Kurs dolara pod presją po wypowiedziach Trumpa

We wtorek wieczorem wypowiedzi Trumpa przyspieszyły osłabienie dolara amerykańskiego. Jako że ruchy cenowe były chaotyczne, można uznać, że prawdopodobnie były to luźne uwagi. To gwałtowne wybicie z wysokim momentum na chwilę odwróciło uwagę od JPY jako kluczowej pary walutowej z USD, a rynki z niepokojem czekają na wybory w Japonii, które odbędą się 8 lutego.

Prezydent Trump wygłosił we wtorek wieczorem szereg oświadczeń sugerujących, że jego administracja jest zadowolona z osłabienia USD. Zaznaczył, że uważa ostatni spadek wartości dolara za „wspaniały”, ale „mógłby sprawić, że jego wartość wzrosłaby lub spadła jak efekt jojo”. Narzekał też na politykę walutową Chin i Japonii, mówiąc, że te dwa kraje „zawsze chcą dewaluować”. To typowy styl Trumpa i jego uwagi są z pewnością warte reakcji, nawet jeśli najprawdopodobniej nie były to celowe wypowiedzi mające wpłynąć na rynek.

John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku zauważa ponadto, że komentarze te wygłoszone we wtorek, gdy płynność była niższa, spowodowały początkowo przesadny spadek wartości dolara amerykańskiego. Kurs EURUSD osiągnął poziom 1,2081, zanim sytuacja została opanowana i cena powróciła do poziomu bliskiego 1,2000. Reakcja wydaje się nieco przesadzona i zbyt szybka, ale trend jest trendem po silnym wybiciu powyżej poziomu 1,1900+. Patrząc na względne wyceny głównych walut, należy skupić się bardziej na kursie USDJPY niż EURUSD, ponieważ euro nie jest tanie, ale do czasu wyborów 8 lutego panuje znaczna niepewność co do par z jenem japońskim.

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie FOMC, ale trudno powiedzieć, jak wpłynie to na rynek. Prezes Fed Jerome Powell jest już politykiem schodzącym ze stanowiska, a my czekamy na nominację Trumpa na nowego prezesa Fed, którą prawdopodobnie otrzyma Rick Rieder, główny dyrektor inwestycyjny BlackRock.

Istnieją co najmniej trzy czynniki wpływające na obecne i potencjalne dalsze osłabienie dolara amerykańskiego:

  • Przejście do dominacji fiskalnej. Jednym z nich jest oczekiwanie na gołębią nominację nowego przewodniczącego Fed, który miałby zastąpić Powella w maju. Ogłoszenie tej decyzji może nastąpić lada dzień. To, czy nowy szef Fed będzie w stanie skłonić FOMC do tak agresywnych obniżek stóp, jakich chciałby FOMC albo administracja Trumpa, jest jednak w krótkim terminie wątpliwe – niezależnie od tego, kto obejmie to stanowisko. Ważniejsze jest trwające i nasilające się osłabienie niezależności Fed, ponieważ nowa strategia „krajowego kapitalizmu” realizowana przez administrację Trumpa oznacza powrót do polityki fiskalnej przypominającej gospodarkę wojenną, w której branże i sektory gospodarki kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego mogą liczyć na łatwiejszy dostęp do kredytów i skuteczniejsze stopy procentowe niż inne sektory. Stopa procentowa Fed nie ma szczególnego znaczenia, jeśli dysponuje się know-how i zamiarem produkcji materiałów o znaczeniu krytycznym.
  • Strategia „Sell America”. Trend ten wywołała agresywna postawa administracji Trumpa wobec tradycyjnych sojuszników, od Kanady po Europę, co obudziło powszechny opór inwestorów wobec posiadania aktywów amerykańskich, a nawet zmianę nastawienia instytucji i rządów w tej kwestii. Pojawiły się doniesienia, że kanadyjskie oficjalne fundusze emerytalne są nadmiernie skoncentrowane na inwestycjach w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak fundusze europejskie. Ma to ogromne konsekwencje dla USD, choć wielu zwraca uwagę, że wielkość amerykańskich rynków kapitałowych wynika z faktu, że dolar jest światową walutą rezerwową, a inne rynki będą miały trudności z absorpcją znacznych przepływów inwestycyjnych. Niemniej jednak narracja pozostaje narracją, jeśli wywołuje pozycjonowanie spekulacyjne. Należy zwrócić uwagę na wczorajsze zmiany kursu NOK po tym, jak powołana przez rząd komisja doradcza wygłosiła ostre komentarze na temat konieczności uwzględnienia ryzyk geopolitycznych.
  • Oznaki, że Stany Zjednoczone są zadowolone z osłabienia USD. Częścią szeroko reklamowanego porozumienia „Mar-a-lago”, przedstawionego przez obecnego tymczasowego prezesa Fed Stephena Mirana, jest osłabienie dolara amerykańskiego w celu zwiększenia konkurencyjności amerykańskiego eksportu i zmuszenia innych mocarstw do płacenia za przywilej korzystania z USD jako globalnej waluty rezerwowej, zamiast absorbowania nadmiernej siły samej waluty. To przekonanie, że Stany Zjednoczone chcą zastosować bardziej zdecydowane podejście do polityki walutowej, wzmacnia trend „Sell America”. Przekonanie, że administracja Trumpa cieszy się z osłabienia dolara amerykańskiego, pogłębiło się w piątek, kiedy Fed w Nowym Jorku „sprawdził” kurs wymiany USD/JPY, co było oznaką, że Stany Zjednoczone chętnie pomogły Japonii w podtrzymaniu jej waluty.

– Na obecną sytuację trzeba patrzeć z rosnącą ostrożnością – sygnały płynące z USA jasno pokazują, że polityka walutowa staje się narzędziem gry gospodarczej. Osłabianie dolara, presja fiskalna i podważanie niezależności Fed zwiększają zmienność oraz ryzyko koncentracji w aktywach amerykańskich. W takich warunkach dywersyfikacja portfela staje się koniecznością i sposobem na ochronę kapitału. Rozłożenie ekspozycji między różne waluty, regiony i klasy aktywów pozwala ograniczyć skutki nagłych decyzji politycznych i rynkowych „efektów jojo” – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

ASML największa firma w Europie rośnie na fali inwestycji w AI

Akcje ASML wzrastają o ponad 6 proc. po dzisiejszej publikacji wyników. W ciągu roku akcje wzrosły już o 113 proc. Holenderski gigant półprzewodników zaskoczył rynek nie tylko rekordowymi wynikami, ale też niespodziewanym boomem na nowe zamówienia. W tle znajduje się wyścig o dominację w sztucznej inteligencji, a budowa centrów danych na jej potrzeby to „największa inwestycja infrastrukturalna w historii ludzkości”. ASML to największa firma w Europie, która umacnia swoją pozycję wśród 20 najcenniejszych spółek świata.

ASML przedstawiło swoje wyniki w środę rano, przed rozpoczęciem notowań na giełdzie w Amsterdamie. Firma osiągnęła w czwartym kwartale przychody na poziomie 9,7 mld euro, co daje łącznie 32,7 mld euro za cały 2025 rok. Roczny zysk netto wyniósł rekordowe 9,6 mld euro. Te wyniki umożliwiają 17-procentową podwyżkę dywidendy oraz uruchomienie nowego programu skupu akcji o wartości 12 mld euro w ciągu trzech lat.

Po publikacji wyników akcje spółki rosną o ponad 6 proc. To kolejna fala wzrostów, bowiem od początku roku wzrosły już o 25 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 113 proc.

ASML zaskoczyło rynek rekordową wartością nowych zamówień w czwartym kwartale – 13,2 mld euro, czyli niemal dwa razy więcej, niż prognozowali analitycy. Ponad połowa zamówień dotyczyła zaawansowanych maszyn EUV, niezbędnych do produkcji najnowocześniejszych chipów. ASML utrzymuje w tym zakresie pozycję światowego lidera. Urządzenia kupują nie tylko TSMC, ale także Intel i Samsung – czyli czołowi producenci chipów. Także SK Hynix, Micron i ponownie Samsung, produkujący kości pamięci. Jak podkreśla szef NVIDII Jensen Huang, to właśnie połączenie chipów logicznych i pamięciowych jest kluczem do osiągania najlepszych rezultatów w AI, a budowę centrów danych dla AI określił jako „największą inwestycję infrastrukturalną w historii ludzkości”.

Głównym motorem wzrostu ASML była rosnąca globalna presja na rozwój infrastruktury AI, szczególnie ze strony amerykańskich gigantów technologicznych. Zdecydowane działania Stanów Zjednoczonych, zmierzające do uniezależnienia się w produkcji najbardziej zaawansowanych chipów dla sztucznej inteligencji, odbijają się teraz w wynikach ASML. Firma będzie także beneficjentem ogłoszonego zaledwie dwa tygodnie temu zwiększenia wydatków inwestycyjnych przez TSMC.

Mimo świetnych wyników firma ma przed sobą także wyzwania. ASML planuje redukcję zatrudnienia o ok. 1700 etatów by zwiększyć efektywność operacyjną i poprawić marże. Firma zapowiedziała, że w przyszłości przestanie raportować dane o zamówieniach kwartalnych, uznając je za niemiarodajne wskaźniki tempa swojego wzrostu.

Wzrosty cen akcji powodują, że ASML niepodzielnie króluje obecnie jako największa firma w Europie. Jej wycena zbliża się obecnie do poziomu 570 mld dolarów, co stawia ją w jednej lidze z największymi spółkami świata. Na drugim miejscu znajduje się francuski LVMH, dominujący w segmencie dóbr luksusowych, choć ostatnie tygodnie przyniosły wyraźne osłabienie notowań. Trzecie miejsce zajmuje duński Novo Nordisk – lider branży farmaceutycznej, który zyskał rozgłos dzięki przełomowym terapiom na cukrzycę i otyłość. Tuż za nim plasuje się niemiecki SAP, największy producent oprogramowania biznesowego w Europie. Kapitalizacja tych firm jest jednak około dwa razy niższa niż ASML.

ASML umacnia też swoją pozycję w gronie 20 największych firm świata. Wycena rynkowa firmy jest dziś porównywalna z takimi gigantami jak Visa czy ExxonMobil. W perspektywie 2030 roku realna staje się możliwość osiągania przychodów rocznych na poziomie od 44 do nawet 60 mld euro. Kurs akcji jest dziś ustawiony na potencjalny wzrost. Warto jednak pamiętać, że inwestycje w sektor półprzewodników historycznie charakteryzowały się silnymi falami wzrostów i równie gwałtownymi korektami, dlatego inwestorzy powinni być przygotowani na zwiększoną zmienność.

Rzecznik MŚP alarmuje: kary w ustawie o zarządzaniu danymi mogą być nieproporcjonalne

Przyjęcie przepisów służących stosowania w Polsce rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) w sprawie europejskiego zarządzania danymi to przedmiot wystąpienia Minister Agnieszki Majewskiej do Marszałka Sejmu oraz Przewodniczącego sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. W swoim stanowisku Rzecznik MŚP koncentruje się na zagadnieniu kar za naruszanie obowiązków przewidzianych w rozporządzeniu, podkreślając, że niektóre z proponowanych regulacji budzą wątpliwości co do ich adekwatności, a nawet konieczności ich wprowadzenia.

Materia ta wymaga dużej ostrożności ze strony prawodawcy. Do Rzecznika trafia bowiem wiele skarg ze strony przedsiębiorców, którzy na podstawie zróżnicowanych ustaw administracyjnoprawnych padają ofiarą nieproporcjonalnych sankcji. Ochroną przed nimi i istotną gwarancją praw mikro- oraz małych i średnich przedsiębiorców jest rozdział IVA k.p.a., który porządkuje i ujednolica kwestie dotyczące nakładania i wymierzania kar. Tymczasem projektowana ustawa o zarządzaniu danymi wyłącza stosowanie przepisów art. 189d-189f Kodeksu postępowania administracyjnego, co może otwierać drogę do nakładania niesprawiedliwych sankcji. Dlatego Minister Majewska postuluje zaniechanie tego rozwiązania i wykreślenie go z projektu ustawy.

Faktoring w Polsce w ofensywie: więcej klientów, więcej faktur, szybsze tempo

Rynek faktoringu w Polsce w 2025 roku wyraźnie przyspieszył i ponownie wszedł w fazę dwucyfrowego wzrostu obrotów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów wykupiły w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wierzytelności o łącznej wartości blisko 520 mld zł, co oznacza wzrost obrotów o 10,4%. w ujęciu rok do roku. Dla porównania, w 2024 roku dynamika rynku wyniosła 4,7%, co pokazuje wyraźne odbicie i powrót do bardziej zdecydowanego tempa rozwoju.

Członkowie PZF udzielili w 2025 roku finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw, czyli o blisko jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Firmy te przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur, co oznacza wzrost wolumenu obsługiwanych dokumentów o 10% w porównaniu z 2024 rokiem. Dane te potwierdzają, że faktoring jest coraz częściej wybieranym narzędziem finansowania bieżącej działalności, nie tylko przez dużych graczy rynkowych, ale również przez sektor małych i średnich przedsiębiorstw.

Faktoring, osiągając ponad trzykrotnie szybszy wzrost niż wzrost PKB, ponownie udowodnił, że jest jedną z najdynamiczniej rosnących form finasowania przedsiębiorstw. Ponad 65% wzrost wartości obrotu faktoringu pełnego eksportowego pokazuje, że nie ma lepszej formy finansowania, która jednocześnie poprawia płynności firmy oraz znosi ryzyko braku zapłaty za fakturę  – mówi Paweł Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring.

Na tle danych z poprzedniego roku szczególnie widoczny jest skokowy wzrost liczby przedsiębiorstw korzystających z usług faktoringowych. Podczas gdy w 2024 roku z finansowania korzystało nieco ponad 27 tys. firm, w 2025 roku liczba ta przekroczyła 33 tys., co pokazuje rosnącą świadomość korzyści płynących z tego rozwiązania w warunkach zmiennego i wymagającego otoczenia gospodarczego. Wzrost ten rynek zawdzięcza nowym firmom faktoringowym oferującym finansowanie dla mniejszych firm oraz dla wybranych branż, np. transportowej. Jest to oznaka ciągłego rozwoju branży oraz postępującej specjalizacji graczy rynkowych..

Przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po faktoring nie tylko po to, by szybciej uwolnić środki z wystawionych faktur, ale także po to, by ograniczać ryzyko prowadzenia działalności. Widzimy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami, które łączą finansowanie z elementami zabezpieczenia transakcji, czyli faktoringiem pełnym. W warunkach podwyższonej liczby niewypłacalności i utrzymującej się niepewności makroekonomicznej takie podejście staje się dla firm realnym wsparciem w zachowaniu stabilności finansowej – podsumowuje Paweł Kacprzak.

Na tle wyników z poprzednich lat rok 2025 można uznać za moment wyraźnego umocnienia pozycji faktoringu na rynku finansowania przedsiębiorstw w Polsce. Dwucyfrowy wzrost obrotów, znaczący przyrost liczby klientów oraz rosnąca skala obsługiwanych faktur potwierdzają, że usługa ta coraz częściej pełni rolę stabilnego filaru zarządzania płynnością finansową firm. Wszystko wskazuje na to, że faktoring pozostanie jednym z kluczowych narzędzi wspierających działalność przedsiębiorstw także w kolejnych latach, niezależnie od zmieniających się warunków gospodarczych.

Sztuczna inteligencja miała uprościć rekrutację – a zaczyna ją komplikować. 3 na 4 kandydatów uważa, że AI ocenia ich niesprawiedliwie

Sztuczna inteligencja miała przyspieszyć i uporządkować procesy rekrutacyjne. Tymczasem coraz częściej prowadzi do spadku zaufania – zarówno po stronie kandydatów, jak i pracodawców. Choć według raportu World of Work Trends 2026 opublikowanego przez Top Employers Institute, co drugi pracodawca uważa, że AI wesprze go właśnie w rekrutacji, wiele firm przekonuje się, że technologia wdrażana bez jasno określonego celu, zasad i systemu weryfikacji komplikuje proces zamiast go usprawniać. Obecnie połowa polskich pracodawców (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby sprawdzić, jak współpraca ludzi z technologią wpływa na firmę i pracowników.

Sztuczna inteligencja stała się codziennym elementem procesu rekrutacyjnego po obu stronach rynku pracy. Kandydaci wykorzystują ją do przygotowywania CV, dopasowywania aplikacji do ofert czy porządkowania swojego doświadczenia zawodowego. Pracodawcy sięgają po narzędzia wspierające preselekcję, analizę dopasowania kompetencji czy organizację procesów rekrutacyjnych. Jak wynika z badania Gartnera przeprowadzonego wśród 3 290 kandydatów, 39% z nich korzystało z AI podczas aplikowania. Choć takie wsparcie technologiczne nie musi być samo w sobie nieetyczne, prognozy pokazują skalę wyzwania: do 2028 roku nawet 25% CV może być w takim stopniu przeredagowanych przez AI, że będzie można je uznać za fałszywe.

Kandydaci pod presją algorytmu

Sami poszukujący pracy mają jednocześnie świadomość, że AI jest wykorzystywana przez pracodawców. Według Gartnera, ponad połowa kandydatów uważa, że ich aplikacje są oceniane automatycznie, a tylko 26% wierzy, że taka ocena jest sprawiedliwa.

Dodatkowo badania opublikowane przez Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) wskazują na tzw. „efekt bycia ocenianym przez AI”. Polega on na tym, że uczestnicy procesu rekrutacyjnego zaczynają eksponować cechy i kompetencje, które ich zdaniem są faworyzowane przez algorytmy. W efekcie pracodawcom trudniej podjąć rzetelną decyzję, a kandydatom znaleźć stanowisko dopasowane do ich rzeczywistych predyspozycji.

Potrzeba weryfikacji

Wyraźnie widać, że istnieje przestrzeń do poprawy – zarówno w sposobie, w jaki kandydaci korzystają z nowoczesnych narzędzi, jak i w tym, jak organizacje wdrażają AI oraz komunikują jej rolę. Top Employers Institute zwraca uwagę, że obecne napięcia wokół AI mają wspólne źródło: brak jasno określonych zasad. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie etapu aplikowania. Jak pokazują dane S&P Global, średnio 46% projektów AI jest porzucanych pomiędzy fazą pilotażu a pełnym wdrożeniem, a odsetek firm rezygnujących z ponad połowy swoich inicjatyw AI wzrósł rok do roku z 17% do 42%.

Obecnie problemem nie jest to, że firmy wdrażają AI zbyt wolno, lecz że robią to bez refleksji nad efektem, jaki ma ona wywierać na procesy HR i decyzje personalne. Widzimy wiele projektów, które kończą się na etapie pilotażu, bo zabrakło jasnej intencji: po co ta technologia ma być wykorzystywana w rekrutacji i jakie decyzje dotyczące ludzi ma realnie wspierać. Sukces AI nie powinien być definiowany przez tempo wdrożenia, ale przez jakość decyzji HR podejmowanych przez ludzi, przy wsparciu technologii – mówi Katarzyna Konieczna-Michałek, Senior HR Auditor w Top Employers Institute.

W odpowiedzi na te wyzwania raport wprowadza koncepcję „AI with intent”, czyli podejścia opartego na świadomych decyzjach dotyczących tego, gdzie AI realnie wspiera lepsze decyzje, w których momentach niezbędny jest ludzki osąd i jak zapewnić przejrzystość i odpowiedzialność całego procesu.

Jak pokazują dane Top Employers Institute, obecnie niemal połowa pracodawców w Polsce (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby upewnić się, że współpraca człowieka z technologią równoważy potrzeby organizacji z wpływem na pracowników. To powyżej średniej globalnej – gdzie taką weryfikację wdrożyło 40% organizacji. Polskie firmy wyprzedzają też nieco średnią międzynarodową, jeśli chodzi o wdrożenie systemu zasad etycznego wykorzystania sztucznej inteligencji – wprowadziło go 48% przedsiębiorstw, w porównaniu do 45% globalnie.

Celem nie jest wycofanie się z technologii, lecz jej świadome wykorzystywanie. Rekrutacja jest pierwszym poligonem doświadczalnym, ale lekcje, które wyciągamy będą miały o wiele szersze zastosowanie, w różnych obszarach działania HR i całej organizacji, zwłaszcza tam, gdzie AI jest wsparciem w podejmowaniu decyzji – dodaje Katarzyna Konieczna-Michałek, Top Employers Institute.

Pięć trendów kształtujących miejsca pracy w 2026 roku

Dane dotyczące wykorzystania AI w rekrutacji pochodzą z raportu World of Work Trends 2026. Publikacja identyfikuje pięć kluczowych trendów kształtujących środowisko pracy: Purpose in Practice – czyli przechodzenie od deklaracji do realnego osadzania celu organizacji w codziennych decyzjach, AI with Intent – świadome i odpowiedzialne wykorzystywanie sztucznej inteligencji, Structured Flexibility – elastyczność pracy opartą na jasno określonych zasadach, Designing for Productivity – projektowanie pracy wokół zadań o najwyższej wartości oraz The Stability Paradox – równoważenie potrzeby bezpieczeństwa pracowników z koniecznością adaptacji organizacji do zmian. Raport powstał na podstawie analizy zanonimizowanych danych z 2 358 certyfikowanych organizacji na całym świecie, zebranych w ramach badania Top Employers Institute.

Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych – moment na cyfrowy rachunek sumienia

Przypadający na 28 stycznia Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobra okazja, by przypomnieć o znaczeniu szyfrowania w ochronie informacji przed szpiegowaniem i innymi działaniami naruszającymi prywatność. Chociaż od ujawnienia przez Edwarda Snowdena wycieków dotyczących działalności amerykańskiej NSA minęło już niemal 13 lat, debata wokół szyfrowania typu end-to-end wciąż pozostaje aktualna, ostatnio w kontekście sporu wokół inicjatywy Chat Control. Eksperci Sophos ostrzegają, że próby wprowadzania backodoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” do danych nie zwiększają poziomu bezpieczeństwa, a wręcz mogą go obniżać.

Na czynniki ryzyka związanego z takim podejściem zwraca uwagę Chester Wisniewski, Director, Global Field CISO w Sophos. Podkreśla on na podstawie doświadczeń ostatnich lat, że osłabianie mechanizmów ochrony prywatności prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych.

Stosowanie backdoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” nie działa. Widzieliśmy liczne przypadki, w których amerykańskie firmy technologiczne zostały oszukane przez grupy cyberprzestępcze takie jak LAPSUS$ i Scattered Spider, które podszywały się pod organy ścigania, aby uzyskać „legalny dostęp” do danych osobowych ludzi – mówi Chester Wiśniewski.

Ekspert wskazuje jednocześnie, że fundamentem bezpieczeństwa w cyfrowym świecie pozostaje kontrola użytkownika nad własnymi danymi: – Szyfrowanie pozwala nam udostępniać to, co chcemy, kiedy chcemy i komu chcemy. Rozpoczynając od założenia, że to użytkownik sprawuje kontrolę, dajemy mu możliwość bezpiecznego i świadomego dzielenia się danymi za jego zgodą. Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobry moment, aby przejrzeć aplikacje, platformy i media społecznościowe, z których korzystamy na co dzień i ocenić, czy są one bezpiecznym wyborem na przyszłość.

W tym kontekście Sophos przedstawia pięć praktycznych wskazówek dla lepszej ochrony danych:

  1. Wybieraj odpowiednie hasła

Warto uporządkować swoje hasła i włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Menedżer haseł ułatwia zmianę starych haseł, zastąpienie ich nowymi i silnymi oraz stosowanie różnych kombinacji dla każdego konta. Chroni on również przed fałszywymi stronami. Jeśli użytkownik trafi na nieprawdziwą, phishingową stronę logowania do banku, menedżer haseł jej nie rozpozna i nie wstawi żadnego hasła. Z kolei w ramach uwierzytelniania dwuskładnikowego zazwyczaj wykorzystywane są jednorazowe kody wysyłane na telefon w wiadomości SMS lub generowane za pomocą aplikacji. Użytkownikowi ta dodatkowa czynność nie zabiera wiele czasu, ale dla przestępców stanowi ogromne utrudnienie.

  1. Przejrzyj ustawienia prywatności

Większość systemów operacyjnych, aplikacji i kont online pozwala użytkownikowi zdecydować, ile informacji chce udostępniać, kiedy i w jaki sposób. Przy okazji Dnia Ochrony Danych Osobowych warto zadać sobie pytania, czy każda aplikacja w telefonie rzeczywiście powinna mieć dostęp do lokalizacji? Czy istnieje potrzeba, aby pozostawać zalogowanym na swojej ulubionej stronie internetowej przez wiele tygodni? Czy aplikacje powinny mieć prawo publikowania treści w mediach społecznościowych w imieniu właściciela konta?

Nie istnieje jedna uniwersalna zasada w tym zakresie, ponieważ każda aplikacja i strona zawiera własny zestaw opcji i ich nazw oraz inne menu konfiguracji, w którym można dostosować ustawienia. Dlatego warto, aby użytkownicy samodzielnie poświęcili chwilę na odnalezienie odpowiednich ustawień i świadomie zdecydowali, które z nich chcą zmienić.

