta możliwości zespołów bezpieczeństwa

Respondenci badania Fortinet wskazują na braki kompetencyjne widoczne szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo danych, bezpieczeństwo chmury oraz analiza zagrożeń. To właśnie w tych dziedzinach firmy najczęściej nie dysponują wystarczającymi zasobami, by skutecznie monitorować środowisko, reagować na incydenty i zapobiegać ich ponownemu występowaniu. Przekłada się to na narastające problemy operacyjne.

Zespoły ds. bezpieczeństwa są zalewane alertami, które coraz trudniej jest szybko i trafnie ocenić ze względu na niedostateczną liczbę pracowników. Reakcja na incydenty jest coraz dłuższa, a podstawowe działania, takie jak aktualizacje systemów, usuwanie luk czy proaktywne poszukiwanie zagrożeń, schodzą na dalszy plan. W rezultacie nawet relatywnie proste do odparcia ataki mogą prowadzić do długotrwałych zakłóceń i znaczących strat biznesowych – zauważa Jolanta Malak, dyrektorka regionalna w firmie Fortinet.

Skalę problemu potwierdzają dane z raportu 2025 Cybersecurity Skills Gap firmy. Aż 86 proc. przedsiębiorstw na świecie doświadczyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy co najmniej jednego naruszenia bezpieczeństwa, a 36 proc. odnotowało pięć lub więcej incydentów. Przy tak dużej presji operacyjnej reakcja na ataki znacząco się wydłuża – 62 proc. firm potrzebowało ponad miesiąca na powrót do normalnego funkcjonowania po cyberataku, co bezpośrednio przekłada się na wzrost strat finansowych oraz utratę reputacji.

Automatyzacja i AI jako realne wsparcie cyfrowej ochrony

W obliczu rosnącej luki kompetencyjnej firmy coraz częściej poszukują rozwiązań, które pozwalają utrzymać wysoki poziom cyber ochrony mimo ograniczonej dostępności specjalistów. Kluczową rolę odgrywa tu sztuczna inteligencja, która przejmuje najbardziej czasochłonne etapy analizy incydentów i wspiera zespoły ds. cyfrowej ochrony w podejmowaniu decyzji operacyjnych. Szczególne znaczenie mają platformy analityczne oraz systemy klasy SIEM (z ang. Security Information and Event Management), które wykorzystują mechanizmy uczenia maszynowego do porządkowania ogromnych wolumenów zdarzeń generowanych przez infrastrukturę IT i wskazywania tych, które wymagają uwagi specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru pracy zespołów bezpieczeństwa z ręcznego przeglądania zdarzeń na nadzór, analizę i podejmowanie decyzji. Automatyzacja wstępnej analizy zagrożeń pozwala szybciej wyłapywać zdarzenia istotne i lepiej wykorzystywać kompetencje zespołów, nawet wtedy, gdy są one niepełne lub składają się z osób o różnym poziomie doświadczenia.

W systemach klasy SIEM sztuczna inteligencja wspiera analizę zdarzeń i zachowań użytkowników w sieci. Uczenie maszynowe pozwala określić, co jest typowe dla danej infrastruktury, a następnie szybko wychwycić odstępstwa od normy, które mogą świadczyć o przejęciu konta lub nieautoryzowanej aktywności. Takie podejście pozwala ograniczyć przeciążenie zespołów i skrócić czas reakcji na incydenty. Rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji umożliwiają redukcję liczbę alertów wymagających ręcznej weryfikacji nawet o 99 proc. – wyjaśnia Jolanta Malak z Fortinet.

Zamiast próbować uzupełniać deficyty kadrowe na rynku, który nie jest w stanie zaspokoić rosnącego zapotrzebowania na specjalistów, przedsiębiorstwa coraz częściej koncentrują się na lepszym wykorzystaniu dostępnych zasobów. Automatyzacja i inteligentne wsparcie analityczne pozwalają odciążyć zespoły z najbardziej powtarzalnych zadań i skierować ich uwagę tam, gdzie ludzka wiedza i doświadczenie przynoszą największą wartość. Co istotne, nie jest to scenariusz przyszłości – według danych Fortinet 96 proc. firm w regionie EMEA korzysta już lub planuje wdrożenie rozwiązań cyberbezpieczeństwa wykorzystujących sztuczną inteligencję.

[1] Fortinet Global Cybersecurity Skills Gap Report, October 2025

Myślisz o zmianie pracy? Tak przygotujesz się do zawodowej rewolucji w ciągu najbliższych 5 lat

Światowe Forum Ekonomiczne w Davos potwierdza to, o czym mówi się ostatnio bardzo intensywnie – czeka nas rewolucja rynku pracy spowodowana przez AI. Do 2030 roku większość znanych nam zawodów może zniknąć. Powstaną także nowe, związane m.in. z zarządzaniem SI. Przekwalifikowanie się, podnoszenie kompetencji, szukanie innej pracy to rzeczywistość, która już się dzieje. Jak się do tego odpowiednio przygotować?

Podejdź do tego strategicznie

Decyzja o zmianie pracy najczęściej nie jest łatwa. Podejmowana jest z wielu powodów. Być może firma się nie rozwija albo my przestaliśmy się w niej rozwijać. Często nasze obowiązki przestały dawać nam satysfakcję. Do tego dochodzi także kwestia wypalenia zawodowego, które jest ostatnio zjawiskiem bardzo częstym. W najbliższych pięciu latach powód będzie jeszcze inny, gdyż to właśnie rewolucja AI pozbawi wiele osób dotychczasowego miejsca zatrudnienia.

Potocznie mówi się, że każdy zawód wykonywany przed komputerem będzie niezwykle łatwy do wyparcia przez AI. Jest to oczywiście duże uproszczenie, jednak niestety telemarketerzy, marketingowcy, dziennikarze, księgowi, projektanci już myślą o przekwalifikowaniu. Warto zadać sobie pytanie, czy ja chcę zmienić firmę? Czy właśnie cały zawód, co oznaczać będzie nabycie nowych umiejętności. W dobie rewolucji AI, radzę potraktować szukanie nowej pracy jako ewolucję, prorozwojowo, nie tylko po to aby coś złapać, gdyż nie stać nas już na opłacenie rachunków. Pośpiech nie będzie tu tradycyjnie dobrym doradcą – tłumaczy Tomasz Kalko, psycholog biznesu, mentor i szkoleniowiec.

Ekspert radzi, aby do takiej zmiany podejść strategicznie, zacząć bardzo wcześnie, dać sobie dużo czasu na rozsyłanie CV i rozmowy kwalifikacyjne oraz kursy, być może studia. Dobrze jest wówczas nie rzucać obecnej pracy, jeśli mamy taką możliwość lub mieć dużą poduszkę finansową. Specjaliści, managerowie, kadra kierownicza także wykorzystać headhunterów.

Przekwalifikowanie będzie niezbędne

Eksperci i prelegenci z Davos przewidują kilka scenariuszy tego jak potoczy się rozwój AI i jaki będzie miał wpływ na pracę ludzi. Najczarniejszy z nich to skok bezrobocia i brak nadążania rynku za mianami, co wznieci niepokoje społeczne, a wiele zawodów zostanie zastąpionych przez roboty, gdyż ludziom zabraknie odpowiednich umiejętności. Ale są też bardziej optymistyczne przewidywania. Powstaną nowe zawody, dedykowane właśnie zarządzaniu AI. Ważni będą eksperci od cyberbezpieczeństwa, ludzie, specjaliści, którzy będą potrafili zarządzać „pracownikami SI”, stworzone zostaną zespoły. Do łask wrócą również profesje wymagające krytycznego myślenia, empatii, czyli umiejętności, których AI nie posiada, a są charakterystyczne dla człowieka.

Patrząc na te prognozy, cała kadra managerska, kierownicza jak i wszyscy pracownicy administracyjni muszą sobie zadać pytanie: czy ja za rok, za 2 lata mam szansę być kimś innym? Czy ja mam zasoby do tego, żeby być w innym zawodzie, żeby wypełniać inne obowiązki? Uważam, że super specjaliści będą nadal potrzebni w wielu zawodach, wytrzymają najdłużej. Trudniej będzie tym pośrodku, zaś praktykantów możemy w ogóle przestać potrzebować. Większość osób będzie potrzebować przebranżowienia się w takim kierunku, aby tę pracę najzwyczajniej znaleźć i móc się dalej rozwijać – tłumaczy Tomasz Kalko.

Psycholog biznesu podkreśla, że samo AI jest narzędziem, którym człowiek musi zarządzać, zanim AI i pozna wszystkie niuanse związane z zasadami wielu zawodów, to nadal potrzebny do tego będzie człowiek, który zajmie się procesem.

Kiedy już podejmiemy decyzję o przekwalifikowaniu warto zadać sobie pytanie, co mi sprawia przyjemność? Jaki rodzaj pracy lubię i który jest uznawany za przyszłościowy? Należy wypisać swoje talenty, zasoby, wiedzę, doświadczenie, ewentualnie dobrą praktyką jest zapytanie bliskich osób, aby podały nasze mocne strony. To także potrafi ujawniać nasze mocne cechy, których być może nie byliśmy tak świadomi – dodaje ekspert.

Jak AI zmieni rynek pracy?

Zmiany dotyczące wykorzystania AI zdecydowanie przyspieszyły. Istnieje obawa, że ludzkość będzie miała trudność z nadążeniem za zmieniającym się światek, chociaż nie musi tak być.

Jako ludzkość do wielu rzeczy bardzo łatwo się adaptujemy, tak było w przypadku bankowości elektronicznej, całej cyfryzacji administracji, na początku coś nas przeraża, jednak z czasem widzimy, jak stało się to wygodne i pozwala nam oszczędzać czas i załatwiać sprawy bez wychodzenia z domu. Rozumiem strach, spowodowany także brakiem międzynarodowych regulacji, wieloma nadużyciami, to wszystko jest konieczne do uporządkowania. Rynek pracy zmieni się bezpowrotnie. Wrócą zawody, które przez ostatnie lata były zapomniane i nie ma w nich obecnie przedstawicieli młodego pokolenia jak spawacze, hydraulicy, osoby pracujące w budownictwie, opiekunowie osób starszych, kucharze, kelnerzy. Wszędzie tam, gdzie robot tak łatwo „nie wejdzie”, jest miejsce dla człowieka” – tłumaczy Tomasz Kalko.

Ekspert podsumowuje, że powrót zawodówek, techników jest niezbędny. Z kolei ta obietnica pracy po jakichkolwiek studiach, np. to socjologia, kulturoznawstwo i wielu innych, stanie się niestety fałszywa, bo takie osoby nie znajdą zatrudnienia. Warto więc przewartościować, to, co nam wmawiano przez ostatnie 30 lat i przygotować się na zmiany.

Koniec nadpodaży? IV kwartał 2025 z wyraźnym spadkiem liczby ofert na rynku mieszkaniowym

Końcówka 2025 roku przyniosła wyraźne wyhamowanie podaży na rynku mieszkaniowym. W IV kwartale liczba aktywnych ofert spadła we wszystkich największych miastach – najmocniej w Poznaniu (-9 proc.) i Wrocławiu (-8 proc.). Jednocześnie ceny mieszkań pozostały stabilne, a kwartalne zmiany nie przekroczyły 2,1 proc. Jak wynika z danych SonarHome.pl, etap nadpodaży na rynku nieruchomości dobiega końca, co stawia rynek w innym punkcie niż na początku 2025 roku.

IV kwartał upłynął spokojnie, bez gwałtownych ruchów cenowych. Zarówno w największych miastach, jak i na rynkach regionalnych spadki median cen były niewielkie, a wzrosty – choć rzadsze – w pojedynczych lokalizacjach okazywały się wyraźniejsze niż obniżki.

Niewielkie zmiany cen w IV kwartale, Trójmiasto liderem wzrostów

Z danych SonarHome.pl, platformy umożliwiającej wycenę mieszkania i znalezienie agenta, wynika, że kwartalne zmiany rynkowych median cen mieściły się w przedziale od -1,3 proc. do +2,1 proc. Najsilniejsze wzrosty odnotowano w Gdańsku (2,1 proc) oraz Gdyni (1,3 proc), podczas gdy w Warszawie i Krakowie ceny praktycznie się nie zmieniły. Spadki ograniczały się do jedynie kilku miast i dotyczyły głównie Łodzi (-1,3 proc) oraz Wrocławia (-0,3 proc).

Analiza danych dla miast regionalnych pokazuje, że także tam IV kwartał 2025 roku nie przyniósł istotnych zmian cenowych. Największy spadek mediany odnotowano w Katowicach (-1,9 proc.). Mniejsze obniżki pojawiły się w Kielcach i Białymstoku (po-0,9 proc.) oraz w Lublinie (-0,5 proc.). W Zielonej Górze i obniżki miały charakter kosmetyczny.

Jednocześnie część miast regionalnych zanotowała niewielkie wzrosty cen. Miało to miejsce w Rzeszowie, Szczecinie oraz Olsztynie. Wskazuje to na utrzymywanie się stabilnych poziomów cenowych. Na tym tle wyraźnie wyróżniła się jedynie Bydgoszcz, gdzie mediana cen wzrosła o 2,6 proc., czyniąc ją liderem wzrostów w zestawieniu kwartalnym.

Większe różnice widoczne są w ujęciu rocznym. Porównanie IV kwartału 2025 roku z analogicznym okresem 2024 roku pokazuje, że spadki cen w największych miastach miały umiarkowaną skalę. W Warszawie sięgnęły 1,8 proc., a w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi mieściły się w przedziale od 1,1 proc. do 1,6 proc. Po stronie wzrostów skala zmian była wyraźnie wyższa, szczególnie na rynku trójmiejskim. W Gdyni ceny wzrosły o 4,8 proc. rok do roku, a w Gdańsku o 3,5 proc. Poza Trójmiastem najwyższy wzrost odnotowano w Poznaniu – wyniósł on 1,7 proc.

Dane SonarHome.pl dostarczają również informacji na temat poziomów cen mieszkań w poszczególnych aglomeracjach.

– Różnice między dużymi rynkami pozostają wyraźne. Na jednym biegunie jest Warszawa, gdzie mediana cen mieszkań jest bliska 15 tys. zł za metr kwadratowy, a na drugim Łódź, z poziomami w okolicach 7 tys. zł. Trójmiasto i Kraków lokują się pomiędzy tymi skrajnościami – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego SonarHome.pl.

Również na rynkach regionalnych roczna dynamika cen miała wyraźnie asymetryczny charakter. Spadki były ograniczone – najsilniejsze wystąpiły w Kielcach (-2,1 proc.), Białymstoku (-1,5 proc.) oraz Katowicach (-1,4 proc.). W Opolu i Lublinie obniżki nie przekroczyły 0,5 proc., co wskazuje na stabilizację cen na poziomach zbliżonych do ubiegłorocznych. Największe podwyżki odnotowano, ponownie w Bydgoszczy (+6,2 proc.) oraz Zielonej Górze (+4,4 proc.). W Olsztynie, Szczecinie i Rzeszowie wzrosty mieściły się w okolicach 2 proc.

Podaż maleje w całym kraju

Najsilniejsze ograniczenie podaży wystąpiło w Poznaniu i Wrocławiu, gdzie liczba ofert spadła odpowiednio o około 9 proc. i 8 proc., a także w Krakowie i Łodzi – o około 7 proc. Trójmiasto wypada na tym tle relatywnie stabilnie: w Gdyni liczba ofert obniżyła się o około 4 proc., a w Gdańsku o około 3 proc. Podobną skalę spadku odnotowano w Warszawie.

Ogólny obraz rynku w czwartym kwartale 2025 pokazuje dominację spadków podaży, co jest zjawiskiem sezonowym i charakterystycznym dla końcówki roku – zauważa ekspert SonarHome.pl

Zbliżona dynamika była widoczna również na rynkach regionalnych, gdzie w czwartym kwartale 2025 roku podaż mieszkań w większości miast zmniejszyła się względem poprzedniego kwartału. Skala spadków była jednak wyraźnie zróżnicowana. Najsilniejsze ograniczenie liczby dostępnych ofert odnotowano w Olsztynie (-11 proc.) oraz Kielcach (-10 proc.). Wyraźne spadki wystąpiły także w Opolu i Zielonej Górze (po -8 proc.) oraz w Szczecinie (-7 proc.). W Białymstoku i Lublinie liczba ofert obniżyła się o około 6 proc., natomiast w Bydgoszczy i Katowicach o około 4 proc., co wskazuje na umiarkowane kurczenie się zasobu mieszkań dostępnych na sprzedaż. Na tle pozostałych miast wyjątkiem był Rzeszów, gdzie podaż pozostała stabilna, notując symboliczny wzrost o około 1 proc.

W ujęciu rok do roku liczba ofert w większości dużych miast była wyższa niż w IV kwartale 2024 roku, choć skala tych zmian istotnie się różniła w zależności od aglomeracji.

– Największy wzrost rok do roku zanotowano w Gdyni – o 15 proc. W Gdańsku i Poznaniu przyrost był umiarkowany, natomiast w Warszawie i Krakowie zmiany miały charakter symboliczny. Wrocław był jedynym dużym rynkiem, na którym poziom podaży nie zmienił się w skali roku – mówi Anton Bubiel.

Podobny kierunek zmian widoczny był również na rynkach regionalnych, jednak tam rozpiętość dynamik była wyraźnie większa. Najsilniejszy wzrost liczby ofert odnotowano w Rzeszowie, gdzie podaż zwiększyła się o 33 proc. rok do roku. Wysokie przyrosty wystąpiły także w Zielonej Górze i Białymstoku (po 22 proc.) oraz w Katowicach i Kielcach (po 18 proc.). W Lublinie liczba ofert wzrosła o 13 proc., a w Opolu o 8 proc. Jednocześnie w części miast regionalnych rynek wszedł już w fazę stabilizacji – w Bydgoszczy i Szczecinie poziom podaży pozostał zbliżony do ubiegłorocznego, a jedynym ośrodkiem z rocznym spadkiem liczby ofert był Olsztyn (-6 proc.).

Dane za IV kwartał 2025 roku potwierdzają, że rynek mieszkaniowy wszedł w fazę wyraźnego równoważenia. Stabilne ceny – zarówno w największych miastach, jak i na rynkach regionalnych –zbiegły się z jednoczesnym, powszechnym spadkiem podaży w ujęciu kwartalnym. O ile w skali roku liczba ofert wciąż pozostaje wyższa niż w 2024 roku, o tyle tempo wzrostu podaży wyraźnie wyhamowało, a w części lokalizacji zostało już zatrzymane. Układ tych czynników wskazuje, że końcówka 2025 roku zamknęła etap nadpodaży mieszkań i stworzyła warunki do stopniowej zmiany relacji popyt-podaż w kolejnych miesiącach.

KLM: Marjan Rintel zostaje na kolejną kadencję. Linia przyspiesza transformację i zapowiada kolejne cięcia kosztów

KLM zapowiada przyspieszenie szeroko zakrojonej transformacji, której celem jest trwałe wzmocnienie podstaw operacyjnych i finansowych linii oraz lepsze przygotowanie jej na przyszłe wyzwania rynkowe. Planowane działania obejmują uproszczenie struktury organizacyjnej, poprawę niezawodności operacji oraz dalszą redukcję kosztów przy jednoczesnym wzroście przychodów. Transformacja zakłada także zmiany w modelu zarządzania. Zarząd KLM, wspólnie z kierownictwem kluczowych pionów operacyjnych, ma w większym stopniu koncentrować się na codziennym nadzorze nad operacjami, aby zwiększyć ich niezawodność i przewidywalność dla klientów i pracowników. W kontekście zapowiadanych zmian organizacyjnych, Marjan Rintel została mianowana na drugą, czteroletnią kadencję na stanowisku Prezes i Dyrektor Generalnej KLM. Ponowne powołanie ma zapewnić ciągłość zarządzania i konsekwentną realizację zaplanowanej transformacji. 

Rada Nadzorcza KLM oraz kierownictwo Grupy Air France-KLM wraz z dyrektorem generalnym – Benjaminem Smithem na czele  – podkreślają, że przed linią nadal stoją istotne wyzwania, wynikające m.in. z wymagającego otoczenia regulacyjnego na rynku lotniczym w Holandii, znaczących podwyżek podatków oraz rosnących kosztów zewnętrznych.

Jednocześnie władze spółki zakładają, że konsekwentna realizacja zmian strukturalnych i zarządczych pozwoli na trwałą poprawę wyników i osiągnięcie celów finansowych całej Grupy. Benjamin Smith deklaruje przy tym zwiększone wsparcie dla KLM oraz poszukiwanie dodatkowych synergii w ramach Grupy Air France-KLM ufając, że KLM osiągnie swoje cele, przynosząc znaczną wartość Grupie Air France-KLM.

W kontekście zapowiadanych zmian organizacyjnych Rada Dyrektorów Air France-KLM zatwierdziła nominację Marjan Rintel na drugą, czteroletnią kadencję na stanowisku Prezes i Dyrektor Generalnej KLM. Odnowienie mandatu zostało zaproponowane przez Radę Nadzorczą KLM oraz dyrektora generalnego Grupy, Benjamina Smitha. Obecnie nominacja podlega opiniowaniu przez Radę Pracowników, a jej formalne potwierdzenie nastąpi podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy KLM.

„KLM działa w wymagającym i bardzo konkurencyjnym otoczeniu. Aby odnieść w nim sukces, musimy dysponować solidnymi podstawami operacyjnymi i finansowymi. Dlatego intensyfikujemy i przyspieszamy naszą transformację. Podejmiemy strukturalne działania w celu uproszczenia organizacji, poprawy operacji, zwiększenia przychodów oraz obniżenia kosztów. Wraz z kolegami z Zarządu będę bardziej bezpośrednio zaangażowana w nadzór nad operacjami, aby KLM spełniał oczekiwania klientów, jednocześnie osiągając zdrową rentowność.” – powiedziała Marjan Rintel, Prezes KLM.

Ponowne powołanie Marjan Rintel, która cieszy się pełnym poparciem ze strony dyrektora generalnego Grupy Air France-KLM, jak i Rady Nadzorczej KLM, ma zapewnić ciągłość zarządzania i konsekwentną realizację zaplanowanej transformacji.

Nowy dyrektor operacyjny KLM

Zmiany organizacyjne w KLM obejmą również obszar operacyjny i wpłyną na rolę dyrektora operacyjnego (COO). W związku z tym obecny COO w KLM – Maarten Stienen – zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję i zakończy pełnienie funkcji po walnym zgromadzeniu. KLM wybierze dyrektora operacyjnego, zgodnie z nowym modelem zarządzania i z uwzględnieniem priorytetów transformacyjnych.

Leasing w 2025 r.: 119,5 mld zł sfinansowanych inwestycji i wzrost rynku o 8,1%

  • Firmy leasingowe sfinansowały inwestycje przedsiębiorstw na kwotę 119,5 mld zł
  • Oznacza to wzrost rynku o 8,1 proc. r/r
  • Prawie trzykrotnie wzrósł udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach realizowanych przez firmy leasingu i wynajmu
  • ZPL szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową wzrośnie do 129,7 mld zł

Branża leasingowa zakończyła 2025 rok wzrostem wartości inwestycji realizowanych z wykorzystaniem leasingu i pożyczki leasingowej. Ich łączna wartość wyniosła 119,5 mld zł, co oznacza wzrost rynku o 8,1 proc. rok do roku.