  1. Nie udostępniaj wizerunków i danych innych osób bez ich zgody

Media społecznościowe mogą być świetną zabawą i właśnie po to zostały stworzone. Nie należy w nich jednak dzielić się każdą informacją, a tym bardziej udostępniać treści o innych osobach bez ich zgody. Warto wyrobić w sobie nawyk, aby zawsze prosić o pozwolenie, niezależnie od tego, jak mało istotne może się to wydawać. Dzięki temu użytkownik pokazuje również, jak sam chciałby być traktowany przez znajomych. Ponadto, publikowane treści mogą przypadkowo dostarczać cyberprzestępcom informacji, które nie powinny być jawne, jak miejsce zamieszkania, data urodzin czy fakt, że ktoś spędza czas poza domem, który stoi wtedy pusty. Informacje tego rodzaju mają dla przestępców realną wartość.

  1. Zachowaj szczególną ostrożność w pracy

W kontekście pracy warto zachować szczególną uważność na to, jakimi danymi się dzielimy. Wycieki danych firmowych, a zwłaszcza informacji powierzonych przez klientów i takich, które zgodnie z prawem muszą być chronione, mogą mieć niezwykle poważne konsekwencje. Nierozważne obchodzenie się z zasobami firmowymi może mieć wpływ bezpośrednio na sytuację pracownika: od odpowiedzialności dyscyplinarnej po realne zagrożenie dla jego miejsca pracy.

  1. Znaj swoje granice prywatności

Każdy użytkownik powinien samodzielnie określić wartość swoich danych osobowych: ile jest gotów udostępnić i co otrzymuje w zamian. Jeśli firma lub strona internetowa prosi o więcej informacji, niż faktycznie potrzebuje, nie należy temu ulegać. Na przykład wypożyczalnia samochodów ma uzasadnione powody, by poprosić o potwierdzenie adresu przed przekazaniem kluczyków do pojazdu wartego 100 tys. złotych. Jednak, jeśli portal informacyjny lub hotspot w kawiarni domaga się podania adresu zamieszkania albo daty urodzenia, warto się zastanowić, do jakich celów miałyby te dane posłużyć i dlaczego w ogóle należy je udostępniać.

AI zmienia zasady gry w bankowości, w stawce niemal 300 mld USD

Sektor bankowy wkracza w erę, w której technologia decyduje o przetrwaniu. Raport Accenture „Top Banking Trends for 2026” szacuje, że ponad 70 proc. klientów byłoby skłonnych do korzystania z inteligentnych asystentów AI w ramach aplikacji mobilnej banku ich pierwszego wyboru. Jednocześnie 2/3 klientów jest otwartych na zarządzanie swoimi finansami poprzez korzystanie z asystentów AI poza aplikacją bankową, co może osłabić ich lojalność wobec banków. Accenture szacuje, że wdrożenie AI w 200 największych bankach świata w ciągu trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, zarówno dzięki wzrostowi przychodów, jak i obniżeniu kosztów operacyjnych.

Raport został opracowany na podstawie badań ilościowych przeprowadzonych wśród klientów, jak i kadry kierownicznej banków oraz wniosków z setek rozmów z prezesami, członkami rad nadzorczych i zarządów banków. Wnioski są jednoznaczne: dzięki sztucznej inteligencji branża wkracza w erę „bankowości bez barier” i już dziś może zwiększać skalę działalności i produktywność bez proporcjonalnego wzrostu kosztów operacyjnych. Warunek jest jeden: zmiany technologiczne muszą zostać wsparte przebudową modeli decyzyjnych, infrastruktury i organizacji pracy. Brak reakcji na te zmiany oznacza dla banków realne ryzyko utraty konkurencyjności.

Autorzy podkreślają, że mimo skali zmian fundamenty bankowości, czyli zaufanie, bezpieczeństwo i relacje z klientami pozostaną niezmienne. Przewagę konkurencyjną w nadchodzących latach zbudują jednak te instytucje, które wykorzystają AI nie tylko do redukcji kosztów, lecz przede wszystkim do wzrostu przychodów, lepszego zarządzania ryzykiem oraz tworzenia bardziej produktywnych i atrakcyjnych ról dla pracowników.

Cyfrowy pieniądz rewolucjonizuje branżę

Jednym z najsilniejszych trendów opisanych w raporcie jest zmiana charakteru pieniądza i płatności. Stablecoiny, waluty cyfrowe banków centralnych oraz tokenizowane depozyty przechodzą z etapu pilotaży do realnego wykorzystania na dużą skalę. Analiza obejmująca okres od listopada 2024 do października 2025 roku pokazuje, że skorygowany roczny wolumen transakcji stablecoinami powiązanych bezpośrednio z płatnościami sięgnął 10,7 bln USD. To poziom odpowiadający 81 proc. wolumenu płatności realizowanych przez Visa oraz ponad sześciokrotności wolumenu PayPal.

Według prognoz Accenture, do 2030 roku nawet 13 bln USD wartości transakcji międzynarodowych B2B realizowanych przez największe przedsiębiorstwa może zostać przeniesione do alternatywnych metod płatności, narażając banki na utratę około 13 mld USD przychodów z opłat transakcyjnych. Jednocześnie przeważająca większość (87 proc.) instytucji finansowych analizuje dziś wykorzystanie tokenizacji, która ma przyczynić się do poprawy płynności i efektywności rozliczeń. W praktyce jednak 76 proc. z nich musi znacząco przyspieszyć modernizację kluczowych systemów i architektury rozliczeniowej, aby w pełni umożliwić funkcjonowanie rozwiązań określanych mianem „inteligentnego pieniądza”.

Przez lata banki funkcjonowały w przekonaniu, że pieniądz jest „ich” z definicji, bo depozyt leży na rachunku, a klient przychodzi do oddziału albo korzysta z aplikacji. Dziś pieniądz porusza się szybciej niż instytucje, które go obsługują. Stablecoiny czy tokenizacja nie są problemem technologicznym, lecz organizacyjnym i decyzyjnym. W wielu bankach ambicje biznesowe wyprzedzają gotowość infrastruktury o kilka lat, co oznacza, że realna konkurencja już trwa, tylko jeszcze nie zawsze widać ją w wynikach – mówi Dominika Bosek-Rak, Liderka badań nad płatnościami w Europie w Accenture, członkini zespołu tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Decyzje bliżej algorytmów

Zmiany w infrastrukturze pieniądza idą w parze z transformacją doświadczenia klienta. Bankowość coraz częściej przenosi się do konwersacyjnych interfejsów opartych na AI, które stają się nowym pierwszym punktem kontaktu z instytucją finansową. Ponad 70 proc. klientów deklaruje chęć skorzystania z inteligentnych asystentów AI, jeśli takie zostaną zaoferowane przez ich bank pierwszego wyboru.

Jednocześnie 35 proc. klientów jest już gotowych pozwolić sztucznej inteligencji na samodzielne podejmowanie decyzji zakupowych w ich imieniu. To znacząco zwiększa ryzyko osłabienia bezpośredniej relacji bank-klient, zwłaszcza jeśli instytucje finansowe nie będą w stanie osadzić swoich usług w ekosystemach, w których decyzje podejmowane są automatycznie i w czasie rzeczywistym.

Presja konkurencyjna coraz wyraźniej dotyczy również bilansów banków. Fintechy, emitenci stablecoinów oraz niebankowi pożyczkodawcy konkurują dziś z bankami o pozycje bilansowe o łącznej wartości przekraczającej 200 bln USD. Analizy Accenture pokazują, że 53 proc. klientów detalicznych nie zna oprocentowania swoich oszczędności. W połączeniu z asystentami AI automatycznie wyszukującymi lepsze oferty depozytowe może to prowadzić do zwiększonej presji na marże odsetkowe i dalszej erozji lojalności klientów.

Raport wskazuje również na głęboką zmianę sposobu organizacji pracy w bankach. Agentowa AI umożliwia pracownikom koordynowanie zespołów cyfrowych współpracowników i osiąganie wykładniczych efektów biznesowych. To prowadzi do sytuacji, w której produktywność pojedynczego pracownika może wzrosnąć nawet kilkukrotnie. Autorzy wyraźnie podkreślają, że sztuczna inteligencja będzie przede wszystkim katalizatorem efektywności, a nie prostym substytutem zatrudnienia. Podobnie postrzega to kadra kierownicza banków – zaledwie 6 proc. liderów IT w sektorze bankowym deklaruje plany redukcji tradycyjnych ról. Oznacza to przesunięcie akcentu z redukcji etatów na przebudowę kompetencji, odpowiedzialności i modeli decyzyjnych.

Największym nieporozumieniem wokół AI w bankowości jest przekonanie, że jej głównym efektem będą zwolnienia. Problemem nie jest nadmiar ludzi, tylko niedobór kompetencji i zdolności decyzyjnych. AI nie eliminuje pracy, ona obnaża procesy utrzymywane latami siłą przyzwyczajenia. Banki, które traktują sztuczną inteligencję wyłącznie jako narzędzie do cięcia kosztów, szybko odkryją, że oszczędzają tam, gdzie akurat powstaje nowa wartość – ostrzega Dariusz Orynek, Manager w Accenture. – Dlatego kluczowe staje się przejście w stronę humanokracji: organizacji, w której technologia wzmacnia sprawczość ludzi, a decyzje zapadają bliżej klienta i problemu, a nie w cieniu wielopiętrowych procedur. Jeśli AI ma realnie podnosić produktywność, bank musi uprościć zasady gry, skrócić ścieżki akceptacji i oddać więcej odpowiedzialności zespołom. Automatyzacja bez zaufania i autonomii jedynie przyspiesza biurokrację – dodaje lider zespołu analitycznego tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Skala potencjalnych korzyści ekonomicznych jest znacząca. Jak wskazują analizy Accenture, skuteczne wdrożenie generatywnej AI w 200 największych bankach świata w ciągu najbliższych trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, wynikające ze wzrostu przychodów o około 5 proc. oraz ograniczenia kosztów operacyjnych o 8 proc.

Uwolnienie potencjału

Jednym z najbardziej kosztownych obciążeń sektora bankowego pozostaje obsługa przestarzałych systemów informatycznych. Obecnie około 70 proc. budżetów IT banków przeznaczanych jest na bieżące utrzymanie istniejących rozwiązań oraz spełnianie wymogów regulacyjnych. W ostatnich dwóch dekadach koszty technologii w sektorze rosły średnio czterokrotnie szybciej niż przychody, a od 2017 roku koszty oprogramowania zwiększają się w tempie około 8 proc. rocznie. Generatywna AI po raz pierwszy umożliwia modernizację kluczowych systemów w tempie i skali odpowiadającej skali problemu, przy jednoczesnym uwolnieniu potencjału zespołów technologicznych.

Fed + Big Tech + Trump: kumulacja wydarzeń może rozbujać kurs dolara i Nasdaq

Dzisiejszy wieczór może przynieść wyjątkowo wysoką zmienność na rynkach finansowych, ponieważ kumulują się czynniki o dużej wadze: decyzja Rezerwy Federalnej, publikacje wyników Tesli, Microsoftu i Mety oraz ostatnie wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące kursu dolara. Ich łączny efekt może istotnie wpłynąć zarówno na notowania indeksu Nasdaq 100, jak i na dalsze zachowanie amerykańskiej waluty. Komentarze prezydenta Trumpa, w których bagatelizował on gwałtowne osłabienie dolara, zostały przez rynek odebrane jako ciche przyzwolenie na słabszą walutę. W efekcie indeks dolara zszedł do najniższych poziomów od niemal czterech lat. Euro, funt oraz frank szwajcarski wyraźnie umocniły się wobec waluty USA, a ceny złota osiągnęły nowe historyczne rekordy.

W tym kontekście kluczowa będzie dzisiejsza decyzja Fedu, od której powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych w przedziale 3.5–3.75%. Znacznie większe znaczenie niż sama decyzja będzie miał jednak ton konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella. Jeżeli podkreśli on brak pośpiechu w dalszym luzowaniu polityki pieniężnej z uwagi na inflację wciąż wyraźnie powyżej celu 2%, może to chwilowo ustabilizować dolara i ostudzić euforię na Nasdaq 100, który obecnie zbliża się do październikowych rekordów. Z kolei sygnały otwartości na kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku, zgodnie z grudniową medianą projekcji, mogłyby wzmocnić narrację o słabszym dolarze i wesprzeć wyceny spółek.

Dodatkowym źródłem impulsów będą wyniki największych spółek technologicznych. Tesla kończy rok fiskalny 2025 w trudnym otoczeniu rynkowym. Oczekiwany spadek przychodów rok do roku oraz nasilająca się presja konkurencyjna ze strony Chin mogą ciążyć notowaniom spółki w krótkim terminie, zwłaszcza jeśli prognozy na 2026 rok okażą się ostrożne. Z drugiej strony inwestorzy mogą skupić się na potencjale średnioterminowym, wynikającym z rozwoju tańszych modeli, segmentu energetycznego, a także projektów związanych ze sztuczną inteligencją i autonomią, co mogłoby ograniczyć skalę ewentualnej negatywnej reakcji rynku. Wyniki Microsoftu i Meta Platforms będą natomiast testem dla narracji o utrzymującym się silnym popycie na rozwiązania oparte na AI, która w ostatnich kwartałach stanowiła główne paliwo wzrostów indeksu Nasdaq 100.

Kumulacja tych wydarzeń sprawia, że rynek znajduje się obecnie w punkcie równowagi pomiędzy dwoma scenariuszami. Z jednej strony słabszy dolar, gołębi wydźwięk Fedu oraz solidne wyniki spółek technologicznych mogłyby wywołać kolejną falę wzrostów na Nasdaq 100. Z drugiej strony jastrzębi ton Powella lub rozczarowujące prognozy największych spółek mogą zaowocować gwałtowną korektą i umocnieniem dolara. W rezultacie pod koniec dnia inwestorzy powinni liczyć się z podwyższoną zmiennością zarówno na rynku akcji, jak i na rynku walutowym.

MAZOP Group S.A. zwiększa backlog zamówień na 2026 r. o ponad 52 proc.

MAZOP Group S.A., polski producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej, osiągnął portfel zamówień (backlog) zakontraktowanych na 31 grudnia 2025 r. na poziomie 5,77 mln zł. Oznacza to wzrost o ponad 52% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Ponadto spółka planuje w tym roku zwiększyć swoją obecność na rynkach węgierskim i rumuńskim oraz rozwija linię opakowań membranowych Fixbox.

Wzrost portfela zamówień to bezpośredni efekt utrzymującej się wysokiej aktywności sprzedażowej na kluczowych rynkach zagranicznych, przede wszystkim w Niemczech, Holandii i krajach skandynawskich, które pozostają dla nas głównymi kierunkami eksportu. Jednocześnie budujemy coraz silniejsze relacje z dużymi klientami, co przekłada się na większe i bardziej przewidywalne wolumeny zamówień. Mamy konkretne plany dalszej ekspansji na kolejne rynki, ale nie zapominamy również o Polsce, gdzie wciąż widzimy istotny potencjał wzrostu sprzedaży – mówi Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

Produkty MAZOP Group dostarczane są obecnie do klientów w 24 krajach. Spółka przygotowuje się do wzrostu sprzedaży na Węgrzech i w Rumunii, jako perspektywicznych rynkach rozwoju. W ramach przygotowań spółka uruchamia dedykowane wersje strony internetowej w języku węgierskim i rumuńskim oraz rozpoczyna współpracę z lokalnymi przedstawicielami handlowymi, których zadaniem będzie pozyskiwanie klientów i rozwój sprzedaży na tych rynkach.

Istotnym elementem strategii produktowej, oprócz opakowań dla e-commerce, pozostaje dalszy rozwój segmentu opakowań ochronnych, w szczególności linii Fixbox.  W 2025 roku sprzedaż produktów z tej kategorii wzrosła o 36%, a spółka zakłada dalszą dynamiczną ekspansję tego segmentu w 2026 roku.

– W pierwszym kwartale tego roku instalujemy nową maszynę do produkcji opakowań membranowych Fixbox. Inwestycja pozwoli na produkcję większych opakowań, które do tej pory nie były możliwe do realizacji. To konsekwencja strategii rozwoju tego konkretnie produktu, którego portfel zamówień z roku na rok dynamicznie wzrasta, jak również założenia poszerzania kategorii opakowań ochronnych. Jesteśmy również w trakcie przygotowywania inwestycji automatyzacji transportu wewnętrznego, która znacząco obniży koszt związany z przewożeniem gotowych wyrobów po hali produkcyjnej. Zakładamy zakończenie inwestycji w drugim kwartale tego roku. – dodaje Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

W 2026 roku MAZOP Group planuje kontynuować wzrost przychodów w tempie co najmniej zbliżonym do 2025 roku, co przy lepszym rozłożeniu kosztów stałych, powinno przełożyć się na dalszą poprawę wyników finansowych. Spółka koncentruje się na poprawie efektywności operacyjnej poprzez optymalizację procesów, a nie poprzez kosztowne inwestycje w nowy park maszynowy.

Podejrzenie zmowy cenowej na rynku IT. AB, Action, GT Group Tomaszek i Beko pod lupą UOKiK

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące podejrzeń porozumień ograniczających konkurencję przy sprzedaży sprzętu elektronicznego w Polsce. UOKiK analizuje, czy konsumenci mogli przepłacać za popularne produkty z segmentów IT, RTV i AGD, a ewentualna zmowa mogła obejmować sprzęt wielu marek.

Do Urzędu napłynęły sygnały wskazujące na możliwość zawarcia niedozwolonych uzgodnień rynkowych dotyczących sprzedaży m.in. komputerów, laptopów, telewizorów, pralek, lodówek, kuchenek, odkurzaczy czy suszarek do włosów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że sprawa może mieć szeroki zakres, a Urząd prowadzi analizę materiału dowodowego.

– Sprawa może mieć bardzo szeroki zakres, obejmując urządzenia wielu marek. Analizujemy obszerny materiał dowodowy zebrany w trakcie przeszukań – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

W ramach działań dowodowych UOKiK zlecił przeszukania, które – za zgodą sądu i w asyście policji – odbyły się w siedzibach trzech największych hurtowych dystrybutorów sprzętu AGD, RTV i IT w Polsce: AB, Action oraz GT Group Tomaszek. Przeszukania objęły również jednego z producentów – firmę Beko.

Z ustaleń Urzędu wynika, że podejrzewane porozumienia mogły obejmować przedsiębiorców na różnych szczeblach obrotu: producentów i importerów, dystrybutorów hurtowych, a także sprzedawców detalicznych – w tym duże elektromarkety i sklepy internetowe. Oznacza to, że analizowany mechanizm (jeśli rzeczywiście miał miejsce) mógł dotyczyć nie tylko pojedynczego kanału sprzedaży, lecz całego łańcucha dystrybucji.

UOKiK zaznacza, że postępowanie wyjaśniające prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Na tym etapie celem jest weryfikacja sygnałów oraz ocena zebranych materiałów. Jeżeli analiza potwierdzi podejrzenia, Prezes Urzędu może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym podmiotom.

Za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara finansowa do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Dodatkowo menedżerom odpowiedzialnym za zawarcie zmowy może grozić kara do 2 mln zł.

Oferta IBEX zakończona: Pepco nabywa akcje własne, IBEX schodzi do 63,5%

Pepco Group N.V. potwierdziła udział w sprzedaży akcji przeprowadzonej przez IBEX Group, o której spółka informowała w komunikacie z 27 stycznia 2026 r. Transakcja („Oferta”) objęła łącznie około 49 mln akcji zwykłych w kapitale Pepco Group.

W ramach Oferty Pepco Group odkupiła około 7,6 mln akcji po cenie 27,75 PLN za akcję. Łączna wartość zakupu wyniosła 50 mln euro, a finansowanie zostanie pokryte z własnych rezerw gotówkowych spółki. Nabyte walory mają zostać utrzymane na rachunku Pepco Group jako akcje własne.

Po zakończeniu zakupu łączna liczba wyemitowanych akcji Pepco Group ma wynieść 577 451 935. Na tę liczbę składa się 553 766 008 akcji w wolnym obrocie oraz 23 685 927 akcji utrzymywanych na rachunku spółki. Po Ofercie udział IBEX Group w Pepco Group ma wynosić 366 461 005 akcji, co odpowiada 63,5% kapitału zakładowego.

Spółka wskazuje, że decyzja o udziale w Ofercie ma odzwierciedlać jej podejście do budowania wartości dla akcjonariuszy oraz zaufanie do długoterminowego potencjału wyników Pepco Group. Jednocześnie transakcja zwiększa free float akcji Pepco Group notowanych na GPW w Warszawie (PCO.WA) – z 25% do 32% akcji w wolnym obrocie – przy zachowaniu IBEX jako kluczowego akcjonariusza.

Pepco Group podkreśla również, że zakup w ramach Oferty wpisuje się w szerszy kontekst działań kapitałowych. Dzisiejsza transakcja stanowi element programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, ogłoszonego podczas Capital Markets Day w marcu 2025 r. Do tej pory spółka nabyła akcje własne o wartości około 97 mln euro, a niedawno potwierdziła zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu skupu akcji o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026. Jednocześnie spółka zaznacza, że udział w Ofercie IBEX Group jest realizowany niezależnie od tego trzeciego etapu.

Faktoring wraca do dwucyfrowego wzrostu. Obroty branży +10,4% w 2025 r.

Rynek faktoringu w Polsce powrócił do dwucyfrowego wzrostu obrotów. Rozwój branży w 2025 r. przyspieszył. Krajowe firmy faktoringowe, zrzeszone w Polskim Związku Faktorów, wykupiły w ciągu ostatnich 12 miesięcy wierzytelności na łączną kwotę blisko 520 mld zł. Oznacza to wzrost obrotów branży o 10,4 proc. Członkowie PZF udzielili finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw (o 23 proc. więcej niż rok wcześniej), które przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur (o 10 proc. więcej niż przed rokiem).

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– PZF wchodzi w jubileuszowy rok 25-lecia swojej działalności. Jesteśmy dojrzałą, silną i profesjonalną organizacją samorządu branżowego. Zaczynaliśmy w 2001 r. jako Konferencja Instytucji Faktoringowych, by po pięciu latach przekształcić się w PZF. Za nami 25 lat bardzo intensywnego rozwoju branży i standardów jej funkcjonowania. Dzięki nim faktorzy mogli zbudować pozycję rynkową, zdobyć zaufanie przedsiębiorców i stać się ważnym partnerem dla swoich klientów. Dziś PZF to nie tylko reprezentacja środowiska, ale też istotny głos w debacie o finansowaniu polskich firm.

Jubileuszowy rok zaczynamy od znakomitych wyników za 2025 r., który był dla branży okresem wyraźnego przyspieszenia. Obroty faktoringu wzrosły o ponad 10 proc., a łączna wartość przejętych wierzytelności sięgnęła blisko 520 mld zł. To pokazuje skalę i tempo rozwoju naszego rynku. Przedsiębiorcy coraz wyraźniej dostrzegają największe atuty faktoringu: szybki dostęp do środków, elastyczność i realne wsparcie płynności finansowej. Nasza oferta to narzędzie, które pozwala bezpiecznie rozwijać biznes, ograniczać ryzyko zatorów płatniczych i lepiej planować działalność. Coraz częściej jest traktowana nie jako rozwiązanie doraźne, ale jako stały element zarządzania finansami firmy. Efektem jest rosnące zainteresowanie tą formą finansowania –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 33,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 31,5 mln faktur o łącznej wartości 520 mld zł.

– Wszystko wskazuje na to, że bieżący rok może przynieść kontynuację dynamicznego rozwoju polskiego faktoringu. Prognozy dla polskiej gospodarki na 2026 r. zakładają stabilny wzrost, wspierany przez konsumpcję i stopniowy wzrost inwestycji. Oczekiwane jest także dalsze hamowanie inflacji oraz większa przewidywalność warunków finansowych. To sprzyja aktywności przedsiębiorców i zwiększa zapotrzebowanie na elastyczne formy finansowania.

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że będzie to rok istotnych wyzwań. Kluczowymi są: zwiększenie bezpieczeństwa przepływu danych w procesie finansowania firm oraz adaptacja do nowego standardu fakturowania, opartego na Krajowym Systemie e-Faktur. W odpowiedzi na pierwsze z tych wyzwań, branże faktoringu i bankowości – pod auspicjami Polskiego Związku Faktorów oraz Związku Banków Polskich – wspólnie zbudowały i rozwijają System Wymiany Informacji Firm Faktoringowych. Umożliwi on wymianę informacji o transakcjach budzących wątpliwości, co znacząco ograniczy ryzyko związane z nadużyciami. W odniesieniu do drugiego ze wspomnianych wyzwań, jesteśmy jako branża w pełni przygotowani do współpracy z Klientami, zgodnie z wymogami KSeF –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Ukraińcy na polskim rynku pracy w 2026 roku. Nowe realia legalizacji pracy cudzoziemców

Rok 2026 zapowiada się jako moment porządkowania zasad zatrudniania obywateli Ukrainy oraz dalszego zaostrzania warunków legalizacji pracy cudzoziemców w Polsce. Choć Ukraińcy pozostają największą grupą pracowników zagranicznych i filarem wielu branż, ich zatrudnianie coraz wyraźniej przechodzi z trybu nadzwyczajnego w systemowy, z istotnymi konsekwencjami dla pracodawców. Jak wskazują eksperci Job Impulse, specjalizującej się w zatrudnianiu i legalizacji pracy cudzoziemców, firmy wchodzą w okres, w którym kluczowe znaczenie ma nie tylko dostępność pracowników, ale także koszt, stabilność i poprawność formalna całego procesu.

Wygaszanie specustawy, ale nie wygaszanie zatrudnienia

Przyjęcie przez Radę Ministrów projektu ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy regulującej pobyt i pracę obywateli Ukrainy formalizuje proces, który dotychczas funkcjonował głównie w zapowiedziach. Projekt ustawy zakłada utrzymanie ochrony czasowej – zgodnie z decyzjami na poziomie unijnym – do marca 2027 roku, co wyznacza realny horyzont czasowy dla planowania zatrudnienia.

Równolegle część rozwiązań znanych ze specustawy ma zostać przeniesiona do ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców, nowelizowanej w 2025 roku. Dotyczy to m.in. powiadomień o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy. Zgodnie z projektem ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy, mechanizm ten ma zostać utrzymany w okresie przejściowym – co najmniej przez kolejne trzy lata – jako jedna z podstaw legalnego zatrudniania obywateli Ukrainy.

Z perspektywy rynku pracy nie mamy do czynienia z nagłym „zamknięciem drzwi”. Raczej z procesem porządkowania rozwiązań, które przez kilka lat funkcjonowały w trybie wyjątkowym. To zmienia sposób myślenia firm – z reaktywnego na bardziej planistyczny. To moment przejścia z elastycznych, interwencyjnych rozwiązań do bardziej sformalizowanego modelu. Firmy muszą liczyć się z tym, że legalizacja pracy – także w przypadku obywateli Ukrainy – będzie wymagała większej uwagi organizacyjnej i wiązała się z większą odpowiedzialnością po stronie pracodawców – podkreśla Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Rosnące koszty legalizacji pracy

Zmiany dotyczące obywateli Ukrainy zbiegają się z istotnym wzrostem kosztów legalizacji pracy cudzoziemców, który obowiązuje od 1 grudnia. Podwyżki obejmują większość najczęściej wykorzystywanych przez pracodawców trybów zatrudnienia:

  • oświadczenie o powierzeniu pracy – wzrost opłaty z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie na pracę do 3 miesięcy – z 50 zł do 200 zł,
  • zezwolenie na pracę powyżej 3 miesięcy – z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie przy delegowaniu – z 200 zł do 800 zł.

Co istotne, opłaty te mają charakter bezzwrotny, co oznacza, że każda pomyłka formalna, zmiana planów rekrutacyjnych lub rezygnacja kandydata generuje realne straty finansowe po stronie pracodawcy.

W praktyce obserwujemy, że legalizacja pracy przestaje być kosztem marginalnym i wyłącznie obowiązkiem administracyjnym. Dla firm zatrudniających większą liczbę cudzoziemców to pozycja, którą trzeba dziś uwzględniać w budżetach i planach operacyjnych. Jednocześnie znacząco spada tolerancja na błędy formalne – zaznacza Łukasz Koszczoł.

Nowe statusy pobytowe i ich znaczenie dla zatrudnienia

Zmiany dotyczą również sposobu potwierdzania legalności pobytu obywateli Ukrainy. Pojawiają się nieoficjalne informacje o możliwym wygaszaniu PESEL UKR jako kluczowego identyfikatora pobytowego i wzmacnianiu roli aplikacji DIIA PL jako narzędzia potwierdzającego status pobytowy. Na obecnym etapie brak jest jednak jednoznacznych, wiążących rozstrzygnięć w tym zakresie. Dla pracodawców oznacza to konieczność bieżącej weryfikacji statusów pracowników, a także zachowania szczególnej ostrożności w zarządzaniu dokumentacją kadrową.

Istotnym elementem nowego porządku ma być również karta pobytu CUKR, która ma zapewniać obywatelom Ukrainy bardziej stabilny, czasowy status pobytowy. Zgodnie z zapowiedziami, karta ma być wydawana na okres trzech lat, a jej uzyskanie będzie wiązało się z anulowaniem statusu UKR.

Jednocześnie należy podkreślić, że sytuacja prawna pozostaje dynamiczna, a ostateczne brzmienie przepisów może jeszcze ulec zmianie w toku dalszych prac legislacyjnych. Zgodnie z aktualnymi zapowiedziami możliwe jest jednak utrzymanie uproszczonej ścieżki zatrudniania obywateli Ukrainy – w oparciu o mechanizm powiadomienia – w ramach okresu przejściowego. Rozwiązanie to może w praktyce ograniczyć skalę zmian organizacyjnych po stronie pracodawców, choć będzie wymagało bieżącego monitorowania regulacji i dostosowywania procedur do ich ostatecznego kształtu.

Ukraina na tle innych kierunków rekrutacji

Warto podkreślić, że zmiany dotyczące Ukraińców zachodzą w momencie, gdy rekrutacja pracowników z innych krajów pozaunijnych staje się coraz trudniejsza. Skomplikowane procedury wizowe czy ograniczona dostępność terminów sprawiają, że pozyskanie pracowników z odległych rynków jest co raz trudniejsze.

Rok 2026 nie będzie rewolucją, lecz testem dojrzałości firm w podejściu do zatrudniania cudzoziemców. Ukraińcy pozostaną jednym z kluczowych filarów polskiego rynku pracy, jednak będą funkcjonować w coraz bardziej sformalizowanym otoczeniu prawnym. W tych warunkach przewagę zyskają organizacje, które już dziś uwzględnią zmiany legislacyjne, koszty i ryzyka w swoich strategiach kadrowych – komentuje Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Wiele wskazuje na brak zmian stóp w USA – rynek może zobaczyć umiarkowane umocnienie dolara

Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna utrzyma w środę stopę procentową na niezmienionym poziomie. Ostatnie wiadomości gospodarcze sugerują, że na kolejną ich obniżkę przyjdzie nam trochę zaczekać.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać wysokość stóp procentowych.
  • Liczba zwolnień jest ograniczona mimo ochłodzenia na rynku pracy.
  • Inflacja ma wzrosnąć przez wpływ ceł.
  • Nie będzie nowego dot plotu ani projekcji makroekonomicznych.
  • Powell powinien podkreślić brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Kolejna obniżka jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec.

Choć retoryka towarzysząca grudniowej obniżce stóp procentowych FOMC nie była tak jastrzębia, jak oczekiwały rynki, prezes Jerome Powell właściwie potwierdził, że bank nie zamierza dokonywać w styczniu większych zmian. Coraz wyraźniejszy jest również pogłębiający się w Komitecie podział między jastrzębiami i gołębiami – spośród 19 członków FOMC siedmioro opowiedziało się za brakiem zmian stóp procentowych w 2026 r., zaś ośmioro za co najmniej dwoma ich obniżkami.

Dane od czasu ostatniego posiedzenia być może nie są wystarczające, by przechylić szalę w którąś stronę, sugerują jednak, że prędkie rozluźnianie polityki monetarnej nie jest do końca uzasadnione. Rynek pracy wciąż pozostaje w stanie „low fire, low hire”, czyli niskiej liczby zarówno zwolnień i zatrudnień, przyrost miejsc pracy jest niski, a oficjalne dane i cotygodniowe nowe wnioski o zasiłek nie wskazują na wzrost bezrobocia. Gospodarka rośnie w solidnym tempie – pierwsza rewizja dynamiki PKB w III kwartale wskazuje na wzrost o ponad 4% w ujęciu zannualizowanym.Wykres 1: Dynamika PKB w USA w ujęciu zanualizowanym (2022 – 2025)

Wskaźniki inflacji w ostatnich miesiącach w dużej mierze rozmijały się z szacunkami. Co istotne, jak dotąd nie dostrzegamy wyraźnych oznak wpływu ceł na dynamikę cen – wydaje się, że firmy wciąż przyjmują w większości na siebie wyższe koszty. Nie spodziewamy się jednak utrzymania takiego stanu – warto zaznaczyć, że ostatnie niskie odczyty są po części wynikiem zamknięcia rządu. Fed oczekuje, że bazowa inflacja PCE – preferowana przez niego miara dynamiki cen konsumenckich – będzie w 2026 r. zdecydowanie przekraczać 2-proc. cel i wyniesie średnio 2,5%.

Wykres 2: Inflacja PCE w USA (2017 – 2025)Nie poznamy nowych projekcji ekonomicznych ani dot plotu, uwaga skupi się więc na szczegółach oświadczenia i konferencji prasowej prezesa Powella. Fed bez wątpienia powtórzy, że jest uważny na ryzyka dla obu swoich celów – promowania zatrudnienia i utrzymania inflacji na stabilnym poziomie. Powell będzie zapewne mówić o ostatnim ochłodzeniu na rynku pracy i wciąż podwyższonej inflacji, spodziewamy się także stwierdzenia, że ryzyka inflacyjne wciąż pozostają wysokie.

W kontekście ścieżki stóp procentowych nie sądzimy, że Fed uzna za potrzebne zasygnalizowanie czegoś innego niż ostrożnego podejścia do dalszych cięć. Spodziewamy się, że po serii trzech obniżek z rzędu Powell zasugeruje brak pośpiechu Komitetu. Powinien również podkreślić zależność terminu kolejnego cięcia od danych. Za jastrzębiością Fedu przemawiają również większe obawy dotyczące jego autonomii i rosnący wpływ prezydenta Donalda Trumpa na amerykańskie stopy procentowe. Taka postawa mogłaby wzmocnić jego wiarygodność i obiektywność.

Poza samymi komunikatami przyjrzymy się również rozkładowi głosów członków FOMC. Spodziewamy się, że po raz kolejny decyzja nie będzie jednomyślna. Gołębi Stephen Miran zapewne opowie się ponownie za obniżeniem stopy procentowej – od czasu dołączenia do Komitetu we wrześniu na każdym posiedzeniu głosuje za cięciem o 50 pb., nie bylibyśmy jednak zaskoczeni, gdyby tym razem zdecydował się na 25 pb. Najprawdopodobniej podążą za nim Christopher Waller i Michelle Bowman oraz, być może, jeszcze jedna lub dwie osoby.

Sądzimy więc, że Fed uderzy w środę w dość jastrzębie tony. Podczas swojej konferencji prasowej prezes Powell prawdopodobnie rozwieje wszelkie oczekiwania dotyczące rychłych obniżek, wyrażając obawy o inflację i zaznaczając, że FOMC musi przeanalizować nadchodzące dane, nim zdecyduje się na kolejne cięcie. Taka stosunkowo jastrzębia postawa powinna w krótkim terminie zapewnić dolarowi nieco tak potrzebnego mu wsparcia. Biorąc jednak pod uwagę, że w kontraktach futures obniżka stóp procentowych jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec, wszelka aprecjacja w środę może być dość ograniczona.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (28.01) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Grupa Pepco zamierza odkupić akcje własne o wartości 50 mln euro od IBEX Group

Pepco Group N.V. planuje nabycie akcji własnych w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu ogłoszonego przez większościowego akcjonariusza, IBEX Group. Transakcja zostanie sfinansowana z rezerw gotówkowych spółki.

Szczegóły transakcji i rola IBEX Group

Pepco Group N.V. (dalej „Grupa Pepco”), wiodąca ogólnoeuropejska sieć dyskontowych sklepów wielobranżowych, informuje, że zamierza zakupić akcje własne o wartości do 50 mln euro, przy wykorzystaniu własnych rezerw gotówkowych. Ma to związek z ogłoszeniem przez IBEX Group (dalej „IBEX”, wraz ze swoją spółką zależną „IBEX Retail Investments (Europe) Limited”), większościowego akcjonariusza Grupy Pepco (posiadającego 72% udziałów), zamiaru sprzedaży poprzez IBEX Retail Investments (Europe) Limited (dalej „Sprzedający”) ok. 42 mln akcji zwykłych Grupy Pepco, w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (dalej „Oferta”).

Realizacja strategii alokacji kapitału

Ogłoszony dzisiaj zamiar zakupu akcji realizowany jest w ramach programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, o którym Spółka informowała podczas Dnia Inwestora (Capital Markets Day) w marcu 2025 r.

Dotychczasowe postępy programu prezentują się następująco:

  • Do chwili obecnej Spółka zakupiła akcje własne o wartości ok. 97 mln euro.
  • Niedawno potwierdzono zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026.
  • Dzisiejsza deklaracja udziału w Ofercie IBEX Group będzie realizowana niezależnie od planowanego trzeciego etapu skupu.

Komentarz Zarządu

Willem Eelman, dyrektor ds. finansowych (CFO) Grupy Pepco powiedział:

„Cieszymy się z możliwości wzięcia udziału w ofercie zakupu akcji Grupy Pepco od IBEX. Jest to w pełni zgodne z naszymi celami utrzymania zdyscyplinowanego podejścia do alokacji kapitału przy jednoczesnym zapewnieniu akcjonariuszom wyższych zwrotów za pomocą zarówno dywidendy jak i skupu akcji własnych.”

Globalna logistyka w rytmie Chińskiego Nowego Roku 2026

Chiński Nowy Rok (CNY), który w tym roku przypada 17 lutego, to najważniejsze i najbardziej uroczyste święto w kulturze chińskiej. Jego rytm wpływa jednak nie tylko na życie społeczne w Chinach, ale równie, i to w bardzo wymierny sposób, na funkcjonowanie globalnej gospodarki. Skala oddziaływania Chin na światowe łańcuchy dostaw sprawia, że skutki tego okresu odczuwalne są na wszystkich kontynentach. Warto przy tym pamiętać, że Chiny są dziś kluczowym partnerem importowym spoza UE dla rynków na naszym kontynencie, w tym dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To właśnie ta strukturalna zależności sprawia, że wpływ Chińskiego Nowego Roku jest w naszym regionie wyraźnie widoczny. Rohlig SUUS Logistics jest obecny ze swoimi spółkami m.in. w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii czy Słowenii, dlatego obserwujemy te zależności bardzo wyraźnie w codziennej działalności operacyjnej.

W czasie Chińskiego Nowego Roku mamy do czynienia z kilkunastodniową przerwą w pracy, podczas której pracownicy opuszczają fabryki, często podróżując wiele godzin do swoich rodzinnych miejscowości. Duża liczba zakładów produkcyjnych jest w tym okresie całkowicie zamknięta, a powrót do pełnych mocy wytwórczych następuje stopniowo, również po zakończeniu oficjalnych dni wolnych. Dlatego firmy na całym świecie muszą uwzględniać ten czas w planowaniu produkcji, dostaw oraz budowaniu zapasów.

Jak wyglądają globalne łańcuchy dostaw w kontekście CNY 2026?

Obecnie widzimy, że firmy podchodzą do okresu poprzedzającego Chiński Nowy Rok w sposób bardziej planowy i rozłożony w czasie. Mimo utrzymujących się napięć geopolitycznych i podwyższonej niepewności w handlu międzynarodowym, sytuacja w globalnych łańcuchach dostaw przed CNY pozostaje relatywnie stabilna i wpisuje się w znane już schematy, obserwowane także podczas jesiennych szczytów przewozowych w ubiegłym roku. Aktywność importowa z Chin jest zwiększona, jednak nie przybiera formy gwałtownego, krótkoterminowego szczytu – wysyłki są w większym stopniu rozłożone w czasie, a rynek funkcjonuje w sposób bardziej uporządkowany i przewidywalny. Transport morski, pozostający podstawowym środkiem globalnej wymiany handlowej, realizowany jest obecnie bez istotnych zakłóceń po stronie dostępności mocy przewozowych, a po wcześniejszych podwyżkach obserwujemy raczej korektę stawek frachtowych niż dalszą presję wzrostową.

Warto jednak podkreślić, że obecna sezonowość przed CNY funkcjonuje w szerszym kontekście globalnych zmian w handlu. Rok 2025 był w dużej mierze definiowany przez rosnącą politykę protekcjonistyczną, w szczególności wynikającą z działań administracji USA w obszarze taryf celnych. Od ponad roku globalny biznes mierzy się z podwyższoną nieprzewidywalnością – kolejnymi wprowadzanymi cłami, ich czasowym zawieszaniem oraz zapowiedziami nowych barier handlowych. W dużym stopniu dotyka to Chin i przekłada się na spadek sprzedaży lokalnych produktów na rynku amerykańskim, przy jednoczesnym wzroście przepływów na linii Chiny-Europa, co obrazuje nam struktura operacji we frachcie morskim. Ten kontekst sprawia, że firmy coraz częściej dywersyfikują kierunki i momenty wysyłek, rozkładając wolumeny w czasie i dostosowując swoje łańcuchy dostaw do zmiennego otoczenia regulacyjnego, co widać obecnie przed Chińskim Nowym Rokiem. Równolegle rosną także wolumeny w relacjach krajów ASEAN, takich jak Wietnam czy Tajlandia, a także Tajwanu, w kierunku rynku amerykańskiego, co dodatkowo wpływa na układ sił w globalnym handlu.

Istotnym zjawiskiem jest także zmiana zainteresowania serwisem kolejowym na trasie Chiny-Europa. Wzrost wolumenów kolejowych obserwowaliśmy po grudniu 2023 roku, w reakcji na kryzys na Morzu Czerwonym i wydłużenie tranzytu morskiego do Europy. Obecnie widać jednak, że wiele firm dostosowało swoje procesy biznesowe – produkcję, dystrybucję oraz poziomy zapasów – do dłuższego czasu transportu morskiego. Oczywiście, w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok, obserwujemy umiarkowane ożywienie zainteresowania transportem kolejowym, szczególnie w segmencie drobnicowym (LCL), jednak popyt na kolej jest niższy niż dwa lata temu.  Warto również zaznaczyć, że mniejsze zainteresowanie frachtem kolejowym, a co za tym idzie bardziej konkurencyjne stawki, może stanowić szansę biznesową dla importerów, którzy, zachęceni niższymi cenami, zdecydują się przenieść część wolumenów na pociąg i wykorzystać tę opcję jako element dywersyfikacji łańcucha dostaw, również w relacjach innych niż Chiny-Europa.

Tradycyjnie trendy logistyczne najpóźniej widoczne są w transporcie lotniczym, który, ze względu na najkrótszy transit time, wykorzystywany jest na końcowym etapie planowania dostaw. Dotyczy to przede wszystkim towarów świeżych, wysokowartościowych oraz sektora e-commerce, pozostającego jednym z głównych motorów wzrostu rynku cargo lotniczego. Transport lotniczy pełni również rolę rozwiązania dla pilnych wysyłek w innych branżach, które muszą zdążyć z kluczowymi dostawami, także w kontekście Chińskiego Nowego Roku. Podobnie jak w transporcie morskim, obserwujemy obecnie wzrost wolumenów przewozów lotniczych z Chin do Europy, choć nie jest to gwałtowny, nadzwyczajny szczyt. Przekłada się to standardowo na wzrost cen, zwłaszcza że funkcjonujemy w ramach zimowych siatek połączeń, oferujących około 10% mniej rejsów pasażerskich niż w sezonie letnim. Ma to bezpośredni wpływ na dostępność przestrzeni cargo, ponieważ znaczna część ładunków przewożona jest w lukach bagażowych samolotów pasażerskich (tzw. belly cargo).

Pełniejszy obraz sytuacji w globalnych łańcuchach dostaw dają również operacje w obszarze usług celnych. Utrzymujące się zainteresowanie tym obszarem, które obecnie obserwujemy, odzwierciedla zwiększoną aktywność logistyczną w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok. Dla klientów kluczowe pozostają sprawne i przewidywalne procedury celne, niezależnie od środka transportu, którym realizowany jest import. Efektywność odpraw ma bezpośredni wpływ na płynność całego łańcucha dostaw, szczególnie w okresach sezonowych, takich jak CNY.

Podsumowując, Chiński Nowy Rok 2026 nie przynosi gwałtownego szoku dla globalnych łańcuchów dostaw. Zamiast krótkiego, intensywnego szczytu, podobnie jak w jesiennych szczytach przewozowych, obserwujemy bardziej rozłożoną w czasie sezonowość, stabilniejsze operacje i rynek, który nauczył się funkcjonować w warunkach podwyższonej niepewności.

Ubezpieczenia wchodzą w erę agentów AI: szybka likwidacja szkód i decyzje „od ręki”

Perspektywa roku 2026 rysuje obraz przełomu, w którym sztuczna inteligencja przestanie być dodatkiem do systemów ubezpieczycieli, a stanie się ich fundamentem – swoistym „systemem operacyjnym” całej organizacji ubezpieczeniowej. Od underwritingu, przez obsługę polis, aż po likwidację szkód – AI będzie napędzać kluczowe decyzje biznesowe.

27 stycznia 2026 – Branża ubezpieczeniowa funkcjonuje w coraz trudniejszym otoczeniu. Niestabilność gospodarcza i zmieniające się regulacje powodują, że poziom coraz częściej powiązanych ze sobą ryzyk staje się coraz bardziej nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie dlatego presja na szybkość i jakość decyzji rośnie. Klienci oczekują natychmiastowych odpowiedzi, a firmy muszą reagować sprawnie, nie tracąc przy tym kontroli nad ryzykiem i zgodnością z przepisami.

Jednym z najbardziej widocznych efektów tej transformacji będą tzw. insurance copilots, czyli inteligentni asystenci opierający się na generatywnej AI. Jeden z dużych globalnych ubezpieczycieli ogłosił na początku roku, że może rozpocząć wygaszanie tradycyjnych systemów administracji polis na rzecz takich właśnie rozwiązań. Klasyczne systemy są drogie w utrzymaniu, skomplikowane i mało elastyczne. Copiloty pozwalają natomiast pracować bezpośrednio na danych, szybko, sprawnie i bez potrzeby przechodzenia przez ciężkie struktury systemowe. Underwriter czy likwidator szkód zadaje pytanie w naturalnym języku i natychmiast otrzymuje odpowiedź opartą na pełnym obrazie danych klienta pozyskanych zarówno z danych wewnętrznych jak i w razie potrzeby zewnętrznych. To diametralnie skraca czas podejmowania decyzji.

Jeszcze większą zmianę przyniesie rozwój agentic AI, czyli systemów zdolnych do półautonomicznego działania. Wiele prostych roszczeń ubezpieczeniowych będzie mogło być rozliczanych w ciągu minut, bez udziału człowieka. Zamiast dni czy tygodni klient otrzyma decyzję z uzasadnieniem niemal natychmiast. Warunek jest jeden: silne zarządzanie i nadzór nad AI. Ubezpieczyciele będą musieli zadbać o bezpieczeństwo, ochronę przed uprzedzeniami algorytmicznymi i odporność na cyberataki. Zaufanie klientów stanie się walutą, a wygrają ci, którzy pokażą, że potrafią budować systemy, które działają nie tylko szybko, ale też uczciwie, rzetelnie i odpowiedzialnie – mówi Łukasz Libuda, Principal Business Solutions Manager, Risk Practice, SAS Central Europe

Szybko, ale czy dobrze?

Sztuczna inteligencja przyspieszy również proces modelowania aktuarialnego i podejmowania decyzji na całej ścieżce życia polisy. Od momentu wyceny ryzyka, przez wystawienie polisy, aż po likwidację szkody procesy będą dokładniejsze, szybsze i bardziej spójne przy jednocześnie niższym koszcie ich obsługi. To otwiera podwójną szansę: z jednej strony zmniejszenie globalnej luki ochronnej, szacowanej na 1,8 biliona dolarów, a z drugiej zwiększenie odporności rynku na skutki zmian zachowania klientów, zmian klimatycznych (fizyczne czynniki ryzyka klimatycznego) i wahań gospodarczych.

Zmieni się także sam underwriting. Zamiast sztywnych reguł opartych na historycznych danych coraz większą rolę odegrają elastyczne modele uczące się relacji z klientem w czasie. Underwriting stanie się dynamicznym procesem, w którym poziom ryzyka jest szacowany na bieżąco na podstawie zmieniającego się stylu życia i zachowań klientów czy też warunków zewnętrznych. Będzie to swoisty dialog pomiędzy modelem a klientem. Warunkiem sukcesu stanie się jednak wyjaśnialność decyzji i transparentność etyczna – bez tego trudno będzie utrzymać zaufanie rynku i regulatorów.

Nie można przy tym zapominać o rosnącym wpływie zmian klimatycznych. Coraz częstsze i bardziej dotkliwe katastrofy naturalne zmuszają ubezpieczycieli do przeglądu swoich strategii. Optymalizacja reasekuracji, ograniczanie ekspozycji na najbardziej ryzykowne obszary czy podnoszenie składek mogą stać się koniecznością. To oznacza, że decyzje ubezpieczeniowe muszą być nie tylko szybsze, ale też oparte na znacznie bardziej aktualnych i precyzyjnych przesłankach – mówi Łukasz Libuda.

Unifikacja może przejść do lamusa

Osobnym wyzwaniem pozostaje walka z oszustwami. Przestępcy również sięgają po AI, tworząc fałszywe tożsamości, dokumenty czy obrazy. Dlatego ubezpieczyciele coraz częściej będą wybierać najlepsze, wyspecjalizowane narzędzia zamiast jednego „uniwersalnego” systemu. Copiloty i agenci AI będą wspierać zespoły dochodzeniowe, automatyzując analizę danych i pozwalając pracownikom skupić się na najbardziej skomplikowanych przypadkach. Dzięki temu organizacje będą mogły działać sprawniej, dysponując tymi samymi zasobami.

Do tego dochodzi coraz bardziej złożone środowisko regulacyjne. W Stanach Zjednoczonych to poszczególne stany przejmują inicjatywę w regulowaniu AI, co prowadzi do fragmentaryzacji przepisów. Podobne tendencje widać także w innych częściach świata. Najbardziej zaawansowani ubezpieczyciele już dziś wbudowują mechanizmy nadzoru i zgodności bezpośrednio w swoje modele i systemy decyzyjne tak aby zapewnić pełną transparentność swoich decyzji przed klientem.