Fakt, że rynek leasingu dalej rośnie szybciej niż PKB, pokazuje, jak ważną rolę pełni leasing w realizacji inwestycji przedsiębiorstw – podkreśla Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu. – 2025 rok był okresem stabilnego wzrostu rynku leasingu, przy wyraźnym zróżnicowaniu wyników pomiędzy głównymi jego segmentami. Najsilniejszym motorem wzrostu było finansowanie pojazdów lekkich, które odpowiadało za największą część nowego finansowania. Otoczenie makroekonomiczne pozostawało wymagające, jednak w drugiej połowie roku widoczne było stopniowe ożywienie w przemyśle i transporcie, co przełożyło się na wyniki branży – dodaje.Wartość finansowania do 2025

Zdecydowanie szybciej niż leasing rosło finansowanie pożyczką leasingową. W 2025 roku jej wartość wzrosła o 27,1 proc., do 17,3 mld zł. Leasing pozostawał jednak dominującą formą finansowania – wartość sfinansowanych w ten sposób aktywów wyniosła 102,1 mld zł, co oznacza wzrost o 5,5 proc. r/r.

Leasing pozostaje przede wszystkim narzędziem finansowania sektora MŚP. W 2025 roku mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa odpowiadały za 70,9 proc. sfinansowanych inwestycji, co potwierdza istotną rolę branży we wspieraniu rozwoju firm o mniejszej skali działalności.

Struktura finansowania_klienci 2025

Pojazdy w centrum finansowania

W strukturze sfinansowanych inwestycji w 2025 roku dominowały pojazdy, których udział wyniósł 73,8 proc., w tym pojazdy lekkie stanowiły 56,4 proc.

Finansowanie pojazdów lekkich było głównym motorem całego rynku leasingu w 2025 roku – jego wartość wzrosła o 11,6 proc. r/r do 67,4 mld zł. Wyraźnie zwiększyła się liczba sfinansowanych pojazdów, przy jednoczesnym nieznacznym spadku średniej wartości transakcji. Z finansowania pojazdów lekkich w największym stopniu korzystają najmniejsze firmy, a coraz wyraźniej zaznacza się także leasing konsumencki, który w 2025 roku osiągnął 4,1 proc. udziału – podkreśla Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL i Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ na ten trend miał także program NaszEauto – rządowy system dofinansowań do zakupu, leasingu lub wynajmu długoterminowego nowych samochodów elektrycznych, realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Program wystartował na początku lutego 2025 r., a już w styczniu 2026 r. jego budżet został wyczerpany. Łączna wartość złożonych wniosków o dofinansowanie przekroczyła 1,18 mld zł.

Dominującą formą finansowania pojazdów objętych wnioskami był leasing i wynajem, które przeważały nad zakupem bezpośrednim. Ich udział sięgnął prawie 80 proc. Podobnie było w przypadku wcześniejszego programu „Mój elektryk”. To potwierdza istotną rolę leasingu w procesie elektryfikacji transportu – mówi Monika Constant.

Dodatkowym impulsem dla elektryfikacji flot w kolejnych miesiącach mogą okazać się zmiany podatkowe obowiązujące od 1 stycznia 2026 r., które obniżyły limit zaliczania wydatków w koszty dla aut spalinowych do 100 tys. zł, przy jednoczesnym utrzymaniu limitu 225 tys. zł dla pojazdów elektrycznych, co znacząco poprawia ich opłacalność w leasingu.

Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach realizowanych przez firmy leasingu i wynajmu wzrósł w 2025 roku prawie trzykrotnie, do ponad 29 tys. pojazdów. Leasing i wynajem odpowiadały w sumie w 2025 roku za rejestrację co drugiego nowego auta.

Po siedmiu kwartałach spadków finansowanie pojazdów ciężarowych wróciło na dodatnią ścieżkę wzrostu w II kwartale 2025 roku. W całym roku jego wartość wzrosła o 4,4 proc. r/r do 19,7 mld zł. Odbicie gospodarcze w strefie euro, zwłaszcza w przemyśle, zaczęło przekładać się na poprawę nastrojów i aktywności firm transportowych. W segmencie pojazdów ciężkich rośnie znaczenie pożyczki inwestycyjnej, a udział finansowania sprzętu używanego pozostaje relatywnie wysoki – ocenia Marcin Nieplowicz.

Silna pozycja segmentu agro

Finansowanie maszyn i urządzeń odpowiadało za 22,3 proc. wartości rynku leasingu w 2025 roku. Segment ten rósł wolniej niż pozostałe jego części – wartość zwiększyła się o 1,7 proc. r/r do 26,7 mld zł. Wynik ten był w dużej mierze oparty na bardzo silnym wzroście segmentu agro, który zwiększył się o 24,5 proc. r/r, do 7,5 mld zł, przy jednoczesnych spadkach w finansowaniu maszyn budowlanych (–9,8 proc. r/r, do 4,8 mld zł). Maszyny rolnicze stanowiły 28 proc. wartości portfela maszyn i urządzeń.

Mimo umiarkowanego wzrostu wartości rynku liczba transakcji w finansowaniu maszyn istotnie wzrosła, przy spadku średniej wartości pojedynczej transakcji. Maszyny znacznie częściej niż pojazdy są finansowane pożyczką, a jej udział w 2025 roku wyraźnie wzrósł – mówi Marcin Nieplowicz.

Finansowanie w podziale na aktywa:

  • Pojazdy – 88,1 mld zł (wzrost o 9,9 proc. r/r), w tym:

– pojazdy lekkie – 67,4 mld zł (wzrost o 11,6 proc. r/r)

– pojazdy ciężkie – 19,7 mld zł (wzrost o 4,4 proc. r/r)

– inne pojazdy – 1,0 mld zł (wzrost o 8,9 proc. r/r)

  • Maszyny i urządzenia – 26,7 mld zł (wzrost o 1,7 proc. r/r)
  • Pozostałe ruchomości – 3,8 mld zł (wzrost o 8,8 proc. r/r)
  • Nieruchomości – 0,8 mld zł (wzrost o 63 proc. r/r/)Struktura finansowania_aktywa 2025Na koniec 2025 roku wartość aktywnego portfela leasingowego (ruchomości) wyniosła 230 mld zł (wzrost o 7,6 proc. r/r), co potwierdza silną pozycję leasingu jako kluczowego źródła finansowania inwestycji w polskiej gospodarce. Dla porównania, wartość kredytów inwestycyjnych udzielonych przez banki sięgnęła 207,2 mld zł (wzrost o 8,4 proc. r/r).

    2026: regulacje, cyfryzacja i zielona transformacja

    Związek Polskiego Leasingu szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową może wzrosnąć do 129,7 mld zł, co oznacza 9-proc. tempo wzrostu. Prognoza zakłada stabilną aktywność inwestycyjną przedsiębiorstw oraz dalszą istotną rolę leasingu w finansowaniu rozwoju polskiej gospodarki.

    2026 rok będzie rokiem dużych inwestycji, głównie dzięki kumulacji wydatkowania pieniędzy unijnych z KPO oraz perspektywy finansowej 2021–2027. Szacujemy, że wydatki inwestycyjne finansowane z pieniędzy unijnych mogą wynieść około 182 mld zł, wobec ok. 63 mld zł w 2025 roku. Pieniądze unijne będą silnym katalizatorem inwestycji prywatnych, w tym inwestycji sektora MŚP, co będzie korzystne dla rynku leasingu – mówi Monika Constant.

    Rok 2026 będzie dla branży leasingowej okresem intensywnej transformacji, w którym cyfryzacja, regulacje oraz zielona transformacja flot ułożą nowe ramy funkcjonowania rynku. Kluczowym wyzwaniem pozostaje pełne wykorzystanie potencjału deregulacji wprowadzonej w 2025 roku, w szczególności możliwości zawierania umów leasingu w formie dokumentowej. ZPL wskazuje, że kolejny etap powinien obejmować dalszą cyfryzację procesów – m.in. wdrożenie KSeF, rozwój e-rejestracji pojazdów, cyfrowy obieg danych z CEPiK oraz automatyzację procesów obsługi klienta – tak aby leasing mógł funkcjonować w pełni cyfrowym ekosystemie.

    Jednym z kluczowych wyzwań dla branży leasingowej w tym roku będzie projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej dotyczący tzw. czystych pojazdów firmowych (Clean Corporate Vehicles). Związek Polskiego Leasingu, wspólnie z PZWLP, ZPP oraz TLP, wskazuje, że projekt w obecnym kształcie nadmiernie ingeruje w funkcjonowanie rynku finansowania pojazdów, przenosząc ciężar transformacji flot na firmy leasingowe i wynajmu, a pośrednio także na sektor MŚP, mimo że regulacja formalnie ma dotyczyć dużych przedsiębiorstw. W polskich realiach może to prowadzić do ograniczenia dostępności leasingu i najmu, wzrostu kosztów finansowania oraz spowolnienia inwestycji, przy jednoczesnym braku neutralności technologicznej i niedostosowaniu regulacji do poziomu rozwoju infrastruktury ładowania oraz specyfiki rynków Europy Środkowo-Wschodniej.

    ZPL postuluje, aby transformacja flot firmowych była realizowana w oparciu o mechanizmy rynkowe, stabilne i przewidywalne ramy regulacyjne oraz zachęty finansowe i podatkowe, a nie sztywne, odgórne cele ilościowe. Kluczowe jest zachowanie neutralności technologicznej, spójność regulacji z innymi politykami UE – w szczególności w obszarze energii i infrastruktury – oraz takie kształtowanie przepisów, które nie ograniczy dostępu przedsiębiorców do leasingu i wynajmu jako podstawowych narzędzi finansowania inwestycji – podkreśla Monika Constant.

Bitcoin szuka dołka, RPP zaskoczyła

Jeszcze wczoraj wielu inwestorów grało na spadki stóp procentowych. Decyzja Rady pokazała, że się mylili. Słabsze dane z rynku pracy nie muszą być jednoznacznie negatywne. W tle kurs bitcoina schodzi coraz niżej.

Jednak bez niespodzianki

Mimo ostatnich ruchów kapitału spekulacyjnego na złotym okazało się, że RPP nie obniżyła wczoraj stóp procentowych. Jak widać, teorie o tym, że duzi inwestorzy „wiedzieli coś więcej”, nie potwierdziły się. Od kilku dni bowiem złoty tracił na wartości, jakby rynek czekał na sygnał do jego osłabienia. Po decyzji o utrzymaniu głównej stopy na niezmienionym poziomie 4%, doszło do szybkiej korekty, która niemal z miejsca przekreśliła ponad połowę tygodniowego osłabienia polskiej waluty wobec euro. Musimy jednak pamiętać, że dzisiaj mamy jeszcze konferencję prasową prezesa NBP. Warto też zauważyć, że w grudniu inflacja znalazła się o 0,3% poniżej środka listopadowej prognozy, a w styczniu – zamiast odbić – spadła. Dość prawdopodobne jest jednak, że Rada będzie chciała wyczekać do kolejnej projekcji, która przypada w marcu. To raptem miesiąc, a prognozy będą oparte na nowszych danych. Z jednej strony mamy więc inflację niższą od oczekiwań, z drugiej – większą presję płacową, która może przemawiać za ostrożnością w obniżkach.

Rynek pracy w USA

Wczoraj poznaliśmy odczyt raportu ADP, który przedstawia szacunkową zmianę zatrudnienia w Stanach. Analitycy spodziewali się wyniku na poziomie 48 tys., a tymczasem rynek pokazał 22 tys. Warto jednak pamiętać, że ostatnie zmiany w ramach polityki migracyjnej mogą na jakiś czas zaburzyć te dane. Standardowo wartości tego wskaźnika przekraczają 100 tys. miesięcznie. USA – w przeciwieństwie do np. Polski – mocno zwiększają populację. W XXI wieku populacja tego kraju rosła przeciętnie powyżej 0,8% co roku. Oznacza to, że jeżeli ten wskaźnik nie znajduje się na takim poziomie, obserwujemy wzrost bezrobocia. W ostatnim półroczu mamy jednak trzy wzrosty – każdy poniżej 50 tys. – oraz trzy spadki. Analitycy łączą to z wyjazdem z kraju osób, które mogą podlegać deportacji wg nowych zasad. Skala tego zjawiska i wpływ na rynek pracy nie są jednak na razie dobrze zbadane. Z tego powodu wyniki, które jeszcze rok temu budziłyby panikę, teraz przeszły bez większego echa.

Kryptowaluty szukają dna

Ostatni rok nie jest najlepszy dla kryptowalut. Zaczęło się bardzo dobrze. Mieliśmy wiele przychylnych deklaracji nowej administracji USA. Prezydent nawet wypuścił swoją własną kryptowalutę. Teraz jednak oglądamy najniższe poziomy od 2024 roku. Od początku stycznia bitcoin zanurkował już ponad 18%. Ciężko znaleźć jeden powód dla tego ruchu. Warto zwrócić uwagę na splot niekorzystnych tendencji. Bitcoin rósł na obietnicach bardzo niskich stóp procentowych – a tych na razie nie widać. Do dużych funduszy przestały napływać duże środki, jednocześnie część rynku zaczęła realizować zyski. W rezultacie na dość płynnym rynku rozpoczęła się panika. Ta wsparta jest korzystaniem z dźwigni, co przy dużych spadkach często aktywuje zlecenia obronne, które tylko pogłębiają ruch.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Warszawa na radarze inwestorów. W 2026 roku wyprzedzą ją tylko Londyn i Madryt

Warszawa znalazła się w ścisłej czołówce najbardziej atrakcyjnych miast do inwestycji w Europie w 2026 roku – wynika z najnowszego badania CBRE opublikowanego w raporcie „European Investor Intentions Survey 2026”. Stolica Polski zajęła trzecie miejsce w rankingu miast, ustępując jedynie Londynowi i Madrytowi, a wyprzedzając m.in. Barcelonę, Mediolan czy Paryż. Zdaniem ekspertów CBRE, dla Warszawy oznacza to umocnienie pozycji w gronie najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie.

W badaniu CBRE inwestorzy wskazywali rynki, które ich zdaniem powinny osiągnąć najwyższe całkowite stopy zwrotu z nieruchomości w 2026 roku, z pominięciem rynku rodzimego.

Wyniki badania dowodzą coraz silniejszej pozycji Warszawy wśród najbardziej konkurencyjnych rynków nieruchomości komercyjnych w Europie. Stolica Polski przestała już być postrzegana wyłącznie jako rynek regionalny – lider Europy Środkowo-Wschodniej, a funkcjonuje w jednym szeregu z dojrzałymi lokalizacjami inwestycyjnymi Europy Zachodniej. Z perspektywy inwestorów kluczowe znaczenie mają tu stabilne fundamenty makroekonomiczne, dobre prognozy wzrostu gospodarczego pod względem których wyprzedzamy resztę krajów regionu, a także silne fundamenty najmu oraz możliwe do uzyskania zwroty mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Pozycję lidera wśród miast utrzymał Londyn, jako najbardziej atrakcyjna lokalizacja inwestycyjna w Europie. Drugie miejsce zajął Madryt. Warszawa uplasowała się na trzeciej pozycji – to awans w porównaniu do minionego roku. W pierwszej piątce znalazły się również Barcelona oraz Mediolan, który konsekwentnie poprawia swoje wyniki dzięki rozwojowi infrastruktury i sprzyjającemu klimatowi dla biznesu. Paryż zajął szóste miejsce.

Polska w pierwszej trójce

Inwestorzy zostali zapytani również o najbardziej perspektywiczne kraje. Wyniki tego badania w dużej mierze odzwierciedlają pozycję poszczególnych miast. Polska, jako największa gospodarka regionu Europy Środkowo-Wschodniej, utrzymała trzecie miejsce w rankingu krajowym już trzeci rok z rzędu.

Liderem po raz pierwszy została Hiszpania, wskazywana przez niemal połowę respondentów jako rynek o najwyższym potencjale zwrotów w 2026 roku. Inwestorów przyciągają tam solidne fundamenty gospodarcze, silny sektor turystyczny oraz popyt mieszkaniowy, a także fakt, że ceny w wielu segmentach pozostają poniżej średniej europejskiej. Na drugim miejscu znalazła się Wielka Brytania, a na czwartym Włochy, które awansowały dzięki większej stabilności finansowej, ograniczonej podaży nowych projektów i potencjałowi rynków regionalnych. Pierwszą piątkę zamknęły Niemcy.

METODOLOGIA

Badanie CBRE European Investor Intentions Survey 2026 zostało przeprowadzone w dniach 4 listopada – 3 grudnia 2025 r., na grupie 698 inwestorów z całego świata.

Rekordowe wyniki i rekordowy capex Alphabet

Alphabet Inc. opublikował wyniki finansowe wyraźnie lepsze od rynkowych prognoz, jednocześnie prezentując niezwykle ambitny i kosztowny plan inwestycyjny, który jednoznacznie pokazuje, że spółka stawia wszystko na długoterminowe przywództwo w erze sztucznej inteligencji. Kwartalne przychody, liczone bez wypłat dla partnerów, wyniosły 97.23 mld USD, znacząco przewyższając konsensus na poziomie 95.2 mld USD, co potwierdza solidną kondycję operacyjną podstawowych segmentów biznesu.

Szczególnie mocno wyróżnił się Google Cloud, którego przychody wzrosły aż o 48% rok do roku, osiągając 17.7 mld USD wobec prognozowanych 16.2 mld USD. Jeszcze silniejszym sygnałem długoterminowego popytu jest backlog, czyli wartość zakontraktowanych, lecz jeszcze nierozpoznanych przychodów, który przekroczył 240 mld USD i był ponad dwukrotnie wyższy niż rok wcześniej. Równolegle dynamicznie rozwija się ekosystem Gemini. Aplikacja zgromadziła 750 mln aktywnych użytkowników, wobec 650 mln w poprzednim okresie, natomiast Gemini Enterprise przekroczył próg 8 mln płacących klientów zaledwie cztery miesiące po uruchomieniu, co wskazuje na bardzo szybkie tempo komercjalizacji rozwiązań AI.

Najwięcej emocji wśród inwestorów wzbudziła jednak skala planowanych nakładów inwestycyjnych. Alphabet zapowiedział, że w 2026 r. capex wyniesie od 175 do 185 mld USD, znacząco powyżej oczekiwań analityków, które oscylowały wokół 119.5 mld USD. Co istotne, jest to kwota wyższa niż łączne wydatki inwestycyjne spółki z trzech poprzednich lat. Około 40% tych środków ma zostać przeznaczone na centra danych i infrastrukturę sieciową, a pozostałe 60% na serwery, co jasno pokazuje koncentrację na budowie zaplecza obliczeniowego dla AI. CEO Sundar Pichai podkreśla, że już dziś inwestycje te przekładają się na wzrost przychodów w wyszukiwarce, reklamie oraz w chmurze, a ich pełny efekt będzie widoczny w kolejnych latach.

Reakcja rynku była jednak nerwowa. Akcje Alphabet Inc., które w skali roku zyskały około 61%, po publikacji wyników charakteryzowały się dużą zmiennością, spadając chwilowo nawet o 7.5%, następnie odbijając o ponad 4% i ponownie lekko się osuwając. Inwestorzy nie kwestionują bieżącej siły operacyjnej spółki, lecz obawiają się tempa i skali wydatków, które w krótkim okresie mogą wywierać presję na marże i przepływy pieniężne.

Z punktu widzenia strategicznego Alphabet uznaje jednak tak agresywne inwestycje za konieczne, aby skutecznie rywalizować z Amazon.com Inc., Microsoft Corp. oraz OpenAI. Spółka dostarcza nawet do 1 mln własnych chipów AI startupowi Anthropic, będzie jednym z dostawców rozwiązań AI dla Siri w iPhone’ach Apple Inc., a wewnętrznie wykorzystuje sztuczną inteligencję do pisania około 50% własnego kodu, co ma poprawiać produktywność i tempo rozwoju.

Na tle mocnych wyników podstawowych segmentów wyraźnie słabszym punktem pozostaje obszar Other Bets, obejmujący m.in. Waymo. Przychody tego segmentu spadły rok do roku do 370 mln USD, a strata operacyjna sięgnęła 3.6 mld USD, wyraźnie przekraczając prognozy rynku. Dodatkowo koszty badań i rozwoju wzrosły aż o 42%, głównie z powodu wysokich wynagrodzeń dla specjalistów AI oraz dalszego finansowania projektów autonomicznej jazdy.

Pozytywnym stabilizatorem pozostaje natomiast YouTube, gdzie Shorts generują około 200 mld wyświetleń dziennie, a łączne przychody z reklam i subskrypcji przekroczyły w 2025 r. poziom 60 mld USD. Całość obrazu pokazuje Alphabet jako firmę o bardzo silnych fundamentach bieżących, która świadomie akceptuje krótkoterminowe ryzyko finansowe w zamian za próbę zdominowania globalnego wyścigu technologicznego w obszarze sztucznej inteligencji.

Alphabet pokazał siłę wyników, ale przestraszył CapEx-em. Rynek reaguje nerwowo

Poznaliśmy wyniki Alphabetu za czwarty kwartał 2025 roku. Z jednej strony po raz kolejny technologiczny gigant pokazał, że potrafi skutecznie monetyzować sztuczną inteligencję, a z drugiej pokazał ogromne nakłady kapitałowe. Dlatego rynek w pierwszych chwilach po ogłoszeniu wyników pokazał mocno mieszane reakcje. Więcej na ten temat w poniższym komentarzu, którego autorem jest Mikołaj Sobierajski, analityk XTB:

Rynki wciąż próbują oszacować, jak zareagować na raport Alphabet. Chwilę po ogłoszeniu wyników w handlu pozasesyjnym akcje spółki zanurkowały o 5–6%, by po chwili odbić i wzrosnąć o około 1%. W momencie pisania tego tekstu akcje w handlu posesyjnym notują finalny wzrost o około 1,5%. To pokazuje, że inwestorzy mają problem, by przetrawić publikację. Z jednej strony panuje ulga, że Alphabet udowodnił systematyczność w wynikach i po raz kolejny pokazał, że potrafi skutecznie monetyzować sztuczną inteligencję, z drugiej strony niepokój budzą gigantyczne nakłady inwestycyjne.

Alphabet opublikował wyniki za czwarty kwartał 2025 roku, które pokazują siłę i skalę biznesu spółki. Przychody osiągnęły 113,8 mld USD, przewyższając konsensus rynku na poziomie 111,4 mld USD, a zysk na akcję wyniósł 2,82 USD wobec oczekiwanych 2,65 USD. Jest to już kolejny kwartał, w którym Alphabet przekracza magiczną granicę 100 mld USD przychodów, co pokazuje stabilność i systematyczność wzrostu.

Segment Google Cloud wygenerował 17,7 mld USD przychodów, wyraźnie przewyższając oczekiwania, a jego dynamika pokazuje, że chmura i AI zaczynają realnie wspierać wyniki finansowe. Segment Google Services pozostaje solidnym fundamentem, a przychody z reklam w wyszukiwarce utrzymały stabilny wzrost. Przychody z YouTube były jedynym punktem nieco poniżej prognoz, ale nie zmienia to ogólnego pozytywnego obrazu raportu. Wyższe przychody potwierdzają, że AI i optymalizacja usług nie są jedynie marketingową narracją, ale rzeczywiście poprawiają monetyzację kluczowego biznesu reklamowego.