Dynamicznie rozwijają się cyberubezpieczenia, które są już rynkiem wartym ponad 16 miliardów dolarów globalnie. Tu także decyzje będą coraz szybsze i bardziej precyzyjne, bo zamiast ogólnych modeli aktuarialnych pojawi się underwriting techniczny, dopasowany do konkretnego klienta i jego poziomu zabezpieczeń. Firmy, które dbają o cyberhigienę i dobre zarządzanie bezpieczeństwem, będą premiowane, a te, które tego nie robią, mogą spotkać się z odmową ochrony.

Decyzje ubezpieczeniowe będą wydawane zdecydowanie szybciej, i to na wielu frontach. Niestety szybkość nie będzie jedynym miernikiem sukcesu. Równie ważne stanie się to, czy decyzje będą trafne, przejrzyste i godne zaufania. Przyszłość należy do tych ubezpieczycieli, którzy połączą automatyzację i tempo działania AI z odpowiedzialnością, etyką i skutecznym nadzorem. Bo w świecie, gdzie decyzje zapadają w minutach, zaufanie klientów może zostać zbudowane lub stracone równie szybko – podsumowuje Łukasz Libuda.

Koszty pracy wchodzą na „pierwszy plan”. Firmy szykują podwyżki cen i ostrożność kadrową

8 na 10 firm w kluczowych sektorach gospodarki spodziewa się dalszego wzrostu kosztów zatrudnienia w najbliższym czasie – wynika z najnowszych danych GUS za styczeń 2026 r. Największą presję kosztową odczuwają przedsiębiorcy z gastronomii, TSL i budownictwa, co może przełożyć się nie tylko na wyższe ceny usług i towarów, ale też na ostrożniejsze decyzje kadrowe. W efekcie skutki wyższych kosztów odczuje też przysłowiowy Kowalski.

Z danych GUS wynika, że przedsiębiorcy niemal we wszystkich analizowanych branżach są zgodni: wzrost kosztów zatrudnienia będzie jednym z kluczowych czynników podnoszących koszty działalności w najbliższym kwartale. Najczęściej ten problem dostrzegają firmy z sektora zakwaterowania i gastronomii (85 proc.), transportu i gospodarki magazynowej (82,9 proc.) oraz budownictwa (82,1 proc.). Wysokie wskazania odnotowano także w handlu detalicznym (79,3 proc.) i hurtowym (76,4 proc.) oraz przetwórstwie przemysłowym (76,9 proc.). Jednocześnie jedynie marginalny odsetek przedsiębiorców – zazwyczaj od 1 do 4 proc. – liczy na spadek kosztów pracy.

Koszty zatrudnienia przestały być zmienną, którą firmy mogą w krótkim czasie skompensować wzrostem efektywności. Z danych GUS wyraźnie wynika, że dziś to one są dla przedsiębiorców największym i najmniej elastycznym obciążeniem – żaden z pozostałych czynników nie został wskazany równie często. W wielu branżach wręcz zdeklasowały one inne bariery rozwoju, takie jak ceny energii i paliw, koszty komponentów i usług czy zmiany regulacyjne mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres. – Jeszcze kilka lat temu przedsiębiorstwa mogły częściowo „nadrobić” wyższe wydatki na pracowników poprzez lepszą organizację pracy, automatyzację czy wzrost produktywności. Obecnie wzrost płac, składek na ubezpieczenia społeczne czy innych kosztów związanych z zatrudnieniem nie jest już tak łatwo równoważony przez działania wewnętrzne firmy dodaje.

Wyższe ceny coraz bliżej

Przedsiębiorcy wskazują, że rosnące koszty pracy – obok wysokich cen energii i paliw – bezpośrednio przełożą się na wzrost ogólnych kosztów funkcjonowania firm, a w konsekwencji wpłyną na podwyżkę cen usług i produktów. Ponad połowa podmiotów w większości branż prognozuje, że wolniej lub szybciej, ale będzie musiała podnieść ceny usług i produktów. W przetwórstwie przemysłowym taki scenariusz w ciągu 1-3 miesięcy (w porównaniu z aktualną sytuacją) deklaruje łącznie 57,5 proc. przedsiębiorstw, w budownictwie 66,3 proc., w handlu hurtowym 60,7 proc., a w handlu detalicznym 65,8 proc. Podobne nastroje panują w transporcie i gospodarce magazynowej (65,4 proc. firm) oraz w zakwaterowaniu i gastronomii, gdzie aż 72,3 proc. przedsiębiorców przewiduje wzrost cen usług. W praktyce oznacza to konieczność przenoszenia części obciążeń finansowych na klientów końcowych lub ograniczania innych wydatków. Najbardziej narażone są sektory, w których udział kosztów pracy w strukturze finansowej jest wysoki, a możliwości automatyzacji pozostają ograniczone.

Z perspektywy pracodawców problemem nie jest już pojedynczy wzrost kosztów, ale ich kumulacja. Wynagrodzenia, składki, energia, paliwa i coraz bardziej złożone obowiązki administracyjne powodują, że nawet firmy z relatywnie stabilnym portfelem zamówień zaczynają ostrożniej planować rozwój. Część przedsiębiorców przenosi te koszty na ceny towarów i usług, a część wstrzymuje inwestycje lub decyzje kadrowe. To mechanizm, który ostatecznie odczuwa także konsument — w portfelu i w dostępności usług zaznacza Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Zmiany w prawie jako dodatkowy koszt

Istotnym czynnikiem pogarszającym nastroje przedsiębiorców są także zmiany w przepisach i wymogach prawnych, które firmy postrzegają głównie jako dodatkowe obciążenie administracyjne i finansowe. Najczęściej wskazują je przedsiębiorcy z zakwaterowania i gastronomii (56,2 proc.), handlu hurtowego (54,0 proc.) oraz budownictwa (52,1 proc.), jednak również w pozostałych sektorach odsetek pozostaje wysoki – na poziomie 40–48 proc. Z analiz Grupy Progres wynika, że na liście obaw pojawiają się nie tylko kolejne podwyżki płacy minimalnej, ale także pakiet zmian systemowych, które wpływają na koszty i organizację pracy. Od 2026 roku nowe zasady wliczania umów zlecenia, agencyjnych oraz okresów prowadzenia działalności gospodarczej do stażu pracy będą miały bezpośrednie przełożenie na wymiar urlopów i wysokość odpraw – najpierw w sektorze publicznym (od 1 stycznia), a następnie w prywatnym (od 1 maja). Dodatkowym wyzwaniem są regulacje dotyczące jawności wynagrodzeń, w tym obowiązek podawania widełek płacowych w ofertach pracy oraz raportowania różnic płacowych między kobietami a mężczyznami, a także wymóg neutralności płciowej w nazewnictwie stanowisk. Przedsiębiorcy wskazują również na rosnące obciążenia związane z cyfryzacją obowiązków administracyjnych, m.in. wdrożeniem obowiązkowych e-faktur, oraz na zmieniające się przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców, które w wielu branżach mają kluczowe znaczenie dla ciągłości operacyjnej.

– Tylko nieliczne firmy postrzegają zmiany przepisów jako czynnik obniżający koszty działalności, co potwierdza, że prawo jest dziś odbierane raczej jako bariera niż impuls rozwojowy. Regulacje coraz częściej wymagają od pracodawców dodatkowych inwestycji, zmian organizacyjnych i większych nakładów na obsługę administracyjną. To szczególnie dotkliwe dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie dysponują rozbudowanymi zapleczami prawnymi czy HR-owymipodkreśla dyrektor regionu w Grupie Progres.

Koszty stałe, a praca na „tymczasie”

Rosnące koszty pracy i niepewność regulacyjna wyraźnie odbijają się na planach zatrudnieniowych firm. We wszystkich analizowanych przez GUS branżach więcej przedsiębiorców deklaruje możliwość ograniczenia zatrudnienia niż jego zwiększenia. Najwyższy odsetek wskazań na redukcję etatów występuje w handlu detalicznym (21,8 proc.), przetwórstwie przemysłowym (21,5 proc.) oraz handlu hurtowym (21,2 proc.). Najniższy – choć nadal istotny – w transporcie (17,1 proc.). Zamiar zwiększania zatrudnienia deklaruje jedynie kilka procent firm w każdej branży, a dominującą odpowiedzią pozostaje „nie mam zdania”, co świadczy o dużej ostrożności i wstrzymywaniu decyzji kadrowych.

Dane GUS bardzo dobrze pokazują nastroje panujące dziś na rynku pracy: firmy nie tyle planują masowe zwolnienia, co wchodzą w tryb „czekania i obserwowania”. To tłumaczy wysoki odsetek odpowiedzi wskazujących brak jednoznacznych decyzji dotyczących zatrudnienia. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają elastyczne modele pracy, które pozwalają reagować na zmiany bez długoterminowych zobowiązań kosztowych podsumowuje Iwona Wieczyńska.

Z analiz Grupy Progres wynika, że w ostatnich latach systematycznie rośnie liczba firm, które uwzględniają pracę tymczasową w swoich planach zatrudnieniowych – nie jako rozwiązanie doraźne, lecz jako element stałej polityki kadrowej. W 2024 roku w tej formule pracowało w Polsce ponad 700 tys. osób, a zainteresowanie tą formą zatrudnienia stopniowo rośnie także po stronie kandydatów biorących udział w rekrutacji. Co więcej, jak pokazują dane Agencji, choć nadal niemal połowę pracujących tymczasowo stanowią młodzi do 26. roku życia, ten model zyskuje na popularności we wszystkich grupach wiekowych – 17 proc. zatrudnionych tymczasowo to osoby 50+, a 34 proc. ma od 26 do 49 lat.

DM INC podniósł wycenę Mex Polska do 8,82 zł za akcję

Analitycy DM INC S.A., w aktualizacji raportu analitycznego, 26 stycznia 2026 r. podnieśli wycenę akcji publicznej spółki Mex Polska S.A. do 8,82 zł z 5,44 zł wcześniej (w odniesieniu do raportu pierwotnego z 25 listopada 2025). Decyzja wynika ze znacznego wzrostu przychodów spółki na 2025 rok, które według szacunków Mex Polska S.A. przekroczą 127 mln zł, co oznacza 19% wzrost rok do roku. Silne wyniki operacyjne oraz konsekwentna, dynamiczna ekspansja sieci – zarówno w kluczowych aglomeracjach, jak i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych – skłoniły DM INC S.A. do aktualizacji prognoz, w tym wcześniejszych, bardziej ostrożnych założeń przychodowych. W zaktualizowanym raporcie analitycznym zmieniono także założenia dotyczące tempa rozwoju sieci. W obecnym modelu przyjęto otwarcie 7 nowych lokali w 2026 roku, natomiast w dalszym horyzoncie założono utrzymanie tempa ekspansji na poziomie 6 nowych lokali rocznie.

Podwyższenie wyceny wynika z trwałej poprawy ekonomiki modelu biznesowego Mex Polska, w tym wyższych wolnych przepływów pieniężnych oraz rewizji wartości rezydualnej, przy jednoczesnym obniżeniu średnioważonego kosztu kapitału (WACC) z 14,55% do 13,45%.

Spółka zaraportowała wyraźnie wyższe przychody za IV kw. 2025 r. od naszych oczekiwań, co skłoniło nas do rewizji przyjętych, relatywnie konserwatywnych, założeń w modelu finansowym. Jednocześnie firma charakteryzuje się wysoką dźwignią operacyjną, co przy wzroście przychodów bezpośrednio przekłada się na istotny wzrost przepływów pieniężnych. – mówi dr Albert Trąpczyński, analityk DM INC sporządzający raport.

Zmiany założeń w modelu wynikają z kilku czynników operacyjnych i rynkowych: wyższych od zakładanych przychodów w 2025 r. (127,3 mln zł vs. 118,9 mln zł w pierwotnym raporcie, ok. +5%), rewizji dynamiki sprzedaży like-for-like w istniejących lokalach (z 4,0% do 5,0%), szybszej materializacji dźwigni operacyjnej i poprawy marż EBIT (z 6,3% do 7,5% w 2029 r.), zwiększonego tempa ekspansji do 7 nowych lokali w 2026 r., zawarcia porozumienia z kluczowym akcjonariuszem (które obniża ryzyko z tytułu płynności i tym samym koszt kapitału spółki) oraz zmiany struktury rozwoju w kierunku lokali własnych.

Aktualizacja prognoz i wyceny pokazuje, że strategia Grupy Mex Polska przynosi wymierne efekty: rosnąca sieć lokali, wyższa marża EBITDA i netto, a także dynamiczny wzrost ROE. Konsekwentny, strukturalny rozwój oraz dywersyfikacja marek pozwalają nam nie tylko zwiększać skalę działalności, ale też poprawiać efektywność kapitałową. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Grupa Mex Polska konsekwentnie realizuje strategię multibrandową i hybrydowy model ekspansji, łącząc rozwój lokali własnych i franczyzowych. Na koniec 2025 roku sieć liczyła ponad 60 lokali ( w tym trzy lokale dark kitchen pod marką Spoko Taco), a zgodnie z prognozami DM INC S.A., liczba ta może przekroczyć 90 lokali do końca 2029 roku. Strategia zakłada w dłuższym horyzoncie średnio 6 nowych otwarć rocznie, z naciskiem na wysokomarżowe lokale w dużych miastach i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych, przy jednoczesnym zachowaniu stabilnego finansowania i niskiego poziomu zadłużenia.

Podniesienie wartości docelowej akcji przez DM INC S.A. niemal dwukrotnie względem bieżącego kursu potwierdza atrakcyjność i stabilność modelu biznesowego Grupy Mex Polska. My zaś konsekwentnie koncentrujemy się na dalszym rozwoju marek, zwiększaniu wartości dla akcjonariuszy oraz umacnianiu pozycji na rynku gastronomicznym. – podkreśla prezes Kowalewski.

Ostatni okres w historii działalności grupy był bardzo intensywny: rozszerzono zasięg sieci, odnotowano sukcesywny wzrost przychodów oraz osiągnięcie w dalszej części roku oczekiwanych  rentowności. W listopadzie 2025 r. Zarząd Mex Polska S.A. uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r.

Podsumowanie wyceny      
  Waga Wycena z Aktualizacji Wycena z Raportu
Wycena DCF 90% 8,67 zł 5,10 zł
Wycena porównawcza 10% 10,18 zł 8,48 zł
Wycena 1 akcji Mex Polska S.A.   8,82 zł 5,44 zł
Źródło: Dom Maklerski INC S.A.      

Nationale-Nederlanden PTE dołącza do akcjonariatu Medicalgorithmics

Nationale-Nederlanden Polskie Towarzystwo Emerytalne (NN PTE), największy inwestor instytucjonalny na rynku akcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, objął 8,3% akcji Medicalgorithmics – notowanego na GPW globalnego innowatora branży EKG i obrazowej diagnostyki kardiologicznej. Inwestor dołączył do akcjonariatu nabywając akcje podczas transakcji realizowanej przez Biofund Capital Management LLC, w ramach której do akcjonariatu dołączyło kilkanaście dużych funduszy inwestycyjnych, emerytalnych oraz fundacji rodzinnych.

Medicalgorithmics od 3 lat skutecznie realizuje transformację w podmiot oferujący najwyższej jakości oprogramowanie oraz algorytmy AI do analizy EKG. Polski medtech podpisał w ubiegłym roku rekordowe 20 umów (więcej niż w 2024 roku: 14), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji (+85% w 2025). Przełomowy okazał się jednak czwarty kwartał ur. Spółka odnotowała w tym okresie szacunkowe skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 10,2 mln zł, co daje wzrost na poziomie +74% r/r oraz +42% q/q. Jednocześnie Spółka odnotowała dodatni szacunkowy wynik EBITDA na poziomie 1,0 mln zł.

– Pojawienie się w naszym akcjonariacie największej instytucji finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej pokazuje, jak daleko zaszła Spółka w procesie transformacji modelu biznesowego. Inwestycję odczytujemy jako docenienie tej drogi oraz w wiarę w nasze perspektywy, szczególnie dalszej ekspansji naszego oprogramowania i algorytmów AI do analizy EKG oraz rozwoju projektów R&D na czele z VCAST – komentuje dr Kris Siemionow, Prezes Zarządu oraz udziałowiec Biofund Capital Management LLC.

Nationale-Nederlanden PTE jest w gronie kilkunastu funduszy i fundacji rodzinnych, które nabyły akcje Spółki od Biofund Capital Management LLC, głównego akcjonariusza Medicalgorithmics. W ramach transakcji Biofund sprzedał 2,1 mln akcji Spółki o wartości niemal 70 mln zł. Transakcja była odpowiedzią na duży popyt złożony przez inwestorów po ogłoszeniu przez Spółkę przełomowych szacunkowych wyników za IV kwartał 2025 r.

UJ: nowa metoda podawania temozolomidu w leczeniu glejaka. Lek także donosowo w aerozolu

Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali nową metodę podawania leku stosowanego w terapiach nowotworu mózgu. Potencjalnie pozwala ona zwiększyć efektywność leczenia i poprawić komfort życia pacjentów. Nowe rozwiązanie umożliwia podawanie leku na dwa sposoby – bezpośrednio do mózgu podczas operacji resekcji guza, jak również w aerozolu poprzez jamę nosową chorego.

Opracowana metoda polega na miejscowym podawaniu temozolomidu (TMZ) – obecnie najczęściej stosowanego leku w chemioterapii złośliwego glejaka mózgu – za pomocą innowacyjnych platform biopolimerowych. Ze względu na swoje właściwości nośniki te spełniają kluczowe wymagania dla terapii onkologicznej:

  • uwalniają lek stopniowo w wydłużonym okresie i tylko w tym miejscu, gdzie jest on potrzebny, co powoduje, że silnie toksyczny terapeutyk działa z maksymalną efektywnością przy zminimalizowanych skutkach ubocznych;
  • pozwalają ominąć barierę krew-mózg (barierę biochemiczną oddzielającą krwiobieg organizmu od tkanki nerwowej), która stanowi jedno z głównych wyzwań w obecnie prowadzonych chemioterapiach ośrodkowego układu nerwowego;
  • ich skład chemiczny jest w pełni biokompatybilny (biozgodny) z organizmem pacjenta, przy czym komponenty nośnika mają pozytywne właściwości mogące dodatkowo wspierać leczenie;
  • po podaniu do organizmu nośnik leku nie wykazuje negatywnego oddziaływania na zdrowe komórki tkanek.

Opracowane nośniki TMZ są wynikiem kilkuletniej współpracy interdyscyplinarnego zespołu naukowców z UJ pod medycznym kierunkiem dr n. med. Eweliny Grzywny z Kliniki Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Ominąć barierę krew-mózg

Siłą napędową prac badawczych była potrzeba opracowania rozwiązania, które potencjalnie może stać się wsparciem w terapii glejaka. Standardowa chemoterapia z wykorzystaniem temozolomidu powoduje poważne skutki uboczne, wpływając negatywnie na komfort życia pacjentów. Wynika to stąd, iż silnie toksyczny lek podawany jest doustnie, lub rzadziej dożylnie, działa ogólnoustrojowo, czyli na cały organizm, a nie tylko na komórki nowotworowe.

– Zależało nam na opracowaniu sposobu podawania TMZ bezpośrednio do mózgu zajętego przez nowotwór, tak by pominąć krążenie ogólnoustrojowe pacjentów. Jeśli uda się spełnić ten warunek, działanie TMZ będzie maksymalnie efektywne, a skutki uboczne jego użycia minimalne. Przez kilka lat pracowaliśmy nad uniwersalnymi systemami biopolimerowymi, które w przyszłości mogą być powszechnie wykorzystane przez środowisko medyczne jako nośnik leków. Na obecnym etapie badań mogę powiedzieć, że mamy obiecujące wyniki – mówi dr Ewelina Grzywna ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Lek podawany przez nos

Co ważne, opracowane na UJ kompozycje pozwalają podawać TMZ nie tylko w trakcie operacji usuwania guza (bezpośrednio, jako substancja wyścielająca miejsce po usuniętym guzie), ale także przez jamę nosową – w postaci aerozolu z użyciem atomizera.

– Donosowa metoda podania TMZ jest małoinwazyjna. W tym przypadku lek, który powoli jest uwalniany z preparatu żelowego, przedostaje się do mózgu poprzez znajdujące się w jamie nosowej zakończenia nerwowe nerwów węchowego i trójdzielnego, nie przenikając w znacznych ilościach do krwiobiegu chorej osoby. Opracowany przez nas nośnik ma właściwości mukoadhezyjne, co oznacza, iż ulega on wolniejszej migracji z nosa do gardła wraz ze śluzem i przylega do śluzówki, przez co może dłużej działać – wyjaśnia współtwórczyni technologii, dr hab. Joanna Lewandowska-Łańcucka, prof. UJ z Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Aplikowanie TMZ bezpośrednio do loży po usuniętym guzie, jak i drogą donosową może zmienić dotychczasowe metody leczenia nowotworów mózgu. Na świecie nie ma jeszcze ani jednej dopuszczonej do stosowania medycznego formulacji tego leku. Jednocześnie podkreślamy, że ta nowatorska metoda nie oznacza próby eliminowania tradycyjnego, systemowego leczenia chemioterapeutycznego. Może być natomiast elementem uzupełniającym terapię, propozycją dla tych osób, które nie kwalifikują się do standardowego leczenia systemowego – dodaje współtwórczyni technologii, mgr Aleksandra Krajcer ze Szkoły Doktorskiej Nauk Ścisłych i Przyrodniczych UJ.

Zaawansowane prace badawcze

Dotychczas zespół przeprowadził szereg badań niezbędnych do tego, by opracowaną technologię wprowadzić do praktyki medycznej. Naukowcy wykazali w badaniach in vitro, że nowy nośnik uwalnia lek stopniowo i w sposób kontrolowany, co powoduje, że terapeutyk działa w dłuższym okresie, a to zwiększa jego skuteczność. Poza tym opracowana kompozycja do śródoperacyjnego podawania TMZ ma odpowiednio niskie parametry pęcznienia, co jest kluczowe w zastosowaniu miejscowym – preparat nie powoduje ucisku na tkankę (tzw. efektu masy) i powstawania miejscowego nadciśnienia.

– Nasze badania wykazały, że TMZ, który jest stopniowo uwalniany z nośnika, w warunkach laboratoryjnych działa na komórki nowotworowe glejaka hamując ich podział na poziomie 90%. Poza tym, opracowana przez nas kompozycja pomyślnie przeszła badania biokompatybilności w warunkach in vitro/ex vivo. Wiemy, że nośnik leku nie jest szkodliwy dla zdrowych komórek organizmu – mówi współtwórczyni technologii dr Alicja Hinz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czym jest nowy nośnik TMZ?

Opracowana technologia to specjalny hydrożel uzyskiwany z połączenia metakrylowanych biopolimerów: żelatyny, chitozanu oraz kwasu hialuronowego. Są one sieciowane światłem UV w obecności fotoinicjatora. Opracowany tą metodą system może zawierać wbudowany w jego strukturę temozolomid (TMZ) – zarówno w formie wolnej, jak i zmodyfikowanej.

Podany do organizmu preparat ulega powolnej biodegradacji, a zawarty w nim lek jest stopniowo uwalniany. Daje to istotne korzyści w porównaniu do ogólnoustrojowego podawania zwiększonych dawek TMZ. Toksyczny lek działa przede wszystkim w miejscu jego podania, a nie ogólnoustrojowo i dodatkowo okres jego działania ulega wydłużeniu.

Warto zaznaczyć, że użyte do zbudowania nośników komponenty, czyli chitozan i kwas hialuronowy korzystnie oddziałują na organizm człowieka. Chitozan wykazuje działania przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwkrwotoczne, a kwas hialuronowy jako żelowa matryca międzykomórkowa wspomaga gojenie ran i również wykazuje działanie przeciwzapalne.

Droga do komercjalizacji

Opracowane na UJ biopolimerowe nośniki TMZ oraz metody jego podawania są przedmiotem kilku zgłoszeń patentowych. Centrum Transferu Technologii UJ (CITTRU), które odpowiada za komercjalizację opracowanych rozwiązań, obecnie nawiązuje relacje z partnerami z branży biomedycznej i farmaceutycznej, z którymi będzie możliwe przeprowadzenie dalszych badań.

– Dotarliśmy do tego momentu rozwoju technologii, w którym konieczne jest nawiązanie współpracy z wyspecjalizowanymi podmiotami w celu przeprowadzenia badań klinicznych. Dzięki tym badaniom będzie można ostatecznie uznać, że opracowane metody podawania TMZ są skuteczne i bezpieczne dla pacjentów. Fazy badań klinicznych wymagają zaangażowania znacznych środków finansowych i są długotrwałe, niemniej ufam, że opracowane przez nas zespół naukowy technologie w przyszłości trafią na rynek – powiedziała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU UJ.

Współtwórcami przedstawionych technologii są także dr hab. Monika Bzowska, prof. UJ i mgr Sylwia Stankiewicz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, a także Adrian Grzonka z Wydziału Chemii UJ. Badania zostały sfinansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki w ramach projektu OPUS 21 pt. „W poszukiwaniu rozwiązań dla ograniczeń stosowania temozolomidu (TMZ) w terapii glejaka mózgu”.

Sprzedaż detaliczna w grudniu 2025 mocno w górę. GUS: +12,5% m/m i +5,3% r/r

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za grudzień 2025 r. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła aż o 12,5 proc. w porównaniu z listopadem i była wyższa niż przed rokiem o 5,3 proc. Z jednej strony to wyraźny efekt sezonu świątecznego, który w 2025 r. przyniósł znacznie mocniejszą dynamikę niż rok wcześniej (1,9 proc.). Ale to coś więcej: pozytywne podsumowanie całego, dobrego dla sprzedaży, roku.

Skąd taki optymizm? W ujęciu całorocznym sprzedaż detaliczna w 2025 r. wzrosła o 4,3 proc. rok do roku (wobec 2,7 proc. w 2024 r.). To potwierdza, że końcówka roku była nie tylko sezonowym impulsem, ale także dopełnieniem stopniowej poprawy konsumpcji obserwowanej od drugiego kwartału 2025 r.

Online vs. offline. Tu nie ma miejsca na rywalizację

W handlu internetowym grudzień przyniósł obraz zgodny z historycznym schematem. Wartość sprzedaży online rośnie – tym razem była o 4,5 proc. wyższa niż przed rokiem, jednak jej udział w sprzedaży ogółem spadł z 11,0 proc. w listopadzie do 10,1 proc. w grudniu. To zjawisko powtarzalne i naturalne – w grudniu część zakupów wraca do kanałów stacjonarnych, a decyzje zakupowe są częściej podejmowane pod presją czasu, dostępności produktu i natychmiastowego odbioru. Jednocześnie dane miesiąc do miesiąca pokazują, że sprzedaż internetowa wzrosła o 3 proc. względem listopada, co potwierdza, że kanał online pozostaje istotnym beneficjentem świątecznego szczytu.

Struktura sprzedaży internetowej w grudniu pokazuje dojrzały rynek, w którym e-commerce stanowi stabilny element świątecznego ekosystemu zakupowego. Choć część konsumentów wraca do sklepów stacjonarnych, sprzedaż online nadal koncentruje się na kategoriach wymagających wcześniejszego researchu, porównań cen i planowania zakupów. To potwierdza, że spadek udziału e-commerce w grudniu nie oznacza osłabienia kanału, lecz raczej sezonowe przesunięcie akcentów między kanałami sprzedaży.

Tajemnicą poliszynela jest to, że w niektórych firmach istnieje bardziej lub mniej poważny konflikt pomiędzy działami odpowiadającymi za sprzedaż internetową a stacjonarną. Z pewną trudnością przychodzi im zaakceptowanie faktu, że grają do jednej bramki. Wyciągają krótkoterminowe dane, żeby udowodnić swoje tezy o zabieraniu klienta offline przez online i na odwrót, o kanibalizowaniu sprzedaży etc. W ciągu całego roku te wahania się wyrównują i wskazują niezbędność każdego kanału.

E-commerce rośnie na urządzaniu domu

Szczególnie wyraźnie widać to w kategorii meble, RTV, AGD, która w grudniu pozostaje jednym z filarów sprzedaży internetowej. W ujęciu rok do roku sprzedaż online w tej kategorii wzrosła o 17,5 proc., a miesiąc do miesiąca aż o 13,1 proc. Jednocześnie udział e-commerce w całkowitej sprzedaży tej grupy zwiększył się do 21,8 proc., co potwierdza, że nawet w miesiącu sprzyjającym zakupom stacjonarnym konsumenci chętnie realizują większe i droższe transakcje w kanale online. To jeden z najbardziej dojrzałych segmentów e-commerce, w którym internet stał się naturalnym miejscem zakupu sprzętu wysokiej wartości.

Samochody ciągle do przodu, ale wolniej

Od początku roku silnym motorem wzrostu sprzedaży internetowej pozostaje kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części. W grudniu wzrost sprzedaży detalicznej w tej grupie wyniósł 13,1 proc. rok do roku, a w całym 2025 r. była ona wyższa o 11,1 proc. w porównaniu z 2024 r. W ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż również wzrosła – o 4,1 proc., co pokazuje, że popyt w tej kategorii utrzymuje się na wysokim poziomie także poza szczytem promocyjnym.

W kanale online dynamika sprzedaży w kategorii pojazdy samochodowe, motocykle, części pozostaje bardzo wysoka – w grudniu sprzedaż była o 474,7 proc. wyższa niż przed rokiem. Jednak w ujęciu miesiąc do miesiąca odnotowano spadek o 24,3 proc., będący pierwszym cofnięciem po trzech miesiącach dynamicznych wzrostów. To może sugerować, że listopadowy szczyt miał charakter wyjątkowo silny, a część popytu została zrealizowana wcześniej. Jeśli chodzi o udział sprzedaży internetowej towarów z tej kategorii, to w grudniu wyniósł 4,9 proc. Choć był niższy niż w październiku i listopadzie, kiedy osiągnął szczytowe jak dotąd poziomy, przekraczając znacznie 6 proc., nadal pozostaje wyraźnie wyższy niż w poprzednich latach.

RODO: łącznie 7,1 mld euro kar od wejścia w życie przepisów, 1,2 mld w 2025

Łączna wartość kar nałożonych przez europejskich regulatorów za naruszenia Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) od wprowadzenia przepisów w 2018 roku wyniosła 7,1 mld EUR, wynika z najnowszego raportu kancelarii DLA Piper – GDPR Fines and Data Breach Survey. W 2025 roku drastycznie wzrosła liczba zgłoszeń naruszenia ochrony danych osobowych, co eksperci wiążą z rosnącym zagrożeniem cyberatakami oraz upowszechnieniem narzędzi AI wykorzystywanych do tego celu. W Polsce liczba zgłoszeń wzrosła o jedną trzecią.

Wartość kar nałożonych w 2025 roku w Europie przez organy nadzoru wyniosła 1,2 mld EUR, co stanowi wynik zbliżony do tego z 2024 roku. W ubiegłym roku największą karą pieniężną o wartości 530 mln EUR została ukarana firma z sektora mediów społecznościowych, z powodu niezapewnienia odpowiedniego poziomu ochrony w związku z transferem danych osobowych do Chin. Rekordową karę nałożył irlandzki organ nadzoru.

– Zeszłoroczny poziom kar pokazuje, że europejskie organy regulacyjne pozostają bardzo aktywne. Tę aktywność widać szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo informacji, międzynarodowe transfery danych, transparentność, a także w kwestii wykorzystania danych do rozwoju sztucznej inteligencji – mówi Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem prawa własności intelektualnej i nowych technologii (IPT) w DLA Piper w Warszawie.

O ponad jedną piątą wzrosła w 2025 roku liczba zgłoszeń naruszeń danych osobowych w Europie, osiągając średnio 443 zgłoszeń dziennie. Podobnie jak w ostatnich latach trzy kraje – Holandia, Niemcy i Polska zajmują czołowe miejsca pod względem liczby zgłoszonych naruszeń bezpieczeństwa danych. W 2025 roku w Holandii zgłoszono 39 773 naruszeń, a w Niemczech 34 467. W Polsce liczba zgłoszonych naruszeń wzrosła rok do roku o 4 779 przypadków, czyli o 33 proc. i wyniosła 19 065, wynika z analiz DLA Piper.

– Silny wzrost liczby naruszeń pokazuje jak ważne jest cyberbezpieczeństwo, coraz większa liczba cyberataków na systemy IT przekłada się na liczbę naruszeń – dodaje Ewa Kurowska-Tober. Ta sytuacja powinna skłonić firmy do skupienia się na obszarze bezpieczeństwa danych w nadchodzącym roku, zaniedbanie oznacza rosnące ryzyko strat finansowych i wizerunkowych związanych z cyberatakami. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że wraz z rozwojem sztucznej inteligencji pojawiają się nowe zagrożenia związane z ochroną danych, na które wiele organizacji nie jest dziś przygotowane.

Irlandia pozostaje liderem pod względem wysokości kar nałożonych od momentu wejścia w życie RODO w maju 2018 roku. Urząd ochrony danych osobowych tego kraju nałożył już kary o łącznej wartości 4,04 mld EUR. Na drugim miejscu plasuje się Francja z łącznymi karami w wysokości 1,13 mld EUR, a na trzecim Luksemburg z 747 mln EUR. W Polsce łączna wartość kar wydanych od 2018 roku przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych wyniosła 22,3 mln EUR. Choć uwagę regulatorów w ostatnim roku w coraz większym stopniu przyciągały firmy świadczące usługi finansowe, telekomunikacyjne i dostawcy usług użyteczności publicznej, najwyższe kary w Europie nadal dotyczą podmiotów z branży technologicznej i mediów społecznościowych – dziewięć z dziesięciu najwyższych kar w historii otrzymały firmy właśnie z tego sektora.

Patrząc na wysokość kar nałożonych w ostatnich kilku latach, wyraźnie widzimy, że europejscy regulatorzy nie ulegają presji pomimo rosnącej krytyki ich działań spoza Europy i nadal są skłonni twardo egzekwować przestrzeganie przepisów w zakresie ochrony danych – mówi Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w warszawskim biurze DLA Piper.

Kar związanych z wykorzystaniem danych osobowych nie uniknęły też firmy rozwijające produkty oparte na AI. Włoski organ nadzoru ukarał firmę Luka Inc. w związku z jej usługą Replika, chatbotem z interfejsem głosowym i pisemnym opartym na generatywnej sztucznej inteligencji. Regulator uznał, że firma naruszyła przepisy RODO, ponieważ nie określiła podstawy prawnej operacji przetwarzania danych, nie dostarczyła odpowiednich klauzul informacyjnych, a także nie wdrożyła żadnych mechanizmów weryfikacji wieku użytkowników.

Europejscy regulatorzy nadal aktywnie monitorują wykorzystanie danych do szkolenia modeli językowych, ale znajdują się pod coraz większą presją, by ochrona danych nie stała na przeszkodzie innowacji zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym. Propozycje zmian w prawie wysuwane w ostatnich miesiącach miałyby zakładać wyjątki od przepisów RODO związane z wykorzystaniem danych osobowych na potrzeby rozwoju AI na podstawie „prawnie uzasadnionego interesu”, z zachowaniem zabezpieczeń takich jak minimalizacja danych, przejrzystość i prawo do sprzeciwu – dodaje Piotr Czulak.

Raport DLA Piper objął 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, a także Wielką Brytanię, Norwegię, Islandię i Liechtenstein.

PINK: rynek biurowy w regionach odbija. Najem +85% kw/kw w IV kw. 2025

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za IV kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec IV kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 724 300 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 842 300 mkw.), Wrocław (1 337 600 mkw.) oraz Trójmiasto (1 067 000 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku do użytku oddano jeden obiekt biurowy o powierzchni 2,500 mkw. – Bukowska 144 w Poznaniu, zrealizowany przez prywatnego inwestora.

Na koniec grudnia 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było oferowane około 1 138 800 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 16,9% (spadek o 0,8 p.p. względem III kwartału 2025 roku i 0,9 p.p. wobec analogicznego okresu 2024 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 21,6%, a najniższy w Szczecinie – 6,4%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w IV kwartale 2025 roku wyniósł 249 300 mkw., co jest wynikiem o 84% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 13% wyższym względem analogicznego okresu 2024 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte we Wrocławiu (75 600 mkw.), Krakowie (65 700 mkw.) oraz Trójmieście (41 800 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku odnowienia obecnych umów najmu odnotowały największy udział – 48% – w wolumenie transakcji. Nowe umowy stanowiły 42%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków stanowiły 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji odnotowanych w IV kwartale 2025 roku znalazły się m.in. przedłużenie umowy najmu na 12 600 mkw. przez Align Technology w budynku Wrocławski Park Biznesu Bierutowska Park III we Wrocławiu, przedłużenie i ekspansja na łączną powierzchnię 12 200 mkw. przez poufnego najemcę z sektora bankowości w budynku Olivia Star w Gdańsku oraz nowa umowa najmu na 8 600 mkw. w Grundmanna Office Park A w Katowicach, wynajęta przez Wartę.

Rynek LPG wobec nowych sankcji

Udział importu rosyjskiego gazu płynnego LPG w imporcie do Polski spadł w 2025 roku z ok. 45 procent do ok. 13 procent w listopadzie. W tej sytuacji na początku 2026 r. bardziej na ceny LPG wpływa pogoda za oknem niż sankcje na Rosję. Zakładamy, że w 2026 roku ceny autogazu nie powinny się istotnie zmieniać. Tymczasem LPG pozostaje trzecim najważniejszym paliwem transportowym w Polsce z udziałem przekraczającym 8 procent całej sprzedaży. Utrzymuje też trwałą pozycję jako jedno z kluczowych paliw w krajowym miksie energetycznym – w szczególności jest trudny do zastąpienia na obszarach ze słabo rozwiniętą infrastrukturą sieciową.

– Jak zastępujemy na stacjach rosyjski gaz? Za około 70% przywozów do Polski odpowiadają dziś państwa Europy Zachodniej i Północnej, a przede wszystkim szybko rośnie import ze Stanów Zjednoczonych. USA są dziś zdecydowanie największym producentem LPG na świecie. Całkowity eksport z Teksasu jest czterokrotnie większy niż eksport z Emiratów, drugiego największego globalnego eksportera. Amerykańska produkcja i transporty LPG do Europy biją historyczne rekordy. Już w pierwszej połowie 2025 roku udział USA w dostawach do portów Morza Północnego sięgnął 2/3 i nadal rośnie. To właśnie ten gaz, przeładowywany na mniejsze statki lub na wagony kolejowe, trafia potem do Polski. Poza ujemnymi temperaturami nie widać w tym momencie czynników, które mogłyby wpływać na wzrost cen autogazu w Polsce. Całkowitego odcięcia od dostaw z Rosji nie powinniśmy na stacjach odczuć – komentuje Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP).

Po 11 miesiącach 2025 r. udział gazu rosyjskiego w strukturze importu LPG do Polski wynosił niespełna 13%. Największym dostawcą pozostaje Szwecja z udziałem ok. 25% przed Norwegią (17%) i Stanami Zjednoczonymi (14%), które w ciągu minionego roku awansowały na trzecie miejsce. W tym samym okresie terminale morskie przejęły dominującą rolę w zaopatrzeniu rynku krajowego, zastępując dostawy kolejowe. Ich udział w imporcie gazu płynnego do Polski wzrósł z 29% w 2024 r. do 57% w 2025 r. W ciągu roku Polska odwróciła się od wschodu i zwróciła ku Bałtykowi.

Dlaczego sankcje zostały rozszerzone

Gdy Unia Europejska nałożyła sankcje na import z Rosji gazu płynnego od grudnia 2024 r., pozostawiła poza zakazem butan o czystości ponad 95% oraz izobutan. Stało się tak dlatego, że były one w przeszłości wykorzystywane przede wszystkim do produkcji przemysłowej – na przykład pianek montażowych, kosmetyków w sprayu, aerozoli medycznych czy polistyrenowych opakowań.

Po wejściu w życie 12. pakietu sankcji nawet czterokrotnie wzrósł import wyłączonego z embargo czystego butanu z Rosji. Osiągnął on szczyt w marcu ubiegłego roku, kiedy wwieziono do Polski blisko 40 tys. ton gazu wobec 8 tys. ton średniomiesięcznego poziomu importu w latach ubiegłych. Nie był to efekt ożywienia przemysłowego, a zmiany modelu biznesowego. Niektórzy przedsiębiorcy w miejsce objętej sankcjami rosyjskiej mieszanki, sprowadzali ze Wschodu czysty butan i mieszali go z propanem sprowadzanym z innych kierunków, aby wprowadzać tak uzyskaną mieszankę na krajowe stacje paliw.

Ważną przesłanką rozszerzenia sankcji były też czynniki geopolityczne. We wrześniu 2025 r. naruszenia przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony skłoniły Radę Europejską do przyjęcia 23 października kolejnego pakietu sankcyjnego, który objął tym razem wszystkie frakcje klasyfikowane jako LPG. Całkowity zakaz importu gazu płynnego do Unii Europejskiej wszedł w życie 26 stycznia 2026 r. Okres przejściowy zapewniły sobie jedynie Węgry, które jeszcze do lipca mogą sprowadzać rosyjski butan bez prawa sprzedaży go innym podmiotom.

Nowe ATH na złocie i srebrze. Rynek wchodzi w kolejną fazę hossy

Rynek metali szlachetnych wszedł w nową fazę historycznej hossy. Złoto i srebro ustanowiły w poniedziałek kolejne absolutne rekordy cenowe, reagując na narastające napięcia geopolityczne, presję polityczną wokół Rezerwy Federalnej oraz oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej w USA.

W poniedziałek 26 stycznia 2026 roku cena złota ustanowiła kolejny absolutny rekord, przekraczając 5100 USD za uncję – poziom, który jeszcze kilka miesięcy temu większość analityków uznawała za scenariusz odległy. Równocześnie srebro również zanotowało rekordowe maksimum, z ceną 110 USD za uncję, co jest najwyższym poziomem w dziejach notowań tego metalu.

Napędzającym siłą tego ruchu jest przede wszystkim zwiększony popyt na aktywa “bezpiecznej przystani” w obliczu rosnącej niepewności globalnej. Ostatnie tygodnie przyniosły kumulację czynników, które w naturalny sposób kierują kapitał w stronę metali szlachetnych – od napięć geopolitycznych, przez presję na politykę monetarną USA, po coraz śmielsze prognozy cenowe największych instytucji finansowych.

Geopolityka wraca na pierwszy plan

Jednym z kluczowych czynników stojących za dynamicznym wzrostem cen są działania administracji Donalda Trumpa, które w styczniu wywołały silne turbulencje na rynkach finansowych. Szczególne emocje wzbudziła kwestia Grenlandii. Prezydent USA publicznie zasugerował, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad wyspą, argumentując to koniecznością jej ochrony przed wpływami Rosji i Chin.

Choć później, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Trump zapewniał, że nie planuje użycia siły, a po rozmowach z przedstawicielami Danii ogłosił „postępy w negocjacjach”, rynki odebrały te komunikaty jako element presji politycznej, a nie realnego uspokojenia sytuacji. Dodatkowo, w tle pojawiły się groźby wprowadzenia ceł wobec Unii Europejskiej. To wystarczyło, by kapitał ponownie zaczął szukać bezpiecznych przystani.

Trump serwuje “TACO”?

W komentarzach rynkowych coraz częściej pojawia się pojęcie „TACO” – skrót od „Trump Always Chickens Out”, opisujący schemat, w którym prezydent USA wysuwa bardzo daleko idące żądania, by następnie częściowo się z nich wycofać pod presją rynków. Choć mechanizm ten bywa wykorzystywany spekulacyjnie, sam fakt jego istnienia zwiększa zmienność i niepewność.

W Davos premier Kanady Mark Carney wprost mówił o końcu dotychczasowego ładu i konieczności znalezienia nowej równowagi pomiędzy dominacją USA i Chin a interesami mniejszych i średnich państw. Historycznie takie momenty sprzyjały wzrostowi znaczenia złota jako neutralnego, ponadnarodowego aktywa.

Coraz silniejsza presja na Fed

Dodatkowym impulsem dla rynku są wydarzenia wokół amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Słabsze od przewidywań dane makroekonomiczne i oczekiwania kolejnych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych sprawiają, że koszt alternatywny trzymania złota maleje. Osłabienie dolara amerykańskiego, które obserwujemy w tym okresie, również wzmacnia pozycję kruszcu.

Jednocześnie narasta presja polityczna na Fed oraz spekulacje dotyczące przyszłości Jerome’a Powella, co rodzi pytania o niezależność banku centralnego USA. Każde osłabienie wiarygodności polityki monetarnej Stanów Zjednoczonych historycznie działało na korzyść złota.

Srebro rośnie szybciej niż złoto

W przypadku srebra do klasycznych czynników “safe-haven” dochodzi także popyt przemysłowy i strukturalne deficyty podaży. Srebro jest szeroko wykorzystywane w sektorach takich jak elektronika, fotowoltaika czy produkcja baterii, a ograniczenia eksportowe ze strony dużych producentów, takich jak Chiny, dodatkowo zwiększają presję na dostępność metalu. W efekcie jego wzrosty procentowe od początku roku są znacznie wyższe niż wzrosty cen złota, co potwierdza zarówno fundamentalne, jak i techniczne przesłanki do ekspansji.

Podsumowując, dzisiejsze ATH na rynku złota i srebra to nie jednorazowy impuls, ale wynik złożenia się wielu podstawowych czynników: intensyfikacji napięć geopolitycznych, oczekiwań dotyczących polityki monetarnej, relatywnego osłabienia dolara oraz fundamentalnego popytu inwestycyjnego i przemysłowego. W takich warunkach złoto i srebro nie tylko reagują na krótkoterminowe wstrząsy, ale również potwierdzają swoją rolę strategii długoterminowej ochrony kapitału.

Banki podnoszą prognozy, a Dubaj umacnia swoją pozycję

Nie bez znaczenia pozostają również prognozy cenowe największych banków inwestycyjnych. Goldman Sachs podniósł swoją prognozę ceny złota na koniec 2026 roku do poziomu 5400 dolarów za uncję. Jeszcze niedawno takie poziomy uznawano za skrajnie agresywne, dziś coraz częściej pojawiają się w bazowych scenariuszach analitycznych. To pokazuje, że rynek zaczyna traktować wysokie ceny złota nie jako chwilową anomalię, lecz efekt długoterminowych zmian strukturalnych.

Na globalnej mapie rynku złota coraz wyraźniej zaznacza się także rola Dubaju. Dubai Gold Commodities Exchange odnotowała w minionym roku ponad 30-procentowy wzrost wolumenu obrotu oraz wzrost wartości kontraktów o 47 miliardów dolarów. Akredytacja przyznana przez Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych ułatwia europejskim inwestorom dostęp do tego rynku, a Dubaj staje się jednym z kluczowych centrów handlu fizycznym kruszcem. Szacuje się, że przez ten hub przepływa dziś około 15 procent światowego złota.

Metale szlachetne strategicznym aktywem w portfelu

Warto również spojrzeć na rynek metali szlachetnych szerzej. Rok 2025 był wyjątkowo silny nie tylko dla złota, które wzrosło o około 64 procent, osiągając największy roczny wzrost od 1979 roku, ale także dla srebra. Cena srebra wzrosła w ubiegłym roku o około 157 procent, napędzana deficytami podaży, rosnącym popytem przemysłowym oraz uznaniem srebra za minerał krytyczny w USA. Platyna i pallad również notowały silne wzrosty, potwierdzając, że inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują portfele w kierunku metali.

Wszystko to składa się na obraz rynku, na którym złoto i srebro nie są już wyłącznie „bezpieczną przystanią na czas kryzysu”, ale elementem strategicznego zabezpieczenia kapitału w świecie permanentnej niepewności. W obecnym otoczeniu gospodarczym i politycznym pytanie nie brzmi, czy metale szlachetne mają jeszcze sens w portfelu, lecz jak dużą rolę powinny w nim odgrywać.

Nowa zagraniczna inwestycja Grupy Selena: spółka planuje w Kazachstanie budowę drugiego zakładu produkcji tynków i zapraw

Rynki Azji Centralnej są jednymi z priorytetowych kierunków rozwoju działalności Grupy Selena poza granicami Polski. Wśród nich na czele jest Kazachstan, w którym działa ona już od 23 lat. To tu, w Astanie, 9 lat temu firma zbudowała pierwszy zakład produkcyjny zapraw suchych. Polski gigant sektora chemii budowlanej nie zwalnia jednak tempa. Selena rozpoczyna kolejną inwestycję w Kazachstanie – budowę zakładu produkcji tynków i zapraw klejowych.

W ramach inwestycji, Grupa Selena planuje budowę oraz wyposażenie w niezbędną infrastrukturę zakładu produkcyjnego na południu Kazachstanu. Inwestycja zwiększy moce produkcyjne firmy i pozwoli na wytwarzanie wysokiej jakości, nowoczesnych produktów chemii budowlanej.

Grupa Selena prowadzi w Kazachstanie działalność od 2002 roku i od tego czasu zbudowała silną pozycję lidera lokalnego rynku. Tytan Professional® – wiodąca marka w portfolio grupy – jest tam obecnie najbardziej rozpoznawalną marką produktów chemii budowlanej.

– Kazachstańscy budowniczy wymagają coraz wyższej jakości produktów dlatego marka TYTAN cieszy się tam niesłabnącym zainteresowaniem. Zapowiadana inwestycja jest zarówno odpowiedzią na wciąż rosnący popyt na suche mieszanki budowlane jak i potwierdzeniem naszego trwałego zaangażowania w gospodarkę kraju.– mówi Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena. – Na bieżąco śledzimy analizy ekonomiczne, które jednoznacznie wskazują, że gospodarka Kazachstanu pozostaje w trendzie wzrostu. Chcemy wykorzystać ten potencjał także w kontekście jego doskonałego położenia geograficznego. Traktujemy Kazachstan jako strategiczne i najbardziej efektywne miejsce do dalszej ekspansji w tej części świata. Nasza obecność w regionie rozwija się także w takich krajach jak Kirgistan i Uzbekistan. Dlatego nowy zakład produkcyjny powstaje na południu Kazachstanu. – dodaje Sławomir Majchrowski.

Celem Seleny jest zapewnienie budowniczym wysokiej jakości materiałów tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zaufanie jakie przez lata uzyskała główna marka Seleny Tytan Professional®, pozwala firmie podejmować kolejne decyzje inwestycyjne przyczyniające się do rozwoju lokalnej gospodarki oraz stworzenia nowych miejsc pracy.