Najważniejszym elementem raportu okazały się jednak prognozy nakładów inwestycyjnych na 2026 rok. Alphabet planuje wydać od 175 do 185 mld USD, co oznacza wzrost o ponad 60% w porównaniu z poprzednim rokiem i jest znacznie wyższe niż szacunki analityków wynoszące 119,5 mld USD. To jest ofensywa w pełnym tego słowa znaczeniu. Spółka agresywnie inwestuje w centra danych, rozwój infrastruktury AI oraz ekspansję usług chmurowych. Taka skala CapEx jest bezprecedensowa i sygnalizuje, że Alphabet nie chce jedynie utrzymać przewagi, ale zbudować fundamenty do dominacji w erze AI i chmury. Jednocześnie rynek reaguje mieszanymi emocjami, pojawia się pytanie, czy tempo wzrostu nakładów nie przewyższy w krótkim terminie możliwości monetyzacji, co mogłoby chwilowo obniżyć marże i presję na gotówkę.

Alphabet pokazuje jednak, że potrafi generować realny zysk z każdego kliknięcia i każdej reklamy. Systematyczne zwiększanie przychodów wskazuje, że AI i optymalizacja usług zaczynają realnie wspierać finanse firmy. Spółka łączy ofensywne inwestycje z efektywną monetyzacją, udowadniając, że rozwój sztucznej inteligencji i chmury może przynosić realne korzyści finansowe, nawet przy agresywnej ekspansji kapitałowej.

Rynki starają się teraz przetrawić kombinację wyników i ambitnych wydatków. Alphabet udowodnił, że potrafi utrzymać imponującą skalę przychodów i systematyczność w wynikach, a jednocześnie wchodzi w etap wyjątkowo agresywnej ekspansji, który może zdefiniować jej pozycję na lata. Reakcja akcji w handlu pozasesyjnym pokazuje, że inwestorzy dostrzegają potencjał i fundamenty, ale wciąż próbują oszacować krótkoterminowy balans między gigantycznym CapEx a tempem monetyzacji AI.

Kinderpedia pozyskała 2,2 mln euro w rundzie prowadzonej przez Simpact Ventures

  • Rundę, której liderem jest polski fundusz venture capital Simpact Ventures, wesprze międzynarodowe skalowanie platformy Kinderpedia, która dzięki sztucznej inteligencji łączy szkoły i rodziny w ponad 40 krajach. Finansowanie pozostaje otwarte przez kolejne pięć miesięcy, co daje możliwość dołączenia strategicznym współinwestorom.
  • Polski fundusz venture capital Simpact Ventures przewodzi rundzie inwestycyjnej, która wesprze międzynarodowe skalowanie platformy Kinderpedia. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, rozwiązanie to łączy szkoły i rodziny w ponad 40 krajach. Finansowanie pozostaje otwarte przez kolejne pięć miesięcy, co daje możliwość dołączenia strategicznym współinwestorom.

Kinderpedia, firma rozwijająca platformę do zarządzania szkołami i komunikacją z rodzicami, pozyskała 2,2 mln euro w rundzie finansowania o łącznej wartości 3,5 mln euro. Przewodzi jej Simpact Ventures, przy udziale dotychczasowych inwestorów Early Game Ventures oraz Roca X. Runda pozostaje otwarta przez kolejne pięć miesięcy dla strategicznych współinwestorów, których wizja jest zbieżna z planami międzynarodowego wzrostu oraz misją generowania pozytywnego wpływu Kinderpedii.

Kinderpedia cieszy się zaufaniem szkół i przedszkoli w ponad 40 krajach w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Ameryce Łacińskiej oraz wspiera szybko rosnącą międzynarodową społeczność liczącą ponad pół miliona nauczycieli, rodziców i liderów edukacji. Dzięki rosnącej popularności na różnych kontynentach firma przyspiesza międzynarodową ekspansję. W jej ramach skupi się na umacnianiu pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej oraz dynamicznym rozwoju na Bliskim Wschodzie i w Afryce, gdzie szybko rośnie zapotrzebowanie na skalowalne, wielojęzyczne rozwiązania edukacyjne.

Kinderpedia jest obecna także w Polsce, wspierając szkoły i przedszkola w największych miastach, m.in. w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu i Krakowie. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych lokalnych partnerów Kinderpedii jest Maple Bear Polska, należąca do grupy Maple Bear Central and Eastern Europe. Obecnie grupa prowadzi w Polsce trzy szkoły i zapowiedziała, że w ciągu najbliższych lat otworzy ponad 40 nowych szkół w naszym kraju. Z kolei w całej Europie Środkowo-Wschodniej Maple Bear CEE prowadzi obecnie 18 szkół i realizuje długoterminową strategię rozwoju, która zakłada otwarcie 200 szkół w 22 krajach w ciągu najbliższej dekady. Kinderpedia wspiera ten proces, umożliwiając efektywne zarządzanie, spersonalizowaną naukę oraz silne zaangażowanie szkoły i rodziców.

Dzięki tym środkom możemy rozwijać się w sposób odpowiedzialny, pozostając blisko rzeczywistych potrzeb szkół i rodzin. Prowadzona przez Simpact runda pozwala nam przyspieszyć ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej i na rynkach Bliskiego Wschodu oraz Afryki, gdzie liczy się zarówno wielojęzyczna komunikacja, jak i zaufanie rodziców do szkół – mówi Daniel Rogoz, CEO i współzałożyciel Kinderpedii.

Kinderpedia stawia czoła fundamentalnemu wyzwaniu systemów edukacyjnych: umożliwieniu pełnej współpracy między szkołami a rodzinami na dużą skalę – mówi Jacek Ostrowski, Partner w Simpact Ventures. – Łącząc efektywność operacyjną z inkluzywną, wielojęzyczną komunikacją oraz odpowiedzialnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji, Kinderpedia ma potencjał, by przynosić długofalowy wpływ społeczny w zróżnicowanych ekosystemach edukacyjnych. Jesteśmy dumni, że możemy prowadzić tę rundę i wspierać ekspansję firmy na nowe rynki międzynarodowe.

Kinderpedia pomaga nauczycielom oszczędzać ponad 9 godzin tygodniowo na pracy administracyjnej, a jednocześnie wzmacnia przejrzystość, zaufanie i współpracę między szkołami a rodzicami. Platforma łączy wszystko, co potrzebne w szkole: zarządzanie placówką, obsługę opłat, organizację zajęć, śledzenie postępów uczniów oraz kontakt z rodzicami w bezpiecznym środowisku chmurowym.

W ciągu ostatniego roku Kinderpedia rozwijała swoje rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, która szanuje prywatność i jest wbudowana w codzienną pracę nauczycieli. Dzięki niej nauczyciele mogą łatwiej komunikować się z rodzicami, szybciej zauważać ważne wzorce w nauce uczniów i sprawniej tworzyć raporty o postępach, a także natychmiast dokumentować wszelkie zdarzenia w szkole. Funkcje te nie tylko odciążają pracę administracyjną, ale też sprawiają, że wszystko jest bardziej przejrzyste i spójne.

Aby rozwijać się na rynkach międzynarodowych, Kinderpedia zainwestowała w funkcje wielojęzyczne, w tym w pełni działającą aplikację w języku arabskim. Dzięki temu szkoły mogą sprawnie komunikować się z różnorodnymi społecznościami rodziców, a także wspierać grupy edukacyjne działające w wielu krajach.

Wizją Kinderpedii jest stworzenie konwersacyjnego asystenta opartego na AI dla dyrektorów i nauczycieli. Ma on umożliwiać prowadzenie rozmów głosowych, szybkie analizowanie danych i generowanie przydatnych wniosków, przy zachowaniu wysokich standardów etyki i ochrony wrażliwych danych dzieci.

Obecna runda finansowania ma zostać zakończona w połowie 2026 roku. W kolejnych miesiącach Kinderpedia będzie skupiać się na ułatwianiu codziennej pracy szkół, ograniczaniu obowiązków administracyjnych i wprowadzaniu inteligentnych funkcji AI, które pozwolą lepiej dopasować naukę do potrzeb uczniów. Celem firmy jest osiągnięcie przychodów na poziomie 30 milionów euro do 2030 roku.

Rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w IV kw. 2025 r. – dane PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za IV kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec grudnia 2025 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 36,6 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to mazowieckie (7,34 mln mkw.), śląskie (6,19 mln mkw.) i dolnośląskie (5,31 mln mkw.).

W IV kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 137,7 tys. mkw. nowej powierzchni (o 72,9% mniej w porównaniu r/r). Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach mazowieckim (61,3 tys. mkw.), kujawsko-pomorskim (22,0 tys. mkw.) i śląskim (19,0 tys. mkw.).

Na koniec grudnia 2025 roku w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,79 mln mkw. (o 1,7% więcej w ujęciu r/r). Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (36% budowanej powierzchni), pomorskie (12%) i łódzkie (11%).

Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 7,4% (spadek o 0,8 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,1 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%), lubelskim (10,9%) oraz dolnośląskim (10,7%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0%), opolskim oraz zachodniopomorskim (po 1,2%) i warmińsko-mazurskim (2,2%).

W okresie październik-grudzień 2025 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 2,2 mln mkw. (wzrost o 8,6% w porównaniu r/r). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: łódzkie (549 tys. mkw.), mazowieckie (410 tys. mkw.) oraz śląskie (395 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w IV kwartale 2025 roku odnotowały przedłużenia umów (53%), a nowe umowy (w tym projekty typu BTS) i ekspansje objęły odpowiednio 41% i 6% całkowitego popytu.

51% romansów w pracy przeradza się w poważny związek, ale 35% psuje relacje w zespole

Romanse w miejscu pracy to zjawisko powszechne, choć wciąż kontrowersyjne. Jak wynika z badania LiveCareer.pl, aż 61% pracowników w Polsce było świadkiem romansu w swoim miejscu pracy, a 26% przyznaje, że sami przynajmniej raz nawiązali intymną relację ze współpracownikiem. Jednocześnie 59% badanych jest przeciwnych takim relacjom.

Serwis kariery LiveCareer.pl przeprowadził badanie „Romanse w miejscu pracy”, w którym zapytano 454 polskich pracowników o ich doświadczenia, opinie i konsekwencje relacji intymnych w środowisku zawodowym. Wyniki wskazują na napięcie między powszechnością tego zjawiska a jego niską akceptacją społeczną.

Z danych wynika, że romanse w miejscu pracy najczęściej nawiązują się podczas codziennej współpracy w tym samym dziale — tak wskazało aż 64% badanych, którzy przynajmniej raz byli w takiej relacji. Do romansów znacznie rzadziej dochodzi w trakcie imprez integracyjnych (18%), wyjazdów służbowych (17%) albo wspólnych projektów i zadań zespołowych (17%), a jeszcze rzadziej — podczas wspólnych nadgodzin (12%), współpracy między działami (11%) oraz szkoleń i konferencji (8%).

Co ciekawe, do nawiązywania romansów ze współpracownikami nieco częściej przyznają się mężczyźni (31%) niż kobiety (22%). Powodem tej rozbieżności mogą być różnice społeczne w deklarowaniu zachowań intymnych lub fakt, że większy odsetek mężczyzn miał jakikolwiek romans w pracy, podczas gdy wśród kobiet takie relacje były rzadsze, lecz w niektórych przypadkach obejmowały więcej niż jednego współpracownika.

Badanie wykazało również, że nawiązywanie intymnych relacji w pracy często ma realne konsekwencje w życiu prywatnym i zawodowym. Aż 64% osób, które miały romans ze współpracownikiem, w ten sposób zdradziło swojego ówczesnego partnera. W przypadku 51% pracowników, którzy mieli romans, ta relacja przerodziła się w poważny związek.

Jednocześnie 35% respondentów przyznaje, że ich romans doprowadził do pogorszenia innych relacji zawodowych. Jak bowiem wynika z badania, większość pracowników w Polsce odnosi się do takich relacji sceptycznie. Tylko 26% respondentów uważa, że romanse w miejscu pracy powinny być akceptowane bez żadnych ograniczeń, a kolejne 15% dopuszcza je wyłącznie między osobami na równorzędnych stanowiskach. Ponad 38% badanych jest raczej przeciwnych, a 21% — zdecydowanie przeciwnych takim relacjom.

Nasi respondenci nieprzypadkowo najczęściej stawiają granice tam, gdzie pojawia się hierarchia stanowisk. Relacje między przełożonym a podwładnym są postrzegane jako szczególnie problematyczne, ponieważ rodzą pytania o nadużycia władzy, faworyzowanie czy presję, nawet jeśli formalnie są dobrowolne. To jeden z powodów, dla których w niektórych organizacjach temat takich relacji jest regulowany przez wewnętrzną politykę HR, a debata nad ich dopuszczalnością wciąż trwa — komentuje Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl.

Badanie wykazało również, że:

  • sprzeciw wobec romansów w miejscu pracy częściej deklarują kobiety (68%) niż mężczyźni (50%)
  • największą akceptację dla romansów w pracy deklarują pracownicy w wieku 26–39 lat (49% odpowiedzi twierdzących).

RPP bez obniżki, a kredyty tańsze. Spada oprocentowanie hipotek w styczniu

Początek roku bez decyzji o obniżce stóp NBP. To nie oznacza jednak, że oferowane „hipoteki” przestały tanieć. Nowe dane ze stycznia mogą zaskoczyć.

Rada Polityki Pieniężnej znów pauzuje. To można stwierdzić po lutowym posiedzeniu RPP. Przypomnijmy: zakończyło się ono brakiem obniżek stóp procentowych. Przedłużenie pauzy w polityce monetarnej nie oznacza jednak, że na rynku kredytów mieszkaniowych zapanował zimowy bezruch. Wręcz przeciwnie – styczniowe dane na temat oprocentowania nowych „hipotek” są bardzo interesujące. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili je zatem krótko omówić.   

Poniższy wykres przygotowany dzięki współpracy RM Kredyty Hipoteczne i BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazuje zmiany oprocentowania nowych kredytów mieszkaniowych. Konkretniej rzecz ujmując chodzi o to, jak zmieniała się mediana oprocentowania kredytów mieszkaniowych z oferty dziewięciu wiodących banków. Po podsumowaniu styczniowych danych okazało się, że pierwszy miesiąc nowego roku znów upłynął pod znakiem spadku oprocentowania „hipotek” oferowanych przez banki.

W styczniu 2026 r. przeciętna oferta nowego kredytu mieszkaniowego miała już okresowo stałe oprocentowanie nieco mniejsze niż 5,8%. Jednak dla wielu osób ważniejszy może być fakt, że kredytów z oprocentowaniem zmiennym dotyczyła większa styczniowa obniżka. Przeciętne zmienne oprocentowanie z bankowych ofert spadło do poziomu oprocentowania stałego (ok. 5,8%). Natomiast biorąc pod uwagę najtańszą, a nie przeciętną bankową ofertę widzimy, że wygrywała już stawka zmienna (5,62% vs 5,73%).

Jak mówią eksperci RynekPierwotny.pl, styczniowe dane nie tylko przynoszą dobre wieści dla nowych kredytobiorców. Może się też rodzić pytanie, czy wzrost atrakcyjności zmiennej stawki w połączeniu z perspektywą wiosennych obniżek stóp, zwiększy zainteresowanie bardziej ryzykownymi „hipotekami”. To ciekawa kwestia zważywszy na fakt, że wielu nowych kredytobiorców może mieć w pamięci bezprecedensowe wzrosty stóp NBP i zmiennego oprocentowania z lat 2022 – 2023.

Na razie jednak prawdopodobne są kolejne obniżki stóp procentowych, choć należy pamiętać, że znajdujemy się już blisko końca cyklu łagodzenia polityki monetarnej. Oczekiwany scenariusz na koniec 2026 r. to według analityków RynekPierwotny.pl główna stopa procentowa NBP wynosząca 3,5% – 4,0%. Przy takim założeniu, dostępność kredytowa mieszkań mogłaby wzrosnąć o 9% (głównie dzięki wyższym płacom), a więc wyraźnie słabiej niż przez cały 2025 r. (+22%).

Większy wzrost dostępności kredytowej mieszkań w 2026 r. (o 14%) zakłada scenariusz antyrecesyjny, w którym główna stopa procentowa NBP pod koniec roku ma wynosić 2,5% – 3,0%. Niekoniecznie byłby to jednak scenariusz dobry dla kredytobiorców. Pamiętajmy bowiem, że większe cięcia stóp mogą być odpowiedzią np. na dekoniunkturę rynku pracy.Oprocentowanie hipotek spada dalej. Zmienne już na poziomie stałego

Szpiegowskie kampanie szyte na miarę: rządy i służby celem ataków Amaranth-Dragon

Na mapie cyberzagrożeń pojawił się nowy chiński gracz. Amaranth-Dragon miała w 2025 roku prowadzić precyzyjne operacje szpiegowskie wymierzone w instytucje rządowe i organy ścigania w Azji Południowo-Wschodniej – wynika z ustaleń Check Point Research. Analitycy zwracają uwagę na tempo działań grupy. Szybkie uzbrajanie świeżych luk i sprawne prowadzenie kampanii to cechy typowe dla APT, czyli zaawansowanych, długotrwałych aktorów zagrożeń.  

Najbardziej niepokojącym elementem działalności Amaranth-Dragon jest wykorzystanie podatności WinRAR (CVE-2025-8088) „w ciągu kilku dni” od jej ujawnienia, co sugeruje gotowość operacyjną i wysoki poziom dojrzałości technicznej.

Ofiary otrzymywały złośliwe archiwa (RAR/ZIP), które uruchamiały łańcuch infekcji prowadzący do uruchomienia narzędzi zdalnego dostępu i kanału dowodzenia. Cechą charakterystyczną jest Amaranth, czyli należący do grupy loader, wykorzystywany do pobierania i uruchamiania zaszyfrowanych ładunków bezpośrednio w pamięci, co utrudnia ich wykrycie i analizę. Chińscy hakerzy używają również Havoc C2, legalnego narzędzia do testów bezpieczeństwa, które zostało nadużyte jako framework dowodzenia i kontroli. W kampanii pojawia się też komponent TGAmaranth RAT, w którym komunikacja z atakującymi może odbywać się przez bota na Telegramie, a całość uzupełniają techniki utrudniające pracę narzędziom EDR i antywirusom.

Co ciekawe, infrastruktura była ustawiona tak, by odpowiadała tylko na adresy IP z wybranych państw (reszta dostawała blokadę typu 403). Miało to ograniczyć „przypadkowe” infekcje i utrudniać ich analizę. Specjaliści Check Point Research wskazują, że właśnie ten element jest charakterystyczny dla operacji państwowych.

Działania grupy są ostrzeżeniem nie tylko dla służb i administracji państwowej, lecz również biznesu. Czas reakcji na luki stał się w ostatnim czasie przewagą ofensywy. Jeśli podatność da się uzbroić w mniej niż dwa tygodnie, to okno reakcji dla firm i instytucji drastycznie się skraca. Eksperci wskazują, że kampanie „geopolityczne” nie kończą się na rządach. Ten sam łańcuch świetnie skaluje się na firmy współpracujące z administracją, logistykę, telekomy, dostawców IT i organizacje z danymi wrażliwymi.

Z ustaleń Check Point Research wynika, że – jak dotąd – celem były m.in. administracje państwowe oraz służby i policja w takich krajach jak Kambodża, Tajlandia, Laos, Indonezja, Singapur i Filipiny. Ataki miały być „szyte na miarę”, a przynęty (dokumenty i tematy wiadomości) nawiązywały do realnych wydarzeń politycznych i bezpieczeństwa w regionie, co zwiększało szanse, że ktoś kliknie.

Co trzeci Polak sięga po pirackie treści wideo, bo jest taniej, szybciej i „wszystko w jednym miejscu”

0

Blisko 30 proc. ankietowanych, biorących udział w badaniu SW Research na zlecenie platformy streamingowej MEGOGO, przyznaje, że kiedykolwiek korzystało z nielegalnych źródeł treści wideo. Natomiast przeszło co drugi uważa, iż ogląda mniej telewizji w stosunku do konsumpcji wideo 10 lat temu. Ponad 1/3 badanych deklaruje, że w przyszłości będzie oglądać więcej treści audiowizualnych.

1 2 3 4Wyniki badania SW Research na zlecenie naszej firmy odzwierciedlają poziom piractwa w Polsce i pokrywają się z innymi raportami. Bazując na danych z tegoż badania, mówiących o tym, że 27 proc. kiedykolwiek korzystało z nielegalnych źródeł treści wideo, można oszacować, że w Polsce pirackich treści wideo używa blisko 6,5 mln Polaków w wieku 18-65 – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Skala piractwa w Polsce wciąż jest duża, choć w ostatnich latach zmienił się jego charakter. Zjawisko to ewoluowało od masowego pobierania plików do korzystania w nielegalny sposób z subskrypcji i streamingu online. Powoduje to, że tracą na tym: gospodarka i wpływy do budżetu państwa, branża filmowa oraz w końcu firmy redukujące miejsca pracy. Podmioty takie jak MEGOGO przeciwdziałają zjawisku piractwa, zapewniając dostęp i zachęcając Polaków do legalnej konsumpcji treści – dodaje Artur Pacuła.

W celu pełnego zobrazowania kwestii piractwa treści wideo warto także wspomnieć, że na pytanie „Czy kiedykolwiek korzystał(a) Pan/Pani z nielegalnych źródeł treści wideo?” 59,9 proc. odpowiedziało „nie”, a 12,6 proc. – „nie wiem, trudno powiedzieć”.

Te kwestie motywują Polaków do oglądania nielegalnych źródeł wideo

Wśród czynników wpływających na korzystanie z nielegalnych źródeł treści wideo ankietowani biorący udział we wspólnym badaniu SW Research i MEGOGO wymieniają na pierwszym miejscu „zbyt wysoką cenę”. Wskazuje ją 47,1 proc. badanych. Na kolejnym miejscu znajduje się „brak dostępności w legalnych źródłach” – 45,7 proc. Następnie: „wygoda i oszczędność czasu” – 33,7 proc. wskazań; „niechęć do opłacania wielu subskrypcji” – 32,6 proc. i „brak odpowiedniej oferty” – 24,4 proc. Kolejne wskazania to: „szybsze premiery dostępne z nielegalnych źródeł”– 21,6 proc.; „brak dostępu offline w legalnych serwisach” – 18,2 proc.; „ciekawość” – 17,5 proc.; „brak reklam” – 17,2 proc.; „łatwość polecenia i linkowania” – 15,5 proc. oraz „przyzwyczajenie lub brak świadomości łamania prawa” – 13,7 proc. Co ciekawe, na ostatnim miejscu wśród możliwości odpowiedzi znalazła się „jakość treści”, którą wskazało 8,2 proc.

Więcej wideo online i mniej telewizji – w ten sposób będziemy oglądali treści w przyszłości

Z badania SW Research i MEGOGO płynie też wniosek mówiący, że jedynie 1 na 100 badanych Polek i Polaków (1,2 proc.) „ogląda więcej telewizji lub nie nastąpiły zmiany w konsumpcji treści wideo w stosunku do 10 lat wstecz”. To jedna z odpowiedzi na pytanie: „Jak zmieniły się Pana/Pani nawyki oglądania treści w ciągu ostatnich 10 lat?”. Wśród najpopularniejszych odpowiedzi znalazła się: „oglądamy mniej telewizji”, wskazywana przez 51,5 proc. Drugie miejsce: „spędzamy więcej czasu na YouTube”– 42,2 proc. wskazań. Tuż dalej: „oglądamy więcej w serwisach streamingowych”– 41 proc. Opcję „korzystamy głównie z aplikacji mobilnych” wybrało 18,8 proc. badanych.

Na pytanie: „jak zmienią się Pana/Pani główne nawyki dotyczące oglądania treści online? Czego się Pan/Pani spodziewa?” 36,7 proc. badanych odpowiedziała, że „nic się nie zmieni.” Natomiast 34,1 proc. jest zdania, że „będzie oglądać więcej treści online”. Dla porównania 11,5 proc. ankietowanych deklaruje, że „będzie oglądać mniej treści w internecie”, a 17,7 proc. „nie ma zdania”.