Szacowany koszt najnowszej inwestycji Grupy Selena w Kazachstanie to ok. 5 mln euro. Projekt zakłada możliwość rozszerzenia inwestycji w przyszłości o kolejną linię produkcyjną.

Cena złota przekroczyła 5000 USD za uncję. Trzeci rekord w rok i nowa era dla kruszcu

0

Złoto przekroczyło barierę 5000 USD za uncję. To trzeci historyczny rekord w ciągu niecałych 12 miesięcy – po poziomach 3000 USD w marcu 2025 r. i 4000 USD w październiku 2025 r. Granica, która jeszcze 2–3 lata temu nie śniła się nawet największym entuzjastom kruszcu, właśnie została trwale złamana. Polacy to dostrzegają i coraz częściej inwestują w złoto, co potwierdzają najnowsze badania.

To nie jest jednorazowy skok cenowy, tylko efekt długiego, konsekwentnego trendu. Złoto weszło w fazę strukturalnego wzrostu już jesienią 2022 roku, startując z poziomu 1615 USD za uncję.

Od tego momentu każdy kolejny kwartał dokłada nowe czynniki popytowe: od wojny na Ukrainie i globalnych ryzyk geopolitycznych, przez zamrażanie dolarowych aktywów, co zmusiło wiele krajów do szukania alternatyw, aż po ostatni rok w wykonaniu Donalda Trumpa, który coraz agresywniej podbija stawkę w geopolitycznej grze, nasilając procesy de-globalizacji, wzajemnych sankcji i walki o surowce – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

W tym kontekście złoto – mimo że nie generuje odsetek – coraz częściej traktowane jest jako realna alternatywa dla obligacji skarbowych, a nie tylko klasyczna „bezpieczna przystań”. Symboliczna bariera 5000 USD nie jest więc zaskoczeniem, lecz logicznym etapem procesu, który trwa od ponad dwóch lat.

Równolegle zmienia się zachowanie inwestorów indywidualnych. W najnowszym badaniu firmy Tavex złoto wskazało już 16% respondentów jako formę inwestowania oszczędności (wzrost z 13% r/r), co daje mu czwarte miejsce w rankingu aktywów inwestycyjnych – za lokatami, funduszami i giełdą. Co kluczowe, 34% inwestujących w złoto deklaruje, że wybiera je dlatego, że długofalowo zabezpiecza oszczędności, a nie w celach spekulacyjnych.

Rekord 5000 USD domyka ten obraz. Złoto przestaje być „aktywem kryzysowym”, a zaczyna funkcjonować jako strategiczny element architektury bezpieczeństwa finansowego – zarówno w portfelach prywatnych inwestorów, jak i w politykach banków centralnych. I tak oto dochodzimy do kamienia milowego, jakim jest bariera 5000 USD. Dochodzimy tu świetnie przygotowani, bo z 550 tonami kruszcu w rezerwach Narodowego Banku Polskiego (i apetytem na więcej)! – podsumowuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Nowy rekord to już nie emocja rynku. To zmiana systemowa – dodaje.

Warszawski rynek biurowy: rekord popytu i coraz mniej biur w centrum. Czy czynsze pójdą jeszcze wyżej?

Finał 2025 roku przyniósł na warszawskim rynku biurowym nowy rekord – w IV kwartale wynajęto blisko 310 tys. mkw., co jest najlepszym kwartalnym wynikiem w historii stolicy. Taki rezultat sprawił, że popyt zanotował rok do roku 7% wzrost, a dostępność biur w strefie centralnej stopniała do zaledwie 6,1%. Co za tym idzie, czynsze w budynkach klasy premium wciąż pną się w górę. Jak podkreślają eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, w obliczu prognozowanej na 2026 rok skromnej podaży rzędu 75 tys. mkw., rynek wysyła najemcom jasny komunikat: czas na odważne decyzje to „teraz”.

PODAŻ: nowe projekty wyłącznie w najatrakcyjniejszych lokalizacjach

Rok 2025 zakończył się z zasobami powierzchni biurowej w Warszawie na poziomie 6,23 mln mkw. Według szacunków Cushman & Wakefield rynek ten może powiększyć się w 2026 roku jedynie o ok. 75 000 mkw. Większość, bo aż 75% powierzchni planowanej do oddania w tym czasie znajduje się w strefie centralnej, z kolei poza centrum spodziewane jest ukończenie budynków Vena (PHN) oraz Puławska 533 (Forest Project).

Ostatni kwartał minionego roku nie przyniósł zmiany w naszych prognozach na najbliższe lata. Wysokie koszty finansowania i budowy, dość ostrożne podejście firm do zmiany siedziby czy coraz mniejsza dostępność terenów w preferowanym obszarze centrum – te czynniki decydują o utrzymaniu się niskiego poziomu nowej podaży. Mimo to w centrum miasta, poza budową wieży biurowej Skyliner II (Karimpol) oraz flagowego wieżowca Upper One (Strabag RE), rozpoczęła się również konstrukcja wysokościowego biurowca Afi Tower (Afi/ Echo Investment). Dalsze planowane inwestycje obejmują prace nad II etapem kompleksu VIBE (Ghelamco) oraz procesem wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na miejscu którego inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowej inwestycji biurowej o nazwie LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: rekord na finiszu roku

Całkowita aktywność najemców w 2025 roku wyniosła 794 100 mkw., co oznacza wzrost r/r o ok. 7%. Do takiego wyniku przyczynił się rekordowy popyt zaobserwowany w IV kwartale 2025 roku – 309 850 mkw. – największa wartość kwartalna zaobserwowana w Warszawie od początku prowadzenia statystyk.

Chociaż w I i III kwartale przeważały nowe umowy, to w ciągu całego ubiegłego roku struktura transakcji została zdominowana przez renegocjacje – 50%. Udział nowych umów z kolei wyniósł 40%, ekspansji 6%, a powierzchnia zajęta przez właściciela odpowiadała za 4% całości wynajętej powierzchni. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania powierzchnią biurową w Warszawie przyczynia się szybki rozwój centrów usług wspólnych, natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutyki”, wylicza Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Wśród transakcji zawartych w IV kwartale możemy wyróżnić renegocjację i ekspansję firmy Astra Zeneca w budynku przy Postępu 14 (22 500 mkw.), renegocjację Zarządu Transportu Miejskiego w budynku Fabryka PZO I (12 000 mkw.), a także nową umowę najmu Komendy Głównej Policji w budynku Lipowy Park (9 750 mkw.).

Warto zauważyć, że oprócz wzmożonego zainteresowania najemców strefą centralną, obserwujemy utrzymujący się popyt również poza centrum – w strefach Służewiec i Korytarz Jerozolimskich. Pozostają one dobrą i tańszą alternatywą zarówno dla dużych firm, w przypadku chęci utrzymania części działów, dla których lokalizacja jest mniej ważna jak i dla mniejszych podmiotów, działających w mniejszej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024. Niemniej jednak, tempo rozwoju rynku może ulec zmianie w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego, a także strategii firm międzynarodowych dotyczących redukcji kosztów i ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: coraz mniej atrakcyjnych powierzchni dostępnych od ręki

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec grudnia 2025 roku w Warszawie wyniósł 9,1% i był 0,6 pp. niższy w porównaniu do poprzedniego kwartału oraz o 1,5 pp. niższy względem grudnia 2024.

Spadek ten wynika z relatywnie korzystnego poziomu popytu, zarejestrowanego zarówno w strefach centralnych jak i nie centralnych. Dodatkowo na zmniejszenie dostępności powierzchni w strefach niecentralnych (Służewiec) miało wpływ wyłączenie kilku budynków, co do których planowana jest zmiana funkcji na mieszkaniową. Przekłada się to na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 565 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 41 000 mkw. względem ubiegłego kwartału”, komentuje Vitalii Arkhypenko.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2026-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (11,6%), co oznacza delikatny spadek względem kwartałów Q1 2024- Q3 2025 (12-13%). Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni pod koniec 2025 roku wyniosła 6,1%, co świadczy o niskiej i nadal malejącej dostępnej powierzchni w Centrum. Wskaźnik ten w szczytowym momencie wynosił 13,8% w 2021 roku.

Warto również zauważyć, że oczekiwany dalszy spadek dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może prowadzić do dalszego wzrostu czynszów w Centrum, co przy jednoczesnym ograniczeniu nowych inwestycji, może sprzyjać starszym projektom, ale też projektom poza centrum. Sytuacja ta może zachęcić do modernizacji budynków starszych, by umożliwić im skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych i pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: mniejsza dostępność biur i rosnące koszty z wpływem na dalsze wzrosty

W grudniu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-28,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć i o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

Rynek mieszkaniowy w Warszawie: rynek kupującego dzięki rekordowej ofercie – ale czy na długo?

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi. Na koniec 2025 r. średnia cena ofertowa mieszkania na rynku pierwotnym oraz wtórnym w stolicy wynosiła ok. 18,4 tys. zł/mkw.,  przy czym w pierwszym przypadku oznacza to wzrost o 6% r/r (przeszło 1 tys. zł), a w drugim spadek o -0,5% (niecałe 100 zł). Z kolei średnia stawka na rynku najmu na koniec ub.r. wyniosła 5 tys. zł (-2% r/r).

Stolica z dużą ofertą mieszkań deweloperskich

Na koniec grudnia 2025 r. deweloperzy działający na terenie Warszawy mieli w ofercie blisko 14,6 tys. mieszkań, czyli więcej w porównaniu do 2024 r. (+8%), 2023 r. (+68%) i 2022 r. (+24%). Pod koniec ub.r. zdecydowanie największy wybór nowych mieszkań był dostępny na Białołęce (3,2 tys.) oraz na Mokotowie (1,7 tys.). Z kolei średni metraż oferowanych mieszkań spadł w 2 lata z 59 mkw. do niecałych 55 mkw.

Pod koniec grudnia 2025 roku średnia cena ofertowa nowego mieszkania na rynku warszawskim wyniosła 18,4 tys. zł/mkw., co stanowi wzrost o 6% w skali roku i przekłada się na nominalną podwyżkę o ponad tysiąc złotych. Najwyższe stawki odnotowano na Woli, gdzie metr kwadratowy kosztuje średnio 35 tys. zł, a w dalszej kolejności uplasowały się Ochota, Śródmieście oraz Żoliborz z cenami przekraczającymi 27 tys. zł/mkw. Na przeciwległym biegunie zestawienia znajdują się prawobrzeżne dzielnice – Wawer, Rembertów i Białołęka,  oferujące lokale w najbardziej przystępnej cenie, oscylującej wokół 13,5 tys. zł/mkw.

Więcej sprzedanych mieszkań niż w 2024 roku

W całym 2025 roku warszawski rynek pierwotny zasiliło łącznie niemal 13,2 tys. nowych mieszkań, co stanowi spadek podaży o 11% względem 2024 roku oraz o odpowiednio 4% i 2% w porównaniu do lat 2023 i 2022. Największą aktywność deweloperów w zakresie nowych wprowadzeń odnotowano w trzecim kwartale (ponad 3,7 tys. jednostek), podczas gdy w pierwszym i czwartym do oferty trafiło po około 3,2 tys. lokali, a w drugim – 2,9 tys.Warszawa mieszkania wprowdzone do sprzedaży, sprzedane i oferta

Równocześnie w okresie od stycznia do grudnia nabywców znalazło łącznie 13,1 tys. mieszkań. Wynik ten jest o 13% wyższy niż w 2024 roku i o 19% lepszy niż w roku 2022, choć jednocześnie o 21% niższy w zestawieniu z rekordowym rokiem 2023. Pod względem sprzedaży najintensywniejszy okazał się czwarty kwartał (blisko 4 tys. transakcji), który wyprzedził trzeci (niecałe 3,6 tys.) oraz kwartały pierwszy i drugi, w których sprzedano po około 2,8 tys. lokali.

Czas wyprzedaży oferty w Warszawie (obliczany na podstawie obecnej oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy) wyniósł w grudniu ub.r. 3,7 kw., czyli trochę poniżej optymalnego zakresu 4-6 kw. Podobny czas wyprzedaży został zanotowany w stolicy miesiąc wcześniej, natomiast od czerwca 2024 r. do października 2025 r. miasto nieprzerwanie mieściło się w pożądanym przedziale, zachowując tym samym równowagę popytowo-podażową.Warszawa_czas wyprzedaży oferty wyrażony w kwartałach

Mieszkanie z rynku wtórnego za prawie tyle co rok temu

Na koniec grudnia 2025 r. do dyspozycji osób poszukujących mieszkania na terenie Warszawy było też 13,6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – mniej o 11% niż rok wcześniej, ale więcej o 53% niż na koniec 2023 r. i o 4% niż na koniec 2022 r. Zainteresowanie tego typu lokalami ze strony kupujących wzrosło o 11% r/r. Warszawa_oferta mieszkań na rynku wtórnym

Średnia cena ofertowa mieszkania z drugiej ręki wynosi w stolicy przeszło 18,4 tys. zł/mkw., czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicy Śródmieście (przeszło 23,5 tys. zł/mkw.) oraz w dzielnicach Wola i Żoliborz (ok. 21 tys. zł/mkw.). Natomiast na drugim biegunie znajdują się Rembertów i Białołęka, gdzie średnie ceny mieszkań wynoszą najmniej – odpowiednio 13,6 tys. zł/mkw. i 14,3 tys. zł/mkw.

Duży potencjał rynku najmu

Osoby poszukujące mieszkania na wynajem w Warszawie w grudniu 2025 r. mogły wybierać spośród 5,9 tys. ogłoszeń w serwisie Otodom (+2% r/r). Największym zainteresowaniem cieszyły się lokale 2-pokojowe zarówno do kwoty 3 tys. zł, jak i 3,5 tys. zł. Z kolei średnia cena ofertowa mieszkania na wynajem wyniosła tu 5 tys. zł, o 2% mniej niż rok wcześniej. Warszawa_ceny na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawki najmu

Rozwojowi sektora najmu sprzyjają dane dotyczące systematycznego wzrostu ruchu turystycznego w stolicy. W 2024 roku Warszawę odwiedziło blisko 21 milionów gości z kraju i zagranicy, co stanowiło wzrost o 27% w skali roku. Pozytywny trend utrzymuje się również w opiniach samych przyjezdnych, co potwierdzają badania przeprowadzone przez Stołeczne Biuro Turystyki między majem a październikiem 2025 roku. Miasto zyskuje w oczach odwiedzających coraz większe uznanie – niemal wszyscy, bo aż 97% turystów, pozytywnie oceniają lokalną ofertę kulturalną. Rośnie także ogólny poziom satysfakcji z atrakcyjności metropolii, którą obecnie dobrze ocenia 66% osób.

Mieszkania na tani wynajem

Warszawski zasób mieszkaniowy, obok ofert z rynków pierwotnego, wtórnego i najmu, jest systematycznie powiększany przez towarzystwa budownictwa społecznego, które oferują lokale z preferencyjnym, niskim czynszem. Obecnie TBS Warszawa Północ realizuje dwie takie inwestycje: na Woli przy ulicy Kolskiej powstaje 26 mieszkań, natomiast na Pradze-Północ przy ulicy Jagiellońskiej budowanych jest 207 jednostek. Równolegle TBS Warszawa Południe prowadzi prace przy ulicy Skaryszewskiej 5. Ten projekt obejmuje 25 mieszkań na wynajem, z czego 5 to lokale wspomagane, dedykowane osobom z niepełnosprawnościami. Przedsięwzięcie to wyróżnia się pod względem technologicznym jako pierwszy budynek TBS w stolicy wznoszony w technologii prefabrykowanej. Wykorzystanie gotowych elementów konstrukcyjnych pozwala na znaczące przyspieszenie i zwiększenie efektywności procesu budowy, będąc jednocześnie rozwiązaniem przyjaznym dla środowiska.

Nowe zasady dotyczące mieszkań komunalnych

W Warszawie wprowadzono zmiany w zasadach przydzielania mieszkań komunalnych. Zgodnie z nową uchwałą o najmie lokali komunalnych pierwszeństwo otrzymają osoby, które wykonują ważne dla miasta zawody. Wśród nich są pracownicy kultury, nauczyciele, ratownicy medyczni pracujący w podmiotach leczniczych należących do miasta oraz pracownicy instytucji pomocy społecznej.

Aktualnie w Warszawie znajduje się ponad 80 tys. mieszkań komunalnych, a miasto od lat realizuje program, który ma na celu zwiększanie tej liczby. Najwięcej takich lokali znajduje się na Woli (ok. 13,8 tys.), Mokotowie (ok. 11,8 tys.) i w Śródmieściu (ok. 11,6 tys.).

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi, kończąc okres gwałtownych wahań i „paniki zakupowej” wywoływanej wcześniej przez programy dopłat. Rekordowo wysoka podaż ofert daje kupującym największy komfort wyboru mieszkania od lat. Ponadto obniżki stóp procentowych znacząco zwiększyły zdolność kredytową Polaków, czyniąc finansowanie zakupu bardziej dostępnym. Rynek mieszkaniowy w stolicy staje się w końcu bardziej przewidywalny, co daje komfort planowania zarówno przy zakupie na własne potrzeby, jak i inwestycyjnie.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim w Warszawie

Strategia Polski na AI w latach 2026-2030

Przyjęta przez Ministerstwo Cyfryzacji „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku” zakłada budowę krajowego ekosystemu AI, szersze wykorzystanie tej technologii w administracji publicznej oraz wzmacnianie zaufania do AI poprzez regulacje, standardy bezpieczeństwa i zasady etyczne. Dokument wyznacza ramy dla wdrażania AI w usługach publicznych oraz rozwoju krajowych kompetencji technologicznych, które mają przełożyć się na realne zastosowania w całej gospodarce.

Należy zaznaczyć, że administracja publiczna już dziś testuje i wdraża rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Instytucje korzystają z platformy AI HUB Poland, która ma ułatwiać dostęp do sprawdzonych technologii i przyspieszać ich implementację. Równolegle prowadzone są pilotaże polskich modeli językowych, takich jak PLLuM, wykorzystywane m.in. w jednostkach samorządu terytorialnego. Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności pracy urzędów, ale także ograniczenie zależności od zagranicznych rozwiązań oraz budowa lokalnych kompetencji.

AI coraz wyraźniej zaznacza także swoją obecność w biznesie. Z badania Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika, że 65% firm wykorzystuje AI w obszarze cyberbezpieczeństwa, m.in. do wykrywania zagrożeń i analizy anomalii. 63% przedsiębiorstw stosuje ją do zarządzania wiedzą i wspierania procesów poznawczych, również z użyciem zaawansowanych modeli językowych. 52% organizacji wdraża AI do automatyzacji procesów operacyjnych – zarówno biurowych, jak i produkcyjnych. Jednocześnie 37% firm intensywnie analizuje rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji i rozważa ich wdrożenie w najbliższym czasie.

Dane z badania Polcom pokazują, że sztuczna inteligencja przestała być w Polsce domeną wyłącznie innowatorów i największych korporacji. Coraz częściej sięgają po nią firmy średniej wielkości, które widzą szybki zwrot z inwestycji i przede wszystkim skuteczność, szczególnie w obszarach bezpieczeństwa, automatyzacji i zarządzania wiedzą – wskazuje Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Warto podkreślić, że rozwój AI jest ściśle powiązany z inwestycjami w infrastrukturę IT. Kluczową rolę odgrywa chmura obliczeniowa oraz nowoczesne centra danych. Z przytoczonego już badania wynika, że 62% firm z sektora MŚP planuje inwestycje w chmurę do 2026 roku, traktując ją jako podstawowy warunek dalszego skalowania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

Mimo rosnącej popularności sztucznej inteligencji, firmy nadal mierzą się z barierami. Najczęściej wskazują na brak kompetencji i doświadczenia, obawy związane z bezpieczeństwem danych i zgodnością z regulacjami oraz konieczność integracji rozwiązań AI z istniejącymi systemami IT. Podobne wyzwania stoją przed administracją publiczną, gdzie kluczowym zadaniem na najbliższe lata będzie przejście od pilotaży do trwałych, skalowalnych wdrożeń, które realnie poprawią jakość usług dla obywateli – podkreśla Adam Pastuszka.

Branża IT wchodzi w 2026 rok z „dojrzałym optymizmem”. Firmy wracają do planowania, ale ryzyka makro pozostają kluczowe

Najnowsza edycja raportu „Barometr Nastrojów w Branży IT” przygotowana przez SoDA we współpracy z Future Processing pokazuje wyraźną poprawę nastrojów wśród firm technologicznych. Ponad 70% respondentów pozytywnie ocenia swoją sytuację w ostatnich sześciu miesiącach, a udział ocen negatywnych spadł do jednocyfrowych wartości. Jednocześnie około 80% firm pozytywnie patrzy w przyszłość – w prognozach praktycznie nie pojawiają się oceny negatywne, co odróżnia wyniki od wcześniejszych edycji badania.

Nastroje: koniec „czekania”, powrót do decyzji

Wyniki Barometru wskazują, że firmy coraz częściej wychodzą z fazy ostrożnej obserwacji i zaczynają postrzegać swoją sytuację jako realnie dobrą. SoDA zwraca uwagę, że choć część organizacji nadal wybiera odpowiedzi neutralne, dominującym trendem staje się „ugruntowany optymizm” oparty o większą przewidywalność warunków prowadzenia biznesu oraz poprawę sytuacji operacyjnej.

PMI dla IT: siła nabywcza rośnie, poprawa jest „ewolucyjna”

Wskaźnik PMI SoDA dla branży IT wyniósł 56,26 (powyżej progu 50, który oznacza poprawę). To umiarkowany wzrost wobec poprzednich edycji (53,38 i 53,72) i sygnał stopniowego umacniania siły nabywczej sektora. Większość firm lokuje się nadal w przedziale 40–60, co sugeruje, że poprawa ma charakter stabilizacyjny, a nie gwałtowny.

AI na plus, waluty na minus: wyraźny podział między tym, co firmy kontrolują, a tym, co je ogranicza

Analiza czynników wpływających na biznes pokazuje silny kontrast:

  • Najbardziej pozytywnie oceniane są obszary wewnętrzne – rozwój AI (sentyment netto +68%), rotacja pracowników (+52%) oraz cyberbezpieczeństwo i pozyskiwanie talentów (po +45%).
  • Najbardziej negatywne pozostają czynniki zewnętrzne: kursy walut (–46%), sytuacja geopolityczna (–40%) oraz obciążenia podatkowe (–31%) i krajowa sytuacja polityczna (–22%).

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania otrzymaliśmy bardzo podobne „Negatywne” wartości w obszarze ryzyka walutowego, ale co istotniejsze zauważalny jest znaczący wzrost „Bardzo Negatywnych” sentymentów. Moim zdaniem jest to spowodowane gwałtownym osłabieniem kursu USD do PLN z poziomu powyżej 4.00 rok temu do 3.60 obecnie – w sytuacji gdzie coraz większy odsetek polskich firm IT realizuje kontrakty dla klientów z USA (wg moich obserwacji co najmniej 20% wzrost sprzedaży wyrażonej w USD).

Z uwagi na fakt, że to Stany Zjednoczone są obecnie niekwestionowanym liderem wzrostu popytu na usługi IT (AI driven) problem ten będzie niewątpliwie pojawiał się w kolejnych miesiącach. Ponownie więc hasło „Hedging Walutowy” powinno pojawiać się w „book of work” każdej polskiej firmy zainteresowanej. – dodaje Adam Stosio, Senior Head of Desk z firmy Ebury.

W obszarze AI raport podkreśla, że 78% organizacji oczekuje pozytywnego wpływu AI już w perspektywie 6 miesięcy, co ma wskazywać na przejście „od testów do wartości biznesowej” (m.in. wzrost efektywności, lepsze wykorzystanie danych, szybsze decyzje).

Plany na 2026: efektywność, sprzedaż i ostrożne skalowanie

W pytaniach otwartych i tych dotyczących priorytetów na kolejne 12 miesięcy przedstawiciele branży najczęściej wskazują:

  • sprzedaż jako stały priorytet (najwięcej wskazań),
  • poszukiwanie nisz rynkowych – wysoka i stabilna pozycja,
  • rosnące znaczenie utrzymania rentowności oraz wyraźny wzrost wskazań dotyczących skalowania działalności (interpretowany jako ostrożny powrót do myślenia rozwojowego), przy utrzymującym się nacisku na koszty.

W raporcie pojawia się też wątek konsolidacji: większość firm nie planuje sprzedaży udziałów, ale ok. ⅓ pozostaje otwarta na rozmowy w przypadku atrakcyjnej propozycji – co potwierdza tezę o ostrożnym ożywieniu rynku M&A w IT.

Rentowność i projekty: oczekiwanie wzrostu marż, stabilizacja „ławki”

Wyniki wskazują na przesunięcie w stronę poprawy rentowności: w H2 2025 rośnie odsetek firm spodziewających się wzrostu marży brutto, a szczególnie przybywa prognoz wzrostu powyżej 3 p.p. Jednocześnie spada udział firm oczekujących braku zmian w marży, co może sugerować, że organizacje coraz częściej widzą efekty wcześniejszych działań optymalizacyjnych.

Operacyjnie branża stabilizuje poziom „ławki”: ponad połowa firm nie oczekuje istotnych zmian liczby osób bez projektów, co można interpretować jako utrzymanie równowagi po okresie korekt zatrudnienia oraz przejście w stronę „optymalizacji operacyjnej” zamiast dalszej rozbudowy zasobów.