Jeśli chodzi o konsumpcję treści telewizyjnych, to 41,1 proc. uważa, że „będzie oglądać mniej tradycyjnej TV”. „Nic się nie zmieni” dla 33,7 proc. badanych. Więcej treści telewizyjnych będzie oglądać 14,3 proc. Natomiast zdania na ten temat nie ma 10,8 proc. ankietowanych.

– Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom konsumentów oraz trendów, niezmiernie pracujemy nad zwiększaniem i ułatwianiem dostępu do treści, oferując konkurencyjne ceny, a także integrując usługę z innymi platformami – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

***

O badaniu SW Research:

Badanie „Oglądanie treści audiowizualnych” zostało zrealizowane w dniach 29.08-08.09.2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel na zlecenie firmy MEGOGO z okazji planowanego partnerstwa z YouTube Premium w listopadzie ub.r. Miało na celu zbadanie nawyków użytkowników w zakresie oglądania treści wideo. W ramach badania przeprowadzono 1 060 ankiet z Polkami i Polakami w wieku 18-65 lat. Kwestionariusz badawczy został przygotowany przez MEGOGO.

Działy IT w firmach: mniej rekrutacji, więcej specjalizacji, wyższe wynagrodzenia

Choć zapotrzebowanie na pracowników działów IT spada od kilku lat, w 2025 roku tempo tego trendu znacząco zwolniło. Równolegle rosnące wyzwania technologiczne i rynkowe umacniają znaczenie kompetencji IT w firmach, zwłaszcza w obszarach wsparcia efektywności operacyjnej, bezpieczeństwa i jakości procesów. W rezultacie rosną wymagania kompetencyjne wobec specjalistów, a największy popyt dotyczy dziś ról związanych z cyberbezpieczeństwem, analizą danych i automatyzacją procesów, wynika z raportu „Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach 2025” Grafton Recruitment.

Popyt na specjalistów w firmowych działach wsparcia IT w ostatnich latach wyraźnie spada. Z danych Grafton Recruitment wynika, że w trzecim kwartale 2025 roku wskaźnik zapotrzebowania w tym obszarze wyniósł 0,54 – to wynik o połowę niższy od benchmarku rynkowego dla wszystkich ról (1,01), trzykrotnie niższy niż na początku 2022 roku, kiedy firmy intensywnie zwiększały zespoły IT.

W ostatnich miesiącach spadkowy trend wyraźnie wyhamował. Choć firmy nie prowadzą intensywnie rekrutacji, nie obserwuje się już tak gwałtownych spadków zatrudnienia jak rok wcześniej. Organizacje utrzymują nowe podejście do budowania zespołów IT – koncentrują się na pozyskiwaniu specjalistów o kluczowych kompetencjach oraz systematycznym rozwijaniu umiejętności już zatrudnionych.Popyt na role Dział IT Raport Grafton Recruitment

Wyhamowanie spadkowego trendu może świadczyć o nadchodzącej stabilizacji w zapotrzebowaniu na specjalistów w działach IT. Jednocześnie coraz bardziej widoczna jest zmiana podejścia do pozyskiwania i rozwoju zespołów technicznych. Procesy rekrutacyjne są obecnie bardziej selektywne i skoncentrowane wokół specjalizacji i kompetencji, które realnie wspierają transformację technologiczną – wyjaśnia Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Choć w obszarze wsparcia IT obserwuje się spadek rekrutacji, w wielu innych działach firm zapotrzebowanie na pracowników utrzymuje się powyżej średniej dotyczącej wszystkich stanowisk. Najwyższy wskaźnik popytu odnotowano w obszarze logistyki (1,09), sprzedaży (1,05) oraz obsługi klienta (1,01). Nieco niższy, ale nadal umiarkowany popyt utrzymuje się w obszarach takich jak marketing (0,82), administracja i zakupy (0,75) czy dział finansowy (0,73), przy czym jest znacząco niższy w przypadku takich specjalizacji, jak podatki (0,57) i audyt (0,47). Podobny trend widoczny jest w HR (0,63) czy PR (0,54).

Dane jasno pokazują, że w minionym roku firmy koncentrowały się na działaniach operacyjnych, aktywnościach bezpośrednio związanych ze sprzedażą czy obsługą klienta, co przełożyło się na skalę rekrutacji. W przypadku pozostałych działów, nawet tak istotnych jak finanse czy marketing, dynamika zatrudnienia była niższa. Wynika to nie tylko z presji na efektywność i optymalizacji kosztów, ale także ze specyfiki konkretnych działów, automatyzacji procesów i zadań w tych działach czy skali wcześniejszych rekrutacji – tłumaczy Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Kompetencje na wagę zatrudnienia

W działach wsparcia IT największym zainteresowaniem cieszą się obecnie kompetencje związane z cyberbezpieczeństwem, systemami ERP, automatyzacją procesów oraz Business Intelligence. To właśnie te obszary są dziś fundamentem sprawnego i bezpiecznego działania organizacji, szczególnie w kontekście rosnącej złożoności środowiska technologicznego.

Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów łączących wiedzę technologiczną z kompetencjami analitycznymi oraz umiejętnością wdrażania nowoczesnych narzędzi automatyzujących procesy biznesowe. Obok twardych umiejętności technicznych na znaczeniu zyskują także kompetencje miękkie, umożliwiające efektywną współpracę z biznesem. To one coraz częściej wpływają na decyzje o wyborze odpowiedniej osoby, w szczególności w warunkach wysokiej konkurencji na rynku kandydata.

– Obserwujemy wyraźny wzrost zapotrzebowania firm na specjalistów w obszarach bezpośrednio wspierających transformację cyfrową – zwłaszcza tam, gdzie technologie muszą łączyć się z bezpieczeństwem, analityką i skalowalnością procesów. Kandydaci mający takie kompetencje należą dziś do najbardziej poszukiwanych na rynku dodaje Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Wynagrodzenia w działach wsparcia IT

W 2025 roku poziom wynagrodzeń w działach IT firm pozostał stosunkowo stabilny względem roku poprzedniego, a rozpiętość stawek różniła się w zależności od lokalizacji, poziomu stanowiska oraz oczekiwanego stopnia specjalizacji technicznej. Najwyższe wynagrodzenia tradycyjnie oferowano w Warszawie, która koncentruje największą liczbę centrów IT oraz globalnych struktur wsparcia.

I tak specjaliści service desk w stolicy mogli w 2025 roku liczyć na wynagrodzenie w przedziale 7 000 – 9 500 zł brutto, podczas gdy w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu dolna granica widełek wynosiła 5 800 – 6 000 zł. Różnice były jeszcze wyraźniejsze na bardziej specjalistycznych stanowiskach: pracujący w trzeciej linii wsparcia w Warszawie zarabiali 17 000 – 23 000 zł, a w Krakowie i Wrocławiu – od 10 000 do 16 000 zł. Z kolei managerowie działu wsparcia technicznego w stolicy otrzymywali pensję rzędu 22 000 – 30 000 zł, natomiast w Katowicach 16 000 – 21 000 zł.

Jeszcze większy zakres widełek płacowych dotyczył ról eksperckich. Konsultanci ds. cyberbezpieczeństwa w Warszawie mogli liczyć na oferty na poziomie 26 000 – 32 000 zł, a w Krakowie i Poznaniu do 28 000 zł. Najwyższe stawki dotyczyły stanowiska Chief Technology Officer (CTO) w Warszawie widełki wynosiły 33 000 – 54 000 zł, natomiast w innych lokalizacjach górna granica rzadko przekraczała 40 000 zł. Różnice regionalne wynikają nie tylko z kosztów życia i konkurencyjności lokalnych rynków pracy, ale również ze skali operacji technologicznych.Wynagrodzenia Dział IT Raport Grafton Recruitment

Jak wzrosły wynagrodzenia w 2025 roku?

Analiza średnich wzrostów stawek w firmowych działach wsparcia IT pokazuje wyraźne zróżnicowanie dynamiki zmian wynagrodzeń. Najwyższe podwyżki odnotowano w rolach menedżerskich i strategicznych – na stanowisku managerów wsparcia technicznego wyniosły one +15,5%, natomiast w przypadku konsultantów ds. cyberbezpieczeństwa i CTO sięgnęły odpowiednio +14,3% oraz +12,5%. Znaczny wzrost stawek objął również konsultantów SAP i wyniósł +8,1% oraz specjalistów drugiej (+9,3%) oraz trzeciej (+11,4%) linii wsparcia. Najniższe podwyżki – w przedziale od +3,4% do +5,4% – dotyczyły stanowisk o większej dostępności kandydatów, m.in. inżynierów ds. sieci, administratorów systemów oraz specjalistów service desk.

– Wzrosty stawek w działach IT w 2025 roku były odzwierciedleniem rosnącej wartości specjalistycznych umiejętności oraz ograniczonej dostępności części kompetencji na rynku. Największe podwyżki objęły stanowiska związane z bezpieczeństwem, zaawansowanym wsparciem technicznym oraz zarządzaniem zespołami IT, jednak cały sektor nadal pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych pod względem poziomu wynagrodzeń– dodaje Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: „Raport wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

Rekordowa sprzedaż aut w Polsce w 2025 roku: Rynek wynajmu długoterminowego stabilnie rośnie, a Rent a Car przechodzi korektę

Rok 2025 zapisał się na polskim rynku motoryzacyjnym jako czas rekordów. Klienci indywidualni i instytucjonalni nabyli łącznie 597,5 tys. nowych samochodów osobowych, co oznacza wzrost o 8,3% r/r. Polska dynamika imponuje na tle całej Unii Europejskiej, która w tym samym okresie odnotowała wzrost na poziomie zaledwie 1,8% r/r. Na tym tle branża wynajmu długoterminowego stabilnie rośnie, a zanotowane tempo wzrostu to poziom 7,2% r/r. Jednocześnie rynek Rent a Car (RaC) zmaga się z konsekwencjami zmian w politykach kredytowych po upadku kilku dużych wypożyczalni.

Firmy fundamentem rynku, ale z mniejszym udziałem wynajmu

W 2025 roku za blisko 69% sprzedaży nowych aut osobowych odpowiadały firmy (411 tys. sztuk), podczas gdy klienci indywidualni nabyli 186 tys. pojazdów. Co istotne, po raz pierwszy od lat odnotowano spadek importu aut używanych o 2,8% r/r. (łącznie ok 855,6 tys. samochodów osobowych). Jest to efekt pojawienia się tanich marek chińskich oraz korekt cenowych u pozostałych producentów.

W segmencie finansowania firmowego widoczna była duża wrażliwość na politykę fiskalną. Zmiany w obszarze CIT i brak okresów przejściowych dla umów najmu i leasingu skłoniły przedsiębiorców do częstszych zakupów za gotówkę czy na kredyt. W naszej ocenie z tego powodu udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży do firm nie wzrósł rok do roku jak miało to miejsce w ubiegłych latach a utrzymał się blisko poziomu poprzedniego roku i wyniósł 22% (- 0,6 p.p. r/r).

Wynajem długoterminowy (CFM): Czas stabilizacji

Łączna flota w usłudze Full Serwis Leasing (FSL) urosła w 2025 roku do poziomu 288,7 tys. pojazdów, tj. o 7,2% r/r (prezentowana flota uwzględnia dane spółki Ayvens Poland, która była członkiem PZWLP do końca 2025 roku). Wartości te potwierdzają stabilną dynamikę wzrostu rynku wynajmu długoterminowego pojazdów rok do roku.

Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP:

„Rok 2025 potwierdził, że polski rynek wynajmu długoterminowego wchodzi w fazę stabilizacji, upodabniając się do rynków zachodnich. Widzimy, że głównym motorem wzrostu staje się sektor małych i średnich przedsiębiorstw oraz klienci detaliczni. Niestety, ubiegły rok pokazał też, jak duży wpływ na decyzje flotowe ma niepewność regulacyjna. Wykluczenie klientów flotowych z programu „NaszEauto” oraz zmiany w CIT zahamowały część inwestycji w nowoczesną mobilność, skłaniając firmy do tradycyjnych form finansowania”.

Eko-ewolucja we flotach mimo przeszkód

Pomimo wyzwań, transformacja napędów postępuje. Flota samochodów ekologicznych (hybrydy i elektryki (BEV) stanowi już 18,9% całego wynajmu długoterminowego, notując wzrost o 47% r/r.

Najbardziej spektakularny wynik osiągnęły auta w pełni elektryczne (BEV), których liczba podwoiła się (+107,5% r/r), stanowiąc 6,6% floty na koniec 2025 roku. Przekłada się to na realny spadek emisyjności – średnia emisja CO2 nowych aut osobowych kupowanych przez branżę wynajmu spadła o 18% do poziomu 98,2 g/km.

Niestety w przypadku lekkich samochodów dostawczych odnotowaliśmy w 2025 roku wzrost średniej emisji CO2 do poziomu 156,7 g/km (+15%). Było to efektem zbyt późnego – od 20 października 2025 r. – objęcia programem NaszeAuto samochodów tej kategorii (N1).

PZWLP wyraża stanowczy sprzeciw wobec projektu Rozporządzenia KE „Clean Corporate Vehicles” („czyste pojazdy firmowe”) z dnia 16 grudnia 2025 roku. Branża ostrzega, że nowe przepisy, zamiast wspierać ekologię, mogą zdestabilizować rynek finansowania i uderzyć w najmniejszych przedsiębiorców. Postawione w projekcie cele zakupowe pozostają nierealne z powodów, które podnosiła od początku branża wynajmu i leasingu pojazdów. KE nie uwzględniła najważniejszych powodów braku popytu na pojazdy elektryczne w krajach UE, w tym braku wsparcia dla rynku używanych samochodów elektrycznych oraz odpowiedniej infrastruktury masowej do ładowania w budynkach wielorodzinnych i parkingach osiedlowych oraz w biurowcach. KE błędnie obrała kierunek związany z finansującymi floty jako remedium na zwiększenie dynamiki transformacji. Zwracamy uwagę na to, że obowiązek poza celem krajowym spoczywa na firmie rejestrującej pojazd. W związku z tym obowiązki te spoczywają bezpośrednio na wszystkich „dużych” finansujących (tj. spełniającą 2 z 3 kryteriów – zatrudnienie powyżej 250 osób, obroty powyżej 40 mln EUR, suma bilansowa powyżej 20 mln EUR), a pośrednio na ich klientach niezależnie od wielkości. KE zapomina, że o wyborze decyduje klient. Tym bardziej ciężko zgodzić się także ze stwierdzeniem Komisji, że klienci MŚP będą wyłączeni spod tych celów, ponieważ w oczywisty sposób nałożenie tego obowiązku na wszystkie firmy wynajmu i leasingu pojazdów wpłynie na ograniczenie oferty produktowej. To oznacza ryzyko znacznego ograniczenia kredytowego dla wynajmujących i leasingodawców oraz szereg dalszych konsekwencji dla całego sektora finansowego i gospodarki, czego efekty są trudne do określenia. Branża ostrzega także przed nadmierną ingerencją w krajowe systemy fiskalne i gospodarcze, w których stosowane są zróżnicowane rozwiązania (np. VAT, amortyzacja) dostosowane do specyfiki rynku lokalnego i segmentów klientów, co ma pozwolić na utrzymanie niezbędnego tempa inwestycji, odnawiania środków trwałych, rozwoju gospodarczego oraz utrzymania zatrudnienia.

Rent a Car (RaC): Branża w fazie korekty

Sektor wypożyczalni samochodów odnotował spadek floty o 5,1% r/r na koniec 2025 roku. Jest to wynik splotu trudnych warunków makroekonomicznych, wysokich kosztów działalności oraz zaostrzenia polityki finansowania przez banki po upadku kilku dużych podmiotów w branży.

Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP:

„Branża Rent a Car znajduje się obecnie w wymagającym procesie adaptacji do nowej rzeczywistości rynkowej. Ujemna dynamika na poziomie -5,1% jest bolesną, ale w dużej mierze naturalną korektą, wynikającą z aktualnych uwarunkowań makroekonomicznych i rynkowych.

Wypożyczalnie muszą mierzyć się nie tylko z rosnącymi kosztami operacyjnymi, lecz także z wyraźnym ochłodzeniem nastrojów konsumenckich. Wynajem samochodów, który często jest narzędziem realizacji innych celów biznesowych przedsiębiorców lub potrzeb życiowych klientów indywidualnych, pozostaje wrażliwym barometrem kondycji gospodarki oraz skłonności do ponoszenia wydatków. W obliczu wielu czynników makroekonomicznych i społecznych obserwujemy dziś większą ostrożność po stronie klientów. Podobne ryzyka dostrzegają również kluczowi partnerzy branży – instytucje finansowe, które starają się dostosować swoją ofertę finansowania do nowego obrazu rynku. Z jednej strony może to stanowić szansę dla firm o silnej kondycji finansowej i dobrej reputacji wśród finansujących, z drugiej jednak – jest to istotne ograniczenie dla dynamicznego rozwoju branży jako całości. Warto także pamiętać, że rynek Rent a Car w Polsce jest znacznie szerszy niż reprezentacja firm zrzeszonych w PZWLP. W kraju działa kilka tysięcy podmiotów z tej branży, funkcjonujących w różnych segmentach rynku, takich jak MTR, Assistance, wynajem lotniskowy czy pozalotniskowy. W poszczególnych segmentach skala wyzwań oraz bieżąca sytuacja rynkowa mogą się istotnie różnić. Mimo tych wyzwań wierzymy, że rozpoczynający się 2026 rok przyniesie stopniowy powrót gospodarki na ścieżkę wzrostu, co w konsekwencji powinno przełożyć się również na poprawę wyników całej branży Rent a Car.”.

Reprezentację branży RaC w PZWLP stanowi 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota (bez Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.) w usługach wynajmu krótkoterminowego (STR) oraz średnioterminowego (MTR) wynosiła na koniec 2025 roku 18,4 tys. aut.

Perspektywy na 2026: Między stabilnym wzrostem, a technologiczną presją

Rok 2026 zapowiada się dla branży wynajmu i leasingu jako czas dalszej stabilizacji, ale i nowych wyzwań operacyjnych. Na podstawie aktualnych trendów oraz nastrojów rynkowych, PZWLP przewiduje następujące kierunki rozwoju:

  • Dalszy stabilny wzrost CFM: Przewiduje się, że rynek wynajmu długoterminowego utrzyma tempo wzrostu na poziomie około 8%. Kluczowym czynnikiem mają być zmiany w przepisach CIT, które w zamyśle powinny premiować tę formę finansowania jako bardziej przewidywalną kosztowo.
  • SME i klienci detaliczni motorem rynku: Głównym filarem wzrostu w 2026 roku pozostanie sektor małych i średnich przedsiębiorstw oraz rosnący segment klientów indywidualnych.
  • Odbicie w branży Rent a Car (RaC): Wraz ze stopniowym powrotem polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu, spodziewana jest poprawa wyników całego sektora wypożyczalni, co pozwoli na odrobienie strat z okresu korekty 2025 roku.
  • Efekt chińskiej ekspansji: Branża spodziewa się dalszej presji cenowej ze strony producentów z Chin. Może to doprowadzić do kolejnych rekordów sprzedaży nowych aut, jednak branża będzie bacznie monitorować wpływ tego zjawiska na wartości rezydualne (RV) samochodów używanych oraz ogólną dynamikę rynku wtórnego.
  • Bariery transformacji energetycznej: Choć wymiana flot na niskoemisyjne nabiera tempa, kluczową barierą pozostaje słabo rozwinięty rynek wtórny aut elektrycznych. Dalsze tempo transformacji będzie zależało nie tylko od infrastruktury ładowania i wskaźników TCO, ale przede wszystkim od stabilizacji cen aut używanych z napędami alternatywnymi.
  • Aktywny udział w procesach legislacyjnych: W 2026 roku PZWLP planuje kontynuację intensywnego dialogu z decydentami w ramach konsultacji nad projektem Rozporządzenia Komisji Europejskiej Clean Corporate Vehicles („czyste pojazdy firmowe”). Wspólnie z organizacjami takimi jak ZPL, ZPP oraz TPL, Związek będzie dążył do wypracowania rozwiązań, które będą realne do wdrożenia przez firmy wynajmu i leasingu pojazdów oraz ich klientów, bez ryzyka destabilizacji sektora finansowego.

RPP utrzymuje stopy. Dlaczego nie było obniżki i co dalej?

W lutym RPP postanowiła utrzymać stopy procentowe. To wynik, który dla niektórych może być zaskoczeniem, ponieważ duża część ekspertów wskazywała na możliwość ich obniżenia. Dlaczego RPP zdecydowało się utrzymać stopy? Co ta decyzja oznacza dla kredytobiorców? Co to również oznacza dla polskiego złotego? Na te pytania w swoim komentarzu odpowiada Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, co pozostawia główną stopę referencyjną na pułapie 4,00%. Choć decyzja ta była zgodna z rynkowym konsensusem, podział wśród ekonomistów był wyjątkowo głęboki. Niemal połowa analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg skłaniała się ku obniżce o 25 punktów bazowych. Postawa „wait and see” sugeruje, że Rada woli dysponować pełnym obrazem sytuacji po publikacji nowej projekcji inflacyjnej NBP, która zadecyduje o kierunku polityki w marcu.

Presja płacowa kontra dezinflacja

Głównym hamulcem dla gołębio nastawionych członków Rady okazały się prawdopodobnie ostatnie dane z rynku pracy. Dynamika płac w grudniu 2025 roku przyspieszyła do 8,6% r/r, wyraźnie przebijając prognozy (6,9% r/r) oraz odczyt z listopada (7,1% r/r). Nominalne średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw sięgające 9600 zł tworzy ryzyko utrwalenia się inflacji popytowej.

Mimo że wstępne szacunki za styczeń wskazują na możliwą kontynuację spadku inflacji, RPP tradycyjnie unika gwałtownych ruchów przed poznaniem pełnych danych z początku roku (tzw. efektu nowego roku). Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje ekspansywna polityka fiskalna. Choć środki z KPO i związany z nimi boom inwestycyjny realnie wpłyną na gospodarkę dopiero w drugiej połowie 2026 roku, to już teraz zwiększone wydatki budżetowe mogą stanowić barierę dla szybkiego luzowania pieniężnego.

Perspektywa kredytobiorcy: Czekając na ulgę

Brak obniżki to informacja oznaczająca status quo dla portfeli kredytobiorców. Przy standardowym kredycie hipotecznym (500 tys. zł, 15 lat, oprocentowanie 6%), potencjalne cięcie o 25 pb mogłoby przynieść oszczędność rzędu 70 zł miesięcznie. Warto jednak zauważyć, że struktura polskiego rynku kredytowego uległa zmianie. Dominacja stałego oprocentowania sprawia, że decyzje RPP mają obecnie mniejszy wpływ na „bieżący” budżet domowy Polaków, niż miało to miejsce jeszcze trzy lata temu.

Złoty jako „bezpieczna przystań”

Decyzja o utrzymaniu stóp wspiera relatywną atrakcyjność polskiej waluty. Złoty wykazuje imponującą odporność na globalne turbulencje geopolityczne i niepewność związaną z polityką handlową administracji Donalda Trumpa. USDPLN oscyluje w granicach 3,57, natomiast EURPLN utrzymuje się przy 4,22. Inwestorzy zagraniczni zdają się akceptować wyższy deficyt fiskalny Polski, dopóki jest on równoważony solidnym wzrostem PKB i napływem funduszy strukturalnych z UE.

Jakub Potrzebowski inwestorem na rynku mediów i projektów social media

Po trzech dekadach pracy w strukturach agencji mediowych i zakończeniu procesu międzynarodowej ekspansji niezależnej polskiej grupy Group One, Jakub Potrzebowski rozpoczyna nowy etap kariery. Jak zapowiada, będzie aktywnie angażował się jako inwestor i doradca w projekty z obszaru mediów, technologii oraz social media, realizowane zarówno w Polsce, jak i na rynkach europejskich.

— Od kilku lat przygotowywałem się do zmiany roli. Media były centrum mojej aktywności zawodowej przez ponad 30 lat, ale dziś przyszedł czas na inne wyzwania. Mam za sobą doświadczenie w rozwoju projektów mediowych, technologicznych, komunikacyjnych i IoT, a także w skalowaniu biznesów mediowych w Europie. Teraz chcę wykorzystać tę wiedzę jako inwestor — mówi Jakub Potrzebowski.

Nowa aktywność Potrzebowskiego będzie koncentrować się na projektach o dużym potencjale wzrostu, w szczególności w obszarze cyfrowych mediów, platform społecznościowych, technologii reklamowych i rozwiązań wspierających monetyzację treści. Jak podkreśla, rynek znajduje się dziś w kluczowym momencie.

Zdaniem Potrzebowskiego, rok 2026 może przynieść przyspieszoną konsolidację europejskiego rynku mediów. Proces ten obejmuje przejęcia, łączenie grup mediowych oraz integrację usług reklamowych i technologicznych. — Zmierzamy w kierunku mniejszej liczby silnych podmiotów, większej koncentracji kapitału i bardziej efektywnych modeli działania, które pozwolą europejskim firmom konkurować z globalnymi platformami — ocenia.

Doświadczenie z pierwszej ligi rynku reklamy

Jakub Potrzebowski od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego rynku reklamy i mediów. Przez wiele lat był związany z władzami Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy (IAA Polska) oraz Polską Radą Biznesu. Jego dorobek obejmuje także publikacje książkowe poświęcone komunikacji marketingowej, które opisywały kluczowe zmiany na rynku — od rosnącej roli celebrytów po rozwój product placementu.

Jak podkreśla dr Olga Dąbrowska-Cendrowska z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, książka „Celebryci w ataku” pozwala lepiej zrozumieć relacje między strategiami reklamowymi a obecnością celebrytów w mediach, a jej siłą jest perspektywa praktyków z wieloletnim doświadczeniem rynkowym.

— Media przez ponad 25 lat były core businessem Jakuba Potrzebowskiego — zauważa Jacek Olechowski, partner i CEO holdingu Mediacap oraz były prezes IAA Polska. — Zmiana roli na inwestora to naturalna ewolucja kariery i szansa na dalsze wykorzystanie jego wiedzy i relacji — dodaje.

Od ZenithOptimedia do Group One

W latach 1996–2013 Potrzebowski odpowiadał za rozwój jednego z największych domów mediowych w Polsce — ZenithOptimedia, gdzie był również jedynym Polakiem zasiadającym w międzynarodowym komitecie ZenithOptimedia Worldwide w Londynie.

Od 2013 roku współtworzył Group One — największą niezależną grupę komunikacji marketingowej w Polsce — oraz jej ekspansję zagraniczną. Dziś grupa działa pod marką House of Communication, integrując spółki MarTech, technologiczne i agencje kreatywne.

— Dziesięcioletni projekt został zrealizowany z nadwyżką. Group One pozostała niezależna, ma międzynarodowych partnerów i biura w wielu miastach świata. To dobry moment, by przekazać stery i skupić się na wspieraniu kolejnych projektów już z perspektywy inwestora — podsumowuje Potrzebowski.

Nowa rola Jakuba Potrzebowskiego wpisuje się w szerszy trend przenoszenia doświadczeń liderów rynku mediowego do świata inwestycji, szczególnie w obszarze cyfrowych mediów i social media, które w najbliższych latach będą jednym z kluczowych pól rozwoju branży.

Ulga czy rozczarowanie? Kredytobiorcy patrzą na RPP

Tym razem koniec częściowego zamknięcia instytucji rządowych w USA nastąpił szybko, a mimo to na amerykańskiej giełdzie obserwujemy spadki. RBA wychodzi przed szereg i decyduje się podwyższyć stopy procentowe, a w przypadku krajowej waluty mamy spokój przed posiedzeniem RPP.

Szybko poszło – koniec shutdownu

Od 1 lutego w USA znów doszło do sytuacji, w której część instytucji rządowych była zamknięta. Tym razem jednak szybko doszło do porozumienia między Demokratami a Republikanami i – po przegłosowaniu jej w Senacie – prezydent Trump mógł ustawę podpisać. Aktualnie więc wszystkie instytucje poza Departamentem Bezpieczeństwa mają „spokój” do 30 września tego roku. Mimo że ten shutdown trwał bardzo krótko, to wpłynął na rynki – choćby ważne piątkowe dane z rynku pracy nie zostaną opublikowane. W teorii szybkie zakończenie impasu powinno wpłynąć pozytywnie na giełdy w USA, ale tak się nie stało. Wczoraj zawiódł przede wszystkim sektor technologiczny, a Nasdaq kończył dzień ponad 1,5% spadkiem. Choć AMD zaskoczył rynek i zaprezentował solidne dane, to i tak było to za mało i nawet ta spółka zakończyła dzień na minusie. Wśród inwestorów narasta obawa o to jak szybkie wdrażanie sztucznej inteligencji wpłynie na aktualne modele biznesowe. A mówiąc prościej – jak nakłady przełożą się na wyniki finansowe w przyszłości.

Podwyżka stóp w Australii

Od początku tygodnia na rynku walutowym zwraca uwagę dobra kondycja dolara australijskiego. Jest to pokłosie decyzji tamtejszego banku centralnego, który z powodu wyższej inflacji, przekraczającej cel, zdecydował się podwyższyć stopy procentowe. Nie było to zaskoczenie, gdyż analitycy spodziewali się takiego ruchu, niemniej jednak podwyżka kosztu pieniądza działa pozytywnie na walutę, stąd umocnienie AUD. Dzisiaj wczesnym rankiem miała miejsce konferencja prasowa prezes RBA, ale ton wypowiedzi można odczytać jako wyważony. Jeśli ktoś szukał jednak w tym wystąpieniu sygnałów dalszych działań, to mógł się rozczarować. Pani prezes wskazywała ruch wzrostowy na stopach jako dostosowanie, a nie rozpoczęty cykl. Pojawiły się też nowe prognozy makro, które wskazują na nieco słabszy zakładany PKB na poziomie 1,8%, ale też wyższą inflację CPI 3,2%. Według decydentów z Australii stopa procentowa na koniec 2026 ma wynieść 4,2%, a więc 35 pkt bazowych wyżej niż obecnie, co może być pozytywnym aspektem dla lokalnej waluty.

Bez zmian, czyli scenariusz bazowy

Zgoła odmienna sytuacja niż w Australii panuje w naszym rodzimym kraju. Kredytobiorcy z niecierpliwością oczekują na kolejne obniżki stóp, ale mogą się kolejny miesiąc z rzędu zawieść. Większość analityków uważa, że dzisiaj decyzja może być tylko jedna, a koszt pieniądza się nie zmieni. Czy to oznacza, że niespodzianki nie będzie? Po RPP można się spodziewać wszystkiego, niejednokrotnie potrafiła już „namieszać” i zrobić coś, co było mało prawdopodobne. Argumentów w tym momencie ma jednak niewiele, a choćby dużo wyższa dynamika wynagrodzeń za grudzień sprawia, że wypadałoby poczekać. Scenariusz bazowy, czyli utrzymanie stóp bez zmian, powinien być neutralny dla złotego. Niespodziewany ruch może sprawić, że pojawi się presja sprzedażowa na naszą walutę.

Fragmentacja przepływów finansowych rośnie. 48% CFO: największym wyzwaniem jest widoczność i prognoza płynności

Wyniki badania „Treasury Report” wskazują na narastający problem fragmentacji przepływów finansowych. Okazuje się, że przeciętna firma zarządza 40 rachunkami bankowymi, korzysta z 12 dostawców obsługujących płatności oraz współpracuje z pięcioma-sześcioma bankami. Aż 48 proc. CFO wskazuje przejrzystość danych i prognozowanie płynności jako swoje największe wyzwanie. Rozwiązania upatrują w konsolidacji.Trzy największe wyzwania - infografika

Adyen, globalna platforma technologii finansowych wybierana przez rynkowych liderów oraz firma Boston Consulting Group opublikowały wyniki badania „Treasury Report” dotyczącego zarządzania finansami.

Badanie przeprowadzone wśród blisko 300 dyrektorów finansowych (CFO) i pracowników zespołów treasury w UE, Wielkiej Brytanii i USA pokazuje, że złożoność i fragmentacja stały się poważnym obciążeniem dla finansów korporacyjnych. W efekcie obszar zarządzania płynnością, zamiast być strategicznym atutem, coraz częściej staje się wąskim gardłem nieefektywności systemowej i operacyjnej.Najbardziej istotne wyzwania w zespołach treasury - infografika

Wysoka cena rozproszenia

Badanie „Treasury Report” pokazuje skalę systemowej złożoności z jaką mierzą się dziś zespoły odpowiedzialne za zarządzanie płynnością i finansami operacyjnymi. Okazuje się, że przeciętna duża firma utrzymuje relacje z pięcioma-sześcioma bankami i zarządza ponad 40 oddzielnymi rachunkami bankowymi. Dodatkowo korzysta średnio z 12 różnych dostawców płatności – sześciu dla płatności przychodzących i sześciu dla wychodzących.

Takie rozproszenie relacji powoduje ograniczenie widoczności gotówki, zwiększa obciążenie zespołów finansowych i w efekcie obniża efektywność wykorzystania kapitału obrotowego. Fragmentacja „zamraża” płynność, podnosi zapotrzebowanie na kapitał obrotowy i ogranicza zwrot z dodatnich sald (tzw. floatu), zmniejszając elastyczność finansową firm i spowalniając innowacje – często kosztem doświadczenia klientów.Ile czasu zespoły treasury poświęcają na kluczowe wyzwania - infografika

Fragmentacja jest problemem szczególnie dotkliwym dla dużych firm. Co czwarta z nich ma trudności z optymalizacją płynności i kapitału obrotowego, a 48 proc. CFO wskazuje ograniczoną przejrzystość płynności finansowej i trudności w jej prognozowaniu jako swoje największe wyzwanie. Konsolidacja integracji bankowych może obniżyć koszty zarządzania finansami, uwolnić kapitał i zasoby oraz poprawić efektywność wykorzystania środków w dłuższej perspektywie.

Czas ma kluczowe znaczenie

W przypadku firm o krótkich cyklach operacyjnych niedopasowanie pomiędzy momentem wpływów i wypływów środków staje się jednym z głównych źródeł ryzyka i ogranicza możliwość generowania zwrotu z kapitału obrotowego. Skala tego problemu jest istotna – 18 proc. CFO uznaje dziś szybkość realizacji płatności przychodzących i wychodzących jako jeden z kluczowych obszarów do usprawnienia.

Złożoność operacyjna zmusza działy finansowe do poświęcania znacznej ilości czasu na zadania o niskiej wartości dodanej. Zgodnie z wynikami badania „Treasury Report” zespoły spędzają 10 proc. swoich zasobów na wizualizacji rachunków, 13 proc. na zarządzaniu relacjami bankowymi i ponad 20 proc. na obsłudze płatności przychodzących i wychodzących. Konsolidacja systemów zarządzania środkami mogłaby znacząco ograniczyć czas poświęcany na te zadania.Ile czasu CFO poświęcają na kluczowe wyzwania - infografika

Zespoły treasury przestają dziś optymalizować płynność w oderwaniu od reszty procesów. Zaczynają optymalizować cały przepływ od należności do zobowiązań, stawiając w centrum doświadczenie klienta. Ta zmiana ukształtuje kolejną generację finansów – mówi Ethan Tandowsky, CFO Adyen.

Szansa w konsolidacji usług i unifikacji systemów

Złożoność rozproszonych przepływów finansowych rośnie wraz ze skalowaniem działalności firm. Wyniki badania „Treasury Report” pokazują jednak wyraźną zmianę kierunku – od fragmentacji w stronę unifikacji, w której przepływ środków staje się przewagą strategiczną i motorem wzrostu, a nie ograniczeniem.

Choć respondenci dostrzegają potrzebę korzystania z kilku dostawców, aż 74 proc. z nich deklaruje, że chciałoby korzystać z bardziej zintegrowanych rozwiązań do zarządzania środkami, obejmujących cały cykl życia gotówki. Co więcej, wśród firm poszukujących takiego rozwiązania 88 proc. deklaruje chęć konsolidacji usług u mniejszej liczby dostawców niż obecnie.

Obszar finansów korporacyjnych znajduje się dziś w punkcie zwrotnym. Zaufani dostawcy, nowoczesna technologia i odpowiednia infrastruktura płatnicza już są – podobnie jak gotowość organizacji do unifikacji i usprawnień. To moment, by CFO zaczęli wymagać więcej – zarówno wewnątrz organizacji, jak i od partnerów, którzy ich wspierają – komentuje Stanislas Nowicki, Managing Director and Partner w Boston Consulting Group. 

Pierwszy miesiąc roku i od razu podwyżka OC

0

Po ośmiu miesiącach spadków średnia cena ubezpieczenia OC w Polsce delikatnie wzrosła. W styczniu 2026 r. kierowcy płacili przeciętnie 648 zł, czyli o 6 zł więcej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie z danych Rankomat.pl wynika, że OC pozostaje tańsze niż rok temu – średnia składka jest niższa o 45 zł. Warto jednak pamiętać, że różnice regionalne wciąż są wyraźne. Pomorskie pozostaje jedynym województwem, w którym średnia cena OC przekracza 700 zł. Jeszcze drożej jest w największych miastach – we Wrocławiu, Gdańsku i Szczecinie kierowcy płacą średnio ponad 800 zł.

Wzrost z 642 zł w grudniu 2025 roku do 648 zł w styczniu 2026 r. średniej ceny OC, to symboliczna podwyżka o 1%. Przerywa ona jednak trend spadkowy utrzymujący się od maja 2025 roku, kiedy przeciętna polisa kosztowała rekordowych 711 zł. Jeśli jednak porównać dane rok do roku, to można mówić o spadku o 5,5%.Raport OC styczeń 26

W maju ubiegłego roku ceny OC osiągnęły najwyższy poziom od 2018 roku. Po ośmiu miesiącach łagodnych spadków i styczniowym, niewielkim wzroście widać, że rynek porusza się w szerszym cyklu „wzrost–korekta–stabilizacja”. Ubezpieczyciele nadal odczuwają presję kosztową związaną z obsługą polis i likwidacją szkód, ale odrobiona strata techniczna z 2024 roku daje im ograniczone pole do korekt. Nie spodziewamy się gwałtownych ruchów – raczej dalszego „falowania” cen. To dobry moment na porównywanie ofert – komentuje Aleksandra Wilczyńska, Head of Auto Rankomat.pl.

Zmiany w rankingu najdroższych i najtańszych miast

Roczne porównanie danych dla miast wojewódzkich pokazuje, że spadki objęły wszystkie analizowane ośrodki. Doszło jednak do istotnych przetasowań. Wrocław zdetronizował wieloletniego lidera wśród najdroższych miast. W Gdańsku mediana ceny OC spadła z 960 zł w styczniu 2025 r. do 835 zł w styczniu 2026 r., a we Wrocławiu z 933 do 846 zł.

Zmiany widoczne są także wśród najtańszych miast. W Rzeszowie i Opolu składki również zmalały, choć kwotowo były to mniejsze spadki. Ostatecznie to stolica Podkarpacia została miastem wojewódzkim z najtańszym OC – mediana obniżyła się tam z 692 do 628 zł. Opole, gdzie ceny spadły z 665 do 639 zł, po latach rywalizacji zajęło drugie miejsce.OC w wojewdztwach styczeń 25 vs 26jpg

Województwa: spadki bez zmian w kolejności

Trend spadkowy potwierdzają również dane regionalne. W województwie pomorskim mediana ceny OC obniżyła się z 814 do 725 zł, a w dolnośląskim z 760 do 693 zł. W mazowieckim kierowcy płacili w styczniu 2026 r. średnio 693 zł, wobec 759 zł rok wcześniej.

Najniższe składki nadal notowane są w województwach podkarpackim (spadek z 577 do 552 zł), opolskim (z 592 do 569 zł) oraz świętokrzyskim (z 596 do 584 zł). Dane pokazują, że choć różnice regionalne pozostają wyraźne, kierunek zmian jest wspólny dla całego kraju.Ceny OC w miastach wojówdzkich styczeń 25 vs 26

Rzecznik MŚP apeluje o korekty w nowelizacji ustawy medialnej

Proponowana przez Minister Kultury i Dziedzictwa nowelizacja ustawy medialnej zawiera wiele istotnych zmian i istotnie dotyka kluczowych zasad funkcjonowania przedsiębiorców z branży mediów, w tym także ważnych także z punktu widzenia działających w tym obszarze mniejszych podmiotów, często o lokalnym zasięgu – mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. W wystąpieniu do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzecznik MŚP formułuje szereg postulatów chroniących prawa słabszych przedsiębiorców działających na rynku medialnym, wydawców prasy czy emitentów programów radiowych i telewizyjnych. Postulaty te mają na celu stworzenie dla tej grupy przedsiębiorców udogodnień proceduralnych lub ograniczenie niektórych z nakładanych obowiązków. Jak podkreśla Minister Majewska, takie podejście zgodne jest z Konstytucją Biznesu, a także z unijnym programem „Small Business Act”.

Minister Majewska wnosi o ponowne rozważenie słuszności odejścia od modelu zgłoszeniowego na rzecz modelu zezwoleniowego w procedurze wpisu do rejestru programu rozpowszechnianego wyłącznie w systemie teleinformatycznym. Model zgłoszeniowy pełniej realizuje bowiem konstytucyjną zasadę wolności gospodarczej.

W przypadku pozostania przez projektodawcę przy obowiązku uzyskania zezwolenia Agnieszka Majewska proponuje wprowadzić instytucję milczącego załatwienia sprawy wraz z upływem terminu 30 dni od złożenia kompletnego wniosku. Zdaniem Rzecznika MŚP zasadne jest także wyłączenie stosowania wobec przedsiębiorców z tego sektora, a przynajmniej mikroprzedsiębiorców i małych przedsiębiorców, art. 36 ust.2 pkt 2 ustawy zmienianej, wprowadzającego obowiązek badania czy uzyskanie zezwolenia na działalność nie doprowadzi do umocnienia pozycji dominującej na rynku. Jak stwierdza Minister Majewska, takie analizy dla mniejszych podmiotów są bezprzedmiotowe, a ich sporządzenie jest na tyle skomplikowane i kosztowne, że może stanowić istotną barierę rozpoczęcia działalności. Ponadto w wypadku restrykcyjnego stosowania tego przepisu procedura uzyskania zezwolenia może ulec nadmiernemu wydłużeniu.

Złożoność procedury to także argument za wyłączeniem stosowania art. 1 pkt 47, wprowadzającego konieczność analizy skutków połączeń korporacyjnych podmiotów rynku medialnego, do koncentracji dokonywanych z udziałem i wyłącznie w kręgu mikro- lub małych przedsiębiorców, jeżeli żadna ze stron koncentracji nie posiada pozycji umożliwiającej jej wywieranie istotnego wpływu na pluralizm mediów.

Wprowadzane regulacje mogą dotyczyć także lokalnych, krajowych mikroprzedsiębiorców małych i średnich przedsiębiorców, a nie tylko podmiotów dominujących w branży i z tego powodu istotne jest rozważenie rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie takich firm w branży medialnej.

Gen Z ufa AI pięć razy bardziej niż influencerom

  • Współczesny e-commerce stoi przed koniecznością redefinicji strategii pozycjonowania i marketingu. Jak wynika z najnowszego raportu „GenZ reSearch Report” opracowanego przez spółkę Insightland, aż 52% przedstawicieli pokolenia Z ufa rekomendacjom produktowym generowanym przez AI, podczas gdy zaufanie do influencerów deklaruje zaledwie zaledwie 11%.
  • Dla sklepów internetowych oznacza to konieczność wdrożenia strategii dwutorowej: łączenia klasycznego SEO z optymalizacją pod kątem odpowiedzi sztucznej inteligencji (AI Search Optimization).
  • Badanie przeprowadzone na grupie 501 osób urodzonych w latach 1995-2012 rzuca nowe światło na ścieżkę zakupową młodych konsumentów. Raport obala mit o jednorodności „Zetek” i wskazuje na znaczące różnice w sposobie wyszukiwania produktów między najmłodszymi „Juniorami” (ur. 2007-2012) a najstarszymi „Seniorami” (ur. 1995-2000).

E-commerce musi być widoczny w AI, nie tylko w Google

Choć Google pozostaje liderem (korzysta z niego 54% ogółu badanych), jego hegemonia słabnie. Kluczowym wnioskiem dla marketerów jest fakt, że 57% badanych, gdy nie znajdzie satysfakcjonującej odpowiedzi w Google, zwraca się do narzędzi AI (takich jak ChatGPT).

Dla branży e-commerce oznacza to, że tradycyjne pozycjonowanie strony w wyszukiwarce to za mało. – Bądź tam, gdzie szukają użytkownicy – popraw widoczność swojej marki w Google i odpowiedziach AI jednocześnie – sugerują autorzy raportu, wskazując na konieczność budowania tzw. Brand Search Presence w modelach językowych. Jeśli sklep internetowy nie zostanie „polecony” przez asystenta AI, traci dostęp do ponad połowy potencjalnych klientów z tego pokolenia.

Kryzys influencer marketingu i powrót do autentyczności

Wyniki raportu są alarmujące dla marek opierających sprzedaż wyłącznie na twarzach internetowych twórców. Rekomendacjom influencerów ufa zaledwie 11% badanych – jest to najmniej wiarygodne źródło w zestawieniu. Gdzie zatem e-commerce powinien szukać zaufania? Okazuje się że wciąż numerem jeden są rodzina i znajomi (86%) – co podkreśla wagę marketingu wirusowego i programów poleceń (referral). Na drugim miejscu respondenci postawili asystentów AI (52%), którzy wyprzedzili fora internetowe i opinie w sklepach. Podium zamykają kanały własne marek. ¼ badanych najbardziej ufa rekomendacjom znajdowanym w komentarzach w social mediach.

o Co istotne, pomimo braku zaufania do influencerów, Gen Z traktuje media społecznościowe jako wyszukiwarki, a mediom społecznościowym ufa bardziej niż Google w przypadku recenzji czy treści lifestyle’owych. Dlatego e-commerce’y z tych branż muszą zadbać o obecność w wynikach wyszukiwania TikToka i Instagrama, stawiając jednak na treści edukacyjne i dowód społeczny (user-generated content), a nie płatne promocje osobowości.

Smartfonizacja totalna: laptop znika ze ścieżki zakupowej Z-Juniorów

Sklepy internetowe muszą zweryfikować swoje podejście do UX i responsywności. O ile najstarsi przedstawiciele pokolenia Z („Seniorzy”) wciąż używają laptopów do zakupów i researchu (22%), o tyle wśród najmłodszych („Juniorów”) odsetek ten spada do zaledwie 4%. Dla e-commerce targetującego nastolatków strategia „mobile first” powinna zmienić się w „mobile only”. Ścieżka zakupowa, która nie jest intuicyjna na smartfonie, dla tej grupy konsumentów praktycznie nie istnieje.