Praca i biuro w 2026: hybryda dominuje, biuro zmienia funkcję

W badanych firmach dominuje model hybrydowy i zdalny (łącznie 91%). W prognozach na 2026 rok ponad połowa respondentów nie przewiduje zmian w sposobie korzystania z biura, ale równolegle rośnie postrzeganie biura jako miejsca spotkań projektowych – „narzędzia współpracy”, a nie wyłącznie miejsca pracy.

“Długoterminowy najem to wciąż najpopularniejsze rozwiązanie na rynku. Biura  serwisowane, znane również jako „biura flex” idealnie uzupełniają model tradycyjny. Jednocześnie rosnące wykorzystanie biura jako miejsca spotkań projektowych potwierdza, że jego rola przesuwa się z „miejsca pracy” w stronę „narzędzia współpracy”. To sygnał, że biuro musi być coraz bardziej funkcjonalne i elastyczne, nawet jeśli formalnie nic się nie zmienia.” – komentuje Magdalena Śnieżek, Head of Ace of Space powered by Globalworth

Rynek pracy: stabilniejsza rotacja, ostrożniejsze decyzje pracowników

Raport pokazuje spadek rotacji dobrowolnej i stabilizację rynku pracy w IT. Średnia rotacja dobrowolna w firmach biorących udział w ankiecie wynosi 8,18%, przy czym najwyższa jest w najmniejszych firmach (ok. 10%+), a najniższa w największych (ok. 5,79%). Dane wpisują się w trend większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.

“Rotacja dobrowolna na poziomie 8,18% wskazuje na wyraźną stabilizację rynku IT w 2025 roku i jest zdecydowanie niższa niż piki obserwowane w latach 2021–2022, gdy rotacja potrafiła sięgać nawet 20–25%. Dane dobrze odzwierciedlają szerszy trend spadku rotacji i większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.” – komentuje Ewa Ebelewicz-Plaza Head of People, Future Processing

„Dwie równoległe rzeczywistości”

SoDA podsumowuje wyniki jako sytuację, w której branża funkcjonuje w dwóch równoległych porządkach: firmy wzmacniają się operacyjnie i technologicznie, ale jednocześnie muszą reagować na niestabilne otoczenie makroekonomiczne. W praktyce oznacza to wejście w 2026 rok z optymizmem „ostrożnym, ale coraz lepiej uzasadnionym” oraz koncentracją na obszarach pozostających pod kontrolą organizacji, przy zachowaniu elastyczności w planowaniu.

“Wyniki Barometru za H2 2025 pokazują dość istotną zmianę w nastrojach branży IT, od dawna nieobserwowaną w wynikach tego badania. Sentyment dotyczący zarówno ostatnich miesięcy, jak i przyszłości wyraźnie się poprawił i ma charakter powtarzalny. Co nietypowe – coraz mniej odpowiedzi ma charakter neutralny, a oceny negatywne niemal znikają z prognoz dotyczących przyszłości.

Mimo wyraźnie rosnących fundamentów wewnętrznych, dominującym podejściem pozostaje ostrożny, ale coraz lepiej uzasadniony optymizm. W efekcie branża IT wchodzi w 2026 z dojrzałym, ugruntowującym się optymizmem. Dla liderów branży oznacza to konieczność dalszego wzmacniania obszarów pozostających pod bezpośrednią kontrolą firm, przy jednoczesnym zachowaniu dyscypliny i elastyczności w reagowaniu na zmienne otoczenie rynkowe.” – komentuje Marta Kępa, COO SoDA.

O badaniu

SoDA we współpracy z Future Processing cyklicznie (co pół roku) bada nastroje, trendy i wyzwania w branży IT w Polsce. Raport obejmuje barometr nastrojów, analizę czynników wpływu (sentyment netto), wskaźnik PMI dla IT, oraz plany firm technologicznych na kolejny okres.

Rynek mieszkaniowy w Krakowie: stabilizacja czy powrót wzrostów? Co dalej z cenami mieszkań?

Kraków zakończył 2025 rok bardzo dobrą sprzedażą nowych mieszkań. Od stycznia do grudnia sprzedano ich prawie 6,4 tys., więcej o 29% r/r. Koniec roku przyniósł też wzrost popytu na rynku wtórnym – zainteresowanie kupujących zanotowane w grudniu 2025 r. było o 6% wyższe niż to w grudniu 2024 r. Za nowe mieszkanie trzeba zapłacić średnio 16,7 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co na rynku wtórnym. Kraków w 2025 r. wyróżnił się też na tle pozostałych polskich miast liczbą wprowadzonych mieszkań z rynku PRS.

Oferta nowych mieszkań najwyższa od lat

Oferta krakowskich deweloperów na koniec grudnia 2025 r. wyniosła 10,2 tys. mieszkań. To więcej o blisko 20% niż na koniec 2024 r., a także więcej o 148% niż na koniec 2023 r. oraz o 41% niż na koniec 2022 r. W całej historii deweloperów działających w Krakowie nigdy jeszcze oferta mieszkań nie była tak duża. Największy wybór na koniec 2025 r. oferowała dzielnica Prądnik Biały (ok. 3 tys. lokali), a najmniejszy dzielnica Łagiewniki-Borek Fałęcki (przeszło 20 lokali). Od początku 2024 r. widać systematyczny spadek średniego metrażu oferowanych mieszkań – w ciągu 2 lat skurczył się on z 59,5 mkw. do 54 mkw.

Krakow ceny mieszkań na rynku deweloperskimNa koniec 2025 r. za nowe mieszkanie w Krakowie trzeba było średnio zapłacić 16,7 tys. zł/mkw., co oznacza, że w ujęciu rocznym cena ofertowa wzrosła tu jedynie o 2%. Przez większość roku zmiany cen w ujęciu miesięcznym nie przekraczały 1%. Na koniec grudnia 2025 r. najwyższe średnie ceny ofertowe zanotowano w dzielnicach Stare Miasto i Grzegórzki (blisko 30 tys. zł/mkw.), a najniższe na obszarach Rybitwy oraz Wzgórza Krzesławickie-Nowa Huta (ok. 12,2 tys. zł/mkw.).

Wysoka sprzedaż na koniec roku

W całym 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży prawie 7,3 tys. mieszkań w Krakowie. To o 18% mniej niż w 2024 r., ale więcej o 22% niż w 2023 r. i o 14% niż w 2022 r. W 2025 r. wśród wszystkich wprowadzonych do sprzedaży mieszkań dominowały te o metrażu 40-59 mkw. (46% wszystkich wprowadzeń). Najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w I kwartale (ponad 2,2 tys.), a najmniej w IV (1,6 tys.).Krakow mieszkania wprowadzien do sprzedazy, sprzedane i oferta

W 2025 r. na terenie Krakowa sprzedano w sumie blisko 6,4 tys. nowych mieszkań – więcej o 29% niż w 2024 r., jednak mniej o 28% niż w 2023 r. i o 4% niż w 2022 r. W 2025 r. krakowscy deweloperzy najwięcej mieszkań sprzedali w ostatnim kwartale roku – ponad 2 tys. W III kwartale sprzedano 1,7 tys. lokali, a w II i I po ok. 1,3 tys. Na wysoki popyt w końcówce roku wpłynęły m.in. liczne akcje promocyjne i rabaty oferowane przez firmy deweloperskie. Spora skala podjętych działań marketingowych i promocyjnych pozwoliła osiągnąć świetne wyniki sprzedażowe pomimo mniejszej liczby dni handlowych w grudniu i świątecznych urlopów. Nie bez znaczenia dla sprzedaży były też obniżki stóp procentowych oraz upublicznienie cenników wszystkich mieszkań oferowanych przez deweloperów.

Czas wyprzedaży oferty w Krakowie (obliczany na podstawie aktualnej oferty i sprzedaży z 3 ostatnich miesięcy) wynosi 5 kwartałów. To już 4 miesiąc z rzędu, gdy miasto znajduje się w równowadze popytowo-podażowej (tj. 4-6 kwartałów).Kraków czas wyprzedaży oferty

Za używane mieszkanie tyle co za nowe

W Krakowie na koniec grudnia 2025 r. można było też wybierać spośród ponad 6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – to o 19% mniej niż na koniec grudnia 2024 r., o 25% więcej niż na koniec 2023 r. i o 9% mniej niż na koniec 2022 r. Pod kątem popytu grudzień 2025 r. był najsłabszym miesiącem w roku, a liczba odpowiedzi na ogłoszenia z rynku wtórnego wyniosła w tym miesiącu przeszło 8,2 tys., gdy w najlepszych miesiącach było to ok. 11-12 tys. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że wynik z grudnia 2025 r. jest o 6% wyższy od tego z grudnia 2024 r. Krakówoferta mieszkań z rynku wtórnego

Za mieszkanie z rynku wtórnego pod koniec 2025 r. trzeba było tu zapłacić niecałe 16,8 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co rok wcześniej. Co ciekawe, średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego wynosi też prawie tyle samo co cena nowego mieszkania (0,3% różnicy). W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicach Stare Miasto i Zwierzyniec (przeszło 20 tys. zł/mkw.), a najmniej te znajdujące się w dzielnicy Wzgórza Krzesławickie (niecałe 13 tys. zł/mkw.).

Dobre wyniki na krakowskim rynku PRS

Na koniec grudnia 2025 r. na krakowskim rynku najmu znajdowało się blisko 2,5 tys. mieszkań na wynajem. To więcej o 15% r/r, a także o 7% w porównaniu do grudnia 2023 r. i o 63% w porównaniu do grudnia 2022 r. w ujęciu rocznym zainteresowanie takimi mieszkaniami spadło tylko o 3%.

Za mieszkanie z rynku najmu w Krakowie na koniec grudnia 2025 r. trzeba było średnio zapłacić 3,2 tys. zł, o 3% mniej niż rok wcześniej. Największym zainteresowaniem najemców cieszą się mieszkania 2-pokojowe do kwoty 3 tys. zł.Kraków ceny na rynku pierwotnym, wtórnym i najmu

Ponadto, jak wynika z raportu Savills i Crido „Rynek PRS w Polsce. Aspekty komercyjne, prawne i podatkowe”, w okresie od stycznia do października 2025 r. najwięcej nowych mieszkań na rynku najmu instytucjonalnego oddano właśnie w Krakowie (1742). Na drugim miejscu znalazła się Warszawa (1484), a za nią Poznań (416) i Wrocław (369).

Zasób mieszkań PRS w Polsce liczy w sumie ponad 25 tys. lokali. Liderem tego rynku jest Warszawa, gdzie takich lokali znajduje się w sumie blisko 9,5 tys., dalej są Kraków (ok. 4,7 tys.) oraz Wrocław (prawie 4,1 tys.).

Dodatkowe inicjatywy mieszkaniowe w Krakowie

  • SIM – społeczna inicjatywa mieszkaniowa

KZN SIM Ziemia Krakowska to spółka utworzona przez 11 gmin oraz Krajowy Zasób Nieruchomości. W ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej powstają mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu, które po upływie 15 lat można wykupić na własność. W ramach tej inicjatywy w Krakowie przy ul. Padniewskiego planowane jest stworzenie od 125 do 148 lokali mieszkalnych, w gminach Alwernia oraz Iwanowice po 48, w gminach Skała oraz Wieprz po 32, w gminie Pałecznica  30, w gminie Sułoszowa 28, w gminie Charsznica  24, a w gminach Gdów i Gołcza  po 12.

  • Program Społecznej Agencji Najmu

W drugiej połowie 2025 r. wystartował pilotażowy program Społecznej Agencji Najmu (SAN) dla osób w tzw. luce czynszowej, czyli zarabiających za dużo, by móc skorzystać z mieszkania komunalnego lub socjalnego, ale za mało, by wziąć kredyt. SAN oferuje tańszy wynajem, ale i obowiązkowy program rozwoju zawodowego, dzięki któremu uczestnicy mogą poprawić swoje kwalifikacje i warunki finansowe. W programie bierze udział 50 pustostanów z gminnego zasobu mieszkaniowego, a umowę można zawrzeć maksymalnie na 5 lat. Docelowo w ramach programu planowane jest pozyskiwanie mieszkań również z rynku prywatnego.

  • Program „Mieszkanie za remont”

Miasto od kilku lat oferuje też możliwość wzięcia udziału w programie „Mieszkanie za remont”, w ramach którego – jak sama nazwa wskazuje – można wynająć mieszkanie w zamian za wykonanie w nim remontu. W najnowszej, czwartej edycji, trwającej na przełomie września i października 2025 r., zaoferowano 180 mieszkań zlokalizowanych głównie w dzielnicy Nowa Huta. W 2024 r. w ramach programu wnioski złożyło 1061 osób, w 2023 r. – 972, a w 2022 r. – 717.

Rynek mieszkaniowy w Krakowie w 2026 roku wchodzi w fazę stabilizacji z wyraźnym przesunięciem siły negocjacyjnej w stronę kupującego. Pierwsza połowa roku prawdopodobnie upłynie pod znakiem utrzymującej się dużej podaży na rynku pierwotnym, co zmusza deweloperów do stosowania elastyczności cenowej i licznych promocji, aby utrzymać tempo sprzedaży. Jednak w drugiej połowie 2026 roku, wraz z oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych oraz wzrostem realnych wynagrodzeń, popyt zacznie się odbudowywać. Może to skutkować umiarkowanymi wzrostami cen w skali całego roku, szczególnie w najlepiej skomunikowanych dzielnicach i na rynku wtórnym, który w Krakowie ma mocną pozycję ze względu na dobre lokalizacje.

Make dollar weak again? Kurs dolara najniżej od 2018 roku

W ostatni tydzień stycznia rynek walutowy wchodzi ekstremalnie rozgrzany. Dolar amerykański znalazł się pod ogromną presją, która rozlała się z Japonii na cały świat. Kurs USD/PLN najniżej od 2018 roku. Czy to już koniec, czy jedynie przystanek?

„Sprawdzam karty” wystarczyło

Chyba nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że w piątek mieliśmy do czynienia z jedną z najmniej kosztownych interwencji na rynku walutowym. Przyczynił się do niej Fed z Nowego Jorku, który na zlecenie Departamentu Skarbu wysłał do dealerów walutowych zapytanie o kwotowanie pary USD/JPY. Taki rate-check był dla rynku niezwykle mocnym sygnałem ostrzegawczym przed połączonym działaniem Japonii i USA w celu umocnienia jena. Ostatni raz Amerykanie pomagali w ten sposób partnerom z Azji w 2011 roku po tsunami i katastrofie w Fukushimie. Na ten moment nie stwierdzono, aby tym razem doszło do rzeczywistej interwencji rynkowej, ale efekt na forexie był drastyczny. Nagromadzone na jenie pozycje krótkie zaczęły lawinowo topnieć, a JPY w trakcie piątkowej sesji zyskiwał do dolara nawet 3%. Ostatecznie dla jena piątkowa sesja wiązała się z największą zmiennością od ponad pół roku. Co więcej w poniedziałek kurs USD/JPY dodatkowo otworzył się spadkową luką i pierwszy raz od dwóch miesięcy wrócił poniżej 154 JPY. Aktualne umocnienie jena nie musi być długotrwałe, ale ta waluta w najbliższych miesiącach ma szansę jeszcze niejednokrotnie znaleźć się w centrum uwagi. Tym bardziej jeśli będzie jej w tym pomagał USD.

Make dollar weak again

Dolar wpadł w tarapaty od samego otwarcia zeszłego tygodnia, co pierwotnie było efektem eskalacji napięcia wokół Grenlandii. Ten pożar udało się chwilowo opanować, ale sposób zarządzania amerykańskiej administracji zaczyna ponownie coraz bardziej ciążyć dolarowi. W przestrzeni publicznej znowu co rusz pojawiają się straszaki celne wobec partnerów handlowych (najnowsze to 100% cła na kanadyjskie produkty). Wszyscy już znają doktrynę TACO, jednak – kiedy Amerykanie stają się coraz trudniejszymi partnerami, którzy cały czas uderzają w stabilność – to wreszcie odkłada się także na pozycji USD. W ostatnich dniach nieznacznie zmieniły się rynkowe oczekiwania co do stóp w USA (najszybciej cięcie w czerwcu i 50 pb do końca roku), ale za to diametralnie zmieniła się rynkowa sytuacja dolara. Wydarzenia na JPY były tak naprawdę katalizatorem kolejnej fali ucieczki z USD. Jeszcze 10 dni temu kurs EUR/USD był poniżej 1,16 USD, a dziś w trakcie azjatyckiej sesji zbliżył się już do 1,19 USD i znalazł się całkiem niedaleko zeszłorocznych szczytów. Ekstrema zobaczymy na wielu parach, np. wobec funta dolar jest najsłabszy od września. To jednak nic w porównaniu z odniesieniami dla USD/PLN. Kurs dolara dziś w nocy zbliżył się do 3,53 PLN, czyli poziomu widzianego ostatnio prawie 8 lat temu. W trakcie poniedziałkowej sesji obserwujemy pewne odreagowanie, ale USD/PLN wciąż jest blisko 3,55 zł, co trudno uznać za wyraźne wymazywanie strat z poprzednich godzin. Część analityków wskazuje, że docieramy do kumulacji napięcia wokół Fed, a prezydent Donald Trump ma ogłosić nowego szefa Rezerwy jeszcze w tym tygodniu. Ostatecznie może to wyjść na korzyść dolarowi, tym bardziej że aktualnie liderem wyścigu po nominację jest Rick Rieder (jeden z dyrektorów w BlackRock), czyli nie ktoś z bezpośredniego zaplecza lidera Republikanów. Taki wybór mógłby zmniejszyć obawy o niezależność banku centralnego.

PLN zyskał na parze z USD, ale nie jest już tak kolorowo na parach z innymi głównymi walutami. Kurs euro jest jeszcze w miarę stabilny poniżej 4,21 PLN. Jednak globalne napięcia odbijają się na wycenie bezpiecznych przystani, co skierowało kurs franka na 2-miesięczne szczyty powyżej 4,57 zł. Coraz bardziej oślepia blask złota, które zbliżyło się już do 5100 USD za uncję.

Trump wycofuje groźby celne, ale dolar i tak traci

Za dolarem fatalny tydzień względem niemal wszystkich pozostałych walut G10, mimo że prezydent USA zgodnie z oczekiwaniami wycofał się ze swoich gróźb celnych podyktowanych zamiarem przejęcia Grenlandii.

Kluczowe punkty:

  • PLN wśród lepiej radzących sobie walut regionu.
  • Trump dokonuje zwrotu ws. ceł za Grenlandię
  • Handel „sell America” wygasa, wyprzedaż USD jednak trwa.
  • Fed powinien utrzymać stopy procentowe i zasygnalizować brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Mieszane dane z Wlk. Brytanii zaciemniają ścieżkę stóp procentowych BoE.

Początkowa ulga na rynkach finansowych nie rozciągnęła się na dolara. Nowe groźby celne i próby politycznego wykorzystania sądownictwa do wymuszenia obniżenia stóp procentowych oznaczają, że niepewność polityczna i degradacja instytucjonalna w USA pozostaną w centrum uwagi międzynarodowych inwestorów. Ograniczanie ryzyka walutowego poprzez wyprzedaż dolara staje się coraz częściej ścieżką najmniejszego oporu. Japońskie groźby interwencji w celu umocnienia jena (przy wsparciu USA) zwiększyły zamieszanie, co poskutkowało najgorszym od miesięcy tygodniem dla dolara.

Posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (28.01) będzie niezwykle istotne. Choć nie ma wątpliwości co do decyzji (brak zmian), ze względu na silne dane gospodarcze i w odpowiedzi na zamachy Trumpa na autonomię Fedu oczekuje się jastrzębiej retoryki banku. Należy zauważyć, że trwająca wyprzedaż dolara nie jest powiązana z handlem „sell America”. Na rynki może wpływać również niedawna strzelanina w Minnesocie, ponieważ zwiększa ona prawdopodobieństwo kolejnego zamknięcia rządu po wygaśnięciu w piątek (30.01) obecnego porozumienia budżetowego.

PLN

W obliczu słabości dolara polski złoty radzi sobie bardzo dobrze. Znalazł się blisko szczytu zestawienia walut regionu, a kurs USD/PLN poniżej 3,55 jest najniższy od 2018 r. Kluczowe dane z Polski za grudzień w dużej mierze zaskoczyły in plus – znacznie wyższe od oczekiwań okazały się dynamika płac (8,6%) oraz produkcja przemysłowa (7,3%). Do nadzwyczaj mocnej dynamiki płac raczej nie należy się przywiązywać, podbiły ją bowiem wypłaty bonusów świątecznych. Ogólnie płace hamują, a rynek pracy jest luźniejszy.

Nieco słabsza, lecz nadal względnie mocna, okazała się z kolei opublikowana w poniedziałek (26.01) sprzedaż detaliczna. Sytuacja w gospodarce jest korzystna – a o tym, jaki wzrost zanotowaliśmy w całym 2025 r., przekonamy się w piątek (30.01). Są spore szanse, że tegoroczny będzie silniejszy.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w styczniu nieco rozczarowały. Potwierdziły narrację odbicia niemieckiej gospodarki dzięki pakietowi stymulacji fiskalnej z początku 2025 r., utrata momentum francuskiej gospodarki stanowiła jednak silną przeciwwagę i w efekcie wskaźnik zbiorczy nie wzrósł. Pozytywnym czynnikiem jest stała aprecjacja juana, która pozwoli europejskiemu przemysłowi konkurującemu na międzynarodowych rynkach z chińskimi produktami na odrobinę wytchnienia.

Oczekujemy wciąż, że ścieżka najmniejszego oporu dla euro względem dolara będzie wiodła w górę – międzynarodowi inwestorzy w dalszym ciągu zmniejszają swoją ekspozycję na amerykańskie aktywa poprzez wyprzedaż waluty. Europejskie aktywa niezmiennie stanowią bezpieczną i płynną alternatywę dla dolara dla inwestorów, którzy poszukują przewidywalności i stabilności rządowych decyzji, co powinno wspierać euro tak długo, jak długo Trump będzie prezydentem USA.

USD

Dane gospodarcze z USA pozostają dość dobre, nawet w obliczu już mocnego wzrostu w III kwartale (4,4%). Liczba cotygodniowych deklaracji bezrobotnych utrzymuje się blisko historycznych minimów, co sugeruje, że niższe poziomy kreacji miejsc pracy nie przekładają się na wyższą stopę bezrobocia. Wydaje się jednak, że międzynarodowe obawy związane z politycznym chaosem i degradacją instytucjonalną przeważają, a dolar radzi sobie od początku najgorzej spośród walut G10 – wyprzedza go nawet jen.

Uwaga skupi się w tym tygodniu oczywiście na styczniowym posiedzeniu Fedu (środa 28.01). Nie dojdzie do zmiany stóp procentowych, a jastrzębie tony podczas konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella prawdopodobnie wesprą – przynajmniej w krótkim terminie – dolara, który mógł doświadczyć zbyt silnej i szybkiej deprecjacji. Spodziewamy się, że Powell podkreśli, że amerykańska gospodarka radzi sobie przyzwoicie i zasygnalizuje rynkom, że FOMC niespieszno do dalszych cięć stóp procentowych. W kontraktach futures kolejna ich obniżka jest wyceniania w pełni dopiero na lipiec.

GBP

Ubiegłotygodniowy zalew danych makroekonomicznych z Wysp nie wyklarował dalszej ścieżki stóp procentowych Banku Anglii. Rynek pracy ulega ochłodzeniu w stałym tempie. Z wyłączeniem okresu pandemii, stopa bezrobocia jest najwyższa od dekady, zaś liczba zatrudnionych spadła w grudniu o zatrważające 43 tys., co jest największą wartością od rozpoczęcia zbierania danych w 2014 r. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka i przekracza 3%, niemniej jest to spowodowane czynnikami przejściowymi, sprzedaż detaliczna była zaś w grudniu zaskakująco wysoka.

W tym tygodniu będzie niewiele odczytów z Wielkiej Brytanii i komunikatów Banku Anglii, spodziewamy się więc, że funt będzie podążać za euro niemal krok w krok. Inwestorzy będą jedną nogą przy kolejnej decyzji Komitetu Polityki Monetarnej (05.02), jednak właściwie nie oczekuje się dalszych obniżek stóp procentowych w ciągu jeszcze dwóch–trzech posiedzeń, nie wpłynie więc ona raczej istotnie na sytuację.

Sztuczna inteligencja w medycynie – jak AI wspiera rozwój opieki zdrowotnej?

Sztuczna inteligencja imponująco przyspieszyła rozwój sektora medycznego pod kątem technologicznym. Globalni gracze, np. NVIDIA, inwestują w rozwiązania medtech, tworząc nawet pierwsze humanoidalne roboty chirurgiczne, które będą wspierać lekarzy, a docelowo – samodzielnie operować. Jak jeszcze AI ulepsza opiekę medyczną z perspektywy pacjentów oraz pracowników służby zdrowia?

AI sprzyja spersonalizowanej opiece zdrowotnej

Sztuczna inteligencja w medycynie ułatwia lekarzom i personelowi medycznemu szybsze diagnozowanie oraz kompleksowe monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych oraz nagłych stanów zagrożenia życia. Narzędzia wykorzystujące AI sprzyjają udzielaniu celnych, spersonalizowanych porad na podstawie indywidualnych, niepowtarzalnych cech pacjentów.