Wideo wypiera tekst

Raport Insightland wskazuje na konieczność segmentacji treści w zależności od wieku odbiorcy wewnątrz samej generacji Z. Juniorzy (ur. 2007-2012): 72% preferują krótkie formy wideo (TikTok, reels) jako źródło informacji. Do tekstu sięga w tej grupie zdecydowana mniejszość. Równolegle Seniorzy (ur. 1995-2000) wciąż cenią dłuższe formy – 46% czyta artykuły i blogi, a 51% ogląda dłuższe materiały wideo. Sklepy internetowe muszą zatem dywersyfikować content: opisy produktów i blogi eksperckie trafią do starszych „Zetek”, ale do pozyskania najmłodszego klienta niezbędne są dynamiczne materiały wideo typu „short”.

Gen Z to nie monolit

Raport Insightland przestrzega przed traktowaniem pokolenia Z jako jednorodnej grupy, wskazując, że kryzys zaufania do twórców internetowych uderza w poszczególne sektory z różną siłą. Najbardziej zagrożone są branże lifestyle, beauty oraz rozrywka, które historycznie opierały się na wizualnych rekomendacjach w mediach społecznościowych.

 

Choć to właśnie w kategoriach takich jak „lifestyle” (20,8%) czy „recenzje” (24,2%) młodzi ludzie najchętniej porzucają Google na rzecz social mediów, wiarygodność tych kanałów drastycznie maleje wśród najmłodszych odbiorców. O ile 30% „Seniorów” (ur. 1995-2000) ufa recenzjom w social mediach, o tyle wśród „Juniorów” (ur. 2007-2012) wskaźnik ten szoruje po dnie, wynosząc zaledwie 18%.

  • Wyniki naszego badania pokazują, że marki kierujące ofertę do nastolatków, a inwestujące w influencer marketing, trafiają w mur sceptycyzmu. Strategia musi uwzględniać także płeć: 55% mężczyzn pozostaje wiernych Google, podczas gdy kobiety dywersyfikują kanały, szukając inspiracji na TikToku i Instagramie, co wymusza na branżach „kobiecych” walkę o wiarygodność na platformach o malejącym zaufaniu społecznymwyjaśnia Joanna Jelenik, SEO Managerka w Insightland.

O raporcie Raport „GenZ reSearch Report” został zrealizowany przez spółkę Insightland, partnera technologicznego łączącego SEO, AI Search Optimization i analitykę. Badanie przeprowadzono na próbie 501 osób z generacji Z (roczniki 1995–2012), z podziałem na segmenty wiekowe: Seniorzy, Mids i Juniorzy,. Partnerami raportu są m.in. Medicine, Apart, Univio, Traffit, Brand24, Surfer.

10 kluczowych wniosków z raportu „GenZ reSearch Report”

  1. AI staje się kluczowym konkurentem dla Google i influencerów
  • Sztuczna inteligencja (np. ChatGPT) nie jest już tylko nowinką technologiczną, ale realnym narzędziem konsumenckim. Aż 52% przedstawicieli Pokolenia Z ufa rekomendacjom generowanym przez asystentów AI. Jest to drugie najbardziej zaufane źródło informacji po rodzinie i znajomych, wyprzedzające fora internetowe czy opinie w sklepach.
  1. Influencer marketing traci na wiarygodności
  • Wnioski dla reklamodawców są alarmujące: jedynie 11% badanych z generacji Z deklaruje zaufanie do influencerów jako źródła rekomendacji. Co więcej, najmłodsza grupa (Juniorzy, ur. 2007–2012) wykazuje najniższy poziom zaufania do recenzji w mediach społecznościowych (zaledwie 18%), co sugeruje rosnący sceptycyzm wobec płatnych promocji.
  1. Pokolenie Z jest silnie spolaryzowane wewnętrznie (Juniorzy vs Seniorzy)
  • Traktowanie Gen Z jako monolitu jest błędem strategicznym. Istnieje przepaść między „Seniorami” (ur. 1995–2000) a „Juniorami” (ur. 2007–2012). Seniorzy wciąż preferują tekst i Google (podobnie do Millenialsów), podczas gdy Juniorzy drastycznie częściej wybierają krótkie wideo i platformy społecznościowe.
  1. Erozja dominacji Google w najmłodszych rocznikach
  • Choć Google pozostaje liderem (korzysta z niego 54% ogółu), jego pozycja słabnie wraz z malejącym wiekiem użytkownika. Dla najmłodszych (Juniorów) dominującymi źródłami informacji, obok AI (55%), są TikTok (29%) i YouTube (23%). Google przestaje być domyślną bramą do internetu dla najmłodszych konsumentów.
  1. Smartfonizacja procesu zakupowego („mobile only” zamiast „mobile first”)
  • Rola laptopów w procesie zakupowym i researchu drastycznie spada w młodszych grupach. Wskazanie laptopa jako preferowanego urządzenia do zakupów deklaruje 22% najstarszych z Gen Z, ale zaledwie 4% najmłodszych. Firmy e-commerce muszą optymalizować ścieżki zakupowe niemal wyłącznie pod kątem mobile.
  1. Kontekstualność wyboru platformy: Social Media wygrywają w strefie Lifestyle
  • Google przegrywa z mediami społecznościowymi w konkretnych kategoriach tematycznych. Gen Z częściej szuka w social mediach informacji dotyczących recenzji, stylu życia (lifestyle), popkultury i rozrywki. Jeśli marka działa w tych branżach, widoczność w Google może nie wystarczyć.
  1. Płeć determinuje narzędzia wyszukiwania
  • Mężczyźni z pokolenia Z są bardziej „konserwatywni” cyfrowo lub technokratyczni – 55% zawsze wybiera Google, a jako alternatywę preferują YouTube lub AI. Kobiety częściej dywersyfikują źródła, wykazując większe przywiązanie do TikToka i Instagrama jako wyszukiwarek (tylko 28% kobiet deklaruje wyłączność Google).
  1. Zmierzch tekstu na rzecz wideo w komunikacji z młodymi
  • Preferencje formatów treści ulegają radykalnej zmianie. Aż 72% Juniorów jako preferowany sposób zdobywania informacji wskazuje krótkie filmiki (np. TikTok, reels). Dla porównania, prawie połowa Seniorów z tej samej generacji wciąż chętnie czyta artykuły i blogi. To sygnał dla wydawców i działów content marketingu o konieczności dywersyfikacji formatów.
  1. Wyszukiwanie głosowe to rynkowa nisza, a nie standard
  • Mimo rozwoju asystentów głosowych, technologia ta nie przyjęła się masowo w Generacji Z. Aż 45% badanych nigdy nie zadaje pytań głosowo. Inwestycje w optymalizację pod Voice Search mogą być mniej efektywne niż zakładano, w przeciwieństwie do AI Search.
  1. Nowy paradygmat SEO: Google + AI Search
  • Ponieważ ponad połowa Gen Z korzysta z narzędzi AI, gdy nie znajdzie odpowiedzi w Google, marki muszą dbać o widoczność w dwóch obszarach jednocześnie. Nowoczesna strategia marketingowa wymaga nie tylko tradycyjnego pozycjonowania (SEO), ale także optymalizacji pod kątem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Search Optimization).

Zmiany w kierownictwie Microsoft w Polsce – Ilona Tomaszewska i Tomasz Wilecki obejmują nowe stanowiska

Microsoft ogłosił zmiany w zespole kierowniczym w Polsce. W styczniu 2026 r. Ilona Tomaszewska objęła stanowisko Dyrektor odpowiedzialnej za kanał partnerski (EPS Lead), natomiast Tomasz Wilecki dołączył do ścisłego kierownictwa firmy jako Dyrektor Sektora Publicznego (Public Sector Lead). Firma podkreśla, że obie nominacje wzmacniają lokalny zespół liderów i wspierają realizację strategicznych celów Microsoft, szczególnie w kontekście dalszego rozwoju na kluczowych rynkach i w sektorach.

Zmiany mają również wymiar organizacyjny: akcentują rolę silnego przywództwa w budowaniu trwałych relacji z klientami oraz w dostarczaniu wartości transformacji cyfrowej – zwłaszcza w obszarze chmury i sztucznej inteligencji.

Ilona Tomaszewska: priorytetem rozwój ekosystemu partnerów i transformacji AI

Ilona Tomaszewska to liderka z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży technologicznej i sprzedaży. Z Microsoft jest związana od 16 lat, a bezpośrednio przed objęciem nowej funkcji pełniła rolę Dyrektor Sektora Publicznego w Polsce, wspierając projekty transformacji cyfrowej m.in. w administracji i ochronie zdrowia.

W trakcie kariery w Microsoft budowała doświadczenie menedżerskie w wielu segmentach biznesu – od sprzedaży i obsługi kluczowych klientów po zarządzanie rynkami oraz programami transformacyjnymi. Wcześniej pracowała m.in. w DELL Polska i Xerox, gdzie odpowiadała za rozwój sprzedaży i realizację strategii wzrostu.

W nowej roli Tomaszewska ma koncentrować się na rozwoju sieci partnerów Microsoft w Polsce. Jak wskazuje w wypowiedzi, to właśnie partnerzy są istotnym elementem lokalnej obecności firmy:

„Sieć ponad 7 500 polskich firm partnerskich jest kręgosłupem działalności Microsoft w Polsce (…) Moim priorytetem jest dalszy, konsekwentny rozwój ekosystemu partnerskiego w Polsce, tak aby każda organizacja mogła w pełni wykorzystać potencjał transformacji AI”.

Z perspektywy rynku oznacza to nacisk na skalowanie wdrożeń i kompetencji w obszarze AI oraz zwiększanie dostępności rozwiązań Microsoft poprzez firmy integratorskie, doradcze i software’owe działające lokalnie.

Tomasz Wilecki: powrót do sektora publicznego i nacisk na bezpieczną chmurę oraz AI

Tomasz Wilecki w nowej funkcji odpowiada za rozwój strategicznej współpracy Microsoft z instytucjami publicznymi w Polsce. Z firmą jest związany od ponad 19 lat – pełnił role sprzedażowe i liderskie zarówno w sektorze publicznym, jak i w obszarze klientów komercyjnych.

W trakcie kariery pracował z największymi organizacjami w Polsce, współtworząc partnerstwa i projekty transformacyjne w branżach takich jak administracja, bankowość, ubezpieczenia, przemysł czy handel. Bezpośrednio przed objęciem obecnej roli odpowiadał za rozwój rozwiązań AI i aplikacji biznesowych jako AI Business Solutions Sales Lead, wspierając organizacje w definiowaniu strategii i wdrażaniu sztucznej inteligencji w kluczowych procesach.

Wilecki podkreśla, że wraca do segmentu publicznego po kilku latach pracy w innych częściach organizacji i zamierza rozwijać ten obszar w oparciu o chmurę i AI, z naciskiem na bezpieczeństwo i odpowiedzialność:

„Moim priorytetem jest dalszy rozwój tego strategicznego segmentu oraz budowanie długofalowej wartości dla sektora publicznego poprzez bezpieczne i odpowiedzialne wykorzystanie potencjału chmury obliczeniowej oraz sztucznej inteligencji”.

Co oznaczają te zmiany dla rynku

Obie nominacje wskazują na dwa filary, na których Microsoft chce budować tempo rozwoju w Polsce:

  1. Kanał partnerski – kluczowy dla skalowania wdrożeń, szczególnie w czasie intensywnej adopcji narzędzi AI przez firmy i instytucje.
  2. Sektor publiczny – strategiczny obszar, w którym znaczenie mają długofalowe programy, bezpieczeństwo danych, zgodność regulacyjna i stabilność infrastruktury.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych 2025: 4,5 mld euro i rosnąca rola polskiego kapitału

Mimo że wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2025 roku osiągnął poziom ok. 4,5 miliarda euro – czyli o 13% mniej niż rok wcześniej – minione 12 miesięcy zapisało się jako okres istotnych zmian strukturalnych. W centrum uwagi znalazł się między innymi polski kapitał, który odpowiadał za około 20% całkowitego wolumenu inwestycyjnego, czyli o ponad 11% więcej r/r. Jak wskazują eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield potwierdza to rosnącą dojrzałość rynku i rosnącą rolę lokalnych inwestorów w kształtowaniu jego dynamiki.

Z punktu widzenia rynku kapitałowego jednym z kluczowych zjawisk 2025 roku był bezprecedensowy udział polskiego kapitału. To nie tylko liczby – według danych polscy inwestorzy odpowiadali za około 20% całkowitego wolumenu transakcji i aż ok. 30% udziału w segmencie biurowym – ale realny dowód na profesjonalizację lokalnych inwestorów. Dziś dysponują oni odpowiednią wiedzą, relacjami i gotowością do podejmowania decyzji w warunkach niepewności, które dla wielu graczy międzynarodowych wciąż są barierą. To nowa jakość, która w dłuższej perspektywie może fundamentalnie zmienić strukturę polskiego rynku inwestycyjnego”, mówi Marcin Kocerba, Partner, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Każdy segment z własnym uzasadnieniem

Największy udział w wolumenie inwestycyjnym w 2025 roku miał sektor biurowy (ponad 1,74 mld euro), w którym dominowała Warszawa – szczególnie centralne lokalizacje z niską podażą i rosnącymi czynszami, chociaż widoczny jest także wzrost aktywności w warszawskich lokalizacjach niecentralnych. Co istotne, aż jedna trzecia transakcji biurowych w Polsce przypadła na kapitał krajowy.

Na drugim miejscu uplasował się sektor magazynowy z wynikiem 1,33 mld euro. Segment ten niezmiennie korzysta z długoterminowych trendów – e-commerce, nearshoringu, cyfryzacji łańcuchów dostaw – a transakcje są silnie zorientowane na jakość. Największą inwestycją w tym segmencie i na rynku komercyjnym w ogóle był zakup dwóch obiektów EKO-OKNA przez fundusz Realty Income w formule sale & leaseback.

Rynek handlowy zakończył rok z wynikiem bliskim 900 mln euro. Dominowały inwestycje w parki handlowe, które nadal oferują stabilne strumienie przychodów i wysoką płynność, ale widoczne było także odradzające się zainteresowanie większymi, ustabilizowanymi centrami handlowymi.

Ponad dziesięcioprocentowy spadek wolumenu inwestycyjnego w 2025 roku to efekt głównie braku sprzedaży bardzo dużych i dominujących obiektów handlowych. Jednocześnie obserwujemy odbudowę zaufania do rynku – inwestorzy z Zachodu, m.in. z Francji, Wielkiej Brytanii czy USA, coraz częściej wracają do analizowania aktywów w Polsce. W sektorze magazynowym i biurowym widać silny popyt na jakościowe aktywa z dobrym track recordem, a wyceny zaczynają być akceptowane po obu stronach transakcji. Jeśli trend ten się utrzyma, to 2026 rok może być momentem przełomowym, zwłaszcza jeśli wrócą fundusze core’owe”, komentuje Marcin Kocerba.

CEE na radarze globalnych inwestorów

Europa Środkowo-Wschodnia – z Polską jako największym i najbardziej płynnym rynkiem – odgrywa dziś coraz ważniejszą rolę w strategiach instytucjonalnych inwestorów. Region zyskuje na atrakcyjności dzięki silnym fundamentom, odporności gospodarczej i konkurencyjnym stopom zwrotu. W wielu przypadkach CEE awansowało do pierwszej trójki geograficznych priorytetów funduszy.

Równolegle kapitał regionalny – głównie z Czech i Polski – pozostaje najaktywniejszy, oferując elastyczność i szybkość decyzyjną, które w obecnym otoczeniu mają kluczowe znaczenie.

Oczekiwania na 2026 rok: stabilizacja, selektywność i ESG

W najbliższych miesiącach eksperci Cushman & Wakefield spodziewają się kontynuacji selektywnego podejścia inwestorów, dalszego napływu kapitału lokalnego i stopniowego powrotu funduszy zachodnich, szczególnie tych nastawionych na strategie core i core+.
Wysokie stopy procentowe w strefie euro utrzymują presję na rentowność, ale jednocześnie motywują inwestorów do poszukiwania stabilnych, zdywersyfikowanych rynków – takich jak Polska. Rośnie także znaczenie czynników związanych ze zrównoważonym rozwojem, zarówno w kontekście dostępności finansowania, jak i due diligence po stronie kupujących.

Pomimo niższego wolumenu, rynek wysyła bardzo wyraźne sygnały stabilizacji: większa elastyczność po stronie właścicieli, poprawiająca się dostępność finansowania, zróżnicowane strategie inwestorów – od core+ po oportunistyczne – i rosnące znaczenie zrównoważonych aktywów. To wszystko wskazuje, że fundamenty pod odbicie w 2026 roku są już położone”, – podsumowuje Marcin Kocerba.

Kupujący mają coraz większy wybór mieszkań w Warszawie

Na koniec 2025 r. zakończyły się inwestycje mieszkaniowe rozpoczęte w Warszawie w odpowiedzi na zwiększony popyt sprzed dwóch lat. Przyczyniło się to do wzrostu udziału gotowych niesprzedanych lokali w ofercie do rekordowego poziomu 19,6 proc. – wynika z najnowszych danych CBRE i Tabelaofert.pl. Łącznie w sprzedaży jest 16,7 tys. mieszkań. Mimo średniego wzrostu cen o 4,8 proc. w ujęciu rocznym, zainteresowanie nabywców jest duże. Zdaniem ekspertów CBRE początek 2026 r. przyniesie dobre wyniki sprzedażowe.

– Dla sytuacji na rynku w najbliższych miesiącach nadal istotne będą decyzje Rady Polityki Pieniężnej o wysokości stóp procentowych. Od maja do grudnia 2025 roku obniżka wyniosła w sumie 1,75 punktu procentowego. Według obserwatorów rynku, w 2026 roku możliwe są kolejne spadki stopy referencyjnej, choć łączna korekta może być mniejsza niż w 2025 roku. Dalsza poprawa warunków finansowania wpłynęłaby na zwiększenie popytu, zwłaszcza że obecna duża podaż mieszkań ułatwia znalezienie odpowiedniego lokalu. Początek 2026 roku przyniesie dobre wyniki sprzedażowe, ale dopiero kolejne kwartały pokażą, czy ożywienie popytu ma trwały charakter. Dowiemy się również, czy ewentualne dalsze obniżki stóp procentowych przełożą się na bardziej atrakcyjne dla nabywców warunki oprocentowania kredytów – mówi Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.

W czwartym kwartale 2025 r. deweloperzy uruchomili w Warszawie sprzedaż ponad 4 tys. mieszkań, a więc o 8,5 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. Według najnowszych danych CBRE i Tabelaofert.pl, odsetek gotowych lokali w całej ofercie jest rekordowy i sięga 19,6 proc. Kupujący mogą wybierać spośród 16,7 tys. mieszkań.

Stabilna sprzedaż mimo wzrostu cen

Końcówka 2025 r. na warszawskim rynku mieszkaniowym przyniosła wzrost zainteresowania nabywców i dużą liczbę rezerwacji. W sumie w czwartym kwartale sprzedanych zostało ponad 3,7 tys. mieszkań. To drugi najlepszy wynik sprzedażowy z minionych siedmiu kwartałów.

Ceny dalej rosły. Przeciętna cena ofertowa nowego mieszkania pozostającego w sprzedaży na koniec 2025 r. wyniosła w Warszawie 18 681 PLN/mkw. To wzrost o 4,8 proc. w ujęciu rocznym, przy inflacji wynoszącej 2,4 proc. w grudniu 2025 r. Natomiast średni koszt mieszkań, które znalazły swoich nabywców, sięgnął w czwartym kwartale 17 667 PLN/mkw. Tu również odnotowano wzrost o 2,1 proc. rok do roku.

– Ustawa o jawności cen mieszkań deweloperskich, obowiązująca wszystkie inwestycje deweloperskie od września 2025 roku, nie spowodowała skokowej zmiany wartości wskaźników rynkowych takich jak wielkość oferty czy wysokość przeciętnych cen. Mimo to niewątpliwie oddziałuje na ich wysokość, zmieniając dostępność danych i strategie marketingowe deweloperów – dodaje Agnieszka Mikulska.

UOKiK stawia zarzuty wydawnictwu Wiedza i Praktyka. Chodzi o „darmowe” próbki, sprzedaż na odległość i prawo do odstąpienia

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty wydawnictwu Wiedza i Praktyka. Dotyczą one podejrzeń wprowadzania konsumentów w błąd przy oferowaniu próbnych egzemplarzy publikacji oraz testowego dostępu do serwisów internetowych, a także naruszania praw konsumentów przy zawieraniu umów na odległość (m.in. przez internet i telefon).

Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce grozi kara do 10% obrotu za każdą kwestionowaną praktykę. Prezes UOKiK może również nakazać zaniechanie działań i usunięcie ich skutków.

O co chodzi w sprawie

Wiedza i Praktyka zajmuje się wydawaniem i sprzedażą książek oraz czasopism, a także udostępnianiem specjalistycznych serwisów online. Publikacje można kupować u partnerów handlowych lub bezpośrednio u wydawcy – przez internet albo telefon. Kontakty sprzedażowe bywały inicjowane zarówno przez przedsiębiorcę, jak i przez samych konsumentów.

Postępowanie UOKiK koncentruje się na dwóch obszarach:

  1. Sposób oferowania „próbnych” egzemplarzy i testowego dostępu (czy konsument miał jasność, że „próba” może wiązać się z płatną umową).
  2. Standardy informacji i prawa konsumenta przy umowach na odległość (telefon/internet) – w tym prawo do odstąpienia oraz poprawne oznaczenia przycisków zakupowych.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla w komunikacie, że „prawo do rzetelnej informacji to fundament uczciwej relacji” i że konsument powinien przed zawarciem umowy jednoznacznie wiedzieć, co kupuje, na jakich zasadach i za ile, a także mieć świadomość, że kontakt ma charakter handlowy.

„Na próbę”, ale czy faktycznie za darmo

Zarzuty dotyczą sytuacji, w których konsumenci mogli odnieść wrażenie, że zamawiają wyłącznie bezpłatny egzemplarz czasopisma albo darmowy test dostępu do serwisu. Według ustaleń UOKiK, w praktyce miało to oznaczać wejście w mechanizm, w którym:

  • uruchamiana była płatna prenumerata lub płatny dostęp na określony czas,
  • aby uniknąć opłat, konsument musiał samodzielnie zrezygnować w wyznaczonym terminie.

To właśnie sposób prezentowania oferty (w rozmowach i na stronach internetowych) ma – zdaniem urzędu – potencjalnie wprowadzać w błąd co do realnych kosztów i warunków.

Telefoniczna sprzedaż: informacje dopiero na końcu rozmowy

UOKiK kwestionuje również sposób prowadzenia rozmów sprzedażowych. Z ustaleń urzędu ma wynikać, że konsultanci akcentowali „darmowy” charakter promocji i jej zalety, natomiast kluczowe informacje – że wiąże się to z zawarciem umowy na płatną prenumeratę oraz że koszty można ominąć tylko przez rezygnację – miały padać dopiero pod koniec rozmowy.

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że w sprzedaży telefonicznej przedsiębiorca powinien od początku jasno wskazać, że rozmowa dotyczy oferty handlowej, a konsultant ma obowiązek się przedstawić i podać, jaką firmę reprezentuje – również wtedy, gdy to konsument poprosił o kontakt.

Prawo do odstąpienia od umowy: spór o liczenie 14 dni

Kolejny zarzut dotyczy praktyki odmawiania konsumentom prawa do odstąpienia od umowy zawartej na odległość z powodu rzekomego przekroczenia terminu.

Co do zasady konsument ma 14 dni kalendarzowych na odstąpienie od umowy zawartej na odległość (bez podawania przyczyny), a w przypadku rzeczy termin liczy się od otrzymania towaru. W opisywanym przypadku problemem miała być sytuacja, w której przedsiębiorca nie potrafił ustalić dokładnej daty doręczenia przesyłki, a mimo to odmawiał uznania odstąpienia.

Przycisk „Zamawiam” a obowiązek zapłaty

UOKiK zakwestionował też oznaczenie przycisków składania zamówienia w internecie. Jeżeli złożenie zamówienia wiąże się z obowiązkiem zapłaty, przycisk powinien być opisany jednoznacznie, w rodzaju „zamówienie z obowiązkiem zapłaty” (lub równoważnym, jasno wskazującym odpłatność). Samo „Zamawiam” może być uznane za niewystarczające, jeśli nie informuje wprost o skutku finansowym.

Co grozi spółce i co dalej ze sprawą

Na obecnym etapie mowa o zarzutach – postępowanie ma wyjaśnić, czy praktyki rzeczywiście naruszają zbiorowe interesy konsumentów. Jeśli UOKiK potwierdzi naruszenia, może:

  • nałożyć karę do 10% obrotu za każdą zakwestionowaną praktykę,
  • nakazać zaniechanie działań,
  • zobowiązać spółkę do usunięcia skutków (np. zmiany komunikacji, procedur, sposobu zawierania i rozwiązywania umów).

Styczeń na rynku deweloperskim – mniej wprowadzeń, słabsze zakupy

Po mocnym zakończeniu 2025 roku rynek deweloperski wyraźnie zwolnił. W styczniu sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach spadła o 27 proc. miesiąc do miesiąca, a oferta pozostaje na historycznie wysokim poziomie.

Po dwóch miesiącach zaskakująco dobrej sprzedaży w końcówce 2025 roku, kiedy na siedmiu największych rynkach liczba mieszkań sprzedanych oscylowała wokół 5 tys., w styczniu br. wolumen sprzedaży wrócił do poziomu sprzed trzech miesięcy.

„Popyt odpowiedział słabszymi zakupami na podaż, która jest wyraźnie mniejsza niż w grudniu ubiegłego roku. Wstępny odczyt wskazuje liczbę mieszkań sprzedanych na poziomie 3,8 tys. i była ona  o 27% niższa od wstępnych wyników z poprzedniego miesiąca i o 29% wyższa niż w styczniu 2025 roku. Jednak finalnie, po korekcie, styczeń zamknie się sprzedażą na poziomie około 3,6 tys. lokali na siedmiu największych rynkach”, przekonuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku w Otodom.

Warto zwrócić uwagę, że według odczytów Otodom Analytics styczeń zakończył się wprowadzeniem do sprzedaży ponad 3,6 tys. lokali mieszkalnych w 91 nowych inwestycjach zlokalizowanych w obrębie głównych miast, tj. w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi. Oznacza to, że deweloperzy rozpoczęli sprzedaż liczby mieszkań niższej o 32% w porównaniu z poprzednim miesiącem oraz o 5% niższej niż rok wcześniej.

Nadal jest, w czym wybierać

Efektem bieżącej relacji popytu i podaży jest liczba mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec miesiąca, co może być zaskakujące z uwagi na to, że jest to nadal rekordowy pułap. Na koniec stycznia 2026 roku oferta firm deweloperskich sięgała 61,8 tys. lokali. Co więcej, jeśli w analizie uwzględnimy również mieszkania oferowane w aglomeracjach największych polskich miast, to liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów sięga niemal 68 tys. lokali.

Pula mieszkań zarezerwowanych na koniec stycznia br. to prawie 6,2 tys. i jest o 6% większa niż miesiąc wcześniej. W efekcie suma lokali pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest o około 500 jednostek wyższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec grudnia.

„Mimo że na koniec pierwszego miesiąca 2026 roku zagregowany poziom oferty pozostawał wysoki, błędem byłoby ogłaszanie nadpodaży na rynku mieszkań deweloperskich we wszystkich największych polskich miastach. Relacja mieszkań wprowadzonych na rynek i sprzedanych w styczniu na poszczególnych rynkach wskazuje, że obok miast z wyraźną przewagą bieżącej podaży nad popytem, czyli Warszawą, Krakowem, Katowicami, był również rynek trójmiejski ze względną równowagą popytowo-podażową oraz Łódź, Wrocław i Poznań, gdzie występowała okresowo przewaga sprzedaży nad wprowadzeniami”, podkreśla Katarzyna Kuniewicz.

Gdzie sprzedaje się najszybciej, a gdzie na klienta trzeba poczekać?

O zróżnicowanej sytuacji na poszczególnych rynkach świadczą dynamiczne zmiany wyrażonego w kwartałach czasu wyprzedaży oferty. Na uwagę zasługują Katowice, gdzie w styczniu br. liczba mieszkań wprowadzonych na rynek była znacząco wyższa od sprzedaży, jednak czas wyprzedaży oferty zmniejszył się. W podobnych warunkach w Krakowie wskaźnik wyprzedaży wyraźnie wzrósł.

„W styczniu czas wyprzedaży oferty na większości rynków, poza Krakowem, ponownie się skrócił. W efekcie o równowadze popytowo-podażowej możemy mówić w odniesieniu do czterech rynków, tj. poznańskiego, wrocławskiego i trójmiejskiego, a w Warszawie od kilku miesięcy możemy nawet mówić o rynku sprzedającego, ponieważ okazuje się, że w stolicy oferta jest niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu”, dodaje ekspertka Otodom.

W cennikach prawie bez zmian

Sytuacja cenowa na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce jest stabilna, a za niewielkie drgnięcia średniej krajowej odpowiada niemal wyłącznie specyfika ofert w jednym regionie. Gdyby nie korekty stawek na rynku trójmiejskim, średnia cena ofertowa mieszkań w największych aglomeracjach pozostałaby w styczniu bez zmian. W porównaniu do grudnia 2025 roku dynamika cen w ujęciu miesięcznym była znikoma i mieściła się w przedziale od -0,2% we Wrocławiu do +1% w Trójmieście. Co więcej, Poznań i Trójmiasto to jedyne rynki, na których odnotowano realny wzrost zarówno w przeliczeniu na metr kwadratowy, jak i w ujęciu całkowitej ceny ofertowej lokalu. Z kolei we Wrocławiu nastąpił największy miesięczny spadek średnich stawek, co przełożyło się również na redukcję przeciętnej ceny całkowitej mieszkania na rynku pierwotnym.

Liderami wzrostów cen mieszkań w ujęciu rocznym są Warszawa oraz rynek trójmiejski. Jednak o ile rosnące o 6% w ciągu roku średnie ceny lokali oferowanych w stolicy nie dziwią szczególnie w kontekście umiarkowanej podaży i dobrej sprzedaży w 2025 roku, o tyle zastanawiający jest kilkunastoprocentowy wzrost w Trójmieście.

80% specjalistów i menedżerów odczuwa wypalenie. Rynek pracy rośnie, ale niepewność narasta

Sytuacja zawodowa w Polsce zmienia się dynamicznie. Mimo rosnącej liczby ofert pracy tempo zmian technologicznych – w tym rozwój sztucznej inteligencji – oraz narastające problemy związane z wypaleniem zawodowym generują wśród pracowników poczucie niepewności. Wyniki badania jasno pokazują, że pracodawcy muszą działać kompleksowo: inwestować w rozwój kompetencji cyfrowych, dbać o dobrostan pracowników i budować zaufanie w zespołach. Firmy, które tego nie zrobią, ryzykują utratę talentów i zaangażowania w erze, w której wymagania rynkowe stale rosną.

Antal po raz piętnasty przeanalizował kluczowe trendy oraz wyzwania i oczekiwania pracowników w ramach badania aktywności specjalistów i menedżerów na rynku pracy. Badanie przeprowadzono na próbie 1626 specjalistów i menedżerów w Polsce, reprezentujących szerokie spektrum branż.

Mniejsze zadowolenie, więcej możliwości – najnowsze dane rynku pracy

Raport wykazał stabilizację aktualnych trendów, takich jak niższe przeciętne podwyżki, spadek o 5 p.p. odsetka osób deklarujących poprawę swojej sytuacji zawodowej w ciągu roku (26%) oraz malejąca skłonność do relokacji wśród specjalistów i menedżerów.

Poprawę swojej sytuacji zawodowej najrzadziej deklarowali specjaliści i menedżerowie z obszaru logistyki (20%), sprzedaży (24%) oraz wyższej kadry zarządzającej (23%). Coraz lepsze warunki pracy odnotowali natomiast pracownicy marketingu (31%), inżynierii (38%) oraz prawnicy – aż połowa ankietowanych w tej grupie.

Spadek liczby osób deklarujących poprawę swojej sytuacji zawodowej w ciągu ostatniego roku częściowo wynika z informacji o globalnych redukcjach zatrudnienia w dużych korporacjach oraz utrzymującej się niepewności gospodarczej. Szczególnie dotyczy to branż najbardziej narażonych na wahania rynkowe i presję kosztową. Równocześnie uwagę zwraca rozwój projektów innowacyjnych, opartych na wysokich kwalifikacjach specjalistów, które w przyszłości mogą odegrać kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości rynku w Polsce – mówi Artur Skiba, prezes Antal.

Dzisiejszy rynek pracy pozostaje dynamiczny – potwierdza to wzrost średniej liczby zaproszeń do procesów rekrutacyjnych z trzech do pięciu oraz coraz częstszy udział kandydatów w tych procesach. Równocześnie jedynie jedna trzecia badanych deklaruje aktywnie poszukiwanie nowego zatrudnienia, a 54% otrzymało podwyżki w ciągu roku (21% do 5%, 27% od 6 do 20% oraz 6% powyżej 20%).

IT na czele, administracja w tyle – rosnące różnice w sektorach rynku pracy

Stabilizacja trendów pozwala dostrzec rosnące zróżnicowanie między sektorami rynku pracy. Najwięcej zaproszeń do procesów rekrutacyjnych otrzymują specjaliści i menedżerowie w branży IT (średnio 12), podczas gdy najmniej ofert trafia do pracowników administracji (2) oraz w tegorocznej edycji badania – prawników. Po raz pierwszy wyraźnie zaznacza się także bardziej niepewna sytuacja marketingowców i logistyków.

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania, utrzymuje się także dysproporcja ze względu na płeć – kobiety otrzymały średnio 4 zaproszenia do procesów rekrutacyjnych, a mężczyźni 6.

Potwierdza to również wnioski najnowszego raportu Kobiety w Finansach, przygotowanego przez Antal, CFA Society Poland, Bank BPH i IZFiA, z którego wynika, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni dostrzegają ograniczone możliwości awansu, większą niepewność zatrudnienia, rosnące różnice płacowe oraz presję rozwoju kompetencji, podczas gdy mężczyźni częściej deklarują brak wpływu sytuacji gospodarczej na ich karierę.

Mimo że liczba ofert pracy rośnie, wiele z nich nadal opiera się na post-pandemicznych warunkach, które nie zawsze odpowiadają aktualnym preferencjom kandydatów. Zmniejsza się liczba miejsc pracy w pełni zdalnych, co wymusza elastyczność po stronie pracowników i zmienia równowagę w relacji między pracownikiem a pracodawcą – mówi Fabian Pietras, Dyrektor Antal IT Services.

Różnice widoczne są również w wysokości przeciętnych podwyżek. Choć odsetek pracowników, którzy je otrzymali, jest niższy niż rok wcześniej, w wybranych sektorach średnia wysokość podwyżek wzrosła, między innymi dzięki większemu udziałowi podwyżek powyżej 20% (24% w inżynierii i 20% w IT wśród osób, których wynagrodzenie wzrosło w ostatnim roku). Najwyższe przeciętne podwyżki odnotowano w inżynierii i prawie (odpowiednio 10 i 11%), a najniższe w administracji, HR i logistyce (ok. 6%).

Nowe technologie napędzają powstawanie projektów niszowych i specjalistycznych. Kontraktorzy w Antal wspierają kluczowe przedsięwzięcia między innymi w zakresie fintech, cyberbezpieczeństwa, biotechnologii czy branży zbrojeniowej. Inicjatywy te determinują jednocześnie najwyższe stawki w wymienionych sektorach – mówi Dominik Kalinowski, dyrektor Outsourcingu w Antal.

Wynagrodzenie jest najważniejsze, lecz stabilność i czynniki pozafinansowe liczą się coraz bardziej

Choć zmiana pracy nie stanowi jednoznacznej gwarancji wyższych zarobków, połowa badanych, którzy zdecydowali się na ten krok w ciągu ostatniego roku, otrzymała podwyżkę, potwierdzając, że to nadal najskuteczniejsza droga do wzrostu wynagrodzenia. Jednocześnie ponad jedna piąta respondentów zaakceptowała niższe zarobki, co pokazuje, że w warunkach rosnącej niepewności rynkowej część pracowników jest gotowa poświęcić wyższe dochody na rzecz stabilności zatrudnienia oraz innych czynników pozafinansowych.

Kwestia finansowa spadła na trzecie miejsce wśród najczęściej wskazywanych powodów zmiany pracy, ustępując złemu zarządzaniu oraz niekorzystnej atmosferze w miejscu pracy. Jednocześnie wynagrodzenie pozostaje kluczowym elementem atrakcyjnej oferty. Niemal trzy czwarte respondentów deklaruje, że to właśnie jego wysokość w największym stopniu decyduje o zainteresowaniu nowym miejscem pracy. Wśród innych kluczowych elementów oferty pracy badani najczęściej wskazywali stabilną formę zatrudnienia w postaci umowy o pracę (57%), możliwość pracy zdalnej (53%) oraz dogodną lokalizację, istotną dla połowy respondentów.

Rozwój kompetencji a zdrowie psychiczne – równowaga kluczem do efektywności

Aż 80% badanych specjalistów i menedżerów zadeklarowało występowanie objawów wypalenia zawodowego. Ponad 40% ankietowanych odczuło pogorszenie samopoczucia w ciągu ostatniego roku (wśród mężczyzn odsetek ten wynosi 36%, a wśród kobiet 49%). Co piąty respondent doświadczał jednocześnie stałego przemęczenia, negatywnych emocji oraz obniżonej skuteczności zawodowej, czyli wszystkich trzech kluczowych sygnałów wypalenia zawodowego wymienianych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Wyniki pokazują wyraźny związek między dobrostanem psychicznym pracowników a oceną ich sytuacji zawodowej. Osoby, których stan zdrowia psychicznego poprawił się w ciągu ostatniego roku, znacznie częściej deklarowały dobrą sytuację na rynku pracy (54%). Zmiana zatrudnienia w tym okresie wiązała się z poprawą samopoczucia u 42% badanych. Dobrostan wpływa również na postrzeganie przyszłych perspektyw zawodowych – 62% osób deklarujących pogorszenie zdrowia psychicznego opisało nadchodzący rok jako „niepewny”.

Związek między zdrowiem psychicznym a oceną sytuacji zawodowej jest realnym wyzwaniem biznesowym. Dobrostan psychiczny wzmacnia poczucie sprawczości, wpływa na gotowość do podejmowania inicjatywy, rozwoju i zmian. Wypalenie nierzadko prowadzi do spadku zaangażowania pracownika, zanim jeszcze na horyzoncie pojawi się jego decyzja o odejściu. Dla organizacji oznacza to ryzyko tak zwanego quiet quitting, które, choć mniej widoczne niż rotacja, równie silnie osłabia innowacyjność i efektywność zespołów – podsumowuje Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor, Antal Business Consulting.

W tym kontekście wdrażanie sztucznej inteligencji w miejscach pracy staje się kolejnym czynnikiem wpływającym na dobrostan pracowników. AI budzi zarówno entuzjazm związany z jej potencjałem, jak i obawy przed niepewnymi zmianami. Znacząca część badanych (86%) chce rozwijać swoje kompetencje cyfrowe i dostrzega szanse z nimi związane (72%). Jednocześnie wielu pracowników doświadcza chaosu organizacyjnego (64%) i ocenia otrzymane wsparcie w tym zakresie jako niewystarczające oraz że rozwój sztucznej inteligencji nie zawsze przebiegał w sposób odpowiednio kontrolowany (36%). Wyniki pokazują, że specjaliści i menedżerowie widzą potencjał technologii, ale potrzebują lepszego przygotowania i wsparcia w adaptacji do zmian.

Decyzja EBC 5 lutego: stabilne stopy, nerwowe spojrzenie na kurs euro

Zmiana stóp procentowych w niedalekiej przyszłości jest mało prawdopodobna, silniejsze euro sprawia jednak, że kierunek kolejnego ruchu nie jest oczywisty.

Kluczowe punkty:

  • EBC powinien utrzymać poziom stóp piąty raz z rzędu.
  • Lagarde podkreśli, że polityka jest w „dobrym miejscu”.
  • Inwestorzy oceniają wpływ aprecjacji euro.
  • Wszelkie komentarze dotyczące kursu wymiany będą przyciągać uwagę.
  • Cięcie przed końcem roku jest zdaniem rynków możliwe.
  • Spodziewamy się stabilnych stóp przez jakiś czas.

Ostatnie odczyty makroekonomiczne ze strefy euro w dużej mierze potwierdziły, że gospodarka bloku ma wyczuwalny puls i rośnie mniej więcej zgodnie z potencjałem. Wskaźniki PMI obniżyły się z ostatnich maksimów i na przełomie roku zbiorczy był na poziomie 51,5. Wzrost gospodarczy zaskoczył zaś w górę, utrzymując momentum w IV kwartale (+0,3% k/k) – z Niemiec, Hiszpanii i Włoch płyną pozytywne sygnały. Stymulacja fiskalna w Niemczech powinna tchnąć więcej życia w największą gospodarkę strefy euro, skomplikowany obraz globalnego handlu i problemy strukturalne będą jednak zapewne hamować aktywność.

W krajobrazie inflacyjnym widać w dużej mierze ograniczoną presję cenową. Właściwie wydaje się, że ryzyko spadku inflacji poniżej celu wzrosło w związku z szybką aprecjacją euro. Efekt przeniesienia z kursu na ceny nie jest tak silny, jak w niektórych innych głównych gospodarkach (np. Szwajcarii), lecz silniejsza wspólna waluta w niezaniedbywalny sposób obniża ceny importowe. Wpływa to również negatywnie na konkurencyjność eksportu, który jest dla bloku niezwykle istotny. Ze względu na to rynki, które jeszcze kilka tygodni temu skłaniały się ku podwyżce stopy procentowej jako kolejnej zmianie polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego, wyceniają obecnie na 25% prawdopodobieństwo jej obniżenia przed końcem roku.

Wykres 1: Kursy EUR/USD i szeroki NEER euro [BIS] (2022 – 2026)Niektórzy członkowie EBC wspomnieli o kursie wymiany w swoich niedawnych komunikatach, co sugeruje, że przynajmniej część Rady Prezesów uważnie obserwuje te zmiany. Prezes francuskiego banku centralnego Francois Villeroy de Galhau stwierdził w ubiegłym tygodniu, że kurs walutowy będzie jednym z czynników wpływających na politykę EBC. Podczas podobnie niedawnego wywiadu dla „Financial Times” prezes austriackiego banku centralnego Martin Kocher stwierdził, że „jeśli euro będzie się dalej umacniać, w pewnym momencie może to oczywiście wywołać konieczność reakcji w zakresie polityki monetarnej”. Słychać w tym echa podobnych komentarzy wiceprezesa EBC Luisa de Guindosa z zeszłego roku, który również sygnalizował, że kurs 1,20 dla pary EUR/USD może być dla banku granicą. Choć prezeska Christine Lagarde będzie prawdopodobnie powściągliwa, sądzimy, że wszelkie jej ewentualne rozważania dotyczące oddziaływania aprecjacji euro będą w czwartek jednym z najważniejszych tematów. Nie należy spodziewać się mocnej retoryki, niemniej stopień odniesienia się do tej kwestii może dać pewne wskazówki, jak istotny jest to problem.

Poza tym spodziewamy się, że komunikaty będą bardzo podobne do tych z grudnia. Lagarde bez wątpienia podkreśli, że polityka monetarna jest w „dobrym miejscu”, a inwestorzy raczej nie znajdą wielu nowości w oświadczeniu ani podczas konferencji prasowej. Najważniejszą różnicą może być to, że nie poznamy teraz nowych projekcji ekonomicznych, które zostaną opublikowane w przyszłym miesiącu. Bank wciąż trzyma się ustalonego kursu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (05.02) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Złoty słabnie przed decyzją RPP. Czy luty przyniesie ulgę dla kredytobiorców?

Ostatnie osłabienie złotego sprawia, że coraz częściej pojawiają się pytania, czy luty nie przyniesie kolejnej ulgi dla kredytobiorców ze zmiennym oprocentowaniem. Postępy w walce z inflacją w Turcji są widoczne, ale tempo pozostaje powolne. W tle Australia była zmuszona podnieść stopy procentowe.

Słaba dyspozycja złotego

Ostatnie dni przyniosły sporo zmian na rynkach światowych. Zmiany kursów walut na tle surowców są niewielkie, natomiast 2,5 grosza osłabienia złotego względem euro w ciągu tygodnia to – jak na ostatnie czasy – duża zmiana. Warto również zwrócić uwagę, że w trakcie, gdy polski złoty był w odwrocie, forint i czeska korona pozostawały w miarę stabilne. Pokazuje to, że ruch ten może mieć charakter lokalny. Co prawda, dzisiaj mamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Osłabiająca się waluta może sugerować, że inwestorzy oczekują cięcia. Od kwietnia 2025 roku stopy obniżono łącznie o 1,75%. Przy inflacji 2,4% teoretycznie jest przestrzeń na dalsze obniżki, aczkolwiek – patrząc na wypowiedzi ekspertów – przeważa scenariusz kontynuowania „styczniowej pauzy”, jak określono pierwsze od pół roku posiedzenie bez obniżki. Gdyby doszło do cięcia stóp, można oczekiwać, że obecne okolice 4,22 zł za EUR będą czymś za czym – przynajmniej na jakiś czas – osoby zainteresowane zakupem waluty zatęsknią.

Turcja radzi sobie słabiej

Wczoraj poznaliśmy dane dotyczące inflacji w Turcji. Analitycy liczyli na spadek wskaźnika do 30%, tymczasem wynik był o 0,65% wyższy od oczekiwań. To nie literówka – inflacja w Turcji nie wynosi 3%, tylko ponad 30%. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ciągu ostatniego półtora roku mieliśmy tylko jeden miesiąc delikatnego wzrostu cen, a w pozostałych inflacja spadała. Mimo to poziom pozostaje bardzo wysoki, dlatego tamtejszy bank centralny wyjątkowo ostrożnie podchodzi do obniżek stóp procentowych. Trzeba też pamiętać, że choć kurs liry teoretycznie jest ustalany przez rynek, w praktyce jednak interwencje banku centralnego – utrzymujące walutę w systematycznie osłabiającym się „korytarzu” względem dolara – powodują, że niewiele różni się on od kursów administrowanych. Ciągłe osłabienie jest jednak konieczne ze względu na poziom stóp procentowych, które z kolei wymusza inflacja. W ciągu roku lira straciła względem dolara ponad 20%. Biorąc pod uwagę, że dla amerykańskiej waluty był to fatalny rok, wobec złotego spadek wyniósł już 27%.