Dzięki sztucznej inteligencji, która błyskawicznie analizuje duże i skomplikowane zbiory danych, można m.in. zminimalizować wystąpienie działań niepożądanych leków oraz zwiększyć skuteczność terapii. Co więcej, pacjenci, którzy wiedzą, że otrzymują unikalne zalecenia medyczne, mogą wyróżniać się wyższym zaangażowaniem w procesie leczenia i rekonwalescencji. Ponadto świadomość rzetelnej, spersonalizowanej opieki zdrowotnej sprawia również, że rośnie zaufanie pacjentów do lekarzy.

Jakie zastosowanie ma sztuczna inteligencja w medycynie?

AI w medycynie, rozumiana jako zbiór zaawansowanych algorytmów i modeli, analizuje ogromne ilości danych, w tym historię leczenia pacjenta, informacje o przyjmowanych lekach czy wyniki badań. Co istotne, sztuczna inteligencja ma zastosowanie w zaawansowanych sprzętach, np. w robotach chirurgicznych, stacjach diagnostycznych obrazowania medycznego czy aparaturze EKG.

Urządzenia monitorujące zbierają dane o kluczowych parametrach życiowych pacjentów, a następnie przetwarzają informacje w czasie rzeczywistym za pomocą AI, aby niezwłocznie wykrywać niepokojące anomalie i umożliwiać szybką reakcję pracowników służby zdrowia. AI odgrywa ważną rolę również w aptekach szpitalnych, usprawniając przygotowywanie leków i ustalanie ich dawkowania. Ponadto dzięki sztucznej inteligencji specjaliści w zakresie medycyny estetycznej mogą tworzyć wysoce realistyczne modele 3D, przedstawiając efekty zabiegów pacjentom.

Rozwój AI w opiece zdrowotnej szansą dla start-upów w branży medtech

7 stycznia 2026 roku OpenAI ogłosiło udostępnienie ChatGPT Health w Stanach Zjednoczonych – specjalnej wersji narzędzia, które pozwala na pozyskiwanie informacji medycznych i zdrowotnych na podstawie m.in. wyników badań użytkowników. Twórcy podkreślają, że aplikacja nie zastępuje profesjonalnej diagnozy i leczenia, tylko wspiera w poszukiwaniu trafnych porad na bazie spersonalizowanych danych. Jak podaje OpenAI, 230 mln osób w skali tygodnia „rozmawia” z ChatGPT o zdrowiu. To potwierdza zapotrzebowanie globalnego rynku na aplikacje mobilne ułatwiające dbanie o dobrostan fizyczny i psychiczny użytkowników. Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora medtech (technologii medycznych) muszą zwrócić uwagę na bezpieczeństwo i poufność danych klientów, które nie powinny być używane do m.in. dalszego trenowania modeli AI.

Piotr Baszak nowym dyrektorem Freedom24 w Polsce

Freedom24, europejska platforma inwestycyjna należąca do międzynarodowej grupy inwestycyjnej Freedom Holding Corp., powołała Piotra Baszaka na stanowisko Dyrektora Generalnego polskiego oddziału. W swojej nowej roli Baszak będzie odpowiedzialny m.in. za realizację międzynarodowej strategii spółki, dalszy rozwój działalności na rynku krajowym oraz wzmacnianie pozycji i rozpoznawalności marki Freedom24 w Polsce.

Piotr Baszak ma ponad 25-letnie doświadczenie w sektorze finansowym. Specjalizuje się w zarządzaniu strategicznym, rynkach kapitałowych oraz transformacji cyfrowej, a jego kompetencje obejmują efektywne kierowanie zespołami operacyjnymi, zarządzanie ryzykiem oraz optymalizację procesów w dynamicznym otoczeniu biznesowym. Dzięki szerokiemu spektrum umiejętności Piotr jest postrzegany jako doświadczony lider z umiejętnością łączenia wizji strategicznej z realnymi wynikami biznesowymi.

W trakcie swojej kariery zawodowej Piotr Baszak pełnił kluczowe funkcje w krajowych instytucjach finansowych oraz organizacjach inwestycyjnych. Zajmował stanowiska od dealera korporacyjnego i eksperta ds. finansów po funkcje dyrektorskie w takich instytucjach jak BZ WBK (obecnie Santander Bank Polska) i Citibank.

Doświadczenie zdobywał również jak członek zarządu w wiodących firmach sektora finansowego, m.in. w XTB oraz TMS Brokers gdzie odpowiadał za trading, zarządzanie ryzykiem rynkowym, realizację projektów transformacji cyfrowej, rozwój innowacyjnych produktów finansowych oraz dynamiczny wzrost skali działalności.

Równolegle z karierą w sektorze finansowym zdobywał szerokie doświadczenie międzynarodowe, współpracując jako doradca strategiczny z organizacjami w Stanach Zjednoczonych, krajach Unii Europejskiej oraz w Azji. Istotnym etapem jego kariery było również kierowanie kompleksową transformacją biznesową jako CEO spółki działającej na rynku niemieckim, obejmującą restrukturyzację operacyjną, optymalizację procesów oraz wdrażanie nowoczesnego modelu zarządzania, co przełożyło się na trwały wzrost wartości przedsiębiorstwa.

Objęcie stanowiska Dyrektora Generalnego Freedom24 w Polsce to dla mnie nowe, ekscytujące wyzwanie. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu w zarządzaniu organizacjami finansowymi widzę ogromny potencjał do dalszego rozwoju firmy i budowania świadomości marki opartej na nowoczesnych technologiach oraz transparentnej ofercie. Moim celem jest długofalowy wzrost Freedom24 i tworzenie realnej wartości dla klientów – mówi Piotr Baszak, Dyrektor Generalny dla Freedom24 Polska

Nowy dyrektor Freedom24 ukończył studia z zakresu finansów i bankowości na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jest również absolwentem programu Executive MBA realizowanego wspólnie przez London Business School, HEC Paris, NHH Norwegian School of Economics oraz Politechnikę Warszawską.

PIGEOR: Doceniamy otwartość Ministerstwa Energii na dialog, lecz projekt „ustawy sieciowej” (UC84) nadal wymaga kluczowych zmian

0

Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR) ocenia, że trwające prace nad nowelizacją Prawa energetycznego świadczą o gotowości do dialogu z branżą oraz o dostrzeganiu sygnałów płynących z rynku i środowiska realizującego inwestycje OZE, co Izba wyraźnie zauważa i docenia. Jednocześnie, bez dalszych kluczowych korekt obowiązujące rozwiązania mogą doprowadzić do poważnych i trwałych zaburzeń na rynku OZE. W ocenie Izby, utrzymanie obecnego kształtu przepisów grozi paraliżem inwestycyjnym, utratą tysięcy miejsc pracy oraz zahamowaniem rozwoju krajowych projektów, w szczególności realizowanych przez polskie małe i średnie przedsiębiorstwa.

Jako reprezentanci sektora OZE popieramy nadrzędny cel ustawy, jakim jest uporządkowanie rynku i eliminacja tzw. „projektów zombie” blokujących moce przyłączeniowe. Jednak narzędzia dobrane do realizacji tego celu w projekcie UC84 są wciąż zbyt radykalne i mogą wylać dziecko z kąpielą, uderzając w rzetelnych inwestorów, którzy od lat rozwijają projekty zgodnie z obowiązującym prawem. W obecnym kształcie przepisy te niosą ryzyko, że kapitał zainwestowany zgodnie z obowiązującym prawem przepadnie, a zaawansowane projekty zostaną wyeliminowane z rynku nie z winy inwestorów, lecz wskutek nagłej zmiany reguł gry, co usiłuje wprowadzić ustawa.

Pułapka planistyczna

Nasz sprzeciw budzą przepisy przejściowe (art. 14 i 15 projektu). Projekt zakłada wygaszanie ważnych umów o przyłączenie, jeśli inwestorzy nie dostarczą pozwolenia na budowę w bardzo krótkich terminach (np. 24 miesiące dla fotowoltaiki, 36 miesięcy dla wiatru) liczonych od wejścia ustawy w życie.

Projekt wiąże zatem ważność warunków przyłączenia z posiadaniem Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub koniecznością jego szybkiego uchwalenia. W polskich realiach, gdzie procedury planistyczne w gminach trwają latami, uzależnienie utrzymania warunków przyłączenia od tempa prac urzędów jest rozwiązaniem nierealnym do spełnienia dla setek zaawansowanych projektów.

Karanie inwestorów za przewlekłość postępowań administracyjnych, na co nie mają wpływu, podważa zaufanie do państwa prawa. Weryfikacja już wydanych warunków przyłączenia pod kątem nowych, zaostrzonych wymogów to niebezpieczny precedens, który może zahamować napływ kapitału niezbędnego do transformacji – mówi dr Ewa Krasuska Dyrektor Generalny Izby.

Grozi nam utrata kapitału liczonego w dziesiątkach miliardów złotych i zamrożenie projektów, które mogłyby wkrótce zasilać polskie domy i fabryki.

Stanowisko PIGEOR – co należy zmienić?

Aby ustawa realnie usprawniła rynek, a nie doprowadziła do luki inwestycyjnej i wzrostu cen energii, PIGEOR postuluje:

  1. Ochronę praw nabytych: Nowe, rygorystyczne wymogi powinny dotyczyć wyłącznie nowych wniosków o przyłączenie. Projekty z ważnymi umowami przyłączeniowymi, które są aktywnie rozwijane i poniosły już znaczne nakłady finansowe, powinny mieć zagwarantowaną stabilność otoczenia prawnego.
  2. Urealnienie terminów: Terminy na uzyskanie pozwoleń na budowę muszą uwzględniać realia administracyjne w Polsce. Sztywne ramy czasowe zaproponowane w art. 7 ust. 2a nie biorą pod uwagę skomplikowania procedur środowiskowych.
  3. Precyzyjną definicję „projektów zombie”: Eliminacja spekulacji nie może odbywać się kosztem uczciwych deweloperów. Mechanizmy weryfikacji powinny skupiać się na podmiotach, które nie podejmują żadnych działań inwestycyjnych, a nie na tych, którzy utknęli w procedurach urzędowych.

Wierzymy, że dalsze prace legislacyjne pozwolą wyeliminować te ryzyka. Branża OZE jest gotowa do dalszej współpracy nad przepisami, które uwolnią sieci elektroenergetyczne, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo inwestycyjne i realizację celów klimatycznych Polski.

Jakie wsparcie można zaoferować działowi HR?

Obecnie osoby odpowiedzialne za kadry i płace korzystają z nowoczesnych narzędzi, których celem jest ułatwienie wykonywania obowiązków. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu można m.in. na czas wypłacać wynagrodzenia oraz dopilnować wszystkich szczegółów związanych z umowami. Im większa liczba zatrudnionych osób w przedsiębiorstwie, tym obsługa kadrowo-płacowa stanie się łatwiejsza dzięki takim rozwiązaniom. 

Program kadrowo-płacowy – co należy wiedzieć na jego temat?

Wśród licznych propozycji, których celem jest ułatwienie pracy poszczególnych działów, jest program kadrowy, taki jak np. HRappka.pl. Jego obecność pozwala na prowadzenie dokumentacji związanej z zatrudnieniem, zwolnieniem, wypłatą wynagrodzeń. Stosowanie nowoczesnych programów sprawia, że nie ma konieczności wykonywania wielu prac ręcznie. Konieczność wypełniania wszystkich dokumentów osobiście sprawiała, że dużo czynności wykonywało się za długo. Nie ma więc co dziwić się temu, że w tym zakresie dążono do pełnej automatyzacji, która pomaga także zredukować pojawiające się błędy. Już na samym początku można dodać, że program opracowuje wszystkie dokumenty zgodnie z obowiązującymi przepisami. Program kadrowy zalicza się do polecanych rozwiązań, stosowanych przez coraz większą ilość przedsiębiorców, ponieważ pozwala na obsługę pracowników od momentu zatrudnienia do odejścia.

Jakie możliwości jest w stanie zapewnić program kadrowy?

Chcąc przekonać się do tego programu, warto zapoznać się z możliwościami przez niego oferowanymi. Wśród nich znaleźć można:

  • zatrudnienie pracowników – wystarczy do programu wpisać niezbędne dane osobowe i inne szczegóły, aby on sam wygenerował potrzebne dokumenty do zatrudnienia nowych osób. Do dyspozycji są gotowe szablony, dzięki czemu czas potrzebny na zatrudnienie zostaje zminimalizowany;
  • ewidencja pracy czasu i nieobecności – to dzięki temu będzie można w jednym miejscu rejestrować czas pracy, który będzie stanowić podstawę do naliczenia wynagrodzenia. Oprócz tego, w systemie będzie można umieścić wszystkie niezbędne informacje związane np. ze zwolnieniami, urlopami, a nawet delegacjami;
  • wynagrodzenie – teraz samo wyliczanie przysługującego wynagrodzenia będzie zdecydowanie szybsze. Oprócz tego, program pomaga również naliczyć wszystkie składki, podatki. Przy jego pomocy będzie można wygenerować listę płac do banku;
  • ZUS i Urząd Skarbowy – to po stronie pracodawcy leży wygenerowanie odpowiednich deklaracji, które muszą zostać skierowane do ZUS i Urzędu Skarbowego. Program umożliwia automatyzację tego procesu i minimalizowanie ewentualnych błędów, które mogłyby wymusić konieczność złożenia deklaracji.

W niektórych miejscach z programu skorzystać może nie tylko pracodawca. Specjalnie wyodrębniony portal pracownika umożliwia sprawdzenie wszystkich niezbędnych szczegółów (np. wniosków urlopowych) pracownikowi, dzięki czemu nie trzeba będzie notorycznie udawać się do działu kadr w przypadku pojawiających się wątpliwości.

Gdzie warto zastosować program kadrowy?

Coraz popularniejsze programy kadrowe, które można dopasować do potrzeb przedsiębiorstwa, są tak naprawdę narzędziem uniwersalnym, możliwym do zastosowania w wielu miejscach. Zarówno jeżeli mowa o małych i średnich firmach, jak również tych miejscach, gdzie zatrudnionych jest po kilkaset lub więcej osób. Chętnie bazują na nich również biura księgowe, które zajmują się na co dzień obsługą podmiotów i ich pracowników z różnych sektorów. Nie trzeba obawiać się takich rozwiązań. Tym bardziej że dział kadr zawsze uczony jest obsługi programów od podstaw tak, aby zaznajomienie się z tematem nie sprawiało żadnych trudności.

Czy warto zdecydować się na automatyzację przez program kadrowy?

Nowoczesne oprogramowania to tak naprawdę inwestycja w przyszłość firmy, która będzie zwracała się przez wiele lat użytkowania. Za zastosowaniem takich systemów przemawia oszczędność czasu. Dzięki temu możliwe będzie skupienie się na najważniejszych zadaniach przez dział kadr. Często podczas wypełniania takich dokumentów dochodziło do popełniania błędów. Teraz mając taki program, który wiele rubryk wypełnia samodzielnie, owe błędy będą zdarzały się jeszcze rzadziej. Za takim systemem przemawia również pełna legalność i aktualizacje, które zawsze będą odbywać się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Przedsiębiorca nie będzie musiał obawiać się tego, że coś będzie źle wykonane, co też mogłoby wygenerować niepotrzebne koszta. Kolejną zaletą takich programów jest także lepsza organizacja danych. Wszystkie informacje o pracownikach znajdują się w jednym, bezpiecznym miejscu. To także wsparcie dla pracowników, które pozytywnie wpłynie na komunikację pomiędzy poszczególnymi działami. 

Każde przedsiębiorstwo dąży do tego, aby móc się rozwijać. Tak, aby w przyszłości móc osiągać jeszcze większe zyski. Warto więc szukać rozwiązań, które w pewnych sektorach mogą odciążyć działy kadrowe. Taką propozycją staje się oprogramowania kadrowe, które można wykorzystać do ewidencji pracy, zarządzania kandydatami, generowania zezwoleń, raportowania oraz do wielu innych czynności. 

Arche zdradza plany rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze i zakupu kolejnego obiektu w woj. śląskim

W piątek 23 stycznia b.r. w Katowicach w trakcie jubileuszowej X edycji 4 Design Days w ramach panelu zatytułowanego „Hot List: O tych projektach mówi branża! Najświeższe projekty, które już wkrótce zdefiniują miejski krajobraz”, znana z ratowania zabytków hotelarsko-deweloperska Grupa Arche przedstawiła swój projekt rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze oraz poinformowała o planach nabycia kolejnego — czwartego z kolei — historycznego obiektu w województwie śląskim. Jak oznajmił w nagraniu zaprezentowanym uczestnikom tego ważnego w świecie architektury i designu wydarzenia, prezes Arche Władysław Grochowski, tym razem jego firma ma apetyt na nieruchomość położoną w budynku dawnej elektrowni Renarda w Sosnowcu. 

— Jestem szczęśliwym człowiekiem, że mogę inwestować na Śląsku. To jest absolutna rewelacja! Obecnie intensywnie realizujemy tutaj projekty Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu i Pałacu Donnersmarcków w Siemianowicach Śląskich, a niedługo będziemy wchodzili z pracami do Elektrociepłowni Zabrze. Z kolei nasz kolejny nabytek, który myślę, że będzie dla wszystkich dużym zaskoczeniem, to stojący od wielu lat pustostan — niedokończony hotel — w Sosnowcu, który ma bardzo ciekawą historię. Wszystkie nasze cztery projekty są bardzo, bardzo ambitne. Pamiętam kiedy wiele lat temu trafiłem pierwszy raz do Sosnowca, jeszcze się przymierzałem do Śląska i wówczas szybko stamtąd uciekłem, ale teraz jak przyjeżdżam, to jestem tak naładowany dobrą energią, tak mi wszyscy kibicują, że wierzę, iż razem poderwiemy ten rejon mocno do góry, bo on na to zasługuje. Aktualnie prezydenci kolejnych śląskich miast chcą współpracować z Arche, jednak muszą troszkę poczekać, żebyśmy póki co dokończyli obecne rewitalizacje, lub przynajmniej byli na bardziej zaawansowanych etapach prac — mówił Władysław Grochowski prezes Arche.

Warto dodać, że niedokończony hotel w budynku dawnej elektrowni Renarda, a następnie kopalni Sosnowiec, jest starszy niż samo miasto. Jego najstarszą, zabytkową część wzniesiono w roku 1893, ale od tamtego czasu właściciele zmieniali się kilkakrotnie. W czasie okupacji należała ona do niemieckiego koncernu Preussag, a po zakończeniu II wojny światowej majątek znacjonalizowano — samą kopalnię przemianowując w 1946 r. na „Sosnowiec”. W latach 1949-1956 nosiła ona nawet imię Józefa Stalina. Natomiast po upadku PRL-u pod koniec lat 90. XX w. przedsiębiorstwo zrestrukturyzowano, ale i tak ostatecznie nie przetrwało i wydobycie zakończono w styczniu 1998 r. To był początek likwidacji Kopalni Węgla Kamiennego „Sosnowiec”, której nieruchomości podzielono i sprzedano. Nabył je lokalny przedsiębiorca, który planował uruchomić tam hotel ze spa. Biznesmen przebudowę rozpoczął w 2010 r. i  planował oddanie kompleksu do użytku w ciągu czterech lata. Jednak zamiast tego w 2014 r. prace budowlane przerwano, a obiekt zaczął popadać w ruinę — strasząc swoim wyglądem okolicznych mieszkańców.

Metamorfoza Elektrociepłowni Zabrze

W ostatnich latach Arche mocno inwestuje na Śląsku. W połowie ub.r. firma nabyła za 7,4 mln zł także zabytkową elektrociepłownię położoną w samym sercu Zabrza. Teraz ten niezwykły, ponad 5-hektarowy kompleks, składający się z 13 budynków poprzemysłowych, przejdzie spektakularną metamorfozę. Celem jest stworzenie przestrzeni, która połączy funkcje hotelowe, edukacyjne, kulturalne i gastronomiczne, zachowując przy tym ducha miejsca i industrialny charakter obiektu. Rewitalizacja ma kosztować ok. 70 mln zł i zakończyć się w 2028 r.

— Planując prace na terenie EC Zabrze, podchodzimy do tego zadania z ogromnym szacunkiem. Nie zamierzamy tu wchodzić z ciężkim sprzętem, by burzyć i budować wszystkiego od nowa. Naszym celem jest ożywienie miejsca, które od 1897 r. było „Sercem Śląska”. Chcemy, aby ten obiekt, który kiedyś dawał miastu prąd i ciepło, w przyszłości zaczął „produkować” dobrą energię poprzez kulturę, spotkania i edukację — wyjaśnia Piotr Grochowski główny architekt Arche.

Jego wizja architektoniczna jest prosta — Arche ma ingerować w zabytkowe mury tak mało, jak to tylko możliwe. EC Zabrze obecnie

— Nie będziemy ukrywać pęknięć ani czyścić cegieł do idealnej gładkości — te ślady to historia, którą chcemy zachować. Nowe elementy, które wprowadzimy do środka, będą lekkie i nienachalne. Często będą to rozwiązania mobilne, które będzie można przestawiać, by nie zdominowały potężnych, fabrycznych hal. Sercem projektu będzie żywe Muzeum Energetyki o powierzchni około 2 tys. m kw. W starej kotłowni pozostawimy olbrzymie piece, które staną się tłem dla nowoczesnych wystaw. Z kolei w hali turbin planujemy stworzyć przestrzeń gastronomiczną, przypominającą gwarną halę targową. Co najważniejsze — nie usuniemy stamtąd maszyn. Wielkie turbiny i pompy zostaną na swoich miejscach. Zamierzamy zamontować w nich przezroczyste elementy, żeby każdy mógł zajrzeć do ich środka — zdradza Piotr Grochowski.

Również powstała baza noclegowa będzie połączeniem historii z nowoczesnością. Łącznie zaprojektowania tam około 250 pokoi. Około 100 z nich urządzone będzie bezpośrednio w starych budynkach. Drugą część, czyli 150 pokoi, zrealizowane będą w zupełnie nowym budynku we wschodniej części terenu. Aby przyśpieszyć rewitalizację, Arche wykorzysta tam również nowoczesną technologię modułową. Ten budynek urbanistycznie domknie historyczną zabudowę, a jego detale będą nawiązywać do stalowej konstrukcji dawnych chłodni kominowych.

EC Zabrze obecnie

— EC Zabrze nie będzie zamkniętą twierdzą. Tworzymy tu otwartą przestrzeń dla inicjatyw społecznych. Zapraszamy szkoły na żywe lekcje historii i techniki. Tworzymy miejsce dla seniorów, którzy będą mogli aktywnie spędzać czas, dzieląc się swoją wiedzą o śląskim przemyśle. Całkowicie odmienimy też otoczenie budynków. Naszym celem jest dwukrotne zwiększenie powierzchni terenów zielonych. Chcemy, aby beton ustąpił miejsca naturze. W miejscu dawnych chłodni kominowych powstanie unikalny Park Industrialny. Znajdzie się tam nie tylko strefa festiwalowa na 5 tys. osób, ale także niezwykły, industrialny plac zabaw dla dzieci, wykonany z elementów nawiązujących do fabrycznej przeszłości. Chcemy, aby to miejsce łączyło pokolenia — od dzieci bawiących się w parku, przez młodzież na koncertach, po seniorów-przewodników. EC Zabrze ma stać się zielonym, otwartym punktem na mapie, połączonym ze szlakami Kopalni Guido i Sztolni Królowa Luiza, gdzie historia spotyka się z odpowiedzialną przyszłością — dodaje Piotr Grochowski.

Rosnący potencjał turystyczny Śląska

Arche mocno wierzy w rozwój turystyki na Śląsku. Wskazuje, że to wciąż nie w pełni doceniony przepiękny region Polski o rosnącym znaczeniu nie tylko turystyki biznesowej (MICE), ale i wypoczynkowej. A jego potencjał jest ogromny i różnorodny, oparty na unikalnym połączeniu dziedzictwa industrialnego, kultury, przyrody i zabytków, ale także z nowoczesnymi atrakcjami oraz dobrze rozwiniętą infrastrukturą.

— Inwestycja w EC Zabrzu to dla Grupy Arche kolejny krok w realizacji misji przywracania życia miejscom zapomnianym i tworzenia przestrzeni otwartych na ludzi, ideę wspólnoty i kulturę. To szczególny projekt, ponieważ łączy szacunek do lokalnej tożsamości z odwagą i innowacji. W istocie to nie tylko rewitalizacja, ale dowód, że historia może być fundamentem przyszłości i że robimy, coś dla kolejnych pokoleń. Stąd niezmiernie istotne jest dla nas budowanie lokalnych relacji, dbałość o środowisko i wszelkie detale, dlatego działamy w myśl zasady, że nic nie powinno się zmarnować. Dla przykładu materiały pozyskane z niezbędnych rozbiórek — stara cegła, stalowe elementy czy beton — nie trafią na śmietnik. Zostaną oczyszczone i wykorzystane ponownie przy aranżacji wnętrz oraz w małej architekturze na zewnątrz. Chętnie korzystamy też z wiedzy ludzi, których życie wiązało się z danym obiektem. Jest to wyraz respektu do zasobów i historii danego miejsca. Na pewno nasze cztery rewitalizacje na Śląsku będą wpisać się w rozwój regionu z korzyścią dla lokalnych społeczności — podsumowuje Adam Białas dyrektor komunikacji i operacji Arche.