Australia podnosi stopy procentowe

Tak, to nie błąd. Bank Rezerw Australii podjął wczoraj decyzję o podniesieniu stóp procentowych z poziomu 3,6% na 3,85%. Jako powód wskazano rosnące ceny, wynikające m.in. ze wzrostu wydatków gospodarstw domowych, inwestycji oraz cen mieszkań. Do tego dochodzi bardzo niskie bezrobocie. Celem banku było przeprowadzenie gospodarki przez okres podwyższonej inflacji w sposób możliwie najmniej dotkliwy dla aktywności gospodarczej. Zapomniano tylko o jednym – o trwałym ograniczeniu wzrostu cen. W efekcie kraj, mając już dość wysokie stopy, musi je dalej podnosić. Zatem w górę pójdą koszty kredytów hipotecznych, co tylko pogłębi problem obywateli z zakupem własnych mieszkań. Ceny nieruchomości wzrosły od 2020 roku niby „tylko” o 40%, ale – w przeciwieństwie do wielu państw Zachodu – nadal szybko rosną. Po decyzji kurs dolara australijskiego podskoczył z 2,49 zł na 2,51 zł, co pokazuje, że nie wszyscy inwestorzy uwierzyli w nadchodzącą podwyżkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych oprócz decyzji RPP o nieznanej godzinie warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Marcin Kubrak nowym prezesem Enter Air

Polski lider rynku czarterowego, Enter Air, przechodzi gruntowną rekonstrukcję najwyższego szczebla zarządzania. Z końcem lutego 2026 roku z firmą żegna się jej wieloletni współtwórca, Grzegorz Polaniecki. Na stanowisku prezesa zastąpi go Marcin Kubrak, co ma zapewnić spółce stabilizację i kontynuację dotychczasowej strategii wzrostu.

Zmiany kadrowe w Enter Air to nie tylko rutynowa rotacja, ale symboliczne zamknięcie pewnej epoki. Przewoźnik, który zdominował segment wakacyjnych połączeń w Polsce, wkracza w nowy etap z odświeżonym składem zarządu, stawiając na ludzi od lat związanych z sukcesem marki.

Pożegnanie z architektem sukcesu

Grzegorz Polaniecki, jeden z ojców założycieli linii, podjął decyzję o rezygnacji z pełnionej funkcji na początku roku. Jego misja w spółkach grupy kapitałowej oficjalnie zakończy się z dniem 28 lutego 2026 roku. Polaniecki przez lata był twarzą Enter Air, przeprowadzając linię przez kluczowe momenty rozwoju oraz trudne okresy dla branży lotniczej.

Marcin Kubrak nowym prezesem

Rada Nadzorcza zdecydowała, że stery w firmie przejmie Marcin Kubrak – współzałożyciel i główny akcjonariusz spółki. Wybór ten nie jest przypadkowy; Kubrak od samego początku brał czynny udział w budowaniu potęgi przewoźnika i definiowaniu jego strategicznych celów. Jego nominacja jest sygnałem dla rynku, że spółka zamierza utrzymać dotychczasowy kurs, oparty na efektywności i bliskiej współpracy z największymi biurami podróży.

Nowy skład zarządu

Od 1 marca 2026 roku zarząd Enter Air będzie funkcjonował w trzyosobowym składzie:

  • Marcin Kubrak – Prezes Zarządu.
  • Andrzej Kobielski – Członek Zarządu (kontynuujący swoją misję).
  • Konrad Dymowski – nowy Członek Zarządu, który wzmacnia zespół menedżerski.

7R rozlicza zielone obligacje: 96% środków już w projektach

0

7R – jeden z największych deweloperów nieruchomości komercyjnych w Polsce – opublikował Raport Alokacji i Wpływu Zielonych Obligacji, w którym podsumował wykorzystanie środków pozyskanych z ubiegłorocznych emisji. Z dokumentu wynika, że do 3 lutego 2026 r. spółka rozdysponowała 96% wpływów netto z zielonych obligacji, przeznaczając je na finansowanie i refinansowanie siedmiu projektów kwalifikujących się do kategorii zielonego budownictwa. Raport ma potwierdzać nie tylko zgodność alokacji z przyjętymi zasadami, ale też mierzalny wpływ środowiskowy zrealizowanych inwestycji.

Skala finansowania: od 34 mln EUR do 80,5 mln EUR w rok

Finansowanie inwestycji 7R poprzez zielone obligacje rozpoczęło się w lutym 2025 r., kiedy spółka przeprowadziła inauguracyjną emisję o wartości 34 mln EUR z terminem wykupu w 2028 r. W kolejnych miesiącach łączna wartość wyemitowanych zielonych obligacji wzrosła – do lutego 2026 r. sięgając 80,5 mln EUR. Według raportu środki zostały ulokowane zgodnie z zasadami 7R Green Financing Framework, które odwołują się do rynkowych standardów ICMA Green Bond Principles oraz LMA Green Loan Principles.

Istotnym elementem architektury całego procesu jest weryfikacja zewnętrzna: niezależną opinię (SPO) wydała ISS Corporate Solutions, a nadzór nad alokacją sprawował Komitet ds. Zielonych Finansów 7R. Spółka podkreśla również powiązanie inwestycji z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ, w tym celami dotyczącymi klimatu i czystej energii.

Gdzie trafiły środki: 7 projektów, łącznie ponad 543 tys. mkw.

Kapitał z zielonych obligacji zasilił siedem projektów magazynowych i produkcyjnych w różnych regionach Polski o łącznej powierzchni 543 596 mkw. Największy udział w alokacji przypadł na:

  • 7R Park Kraków 335%
  • 7R Park Warsaw 10 (Stara Wieś)18,2%
  • 7R Warsaw South I (Nadarzyn)16,3%
  • 7R Park Gdańsk IV11,2% (z dodatkowym refinansowaniem 27 mln EUR)

W raporcie wymieniono także: 7R Park Zabrze I (7,4%), 7R Park Poznań East w Pobiedziskach (4,7%) oraz 7R Park Gdańsk V w Barniewicach (3,8%).

„Zielone budownictwo” w praktyce: BREEAM, energia i ślad węglowy w cyklu życia

Raport akcentuje, że każdy z projektów spełnia rygorystyczne kryteria środowiskowe – obiekty dążą do certyfikacji BREEAM na poziomie „Excellent” lub wyższym, a w przypadku 7R Park Gdańsk IV wskazano już wynik „Outstanding” na poziomie 88,8%.

Ważnym parametrem technicznym ma być też wskaźnik zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną, który w tych inwestycjach musi być co najmniej o 10% niższy niż lokalne normy Nearly Zero Energy Buildings (NZEB). Wyróżniono ponownie 7R Park Gdańsk IV, gdzie redukcja względem norm miała wynieść 60,8%.

Dodatkowo spółka podaje, że dla wszystkich projektów objętych alokacją obliczany jest Global Warming Potential (GWP) w całym cyklu życia, co ma umożliwiać transparentne raportowanie śladu węglowego zarówno inwestorom, jak i najemcom.

Co ten raport oznacza dla inwestorów i rynku nieruchomości

Z punktu widzenia rynku kapitałowego kluczowe są trzy wnioski:

  1. Tempo alokacji (96% w ok. rok od startu programu) sugeruje, że finansowanie zostało szybko „zamienione” na konkretne aktywa.
  2. Zasady i nadzór (Green Financing Framework, standardy ICMA/LMA, SPO, komitet) wzmacniają przewidywalność i ograniczają ryzyko „greenwashingu” poprzez formalne ramy rozliczalności.
  3. Mierzalność efektów (BREEAM, wskaźniki energii pierwotnej, GWP w cyklu życia) zwiększa użyteczność raportu dla instytucji, które muszą wykazywać parametry ESG w portfelach.

W komentarzu cytowanym w raporcie CFO 7R Tomasz Mika podkreśla, że prawie pełna alokacja środków ma potwierdzać, iż zrównoważony rozwój jest elementem strategii biznesowej, a zielone obligacje pozostają narzędziem dywersyfikacji finansowania przy zachowaniu transparentności zgodnej ze standardami rynku.

Handel, budownictwo i produkcja odpowiadają za prawie połowę zaległości firm

Najnowsze zestawienie zaległych zobowiązań z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK pokazuje niepokojący obraz kondycji trzech kluczowych sektorów polskiej gospodarki. Handel, budownictwo i produkcja odpowiadają łącznie za niemal 50% wartości niespłacanego zadłużenia firm w Polsce. Na koniec listopada 2025 r. zaległości tych branż przekroczyły 22,7 mld zł, podczas gdy łączna kwota przeterminowanego zadłużenia wszystkich firm-dłużników sięga 46,2 mld zł.

To szczególnie istotne, bo są to sektory o strategicznym znaczeniu dla całej gospodarki – ich problemy płynnościowe szybko przenoszą się na dostawców, podwykonawców i partnerów handlowych, zwiększając ryzyko zatorów płatniczych w całych łańcuchach dostaw.

Najważniejsze dane z końca listopada 2025 r.

  • Handel: zaległe zadłużenie przekracza 9 mld zł (wzrost symboliczny – o ponad 15 mln zł, ok. 0,2% r/r), przy jednoczesnym spadku liczby dłużników o ponad 7 tys. podmiotów.
  • Budownictwo: zaległości wzrosły o 10% r/r – z 5,4 mld zł do ponad 6 mld zł, mimo że z rejestrów ubyło blisko 3,7 tys. niesolidnych dłużników.
  • Produkcja: zaległości zwiększyły się o ok. 430 mln zł (6% r/r) do ponad 7,6 mld zł, przy spadku liczby firm z zaległościami o blisko 2 tys.
  • W obu bazach figuruje łącznie ponad 142 tys. firm z zaległościami w tych trzech sektorach.
  • Suma zaległości handlu, budownictwa i produkcji: prawie 22,7 mld zł, czyli blisko 50% z 46,2 mld zł przeterminowanych zobowiązań wszystkich firm-dłużników.

Dlaczego te dane są alarmujące

Z pozoru część wskaźników może wyglądać „lepiej” – w każdej z trzech branż spada liczba firm z zaległościami. Jednocześnie jednak rośnie łączna wartość przeterminowanych zobowiązań (szczególnie w budownictwie i produkcji). To typowy sygnał, że ryzyko koncentruje się w mniejszej grupie podmiotów, a zadłużenie „kumulują” firmy, które działają na dużej skali i poruszają się na granicy rentowności.

W praktyce oznacza to większą ostrożność w handlu kredytem kupieckim, bardziej restrykcyjne limity kupieckie u dostawców oraz częstsze zabezpieczanie transakcji (zaliczki, gwarancje, ubezpieczenia należności). Jak podkreśla prezes BIG InfoMonitor Paweł Szarkowski, przy tak dużym udziale tych sektorów w łącznych zaległościach firm szczególnego znaczenia nabiera bieżąca weryfikacja wiarygodności płatniczej kontrahentów – zarówno przed rozpoczęciem współpracy, jak i w jej trakcie. W samym 2025 r. odnotowano ponad 5 mln zapytań o kondycję płatniczą firm.

Handel: walka o marże, presja kosztowa i e-commerce

Handel pozostaje branżą o najwyższej wartości zaległości – ponad 9 mld zł. Wzrost kwoty zadłużenia jest niewielki, ale kluczowe jest tło: sektor działa pod silną presją kosztową (energia, logistyka, czynsze, wynagrodzenia), a jednocześnie ma ograniczone możliwości przerzucania kosztów na ceny końcowe, bo konkurencja jest bardzo ostra – także ze strony e-commerce.

W takiej sytuacji opóźnianie płatności bywa nie tyle „wyborem”, co narzędziem zarządzania bieżącą płynnością. Dodatkowo ostrożniejsze zachowania konsumentów – zwłaszcza przy dobrach trwałych – oznaczają wolniejszą rotację zapasów i zamrażanie kapitału obrotowego. To szczególnie dotyka mniejsze i średnie firmy, którym trudniej też o finansowanie obrotowe, bo instytucje finansowe podchodzą do sektora coraz bardziej selektywnie.

Budownictwo: rosnące zaległości mimo spadku liczby dłużników

Budownictwo notuje najsilniejszą dynamikę wzrostu zaległości: +10% r/r do ponad 6 mld zł, przy jednoczesnym spadku liczby dłużników o 3,7 tys. To zjawisko, które eksperci opisują jako koncentrację ryzyka: zaległości znikają z „długiego ogona” mniejszych podmiotów, ale rosną po stronie firm realizujących duże kontrakty.

W tle jest kilka czynników strukturalnych: niedobór nowych inwestycji, ostre konkurowanie o przetargi i marże schodzące do poziomów granicznych, a także napięcia płatnicze w łańcuchu podwykonawców. Gdy generalny wykonawca ma opóźnienia w płatnościach lub „roluje” zobowiązania, efekt szybko przenosi się w dół – na mniejsze firmy, które mają mniejszą poduszkę finansową.

Produkcja: wzrost zaległości, ale pojawiają się sygnały poprawy

W produkcji zaległości wzrosły o ok. 430 mln zł (6% r/r) do ponad 7,6 mld zł. Na tle handlu i budownictwa dynamika nie jest najwyższa, a jednocześnie – podobnie jak w pozostałych branżach – spada liczba firm z zaległościami, co może wskazywać na poprawę sytuacji części przedsiębiorstw.

Jednak przemysł nadal działa „w kleszczach” kosztów: energii, pracy oraz presji inwestycyjnej związanej z modernizacją i dekarbonizacją. Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje otoczenie zewnętrzne – kondycja gospodarcza Niemiec oraz napięcia handlowe i regulacyjne, które mogą wpływać na popyt eksportowy i koszty działalności.

Prognozy na 2026: rynek IPO rośnie wraz z lepszym sentymentem i polityką monetarną

W 2025 r. globalny rynek IPO był stabilniejszy niż w 2024 r., a liderem pod względem liczby pierwszych ofert publicznych był region EMEIA (42 proc. wszystkich ofert). Natomiast największe wpływy (43 proc.) zanotował region Azji i Pacyfiku. W sumie 1293 IPO przyniosło 171,8 mld USD wpływów, o 39 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczbowo najwięcej transakcji było w Indiach, USA i Chinach. W przychodach liderami były Stany Zjednoczone, Hongkong oraz Indie – wynika z raportu EY „Najważniejsze wydarzenia na globalnym rynku IPO w 2025 r. i prognozy na 2026 r.”

W 2025 r. na całym świecie miały miejsce 1293 debiuty giełdowe. Przyniosły one 171,8 mld USD wpływów, czyli 39 proc. więcej niż rok wcześniej, mimo że liczba transakcji nie uległa dużej zmianie (53 oferty więcej). Najwięcej, bo aż 381, miało miejsce w czwartym kwartale – to najlepszy wynik od 2022 r. Region EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie oraz Afryka) był liderem IPO pod względem liczby transakcji – 42 proc. światowych ofert. Za to region Azji i Pacyfiku miał największy udział w przychodach (43 proc. wszystkich wpływów). Liderami pod względem liczby transakcji okazały się Indie, USA i Chiny. Jeśli chodzi o przychody na pierwszym miejscu było USA, a następnie Hongkong oraz Indie. Globalnie pod względem przychodów dominowały firmy z sektora przemysłowego (22 proc. wszystkich IPO) oraz technologicznego, w tym media i telekomunikacja (TMT) (21 proc.). Kluczową rolę odgrywała sztuczna inteligencja, dlatego w USA branża TMT była odpowiedzialna za 40 proc. wpływów. Podobnie było w regionie Azji i Pacyfiku, gdzie na czele znalazły się firmy zajmujące się AI w robotyce, mobilności i przemyśle. Europa była bardziej zróżnicowana, bo dominował nie tylko przemysł czy TMT, ale także usługi finansowe, nieruchomości i hotelarstwo oraz sektor konsumencki.

„W zeszłym roku obserwowaliśmy stabilizację globalnego rynku po długim okresie niepewności. Poprawiły się nastroje inwestorów, między innymi z powodu obniżek stóp procentowych, więc nowe oferty publiczne zostały nagrodzone lepszymi wynikami także na wtórnym rynku. Warto zwrócić uwagę, że firmy związane ze sztuczną inteligencją miały znaczący wpływ na wyniki IPO, tylko w samych Stanach Zjednoczonych akcje wielkich firm technologicznych przyczyniły się do około połowy wzrostów indeksu S&P 500, a kilku liderów AI o bardzo dużej kapitalizacji odpowiadało za około jedną trzecią wzrostu indeksu” – mówi Anna Zaremba, Partner EY.

Region Europy, Bliskiego Wschodu, Indii oraz Afryki (EMEIA)

Rynek IPO w regionie EMEIA pozostał w 2025 r. jednym z najbardziej aktywnych i zróżnicowanych geograficznie regionów, dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu, stabilnym nastrojom rynkowym i sprzyjającemu otoczeniu regulacyjnemu. Głównym graczem były Indie z 367 ofertami (8 proc. więcej niż rok wcześniej), które przyniosły 22,9 mld USD (wzrost o 9 proc.). Warto jednak zauważyć, że trzecie co do wielkości IPO pod względem przychodów przekraczających 4 mld USD, odbyło się w Szwajcarii, podczas gdy Indie odnotowały 11. co do wielkości transakcję, która przyniosła 1,7 mld USD. Europa miała więc znaczący udział w utrzymaniu aktywności EMEIA, mimo że liczba IPO spadła o 20 proc. (105 vs 131 w 2024 r.), a przychody zmalały o 10 proc. i wyniosły 17,3 mld USD.

Ameryka Północna i Południowa

Liderem w tej części świata są oczywiście Stany Zjednoczone. Na początku 2025 r. podchodzono bardzo optymistycznie do IPO, ale wprowadzenie nowych ceł oraz najdłuższy w historii USA okres bez zaakceptowanej ustawy budżetowej spowodowały, że wiele firm postanowiło przełożyć wejście na giełdę na 2026 rok. Nie zmienia to jednak faktu, że liczba ofert i przychody z nich wzrosły odpowiednio o 27 i 38 proc. w porównaniu z rokiem 2024. Warto zauważyć, że było 11 IPO, w ramach których pozyskano ponad miliard USD, podczas gdy rok wcześniej było ich zaledwie siedem. Dominowały firmy technologiczne zajmujące się AI, ale także np. technologie lotnicze czy obronne.

Azja i Pacyfik

Rynki IPO w regionie Azji i Pacyfiku osiągnęły w 2025 r. bardzo dobre wyniki. Chociaż liczba transakcji pozostała na niezmienionym poziomie, to przychody wzrosły o 106 proc. w porównaniu z 2024 r. Chiny kontynentalne były głównym graczem, a Hongkong powrócił na miejsce lidera, ściągając do siebie firmy z Chin. Do tych wyników przyczyniły się zmiany regulacyjne. Władze Hongkongu i Chin kontynentalnych przyspieszyły prace nad modernizacją przepisów dotyczące notowań giełdowych, równoważąc bardziej rygorystyczne zasady ładu korporacyjnego z inicjatywami na rzecz efektywności i innowacji.

Perspektywy IPO w 2026 roku

Wg ekspertów EY nastroje na globalnych rynkach kapitałowych są raczej optymistyczne, przede wszystkim z powodu poprawy wskaźników makroekonomicznych, bardziej przewidywalnej polityki monetarnej i rosnącego popytu na akcje wśród inwestorów. Dalszy wzrost IPO będzie zależał przede wszystkim od kontynuacji obniżania stóp procentowych oraz ograniczenia zmienności rynkowej. Zmniejszenie napięć geopolitycznych, wzrost zamożności konsumentów i stabilny rynek pracy pomogą odbudować zaufanie inwestorów. Najważniejszą rolę nadal będzie odgrywać sztuczna inteligencja i technologie, ponieważ przyciągają kapitał, zwłaszcza do firm o skalowalnych modelach biznesowych i opartych na solidnych fundamentach. Ważna będzie także elastyczność organizacji, by umiały dostosować harmonogramy, badać różne sposoby pozyskiwania kapitału i reagowały na zmieniające się warunki rynkowe.

„Kandydaci do IPO w 2026 roku będą musieli aktywnie przygotowywać się do wejścia na giełdę, poprawić ład korporacyjny, sprawozdawczość finansową, kontrolę wewnętrzną i strategie rozwoju. Inwestorzy coraz częściej wynagradzają firmy, które są zdyscyplinowane, mają odporność operacyjną i wiarygodne plany tworzenia wartości” – podkreśla Anna Zaremba.

O badaniu
Raport EY „Najważniejsze wydarzenia na globalnym rynku IPO w 2025 r. i prognozy na 2026 r.” to analiza danych za rok 2025 na podstawie informacji dostarczonych przez Dealogic, S&P Capital IQ, PitchBook oraz Mergermarket.

Stabilizacja na rynkach, ale uwaga wciąż na Fed

Poniedziałek przyniósł rynkom pewien poziom stabilizacji. Na walutach było znacznie spokojniej niż na innych instrumentach inwestycyjnych, a wiele z nich odetchnęło z ulgą, odrabiając część strat. Rynek cały czas uważa jednak, że nadchodzące zmiany w FED są kluczową wiadomością.

Koniunktura w Europie

Wczoraj poznaliśmy finalne dane dotyczące indeksów koniunktury w przemyśle. W strefie euro optymizm znów rośnie. Wynik 49,5 pkt to zaledwie 0,5 pkt poniżej bariery rozdzielającej przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. To również odczyt o 0,1 pkt lepszy od oczekiwań. To badanie potwierdza też pewien stereotyp, że niektórzy nasi rodacy mają skłonność do marudzenia. Pomimo naprawdę dobrych wyników naszej gospodarki, optymizm ankietowanych był niższy niż w strefie euro, która – powiedzmy sobie wprost – nie ma ostatnio najlepiej. Optymistycznie podchodzą za to ankietowani menedżerowie z Wielkiej Brytanii, którzy wierzą, że w końcu będzie dobrze. Tam wynik wynosi aż 51,8 pkt. Na rynkach lepsze dane pozwoliły na chwilę wstrzymać powrót kapitału do dolara.

Co za oceanem?

Indeks PMI dla przemysłu w USA wypadł dużo lepiej od oczekiwań. W przypadku finalnych danych przewyższenie prognoz o 0,5 pkt to duża zmiana. Jeżeli do tego dołożymy fakt, że odczyt wynosi teraz 52,4 pkt, łatwiej zrozumieć, dlaczego inwestorzy znów zaczęli kupować dolara. W efekcie do końca dnia rynek wrócił do przenoszenia zainteresowania do USA, zapoczątkowanego jeszcze w ubiegłym tygodniu. Wczoraj mieliśmy jeszcze jeden ważny proces. Rynek trawiąc informacje o zapowiadanym nowym prezesie FED, doszedł do wniosku, że faktycznie powinien on być zwolennikiem niższych od oczekiwanych dotychczas obniżek stóp procentowych. W rezultacie inwestorzy sprzedawali obligacje USA, oczekując większej premii. W dół szły też szanse na obniżki stóp wyznaczane przez kontrakty na stopę procentową.

Słaba passa kryptowalut

Kryptowaluty nie załapały się na wzrosty rynkowe z zeszłego tygodnia, związane z nagłym napływem optymizmu wynikającego z oczekiwań na luzowanie polityki FED. Gdy jednak okazało się, że nowym szefem FED ma zostać Kevin Warsh, a nie Rick Rieder, załapały się już na spadki. W rezultacie od początku roku bitcoin traci na wartości już ponad 10%. Mniej więcej tyle samo spada reszta rynku, trzeba jednak pamiętać, że pozostała część rynku to raptem około 2/3 kapitalizacji bitcoina. Jak widać, kapitał przestał napływać do kryptowalut. Część analityków wskazuje na dużo lepsze wyniki kruszców. Należy jednak pamiętać, że tego typu porównania często zależą od punktu odniesienia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.